Ponad połowa polskich internautów raz w miesiącu robi zakupy online

57% polskich internautów przynajmniej raz w miesiącu robi zakupy online, coraz częściej korzystając przy tym z urządzeń mobilnych. Zachodząca transformacja cyfrowa wpływa na zmianę roli sklepów tradycyjnych, które przybierają formę salonów wystawowych, prezentując produkty, a nie sprzedając – to wnioski z raportu firmy doradczej PwC „Total Retail 2017. Jak przetrwać w cyfrowym świecie handlu?”.

Jak wynika z raportu PwC, robienie zakupów w tradycyjnych sklepach jest wciąż najpopularniejszą metodą – odwiedza je codziennie 26% ankietowanych, a 18% procent czyni to przynajmniej raz w tygodniu). Jednak zakupy przez internet z roku na rok stanowią coraz większy odsetek transakcji. 57% respondentów badania robi zakupy w sieci przynajmniej raz w miesiącu, z czego 4% dokonuje ich codziennie, a kolejne 23 co tydzień. Jak podkreślają eksperci PwC, zauważalnym trendem w tego typu zakupach jest rosnąca rola urządzeń mobilnych – smartfonów i tabletów. Wiąże się to także z pewnymi przeszkodami – 40% badanych wskazało wielkość ekranu, a 26% zwróciło uwagę na niedostosowanie stron do urządzeń mobilnych.

„Cyfrowa rewolucja na nowo definiuje zasady gry we wszystkich branżach, handel odczuwa to jednak najbardziej. Oczekiwania konsumentów wobec sprzedawców są ogromne i dotyczą w głównej mierze łatwości robienia zakupów, szybkości dostawy czy spójności we wszystkich dostępnych kanałach, czyli omnichannel. Słabość któregoś z tych elementów może bardzo szybko skutkować odpływem klientów” – mówi Krzysztof Badowski, partner PwC, lider zespołu handlu i produktów konsumenckich w regionie CEE.

W badaniu przeprowadzonym przez PwC zapytano także internautów o źródła zakupowych inspiracji. Najwięcej ankietowanych, bo aż 60%, wskazało na porównywarki cen (na świecie są one znacznie mniej popularne – odwiedza je 35% ankietowanych). Na drugim miejscu znalazły się strony internetowe poszczególnych firm (37% takich odpowiedzi globalnie), wreszcie 34% ankietowanych wskazało, że poszukuje inspiracji w mediach społecznościowych.

Z kolei kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o zakupie jest cena – takiej odpowiedzi udzieliło 61% uczestników badania w naszym kraju oraz 57% na świecie. Eksperci PwC podkreślają, że cena nie jest jednak czynnikiem trwale budującym lojalność, wrażliwi cenowo klienci każdorazowo decydują się na zakup u sprzedawcy oferującego najniższą cenę, nie są silnie związani z konkretną firmą czy marką. Pozostałe, ważne dla konsumentów czynniki, skłaniające ich do zakupów, to możliwość sprawdzenia dostępności produktu on-line (31%), szybka i bezproblemowa dostawa (27%), a także łatwa w użyciu strona internetowa, przystosowana do urządzeń mobilnych (27%). Lojalność wzmacnia dodatkowo przygotowywanie i przesyłanie spersonalizowanych ofert.
Rola tradycyjnych sklepów w cyfrowej rzeczywistości

„Chociaż tradycyjne sklepy jeszcze długo nie przejdą do historii, to ich rola cały czas ewoluuje. Obecnie jednym z ich ważniejszych zadań jest umożliwienie klientom fizycznego dostępu do produktów, które oglądają w sieci. Warto więc inwestować w placówki niebędące typowymi ogniwami łańcucha typu ‘push’, tylko tworzyć salony wystawowe” – mówi Michał Kreczmar, dyrektor w zespole ds. transformacji cyfrowej w PwC.

Najważniejszą różnicą pomiędzy salonem i sklepem jest pełniona funkcja – zasadniczą rolą tego pierwszego nie jest sprzedaż produktów, tylko ich prezentacja. Zdaniem autorów raportu salony mogą być też ważnym elementem strategii omnichannel, łącząc kanały on-line z tradycyjnymi – na przykład dzięki e-kioskom, umożliwiającym przeglądanie oferty oraz składanie zamówień z poszerzonej gamy produktów.

Jakie kategorie produktów ankietowani lubią oglądać na żywo, a następnie zamawiać w sieci? Dotyczy to na przykład urządzeń AGD czy mebli. Klienci chcą je obejrzeć przed zakupem, a następnie kupić je w internecie licząc na bardziej atrakcyjne ceny i zamawiając dostawę wprost do domu. Salony świetnie sprawdzają się również w przypadku markowej odzieży, najnowszej elektroniki czy gadżetów – te klienci często znajdują w sieci, a następnie szukają możliwości obejrzenia ich na żywo.

Analityka danych wspiera sprzedaż

Jednym z kluczowych wyzwań dla sprzedawców, jest przekucie ogromnej ilości zgromadzonych informacji w wartościowy wkład wspierający prowadzoną działalność. Chodzi o to, aby po zgromadzeniu danych poddać je analizie, a następnie podjąć działania zgodne z płynącymi z niej wnioskami. Jak pokazały wyniki badania „Retailer Survey”, przeprowadzonego wspólnie przez PwC oraz SAP, 39% ankietowanych z sektora handlowego uznało to za podstawowy cel.

Do czego może posłużyć analityka danych? Może na przykład usprawnić precyzyjnie sprawdzanie dostępności towaru w należących do firmy sklepach. Fundamentalne znaczenie ma umożliwienie klientowi zweryfikowania, czy poszukiwany przez niego produkt jest dostępny w wybranej przez niego placówce. Jeżeli dany towar jest niedostępny w preferowanej lokalizacji, precyzyjna informacja może sprawić, że osoba zdecydowana na zakup pojedzie do innego sklepu, jeżeli zyska pewność, że dostanie tam to czego potrzebuje.

„Analityka danych może być z powodzeniem wykorzystywana na każdym etapie procesów zarządczych, może też wspierać predykcję sprzedaży i zachowań konsumentów. Dokonując bazowej analizy danych należy pamiętać, że zgromadzone dane są ilustracją sytuacji z przeszłości. Z tego powodu ogromne znaczenie ma rozwój modeli pozwalających prognozować przyszłe zachowanie konsumentów. Dzięki temu możliwe staje się na przykład rozszerzenie codziennych dostaw do placówek handlowych o towary, na które jeszcze nie ma zamówienia, ale na podstawie modeli predykcyjnych można ustalić, że do końca dnia zostaną one sprzedane” – podkreśla Alessandro Beda, dyrektor w dziale doradztwa biznesowego PwC.

O raporcie „Total Retail 2017. Jak przetrwać w cyfrowym świecie handlu?”

Raport powstał na podstawie badania PwC „Total Retail 2017” przeprowadzonego w 32 państwach wśród 24 471 ankietowanych. W Polsce w internetowym badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa składająca się z 357 respondentów.

Marcher uderza w urządzenia z Androidem

Android to najpopularniejszy system operacyjny urządzeń mobilnych na świecie. Nie dziwi więc, że wymierzone w niego złośliwe oprogramowanie rozwija się w zastraszającym tempie. Jednym z nich jest Android Marcher – malware związany z bankowością elektroniczną, który w ostatnim czasie zaatakował z nową siłą.

Android Marcher jest znany analitykom z zespołu Fortinet FortiGuard Labs już od końca 2013 roku. Od tamtej pory jego aktywność była widoczna w trakcie szeregu kampanii kierowanych przeciwko różnym bankom i krajom.

Obecnie Marcher rozpoczął nową kampanię wymierzoną głównie w aplikacje bankowe, ale też śledzącą aktywność na Google Play czy PayPalu. – W ciągu ostatnich kilku miesięcy zauważyliśmy, że Marcher maskuje się na różne sposoby – czasem ukrywając się za ikonami gier, aplikacji bankowych lub innych popularnych programów, aby w ten sposób skłonić nieświadome ofiary do zainstalowania go na swoich urządzeniach – mówi Dario Durando z zespołu FortiGuard Labs.

Po zainstalowaniu na urządzeniu Marcher czeka na uruchomienie jednej z docelowych aplikacji. Wówczas program przechwytuje ekran główny urządzenia i wyświetla stronę phishingową z polami logowania. Pozyskane w ten sposób dane są przesyłane do bazy. Marcher może też odbierać wiele poleceń za pośrednictwem wiadomości SMS, w tym m.in. przechwytywać i wysyłać SMS-y, a także blokować telefon.

Twórcy Marchera są świadomi rosnącej uwagi ze strony analityków cyberbezpieczeństwa. Aby uniknąć wykrycia, wcześniejsze wersje tego malware’u dysponowały funkcją, która uniemożliwiała uruchamianie aplikacji zabezpieczających w zainfekowanym urządzeniu. Wygląda jednak na to, że dla cyberprzestępców nie było to wystarczające rozwiązanie. W jego najnowszych wersjach autorzy wprowadzili kolejną funkcję, która sprawdza, czy aplikacja jest uruchomiona  w emulatorze, czy w rzeczywistym urządzeniu.

Jak dotąd to złośliwe oprogramowanie zaatakowało głównie użytkowników Androida w zachodniej Europie, zwłaszcza we Francji i w Niemczech.

Jak można uchronić się przed atakiem tego Marchera? Przede wszystkim należy zachować ostrożność przy instalowaniu aplikacji w naszych urządzeniach. Biorąc pod uwagę skalę ataków na system Android, należy być szczególnie uczulonym na aplikacje pobierane za pośrednictwem poczty elektronicznej lub wiadomości tekstowych. Nawet jeśli ikona aplikacji jest nam znana, nie mamy pewności, co może się pod nią kryć. Dobrą praktyką jest każdorazowe, dokładne sprawdzanie, jakich uprawnień żąda od nas instalowana aplikacja i zezwalać wyłącznie na te, które są bezwzględnie konieczne.

Gaspol planuje rozwój w nowych segmentach, w tym w fotowoltaice

Gaspol opiera się na trzech filarach w działalności biznesowej od wielu lat. Pierwszym segmentem jest gaz w butlach przeznaczony do celów komunalnych. Firma sprzedaje także gaz do celów grzewczych w zbiornikach przydomowych i przemysłowych. Ostatni obszar stanowi gaz do napędów samochodowych, tzw. autogaz.

– Od pewnego czasu spółka wchodzi także w nowe segmenty – powiedział serwisowi eNewsroom Sylwester Śmigiel, prezes Gaspol Energy– Jest to gaz ziemny sprzedawany na podstawie TPA, energia elektryczna oraz rozwiązania związane z odnawialnymi źródłami energii. Należą do nich pompy ciepła, solary fotowoltaiczne, termalne, stosowane często w układach hybrydowych do rozwiązań tradycyjnych z gazem płynnym. Wszystkie te obszary są istotne, jednak niektóre – jak gaz w butlach – w skali kraju kurczą się. Przyszłościowym i rozwijających się segmentem jest gaz do celów grzewczych w zbiornikach. Po kilku latach spadku, zanotowano także wzrost sprzedaży autogazu. Według przewidywań taka tendencja utrzyma się przez kolejne kilka lat. Z żadnego z powyższych filarów Gaspol nie zamierza rezygnować. Planuje także rozwój w zakresie gazu ziemnego, energii elektrycznej oraz LNG. W ostatnim obszarze działa już od czterech lat – wskazał Śmigiel.

Dane z Azji. Podwyżki stóp procentowych w USA?

Przed otwarciem rynków w Europie nadeszły dobre dane z Azji. W USA dzisiaj w końcu długo wyczekiwana decyzja w sprawie stóp procentowych. Szansa na obniżkę stawki VAT w Polsce.

Dane z Azji 

W nocy poznaliśmy dane z Chin i Japonii na temat produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej. W państwie środka produkcja przemysłowa wbrew obawom analityków nie spowalnia i wciąż rośnie o 6,5% w skali roku. Sprzedaż detaliczna rośnie o 0,1% więcej niż prognozy i jest to imponujące 10,7%. Dane z Japonii są spokojniejsze, jednakże w dalszym ciągu produkcja przemysłowa wzrosła o 5,7%.

Decyzja w sprawie stóp procentowych w USA

Już dzisiaj o 20:00 najprawdopodobniej dojdzie do podwyżki stóp procentowych. Inwestorzy nie tylko liczą na wzrost, co do którego są zgodni, ale przewidują komunikat nie opóźniający kolejnych podwyżek. Rynki na razie są spokojne, głównie dlatego, że panuje spora zgodność co do kierunku zmian. Warto zwrócić uwagę, że dzisiaj będziemy mieć spory pakiet danych z USA. Inwestorzy mogą chcieć czekać z reakcją na nie na decyzję FOMC czyli amerykańskiego odpowiednika naszej Rady Polityki Pieniężnej. Warto zwrócić uwagę, że oczekiwania inwestorów wobec tych danych są raczej pozytywne co zwiększa szansę, że passa ważnych odczytów poniżej prognoz analityków się skończy.

VAT w Polsce 22%

Zdaniem szefa komitetu stałego Rady Ministrów Pana Henryka Kowalczyka rząd planuje powrót do starej 22% stawki VAT jak tylko skończy działania mające na celu uszczelnienie systemu podatkowego. Gdyby faktycznie doszło do obniżki byłby to bardzo dobry sygnał, gdzie kosztem luk i ulg spada ogólne opodatkowanie. Problemem obniżki jest natomiast rosnące zadłużenie Polski. Jeżeli obniżymy VAT to będzie ono rosło jeszcze szybciej a rynki bardzo nie lubią walut krajów o niestabilnych finansach.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 14.06.2017

Spółka zagraniczna – Apple Inc.

Apple Inc., każdy z nas zna logo tej firmy, natomiast inwestorzy na pewno kojarzą ticker. W ostatnim czasie wzbudza bardzo dużo emocji, akcje firmy rosną jak na drożdżach. Gigant z Cupertino uważany jest za jedną z najbardziej innowacyjnych firm na świecie, a ich akcje zaliczane są do grupy FANG (Facebook, Apple, Netflix oraz Google), czyli najbardziej zyskujących na wartości spółek technologicznych.

Inwestorzy oraz konsumenci czekają z niecierpliwieniem na odsłonę kolejnego modelu telefonu iPhone. Najnowszy model ma ukazać się we wrześniu, otrzyma numer 8, a razem z nim prawdopodobnie ukażą się dwa inne modele – iPhone 7S oraz iPhone 7S Plus. Czy wszystko pójdzie z planem? To się dopiero okaże, ale spoglądając na poprzednie premiery, obecna powinna odbyć się właśnie we wrześniu. Sytuacja finansowa ma się dobrze, spółka utrzymuje bardzo dużą płynność, zapasy Appla rozchodzą się w bardzo szybkim tempie. Zaskakuje również marża netto, która jest utrzymana na poziomie 20 procent, inne przedsiębiorstwa z tego segmentu utrzymują marże na poziomi 3 procent. Zwrot z kapitału własnego jest na poziomie 35 procent, co daje wynik o 5 razy wyższy od branży. Reasumując, sytuacja finansowa należy do jednych z lepszych, perspektywa wzrostu jest obiecująca. Jedynym minus może okazać się cena akcji do przychodów przedsiębiorstwa. Wskaźnik P/E znajduje się na poziomie 17, co wskazuje na bardzo drogie akcje.

Od początku roku spółka dała zarobić inwestorom ponad 20 procent, jest to bardzo dobry wynik. Z kolei w poprzednim tygodniu notowania akcji spadły z 155 USD za jedną akcję do 140 USD. Kurs akcji zatrzymał się na tygodniowym wsparciu 140-143 USD. Na chwile obecną nie ma obaw o dalszą wyprzedaż, a dobra sytuacja spółka powinna sprzyjać dalszym wzrostom i powrotu w okolicę 155 USD.

Notowania Apple, interwał tygodniowy

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 14.06.2017 1

Źródło: Admiral Markets

 

Spółka zagraniczna – JP Morgan & Chase

Po światowym kryzysie finansowym, banki wróciły z zaświatów i wiele z nich wydaje się mocniejszych niż przed 2008 rokiem. Stawce przewodzi JP Morgan, który co kwartał dostarcza solidne wyniki. W głównej mierze to zasługa wyższych przychodów z bankowości inwestycyjnej. Pierwszy kwartał tego roku okazał się bardzo udany, gdyż przychody, zyski i zysk na akcję okazały się wyższe od oczekiwań analityków. Spółka może się pochwalić solidnymi wskaźnikami marży netto (26.43 proc.) oraz zwrotu na kapitale własnym (9.5 proc.). Poprawiające się wyniki JP Morgan mają odzwierciedlenie w kursie akcji – ich cena wzrosła o prawie 60 proc. od początku 2016 roku (a prawie 500 proc. od dołków z czasów kryzysu). Mimo wzrostu kursu, spółka jest ciągle wyceniana niżej niż większość konkurencyjnych banków – wskaźnik ceny do zysku wynosi 13.21 wobec średniej branży na poziomie 14.59.

Notowania JPM, interwał dzienny

Notowania JPM, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Notowania banku zdołały się wyrwać z kanału konsolidacji i wybiły się górą. Tym samym linia trendu, która została na kilka dni przerwana została utrzymana, wzrosty powinno być kontynuowane. Pierwszym celem kupujących może być poprzedni szczyt w okolicy 93 USD za jedną akcję. Po jego przebiciu powinniśmy zobaczyć kontynuację impulsu wzrostowego.

Dział Analiz Admiral Markets

Polska firma, która zrewolucjonizowała rynek mebli na wymiar

Polskie meble biją rekordy sprzedaży za granicą i są istotną częścią krajowej gospodarki. Z analiz Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów wynika, że powinniśmy w tym roku zanotować kolejny, 8-10 procentowy wzrost i tym samym pobić ubiegłoroczny rekord eksportu mebli. Na sukces rodzimej branży przekłada się wiele czynników. Jednym z nich jest działalność polskiej firmy, która już od 25 lat prężnie funkcjonuje na naszym rynku i jest dostępna w ponad 42 państwach na świecie.

Ćwierćwiecze minęło od debiutu na polskim rynku pierwszych systemów do drzwi przesuwnych i pierwszych szaf zaprojektowanych na wymiar, które z tych rozwiązań korzystały. Na początku systemy te sprowadzano z Ameryki. Nie trwało to jednak długo. Firmą, która je wypromowała i zbudowała pierwszą sieć sprzedaży w Polsce jest Komandor. Wprowadzenie i zastosowanie rozwiązania w postaci drzwi przesuwnych do mebli i zabudowy różnego typu wnęk, przyczyniło się do stworzenia innowacyjnych rozwiązań w meblarstwie oraz rozwoju rynku mebli na wymiar w Polsce.

Dobre, bo polskie

Sukcesywny rozwój marki i inwestowanie w nowe technologie, pozwoliło jej zaistnieć także na rynkach zagranicznych – w ponad 42 krajach. Co ważne, wszystkie systemy i podzespoły do drzwi przesuwnych, również te wysyłane za granicę, są projektowane i produkowane bezpośrednio w Radomiu.

Mariusz Głogowski, Prezes Zarządu Komandor S.A. 
Mariusz Głogowski, Prezes Zarządu Komandor S.A.

Bardzo dynamiczny rozwój firmy w Polsce był dla nas motorem do dalszego działania i silnej ekspansji na rynki zagraniczne. Sukcesywnie rozszerzaliśmy sieć sprzedaży o nowe kraje i nadal poszukujemy nowych rynków. W początkowym okresie, ze względu na sąsiedztwo i podobną sytuację po zmianach politycznych, były to kraje Europy Wschodniej. Podobna historia ostatnich lat ułatwiała nam te kontakty i był to naturalny sposób wchodzenia na te rynki. Następnym krokiem była nasza aktywność i znalezienie klientów w Europie Zachodniej oraz na innych kontynentach. W ostatnim okresie są to głównie kraje Azji Środkowo-Wschodniej, ale staramy się także pozyskać nowych klientów na rynkach, na których już funkcjonujemy i zadbać o najważniejszy dla nas polski rynek. Ostatnie zmiany ekonomiczne i problemy gospodarek na całym świecie spowodowały, że dalszy rozwój i ekspansja ustąpiły na chwilę miejsca koncentracji działań nad lepszą organizacją bieżącej działalności, ale wraz z poprawą koniunktury powrócimy do dalszego intensywnego rozwoju sieci sprzedaży – zdradza Mariusz Głogowski, Prezes Zarządu Komandor S.A.  

Jak to się zaczęło?

Zastosowanie nowoczesnych systemów do drzwi przesuwnych stało się krokiem milowym w produkcji mebli na wymiar. Komandor wprowadzając je na rynek w 1992 roku, dał podwaliny innym firmom z branży, które po pewnym czasie bazując na stosowanych technologiach, utworzyły swoje własne marki. Budowanie sieci odbiorców w kraju i za granicą oraz duży popyt w kraju na tego typu produkt, wpłynęły na decyzję stworzenia własnego zakładu produkcyjnego w Polsce oraz uruchomienia swojej produkcji systemów do drzwi przesuwnych. Rynek polski, który był w trakcie transformacji i otwierał się na Zachód, bardzo potrzebował nowości także w dziedzinie wyposażenia wnętrz. Zainwestowano w park maszynowy oraz zmiany technologiczne w obróbce materiałów i produkcji mebli, które wpłynęły na jakość i wytrzymałość wyrobów, ale też na ich estetykę.

