Cena żywności ekologicznej zbliża się do ceny żywności konwencjonalnej

Wysoka inflacja i idące za nią wzrosty cen produktów, w tym żywności zmusiły konsumentów do weryfikacji decyzji związanych z codziennymi zakupami. Coraz częściej o wyborze tego czy innego produktu decyduje nie jakość, a jego cena.  Analizy rynkowe pokazują jednak, że choć ceny zarówno żywności konwencjonalnej jak i ekologicznej rosną, to ta druga grupa drożeje nieco wolniej.

Ceny żywności ekologicznej rosną i nie da się temu zaprzeczyć, jednak widzimy, że ten wzrost jest wolniejszy niż w przypadku żywności konwencjonalnej. Wynika to z faktu, że cena bazowa żywności ekologicznej jest wyższa, więc wzrost wynikający np. z wyższych kosztów opakowania, transportu czy związany z innymi czynnikami jest niższy. Te dodatkowe koszty w przypadku żywności konwencjonalnej są wyższe, co według naszych badań sprawia, że w finalnym rozrachunku różnica pomiędzy żywością ekologiczną, a konwencjonalną nie jest aż tak duża w ujęciu procentowym, jak miało to miejsce do tej pory. Jeśli chodzi o wybory konsumentów, to osoby, które decydują się na zakup produktów ekologicznych z reguły mają większe możliwości finansowe i w przypadku tych osób cena nie ma aż takiego znaczenia przy wyborze produktów, ponieważ w dalszym ciągu zwracają oni uwagę na cenę w drugiej kolejności, na pierwszym miejscu stawiając jakość produktu.

Patrząc na kraje Europy Zachodniej, w tym np. Niemcy, różnica procentowa pomiędzy ceną żywności eko, a żywności konwencjonalnej jest sporo mniejsza niż w Polsce. Wynika to między innymi z niewielkiej skali działania producentów żywności ekologicznej i niewielkiej skali dystrybucji tego rodzaju produktów w naszym kraju. Na Zachodzie rynek żywności ekologicznej jest znacznie większy, stąd niższe ceny wielu produktów z sektora eko. Są jednak wyjątki. Jednym z nich są produkty mięsne, czyli świeże mięso i wędliny. W krajach Europy zachodniej różnica cenowa jest większa. Prognozujemy, że w Polsce w dłuższej perspektywie będziemy mieli podobną sytuację i różnica procentowa w cenach pomiędzy żywnością eko a żywnością konwencjonalną będzie mniejsza. Nie będzie to tak jak dotychczas dwa czy trzy razy wyższa cena, a 30 czy 40% więcej niż w przypadku konwencjonalnych odpowiedników żywności. Taka różnica będzie akceptowalna przez większą grupę konsumentów, więc rynek w naturalny sposób będzie się powiększał.

Jeśli chodzi o kanały dystrybucji, w przypadku Bio Planet przeważają sklepy wyspecjalizowane w sprzedaży żywności ekologicznej, stanowią one 80 % naszych odbiorców, w tym 17 % to sklepy internetowe. Około 10 % to sklepy ogólnospożywcze, czyli super i hipermarkety. Pozostałe 10 % to eksport, apteki i inne kanały. Zapewne wraz z powiększaniem się rynku większy odsetek naszej sprzedaży będzie skierowany do sklepów ogólnospożywczych. Dodatkowo, jeśli chodzi o Bio Planet, w tym momencie mamy duże koszty związane z paczkowaniem produktów. Wszystkie nasze produkty są paczkowane w sposób ręczny. W najbliższych planach mamy budowę zakładu maszynowego paczkowania żywności, który pozwoli nam obniżyć te koszty. Jesteśmy przekonani, ze po uruchomieniu linii do maszynowego paczkowania i przy utrzymaniu współpracy z najlepszymi dostawcami stworzymy dla konsumentów najbardziej atrakcyjną ofertę jeśli chodzi o ekologiczne produkty spożywcze.

Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet

Nie ma posiedzeń RPP bez podwyżek stóp procentowych. Kredyty hipoteczne jeszcze droższe

Rada Polityki Pieniężnej, podnosząc stopy procentowe, walczy z inflacją i dba o nasze portfele. Podwyżki stóp nie obniżą inflacji niestety od razu, za to raty kredytów hipotecznych będą szły w górę już w kolejnych miesiącach.

Rada podnosi stopy o 0,5%

Zgodnie z oczekiwaniami większości analityków stopy procentowe wzrosły wczoraj o kolejne 0,5%. W rezultacie cykl podwyżek stóp procentowych nadal trwa, a główna stop procentowa wynosi już 2,75%. Co ciekawe, pomimo tego, że częściej analitycy spodziewali się wyższej od oczekiwań podwyżki. Pomimo tego inwestorzy przyjęli obecną decyzję za dobrą prognozę dla złotego i rozpoczęli kupowanie. W rezultacie już dzisiaj euro kosztowało niewiele ponad 4,51 zł. Przed samą decyzją inwestorom trochę puszczały jednak nerwy. Powodem było przekładanie decyzji w czasie. Wydłużające się oczekiwanie mogło sugerować, że być może analizowane są jakieś rewolucyjne koncepcje. Stąd część inwestorów wolała zamykać pozycje inwestycyjne.

Złoty najsilniejszy od początku roku

Dobra dyspozycja polskiej waluty wsparta przez decyzję Rady Polityki Pieniężnej spowodowała, że złoty jest najsilniejszy względem większości walut od początku roku. Spowodowane jest to nie tylko dobrą dyspozycją względem euro, ale również korzystnym układem na rynkach. Spadek ryzyk spowodował, że inwestorzy wycofują się z bezpiecznych przystani, co powoduje przecenę franka. Do tego dochodzi słabsza dyspozycja dolara amerykańskiego, po słabszych danych z rynku pracy oraz co ważniejsze zmiana retoryki EBC, która przeniosła zainteresowanie inwestorów na naszą stronę oceanu.

USA bez rekordowego deficytu handlowego

Analitycy spodziewali się, że grudzień okaże się miesiącem z najwyższym w historii USA deficytem handlowym. Finalne dane były niższe i pokazały jednak, że we wrześniu deficyt był o 0,2 mld USD wyższy. Na wysokość deficytu ma wpływ oczywiście umacnianie się amerykańskiej waluty. Nie należy jednak szczególnie demonizować tego parametru. Powodem jest ogólny wzrost międzynarodowej wymiany handlowej w USA. Grudzień był bowiem rekordowym miesiącem zarówno pod kątem wysokości importu, jak i eksportu. Podawany deficyt USA w wartościach bezwzględnych wprowadza nas zatem w błąd. Bardziej racjonalne byłoby interpretowanie procentowej relacji pomiędzy tymi wartościami. Prawdopodobnie dlatego rynki przyjęły drugi najgorszy wynik w historii bez większych emocji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Koszty utrzymania samochodu wzrosły nawet o ponad 50%. Spada jedynie cena OC

W listopadzie ubiegłego roku cena litra benzyny i oleju napędowego osiągnęła ponad 6 zł i była droższa o 1,40 zł niż na początku 2021 roku. W tym samym czasie gaz LPG podrożał o ponad 50%. W 2021 roku wzrósł także średni koszt wizyty w warsztacie nawet o kilkanaście procent. Jednak nie wszystkie koszty utrzymania samochodu rosną. Ceny OC spadły o 10%. 

Rekordowa inflacja przełożyła się na rosnące ceny niemal wszystkich produktów i usług. Dlatego eksperci rankomat.pl przeanalizowali, jak kształtowały się koszty utrzymania pojazdów z uwzględnieniem paliwa, wizyty w warsztacie oraz obowiązkowego ubezpieczenia komunikacyjnego.

W ciągu 2 lat średni koszt wizyty w warsztacie wzrósł o 22%

W 2019 roku za naprawę samochodu polscy kierowcy płacili średnio 505 złotych – wynika
z danych serwisu dobrymechanik.pl. Kolejnego roku ten koszt był już wyższy o 18,4%.
W ubiegłym roku podwyżka wyhamowała i wyniosła jedynie 3% względem roku 2020. Tym samym średni koszt wizyty w warsztacie wyniósł 616 zł.Koszty naprawy

W ubiegłym roku największe podwyżki dotyczyły prostych usług sezonowych (+ 9,9%),
np. serwisu klimatyzacji czy wymiany opon. Typowe naprawy wynikające z eksploatacji samochodu drożały znacznie wolniej (+1,3%), a na niestandardowe koszty napraw właściciele pojazdów wydawali o 4% więcej niż pod koniec 2020 r.

Najwięcej kosztuje naprawa Audi, a najmniej Toyoty

W 2021 roku statystyczny kierowca wydawał najwięcej na naprawę samochodu marki Audi – średnio 696 zł. Najmniej kosztowała go natomiast usterka Toyoty (500 zł). Różnica między najdroższą a najtańszą w naprawie marką wyniosła aż 39%. Koszt naprawy wg marek

W porównaniu do 2020 roku największe wzrosty średniej wartości naprawy samochodu
w ramach jednej wizyty umówionej przez dobrymechanik.pl dotyczyły marki Opel i wyniosły 16%. Dla pozostałych badanych marek podwyżki osiągnęły poziom od 0,3% (Peugeot) do 7,5% (Ford). Jednak wśród 11 najpopularniejszych na polskich drogach marek znalazło się 6, których koszt serwisowania zmalał. Spadki wyniosły od 0,4% (Renault) do 16,2% (Volkswagen).

W perspektywie dwóch lat średni koszt naprawy samochodu wzrósł dla wszystkich marek
i był znacznie wyższy. Dla Fiata i Opla wyniósł nawet ponad 30%.

Paliwo mocno obciążyło kieszenie kierowców

Ze wszystkich wydatków związanych z utrzymaniem samochodu najmocniej kierowcy odczuli te przeznaczone na paliwo. Najtańszy w 2021 roku jak zawsze był gaz LPG 2,65 zł/l. Najdroższa okazała się benzyna – 5,42 zł/l. Nieco taniej dało się zatankować litr oleju napędowego, a dokładnie za 5,35 zł. Wszystkie wartości są średnimi rocznymi cenami. Średnia cena paliwa

Choć ze względu na obniżkę o wartość podatku VAT aktualne ceny paliw są zbliżone do średnich z zeszłego roku, eksperci zapowiadają wzrost kosztów tankowania. Jest to rozwiązanie tymczasowe wynikające z rządowej walki z inflacją, a ta będzie się pogłębiać, co i tak odbije się na kieszeniach kierowców. Sama obniżka o VAT nie potrwa także wiecznie. O tym, że ceny paliw mogą zmieniać się dynamicznie, widać na wykresie z podsumowaniem zeszłego roku. Paliwo wykres

W 2021 roku średnie ceny benzyny i oleju napędowego regularnie rosły od stycznia do listopada. W tym czasie podrożały o 1,40 zł, aby w grudniu spaść o 13 gr. W tym samym okresie, gaz LPG miał swoje zwyżki oraz obniżki i choć od stycznia do listopada podrożał tylko o 1,17 zł, to był to wzrost o ponad 50%, podczas gdy benzyna i olej napędowy podrożały tylko o 30%.

OC „tanie jak barszcz”

Rok 2021 zakończył się największą od czterech lat obniżką średniej składki OC. Właściciele pojazdów płacili za obowiązkowe ubezpieczenie średnio o 10% mniej niż przed rokiem, przy czym najwięcej oszczędzały osoby, które zawierały umowę OC w ostatnim kwartale. Jeśli dynamika obniżek utrzyma się na podobnym poziomie, w 2022 roku może dojść do powrotu wojny cenowej. Zmiany średnich cen OC

W ciągu ostatnich dwóch lat średnie składki OC obniżyły się o ok. 18%. Przy historycznie wysokiej inflacji oraz stale rosnących kosztach likwidacji szkód, rodzi to obawy zarówno
o wpływ takiej polityki cenowej na jakość oferowanych produktów, jak i późniejszy szybki wzrost cen OC, który może się okazać koniecznością. Jednak, póki co, ubezpieczenie OC jest jedną z nielicznych rzeczy, które potaniały w ostatnim czasie. Najwięcej mogą na nim oszczędzić ci kierowcy, którzy porównują oferty
– komentuje Stefania Stuglik, ekspert
ds. ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl.

Spółka z Koluszek chce poprawić bezpieczeństwo na torach

Kosztem 7,9 mln złotych spółka ART IN ENERGY specjalizująca się w budowie i optymalizacji sieci trakcyjnych dla transportu szynowego, uruchomiła kosztem nowoczesne centrum badawczo – rozwojowe w Koluszkach.  Centrum B+R będzie współpracować z Instytutem Kolejnictwa w Warszawie.

– W moim przekonaniu centra badawczo- rozwojowe są jednym z najważniejszych sposobów na technologiczny rozwój polskich firm – powiedział Arkadiusz Błoch, Prezes Zarządu spółki Art In Energy.  – Opracowane w nich, a następnie po weryfikacji, wdrożone innowacyjne rozwiązania pomagają w budowaniu przewagi konkurencyjnej, w których liczy się, jakość, technologia i bezpieczeństwo, a nie jedynie cena. Oczywiście tylko nieliczne firmy mogą sobie pozwolić na samodzielne poniesienie wszystkich kosztów związanych z budową a następnie utrzymaniem jednostek badawczo – rozwojowych. Stąd tak ważne są fundusze. Zarówno krajowe, jak i unijne, które oferują w tym zakresie realne wsparcie przedsiębiorcom – podkreśla A. Błoch.

Zaplecze projektowe Spółki zostało wyposażono w specjalistyczny park maszynowy CNC, dostarczone m.in., przez: Defum, Bekamak, Otinus, Pax Phu oraz Eurometal. To umożliwia realizację precyzyjnych procesów z zakresu obróbki skrawaniem i automatyzacji. – Tutaj nie było mowy o rozwiązaniach kompromisowych. Wybierając urządzenia, postawiliśmy na najlepszą dostępna jakość za adekwatną do oczekiwań cenę – zapewnia Paweł Sych, dyrektor do spraw technicznych Spółki. – W efekcie możemy dziś zaoferować rozwiązania znacznie wykraczające poza rynkowe standardy – dodaje dyr. Sych.ART IN ENERGY

Zarówno kolek, jak i tramwaje

Art In Energy zrealizowała między innymi elektryfikację linii kolejowej nr 68 na relacji Lublin- Stalowa Wola Rozwadów, a także liczne modernizacje sieci trakcyjnej choćby na stacji Rzeszów, odcinku Warka – Radom, czy Koluszki – Słotwiny. Zmodernizowała również linie trakcyjną na warszawskim moście Gdańskim i brała udział w budowie linii tramwajowej w Łodzi przy ul. Rydza Śmigłego.

– Szeroko rozumiane usługi badawcze związana z optymalizacją procesów utrzymaniowych infrastruktury sieciowej przy wykorzystaniu nowoczesnych technik w tym technik obróbki  metali i tworzyw dielektrycznych w branżach energetyki kolejowej i tramwajowej  będą się dalej rozwijać. Transport szynowy może być najważniejszym beneficjentem zmian związanych z ograniczeniem emisji szkodliwych substancji i dekarbonizacją transportu. Żeby to się jednak stało konieczne jest nie tylko modernizowanie sieci, ale także jej rozbudowa – przekonuje prezes Błoch.

Przypomnijmy, że Krajowy Plan Kolejowy zakłada modernizację ok. 9 tys. km linii kolejowych, z których pod października 2021 roku do użytku oddano już 5600 km torów. Biorąc pod uwagę tylko przewozy towarowe, według obecnych założeń do roku 2040 zmodernizowane mają być wszystkie linie, po których odbywa się ruch. Prędkość pociągów towarowych ma zaś wzrosnąć do średnio 50-60 km/godz. Wykonawcy liczą również na inwestycje w piętnastu działających w Polsce sieciach tramwajowych.

ART In Energy Spółka z o.o. powstała w marcu 2017 r. Od chwili rozpoczęcia działalności zmodernizowało ponad 262 kilometrów i wybudowała (zelektryfikowała) 110 km linii kolejowych. Uruchomienie Centrum Badawczo – Rozwojowego było możliwe dzięki dofinansowaniu ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Łódzkiego na lata 2014-2020.

Deweloperski boom w Katowicach

W 2021 roku na katowicki rynek dostarczono niespełna 13.500 m kw., ale w budowie pozostaje prawie 210.000 m kw., przy czym największe projekty mają zostać ukończone w 2022 roku. W całym 2021 roku najemcy podpisali umowy na 53.000 m kw. powierzchni biurowe, co świadczy o ich ostrożnościowym podejściu zapoczątkowanym przez pandemię. Osłabiona aktywność najemców przyczyniła się jednocześnie do wzrostu współczynnika pustostanów o 0,4 pp względem III kw. 2021 roku, który teraz wynosi 10,5%. Warto jednak podkreślić, że jest to drugi najniższy wynik wśród największych polskich miast.

Wysoka aktywność deweloperów

Na koniec 2021 roku zasoby w Katowicach osiągnęły niemal 603.000 m2, przekraczając kolejną symboliczną granicę. W minionym roku aktywność deweloperska była niska i do użytku oddano cztery projekty, które powiększyły ofertę lokalnego rynku biurowego o niecałe 13.500 m2. Największą inwestycją oddaną do użytku w 2021 roku była Kolońska Park o powierzchni 7.900 m2.

Katowice należą do rynków biurowych o mniejszej skali niż wiodące ośrodki biznesowe jednak aktualnie jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się ośrodków. W ostatnich latach potencjał Katowic dostrzegli deweloperzy skupiający się dotychczas na największych rynkach biurowych. Dzięki temu w Katowicach obecnie w budowie znajduje się prawie 210.000 m2, a zdecydowana większość tej powierzchni zasili rynek w 2022 roku, dając szeroki wybór powierzchni klasy A potencjalnym najemcom. Jest to zdecydowanie największy wolumen budynków pozostających w budowie jaki kiedykolwiek zarejestrowano w Katowicach.” – skomentowała Marta Bretner-Nogacka, Negocjator, Knight Frank

Przykłady największych realizowanych aktualnie inwestycji to Global Office Park A1 i A2 o powierzchni 56.000 m2 (Cavatina Holding) oraz .KTW II (42.000 m2, TDJ Estate).

„Warto zauważyć, że zdecydowana większość powstających obiektów w Katowicach będzie miała charakter monofunkcyjny, czyli obejmie przestrzeń biurową z parterem przeznaczonym na handel i usługi. Na tym tle wyróżnia się projekt Global Office Park, który oprócz typowych biur będzie również miał w ofercie cześć mieszkaniową. Na mapie Polski jest coraz więcej projektów o charakterze mixed-use i dobrze, że takie powstają również w stolicy Śląska. Ich przewagą nad typowymi budynkami biurowymi jest przede wszystkim miastotwórczy charakter. To nie są projekty, które zostają wyłączone o godzinie 17, ale stają się częścią tkanki miejskiej, a z ich korzyści mogą czerpać wszyscy użytkownicy miasta, nie tylko osoby pracujące w budynku. Bardzo dużo działań wdrażanych przez samorządy zmierza w kierunku podnoszenia jakości życia w miastach, a podejmowane inicjatywy dotyczą najważniejszych obszarów – transportu, infrastruktury oraz zieleni. Dążeniem jest tworzenie przestrzeni zrównoważonej, a projekty mixed-use wypełniając te założenia stają się przyszłością polskich miast.” – dodała Marta Bretner-Nogacka.

Obniżona aktywność najemców

Po stronie popytu skutki pandemii zdecydowanie są nadal widoczne. W 2021 roku przedmiotem najmu było zaledwie nieco ponad 53.000 m2, co stanowi spadek o 18% względem wolumenu transakcji z 2020 roku. Prawie połowa umów zawartych w 2021 roku to renegocjacje (23.150 m kw.), zaś nowe umowy stanowiły prawie 38% (z czego 14,6% umowy pre-let).

Bardzo pozytywnym sygnałem płynącym ze strony ożywiającego się rynku jest relatywnie duży udział ekspansji w strukturze transakcji, który osiągnął niemal 19% całkowitego popytu. Oznacza to, że firmy się rozwijają i chcą inwestować w biura. To zresztą jest w zgodzie z globalnymi badaniami Knight Frank, które zostały przeprowadzone jeszcze w 2021 roku na próbie 343 firm zatrudniających łącznie 10 milionów pracowników na świecie. Aż 90% ankietowanych wskazało w nim, że biuro jest strategicznym narzędziem firmy. Z analizy wynikało również, że nieco ponad jedna trzecia respondentów (35%) spodziewa się zmniejszenia wielkości swoich globalnych portfeli biur w ciągu najbliższych trzech lat, przy czym taka sama część oczekuje, że wielkość ich portfela powierzchni biurowej pozostanie na niezmienionym poziomie. Z kolei około 30% respondentów przewiduje powiększenie ilości wynajmowanej powierzchni w związku z rozwojem działalności i wejściem na nowe rynki.” – skomentowała Iwona Kalaga, Negocjator, Knight Frank

Pustostany i czynsze

Na koniec grudnia 2021 wskaźnik pustostanów wynosił 10,5% i był wyższy o 0,4 pp. względem ubiegłego kwartału oraz 1,6 pp. porównując z analogicznym okresem 2020 roku. Był to skutek utrzymującej się osłabionej aktywności najemców. Warto jednak podkreślić, że jest to drugi najniższy wynik wśród największych miast regionalnych w Polsce, zaraz za Szczecinem.

Czynsze wywoławcze w Katowicach na koniec 2021 roku wahały się od 8,00 EUR do 14,50 EUR za m kw. miesięcznie i od kilku lat pozostają na niezmienionym poziomie. Oczekiwany znaczący wzrost dostępności nowej powierzchni biurowej w kolejnych kwartałach w Katowicach i wciąż utrzymujący się ograniczony popyt mogą zachęcać najemców do podejmowania renegocjacji stawek czynszu i pakietów zachęt. Należy jednak zwrócić uwagę na wzrost kosztów realizowanych inwestycji z uwagi na rosnące koszty budowy co może znacząco ograniczyć możliwości negocjacyjne inwestorów. Najemcy mogą się jednak spodziewać wzrostu stawek eksploatacyjnych, z uwagi na ogólny wzrost cen usług oraz mediów.” – dodała Iwona Kalaga, Negocjator, Knight Frank.

