Czwartek jest wyjątkowo bogaty w decyzje banków centralnych. Zapowiada się, że EBC się wstrzyma, Bank Anglii symbolicznie podniesie stawki, a Czesi podejmą realną walkę z inflacją.
Problemy za oceanem
Do wczoraj mało który z analityków wskazywał na problemy rynku pracy w USA. Wczorajsze dane pokazują spadek liczby miejsc pracy o 301 tysięcy zamiast oczekiwanego wzrostu o 200 tysięcy. To względem prognoz różnica o pół miliona. Wiadomo, rynek pracy jest tam wyraźnie większy niż w Polsce, ale to nadal różnica przeszło 0,3% łącznej liczby pracujących. Nie powoduje to oczywiście, że o tyle wzrośnie bezrobocie, ale symbolicznego wzrostu należy się spodziewać. Jest to również bardzo negatywny sygnał dla dolara. Problemy rynku pracy mogą powodować wstrzymanie normalizacji stóp procentowych, a to spowoduje odwrócenie pozycji przez inwestorów. Spadek nie jest tak silny, jak można by się tego spodziewać. Powodem były sygnały płynące w ostatnich tygodniach z danych o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych.
Stabilizacja cen ropy
Bariera 90 dolarów za baryłkę ropy wydaje się obecnie istotnym ograniczeniem. Mowa o ropie notowanej w Londynie, aczkolwiek amerykańska ropa jest raptem o dolara tańsza za baryłkę. Luzowanie ograniczeń pandemicznych powoduje, że popyt na surowiec rośnie, jednakże z jakiegoś powodu inwestorzy uważają barierę 90 dolarów za górny opór. Nie można wykluczyć, że po ewentualnym przebiciu tego poziomu będziemy świadkami dalszego marszu w górę. Obecnie droga ropa to jeden z czynników, dzięki któremu Rosja może pozwolić sobie na tak ostre rozgrywanie tematu Ukrainy.
Czekając na EBC
Dzisiaj pierwsza część dnia upłynie w oczekiwaniu na decyzję EBC. Nie można jednak pomijać tego, że wcześniej poznamy decyzję Banku Anglii w sprawie polityki monetarnej. W cieniu tych wydarzeń poznamy również decyzję Czeskiego Narodowego Banku. W przeciwieństwie do swoich większych odpowiedników ten jednak powinien wyraźnie podnosić na dzisiejszym posiedzeniu stawki i to być może aż do 4,5%.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:45 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 -strefa euro – konferencja po decyzji EBC,
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
W Warszawie rok 2021 nie był tak spektakularnym rokiem na giełdzie, jak na przykład w Stanach Zjednoczonych. Należy jednak odnotować, że na GPW indeksy wzrosły, a WIG nawet ustanowił rekord. Niestety, WIG20 był dużo słabszy. Gdyby miał ustanowić rekord, musiałby zyskać jeszcze około 70% – ponieważ do historycznego rekordu z 2007 roku brakowało około 1700 punktów. Sytuacja ta ma związek z zależnością większości spółek z WIG20 od Skarbu Państwa, a tego rynki zagraniczne nie lubią.
– PGNiG ma sprzedawać gaz o 25% taniej, „a my to jakoś to kiedyś wyrównamy” – tak zostało to powiedziane ze strony rządu. Można powiedzieć PGE „wyemituj akcje, bo potrzebne będą te pieniądze”, a kilka lat temu powiedziano, że trzeba przejąć kopalnie na utrzymanie. Takie ruchy bardzo niepokoją inwestorów. Orlen kupując Polska Press też pokazał inwestorom, że można się spodziewać niespodzianek – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych Xelion. – Dlatego nasz rynek kapitałowy jest stosunkowo słaby. Lekarstwem dla niego byłyby lepsze relacje z Komisją Europejską, otrzymanie środków z Krajowego Planu Odbudowy – bo to są bardzo potrzebne pieniądze, szczególnie na inwestycje. Wtedy poprawiłaby się znacznie sytuacja zarówno złotego, jak i naszego rynku akcji – ocenia Kuczyński.
– Mamy swoje procedury i staramy się działać możliwie bez zakłóceń, ale sytuacja całego rynku nie jest łatwa. Na pewno Omikron, jego szeroka zaraźliwość oraz indywidualne restrykcje poszczególnych krajów mocno wpływają na to, jak wygląda praca w logistyce od początku 2022 roku – mówi Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz. Jak mówi Pani Prezes Omikron jest wariantem przynoszącym sektorowi TSL większe komplikacje niż Delta. – Firmy są przygotowane na utrudnienia, bo pandemia jeszcze się nie skończyła. Nie da się jednak ukryć, że mieliśmy nadzieję, że to wszystko będzie zmierzać w lepszą stronę. Problemem w Polsce wciąż pozostaje zbyt mała liczba szczepień – dodaje Laura Hołowacz.
Omikron atakuje. W firmach logistycznych pełna mobilizacja
Rekordowe liczby jeżeli chodzi o zakażonych w Polsce, ale i szybujące do góry statystyki w całej Europie – nowy wariant COVID-19 nie ma litości i znów sieje spustoszenie w europejskiej gospodarce. Niektóre kraje już szykują się do znoszenia restrykcji, a niektóre – jak Polska – dopiero czekają na szczyt zachorowań. Piąta fala koronawirusa jest czasem trudnym. Sektor TSL, firmy transportowe, agencje celne, nie były przygotowane, że kolejne miesiące mogą przynieść utrudnienia porównywalne do jesieni 2020 i wiosny 2021.
– Pandemia wywiera wpływ na logistykę. Komplikacje zaczęły się po świętach i sylwestrze, gdzie zaczęło brakować kierowców czy pracowników obsługi. Opóźnienie dostaw to bardzo poważna sprawa i wiele firm logistycznych musiało robić wszystko, by dostarczyć klientom produkty i surowce na czas. Nie mam informacji o tym, by jakieś firmy musiały wstrzymywać produkcję, ale na pewno od firm logistycznych wymaga się obecnie pełnej mobilizacji – mówi Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.
– W Grupie CSL zdarzały się przypadki zachorowań i zauważamy, że obecna mutacja COVID-19 zabiera nam pracowników na 3-4 tygodnie. Dzielimy się na strefy, pracujemy zdalnie, staramy się automatyzować procesy logistyczne, by obsługa klientów była jak najsprawniejsza. Na pewno jest to sytuacja trudna, bo wszyscy liczyliśmy, że COVID-19 będzie już w odwrocie – mówi Laura Hołowacz.
Cała Europa walczy z V falą pandemii
Sytuacja w branży TSL w dużej mierze zależy od tego, jak szybko cała Europa poradzi sobie z Omikronem. Ważne jest, by przedsiębiorcy przestrzegali zasad bezpieczeństwa, szczególnie Ci, którzy prowadzą działalność o charakterze międzynarodowym.
– W mojej ocenie ta fala pandemii będzie z nami jeszcze przez miesiąc, ale na logistykę nie można patrzeć z punktu widzenia jednego kraju. Co z tego, że Skandynawia poradzi sobie z wirusem, jak kolejna fala przetaczać się będzie przez Niemcy czy przez Polskę? Tylko horyzontalny odwrót daje nam szanse na to, by wrócić do standardowego działania i sprawniejszej komunikacji. Tłumaczymy naszym klientom, że najważniejsze jest tempo działania i jak możemy przygotować transport szybciej to należy to zrobić. Niepewności jest bardzo dużo – mówi Prezes Laura Hołowacz.
Sektor TSL w Polsce musi bardzo uważnie obserwować, co dzieje się w Europie. Komplikacji jest sporo, ale logistyka jest mocno wzmocniona progresywnym rozwojem branży e-commerce. – W przypadku drogi morskiej nie obserwujemy żadnych wahnięć. Terminale mają trochę problemów z zakażeniami i trudnościami logistycznymi. Najwięcej trudności mają na pewno firmy transportowe, bo tam najwięcej zależy od ludzi, a kierowcy bardzo często chorują – mówi Laura Hołowacz
Spodziewana inwazja Rosji na Ukrainę w połączeniu z sankcjami, którymi w odwecie grożą państwa zachodnie, mogą boleśnie uderzyć również w polski biznes. To już kolejna w ostatnich latach lekcja tego, jak ważne jest zarządzanie ryzykiem w obszarze zgodności z przepisami. Oto z jakimi wyzwaniami powinni liczyć się eksporterzy i importerzy, jeśli dyplomacja zawiedzie.
Zamrożenie płatności, brak możliwości wymiany rubla na twarde waluty, jak dolar czy euro, niewypłacalność kontrahentów i wreszcie odcięcie Rosji od międzynarodowego systemu rozliczeń SWIFT – te wszystkie hipotetyczne ryzyka nabiorą realnych kształtów, jeżeli zrealizuje się scenariusz ataku Rosji na Ukrainę.
Bank centralny Rosji broni stabilności finansowej kraju. To początek problemów?
Centralny Bank Federacji Rosyjskiej poinformował w ub. tygodniu, że nie będzie skupował walut obcych na rynku. Interwencja ta miała na celu zahamowanie giełdowego krachu, masowej wyprzedaży rosyjskich obligacji rządowych, a także gwałtownej deprecjacji rubla. W ostatnim tygodniu stycznia kurs USD/RUB doszedł do poziomu 78–79 – to najniższy poziom od ponad roku. Poważny kryzys przechodzi też ukraińska hrywna, która tylko od początku roku straciła do dolara już ponad 6 proc.
Tak znaczące osłabienie tych walut jest niekorzystne dla polskich eksporterów. Według danych GUS w okresie I–XI 2021 r. sprzedali oni do Rosji towary o wartości ponad 33 mld zł (+15 proc. r/r). To oznacza, że Rosja jest drugim pozaunijnym partnerem eksportowym Polski. Z kolei eksport na Ukrainę przekroczył w tym okresie 26 mld zł (+23 proc. r/r).
Jeżeli rosyjska inwazja na Ukrainę dojdzie do skutku, polski eksport za wschodnią granicę ucierpi nie tylko z powodu gwałtownych wahań walutowych. Kluczowym wyzwaniem, przed którym staną polskie firmy, może okazać się bieżąca współpraca z kontrahentami ze Wschodu.
Egzekwowanie sankcji przez instytucje finansowe. Co to oznacza dla eksporterów?
Jeszcze kilka lat temu ryzyko prowadzenia biznesu związane z sankcjami gospodarczymi mogło kojarzyć się eksporterom przede wszystkim z tak egzotycznymi rynkami jak Iran czy Korea Północna.
Jednak od 2020 r., gdy UE rozpoczęła nakładanie kolejnych sankcji na Białoruś, ta kwestia stała się wielu polskim firmom znacznie bliższa. Problemy, które z powodu sankcji nałożonych na Rosję mogą dotknąć polskich przedsiębiorców, to chociażby: wydłużenie czasu transportu towaru, problemy finansowe kontrahentów i opóźnienia w płatnościach. A w skrajnym scenariuszu nawet całkowity brak możliwości rozliczeń za pośrednictwem systemu międzybankowego. Mówiąc wprost: nie można wykluczyć, że firmy nie będą w stanie bezgotówkowo przekazywać sobie środków.
Działaj zgodnie z normami – czyli?
Historia pokazuje, że istotną rolę w egzekwowaniu sankcji gospodarczych odgrywają instytucje finansowe. Dzieje się tak, ponieważ zgodnie z prawem rządy delegują na nie obowiązek monitorowania transakcji, ich weryfikacji i w końcu blokowania podejrzanych transferów pieniężnych.
Jednak eksporterzy, którzy do tej pory nie mieli do czynienia z tematem sankcji, powinni wiedzieć, że mogą skorzystać z wiedzy ekspertów z instytucji płatniczych i banków. W jaki sposób?
W ramach przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu działające w UE instytucje finansowe są zobowiązane do tego, by monitorować transakcje swoich klientów z kontrahentami. Jeśli ci działają w krajach objętych sankcjami, może to skutkować dłuższym czasem rozliczeń – choćby ze względu na konieczność weryfikacji statusu klienta (tzw. screening). Z drugiej strony instytucje płatnicze analizują transakcje także po to, by np. w porę wstrzymać przelew do podmiotu objętego sankcjami. A skoro tak, to również polska firma współpracująca z instytucją płatniczą może zyskać cenną wiedzę o niepokojących sygnałach dotyczących jej zagranicznych partnerów.
