Dzień wolny w Polsce ale nie na rynku

Święto Pracy pokazało nam co się może wydarzyć na rynkach walutowych kiedy dany kraj ma dzień wolny od pracy. Inflacja w Polsce bliższa celowi inflacyjnemu niż sądzili analitycy. Australia nie zmieniła stóp procentowych. Włosi ratują najstarszy bank.

1 maja na rynkach

Święto Pracy było dniem wolnym w wielu krajach, szczególnie Unii europejskiej. Rynki walutowe jednak nie spały. Inwestorzy tego dnia wyraźnie nie byli zainteresowani Polską. Pod nieobecność rodzimych inwestorów ze względu na mniejszą płynność na rynku gwałtownie na wartości straciła złotówka. W szczytowym momencie za jedno euro płacano aż 4,29 zł, Funt dotarł do 4,88 zł, frank do 3,59 zł, dolar z kolei 3,57 zł. Przecena ta była najwyraźniej przesadna, gdyż dzisiaj od rana oglądamy odwrócenie się tego ruchu. Euro kosztuje 4,2550 zł, funt 4,82 zł, frank 3,56 zł a dolar 3,54 zł. W trakcie dni wolnych w Europie takie rzeczy na walutach są relatywnie często spotykane. Najprawdopodobniej jakiś większy podmiot wymieniał większą ilość waluty i ze względu na mniejszą ilość ofert znacznie mocniej zmienił tym samym cenę rynkową.

Inflacja w Polsce

O godzinie 10:00 poznaliśmy odczyt inflacji z naszego kraju. Wynik 1,6% w skali roku jest o 0,1% wyższy od oczekiwań analityków. Sama informacja pojawiła się na rynku w trakcie ruchu powrotnego po wczorajszym osłabieniu się złotego zatem ciężko oceniać jaki miała wpływ na notowania walut. W dłuższym okresie inflacja zbliżająca się do celu inflacyjnego jest dobrym sygnałem dla złotego.

Australia nie zmieniła stóp procentowych

Wczoraj w godzinach wczesnoporannych otrzymaliśmy informacje z Królewskiego Banku Australii. Stopy procentowe pozostały bez zmian i główna stawka wynosi nadal 1,5%. Kraj ten, jeżeli chodzi o wysokość stóp procentowych, jest dość wyjątkowy na arenie międzynarodowej. Podczas gdy inne banki centralne krajów na tym poziomie rozwoju gospodarczego tuż po kryzysie obniżały stopy procentowe w okolice 0% Australia bardzo długo utrzymywała wyższe poziomy. Poniżej 2% zostały one obniżone dopiero w 2016 roku.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na:

  • 14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Pierwszy skok (PMI) w tym roku

PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w kwietniu do 53,9 pkt. (vs 53,7 pkt. w marcu; PKO: 54,3 pkt; konsensus: 53,2 pkt.), sygnalizując, że dynamika aktywności w krajowym przetwórstwie przemysłowym pozostaje wysoka. Wraz z kwietniowym wynikiem obecna seria odczytów stanowi najdłuższy w historii badań (43. miesiąc z rzędu) okres pozostawania indeksu powyżej neutralnego progu 50 pkt.Pierwszy skok (PMI) w tym roku

W kwietniu zarejestrowano najsilniejsze od początku roku tempo wzrostu produkcji oraz relatywnie silny wzrost zatrudnienia (jednak nieznacznie słabszy niż w marcu). Wyraźnie odbiły nowe zamówienia, w szczególności eksportowe, które powróciły powyżej 50 pkt. (najpewniej dzięki osłabieniu obaw związanych z protekcjonistyczną polityką USA). Jednocześnie opóźnienia w dostawach były najwyższe od grudnia 2010. Wyhamował jednak wzrost aktywności zakupowej firm.

Kwietniowy wynik badania PMI wskazuje na osłabienie presji wywieranej w 1q18 na produkcję przemysłową przez spadek popytu eksportowego. Pomimo odbicia subindeksu nowych zamówień, utrzymuje się on poniżej przeciętnej wartości z poprzednich kwartałów, co wskazuje, że potencjał do przyspieszenia produkcji jest ograniczony. Niemniej, dobry start PMI w 2q18 sugeruje kontynuację silnego wzrostu PKB (w okolicach 5% r/r) obserwowanego na początku roku.

Wyniki ankiety PMI dotyczące procesów cenotwórczych wskazują na nieznaczne wzmocnienie presji cenowej. Subindeks cen wyrobów gotowych nieznacznie wzrósł, wspierając naszą opinię, że zaskakująco głębokie obniżenie inflacji CPI na początku tego roku miało charakter przejściowy. Niemniej, subindeks ten nadal znajduje się poniżej przeciętnej wartości z 4q17 i 1q18, co sugeruje, że oczekiwane odbicie inflacji nie będzie silne.koszty produkcji a inflacja

Dane są neutralne dla oceny perspektyw polityki pieniężnej i naszych średnioterminowych prognoz wzrostu PKB (4,6% w tym roku).

Źródło: PKO Bank Polski

Długi telekomunikacyjne seniorów

Prawie 26 tys. osób po 65 roku życia nie płaci rachunków za telefon. Ich łączna zaległość wpisana do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynosi już prawie 57,6 mln zł. Wśród seniorów niepłacących za rozmowy jest więcej kobiet, mimo że według badania* zrealizowanego na zlecenie BIG InfoMonitor – co trzecia kobieta nie posiada komórki. Najstarszym dłużnikiem telekomunikacyjnym jest 80-letni mieszkaniec Elbląga, którego dług przekracza 40 tys. zł.

Wśród seniorów jest 13 997 kobiet i 11 835 mężczyzn, którzy za niepłacenie za telefon trafili do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Na panie przypada 54 proc. z 57,6 mln zł zaległości seniorów względem operatorów. Średni dług telefoniczny osoby po 65 roku życia wynosi 1 613 zł. Składają się na niego zarówno rachunki za telefon komórkowy jak i stacjonarny.

Z badania zrealizowanego na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że co czwarty senior nie posiada telefonu komórkowego, częściej są to kobiety – bo co trzecia (34 proc.), podczas gdy wśród panów nie ma komórki jedynie co siódmy (14 proc.). Choć należy zauważyć, że w najmłodszej grupie seniorów 65-74 lata rozpowszechnienie telefonów komórkowych wynosi 80 proc. z czego 30 proc. to smartfony. Komórki są zdecydowanie częściej w posiadaniu mieszkańców największych miast (85 proc.) niż wsi (63 proc.).

80-latek i 77-latka z długami za telefon na ponad 100 tys. zł
Źródło: Badanie Instytut ARC na zlecenie BIG InfoMonitor

Spekulanci wywołali panikę na złotym. Kurs euro w długi weekend po 4,3 zł

Dolar w dwa dni podrożał o 10 gr. Za euro podczas pierwszomajowego handlu trzeba było zapłacić nawet 4,30 zł. Dlaczego polska waluta w ostatnich dniach była najsłabsza na świecie i czy ma to związek z długim weekendem? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Gdy mieszkańcy większości krajów w Europie odpoczywali podczas święta pracy, walutowi spekulanci w Londynie oraz w Nowym Jorku nie próżnowali. Brytyjscy i amerykańscy traderzy wykorzystali niewielką płynność na niektórych walutach i spowodowali ich poważną przecenę. Dramatyczne spadki wartości były zauważalne nie tylko na złotym. Silnie ucierpiała szwedzka oraz czeska korona, a także południowoafrykański rand.

Złoty najsłabszą walutą na świecie

Spekulanci walutowi bardzo sprytnie wybrali moment swojego zagrania. Od dobrych kilku dni mamy do czynienia z gorszymi nastrojami na rynkach krajów rozwijających się, a w niektórych państwach (np. w Szwecji) maleje prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych. Z kolei amerykański Fed prawdopodobnie przyspieszy zacieśnianie polityki pieniężnej, co oznacza zwykle powrót do USA zainwestowanego poza Stanami Zjednoczonymi kapitału.

Osłabienie walut typu południowoafrykański rand czy złoty było więc względnie naturalną reakcją na wydarzenia globalne. Nienaturalna natomiast była skala tych zmian. W porównaniu do piątkowego zamknięcia złoty stracił 2,64 proc. do dolara i był nie tylko najsłabszy wśród walut krajów rozwijających się, ale także najgorszy wśród 150 walut świata oprócz wenezuelskiego boliwara.

Długi weekend nie dla spekulantów

Paniczna wyprzedaż złotego podczas pierwszych godzin maja była z jednej strony efektem obserwowanego od kilku dni odpływu kapitału z rynków wschodzących, ale z drugiej bardzo małej płynności podczas handlu tego dnia. Zostało to wykorzystane przez spekulantów do gry przeciwko polskiej walucie, próbie aktywacji zleceń typu stop loss (automatyczna redukcja straty) na złotym i tym samym kupna złotego pod niskim kursie.

Bardzo podobna strategia została zastosowana na szwedzkiej oraz czeskiej koronie, a także południowoafrykańskim randzie. W tych krajach handel również był ograniczony (święto pracy), a dodatkowo nastawienie do nich było negatywne (w Szwecji oraz w Czechach prawdopodobnie podwyżki stóp procentowych będą później niż oczekiwano). Wszystkie te waluty straciły od piątku ponad 2 proc. w stosunku do dolara.

Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że wyprzedaż nie miała charakteru globalnego. Znaczna część walut azjatyckich oraz latynoamerykańskich zachowywała się standardowo, a zmiany na nich nie przekraczały 1 proc. To potwierdza, że zmiany kursów na złotym czy na czeskiej koronie miały znamiona silnie spekulacyjne, a nie fundamentalne, czyli związane z kondycją gospodarki.

Co dalej ze złotym?

Sytuacja na polskiej walucie powinna się poprawiać, a kurs stabilizować w kolejnych dniach. Prawdopodobnie na początku przyszłego tygodnia euro będzie o kilka groszy tańsze, a ruch spekulacyjny powinien wygasać, gdy większość uczestników rynku wróci do pracy po majowej przerwie. Jednak w kolejnych tygodniach perspektywy złotego oraz innych walut krajów rozwijających się mogą pozostawać słabe ze względu na przyspieszenie tempa podwyżek stóp procentowych przez amerykańską Rezerwę Federalną.

Grupa Abadon Real Estate z ponad 16 mln zł zysku netto za 2017 rok

Grupa Abadon Real Estate wypracowała w 2017 roku ponad 425,2 mln zł przychodów ze sprzedaży, zysk EBITDA na poziomie 19,9 mln zł oraz zysk netto w wysokości 16,2 mln zł. Backlog Grupy na lata 2018-2021, bazujący wyłącznie na przewidywanych zleceniach od holdingu Murapol wynosi ponad 2 mld zł, z czego w 2018 r. będą realizowane prace o wartości ponad 500 mln zł.

86 proc. ubiegłorocznych przychodów ze sprzedaży Grupa Abadon RE wypracowała z działalności usługowej, obejmującej m.in. generalne wykonawstwo, usługi architektoniczno-projektowe, akwizycje i marketing. Pozostałe blisko 14 proc. to wpływy zrealizowane przez Cross Bud Sp. z o.o. – dystrybutora materiałów budowlanych.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Abadon Real Estate S.A.

– Miniony rok był pierwszym pełnym rokiem obrotowym dla nowopowstałej Grupy Abadon Real Estate, która w wyniku rozpoczętej w 2016 roku, a sfinalizowanej na początku ub.r. reorganizacji holdingu Murapol, skupia jego segment doradczo-wykonawczy. Ciągłość działalności podmiotom wchodzących w skład Grupy zapewnia współpraca z dominującymi i pierwszymi zleceniodawcami czyli spółkami z holdingu Murapol. Stabilna i sprawdzona kooperacja oraz portfel projektów przygotowywanych przez holding, obejmujący ponad 22 tys. lokali mieszkalnych, gwarantuje spółkom wykonawczym Grupy Abadon RE stały strumień zleceń na najbliższe 5 lat – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Abadon Real Estate S.A. – Jednocześnie pragnę podkreślić, że Grupa Abadon RE jest otwarta na zlecenia od podmiotów zewnętrznych, a jej bogate kompetencje są w stanie odpowiedzieć na potrzeby najbardziej wymagających klientów i skomplikowane koncepcyjnie projekty. – dodaje Nikodem Iskra.

W minionym roku, w efekcie przejęcia grupy budowlanej AWBUD, kompetencje Abadon RE zostały wzmocnione i uzupełnione o specjalizacje w obszarze budownictwa przemysłowego, ekologii i energetyki, reprezentowane przede wszystkim przez dwie kluczowe spółki AWBUD S.A. oraz Instal Lublin Sp. z o.o. Pierwsza z nich to podmiot wyspecjalizowany w kompleksowym prowadzeniu inwestycji, posiadający silne kompetencje w pracach żelbetowych dla klientów z sektorów przemysłowego, użyteczności publicznej, budownictwa ogólnego, a także infrastruktury oraz ochrony środowiska. Z kolei Instal Lublin Sp. z o.o. jest jedną z największych firm z branży instalacyjnej w Polsce, od ponad 60-ciu lat specjalizującą się w usługach związanych z projektowaniem i montażem instalacji.

– Włączenie powyższych podmiotów do Grupy Abadon RE pozwoliło nam nie tylko wejść w nowe segmenty rynku nieruchomościowego, ale także zwiększyć możliwości produkcyjne w obsłudze inwestycji mieszkaniowych holdingu Murapol. Plan wzrostu zakłada konsekwentne zacieśnianie współpracy operacyjnej pomiędzy podmiotami, tak aby w ciągu najbliższych 2-3 lat portfel zleceń AWBUD S.A. w 50 proc. składał się z kontraktów otrzymywanych od spółek z holdingu Murapol. – podsumowuje Nikodem Iskra, prezes zarządu Abadon Real Estate S.A.

Strategia rozwoju Abadon Real Estate S.A. zakłada maksymalne wykorzystywanie potencjału powstałego podmiotu, zarówno w realizacji projektów dla holdingu Murapol, jak i wychodzenie z ofertą do szerokiego rynku podmiotów zewnętrznych.

Dolarowe byki nie mają wolnego

Wczoraj spora część Europy miała wolne w związku z obchodami Święta Pracy, ale za to nie próżnowali uczestnicy rajdu dolara. EUR/USD osunął się pod 1,20, GBP/USD spadł pod 1,36, a USD/PLN zahaczył o 3,57. Konrad BiałasDolar lśni przez lepszą postawę gospodarki USA na tle reszty świata, co na początku roku większość inwestorów widziała zupełnie inaczej. Do grudnia obraz może się ponownie diametralnie zmienić, ale teraz byki są w natarciu.

Płytkość świątecznego rynku bez wątpienia pomogła, ale dalej mogą liczyć się wydarzenia makro z USA. Dziś na pierwszym planie jest finisz posiedzenia FOMC, choć szanse na niespodzianki są niewielkie. Jest niemal pewne, że stopy procentowe zostaną utrzymane na obecnym poziomie, a forma komunikacji ograniczona do samego oświadczenia (konferencja prasowa odbywa się co drugie posiedzenie) zawężą paletę sygnałów dla rynku. Jest bardziej prawdopodobne, że FOMC będzie czuł się dobrze z utrzymaniem języka odnośnie „gradualnego” tempa zacieśniania, które pozostawia furtkę dla czwartej podwyżki w 2018 r., ale nie stanowi deklaracji. Z drugiej strony seria pozytywnych odczytów danych z gospodarki pozwala na podtrzymanie optymistycznego tonu i przełożenie tego na bardziej jastrzębi tekst komunikatu, co nieoficjalnie będzie sugerować pewność kolejnej podwyżki stóp procentowych w czerwcu. Jednak przy rynkowej wycenie takiego scenariusza na ok. 90 proc., modyfikacje komunikatu w tym kierunku nie powinny robić większego wrażenia na inwestorach.

Zatem USD może nie dostać silnego sygnału ze strony Fed, ale to wcale nie oznacza, że paliwo dla rajdu się wyczerpało. Przełom miesiąca to bardzo ciekawy okres, a jeśli dodatkowo jest przeplatany świętami, to tylko potęguje „bałagan”. Jeśli przyjmiemy, że za ostatnią aprecjacją stoi przede wszystkim skrucha spekulantów (którzy wieścili dolarowi klęskę w tym roku), to dolar nie jest jeszcze silny swoją siłą, ale mocny wymazywaniem mylnie postrzeganej słabości. To oznacza, że ma jeszcze potencjał do kontynuacji wzrostów, jeśli jej motorem stanie się rosnące przekonanie o jego faktycznej sile. Taka fala popytu na USD może przyjść ze strony kapitału portfelowego, który będzie skuszony rosnącymi rentownościami obligacji USA, albo widział w nich mniej ryzykowną alternatywę dla inwestycji w rynki wschodzące. Przy okazji, wczorajsza obniżka ratingu Turcji przez agencję S&P pojawia się w wyjątkowo niedobrym momencie.

Równie niefartowny był termin spekulacji odnośnie potencjalnych cięć dla Polski w unijnym budżecie po 2020 r. Pomimo szumu medialnego z ostatnich dni, wczorajsze informacje sugerują, że nie należy się spodziewać znacznych cięć udziałów w budżetach na spójność i rolnictwo. Obniżki względem poprzedniego planu są nieuniknione (z uwagi na wyłączenie Wielkiej Brytanii), ale osobiście wątpię, by Bruksela była zainteresowana wprowadzaniem dodatkowych kryteriów dla „karcenia” państw z Europy Środkowo-Wschodniej za różnicę zdań w sprawie uchodźców (lub reform), gdyż ryzykowałaby pogorszenie swojego wizerunku w oczach obywateli tych krajów niż osłabiłaby pozycję rządów. Nie zmienia to faktu, że zła prasa plus płytki rynek (i siła dolara) są idealną mieszanką dla wywołania wyprzedaży waluty. Jakkolwiek mam trudność w racjonalizowaniu wczorajszego skoku EUR/PLN o 5 groszy do 4,29 (i USD/PLN o 6 gr do 3,57), tak w klimacie dominacji dolara nie podejmę się ryzyka przepowiadania rychłego odreagowania słabości złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zobacz jak surowce wpływają na AUDUSD

W dzisiejszej, zglobalizowanej gospodarce, istnieje wiele wzajemnych powiązań, które pośrednio lub bezpośrednio wpływają na decyzje rynkowe co z kolei ma odniesienie na wartość waluty. Na każdą walutę może wpływać inny czynni, dzisiaj zajmiemy się dolarem australijskim, który uważany jest za jedną z głównych par surowcowych. Jak sama nazwa wskazuje notowania dolara australijskiego w dużym stopniu uzależnione są od wyceny poszczególnych surowców.

Gospodarka australijska jest gospodarką, która w głównej mierze opiera się na wydobyciu i eksporcie surowców naturalnych, jak przedstawiono na poniższym diagramie.

Obecnie kraj należy do największych eksporterów na świecie. Głównymi towarami eksportowymi są: węgiel kamienny, złoto, produkty przerobu ropy naftowej, tlenek glinu, rudy żelaza, skroplony gaz ziemny, uran, nikiel, srebro, cynk, miedź, szafiry i opale.

Dlatego, iż sektor wydobywczy stanowi główny filar eksportu, pierwszym przedmiotem analizy będzie zestawienie indeksu CRB metali, który odzwierciedla ceny tych surowców na rynkach światowych, z przebiegiem pary walutowej AUD/USD.

cry i audusd kor

Źródło: Bloomberg CRB

Jak wynika z powyższego wykresu waluta australijska jest silnie skorelowana z cenami metali na szerokim rynku, tj. każdorazowej zmianie wartości indeksu CRB, towarzyszyła analogiczna zmiana wartości pary walutowej AUD/USD.

Jednak najważniejszym czynnikiem wpływającym na notowania AUD jest ruda żelaza. Surowiec ten jako pojedynczy składnik indeksu CRB nie ma znaczącego wpływu na wartość tego indeksu, jednak będąc głównym towarem eksportowym Australii (33% całkowitego eksportu) ma znaczący wpływ na wartość waluty, co przedstawia poniższy wykres.

Notowania AUDUSD (kolor biały) na tle rudy żelaza

Notowania AUDUSD (kolor biały) na tle rudy żelaza

Źródło: Bloomberg

Związek ten ma jednak charakter pośredni. Spadek cen towarów eksportowanych ma bezpośrednie przełożenie na poziom przychodów przedsiębiorstw, które zajmują się głównie eksportem. Spadek przychodów tych przedsiębiorstw wpływa na decyzje dotyczące poziomu zatrudnienia i stawek wynagrodzeń. Obniżenie zatrudnienia oraz cięcie wynagrodzeń przekłada się na ogólną sytuacje gospodarczą. Ludzie wydają mniej i oszczędzają więcej, w obawie o utratę zarobków. Poziom konsumpcji spada, co niesie za sobą pogorszenie sytuacji innych przedsiębiorstw produkcyjnych. Obniża się PKB, zauważalne jest osłabienie kondycji gospodarki krajowej, a więc spada również zaufanie inwestorów do walut, co powoduje spadek jej wartości, czyli deprecjację.

Po pogorszeniu się warunków gospodarczych w Australii, Bank Centralny również przystępuje do działania i obniża stopy procentowe, co przekłada się na dalszą deprecjację AUDUSD.

Oprócz tego warto spojrzeć na głównych partnerów handlowych Australii. Kluczową rolę odgrywają tutaj Chiny, których udział w eksporcie Australii stanowi w przybliżeniu 44% całkowitego eksportu. Dlatego też każdorazowe spowolnienie gospodarcze tego kraju odbija się na gospodarce Australii. Do równie ważnych partnerów handlowych zaliczają się: Japonia (29%), Korea Płd. (9%) Hong Kong (6%) i Indie (6%).

Czym większe problemy w gospodarce chińskiej, tym inwestorzy skłonni są do dalszej wyprzedaży dolara australijskiego. Z drugiej strony dobra sytuacja w gospodarce chińskiej przekłada się na wzrost notowań AUD.

Podsumowanie

Jak wynika z powyższej analizy, wartość dolara australijskiego w dużej mierze zależy od aktualnego trendu na rynku surowców. Jak wykazano, dodatkowym czynnikiem, który oddziałuje na walutę australijską jest kondycja gospodarek głównych partnerów handlowych Australii. Wszystkie wyżej przytoczone argumenty potwierdzają tezę, że dzisiejsze rynki finansowe funkcjonują jako system naczyń połączonych i każdorazowa zmiana sytuacji na jednym rynku wpływa na inny rynek. Mówiąc o globalizacji ważne jest również podkreślenie roli wciąż rosnącego kapitału spekulacyjnego, który powoduje szybsze przemieszczanie się kapitału między rynkami, a co za tym idzie szybsze reakcje na fluktuacje rynków.

