Nowoczesna Gospodarka: Usługi z zadyszką, produkcja łapie drugi oddech

W IV kw. 2021 r. gorzej z wyzwaniami spowodowanymi przez pandemię COVID-19 poradziły sobie przedsiębiorstwa usługowe Nowoczesnej Gospodarki, które zwiększyły zatrudnienie jedynie o 2,85 proc. (vs IV kw. 2020 r.) – wynika z raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q4 & FY 2021”, przygotowanego przez ADP Polska. Nieco lepiej prezentuje się ich sytuacja w ujęciu rocznym, w którym dynamika wzrostu wyniosła 4,35 proc. (vs 2020 r.).

W skali całego 2021 r. firmy Nowoczesnej Gospodarki, czyli przedsiębiorstwa wdrażające
i wykorzystujące innowacyjne rozwiązania zarządzania, odnotowały wyższą dynamikę zatrudnienia (+3,14 proc. vs 2020 r.) niż ogół rynku (+0,3 proc. vs 2020 r. wg Głównego Urzędu Statystycznego) – wynika z najnowszego raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q4 / FY 2021” opracowanego przez ADP Polska. Biorąc pod uwagę wyłącznie ostatni kwartał ubiegłego roku różnica między dwoma gospodarkami zmniejszyła się (+3,26 proc. NG vs 0,7 proc. wg GUS).

– Niedobór pracowników, zakłócenia łańcuchów dostaw i wynikające z tego braki płynności finansowej i produkcji, a także gwałtownie rosnąca inflacja oraz zmiany legislacyjnie – z miesiąca na miesiąc wydłuża się lista wyzwań, z którymi muszą zmagać się przedsiębiorcy – mówi Anna Barbachowska, HR Manager w ADP Polska. – Chociaż wydaje się, że niektóre sektory gospodarki odradzają się po długiej stagnacji, to jednak nie ma pewności, że ten trend utrzyma się w kolejnym kwartale. Presja kosztowa, niedobór surowców mogą sprawić, że firmy bardzo szybko osiągną szczyt możliwości swojego rozwoju – dodaje Barbachowska.

Według raportu „Rynek pracy w czasie COVID-19” liczba ofert pracy, które pojawiły się w grudniu 2021 r., wzrosła o 33,9 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2020 r. – Jeszcze w pierwszych miesiącach pandemii, pracownicy obawiali się o swoją przyszłość w kwestii zatrudnienia, natomiast teraz swobodnie mogą przebierać w ofertach. Jest to dobry prognostyk na przyszłość dla wszystkich tych, którzy w najbliższym czasie planują wkroczyć na rynek pracy lub się przebranżowić i jednocześnie olbrzymie wyzwanie dla pracodawców – mówi Anna Barbachowska.

Usługi mocno w dół

Sektor usługowy Nowoczesnej Gospodarki w całym 2021 r. zwiększył zatrudnienie o 4,35 proc. (vs 2020 r.). Najwięcej w ubiegłym roku nowych pracowników firmy te zatrudniły w III kw. 2021 r. (+5,4 proc. vs III kw. 2020 r.), po czym nastąpiło, po raz pierwszy w 2021 r., znaczne wyhamowanie dynamiki wzrostu (+2,85 proc. vs IV kw. 2020 r.). W ujęciu z podziałem na wielkość firmy widoczne jest skrócenie dystansu między małymi a dużymi firmami usługowymi, który w IV kw. 2021 r. wyniósł 1,4 p.p. Dla porównania w poprzednim kwartale było to 5,05 p.p.

– Jak wynika z danych opublikowanych przez CEIDG, tylko w grudniu ubiegłego roku
w Polsce do rozpatrzenia wpłynęło prawie 38 tys. wniosków o zawieszenie działalności gospodarczej. Na tę sytuację mogły wpłynąć, m.in. gwałtownie rosnąca inflacja oraz wprowadzenie w styczniu tego roku Polskiego Ładu, który w znacznym stopniu rzutował na koszty prowadzenia biznesu przez małe czy jednoosobowe firmy usługowe
– mówi Anna Barbachowska. Wiele wskazuje na to, że największy pik związany z zatrudnieniem w sektorze usług mamy już za sobą. Obecnie zakładanie firmy czy zatrudnianie nowych pracowników będzie wiązać się z jeszcze większymi kosztami oraz niepewnością regulacyjną, co skutecznie może odstraszać potencjalnych przedsiębiorców – podsumowuje Barbachowska.

Końcówka roku należy do produkcji

Najnowsze dane wskaźnika PMI dla polskiego przemysłu wskazują na stopniową poprawę koniunktury w tym sektorze (51,9 pkt. w styczniu, 56,1 pkt w grudniu), która przekłada się także na wzrost zatrudnienia w ostatnim kwartale 2021 r. w firmach sektora produkcyjnego Nowoczesnej Gospodarki (+3,42 proc. vs IV kw. 2020 r.). Analizując dane pod względem wielkości przedsiębiorstwa wyróżnić należy dynamikę zatrudnienia osiągniętą przez duże firmy, które w IV kw. 2021 r. zwiększyły zatrudnienie o 2,34 proc. (vs IV kw. 2021 r.). W skali całego roku sektor produkcyjny odnotował jednak 1,85 proc. wzrost zatrudnienia (vs 2021 r.). Podobnie jak w IV kw., w skali roku więcej osób zatrudniły małe firmy produkcyjne (+6,62 proc. vs 2021 r.) niż duże (+2,34 proc. vs 2021 r.).

W ostatnim kwartale 2021 widoczny jest wzrost dynamiki zatrudnienia w sektorze produkcyjnym, który spowodowany jest w normującą się sytuacją gospodarczo-ekonomiczną w krajach Europy. Po miesiącach wyzwań związanych ze stabilnością łańcuchów dostaw i dostępnością surowców przedsiębiorcy mogli na moment odetchnąć – analizuje Anna Barbachowska – Stabilna sytuacja gospodarcza pozwala natomiast na precyzyjne planowanie pracy i zapotrzebowanie na pracowników.

RPP decyduje. Jak zareaguje złoty?

Dziś Rada Polityki Pieniężnej podniesie prawdopodobnie kolejny raz stopy procentowe w Polsce. Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy robiła to już czterokrotnie doprowadzając ją do poziomu 2,25 proc. – najwyższego od 2014 roku. Oczekiwany ruch to wzrost o 50 bps. Prezes NBP w ostatnim czasie udzielając wywiadów pokazał swoje mocno jastrzębie nastawienie, które jeszcze w ubiegłym roku było mniej restrykcyjne.

RPP z pewnością zaniepokojone jest wysoką inflacją zarówno CPI (8,6 proc. w styczniu) jak i bazową (5,3 proc.). Odczyt za styczeń, który poznamy 15 lutego pokaże prawdopodobnie wartość powyżej 9 proc. Ostatnie wypowiedzi profesora Glapińskiego, ewidentnie pokazujące determinację działania, być może miały pełnić funkcję werbalnej interwencji, zasygnalizowania rynkom, że przed nami kontynuacja dynamicznego cyklu zacieśniającego politykę monetarną. Z pewnością Radzie w tym momencie zależy na silniejszym złotym. Aprecjacja PLN pomogłaby bowiem w walce z inflacją. Złoty od końca lutego w relacji do euro umocnił z poziomu bliskiego 4,60 do 4,5350, a przez moment para walutowa była nawet w okolicach 4,52. Osłabienie złotego spowodowane wydarzeniami na Ukrainie zostało w dużej mierze zredukowane. Ostatni ruch to być może efekt stanowczych wypowiedzi Glapińskiego ale również dyskontowanie przez rynek dzisiejszej decyzji o zmianie parametrów prowadzonej polityki monetarnej. Sama jednak interwencja werbalna nie przyniesie w dłuższej perspektywie wymiernych korzyści, ponieważ na złotego oddziałuje szereg globalnych czynników. Ostatnie umocnienie naszej waluty można również tłumaczyć wzrostami głównej pary walutowej EUR/USD, która zyskiwała na skutek wyższych odczytów inflacyjnych w Europie oraz słów Christine Lagarde – szefowej Europejskiego Banku Centralnego.

Ostatnie dane o cenach paliw w Polsce są pierwszymi nieśmiałymi sygnałami z regionu CEE, które wspierają poglądy wszystkich przewidujących spadek inflacji w I kwartale, po osiągnięciu szczytu. To co się dzieje na stacjach paliw to efekt działań rządu, ale niestety działań na krótką metę. Tańsza benzyna i olej napędowy to efekt obniżki podatku VAT na paliwa w ramach programu Tarcza Antyinflacyjna 1.0. Efekty widać gołym okiem. Indeks paliwowy w lutym prawdopodobnie spowolni do 16 proc. r/r z 28 proc. r/r w styczniu. To spowoduje, że CPI za luty obniży się. Wkład procentowy grupy paliwowej do wskaźnika będzie mniejszy niż 1 punkt procentowy. W grudniu był na poziomie 1,7 punktu procentowego. Kluczowym pytaniem jest oczywiście to, co stanie się w średnim terminie, jeśli światowe ceny surowców i bazowe czynniki inflacyjne nie obniżą się. Działania rządu mogą być bardzo kosztowne i nieefektywne. Jeśli jednak na rynkach trend się odmieni, wówczas decyzje mogą finalnie być udane.

Godziny dzisiejszej decyzji RPP nie znamy, to już oczywiście nikogo nie dziwi. Zakładam, że złoty może umocnić się, chociaż aprecjacja będzie ograniczona, ze względu na to, że rynek już zdążył zdyskontować podwyżkę stóp. Spadek pary walutowej do technicznego poziomu 4,52 a nawet 4,51 (minima z 20 i 21 stycznia) jest realny.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Przybywa zaległości. W pandemii płatności opóźnia stały i nowy kontrahent

W pandemii wzrosła niepewność co do tego, który z kontrahentów zawiedzie i nie zapłaci w terminie lub wcale za usługę czy towar. W ocenie 42 proc. przedsiębiorców, dziś może to zrobić każdy, zarówno nowy, jak i stały zleceniodawca. W niepewnych czasach zaprocentowały natomiast długie relacje, firmy z ponad trzyletnim stażem, które przed koronakryzysem były najbardziej ryzykowne, poprawiły jakość rozliczeń. Choć oczywiście co branża, to inne problemy, zażyłe relacje z odbiorcami szkodzą przedsiębiorstwom budowlanym, a nowi klienci firmom transportowym – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wśród mikro, małych i średnich firm.

Jeszcze przed COVID-19, prowadzący biznesy musieli przede wszystkim uważać na przedsiębiorców, których dobrze znali, bo to oni częściej niż nowi nie płacili w terminie. Ryzykowną granicą był okres współpracy powyżej trzech lat. Pandemia jednak zmieniła sytuację teraz na nierzetelność stałych klientów skarży się 36 proc. badanych wobec 48 proc. przed trzema laty.

W badaniu przeprowadzonym przez Keralla Research na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor gwałtownie zwiększył się natomiast odsetek firm, które uważają, że trudno jest ocenić, kto częściej nie zapłaci, bo obecnie nie ma na to żadnej reguły. Co niepokojące, aktualnie takiego zdania jest największa 42 proc. grupa przedsiębiorców, na koniec 2018 r. mówiło tak zaledwie 3 proc. firm MŚP.

– To obrazuje jak warunki pandemiczne zwiększyły niepewność działania biznesu. Wcześniej przedsiębiorcy potrafili lepiej wytypować, kto może nadużyć ich zaufania, teraz jest im trudniej to przewidzieć. Nie pozostaje nic innego jak uważać na każdego niezależnie od długości wzajemnych relacji – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Tymczasem przed pandemią najczęściej zawodzili właśnie klienci znani od lat. W okresie koronakryzysu stali się oni jednak bardziej sumienni, czując, że w trudnych czasach są zobowiązani do dbania o swoich stałych partnerów i niepewne łańcuchy dostaw. W rezultacie, odsetek firm wskazujących jako ryzykownych płatniczo, klientów znanych co najmniej trzy lata, spadł z 48 do 36 proc. – dodaje.

W pandemii płatności opóźnia stały i nowy kontrahent
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Stały kontrahent najczęściej zawodzi w budownictwie, nowy w transporcie

O tym jak wyglądają rozliczenia B2B, wiele zależy również od specyfiki branży. Budownictwu, inaczej niż przed pandemią najbardziej dają się teraz we znaki stali zleceniodawcy. Przed trzema laty był to największy problem branży handlowej (61 proc.), obecnie handel na równi obawia się kłopotów ze strony różnych (41 proc), jak i stałych klientów (41 proc.). Tak samo jest w usługach, ale tu akurat sytuacja wiele się nie zmieniła. Z kolei w transporcie dla zachowania płynności finansowej długoterminowe relacje są w czasach COVID-19 bardzo ważne. Zleceniodawcy, z którymi współpraca trwa ponad trzy lata zawodzą według co czwartego ankietowanego, jako zdecydowanie bardziej ryzykowni wskazywani są natomiast nowi klienci i znani nie dłużej niż rok (36 proc.), równie często pada odpowiedź, że właściwie to nie ma reguły (36 proc.). Największe poczucie niepewności w doborze kontrahentów towarzyszy firmom przemysłowym. Jest im dziś najtrudniej przewidzieć, kto nie zapłaci, czy będzie to ktoś z długim stażem współpracy, czy zupełnie nowy i tu też widać wpływ pandemii, bo przed koronawirusem kłopotów przysparzali przede wszystkim wieloletni klienci (50 proc.).

– Według naszych badań, co czwarta firma budowlana, która czeka przez ponad dwa miesiące na zapłatę zauważa, że to pandemia zepsuła wcześniej dobrze układające się relacje płatnicze. Jak widać coś zaczyna tu szwankować również w kontaktach ze stałymi kontrahentami. Pytanie czy w takiej sytuacji warto je pielęgnować. Firmy transportowe dość często padają natomiast ofiarą oszustów, którzy łowią je na jedno zlecenie, za które niekoniecznie zamierzają płacić. Czy faktycznie opłaca się determinacja by podpisywać umowę z każdym, jeśli potem nie można uzyskać wynagrodzenia? Problemy z terminowym ściągnięciem płatności za pierwszą transakcję zgłasza co szósty przedsiębiorca transportowy doświadczający problemów z rozliczeniami od zleceniodawców – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

Stały kontrahent najczęściej zawodzi w budownictwie, nowy w transporcie
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor ( 2021)
W pandemii płatności opóźnia stały i nowy kontrahent 2
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor ( 2018)

Jednocześnie, w czasie pandemii spadł odsetek firm z sektora MŚP skarżących się na klientów biznesowych, opóźniających płatności przez ponad 60 dni. Gdy przed pojawieniem się COVID-19 był to przeważnie problem niemal połowy mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, teraz udział firm poszkodowanych w ten sposób nie przekracza 40 proc., a w ostatnim kwartale zeszłego roku wynosił 32 proc.

Przybywa zaległości

Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, przedsiębiorstw niesolidnych płatników w ciągu roku ubyło o 9 tys. Obecnie uwzględniając aktywne, zawieszone i zamknięte firmy, które nie płacą w terminie dostawcom i bankom jest ich 311,5 tys. Jednak kwota zaległości rośnie, przez rok zwiększyła się z 33,5 mld zł do prawie 37,3 mld zł (o ponad 11 proc.) na koniec grudnia 2021 r. Dlatego, ryzyko współpracy z podmiotami, które już mają jakiekolwiek kłopoty i przeterminowane zobowiązania jest dziś wyższe niż przed wybuchem pandemii, niezależnie czy współpraca trwa rok, czy trzy lata lub dłużej.

Dane te biorą pod uwagę nierzetelnych dłużników zgłoszonych do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz opóźniających raty kredytów na co najmniej 500 zł, przez ponad 30 dni w bazie informacji kredytowych BIK.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: październik 2021 r.

Zdolność kredytowa w czasach wysokich stóp procentowych

Rekordowe wyniki w roku 2021 na ryku kredytowym są efektem dużej gotowości Polaków, na korzystanie z zewnętrznych źródeł finansowania. Ale nie każdy wie, że jest sposób, by rozwiać swoje wątpliwości i znaleźć odpowiedzi na pytania o swoją zdolność kredytową na zakup wymarzonego M. Niższa zdolność kredytowa oznacza trudniejszy dostęp do kredytu. Od ostatnich czterech miesięcy zdolność kredytowa statystycznego Kowalskiego spadła o 30%, w najbliższym czasie ten spadek może się pogłębić nawet do poziomu – 45% w stosunku do choćby sytuacji sprzed roku.

Przed decyzją o skorzystaniu z finansowania bankowego, warto zweryfikować swoje marzenia i sprawdzić swoje szanse na kredyt. Pomoże w tym Analizator Kredytowy BIK, który w swoim obliczeniu uwzględnia te same dane, które również bank bierze pod uwagę przy ocenie wniosku o kredyt.

W 2021 r. Polacy zaciągnęli kredyty mieszkaniowe na rekordową wartość 88,7 mld zł. Według prognoz BIK w 2022 r. wartość akcji kredytowej wyniesie 80 mld zł, tj. prawie o 10% mniej w porównaniu do 2021 r., ale nadal będzie to wysoki poziom powyżej hossy z 2008 r.

Tylko w styczniu br. o ¼ spadła liczba wniosków o kredyt hipoteczny w porównaniu do stycznia 2021 r. Natomiast w porównaniu z rekordowym marcem 2021 r. spadek jest już ponad 50%.

Skutki uboczne podwyżek stóp procentowych

Wysokość stóp procentowych jest zmienna. Podwyżki stóp procentowych są jednym ze sposobów ograniczania zbyt wysokiej inflacji. Obecnie dla przyszłych kredytobiorców oznacza to jednak trudniejszy dostęp do kredytu, a dla spłacających swoje zobowiązania – wyższe raty.

Podwyżki stóp procentowych to powód do niepokoju dla 64% kredytobiorców. Trzy czwarte Polaków posiadających kredyt mieszkaniowy liczy, że miesięczna rata ich kredytu wzrośnie nie więcej niż o 300 zł.

Zdolność kredytowa w czasach wysokich stóp procentowych

Każdy kolejny wzrost stopy referencyjnej, to wyższa miesięczna rata odsetkowa dla kredytu hipotecznego.

Niższa zdolność kredytowa – trudniejszy dostęp do kredytu

Banki, rozpatrując wniosek o kredyt, analizują wysokość uzyskiwanych dochodów, koszty utrzymania gospodarstwa domowego oraz koszt spłacanego kredytu. Podczas gdy ceny mieszkań rosną szybciej niż zarobki, a raty kredytu są coraz wyższe, konsumując coraz większą część naszych zarobków, coraz częściej przyjdzie się spotkać z odmową kredytową lub kredytem na niższą kwotę.

– Zdolność kredytowa to zdolność do spłaty zaciągniętego kredytu w określonych w umowie terminach. Oceny tej dokonują banki, by upewnić się czy stać nas na zaciągnięcie wieloletniego kredytu, i weryfikują, czy rata kredytu nie będzie zbyt wysoka w stosunku do tego, ile zarabiamy – mówi Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Gdy wzrost dochodów netto gospodarstw domowych będzie niewielki lub w przypadku spadku dochodów netto, zdolność kredytowa Polaków może w najbliższym czasie być w trendzie spadkowym. Jeśli dochody nie zrekompensują rosnących kosztów kredytu, można założyć pesymistyczny scenariusz spadku zdolności kredytowej nawet o 45% – tłumaczy prof. Rogowski.

Od ostatnich czterech miesięcy zdolność kredytowa na zakup przeciętnej wielkości mieszkania spada. Dla wielu osób jest to spory problem zwłaszcza, gdy ich dochody są stałe, a ceny mieszkań nadal wysokie. Spadają ich szanse na mieszkanie, jakie sobie wymarzyli.

Warto urzeczywistnić swoje plany, obliczając możliwą do uzyskania wysokość kredytu bankowego, którego raty nadmiernie nie obciążą domowego budżetu.

Oblicz, na jaki kredyt Cię stać

W podjęciu tak ważnych decyzji, jakim jest kredyt zwłaszcza ten wieloletni mieszkaniowy, pomaga  Analizator Kredytowy BIK. To jedyne narzędzie na rynku, które bierze pod uwagę rzeczywistą historię kredytową oraz ostrzega przed przekredytowaniem. Typowe kalkulatory w porównywarkach internetowych nie korzystają z takich danych.

Unikatowość Analizatora polega na tym, że bierze on pod uwagę faktyczną historię kredytową oraz wysokość rat i limitów obecnie spłacanych kredytów. To wiarygodne obliczenie szans na kredyt bankowy, pomocne dla osób, które planują rozważnie zaciągnąć kredyt i solidnie się do niego przygotować.

Użytkownicy korzystający z tego narzędzia otrzymują czytelną prezentację swojej sytuacji finansowej, oraz interpretację wyniku w oparciu o cztery kategorie informacji: dotychczasową terminowość spłat, ocenę wiarygodności (scoring), relację wydatków do dochodów oraz obciążenie kredytami.

Analizator podpowie, jak można zwiększyć szanse na otrzymanie kredytu, zaproponuje opcje i pozwoli ponownie przeliczyć wyniki.

Korzystając z Analizatora, można wykonać kilka kalkulacji, żeby upewnić się, na jaki kredyt nas stać i co dla nas będzie bezpieczne. Szanse na finansowanie można wyliczać nie tylko dla kredytu hipotecznego ale również konsumpcyjnego. Wynik obliczenia to dobre przygotowanie przed wizytą w banku, lecz należy pamiętać, że decyzję o przyznaniu kredytu zawsze podejmuje bank.

Informacje z BIK – ważne dla planujących i spłacających kredyt

Osoby, będące w trakcie spłaty zobowiązania, mogą obserwować swój postęp w spłacie. Pomaga w tym Raport BIK, będący swego rodzaju portretem kredytobiorcy. Raport ilustruje stan spłaty wszystkich zobowiązań, tych zaciągniętych samodzielnie, jako poręczyciel czy współkredytobiorca.

Analizator kredytowy jest narzędziem obliczeniowym i doradczym. Nie pełni on roli pośrednika ani nie wskazuje konkretnych ofert bankowych. Nie ma żadnych limitów na liczbę kalkulacji, a korzystanie z niego nie wymaga dodatkowej odpłatności. Należy pamiętać, że do wykonania kalkulacji Analizator pobiera automatycznie Raport BIK, dlatego musi on być aktualny, czyli nie starszy, niż 7 dni.

Badanie opinii na zlecenie BIK, „Obawy finansowe Polaków”, zrealizowane 18.01.2022 r., przez Quality Watch, CAWI, 18+, N 1 054.

10 trendów chmurowych, które warto obserwować w 2022 r.

Napędzana pandemią cyfrowa transformacja nabrała bezprecedensowej prędkości Chmura stała się filarem, na którym budowany jest cyfrowy świat. Globalny rynek chmury jest na dobrej drodze do realizacji prognozy dziesięciokrotnego wzrostu do końca dekady. Większość trendów chmurowych na 2022 rok, które zauważają eksperci Scaleway, koncentruje się wokół poprawy jakości życia tu i teraz, ale są wśród nich też szersze zjawiska, które fundamentalnie zmienią cyfrowy krajobraz jutra.

Stale rosną nie tylko możliwości branży chmurowej ale też oczekiwania wobec niej. Chmura ma dostarczyć odpowiedzi na techniczne, praktyczne i społeczne wyzwania dnia dzisiejszego. W 2022 roku będziemy obserwować, jak się ta technologia rozwija jest przyjmowana z zawrotną prędkością. Klienci wdrażając nowe rozwiązania coraz częściej będą zwracać uwagę na inne czynniki niż cena i wydajność.

Oto 10 chmurowych trendów, które zdaniem Scaleway warto obserwować w 2022 roku.

INNOWACJA W CHMURZE

1. Rośnie znaczenie chmury typu multi-cloud

Multi-chmura, czyli korzystanie z usług wielu dostawców usług w chmurze zamiast polegania tylko na jednym, będzie zyskiwać na popularności w 2022 roku. Zainteresowane strony stają się coraz bardziej świadome ryzyka związanego z wkładaniem wszystkich jajek do jednego koszyka.

Przestoje u wiodących dostawców usług spowodowały poważne turbulencje po stronie klientów, zwłaszcza tych, korzystających z usług jednego dostawcy. Pokazała to m.in. poważna awaria AWS, która była odczuwalna na całym świecie. Trend multi-chmury będzie dawał większe możliwości wyboru, arbitrażu cenowego i zarządzania ryzykiem, zarówno pod względem geopolitycznym, jak i pod względem odporności. Obietnica zapewnienia ciągłości działania przy jednoczesnym obniżeniu kosztów sprawi, że chmura wielochmurowa ugruntuje swoją pozycję.

2. Ludzie nie chcą się zajmować serwerami bardziej niż to konieczne

Adaptacja nowoczesnych abstrakcji architektury chmurowej będzie się nadal szybko rozwijać zarówno po stronie kontenerów, w szczególności Kubernetes, jak i po stronie Serverless.