Z tego względu jest niezwykle istotne, by we współpracy z instytucją finansową kierować się zasadą całkowitej przejrzystości i udzielać wyczerpujących odpowiedzi na zadawane przez jej pracowników pytania dotyczące prowadzonej działalności. Taka otwarta komunikacja pozwala skuteczniej zarządzać ewentualnym ryzykiem związanym z działalnością – zarówno z perspektywy instytucji finansowej, jak i klienta.
Sankcje: jak się do nich przygotować?
Agresja Rosji wobec Ukrainy mogłaby doprowadzić do głębokiego załamania polskiego eksportu na Wschód. Byliśmy już świadkami tego w 2014 r., gdy po zajęciu Krymu eksport z Polski na Ukrainę spadł o ok. 30 proc. r/r, a do Rosji o ok. 15 proc.
Nasze rozmowy z klientami oraz sygnały z innych źródeł pokazują, że na wypadek eskalacji konfliktu niektórzy eksporterzy rozważają ograniczenie dostaw. Jednocześnie – jak podkreśla KUKE, zajmująca się ubezpieczaniem należności – na razie nie odnotowano sygnałów wskazujących na rosnącą niewypłacalność firm np. na Ukrainie i związaną z tym szkodowość rynku. Według KUKE widać wręcz szybszy spływ należności od wschodnich kontrahentów.
By jednak dobrze zarządzić ryzykiem związanym z potencjalnymi sankcjami, polscy eksporterzy i importerzy powinni:
Bardzo wnikliwie weryfikować kontrahentów
Warto niezwłocznie odświeżyć wiedzę o kondycji i statusie swojego partnera, korzystając np. z pomocy izb, wiarygodnych baz danych czy wyspecjalizowanych firm.
Zgromadzić wszelkie dokumenty dowodzące celowości przeprowadzanych transakcji
To np. faktury i listy przewozowe potwierdzające wymianę towarów w zakresie zgodnym z prowadzoną działalnością (wpisem do PKD). Jeżeli bowiem jakaś transakcja budzi podejrzenia instytucji finansowej, ta ma obowiązek ją zweryfikować, a w razie konieczności nawet wstrzymać przelew.
Pilnować zgodności zapisów kontraktu handlowego z kwotami i opisami zlecanych transakcji
Jeżeli np. umowa przewiduje płatności w rublach, a środki są wysyłane w innej walucie, odpowiednie zapisy powinny wyraźnie definiować kurs wymiany. W przeciwnym razie instytucja finansowa może wstrzymać transakcję.
Być na bieżąco ze szczegółami dotyczącymi sankcji
Jeżeli firma prowadzi handel z kontrahentem z kraju, który już jest bądź może zostać objęty sankcjami, powinna okresowo aktualizować informacje posiadane na temat klienta i jego statusu.
Rozważyć ubezpieczenie należności, m.in. od ryzyka politycznego
To rozwiązanie może okazać się szczególnie istotne dla firm, których nie łączą jeszcze długoletnie relacje z partnerami ze Wschodu.
Rozważyć zabezpieczenie kursu walutowego
W okresach niepokoju czy wręcz paniki na rynkach finansowych, gdy kurs walut gwałtownie się waha, zabezpieczenie i rozliczanie należności po z góry określonym kursie może być jedynym narzędziem chroniącym przed stratą.
O umiejętnym zarządzaniu ryzykiem regulacyjnym powinny też pamiętać wszystkie firmy, które zamierzają rozpocząć handel na nowym rynku. Należy bardzo dokładnie sprawdzić m.in. czy sprzedawane towary nie będą budzić zastrzeżeń prawnych.
Przykładowo dotyczy to sytuacji, gdy pewne komponenty mogą być wykorzystane zarówno w produkcji maszyn, jak i broni. Wówczas partnerzy handlowi, by nie narazić się na problemy, powinni być w stanie udowodnić cel współpracy.
Warto wspomnieć, że potencjalny konflikt zbrojny pomiędzy Rosją a Ukrainą to nie jedyne ryzyko, z którym w 2022 r. będą musieli zmierzyć się polscy przedsiębiorcy. Te rysują się także na innych frontach – podatkowym, prawnym i biznesowym. Warto już teraz przyjrzeć się im wszystkim, aby dobrze się przygotować i mądrze nimi zarządzić.
Autorzy: Michał Sas, Compliance & MLRO Officer Eastern Europe w Ebury Polska,
W 2021 roku transakcje w zakresie akwizycji osiągnęły wartość ponad 2,1 mld EUR i 1,2 mld EUR w zakresie sprzedaży
Wiodącymi były sektory magazynowy z transakcjami o wartości ponad 1,5 mld EUR, a następnie biurowy i handlowy
Łącznie zrealizowano w 2021 roku 90 transakcji w 13 krajach – wzrost o 21% w stosunku do 2020 roku
DRC SIM udzielił finansowań w wysokości 760 mln EUR w całej Europie w 2021 r.
Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny rynku nieruchomości, w 2021 r. zrealizował transakcje o wartości powyżej 3,4 mld EUR na całym świecie, w tym ok. 2,6 mld EUR w Europie oraz ok. 670 mln EUR w Azji.
W skali globalnej transakcje obejmowały około 2,1 mld EUR akwizycji i około
1,2 mld EUR sprzedaży, co odpowiada inwestycji netto w wysokości 900 mln EUR. Spółka zarządza obecnie aktywami (AuM) o wartości ok. 24,8 mld EUR.
W 2021 r. spółka Savills IM zrealizowała 90 transakcji w 13 krajach, odnotowując wzrost o 21% w porównaniu z rokiem poprzedzającym. Rok 2021 był również kolejnym doskonałym rokiem dla sektora magazynowego– w tym okresie zawarto transakcje o wartości ponad 1,5 mld EUR. Sektory biurowy i handlowy również odnotowały wysoką aktywność. W ciągu roku w każdym z tych sektorów zawarto transakcje o wartości ponad 580 mln EUR.
Do najważniejszych transakcji w Europie w 2021 r. należało nabycie centrum logistycznego A2 Warsaw Park w Adamowie w Polsce w imieniu funduszu Savills IM European Logistics Fund 3, a także nabycie centrum lokalnego Bos en Lommerplein w Amsterdamie dla funduszu European Food Retail. Savills IM sfinalizował również sprzedaż wielu aktywów, które przekroczyły zakładane stopy zwrotu, z korzyścią dla zysków inwestorów.
Piotr Trzciński, Head of Investment Poland w Savills Investment Management, skomentował:
„W post-pandemicznym świecie utrzymującej się inflacji, wysokich cen akcji oraz zmienności na rynku obligacji, nieruchomości nadal oferują zalety w postaci dywersyfikacji, atrakcyjnych zwrotów o niskiej korelacji z płynnymi klasami aktywów, zabezpieczenie przed inflacja i ochronne wartości kapitałowej. Z wartością transakcji ok 6 mln EURO, w 2021 roku rynek polski był świadkiem powrotu aktywności i zaufania inwestorów, dążących do zwiększenia alokacji kapitału przede wszystkim w sektorze magazynowym i living.
Jestem zadowolony z naszych wyników w Polsce, gdzie przeprowadziliśmy transakcje na ponad 280 milionów EURO, głównie w sektorze magazynowym. W imieniu naszych klientów nabyliśmy takie obiekty jak BTS Castorama, A2 Warsaw Park, czy 7r Beskid Park II. Dzięki tym zakupom oraz umiejętnemu zarządzaniu aktywami, wartość portfela zarządzanego przez nas w Polsce przekroczyła 1.7 mld EURO wg stanu na styczeń 2022. W nowym roku będziemy poszukiwać atrakcyjnych nieruchomości w naszych fundamentalnych sektorach magazynowym i living, co nie wyklucza taktycznych zakupów w innych sektorach takich jak convenience retail.”
W regionie Azji i Pacyfiku Savills IM sfinalizował pierwsze zakupy dla swojego nowo uruchomionego funduszu Asia-Pacific Income and Growth, w tym nabycie 241 O’Riordan Street, 11-piętrowego biurowca w atrakcyjnej dzielnicy Mascot w Sydney w Australii, wraz
z nabyciem 10 aktywów zlokalizowanych w popularnych dzielnicach mieszkaniowych
w centrum i na obrzeżach Tokio, w centrum Osaki i w centrum Nagoi, dla funduszu Japan Residential Fund.
DRC SIM, dedykowana platforma Savills IM zajmująca się finansowaniem nieruchomości komercyjnych, odnotowała wyjątkowo dobry rok, udzielając finansowania na 16 nowych inwestycji o łącznej wartości ok. 760 mln EUR. Zrealizowano inwestycje w ramach wszystkich trzech strategii kredytowych DRC SIM: Core Plus Senior, Whole Loans oraz High Yield Debt.
DRC SIM pozyskała również kolejną kwotę nowego kapitału w wysokości ok. 1,0 mld EUR,
w ramach wszystkich trzech strategii kredytowych.
Alex Jeffrey, dyrektor generalny, Savills IM, skomentował:
„Pomimo wyzwań związanych z globalną pandemią jesteśmy podbudowani faktem, że nasza sieć ekspertów w 17 biurach w 14 krajach skutecznie realizuje atrakcyjne inwestycje dla naszych klientów. Do najważniejszych wydarzeń ubiegłego roku należy finalizacja naszego aliansu strategicznego z wiodącym południowokoreańskim ubezpieczycielem Samsung Life, pełne przejęcie DRC Capital, a także rozpoczęcie inwestowania w ramach strategii dla brytyjskich centrów handlowych typu retail park oraz funduszu Asia-Pacific Income and Growth. Jestem niezwykle usatysfakcjonowany naszymi osiągnięciami jako firmy w 2021 roku i jestem przekonany, że posiadamy doskonały punkt wyjścia do osiągania dobrych wyników w 2022 roku i w kolejnych latach”.
„DRC SIM jest jednym z niewielu kredytodawców na rynku, którzy posiadają wieloletnie doświadczenie w udzielaniu kredytów zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i na kontynencie europejskim. Nasze portfele kredytowe zostały zbudowane z naciskiem na dywersyfikację sektorową i geograficzną, co jest atrakcyjne nie tylko dla naszych inwestorów, ale także dla kredytobiorców, którzy chętnie zawierają transakcje z doświadczonym podmiotem działającym we wszystkich głównych regionach Europy. W 2022 r. zamierzamy kontynuować pozyskiwanie dyskrecjonalnego kapitału i realizować dobrze rokujące inwestycje, które pojawiły się już na horyzoncie.”
Kiran Patel, CIO i zastępca dyrektora generalnego, Savills IM, skomentował:
„W perspektywie roku 2022 korekta na amerykańskim rynku akcji oraz ryzyko utrzymującej się inflacji z pewnością znajdą się w centrum uwagi inwestorów na rynku nieruchomości, dlatego przestrzegamy przed wybieraniem aktywów o niskiej rentowności, które mogą się okazać najbardziej podatne na zagrożenia. Naszym zdaniem w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy należy skupić się sektorze mieszkaniowym oraz sektorze magazynowym (tzw. ‘beds and sheds’), a zwłaszcza na ich obiecujących podsektorach, takich jak logistyka miejska i logistyka ostatniej mili, średnio-powierzchniowe obiekty magazynowe i chłodnie. Atrakcyjne zyski skorygowane o ryzyko dostrzegamy też w strategiach dłużnych rynku nieruchomości, które dodatkowo oferują zabezpieczenie przed spadkami w nieruchomościach zadłużonych”.
Podatkowa ulga termomodernizacyjna cieszy się znacznie większym powodzeniem niż dopłata do termomodernizacji w programie Czyste Powietrze – wynika z danych do których dotarł portal GetHome.pl.
– Ministerstwo Finansów poinformowało nas, że w 2020 r., czyli w drugim roku obowiązywania podatkowej ulgi termomodernizacyjnej, skorzystało z niej aż 459 tys. podatników, a łączna kwota odliczeń sięgała 7,7 mld zł – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.