30 kwietnia wchodzi w życie pakiet kolejnych zmian w prawie dla przedsiębiorców. Możliwe będzie prowadzenie działalności bez rejestracji

30 kwietnia wchodzi w życie pakiet kolejnych zmian w prawie dla przedsiębiorców. Możliwe będzie prowadzenie działalności bez rejestracji 1

Od dziś przedsiębiorcy mają swoją Konstytucję. Część z wprowadzonych zmian ma za zadanie zachęcać do zakładania działalności gospodarczej. To m.in. instytucja działalności nierejestrowej dla osób, które będą osiągać niewielkie przychody. Konstytucja Biznesu to kolejne zmiany w prawie dla przedsiębiorców, które weszły lub wejdą w życie w tym roku. Od stycznia 2018 roku działa jednolity plik kontrolny (JPK) dla małych i średnich firm, a od lipca zostanie on rozszerzony także o inne rejestry, nie tylko VAT. Zmiany dla przedsiębiorców oznaczają też zmiany dla księgowych. Według ekspertów z firmy inFakt, większość z nich jest zadowolona z nowych propozycji.

– Najważniejsza zmiana, która weszła w życie już w styczniu, to ta, że wszyscy mikroprzedsiębiorcy również ci, którzy są czynnymi podatnikami VAT, mają obowiązek co miesiąc, do 25 dnia kolejnego miesiąca, przesyłać tzw. JPK VAT – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy inFakt. – To formularz, sprawozdanie, w którym zawarte mamy wszystkie dane zawarte w rejestrach VAT-owskich. Kolejna zmiana, również dotycząca JPK, wejdzie w życie 1 lipca. Na wezwanie organów podatkowych wszyscy przedsiębiorcy, nie tylko VAT-owcy, będą mieli obowiązek przesyłać inne rejestry w formie JPK, np. w taki sposób będziemy przesyłać książkę przychodów i rozchodów czy rejestr faktur za dany miesiąc lub wydruki z rachunku bankowego.

30 kwietnia wejdą w życie zmiany zakładające możliwość prowadzenia działalności bez rejestracji. Taką możliwość będą miały osoby, które w miesiącu uzyskiwać będą przychody nieprzekraczające połowy pensji minimalnej, czyli w 2018 roku 1050 zł. To dobre rozwiązanie np. dla osób wykonujących prace dorywcze, dorabiających do budżetu domowego zasilanego przez np. współmałżonka.

Inne rozwiązanie z kolei zakłada, że przez pierwsze pół roku po założeniu firmy przedsiębiorca będzie zwolniony ze składek ZUS-owskich (z wyjątkiem zdrowotnej). Warunkiem będzie to, żeby działalność była założona po raz pierwszy lub żeby od czasu zamknięcia poprzedniej upłynęło co najmniej 5 lat, czyli tak samo jak obecnie w przypadku „małego ZUS”. Co więcej, po upływie pół roku przedsiębiorcy przysługuje nadal prawo do niższych składek przez 24 miesiące.

– Kolejna ważna zmiana to split payment, który wchodzi w życie od dnia 1 lipca. Tutaj mamy kwestię podzielonej płatności, czyli jeżeli kontrahent otrzyma fakturę, będzie mógł zdecydować się na to, aby wybrać opcję split payment co będzie oznaczać, że kwota netto trafi na rachunek rozliczeniowy kontrahenta, natomiast kwota VAT-u trafi na jego rachunek VAT – wyjaśnia Magdalena Sławińska-Rzemek. – Z tym związany jest szereg różnych niedogodności i problemów dla kontrahentów, którzy kwotą VAT-u już nie będą mogli dysponować, ponieważ będzie ona niejako zamrożona i tylko VAT będą mogli zapłacić z tego rachunku. To zmiana, która mocno elektryzuje przedsiębiorców i księgowych.

Problem polega na tym, że obecnie przedsiębiorca otrzymuje od kontrahenta zapłatę kwoty brutto, czyli razem z VAT-em, co powoduje, że fizycznie ma na koncie większą kwotę i wyższą w tym momencie płynność finansową. Natomiast kwota z konta VAT będzie niejako zamrożona, ponieważ będzie można ją przeznaczyć na opłacenie tego podatku. Właściciel firmy nie będzie więc już mógł zapłacić tymi pieniędzmi np. pensji pracowników, a VAT wyrównać z kolejnych wpływów.

Być może split payment w pewnym zakresie będzie dla niektórych korzystny, na pewno nie dla wszystkich, ale dla niektórych zapewne tak, dlatego że jeżeli mamy solidarną odpowiedzialność za zobowiązania podatkowe kontrahenta i skorzystamy z opcji split payment, możemy się z takiej odpowiedzialności zwolnić – tłumaczy doradca podatkowy z inFaktu. – Przy dużych kwotach wynikających z faktury dla niektórych przedsiębiorców będzie to zdecydowanie korzystna opcja.

InFakt sprawdził na początku roku, jak na wprowadzenie jednolitego pliku kontrolnego zareagowali księgowi zatrudnieni w firmach i rozliczający ich finanse. Zdaniem Magdaleny Sławińskiej-Rzemek to właśnie ta zmiana ma największy wpływ na pracę na tych stanowiskach. Okazało się, że opinie są bardzo spolaryzowane: największa grupa pytanych, 44 proc., odpowiedziała, że ocenia zmiany zdecydowanie pozytywnie, ale już 35 proc. udzieliło dokładnie odwrotnej odpowiedzi. Po 8 proc. ankietowanych uznało, że wprowadzenie JPK jest dla nich neutralne oraz że ocenia je pozytywnie, ale ma pewne zastrzeżenia. Natomiast 5 proc. uznało, że skoro wprowadzono taki obowiązek, to trzeba się z niego wywiązać.

– Większość księgowych raczej jest zadowolona z tych zmian. W przypadku JPK być może będzie dla nich ułatwieniem to, że przedsiębiorcy co miesiąc muszą przesyłać faktury, księgowi liczą na to, że przedsiębiorcy będą bardziej zdyscyplinowani i faktury będą przesyłać w terminie, nie będą dosyłać ich później właśnie ze względu na to, że JPK należy składać co miesiąc – wyjaśnia doradca podatkowy. – Bardziej sceptyczne podejście jest do split payment, dlatego że przedsiębiorcy bardzo mocno obawiają się tej instytucji, natomiast księgowi są raczej pozytywnie nastawieni do zmian, które weszły w życie bądź wchodzą w niedługim czasie.  

Polacy piją coraz bardziej odpowiedzialnie. Mniej nietrzeźwych osób siada za kierownicą

Polacy piją coraz bardziej odpowiedzialnie. Mniej nietrzeźwych osób siada za kierownicą 2

Alkohol to dla Polaków ważna część tradycji i rytuałów. Ponad 40 proc. twierdzi, że spożywa go przede wszystkim podczas świąt i spotkań towarzyskich. Polacy lubią alkohol i piją go coraz bardziej odpowiedzialnie. Z roku na rok zmniejsza się liczba kierowców prowadzących samochód w stanie nietrzeźwym, a tym samym spada liczba powodowanych przez nich wypadków.

Wiosna i lato to czas, gdy Polacy chętniej niż w pozostałych miesiącach roku decydują się na krótkie, nawet dwudniowe, wyjazdy. Tego rodzaju wypadom sprzyjają też długie weekendy. Często łączą się one ze spotkaniami ze znajomymi lub członkami rodziny, na których zazwyczaj pojawia się alkohol. Jego spożycie w Polsce wprawdzie spada, wciąż jest jednak wysokie, tego rodzaju napoje pije ponad 80 proc. społeczeństwa, przy czym najwięcej, bo 94 proc., w grupie wiekowej 18–24 lata. Jak pokazuje badanie przeprowadzone przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia w ramach kampanii „Alkohol. Zawsze odpowiedzialnie”, Polacy traktują napoje alkoholowe jako ważną część tradycji i rytuałów.

Ponad 40 proc. Polaków deklaruje, że najważniejszym powodem spożywania alkoholu jest celebrowanie świąt, okazji rodzinnych i spotkań. Alkohol kojarzy się Polakom z pobudzeniem, miłą atmosferą, chęcią działania, nawiązywaniem nowych znajomości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ryszard Woronowicz, rzecznik prasowy Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy.

Wśród najczęstszych motywacji do picia alkoholu ankietowani wskazywali tradycję lub zwyczaj, chęć lepszej zabawy na imprezie oraz picie dla smaku jako dodatek do serwowanych podczas spotkania potraw. Pozytywne konotacje związane z napojami alkoholowymi deklarowały osoby często sięgające po alkohol, abstynenci utożsamiają go natomiast ze szkodliwym wpływem na zdrowie. 26 proc. respondentów stwierdziło, że alkohol wywołuje w nich skojarzenia ze świętami, spotkaniami z przyjaciółmi oraz imprezami, 21 proc. kojarzy go natomiast z wesołością, pobudzeniem i dobrym nastrojem.

– Większość osób, która spożywa alkohol, robi to w sposób odpowiedzialny, to ponad 88 proc. Tylko 7 proc. spożywa alkohol nieodpowiedzialnie. Zależy nam na tym, żeby grupa spożywających alkohol odpowiedzialnie była jak największa – mówi Ryszard Woronowicz.

Niezależnie od formy podania alkohol pozostaje on substancją wpływającą na działanie układu nerwowego. Nawet niewielkie jego ilości mogą negatywnie oddziaływać na wzrok, słuch, zdolność odbierania bodźców, spowolnienie ruchów i czasu reakcji, a także zmniejszenie koncentracji, niezbędnej do prowadzenia samochodu. Tradycyjne sposoby radzenia sobie ze stanem upojenia, np. spacer, picie kawy lub zjedzenie obfitego posiłku, mogą jedynie poprawić samopoczucie, nie obniżą jednak poziomu alkoholu we krwi. Przed wyruszeniem w drogę warto więc sprawdzić, czy nie przekracza on norm bezpieczeństwa, np. na pobliskim posterunku policji.

– Na stronach internetowych kampanii „Alkohol. Zawsze odpowiedzialnie” można na przykład znaleźć kalkulator, który w prosty sposób pokaże nam, po wstawieniu tego, jaką ilość alkoholu wypiliśmy, wagi i płci, czy już możemy wsiąść za kółko, czy jeszcze powinniśmy trochę odczekać – mówi Ryszard Woronowicz.

Z roku na rok zmniejsza się liczba Polaków siadających za kierownicą po spożyciu alkoholu, jak wynika z danych policyjnych w 2017 roku zatrzymano o 6 proc. mniej nietrzeźwych kierowców niż w roku poprzednim. O blisko 5 proc. spadła natomiast liczba wypadków spowodowanych przez osoby prowadzące auto pod wpływem alkoholu. Zdaniem ekspertów zwiększa się również świadomość Polaków na temat niebezpieczeństw grożących w czasie jazdy z nietrzeźwym kierowcą.

– Coraz częściej mamy przypadki, kiedy osoby postronne reagują, gdy ktoś pod wpływem alkoholu próbuje wsiąść za kierownicę. Odsetek osób, które tolerują tego typu zachowania, spada i to bardzo szybko – mówi Ryszard Woronowicz.

Poprawa sytuacji w tym zakresie to efekt zarówno walki policji z nietrzeźwością kierowców, jak i licznych kampanii społecznych uświadamiających zagrożenia związane z tego rodzaju postępowaniem. Zdaniem eksperta akcje edukacyjne i informacyjne powinny być intensyfikowane, ponieważ mają one lepszy wpływ na zachowanie Polaków niż uregulowania prawne.

Jak pokazuje doświadczenie, restrykcyjne prawo dotyczące spożywania alkoholu i zakaz sprzedaży nie działają. Ludzie nie lubią, kiedy im się czegoś zakazuje, natomiast pozytywne przykłady i pozytywne podejście do tematu, kampanie edukacyjne, informacyjne zdecydowanie przynoszą efekt – mówi Ryszard Woronowicz.

Warszawa gospodarczym motorem Europy Środkowo-Wschodniej. Przyciąga coraz więcej inwestorów

Warszawa gospodarczym motorem Europy Środkowo-Wschodniej. Przyciąga coraz więcej inwestorów 3

Warszawa nadrabia zaległości wobec innych stolic państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej i przyciąga coraz więcej inwestorów. Atutami miasta są rozbudowana powierzchnia biurowa, dostęp do wykwalifikowanej kadry i otwarty charakter mieszkańców. Władze Warszawy zapowiadają kolejne inwestycje, które pomogą przyciągnąć inwestorów, w tym także przeciwdziałanie skutkom takich problemów, jak niedostateczna liczba mieszkań na rynku.

 Głównym atutem Warszawy jest to, że to największy hub ekonomiczny w naszym regionie Europy. Jeszcze 10–12 lat temu była kopciuszkiem, miastem nieodkrytym, z dużym potencjałem, ale zawsze w cieniu dominujących miast, jak Budapeszt czy Praga, które ściągały duże inwestycje. Warszawa ciężką pracą, nie tylko władz miasta, lecz także całego rynku, odrabiała zaległości, które wynikały i z historycznych opóźnień. Kapitałowo nasz kraj zaczął być bardzo atrakcyjny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Olszewski, wiceprezydent miasta stołecznego Warszawy.

Raport Foreign Direct Investment Intelligence „Europejskie miasta i regiony przyszłości 2018/2019” wskazuje, że Warszawa jest w czołówce europejskich miast przyszłości. W kategorii miast przyjaznych biznesowi wyprzedza ją tylko Londyn i Dublin, w tyle zostawiła m.in. Paryż, Moskwę czy Budapeszt. Pod względem strategii przyciągania inwestycji zagranicznych Warszawa plasuje się na ósmym miejscu, a z miast regionu wyprzedza ją tylko Moskwa.

 Warszawa, która miała jeszcze kilka lat temu mniej niż 3 mln mkw. powierzchni biurowej, dzisiaj ma ich prawie 5,3 mln. Wkrótce będzie to niemal dwukrotnie więcej niż w Pradze [3,3 mln mkw. – red.]. Trudno jest zestawiać Warszawę z innymi polskimi miastami. Cała powierzchnia biurowa we wszystkich polskich średnich i dużych miastach jest mniejsza niż ta, którą dysponuje stolica. Chcemy pokazywać, że Warszawa jest gospodarczym motorem Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Michał Olszewski.

Obecnie Warszawa dysponuje blisko 5,3 mln mkw. powierzchni biurowej, z czego 49 proc. stanowi powierzchnia o standardzie A. Dla porównania w Krakowie powierzchnia biurowa to niewiele ponad 1 mln mkw., a Wrocławiu – 900 tys. mkw. W sześciu największych aglomeracjach Polski poza Warszawą (czyli w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu i Łodzi) łączna powierzchnia biurowa to ok. 4,2 mln mkw.  W stolicy w 2017 roku zostało ukończonych 27 budynków o łącznej powierzchni 275 tys. mkw. W budowie znajduje się kolejnych 810 tys. mkw. powierzchni biurowej.

– Naszą przewagą jest także pula talentów. Warszawa dysponuje dzisiaj 70 uczelniami wyższymi, na których studiuje 250 tys. studentów. To dwukrotnie więcej niż w Berlinie. Rocznie mamy blisko 60 tys. absolwentów. To wszystko sprawia, że inwestor, taki jak chociażby JP Morgan czy Goldman Sachs, rozglądający się za nowym miejscem na ulokowanie swojego biznesu, szukający kilku tysięcy wykwalifikowanych pracowników, nie zastanawia się nad innymi miastami w Europie Środkowo-Wschodniej. Pulę talentów na takim poziomie i o takim profilu wykształcenia jest w stanie zaoferować tylko Warszawa – przekonuje wiceprezydent stolicy.

Liczba studentów ekonomii i powiązanych z nią kierunków jest o ponad 25 proc. wyższa w porównaniu z innymi miastami regionu – wskazuje raport Deloitte „Winning in Warsaw – Prospects for Business Services Centers”. Z raportu „Poland Your Place to Invest 2018” wynika, że w Warszawie wyższe wykształcenie ma już 72 proc. mieszkańców. Stolica może się pochwalić wysokim wskaźnikiem absorpcji talentów z innych polskich miast. Na dobrym poziomie jest też znajomość języka angielskiego, którą deklaruje 40 proc. mieszkańców, ale już 90 proc. studentów.

Jak wskazuje Olszewski, zainteresowanie Warszawą utrzymuje się na wysokim poziomie, jednak nie każdy inwestor znajdzie dla siebie miejsce.

– Nie jesteśmy miastem, które oferuje tanią siłę roboczą, każdą kwalifikację na rynku. Jasno komunikujemy inwestorom, że Warszawa ma swoje kompetencje i wykształconych pracowników w branży finansowej, ubezpieczeniowej, a także w sektorze kreatywnym, energetycznym czy w obszarze biotechnologii. Natomiast nie każdy, kto jest w profilu naszego rynku, jest w stanie w Warszawie znaleźć miejsce – zaznacza wiceprezydent.

Warszawa jest też miastem otwartym, gdzie dużą część mieszkańców stanowią przyjezdni. Przewagą stolicy na tle innych europejskich miast są relatywnie niskie koszty utrzymania. Siłą Warszawy jest też potencjał pozostałych największych polskich miast.

 Udało nam się pokazać, że jesteśmy silni razem i to jest rzecz, która wyróżnia Polskę na mapie Europy. Nie ma drugiego takiego kraju, w którym mamy tak silną grupę miast poza stolicą – podkreśla Olszewski.

Wiceprezydent podkreśla jednak, że Warszawa boryka się z problemami, które musi zniwelować, jeśli chce przyciągnąć inwestorów.

– W naszej ocenie bardzo ważnym elementem polityki miasta, na który chcemy postawić w kontekście ściągania inwestycji, są mieszkania. Stanowi on czasem barierę w wejściu na rynek pracy. Warszawa ma dzisiaj bezrobocie na poziomie 1,8 proc. i to, co sprawia, że pracodawcy mają problem z rekrutacją pracowników, to m.in. dostępność mieszkań – ocenia Michał Olszewski.

Szacuje się, że w 2017 roku nabywców znalazło ok. 28 tys. mieszkań. Jak podkreślają eksperci, problemem na rynku nie jest popyt, a podaż. Rynek pracownika sprawia też, że branży budowlanej trudno jest pozyskać pracowników.

 Chcemy też dalej inwestować w infrastrukturę, która poprawi dostępność miasta w skali międzynarodowej i pozwoli rozładować ruch w mieście. Obecnie bowiem ruch tranzytowy przejeżdża w dużej mierze przez Warszawę. Drugi bardzo ważny element to kolejne inwestycje w transport miejski, które mają pozwolić w sposób zrównoważony poruszać się po mieście – zapowiada Michał Olszewski.

Resort infrastruktury wskazuje, że do 2027 roku ma zostać ukończona duża obwodnica, tzw. duży ring Warszawy. Miasto zapowiada też, że rozwój komunikacji miejskiej w ciągu kilku lat doprowadzi do przejęcia pasażerów z transportu samochodowego. Obecnie transport miejski przewozi 1,2 mld pasażerów, co stanowi ok. 57 proc. innych niż pieszych podróży po Warszawie.

Polacy wydają co roku 40 mld zł na prywatne leczenie. Pomóc mogłoby włączenie prywatnych placówek do sieci szpitali

Polacy wydają co roku 40 mld zł na prywatne leczenie. Pomóc mogłoby włączenie prywatnych placówek do sieci szpitali 4

Długie kolejki do lekarzy i nisko oceniana jakość publicznej służby zdrowia powodują, że Polacy wydają średnio 40 mld zł rocznie na leczenie z własnej kieszeni. – W polskim systemie ochrony zdrowia musi się znaleźć miejsce dla prywatnych podmiotów. Wszystkie rentowne i świadczące wysoką jakość usług szpitale niepubliczne powinny zostać włączone do sieci szpitali – uważa wiceprezydent Pracodawców RP Andrzej Mądrala. Z analiz firmy PwC wynika, że rentowność i jakość świadczonych usług jest wyższa w tych szpitalach, w których zaangażowany jest kapitał prywatny.

– Niestety, sieć szpitali została zrobiona z kimkolwiek, na zasadach jakichkolwiek, a to nie jest dobra droga – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP, prezes zarządu Centrum Medycznego Mavit.

Ustawa, która weszła w życie w październiku ubiegłego roku, zakwalifikowała do ogólnopolskiej sieci szpitali placówki ze wszystkich województw, które będą mieć zapewnione ryczałtowe finansowanie przez kolejne cztery lata, do 2021 roku. Zakwalifikowanie szpitala do sieci jest gwarancją, że NFZ zawrze z nią umowę, a na jej działanie – według informacji resortu zdrowia – przeznaczone będzie około 93 proc. całości środków, z których obecnie jest finansowane leczenie szpitalne.

W sieci znalazły się 594 placówki, w tym 61 niepublicznych, natomiast poza nią funkcjonuje 355 szpitali. Placówki, które działają poza siecią, mogą zgłosić się do konkursu, żeby pozyskać pieniądze na funkcjonowanie. Jak jednak podkreśla wiceprezydent Pracodawców RP, w praktyce okazuje się, że na ogłoszenie takich konkursów NFZ nie ma wystarczających środków finansowych.

 W tej chwili na ponad 400 szpitali prywatnych tylko 61 szpitali znalazło się w sieci. Pozostałe szpitale walczą o przetrwanie, a ta walka jest beznadziejna, bowiem okazuje się – wiem to od wielu dyrektorów oddziałów NFZ – że nie ma pieniędzy na ogłoszenie konkursów, a te ogłoszone zostały wstrzymane ze względu na brak środków. Na przykładzie Śląska, gdzie jest 95 szpitali prywatnych, za chwilę może się okazać, że 50 z nich znajdzie się poza systemem opieki medycznej. Pytanie, co będzie z tymi szpitalami i z pacjentami, którzy od wielu lat są w nich hospitalizowani – mówi Andrzej Mądrala.

Zdaniem wiceprezydenta Pracodawców RP w polskim systemie ochrony zdrowia musi się znaleźć miejsce dla prywatnych podmiotów, a wszystkie rentowne i świadczące wysoką jakość usług szpitale niepubliczne powinny zostać włączone do sieci.