Według Gartnera, do 2025 roku 85% organizacji będzie używać kontenerów w produkcji, w porównaniu z ok. 30% w 2020 roku. Ten znaczący wzrost wskazuje na skalowalność i elastyczność architektury, które są coraz bardziej pożądanymi cechami. Zmniejszenie kosztów i złożoności nie tylko pozwoli na bardziej efektywne wykorzystanie zasobów, ale także przyspieszy właściwą pracę, ponieważ mniej czasu poświęcać trzeba będzie na zarządzanie technologią.

3. Architektura chmury staje się coraz bardziej modułowa

W miarę rozwoju potrzeb technologicznych i zapotrzebowania na nowe aplikacje, architektura chmury będzie musiała stawać się coraz bardziej modułowa, aby ekosystemy produktów dobrze ze sobą współpracowały by móc wspierać nieznane jeszcze aplikacje. Jest to odzwierciedlone w przewidywanym potrojeniu wielkości rynku mikroserwisów w chmurze w latach 2020-2026.

Zwinność, skalowalność i wydajność architektury mikroserwisów okaże się zbyt duża, aby przejść obok niej obojętnie. Spodziewamy się, że prognoza IDC z 2018 roku, zgodnie z którą 90% aplikacji będzie wykorzystywać architekturę mikroserwisów do 2022 roku, rzeczywiście spełni się w tym roku. Do zbudowania modularnych architektur Container lub Serverless, dodatkowy nacisk zostanie położony na “łącznikowe” produkty, takie jak przesyłanie wiadomości i kolejkowanie lub obserwowalność. To będą produkty, które pozwolą odróżnić to co dobre od tego co świetne.

4. AI uwolni swój ogromny nowy potencjał w badaniach medycznych

AI i robotyka przekształcają służbę zdrowia, jak również inne branże. Do wykorzystania ich potencjału niezbędne będzie większe zaufanie do scentralizowanych i brzegowych rozwiązań chmurowych. Wykorzystanie lokalnych serwerów do badań wymagających dużej ilości zasobów okazuje się zbyt kosztowne. Dostawcy technologii chmurowych będą musieli sprostać temu wyzwaniu, oferując coraz bardziej energooszczędne rozwiązania.

5. Open source jako wielki wyrównywacz

Otwarte Oprogramowanie zostanie wkrótce okrzyknięte idealnym rozwiązaniem, zapewniającym równe szanse. Społeczność programistów coraz bardziej odchodzi od produktów opartych na IP i patentach, a bariera wejścia na rynek jest znacznie obniżona. Otwiera to drzwi dla osób i organizacji z mniejszymi zasobami – startupów, firm we wczesnej fazie rozwoju, organizacji non-profit, z krajów rozwijających się czy innych.

Pozostaje jednak pytanie: kto płaci za wysokiej jakości open source? Kto tak naprawdę je kontroluje? W tej kwestii nie ma jasności.

PRACA W TECHNOLOGIACH

6. Doświadczenie programistów znajdzie się centrum uwagi

Nowe pokolenia programistów oczekują w rozwiązaniach wykorzystywanych w pracy tego samego bezproblemowego doświadczenia, które znają z aplikacji osobistych. Gdy ich poszukiwania będą bezskuteczne – będą musiały pojawić się nowe rozwiązania. W jeszcze szerszym zakresie, środowiska pracy będą ewoluować, aby ułatwić pracę zdalną i asynchroniczną.

7. Cel i wartości przede wszystkim

Młodzi profesjonaliści starają się żyć w zgodzie z wyznawanymi przez siebie wartościami, i zgodnie z nimi konsumować, pracować i bawić się. Możliwość kupowania lokalnie i korzystania z usług dostawcy, który podejmuje wysiłki w kierunku zrównoważonego rozwoju, będzie tak samo ważna dla pracowników, jak dla konsumentów. 90% millenialsów odmawia pracy w firmach, które nie są w stanie udowodnić, że działają zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju, dlatego w 2022 roku odpowiedzialność stanie się biznesową koniecznością.

ZRÓWNOWAŻONY ROZWÓJ I SUWERENNOŚĆ

8. Centra danych czują presję

Zrównoważony rozwój centrów danych będzie poddawany jeszcze ściślejszej kontroli społecznej niż dotąd. Fakt zużywania nadmiernych ilości energii i wody przez instalacje chmurowe jest coraz częściej podawany do publicznej wiadomości. Większa przejrzystość oraz presja ze strony instytucji i konsumentów zmobilizuje do działania tych, którzy do tej pory unikali podejmowania ekologicznych inicjatyw na rzecz krótkoterminowych zysków finansowych.

Będziemy również świadkami przekierowania rozmów o wpływie IT na środowisko w kierunku kodu. Technologia taka jak Serverless będzie okrzyknięta zielonym wyborem, jeśli chodzi o bezodpadowe wykorzystanie energii obliczeniowej, ponieważ działa ona – a więc zużywa energię – tylko wtedy, gdy jest potrzebna, i nie jest always on.

9. Opłaty za wyjście i kredyty w chmurze będą kwestionowane

Opłaty za wyjście – kiedy dostawcy usług w chmurze pobierają od klientów opłaty za rezygnację z ich usług – oraz kredyty w chmurze – kiedy te same firmy dają firmom darmowy dostęp do swoich ofert, a następnie stosują “lock-in” – były ostatnio głównym punktem spornym w branży chmury.

Branża dojrzała do punktu, w którym przymykanie oka na efekt „lock-in” czyli uzależnianie od dostawców nie jest już dopuszczalne – zarówno z punktu widzenia ochrony konsumenta, jak i z punktu widzenia prawa. W 2022 roku będziemy świadkami aktywności organów antymonopolowych dzięki ugruntowaniu się podstaw dających im możliwość regulacji .

10. UE wstrząśnie warunkami konkurencji

W sytuacji, gdy wiodące rynki (takie jak USA i Chiny) prowadzą asymetryczną politykę zamówień publicznych i faworyzują lokalnych dostawców CSP, ich europejskie odpowiedniki znajdują się w niekorzystnej sytuacji. Unia Europejska wkroczy, aby przywrócić równowagę i konkurencyjność. .

Będzie to robić na dwa sposoby:

1) Poprzez regulację cyfrowych „stróżów” poprzez Ustawę o rynkach cyfrowych i Ustawę o danych (Digital Markets Act and Data Act)

2) Wdrożenie polityki w zakresie chmury obliczeniowej opartej na wzajemności, równych szansach, suwerenności oprogramowania i nowej ustawie Buy European Tech Act.

Będzie to – miejmy nadzieję – bodźcem do przyjęcia zharmonizowanych krajowych strategii dotyczących chmury obliczeniowej.

KOLEJNE LATA: TECHNOLOGICZNE MEGATRENDY WG. SCALEWAY

  • Przychody z chmury na całym świecie przewyższają przychody z telekomunikacji

IDC prognozuje, że do 2025 roku segment chmury publicznej wzrośnie o 21%, a w połowie dekady osiągnie wartość 809 miliardów dolarów. Jeśli wzrost ten będzie trwały – a wierzymy, że tak – przychody z chmury przyćmią przychody branży telekomunikacyjnej  jeszcze przed końcem dekady.

  • Przyjęcie technologii Web3 i blockchain przyspieszy

Blockchain i Web3 są zapowiadane jako „następna era Internetu”. Jak to będzie wyglądało w rzeczywistości gdy już minie pierwszy ‘hype”, to dopiero się okaże. Spodziewamy się jednak, że dzięki rozwiązaniom Blockchain-as-a-Service (BaaS) działającym w infrastrukturach wielochmurowych, każdy będzie miał lepszy dostęp korzyści, jakie oferujeblockchain, bez konieczności posiadania głębokiej wiedzy technicznej.

  • W metawersum pojawi się mnóstwo nowych podmiotów

Czy może wreszcie nadszedł czas na masowe przyjęcie VR i AR? Czy nowa granica zostanie przekroczona? Metaverse to kolejne modne obecnie słowo, które będzie wymagało znacznego wsparcia ze strony chmury, jeśli ma się naprawdę rozwinąć. Tymczasem Meta może usiłować pokazać się jako gracz zespołowy, zwłaszcza że Mark Zuckerberg już (niechętnie) przyznał, że jedna platforma nie będzie rządzić wszystkimi.

  • Apple ruszy do przodu z zabawą w rozszerzoną rzeczywistość

Ogłaszając nowe technologie na swojej konferencji WWDC – a okulary z obsługą AR, które mają trafić na rynek w 2022 roku – Apple spowoduje wzrost popytu na 5G i infrastrukturę telekomunikacyjną/chmurową o niskich opóźnieniach, zmieniając tym samym sposób, w jaki patrzymy na technologię.

  • Europa zajmie stanowisko w dziedzinie obliczeń kwantowych

W istocie czyni to od 2019 r. Czy to może być zbyt późno, aby konkurować z postępami Google i IBM? Odpowiedź Europy nadejdzie z licznych laboratoriów i regionalnych startupów. Wyścig dopiero się rozpoczął!

  • Samochody autonomiczne wciąż nie będą powszechne

Jasne, Tesla robi postępy. Ale szersze przyjęcie tej technologii wymaga nie tylko kompleksowej infrastruktury wewnątrz-miejskiej, międzymiastowej, międzypaństwowej i transgranicznej, ale także prawodawstwa. A także zmiany mentalności, która może być trudniejsza do przebudowania niż stawianie wież 5G.

Młodzi Polacy używają silniejszych haseł, jednak to seniorzy pamiętają o tym, żeby korzystać z nich tylko w jednym miejscu

Prawie 40 proc. Polaków obawia się wycieku danych osobowych, a co siódmy za największe zagrożenie uważa atak hakerów. Równocześnie 44 proc. z nas nie dba o to, żeby korzystać z bezpiecznych haseł do logowania, a co trzeci badany przyznaje, że używa jednego hasła w kilku serwisach. Jakby tego było mało, ponad 20 proc. ankietowanych nie używa aktualnego oprogramowania antywirusowego. Takie wnioski płyną z badania serwisu ChronPESEL.pl i Krajowego Rejestru Długów.

W czasach wzmożonej aktywności cyberprzestępców 39 proc. Polaków za największe zagrożenie uważa wyciek danych osobowych, 13,5 proc. najbardziej obawia się z kolei ataku hakerów na komputer lub telefon. Najczęściej dotyczy to osób w wieku 18-24 lata (16 proc.) i 45-54 (19,5 proc.). Równocześnie nie wszyscy przykładają odpowiednią wagę do tego, żeby zwiększyć swoje bezpieczeństwo.

Tylko niewiele ponad 1/5 Polaków (21,9 proc.) korzysta podczas logowania z bezpiecznych haseł, czyli takich złożonych z co najmniej z 8 znaków i zawierających duże litery, cyfry i znaki specjalne. Najwyższy odsetek ostrożnych jest wśród ankietowanych w wieku 18-24 lata (28,7 proc.). Co trzeci badany (34,2 proc.) deklaruje, że korzysta z silnych haseł, a pozostali ze średnich, słabych lub bardzo słabych (44 proc.).

Mocne hasła ustawia sobie także blisko ¼ badanych między 25 a 44 r.ż. Potem wraz ze wzrostem wieku ten odsetek spada. Gorzej wygląda to wśród starszych respondentów. Blisko połowa z nich w wieku powyżej 45 r.ż. deklaruje, że korzysta ze średnich lub słabych haseł. Niestety to może się szybko zemścić.

Korzystając ze słabych haseł typu 12345, qwerty lub takich złożonych z imion naszych bliskich, przyjaciół lub zwierząt sami prosimy się o kłopoty. Takie zabezpieczenie nie będzie bowiem żadną przeszkodą dla cyberprzestępców, którzy z łatwością zalogują się na nasze konto i zyskają dostęp do danych, które tam gromadzimy. Zdobyte w ten sposób informacje wykorzystają do wyczyszczenia naszego konta albo, podszywając się pod nas, do wyłudzenia pożyczki, podpisania umowy leasingowej lub zakupu sprzętu elektronicznego – ostrzega Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Młodzi Polacy korzystają z jednego hasła w kilku serwisach

Ustawienie skomplikowanego hasła nie wystarczy jednak do tego, żeby uchronić się przed włamaniem. Istotne jest również odpowiednie zarządzanie danymi do logowania. Bardzo ważne jest na przykład to, żeby nie używać jednakowego hasła w kilku serwisach. Tymczasem co trzeci Polak postępuje właśnie w ten sposób. Najczęściej są to ludzie młodzi. Wśród ankietowanych w wieku 18-24 lata odsetek osób, które nie mają oporów przed korzystaniem z jednego hasła w kilku serwisach wynosi blisko 44 proc. (43,6 proc.). Skutecznie w ten sposób tracą przewagę, którą uzyskali wcześniej konstruując silne hasło.

Największą ostrożnością wykazują się z kolei badani między 25 i 34 r.ż. oraz 55 i 64 r.ż. Prawie 2/3 z nich dba o to, żeby stosować różnorodne hasła w wielu miejscach w sieci. Za niepokojący należy także uznać odsetek osób, które na to pytanie odpowiedziały „Nie wiem”. To prawie 13 proc. wszystkich badanych.

Analizując wyniki badania należy zwrócić uwagę na pewną niekonsekwencję młodych użytkowników Internetu. Z jednej strony tworzą silne, bezpieczne hasła, czyli rozumieją zagrożenia, a z drugiej używają ich do logowania w wielu miejscach. Być może wynika to z przekonania, że te kombinacje znaków są tak bezpieczne, że nikt ich nie złamie. To złudne poczucie bezpieczeństwa i bardzo niebezpieczne zachowanie. W takim wypadku wystarczy bowiem złamać je raz, żeby zyskać dostęp do wszystkich naszych danych. Co więcej, takie hasło może się dostać w ręce cyberprzestępców w wyniku wycieku danych z jednego serwisu. Wówczas wszystkie inne portale, w których go używamy są zagrożone. W tym wypadku starsza grupa ankietowanych zachowuje znacznie większy rozsądek  – tłumaczy Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Seniorzy pamiętają o programach antywirusowych

Ponad 20 proc. ankietowanych na pytanie, czy na swoim komputerze mają zainstalowane aktualne oprogramowanie antywirusowe odpowiedziało „Nie” lub „Nie wiem”. 27 proc. deklaruje, że korzysta z płatnych programów, a prawie 53 proc. z darmowych.

Najniższy odsetek zabezpieczonych można znaleźć właśnie wśród najmłodszych respondentów. W grupie między 18 a 24 r.ż. Prawie 31 proc. z nich nie ma zainstalowanych aktualnych programów antywirusowych lub nie potrafi tego stwierdzić. Na drugim biegunie znajdują się z kolei seniorzy w wieku powyżej 55 r.ż. Ponad 85 proc. z nich korzysta z programów antywirusowych. Widać więc, że nie tylko rozsądnego zarządzania hasłami młodzi mogliby się nauczyć od starszych.

Żeby zadbać o bezpieczeństwo w sieci należy pamiętać jeszcze o kilku innych zasadach.

Zawsze weryfikujmy adresy stron, z których otrzymaliśmy link. Często okazuje się, że to nie jest przekierowanie do atrakcyjnej promocji. Żeby to sprawdzić, wyszukajmy ręcznie stronę w przeglądarce. Zakupy i transakcje bankowe róbmy zawsze za pośrednictwem oficjalnych stron lub aplikacji mobilnych. Unikajmy korzystania z publicznych otwartych sieci Wi-Fi. Korzystajmy też z programów antywirusowych, które zapewnią bezpieczeństwo w przypadku podstawowych zagrożeń, wysyłając ostrzeżenie przed pobraniem niebezpiecznym plików i informując o niezweryfikowanych stronach. Zadbajmy również o nasze hasła, które powinny być odpowiednio skomplikowane i różnorodne. Nie należy jednak przesadzać z częstotliwością ich zmiany, ponieważ trudno nam będzie co chwilę wymyślać coś skomplikowanego i będziemy bardziej skłonni do wybierania drogi na skróty lub zapisywania ich w niezabezpieczonych miejscach. Bezwzględnie należy je jednak zmienić w sytuacji, w której mamy chociaż cień podejrzenia, że ktoś mógł nam je wykraść – wyjaśnia Bartłomiej Drozd.

Ogólnopolskie badanie „Ochrona danych osobowych w Polsce” zostało przeprowadzone w styczniu 2022 r. przez IMAS International na zlecenia Krajowego Rejestru Długów BIG SA i serwisu ChronPESEL.pl na próbie 1010 osób.

KGP: Rośnie liczba prób samobójczych. Szczególnie niepokoją statystyki dotyczące młodych kobiet

Według danych Komendy Głównej Policji, od stycznia do listopada ub.r. było o ponad 5% więcej zamachów samobójczych niż w całym 2020 r. Nieznacznie wyższy wzrost widać, porównując wyniki z 11 miesięcy 2021 r. i pełnego 2019 r. W niecałym zeszłym roku blisko 8,8 tys. ww. czynów dot. mężczyzn i prawie 3,9 tys. kobiet. W policyjnych statystykach przeważali Polacy mający 35-39 lat, a także 30-34 lata. Z kolei wśród Polek najczęściej próbowały odebrać sobie życie nastolatki w wieku 13-18 lat, a następnie kobiety w przedziale wiekowym 19-24 lat. Najwięcej prób samobójczych odnotowano na terenie podległym Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach, a najrzadziej zdarzały się na obszarze przynależnym do KWP w Opolu.

Alarmujące statystyki

Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, rośnie liczba prób samobójczych w Polsce. Od stycznia do listopada ub.r. odnotowano aż 12 647 takich przypadków, a w całym 2020 roku – 12 013, czyli o 5,27% więcej. Dla porównania należy wskazać, że od początku do końca 2019 roku zarejestrowano 11 961 zamachów na własne życie. To wzrost o 5,73% w stosunku do 2021 roku.

– Różne badania pokazują̨, że znaczną cześć samobójców, również niedoszłych, stanowią̨ ludzie z zaburzeniami nastroju. Problem potęguje pandemia. Związane z nią kłopoty emocjonalne, zdrowotne, rodzinne, zawodowe oraz finansowe mocno obciążają ludzi. Od wielu tragedii mogłaby uchronić społeczeństwo sprawna reforma w zakresie ochrony zdrowia psychicznego, połączona z wdrożeniem ogólnopolskiej strategii zapobiegania samobójstwom. Chodzi o powszechny dostęp do wsparcia terapeutycznego. Jeżeli nie dokonamy radykalnych kroków, to z roku na rok może być coraz gorzej – przestrzega psycholog Michał Murgrabia, prezes platformy ePsycholodzy.pl.

Z policyjnych statystyk wynika, że od stycznia do listopada 2021 roku było 8771 zamachów na własne życie wśród mężczyzn. Najwięcej z tych czynów, tj. 1066, dokonali Polacy w wieku 35-39 lat. Z kolei w przedziale wiekowym 30-34 lata takich prób było 1038. W ww. okresie 3876 prób samobójczych podjęły kobiety. Jednym z najbardziej alarmujących wyników jest to, że najwięcej takich przypadków odnotowano wśród nastolatek będących w wieku 13-18 – aż 911 przypadków). Kolejną grupą w tym zestawieniu są również młode Polki, czyli mające 19-24 lata (568).

– Fakt, że ogólnie więcej prób samobójczych było dokonywanych przez mężczyzn niż przez kobiety, może wynikać ze społecznych oczekiwań. Panowie czują, że muszą być silni i nie przystoi im okazywać np. bezsilności. Często tłumią swoje emocje. Na ich barkach standardowo spoczywa obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa finansowego rodzinie. W drugim roku pandemii, którego dotyczą ww. statystki, wielu młodych mężczyzn mogło mieć poważne problemy ekonomiczne, a przez to też osobiste, wynikające z poczucia niespełnienia, np. w roli głowy rodziny – mówi psycholog Danuta Wieczorkiewicz, prezes Fundacji Zobacz…JESTEM.

Natomiast prof. UW Małgorzata Dragan tłumaczy, że wiek 30-39 lat dla mężczyzny to czas, gdy kwestie zawodowe są niezwykle ważne, ze względu na poczucie własnego miejsca w społeczeństwie. Chce on widzieć, że coś już osiągnął i zapewnia swojej rodzinie dobrobyt. W czasie pandemii wielu mężczyzn mogło stracić to odczucie. Część z nich boryka się w dodatku z problemami alkoholowymi czy innymi uzależnieniami. To zwiększa ryzyko dokonywania zamachów samobójczych.

– W społeczeństwie kobiety odczuwają większe przyzwolenie na okazywanie emocji niż mężczyźni. Jednak z tego powodu w ich przypadku sygnały ostrzegawcze mogą być bagatelizowanie i lekceważone przez otoczenie. Generalnie wciąż wiele osób neguje zasadność pomocy psychologicznej i psychiatrycznej. A w czasie pandemii w ogóle trudniej było ją uzyskać. Dodatkowo dzieci do 18. roku życia nie mogą samodzielnie zgłosić się do psychologa bez zgody opiekuna prawnego. Tymczasem ww. wyniki pokazują, że wsparcie jest niezmiernie potrzebne zwłaszcza dorastającym dziewczynkom – alarmuje Danuta Wieczorkiewicz.

Z kolei prof. Dragan uważa, że najwyższy odsetek prób samobójczych wśród nastoletnich Polek może mieć głównie związek z izolacją w czasie pandemii i ograniczeniem kontaktów poza domem. W wieku 13-18 tworzenie bliskich więzi jest wyjątkowo ważne. Chłopcy mogą inaczej radzić sobie z brakiem kontaktów, np. częściej grają wspólnie w gry online. Natomiast dziewczęta, które stają się kobietami, bywają bardziej podatne na zranienia ze strony otoczenia, w tym odrzucenie przez rówieśników. Zamknięte w domach, w których rodzice przeżywali różnego rodzaju własne dramaty i trudności, m.in. zawodowe, zaniedbywane emocjonalnie lub doświadczające przemocy, bez wsparcia, mogły czuć się samotne, zagubione i nieszczęśliwe. Dla wielu z nich to też był czas pierwszych rozczarowań miłosnych i chęci podporządkowania się presji płynącej z mediów społecznościowych.

– Niestety przyczyn podejmowania prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży najczęściej można dopatrywać się w mało stabilnej rodzinie, która funkcjonuje w sposób dysfunkcyjny. Niewystarczająca ilość czasu poświęcana dziecku, alkoholizm, przemoc, częste kłótnie, a często też inne negatywne zdarzenia życiowe zwiększają ryzyko samobójstwa osoby wychowywanej w takich warunkach – komentuje psycholog Michał Murgrabia.

Różnice terytorialne

Z danych KGP wynika również, że od stycznia do listopada ub.r. najczęściej dochodziło do zamachów samobójczych na terenie podległym Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach (1661), Gdańsku (1530 prób) i Łodzi (1263). Z kolei na końcu zestawienia znalazły się jednostki KWP w Opolu (208 prób), Gorzowie Wielkopolskim (303) i Bydgoszczy (410).

– Różnice w liczbie prób samobójczych mogą być związane z tym, ilu ludzi zamieszkuje dany teren i jakiego typu problemy tam występują, np. ekonomiczne. Warte podkreślenia jest to, że faktyczna ilość tego typu zdarzeń w danym mieście może być jeszcze wyższa niż znana z oficjalnych statystyk. Jednak trudno ją precyzyjnie oszacować – zwraca uwagę ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Trzeba też podkreślić, że w ub.r. na obszarze podległym KWP w Gdańsku odnotowano najwięcej zamachów samobójczych wśród nastolatek mających 13-18 lat (187 prób). Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę tylko próby dokonane przez Polki w wieku od 7. do 24. roku życia, to na ww. terenie stanowią one 51,5% wszystkich tego typu przypadków wśród kobiet (294 z 571). Nigdzie indziej w Polsce odsetek ten nie przekracza 50%. Są obszary, gdzie prób samobójczych młodych Polek odnotowano mniej niż 30% wśród wszystkich zamachów kobiet – KWP w Gorzowie Wielkopolskim – 27,7% (23 z 83) i KWP w Olsztynie – 28,6% (49 z 171).

– Przyczyny nasilonego zjawiska zamachów samobójczych wśród dziewczynek i młodych kobiet na obszarze podległym KWP w Gdańsku wymagają wielowymiarowej analizy. Być może dzieje się tam coś, o czym powszechnie nie wiadomo, a co jest ważne. Nie można też oczywiście przesądzać, że jest to pewnego rodzaju czasowy przypadek, niepotwierdzony żadną regułą. Ale mimo wszystko warto to głębiej sprawdzić, bo dane są naprawdę niepokojące – stwierdzają eksperci z platformy ePsycholodzy.pl

Policyjne statystki dostarczają też dodatkowych informacji. Można m.in. wskazać, że w Polsce na jeden zamach samobójczy dokonany przez kobietę przypada 2,26 próby podjętej przez mężczyznę (3876 – 8771). Na obszarze KWP w Gdańsku wynik ten wynosi 1,67, w Łodzi – 1,85 , a w Katowicach – 1,88. Na drugim krańcu listy mamy Opole – 5,5, Radom – 3,66, a także Poznań – 3,59. Warto też dodać, że w Katowicach samych zamachów kobiet, bez względu na wiek, było najwięcej w całej Polsce – 575.  Dla porównania w Opolu odnotowano łącznie 32 takie przypadki.

