GUS ujawnił dane o tzw. ukrytym długu

276 proc. PKB, czyli niespełna 5 bln zł – tyle wynoszą zobowiązania emerytalno-rentowe państwa wobec obywateli. Chociaż wartość szokuje, to nie ma praktycznie żadnego znaczenia. Dodatkowo może zostać na opak zinterpretowana, bo w Niemczech czy Holandii analogiczne wskaźniki są jeszcze wyższe – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Pod koniec minionego tygodnia GUS opublikował dane, o których wielu spekulowało od dawna. Ochrzczono je nawet roboczo długiem ukrytym. To zobowiązania emerytalne i rentowe dla obecnych i przyszłych świadczeniobiorców. Już na pierwszy rzut oka one straszą – dług sektora finansów publicznych to ok. 50 proc. PKB, a systemu emerytalnego 276 proc. Czy jest się czego bać?

Polska gorsza od Szwajcarii, ale lepsza niż Niemcy? Bzdura

W 2013 r. Parlament Europejski wydał rozporządzenie dotyczące rachunków narodowych. Celem jednego z jego rozdziałów była chęć uporządkowania statystyki dotyczącej systemów emerytalnych w poszczególnych krajach. Zeszłotygodniowe dane GUS to właśnie efekt działań unijnego ustawodawcy.

Podstawową słabością tej publikacji jest jednak fakt jej niewielkiej przydatności. Szacuje ona zobowiązania emerytalne dla osób, które już pobierają świadczenia oraz dla tych, którzy podjęli pracę i w przyszłości otrzymają emerytury. Dane te jednak w ogóle nie biorą pod uwagę przychodów, czyli oczekiwanych składek.

Dla Polski całość obecnych i przyszłych zobowiązań systemu emerytalnego (zdyskontowana) ma wartość 276 proc. PKB. Jest ona wyższa niż np. dla Szwajcarii (ok. 200 proc. PKB), ale niższa niż dla Niemiec (291 proc. PKB – 8,9 bln euro) i Holandii (ponad 350 proc. PKB). Czy to oznacza, że krajowy system zabezpieczenia społecznego jest lepszy niż ten w Niemczech bądź Holandii? Tego nie wiemy, gdyż przedstawione są jedynie koszty działania. Brakuje informacji o przychodach, a więc również o hipotetycznych dotacjach z budżetu państwa.

Głodowe emerytury mimo olbrzymiego dofinansowania

Dużo więcej o sytuacji systemu ubezpieczeń powie nam publikacja ZUS „Prognoza wpływów i wydatków funduszu emerytalnego do 2060 roku”. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na poważny deficyt (suma wypłacanych emerytur jest wyższa od wpłacanych do systemu składek) skutkujący koniecznością olbrzymich dopłat bezpośrednio z budżetu państwa.

W wariancie podstawowym przestawionym przez ZUS, obejmującym najbardziej prawdopodobny scenariusz wzrostu PKB oraz wynagrodzeń czy poziomu bezrobocia i inflacji, zdyskontowany deficyt utrzymuje się w przedziale 50-70 mld zł rocznie do końca projekcji. Ujemne saldo systemu zabezpieczenia społecznego zwiększa relację długu do PKB o 70 pkt proc. w porównaniu do scenariusza zbilansowanych wpływów i wypływów. Te warunki ulegną jeszcze pogorszeniu, gdyż ostatnie wyliczenia nie obejmują ostatniej obniżki wieku emerytalnego.

W Niemczech również mamy do czynienia z dopłatami do systemu ubezpieczeń społecznych (ok. 70 mld euro w 2016 r. – według danych Deutsche Rentenversicherung Bund). U naszego zachodniego sąsiada mimo tych dopłat mamy jednak do czynienia z nadwyżką sektora finansów publicznych. Według ostatnich szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego przez kolejne cztery lata każdy rok zakończy się dodatnim saldem w niemieckich finansach.

Nie należy także zapominać, że (szacunki OECD – Pensions at a Glance 2017) rozpoczynający obecnie pracę Polacy dostaną na rękę emeryturę o wartości 38,6 proc. ostatniej pensji (kobiety – 34,1 proc.). W Niemczech z kolei relacja emerytury do ostatniego wynagrodzenia netto przekroczy 50 proc. dla obu płci.

Długo pracować i oszczędzać – dziś nie widać innej drogi

Ze wszystkich obecnie dostępnych danych wynika, że Polacy będą musieli zarówno dłużej pracować (niezależnie od ustawowego wieku emerytalnego), jak i odkładać więcej na emeryturę (poprzez PPK lub podobny system). W żaden sposób konieczności tych działań nie przybliża ostatnia publikacja GUS, która jeszcze przy międzynarodowych porównaniach może zostać opacznie zrozumiana, że polski system emerytalny jest bardziej stabilny niż naszych bogatszych sąsiadów.

Zaczynamy wyprzedaż złotego?

Początek tygodnia przynosi znaczące osłabienie rodzimej waluty. Trwa dobra passa dolara, Kim też chce pomóc. Frank doszedł do ściany,  a konkretnie do 1,20 na EURCHF. Funt znowu może być tańszy.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 16.04.2018-23.04.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1460 3,4633 3,3445 4,7360
Maksimum 4,1900 3,5085 3,4255 4,8245

 

USD/PLNUSDPLNH1

Dolar nie tylko zatrzymał ostatnią przecenę, ale także zniósł praktycznie cały ostatni ruch w dół. To właśnie amerykańska waluta jest głównym winowajcą dzisiejszego osłabienia złotego względem praktycznie wszystkich ważniejszych walut. Kurs EURUSD zszedł do poziomu 1,223 i niebawem powinien testować minima z początku kwietnia, jeśli zrobi to skutecznie, następnym celem będzie 1,215, czyli kurs ostatni raz widziany w lutym. To by oznaczało dalsze osłabienie złotego.

Kurs USDPLN na początku kwietnia przebywał w wąskim kilku groszowym kanale. Później na kanwie umocnienia złotego spadł w okolice 3,34 zł, co oznaczało, że dolar był najtańszy od dwóch miesięcy. Zeszły tydzień to już jednak czas amerykańskiej waluty. Ruch ten dzisiaj jeszcze przyspieszył, dzięki czemu ponownie kurs znajduje się w kanale z początku miesiąca. Prawdopodobnie w ciągu najbliższych dni dojdziemy do jego górnego ograniczenia.

CHF/PLNCHFPLNH1

Frank szwajcarski jest ostatnio z powrotem na ustach wszystkich związanych z rynkiem walutowym. Dzieje się tak za sprawą dynamicznego osłabienia szwajcarskiej waluty, która w niecały miesiąc straciła wobec euro ponad 3 centymy, a kurs EURCHF wrócił do legendarnego już poziomu 1,20. To właśnie przy tym poziomie w styczniu 2015 roku SNB “uwolnił” kurs, doprowadzając do skokowego umocnienia franka. Od tego momentu minęły już ponad 3 lata i dopiero teraz udało odrobić straty. Mają na to wpływ po pierwsze stopy procentowe, które cały czas są ujemne. Szwajcarska gospodarka (między innymi z powodu mocnej waluty) też cały czas kuleje. Prawdopodobnie w ostatnim ruchu pomógł też SNB, który w ostatnim czasie dość mocno zwiększył rezerwy walutowe. Co dalej? Po tak znaczącym ruchu musiała nastąpić korekta, która właśnie obserwujemy. Frank od środy wyraźnie się umacnia, względem zarówno euro, jak i złotego. Mimo tego w najbliższym czasie powinniśmy obserwować stabilizację kursu w okolicach 1,20 na EURCHF oraz 3,50 zł na CHFPLN.

EUR/PLNEURPLNH1

Kurs EURPLN przez ponad połowę kwietnia znajdował się w opadającym kanale. W połowie miesiąca spadki wyraźnie przyspieszyły, przez co w zeszłym tygodniu kurs wyniósł zaledwie 4,145 zł. Od wtorku jednak trend się odwrócił, przez co kurs powrócił na 4,17 zł. Dzisiaj ten ruch jeszcze przyspieszył i obecnie jedno euro kosztuje już prawie 4,20 zł. W tych okolicach zapewne dojdzie do małej konsolidacji, tak by ostatecznie móc zaatakować poziom 4,24 zł. Do realizacji tego scenariusza, potrzebne jest dalsze umocnienie… dolara, które zwyczajowo ciąży naszemu złotemu. Wydarzenia z weekendu, gdy Korea Północna zgodziła się zawiesić program atomowy, zapewne będą wspierać amerykańską walutę.

GBP/PLNGBPPLNH1

Funt długo bronił się przed zejściem poniżej 4,78 zł, w zeszłym tygodniu jednak wsparcie to zostało pokonane, a kurs po tym jak przełamał ważną linię trendu, mocno ruszył na południe. Ostatecznie funt potaniał do 4,73 zł i jest najtańszy od ponad miesiąca. Dzisiaj ze względu na problemy złotego kurs wraca w okolice przełamanego wsparcia. Wpisuje się to jednak w teorię analizy technicznej, gdzie często po wyłamaniu trendu następuje krótki powrót, tak by wsparcie mogło zamienić się w opór. Wiele wskazuje na to, że tak też będzie w tym przypadku. Kurs GBPPLN ma jeszcze spore pole do spadków, a następne ważne wsparcie znajduje się dopiero poniżej 4,70 zł. Niewykluczone, że w najbliższym, czasie funt poszuka tegorocznych minimów, które znajdują się przy 4,65 zł.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Marek Dietl Prezesem Zarządu GPW na kolejną kadencję

  • Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie zdecydowało o wyborze Marka Dietla na stanowisko Prezesa Zarządu Giełdy na nową kadencję
  • Nowa kadencja Prezesa Zarządu GPW rozpocznie się 26 lipca tego roku i potrwa do 26 lipca 2022 roku

23 kwietnia Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie w punkcie porządku obrad dotyczącym zmian w składzie Zarządu, umieszczonym na wniosek Skarbu Państwa – akcjonariusza reprezentującego 35 proc. kapitału zakładowego Spółki, podjęło uchwałę, którą powołało Marka Dietla na stanowisko Prezesa Zarządu Giełdy na nową kadencję. Nowa kadencja Zarządu Giełdy rozpocznie się 26 lipca tego roku i potrwa do 26 lipca 2022 r.

Marek Dietl objął stanowisko Prezesa Zarządu GPW w 2017 r. (Zwyczajne Walne Zgromadzenie GPW powołało go na tę funkcję 19 czerwca 2017 r.), po otrzymaniu 26 września ubiegłego roku zgody Komisji Nadzoru Finansowego.

Cztery miliardy osób na świecie korzysta z Internetu

Dane z raportu „Global Digital 2018”[1] opublikowanego przez organizację We Are Social i firmę Hoosuite® wskazują, że już ponad połowa globalnej populacji posiada dostęp do Internetu. Aż 2/3 ludzi na świecie ma w ręku telefon komórkowy, przeważająca część korzysta ze smartfona. To z kolei sprawia, że dynamicznie wzrasta nie tylko odsetek osób kupujących w sieci, ale też wartość sprzedawanych tym kanałem produktów i usług.

Obecnie z sieci korzysta już 4 miliardy osób z globalnej populacji przekraczającej 7,6 miliarda. Oznacza to, że podpiętych do sieci jest ponad połowa społeczeństwa na świecie. Ostanie lata to wyraźny wzrost liczby urządzeń podłączonych online, ekspansja komunikacji mobilnej i coraz większa szybkość łączy szerokopasmowych. Dynamiczny rozwój technologii i postępująca cyfryzacja mają znaczący wpływ na każdą gałąź gospodarki. Silna konkurencja na rynku e-commerce wymaga od firm elastycznego reagowania i dostosowywania biznesu do nieustannie zmieniających się warunków, nowych wyzwań oraz rosnących oczekiwań konsumentów, którzy bez względu na pokolenie szybko stają się częścią technologicznego świata.

Rewolucja cyfrowa

Na wzrost liczby osób wykorzystujących sieć do różnego rodzaju aktywności wpłynął powszechny dostęp do Internetu i pojawienie się urządzeń mobilnych, dzięki którym można łączyć się z siecią w dowolnym miejscu i czasie. Rozwój technologii informacyjno-komunikacyjnej zmienił styl życia konsumentów. Według GlobalWebIndex statystyczny użytkownik spędza online blisko 6 godzin dziennie. Rewolucja technologiczna zmieniła postawy, nawyki i oczekiwania konsumentów, a wraz z tym zmienił się sposób sprzedaży produktów i usług. Dziś przestaje już być nowością robienie zakupów z użyciem albo za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Wraz z ich rozwojem pojawiły się też aplikacje mobilne, coraz częściej włączane do procesu zakupowego. Kanały mobile, online i offline wzajemnie się uzupełniają i przenikają podczas dokonywania zakupów, a cały proces odbywa się wielokanałowo (Omnichannel).

Według informacji podanych w raporcie „Global Digital 2018” liczba użytkowników telefonów komórkowych wzrosła o 4 proc. w porównaniu rok do roku i dziś wynosi 5,2 mld ludzi na świecie (68 proc. populacji). Wpływ na to mogą mieć takie czynniki jak m.in. szerszy dostęp do nowoczesnych urządzeń tj. smartfon i więcej korzystnych pakietów danych mobilnych udostępnianych przez operatorów.

Ruch generowany jest w większości przez smartfony – to one odpowiadają za 52 proc. całego ruchu w Internecie i jest to 4-procentowy wzrost rok do roku. Dla porównania komputery i laptopy stanowią dziś 43 proc. całego ruchu online i jest to – w stosunku do ubiegłego roku – spadek o 3 proc. Z kolei tablety to pozostałe 4 proc. (również spadek rok do roku o 13 proc.), natomiast ułamek procenta to inne urządzenia tj. telewizory, konsole (17-procentowy wzrost r/r).

Cyfrowi konsumenci

Internet odniósł ogromny sukces jako kanał sprzedażowy. Potwierdzają to najnowsze globalne dane z Digital Market Outlook Statista®, zamieszone w tym samym podsumowaniu. Całkowita wartość rynku e-commerce dla towarów konsumpcyjnych wzrosła w ciągu ostatniego roku o 16 proc. W 2017 roku całkowite roczne wydatki wyniosły prawie 1,5 biliona dolarów, z produktami modowymi stanowiącymi największą kategorię zakupową. Na całym świecie liczba osób korzystających z platform e-commerce do kupowania dóbr konsumpcyjnych (np. moda, żywność, elektronika i zabawki) wzrosła o 8 proc. r/r i dziś wynosi prawie 1,8 miliarda osób kupujących w sieci.

Przyglądając się globalnemu rynkowi e-commerce warto zwrócić uwagę na wskaźnik średnich przychodów na jednego klienta (average revenue per user – ARPU). Statista® pokazuje, że wskaźnik ARPU wzrósł o 7 proc. (r/r), osiągając średnią wartość na poziomie 833 dolarów. Porównując poszczególne rynki na świecie, warto spojrzeć na Wielką Brytanią, gdzie średni przychód na użytkownika jest najwyższy i plasuje się na poziomie 2 062 dolarów. Powyższe dane dotyczą wydatków na towary konsumpcyjne.

Z tego samego raportu wynika również że, ponad 3 miliardy ludzi (3,2 mld) na całym świecie korzysta obecnie z mediów społecznościowych (13-procentowy wzrost r/r), a 9 na 10 użytkowników uzyskuje dostęp do wybranych platform za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Niezmiennie najpopularniejszą siecią społecznościową świata jest Facebook – korzysta z niego 2,17 miliarda ludzi.

Przez kilka lat urządzenia mobilne, które zmieniły nasz sposób korzystania z Internetu, napędzały rozwój e-commerce. Teraz konsumenci są coraz bardziej zaawansowani technologicznie, a handel internetowy kształtuje m.in. spersonalizowana obsługa klienta i ciągłe udoskonalanie tzw. customer experience, czyli całego procesu zakupowego począwszy od pierwszego kontaktu z ofertą, poprzez wybór produktu, szybką i wygodną płatność za towar, aż do sprawnej dostawy.

Dojrzałość cyfrowa

Każdego dnia w sieci realizowanych jest miliony transakcji, a zamówiony towar lub usługa dostarczane są do kupującego niezależnie od granic. Internet zmienia doświadczenia zakupowe konsumentów. Osoby dokonujące zakupów w sieci mają do wyboru ogromną ilość globalnych produktów, usług i informacji, większą niż w sklepach stacjonarnych, co daje im możliwość wnikliwego porównania oferty i wyboru poszukiwanego produktu bądź usługi, które są najbliższe ich potrzebom i oczekiwaniom. Właściciele sklepów internetowych stoją przed wyzwaniem, nie tylko jak zachęcić nowych, ale też zbudować lojalność obecnych klientów. Przyjmuje się, że najważniejsze czynniki, które determinują lojalność e-konsumentów to ich zaufanie, satysfakcja i doświadczenia zakupowe. Z kolei zaufanie kształtowane jest m.in. przez satysfakcję, postrzeganą jakość serwisu oraz jakość usługi.

Kierunkiem, na którym koncentruje się branża jest nieustanne podnoszenie poziomu oferowanych usług, doskonalenie doświadczeń i wychodzenie naprzeciw potrzebom coraz bardziej świadomych i kompetentnych cyfrowo konsumentów. Przewiduje się, że wraz z postępującym rozwojem nowoczesnych technologii firmy będą dążyć do nawiązania bezpośredniego, bliskiego kontaktu z klientem. Poszukiwanie nowych metod i rozwiązań informatycznych, które to umożliwią jest dużym wyzwaniem, od którego może zależeć przyszła pozycja firm działających na tym wymagającym i dynamicznym rynku.

Dagmara Kruszewska, Country Manager Poland, Sofort GmbH

[1] Wearesocial.com, Digital in 2018: World’s internet users pass the 4 billion mark [online: https://wearesocial.com/blog/2018/01/global-digital-report-2018, dostęp: 2018.04.16]

Sklepy bezobsługowe – technologia przyszłości czy efektowny „gadżet”?

W styczniu tego roku Amazon otworzył pierwszy sklep swojej marki (Amazon Go), w którym klienci zrobią zakupy bez wsparcia kasjera czy obsługi. O wdrożeniu podobnego systemu myśli Walmart, amerykańska sieć supermarketów. Sklepy typu ‘no check-out’ obecne są już w Chinach – w najbliższych miesiącach ich liczba przekroczy 5 000[1]. W rozwiązanie wprowadzone na tym rynku 15 mln dolarów zainwestowała francuska grupa Auchan i kilka spółek kapitałowych. Marka idzie z duchem czasu, ponieważ według firmy analitycznej Gartner, do 2020 r. aż 85 proc. kontaktów na linii firma-klient będzie odbywać się bez rzeczywistego sprzedawcy. Dziś trudno z całą pewnością przewidzieć, czy taki model ma szansę na stałe zagościć w branży handlu detalicznego. Niewątpliwie, technologia i sztuczna inteligencja mają coraz większe znaczenie nie tylko w branży e-commerce, ale również podczas robienia zakupów w „tradycyjnych” sklepach.

Bez kolejek i wysokich kosztów

Zdaniem takich firm jak Amazon, sklepy bezobsługowe, czyli tzw. ‘no check-out stores’ mają być kolejnym krokiem na drodze do zagwarantowania doświadczenia zakupowego najwyższej jakości. W jaki sposób marka chce zadbać o customer experience? Wystarczy, że klient zainstaluje na swoim smartfonie dedykowaną aplikację. Widoczne będą w niej produkty zdejmowane z półek i umieszczane w koszyku, dzięki temu, że w sklepie są zainstalowane kamery i czujniki śledzące każdy ruch zakupowicza. Ten nie będzie musiał tracić czasu na stanie w kolejce i dokonywanie płatności przy kasie, ponieważ sklep automatycznie pobierze należność za zakupy z karty płatniczej, którą klient połączy ze swoim kontem w aplikacji. Jak zaznacza Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii, Eurocash, dziś jeszcze nie można jednoznacznie stwierdzić, czy technologia Just ‘Walk Out’ opatentowana przez Amazona, wykorzystująca m.in. technikę RFID (radio-frequency identification) oraz rozwiązania z obszaru sztucznej inteligencji, które powszechnie obecnie wykorzystuje się już w autonomicznych samochodach, zrewolucjonizują sprzedaż stacjonarną. Bez wątpienia jednak, takie sklepy jak Amazon GO, będą w przyszłości wyznaczać kierunek, w którym podążać będzie sektor handlu detalicznego. Dlaczego?

Przy wdrażaniu podobnych rozwiązań pojawia się oczywiście pytanie o korzyści biznesowe dla sieci handlowych. Amazon czy kolejne marki, które zdecydują się postawić na sklepy bezobsługowe, mogą zyskać nowych klientów, którym zależy przede wszystkim na wygodzie podczas robienia zakupów, i którzy są otwarci na nowe rozwiązania technologiczne. Nie bez znaczenia jest również wpływ wykorzystania technologii sklepów bezobsługowych na koszty operacyjne ponoszone przez największe firmy. Według Zhongshan BingoBox technology Co., sieci, która posiada sklepy bezobsługowe w Chinach, koszty prowadzenia takiej palcówki stanowią mniej niż 1/8 kosztów utrzymania sklepu tradycyjnego. Korzyści są wymierne, ale trzeba  również liczyć się z kosztami implementacji odpowiedniej technologii, zwłaszcza, że amerykański gigant zadbał o opatentowanie technologii wykorzystywanej w Amazon Go – komentuje Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii, Eurocash.

Pierwsze analizy wskazują na to, że inwestycja w ‘no check-out store’ najszybciej zwróci się przede wszystkim w tych sklepach, w których kupuje się najwięcej produktów, i które codzienne odwiedza wielu klientów – czyli chodzi głównie o sklepy spożywcze. Natomiast może być nieefektywna i po prostu za droga w punktach z elektroniką czy z produktami luksusowymi. Ich klienci są przyzwyczajeni do kompleksowej obsługi i fachowej porady pracowników sklepu, dlatego mogą z niechęcią spoglądać w stronę sklepów bezobsługowych.

Kto się boi utraty anonimowości?

Koszty prowadzenia sklepu bezobsługowego są niższe niż tego tradycyjnego, ponieważ przedsiębiorca nie ponosi wydatków związanych z zatrudnianiem kasjerów, czy innych członków obsługi. CNN zwraca jednak uwagę na drugą stronę medalu. Stworzone przez Amazon narzędzie do automatyzacji procesu zakupowego w przyszłości może przyczynić się do zwolnienia niemałej liczby kasjerów. Tylko w Stanach Zjednoczonych aż 3,4 mln osób pracuje właśnie w ten sposób.

Nie da się ukryć, że to problem, przed którym staną marki, które w przyszłości będą chciały otworzyć sklepy bezobsługowe, a tym samymi zrezygnować z zatrudnienia wielu niezbędnych wcześniej pracowników. Jednak nie tylko analizy ekspertów od nowoczesnych technologii, ale także socjologów czy demografów jednoznacznie wskazują na to, że nie zatrzymamy już postępującej automatyzacji pracy i rozwoju technologii. Z pewnością warto przyglądać się samemu zjawisku. Aby pomysł Amazona przyjął się na dobre, musi nie tylko zdobyć niemałą grupę stałych użytkowników, ale przede wszystkim odwołać się do mniej zaawansowanych technicznie potencjalnych klientów – uważa Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii, Eurocash.