W grudniu 2021 inflacja wyniosła 8,6% – największy wzrost od 20 lat. Czy kontrakty publiczne są zagrożone?

Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że w obliczu coraz dotkliwszych skutków wysokiej inflacji konieczne są szczególne rozwiązania dla wykonawców zamówień publicznych. W ramach działań osłonowych potrzebna jest pilna ustawa epizodyczna, która rozwiąże kwestię waloryzacji wynagrodzenia wykonawców umów zawartych na dłuższe okresy niż 12 miesięcy. Kwestia ta jest niezwykle pilna, ponieważ ceny nadal rosną, a dodatkowa presja płacowa sprawia, że wykonawcy zaczną zrywać drastycznie nierentowne kontrakty. Ministerstwo Infrastruktury dostrzegło ten problem i podniosło limit waloryzacji nowych kontraktów drogowych z 5% do 10%.

Kontrakty infrastrukturalne opierają się na tzw. koszyku waloryzacyjnym (jak w umowach GDDKiA), które uwzględniają CPI jako element składowy koszyka. Tak jest na całym świecie i ta koncepcja działa także w Polsce. Jednak najbardziej problematyczne są umowy zawarte przed 2022 r. Kalkulacja oferty sprzed 2 lub 3 lat nie mogła uwzględniać obecnych kosztów wykonania zamówienia. Dlatego proponowane rozwiązania dotyczą tylko umów, które zawarto przed 1 stycznia 2022 r. na okres dłuższy niż 12 miesięcy.

W przypadku usług wynagrodzenie wykonawcy powinno podlegać waloryzacji o miesięczne wskaźniki cen towarów i usług ogłaszane przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Ten wskaźnik najwierniej oddaje faktyczne koszty wykonania zamówienia w poszczególnych okresach obowiązywania długoterminowych umów. Jest to też wskaźnik obiektywny i sprawiedliwy.

„Realia rynku zamówień publicznych różnią się do realiów rynku prywatnego. Praktyka zamawiających określana jest bowiem prawem zamówień publicznych i przepisami dotyczącymi finansów publicznych. Daleko mniejsze są możliwości reagowania na zmieniające się warunki rynkowe, ze względu na ograniczenia prawne, jakim podlegają zamawiający. Brak elastyczności na rynku zamówień publicznych może wywołać ogromne szkody nie tylko w sektorze przedsiębiorstw, ale także na rynku pracy. To może negatywnie odbić się na jakości usług publicznych, np. w ochronie zdrowia. Szczególnie w sektorze usług kontrakty są narażone na zerwanie, gdy wynagrodzenie otrzymywane od zamawiających nie pokrywa kosztów wykonania zamówienia. Kontrakty na dłuższą metę nie mogą być deficytowe. Zawierając umowy nie można było przewidzieć takiego wzrostu inflacji i kosztów wykonania zamówień. Gdy chodzi o umowy zawarte lata temu, a nadal wykonywane, to sytuacja wymaga zdecydowanych działań ze strony państwa” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich oraz przewodniczący Rady Zamówień Publicznych.

Dynamika inflacji mierzona wskaźnikiem CPI w grudniu 2021 sięgała 8,6% w ujęciu rocznym – co było największym wzrostem cen odnotowanym od 20 lat. Jeszcze szybciej rosną koszty ponoszone w toku prowadzonej działalności gospodarczej – o czym świadczy m.in. wskaźnik cen producentów (PPI), który w analogicznym okresie wzrósł aż o 14,2%. Wysokie tempo wzrostu cen jest efektem jednoczesnego oddziaływania szeregu czynników – gwałtownie rosnących kosztów nośników energii i wielu surowców, zakłóceń w łańcuchach dostaw oraz związanego z tym wzrostu kosztów transportu i magazynowania, jak również czynników wewnętrznych, związanych z silnym popytem przy niedostatecznej podaży, a także tzw. efektu drugiej rundy, czyli zwiększonych oczekiwań płacowych wywołanych przez rosnące ceny.

ZZKRL i ZZPSRL przeciwko polityce p.o. Prezesa PAŻP Janusza Janiszewskiego

Związek Zawodowy Pracowników Służb Ruchu Lotniczego (ZZPSRL) reprezentatywnej organizacji związkowej w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej (PAŻP) w skierowanym dziś do Ministra Infrastruktury piśmie popiera członków Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego (ZZKRL). Związek Zawodowy Pracowników Służb Ruchu Lotniczego uznał, że działania zarządcze wobec przedsiębiorstwa i pracowników prowadzone przez p.o. Prezesa PAŻP- Janusza Janiszewskiego za niedopuszczalne.

Związek Zawodowy Pracowników Służb Ruchu Lotniczego Organizacja członkowska zrzeszona w strukturach OPZZ potępił m.in. szkalowanie, pomawianie i obrażanie pracowników PAŻP przez p.o. prezesa. Według Związku głównym powodem sporu wewnątrz firmy jest zła organizacja pracy i błędy zarządcze.

Wprowadzające w błąd jest informowanie opinii publicznej, że przedmiotem sporu są wynagrodzenia, a także sugerowanie, że ponad 80% Załogi przyjęło nowy regulamin wynagradzania z zadowoleniem. Jak podaje w swoim piśmie Związek Zawodowy Pracowników Służb Ruchu Lotniczego na przyjęcie nowych warunków pracownicy zgodzili się w obawie przed utraceniem pracy. Jednocześnie PAŻP w trakcie trwającego procesu zwolnień grupowych zatrudniła 141 nowych, przy jednoczesnym zwolnieniu 135 bardzo doświadczonych, wyszkolonych pracowników związanych z organizacją przez wiele lat.

Cieszymy się, że mamy wsparcie naszych Koleżanek i Kolegów z Związku Zawodowego Pracowników Służb Ruchu Lotniczego w tym trudnym momencie. Nie zgadzamy się ze szkodliwą polityką prowadzoną od wielu miesięcy przez p.o. Prezesa Janiszewskiego. W naszej ocenie prowadzi ona do naruszenia procedur bezpieczeństwa, zwiększenia liczby zdarzeń lotniczych w przeliczeniu na liczbę operacji i utratę zaufania kontrolerów do pracodawcy. Liczby mówią same za siebie, obecnie są setki złożonych pozwów, do których wkrótce dołączą kolejne. Co napawa wielkimi obawami to wdrażanie zmian zarówno w systemie funkcjonalnym jak i organizacji pracy, bez wymaganych przepisami wcześniejszych analiz bezpieczeństwa wskazujących zagrożenia jak i wpływ na bezpieczeństwo ruchu lotniczego. – powiedział  Maciej Sosnowski przewodniczący Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego.

PSG wstrzymuje przyłączenia do gazociągów. Co z zakładami produkcyjnymi?

  • Wstrzymanie zawierania umów przyłączeniowych przez PSG, które w ostatnim okresie szeroko było komentowane przez prasę, to olbrzymi problem nie tylko dla domostw;
  • Kłopot mają też przedsiębiorcy, którzy uruchamiając inwestycję lub zmieniając źródło zasilania założyli przejście na gaz;
  • Jakie jest wyjście z tak niekorzystnego położenia?

Wraz z początkiem stycznia do planujących przyłączenie gazowe w domostwach, ale i zakładach produkcyjnych dotarła informacja dotycząca wstrzymania przez Polską Spółkę Gazownictwa (PSG) zawierania umów na przyłącza gazowe z powodu pełnego zarezerwowania środków inwestycyjnych w postaci 2 mld zł na lata 2022-23. Co prawda, w ostatnich dniach powyższy komunikat zniknął ze strony PSG, co jednak nie zmniejszyło poczucia niepokoju.

Kolejna szansa w latach 2024-25?

Informacja PSG okazała się ciosem dla klientów indywidualnych, którzy chcieli przyłączyć się do sieci w latach 2022-23 a jeszcze nie wystąpili o przyznanie warunków. Wcześniej potwierdzone przyłącza będą realizowane. Analogicznie sytuacja wygląda w kwestii przyłączeń zakładów produkcyjnych.

– W przypadku klientów indywidualnych może to oznaczać potrzebę zmiany systemu zasilania domu. Problem jednak jest znacznie bardziej złożony w przypadku przedsiębiorców z zakładów produkcyjnych. Jeżeli otwierając nowy zakład lub zmieniając źródła zasilania obecnego nie wystąpiono wcześniej o wystawienie warunków i przyłączenie, to przy obecnej informacji o wyczerpaniu środków, kolejna szansa pojawi się dopiero w latach 2024-25. Pamiętajmy też, że realizacja przyłączenia również trwa od kilku do kilkunastu miesięcy – mówi Łukasz Byczkowski, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w DUON Dystrybucja sp. z o.o.Z drugiej strony nie mamy pewności, że kolejne lata stworzą większe możliwości. Po pierwsze, sytuacja na rynku surowców jest trudna, a dodatkowo wzmożone zapotrzebowanie na paliwo wynikające z nowych wymogów prawnych, ale też zwiększonego popytu związanego z odmrażaniem gospodarki po kolejnej fali pandemii mogą sprawić, że sytuacja się nie poprawi – dodaje Łukasz Byczkowski.

Przejście na gaz – dlaczego tak ważne?

Wykorzystanie gazu w obszarze odbiorców indywidualnych, jak i przemysłowych ma uzasadnienie przynajmniej z kilku powodów, co również wzmaga popyt. Po pierwsze, jest to ważny krok w drodze do zeroemisyjności gospodarki, co jest celem Unii Europejskiej do 2050 r. Po drugie, dyrektywa MCP jako kluczowy akt prawny obliguje zarządców i użytkowników tzw. obiektów średniego spalania paliw, czyli kotłów od 1 MW do 50 MW do dostosowania zgodnie z nowymi, restrykcyjnymi wymogami emisji już istniejących zakładów oraz budowy nowych według założeń określonych w przepisach.

Po trzecie, świadomość społeczna konsumentów oraz odpowiedzialność biznesu sprawia, że przedsiębiorcy dążą do ograniczenia emisji przy produkcji dóbr. Po czwarte, ostatnie rozważania Brukseli w zakresie włączenia gazu i atomu do tzw. “zielonych paliw” również mogą odegrać istotną rolę we wzroście popytu.

Rezygnacja z gazu – czy jest konieczna?

Uruchomienie zakładu produkcyjnego opartego na zasilaniu gazem lub zmiana źródła zasilania już istniejącej inwestycji mogłoby być zagrożone po informacji opublikowanej przez PSG. Dla obu grup przedsiębiorców może to być krytyczny problem. Brak przyłączenia do gazu w przypadku otwarcia produkcji lub jej wznowienia może okazać się przeszkodą, którą trudno będzie ominąć. Decyzja PSG sprawia, że o ile ktoś o ustanowienie decyzji nie zadbał wcześniej, teraz jest w niezwykle trudnym położeniu. Wielu przedsiębiorców może porzucić aktualne plany i przesunąć je w czasie, co może być bardzo kosztowną i bolesną decyzją.

– Kluczem jest sprawne rozpoczęcie poszukiwania alternatyw w postaci innych dostawców, którzy korzystając z istniejącej infrastruktury mogą zaproponować współpracę na atrakcyjnych warunkach. Z kolei w przypadku braku możliwości przyłączenia doskonałym rozwiązaniem będzie gaz ziemny w postaci skroplonej, czyli LNG. Dlaczego? Jest to forma możliwa do zastosowania tu i teraz, również bez ograniczeń terytorialnych, czyli rozwiązująca najistotniejszy problem. Gaz LNG to również ważne rozwiązanie “tymczasowe” w oczekiwaniu na przyłączenie – zapewnia ciągłość / możliwość uruchomienia produkcji – dodaje Łukasz Byczkowski.

Dostawa LNG – krok po kroku

Zmiana źródła zasilania z sieci na wersję LNG dla wielu przedsiębiorców może być źródłem pytań, niepewności. Dlatego tak ważne jest wsparcie fachowców, którzy pomogą przeprowadzić przyszłego klienta przez proces.

Realizacja pod kątem technicznym i infrastrukturalnym w całości jest również po naszej stronie, dzięki czemu proces przebiega maksymalnie sprawnie i pozwala klientowi podążać założonymi harmonogramami budowy swojego zakładu, mając pewność co do ciągłości dostaw i ewentualnych napraw w przypadku potrzeby interwencji – kontynuuje Łukasz Byczkowski.

Endava wchodzi do Polski

Endava, brytyjski dostawca usług technologicznych następnej generacji, posiadający biura w Europie Środkowo-Wschodniej i Ameryce Południowej oraz zespoły zlokalizowane w pobliżu siedzib klientów w Europie Zachodniej, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Australii i Singapurze, ogłasza ekspansję w Polsce.

Brytyjska firma, z siedzibą w Londynie i notowana na nowojorskiej giełdzie papierów wartościowych, od ponad 20 lat z powodzeniem redefiniuje sposób, w jaki ludzie wchodzą w interakcje z technologią i otaczającym ich światem. Endava dostarcza zawansowane rozwiązania, buduje platformy technologiczne i przyspiesza zmiany dla klientów z branż takich jak: usługi finansowe i płatności elektroniczne, TMT (technologia, media i telekomunikacja) czy logistyka.

Endava zatrudnia ponad 10.000 specjalistów na całym świecie (w tym ponad 5.000 osób w Europie Środkowo-Wschodniej), którzy pracując w wielofunkcyjnych zespołach, składających się z pracowników o różnych specjalizacjach i różnym stażu pracy, dostarczają kompleksowe rozwiązania dla klientów firmy – od pomysłu i strategii po wdrożenie i wsparcie techniczne.

Doceniając wysokie kompetencje polskich specjalistów w zakresie wdrażania rozwiązań chmurowych opartych na Google Cloud Platform, Endava tworzy polskie centrum doskonałości Google do obsługi swoich europejskich klientów. Wspierać ono będzie firmy we wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań cloud native, konfiguracji landing zone oraz migracji danych do chmury obliczeniowej.

Endava rozpoczyna rekrutację w Polsce, oferując możliwości m.in. dla programistów, testerów, inżynierów aplikacji, analityków, kierowników projektów, architektów oprogramowania oraz pracowników usług wsparcia.

Brytyjska firma, postrzegana jako jeden z pracodawców pierwszego wyboru w większości miast, w których działa, ogłosiła przyjęcie hybrydowego modelu pracy na stałe. Daje to pracownikom możliwość pracy zarówno w biurze, jak i w domu. Biuro jest postrzegane jako przestrzeń, w której można doświadczyć kultury organizacyjnej opartej na pracy zespołowej, uczestniczyć w ceremoniach Agile, szkoleniach i wydarzeniach firmowych, programach stażowych, warsztatach oraz innych aktywnościach, w których preferowana jest bezpośrednia współpraca.

„Zapotrzebowanie na cyfrowe technologie rośnie na całym świecie, co pozwala nam rozwijać nasze regionalne centra i przyciągać nowe talenty do naszych zespołów. Polska z pewnością stanie się jednym z naszych głównych rynków, ponieważ znaleźliśmy tu bardzo wielu utalentowanych inżynierów o ogromnym potencjale”, powiedział Claudiu Constantinescu, Regional Manager, Central Europe, Endava.

W Endavie stawiamy na zgrane zespoły wykonujące doskonałą pracę dla naszych klientów, którzy wracają do nas z kolejnymi projektami. To pozwala nam rozwijać się jako organizacji, a także otwiera nowe możliwości dla naszych pracowników, dając im szansę zawodowego rozwoju oraz realizacji nowych zadań i obowiązków wynikających z rozszerzania naszej działalności. Doceniając lokalny potencjał, wierzymy, że Polska stanie się częścią naszego sukcesu,” dodał John Cotterell, Chief Executive Officer, Endava.

Wraz z ekspansją na nowe rynki, Endava konsekwentnie buduje kulturę organizacyjną opartą na wartościach i nadrzędnych celach, które przyczyniają się do jej dynamicznego rozwoju. Firma oferuje wiele nowych i ekscytujących możliwości rozwoju dla profesjonalistów IT na wszystkich szczeblach kariery.

Nowe lokalizacje dla krematoriów – nowelizacja Prawa Pogrzebowego

Krematoria mają znajdować się w ściśle wyznaczonych przez miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego obszarach – przewiduje projekt nowelizacji Prawa Pogrzebowego. Chodzi o usytuowanie ich w bezpośrednim sąsiedztwie cmentarzy, możliwie jak najdalej od budynków mieszkalnych. Zmiany dotyczyć mają też samej kremacji.

Chowając swoich bliskich, coraz częściej wybieramy kremację. Nowe przepisy mają precyzyjnie uregulować sam sposób jej dokonywania (np. parametry techniczne pieca kremacyjnego, pojemników), uprawnień odpowiedzialnych za nią osób, jak i lokalizacji krematoriów.

– Chodzi o te, które dopiero powstaną. Ustawodawca proponuje, aby ten segment usług pogrzebowych znajdował się w wyznaczonych planem zagospodarowania przestrzennego obszarach, przede wszystkim w bezpośrednim sąsiedztwie cmentarza – tak, aby obiekty te usytuowane były jak najdalej od budynków mieszkalnych – mówi Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Dodaje, że celem wprowadzenia takiego rozwiązania jest uniknięcie w przyszłości sporów czy sprzeciwów, jakie pojawiałyby się wobec położonych zbyt blisko zamieszkałych okolic punktów krematoryjnych.

– Dzisiaj niestety funkcjonują one często w ścisłej zabudowie miejskiej, a nawet, jak to ma miejsce w jednym z miast na Mazowszu, w ścisłej zabudowie i sąsiedztwie szpitala, który powinien być raczej miejscem wolnym od tego rodzaju sąsiedztwa – opisuje obecny stan rzeczy Robert Czyżak.

Zwraca on też uwagę, że w myśl nowych przepisów ujednolicony zostanie druk certyfikatu kremacji (obowiązywać będzie jeden wzór w całej Polsce), jak również dodatkowy „niepalny identyfikator z danymi krematorium” z numerem porządkowym kremacji, umieszczany w trumnie ze zwłokami przed dokonaniem kremacji, tak, aby rodziny osób zmarłych były absolutnie pewne co do autentyczności przekazywanych im prochów.

– Wprowadzone procedury porządkują proces całej kremacji, która dziś przypomina często tzw. wolną Amerykankę. Dlatego też stosowne unormowania dotyczyć mają np. samego spopielenia – wskazuje Robert Czyżak. Zgodnie z tym, kremacja ma być dokonywana w specjalnej, wykonanej z materiału łatwopalnego, nie lakierowanego (najlepiej z surowego drewna, bez żadnych okuć) trumnie, zaś urna z prochami wykonana ma być z metalu, kamienia, szkła, ceramiki bądź materiałów biodegradowalnych, o pojemności min. 3,5 litra.

Bezpośredni nadzór (przede wszystkim, jeśli chodzi o utrzymanie należytych standardów) nad krematoriami obejmą Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska.

Prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej zaznacza też, że projekt nowelizacji ustawy Prawo Pogrzebowe powinien trafić z KPRM do sejmu. Tym samym, rozpocznie się ostatni etap związany z wejściem w życie nowego prawa pogrzebowego.

Nowy projekt zakłada min. stosowne regulacje pozwalające na lepsze i bardziej czytelne funkcjonowanie w Polsce krematoriów zajmujących się spopieleniem zmarłych.

Na rynku polskim funkcjonują dziś 73 krematoria. Liczba kremowanych ciał systematycznie rośnie. W 2021 roku wynosiła ona 175 tys., podczas gdy rok wcześniej – 164 tys. W Polsce działa obecnie około 4 tysięcy firm pogrzebowych. Mniej więcej tyle samo zajmuje się kamieniarstwem.

Bioceltix aktualizuje strategię rozwoju i zapowiada debiut na głównym parkiecie

Bioceltix to wrocławska spółka biotechnologiczna rozwijająca leki biologiczne dla zwierząt towarzyszących ze szczególnym uwzględnieniem psów i koni. Swoje produkty lecznicze opiera na autorskiej technologii wykorzystującej mezenchymalne komórki macierzyste. W listopadzie 2021 r. firma zadebiutowała na rynku New Connect. Teraz Bioceltix rozszerza strategię rozwoju o pięć nowych projektów i przygotowuje się do przejścia na dużą giełdę.

W poprzedniej rundzie finansowania spółka pozyskała 7 milionów złotych, finansowała się również ze źródeł dotacyjnych.

– Przy poprzedniej emisji deklarowaliśmy, że w 2021 r. zrealizujemy fazę bezpieczeństwa TAS dla dwóch kandydatów na leki dla psów. Oba badania nie tylko zostały zrealizowane zgodnie z planem, ale jeszcze zakończyły się sukcesem. Obiecaliśmy również, że z początkiem nowego roku rozpoczniemy terenowe badanie kliniczne dla kandydata do leczenia zmian zwyrodnieniowych stawów u psów. To również odbyło się zgodnie z planem. Po wykazaniu skuteczności na pacjentach klinicznych, będziemy mogli złożyć do Europejskiej Agencji Leków wniosek o pozwolenie na dopuszczenie do obrotu, rozpoczynając tym samym procedurę związaną z rejestracją produktu leczniczego. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pierwszy lek uzyska pozwolenie na wprowadzenie do obrotu w 2024 roku – mówi Łukasz Bzdzion, prezes zarządu Bioceltix.

Teraz Bioceltix poszerza strategię rozwoju o pięć nowych projektów, a uwzględniając również inne cele rozwojowe potrzeby kapitałowe do końca 2024 roku określa na blisko 70 mln zł. Środki te pozwolą doprowadzić trzy obecnie rozwijane produkty do etapu złożenia wniosku o pozwolenia na dopuszczenie do obrotu, a także sfinansować uruchomienie wszystkich pięciu nowych projektów.

– W obszarze nowych projektów planujemy rozpocząć prace nad rozwojem czterech kolejnych leków biologicznych dla zwierząt towarzyszących. Będą to produkty dotyczące leczenia ochwatu u koni, nieswoistego zapalenia jelit u psów oraz przynajmniej jeden produkt w obszarze kocim, co jest szczególnie ważne, gdyż ten gatunek nie jest jeszcze reprezentowany w naszym portfolio. – wyjaśnia Łukasz Bzdzion.