Pracodawcy oczekują, że ich pracownicy będą zaszczepieni

Tylko 29% polskich pracodawców nie zamierza ingerować w decyzje pracowników o zaszczepieniu się przeciwko Covid-19. Większość firm planuje prowadzić różne strategie związane z zachęcaniem zatrudnionych do poddania się szczepieniom – potwierdzili przedstawiciele pracodawców w badaniu zrealizowanym przez ManpowerGroup. 21% firm chce przekonywać do szczepień podkreślając płynące z nich korzyści, podczas gdy 13% będzie oczekiwać pełnego zaszczepienia się, także z uwzględnieniem dawki przypominającej. Chodzi o działania, jakie firmy chcą wprowadzić przed powrotem pracowników z pracy zdalnej, zakładając, że mają również takie możliwości prawne – więcej w opublikowanej dziś analizie ManpowerGroup.

Blisko 7 na 10 badanych firm chciałoby, aby ich pracownicy, w różnym zakresie, przyjęli szczepionkę przeciwko Covid-19 lub planuje prowadzić działania zachęcające do przyjęcia szczepienia. Firmy chcą stosować różne strategie – 18% pracodawców mówi, że szczepienia będą oczekiwane tylko od niektórych grup pracowników, 13% wspomina o podwójnym zaszczepieniu się wszystkich oraz okazaniu certyfikatu i tyle samo chciałoby, aby ich pracownicy przyjęli trzecią dawkę przypominającą. Zachęcać do szczepień poprzez bonusy planuje 18% firm a 21% chce przekonywać poprzez promowanie korzyści płynących z bycia zaszczepionym.

Analizując dane w ujęciu branżowym najwięcej organizacji, które będą oczekiwać przyjęcia szczepienia reprezentuje sektory produkcji podstawowej a także edukacji, służby zdrowia, administracji państwowej. Na drugim biegunie są firmy reprezentujące obszar produkcji przemysłowej i handlu, gdzie też najwięcej firm nie planuje ingerować w decyzje pracowników. Poprzez dodatkowe bonusy, do przyjęcia szczepień, chcą przekonywać przede wszystkim firmy z sektora IT, technologie, telekomunikacja, komunikacja, media a także sektora publicznego.
pracodawcy oczekują, że ich pracownicy będą zaszczepieni
– Pracodawcy, którzy nie mają obecnie żadnych narzędzi prawnych, ale też działają w realiach rynku pracownika, niskiego bezrobocia i ambitnych planów rekrutacyjnych, próbują znaleźć rozwiązania pośrednie. Celem jest wypracowanie zdrowego kompromisu pomiędzy oczekiwaniami kandydatów i pracowników, którzy podobnie jak całe społeczeństwo są podzieleni w kwestii szczepień, a bezpieczeństwem organizacyjnym przedsiębiorstw, którego ryzyko rośnie wraz z rosnącą liczbą zachorowań – mówi Kamil Sadowniczyk, dyrektor Manpower w Polsce. – Pracownicy w każdej firmie z racji różnej lokalizacji, branży, populacji zatrudnionych, będą oczekiwali innego podejścia. A pracodawcy będą działali w taki sposób, aby w miarę swoich możliwości zwiększać bezpieczeństwo organizacyjne firm, nie zrażając jednocześnie do siebie osób, które są przeciwne szczepieniom lub z jakiegokolwiek innego powodu ich nie przyjęły – dodaje ekspert.

Polska podzielona w szczepieniach

Największe oczekiwania od pracowników mają firmy zlokalizowane w Polsce centralnej. Tutaj 21% pracodawców mówi o zaszczepieniu wybranej grupy zatrudnionych, 17% chce oczekiwać podwójnego szczepienia a 13% przyjęcia boostera. Z kolei najwięcej przedsiębiorstw, które nie będą wpływać na decyzje pracowników pochodzi z Polski północnej (37%), z kolei na wschodzi najwięcej chce wprowadzić bonusy zachęcające do szczepień (32%).
pracodawcy oczekują, że ich pracownicy będą zaszczepieni 2

Najmniejsze i największe firmy z restrykcyjnym podejściem do szczepień

Biorąc pod uwagę wielkość organizacji to mikro (do 10 pracowników) i duże (powyżej 250) firmy będą w największym stopniu oczekiwać przyjęcia szczepienia. 20% mikroprzedsiębiorstw i 22% dużych firm mówi o konieczności szczepień tylko w określonej grupie pracowników, odpowiednio 15% i 13% o podwójnym zaszczepieniu się, a 14% i 13% o przyjęciu także trzeciej dawki. Również wśród dużych organizacji jest najmniejszy (24%) odsetek firm, które nie chcą ingerować w decyzje pracowników. W średnich i dużych przedsiębiorstwach odpowiednio 18% i 14% wspomina o zaszczepieniu wybranej grupy pracowników, 8% i 15% o przyjęciu podwójnej dawki a 12% i 13% także o trzecim szczepieniu.

– Na zmianę podejścia pracodawców w przyszłości może wpłynąć wprowadzenie reguł prawnych określających prawa i obowiązki firm w tym obszarze, mających na celu zapewnienie płynnego funkcjonowania poszczególnych przedsiębiorstw, ale w skali makro również całej gospodarki. Pamiętajmy, że wiele branż nadal boryka się z zachwianymi łańcuchami dostaw oraz ograniczoną dostępnością podzespołów do produkcji. Dlatego kolejny czynnik dezorganizujący funkcjonowanie firm, jak rosnąca liczba absencji wywołanych zachorowaniem, kwarantanną lub izolacją może tylko spotęgować trudności w zarządzaniu organizacjami w tym trudnym momencie. Pracodawcy potrafią wdrażać narzędzia minimalizujące różne ryzyka, w tym ryzyko zwiększonej absencji pracowników. Muszą jednak dysponować informacjami i narzędziami prawnymi, które pozwolą je oszacować, aby następnie planować i wdrażać działania prewencyjne czy scenariusze planów awaryjnych. Stąd regulacje, które pozwalałyby lub nakazywały zastosowanie określonych rozwiązań prewencyjnych mogłyby wpłynąć na zmianę stanowiska firm w kontekście promocji programu szczepień, poprawiając tak istotnie osłabioną przewidywalność prowadzonego biznesu – podsumowuje Kamil Sadowniczyk.

W badaniu przeprowadzonym przez ManpowerGroup, z wykorzystaniem ankiety online, wzięło udział 505 polskich pracodawców. Zadane pytanie było pytaniem wielokrotnego wyboru, ponieważ firmy mogą prowadzić różne strategie w zakresie szczepień.

Jastrzębie EBC i Fed wesprą ruch RPP?

W tym tygodniu skupimy się na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Konsensus zakłada, że stopy procentowe po raz kolejny wzrosną o 50 pb., my jednak skłaniamy się w stronę 75 pb. Oprócz szeregu czynników fundamentalnych i ryzyk taką decyzję mogą wspierać ostatnie sygnały z EBC oraz Fedu. Nie jesteśmy pewni, czy EBC może czekać z podwyżką do września, i spodziewamy się, że kurs euro pozostanie mocny w relacji do głównych walut, podczas gdy rynki przystosowują się do zmiany polityki banku.

Ogromne zaskoczenie w górę inflacją w strefie euro w styczniu przygotowało grunt pod jastrzębi zwrot prezeski Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde. Co zrozumiałe, wspólna waluta momentalnie zyskała po ogłoszeniu tych wieści. Umiarkowany wzrost dolara dzięki silnemu raportowi z rynku pracy (non-farm payrolls, NFP) następnego dnia pozwolił mu odrobić część strat – mimo to USD zakończył tydzień na dole tabeli G10. Euro doświadczyło silnej aprecjacji względem wszystkich głównych walut z wyjątkiem korony szwedzkiej.

Uwaga inwestorów będzie przeskakiwała między ogłoszeniami banków centralnych i danymi o inflacji, czyli czynnikami, które będą determinować zachowanie na rynku walutowym w przewidywanej przyszłości. W tym tygodniu wszystkie oczy będą zwrócone ku raportowi inflacyjnemu z USA w styczniu, który zostanie opublikowany w czwartek – progności przewidują wzrost do kolejnej rekordowej wartości od dekad. Przemówienia oficjeli EBC również będą istotne, ponieważ mogą zapewnić impuls do dalszego wzrostu euro, jeśli potwierdzą jastrzębi zwrot z zeszłotygodniowego zebrania.

PLN

Większość zmian na kluczowych parach ze złotym (USD/PLN, CHF/PLN) była konsekwencją danych o inflacji w strefie euro i jastrzębiego EBC. Sam złoty (EUR/PLN) na informacje ze wspólnego bloku reagował w umiarkowanym stopniu, niemniej, podobnie jak inne istotne waluty regionu, zakończył tydzień na plusie.

W tym tygodniu skupimy się na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Konsensus zakłada, że stopy procentowe po raz kolejny wzrosną o 50 pb., my jednak skłaniamy się w stronę 75 pb., biorąc pod uwagę m.in. ostatnie odczyty z gospodarki, uporczywie rosnące ceny surowców i energii oraz szereg wyraźnie zarysowanych ryzyk, które mogą działać w kierunku wyższej inflacji.

Krótkoterminową reakcję PLN wiążemy ze skalą ruchu – stawki kontraktów terminowych i międzybankowe wskazują na to, że podwyżka o 75 pb. mogłaby wzmocnić walutę, z kolei o 50 pb. lub mniejsza wpłynąć na złotego niekorzystnie. Oprócz tego dla waluty istotne będą wydźwięk komunikatu oraz konferencja prasowa dzień później.

Rynkowe nerwy nieco się uspokoiły pod tym względem, ale w przyszłości nadal będziemy koncentrować się na ryzyku związanym z Rosją, ponieważ może ono wywrzeć presję na złotego w przypadku eskalacji napięcia lub zwiększonych obaw przed nią. Naszym zdaniem jest to obecnie zagrożenie numer jeden dla walut Europy Środkowo-Wschodniej.

EUR

Był to jeden z najważniejszych tygodni dla strefy euro od wielu miesięcy. Rozpoczął się od ogromnego zaskoczenia inflacyjnego, a zakończył zwrotem prezeski Christine Lagarde w temacie inflacji o 180° podczas lutowego zebrania EBC. Nie tylko skup aktywów powinien skończyć się wcześniej niż oczekiwano, lecz także Lagarde przestała sugerować, że stopy nie wzrosną w 2022 r. Rada Prezesów jest obecnie „jednogłośnie” zaniepokojona inflacją i dostrzega „ryzyka w górę” dla jej przyszłej ścieżki. Mimo że w odpowiedzi na to rynkowe stopy procentowe w strefie euro doświadczyły silnego wzrostu, uważamy, że wciąż jest na niego przestrzeń. Nie jesteśmy pewni, czy EBC może czekać z podwyżką do września i spodziewamy się, że kurs euro pozostanie mocny w relacji do głównych walut, podczas gdy rynki przystosowują się do zmiany polityki EBC.

USD

Co nietypowe dla tygodnia publikacji raportu z rynku pracy, losy dolara zależały przede wszystkim od wieści zza Atlantyku. Sam raport okazał się jednak bardzo mocny mimo wpływu Omikrona – kreacja miejsc pracy była silna, zrewidowano w górę dane z poprzedniego miesiąca, a płace wzrosły – choć na razie niewystarczająco, by nadążyć za cenami. Jasne jest, że rynek USA doświadcza właściwie pełnego zatrudnienia, a podwyżki stóp Rezerwy Federalnej są jedynym dostępnym narzędziem, które daje szansę na utrzymanie w ryzach presji cenowej. Warto jednak zauważyć, że polityka monetarna działa z „długimi i różnymi” opóźnieniami, przez co uważamy, że minie sporo czasu, nim wpływ stóp procentowych na ceny będzie odczuwalny.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

W Warszawie najmniej powierzchni biurowej w budowie od 2009 roku

W 2021 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły ponad 6,15 milionów mkw., a do użytku oddano ponad 324 000 mkw. powierzchni biurowej. Do końca bieżącego roku do użytku oddane zostaną wszystkie projekty biurowe, których realizacja rozpoczęła się jeszcze przed wybuchem pandemii. To tylko niektóre wnioski wynikające z podsumowania 2021 roku na warszawskim rynku biurowym.

Gospodarka

Wzrost inflacji pozostanie jednym z głównych czynników wpływających na rynek powierzchni biurowych w 2022 roku. Według danych GUS, PKB Polski w 2021 roku osiągnął poziom 5,7% względem 2020 roku. Jednocześnie, w 2021 roku znacząco przyspieszyła inflacja, a jej poziom w grudniu wyniósł 8,6%, co jest najwyższą wartością notowaną od 2000 roku. Na rynku biurowym wysoki poziom inflacji oznacza przede wszystkim wyższe koszty budowy i wykończenia powierzchni oraz wzrost kosztów eksploatacyjnych, których główną składową są rosnące ceny energii, usług komunalnych i koszty pracy.

Podaż

W 2021 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły ponad 6,15 milionów mkw., a do użytku oddano ponad 324 000 mkw. powierzchni biurowej. Do największych projektów, które uzyskały pozwolenie na użytkowanie, możemy zaliczyć: Warsaw Unit (Ghelamco – 56 400 mkw.), Skyliner (Karimpol – 48 500 mkw.), Generation Park Y (Skanska Property Poland – 44 200 mkw.). Na koniec 2021 r. w Warszawie w budowie znajdowało się około 308 000 mkw. powierzchni biurowej planowanej do oddania w latach 2022-2024, co jest najniższą wartością od 2009 roku.

Według szacunków Cushman & Wakefield w 2022 roku oddanych do użytku zostanie ok. 220 000 mkw., z czego znaczna część to projekty, których budowa rozpoczęła się jeszcze przed wybuchem pandemii Covid-19. Ograniczenie liczby nowych budynków wprowadzanych na warszawski rynek biurowy, obserwowane od marca 2020, doprowadzi to do znaczącego spadku podaży nowej powierzchni biurowej, a oczekiwana luka podażowa może potrwać nawet do 2025 roku. Niemniej jednak, część deweloperów intensyfikuje swoją aktywność związaną z przygotowaniem inwestycji, chcąc wykorzystać moment mniejszej konkurencji” – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Consulting & Research, Cushman & Wakefield. „W ciągu najbliższych dwunastu miesięcy możemy spodziewać się ogłoszenia nowych projektów, które będą realizowane na zasadach spekulacyjnych wraz z poprawą sentymentu na rynku. Znaczna część tych inwestycji będzie zlokalizowana w największych strefach biurowych, takich jak: Centralny Obszar Biznesu, Centrum Zachód czy Mokotów – dodaje Jan Szulborski.

Wskaźnik pustostanów

Począwszy od drugiego kwartału 2020 roku, wskaźnik powierzchni niewynajętej był na ścieżce wzrostu, na co w dużym stopniu wpłynęła niepewna sytuacja gospodarcza wywołana przez wybuch pandemii Covid-19. W wyniku ograniczonej aktywności najemców w ostatnich kwartałach i kumulacji nowej podaży, stopa powierzchni niewynajętej wyniosła 12,7%, co oznacza wzrost o 2,8 pkt. proc. rok do roku.

„Relatywnie wysoki współczynnik pustostanów przekłada się na 778 400 mkw. powierzchni biurowej dostępnej na wynajem od zaraz. Oczekujemy, że w najbliższych 12 miesiącach będziemy obserwować stopniową kompresję dostępnej powierzchni biurowej, dzięki rosnącej aktywności najemców, zwłaszcza dużych podmiotów. Dodatkowo, warto odnotować, że poziom wynajęcia projektów oddanych do użytku w 2021 roku wyniósł ponad 94%, co potwierdza zdrowe fundamenty rynku w czasie podwyższonej niepewności ekonomicznej” – mówi Katarzyna Lipka, Head of Consulting & Research w Cushman & Wakefield.

Popyt

Popyt na powierzchnie biurowe w okresie miedzy I kw. 2020 r. a II kw. 2021 roku był na niższym poziomie w porównaniu do analogicznego okresu 12 miesięcy wcześniej. W III kw. 2021 roku, po raz pierwszy od 18 miesięcy aktywność najemców przełamała trend spadkowy, a w IV kw. 2021 roku, popyt brutto osiągnął poziom 250 800 mkw., co jest wartością porównywalną do okresu sprzed wybuchu pandemii Covid-19. Całkowita aktywność transakcyjna w 2021 roku wyniosła 646 500 mkw. i była wyższa względem 2020 roku o ponad 7%.

Według wstępnych szacunków popyt na powierzchnie biurowe w 2022 roku będzie kontynuował stopniowy trend wzrostowy, który rozpoczął się w drugiej połowie 2021 roku.

Stawki czynszów

Po korekcie stawek czynszu w 2020 roku, stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe wyniosły 23,00-25,00 EUR/mkw./miesiąc w strefie Centrum oraz 13,50-16,50 EUR/mkw./miesiąc w lokalizacjach poza centralnych. W kolejnych kwartałach spodziewamy się dalszej stabilizacji czynszów bazowych przy jednoczesnym ograniczaniu pakietu zachęt wynikającym ze wzrostu kosztów budowy i aranżacji powierzchni biurowych.

Cyberatak na dziennikarzy medialnego imperium News Corp.

News Corp., koncern należący do Ruperta Murdocha, padł ofiarą ataku hakerskiego. W ostatnich dniach przestępcy włamali się na konta e-mail dziennikarzy redakcji koncernu, co wzbudziło obawy o bezpieczeństwo poufnych źródeł informacji. Celem cyberataku były placówki News UK – wydawcy dzienników Times i the Sun – a także Wall Street Journal i New York Post.

– Bardzo często cyberataki motywowane są finansowo. W tym przypadku wygląda to na atak na wolność prasy, co budzi obawy o bezpieczeństwo dziennikarzy i ich źródeł. Niepokojący jest fakt, iż nie wiemy, kiedy doszło do pierwotnego naruszenia bezpieczeństwa. Często mija kilka tygodni lub miesięcy, zanim takie ataki staną się widoczne. Kto wie, jakie szkody mogły powstać w międzyczasie – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający firmy Check Point Software w Polsce.

Według informacji wewnętrznych News Corp., koncern wskazuje na zaangażowanie zagranicznego rządu w ten atak i działań szpiegowskich służb Chin. Firma powiedziała, że jest zaniepokojona dobrem swoich pracowników, dziennikarzy i źródeł, które komunikowały się z jej reporterami.

Firmy muszą sobie zdać sprawę z powagi zagrożenia. – Należy powstrzymać hakerów, zanim dostaną się do sieci, a to oznacza podejście zapobiegawcze, które wykorzystuje stała aktualizację systemów obejmującą urządzenia użytkownika końcowego, sieć fizyczną czy chmurę. Ataki Gen V są zbyt wyrafinowane, aby można je było pozostawić przestarzałym podejściom do bezpieczeństwa. W ubiegłym roku nasi badacze stwierdzili wzrost liczby takich ataków o 68% w Europie, podczas gdy na świecie było to 50%. W Check Point Software monitorujemy setki milionów sond na całym świecie w sieciach, punktach końcowych i telefonach komórkowych oraz wykorzystujemy ponad 30 technologii sztucznej inteligencji, aby nie tylko wykrywać, lecz zapobiegać zagrożeniom w czasie rzeczywistym. – dodaje Wojciech Głażewski.

Debiuty na GPW w 2021 r.

  • W 2021 r. na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) zadebiutowało 48 spółek: 16 na Głównym Rynku i 32 na NewConnect
  • Łączna wartość debiutów na obu parkietach GPW wyniosła prawie 9,5 mld zł
  • Największy debiut na GPW – grupy Pepco – znalazł się w dziesiątce największych IPO drugiego kwartału 2021 roku w Europie

Jak wynika z raportu analityków PwC: firmy w całej Europie coraz chętniej sięgają po kapitał na giełdach papierów wartościowych, a wartość wszystkich debiutów przeprowadzonych w minionym roku na europejskich parkietach wyniosła 75 mld euro. Wyraźnie większe zainteresowanie ofertami pierwotnymi widać również na GPW.

W ubiegłym roku na warszawskim parkiecie odbyło się 48 debiutów. Co trzeci z nich miał miejsce na Głównym Rynku, a 32 spółki zadebiutowały na rynku NewConnect (w tym były cztery przejścia z mniejszego parkietu na główny). Łączna wartość debiutów na obu parkietach wyniosła prawie 9,5 mld zł. Największym  debiutem na GPW było IPO grupy Pepco, które znalazło się też w dziesiątce największych IPO drugiego kwartału 2021 roku w Europie.

Ubiegły rok będziemy wspominać jako rok dużej liczby debiutów. W sumie 48, w tym większość na rynku NewConnect. Dla zrównoważonego rozwoju rynku kapitałowego powinniśmy mieć miesięcznie mniej więcej 2 debiuty na NewConnect, 2 na Głównym Rynku i 1 na rynku Catalyst, aby rynek obligacji tez równomiernie się rozwijał – powiedział Marek Dietl, prezes Zarządu GPW.

W bieżącym roku zadebiutowało już pięć spółek, w tym jedna na Głównym Rynku. To lubelska Biomaxima, która jest modelowym przykładem spółki, rozwijającej się dzięki przechodzeniu przez kolejne etapy obecności na rynku kapitałowym.

– Dzisiejsza Biomaxima jest efektem połączeń kilku różnych organizacji z różnymi specjalnościami. Najstarsza z firm – Biocorp Polska – powstała w 1997 r., kolejna  – Biomaxima – w 2002 r., do tego jeszcze Emapol. To są firmy, które działały w różnych miastach, pod inną marką i z osobnymi zespołami, ale w 2018 r. połączyły się w Lublinie tworząc jedną wspólną markę: Biomaxima – mówi Łukasz Urban, prezes Zarządu Biomaxima S.A. – Nasz rozwój był możliwy dzięki obecności spółki od 2010 r. na rynku NewConnect, którą zakończyliśmy przejściem na Główny Rynek giełdy po 11 latach.

Ponadto na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie istnieje specjalny segment spółek rodzinnych. Tworzą go spółki giełdowe, w których osoby je zakładające, ich rodziny oraz zstępni posiadają co najmniej ¼ głosów na walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy. Znajduje się w nim 178 emitentów z głównego parkietu.

RPP w lutym może zaskoczyć

RPP będzie kontynuowała podwyżki stóp procentowych, w lutym może zaskoczyć.

Zakładamy, że Rada Polityki Pieniężnej we wtorek po raz kolejny podniesie stopy procentowe. Konsensus spodziewa się wzrostu o 50 pb., czyli o takiej samej skali, jak w dwóch poprzednich miesiącach. Oczekiwania te nie są nieracjonalne, my jednak zakładamy, że decydenci zdecydują się na nieco większą podwyżkę, o 75 pb., co doprowadziłoby do wzrostu stopy referencyjnej do 3%. Oprócz samej skali ruchu w kontekście posiedzenia skupimy się również na retoryce w zakresie dalszych kroków oraz w kontekście złotego, szczególnie po ostatnich komentarzach prezesa Glapińskiego na ten temat.

Nasze oczekiwania wzmacnia szereg czynników, w tym realne ryzyko dwucyfrowej inflacji na początku roku oraz utrzymywania się presji cenowej dłużej, niż wcześniej zakładano, w związku z m.in. nadal dynamicznie rosnącymi rynkowymi cenami surowców i energii. W mocy pozostają ryzyka mogące wzmacniać inflację, m.in. możliwa eskalacja na linii Rosja–Ukraina oraz sytuacja epidemiczna w Chinach. Oprócz inflacji i ryzyk dla niej na zasadność podwyżek stóp wskazują inne dane z gospodarki, w tym te z przemysłu i z rynku pracy. Jastrzębią frakcję może wzmacniać również ostatni silny zwrot w retoryce banków centralnych rozwiniętych krajów, szczególnie Fedu i EBC.

Zdecydowanie nie zakładamy, że lutowa podwyżka będzie ostatnią ani też że bank pójdzie w ślad Narodowego Banku Czech, który zaczął sugerować, że potencjał dalszego wzrostu stóp jest niewielki, a od drugiej połowy roku mogą być one nawet stopniowo obniżane. Spodziewamy się, że stopy w Polsce będą kontynuowały wzrost w stronę 4% i osiągną ten poziom w perspektywie kilku miesięcy.

Co się tyczy krótkoterminowej reakcji złotego, biorąc pod uwagę stawki kontraktów terminowych i stawki międzybankowe, szacujemy, że rynek wycenia podwyżkę o co najmniej 50 pb. Podwyżka o takiej lub mniejszej skali może tym samym oddziaływać w kierunku słabszego złotego, zaś podwyżka o 75 pb. – wzmocnić walutę. W kontekście krótkoterminowej reakcji złotego istotny oprócz samej skali ruchu będzie ogólny wydźwięk posiedzenia.

