Coraz więcej firm zmaga się z niedoborem pracowników. Same podwyżki nie wystarczają, by przyciągnąć najlepszych

Coraz więcej firm zmaga się z niedoborem pracowników. Same podwyżki nie wystarczają, by przyciągnąć najlepszych 1

Niskie bezrobocie i duża rotacja kadr to obecnie poważne wyzwania dla pracodawców. Zyskują firmy, które dbają o swoich pracowników. Często słyszymy o rynku pracownika, natomiast nazwałbym go raczej rynkiem dobrego pracodawcy – mówi Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska, firmy nagrodzonej tytułem „Pracodawca Roku”. Bycie dobrym pracodawcą zwyczajnie się firmie opłaca – zwiększa efektywność rekrutacji, pomaga w znalezieniu fachowców na bardzo konkurencyjnym rynku pracy i ogranicza koszty związane z rotacją i procesami rekrutacyjnymi. Same podwyżki wynagrodzeń nie są wystarczające.

– W ostatnim czasie głośno jest o wyzwaniach związanych z rynkiem pracy. Mamy do czynienia z bardzo niskim bezrobociem, co sprawia, że firmy mają kłopot, żeby pozyskać wystarczającą ilość kadr. Oczywiście, to wzmaga konkurencję między firmami, które stosują różne zabiegi, aby tych pracowników pozyskać. To z kolei rodzi też większą presję na płace i powoduje większą rotację pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

Pracodawcy mierzą się z sytuacją, jaka nie miała miejsca na polskim rynku pracy od 25 lat. Z wrześniowego raportu „International Business Report” Grand Thornton wynika, że już 60 proc. dużych i średnich firm w Polsce ma problemy ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników.

Rekordowo niskie bezrobocie (6,8 proc. w lutym według GUS), które utrzymuje się od wielu miesięcy, w połączeniu ze wzrostem gospodarczym i rosnącym zapotrzebowaniem na wykwalifikowane kadry powodują konkurencję między pracodawcami i presję na podnoszenie wynagrodzeń. Jak wynika z ostatniego „Barometru Rynku Pracy” Work Service, blisko dwie trzecie Polaków (61,5 proc.) spodziewa się w nadchodzących miesiącach podwyżki wynagrodzenia – to najwyższy wynik w całej historii badania.

Nasz przemysł charakteryzuje się nieograniczoną chłonnością na zatrudnienie, ale nie chodzi tylko o to, żeby zatrudniać więcej pracowników, ale żeby zatrudniać takich, którzy poprawią efektywność gospodarowania przedsiębiorstwem. Tak więc muszą być to ludzie o odpowiednich kwalifikacjach, którzy wniosą do firm wartość dodaną – mówi dr Leszek Juchniewicz, przewodniczący Rady Programowej Konferencji Energetycznej EuroPOWER i przewodniczący kapituły Lider Świata Energii.

Do deficytu specjalistów na polskim rynku pracy przyczynia się mała popularność szkolnictwa zawodowego. Wiele firm na własną rękę podejmuje współpracę z uczelniami i szkołami zawodowymi, aby wykształcić dla siebie przyszłych pracowników, którzy będą mieć odpowiednie kompetencje.

Mamy z jednej strony wyzwania ilościowe, a z drugiej – jakościowe, ponieważ nasz system szkolnictwa, zwłaszcza szkolnictwa zawodowego, nie dostarcza nowej kadry o tym profilu, który jest dzisiaj potrzebny w przemyśle. Firmy muszą radzić sobie z tym poprzez angażowanie się w programy edukacyjne, współpracę z systemem szkolnictwa, jak również szkolenia wewnętrzne – zauważa Jacek Siwiński.

Jak wynika z raportu „Cała Polska tworzy idealne miejsca pracy”, opublikowanego w marcu przez firmę doradczą EY, niskie bezrobocie i duża rotacja pracowników skłaniają przedsiębiorstwa do większej koncentracji na employer brandingu i efektywnym zarządzaniu. Aby zatrzymać pracowników, firmy muszą podejmować takie działania, które zbudują ich lojalność i zaangażowanie.

Dzisiaj od pracodawców wymaga się dużo więcej w związku z konkurencyjnym rynkiem pracy. Często słyszymy o rynku pracownika, natomiast ja nazwałbym to raczej rynkiem dobrego pracodawcy – dlatego, że dobrzy pracodawcy dzisiaj mają łatwiej na rynku – podkreśla Jacek Siwiński.

Takie miano zwyczajnie się firmie opłaca – zwiększa efektywność, pomaga w znalezieniu fachowców na bardzo konkurencyjnym rynku pracy i ogranicza koszty związane z rotacją i procesami rekrutacyjnymi.

VELUX Polska, największy w kraju producent i eksporter okien, rokrocznie potrzebuje więcej pracowników, dlatego razem ze spółkami siostrzanymi prowadzi długofalową politykę w tym obszarze.

Z jednej strony są to bezpieczne warunki pracy, dobre warunki sanitarne i dobra ergonomia stanowisk pracy. To dotyczy nie tylko pracowników produkcji, ale również biurowych i terenowych. Po drugie – mamy dobre warunki wynagrodzenia i cały pakiet benefitów, takich jak ubezpieczenia czy opieka medyczna. Trzecim aspektem jest wysoka kultura pracy – to musi być miejsce pracy, w którym pracownik dobrze się czuje, jest traktowany z respektem, a pracodawca potrafi zatrzymać swoich pracowników na dłużej – wylicza Jacek Siwiński.

Dodatkowo działająca w ramach grupy fundacja pracownicza pomaga w ciężkich wypadkach losowych, finansuje kosztowne leczenie i edukację dzieci pracowników firmy. W 2017 roku VELUX i jej spółki siostrzane zatrudniły 500 nowych pracowników (wzrost o 12 proc.) – łącznie dla Grupy pracuje w tej chwili w Polsce przeszło 4250 osób

Kompleksowa polityka została doceniona nagrodą „Pracodawca Roku” dla Grupy VELUX – nagrodą dla firm, które swoim działaniem angażują się w rozwój pracowników, doceniają ich wkład, dają przestrzeń do rozwijania umiejętności, a także tworzą przyjazne środowisko pracy.

Pracodawca musi być mądrym i dobrym oraz zorientowanym na przyszłość i tylko takich pracodawców uwzględniamy w swoim rankingu, bo oni będą decydować o przyszłości zarówno naszej gospodarki, jak i przyszłości pracowników – podkreśla dr Leszek Juchniewicz.

Polacy robią duże zakupy, bo wierzą, że będzie coraz lepiej

Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej w kwietniu br. wyniósł 7,8, natomiast wskaźnik wyprzedzający osiągnął 5,7 – podał GUS.

Wśród gospodarstw domowych utrzymuje się bardzo wysoka skłonność do konsumpcji. Wskaźniki ufności konsumenckiej – bieżący i wyprzedzający – są na bardzo wysokim poziomie. Gospodarstwa domowe dobrze oceniają swoją sytuację finansową w ostatnim roku i jeszcze lepiej w perspektywie najbliższych 12 miesięcy. Pozytywnie oceniają też kondycję gospodarki i wierzą, że w najbliższych miesiącach będzie się jeszcze poprawiała. Nie boją się utraty pracy. Szkoda, że jeszcze pesymistycznie spoglądają na możliwości oszczędzania, chociaż maleje przewaga konsumentów, którzy tak uważają.

Dane dotyczące koniunktury konsumenckiej w kwietniu wskazują, że w najbliższych miesiącach Polacy będą z ochotą robili zakupy, co jest dobrą informacją dla przedsiębiorców, gdyż ich towary znajdą nabywców, jak i dla gospodarki, którą dalej mocno będzie wspierała konsumpcja. O dobrej kondycji gospodarstw domowych świadczy chociażby rekordowe zainteresowanie tegoroczną majówką, która napędza klientów biurom podróży. Liczba rezerwacji w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosła prawie dwukrotnie. Świetnie sprzedają się też wyjazdy wakacyjne. Według ostatnich danych Polska znalazła się tez w I kwartale br. w ścisłym gronie europejskich liderów wzrostu sprzedaży nowych samochodów. Marzec okazał się najlepszy od 2000 roku.

Polacy nie boją się też bezrobocia, skoro znalezienie nowego zajęcia – jak wynika z analiz Instytutu Badawczego Randstad – zajmuje obecnie średnio 2,5 miesiąca, czyli znacznie mniej czasu iż kilka lat wcześniej.

Optymizm konsumpcyjny wzmagają także rosnące wynagrodzenia. Średnia płaca powoli zbliża się już do 5 tys. zł miesięcznie. Pracodawcy oferują wyższe wynagrodzenia, bo próbują zatrzymać dotychczasowych pracowników lub pozyskać nowych.

Wszystko wskazuje na to, że ten boom konsumpcyjny nie przełoży się na znaczący wzrost inflacji, przynajmniej w tym roku.

Zbigniew Maciąg, Konfederacja Lewiatan

Produkcja dostała zadyszki

dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan
dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w marcu, w ujęciu rocznym, o 1,8 proc., natomiast budowlano-montażowa o 16,2 proc. – podał GUS.

Po świetnym lutym oczekiwania były wyższe. Tymczasem wzrost odnotowano tylko w 17, spośród 34, działach przemysłu. Nie da się tego spowolnienia wytłumaczyć tylko mniejszą liczbą dni roboczych w marcu, czy wysoką bazą z marca 2017 r., kiedy produkcja wzrosła aż o 11 proc. Niewątpliwie wpływ na gorsze wyniki przemysłu miała sytuacja na rynku europejskim – pogorszenie na początku roku koniunktury w strefie euro, a szczególnie w Niemczech, gdzie trafia ponad 25 proc. naszego eksportu. Świadczą o tym właśnie gorsze wyniku tych działów przemysłu, które produkują na eksport. Na przykład produkcja maszyn i urządzeń spadła o 5 proc. a wyrobów elektronicznych i optycznych o 7,8 proc.

Mniej rozczarowały dane o produkcji budowlano-montażowej, która wzrosła solidnie, chociaż jej dynamika była niższa niż w lutym. W tym przypadku to rezultat mniejszej liczby dni roboczych i trudnych warunków pogodowych w marcu, kiedy wróciła zima i nie bardzo sprzyjała pracom budowlanym. Mimo to pierwszy kwartał był dla budownictwa wyjątkowo dobry. Warto podkreślić, że od początku roku utrzymuje się bardzo duży wzrost produkcji budowlano-montażowej wykonanej przez firmy zajmujące się budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej. A to oznacza, że przyspieszyły inwestycje infrastrukturalne. Inwestycje publiczne, ale nie tylko, powinny mieć pozytywny wpływ na tempo wzrostu gospodarczego w pierwszym kwartale, a w kolejnych ich wpływ będzie się zwiększał.

W najbliższych miesiącach trudno liczyć na znaczące przyśpieszenie produkcji, chyba że zmieni się sytuacja gospodarcza u naszych zachodnich sąsiadów, czy w strefie euro. Natomiast przemysłowi będzie sprzyjała sytuacja na rynku wewnętrznym – wysokie spożycie indywidualne, dodatkowo napędzane pieniędzmi (ponad 1,3 mld zł), które dostaną w sierpniu rodziny posyłające dzieci do szkoły (wyprawka 300 zł). Wysoki poziom wykorzystania mocy produkcyjnych i kłopoty z zatrudnianiem nowych pracowników mogą jednak negatywnie wpłynąć na możliwości zwiększenia produkcji.

Mimo to w pierwszym kwartale br. możemy się spodziewać wysokiego tempa wzrostu PKB, nawet przekraczającego 5 proc.

Czy warszawski rynek biurowy znów osiągnie rekordowy wynik?

Sektor biurowy w stolicy na koniec I kwartału potwierdził, że popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe wciąż jest na wysokim poziomie. W ciągu trzech pierwszych miesięcy wielkość najmu powierzchni biurowych netto osiągnęła imponujący wynik ok. 162 000 m kw. Tak wysoka wartość była dotychczas charakterystyczna raczej dla ostatniego kwartału w roku. Dlatego też, analitycy BNP Paribas Real Estate Poland uważają, że to dobra prognoza na kolejne miesiące i należy oczekiwać rekordowego rezultatu końcowego.

Podaż na niskim poziomie

W ubiegłych latach nowa podaż nowoczesnej powierzchni biurowej odnotowywała wysokie wyniki. W I kwartale 2018 r. wyniosła ona zaledwie 23 700 m kw., a całkowita wielkość zasobów biurowych wyniosła 5,28 mln m kw.

Na koniec analizowanego okresu wiodącą pod względem ilości powierzchni biurowej była niezmiennie strefa Centrum, w której zlokalizowane jest 38,5% obecnych zasobów. Od kilku kwartałów znaczącą dynamikę rozwoju można zaobserwować w strefie Centrum Zachód. Okolice Ronda Daszyńskiego, będące jednym z większych placów budowy w tej części Europy, przyciągają potencjałem lokalizacji, bliskością ścisłego centrum i bardzo dobrym dostępem do komunikacji publicznej, w tym do rozbudowywanej II linii metra.

Małgorzata Fibakiewicz Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych w BNP Paribas Real Estate Poland
Małgorzata Fibakiewicz Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych w BNP Paribas Real Estate Poland

Okolice Ronda Daszyńskiego od kilku kwartałów przechodzą metamorfozę, co ma ogromny wpływ na centralną strefę Warszawy. Powstaje tam bowiem nowy biznesowy region stolicy. Warto jednak podkreślić, że równolegle z fundamentalnymi przemianami na biurowej mapie Warszawy obserwujemy również trend zmiany przeznaczenia dojrzałych budynków z funkcji biurowej na inne funkcje komercyjne. W efekcie, należy spodziewać się wykluczenia z zasobów biurowych niektórych istniejących budynków biurowych, które zostaną zastąpione przez nowoczesne powierzchnie biurowe w innych lokalizacjach. – Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Rosnący popyt

Obiekty gwarantujące prestiżową lokalizację w centralnej strefie miasta oraz na jej zachodnim obrzeżu niezmiennie cieszą się największym zainteresowaniem ze strony najemców. Autorzy raportu wskazują, że w pierwszych trzech miesiącach 2018 r. popyt netto w tym obszarze stanowił 64% całego popytu odnotowanego w Warszawie. Wartym podkreślenia jest fakt, że nadal uwagę najemców przyciąga Mokotów, oferujący szeroki wybór powierzchni biurowych i stwarzający okazję do negocjacji bardzo elastycznych komercyjnych warunków najmu. Wysoki poziom popytu w analizowanym okresie miał bezpośrednie przełożenie na spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej, który spadł do około 11 proc. na koniec I kwartału.

Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa na Europę Środkowo-Wschodnią, BNP Paribas Real Estate Poland
Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa na Europę Środkowo-Wschodnią, BNP Paribas Real Estate Poland

Analizując wskaźnik pustostanów w poszczególnych strefach stolicy zauważyć można, że wpływ dobrej koniunktury znacznie obniżył dostępność powierzchni biurowych w strefie Centrum, gdzie wskaźnik na koniec I kwartału wynosił ok. 7,5%. W strefach znajdujących się poza Centrum, stopa pustostanów nieznacznie wzrosła – o 0,5 p.p. Stałą tendencją jest natomiast wzrost tego wskaźnika dla Mokotowa, gdzie w ciągu ostatnich trzech miesięcy powiększył się on o prawie  1 p.p. Najsłabiej wypada podstrefa Służewiec, w której obecnie blisko 19% powierzchni pozostaje bez najemców. – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa na Europę Środkowo-Wschodnią, BNP Paribas Real Estate Poland.

Centrum placem budowy

Na koniec marca 2018 r. w budowie było ponad 750 000 m kw. powierzchni biurowej. W perspektywie trzech najbliższych lat największy rozwój sektora biurowego odnotowany zostanie w stołecznej strefie Centrum, w której powstanie ponad 75% konstruowanej obecnie powierzchni. Deweloperzy upodobali sobie szczególnie okolice Ronda Daszyńskiego, gdzie w fazie budowy znajduje się ok. 340 tys. m kw. nowoczesnych biur, a kolejne projekty są na różnych etapach przygotowania. Nadal obserwujemy rozwój drugiej co do wielkości zasobów biurowych strefy Mokotów.

Powolna zmiana pozycji negocjacyjnej

Pod koniec minionego kwartału miesięczne stawki wywoławcze czynszów w najlepszych obiektach w strefie Centrum wahały się pomiędzy 20 EUR a 22 EUR za m kw. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland wnioskują, że spadek wskaźnika niewynajętej powierzchni przekłada się bezpośrednio na pozycję negocjacyjną wynajmujących. W perspektywie krótkookresowej stołeczny rynek będzie świadkiem powrotu rynkowej równowagi na linii najemca – wynajmujący, a także optymalizacji pakietu zachęt dla najemców w postaci wakacji czynszowych albo wysokości partycypacji w kosztach aranżacji powierzchni.

Ropa z każdym dniem coraz droższa

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Praktycznie każdego dnia ropa jest coraz droższa. Tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni ceny odmiany Brent podniosły się o 10 proc., osiągając przy tym najwyższe wartości od listopada 2014 r. Czy powinniśmy bać się, że ropa przebije poziom 100 dol. za baryłkę, a paliwa będą kosztować ok. 5,5-6,0 zł za litr? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Winowajców wyższych cen jest wielu. Przede wszystkim niespokojna sytuacja geopolityczna powoduje, że część inwestorów obawia się zaburzeń podaży z Bliskiego Wschodu. Te problemy szybko przełożyłyby się na dalszy wzrost notowań ropy, gdyż przez ostatnie kwartały globalne zapasy tego surowca wyraźnie spadały i tak zwany bufor bezpieczeństwa uległ zmniejszeniu.

Kto odpowiada za rosnące ceny? Producenci

Napięcia międzynarodowe dotyczą nie tylko szeroko komentowanego problemu Syrii. Do 12 maja prezydent Trump ma podjąć decyzję o przedłużeniu porozumienia nuklearnego z Iranem. Od zniesienia sankcji w 2015 r. wydobycie z tego kraju wzrosło prawie o 40 proc. Według ankietowanych przez agencję Bloomberg ekonomistów Teheran może być zmuszony do ograniczenia produkcji ropy nawet o 800 tys. baryłek dziennie, gdyby obostrzenia handlowe zostały przywrócone. Ryzyko takiego scenariusza to 50:50.

Nie można także zapominać o znacznym spadku produkcji z Wenezueli. Ten pogrążony w kryzysie kraj wydobywa o 500 tys. baryłek dziennie mniej niż jeszcze pół roku temu. Przy globalnym popycie na poziomie 100 mln baryłek dziennie to nie wydaje się dużo, ale sytuacja może się jeszcze pogorszyć ze względu na chroniczny brak inwestycji w tym sektorze i silną niechęć do kapitału zagranicznego ekipy prezydenta Nicolasa Maduro.

Ważnym elementem w układance jest także fakt, że główni producenci zwarli szyki i planują długoterminową współpracę. Kartel Plus – tak roboczo można nazwać coraz ściślejszą kooperacją OPEC z Rosją. Sprytne zarządzanie podażą przez producentów opowiadających za prawie połowę globalnego potencjału wydobycia ropy może oznaczać wyższe ceny dla konsumentów, zwłaszcza gdy popyt jest silny.

Wzrost konsumpcji także podnosi ceny

Niebagatelny wpływ na ceny ropy ma zachowanie konsumentów. Przyspieszenie wzrostu gospodarczego na świecie i dobra sytuacja ekonomiczna gospodarstw domowych powodują, że rocznie popyt na ropę może rosnąć nawet o 1,5 mln baryłek w ujęciu dziennym (szacunki z kwietniowego raportu IEA) .

Dobrym przykładem silnego wzrostu zapotrzebowania na ten surowiec były środowe dane ze Stanów Zjednoczonych. Według najnowszego raportu Amerykańskiej Agencji Energetycznej (EIA) dzienny popyt na samą benzynę bezołowiową sięgnął prawie 10 mln baryłek. To historyczny rekord, i to jeszcze przed rozpoczęciem sezonu wakacyjnego, kiedy zapotrzebowanie na paliwo w USA osiąga najwyższe poziomy.

100 dolarów na szczęście odległe

Poza wydarzeniami natury fundamentalnej, czyli związanymi z popytem, podażą oraz zapasami, sporo uwagi przykuwały nieoficjalne informacji z Arabii Saudyjskiej. Bloomberg pisał o preferowanej przez Królestwo cenie w granicach 80 dol. za baryłkę. Reuters z kolei donosił o chęci podniesienia ceny do 100 dol., powołując się na trzy źródła w branży.

Powrót do trzycyfrowej ceny baryłki ropy brzmi dramatycznie, ale taki scenariusz na razie jest mało prawdopodobny. I tak już obecne ceny powodują bardzo wyraźne wzrosty wydobycia w USA. Kartel Plus wie, że problemy geopolityczne nie będą wspierać ropy w nieskończoność, a zbyt szybki wzrost produkcji w USA czy w Kanadzie to ryzyko powtórzenia się scenariusza z lat 2014-2016, czyli zalania rynku ropą przez nadmierną podaż i spadki ceny nawet poniżej 30 dol. za baryłkę. Chęć utrzymania cen w okolicach 100 dol. finalnie nie miałaby sensu, nawet biorąc pod uwagę zamiary sprzedaży części największego na świecie koncernu naftowo-gazowego Saudi Aramco.

Wysokie ceny ropy naftowej, dochodzące nawet do 80 dol. za baryłkę czy paliwa na krajowych stacjach wyceniane na 5 zł/litr, mogą utrzymać się tygodniami bądź nawet miesiącami. Jednak prawdopodobieństwo podwyżek cen o dalsze 30-40 proc. jest na szczęście mało prawdopodobne, gdyż finalnie zaszkodziłoby tym, którzy w znacznym stopniu kontrolują rynek surowców energetycznych.

CIMA i SGH razem w nurcie etyki w biznesie

CIMA i Szkoła Główna Handlowa zacieśniają współpracę, aby wspólnie działać na rzecz promowania etyki i etycznych zachowań w świecie biznesu. Efektem jest otwarty 12 kwietnia SGH Ethics Club. To unikalne w Polsce przedsięwzięcie skierowane głównie do społeczności akademickiej i pracodawców, którego celem wymiana wiedzy oraz edukacja w takich obszarach jak ochrona wartości organizacji czy zarządzanie w oparciu o zasady odpowiedzialności społecznej.

SGH Ethics Club będzie stanowić platformę do rozmów, wymiany najlepszych praktyk, a także badań z obszaru etyki w biznesie. Inicjatywa jest nie tylko kolejnym krokiem na drodze intensyfikacji współpracy CIMA z uczelnią, ale również kontynuacją propagowania najwyższych standardów w zakresie odpowiedzialnego biznesu, co jest jednym ze strategicznych celów CIMA.

Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants
Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants

– Członkowie CIMA są zobowiązani do przestrzegania wysokich standardów etycznych i działania według Globalnych Zasad Rachunkowości Zarządczej. To swoisty przewodnik dla finansistów, wspierający ich w strategicznych procesach decyzyjnych oraz tworzeniu wartości dodanej dla swoich organizacji. Jednym z kluczowych elementów Zasad jest zaufanie oraz szeroko pojęta etyka, która jak nigdy wcześniej powinna odgrywać kluczową rolę w działaniach podejmowanych przez firmy. Stąd nasza decyzja o współpracy z SGH i działaniu na rzecz promowania etyki wśród studentów kierunków finansowych i ekonomicznych, którzy w przyszłości mogą piastować strategiczne role tak w międzynarodowych, jak i polskich organizacjach. Etyczny biznes jest bowiem podstawą zdrowej gospodarki – podsumowuje Jakub Bejnarowicz, szef CIMA w Europie Kontynentalnej.

Globalne Zasady Rachunkowości Zarządczej (Global Management Accounting Principles, GMAP) zostały opracowane przez American Institute of Certified Public

Accountants (AICPA) i Chartered Institute of Management Accountants (CIMA) — organizacje, które zrzeszają łącznie ponad 650 000 specjalistów z dziedziny rachunkowości ze 179 krajów świata. GMAP opiera się na czterech głównych filarach: wpływie, istotności, wartości i zaufaniu, którego kluczowym elementem jest kwestia etyki. Według GMAP powinna ona rozciągać się na wszelkie aspekty podejmowanych działań gospodarczych, począwszy od strategii opracowywanych na poziomie zarządów, poprzez sposoby traktowania pracowników i dostawców, a skończywszy na technikach sprzedaży i praktykach rachunkowości.

– Powstanie SGH Ethics Club jest namacalnym dowodem na to, iż społeczność akademicka SGH pragnie czynnie i różnorodnie partycypować w kształtowaniu postaw pożądanych społecznie, w tym przede wszystkim w biznesie. Problem etyki na wielu frontach jest przez pracowników SGH podnoszony, nagłaśniany i dyskutowany. W czasach takich, jak te w których obecnie żyjemy, kiedy człowieka wyróżniać może tylko jego postawa (a nie marka telefonu komórkowego, samochód, ubranie czy też wojaże zagraniczne) postawa etyczna ma ogromną, choć niewymierną wartość. Pragniemy, aby SGH Ethics Club, ludzie którzy wokół niego już się skupiają i ci, którzy – mamy nadzieję – szybko będą powiększać grono sympatyków dla planowanych działań, był odbierany jako  wyraz zbiorowej woli przyjmowania „kursu na etykę” –  tłumaczy prof. dr hab. Anna Karmańska, Dyrektor Instytutu Rachunkowości w SGH, inicjatorka SGH Ethics Club.

Fundusz Arcona Property Fund N.V zbiera owoce ekspansji w 2017 r.

Arcona Property Fund N.V – fundusz notowany na giełdzie, który inwestuje w nieruchomości komercyjne w Europie Centralnej – w 2017 roku odnotował zysk netto w wysokości 5,56 mln euro – w porównaniu do 292 tys. euro straty netto w 2016 roku. Zysk operacyjny za ten rok zwiększył się znacząco z 748 tys. do 2,13 mln euro. Na 2018 rok fundusz prognozuje dalszy wzrost wyników operacyjnych, sięgający kwoty 2,4 mln euro. Za cel fundusz stawia sobie wzrost do wartości 500 mln euro, co ma nastąpić do  2022 roku.

Guy Barker, dyrektor zarządzający Arcona Capital
Guy Barker, dyrektor zarządzający Arcona Capital

Guy Barker, dyrektor zarządzający Arcona Capital, komentuje: „Poprawa wyników operacyjnych nabrała tempa w 2017 roku. Wartość portfolio funduszu wzrosła z 83 mln euro do 99 mln euro, zmalał wskaźnik pustostanów, a wzrost zysków przyspieszył. Na pozytywne rezultaty miała wpływ integracja budynków biurowych oraz jedenastu centrów handlowych nabytych w Polsce. W 2017 roku fundusz zebrał laury za swoją niedawną ekspansję. W świetle bardzo pozytywnych prognoz wzrostu rynków Europy Centralnej oczekujemy dalszego przyrostu zysków z działalności operacyjnej, przy czym naszym długoterminowym celem jest zwiększenie wartości funduszu o kolejne 400 mln euro – z 99 mln euro w 2017 roku do 500 mln w 2022 roku oraz osiągnięcie stopy dywidendy o wartości 8% w dominującej cenie akcji”.

Rozwój operacyjny

Strategiczna zmiana pozycjonowania funduszu Arcona Property Fund przyniosła namacalne, pozytywne rezultaty w 2017 roku. Portfolio Arcony w Polsce wzbogaciło się o trzy osiedlowe centra handlowe oraz nowoczesne budynki biurowe. Dwa aktywa o mniejszym znaczeniu zlokalizowane na Słowacji i w Czechach zostały sprzedane za ceny przekraczające szacunkowe wartości. Ogółem, w przeciągu roku, dzięki aktywności na rynku transakcyjnym funduszu kapitalizacja wzrosła z 83 mln do 99 mln euro, znacząco zwiększając jego obecność na polskim rynku.

Rozwój finansowy

W 2017 roku wskaźnik wynajęcia portfolio funduszu wzrósł z 80,7% do 84%. Roczny dochód netto portfolio zwiększył się  z 3,02 mln (grudzień 2016) do 4,8 mln (grudzień 2017).

Bezpośredni wynik przed podatkiem w 2017 roku wyniósł 3,16 mln euro, w porównaniu do straty 325,00 tys. euro w 2016 roku. Ten znaczący wzrost został odnotowany między innymi dzięki sprzedaży nieruchomości Drahobejlova, która przyniosła zysk w wysokości 2,2 mln euro. Pośredni wynik przed podatkiem, spowodowany wzrostem wycen w portfolio wyniósł 3,25 mln euro, w stosunku do 208 tys. euro straty w 2016 roku.

LTV (stosunek wskaźnika wartości kredytu do wartości zabezpieczenia) funduszu wzrósł z 49,3% do 52,7%. Wartość aktywów netto wzrosła z 36,46 mln euro do 42,31 mln euro.

Z końcem 2017 roku liczba wyemitowanych akcji funduszu wyniosła 3,17 mln euro. Wartości aktywów netto na akcję funduszu pod koniec roku wyniosły 13,37 euro. Na przestrzeni roku cena giełdowa akcji wzrosła z 5,4 do 7,4 euro, a dyskonto między ceną akcji a wartością aktywów netto na akcję zmalało z 54% do 44%.

Płynność akcji funduszu Arcona Property Fund wykazała progres na przestrzeni roku. Liczba obrotu akcjami w Euronext Amsterdam wzrosła o 118%, z 195,150 w 2016 roku do 424,778 w 2017 roku. W celu dalszej dynamizacji płynności udziałów, fundusz planuje równoległe notowania na Giełdzie Papierów Wartościowych w Pradze.

Dywidenda

Wyznaczonym celem Arcona Property Fund jest dystrybucja 35% wyników operacyjnych  do akcjonariuszy. W sierpniu 2017 roku okresowa dywidenda w wysokości 0,10 euro została wypłacona w gotówce. Podtrzymując tendencję rosnących dywidend i w związku z ilością akcji pozostających w obrocie (3,17 mln), zarząd zalecił finalną dywidendę w wysokości 0,14 euro, wypłacalną w gotówce.

Na przestrzeni 2017 roku cena akcji funduszu  zwiększyła się o 37%. Bazując na cenie akcji pod koniec 2017 roku, stopa dywidendy będzie wynosiła 3,2%.

Prognozy zysków 2018

Na 2018 rok zarząd prognozuje, że zysk z działalności operacyjnej funduszu wyniesie 2,4 mln euro w ramach istniejącego portfolio. Celem jest dystrybucja 35% tego wyniku do akcjonariuszy.

Perspektywy strategiczne

W opinii zarządu dalsza ekspansja funduszu jest ważna zarówno dla płynności akcji, jak i dla zwiększenia dywidendy dla akcjonariuszy. Celem jest osiągnięcie wartości funduszu w wysokości 500 mln euro (30-50 aktywów) do 2022 roku, z dywidendą 8% do ceny akcji. Przewidywana jest następująca alokacja geograficzna aktywów funduszu:

  • Polska: 40% (200 mln euro, 2017: 36,3 mln euro)
  • Czechy: 20% (100 mln euro, 2017: 16,2 mln euro)
  • Słowacja 10% (50 mln euro, 2017: 37,3 mln euro)
  • Inne kraje w rejonie Europy Centralnej: 30% (150 mln euro, 2017: 0 mln euro)

Zarząd patrzy optymistycznie na zamierzone cele, planowane do realizacji w 2018 roku.

Nowe przejęcia są obecnie skoncentrowane na rynku czeskim oraz polskim i skupiają się na centrach handlowych i budynkach biurowych o wartości między 5 a 15 mln euro. Oba rynki, zwłaszcza poza stolicami, oferują atrakcyjne połączenie jakości i stóp zwrotu. Główne wskaźniki ekonomiczne dla tych dwóch krajów są bardzo korzystne, a dodatkowo Arcona może bazować tam na swoich świetnych lokalnych zespołach odpowiedzialnych za asset management, z których jeden został niedawno uznany za najlepszy w swojej klasie w konkursie Construction and Investment Journal Awards 2017.

Równocześnie z planami przejęć toczą się prace nad modernizacją i rozbudową 5 istniejących aktywów w obrębie portfolio, w celu zwiększenia dochodowości aktualnie posiadanego portfela.

Zarząd funduszu widzi w 2018 roku potencjał do zwiększenia wartości portfela poprzez przejęcia i rozbudowy o kolejne 50 mln euro.

Fundusz Arcona Property Fund podtrzyma strategię konserwatywnych poziomów finansowania, celując w LTV na poziomie 45%-50% (2017: 52,7%, wliczając w obligacje zamiennie), choć zgodnie ze statutem funduszu możliwe jest LTV na poziomie do 60%.

Poprawa nastrojów wśród małopolskich przedsiębiorców – a nowosądeccy przedsiębiorcy są największymi optymistami w kraju

Wśród właścicieli mikro i małych firm po raz pierwszy od ośmiu lat prym wiodą optymiści – takie są wyniki badań zawartych w raporcie przygotowywanym przez Bank Pekao S.A. W Małopolsce przedsiębiorcy oceniają sytuację gospodarczą w kraju oraz własną lepiej niż rok temu. Najwyższy w kraju wskaźnik optymizmu został odnotowany wśród właścicieli mikro i małych przedsiębiorstw w rejonie nowosądeckim.

Bank Pekao S.A. przygotował ósmą edycję raportu o sytuacji mikro (zatrudniających do 9 osób) i małych firm (zatrudniających nie więcej niż 49 osób). Według autorów „Raportu o sytuacji mikro i małych firm w roku 2017” właściciele małego biznesu w Polsce od lat nie byli takim optymistami, zarówno jeśli chodzi o ich biznes i perspektywy jego rozwoju, jak i sytuację gospodarczą w kraju.

Mikro i małe przedsiębiorstwa stanowią niezmiernie ważny sektor polskiej gospodarki. Jest ich 1,9 mln, stanowią 99% ogółu wszystkich aktywnych firm, zatrudniają ponad połowę (52%) czyli 4,9 mln pracowników, generują 1,5 biliona złotych czyli 36% wszystkich przychodów przedsiębiorstw oraz odpowiadają za 25% wszystkich inwestycji (49 mld zł).

W ramach prowadzonych badań przeprowadzono wywiady telefoniczne z właścicielami 6901 mikro i małych przedsiębiorstw z całej Polski. Ankietowanych poproszono o odpowiedzi na 71 pytań, które dotyczyły sytuacji gospodarczej, sytuacji finansowej firmy, zatrudnienia, inwestycji, czy innowacyjności – łącznie osiem zagadnień tematycznych. W ramach prowadzonych badań przeprowadzano rozmowy z 523 przedstawicielami mikro i małych przedsiębiorstw w województwie małopolskim. Na potrzeby badań województwo małopolskie podzielono na sześć podregionów: krakowski, m. Kraków, oświęcimski, nowotarski, nowosądecki, tarnowski.

Ogólne wyniki badań mikro I małych przedsiębiorstw nie odbiegają zasadniczo od wyników krajowych i potwierdzają silny duch przedsiębiorczości w regionie małopolskim. Interesujące są też różnice między podregionami wewnątrz województwa, na tle których wybija się region Nowego Sącza – powiedziała Agnieszka Michalik z Banku Pekao SA, współautorka Raportu.

W skali całego kraju, średnia wartość Ogólnego Wskaźnika Koniunktury – OWK (głównego miernika nastroju przedsiębiorców będącego wynikiem raportu) w roku 2017 wyniosła 100,8 punktu. Po raz pierwszy w historii badań wskaźnik ten przekroczył barierę 100 punktów, czyli poziomu neutralnego, czyli statystycznie po raz pierwszy dominowali w badaniu optymiści. Wskaźnik w tym badaniu był wyższy od najlepszego dotąd roku badawczego 2015 o 2,5 punktu i wyższy od najsłabszego 2012 aż o 11,3 punktu.

Pod względem Ogólnego Wskaźnika Koniunktury województwo małopolskie zajmuje 5 miejsce w kraju: wskaźnik wyniósł 101,6 pkt. i był wyższy o 4 pkt. niż za rok 2016. Równie optymistyczne oczekiwania mają małopolscy przedsiębiorcy co do koniunktury w 2018 roku (OWK na poziomie 102,9 pkt., wobec 102,2 pkt. średniej krajowej). Warto odnotować fakt, że w skali kraju najlepiej koniunkturę oceniają firmy z podregionu nowosądeckiego (104,6 pkt.), przedsiębiorcy, a przedsiębiorcy nowotarscy ze wskaźnikiem na poziomie 103,8 pkt. plasują się na trzecim miejscu w kraju.

W przypadku podregionu nowosądeckiego warto przypomnieć fakt, że według danych Izby Skarbowej w Krakowie w osiemdziesięciotysięcznym Nowym Sączu jest aż 104 milionerów (czyli osób składających dowolne roczne zeznanie podatkowe PIT-3X, gdzie równocześnie kwota dochodu przed opodatkowaniem jest większa od 1 mln złotych). W podregionie nowosądeckim znajduje się też piętnastotysięczna Limanowa, gdzie na 300 mieszkańców przypada jeden milioner. Sama Małopolska plasuje się tuż za ścisłą czołówką trzech województw (mazowieckiego, śląskiego wielkopolskiego), które mogą pochwalić się największą liczbą mieszkańców osiągających milionowe dochody.

Na poziomie kraju, wzrost zadowolenia odnotowano we wszystkich ośmiu badanych obszarach nastrojów. W stosunku do poprzedniego roku najbardziej poprawiła się ocena ogólnej sytuacji gospodarczej kraju (aż 10,4 punktów w skali), sytuacji branży (+6,5 pkt) oraz ocena sytuacji firmy oraz jej przychodów (odpowiednio + 4,5 i 4,3 pkt). Trendy w nastrojach przedstawione w badaniu pokrywają się z wynikami indeksów nastrojów GUS dla całej gospodarki i poszczególnych sektorów.

Na poziomie ogólnokrajowym oceniana jest zarówno sytuacja firmy i perspektywy biznesu, jak i sytuacja gospodarcza. W tegorocznym badaniu ocena gospodarki była obszarem, który najbardziej zyskał w ocenie właścicieli firm w stosunku do poprzedniego badania. Różnica rok do roku wyniosła aż 10,5 punktu. Nie sprawdziły się zatem pesymistyczne oceny perspektyw z ubiegłorocznego badania.

Natomiast przedsiębiorcy małopolscy zdecydowanie lepiej niż rok temu i powyżej średniej krajowej oceniają sytuację gospodarczą i sytuację branży: w stosunku do ubiegłego roku oba wskaźniki podskoczyły odpowiednio o 10,1 pkt. do poziomu 103,3 pkt. i o 5,8 pkt. do 100,8 pkt. W obu przypadkach są to drugie najwyższe wskaźniki w kraju, przy średniej krajowej 100,1 pkt. i 98,6 pkt. Trochę lepiej niż w ubiegłym roku oceniono również sytuację firmy (+2,4 pkt.), wyniki finansowe firmy (+2,9 pkt.), zatrudnienie (+1 pkt.), przychody firmy (+2,3 pkt.) i oczekiwanie na zapłatę (+0,7 pkt). Nieznanie spadła ocean dostępności finansowania (-0,5 pkt.).

Pod względem działalności eksportowej, małopolskie mikro i małe przedsiębiorstwa plasują się dopiero na 15. miejscu w kraju: tylko 14% z nich prowadziło działalność eksportową w ostatnim roku. Odsetek ten jest nie tylko drugi najniższy w skali kraju, ale niższy niż rok temu, kiedy działalność eksportową deklarowało 17% ankietowanych firm w województwie.

W porównaniu z resztą kraju, w Małopolsce sporym wyzwaniem wydaje się być stymulacja zdolności eksportowych firm w regionie. Bliższe średniej krajowej są wskaźniki innowacyjności małopolskich mikro i małych firm. Przy czym należy zauważyć, że generalnie odsetek mikro i małych firm inwestujących w innowacje jest umiarkowany: w zależności od województwa jest to 19-31 % dla innowacji produktowych i 12-25% dla innowacji procesowych. Ogólnie całość wyników naszego badania potwierdza powszechną opinię o silnym duchu przedsiębiorczości w województwie małopolskim – powiedziała Agnieszka Michalik z Banku Pekao SA, współautorka Raportu.

Odsetek innowacyjnych firm w województwie małopolskim jest na poziomie średniej krajowej: 26% deklarowało wdrożenie innowacji produktowych, a 17% dla innowacji procesowych w ostatnich 12 miesiącach. W tym kontekście, w województwie małopolskim wyjątkowo wyróżnia się region nowotarski, gdzie 14% ankietowanych mikro i małych firm deklarowało poniesienie w ostatnich 12 miesiącach wydatków na innowacje w wysokości ponad 1 mln zł, gdy w pozostałych regionach odsetek ten wahał się od 0 do 2%. Odsetek przedsiębiorców deklarujących ponad 1 mln inwestycje w innowacje w kolejnych 12 miesiącach jest też najwyższy wśród przedsiębiorców nowotarskich (10% wobec od 0 do 9% w innych podregionach).

 Raport o sytuacji mikro i małych firm w Polsce” jest publikowany corocznie przez Bank Pekao w oparciu o wywiady telefoniczne z właścicielami 7 tysięcy firm zatrudniających poniżej 50 osób (99% wszystkich aktywnych firm w Polsce). Reprezentatywne wyniki badania są prezentowane na poziomie krajowym, regionalnym (16 województw) oraz sub-regionalnym (66 grup powiatów), w podziale na sektory (produkcja, usługi, handel i budownictwo) oraz wielkość firm (mikro i małe firmy). Raport porusza między innymi kwestie sytuacji firm, zatrudnienia, inwestycji, eksportu, innowacji, finansowania zewnętrznego, otoczenia biznesowego oraz barier rozwojowych. Każdego roku wybierany jest temat specjalny raportu. Tematem specjalnym były już fundusze unijne, e-gospodarka, eksport, innowacje oraz firmy rozpoczynające działalność gospodarczą. W raporcie prezentowane są także oficjalne dane statystyczne dotyczące mikro i małych firm, jak również perspektywy makroekonomiczne dla polskiej gospodarki.

Grupa SARE SA chce przejąć Nokaut.pl i Bazarek.pl za 1,9 mln zł

Nokaut.pl i Bazarek.pl są wystawione na sprzedaż. Grupa SARE SA chce zapłacić nie więcej niż 1,9 mln zł. Negocjacje między dwoma spółkami giełdowymi mają zakończyć się do 30 kwietnia.

Właścicielem serwisów Nokaut.pl i Bazarek.pl jest Sales Intelligence. To spółka zależna należąca do HubStyle SA, notowanej na GPW. Byłaby to więc transakcja M&A zawarta pomiędzy dwoma spółkami z warszawskiej giełdy.

Główną działalnością spółki Sales Intelligence jest dostarczanie sklepom internetowym klientów w modelu performance marketingu. Z usług spółki korzysta ok. 3000 sklepów internetowych, z których do najbardziej znanych należą: Zalando, RTV Euro AGD, MediaMarkt oraz eobuwie.pl.

Podstawową wartością, którą Sales Intelligence tworzy dla sklepu internetowego jest dostęp do dużej ilości potencjalnych klientów z różnych miejsc w internecie. Spółka jest właścicielem popularnej porównywarki cenowej Nokaut.pl, która stanowi doskonałą platformę wymiany informacji pomiędzy klientami końcowymi i segmentem e-commerce, i będzie stanowić komplementarny zakres usług dla Grupy SARE.

-Transakcja jest dla nas interesująca ze względu na bardzo dużą liczbę informacji o celach zakupowych konkretnych klientów, a jest to 8 mln ofert, które są wystawione na rynku poprzez czterystu wydawców współpracujących ze spółką Sales Intelligence, którą chcemy kupić – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dariusz Piekarski, prezes zarządu SARE SA.

Prowizorium bezpieczeństwa publicznego

Ostatni atak szaleńca w centrum handlowym w Stalowej Woli wyrwał nas z letargu, w który popadliśmy, zapewniani, że jesteśmy oazą spokoju w niepokojonej terrorystycznymi incydentami Europie. Okazało się, że wcale nie trzeba islamskiego fanatyzmu, żeby obnażyć fikcję, w jakiej funkcjonują nasze służby oraz rząd. Oczywiście można powiedzieć, że skoro to nie był incydent o charakterze terrorystycznym, to nie ma powodu zmieniać słusznie obranego kursu. Ale czy to w jakikolwiek sposób ulży cierpieniom poszkodowanych w Stalowej Woli?

Incydent w Stalowej Woli, choć tragiczny, ma szansę wpłynąć na poziom bezpieczeństwa obywateli w przyszłości. Aby tak się stało, nieodzowne jest jednak, by władze i media przestały zastanawiać się nad tym, czy sprawca miał związki z islamskim ekstremizmem, czy też nie, i nie oddychały z ulgą po stwierdzeniu, że okazał się „zwyczajnym” szaleńcem. Z punktu widzenia Kowalskiego ten fakt ma znaczenie absolutnie drugorzędne – efekt działań pozostaje ten sam. Okrzyknięcie napastnika samotnym wilkiem czy bojownikiem ISIS to jedynie zabieg propagandowy, który odciąga niestety uwagę od sedna sprawy. A jest nią absolutny brak przygotowania służb na tego typu ataki, przeprowadzane w zatłoczonych i ogólnodostępnych miejscach.