I dodaje, że po dopłatę do termomodernizacji sięgnęło do tej pory niespełna 313,6 tys. beneficjentów programu Czyste Powietrze. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej podaje, że wypłacono im niespełna 2,4 mld zł.
– A przecież statystyki dotyczące ulgi termomodernizacyjnej nie obejmują 2021 r. Po terminie składania zeznań podatkowych resort finansów będzie potrzebował jeszcze co najmniej pół roku na ich przeanalizowanie. Można jednak śmiało przyjąć, że prawdopodobnie ponad 600 tys. właścicieli i współwłaścicieli domów jednorodzinnych odliczy wydatki na termomodernizację w rozliczeniach podatkowych za ubiegły rok – ocenia Marek Wielgo.
Przypomina, że w pierwszym roku obowiązywania ulgi termomodernizacyjnej skorzystało z niej przeszło 207,4 tys. podatników. Jak widać, rok później ich liczba, ale także wartość odliczeń, podwoiła się. Przy czym przynajmniej część z rozpoczętych w 2019 r. przedsięwzięć termomodernizacyjnych było kontynuowanych w 2020 r. Ustawa podatkowa dopuszcza bowiem nawet trzyletni okres ich realizacji.
– Także kwota odliczeń robi wrażenie, choć świadczy też o tym, że przecięta wartość inwestycji w termomodernizację domów nie była wysoka, bo sięgała 16,8 tys. zł. Tymczasem dopuszczalny odpis wydatków na materiały, urządzenia i usługi związane z realizacją przedsięwzięcia termomodernizacyjnego wynosi 53 tys. zł – mówi ekspert GetHome.pl.
Według niego, Polacy chętnie korzystają z ulgi termomodernizacyjnej, bo jej zasady są proste w przeciwieństwie do programu Czyste Powietrze, w którym formalności są skomplikowane. Ekspert przyznaje jednak, że ulga termomodernizacyjna najpewniej nigdy nie dorówna popularnością uldze remontowej, z której w latach 1997-2003. korzystało rocznie nawet osiem milionów Polaków. Z ulgi remontowej można było bowiem skorzystać np. malując mieszkanie czy wymieniając kafelki w łazience. Ponadto obejmowała ona domy i mieszkania. Natomiast z ulgi termomodernizacyjnej mogą skorzystać wyłącznie właściciele i współwłaściciele domów jednorodzinnych. Dlaczego tylko ich?
– Bo to domy jednorodzinne są największymi trucicielami powietrza – odpowiada Marek Wielgo.
I cytuje dane Ministerstwa Środowiska, z których wynika, że domy jednorodzinne odpowiadają prawdopodobnie za 40% emisji pyłu zawieszonego PM10 oraz 78% emisji wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych, w tym rakotwórczego benzo(a)pirenu.
Żeby zorientować się, jaki jest stan techniczny budynków oraz czym są one ogrzewane, rząd zobowiązał ich właścicieli i zarządców do zgłoszenia źródła ciepła do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB). Na dopełnienie tego obowiązku pozostało im niespełna pięć miesięcy. Jak przebiega ta akcja? Z danych Geoportal.gov.pl wynika, że w naszym kraju jest ponad 6,2 mln budynków mieszkalnych. Tymczasem – jak podaje Główny Urząd Nadzoru Budowlanego (GUNB) – do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków trafiło do tej pory niespełna 1,2 mln. W zarejestrowanych do tej pory w CEEB budynkach przeważają kotły, piece i kuchnie na paliwa stałe, czyli m.in. węgiel. Stanowią one przeszło połowę wszystkich źródeł ciepła.
Marek Wielgo zwraca uwagę, że sens ekonomiczny ma tylko termomodernizacja kompleksowa. Nie wystarczy więc sama wymiana starego kotła węglowego. Trzeba też ocieplić budynek. Oznacza to duże wydatki, często wymagające rozłożenia w czasie. Niestety, nie wszystkich na to stać. W efekcie, jak pokazują dane Eurostatu, przeszło 1,2 mln Polaków nie jest w stanie ponosić kosztów ogrzewania, tak aby zapewnić sobie komfort cieplny zimą.
Ekspert GetHome.pl przypomina, że dopłaty w programie Czyste Powietrze oraz ulga termomodernizacyjna nie są jedynymi rozwiązaniami, których celem jest pobudzanie aktywności inwestycyjnej w kwestii termomodernizacji.
Od 1999 r. funkcjonuje program, w ramach którego właściciele budynków, także wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe, mogą liczyć na specjalną premię termomodernizacyjną, która obecnie wynosi 16% kosztów przedsięwzięcia. Bank Gospodarstwa Krajowego wypłacił do tej pory blisko 36,3 tys. takich premii o łącznej wartości blisko 1,9 mld zł.
Wczorajsze wstępne dane dotyczące inflacji w strefie euro pokazują, że presja cenowa jest wciąż spora. Jeśli do tego dodamy wskaźniki z poszczególnych krajów Starego Kontynentu, widzimy, że wczorajszy wysoki odczyt nie jest osamotniony. Wskaźniki dla Włoch również zaskoczyły wysokim poziomem. Dane makro powodują, że Christine Lagarde może zacząć mieć dylemat w jaki sposób prowadzić politykę monetarną.
Czy EBC nadal będzie udawać, że nic się nie dzieje i uznawać, że inflacja jest zjawiskiem jedynie przejściowym? Tego prawdopodobnie dowiemy się dzisiaj podczas konferencji prasowej, która zaplanowana jest po posiedzeniu. Stopy procentowe w Europie nie zmienią się dziś, to pewne. Rynek jednak zaczyna spekulować, czy podejście europejskich decydentów nie uleganie zmianie, szczególnie po danych, które poznaliśmy w tym tygodniu.
Wbrew rynkowym oczekiwaniom wczorajsza inflacja ze strefy euro pokazała dynamikę 5,1 proc. Bazowy wskaźnik (bez cen energii, żywności, alkoholu i papierosów) spadł z 2,6 do 2,3 proc. Spadek ten wynika jednak w dużej mierze z efektów specjalnych (zakończenia obniżki podatki VAT w Niemczech).
Na początku tego roku ceny energii wzrosły jeszcze bardziej niż w pierwszych miesiącach 2021. Trend prawdopodobnie utrzyma się. Presja cenowa w strefie euro to nadal również wypadkowa nierozwiązanego problemu zjawiska „wąskich gardeł” występujących głównie w przemyśle. Perspektywy poprawy w tym obszarze są dość ponure. Wszystko zaczyna się w Chinach, gdzie każde nowe przypadki zakażeń prowadzą do zamykania całych regionów i fabryk.
EBC prawdopodobnie podniesie dziś swoje prognozy inflacyjne na 2022 rok. Do tej pory bank szacował, że wzrośnie ona w pierwszym kwartale o 4,1 proc. Rewizja w górę jest już niemalże pewna. Lagarde być może będzie dziś podkreślać, że dalsze decyzje będą podejmowane w oparciu o napływające dane. Jednocześnie zakładam, że szefowa EBC będzie starała się nie podawać jakichkolwiek konkretów aby nie wiązać sobie rąk i podsycać jednocześnie oczekiwań na podwyżki stóp procentowych. Ciekawe jest to, czy zostanie powtórzone stwierdzenie z grudnia, że podwyżki są mało prawdopodobne w 2022 roku. Jeśli to zostanie usunięte, rynek może zinterpretować to jastrzębio. Wówczas euro ma szanse na umocnienie. Interesujące wydaje się również to, czy Lagarde powtórzy powody spadku inflacji w średnim terminie. Być może prezes EBC chcąc złagodzić swoją wypowiedz ponownie użyje argumentu, że trwałe ustabilizowanie się inflacji na poziomie 2 proc. wymaga wzrostu płac o 3 proc. co jest aktualnie niewidoczne.
Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Wartość Indeksu oznacza, że w styczniu 2022 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 21,1% w porównaniu do stycznia 2021r. Pierwszy tegoroczny odczyt Indeksu jest na zbliżonym poziomie do najniższych w okresie pandemii odczytów z kwietnia (-28,1%) i maja 2020 r. (-24,4%).
W styczniu 2022 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 28,03 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 37,82 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 25,9%. W porównaniu do grudnia 2021 r. osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy było mniej o 15,5%. Średnia wartość wnioskowanego kredytu w styczniu br. wyniosła ponad 355,4 tys. zł i była wyższa o 12,1% w relacji do wartości ze stycznia 2021 r., ale niższa o 1,1% niż w grudniu 2021 r.
– Na styczniową wartość Indeksu negatywnie wpłynął bardzo duży spadek liczby wnioskodawców. Styczniowa liczba osób wnioskujących jest piątym najniższym wynikiem miesięcznym od stycznia 2007 r. Liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w styczniu 2022 r. jest na takim samym poziomie, jak w kwietniu 2020 r., czyli miesiącu największej paniki związanej z pandemią COVID-19. Jeżeli natomiast odniesiemy liczbę osób wnioskujących o kredyty w styczniu 2022 r. do liczby osób wnioskujących w marcu 2021 r. (rekordowy wynik w całej pandemii) to spadek wynosi aż 28 771 osób (ponad 50%) – podsumowuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.
– Spadek liczby wnioskujących o kredyty mieszkaniowe nie jest czymś nowym. Od kwietnia 2021 r. w ujęciu m/m odnotowujemy spadek liczby wnioskujących, o czym pisałem w wcześniejszych komentarzach. Zjawisko to może zostać jeszcze bardziej pogłębione w 2022 r. w wyniku kolejnych podwyżek stóp procentowych, wzrostu kosztów utrzymania i ewentualnego braku złagodzenia tych negatywnych aspektów wzrostem dochodów – dodaje.
– Tym, co częściowo ograniczyło negatywny wpływ spadku osób wnioskujący o kredyt na wartość Indeksu, jest średnia kwota wnioskowanego kredytu, która w styczniu 2022 r. jest wyższa od kwoty ze stycznia 2021 r. o 38 432 zł (12,1%). Jednak również w przypadku średniej kwoty wnioskowanego kredytu mamy zmianę, bowiem średnia kwota w ujęciu m/m rosła prawie nieprzerwanie (z wyjątkiem stycznia 2021 r.) od 18 miesięcy, czyli od czerwca 2020 r. Jednak ta dobra passa w styczniu 2022 r. została przerwana. Może być to efekt niskiej bazy ze stycznia br. Porównując z wartością wniosków w grudniu 2021 r., średnia wartość wnioskowanego kredytu w styczniu 2022 r. nieznacznie, ale spadła – jest o 1,1% niższa.
Materializuje się opisywany wcześniej negatywny scenariusz, w którym spadającej liczbie osób wnioskujących o kredyt zaczyna towarzyszyć spadek średniej kwoty wnioskowanego kredytu. O skali spadku średniej kwoty zadecyduje bezpośrednio sytuacja cenowa na rynku nieruchomości oraz sytuacja na rynku pracy i polityka monetarna.
– Kluczowym wydaje się to, na ile spadający niewątpliwie popyt na nieruchomości finansowane kredytem, zostanie zastąpiony popytem gotówkowym. W mojej opinii nie będzie substytucji 1:1, tym bardziej, że popyt gotówkowy ze strony indywidualnych nabywców był napędzany spadkiem opłacalności inwestowania wolnych środków pieniężnych w depozyty bankowe i obligacje skarbowe. Podwyżki stóp procentowych niewątpliwie uatrakcyjnią tę formę oszczędzania na tle inwestowania w nieruchomości. Na razie popyt generowany przez inwestorów instytucjonalnych nie jest tak duży, aby ograniczyć negatywny odpływ osób, które nie uzyskają kredytu na sfinansowanie zakupu nieruchomości, co przy rozpędzonej podaży nieruchomości powinno wpłynąć stabilizująco na ceny nieruchomości – tłumaczy prof. Rogowski.