W szerszym, średnioterminowym ujęciu spodziewamy się, że zacieśnienie polityki będzie wspierać złotego w 2022 r. Ostatnie komentarze prezesa Glapińskiego sugerują dodatkowo preferencję silniejszej waluty w tym roku, co jest zgodne z naszymi oczekiwaniami i mocno kontrastuje z podejściem banku w poprzednich dwóch latach.

Autor: Roman Ziruk – analityk Ebury

Aby móc wypłacać sobie dodatkowe 3000 zł miesięcznie do emerytury trzeba odłożyć ok. 640 tys. zł

Inflacja galopuje, ceny rosną, a pandemiczna rzeczywistość powoduje, że wielu Polaków nie ma z czego odkładać na własną emeryturę. Warto jednak przypomnieć, że za 30 lat seniorzy będą musieli żyć za 1/3 swoich obecnych dochodów stopa zastąpienia w 2050 roku będzie plasować się na poziomie 29,5 proc., a świadczenia pieniężne z państwowej kasy nie będą wystarczały na podstawowe potrzeby.[1] Dobrym rozwiązaniem będzie szukanie dodatkowych źródeł dochodu na emeryturze (takich jak hipoteka odwrócona) albo korzystanie z pieniędzy, które wcześniej odłożyliśmy np. w IKE lub IKZE. Problem w tym, że liczba „odkładających” wciąż jest szczątkowa a świadomość niska.

Na koniec 2020 roku średnia emerytura stanowiła 42,4 proc. ostatniego wynagrodzenia[2], ale proporcja ta będzie zmieniać się z upływem lat. W 2050 roku stopa zastąpienia będzie wynosić 29,5 proc. a w 2070 roku już tylko 23,5 proc.[3] Oznacza to, że przyszli emeryci będą musieli żyć za jedną trzecią lub jedną czwartą swoich obecnych dochodów. Już dziś seniorzy są jedną z najbardziej zadłużonych grup społecznych, a ich portfele „chudną” coraz bardziej m.in. z powodu galupującej inflacji.

–  Emeryci, którzy nie zadbali wcześniej o tzw. poduszkę finansową żyją zazwyczaj bardzo skromnie. Największą część budżetu przeznaczają na opłaty za media oraz leki. Rok 2022 przyniósł kolejne podwyżki, nie tylko żywności, prądu i gazu, ale także innych kosztów związanych chociażby z utrzymaniem nieruchomości. W 2021 roku przeprowadziliśmy badanie opinii, w którym wzięło udział ponad 1000 seniorów. Aż 91 proc. z nich narzekało, że ich sytuacja finansowa w 2021 roku pogorszyła się. To właśnie te osoby twierdziły, że dotkliwie odczuwały podwyżki, zwłaszcza produktów pierwszej potrzeby – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Wciąż niewiele osób w wieku produkcyjnym zdaje sobie sprawę z konieczności odkładania pieniędzy na swoją emeryturę.
Przyszli emeryci nie wiedzą również jakie kwoty powinni zaoszczędzić. Czasem wydaje im się, że wystarczy 100 tys. zł, ale patrząc na liczbę lat, przez które będą chcieli wypłacać sobie pieniądze powinni odłożyć znacznie więcej – dodaje Robert Majkowski.

Ile trzeba odłożyć? Niemało

Z danych GUS wynika, że statystyczna kobieta będzie przebywać na emeryturze 22 lata, a mężczyzna 9 lat (spodziewana średnia długość życia kobiety to 82 lata, a mężczyzny 74 lata). To właśnie przez ten okres dana osoba będzie pobierać świadczenia emerytalne z państwowej kasy. To też okres, w którym mogłaby sięgnąć (dodatkowo) po swoje oszczędności z tzw. poduszki finansowej. Ile powinna odłożyć wcześniej, by mieć z czego korzystać? Jednym ze sposobów sprawdzenia tej kwoty jest reguła 4 procent, według której na emeryturze będziemy wydawać 4 proc. rocznie z tego co wcześniej zgromadziliśmy.[4] W czasach szalejącej inflacji warto jednak przyjąć podejście ochrony kapitału przed wzrostem cen. Trzeba dodatkowo oszczędzać na swoją emeryturę i szukać inwestycji, które nie tylko ochronią wartość pieniądza, ale dadzą też niewielki, ale bezpieczny zysk powyżej inflacji.

– Przyjmijmy, że emerytura, którą pobieramy z ZUS-u wynosi 2500 zł miesięcznie. Jeżeli do tej emerytury będziemy chcieli wypłacać sobie równowartość dzisiejszych 3000 zł ze swoich oszczędności, okaże się, że (o ile uda nam się ochronić kapitał przed inflacją i dodatkowo zyskać z inwestycji co roku 2 punkty procentowe powyżej inflacji) kobieta powinna zaoszczędzić na ten cel ok. 640 tys. zł, a mężczyzna ok. 295 tys. zł. To bardzo duże kwoty, szczególnie w przypadku pań. Nawet jeżeli stopa zwrotu z inwestycji przewyższy inflację o
4 punkty procentowe, czyli przy aktualnym wzroście cen osiągnie astronomiczne 12 proc. w skali roku, to i tak przeciętnie kobieta będzie potrzebowała zgromadzić aż 525 tys. złotych, by otrzymywać przez 22 lata dodatkowe 3000 zł, a po 22 latach ze zgromadzonego kapitału nie pozostanie ani złotówka. Mam wrażenie, że osoby w wieku produkcyjnym nie zdają sobie sprawy jak dużą poduszkę finansową powinny mieć na przyszłość – podkreśla Robert Majkowski.

Na IKE i IKZE oszczędza coraz więcej Polaków, ale to wciąż ułamek

Rodacy coraz częściej dostrzegają potrzebę oszczędzania na emeryturę, choć tych, którzy to robią regularnie wciąż jest niewiele. Z danych Expandera wynika, że w 2020 roku otwarto 98 tys. IKE, co było najlepszym wynikiem od 2007 roku.[5] Co prawda IKZE otwarto w tym czasie tylko 56 tys. ale za to zwiększyła się liczba wpłat, czyli pieniędzy gromadzonych na IKE i IKZE. W przeszłości, jak twierdzą Eksperci z Expandera, na IKE i IKZE oszczędzało aktywnie ok. 1/3 użytkowników. W roku 2020 wpłaty odnotowano na 686 tysiącach kont a wpłacona kwota była rekordowa i sięgała 3,13 mld zł.[6]

Warto przypomnieć, że IKE i IKZE mogą być prowadzone m.in. w formie funduszu inwestycyjnego, rachunku maklerskiego lub lokaty bankowej. Limit wpłat na IKZE jest ustalany co roku na podstawie prognozy przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. W 2022 roku limity na IKZE będą wyższe (ze względu na wyższe przeciętne wynagrodzenia) i wyniosą 7106,40 zł dla osób indywidualnych oraz 10 659,60 zł dla przedsiębiorców.

Renta dożywotnia dla tych, którzy nie odłożyli

Jeżeli w 2020 roku otwarto łącznie 154 tys. nowych IKE i IKZE a w tym samym czasie było w Polsce ponad 16 mln ludzi aktywnych zawodowo, to odsetek oszczędzających wciąż jest niski.[7] – Co prawda rodacy oszczędzają nie tylko na IKE i IKZE, ale również na PPK i przy pomocy innych narzędzi, ale świadomość dotycząca zabezpieczenia finansowego na starość wciąż jest niska – mówi Robert Majkowski. Przypomina on, że jednym ze źródeł dodatkowych dochodów na emeryturze, zwłaszcza dla osób, które nie pomyślały wcześniej o poduszce finansowej, jest renta dożywotnia. W tym wypadku kapitałem pieniężnym, który posiada senior nie są pieniądze odłożone na koncie lub w skarpecie, lecz nieruchomość, z której można uwolnić pieniądze w formie dożywotnich świadczeń pieniężnych. Wysokość tych świadczeń zależy od różnych czynników, ale przede wszystkim od wieku i płci seniora oraz wartości posiadanej przez niego nieruchomości. Można dostawać 3000 a nawet 5000 zł miesięcznie.

– Nie dziwią mnie globalne prognozy Ernst & Young oraz EPPARG, organizacji zrzesząjącej podmioty z branży hipoteki odwróconej, według których światowy rynek tej usługi urośnie do 2031 roku trzykrotnie. Wartość środków uwalnianych z nieruchomości a więc pieniędzy wypłacanych seniorom wyniesie do roku 2031 aż 50 mld dolarów w skali roku. Dlaczego? Bo hipoteka odwrócona, szcególnie w dobie wysokiej inflacji i wzrostu cen nieruchomości jest odpowiedzią na pogarszającą się sytuację ekonomiczną wielu osób starszych – podsumowuje Robert Majkowski.

[1] https://www.money.pl/emerytury/czekaja-nas-glodowe-emerytury-bedzie-trzeba-dluzej-pracowac-6654358810155552a.html

[2] „Stopa zastąpienia – czy Polska spełnia standardy Międzynarodowej Organizacji Pracy?”, Instytut Emerytalny, Warszawa, luty 2021 r.

[3] Tamże.

[4] https://www.casfera.pl/200-300-tys-zlotych-na-emeryturze-to-za-malo-czyli-jak-oszczedzac-w-ppk-ike-i-ikze/

[5] https://www.expander.pl/rekordowe-wyplaty-z-ike-i-ikze/

[6] Tamże.

[7] GUS, raport „Aktywność ekonomiczna ludności Polski 2020”

Złoty odzyskuje siły

Po piątkowej przecenie polskiej waluty już prawie nie ma śladu. Pojawia się pytanie, jak teraz zachowa się rodzimy pieniądz w oczekiwaniu na jutrzejszą decyzję Rady Polityki Pieniężnej.

Niespodzianka za oceanem

Piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy zaskoczyły wiele osób. Po tym, jak w zeszłym miesiącu niespodziewanie gwałtownie spadała ilość tworzonych nowych miejsc pracy, w tym miesiącu znów mocno rośnie. Z drugiej strony miesiąc temu byliśmy świadkami spadku bezrobocia, dzisiaj widzimy delikatny wzrost. Jest to w sumie dobra informacja dla rynków, gdyż rosnąca liczba miejsc pracy zapowiada kolejną poprawę sytuacji w kolejnych miesiącach. To z kolei pozwoli najprawdopodobniej myśleć o kolejnych spadkach bezrobocia w kolejnych miesiącach. Jest to też korzystny sygnał dla dolara, który miał bardzo słaby ostatni tydzień.

Inwestorzy uciekają na weekend

Kolejny już raz inwestorzy nie wiedząc, czy sytuacja na wschodzie Ukrainy nie będzie eskalować, postanowili ograniczać ryzyko. W efekcie w piątek byliśmy świadkami odwrotu od aktywów ryzykownych. Z tego też powodu główne waluty drożały w piątek o 2-3 grosze. Z kolei dzisiaj apetyt na ryzyko wraca. W rezultacie złoty bardzo sprawnie odrobił piątkowe straty względem głównych walut. Najbliższy czas jednak upłynie polskiej walucie na oczekiwaniu na jutrzejszą decyzję Rady Polityki Pieniężnej.

Dolar kanadyjski w odwrocie

O ile o rynku pracy w USA można powiedzieć, że ma przejściowe problemy, o tyle w Kanadzie zrobiło się poważniej. W styczniu bezrobocie wzrosło o imponujące 0,5% z 6% na 6,5%. Analitycy spodziewali się wzrostu o 0,2%. Powodem jest duża zmiana zatrudnienia, szczególnie wśród pracowników pracujących na niepełnym etacie. Miesiąc temu liczba pracowników na niepełnym etacie również spadała, ale wtedy wzrost pracowników na pełen etat i tak powodował wzrost zatrudnienia. Słabsze dane z rynku pracy szybko przełożyły się na słabszy piątek dla dolara kanadyjskiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Pracownicy handlu narzekają na wszystko, ale… nie na pieniądze

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom od ponad 5 lat działa na rzecz pracowników w całej Polsce. Każdego dnia odnotowujemy od kilku do nawet kilkudziesięciu wiadomości w rozmaitych tematach – od spraw opóźnień w wynagrodzeniach przez problematykę szczepień po skargi na sytuację pracowników handlu. To właśnie handel stał się w ostatnich miesiącach najbardziej „gorącym” sektorem gospodarki. Pracownicy narzekają na brak ludzi do pracy, konieczność pracy w niedzielę, awantury z klientami, którzy nie chcą nosić maseczek, na masowe kwarantanny współpracowników. Nie narzekają jednak na… pieniądze. – Ostatnie tygodnie to prawdziwa gorączka złota w sektorze handlu. Nie ma w tym nic dziwnego. Powstaje sklep za sklepem, rąk do pracy nie przybywa, a to jedna z najtrudniejszych pod kątem budowania relacji branż. Właściciele wielkich sieci zdają sobie sprawę, że bez pieniędzy nie ma szans na dobrą rekrutacje – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

  • Kaufland ogłosił podwyżki dla kasjerów. Ci z największym stażem zarobią ok. 4500 złotych brutto
  • Lidl od marca dołoży pracownikom do wypłaty po 250 złotych brutto
  • Biedronka podniosła pensje pracownikom sklepów, ale i centrów logistycznych. Znów mowa o kwocie ok. 200 złotych brutto
  • Wszystkie sieci planują wzrost zatrudnienia. Lidl chce zatrudnić nawet 1,5 tysiąca osób
  • Wszystkie sieci rozwijają pakiety benefitów: prywatna opieka medyczna, karty sportowe czy bonusy frekwencyjne i premie świąteczne

Jak mówi Małgorzata Marczulewska wysokie wynagrodzenia w marketach i dyskontach oraz regularna waloryzacja wynagrodzeń ma konkretny cel – zatrzymanie pracowników i zmniejszenie ich rotacji. W Polsce działa kilka tysięcy dyskontów. Ilość osób zainteresowanych pracą w takich miejscach spada. Tylko dobre wynagrodzenie, nowoczesny leadership i jasna ścieżka rozwoju jest w stanie zatrzymać rotacje w tym sektorze gospodarki.

– Tegoroczne podwyżki to oczywiście dobra wiadomość. Sieci dyskontowe bardzo dynamicznie reagują na sytuację na rynku pracy. Jest inflacja? Podnosimy pensje. Jest rotacja pracowników? Szykujemy programy lojalnościowe, nagrody dla lojalnych pracowników i ogólnie system, który będzie sprzyjać osobom, które pracują dłużej. Dzisiaj w marketach zarabia się więcej niż w niektórych urzędach czy np. na stanowisku nauczyciela czy pracownika socjalnego. Oczywiście to zupełnie inna praca, ale udało się odczarować wizerunek człowieka, który „siedzi na kasie” i jest to dowód na jego porażkę życiową. Dzisiaj do sklepów trafiają młodzi ludzie, którzy wiedzą, że można tam po prostu przyzwoicie zarabiać – mówi Małgorzata Marczulewska, prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

– Podwyżki są efektem naprawdę ciężkiej pracy w sklepach. Jest to dynamicznie rozwijający się sektor gospodarki, który wymaga od pracowników wiedzy, kompetencji, ale i umiejętności miękkich. Coraz wyższe wynagrodzenie nie jest zaskoczeniem – dodaje.

Skarg jest wiele, ale… nie na pieniądze

O jakich umiejętnościach mowa? Praca w sklepach wymaga coraz więcej cierpliwości na linii pracownik-klient. Problemów zgłaszanych stowarzyszeniu STOP Nieuczciwym Pracodawcom jest bardzo dużo.

– Skargi dotyczą w dużej mierze bardzo trudnej sytuacji związanej z pandemią. Pracownicy handlu muszą upominać klientów, by trzymali dystans i nosili maseczki, a to wiąże się z awanturami, a często nawet rękoczynami czy interwencjami policji. Do tego pracownicy handlu są kontrolowani pod kątem noszenia maseczek. Otrzymywaliśmy skargi, że niezakryty nos to czasem kara w wysokości stu złotych – mówi Małgorzata Marczulewska. – Bardzo wiele skarg dotyczyło ( i nadal dotyczy) handlu w niedzielę. Inna sprawa to zbyt mała liczba pracowników w konkretnym sklepie. To był wielki problem latem i w  grudniu. Obecnie handel jest dziesiątkowany przez kwarantanny – dodaje Prezes Marczulewska.

Nie odnotowaliśmy od ponad roku żadnej skargi na zbyt małe wynagrodzenia lub nieuczciwe rozliczanie wynagrodzeń. To bardzo pozytywna tendencja.

O ile wzrosną raty kredytów hipotecznych po kolejnej podwyżce stóp NBP?

W kontekście najbliższej decyzji Rady Polityki Pieniężnej portal RynekPierwotny.pl wziął pod uwagę trzy scenariusze, a mianowicie podwyżkę głównej (referencyjnej) stopy procentowej NBP o 0,50 punktu procentowego (p.p.), 0,75 p.p. oraz 1,00 p.p.

Zmiana wynosząca tylko 0,25 p.p. wydaje się raczej mało prawdopodobna, ponieważ sygnalizowałaby ona mniejszą determinację władz monetarnych w walce z rekordową inflacją. Przy uwzględnieniu wspomnianych scenariuszy, główna stopa procentowa NBP wkrótce wyniesie odpowiednio 2,75%, 3,00% oraz 3,25%.

Wyjściowy poziom WIBOR-u 3M bezpośrednio po takiej podwyżce stóp NBP byłby nieco większy, gdyż rynek międzybankowy oczekuje dalszych wzrostów kosztu pieniądza. Przyjmijmy zatem warianty notowań WIBOR-u wynoszące 3,20%, 3,45% oraz 3,70%. Poniżej sprawdziliśmy wpływ zmian stóp procentowych NBP i WIBOR-u na raty dwóch przykładowych kredytów. Punktem wyjściowym jest WIBOR 3M wynoszący 0,21%, który notowano jeszcze w III kw. 2021 r. Względem trzeciego kwartału minionego roku, raty przykładowych kredytów po najbliższej decyzji RPP mogą wzrosnąć następująco:

  • kredyt 1 (350 000 zł/25 lat) – 567 zł (wariant 1), 619 zł (wariant 2) i 671 zł (wariant 3)
  • kredyt 2 (450 000 zł/30 lat) – 760 zł (wariant 1), 830 zł (wariant 2) i 901 zł (wariant 3)

Symulacja wzrostu rat w przypadku podwyżki stóp NBPOczywiście, warto pamiętać, że aktualizacja oprocentowania „hipotek” następuje zwykle w cyklu kwartalnym/trzymiesięcznym. Dlatego kredytobiorcy będą mieli nieco czasu, aby się przygotować na dodatkowe obciążenie finansowe.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

74% Polaków chce powrócić do oglądania rozgrywek sportowych na żywo w 2022 r.

  • Polacy kolejny rok z rzędu rozwijają swoje pasje związane z aktywnością fizyczną. 47% badanych przyznało,
    że w ciągu minionych 18 miesięcy ich wydatki na zakup sprzętu sportowego wzrosły w porównaniu do okresu sprzed pandemii.
  • Wyraźne ożywienie można również zauważyć w sektorze turystyki sportowej – 58% Polaków chce wyjechać
    za granicę, aby obejrzeć sportowe wydarzenie na żywo, a 34% planuje sportowe wakacje w 2022 roku.

Jak wynika z raportu Mastercard Sport Economy Index, w którym wzięło udział ponad 10 000 Europejczyków,  w tym roku sportowe wydarzenia na żywo będą cieszyły się popularnością, mimo nadal obowiązujących obostrzeń. 74% ankietowanych Polaków deklaruje, że zamierza dopingować swoje drużyny i sportowców na żywo, głównie podczas meczów piłki nożnej (59%), siatkówki (36%) oraz zawodów lekkoatletycznych (19%). Wynik ten plasuje Polskę, obok Hiszpanii (79%) i Bułgarii (77%), wśród krajów najbardziej entuzjastycznie podchodzących do sportowych emocji na żywo. Podobnie sytuacja wyglądała w 2021 roku – to Polacy (ex aequo z Hiszpanami i Włochami) najczęściej gościli na halach, arenach i boiskach sportowych podczas organizowanych tam rozgrywek i zawodów (52%).

Co trzeci Polak twierdzi, że zainteresował się nowym rodzajem sportu podczas pandemii. To oznacza, że przed wieloma dyscyplinami, takimi jak np. e-sport, otwiera się nowa perspektywa i potencjał do zdobycia kolejnych fanów. Dwa lata uciążliwych ograniczeń sprawiły, że wiele osób nie mogło w czasie wolnym brać udziału w wydarzeniach sportowych rozgrywanych na stadionach i arenach. Popularną alternatywą stała się zatem indywidualna aktywność fizyczna w domu lub na powietrzu. Z analizy przeprowadzonej przez Mastercard wynika, że w minionym roku Polacy najchętniej uprawiali piesze wycieczki, grali w piłkę nożną i biegali. W 2022 roku możemy spodziewać się rosnącej liczby miłośników narciarstwa i tenisa.

Polacy coraz bardziej aktywni

Zgodnie z wynikami raportu Mastercard Sport Economy Index 44% Polaków twierdzi, że obecnie są bardziej aktywni fizycznie niż przed pandemią. 60% przyznaje, że woli uprawiać sport w domu lub na świeżym powietrzu niż na siłowni, basenie czy hali sportowej. 47% deklaruje, że w ciągu minionych 18 miesięcy wydało więcej na sprzęt sportowy niż przed okresem pandemii. W 2021 r. co piąty badany (20%) na ten cel przeznaczył od 551 do 1 380 zł. Nasze wydatki na odzież i obuwie sportowe najczęściej nie przekraczały 550 zł.

Optymistyczne perspektywy dla widowisk sportowych na żywo

Przyszłość sektora sportowego zapowiada się obiecująco, a Polacy mają nadzieję, że będą mogli wrócić do oglądania ulubionych zespołów i zawodników na żywo. W końcu czeka nas rok ekscytujących rozgrywek sportowych, które rozpoczęły się już w zeszłym miesiącu od sponsorowanych przez Mastercard zawodów Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w austriackim Kitzbühel.

Jednocześnie, wiele osób nie potrafi zaspokoić swojej sportowej pasji tylko poprzez oglądanie zawodów w telewizji. Jak wynika z badania Mastercard, prawie co trzeci (30%) respondent z Polski traci zainteresowanie sportem, gdy nie może osobiście uczestniczyć w meczach lub zawodach. 63% Polaków przyznało, że woli oglądać rozgrywki sportowe na żywo niż w telewizji. W czasach zamkniętych stadionów kibicom najbardziej brakuje atmosfery i kontaktu z innymi fanami. 46% respondentów deklaruje, że w 2022 roku ich zainteresowanie sportem wzrośnie, jeśli będą mogli oglądać widowiska sportowe na arenach i boiskach. To pokazuje, jak duże znaczenie dla  kultury i społeczeństwa ma uczestniczenie w wydarzeniach sportowych na żywo.

Gotowi na sportowe podróże

Polacy liczą na to, że w ciągu kolejnych 12 miesięcy będą mogli więcej podróżować. 34% z nich planuje wyjechać na sportowe wakacje w tym roku, a 58% jest gotowych podróżować za granicę, aby obejrzeć wydarzenie sportowe na żywo.

Z sondażu Mastercard wynika, że 41% Polaków planowało w tym sezonie narciarskim wyjazd w góry. W zeszłym roku, gdy wiosną i jesienią stopniowo ponownie otwierano stoki narciarskie, wydatki zagranicznych gości na sport w Austrii, Francji, Włoszech i Szwajcarii przekroczyły poziomy sprzed pandemii.

W ciągu najbliższych 12 miesięcy Mastercard będzie sponsorem  wielu najpopularniejszych wydarzeń sportowych i e-sportowych w Europie, w tym m.in. Ligi Mistrzów UEFA, wielkoszlemowego turnieju golfowego The Open, Roland Garros, Pucharu Świata Kobiet w Rugby oraz Mistrzostw Europy w League of Legends.

Źródła:

Sondaż przeprowadziła firma Dynata, która między 24 listopada a 14 grudnia 2021 r. przenalizowała N=1000 odpowiedzi na każdym z następujących rynków: Austria, Francja, Niemcy, Włochy, Polska, Hiszpania, Bułgaria, Słowenia i Wielka Brytania, a partnerzy ankietowi dostarczyli N=1000 odpowiedzi z Rosji.

W analizie Mastercard Economics Institute uwzględniono zagregowane i zanonimizowane dane dotyczące sprzedaży w sieci Mastercard w Austrii, Belgii, Chorwacji, Czechach, Finlandii, Francji, Niemczech, Grecji, Irlandii, Włoszech, Holandii, Polsce, Portugalii, Rumunii, Rosji, Słowacji, Słowenii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Mastercard Economics Institute powstał w 2020 roku i analizuje trendy makroekonomiczne z perspektywy konsumentów.

Ulga B+R ze wzrostem liczby beneficjentów

Z danych udostępnionych przez Ministerstwo Finansów wynika, że ulga badawczo-rozwojowa kolejny rok z rzędu notuje wzrosty dotyczące zarówno liczby podatników z niej korzystających, zidentyfikowanych kosztów kwalifikowanych, jak i wysokości dokonanych odliczeń. W 2020 r. po ulgę sięgnęło o 22 proc. więcej podatników CIT oraz o 34 proc. więcej podatników PIT niż rok wcześniej. Wysokość dokonanych odliczeń wyniosła łącznie 3,639 mld zł, co stanowi wzrost o 43 proc. w porównaniu z 2019 r.