Już teraz długie kolejki do lekarzy i nisko oceniana jakość publicznej służby zdrowia powodują, że Polacy wydają z własnej kieszeni średnio 40 mld zł rocznie na świadczenia prywatne. Jak wynika z ubiegłorocznego badania CBOS, niezadowolona z funkcjonowania NFZ jest większość Polaków, a ponad połowa leczy się prywatnie.

Ubiegłoroczny raport PwC „Trendy w polskiej ochronie zdrowia” wskazuje, że sektor prywatny dominuje już w świadczeniu usług w podstawowej opiece zdrowotnej, opiece ambulatoryjnej, rehabilitacji, opiece długoterminowej czy leczeniu uzdrowiskowym. Jedynie leczenie szpitalne pozostaje domeną świadczeniodawców publicznych. Jednak rentowność i jakość świadczonych usług jest wyższa w tych szpitalach, gdzie zaangażowany jest kapitał prywatny.

– W Polsce koszty leczenia szpitalnego stanowią ponad 50 proc. wszystkich środków, które przeznaczamy na świadczenia zdrowotne z NFZ. To bardzo dużo, zważywszy na to, że na tle innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej ta hospitalizacja jest w naszym przypadku dosyć długotrwała. Ponadto niska efektywność bardzo często wiąże się z brakiem koordynacji leczenia szpitalnego z leczeniem otwartym, czyli współpracą z podstawową opieką zdrowotną, lekarzem rodzinnym oraz próbą przeniesienia wszystkich możliwych świadczeń do trybu ambulatoryjnego, z zachowaniem bezpieczeństwa pacjenta i jak najwyższej efektywności procedur – mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

W Polsce jest ok. 800 szpitali i ok. 220 tysięcy łóżek szpitalnych, co daje blisko sześć łóżek szpitalnych na tysiąc mieszkańców. Jest to jeden z najwyższych wskaźników w Europie – wynika z ubiegłorocznego raportu „Trendy w polskiej ochronie zdrowia” PwC. Natomiast według danych BFF Magellan w ubiegłym roku sytuacja finansowa placówek publicznych minimalnie się pogorszyła. Aż 40 proc. z nich ma ujemny wynik finansowy netto, a szpitale publiczne są nierentowne już na poziomie procedur, generując stratę 5,5 proc. („Sytuacja finansowa szpitali publicznych w Polsce 2017”).

Polska służba zdrowia jest jedną z najbardziej niedofinansowanych w Europie – w rankingu OECD znajduje się na 31 z 35 miejsc. Z drugiej strony w ciągu najbliższych 20 lat liczba osób w wieku 65+ wzrośnie w Polsce o ok. 3 mln. To największe wyzwanie dla sektora ochrony zdrowia, który musi podnosić efektywność i poradzić sobie ze wzrostem kosztów. Jak zauważają eksperci PwC, szpitale czeka nieuchronna restrukturyzacja z uwagi na szereg czynników, takich jak demografia, wymagane nakłady inwestycyjne czy przesuwanie procedur do leczenia ambulatoryjnego.

– Współczesne technologie medyczne pozwalają wiele procesów realizować dzisiaj w trybie ambulatoryjnym. To wyzwanie, przed którym stoimy w organizacji lecznictwa szpitalnego – przesunięcie różnego typu procedur z trybu pełnej hospitalizacji na tryb jednodniowy bądź tryb ambulatoryjny realizowany w poradni przyszpitalnej czy innej poradni w ramach lecznictwa specjalizacyjnego – mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Skanery 3D znajdują coraz więcej zastosowań. Wykorzystywane są zarówno przy budowie metra, jak i w smartfonach

Skanery 3D znajdują coraz więcej zastosowań. Wykorzystywane są zarówno przy budowie metra, jak i w smartfonach 5

Najnowszej generacji skanery 3D wykorzystują metodę projekcji wąskopasmowego, strukturalnego światła zielonego. Dzięki skanerom 3D możliwe stało się odwzorowanie w trzech wymiarach obiektów istniejących w rzeczywistości bez dokonywania precyzyjnych pomiarów. Tego typu urządzenia pozwalają na skanowanie pojedynczych przedmiotów, ale i całych hal produkcyjnych. Możliwe jest też skanowanie w 3D jaskiń, wykorzystywanych do budowy metra. Technologia skanowania 3D trafiła już także do smartfonów.

Skanery najnowszej generacji opierają się na metodzie projekcji wąskopasmowego strukturalnego światła zielonego. Polega ona na oświetleniu mierzonego obiektu prążkami światła zielonego typu LED. Cyfrowe odwzorowanie obiektu powstaje na podstawie danych złożonych z sekwencji prążków ugiętych na obiekcie. Taka metoda zapewnia znaczne podniesienie dokładności pomiaru. Dzięki wykorzystaniu światła LED urządzenie jest energooszczędne i cechuje się wydłużoną żywotnością.

Skaner Micron 3D umożliwia zeskanowanie technologią światła strukturalnego. Można go zastosować np. do kontroli jakości oraz do inżynierii odwrotnej elementów, których nie jesteśmy w stanie konwencjonalnymi metodami zmierzyć. Przykładem może być skanowanie tankietki, która nie ma dokumentacji technicznej, aby móc ją zmierzyć i dorobić np. elementy blachy, których nie możemy w inny sposób dostosować konwencjonalnymi metodami – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Maciej Eysymontt z firmy Smarttech 3D.

Po przeprowadzeniu procesu skanowania i obróbce w odpowiednim programie możliwe jest na przykład wydrukowanie zeskanowanego elementu na drukarce 3D. Takie zastosowanie otwiera furtkę do działania osobom zajmującym się np. rekonstrukcją zabytkowych pojazdów. W prosty i tani sposób mogą wyprodukować części zamienne niedostępne już na rynku. Niezwykle istotny w tego typu urządzeniach jest precyzyjny pomiar optyczny.

Skanery 3D dają nam możliwość odtworzenia elementów, które nie są już dostępne. Możemy je później przeznaczyć do druku 3D czy do zaprojektowania każdą inną metodą, ponieważ możliwość skanowania jest dostępna już od dziesięciu mikronów – mówi Maciej Eysymontt.

Skanowanie i druk 3D mogą również w znaczący sposób ułatwić życie osobom z niepełnosprawnościami. Pracownicy Uniwersytetu Śląskiego opracowali przy wykorzystaniu tej technologii klawiaturę panelu sterującego pralką automatyczną z przyciskami oznaczonymi alfabetem Braille’a. W Bhutanie natomiast skanery 3D są wykorzystywane do skanowania wielkości jaskiń, w których budowane będzie metro. Dokładnie cyfrowe odwzorowanie pozwala uniknąć niebezpieczeństw związanych z trudnym terenem.

– Przykładem dla skanowania 3D może być też kontrola jakości, gdzie konwencjonalnymi metodami nie możemy sprawdzić, czy na pewno jest dobrze wykonany np. wirnik w turbosprężarce. Innym sposobem niż bardzo dokładne skanowanie 3D nie będziemy w stanie tego zrobić – przekonuje ekspert.

Pierwsze skanery 3D trafiły już także do najnowszych smartfonów. Model Sony Xperia XZ2 został wyposażony w możliwość skanowania obiektów w 3D przednim aparatem fotograficznym. Funkcja jest wykorzystywana m.in. do tworzenia awatarów, czyli cyfrowo odwzorowanych postaci.

Z analiz Allied Market Research wynika, że wartość rynku technologii 3D do 2020 roku ma osiągnąć 175 mld dol. przy średniorocznym wzroście na poziomie 21 proc.

Strajk na lotnisku i odwołane loty? Odpowiedzialność poniesie przewoźnik

Media donoszą o potencjalnych problemach związanych z ruchem lotniczym w pierwszych dniach maja. Pojawiły się informacje o możliwym strajku w polskich liniach. Niezależnie od problemów LOT-u, często słyszymy o podobnych sytuacjach w Air-France czy na lotniskach. Mamy do czynienia z coraz większym zamieszaniem i chaosem, którego ofiarami mogą być pasażerowie. Należy pamiętać o tym, co gwarantuje pasażerom prokonsumencka dyrektywa Unii Europejskiej. Zapewnia trzy podstawowe prawa. Ponadto w ostatnich dniach Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał bardzo istotny wyrok, który mówi, że za tzw. dziki strajk odpowiada przewodnik. Jeżeli taka sytuacja będzie miała miejsce w Europie, nie będzie on zwolniony od zapłaty odszkodowania. Szacuje się, że dla poszczególnych linii lotniczych, np. dla LOT-u, kwoty te mogą sięgać nawet do 6 mln euro za dzień.

– W sytuacji, kiedy nasz lot zostanie odwołany, przysługuje nam prawo do otrzymania alternatywnego biletu na tej samej trasie, w możliwie bliskim terminie, który zaakceptujemy – powiedział serwisowi eNewsroom Jacek Komaracki v-ce prezes GIVT – Zamiennie możemy podjąć decyzję o zwrocie kosztów biletu. W przypadku problemów na lotnisku przewoźnik musi objąć nas opieką, zapewnić hotel i wyżywienie. Oprócz tego mamy też prawo do odszkodowania. Dyrektywa jasno określa, w jakich sytuacjach można o nie wystąpić. Mowa o kwocie nawet do 600 euro za poszczególny przypadek, w zależności od odległości, na jaką jest realizowany lot. Prawo do odszkodowania występuje wtedy, kiedy da się jednoznacznie stwierdzić winę przewoźnika. W przypadku złej pogody lub obiektywnych przeszkód na lotnisku – jest on zwolniony z obowiązku wypłacenia kompensaty. Pasażerowie w przypadku odwołanego lotu powinni pilnować informacji przekazywanych przez przewoźnika, który przedstawi propozycję alternatywnego działania. To, co niezwykle ważne, to również odprawa – nawet kiedy mamy podejrzenie, że lot nie zostanie zrealizowany. Jeśli chcemy nadać bagaż, należy zrobić to wcześniej i poinformować obsługę naszych linii. Jednocześnie trzeba pamiętać o przysługujących nam prawach – podkreślił Komaracki.

Perspektywy rynku parafin

Według najnowszych opublikowanych danych w tym roku globalny rynek wosków z parafiny będzie wart ponad 5 mld dolarów, szacuje Research&Market. Ta sama firma analityczna ocenia, że do 2025 roku branża urośnie o prawie 2,27 mld dolarów. Polska to ciągle rozwijający się rynek dla tych produktów o wartości około 170 mln dolarów. Rozwijający się przemysł opakowaniowy, nowoczesne rolnictwo, produkcja drzewna oraz branże wykorzystujące nowoczesne woski np. odlewnicze mogą w najbliższej przyszłości przynieść 4 proc. wzrosty sprzedaży rok do roku. To z myślą o tym wzroście Polwax realizuje swoją kluczową inwestycję w Czechowicach-Dziedzicach.

Jacek Budzowski, dyrektor handlowy spółki POLWAX SA
Jacek Budzowski, dyrektor handlowy spółki POLWAX SA

– Jesteśmy w szczególnym momencie rozwoju polskiego rynku parafinowego, który choćby z racji rozłożenia popytu między masami zniczowymi a parafinami przemysłowymi rządzi się zupełnie innymi prawami niż rozwinięte rynki państw UE – podkreśla Jacek Budzowski, dyrektor handlowy spółki POLWAX SA. – Następuje wyraźne przesilenie, kiedy popyt i podaż w różnych obszarach rynkowych ulega istotnym fluktuacją, które są ewidentnie reakcją na poszukiwania nowych produktów i rozwiązań dla posiadanych technologii. Niestety to sprawia, że rynek zachowuje się bardzo niestabilnie. Z drugiej jednak strony nie ma ucieczki przed nowoczesnymi rozwiązaniami przed coraz powszechniejszym wykorzystywaniu wysoko przetworzonych produktów parafinowych – zapewnia Jacek Budzowski.

Patrząc na rynek produktów parafinowych należy zgodzić się z ogólnymi szacunkami oraz prognozami wzrostów wartości rynku przedstawionymi przez Research&Market. To wynika przede wszystkim z uwarunkowań produkcyjnych wśród producentów gaczy parafinowych utrzymujące się zapotrzebowanie w kontekście słabnącej podaży wpłynie na wzrosty cen. Dziś wiemy już też, że dla wielu zastosowań przemysłowych nie ma substytutów opartych o inne produkty. Również sięganie po produkty z recyklingu nie zawsze w dłuższej perspektywie użytkowania daje oczekiwane parametry jakościowe i technologiczne.

Skok sprzedaży dopiero przed nami

Dominik Tomczyk - Prezes Zarządu Polwax S. A.
Dominik Tomczyk – Prezes Zarządu Polwax S. A.

Eksperci szacują, że wartość polskiego rynku parafiny w ubiegłym roku wynosiła 170 mln dolarów. To i dużo i mało. Z jednej strony w porównaniu z 2005 rokiem – wartość rynku wzrosła dwukrotnie. Z drugiej to nadal zaledwie niecałe 3,5 wartości rynku globalnego.  – Zmiany następują – zdecydowanie stwierdził Dominik Tomczyk, prezes zarządu Polwax SA. – Oczywiście i wielokrotnie na to wskazuję, przemysł chemiczny nie lubi pośpiechu. Każdy produkt, ba każda zmiana technologiczna wymaga ostrożności i rozlicznych badań, – które poprzedzają wdrożenia tego, czy innego rozwiązania. Bo u nas nie ma chodzenia na skróty – co nagle, to niebezpiecznie -, a na to nikt sobie nie może pozwolić – dodaje prezes Tomczyk.

Można wymienić kilka głównych czynników, które wpłynęły na szacunki wartości rynku przedstawione przez Research&Market. Po pierwsze wzrost cen gaczy parafinowych, wzrost poziomu importu zarówno z kierunków wschodnich, który uzupełnienia import z rafinerii zachodnich, zmiany parytetów walutowych EUR/USD, czy też stopniowy rozwój polskiego przemysłu.

– Jedno nie ulega wątpliwości zmiana będzie oznaczała globalny spadek zużycia niskoprzetworzonych produktów parafinowych, gdzie najważniejsza była wielkość sprzedaży, na rzecz nisko tonażowej, specjalistycznej i wysokomarżowej produkcji. Analizując sygnały rynkowe i zachowanie najważniejszych spośród naszych partnerów – zakładamy, że punkt zwrotny nastąpi około roku 2020, czyli w momencie, kiedy nasza instalacja osiągnie pełne zdolności produkcyjne – wskazuje D. Tomczyk.

Polwax widząc ewolucje rynkowe świadomie dokonuje zmian w portfolio asortymentowym coraz bardziej kładąc nacisk na rozwój produktów dedykowanych do przemysłu. Budowana w Czechowicach-Dziedzicach instalacja odolejania gaczy parafinowych – zapewni Spółce niezbędną elastyczność produkcyjną.

– Stawiamy na przemysł. Analiza zapotrzebowania rynkowego jasno pokazuje gdzie powinniśmy inwestować środki i wysiłki rozwojowe – przemysł gumowy, w tym oponiarski (mocno uzależniony od światowej koniunktury gospodarczej, ale ciągle rozwojowy), krajowy przemysł nawozowy rozwijający eksport, który wymaga zabezpieczenia wyrobów przed zbrylaniem. Dodatkowo utrzymujący się popyt na antykorozanty – podsumowuje Jacek Budzowski.

Zamiast podsumowania

Historycznie, rynek parafinowy najczęściej kojarzony jest z produkcją świec, w Polsce także zniczy. Należy jednak podkreślić, że historyczna już dominacja świecowo-zniczowa coraz bardziej się kurczy, a wzrost sprzedaży produktów parafinowych związany będzie ze znaczącym wzrostem przemysłowych wosków parafinowych.

Jacek Stelmach, wiceprezes zarządu Polwax SA
Jacek Stelmach, wiceprezes zarządu Polwax SA

– Podstawowym surowcem takich wosków jest uboczny produkt (gacz parafinowy) powstający w rafineriach produkujących mineralne oleje bazowe, (jako efekt odparafinowania tychże olejów). Proces taki ma miejsce tylko na blokach olejowych tzw. grupy I, produkujących oleje mineralne. Istniejący w ostatnim czasie – i nie do końca uzasadniony – trend zastępowania olejów mineralnych olejami półsyntetycznymi lub syntetycznymi spowodował zamknięcie szeregu bloków olejowych grupy I bądź ich modernizację, czego efektem był spadek podaży gaczy parafinowych. Tendencja ta została zahamowana, okazało się, że w wielu aplikacjach przemysłowych olejów mineralnych nie można zastąpić syntetykami. Jednakże mając na uwadze prognozowany wzrost popytu na produkty parafinowe, można spodziewać się niedoboru po stronie surowcowej. I o ile produkując znicze, łatwiej zastąpić parafinę zniczową tłuszczem zwierzęcym lub roślinnym, to w wielu zastosowaniach przemysłowych jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Oczywiście można próbować zwiększyć produkcję parafin syntetycznych, barierą jest tu jednak z jednej strony dość ich wysoka cena, z drugiej zaś, podobnie jak w olejach bazowych – produkt syntetyczny nie w pełni zastąpi produkt naturalny, mineralny – analizuje rynek Jacek Stelmach, wiceprezes zarządu Polwax SA. – Zidentyfikowaliśmy zagrożenie surowcowe. Najważniejsze nasze działania, wpisane w strategię rozwoju to poszukiwanie kolejnych dostawców gaczy parafinowych i związanie ich umowami, z drugiej zaś – skok technologiczny. Gdy chodzi o zapewnienie wsadu surowcowego dla naszych wszystkich instalacji, w tym dla nowobudowanej – możemy powiedzieć, że wszystkie rozmowy przebiegają zgodnie z planem i cały proces zaopatrzenia jest cały czas pod kontrolą. Polwax podjął bardzo duży wysiłek w budowę instalacji odolejania rozpuszczalnikowego. Instalacja ta pozwoli na przetwarzanie znacznie szerszej gamy gaczy parafinowych, a więc zwiększy naszą elastyczność surowcową. Ponadto produkty pochodzące z tej instalacji, a będzie to jedyna taka instalacja w Polsce, planujemy lokować w sektorach przemysłowych, bardziej wymagających, ale dających wyższe marże i spłaszczających występującą w naszej działalności sezonowość – zapewnia prezes Stelmach.

Rozwój i funkcjonowanie kin w centrach handlowych

Małgorzata Dziubińska, Associate Director w Dziale Doradztwa i Analiz Rynkowych Cushman & Wakefield, Polska
Małgorzata Dziubińska, Associate Director w Dziale Doradztwa i Analiz Rynkowych Cushman & Wakefield, Polska

20 lat temu, w 1998 roku w Poznaniu powstało pierwsze kino wielosalowe. Od tego czasu rynek kinowy w Polsce nieprzerwanie dynamicznie się rozwija – w 2017 średni wzrost sprzedanych biletów rok do roku wyniósł 8,7%, co oznacza, że w ubiegłym roku kina odwiedziło 56,6 mln widzów. Obecnie funkcjonuje już ponad 1300 sal w blisko 500 kinach w całym kraju. Kina wielosalowe (z dwoma lub więcej salami) ilościowo stanowią jedynie około 25% wszystkich kin w Polsce, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę ekranów, udział ten wzrasta do 75% większość z nich (80%) zlokalizowana jest w centrach handlowych. Mimo tak dynamicznego rozwoju, porównując nasycenie polskiego rynku do krajów Europy Zachodniej, widać wyraźnie, że istnieje jeszcze duży potencjał do rozwoju tego segmentu w Polsce.

Ręka w rękę z centrami handlowymi

Potencjał polskiego rynku widać przy porównaniu liczby ekranów na 1 mln mieszkańców. Według danych International Union of Cinemas z 2017 roku, Polska z wynikiem wynoszącym niecałe 40 ekranów na 1 mln mieszkańców wyprzedzała tylko 8 krajów (Łotwa, Turcja, Rosja, Bułgaria, Litwa, Węgry, Rumunia oraz Bośnia i Hercegowina) spośród 30 europejskich państw poddanych analizie. Zdecydowanymi liderami w tym zestawieniu są m.in. Irlandia, Francja, Czechy, Norwegia i Szwecja, gdzie wskaźnik ten jest ponad dwa razy korzystniejszy. Warto zauważyć, że rozwój segmentu nowoczesnych obiektów kinowych w Polsce jest silnie powiązany z dynamiką rozwoju wielkopowierzchniowych centrów handlowych, a w przypadku najnowocześniejszych obiektów, udział najemców z sektora rozrywkowego i gastronomicznego sięga już nawet 20% powierzchni.

Czterech do gry w kino

Rynek mini- i multipleksów w Polsce jest skonsolidowany w rękach czterech wiodących operatorów posiadających łącznie ponad 90% udziału w rynku.

Rozwój operatorów kinowych postępuje wraz z rozwojem nowoczesnych formatów handlowych. Po 1998 roku, w ciągu 4 pierwszych lat segment kin wielosalowych rozwijał się tylko w największych aglomeracjach. W miastach poniżej 400 tys. mieszkańców nowe sale kinowe zaczęły pojawiać się dopiero od 2002 roku. A od 2011 roku uwagę operatorów przyciągnęły jeszcze mniejsze rynki, czyli miasta poniżej 100 tys. mieszkańców. Mniejszy rynek wymusza odpowiednie dostosowanie rozmiaru kina – przeważają tu obiekty 2-4 salowe, a dominujący na tych rynkach operatorzy to Helios (35% udziału w rynku wg liczby obiektów i 25% udziału wg liczby ekranów) i Cinema 3D (odpowiednio 9% i 5%). Cinema City (27% i 39%) i Multikino (25% i 27%) preferują większe ośrodki miejskie, w których otwierają nawet 8-12 salowe kina.

Wyzwania i zagrożenia

Według badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach na reprezentatywnej próbie 2048 Polaków uczęszczających do kina, ponad połowa badanych korzysta z tej formy rozrywki raz w miesiącu i częściej. Z badań wynika również, że kina najczęściej odwiedzane są przez osoby młode.

Przeciętna odwiedzalność kin na mieszkańca Europy Zachodniej jest ustabilizowana na poziomie 1,9, w Polsce póki co jest to tylko 1,5 wizyty w roku, ale wartość ta szybko rośnie.

Podczas gdy średnie tempo sprzedaży biletów w Europie wynosi 2% r/r, to w Polsce w ubiegłym roku było to aż 8,7%. Co istotne, wprowadzone ograniczenie handlu w niedzielę, nie powinno mieć negatywnego wpływu na dalszy rozwój segmentu kin. Kina, nawet te w zamkniętych w niedziele galeriach, pozostaną otwarte. Dodatkowo, duże znaczenie ma również fakt, że na seans chętniej wybieramy się w piątek i sobotę niż w niedzielę.