Od projektu po meble na wymiar

W 1994 roku na rynku polskim pojawił się pierwszy program komputerowy do projektowania zabudów i obsługi firmy  „Komandor Standard”. Był on rewolucją w branży meblarskiej. Umożliwiał tworzenie wizualizacji mebla wraz z jej wyceną. Dzięki niemu stolarz lub sprzedawca nie musiał rysować klientowi projektu na kartce, tylko mógł  korzystać z nowoczesnego konceptu projektowania szaf – wybrać jej kolor, drzwi i wyposażenie. Z czasem program ewoluował i umożliwił przesyłanie przez internet zaprojektowanej bezpośrednio z klientem zabudowy do produkcji. Taka funkcjonalność programu i nowe spojrzenie na proces obsługi klienta, dało wielu polskim firmom z branży meblowej możliwość szybszej obsługi, sprawniejszego działania i redukcji kosztów własnej działalności.

Dziś systemy informatyczne pozwalają na standaryzację procedur serwisu i poszczególnych zadań, takich jak projektowanie, prezentacja, tworzenie ofert, planowanie dostaw, montaż czy produkcja. Posiadanie własnego zakładu produkcyjnego daje dużą niezależność od podwykonawców i zapewnia szybszy czas realizacji zamówienia.

Liczy się innowacja

Wraz z rozwojem rynku zaczęto wprowadzać coraz to nowsze rozwiązania: systemy umożliwiające podział drzwi i łączenie wypełnień, systemy podwieszane jedno- i dwustronne, składano-przesuwne, bezramowe, systemy narożne wewnętrzne i zewnętrzne do narożnych zabudów, oświetlenie, mechanizmy z miękkim domykiem czy dodatkowe akcesoria. Wszystkie te elementy podnoszą użyteczność mebli i ich standard. Dodatkowo bogata gama kolorystyczna obramowań drzwi oraz różnorodność wypełnień z lustra, szkła lakierowanego, płyty, forniru, czy płyt lakierowanych, pozwala na komponowanie dowolnych i oryginalnych zestawień.

– Zaczynaliśmy od 3 kolorów profili i kilku kolorów płyt, a dziś mamy w ofercie ponad 37 rodzajów profili w ponad 30 kolorach, 250 dekorów płyt, 40 kolorów szkła w różnych typach, panele ażurowe i 3D, fronty lakierowane, forniry oraz wzory własne klientów. Daje nam to niemal nieograniczoną ilość w kombinacji drzwi – mówi Mariusz Głogowski.

W samej tylko sieci Komandor używa się rocznie ponad 100 tysięcy ciętych płyt, które przekładają się na ponad milion realizacji szaf z drzwiami przesuwnymi, łóżek, komód, kuchni, biurek i innych mebli na wymiar w skali kraju, a do tego dochodzą jeszcze odbiorcy z zagranicy.

– Nieustannie rozwijamy i poszerzamy naszą ofertę, bo rynek oczekuje coraz to nowych rozwiązań i nie lubi próżni. Obok systemów do drzwi przesuwnych, w naszej ofercie pojawił się system ścianek działowych, dający możliwość łatwego podziału przestrzeni wewnętrznych w mieszkaniach oraz biurach. Opracowaliśmy innowacyjny na polskim rynku system drzwi bezramowych z domykaczem ComforTouch, który jest unikalnym rozwiązaniem na skalę światową, dostępnym na rynku meblarskim w Polsce. Do oferty wchodzi też nowoczesna linia akcesoriów do szaf oraz nowe kolory systemów. Pracujemy również nad innowacyjnymi rozwiązaniami do drzwi przesuwnych oraz nad jeszcze lepszym oprogramowaniem do kompleksowego projektowania mieszkań – dodaje Mariusz Głogowski.

Producenci mebli chcąc odnosić sukcesy na świecie muszą dbać o bogaty asortyment, jakość realizowanych usług i krótki cykl produkcyjny, a także dopasowywać produkty do bieżących potrzeb klientów oraz zapewniać wysoki poziom obsługi. Rynek meblarski wymaga od nich uczestniczenia w targach i pokazach branżowych, by proponowane rozwiązania i materiały wpisywały się w aktualnie obowiązujące światowe trendy, nowoczesne wzornictwo i design. Ważne jest też poszukiwanie nowych pomysłów, które przekładają się na komfort użytkowania i zachęcają klientów do zakupu. Polskie meble są cenione za granicą, bo polskie firmy inwestują w park maszynowy, innowacyjność, nowe technologie i rozwiązania, budując swoje pozycje na trudnym konkurencyjnym rynku. Komandor to jedna z wielu firm w branży meblowej, która doskonale radzi sobie na arenie międzynarodowej, a także w Polsce. To marka, która na przestrzeni 25 lat stała się dla wielu Polaków synonimem szafy z drzwiami przesuwnymi.

Sezon grillowy: Biedronka i Lidl w niemal identycznych cenach, ale na niektórych produktach są spore różnice

Z analizy, przeprowadzonej przed długim weekendem, wynika, że koszyk cenowy z 18 produktami na grilla w Lidlu i Biedronce dzieli zaledwie 3% różnica. W zeszłym roku wyniosła ona 11%. Teraz prawie identyczne wartości 6 często kupowanych towarów świadczą o tym, że konkurenci coraz baczniej się obserwują. Z drugiej strony, ceny sezonowych artykułów odbiegają od siebie nawet o 36%. Ponadto, w gazetkach Biedronka promuje żywność, a Lidl – produkty niespożywcze.

Badane sieci traktują nadchodzący długi weekend jako tzw. mikrosezon na grillowanie, ale ich strategie promocyjno-asortymentowe wyraźnie się od siebie różnią. W gazetce Biedronki do 14.06 trwa akcja specjalna „Czas na grill”, która zajmuje 6 stron. Aż 3 z nich przedstawiają mięsa i wędliny, 2 – napoje, a 1 – sosy. Lider rynku dyskontowego postawił więc na promowanie żywności. Z kolei, Lidl w swojej publikacji, obowiązującej od 12.06, poświęcił zaledwie 1 stronę na kubeczki, talerzyki jednorazowe, tacki na grilla oraz piankę do czyszczenia tego urządzenia.

– Przed zeszłoroczną majówką koszyk grillowy Biedronki kosztował 75,04 zł, a Lidla – 84,65 zł. Wówczas różnica sięgała ok. 10 zł. Tym razem dysproporcja wyniosła niecałe 3 zł, mimo tego że porównaliśmy ze sobą o 6 produktów więcej, niż w poprzednim sezonie grillowym. Koszyk portugalskiego konsorcjum Jerónimo Martins ma wartość 94,40 zł i jest o około 3% tańszy od Lida, którego cena wynosi 97,25 zł. Moim zdaniem, Lidl zauważył różnice cenowe u konkurenta i sprawnie je niweluje – mówi Sebastian Starzyński, prezes instytutu badawczego ABR SESTA.

Gdzie taniej?

Trzeba zauważyć, że w Lidlu i w Biedronce aż 6 na 18 produktów na grilla ma identyczne ceny. W celu porównania ich ze sobą, wszystkie są przeliczone do tej samej gramatury. Pomidory zwykłe luz 1 kg kosztują w obu sieciach 3,99 zł. Chleb zwykły 400 g lub 500 g – 1,59 zł (za 500 g). Piwo jasne 4×500 ml puszka (czteropak) – 7,16 zł. Węgiel drzewny do grilla 2,5 kg – 6,99 zł. A Coca-Cola Regular napój gazowany 1,75 l lub 2 l pet – 4,45 zł (za 2 l). Z kolei, za Karkówkę świeżą bez kości 1 kg trzeba zapłacić w Biedronce 9,89 zł, a w Lidlu – 9,99 zł. Pozostałe artykuły częściowo są droższe w jednej sieci albo w drugiej.

– Należy pamiętać o tym, że cena koszyka jest wypadkową wartości poszczególnych produktów. Natomiast, klient oczywiście najbardziej zyska, kupując pewne artykuły w Biedronce, a inne w Lidlu. W rzeczywistości jednak konsumenci zwykle nie mają czasu na porównywanie ceny każdego z towarów. Skorzystanie z promocji jest bardziej kwestią przypadku, niż wynikiem długotrwałej analizy z kartką i ołówkiem w ręku – zauważa Sebastian Starzyński.

W Biedronce opłaca się kupić takie produkty, jak Kiełbasa śląska 1 kg (9,90 zł vs 12,90 zł w Lidlu), Kaszanka 1kg za 6,65 zł  (8,98 w Lidlu) czy też Musztarda sarepska 175-200 g za 0,94 zł, natomiast w Lidlu za 1,19 zł. Ponadto, Biedronka oferuje tańszy Ketchup łagodny ok. 500 g w kwocie 2,12 zł (3,32 w Lidlu) i niższą cenę na Podpałkę w kostkach 32 szt. (0,99 zł vs 1,18 zł w Lidlu) oraz Tacki na grilla aluminiowe duże za 7,98 zł (9,99 zł u konkurenta).

Tymczasem, do Lidla zdecydowanie warto wybrać się po Kiełbasę podwawelską 1kg za 10,38 zł (14,80 zł w Biedronce) i Udko z kurczaka 1 kg w cenie 6,78 zł (7,75 zł w Biedronce). W tym dyskoncie znajdziemy również tańszą Przyprawę do grilla ok. 20 g za 0,99 zł (1,39 zł u konkurenta). Ponadto, w niższej cenie kupimy tam Sok pomarańczowy 100% 1 l za 2,69 zł  (3,49 zł w Biedronce).

Walka o wizerunek cenowy

– Sieci handlowe dobrze wiedzą o tym, że artykuły, często kupowane przez klientów, budują ich wizerunek cenowy. Konsumenci najlepiej pamiętają ich koszt i na tej podstawie wyrabiają sobie opinię na temat danego sklepu. Z kolei, rzadko nabywane towary służą sieciom do realizacji większej marży. Przykładem takiego produktu mogą być tacki do grilla – 10 sztuk kosztuje w Lidlu 9,99 zł, a w Biedronce 7,89 zł. To ponad 2 zł różnicy. Warto też wymienić przyprawę do grilla, która w Biedronce kosztuje 1,39 zł, a w Lidlu 0,99 zł, co stanowi 29% rozbieżności w cenie – podkreśla Sebastian Starzyński.

W badanych sieciach najbardziej odbiegają od siebie cenowo, od 23 do 30%, takie produkty mięsne, jak kiełbasa czy kaszanka. Wynika to z tego, że zwykle wymienione artykuły mają raczej charakter sezonowy. To znaczy, nie są tak często nabywane, jak karkówka, która posiada tę samą cenę w Lidlu i w Biedronce. A im mniej i rzadziej kupujemy dany towar, tym różnice mogą być większe. Sieci na części z tych produktów realizują większe marże. Oczywiście czasem wyższa cena wynika także z lepszej jakości.

– Trudno jest mówić o spójności cenowej między sieciami, gdyż rozbieżności na poziomie poszczególnych produktów w koszyku grillowym dochodzą nawet do 36%. O tyle właśnie jest tańszy w Biedronce Ketchup łagodny ok. 500 g. Ale trzeba zauważyć, że ma on mniejszą zawartość koncentratu z pomidorów, niż droższy, podobny do niego artykuł w Lidlu. Niemniej, planując zakupy na grilla, warto zapamiętać największe różnice w cenach. Kiełbasę podwawelską bez marynaty 1 kg kupimy taniej w Lidlu o 30%. Kaszanka 1 kg ma mniejszą cenę w Biedronce o 26%. Do tej listy należy dołączyć również Przyprawę do grilla ok. 20 g saszetka. Jej cena jest niższa w Lidlu o 29% – podsumowuje Sebastian Starzyński.

Badanie zostało wykonane przez agentów TakeTask, na zlecenie instytutu badawczego ABR SESTA w dniach 10-11.06.2017 roku w sklepach w Warszawie, we Wrocławiu i w Jaworze.

FOMC – punkt zwrotny dla kursu dolara

Fed podniesie dziś stopy procentowe do przedziału 1,0-1,25 proc. Oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych w tym tygodniu są ekstremalnie wysokie – wycena takiego kroku to 95 proc. Byłoby zatem szokiem, gdyby nie zdecydowano się na zacieśnienie. Ważniejsze jednak będzie, co FOMC zakomunikuje w kwestii kształtu polityki w przyszłości. Oczekujemy konsekwentnego utrzymania dotychczasowych projekcji optymalnego poziomu stóp. Uważamy, że Fed podtrzymać prognozy sugerujące trzy podwyżki w 2017 i kolejne trzy podwyżki w 2018 roku. Da to pozytywny impuls dla mocno przecenionego dolara.

W ostatnich tygodniach zdecydowana większość przedstawicieli Komitetu w swoich wystąpieniach publicznych nie dawała żadnych sygnałów, aby odmienić rynkowe oczekiwania w stosunku do czerwcowej podwyżki, co czyni ten element decyzji najmniej interesującym.

W zakresie projekcji najistotniejszy będzie tzw. „dot plot”, czyli wykres punktowy prognoz optymalnego poziomu stopy rezerw federalnych na koniec kolejnych lat agregujący oczekiwania poszczególnych przedstawicieli FOMC. Ostatni zestaw danych nie skłania do wyraźnej rewizji perspektyw gospodarczych. Dlatego też uważamy, że Fed powinien podtrzymać prognozy sugerujące trzy podwyżki w 2017 i kolejne trzy podwyżki w 2018 roku. Komentarze członków Komitetu także sugerowały, że większe zmiany są mało prawdopodobne. Większe ryzyko leży po stronie obniżenia mediany prognoz na ten rok, jednak taki krok mógłby być zbyt silnym gołębim sygnałem. FOMC zdaje sobie sprawę, że warunki finansowe w gospodarce ulegają postępującemu rozluźnieniu i są najmniej restrykcyjne od 2014 roku pomimo faktu, że dziś będzie dokonana czwarta podwyżka w cyklu zacieśniania. Łagodzenie stanowiska w takim otoczeniu tylko potęgowałby groźbę narastania nierównowag w systemie finansowym.

Podsumowując: oczekujemy podwyżki i utrzymania dotychczasowych projekcji poziomu stóp. Rynkiem długu i dolarem kierowały ostatnio przede wszystkim oczekiwania względem tempa zacieśniania w 2018 roku. Obecna wycena oscylująca wokół jednej podwyżki jest zdecydowanie zbyt niska. Korekta rynkowych oczekiwań wydaje się być nieodzowna. Warto też dodać, że połączenie bardzo mocno rozczarowujących danych z USA i skrajnego pozycjonowania na rynku obligacji tworzy asymetryczne ryzyko. W przypadku przełamania passy słabych odczytów (np. przez dzisiejsze publikacje inflacji oraz sprzedaży detalicznej, przed którymi nie ma istotnych znaków ostrzegawczych) istnieje pole do silnego wzrostu rentowności. Odwrotnie: pozycjonowanie sprawia, że reakcja rentowności obligacji (i co za tym idzie dolara) będzie bardziej przytłumiona. Należy przy tym uwzględniać także szablon sezonowy, w myśl którego w miesiącach letnich gospodarka USA wyraźnie nabierała impetu.

Raport sporządził Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Robinson Europe S.A. osiąga wzrost zysku po dwóch kwartałach 2016/2017 roku

Robinson Europe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się sprzedażą sprzętu wędkarskiego oraz sportowego, osiągnęła po dwóch kwartałach roku obrotowego 2016/2017 ponad 610 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 7.695 tys. zł. Spółka poprawiła wyniki finansowe dzięki stałemu zwiększaniu sprzedaży w segmencie wędkarstwa.

W pierwszych dwóch kwartałach roku obrotowego 2015/2016 zysk netto Emitenta wynosił 262 tys. zł, więc tegoroczny wynik wykazuje 132% wzrost. Największy wpływ na taką progresję miał dynamiczny rozwój segmentu wędkarstwa i zwiększanie sprzedaży oferowanych produktów, głównie na rynku polskim. Robinson Europe S.A. stale rozbudowuje swoją ofertę i optymalizuje ją zgodnie z preferencjami Klientów oraz zmieniającymi się trendami w branży. W tym celu Spółka prowadzi wnikliwe analizy rynkowe w oparciu o opinie współpracujących z nią testerów, zaprzyjaźnionych klubów wędkarskich, Przedstawicieli Handlowych oraz sklepów wędkarskich. Zdaniem Zarządu Robinson Europe S.A., przyjęty kierunek rozwoju powinien pozwolić na umacnianie pozycji rynkowej Spółki oraz budowanie jej wartości.

„Po dwóch kwartałach roku obrotowego 2016/2017 zanotowaliśmy bardzo wysoki wzrost zysku netto przy zbliżonym poziomie przychodów netto ze sprzedaży do analogicznego okresu ubiegłego roku. Wskazuje to na wyraźną poprawę naszej rentowności i świadczy o skuteczności w realizowaniu przyjętej strategii rozwoju. Stale pracujemy nad dopasowywaniem oferty produktowej w segmencie wędkarstwa do oczekiwań rynkowych, co, jak widać po osiąganych wynikach finansowych, udaje nam się osiągać z dużym sukcesem. Dostrzegamy bardzo dobre perspektywy dla branży wędkarstwa w Polsce, które wynikają m.in. ze wzrostu zainteresowania tym sportem wśród młodych ludzi, wyodrębnianiem się specjalistycznych dziedzin w wędkarstwie oraz zwiększającym się zapotrzebowaniem na coraz lepszy i droższy sprzęt tzw. „około wędkarski”. Nasza koncentracja na segmencie wędkarstwa oraz efektywne wykorzystanie pozytywnych trendów na tym rynku powinny umożliwić nam osiąganie jeszcze lepszych wyników finansowych.” – ocenia Paweł Busz, Członek Zarządu Spółki Robinson Europe S.A.

Akcjonariusze Spółki podczas jej marcowego ZWZA podjęli Uchwałę o wydzieleniu zorganizowanej części przedsiębiorstwa w postaci działu sportowego. Zgodnie z wyceną przeprowadzoną przez podmiot zewnętrzny, która została wykonana metodami majątkową oraz zdyskontowanych przepływów pieniężnych, potwierdzoną przez biegłego rewidenta, wartość tego działu została oszacowana na kwotę 1.034.387,10 zł. Podjęcie decyzji o wydzieleniu działu sportowego jest związane z planami usystematyzowania modelu biznesowego Robinson Europe S.A. i ukierunkowania działań Spółki na rozwoju segmentu wędkarskiego, stanowiącego jej podstawowy przedmiot działalności.

Emitent po raz pierwszy w historii wypłaci także dywidendę w wypracowanego zysku w wysokości 0,05 zł na akcję. Dzień dywidendy został wyznaczony na 30.06.2017 r., a jej wypłata nastąpi w dniu 17.07.2017 r.

„Ostatnie lat pokazały, że na rynku sportowym, w szczególności w segmencie artykułów sezonu zimowego, nastąpiło mocne spowolnienie. Bardzo trudno było nam zrealizować główne założenie, czyli usprawnić płynność działania poprzez dział sportów zimowych, bowiem jest to dobrze rokująca branża, ale wymaga ona pełnego zaangażowania w ujęciu całorocznym. W związku z tym Spółka podjęła decyzję o wydzieleniu zorganizowanej części przedsiębiorstwa w postaci działu sportowego. Wierzymy, że ten proces wpłynie pozytywnie na relokację naszych zasobów i większą koncentrację na segmencie wędkarskim, który umożliwia nam osiąganie wyższych rentowności. Jeśli chodzi o dywidendę to po raz pierwszy w naszej historii podzielimy się wypracowanym zyskiem z Akcjonariuszami. Mamy nadzieję, że zapoczątkujemy w ten sposób nową politykę dywidendową, co zostanie bardzo dobrze odebrane przez rynek.” – zakończył Paweł Busz.

Prognoza finansowa Spółki na rok obrotowy 2016/2017 przewiduje, że wartość jej przychodów ze sprzedaży sięgnie 16 mln zł. Z kolei zysk brutto ma się ukształtować w przedziale od 2,5 do 2,8 mln zł.

Michał Turczyk nowym Liderem zespołu innowacji i zachęt inwestycyjnych

Zmiany w Zespole ds. innowacji i zachęt inwestycyjnych w firmie doradczej Deloitte. Jego Liderem został Michał Turczyk, jeden z najlepszych w Polsce ekspertów w tematyce pomocy publicznej, dotacji i ulg na działalność badawczo-rozwojową oraz bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Nowe stanowisko objął od czerwca tego roku.

Jestem zadowolony, że to właśnie Michał będzie kierował zespołem ds. innowacji i zachęt inwestycyjnych Deloitte. Jego wiedza z zakresu optymalizacji działalności firm w Polsce i Europie Środkowej pod kątem pozyskania i wykorzystania dotacji oraz ulg pozwoli naszym klientom rozwijać ich działalność w obszarze R&D oraz może być decydująca dla efektywnej realizacji bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce” – mówi Andrzej Lachowski, Partner Zarządzający Działem Konsultingu Deloitte w Polsce.

Michał Turczyk związany jest z Deloitte od 2008 roku, a doradztwem w zakresie dotacji i ulg na działalność badawczo-rozwojową zajmuje się od 2004 roku. Pracuje z największymi firmami w zakresie identyfikacji, zarządzania i finansowania procesów B+R+I oraz realizacji bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Doradza w postępowaniach przed instytucjami publicznymi, w tym Komisją Europejską i Trybunałem Sprawiedliwości UE, w zakresie prawa pomocy publicznej i konkurencji. Jest autorem licznych publikacji, uczestnikiem paneli i prelegentem w temacie pomocy publicznej i działalności B+R. Michał Turczyk jest doktorem nauk prawnych.