Ulga B+R pozwala obniżać wartość podatku dochodowego w związku z ponoszeniem kosztów na realizację działalności badawczo-rozwojowej. Po upływie 5 lat od jej wprowadzenia wydaje się, że ten proinnowacyjny mechanizm jest coraz lepiej rozumiany przez przedsiębiorców, a co za tym idzie, coraz chętniej z niego korzystają. Jak tłumaczy Kinga Gala, konsultantka w Dziale innowacji, ulg i dotacji w Ayming Polska, potwierdzają to dane płynące z MF.

W pierwszym roku obowiązywania ulgi (2016) rozliczyło ją zaledwie 528 podatników PIT i CIT. Trzy lata później, po wprowadzeniu szeregu zmian uatrakcyjniających tę preferencję, było to 2 537 podmiotów. Rok 2020 przyniósł kolejny przyrost – 3 237 przedsiębiorców otrzymało zwrot podatkowy w nagrodę za swoją innowacyjność. Wykazane koszty kwalifikowane wzrosły odpowiednio o 37 proc. dla CIT-owców oraz 39 proc. dla PIT-owców w stosunku do 2019 r. Jednak w tej beczce miodu jest i łyżka dziegciu. Z naszego badania wynika, że 48 proc. firm z innowacyjnych sektorów nawet nie słyszało o uldze B+R – komentuje ekspertka.

Liczba beneficjentów ulgi B+R w latach 2016-2020Ulga B+R ze wzrostem liczby beneficjentów

Wysokość odliczeń ulgi B+R w latach 2016-2020 (łącznie CIT I PIT)Ulga B+R ze wzrostem liczby beneficjentów 2

Koszty osobowe bardziej atrakcyjne

Kategorią kosztów kwalifikowanych, które były najczęściej wskazywane do odliczenia w ramach ulgi B+R, pozostają, podobnie jak w latach poprzednich, koszty osobowe. W 2020 r. wysokość tych kosztów wskazana przez podatników CIT wyniosła 3,111 mld zł, co stanowiło 72 proc. wszystkich rozliczanych kosztów kwalifikowanych. W przypadku podatników PIT stosunek ten wyniósł 52 proc. Na drugim miejscu znalazły się koszty materiałów i surowców.

Dobrą wiadomością dla podatników rozliczających koszty osobowe jest to, że od 2022 r. kwota obniżająca należny podatek znacząco wzrośnie. Zgodnie z uchwalonymi zmianami dotyczącymi ulgi na badania i rozwój, od stycznia 2022 r. koszty osobowe odliczane będą nie w 100 proc., lecz w wartości dwukrotnie wyższej. W praktyce oznacza to, że każdy wydany 1 mln zł, stanowiący kwalifikowane koszty osobowe, przyniesie podatnikowi CIT aż 380 tys. zł oszczędności zamiast dotychczasowych 190 tys. – zauważa Kinga Gala.

Korzyści z zatrudniania innowatorów

Uatrakcyjnienie wysokości odliczeń kosztów osobowych w uldze B+R może przełożyć się na wzrost poziomu zatrudnienia w firmach realizujących prace badawczo-rozwojowe lub też na wzrost wynagrodzeń specjalistów rozwijających innowacje. Inną preferencją podatkową, która nagrodzi zatrudnianie innowatorów, będzie wprowadzona w 2022 r. ulga na innowacyjnych pracowników. Pozwoli ona podatnikom realizującym projekty badawczo-rozwojowe odliczyć koszty zidentyfikowane w ramach ulgi B+R mimo odnotowanej straty podatkowej lub pomimo poniesienia kosztów działalności B+R przekraczających dochód w danym roku podatkowym.

Ulga na innowacyjnych pracowników umożliwi bieżące obniżanie zaliczek na podatek dochodowy PIT w odniesieniu do specjalistów realizujących projekty badawczo-rozwojowe w przynajmniej 50 proc. swojego czasu pracy. Redukcja tych zaliczek może być stosowana do momentu osiągnięcia sumarycznej, niewypłaconej do US kwoty stanowiącej równowartość ulgi B+R, której podatnik nie miał możliwości wykorzystać w poprzednim roku podatkowym – dodaje Tomasz Stańczyk, manager ds. ulg proinnowacyjnych w Ayming Polska.

Odliczenia i korekty

Standardowo podatnicy CIT na rozliczenie ulgi B+R za rok 2021 mają czas do 30 marca. Na razie Ministerstwo Finansów nie zapowiada przesunięcia tego terminu w związku z pandemią, co zdarzyło się w dwóch poprzednich latach. Należy pamiętać, że przedsiębiorcy mogą nie tylko rozliczać ulgę na bieżąco, ale także złożyć korekty za lata przeszłe. Rok 2022 jest ostatnim, kiedy istnieje możliwość korygowania zeznań za 2016 r. Zatem podatnicy mają jeszcze czas na ponowną analizę prowadzonych wówczas działań badawczo-rozwojowych i skorzystanie z ulgi B+R.

 

Ile podwyżek stóp procentowych jeszcze przed nami?

Oczekiwania dotyczące wysokości podwyżek stóp procentowych rosną. Schładzanie gospodarki musi być bardzo precyzyjne, aby nie zakończyło się recesją.

– Spodziewam się, stopy procentowe NBP wzrosną w okolice 4% i to szybciej niż przed końcem tego roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. –Takie stopy procentowe możemy mieć już jesienią, bo proces ich podwyższania musi być zagęszczony w czasie, jeżeli ma okazać się skuteczny w walce z inflacją.

Prawdopodobne jest, że ten proces podwyżek zostanie zatrzymany na etapie, gdy okaże się, że pogorszyła się koniunktura gospodarcza.

Jednak jak na razie prognozy analityków rosną, a przyczyną jest ostatnia wypowiedź prezesa NBP, który powiedział, że być może stopy procentowe trzeba będzie podnieść bardziej niż dotychczas oczekiwał tego rynek.

– To była zaskakująca wypowiedź, bo do tej pory można było mieć wrażenie, że NBP chce trochę te oczekiwania tonować – wyjaśnia ekspert XTB. – Po tej wypowiedzi rynkowe oczekiwania są takie, że podstawowe stopy wzrosną do 4,5% i nie wykluczam takiego scenariusza.

Dwa rynkowe sygnały będą istotne. Czy presja inflacyjna zacznie ustępować? Czy nie dojdzie do nadmiernego schłodzenia koniunktury gospodarczej?

– Szukanie odpowiedzi na pytanie czy najbliższa podwyżka wyniesie 50 lub 75 pkt. bazowych, a może 25 lub 100 punktów jest dziś jak rzucanie monetą – dodaje P.Kwiecień. – Jeżeli RPP chce prowadzić spójną politykę komunikowania się z rynkiem, to powinna zostać przy podwyżce o 50 pkt.

Inflacja w Polsce jest bardzo wysoka, bo decyzje o podwyżkach stóp były spóźnione i komunikowanie się z rynkiem niespójne. Efektem są wysokie oczekiwania inflacyjne, które mogą okazać się groźniejsze od odczytów inflacyjnych. Czyli kupujemy szybko bo spodziewamy się wyższych cen, a producenci podnoszą ceny, bo podaż nie zaspakaja popytu. I grozi nam, że inflacja na długo pozostanie odległa od celu inflacyjnego, który jest korzystny dla polskiej gospodarki.

Rynek pracy jest mocny. Możliwe są nawet dwucyfrowe wzrosty wynagrodzeń w kolejnych miesiącach, liczone rok do roku. Taka sytuacja sprzyjałaby utrzymywaniu się wysokiej inflacji.

– Istotne będą dane GUS za styczeń, bo dowiemy się czy grudniowe wzrosty wynagrodzeń były wywołane dodatkowymi obawami o skutki podatkowe zmian wprowadzanych poprzez Polski Ład. – Przy mocnym popycie możliwe jest jednak też to, że pracownicy wynegocjowali lepsze warunki płacowe.

Nie ma jednak innego wyjścia w walce z inflacją jak schłodzenie gospodarki. Przeprowadzane precyzyjnie, aby nie skończyło się recesją.

Hivelocity nowym partnerem Beyond.pl

Hivelocity, globalny dostawca serwerów dedykowanych i chmury prywatnej działający na 7 kontynentach, rozpoczyna korzystać z kolokacji oraz usług zarządzanych w Beyond.pl. Współpraca ma związek z nowym projektem z obszaru blockchain, który Hivelocity realizuje w 30 lokalizacjach, także w Polsce.

W ramach współpracy Beyond.pl dostarcza kompleksowy pakiet usług, w tym kolokację, usługi łączności oraz administrację IT. Infrastruktura Hivelocity jest utrzymywana w Data Center 2 Beyond.pl w Poznaniu, które jest strategicznie zlokalizowane w centrum Europy Środkowo-Wschodniej. Jest to obecnie najbezpieczniejszy obiekt w całej Centralnej Europie i jedna z trzech serwerowni w całej Unii Europejskiej spełniająca standard Rated 4 ANSI/TIA-942. Dzięki współpracy z Beyond.pl Hivelocity powiększył liczbę centrów danych, za pośrednictwem których świadczy usługi chmury prywatnej i serwerów dedykowanych, do 32.

Poszukiwaliśmy lokalizacji usytuowanej geograficznie w obrębie Unii Europejskiej, efektywnej kosztowo i bardzo dobrze skomunikowanej z Frankfurtem, Amsterdamem, Londynem i Paryżem. Beyond.pl w pełni spełnił nasze wymagania techniczne. Co więcej, w toku prac zespoły techniczne udowodniły, że jakość obsługi w Beyond.pl jest porównywalna z najlepszymi dostawcami w Europie Zachodniej. Nasza współpraca przebiegała bardzo profesjonalnie już od pierwszego kontaktu z przedstawicielami firmy — mówi Richard Nicholas, Senior Vice President of Corporate Development w Hivelocity.

Uruchomienie kolokacji i usług supportowych zostało zrealizowane w ciągu zaledwie 2 miesięcy od pierwszego kontaktu. Beyond.pl odpowiadał za kompleksowy wdrożenie i instalację infrastruktury IT klienta w komorach serwerowych Data Center 2.  Aktualnie korzysta z usług kolokacji, zdalnego wsparcia technicznego Smart Hands oraz usług łączności, w tym dostępu do ruchu internetowego o globalnym zasięgu oraz usług cross-connect.

Coraz więcej międzynarodowych organizacji spogląda w kierunku polskiego rynku data center. Cieszę, że jesteśmy ich pierwszym wyborem. Jestem przekonany, że nasza oferta w zakresie bezpieczeństwa i dostępności usług jest wiodąca na rynku, a dostępne moce produkcyjne wynikające z rozbudowy kampusu w Poznaniu, zoptymalizowana oferta łączności, uzupełniona o zasilanie obiektów w 100% energią odnawialną stanowią silne argumenty dla naszych klientów. Dziękuję za zaufanie jakim obdarzyło nas Hivelocity. Dołożymy wszelkich starań, aby nasza współpraca rozwijała się dynamicznie wspierając równocześnie dalszy wzrost biznesu Hivelocity — komentuje Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl.

Do nawiązania współpracy między spółkami przyczyniły się inwestycje w rozwiązania connectivity, które Beyond.pl dostarczył w ubiegłym roku.  W marcu 2021 roku uruchomiono Beyond East-West Corridor — korytarz telekomunikacyjny umożliwiający zestawianie połączeń między Poznaniem a Frankfurtem z opóźnieniem na poziomie zaledwie 11 milisekund w obie strony. Z kolei w sierpniu 2021 r. Beyond.pl zwiększył swój międzynarodowy zasięg poprzez nawiązanie współpracy z firmą Megaport. Globalny dostawca usług łączności umożliwia Beyond.pl zestawianie bezpośrednich i bezpiecznych połączeń z centrami danych na całym świecie. W efekcie klienci spółki zyskali dostęp do 700 obiektów działających w ekosystemie Megaport. W efekcie klienci spółki zyskali dostęp do wielu globalnych rozwiązań chmurowych oraz ponad 700 obiektów działających w ramach ekosystemu Megaport.

Piotr Kuberka nowym prezesem zarządu Shell Polska

Piotr Kuberka, zajmujący stanowisko globalnego wicedyrektora ds. procesów podatkowych, z początkiem lutego br. został nominowany na prezesa zarządu Shell Polska. Piotr Kuberka przejął tę rolę po Piotrze Dziwoku, który będzie kontynuował karierę poza strukturami firmy.

Piotr Kuberka jest związany z Shell Polska od 19 lat. Swoją karierę w firmie rozpoczął jako manager ds. podatków, wspierając rozwój biznesu w Polsce, a następnie na rynku Europy Środkowo-Wschodniej. Po oddelegowaniu do głównej siedziby Shell w Hadze, przez kolejne 5 lat zarządzał globalnymi projektami standaryzacji raportowania i rozliczeń podatkowych. Po powrocie do Polski w 2014 roku objął stanowisko Tax Process Owner w Shell Business Operations (SBO) w Krakowie. Następnie w 2019 roku został powołany na globalnego wicedyrektora ds. procesów podatkowych, a w ramach swojej roli zarządza ponad 600‑osobowym zespołem rozmieszczonym w 4 krajach w Europie i Azji. W tym samym roku Piotr Kuberka podjął się też kierownictwa Centrum Operacji Finansowych w SBO Kraków, jednym z globalnych centrów operacyjnych Shell.

Piotr jest absolwentem wydziału prawa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ukończył również studia prawnicze i z międzynarodowego prawa podatkowego na Uniwersytecie w Hamburgu oraz studia finansowe dla managerów w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada także certyfikat specjalisty ds. zarządzania projektami (PMP – Project Management Professional). Jego wykształcenie i dotychczasowe doświadczenie będą cenne na nowym stanowisku, które do tej pory obejmował Piotr Dziwok. Dotychczasowy prezes zarządu Shell Polska, po 27 latach współpracy z Shell będzie kontynuował karierę poza strukturami firmy.

Awans na prezesa zarządu Shell Polska to zdecydowanie wielkie wyróżnienie, ale również wyzwanie. Jest mi niezmiernie miło, że zostałem obdarzony takim zaufaniem oraz szansą realnego wpływu na rozwój firmy. Jestem pewien, że razem z ponad 4,7 tys. załogą Shell Polska będziemy udoskonalać naszą obecną ofertę jak również rozwijać firmę w nowych obszarach. Moją ambicją jest wykorzystanie doświadczeń z pracy z biznesem w Warszawie, kompetencji zdobytych w centrali w Hadze oraz wiedzy wyniesionej z Centrum Operacji Finansowych w Krakowie aby w pełni wykorzystać potencjał Shell Polska. W szczególności teraz, gdy Shell dąży do zeroemisyjności, chcę doprowadzić do dalszego rozwoju naszej spółki w Polsce na rynku odnawialnych źródeł energii – mówi Piotr Kuberka, nowo powołany prezes zarządu Shell Polska.

Shell Polska w ostatnich latach intensywnie inwestuje w swoje stacje, skupiając się na modernizacji istniejących obiektów, optymalizacji sieci, digitalizacji, podnoszeniu jakości obsługi oraz rozszerzaniu oferty pozapaliwowej. W lutym 2021 r. firma ogłosiła strategię neutralności klimatycznej, w ramach której celem jest stanie się przedsiębiorstwem energetycznym o zerowej emisji netto do 2050 r. zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa. Z tego względu Shell inwestuje m.in. w LNG (jako paliwo przejściowe) czy ładowarki elektryczne.

Natomiast Shell Business Operations w Krakowie, w którym Piotr Kuberka pracował przez ostatnie lata, to jedno z największych i najbardziej nowoczesnych centrów biznesowych w Polsce. Z zatrudnieniem na poziomie 4,4 tys. osób, SBO jest jednym z najważniejszych pracodawców w Małopolsce. SBO Kraków działa od 16 lat i obsługuje 13 linii biznesowych, wspierając operacje Shell na całym świecie z obszarów m.in. finansów, zakupów, obsługi klienta, logistyki, IT czy zarządzania kadrami.

Nowe maksima rentowności amerykańskich 10-latek

Amerykański rynek akcji wydawał się nieco zdezorientowany po publikacji piątkowych danych na temat rynku pracy w USA w styczniu. Ze względu na rekordowo silną styczniową falę zarażeń COVID-19 w styczniu oczekiwania ekonomistów wobec danych na temat zatrudnienia w tym miesiącu były raczej stonowane. I co prawda stopa bezrobocia lekko podbiła do 4 proc., ale styczniowy wzrost liczby zatrudnionych w sektorze pozarolniczym o 467 tysięcy osób oraz bardzo znaczące rewizje danych za listopad (z +199 tys. do +510 tys.) oraz grudzień (z+249 tys. do +647 tys.) jednoznacznie pokazywały siłę tamtejszego rynku pracy.

Do przedcovidowego poziomu zatrudnienia z lutego 2000 (152,5 mln osób) brakowało w styczniu jeszcze 2,9 mln (149,6 mln osób). Te „dobre” dane miały oczywiście dwuznaczną wymowę – silny rynek pracy to sygnał zdrowia gospodarki, ale równocześnie presja na FED by pospieszyć się z zaostrzaniem polityki pieniężnej – więc wyniki piątkowej sesji były na Wall Stret dwuznaczne: Nasdaq Composite wzrósł o 1,58 proc., a S&P 500 o +0,52 proc., ale średnia przemysłowa Dow Jonesa spadła o 0,6 proc.

Z interpretacją tych danych nie miał natomiast problemów amerykański rynek obligacji skarbowych. Piątkowy wzrost rentowności tamtejszych 10-latek wyniósł ją na najwyższy poziom od stycznia 2020. Dziś rano rentowności lekko spadały (1,907 proc.). Tamtejsze 2-latki po raz pierwszy od 2 lat przekroczyły 1,3 proc. W Azji dziś rano na najwyższy poziom od 3,5 roku wyszła rentowność 10-latek w Korei Południowej.

W Chinach zakończyły się obchody tamtejszego nowego roku w kalendarzu księżycowym i Shanghai Composite odbił w górę o +2,03 proc. Na drugim biegunie były akcje w Indiach, gdzie SENSEX 30 stracił dziś 1,93 proc. Swe nowe, przynajmniej roczne maksima ustanowiły dziś indeksy giełd w Singapurze i Indonezji, przy czy w tym ostatnim przypadku był to historyczne rekord.

Cena ropy naftowej oscylowała w okolicach najwyższych od 2014 roku poziomów. W piątek nowe historyczne rekordy ustanowiła cena kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla w UE. Kurs tych kontraktów jest obecnie 20-krotnie wyższy niż jeszcze 5 lat temu.
Kurs EUR/USD lekko korygował bardzo silny wzrost z okresu poprzednich 6 sesji.
Kurs BTC/USD rósł po raz kolejny (+2,4 proc.) dziś rano.

Wojciech Białek
DM TMS Brokers

Deloitte: Prawie dwie trzecie funduszy Private Equity zamierza w pierwszej połowie 2022 r. skupić się na nowych inwestycjach

Mimo spadków, zanotowanych pod koniec ubiegłego roku, indeks nastrojów PE utrzymuje się wyraźnie powyżej średniej.

Po blisko dwóch latach niepewności spowodowanej pandemią, fundusze Private Equity z optymizmem patrzą na nadchodzące miesiące. Jak wynika z badania What goes up… Private Equity Confidence Survey Central Europe, Winter 2022, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, rok po największych wzrostach wskaźników nastrojów sektora PE, deklaracje respondentów z końca 2021 r. wskazują na wejście w fazę równowagi i normalizacji. Jednocześnie, 58 proc. z nich ocenia, że warunki gospodarcze nie ulegną w najbliższym czasie pogorszeniu, a już tylko co piąty spodziewa się wzrostu cen oczekiwanych przez oferentów.

W grudniu 2020 r. opracowany prze firmę doradczą Deloitte indeks nastrojów sektora Private Equity dla regionu Europy Środkowej i Wschodniej zanotował najbardziej dynamiczny wzrost w swojej historii, by w czerwcu minionego roku dojść do 149 pkt (tylko 10 pkt mniej od rekordu z kwietnia 2007 r.). Po roku wyniki badania pokazują, że poziom zaufania ankietowanych powrócił do bardziej zrównoważonych wskazań. Wartość indeksu spadła do 119 pkt, ale wciąż utrzymuje się wyraźnie powyżej 10-letniej średniej.

– Zanotowane w grudniu ubiegłego roku spadki wskazań indeksu optymizmu wydają się świadczyć o pewnej normalizacji wśród inwestorów Private Equity, którzy już nie muszą gwałtownie reagować i dopasowywać swoich strategii do błyskawicznie zmieniających się warunków pandemicznych. W związku z oczekiwaniami dotyczącymi nowych inwestycji, skali transakcji czy spodziewanych cen, wyniki naszego badania wskazują na pozytywne nastroje wśród przedstawicieli tej branży w nadchodzących miesiącach i stabilniejszy obraz całego rynku PE – mówi Agnieszka Zielińska, partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Oznaki pozytywnej zmiany

Zaufanie sektora PE do gospodarki słabnie, ale wciąż pozostaje dość optymistyczne. Ponad połowa respondentów spodziewa się, że warunki pozostaną takie same (41 proc.) lub nawet się poprawią (17 proc.). Jak wynika z badania, według respondentów niemożliwe było utrzymanie trendu z ostatnich dwóch lat, kiedy w czterech kolejnych edycjach badania ocena klimatu gospodarczego sukcesywnie rosła – w listopadzie 2019 r. żaden z respondentów nie wspominał o możliwości poprawy nastrojów, a w czerwcu 2021 r. nikt nie spodziewał się pogorszenia warunków – po raz pierwszy od 2007 roku.

Co więcej, niemal dwie trzecie pytanych (61 proc.) spodziewa się, że w pierwszej połowie 2022 r. skupi się na nowych inwestycjach, co jest nieznacznym wzrostem względem poprzedniego badania (o 2 p.p.). Nie jest to duża poprawa, ale oznacza odwrót od wcześniej notowanych spadków wskazań.

Coraz zdrowszy rynek i bardziej stabilne ceny

Jak pokazują wyniki badania Deloitte, wielkości transakcji ulegają stabilizacji, a ponad połowa (57 proc.) kupujących oczekuje, że ich skala utrzyma się na tym samym poziomie. Oznacza to wyraźny wzrost odsetka takich ocen w porównaniu z 37 proc. w poprzednim badaniu. Podobnie odsetek respondentów spodziewających się większych transakcji gwałtownie spadł o taką samą wartość – z 59 proc. w okresie letnim do 39 proc. obecnie. W rzeczywistości wynik ten, choć niższy niż w poprzednim badaniu, stanowi drugi najwyższy poziom od 2007 r.

Badanie pokazuje, że duże transakcje pozostają wyjątkiem w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie najpowszechniejsze są średniej wielkości inwestycje PE.

Respondenci przewidują, że notowany w ubiegłym roku wzrost cen może się nie utrzymać. Podczas gdy 43 proc. zauważyło ich zwyżkę w drugiej połowie 2021 r., podobny odsetek (46 proc.) ocenia, że w pierwszej połowie bieżącego roku pozostaną takie same. Co więcej, ich ponownych wzrostów w tym roku spodziewa się tylko 22 proc. ankietowanych. Jest to bardzo wyraźny spadek takich wskazań z 41 proc. w poprzednim badaniu. W grudniu znacznie częściej niż latem pytani przewidują też, że ceny spadną w pierwszej połowie 2022 r. – wtedy tak uważało 6 proc., teraz już jedna piąta.

Umiarkowany wpływ pandemii na inwestycje PE

W odpowiedziach zebranych pod koniec ubiegłego roku nie widać specjalnie wpływu pandemii na strategie i plany działania inwestorów PE w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Dwie trzecie ankietowanych (67 proc.) nie planuje zmiany swoich dotychczasowych założeń inwestycyjnych, a tylko 15 proc. rozważa dopasowanie aktywności do nowych okoliczności. Z 20 do 13 proc. spadł też odsetek deklarujących, że poszukują dodatkowych lub innych obszarów, gdzie mogliby zainwestować.

Covid-19 w różny sposób dotknął poszczególnych obszarów aktywności firm wspieranych przez fundusze Private Equity. 65 proc. ankietowanych największy wpływ pandemii dostrzega w zachwianiu łańcuchów dostaw i bieżącej działalności operacyjnej, a 52 proc. w efektach wywieranych na pracowników. Prawie jedna czwarta pytanych na nowo ocenia możliwości wzrostu poprzez ekspansję międzynarodową lub przejęcia, co odzwierciedla pojawienie się w pandemii nowych możliwości rozwoju – mówi Agnieszka Zielińska.