Kolejny produkt wiąże się także z pewnymi nowościami technologicznymi.

– Czwartym kandydatem będzie produkt do leczenia atopowego zapalenia skóry u psów, ale w oparciu o tzw. sekretom, czyli zestaw substancji biologicznie aktywnych produkowanych i wydzielanych na zewnątrz przez komórki macierzyste. Sekretom jest u nas jak dotychczas tylko odpadem, a ponieważ jego potencjalna funkcja terapeutyczna jest znana, to ten projekt ma szczególne uzasadnienie. Dodatkowo zgłosiliśmy do ochrony patentowej stabilną formulację sekretomu, która daje szansę na nowe, inne niż dożylna drogi podania. Ten projekt jest dla nas bardzo ważny, gdyż może zapewnić nam w przyszłości produkt komplementarny do leku podstawowego, nad którym obecnie pracujemy. Będzie to silne wzmocnienie naszej atopowej własności intelektualnej. – dodaje Łukasz Bzdzion.

Ostatni, piąty produkt, może być pewnym zaskoczeniem, gdyż jest spojrzeniem spółki w kierunku biotechnologii ludzkiej, a to w Bioceltix nowość.

dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix
dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix

– Planujemy także eksperymentalną weryfikację możliwości wykorzystania sekretomu pochodzenia zwierzęcego do leczenia atopowego zapalenia skóry u ludzi. Takie międzygatunkowe wykorzystanie sekretomu zwierzęcego ma solidne podstawy naukowe. Zależy nam, aby możliwie szybko zweryfikować hipotezę w próbach z udziałem ludzi. Jeśli te próby się powiodą i uzyskamy zadowalające wyniki, wówczas produkt będzie rozwijany na poziomie dedykowanej spółki zależnej i z udziałem finansowania, które nie będzie rozwadniające dla akcjonariuszy Bioceltix – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Spółka planuje także powiększyć zespół badawczy o kilkunastu specjalistów oraz zmodernizować wytwórnię w kierunku zwiększenia stopnia automatyzacji procesów związanych z wytwarzaniem produktów leczniczych na bazie komórek macierzystych. Istotnym punktem nowej strategii są także działania mające na celu rejestrację produktów Bioceltix nie tylko na rynku europejskim, ale także amerykańskim.

Czas dla biotechnologii weterynaryjnej jest bardzo dobry, co widać na rynku przejęć. Chcemy to maksymalnie wykorzystać, więc przyspieszamy z rozwojem. Na realizację zaktualizowanej strategii do końca 2024 roku potrzebujemy blisko 70 mln zł, z czego ok. 60 mln zł musimy pozyskać ze źródeł zewnętrznych. Oczywiście wciąż potencjalnie mamy do dyspozycji finansowanie grantowe, natomiast istotna część tych środków zostanie pozyskana z emisji nowych akcji, przy czym na dziś nie przesądzamy, o ilu emisjach i w jakiej wysokości mówimy. Będziemy o tym decydować w zależności od aktualnej sytuacji. – wyjaśnia Wielgus.

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, na którym akcjonariusze Bioceltix podejmą decyzję o emisji akcji, odbędzie się 7 marca 2022 roku. Przez kilka ostatnich sesji kurs mierzy się ze zwiększoną podażą, co może mieć związek z zawiadomieniem od jednego z funduszy o zejściu poniżej progu 5%.

Nie komentujemy decyzji naszych akcjonariuszy. Mogę jedynie zapewnić, że konsekwentnie realizujemy nasze cele strategiczne budując pozycję globalnego lidera w obszarze komórek macierzystych dla zwierząt towarzyszących. – podsumowuje Paweł Wielgus.

Tarcza nie wystarcza. Chwilowa obniżka przed dużą podwyżką

Inflacja sięgnęła już dosyć wysokich poziomów – aby ją obniżyć rząd zdecydował się na wprowadzenie tarczy antyinflacyjnej. Natomiast my, konsumenci, możemy spróbować dostosować swój koszyk zakupowy do wzrostu cen i usług – aby mniej dotkliwie odczuć wyższe ceny. Warto też rozważyć inwestycje w fotowoltaikę – zwłaszcza w najbliższych miesiącach, czyli do końca marca, do kiedy będą obowiązywać sprzyjające warunki rozliczania. To pozwoli gospodarstwom domowym obniżyć rachunki za prąd i rozważyć kolejne opcje – jak np. samochód elektryczny. Z kolei lepiej powstrzymać się z zakupami typu dobra elektroniczne, komputery czy tablety – powinny one bowiem zacząć tanieć w związku z wyższa dostępnością do półprzewodników i obniżeniem się cen niektórych komponentów wykorzystywanych w produkcji.

– Patrząc na codzienne wydatki spodziewamy się obniżki cen na energię, gaz czy paliwa w związku z tarczą antyinflacyjną – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Mniejsze wzrosty cen powinny być też widoczne w zakresie produktów żywnościowych. Wydaję się więc, że przy kształtowaniu naszego koszyka zakupowego, jeśli tarcza antyinflacyjna nie zostanie przedłużona, w czerwcu czy lipcu powinniśmy się bacznie przyjrzeć jakie dobra zdrożeją w kolejnych miesiącach. Warto więc zaopatrzyć się wcześniej w tańsze produkty, aby powrót do poprzednich stawek nie był aż tak bardzo dotkliwy – stwierdził Sielewicz

Czy zobaczymy tańszą ropę?

Za nami posiedzenia najważniejszych banków centralnych. Swoje decyzje podejmowały Fed, EBC oraz BoE. Wczoraj przyszedł czas na RPP, która nie rozczarowała i podniosła stopy procentowe o 50 bps, zgodnie z szerokim konsensusem, choć zdarzało się słyszeć głosy za ruchem o 75 bps. Rynki w tym momencie mocniej zaczynają żyć tym co dzieje się na rynku ropy naftowej. Oczywiście cena benzyny na stacjach w Polsce spadła w lutym do poziomu 5,25 – 5,30, ale to nie było pokłosie spadku cen ropy na globalnych rynkach, a jedynie tymczasowej obniżki podatku VAT.

Na rynku ropy naftowej rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia większej zmienności. Osobiście uważam, że spadki cen w najbliższym czasie są dużo bardzie prawdopodobne, niż dalsze wzrosty. Wynika to z kilku czynników. Tematem numer jeden na ten moment są trwające negocjacje pomiędzy USA a Iranem. Gra toczy się o zniesienie sankcji i przywrócenie porozumienia nuklearnego z 2015 roku, kiedy u władzy był Barack Obama. Gdyby doszło do porozumienia, wówczas na rynek ponownie trafiłaby irańska ropa co naturalnie zwiększyłoby podaż. Oczywiście nie stałoby się to od razu. Zanim fizycznie doszłoby do tego zjawiska, musiałoby minąć kilka miesięcy. Iran mógłby dostarczyć na rynek 1,6 mln baryłek dziennie. Jakie są szanse na realizacje takiego scenariusza? Departament Stanu USA mówi, że rozmowy są na ostatnim etapie. Z kolei z wypowiedzi rosyjskiego głównego negocjatora ds. nuklearnych wynika, że rozmowy są na „finiszu”. O postępach mogą świadczyć częściowe zniesienia sankcji przez USA w miniony weekend. Dla Iranu to jednak za mało. Kraj ten domaga się gwarancji utrzymania porozumienia. Iran ma w ręku kilka dużych asów przetargowych. Już w grudniu wzbogacał uran do poziomu 90 proc., czyli takiego, który umożliwia użycie broni jądrowej. Wcześniej kraj ten wzbogacił surowiec do 60 proc. W ten sposób chciał prawdopodobnie wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną podczas rozmów, które ponownie rozpoczęły się pod koniec minionego roku.

Jeśli stronom uda się uzgodnić nowy układ, wówczas czeka nas 1-2 miesięczny okres przygotowawczy do jego realizacji. Oznacza, to że potencjalnie sankcje naftowe wobec Iranu mogłyby zostać złagodzone do połowy roku. Reakcja rynku byłaby jednak natychmiastowa, co oznaczałoby korektę w notowaniach. Wysokie wyceny surowca (najwyżej od 2014 roku) zwiększają prawdopodobieństwo spadków. Do tego dochodzą inne czynniki fundamentalne. Międzynarodowa Agencja Energetyczna, podobnie zresztą jak komitet techniczny OPEC zakładają, że w tym roku na rynku będziemy mieli nadwyżkę podaży (OPEC cały czas zwiększa wydobycie). W całym 2021 roku rynek znajdował się w deficycie. Nie oznacza to, że zmaleje popyt. Po prostu prognozowany jest wzrost wydobycia, a sprawa Iranu dodatkowo może ją zwiększyć. Dużo też będzie zależeć od ropy z USA. Wydobycie z łupków nie wróciło tam jeszcze do poziomu sprzed pandemii. Szacunki zakładają, że Stany Zjednoczone zwiększą je o 1 mln baryłek dziennie do 17,7 mln. Operatorzy reagują na wyższe ceny i uruchamiaj więcej platform wiertniczych.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

W nowy rok z podwyżkami stóp procentowych. Sprawdzamy oprocentowanie i marże banków

Spełnił się czarny scenariusz kredytobiorców. Z początkiem roku Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na kolejną podwyżkę stóp procentowych. Obecnie podstawowa stopa referencyjna, odpowiedzialna za oprocentowanie naszych kredytów wynosi 2,25 proc. i w ciągu 3 miesięcy wzrosła o ponad 2 pkt. proc. Ile obecnie kosztują kredyty? Sprawdziliśmy oprocentowanie i marże banków.

Niestety – taniej już było. Najprawdopodobniej to nie koniec podwyżek stóp. Eksperci szacują, że w tym roku stopa referencyjna może osiągnąć wysokość nawet ponad 3 proc. To i tak ciągle mniej niż miała w 2012 roku, kiedy to wynosiła 4,75 proc. – najwięcej w ciągu ostatnich 10 lat.

Mimo wszystko NBP i RPP zaserwowały setkom tysięcy kredytobiorców terapię szokową, najpierw – wiosną 2020 tnąc stopy nieomal do zera, by jesienią 2021 wystrzelić z serią mocnych podwyżek.

Przypomnijmy jednak, że to nie stopy procentowe, a wskaźnik WIBOR plus marża bankowa, określają za ile bank pożyczy kredytobiorcy pieniądze i jak raty będą się zmieniać w czasie.

WIBOR (Warsaw Interbank Offered Rate) jest, codziennie aktualizowanym w oparciu o dane z banków komercyjnych, wskaźnikiem mówiącym o tym, za ile banki pożyczają sobie pieniądze. Każdego dnia o godzinie 11 publikuje się aktualny WIBOR. Istnieje kilka wskaźników WIBOR w zależności od czasu, na jaki banki udzielają sobie pożyczek. Np. WIBOR 3 M dotyczy pożyczek na 3 miesiące, WIBOR 6 m na pół roku i tak dalej. Banki komercyjne pożyczając pieniądze od siebie nawzajem, oddają  pożyczone kwoty plus WIBOR. To jest ich koszt pieniądza, uzależniony też oczywiście od stóp procentowych. WIBOR nie może być niższy niż stopa referencyjna, czyli taka, po której bank centralny pożycza bankom komercyjnym pieniądze.

Ostatecznie jednak banki koszt pieniądza przerzucają na klientów. Dlatego przeciętny Kowalski powinien zdawać sobie sprawę, czym jest WIBOR i że jego wartość się zmienia. Wówczas zmienia się również rata jego kredytu.

Drugim elementem, który składa się na oprocentowanie kredytów hipotecznych, jest oczywiście marża bankowa, a więc – mówiąc w uproszczeniu – zysk banku za udzielenie kredytu klientowi. Im niższa marża, tym oczywiście tańsze kredyty. Finalnie do kosztów pożyczonego pieniądza zalicza się również opłaty jednorazowe – przede wszystkim prowizję, ale także koszt sporządzenia operatu szacunkowego czy ubezpieczenia. Całość kosztów daje nam Rzeczywistą Roczną Stopę Oprocentowania.

Za ile kredyt?

Przez długi czas hossy na rynku nieruchomości i kredytowym, w okresie kiedy stopy procentowe były na rekordowo niskim poziomie, marże banków również pozostawały stabilne. Z danych ostatniego raportu Amron – Sarfin (za III kw. 2021) wynika, że przeciętne marże dla kredytów w analizowanym okresie wynosiły 2,22 proc. Pozostawały stabilne na tym poziomie przez dłuższy czas, co pokazuje poniższy wykres.

Wykres 1 – marże kredytów hipotecznych 2021 (źródło: raport Amron – Sarfin za III kw. 2021)marże kredytów hipotecznych

Oczywiście poziom marż dotyczy czasu jeszcze sprzed serii podwyżek. Jak kształtowały się marże bankowe w ostatnim kwartale ubiegłego roku? Na podsumowanie tego okresu trzeba jeszcze poczekać.

W każdym razie z ofert banków komercyjnych wynika, że marże pozostają na razie na zbliżonym poziomie. Niewykluczone, że – jeśli stopy procentowe w ciągu roku będą rosnąć – banki zaczną reagować poprzez obniżanie marż, by utrzymać konkurencyjną ofertę i  walczyć o klientów w czasach coraz droższego pieniądza.

Aktualnie kredyty na 300 tys. zł, na 25 lat oprocentowane są przeciętnie ma około 5 – 5,5 proc. Najtańsze oferty mają oprocentowanie na poziomie 4,75 proc. ,a  z drugiej strony ponad 7.

Wysokość oprocentowania zależy m.in. od WIBORU stosowanego przez banki. W “normalnym” okresie, gdy na rynku, w gospodarce i życiu społecznym panuje ład i stabilizacja, wskaźniki WIBOR 3 M i WIBOR 6M różnią się stosunkowo nieznacznie, choć zazwyczaj wyższy jest WIBOR 6M, co wynika z dłuższego okresu pożyczki międzybankowej, a więc potencjalnie wyższego ryzyka.

Dziś oba wskaźniki są wyraźnie rozchwiane. Na dzień 11.01.2021 WIBOR 3M wynosił 2,69 proc., a 6M aż ponad 3 proc. Różnica jest spora, co może przekładać się na wyższe oprocentowanie kredytów, gdzie stosuje się WIBOR 6 M (choć niekoniecznie – bowiem banki, by zachować konkurencyjność oferty mogą reagują odpowiednim obniżaniem marż).

Kredyty ze stałym oprocentowaniem

Obecnie tysiące ludzi, zwłaszcza ci, którzy brali kredyty, gdy stopy procentowe tylko spadały, boleśnie przekonuje się, na czym polega ryzyko stopy procentowej. Jest to mechanizm budzący wątpliwości, bowiem w praktyce polega to na przerzuceniu ryzyka banków z własnych transakcji na klientów. Rodzi to wątpliwości co do legalności takiego zabiegu, bowiem banki nie dzielą się ryzykiem stopy, tylko w całości obdarzają nim kredytobiorców. Ci muszą zaakceptować, że gra będzie się zmieniać w trakcie trwania. I tylko jedna strona za to zapłaci.

Co zrobić, by spać spokojnie? Rozwiązaniem mogły by być kredyty ze stałym oprocentowaniem, czyli takie, których koszt nie zmienia się trakcie trwania umowy, niezależnie od poziomu stóp procentowych. Ryzyka w tym przypadku nie ma. Klient wie, na czym stoi. Rata jest stała.

Problem w tym, że taka oferta, choć teoretycznie istnieje, na polskim rynku kredytowym jest niewielka. Banki dzielą się ryzykiem niechętnie i nie na cały czas trwania umowy. Kredyt ze stałą stopą procentową można wziąć na jakiś okres, najczęściej 5 lat – potem wraca się do rat uzależnionych od WIBORu, ewentualnie jest możliwość starania się o kolejną zmianę oprocentowania na stałe, wg aktualnej stosowanej przez bank tzw. stopy bazowej, która się nie zmieni w aneksowanym okresie i do której dolicza się marżę.

Klient, który zdecyduje się na stałą stopę procentową, na pewno zapłaci “ekstra” za brak ryzyka. Oprocentowanie jego kredytu będzie większe, niż w przypadku stopy zmiennej. Dla przykładu w banku ING stałe oprocentowanie kredytów w ofercie standardowej wynosi 6,82 proc. (RRSO 7,52). W banku PKO BP oprocentowanie takiego kredytu wynosi także ponad 6 proc., a więc wyraźnie wyżej od obecnego przeciętnego oprocentowania kredytów ze zmienną stopą. To premia banków za ryzyko, ale z drugiej strony kredytobiorca ma pewność, że rata jego kredytu nie wzrośnie. To daje poczucie finansowej stabilność.

W polskich warunkach rynek kredytów stało oprocentowanych jest niewielki, co siłą rzeczy przekłada się na słabszą konkurencję między bankami i mniejszy wybór ofert. Jeśli jednak chcemy mieć poczucie stabilizacji, warto takie rozwiązanie rozważyć.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Lotnictwo notuje wzrost zapotrzebowania na pilotów

Ludzie na całym świecie chcą i muszą podróżować, a pandemiczna sytuacja z która mamy do czynienia w ostatnich dwóch latach postawiła przed przewoźnikami ogromne wyzwania. Zarówno linie lotnicze, jak i same porty starają się wypracować rozwiązania, których celem jest przywrócenie intensywnego ruchu lotniczego. Wraz z jego odrodzeniem zwiększy się zapotrzebowanie na pilotów, bowiem część dotychczasowych przebranżowi się lub osiągnie wiek emerytalny. Co ważne, należy przy tym pamiętać, że sam czas szkolenia lotniczego jest procesem wieloetapowym. Jak więc wygląda nasz rynek lotniczy?

Według szacunków międzynarodowych organizacji lotniczych, w ciągu następnych 10 lat światowy rynek lotniczy będzie musiał zatrudnić ponad 250 tysięcy nowych kapitanów. W Polsce w tym czasie będzie potrzebnych ponad 2 tysiące nowych pilotów i specjalistów branży lotniczej. Ten rekordowy popyt stanowi duże wyzwanie dla ośrodków szkolących pilotów. Potrzebne są nowe, innowacyjne ścieżki kariery za sterami oraz nowoczesne systemy szkoleniowe.

Dostępne raporty i analizy wskazują na zmianę trendów w szkoleniu pilotów: coraz mniej z nich wywodzi się obecnie z wojska lub aeroklubów, natomiast coraz więcej z kursów organizowanych przez linie lotnicze oraz niezależne, certyfikowane organizacje. Z analiz UnitedSky wynika, że przyszli piloci coraz częściej wybierają prywatne szkoły gwarantujące wysoką jakość kursów, dostępność statków powietrznych, indywidualne i przyjazne podejście instruktorów oraz elastyczność czasową. – mówi Włodzimierz Soiński, Prezes Zarządu Certyfikowanego Ośrodka Szkolenia Lotniczego UnitedSky.

Równolegle do prognozowanego rozwoju lotnictwa liniowego, notujemy w kraju duży wzrost zainteresowania lotami samolotami prywatnymi, zarówno w celach biznesowych, jak i rekreacyjnych. Jeszcze kilka lat temu prywatne przeloty kojarzyły się nam głównie z milionerami lub gwiazdami kina czy muzyki. Dziś oferty lotów indywidualnych są coraz bardziej dostępne i znacznie chętniej z nich korzystamy.

Jeszcze 6-7 lat temu w Polsce było zarejestrowanych ok. 400 prywatnych samolotów, dziś jest ich już ponad 1400*. W tym samym czasie liczba prywatnych helikopterów zwiększyła się z 42 do blisko 200. Stąd też obserwujemy w UnitedSky coraz większe zapotrzebowanie na szkolenia PPL (Private Pilot Licence). Potencjał rozwoju jest ogromny, np. w Czechach, gdzie mieszka blisko cztery razy mniej ludzi niż w Polsce, prywatnych samolotów jest prawie o połowę więcej niż u nas. – dodaje Soiński.

Tym bardziej warto zwrócić uwagę na ścieżkę kariery, jaką jest zawód pilota. Co prawda samo szkolenie lotnicze to spory wydatek, natomiast jak potwierdzają doświadczeni piloci, to inwestycja która bardzo szybko się zwraca. Rynek w sektorze prywatnym jest obecnie bardzo chłonny, a piloci na wagę złota.

* źródło: szacunki UnitedSky na podstawie polskiego i czeskiego rejestrów statków powietrznych.

Priorytety płatności Polaków – rachunki za wodę i gaz mogą poczekać

Pandemia dała się we znaki portfelom Polaków. Na nowo ułożyła też priorytety comiesięcznych płatności. Najnowsze badanie Krajowego Rejestru Długów „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” pokazuje, że rodacy najpierw pokrywają opłaty za czynsz, a następnie dbają o uregulowanie rat kredytów oraz rachunków za prąd. Natomiast faktury za wodę i gaz, a więc media niezbędne w gospodarstwie domowym, przesuwają na dalsze pozycje w planie spłat.

Z ostatnich danych KRD na koniec 2021 r. wynika, że Polacy są zadłużeni na 44,1 mld zł. Zaległości ma 2,3 mln osób. Średnie zadłużenie to 18,4 tys. zł. Najwięcej mają do oddania rodacy w wieku 46-55 – to kwota 13,7 mld zł. O miliard mniej, czyli 12,7 mld zł, muszą spłacić Polacy pomiędzy 36. a 45. rokiem życia. Analizując dane pod kątem miejsca zamieszkania, widać, że największe problemy z uregulowaniem zobowiązań mają osoby z mniejszych miast – 20-50 tys. mieszkańców.

Trudniej w mniejszych gospodarstwach domowych

Według badania „Portfel statystycznego Polaka w pandemii”, przeprowadzonego w grudniu 2021 r. przez TGM Research na zlecenie KRD, prawie co 3. gospodarstwo domowe musi bardzo ograniczać wydatki. Gorzej w stosunku do czasu przed pandemią swoją bieżącą sytuację finansową oceniają osoby mniej wykształcone oraz starsze, a co za tym idzie – częściej niepracujące, a także te o niższych dochodach miesięcznych.