Michał Turczyk
Michał Turczyk

„Państwa Europy Środkowej rywalizują o projekty rozwojowe firm rodzimych i zagranicznych m.in. poprzez ofertę w zakresie finansowania niekomercyjnego, które staje się strategiczne z punktu widzenia całego łańcucha wartości firmy i konieczności obniżenia ryzyka działalności rozwojowej (B+R+I). Wobec możliwości dotacyjnych daje to istotne narzędzie dla zarządów firm do obniżenia kosztów działalności kluczowej z punktu widzenia konkurencyjności firm. Unikalne połączenie kompetencji prawno-finansowych oraz naukowo-inżynierskich w kierowanym przeze mnie zespole daje możliwość dostarczenia wartości dodanej dla naszych klientów, szczególnie obecnie w okresie dostępności największych środków publicznych na B+R+I w historii ze źródeł Funduszy UE, ulg podatkowych na B+R oraz Horyzontu 2020” – mówi Michał Turczyk, Lider zespołu innowacji i zachęt inwestycyjnych Deloitte.

Nowy Lider zespołu zastąpi na tym stanowisku Magdalenę Burnat-Mikosz, która ze względów rodzinnych planuje przeprowadzkę do Kenii.

Powoli zmienia się polityka banków centralnych

Polityka banków centralnych powoli zaczyna się zmieniać. Lepsza koniunktura sprawia, że banki powoli odchodzą od pomagania, co w ostatnich latach przybrało niespotykaną skalę. W Stanach Zjednoczonych mieliśmy już serię podwyżek stóp procentowych, chodź wciąż są one na rekordowo niskich poziomach. W Europie po kilku latach marazmu jest zdecydowanie lepiej, jednak EBC nadal utrzymuje stopę depozytową na ujemnym poziomie. Czego spodziewać się możemy po bankach centralnych? O tym w rozmowie z MarketNews24 mówił dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Meble vintage można znaleźć już nie tylko na pchlim targu. Polska platforma pozwala wyszukiwać oryginalne przedmioty z całego świata

Meble vintage można znaleźć już nie tylko na pchlim targu. Polska platforma pozwala wyszukiwać oryginalne przedmioty z całego świata 2

Nowoczesny start-up nie musi się zajmować wyłącznie nowymi technologiami czy wynalazkami, które dopiero w przyszłości zyskają na popularności. Dowodem na to jest Yestersen – platforma internetowa, dzięki której poszukiwacze designu z połowy XX wieku nie muszą przeczesywać pchlich targów w poszukiwaniu prawdziwych perełek. 

Twórcy platformy sprawdzają i zatwierdzają każdy przedmiot, który trafia za jej pośrednictwem do sprzedaży. Dzięki temu nie istnieje ryzyko, że klient trafi na podróbkę, produkty niekompletne czy zbyt wysłużone. Dalekosiężne plany zakładają ekspansję platformy na cały świat, tak aby osoba w danym kraju mogła znaleźć wzornictwo vintage z wielu różnych państw, opisane w jej języku i do zakupienia w walucie, którą się posługuje. A to wszystko bez ruszania się z kanapy.

Pomysł Yestersen polega na zmierzeniu się z jednym z największych pragnień ludzkości, czyli podróżą w czasie. Łączymy profesjonalnych sprzedawców wzornictwa XX wieku z fanami wzornictwa vintage. Oznacza to, że oferujemy blisko 5 tys. mebli, dodatków, oświetlenia i akcesoriów, takich jak zegarki lub torby do zakupu online, tu i teraz. Starannie sprawdzamy każdy przedmiot, aby osoby, które dokonują zakupu, miały pewność, że kupują to, co widnieje w ofercie. Sprzedawcom zaś pomagamy o wiele skuteczniej sprzedawać przedmioty w sieci – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Karol Misztal, współzałożyciel i prezes Yestersen, gabinetu vintage.

Meble z połowy XX wieku cieszą się coraz większą popularnością. Dotychczas miłośnicy stylu vintage w poszukiwaniu prawdziwych perełek przeczesywali pchle targi czy piwnice, bez gwarancji znalezienia tego, czego rzeczywiście szukają. Z pomocą służy nowa platforma Yestersen. Jak tłumaczy jej założyciel, za pomocą strony umożliwia klientom podróż w czasie.

Nie trzeba bezpośrednio udawać się do naszego serwisu, wystarczy, że być na naszym Instagramie bądź Facebooku. Jeśli klient zobaczy ciekawe wnętrze, to klikając w dany przedmiot, można zobaczyć go i kilka podobnych w naszym sklepie oraz dokonać zakupu. Zdarza się, że te przedmioty są unikalne, jeżeli przedmiot już został sprzedany, wystarczy wysłać do nas pytanie, a my, mając bazę ponad stu sprzedawców i kilkunastu tysięcy przedmiotów, które nie są jeszcze opublikowane, jesteśmy w stanie ten przedmiot znaleźć – przekonuje Karol Misztal.

Docelowo platforma ma łączyć sprzedawców i klientów z całego świata. W ten sposób sprzedawcy mogą znaleźć znacznie szersze grono zainteresowanych. Miłośnikom stylu vintage pozwala to zaś znaleźć oryginalne produkty, unikatowe w danym kraju. Platforma oferuje też przedmioty niecodzienne, wszystko od wyselekcjonowanych butików z różnych części świata, w różnym przedziale czasowym.

Docelowo zmierzamy do tego, aby osoba w danym kraju mogła znaleźć wzornictwo vintage z całego świata, opisane w swoim języku, do zakupienia w swojej walucie. To, co nas odróżnia oprócz tego, że agregujemy tę stronę podażową, to fakt, że nie tylko wybieramy sprzedawców, z którymi współpracujemy, lecz także zatwierdzamy każdy przedmiot, który do nas trafia, prowadzimy selekcję – podkreśla Karol Misztal.

Założyciel platformy przekonuje, że klienci mogą mieć pewność, że nie trafią na podróbkę, uszkodzony czy nadmiernie wyeksploatowany przedmiot. Ponadto wszystkie produkty są skatalogowane, co pozwala znaleźć także podobne produkty, do tego poszukiwanego.

Jeśli klient chce kupić stolik Chic & Glam z lat 60., szklany, wystarczą trzy kliknięcia myszą i pokazują się wszystkie takie stoliki. Co więcej, jeśli ma się jakieś wątpliwości lub pytania, można porozmawiać z naszymi konsultantami poprzez livechat na żywo lub podać swój numer telefonu, a my oddzwaniamy w ciągu minuty – mówi założyciel Yestersen.

Jak wskazuje Misztal, choć platforma działa, wciąż jeszcze część wyświetlanej zawartości znajduje się w trakcie eksperymentu, m.in. galerie zdjęć czy osadzanie produktów w mediach społecznościowych, które budują pełny obraz produktów vintage.

Większość przedmiotów jest obecna w polskich magazynach, ale przyjeżdżają one do Polski z wielu miejsc na świecie, więc nie należy tego utożsamiać z wielkim zbiorem mebli z PRL. Mamy świetne wzornictwo duńskie, niemieckie, włoskie czy francuskie. Pojawiają się nawet rzeczy ze Stanów Zjednoczonych czy Japonii. Będzie tego tylko więcej, w ramach naszej ekspansji zagranicznej i pozyskiwania sprzedawców zagranicznych – zapowiada Karol Misztal.

Elektryczne auta w Polsce wciąż rzadkością. Ulice opanowują za to elektryczne skutery, rowery i hulajnogi

Elektryczne auta w Polsce wciąż rzadkością. Ulice opanowują za to elektryczne skutery, rowery i hulajnogi 3

Idea elektromobilności zdobywa w ostatnim czasie ogromną popularność, ale kojarzy się przede wszystkim z elektrycznymi samochodami, o których rozwój dba także polski rząd. Jednak na razie to raczej odległy plan, a tymczasem nieco w cieniu wizji elektrycznych aut dynamicznie rośnie rynek małych pojazdów elektrycznych, takich jak skutery, rowery czy deskorolki i hulajnogi.    

– Nasza hulajnoga wyposażona jest w baterie o pojemności 4 tys. mAh. Łatwo można wyliczyć, że jest to tak naprawdę ładowanie dwóch smartfonów, koszt wynosi w przybliżeniu 10 groszy. Ładowanie takiej hulajnogi czy skutera zajmuje 2–3 godziny i ładujemy w zwykłym gniazdku elektrycznym 220 V – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sylwia Koza, dyrektor ds. marketingu na Europę Środkowo-Wschodnią Archos.

Archos Bolt to najnowsza elektryczna hulajnoga, która trafiła na polski rynek. Model wyposażono w elektryczny silnik o mocy 250 W, który pozwala na rozwinięcie prędkości do 15 km/h. Według francuskiego producenta takie osiągi dostosowują prędkość do gabarytów pojazdu przy zachowaniu bezpieczeństwa kierującego. 

Jednocześnie hulajnogi oferują zasięg do 12 km, a ładowanie ma potrwać do 3 godzin. Ekran LED na kierownicy pokazuje przebieg i stan baterii. Zbudowana ze stopu aluminium hulajnoga jest w stanie udźwignąć kierującego o wadze do 90 kg, przy własnej masie wynoszącej 8,28 kg. Zdaniem specjalistów przyspieszenie i prędkość hulajnogi regulowane jak w skuterze, a także stosunkowo atrakcyjna cena sprawiają, że tego typu sprzęt ma szansę zdobyć dużą popularność.

– Hulajnoga elektryczna kosztuje na chwilę obecną ok.1,4 tys. zł. Jeśli chodzi o rower, który w najbliższym miesiącu będzie wprowadzony do sprzedaży, to trzeba się liczyć z kosztem w wysokości 2–2,2 tys. zł. Natomiast duże skutery elektryczne odpowiadają skuterom spalinowym o pojemności 50 cm3, jest to koszt rzędu 5 tys. zł. Jeszcze będą w naszej ofercie takie urządzenia bardziej do zabawy, jak deskorolka w granicach 700 zł – wymienia Koza.

ECO driving w raporcie „Samochody elektryczne i hybrydowe” podaje, że sprzedaż aut elektrycznych i hybrydowych osiągnęła poziom ponad 300 tys. rocznie, ale znacznie dynamiczniej rośnie rynek małych pojazdów elektrycznych, takich jak właśnie deskorolki, skutery, rowery czy hulajnogi. Raport wskazuje, że ten rosnący trend jest obserwowany również w Polsce.

– Taka deskorolka może być również fajnym środkiem, ponieważ akumulator w tej deskorolce jest odpinany. Wyobrażam sobie sytuację, gdzie w skate parku młodzież może najpierw wykorzystać tę deskorolkę jako zwykłą deskorolkę, trochę poskakać, pobawić się. Następnie w drodze powrotu do domu podczepić tę baterię i pomóc sobie, jak już nie mają siły, żeby spokojnie wrócić na posiłek – wskazuje przedstawicielka francuskiej firmy.

Dyrektor ds. marketingu na Europę Środkowo-Wschodnią uważa, że polskie prawo drogowe sprzyja rosnącej liczbie minipojazdów elektrycznych. Niemniej jednak Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) ostrzega, że bez wsparcia przydomowych punktów ładowania – co zostało pominięte w projekcie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych – rynek pojazdów elektrycznych w Polsce będzie rozwijał się dużo wolniej, niż umożliwiałby to jego potencjał.

– Całą zaletą pojazdów elektrycznych jest to, że możemy się ładować w zwykłym gniazdku elektrycznym. Jest to bardzo duża dogodność, bo nawet jeżeli taki zasięg hulajnogi wynosi 15–20 km/h, wydaje mi się, że jest to wystarczające, żeby móc dojechać do szkoły, na uczelnie czy rowerem 45 km. Po pierwsze te produkty możemy spakować, złożyć i mieć zawsze ze sobą. Możemy w każdym momencie, w dowolnym miejscu je doładować – podsumowuje dyrektor ds. marketingu na Europę Środkowo-Wschodnią Archos.

Technologia fotowoltaiczna jak materiał budowlany. Nowoczesne rozwiązania nie tylko służą wytwarzaniu energii, lecz także mogą także upiększać budynek

Technologia fotowoltaiczna jak materiał budowlany. Nowoczesne rozwiązania nie tylko służą wytwarzaniu energii, lecz także mogą także upiększać budynek 4

Fotowoltaika to przyszłość odnawialnych źródeł energii, również w Polsce. Przy budowie domów coraz częściej odchodzi się od tradycyjnych paneli na korzyść fotowoltaiki stosowanej jako bezpośredni materiał budowlany. Proponowane przez firmy rozwiązania pozwalają nie tylko wytwarzać energię, lecz także ją magazynować i zarządzać. Szacuje się, że z obecnie zainstalowanej w systemach fotowoltaicznych mocy 199 MW ponad połowę zainstalowano w mikroinstalacjach, gdzie głównymi wytwórcami energii są osoby fizyczne.

– Największy sens, jeżeli chodzi o źródła energii odnawialnej, mają te technologie, które są najtańsze, które się opłacają. Każdy na końcu policzy, czy zainwestowanie pieniędzy spowoduje odpowiedni czas zwrotu lub obniży jego koszty utrzymania. Słońce jest takim źródłem energii, które zgaśnie ostatnie. Dlatego uważam, że energetyka słoneczna jest najpewniejszym i docelowo słusznym źródłem pozyskiwania energii z natury – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bartłomiej Zysiński, prezes zarządu firmy Maybatt oraz założyciel Polskiej Izby Magazynowania Energii.

Dane Urzędu Regulacji Energetyki wskazują, że na koniec I kw. 2017 roku łączna moc zainstalowanych w Polsce OZE (odnawialnych źródeł energii) przekraczała 8,4 GW. Istotny udział mają e tym panele fotowoltaiczne. Raport „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2017” przygotowany przez Instytut Energetyki Odnawialnej ocenia, że moc zainstalowana w systemach fotowoltaicznych w Polsce na koniec 2016 roku wyniosła ok. 199 MW. Połowę zainstalowano w mikroinstalacjach podłączonych do sieci, ale niekorzystających z systemu zielonych certyfikatów, a głównymi wytwórcami energii w mikroinstalacjach są osoby fizyczne.

– Tradycyjna fotowoltaika to kwadratowe panele, mniej lub bardziej urodziwe, zazwyczaj doczepiane, często na siłę, do istniejących budynków. Trudno powiedzieć, że w tym fragmencie rynku te rozwiązania są eleganckie. Istnieją natomiast obszary rynku fotowoltaicznego związane z architekturą, z projektowaniem fotowoltaiki już na etapie pomysłu budynku, gdzie można wykorzystać rozwiązania tej technologii dla upiększenia budynku, uzyskując jednocześnie powierzchnię aktywną energetycznie – podkreśla Bartłomiej Zysiński.

Firmy związane z fotowoltaiką coraz częściej proponują rozwiązania, które pozwalają zachować lub zwiększyć pozyskanie energii i estetycznie wyglądają. Można je także instalować w cieniu, w przeciwieństwie do zwykłych paneli.

– Możemy uzyskiwać również na powierzchniach budynków, na dachach, na fasadach, sprawności na tym samym poziomie jak farmy czy instalacje ustawiane na dachach pod odpowiednim kątem – przekonuje prezes Maybatt.

Szacuje się, że potencjał energetyczny w Polsce to ok. 1 tys. kWh, które można pozyskać z 1 mkw. Wytwarzanie energii ze słońca jest znacznie tańsze dla przeciętnego konsumenta, pozwala też w pewnym stopniu uniezależnić się od sieci energetycznej.

– Fotowoltaika ma szerokie zastosowanie w każdym obszarze rynku. Zawsze szukaliśmy takich modeli biznesowych, które się opłacają. Nie należy tylko patrzeć na prawo i przepisy, które będą dawały możliwość zarabiania więcej na energii sprzedawanej do sieci, ale jesteśmy zwolennikami prosumenckiego wytwarzania energii, czyli produkowania tej energii tam, gdzie ją zużywamy. Rozwiązania, które proponujemy, to układy źródeł wytwórczych i magazynów, żeby móc energię nie tylko wytwarzać, lecz także magazynować i nią zarządzać – tłumaczy Zysiński.

Zdaniem eksperta przyszłością rozwiązań fotowoltaicznych jest stosowanie fotowoltaiki jako materiału budowlanego. W ogólnym rozrachunku może się to okazać znacznie bardziej opłacalne niż montaż tradycyjnych paneli, innowacyjne rozwiązania sprawiają zaś, że samo wytwarzanie energii nie jest jedyną korzyścią dla konsumenta.

Po nowoczesne systemy fotowoltaiczne chętnie sięgają też przedsiębiorstwa i inwestorzy. Przykładem może być warszawski biurowiec Q22, gdzie Maybatt zastosował szereg zaawansowanych technologicznie nowoczesnych rozwiązań, m.in. panele fotowoltaiczne, które nie tylko pozwalają produkować energię, lecz także pełnią funkcję zacieniającą i jednocześnie są zintegrowane z fasadą.

– Zaprojektowaliśmy, wykonaliśmy i dostarczyliśmy strukturalne ściany budynku, które zawierają w sobie fotowoltaikę. Mamy również swoje własne rozwiązania wielkopołaciowych dachówek na domy jednorodzinne. Stosowanie fotowoltaiki jako materiału budowlanego jest jedyną słuszną drogą – podkreśla Bartłomiej Zysiński.

Wystarczą dwie godziny przed komputerem, tabletem czy smartfonem, by zauważyć objawy cyfrowego zmęczenia wzroku

Wystarczą dwie godziny przed komputerem, tabletem czy smartfonem, by zauważyć objawy cyfrowego zmęczenia wzroku 5

Suchość i zaczerwienie oczu, a także pogorszenie ostrości widzenia to objawy cyfrowego zmęczenia wzroku. Oczy muszą bowiem podejmować duży wysiłek, aby wyraźnie widzieć wszystko, co wyświetla się na monitorach. Przy wielogodzinnym wpatrywaniu się w ekrany zapominamy również o tym, że prawidłowe ich nawilżenie można utrzymać dzięki częstemu mruganiu – od 15 do 20 razy na minutę. By zapobiec cyfrowemu zmęczeniu wzroku, warto wykonywać proste ćwiczenia i stosować okulary z powłoką antyrefleksyjną o niebieskim kolorze bądź relaksacyjne soczewki kontaktowe.

Okuliści tłumaczą, że na cyfrowe zmęczenie wzroku narażone są coraz młodsze osoby. Millenialsi dorastający w okresie boomu technologicznego funkcjonują w cyfrowym świecie zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Szacuje się, że osoby w wieku 18–29 lat spędzają przy monitorach nawet 6 godzin dziennie.

– Codzienne korzystanie z komputerów i wszystkich innych nośników cyfrowych negatywnie wpływa  na wzrok, ponieważ wpatrując się w monitory czy wyświetlacze, zapominamy o mruganiu. Powinniśmy mrugać znacznie częściej, a patrząc w komputer czy smartfon mrugamy co 18–20 sekund. To zdecydowanie za rzadko. Film łzowy wysycha, paruje, mamy wtedy dużo gorszy obraz, bardziej zmęczony wzrok, czujemy pieczenie, swędzenie, same nieprzyjemne rzeczy – mówi agencji Newseria Radosław Wyszyński, optometrysta z Vision Express.

Cyfrowe zmęczenie wzroku jest realnym problemem, niosącym ze sobą wiele fizycznie odczuwalnych konsekwencji – wśród nich także bóle głowy, bóle karku, szyi, a nawet bóle pleców i kręgosłupa oraz zaburzenia snu. Zmęczone oczy można odciążyć na wiele sposobów. Jedną z najprostszych metod jest stworzona w USA zasada 20-20-20. Co 20 minut powinno się robić 20-sekundowe przerwy, przenosząc wzrok na obiekty oddalone o 20 stóp, czyli ok. sześciu metrów. Można również wykonywać różne inne ćwiczenia takie jak wodzenie oczami czy poruszanie w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, a potem w drugą stronę. Istotne jest również, by w pomieszczeniu, w którym znajdują się komputery, znajdowało się dużo zieleni, która minimalizuje wpływ szkodliwego promieniowania i zapewnienia oczom relaks.

– Możemy zapobiegać cyfrowemu zmęczeniu oczu przede wszystkim robiąc przerwy, 5 minut co godzinę i patrzymy daleko, jak najdalej. Nie idziemy na kawę, nie piszemy SMS-ów, tylko odrywamy się od cyfrowych nośników i patrzymy w dal – mówi Radosław Wyszyński.

Nadwyrężenie oczu może również powodować utrzymujące się przez dłuższy czas nieostre widzenie, niebezpieczne dla codziennego funkcjonowania.

– Świetną rzeczą są okulary z powłoką antyrefleksyjną o niebieskim kolorze, które niwelują światło niebieskie, docierające do naszej siatkówki. Dobrze sprawdzają się również soczewki kontaktowe relaksacyjne, które wpływają na poprawę akomodacji, są bardzo dobrze nawilżone i pomagają się nawilżać oczom. Dodatkowo stosując takie soczewki, częściej mrugamy, więc wynikają z tego same korzyści – mówi Radosław Wyszyński.

Wyszyński dodaje, że soczewki relaksacyjne dbają o lepsze nawilżenie oka oraz zmniejszają jego obciążenie akomodacyjne podczas pracy z wykorzystaniem ekranów. Zapewniając stały dopływ tlenu, łagodzą zmęczenie spowodowane przebywaniem w cyfrowym świecie.

Informacje o klientach pod specjalnym nadzorem. Firmy mają niecały rok na wprowadzenie nowych zasad ochrony danych osobowych

Informacje o klientach pod specjalnym nadzorem. Firmy mają niecały rok na wprowadzenie nowych zasad ochrony danych osobowych 6

W maju 2018 roku zacznie obowiązywać GDPR/RODO – unijne przepisy o ochronie danych osobowych przyjęte w kwietniu 2016 roku. Nakładają one na firmy zbierające i analizujące dane obowiązek ochrony większej liczby danych konsumentów, a także udostępniania ich osobom, których dotyczą i kasowania na ich żądanie. Mimo że prace nad nowymi przepisami toczyły się od 2011 roku, jeszcze pod koniec ubiegłego roku większość polskich firm nie wiedziała nawet, że taka regulacja wejdzie w życie.