Jednocześnie, samo przejście na pracę zdalną czy hybrydową w niewielkim stopniu wpłynęło na zarządzanie zasobami ludzkimi w spółkach portfeloywch funduszy. Choć prawie jedna trzecia uważa, że nowy model wykonywania obowiązków sprawił, że pozyskiwanie talentów stało się bardziej wymagające i dlatego wymaga większego zaangażowania, 71 proc. ankietowanych nie zmieniło swojego podejścia do tych kwestii.

O badaniu

Badanie CE PE Confidence Survey od 2003 r. co 6 miesięcy śledzi zmieniające się nastroje inwestorów w Europie Środkowo-Wschodniej. Ta edycja skupia się na oczekiwaniach obejmujących okres od grudnia 2021 do czerwca 2022 roku. PE Confidence Index obliczany jest na podstawie otrzymanych od specjalistów PE skupionych na Europie Środkowej i Wschodniej odpowiedzi na pytania dotyczące: klimatu gospodarczego, dostępności długu, koncentracji inwestorów, wielkości transakcji, aktywności rynkowej, zwrotu z inwestycji, działań inwestorów. Okresowe średnie wskazań pozytywnych są porównywane z wiosną 2003 r. W ten sposób obliczany jest Indeks zaufania PE dla tego regionu. Ankieta zawiera również pytania dotyczące wpływu Covid-19 na branżę PE, a także agendy zrównoważonego rozwoju i ESG oraz technologii.

Znikają księgarnie. Niemal co 10. widnieje w Krajowym Rejestrze Długów

Ostatni raport Ogólnopolskiej Bazy Księgarń wskazuje, że w Polsce funkcjonuje 1748 księgarń. Prawie co dziesiąta z nich widnieje już w Krajowym Rejestrze Długów. Trafiło tam również 174 wydawców, którzy mają na koncie milionowe zobowiązania finansowe, spowodowane w głównej mierze przez… niepłacące księgarnie.

Pandemia dała w kość księgarzom, choć wydawać by się mogło, że domowa izolacja Polaków powinna sprzyjać nadrabianiu zaległości w lekturze. I teoretycznie tak było: jeszcze w grudniu 2020 r., w badaniu KRD na temat czytelnictwa i korzystania z księgarń w pandemii, blisko czterech na dziesięciu Polaków przyznało, że książki (w różnej formie) kupuje chętniej niż przed pojawieniem się koronawirusa. Według raportu Nielsen BookScan na zlecenie Biblioteki Analiz, w 2020 roku nasi rodacy kupili łącznie ok. 100 mln książek w wersji papierowej. Niestety liczne obostrzenia i lockdowny, zniechęciły nas do zakupów w tradycyjnych księgarniach. Na tej zmianie zdecydowanie zyskał e-commerce. Internetowi sprzedawcy książek chwalą się 60-80 procentowymi wzrostami sprzedaży. Co czwarty czytelnik, który wcześniej kupował książki wyłącznie w stacjonarnych księgarniach, obecnie zamawia je również przez Internet. Nie pozostało to bez wpływu na sytuację tych pierwszych. O ile w 2019 roku zniknęły 74 takie placówki, to w 2020 roku już 266, a w pierwszej połowie 2021 roku 98.

Oprócz nawyków zakupowych, zmieniły się także nasze preferencje czytelnicze. W ślad za książką papierową podąża książka cyfrowa. Według sondażu przeprowadzonego w sierpniu 2021 roku przez CBOS, 65 proc. respondentów sięga po książki papierowe, ale już 7 proc. badanych woli e-booki. Te ostatnie cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Książki papierowe natomiast stają się produktem luksusowym. Co gorsza, ich produkcja powoli przestaje się opłacać.

Nasze drogie książki

Rosnące już od kilku miesięcy ceny celulozy, papieru (w tym papieru offsetowego), a także podwyżki cen energii obracają się przeciwko branży księgarskiej. Obserwowany obecnie spadek zamówień drukarskich i zmniejszenie produkcji papieru nie pomogą w tegorocznej sprzedaży książek, podobnie jak galopująca inflacja. W odpowiedzi na wysokie ceny żywności i mediów (gaz, prąd), wiele gospodarstw domowych w pierwszej kolejności zrezygnuje właśnie z zakupu książek. Według najnowszego badania KRD „Portfel statystycznego Polaka w pandemii”[1], 48 proc. gospodarstw domowych, po opłaceniu rachunków, dysponuje kwotą nie większą niż 1500 zł, zaś wydatki na kulturę, w tym również na książki, zajmują przedostatnią pozycję na liście priorytetów płatniczych Polaków i z reguły stanowią nie więcej niż 3 proc. domowych wydatków w miesiącu.

Zdaniem przedstawicieli branży księgarskiej wszystkie materiałowe składniki produkcji książek podrożały o 30-100 proc. Finalne koszty tych podwyżek poniesie klient końcowy, płacąc za to wysoką cenę detaliczną. Tylko czy rzeczywiście będzie skłonny za to zapłacić?

Księgarnie z problemami

Na koniec 2021 roku w bazie danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej były wpisane 163 księgarnie zadłużone na 12,1 mln zł. To blisko 10 proc. rynku, biorąc pod uwagę, że w Polsce jest 1748 księgarń według danych Ogólnopolskiej Bazy Księgarń[2]. Ich średnie zadłużenie wynosi 74 424 zł, choć są regiony w kraju, jak np. województwo mazowieckie, gdzie przeciętny dług to już prawie 255 tys. zł.

Również w województwie mazowieckim notujemy największy odsetek zadłużonych księgarń spośród wszystkich tu działających: 13 proc. Dość wysoki odsetek zadłużonych księgarzy jest też w województwach: łódzkim – 12,5 proc., opolskim – 12,1 proc. i lubelskim – 12 proc. Na drugim biegunie, czyli z najniższym wskaźnikiem zadłużonych placówek, znajdują się: województwo podlaskie – 3,3 proc., kujawsko-pomorskie – 4,8 proc. i małopolskie – 4,9 proc. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że co dziesiąta księgarnia w Polsce widnieje w KRD jako dłużnik – podsumowuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

W podziale na formę prawną blisko 60 proc. całego zadłużenia przypada na spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Po 20 proc. mają do spłacenia jednoosobowe działalności gospodarcze i spółki akcyjne.

Najwięcej księgarze są winni innym firmom z branży handlowej i hurtowniom (w tym sprzedawcom artykułów piśmienniczych) – 6,7 mln zł. Ponad 1,6 mln zł stanowią długi wobec wtórnych wierzycieli, czyli funduszy sekurytyzacyjnych, skupujących przeterminowane zobowiązania finansowe od banków i innych instytucji finansowych. Ale aż 2,1 mln zł księgarze są winni wydawcom, co negatywnie wpływa na sytuację finansową tych ostatnich, zwłaszcza małych.

Błędne koło wydawców

W efekcie, według danych KRD, zadłużenie wydawnictw wynosi ponad 4,4 mln zł. Statystyczny dług jednego wydawcy to 25,3 tys. zł, ale są regiony, jak np. województwo łódzkie, gdzie średnie zadłużenie przekracza 101 tys. zł.

Blisko połowę łącznego zobowiązania wydawców (2 mln zł) próbują odzyskać wtórni wierzyciele (fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne), 1,1 mln zł to zobowiązania wobec instytucji finansowych (banków, firm leasingowych). Prawie pół miliona stanowią długi wobec drukarni.

Niestety to właśnie wydawcy, którzy wypuszczają książkę w świat i powołują ją do życia, są największą ofiarą kłopotów finansowych księgarzy. 90 procent całego zadłużenia mogliby natychmiast spłacić, gdyby nie fakt, że nierzetelni kontrahenci trzymają ich w szachu, opóźniając bądź wstrzymując wobec nich płatności za zamówione towary. Niechęć lub niemożność upominania się o swoje skutkuje tym, że wydawnictwo, które czeka na pieniądze od klientów, w końcu samo staje się niewypłacalne. A to już najprostsza droga do utraty płynności finansowej i bankructwa – wyjaśnia Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Na razie to księgarnie znikają z rynku. Spółka Dom Książki, do której należą księgarnie BookBook, pod koniec grudnia 2021 r. złożyła do warszawskiego sądu rejonowego wniosek o upadłość.

[1] Ogólnopolskie badanie „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” zostało przeprowadzone w grudniu 2021 r. przez TGM Research na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej techniką wywiadów internetowych (CAWI). na reprezentatywnej próbie Polaków w wieku 18-74 lata. Próba była kontrolowana ze względu na płeć, wiek, wykształcenie i miejsce zamieszkania (wielkość zamieszkania i region – NUTS1). Do badania wchodziły osoby zorientowane w wydatkach gosp. domowego – odpowiedzialne / współodpowiedzialne m.in. za opłacanie rachunków czy zakupy spożywcze (ponad 90% dorosłej populacji) Kwoty zostały wyznaczone na podstawie rozkładu cech w populacji Polski, publikowanych przez GUS. W sumie zrealizowano 1004 wywiady.

[2] https://obk.pik.org.pl/news/report

Dane z CEIDG: W 2021 r. Polacy wnieśli blisko 300 tys. wniosków o założenie jednoosobowych firm

W ub.r. do rejestru Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej wpłynęło niespełna 295 tys. wniosków dot. otwarcia jednoosobowych działalności gospodarczych. To o prawie 12% więcej niż rok wcześniej. W zeszłym roku Polacy byli najbardziej aktywni pod tym względem w maju, a w 2020 roku – w styczniu. W 2021 roku średnia miesięczna liczba ww. przypadków wynosiła blisko 24,6 tys. Z kolei we wcześniejszym roku nie sięgała 22 tys. W ub.r. 14 województw wykazało przyrost w relacji rocznej. Największy z nich odnotowało świętokrzyskie. Tylko w lubelskim i podlaskim zaobserwowano spadki. Dane pokazują też, że w 2021 roku najwięcej wniosków złożono w woj. mazowieckim, a najmniej – w opolskim.

Na dwucyfrowym plusie

W 2021 roku do rejestru CEIDG wpłynęło niespełna 295 tys. wniosków dotyczących otwarcia JDG (jednoosobowa działalność gospodarcza). To o blisko 12% więcej niż rok wcześniej, kiedy było ich prawie 264 tys. Zdaniem Łukasza Goszczyńskiego, radcy prawnego i doradcy restrukturyzacyjnego, ten wzrost wskazuje na pozytywne skutki łagodniejszych restrykcji nakładanych w związku z pandemią. Potwierdza też dane o lepszej koniunkturze, na którą wpłynęły mniejsze obostrzenia.

– Skala wzrostu nie jest zaskakująca. Świadczy o tym, że zarówno przedsiębiorcy, jak i pracownicy dokonali stosownych symulacji obciążeń podatkowych i składkowych w różnych formach współpracy.

Bilans zysków i strat przesądził o tym, że znaczna część osób zatrudnionych w różnych formach zdecydowała się na otwarcie własnej działalności gospodarczej – mówi Aldona Międlar-Adamska z Kancelarii Ars Aequi.

Jak stwierdza Andrzej Głowacki, prezes Grupy Kapitałowej DGA, od wielu lat corocznie ok. 300 tys. przedsiębiorców likwiduje tego typu działalność i tyle samo osób ją otwiera. Zatem bilans mniej więcej wychodzi na zero lub nieco powyżej bądź czasem poniżej tej wartości. Z obserwacji eksperta wynika, że decyzje o rozpoczęciu samozatrudnienia są następstwem m.in. wymogów pracodawców.

– Warto jednak zwrócić uwagę na to, że w czasie pandemii powstały nowe nisze i możliwości dla przedsiębiorców z branż informatycznych, medycznych, usług elektronicznych czy e-commerce. Dynamiczny rozwój tych sektorów spowodował, że Polacy postanowili uruchomić własne biznesy, które można prowadzić w formie JDG, bez wychodzenia z domu i inwestowania w kosztowną infrastrukturę –komentuje Aldona Międlar-Adamska.

Spadki i wzrosty

Patrząc na dane z poszczególnych miesięcy 2021 roku, widać, że najwięcej wniosków dotyczących otwarcia jednoosobowej działalności gospodarczej było w maju – 27 463, a najmniej – w lutym, tj. 21 542. Średnia miesięczna w ub.r. wyniosła 24 578. Z kolei w roku wcześniejszym największą liczbę ww. przypadków odnotowano w styczniu – 27 839, a najmniejszą – w kwietniu, czyli 10 204. Średnia miesięczna w 2020 roku sięgała 21 998.

– Spadek otwieranych działalności odnotowany w kwietniu 2020 roku był wynikiem niepewności wywołanej obostrzeniami wprowadzonymi w pierwszym kwartale. Natomiast krańcowe różnice w ub.r. były efektem doświadczeń nabytych przez przedsiębiorców we wcześniejszym roku – wyjaśnia Łukasz Goszczyński.

W opinii Andrzeja Głowackiego, niższy poziom nowych biznesów otwieranych w lutym 2021 roku wynika z tego, że był to okres drugiej fali pandemii. Ekspert uważa, że średnie miesięczne wyniki z ub.r. roku świadczą o powrocie do tzw. normalności, czyli sytuacji sprzed funkcjonowania pandemicznych obostrzeń. Aktywność osób czynnych zawodowo wróciła do poziomu, jaki był widoczny jeszcze w styczniu 2020 roku, zanim wybuchła pandemia.

– Rok 2021 był stabilniejszy zarówno pod względem pandemii i obostrzeń z nią związanych, jak i ustawodawstwa w zakresie wprowadzanych ograniczeń w funkcjonowaniu gospodarki. Częściowo wynikało to z tego, że wielu przedsiębiorców nie podporządkowało się ograniczeniom wdrażanym naprędce w 2020 roku i wygrywało spory sądowe ze służbami państwa. Miało to istotny wpływ dla zakładania nowych działalności – dodaje ekspert z Kancelarii Ars Aequi.

Dysproporcje w regionach

W ub.r. w 14 województwach odnotowano rok do roku wzrost liczby wniosków dot. założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. Największy był w woj. świętokrzyskim – o 14,1%. Za nim w zestawieniu jest podkarpackie z przyrostem o 13,3%, a następnie – małopolskie – o 10,9%. Natomiast spadki były tylko w lubelskim oraz podlaskim – odpowiednio o 4,2% i 2,4%. W ocenie Łukasza Goszczyńskiego, przedstawione dysproporcje wynikają raczej z różnic pomiędzy poszczególnymi województwami w zakresie potencjału gospodarczego i liczby ludności.

– Moim zdaniem, w przypadku lubelskiego i podlaskiego istotne jest to, że te województwa mają stosunkowo mały stopień uprzemysłowienia i liczby przedsiębiorstw. Należy mieć na względzie to, że znaczna część osób otwierających jednoosobowe działalności gospodarcze podejmuje współpracę głównie z innymi przedsiębiorcami, a nie z konsumentami. Tam, gdzie występuje niewielka liczba firm, potrzeby w zakresie podwykonawstwa czy outsourcingu usług są mniejsze – tłumaczy Międlar-Adamska.

W 2021 r. najwięcej wniosków dot. otwarcia JDG było w woj. mazowieckim – 35 509. Na drugim miejscu znalazło się małopolskie – 21 282, a na trzecim – śląskie z liczbą 21 024. Najmniej zaś tego rodzaju aktywności zanotowano kolejno w opolskim – 4 105, podlaskim – 5 249, a także w lubuskim – 5 561.

– Wprowadzanie pewnych ograniczeń z podziałem na województwa przełożyło się na ilość wniosków o podjęciu działalności gospodarczej w danym miesiącu. Oczywiście w czołówce znajdują się najludniejsze obszary i najbardziej rozwinięte pod względem przemysłu i handlu. I tak np. woj. małopolskie ma silną pozycję w branży high-tech, motoryzacji, produkcji spożywczej i outsourcingu wysokospecjalistycznych usług. W tym przypadku można też mówić o efekcie przebranżawiania osób, które do tej pory działały w sektorze turystycznym – zauważa ekspert z Kancelarii Ars Aequi.

Stała tendencja?

Ministerstwo Rozwoju i Technologii zaznacza, że analiza liczby aktywnych działalności gospodarczych wskazuje na utrzymujący się dodatni bilans firm zarejestrowanych w CEIDG. 1 stycznia 2022 roku było ich w Polsce 2,58 mln. Jest to o ok. 57 tys. więcej niż przed rokiem i znacznie więcej niż w latach ubiegłych (2019-01-01 – 2,405 mln, 2020-01-01 – 2,460 mln, 2021-01-01 – 2,523 mln, 2022-01-01 – 2,580 mln).

– W najbliższych tygodniach spodziewam się zmiennej dynamiki, ze względu na bieżącą sytuację. Niektóre osoby prowadzące JDG, w odpowiedzi na wprowadzenie tzw. Polskiego Ładu, będą rozważały podjęcie działalności w oparciu o inną formę prawną. Z kolei część Polaków zatrudnionych na umowę o pracę może podjąć starania w kierunku przejścia na zasady B2B – przewiduje mec. Łukasz Goszczyński.

Obserwując obecną sytuację, Aldona Międlar-Adamska prognozuje, że będzie przybywało jednoosobowych działalności gospodarczych. I dodaje, że sprzyjać temu będą zmiany legislacyjne wprowadzone w ramach Nowego Ładu. Ustawodawca w dużej mierze obniżył stawki ryczałtu i rozszerzył zakres przedsiębiorców, którzy z tej formy opodatkowania mogą skorzystać. Do przechodzenia na taką formę działalności zachęca też konstrukcja poboru i zapłaty składek zdrowotnych.

Ponad 5,7 mld euro – tyle wydali inwestorzy na nieruchomości komercyjne w Polsce w 2021 r.

Ponad 5,7 mld Euro – tyle wydali inwestorzy na nieruchomości komercyjne w Polsce w całym ubiegłym roku, z czego w samym tylko ostatnim kwartale kwota sięgnęła ponad 2,2 mld Euro. Najnowszy raport opracowany przez BNP Paribas Real Estate Poland pokazuje, że miniony rok stał pod znakiem dalszego umacniania się sektora logistyczno-przemysłowego, odrabiania strat przez handel i dalszej walki z Covid’ową zadyszką w sektorze biur.

Polski rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych stara się wracać do formy. Choć wynik wypracowany w minionych dwunastu miesiącach jest słabszy o blisko 25-proc. od rekordowych wartości obrotów notowanych w 2019 roku, to jednak w porównaniu do pierwszego roku pandemii widać już około 7-proc. wzrost.

W ostatnim kwartale, jak i w całym 2021 roku, głównym źródłem zysku dla inwestorów w Polsce był sektor logistyczno-przemysłowy, który konsekwentnie bije własne rekordy. W porównaniu do 2020 roku urósł o 13-proc. Z raportu BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że w magazyny, obiekty logistyczne i powierzchnie przemysłowe inwestorzy ulokowali blisko 3 mld Euro, co stanowi ponad połowę łącznego wolumenu inwestycyjnego.
Pomimo wpływu, jaki pandemia odcisnęła na nieruchomości komercyjne, miniony rok można jednak oceniać z nieśmiałym optymizmem. Inwestorzy, deweloperzy, najemcy i użytkownicy nieruchomości w znacznej mierze oswoili się z sytuacją, a także zmianami podyktowanymi kryzysem zdrowotnym. Wiele branż zaliczyło odbicie i obecnie skupia się na nadrabianiu strat. Widzimy też, że transakcje przyśpieszają, a ożywienie wraca we wszystkie sektory. I choć trudno jednoznacznie wyrokować o zjawiskach, które mogą mieć wpływ na pandemię, a przez to na rozwój gospodarek i różnych rynków, to wspólnym mianownikiem dla 2022 roku mogą być dalszy optymizm ale i ostrożność w podejmowaniu decyzji – mówi Mateusz Skubiszewski, Dyrektor działu Capital Markets, BNP Paribas Real Estate Poland.

W ubiegłym roku najwięcej pieniędzy popłynęło do Exter Property Group za portfelową sprzedaż projektów, jednak największa pojedyncza transakcja dotyczyła sprzedaży obiektu BTS w Świebodzinie zrealizowanego dla firmy Amazon. Liczące blisko 200 tys. m kw. nowoczesne centrum logistyczne za 165 mln Euro wzbogaciło portfel koreańskiego inwestora, któremu w transakcji doradzali eksperci z działu Capital Markets w BNP Paribas Real Estate Poland

Handel powoli wstaje na nogi

W minionym roku w centrach handlowych dało się zaobserwować wzrost odwiedzalności, choć do poziomów z 2019 roku sporo jeszcze brakuje. W nadrabianiu strat po „lockdownach” pomagały obroty, których poziomy zbliżyły się do czasów sprzed kryzysu zdrowotnego. Pozytywnym sygnałem okazał się wzrost średnich wydatków osób odwiedzających obiekty handlowe, będący konsekwencją rzadszych zakupów, ale większego koszyka.Wracający do formy sektor handlowy w całym 2021 roku wygenerował transakcje warte blisko 900 mln Euro, całkowitego wolumenu. Zawarto 56 transakcji obejmujące ok. 100 nieruchomości handlowych różnych typów, które sumarycznie złożyły się na wynik o 34% lepszy niż w 2020 roku.

Pandemia bardzo szybko wykuła nowe zwyczaje oraz oczekiwania zakupowe. Na szybkich, wygodnych zakupach blisko domu najbardziej skorzystały parki handlowe. Ale nie można pomijać faktu, że po zdejmowaniu różnych ograniczeń większość z nas dość chętnie wracała do dużych, wielofunkcyjnych centrów handlowych dysponujących jednak największą ofertą handlową. Nauczyliśmy się z nich korzystać w mądry i bezpieczny sposób – mówi Karolina Wojciechowska, z działu Capital Markets, BNP Paribas Real Estate Poland.

W ubiegłym roku inwestorzy zawarli najwięcej transakcji – bo 18 – które dotyczyły właśnie retail parków. O dobrych perspektywach dla tej klasy aktywów świadczy również to, że blisko 70% nowopowstających obiektów handlowych stanowią parki handlowe. Raport wskazuje, że 30 proc. ze wszystkich transakcji dotyczyło obiektów handlowych starszej generacji, z czego znakomita większość, bo aż prawie 75% proc., przypadła na sprzedaż nieruchomości należących do sieci Tesco. W 2020 roku 17 centrów handlowych zostało sprzedanych 25% całkowitego wolumenu wygenerowały dwie transakcje centrów M1, w tym Marki

Będzie popyt na najlepsze biura

Miniony rok nie dał ostatecznej odpowiedzi na pytanie, kiedy i w jakiej formie pracownicy wrócą na dobre do biurek. Mimo to, rynek inwestycyjny w tym sektorze nie zatrzymał się, a co więcej, prognozy na 2022 rok wydają się być optymistyczne.

Sektor, pomimo rekordowego ostatniego kwartału, zakończył ubiegły rok z bilansem ponad 1,7 mld Euro i stratą rzędu 14 proc. do wyniku z 2020 roku. Wpływ na to miały m.in.: umiarkowany popyt i zmiany w jego strukturze, optymalizacje powierzchni przy okazji odnowień umów najmu, wzrost znaczenia pracy zdalnej, a także przeciągające się negocjacje transakcji. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że część z negocjacji z 2021 roku swój finał będzie miała w tym roku.

Z raportu wynika, że najwięcej pieniędzy zostało alokowanych w projekty zlokalizowane w Warszawie, to ponad 70 proc. całkowitego wolumenu transakcji. Ogółem, w całym 2021 roku podpisano ponad 40 umów kupna i sprzedaży dotyczących ponad 60 biurowców. Największymi transakcjami były: sprzedaż flagowego biurowca Metropolitan, który za ponad 240 mln Euro przeszedł w ręce amerykańskiego Morgan Stanley, a także sprzedaż za około 200 mln Euro portfela aktywów należących do Grupy BUMA.

Stabilne stopy kapitalizacji i kapitał z Europy

W ostatnim kwartale średnie stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów nie zmieniły się. W przypadku biur wynosiły 4,7 proc., obiektów magazynowych bez operatora e-commerce 4,5 proc. w Warszawie i około 4,75 proc. w strefach poza Warszawą. Kompresji uległy jedynie stopy dla obiektów logistycznych z operatorem e-commerce, zbliżając się do poziomu 4 proc. Na przestrzeni ostatnich 3 miesięcy stopy kapitalizacji dla najlepszych parków handlowych wynosiły 7 proc., a dla centrów handlowych szacunkowo 5 proc.

Eksperci z BNP Paribas Real Estate Poland podkreślają, że w 2021 roku najwięcej kapitału, który został zaangażowany w Polsce, pochodziło z Europy, łącznie około 40 proc., z Niemcami jako liderem. W dalszej kolejności, 26 proc. przypadło na inwestycje północnoamerykańskie, a 13 proc. na kraje azjatyckie, głównie Singapur, Koreę Południową oraz Chiny.

Co to jest wirtualne biuro i jakie korzyści niesie dla przedsiębiorców?

Wirtualne biuro to bardzo nowoczesne rozwiązanie, z którego korzysta coraz szersza grupa rozwijających się przedsiębiorców. Posiadanie prestiżowego adresu może pomóc m.in. w sprawnym pozyskiwaniu klientów. Warto zastanowić się nad skorzystaniem z takiej propozycji i dać sobie szansę na otwarcie nowego etapu w swoim zawodowym życiu.