Źle własne położenie finansowe postrzegają osoby z najmniejszych gospodarstw domowych. Mocniej odczuwają one podwyżki energii elektrycznej, gazu oraz produktów spożywczych i usług.

Priorytety w portfelu

Po opłaceniu rachunków 48 proc. domostw dysponuje budżetem nie większym niż 1500 zł miesięcznie. Sumą powyżej 4000 zł obraca jedynie 13 proc. Jednak co 6. musi sobie radzić, mając do wydania jedynie kwotę do 500 zł. Nie dziwi więc, że zdecydowana większość badanych, bo aż 95 procent, ocenia koszty życia w pandemii jako wysokie, przy czym za bardzo wysokie uważa je co czwarta osoba. Jest to związane między innymi ze wzrostem inflacji. Dotyka ona większość Polaków.

Aż 91 procent naszych respondentów deklaruje, że koszty życia w pandemii zwiększyły się, a prawie połowa określa ten skok jako bardzo duży. W konsekwencji co trzeci zapytany przez nas Polak prognozuje, że jego sytuacja finansowa w najbliższym roku się pogorszy. Problem dotyczy zwłaszcza osób mieszkających w małych miejscowościach, gdzie są mniejsze możliwości na rynku pracy. W dużych miastach zdecydowanie łatwiej o zmianę zatrudnienia na lepiej płatne lub podjęcia dodatkowego zajęcia dla podratowania domowego budżetu – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Zasobność portfela przekłada się na gospodarowanie pieniędzmi i ustalanie priorytetów płatności w domach. Badanie KRD pokazuje, że w pierwszej kolejności Polacy opłacają czynsz (45 proc. wskazań) i raty kredytów (33 proc.). Dbają też o pokrycie kosztów energii (26 proc.) oraz zakupów ratalnych i pożyczek (14 proc.). Niższe miejsca na liście wydatków zajmują woda i gaz oraz podatek od nieruchomości (po 5 proc.). Na końcu priorytetów płatności jest ogrzewanie i paliwo do samochodu (po 4 proc.). Na równi z nimi znajduje się Internet, telewizja, telefon, wywóz śmieci i przejazdy komunikacją publiczną (we wszystkich przypadkach po 2 proc.).

Wydatki od kuchni

Patrząc przez pryzmat struktury wydatków, budżet polskich gospodarstw domowych najbardziej obciąża żywność i napoje bezalkoholowe (18 proc.) oraz użytkowanie mieszkania, w tym prąd, gaz i woda (17 proc.). Łącznie stanowią one ponad 1/3 wszystkich kosztów. Trzecie miejsce w koszyku zajmują leki i wizyty medyczne. To 8 proc. średniego budżetu domowego. Natomiast paliwo i bilety za przejazdy pochłaniają 7 proc. zasobów, tj. tyle samo co rachunki za telefon i Internet. Po 6 proc. stanowią wyposażenie mieszkania wraz z prowadzeniem gospodarstwa domowego oraz odzież i obuwie. Na dalszej pozycji są raty kredytów i pożyczek, które stanowią 5 proc. budżetu.

Co ciekawe, 4 proc. w strukturze finansowej stanowią oszczędności.

To świadczy o odpowiedzialnym podejściu do zarządzania finansami, choć, jak pokazuje praktyka, nie każdy jest skłonny odkładać pieniądze, nawet jeśli je ma. Z naszego doświadczenia w obsłudze długów konsumenckich wynika, że młode osoby nie dysponują oszczędnościami, co zwykle jest ich świadomym wyborem. Wolą wydawać gotówkę na bieżąco, często o wiele więcej niż mają w portfelu. Nie myślą o konsekwencjach. Kiedy wpadają w długi, są zdziwieni, że bank, który udzielił pożyczki ratalnej na zakup sprzętu RTV czy firma telekomunikacyjna, w której przestali opłacać abonament, kierują należności do windykacji. Gdy dzwoni do nich negocjator, nie chcą podjąć rozmowy. Natomiast osoby dojrzałe, jeśli nie mają oszczędności, z których mogłyby pokryć zadłużenie, są otwarte na mediacje, a nawet po otrzymaniu wezwania do zapłaty same kontaktują się z negocjatorem, aby ustalić plan spłat i wyjść na finansową prostą – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Struktura wydatków w gospodarstwach domowych (%)

Struktura wydatków w gospodarstwach domowych (%)

W strukturze wydatków Polaków, według badania KRD, niewiele miejsca zajmuje edukacja, rekreacja i kultura – po 4 proc. wskazań. Najmniejszy jest udział restauracji i hoteli – 3 proc.

Zaciskanie pasa i dodatkowa praca

W przypadku braku pieniędzy lub ograniczonego budżetu 65 proc. Polaków w pierwszej kolejności tnie wydatki, a prawie 1/3 sięga po oszczędności. Następnie szukają rozwiązań, które mogą doraźnie zasilić budżet domowy, jak sprzedaż używanych rzeczy czy praca dodatkowa. Takie działania deklaruje co 5. badany. Proszą też o pomoc rodzinę i znajomych, na co wskazuje 1/4 ankietowanych. Kredytem bądź pożyczką posiłkuje się 10 proc. osób.

Zaciąganie kolejnych zobowiązań, aby spłacić poprzednie, to prosta droga do pętli zadłużenia. Jeśli robi tak co dziesiąty badany, świadczy to o poważnym problemie społecznym. Zarządzanie wydatkami przy ograniczonym budżecie domowym nie jest łatwe, ale można sporządzić listę comiesięcznych koniecznych wydatków i takich, z których z pewnością da się zrezygnować. To pomoże zapanować nad finansami. Warto też utworzyć, choćby minimalny, fundusz na nieprzewidziane wydatki, jak naprawa sprzętu AGD czy prywatna wizyta lekarska. Wszystko po to, aby w awaryjnej sytuacji nie sięgać po kolejne zobowiązanie finansowe – podsumowuje Jakub Kostecki.

Niepłacenie rachunków to ostateczność, ale przyznaje się do tego 5 proc. Polaków.

Ogólnopolskie badanie „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” zostało przeprowadzone w grudniu 2021 r. przez TGM Research na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej techniką wywiadów internetowych (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1004 Polaków w wieku 18-74 lata.

Regiony w budowie, powstaje grubo ponad 700 tyś. m kw. nowoczesnych biur

Około 715 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej pozostawało w budowie na koniec minionego roku na ośmiu największych rynkach w kraju, wskazuje w swoim raporcie firma doradcza BNP Paribas Real Estate Poland. Eksperci zwracają uwagę na dalsze umacnianie się hybrydowego modelu pracy, rosnącą popularność różnych form biur elastycznych, a także na wzrost znaczenia rozwiązań wpisujących się w ESG. Istotnym czynnikiem kształtującym rynek w najbliższej przyszłośc będą rosnące koszty utrzymania, które przełożą się na wyższe stawki bazowe czynszów i wyższe opłaty eksploatacyjne.

Łącznie na ośmiu najbardziej znaczących rynkach biurowych w regionach podaż nowoczesnej powierzchni biurowej przekroczyła granicę 6 mln m kw. W ostatnim roku udało się na nich podpisać umowy na wynajem na łącznie blisko 600 tys. m kw. powierzchni. Najbardziej pracowity okazał się ostatni kwartał na który złożyły się kontrakty na łącznie 215 tys. m kw. biur. Autorzy raportu podkreślają, że w 2021 roku w strukturze popytu dominowały nowe umowy (47 proc.),potem odnowienia umów najmu (43 proc.) i ekspansje (10%). Nieco inaczej sytuacja przedstawiała się w samym IV kwartale, gdzie udział odnowień kontraktów – wynoszący 48 proc. – okazał się wyższy niż nowo podpisanych umów (41 proc.).
Regionalnym liderem ponownie okazał się Kraków, w którym znajduje się największa podaż nowoczesnej powierzchni (ponad 1,6 mln m kw.) i który wzbudził największe zainteresowanie najemców, odpowiadając za 26 proc. całkowitego popytu z 2021 roku. Drugim największym ośrodkiem biurowym jest Wrocław z istniejącą powierzchnią biurową przekraczającą 1,25 mln m kw. Na trzecim miejscu jest rynek trójmiejski, którego motorem napędowym w 2021 roku okazały się IT & usługi oraz obsługa biznesu, w sumie odpowiedzialne za blisko 60 proc. popytu brutto, który w całym 2021 roku wyniósł roku 108 tys. mkw.

Z raportu BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że na koniec 2021 roku na najemców czekało nieco ponad 850 tys. m kw. powierzchni, gotowej do przyjęcia nowych najemców od zaraz. Stopa pustostanów na koniec grudnia 2021 roku wyniosła 14,1 proc. i była wyższa o 1,4 p.p. niż rok wcześniej. W porównaniu do przedostatniego kwartału 2021 roku wskaźnik pustostanów również zanotował wzrost o 0,6 p.p. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że w minionym roku najłatwiej było znaleźć wolne biuro w stolicy Dolnego Śląska, gdzie współczynnik pustostanów wyniósł 16,7 proc. Na drugim końcu skali znalazł się Szczecin, gdzie w zasobach – najmniejszych spośród analizowanych miast regionalnych – znalazło się tylko 5,3 proc. wolnej powierzchni.

W 2021 roku biurowe rynki regionalne urosły o ponad 225 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni. Najbardziej, bo o ponad 73 tys. m kw., powiększyły się zasoby Trójmiasta. Drugi na podium był Kraków (60 tys. m kw.), a trzeci, ze znaczącą różnicą do czołówki, Poznań (37,5 tys. m kw.). Z raportu wynika, że ostatni kwartał był dość pracowity i skutkował oddaniem do użytku łącznie ponad 79 tys. m kw. nowy biur w siedmiu obiektach. Wśród nich zdecydowanie największym okazał się gdyński kompleks 3T Office Park.

2021 rok w znacznej mierze był rokiem prolongat. Z sześciu największych podpisanych umów, pięć było przedłużeniem dotychczasowych kontraktów, a jedna umową przednajmu. Widzimy, że pomimo deklaracji firm i pracowników odnośnie chęci powrotu do biurek, wielu najemców nadal bardzo ostrożnie podchodzi do tematu. Biuro tymczasem okazuje się tu kluczowym czynnikiem w kontekście rozwoju, tworzenia nowych miejsc pracy czy podejmowania strategicznych decyzji związanych z różnymi modelami pracy, uwzględniającymi pracę zdalną czy hybrydową – podkreśla Michał Karolkiewicz, Konsultant, z działu Wynajmu powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate.

Największą transakcję w 2021 roku zawarto w kompleksie Green Horizon w Łodzi. Było nią odnowienie umowy najemcy reprezentującego sektor IT & Usługi, który przedłużył umowę na ponad 24 tys. m kw. powierzchni. Następną w kolejce było przedłużenie umowy z ekspansją przez firmę Rockwell Automation (19,5 tys. m kw.) w biurowcu A4 Business Park III we Wrocławiu, a trzecią w kolejności odnowienie umowy przez poufnego najemcę z sektora finansowego (17,4 tys. m kw.) w kompleksie Business Garden Poznań.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że w 2021 roku najemcy, pracownicy, zarządcy, deweloperzy i przede wszystkim same biura dość sprawnie dostosowały się do hybrydowego modelu pracy. Efektem są na nowo przemyślane i zaaranżowane przestrzenie, które w każdym momencie efektywnie wspierają pracowników i zespoły w wykonywaniu różnych zadań.

Kryzys zdrowotny i niepewność dotycząca dalszego rozwoju pandemii, ale także zmiany w stylach pracy, większa mobilność, rozwój technologii i wzrost znaczenia ekonomii współdzielenia dały dobry grunt do rozwoju różnych form elastycznych rozwiązań biurowych. Ostatni rok pokazał, że przy biurkach w przestrzeniach flex pracuje się nie tylko w stolicy, ale coraz chętniej także w miastach regionalnych – podkreśla Małgorzata Fibakiewicz, Head Business Intelligence Hub, BNP Paribas Real Estate Poland.

Z analizy BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że w najbliższych kwartałach istotnym kryterium wyboru biura, obok lokalizacji i parametrów komercyjnych, będą rozwiązania odpowiadające na potrzeby zrównoważonego rozwoju i ESG. Będzie to szczególnie istotne w przypadku starszych budynków w kolejnych już cyklach najmu. Chcąc wypełnić obowiązujące standardy będą wymagać one zmian i niezbędnych nakładów inwestycyjnych.

Ford Mustang Mach-E liderem polskiego rynku elektryków w styczniu 2022 roku

  • W pełni elektryczny Ford Mustang Mach-E był w styczniu bieżącego roku najlepiej sprzedającym się autem typu BEV w Polsce.
  • Sprzedaż elektrycznego modelu Forda osiągnęła rekordowy wynik. Do klientów trafiły 93 egzemplarze tego innowacyjnego SUVa, ponad dwukrotnie więcej niż kolejnego konkurenta w zestawieniu.
  • Styczniowy wynik stanowi ponad 30% całej ubiegłorocznej sprzedaży Mustanga Mach-E w Polsce.

W styczniu br. Ford Mustang Mach-E był najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym w Polsce. Nowego elektrycznego SUVa odebrało 93 klientów. Przewaga tego modelu nad kolejnym pojazdem w zestawieniu sprzedaży była ponad dwukrotna. Styczniowy wynik odpowiada także 33% całej ubiegłorocznej sprzedaży Mustanga Mach-E w Polsce.

Klienci stawiają na moc i napęd na cztery koła

Ponad połowę sprzedanych w styczniu 2022 roku egzemplarzy stanowiły auta z napędem na cztery koła i z baterią o rozszerzonej pojemności 98 kWh. Drugą najchętniej wybieraną wersją była ta z napędem na tylną oś i o pojemności baterii wynoszącej 75 kWh.

Dominującym kolorem – ponad 35% – wśród Mustangów Mach-E, które w minionym miesiącu trafiły do klientów, był Absolute Black. Blisko 20% stanowiły auta w przyciągającym wzrok kolorze Lucid Red, a kolejnym w zestawieniu był Iconic Silver.

Analizując pod tym kątem ubiegłoroczną sprzedaż Mustanga Mach-E w Polsce, najpopularniejszą wersją była ta z napędem na cztery koła i z baterią o rozszerzonej pojemności 98 kWh (48% sprzedaży). Nieco ponad 18% stanowiły auta z napędem na tylną oś i z baterią o pojemności 75 kWh.

Wśród kolorów, w ubiegłym roku dominował zdecydowanie Lucid Red (ponad 30%), a kolejnymi na które decydowali się klienci były Absolute Black (14,7%) i Carbon Grey (14,34%).

Najwięcej Mustangów Mach-E trafiło w ubiegłym roku do klientów z aglomeracji warszawskiej (ponad 20%), na kolejnych miejscach uplasowały się Śląsk (ponad 16%) i Dolny Śląsk (blisko 11,5%).

Piotr Pawlak
Piotr Pawlak, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska

– Mustang Mach-E jest niezwykle dopracowanym i przemyślanym projektem – powiedział Piotr Pawlak, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska Sp. z o.o. – Jego sukces na rynkach od Ameryki, przez Europę, aż po rynki azjatyckie pokazuje determinację z jaką Ford podchodzi do idei elektromobilności. Naszym zdaniem klientom trzeba dać realny wybór, spośród swoich najlepszych produktów. A więc w przypadku Forda mówimy o Mustangu Mach-E, E-Transicie, o F-150 Lighning opartym na najpopularniejszej półciężarówce Ameryki, a w Europie już niedługo będziemy mieli nowy całkowicie elektryczny samochód opracowany dla europejskiego klienta i produkowany w fabryce w Kolonii – dodał Piotr Pawlak.

Styczeń przyniósł kolejny szok cenowy. Ceny poszły w górę średnio o blisko 18%, niektóre towary zdrożały nawet o 70%

Jak wynika z cyklicznego monitoringu prawie 27 tys. cen detalicznych, styczeń br. mocno zaskoczył Polaków w sklepach podwyżkami. Średnio wyniosły 17,6%, patrząc na dane z tego i zeszłego roku. Zdrożała dosłownie każda z 12 obserwowanych kategorii. Na szczycie tabeli znalazły się produkty tłuszczowe ze wzrostem o 58,7%. Wśród nich rekordzistą jest olej, który podrożał aż o 73,5%. Na wysokich pozycjach w zestawieniu widać też tzw. inne artykuły – 47,6%, mięso – 23,9%, a także nabiał – 23%. Dalej są warzywa i owoce – po 13,6%. Tylko nieco mniejsze podwyżki objęły pieczywo – o 11,4%, jak również dodatki spożywcze – o 10,5%. Z kolei produkty sypkie zdrożały – o 8,4%, a napoje – o 7,8%. Ceny chemii gospodarczej poszły w górę o 4,7%, a używek – o 4,1%.

Cykliczny raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Hiper-Com Poland, nie pozostawia złudzeń co do skali drożyzny w sklepach. Zebrane dane dotyczą wszystkich dyskontów, hipermarketów, supermarketów, sieci convenience i cash&carry. Analitycy sprawdzili łącznie ponad 1,3 tys. marek i blisko 27 tys. cen detalicznych. Zestawiono wyniki 12 kategorii oraz 45 poszczególnych produktów ze stycznia br. i ub.r. I na tej podstawie stwierdzono, że ceny codziennych zakupów wzrosły o 17,6% w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Podrożały też wszystkie analizowane kategorie.

– Wysoki wzrost cen surowców rolnych, wzmacniany silnym popytem na całym świecie, ma odzwierciedlenie w kosztach zakupów art. spożywczych. Poza tym na ceny żywności na początku br. mogły mieć wpływ też opłaty za energię. Są one ważnym komponentem kosztowym m.in. w produkcji warzyw szklarniowych, skrobi, wyrobów piekarskich i ciastkarskich. W styczniu wiele przedsiębiorstw otrzymało na przykład nowe faktury za gaz. Wpływ tego jest jednak mocno zróżnicowany – mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santander Bank.

W styczniu wielu ekspertów zwracało uwagę na to, że sklepy podnosiły ceny, by pod koniec miesiąca lub na początku lutego zacząć je obniżać. W opinii Karola Kamińskiego, współautora raportu, w ten sposób branża prawdopodobnie zabezpieczyła swoje interesy tuż przed wprowadzeniem zerowego VAT-u na żywność. Gdyby nie to, wzrosty mogłyby być nieco mniej odczuwalne. Jednocześnie ekspert dodaje, że producenci i sprzedawcy realnie nie mieli z czego ciąć cen, bo sami doświadczali sporych podwyżek przez inflację, w tym rosnące koszty produkcji i transportu. W wielu kwestiach znaczenie miały też czynniki globalne. Tak było w przypadku produktów tłuszczowych. W styczniu zdrożały o 58,7% rdr. I tym samym znalazły się na pierwszym miejscu w rankingu kategorii, które najmocniej podrożały w relacji rocznej. W tej grupie największy skok odnotował olej – aż o 73,5%. Do tego ceny masła poszły w górę o 41,4%, a margaryny do pieczenia – o 30%.

– Wśród produktów sektora rolno-spożywczego oleje podrożały najmocniej. Przyczyną tego jest deficytowa podaż na rynku oleju rzepakowego oraz palmowego. Susze w Ameryce Południowej przekładają się na podwyżki cen soi i oleju sojowego. Te efekty wzmacnia drożejąca ropa. W przypadku masła mamy do czynienia ze spadkiem produkcji, który wynika ze zmniejszenia dostaw mleka u głównych eksporterów produktów mleczarskich na świecie – wyjaśnia dr Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego w PKO BP.

Według raportu, drugie miejsce w zestawieniu mają tzw. inne artykuły – 47,6%. W tej kategorii widoczne są przede wszystkim podwyżki cen karmy dla psów i kotów – odpowiednio o 58,1% i 41,3%. Jak podkreśla Karol Kamiński, w przypadku tych produktów istotne znaczenie miał wzrost cen wyrobów mięsnych, stanowiących podstawę żywności dla zwierząt. I dodaje, że w rankingu kategorii, które najmocniej zdrożały w styczniu br. w relacji rocznej, właśnie mięso zajmuje trzecie miejsce z wynikiem 23,9%. Wołowe poszło w górę aż o 34,7%, a drobiowe – o 28,6%. Nieznacznie wzrosła tylko cena wieprzowiny, bo o 0,4%.

– Rynek wieprzowiny znajduje się w kryzysie, który objawia się niskimi cenami trzody chlewnej. Jego przyczyną jest nadpodaż w Unii Europejskiej. Wpływa na nią spadek eksportu mięsa do Chin przy relatywnie niewielkim zmniejszeniu produkcji w UE. Odwrotna sytuacja ma miejsce na rynku wołowiny i drobiu. Ograniczona podaż mięsa drobiowego ma związek z niską opłacalnością produkcji oraz negatywnymi efektami grypy ptaków – tłumaczy dr Mariusz Dziwulski.

Na czwartym miejscu ww. rankingu znajduje się nabiał – ze wzrostem 23%. W tej kategorii szczególnie podrożał ser żółty – o 34,7%. Do tego cztery inne produkty odnotowały podwyżki od 13,2% do 18,4%. Natomiast jogurt potaniał o 10,8%.

– Stabilna produkcja surowego mleka w UE, przy wysokim popycie, wspiera ceny produktów mlecznych. W styczniu w zakładach mleczarskich masło konfekcjonowane kosztowało średnio o 52% więcej niż przed rokiem – zaznacza Grzegorz Rykaczewski.

Dalej w rankingu są warzywa i owoce, które zdrożały po 13,6%. Ceny kapusty skoczyły aż o 61,1%, cebuli – o 32,4%, a marchwi – o 25,1%. Z kolei ziemniaki potaniały o 7,5%. Podrożały mandarynki – o 44,3%, winogrona – o 19,7%, a także pomarańcze – o 12,4%. Natomiast jabłka staniały o 25,6%.

– Rolnicy sygnalizowali, że okres wegetacji roślin był opóźniony o ok. 2-3 tygodnie, co w znacznym stopniu przełożyło się na cykl produkcyjny. Jednak, moim zdaniem, na podwyżki finalnie przełożyło się większe zainteresowanie krajowymi produktami, szczególnie tymi świeżymi – komentuje Karol Kamiński.