To jest regulacja dla obywateli Unii Europejskiej, dla konsumentów. To dla nich jest bardzo dobra zmiana, która daje obywatelom większą kontrolę nad informacjami, które są o nich zbierane. Otrzymają także więcej wiedzy o tym, w jaki sposób są procesowane takie informacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Jendroszczyk, Data Protection Officer w firmie Piwik PRO, polskiej spółce produktowej oferującej rozwiązania dla marketingu skierowane do globalnych przedsiębiorstw, rządów oraz instytucji międzynarodowym. – Każda polityka prywatności będzie musiała być napisana tzw. językiem Ulicy Sezamkowej, żeby była jasno zrozumiana przez każdego użytkownika.

General Data Protection Regulation zacznie obowiązywać 25 maja 2018 roku. Rozbudowuje ona definicję danych osobowych na wszelkie informacje o konsumencie, które mogłyby pozwolić na jego identyfikację, jak np. dane IP jego komputera. Osoba, której dane są gromadzone i przetwarzane, będzie musiała być informowana o tym, co dzieje się z jej danymi powierzonymi firmie, a także będzie miała prawo zażądać ich usunięcia wraz z odnośnikami. To tzw. prawo do bycia zapomnianym.

Regulacja ma na celu zwiększenie ochrony danych obywateli UE i dotyczy nie tylko firm działających w Unii, lecz także wszystkich, które dysponują danymi na temat Europejczyków. W 2018 roku wejdzie też w życie regulacja ePrivacy, określająca zasady telemarketingu i wysyłania spamu oraz ochrony danych ujawnianych przy okazji korzystania z komunikatorów internetowych.

Z punktu widzenia firm i instytucji GDPR to jest wyzwanie, ale nie traktujmy tego jak rzecz negatywną. To pozwoli firmom nawiązać relacje z własnymi użytkownikami i klientami i nawiązać z nimi relacje zaufania – przekonuje Jendroszczyk. – Owszem, dostosowanie będzie wymagało z ich strony bardzo dużo wysiłku, ale dzięki temu unikniemy sytuacji, jaka może mieć wkrótce miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdzie dostawca internetu będzie w stanie sprzedać historię przeglądania użytkownika, co jest wyraźnie naruszeniem kontraktu społecznego między firmą a klientem.

Jesienią 2016 roku firma ARC Rynek i Opinia przeprowadziła na zlecenie firm Trend Micro oraz VMware badanie sprawdzające stopień przygotowania polskich firm do wdrożenia rozporządzenia oraz świadomości ich kierownictwa na ten temat. Okazało się, że 52 proc. firm nigdy nie słyszało o dyrektywie, a ponad dwie trzecie nie wiedziało, kiedy zacznie ona obowiązywać. Połowa pytanych firm nie miała wówczas wdrożonych technologii umożliwiających usunięcie danych, a 42 proc. – procedur umożliwiających powiadomienie GIODO w sytuacji wycieku danych lub innych naruszeń związanych z ich wykorzystaniem.

Każda firma i każda instytucja w UE musi się przygotować do tych nowych przepisów. Mamy cały rok do przygotowań, tak że w ciągu tego roku firmy muszą wprowadzić w swoich szeregach politykę zgodności. Taką politykę zawsze się zaczyna od pierwszego kroku, czyli analizy stanu obecnego – radzi Grzegorz Jendroszczyk. – W tym przypadku jest to inwentaryzacja danych. Każda jednostka organizacji musi zrobić rachunek sumienia, jakie dane zbiera, jak długo je trzyma i do czego ich używa. Po czym trzeba przeanalizować, czy ten sposób trzymania i procesowania danych jest zgodny z przepisami, które wejdą w życie 25 maja 2018 roku.

Nowa regulacja definiuje pojęcia administratora danych (data controller) i podmiotu przetwarzającego dane (data processor), np. w celu analizy danych sprzedażowych. Administrator każdorazowo będzie musiał uzyskać zgodę na wykorzystanie danych w konkretnym celu przez podmiot je przetwarzający.

Nowe wymogi stawiane firmom wymuszą też na nich przeanalizowanie stosowanych narzędzi IT pod kątem zgodności z nowymi regulacjami.

– Są technologie, które ze względu na własną architekturę nie będą zgodne z tą interpretacją, ponieważ bazy danych są w nich rozproszone. Oznacza to, że każdy z użytkowników ma dostęp do całego zbioru informacji i jego rekordów. Pozostaje pytanie, kto jest wówczas kontrolerem danych, kto procesorem oraz jak wygląda łańcuch odpowiedzialności w przypadku, kiedy mamy rozproszoną bazę danych? – mówi Grzegorz Jendroszczyk, data protection officer w Piwik PRO, w kontekście technologii Blockchain, używanej między innymi do obrotu kryptowalutą Bitcoin.

Nowe przepisy przewidują wysokie kary dla przedsiębiorców, którzy nie dostosują się do nowych wymogów. W zależności od wielkości firmy i rodzaju przewinienia zaczynają się one od 10 mln euro lub 2 proc. obrotów z poprzedniego roku do kwot dwukrotnie wyższych.

Złoty najmocniejszy wobec euro od dwóch lat. Spodziewane dalsze wzrosty

Złoty najmocniejszy wobec euro od dwóch lat. Spodziewane dalsze wzrosty 7

Polska waluta jest najmocniejsza wobec euro od połowy 2015 roku. Zdecydowany aprecjacja rozpoczęła się na przełomie listopada i grudnia 2016 r., gdy za euro trzeba było zapłacić niemal 4,5 zł, najwięcej od jesieni 2011 roku. Zdaniem Adama Koreckiego z TMS Brokers pod koniec roku za europejską walutę możemy płacić ok. 4 zł, co byłoby poziomem niewidzianym od czasu wyborów prezydenckich w 2015 roku.

– W krótkim terminie oczekiwałbym stabilizacji kursu złotego w stosunku do walut obcych, mam tu na myśli na przykład euro, które powinno oscylować w okolicy 4,20 zł, plus minus kilka groszy, natomiast w dłuższym terminie byłbym pozytywnie nastawiony do polskiej waluty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Korecki, makler papierów wartościowych w TMS Brokers. – Czynnikiem, który będzie wpływać na pozytywne zachowanie się złotego w stosunku do walut obcych, jest przede wszystkim dobra kondycja polskiej gospodarki, która powinna się dalej poprawiać, patrząc na wskaźniki, które przychodzą z gospodarki.

Obecnie wartość wspólnej europejskiej waluty to około 4,20 zł i jest ona najniższa od kilkunastu miesięcy. Złoty zaczął się umacniać do euro na początku grudnia 2016 roku po mocnych spadkach w 2015 roku i względnej stabilizacji (z dużymi odchyleniami w ciągu roku) w 2016 roku.

W I kwartale 2017 roku polska gospodarka rozwijała się w tempie 4 proc. rdr., czyli lepszym od oczekiwanego i dużo lepszym od notowanego w 2016 roku (2,7 proc.). Był to efekt głównie wzrostu konsumpcji i lekko dodatniego eksportu netto. Wpływ inwestycji okazał się neutralny.

– Ważne jest to, co się będzie działo na międzynarodowych rynkach finansowych. Niewątpliwie czynnikiem ryzyka dla złotego jest potencjalna silna korekta na rynkach amerykańskich, czyli tzw. wzrost awersji do ryzyka. To zawsze negatywnie wpływało na notowania złotego i jeżeli w drugim półroczu będziemy mieli do czynienia z taką korektą na zagranicznych rynkach akcji, to wtedy należy oczekiwać krótkookresowego osłabienia złotego – ocenia Korecki. – Jednakże główny trend powinien pozostać pozytywny, czyli złoty w dłuższym terminie powinien się umacniać. Pod koniec roku spodziewałbym się poziomu bliższego 4,0 zł niż 4,30 lub 4,40 zł.

Na wartość złotego wobec koszyka walut będzie miał wpływ poziom dolara amerykańskiego, który w ostatnim półroczu osłabia się do euro i do złotego. Od początku 2017 roku euro umocniło się do dolara o niemal 6,4 proc., złoty do dolara natomiast – o niemal 12 proc.

14 czerwca Rezerwa Federalna zbierze się na kolejnym posiedzeniu, połączonym z publikacją prognoz dla amerykańskiej gospodarki. Ekonomiści spodziewają się podwyżki stóp procentowych o 25 pkt bazowych do przedziału 1–1,25 proc., co mogłoby podnieść wartość dolara wobec innych walut, w tym złotego.

W Polsce natomiast podwyżki stóp w tym roku nie są oczekiwane. Choć na przełomie roku niepokój mógł budzić szybki wzrost cen – w listopadzie były na tym samym poziomie co rok wcześniej, w grudniu inflacja wyniosła 0,8 proc., w styczniu – 1,7 proc., a w lutym – już 2,2 proc., to potem ustabilizowała się na poziomie 2 proc. pozostającym wciąż poniżej celu inflacyjnego, choć w dolnym paśmie dopuszczalnych wahań (1,5–2,5 proc.).

– Decyzje Rady Polityki Pieniężnej są raczej przewidywalne i oczekujemy, że w bieżącym roku nie dojdzie do żadnych zmian w zakresie stóp procentowych. Pozostaną one na dotychczasowych poziomach nie tylko w całym 2017 roku, lecz także prawdopodobnie przez większą część 2018 roku. Jest to oczywiście pozytywna wiadomość dla posiadaczy kredytów w złotówkach, bo to oznacza, że będą płacili niskie raty – zakłada Korecki.

Od 1 października będzie obowiązywać niższy wiek emerytalny. Warto zadbać o ustalenie kapitału początkowego

Od 1 października będzie obowiązywać niższy wiek emerytalny. Warto zadbać o ustalenie kapitału początkowego 8

Eksperci ZUS przypominają, że warto jak najwcześniej zebrać dokumenty, które potwierdzają staż pracy oraz wysokość zarobków przed 1999 r. i przekazać je do ZUS, aby obliczył kapitał początkowy. Dotyczy to zwłaszcza osób, które chcą zgodnie z nowymi przepisami skorzystać z emerytury od 1 października.

 Zwaloryzowany kapitał początkowy i zewidencjonowane na naszym koncie składki stanowią podstawę obliczenia naszej przyszłej emerytury. Tym bardziej jest to ważne, że 1 października 2017 roku wchodzą w życie przepisy obniżające dotychczasowy wiek emerytalny. Ważne jest, żeby przed tą datą osoba, która będzie chciała zgłosić wniosek o emeryturę, miała już ustalony kapitał początkowy. Jeśli nie ustaliła kapitału początkowego, to ZUS ustali go przed obliczeniem emerytury – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiesława Lempska z Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych w Centrali ZUS.

Osoby, które przed 1999 rokiem odprowadzały składki na ubezpieczenie społeczne, powinny złożyć wniosek o ustalenie kapitału początkowego.

– Wniosek o kapitał początkowy można zgłosić w dowolnej placówce Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Należy wypełnić odpowiedni druk i dołączyć do niego  dokumenty świadczące o przebytych przed 1999 rokiem okresach składkowych i nieskładkowych oraz potwierdzające wynagrodzenie uzyskiwane przed 1999 rokiem – tłumaczy ekspertka ZUS.

Wniosek o kapitał początkowy można wziąć z placówki ZUS albo pobrać ze strony www.zus.pl. Dokumenty potrzebne do ustalenia kapitału początkowego to np. świadectwa pracy, dokumenty wskazujące na prowadzenie działalności gospodarczej, dyplomy ukończenia studiów czy dokumenty potwierdzające opiekę nad dzieckiem.

Kapitał początkowy to bardzo ważna cześć przyszłej emerytury. Dobrze zadbać już dziś o jego ustalenie. Mogą bowiem wystąpić kłopoty z uzyskaniem wszystkich potrzebnych dokumentów, bo zakłady pracy ulegają likwidacji bądź przekształceniu.

– W razie problemów ze znalezieniem dokumentów w pierwszej kolejności trzeba ustalić, co się stało naszym zakładem pracy: czy został przekształcony, zlikwidowany, czy może dalej istnieje w innym miejscu. To pozwoli nam stwierdzić, do jakiej instytucji powinniśmy się udać, aby znaleźć dokumenty potwierdzające staż pracy oraz osiągane wynagrodzenie – wskazuje Renata Robaszewska, radca prawny, wspólnik w kancelarii Robaszewska i Płoszka Radcowie Prawni.

Jeśli firma, w której pracowała dana osoba, została zlikwidowana czy przekształcona, nie musi to oznaczać, że uzyskanie dokumentów jest niemożliwe. Gdy firma została przekształcona, najlepiej udać się do miejsca, w którym ona istniała. Być może jest tam podmiot, w który nasza firma się przekształciła, lub są osoby, które wskażą nam, gdzie szukać dokumentów.

– Jeżeli firma została zlikwidowana lub podlegała procedurze upadłościowej, takich informacji należy szukać w Krajowym Rejestrze Sądowym. Jeżeli wszelkie drogi poszukiwania dokumentów zawiodą, możemy się udać do archiwum państwowego. Jeżeli sytuacja jest już całkowicie beznadziejna, można skorzystać ze świadków – naszych byłych współpracowników. Warto również śledzić różne fora internetowe czy rejestry internetowe. Często pozwalają prześledzić, co się stało z zakładem pracy i gdzie mogą być dokumenty, które posłużą nam do ustalenia kapitału początkowego – podkreśla Renata Robaszewska.

Od lipca tego roku we wszystkich placówkach ZUS będzie można skorzystać z pomocy doradców emerytalnych. Udzielą oni m.in. informacji o kapitale początkowym, sposobie jego wyliczenia i jego wpływie na wysokość emerytury. 

Polska ma szanse przyciągnąć najwięcej pieniędzy z prywatnych funduszy w regionie. Rozwój rynku nie zagrozi jednak warszawskiej giełdzie

Polska ma szanse przyciągnąć najwięcej pieniędzy z prywatnych funduszy w regionie. Rozwój rynku nie zagrozi jednak warszawskiej giełdzie 9

Niemal połowa firm typu private equity inwestujących w Europie Środkowo-Wschodniej spodziewa się ożywienia na rynku tych transakcji, podczas gdy jeszcze jesienią 2016 roku optymistami była tylko jedna trzecia tej grupy. Niemal 70 proc. menadżerów zamierza poszukiwać w tym czasie nowych inwestycji – wynika z badania Deloitte. Polska jako największy rynek regionu ma wszelkie dane ku temu, by przyciągnąć najwięcej pieniędzy prywatnych funduszy. Ten rodzaj pozyskiwania finansowania nie będzie jednak zagrożeniem dla giełdy.

Statystyki europejskie są takie, że w rozwiniętych krajach Europy Zachodniej finansowanie typu private equity odpowiada za mniej więcej 0,3 proc. PKB. W Polsce jest to na razie około 0,2 proc. PKB, więc mamy jeszcze ścieżkę możliwego rozwoju w kierunku osiągnięcia parametrów i statystyk Europy Zachodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Macieszczak, wspólnik zarządzający w kancelarii prawnej Gessel, od 25 lat specjalizującej się w obsłudze transakcji M&A, w szczególności private equity.

W 2016 roku rynek fuzji i przejęć w Europie Środkowej wyniósł 55,7 mld euro – wynika z danych Deloitte opublikowanych przy okazji prezentacji wyników badania w funduszach private equity „Great Expectations.Central Europe Private Equity Confidence Survey”. Z tego 11,2 mld euro przypadło na Polskę, przy czym do najbardziej spektakularnych transakcji doszło w ostatnim kwartale 2016 roku. Chodzi m.in. o nabycie sieci sklepów spożywczych Żabka przez CVC Capital Partners za ok. 1 mld euro – dokładna cena nie została ujawniona, ale transakcję okrzyknięto największą w historii polskiego handlu, czy zakup Allegro przez Cinven, Permirę oraz Mid Europa Partners.

Jednocześnie liczba IPO na głównym rynku warszawskiej giełdy spadła z 30 w roku 2015 (choć od maja był to rok spadkowy) do 19 w 2016 roku, roku stabilizacji na niskim poziomie.

Fundusze private equity na żadnym rynku nie zastąpiły IPO i w Polsce też się to nie stanie. Jest to forma pozyskiwania finansowania dobra dla jednych przedsiębiorstw, mniej dogodna dla innych – uspokaja Marcin Macieszczak. – Względem IPO private equity jest suplementarną, dodatkową ścieżką pozyskania finansowania, natomiast inwestycje typu private equity bardzo wspierają rynek IPO, zwłaszcza warszawską GPW, bo dostarczają spółek na giełdę. IPO jest jedną z domyślnych ścieżek wyjścia dla funduszy private equity, a GPW będąca zdecydowanie największą giełdą w regionie, stanowi bardzo dobrą ścieżkę.

Ze wspomnianego badania Deloitte, które przeprowadzono w kwietniu 2017 roku, wynika, że 69 proc. respondentów planuje w ciągu najbliższego półrocza skoncentrować się na zakupach, co piąty na zarządzaniu portfelem, a co dziesiąty na poszukiwaniu nowych funduszy. Jednak gromadzenie środków było domeną funduszy PE w ostatnich kilkunastu miesiącach i środki te czekają teraz na inwestycje. 63 proc. zarządzających zakłada, że do jesieni więcej kupi niż sprzeda, a to najlepszy wynik od 2011 roku. Choć badanie dotyczyło całego regionu, Polska ze względu na swoją wielkość może być także największym beneficjentem tych dobrych nastrojów.

Nie można powiedzieć, że polski rynek jest postrzegany jako szczególnie ryzykowny przez inwestorów private equity mających możliwość inwestycji nie tylko na polskim rynku, lecz także na innych rynkach światowych czy europejskich – powiedział Marcin Macieszczak podczas „Investment Forum & Private Equity Awards Gala” zorganizowanej przez Executive Club. – W Polsce jest ulokowanych powyżej 50 proc. wszystkich inwestycji dokonanych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W tym samym czasie populacja Polski to 31 proc. populacji całego regionu, a PKB kraju – 35 proc. łącznego PKB regionu. Na tle naszej bezpośredniej konkurencji, czyli krajów Europy Środkowo-Wschodniej, jesteśmy postrzegani zdecydowanie jako bardziej atrakcyjny rynek.

Dodaje także, że według raportu Roland Berger (European Private Equity Outlook 2017), opublikowanego na początku tego roku, a powstałego na podstawie rozmów z udziałem 2400 profesjonalistów z branży private equity, Polska jest lokowana na trzecim miejscu w skali całej Europy pod względem możliwości wzrostu dla rynku private equity. Wyżej znalazły się tylko kraje Półwyspu Iberyjskiego i Niemcy.

Projektowane zmiany w ustawie refundacyjnej mogą uderzyć w polskie firmy farmaceutyczne i pacjentów. Branża apeluje do resortu zdrowia o zmianę propozycji

Projektowane zmiany w ustawie refundacyjnej mogą uderzyć w polskie firmy farmaceutyczne i pacjentów. Branża apeluje do resortu zdrowia o zmianę propozycji 10

W toku prac nad nową ustawą refundacyjną pojawił się pomysł zmiany kształtu paybacku, czyli obciążania firm farmaceutycznych kosztami przekroczenia budżetu na refundację leków przez NFZ. Taki mechanizm głównie obciążałby krajowe firmy, co mogłoby się odbić negatywnie na ich kondycji, a co za tym idzie – na produkcji leków. W konsekwencji mogłoby to prowadzić do braków w aptekach. Podobny scenariusz miał miejsce w Rumunii po wprowadzeniu analogicznych przepisów, więc branża apeluje o zmianę tej propozycji. 

 Co roku Narodowy Fundusz Zdrowia tworzy plan finansowy, w którym są zaplanowane wydatki na refundację. Jeżeli ten poziom zostanie przekroczony, wówczas tropione są firmy farmaceutyczne, których leki sprzedały się w większych ilościach. Muszą one zwracać nadwyżkę finansową do budżetu. Na tym polega payback – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zdzisław Sabiłło, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Nowelizacja ustawy refundacyjnej, nad którą pracuje Ministerstwo Zdrowia, zawiera kontrowersyjną dla przemysłu farmaceutycznego propozycję nowego tzw. paybacku, czyli mechanizmu zwrotu kosztów w systemie refundacyjnym.

Payback służy kontroli wydatków ponoszonych przez Fundusz. Zakłada on, że jeżeli koszty refundacji leków i terapii przekroczą poziom finansowy, który założył NFZ, wtedy nadwyżkę muszą pokryć firmy farmaceutyczne na określonych wcześniej zasadach.

 To rozwiązanie jest sprawiedliwe, kiedy zwiększone koszty wydatków na leki ponoszą solidarnie zarówno budżet, jak i wszystkie firmy farmaceutyczne. Zwyżka wydatków wcale nie musi wynikać z nagannych działań, ale na przykład z większej liczby zachorowań na dane schorzenie, np. w przypadku epidemii grypy konsumpcja leków rośnie. Obecne rozwiązanie zakłada, że połowa przekroczenia spoczywa na barkach budżetu państwa, czyli NFZ, a połowę pokrywają firmy farmaceutyczne – mówi Zdzisław Sabiłło.