Dla konsumentów rozpowszechnienie się na rynku sklepów typu ‘no check-out’ oznacza przede wszystkim wyeliminowanie najmniej przyjemnej części zakupów, czyli oczekiwania
w długich kolejkach do kas. Niektórzy jednak nie chcą płacić wysokiej ceny w zamian za korzystanie z takiego udogodnienia, jaką jest „utrata anonimowości”. Aplikacja Amazona, dzięki której możliwe jest robienie zakupów w bezobsługowym sklepie, wymaga podania przez klienta tzw. wrażliwych danych, na co nie wszyscy chętnie się zgadzają. Co piąta osoba biorąca udział w badaniu przeprowadzonym przez Business Harvard Review na brytyjskich konsumentach uważa, że wspomniany system jest „atakiem” na ich prywatność.  

– Wprowadzanie technologii opartej na śledzeniu każdego ruchu konsumentów za pomocą złożonego systemu kamer i czujników budzi kontrowersje i obawy związane z naruszeniem prywatności, co jest zrozumiałe. Ale nie trzeba mieć podobnych wątpliwości, by nie stać się fanem sklepów bezobsługowych. Jak można łatwo przewidzieć, pełna automatyzacja procesu płatności za zakupy wyeliminuje tych konsumentów, którzy chcą płacić w tradycyjny sposób lub po prostu nie mają zaufania do systemu płatności mobilnych – zaznacza Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii, Eurocash.

Kiedy czas na Polskę?

W Polsce nie mamy jeszcze sklepów typu ‘no check-out’, ale rodzima branża retail podejmuje działania, które przybliżają nasz kraj do powstania takich punktów.

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że kasy samoobsługowe wprowadzone w kilku sieciach spożywczych, z których chętnie korzystamy, robiąc zakupy, są krokiem w kierunku wprowadzenia w naszym kraju sklepów bezobsługowych. Kolejnym jest aplikacja „Skanuj
i Kupuj” polskiej marki Piotr i Paweł, która umożliwia klientom samodzielne skanowanie produktów za pomocą smartfona
– podaje Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii, Eurocash.

Wiele marek dostępnych także w Polsce rozważa wprowadzenie w sklepach stacjonarnych cyfrowych pomocników, chat-botów, którzy pomagają w podejmowaniu decyzji zakupowych. Podobną rolę pełnią tzw. smart mirrors w sklepach odzieżowych. To interaktywne urządzenia, pomagające np. w doborze ubioru, dzięki którym robienie zakupów staje się wyjątkowym doświadczeniem. W ten sposób firmy testują reakcje konsumentów na możliwość zrobienia zakupów bez korzystania z pomocy i rad rzeczywistych sprzedawców. Wyniki tych „eksperymentów” zapewne poznamy niedługo.

[1] Chodzi o sieć sklepów BingoBox.

Złoty trzyma się mocno

Początek tygodnia zapowiada się na rynkach spokojnie. Od piątku widoczna jest presja podażowa na złotym. EUR/USD przebija poziom 1,23. Z jednej strony to pokłosie mocniejszego dolara a z drugiej pozycjonowanie się inwestorów na posiedzenie EBC.

Złoty lekko przeceniony

Krajowa waluta straciła przede wszystkim do euro i dolara po kilka groszy. Słabsze ostatnio dane szczególnie to dotyczące inflacji nie pomagają. Ale z drugiej strony świadczą o odpowiednim podejściu RPP w Polsce. Od wielu posiedzeń już stanowisko było nieugięte mówiące o braku konieczności zmian stóp w Polsce. Pytanie jak się zmienią parametry inflacyjne w kolejnych okresach zważywszy na rosnące ceny ropy na światowych rynkach.

Dolar kolejny dzień mocniejszy

Szeroki rynek również nie sprzyjał krajowej walucie. Rosnące rentowności amerykańskich obligacji spowodowały umocnienie dolara. Co zwyczajowo nie wpływa korzystnie na waluty rynków wschodzących. Spore spadki na EUR/USD to również dyskontowanie przez inwestorów posiedzenia EBC w czwartek. Zdecydowana większość liczy na to, że Draghi nie zasygnalizuje zmian w polityce monetarnej i nie będzie komunikował odchodzenia od luźnej polityki. To przełożyłoby się na osłabienie wspólnej waluty.

Czerwony dominuje na giełdach

Również należy wspomnieć o sporych spadkach na giełdach w piątek, które nie zachęcały inwestorów do zakupu ryzykownych aktywów. Niemniej jednak złoty i tak pokazuje siłę mimo niesprzyjających warunków przecena jest bardzo kosmetyczna. Należy się liczyć z lekkim podbiciem CHF/PLN gdyż powiązana para EUR/CHF może dość nerwowo zareagować po dotarciu do poziomu 1,20.

Liczenie na wysoki odczyt

Dzisiaj w kalendarzu makro ważne dane z Polski na temat sprzedaży detalicznej. Prognozy mówią o poziomie 8,1%. Trzeba tutaj jednak dodać, że dane o produkcji przemysłowej za marzec wypadły blado. Inwestorzy liczą jednak na pozytywne zaskoczenie związane przede wszystkim z tym, że święta w tym roku wypadały dość wcześnie i ich efekt będzie ujęty w marcowym odczycie.

PMI nieco wyżej

Na szerokim rynku królują dzisiaj dane PMI dla przemysłu i usług ze strefy euro. Zdecydowana większość pozytywnie zaskakuje a jest to zapewne lepszy nastrojami wraz z wygaśnięciem nieco tematu wojen handlowych pomiędzy USA i Chinami. Czekamy jeszcze na zbiorcze dane dla całej strefy ale i tutaj odczyt powinien być wyższy od przewidywań. Euro lekko zyskuje po danych.

To co najważniejsze w tym tygodniu w czwartek

Kluczowa dla kwotowań głównych walut będzie z pewnością druga część tygodnia. W czwartek odbędzie się posiedzenie EBC i konferencja prasowa Mario Draghiego więc można powiedzieć będzie się jak zwykle działo. Choć teoretycznie w obliczu niższej inflacji w strefie euro prezes EBC niejako musi być przewidywalnie gołębi. W piątek z kolei poznamy dane z USA na temat wzrostu gospodarczego w I kwartale. Szacuje się, że tempo wyniesie 2,3%. Trzeba jednak pamiętać, że pierwszy odczyt często sporo się różnią od finalnej wartości. Zmienność więc gwarantowana.

Pawlak Krzysztof – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Wykup obligacji MF

Na rynku stopy procentowej w ostatnim tygodniu doszło do wzrostu rentowności obligacji skarbowych i kontraktów IRS, widocznych głównie w dłuższych terminach. Krótki koniec krzywej (do 2 lat) pozostał praktycznie bez zmian, wspierany kolejnymi wypowiedziami przedstawicieli RPP sugerującymi brak zmian stóp procentowych do 2020 r. W efekcie doszło do wystromienia się krzywej. Negatywny wpływ na wyceny dłuższych instrumentów miał z kolei spadek obaw przed eskalacją napięć wokół Syrii, a także przed wojną handlową pomiędzy USA a Chinami. Dodatkowo wzrost cen surowców na świecie doprowadził do nasilenia się obaw przed wzrostem inflacji, co pociągnęło w górę rentowności Bundów i US Treasuries. Warto też wspomnieć, że ASW 10Y w Polsce zawęziły się do 23 pb., co było determinowane poprawą oceny Polski przez S&P i korzystną sytuacją na rynku pierwotnym.

W najbliższych dniach rentowności 2-letnich obligacji skarbowych powinny utrzymywać się blisko 1,50-1,55%. Stabilizacji notowań sprzyjać mogą „gołębie” wypowiedzi członków RPP, a także brak istotniejszych wydarzeń w kraju. Publikacje stopy bezrobocia czy sprzedaży detalicznej w marcu powinny pozostać neutralne dla rynku. Najważniejszym wydarzeniem będzie wykup obligacji PS0418 i wypłata odsetek. Łącznie inwestorzy otrzymają prawie 15 mld PLN, co przy przetargu na poziomie 4-8 mld PLN (27 IV) oznacza napływ netto kapitału. Dobra sytuacja budżetowa może skłonić Ministerstwo Finansów do ograniczenia podaż do 6-7 mld PLN, co przy rosnącym popycie ze strony lokalnych inwestorów (w tym m.in. funduszy inwestycyjnych) powinno wspierać cały rynek dług, a w szczególności papiery o dłuższych terminach wykupu.

Korzystne otocznie rynku długu w kraju powinno chronić obligacje przed ewentualnym negatywnym wpływem pogarszających się nastrojów na świecie. Spodziewać się można, że rentowności 10-letnich polskich papierów utrzymywać się będą blisko 3,0%, mimo ostatniej przeceny. Chociaż rynki bazowe wciąż pośrednio mogą osłabiać wyceny polskich papierów, to skalę tej przeceny powinno ograniczyć zbliżające się posiedzenie EBC, a także dane publikowane w tym tygodniu w Europie. Średnioterminowy spadek momentum w europejskiej gospodarce powinny potwierdzić indeksy PMI. Jeśli te przypuszczenia się sprawdzą, to lekko słabnące dane makroekonomiczne będą zmuszać EBC do złagodzenia retoryki, chłodzącej oczekiwania na szybsze wycofanie się z QE czy polityki ujemnych stóp procentowych. A w ostatnich miesiącach rynek zaczął wyceniać powrót do dodatnich stóp procentowych w strefie euro pod koniec 2019 r.wykup obligacji MF

Autor: Autor / Źródło: Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

Co nie chce spadać… Kurs dolara

Na rynku od miesięcy dominuje przeświadczenie, że dolar ma mnóstwo powodów, by być słabszym z belgiem czasu, a jednak od lutego pesymizm nie może znaleźć potwierdzenia w notowaniach indeksu dolarowego. Piątkowy zaskakujący rajd rentowności obligacji skarbowych USA daje dolarowi świeży zastrzyk mocy, a niechęć inwestorów do USD wystawiona jest na ciężką próbę.

Związek dolara z oprocentowaniem obligacji skarbowych USA w ostatnich miesiącach przechodzi trudne chwile. Przez długi czas wyższe rentowności były wspierające dla waluty, gdyż oznaczały wzrost oczekiwań na zacieśnianie monetarne Fed. Pod koniec ubiegłego roku uległo to zmianie, kiedy wzrost oprocentowania oznaczał wyprzedaż obligacji przez inwestorów chcących powracać na rynek europejski (wcześniej zostali „wygonieni” polityką QE EBC). Niepomijalny wkład miały też obawy o pęczniejące zadłużenie USA po ostatnich reformach fiskalnych. Dolar był też obciążony premią za ryzyko geopolityczną w związku z „twitterowymi” sporami Donalda Trumpa z Koreą Północną i Chinami, jednak na tych frontach przekaz informacyjny uległ zdecydowanej poprawie. Wraca też dyskusja o tym, co zrobi Fed i wizja czterech podwyżek w 2018 r. nie jest niedorzeczna. Coraz trudniej jest się rynkowi upierać przy swojej pesymistycznej ocenie dolara i możemy być u progu istotnej zmiany.

Podejście rentowności 10-latego prawie pod 3 proc. (2,98 proc.) daje do myślenia, gdyż wyjście ponad ten poziom może otworzyć rynek na dłuższy ruch wzrostowy. Według danych CFTC, w pozycjach spekulacyjnych na USD przewaga krótkich pozycji sięga ponad 28 mld USD – ogromny portfel, który teraz jest narażony na kapitulację inwestorów, jeśli właśnie zostali złapani po złej stronie rynku. Gdzie jest największa wrażliwość? Sądzę, że na JPY, AUD i NZD. W tym pierwszym przypadku wyższe rentowności w USA ponownie będą atrakcyjnym kąskiem dla japońskich inwestorów, którzy w IV kw. masowo wycofywali kapitał z amerykańskiego rynku. AUD i NZD z kolei cieszyły się dużym popytem na ostatniej fali apetytu na ryzyko, ale relacje fundamentalne (głównie spread stóp procentowych) będą teraz cierniem w boku, biorąc pod uwagę odległe perspektywy podwyżek RBA i RBNZ (połowa 2019 r.). EUR/USD w tym tygodniu może być w trudnym położeniu, gdyż pod koniec tygodnia mamy posiedzenie EBC, gdzie oczekiwania są niskie, a szanse na jastrzębie i gołębie niespodzianki – duże. Dziś rano indeksy PMI z Eurolandu wypadają powyżej konsensusu i mają pozytywne oddziaływanie, gdyż najwyraźniej ekonomiści stonowali optymizm w swoich prognozach. Siła USD z pomocą wyższych rentowności to zawsze zły sygnał dla rynków wschodzących – złoty może z tego powodu się osłabiać, ale ruch nie powinien być znaczny (bez złamania EUR/PN 4,20), gdyż nie widać, aby złoty był obecnie w centrum uwagi inwestorów zagranicznych (mniej spekulacji).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Trudny biznes wydawców i księgarzy

Niespełna dwóch na pięciu Polaków przeczytało w ciągu roku jakąkolwiek książkę – podaje Raport Biblioteki Narodowej z 2017 r. Na niskim poziomie czytelnictwa cierpią wydawcy i księgarze. Analizy Bisnode Polska pokazują, że tylko w ostatnich 12 miesiącach pogorszyła się kondycja finansowa niemal co dziesiątego z nich. Z dwojga złego lepiej być jednak księgarzem niż wydawcą. Problemy z regulowaniem rat kredytów i faktur zdecydowanie częściej dotykają bowiem tych drugich – wynika z danych BIG InfoMonitor i BIK.

Mniej więcej dekadę temu, w okresie 2004-2008 nastąpił w Polsce wyraźny spadek poziomu czytelnictwa i od tego czasu czytelnictwo utrzymuje się na stałym, niskim poziomie. W 2017 r. 62 proc. Polaków nie przeczytało ani jednej książki, a przeczytanie co najmniej 7 książek w tym okresie zadeklarował jedynie co dziesiąty z nas – wynika z raportu Biblioteki Narodowej – Stan Czytelnictwa w Polsce w 2017 r.[1] To palący problem, szczególnie wśród osób młodych. W grupie osób po 60. roku życia spadek czytelnictwa jest mniejszy. W krajach rozwiniętych jedną książkę rocznie czyta 80-90 proc. społeczeństwa[2].

Trudny biznes wydawców i księgarzy

Funkcjonowanie na rynku księgarskim i wydawniczym w tak niesprzyjających warunkach nie jest łatwe. Jak wynika z analiz wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska w ciągu 12 miesięcy grupa firm zajmujących się wydawaniem i sprzedażą książek, w słabej i złej kondycji finansowej wzrosła z 44 do 53 proc. Choć gospodarka ma się coraz lepiej, rosną dochody społeczeństwa, biznes związany z książkami na tym nie korzysta.

Wydawcy mają się gorzej od księgarzy

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

– Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy BIK wynika, że trudniejsza jest sytuacja wydawców niż księgarzy – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – To właśnie na nich ciąży największe ryzyko – dodaje. Zaległe zobowiązania wobec kontrahentów i banków posiada 5,4 proc. wydawców książek (289 z 5 353 zarejestrowanych w Polsce firm), czyli co dziewiętnasty. Podczas gdy wśród księgarzy udział niesolidnych płatników sięga 3,7 proc., czyli co dwudziesty siódmy.

Zaległości wydawców i księgarzy – przeterminowane o co najmniej 30 dni, na kwotę min. 500 zł – wynoszą łącznie 35,3 mln zł. Z tego zdecydowana większość 28,9 mln zł przypada na wydawnictwa. Średnia kwota zobowiązania wydawnictwa niezapłacona w terminie to aż 99 997 zł. Ale to nie wszystko, ponieważ kolejne prawie 18 mln zł wynoszą niespłacane kredyty zaciągnięte przez osoby prywatne, prowadzące działalność wydawniczą, a jak pokazuje praktyka w większości przypadków współfinansują one funkcjonowanie firm.

Zaległości księgarń są znacznie niższe niż wydawców i wynoszą 6,4 mln zł. Średnio na jedną księgarską firmą przypada 44 251 zł zaległości. Dodatkowo kolejne 9 mln zł to niespłacane w terminie kredyty zaciągnięte przez osoby prywatne, prowadzące działalność księgarską. Zarejestrowanych księgarni jest w Polsce, niecałe 4 tys., o jedną czwartą mniej niż wydawnictw. Faktycznie działa jedynie ok. 2,3 tys.

Ustawa o jednolitej cenie książki wciąż w poczekalni

Na trudne położenie wydawców od lat zwraca uwagę Polska Izba Książki (PIK), która podaje, że polski rynek jest tak zorganizowany, że detaliczni i hurtowi odbiorcy książek mają praktycznie 100 proc. prawa zwrotu książek, a do tego wywierają silną presję na obniżanie cen przez wydawców już od pierwszych dni po wejściu tytułu na rynek. Według PIK sytuację wydawców i mniejszych księgarń poprawiłaby ustawa o jednolitej cenie książki, nakładająca na wydawców i importerów książek obowiązek ustalenia na 12 miesięcy jednolitej ceny książki przed wprowadzeniem jej do obrotu we wszystkich kanałach dystrybucji. Starania o wdrożenie ustawy wzorowanej na rozwiązaniach obowiązujących m.in. w Niemczech, Włoszech i Francji wciąż jednak trwają.

– Nie ma jednak pewności czy projekt ustawy o jednolitej cenie książki faktycznie w sposób znaczący poprawi sytuację finansową wydawców. Należy bowiem pamiętać, że problemem jest nie tylko zbyt niska marża, ale w nie mniejszym stopniu dalekie terminy płatności, które i tak są nagminne przekraczane. Zatory płatnicze to prawdziwa zmora tego rynku – dodaje prezes BIG InfoMonitor. O płatnościach na rzecz wydawców, regulowanych przeważnie po 6-9 miesiącach wspomina też w swoim raporcie PIK.

W poszukiwaniu alternatyw

W obliczu trudności, wydawcy szukają więc alternatywnych rozwiązań, które pomogłyby im przezwyciężyć niekorzystne tendencje rynkowe. Z jednej strony coraz bardziej istotnym segmentem sprzedaży, są duże zamówienia, np. dla bibliotek, z drugiej wyjście z ofertą poza księgarnie. Obecnie nawet w osiedlowych dyskontach możemy zaobserwować stosy książek, nie mówiąc już o dużych hipermarketach, gdzie półki z książkami mogą zajmować nieraz całą alejkę. Ten kanał sprzedaży ma szansę poprawić sytuację wydawców, ponieważ wielu z nas chętnie kupi książkę niejako przy okazji większych zakupów. Oczywiście, pod warunkiem, że interesuje nas pozycja z gatunku popularnych, a nie specjalistyczna, czy bardziej ambitna literatura, po którą już trzeba wybrać się do księgarni.

Mówiąc o książkach, nie należy też zapominać e-bookach oraz audiobookach, które choć nadal niszowe, szybko zyskują na popularności. Co prawda, jak wynika z danych firmy Virtualo, rynek e-książek w Polsce jest jeszcze mały, stanowi 2–5 proc. sprzedaży książki drukowanej, ale cały czas jest rosnący. Wzrosty sięgają ok. 50 proc. w skali roku.[1] Potencjał rozwoju rynku audiobooków wydaje się jeszcze większy. Według Raportu Stan Czytelnictwa w Polsce w 2017 r. kontakt z audiobookiem i e-bookiem miało w 2017 r. po 6 proc. Polaków, co przy 38 proc. osób, które przeczytały co najmniej jedną książkę wypada nieźle.

[1] http://www.mkidn.gov.pl/pages/posts/poziom-czytelnictwa-w-polsce–raport-biblioteki-narodowej-7310.php

[2] http://www.pik.org.pl/upload/files/prezentacja-ustawa%20o%20jednolitej%20cenie%20ksi%C4%85%C5%BCki.pdf

Alternatywne nieruchomości na celowniku 70% inwestorów. W cenie mieszkania studenckie i na wynajem

Rosnące ceny nieruchomości połączone ze spadającą dostępnością sprawiają, że inwestorzy szukają nowych sposobów lokowania kapitału. Najciekawszym wydają się alternatywne nieruchomości, w które już zainwestowało 72% ankietowanych przez CBRE.  7 na 10 inwestorów ma taki zamiar w przyszłości. Największą popularnością cieszą się mieszkania studenckie (37% wskazań) oraz na wynajem (26%). Na znaczeniu zyskuje też co-working, który według 30% inwestorów jest przyszłością pracy biurowej. Eksperci CBRE wskazują, że w Warszawie prawie każdy nowy budynek biurowy posiada tego typu przestrzeń.

Przemysław Felicki, Dyrektor, Rynki Kapitałowe, CBRE
Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE

O popularności nieruchomości alternatywnych świadczą przede wszystkim liczby. Podczas gdy w 2007 roku w ten sektor zainwestowano 16 mld euro, w 2017 aż 24 mld euro, czyli niemal o połowę więcej. Takiej sytuacji sprzyjała poprawiająca się na przestrzeni lat sytuacja gospodarcza – inwestorzy dysponując coraz większym kapitałem, chętniej kierowali swoją uwagę w kierunku nieruchomości alternatywnych. Na niektórych rynkach, takich jak Niemcy czy Holandia, ten rodzaj inwestycji stał się już standardem. W Polsce nie jest to jeszcze tak silny trend, ale biorąc pod uwagę korzyści wynikające z inwestowania w ten rynek, w ciągu najbliższych lat może się to zmienić – mówi Przemysław Felicki, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych, CBRE.

Na radarze mieszkania studenckie i na wynajem

72% inwestorów zapytanych w badaniu CBRE „EMEA Investor Intentions Survey 2018” o to, czy kiedykolwiek ulokowali kapitał w alternatywne nieruchomości, odpowiedziało, że tak. 70% wskazuje, że ma taki zamiar w przyszłości. Skąd taka popularność? Otóż 26% ankietowanych wybiera taką inwestycję z uwagi na strukturalne zmiany popytu, 25% wskazuje na wyższą początkową wydajność, a 14% traktuje tego typu lokowanie kapitału jako ochronę przed spadkami na rynku nieruchomości.

Największą popularnością wśród inwestorów cieszą się mieszkania studenckie – wskazało tak 37% respondentów, co oznacza wzrost o 10 pp. w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Co czwarty inwestor interesuje się real estate debt (26%) oraz mieszkaniami na wynajem (26%). W przypadku tej ostatniej kategorii widać duży wzrost w porównaniu do poprzedniej edycji badania – w 2017 roku tego typu inwestycje przyciągały zaledwie 18% inwestorów.

Budynki z sektora Healthcare interesują 16% lokujących kapitał, Data Center 11%, a rozrywka co dziesiątego inwestora. – Budynki mieszkalne niemal na całym świecie są największym pod względem wartości oraz zasobu rodzajem nieruchomości, a w dojrzałych gospodarkach jest to produkt inwestycyjny charakteryzujący się stabilnością zwrotów. To tylko kwestia czasu, kiedy w Polsce domy studenckie oraz mieszkania staną się standardową alternatywą dla grupy konwencjonalnych aktywów inwestycyjnych. Warto jednak również zwrócić uwagę na takie obszary jak Healthcare oraz Data Centers, które przy obecnych trendach demograficznych i dynamicznym rozwoju technologii, będą częściej na radarze inwestorów. Ten pierwszy znacząco wpłynie na poprawę jakości oraz długości życia, zaś za drugim produktem inwestycyjnym będą stały jedne z najsilniejszych finansowo korporacji z branży IT, które dziennie potrzebują miliardów nowych jednostek przestrzeni sieciowej – mówi Przemysław Felicki z CBRE.