Mniejsze wzrosty odnotowały takie kategorie, jak pieczywo – o 11,4%, dodatki spożywcze – o 10,5%, produkty sypkie – o 8,4%, napoje – o 7,8%, chemia gospodarcza – o 4,7%, a także używki – 4,1%. Ale autorzy raportu ostrzegają, że w kolejnych miesiącach ww. grupy towarów mogą odnotować kolejne podwyżki. I wówczas konsumenci jeszcze mocniej odczują różnice cenowe.

Piąta z rzędu podwyżka stóp procentowych NBP zgodna z przewidywaniami

Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej zadecydowała o kolejnej, piątej już od października podwyżce stóp procentowych, tym razem o najczęściej prognozowane 50 pb. Tym samym stopa referencyjna NBP osiągnęła już poziom 2,75 proc., najwyższy od 2013 roku. W powiązaniu z niedawnymi deklaracjami prezesa NBP o znaczącym prawdopodobieństwie wyższej od rynkowych oczekiwań docelowej wysokości poprzeczki windowania kosztu pieniądza w Polsce, może to oznaczać ostateczne przejście nastawienia RPP na drugą, zdecydowanie jastrzębią stronę polityki monetarnej.

RPP podejmując najnowszą decyzję o kolejnej wyraźnej podwyżce ceny krajowego pieniądza, zaprezentowała swą determinację w przeciwdziałaniu rozpędzającej się inflacji, która w przypadku CPI przekroczy zapewne w lutym poziom 9 proc.

Jak podwyżka stóp procentowych wpłynie na rynek mieszkaniowy?

Dla rynku nieruchomości mieszkaniowych nie ma większego znaczenia skala pojedynczego ruchu stóp NBP, ale zmiana długoterminowego trendu na wzrostowy i docelowy poziom stopy referencyjnej. Może on doprowadzić ją do poziomu co najmniej czterech, a niewykluczone być może nawet w okolice pięciu procent do końca bieżącego roku.

Tym samym nabrzmiewającym problemem staje się 330 tys. hipotek o wartości ponad 100 mld zł udzielonych w okresie „zerowych” stóp w latach 2020-2021. Są to kredyty zdecydowanie podwyższonego ryzyka, które już w przewidywalnej przyszłości i określonych warunkach gospodarczych mogą stać się poważnym problemem dla branży bankowej. Rata modelowego 25-letniego kredytu mieszkaniowego w wysokości 300 tys. zł wzrosła od października ub. roku z poziomu około 1400 zł do blisko 2000 zł, czyli o ponad 40 proc. Pytanie, jaki odsetek przedmiotowych kredytobiorców wytrzyma tegoroczną podwyżkę raty, jeśli główna stopa podąży w kierunku 5 proc. a wzrost raty do 2300 zł osiągnie rdr poziom rzędu 65 proc.

Zarówno w przypadku pierwotnego jak i wtórnego segmentu mieszkaniówki nastąpi dalsze hamowanie popytu na mieszkania. W przypadku rynku deweloperskiego transakcje z wykorzystaniem kredytu odpowiadają za co najmniej dwie trzecie popytu. Już wyniki sprzedaży deweloperów w ostatnim kwartale ub. roku mocno ucierpiały w efekcie podniesienia stóp procentowych. Kontynuacji trendu spadkowego wolumenów kontraktacji należy oczekiwać także w kolejnych miesiącach i kwartałach br.

Tymczasem nie oznacza to jednak perspektywy kompletnego załamania kilkuletniego boomu sprzedażowego w pierwotnym segmencie krajowej mieszkaniówki, ale raczej wyraźne schłodzenie rozgrzanej do czerwoności koniunktury, skutkujące powrotem do normalności. Należy przez to rozumieć nie tylko cenę pieniądza na wyższym od zerowego poziomie, ale przede wszystkim przywrócenie poważnie zakłóconej w ostatnim czasie równowagi podażowo-popytowej. Niemal pewne wydaje się też wyhamowanie dwucyfrowych wzrostów cen nowych mieszkań do bardziej akceptowalnych przez rynek poziomów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

RPP zaskoczyła, ale czym innym

Zgodnie z oczekiwaniami konsensusu Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe o 50 pb. (my zakładaliśmy, że wzrosną o 75 pb.). W konsekwencji stopa referencyjna wzrośnie do 2,75%, najwyższego poziomu od 2013 r. Pewnym zaskoczeniem w kontekście posiedzenia było podniesienie stopy rezerwy obowiązkowej z 2% do 3,5%, co powinno przełożyć się na podniesienie krótkoterminowych stawek na rynku i ograniczyć nadpłynność w sektorze bankowym. Może to tym samym oddziaływać w kierunku wyższego oprocentowania depozytów.

Natychmiastową reakcją złotego na informacje o stopach procentowych było lekkie osłabienie: kurs EUR/PLN podbił ok. 2 grosze wyżej (do ok. 4,54), co potwierdza nasz szacunek, że rynek wyceniał nieco więcej niż ruch w górę o 50 punktów. Kres wyprzedaży postawiła publikacja komunikatu po posiedzeniu.

Dla rynków finansowych oprócz informacji o wzroście stopy rezerwy obowiązkowej istotne w kontekście komunikatu jest wspomnienie o kursie złotego, którego aprecjacja „byłaby spójna z kierunkiem prowadzonej polityki pieniężnej”. Taka retoryka jest de facto powtórzeniem ostatnich komentarzy prezesa Glapińskiego w kontekście złotego i potwierdza nasze oczekiwania, zgodnie z którymi władzom powinno zależeć na umocnieniu waluty, co oddziaływałoby w kierunku ograniczenia inflacji.

Oprócz tego wydźwięk komunikatu jest dość negatywny. Wspomina on o pogorszeniu koniunktury w części krajów – do czynników niepewności w zakresie jej globalnego kształtowania się dodaje sytuację geopolityczną i kształtowanie się polityki gospodarczej w największych krajach, nie wprost odnosząc się w tym miejscu do kwestii potencjalnej agresji Rosji na Ukrainę oraz do polityki Fedu i EBC (o których bezpośrednio wspomina później, zwracając uwagę na zmianę kierunku działań).

Zakładamy, że Rada Polityki Pieniężnej będzie kontynuowała zacieśnienie polityki pieniężnej, a dzisiejsza decyzja i komunikat nas w tym utwierdzają. W środę (09.02) będziemy śledzić konferencję prasową prezesa Glapińskiego (początek o 15:00), która być może rzuci nieco więcej światła na ocenę sytuacji przez decydentów i perspektywy dalszych kroków banku centralnego. Wypowiedzi prezesa Glapińskiego mogą wpłynąć na kurs EUR/PLN.

Autor: Roman Ziruk – analityk Ebury

Jak usprawnić pracę firmy – narzędzia

FIRMA W 2022

Nie jest zaskoczeniem, że z roku na rok rośnie ilość nowych firm. Szczególnie tych prowadzonych przez internet. Statystyki nie kłamią i jasno pokazują, że świat przenosi się do rzeczywistości online. Nie powinno być również zaskoczeniem to, że prowadzenie własnej firmy, nie jest szczególnie na początku „łatwym kawałkiem chleba” Nie wystarczy pomysł, wkład własny i innego rodzaju zasoby, ale również jest sporo tematów i obowiązków, które musimy spełnić, żeby taka firma prosperowała zgodnie z procedurami i wymaganiami w kraju dotyczącymi działalności gospodarczej. Jest to niełatwe, ale nie niemożliwe… i jeżeli ta nasza obecna rzeczywistość nie tylko oferuję nam ogromną konkurencję, ale również coraz to nowe narzędzia, które ułatwią nam funkcjonowanie i prowadzenie firmy… to dlaczego z nich nie korzystać ?

TOP OF THE TOP — INNOWACYJNE NARZĘDZIA DO PROWADZENIA FIRMY

1. UMOWNIK

Jest to kompleksowe narzędzie do zawierania umów przez internet. Cały proces przebiega tutaj online, bez biurokracji i straty czasu w stacjonarnych kolejkach. UMOWNIK pomoże w drobnych sprawach, jak podpis elektroniczny, ale także oferta skierowana jest do małych i średnich firm, przemysłu lub z cele, chociażby wyeliminowania biurokracji i oszczędności papieru w pozostałych sektorach. Szczególnie pomocne narzędzie będzie to dla freelancerów, biur nieruchomości, szkolnictwa wyższego, motoryzacji, agencji reklamowych oraz HR i doradztwa zawodowego. W zaledwie 7 minut możemy przejść przez proces od założenia konta do wygenerowania umowy. W porównaniu do tradycyjnej ścieżki podpisania umowy jest to ogromna oszczędność naszych zasobów czasu, który możemy przeznaczyć na ważniejsze zadanie.

2. ASANA

Genialne narzędzie do zarządzania zespołem, projektami, marketingiem, sprzedażą i operacjami. Mamy wszystko i wszystkich w jednym miejscu. Z łatwością możemy kontrolować, delegować i projektować ze swoim zespołem zadania. ASANA spełni wymagania najbardziej skrupulatnych przedsiębiorców. Z tym narzędziem na pewno praca będzie łatwiejsza.

3. FIRMAO

Bardzo podobnym narzędziem do zarządzania, równie świetnym jest FIRMAO. Jeżeli skorzystamy z jego wszystkich funkcji, na pewno łatwiej będzie nam zarządzać zespołami, tworzyć projekty, fakturować czy zarządzać marketingiem. Można powiedzieć, że w jednym miejscu, jeden program online umożliwia nam zarządzanie całą firmą.

4. GOOGLE MEET

Spotkania video stały się popularne w 2020 roku, jednak to uświadomiło w wielu branżach, że ta metoda bardzo się sprawdza. Oszczędza czas i pieniądze. Możemy się spotkać w dowolnym momencie z różnych miejsc, nawet na świecie. Funkcjonalność taką mamy dzięki GOOGLE MEET

5. GOOGLE DOCS

Niezbędny w pracy online. Edytor dokumentów GOOGLE DOCS. Absolutny must have, każdej firmy, szczególnie tej online.

NARZĘDZIA I DODATKI

Przedstawiliśmy narzędzia z najwyższej półki. Top of the top w świecie prowadzenia działalności online. Spróbuj i przetestuj. Zachęcamy do ułatwienia sobie prowadzenia działalności i co za tym idzie rozwoju i pozyskania dla siebie więcej najcenniejszego zasobu, jaki mamym – czasu.

Największe gospodarstwa i rolnicy w Polsce

Ze względu na metodę obliczania wielkości gospodarstw w Polsce, ciężko jest wskazać jednoznacznie największego właściciela ziemskiego.

Wśród gospodarstw z polskim kapitałem przoduje Spółdzielcza Agrofirma Witkowo koło Stargardu Szczecińskiego. Powierzchnia pól wynosi ponad 13,2 tys. hektarów. Grunty rozłożone są w dziesięciu zakładach rolnych.

Największe gospodarstwo rolne

Największym gospodarstwem rolnym, które nie jest spółką, a należy do jednego właściciela jest gospodarstwo braci Romanowskich z Bartoszyc w województwie warmińsko-mazurskim. Początki gospodarstwa sięgają roku 1978, kiedy z pół hektarowego zagonu powierzchnia gruntów zwiększyła się do aż 12 tys. ha (ponad 8 tys. jest ich własnością). Pozostałe 4 tys. dzierżawione są od Agencji Nieruchomości Rolnych. Z każdego hektara bracia osiągają przychód na poziomie 3,5 tysiąca złotych, z czego czysty zysk wynosi 500 złotych. Gospodarstwo braci Romanowskich zajmuje się głównie produkcją zbóż, mięsa i mleka. Mają ponad 2000 krów mlecznych i drugie tyle z przeznaczeniem na mięso.

Zagraniczne koncerny w Polsce

Według danych z Onet.pl na polskich gruntach gospodaruje również wiele zagranicznych koncernów. Jednym z pionierów w branży jest spółka Poldanor, należąca w większości do Duńczyka Toma Axelgaarda, która posiada areał o powierzchni ponad 15 tys. ha w okolicach Człuchowa (woj. pomorskie).

Największy kombinat rolny

Jednym z głównych graczy na liście największych gospodarstw rolnych w Polsce jest również Kombinat Rolny Kietrz w województwie opolskim. KR Kietrz to ogromne przedsiębiorstwo rolne, którego działalność prowadzona jest w wielu obszarach. Powierzchnia upraw to prawie 8,5 tys. ha , niemal 9 tys. sztuk bydła, a zatrudnienie w kombinacie znajduje 300 osób. Na tak dużej powierzchni uprawowej w KK uprawia się pszenicę ozimą, rzepak ozimy, kukurydzę, buraki cukrowe, a także rośliny z przeznaczeniem na paszę. Średnia wielkość jednego pola to około 100 ha. Obecnie kombinat to jedna z 41 spółek strategicznych należących do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Oprócz wielkiego areału uprawowego przystosowana jest również infrastruktura. Kombinat dysponuje wielkopowierzchniowymi magazynami. Centralny o pojemności 70 tys. ton pozwala przechowywać zebrane plony, a także odkupione od lokalnych rolników. Tak duża powierzchnia składowania bardzo dobrze wpływa na wydajność i sprawne funkcjonowanie kombinatu. Oprócz budynków kluczową rolę odgrywają również maszyny rolnicze. W KK pracuje w sumie 126 ciągników. Latem i jesienią praca odbywa się 24 godzinę na dobę przez 7 dni w tygodniu. Pracownicy pracują wówczas w systemie dwuzmianowym. Kombinat Kietrz to spółka otwarta również na nowe technologie, np. w zakresie rolnictwa precyzyjnego, a także pójście w całkowicie nowe kierunki upraw, jak np. soja. Takie podejście charakteryzujące się stałym poszerzaniem zakresu działalności pozwala dyrekcji kombinatu spoglądać w przyszłość z optymizmem.

Rozwój gospodarstwa rolnego

Rozwój gospodarstwa jest kluczowym aspektem pracy każdego rolnika. Niezależnie od aktualnie posiadanego rozmiaru upraw i stanu majątkowego niezbędna jest pomoc i odpowiednia optymalizacja zasiewów, a także samo zarządzanie gospodarstwem. Do tych celów idealnie sprawdzi się aplikacja Agrochest, która pomaga w każdym elemencie rolniczego życia – od stosowanych nawozów po zbierane plony.

Popyt na biura w Krakowie nie równoważy podaży

W 2021 roku na krakowski rynek dostarczono 60.600 m2 nowoczesnej powierzchni biurowej zrealizowanej w 8 projektach, co jest ponad dwukrotnie niższym wynikiem niż nowa podaż w 2020 roku, która wówczas przekroczyła 140.000 m2. Jednakże całkowite zasoby powierzchni biurowej w stolicy Małopolski przekroczyły 1,61 mln m2, co poskutkowało utrzymaniem przez Kraków pozycji lidera wśród rynków regionalnych.

Najbliższe 2 lata mają dostarczyć jednak kolejne projekty na krakowski rynek, zwiększając jego zasoby o 190.000 m2 powierzchni biurowej. Połowa z nich zostanie zrealizowana jeszcze w 2022 roku. Największymi projektami w budowie są Ocean Office Park B o powierzchni blisko 29.000 m2, realizowany przez polską spółkę deweloperską Cavatina Holding oraz Kreo o całkowitej powierzchni 24.000 m2 realizowany przez Ghelamco Poland.

„Skutki pandemii cały czas obserwujemy zarówno po stronie inwestorów, jak i najemców. Niższa niż we wcześniejszych latach podaż jest efektem ostrożnościowego podejścia deweloperów, którzy obserwują kierunki, w jakich pójdą firmy szukające dla swoich działalności modelu pracy, zapewniającego utrzymanie ciągłości prowadzenia biznesu przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa pracownikom. W wielu firmach wprowadzony model pracy hybrydowej zrodził potrzebę ponownego oszacowania potrzeb i wymagań dotyczących biura i o ile większość firm nie neguje konieczności posiadania biura, o tyle już teraz wiadomo, że zmieni się jego funkcja. Co za tym idzie, na znaczeniu zyskają przestrzenie do współpracy, z „hot-deskami”, a te w tradycyjnym wydaniu, przeznaczone do pracy stacjonarnej będą się musiały przemodelować. Analizy środowiska pracy może być, w zależności od wielkości firmy, długim procesem, dlatego również po stronie najemców cały czas widać powściągliwość w zakresie zmiany biur czy ekspansji,” – powiedziała Aleksandra Markiewicz, Associate Director w dziale Reprezentacji Najemcy w Knight Frank.

Wolumen transakcji najmu w Krakowie w 2021 roku wyniósł blisko 156.000 m2 i był to najwyższy wynik odnotowany w miastach regionalnych. Popyt w minionym roku utrzymał się na porównywalnym poziomie do wolumenu z 2020 roku. Warto zaznaczyć, że nadal jest to zdecydowanie niższy poziom niż przed pandemią COVID-19, kiedy w 2019 roku, wynajęto niemal 270.000 m2. Większość umów zawartych w 2021 roku stanowiły nowe umowy (ponad 92.000 m2, z czego umowy pre-let 26%). Renegocjacje wyniosły 34% całkowitego popytu zaś ekspansje 6%.

Wstrzymywane decyzje najemców przekładają się również na wzrost współczynnika pustostanów, który obecnie w Krakowie wynosi 16,1% (wzrost o 0,9 pp. kw/kw oraz 2,1 pp. r/r). Spośród największych miast w Polsce, Kraków pod tym kątem plasuje się na drugim miejscu, po Wrocławiu w którym współczynnik pustostanów wynosi 16,7%. Czynsze wywoławcze w Krakowie na koniec 2021 roku wahały się od 10,50 EUR do 17,00 EUR za m2 miesięcznie i mimo słabszej koniunktury w sektorze biurowym utrzymywały się na stabilnym poziomie.

„Wysoka dostępność powierzchni biurowej oraz popyt nierównoważący nowej podaży mogą zachęcać najemców do podejmowania renegocjacji stawek czynszu i pakietów zachęt. Właściciele biurowców chcąc przekonać najemców do swojego produktu i tym samym ich relokacji oferują potencjalnym klientom coraz bardziej konkurencyjne i elastyczne warunki najmu, które są połączone z równie atrakcyjnymi zachętami finansowymi. Tak zwane wakacje czynszowe przy 5- letniej umowie najmu w nowych budynkach zaczynamy negocjować już od 5 miesięcy, czyli 1 miesiąca na rok najmu. Jednocześnie należy zwrócić uwagę, że rosną również koszty po stronie deweloperów. Wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów pracy, a także wzrost kosztów obsługi kredytów mogą ograniczyć możliwości negocjacyjne właścicieli, zwłaszcza w nowych budynkach,” – dodaje Aleksandra Markiewicz.

Polski Ład jak czeski film. Problemy z ryczałtem i kolejki zapytań do GUS. Przedsiębiorcy nie wiedzą, jakich stawek używać

Ryczałt miał być najprostszym podatkiem w Polskim Ładzie, jednak praktyka pokazuje coś innego. Z powodu braku precyzyjnych wskazań co do stosowania stawki podatku kłopot z jej wyborem  mają przede wszystkim przedsiębiorcy z branży IT. Zdaniem ekspertów z firmy inFakt ustawa o ryczałcie powinna zostać znowelizowana, a dobór stawki do prowadzonej działalności – ułatwiony.

Przepisy Polskiego Ładu spowodowały, że wielu przedsiębiorców decyduje się przejść na ryczałt, ponieważ przepisy dotyczące tego podatku wydają się prostsze niż w przypadku np. skali podatkowej. Ryczałtowcy mogą rozliczać się na podstawie stawek wymienionych w ustawie. Nie muszą przy tym informować naczelnika urzędu skarbowego o tym, którą wybierają. Dopiero sprzedaż konkretnych towarów bądź usług determinuje, ile będzie ona wynosić.  – Wydaje się to być prostym rozwiązaniem, ale w praktyce wielu przedsiębiorców ma problem z prawidłowym określeniem stawek. W ustawie wymienionych jest ich kilka, do każdej przyporządkowane są odpowiednie kody PKWiU. Jeżeli któregoś z kodów brakuje przy konkretnej stawce, można przyjąć, że domyślnie wynosi ona 8,5% – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Stawki ryczałtu a branża IT

Może to jednak stanowić problem np. dla pracowników IT. Od bieżącego roku dla tej branży istnieje nowa stawka ryczałtu: 12% obniżone z 15%. Ze względu na to wielu specjalistów IT decyduje się więc przejść na ten podatek. Jednak dla części z nich odpowiednia może być inna wysokość podatku: 8,5% lub 15%. Przykładowy informatyk może na jednej fakturze oznaczyć nawet trzy stawki ryczałtu.  – Jeżeli działalność programisty polega na programowaniu czy kodowaniu, użyje stawki 12%. Jeżeli natomiast w ramach swoich usług prowadzi również szkolenia, za co otrzymuje odrębne wynagrodzenie, to stawka wyniesie 8,5%. Dla czynności niezwiązanych z programowaniem czy kodowaniem, a więc np. utrzymania strony internetowej, stawka również wynosi 8,5%. Natomiast gdyby ten podatnik doradzał w jakiś sposób swojemu partnerowi biznesowemu, to w takim przypadku obowiązująca stawka to 15%. Dla podatnika sytuacja wygląda jeszcze gorzej, jeżeli prowadzi usługi kompleksowe i robi „wszystko w jednym”. Wtedy zastosowanie ma najwyższa stawka, a więc w tym przykładzie 15%. – wyjaśnia Piotr Juszczyk. A zatem pracownicy IT mogą mieć problem z odpowiednią klasyfikacją swoich usług w obrębie trzech stawek: 8,5%, 12% i 15%.

Potrzebne są prostsze przepisy

Ekspert inFakt zwraca też uwagę, czy nie lepiej byłoby, gdyby ustawodawca od razu znowelizował ustawę o ryczałcie i jasno określił grupy podatników, które mogą korzystać z różnych stawek, tak jak jest to na przykład przy matrycy stawek VAT?