Mamy co prawda służby porządkowe, mamy również ustawę o ochronie osób i mienia, a nawet media, które od biedy można uznać za uświadamiające społeczeństwo. Wszystko to jednak poległo w starciu z jednym niepoczytalnym człowiekiem – aż strach pomyśleć, jaki skutek przyniósłby podobny atak przeprowadzony przez przeszkolonego i zdeterminowanego terrorystę. Obecnego stanu rzeczy nie da się zmienić telewizyjnymi wystąpieniami ministrów ani ich szumnymi obietnicami. A nawet jeśli potraktować poważnie deklaracje MSW o zwiększeniu liczby patroli w galeriach i centrach handlowych, to nikt już nie mówi głośno, że oznacza to ich mniejszą liczbę na ulicach.

Dlaczego incydent ze Stalowej Woli powinien być momentem przełomowym?

Po pierwsze, tego typu nagłośnione przypadki działają często na zasadzie błędnego koła. Oznacza to, że wcześniej lub później zaczną pojawiać się naśladowcy, których pobudki mogą być tak różne, że nie sposób przewidzieć, gdzie i kiedy zaatakują.

Po drugie, i to jest w tej chwili najważniejsze, należy jak najszybciej zweryfikować postawę podmiotów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo publiczne. Do tej pory była ona determinowana przez powszechne przekonanie, że w naszym kraju tego typu sytuacje jak ta w Stalowej Woli się nie zdarzą, ponieważ nie jesteśmy celem terrorystów. Zapomina się jednak o tym, że metody terrorystów są często powielane przez ludzi, których działania nie są z nimi w żaden sposób powiązane. Tu warto wspomnieć choćby o ostatnim ataku na kościół w Stanach Zjednoczonych czy autobusowym bomberze z Wrocławia. Niestety doświadczenie mówi, że władze w naszym kraju są bardzo odporne na naukę, więc zmian, o których mowa, nie należy spodziewać się zbyt szybko. Pozostaje nam – zwykłym obywatelom, przedsiębiorcom czy ludziom odpowiedzialnym za ochronę obiektów użyteczności publicznej czy imprez masowych – podjąć działania, do których podjęcia nie kwapią się urzędnicy.

Uczmy się na cudzych błędach

Podstawą wszelkich działań mających na celu podniesienie poziomu bezpieczeństwa są odpowiednie szkolenia. Nie chodzi tu wcale o naukę obsługi broni czy walki wręcz à la Jason Bourne. Najważniejsze jest nauczenie pracowników pionów ochrony, jak spośród tysięcy klientów centrów handlowych i innych obiektów użyteczności publicznej wytypować tych, którzy mogą okazać się potencjalnymi agresorami, i określić sytuacje, które sprzyjają działaniu takich osób.

Kolejnym elementem są procedury. To one, odpowiednio dobrane i usystematyzowane, mają zagwarantować maksymalnie krótki czas reakcji i właściwą kolejność działań. Na tym etapie nie potrzeba ani znaczących środków pieniężnych, ani zaawansowanej technologii. W zdecydowanej większości przypadków zarówno infrastruktura, jak i ludzie są już dostępni – najistotniejsza zaś jest ich właściwa organizacja. Jej właśnie powinny służyć specjalne szkolenia, obejmujące swym zakresem zagadnienia, których nie porusza się ani podczas kursów na licencjonowanych pracowników ochrony, ani szkoleń BHP dla pracowników galerii, sklepów czy kin.

Czy szkolenia wystarczą, by zapobiec atakom?

Choć uświadomienie zagrożeń i wskazanie zasad postępowania w przypadku ich wystąpienia odgrywa znaczną rolę w procesie zapobiegania incydentom, to z pewnością nie zagwarantuje ono, że do takowych nie dojdzie. Ryzyko pozostanie zawsze.

Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy pracować nad jego minimalizacją. Kolejnym ważnym aspektem jest znajomość słabych punktów obiektu, którego ochronę zapewniamy. Począwszy od wyjść ewakuacyjnych, oznaczeń wyjść i ciągów komunikacyjnych, a na skuteczności i przydatności systemów monitoringu i kontroli dostępu skończywszy. Ocenę istniejącej infrastruktury i sposobu jej wykorzystania najlepiej zlecić profesjonalnym podmiotom, które z dystansem i rzeczowością wykonają swoją pracę. Kompleksowy audyt bezpieczeństwa zweryfikuje również obowiązujące procedury oraz poziom świadomości i przeszkolenia pracowników i wskaże elementy, które powinny ulec zmianom w pierwszej kolejności.

Procedura powinna stać się drugą naturą pracownika

Wyrobienie w pracownikach pewnych nawyków, zaznajomienie ich z możliwymi scenariuszami sytuacji kryzysowych oraz uświadomienie roli, jaką mogą odegrać, postępując zgodnie z procedurami, wpłynie bezpośrednio na umiejętność zachowania przez nich zimnej krwi. A trzeźwa ocena sytuacji w wielu przypadkach jest dużo skuteczniejsza niż systemy zabezpieczeń oraz środki obezwładniające.

Każda sytuacja kryzysowa wywołuje w nas reakcję stresową. Tak jesteśmy zbudowani. Aby więc odpowiednio zareagować w razie zagrożenia, musimy przede wszystkim mieć utrwalone wzorce zachowania, z których będziemy mogli niemal automatycznie skorzystać.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Wstępne wyniki Grupy Ergis za I kw. 2018 roku

Grupa ERGIS, lider przetwórstwa tworzyw sztucznych w Europie Środkowo–Wschodniej, opublikowała wstępne wyniki finansowe za I kwartał 2018 roku. Grupa zanotowała w tym okresie wzrost przychodów ze sprzedaży o 4,3 proc., do 191,2 mln zł. Mimo to pogorszyła się rentowność firmy. Wynik EBITDA spadł o 20,6 proc., do 13,5 mln zł, zysk operacyjny spadł o 32,1 proc., do 7,6 mln zł, a zysk netto o 38,8 proc., do 5,2 mln zł.

Na obniżenie zysków rok do roku miały wpływ dokonane w drugiej połowie 2017 r. podwyżki wynagrodzeń, a także wysokie ceny surowców, głównie płatków PET, PVC, zmiękczaczy i bieli tytanowej. Negatywnie na wyniki wpłynął też zysk EBITDA zrealizowany na sprzedaży twardych folii i laminatów do pakowania żywności, który był w I kwartale 2018 roku o 1,6 mln zł niższy niż w I kwartale 2017 r. Spółka zrealizowała natomiast plan co do EBITDA osiągniętego na sprzedaży folii stretch i taśm PET.

Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.
Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.
Foto: Tomek Pikula

Wzrost sprzedaży nas cieszy, pokazuje naszą ekspansję w Polsce i innych strefach geograficznych UE. Z drugiej jednak strony spadek rentowności odzwierciedla wzrost kosztów surowców i pracy oraz trudności w przekonaniu wielu klientów do uznania nowych realiów otoczenia rynkowego, które wiążą się z wyższym poziomem cen.  Realizujemy  obecnie program podwyżek cen, który powinien pozwolić na przywrócenie normalnej rentowności – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Ergis S.A.

WSTĘPNE WYNIKI FINANSOWE – SZCZEGÓŁY

Wstępne wyniki finansowe Grupy ERGIS w I kw. 2018 roku przedstawia poniższa tabela:Wstępne wyniki finansowe Grupy ERGIS w I kw. 2018 roku

Wynegocjuj swój sukces. Bezpłatne warsztaty w poznańskim Idea Hub

Negocjują zarówno jednoosobowe przedsiębiorstwa, startupy, jak i międzynarodowe korporacje. Tegoroczne badania LoginTrade pokazują, że aż 67% biznesmenów często korzysta z tej metody komunikacji i wspólnego osiągania celu. Wydają się one więc niemal nieodłączną częścią życia zawodowego. Tajniki skutecznego negocjowania już w najbliższy czwartek, 26 kwietnia o godzinie 18:00 w poznańskim Idea Hub przybliży Marek Wysocki, doradca oraz wprawny negocjator.

Złota zasada negocjacji brzmi „bądź łagodny dla człowieka, a twardy dla problemu”. Negocjacje są procesem, któremu przyświeca cel osiągnięcia porozumienia z innymi. Idealne negocjacje przewidują zaspokojenie potrzeb obu stron. Rozumienie ich zasad sprawia, że rozmówca jest bardziej skuteczny w ustalaniu warunków współpracy, zarówno ze współpracownikiem, jak i kontrahentem.

Negocjacje to sztuka, a ich skuteczność może być niezwykle rozległa. Prawidłowe pertraktacje składają się z pięciu elementów: zbierania danych, prenegocjacji, przygotowania do negocjacji, aż do negocjacji, a tuż po nich – spełniania ustalonych warunków. W dużej mierze ich sukces zależy od kompetencji miękkich osoby odpowiedzialnej za negocjacje.

O tym, jakie podjąć kroki, aby negocjacje stały się proste, a przy tym efektywne oraz czym jest proces negocjacyjny i kiedy się on zaczyna, już w najbliższy czwartek, 26 kwietnia o godzinie 18:00 w poznańskim Idea Hub opowie Marek Wysocki, doradca, trener, coach i wprawny negocjator, który od wielu lat wspiera rozwój biznesów i startupów. Przez ponad 20 lat pracował zarówno w małych firmach, jak i wielkich korporacjach na stanowiskach sprzedażowych, menedżerskich i zarządczych. Zgłębił tajniki negocjacji codziennych zamówień i finalizował strategiczne kontrakty krótko- i długoterminowe. Pracuje nad rozwojem zarówno z właścicielami firm, ich zarządami i średnią kadrą kierowniczą, jak i zespołami handlowymi. Z sukcesem rozwija również własną firmę. Wstęp na spotkanie jest bezpłatny, zapisy prowadzone są za pośrednictwem strony https://293055-91.evenea.pl/ lub drogą mailową – [email protected].

Idea Hub to przestrzeń coworkingowa, w której można bezpłatnie popracować, napić się kawy czy wynająć salę konferencyjną na spotkanie biznesowe. Regularnie odbywają się w niej również szkolenia dotyczące pozyskiwania i rozwijania przedsiębiorczych kompetencji.

Polskie galerie handlowe przechodzą lifting

Już co czwarte centrum handlowe w Polsce przeszło rozbudowę. Powodem jest rosnąca dojrzałość rynku nieruchomości handlowych w naszym kraju, starzenie się jego zasobów i coraz większe apetyty klientów na nową jakość. Aby nadążyć się za dynamicznie zmieniającymi się potrzebami i gustami Polaków, właściciele galerii handlowych inwestują nie tylko w powiększanie nieruchomości, ale również w ich modernizację i przebudowę.       

Joanna Tomczyk, Analityk Rynku, JLL
Joanna Tomczyk, Analityk Rynku, JLL

W Polsce działa już 411 centrów handlowych o łącznej powierzchni 9,86 mln mkw. Pierwsze takie obiekty, m.in. Panorama w Warszawie, HIT (obecnie Tesco) przy ul. Górczewskiej w Warszawie i ETC (obecnie Zaspa) w Gdańsku, pojawiły się u nas w pierwszej połowie lat 90-tych. W sumie otworzono wtedy 74 galerie, spośród których 28 zostało do dziś rozbudowanych. To naturalna kolej rzeczy, wynikająca z cyklu życia obiektu handlowego. I dynamicznie zmieniającego się otoczenia konkurencyjnego”, informuje Joanna Tomczyk, Analityk Rynku, JLL.

  • fazy życia obiektu handlowego

Według JLL, można wyróżnić cztery różne etapy funkcjonowania centrum handlowego: start, rozwój, dojrzałość i schyłek.

Edyta Potera, Dyrektor, Dział Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL
Edyta Potera, Dyrektor, Dział Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL

„Każda faza funkcjonowania obiektu handlowego jest uwarunkowana wieloma czynnikami rynkowymi, m.in. wzrostem konkurencji, starzeniem się nieruchomości, zmieniającymi się potrzebami i oczekiwaniami klienta, czy w końcu – rozwojem nowych technologii, w tym rosnącej roli e-commerce. Wszystkie te elementy motywują właścicieli i inwestorów do poszukiwania nowych możliwości wzmocnienia pozycji rynkowej, jak i wydłużania rozwojowego okresu życia galerii, zwłaszcza tych starszych. Należą do nich, oprócz rekomercjalizacji, modernizacja, rozbudowa i przebudowa. Trudno jest jednak wskazać konkretny moment, w którym każdy właściciel powinien podjąć jedno z tych działań. Kluczem jest wnikliwa obserwacja tak zachowań klientów, jak i kondycji najemców”, komentuje Edyta Potera, Dyrektor, Dział Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL.

25% centrów handlowych w Polsce urosło

Według analiz JLL minimum jedną rozbudowę przeszło co czwarte centrum handlowe w Polsce, a jednym z ostatnich przykładów jest Galaxy w Szczecinie (+17 000 mkw.). Aktualnie rozbudowy obejmują ok. 56 000 mkw. i są realizowane w ramach takich projektów jak Atrium Promenada, Atrium Targówek, Atrium Reduta, Galeria Solaris w Opolu, Platan Zabrze, czy Centrum Janki. Średnio centrum handlowe w Polsce rozbudowuje się o ponad 8 000 mkw.

„W miarę jak rynek dojrzewa, a oczekiwania klientów ewoluują, niektóre centra handlowe stawiają na rozbudowę, wprowadzenie nowych marek lub zwiększanie powierzchni swoim dotychczasowym głównym najemcom. Inne z kolei idą w stronę rozszerzania oferty gastronomicznej i rozrywkowej, pozycjonując się jako miejsca spotkań i spędzania wolnego czasu – według naszych danych już co czwarte centrum to obiekt handlowo – rozrywkowy. Każda z tych strategii jest dobra, pod warunkiem, że wynika z wnikliwej analizy potrzeb grupy docelowej centrum. Przykładem zmian z sukcesem wcielonych w życie jest m.in. repozycjonowanie galerii Klif, rekomercjalizacja i rozszerzenie funkcji w Blue City w Warszawie, czy rozbudowa Galerii Pomorskiej w Bydgoszczy”, podsumowuje Edyta Potera.

XI POLSKI KONGRES ITS, 22-23.05.2018 r., Warszawa

ITS POLSKA zaprasza do udziału w kolejnym POLSKIM KONGRESIE ITS, który odbędzie się w dniach 22-23 maja 2018 roku w Airport Hotel**** Okęcie w Warszawie i będzie stanowił otwarcie drugiej dekady działalności Stowarzyszenia. Od ponad 10 lat Stowarzyszenie Inteligentne Systemy Transportowe ITS POLSKA, wspólnie z dynamicznie rozwijającą się branżą współtworzy rynek ITS w Polsce, czyli niemal od samego początku jego istnienia.

XI POLSKI KONGRES ITS (2)POLSKI KONGRES ITS na stałe zagościł w kalendarzu wydarzeń w sektorze transportu w Polsce i Europie. Co roku w wydarzeniu bierze udział wielu mówców i ekspertów zarówno z kraju, jak i z zagranicy. Wierzymy, że kolejna edycja zainteresuje i zrzeszy jeszcze większą liczbę reprezentantów świata biznesu, nauki i samorządów i to przyczyni się do ulepszania całego sektora transportu w Polsce.

Analiza sytuacji w rozwijaniu i wdrażaniu rozwiązań ITS doprowadziła do propozycji dwóch wiodących w 2018 roku tematów. Pierwszy z nich to rozwój współpracujących inteligentnych systemów transportowych (C-ITS) i wdrażanie w Polsce dostępnych rozwiązań ITS we wszystkich gałęziach transportu. Nie ulega wątpliwości, że jest konieczne bardziej aktywne, niż dotąd, włączenie się środowisk i podmiotów sektora publicznego i prywatnego w działania dotyczące C-ITS. Drugi makro-temat to ocena sytuacji w rozwijaniu i wdrażaniu elementów ITS w gałęziach transportu w Polsce. Konieczna jest identyfikacja barier powodujących, np. ograniczony wciąż zakres wdrażania znanych od lat rozwiązań w dziedzinach takich, jak zarządzanie ruchem drogowym.

Szczegółowy program PKITS 2018 wraz z innymi informacjami  dostępne na www.pkits.pl.

Młodzi pracownicy bardziej wymagający – wyniki badania

Osoby młode, wchodzące dopiero na rynek pracy, mają wyższe oczekiwania wobec pracodawcy niż ich starsi koledzy. Nie tylko liczą na wysoki komfort pracy dzięki dobrej atmosferze czy  dogodnej lokalizacji, lecz również bardziej od starszego pokolenia są zainteresowane wszelkimi motywatorami pozapłacowymi. Nie tylko chętnie przyjmą karnet na siłownię czy na lunch, lecz częściej niż starsi pracownicy sprawdzą, czy pracodawca ma wysoką pozycję w danej branży
i jaki jest jego wizerunek – wynika z badania „Benefity pozapłacowe” ARC Rynek i Opinia.

Wyniki badania „Benefity pozapłacowe” dla młodych osób w wieku 18-24 lat, które dopiero planują życie zawodowe lub niedawno je zaczęły, wyraźnie wskazują, że bardziej przywiązują one wagę do wszelkich motywatorów pozapłacowych niż starsi pracownicy. O ile przyjazna atmosfera w pracy, dogodna lokalizacja czy stabilność zatrudnienia jest niemal tak samo istotna dla wszystkich grup wiekowych, o tyle wskazania młodych przy jedenastu z siedemnastu motywatorów są, czasami znacząco, wyższe.

Komfort pracy

Aż cztery z pięciu najważniejszych motywatorów pozapłacowych wskazywanych przez najmłodsze osoby dotyczą komfortu pracy. Przyjazna atmosfera (70%), dogodny dojazd (68%), stabilność zatrudnienia (62%) czy rodzaj umowy (60%) to zdecydowanie najczęściej wskazywane pożądane wartości.

Rozwój

Wśród pięciu najistotniejszych motywatorów znalazła się możliwość awansu (67%), która traci na ważności wraz z wiekiem pracowników. Kolejna grupa wiekowa (25-34 lata) dużo rzadziej wskazywała ten aspekt jak istotny (54%), a spośród najstarszych respondentów tylko 37% uważa awans za motywator. Jeszcze większe różnice – zwłaszcza między najmłodszym a najstarszym pokoleniem – są widoczne w przypadku szkoleń. 56% młodych ludzi uważa szkolenia za ważne, ich nieco młodsi koledzy rzadziej wskazywali tę opcję (42%). Dostęp do najnowszych technologii jest ważny dla co czwartego przedstawiciela najmłodszych pracowników.

Oszczędności

Bardzo dużą różnicę widać w postrzeganiu benefitów pozapłacowych: karnet na siłownię (30%) jako pożądany wskazuje dwa razy więcej młodych pracowników (30%) niż nieco starszych (17%) i trzy razy więcej niż najstarszych (9%). Mniejsze różnice między pokoleniami, ale też istotne, widoczne są w przypadku karty na lunch czy karty umożliwiającej korzystanie z wydarzeń kulturalnych. Jedynie w przypadku karty medycznej wszystkie grupy wiekowe cechowały się podobnymi wskazaniami.

Reputacja pracodawcy

Wizerunek firmy, jej pozycja na rynku, kultura organizacyjna czy odpowiedzialność społeczna nie należą do priorytetów pracowniczych, jednak wyraźnie widać, że ich ważność jest większa wśród ludzi młodych. Dwukrotnie częściej (39%) zwracają oni uwagę na wizerunek pracodawcy niż najstarsi koledzy (20%), zaś pozycja pracodawcy na rynku jest dla młodych trzy razy ważniejsza. Uznanie dla działań z zakresu odpowiedzialności społecznej również jest skorelowana z wiekiem – osoby do 24 roku życia niemal czterokrotnie częściej zwracają na ten aspekt uwagę niż osoby najmłodsze.

Nasze badanie wyraźnie pokazuje, że niewątpliwie mamy do czynienia z nowym typem pracowników. Ich oczekiwania wobec pracodawców są wysokie, począwszy od komfortu pracy, czyli atmosfery, lokalizacji firmy czy rodzaju umowy, poprzez benefity pozapłacowe takie jak karta sportowa, karta na lunch czy prywatna opieka medyczna aż po rozwój własny i reputację pracodawcy. Ten obraz pokazuje, że pracodawcy muszą się bardzo starać, by pracownika nowego pokolenia pozyskać i utrzymać. Konieczne jest nie tylko zaproponowanie odpowiednich benefitów pozapłacowych, ale sprawienie, że młody pracownik będzie identyfikował się z firmą i będzie chciał w niej dłużej pozostać – komentuje dr Adam Czarnecki z ARC Rynek i Opinia.

Informacja o badaniu

Badanie Benefity pozapłacowe zostało przeprowadzone przez ARC Rynek i Opinia metodą CAWI (badania online), na reprezentatywnej próbie N=919 osób, na początku roku 2018.

Raport „6 Paliwo” – termomodernizacja to 20 mld oszczędności i zmniejszenie smogu o połowę

Premier Morawiecki ogłosił, że rząd planuje przeznaczyć 25 mld zł na 10-letni program termomodernizacyjny dla gospodarstw domowych. Jakie korzyści przyniesie ocieplenie domów? Między innymi aż 20 mld zł oszczędności i smog mniejszy o połowę – wynika z najnowszego raportu „6 Paliwo” od ROCKWOOL Polska.

Oszczednosci_dla_wlascicielaPremier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że w ciągu 10 lat rząd wesprze program termomodernizacyjny kwotą 25-30 mld zł. Co to oznacza? Około 3 mld złotych rocznie wsparcia na ocieplenie polskich domów. Z szacunków ekspertów z Buildings Performance Institute Europe wynika, że korzyści społeczne netto, wynikające z wdrożenia programu kompleksowej termomodernizacji, do 2045 roku mogą sięgnąć aż 700 mld zł. To rocznie ponad 20 mld zł oszczędności.

Decyzja o zdecydowanym wsparciu termomodernizacji budynków jednorodzinnych to bardzo ważny i niezbędny krok do rozwiązania problemu smogu w Polsce. Oznacza on, że prawidłowo zdiagnozowano główną przyczynę smogu w Polsce, czyli niską efektywność energetyczną, wynikającą ze słabego lub całkowitego braku ocieplenia budynków jednorodzinnych ogrzewanych paliwem złej jakości w przestarzałych źródłach ciepła. Czy mamy jakikolwiek wpływ na redukcję emisji zanieczyszczeń? Oczywiście! Zacznijmy termomodernizację od ocieplenia swoich domów, wówczas nie odczujemy wzrostu kosztów ogrzewania po zastosowaniu droższych, mniej emisyjnych paliw  – mówi Konrad Witczak, ekspert ROCKWOOL Polska.