Co-workingowe ożywienie nad Wisłą

Przestrzenie co-workingowe są coraz powszechniejsze. Ich prawdziwą mekką w Europie jest Londyn, ale trend wzrostowy widać też w naszym kraju. W tym momencie, jak wynika z raportu O4 „Coworking w Polsce 2018”, funkcjonuje około 200 budynków tego typu w Polsce.

Teraz prawie każdy nowy budynek, który powstaje w stolicy, posiada taką przestrzeń. Ten trend jest coraz bardziej dostrzegalny również w innych miastach regionalnych, takich jak Wrocław czy Kraków. Nie ma się co dziwić, bo aż 30% inwestorów zapytanych przez CBRE jest przekonanych, że co-working jest przyszłością pracy biurowej, a kolejne 27% dostrzega, że ten rodzaj przestrzeni stanowi udogodnienie dla innych lokatorów w budynku lub okolicy. Należy jednak zaznaczyć, że według respondentów kluczowe jest zachowanie odpowiedniej proporcji pomiędzy najemcami co-workingowymi w porównaniu do tradycyjnych najemców tak, aby zwiększyć wartość budynku – mówi Przemysław Felicki z CBRE.

Przyszłością budynki szyte na miarę

Wyniki raportu CBRE prezentują nie tylko silne zainteresowanie alternatywnymi propozycjami, ale przede wszystkim szerokie spektrum produktów tego sektora, które reprezentują zróżnicowane profile ryzyka oraz odpowiadają na różne kryteria inwestycyjne. Na polskim rynku wciąż jednak brakuje skalowych produktów, zaprojektowanych i zrealizowanych z myślą o ich późniejszej funkcjonalności. Jednak wraz z większą presją związaną z ulokowaniem kapitału i idącą za tym kompresją stóp zwrotów dla budynków klasy prime, deweloperzy powinni dostrzec sygnał rynkowy i skupić swoją ekspertyzę na projektach dywersyfikujących kompozycje portfeli inwestycyjnych.

Metodologia badania:

Badanie „Investor Intentions Survey 2018” zostało zrealizowane przez CBRE od 26 grudnia 2017 do 24 stycznia 2018 roku. Wielkość próby wyniosła 1010 respondentów na całym świecie, w tym 350 respondentów, którzy wskazali, że są odpowiedzialni za inwestycje w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka).

Oczekiwany gołębi EBC powinien osłabić kurs euro do dolara i złotego względem obydwu tych walut

W ostatnich dniach, w atmosferze umiarkowanego apetytu na ryzyko, złoty konsolidował się pomiędzy 4,15-4,18 na EURPLN, ostatecznie kończąc tydzień na poziomach otwarcia w okolicach 4,17. Lokalnie, złoty nadal pozostaje pod wpływem gołębich wypowiedzi członków RPP (w reakcji na publikowane dane gospodarcze), jak również samych danych (ostatnio lekko rozczarowujących). Po zeszłotygodniowych prezentacjach raportów (m.in. cenowych i produkcyjnych), które nadal pozostają bez wpływu na procesy inflacyjne (umacniając oczekiwania na przedłużony okres stabilizacji stóp NBP), grono członków RPP chcących koncentrować się na dyskusjach dotyczących wspierania wzrostu gospodarczego powiększa się. O obniżkach stóp procentowych, czy też o wprowadzeniu w przyszłości niekonwencjonalnych narzędzi do polityki monetarnej mówili ostatnio zarówno prezes NBP A. Glapiński (już podczas kwietniowego posiedzenia decyzyjnego Rady), jak i E. Łon oraz J. Kropiwnicki.

Przecenę złotego ograniczała jednak sytuacja na rynku głównej pary walutowej, gdzie dolar wytracił wzrost, na EURUSD mając trudności ze spadkiem poniżej 1,23. Z jednej bowiem strony dane europejskie wskazują na spowalnianie gospodarki strefy euro mogąc komplikować strategię komunikacyjną EBC podczas kwietniowego posiedzenia decyzyjnego (co osłabia euro), z drugiej zaś nadal ograniczony pozostaje sentyment wobec dolara z uwagi na niepewności w kwestii napięć handlowych na linii USA-Chiny oraz dość nieprzewidywalnych działań D. Trump’a. Jeśli jednak rynki nadal będą zakładać brak eskalacji geopolitycznego konfliktu, atmosfera inwestycyjna sprzyjać będzie ponownemu zwrotowi w kierunku fundamentów, które bardziej wspierają dolara.

W ostatnich dniach pojawiła się dyskusja nt. temat słabnącego franka szwajcarskiego, gdzie kurs EURCHF przełamał poziom sprzed „czarnego czwartku” 2015 roku, chwilowo rosnąc powyżej 1,20. Osłabiający się na świecie frank pozwolił notowaniom CHFPLN zejść poniżej 3,50. Na rynku od razu pojawiło się pytanie: ile jeszcze złoty wobec franka może się wzmocnić? Warto jednak zwrócić uwagę, że franka osłabiły nie fundamenty a polityka, co może oznaczać, że EURCHF nie powinien gościć długo tak wysoko, co z kolei znajdzie odzwierciedlenie w ponownie rosnących notowaniach CHFPLN, tym bardziej, że polityka NBP sprzyja słabszemu złotemu (w Polsce mamy obecnie najniższe w historii stopy procentowe, które długo jeszcze nie wzrosną).  W ocenie prezesa SNB, choć kurs franka zmierza „we właściwym kierunku” (czyli osłabia się), to szwajcarska waluta wciąż jest uważana za bezpieczną przystań, co powinno sprzyjać jej ponownej aprecjacji.kurs franka

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Rozliczenie darowizny przekazanej poprzez internetową zrzutkę

Darowizny, w tym te przekazywane na internetowych zbiórkach, to jedne z nielicznych odliczeń, których możemy dokonać rozliczając podatek PIT za rok 2017. Mając „wielkie serce” trzeba niestety uważać, żeby nie mieć kłopotów z urzędem skarbowym. O czym pamiętać rozliczając darowiznę, dzięki której możemy odliczyć kilka a nawet kilkanaście tysięcy złotych?

Darowiznę przekazaną za pośrednictwem portali finansowania społecznościowego można odliczyć od dochodu stanowiącego podstawę opodatkowania tylko wówczas, kiedy darowizna spełnia warunki określone w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. Co więcej, portale finansowania społecznościowego nie pośredniczą w postępowaniach podatkowych i to do obowiązków podatnika należy złożenie odpowiedniej deklaracji i wykazanie, że dokonana darowizna spełniała warunki dla jej odliczenia.

Ile i kto może odliczyć darowiznę?

Dokonane darowizny można odliczyć od dochodu uzyskanego przez podatnika w danym roku podatkowym, jeżeli podatnik jest zatrudniony na podstawie umowy o pracę lub umowy cywilnoprawnej. Odliczenia może także dokonać przedsiębiorca rozliczający się na zasadach ogólnych lub w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, choć w tym ostatnim przypadku darowiznę można będzie odliczyć od przychodu. Nie można natomiast odliczyć darowizny, jeżeli podatnik rozliczał się w formie karty podatkowej lub korzysta z liniowej stawki podatku. – Łączna kwota wszystkich darowizn, które zostaną przekazane w danym roku podatkowym, może zostać odliczona od dochodu podatnika w maksymalnej wysokości 6%. Przykładowo, jeżeli w danym roku podatnik zarobił łącznie 50.000 zł, maksymalna wysokość darowizn, którą można odliczyć od dochodu wyniesie 3.000 zł – wyjaśnia Paweł Maliszewski, prawnik portalu zrzutka.pl.

Jakie darowizny można odliczyć od podatku PIT?

Trzeba mieć na uwadze, że nie każda darowizna może być odliczona od podatku. Zasady odliczania darowizn określają przepisy art. 26 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Pamiętać należy, że niezależnie od celu, na jaki pieniądze zostały przeznaczone, nigdy nie można odliczyć darowizny dokonanej na rzecz osoby fizycznej. Odliczone mogą być wyłącznie darowizny przekazane organizacjom zajmującym się działalnością społecznie użyteczną, przy spełnieniu odpowiednich warunków. Zgodnie z art. 26 ust. 1. pkt 9) ustawy o PIT, od podstawy obliczenia podatku odliczone mogą być wyłącznie darowizny dokonane na cele określone w art. 4 ustawy o działalności pożytku publicznego, m.in. cele: pomocy społecznej, w tym pomocy rodzinom i osobom w trudnej sytuacji życiowej oraz wyrównywania szans tych rodzin i osób, działalności charytatywnej czy działalności na rzecz osób niepełnosprawnych. Ponadto, odliczyć można również darowizny dokonane na cele kultu religijnego lub krwiodawstwa realizowanego przez honorowych dawców krwi, w wysokości iloczynu kwoty rekompensaty określonej przepisami wydanymi na podstawie ustawy i litrów oddanej krwi lub jej składników. W przypadku wątpliwość czy organizacja, która na rzecz podatnika miała przekazać pieniądze spełnia wymogi dotyczące późniejszego uznania darowizny za możliwą do odliczenia, należy  skontaktować się z organizatorem danej zrzutki.

Formalności, w tym potwierdzenie darowizny

W celu odliczenia darowizny od podstawy obliczenia podatku, konieczne będzie złożenie w urzędzie skarbowym formularza PIT/O wraz z odpowiednim dla podatnika standardowym formularzem PIT.

Darowizna musi być także udokumentowana, np. w postaci dowodu wpłaty na konto obdarowanej organizacji. I tu mogą pojawić się problemy. – Portale crowdfundingowe, poprzez które często przekazywane są darowizny, nie prowadzą zazwyczaj odrębnych rachunków dla każdego organizatora danej zbiórki, lecz korzystają z pośrednictwa instytucji płatniczych takich jak np. PayU. W tytule przelewu wpisywany jest więc tylko kod. Nie ma tam słowa „darowizna”, nie jest też podany ostateczny odbiorca. Dla fiskusa taki przelew nie zawsze jest wystarczającym potwierdzeniem – tłumaczy Paweł Maliszewski, prawnik z zrzutka.pl. – W niektórych przypadkach środki zgromadzone na wielu różnych zbiórkach trafiają najpierw na jedno konto bankowe, a dopiero po uzyskaniu odpowiedniej dyspozycji od organizatora zbiórki, przekazywane są na jego rachunek. Taki przelew jest dokonywany zbiorczo, nie posiada zazwyczaj wyszczególnienia kwot uzyskanych od konkretnych darczyńców. Uniemożliwia to przedstawienie przez darczyńcę bankowego potwierdzenia przelewu, z którego wynika, jaką faktycznie kwotę przekazał – dodaje Maliszewski.

Prawnik z zrzutka.pl podkreśla dodatkowo, że ustawa o PIT nie wymaga, aby darowizna musiała być przekazana bezpośrednio na rachunek obdarowanego. Nie powinno wiec mieć znaczenia to, jak technicznie pieniądze zostały przekazane z rachunku darczyńcy na konto obdarowanego. Urzędnicy skarbowi powinni więc akceptować wszystkie dokumenty, które mogą to potwierdzić. Może to być np. oświadczenie wystawione przez dany portal crowdfundingowy w połączeniu z potwierdzeniem przelewu dokonanego za jego pośrednictwem na rzecz obdarowanej organizacji. Portal zrzutka.pl wystawia obecnie użytkownikom takie dodatkowe dokumenty, potwierdzające przeznaczenie środków wpłaconych na zbiórkę.

Ministerstwo Finansów informuje, że do skorzystania z ulgi potrzebne jest potwierdzenie otrzymania darowizny od obdarowanego, z którego będzie wynikało, że pieniądze wpłynęły na jego rachunek.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na Silver oraz AUDUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Srebro – realizacja długo wyczekiwanego scenariusza

W poprzednim tygodniu na rynku srebra nastąpił bardzo mocny impuls wzrostowy, co od kilku tygodni było naszym bazowym scenariuszem. Co więcej wybicie zostało potwierdzone przez pozycjonowanie się zarządzających na kontraktach terminowych. Według ostatniego raportu Commmitents of Traders zarządzający dodali do swojego portfela ponad 6 000 pozycji długich. Jest to bardzo ważna informacja, ale warto zwrócić uwagę na ilość zamkniętych krótkich pozycji, która przekroczyła 16 000! W nadchodzących tygodniach możemy oczekiwać dalszego zamykania krótkich pozycji, ponieważ pozycja netto dopiero co odbiła od historycznie niskiego poziomu.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Według analizy technicznej scenariusz wzrostowy jest jak najbardziej prawdopodobny, ponieważ została pokonana linia trendu spadkowego. Aczkolwiek warto zauważyć, że na chwile obecną notowania zatrzymały się w okolicy silnej strefy oporu 17.325-17.730. Dopiero po jej pokonaniu możemy oczekiwać mocniejszych wzrostów w okolicę kolejnego poziomu podaży 18.40.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Największy zagrożenie dla srebra są notowania złota, które znalazły się tuż pod poziomem oporu. Jeżeli nie zostanie przebity, to złoto będzie hamulcem dla wzrostu notowań srebra. Z tego powodu w nadchodzących tygodniach warto obserwować zachowanie notowań złota.

AUDUSD – dobieranie krótkich pozycji

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane po raz kolejny pomniejszyły swoją pozycję netto w dolarze australijskim. Tym razem długa pozycja została zredukowana o ponad 8 000 kontraktów terminowych. Z kolei krótka pozycja wzrosła o niespełna 1 000 kontraktów terminowych. W takim otoczeniu większe prawdopodobieństwo leży po stronie kontynuacji trendu spadkowego na AUDUSD.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Z kolei analiza techniczna daje mieszane odczucia. Ostatni impuls wzrostowy przyczynił się do pokonania strefy oporu wyznaczonej przez marcowe minimum. Po pokonaniu oporu mogliśmy spodziewać się dalszych wzrostów, aczkolwiek notowania nie zdołały wyjść ponad 55-okresową średnią kroczącą. Po kilkudniowej konsolidacji niedźwiedzie przejęli kontrolę, notowania po raz kolejny odwiedziły minima z marca 2018 roku, aczkolwiek ich nie przebiły.

Notowania AUDUSD, interwał dzienny

Notowania AUDUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Dopiero gdy stronie podażowej uda się przebić poziom 0.764, to bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja wyprzedaży w okolicę minimum z grudnia 2017 roku. Natomiast wybicie ponad średnią kroczącą dawałoby większe prawdopodobieństwo mocniejszej korekty.

6 miliardów złotych do zainwestowania w ramach funduszy venture capital

Na złożenie PIT-a został już tylko tydzień. Skorzystanie z możliwych ulg pozwoli zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych

Na złożenie PIT-a został już tylko tydzień. Skorzystanie z możliwych ulg pozwoli zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych 1

Za tydzień mija termin rozliczenia podatków i przysługujących ulg. Rodzice i opiekunowie mogą oszczędzić ponad 1,1 tys. zł przy jednym dziecku, na 760 zł mogą zaś liczyć użytkownicy internetu, choć nie wszyscy. Od podatku można też odliczyć darowizny kościelne czy na organizacje użytku publicznego. Z ulgi skorzystają też krwiodawcy. Coraz częściej wykorzystujemy też możliwość odliczenia wpłat na indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego. W zależności od progu podatkowego oszczędności mogą wynieść nawet 1,7 tys. zł.

– Składając zeznanie podatkowe, warto pamiętać o ulgach, z których możemy skorzystać. Często zapominamy o tym, przez co płacimy wyższe podatki – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Tymoszuk, menadżer ds. kluczowych klientów w Union Investment TFI.

Od lat najpopularniejszą ulgą podatkową jest ta na dzieci. Przy jednym dziecku rodzice mogą odliczyć ponad 1,1 tys. zł, pod warunkiem że nie przekroczą limitu dochodów 112 tys. zł (56 tys. zł w przypadku rodzica samotnie wychowującego dziecko). Przy kolejnym dziecku limity już nie obowiązują. Na drugie dziecko można uzyskać 1,1 tys. zł, na trzecie – nieco ponad 2 tys. zł, a na czwarte i kolejne dziecko – 2,7 tys. zł. Rodzice mogą też skorzystać z ulgi na żłobek i przedszkole.

Ulgi podatkowe, z których najczęściej korzystamy, to ulga prorodzinna, ulga na dzieci, ulga na internet – w ostatnim czasie dość mocno ograniczona, ulga na darowizny kościelne i na organizacje społeczne czy krwiodawstwo – wymienia Tymoszuk.

Z ulgi na internet skorzystają tylko te osoby, które nigdy wcześniej z niej nie korzystały oraz które po raz pierwszy skorzystały z ulgi przy rozliczaniu zeznania rocznego za 2016 rok (ulga przysługuje tylko w dwóch kolejnych po sobie latach). Odliczyć można koszty użytkowania sieci, maksymalnie 760 zł, pod warunkiem że korzysta się z internetu tylko w celach prywatnych.

Honorowi dawcy krwi mogą odliczyć 130 zł za każdy litr krwi. Odliczymy także darowizny na cele kultu religijnego (np. kościoły czy związki wyznaniowe), nie mogą one jednak przekroczyć 6 proc. dochodu. Należy jednak pamiętać o udokumentowaniu takiego wsparcia, np. zachowując dowód wpłaty.

Z ulgi mogą skorzystać także osoby, które oszczędzają w ramach indywidualnego konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE).

 Aby skorzystać z ulgi w ramach IKZE, konieczne jest uzyskanie dochodu, czy to z umowy o pracę, z prowadzenia działalności gospodarczej, czy z emerytur, które także są traktowane jako dochód. Drugi warunek to założenie konta IKZE, na które będziemy mogli dokonywać wpłaty. W 2018 roku limit wpłat na IKZE wynosi maksymalnie 5 331,60 zł. W zależności od tego, ile wpłacimy, środki te będziemy mogli uwzględnić w zeznaniu podatkowym za bieżący rok – tłumaczy ekspert Union Investment TFI.

Oszczędności odkładane na tych kontach IKZE nie są obciążone podatkiem Belki, czyli 19-proc. podatkiem od zysków kapitałowych. Wpłaty dokonane w danym roku podatkowym można odliczyć od podstawy opodatkowania, co przełoży się na mniejszy podatek. Podstawę rozliczenia ulgi stanowią dowody wpłat na konto, które zawierają dane identyfikacyjne płatnika. Oszczędności z tego tytułu zależą jednak od progu podatkowego.

 Przy wykorzystaniu maksymalnego limitu wpłaty, czyli kwoty ponad 5 300 zł, w pierwszym progu 18-proc. ulga wyniesie ponad 950 zł. W drugim progu, 19-proc., często wykorzystywanym przez przedsiębiorców progu liniowym, ulga wyniesie już ponad 1 tys. zł. W trzecim progu, 32-proc., ulga wyniesie już ponad 1,7 tys. zł – wylicza Łukasz Tymoszuk.

Dostęp do szybkiego internetu warunkiem technologicznej zmiany firm. Wprowadzenie sieci 5G znacznie ten proces przyspieszy

Dostęp do szybkiego internetu warunkiem technologicznej zmiany firm. Wprowadzenie sieci 5G znacznie ten proces przyspieszy 2

Już ponad 50 proc. firm przeszło lub planuje cyfrową transformację biznesu. Automatyzacja procesów, wykorzystywanie ogromnych zbiorów danych czy przechodzenie do e-commerce dotyczą coraz większej liczby firm. Te procesy nie byłyby możliwe bez dostępu do szybkiego i stabilnego internetu. Trwające prace nad uruchomieniem sieci 5G – wielokrotnie szybszej niż dzisiejsze 4G – są szansą na znaczne przyspieszenie cyfryzacji polskiej gospodarki. Orange Polska chce od 2020 roku wprowadzać do oferty usługi oparte na sieci nowej generacji.

 Cyfrowa transformacja biznesu to de facto zmiana modeli biznesowych we wszystkich możliwych branżach po to, aby zapewnić nowe, perfekcyjne doświadczenie klientowi. To wiąże się ze zmianą procesów, automatyzacją, przechodzeniem do e-commerce, zmianą środowiska pracy, a także sposobu budowania relacji z klientami – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bożena Leśniewska, wiceprezes zarządu ds. rynku biznesowego w Orange Polska.

Z raportu „Cyfrowe technologie a gospodarka” Forum Obywatelskiego Rozwoju wynika, że nowe technologie rozprzestrzeniają się znacznie szybciej niż wynalazki ery przemysłowej, np. telefonom stacjonarnym zajęło 25 lat, by trafić do pierwszych 10 proc. gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych, komputerom – 10 lat, a tabletom – już tylko 2,5 roku.

 Cała rzeczywistość cyfrowa budowana jest dzięki temu, że jest dostęp do internetu. Dlatego w Orange Polska inwestujemy tak dużo w stabilny i szybki internet. Do 2020 zainwestujemy ponad 4 mld zł w budowę infrastruktury światłowodowej, dzięki której dotrzemy do 5 mln gospodarstw domowych i 40 proc. firm w Polsce. Światłowód będzie również podstawą do rozwoju i budowania sieci 5G, czyli sieci przyszłości, niezbędnej do rozbudowy całej branży internetu rzeczy – zapowiada Bożena Leśniewska.

Technologia 5G ma stworzyć rewolucyjne możliwości. O ile 4G pozwala na dostęp do internetu z prędkością do 300 Mb/s, to w 5G prędkość przesyłu danych będzie liczona w gigabitach na sekundę. Do milisekundy skróci się czas opóźnienia transmisji danych. Przełoży się to na rozwój internetu rzeczy oraz wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. Zgodnie z nową strategią Orange Polska chce od przyszłego roku rozpocząć testy terenowe nowej sieci, by komercyjnie uruchamiać ją od 2020 roku.

– Na bazie tej łączności, komunikacji, klienci budują nowe rozwiązania. To robotyka procesów, przechodzenie do chmury, bezpieczeństwo i zapobieganie atakom, to również wewnętrzna zmiana modeli i procesów, przechodzenie do e-commerce, do social media, social selling, tych trendów jest bardzo dużo – wymienia Leśniewska.

Choć polskie przedsiębiorstwa obawiają się cyfrowej transformacji, rozumieją, że nie ma od niej odwrotu. Z badania „Digital Transformation” firmy doradczej Deloitte wynika, że ponad połowa polskich firm ma wizję takiego procesu. Niewiele mniej podkreśla, że ma już opracowany szczegółowy plan biznesowy i inwestycyjny w tym zakresie.

 Celem transformacji cyfrowej jest dostosowanie firm tradycyjnych, działających w modelu historycznym, do rzeczywistości cyfrowego świata – ma być szybciej, łatwiej, przyjemniej i wtedy, kiedy klient chce – tłumaczy wiceprezes ds. rynku biznesowego w Orange Polska.

Jak wynika z raportu FOR, polscy konsumenci spędzają w internecie rocznie prawie 11 mld godzin – porównują oferty sklepów, przeglądają portale informacyjne czy sieci społecznościowe. W internecie szukamy pracy, przyjaciół i partnerów, bo tak jest szybciej i wygodniej.