Nowe rozwiązanie, które przygotował resort zdrowia, zakłada, że jeżeli NFZ wyda na refundację leków więcej, niż zakładał plan finansowy, różnice pokryją wyłącznie producenci leków sprzedawanych w aptekach. Dotknie to w większości polskie firmy farmaceutyczne i krajowych producentów leków generycznych (tańszych odpowiedników dla drogich leków zagranicznych). Natomiast zagraniczne koncerny farmaceutyczne, które sprzedają drogie leki refundowane (w większości odpowiedzialne za przekroczenia budżetu refundacyjnego), mają być w części zwolnione z obowiązku pokrywania różnic w planie finansowym.

Uważamy za niesprawiedliwe to, że musimy ponosić całość kosztów, chociaż nie my jesteśmy winni – mówi Zdzisław Sabiłło – Nie rozumiemy też, dlaczego niektóre firmy mają być zwolnione z paybacku. Dotyczy to na przykład tych, które podpisują tzw. umowy risk-sharing z Ministerstwem Zdrowia. To poufne porozumienie, w którym resort akceptuje cenę leku proponowaną przez firmę w zamian za jakieś ustępstwa akceptowane przez obydwie układające się strony. Nie wiemy, jakiego rodzaju są to ustępstwa. Firmy, które podpisują tego rodzaju umowy, mają być zwolnione z paybacku.

Miesiąc temu projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej zaopiniował Instytut Jagielloński. Eksperci think-tanku podkreślili, że w nowym kształcie payback zmusi polskich producentów leków do nieprzewidzianych wydatków i osłabi ich sytuację finansową. W obawie przed paybackiem krajowe firmy mogą zmniejszać dostawy leków do aptek, co spowoduje niedobory w aptekach.

 Jeżeli payback wejdzie w życie w proponowanej postaci, może spowodować obniżenie produkcji leków. Po co firmy mają produkować więcej, żeby potem zwracać pieniądze? Gdyby wybuchła epidemia, leków nie będzie. Wszyscy na tym tracą: i przemysł, i pacjenci. To nieuczciwe i niepotrzebne – ocenia Zdzisław Sabiłło.

Prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego zauważa, że taka sytuacja ma obecnie miejsce w Rumunii. Na tamtejszym rynku działa mechanizm paybacku podobny do tego, który proponuje Ministerstwo Zdrowia. Drakoński system spowodował, że firmy farmaceutyczne w obawie przed zwrotem kosztów przestały dostarczać leki, a na rynku ich zabrakło.

Eksperci podkreślają również, że payback nie powinien obejmować leków generycznych ani biopodobnych, które generują oszczędności. Instytut Jagielloński wyliczył, że dzięki lekom generycznym NFZ zyskuje co roku około pół miliarda złotych oszczędności. Nawet jeśli ich sprzedaż jest większa niż założona w planie finansowym, jest to korzystne dla budżetu NFZ-u.

 Z paybacku nie są zwolnione leki generyczne, co bardzo dziwi, dlatego że przepisywanie większej liczby leków generycznych służy generowaniu oszczędności w budżecie, bo są to leki tańsze. Karanie firm i per saldo społeczeństwa za to, że przepisywane są tańsze leki, jest nieporozumieniem – mówi Zdzisław Sabiłło.

Co drugi sprzedawany w Polsce farmaceutyk jest produktem krajowych firm. Polska jest jednym z niewielu europejskich państw, które mają przemysł farmaceutyczny rozwinięty na tyle, że jest on w stanie w dużym stopniu zaspokoić krajowe zapotrzebowanie, uniezależniając rynek od importu i gwarantując bezpieczeństwo lekowe (na przykład w razie konfliktu, wahań kursów walut, etc.). Z wyliczeń DeLAB Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że z każdej złotówki wydanej na zakup leku krajowych producentów 78 groszy trafia do Skarbu Państwa, wspierając krajowe PKB. Dlatego eksperci podkreślają, że rozwiązania, które mogłyby odbić się na branży farmaceutycznej, nie leżą w niczyim interesie.

Na szczęście otrzymujemy sygnały z Ministerstwa Zdrowia, że chyba uda się wywalczyć to, o co zabiegamy, i tak drakoński system paybacku nie zostanie w Polsce wprowadzony – informuje Zdzisław Sabiłło.

Poczta Polska wprowadza kolejne podwyżki cen

Ceny za usługi Poczty Polskiej rosną nawet o 87 proc. Najbardziej dla administracji publicznej, czyli dla samorządów terytorialnych. Dla dużych miast i dla gmin wiejskich.

Po częściowym otwarciu rynku pocztowego w styczniu 2013 roku przywracana jest obecnie monopolistyczna pozycja Poczty Polskiej i ograniczana jest konkurencja na rynku przesyłek listowych. Jednocześnie odwracany jest trend pozytywnych, choć powolnych zmian w działalności Poczty Polskiej. Pod wpływem konkurencji, Poczta Polska podniosła jakość usług, co było widoczne chociażby we wzroście odsetka uwzględnianych reklamacji w latach 2013-2015.

Głównym celem nowelizacji ustawy Prawo pocztowe przedstawionej przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa w lutym br. jest przyznanie operatorowi wyznaczonemu wyłączności na dostarczenie przesyłek w postępowaniu sądowym i administracyjnym. Tym samym Poczta Polska, będąc operatorem wyznaczonym do końca 2025 roku, nie będzie w tym obszarze poddana presji konkurencji rynkowej. Z powodu tej nowelizacji koszty ponoszone przez sądy i urzędy mają wzrosnąć według samego projektodawcy o niemal miliard złotych do 2019 roku.

W 2019 roku 39% przychodów z rynku przesyłek listowych pochodzić będzie z zastrzeżonych dla Poczty Polskiej przesyłek sądowych i administracyjnych. Ponieważ rynek przesyłek listowych jest rynkiem schyłkowym, może to oznaczać, że tym samym zostanie pogrzebana ostatnia szansa na rozwinięcie na nim konkurencji. W takiej sytuacji osłabnie presja na spadek cen (albo ograniczanie ich wzrostu) w obszarze innych usług świadczonych przez Pocztę Polską, o czym niedawno przekonały się samorządy – do wielu przetargów nikt poza Pocztą Polską się nie zgłosił, w wyniku czego państwowy operator był w stanie ustanowić ceny nawet o 87% wyższe niż wcześniej.

W rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Marcin Zieliński z Instytutu Misesa. Ta analiza została opublikowana przez FOR.

70% farm wiatrowych w Polsce wygenerowało straty

Po złotym interesie sprzed kilku lat nie ma już śladu. Właściciele wiatraków, w tym państwowe koncerny, straciły na tym biznesie prawie 3 mld zł. Z niepokojem na sytuację patrzą także największe polskie banki, które ponoszą straty.

Najgorsza farma wiatrowa przyniosła prawie 200 mln zł straty tylko w ubiegłym roku. Na sytuację z niepokojem patrzą banki. Tylko w 2016 roku państwowy Bank Ochrony Środowiska odpisał blisko 100 mln zł kredytów udzielonych na farmy wiatrowe, które są zagrożone. Ponad 30 mln zł zagrożonych kredytów odnotował Alior Bank, który od niedawna też jest już pośrednio kontrolowany przez Skarb Państwa. W sektorze zainwestował także państwowy PKO BP.]

– Państwo polskie wprowadziło takie rozwiązania, które uderzyły w państwowe firmy energetyczne, a także w banki, przede wszystkim w te banki, w których największym akcjonariuszem jest właśnie państwo polskie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Zmiany w składzie Zarządu GPW

  • 13 czerwca 2017 r. Rada Nadzorcza GPW podjęła uchwałę w sprawie powołania Jarosława Grzywińskiego w skład Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. i powierzenia mu stanowiska Wiceprezesa Zarządu Giełdy
  • Zgodnie z art. 27 ust. 1 Ustawy z 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi powyższa decyzja wejdzie w życie pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego na dokonanie zmian w składzie Zarządu Giełdy

Jarosław Grzywiński

Pan Jarosław Grzywiński jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji, Wydziału Prawa Uniwersytetu w Bayreuth (studia porównawcze LL.M, Niemcy), a także Oxford University (pobyt studyjny). Należy do Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie. W latach 2000 – 2015 współpracował z szeregiem instytucji rynku finansowego oraz kancelarii prawnych w zakresie prawa rynku kapitałowego, M&A, prawa nieruchomości oraz prawa obligacji. Uczestniczył w pracach legislacyjnych związanych z rozwojem prawa spółek handlowych w Polsce. W latach 2016 -2017 Wiceprezes Rady Giełdy, a w 2016 r. także Sekretarz Rady Giełdy. W 2016 i 2017 r. Przewodniczący Komitetu Regulacji i Ładu Korporacyjnego GPW. Od 2017 r. sprawuje także funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej Bondspot S.A.  Jest Przewodniczącym Rady Nadzorczej Towarowej Giełdy Energii S.A., członkiem Rady Polskiej Fundacji Narodowej oraz członkiem Rady Dyrektorów Aquis, platformy obrotu instrumentami finansowymi nadzorowanej przez brytyjskiego regulatora rynków finansowych. Od 15 marca 2017 r. został oddelegowany przez Radę Nadzorczą GPW do czasowego wykonywania czynności Prezesa Zarządu GPW.

Spadek ceny Ethereum szansą dla inwestorów

Kolejna część historii Trumpa rozgrywa się dzisiaj, tym razem wraz z prokuratorem generalnym Jeffem Sessionsem, który ma zająć stanowisko w sprawie związków z Rosją i zwolnienia byłego szefa FBI, Jamesa Comeya. Rynki będę się wsłuchiwać, ale inwestorzy nie oczekują większego wpływu na kondycje rynków. Dużym wydarzeniem, na które wszyscy czekają jest ogłoszenie wyników specjalnego dochodzenia Roberta Muellera w sprawie powiązań Trumpa z Rosją. Pogłoski, że Trump planuje również i jego zwolnić są niepokojące.

Prawdopodobnie bardziej naglącym problemem jest pułap zadłużenia, z którym skonfrontować muszą się Stany Zjednoczone. Sekretarz skarbu, Steven Mnuchin, wzywa Kongres do zwiększenia limitu wydatków wcześniej niż później. Na ten moment, ostatecznym terminem będzie prawdopodobnie październik lub listopad, ale Mnuchin ma naprawdę nadzieję, że zmiana ta odbędzie się w przeciągu sześciu najbliższych tygodni, jeszcze przed zaplanowaną na sierpień przerwą wakacyjną. Według serwisu usdebtclock.org narodowy dług amerykański wynosi na obecną chwilę blisko skromnych 20 bilionów dolarów. Na ten moment, rząd operuje wolną gotówką wartą około 40 bilionów dolarów, czyli znacznie mniej niż 150 miliardów dolarów, które wyznaczają minimalny wymagany pułap.

Dług_USA_13_06_2017Brytyjska premier Theresa May spotyka się dzisiaj z przewodniczącym północnoirlandzkiej Partii Demokratycznych Unionistów, którzy posiadają 10 miejsc potrzebnych aby utworzyć większościowy rząd. Chociaż wyrazili oni chęć współpracy z May, nie są jednak naiwni, jeżeli chodzi o polityczne manipulacje. Jesli nie dojdzie do porozumienia do końca dnia, może to oznaczać prawdziwe kłopoty dla Theresy May, Wielkiej Brytanii oraz dla funta brytyjskiego, który obecnie utrzymuje wsparcie na poziomie 1.2630 w stosunku do dolara.

GBPUSD_13_06_2017

Kantory_13_06_2017Bitcoin i Ethereum znów zanotowały wczoraj rekordowe poziomy, po których nastąpiły dosyć znaczne  spadki. W przypadku Ethereum wyniosły około 100 dolarów na monecie, co składa się na około 25% jego obecnej ceny. Pomimo ogromnego wzrostu i spadków, cenie udało się zyskać 25 dolarów w przeciągu dnia. Największe wolumeny pochodzą z internetowej giełdy Poloniex, który obecnie doświadcza przepełnienia i opóźnień, tak jak i Bithum oraz Coinone, koreańskie kantory, które naprawdę poszerzyły swoje wpływy w ciągu ostatniego tygodnia. Pomimo, iż japoński bitFlyer spadł na trzecie miejsce, jego obecne wolumeny są i tak dwa razy większe niż na początku tego miesiąca.Ethereum_13_06_2017

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Obowiązkowe codzienne raporty do KAS. Od 1 września kolejne zmiany w JPK

1 września 2017 r., na mocy planowanych zmian w prawie bankowym i podatkowym, Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) uzyska nowe uprawnienia. KAS ma codziennie otrzymywać  raporty z banków nie tylko o saldach rachunków firmowych, ale także dane dotyczące wszelkich transakcji dokonywanych na kontach przedsiębiorstw. W ten sposób rząd chce walczyć
z firmami wyłudzającymi VAT. Takie działania natomiast przekładają się na większe zapotrzebowanie na systemy informatyczne pozwalające m.in. w łatwy sposób generować raporty i dostosowywać sposób działania firmy do obowiązującego prawa.

Zgodnie z planowanymi zmianami obowiązek przekazywania wyciągów z rachunków bankowych w formie Jednolitego Pliku Kontrolnego (JPK) realizowany byłby:

  • za pośrednictwem banku lub spółdzielczej kasy oszczędnościowo-kredytowej, o ile posiadają siedzibę w Polsce i po pisemnym upoważnieniu przedsiębiorcy;
  • bezpośrednio przez przedsiębiorcę — w przypadku firm posiadających rachunek bankowy w banku, który nie ma przedstawicielstwa w Polsce.

— Według zapisów projektu ustawy banki mają być zobowiązane do przesyłania raportów z kont firmowych do KAS. Oznacza to, że większość firm nie będzie musiała podejmować dodatkowych działań, aby spełnić nowe wymogi — mówi Renata Łukasik, członek zarządu Macrologic SA, dyrektor ds. oprogramowania. — Wyjątek stanowią podmioty korzystające z kont prowadzonych przez banki, które nie mają przedstawicielstwa w Polsce. Wówczas przedsiębiorca jest zobowiązany do przesyłania raportów nt. kont firmowych we własnym zakresie. Takim przedsiębiorcom oferujemy kompleksowy zakres usług, począwszy od wdrożenia systemu generującego pliki w formacie JPK_WB, poprzez jego dalszą konfigurację w przypadku wprowadzania kolejnych zmian w systemie prawnym. 

JPK obejmuje zestawienie informacji dotyczących: ksiąg rachunkowych, wyciągów bankowych, magazynu, ewidencji zakupu i sprzedaży VAT, faktur VAT, podatkowej księgi przychodów i rozchodów oraz ewidencji przychodów. Tego rodzaju dane firmy muszą przesyłać drogą elektroniczną do Ministerstwa Finansów. Przepisy o Jednolitym Pliku Kontrolnym weszły w życie w lipcu 2016 roku. W pierwszej kolejności obowiązkiem tym zostały objęte największe firmy, czyli przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 250 pracowników oraz te, których roczny obrót netto wynosi ponad 50 mln euro albo suma aktywów bilansu przekracza 43 mln euro. Od stycznia 2017 roku przepisami o JPK w zakresie rejestrów VAT zostały objęte także średnie i małe podmioty, a od lipca 2018 roku obowiązek JPK w pełnym zakresie będzie dotyczył już wszystkich przedsiębiorstw.

Eksperci z branży informatycznej zauważają, że wprowadzenie JPK to nie tylko nowy obowiązek, ale także korzyści dla firm. Ich zdaniem wprowadzenie JPK przyśpieszy informatyzację małych i średnich przedsiębiorstw. W kwestii wykorzystania rozwiązań informatycznych polskie firmy mają bowiem sporo do nadrobienia. Aktualnie jedynie połowa średnich firm w Polsce korzysta z systemów ERP. Wśród małych firm wskaźnik ten wynosi zaledwie 15%.

Coraz częściej firmy pytają o systemy ERP oparte na procesowości, bo to one należą do najbardziej przyjaznych i najlepiej odzwierciedlają sposób funkcjonowania współczesnych firm — stwierdza Renata Łukasik.

Takim rozwiązaniem jest np. program Macrologic Merit, czyli pierwszy polski i już sprawdzony przez firmy system klasy ERP, ułatwiający integrację danych pochodzących z różnych departamentów i poziomów organizacji oraz wspierający obsługę procesów biznesowych.

— Obecne zmiany w systemie prawnym powodują, że prowadzenie działalności gospodarczej staje się trudniejsze — kontynuuje Renata Łukasik. — Przedsiębiorcy szukają przyjaznych rozwiązań, które pomogą sprostać temu zadaniu poprzez m.in. minimalizowanie ryzyka błędów w rozliczeniach z urzędem skarbowym. A kary za tego rodzaju błędy stają się coraz bardziej dotkliwe. Dlatego też warto zainwestować w systemy informatyczne, które tego rodzaju ryzyko skutecznie ograniczają.

Macrologic SA to polska spółka dostarczająca systemy klasy ERP, notowana na rynku podstawowym GPW. Spółka, jako podmiot z branży IT od 30 lat wspiera rozwój polskich przedsiębiorstw, dostarczając im systemy ERP.  Macrologic SA jest obecnie jedną z niewielu firm IT w Polsce, która oferuje rozwiązanie dostosowane do przepisów o Jednolitym Pliku Kontrolnym. Narzędzie pozwala właścicielom przedsiębiorstw na szybkie i wygodne przekazywanie danych w formacie JPK przez interfejs Ministerstwa Finansów. Co ważne, nie jest to rozwiązanie tylko dla obecnych klientów spółki, którzy posiadają oprogramowanie jej autorstwa. Nowy moduł umożliwia wysyłanie gotowych plików JPK wygenerowanych również przez każdy inny, dowolny system ERP. Aplikacja Macrologic pozwala także archiwizować dane w formacie JPK oraz umożliwia ich podgląd, a następnie przesłanie przez bramkę Ministerstwa Finansów. Aplikacja pozwala też archiwizować urzędowe poświadczenia odbioru (UPO).

Dobre perspektywy rozwoju biznesu wg prezesów firm w Polsce

W obliczu wielu zmian geopolitycznych, zarządzający spółkami globalnymi są pewni optymistycznej przyszłości swoich firm. Aż 83 proc. prezesów na świecie i 98 proc. prezesów z Polski pozytywnie ocenia perspektywy rozwoju swojej działalności w perspektywie najbliższych 12 m-cy. Równocześnie 65 proc. prezesów globalnych spółek postrzega przełomowe rozwiązania technologiczne jako szansę na rozwój, a nie zagrożenie dla prowadzonej działalności, podczas gdy dla Polski odsetek ten wynosi aż 96 proc. – wynika z najnowszego badania firmy doradczej KPMG przeprowadzonego wśród blisko 1 300 prezesów na świecie oraz analogicznego badania przeprowadzonego wśród prezesów w Polsce.

Optymistyczna przyszłość polskich i globalnych spółek

Jak wynika z najnowszego raportu KPMG International, ponad 8 na 10 prezesów spółek globalnych i niemalże wszyscy prezesi z Polski są pewni perspektyw rozwoju swojej działalności w perspektywie najbliższego roku. Biorąc pod uwagę niestabilność związaną z globalnym wzrostem gospodarczym, 65 proc. zarządzających globalnymi spółkami jest przekonanych o dobrych perspektywach rozwoju światowej gospodarki w ciągu kolejnych 3 lat. Jest to spadek o 15 p.p. w porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania. W tej kwestii prezesi z Polski wykazują jeszcze mniejszy optymizm, tylko 44% jest pewnych pozytywnych wskaźników światowej gospodarki w kolejnych latach.Optymistyczna przyszłość polskich i globalnych spółekOptymistyczna przyszłość polskich i globalnych spółek`

Ponad 6 na 10 prezesów globalnych spółek (65 proc.) twierdzi, że przełomowe rozwiązania technologiczne stanowią możliwość rozwoju, a nie zagrożenie dla prowadzonej przez nich działalności. W Polsce prawie każdy prezes (96 proc.) chce budować przewagę konkurencyjną swojego przedsiębiorstwa w oparciu o nowoczesne rozwiązania technologiczne, 98 proc. deklaruje, że aktywnie wdraża przełomowe rozwiązania w swoim sektorze.

– Wdrażanie przełomowych rozwiązań technologicznych jest dla prezesów spółek codziennością w obliczu konieczności reagowania na zmienną sytuację ekonomiczną na świecie. Co istotne, większość prezesów postrzega je jako możliwość, która pozwoli im przekształcić model swojego biznesu, opracować nowe produkty i usługi oraz osiągnąć jeszcze większy dochód. Nowe wyzwania i niepewna sytuacja globalnej gospodarki wywierają na prezesach presję dotyczącą wprowadzania nowych przełomowych rozwiązań, które pomogą w dalszym ciągu rozwijać się ich przedsiębiorstwom – mówi John Veihmeyer, Global Chairman w KPMG International.

Wdrażanie przełomowych rozwiązań technologicznych

Nowe technologie jednym z głównych czynników rozwoju firm z Polski

Jednym z najważniejszych czynników mających wpływ na usprawnienie prowadzenia biznesu wg zarządzających firmami w Polsce jest wdrażanie nowoczesnych technologii. Znajduje to potwierdzenie w planowanych inwestycjach. Ponad 95 proc. prezesów z Polski i 50 proc. prezesów spółek globalnych deklaruje wysoki poziom inwestycji w ten obszar w perspektywie kolejnych 12 m-cy.

Respondenci, którzy wzięli udział w badaniu KPMG, wskazali także na rosnącą rolę ryzyka związanego z reputacją i zarządzaniem marką.