Konkurencyjne dla tradycyjnej branży kinowej są z pewnością media strumieniowe czy wideo na życzenie (VoD). Na polskim rynku jest kilka serwisów tego typu, a najbardziej popularne to Showmax, HBO GO i Netflix, który działa już niemal na całym świecie (z wyjątkiem Chin, Korei i Syrii). Niezależnie jednak od rozwoju tego typu usług, kino zawsze pozostanie jedną z ulubionych form spędzania wolnego czasu.

Posiedzenie EBC w cieniu koreańskiego szczytu

Ubiegły tydzień obfitował w istotne wydarzenia przyciągające uwagę mediów i inwestorów z całego świata. Najpilniej śledzone były relacje z piątkowego szczytu przywódców obu Korei, którzy zasygnalizowali chęć poprawy obustronnych relacji i formalnego zakończenia kilkudziesięcioletniej wojny, co dobrze rokuje przed zbliżającym się spotkaniem D. Trumpa z Kim Dzong Unem.

Niemniej istotne wydarzenia miały jednak miejsce w Europie oraz Ameryce. W środku tygodnia uwagę inwestorów przykuwały amerykańskie obligacje skarbowe, których rentowność dla 10-letniego benchmarku testowała (jak się potem okazało bez skutku) symboliczny poziom 3%, najwyższy od przełomu 2013 i 2014 roku. W czwartek natomiast odbyło się posiedzenie EBC, na którym wprawdzie nie zapadły żadne istotne decyzje, ale wydźwięk komunikatu i późniejszej konferencji M. Draghiego należy uznać za bardzo ostrożny a nawet dość gołębi. Ekspansywna polityka pieniężna EBC, w połączeniu z dobrymi piątkowymi danymi o PKB w Stanach Zjednoczonych, przyczyniła się do wyraźnego umocnienia dolara. Na głównych światowych giełdach nastroje były mieszane – amerykańskie indeksy symbolicznie traciły (S&P -0,01%), natomiast zachodnioeuropejskie giełdy odnotowały wzrosty (DAX +0,32%, CAC40 +1,30%, FTSE +1,82%).

Bieżący tydzień zapowiada się dość spokojnie, czemu sprzyja relatywnie pusty, świąteczny kalendarz. Wydarzeniem tygodnia będą piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy, natomiast środowe posiedzenie FOMC raczej nie przyniesie żadnych zmian w komunikacji i tym samym nie wywoła gwałtownych reakcji rynku. W Polsce najciekawiej powinno być w środę rano, gdy poznamy indeks PMI oraz wstępne dane o inflacji za kwiecień. Zwłaszcza ten ostatni odczyt będzie pilnie śledzony przez rynek po tym, jak w ostatnich 2 miesiącach wypadł wyraźnie poniżej oczekiwań.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Rosnąca cena ropy umacnia kurs dolara uderzając w złotego

Złoty ma za sobą słaby tydzień. W ostatnich dniach EURPLN przetestował 4,24 po tym jak w połowie kwietnia wybronił wsparcie na 4,15. Piątek zakończył zaś w okolicach 4,21. Brak perspektyw w kwestii zmiany stóp w Polsce, powoduje, że PLN reaguje przede wszystkim na zachowanie rynku głównej pary walutowej. Tam zaś, po teście 1,24 kurs EURUSD systematycznie spada, kończąc ub. tydzień na ok. 1,21.

Do skracania krótkich pozycji w USD zachęcał wzrost oczekiwań inflacyjnych w USA nasilanych wysokimi cenami ropy naftowej (notowania 5-letniego inflacyjnego swapa dolarowego – rynkowej miary oczekiwań inflacyjnych – powróciły w okolice tegorocznych szczytów). Dolara dodatkowo wspierały też lepsze od oczekiwanych dane z USA, które wyraźnie kontrastowały z wynikami osiąganymi przez gospodarkę strefy euro. Pokazane w raportach spowolnienie momentu w strefie euro dało komfort EBC w podtrzymaniu gołębich poglądów. Bank zachował stopy procentowe bez zmian i potwierdził utrzymanie programu QE do końca września br. lub do momentu aż zauważy trwałe dostosowanie ścieżki inflacji. Podtrzymany został też zamiar utrzymania stóp na obecnych poziomach poza horyzont programu skupu obligacji.

Podczas konferencji prasowej, prezes Draghi unikał wyjaśnień dot. szczegółów wychodzenia z programu skupu aktywów twierdząc, że Rada Prezesów EBC nie dyskutowała o zagadnieniach polityki monetarnej. Podkreślił, że kluczowa dla oceny jest większa jasność, co do sytuacji gospodarczej i dokładniejsze zrozumienie czynników wpływających na spowolnienie aktywności gospodarczej z początkiem 2018r. Polityka EBC coraz bardziej kontrastuje z działaniami Fed-u. Wypowiedzi dot. wzrostu gospodarczego oraz podkreślana kwestia koniecznego podtrzymania luźnej polityki pieniężnej wskazywać mogą na ostrożność EBC w formułowaniu jastrzębich oczekiwań. 2 maja posiedzenie odbędzie Fed. W świetle ostatnich doniesień gospodarczych można po nim oczekiwać ogólnie jastrzębiego wydźwięku wspierającego dolara.

Wybicie EURUSD dołem z przedziału 1,215-1,255 utrzymywanego od połowy styczna br. technicznie otworzyło drogę do niższych poziomów pary, czyli do tegorocznych minimów w okolicach 1,195. Na silne spadki EURUSD może jednak nie pozwolić lekko ograniczony sentyment wobec dolara, z uwagi na niepewności w kwestii napięć handlowych na linii USA-Chiny oraz dość nieprzewidywalnych działań D. Trump’a, których rynki już doświadczyły. Wydaje się, że nawet jeśli EURUSD udałoby się spaść poniżej 1,20 na rynku może pojawiać się pokusa realizacji zysków przed mocniejszym ruchem. Niemniej oczekiwany silniejszy dolar wraz z nadal wysoce łagodną RPP, której gołębie nastawienie w polityce umacniają publikowane dane (wskazujące na brak presji cenowej), będą trzymać złotego pod presją w kolejnych okresach roku.Rosnąca cena ropy umacnia kurs dolara uderzając w złotego

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

83% dyrektorów IT obawia się, że wydatki na usługi w chmurze mogą wzrastać w sposób niekontrolowany

Boom na rynku aplikacji w chmurze i rozwiązań typu IaaS (Infrastructure as a Service) dał poszczególnym pionom firm możliwość pozyskiwania istotnego dla ich działalności oprogramowania, co w coraz większym stopniu prowadzi do pomijania działów IT w procesie definiowania, zakupu i zarządzania inicjatywami w obszarze IT.  Badanie wykazało, że zmiany w dziedzinie zakupu i użycia produktów IT oznaczają pogłębienie rozdziału IT od pionów zajmujących się kluczową działalnością przedsiębiorstw.

Obawy związane z kontrolą nad zakupem produktów informatycznych

24% respondentów deklaruje, że przynajmniej połowa wydatków na cele technologiczne w ich firmach podlega kontroli poszczególnych pionów, nie zaś zespołu IT. Co więcej, 19% twierdzi, że dział IT w ich organizacji ma coraz mniej kontroli nad tego rodzaju wydatkami.

Badanie wykazało skalę obaw kierowników działów IT w związku z faktem, że coraz większy wpływ na zarządzanie wydatkami na cele związane z technologiami mają poszczególne piony ich organizacji.

  • 90% z nich wyraża obawę, że w efekcie przygotowanie audytu jest procesem bardziej czasochłonnym i skomplikowanym.
  • 83% uczestników badania obawia się, że wydatki na usługi w chmurze mogą wzrastać w sposób niekontrolowany.
  • 70% wyraża zaniepokojenie rosnącym ryzykiem związanym z bezpieczeństwem danych.
  • 60% wyraża zaniepokojenie lub poważną obawę w związku z zagrożeniem niezgodności repozytoriów informatycznych z umowami licencyjnymi.
  • 4% obawia się utraty kontroli i wpływu na wydatki na cele technologiczne.
  • 42% skarży się na brak wglądu w wydatki na cele technologiczne.
  • 29% uważa, że ich kontrola nad kosztami rozwiązań IT w firmie jest coraz mniejsza.

Działy IT mają możliwość działania w sposób bardziej innowacyjny i strategiczny

Pomimo wyrażanych obaw, 69 procent respondentów postrzega rosnącą kontrolę poszczególnych pionów przedsiębiorstw nad wydatkami na cele związane z technologią jako możliwość lepszego współdziałania z nimi i zapewnienia ich działaniom lepszego wsparcia.

  • 65 procent respondentów uważa, że zaangażowanie poszczególnych działów firm nie wpłynie negatywnie na zwinność i innowacyjność ich działania.
  • 49 przewiduje, że rosnący wpływ działów przedsiębiorstw na wydatki na cele związane z IT stworzy możliwość ich osobistego zaangażowania w bardziej strategiczne inicjatywy.
  • 30 procent zgłasza, że opisane zmiany sprawiły, że łatwiej jest skierować uwagę zarządów przedsiębiorstw na kwestie związane z cyfrową transformacją oraz że wpływają one na lepsze zrozumienie tych kwestii przez osoby decyzyjne.

„Nie ma wątpliwości co do tego, że w obliczu zmieniających się modeli realizacji zakupów produktów technologicznych wielu szefów działów IT zmaga się z problemem rozdźwięku pomiędzy pionami odpowiedzialnymi za kluczową działalność firm i zespołami IT, określanego jako Disruption Gap. Niemniej, osoby zarządzające działami IT nie muszą się obawiać tych zmian. Przedstawione badanie pokazuje, że perspektywicznie myślący szefowie IT przystosowują się do zmian, stając się cenionymi doradcami dla innych działów,” – mówi Axel Kling, Dyrektor Generalny firmy Snow Software.

„Coraz częściej oczekuje się, że kierownik działu IT nie tylko określi zakres indywidualnych projektów i będzie nimi zarządzał, ale też, że zapewni dyrektorowi finansowemu i zarządowi wgląd w wydatki na produkty technologiczne, skumulowane plany tych wydatków dla całej organizacji (niezależnie od tego kto jest właścicielem danego projektu), oraz gwarancję mądrego rozporządzania funduszami.    Nie da się tego osiągnąć bez właściwego rozwiązania.  Realizacja tych zadań jest niemożliwa bez wiedzy na temat skali użycia technologii, co oznacza konieczność implementacji dojrzałych procesów i analiz mających przełożenie na praktyczne rozwiązania.” – wyjaśnia Axel Kling.

Metodologia

Snow Software zlecił firmie IDG realizację wywiadów ze 100 dyrektorami ds. Informatyki i liderami IT z firm zatrudniających ponad 500 pracowników, aby przeanalizować „Disruption Gap” między wydatkami na technologie przez działy biznesowe firm a obawami ze strony centralnego zespołu IT, aby nie duplikować kosztów i kontrolować wydatki. Badanie przeprowadzono na przełomie 2017 i 2018 roku.

Kiedy inwestor może odmówić odbioru robót budowlanych?

  • Inwestor zobowiązany jest dokonać odbioru robót budowlanych, jeżeli wykonawca zgłosił ich zakończenie – mówi o tym wyrok Sądu Najwyższego z dnia 5 marca 1997 r.
  • Ewentualne usterki i wady powinny zostać szczegółowo opisane w protokole odbioru, dzięki czemu inwestor będzie mógł skorzystać z uprawnień z tytułu rękojmi.
  • Możliwość odmowy odbioru obiektu istnieje tylko wtedy, gdy jest on niezgodny z projektem i zasadami wiedzy technicznej lub jego wady są na tyle istotne, że nie nadaje się do użytkowania.

Odbiór robót budowlanych ma bardzo istotne znaczenie zarówno dla inwestora, jak i wykonawcy. Stanowi bowiem potwierdzenie wykonania zlecenia i zobowiązuje inwestora do zapłaty wynagrodzenia wykonawcy. Z drugiej strony, od tej chwili inwestor może domagać się usunięcia wad, dzięki uprawnieniom z tytułu rękojmi. Problemem w tej sytuacji jest często kwestia obowiązku odbioru robót budowlanych przez inwestora pomimo występujących w obiekcie usterek.

Prawo nakłada na inwestora obowiązek odbioru robót

Zgodnie z art. 647 Kodeksu cywilnego przez umowę o roboty budowlane wykonawca zobowiązuje się do oddania przewidzianego w umowie obiektu, wykonanego zgodnie z projektem i z zasadami wiedzy technicznej, a inwestor zobowiązuje się do dokonania wymaganych przez właściwe przepisy czynności związanych z przygotowaniem robót, w szczególności do przekazania terenu budowy i dostarczenia projektu, oraz do odebrania obiektu i zapłaty umówionego wynagrodzenia. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 5 marca 1997 roku (II CKN 28/97) orzekł, że jeżeli wykonawca zgłosił zakończenie robót budowlanych, inwestor obowiązany jest dokonać ich odbioru niezależnie od tego, czy wady obiektu są istotne, czy też nieistotne, uniezależniając tym samym obowiązek inwestora od charakteru ujawnionych wad.

W szczególnych przypadkach inwestor może jednak odmówić odbioru robót budowlanych. Jest to możliwe, gdy ukończony przez wykonawcę obiekt jest niezgodny z projektem i zasadami wiedzy technicznej lub jego wady są na tyle istotne, że nie nadaje się do użytkowania. Potwierdza to m.in. wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 28 stycznia 2014 r. Pozostałe wady lub usterki uznawane są za nieistotne przy odbiorze robót, jednak oznaczają nienależyte wykonanie zlecenia, w związku z czym inwestor może domagać się ich usunięcia w określonym terminie lub ustalenia niższego wynagrodzenia dla wykonawcy – mówi Jacek Kosiński z kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni.

Kluczową rolę odgrywa protokół odbioru

Pokwitowaniem współpracy między wykonawcą a inwestorem jest protokół sporządzony w trakcie odbioru prac. Prawo nie ustala, jak dokładnie powinien wyglądać dokument i co powinien zawierać. Inwestor powinien dopilnować, aby zostały w nim spisane wszelkie wady i usterki oraz terminy ich usunięcia. W protokole może też znaleźć się oświadczenie inwestora o wyborze innego uprawnienia przysługującego mu z tytułu odpowiedzialności wykonawcy za wady ujawnione przy odbiorze, może nim być np. obniżenie wynagrodzenia dla wykonawcy. W przypadku robót budowlanych również obowiązuje prawo rękojmi. Zgodnie z art. 637 Kodeksu cywilnego, jeżeli dzieło ma wady, zamawiający może żądać ich usunięcia, wyznaczając w tym celu przyjmującemu zamówienie odpowiedni termin. Zamawiający może również żądać obniżenia wynagrodzenia w odpowiednim stosunku. To samo dotyczy wypadku, gdy przyjmujący zamówienie nie usunął wad w terminie wyznaczonym przez zamawiającego.

Źródło: Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni

Jakie normy prawne powinien spełnić każdy właściciel restauracji?

Wbrew obiegowej opinii, prowadzenie lokalu gastronomicznego do najłatwiejszych zadań nie należy. Właściciel kawiarni, restauracji czy innego typu lokalu małej gastronomii musi wykazać się wiedzą nie tylko z zakresu kulinariów i skutecznego marketingu, ale również znajomością prawa – zwłaszcza tego dotyczącego zatrudniania pracowników, wymogów technicznych lokalu oraz norm sanitarnych.

Wymogi dotyczące warunków technicznych restauracji

Jeśli chodzi o stan pomieszczeń w restauracji, to w dużej mierze normy prawne zależne są od specyfiki lokalu i jego wielkości. Niemniej jednak jest kilka zasad, do których muszą zastosować się wszyscy właściciele. Przede wszystkim każde pomieszczenie w restauracji musi być wentylowane. Co więcej, niezbędne jest wydzielenie miejsca na odpady. Sam lokal powinien znajdować się co najmniej 15 m od miejsc, w których gromadzone są nieczystości i usytuowane są inne pomieszczenia gospodarcze. Lokal w którym funkcjonować będzie restauracja, musi posiadać taki rozkład pomieszczeń, aby dostawy produktów mogły odbywać się osobnym wejściem (potrzebna będzie też w pobliżu droga, która umożliwi pojazdom kołowym odpowiednie poruszanie się). W pomieszczeniach pracy stałej (tam gdzie pracownicy spędzają minimum 4 godziny) temperatura powinna wynosić minimum  14°C.

Wymogi dotyczące personelu restauracji

Tak jak w przypadku wszystkich pracodawców, tak i właściciel restauracji musi stosować się do przepisów zgodnych z Kodeksem Pracy. W związku z tym każdy zatrudniony w lokalu gastronomicznym pracownik powinien przejść kompleksowe badania lekarskie, na podstawie których lekarz z zakresu medycyny pracy oceni jego zdolność do wykonywania pracy na określonym stanowisku. Przed pierwszym dniem roboczym personel musi również przejść wstępne szkolenie dotyczące czynności wykonywanych na określonym stanowisku oraz bezpieczeństwa i higieny pracy. Należy również zadbać o pomieszczenia, w których pracownicy będą pracować. Na pewno trzeba uwzględnić oświetlenie naturalne i sztuczne oraz odpowiednią wentylację powietrza, która zapobiegnie szkodliwemu wpływowi wilgoci na zdrowie.

Wymogi dotyczące norm sanitarnych w restauracji

Normy sanitarne w lokalach gastronomicznych dotyczą nie tylko stanu pomieszczeń oraz zdrowia pracowników, ale również warunków przechowywania, produkowania i sprzedaży żywności. Do obowiązków pracodawcy należy pokrycie kosztów związanych z badaniami personelu do książeczek sanepidowskich oraz regularne badanie wody, wywóz śmieci i zabezpieczenie lokalu przed szkodnikami. Jeśli chodzi o urządzenia i akcesoria kuchenne to powinny posiadać one atest Państwowego Zakładu Higien oraz być przeznaczane do konkretnego typu żywności. Każda restauracja musi być wyposażona w sprzęty do obróbki cieplnej, z kolei lodówki i wszelkie lady na sałatki powinny mieć termometr, który pozwoli kontrolować poziom temperatury. A co z odzieżą roboczą? Pracownicy mają obowiązek nosić specjalną odzież wierzchnią, np. fartuchy (przydadzą się również dodatkowe szafki na jej przechowywanie). Szczególną uwagą należy otoczyć personel kuchni, który oprócz odzieży wierzchniej powinien używać rękawiczek i ochronnych czepków.

Draghi “dobił” euro, a brytyjska gospodarka funta

Poprzedni tydzień został zdominowany przez amerykański rynek długu. Rosnące rentowności doprowadziły do odwrotu między innymi od złotego. Draghi “dobił” euro, a brytyjska gospodarka funta. Frank po dotarciu “do celu” wszedł w konsolidację.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 23.04.2018-30.04.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1653 3,4743 3,3880 4,7450
Maksimum 4,2387 3,5400 3,5060 4,8700

USDPLN

USDPLNH1Dolar po tym, jak w połowie kwietnia doszedł do poziomu 3,34 zł, czyli najniższego od przeszło dwóch miesięcy, rozpoczął rajd w górę. Od tego czasu podrożał o ponad 15 groszy, czym definitywnie zakończył trend spadkowy, w którym trwał od początku poprzedniego roku. Przyczyny tak gwałtownego umocnienia się dolara należy upatrywać w rosnących rentowności amerykańskich obligacji. W zeszłym tygodniu te 10-letnie przekroczyły 3%, co stanowi ważny psychologiczny poziom. W piątek udało się je sprowadzić poniżej tej bariery, jednak wiele wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec. Jak do tej pory dolar dotarł do 3,50 zł, po czym przynajmniej na chwilę się zatrzymał. Poziom ten w zeszłym roku dwukrotnie skutecznie zadziałał jako wsparcie, dlatego nie dziwne, że jako opór może zareagować podobnie. Warto zauważyć, że pokonanie tej bariery otworzy drogę aż do 3,70 zł.

EURPLN

EURPLNH1Odwrót od złotego widać także na parze z euro. Ten ruch z oczywistych względów nie jest już aż tak spektakularny, jak w przypadku dolara. Nie bez znaczenia pozostaje też sytuacja na głównej parze walutowej świata, gdzie dolar skutecznie pokonał wsparcie na poziomie 1,22$, a obecny układ sugeruje bliski atak na 1,20$. Ta sytuacja ciąży wspólnej walucie. Nie pomógł jej także Draghi, który przy okazji ogłoszenia decyzji na temat stóp procentowych (status quo) podniósł kwestie możliwego spowolnienia we wspólnej gospodarce. Inwestorzy odczytali to jako próbę szukania alibi dla kolejnego opóźnienia w zacieśnianiu polityki monetarnej. Na kanwie osłabienia złotego, euro dotarło do ważnego oporu przy 4,24 zł. Tam powstała mała formacja głowy z ramionami, która już została zrealizowana, co spowodowało cofnięcie się kursu do 4,20 zł. Obie waluty pozostają pod presją sprzedażową, jednak to złoty jest bardziej czuły na takie impulsy, dlatego w najbliżej przyszłości bardziej prawdopodobny wydaje się ruch w górę i kolejna próba pokonania obecnego oporu.

GBPPLN

GBPPLNH1Funt jest kolejną walutą targaną własnymi problemami, dlatego osłabienie złotego jest niwelowane deprecjacją funta. W szerszym ujęciu kurs GBPPLN ma tendencję do trzymania się w określonym kanale, z którego czasem próbuje się wybić. Obecnie kurs oscyluje między 4,78 zł a 4,85 zł. W ostatnim czasie ten przedział okazuje się jednak zbyt ciasny. Najpierw w połowie miesiąca mocny złoty sprowadził kurs poniżej 4,74 zł, by później przez zamieszanie wprowadzone amerykańskim długiem funt podrożał do 4,87 zł. Koniec zeszłego tygodnia to jednak zaskakująco słaby odczyt dotyczący dynamiki PKB, przez co brytyjska waluta znów mocno się osłabiła. Dzisiaj powoli wraca do wcześniej wyrysowanego kanału, ale widać, że na tej parze ewidentnie brakuje stabilizacji.