Z najnowszego raportu „6 paliwo” przygotowanego przez ROCKWOOL Polska wynika, że około 70% energii zużywanej przez gospodarstwa domowe przypada na ogrzewanie budynków. Do dziś w większości z tych budynków nie została przeprowadzona termomodernizacja, która poprawiłaby ich efektywność energetyczną. Jej poziom w Polsce jest wciąż na bardzo niskim poziomie. Zgodnie z danymi Instytutu Ekonomii Środowiska, większość budynków jednorodzinnych ogrzewanych jest kotłami starego typu na paliwa stałe. To nie transport czy przemysł odpowiadają za powstawanie smogu. Jego przyczyną jest połączenie bardzo niskiej efektywności energetycznej nieocieplonych budynków jednorodzinnych z mało efektywnym spalaniem paliw stałych.

W Polsce jest aż 5,5 mln budynków mieszkalnych, z czego 3,6 mln to budynki wybudowane przed ’89 rokiem ubiegłego wieku – ich niska efektywność energetyczna znacząco pogłębia zjawisko smogu, a więc to na nich powinny być skoncentrowane wysiłki związane z termomodernizacją. Eksperci wyliczyli, że na pełną termomodernizację wszystkich polskich domów o niskiej efektywności energetycznej potrzeba aż około 200 mld zł. – To ważne, by zrobić pierwszy krok, więc kierunek jest dobry. Program termomodernizacyjny musi mieć maksymalnie proste procedury i jasno opisane korzyści – dodaje Konrad Witczak.

Co ma wpływ na powstawanie zjawiska smogu w miastach? To pogarszająca się systematycznie jakość powietrza na terenach wiejskich i podmiejskich. Dobry plan termomodernizacyjny dla kraju ma szansę rozwinąć cały polski rynek – dzięki termomodernizacji długoterminowe zatrudnienie znajdą pracownicy małych i średnich przedsiębiorstw. Ocieplenie budynków dałoby aż 20 mld zł oszczędności dla kraju – tę kwotę można byłoby przeznaczyć na inne cele.

Raport „6 Paliwo” przedstawia potencjał termomodernizacji budynków jednorodzinnych w Polsce, zarówno pod kątem redukcji smogu, jak i zmniejszenia kosztów ogrzewania budynków jednorodzinnych i poprawy bezpieczeństwa energetycznego kraju. Raport przedstawia korzyści termomodernizacji z perspektywy właściciela budynku, gminy i kraju. Kampania społeczna, organizowana od 2007 roku przez ROCKWOOL Polska, ma na celu pogłębienie wiedzy na temat sposobów zwiększania efektywności energetycznej budynków i zwrócenie uwagi na szeroki wachlarz korzyści płynących z nowoczesnych rozwiązań izolacyjnych.

Termomodernizacja to szerokie spectrum korzyści – zarówno dla inwestora indywidualnego, gminy, jak i kraju. Inwestor indywidualny, który ociepli swój dom, może zaoszczędzić na kosztach ogrzewania w skali roku nawet kilka tysięcy złotych – w raporcie wyliczono, jak duże będą to oszczędności w zależności od rodzaju używanych paliw. Właściciel ocieplonego domu cieszy się też czystym powietrzem i dobrym mikroklimatem w pomieszczeniach – jego dom to miejsce ciche, komfortowe i bezpieczne.

A jakie będą korzyści dla gminy? W symulacji przeprowadzonej przez ROCKWOOL Polska, przeanalizowano sytuację gminy z 1060 budynkami jednorodzinnymi. Zakładając rozkład procentowy budynków reprezentatywny dla Polski, budynków oddanych do użytku przed 1988 rokiem będzie 800. Jeżeli poddane zostaną termomodernizacji, gmina rocznie zaoszczędzi aż 55 675 GJ energii, co da 50% oszczędności energii na cele grzewcze we wszystkich budynkach jednorodzinnych tej gminy.

Dobrze przeprowadzony program termomodernizacji jest szansą nie tylko na poprawę stanu jakości powietrza w Polsce i związanych z tym szeregu innych korzyści społecznych,  ale także przyczyni się do budowania świadomości społecznej na temat zasad energooszczędnego budownictwa.

Walka ze smogiem wymaga długofalowych działań. Każda decyzja o wprowadzeniu nowego programu powinna brać pod uwagę lokalne uwarunkowania rozwojowe i włączać w proces decyzyjny władze samorządowe i społeczności lokalne. Prezentowany raport to ważne podsumowania, eksperckie wyliczenia i prognozy, które pomogą w obraniu dobrego kierunku ku poprawie jakości powietrza w Polsce.

Dobra koniunktura w gospodarce to wysoki popyt na obligacje w kolejnych kwartałach 2018 roku

Paweł Opoka, dyrektor zarządzający, Aforti Holding / Grupa AFORTI
Paweł Opoka, dyrektor zarządzający, Aforti Holding / Grupa AFORTI

Obniżenie długu sektora publicznego, wysoka dynamika wzrostu PKB, spadek presji inflacyjnej i uszczelnienie systemu podatkowego przez Ministerstwo Finansów, przy jednoczesnym utrzymaniu stóp procentowych na niskim poziomie, to według ekspertów Aforti Holding warunki sprzyjające rozwojowi rynku obligacji.

Na koniec 2017 roku deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł 44 mld złotych, co stanowiło 1,5 proc. naszego PKB. Był to najlepszy wynik odnotowany od ponad 20 lat, a sytuacja jest o tyle lepsza, iż przełożyła się na obniżenie całego długu sektora rządowego i samorządowego do poziomu 50,6 proc. w stosunku do PKB. Lepsze od oczekiwań – m.in. Komisji Europejskiej – wyniki zawdzięczamy wysokiej dynamice wzrostu PKB, która wyniosła w ubiegłym roku aż 4,6 proc. oraz działaniom Ministerstwa Finansów, które konsekwentnie uszczelnia system podatkowy, poprawiając tym samym wpływy do budżetu państwa. Pozytywnie sytuacja wygląda także po pierwszych dwóch miesiącach bieżącego roku. Według danych resortu finansów odnotowano nadwyżkę budżetową na poziomie niemal 4,5 mld złotych.

Co więcej – patrząc na dynamikę wzrostu cen w ostatnim czasie, mamy do czynienia ze spadkiem presji inflacyjnej zarówno w krajach strefy euro, jak i w Polsce. Na ostatnim posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, wskazując jednocześnie, iż sprzyjają one utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego rozwoju.

Dobra sytuacja gospodarcza, poprawiająca się kondycja finansów publicznych oraz perspektywy utrzymania stóp procentowych na niezmienionym niskim poziomie, stwarzają doskonałe warunki dla rozwoju rynku obligacji. Warto wspomnieć, że już w 2017 roku na giełdzie papierów dłużnych Catalyst, wartość notowanych obligacji przekroczyła 76 mld złotych, co dało wzrost na poziomie 13 proc. r/r. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż z punktu widzenia inwestora utrzymywanie się oprocentowania lokat na poziomie ok. 1-2 proc. w skali roku oraz przy inflacji, która wyniosła w marcu 2018 roku 1,3 proc., tradycyjne rozwiązania bankowe często nie są w stanie utrzymać wartości naszych środków, nie mówiąc o dodatkowych zyskach. Inwestorzy indywidualni szukają zatem innych sposobów lokowania pieniędzy, wybierając często obligacje korporacyjne, których oprocentowanie wynosi średnio ok. 5 proc. w skali roku.

Dobra sytuacja w sektorze finansów publicznych, a przede wszystkim rosnąca popularność samych papierów dłużnych, przyciąga także coraz więcej osób do lokowania środków w detaliczne obligacje skarbowe, których w 2017 roku nabyto 6,9 mld zł, co jest najlepszym wynikiem od 10 lat, czyli od momentu, w którym Ministerstwo Finansów publikuje tego typu dane.

Prognozy na kolejne kwartały 2018 roku są równie optymistyczne. Dynamiczny wzrost rynku obligacji korporacyjnych na przestrzeni ostatnich lat, wycenianych w 2017 roku na 76 mld złotych oraz rekordowa wartość wykupu przewidziana na rok 2018 potwierdzają kolejny rok z rzędu, że rynek obligacji da zarobić inwestorom.

Kontrole zwolnień chorobowych wśród Polaków zatrudnionych w Holandii

Holenderska firma tekstylna jest kolejnym przedsiębiorstwem z poza granic naszego kraju, które postanowiło przeprowadzić kontrolę polskich pracowników korzystających ze zwolnień chorobowych. Kilka tygodni wcześniej na ten sam krok zdecydowała się niemiecka firma z branży spożywczej. Projekt zostanie zrealizowany przez najbardziej doświadczoną w problematyce absencji chorobowej firmę konsultingową na polskim rynku – Conperio.

W zatrudniającej około 300 pracowników firmie z Holandii duża część załogi to polscy kierowcy. Głównym zamierzeniem wprowadzenia działań kontrolnych na terenie całej Polski jest ustabilizowanie poziomu absencji chorobowej. Firmy podpisały ze sobą umowę bezterminową.

Klient z Holandii zdecydował się na rozpoczęcie współpracy zaniepokojony faktem podwyższonego poziomu absencji chorobowej wśród swoich pracowników z Polski. Prowadząc odpowiedzialną politykę kadrową, postanowił niezwłocznie rozwiązać ten problem. Jesteśmy dumni, że to właśnie nas obdarzono największym zaufaniem, a efekty naszej pracy, również tej z klientami zagranicznymi np. z Niemiec, zostały docenione – komentuje prezes Conperio, Mikołaj Zając.

W Holandii na zwolnieniu chorobowym można przebywać do 6 tygodni. Po tym czasie chory musi zgłosić się do lekarza medycyny pracy zatrudnionego przez pracodawcę, który ocenia czy zatrudniony może wrócić do pracy na swoje dotychczasowe stanowisko. Jeżeli nie, deleguje się go wówczas na inne miejsce pracy, oczywiście tylko wtedy, gdy dolegliwość nie jest w tym przeszkodą.

Ponadto, chory może przebywać na zwolnieniu lekarskim do 2 lat. W tym czasie otrzymuje on 100% swojego wynagrodzenia. Pracodawca może jednak wstrzymać wypłacanie pensji, jeżeli wykaże, że pracownik dopuścił się naruszeń warunków zwolnienia chorobowego. W tym celu, niezbędne okazuje się nawiązanie współpracy z zewnętrzną firmą specjalizującą się w przeprowadzaniu kontroli zwolnień, gdyż holenderski ZUS nie weryfikuje Polaków, przebywających w czasie chorobowego w Polsce.

W naszej pracy stosujemy się do wypracowanego kodeksu etyki zawodowej. Prowadzimy działania terenowe weryfikujące pracowników przebywających na zwolnieniach lekarskich, nie naruszając przy tym jednak ich prawa do prywatności. Badamy to, czy w trakcie chorobowego, nie podejmują oni dodatkowej pracy czy też nie wykorzystują L4 niezgodnie z przeznaczeniem. Na kontrolę pracownika składa się wizyta w miejscu zamieszkania i rozmowa na temat nieobecności w miejscu pracy. Zbieramy także opinie dotyczące sposobu funkcjonowania przedsiębiorstwa. Przekazujemy pracodawcom informacje dotyczące prawdopodobnych przyczyn powstawania absencji oraz podpowiadamy, co można zmienić lub poprawić. Efekty współpracy z wieloma zakładami przekładają się na rozległe know-how. Nasze działania skracają średni czas trwania zwolnień i przywracają absencji jej naturalny poziom. Pracownicy są w stanie szybciej wrócić do zdrowia i wykonywania obowiązków, a czas zwolnienia lekarskiego jest w pełni wykorzystywany na rekonwalescencję – wyjaśnia Mikołaj Zając.

Sztuczna inteligencja a komunikacja przyszłości

Urządzenia oraz rozwiązania technologiczne, które wykorzystujemy w pracy czy w domu, w coraz większym stopniu opierają się na sztucznej inteligencji (Artificial Intelligence – AI). Można się spodziewać, że w ciągu najbliższych kilku lat stanie się ona również kluczowym filarem konferencyjnych rozwiązań audio i wideo – już teraz komponenty sztucznej inteligencji wspierają narzędzia wykorzystywane do transfer głosu, wideo oraz treści.

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej na zlecenie firmy Polycom przez agencję badawczą Morar Consulting, 62 proc. globalnej siły roboczej pracuje elastycznie. Na tak duży, niespotykany dotąd, odsetek osób wykonujących swoją pracę z dowolnego miejsca, ma wpływ m.in. cyfrowa transformacja. Przedsiębiorstwa stają przed wyzwaniem wprowadzania innowacji oraz rozwijania lepszej kultury pracy – takie postępowanie pozwoli im utrzymać najbardziej utalentowanych pracowników oraz zachować konkurencyjność.

W firmach rośnie popularność spotkań biznesowych z udziałem osób łączących się za pomocą rozwiązań audio lub wideo. Chcąc sprostać dynamicznie zachodzącym zmianom w sposobie pracy oraz komunikacji w firmie, dostawcy rozwiązań integrują je z technologiami i aplikacjami opartymi na sztucznej inteligencji. Technologie te podnoszą w znaczny sposób komfort spotkania oraz  zapewniają jego intuicyjną moderację. Dla przykładu firma Polycom opracowała technologię NoiseBlock, która wykrywa głos człowieka i odróżnia go od dźwięków innych niż ludzkie, takich jak szelest papieru. Eliminacja zakłócających odgłosów sprawia, że nie dochodzi do rozkojarzenia uwagi uczestników rozmowy. Dyskusja i wymiana myśli przebiegają sprawniej – wzrasta również efektywność spotkania. Z kolei technologia EagleEye Director II, umożliwia dwóm kamerom znajdującym się na górze ekranu wizyjnego precyzyjne ustalenie, który z uczestników spotkania zabiera głos w danym momencie. Do obsługi urządzenia nie trzeba użyć pilota, nie wymagane jest również ręczne ustawianie – kamera automatycznie wykonuje zbliżenie na osobę mówiącą w czasie krótszym niż trzy sekundy z odległości nawet 10 metrów. Kamera śledzi ruchy osoby mówiącej, nawet gdy przemieszcza się ona w obrębie pomieszczenia. Dzięki temu pozostali uczestnicy spotkania czują się w pełni zaangażowani w jego tok. Niweluje to także zakłócenia w trakcie, np. w momencie zmiany osoby zabierającej głos. Urządzenie przedstawia również szerszy plan, kiedy do dyskusji włącza się większa liczba uczestników spotkania. System „obrazu w obrazie” przedstawiający całe pomieszczenie zapewnia podgląd na reakcje i język ciała wszystkich uczestników, przy jednoczesnym skupieniu uwagi na mówiącym.

Rozwój inteligentnego sposobu komunikowania opiera się zarówno na coraz lepszej jakości połączeń w obszarze audio, jak również na innowacjach w technologii wideo. Spodziewamy się, że w przyszłości wsparciem będą technologie rozpoznawania twarzy i analizy gestów, które dla użytkowników oznaczać będą automatyczne dostosowywanie do ich potrzeb i większa personalizację. Kiełkuje również  technologia transkrypcji, która pozwala zidentyfikować mówców i zapewnić zapis rozmowy, eliminując potrzebę robienia notatek – będzie ona miała ogromny wpływ na zwiększenie efektywności spotkań biznesowych. Następne lata przyniosą również przełom w wykorzystaniu programowania neurolingwistycznego (NLP), które zniweluje bariery językowe między poszczególnymi uczestnikami spotkania.

Andrew Hug, Area Sales Vice President, Systems Engineer, EMEA and APAC, Polycom

Cyfryzacja domeną wybranych? Firmy niegotowe na przemysł 4.0

Nowe technologie informatyczne mogą zwiększyć wydajność fabryk nawet o kilkadziesiąt procent, jednak ich pełna implementacja jest poza zasięgiem większości producentów. Taki obraz wyłania się z najnowszego raportu Deloitt Insights. Badanie przeprowadzone wśród managerów wyższego szczebla nie pozostawia wątpliwości: jedynie 14 proc. z nich uważa swoją organizacją za w pełni gotową na cyfrową transformację produkcji.

Czwarta rewolucja przemysłowa trwa w najlepsze – zapewniają branżowi eksperci, jednak najnowszy raport opracowany przez Deloitt jest jak kubeł zimnej wody na ich rozentuzjazmowane głowy. Dokument, o zdaje się ironicznym tytule „The Fourth Industrial Revolution is here—are you ready?”, rzuca światło na realny poziom cyfryzacji przedsiębiorstw produkcyjnych.  Okazuje się, że na tytułowe pytanie pozytywnie odpowiedziało zaledwie 14 proc. ankietowanych. W badaniu przeprowadzonym w 19 krajach wzięło udział łącznie 1 600 managerów wyższego szczebla. Pozostałe 86 proc. nie postrzega swoich firm, jako w pełni gotowych na szeroko zakrojoną implementację rozwiązań spod znaku „przemysł 4.0”. Skąd ta wstrzemięźliwość?  Odpowiedź na to pytanie zdaje się mieć Piotr Rojek z DSR SA, wrocławskiej firmy wspierającej producentów w informatyzacji.

Takie podejście nie wynika z mankamentów koncepcji przemysłu 4.0, lecz ze świadomości ciężaru jaki niesie ze sobą to pojęcie. Transformacja fabryki pod tym kątem nie polega wyłącznie na implementacji systemu ERP z kilkoma modułami, lecz na całkowitej cyfryzacji zachodzących w niej procesów, zespolenia świata rzeczywistego z wirtualnym w sposób, który znacząco usprawnia działanie tego pierwszego. Taki poziom cyfryzacji wymaga nie tylko sporego budżetu, lecz również wprowadzenia fundamentalnych zmian w zarządzaniu firmą. Zmian, na które niewiele z nich jest dziś gotowych – tłumaczy Rojek i dodaje, że nie sztuką jest zbierać dane. Wyzwanie polega na wyciąganiu z nich wartościowych wniosków, a to wymaga zmiany myślenia i utartych sposobów działania.

Jego zdanie podziela większość zaangażowanych w badanie podmiotów. Aż 86 proc. respondentów twierdzi, że robi wszystko, co może, by wyszkolić kadrę na miarę czwartej rewolucji przemysłowej. Mimo tak dużego zaangażowania rezultaty wciąż są niewystarczające. Brak gotowości na zmiany i opieszałość w cyfrowej transformacji fabryk nie skłania producentów do zmiany objętej wcześniej strategii. 65 proc. ankietowanych deklaruje kontynuację bieżącego systemu edukacji pracowników, podczas gdy zaledwie 35 proc. planuje wprowadzenie kardynalnych zmian w tej materii. Z podobnym problemem boryka się kadra zarządzająca. Jedynie 7 proc. managerów wyższego szczebla uznaje swoje firmy za zdolne do reagowania na zmiany w obrębie struktury organizacyjnej wynikające z implementacji nowych technologii. To samo tyczy się planowania. Tymczasem rosnący poziom automatyzacji i rozwój sztucznej inteligencji są coraz bardziej odczuwalne i redefiniują miejsce człowieka w procesach produkcyjnych.

Przemysł napędzany danymi?

Na jakim etapie 4. rewolucji przemysłowej znajduje się współcześni producenci? Jeśli wierzyć danym z raportu, większość przedsiębiorstw utkwiło w stadium początkowym, doskonale wykorzystując nowe technologie do sprawniejszego wykonywani standardowych zadań. Nieustające dążenie do doskonałości to esencja japońskiego stylu zarządzania produkcją zwanego Kaizen i niezwykle istotny element przemysłu 4.0. Pod tym ostatnim kryje się jednak dużo więcej. Organizacje, które pełnymi garściami czerpią z dorobku nowej rewolucji przemysłowej używają zaawansowanych technologii do tworzenia nowych modeli biznesowych i sposobów generowania wartości. — Przejście na taki poziom cyfryzacji nie należy do najprostszych, jako że wymaga od firmy porzucenia utartych dróg i odważnego wkroczenia w nieznane. Mimo to, żaden poważny producent nie może pozwolić sobie na zaniechania w tym obszarze. Dążeniu do cyfrowej dojrzałości niesie ze sobą słodkie obietnice sporych oszczędności, zaawansowanej automatyzacji i nieznanej dotąd efektywności. Koroną zwycięstwa jest przewaga nad konkurencją, więc warto zagryźć zęby i się nie poddawać — kwituje dyrektor zarządzający w DSR. Prowadzone przez niego spółka odpowiada m.in. za implementację zaawansowanych systemów ERP, MES czy SFC w polskich i zagranicznych przedsiębiorstwach, gdzie za sprawą nowych technologii udało się jej zredukować awaryjność maszyn, wygenerować spore oszczędności i zwiększyć wydajność linii produkcyjnych — wszystko w duchu przemysłu 4.0.

Dobrym przykładem urzeczywistnienia jego idei jest również w pełni zautomatyzowany magazyn wysokiego składowania spółki Amica. Jedyny taki budynek mieści się we Wronkach, a za jego funkcjonowanie odpowiada zautomatyzowany system sterowania, który pozwala układać na półkach ok. 1600 artykułów na godzinę. Rola człowieka w całym tym procesie sprowadza się wyłącznie do nadzoru maszyn, które w funkcji magazynierów radzą sobie dużo lepiej. Są szybsze, dokładniejsze, nie potrzebują przerw posiłki czy toaletę i co najważniejsze, nie biorą urlopów. System działa 7 dni w tygodniu 24 godziny na dobę. — Towar po wstawieniu przez obsługę na system transportowy przejmowany jest w Magazynie Wysokiego Składowania przez tzw. układnice, które odstawiają go na wskazane przez system WMS pola regałowe, a później zdejmują go i dostarczają ponownie przez system transportowy do specjalnych stref. Obsługa odbiera produkty wózkami chwytakowymi i dostarcza je do kilku stanowisk kompletacji, skąd trafiają na wskazane rampy załadunkowe. Samego załadunku samochodów nie da się zautomatyzować ze względu na różnorodność ładowanych produktów, zarówno pod względem gabarytów, jak i typów operacji — opowiada Tomasz Machaj, dyrektor Działu Inwestycji i Nadzorowania Ruchu w Amica. Inwestycja wyniosła 60 mln zł i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem zwróci się już po 5 latach.

Kanada utrzymała stopy procentowe. Turcja przyspiesza wybory

Wczoraj Bank Kanady wbrew oczekiwaniom analityków nie podniósł stóp procentowych. Dane z Polski i Wielkiej Brytanii poniżej oczekiwań. Turcja szykuje się do przyspieszonych wyborów.