– Klienci żyją w świecie nadmiaru wyboru, możliwości, decyzji, a przede wszystkim nadmiaru informacji. Im prostsze są modele firm, im bardziej przyjazne i przenoszone do świata aplikacji i do smartfonów, tym życie staje się łatwiejsze – przekonuje Bożena Leśniewska i dodaje że w ciągu pięciu lat aplikacje chmurowe będę odpowiadać za ponad  90 proc. ruchu w polskiej sieci mobilnej.

Jak podaje Cisco, jeszcze w 1997 roku powstawało 100 GB na godzinę, w 2002 roku już 100 GB na sekundę, a w 2018 roku może to być 50 tys. GB danych na sekundę. Szacuje się też, że firmy odpowiadają za 1/3 masowej produkcji danych. Narzędzia do ich uporządkowania i analizy są jedną z najpilniejszych potrzeb przedsiębiorców.

W procesie cyfryzacji polskie firmy potrzebują wsparcia – stąd oferta Orange obejmująca rozwiązania z telemetrii, API, robotyki czy data center. Spółka ma też platformę do projektów smart city, dzięki której samorządy mogą sprawniej zarządzać systemami maszyn. W ubiegłym roku spółka zrealizowała ponad 2,5 tys. projektów ICT o różnej skali. Trwają prace nad wprowadzeniem do oferty usług związanych z tworzeniem aplikacji oraz rozszerzoną rzeczywistością.

 Budujemy ofertę poszerzoną o rozwiązania integratorskie i z dziedziny rozwiązań cyfrowych, także w oparciu o naszą spółkę Integrated Solutions, i z tą ofertą wychodzimy do klientów, koncentrując się głównie na rozwiązaniach chmurowych czy cyberbezpieczeństwa – mówi wiceprezes Orange Polska.

Jak podkreśla Bożena Leśniewska, proces cyfryzacji dotyczy też samej spółki.

– Robotyzujemy się. W samej obsłudze klienta mamy pięćdziesiąt robotów, a obejmujemy tym procesem także obszary logistyki, finansów i operacji. To jeden z trendów, które zdecydowanie będą zmieniały rzeczywistość firm. Zmieniamy też środowisko pracy naszych pracowników – wskazuje Bożena Leśniewska.

Rosną amerykańskie inwestycje w Polsce. Coraz częściej opierają się na najnowszych technologiach

Rosną amerykańskie inwestycje w Polsce. Coraz częściej opierają się na najnowszych technologiach 3

Rozkwita współpraca gospodarcza Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Rok 2017 był rekordowy dla wymiany handlowej, która sięgnęła 12,7 mld dol. Wartość amerykańskich inwestycji w Polsce szacuje się już na blisko 42 mld dol. Rośnie nie tylko liczba zagranicznych inwestycji, lecz także ich jakość. Coraz częściej opierają się o najnowsze technologie i to w Polsce znajdują swoje pierwsze zastosowanie. Także polskie firmy coraz śmielej działają za oceanem. W Stanach Zjednoczonych znajduje się ponad 70 firm polskich lub z polskim kapitałem, a całkowita wartość inwestycji przekracza 2 mld dol.

– Polska stała się bardzo atrakcyjnym rynkiem dla wielu partnerów zagranicznych i inwestorów. Nie tylko rosną inwestycje zagraniczne w Polsce, ale to, co nas bardzo cieszy, zdecydowanie rośnie ich jakość. To inwestorzy z najwyższej półki na świecie, inwestycje opierają się na najnowszych technologiach, które często mają tu jedne z pierwszych swoich zastosowań na świecie, na tego typu inwestorach nam zależy. To, co nas również bardzo cieszy, że rośnie bardzo silnie współpraca gospodarcza ze Stanami Zjednoczonymi – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju.

Raport Colliers International ocenia, że Polska stoi na czele Europy Środkowo-Wschodniej pod względem transakcji inwestycyjnych, wyprzedzając Czechy i Węgry. Rosnące inwestycje potwierdzają dane Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu. Na koniec 2017 roku PAIH obsługiwała 175 projektów inwestycyjnych o łącznej wartości 5,65 mld euro (wzrost o 30 proc. rdr.).

Na koniec 2017 roku portfel projektów pomyślnie zakończonych przy pomocy PAIH był wart ponad 2 mld euro (wzrost o 300 mln w skali roku).

– Nasz kraj jest niezwykle interesującym rynkiem dla inwestorów międzynarodowych. To jedna z największych gospodarek w Europie, prawie 40 mln konsumentów i naród niezwykle przedsiębiorczy. Fala przedsiębiorstw, która powstała na przełomie lat 80. i 90., dziś tworzy 70 proc. polskiego PKB. Co więcej, młode pokolenie nie chce pracować w korporacjach, chce zakładać swoje biznesy. Jesteśmy w drugiej fali przedsiębiorczości w naszym kraju. Stąd zainteresowanie Polską – tłumaczy Krzysztof Krawczyk, partner funduszu CVC Capital Partners.

Największa liczba projektów inwestycyjnych pochodziła ze Stanów Zjednoczonych (57) i Niemiec (14). Pod względem nakładów inwestycyjnych przodują Chiny (1,26 mld euro – niemal dwukrotny wzrost) i USA (1,14 mld euro). USAjest liderem także pod względem liczby pomyślnie zrealizowanych przy pomocy PAIH (14).

– Amerykańska Izba Handlowa ocenia amerykańskie inwestycje w Polsce łącznie na około 42 mld dol. zainwestowanych od 1990 roku. Jeżeli chodzi o polskie inwestycje w USA to jest dosyć nowe zjawisko, pierwsze pojawiły się zaraz po zakończeniu komunizmu, ale teraz tempo tych inwestycji rośnie – mówi John Armstrong, radca ekonomiczny ambasadora USA.

Polskich inwestycji w USA jest jeszcze stosunkowo mało, ale ich liczba ciągle rośnie. Obecnie w Stanach Zjednoczonych działa ponad 70 polskich firm lub z polskich kapitałem. Całkowita wartość inwestycji przekracza 2 mld dol.

Amerykanie inwestują w Polsce przede wszystkim w sektor motoryzacyjny, farmaceutyczny i komputerowy. Duża część inwestycji trafia również na rynek finansowy i ubezpieczeniowy oraz w hurtową i detaliczną działalność handlową.

– Stany Zjednoczone są od lat jednym z trzech kluczowych partnerów Polski, co istotniejsze ta pozycja nie zmienia się od wielu lat. To partner, który jest zainteresowany angażowaniem się w Polsce. Moim zdaniem wynika to m.in. z podobieństw kulturowych, Polska jest mini-Ameryką. Polak chce i potrafi, jesteśmy niezwykle przedsiębiorczym narodem, podobnie jak Amerykanie – przekonuje Krzysztof Krawczyk.

Badania EY „Atrakcyjność inwestycyjna Polski” wskazuje, że zagraniczni inwestorzy cenią nie tylko niskie koszty pracy. Doceniane są przede wszystkim kompetencje lokalnej siły roboczej oraz potencjał wzrostu produktywności.

– Polscy pracownicy są bardzo wykwalifikowani, położenie geograficzne jest dobre, samorządy i rząd centralny są otwarte na dialog, jest przejrzystość jeśli chodzi o przepisy. Te wszystkie rzeczy składają się na to, że Polska jest bardzo dobrym rynkiem dla amerykańskich inwestorów. Jest jeszcze inny czynnik – firmy rozmawiają miedzy sobą, te, które odniosły sukces, potem stają się reklamą dla innych inwestycji – tłumaczy John Armstrong.

Potencjał wzajemnych inwestycji jest znacznie większy. Sprzyjają temu bardzo dobre stosunki na poziomie administracji rządowej. Inwestycje są też związane z zapewnieniem większego bezpieczeństwa Polsce, w tym bezpieczeństwa energetycznego. Ruszyły już pierwsze dostawy amerykańskiego gazu LNG do terminala w Świnoujściu.

– Przykładem współpracy w zakresie bezpieczeństwa jest umowa pomiędzy naszymi rządami dotycząca wykorzystania systemu obrony przeciwrakietowej Patriot. To najnowocześniejszy system, który będzie miał pierwsze zastosowanie w USA i w Polsce, będziemy mieli dostęp do najnowszych technologii na świecie – podkreśla Jerzy Kwieciński.

Rośnie również nasza wymiana handlowa. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że obroty handlowe Polski ze Stanami w 2017 roku osiągnęły 12,7 mld dol., co oznacza 22-proc. wzrost w ciągu roku (10,5 mld dol. w 2016 roku). Eksport z Polski do USA wyniósł 6,1 mld dol. (wzrost o 28 proc.), import z USA – 6,6 mld dol. (wzrost o 16 proc.).

– Ten trend jest w tym roku kontynuowany, bo po pierwszych dwóch miesiącach 2018 roku mamy 20-proc. wzrost w naszym eksporcie. Więcej eksportujemy, niż importujemy, czyli mamy dodatni bilans handlowy. To oznacza, że Polacy zaczynają zdobywać amerykański rynek. Wymiana handlowa jest bardzo silnie zdywersyfikowana, nie jest tak, że jeden sektor czy firma dominują tę wymianę. Będzie nam zależało, żeby w najbliższych latach ta wymiana handlowa rosła – zapowiada Jerzy Kwieciński.

Popularna rybka akwariowa ma w 80 proc. genotyp podobny do człowieka. Odkrycie pozwoli wynaleźć leki na wiele groźnych chorób, w tym nowotwory

Popularna rybka akwariowa ma w 80 proc. genotyp podobny do człowieka. Odkrycie pozwoli wynaleźć leki na wiele groźnych chorób, w tym nowotwory 4

Danio pręgowany to niewielka rybka, której charakterystyka jest niezwykła. Przechodzi te same choroby, co człowiek, a jej genotyp w 80 proc. jest taki, jak u człowieka. Dzięki jej wykorzystaniu naukowcy wynajdą leki, które wyleczą nawet najgroźniejsze choroby. Pierwsze związki chemiczne już są testowane u chorych na białaczkę, czerniaka czy epilepsję. Wkrótce rybki mogą pomóc w walce z przerzutami nowotworów. Danio wykorzystany zostanie do badań nad chorobami neurologicznymi, jak Alzheimer i Parkinson, oraz przy opracowywaniu leki dla osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych.

– Rybka danio pręgowany, czyli zebrafish, to doskonały model do badania chorób ludzkich. Ma bardzo podobny genotyp do człowieka, około 80 proc. genów jest takich samych. Jeśli jakaś choroba ludzka wywołana jest mutacją, to możemy taką samą mutację odtworzyć w rybce, i badać rzeczy, których nie możemy zrobić nawet u myszy czy innych zwierząt doświadczalnych, np. przebadać kilkadziesiąt tysięcy związków chemicznych w ciągu kilku miesięcy i sprawdzić, czy mutacja, która wywoływała u człowieka chorobę, wywołuje zmiany u ryby – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. Jacek Kuźnicki, dyrektor Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie.

Jak podkreśla ekspert, rybka ma nie tylko podobny genotyp do człowieka, lecz także przechodzi podobne choroby. Dzięki temu można prześledzić rozwój choroby, zrozumieć, w jaki sposób ewoluuje, a na embrionach danio można zrobić wiele testów przesiewowych i w ten sposób dowiedzieć się, który związek chemiczny ma potencjał jako lek. Co więcej, łatwiej niż w przypadku myszy i szczurów jest podać substancje lecznicze bezpośrednio do wody.

– Rybka jest przezroczysta w ciągu kilku pierwszych dni swojego życia, możemy więc obserwować, co dzieje się w jej ciele na żywo. W przypadku ryby z mutacją choroby neurodegeneracyjnej, u której motoneurony niewłaściwie się rozwijają, kiedy wybarwimy je np. kolorowym białkiem, widać, jak motoneuron rozwija się do połowy ciała i staje na skutek tej mutacji. Tego nie można zrobić na innych organizmach – wskazuje prof. Jacek Kuźnicki.

Dzięki temu, że w pierwszych chwilach rybka jest przezroczysta można obserwować dzielące się komórki, w jaki sposób powstaje serce, mózg i inne narządy wewnętrzne, oraz zobaczyć nawet przepływy w naczyniach krwionośnych. Z samicy rybki można uzyskać nawet tysiąc zarodków w ciągu jednego dnia. To zaś oznacza, że szybciej można znaleźć potencjalny lek na wiele różnych schorzeń. Już testowane są związki chemiczne w badaniach klinicznych dla chorych na białaczkę czy czerniaka.

Ponieważ danio pręgowany ma ok. 80 proc. genów wspólnych z człowiekiem, można do niego wprowadzić określone mutacje, które występują u człowieka i obserwować, w jaki sposób działają one w zarodkach ryby.

– Jeśli zidentyfikujemy rzadką mutacje u dziecka, to możemy ją w ciągu kilku miesięcy wprowadzić do ryby i analizować, co się u tego dziecka dzieje, być może zidentyfikować szlak, który jest zaburzony, a jeśli tak, to zobaczyć, czy nie ma już leków, które naprawiają ten szlak. W inny sposób nie bylibyśmy w stanie temu dziecku pomóc, ryba daje nam taką szansę – przekonuje ekspert.

Naukowcy z Portugalii potwierdzili już, że zarodki danio pręgowanego mogą być używane jako gospodarz dla różnych nowotworów. Każdy rak ma swój unikalny typ, a guzy mogą reagować na różne sposoby na podane leki. W miarę upływu czasu komórki nowotworowe mogą nawet ewoluować. W przypadku gryzoni doświadczalnych trzeba było czekać miesiącami, aż wprowadzone komórki nowotworowe urosną. U zarodków danio trwa to do kilkunastu dni. W ciągu dwóch tygodni naukowcy mogą już uzyskać wyniki.

Testy na rybce umożliwią u chorych stosowanie medycyny precyzyjnej, dopasowanej do rodzaju nowotworu i jego mutacji. Dzięki temu chemioterapia może być znacznie skuteczniejsza

– Coraz więcej laboratoriów związanych z uniwersytetami medycznymi na całym świecie rozwija badania na danio pręgowanym. Odchodzi się z różnych powodów od szczurów i myszy. Ryba ma duże zdolności do regeneracji. To jest jednak kręgowiec, który jest w stanie zregenerować swój układ nerwowy, czyli rdzeń kręgowy, serce, mięśnie, ale również część mózgu. Jeśli poznamy, jakie mechanizmy są za to odpowiedzialne, to możemy później zastanowić się, czy nie możemy ich aktywować u człowieka – wskazuje prof. Kuźnicki.

Dzięki rybkom może udać się wynaleźć lek, który zahamuje lub nawet uniemożliwi rozwój chorób neurologicznych, takich jak Alzheimer czy Parkinson. Ryby z gatunku danio pręgowany mogą rozwinąć depresję pod wpływem przewlekłego stresu. Dzięki temu można śledzić, jakie substancje wydzielają się w czasie gorszego nastroju oraz jakie geny i w których komórkach odpowiadają za rozwinięcie się skłonności do depresji. Danio pręgowany podobnie jak człowiek może się również uzależnić od substancji psychoaktywnych. Może więc pomóc w opracowaniu leku, który pomoże walczyć z uzależnieniem.

Danio pręgowany pochodzi z Azji, ale już od wielu lat jest w Europie i w Polsce. Znaleźć go można w wielu domowych akwariach.

Rekordowe wyniki na rynku gruntów inwestycyjnych. Transakcje przekroczyły 5 mld zł

Rekordowe wyniki na rynku gruntów inwestycyjnych. Transakcje przekroczyły 5 mld zł 5

Wartość transakcji na rynku gruntów inwestycyjnych w ubiegłym roku przekroczyła 5 mld zł, co było najlepszym wynikiem od 2006 roku. Największe zakupy gruntów dotyczyły segmentu mieszkaniowego. Zainteresowaniem inwestorów cieszyły się przede wszystkim obszary na obrzeżach dużych miast oraz położone bliżej centrum, które wymagają rewitalizacji. W 2017 roku i w I kwartale tego roku obserwowany jest także gigantyczny wzrost popytu w segmencie hoteli. Mimo obaw związanych z legislacją obecny rok dla całego rynku może być jeszcze lepszy niż poprzedni – oceniają eksperci Colliers International.

 2017 rok był rokiem kolejnych rekordów ustanawianych przez deweloperów, a to głównie za sprawą segmentu mieszkaniowego, który trzeci rok z rzędu powodował największe emocje na rynku transakcyjnym gruntów. Ponad 70 proc. tortu inwestycyjnego było konsumowane przez deweloperów inwestujących w projekty mieszkaniowe – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Emil Domeracki, dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w Colliers International.

Z danych firmy Colliers wynika, że rynek gruntów inwestycyjnych był w 2017 roku w najlepszej formie od lat. Wartość transakcji przekroczyła 5 mld zł – to najlepszy wynik od 2006 roku. Dobra kondycja gospodarcza zachęcała inwestorów do zakupów.

Duży popyt w segmencie mieszkaniowym sprawiał, że jeśli pojawiała się dobrze przygotowana technicznie działka w atrakcyjnej lokalizacji, gdzie inwestycje mogły ruszyć niemal od razu, inwestorzy walczyli o prawo do zakupu gruntu.

– W Warszawie mierzymy się z bardzo małą dostępnością gruntów. Duża część inwestorskiego rynku przesunęła się na miasta regionalne. Widać już od kilku kwartałów, że takie rynki, jak Trójmiasto, Wrocław, Kraków czy Łódź i Poznań to regiony, w których dzieje się najwięcej na rynku transakcyjnym. To się przekłada na ceny gruntów. W Warszawie poszybowały one do wartości niebotycznych, w jednostkowych przypadkach wzrosty sięgały 60–80 proc. w porównaniu do 2016 roku. Dlatego deweloperzy zaczęli dywersyfikować swoje plany inwestycyjne, przesuwając część swojej aktywności na miasta regionalne – tłumaczy ekspert Colliers International.

W centrum Warszawy za metr kwadratowy gruntu trzeba zapłacić między 1,5 tys. a 4 tys. zł, poza centrum 800–1,65 tys. zł, a w innych miastach powyżej 500 tys. mieszkańców ceny oscylują wokół 400–1,2 tys. zł.

Wysoką aktywność zanotował segment biurowy. Deweloperzy oddali do użytku ponad 736 tys. mkw., a na ten rok zaplanowanych do oddania jest ok. 880 tys. mkw., z czego 70 proc. poza Warszawą. Wysoka planowana podaż ma bezpośredni wpływ na aktywność inwestorów zainteresowanych gruntami pod projekty biurowe, głównie na rynkach krakowskim, trójmiejskim i łódzkim. Duży popyt wpływa na spadek wskaźnika pustostanów (na 9 największych rynkach z 12,7 do 10,8 proc.).

Na rynku handlowym inwestorzy interesowali się przede wszystkim mniejszymi miastami, poniżej 100 tys. mieszkańców. Z kolei na rynku powierzchni magazynowej odnotowano spadek aktywności deweloperskiej, ale poziom transakcji pozostawał wysoki. Gigantyczny wzrost zakupu nowych gruntów odnotowano za to na rynku hotelowym. Trend ten obserwowany jest także w I kwartale tego roku.

Jak podkreśla ekspert Colliers International, okres od stycznia do marca jest dobrym prognostykiem dla całego roku.

 Spodziewamy się utrzymania gigantycznej dynamiki transakcyjnej w obszarze gruntów inwestycyjnych, a to za sprawą w dalszym ciągu rosnącego portfela segmentu mieszkaniowego. Widzimy pewne obawy wśród inwestorów związane głównie z próbami wdrożenia nowych legislacji prawnych i podatkowych, które mogą odbić lekko tę dynamikę transakcyjną, niemniej jednak aktywność inwestorów powinna się utrzymać na wysokim poziomie – prognozuje Emil Domeracki.

Roboty mają coraz większy wpływ na rozwój przemysłu. Wykonują już nawet trzysta czynności na minutę

Roboty mają coraz większy wpływ na rozwój przemysłu. Wykonują już nawet trzysta czynności na minutę 6

Roboty przemysłowe są coraz chętniej wykorzystywane przez przedsiębiorstwa. Na rynku pojawia się coraz więcej typów robotów, które mogą pracować w wielu branżach. Przykładem mogą być roboty wykorzystane przez naukowców z Singapuru do składania mebli z Ikei. W branży spożywczej nieocenione są roboty typu delta, wyposażone w trzy ramiona rozmieszczone co 120 stopni. Pozwalają one na pełną automatyzację żmudnych procesów produkcyjnych, takich jak układanie czekoladek w pudełkach. Na rynku pojawił się już pierwszy taki robot z czterema ramionami. Najnowszym rozwiązaniem jest zminiaturyzowana wersja robota delta. 

– Roboty typu delta służą do realizowania wszelkiego typu operacji typu pick & place, gdzie priorytetem jest bardzo duża szybkość działania. Jeśli chodzi o wagę elementów, którymi operujemy, nie jest ona specjalnie duża, poruszamy się w obszarze do pół kilograma. Takie roboty doskonale znajdują zastosowanie w przemyśle spożywczym czy w ogóle w przemyśle, który wytwarza szybko rotujące produkty. To jest bardzo dobre rozwiązanie w przypadku, kiedy zależy nam na uelastycznieniu linii, kiedy priorytetem jest możliwość produkowania niedużych serii, kiedy stawiamy na możliwość szybkiego przezbrajania linii produkcyjnych – to jest coś, czym wpisujemy się w trend przemysłu 4.0 – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Maciej Kuczyński z Omron Electronics.

Konstrukcja robota delta bazuje na trzech elementach – podstawy będącej miejscem dla zespołów napędowych, platformy z zamocowanymi narzędziami oraz zestawu trzech ramion łączących zespoły napędowe z platformą. Dzięki zastosowaniu lekkich materiałów w ramionach i umieszczeniu ciężkich zespołów napędowych w podstawie możliwe jest uzyskanie małej bezwładności ruchomych części, a tym samym otrzymanie bardzo dużych przyspieszeń. Kluczowy jest kształt ramion robota – tworzą one równoległoboki, które usztywniają chwytak, pozwalając na wierne odwzorowanie ruchu przekazanego do napędu.

Na rynek trafił już pierwszy robot delta wyposażony w cztery ramiona. Omron Quattro, dzięki dodaniu czwartego ramienia, ma zwiększony zasięg o 30 proc. Tempo operacji tego robota sięga nawet do trzystu czynności na minutę. Zazwyczaj możliwy jest ruch tylko w osiach X, Y, Z, ale niektórzy producenci wprowadzają dodatkowo funkcję obrotu platformy.

– Roboty typu delta czy w ogóle roboty realizujące zadania typu pick & place, doskonale sprawdzają się we wszelkiego typu aplikacjach, gdzie musimy układać na paletach czy opakowaniach zbiorczych pewien unikalny miks produktów, np. mieszać smaki jogurtów, układać czekoladki o różnych kształtach i smakach, zestawiać mozaiki i kontrolować ich wygląd – to są typowe zastosowania, gdzie takie roboty mogą przynieść bardzo wiele korzyści. Ideą jest wyręczyć ludzi w wykonywaniu bardzo uciążliwych, powtarzalnych czynności. Taka inwestycja może się zwrócić w bardzo szybkim czasie, rzędu nawet jednego roku – przekonuje Maciej Kuczyński.