Wirtualne biuro – czym tak właściwie jest?

Wirtualne biuro na Targówku to adres, pod którym mieści się działalność przedsiębiorcy. Do dyspozycji zainteresowanych osób oddano dwa podstawowe warianty:

  • podstawowy – związany z posiadaniem prestiżowego i dobrze rozpoznawalnego adresu,
  • rozszerzony – możliwość odbierania i segregowania poczty czy też kompleksowego obsługiwania sekretariatu.

Warto się nad tym nieco pochylić i wybrać dla siebie korzystniejszą opcją. Wirtualne biuro na warszawskim Targówku to doskonała propozycja zarówno dla mniejszych, jak i większych firm.

Adres w miarę możliwości powinien być udostępniony wraz z przestrzenią biurową oraz konferencyjną, tak aby nie mieć żadnych problemów w razie ewentualnych kontroli. Wszelkie usługi powinny być rozliczane zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Wirtualne biuro – podstawowe zalety

Wirtualne biuro na warszawskim Targówku sprawdzi się przede wszystkim u osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z prowadzeniem działalności gospodarczej lub chcą nieco ograniczyć dotychczasowe koszty. Warto się nad tym zastanowić również w momencie prowadzenia jednoosobowego biznesu.

Wirtualne biura na Targówku spełnią oczekiwania freelancerów, sklepów internetowych, agencji interaktywnych czy też firm szkoleniowych. To uniwersalne rozwiązanie, które niesie za sobą szereg zalet. Wirtualne biuro na Targówku nie jest zbyt drogie w utrzymaniu (maksymalnie kilkaset złotych miesięcznie – w wersji podstawowej około 100-150 złotych).

Wirtualny adres na Targówku oznacza znaczne odciążenie od formalności. W dowolnym momencie można skorzystać m.in. z szeroko rozwiniętych i profesjonalnych usług księgowych. Dzięki temu wirtualne biura na warszawskim Targówku zdobywają sporą popularność i przypadają do gustu zarówno osobom młodym, jak i dużo bardziej doświadczonym. Wirtualny adres na warszawskim Targówku to szansa na zbudowanie pozytywnego wizerunku w oczach potencjalnych klientów i możliwość zwiększenia sprzedaży. Nic dziwnego, że ta usługa ma coraz większą rzeszę zwolenników. Warto na to postawić m.in. wtedy, gdy firma chce mieć oddział w konkretnym mieście, lecz swoją działalność prowadzi w rzeczywistości w innej lokalizacji.

Sunday Energy z decyzją GPW o wprowadzeniu akcji do obrotu

Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie podjął uchwałę w sprawie wprowadzenia akcji serii A i B do obrotu na rynku NewConnect spółki Sunday Energy – dostawcy rozwiązań z rynku OZE. W grudniu 2020 roku firma przeprowadziła ofertę publiczną akcji o wartości 4 mln zł. Zarząd spółki zapowiada publikację strategii rozwoju, wyznaczającej nowe kierunki wzrostu wartości. Jednocześnie wiosną br. zostanie przeprowadzony rebranding Sunday Energy.

4 lutego Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie podjął uchwałę w sprawie wprowadzenia do alternatywnego systemu obrotu na rynku NewConnect akcji zwykłych na okaziciela serii A (1 000 000 akcji) i serii B (160 000 akcji), o wartości nominalnej 0,10 zł każda.

– Decyzja GPW zbliża nas do debiutu na rynku NewConnect, który będzie bardzo istotnym krokiem w historii działalności spółki. Jednocześnie w ciągu najbliższego miesiąca planujemy zaprezentować obecnym i potencjalnym inwestorom nową, rozszerzoną strategię rozwoju spółki, połączoną z rebrandingem. Dokument będzie wskazywał nasze priorytety biznesowe w perspektywie krótko i średniookresowej, których celem jest wzrost pozycji konkurencyjnej spółki i dalsza budowa jej wartości. W strategii większy udział będą mieć komplementarne technologie rynku OZE wobec energii uzyskiwanej ze słońca – mówi Michał Sochacki, Prezes Zarządu Sunday Energy S.A.

Działalność Sunday Energy opiera się na imporcie i sprzedaży klientom profesjonalnym paneli fotowoltaicznych oraz innych komponentów OZE (m.in. inwertery, pompy ciepła, magazyny energii). Spółka kieruje swoją ofertę również do klientów indywidualnych poprzez sklep e-commerce sundayenergy.pl i rozwija projekty deweloperskie własnych farm fotowoltaicznych. Dodatkowo firma rozwija marketplace: outletOZE.pl

– Debiut na NewConnect stanowi zamknięcie ważnego etapu rozwoju spółki, zapoczątkowanego emisją akcji z grudnia 2020 roku. Dzięki niej szybciej osiągnęliśmy zakładane cele, takie jak rozszerzenie oferty handlowej o panele klasy premium ZNShine czy japońskiego lidera rynku – firmy LEAPTON Solar, rozwój nowej linii biznesowej, związanej z używanymi komponentami OZE czy też uruchomienie serwisu  OutletOZE.pl – dodaje Michał Sochacki.

Jak konflikt na Ukrainie wpłynie na rynki finansowe?

Ryzyko konfliktu na Ukrainie już wpłynęło na rynki kapitałowe – powodując załamanie rosyjskich akcji w końcówce ubiegłego roku oraz na początku 2022 r. W tym momencie rynek rosyjski odbija się z tego dołka – co traktowane jest jako sygnał świadczący o prawdziwości tezy mówiącej o tym, że do prawdziwego konfliktu zbrojnego na Ukrainie nie dojdzie. Nie można wykluczyć natomiast jakiejś formy konfliktu hybrydowego. Rosja nie ma żadnego interesu w tym, aby spowodować sankcje amerykańskie czy europejskie. Z drugiej strony, konflikt miałby poważne konsekwencje – przykładowo dla cen ropy, które już biją swoje wieloletnie rekordy. W sytuacji, gdy państwa rozwinięte walczą z najwyższą inflacją od dekad, jest to potencjalnie bardzo poważny problem. Należy jednak pamiętać o tym, że zima się skończy – a wraz z malejącym popytem na gaz ziemny, na wartości straci bardzo silna karta przetargowa, jaką mają w ręku Rosjanie.

– Dojdzie do deeskalacji konfliktu na granicy ukraińsko-rosyjskiej, ale będzie on stopniowy i zapewne przeciągnięty w czasie – tak, żeby obie strony mogły zachować twarz. Joe Biden mógłby ogłosić, że zapobiegł wojnie, a  Władimir Putin w Rosji, że uzyskał ustępstwa od NATO – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Cisowski, dyrektor Zespołu Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego Xelion. – Akcje rosyjskie były niezwykle tanie na tle wszystkich globalnych rynków akcji w dołku. Obecnie ich cena wzrosła – ale wciąż wydają się być atrakcyjną inwestycją, nawet pomimo ryzyka krótkoterminowego. Co więcej, deeskalacja konfliktu na Ukrainie może doprowadzić do ponownego zainteresowania polskimi akcjami, które po świetnym rozpoczęciu roku mają za sobą kilka trudniejszych tygodni. Z kolei na podstawie analizy indeksów amerykańskich podczas poprzedniego ataku Rosji na Ukrainę można wysnuć wniosek, że rozwój obecnego konfliktu miałby zaledwie dwu-, trzydniowy wpływ na rynek amerykański – podsumowuje Cisowski.

Przemysł motoryzacyjny nadal w pandemicznym poślizgu

Perturbacje w łańcuchach dostaw wciąż dają się we znaki przemysłowi motoryzacyjnemu. Skutki podażowe pandemii najmocniej dotknęły producentów części i komponentów na pierwszy montaż. Z jednej strony otrzymują oni mniej zamówień od koncernów samochodowych, z drugiej zaś muszą mierzyć się zarówno z ograniczoną dostępnością materiałów do produkcji, jak również z wysokimi cenami surowców i komponentów, ale też energii, czy dalszą presją na wzrost wynagrodzeń. Ponadto przed nimi lokalne utrudnienia: niezwalniający licznik zakażeń oraz podatkowe niejasności. W dłuższej perspektywie wyzwaniem będzie adaptacja do przyspieszającego rozwoju elektromobilności. Dobre zakończenie roku 2021 skłania jednak przedsiębiorców do optymistycznego spojrzenia w najbliższą przyszłość.

Jak pokazują wyniki najnowszego barometru Przemysł, handel i usługi w motoryzacji. Podsumowanie sytuacji po IV kwartale 2021 r. i prognozy, przygotowanego przez Santander Bank Polska, Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych oraz Grupę MotoFocus, miniony rok zakończył się dla polskiej branży motoryzacyjnej nieźle i przyniósł odbicie po rynkowym załamaniu z 2020 roku. Skorzystali na nim między innymi producenci części samochodowych na rynek wtórny: 62% z nich zanotowało ponad 15-procentowy przyrost przychodów, a w przypadku kolejnych 19% wzrost wyniósł 10–15%. W mniejszym zakresie ożywienie odczuli producenci części do nowych aut. 65% z nich zwiększyło produkcję, przy czym u około 1/4 był to wzrost o ponad 10%. Jednak 30% firm z tej grupy zanotowało obniżenie produkcji, tymczasem wśród producentów części na rynek wtórny spadek przychodów dotknął jedynie 6%.

Analogiczne różnice widać też w prognozach na I kwartał 2022 roku. Dostawcy części na aftermarket w zdecydowanej większości (78%) spodziewają się wzrostu przychodów rok do roku. Mniejsze przychody prognozuje jedynie 9% firm z tej grupy. Z kolei wśród producentów części na pierwszy montaż niemal dwie trzecie spodziewa się wzrostu produkcji, 22% przewiduje brak zmian, a 13% – zmniejszenie wolumenu, jednak nie większe niż o jedną dziesiątą. Producenci z tej grupy nadal odczuwają bowiem znaczne zakłócenia w łańcuchach dostaw. Tylko 22% z nich wskazuje, że produkcja wróciła już do poziomów sprzed pandemii, a aż 48% szacuje, że ten powrót możliwy będzie dopiero w 2023 roku lub nawet później.

Pandemiczne zawirowania w najmniejszym stopniu dotknęły dystrybutorów części motoryzacyjnych. Wręcz przeciwnie, korzystają oni na niskiej dostępności nowych pojazdów, a przez to konieczności dłużej eksploatacji i naprawy obecnie posiadanych przez właścicieli aut. Dla nich nawet rok 2020 zakończył się wzrostem przychodów, a w 2021 roku dynamika była jeszcze większa – 67% dystrybutorów odnotowało zwiększenie przychodów o ponad 15%. 92% z nich spodziewa się też wzrostów w pierwszym kwartale 2022 (38% prognozuje przychody większe o ponad 15%).

Będzie drożej

Nowy rok polska branża motoryzacyjna – tak jak cała gospodarka – rozpoczęła na fali rosnących cen. Gwałtowne podwyżki na rynku energii napędzają obawy wśród producentów części samochodowych –28% z nich uważa, że wyższe opłaty za prąd i ciepło to duże wyzwanie dla funkcjonowania ich firm w 2022 roku. Największym zmartwieniem okazują się jednak wysokie koszty surowców i komponentów – jako główne wyzwanie wskazało je aż 54% producentów.

„Największym ograniczeniem dla produkcji i sprzedaży pojazdów pozostają zaburzenia w łańcuchach dostaw, przede wszystkim problemy z dostawami półprzewodników. Jednak dostępność niektórych ich typów istotnie wzrośnie dopiero po uruchomieniu nowych mocy produkcyjnych, co jest planowane głównie poza Europą i to dopiero na 2023 rok. Powrotu do wcześniejszych poziomów dostaw spodziewamy się z kolei najwcześniej od drugiej połowy 2022 roku. Dalsza dostępność wielu surowców i pozostałych komponentów do produkcji motoryzacyjnej będzie zależała od m.in. ceł i kontyngentów stosownych przez największych eksporterów i importerów, dostępności energii, cen energii wpływającej na opłacalność energochłonnych ogniw łańcuchów, ponownego uruchamiania mocy produkcyjnych, zaburzeń logistyki międzykontynentalnej, czy polityki monopolistów. A to wszystko przy wysokim popycie na materiały ze strony wielu innych sektorów” – mówi Radosław Pelc, analityk sektora motoryzacyjnego w Santander Bank Polska.

Rosną też koszty pracy, co widać po danych z warsztatów samochodowych. W 2021 wzrost przychodów odnotowało 54% właścicieli warsztatów, choć wzrost liczby klientów – tylko 46%. Właściciele warsztatów powszechnie (86%) wskazują, że stawki za roboczogodzinę poszły w górę. Najliczniejszą grupę (44%) wśród ankietowanych stanowią zaś ci, u których był to wzrost ponad 10-procentowy.

Nie tylko koszty

Rosnącym kosztom towarzyszy w Polsce widmo dalszego trwania pandemii i potencjalnych, wymuszonych przez piątą falę zastojów. Źródłem obaw są też niejasności związane z nowym systemem podatkowym. Jednocześnie nieco dalej na horyzoncie widać już kolejne wyzwania w postaci regulacji i trendów prośrodowiskowych. Co trzeci producent elementów samochodowych już teraz deklaruje, że w ciągu najbliższego roku zamierza zwiększyć zaangażowanie na rzecz zrównoważonego rozwoju. Ze średniej dla trzech grup (dystrybutorzy, producenci IAM oraz producenci OE) wynika, że największy odsetek firm (34%) zamierza zwiększyć zaangażowanie w obszarze „sustainability”. Największe zaangażowanie deklarują producenci OE, co wynika z faktu, że ich kontrahenci, a więc producenci samochodów, wymagają od dostawców deklaracji śladu węglowego i to często w całym łańcuchu dostaw. Branża musi jednak przygotować się też na rozwój elektromobilności.

„Wśród firm dostarczających części samochodowe na rynek wtórny aż 28% wskazuje, że połowa ich asortymentu nie znajdzie zastosowania w samochodach elektrycznych. Wśród producentów części na pierwszy montaż odsetek ten jest jeszcze wyższy i wynosi 44%. Przetrwanie wielu przedsiębiorstw może więc zależeć od skutecznej zmiany w ofercie. Jednocześnie firmy spodziewają się w naszym kraju wolniejszego rozwoju segmentu samochodów elektrycznych i hybrydowych, niż prognozują to niektórzy eksperci rynkowi. Ewentualna pomyłka w ocenie sytuacji może okazać się bardzo kosztowna” – zauważa Radosław Pelc.

Według danych Cambridge Econometrics najbardziej prawdopodobny scenariusz to udział pojazdów elektrycznych, w tym hybrydowych typu plug-in, w parku samochodowym Polski w perspektywie 10 lat na poziomie blisko 25%. Jednak aż ¾ polskiej branży uważa, że nie osiągniemy tego poziomu, a zdaniem 35% badanych nie przekroczymy 10%.

Dystrybutorzy – duże wzrosty sprzedaży i eksportu

Segment dystrybucji części samochodowych przed pandemią notował rokrocznie poprawę wyników. Po zawirowaniach w pierwszej fazie 2020 roku, odbudowa popytu nastąpiła szybko i cały rok dystrybutorzy zamknęli ze wzrostem przychodów. Mimo problemów w łańcuchach dostaw, w 2021 roku obserwowano dalszą poprawę ich wyników. Ponad 2/3 dystrybutorów w badaniu zadeklarowało, że ich przychody w ubiegłym roku wzrosły o ponad 15% rok do roku, a jedynie 4% zanotowało spadek.

Już dla prawie jednej trzeciej badanych firm udział sprzedaży zagranicznej w przychodach przekracza 30%. Dla jednej piątej mieści się on w granicach 20 do 30%. Dla połowy badanych firm dystrybuujących części sprzedaż zagraniczna jest więc istotna z punktu widzenia osiąganych wyników. Optymistyczne są także prognozy na I kwartał bieżącego roku – żaden z respondentów nie spodziewa się spadku przychodów, a prawie 60% oczekuje dynamiki przynajmniej na poziomie 10%.

Długoterminowym wyzwaniem rynku będzie rosnąca liczba samochodów elektrycznych i hybryd typu plug-in w polskim parku samochodowym. Trend ten będzie wymuszał zmianę zakresu usług warsztatów samochodowych i dostosowanie ich do innego rodzaju napraw. Według badania połowa dystrybutorów zamierza podjąć działania wspierające warsztaty motoryzacyjne w przygotowaniu do pojawienia się na większą skalę samochodów elektrycznych i hybryd typu plug-in.

Warsztaty – rosnące stawki motorem wzrostu

Podobnie jak w przypadku segmentu produkcji części na aftermarket oraz dystrybutorów, sytuacja niezależnych warsztatów motoryzacyjnych w 2021 roku była dobra. W porównaniu do 2020 roku, w ubiegłym roku prawie połowa warsztatów zanotowała wzrost liczby klientów. Warto jednak pamiętać o spadkach w pierwszej połowie 2020 roku, a więc niskiej bazie, do której odwołują się warsztaty. Mimo to, prawie jedna czwarta warsztatów wskazała na spadek liczby klientów, a prawie 1/3 jedynie utrzymała dotychczasową liczbę wizyt w warsztatach.

W 2021 roku wzrost cen za usługi odnotowało aż 86,5% respondentów. Przyczyną tego zjawiska są rosnące koszty prowadzenia działalności m.in. opłat za media czy wynagrodzeń. Trend ten prawdopodobnie utrzyma się roku obecnym, co potwierdzają zebrane prognozy przedstawicieli warsztatów.

Wśród największych wyzwań właściciele warsztatów wymieniają dostosowanie się do nowych wymogów związanych z elektromobilnością. Ich właściciele jako główne obawy wskazują konieczność zakupu dodatkowych urządzeń (57% wskazań) oraz dostęp do specjalistycznej wiedzy (50%), a także przeszkolenie lub pozyskanie personelu (36%). Jednak jak wspominaliśmy, mechanicy mogą liczyć na wsparcie ze strony dystrybutorów. Połowa z nich planuje bowiem podjąć działania, które mają pomóc warsztatom w dopasowaniu się do epoki elektromobilności.

Czy przedsiębiorcy, którzy po obniżce VAT nie obniżą cen dla konsumentów, są narażeni na sankcje ze strony UOKiK?

Prezes UOKiK zapowiedział, że w związku z będącą częścią Tarczy Antyinflacyjnej obniżką VAT na produkty spożywcze z 5% do 0%, będzie od 1 lutego 2022 roku wraz z Inspekcją Handlową monitorował ceny wybranych artykułów żywnościowych oraz piętnował negatywne praktyki sprzedawców . Jednak eksperci Stowarzyszenia Ochrony Konsumentów Aquila zwracają uwagę, że potencjalne sankcje wobec przedsiębiorców nie mają de facto podstaw prawnych, a wprowadzona obniżka stawki podatku nie jest jedynym czynnikiem, który wpływa na wysokość cen.

Specjaliści podkreślają, że jedyną prawnie dopuszczalną metodą powszechnego ograniczenia cen jest wprowadzenie cen maksymalnych, dokonane ustawą lub rozporządzeniem. Takie rozwiązanie budzi z reguły duże kontrowersje, więc stosuje się je niezwykle rzadko i to tylko w przypadkach, gdy wymaga tego ważny interes społeczny. – Aktualnie takich przepisów nie ma, więc ani UOKiK, ani Inspekcja Handlowa nie dysponują narzędziami prawnymi, by stosować wobec sklepów jakiekolwiek sankcje – podkreśla Małgorzata Miś, Prezes Stowarzyszenia Ochrony Konsumentów Aquila. Zwraca przy tym uwagę, że nie może być także mowy o zastosowaniu istniejących przepisów mówiących o ochronie naruszonego zbiorowego interesu konsumentów, za co grozi kara finansowa w wysokości do 10 proc. ubiegłorocznego obrotu. – Aktualnie ceny podlegają zasadom gospodarki wolnorynkowej i tak długo, jak ustawodawca nie wprowadzi cen maksymalnych, tak długo przedsiębiorcy mogą w zasadzie dowolnie ustalać ceny.

Brak stosownych regulacji prawnych bądź przesłanek ochrony zbiorowego interesu konsumentów to jednak nie jedyne powody, by poddawać w wątpliwość zasadność zapowiadanych przez UOKiK działań. Problemem jest również to, że wprowadzona obniżka VAT jest „zjadana” przez tempo inflacji i związany z tym wzrost kosztów działalności przedsiębiorców. W samym tylko grudniu 2021 ceny żywności wzrosły według GUS o 2,1 proc. w porównaniu do listopada, w tym dla masła wartość ta wyniosła 4,5 proc., a dla owoców – aż 6 proc. – Biorąc pod uwagę prognozy utrzymania się wysokiej inflacji, trudno liczyć na to, że obniżenie VAT zrekompensuje konsumentom odczuwalny, szybki wzrost cen. Pamiętajmy też, że wprowadzona obniżka podatku to rozwiązanie czasowe, obowiązujące tylko do sierpnia 2022 roku. Gdy zostanie zniesiona, przedsiębiorcy zapewne od razu będą musieli uwzględnić to w swoich kosztach i przez to podnieść ceny o wartość przywróconego VAT-u – zwraca uwagę Małgorzata Miś.

Wszystko wskazuje więc na to, że tak długo, jak nie zostaną wprowadzone ceny maksymalne, funkcję kontrolną rynku będą w największym stopniu sprawować konsumenci. To od ich świadomych wyborów, opartych na obserwacji i porównywaniu cen u konkurujących ze sobą przedsiębiorców zależeć będzie, czy ci ostatni nie będą wykorzystywać trudnej sytuacji gospodarczej ponad miarę.

Małgorzata Miś, prezes Stowarzyszenia Ochrony Konsumentów „Aquila”

Komentarz ZPP w sprawie minimalnego globalnego podatku CIT – problem unikania opodatkowania jest realny, ale właściwe rozwiązanie to podatek przychodowy

Minimalny globalny podatek CIT jest propozycją jednolitego opodatkowania dochodów przedsiębiorstw międzynarodowych od 2023r. Projekt daniny jest efektem kilku miesięcy negocjacji na poziomie OECD oraz G20, które zakończyły się zawarciem porozumienia w lipcu 2021r. z udziałem 136 krajów (na 140 biorących udział w pracach) w przedmiocie ustanowienia globalnego minimalnego podatku CIT na poziomie 15 proc.[1]

Porozumienie zostało przyjęte przez wielu światowych przywódców z entuzjazmem, w tym przez przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen[2] czy Prezydenta USA Joe Bidena.[3] Jednak przewidywany wpływ z podatku jest najwyższy dla gospodarek rozwiniętych, podczas gdy kraje o niskich dochodach w niewielkim stopniu będą partycypować we wzroście wpływów podatkowych.

Intencją porozumienia jest wprowadzenie podatku, od którego korporacje międzynarodowe nie będą mogły się uchylić, pomimo wykazania straty lub niskiego dochodu. W efekcie ma on zwiększyć dochody budżetowe oraz uniemożliwić zagraniczny transfer zysków do rajów podatkowych. Jednocześnie celem jest zagwarantowanie płatności podatku w miejscu rzeczywistej działalności przedsiębiorstwa i uzyskiwania dochodu.

Zasada ta ma teoretyczne odzwierciedlenie także w polskim prawie. Artykuł 3 ust. 1 ustawy o podatku od osób prawnych nakłada nieograniczony obowiązek podatkowy na osobę prawną mającą siedzibę lub zarząd na terenie Polski. Natomiast, art. 3 ust. 2 ustanawia obowiązek podatkowy od dochodów uzyskanych na terytorium RP dla podatników niemających siedziby w Polsce.[4] W praktyce jednak konstrukcja podatku dochodowego sprawia, że zyski uzyskiwane przez przedsiębiorstwa międzynarodowe są często transferowane i rozliczane w krajach o preferencyjnych systemach podatkowych.

Proponowane porozumienie w sprawie globalnego minimalnego podatku CIT składa się z dwóch filarów. Pierwszy z nich dąży do wprowadzenia bardziej zrównoważonego rozkładu dochodów podatkowych poprzez zatrzymanie transferu z krajów, gdzie zysk jest osiągany, do państw o korzystniejszych regułach podatkowych. Rozwiązanie to miałoby dotyczyć firm, które posiadają obrót w wysokości 20 mld euro oraz rentowność na poziomie 10 proc., w tym również firmy z branży cyfrowej.

Drugi filar przyjmuje minimalną stawkę podatku CIT w wysokości 15 proc. wobec wszystkich przedsiębiorstw, które posiadają roczny przychód większy niż 750 mln euro. W celu ochrony bazy podatkowej nakłada on barierę dla konkurencji polegającej na obniżaniu wysokości podatku CIT, która jest stosowana do przyciągania zagranicznych inwestorów.[5]

ZPP od dawna wskazuje na problem unikania opodatkowania przez niektóre korporacje. Uważamy, że jego praprzyczyna tkwi w samej konstrukcji podatku dochodowego, w ramach której możliwe jest – zwłaszcza przy dużym wsparciu wyspecjalizowanych kancelarii – niemal dowolne manipulowanie wysokością dochodu do opodatkowania, poprzez sztuczne zwiększanie kosztów. Tym samym, adekwatną receptą jest w naszym przekonaniu wprowadzenie prostego i powszechnego podatku przychodowego. Do propozycji wprowadzania globalnego minimalnego CIT odnosimy się zatem negatywnie, zwłaszcza że opiera się ona w istocie na zamiarach niemożliwych do zrealizowania. W naszym przekonaniu nie ma szans na globalną (obejmującą wszystkie kraje) konwergencję systemów podatku dochodowego od osób prawnych.