Kanada nie podniosła stóp procentowych

Na wczorajszym posiedzeniu Banku Centralnego Kanady nie zmieniono stóp procentowych. Kraj ten ze względu na bliskość USA, które jest obecnie w cyklu podwyżek znajduje się również pod presją. Inwestorzy wyraźnie nie byli zgodni co do decyzji banku o czym świadczy prawie 1% obsunięcie się dolara kanadyjskiego po decyzji. Było to spowodowane odwracaniem pozycji inwestorów, którzy przewidywali podwyżkę stóp procentowych.

Słabsze dane z Polski i Wielkiej Brytanii

Produkcja przemysłowa w naszym kraju wyraźnie zwolniła. Analitycy spodziewali się wzrostu o 2,9%. Odczyt wyniósł 1,8%. Dane te nie spowodowały osłabienia złotego. Widać jednak było, że inwestorzy przygotowywali się na słabszy odczyt, gdyż przez dwie godziny poprzedzające odczyt złoty stracił grosz względem głównych walut. Również dzisiaj poznaliśmy wynik sprzedaży detalicznej na wyspach. Wzrost o 1,1% był słabszy od oczekiwanych 2%. Dane te nie osłabiły znacząco funta, ale warto zwrócić uwagę, że już jest on na najniższych poziomach od ponad miesiąca.

Turecka szkoła wygrywania wyborów

Problemy gospodarcze zawsze powodują ryzyko, że kolejnych wyborów nie uda się wygrać. Co zatem można zrobić? Metod jest kilka, ale jak pokazuje ekipa Erdogana najlepiej zastosować wiele z nich. Skoro problemy gospodarcze jeszcze nie dotknęły tak mocno zwykłych obywateli to można wybory przyspieszyć by głosowanie odbyło się możliwie szybko. Co będzie jednak jeżeli opozycja wytknie władzy złą sytuację? Można np. przedłużyć o kolejne 3 miesiące stan wyjątkowy trwający już ponad rok, który mocno utrudni prowadzenie kampanii. Co jednak jeżeli i tak ma się problematycznego rywala? Można skorzystać z lokalnych przepisów i zorganizować wybory w ostatnim tygodniu kiedy to jeszcze wedle prawa nie wolno mu wystawić list w wyborach, gdyż jest zbyt młodą partią. Jak zareagowały rynki? Inwestorzy od niepewności czekania do listopada, kiedy to pierwotnie miały odbyć się wybory wolą widać znane złot. Wczoraj rano za dolara płacono 4,10 liry, wieczorem już 4,02 liry.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Darowizna na krwiodawstwo, rozliczanie 500+ – czyli o czym warto pamiętać, składając PIT

Fiskus do 30 kwietnia czeka na nasze rozliczenia podatkowe. Obowiązek złożenia zeznania rocznego dotyczy wszystkich przedsiębiorców oraz osób fizycznych, które w 2017 roku uzyskały dochód. Eksperci z firmy inFakt przypominają, że istnieje lista darowizn, które przy tej okazji możemy rozliczyć, obniżając tym samym wysokość naliczonego podatku. Wśród nich są np. darowizna na krwiodawstwo czy na kult religijny.

Czym się różni 1% podatku od darowizny?

Na początku warto zaznaczyć różnicę pomiędzy odliczeniem darowizny a możliwością przekazania 1% podatku dla wybranej organizacji pożytku publicznego.

Darowizna jest ulgą podatkową odliczaną od dochodu w zeznaniu rocznym. Wartość darowizny ma wpływ na wysokość należnego podatku i tym samym wpływa na jego obniżenie. – Pamiętajmy o tym, że łączna wartość większości przekazanych darowizn nie może przekroczyć w roku podatkowym 6% dochodu podatnika – wskazuje Aneta Socha, ekspert kadrowo-podatkowy w firmie inFakt.

Z kolei przekazanie 1% podatku dla organizacji pożytku publicznego nie obniża wysokości naliczonego podatku. W sytuacji, kiedy podatnik nie chce skorzystać z takiej możliwości, ten 1% trafia po prostu do budżetu państwa.

Podsumowując, darowizna odliczana od dochodu i przekazanie 1% podatku to dwie możliwości, które wzajemnie nie wchodzą sobie w drogę.

Jakie są rodzaje darowizn?

Podatnik może w rocznym zeznaniu uwzględnić następujące darowizny:

Darowizna na krwiodawstwo – dotyczy przekazanej krwi, osocza lub innych składników krwi. Dawcom przysługuje 130 złotych za każdy oddany litr. Według przepisów w ciągu roku mężczyzna może oddać maksymalnie 2,7 litra krwi, a kobieta – 1,8 litra. W tej sytuacji rozliczenie w najwyższej możliwej wysokości będzie wynosiło odpowiednio 351 lub 234 złote. Podatnik powinien posiadać dokumenty poświadczające ilość oddanej krwi i przechowywać je przez następne pięć lat. – Trzeba pamiętać, że urząd skarbowy może wezwać dawcę krwi do przedstawienia odpowiedniej dokumentacji potwierdzającej prawo do rozliczenia tej darowizny – wyjaśnia Aneta Socha.

Darowizna na działalność pożytku publicznego – darowizna może zostać także przekazana na rzecz organizacji (fundacji lub stowarzyszenia) realizujących cele z art. 4 ustawy o działalności pożytku publicznego. Mogą to być np. działalność charytatywna, pomoc społeczna, ochrona praw dziecka itp. Jak podpowiadają eksperci inFakt, fundacja lub stowarzyszenie nie musi mieć oficjalnie statusu organizacji pożytku publicznego. Ważna jest praktyczna realizacja celów wskazanych w ustawie. W tym przypadku potwierdzeniem przekazania darowizny powinien być dowód wpłaty na rachunek bankowy. Dla rozliczenia darowizny niepieniężnej potrzebny będzie dowód, który pozwoli na identyfikację darczyńcy, określenie wartość darowizny oraz oświadczenie przyjmującego.

Darowizny na działalność charytatywno-opiekuńczą kościelnych osób prawnych – w tym przypadku odliczyć od dochodu można darowizny przekazane na cele kultu religijnego oraz na cele charytatywno-opiekuńcze Kościoła Katolickiego. To odliczenie nie jest limitowane procentem uzyskanego dochodu i podatnik może odliczyć wszystkie przekazane na ten cel darowizny do wysokości swojego dochodu. Musi jednak posiadać odpowiednie dowody wpłaty lub dokument potwierdzający przekazanie darowizny niepieniężnej.

Darowizny na kult religijny – mogą to być darowizny do 6% wysokości dochodu, np. na remont lub budowę kościoła, jego wyposażenie czy zakup przedmiotów liturgicznych. Także w tym wypadku należy przedstawić dokumenty takie jak wskazane w poprzednich rodzajach darowizn.

O czym jeszcze warto pamiętać, składając zeznanie roczne?

Eksperci inFakt przypominają także o innych aspektach rozliczenia podatku dochodowego, o których warto pamiętać:

  • rozliczenie wspólne małżonków musi zostać złożone w terminie do 30 kwietnia, jeśli chcą oni skorzystać z tego tytułu z preferencyjnych warunków. Wspólne rozliczenie jest szczególnie korzystne, kiedy jeden z małżonków jest bezrobotny;
  • przychody z tytułu 500+ są zwolnione z podatku i nie należy ich wykazywać w zeznaniu rocznym;
  • jeśli podatnik w 2017 roku sprzedał mieszkanie, musi do końca kwietnia złożyć zeznanie na formularzu PIT 39, a w przypadku opóźnień urząd skarbowy może nałożyć grzywnę.

Zdrowie w chmurze – Polska nie wypada najgorzej

Wielka Brytania jest kolebką systemu publicznej służby zdrowia i dla wielu państw wzorem do naśladowania. Jednak pod względem technologicznego zaawansowania pozostaje w tyle. Podczas gdy polska służba zdrowia powoli wdraża e-recepty i e-zwolnienia, tylko niecałe 30 proc. brytyjskich przychodnich i szpitali zaufało nowych technologiom, m.in. chmurom obliczeniowym.

Jak wynika z raportu firmy SolarWinds, aż 79 proc. z tych placówek medycznych, tylko częściowo przeniosło swoje dane do chmur. Co więcej, szefostwo tylko 17 proc. placówek, które wdrożyły cloud computing, wierzy, że inwestycja ta pomoże zaoszczędzić im jakiekolwiek pieniądze. W badaniu irlandzkiego dostawcy oprogramowania dla firm przepytano przedstawicieli ponad 200 jednostek medycznych działających w ramach brytyjskiej służby zdrowia (NHS – National Health Service).

Większość ankietowanych wskazała, że największą barierą utrudniającą adaptację chmury obliczeniowej jest ryzyko związane z bezpieczeństwem danych (61 proc.). Wynik ten jest niejako porażką władz brytyjskiego odpowiednika NFZ. Jeszcze w tym roku oficjalnie zachęcano placówki medyczne do cloudowej migracji. Dyrektor ds. informatyki w NHS Shaun Fletcher twierdził, że to konieczny element rozsądnego zarządzania ryzykiem, który kładzie nacisk na bezpieczeństwo.

– Potwierdza się zasada, że obawy przed chmurą obliczeniową są najsilniejsze w administracji publicznej, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z rynkiem rozwiniętym, czy nie. Dla porównania, w sektorze prywatnym ponad 88 proc. brytyjskich firm wdrożyło cloud computing, dostrzegając w tej technologii bezpieczeństwo i szybki zwrot z inwestycji. W Polsce jest podobnie – zdecydowanie częściej na chmurę decydują się przedsiębiorstwa niż urzędy, choć widoczne jest coraz większe zainteresowanie outsourcingiem. Przełomowa była decyzja o przetwarzaniu Jednolitego Pliku Kontrolnego w chmurze, dzisiaj widać ożywienie także w sektorze ochrony zdrowia – tłumaczy Jakub Bryła z Atmana, lidera rynku data center w Polsce.

W Polsce informatyzacja służby zdrowia trwa już od kilku lat, ale obecny rok może okazać się kluczowy dla cyfrowej reformy. Od lutego lekarze z Siedlec i Skierniewic biorą udział w pilotażu e-recepty. Od lipca obligatoryjne w całym kraju staną się e-zwolnienia, automatycznie przesyłane do ZUS. Dane obu typów dokumentów elektronicznych mają być przechowywane w chmurze. Na 2020 rok zakładane jest uruchomienie wszystkich funkcji hurtowni danych i analiz typu data mining.

– Od cyfryzacji w ochronie zdrowia nie ma ucieczki. Biorąc pod uwagę brak specjalistów na rynku IT, rosnące koszty pracy i skalę cyberzagrożeń, próba zagwarantowania własnymi siłami bezpieczeństwa wrażliwych danych i ciągłego dostępu do danych, staje się karkołomnym zadaniem. Zwłaszcza w kontekście zmian prawnych i nowych regulacji takich jak RODO – przekonuje Jakub Bryła z Atmana.

Wraz z wejściem w życie rozporządzenia RODO placówki medyczne będą musiały zapewnić zgodności stosowanych przez siebie praktyk z nowym prawem. Wraz z pojawieniem się nowych metod zarządzania danymi pacjentów wzrasta jednocześnie zapotrzebowanie na narzędzia umożliwiające elastyczne zarządzania dużym wolumenem wrażliwych danych.

– Warto zauważyć, że decyzja o migracji do chmur nie musi oznaczać rewolucji. Łączenie wirtualnych zasobów z tradycyjną infrastrukturą IT w formie własnych serwerów w kolokacji lub serwerów dedykowanych może stanowić odpowiedź na obawy i kwestie natury prawnej – konkluduje Jakub Bryła z Atmana.

Sektor ochrony zdrowia jest niezwykle interesujący pod względem trwającej informatyzacji. Według IDC to najszybciej rosnący rynek IT spośród wszystkich branż. Do roku 2019 ma on rosnąć w tempie około 5,5% rok do roku.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: GPW z deficytem kapitału

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

W ostatnich dniach nastroje na giełdowych parkietach zauważalnie się poprawiły. Na dalszy plan odsunięty został konflikt handlowy pomiędzy USA a Chinami, który pozostaje żywy, ale przynajmniej na chwilę obecną jest wyraźnie mniej „medialny” niż wcześniej. Na pierwszy plan wysuwają się wyniki amerykańskich spółek, których zyski w I kw. mają wzrosnąć średnio o 18,6%, co byłoby najlepszym rezultatem od siedmiu lat. Jeżeli dodamy do tego niepisaną zasadę związaną z nagminnym przekraczaniem oczekiwań, to niemalże z góry założyć można, że ubiegły kwartał dla amerykańskich spółek był bardzo udany, na co oczywiście wpływ miał jednorazowy efekt związany z obniżką podatków. Inwestorzy mają świadomość, że powtarzalność takiej dynamiki jest wykluczona, ale przy zderzeniu z niższymi rynkowymi wycenami i minorowymi nastrojami zapewnia ona wzrostowe pole manewru, które jest realizowane zarówno na Wall Street, jak i na głównych parkietach Europy Zachodniej. Na tym tle gorzej radzi sobie warszawski parkiet. Owszem, udało się oddalić od minimów z przełomu marca i kwietnia, ale w tym tygodniu pozytywna tendencja uległa zatrzymaniu. Słabszemu zachowaniu towarzyszy niewielka skala aktywności inwestorów oraz podobnie rozczarowujące zachowanie małych bądź średnich spółek. Jeżeli dodamy do tego budzącą podobny niedosyt postawę giełd regionu oraz całego spektrum rynków wschodzących, to za przyczynę takiego zachowania uznać należy brak zainteresowania kapitału globalnego inwestycją na tak hołubionych w minionym roku rynkach wschodzących. Najlepiej prezentują się rynki bazowe z największą inwestycyjną bazą. Jeżeli dodamy do tego lokalny problem w postaci braku napływów do funduszy agresywnych, to wynikiem jest takie, a nie inne zachowanie rynku szerokiego. Dobrym tego przykładem są nowe minima indeksu cenowego całego rynku, który po krótkim przerywniku z początku roku powrócił do wielomiesięcznej spadkowej tendencji i już w marcu zszedł poniżej minimów z poprzedniego roku. Tym samym GPW nadal cierpi na deficyt kapitału. Potencjalni krajowi jego dostawy są na chwilę obecną bardziej zainteresowani rynkiem nieruchomości czy bezpiecznymi alternatywami dla niskooprocentowych lokat. Z kolei zagraniczni inwestorzy wydają się aktualnie koncentrować na bazowych rynkach rozwiniętych, które zapewniają większą płynność obrotu. To samo w sobie jest symptomem wciąż obecnej w systemie awersji ryzyka. Na poziomie lokalnym dodatkowym tego symptomem jest dobre zachowanie złotego, czyli najpłynniejszej waluty regionu. Tym samym powrót apetytu na ryzyko jak na razie realizowany jest selektywnie poprzez najbezpieczniejsze i najpłynniejsze formy, z których w razie czego można się relatywnie szybko wycofać. Wraz z upływem czasu to się oczywiście może zmienić, z potencjalną korzyścią dla GPW.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Polityka ochrony danych osobowych. Czym jest i co powinien zawierać taki dokument?

Organizacje – niezależnie od swojej wielkości, zakresu działań i zasięgu terytorialnego – realizując swoje zadania przetwarzają dane osobowe. Są to np. informacje dotyczące pracowników, partnerów biznesowych czy zewnętrznych dostawców. Ich przetwarzanie wymaga co najmniej posiadania i stosowania polityki bezpieczeństwa danych osobowych. Czym jest i co powinien zawierać taki dokument?

Czym one są?

Polityki ochrony danych osobowych to wewnętrzne regulacje przedsiębiorstwa, które określają normy postępowania jej pracowników i współpracowników w zakresie ochrony danych. Mogą one mieć różny stopień szczegółowości – od zobowiązania osób zatrudnionych do przestrzegania ogólnych zasad, poprzez standardowe procedury postępowania do szablonów i klauzul, z których należy korzystać m.in. przy zbieraniu zgody na przetwarzanie danych osobowych lub realizacji obowiązku informacyjnego.

Prowadzenie odpowiednich polityk ochrony danych stanowi obowiązek, jeżeli jest to proporcjonalne w stosunku do czynności przetwarzania (art. 24 ust. 2 RODO). Powinny być one wewnętrznie wiążące, tj. przyjęte formalnym aktem organu – mówi dr Paweł Mielniczek, ekspert ds. ochrony danych,  ODO 24. Polityki ochrony danych mogą ustanawiać odpowiednie środki organizacyjne, aby przetwarzanie danych osobowych odbywało się zgodnie z RODO (art. 24 ust. 2 RODO). Wdrożenie odpowiednich procedur jest jednym ze sposobów realizacji zasady rozliczalności, zgodnie z którą administrator musi być w stanie wykazać przestrzeganie unijnego prawa (art. 5 ust. 2 RODO) – dodaje dr Paweł Mielniczek.

Jakie aspekty należy uregulować?

RODO nie precyzuje, jakie polityki ochrony danych należy wprowadzić. Aby ocenić, co będzie proporcjonalne w stosunku do czynności przetwarzania, należy spojrzeć z perspektywy poszczególnych aspektów ochrony danych osobowych regulowanych przez europejskie rozporządzenie. Jeżeli któryś z nich jest istotny dla organizacji, warto się do niego odnieść w projektowanych politykach.

Wśród kwestii ochrony informacji, które mogą wymagać uwzględnienia w wewnętrznych procedurach, znajdują się m.in.:

  • ogólne zasady bezpieczeństwa informacji;
  • przekazywanie informacji osobowych poza Europejski Obszar Gospodarczy;
  • kopie zapasowe i ciągłość działania;
  • ochrona przed szkodliwym oprogramowaniem;
  • urządzenia mobilne i telepraca;
  • powierzenie przetwarzania danych;
  • zarządzanie ruchem sieciowym i bezpieczeństwem komunikacji;
  • bezpieczeństwo informacji w relacjach z dostawcami;
  • ocena skutków przetwarzania dla ochrony danych (DPIA);
  • szacowanie ryzyka związanego z bezpieczeństwem informacji;
  • wyznaczenie Inspektora Ochrony Danych (IOD);

Jak przygotować polityki ochrony danych osobowych?

Po pierwsze, należy sprawdzić, czy i w jaki sposób poszczególne aspekty były już uregulowane w organizacji. Dzięki identyfikacji zakresu dotychczasowej regulacji będzie można odpowiedzieć na pytanie, jaka część dokumentacji wymaga jedynie aktualizacji. W pozostałym zakresie, może być konieczne przygotowanie całkowicie nowych zapisów. Po drugie, należy ocenić, które elementy są istotne z punktu widzenia prowadzonych przez firmę operacji przetwarzania i w jakim zakresie wymagają regulacji. Następnie można przystąpić do określenia nazw aktów, w których zostaną uregulowane poszczególne aspekty. Przykładowo kwestie dotyczące środków technicznych bezpieczeństwa informacji (m.in. kopie zapasowe i ciągłość działania, ochrona przed szkodliwym oprogramowaniem) można dla ułatwienia objąć jednym, dużym dokumentem.

Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy, ODO 24
Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy, ODO 24

Przystępując do przygotowania właściwej treści przepisów, należy w najszerszym możliwym zakresie posługiwać się pojęciami i sformułowaniami z RODO, opracowując je w przejrzystej i łatwo zrozumiałej formie, która pozwoli łatwo zrozumieć pracownikom i współpracownikom, jakie kroki powinni podjąć – wskazuje Paweł Mielniczek, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24. Dokumentacja ma wartość użytkową, jeśli jasno określa, kto i w jakich okolicznościach jest odpowiedzialny za realizację poszczególnych postanowień oraz w jaki sposób powinien się do nich stosować. Dla ułatwienia zastosowania nowych regulacji, warto jest przygotować formularze i szablony, których wypełnienie będzie stanowić realizację danego obowiązku (np. wzory klauzul informacyjnych, wzory klauzul zgody, szablony oceny skutków dla ochrony danych) – dodaje.

Powrót do starego i dobrego makro

Rynki finansowe pozostają w trybie umiarkowanego risk-on, kiedy prezydent Trump nie przypomina o wojnie handlowej, a inwestorzy praktycznie już zapomnieli o Syrii. EUR/USD kontynuuje senny handel gdzieś pomiędzy 1,23 a 1,24; nudno jest też na rynku złotego. Ale tematy makro są żywe dla AUD, NZD, GBP i CAD.

To na swój sposób odświeżające, że przynajmniej na moment rynki finansowe przestały być kierowane geopolityką, a wróciliśmy do starych, dobrych fundamentów. Funt brytyjski nie ma łatwego tygodnia, gdyż najpierw dane z rynku pracy nie spełniły wygórowanych oczekiwań, a wczoraj inflacja CPI wyraźnie rozczarowała. Podstawą popytu na GBP jest założenie, że przy zmniejszeniu ryzyka „twardego Brexitu” i solidnych danych Bank Anglii zdecyduje się na podwyżkę stopy procentowej w maju. Osobiście uważam, że raporty z tego tygodnia nie przekreślają tego scenariusza. Za wczorajsze rozczarowanie w głównej mierze odpowiadają niesprzyjające warunki pogodowe, które namieszały w sprzedaży kolekcji wiosennych, a także zmiany w rządowym harmonogramie podwyżek akcyzy na papierosy. Bez wątpienia są to przypadki jednorazowe, których BoE nie będzie brał pod uwagę. Ponadto tempo wynagrodzeń znalazło się powyżej inflacji (2,8 proc. vs. 2,5 proc.), co oznacza, że płaca realna jest dodatnia pierwszy raz od stycznia 2017 r., co bank centralny odbierze pozytywnie. Dziś pod lupę będą wzięte dane o sprzedaży detalicznej, gdzie trudna pogoda odbije się negatywnie. Nie pomoże wzrost sprzedaży przed Wielkanocą, gdyż biuro statystyczne oczyszcza dane z ich wpływu. Konsensus jest ustawiony na spadek o 0,6 proc., zatem rynek jest już nastawiony na słaby odczyt. W szerszym ujęciu dla funta jednak liczą się perspektywy zacieśniania monetarnego, a wycena majowej podwyżki przez rynek pieniężny pozostaje wysoko – 85 proc.