– W dobie globalizacji i szybkiego przepływu informacji niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy, rośnie znaczenie ryzyka reputacyjnego i zarządzania marką. Firmy koncentrując się na bieżącej działalności i walcząc o klienta powinny przykładać odpowiednią wagę do zarządzania reputacją, jakiekolwiek niedociągnięcia w tym zakresie mogą mieć bardzo poważne konsekwencje. W dalszej kolejności wśród rodzajów ryzyka mającego istotny wpływ na prowadzenie biznesu respondenci z Polski wymieniali ryzyko operacyjne i ryzyko związane ze zmianą preferencji klientów mówi Leszek Wroński, partner, szef działu usług doradczych w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Cyberbezpieczeństwo, notowane najwyżej w zeszłorocznym badaniu wśród firm globalnych, spadło na 2. pozycję, co odzwierciedla przeświadczenie respondentów o postępie ich spółek w zakresie zarządzania cyberryzykiem. W Polsce zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem znalazły się na 3. miejscu obok ryzyka geopolitycznego i środowiskowego. Zrządzający z Polski są znacznie bardziej (88 proc. vs. 47 proc.) świadomi faktu, iż najsłabsze ogniowo w zakresie cyberbezpieczeństwa stanowi czynnik ludzki. Częściej także od prezesów globalnych spółek wskazują, że ich organizacja jest przygotowana na cyberatak (54 proc. vs 42 proc.).

Nowe technologie jednym z głównych czynników rozwoju firm z Polski

Umiarkowany wzrost zatrudnienia

Prezesi globalnych spółek, którzy wzięli udział w badaniu firmy doradczej KPMG, przewidują wzrost zatrudnienia w firmach w ciągu najbliższych 3 lat. Optymizm jest jednak znacznie mniejszy niż w roku ubiegłym – 47 proc. prezesów spodziewa się wzrostu zatrudnienia na poziomie minimum 6 p.p. Prognozy zarządzających firmami w Polsce są jeszcze bardziej zachowawcze – 34 proc. twierdzi, że zatrudnienie na przestrzeni 3 lat wzrośnie przynajmniej o 6 p.p.

Polskie firmy planują inwestycje w innowacje

Prezesi polskich spółek znaczniej bardziej stawiają na nowe inwestycje niż szefowie spółek globalnych. Jak wynika z badania KPMG, w ciągu nadchodzących 12 miesięcy, aż 94 proc. CEO z Polski deklaruje wysokie nakłady inwestycyjne na innowacje, włączając w to nowe produkty i usługi oraz sposób prowadzenia biznesu. Analogiczne inwestycje planuje 55 proc. prezesów firm globalnych.

Zaufanie priorytetem nr 1

W kontekście prowadzenia działalności w coraz bardziej transparentnym środowisku biznesowym, 3/4 prezesów ze świata twierdzi, że ich spółki przykładają coraz większą wagę do zaufania, wartości oraz kultury, w celu wypełnienia swoich długoterminowych planów. Respondenci przewidują, że trend ten utrzyma się w niedalekiej przyszłości.

 

Dla ponad 7 na 10 prezesów spółek globalnych, budowanie organizacji godnej zaufania wiąże się również z wyższymi dochodami. Odsetek prezesów polskich firm dostrzegających tę zależność wynosi aż 98 proc. Firmy coraz częściej zaczynają zauważać, że budowanie zaufania w naturalny sposób łączy się z ich celami biznesowymi. Wszyscy respondenci z Polski twierdzą, iż czują rosnącą odpowiedzialność w kwestii reprezentowania jak najlepszych interesów swoich klientów, co jest bardzo pozytywnym wnioskiem. Na świecie przyznaje się do tego nieco mniej, bo 70 proc. ankietowanych.

KRGiC za handlem w niedziele w godzinach popoludniowych

Prowadzenie handlu w niedziele w godzinach popołudniowych przez co najmniej jedną zmianę, czyli 8 godzin – to rozwiązanie, które zdecydowanie wspiera branża gastronomiczna, rozważając ograniczenie czasu pracy placówek handlowych w ten dzień.  Według Krajowej Rady Gastronomii i Cateringu umożliwi ono rodzinom zaspokojenie wspólnych potrzeb socjalnych poza domem przy jednoczesnej możliwości wykorzystania wolnego poranka dla odpoczynku i zaspokojenia potrzeb duchowych.

­

Jako przedstawiciele gastronomii, w tym gastronomii zlokalizowanej w centrach handlowych, podkreślamy znaczenie możliwości prowadzenia działalności gospodarczej w niedzielę zarówno dla stabilności naszego biznesu, jak również dla stabilności zatrudnienia, które w tej branży głównie dotyczy młodych osób zainteresowanych możliwością zarabiania w weekend. Dlatego też myśląc o ograniczeniu czasu pracy sklepów w niedzielę, chcemy wskazać najlepsze rozwiązania, które nie będą nadmiernie ingerować w zwyczaje konsumenckie, ale też w sposób organizacji biznesu i zatrudniania – mówi Sylwester Cacek, przewodniczący prezydium KRGiC.

Krajowa Rada Gastronomii i Cateringu uważa, że poszukiwanie alternatyw dla bezwzględnego zakazu handlu w niedzielę na rzecz ograniczenia liczby godzin, w których może on być prowadzony, to kierunek bardziej zrozumiały, zarówno dla konsumentów, jak i samych przedsiębiorców. Jednocześnie biorąc pod uwagę całokształt prowadzonej dotychczas dyskusji, w ocenie KRGiC, rozwiązaniem najbardziej kompromisowym byłoby wprowadzenie sztywnych i respektowanych zasad zatrudniania w niedzielę tak, aby chronić jednostki, które najbardziej tej ochrony potrzebują.

Wzrost PKB w Polsce 4%? Polski dług wciąż rośnie

Wzrost gospodarczy w Polsce ma przekroczyć w tym roku planowane 3,6%. Rynki coraz bardziej niecierpliwie czekają na jutrzejsze posiedzenie FED. Dług w Polsce w relacji do PKB wciąż rośnie.

Wzrost gospodarczy w Polsce niekoniecznie 4% 

Zdaniem Leszka Skiby, wiceministra finansów w rządzie, wzrost gospodarczy w tym roku może wzrosnąć o więcej niż zakładane 3,6% aczkolwiek poziom 4% będzie trudny do osiągnięcia. Głównym motorem napędzającym przyspieszenie są inwestycje. W pierwszym roku rządów nowej ekipy wielu przedsiębiorców nie wiedząc co się stało wstrzymało zaplanowane inwestycje. Obecnie sytuacja wraca do normy gdyż wiele firm nie może już dłużej powstrzymywać inwestycji. Z drugiej strony mniej więcej znamy już nowe zasady gry panujące w gospodarce i większość ryzyk, którymi straszono ale się nie spełniły.

Rynki czekają na FED

Jutro posiedzenie rezerwy federalnej na której ma zapaść decyzja o zmianach stóp procentowych. Analitycy są niemal pewni że dojdzie do podwyżki o 0,25%. To co jest niewiadomą to komunikat towarzyszący tej zmianie. Do końca roku na drugą podwyżkę jest obecnie niemal 50% szans. Jeśli komunikat będzie ostrożny szanse te powinny spaść a tym samym dolar się osłabiać. W przypadku komunikatu sprzyjającego dalszym wzrostem stóp, szanse te powinny rosnąć podobnie jak dolar.

Dług w Polsce

Wskaźnik zadłużenia do PKB w ciągu roku wzrósł z 51,1% do 54,1%. To wzrost o 3 punkty procentowe pomimo relatywnie wysokiego wzrostu PKB. Jest to mocno niepokojący fakt. Skoro w czasie dobrej koniunktury zadłużamy się w takim tempie pytanie co wydarzy się jeżeli dojdzie do spowolnienia w światowej gospodarce. Okolice 50-60% to oczywiście nie są żadne europejskie maksima i nawet w naszym regionie są państwa z gorszymi wynikami. Mowa tutaj o Słowenii czy Węgrzech, które oba te kraje przekraczają 70% w tym wskaźniku. Pytanie czy jest to kolejny element w którym powinniśmy brać przykład z Budapesztu. Parametr ten w tym roku ma spore szanse poprawić się delikatnie. Pomiar miał miejsce w grudniu kiedy euro było w okolicach 4,40 zł a inne waluty na równie wysokich z dzisiejszego punktu widzenia poziomach. W rezultacie skoro mniej więcej jedna trzecia długu wyrażona jest w walutach obcych można spodziewać się, że o ile waluty się utrzymają przyrost zadłużenia w złotych będzie mniejszy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Outsourcing ochrony danych w praktyce

Prawo ochrony danych osobowych funkcjonuje w Polsce już od 20 lat. Nadal jednak wiele firm ma problemy z dostosowywaniem się do jego przepisów. Przedsiębiorcy często nie rozumieją obowiązujących procedur i szukają wsparcia u podmiotów wyspecjalizowanych w ochronie danych. W czym przede wszystkim mogą one pomóc i dlaczego warto skorzystać z ich usług wskazują eksperci z ODO 24 i Fundacji Pro Progressio.

Zewnętrzny Administrator Bezpieczeństwa Informacji (ABI)

To osoba, której można powierzyć koordynację wszystkich działań mających na celu zapewnienie zgodności z przepisami prawa oraz bezpieczeństwa procesów związanych z przetwarzaniem danych osobowych w organizacji.

Firmy często powołują do pełnienia funkcji ABI jednego spośród stałych pracowników. Z przeprowadzonego przez ODO 24 badania wynika, że aż 78% ABI łączy tę funkcję z innymi obowiązkami. Takie rozwiązanie zdecydowanie nie jest korzystne dla organizacji. Tylko pozornie zadania ABI wydają się bardzo ograniczone. Warto zauważyć, że ustawodawca posłużył się terminem „zapewnienia przestrzegania przepisów o ochronie danych osobowych w organizacji”, a nie np. przepisów ustawy o ochronie danych osobowych. Oznacza to, że zapewnienie zgodności musi odbywać się również w oparciu o pozostałe ok. 200 aktów prawnych, które dotykają ochrony danych osobowych. Takie ujęcie przepisu prawa znacznie zwiększa zakres zadań ABI w firmie – wskazuje Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych w ODO 24. Ze względu m.in. na potrzebny zakres wiedzy do pełnienia funkcji ABI przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na jej outsourcowanie.

Wsparcie przedsiębiorców i zespołów wdrożeniowych

Powoływanie ABI jest dla Inspektorów Ochrony Danych (IOD) nieobowiązkowe. Najwyższe kierownictwo organizacji może zdecydować się na model bez funkcji ABI. Jednak, by spełnić wymogi prawa, zarząd danego podmiotu musi powołać tzw. zespół ds. bezpieczeństwa informacji lub ds. ochrony danych osobowych. Zazwyczaj w jego skład wchodzą osoby odpowiedzialne za sprawy kadrowe, informatyczne oraz administracyjne. Bardzo ważnym elementem w takim modelu powinno być także zewnętrzne doradztwo w zakresie odpowiedniej realizacji przepisów z zakresu ochrony danych osobowych.

Przedsiębiorcy mogą ponadto skorzystać z zewnętrznego wsparcia przy przeprowadzaniu szkoleń dla pracowników oraz audytów, które pozwalają określić, w jakim stopniu w organizacji przestrzegane są zasady bezpieczeństwa przetwarzania danych. Warto również dodać, że pomagają one wdrożyć w firmach przepisy europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO) – mówi ekspert z ODO 24.

Dlaczego warto postawić na outsourcing

Przedsiębiorcy, szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, często chcą zajmować się wszystkimi procesami biznesowymi samodzielnie, bo daje im to poczucie pełni kontroli nad firmą. Zazwyczaj odciąga to ich uwagę od głównej działalności, którą prowadzą. W takim wypadku warto zainwestować w outsourcing. W przypadku tak wrażliwych i ważnych obszarów, jak na przykład ochrona danych osobowych może pojawić się obawa związana z powierzeniem procesów partnerowi zewnętrznemu. Na rynku istnieje jednak wiele wyspecjalizowanych firm, którym można i warto zaufać. Należy jednak pamiętać o dokładnej weryfikacji doświadczenia i kompetencji outsourcera – mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Usługi z zakresu ochrony danych osobowych oferują firmy specjalizujące się tylko w tym obszarze, kancelarie prawne oraz podmioty zajmujące się usługami informatycznymi. W zależności od swoich potrzeb przedsiębiorcy mogą zdecydować, który z nim będzie dla nich najlepszym wsparciem.

Siła rekomendacji, czyli jak opinie o firmie wpływają na jej wizerunek i sprzedaż

Według raportu firmy badawczej PWC 55% Polaków kupuje towary bądź usługi przez internet. Co więcej, spośród pozostałych, którzy dokonują transakcji offline, aż 43% sprawdza przed podjęciem ostatecznej decyzji opinie w sieci na temat poszukiwanego produktu lub usługi.

Odpowiedź na pytanie, czy firmom są potrzebne internetowe opinie, jest więc oczywista. Wystawione przez zadowolonych klientów recenzje dotyczące usług, produktów, sprawności przebiegu komunikacji czy realizacji zamówienia mają wartość nie do przecenienia.

Dobry wizerunek w sieci

Po pierwsze, im więcej pozytywnych opinii o firmie, tym większa szansa, że w przyszłości kolejny klient zdecyduje się na skorzystanie z jej oferty. Jest to szczególnie istotne z punktu widzenia firm usługowych, które na opiniach dotychczasowych klientów w znacznej mierze kształtują swój wizerunek i pozyskują nowych klientów. Według badania przeprowadzonego przez Gemius dla E-commerce Polska aż 50% respondentów wskazuje na opinie o sprzedawcy jako czynnik wpływający na jego wiarygodność[1]. Jest to zatem element najsilniej budujący jego wiarygodność w opinii badanych. Z kolei według badania Search Engine Land[2] aż 88% respondentów jest skłonna zaufać autentycznie wyglądającej opinii obcej osoby tak samo jak recenzji znajomego.

Firmy, które mogą się pochwalić licznymi referencjami, są odbierane jako godne zaufania, rzetelne i fachowe. – Z naszego doświadczenia wynika, że po zapoznaniu się z opiniami na nasz temat klient dochodzi do wniosku, że ma do czynienia z solidną i rzetelną firmą, z której usług warto skorzystać – mówi Andrzej Charemsa z firmy Kosbud.

Dobre opinie zwiększają także konkurencyjność firmy na tle innych usługodawców z tej samej branży. Klient mający do wyboru przedsiębiorstwo z dużą liczbą pozytywnych komentarzy oraz firmę, na temat której nie ma żadnych opinii, zdecyduje się raczej na współpracę z tą pierwszą. – Zbieranie opinii pozwala na uwiarygodnienie firmy w oczach klientów, pomaga w pokazaniu swojej pozycji na rynku – opowiada Paweł Kloskowski, właściciel firmy Topcoat. – Uważam, że w dzisiejszych czasach posiadanie takich opinii to wręcz wymóg. Poza tym dzięki temu nie muszę każdemu klientowi okazywać papierowych referencji, wystarczy wysłanie linka.

Należy mieć przy tym na uwadze, że opinie – aby były naprawdę wartościowe i wiarygodne – muszą być wystawiane przez rzeczywistych klientów firmy. – Opinie uwiarygadniają firmę w oczach klientów, ale tylko te, które są potwierdzone, jak np. w Oferteo.pl, gdzie klienci zostali pozyskani – mówi Marek Kurzawa, właściciel firmy AD-MAR Kurzawa.

Pozytywne opinie przyciągają klientów

Pozytywne opinie mają dla firm nie tylko wartość PR-ową. Dzięki nim można bowiem pozyskiwać kolejnych klientów, którzy bardzo często zwracają uwagę na wystawione wcześniej referencje. – Konsumenci cenią sobie opinie, bo na rynku można natknąć się na nierzetelną firmę. Połowa naszych klientów trafiła do nas dzięki pozytywnym recenzjom na stronie. W dużej mierze działamy dzięki poleceniom wcześniejszych klientów – zauważa Tomasz Bartoszek, właściciel LPC Group.

Ten tzw. social proof w dużej mierze wpływa na konwersję zamówień, co potwierdzają również badania: 50 i więcej opinii o produkcie może zwiększyć konwersję nawet o 4,6%[3], natomiast według statystyk opracowanych przez zespół iPerception 63% klientów jest bardziej skłonnych wydać pieniądze u tej firmy, która została oceniona przez użytkowników. Z kolei według badania Reevo.com pozytywne opinie zwiększają sprzedaż przeciętnie o 18%[4].

Dwukierunkowa komunikacja

Opinie o usługodawcy bądź dostawcy produktu są bogatym źródłem wiedzy nie tylko dla kolejnych potencjalnych klientów, ale też dla samych przedsiębiorców, którzy dzięki nim otrzymują informacje z pierwszej ręki o jakości świadczonych przez nich usług. – Opinie o mojej firmie dają mi rzetelną informację dotyczącą moich usług. Są dla mnie motywacją do dalszego rozwoju firmy i podnoszenia kwalifikacji, a przy tym stanowią jeszcze przystępne i proste źródło reklamy – uważa Paweł Matner z Matner Running Team.

Nic dziwnego, że przedsiębiorcom zależy na pozytywnych opiniach. W obecnej sytuacji rynkowej, w dobie ogromnej konkurencji, trzeba szukać sposobu, aby się wyróżnić na tle innych firm z tej samej branży – mówi Karol Grygiel, członek zarządu Oferteo.pl. – Tym bardziej więc warto zadbać o to, aby po zakończonej transakcji poprosić klienta o wystawienie oceny. Jego zaangażowanie może sprawić, że nie dość, że sam jeszcze do nas wróci, to jeszcze przyprowadzi ze sobą kolejnych kontrahentów. Opinie i recenzje są więc elementem kreującym nie tylko wizerunek firmy i wpływającym na sprzedaż, ale też pozwalającym przedsiębiorcom na lepsze zrozumienie potrzeb klientów. Korzyści płynące z ich zamieszczania są obustronne i – patrząc globalnie – pomagają w rozwoju sektora e-commerce.

[1] https://ecommercepolska.pl/files/9414/6718/9485/E-commerce_w_polsce_2016.pdf

[2] http://searchengineland.com/88-consumers-trust-online-reviews-much-personal-recommendations-195803

[3] https://econsultancy.com/blog/9366-ecommerce-consumer-reviews-why-you-need-them-and-how-to-use-them/

[4] https://econsultancy.com/blog/9366-ecommerce-consumer-reviews-why-you-need-them-and-how-to-use-them/

Inflacja na Wyspach najwyższa od 4 lat, funt odrabia powyborcze straty

Najwyższa od 4 lat inflacja w Wielkiej Brytanii, a także rosnące oczekiwania na tzw. miękki brexit, umacniają we wtorek funta, który koryguje powyborczą przecenę. Perspektywy wciąż jednak pozostają mdliste.

Wtorek przynosi umocnienie funta w relacji do koszyka walut. W tym również w relacji do złotego. To pierwszy raz od czwartkowych przyspieszonych wyborów parlamentarnych na Wyspach, które były kolejnym impulsem do jego wyprzedaży. O godzinie 13:17 kurs GBP/PLN rósł o 1,6 gr do 4,76 zł, GBP/USD wzrósł do 1,2730 z 1,2676 wczoraj na koniec dnia, a EUR/GBP osunął się do 0,8808 z 0,8840.

Dzisiejsze umocnienie funta owszem nosi znamiona realizacji zysków, po trzech dniach spadków, ale przede wszystkim stoją za nim konkretne impulsy. Brytyjską walutę wspierają zarówno dzisiejsze dane o silniejszym od prognoz skoku inflacji na Wyspach, jak i w głównej mierze przesunięcie się oczekiwań odnośnie negocjacji ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej w kierunku tzw. miękkiego brexitu z dotychczas zakładanego twardego brexitu.

Maj przyniósł nieoczekiwany skok inflacji w Wielkiej Brytanii. Wzrosła ona do 2,9 proc. w skali roku z 2,7 proc. w kwietniu, przy oczekiwanej stabilizacji tego wskaźnika. Tym samym, była ona najwyższa od 4 lat. Jednocześnie inflacja bazowa wzrosła z 2,4 proc. do 2,6 proc. (prognoza: 2,4 proc.) i była najwyższa od końca 2012 roku. Ten skok cen, jakkolwiek w dużej mierze będący pochodną słabego funta, komplikuje życie Bankowi Anglii. W normalnych warunkach, gdyby w grę nie wchodził brexit, byłby silną przesłanką do podwyżek stóp procentowych. Teraz zaś inflacja jest przeszkodą do dalszego luzowania polityki monetarnej, którą to opcję niektórzy uczestnicy rynku mogli rozważać w konsekwencji wyników zeszłotygodniowych wyborów parlamentarnych.

Drugim, znacznie poważniejszym pretekstem do umocnienia funta, jest zmiana oczekiwań odnośnie negocjacji ws. brexitu. W opinii agencji Moody’s, wyniki wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii sugerują odejście wyborców od idei twardego brexitu, którego zwolenniczką była premier May. Dlatego miękki brexit wciąż jest w grze. Podobnego zdania są również ekonomiści ankietowani przez agencję Reutera. Wg 67 proc. z nich szanse na twardy brexit zmniejszyły się po czwartkowych wyborach.

W krótkim terminie to przesunięcie oczekiwań z twardego na miękki brexit może wspierać funta. W dłuższej perspektywie niepewność polityczna, niepewność o to jak długo Theresa May pozostanie premierem, a także niepewność związana z przyszłymi negocjacjami ws. brexitu sprawi, że funt będzie tracił na wartości. Prognozuję, że na koniec roku za brytyjska walutę trzeba będzie zapłacić 4,57 zł.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Ponad milion nowych abonentów Internetu Mobilnego dziennie

Ericsson (NASDAQ: ERIC) przewiduje kontynuację gwałtownego wzrostu w ilości przesyłanych danych w sieciach komórkowych (do roku 2022 ilość przesyłanych danych wzrośnie ośmiokrotnie).