Oprócz przemysłu spożywczego na używaniu robotów typu delta skorzystać może także przemysł medyczny i farmaceutyczny. Zarówno te branże, jak i przemysł spożywczy, w dużej mierze opierają się na automatycznej produkcji powtarzalnych i wielkoseryjnych, ale zróżnicowanych wyrobów. Możliwe jest także zastosowanie robotów delta podczas operacji chirurgicznych, a nawet w drukarkach 3D. Gama zastosowań tego typu robotów rośnie wraz z postępującym zaawansowaniem technologicznymi i miniaturyzacją.

Naukowcy z Harvardu opracowali urządzenie milliDelta. To miniaturowy robot delta, którego tempo wykonywania operacji sięga aż 75 czynności na sekundę. Efekt ten osiągnięto dzięki zamianie elektrycznych silników na mechanizmy wykorzystujące zjawisko piezoelektryczne – jedna strona malutkiego ramienia milliDelty jest naładowana dodatnio, druga zaś ujemnie. Przepływający przez nie prąd elektryczny wprawia robota w ruch, wyginając jego ramiona.

Według International Federation of Robotics rynek robotów rośnie z roku na rok. Tempo wzrostu utrzymuje się w obecnej dekadzie na poziomie ok. 12 proc. średniorocznie, a każdy kolejny rok przynosi nowe rekordy. Z danych Allied Market Research wynika, że w 2023 wartość rynku robotów przemysłowych wyniesie 70 mld dol.

Polska ma szansę być drugim Izraelem pod względem innowacyjności. Potrzebne jest jednak większe zaangażowanie państwa

Polska ma szansę być drugim Izraelem pod względem innowacyjności. Potrzebne jest jednak większe zaangażowanie państwa 7

W Polsce jest wiele dobrych pomysłów, innowacji i ludzi, którzy potrafią je wdrażać. Polski rząd próbuje teraz przyciągnąć zagraniczny kapitał i idee z zewnątrz, tak aby stymulowały rynek – mówi Yigal Erlich, legenda izraelskiej innowacyjności, założyciel jednego z największych funduszy venture capital. Zaangażowanie państwa i miliardy wpompowywane w rozwój start-upów mają się przełożyć na innowacyjność gospodarki. Ale wsparcie dla młodych, ambitnych firm to nie jest jedyny sposób, w jaki państwo może stymulować rozwój innowacji i technologii – wynika ze wspólnego raportu DNB Bank Polska i firmy doradczej PwC.

– Polski rząd jest bardzo aktywny w działaniach na rzecz rozwoju nowych technologii w różnych sektorach. My jesteśmy zaangażowani w sektor life science i mamy plany dotyczące utworzenia tu nowych funduszy typu venture capital. W mojej opinii środki te nie są jeszcze wystarczające, ale dostrzegam dobrą wolę po stronie rządu, by promować nowe technologie, szczególnie w obszarze life science, by ściągać do Polski nowe idee i nowe firmy. To właściwy kierunek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Yigal Erlich, założyciel i partner zarządzający Yozma Management & Investments.

Izraelski system wsparcia dla start-upów jest jednym z najlepiej rozwiniętych na świecie. Izrael, popularnie określany jako „Startup Nation”, na arenie międzynarodowej jest postrzegany jako kolebka innowacyjności i nowych technologii. Dla inwestorów jest równie znaczący co Dolina Krzemowa. Wielki sukces zawdzięcza rządowemu programowi wsparcia Yozma, który rozwijany jest od lat 90. W efekcie w latach 1990–2000 liczba izraelskich start-upów wzrosła dziesięciokrotnie, liczba inwestorów venture capital przekroczyła setkę, natomiast zainwestowane przez nie fundusze wzrosły trzydziestokrotnie, sięgając 1,3 bln dol.

Tamtejszy rząd bardzo aktywnie wspiera innowacje i start-upy publicznymi środkami – żaden inny kraj na świecie nie przeznacza tak dużej części swojego budżetu na badania i rozwój (ok. 4,3 proc. PKB, dla porównania w Polsce to ok. 1 proc. PKB). Izrael ma też największą liczbę inżynierów, patentów i naukowców w przeliczeniu na setkę mieszkańców. Na tamtejszym rynku działa kilkadziesiąt inkubatorów i akceleratorów finansowanych przez rząd, a sektor technologiczny zapewnia prawie jedną piątą rocznego dochodu narodowego. W ośmiomilionowym kraju działa ponad 5 tys. start-upów, podczas gdy w Polsce – czterokrotnie większej pod względem liczby ludności – jest ich ok. 2,5 tys.

– W Polsce jest wiele nowych pomysłów, innowacji i ludzi, którzy potrafią je wdrażać. Zawsze istnieje potrzeba łączenia i rozwijania firm, ale to zupełnie inna kwestia i inny problem. To właśnie próbuje robić teraz rząd, próbuje ściągać to Polski kapitał, przyciągać idee z zewnątrz, tak aby stymulowały rynek – mówi Yigal Erlich.

Legenda izraelskiego rynku venture capital, założyciel Yozma Group (jeden z największych funduszy VC skupiony na life science) i były szef naukowy w Ministerstwie Przemysłu i Handlu Izraela ocenia, że Polska ma duży potencjał dla rozwoju innowacyjności i sektora start-upów, a polski rząd robi wiele, żeby ten potencjał rozwinąć.

Początkujące firmy skupione na rozwijaniu innowacji i nowych technologii mogą pozyskać 3 mld zł z uruchomionego rok temu rządowego programu Start in Poland. Według rządowych założeń w ciągu najbliższych siedmiu lat ma dzięki niemu powstać około 1,5 tys. takich podmiotów. W ramach programu Start in Poland rząd chce też przyciągać start-upy i innowacyjne firmy zza granicy. Do tej pory, tzn. po dwóch rundach programu akceleracyjnego MIT Enterprise Forum Poland w ramach pilotażu Scale UP, 90 proc. start-upów pozyskało inwestora bezpośrednio po akceleracji.

– Wyznaczyliśmy kilka deficytowych obszarów, które wymagają wsparcia, i koncentrujemy na nich naszą działalność. To wsparcie dotyczy przede wszystkim działalności innowacyjnej, która wymaga ponoszenia pewnych kosztów i ryzyka. Tutaj rola państwa i takich narzędzi, jak Polski Fundusz Rozwoju i PFR Ventures, który wspiera młodych start-upowców, jest bardzo istotna – podkreśla Bartłomiej Pawlak, członek zarządu ds. finansów i rozwoju Polskiego Funduszu Rozwoju.

Fundusz PFR Ventures dysponuje ok. 2 mld zł (głównie funduszy europejskich) na rozwój polskiego rynku venture capital i wparcie dla młodych, innowacyjnych przedsiębiorstw. PFR Ventures nie inwestuje bezpośrednio, a pośrednio, w formule funduszu funduszy.

Rząd stymuluje rozwój innowacji i technologii nie tylko poprzez wsparcie start-upów. Dużo inwestuje też w elektromobilność – jej rozwój ma być pozytywnym impulsem dla nauki, umożliwić powstanie nowych branż, technologii oraz stworzyć cały nowy łańcuch wartości w polskim przemyśle.

W zeszłym roku przyjęto strategiczne dokumenty dotyczące rozwoju elektromobilności w Polsce, od stycznia obowiązuje też ustawa, która ma kompleksowo uregulować ten sektor. Co istotne, przy rządowym wsparciu toczą się też prace nad prototypem pierwszego polskiego e-samochodu, który trafi do małoseryjnej produkcji w 2019 roku. Rząd liczy, że pobudzi to innowacje i nowe technologie w przemyśle motoryzacyjnym.

Jak wynika z raportu „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki”, przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę doradczą PwC, w Polsce regulacje dotyczące elektromobilności są rozbudowywane, podobnie jak ma to miejsce w Norwegii. W efekcie na norweskich drogach ok. 50 proc. samochodów stanowią hybrydy i auta elektryczne.

Wspominany przez Yigala Erlicha sektor nauk medycznych i sektor farmaceutyczny w najbliższych latach również będzie prawdopodobnie kolebką polskiej innowacyjności. Autorzy raportu DNB Bank Polska i PWC zauważają, że biorąc przykład ze Stanów Zjednoczonych polski rząd nie nakłada na branżę farmaceutyczną rygorystycznych regulacji, które miałby ograniczać ceny lekarstw, ale i jednocześnie zapewnia firmom z tego sektora środki na rozwój nowych, innowacyjnych technologii.

– Rządowe regulacje na przykładzie rynku amerykańskiego skutkują zauważalną swobodą działalności firm farmaceutycznych, silną ochroną ich pozycji rynkowej i małą liczbą regulacji ograniczających możliwości w zakresie promocji leków. Pozwala to uzyskiwać koncernom farmaceutycznym relatywnie wysokie marże, co podwyższa lokalne ceny leków, ale z drugiej strony – to właśnie w USA realizowany jest istotny odsetek globalnych wydatków na badania i rozwój w branży farmaceutycznej [44 proc. w 2012 roku – red.]. W konsekwencji jest zapewniony swobodny rozwój amerykańskich przedsiębiorstw w branży, w której sukces uzależniony jest od innowacyjności działających w niej firm – mówi Łukasz Gołębiewski, ekspert w biurze TMT i Przemysłu Farmaceutycznego, DNB Bank Polska.

Jak wypełnić wniosek urlopowy?

Chociaż przepisy Kodeksu Pracy nie mówią o tym wprost, to przyjęło się, że pracownik starający się o urlop powinien wystąpić ze stosownym wnioskiem. Jak go przygotować? I czy zostają nam tylko tradycyjne sposoby, aby to zrobić?

Ważne informacje

Przepisy nie pozostawiają wątpliwości – pracownik każdego miesiąca uzyskuje prawo do urlopu – w wymiarze 1/12 przysługującego mu po przepracowanym roku. Warto jednak wiedzieć, że samo złożenie wniosku urlopowego jeszcze nic nie oznacza. Nie jest powiedziane, że pracodawca przystanie na naszą propozycję i zaakceptuje wybrany przez nas termin. Dopiero gdy to zrobi, pracownik może korzystać z tego czasu wolnego.

Wypełnianie wniosku

Wniosek urlopowy, jak wiele pism tego typu, powinien zawierać szereg informacji. W pierwszej kolejności musimy pamiętać o podstawowych danych, czyli imieniu, nazwisku i zajmowanym stanowisku. Musi być określone miejsce sporządzenia wniosku oraz dane firmy (ewentualnie dane osoby), do jakiej jest kierowany wniosek. W dalszej części piszemy w nim prośbę o urlop, określamy termin, w jakim chcemy z niego korzystać oraz łączną liczbę dni roboczych, którą będziemy przebywać na urlopie. Wszystkie te informacje potwierdzamy podpisem.

Nowoczesny sposób wypełniania

Tak wygląda tradycyjne wypełnianie wniosku, ale coraz więcej firm od tego odchodzi, zamieniając ten sposób na coś bardziej nowoczesnego – na program inEwi do łatwego składania Wniosków Urlopowych. Tak samo szybko i sprawnie są one rozpatrywane, dzięki czemu ta procedura nie wydaje się tak uciążliwa, jak dawniej. Łatwo sprawdzić, ile dni urlopowych nam jeszcze zostało, czy nasz wniosek został zaakceptowany, czy odrzucony, co gwarantuje szybki obieg informacji w przedsiębiorstwie. Ale to nie wszystko!

Pełna automatyzacja

Aplikacja ułatwia życie całej firmy, bo nie trzeba, jak wcześniej marnować czasu na wypełnianie, składanie i analizowanie wniosku. Teraz zajmuje się tym program, na przykład przypisuje się zatrudnionemu dni przysługującego mu urlopu, a inEwi automatycznie wylicza liczbę wykorzystanych, jak i tych dni urlopu, które jeszcze pozostały. Albo umożliwia zamianę przepracowanych nadgodzin z okresu rozliczeniowego na urlop typu “Wolne za nadgodziny”. Każdy pracownik jest na bieżąco powiadamiany (za pomocą SMS-ów czy e-maili) o swoim wniosku urlopowym, więc może w tym czasie zająć się bardziej pilnymi sprawami i spokojnie czekać na decyzję.

Warto pomyśleć o takim unowocześnieniu swojej firmy, bo tylko takie podmioty zyskują na jakości. A to przekłada się na lepszą organizację pracy, która wpływa pozytywnie na każdego pracownika.

FinTech & InsurTech Digital Congress 2018 – Trendy w sektorze FinTech i InsurTech

Krajowe sektory FinTech oraz InsurTech dynamicznie się rozwijają. Polskie firmy stają się atrakcyjnymi partnerami biznesowymi na arenie międzynarodowej. Jakie są aktualne trendy światowego rynku? 10 i 11 maja podczas wiosennej edycji FinTech & InsurTech Digital Congress światowi eksperci będą rozmawiać na temat przyszłości sektora finansów i ubezpieczeń.
FinTech-&-InsureTech_1200x900-tapetka-PL

Odpowiedź na zmiany rynku

10 i 11 maja 2018 w The Westin Warsaw Hotel odbędzie się IV edycja elitarnego forum wiedzy FinTech & InsurTech Digital Congress. Wydarzenie jest odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku na merytoryczną wiedzę z zakresu nowych technologii oraz finansów. “Uważam, że tego typu wydarzenia jak FinTech & InsurTech Digital Congress są bardzo wartościowe. Tu można w szybki i efektywny sposób zapoznać się z najnowszymi trendami i ich wpływem na klientów i biznesy. Ilość i tempo powstawania nowych rozwiązań, często wzajemnie powiązanych, otwiera olbrzymie szanse, ale może być także przytłaczająca. Taka konferencja, skupiona na aspektach praktycznych,  daje szanse na głębsze poznanie tych trendów, wymianę doświadczeń, poznanie innych osób, które być może w tej samej technologii eksperymentują i nawiązywanie wzajemnie synergii biznesowych, które pomagają z tych technologii skorzystać najbardziej efektywnie.”“- mówi Dorota Zimnoch, Międzynarodowy Ekspert branży FinTech oraz InsurTech.

Solidna dawka wiedzy

FinTech & InsurTech Digital Congress organizowany przez MMC Polska to elitarny szczyt biznesowy, na którym podejmowane są zagadnienia dotyczące szans i zagrożeń cyfrowego świata, technologii blockchain, zastosowania chatbotów, sztucznej inteligencji, regulacji, machine learning czy sposobów transakcji. FinTech & InsurTech Digital Congress to solidna dawka merytorycznej wiedzy.

Wśród Prelegentów tej edycji Kongresu znajdują się m.in.:

dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu, BIK, Sonia Wędrychowicz–Horbatowska, Former COO DBS Digital Bank and Head of API and Singapore Consumer Bank Technology, Janusz     Cieszyński, Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Zdrowia, James     Hickson, CEO    MASH, Laurent     Nizri    CEO, Alteir Consulting (France), Adam    Rozwadowski, Prezes Zarządu, Enel-Med SA, Tobias     Sonndorfer, Client Executive, Munich Re, Ewa    Wernerowicz, Prezes Zarządu, Vivus Finance.

Rozdanie nagród FinTech & InsurTech Awards

10 maja podczas Wielkiej Gali FinTech & InsurTech Night zostaną przyznane nagrody w konkursie FinTech & InsurTech Awards. Wyróżnienia przyznawane są zarówno firmom oraz ich przedstawicielom z branży fintech, insurtech, bankowości tradycyjnej, ubezpieczeń i branży pożyczkowej, którzy zaproponowali najciekawsze rozwiązania technologiczne w swoich branżach. Zwycięzcy zostaną wybrani przez niezależna Kapitułę Konkursową w poniższych kategoriach:

  • FINTECH AWARD
  • INSURTECH AWARD
  • BLOCKCHAIN TECHNOLOGY AWARD
  • BEST LENDING SOLUTION
  • BEST PAYMENT SOLUTION

Zapraszamy do odwiedzenia strony wydarzenia www.fintechdigitalcongress.pl oraz mediów społecznościowych: Facebook, Twitter, LinkedIn.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Wydarzeniem nadchodzącego tygodnia będzie posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, gdzie inwestorzy będą doszukiwać się informacji, czy ostatnia słabość w danych strefy euro osłabiła zapał banku do normalizacji polityki monetarnej. Podkreślenie ostrożnego nastawienia może podkopać zaufanie do euro. Poza tym decyzje monetarne będą podejmować banki centralne w Szwecji i Japonii. Z danych najciekawiej zapowiadają się wstępne szacunki indeksów PMI z Eurolandu, Ifo z Niemiec, inflacja z Australii oraz pierwsze wyliczenia PKB za I kw. z Wielkiej Brytanii i USA.

Przyszły tydzień: PKB z USA, Conference Board, EBC, PMI z Eurolandu, PKB z Wlk. Bryt., Riksbank, BoJ, CPI z AU

W USA PKB za I kw. (pt) powinien wskazać sezonowe spowolnienie tempa wzrostu (do 2 proc. z 2,9 proc.) głównie ze względu na niską dynamikę konsumpcji prywatnej (słabe wyniki sprzedaży detalicznej w styczniu i lutym), ujemny wkład handlu zagranicznego i słabsze inwestycje na rynku mieszkaniowym. Mimo spodziewanego spowolnienia, nastroje wśród konsumentów pozostają podwyższone, a wskaźniki aktywności biznesu są solidne. Pierwsze powinno zostać potwierdzone przez indeks Conference Board (wt) i Uniwersytetu Michigan (pt), a drugie – w odczytach PMI (pon). Dane o zamówieniach na dobra trwałe (czw) za marzec będą przymiarką do danych o PKB. USD wciąż ma problem zyskać na lepszych odczytach, ale pozostaje wrażliwy na rozczarowania. Bez tego przycichnięcie negatywnych tematów politycznych wokół USD (śledztwo Muellera, spory USA z Rosją i Chinami) powinno mu pozwolić na stopniowe umocnienie.

W strefie euro mamy posiedzenie EBC (czw), po którym jednak nie oczekujemy wielu informacji. Ostatnia seria danych z gospodarki Eurolandu wypadała poniżej oczekiwań, co raczej powstrzyma bank od komunikowania zmiany nastawienia. Mimo to dyskusja o tym, co zrobić z programem QE po wrześniu powinna mieć miejsce już teraz, choć kluczowych rozstrzygnięć. Na konferencji prasowej może częściowo zbagatelizować słabsze dane, ale jednocześnie podtrzyma ostrożne nastawienie determinowane przez napływające dane. Rynek nie liczy na jastrzębie niespodzianki z EBC, ale zbyt duża gołębiość Draghiego może pogłębić cofnięcie. Spośród danych wstępne szacunki PMI (pon) i niemiecki Ifo (wt) będą budować tło przed posiedzeniem z większymi szansami na słabsze odczyty.

W Wielkiej Brytanii najważniejszym raportem będzie wstępny szacunek PKB za I kw. (pt). Konsensus zakłada spowolnienie do 0,3 proc. k/k z 0,4 proc. w IV kw. ’17., głównie pod wpływem trudnych warunków atmosferycznych, stąd słabszy wynik nie oznacza jeszcze problemów gospodarki. Sądzimy, że rynek przereagował z interpretacją ostrożnego tonu czwartkowej wypowiedzi prezesa BoE Carneya. Majowa podwyżka stopy procentowej wciąż jest wysoce prawdopodobna. Od strony fundamentalnej dane w tym tygodniu nie zmieniły nic na negatywną stronę (wyższe płace realne, inflacja i sprzedaż zaburzone wpływem pogody), stąd GBP ma potencjał do odreagowania spadków i odbudowania oczekiwań przed majowym posiedzeniem BoE.

W Szwecji Riksbank utrzyma stopę procentową bez zmian, a z uwagi na słabość inflacji jest prawdopodobne, że bank w swojej projekcji ścieżki stopy procentowej odroczy sugerowany termin pierwszej podwyżki. Ostatnia fala wyprzedaży SEK wiązał się z negatywną rewizją oczekiwań w odniesieniu do polityki monetarnej i gołębi wydźwięk posiedzenia może być już w większości zdyskontowany.

Dane o sprzedaży detalicznej (pon) i stopie bezrobocia (śr) z Polski powinny podkreślić sezonowe efekty marca – przedświąteczny wzrost zakupów i poziomowy wzrost miejsc pracy w rolnictwie. To nie wystarczy, by wyraźnie wzmocnić złotego i rynek czeka na impuls z rynków zewnętrznych, a do tego czasu EUR/PLN na powrót utknął w nudnej konsolidacji.

W Japonii tydzień przynosi posiedzenie BoJ (czw-pt). Oczekujemy, że bank pozostawi parametry polityki monetarnej bez zmian, jak również komunikat obędzie się bez sugestii prędkiej zmiany strategii. Inflacja pozostaje ok. 1 pkt proc. poniżej celu, co hamuje zapędy na rzecz normalizacji polityki. Przy rynkach pozostających w trybie risk-on USD/JPY jest ciągnięty na wyższe poziomy, choć niemrawe tempo wzrostów poddaje w wątpliwość jakość popytu.

W Australii w centrum uwagi będzie odczyt CPI za I kwartał (wt). Konsensus przewiduje 0,5 proc. k/k, podciągając dynamikę roczną (prog. 2 proc.) w cel inflacyjny 2-3 proc. RBA skupia się na podniesieniu inflacji do środka zakresu, więc wyższy odczyt i przyspieszenie tego procesu może ożywić dyskusję o podwyżce. Spadek obaw o wojny handlowe oraz rajd metali przemysłowych budują silną argumentację za odbudowaniem siły AUD. W Nowej Zelandii mamy bilans handlowy (pt) z oczekiwaniami utrzymania nadwyżki. NZD może korzystać na poprawie apetytu na ryzyko, jednak słaby odczyt CPI za I kw. będzie kotwicą przy brak postaw do zmiany nastawienia RBNZ.

W Kanadzie kalendarz jest prawie pusty jedynie z drugorzędną sprzedażą hurtową (pon). Po gołębim odbiorze decyzji BoC w tym tygodniu rynek wycofał część długich pozycji w CAD, jednak po danych nie widać, aby fundamenty uległy wyraźnej zmianie, a przy systematycznie malejącym ryzyku negatywnego finału negocjacji Nafta, CAD wciąż ma potencjał do aprecjacji w średnim terminie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Główne zagrożenia dla przedsiębiorstw w związku z wprowadzeniem RODO w Polsce w maju 2018 r.

Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (w skrócie „RODO”) zacznie obowiązywać w Polsce już 25 maja 2018 r. Nowe regulacje dotyczące ochrony danych osobowych znacząco wpłyną na komfort życia polskich przedsiębiorców, bo to na nich spocznie odpowiedzialność za ich wdrożenie.