– W skrajnie niekorzystnym scenariuszu, gdy wartość popytu istotnie spadnie, ceny nieruchomości, szczególnie w mniej atrakcyjnych lokalizacjach, mogą nawet spaść. Kolejnym czynnikiem, który będzie kształtował popyt na kredyty mieszkaniowe jest zdolność kredytowa. W tym przypadku kluczowym będzie to, na ile wzrost dochodów gospodarstw domowych ograniczy negatywny wpływ na wysokość zdolności kredytowej wzrostu stóp procentowych i wzrostu kosztów utrzymania. Wierząc oczekiwaniom rynkowym, stopy powinny wzrosnąć do 4,5-5%, jednak w oparciu o ostatnie wypowiedzi Prezesa NBP, można nawet założyć ich wzrost do 6%. Jeżeli wzrost dochodów netto gospodarstw domowych będzie niewielki lub w przypadku spadku dochodów netto, to w skrajnie negatywnym przypadku można założyć duży, mocno odczuwalny spadek zdolności kredytowej – dodaje prof. Rogowski.
Z uwagi na fakt, że wnioski o kredyt mieszkaniowy o wartości powyżej 1 mln zł stały się już czymś naturalnym, a nie anomalią zniekształcającą wartość indeksu, począwszy od 2022 r, od styczniowego odczytu wartości Indeksu, zdecydowaliśmy się na przesunięcie ograniczenia, a co za tym idzie wyłączenia z obliczeń zapytań o kredyty mieszkaniowe przekraczające 10 mln zł. Przy ograniczeniu do 1 mln zł, na jakim był dotychczas obliczany Indeks, styczniowy odczyt wyniósłby (-23,6%).
Metodyka indeksu:
Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 10 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.
W 2021 roku policja stwierdziła ponad 24% więcej przestępstw kradzieży w sklepach niż rok wcześniej. Analizując ubiegłoroczne dane, widać już wzrost o blisko 44% względem 2019 roku. Ostatnio najwięcej takich zdarzeń odnotowano w województwie mazowieckim, ponad 19% ze wszystkich w kraju. Najmniej było ich w podlaskim. Z kolei liczba wykroczeń kradzieży w sklepach wzrosła w 2021 roku o ponad 6% w porównaniu z 2020 rokiem. 4 na 5 takich sytuacji miało miejsce w placówkach wielkopowierzchniowych.
Więcej przestępstw…
Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, w 2021 roku stwierdzono 24 995 przestępstw kradzieży w sklepach. To więcej niż w 2020 roku, kiedy było ich 20 103. W ubiegłym roku nastąpił też wzrost względem 2019 roku. Wówczas takich zdarzeń odnotowano 17 386.
– Dane są niepokojące, ale też nie aż tak zaskakujące. Najprostszym wyjaśnieniem tendencji wzrostowej przestępstw kradzieży jest powrót złodziei sklepowych do aktywności. Nadrabiają zaległości z okresów twardych lockdownów, kiedy mieli ograniczoną przestrzeń do działania. Było to do przewidzenia i prawdopodobnie obrazuje determinację środowiska, które w ten sposób zarobkuje – komentuje Łukasz Grzesik, ekspert ds. zapobiegania kradzieżom sklepowym.
Co więcej, Grzegorz Wojtasik, wiceprezes zarządu Impel Facility Services, podkreśla, że dane są niepokojące, ponieważ oznaczają one realny wzrost przestępczości. W związku z obostrzeniami pandemicznymi klienci wchodzą do sklepów z zasłoniętą twarzą. Taka sytuacja wymaga od pracowników ochrony dodatkowej czujności, aby móc zidentyfikować potencjalne zagrożenie i skutecznie działać. Ekspert zaznacza też, że spora część pracowników ochrony ma dodatkowe obowiązki, polegające m.in. na sprawdzaniu, czy klienci stosują maseczki.
– Nie można też ignorować innych skutków pandemii i inflacji. One sprawiły, że część budżetów gospodarstw domowych wyraźnie ucierpiała. W efekcie rosnąca presja na zaspokojenie podstawowych potrzeb może być kolejnym powodem wzrostu kradzieży – dodaje Łukasz Grzesik.
Z policyjnych statystyk wynika, że w 2021 roku najwięcej przestępstw kradzieży w sklepach stwierdzono w województwie mazowieckim – 4 807. Dalej w zestawieniu odnotowano dolnośląskie – 4 102, śląskie – 3 178, pomorskie – 1 797 i kujawsko-pomorskie – 1 691. Z kolei najmniej takich zdarzeń odnotowano w podlaskim – 330, świętokrzyskim – 411 i opolskim – 426. Ponadto w piętnastu województwach liczba przestępstw kradzieży w 2021 roku była większa niż w 2019 roku. Wyjątkiem jest podlaskie, gdzie w ubiegłym roku odnotowano spadek względem zarówno 2020 roku (417), jak i 2019 roku (489).
– O liczbie przestępstw kradzieży w danym województwie decyduje wiele czynników. Istotna w tym przypadku jest również wielkość aglomeracji i zagęszczenie handlu. Obiekty handlowe o dużym potencjale, z wieloma markami i towarami, znajdujące się w bliskiej odległości, będą atrakcyjnym miejscem dla osób zajmujących się kradzieżą. Ale duża aktywność złodziei może w realny sposób przełożyć się na czas reakcji służb. Co prawda większość nie uniknie zatrzymania, ale zanim to nastąpi, może dojść do kilku skutecznych prób – stwierdza ekspert ds. zapobiegania kradzieżom sklepowym.
… i wykroczeń kradzieży
Ponadto z policyjnych danych wynika, że w 2021 roku stwierdzono 186 312 wykroczeń kradzieży w sklepach. Rok wcześniej odnotowano ich 175 597. Patrząc na dane bardziej szczegółowe, widać, że do takich zdarzeń dochodziło głównie w sklepach wielkopowierzchniowych. W 2020 roku odnotowano ich tam 144 390, a w 2021 roku – 150 654.
– W dużych sklepach złodzieje czują się bardziej anonimowi. Pracownicy ochrony są mocniej skupieni na linii kas oraz dodatkowych obowiązkach związanych z pandemią. Oczywiście, często w takich placówkach są stanowiska monitoringu. Pracownicy obserwują obraz z kamer, ale anonimowość utrudnia wskazanie czy wyłapanie osób, które podejrzanie się zachowują – wyjaśnia Grzegorz Wojtasik.
Z kolei Łukasz Grzesik zaznacza, że drobnych kradzieży zazwyczaj dokonują pojedyncze osoby. Działania te podyktowane są głównie zaspokojeniem podstawowych potrzeb lub chęcią posiadania modnej rzeczy. Natomiast towary o większej wartości są domeną grup zorganizowanych. Jak podkreśla ekspert, kradzione są przede wszystkim ubrania i dodatki, buty, artykuły drogeryjne i higieniczne, a także sprzęty elektroniczne. Należy również wspomnieć o produktach tak podstawowych, jak żywność, alkohol czy chemia gospodarcza, które napędzają drobne kradzieże. W minionym okresie świątecznym mogło być również większe zainteresowanie zabawkami.
– Część wykroczeń ma miejsce w wielkopowierzchniowych sklepach budowlanych. Z nich stosunkowo łatwo można wynieść jedną rzecz czy kilka drobnych, np. wiertła, tarcze itd. Te placówki handlowe nie posiadają bramek antykradzieżowych. Nie ma takich sytuacji, że system zasygnalizuje, że towar jest wynoszony. Obowiązek weryfikacji ma kasjer oraz pracownik ochrony, któremu monitoring wskaże podejrzaną osobę – informuje wiceprezes Impel Facility Services.
Natomiast w sklepach małopowierzchniowych stwierdzono w ubiegłym roku 35 658 wykroczeń kradzieży. To o 14,2% więcej niż w 2020 roku, kiedy takich zdarzeń odnotowano 31 207. Jak zaznacza Grzegorz Wojtasik, placówki handlowe próbują optymalizować koszty. Najłatwiej zmniejszyć wydatki na usługi, które nie są bezpośrednio związane z biznesem. I część podmiotów ogranicza ochronę, co też ma wpływ na policyjne statystyki.
– W bieżącym roku należy spodziewać się dalszej dynamiki wzrostów przestępstw i wykroczeń kradzieży ze względu na presję powodowaną głównie czynnikami ekonomicznymi. Rosnące potrzeby będą determinować większą aktywność złodziei. Im większa będzie presja oraz im łatwiej będzie zbyć skradziony towar, tym bardziej portfele detalistów skurczą się w wyniku kradzieży – podsumowuje Łukasz Grzesik, ekspert ds. zapobiegania kradzieżom sklepowym.
Importowanie maszyn oraz części z Chin to coraz powszechniejsze zjawisko. Warto wiedzieć w jaki sposób zabrać się za import, jak dobierać pośredników oraz na jakich konkretnie etapach skupić się najbardziej. Dzięki temu cała procedura importowania towarów z Chin zakończy się wielkim sukcesem, a biznes prowadzony w Polsce zdoła się znacząco rozwinąć.
Maszyny z Chin – najważniejsze informacje
Import maszyn z Chin ma bardzo duży sens, ponieważ pozwala zaoszczędzić spore pieniądze. Kluczowe znaczenie ma jednak znalezienie odpowiedniej prowincji, w której produkuje się wysokiej klasy maszyny, tak aby można było sprowadzić je do Polski. Warto stawiać na maszyny z Chin pochodzące z takich prowincji, jak:
Zhejiang,
Shandong,
Jiangsu,
Henan,
Guangdong.
Ważną rolę w całym tym procesie odgrywają również odbywające się w Chinach targi maszynowe. Wskazana jest oczywiście pomoc w imporcie z Chin, tak aby niektóre etapy przyspieszyć i nie musieć regularnie podróżować do Państwa Środka.
Skąd sprowadza się maszyny i części z Chin?
Jeśli w grę wchodzi import z Chin krok po kroku warto zastanowić się nad tym skąd konkretnie można pozyskać maszyny oraz części z Chin. Realizując import maszyn z Chin w pierwszej kolejności analizuje się powyższe prowincje, lecz jednocześnie nie można zapominać o najpopularniejszych targach maszynowych. Mowa m.in. o Bauma China (głównie pojazdy górnicze i maszyny budowlane), China Power Transmission & Control Technology Exhibition (maszyny elektryczne, górnicze i budowlane) oraz Qingdao International Machine Tool Exhibition (obrabiarki, sprzęt do cięcia i produkcji oraz sprzęt morski). Jak widać import maszyny z Chin musi być poprzedzony wnikliwymi analizami.
O czym jeszcze należy pamiętać przy imporcie maszyn z Chin?
Bezpieczny import z Chin jest uzależniony m.in. od profesjonalnego doboru pośrednika. Co najważniejsze pośrednik przy imporcie z Chin musi wykazywać się sporym doświadczeniem oraz znajomością rynku. Dzięki temu obsługa importu z Chin będzie realizowana na najwyższym z możliwych poziomów. Pośrednik w imporcie z Chin powinien się odznaczać posiadaniem wielu kontaktów biznesowych.
Godne podkreślenia jest to, że importer maszyn z Chin musi sprawdzić jakość sprowadzanych maszyn i części oraz ich dokumentację techniczną. Robi się to na miejscu (w Azji), aby import z Chin do Polski przebiegł bez przykrych niespodzianek. Nie da się ukryć, że import towarów z Chin krok po kroku składa się z wielu różnych etapów. Kluczowa jest m.in. obecność tabliczek znamionowych oraz przestrzegania Deklaracji Zgodności CE (przy urządzeniach mechanicznych). Decydując się na import z Chin krok po kroku warto mieć przy sobie wyspecjalizowanych fachowców.
W wyniku transakcji MCI.EuroVentures obejmie 55% akcji w eSky. Założyciele Grupy eSky pozostaną aktywnymi akcjonariuszami kontrolującymi łącznie 45% udziałów. Kwota transakcji to 157 mln zł i obejmuje również dokapitalizowanie spółki. MCI Capital chce wesprzeć eSky w umacnianiu swojej pozycji na globalnym rynku i realizacji strategii budowy przewagi technologicznej nad konkurencją.