CHFPLN

CHFPLNH1Frank ostatnio oddał palmę pierwszeństwa dolarowi, kończąc swój imponujący bieg w kierunku 1,20 na parze EURCHF. Od połowy kwietnia obserwujemy stabilizację na franku, który prawdopodobnie znalazł już swój nowy kurs równowagi. Szwajcarska waluta wyraźnie zakotwiczyła trochę poniżej wyżej wspomnianego poziomu. Względem złotego oznacza to stabilizację kursu CHFPLN trochę powyżej 3,50, jednak należy pamiętać, że teraz prawdopodobnym scenariusze jest zwiększenie korelacji między kursem franka a euro, co może oznaczać trochę wyższy koszt zakupu helweckiej waluty.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Jak mistrz świata Formuły 1 stał się (niesłusznie) bohaterem afery podatkowej

Ze względu na duże obciążenia podatkowe coraz więcej znanych ludzi, m.in. polityków, sportowców i biznesmenów, przenosi swoje centra biznesowe do atrakcyjnych jurysdykcji podatkowych. Na taki krok zdecydował się także Lewis Hamilton, przez co został wrzucony przez media do jednego worka z bohaterami afery Paradise Papers. Sęk w tym, że struktury prawne, z których Hamilton skorzystał na Wyspie Man, nie są nielegalne.

Lewis Hamilton to brytyjski kierowca wyścigowy, czterokrotny mistrz świata Formuły 1 i jednocześnie jeden z najlepiej zarabiających na świecie sportowców. Jest też właścicielem odrzutowca Bombardier Challenger 605. Dlaczego w takim razie rozpisywały się o nim także portale gospodarcze? Czempion ma problemy podatkowe i stał się niechlubnym bohaterem ostatniej afery Paradise Papers, rozdmuchanej przez prasę, a często nierozumianej przez samych dziennikarzy.

Wyciek wielu dokumentów z Paradise Papers, dotyczących oferowania usług finansowych w przyjaznych podatkowo krajach, został opisany przez redakcję niemieckiego Süddeutsche Zeitung, za którą podążyły inne tytuły. To nie pierwszy tego typu przeciek. W ubiegłym roku ta sama gazeta opisała sprawę „kwitów z Panamy”, najgłośniejszego dotąd wycieku poufnych informacji. Wówczas bohaterami afer podatkowych byli światowi przywódcy oraz osoby objęte sankcjami międzynarodowymi, ukrywające swoje majątki za pomocą zagranicznych struktur organizacyjnych. Zostały wtedy wykryte także inne nieprawidłowości, takie jak handel narkotykami i korupcja. Czym się jednak różni najnowszy wyciek dokumentów Paradise Papers od poprzedniego? Opisywane w prasie schematy podatkowe tym razem nie są… nielegalne!

Wszystko zaczęło się w 2013 r., kiedy Hamilton zapragnął latać biznesowym odrzutowcem Bombardier Challenger 605. Sprowadził wtedy z Kanady do swojej rodzimej Anglii jeden z modeli tego samolotu, wart ponad 16 mln funtów. Każdy prywatny odrzutowiec zakupiony poza Unią Europejską podlega 20-procentowemu podatkowi VAT, który trzeba zapłacić, aby móc swobodnie poruszać się tym samolotem po całym kontynencie. Lewis Hamilton otrzymał zwrot podatku VAT w wysokości ponad 3 mln funtów, którą to kwotę odliczył sobie z zakupu prywatnego odrzutowca. Jak to możliwe?

Dzięki wykorzystaniu wehikułu korporacyjnego na Wyspie Man, leżącej pomiędzy Irlandią a Wielką Brytanią. Hamilton, zanim sprowadził samolot do ojczyzny, założył firmę leasingową na Wyspie Man, a następnie wynajmował samolot sobie samemu. Jednakże zgodnie z ustawodawstwem brytyjskim i unijnym, mistrz świata byłby uprawniony do zwrotu podatku VAT od zakupu odrzutowca jedynie pod warunkiem, że samolot byłby wykorzystywany wyłącznie do celów biznesowych. A dokumenty pochodzące z wycieku danych sugerują, że około jedna trzecia lotów Hamiltona to były wyjazdy prywatne. Gdyby nie to, zastosowana konstrukcja nie byłaby nielegalna.

Sam mistrz miał skomentować, że płaci podatki w wielu państwach. „Wnoszę wkład w rozwój kraju i nie tylko, pomagam utrzymać zespół zatrudniający ponad 1 tys. osób. Jestem częścią znacznie większego obrazu” – dodał Hamilton. Niewiele osób wie, że Hamilton najpierw przeniósł swoją rezydencję podatkową do Szwajcarii, a później do Monako.

Medialny szum wokół wycieku sprawił, że rząd Wyspy Man zaprosił brytyjskiego ministra finansów do przeprowadzenia oceny postępowania tamtejszych władz w zakresie importowanych odrzutowców biznesowych na terytorium UE, ze szczególnym uwzględnieniem podatku VAT w umowach leasingu samolotów. Brytyjski fiskus przejrzy zatem ponad 200 decyzji o zwrocie podatku, wydanych prywatnym właścicielom samolotów od 2011 r., opiewających na kwotę 1 mld dolarów.

Wiadomo także, że od 2011 r. Wyspa Man zgłosiła zastrzeżenia w 30 deklaracjach podatkowych z powodu niewystarczającego zadeklarowanego lub zawyżonego podatku VAT wobec przedsiębiorstw z sektora leasingu samolotów, chroniąc ok. 4,7 mln funtów podatku VAT. Kierując się obowiązkiem dochowania poufności, rząd wyspy nie zdecydował się na ujawnienie dalszych informacji opinii publicznej na temat podatników.

Dlaczego mistrz Formuły 1 wybrał akurat Wyspę Man? To niewielkie państwo wypracowało sobie opinię jednego z najlepszych międzynarodowych ośrodków do zarządzania biznesem oraz centrum usług dla firm. A wszystko za sprawą otoczenia podatkowego. W 2006 r. na wyspie został zniesiony podatek dochodowy od osób prawnych, za wyjątkiem podatku od dochodu instytucji finansowych w wysokości 10%. W tym samym roku przeprowadzono także reformę prawa spółek handlowych, która umożliwiła stosowanie wehikułu korporacyjnego, tzw. New Manx Vehicle, czyli elastycznego i optymalnego narzędzia służącego do tworzenia gospodarczych podmiotów prawnych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Słabsze dane z Wielkiej Brytanii. Wzrost liczby wież wiertniczych

Amerykanie poinformowali o lepszych od oczekiwań wstępnych danych na temat wzrostu PKB. Dane z Wielkiej Brytanii nie były już jednak tak dobre. Wraz ze wzrostem cen ropy rośnie liczba wież wiertniczych w USA.

Dane z USA

W piątek poznaliśmy wstępne dane na temat wzrostu PKB w USA. Odczyt na poziomie 2,3% był lepszy od oczekiwanych 2%. Nieznacznie w górę poszedł również indeks kosztów zatrudnienia. Zaraz po danych było widać krótkotrwałe umocnienie dolara, po czym inwestorzy zaczęli realizować zyski. Powodem było niemal 2% umocnienie się dolara względem euro od początku tygodnia. Jak na rynki walutowe jest to już duża różnica i nic dziwnego, że wielu inwestorów przewidywało koniec tego ruchu.

Słabsze dane z Wielkiej Brytanii

Piątek był naprawdę słabym dniem dla funta. Powody dla gwałtownego spadku były dwa. Po pierwsze po ostatnich wzrostach funt był najdroższy względem złotego od początku października. Również względem głównych walut był na istotnych maksimach. Po drugie rano poznaliśmy słabsze od oczekiwań dane na temat wzrostu PKB na wyspach. Różnica wyniosła 0,2% ale wystarczyła by rozpoczęły się spadki. Rano za funta płacono ponad 4,86 zł. Wieczorem funt ledwo przekraczał 4,78 zł. Warto zwrócić uwagę, że tego dnia generalnie złoty umacniał się do innych walut, ale tym ruchem można tłumaczyć co najwyżej jedną czwartą tego spadku.

Wzrost liczby odwiertów w USA

O godzinie 19:00 poznaliśmy liczbę wież wiertniczych w USA. Wzrosła ona o kolejne 5 sztuk do 825. Wraz z rosnącą liczbą wież spada cena ropy. Powodem jest strach przed wzrostem produkcji, który z kolei powoduje nadmiar surowca na rynku. Od publikacji tych danych baryłka ropy staniała o dolara ciągnąc za sobą również w dół waluty krajów najsilniej uzależnionych od eksportu czarnego złota.

Dzisiaj dzień wolny w Chinach, Japonii i na Węgrzech, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – Kanada – inflacja producencka,
  • 15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs dolara powrócił na wzrostową ścieżkę

Na fali ostatnich wzrostów dolara, kurs EUR/USD przebił dolną granicę kanału z ostatniego kwartału. Ciężko znaleźć jednoznaczną przyczynę takiego ruchu.  

Może się wydawać, iż pozytywne, niespodziewane odczyty drugorzędnych danych ekonomicznych USA wystarczyły, by wystraszyć płochliwe niedźwiedzie i umocnić dolara w stosunku do wszystkich walut G10 oraz głównych walut rynków wschodzących. Lira turecka była jedynym wyjątkiem, kończąc tydzień na szczycie listy po dużej podwyżce stóp procentowych banku centralnego Turcji.

Przyszły tydzień obfitować będzie w bogatą mieszankę wiadomości gospodarczych
i politycznych. Oprócz środowego posiedzenia Rezerwy Federalnej, mamy także spotkania banków centralnych Australii (wtorek) i Norwegii (czwartek). Dwa kluczowe wydarzenia dla danych w tym tygodniu to odczyt inflacji w strefie euro za kwiecień (czwartek) i raport miesięcznych wynagrodzeń w USA (czwartek).

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień znaczącym osłabieniem w relacji do głównych walut. Osłabienie to było kontynuacją ruchu z końcówki poprzedniego tygodnia, jednak skala spadków na złotym na przestrzeni samych kilku ostatnich dni była dość zaskakująca.

Warto zwrócić uwagę co stało za owym ruchem. Katalizatorem wyprzedaży złotego
(i innych walut emerging markets) był wzrost rentowności amerykańskich obligacji, który sprawił, że bardziej ryzykowne inwestycje – takie jak na przykład w polskie aktywa – stały się mniej atrakcyjne. Rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji rządowych przekroczyły psychologiczny poziom 3%, tym samym znalazły się na najwyższym poziomie od ponad 4 lat. Wraz ze wzrostem rentowności obligacji umacniał się dolar amerykański, którego siła nie sprzyjała polskiemu złotemu. Dodatkowo słabe euro również było czynnikiem niesprzyjającym PLN. Dobre, krajowe dane pokazujące spadek bezrobocia i wzrost sprzedaży detalicznej w marcu, nie wsparły złotego, który w relacji do dolara znalazł się na najniższym poziomie od stycznia.

W tym tygodniu poznamy kilka interesujących danych z kraju, w tym przede wszystkim indeks PMI dla przemysłu oraz kwietniowe odczyty inflacji CPI. Prawdopodobnie jednak podobnie jak w poprzednim tygodniu, większe znaczenie będą miały jednak czynniki zewnętrzne, w tym zachowanie pary EUR/USD oraz zmiana sytuacji na globalnych rynkach finansowych.

GBP

Oczekiwania na majową podwyżkę stóp w Banku Anglii zostały w dużej mierze ograniczone z uwagi na słaby zeszłotygodniowy raport o wzroście PKB w pierwszym kwartale. Roczny wzrost spadł z 1,4%, w poprzednim kwartale, do 1,2%, najsłabiej wśród głównych obszarów gospodarczych. Chociaż wstępne sprawozdanie nie zawierało zbyt wielu szczegółów, spodziewamy się, że słabość okaże się tymczasowa i całkowicie rozwinie się w następnym kwartale. W związku z tym uważamy, że ostatnia amortyzacja funta szterlinga jest nadmierna i spodziewamy się odbicia, szczególnie w stosunku do euro.

EUR

Zeszłotygodniowe, kwietniowe posiedzenie ECB okazało się kompletnie nieistotne dla rynków. Rada i Prezes Draghi zrobili wszystko, co było w ich mocy, aby uniknąć podawania jakichkolwiek nowych informacji na temat ich poglądów co do stóp procentowych. Oświadczenie było zasadniczo kopią tego z poprzedniego spotkania, nie opublikowano też żadnych prognoz. Wstępne indeksy PMI dla biznesu za kwiecień również nie wykazały istotnej zmiany w stosunku do poprzedniego miesiąca. To sprawiło, że euro pozostawało pod presją obaw o podwyżki stóp procentowych w USA, a długie pozycje na wspólnej walucie, które wprawdzie wciąż są olbrzymie, w dalszym ciągu topniały sprowadzając euro poniżej poziomów z ostatnich tygodni.

USD

Większość wskaźników ekonomicznych zeszłego tygodnia z USA zaskoczyła na plus. Najważniejszy był wzrost PKB w pierwszym kwartale, o 2,3% w ujęciu rocznym. Choć rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych nie była w stanie utrzymać się na poziomie powyżej 3%, posiadacze krótkich pozycji na dolarze muszą czuć się rozczarowani, bo dolar powraca do wzrostów i przebija maksima z ostatnich tygodni. Presja wzrostowa najprawdopodobniej nie odpuści “zielonemu” w tym tygodniu. Oczekujemy, że FOMC podtrzyma swoje przesłanie z poprzedniego spotkania o tym, że połączenie silnych danych ekonomicznych i bodźców fiskalnych nadal gwarantuje wyższe stopy. W piątek, raport z kwietniowych wynagrodzeń powinien dostarczyć więcej dobrych wiadomości
w zakresie tworzenia nowych miejsc pracy i podwyżek płac.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Nadchodzi rewolucja w dostępie do internetu. Jednym z głównych filarów wdrożenia 5G będzie technologia Small Cells pozwalająca przesyłać dane z prędkością nawet 100 Gb/s

Nadchodzi rewolucja w dostępie do internetu. Jednym z głównych filarów wdrożenia 5G będzie technologia Small Cells pozwalająca przesyłać dane z prędkością nawet 100 Gb/s 6

Wprowadzenie sieci 5G ma zrewolucjonizować proces przesyłania danych i korzystania z zasobów internetu. Standard ma pozwolić na przepustowość liczoną w setkach gigabitów na sekundę, podczas gdy obecna technologia LTE zapewnia maksymalnie 1 Gb/s. Ma to kluczowe znaczenie m.in. dla rozwoju Internetu rzeczy. Ze standardem 5G duże nadzieje wiążą również rządy państw. Według polskiego ministra inwestycji i rozwoju Jerzego Kwiecińskiego, Produkt Krajowy Brutto Polski może wzrosnąć dzięki 5G nawet o 22 proc. Jednym z głównych filarów wdrożenia nowej sieci ma być technologia Small Cells.

Przed wprowadzeniem standardu 5G należy dostosować do niego infrastrukturę związaną z przesyłaniem danych. Jednym z jej głównych filarów mają być małe stacje bazowe, tzw. Small Cells. Współczesna technologia pozwala na przesyłanie fal milimetrowych, czyli tych z zakresu 30-300 GHz na odległość ponad 200 metrów. Właśnie taka forma komunikacji miałaby być stosowana w sieci małych stacji bazowych rozlokowanych w regularnych odstępach na danym terenie. Technologia małych komórek ma być jednym z głównych filarów wdrożenia sieci 5G.

– W technologii małych komórek chodzi o umożliwienie przekazu na tych obszarach, których nie obejmują makro-komórki. Jeszcze kilka lat temu jedynym sposobem na odbieranie sygnału było posiadanie makro-komórki instalowanej na dachu lub na wieży. Były one bardzo drogie w instalacji. Tańszy system polega na zintegrowaniu modułu komórkowego tak, by możliwy był produkt kompaktowy. Całą funkcjonalność makro-komórki można dziś zmieścić w mniejszych produktach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Puneet Sethi z Qualcomm Technologies.

Technologia 5G zapewni możliwość przesyłania danych z prędkością nawet 100 Gb/s. Jej wadą jest jedna zmniejszony zasięg i konieczność instalowania większej liczby przekaźników. Umożliwienie wewnętrznego i zewnętrznego wdrażania małych komórek (w tym femtokomórek i mikrokomórek) w gospodarstwach domowych i przedsiębiorstwach poprawi zasięg sieci, a także jej wydajność i energooszczędność. Tym samym zapewni użytkownikom lepszą i szybszą łączność mobilną w większej liczbie miejsc.

Na rynek trafiły  już pierwsze urządzenia, które w przyszłości będą wspierać technologię 5G. Stacja bazowa Magic Box, wyprodukowana przez firmę Airspan dla sieci amerykańskiego operatora sieci komórkowej Sprint, to pierwsze tego typu, w pełni bezprzewodowe urządzenie na świecie. Wykonana w technologii małych komórek, stacja przeznaczona jest dla gospodarstw domowych. Może objąć swoim zasięgiem nawet 2800 m2. Podobne rozwiązania z przeznaczeniem dla przedsiębiorstw, dostarcza m.in. Samsung. Tego typu urządzenia już są gotowe do pracy w technologii 5G, ale pełne jej wykorzystanie to na razie odległa przyszłość.

– Droga do 5G prowadzi przez pełne wykorzystanie 4G. Obecnie pomagamy więc operatorom zidentyfikować możliwości, jakie daje sieć 4G i jednocześnie przygotować się na 5G – mówi specjalista z Qualcomm.

Równolegle z pracami nad wprowadzeniem standardu 5G trwa rozwijanie rozwiązań, dla których będzie on furtką do jeszcze szerszego wykorzystania. To między innymi wsparcie dla technologii NB-IoT (NarrowBand IoT), czyli wąskopasmowej technologii radiowej, dedykowanej internetowi rzeczy. Technologia koncentruje się na zwiększaniu zasięgu w pomieszczeniach i obsłudze dużej ilości połączonych w sieci urządzeń.

– Tego typu rozwiązania umożliwiają integrację z tańszymi urządzeniami, takimi jak kamery bezpieczeństwa, smartwatche, monitory wagi, urządzenia do śledzenia dzieci czy zwierząt. Te urządzenia zużywają również mniej energii, przez co mogą działać dłużej. Nowa technologia pomaga im również komunikować się w sytuacji, kiedy sygnał jest słabszy – przekonuje Puneet Sethi.

Według prognoz, wprowadzenie sieci 5G to rewolucja w korzystaniu z internetu. Najszybszy obecnie standard LTE zapewnia prędkość sieci na poziomie do 1000 Mb/s. Nowy standard ma zapewniać wartość dziesięciokrotnie większą. Pierwsze komercyjne zastosowania sieci 5G zostały zaprezentowane podczas ubiegłorocznych targów Mobile World Congress w Barcelonie. Wdrożenie nowego standardu przesyłu danych ma pozwolić zwłaszcza na dynamiczny rozwój internetu rzeczy.

Według firmy Ericsson, obecnie na internet rzeczy składa się około 6 mld urządzeń. Specjaliści z Intela szacują, że do roku 2020 z siecią będzie połączonych 50 mld osób, urządzeń i maszyn. Z komunikacji elektronicznej korzysta dziś około 30-40 proc. ludności świata. Maksymalnie za 20 lat dostępu do sieci będzie wymagał już każdy – przewiduje Intel.

Według prognoz analityków marketsandMarkets, globalny rynek infrastruktury 5G w 2026 roku będzie wart blisko 34 mld dol. Przewidywane tempo wzrostu na lata 2020 – 2026 wyniesie 51 proc.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na EURUSD oraz GBPUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

W poprzednim tygodniu stało się to, na co wskazywały ostatnie raporty Commitments of Traders – oczywiście chodzi o bardzo mocną aprecjację dolara amerykańskiego. Z tego powodu warto przyjrzeć się bliżej EURUSD i zadać pytanie, czy obecny trend spadkowy może być kontynuowany.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Fundusze lewarowane już od 30 stycznia bieżącego roku powoli redukowały pozycję długą, co widać po niebieskich barach. Linia netto zaczęła powoli opadać, jednak było to związane tylko z redukcją długich pozycji, a nie dobieraniem krótkich. Niemniej jednak rynek nie wytrzymał tak dużej presji podaży (zamykając długą pozycję fundusze lewarowane tworzyły dodatkową podaż) i notowania przerwały dolną bandę konsolidacji. Zastanawiając się czy trend będzie kontynuowany warto spojrzeć na samą linię netto, gdzie pozycje długie względem krótkich na tle historycznym w dalszym ciągu są bardzo wysoko. W związku z tym według COT większym prawdopodobieństwem będzie kontynuacja ostatniej wyprzedaży na EURUSD.

Według analizy technicznej na dzień dzisiejszy bardziej prawdopodobna jest korekta w okolicę strefy podaży 1.216. Ostatnia wyprzedaż zatrzymała się na mocnym wsparciu wyznaczonym przez szczyt z 2017 roku. Pomimo tego po zakończonej korekcie notowania prawdopodobnie będą zmierzały w okolicę poziomu 1.188.

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

GBPUSD – redukcja długich pozycji przez fundusze lewarowane

Według ostatniego raportu COT fundusze lewarowane zamknęły ponad 28 tysięcy pozycji długich oraz 10 tysięcy krótkich. Nie jest to jednoznaczny sygnał zakończenia obecnego trendu wzrostowego, ale ostrzeżenie dla kupujących.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Jest to pierwsza redukcja długich pozycji od początku marca bieżącego roku. Według analizy technicznej trend wzrostowy nie został jeszcze zakończony, ale warto obserwować nadchodzące tygodnie. Jeżeli przyszłe raporty COT pokażą, że fundusze lewarowane otwierają coraz więcej krótkich pozycji i redukują długie będziemy mieli o wiele większe prawdopodobieństwo zmiany trendu.

Notowania GBPUSD, interwał tygodniowy

Notowania GBPUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Przerwanie dolnej bandy konsolidacji oraz wsparcia wyznaczonego przez szczyt z października 2017 roku będzie oznaczało zmianę trendu z wzrostowego na spadkowy lub konsolidację. Obecny trend wzrostowy trwa już ponad rok, dlatego mamy większe prawdopodobieństwo jego zakończenia lub mocniejszej korekty.

Dział Analiz Admiral Markets

Anioły biznesu coraz mocniej wspierają polskie firmy. Obecnie szukają 15 najbardziej perspektywicznych młodych firm w Europie Środkowo-Wschodniej

Anioły biznesu coraz mocniej wspierają polskie firmy. Obecnie szukają 15 najbardziej perspektywicznych młodych firm w Europie Środkowo-Wschodniej 7

Wsparcie aniołów biznesu dla młodych firm w Polsce wciąż jest znacząco mniejsze niż w rozwiniętych krajach Europy Zachodniej, ale stale rośnie. Tego typu inwestycjami zajmuje się kilkaset osób, podczas gdy na rynku niemieckim czy brytyjskim jest ich kilka tysięcy. Pomagają nie tylko w pozyskiwaniu kapitału, lecz również wspierają wiedzą z zakresu ładu korporacyjnego, polityki informacyjnej czy relacji inwestorskich. Na takie wsparcie mogą liczyć także laureaci konkursu CEE-Released, który chce wyłonić 15 najlepszych młodych firm na wczesnym etapie rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej.