Przykładowo: określenie stawek ryczałtu nie jest problemem w przypadku wolnych zawodów. Wyraźnie wskazano jakie zawody należą do tej grupy i przyporządkowano dla nich dwie stawki: 17% oraz 15% (jeżeli przedsiębiorca zatrudnia pracownika związanego z istotą danego zawodu). Czy podobnie nie można by zrobić dla innych stawek: jasno określić, które grupy podatników są do nich przypisane zamiast posługiwać się PKWiU?

Jak się upewnić co do stawek ryczałtu?

Na przykład zwracając się do Głównego Urzędu Statystycznego z pytaniem o wskazanie odpowiedniego PKWiU. Trzeba jednak pamiętać, że opinia GUS może zostać w przyszłości podważona przez organy skarbowe. Przedsiębiorca może też uzyskać indywidualną interpretację podatkową – wówczas naczelnik właściwego urzędu skarbowego lub dyrektor Krajowej Izby Skarbowej będzie prosił go o wskazanie PKWiU, według którego działalność jest sklasyfikowana.

Można więc stwierdzić, że dyrektor KIS przerzuca na podatnika przyporządkowanie do odpowiedniego PKWiU i wybranie właściwego kodu. W tej sytuacji warto przedstawić uzasadnienie, że to GUS zaklasyfikował podatnika do danego PKWiU i wskazać, aby na tej podstawie dyrektor KIS ustalił, czy świadczone usługi faktycznie mieszczą się w zakresie danego PKWiU. Nie jest jednak pewne czy dyrektor KIS zgodzi się z interpretacją GUS.

Liczba ataków na polskie firmy wzrosła o ponad 40 proc. od początku roku. Powraca Emotet i WannaCry

Liczba ataków hakerskich na polskie firmy wzrosła od początku stycznia do ponad 1000 tygodniowo. Najczęściej wykorzystywaną luką w systemach jest wciąż Log4j – ostrzegają eksperci bezpieczeństwa firmy Check Point Research. Emotet, Lokibot oraz WannaCry, trzy znane rodziny malware’u powracają i ponownie stają się głównymi zagrożeniami nękającymi sieci firmowe, administrację oraz użytkowników indywidualnych. Niemal co szóstą polską sieć zaatakował botnet Emotet, który powrócił jako najpopularniejszy na świecie malware.

2022 rok w opinii ekspertów miał nie odpuszczać w kwestii ataków cybernetycznych. Niestety ich przewidywania były zasadne – jak wynika z danych udostępnionych przez Check Point Research, pod koniec stycznia w Polsce odnotowano przeszło 1000 ataków na organizację w skali tygodnia, co jest wynikiem o ponad 40 proc. wyższym niż pod koniec 2021 roku. Podobny trend, choć nieco mniej wyraźny obserwuje się na całym świecie. Co istotne, do sieci powracają zagrożenia, które na przestrzeni ostatnich lat siały spustoszenie w sieciach firmowych i administracji państwowej, jak np. Emotet czy WannaCry. Tym razem wsparciem dla hakerów jest wciąż zbierająca żniwo luka Log4j.

Po zaledwie dwóch i pół miesiącach od powrotu, Emotet ponownie stał się głównym zagrożeniem wymierzonym w internautów i sieci firmowe. Znany botnet jest najczęściej rozprzestrzeniany za pośrednictwem wiadomości phishingowych, które zawierają złośliwe załączniki lub łącza. W styczniu 2022 roku odpowiadał za infekcje w około 6 proc. sieci firmowych na całym świecie i niemal 16 proc. w polskich sieciach.

– Nic dziwnego, że Emotet powraca. Jest to złośliwe oprogramowanie posiadające zdolności unikające, co utrudnia jego wykrycie, a fakt, że wykorzystuje wiele metod do infekowania sieci, dodatkowo przyczynia się do ciągłego wzrostu tego zagrożenia. Prawdopodobnie nie będzie to jedynie krótkotrwały problem — powiedziała Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point Software. – W styczniu zauważyliśmy również, jak Dridex zniknął z naszej listy TOP10, a w jego miejsce pojawił się Lokibot. Zagrożenia te, wraz z toczącą się walką z luką Log4j, podkreślają znaczenie posiadania najlepszych zabezpieczeń w sieciach, chmurze, urządzeniach mobilnych i punktach końcowych użytkowników.

W skali globalnej drugim najczęściej pojawiającym się złośliwym oprogramowaniem jest Trickbot, wpływający w styczniu na niemal 4 proc. sieci firmowych. Trzecie miejsce należało z kolei do Formbooka, zidentyfikowanego w 3,3 proc. sieci. W Polsce drugie miejsce, z ponad 5 proc. obecnością, zajął WannaCry, czyli ransomware, który dni wątpliwej chwały święcił w maju 2017 roku, kiedy to zainfekował ponad 300 tys. urządzeń w niemal 100 krajach. Podium – podobnie jak w ogólnoświatowym zestawieniu – zamknął Formbook, infostealer mający wpływ na trochę ponad 2 proc. wszystkich sieci firmowych w Polsce.

TOP 3 malware’u – STYCZEŃ 2022

Dane: Check Point Research

Świat Polska
  1. Emotet
5,77%
  1. Emotet
15,78%
  1. Trickbot
3,5%
  1. WannaCry
5,34%
  1. Formbook
3,27%
  1. Formbook
2,04%

Tabela 1 – najpopularniejsze szkodliwe oprogramowanie – Świat vs Polska.
% sieci korporacyjnych w których wykryto zagrożenie

Analitycy Check Pointa wskazali również najczęściej atakowane na świecie branże. Najpowszechniejszym celem ponownie okazała się edukacja/badania, a w dalszej kolejności sektor rządowo-wojskowy oraz ISP/MSP, czyli dostawcy usług zarządzanych oraz internetowych. W Polsce oszacowanie liczby ataków na sektor edukacji i badań okazało się trudne, dlatego ze względów statystycznych pominięto tę próbę. Niewykluczone, że posiadając większą liczbę danych, można byłoby potwierdzić trend światowy. Dane istotne statystycznie ukazują finanse i bankowość jako najczęściej atakowaną gałąź gospodarki.

Columbus sfinalizował umowę zakupu projektu farmy fotowoltaicznej o mocy 61 MW

Columbus, wiodący dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki, sfinalizował umowę zakupu projektu farmy fotowoltaicznej o mocy 61 MW i ma szansę zwiększyć inwestycje do ponad 90 MW.

Grupa Columbus Energy nabyła 100% udziałów w spółce realizującej projekt farmy fotowoltaicznej, z wydanymi warunkami przyłączenia do sieci elektroenergetycznej, o łącznej mocy 61,3 MW.

W ramach współpracy Columbus będzie miał też możliwość zwiększenia zainstalowanej mocy do   91,3 MW. Realizacja postanowień wynikających z umowy ma nastąpić w ciągu 18 miesięcy od jej podpisania.

– Rozwój projektów farm fotowoltaicznych stanowi kluczowy obszar naszej działalności inwestycyjnej, który już teraz przynosi Grupie zyski. Zakupiony właśnie projekt jest jednym z największych w Polsce,   z wydanymi warunkami przyłączenia. Jego wartość po wybudowaniu wyniesie ok. 250 mln zł. Budowę farm w ramach tego projektu planujemy w 2023 r. w formule PPA tłumaczy Janusz Sterna, wiceprezes Columbus Energy S.A.Ponadto nieustannie pracujemy nad pozyskiwaniem projektów,    o mniejszej mocy, co finalnie zwiększa nasz wolumen w farmach fotowoltaicznych.

Portfolio farm fotowoltaicznych, jakie posiada Columbus, plasuje firmę w ścisłej czołówce krajowego rynku. Według raportu Instytutu Energetyki Odnawialnej, w 2020 r. Columbus zajął drugą pozycję w kraju w segmencie instalacji powyżej 50 kWp, posiadając udział blisko 17 proc. mocy zainstalowanej w farmach PV.

Na koniec listopada 2021 r. portfel farm PV Columbusa obejmował projekty na różnych etapach zaawansowania, zlokalizowane na terenie całej Polski, których łączna moc wynosiła 5270 MW.

Aktualny stan projektów farmowych Grupa opublikuje 21 marca br., w raporcie rocznym za 2021 r.

Złoty czeka na RPP

Ostatnie dni nie należą do złych dla rodzimej waluty. Jest to jednak uwzględnienie w cenach dzisiejszej podwyżki stóp procentowych. Przy podwyżce o 0,5% powinniśmy spodziewać się relatywnego spokoju, inne scenariusze powinny sporo namieszać.

Czekając na RPP

Dzisiaj poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Rynek spodziewa się podwyżek podstawowej stawki o 0,5%. Taka wysokość wynika mniej więcej ze zmian stawki WIBOR 3M od ostatniego posiedzenia. Nie brakuje jednak analityków przewidujących wyższe wzrosty. Bardzo wyraźny sygnał dają ostatnio Czesi, którzy doprowadzili już główną stopę procentową do poziomu 4,5%. Bazowym scenariuszem dla wyceny złotego jest właśnie wzrost stóp o 0,5%. Jeżeli wzrost byłby niższy lub nie byłoby go wcale, powinniśmy spodziewać się przeceny polskiej waluty. W przypadku wyższych podwyżek należy oczywiście oczekiwać umacniania się polskiej waluty. Konferencja prasowa odbędzie się dopiero w środę.

Franki najtańsze od października

Ostatni kwartał z pewnością nie był komfortowy dla kredytobiorców frankowych. Od początku lutego jednak sytuacja wyraźnie się poprawia. Dzięki 10-groszowej przecenie waluta Szwajcarii jest obecnie najtańsza (w złotych) od drugiej połowy października. Z jednej strony brzmi to dobrze, z drugiej w historii kredytów frankowych po 4,30 zł lub drożej kupowano franki tylko w pojedynczych miesiącach. Ciężko zatem w długim okresie rozpatrywać tę cenę jako dobrą. Co spowodowało przecenę CHF? Frank bardzo mocno zyskiwał na wartości z powodu strachu przed eskalacją ryzyk zarówno covidowych, jak i tych na wschodzie Ukrainy. Obecnie wygląda na to, że obydwa problemy znacznie mniej niepokoją inwestorów stąd nagły odwrót od szwajcarskiej waluty.

Irańczycy duszą ceny ropy

Po tym, jak ceny czarnego złota zaczęły sięgać kolejnych szczytów, chęć Irańczyków do powrotu do stołu negocjacyjnego ponownie wzrosła. Przebicie poziomu 90 dolarów za baryłkę w ostatnich dniach z pewnością nie studzi ich zapału. To właśnie szansa pojawienia się na rynku surowca z Iranu jest powodem obecnej przeceny. Dzisiaj ropa straciła na wartości już 2%, aczkolwiek dalej brytyjski surowiec przekracza granicę 90 dolarów za baryłkę. Jeżeli negocjacje z Iranem będą szły we właściwym kierunku prognozy cen na poziomie 100 dolarów za baryłkę, należy schować do kieszeni.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

QuarticOn z 4,7 mln PLN dofinansowania od NCBR na realizację AI Stylisty Modowego

  • QuarticOn rozwija projekt dla branży fashion – AI Stylistę Modowego, pozwalającego na zastąpienie personalnego stylisty sztuczną inteligencją.
  • Według planów, rozwiązanie pojawi się na rynku pod koniec 2023 r. Będzie dostępne zarówno dla sektora B2B, jak i B2C.
  • Całkowity budżet projektu wynosi 6,3 mln PLN, z czego 4,7 mln PLN pochodzi z dofinansowania Pozostałą kwotę QuarticOn planuje pozyskać m.in. w ramach emisji dedykowanej wybranym inwestorom – swoje zaangażowanie zadeklarował już wstępnie niemiecki ACATIS.
  • AI dla branży fashion to drugi z segmentów, na którym będzie oparty rozwój firmy do 2024 r. Pierwszym jest Customer Data & Experience Platform (CDXP), kompleksowa platforma do automatyzacji marketingu dla e-commerce, funkcjonująca w modelu subskrypcyjnym.

AI Stylista Modowy przyszłością branży fashion

QuarticOn to spółka technologiczna, twórca opartych na sztucznej inteligencji systemów wsparcia i personalizacji procesów sprzedaży oraz marketingu internetowego. W 2021 r. firma rozpoczęła pracę nad AI Stylistą Modowym, innowacyjnym rozwiązaniem, pozwalającym zastąpić tradycyjnego personalnego stylistę sztuczną inteligencją. Narzędzie będzie doradzało, jak połączyć ze sobą części garderoby, aby być ubranym zgodnie najnowszymi trendami i wymarzonym stylem (nawiązującym do idola, artysty, postaci itp.), a także odpowiednio do konkretnej okazji. Zestawienia będą tworzone z posiadanych przez daną osobę elementów garderoby oraz oferty e-sklepów, jeśli konsument nie będzie dysponował ubraniem lub dodatkiem niezbędnym do stworzenia pożądanego „looku”. Aby tego dokonać system na bieżąco będzie uczył się nowych wzorców na podstawie danych uzyskanych z fotografii milionów stylizacji dostępnych w internecie, następnie AI będzie identyfikowało wzorce i pozyskiwało nową wiedzę dotyczącą komponowania stylizacji oraz trendów.

Moda jest największym segmentem rynku e-commerce – w 2020 roku był on wart 753 mld USD i prognozuje się, że w 2025 roku osiągnie wartość 1 165 mld USD przy rocznym wzroście na poziomie ponad 9 proc. Widać więc, że ludzie chcą dobrze wyglądać. Jak się jednak okazuję większość z nich nie wie jak to zrobić. Chociażby dane z polskiego rynku pokazywały, że 75 proc. konsumentów ma problem z wyborem odpowiedniego ubrania na różne okazje[1]. Do tego 68 proc. kupujących szukało inspiracji w internecie[2], a jedynie 5 proc. kobiet i 4 proc. mężczyzn korzystało z usług profesjonalnych stylistów[3]. Tak mały odsetek osób zgłaszających się do specjalistów wynika głównie z wysokich cen usług. Postanowiliśmy zatem rozwiązać ten problem i stworzyć ogólnodostępne rozwiązanie, które wesprze konsumentów na całym świecie w komponowaniu modnych i zgodnych z ich gustem stylizacji – mówi Paweł Wyborski, prezes zarządu i założyciel QuarticOn.

Oferta skierowana do rynku B2B i B2C

AI Stylista Modowy będzie dostępny dla e-sklepów w wersji white-label. Właściciele w prosty sposób za pośrednictwem API będą mogli zintegrować rozwiązanie ze swoją platformą i dodać do niej katalog produktów oraz zdjęcia stylizacji marki. Sprzedawcy poprzez dodanie własnego brandingu będą również mogli przekształcić je w dedykowaną aplikację mobilną. W przyszłości rozwiązanie będzie można zintegrować z Alexą, Google Assistant albo Siri.

Właściciele e-sklepów będą mogli skorzystać z rozwiązania na jeden z dwóch sposobów. Pierwszy nie będzie wymagał ich ingerencji – system będzie samodzielnie pozyskiwał nowe przykłady zdjęć stylizacji, nieustannie się uczył i wykorzystując te dane tworzył stylizacje zgodne z aktualnymi trendami na bazie oferty sklepu. W drugiej opcji – AI Stylista Modowy na podstawie stylizacji dodanych przez sprzedawcę nauczy się gustu stylisty danego sklepu, zasad komponowania zestawów i dokona transferu stylu na pozostałe produktu w sklepie. W ten sposób z innych artykułów dostępnych na platformie stworzy nowe propozycje, stosując reguły użyte w przykładach. Dzięki temu każdy e-sklep będzie mógł zaoferować swoim klientom personalne doradztwo w zakresie tworzenia modnych stylizacji realizowane całkowicie przez AI – tłumaczy Paweł Wyborski.

Docelowo rozwiązanie pozwoli stworzyć międzynarodowy marketplace dla rynku modowego, gdzie klienci otrzymają gotowe rozwiązania i produkty, pozwalające im ubierać się zgodnie z najnowszymi trendami. System pomoże zaoszczędzić czas na poszukiwaniu odzieży w internecie i samodzielnie będzie proponował konsumentom, co i gdzie mogą kupić, aby stworzyć najlepszą dla nich stylizację. Rozwiązanie będzie dostępne dla wszystkich e-sklepów, które chciałby w ten sposób sprzedawać swoje produkty, nie tylko posiadających wersję white-label. Integracja z marketplace będzie się odbywała poprzez dodanie do niego katalogu swoich produktów, a finalizacja zakupu nastąpi na stronie danego e-sklepu. Rozliczenie ze sprzedającymi będzie odbywało się podobnie, jak w popularnych marketplace’ach – w modelu CPC lub w oparciu o prowizję od wygenerowanej sprzedaży.

Rozwiązanie, nad którym pracujemy wniesie nową jakość do robienia zakupów online w postaci zastąpienia stylisty modowego algorytmami AI. Doskonale wpisuje się w jeden z głównych trendów na shoppingowym rynku – wirtualnych asystentów, którzy już wkrótce będą za nas realizować zakupy online. Największym wyzwaniem będzie opracowanie algorytmów sztucznej inteligencji, które zostaną przygotowane tak, aby posiąść kompetencje profesjonalnego stylisty. Muszą one bowiem nie tylko definiować poszczególne elementy, ale też współzależności, określające połączenia charakteryzujące poszczególne style. W tym celu wykorzystamy najnowszą wiedzę z dziedziny głębokiego uczenia się, a także z obszaru wizji komputerowej – wyjaśnia Paweł Wyborski.

NCBR inwestuje 4,7 mln PLN w projekt

Całkowity budżet projektu wynosi 6,3 mln PLN. Jest on współfinansowany z funduszy unijnych – Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) przeznaczyło na jego realizację 4,7 mln PLN. Podmioty podpisały umowę dotyczącą dofinansowania pod koniec grudnia 2021 r. Jej warunki przewidują, że projekt zostanie ukończony we wrześniu 2023 r., a jego trwałość wyniesie 3 lata od momentu zakończenia realizacji.

W najbliższym czasie, m.in. w związku z planowanymi inwestycjami w projekt fashion, QuarticOn przeprowadzi emisję akcji serii H, dedykowaną wybranym inwestorom, również zagranicznym. W jej ramach planuje pozyskać nawet do 2,5 mln PLN. Wstępną deklarację kupna części akcji złożył już jeden z dotychczasowych akcjonariuszy spółki – niemiecki fundusz ACATIS.

Drugi segment biznesowy zwiększy rentowność

QuarticOn prognozuje, że w ciągu 2 lat od momentu uruchomienia marketplace AI Stylisty Modowego stanie się on jednym z kluczowych źródeł zysku spółki, ponieważ dzięki swojej uniwersalności można go łatwo skalować na rynki zagraniczne.

Jak pokazuje raport Gemius najczęściej kupowanymi produktami w internecie w 2021 r. były odzież, akcesoria i dodatki (72 proc.) oraz obuwie (61 proc.). Według prognoz Statista rynek AI w branży modowej do 2027 roku będzie wart 4,4 mld USD, w porównaniu do 637 mln USD w 2021 roku.

Projekt AI Stylista Modowy jest drugim segmentem biznesowym, na którym w najbliższych latach planuje skupić się QuarticOn. Pierwszym jest uruchomiony na początku tego roku kompleksowa platforma do automatyzacji marketingu dla e-commerce, funkcjonująca w modelu subskrypcyjnym – Customer Data & Experience Platform (CDXP). Na jej wdrożenie spółka podpisała już umowy z ponad 30 sklepami o łącznej wartości blisko 700 tys. PLN w skali roku. Ma również deklaracje wykupienia abonamentów od kolejnych podmiotów.

Oparcie rozwoju spółki na dwóch bardzo silnych i przyszłościowych filarach pozwoli nam skoncentrować się na skalowaniu sprzedaży oraz wejściu na nowe rynki. Zaczynamy nowy etap w rozwoju QuarticOn i wspierają nas przy tym wieloletni inwestorzy – fundusze ACATIS oraz Ipopema TFI – podsumowuje Paweł Wyborski.

[1] Strojna Polska 2016, Trendy w zachowaniach Polaków.

[2] KPMG, Rynek Mody w Polsce. Wyzwania, Listopad 2019.

[3] Strojna Polska 2016, Trendy w zachowaniach Polaków.

Platige Image powołuje spółkę w Stanach Zjednoczonych

Grupa Kapitałowa Platige Image informuje o powołaniu nowej spółki, której zadaniem jest pozyskiwanie i realizacja zamówień a także budowanie i utrzymywanie relacji z klientami z amerykańskiego rynku reklamowego. Studio od wielu lat intensywnie działa z partnerami biznesowymi zza oceanu, nawiązując stałe współprace, między innymi oferując produkcję najwyższej jakości cinematików gamingowych. Otwarcie nowego przedstawicielstwa w Los Angeles przyczyni się do usprawnienia procesu ofertowania i pozyskania nowych klientów w zakresie produkcji i postprodukcji reklamowej. Spółka już pozyskała pierwsze projekty.

Prezesem spółki Platige USA LLC został Aurelien Simon, doświadczony producent wykonawczy, na stałe mieszkający w Los Angeles. Aurelien specjalizuje się w złożonych międzynarodowych produkcjach łączących innowacje, technologię i rozrywkę. Przez ostatnich kilka lat Aurelien Simon pracował dla lidera amerykańskiego rynku postprodukcji reklamowej The Mill jako Executive Producer a wcześniej m.in. dla Unit9 jako Head of VR gdzie prowadzone przez niego projekty otrzymały 2 nagrody Webby.

Uważam, że świetna jakość produkcji Platige daje nam bardzo duże szanse na zajęcie stałej pozycji na amerykańskim rynku reklamowym. Profesjonalny zespół produkcyjny w Warszawie prezentuje światowy poziom a pierwsze realizowane projekty uzyskują uznanie klientów – powiedział Aurelien Simon, CEO Platige US LLC.

Otwarcie kalifornijskiego przedstawicielstwa Platige Image jest kolejnym krokiem w rozwoju naszego studia. Realizując przyjętą w ubiegłym roku strategię intensyfikujemy nasz rozwój na rynkach międzynarodowych. Amerykański rynek reklamowy z racji na swój rozmiar i oferowane ceny jest dla nas szczególnie interesujący. Pozwala wykorzystać wieloletnie doświadczenie studia, nie tylko w obszarze gamingu. Intensywnie działamy również w sektorze reklamy, czego efekty będziemy mogli zaprezentować już w najbliższym czasie. Jeden z realizowanych projektów wyświetlany będzie podczas amerykańskiego święta reklamy – bloku reklamowego w finale Super Bowl – powiedział Karol Żbikowski Prezes Zarządu Platige Image.