RODO niezrozumiałe dla przedsiębiorców

Wprowadzenie RODO do polskiego systemu prawnego wiąże się z koniecznością dostosowania przepisów krajowych do nowego, obowiązującego w całej Unii porządku. Ministerstwo Cyfryzacji we wrześniu 2017 r. opublikowało projekt ustawy o ochronie danych osobowych. Od tego czasu zmieniał się on kilkukrotnie. W ramach przeprowadzonych konsultacji pojawiły się głosy przedsiębiorców, że nowe regulacje mogą być niezrozumiałe dla podmiotów zobowiązanych do ich stosowania. W obliczu rosnącej liczby odnotowanych przypadków wycieku danych poufnych – zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym – nowa ustawa powinna precyzować warunki zabezpieczania takich danych przed ich udostępnieniem osobom nieupoważnionym, zabraniem przez osobę nieuprawnioną, przetwarzaniem z naruszeniem ustawy, a także przed ich zmianą, utratą, uszkodzeniem lub zniszczeniem. Tymczasem proponowana ustawa w aktualnym brzmieniu nie daje w tym zakresie miarodajnych odpowiedzi.

Odpowiedzialność spoczywa na przedsiębiorcach

Projektowana ustawa rozszerza odpowiedzialność cywilną przedsiębiorców z tytułu ochrony danych, wprowadzając nowe i bardziej restrykcyjne sankcje za uchybienie obowiązkom ochrony danych osobowych. Co gorsza, rozporządzenie nie będzie zawierało ich precyzyjnego, zamkniętego katalogu. Firmy zostaną zmuszone, by wdrożyć odpowiednie środki zabezpieczające dane, ale nie dostaną żadnych wytycznych, w jaki sposób ocenić, które ze środków zastosować. RODO zawiera jedynie lakoniczne stwierdzenie, że „uwzględniając stan wiedzy technicznej, koszt wdrażania oraz charakter, zakres, kontekst i cele przetwarzania oraz ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych o różnym prawdopodobieństwie wystąpienia i wadze zagrożenia, administrator i podmiot przetwarzający wdrażają odpowiednie środki techniczne i organizacyjne, aby zapewnić stopień bezpieczeństwa odpowiadający temu ryzyku”.

Korzystniej dla klientów, trudniej dla przedsiębiorców

Równocześnie szereg nowych uprawnień został nadany osobom, których dane są przedmiotem regulacji. Projekt nowelizacji przewiduje wprowadzenie zasady przenoszalności danych osobowych, prawa do bycia zapomnianym oraz wymogu odebrania zgody rodzica na przetwarzanie  danych dziecka.

Prawo przenoszalności danych osobowych daje możliwość żądania przeniesienia własnych danych z jednego podmiotu do innego. Prawo do bycia zapomnianym wiąże się, co do zasady, z koniecznością usunięcia na żądanie zainteresowanego wszystkich informacji na jego temat z posiadanych przez przedsiębiorcę baz danych. Wymóg zgody rodzica na przetwarzanie  danych dziecka w związku ze świadczeniem usług via Internet nałoży z kolei na przedsiębiorców obowiązek utworzenia dodatkowych formularzy i określenia sposobów korespondencji pomiędzy nimi a klientami.

Nieprzemyślane działanie rządu

Obecnie silna jest tendencja do szybkiego wprowadzania zmian, często bez gruntownego przemyślenia ich konsekwencji. Nowe akty prawne powstają w pośpiechu, pod wpływem określonych wydarzeń, a nie jako owoc długoletniej praktyki i dokładnych analiz. To z kolei prowadzi do licznych absurdów w polskim ustawodawstwie. Za jeden z nich należy uznać planowany sposób wprowadzenia RODO. Czytając proponowany projekt ustawy, można mieć obawy, że przedsiębiorcy „utoną” w gąszczu niejasnych przepisów związanych z ochroną danych osobowych, a obowiązki takie jak „regularne testowanie, mierzenie i ocenianie środków technicznych i organizacyjnych mających zapewnić bezpieczeństwo przetwarzania” oraz „zdolność do ciągłego zapewnienia poufności, integralności, dostępności i odporności systemów i usług przetwarzania” przerosną wielu uczestników obrotu gospodarczego.

Nieznajomość prawa może zaszkodzić, i to bardzo

Wdrożenie w firmie regulacji unijnego rozporządzenia już dziś spędza przedsiębiorcom sen z powiek. Wymaga to bowiem nie tylko poniesienia pewnych nakładów finansowych, ale i posiadania właściwej wiedzy. By dobrze przygotować się na 25 maja, kiedy wejdą w życie nowe przepisy, i zapewnić odpowiednią ochronę majątku firmy, niezbędne może okazać się przeprowadzenie audytu w przedsiębiorstwie, który pozwoli określić, gdzie i w jakim zakresie należy wdrożyć odpowiednie wymogi wynikające z RODO.

Zapewnienie żądanego przez RODO odpowiedniego stopnia ochrony danych wymaga opracowania kompleksowych procedur, polityk, rejestrów, m.in. polityki ochrony danych osobowych. W razie uchybienia obowiązkom wynikającym z RODO firma może się narazić na wysokie kary finansowe – do 20 mln euro lub do 4% wartości rocznego światowego obrotu przedsiębiorstwa. Tak restrykcyjne kary będą mogły zostać nałożone przez polskie organy. Podobnie jak we wszystkich gałęziach prawa, również i w tym przypadku przy wymierzaniu kary doniosłe znaczenie będzie mieć to, czy dochowano należytej staranności oraz czy działanie było umyślnie zawinione. A z racji tego, że przedsiębiorcy są uważani za profesjonalnych uczestników obrotu gospodarczego, trudno przypuszczać, by zostali potraktowani ulgowo, jeśli tłumaczą naruszenie RODO nieumyślnością czynu czy też nieznajomością prawa.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Będzie można odzyskać pieniądze pomyłkowo przelane na niewłaściwe konto

Propozycje zmian przedstawił sam prezydent. Za niewiele mówiącą nazwą aktu prawnego kryje się tak naprawdę ustawa o błędnych przelewach, ułatwiająca dochodzenie należności w przypadku, w którym płatnik dokona transakcji płatniczej wykonanej z użyciem nieprawidłowego unikatowego identyfikatora tj. np.: wykona przelew na niewłaściwe konto – mówi Adrian Zwoliński, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Dostawca usług płatniczych płatnika, przykładowo bank, po otrzymaniu informacji o pomyłce, rozpocznie procedurę, która może obejmować m.in. poinformowanie odbiorcy kwoty o pomyłce płatnika i możliwości dokonania zwrotu kwoty transakcji na specjalny rachunek tzw. ,,rachunek zwrotu”, z którego to następnie zwrócona kwota zostanie przelana z powrotem na konto płatnika. Z kolei w przypadku niedokonania zwrotu omyłkowo przelanej kwoty przez odbiorcę, dostawca usług płatniczych płatnika przekaże mu takie dane jak imię i nazwisko odbiorcy czy jego adres w celu umożliwienia płatnikowi dochodzenia kwoty transakcji płatniczej.

– Mechanizm ustawy umożliwia nie tylko polubowne rozwiązanie problemu, lecz także dochodzenie swoich praw na drodze sądowej w przypadku odmowy zwrotu omyłkowo przelanej kwoty. Osoba, która omyłkowo przelała kwotę, znając dane odbiorcy, będzie mogła wystąpić do sądu z roszczeniem z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia. Z kolei informacja o omyłkowym przelewie, którą w trakcie procedury uzyska odbiorca, może zapobiec skutkowi z art. 409 kodeksu cywilnego czyli bezzwrotnej konsumpcji bezpodstawnego wzbogacenia – dodaje Adrian Zwoliński z Konfederacji Lewiatan.

Bitcoin już przetrwał najgorsze

Najpopularniejsza z kryptowalut jeszcze w połowie grudnia kosztowała ponad dwukrotnie więcej niż obecnie. Jednak już w zestawieniu z ceną sprzed roku czy dwóch bitcoin, mimo wszystkich zawirowań, wielokrotnie zyskał na wartości. A z Doliny Krzemowej w USA dochodzą głosy o konieczności zwolnienia z regulacji, które mogłyby wstrzymać rozwój kryptowalut – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Aktualna (z 20 kwietnia) cena bitcoina – ok. 8,3 tys. dolarów – wynosi o jakieś 11,5 tys. dol. mniej niż w czasie szczytów cenowych z połowy grudnia ub.r. Były to także szczyty popularności zarówno tej, jak i innych kryptowalut, a temat nie schodził z pierwszych stron.

Później nastąpiły spadki wywołane przez szereg różnych czynników. Najważniejsze można sprowadzić do spadającego popytu w następstwie zaostrzenia krajowych regulacji. Utrudnia to handel i osiąganie zysku zarówno inwestorom, jak i firmom oferującym usługi oparte na kryptowalutach. Znaczenie odgrywała także ataki hakerskie na kryptowalutowe giełdy oraz zakazy reklam wprowadzane przez internetowych gigantów.

Większy poziom regulacji, czyli to, co w krótkim okresie zbija ceny kryptowalut, w dłuższej perspektywie może zwiększać transparentność, a co za tym idzie – także bezpieczeństwo, potencjalnie przyczyniając się także do stabilnego rozwoju rynku i zastosowania kryptowalut w życiu codziennym. Nie wszyscy jednak, nawet wśród inwestorów, których w zamierzeniu te regulacje mają chronić, chcą większego nadzoru.

Jak dowiedział się dziennik “The Wall Street Journal”, przedstawiciele jednych z najbardziej znanych firm venture capital z Doliny Krzemowej spotkali się z Komisją Papierów Wartościowych i Giełd (SEC – odpowiednik polskiej Komisji Nadzoru Finansowego) pod koniec marca, lobbując za zluzowaniem regulacji wiszących nad rynkiem kryptowalut wobec ich produktów, które są powiązane z kryptowalutami.

Wspomniani inwestorzy chcieliby wyłączenia ich z tych regulacji, gdyż wskazują, że mogą mieć one daleko idące konsekwencje dla całej branży. W znacznym stopniu miałyby tłumić innowacje na cały czas dynamicznie rozwijającym się rynku. “WSJ” podaje, że wspomniani inwestorzy zatrudnili “największe talenty z dziedziny polityki i prawa”, aby lobbować w kręgach rządowych i regulatorów finansowych benefity, jakie można osiągnąć z dobrowolnych standardów, w przeciwieństwie do narzuconej z góry rządowej regulacji.

Część z tych regulacji jest najprawdopodobniej potrzebna, aby rynek rozwijał się “zdrowo”, choć niekoniecznie w tak zastraszającym tempie. Wspomniani inwestorzy kierują się w największej mierze chęcią osiągania jak najwyższej stopy zwrotu, co dodatkowe regulacje mogą utrudniać. Prawdopodobnie także część z implementowanych regulacji nie będzie od razu adekwatna.

Tego typu rozmowy z “biznesem” mogą z czasem przynieść efekty w postaci właściwych regulacji, które pozwolą kryptowalutom “rozwinąć skrzydła”, eliminując przy tym większość zagrożeń. Rynek kryptowalut, podobnie jak bitcoin, może czekać na efekt tego typu rozmów oraz na to, jak wspomniane regulacje będą w niedługiej przyszłości wyglądać. Cena tej najpopularniejszej z kryptowalut znajduje się cały czas w stosunkowo wąskim (wartościowo) przedziale wahań – od półtora miesiąca nie przekroczyła 10 tys. dolarów, a dolne ograniczenie znajduje się nieco powyżej 6 tys. dolarów, blisko najniższego poziomu od połowy listopada.

Cena od grudnia spadła o ponad połowę, ale jeden bitcoin nadal jest wart sześciokrotnie więcej niż dokładnie rok temu. Pozytywnie należy odbierać fakt, że pomimo implementacji regulacji przez wiele krajów, ataków hakerskich szacowanych na setki milionów dolarów, cena bitcoina (poniekąd wyznaczniki dla całego rynku) przestała gwałtownie spadać. Większa transparentność i regulacje, które rzeczywiście będą usprawniały rozwój kryptowalut, mogą zatem powodować stopniowy wzrost cen w dłuższej perspektywie czasowej. Ale jak przystało na kryptowaluty, należy po prostu spodziewać się istotnych wahań.

Kurs franka szwajcarskiego – koniec silnej przeceny

Marcin Kiepas, analityk rynków finansowych
Marcin Kiepas

Inwestorzy wykorzystują spadek kursu CHF/PLN poniżej 3,47 zł do kupna szwajcarskiej waluty. Kusi nie tylko spadek jej notowań o 15 gr w miesiąc, ale też i prawdopodobny koniec przeceny franka.

O godzinie 11:32 kurs CHF/PLN testował poziom 3,4795 zł, rosnąc o 0,5 gr w stosunku do wczorajszego zamknięcia.

Szwajcarski frank rozpoczął dzień od spadku do 3,4684 zł, tym samym wyznaczając nowe ponad 3-letni dołek. Podobnie jednak jak wczoraj, poziomy poniżej 3,47 zł zostały wykorzystane do zakupów tejże waluty. To nie przypadek. Potencjał spadków na CHF/PLN praktycznie już się wyczerpał. W najbliższym czasie frank nie powinien kosztować mniej niż 3,4580 zł. I to z kilku powodów.

Przełom marca i kwietnia przyniósł zdecydowane umocnienie złotego do koszyka walut. Inwestorzy zupełnie zignorowali odsuwającą się perspektywę podwyżek stóp procentowych w Polsce (o ile w ogóle do nich dojdzie) i skoncentrowali się na dobrych wynikach gospodarki i budżetu, a także poprawie sentymentu na rynkach światowych. To zbiegło się w czasie z mocną przeceną szwajcarskiego franka w relacji do euro, która została zapoczątkowana w ostatnich dniach lutego, a w kwietniu skutkowała najpierw przełamaniem przez EUR/CHF szczytu ze stycznia br. (1,1832), a następnie powrotem do bariery 1,20, która to Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) długo bronił przed pamiętnym 15 stycznia 2015 roku.

Wykres dzienny EUR/CHF

EURCHF+DailyW efekcie umocnienia złotego i przeceny franka, kurs CHF/PLN spadł z poziomów powyżej 3,62 zł w drugiej połowie marca do 3,4684 zł dziś rano i znalazł się najniżej od grudnia 2014 roku. To prawdopodobnie już kres spadków tej pary lub też taki dołek jest bardzo blisko i nie powinien być pogłębiony o więcej niż 1 grosz.

Wykres dzienny CHF/PLN

CHFPLN+DailySkąd powyższe wnioski? Wynikają one zarówno z oceny fundamentalnej, jak i oceny sytuacji na wykresach poszczególnych par walut.

Po pierwsze, co wcześniej już można było dostrzec w notowaniach EUR/PLN, pozytywne czynniki wspierające złotego zostały już całkowicie zdyskontowane. Jednocześnie wciąż ryzykiem pozostaje, wprawdzie ignorowana obecnie, gołębia polityka Rady Polityki Pieniężnej. Drugim ryzykiem jest coraz bardziej dostrzegalne w Europie Zachodniej wyhamowanie silnego wzrostu gospodarczego, co w pewnym momencie zacznie być odczuwalne w Polsce, przekładając się na gorsze odczyty wskaźników makroekonomicznych.

Po drugie, marcowo-kwietniowo wzrosty EUR/CHF doprowadziła notowania tej pary do poziomu 1,20, który jest nie tylko ważnym psychologicznym oporem, ale też i poziomem bronionym przed 15 stycznia 2015 roku przez SNB. To wszystko sprawia, że naturalna wydaje się pokusa realizacji zysków na tym poziomie. Oczywiście bez rozstrzygania o tym, czy trend wzrostowy na EUR/CHF będzie kontynuowany w długim terminie czy się zakończy.

Oczekiwane zatrzymanie wzrostów EUR/CHF w okolicy 1,20, przy jednoczesnym wyhamowaniu spadków EUR/PLN na poziomie 4,15 zł, wyznacza potencjalny dołek notowań CHF/PLN  na poziomie 3,4580 zł.

Podsumowując, dołek na franku został wyznaczony lub lada chwila to nastąpi. Dlatego w perspektywie miesiąca bardziej prawdopodobne jest odbicie w kierunku 3,50-3,52 zł niż spadek poniżej 3,45 zł. Sprawą otwartą zaś pozostaje kontynuacja długoterminowego, mającego swój początek w grudniu 2016 roku, trendu spadkowego na CHF/PLN. To wciąż realny scenariusz.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, niezależny analityk

Stopy procentowe w USA. Ropa na szczytach

Dalsze wzrosty stóp procentowych w USA jeszcze w tym półroczu. Francja strajkuje przeciwko reformom prezydenta. Ropa naftowa wciąż pnie się w górę.

Stopy procentowe w USA w górę już w czerwcu

Patrząc na zachowanie inwestorów w ciągu ostatnich dni nie ma wątpliwości, że oczekują oni, że majowe spotkanie FED nie przyniesie zmian. Z drugiej strony widać niemal pewność, że wzrosną one w czerwcu. W obydwóch przypadkach prawdopodobieństwo wynikające z wyceny kontraktów terminowych na stopę procentową przekracza 95%. Przy takich szansach można traktować to niemal jak pewniki. Komitet Otwartego Rynku dba o bycie wiarygodnym partnerem w związku z czym stara się zapowiadać wcześniej swoje decyzje i unikać niespodzianek. Co dla dolara oznacza ta sytuacja? Jeżeli stopy procentowe będą tak przewidywalne inwestorzy będą mogli z wielotygodniowym wyprzedzeniem przygotowywać swoje pozycje walutowe zatem wpływ samych posiedzeń będzie niewielki. Z drugiej strony rosnące stopy procentowe są sygnałem umacniającym dolara wobec innych walut.

Strajki we Francji

Prezydent Emmanuel Macron jest znów pod ostrzałem. Strajki co prawda nie mają skali paraliżującej kraj, ale społeczeństwo nie jest pozytywnie nastawione do obecnych planów reform. W ramach zmian ma zostać zredukowane 120 tysięcy miejsc pracy z 5,4 miliona zatrudnionych przez sektor publiczny. Warto zwrócić uwagę, że zainteresowanie strajkami powoli przygasa. Na obecnych protestach pojawiło się nawet zdaniem organizatorów 40% mniej osób niż na poprzednich.

Ropa najdroższa od 3 lat

Wczoraj ropa osiągnęła najwyższe poziomy od ponad 3 lat. Jednym z powodów są wciąż malejące zapasy ropy za oceanem. Oznacza to, że jeśli USA będą chciały je uzupełnić cena powinna dalej rosnąć. Jeszcze rok temu ropa naftowa znajdowała się okolicach 50 dolarów. Dzisiaj zbliża się do 70 dolarów. Rosnące ceny czarnego złota powinny w niedługim czasie stać się problemem dla światowej gospodarki. Powodem będą rosnące koszty środków transportu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – Niemcy -wystąpienia szefa Bundesbanku,
  • 14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
  • 19:00 – USA – liczba wież wiertniczych,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jak opanować stres przed rozmową kwalifikacyjną?

„Każdej rozmowie kwalifikacyjnej towarzyszą emocje. Ważne jednak, aby mieć je pod kontrolą i nie pozwolić, aby wzięły nad nami górę. Stres można opanować myśląc pozytywnie i nie porównując się do innych kandydatów” – radzi Aleksandra Pocheć, ekspertka serwisu pracy MonsterPolska.pl.

Rozciąganie o poranku

Sukces zaczyna się od mechanizmów chemii mózgu. Dlatego tak ważne jest, aby nasz mózg wprowadzić w dobry nastrój już od rana. Nie zrywajmy się z łóżka, wstańmy spokojnie i rozciągnijmy całe ciało. Zróbmy kilka głębokich wdechów i wydechów. Nasz mózg na dzień dobry otrzyma sporą dawkę tlenu.

Relaksująca muzyka i dobre śniadanie

Szykując się na rozmowę kwalifikacyjną, włączmy spokojną, przyjemną dla ucha muzykę. Nieśpiesznie weźmy prysznic i zjedzmy śniadanie. Czasem stres odbiera nam apetyt, ale spróbujmy mimo wszystko zjeść pożywną kanapkę lub owsiankę. Ostatecznie zjedzmy kostkę czekolady. Mózg musi zacząć wytwarzać endorfiny, które z kolei sprawią, że poczujemy się szczęśliwi.

Idealny wygląd

Pewności siebie dodaje świadomość, że dobrze się prezentujemy. Dlatego nie pozostawiajmy wyboru ubrania na dzień, w który idziemy na rozmowę kwalifikacyjną. Lepiej uprać i wyprasować ubranie na kilka dni wcześniej, aby czekało na dzień rozmowy. Poczucie, że wszystko mamy pod kontrolą, nie daje pola do popisu panice.

Lokalizacja miejsca

„Najgorszy scenariusz na rozmowę kwalifikacyjną to taki, w którym spóźniamy się na nią, bo nie możemy trafić pod wskazany adres. Dlatego są dwa wyjścia, aby nie dopuścić do takiej sytuacji. Albo wcześniej możemy zlokalizować siedzibę firmy, albo powinniśmy wyjść na tyle wcześnie, abyśmy się nie spóźnili” – mówi Aleksandra Pocheć. „Nie warto polegać jedynie na nawigacji w telefonie, który może się rozładować bądź stracić zasięg internetu. Lepiej zapisać adres na kartce oraz wydrukować mapę dojazdu. Poczucie, że jesteśmy przygotowani na każdą sytuację, bardzo uspokaja” – dodaje.

Przygotowanie

Odpowiadając na zaproszenie firmy, warto przygotować się na takie spotkanie. Zadanie podstawowe obejmuje zapoznanie się z informacjami o firmie na stronie internetowej. Poza tym w myślach warto przećwiczyć odpowiedzi na popularne pytania z rozmów kwalifikacyjnych m.in. jakie są pana/i zalety i wady? Gdzie się pan/i widzi za pięć lat? Dlaczego chce pan/i u nas pracować? Czasem najprostsze pytania, na rozmowie kwalifikacyjnej wydają się niezwykle podchwytliwe, dlatego lepiej się przygotować i mieć stres pod kontrolą.

Myślenie o sukcesie

„Wielu ludzi idąc na rozmowę kwalifikacyjną myśli „nie chcę się nastawiać, że dostanę pracę”. Nie popełniajmy tego błędu. Nastawiajmy się i wizualizujmy swój sukces. Takie pozytywne myślenie minimalizuje stres i dodaje pewności siebie podczas rozmowy. Jeśli jesteśmy przekonani o swoim sukcesie, łatwiej będzie nam przekonać innych. Nigdy nie porównujmy się do innych kandydatów” – przekonuje Pocheć z MonsterPolska.pl.

Na szczęście

Jeśli jesteśmy przesądni, wierzymy, że szczęście przyniesie nam wisiorek z czterolistną koniczynką, załóżmy go. Świadomość, że mamy przy sobie nasz szczęśliwy przedmiot, pomoże nam lepiej się zaprezentować.

Brak eksperymentów

Podczas rozmowy kwalifikacyjnej musimy się czuć bezpiecznie, dlatego tego dnia nie eksperymentujmy. Jeśli na co dzień nosimy fryzurę z przedziałkiem na lewo, uczeszmy się tradycyjnie. Nie zmieniajmy też radykalnie koloru włosów na dzień przed rozmową. Takie zmiany mogą nas niepotrzebnie zestresować i odebrać pewność siebie. Jeśli uważamy, że mamy fatalne włosy i niedobraną fryzurę dokonajmy zmian, ale choć na tydzień przed rozmową kwalifikacyjną. W tym czasie zdążymy oswoić się z nowym wizerunkiem.