Ruch ten odpowiada:

  • Całej populacji Hiszpanii oglądającej film w rozdzielczości HD strumieniowo przez 24 godziny na dobę przez cały miesiąc
  • Pojedynczemu abonentowi oglądającemu film HD strumieniowo non-stop przez 3,55 mln lat
  • 31 miliardom godzin ciągłego przesyłania strumieniowego filmu HD

W ciągu najbliższych sześciu lat do mobilnych sieci szerokopasmowych zostanie podłączonych blisko 2,6 miliarda nowych abonentów – wystarczy, by wypełnić europejski stadion piłkarski (o pojemności 50 000) 20 razy dziennie. Tyle samo osób udało się na Times Square w Nowym Jorku by przywitać nowy rok 2017.

mrNajnowsze statystyki dotyczące wzrostu liczby abonentów i ruchu danych w sieciach telefonii komórkowej zostały przedstawione w czerwcowym wydaniu Ericsson Mobility Report. Pokazują one najwyższy od 2013 roku, rok do roku, globalny wzrost przesyłu danych komórkowych, na czele którego stoi ogromny wzrost w Indiach, podkreślają również podstawową potrzebę przesyłania danych w sieciach komórkowych.

mobilityreportKorzystanie ze smartfonów i łatwy dostęp do mobilnych usług internetowych odpowiadają za znaczną część ruchu. Ericsson analizuje „przesył danych komórkowych przy użyciu smartfonów” w ramach „mobilnego przesyłu danych”, aby lepiej zilustrować tę tendencję. Do końca 2022 r. Łączna ilość przesyłanych danych przy użyciu smartfonów wzrośnie dziewięciokrotnie, osiągając poziom 66 eksabajtów miesięcznie.

Niklas Heuveldop, Chief Strategy Officer and Head of Technology and Emerging Business wEricsson, mówi: „W oparciu o pomiary dokonane w setkach sieci komórkowych, dane zawarte w opracowaniu Ericsson Mobility Report ilustrują prawdziwie imponujący wzrost w branży. Liczba abonamentów 4G rośnie szybciej niż kiedykolwiek, usługa Voice over LTE notuje coraz szybszy wzrost, a wolumen ruchu osiągnął poziomy, których nie widzieliśmy od 2013r.

Jestem szczególnie podekscytowany widząc, że branża intensyfikuje działania, mające na celu przyspieszenie ewolucji sieci, w tym m.in. zatwierdzenie niestandardowego radia 5G New Radio (NR), które umożliwi wczesne wdrożenia technologii 5G. Według naszej prognozy spodziewamy się, że do roku 2022 doprowadzi to do ponad pół miliarda abonamentów 5G oraz pokrycia zasięgiem 15 procent populacji”.

W ramach opisywania trendów branżowych, opracowanie Mobility Report zawiera artykuły dotyczące Internetu dla wszystkich, ogromnego pokrycia IoT w miastach i zdalnego prowadzenia pojazdów przy użyciu technologii 5G.

LTE staje się najbardziej wszechobecną technologią w historii

W 2018 r. LTE (4G) prześcignie GSM i stanie się największą technologią dostępową pod względem liczby abonentów. Szybkość z jaką technologia ta została wdrożona i przyjęta, jest bezprecedensowa. W ciągu zaledwie pięciu lat technologia LTE objęła swym zasięgiem 2,5 miliarda osób. Dla porównania, technologiom WCDMA/HSPA oraz 3G zajęło to osiem lat. Tylko w pierwszym kwartale bieżącego roku dodano 250 milionów nowych subskrypcji LTE.

Chociaż wzrost LTE napędzany jest popytem użytkowników na lepsze wrażenia i szybsze sieci, rozwój 5G również będzie wynikał z zapotrzebowania na większe możliwości komórkowego internetu szerokopasmowego, a także rozwiązania przemysłowe w zakresie wydajności i automatyzacji. 5G będzie jedną siecią, która będzie wspierać pełną różnorodność przypadków użycia. Oczekuje się, że do 2022 r. aktywowanych zostanie ponad pół miliarda abonamentów 5G, nie licząc tych dotyczących IoT. Oczekuje się, że zasięg 5G obejmie wtedy około 15 procent światowej populacji.

Istnieje możliwość rejestracji na webinar, który odbędzie się dzisiaj, 13 czerwca, a na którym przedstawione zostaną szczegółowe informacje.

​Najważniejszy rynek kapitałowy na świecie

Każdy z nas wie, że największy oraz najważniejszy rynek kapitałowy znajduje się w Stanach Zjednoczonych. Powiedzenia typu : „Gdy giełda amerykańska ma katarek, to Europa przeżywa prawdziwą wyprzedaż” są jak najbardziej prawdziwe. Dla potwierdzenia proszę popatrzeć na poniższą tabelę, która przedstawia stopy zwrotu z indeksu S&P 500 oraz WIG 20.

Roczne stopy zwrotu z indeksu S&P 500 i WIG 20

Roczne stopy zwrotu z indeksu S&P 500 i WIG 20

Źródło: Bloomberg

W powyższej tabeli interesuje nas 3 oraz 5 kolumna, w których przedstawiono roczne stopy zwrotu z indeksu S&P 500 oraz WIG 20. Wyprzedaż akcji w Stanach Zjednoczonych kończyła się przeważnie większą wyprzedażą akcji na polskim parkiecie. Tylko w dwóch przypadkach zanotowaliśmy odstępstwo od tej reguły. Przypadło to na 2000 oraz 2001 rok, gdzie spadki na amerykańskiej giełdzie były o wiele głębsze niż w Polsce. W pozostałych latach sekwencja się powtarzała:

Spadki w USA = Głębsze spadki w Polsce

Spadki w Polsce = Spadki lub wzrosty w USA (brak zależności)

Warto o tym pamiętać, ponieważ negatywny sentyment na rynku kapitałowym rozlewa się o wiele szybciej niż pozytywny.

Stany Zjednoczone – najwyższa kapitalizacja giełd na świecie

Stany Zjednoczone stały się ośrodkiem kapitału giełdowego. Wynika to główne z systemu pozyskiwania kapitału na rozwój. Zazwyczaj mówimy o dwóch głównych systemach bankowych:

    • Anglosaski model systemu bankowego oparty jest na rynkach finansowych stanowiących główne źródło pozyskiwania środków pieniężnych, przeznaczonych na dalszy rozwój podmiotów gospodarczych. Podstawowe znaczenie odgrywają banki inwestycyjne

 

    • Model niemiecko-japoński – główne źródło pozyskiwania środków pieniężnych pełni system bankowych. Banki zaspakajają krótko i długoterminowy popyt na pieniądz

 

Stany Zjednoczone bazują na pierwszym systemie, natomiast cała Europa na drugim (wyjątkiem jest Wielka Brytania, gdzie mamy do czynienia z systemem mieszanym). Taki obrót spraw spowodował, że kapitalizacja giełd w Stanach Zjednoczonych jest najwyższa na świecie, co przedstawia poniższa tabela.

Kapitalizacja giełdKapitalizacja giełd

Źródło: Bloomberg

Powyższa tabela przedstawia kapitalizację największych gospodarek na świecie, gdzie pod numerem 5) World jest całkowita kapitalizacja giełd wynosząca 100 procent. Stany Zjednoczone w ogólnej, globalnej kapitalizacji stanowią 36 procent, następnie są Chiny z wynikiem 9.12 procenta. W Europie króluje Londyn z wynikiem 4.58 procenta. Jeżeli chodzi o Polskę, to znajdujemy się na 39 miejscu o kapitalizacji mniejszej niż 0.5 proc.

Co to wszystko oznacza?

Niepokój w Stanach Zjednoczonych jest jak zaraza rozlewająca się po całym świecie. Z kolei spadki oraz szoki w pozostałych Państwach mogą zostać niezauważone. Nawet wyprzedaż sprzed kilkunastu miesięcy w Chinach nie była wstanie zakończyć hossy w USA.

System anglosaski ma bardzo dużą wadę, bowiem spadki na giełdzie blokują pozyskiwanie kapitału, dlatego też każdemu zależy na dalszych wzrostach cen akcji.

Mateusz Groszek, Analityk Rynków Finansowych

Rozliczanie usług budowlanych w świetle nowelizacji ustawy o podatku VAT. Co się zmienia dla przedsiębiorcy?

Z początkiem roku weszła w życie nowelizacja ustawy o podatku VAT. Jedna z najważniejszych zmian dotyczy rozszerzenia katalogu czynności rozliczanych w ramach procedury odwrotnego obciążenia, który teraz obejmuje usługi budowlane. Nowe prawo może mieć znaczenie m.in. dla podmiotów budujących nową obwodnicę Wałbrzycha, która pochłonie blisko 300 mln zł, czy też dla firm wznoszących mieszkania komunalne w tym mieście. Zmiany bowiem zostały wprowadzone niedawno i jeszcze nie wszyscy przedsiębiorcy z branży wiedzą, jak rozliczyć swoją działalność według nowego prawa. O pomyłki w interpretacji przepisów jednak nietrudno.

Od 2017 roku usługi budowlane zostały objęte odwrotnym obciążeniem. Procedura polega na tym, że to nie sprzedawca rozlicza należny podatek VAT od świadczenia usług budowlanych, a nabywca. Co ważne, zmiana dotyczy tylko usług realizowanych pomiędzy firmami zarejestrowanymi jako podatnicy VAT, a nie pomiędzy firmą a konsumentem, dlatego, jeżeli osoba prywatna  wynajmuje firmę do remontu domu, nie będzie z tego tytułu odprowadzać VAT-u do urzędu skarbowego.

W świetle nowego prawa nie wszystkie usługi budowlane rozlicza się w ramach odwrotnego obciążenia, lecz tylko te, które zostały wymienione w załączniku nr 14 do ustawy o VAT.  – Usługi te są identyfikowane przy pomocy PKWiU. Przedsiębiorca może samodzielnie zidentyfikować świadczoną usługę, korzystając z wyszukiwarki GUS-u. Jeżeli mimo to pojawią się wątpliwości dotyczące odpowiedniej klasyfikacji, można zwrócić się do Ośrodka Klasyfikacji i Nomenklatur Urzędu Statystycznego w Łodzi – podpowiada Katarzyna Chodara-Chodak z Modern Tax S.C., wałbrzyskiego biura rachunkowego, Partnera Tax Care. Aby usługi budowlane podlegały procedurze odwrotnego obciążenia, muszą być spełnione kolejne warunki: usługodawcą musi być czynny podatnik VAT[1], u którego sprzedaż nie jest zwolniona od podatku na podstawie art. 113 ust. 1 i 9 ustawy o VAT i musi świadczyć usługi jako podwykonawca[2]. Jest nim nie tylko podatnik działający na zlecenie głównego wykonawcy, ale zdaniem Ministra Finansów, są nimi również dalsi podwykonawcy działający w ramach tego samego projektu budowlanego.

Uwaga: duże zmiany dla podwykonawców

Ustalenie tego, kto pełni rolę podwykonawcy przy danym projekcie budowlanym jest o tyle ważne, że mechanizm odwrotnego obciążenia nie przynosi istotnych zmian dla generalnych wykonawców, a ma znaczenie dla podwykonawców. Według nowego prawa przestają oni wykazywać podatek do zapłaty z tytułu świadczenia usług dla generalnego wykonawcy, przy czym nie przestają ponosić kosztów związanych z prowadzeniem swojej działalności. – Takie podmioty mogą mieć problem z utrzymaniem płynności finansowej. Mechanizm kompensowania podatku należnego podatkiem naliczonym przestaje działać i w skrajnym przypadku podwykonawcy stale będą ubiegać się o zwrot podatku VAT. Mogą przenosić nadwyżki na kolejne okresy rozliczeniowe, ale taka sytuacja nie może trwać przez dłuższy czas z uwagi na ryzyko zatorów płatniczych i utratę płynności finansowej – informuje Joanna Chodak z Modern Tax S.C., wałbrzyskiego biura rachunkowego, Partnera Tax Care.

Obowiązki także po stronie usługodawcy

Choć procedura odwrotnego obciążenia przenosi obowiązek rozliczenia podatku na nabywcę, to jednak usługi budowlane rozliczane za pomocą tego mechanizmu, muszą zostać wykazane w deklaracjach VAT składanych zarówno przez sprzedawcę, jak i nabywcę. Usługodawca wystawiając fakturę, powinien zawrzeć na niej adnotację „odwrotne obciążenie”[3]. Dostawcy usług, których prawo obliguje do zastosowania procedury odwrotnego obciążenia, mają obowiązek wykazywać te transakcje w okresowej deklaracji VAT (VAT-7 lub VAT-7K) oraz przygotować informację podsumowującą. – Informacja podsumowująca VAT-27 składana jest do 25 dnia każdego miesiąca za miesiąc poprzedni. Od stycznia 2017 r. zaszła jednak istotna zmiana – krajowa informacja podsumowująca może być jedynie składana drogą elektroniczną podaje Joanna Chodak. Nabywca usług budowlanych objętych odwrotnym obciążeniem musi wykazywać takie transakcje jedynie w okresowej deklaracji VAT (VAT-7 lub VAT-7K).

Wątpliwości wobec nowego prawa

Jak podkreśla Katarzyna Chodara-Chodak, zmiany, które weszły w życie w styczniu 2017 r. rodzą sporo pytań, np. dotyczących refakturowania, czyli przenoszenia kosztów związanych z nabyciem usługi czy towaru na podmiot trzeci, czyli ostatecznego nabywcę. – Jeżeli chodzi o kwestię refakturowania usług budowlanych, przepisy nie określają tej sprawy jasno. Można uznać, że w przypadku refakturowania ustawa VAT przyjmuje fikcję prawną, iż podatnik, który refakturował sam otrzymał i wykonał usługę. W praktyce oznacza to, że firma X wykonuje usługę budowlaną dla firmy Y, a ta refakturuje ją na firmę Z. Biorąc pod uwagę wyjaśnienia Ministerstwa Finansów należy przyjąć, że jeśli przedsiębiorca Y refakturuje usługę wykonaną przez firmę X dla podmiotu Z, to firma X będzie zobowiązana do zastosowania mechanizmu odwrotnego obciążenia, ponieważ wykonała usługę budowlaną jako podwykonawca – dodaje Katarzyna Chodara-Chodak. Ważne jest, aby przedsiębiorcy świadczący usługi budowlane badali, czy ich odbiorca nie będzie refakturował na inne podmioty, ponieważ to determinuje sposób rozliczenia.

Znajomość prawa podatkowego jest kluczową sprawą dla przedsiębiorcy, bo za błędne wypełnienie deklaracji podatkowej czekają go sankcje. Jeżeli ten w złożonej deklaracji np.: zaniżył kwotę należnego podatku lub zawyżył kwotę do zwrotu (różnicę między wartością podatku od sprzedaży i zakupu lub z samej nadwyżki zakupów), wtedy fiskus może nałożyć karę w wysokości 30 proc. kwoty zawyżenia zwrotu VAT (nadwyżki VAT) lub zaniżenia zobowiązania podatkowego.  Obowiązuje ona także w przypadku, gdy przedsiębiorca nie złożył deklaracji podatkowej i nie wpłacili kwoty zobowiązania podatkowego[4].

[1] Ta zasada także dotyczy usługobiorcy.

[2] Art. 17 ust. 1h ustawy o VAT.

[3] Podstawa prawna: Art. 106e ust. 1 pkt 18 ustawy o VAT.

[4] Sankcja w VAT nie jest nakładana w przypadku osób fizycznych, które za ten sam czyn ponoszą odpowiedzialność za wykroczenie skarbowe albo za przestępstwo skarbowe na podstawie kodeksu karnego skarbowego.

Airbnb dla rolników? Przedsiębiorca z Podlasia uruchomił wirtualną giełdę usług rolnych

Mali i średni przedsiębiorcy rolni mają trudność z efektywną eksploatacją kosztownego sprzętu rolniczego, co przekłada się na jego marnotrawstwo oraz straty dla gospodarstwa. W pełnym wykorzystaniu potencjału maszyn ma pomóc AgroDeal – zaprojektowana przez przedsiębiorcę z Podlasia działającego w branży rolniczej, pierwsza w Polsce wirtualna giełda usług rolnych, służąca rozwijaniu współpracy wśród rolników oraz budowaniu silnej, lokalnej społeczności rolnej.

Zgodnie z szacunkami ekspertów, koszty zakupu, utrzymania i eksploatacji maszyn w polskich gospodarstwach rolnych stanowią od 40 do 60 proc. (a w skrajnych przypadkach nawet 80 proc.) wszystkich kosztów produkcji roślinnej. Jednocześnie, w krajach zachodnich udział ten nie przekracza 40 proc.[1] Różnica ta wynika m.in. z przeinwestowania polskich gospodarstw rolnych w sprzęt nabyty dzięki programom pomocowym oraz jego nieefektywne wykorzystanie – zwłaszcza w przypadku małych i średnich gospodarstw.

Bezczynny jak polski sprzęt rolniczy

Zakup maszyn rolniczych to dla większość rolników ogromny wydatek, na który w ostatnich latach mogli oni sobie pozwolić głównie dzięki kredytom preferencyjnym czy dopłatom unijnym. W wielu przypadkach, możliwość skorzystania z programów pomocowych doprowadziła do przeinwestowania w mechanizację gospodarstwa. W efekcie, wielu rolników nie jest w stanie w pełni wykorzystać potencjału nabytego sprzętu – maszyny dostępne w małych i średnich gospodarstwach rolnych są uruchamiane zbyt rzadko. W związku z tym, zamiast stanowić kosztowną, ale opłacalną inwestycję, w perspektywie długofalowej przynoszą swoim właścicielom straty. Szacuje się, że okres wykorzystania pełnej zdolności przerobowej maszyn uzasadniający ich zakup wynosi od 15 do 20 lat. Tymczasem w Polsce, przeciętny czas eksploatacji sprzętu maszynowego to 30 – 35 lat. Oznacza to, że właściciele maszyn rolniczych mają do dyspozycji od 30 do 60 proc. ich „mocy przerobowej”, na której mogą zarobić poprzez odpłatny wynajem sprzętu.

Podlaska myśl technologiczna

Niewykorzystany potencjał sprzętu rolniczego, przy jednoczesnym braku optymalnego narzędzia usprawniającego wynajem maszyn dostrzegł Daniel Gosiewski, przedsiębiorca z Podlasia działający w branży rolniczej który w maju br. uruchomił AgroDeal – pierwszą w Polsce, branżową wirtualną giełdę usług rolnych. – Sam pomysł wynajmu maszyn nie jest oczywiście przełomowy. Jednak, jak dotąd wynajem był oferowany albo nieoficjalnie, poprzez tzw. pocztę pantoflową albo na łamach serwisów ogłoszeniowych przez duże firmy posiadające własną flotę pojazdów i urządzeń, co przekładało się na relatywnie wysokie koszty usługi oraz ograniczenia natury logistycznej. Jednocześnie, anonse były rozproszone po różnych portalach ogłoszeniowych i przez to ginęły wśród innych ofert. Na rynku brakowało wyspecjalizowanej, dedykowanej branży rolniczej platformy z precyzyjnymi kategoriami i filtrami, które ułatwiłyby określenie parametrów technicznych sprzętu rolniczego, sprecyzowanie wymagań klienta czy zlokalizowanie dostawcy w najbliższej okolicy – mówi pomysłodawca aplikacji i serwisu AgroDeal.

Intencją Daniela Gosiewskiego było przede wszystkim wsparcie i rozwijanie współpracy wśród  małych i średnich przedsiębiorców rolnych oraz budowanie silnej, lokalnej społeczności rolnej. – Rozwiązanie służy uświadamianiu właścicieli małych i średnich gospodarstw, że zakupiony przez nich sprzęt, po zakończeniu prac polowych, może służyć także jako źródło dodatkowych, niezależnych przychodów. Pozyskane w ten sposób, nadprogramowe środki można zainwestować w rozwój gospodarstwa – dodaje Gosiewski.

[1] http://www.modr.mazowsze.pl/porady-dla-rolnikow/tpr-inne/1660-wykorzystanie-ciagnikow-i-maszyn-rolniczych-a-koszty-mechanizacji.

Deloitte: Inwestycje zagraniczne to wciąż niewyczerpany potencjał Polski

Polska gospodarka po raz ostatni doświadczyła recesji w 1991 r., kiedy PKB spadł o 7 proc. w ujęciu rocznym. To jeden z najdłuższych okresów nieprzerwanego wzrostu gospodarczego na świecie przy jednoczesnym osiągnięciu wysokiego poziomu stabilności. Dobra passa skutkowała m.in. napływem inwestycji zagranicznych. Jak wynika z raportu „Inwestycje w Polsce. Niewyczerpany potencjał”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową, niemieccy przedsiębiorcy – którzy stanowią największą grupę inwestorów zagranicznych w Polsce – doceniają kwalifikacje, produktywność i motywację pracowników, a także jakość i dostępność lokalnych poddostawców. Potencjał Polski pod względem atrakcyjności inwestycyjnej jest nadal bardzo duży. Potwierdza to fakt, że wielkość kapitału przypadająca na pracownika jest u nas nawet cztery razy niższa niż w krajach wysokorozwiniętych i dwa razy niższa niż w Czechach. Według prognoz szczególnym zainteresowaniem inwestorów cieszyć się będzie przetwórstwo przemysłowe, jak również sektor nowoczesnych usług dla biznesu.