W konkursie CEE Released udział mogą wziąć firmy, działające we wszystkich krajach i na rynkach Centralnej i Wschodniej Europy:  Albanii, Austrii, Bośni i Hercegowiny, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Estonii, Grecji, Węgier, Łotwy, Litwy, Macedonii, Mołdawii, Czarnogóry, Polski, Rumunii, Serbii, Słowacji i Słowenii.

– W tych krajach kwalifikowane są przedsiębiorstwa, które wyróżniają się pod względem perspektyw wzrostu, innowacyjności, które walczą o swoją niszę rynkową, o rynek. Niezupełnie są one przedsięwzięciami, które dopiero co powstały. Mają już za sobą pewną historię, ale wciąż są młodymi przedsiębiorstwami. To jest ten poziom lokalny, chociaż ta lokalność jest i tak bardzo szeroka, bo obejmuje cały nasz region – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ludwik Sobolewski, współzałożyciel Cornerstone Communications.

Następnie z wybranych na poziomie krajowym firm jury wybierze najlepszą piętnastkę regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Znajdą się w niej podmioty, które – w opinii ekspertów – będą budzić zainteresowanie inwestorów i dadzą im największe szanse na zyski.

Wszyscy finaliści objęci zostaną indywidualnie przygotowanym programem, który pomoże firmom przyspieszyć rozwój, zdobyć klientów, zwiększyć przychody i przekroczyć kolejne etapy rozwoju.

– Celem konkursu będzie poszerzanie bazy ich kontaktów biznesowych, przekazanie im konkretnych informacji na temat metod pozyskiwania kapitału – zarówno na rynku publicznym, np. giełdowym, jak i prywatnym. Konkurs będzie miał na celu także zapoznać te firmy z międzynarodowymi standardami w zakresie ładu korporacyjnego czy polityki informacyjnej, relacji inwestorskich, czyli tego wszystkiego, co w dzisiejszej gospodarce jest niezbędne firmom, które chcą zawojować mniejszy lub większy kawałek świata – mówi Ludwik Sobolewski.

Jak podkreśla, to właśnie do firm z globalnymi aspiracjami dedykowany jest ten konkurs.

– Mówimy o firmach, które już mają doświadczenie rynkowe, w zdobywaniu klientów i osiąganiu przychodów, ale są przed przekroczeniem kolejnych etapów swojego rozwoju, kiedy niezbędne jest to, żeby rozszerzyć swój zasięg rynkowy, pozyskać finansowanie czy partnerów biznesowych. Ten program jest dedykowany w pierwszym rzędzie takim firmom, o których jury będzie miało przekonanie, że kiedy powstały i prowadziły swoją działalność od razu myślały o rynku międzynarodowym – wyjaśnia jeden z pomysłodawców konkursu CEE-Released.

Konkurs w poszczególnych krajach regionu wspierają lokalne sieci aniołów biznesu.  W Polsce taką instytucją jest Cobin Angels, skupiająca inwestorów prywatnych, którzy wspierają młode spółki nie tylko kapitałem, ale również doświadczeniem i kontaktami biznesowymi. W Polsce wciąż jest niewiele osób, które decydują się na takie inwestycje.

– Rynek aniołów biznesu w Polsce i innych bardziej rozwiniętych krajach działa w taki sposób, że osoby, które są zainteresowane inwestycją, ale też wsparciem spółek we wczesnych etapach rozwoju, angażują swój kapitał, doświadczenie i kontakty biznesowe, oraz wspierają te spółki finansowo i w innych aspektach prowadzenia działalności. Określa się to mianem smart money, czyli inteligentnego finansowania – mówi Robert Ługowski, partner zarządzający sieci aniołów biznesu Cobin Angels. – Patrząc na francuski czy brytyjski rynek, gdzie mamy do czynienia z kilkudziesięcioma tysiącami osób, które inwestują w takiej formie, widzimy, że polski ma jeszcze duży potencjał.

Projekt CEE Released to inicjatywa prywatna, finansowana bez udziału środków publicznych. Na poziomie regionalnym wspiera go agencja relacji inwestorskich Corner Communications oraz Europejska Sieć Aniolów Biznesu (EBAN).

 Istnieją podobne inicjatywy do CEE-Released, ale większość z nich skupia się na start-upach, czyli firmach na bardzo wczesnym etapie rozwoju. CEE-Released ma bardzo szeroki zakres działania, ponieważ mamy dostęp do inwestorów począwszy od wczesnych faz, czyli aniołów biznesu, poprzez fundusze venture capital, skończywszy na GPW, która również zaangażowała się w ten projekt – dodaje Robert Ługowski.

Kandydatury firm można zgłaszać do 18 maja przez stronę internetową konkursu. Program zakończy się w grudniu 2018 roku.

60 proc. społeczeństwa ma bardzo małą wiedzę o ubezpieczeniach społecznych. ZUS chce to zmienić

60 proc. społeczeństwa ma bardzo małą wiedzę o ubezpieczeniach społecznych. ZUS chce to zmienić 8

Blisko 60 proc. Polaków ma słabą wiedzę lub nie wie nic na temat systemu ubezpieczeń społecznych. 15 proc. ocenia siebie jako ignorantów w tym temacie. Wśród nastolatków ten odsetek wynosi 43 proc. Dlatego Zakład Ubezpieczeń Społecznych stawia na edukację młodzieży i od pięciu lat prowadzi projekt „Lekcje z ZUS”. Ważne jest, żeby młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy traktowali składkę na ubezpieczenia społeczne nie jako koszt, lecz jako ochronę ubezpieczeniową, która zapewnia im bezpieczeństwo – podkreśla Marcin Zieleniecki, wiceszef Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

– Bardzo ważnym elementem jest budowanie świadomości ubezpieczeniowej, w szczególności wśród ludzi młodych, którzy rozpoczynają albo są przed rozpoczęciem swojej przygody z rynkiem pracy. Ważne, aby wiedzieli, jakie ryzyka wiążą się z wykonywaniem pracy zawodowej: wypadku przy pracy, niezdolności do pracy z powodu choroby, ryzyko emerytalne. Ważne jest, żeby znali również korzyści wynikające z faktu objęcia ich od samego początku ochroną ubezpieczeniową – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Zieleniecki, podsekretarz staniu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

 Stan wiedzy Polaków o ubezpieczeniach społecznych jest bardzo niezadowalający. Wszystkie badania pokazują, że przeciętny Polak nie wie, co to są ubezpieczenia społeczne, że jest to wiedza elitarna, którą mają specjaliści, może studenci, którzy zdali egzamin z ubezpieczeń społecznych. W związku z tym podjęliśmy wyzwanie, jakim jest podniesienie nie tylko wiedzy, lecz także świadomości o ubezpieczeniach społecznych – podkreśla prof. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

„Przegląd badań dotyczących wiedzy i postaw Polaków wobec ubezpieczeń społecznych” wskazuje, że 13 proc. nie wie, jakie są zadania ZUS, co piąty nie ma wiedzy o tym, czym są składki na ubezpieczenia społeczne, a co czwarty nie potrafi ich wskazać. Łącznie 45 proc. badanych ma bardzo słabą wiedzę, a 15 proc. nie wie nic w tym zakresie. Co trzeci Polak ocenia swoją wiedzę jako średnią, a tylko 7 proc. jako dobrą. Nikt nie określił siebie jako eksperta w tej dziedzinie, a 15 proc. osób oceniło siebie jako ignorantów. Wśród nastolatków (15–19 lat) odsetek w tej ostatniej grupie wynosi ponad 40 proc. Jednak stan wiedzy młodzieży stopniowo się poprawia, w dużej mierze ze względu na projekt „Lekcje z ZUS” organizowany od roku szkolnego 2013/2014. W tym roku po raz drugi odbyła się olimpiada „Warto wiedzieć więcej o ubezpieczeniach społecznych”.

– W tym historycznym już projekcie przez cały okres „Lekcji z ZUS” wzięło udział ponad 150 tys. uczniów. Do drugiej olimpiady w pierwszym etapie przystąpiło ponad 30 tys. uczniów z całej Polski. To fantastyczny wynik, przecież do olimpiady przystępuje zwykle kilka, kilkanaście tysięcy, a ubezpieczenia społeczne są trudną dyscypliną wiedzy, wymagają cierpliwości, pokory – przekonuje prof. Gertruda Uścińska.

Olimpiada składa się z trzech etapów. Pierwszy etap, szkolny, to rywalizacja indywidualna. Drugi etap odbywa się na szczeblu wojewódzkim i biorą w nim udział trzyosobowe zespoły ze szkół wyłonionych w pierwszym etapie. Ostatnia część to ogólnopolski finał. W tym roku do olimpiady przystąpiło ponad 30 tys. uczniów z ok. 900 szkół. W poprzedniej edycji rywalizowało ok. 24 tys. uczniów. Najlepsi otrzymali indeksy lub mają ułatwioną rekrutację do 30 szkół wyższych.

Nasi finaliści, dzięki temu, że ZUS i współpracuje z wieloma uczelniami wyższymi, otrzymają na podstawie decyzji senatów tych uczelni indeks na różne kierunki. To jest na pewno największa nagroda. Ale korzyścią jest także wiedza. Ci finaliści są na tak wysokim poziomie wiedzy, że ona jest porównywalna do studentów II albo III roku, którzy mają semestralny lub roczny przedmiot z zakresu ubezpieczeń społecznych – podkreśla prof. Uścińska.

Finał olimpiady wiedzy o ubezpieczeniach społecznych jest wyrazem realizacji ustawowych kompetencji ZUS w zakresie propagowania wiedzy o ubezpieczeniach społecznych. My, jako ministerstwo, popieramy, zachęcamy ZUS, żeby rozwijać ideę olimpiady adresowanej do osób najmłodszych, które jeszcze nie rozpoczęły aktywności zawodowej na rynku pracy – mówi Marcin Zieleniecki.

Projekt „Lekcje z ZUS” cieszy się coraz większą popularnością. W roku szkolnym 2014/2015 wzięło w nim udział 11,5 tys. uczniów, rok później już 19 tys. W ubiegłym roku było ich już ponad 24 tys., w tym zaś ponad 30 tys.

– Poprzez pakiet czterech lekcji dotyczących ubezpieczeń społecznych uczniowie zapoznają się z tematem, mogą przystąpić do olimpiady wiedzy o ubezpieczeniach społecznych. Ta forma przekazywania informacji w czterech krótkich i fajnych lekcjach jest jak najbardziej trafiona. Zainteresowanie tą tematyką jest coraz większe z roku na rok, w swojej szkole widzę, że zainteresowana jest nawet młodzieży w pierwszych klasach – mówi Justyna Płóciennik, nauczycielka z Zespołu Szkół Ekonomicznych w Ostrowie Wielkopolskim.

Sfinks z 16,07 mln zł EBITDA w 2017 r.

Sfinks Polska, spółka zarządzająca m.in. sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło i Fabryka Pizzy, wypracowała w 2017 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 182,55 mln zł. Jednocześnie EBITDA za 2017 r. wyniosła 16,07 mln zł. Z kolei jednostkowy wynik netto za 2017 r. osiągnął wartość (-)8,77 mln zł. Znaczący wpływ na poziom ubiegłorocznego wyniku miało zdarzenie jednorazowe w postaci odpisu aktualizacyjnego na kwotę 8,84 mln zł, dotyczące znaku towarowego Chłopskie Jadło.

– W toku prac nad raportem rocznym podjęliśmy ostrożnościową decyzję o odpisie aktualizacyjnym na znak Chłopskiego Jadła, co obniżyło nasz wynik netto za 2017 r o 8,84 mln zł. Patrząc na wyniki należy również mieć na uwadze, iż w ostatnim roku spółka podjęła duży wysiłek związany ze wzrostem skali działania poprzez inwestycje w nowe restauracje oraz akwizycje, pracując jednocześnie nad realizacją projektów budujących podstawy do wzrostów i przewagi konkurencyjnej w kolejnych latach. Dotyczyło to m.in. wprowadzenia nowych narzędzi informatycznych, przygotowania, testowania i wdrażania oferty delivery oraz uruchomienia programu lojalnościowego. W rezultacie, w roku 2017 wydaliśmy na inwestycje ponad 13 mln zł. Dzięki temu w przyszłości możliwe będzie zwiększenie skali działania, co ma prowadzić również do poprawy rentowności grupy – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Ubiegły rok w Sfinksie upłynął pod znakiem realizacji strategii ogłoszonej w I kwartale 2017 r. W efekcie w zeszłym roku portfolio grupy powiększyło się o 69 lokali Piwiarni Warki dzięki akwizycji największej w Polsce sieci pubów. Ponadto grupa weszła do segmentu pizzerii uruchamiając w ramach umowy masterfranczyzy swoje dwie pierwsze restauracje Fabryka Pizzy. Oprócz tego na mapie sieci Sphinx w 2017 r. pojawiły się dwie dodatkowe lokalizacje – obie w Warszawie. Jednocześnie spółka pracowała nad uruchomieniem kanału delivery dla swoich marek. Oznaczało to z jednej strony przygotowanie kompleksowego systemu informatycznego, a także przeprowadzenie zmian organizacyjnych w restauracjach. Po okresie testów firma zaczęła stopniowo wprowadzać usługę do kolejnych lokali. W efekcie obecnie już 43 restauracje Sfinks Polska dowożą dania do klienta.

– Realizacja przyjętej strategii spowodowała, że spółka ponosiła w 2017 r. zwiększone wydatki, w tym koszty nowych konceptów w portfolio i rozwiązań, szczególnie takich jak Piwiarnia Warki, Fabryka Pizzy, budowa kanału delivery, wdrażanie programu lojalnościowego. Skokowy wzrost skali działania, doświadczenia związane z przejmowaniem sieci franczyzowych oraz poczynione inwestycje i wdrożenia pozwolą nam nie tylko na skorzystanie z efektów skali, ale także w niedługim czasie na przygotowanie atrakcyjnej oferty franczyzowej z możliwością wykorzystania przez franczyzobiorców unikalnych rozwiązań. Jestem przekonany, że nasza oferta będzie jednym z najbardziej perspektywicznych rozwiązań dla franczyzobiorców, umożliwiających im bardzo dobry zwrot z inwestycji – wymienia Sylwester Cacek.

Wraz z pracami nad uruchomieniem nowych restauracji i konceptów spółka prowadziła działania mające na celu poprawę rentowności z uwagi na zmienne warunki rynkowe, z jakimi branża gastronomiczna musiała zmierzyć się od początku 2017 r. W odpowiedzi na rosnące koszty płac i surowców grupa Sfinks wprowadziła systemowe zmiany, których efekty uwidoczniły się jednak dopiero w II półroczu ubiegłego roku.

W ujęciu skonsolidowanym przychody Sfinksa w 2017 r. wyniosły 187,07 mln zł, zaś wynik netto grupy wyniósł (-)9,22 mln zł, a EBITDA 15,91 mln zł. Analogiczne dane za 12 miesięcy 2016 r. to odpowiednio 192,38 mln zł (przychody), 10,44 mln zł (wynik netto) i 15,95 mln zł (EBITDA). Natomiast w ujęciu jednostkowym przychody w 2017 r. uplasowały się na poziomie 182,55 mln zł wobec 188,39 mln zł, jakie spółka wypracowała od stycznia do grudnia 2016 r. Jednostkowy wynik netto osiągnął poziom (-)8,77 mln zł wobec 10,88 mln zł odnotowanych w kalendarzowym roku 2016 r. Z kolei jednostkowa EBITDA to 16,07 mln zł wobec 16,24 mln zł rok wcześniej.

W 2016 r. rok obrotowy Sfinks Polska obejmował okres od 01.12.2015 do 31.12.2016, w związku z tym dane za 12 miesięcy 2016 r. (od stycznia do końca grudnia) są danymi nieaudytowanymi, przygotowanymi dla celów porównawczych z rokiem obrotowym 2017 r. , który pokrywa się z rokiem kalendarzowym 2017 r.

Czy język polski jest potrzebny do pracy w Polsce? – wyniki badania

Tylko 8 proc. badanych cudzoziemców stwierdziło, że język polski jest im niezbędny w codziennej pracy. Jednocześnie aż 64 proc. potrzebuje go w prywatnych kontaktach z ludźmi. Cudzoziemcy zgodnie twierdzą, że nauka to nie lada wyzwanie!

– Pamiętam swój drugi tydzień w Polsce. Wracałem z kursu języka polskiego. Tego dnia opanowałem dwa nowe słowa „daleko” – „blisko”. Wsiadłem w autobus, który miał zawieźć mnie z Foksal na Stare Miasto. Okazało się, że tego dnia autobus miał objazd i zjechał z trasy. Pamiętam, że wysiadłem w nieznajomym miejscu. Wtedy po raz pierwszy przydały mi się słówka z lekcji języka. Zacząłem pytać przechodniów: „Stare Miasto daleko – blisko?” Pamiętam, że patrzyli ze współczuciem, pokazywali drogę i mówili „daleko, nie blisko”. To był dla mnie sygnał, że choć nie potrzebuję języka polskiego w pracy, bo posługuję się językiem angielskim, to jest niezbędny na co dzień – opowiada Giancarlo z Włoch, który jest w Polsce już pięć lat i większość spraw w urzędzie, na poczcie czy w sklepie załatwia sam.

Język polski przepustką do aktywnego życia

To właśnie brak znajomości języka polskiego jest głównym wyzwaniem, z jakim obcokrajowcy muszą sobie radzić w związku z mieszkaniem w Polsce. Brak znajomości języka utrudnia im codzienne życie – taki wniosek płynie z badań „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”, które wykonał PMR Consulting & Research na zlecenie Monster Talent Sourcing Services. W badaniu ilościowym wzięli udział obcokrajowcy z 20 krajów m.in. z Danii, Finlandii, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch.

Aż 64 proc. badanych stwierdziło, że język polski jest im potrzebny do prywatnych kontaktów z ludźmi, a 51 proc. – potrzebuje go w codziennych sytuacjach np. w sklepie, urzędzie. Dla 42 proc. znajomość języka pozwoliłaby brać udział w wydarzeniach kulturalno-rozrywkowych. Tylko 8 proc. uważa, że język polski jest im potrzebny w pracy.

Wsparcie językowe w pakiecie na start

Firmy zatrudniające cudzoziemców doskonale zdają sobie sprawę, że pracownicy zza granicy potrzebują językowego wsparcia, aby poczuć się w Polsce swobodniej. Badania to potwierdzają, gdyż okazuje się, że 41 proc. obcokrajowców na początku drogi zawodowej otrzymało wsparcie w postaci kursu językowego.

Większość respondentów deklaruje, że obecnie uczy się polskiego (39 proc.) lub zamierza rozpocząć naukę w przyszłości (23 proc. odpowiedzi). Z badań wynika, że 20 proc. się waha, a 18 proc. nie ma w planach nauki języka polskiego.

Jak obcokrajowcy oceniają swoją znajomość polskiego? Tylko 8 proc. przyznaje, że nie mówi po polsku, 22 proc. – zna kilka słów. Aż 32 proc. ocenia, że ich język polski jest na poziomie średniozaawansowanym lub wyższym, a 37 proc. – poziomie podstawowym.

– Firmy decydujące się na zatrudnianie cudzoziemców wiedzą, że język polski jest wyjątkowo trudny. Z reguły nie wymagają więc deklaracji, że cudzoziemiec będzie uczył się polskiego, choć jest to mile widziane. Wyjątkiem są stanowiska kierownicze, które obligują szefów do opanowania polskiego na komunikatywnym poziomie, zwłaszcza gdy zespół tylko w części składa się z cudzoziemców. W momencie gdy team jest międzynarodowy, dominującym językiem jest angielski – mówi Aleksandra Pocheć z Monster Talent Sourcing Services. – W praktyce cudzoziemcy raczej dążą do znajomości języka polskiego. Im większa chęć nauki, tym większe prawdopodobieństwo, że obcokrajowiec myśli o pozostaniu w Polsce, a więc i w firmie – dodaje.

Z badań wynika, że choć Polska nie jest krajem pierwszego wyboru, to większość cudzoziemców deklaruje pozostanie tu przez kilka lat.

Dynamika brytyjskiego PKB rozczarowała. Kurs funta traci

Dzisiejsze dane o dynamice brytyjskiego PKB w I kwartale br. wywołały negatywną reakcję szterlinga. Prawdopodobnym jest, iż w kontekście słabych odczytów, bank centralny dłużej będzie chciał utrzymywać akomodacyjną politykę monetarną, aby nie zagrozić perspektywom wzrostu brytyjskiej gospodarki.

Nowe informacje brytyjskiej gospodarki mocno zaskoczyły rynek. Konsensus ekonomistów liczył na to, że brytyjska gospodarka w I kwartale br. urośnie o 1,4% w ujęciu rocznym, tymczasem wstępne szacunki sugerują, że ekspansja PKB wyniosła zaledwie 1,2%, tym samym była najniższa od 2013 r. W ujęciu kwartalnym brytyjska gospodarka rosła zaledwie o 0,1%. W reakcji na dane, brytyjska waluta doświadczyła gwałtownej wyprzedaży, tracąc ponad 0,7% w relacji do polskiego złotego na przestrzeni kilkudziesięciu minut.

Reakcja szterlinga nie była tak ostra z uwagi na sam fakt publikacji słabszych danych gospodarczych, ale raczej ze względu na to, co one oznaczają w kontekście polityki monetarnej. Inwestorzy od pewnego czasu oczekiwali, że Bank Anglii podczas spotkania decyzyjnego w maju dokona kolejnej podwyżki stóp procentowych, jednak ich oczekiwania wyraźnie spadły w następstwie publikacji ostatnich słabszych danych inflacyjnych, jak i gołębiej wypowiedzi prezesa BoE, który zasugerował, że podwyżka w maju wcale nie jest pewna. Tym samym rynek zaktualizował swoje oczekiwania względem działań Banku, szacując, iż jest około 50% szans na podwyżkę w kolejnym miesiącu. Obecnie, w następstwie publikacji bardzo słabych danych o dynamice PKB, rynki po raz kolejny obniżyły szacunki majowej podwyżki, której prawdopodobieństwo spadło do ok. 25%.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,22-4,24. W czwartek euro zakończyło dzień osłabieniem w relacji do głównych walut. Para EUR/USD przebiła wsparcie w okolicy poziomu 1,22 i obecnie znajduje się w okolicy 1,21, kierując się na południe w pierwszych godzinach europejskiego handlu.