– Nasze wzajemne relacje z MCI Capital sięgają 2012 roku. Wnikliwie obserwowaliśmy efekty działań funduszu w sektorze e-commerce & IT, w którym się specjalizuje, i widzieliśmy, że potrafią dynamicznie budować wartość inwestycji poprzez odpowiednie wsparcie dla Zarządów swoich spółek – tłumaczy wybór tego właśnie partnera Łukasz Kręski, Przewodniczący Rady Nadzorczej w Grupie eSky.
– To nie pierwszy fundusz inwestujący w naszą spółkę. Mamy pozytywne doświadczenia ze współpracy z sektorem PE/VC. Wychodzący obecnie ze spółki Syntaxis, który zainwestował w eSky w 2014 roku, zrealizuje w tej transakcji znaczące zyski. Przeszliśmy razem bardzo trudny okres i udowodnili, że są dobrym partnerem. Jednocześnie udało się ułożyć pozytywne relacje z Wirtualną Polską, której opcja PUT zgodnie z zawartą w grudniu 2021 r. ugodą, została w całości zrealizowana. Jako założyciele kontrolujący 45% akcji, pozostajemy po transakcji we władzach spółki w roli stałych członków operacyjnych Rady Nadzorczej. Naszym celem wspólnie z MCI i Zarządem spółki jest wsparcie eSky w rozwoju na całym świecie – mówi Łukasz Kręski.
– MCI od ponad 20 lat jest aktywnym inwestorem branży digital travel i transportowej. Byliśmy lub jesteśmy inwestorami w takich spółkach jak Travelplanet, Invia, Travelata i Tatilbudur oraz Gett. COVID przyśpieszył transformację cyfrową w branży turystycznej, więc najnowszą inwestycją wpisujemy się w ten trend. Warte podkreślenia jest także to, że jesteśmy w przededniu długoterminowego trendu wzrostowego w sektorze cyfrowej turystyki – mówi Tomasz Czechowicz, Prezes MCI Capital.
– Grupa eSky wykorzystała niesprzyjającą sytuację na rynku związaną z pandemią do umocnienia swojej pozycji, oraz znaczącej poprawy efektywności. 2021 rok, na poziomie zysku operacyjnego, spółka zamknęła z wynikiem prawie dwukrotnie lepszym niż w rekordowym 2019 roku. Dotychczasowa strategia ekspansji międzynarodowej odegrała zatem kluczową rolę w umocnieniu naszej pozycji. Dzięki inwestycji ze strony MCI pozyskamy środki na realizację naszych kolejnych strategicznych celów, w tym znaczną automatyzację procesów z obszaru obsługi klienta, zwiększenie świadomości marki eSky na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej oraz transformację w wiodącego gracza na rynku dynamicznego pakietowania – mówi Łukasz Habaj, Prezes Zarządu w Grupie eSky.
– eSky jest niekwestionowanym liderem rynku biletów lotniczych w Europie Środkowo-Wschodniej, ale tak naprawdę jest już spółką globalną oferującą swoje usługi w ponad 60 krajach świata. Pomimo, że pandemia bardzo silnie uderzyła w cały przemysł lotniczy, to dzięki zaangażowaniu Zarządu i właścicieli, spółka wychodzi z tego okresu silniejsza niż wcześniej. Chcemy wesprzeć Zarząd w strategii budowania globalnego „market challengera” w oparciu o przewagę technologiczną i jakość serwisu oferowanego dla klienta. Planujemy dalsze umacnianie pozycji spółki, zarówno poprzez przejęcia jak i dynamiczny wzrost organiczny – mówi Michał Górecki, Senior Investment Director MCI Capital.
Grupa eSky na przestrzeni ostatnich lat prowadziła intensywną ekspansję międzynarodową, która przyczyniła się do dynamicznego rozwoju spółki. Zaledwie w cztery lata do portfolio Grupy dołączyło 45 krajów z całego świata, w tym tak odległe rynki, jak APAC (Hong-Kong, Malezja, czy Singapur), a także rynki afrykańskie – Maroko, Kenia, Egipt, czy Nigeria. Aktualnie Grupa prowadzi sprzedaż w ponad 60 krajach na całym świecie.
Ubiegłoroczna sprzedaż Grupy eSky wyrażona w TTV (Total Transaction Value), wyniosła w 2021 roku 1,6 mld złotych. Wynik ten jest większy o 34% w porównaniu do 2020 roku. Zysk operacyjny Grupy w 2021 roku wzrósł o 167% w stosunku do 2019 roku, co plasuje ubiegły rok jako najlepszy w historii firmy pod kątem zysku operacyjnego.
Warto zaznaczyć, że w 2021 roku połowa przychodów Grupy eSky wyrażona w TTV została wygenerowana w Europie kontynentalnej, a udział sprzedaży w Europie Zachodniej był wyższy niż sprzedaży w Europie Środkowo-Wschodniej o 12 p.p. i wyniósł 38% i 26% odpowiednio. Grupa eSky umocniła też swoją pozycję w Stanach Zjednoczonych, odpowiadających za ok 11% udziału w sprzedaży, gdzie dynamika przychodów wyniosła ponad 54% w stosunku do 2020 roku.
Zamknięcie transakcji jest uwarunkowane zgodą UOKIK oraz instytucji finansowych.
Jastrzębi zwrot Fedu zwiększył wagę posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego w najbliższy czwartek, podobnie ostatnie zaskoczenie w górę inflacją w strefie euro. Czy przyspieszy to zwrot EBC w stronę wyższych stóp? Jeśli nie dojdzie do zmiany tonu na bardziej jastrzębi, euro może doświadczyć większej deprecjacji, co zepchnęłoby w dół kurs EUR/USD i oddziaływałoby w kierunku wzrostu kursu USD/PLN.
Zeszłotygodniowe komunikaty po zebraniu Fedu były nawet bardziej jastrzębie, niż oczekiwał rynek. W następstwie słów Jerome’a Powella, który nie wykluczył podwyżek stóp na każdym posiedzeniu w tym roku, rynek wycenia pięć tego typu ruchów w 2022 r., a kurs EUR/USD spadł poniżej 1,12, czyli do najsłabszej pozycji od czerwca 2020 r. Wywindowało to też kurs USD/PLN do poziomu 4,10.
Niedługo później euro odzyskało jednak siłę, kurs EUR/USD powrócił powyżej poziomu 1,12, a USD/PLN poniżej 4,10. Stało się to w związku z publikacją danych o inflacji w Niemczech, które pokazały, że dynamika cen znacznie przewyższa oczekiwania, a momentum inflacyjne jest mocne. Później wspólną walutę wsparły też najnowsze dane dla strefy euro.
Wykres 1: Kursy USD/PLN i EUR/USD (2020 – 2022)
Źródło: Bloomberg Data: 02.02.2022
Coraz głośniejsze jastrzębie głosy w Radzie Prezesów
Zaskoczenia inflacyjne w strefie euro są jedną z kluczowych kwestii, na które rynek zwracał uwagę w ostatnich tygodniach. Najnowsze dane z 02.02 dla wspólnego bloku pokazały, że główna stopa inflacji wzrosła w styczniu do 5,1%, a bazowa wyniosła 2,3%. Obie okazały się znacznie wyższe od oczekiwań, a w przypadku pierwszej jest to rekordowa wartość.
Nadwyżka inflacji już wcześniej zwracała uwagę decydentów i część członków Rady Prezesów wyraża pewne zaniepokojenie rosnącymi cenami oraz w szczególności prognozą inflacji EBC, która zakłada wyraźny spadek dynamiki cen do 1,8% w 2023 i 2024 r.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury
Koronawirus wywarł ogromny wpływ na młodych ludzi, którzy musieli przystosować się do życia w nowych warunkach. Wprowadzane restrykcje, izolacja, system nauki zdalnej oraz strach o zdrowie bliskich doprowadziły do zmiany ich dotychczasowych zwyczajów i postaw. Jak wynika z badania Mindshare Polska, co trzeci nastolatek zmienił osobistą hierarchię wartości w wyniku pandemii, doceniając zdrowie, relacje rodzinne i przyjacielskie oraz wolność. Co istotne, 50% młodych osób z tej grupy było przekonanych, że zmiana ta ma trwały charakter.
Zmiany wywołane pandemią
Bez względu na płeć i wiek każdy zaobserwował wpływ pandemii na swoją codzienność. W wyniku badania zrealizowanego przez Mindshare Polska w grupie nastolatków, w wieku 15-18 lat, wiemy, które obszary życia młodych ludzi rozwinęły się lub ucierpiały podczas pandemii oraz jak sami młodzi oceniają te zmiany. Ponad 50% nastolatków uważa, że zdecydowanie na plus rozwinęły się ich kompetencje cyfrowe. Blisko połowa pozytywnie ocenia zmianę związaną z samodzielnością, a 37% wskazuje na polepszenie relacji z rodzicami i rodzeństwem.
Zdecydowanie w złym kierunku, zdaniem młodzieży, ewoluowały ich relacje z rówieśnikami oraz kondycja psychiczna. Taką odpowiedź wskazała prawie połowa ankietowanych. Obszarem, który został niejednoznacznie oceniony jest zdrowe odżywianie. Zmiany w tym zakresie zyskały głosy na plus i na minus od takiej samej części młodych respondentów.
Zmartwienia młodzieży
Badanie Mindshare pokazuje, że w ocenie blisko połowy nastolatków w ciągu ostatniego roku pogorszeniu uległa ich kondycja psychiczna.
Analizując wyniki badania przeprowadzonego w maju 2021, widzimy, że młodzież najczęściej martwiła się zdrowiem najbliższych oraz swoją przyszłością i edukacją. Należy pamiętać, iż w część respondentów była wówczas w trakcie egzaminów maturalnych lub tuż po egzaminie ósmoklasisty, co mogło wpłynąć na wyniki badania – komentuje Ludmiła Lib, manager w pionie Business Planning, Mindshare Polska.
Źródłem obaw są jednak nie tylko sprawy prywatne, ale również problemy dotyczące całego społeczeństwa. 69% badanych młodych ludzi martwi się stanem środowiska naturalnego, a 60% niepokoi sytuacja polityczna w kraju.
Obszary zmian
W trakcie pandemii relacje umocniły swoje miejsce w hierarchii nastolatków. Jakie zmiany w życiu codziennym miały wpływ na ich budowanie? Niemal połowa badanych spędzała więcej czasu na posiłkach z bliskimi czy rozmowach na tematy związane ze szkołą. Około 40% respondentów w wyniku pandemii zwiększyło częstotliwość rozmów z rodzicami o organizacji codziennego życia oraz własnych problemach. Młodzi ludzie więcej czasu zaczęli poświęcać także na wspólne oglądanie telewizji oraz korzystanie z platform VoD.
Ciągłe przebywanie w domu oraz nauka zdalna przyczyniły się do zwiększenia częstotliwości sięgania przez nastolatków po urządzenia, takie jak smartfon, komputer, TV oraz konsola, a także wzmożonej aktywności w mediach społecznościowych. Około 65% badanych zadeklarowało, że w trakcie pandemii więcej czasu spędzało na korzystaniu z komputera i smartfona (poza nauką) niż przed jej rozpoczęciem. Ponad połowa badanych częściej sięgała także po gry, dostęp do platform VoD oraz media społecznościowe. Nieco mniej, bo 44% młodych wskazało, że więcej czasu poświęcało na oglądanie telewizji.
Ponadto, w porównaniu z okresem przed pandemią, w trakcie jej trwania prawie co drugi nastolatek więcej swojego czasu angażował w czynności takie jak gotowanie i obowiązki domowe oraz rozrywkę lub zabawę nie związaną z przebywaniem przed ekranem komputera, telewizora czy smartfona. Pandemia sprzyjała także czytaniu książek, opiece nad pupilami oraz rozwojowi hobby, jednak dla licznej grupy nastolatków wiązała się także z ograniczeniem kontaktów ze znajomymi na żywo (50%), rzadszym przebywaniem na świeżym powietrzu (37%) oraz mniejszą aktywnością fizyczną (34%).