Rynek powierzchni biurowych na 8 rynkach regionalnych – dane za 4 kw. 2021 r.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za czwarty kwartał 2021 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec czwartego kwartału 2021 roku całkowite istniejące zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 038 800 m kw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 617 600 m kw.), Wrocław (1 253 100 m kw.) oraz Trójmiasto (963 300 m kw.).

  • W 2021 roku do użytkowania oddano obiekty o łącznej powierzchni 226 300 m kw., z czego najwięcej w Trójmieście (ok. 73 200 m kw.), Krakowie (60 700 m kw.) oraz Poznaniu (37 500 m kw.). W czwartym kwartale 2021 roku deweloperzy dostarczyli siedem projektów o łącznej powierzchni ponad 79 000 m kw., wśród nich największy to 3T Office Park (38 200 m kw.) wybudowany przez 3T Office Park w Gdyni.
  • Na koniec czwartego kwartału 2021 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz pozostawało 853 650 m kw. powierzchni biurowej, czego wynikiem jest stopa pustostanu na poziomie 14,1% (wzrost o 0,6p.p. kw./kw. oraz wzrost o 1,4 p.p. w porównaniu do końca 2020 roku). Najwyższy współczynnik pustostanów odnotowano we Wrocławiu – 16,7%, najniższy w Szczecinie – 5,3%.
  • Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w 2021 roku wyniósł 594 500 m kw., co jest wartością o 2,1% większą niż przed rokiem. Natomiast w samym czwartym kwartale 2021 roku wynajęto o 63% więcej powierzchni niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W całym 2021 roku najwięcej powierzchni zostało wynajęte w Krakowie (156 000 m kw.) i Wrocławiu (135 400 m kw.).
  • W 2021 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom: 49% (włączając umowy przednajmu oraz powierzchnie na potrzeby własne właściciela nieruchomości). Renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 43% zarejestrowanego popytu, a ekspansje za 8%. W samym czwartym kwartale 2021 roku największy udział stanowiły odnowienia umów – 48%, natomiast na nowe umowy (wliczając umowy przednajmu oraz na potrzeby własne) oraz ekspansje przypadło odpowiednio 41% i 11%.
  • Wśród największych transakcji zawartych w 2021 roku należy wymienić umowę odnowienia poufnego najemcy z sektora IT w kompleksie biurowym Green Horizon w Łodzi (24 100 m kw.), umowę odnowienia oraz ekspansji Rockwell Automation w budynku A4 Business Park w Katowicach (19 500 m kw.), odnowienie umowy poufnego klienta z sektora finansowego w kompleksie Business Garden Poznań (17 400 m kw.), odnowienie umowy poufnego klienta z sektora finansowego w obiekcie Kapelanka 42a w Krakowie (15 600 m kw.), transakcję odnowienia poufnego klienta z sektora usługowego w biurowcu Kazimierz Office Center w Krakowie (12 800 m kw.) oraz przednajem 3M Service Center EMEA w biurowcu MidPoint71 we Wrocławiu (12 300 m kw.).

Restauracje i hotele w coraz gorszej sytuacji finansowej. Połowa z nich potrzebuje wsparcia finansowego, żeby przetrwać

Subindeks Barometru EFL dla sektora HoReCa na I kwartał br. był najniższy wśród 6 branż i wyniósł tylko 45,7 pkt. To spadek o 1,5 pkt. w porównaniu do poprzedniego kwartału i wynik porównywalny do tego sprzed roku. Restauratorzy i hotelarze wciąż najbardziej obawiają się trwającej sytuacji pandemicznej. Ponad połowa z nich spodziewa się mniejszej liczby gości i zamówień, najwięcej ze wszystkich badanych sektorów. Co więcej, kolejne fale koronawirusa pogarszają sytuację finansową przedstawicieli HoReCa – 51% badanych potrzebuje dodatkowego zastrzyku gotówki na prowadzenie bieżącej działalności.

– Po wybuchu entuzjazmu w połowie ubiegłego roku, kiedy subindeks dla HoReCa na III kwartał osiągnął wartość prawie 60 pkt. i był najwyższym wśród 6 badanych sektorów, nie ma już śladu. Tak jak pod koniec 2021, tak i z początkiem tego roku nastroje restauratorów i hotelarzy wróciły do pandemicznej, smutnej normy. Świadczą o tym nie tylko prognozowana mniejsza sprzedaż czy brak planów inwestycyjnych, ale coraz większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne. W dobie prosperity, przed kryzysem, te środki w większości przypadków były potrzebne do realizacji inwestycji w rozwój biznesu. Teraz najpewniej są konieczne do utrzymania działalności – na opłaty czynszów za najem lokalu, na wynagrodzenia pracowników czy nawet na spłatę dotychczasowych zobowiązań. Bez wątpienia HoReCa odczuje najboleśniej ekonomiczne powikłania COVID-19. Dodając do tego galopującą inflację, wzrost cen energii, gazu, podatków oraz wynikającą z nich presję płacową wśród pracowników, to możemy być przekonani, że kolejne hotele, restauracje, kawiarnie, bary nie przetrwają tej zimy – mówi Radosław Woźniak, prezes EFL.

Pusta kasa

Na niższą w porównaniu do poprzedniego pomiaru wartość subindeksu Barometru EFL dla HoReCa na I kwartał br. (45,7 pkt., -1,5 pkt. kwartał do kwartału) największy wpływ miały prognozy w obszarze sprzedaży. 52,5 proc. hoteli, restauracji i firm cateringowych prognozuje spadek zamówień w swoich lokalach w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Jest to najwyższy wynik wśród 6 badanych branż. Tylko 4 proc. ankietowanych liczy na większą sprzedaż, a 42,5% nie spodziewa się większych zmian w porównaniu do ostatnich miesięcy ubiegłego roku.

Pesymistyczne prognozy sprzedażowe nie pozostają bez wpływu na płynność finansową. Jej pogorszenia spodziewa się niemal połowa przedsiębiorców (49%), również najwięcej wśród 6 badanych sektorów.

Warto zwrócić uwagę na wysoki odsetek przedsiębiorców prognozujących większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne. Aż 51% potrzebuje dodatkowego wsparcia finansowego. Te z pewnością będzie potrzebne na dokapitalizowanie bieżącej działalności, a nie (jak to bywało najczęściej przed pandemią) na planowane inwestycje i rozwój przedsiębiorstwa.

Mniej inwestycji, mniej leasingu

W przypadku planów inwestycyjnych dominuje stagnacja. W branży HoReCa odsetek MŚP nie przewidujących zmian wyniósł aż 95%. Nikt nie wskazał na zwiększenie inwestycji, a 5% spodziewa się ich obcięcia.

Ostatnie wyniki Związku Polskiego Leasingu potwierdzają, że segmenty, które są mocno uzależnione od bieżącej sytuacji gospodarczej, takie jak gastronomia, odnotowują słabsze wyniki. Z danych ZPL wynika, że biznes gastronomiczny w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2021 roku mniej inwestował. Wartość leasingu sprzętu gastronomicznego od początku stycznia 2021 do końca września 2021 wyniosła 144,5 mln zł, o 11 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2020 roku.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na I kwartał 2022 roku wyniosła 48,9 pkt. Osiągnięty poziom jest o 1,4 pkt. niższy niż w IV kwartale 2021 roku.

Wysoka inflacja groźniejsza niż przejściowe spowolnienie

Banki centralne krajów rozwiniętych od około pół roku istotnie zmieniają swoje podejście. Najpierw porzuciły retorykę mówiącą, że wysoka inflacja jest przejściowa – a teraz zapowiadają dosyć szybką normalizację polityki pieniężnej. Szczególnie widać to w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Wielkiej Brytanii, troszkę mniej w strefie euro. Głównym celem jest zapanowanie nad wysoką inflacją i spowodowanie, aby nie zagościła ona w gospodarce na dłużej. Na krótką metę te działania te nie powinny szkodzić koniunkturze gospodarczej. Natomiast w roku 2023 efekt zacieśnienia polityki pieniężnej na świecie będzie bardziej widoczny. Szczególnie w Stanach Zjednoczonych i w trochę mniejszym stopniu w strefie euro. Taka reakcja ze strony banków centralnych może przynieść efekty uboczne w postaci pewnego schłodzenia koniunktury. Należy jednak pamiętać, że wysoka inflacja jest czynnikiem o wiele groźniejszym niż przejściowe spowolnienie.

– Zakładamy, że w roku 2022 polska gospodarka będzie rosła w tempie 4,5% – czyli będzie to wzrost tylko trochę słabszy niż w roku 2021. Za 2021 rok szacujemy tempo PKB na poziomie 5,9-6% – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Jeżeli chodzi o strefę euro to zakładamy, że wzrost gospodarczy w 2022 roku będzie wciąż dosyć mocny – około 4% versus 5% w 2021 roku. W Stanach Zjednoczonych podobnie – około 4% versus prawie 5,5% w roku 2021. Zatem rok 2022 to będzie okres dobrej koniunktury, bardzo wysokiej inflacji i banków centralnych walczących z tym, żeby inflacja nie zagościła na dłużej – prognozuje Benecki.

Turystyka Paliwowa – bronić się czy wspierać? Przedsiębiorcy: trzeba ten zryw gospodarczy wykorzystać długoterminowo

Najpierw „turystyka paliwowa” widoczna była głównie na granicy polsko-niemieckiej, ale teraz widzimy już, że zarówno Czesi jak i Słowacy coraz chętniej szturmują polskie dyskonty i przede wszystkim stacje benzynowe. Powód? Obniżony VAT na paliwo i produkty spożywcze powoduje, że jest u nas zdecydowanie taniej niż zagranicą. Ten trend może okazać się zarówno chwilową anomalią gospodarczą, jak i stałą tendencją zakupową, o ile ceny na niższym poziomie utrzymają się na dłuższy czas. – Nic nie jest za darmo, za obecną obniżkę VAT również ktoś będzie musiał zapłacić. Polski Ład przynosi szereg rozwiązań fiskalnych, które sprawiają, że przedsiębiorcy właściwie żadnych pozytywnych zmian finansowych nie odczuwają. Szanuję jednak zmianę stawek VAT za to, że jest to realna próba poprawy sytuacji finansowej części Polaków. Wiele osób te zmiany odczuje w portfelach – mówi Hanna Mojsiuk. – Turystyka zakupowa i paliwowa to ciekawe zjawisko. Należy pomyśleć jak z chwilowego zrywu zrobić stałą tendencję. To ważne dla rozwoju gospodarczego terenów pogranicza – dodaje Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Jak mówią eksperci Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie turystyka paliwowa może być oceniana dwutorowo – jako pozytywne zjawisko napędzające naszą gospodarkę lub jako zjawisko mniej pozytywne, gdy spojrzymy na obniżone ceny paliwa jako na ułatwienie życiowe dla ściśniętych przez inflacje, podwyżki i Polski Ład Polaków. Prezes Hanna Mojsiuk uspokaja: – Paliwa powinno starczyć dla każdego, a skala zakupów paliwowych nie jest tak gigantyczna żebyśmy mówili o tym, że Niemcy, Czesi czy Słowacy wykupują nam całe paliwo. Nie mają przecież swoich cystern na użytek domowy – przekonuje Prezes Izby. – Możemy okazać się wizerunkowymi zwycięzcami jeżeli przyzwyczaimy obecnych turystów paliwowych do tego, że Polska jest krajem, gdzie można zrobić tanie zakupy, gdzie jest bogata oferta handlowa – mówi Hanna Mojsiuk.

– Można było przewidzieć, że zarówno Niemcy jak i Czesi czy Słowacy będą chcieli kupować paliwo po atrakcyjnej cenie. Najbardziej negatywnym działaniem byłaby korekta cen lub wprowadzenie czegoś w rodzaju reglamentacji paliwa dla konsumentów zagranicznych. Jesteśmy w Unii Europejskiej i takie działanie mogłoby zostać potraktowane jako bardzo nieprzyjazne. Paliwo to nie jest kiełbasa czy cukier, nie załadujemy całej naczepy produktu i nie wywieziemy go zagranicę. Trudno mi sobie wyobrazić także próby sprzedawania po zawyżonej cenie paliwa kupionego w Polsce – mówi Jarosław Tarczyński, Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Przy szerokim strumieniu klientów z Niemiec czy Czech należy przygotować dla nich atrakcyjną ofertę również innych produktów. Może regionalnych? Należy tą sytuację wykorzystać najszerzej jak się da – dodaje Jarosław Tarczyński.

W ostatnich dniach media informowały o tym, że obniżka cen paliwa w Polsce skutkuje trudną sytuacją stacji paliw w rejonie przygranicznym. Obniżka VAT obowiązywać będzie do końca lipca, potem mogą być one jeszcze wyższe niż na początku roku.

Bain&Co.: Popyt na diamentową biżuterię najwyższy od dekady

W minionym roku sprzedaż wyrobów jubilerskich z diamentami wzrosła na świecie o 29 proc., co jest najlepszym rezultatem od dekady, wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Bain & Company. Branży jubilerskiej pomogło m.in. luzowanie restrykcji covidowych i wzrost oszczędności. Zdaniem analityków popyt na diamentową biżuterię będzie nadal silny.

Jak pokazuje raport przygotowany we współpracy ze Światowym Centrum Diamentów (AWDC) z Antwerpii sprzedaż diamentowej biżuterii osiągnęła w 2021 r. poziom 84 miliardów dolarów i była o 12 proc. wyższa niż przed pandemicznym 2019 r.

W dotkniętym pandemią 2020 r. sprzedaż spadła o 14 proc. Przyczyniły się do tego restrykcje skutkujące zamknięciem stacjonarnych butików jubilerskich, odwoływaniem uroczystości weselnych oraz ograniczeniami w podróżach, podczas których wielu klientów kupuje biżuterię. Nie bez znaczenia były też obawy konsumentów o skalę kryzysu. Jednak już pod koniec 2020 r. widać było sygnały odbicia.

– Spodziewamy się, że popyt będzie nadal rósł w pierwszym półroczu 2022 r. W dłuższym okresie dużo będzie zależeć od kondycji gospodarek i kroków podejmowanych przez rządy w walce z pandemią – powiedziała Katarzyna Wal, Starszy Menedżer w Bain & Company.

W Stanach Zjednoczonych, które są największym rynkiem wyrobów jubilerskich z diamentami, odbicie sprzedaży było najsilniejsze i sięgnęło 38 proc. W Chinach, będących drugim największym rynkiem, wzrost sięgnął 19 proc. Oba rynki przekroczyły już poziomy sprzedaży notowane przed pandemią o odpowiednio 23 proc. i 6 proc.

Rynek diamentowej biżuterii nie tylko mocno rośnie, ale również podlega głębokim przeobrażeniom. Analitycy Bain & Company zwracają uwagę na dwa trendy, które zmieniają kształt rynku. To rosnący udział sprzedaży internetowej i zyskująca na popularności odpowiedzialna i zrównoważona produkcja biżuterii.

Pandemia zdecydowanie przyśpieszyła rozwój sprzedaży w kanale online. W Stanach Zjednoczonych udział sprzedaży internetowej wzrósł w 2021 r. do 25 proc. z 14 proc w 2019 r., a w Chinach do 17 proc. z 12 proc. W Chinach rośnie także udział social sellingu, czyli sprzedaży luksusowej biżuterii za pośrednictwem serwisów społecznościowych takich jak TikTok czy Weibo podczas relacji na żywo.

– Pandemia bardzo mocno przyśpieszyła rozwój sklepów internetowych. W USA już 90 proc. jubilerów ma internetową platformę sprzedaży. To samo zjawisko obserwujemy na innych rynkach – powiedziała Katarzyna Wal.

Podobnie jak marki odzieżowe, również producenci biżuterii starają się wprowadzać na rynek produkty wytworzone w sposób odpowiedzialny i zrównoważony. Oprócz certyfikatów, które umożliwiają klientom możliwość prześledzenia drogi, jaką przebyły drogocenne kruszce i kamienie zanim trafiły na sklepową półkę, marki jubilerskie eksperymentują z biżuterią wytworzoną z materiałów z recyclingu oraz biżuterią z drugiej ręki.

– Najwięksi i najbardziej znani producenci biżuterii odpowiadają na oczekiwania klientów, którzy coraz większą uwagę przywiązują do tego, skąd pochodzą diamenty, w jakich warunkach zostały wytworzone i jaki jest wpływ ich produkcji na środowisko naturalne. Dlatego Tiffany & Co. wprowadziło na rynek linię biżuterii ze złota z recyclingu, a Signet Jewelers, największy na świecie producent diamentowej biżuterii, używa do produkcji zarówno złoto i diamenty z odzysku. Najwięksi producenci jak ALROSA wprowadzają też technologiczne rozwiązania umożliwiające klientom sprawdzanie pochodzenia diamentów, współpracując przy tym z zewnętrznymi dostawcami jak izraelski Sarine – powiedziała Katarzyna Wal.

Sklepy jubilerskie nie pozostają w tyle i oferują wysokiej jakości biżuterię z drugiej ręki. Rośnie też popyt na biżuterię z diamentami syntetycznymi, których ceny w porównaniu z naturalnymi kamieniami spadają.

Sieć klubów fitness Premium Fitness & Gym dołącza do portfolio Medicover

Medicover przejęło kolejną znaną sieć klubów fitness i siłowni. Do portfolio firmy dołączyła marka Premium Fitness & Gym – sieć klubów sportowych i siłowni klasy premium. Tym samym Medicover poszerzyła swoje portfolio klubów fitness i siłowni o kolejnych 12 lokalizacji, a także wzmocniła swoją sportową obecność na lokalnych rynkach m.in. na północy kraju.

Dalsza konsolidacja infrastruktury fitness w Polsce, umocnienie pozycji w obszarze oferty sportowej i ekspansja w północnym regionie Polski to główne cele jakie stawia Medicover w swojej strategii rozwoju. Pozyskanie nowej marki sportowej z północy kraju pozwoliło firmie przekroczyć łącznie liczbę 92 klubów fitness i siłowni w portfolio.

Premium Fitness & Gym to marka z 20-letnim doświadczeniem w branży fitness. Sieć Premium Fitness & Gym zlokalizowana jest w województwach: pomorskim, warmińsko-mazurskim, łódzkim i mazowieckim. Ostatnio oddane do użytku kluby fitness powstały w Siedlcach i Wejherowie (z końcem ub. r.). To, co cechuje kluby i siłownie tej sieci to wysoka estetyka wnętrz, nowoczesne wyposażenie (m.in.: maszyny eliptyczne z regulowanym wzniosem, bieżnie z dotykowym wyświetlaczem i zróżnicowanym programem treningowym, rowery stacjonarne w różnych wariantach, sprzęty siłowe światowych marek, bramy funkcjonalne), bogata oferta zajęć (m.in. pilates, „Zdrowy kręgosłup”, „Tubing Shape”) oraz wykwalifikowani instruktorzy i trenerzy personalni. Kluby są również wyposażone w strefy SPA z sauną fińską i infrared. Klientami Premium Fitness & Gym są w większości użytkownicy kart czy pakietów sportowych, w tym Medicover Sport.

Medicover, dzięki nowej sportowej inwestycji chce wzmocnić swoją dotychczasową pozycję na lokalnych rynkach fitness.

Przejęcie sieci Premium Fitness & Gym to mocne zaznaczenie naszej obecności na Pomorzu. Do tej pory rozwijaliśmy się w usługach fitness w regionie łódzki, mazowiecki czy na Dolnym Śląsku. Nowa akwizycja pozwoli na dotarcie do klientów z północy – komentuje Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych w Medicover Polska.

Pozyskanie nowego gracza to nie tylko wzmocnienie naszej obecności na mapie sieci klubów fitness, ale świadome i konsekwentne inwestowanie w ofertę sportową, która jest nieodłącznym elementem profilaktyki zdrowotnej – dodaje.

W sportowym portfolio Medicover, włączając w to najnowszą inwestycję, znajdują się obecnie 92 kluby fitness i siłownie. Wszystkie należą do systematycznie rozwijanej przez Medicover bazy obiektów sportowych i rekreacyjnych. Z oferty większości z nich można korzystać w ramach pakietów sportowych Medicover Sport. Obecnie baza ta skupia blisko 4 300 lokalizacji, z czego 1700 klubów fitness i siłowni, ponad 500 obiektów basenowych czy zajęć z jogi czy tańca.

Dziś chcemy kompleksowo dbać o zdrowie pacjentów i zachęcać ich do zmiany trybu życia zarówno poprzez oferowany program Medicover Sport, jak i dzięki sieci własnych klubów fitness – podsumowuje Artur Białkowski.

Udział płatności elektronicznych rośnie skokowo

  • Przewiduje się, że globalny rynek płatności cyfrowych wzrośnie w ciągu najbliższych 8 lat niemal o 21 proc., osiągając poziom 361,3 mld dolarów[1].
  • Jak podają analitycy Accenture, do 2023 roku transakcje o wartości 7 bilionów dolarów zostaną przeniesione z płatności gotówkowych na płatności cyfrowe oraz kartą.
  • Według analiz rynkowych, w latach 2020-2025 globalny wolumen płatności bezgotówkowych ma wzrosnąć o ponad 80 proc.[2]
  • Dokąd i w jakim tempie zmierzają płatności cyfrowe? Na to pytanie odpowiada Paweł Działak, CEO & co-founder Tpay, operatora płatności online.

Nie ma wątpliwości, że wzrostom na globalnym rynku cyfrowym sprzyja m.in. rosnąca liczba transakcji bezgotówkowych, pandemiczne realia oraz popularność zakupów online. To właśnie e-handel ma największy udział w digital payments – w 2020 r. blisko 80 proc.. Ponadto prognozuje się, że do 2023 r. zakup i sprzedaż towarów oraz usług online pozostanie największym strumieniem przychodów w globalnej branży płatności cyfrowych w kolejnych latach, osiągając wartość transakcji 4,5 biliona dolarów w 2023 roku[3].