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, Europejski Bank Centralny podczas spotkania w kwietniu utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą refinansową w wysokości 0% oraz ze stopą depozytową na poziomie -0,4%. Bank centralny nie dokonywał również zmian w programie luzowania ilościowego (QE). EBC stwierdza, że może skupować obligacje ponad obecny horyzont zakończenia programu QE (wrzesień), jeśli zajdzie taka potrzeba. Stopy procentowe mają z kolei pozostać niezmienione „znacznie dłużej” niż wyznacza zakończenie  programu QE.

Ton Mario Draghiego podczas spotkania był stosunkowo optymistyczny. Prezes EBC odniósł się do kwestii ostatnich słabszych danych gospodarczych, stwierdzając, iż skala spadku niektórych indeksów była zaskakująca, jednak ostatecznie rolę w tym przypadku odegrały czynniki przejściowe, takie jak pogoda, strajki pracownicze oraz kwestie kalendarzowe. Ponadto zwrócił uwagę, iż wskaźniki gospodarcze znajdują się powyżej historycznych średnich. Prezes EBC zwrócił uwagę na niski poziom inflacji, informując jednak, że EBC jest przekonany, że inflacja powróci do celu. Wskazywał on na pewne sygnały z rynku pracy mogą sugerować poprawę perspektyw inflacji.

GBP

Kurs GBP/PLN  w czwartek umocnił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,83-4,87. We wczorajszej wypowiedzi główny negocjator ws. Brexitu z ramienia UE, Michel Barnier stwierdził, że wyjście Wielkiej Brytanii jest scenariuszem w którym obie strony “przygrywają”, jednak koszt dla Zjednoczonego Królestwa będzie zdecydowanie większy niż dla UE. Barnier stwierdził dodatkowo, że UE nie potrzebuje brytyjskiego City, sugerując, iż brytyjski sektor finansowy nie otrzyma preferencyjnych warunków podczas wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Kolejne negatywne komentarze ze strony francuskiego negocjatora ostatecznie nie wpłynęły w istotny sposób na kurs szterlinga, który wczorajszy dzień zakończył na niemal niezmienionym poziomie w relacji do koszyka walut.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek umocnił się o 0,4%, wahając się w widełkach 3,47-3,50.  Dolar amerykański wczoraj umocnił się w relacji do głównych walut i złotego, wspierany przez dobre dane makroekonomiczne i słabość EUR. Rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich wczoraj dość istotnie spadały, ponownie schodząc poniżej psychologicznego poziomu 3%.

Wczorajsze, bardzo dobre dane o zamówieniach środków trwałych sugerują ożywienie inwestycji w USA. Cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA pobiły kolejny rekord schodząc do najniższego poziomu od 48 lat.

W dniu dzisiejszym poznamy wstępne dane o bazowej inflacji PCE w USA w I kwartale br. (14:30), dane o dynamice amerykańskiego PKB w I kwartale br (14:30) oraz indeks Michigan, opisujący nastroje wśród konsumentów w USA w kwietniu (16:00). Z paczki dzisiejszych danych najistotniejszym odczytem będzie oczywiście dynamika amerykańskiego PKB w I kwartale, która zgodnie z oczekiwaniami ekonomistów ma wynieść 2% w ujęciu zanualizowanym.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – wstępne dane o bazowej inflacji PCE w USA w I kwartale 2018 r.
  • 14:30 – dynamika PKB w USA w I kwartale 2018 r.
  • 16:00 – przemawia Mark Carney z Banku Anglii
  • 16:00 – indeks Michigan opisujące nastroje wśród konsumentów w USA w kwietniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Co się zmieni po wejściu w życie Konstytucji biznesu?

Sejm uchwalił pakiet ustaw, które składają się na Konstytucję biznesu. Zmiany mają na celu uproszczenie formalności i ułatwienie firmom prowadzenie działalności.

Na Konstytucję biznesu składają się ustawy: Prawo przedsiębiorców, o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców, o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy, o zasadach uczestnictwa przedsiębiorców zagranicznych i innych osób zagranicznych w obrocie gospodarczym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz przepisy wprowadzające ustawę Prawo przedsiębiorców.

W myśl Prawa przedsiębiorców przedsiębiorca nie będzie musiał udowadniać swojej uczciwości, a wątpliwości w danej sprawie będą rozstrzygane na korzyść przedsiębiorcy. Przy wyznaczaniu przedsiębiorcy terminu na dokonanie określonej czynności będzie uwzględniany nie tylko ważny interes publiczny, lecz także słuszny interes przedsiębiorcy. Urząd nie będzie mógł odmówić przyjęcia od przedsiębiorcy pisma, które nie jest kompletne.

Ministrowie będą wydawali z urzędu lub na wniosek nowego organu – Rzecznika Praw Przedsiębiorcy – wyjaśnienia przepisów dotyczących wykonywania i zakończenia działalności gospodarczej, z uwzględnieniem orzecznictwa sądów.

Rzecznik Praw Przedsiębiorców będzie się również zajmował wydawaniem opinii dotyczących aktów prawnych dla przedsiębiorców. Będzie mógł m.in. występować do Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego o rozstrzygnięcie wątpliwości związanych z interpretacją przepisów oraz wnosić skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. Ponadto będzie uprawniony do wszczęcia postępowania administracyjnego, wniesienia skargi i skargi kasacyjnej do sądu administracyjnego oraz uczestnictwa w postępowaniu przed sądem administracyjnym na prawach, które przysługują prokuratorowi.

Interpretacje indywidualne dotyczące prawa podatkowego i składek na ubezpieczenie społeczne nie będą wiążące dla przedsiębiorcy. Nie będzie go można karać w zakresie, w jakim zastosował się do wydanej interpretacji w wysokości wyższej niż wynikająca z otrzymanej interpretacji.

Jeżeli przychody z działalności nie przekroczą w żadnym miesiącu połowy minimalnego wynagrodzenia, działalność taka nie będzie uznawana za gospodarczą (opodatkowaną na zasadach ogólnych), a co za tym idzie, nie trzeba będzie jej rejestrować w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej.

Nowe przepisy wprowadzają dla nowych przedsiębiorców zwolnienie od obowiązku płacenia składek na ubezpieczenie społeczne przez 6 miesięcy. Nadal będzie można przez następne 2 lata płacić obniżone składki ZUS (nie obejmie to składek na ubezpieczenie zdrowotne, których płacenie będzie obowiązkowe).

Możliwe będzie zawieszenie prowadzenia działalności gospodarczej dla przedsiębiorców, którzy zatrudniają pracowników na urlopie macierzyńskim lub wychowawczym.

REGON będzie wycofywany na rzecz numeru NIP.

Większość przepisów omawianych ustaw ma wejść w życie po upływie 30 dni od dnia opublikowania w Dzienniku Ustaw.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rynek sztucznej inteligencji (SI) powiększy się prawie czterokrotnie z 21,5 mld dolarów w 2018, do 75 mld dolarów w 2023

Eksperci z ośrodka badawczego Markets & Markets szacują, że w ciągu pięciu lat rynek sztucznej inteligencji (SI) powiększy się prawie czterokrotnie z 21,5 mld dolarów w 2018, do 75 mld dolarów w 2023 roku. Najszybsze tempo wzrostu zanotują technologie dla przemysłu. Sztuczna inteligencja dedykowana firmom produkcyjnym do 2023 roku będzie rosła w tempie 52,4% rok do roku.

Według analityków, obecnie wartość globalnych wydatków na SI jest równa 21,5 mld dolarów. Jak szacują eksperci, w ciągu pięciu lat rynek urośnie o 53 mld dolarów i w 2023 roku będzie wart aż 75 mld dolarów. W latach 2017 – 2023 wartość technologii opartej na sztucznej inteligencji będzie rosła 36,2% rok do roku, szacuje Markets & Markets.

Sztuczna inteligencja to rewolucja technologiczna, która już wkroczyła w nasze życie i z roku na rok będzie przyspieszać. Technologie oparte na SI zmieniają i zmieniać będą coraz to nowsze dziedziny życia i gospodarki – tłumaczy Lucjan Giza z BPSC i dodaje – Dzięki rosnącym wydatkom algorytmy są znacznie bardziej dokładne niż było to jeszcze kilka lat temu. Doskonale obrazuje to przykład PepsiCo – w rosyjskim oddziale firmy rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami przeprowadza robot wykorzystujący sztuczną inteligencję.

Pozycja lidera niezagrożona

Globalnym liderem w wydatkach na sztuczną inteligencję są Stany Zjednoczone. Największa gospodarka świata w 2017 roku odpowiadała za 80% wydatków na całym globie, podaje IDC. Według prognoz ekspertów wspomnianej firmy do roku 2021 na pozycji lidera nie nastąpi zmiana. Spadnie tylko procentowy udział, za 3 lata Stany Zjednoczone będą odpowiadały z 75% wydatków w SI. Pozostałe kraje świata są daleko w tyle za Ameryką. Europa, Azja i Australia oraz Afryka odpowiadać będą łącznie za 15% nakładów.

Przemysł inwestuje najszybciej

Wydatki na sztuczną inteligencję najszybciej będą rosły w przemyśle. Według danych z kwietnia 2018 roku skumulowana roczna stopa wzrostu dla sztucznej inteligencji w przemyśle wyniesie aż 52,4%

Inwestycje w rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach produkcyjnych są i będą napędzane ideą czwartej rewolucji przemysłowej – wyjaśnia Lucjan Giza, Dyrektor ds. Rozwoju z firmy BPSC.

Jak wynika z prognozy ekspertów, za pięć lat wartość rozwiązań technologii opartej na sztucznej inteligencji dla przemysłu sięgnie 4,9 mld dolarów. Będzie to ponad siedmiokrotny wzrost w porównaniu do jego obecnej wartości, która wynosi 633 mln dolarów.

Dzięki SI przedsiębiorstwa mogą nie tylko usprawnić procesy zarządzania działalnością, ale zredukują też koszty związane z rozwojem produktów. Dzięki cyfrowemu połączeniu systemów producentów i dostawców, możliwe będzie prawidłowe zarządzanie łańcuchem dostaw. Mechanizmy sztucznej inteligencji dostarczą przedsiębiorcom dokładnych informacji na temat dostępności mocy produkcyjnych oraz dyspozycyjności lub awarii maszyn dostawców.

Technologie oparte na SI będą pomocne m.in do analizy ogromnych ilości danych w czasie rzeczywistym. To poprawi dokładności prognoz i kontroli w procesach operacyjnych, szczególnie tych służących do poprawy wydajności produkcji – kończy Giza

Kierowcy zapłacą za słabość złotego

Już za kilka dni benzyna i olej napędowy na polskich stacjach wyraźnie podrożeją. Jednak tym razem nie będzie to efekt wyższej wyceny paliw na świecie. Głównym winowajcą jest złoty, wyraźnie słabnący w relacji do dolara – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Od dobrych kilku dni notowania ropy naftowej czy paliw na światowych rynkach pozostają względnie stabilnie. Dotyczy to niestety tylko wyceny wyrażonej w dolarze. Ponieważ jednak amerykańska waluta w ciągu nieco ponad tygodnia zdrożała do złotego o 15 groszy (ok. 4,5 proc.), diesel oraz benzyna bezołowiowa osiągają nowe wielomiesięczne maksima.

Kierowcy odczują osłabienie złotego

W europejskim hurcie (rynek Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), który stanowi także poziom odniesienia dla krajowych rafinerii, litr diesla kosztuje już 1,98 zł. Ostatni raz był tak drogi w listopadzie 2014 r. Podstawowa benzyna bezołowiowa jest natomiast wyceniania na poziomie 1,93 zł /litr. Poza epizodem w lipcu 2015 r., kiedy krótkotrwałe zaburzenia w podaży oraz popycie na benzynę spowodowały silne wzrosty ceny, benzyna jest także najdroższa od jesieni 2014 r.

Prawidłowością na rynku surowców wycenianych w dolarze jest fakt, że gdy amerykańska waluta zyskuje na wartości, to ropa tanieje. Tym razem takiego procesu nie obserwujemy, gdyż czynniki fundamentalne wspierające ceny ropy (kwestie geopolityczne, wzrost popytu na świecie, ograniczenia podaży w związku ze współpracą Rosji z OPEC) mają znacznie silniejsze oddziaływanie niż kwestie walutowe. Ta „poduszka bezpieczeństwa” jest więc w tym momencie pusta.

W rezultacie umocnienie USD w całości przekłada się na wyższe ceny paliw dla konsumentów rozliczających się w innych walutach niż w dolarze. Indeks amerykańskiej waluty zyskał od połowy kwietnia dwa procent. Dodatkowo do zdecydowanej większości walut osłabił się złoty, który jest pod presją odpływu kapitału z rynków wschodzących, wycofaniu się RPP z podwyżek stóp procentowych oraz gorszych danych o handlu zagranicznym. Nałożenie się na siebie kwestii globalnych oraz krajowych powoduje, że dolar kosztuje 3,5 zł, podczas gdy na początku drugiej połowy kwietnia było to o 15 gr mniej.

Podwyżki rzędu kilkunastu groszy

W ciągu najbliższych kilku dni należy oczekiwać znacznych podwyżek cen paliw. W przypadku benzyny sięgną one ok. 10 gr. To spowoduje, że średnia cena popularnej „95” będzie kształtować się blisko granicy 5 zł. Oznacza to również, że na wielu stacjach ten niewidziany od lat poziom zostanie przekroczony.

Jeszcze większych podwyżek można oczekiwać w przypadku diesla. Olej napędowy w pierwszych dniach maja może być o kilkanaście groszy droższy niż wynosiła średnia cena tego paliwa (4,74 zł) w cotygodniowym raporcie Komisji Europejskiej z 23 kwietnia. Można oczekiwać, że przy dystrybutorach za diesla zapłacimy przeciętnie ok. 4,90 zł/litr, a na niektórych stacjach zobaczymy nawet wartość 4,99 zł/litr.

Konstytucja biznesu – domniemanie uczciwości przedsiębiorcy

Katarzyna Podyma, Radca Prawny
Katarzyna Podyma, Radca Prawny

Najbardziej istotną zmianą w sferze relacji między przedsiębiorcą, a urzędami jaką przewiduje „Ustawa prawo przedsiębiorców” jest wprowadzenie zasady tzw. domniemania uczciwości przedsiębiorcy.  To ogromna zmiana przede wszystkim w sferze mentalności i postrzegania polskich przedsiębiorców przez przedstawicieli urzędów. Dotychczas relacja ta nie była najlepsza w dużej mierze ze względu na ograniczone zaufanie urzędów do przedsiębiorców i wynikającą z niego podejrzliwość.

Oczywiście, sama zmiana zapisów Ustawy nie spowoduje automatycznie zmiany mentalności urzędników w podejściu do przedsiębiorców, ale jestem przekonana, że ma szansę stać się pierwszym krokiem na drodze w tym kierunku. Dla przedsiębiorców z pewnością jest już realną normą ustawową, do której mogą się odwoływać podczas załatwiania spraw w urzędach. Celem wprowadzenia tej regulacji jest zmierzanie w kierunku bardziej przyjaznej dla przedsiębiorców administracji i partnerskiej relacji co miejmy nadzieję znajdzie teraz odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Ponadto Ustawa zakłada sprecyzowanie głównych zasad wzmacniających prawa i gwarancje przedsiębiorców, które wyznaczą standardy działań urzędów w sprawach przedsiębiorców.

Jedną z naczelnych zasad, które zostały sprecyzowane z nowej ustawie jest zasada prowadzenia spraw przez organy w sposób budzący zaufanie przedsiębiorców do władzy publicznej, kierując się zasadami proporcjonalności, bezstronności i równego traktowania. Innymi słowy, organy przy rozstrzyganiu indywidualnych spraw przedsiębiorców powinny dokonywać „przyjaznej” interpretacji przepisów kierując się zasadami ogólnymi, które gwarantują poszanowanie praw przedsiębiorców. Ponadto niejasne przepisy będą interpretowane na korzyść przedsiębiorcy.

Ponadto zgodnie z założeniami Ustawy prawo przedsiębiorców kontrole przedsiębiorców mają być rzadsze i mniej uciążliwe. Kontrola działalności gospodarczej przedsiębiorców ma być przeprowadzana na zasadach określonych w Ustawie, zaś w zakresie nieuregulowanym w tej ustawie stosuje się w odniesieniu do kontroli przepisy ustaw szczególnych.

Postępowania kwalifikacyjne na Członków Zarządu GPW

  • Rada Nadzorcza Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. podjęła decyzję o wszczęciu postępowań kwalifikacyjnych na Członków Zarządu GPW w związku z upływem kadencji
  • Zgłoszenia w postępowaniu można składać w terminie do 11 maja 2018 roku

Postępowania kwalifikacyjne mają wyłonić kandydatów na stanowiska Członków Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. ds. finansów, ds. informatycznych, ds. operacyjnych i regulacyjnych oraz ds. rozwoju biznesu i sprzedaży.

Kandydaci na wyżej wymienione stanowiska powinni:

  • posiadać wykształcenie wyższe lub wykształcenie wyższe uzyskane za granicą uznane w Rzeczypospolitej Polskiej, na podstawie przepisów odrębnych
  • posiadać co najmniej 3-letni staż pracy na stanowisku kierowniczym w instytucjach rynku finansowego lub podmiotach świadczących usługi na rzecz instytucji rynku finansowego w zakresie podstawowej działalności tych instytucji
  • posiadać co najmniej 5-letni okres zatrudnienia na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania, spółdzielczej umowy o pracę, lub świadczenia usług na podstawie innej umowy lub wykonywania działalności gospodarczej na własny rachunek
  • posiadać nieposzlakowaną opinię w związku ze sprawowanymi funkcjami
  • spełniać inne niż wymienione wymogi określone w powszechnie obowiązujących przepisach prawa, a w szczególności nie naruszać ograniczeń lub zakazów zajmowania stanowiska członka organu zarządzającego w spółkach handlowych

Otwarcie i kwalifikacja zgłoszeń do dalszego etapu postępowania nastąpi do 18 maja 2018 roku w siedzibie GPW.

Zarząd Giełdy kieruje bieżącą działalnością Giełdy, dopuszcza do obrotu giełdowego papiery wartościowe, określa zasady wprowadzania papierów wartościowych do obrotu, nadzoruje działalność maklerów giełdowych i członków giełdy w zakresie obrotu giełdowego. Obecnie, w skład Zarządu wchodzi Marek Dietl – Prezes Zarządu, Jacek Fotek – Wiceprezes Zarządu oraz Dariusz Kułakowski – Członek Zarządu.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W podziurawionym świętami pierwszym tygodniu maja (we wtorek Święto Pracy obchodzi większość Europy, czwartek wolny w Polsce) nie zabraknie jednak istotnych wydarzeń i publikacji makro. Główna uwaga będzie na komunikacie FOMC i raporcie z rynku pracy USA, które mogą nadać dalszy kierunek dla dolara. W strefie euro inflacja i PKB rzucą więcej światła na stan gospodarki. Poza tym mamy wysyp indeksów PMI/ISM, decyzję RBA oraz dane z rynku pracy Nowej Zelandii.

Przyszły tydzień: FOMC, NFP, PMI/ISM, PKB/HICP z Eurolandu, CPI z Polski, rynek pracy z Nowej Zelandii, RBA

Analiza danych z gospodarki USA sprowadza się do dwóch rzeczy: reakcji na rozczarowania i implikacji dla Fed. Wciąż widać asymetrię w bezpośredniej reakcji USD na odczyty z USA, więc publikacje indeksów ISM będą miały znaczenie tylko, gdyby zaskoczyły wyraźnym spadkiem. Bez tego utrzyma się przeświadczenie, że gospodarka radzi sobie lepiej niż resztą świata, co w mijającym tygodniu stało się dominującym tematem dla zmian na FX. W drugiej kwestii, jeśli Fed chce dowodów nasilenia presji inflacyjnej, potrzebuje wzrosty płac, które w dalszym ciągu pozostają kluczowym elementem raportu z rynku pracy (pt). Oczekiwania dla dynamiki wynagrodzeń są umiarkowane (0,2 proc. m/m, co utrzyma dynamikę roczną na 2,7 proc.), co jednak ustawia nisko poprzeczkę dla pozytywnych zaskoczeń. Biorąc pod uwagę, że posiedzenie FOMC (wt-śr) ma miejsce przed publikacją raportu NFP, nie spodziewamy się, aby na podstawie obecnie dostępnych informacji miałoby dojść do istotnych zmian w komunikacie (w maju nie ma konferencji prasowej prezesa Fed). W międzyczasie USD pozostaje beneficjentem domykania krótkich pozycji, choć w kolejnych dniach efekt ten powinien zelżeć.

Wnioskując po konferencji prasowej prezesa Draghiego, EBC nie jest na razie zaniepokojony sytuacją gospodarczą w strefie euro (ostatnia fala słabszych odczytów makro). Więcej światła na to, czy jest się czym martwić (i czy rzutuje to na przyszłą ścieżkę polityki monetarnej), rzucą przyszłotygodniowe dane: PKB (śr) i HICP (czw). Wzrost gospodarczy ma spowolnić, ale zbyt niski odczyt może być trudny do zignorowania. Rozczarowanie w odczycie inflacji będzie miało silniejsze implikacje, gdyż podkopanie zaufania w powrót inflacji do celu może oddalić termin zakończenia QE. W efekcie dane zadecydują, czy dołek na EUR/USD zostanie wyznaczony nad, czy pod 1,20.

W Wielkiej Brytanii wskaźniki PMI (wt-czw) powinny pozostać na przyzwoitych poziomach, ale wątpliwe jest, aby mogło to ożywić dyskusję o majowej podwyżce stóp procentowych po tym, jak fatalny odczyt PKB za I kw. pogrzebał ostatnie nadzieje. Ponadto w przyszłym tygodniu startuje nowa runda negocjacji Brexitu, więc zmienność GBP może dodatkowo się podnieść pod wpływem prasowych rewelacji.