Nowe umiejętności zdobyte podczas pandemii
Blisko 40% młodych ludzi potwierdziło, że pandemia przyczyniła się do zdobycia przez nich nowej umiejętności, z czego co piąta osoba wskazała nową kompetencję w zakresie obsługi komputera i programów potrzebnych podczas nauki zdalnej. Młodzi niemal równie często deklarowali podjęcie aktywności związanych ze zdrowiem i sportem (17%) oraz podjęcie nowego lub rozwój już uprawianego hobby (15%).
O badaniu
Badanie ilościowe „Młodzież 2021” zostało zrealizowane w maju 2021 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na próbie N=454 osoby. Badani to polscy internauci w wieku 15-18 lat, stanowiący reprezentatywną grupę dla badanej populacji pod względem płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.
Styczeń 2022 r. stał pod znakiem kontynuacji spadku nastrojów konsumenckich. W obliczu wysokiej inflacji, wzrostu cen w sklepach i rosnących kosztów energii Polacy coraz mocniej obawiają się o kondycję domowych finansów. Badani spodziewają się także pogorszenia sytuacji gospodarczej kraju.
Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w styczniu br. -13,3 i spadł o 2,8 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Tym samym jest to już czwarty kolejny miesiąc, w którym utrzymuje się tendencja spadkowa. Na początku bieżącego roku znaczącemu pogorszeniu uległa m.in. ocena przyszłej sytuacji finansowej gospodarstw domowych (spadek o 6 p.p.) oraz prognoza sytuacji gospodarczej kraju (-8,2 p.p.).
W styczniu – po raz pierwszy od wielu miesięcy – ujemne nastroje konsumenckie odnotowano we wszystkich kategoriach wiekowych. Najniższy wskaźnik (-21,9) utrzymuje się w grupie osób w przedziale 50-59 lat. Najwyższy wynik dotyczy z kolei najmłodszej grupy (15-22 lata) i wynosi on
-0,5. W przypadku podziału na płeć, wyraźnie gorsze nastroje konsumenckie można zaobserwować wśród kobiet (-15), co jest wynikiem o ponad 3 p.p. niższym niż w przypadku mężczyzn.
Dysproporcje zauważalne są również na różnych poziomach wykształcenia. Zdecydowanie najsłabsze nastroje konsumenckie dotyczą grupy osób z wykształceniem wyższym (-18,5). Na drugim biegunie znajdują się osoby z wykształceniem podstawowym (-7,9) i średnim (-11,3).
– Ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem rosnących cen i sprawiły, że w styczniu nastroje konsumenckie znów spadły. Nabywcy wzmocnili przekaz, co do negatywnego nastawienia wobec swojej przyszłej kondycji finansowej oraz wyrazili dalsze obawy w kwestii przyszłej sytuacji gospodarczej kraju. Luty to miesiąc, w którym w życie wchodzą zapisy tarczy antyinflacyjnej, a zatem spodziewane obniżenie cen istotnych dla każdego gospodarstwa domowego składników: żywności, energii, paliwa. Oczekując krótkookresowej poprawy nastrojów, kluczowe jest aby w kolejnych miesiącach skutecznie zadbać o zniwelowanie problemu u źródła. W innym przypadku, zaraz po zdjęciu tarczy antyinflacyjnej, czekają nas poważne problemy i powszechne niezadowolenie – mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.
W styczniu br. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:
nastąpiło nieznaczne pogorszenie ocen bieżącej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego – składowa spadła o 0,8 p.p., z poziomu -10,6 do -11,4.
nastąpił gwałtowny spadek ocen przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego – składowa spadła o 6 p.p., z poziomu -12,5 do -18,5;
nastąpił duży spadek ocen przyszłej sytuacji gospodarczej kraju – składowa spadła o 8,2 p.p., z poziomu -35,8 do -44;
nastąpił wzrost w zakresie skłonności do zakupów – składowa wzrosła o 3,6 p.p., z poziomu 17,1 do 20,7.
Informacje o badaniu
Badanie zrealizowano w dniach 6-12 stycznia 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.
Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.
Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.
Już 60 proc. polskich przedsiębiorczyń dzieli się obowiązkami domowymi i rodzinnymi, lub przynajmniej stara się to robić, jak wynika z nowego raportu Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką. Jednak niemal 40 proc. przyznaje, że prowadzenie firmy utrudnia im życie rodzinne. Dodatkowo pandemia sprawiła, że połowa badanych ma obecnie więcej obowiązków zawodowych. Aż ⅕ pracuje nawet ponad 50 godzin tygodniowo.
Jak wynika z nowego raportu „Bizneswoman Roku” Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką, niemal 40 proc. badanych polskich przedsiębiorczyń twierdzi, że prowadzenie firmy utrudnia im życie rodzinne. Przeciwnego zdania jest nieco ponad 30 proc. respondentek, które uważają, że dzięki m.in. elastycznym godzinom pracy własny biznes łatwo pogodzić z zajmowaniem się domem i rodziną. Co ciekawe, wśród kobiet, które nie prowadzą własnej działalności, ale chciałyby to robić, w podobnym pytaniu proporcje były odwrotne – nieco ponad 30 proc. przypuszczało, że praca na własny rachunek utrudnia życie rodzinne, a niemal 40 proc., że ułatwia. Tylko 7 proc. uznało, że prowadzenie firmy nie wywiera na nie szczególnego wpływu – wśród przedsiębiorczyń tę odpowiedź wskazało aż 20,5 proc.
Kwestia życia rodzinnego, związanych z nim obowiązków i obawy o jego jakość powtarzają się jak mantra w rozmowach, debatach i badaniach na temat przedsiębiorczości kobiet. Od 13 lat pracujemy nad zmianą tych nierówności, uświadamiając, ucząc, nie tylko biznes, ale i jednostki, bo to czasem od ich decyzji zależy zmiana. Nie da się osiągnąć równouprawnienia w biznesie czy w polityce, dopóki nie będzie go w domach, dopóki kobiety będą musiały wybierać między rodziną a realizacją własnych ambicji zawodowych. Chwilowo tę sytuację pogorszyła pandemia, m.in. przez konieczność opieki nad dziećmi uczącymi się zdalnie – komentuje Olga Kozierowska, Prezeska Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką i pomysłodawczyni konkursu Bizneswoman Roku
⅕ polskich przedsiębiorczyń pracuje ponad 50 godzin tygodniowo
Trochę ponad ¼ Polek prowadzących własne firmy poświęca na obowiązki zawodowe ok. 40 godzin tygodniowo, czyli czas odpowiadający pracy na pełen etat. Nieco ponad ⅕ pracuje ok. 20 godzin tygodniowo. Najwięcej respondentek – prawie ⅓ – spędza w pracy między 41 a 50 godzin tygodniowo, a ⅕ nawet ponad 50 godzin tygodniowo. Ta ostatnia liczba powinna budzić niepokój. Jak wynika z badań Światowej Organizacji Zdrowia, praca powyżej 55 godzin na tydzień zwiększa ryzyko udaru mózgu o 35 proc. i zgonu z powodu choroby niedokrwiennej serca o 17 proc. w porównaniu do pracy 35-40 godzin w tygodniu. Dodatkowo 40 proc. ankietowanych przedsiębiorczyń ma problemy ze snem.
Obowiązki rodzinne hamują ambicje zawodowe kobiet
Na tę sytuację ogromny wpływ miała pandemia – połowa respondentek ma obecnie więcej obowiązków zawodowych niż przed nią, mniej niż ⅓ nie odnotowała takiej zmiany. Na szczęście niemal 60 proc. badanych dzieli się obowiązkami domowymi i rodzinnymi z partnerem lub partnerką, albo przynajmniej stara się to robić. Jednak nadal aż u niemal ¼ tego podziału brakuje. Obowiązki związane z posiadaniem rodziny niestety często stają na drodze kobiecych ambicji zawodowych – jak podaje GUS, jest to najczęstsza przyczyna bierności zawodowej kobiet w wieku produkcyjnym. Wśród mężczyzn są to czynniki losowe, jak choroba lub niepełnosprawność. Według wcześniejszego badania Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką 14 proc. kobiet przed przyjęciem awansu powstrzymywałaby obawa, że nie dadzą rady pogodzić pracy z wychowaniem dzieci, a zdaniem 12 proc. istotny wpływ na taką decyzję miałyby wsparcie w opiece nad dziećmi i większe partnerstwo w związku.
Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w 2021 roku wyniosła 75 mld euro – to wzrost o 269% w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku (20,3 mld euro). To także najbardziej aktywny rok na rynku IPO w Europie – odnotowano 422 debiuty, wobec 135 w 2020 roku. Debiut InPost na Euronext w Amsterdamie, z ofertą ponad 3,2 mld euro, okazał się największym IPO w Europie i 5. na świecie. GPW w Warszawie odnotowała największą liczbę debiutów (44 łącznie na rynku głównym i NewConnect) od 2013 r.
W 2021 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie było 40 debiutów wobec 19 w roku ubiegłym. Łączna wartość przeprowadzonych ofert na GPW w minionym roku (łącznie na rynku regulowanym oraz NewConnect) wyniosła 9,313 mld zł (2,050 mld euro), co oznacza spadek o 15% w porównaniu do 2020 r (warto zaznaczyć, że zeszłoroczne statystyki zdominowało IPO Allegro.eu o wartości 10,6 mld zł).
Wśród 12 debiutów na warszawskim parkiecie, największym była oferta Pepco Group 3,698 mld zł (818,3 mln EUR), uplasowana na 20. miejscu największych IPO w Europie. Kolejne trzy miejsca pod względem wielkości oferty zajęły spółki Huuuge Games (1,666 mld zł / 371,8 mln euro), Grupa Pracuj (1,120 mld zł / 239,1 mln euro) oraz STS holding (1,078 mld zł / 234,7 mln euro).
Na alternatywnym rynku NewConnect było w 2021 roku 32 debiutów. Dużą popularnością nieprzerwanie cieszyły się spółki z branży technologicznej – przede wszystkim gamingowe. Największym debiutem, na nieregulowanym rynku, było IPO producenta gier komputerowych Render Cube (wartość oferty wyniosła 16,3 mln zł). Na drugim i trzecim miejscu uplasowały się spółki Creotech Instruments z branży przemysłu kosmicznego (11,3 mln zł) oraz spółka technologiczna Woodpecker.co (11,0 mln zł).
„Miniony rok był zdecydowanie najlepszym okresem aktywności IPO na warszawskiej giełdzie od lat. Największa od 2013 liczba debiutów na obu rynkach łącznie, najwięcej debiutów na głównym rynku od 2016, oraz wysyp, jak na nasze warunki, dużych transakcji. W 2021 r. warszawski parkiet przyjął 4 oferty o wartości przekraczającej 1 miliard zł, w tym dwie spółek zagranicznych, co jest wydarzeniem bez precedensu i buduje obraz rynku zasilanego regularnie dużymi debiutami o międzynarodowym zasięgu. Mimo nieco rozczarowujących wyników niektórych „spadkowych” IPO, zainteresowanie debiutem potencjalnych emitentów jest wciąż wysokie, a plany giełdowe i stosowne przygotowania coraz więcej spółek rozpoczyna z perspektywą 2-3 letnią. Po stronie inwestorów utrzymuje się z kolei zainteresowanie dobrze przygotowanymi i wycenionymi spółkami” – mówi Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.
Europejski rynek ofert pierwotnych w 2021 r.
Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, łączna wartość IPO w Europie w minionym roku wyniosła 75,0 mld euro i znacząco wzrosła w porównaniu do roku 2020 (o 54,7 mld euro). Na europejskich parkietach zadebiutowały 422 spółki (wobec 135 w 2020 roku). Odnotowano 14 tzw. mega ofert, czyli IPO, których wartość przekroczyła 1 mld euro.
„W skali Europy, rok 2021 był wyjątkowy, zarówno pod względem liczby debiutów, jak i wartości ofert. 422 IPO, z czego 14 debiutów z ofertami powyżej 1 mld euro potwierdzają optymizm na rynku po okresie niepewności wywołanym pandemią. Prognozy na rok 2022 pozostają ostrożnie pozytywne, należy spodziewać się w szczególności jeszcze większej selektywności inwestorów wynikającej zarówno z niepewnej sytuacji geopolitycznej i gospodarczej, jak i z obserwowanych spadków notowań wielu zeszłorocznych debiutantów” – dodaje Bartosz Margol.