Niezależnie od fryzury, ubrania i wydrukowanej mapy dojazdu, należy zabrać ze sobą na rozmowę uśmiech i dobre maniery. Pozytywne nastawienie pomaga wybrnąć nawet z trudnych sytuacji i sprawia, że łatwiej opanować stres.

Kurs funta zaliczył silny spadek

Wczoraj wieczorem funt zaliczył silną przecenę, gdyż rynek wystraszył się ostrożnego tonu w wywiadzie prezesa Banku Anglii Carneya, co zostało odebrane jako obniżenie szans na podwyżkę stopy procentowej na majowym posiedzeniu. Jednak szczegółowa analiza jego wywiadu sugeruje mi większy optymizm w stosunku do przyszłej polityki BoE, a konsekwencji wobec funta.

Carney stwierdził w wywiadzie, że podwyżka stopy procentowej jest „prawdopodobna jeszcze w tym roku”. Nie było tu żadnego wykluczenia majowego terminu, ale też potwierdzenia, gdyż Carney stwierdził, że „decyzja nie jest przesądzona”. Ale to wystarczyło, by załączyć tryb paniki wśród posiadaczy długich pozycji w funcie. Osobiście nie wiem, czego inwestorzy oczekiwali? BoE nie ma w zwyczaju zapowiadać swoich decyzji, a na trzy tygodnie przed posiedzeniem Carney starał się być jak najbardziej elastyczny, jak to tylko możliwe. Dodał, że są „inne posiedzenia” do końca roku, ale Rada „w spokoju przyjrzy się wszystkiemu dookoła”, w tym sytuacji ws. Brexitu i danym. W tej ostatniej kwestii Carney zaznaczył, że nie ma co wyciągać pochopnych wniosków z jednorazowej słabości odczytów. Wspominanego spokoju życzyłbym także inwestorom na rynku GBP, gdyż za trzy tygodnie może się okazać, że wczorajsza panika była bezpodstawna, a Carney chciał tylko werbalnie zahamować aprecjację waluty (której banki centralne zwykle nie lubią). Dziś wartym uwagi będzie wystąpienie M. Saundersa z BoE – to jednej z dwóch członków Rady, który chciał podwyżki w ubiegłym miesiącu. Wątpię, aby Saunders nagle zmienił swoje jastrzębie poglądy, więc potwierdzenie może wesprzeć funta. Na razie jednak wycena majowej podwyżki przeszła solidną rewizję i teraz rynek widzi szanse 50:50 wobec 90 proc. na początku tygodnia.

Jakby tego było mało, blask funta osłabiają doniesienia prasowe o ciągnącym się sporze Wielkiej Brytanii i UE w sprawie granicy z Irlandią. Bruksela skrytykowała dwie propozycje Londynu i widzi jedyną szanse w granicy celnej przeprowadzonej przez Morze Irlandzkie (wówczas Irlandia Płn. pozostałaby w unii celnej z UE). To przynajmniej dziś rano podtrzyma niechęć inwestorów do funta (do czasu wystąpienia Saundersa), aczkolwiek spór o granice nie jest czymś nowym, więc bardziej służy to jako dodatek niż samodzielne źródło pesymizmu.

Gdzie indziej zanudzamy się patrząc na EUR/USD i EUR/PLN, gdzie wahania przybrały ślimacze tempo. Nie widać kierunku i siły żadnej ze stron i dopóki coś się nie zmieni, pozostaje cierpliwie obserwować. USD/JPY miał nocne wybicie do 107,70, ale już zawraca, coś także wiele mówi o przekonaniu popytu. Korekta na rynku metali przemysłowych schłodziła zapał do wzrostów AUD (i pośrednio NZD) i tuż przed weekendem może być trudno zbudować świeże odbicie. Po południu jedyne dane w kalendarzu to CPI i sprzedaż detaliczna z Kanady. Po gołębim odbiorze decyzji BoC rynek wygląda na bardziej zrównoważony w pozycjonowaniu i pozytywne zaskoczenie w danych może obudzić chęć do odnowienia długich pozycji w CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PAGI sprzedaje częstotliwości 3,7 GHz na rzecz P4 – operatora sieci Play

PAGI S.A., świadcząca usługi telekomunikacyjne dla firm i instytucji, sprzedała posiadane pasmo częstotliwości 3,7 GHz na rzecz P4 Sp. z o.o. – operatora telefonii komórkowej Play. Częstotliwości pozwalają na świadczenie usług 5G w Warszawie i sąsiadujących powiatach. PAGI planuje skupić się na rozwoju usług w segmencie Internetu Rzeczy (IoT).

„Dzięki środkom ze sprzedaży będziemy mogli szerzej wejść na perspektywiczny rynek usług Internetu Rzeczy IoT oraz usług machine-to-machine. W szczególności planujemy rozwinąć usługi m.in. zdalnego odczytu liczników energii, gazu, wody czy ciepła w województwie mazowieckim. Chcemy zaoferować nowe usługi naszym obecnym klientom z sektorów logistycznego, transportowego, komunalnego, a w przyszłości również klientom z sektora energetycznego” – mówi Waldemar Opałka, Prezes Zarządu PAGI S.A. „Planujemy również realizować budowę łączy światłowodowych w Warszawie i okolicy.” – dodaje Prezes Opałka.

Strony uzyskały już prawomocną decyzję Prezesa UKE dotyczącą zmiany podmiotu dysponującego rezerwacją częstotliwości. Jednocześnie PAGI zachowa prawa do korzystania z częstotliwości do końca 2018 roku, co pozwoli Spółce na zapewnienie niezakłóconej dostawy usług telekomunikacyjnych do obecnej bazy klientów.

Sprzedawane częstotliwości 3,7 GHz pozwalają na świadczenie telekomunikacyjnych usług 5G w woj. mazowieckim, w tym w Warszawie oraz 76 innych miejscowościach. P4 zamierza wykorzystać zakupione pasmo do świadczenia bezprzewodowych usług telekomunikacyjnych w technologii 4G oraz 5G.

„Z przyjemnością dodajemy tę rezerwację częstotliwości do ostatnio zakupionej rezerwacji częstotliwości w paśmie 3700 MHz. Rezerwacja częstotliwości PAGI 3.7 GHz pozwoli nam pokryć część najbardziej atrakcyjnego regionu w Polsce, którym jest województwo mazowieckie generujące 22% produktu krajowego brutto Polski i jest zamieszkane przez 14% populacji kraju. Play z przyjemnością dodaje tą częstotliwość do już silnego portfela.” – mówi Jørgen Bang-Jensen, Prezes P4 Sp. z o.o.

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne 20.04.2018

W przyszłym tygodniu pierwsze ważniejsze dane makroekonomiczne poznamy w poniedziałek o godzinie 9:30, zostanie opublikowany PMI dla niemieckiego przemysłu. W ten sam dzień o godzinie 16:00 poznamy sprzedaż amerykańskich nieruchomości.

We wtorek zostanie opublikowana australijska inflacja R/R, niemiecki wskaźnik nastrojów biznesowych oraz amerykańska sprzedaż nowych domów.

W środę nie czeka na nas żadna ważniejsza publikacja, za to czwartek będzie najważniejszym dniem tygodnia. O godzinie 13:45 poznamy europejskie stopy procentowe, natomiast 45 minut później odbędzie się konferencja prasowa ECB. O tej samej godzinie zostaną opublikowane zamówienia na dobra trwałe.

Ostatni dzień tygodnia również będzie bardzo ciekawy. W nocy napłynął do nas dane z Japonii. Zostaną opublikowane japońskie stopy procentowe, które według konsensusu mają pozostać na niezmienionym poziomie. Bank Japonii prawdopodobnie będzie ostatnim z wielkich banków centralnych, który zdecyduje się na zmianę polityki monetarnej. Oprócz tego czeka nas publikacja brytyjskiego oraz amerykańskiego PKB.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Europejski Bank Centralny – konferencja

10 kwietnia dla agencji Reuters Ewald Nowotny, członek EBC wypowiedział się, że na samym początku cyklu podwyżek stóp procentowych można podwyższyć stopę depozytową do -0.2 proc. z -0.4 proc. Z tego względu czwartkowa konferencja będzie bardzo ważna. Oprócz tego na rynku pojawiły się plotki, że ECB mógłby podwyższyć stopy procentowe jeszcze przed całkowitym wygaszeniem programu QE.

Aktualne prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych wynosi 3.1 procenta.

prawdopodobienstwo podwyzki stop procentowych

Źródło: Bloomberg

Powyżej przedstawiono prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Strefie Euro, jak widać do końca 2018 roku inwestorzy nie oczekują żadnej podwyżki stóp procentowych. Z tego powodu spotkanie członków ECB zaplanowane na 26 kwietnia może okazać się przełomowe. Jakakolwiek zmianka o podwyżce stopy depozytowej doprowadziłaby do umocnienia wspólnej waluty.

Instrument do obserwacji – EURGBP

W zeszłym tygodniu doszło do wybicia dołem na parze walutowej EURGBP, co potwierdziło kontynuację trendu spadkowego, zatem kilkutygodniowa konsolidacja została zakończona. Długoterminowym celem dla sprzedających jest strefa wsparcia wyznaczona przez minimum z grudnia 2016 oraz października 2017 roku.

Na interwale tygodniowym wszystkie pięć wskaźników wskazuje na trend spadkowy, natomiast na dziennym tylko dwa z nich na trend wzrostowy. Z kolei gdyby na rynek zawitała korekta, to powinna zostać zatrzymana na wcześniej przebitym wsparciu, które teraz stało się oporem.

Notowania EURGBP, interwał tygodniowy

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne 20.04.2018 8

Źródło: Admiral Markets

Specjalne deski na sprężynach mogą znacznie przyspieszyć proces rehabilitacji. W przyszłości może w niej pomóc zaprojektowany skafander VR

Specjalne deski na sprężynach mogą znacznie przyspieszyć proces rehabilitacji. W przyszłości może w niej pomóc zaprojektowany skafander VR 9

Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń do rehabilitacji. To już nie tylko żmudne treningi pod okiem fizjoterapeutów i lekarzy. W rehabilitacji pomaga już wirtualna rzeczywistość, dzięki której powtarzalne ćwiczenia są bardziej przyjemne, a w związku z tym efektywniejsze. Zaprojektowano specjalny skafander VR, który w przyszłości może posłużyć do rehabilitacji uszkodzonych mięśni. Obecnie żmudny proces rehabilitacji można przyspieszyć np. za pomocą specjalnej deski usytuowanej na sprężynach. Pozwala ona wzmocnić mięśnie nóg i rehabilitować większość kontuzji. Może pomóc nawet przy paraliżu.

Brytyjski start-up Teslasuit Project zaprojektował skafander VR, dzięki któremu całym ciałem możemy odczuwać wrażenia z grania w gry wideo. Dzięki niemu możemy nie tylko kontrolować ruchy wirtualnych postaci, lecz także odczuć ciepło i zimno, wstrząsy czy uczucie odrzutu po wystrzeleniu z pistoletu. Skafander jest także testowany do rehabilitacji osób z uszkodzonymi mięśniami. Na efekty w tym zakresie trzeba jeszcze poczekać.

Obecnie zastosowania wirtualnej rzeczywistości w rehabilitacji mają głównie charakter motywacyjny. Osoba trenująca może się przenieść w wirtualny świat i w przyjemniejszej niż sala rehabilitacyjna wirtualnej scenerii może toczyć walkę z uszkodzonymi mięśniami. W regeneracji mięśni można stosować urządzenia perkusyjne, które w ciągu 1–2 minut (zamiast 15 minut zwykłych ćwiczeń) pomagają rozluźnić głębokie mięśnie. Coraz częściej fizjoterapeuci podczas ćwiczeń stosują deski równoważne. Pomagają one wyleczyć kontuzje, pobudzają mięśnie do pracy i pozwalają ćwiczyć równowagę.

– Gyroboard to deska wymyślona przez Australijczyków, służąca do wzmacniania mięśni głębokich nóg, jak również balansu ciała. Dzięki tej desce możemy wzmocnić nasze nogi i balans, wykorzystywane bardzo mocno właściwie we wszelkich sportach: piłka nożna, sporty walki, snowboard, deskorolka czy flyboard. Deska pomaga również w rehabilitacji. Jak ktoś miał kontuzję nogi, dzięki tej desce szybciej może wrócić do formy – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Kubik z Gyroboard.net.

Deski równoważne mogą być stosowanie w niemal wszystkich obszarach rehabilitacji. Platforma umieszczona jest na niestabilnym punkcie podparcia – może to być wałek czy biegun, dzięki którym deska porusza się w różnych kierunkach. W ten sposób stwarza warunki stymulujące te części ciała i mózgu, które są odpowiedzialne za poczucie równowagi. Gyroboard, dzięki sprężynie, na której jest usytuowany, może się chwiać, kołysać albo przechylać, dzięki czemu jest nie tylko skutecznym urządzeniem fitness, lecz także przynosi efekty w rehabilitacji pourazowej.

– Dzięki desce można rehabilitować wszelkie kontuzje związane z nogami czy nawet z paraliżem ciała. Pomaga ona odbudować mięśnie głębokie nóg, których na zwykłej siłowni raczej nie używamy. Deska jest usytuowana na sprężynie. Jej twardość można regulować, dostosować do ciężaru ciała i do poziomu umiejętności danego użytkownika. Można też regulować obrót deski, czyli albo deska stoi w miejscu, albo się kręci np. w zakresie 60 stopni, ale też dookoła w 360 st. – mówi Tomasz Kubik.

Z badania przeprowadzonego w ramach kampanii społecznej „Otwarcie dla rehabilitacji” wynika, że nawet 45 proc. osób uprawiających sport jest narażonych na kontuzje wynikające z przetrenowania, urazów czy nieprzygotowania do aktywności fizycznej. Narażone są zwłaszcza dzieci, np. podczas zajęć sportowych w szkole. Stanford Children’s Health podaje, że w Stanach Zjednoczonych co roku 3,5 mln dzieci doznaje kontuzji. Przy ich rehabilitacji przydatne są zwłaszcza te urządzenia, które łączą ćwiczenia z zabawą.

– To nowa wersja trickboardu, można na niej wykonać bardzo dużo ćwiczeń, jesteśmy w trakcie ich opisywania. W tym roku sprowadziliśmy tę deskę, bardzo się zainteresowaliśmy tematem, być może w Poznaniu niebawem otworzymy pierwszą sekcję gyroboardową, gdzie będzie można ćwiczyć – zapowiada przedstawiciel Gyroboard.net.

Grand View Research podaje, że rynek sprzętu do rehabilitacji medycznej w 2025 roku będzie już wart 17,5 mld dol. Globalny rynek wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości w opiece zdrowotnej będzie zaś warty 5,1 mld dol. w 2025 roku.

Powstaje technologia druku 3D z użyciem metalu. Zrewolucjonizuje ona m.in. przemysł obronny, lotniczy i motoryzacyjny

Powstaje technologia druku 3D z użyciem metalu. Zrewolucjonizuje ona m.in. przemysł obronny, lotniczy i motoryzacyjny 10

Wraz z ilością materiałów wykorzystywanych w druku 3D rośnie liczba branży, które korzystają z ich możliwości. Nowe technologie pozwalają stworzyć metalowe zamiast plastikowych elementów. Zamiast topienia wykorzystuje się tarcie i ciśnienie. Specjalistyczne urządzenia do druku mają być wprowadzone w największych koncernach samochodowych. Drukowane mogą już być całe budynki, a nowe materiały pozwalają na ich użycie nie tylko w stacjach kosmicznych, lecz także w próżni.

Wraz z wykorzystaniem coraz to nowszych materiałów z możliwości druku 3D korzysta więcej branży. Nowo opracowana technologia druku 3D, która tworzy metalowe elementy zamiast plastiku, może zrewolucjonizować m.in. przemysł obronny, lotniczy czy samochodowy – uzyskuje się na tyle gorący metal, że można go odkształcać, ale nie na tyle, by go topić. Jednocześnie taki materiał jest mocniejszy, więc możliwości jego wykorzystania rosną. Drukować w trójwymiarowej technologii można już z całej gamy materiałów, choć nadal są to głównie plastiki.

– Możemy już drukować z ponadsześćdziesięciu materiałów. Technologia FDM to technologia druku głównie z termoplastów. Są to różnego rodzaju tworzywa, które nas otaczają, takie jak ABS, czyli np. obudowy do telewizorów, PLA, czyli bardziej biodegradowalne tworzywo, ale równie wytrzymałe. Można nawet wykorzystać tworzywa, które imitują drewno, zarówno uchwyty, końcówki czy narożniki. Można wykorzystywać również tworzywo PET, które jest bardzo popularne. Z tego tworzywa powstają butelki, z których pijemy, ono ma fajną pamięć kształtu – jak odpowiednio wydrukujemy model, można go zgnieść i on wraca do swojego kształtu – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Michał Melon, właściciel firmy Ubot3D.

Firmy dostrzegają korzyści druku 3D. Według raportu Sculpteo „State of 3D Printing” 90 proc. z nich przyznaje, że daje im to przewagę konkurencyjną. Technologię 3D wykorzystują przede wszystkim w celu przyspieszenia rozwoju produktu (28 proc.), oferowania zindywidualizowanych produktów (16 proc.) i zwiększenia elastyczności produkcji (13 proc.). Największe koncerny nie tylko korzystają z druku, lecz także tworzą własne maszyny, np. BMW ogłosiło, że wkrótce wprowadzi na rynek nową maszynę drukującą 3D, która pomoże w dalszym wdrażaniu technologii w jej procesach produkcyjnych.

Także na polskim rynku powstają drukarki, które pozwalają szybko wyprodukować i sprawdzić prototyp. Dzięki wykorzystaniu różnych materiałów, mogą powstać produkty dla potrzeb różnych branż, o innej wytrzymałości i giętkości. Często dzięki jednej drukarce można korzystać z większości materiałów proponowanych przez producentów. Nowa drukarka przemysłowa Ubot3D wkorzystuje 90 proc. tworzyw dostępnych na rynku.

– Mamy drukarkę wyposażoną w podgrzewaną komorę, która ma stabilność temperaturową. Dzięki temu możemy drukować z materiałów o wytrzymałości mechanicznej i chemicznej. Część można wykorzystywać w specjalistycznych miejscach, np. w motoryzacji sprawdzać, jak zachowują się prototypy. Zamiast od razu przy projekcie zrobić odlew i sprawdzić, czy ta część pasuje, można wykonać prototyp, dopasowując odpowiednio materiał, i sprawdzić go w warunkach, w jakich faktycznie ten prototyp musi wytrzymać, ewentualnie wtedy szybko coś zmienić. To niesamowita oszczędność dla producenta maszyn – podkreśla Michał Melon.

Z raportu firmy badawczej Context, która monitoruje globalny rynek druku 3D, wynika, że liczba sprzedanych drukarek 3D mogła w 2017 roku wzrosnąć o 39 proc. Za tempo wzrostu odpowiadają przede wszystkim lotnictwo, medycyna i motoryzacja. Szybko rozwija się też rynek drukarek desktopowych i tych wykorzystywanych na potrzeby prywatne. Sprzyjają temu m.in. ceny, które są obecnie znacznie niższe niż jeszcze kilka lat temu.

– Najtańszy model drukarki 3D zaczyna się od 4 tys. zł i można ją spokojnie zastosować dla swoich potrzeb. Możemy wydrukować np. kubeczek, a gdy złamie się jakiś uchwyt w szafie, zamiast iść do sklepu można ściągnąć gotowy projekt uchwytu z internetu i go wydrukować. Są strony, gdzie wpisuje się nazwę projektu, np. „uchwyt do drzwiczek” i wyskakują nam tysiące gotowych pozycji. Często sami producenci starają się udostępniać te projekty, żeby dawać możliwość wydruku w 3D – wyjaśnia właściciel Ubot3D.

Raport MarketsandMarkets wskazuje, że już w 2023 roku rynek druku 3D może osiągnąć wartość 32,8 mld dol.

Coraz więcej prywatnego kapitału dla start-upów w Polsce. Popularność zyskuje crowdfunding udziałowy

Coraz więcej prywatnego kapitału dla start-upów w Polsce. Popularność zyskuje crowdfunding udziałowy 11

Źródła finansowania start-upów uległy w ostatnich latach znaczącym zmianom. Coraz bardziej powszechny jest dostęp do finansowania ze środków unijnych za pośrednictwem instytucji państwowych. Coraz większe znaczenie mają też fundusze venture capital. Stosunkowo nową formą finansowania jest crowdfunding udziałowy. W tym roku zwiększono limity pozwalające na pozyskanie finansowania w tym modelu do aż 1 mln euro. Polski oraz wschodnioeuropejski rynek staje się coraz atrakcyjniejszy dla inwestorów. O pozycji naszego kraju w świecie start-upów może świadczyć fakt, że jedna z największych konferencji technologicznych odbywa się w Gdańsku.

Jedną z ostatnio najpopularniejszych form finansowania start-upów jest crowdfunding udziałowy. Polega on na tym, że za wsparcie działalności lub projektu przekazuje się udziały w przyszłym biznesie. Od wysokości finansowej pomocy zależy liczba akcji. W Polsce crowdfunding udziałowy rośnie w siłę głównie dzięki zmianie przepisów. Ze 100 tys. aż do miliona euro wzrósł w Polsce limit kwoty oferty publicznej papierów wartościowych bez prospektu emisyjnego. Urząd Komisji Nadzoru Finansowego rozważa zwiększenie w przyszłości tej kwoty nawet do 5 mln euro.

– Nowym, bardzo ciekawym sposobem pozyskiwania finansowania dla start-upów, jest tzw. crowdfunding udziałowy. W tym roku podwyższony został limit, do którego start-upy mogą pozyskiwać finansowanie bez prospektu emisyjnego. Są więc obecnie w takiej sytuacji, jakby mogły wejść na giełdę i pozyskać pieniądze na giełdzie, przy czym nie muszą tego robić na giełdzie, mogą to robić za pomocą platformy crowdfundingu udziałowego – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Julia Krysztofiak-Szopa z Fundacji Startup Poland.

Zdaniem ekspertów, w wyniku wprowadzonych przez KNF zmian dojdzie do pobudzenia polskiego crowdfunding udziałowego, który zanotuje wzrost wartości z 20 mln do nawet 80 mln zł już w tym roku, a w 2019 nawet do 100 mln zł. O tym, że crowdfunding może w Polsce stać się jedną z najważniejszych form finansowania przedsiębiorstw, a polski rynek jest obiecujący nawet dla inwestorów z zagranicy, może świadczyć też fakt, że w tym roku uruchomiono dwa nowe serwisy crowdfundingowe.

Pierwszy z nich to filia szwedzkiego giganta – FundedByMe. Platforma zebrała już ponad 50 mln euro dla około 470 firm z 25 krajów. Dla polskich start-upowców oznacza to dostęp do sieci skupiającej ponad 100 tys. inwestorów i umożliwiającej finansowanie projektów do miliona euro. Druga platforma – CROWDragons – skierowana jest natomiast do twórców gier i firm tworzących w technologii wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości. Model finansowania w tym serwisie pozwala na znaczną redukcję ryzyka inwestycyjnego, ponieważ dopuszcza przedsięwzięcia na etapie minimum 70 proc. realizacji.