Jednocześnie, sprzeciwić należy się – pojawiającym się w dyskursie wokół erozji bazy podatkowej i transferom zysków – pomysłom wprowadzania nowych obciążeń o charakterze sektorowym. Dodatkowe opodatkowanie konkretnych, arbitralnie wybranych branż, nie stanowi żadnego rozwiązania problemu, a przy okazji komplikuje system i doprowadza do istotnych zaburzeń gospodarczych.

Realną odpowiedzią na problem unikania CIT powinno być wprowadzenie jasnych i jednolitych zasad opodatkowania. Wprowadzenie rozwiązań mających realnie przeciwdziałać zjawisku transferu zysków musi się dokonać przez kompleksową zmianę systemu podatkowego od osób prawnych. Uważamy, że rozszerzanie obecnego anachronicznego modelu opartego na podatku dochodowym nie rozwiąże w dłuższe perspektywie problemu ściągalności CIT. Postulujemy zatem zastąpienie obecnego modelu podatku od osób prawnych z daniny opartej na kryterium dochodowym na należność mierzoną od przychodu (tzw. podatek przychodowy). Uważamy, że przystaje on lepiej do realiów współczesnej gospodarki rynkowej i w lepszym stopniu zapewniłby efektywne objęcie podatkiem przedsiębiorstw międzynarodowych.

[1] https://www.oecd.org/tax/international-communit…
[2] https://ec.europa.eu/commission/presscorner/det…
[3] https://www.whitehouse.gov/briefing-room/statem…
[4] https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/…
[5] https://www.oecd.org/tax/beps/statement-on-a-tw…

Co rynki chciały usłyszeć?

Inwestorzy tak bardzo chcieli mieć powód, by kupować euro, że byli skłonni nawet niewielki sygnał interpretować jako twardą zapowiedź podwyżek stóp procentowych. Wczorajsza konferencja nie uzasadnia jednak obecnej reakcji, co powoduje silne ryzyko korekty.

Co się stało w EBC?

Wczorajsze posiedzenie EBC dla niewtajemniczonego obserwatora było absolutnie nudne. Brak jakiejkolwiek decyzji i do tego komunikat zbliżony do poprzednich. Dlaczego zatem rynki postanowiły, że warto kupować euro? A konkretniej doprowadzić do 1,5% umocnienia euro względem dolara. W komentarzach pojawiło się kilka sformułowań, z których analitycy wywnioskowali, że podwyżki stóp procentowych mogą mieć miejsce szybciej, niż dotychczas oczekiwano. Owszem, padło sformułowanie, że Rada Prezesów EBC jest zaniepokojona inflacją. Mowa o ludziach, których celem jest dbanie o stabilność cen. To, że są zaniepokojeni, owszem może być sygnałem zmiany retoryki. Ale może być też końcem zaklinania rzeczywistości i przyznaniem, że nawet jak się zjawisko nazwie przejściowym, to ono samo nie zniknie. W dalszym ciągu pojawia się jednak informacja o przewidywanym złagodzeniu inflacji. Zaklinanie rzeczywistości trwa zatem nadal.

Wielka Brytania podnosi stopy

Wczoraj Brytyjczycy zgodnie z oczekiwaniami decyzją Banku Anglii zerwali z polityką rekordowo niskich stóp procentowych. Główna stopa wynosi obecnie 0,5% i nadal jest wyjątkowo niska, biorąc pod uwagę 5,4% inflacji. Wczoraj funt po samej decyzji chwilę zyskiwał. Potem ciężko tak naprawdę ocenić, gdyż najpopularniejszym punktem odniesienia dla funta jest wspólna europejska waluta. Ta z kolei na fali nagłego optymizmu po konferencji EBC wyskoczyła tak mocno w górę, że zamazała zupełnie obraz.

Czesi nie biorą jeńców

Nasi południowi sąsiedzi postanowili naprawdę walczyć z inflacją. W tym celu wczoraj doszło do podwyżki stóp procentowych o 0,75%. To nie sama wysokość podwyżki budzi emocje, ale obecna wysokość stóp procentowych. Główna stawka w Pradze to teraz 4,5%. Ostatnie posiedzenia tempo wzrostu zwalnia, ale po ruchach 1,25%, 1,00% i 0,75% bardzo szybko Czesi osiągnęli najwyższy poziom stóp procentowych od 20 lat. Inflacja wynosi tam wciąż 6,6%, aczkolwiek nawet przy tak silnych wzrostach na efekt przyjdzie nam chwilę poczekać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – stopa bezrobocia,
14:30 – Kanada – stopa bezrobocia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Grupa ORLEN planuje dalszy rozwój energetyki wiatrowej na Bałtyku

Grupa ORLEN złożyła wnioski o przyznanie 7 nowych koncesji na budowę farm wiatrowych na Bałtyku. Po uruchomieniu kolejnego etapu procedury administracyjnej, Koncern będzie wnioskował o przyznanie pozostałych 4 koncesji na tym obszarze. Łączna moc możliwa do uzyskania na obszarach objętych złożonymi wnioskami szacowana jest na ok. 7 GW. Grupa ORLEN, wnioskując o jak największą liczbę koncesji, chce wykorzystać efekt skali i dotychczasowe doświadczenia w realizacji projektów morskiej energetyki wiatrowej.

– Strategia Grupy ORLEN do 2030 roku zakłada, że kluczowym obszarem rozwoju będzie energetyka oparta głównie o odnawialne źródła energii. Plany dotyczące budowy nisko- i zeroemisyjnych mocy energetycznych opieramy na najbardziej efektywnych technologiach, umożliwiających modernizację tego segmentu działalności. Dlatego chcemy inwestować w morskie farmy wiatrowe, które stanowią jeden z najważniejszych kierunków rozwoju nie tylko naszego Koncernu, ale i całej polskiej gospodarki. Mamy wiedzę i odpowiednie zasoby, aby być liderem tego procesu. Dlatego chcielibyśmy pozyskać jak największą liczbę nowych koncesji. To istotne ze względu na pożądany efekt skali, który umożliwi udział biznesowy i maksymalizację wkładu polskich przedsiębiorców w łańcuch wartości dla morskich elektrowni wiatrowych – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Z uwagi na wysoką efektywność produkcji, morska energetyka wiatrowa jest najdynamiczniej rozwijanym źródłem energii odnawialnej w Europie. Na wodach Bałtyku zainstalowanych jest obecnie ok. 2,2 GW mocy, a według szacunków ekspertów, do 2050 roku mogą one osiągnąć poziom nawet 93 GW. Potencjał Morza Bałtyckiego wynika przede wszystkim ze sprzyjających energetyce wiatrowej warunków, takich jak jego niskie zasolenie, stosunkowo niewielka głębokość i stałe, silnie wiejące w skali całego roku wiatry.

Według założeń „Polityki energetycznej Polski do 2040 r.”, na polskich wodach ma powstać od 9 do 11 GW mocy zainstalowanych w morskiej energetyce wiatrowej. Grupa ORLEN planuje stać się jednym z liderów w tym obszarze, m.in. dzięki realizacji strategii ORLEN2030. Do końca dekady na inwestycje w nowoczesną energetykę, w tym na projekty offshore wind, Koncern przeznaczy 47 mld zł.

Rozbudowa potencjału energetycznego na Bałtyku jest jednym z najważniejszych projektów rozwojowych Grupy ORLEN, realizowanych przez portfel spółek zależnych: ORLEN Neptun i Energa Morskie Farmy Wiatrowe. Swoje kompetencje i doświadczenie w obszarze morskiej energetyki wiatrowej Koncern rozbudowuje m.in. poprzez realizację projektu Baltic Power – morskiej farmy wiatrowej o mocy do 1,2 GW, powstającej w partnerstwie z kanadyjską spółką Northland Power. Jej budowa, zgodnie z harmonogramem, planowana jest na lata 2024 – 2026. Zlokalizowana ok. 23 km od brzegu na wysokości Łeby i Choczewa farma o mocy do 1,2 GW docelowo zasili nawet milion polskich gospodarstw domowych.

Cyberprzestępcy zaatakowali dystrybutorów paliw w Niemczech

Skuteczny atak ransomware na dwie spółki zależne Marquard & Bahls – niemieckiej firmy operującej na rynku dostaw paliw – zmusił czołowych dystrybutorów paliw w Niemczech do wstrzymania działań. Cyberatak spowodował, że największa krajowa sieć dystrybucyjna Aral, musiała zaopatrywać część swoich stacji benzynowych (233 na 2300) z alternatywnych źródeł. W ataku ucierpiała również firma Shell, która poinformowała, że w efekcie cyberataku przekierowuje dostawy ropy do innych magazynów.

Zdaniem ekspertów ESET odpowiedzialna za atak grupa cyberprzestępców ALPHV buduje model franczyzowy dla ataków z użyciem oprogramowania ransomware. 

Niemiecka gazeta Handelsblatt przywołuje wewnętrzny raport dotyczący incydentu, który miał miejsce w ostatnich dniach stycznia, który stwierdza, że „systemy Oiltanking zostały naruszone przez oprogramowanie ransomware BlackCat poprzez nieznaną wcześniej lukę.”

– Przykład ten kolejny raz pokazuje, jak ważne dla sprawnego funkcjonowania infrastruktury krytycznej są małe i średnie firmy – ich unieruchomienie lub zakłócenie pracy blokuje całe łańcuchy dostaw. Można założyć, że choć zaszyfrowanie danych miało miejsce w ostatnich dniach, to cyberprzestępcy uzyskali dostęp do sieci firmowej dużo wcześniej. Zwykle bowiem przed ostatecznym etapem ataku ransomware, czyli szyfrowaniem firmowych danych, przestępcy  szczegółowo badają system, który znalazł się na ich celowniku. Atak na firmy z branży paliwowej to przykład dobitnie pokazujący jak wiele pozostało do zrobienia w zakresie bezpieczeństwa IT w organizacjach – mówi Kamil Sadkowski, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa w ESET

Użyte podczas tego ataku oprogramowanie ransomware Black Cat i stojąca za nim grupa cyberprzestępcza ALPHV pozostawały nieznane do końca 2021 r.

Ekspert ESET zwraca uwagę na fakt, że oprogramowanie ransomware pozostaje jedną z najbardziej dochodowych gałęzi działalności dla organizacji cyberprzestępczych. Rosnąca liczba udanych ataków ransomware i wysokość zapłaconego okupu może w przyszłości doprowadzić do zmian na rynku ubezpieczeń przed skutkami cyberataków.

Atak cyberprzestępców na firmy paliwowe nie jest nowością. W ubiegłym roku amerykański koncern paliwowy Colonial Pipeline musiał uporać się z atakiem typu ransomware. W wyniku działań cyberprzestępców sparaliżowane zostały usługi biznesowe spółki, co doprowadziło do braku dostępu do gazu na wschodnim wybrzeżu USA przez blisko tydzień. W kontekście bieżących wydarzeń geopolitycznych i zwiększających się cen surowców, w tym ropy i gazu, eksperci spodziewają się kolejnych ataków ransomware na firmy branży surowcowej na świecie.

Jastrzębie nadlatują

Po tym jak w ubiegłym tygodniu jastrzębiego zwrotu dokonała Rezerwa Federalna, kolejne banki centralne dołączają do grona instytucji normalizujących politykę pieniężną oraz tych, które planują podwyższać koszt pieniądza. Czwartek na rynkach finansowych został zdominowany przez decyzje Banku Anglii oraz Europejskiego Banku Centralnego.

W trakcie lutowego posiedzenia Bank Anglii podwyższył główną stopę procentową o 25 punktów bazowych, ale rozkład głosów (5:4) wskazuje, że realnym scenariuszem był ruch o 50pb w górę. Główna stopa procentowa wynosi obecnie 0,5 proc. Ponadto zdecydowano, że nie będzie reinwestowania środków w obligacje skarbowe. W dalszej kolejności mają być redukowane pakiety obligacji przedsiębiorstw. Ogólnie rzecz biorąc, stało się jasne, że BoE z pewnym niepokojem obserwuje procesy inflacyjne. Wzrost cen w części ma charakter podażowy (towary importowane i ceny energii powodują silny wzrost cen konsumpcyjnych). Aby zapobiec rozkręceni się tzw. spirali inflacyjnej BoE widzi konieczność dalszego zacieśnienia polityki pieniężnej. Mimo, że prezes Andrew Bailey próbował stłumić oczekiwania na podwyżkę stóp, nie do końca mu się to udało. W każdym razie oczekiwania rynku na kontynuację zacieśniania monetarnego wzrosły jeszcze bardziej.

Chwilę później decyzję ws. poziomu stóp procentowych zakomunikował Europejski Bank Centralny. Bez zaskoczeń EBC utrzymał główne parametry polityki pieniężnej na niezmienionym poziomie, jednak konferencja prezes Lagarda rozwiała nieco gołębich nastrojów. Lagarde wyraźnie komunikowała, że EBC widzi pewne ryzyko inflacyjne i choć nie podejmuje w tej chwili aktywnych działań, to będzie gotowe przeciwdziałać rozpędzeni się spirali cenowo-płacowej. Przy zachowaniu pełnej skali (EBC wciąż jest najbardziej gołębie nastawionym ważnym bankiem centralnym) widać pewną zmianę retoryki w kierunku ciaśniejszej polityki, a przede wszystkim werbalne interwencje nakierowane na zakotwiczenie oczekiwań. Kurs eurodolara wyraźnie odbił, gdyż rynek w retoryce EBC dostrzegł zmianę nastawienia na zdecydowanie bardziej jastrzębie.

Również w Polsce bank centralny kontynuuje działania w kierunku normalizacji polityki pieniężnej. Po kolejnych podwyżkach stóp procentowych wśród decydentów widać przede wszystkim oczekiwania silniejszego złotego. Zdaniem prezesa Glapińskiego „aprecjacja złotego wspierałaby zacieśnienie polityki pieniężnej i byłaby spójna z jej kierunkiem. Kurs złotego jest istotnym kanałem wpływu na gospodarkę.”. Bank centralny walczy o odetkanie kanału kursowego, co być może pozwoliłoby uniknąć bardzo silnych podwyżek stóp procentowych (silniejszy złoty obniża inflację importowaną). Złoty zyskał w ostatnich dniach szczególnie wyraźnie względem dolara. Kurs USD/PLN spadł w piątek do 3,9650.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Blackstone kupuje portfel nieruchomości logistycznych o wartości 520 mln euro

Międzynarodowa firma doradcza Savills, we współpracy z Eastdil Secured, doradzała Macquarie Capital Principal Finance oraz Elite Partners Capital przy sprzedaży paneuropejskiego portfela nieruchomości logistycznych Elite Logistics Fund I funduszowi Blackstone European Property Income Fund (BEPIF) za kwotę 520 mln euro.

W skład budowanego od dwóch lat portfela aktywów wchodzi 12 nieruchomości logistycznych i magazynowych na terenie Wielkiej Brytanii, Polski, Hiszpanii, Niemiec i Czech. Wśród najemców dominują czołowi operatorzy logistyczni 3PL, a jeden z obiektów, wybudowany w formule BTS, zajmuje wiodąca globalna firma z branży spożywczej.

„Ponad 40% całkowitej powierzchni najmu brutto tych nieruchomości ulokowane jest w Polsce: w Mszczonowie pod Warszawą i Gdańsku. Świadczy to o rosnącym popycie i znaczeniu polskiego rynku dla inwestorów w sektorze magazynowym i logistycznym” – mówi John Palmer, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego dla sektora nieruchomości magazynowych w Savills w Polsce.

Co to jest pozycjonowanie lokalne?

Marketing internetowy to działania mające na celu zwiększenie widoczności i rozpoznawalności marki w sieci. Agencja zajmująca się reklamą w Google zna mechanizmy działania algorytmów wyszukiwarki, może więc z łatwością zoptymalizować witrynę internetową tak, by była ona przyjazna zarówno dla robotów indeksujących Google, jak i dla użytkowników. Optymalizacja strony przekłada się na wyższą pozycję w wynikach wyszukiwania. Istotą tego procesu jest znalezienie się w TOP 10 na konkretne, powiązane z profilem działalności firmy frazy kluczowe. Dla biznesów działających regionalnie idealnym rozwiązaniem jest pozycjonowanie stron internetowych. Na czym ono polega?

Lokalne pozycjonowanie stron www – co to?

SEO (ang. Search Engine Optimization), nazywane również pozycjonowaniem, to nic innego jak optymalizacja stron pod wyszukiwarki internetowe. Działania SEO obejmują:

  • techniczną optymalizację witryny;
  • przygotowanie i publikowanie wysokiej jakości treści, uwzględniającej frazy kluczowe, na które pozycjonowana jest strona (ang. content marketing);
  • budowanie wartościowej bazy linków przychodzących (ang. link building).

Lokalne pozycjonowanie strony www różni się od ogólnego SEO tym, że witryna pozycjonowana jest na frazy kluczowe w kontekście konkretnego regionu, np. miasta czy dzielnicy (np. fryzjer Poznań Jeżyce).

Lokalne SEO – w jaki sposób Google tworzy ranking stron?

Właściwie poprowadzona kampania SEM (ang. Search Engine Marketing – reklama w wyszukiwarce), ukierunkowana na wypromowanie wśród lokalnych odbiorców, sprawi, że pozycjonowana witryna będzie wyświetlała się osobom z najbliższej okolicy, a więc realnie zainteresowanych Twoją ofertą. Google wyświetla strony w lokalnych wynikach wyszukiwania, bazując na szeregu istotnych czynnikach. O pozycji strony decydują w tym przypadku m.in. trafność, odległość oraz rozpoznawalność marki.

Trafność

Firmy powinny zadbać o to, aby rzeczowo i konkretnie podawać informacje dotyczące profilu swojej działalności. Istnieje wtedy większa szansa na to, że wyszukiwarka połączy daną witrynę z zapytaniem użytkownika i zaproponuje ją w zaprezentowanych wynikach.

Odległość

Użytkownik może sam wskazać lokalizację (np. fryzjer Poznań), wówczas bez względu na to, skąd fizycznie padło zapytanie, wyszukiwarka podpowie wyniki odpowiadające wskazanej lokalizacji. Jeśli jednak nie zostanie ona określona (np. wpisana zostanie fraza ogólna: fryzjer), Google sam określi lokalizację i w przypadku, gdy użytkownik znajduje się w Poznaniu, podsunie pasujące propozycje.

Rozpoznawalność marki

Pozycjonowanie strony w wyszukiwarce Google jest dużo prostsze, gdy firma jest rozpoznawalna. Google zbiera informacje o firmie z różnych miejsc: blogów, forów, artykułów, katalogów. O pozycji strony w lokalnych wynikach wyszukiwania decyduje także liczba uzyskanych ocen i opinii na temat firmy.

Zalety pozycjonowania z wykorzystaniem geolokalizacji

Przy bardzo wysokim poziomie konkurencji, zwłaszcza w branży e-commerce, strategia reklamy online powinna być starannie przemyślana. Pozycjonowanie lokalne stron www może stanowić doskonały wstęp do pozycjonowania ogólnego – pierwszym krokiem jest w tym przypadku zbudowanie pozycji silnej marki na rynku lokalnym, a kolejnym jej dalszy rozwój o kolejne obszary geograficzne.

Jeśli frazy kluczowe ściśle powiązane z geolokalizacją zostały odpowiednio dobrane (np. hydraulik Opole, tanie noclegi Kraków stare miasto), a optymalizacja przeprowadzona we właściwy sposób, taka reklama w Internecie z pewnością przyniesie zamierzone efekty.

Do największych zalet lokalnego SEO należą:

  • generowanie organicznego ruchu, odznaczającego się wysokim stopniem konwersji,
  • stosunkowo krótki jak na pozycjonowanie stron internetowych czas, po którym pojawiają się pierwsze wyniki,
  • mniejsza niż na rynku ogólnokrajowym konkurencja,
  • niższe koszty niż w przypadku pozycjonowania na frazy ogólne,
  • możliwość dotarcia do dużej liczby potencjalnych klientów z najbliższej okolicy,
  • budowanie wizerunku branżowego lidera w regionie.

Agencja SEO – współpraca, która się opłaci

Lokalne pozycjonowanie strony w Google to działania przynoszące wymierne korzyści. Z tej metody reklamy w Internecie korzystają głównie niewielkie biznesy, dla których grupę docelową stanowią lokalni odbiorcy, lub większe firmy, działające tylko na danym obszarze. Pozycjonowanie sklepów internetowych, prowadzących wyłącznie sprzedaż wysyłkową, odbywa się zazwyczaj z uwzględnieniem fraz ogólnych.

Jeżeli masz wątpliwości co do tego, jaką strategię wybrać i czy w Twoim przypadku lokalne SEO na pewno się sprawdzi, profesjonalna firma zajmująca się reklamą w Internecie z pewnością zaproponuje optymalne rozwiązanie.

Więcej informacji na stronie Agencji SEO SEMPIRE pod adresem: https://www.sempire.pl/pozycjonowanie-lokalne.html

Męskie stylizacje półformalne – poznaj nasze inspiracje

Są takie wyjścia, kiedy garnitur wydaje się zbyt formalny, a jeansy z koszulką zbyt swobodne. Wtedy też dobrze sprawdzi się stylizacja półformalna, inaczej smart casualowa. Jak ją stworzyć i czego w naszej garderobie zabraknąć nie może?

Na wstępie wyjaśnijmy, co właściwie kryje się pod pojęciem smart casual. Jest to styl, który w zgrabny sposób łączy eleganckie części garderoby z casualowymi. Jest pomostem między zestawieniami formalnymi i codziennymi.

Jakie ubrania można wykorzystać do stylizacji półformalnej?

Absolutną podstawą są sportowe marynarki męskie. To jeden z najważniejszych elementów naszej stylizacji. Pamiętajmy przy tym, by zawsze zakładać marynarkę casualową, a nie tą do garnituru. Sportową marynarkę poznamy po innym kroju, przeszyciach, kieszeniach. W zależności od pory roku nosi się marynarkę bawełnianą, wełnianą bądź tweedową.

Drugim ważnym elementem są spodnie chinosy męskie. To wygodne materiałowe spodnie, które z powodzeniem założymy zamiast jeansów. W tradycyjnej wersji są w kolorze beżowym, ale nie brakuje modeli czarnych, szarych, granatowych bądź w kratkę. Ponieważ chinosy są obecne w niemal każdej stylizacji, najlepiej zaopatrzyć się w kilka par.

Następne są koszule, swetry i golfy. Koszule powinny być bawełniane, ewentualnie lniane. Sprawdzą się takie barwy jak biel, błękit albo krata typu vichy. Pod marynarkę możemy założyć też dopasowany golf, cienki sweter z dekoltem w serek i koszulki polo.

Nie możemy zapominać o obuwiu. Są Panowie, którzy przy stylizacjach smart casualowych zakładają buty sportowe. Jednak niekoniecznie wygląda to dobrze i nie dla każdego taka ekstrawagancja to dobra propozycja. Bezpieczniejszą propozycją są skórzane półbuty. Sprawdzą się na przykład oksfordy, brogsy bądź mokasyny.

Przykładowe stylizacje półformalne

Najbardziej klasycznym i uniwersalnym zestawieniem jest połączenie granatowej marynarki, beżowych chinosów i białej koszuli. Kolory możemy odwrócić i zamiast beżowych spodni założyć beżową marynarkę.

Idąc na imprezę lub przyjęcie, możemy wziąć pod uwagę również coś wyraźniejszego. Bordowe chinosy będą dobrze komponować się z granatową marynarką i koszulą w błękitno-białe paski. Możemy do tego dobrać granatowy gładki krawat.

Kiedy będziemy wychodzić jesienią lub zimą, zamiast koszuli możemy postawić na gładki dopasowany golf. Będzie rewelacyjnie wyglądać w połączeniu z marynarką i chinosami. Na marynarkę załóżmy płaszcz typu dyplomatka lub bosmanka.

Ciekawą i elegancką stylizację uzyskamy, kiedy koszulę połączymy ze swetrem z dekoltem serek. Wystarczy do tego dodać płaszcz lub kurtkę i mamy modne stylowe zestawienie.

Kiedy sprawdzi się styl smart casual?

Okazji, na które możemy się tak ubrać, jest mnóstwo. Taka stylizacja sprawdzi się, kiedy jesteśmy umówieni z klientem (pod warunkiem, że w firmie nie obowiązuje formalny dress code), zamierzamy wybrać się do restauracji, na randkę, na przyjęcie w gronie rodzinnym. Zatem wszędzie tam, gdzie powinniśmy wyglądać elegancko, ale nie musimy zakładać garnituru.