Najwięcej środków podczas oferty w 2021 r. pozyskała spółka InPost, debiutująca na giełdzie Euronext – Amsterdam. IPO miało wartość 3,2 mld euro. Na kolejnych miejscach uplasowały się Volvo Car AB (oferta warta 2,3 mld euro przeprowadzona na Nasdaq Nordic – Stockholm) oraz Vantage Towers AG (debiut na niemieckim parkiecie – Deutsche Boerse z ofertą na poziomie 2,2 mld euro).
Największą aktywność na europejskim rynku ofert pierwotnych w minionym roku wykazała giełda w Londynie (100 debiutów przy łącznej wartości 19,5 mld euro), za którą znalazła się Nasdaq Stockholm, z 78 IPO i z wartością ofert 11,9 mld euro. Na trzecim miejscu w Europie, pod względem wartości pozyskanego kapitału, uplasowała się giełda Euronext – Amsterdam (11,4 mld euro z 24 debiutami).
Aktywność na europejskim rynku IPO od 2017 roku*
* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.
Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2017 r.*
* Daje obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.
Aktywność na polskim rynku IPO od 2010 roku
O raporcie IPO Watch Europe
Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2021.
Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii i Szwajcarii) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 31 grudnia 2021 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.
Począwszy od raportu za II kwartał 2019 roku IPO Watch Europe obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch Europe zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku w Warszawie, niezależnie od ich wartości.
Pierwszy tegoroczny odczyt Barometru EFL wyniósł 48,9 pkt. i jest o 1,4 pkt. niższy niż w ostatnim kwartale ubiegłego roku. Jest to pierwszy odczyt „pod kreską”, czyli poniżej progu 50 pkt., od roku, co może wskazywać na gorsze nastroje polskich przedsiębiorców. Jednak eksperci zwracają uwagę, że tegoroczny wynik nie odbiega od poziomu Barometru w pierwszych kwartałach poprzednich lat, kiedy także oscylował wokół 49 pkt. Z raportu wynika także, że im mniejsza firma tym potrzebuje większego finansowania zewnętrznego, bo gorzej radzi sobie z trwającą sytuacją pandemiczną.
– Pierwszy tegoroczny wynik – choć niski i nie napawający optymizmem – nie odbiega od sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia na początku 2021, 2020 czy nawet przedpandemicznego 2019 roku. Pierwsze pomiary ze stycznia najczęściej należą do jednych z najniższych w roku, gdyż są zbierane w okresie największej niepewności i niewiedzy na temat tego, co może wydarzyć się w nowym roku. Także na najnowszy wynik patrzę z nadzieją, że tendencje dotyczące wahań nastrojów wśród mikro, małych i średnich przedsiębiorców wracają do normy sprzed pandemii COVID-19. I spodziewam się, że w kolejnym pomiarze realizowanym wiosną wartość wskaźnika – podobnie jak w latach przed pandemią – wzrośnie – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.
Na granicy możliwości
Próg OR to poziom ograniczonego rozwoju firm z sektora MŚP, który wynosi co najmniej 50 pkt. w Barometrze EFL. Stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców dotyczących 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Przyjmuje wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Poziom 48,9 pkt. osiągnięty na początku tego roku nie przekroczył progu OR, co oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa widzą mniejsze szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.
Pieniądze potrzebne na bieżącą działalność, nie na inwestycje
Dane z ostatnich pomiarów wskazują na stagnację pod względem inwestycji. Odsetek firm planujących ich wzrost trzeci kwartał z rzędu utrzymuje się poniżej 10 proc., przy czym najnowszy wynik jest najgorszym z dotychczasowych. W I kwartale 2022 roku tylko 2 proc. przedsiębiorców planuje więcej inwestować, podczas gdy większość (88 proc.) nie przewiduje żadnych „ruchów” w tym obszarze.
Opinie dotyczące inwestycji nie pokrywają się z tymi dotyczącymi zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne. W najnowszym pomiarze odsetek firm przewidujących wzrost zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne wzrósł z 14 proc. w IV kwartale 2021 roku do 17 proc. w I kwartale 2022 roku. Jest to trend, z którym mamy do czynienia właściwie od początku pandemii. Przedmiotem finansowania zewnętrznego nie są planowane inwestycje, ale potrzeby związane z prowadzeniem bieżącej działalności. A te w wybranych branżach zwiększają się wraz z perspektywą dalszego trwania restrykcji związanych z pandemią.
W przypadku dwóch pozostałych wskaźników w bieżącym pomiarze odnotowano lekki wzrost optymistów. 29% przedsiębiorców liczy na więcej zamówień (o 3,2 pkt. proc. więcej niż w IV kwartale 2021), a 26% spodziewa się lepszej płynności finansowej (o 1,2 pkt. proc. więcej niż w IV kwartale 2021).
Więksi radzą sobie lepiej z pandemią
W najnowszym pomiarze ponownie widać niewielkie różnice pomiędzy poszczególnymi działami sektora MŚP, a optymizm przedsiębiorców rośnie wraz z liczbą zatrudnianych pracowników. W przypadku firm mikro Barometr EFL wyniósł jedynie 48,3 pkt, w małych firmach – 48,7 pkt, zaś w średnich 50,7 pkt. Niezależnie od wielkości podmiotu, w każdym przypadku został odnotowany spadek w ujęciu kwartalnym.
W trzech na cztery badane obszary mamy do czynienia z trendem, zgodnie z którym im większa firma tym więcej wskazań na poprawę sytuacji. Są to jednak niewielkie różnice – o ok. 4 pkt. proc. na przykład 28% mikro firm liczy na wzrost sprzedaży, podczas gdy wśród średnich podmiotów ten odsetek wynosi 32,5%. Tylko z finansowaniem zewnętrznym jest sytuacja odwrotna – 15,5% mikro i 21% małych firm spodziewa się większego zapotrzebowania na zewnętrzne fundusze, podczas gdy tylko 9% „średniaków”. Może to oznaczać, że najwięksi uczestnicy sektora MŚP radzą sobie lepiej niż ich mniejsi koledzy i nie potrzebują tak dużego wsparcia finansowego.
Odwilż na wiosnę?
– W dotychczasowych pomiarach pomiędzy I a II kwartałem nastroje wśród MŚP wyraźnie się poprawiały, o około 5 pkt. Wyjątkiem był pierwszy pandemiczny 2020 rok. Choć bardzo liczymy na taki obraz również w tym roku, to realnym celem jest ponowne wejście na szczebel powyżej progu 50 punktów – mówi prezes EFL.
1 lutego 2022 r. Marwin Ramcke przejął obowiązki prezesa zarządu Grupy EOS, międzynarodowego inwestora i dostawcy usług finansowych należącego do Otto Group. 42-latek zastąpił na tym stanowisku Klausa Engberdinga, który odchodzi z firmy z powodów osobistych.
Marwin Ramcke do tej pory był członkiem zarządu Grupy EOS odpowiedzialnym za region Europy Wschodniej. W ciągu ostatnich lat Grupa stała się międzynarodowym inwestorem finansowym, który generuje większość dochodów poza ojczystym rynkiem niemieckim. Ramcke w roli CEO będzie kontynuował ten proces.
– Rola CEO w jednej z wiodących firm zarządzających wierzytelnościami w Europie to dla mnie przywilej. Kieruje mną potrzeba ciągłego postępu. Moim celem na nowym stanowisku jest nie tylko utrzymanie EOS w czołówce sektora, ale także wyznaczanie standardów dla całej branży finansowej. – mówi Ramcke, który pracuje w Grupie EOS od 2007 roku. – Dużą szansę dla rozwoju naszej firmy widzę w różnorodności. Chciałbym przenieść współpracę pomiędzy wszystkimi spółkami i pracownikami EOS na wyższy poziom.
Silny wzrost w Europie Wschodniej
Obowiązki Marwina Ramcke w zarządzie Grupy EOS przejmie Carsten Tidow, dotychczasowy dyrektor zarządzający na Europę Wschodnią.
W ciągu ostatnich lat Grupa odnotowała znaczny wzrost w tym regionie. W roku finansowym 2020/21 zainwestowała tu 195,3 mln euro w NPL (non-performing loans). EOS staje się również inwestorem finansowym zorientowanym na technologię.
– W nadchodzących latach Europa Wschodnia nadal będzie ekscytującym rynkiem wzrostu dla naszej firmy – podkreśla Tidow. – Jako nowy członek zarządu EOS chciałbym kontynuować osiągnięcia Marwina Ramcke i nadal rozwijać naszą działalność w tym regionie.
Eksperci WiseEuropa przygotowali raport „Konieczny krok. Wpływ restrukturyzacji górnictwa na gospodarkę i bezpieczeństwo energetyczne” o przyszłości węgla na Śląsku i konsekwencjach transformacji energetycznej dla regionu i Polski. Jego głównym tematem jest zaplanowanie działań wokół restrukturyzacji górnictwa w taki sposób, aby uniknąć poważnego szoku gospodarczego i społecznego na Śląsku.
Umowa społeczna dla górnictwa podpisana w maju 2021 jest przedstawiana przez stronę rządową oraz związki zawodowe jako jedyny sposób na uniknięcie poważnego szoku gospodarczego na Śląsku oraz zapewnienie dostaw węgla zapewniających bezpieczeństwo energetyczne Polski. Teza ta nie znajduje jednak potwierdzenia w danych ani historycznych doświadczeniach regionu.
Rzeczywistą alternatywą dla wieloletniego wsparcia operacyjnego dla nierentownych kopalni jest restrukturyzacja branży w oparciu o rynkowe sygnały cenowe oraz z wykorzystaniem istniejących mechanizmów osłonowych (SRK). Ze względu na duże zróżnicowanie wydajności wydobycia surowca w śląskich kopalniach, jedynie część z nich będzie musiała zostać zamknięta, by przywrócić równowagę finansową branży.
Biorąc pod uwagę czynniki takie jak: naturalny spadek wydobycia węgla, stan zatrudnienia w górnictwie w regionach górniczych oraz potencjalny niższy poziom przychodów z PIT eksperci WiseEuropa proponują następujące rozwiązania, które mogły zmniejszyć zarówno finansowe jak i społeczne obciążenia związane z transformacją energetyczną.
zmodyfikowanie obecnego kształtu umowy społecznej dla górnictwa w sposób zakładający rezygnację ze wsparcia operacyjnego dla nierentownych zakładów i wyznaczający harmonogram wygaszania kopalni w oparciu o rentowność wydobycia,
zmianę w zasadach wypłat dla pracowników odchodzących z sektora w kierunku rozłożenia części wypłaty w czasie i powiązania jej z podjęciem i utrzymaniem pracy w innej branży (dodatki aktywizacyjne), przy jednoczesnym wzroście całkowitej wypłacanej kwoty w przekroju udzielanego wsparcia (czynnik motywacyjny),
oferowanie pakietów wspierających zmianę i podnoszenie kwalifikacji dla wszystkich osób zmieniających zawód i branżę, w sposób otwarty dla wszystkich kategorii pracowników likwidowanych kopalni (nie tylko górników) oraz we współpracy z inwestorami (szkolenia pod otwierane miejsca pracy),
modyfikację obecnych zasad nabywania uprawnień emerytalnych przez górników: odejście od jednorazowego nabywania całości uprawnień do wcześniejszej emerytury po osiągnięciu wymaganego stażu pracy w kierunku stopniowego obniżania wieku emerytalnego z każdym kolejnym rokiem przepracowanym w kopalni. Takie rozwiązanie pozwoli na rezygnację ze stosowania urlopów górniczych oraz wyeliminuje istotny czynnik zniechęcający do przebranżawiania się: zmiana branży wiąże się z całkowitą utratą całości potencjalnych przywilejów emerytalnych wynikających z dotychczasowego stażu pracy,,
uzupełnienie umowy społecznej o bezpośrednie wsparcie finansowe dla samorządów pokrywające utracone dochody budżetowe z tytułu opłat uzyskiwanych od kopalni. Utrata dochodów związanych z PIT będzie przy tym łagodzona przez działania aktywizacyjne i osłonowe skierowane bezpośrednio do pracowników odchodzących z sektora.