– Instrumenty płatnicze rozwijają się niezwykle dynamicznie, a zmiany w upodobaniach konsumentów pokazują, że Polacy są otwarci na nowości i udogodnienia w procesie płatności, wykazując coraz większe zainteresowanie m.in. portfelami elektronicznymi czy urządzeniami typu wearables. Warto także zauważyć jak duże znaczenie w tym obszarze ma zwrot w stronę e-commerce – trend zakupów online przybrał na sile nie tylko wśród konsumentów, ale stał się również jednym z kluczowych w strategiach wielu firm – mówi Paweł Działak, CEO & co-founder Tpay, operatora płatności online.

Wolumen transakcji opłacanych online wciąż się zwiększa. Szacuje się, że dla płatności mobilnych w ciągu dwóch lat (2021–2023) wzrośnie z 26 do 49 miliardów[4], czyli o niemal 90 proc. Konsumenci coraz częściej poszukują nie tylko szybkich i wygodnych rozwiązań płatniczych, ale również takich, które będą umacniały ich pozytywne doświadczenia zakupowe. W ostatnim czasie dużym zainteresowaniem cieszą się m.in. odroczone płatności – szacuje się, że w samych Stanach Zjednoczonych w latach 2022–2028 ich odsetek wzrośnie o blisko 33 proc.[5] Innym popularny trendem, który zdobywa uznanie coraz szerszej grupy konsumentów są zakupy w mediach społecznościowych.

Social commerce to jeden z tych trendów, które z pewnością będą się umacniać na rynku w najbliższym czasie. Zakupy za pośrednictwem live streamingów czy chatbotów są szybsze i łatwiejsze dla konsumentów, a dla sprzedawców to kanały umożliwiające dotarcie do bardzo konkretnej grupy odbiorców. Rozwijają się także social payments, czyli płatności społecznościowe, które z powodzeniem funkcjonują już w Polsce, a za pierwszym tego typu wdrożeniem stoi Tpay wraz z KODA Bots, proponując bezpieczną płatność BLIKIEM w Messengerze – dodaje Paweł Działak.

Ważne jest, aby instrumenty płatnicze były dostosowane nie tylko do potrzeb konsumentów, ale także dla przedsiębiorców. Intuicyjne i bezpieczne płatności to prawdziwy „must have” zarówno w odczuwaniu pozytywnych doświadczeń zakupowych, jak i w rozwoju biznesu.

[1] Digital Payment Market Size, Share & Trends Analysis Report By Deployment, By Solution, By Mode of Payment, By Enterprise Size, By End Use, And Segment Forecasts, 2022 – 2030, Grand View Research , Inc

[2] PwC

[3] Dane zebrane przez AksjeBloggen.com

[4] Juniper Research, Contactless Payments: Trends, Opportunities and Market Forecasts 2021-2026

[5] Global Buy Now Pay Later Business and Investment Opportunities Q1 2022 Update ResearchAndMarkets.com

7 obszarów IT, które zyskają na znaczeniu w 2022 r.

Pandemia pokazała, że trendy w IT, znane do tej pory głównie branżowym specjalistom, stają się codziennością w biznesie. Do tej pory królowały automatyzacja i rozwiązania chmurowe. Co czeka branżę w bieżącym roku? Eksperci 7N wskazali siedem zjawisk wartych uwagi.

Do niedawna silny akcent na rozwój IT kładły przede wszystkim firmy technologiczne. Teraz także mniej zdigitalizowane biznesy i instytucje – np. sądy czy urzędy – będą musiały skupić się na cyfryzacji ze względu na wzrost ilości danych i konieczność zarządzania nimi. Przeniesienie się z pracy w biurach na home office skutkuje z kolei większą aktywnością online i rosnącymi obciążeniami dla serwerów, co przekłada się na dalszy rozwój technologii chmurowych.

Mimo generalnie ogromnego popytu na pracę specjalistów IT, istnieją obszary, w których są oni szczególnie poszukiwani. Oto 7 kluczowych trendów w IT, które zyskają na znaczeniu według 7N.

1. Cyberbezpieczeństwo

Obserwowane w ostatnich latach przyspieszenie cyfryzacji handlu, pracy i usług finansowych sprawia, że organizacje priorytetowo traktują zapewnienie sobie bezpieczeństwa i zarządzanie ryzykiem w tym obszarze. Tym bardziej, że skala zagrożeń wzrasta. Według firmy informatycznej Check Point, 87 proc. organizacji doświadczyło prób nielegalnego wykorzystania luk w zabezpieczeniach, a 85 proc. ma trudności w zapewnieniu bezpieczeństwa w środowisku cloud. W prawie co drugim przedsiębiorstwie pracownik pobrał złośliwe oprogramowanie na swoją służbową komórkę.

– W ostatnich dwóch latach wiele procesów na dobre przeniosło się do świata online. To spowodowało wzrost zagrożeniami cyberatakami. Tylko w ostatnich miesiącach słyszeliśmy o wyciekach maili rządowych czy danych wojskowych, albo o spoofingu (podszywaniu się pod numery telefonu). Popyt na specjalistów od cyberbezpieczeństwa jest dzisiaj ogromny. Podobnie było w zeszłym roku, ale w 2022 r. firmy będą jeszcze bardziej intensywnie szukać ekspertów w tym obszarze – mówi Klaudia Białousz, specjalistka ds. rekrutacji w 7N.

Braki specjalistów od cyberbezpieczeństwa szacuje się na co najmniej 17,5 tys. osób, wynika z ubiegłorocznego raportu HackerU “Cybersecurity. Raport o rynku pracy w Polsce”. Zapotrzebowanie na kandydatów z branży cyberbezpieczeństwa jest obecnie bardzo wysokie – aż 60 proc. respondentów przyznaje, że tygodniowo otrzymują od jednej do trzech wartych uwagi propozycji zawodowych od rekruterów.

2. Mikroserwisy i konteneryzacja

Z potrzebą zachowania bezpieczeństwa związany jest także wzrost znaczenia architektury mikroserwisowej. W dużym uproszczeniu polega ona na budowie aplikacji opartych na oddzielnych jednostkach komunikujących się ze sobą, zamiast dużego monolitycznego tworu. Następnie aplikacja mikroserwisowa umieszczana jest w wirtualnych kontenerach, dzięki czemu aplikacje są bardziej stabilne i szybsze, a ewentualne usterki wyłączają z użycia poszczególne moduły, nie zaś całą aplikację. Dzięki konteneryzacji łatwiejsze jest również zarządzanie aplikacją, budowanie jej skalowalności czy automatyzacja.

Dzięki takiemu rozwiązaniu, z danego serwisu mogą korzystać miliony użytkowników jednocześnie. W ten sposób działają tak popularne platformy jak Netflix, Uber, Bolt czy HBO – przy intensywnym użytkowaniu aplikacja działa sprawnie, odwrotnie do np. przeciążonych serwerów stron czy gier komputerowych, gdy wiele osób jest nimi zainteresowanych w tym samym czasie.

3. mCommerce

Pandemia znacząco zwiększyła popularność zakupów w sieci. Obecnie ponad 150 tys. polskich firm prowadzi sprzedaż swoich usług i produktów online, z czego ⅓ to typowe sklepy internetowe. W zależności od metodyki badania i regionu geograficznego, którego dotyczą szacunki, od 30 proc. klientów (w krajach europejskich) do nawet 80 proc. (w Azji) kupuje za pomocą swojego telefonu. Według raportu Gemiusa “E-commerce w Polsce 2021” najmłodsi ankietowani zdecydowanie częściej korzystają ze smartfona (92 proc.) niż z jakiegokolwiek innego urządzenia robiąc zakupy online.

– Tego trendu nie lekceważą firmy i chcą ściągnąć do siebie jeszcze więcej programistów, którzy umieją tworzyć aplikacje mobilne. Stale poszukiwani są więc eksperci ze znajomością takich języków jak Java czy Kotlin dla środowiska Android oraz Swift dla iOS – tłumaczy Klaudia Białousz z firmy 7N.

4. Big Data

Analiza dużych zbiorów danych i wyciąganie z nich wniosków to trend obserwowany od kilku lat. W dobie pandemii znacząco wzrósł stopień zdigitalizowania niemal wszystkich sektorów gospodarki, pojawia się coraz więcej danych do obróbki. W wielu firmach automatyzacja procesów zarządzania danymi stała się priorytetowa. Organizacje dysponują dużymi wolumenami danych, jednocześnie coraz ważniejsze staje się zwiększenie ich jakości. Według analizy Gartnera, aż 80-90 proc. danych jest obecnie nieustrukturyzowanych – do tego tempo przyrostu nowych surowych danych jest trzykrotnie wyższe niż danych ustrukturyzowanych. Dlatego poszukiwani są i będą eksperci potrafiący samodzielnie dostrzec, gdzie i jak poprawić jakość i strukturę danych.

5. AI i machine learning

AI (Artificial Intelligence – sztuczna inteligencja) i machine learning (uczenie maszynowe) to jakby dwie strony tej samej monety. AI wykorzystuje modele matematyczne do opisu pewnych obiektów lub zjawisk i rozpoznawania wzorców. Zaś machine learning to praktyczne zastosowanie AI z wykorzystaniem danych.

– Praca w tym obszarze to dzisiaj głównie tworzenie algorytmów. Dlatego świetnie się tu sprawdzą umysły ścisłe. Bardzo dobre osiągnięcia w AI i machine learning mają osoby, które ukończyły takie kierunki jak matematyka, metody ilościowe czy fizyka – wyjaśnia Klaudia Białousz. – W biznesie cały czas obecne jest przekonanie, że sztuczna inteligencja to temat z przyszłości albo domena gigantów technologicznych. Tymczasem oparte na niej rozwiązania już teraz wdrażają sklepy internetowe, budując silniki rekomendacyjne polecające użytkownikom produkty na podstawie dotyczasowych zakupów czy lokalizacji. Na pewno spotkaliśmy się też z chatbotami, które pomagają np. umówić wizytę lekarską. Branża medyczna zresztą coraz chętniej korzysta z AI także w diagnostyce, “zatrudniając” algorytmy do monitorowania pomiarów stanu zdrowia pacjentów – dodaje ekspertka 7N.

6. Natural Language Processing (NLP)

Wzrost popularności NLP, czyli przetwarzania języka naturalnego, wynika z rozwoju sztucznej inteligencji. Zastosowanie NLP – np. w voicebotach – zaczęło się już kilka lat temu. W ciągu ostatnich dwóch lat widać jednak wyraźnie zwiększone zainteresowanie tym obszarem, szczególnie ze strony branż farmaceutycznej i medycznej, a zwłaszcza firm i instytucji zajmujących się diagnostyką i teleporadami.

– NLP to dziedzina zyskująca na znaczeniu w czasie masowej digitalizacji całej gospodarki i życia społecznego. NLP obejmuje wszystkie aspekty dążące do tego, by komputer rozumiał nasz język i umiał go wykorzystywać, czyli są to m.in. autokorekta tekstu, mechanizmy filtrowania spamu, automatyczne uzupełnianie i podpowiedzi, wsparcie w tłumaczeniach, czy wreszcie przetwarzanie tekstu pisanego na mowę – wyjaśnia Klaudia Białousz z 7N.

7. Automatyzacja za pomocą low-code/no-code i code gen

Znaczący niedobór programistów sprawia, że muszą skupić się oni na najbardziej wymagających zadaniach. Żeby ich w tym wspomóc, firmy – szczególnie te bez własnych rozbudowanych działów IT – sięgają po platformy low-code /no-code. Według analizy Gartnera, rynek technologii low-code miał w 2021 r. urosnąć aż o 23 proc. r/r, co z jednej strony wygląda imponująco, ale wskazuje też, że tego typu rozwiązania to wciąż jeszcze nowość niż masowe zjawisko. Rozwiązania low-code nie tylko pozwalają w prosty sposób budować aplikacje bez zaawansowanej wiedzy z zakresu programowania, ale przede wszystkim ułatwiają i przyspieszają pracę samych programistów. Przy nieskomplikowanych i jednorazowych zastosowaniach skorzystanie z no-code lub low-code okazuje się prostsze i tańsze niż zaangażowanie zespołu programistów. Do tego służą także generatory kodów (code gen), które transponują kod źródłowy w gotowe formuły kodu maszynowego.

Wymienione trendy nie są zupełnie nowe czy odkrywcze. Większość osób – nie tylko bacznie śledzących rynek IT – mogło już o nich słyszeć. To, co je jednak wyróżnia to obecna skala ich zastosowania. Wykorzystanie Big Data czy NLP, popularyzacja m-commerce to już nie tylko domena gigantów technologicznych, ale rzeczywistość lub bliska przyszłość większości firm, nie tylko z branży IT.

Bezosobowy łańcuch dostaw – utopijna wizja czy nieodległa rzeczywistość?

Czy wykluczenie czynnika ludzkiego w logistyce jest możliwe? Chociaż na ten moment taka przyszłość brzmi jak rodem z filmów science-fiction, to w rzeczywistości już wielkimi krokami się do niej zbliżamy. Automatyzacja i robotyzacja postępują w branży TSL coraz bardziej i zaczynają znacząco kształtować jej przyszłość, która najprawdopodobniej zmierza w kierunku pełnej automatyzacji – uważa Katarzyna Syta, prezes KAES Logistics.

Wspomniany rozwój odbywa się obecnie na naszych oczach. Oczywiście automatyzacja nie jest czymś, co zostanie wdrożone z roku na rok – to złożony, wieloletni proces, który będzie postępował etapami. Jest on jednak nieunikniony, automatyzacja procesów logistycznych już stała się globalnym trendem, którego celem jest optymalizacja wykorzystania zasobów i systemów pracy. Przedsiębiorstwa nieustannie dążą do uzyskania maksymalnej efektywności i wydajności, a drogę do tego otwiera właśnie technologia.

Technologia prze naprzód

Zastanówmy się, jak wygląda transport – od dziesięcioleci jego podstawę tworzył duet, kierowca i pojazd, podróżujący od jednego punku do drugiego. Po dotarciu na miejsce dalsze czynności odbywały się według utartych schematów – palety, które znalazły się w magazynie, za pomocą wózków widłowych zostały przewożone na regały, a następnie stamtąd były odwożone do rampy po wywołaniu. Jednak stary dobry schemat przestaje być wystarczający, a właściwie już przestał. Niebywały wzrost popularności e-commerce w ostatnim czasie, rozwój omnichannel, liczne modyfikacje technologiczne oraz generalny wzrost globalnej sprzedaży spowodował konieczność optymalizacji przestrzeni magazynowej. Obecnie obok ludzi pracują coboty, automatyczne roboty kompletujące, czy sortery. W magazynach są instalowane kilometry przenośników – wszystko, aby jak najbardziej zoptymalizować i przyspieszyć pracę. W konsekwencji transport musi zacząć nadążać za tymi zmianami, żeby sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów. Jeśli zastanowimy się nad tym, jak szybko zostały wprowadzone transformacje w magazynach oraz jak postępuje automatyzacja, zrozumiemy, że transport przyszłości zmierza ku temu, aby działać bez czynnika ludzkiego.

Łańcuch dostaw w przyszłości

Zacznijmy od początku – kto miałby dostarczać towar, jeśli nie kierowca? Oczywiście autonomiczne ciężarówki. Na ich popularyzację z pewnością nie będziemy musieli czekać długo, biorąc pod uwagę poziom zaawansowania obecnych testów i fakt, że w Szwecji już są firmy korzystające z ich usług na krótkich odcinkach dróg publicznych. Dla autonomicznych ciężarówek znaczącą barierą jest obecne prawo oraz wymogi, jakie muszą spełniać takie auta, aby móc dopuścić je do ruchu, dlatego jeszcze nie stały się one codziennością na naszych drogach. Jaki jest następny krok? Kiedy towar dotrze już do magazynu, trzeba go jakoś rozładować. Na tym etapie pałeczkę przejmuje system przenośników, który przetransportuje go na miejsce składowania. Kompletacją towaru zajmują się współpracujące z ludźmi coboty – tego typu maszyny rozwijają się bardzo prężnie, część z nich to roboty statyczne, a część jest w pełni autonomiczna. Maszyny współpracujące stosowane są w zakładach produkcyjnych do automatyzacji procesów także w naszym kraju. Co więcej, roboty tego typu, dzięki zaawansowanej technologii są w stanie uczyć się magazynu, w którym pracują i wykonywać swoje zadania coraz bardziej efektywnie. Stanowią one idealną odpowiedź na problemy związane ze szczytami sprzedażowymi, czy niedoborem pracowników. Co natomiast z etapem dostawy do domu klienta? Tutaj szczególnie liczy się czas zatem, aby nie tracić go na staniu w korkach, można wykorzystać przestrzeń powietrzną. I w tym przypadku odpowiedzią na nasze potrzeby stają się oczywiście drony. Warto wspomnieć, że są one już wykorzystywane w niektórych firmach. Oprócz oszczędności czasu drony pozwalają także zminimalizować koszty dostawy. Na ten moment ograniczeniami, które uniemożliwiają częstsze wykorzystanie tych maszyn, są waga paczek, które mogą przenosić, a także zasięg, na który mogą je transportować. Patrząc jednak na szybkość rozwoju technologicznego, nie będzie to problem nie do rozwiązania.

Lęk czy fascynacja?

Wizja autonomicznego łańcucha dostaw, jak widać, jest w pełni realna. Na wszystkich trzech etapach zaopatrzenia, produkcji i dystrybucji jesteśmy w stanie zaangażować technologię i prowadzić do coraz większego zoptymalizowania naszych możliwości. Ta wizja w wielu osobach budzi fascynację możliwościami, jakie otwiera przed nami technologia, ale niestety budzi także lęk- nie tylko przed tym szybkim postępem, ale także takim o miejsce pracy. W końcu zwiększenie możliwości maszyn wiąże się ze zmniejszeniem zapotrzebowania na pracowników w postaci ludzi. To prawda, że taka przyszłość będzie związana z likwidacją pewnych stanowisk, jednak z drugiej strony otwiera drogę innym. Samochody autonomiczne też nie do końca prowadzą się same. Cały czas sprawuje nad nimi kontrolę operator nadzorujący ruch pojazdu dzięki sieci 5G. Kontrola, nadzór, naprawa, rozwój – za nie zawsze będą odpowiedzialni ludzie. Ta w pełni autonomiczna przyszłość również nie jest szczególnie bliska. Mimo dostępnych możliwości obecnie nadal zdecydowana większość magazynów bazuje na pracy ludzi i to nie ulegnie zmianie w najbliższych latach.

Jeszcze nie teraz?

Dynamiczny rozwój technologii nieustannie zmienia naszą rzeczywistość – wystarczy wrócić wspomnieniami 10 lub nawet 5 lat wstecz i spojrzeć na postęp, który nastąpił od tamtego momentu. Choć na razie wizja w pełni autonomicznego łańcucha dostaw jest futurystyczna, to z pewnością technologia będzie odgrywać coraz istotniejszą rolę w łańcuchu dostaw, a w przyszłości może nawet całkowicie go zdominować. To jest jednak tylko jedna z możliwości, możemy snuć przypuszczenia i szacować prawdopodobieństwo niektórych wydarzeń jednak pamiętajmy, że to tylko wizja. Warto mieć ją na względzie i przyglądać się jaka przyszłość powoli rysuje się przed branżą TSL.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

ITRA Global rozpoczyna działalność w Polsce

ITRA Global otworzyła biuro w Warszawie. Spółka International Tenant Representation Polska będzie reprezentować wyłącznie najemców – na rynkach biurowym, magazynowym i handlowym. Firmą pokieruje Artur Sutor.

Na czele ITRA w Polsce stanął Artur Sutor, który posiada 20-letnie doświadczenie w reprezentacji najemców powierzchni biurowych. Doradzał dziesiątkom międzynarodowych i polskich klientów w procesie najmu biur o łącznej powierzchni około miliona metrów kwadratowych. Przed otwarciem polskiego oddziału ITRA był współzałożycielem Cresa Polska, a wcześniej pracował też w Cushman & Wakefield i Knight Frank. Jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów podyplomowych w Szkole Głównej Handlowej. Posiada licencję pośrednika w obrocie nieruchomościami.

Kontynuując międzynarodową ekspansję, cieszymy się z nawiązania współpracy w Polsce z Arturem i jego zespołem. To rozwiązanie, które zwiększa naszą zdolność świadczenia bezkonfliktowych usług dla klientów na poziomie globalnym – mówi Mark Twentyman, prezes ITRA Global.

International Tenant Representation Polska oferuje kompleksową obsługę najemców biur, magazynów i obiektów handlowych. W najbliższych tygodniach zespoły doświadczonych doradców będą rozwijać działalność w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Poznaniu, Trójmieście i we Wrocławiu.

– Ostatnie zmiany wśród firm doradczych, spowodowane przez konsolidacje dużych globalnych organizacji, pozostawiły lukę na polskim rynku nieruchomości. Obserwuję go od wielu lat i widzę, jak świadomość najemców rośnie. Potrzebują bezstronnej obsługi oraz wsparcia doradców, którym nie grozi konflikt interesów, wynikający z reprezentowania przez ich firmy także konkretnych deweloperów czy właścicieli budynków. Sam głęboko wierzę w potrzebę transparentnych relacji, dlatego razem z moim zespołem nawiązaliśmy współpracę z renomowanym partnerem, ITRA Global – mówi Artur Sutor, Dyrektor Zarządzający, International Tenant Representation Polska. – Tworzenie polskiego oddziału ITRA Global to kontynuacja drogi, którą obrałem wiele lat temu. Wierzę w niezależnych doradców, którzy nie wahają się, po której stronie stołu powinni usiąść w trakcie negocjacji. International Tenant Representation Polska zawsze będzie reprezentować i wspierać wyłącznie najemców.

ITRA Global (International Tenant Representative Alliance) to jedna z największych organizacji zrzeszających specjalistów reprezentujących najemców i użytkowników biur, budynków przemysłowych oraz obiektów handlowych. Działa w ponad 300 lokalizacjach na świecie, a jej usługi oparte są na wieloletnim doświadczeniu obiektywnych i bezstronnych ekspertów, wspierających klientów w procesie najmu nieruchomości.