Bank Kanady zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopę overnight na 1,25 proc., w komunikacie podtrzymał, że zamierza pozostać ostrożny w odniesieniu do przyszłych dostosowań polityki pieniężnej, zważając na napływające dane. To ostrożne podejście rozczarowało rynek, który liczył na więcej entuzjazmu banku z tytułu postępów w negocjacjach Nafta i ogólnej kondycji biznesu. W Raporcie Polityki Monetarnej bank sporo miejsca poświęcił tematowi wzrostu gospodarczego, sugerując, że luka popytowa może być większa niż wcześniej sądzono, co by oznaczało, że tempo zacieśniania będzie wolniejsze. Ale jednocześnie BoC pozostawił zdanie, że „z biegiem czasu wyższe stopy procentowe będą uzasadnione”. Dla jastrzębio nastawionego rynku to było jednak za mało i USD/CAD wrócił ponad 1,26. Mimo to trzymam się zdania, ze bank powinien być na drodze do podwyżki w lipcu. Z punktu widzenia CAD, realizacja zysków z rajdu od 1,31 ma teraz dominujący wpływ na kurs, ale gdy kurz opadnie CAD w dalszym ciągu pozostaje walutą z dobrymi perspektywami na resztę roku.

W nocy dane z Antypodów wypadły słabo. W Australii zmiana zatrudnienia była o 15 tys. niższa od prognoz, a dane lutowe zrewidowano w dół o kolejne 24 tys. Ale stopa bezrobocia została na 5,5 proc., co pozwoliło potraktować rozczarowanie danymi o zatrudnieniu jako wahania nadzwyczajne. AUD miał chwilę słabości po raporcie, ale rajd surowców z ostatnich godzin broni waluty. Więcej konsekwencji może nieść słaby odczyt CPI z Nowej Zelandii. Dynamika roczna na 1,1 proc. wprawdzie wypadła zgodnie z oczekiwaniami, ale nie zmienia to faktu, że jesteśmy blisko dolnej bandy celu inflacyjnego RBNZ (1-3 proc.) i w żadnym razie nie zmusza to banku do zmiany strategii na bardziej jastrzębią. Prezes RBNZ Orr stwierdził dziś rano, że spodziewa się utrzymania łagodnej inflacji, co tylko wzmacnia przekonanie, że polityka monetarna prędko nie wesprze kiwi. Rynek popiera tą wizję i wycenia pierwszą podwyżkę na drugą połowę 2019 r. Zatem w ujęciu względnym biorąc pod uwagę dane, rajd surowców i malejące obawy o wojny handlowe, AUD może zacząć górować nad NZD. Dodatkowo domykanie popularnych ostatnio pozycji na sprzedaż AUD/CAD może dać dodatkowe paliwo dla Aussie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs funta notuje silne spadki po publikacji danych inflacyjnych

W środę, podczas sesji europejskiej kurs EURPLN chwilowo wzrósł do 4,173. Rosnącą podaż złotego wspierały m.in. zmiany na EURUSD oraz częściowo dane z rynku pracy. Raporty pokazały zgodny z założeniami RPP stabilny wzrost zatrudnienia (w marcu na poziomie 3,7% r/r) i wynagrodzenia (w marcu na poziomie 6,7% r/r), pozostając bez wpływu na procesy inflacyjne, co nasila oczekiwania rynku na przedłużony okres stabilizacji stóp NBP. W czwartek GUS opublikuje wyniki dla produkcji przemysłowej za marzec, spodziewany spadek do 4% r/r (3% PKO) z 7,4% w lutym również nie będzie wspierał PLN. W ocenie J. Kropiwnickiwgo (RPP), jeśli inwestycje będą hamowały, w grę mogą wejść obniżki stóp (o czym już wczesniej wspominał A. Glapiński).

Na rynku głównej pary walutowej EURUSD utrzymuje poziomy poniżej ostatniego szczytu na 1,241 a presję na euro wspierają kolejne publikacje makro wyraźnie pokazujące spowolnienie gospodarki europejskiej i solidny rozwój amerykańskiej. Po workowych danych o nastrojach w Niemczech (wg ZEW najsłabszych od kryzysu strefy euro -8,1 pkt), teraz słabsza od oczekiwanej okazała się inflacja HICP dla EZ (w marcu na poziomie 1,3% r/r wobec 1,4% prognozowanych). Tymczasem z USA napływają solidne raporty. Pozytywnie zaskoczyła m.in. produkcja przemysłowa (w marcu na poziomie 0,5% m/m wobec oczekiwanych 0,4%) oraz liczba nowych inwestycji budowlanych (w marcu wzrost o 1,9% wobec 1,0% prognozowanych). Na rynek napływają też jastrzębie komentarze członków Fed (rynki odnotowały wypowiedź J. Williamsa, który dał do zrozumienia, że oczekuje dalszego przyspieszenia wzrostu gospodarki amerykańskiej).Patrząc szerzej kurs EURUSD pozostaje w konsolidacji, która trwa już od drugiej połowy stycznia. Przy spowalniającej Europie i jednocześnie wysokich oczekiwanych na kolejne trzy podwyżki stóp w tym roku w USA perspektywy dla dolara wydają się lepsze niż dla euro, stąd można oczekiwać wybicia pary dołem z obecnego kanału zmienności. W krótkim okresie czynnikiem niepewności pozostawać będą napięcia handlowe na linii USA-Chiny oraz dość nieprzewidywalne działania D. Trump’a. Obecnie jednak wyraźne polepszenie się nastrojów na rynkach, które zakładają brak eskalacji geopolitycznego konfliktu sprzyja ponownemu zwrotowi w kierunku analizy fundamentów, która wspiera dolara.

W środę spore zmiany notowań widać było na rynku GBP, który po ostatnich dniach wyraźnego umacniania się (na skutek optymistycznych oczekiwań związanych z przyszłymi relacjami z Unią) znalazł się pod presją podaży po tym jak dane inflacyjne rozczarowały, przez co majowa podwyżka stóp procentowych w UK (przed publikacją CPI wyceniana już na przeszło 80%) nie została w ocenie inwestorów zapewniona. W środę GBPUSD spadł do 1,417 po tym jak dzień wcześniej notował okolice 1,4375.Silne spadki kursu funta

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Jak polski rząd powinien wykorzystać rozwiązania dzisiejszej rewolucji technologicznej?

Żyjemy w wyjątkowych czasach kolejnej rewolucji technologicznej. Potwierdzają to opinie ekspertów. Dlatego powstał raport, który pokaże konkretne działania, jakie powinien podjąć polski rząd. Dotyczą one całego obszaru gospodarki. Zdefiniowano pięć głównych zagadnień, określanych jako ogólne rekomendacje dotyczące wykorzystania rewolucji związanej z Internetem Rzeczy i Sztuczną Inteligencją. Wyodrębniono także piętnaście zaleceń dla konkretnych projektów, które należy w Polsce zrealizować. Wskazano też działające podmioty – np. w handlu czy w usługach dla Smart City. Ma to na celu pokazanie polskim decydentom, że firmy te powinny już dostarczać klientom nowe rozwiązania. Ich produkty i usługi mogą być kupowane przez rząd, armię – która powinna być siedliskiem innowacji – a także miasta i duże spółki działające w Polsce.

– Do głównych segmentów działań należy obszar zdrowia i opieki medycznej, a także obronność, handel, infrastruktura energetyczna, gazowa i wodna oraz rolnictwo, które w Polsce ma się bardzo dobrze – powiedział serwisowi eNewsroom Bartłomiej Michałowski z Instytutu Sobieskiego – Jednak firm, które tworzą dla tego sektora rozwiązania w obszarze IoT (ang. Internet of Things) i Sztucznej Inteligencji prawie nie ma. W raporcie podane zostało tylko jedno przedsiębiorstwo. Powinniśmy stosować technologie, aby lepiej wykorzystywać zasoby naturalne. Pod egidą samego Premiera powinien powstać zespół powołany przez poszczególne ministerstwa, złożony jednak z ludzi spoza resortów. Jego zadaniem byłoby opracowanie zupełnie nowego mechanizmu płacenia za energię elektryczną. Wprowadzenie nowych rozwiązań miałoby duży wpływ na jakość życia oraz problem zanieczyszczenia powietrza w Polsce. Rekomendacja w obszarze finansów i bankowości zakłada wyemitowanie polskiej złotówki w postaci elektronicznej, czyli z wykorzystaniem technologii blockchain. Nie należy mylić tego rozwiązania z kryptowalutami. Wszystkie stypendia naukowe przyznawane przez instytucje szkolnictwa wyższego powinny być wypłacane w ten sposób. To od razu wygenerowałoby zamówienia dla polskich firm specjalizujących się w tej dziedzinie. Równocześnie dałoby to know-how, który mógłby być eksportowany. Dzisiaj Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych drukuje przecież pieniądze dla kilku zagranicznych państw. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w przyszłości Polska stała się dla nich centrum emisji e-pieniądza – wskazał Bartłomiej Michałowski.

Transparentność podatkowa powinna wspierać biznes, a nie kreować ryzyko reputacyjne

Rozpoczęta w ostatnim czasie dyskusja na temat transparentności podatkowej wkracza na nowy poziom – zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Finansów dane podatkowe kluczowych przedsiębiorców w kraju staną się jawne. To może być podstawa – na wzór gospodarek zachodnich – do budowania efektywnego systemu współpracy biznesu z administracją, o ile obie strony wykażą się daleko idącym zrozumieniem – twierdzą eksperci PwC.

Nowelizacja regulacji w zakresie podatku dochodowego obliguje Ministerstwo Finansów do opublikowania wyników podatkowych przedsiębiorców za ostatnie lata. Zgodnie z zapowiedziami administracji w kwietniu 2018 r. można spodziewać się pierwszych informacji na temat danych ponad 2 tysięcy przedsiębiorców. Zostaną one jednak ograniczone do zaraportowanych rezultatów w podatku dochodowym od osób prawnych.

Informacja o podatku dochodowym od osób prawnych zapłaconym przez przedsiębiorców w ostatnich latach to tylko suche dane na temat przychodów, kosztów czy zapłaconego podatku, a zatem nie mówią wiele na temat kondycji przedsiębiorcy, jego strategii biznesowej i podatkowej, czy też sposobu zarządzania ryzykiem podatkowym. – Jan Wacławek, partner w PwC

Obowiązkiem ujawnienia zostaną objęte przychody podatkowe, koszty, dochód podatkowy, zapłacony podatek czy efektywna stawka podatku. Brak będzie informacji na temat rodzaju działalności prowadzonej przez przedsiębiorcę czy rodzaju ulg, z których przedsiębiorca w danym roku korzystał.

Podatek dochodowy od osób prawnych stanowi niewielką część wpływów do budżetu państwa. Zresztą nasz system podatkowy zakłada szereg ulg i dodatkowych odliczeń mających stymulować określone zachowania przedsiębiorców – te odliczenia i ulgi są ściśle powiązane właśnie z podatkiem dochodowym od osób prawnych. Dlatego informacja, że przedsiębiorca zapłacił tego podatku mało albo wcale, może równie dobrze oznaczać, że efektywnie wykorzystał przysługującą mu ulgę na badania i rozwój. – Mikołaj Woźniak, dyrektor dziale prawno-podatkowym PwC

Zdaniem ekspertów PwC na kwestię transparentności podatkowej nie należy patrzeć jednowymiarowo i nie powinno jej się ograniczać wyłącznie do podatku dochodowego od osób prawnych. Mając na względzie wagę poszczególnych danin w budżecie państwa, przedsiębiorca kreujący tysiące miejsc pracy i zasilający system składkami na ubezpieczenie społeczne może równie mocno wpływać na Skarb Państwa, co przedsiębiorca z wysoką efektywną stawką podatku dochodowego. Istotne jest raczej to, czy przedsiębiorca realizuje swoje obowiązki wobec państwa i wspiera państwa w realizacji jego szeroko rozumianych celów gospodarczych, np. w zakresie innowacyjności czy zatrudniania osób wykluczonych społecznie.

Dobrze zrozumieć przedsiębiorcę

Zwiększanie roli transparentności podatkowej w gospodarce jest ważnym kierunkiem, który jednak kreuje określone ryzyka biznesowe. Jeśli ujawnieniu podlegają dane tylko największych przedsiębiorców, ich mniejsza konkurencja może pozostać anonimowa dla administracji, jak również dla szeregu interesariuszy publicznych i prywatnych. Może to ograniczać chęć i wolę przedsiębiorców do ujawniania i szerokiego komentowania swoich wyników podatkowych.

Transparentność podatkowa to poszukiwanie symetrii w ramach rynku i w relacji z administracją. Przedsiębiorcy powinni odbierać transparentność jako narzędzie wspierające ich biznes, a nie kreujące dodatkowe ryzyko reputacje. W tym kontekście niebagatelną rolę odegra administracja – urzędnik musi chcieć zrozumieć przedsiębiorcę i warunki, w których on działa. Nie można ortodoksyjnie przywiązywać się do liczb – trzeba spojrzeć na cały wkład przedsiębiorcy w gospodarkę. Przedsiębiorca chętniej wytłumaczy i ujawni informacje dotyczące swojego biznesu, wiedząc, że będzie to oznaczać ograniczenie barier rozwojowych w postaci np. zmniejszenia obciążeń ewidencyjnych, zwiększenia pewności stosowania prawa czy uzyskiwania wykładni przepisów w drodze szybszej ścieżki. – Marcin Zawadzki, wicedyrektor w dziale prawno-podatkowym PwC

Eksperci PwC podkreślają, że transparentność podatkowa będzie narzędziem efektywnym, jeśli pozwoli przedsiębiorcy w sposób świadomy komunikować się z rynkiem, zwiększając zarazem równość i przejrzystość całego sektora gospodarki. Przedsiębiorca musi wierzyć, że jest sens, aby komunikować swój wkład w rozwój gospodarczy państwa, bo tak robi jego konkurencja i dodatkowo jest to premiowane przez państwo.

Aby sprostać nadchodzącym wyzwaniom konieczne jest opracowanie długoterminowej polityki podatkowej. Pierwszym etapem powinny być konsultacje z szerokim gronem zainteresowanych stron i chęć budowania konsensusu. Przedsiębiorcy, których wkład w system podatkowy powinien być wyraźnie podkreślony, stanowią istotną część tego dialogu. – Jan Tokarski, dyrektor w dziale prawno-podatkowym PwC

Kurs franka nie utrzyma się długo poniżej 3,50 zł

Sytuacja jest wyjątkowa, a wielu frankowiczów jest bardzo zadowolonych. Jednak kurs poniżej 3,50 zł nie utrzyma się długo, zwłaszcza że jest konsekwencją wyprzedawania szwajcarskiej waluty przez najbogatszych Rosjan.

W ciągu ostatnich  dni kurs euro do franka zahaczył o 1,1970, czyli znalazł się o krok od niewidzianego do 15 stycznia 2015 r. poziomu 1,20, kiedy to bank centralny Szwajcarii przestał bronić franka i zapewnił jedno z największych załamań kursu w historii rynku walutowego. Osłabienie ma jednak dość dziwne podstawy, na co zwracają uwagę analitycy Domu Maklerskiego TMS Brokers.

Ostatnia fala sankcji nałożonych przez USA na rosyjskich oligarchów zmusza ich do wytransferowania kapitału ze Szwajcarii. Upłynnianie udziałów w szwajcarskich spółkach, presja międzynarodowych grup bankowych w obawie przed restrykcjami Białego Domu, czy zwykłe wyciąganie depozytów na ratowanie przecenianych aktywów w Rosji. W grę wchodzą setki milionów CHF, które przechodzą przez zwykle spokojny rynek.

Dodatkową presję na franka wywołuje obywatelska inicjatywa wprowadzenia Vollgeld, gdzie chodzi o zabronienie bankom komercyjnym kreacji pieniądza. Referendum w tej sprawie ma się odbyć 10 czerwca, ale już teraz podnoszone są obawy, że zwycięstwo tej inicjatywy będzie poważnym zagrożeniem dla gospodarki (ograniczy podaż kredytu, podniesie koszty usług finansowych).

Kwestie te w krótkim terminie będą ciążyć na franku i pierwszy raz od ponad trzech lat możemy wrócić powyżej 1,20 za euro. Jednak z uwagi na to, że powody wzrostów nie są stricte fundamentalne, tymczasem pozycja EUR pogarsza się, EUR/CHF nie powinien zagościć tak wysoko na długo.

– W Polsce mamy do czynienie z miksem pozytywnego klimatu rynkowego i sankcji nałożonych na Rosję – mówi w rozmowie z MarketNews24 Konrad Białas, główny ekonomista DM TMS.

W bliskiej przyszłości istotna okaże się sytuacja polskiej gospodarki. Zwłaszcza inflacja, która w ostatnich miesiącach jest nadspodziewanie niska, to oddala w czasie termin ogłoszenia podwyżek stóp procentowych przez RPP, co wpływałoby na aprecjację złotego. Polska gospodarka nie będzie się rozwijać w tak szybkim tempie, jak to było ostatnio.

– Sytuacja przypominała jazdę z górki na rowerze, tempo było coraz większe, ale rower jedzie już po płaskim terenie – komentuje ekspert. – Tak pozytywny klimat dla złotego, to sytuacja przejściowa.

Należy się spodziewać kursu franka 3,60 – 3,65 zł.

Firmy szukają nowych sposobów na oszczędzanie energii. To kluczowe dla rozwoju gospodarczego

Firmy szukają nowych sposobów na oszczędzanie energii. To kluczowe dla rozwoju gospodarczego 2

Zarówno Unia Europejska, jak i rządy poszczególnych państw dostrzegają konieczność zwiększania efektywności energetycznej, która wpływa na rozwój gospodarek. Wymaga to ścisłej współpracy z biznesem i firmami, które bardzo dobrze radzą sobie z wdrażaniem nowych technologii, aby realizować wyśrubowane cele ekologiczne. Biznes odgrywa jedną z najważniejszych ról w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju – podkreśla reprezentant Sekretarza Generalnego ONZ dla programu Sustainable Energy for All.

Efektywność energetyczna jest wynikiem partnerstwa pomiędzy sektorem prywatnym a publicznym. Potrzebujemy jednak przyspieszyć tempo zmian. Dlatego biznes musi zasygnalizować politykom, że potrzebuje określonych celów, aby móc z sukcesem je realizować. Firmy nie narzekają już, że to będzie bardzo drogie i zaszkodzi ich rentowności, tylko mówią politykom: wy wyznaczacie priorytety, a my je realizujemy. To fundamentalny zwrot w kierunku partnerstwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rachel Kyte, CEO Sustainable Energy for All oraz specjalny reprezentant Sekretarza Generalnego ONZ dla SEforALL.

Efektywność energetyczna jest kluczowa dla rozwoju gospodarczego, co dostrzegają również politycy i rządy. W styczniu unijny parlament przyjął projekt przepisów, zgodnie z którymi do 2030 roku kraje Unii Europejskiej powinny zwiększyć efektywność energetyczną o 35 proc. Polska również kładzie na nią coraz mocniejszy akcent. Od półtora roku obowiązuje ustawa o efektywności energetycznej, która nałożyła na wybrane przedsiębiorstwa obowiązek przeprowadzenia audytu energetycznego (dotyczy ok. 6 tys. przedsiębiorstw). Całkiem niedawno zakończył się też nabór do konkursu w ramach PO Infrastruktura i Środowisko, w którym duże, polskie firmy mogą pozyskać z UE nawet 100 mln zł wsparcia na projekty zwiększające ich efektywność energetyczną.

– Ludzie myślą o Polsce jako kraju, który ma problem związany ze źródłami energii i przyszłością węgla. Ale będąc tutaj, widać, że odnosicie duże sukcesy w zakresie poprawy efektywności energetycznej w transporcie, choć macie jeszcze wiele do zrobienia. Wiele międzynarodowych firm prowadzi w Polsce działalność, one wiedzą, jak uczynić gospodarkę bardziej zrównoważoną i bardziej wydajną, oraz przyspieszają te procesy. Zachęcamy polski rząd do korzystania z doświadczeń biznesu w tym zakresie, zarówno lokalnych, jak i globalnych firm. Bez względu na to, jaki będzie w przyszłości miks energetyczny Polski, będziemy musieli zużywać znacznie mniej energii niż dziś – mówi Rachel Kyte.

Reprezentant Sekretarza Generalnego ONZ dla SEforALL podkreśla, że podnoszenie efektywności energetycznej i zrównoważony rozwój to cele, które wymagają współpracy polityki z biznesem. Ocenia również, że firmy całkiem dobrze radzą sobie ze zmianą modelu biznesowego oraz wdrażaniem nowych technologii, aby osiągać wyśrubowane cele ekologiczne.

W ciągu ostatnich pięciu lat biznes odegrał w zrównoważonym rozwoju jedną z najważniejszych ról. Od czasu Rio+20 – poprzez przyjęcie Celów Zrównoważonego Rozwoju i Porozumień Paryskich – biznes przekonał polityków, że jeżeli będą oni naciskali na realizację celów strategicznych, to biznes również pójdzie w tę stronę – mówi Rachel Kyte.

 Myślę, że w ostatnim czasie udało się udowodnić, że możemy zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy i przy okazji przysłużyć się planecie poprzez wprowadzanie rozwiązań z zakresu efektywności energetycznej – dodaje Kjell H. Strøm, starszy wiceprezydent sprzedaży i marketingu w obszarze chłodnictwa w Danfoss. – Globalne megatrendy związane z urbanizacją, żywnością, energetyką i zmianami klimatycznymi to paliwo rozwoju Danfoss. To są obszary, w których rozwijamy kompetencje, cały czas tworzymy nowe, lepsze rozwiązania, które mają sprzyjać zrównoważonemu rozwojowi miast, podnosić efektywność energetyczną i dbać o środowisko.

W zmieniającym się systemie energetycznym, w którym stabilne źródła będą w coraz większym stopniu zastępowane przez energetykę odnawialną, niezbędne są inteligentne, efektywne energetycznie budynki zdolne do magazynowania energii. Taką rolę mogą pełnić w przyszłości supermarkety.

Supermarket może być budynkiem efektywnym energetycznie przede wszystkim poprzez ograniczenie zużycia energii. Można to uczynić za pomocą kilku prostych kroków. Choćby pilnując zamykania drzwi w lodówkach, a także poprzez bardziej efektywne wykorzystanie systemu chłodzenia. Możemy na przykład zmagazynować dużo energii w lodówkach i uwalniać ją w ciągu dnia – podkreśla ekspert Danfoss.

Takie inteligentne supermarkety wpisują się w koncepcję smart city. Są wyposażone w inteligentną infrastrukturę: stacje ładowania pojazdów elektrycznych za pomocą baterii wykorzystujących energię produkowaną w innych systemach budynku, systemy paneli fotowoltaicznych zapewniających zasilanie w energię elektryczną czy systemy odprowadzające nadmiar ciepła do zasilenia pobliskiej sieci ciepłowniczej.

– Większość sieci supermarketów jest bardzo zainteresowana podnoszeniem efektywności energetycznej. W ostatnich latach odnotowały one dużą presję na zwiększanie marż, więc takie rozwiązania dają im szansę na podnoszenie rentowności sklepów. A jednocześnie mogą zrobić coś dobrego dla świata. To z kolei jest ważne dla ich klientów, więc w swoich kampaniach marketingowych mogą się pochwalić również swoją działalnością ekologiczną – mówi Kjell H. Strøm.