W Polsce po PMI dla przemysłu (śr) spodziewamy się solidnego odczytu na 54, ale CPI prawdopodobnie dalej się osłabi do 1,2 proc. r/r, co ugruntuje przekonanie, że jeszcze przez wiele kwartałów polityka pieniężna nie ulegnie zmianie. Złoty pozbawiony wsparcia ze strony czynników lokalnych pozostaje na łasce globalnego sentymentu, a ten uległ wyraźnemu pogorszeniu w ostatnich dniach. Jeśli rajd dolara wyhamuje, także i złoty powinien na tym skorzystać, choć korekta EUR/PLN powinna wyhamowywać przed 4,20.
Japonia święta państwowe zaplanowane są na poniedziałek, czwartek i piątek, a w pozostałych dniach nie ma istotnych publikacji. Nieco gołębi przekaz BoJ w tym tygodniu blokuje aprecjację jena, podczas gdy presja ze strony rosnących rentowności długu USA podtrzymuje apetyt na wzrosty USD/JPY w stronę 110.

W przyszłym tygodniu posiedzenie RBA (wt) oraz Raport Polityki Monetarnej (pt) mają nikłe szanse być katalizatorem dla AUD. Komunikat powinien pozostać neutralny i zbliżony do przekazu sprzed miesiąca. Choć RBA jako kolejny krok wskazuje podwyżkę, to panuje duża niepewność odnośnie terminie, toteż i rynek nie wychyla się z oczekiwaniami z 6 pb wycenionymi na koniec roku. W Nowej Zelandii raport z rynku pracy (śr) będzie w centrum uwagi, gdzie ryzyko leży w słabości presji płacowej, co podkopałoby szanse na przyspieszenie inflacji i zaostrzenie polityki RBNZ. Ogólnie AUD i NZD pozostają najbardziej wrażliwe na przecenę w dobie siły USD i czynniki lokalne mają marne szanse zaburzyć ten schemat.

Kalendarz z Kanady zawiera lutowy odczyt PKB (wt) oraz bilans handlowy (czw). Ważniejsze mogą jednak finalne postanowienia w sprawie umowy nafta, gdyż spekulacje rynkowe sugerują, że decyzja może być podjęta na dniach. Biorąc pod uwagę ostatnie zmiany na FX, z USD/CAD wyparowało sporo krótkich pozycji, co otwiera na nowo potencjał na pozytywną reakcję w przypadku zdjęcia premii niepewności wokół Nafta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Orlen zwiększa dostawy ropy naftowej z Zatoki Perskiej

Zarząd PKN ORLEN podjął decyzję o podpisaniu aneksu do obowiązującej długoterminowej umowy z Saudi Aramco, zwiększając wolumeny dostaw ropy naftowej o 100 tys. ton miesięcznie. Dzięki aneksowi, ponad 20 % surowca przerabianego przez rafinerie Grupy ORLEN będzie pochodziło z Arabii Saudyjskiej.

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

– Tak jak zapowiadałem, Zarząd PKN ORLEN konsekwentnie wdraża politykę dywersyfikacji dostaw surowców. Zwiększenie wolumenu z Arabii Saudyjskiej to kolejny krok naprzód. Dywersyfikując kierunki zwiększamy bezpieczeństwo dostaw zarówno dla PKN ORLEN, jak i polskiej gospodarki. Zatoka Perska nadal będzie obiektem naszego zainteresowania i monitoringu w zakresie planów dalszej dywersyfikacji.  Ważne jest to, że ropa dostarczana przez koncern Saudi Aramco jest stabilnej i wysokiej jakości, co gwarantuje wysoki uzysk produktów z jej przerobu. To pozwala na osiągnięcie bardzo zadawalających efektów ekonomicznych – podkreśla Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Zgodnie z nowymi warunkami umowa będzie realizowana od 1 maja  do 31 grudnia 2018 roku  z opcją przedłużenia na kolejne lata. Oznacza to, że do rafinerii z Grupy ORLEN, na mocy zawartego Aneksu, będzie trafiać co miesiąc ok. 300 tys. ton surowca z Zatoki Perskiej.

PKN ORLEN zamierza wykorzystać surowiec do przerobu w rafineriach w Polsce, Czechach i na Litwie.

PKN ORLEN aktywnie prowadzi politykę różnicowania puli dostaw surowców, dążąc do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego GK ORLEN, a także Polski.  Obecnie zaopatrzenie Koncernu w ropę naftową odbywa się poprzez długoterminowe umowy Saudi Arabian Oil Company, Rosneft Oil Company, Tatneft Europe AG. Pozostałe wolumeny zabezpieczone są poprzez kontrakty terminowe z różnych kierunków, m.in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Nigerii, Wenezueli, czy Stanów Zjednoczonych. W kwietniu br. PKN ORLEN sprowadził kolejny ładunek ropy z perspektywicznego pod kątem dalszych dostaw kierunku irańskiego. Dzięki aktywnej polityce dywersyfikacyjnej PKN ORLEN obecnie  sprowadza 30 procent ropy naftowej spoza kierunku rosyjskiego.

Najnowsze dane o sprzedaży kredytów w Polsce – Marzec 2018 r.

W marcu 2018 r., w porównaniu do analogicznego okresu 2017 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, instytucje finansowe udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych, konsumpcyjnych, oraz przyznały limitów kredytowych. Największy wzrost wartościowy odnotowano w przypadku kredytów mieszkaniowych (+15,3%) oraz limitów kredytowych (+13,3%). W ujęciu liczbowym, najwyższy wzrost w stosunku do marca 2017 r. dotyczył limitów kredytowych (+9,5%) oraz kredytów mieszkaniowych (+6,6%). Styczniowe zwiększenie sprzedaży kart kredytowych niestety miało charakter incydentalny. W marcu, podobnie jak w lutym 2018 r., sprzedaż kart kredytowych – w stosunku do marca 2017 r. ponownie ma tendencję negatywną. Spadła zarówno liczba wydawanych kart kredytowych (-13,5%), jak i wartość przyznawanych limitów (-14,1%).

Jak informują analitycy BIK, po pierwszym kwartale 2018 r., o ile nie wystąpią nieprzewidziane zdarzenia, to na rynku kredytów mieszkaniowych można oczekiwać dobrej sprzedaży w ujęciu wartościowym w całym 2018 r., tym bardziej, że oddala się widmo podwyżek stóp procentowych, a kredyty zaciągane są na coraz wyższe kwoty (efekt rosnących cen mieszkań).

Kredyty mieszkaniowe

W marcu 2018 r. banki udzieliły łącznie 21,3 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 5,06 mld zł. Stanowi to wzrost o 6,6% w ujęciu liczbowym i wzrost o 15,3% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2017 r.

– Marzec 2018 r. jest już kolejnym wzrostowym miesiącem dla kredytów mieszkaniowych zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Na rynku kredytów mieszkaniowych nadal panuje więc duży optymizm. Dwucyfrowa dynamika w ujęciu wartościowym, po części wynika ze struktury udzielanych kredytów mieszkaniowych. 55,4% wartości udzielonych w 2018 r. kredytów mieszkaniowych przypada na kredyty powyżej 250 tys. zł (25,7% z przedziału 250 – 350 tys. zł i 29,7% powyżej 350 tys. zł). Ponadto dynamika udzielanych kredytów mieszkaniowych w poszczególnych przedziałach kwotowych jest zróżnicowana – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

W 2018 r. liczba udzielonych kredytów wysokokwotowych w przedziale 250 – 350 tys. zł, w porównaniu do I kwartału 2017 r. wzrosła o 21,5%, zaś kredytów powyżej 350 tys. aż o 29,3%.

– Po wynikach trzech pierwszych miesięcy br. można z optymizmem patrzeć na cały 2018 r. na rynku kredytów mieszkaniowych tym bardziej, że deweloperzy prognozują rekordy sprzedaży, a widmo podwyżek stóp procentowych istotnie się oddala, co z jednej strony zachęca do zaciągania kredytów, z drugiej zniechęca do nisko oprocentowanych depozytów bankowych i skłania do inwestowania w inwestycje alternatywne, do których niewątpliwie należą nieruchomości szczególnie pod wynajem – uzupełnia prof. Rogowski i dodaje, że należy jednak uważnie obserwować rynek mieszkaniowy.

– Rynek warto obserwować pod względem rodzaju nabywców, czy oprócz osób nabywających nieruchomość w celu zamieszkania w niej oraz osób kupujących nieruchomość w celu jej wynajmowania, nie pojawią się „inwestorzy spekulacyjni”, liczący na wzrost wartości nieruchomości w krótkim okresie, co mogłoby oznaczać, że na rynku nieruchomości zaczyna rosnąć speculative bubble – dodaje prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

W marcu 2018 r. banki SKOK-i udzieliły łącznie 635,3 tys. kredytów konsumpcyjnych na kwotę 7,51 mld zł. Stanowi to wzrost o 1,7% w ujęciu liczbowym i o 1% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca ubiegłego roku.

– W trzech pierwszych miesiącach 2018 r. dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły kredytów we wszystkich przedziałach kwotowych. 5,8% dynamikę odnotowały kredyty niskokwotowe (w przedziale do 1 tys. zł.), a najwyższe dodatnie dynamiki wzrostu dotyczyły kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł (10,4%) – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

– W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły w okresie styczeń – marzec 2018 r. kredytów konsumpcyjnych na kwotę o 7,6% wyższą niż w tym samym okresie 2017 r. Wzrost odnotowano w każdym z sześciu przedziałów kwotowych – najwyższy wśród kredytów > 20 tys. zł (+9,8%) oraz na kwoty z przedziału 3,5 – 7 tys. zł – (+10,0%). Co ciekawe, o 5,8% wzrosła również wartość kredytów do 1 tys. zł, który to segment był od kilku lat silnie eksplorowany przez firmy pożyczkowe. Czyżby banki ponownie zainteresowały się tym segmentem rynku kredytów konsumpcyjnych? Po udanym pierwszym kwartale 2018 r. wydaje się, że można z lekkim optymizmem patrzeć na cały rok w aspekcie wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych, pod warunkiem jednak, że nie wystąpią negatywne zdarzenia zarówno o charakterze globalnym jak i lokalnym, które zmniejszyłyby apetyt banków na ryzyko, a gospodarstwa domowe zniechęciły do zaciągania kredytów konsumpcyjnych, należy więc uważnie analizować otoczenie globalne i makroekonomiczne – stwierdza główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Należy zaznaczyć, że sprzedaży kredytów konsumpcyjnych nie towarzyszy istotny wzrost ryzyka kredytowego, pomimo zaciągania kredytów na coraz wyższe kwoty. Dane BIK potwierdzają, że jakość portfela kredytowego utrzymuje się na bezpiecznym poziomie.

Karty kredytowe

W marcu 2018 r. banki wydały 85,7 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 470 mln zł. Stanowi to spadek o 13,5% w ujęciu liczbowym i spadek o 14,1% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2017 r.

– Podobnie jak w lutym, tak i w marcu br. odnotowaliśmy powrót negatywnej tendencji, z którą mieliśmy do czynienia już od dłuższego czasu, a pozytywne efekty sprzedażowe odnotowane w styczniu 2018 r. były tylko jednorazowymi zdarzeniami, a nie trwałym odwróceniem, obserwowanego od wielu miesięcy negatywnego trendu w kartach kredytowych, związanego z wydawaniem coraz mniejszej liczby kart. Liczba wydanych kart kredytowych w całym pierwszym kwartale 2018 r. jest o 10,5% niższa niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Najwyższy spadek dynamiki przyznawanych limitów kart kredytowych r/r aż o 41,6% odnotowaliśmy w przypadku kart o limicie od 2 do 3,5 tys. zł. – mówi prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W marcu 2018 r. przyznano łącznie 54,1 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę obejmującą przyznane limity 256 mln zł. Stanowi to wzrost o 9,5% w ujęciu liczbowym i wzrost o 13,3% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2017 r.

– W marcu 2018 r. nadal obserwujemy widzianą już od kilku kwartałów kilkuprocentową dodatnią dynamikę liczby przyznanych limitów kredytowych w kontach osobistych (+9,5%) w porównaniu z marcem ubiegłego roku. Już od początku 2017 r. obserwujemy wzrost zainteresowania limitami kredytowymi w kontach osobistych. Zjawisko to jeszcze wyraźniej widać w pierwszych trzech miesiącach 2018 r. Analizując przyznawane limity w określonych przedziałach kwotowych widzimy, że w I kwartale 2018 r. 64% wartości przyznanych limitów w kontach osobistych koncentruje się w przedziale > 7 tys. zł. Wydaje się, że utrzymuje się popularność limitów kredytowych jako alternatywy do kredytów gotówkowych w zakresie finansowania bieżących potrzeb konsumpcyjnych gospodarstw domowych – dodaje prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Q-ODO w HR, czyli 4 elementy wsparcia dla administratora danych osobowych

Dane osobowe są uznawane za walutę współczesnego świata, nic więc dziwnego, że coraz więcej podmiotów włącza się w światową walkę o te dobra. Wejście w życie głośnych ostatnio przepisów RODO ma na celu uporządkowanie tych kwestii i ochronę obywateli Unii Europejskiej przed niepowołanym przetwarzaniem ich danych osobowych. Nowe przepisy są oczywistym wyzwaniem dla pracodawców. Zdaniem 89 procent ankietowanych firm nowe wytyczne dotyczące ochrony danych osobowych wiążą się z większym obciążeniem działów HR – wynika z raportu „RODO w rekrutacji 2018”[1].

RODO[2] było w ostatnich czasach jednym z częściej poruszanych tematów w Internecie. Nic dziwnego – większa część gromadzonych danych osobowych pochodzi właśnie z tego źródła i to zmian związanych z pozyskiwaniem danych w ramach działalności e-commerce najczęściej dotyczą analizy. Rzadziej jednak omawiane są wyzwania, z jakimi muszą poradzić sobie pracodawcy, którzy także przetwarzają dane osobowe.

Tymczasem połowa z nich obawia się problemów, które mogą pojawić się wraz ze zwiększeniem zakresu obowiązków i odpowiedzialności HR. W badaniu „RODO w rekrutacji 2018” zapytano pracodawców o to, który obszar ich zdaniem jest kluczowy, aby rekrutacje były zgodne z nowymi przepisami. Wskazali odpowiednio: dostosowanie wewnętrznych procedur (33 proc.), dostosowanie systemu rekrutacyjnego (32 proc.), a także zarządzanie klauzulami i zgodami (27 proc.)[3].

„Przede wszystkim trzeba pamiętać, że każdy pracodawca ponosi odpowiedzialność za ochronę danych osobowych jako administrator tych danych. To na nim ciąży zapewnienie odpowiednich procedur gromadzenia i zarządzania zbiorami danych oraz opracowanie odpowiedniej polityki informacyjnej firmy, zgodnej z wymaganiami RODO” – wyjaśnia Paweł Wysocki, Prezes Zarządu Quercus, firmy specjalizującej się we wdrożeniach SAP w zakresie HR. „Pamiętajmy, że z wprowadzeniem RODO wiąże się także kwestia kar za nieprzestrzeganie przepisów. A są to kary wysokie – nawet do 20 mln euro lub 4% rocznego obrotu firmy. Nic zatem dziwnego, że pracodawcy – jako ADO (Administratorzy Danych Osobowych) – poszukują rozwiązań, które ułatwią im realizację obowiązków określonych w tych przepisach, a jednocześnie zapewnią bezpieczeństwo danych i możliwość ich bieżącej weryfikacji” – dodaje.

Obowiązki administratora danych osobowych to m.in.

  1. ustalenie zakresu danych osobowych i celów ich zbierania w różnych obszarach HR;
  2. identyfikacja podzbiorów danych (np. obecni pracownicy, byli pracownicy, kandydaci do pracy, pracownicy sezonowi, stażyści, podwykonawcy itp.);
  3. wprowadzenie procedur dotyczących zabezpieczenia danych osobowych, zasad rozpatrywania żądań do bycia zapomnianym (nie w każdym przypadku kadrowym można je zrealizować), polityki informacyjnej firmy dotyczącej RODO, okresu przechowywania danych;
  4. opracowanie i podpisanie umów powierzenia danych z podmiotami, którym dane, w związku z realizacją bieżącej działalności firmy, będą udostępniane.

#1 Ewidencja zgód na przetwarzanie danych osobowych

Im bliżej terminu wejścia w życie przepisów RODO, tym większa presja na wdrożenie rozwiązań wspomagających ADO. „Administrator musi być w stanie wykazać, że podmiot udzielił zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych, a także danych osobowych członków rodziny. W systemie Q-ODO, który stworzyliśmy z myślą o odciążeniu administratorów danych, w profilu danego pracownika przechowywane są informacje o przekazanym upoważnieniu i zgodzie na przetwarzanie danych dodatkowych, m.in. dotyczących członków rodziny” – wyjaśnia ekspert Quercus, Paulina Kopcińska. Twórcy rozwiązań informatycznych wspierających ADO biorą pod uwagę fakt, że w różnych organizacjach procedury i zakres przetwarzania danych mogą się różnić. Dlatego są to zazwyczaj narzędzia elastyczne, z uprawnieniem generowania upoważnień i klauzul do umów w uzgodnionym wcześniej z pracodawcą-zleceniodawcą zakresie.

#2 Obowiązek udostępniania i prawo do przenoszenia danych

Na ADO ciąży także obowiązek informacyjny, czyli obowiązek udostępniania pracownikom informacji o zakresie przechowywanych danych osobowych na ich temat, na temat członków ich rodzin oraz o planowanym czasie przechowywania tych danych. Sporym ułatwieniem dla ADO jest, gdy system, z którego korzysta, pozwala na automatyczne wygenerowanie raportu dotyczącego zakresu tych danych oraz terminu, w jakim będą one przechowywane/archiwizowane. W przeciwnym wypadku konieczne jest czasochłonne, ręczne przygotowywanie takiego zestawienia.

Zgodnie z RODO każda osoba, której dane zgromadziliśmy, będzie mogła zażądać kopii tych danych oraz zrealizować swoje prawo do ich przenoszenia. W praktyce zazwyczaj oznacza to konieczność przygotowywania specjalnych zestawień. „Rozwiązania systemowe pozwalają na automatyzację tych procesów, zapewniając jednocześnie bezpieczeństwo przetwarzania danych, oszczędzając czas ADO i umożliwiając eksport danych do plików csv, xlix i PDF” – podkreśla Paulina Kopcińska.

#3 Prawo do bycia zapomnianym

Uprawnienie do żądania usunięcia danych osobowych z bazy danych, czyli tzw. prawo do bycia zapomnianym, to jedna z szerzej omawianych zmian wprowadzanych nowymi przepisami. Uprawnienie to może być zrealizowane, gdy zaistnieje jedna z poniższych przesłanek:

  • dane osobowe nie są już niezbędne do celów, w których zostały zebrane lub w inny sposób przetwarzane;
  • osoba, której dane dotyczą, cofnęła zgodę, na której opiera się przetwarzanie (…) i nie ma innej podstawy prawnej przetwarzania;
  • osoba, której dane dotyczą, wnosi sprzeciw wobec przetwarzania i nie występują nadrzędne, prawnie uzasadnione podstawy przetwarzania
  • lub osoba, której dane dotyczą, wnosi sprzeciw na mocy art. 21 ust. 2 wobec przetwarzania jej danych w ramach marketingu bezpośredniego (w tym profilowania);
  • dane osobowe były przetwarzane niezgodnie z prawem;
  • dane osobowe muszą zostać usunięte w celu wywiązania się z obowiązku prawnego przewidzianego w prawie Unii lub prawie państwa członkowskiego, któremu podlega administrator;
  • dane osobowe zostały zebrane w związku z oferowaniem usług społeczeństwa informacyjnego, o których mowa w art. 8 ust. 1. [4]

W praktyce HR przepisy te mają zastosowanie przede wszystkim w przypadku rekrutacji. Nie ma bowiem możliwości, aby pracownik zażądał usunięcia swoich danych z teczki osobowej, gdyż są to informacje przetwarzane w związku z realizacją innych obowiązków prawnych i przepisów szczególnych (m.in. prawa pracy).

Jednakże rzeczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy będziemy poproszeni o wykasowanie danych osoby, która ubiegała się o pracę. Pamiętajmy, że informacje takie trzeba usuwać nie tylko z danych bieżących, ale także z kopii zapasowych i archiwum. „Narzędzia takie jak Q-ODO umożliwiają zaplanowanie archiwizacji danych w określonych terminach oraz określenie zakresu danych, które powinny znajdować się w systemie (w tym również określenie czasu ich przechowywania). Po upływie „terminu ważności” danych można je wygodnie usunąć za pomocą raportu do usuwania danych” – tłumaczy Paulina Kopcińska, ekspert Quercus.

#4 Rejestry czynności pod kontrolą

Zgodnie z RODO organizacje mają obowiązek prowadzenia tzw. rejestru czynności przetwarzania danych osobowych. Prowadzenie takiego rejestru jest wyzwaniem organizacyjnym, zwłaszcza przy przetwarzaniu dużego wolumenu danych. Tym bardziej, że przepisy, a konkretnie art. 30 RODO, obejmują dość długą listę informacji[5], jakie należy objąć raportem. „Z tego właśnie powodu prowadzenie rejestru dobrze jest zautomatyzować. Rozwiązania informatyczne to nie tylko oszczędność czasu, ale przede wszystkim odciążenie administracji, rzetelne raporty, pewność danych oraz możliwość sprawnego zarządzania nimi. Posiadają na przykład funkcje pozwalające na sprawdzanie aktywności użytkowników (logi aktywności) z wykazem czynności, jakie były wykonywane w rekordach z danymi osobowymi pracowników. Dużym plusem jest także funkcjonalność umożliwiająca definiowanie ról i uprawnień poszczególnym osobom posiadającym dostęp do systemu. Usprawnia nie tylko zarządzanie danymi, jest też dodatkową formą zabezpieczenia przed niepowołanym przetwarzaniem danych osobowych” – podsumowuje Paulina Kopcińska z Quercus.

 

Nowe przepisy RODO dotyczą praktycznie każdego aspektu naszego życia. I choć najczęściej omawia się je z punktu widzenia jednostki (konsumenta, pracownika, użytkownika Internetu), stanowią przede wszystkim wyzwanie dla organizacji, w tym dla pracodawców. Dlatego oprócz wnikliwej analizy przepisów dobrze jest wyposażyć się w narzędzia, które ułatwią ich realizację.

[1] https://erecruiter.pl/centrum-prasowe/pracodawcy-zbroja-sie-rodo/

[2] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46 WE.

[3] https://erecruiter.pl/centrum-prasowe/pracodawcy-zbroja-sie-rodo/

[4] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=CELEX%3A32016R0679, art. 17

[5] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=CELEX%3A32016R0679, art. 30