– Wsparcia dla start-upów jest coraz więcej, a przede wszystkim jest coraz więcej prywatnego kapitału i prywatnych, dużych graczy inwestycyjnych. Oczywiście do tego jest bardzo duży program rządowy, dotyczący wspierania innowacyjności, który jest organizowany i zarządzany przez Polski Fundusz Rozwoju. Start-upy wciąż jednak czekają, aż ta instytucja zacznie wydawać pieniądze i inwestować w fundusze venture capital, które będą pobudzać dalszy rozwój start-upów – mówi Julia Krysztofiak-Szopa.

Jednym z obserwowanych trendów jest odejście od źródeł zewnętrznych na rzecz własnego kapitału i inwestowania w rozwój pieniędzy wypracowanych jako przychód. Na takie rozwiązanie stawia obecnie 62 proc. badanych firm. Nie oznacza to jednak, że młode przedsiębiorstwa całkowicie odwracają się od finansowania zewnętrznego. Warto wspomnieć, że na wsparcie start-upów w samej tylko Polsce w 2017 roku zostało przeznaczonych ponad 890 mln euro z funduszy VC.

Zdaniem specjalistów zarówno Polska, jak i cała Europa Środkowo-Wschodnia są obecnie bardzo dobrym miejscem dla rozwijania innowacyjnych biznesów. Składają się na to, oprócz ponad miliardowych środków liczonych w euro, pochodzących z funduszy VC, między innymi niższe koszty prowadzenia działalności. Wielu przedsiębiorców rozważa przeniesienie działalności do krajów nadbałtyckich. O pozycji Polski w świecie start-upów świadczyć może organizowana w Gdańsku konferencja infoShare, skupiająca tysiące start-upów w jednym miejscu.

– Niesłychanie istotne z punktu widzenia biznesu jest funkcjonowanie w sieci kontaktów biznesowych. Konferencja Infoshare to jedna z najstarszych i największych w Polsce konferencji, która przyciąga start-upowców, a także inwestorów, korporacje, biznesy z całej Europy, dlatego powiedziałabym, że obecność na Infoshare to obecność obowiązkowa – przekonuje prezes fundacji Startup Poland.

infoShare 2018 to jedna z najstarszych i największych w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej konferencji technologicznych. W części ekspozycyjnej zaprezentuje się ponad 150 firm, które pokażą swoje produkty i rozwiązania. Z kolei udział w panelu dyskusyjnym będzie szansą na wymianę doświadczeń z ponad 150 przedstawicielami światowych graczy branży technologicznej, informatycznej czy globalnych koncernów, takich jak między innymi Google, Amazon Web Services czy Bayer. W gronie prelegentów znajdą się także specjaliści w dziedzinie finansowania innowacji.

Fundacja FOR: Pracownicze plany kapitałowe nie rozwiążą problemu niskich emerytur kobiet

Fundacja FOR: Pracownicze plany kapitałowe nie rozwiążą problemu niskich emerytur kobiet 12

Pracownicze programy kapitałowe mogą zwiększyć wysokość emerytur, o ile ich autorom uda się odbudować zaufanie do państwa po demontażu OFE i zachęcić pracowników do oszczędzania. Wiele zależeć będzie także od rozwiązań szczegółowych, nad którymi trwają prace w Ministerstwie Finansów – podkreśla dr Aleksander Łaszek z Fundacji FOR. Jego zdaniem PPK nie wystarczą jednak, by rozwiązać problem niskich emerytur kobiet przechodzących na emeryturę w wieku 60 lat.

W Polsce potrzebujemy dodatkowych oszczędności emerytalnych, ale pracownicze plany kapitałowe zdecydowanie nie rozwiążą wszystkich problemów w polskim systemie emerytalnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji FOR. – Największym problemem jest bardzo niski wiek emerytalny kobiet. Po obniżeniu do 60 lat jest to najniższy wiek w UE. Najprostsza zasada mówi, że aby oszczędzić na w miarę przyzwoitą emeryturę, powinniśmy 3–4 lata pracować na jeden rok życia na emeryturze. Kobieta, przechodząc na emeryturę w wieku 60 lat, ma za sobą jakieś 30–35 lat pracy, a emeryturę będzie pobierała ponad 20 lat. Przez tak krótki okres aktywności zawodowej nie jest w stanie odłożyć wystarczająco, by pobierać potem odpowiednią emeryturę.

Podwyższony docelowo do 67 lat wiek emerytalny dla obu płci obowiązywał w Polsce niecałe 5 lat. Od października 2017 roku kobiety znów mają prawo do świadczenia po ukończeniu 60 lat, a mężczyźni 65. Choć wiele osób cieszy się, że wcześniej będzie mogło odpocząć, na godziwe dochody nie wszyscy mogą liczyć. Przeciętna emerytura to 2,2 tys. zł brutto, ale nawet ćwierć miliona osób dostaje kwotę niższą od emerytury minimalnej, która ledwo przekracza 1000 zł.

Dodatkowo rząd obiecuje emerytury minimalne matkom, które wychowały co najmniej czworo dzieci. Choć wzrost dzietności jest gospodarce potrzebny, mechanizmy te zniechęcają kobiety do podejmowania aktywności zawodowej. Tymczasem rośnie liczba emerytów, a spada liczba płacących składki. Tylko w ciągu pół roku od wprowadzenia reformy emerytalnej PIS-u wnioski o przyznanie emerytury złożyło 433 tys. osób. O ile we wrześniu 2017 roku emerytów było 5,2 mln, to w lutym 2018 roku już ponad 5,55 mln. Proponowane przez premiera Mateusza Morawieckiego pracownicze plany kapitałowe (PPK) mają pomóc w oszczędzaniu na jesień życia.

 O ile w przypadku mężczyzn obniżenie wieku emerytalnego z 67 lat do 65 lat zostanie skompensowane przez PPK, wprawdzie kosztem niższej pensji netto, ale w dłuższym okresie po otrzymaniu emerytury jego świadczenie będzie porównywalne z tym przed obniżeniem wieku emerytalnego, to w przypadku obniżenia wieku emerytalnego kobiet do 60 lat nawet dodatkowe oszczędności w PPK nie rozwiążą problemu bardzo niskich emerytur – ocenia ekonomista Fundacji FOR. – Co więcej, PPK jest dobrowolne tylko po stronie pracownika, po stronie pracodawcy ten program jest obowiązkowy, co oznacza wyższe koszty pracy i może zniechęcać pracodawców do zatrudniania.

Pracownicze plany kapitałowe zakładają, że zarówno pracodawca, jak i – jeśli chce – pracownik odkładają procent wynagrodzenia na emeryturę, co ma zapewnić wyższe świadczenie po osiągnięciu wieku emerytalnego. Według projektu Ministerstwa Finansów wszyscy pracownicy byliby zapisywani do planu, ale mogliby zrezygnować z uczestnictwa. Pracodawca opłacałby minimum 1,5 proc. wynagrodzenia, a pracownik co najmniej 2 proc. Jednak po konsultacjach społecznych zarówno związkowcy, jak i pracodawcy zgłosili do projektu ponad tysiąc poprawek. Nie wiadomo więc, jaki kształt ostatecznie przybierze to rozwiązanie, choć ma obowiązywać już od 1 stycznia 2019 roku. Poprawiony projekt ma zostać przedstawiony przez ministerstwo w ciągu najbliższych kilku tygodni.

– To, czy PPK w Polsce się sprawdzą, będzie zależało przede wszystkim od rozwiązań szczegółowych, które są w tej chwili dyskutowane. Bardzo istotną kwestią jest, co stanie się z resztą OFE. Tutaj mówimy o kwestii wiarygodności – państwo budowało OFE, potem przejęło te środki, a teraz państwo mówi: zbudujemy nowy system – przypomina Aleksander Łaszek. – Jeżeli państwo przejmie resztę środków w OFE, to wiarygodność PPK będzie znacznie mniejsza, niemniej ten mechanizm automatycznego zapisu sprawdza się na świecie i to należy uznać za pozytywne rozwiązanie.

W Polsce z możliwości dobrowolnego oszczędzania na emeryturę poprzez IKE korzysta i IKZE korzysta niewielu zatrudnionych. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że na koniec 2017 roku IKE posiadało niewiele ponad 950 tys. osób, zaś IKZE – niespełna 700 tys. To odpowiednio 5,8 proc. oraz 4,2 proc. pracujących. Wartość zgromadzonych środków na rachunkach IKE to 8 mld zł, zaś IKZE – 1,7 mld zł. I choć oba rynki odnotowały w minionym roku dwucyfrowe wzrosty, to warto porównać te liczby z kwotą co miesiąc wypłacaną przez ZUS. W lutym 2018 roku było to 12,2 mld zł.

Zdaniem Aleksandra Łaszka wadą proponowanego projektu jest nie tylko wzrost kosztów pracy, ale i duże obciążenie administracyjne pracodawców. Proponuje więc, by część tych czynności wziął na siebie ZUS, który i tak gromadzi dane ubezpieczonych. Ostatecznie powodzenie zależy jednak od tego, ilu Polaków zdecyduje się na udział w programie.

PPK w stosunku do OFE mają to zabezpieczenie, że według obecnych propozycji będziemy mieli możliwość wypłacenia pieniędzy, więc w momencie, kiedy rząd będzie chciał bardzo mocno ingerować w system, obywatele będą mogli wypłacić pieniądze. Tu oczywiście wracamy do kwestii technicznych, na ile ta możliwość będzie zachowana i na ile rząd będzie chciał to uszanować – mówi główny ekonomista FOR. – Dużo większym ryzykiem od bezpośredniego przejęcia środków posiadanych przez PPK, będzie ich upolitycznienie, czyli skierowanie do politycznie motywowanych inwestycji.

Gry przestają być produktem, a stają się usługą. Twórcy coraz częściej zarabiają na płatnych dodatkach do darmowych gier

Gry przestają być produktem, a stają się usługą. Twórcy coraz częściej zarabiają na płatnych dodatkach do darmowych gier 13

Tylko w 2017 roku na platformie dystrybucji cyfrowej Steam pojawiło się ponad 7,6 tys. gier. To oznacza, że dziennie premierę miało 21 gier. Liczba premier w 2017 roku była już niemal tak duża, jak łącznie w latach 2005–2015. Choć w takim tłumie trudno się przebić, to na rynku jest miejsce dla nowych podmiotów – liczą się kreatywność i niestandardowe pomysły – przekonuje Aleksy Uchański, prezes Movie Games. Gry coraz częściej przestają być produktem, a stają się usługą, za którą użytkownik systematycznie płaci. Coraz częstszym sposobem na zarabianie jest wbudowywanie w darmowe gry modelu płatnych dodatków.

– Gaming jest jednym z największych udziałowców tego rynku rozrywki i raczej powiększa swój udział. Sądzę więc, że perspektywy makroekonomiczne są bardzo dobre, bo na rozrywkę i gry gracze będą wydawać coraz więcej. Wyzwaniem dla niektórych obszarów rynku jest natomiast nadmierna podaż – powstaje bardzo dużo gier. Na platformie Steam debiutuje codziennie kilkadziesiąt gier. To za dużo, żeby ktokolwiek to przejrzał, nie mówiąc o tym, żeby w to zagrał – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Aleksy Uchański, prezes zarządu Movie Games.

Jak wynika z danych GamesIndustry.biz, wartość globalnego rynku gier w 2017 roku wyniosła 116 mld dol., co oznacza wzrost o ponad 10 proc. w porównaniu do poprzedniego roku. Z danych Newzoo wynika, że sprzedaż wersji pudełkowych maleje, ponieważ klienci preferują zakup wersji cyfrowych. Na platformach dystrybucji cyfrowej liczba gier rośnie w szybkim tempie. Na platformie Steam w 2017 roku premierę miało ponad 7,6 tys. gier (dane serwisu Stam Spy). To oznacza, że w ciągu roku pojawiło się tam więcej gier niż w latach 2005-2015 razem wziętych.

 Bardzo obniżyły się bariery dystrybucyjne. Łatwo jest wprowadzić gry do sprzedaży globalnie, nie jest potrzebny łańcuch pośredników. Z drugiej strony także produkcja gier jest łatwiejsza, ponieważ istnieją wyspecjalizowane i przystępne cenowo zestawy narzędzi, za pomocą których gry da się w dość sprawny sposób budować, montować. Wyzwania tkwią w kreatywności, pomyśle, rozwiązaniu, w tym, żeby za pomocą tych z grubsza standardowych narzędzi stworzyć zupełnie niestandardową grę, która zachwyci tysiące czy miliony graczy – mówi Aleksy Uchański.

W przypadku gier dominującą platformą są urządzenia mobilne. Stanowią one 43 proc. wspomnianego rynku, dając przychód na poziomie ponad 50 mld dol. Podobny udział notują komputery i konsole, odpowiednio ponad 32 i 33 mld dol. przychodu. Duży udział w rynku mają konsole PlayStation i Xbox, na których sprzedają się przede wszystkim najdroższe i najpopularniejsze gry.

 Jeżeli chodzi o nośniki gier jasne jest, że to jest już archaizm, który pewnie jeszcze przez kilka lat będzie odgrywał jakąś rolę, również dlatego, że producenci konsol do gier podtrzymują ten rynek, chcąc dać zarobić swoim dystrybutorom. Dystrybutor niechętnie będzie sprzedawał samą konsolę, którą sprzeda raz i na minimalnej marży, chce sprzedawać gry, w których ma większą marżę i których sprzedaje więcej niż jedną na jedną konsolę. Co do zasady jesteśmy już od dawna w świecie dominacji dystrybucji elektronicznej, która jest wygodniejsza, sensowniejsza biznesowo i jako taka dzisiaj absolutnie większościowa, a w perspektywie kilku lat będzie dominująca – wskazuje prezes Movie Games.

Jak przekonuje ekspert, jednostkowe ceny gier sięgnęły już maksimum (50–70 dol.) i raczej nie powinno się spodziewać ich wzrostu, bo takich kwot nie zaakceptują już klienci. Dlatego coraz popularniejszym rozwiązaniem staje się wbudowanie modelu płatnych dodatków.

 Gra przestaje być produktem, a staje się usługą i za usługę – jak wiadomo – płaci się tak długo, jak się z niej korzysta, a nie tylko raz przy zakupie. Jest  to jednak obarczone wieloma wyzwaniami. Gracze niechętnie o tym w ten sposób myślą, dlatego nasze własne działania biznesowe, przynajmniej na początku, koncentrują się wokół tego klasycznego i zrozumiałego modelu – produkt, cena, płatność i radość gracza – podkreśla Aleksy Uchański.

Polacy smakoszami włoskiej kuchni. Przez ostatnie pięć lat import włoskiej żywności wzrósł niemal o 50 proc.

Polacy smakoszami włoskiej kuchni. Przez ostatnie pięć lat import włoskiej żywności wzrósł niemal o 50 proc. 14

Na talerzach Polaków rządzi kuchnia włoska. Po rodzimej, tradycyjnej kuchni to właśnie po produkty diety śródziemnomorskiej sięgamy najczęściej. Przekłada się to na rosnący import włoskiej żywności – w ciągu ostatnich 5 lat wzrost wyniósł blisko 46 proc. Na 826 mln euro eksportu włoskiej żywności do Polski składają się przede wszystkim kawa, produkty z czekolady i kakao, oliwa z oliwek, makarony, konserwy warzywne oraz świeże winogrona.

Włochy są czwartym z kolei krajem importującym do Polski, drugim po Niemczech z krajów europejskich. Jeżeli chodzi o wymianę handlową pomiędzy Polską a Włochami, jest ona na podobnym poziomie – około 10 mld euro eksportu z Włoch do Polski i ponad 9 mld z Polski do Włoch. W sektorze rolno-spożywczym eksport z Włoch do Polski wynosi około 800 mln euro, ale również duży jest eksport z Polski do Włoch – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Antonino Mafodda, dyrektor biura Italian Trade Agency w Warszawie.

Z danych GUS wynika, że łączne obroty handlowe Polski i Włoch w 2017 roku osiągnęły rekordowy poziom ponad 20 mld euro. Włochy są dla nas jednym z większych partnerów gospodarczych, zarówno pod względem eksportu, jak i importu znajdują się w czołowej piątce. Dynamicznie już od kilku lat rośnie eksport włoskich produktów spożywczych. Jak podaje Agencja Promocji i Internacjonalizacji Przedsiębiorstw Włoskich – Sekcja Promocji Handlu Ambasady Włoskiej (ICE), w 2017 roku producenci z Włoch wyeksportowali do Polski produkty żywnościowe o wartości 826,3 mln euro, co oznacza blisko 13-proc. wzrost w skali roku.

– Eksport rolno-spożywczy Włoch obejmuje bardzo szeroką gamę produktów. Jako główne wymieniłbym kawa, produkty pochodne czekolady i kakao, oliwa z oliwek, makarony, konserwy warzywne, w tym głównie pomidorowe, oraz świeże winogrona – wymienia Antonino Mafodda.

W ciągu ostatnich pięciu lat eksport włoskiej żywności do Polski wzrósł aż 45,8 proc. To przede wszystkim efekt rosnącej popularności diety śródziemnomorskiej, zwłaszcza kuchni włoskiej, wśród Polaków. Z badania SW Research wynika, że po rodzimej kuchni (68 proc.) Polacy najczęściej sięgają po dania włoskie (58 proc.). Dla porównania kuchnię grecką wskazało zaledwie 14 proc. osób.

Jak podkreśla dyrektor Italian Trade Agency, kuchnia włoska jest uznawana za delikatną i zdrową. Choć w Polsce najczęściej wybieramy pizzę czy makarony, to Włosi mają do zaoferowania znacznie więcej.

– W Polsce jest rzeczywiście bardzo duże zainteresowanie włoskimi produktami, kuchnią, sposobem gotowania, takim, a nie innym sposobem łączenia produktów. Wielu Polaków jeździ na północ Włoch w Alpy na narty, w lecie z kolei nad morze, głównie na wschód Półwyspu Apenińskiego. To okazja, by odkrywać nowe smaki, produkty o najwyższej jakości, poznawać włoski sposób gotowania i produkty, których jakość jest w wielu przypadkach gwarantowana oznaczeniami i certyfikatami, również Unii Europejskiej – przekonuje Antonino Mafodda.

Podatek od kryptowalut. Inwestorzy nie są pewni, na jakich zasadach będą się rozliczać

Podatek od kryptowalut. Inwestorzy nie są pewni, na jakich zasadach będą się rozliczać 15

Opublikowane na początku miesiąca stanowiska Ministerstwa Finansów ws. rozliczania dochodów z kryptowalut wzbudziło wiele kontrowersji. Na 10 dni przed ostatecznym terminem złożenia PIT-ów wątpliwości dotyczą przede wszystkim konieczności wysyłania przy każdej transakcji formularza podatku od czynności cywilnoprawnych, co przy setkach czy tysiącach drobnych transakcji wymagałoby wypełniania ogromnej liczby dokumentów. Problemem jest także wykazanie kosztu uzyskania przychodu, czyli zainwestowanej kwoty.

Na początku kwietnia ministerstwo opublikowało swoje stanowisko w sprawie obrotu kryptowalutami. Wzburzyło ono zainteresowane osoby, gdyż do tej pory praktyka bywała taka, że opodatkowaniu podlegały dopiero realne pieniądze osiągnięte z handlu, a nie transakcja zakupu jednej kryptowaluty za inną.

– Wymiana jednej kryptowaluty na drugą zgodnie ze stanowiskiem przedstawionym przez Ministerstwo Finansów to również jest przychód dla przedsiębiorcy czy osoby, która rozlicza się z takiego obrotu poza działalnością gospodarczą, i należy taki podatek odprowadzić – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy w inFakt. – Kolejną rzeczą jest wymiana kryptowaluty na inne dobra, np. zakup złota, co często pojawia się wśród osób inwestujących w kryptowaluty. Jeżeli uzyskujemy kryptowaluty w wyniku podziału sieci blockchain, też mamy przychód i ministerstwo to potwierdza.

Jeżeli inwestor kupuje kryptowaluty w ramach prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej, to musi wykazać dochód z tego tytułu i co miesiąc odprowadzać zaliczki na podatek dochodowy, a później w rozliczeniu rocznym rozliczyć się z takiego obrotu albo na formularzu PIT-36L w przypadku opodatkowana podatkiem liniowym albo na formularzu PIT-36, jeśli rozlicza się na zasadach ogólnych. Wówczas wykazuje się tę kwotę jako przychód z praw majątkowych rozliczany w zeznaniu rocznym. Drugim problemem może być udowodnienie fiskusowi poniesionego kosztu zakupu waluty.

– W zależności od tego, czy dokonujemy zakupu na giełdach, czy wykopujemy te kryptowaluty, to będą różne koszty uzyskania przychodu. W tym drugim przypadku może być to np. koszt zakupu całego sprzętu, tzw. koparki do kryptowalut czy koszt energii elektrycznej, która jest niezbędna. Warto to odpowiednio udokumentować, żeby później móc wykazać takie koszty – radzi Magdalena Sławińska-Rzemek. – Jeżeli chodzi o sprzedaż kryptowaluty wcześniej zakupionej, warto zwrócić uwagę na to, że co prawda zakup może być kosztem, ale trzeba go odpowiednio udokumentować.

Urzędy skarbowe domagają się udokumentowania kosztu za pomocą faktury, nie wystarczy np. dowód przelewu. Uzyskanie takiej faktury przy zakupie kryptowaluty na giełdzie jest niemal niemożliwe. W tej sytuacji inwestor będzie musiał zapłacić podatek od przychodu, a nie dochodu, co może uczynić całą operację nieopłacalną.

Jednak największy sprzeciw zainteresowanych budzi pomysł wypełniania przy każdej transakcji formularza PCC i odprowadzania podatku od czynności cywilnoprawnych. Takich transakcji zazwyczaj dokonuje się dziennie kilkadziesiąt, w ten sposób zarabiając na niewielkich różnicach w cenach kryptowalut. Podatek to 1 proc. wartości transakcji, a wypełnianie każdorazowo formularza nie tylko zabierze czas i uwagę inwestorów, lecz także spowoduje zawalenie urzędów skarbowych kolejnymi papierami. Stąd protest przed Ministerstwem Finansów. Wprawdzie w czwartek wiceminister finansów w wywiadzie radiowym złagodził stanowisko, deklarując, że jeśli ktoś nie będzie miał realnej możliwości rozliczenia się z tego obciążenia, to nie będzie musiał tego robić, jednak oficjalnego potwierdzenia tej opinii na razie nie ma.

Jest do tej pory jedyna w tym zakresie wydana interpretacja z 2014 roku, która mówi o tym, że jeżeli ktoś dokonuje obrotu kryptowalutami, sprzedaje czy kupuje prawa majątkowe, ma obowiązek odprowadzić podatek od czynności cywilnoprawnej w wysokości 1 proc. od podstawy opodatkowania, czyli wartości rynkowej każdej takiej transakcji oraz odpowiednio tyle formularzy PCC wysłać do urzędu skarbowego – mówi doradca podatkowy z inFakt. – Moim zdaniem jest to nieporozumienie, dlatego że przy VAT odeszliśmy od tego, że kryptowaluty to prawa majątkowe, więc tutaj powinny być tak traktowane, czyli uznane za coś podobnego do waluty. Tak jak mamy zwolnienie kryptowalut z opodatkowania podatkiem VAT, powinniśmy skorzystać z takiego zwolnienia również przy PCC.