Najnowsze trendy w technologiach dla klimatu i energii oraz innowacyjne koncepcje inteligentnych budynków i miast przyszłości były motywem polskiej edycji konferencji Engineering Tomorrow talks (HASHETtalks), która odbyła się 17 kwietnia w Warszawie. HASHETtalks jest częścią globalnej serii konferencji z udziałem wybitnych mówców i wizjonerów – to okazja, by posłuchać osób, które są częstymi mówcami na World Economic Forum w Davos, Climate Summit czy NYC Climate Week. Organizatorem HASHETtalks na całym świecie jest Danfoss Group, a kolejne wydarzenia odbędą się w Kijowie, Dubaju, Rio de Janerio oraz w Indiach. Jednym z gości warszawskiej edycji był profesor Carlo Ratti, architekt, inżynier oraz wykładowca na Massachusetts Institute of Technology.

 Efektywność energetyczna jest dziś w budownictwie bardzo ważna. Ciekawe jest to, że budownictwo zostało całkowicie przedefiniowane poprzez nowe technologie, w szczególności cyfryzację, internet rzeczy, możliwość zmierzenia wielu czynników i odpowiednie zareagowanie na nie. Budowanie zaczęło przypominać systemy kontrolowane w czasie rzeczywistym. Dzięki temu możemy odpowiadać na pewne kluczowe wyzwania, takie jak zrównoważony rozwój i efektywność energetyczna – mówi prof. Carlo Ratti.

Światowy gigant inwestuje w nowe technologie do produkcji żeli do prania. Produkty z fabryki w Raciborzu będą eksportowane na 10 europejskich rynków

Światowy gigant inwestuje w nowe technologie do produkcji żeli do prania. Produkty z fabryki w Raciborzu będą eksportowane na 10 europejskich rynków 3

Żele do prania stanowią już ponad połowę rynku środków piorących w krajach Europy Zachodniej. W Polsce mają w rynku prawie 15-proc. udział, ale to szybko rosnący segment produktów. Warta 100 mln zł inwestycja grupy Henkel w nową linię produkcyjną żeli w fabryce w Raciborzu jest odpowiedzią na rosnący popyt Produkowane w Polsce środki do prania będą trafiać na dziesięć rynków Europy Środkowej i Wschodniej. 

Żele do prania są obecnie największą kategorią produktową na światowym rynku środków piorących. Ich udział w polskim rynku systematycznie wzrasta. Inwestycja firmy Henkel jest odpowiedzią na rosnący popyt konsumencki i dostosuje specyfikę zakładu produkcyjnego do zmieniających się potrzeb rynku.

 Żele do prania to rozwiązanie przyszłości. Stanowią blisko jedną trzecią rynku środków piorących w Europie Środkowo-Wschodniej, a w niektórych krajach Europy Zachodniej już nawet ponad połowę rynku. W Polsce płyny do prania stanowią w tej chwili ok. 15 proc. rynku, natomiast jest to segment wyraźnie rosnący. W związku z rosnącym popytem, sprowadzenie do polskiej fabryki nowej technologii było strategiczną decyzją naszej firmy. Zapewni to stabilny rozwój zakładu w Raciborzu i niewątpliwie podniesie jego rangę w całej Europie – mówi agencji Newseria Biznes Adrian Wycisk, dyrektor fabryki środków piorących firmy Henkel w Raciborzu.

W ramach inwestycji wartej 100 mln zł zakupiono i zainstalowano nowoczesną linię produkcyjną. Wybudowano także halę produkcyjną wraz z całą niezbędną infrastrukturą.

Do raciborskiego zakładu produkcyjnego została sprowadzona nowoczesna technologia, która służy do produkcji żeli do prania. Do tej pory nasza fabryka była technologicznie przystosowana do produkcji proszków do prania, dlatego uruchomienie tej linii otwiera nowy rozdział w historii zakładu, a jednocześnie daje nam gwarancję dalszego rozwoju – mówi Adrian Wycisk.

Fabryka w Raciborzu to jeden z sześciu zakładów produkcyjnych Henkla w Polsce. Do tej pory wytwarzane były tutaj proszki do prania. Dzięki uruchomieniu nowej linii produkcyjnej fabryka rozpoczęła również produkcję żeli do prania pod należącymi do Henkla markami Persil i E.

– Pierwsze opakowania żeli do prania zjechały z nowej linii produkcyjnej już w marcu. Nasze nowe produkty – m.in. pod marką Persil – trafią na dziesięć europejskich rynków, w tym oczywiście do Polski, Austrii, Czech i innych krajów – mówi Adrian Wycisk.

Inni odbiorcy to Węgry, Słowacja, Słowenia, Litwa, Łotwa, Estonia i Ukraina.

Nowa linia produkcyjna żeli do prania została zainstalowana w nowoczesnej hali produkcyjnej o powierzchni 15 tys. mkw., wybudowanej zgodnie ze standardami zrównoważonego budownictwa i spełniającej wymogi certyfikacji LEED. Nowa technologia produkcji jest energooszczędna i ogranicza do minimum wpływ produkcji na środowisko i otoczenie zakładu.

 Uruchomienie nowej linii produkcyjnej przyczyniło się m.in. do zwiększenia zatrudnienia. Utworzyliśmy już w tak krótkim czasie ponad czterdzieści miejsc pracy. Są to stanowiska w samym zakładzie i w firmach współpracujących. Wraz z dalszym wzrostem wolumenu produkcji planowane są kolejne zatrudnienia i jednocześnie dalszy rozwój zakładu – mówi dyrektor fabryki środków piorących Henkel w Raciborzu.

Inwestycja w Raciborzu wpisuje się w strategię zrównoważonego rozwoju spółki do 2030 roku. Zakłada ona stałe ograniczanie wpływu procesów produkcyjnych i produktów firmy na środowisko oraz potrojenie efektywności działania firmy do końca przyszłej dekady. Dla zakładu w Raciborzu oznacza to stałe poszukiwanie kolejnych sposobów optymalizacji wskaźników środowiskowych i dalszego ograniczania zużycia energii, wody i wytwarzania odpadów.

Banki chcą przejąć rynek coraz popularniejszych chwilówek. Stawiają na szybkość i niższe koszty

Banki chcą przejąć rynek coraz popularniejszych chwilówek. Stawiają na szybkość i niższe koszty 4

Sektor firm pożyczkowych rośnie w siłę i z roku na rok powiększa grono klientów. Z jego usług korzystają coraz częściej osoby młode, które doceniają szybkość i wygodę w zaciąganiu pożyczek, a otrzymane środki przeznaczają na konsumpcję. To luka, której nie były dotąd w stanie wypełnić banki. Jako pierwszy z kontrofertą dla firm pożyczkowych wyszedł eurobank, wprowadzając do oferty „Pożyczkę błyskawiczną” online – równie szybką i dużo atrakcyjniejszą pod względem kosztów.

– Rynek firm pożyczkowych stabilnie rośnie. Szacujemy, że osiągnął już wartość ok. 5 mld zł i ma prawie milion klientów rocznie. Już co druga pożyczana złotówka jest udzielana przez firmy niebankowe, średnie kwoty kredytu oscylują między 1–4 tys. zł. Trendem jest, że banki oddają pole firmom pożyczkowym i udzielają coraz mniej takich pożyczek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Humiński, wiceprezes eurobanku.

W 2017 roku firmom pożyczkowym współpracującym z BIK-iem przybyło 101,3 tys. nowych klientów. Tylko w drugim półroczu ich liczba wzrosła o 24,8 proc. Co trzeci klient sektora pożyczkowego (28 proc.) ma nie więcej niż 30 lat.

– Do tej pory panował pogląd, że te pożyczki są udzielane na łatanie domowego budżetu, natomiast to się zmienia diametralnie. Klienci deklarują, że wydają te pieniądze na czystą konsumpcję, a więc drogie gadżety, ubrania czy elektronikę. Widzimy, że na tym rynku jest luka, nie ma produktu, który jest oferowany w równie łatwy i prosty sposób, ale również w sposób transparentny i z rozsądną ceną – mówi Wojciech Humiński.

Oferta sektora pożyczkowego jest popularna zwłaszcza w segmencie małych i średnich kredytów, o wartości nieprzekraczającej 4–5 tys. zł. Z danych BIK wynika, że w segmencie pożyczek na najniższe kwoty (do 1 tys. zł) udział firm pożyczkowych jest wyższy niż banków.

– Biorąc pod uwagę oczekiwania klientów, wydaje się, że banki do tej pory nie były w stanie zaoferować żadnej alternatywy dla szybkich pożyczek online. Szybkość, którą klienci cenią najbardziej, była do tej pory nieosiągalne dla banków. Widząc tę lukę, eurobank przygotował produkt bardzo szybki i przyjazny potencjalnym klientom, ale również oferowany w sposób transparentny i w rozsądnej cenie – mówi Wojciech Humiński.

Wiceprezes eurobanku zauważa, że internet to wciąż nowy kanał, za pośrednictwem którego Polacy zaciągają pożyczki. Dlatego wprowadzona niedawno do oferty „Pożyczka błyskawiczna” jest skierowana do osób, którym zależy na szybkim dostępie do środków, bez konieczności wizyty w oddziale. Wystarczy dowód osobisty, podobnie jak w przypadku pożyczek udzielanych przez firmy pozabankowe.

W pierwszym kroku klient wypełnia formularz internetowy, uzupełniając go o podstawowe dane osobowe, kontaktowe i informacje dotyczące dochodów i wydatków. Następnie potwierdza poprawność adresu e-mail i za pośrednictwem bankowości internetowej wykonuje przelew weryfikacyjny na kwotę 1 zł (później jest ona zwracana), dzięki czemu bank sprawdza jego tożsamość. Proces weryfikacji i przyznania pożyczki, której wysokość może sięgnąć maksymalnie 4 tys. zł, jest uproszczony i przebiega bardzo szybko, nawet w ciągu kilkunastu minut do momentu wypłaty środków na konto wskazane przez klienta.

– Przewagą banku w udzielaniu pożyczek jest transparentność procesów, rzetelny proces badania zdolności kredytowej, który chroni klientów przed przekredytowaniem, co jest szczególnie ważne w przypadku klientów młodych, zaczynających swoją przygodę z finansami. Niezwykle istotne, aby bank chronił tego typu klientów przed wpadnięciem w pułapkę zadłużenia. Istotną przewagą jest również atrakcyjna oferta finansowa – podkreśla Wojciech Humiński, wiceprezes eurobanku.

eurobank chce, by „Pożyczka błyskawiczna” była pod względem kosztów konkurencyjna dla kredytów pozabankowych i w pełni transparentna. Już na pierwszym etapie klient może sprawdzić koszty za pomocą prostego w obsłudze kalkulatora. Na wstępnym etapie wypełniania wniosku otrzymuje również wzór umowy kredytowej, z którą może się zapoznać i wrócić do wypełniania formularza. Jeżeli się rozmyśli, ma 14 dni na odstąpienie od umowy bez żadnych kosztów.

– Odpowiedzialne pożyczanie to nie tylko spełnienie oczekiwań klientów, ale również wzięcie pod uwagę możliwości finansowych klientów. Eurobank jest świadomy, jak wielu młodych ludzi wpadło w kłopoty finansowe, biorąc pożyczki online, ale nie rozumiejąc zasad ich działania. Wychodząc naprzeciw ich potrzebom, eurobank wdrożył produkt równie szybki, łatwy i prosty, ale przy okazji transparentny, o bardzo konkurencyjnej cenie – mówi Wojciech Humiński.

Do końca tego roku eurobank planuje mieć już 10 tys. klientów „Pożyczki błyskawicznej”. Oferta online to kolejna propozycja banku, który pozostaje istotnym graczem na rynku kredytów konsumenckich w Polsce. W 2017 roku odnotował wzrost ich salda o 9 proc. wobec 2016 r. Ten wynik został osiągnięty m.in. dzięki temu, że w zeszłym roku eurobank powrócił na rynek kredytów ratalnych, od tamtej pory pozyskał w tym segmencie ponad 100 tys. klientów.

Rośnie liczba luksusowych aut. Polacy coraz częściej wolą je leasingować niż mieć na własność

Rośnie liczba luksusowych aut. Polacy coraz częściej wolą je leasingować niż mieć na własność 5

Na polskich drogach przybywa luksusowych samochodów. Do 2022 roku ich liczba może rosnąć nawet o 10 proc. rocznie – wynika ze statystyk Deutsche Banku. W 2017 roku w Polsce zarejestrowano 176 tys. aut premium. Tych luksusowych, których ceny przekraczają 215 tys. zł, już znacznie mniej – nieco ponad 140. Będzie ich jednak coraz więcej, bo przybywa zamożnych Polaków, a ci ponad połowę wszystkich wydatków na dobra luksusowe przeznaczają właśnie na samochody. Dla klientów ważniejsze od posiadania, staje się użytkowanie. Dlatego coraz częściej Polacy decydują się na leasing.

Rynek samochodów luksusowych z roku na rok zdecydowanie wzrasta. Zwiększa się popyt na te samochody, przede wszystkim dzięki dogodniejszym formom finansowania. Samochody stają się coraz bardziej dostępne – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Ciołkiewicz, kierownik sprzedaży Bentley Warszawa.

Dla polskich klientów ważniejsze jest korzystanie niż posiadanie auta. Dlatego chętnie korzystają z leasingu, przede wszystkim przedsiębiorcy, bo ten – zwłaszcza w przypadku samochodów droższych – po prostu się opłaca.

– Wprowadziliśmy nowe formy finansowania samochodów. To przede wszystkim leasing z wysoką wartością na koniec, gdzie klient płaci wyłącznie za użytkowanie. Klienci coraz rzadziej chcą posiadać, a coraz częściej użytkować samochody. Poza tym znacznie lepiej wygląda taka cena – samochód kosztuje już nie 1,3 mln zł, ale 14 tys. zł miesięcznie netto – mówi Paweł Ciołkiewicz.

Ceny samochodów luksusowych mogą sięgać kilku milionów. Na polskich drogach samochodów luksusowych jest jednak coraz więcej.

Ceny u nas zaczynają się od 900 tys. zł, średnia wartość to 1,5 mln zł. Na zakup tego typu samochodów decydują się przede wszystkim przedsiębiorcy, właściciele większych firm, prężnie działających, menadżerowie – wymienia przedstawiciel Bentley Warszawa.

Jak tłumaczy Ciołkiewicz, na większe zainteresowanie samochodami luksusowymi wpływa też coraz bogatsza oferta.

– Mamy między innymi nowy model Bentleya Continentala. To samochód, który pojawił się po 14 latach od poprzedniego modelu. Mamy także Bentleya Bentaygę, do niedawna jeden z najszybszych SUV-ów na świecie – przekonuje Ciołkiewicz. – Bentayga spełnia wiele funkcji. To auto sportowe z silnikiem 6-litrowym W12, gdyż przyspiesza w 4,1 sek. do setki, offroader, bo dobrze radzi sobie w trudniejszym terenie, i luksusowa limuzyna. Samochód jest też fenomenalnie wykończony.

Z analiz Deutsche Banku wynika, że do 2022 roku liczba luksusowych samochodów w Polsce będzie stale rosła, nawet o 10 proc. w skali roku. Z kolei Zion Market szacuje, że na całym świecie wartość tego rynku do 2022 roku wzrośnie do 23,2 mld dol. W Polsce rynek samochodów premium i luksusowych mógł w 2017 roku być wart 12,3 mld zł (analizy KPMG „Rynek dóbr luksusowych”). To największy segment rynku dóbr luksusowych (blisko 60 proc.). Z danych KPMG wynika, że w 2017 roku sprzedano ponad 61 tys. aut z najwyższej półki. Rynek samochodów luksusowych jest znacznie mniejszy – w 2016 roku sprzedano ich 141, w 2017 roku – tylko po trzech kwartałach ich liczba sięgnęła 146 (najwięcej Maserati – 88, Bentley i Ferrari – po 21).

KRRiT chce poszerzyć cyfrową ofertę radia o rozgłośnie lokalne. Przetargi na częstotliwości w drugiej połowie 2018 roku

KRRiT chce poszerzyć cyfrową ofertę radia o rozgłośnie lokalne. Przetargi na częstotliwości w drugiej połowie 2018 roku 6

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podtrzymuje swoje zainteresowanie cyfryzacją radia. Obecnie pracuje nad strategią, która pozwoli poszerzyć ofertę i uruchomić dodatkowe stacje radiowe, w szczególności rozgłośnie komercyjne o lokalnym charakterze. Ogłaszanie wolnych częstotliwości na lokalne, miejskie multipleksy w 34 miastach ma nastąpić w drugiej połowie tego roku.

– KRRiT nie wycofuje się z planów cyfryzacji radia, wbrew pytaniom i wątpliwościom, które się pojawiały. Podtrzymujemy finansowanie radia cyfrowego DAB+ dla radia publicznego, ale opracowujemy również nową strategię, która pozwoli uruchomić dodatkowe stacje radiowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Cyfryzacja radiofonii w Polsce to jeden z celów strategicznych KRRiT do 2022 roku. Proces zakończy się wyłączeniem sygnału analogowego, podobnie jak to miało miejsce w przypadku telewizji. Od lipca 2016 roku zwiększono pomoc finansową dla emisji DAB+ (nowa wersja standardu cyfrowej emisji radia – Digital Audio Broadcasting), natomiast w lutym ubiegłego roku wystartowała kampania informacyjna „Radio się przeprowadza”.

Jak podaje KRRiT, dokładnie rok temu – wiosną 2017 roku – słuchalność cyfrowa radia (DAB+ i internet) osiągnęła 57 proc., jednocześnie korzystanie z odbiorników UKF zmniejszyło się o 43 proc. Nastąpiła też aktywizacja branży radiowej: aż 56 z 57 stacji radiowych – zarówno publicznych, jak i prywatnych, obecnych na UKF – można już złapać w DAB+.

– Sama reprodukcja dotychczasowej oferty na falach cyfrowych nic nie da, dlatego chcemy zaproponować nową ofertę. Uważam, że dużym atutem DAB+ jest jakość dźwięku – dla melomanów na pewno jest to duży prezent. Polskie Radio już taką ofertę prezentuje. Zamierzamy także otworzyć ofertę na rozgłośnie komercyjne, szczególnie społecznie potrzebne rozgłośnie lokalne – zapowiada Witold Kołodziejski.

KRRiT wystąpiła już do UKE o dobór nowych częstotliwości, które rozdzieli pomiędzy cyfrowe rozgłośnie lokalne.

– Mamy 34 miasta z 47 częstotliwościami właśnie na cyfrową emisję lokalną i zamierzamy to jak najszybciej uruchomić. Sprawdzimy, jakie będzie zainteresowanie. Kolejny krok to uruchomienie multipleksu regionalno-ogólnopolskiego. Liczymy na to, że z czasem – tak jak u naszych sąsiadów – będzie coraz większe nasycenie rynku odbiornikami cyfrowymi, bo dzisiaj powoli staje się to standardem – mówi przewodniczący KRRiT.

Zgodnie z zapowiedziami resortu cyfryzacji w tym roku ma się pojawić projekt rozporządzenia, które określi minimalne wymagania techniczne i eksploatacyjne dla odbiorników radiofonii cyfrowej DAB+ przeznaczonych na polski rynek. Odbiór sygnału cyfrowego radia w Polsce umożliwiają jedynie odbiorniki wyposażone w ten system, ale w sprzedaży pojawiają się urządzenia z systemem starszej generacji DAB, który uniemożliwia dostęp do pełnej radiowej oferty cyfrowej.

– W maju będą ostatnie międzynarodowe uzgodnienia dotyczące nowych częstotliwości. Potem, w drugiej połowie roku, będziemy gotowi do ogłaszania wolnych częstotliwości na lokalne, miejskie multipleksy w 34 miastach, a więc właściwie cała Polska będzie tymi multipleksami pokryta – zapowiada Witold Kołodziejski.

Z badań GfK Polonia na zlecenie KRRiT wynika, że w latach 2013–2016 sprzedaż odbiorników DAB+ wzrosła z trzech do ponad 42 tys. sztuk.

Grupa Energa po I kwartale 2018 r.

Grupa Energa w I kwartale 2018 r. wypracowała lepsze niż rok wcześniej wyniki finansowe; EBITDA Grupy urosła do 626 mln zł z 601 mln zł rok wcześniej, wynika z szacunkowych danych finansowych i operacyjnych. Na wysokim  poziomie utrzymała się EBITDA kluczowej Linii Biznesowej Dystrybucja. Wyższą EBITDA zanotowano w Linii Sprzedaż, a Linia Wytwarzanie utrzymała poziom z ubiegłego roku.

W przypadku największej Linii Biznesowej Dystrybucja szacunkowy zysk operacyjny powiększony o amortyzację w okresie styczeń-marzec 2018 wyniósł 509 mln zł w porównaniu do 530 mln zł w analogicznym okresie rok wcześniej.

Linia Biznesowa Wytwarzanie powtórzyła wynik analogicznego okresu minionego roku. Szacunkowa EBITDA tej Linii wyniosła 103 mln zł.

Znacząco urosła EBITDA w Linii Biznesowej Sprzedaż, według szacunków sięgnęła 53 mln zł, wobec 10 mln zł ujemnej EBITDA rok wcześniej.

Grupa odnotowała również wzrost wolumenu produkcji, dystrybucji i sprzedaży energii elektrycznej w ujęciu rok do roku.

– Pozytywne wyniki pierwszego kwartału są dobrym fundamentem do osiągnięcia zaplanowanych na ten rok rezultatów i realizacji założonych inwestycji.  Z zadowoleniem przyjmujemy wyniki w Dystrybucji, tym bardziej, że trwa zakrojony na szeroką skalę program inwestycyjny w tym obszarze. Zapewni on nam mocne podstawy wzrostu EBITDA na kolejne lata. Warto zwrócić uwagę, że umiejętne wykorzystanie lepszych warunków zewnętrznych pozwoliło Enerdze osiągnąć dobre wyniki w Liniach Biznesowych Wytwarzanie i Sprzedaż – ocenia Jacek Kościelniak, wiceprezes Zarządu Energi ds. Finansowych.

– Kolejne miesiące i kwartały to dla Energi czas dalszej konsekwentnej realizacji projektu Ostrołęka C oraz projektów w Dystrybucji, ale też w obszarze OZE, elektromobilności czy poszukiwaniu innowacyjnych rozwiązań, które wzbogacą ofertę dla ponad 3 mln naszych klientów.– zapowiada Jacek Kościelniak.