Polska gospodarka rozwija się nieprzerwanie od 26 lat, co jest rekordem wśród krajów Unii Europejskiej. Na dodatek jest to rozwój dynamiczny – w ostatnich dwudziestu latach PKB per capita (według parytetu siły nabywczej) rósł w średnim tempie 6 proc. rocznie. To najlepszy wynik w regionie Europy Środkowej. Polska, w porównaniu z innymi krajami, w niewielkim stopniu odczuła skutki światowego kryzysu finansowego oraz kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. Wielkość rynku wewnętrznego była czynnikiem stabilizującym, ale mniej istotnym niż odpowiedzialna polityka monetarna, sprawny nadzór nad rynkiem finansowym i elastyczny kurs walutowy. Wsparciem dla koniunktury była także obniżka podatków w latach 2007-2008 i napływ funduszy UE.

Wskaźniki ekonomiczne sprzyjają Polsce

Głównym czynnikiem dynamicznego i stabilnego rozwoju Polski są inwestycje i napływający kapitał. W latach 2010-2015 ich udział w tworzeniu PKB Polski był znacząco wyższy niż w innych krajach Europy Środkowej. Wyjątkiem pod tym względem była Bułgaria. – Spadek inwestycji w 2016 r. dotknął cały region i wynikał przede wszystkim z opóźnień w wydatkowaniu funduszy UE oraz podwyższonej niepewności. W 2017 i następnych latach najważniejsze instytucje finansowe prognozują ożywienie w aktywności inwestycyjnej – mówi Julia Patorska, ekonomistka Deloitte.

Według większości indeksów mierzących konkurencyjność gospodarczą i rozwój społeczny, Polska ustępuje w regionie jedynie Czechom. Wynika to z faktu, że nasz południowy sąsiad ma wiele cech dojrzałej i uprzemysłowionej gospodarki. Czesi mogą się pochwalić najniższym w regionie poziomem ryzyka inwestycyjnego, ale w porównaniu z Polską mają dwukrotnie niższą dynamikę wzrostu PKB (średnio 1,5 proc. w latach 2010-2015). Z kolei w porównaniu do Bułgarii i Rumunii, Polska osiąga znacznie lepsze oceny w zakresie jakości instytucji, regulacji i rozwoju społecznego.

Innowacje zwiększą produktywność Polski

Potencjałowi siódmej największej gospodarki UE, którą jest Polska, wciąż jednak daleko do wyczerpania. Ważnym powodem jest niższa produktywność niż w wysokorozwiniętych krajach UE oraz w dalszym ciągu niewielki zasób kapitału. W ostatnich dwudziestu latach Polska osiągnęła około dwukrotny wzrost wartości kapitału przypadającego na jednego pracownika, co pozwoliło przegonić Słowację i Węgry. Mimo to wciąż nasycenie kapitałem jest niemal dwukrotnie niższe niż w tradycyjnie uprzemysłowionych Czechach.

Liderem w przyciąganiu BIZ (bezpośrednich inwestycji zagranicznych) w latach 2004-2015 była Bułgaria, ale najbardziej korzystna struktura napływającego kapitału wystąpiła w Czechach, w Polsce i na Słowacji. Relatywnie niska wartość kapitału produkcyjnego w Polsce sprzyja też osiąganiu wysokich stóp zwrotu z podjętych inwestycji. – Krańcowa produktywność kapitału, czyli dodatkowa produkcja z każdej zainwestowanej złotówki czy euro, jest w Polsce niemal czterokrotnie wyższa niż w krajach strefy euro, a także wyższa niż na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech. W pozostałych krajach Europy Środkowej istnieją też znaczne rezerwy do poprawy produktywności, a zatem atrakcyjne możliwości inwestycyjne, zwłaszcza w relacji do obecnych warunków rynkowych w Eurolandzie oraz prowadzonej polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny – mówi Julia Patorska. Produktywność Polski może się poprawić m.in. poprzez import innowacyjnych technologii, know-how oraz poprawę efektywności rynków i sektora publicznego.

Więcej robotyzacji i automatyzacji

– Szansą dla polskiego przemysłu i przepustką do podnoszenia produktywności jest robotyzacja i automatyzacja produkcji – podkreśla Michael Kern, Dyrektor Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK Polska). Jak dodaje, o ile na 10 tys. pracowników zatrudnionych w sektorze produkcyjnym w skali globalnej przypada średnio 69 robotów przemysłowych, o tyle w Polsce wskaźnik ten wynosił w 2015 r. ok. 28 robotów na 10 tys. zatrudnionych. W porównaniu do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej to wciąż niewiele, bo w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech wskaźnik ten sięgał w tym samym czasie odpowiednio: 93, 79, 57, zaś w Niemczech ponad 301. – W okresie ostatnich dwóch lat obserwujemy jednak coraz większe zainteresowanie ze strony polskich firm produkcyjnych technologiami automatyzacji produkcji, oferowanymi przez dostawców z Niemiec – zaznacza Michael Kern.

Przetwórstwo przemysłowe i usługi dla biznesu – te branże interesują inwestorów

Do szczególnie atrakcyjnych inwestycyjnie branż w Polsce należy przetwórstwo przemysłowe, gdzie trafiło dotąd blisko 230 mld zł kapitału zagranicznego. Stanowi to jedną trzecią ulokowanych bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce. Oprócz tego inwestorzy koncentrowali się na branży finansowej i ubezpieczeniowej oraz handlu samochodami. W ostatnich latach coraz większe znaczenie zyskuje sektor nowoczesnych usług dla biznesu (BPO/SSC), który według danych Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych rozwija się w tempie 20 proc. rocznie i do 2020 r. ma zatrudniać 300 tys. osób. W 2016 r. w polskich miastach działało około 1000 centrów BPO/SCC (w tym 676 zagranicznych), w których pracę znalazło już około 200 tys. osób.

Inwestycje oczami niemieckich firm

Zdaniem inwestorów niemieckich uczestniczących w badaniu Deloitte, jednym z priorytetów rządu powinno być przełamanie barier dzielących naukę od gospodarki. Zwracają uwagę, że pomimo oczywistych korzyści związanych z rozwojem branży BPO/SSC, bez odpowiednich reform nie uda się przyciągnąć bardziej zaawansowanych usług biznesowych, a także centrów B+R. Nadzieją w przyciąganiu tego typu inwestycji mogą być natomiast polskie startupy. Nie brakuje również głosów, że bardziej „tradycyjne” branże, jak np. produkcja żywności i napojów czy handel detaliczny wciąż mają w Polsce potencjał. Wynika to m.in. z wysokich aspiracji i potrzeb konsumpcyjnych Polaków, przy jednocześnie relatywnie niskich płacach.

Niemcy są najważniejszym krajem eksportującym kapitał do Polski w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Do 2015 r. niemieckie podmioty zainwestowały w Polsce 135,9 mld zł, co odpowiada niemal jednej piątej ulokowanych BIZ. Niemal wszyscy (95,6 proc.) niemieccy inwestorzy ankietowani przez Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową zadeklarowali, że zainwestowaliby w Polsce ponownie. Niezmiennie wysoko cenią oni członkostwo Polski w UE, które zwiększa jakość i stabilność otoczenia regulacyjnego. Innymi czynnikami, które skłoniły niemieckie firmy do inwestycji w Polsce są kwalifikacje, produktywność i motywacja pracowników, a także jakość i dostępność lokalnych poddostawców.

Inwestorów niepokoi tempo zmian legislacyjnych

Inwestorzy doceniają wyniki ekonomiczne Polski, jej różnorodność możliwości inwestycyjnych i stabilność gospodarki, ale zwracają uwagę na zwiększającą się niepewność otoczenia regulacyjnego. Problemem ich zdaniem jest też poziom skomplikowania oraz sposób egzekwowania regulacji podatkowych, przy czym nie budzi ich większych zastrzeżeń sama wysokość obciążeń. – Z wypowiedzi inwestorów niemieckich obecnych od wielu lat w Polsce wynika, że ważnym czynnikiem stabilizującym jest członkostwo w Unii Europejskiej. Poza tym ramy prawne są w wielu wypadkach zbliżone do tych obowiązujących w Niemczech, dzięki czemu inwestorzy zza Odry dobrze odnajdują się w naszym kraju. Zwracają jednak uwagę, że obecnie tempo wprowadzania zmian legislacyjnych może dezorientować. Ważna ich zdaniem jest też spójność komunikacji planowanych zmian, a to nie zawsze ma miejsce. – mówi Marcin Diakonowicz, Partner Deloitte, Lider German Desk w Polsce i Europie Środkowej.

Polscy przedsiębiorcy nie boją się inwestycji

  • Prognoza skali inwestycji w małych i średnich firmach jest najlepsza od 6 lat*.
  • Potwierdzają to wyniki finansowe największych pośredników kredytowych w Polsce.
  • Przedsiębiorcy najchętniej inwestują w nowe maszyny, samochody oraz oprogramowania.

Optymizm w MŚP

W najnowszej odsłonie badania nastrojów w sektorze MŚP, przeprowadzanego przez Instytut Keralla Research, wyniki indexu ZAIR, który wskazuje na skalę inwestycji prowadzonych przez sektor MŚP, są lepsze nie tylko w stosunku do tych z poprzedniej edycji, ale i w ciągu ostatnich sześciu lat. Inwestycje w środki trwałe najczęściej będą dotyczyły kupna nowych maszyn, służbowych samochodów oraz oprogramowania.

Na rynku kredytów dla firm faktycznie zauważalny jest wzrost zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne. Z naszego doświadczenia wynika, że przedsiębiorcy, zwłaszcza ci mniejsi, najchętniej biorą kredyt do 50 tys. zł, na krótki termin – do 5 lat. Środki te przeznaczają zwykle na bieżącą działalność. Inaczej jest w przypadku większych firm – tutaj pożądane są kredyty już powyżej 100 tys. zł, a pieniądze przeznaczane są nie tylko na bieżące potrzeby, ale także na unowocześnienie przedsiębiorstwa lub rozbudowę floty – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes.

Inwestycje finansowane kredytem

Nadal najchętniej wybieranym przez przedsiębiorców zewnętrznym sposobem finansowania firmy obok leasingu jest kredyt. Widać to w wynikach finansowych za I kwartał 2017 r. pięciu największych pośredników kredytowych w Polsce**. Firmy te pośredniczyły w sprzedaży kredytów dla przedsiębiorstw o łącznej wartości ponad 400 mln zł.

Przedsiębiorcy zwykle dość niechętnie inwestują w swoje firmy na początku roku, tym bardziej cieszymy się, że odnieśliśmy tak dobry wynik. W IV kwartale 2016 r. byliśmy na trzecim miejscu wśród największych pośredników kredytowych w Polsce, obecnie jesteśmy czwartą firmą, w dodatku jedyną niezależną. W porównaniu z I kwartałem 2016 r. odnotowaliśmy o 115% większą sprzedaż kredytów dla firm. To dla nas ogromny sukces – dodaje Paweł Mazur.

Coraz więcej produktów dla firm

Jednak przedsiębiorcy coraz chętniej korzystają także z innych usług przeznaczonych dla firm. Jak wynika z danych Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w I kwartale 2017 r. rynek wynajmu długoterminowego aut w Polsce urósł o 13,2% r/r. Właściciele firm dostrzegli atuty takiego sposobu budowania floty, do których należą między innymi stałe koszty miesięczne. Coraz więcej firm korzysta także z usługi faktoringu. Według danych Polskiego Związku Faktorów, obroty całej branży faktoringowej wzrosły w pierwszym kwartale o 20,7%. Polscy przedsiębiorcy są coraz bardziej świadomi obecności na rynku produktów dedykowanych specjalnie dla firm i nie obawiają się z nich korzystać.

*Źródło: Instytut Keralla Research.

** Dane finansowe ZFDF i ANG Biznes za I kwartał 2017 r.

Euro i dolar – komentarz rynkowy

W ostatnich latach zarysował się wyraźny szablon sezonowy, w myśl którego amerykańska gospodarka wyraźnie słabnie na początku roku a potem nabiera impetu w miesiącach letnich. Warto zauważyć, że obliczany przez Bloomberga wskaźnik zaskoczenia danymi makro w ostatnim pięcioleciu pomiędzy połową czerwca a połową lipca każdorazowo notował wzrost a często w tym czasie ustanawiano także punkt zwrotny.

Wiele wskazuje, że tendencja ta zostanie podtrzymana, chociażby ze względu na swoistą regresję do średniej. Obecnie wspomniany indeks jest bowiem na pułapie najniższym od ponad pół roku – dane w drugim kwartale wyraźnie rozczarowują. Obniża to jednak poprzeczkę oczekiwań i sprawia, że ryzyko leży po stronie pozytywnych dla amerykańskiej waluty niespodzianek.

Pozytywnym dla dolara symptomem jest pozostanie rentowności dziesięciolatek powyżej 2,20 proc. pomimo cofnięcia na amerykańskim rynku akcji. Potwierdza to, że przestrzeń do spadku dochodowości jest ograniczona a w ubiegłym tygodniu prawdopodobnie doszło na tym rynku do zbudowania krótkoterminowej bazy.

Dodać do tego należy, że przyszłe kroki Fed i tempo zacieśniania są w niedostatecznym stopniu wyceniane przez rynek. Po odjęciu wpływu przesądzonej, środowej podwyżki, okazuje się, że na kolejne dwanaście miesięcy rynek dyskontuje wzrost kosztu pieniądza o mikre 26 pb! Pamiętać przy tym należy, że perspektywa rozpoczęcia procesu ograniczania sumy bilansowej powinna tworzyć dodatkową presję na stawkach rynku pieniężnego i dochodowościach długu. Mocny cios w dolara, który w tym roku stracił już ponad 5 proc. (w kategoriach efektywnych jak również na poziomie indeksu dolarowego) nie powinien zatem przyjść ani ze strony gospodarki, która powinna wychodzić z chwilowej zadyszki, ani ze strony wyceny perspektyw polityki monetarnej. W końcu: rynek zapomniał już o obietnicach Trumpa dotyczących fiskalnej stymulacji gospodarki, jeśli na tym polu dojdzie do zaskoczenia, to może być to jedynie zaskoczenie pozytywne.

W przypadku eurodolara uważamy, że bardzo ważnym czynnikiem jest również fakt, że kurs jest wyraźnie za wysoko względem wyceny bazującej na różnicy rentowności długu USA i Niemiec. Rozpoczęta po gołębim posiedzeniu ECB redukcja długiej pozycji w kontraktach na wspólną walutę powinna być kontynuowana, ale potwierdzeniem, że krótkoterminowy szczyt w notowaniach został uformowany będzie dopiero zejście pod 1,11. Krótkoterminowy pozytywny impuls dla wspólnej waluty przyszedł ze strony sceny politycznej (fatalne wyniki Ruchu Pięciu Gwiazd we włoskich wyborach samorządowych oraz dobry rezultat En Marche Macrona we francuskich wyborach parlamentarnych) oraz silnego popytu na parze EUR/GBP. Wyjście and 1,12 postrzegamy jednak w kategoriach dobrej okazji do krótkoterminowej sprzedaży.

Przed nami cały szereg danych inflacyjnych (Szwecja, Wlk. Brytania, PPI z USA), w tym dynamika cen bazowych z Polski. Opublikowana wczoraj struktura składowych inflacji CPI potwierdza znoszenie się rosnących cen żywności i spadających cen paliw (tendencje widoczne też w danych z Węgier i Czech) i nie skłania nas do rewizji oczekiwań względem dzisiejszego odczytu inflacji bazowej. Oczekujemy, że przybierze on wartość 1,0 proc. rok do roku. Dane będą neutralne dla złotego tak długo jak Rada Polityki Pieniężnej nie zakomunikuje, że jest gotowa podnieść stopy wcześniej niż za rok. Uważamy, że inflacja bazowa będzie wywierać presję na Radę Polityki Pieniężnej, ponieważ jej roczna dynamika będzie dążyć do 2 proc. Prawdopodobieństwo podniesienia jej ścieżki jest znacznie wyższe niż obniżenia ze względu na siłę rodzimego rynku pracy, która – zgodnie z historycznym wzorcem – w końcu może przełożyć się nasilenie presji płacowej w gospodarce. Na razie jednak EUR/PLN kontynuuje dryf na wyższe pułapy i respektuje linię łączącą ostatnie minima, która obecnie przebiega w okolicach 4,18.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Kontrole zaskoczyły kierowców w Belgii. Kary wyniosły 113 tys. euro

Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO
Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO

Belgia sprawdziła jak pracują kierowcy ciężarówek. Służby prowadziły wzmożone kontrole pojazdów ciężarowych parkujących w okolicach portu Zeebrugge. Sprawdzono 120 samochodów ciężarowych, z czego w 46 ujawniono naruszenia. Inspekcje nałożyły na kierowców i firmy transportowe kary łącznej wysokości 113 tys. euro. W najbliższym czasie wzmożone kontrole zapowiadają również służby niemieckie.

Z początkiem czerwca, w Belgii, służby kontrolne przeprowadziły zmasowane kontrole pojazdów ciężarowych, przebywających na parkingach wokół portu Zeebrugge. Działania kontrolne dotyczyły w szczególności odbioru odpoczynków tygodniowych regularnych (> 45h) w kabinach pojazdu. Odpoczynek tygodniowy w kabinie pojazdu jest nielegalny już od 2006 r., co wynika z zapisów art. 8 ust. 8 Rozporządzenia 561/2006. W ostatnim czasie, kwestia ta została również poruszona w propozycjach dotyczących tzw. Pakietu Drogowego, ogłoszonych 31 maja przez Komisję Europejską. Jak zapowiadają przedstawiciele organów unijnych, przepisy mają zostać doprecyzowane w zakresie naruszeń odbioru odpoczynku regularnego tygodniowego głównie ze względu na brak ich egzekwowania przez niemal wszystkie kraje Unii Europejskiej.

– Komisja Europejska w tzw. Pakiecie Drogowym zapowiedziała doprecyzowanie niektórych przepisów i zajęła jednoznaczne stanowisko twierdząc, że kierowca nie może odbierać odpoczynków powyżej 45 godzin w kabinie pojazdu. Planowane zmiany w przepisach mają w założeniu ułatwienie kontroli tego typu naruszeń. W niektórych krajach europejskich już po kilku dniach możemy zauważyć pierwsze efekty stanowiska KE. Z początkiem czerwca, służby kontrolne zaskoczyły kierowców przebywających w Belgii. Choć wcześniej informowano o surowych karach za odpoczynki tygodniowe odbierane w pojeździe, przypadki kontroli były sporadyczne. Należy tutaj podkreślić, że tego samego dnia, kiedy masowo skontrolowano kierowców w Belgii, w wielu krajach obowiązywał zakaz ruchu dla ciężarówek i wiele pojazdów nie mogło w ogóle wyjechać na drogi – komentuje Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO, która od kilku lat szkoli służby kontrolne w UE oraz jest doradcą Komisji Europejskiej.

Aż do 2015 r. praktycznie żadne z państw europejskich nie egzekwowało przepisów o odbiorze tygodniowych regularnych odpoczynków. W praktyce dopiero od dwóch lat spotykamy się z sankcjami za naruszenie tego przepisu – Francja i Belgia jako pierwsze opracowały i zastosowały przepisy o wysokości kar i przeprowadzaniu kontroli. Już niedługo, do grona państw nakładających kary za tego typu naruszenia dołączą nasi zachodni sąsiedzi. Niemiecki rząd uchwalił już ustawę, która pozwala na wdrożenie sankcji za tego typu naruszenie. Aktualnie trwają prace nad ustanowieniem odpowiedniej kary do taryfikatora oraz nad sposobem kontroli. Jak zapowiadają niemieckie służby, pierwsze propozycje wysokości kar to 500 EUR dla kierowcy oraz 1500 EUR dla przedsiębiorcy.

Co ciekawe, obecnie kierowca nie musi posiadać żadnego potwierdzenia, że spał poza kabiną pojazdu. Dlatego też kary nakładane są tylko w przypadkach wykrycia naruszeń na tzw. „gorącym uczynku”. Dotychczas, przepis był martwy i przez długi czas przedsiębiorstwa transportowe nie respektowały tych regulacji, tym samym nie uwzględniając ich również przy planowaniu trasy. Istotne, by właściciele firm oraz zarządzający transportem stale weryfikowali swoją wiedzę, np. w trakcie specjalnych szkoleń. Okazuje się, że przy zachowaniu kilku prostych reguł da się zaplanować pracę w taki sposób, by kierowca nawet podczas trzytygodniowej trasy nie musiał odbierać 45-godzinnego odpoczynku – dodaje Mateusz Włoch.

Interesujący tydzień

Małymi zmianami rozpoczął się potencjalnie ciekawy tydzień. Na rynku walutowym nie było wyraźnego trendu. Tymczasem indeksy giełdowe w Polsce i na świecie traciły na sile. 

Indeks WIG20 nie zdołał się utrzymać powyżej poziomu 2300 pkt i ostatecznie zakończył dzień ze stratą 1.5%. Wśród walut nastroje były iście „poniedziałkowe”. Korzystnie na tym tle prezentował się dolar kanadyjski który zyskał do USD ponad 1%. Pretekstem do wybicia była wypowiedź Carolyn Wilkins z Banku Kanady. Jej zdaniem bank rozważał zakończenie dalszych działań z zakresu ekspansywnej polityki monetarnej.  Ewentualna podwyżka stóp procentowych byłaby pierwszą taką decyzją Banku Kanady w ciągu ostatnich siedmiu lat.

Dziś do handlu powrócili inwestorzy z Australii, którzy wczoraj byli nieobecni z powodu święta („Urodziny Królowej”). Kalendarz makroekonomiczny będzie we wtorek dużo bogatszy niż wczoraj. Inwestorzy myślami są jednak już przy środzie, kiedy to decyzję w sprawie wysokości stóp podejmie amerykański FED. Dzień później decyzję podejmie Bank Anglii, a w piątek (w nocy z czwartku) poznamy decyzję Banku Japonii. Kluczowe będzie jednak posiedzenie Fed.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net