Wstępne szacunki wybranych danych finansowych i operacyjnych

I kw. 2018 I kw. 2017
EBITDA Grupa [mln zł] 626 601
EBITDA Dystrybucja 509 530
EBITDA Wytwarzanie 103 104
EBITDA Sprzedaż 53 -10
Produkcja energii brutto Grupa [GWh] 1 039 1 023
Dystrybucja energii Grupa [GWh] 5 856 5 623
Sprzedaż detaliczna energii Grupa [GWh] 5 244 5 094

Prezentowane wielkości mają charakter szacunkowy i mogą ulec zmianie. Skonsolidowany raport kwartał za I kwartał 2018 rok Grupa Energa opublikuje 10 maja.

Moda na bycie fit nie mija. W 2017 roku przychody netto klubów fitness w Polsce wyniosły 3,7 mld zł

Moda na bycie fit nie mija. Beneficjentami tego trendu są również kluby fitness w Europie. Obecnie należy do nich już 60 mln osób, czyli o 4 proc. więcej niż rok temu. Przychody klubów wyniosły w 2017 roku 26,6 mld euro. Jak wynika z piątej edycji raportu „The European Health & Fitness Market 2018”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z organizacją EuropeActive rozdrobniony polski rynek usług fitness w kolejnych latach powinien dalej się rozwijać i konsolidować. Do klubów, których liczba na koniec ub. roku wyniosła ponad 2,6 tys., uczęszcza już 2,91 mln Polaków, jednak procent społeczeństwa jaki odwiedza kluby pozostaje nadal poniżej poziomu obserwowanego w Europie Zachodniej.

Wartość europejskiego rynku fitness w 2017 roku wyniosła 26,6 mld euro, czyli o 3,8 proc. więcej niż rok wcześniej. W ciągu ostatnich czterech lat rynek rósł średnio o 3,7 proc. rocznie. Podobnie jak w poprzednich latach niemal dwie trzecie przychodów wygenerowało pięć krajów: Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Włochy, Hiszpania. – W tym roku po raz pierwszy pozycję lidera zajęły Niemcy, które na drugie miejsce zepchnęły Wielką Brytanię. Oba kraje łącznie mają niemal 40 proc. udział w wypracowanych w ubiegłym roku przychodach w Europie – mówi Marcin Diakonowicz, Partner w Dziale Audytu, Lider Sports Business Group Deloitte. Pierwsza dziesiątka największych rynków fitness w Europie, w tym Polska, wygenerowała 83 proc. z 26,6 mld euro ubiegłorocznych przychodów. Łącznie w 2017 roku z ofert klubów fitness korzystało 60 mln Europejczyków, a według szacunków w 2025 roku może być to już blisko 82 mln osób.

Liczba członków rośnie szybciej niż przychody

Analizując wskaźnik penetracji pokazujący relację liczby klubowiczów do liczby ludności danego kraju, wśród dziesięciu najważniejszych rynków fitness Europy, widać, że najwyższy, bo wynoszący średnio ponad 19 proc. wskaźnik jest w krajach skandynawskich oraz 17 proc. w Holandii. Z kolei najniższy, a tym samym mający największy potencjał rozwoju niezmiennie dotyczy Rosji i Turcji, gdzie wskaźnik ten wynosi odpowiednio 2,0 proc. i 2,4 proc., a także debiutującej w tym roku w zestawieniu Ukrainy (2,6 proc.). W Polsce wskaźnik penetracji nieznacznie wzrósł r./r. o 0,2 p.p. i jest na poziomie 7,7 proc. Wielkość ta jest podobna do średniej dla całej Europy (7,6 proc.) i nieco niższa niż średnia dla wszystkich analizowanych w badaniu krajów (8 proc.).

W wielu krajach obserwowany jest spadek średnich przychodów na jednego członka klubu fitness, przy jednoczesnym wzroście liczby osób korzystających z ich oferty. Dotyczy to m.in. Niemiec, Francji, ale także Polski, gdzie średnie przychody na członka klubu spadły o 1,7 proc., podczas gdy liczba osób korzystających z oferty fitness w tym samym czasie wzrosła o 2,6 proc. – Jest to efekt ekspansji klubów fitness z niższej i średniej półki cenowej, który od kilku lat obserwujemy w Europie. Wszystko wskazuje na to, że trend ten będzie się jeszcze umacniał także w Polsce, gdzie klienci są szczególni wrażliwi na cenę karnetu – mówi Szymon Pankowski, Menedżer w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte. Spośród analizowanych krajów najwięcej osób ćwiczy w klubach fitness w Niemczech (10,61 mln) oraz w Wielkiej Brytanii (9,72 mln).

Polskie rozdrobnienie

W Polsce działa około 2,6 tys. takich klubów, w 2016 roku było to 2,56 tys. Suma ich przychodów w omawianym okresie wyniosła 872 mln euro (bez VAT), czyli 3,71 mld zł. Rok wcześniej było to 842 mln euro. Na tę kwotę złożyły się przede wszystkim opłaty członkowskie oraz dodatkowe przychody z pozostałej działalności. Średnia wysokość miesięcznej opłaty członkowskiej (wynikającej z cennika) wynosi w Polsce 27,9 euro, czyli blisko 119 zł. Z oferty klubów fitness korzysta już 2,91 mln Polaków, w 2016 roku było to 2,84 mln osób. – Branża fitness wciąż się rozwija. O dalszym jej potencjale świadczą dane. Nadal dziewięciu na dziesięciu Polaków nie korzysta z klubów fitness, a dwie trzecie naszego społeczeństwa nie uprawia sportu. Musimy być jednak świadomi tego, że o uwagę i wolny czas konsumentów walczą nie tylko kluby fitness, ale także kawiarnie, kina, książki i komputery. Wykorzystanie niezagospodarowanego potencjału będzie zatem dużym wyzwaniem – komentuje Adam Śliwiński, Prezes Zarządu Total Fitness.

W porównaniu z innymi krajami europejskimi polski rynek fitness jest bardzo rozdrobniony. Największą liczbą klubów może pochwalić się obecnie sieć Calypso, która wyprzedza wycofującą się z rynku polskiego sieć Pure Jatomi.

Polska wyróżnia się na tle innych badanych krajów również ofertą sportową skierowaną do pracowników. Na koniec 2017 roku spółka Benefit Systems, twórca programu MultiSport, miała ponad 996 tysięcy użytkowników kart sportowych w Polsce i zagranicą. – Fenomen kart sportowych polega na tym, że przynoszą one korzyści wielu uczestnikom rynku: pracodawcom, bo mają efektywne narzędzie do motywacji pracowników, użytkownikom, którzy mogą korzystać z wielu placówek i aktywności oraz właścicielom klubów sportowych, dla których jest to dobre uzupełnienie biznesu. Z naszych wyliczeń wynika, że dzięki karcie MultiSport do właścicieli obiektów sportowych w Polsce trafiło w ostatnich kilku latach ponad 2 mld złotych przychodów – mówi Adam Radzki, Członek Zarządu Benefit Systems.

Najwięksi gracze na zakupach

Liderem w Europie pod względem liczby członków pozostaje niemiecka sieć McFit. W ubiegłym roku było to 1,7 mln osób. Następna w kolejności sieć Basic-Fit może się pochwalić wynikiem na poziomie 1,5 mln osób. Jednak to nie McFit prowadzi w zestawieniu biorącym pod uwagę wysokość przychodów osiąganych przez sieci fitness. Pod tym względem rankingowi przewodzi sieć David Lloyd Leisure, której przychody w 2017 roku wyniosły 483 mln euro. Na drugiej pozycji uplasował się Migros Group (388 mln euro). Dopiero na trzecie miejsce spadł dotychczasowy lider Virgin Active (356 mln euro).

Zdaniem autorów raportu europejski rynek fitness będzie rozwijał się przede wszystkim w kierunku wzrostu klubów niskokosztowych z ograniczoną obsługą klienta oraz segmentu butikowego (z wąską ofertą specjalistyczną). Konsumenci będą również zainteresowani treningiem funkcjonalnym (rodzaj intensywnych ćwiczeń, których celem jest wszechstronny rozwój i poprawa kondycji fizycznej) oraz ćwiczeniami grupowymi.

Należy spodziewać się dalszej konsolidacji rynku fitness. Najwięksi gracze rynkowi wciąż szukają dalszych możliwości rozwoju, zwłaszcza międzynarodowego. – W ostatnich latach zanotowano wzrost aktywności w obszarze fuzji i przejęć. W 2016 roku zrealizowano 17 istotnych transakcji, a w 2017 roku już 20. W ubiegłym roku na rynku dominowały transakcje kupna dokonywane przez inwestorów strategicznych, jednak także inwestorzy finansowi byli aktywni w sektorze realizując kilka istotnych przejęć. Inwestorzy z obydwu kategorii nadal wykazują wolę do dalszych transakcji, co może wskazywać atrakcyjność biznesową rynku fitness – mówi Szymon Pankowski. W Polsce w ubiegłym roku aktywnie inwestował w rynek fitness notowany na giełdzie Benefit Systems SA. Spółka, konsekwentnie zwiększa swoje zaangażowanie w rynek – na koniec 2017 roku posiadała udziały w siedmiu z jedenastu największych w kraju sieci klubów fitness.

Metodologia:

Szczegółowej analizie zostało poddane 19 krajów: Holandia, Szwecja, Szwajcaria, Wielka Brytania, Niemcy, Polska, Hiszpania, Włochy, Francja, Belgia, Turcja, Austria, Dania, Finlandia, Irlandia, Norwegia, Portugalia, Rosja oraz Ukraina. Publikacja przedstawia również prognozy dla całej Europy. Raport opiera się na danych za 2017 rok.

Autorzy raportu stosują szeroką definicję klubu fitness – jest to miejsce otwarte dla wszystkich, przeznaczone do uprawiania sportu, które posiada sprzęt do treningu wytrzymałościowego, wydolnościowego i do budowy kondycji fizycznej. Raport uwzględnia również pływalnie oraz szkoły tańca, tylko jeśli posiadają sale ze sprzętem do fitness.
Partner: EuropeActive

„Piątka” Morawieckiego nie rozwiąże problemów. Potrzebna jest gruntowna reforma podatków i ubezpieczeń społecznych

Najnowsze obietnice PiS, tzw. piątka Morawieckiego – obniżony CIT, mały ZUS, program dróg lokalnych, wyprawki szkolne oraz mobilność plus – stanowią kolejny wzrost obciążenia dla finansów publicznych. Jednocześnie w ocenie FOR nie rozwiązując żadnego strukturalnego problemu stojącego przed polską gospodarką. Powinniśmy obniżyć opodatkowanie osób o najniższych dochodach.

Łączny koszt złożonych obietnic to ok. 5-7 mld zł rocznie. Ponieważ rząd nie wydaje swoich pieniędzy, a pieniądze podatników, to sfinansowanie tych obietnic można przeliczyć na między 128 zł a 157 zł podatków, które rząd ściągnie ze statystycznego

-Przejściowo dobrą koniunkturę gospodarczą rząd wykorzystuje na składanie nowych obietnic wyborczych, zamiast naprawiać finanse publiczne. W ciągu ostatnich dwóch lat w 20 państwach UE dług publiczny w relacji do PKB spadł silniej niż w Polsce – mówi dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

Nowe pomysły na zwiększanie rządowych wydatków nie rozwiązują najważniejszych problemów strukturalnych kraju. Potrzebna jest gruntowna reforma podatków i ubezpieczeń społecznych tak, aby obniżyć opodatkowanie i oskładkowanie osób o najniższych dochodach. Świadczenia społeczne nie powinny zniechęcać do pracy.

Polacy naprawią internet? O tym projekcie usłyszał dziś cały świat

Opracowana przez Polaków technologia może okazać się lekarstwem na chorobę, która toczy współczesny internet. „To rozwiązanie może naprawić Facebooka” —powiedziała na konferencji prasowej w Nowym Jorku Brittany Kaiser. Była dyrektor Cambridge Analytica ogłosiła, że chce walczyć o prawa internautów do własności danych i z tego powodu zdecydowała się dołączyć do zespołu IOVO. Polski projekt wspiera również Jeffrey Wernick — inwestor, który finansował takie startupy jak Uber i Airbnb.

Przed kamerami amerykańskich stacji telewizyjnych Brittany Kaiser raz jeszcze odniosła się do afery z udziałem największego serwisu społecznościowego na świecie. — Wielkie korporacje i hurtownie danych przywłaszczają cyfrowe informacje na nasz temat, handlują nimi za naszymi plecami zarabiając ogromne kwoty — alarmuje była dyrektor Cambridge Analytica, firmy zamieszanej w wyciek danych z Facebooka. Przed wybuchem skandalu Kaiser zrezygnowała ze swojego stanowiska, by m.in. zająć się poszukiwaniem rozwiązań, które mogą pomóc internautom w ochronie ich prywatnych informacji. Jej zdaniem jednym z podstawowych i notorycznie łamanych praw człowieka we współczesnym świecie, jest prawo do zarządzania własnymi danymi. Dotychczas brakowało technologii, która mogłaby to prawo egzekwować, jednak wraz z powstaniem IOVO pojawiła się nadzieja na zmianę. — To rozwiązanie może naprawić Facebooka i pozostałe portale społecznościowe, diametralnie zmieniając zasady gry — powiedziała dziennikarzom Kaiser.

W jaki sposób polski projekt, o którym rozpisują się dziś międzynarodowe media, może uzdrowić internet? IOVO opiera się na technologii DAG. To czwartej generacji blockchain pozwalający nie tylko na bezpieczne przechowywanie cyfrowych informacji i kontrolowanie dostępu do nich, ale także na pobieranie mikropłatności za udostępnienie naszych danych. — Teraz każdy internauta będzie mógł samemu decydować komu i w jakim zakresie udostępnia dane, a za każde wyświetlenie otrzyma stosowne wynagrodzenie – tłumaczy Krzysztof Gagacki, twórca IOVO. — Do tej pory na takich informacjach zarabiały duże firmy. Dzięki naszemu rozwiązaniu odzyskamy nad nimi kontrolę i sami będziemy je monetyzować. To koniec dzikiej inwigilacji i wyzysku — dodaje współtwórca IOVO.

Blockchain to inaczej bloki informacji zapisywane kryptograficznie w rozproszonym rejestrze. Według analityków z MarketsandMarkets rynek rozwiązań opartych o tę technologię w 2017 r. osiągnął wartość 415.5 mln dolarów, a do roku 2022 wart będzie już ponad 7 i pół mld dolarów, co oznacza wzrost na poziomie 79.6 proc. rdr. Firmy sięgają po nią przede wszystkim ze względu na transparentność, najwyższy poziom bezpieczeństwa i brak możliwości niepożądanej ingerencji w zapisane treści. Jest to obecnie najbezpieczniejsza forma przechowywania informacji, co tym bardziej przemawia za polskim projektem. Jego możliwości dostrzegł m.in Jeffrey Wernick, inwestor, znany z zaangażowania w takie projekty jak Uber czy Airbnb. – Nie możemy mówić o sobie, że jesteśmy wolnymi ludźmi, gdy nie posiadamy prawa do własnych danych – zauważył Wernick. Wszyscy prelegenci są zgodni co do tego, że wspierając IOVO działają na rzecz przyszłych pokoleń, by nie były cyfrowymi niewolnikami, lecz wolnymi obywatelami zarówno offline jak i online.

Jedna sieć, wiele możliwości

Infrastruktura IOVO jest fundamentem, na którym powstawać będą zdecentralizowane aplikacje. To nowa internetowa konstytucja obiegu danych, która przyznaje fundamentalne prawa własności i prywatności danych wszystkim użytkownikom. Portale takie jak Facebook mogą się z nią zintegrować, by w transparentny i kontrolowany sposób korzystać z danych swoich użytkowników. Na tym jednak nie kończą się zastosowania IOVO. Już dziś scenariuszy jest sporo, a ich liczba cały czas rośnie. Jak przewiduje Gagacki, z opracowanej przez polaków sieci korzystać będa m.in. banki, kupując od jej użytkowników dostęp do informacji potrzebnych w procesach scoringowych. Dzięki nowej technologii wzrośnie także skuteczność targetowania reklam online. Internauci będą mogli sprzedawać hurtowniom danych indywidualnie wyselekcjonowane i dokładniejsze dane niż te zbierane obecnie za pośrednictwem plików cookies lub innych metod śledzenia użytkowników sieci. — W sieci IOVO każde wyświetlenie danych wymaga zgody ich właściciela oraz uiszczenia na jego rzecz stosownej mikroopłaty. W ten sposób użytkownik wybiera, jakie dane chce w danej sytuacji zmonetyzować. Może również odrzucić propozycję zachowując pełną anonimowość. W praktyce oznacza to, że internauci będą mogli partycypować w budżetach reklamowych. To początek „data democracy” — wyjaśnia Gagacki i dodaje, że jeśli nie podejmiemy odpowiednich działań na rzecz cyfrowej wolności, nasze dzieci nie będą wiedział czym jest prywatność.

Wtóruje mu Brittany Kaiser przekonując, że brak zasad w tworzeniu internetu doprowadził do utworzenia scentralizowanej ekonomii danych i kultury eksploatacji jego użytkowników. —  IOVO ma szansę naprawiać problem z danymi w sieci, o którym mówi dziś cały świat, jednak nikt nie ma pomysłu, jak wyzwolić ludzkości z cyfrowych wyłudzeń. Prawne regulacje tu nie wystarczą. Sprawy zaszły za daleko. Z tego impasu może wyzwolić nas wyłącznie technologia zabezpieczająca nasz internetowy kapitał — przekonuje była dyrektor biznesowa Cambridge Analytica.

Cyfryzacja polskiej służby zdrowia w ocenie lekarzy i pacjentów

Telemedycyna jest w Polsce słabo rozwinięta – tak twierdzi 80% lekarzy oraz 65% pacjentów. Co ciekawe, część respondentów nie potrafi zdefiniować tego pojęcia (29,3% pacjentów, 25% lekarzy). Zdaniem obu poddanych badaniu grup, uzupełnianie dokumentacji medycznej jest zbyt czasochłonne – jak wynika z ankiet, zajmuje ok. 15 minut. Zakładając, że wizyta trwa 20 minut, na zbadanie pacjenta pozostaje jedynie 5 minut. W opinii lekarzy i pacjentów rozwiązaniem, które w największym stopniu ułatwiłoby pracę, jest zintegrowany system zawierający wszystkie dane medyczne pacjentów.

Badania „E-zdrowie oczami lekarzy” oraz „E-zdrowie oczami Polaków” przeprowadzone zostały przez LekSeek Polska w celu zebrania informacji na temat wiedzy i opinii odnośnie sytuacji telemedycyny oraz e-zdrowia w Polsce. Twórcy raportu chcieli sprawdzić, co lekarze i pacjenci sądzą o cyfryzacji służby zdrowia i jak zapatrują się na zapowiadane zmiany.

Badani zauważają, że telemedycyna w Polsce potrzebuje usprawnień, a jej rozwój wpłynie pozytywnie na życie społeczne. Lekarze wymieniają takie korzyści, jak: łatwiejsze rozczytywanie recept (89%) i usprawnienie procesu diagnostyki dzięki zintegrowanemu systemowi historii chorób (76%). 60% ankietowanych pacjentów wskazuje zmniejszenie się kolejek oraz większą ilość czasu dla pacjenta jako zalety płynące z cyfryzacji medycyny. Co ciekawe, rozwój telemedycyny w Polsce najbardziej pozytywnie oceniają ludzie starsi.

Dla badanych pacjentów atrakcyjnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie rejestracji on-line na refundowane wizyty (59%). Niemal 3 na 4 ankietowanych chciałoby otrzymywać receptę lub zwolnienie drogą elektroniczną (np. poprzez e-mail), w tym osoby w grupie wiekowej 50+

(72,7%). Jeśli chodzi o opinie lekarzy na temat wystawiania e-recept czy e-zwolnień, to ich zdania są podzielone – 44% z nich chciałoby mieć taką możliwość, 29% – nie chciałoby, a 19% wyraziło swoje obawy w związku z takim rozwiązaniem.

„Uważam, że cyfryzacja służby zdrowia przyniesie korzyści w postaci skrócenia czasu przeznaczanego przez lekarza na biurokratyczne czynności i dzięki temu będzie mógł on skupić się na pacjencie, a nie tylko jego dokumentach. Myślę także, że dobrze skonstruowane oprogramowanie zautomatyzuje pracę lekarzy na tyle, że podczas wizyty lekarz będzie mógł poświęcić więcej czasu samemu pacjentowi, a jednocześnie skróci się jej czas, co wpłynie na zmniejszenie kolejek do specjalistów” – komentuje lek. med. Filip Diks, kardiolog.

Cyfryzacja polskiej służby zdrowia wiąże się z wieloma korzyściami zarówno dla pacjenta, jak i lekarza. Kompletowanie drukowanych wyników badań, recept, skierowań czy zwolnień jest kłopotliwe dla pacjenta, ale również dla lekarza, który poświęca czas na ich wypisanie. Zgubienie dokumentu wiąże się również z szeregiem komplikacji dla obu stron. Lekarze zapytani o to, jakie rozwiązania usprawniłyby ich pracę twierdzą, że najbardziej atrakcyjne są możliwość wysyłania pacjentom przypomnień poprzez aplikację mobilną (85%), a także obsługa pacjentów za pośrednictwem systemów elektronicznych zawierających dokumentację medyczną (82%).

„Rozwój technologiczny dotyka każdego aspektu życia, również medycyny. Cyfryzacja służby zdrowia jest nieunikniona, możemy zastanawiać się jedynie nad tym, w jakim tempie będzie postępować. Jedną z najbardziej pozytywnych zmian będzie utworzenie jednolitego systemu, dzięki któremu lekarze i pacjenci będą mieć dostęp do kompletu dokumentów – za pomocą takiego oprogramowania, jak Gabinet drWidget. Lekarze, którzy już z niego korzystają, potwierdzają, że można dzięki niemu zyskać nawet 10 minut przy każdej wizycie” – mówi Dominik Kieda, LekSeek Polska.

Przyszłość publicznej służby zdrowia w perspektywie 10 lat wiązana jest przez lekarzy z upowszechnieniem nowoczesnych technologii, szczególnie jeśli chodzi o elektroniczne recepty (85%), przypomnienia przez aplikacje mobilne o zbliżających się wizytach (82%), czy też e-system służący do obsługi pacjenta, który umożliwiałby dostęp do wszystkich informacji o pacjencie, jego historii i wynikach (79%).

Badanie „E-zdrowie oczami lekarzy” przeprowadzono metodą wywiadów telefonicznych, wspomaganych komputerowo (CATI) na grupie reprezentatywnej 200 osób, lekarzy dowolnej specjalizacji aktywnie wykonujących zawód.

Badanie „E-zdrowie oczami Polaków” przeprowadzono metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel w dniach 6-7.06.2017 r. na grupie reprezentatywnej 1000 osób.