Sprzedaż w 2021 roku zwiększyła się we wszystkich segmentach: opony do samochodów osobowych +27%, SUV +41%, ciężarowych +14%, dostawczych +44%, rolniczych +31%, motocyklowych +0,3%, a przemysłowych +11%. Wzrosty widać też w większości segmentów na rynkach europejskich. Udział opon premium ponownie wzrósł o +1 pp. – w klasie opon do samochodów osobowych, SUV i dostawczych, o +2 pp. w klasie opon ciężarowych. Spada natomiast udział opon budżetowych w rynku. W 2021 roku o ponad +40% rosła sprzedaż opon zimowych i całorocznych, a letnich o prawie +15%.
W czwartym kwartale 2021 roku zanotowano jeszcze większe wzrosty: w segmencie opon osobowych o +44%, SUV +37%, dostawczych +65%, ciężarowych +3%, rolniczych +1%, motocyklowych +12,4%, a przemysłowych +18%.
– Ostatni rok był dla producentów i importerów rekordowy. Popyt na opony wszystkich segmentów przewyższył nawet dane z 2019 roku. Mimo trudności na rynku pierwszego montażu – spowodowanych problemami z produkcją aut, rynek wtórny z nawiązką te problemy zrekompensował. Większa o ponad 7 proc. liczba rejestracji aut przełożyła się także na rynek opon. Na to także nałożył się trudny rok 2020, po którym rynek musiał się odbudować. Wszystkie fabryki w Polsce i Europie pracowały pełną mocą, żeby odpowiedzieć na zapotrzebowanie rynku. Co ważne, bardzo dobrze sprzedawały się opony klasy premium – zarówno w segmencie aut osobowych, jak i ciężarowych – w skazuje Radosław Bółkowski, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO). – To bardzo ważne elementy nie tylko dla ekonomiki jazdy, długości eksploatacji opon, ale przede wszystkim dla bezpieczeństwa na drodze. W segmencie opon ciężarowych opony premium są wybierane najczęściej i mają już 42% udziału w rynku. To pokazuje trend, którym będą podążać pozostałe segmenty – w kategorii opon do samochodów osobowych, dostawczych i SUV opony premium osiągnęły 30% udział w rynku i cały czas widać tu wzrosty.– dodaje.
– W czwartym kwartale sprzedaż opon do samochodów osobowych, SUV i dostawczych przebiła wszelkie oczekiwania. Tak duże wzrosty nie były już dawno notowane. Ale w całym roku na uwagę zasługują też wyniki w segmencie opon rolniczych. To bardzo ważna kategoria i cieszymy się, że opony stały się równie ważnym elementem, jak sama maszyna do pracy w polu. Widzimy też, że kierowcy coraz więcej uwagi przykładają do opon z homologacją zimową. Na pewno zima w ubiegłym roku miała na to wpływ. Opony całoroczne stanowią obecnie 17 proc. rynku i ich dynamika wzrostu nieco wyhamowała – co również jest skutkiem ostrej zimy w sezonie 2020/2021. Z kolei opony zimowe stanowią 47 proc. rynku i ich dynamika wzrostu była 40 proc. To pokazuje odpowiedzialność, która jest istotna dla bezpieczeństwa na drodze w okresie jesienno-zimowym oraz wiosną. Idąc za tym spodziewamy się podobnych wzrostów w segmencie letnim – przy wiosennym sezonie wymian – potwierdza Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.
Europejski rynek opon
Rok 2021 był pozytywny i przyniósł ożywienie dla branży oponiarskiej w Europie. Tylko segment opon do samochodów osobowych odnotował spadek o -8%, głównie w związku z niedoborem chipów. Segment opon ciężarowych odnotował znaczący wzrost o +25%. Silny popyt był widoczny w segmentach opon całorocznych (+35%) i zimowych (+9%). Wzrosła też sprzedaż opon do samochodów ciężarowych i motocykli odpowiednio o +12% i +14%.
– Pomimo bardzo wymagającego otoczenia, producenci opon stoją przed wieloma możliwościami. Branża szybko się rozwija w odpowiedzi na nowe osiągnięcia w technologii pojazdów, mobilność i polityki regulacyjne. W 2021 roku sprzedaż opon była odporna na pandemię i mamy nadzieję, że ten pozytywny trend potwierdzi się w 2022 roku, co pozwoli na powrót do wolumenów z 2019 roku – powiedziała FaziletCinaralp, sekretarz generalna Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).
2021 rok przyniósł zmiany w niektórych trendach dotyczących budowy domów. Jak wynika z raportu Oferteo.pl, Polacy wybierali mniejsze działki oraz budowali mniej domów o dużym metrażu. Był to też kolejny rok, który minął pod znakiem pandemii. Inwestorzy odczuli to między innymi w postaci problemów z dostępem do materiałów.
Raport o budowie domów w Polsce jest corocznie publikowany przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług budowlanych z ich dostawcami. Celem raportu jest przedstawienie najważniejszych trendów dotyczących budowy domów w Polsce oraz podejścia Polaków do posiadania własnego domu.
W tegorocznym raporcie przedstawione zostały wyniki badania zrealizowanego przez Oferteo.pl w styczniu 2022 roku wśród osób, które w roku 2021 budowały dom.
Procesy inwestycyjne, które miały miejsce w 2021 roku, podobnie jak te z 2020 roku, były naznaczone trwającą pandemią. Spowodowało to wiele trudności, z którymi zmagali się budujący. Niepewność źródeł dochodu oraz wzrastające ceny skłoniły wielu Polaków do ponownego przekalkulowania kosztów planowanej inwestycji. Najbardziej negatywnie na cały proces wpłynęły jednak opóźnienia w dostawie materiałów oraz w dostępie do ekip budowlanych – wynika z badania.
Zainteresowanie mniejszymi działkami wzrasta
Raport Oferteo.pl pokazał, że zainteresowanie budową domów na mniejszych działkach wciąż się utrzymuje. W 2020 roku, tak jak i w 2019, zaledwie 32% Polaków wybierało działki o powierzchni wynoszącej od 5 do 10 arów. W tegorocznej edycji badania wynik ten był 6 punktów procentowych wyższy (38%). Z kolei popularność działek o wielkości od 10 do 20 arów w 2021 (31%) względem 2020 roku (40%) zmalała o aż 9 punktów procentowych.
Wybór inwestorów w większości przypadków padał na działki położone na terenach wiejskich (56%) lub w niewielkich miasteczkach do 20 tys. mieszkańców. Najmniej popularne okazały się miasta, w których żyje powyżej 250 tys. do 500 tys. osób.
Spadła popularność dużych domów
Z badania Oferteo.pl wynika, że najczęściej wybieranym metrażem, podobnie jak w roku wcześniejszym, był ten mieszczący się w przedziale od 100 do 150 m2. Wskazało go 50% respondentów. Inaczej sytuacja wyglądała w przypadku budynków z powierzchnią mieszkalną większą od 150 do 200 m2 włącznie. W porównaniu z ubiegłorocznym raportem, zainteresowanie takimi domami zmalało o 7 punktów procentowych.
Najwięcej ankietowanych zdecydowało się na domy parterowe z poddaszem użytkowym (48%). Mniej popularne były budynki parterowe – wybrało je 32%. Zaledwie 1,4% wybudowało dom liczący powyżej dwóch pięter.
Domy murowane najczęściej wybierane
Jeśli chodzi o technologię, w jakiej budowane były domy, niezmiennie największą popularnością cieszyła się tradycyjna metoda murowana. Została ona wybrana przez 76% respondentów. Znacznie mniej, jedynie 10% inwestorów, zdecydowało się na budową drewnianych domów w technologii szkieletowej (kanadyjskiej). W 2020 roku było ich o 2 punkty procentowe więcej.
Nie zmieniły się także preferencje budujących dotyczące pokrycia dachu. Większość z nich użyła blachy lub blachodachówki (42%) oraz dachówki ceramicznej (34%).
Najczęściej wskazywanym sposobem ogrzewania w nowo budowanych domach było ogrzewanie gazowe. Zdecydowało się na nie 40% osób. Coraz więcej ludzi preferuje ekologiczne pompy ciepła, na co mogą mieć wpływ dostępne programy dofinansowań, takie jak „Moje ciepło” i „Czyste powietrze 2022”. W 2021 roku takie rozwiązanie wybrało 34% ankietowanych, czyli o niespełna 8 punktów procentowych więcej niż w 2020. Stosunkowo niskim zainteresowaniem – 17% – cieszyły się kotły na paliwo stałe, takie jak: węgiel, ekogroszek, miał, drewno opałowe, biomasa czy słoma.
Metodologia badania
Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w styczniu 2022 roku metodą CAWI na próbie 416 osób, które w 2021 roku budowały dom.
Eksperci prognozują, że do 2024 r. rynek Metaverse będzie wart 800 miliardów dolarów. Świat biznesu w 2021 został postawiony przed wizją ogromnej zmiany we wszystkich aspektach. Zdaniem najbardziej wpływowych ludzi biznesu, mamy do czynienia ze zmianą na miarę tej z 1995 roku, kiedy to narodził się Internet. Inni natomiast dostrzegają, że Internet przechodzi już ewolucję od wymiany informacji do wymiany wartościowych dóbr.
Myron Scholes, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, przedstawia trzy sposoby, jakimi technologia blockchain może zmienić świat na lepsze. Po pierwsze kompresja czasu – Gdy robisz coś szybciej, trudniej jest ludziom oszukać system. Po drugie dostrzeżenie, że tworzenie rzeczy zindywidualizowanych ma ogromną wartość. Technologia ta pozwoli nam uczynić rzeczy bardziej zindywidualizowanymi, ponieważ będziemy mieli większy zakres opcji, a tym samym ceny. Ostatni powód to elastyczność. Według Myrona Scholesa służenie jednostce ma ogromną wartość. Wprowadzenie większej ilości danych sprawia, że w proces angażuje się więcej osób, a to zwiększa wydajność. Nie brakuje jednak ocen krytycznych. Wzrost popularności NFT upowszechnił digital scarcity rozumianą jako koncepcję ograniczonego cyfrowego nakładu – która legła u podstaw kryptowalut. To właśnie ograniczony cyfrowy nakład jednostek i popyt, determinuje ich wartość.
Założyciel Secondlife – Philip Rosedale powątpiewał, że Metaverse będzie dla każdego i stanie się masowym doświadczeniem. Sceptycy zauważają również nadmierne osaczenie przez technologię, pewną nienaturalność całej warstwy technologicznej. Są dziś tacy, dla których technologia do noszenia, tzw. wearables to już za dużo, a co dopiero przebywanie godzinami w zestawie VR na głowie i poddawanie się hipersensorycznym interakcjom.
Na jakim więc etapie jesteśmy na początku 2022 roku?
Obecnie popularne jest ujęcie, że Metaverse to albo stopień digitalizacji życia codziennego albo moment w czasie, do którego docieramy już od ponad 20 lat. Powszechne stały się już znaczące inwestycje w cyfrowe nieruchomości i “ziemię” w jednym z szybko rozwijających się Metaversów – Decentraland. Decentraland posiada własną walutę i wiele istotnych partnerstw z globalnymi markami. W Decentraland powstaje obecnie Krypto Dzielnica, będąca odpowiednikiem nowojorskiego Wall Street. Póki co wygląda trochę surowo i mało przekonująco, ale z czasem z pewnością będzie robiła piorunujące wrażenie. Oczywiste stają się pomysły, by posiadacz zakupionego NFT mógł tego używać, np. jednej konkretnej posiadanej małpy z Bored Ape Club, jako własnego awatara w Metaverse. Inne upowszechnione już porównanie to: “Metaverse to taki Minecraft, tylko że dla dorosłych”, jednak dzisiejsi użytkownicy Metaverse to w istotnej części dzieci i nastolatki, zatem firmy stają przed wyzwaniem jak przyciągnąć starszych użytkowników. Roblox i Epic Games, są najbardziej zaawansowane w budowaniu Metaverse.
Jaką zatem zbudujemy przyszłość w Metaverse?
Przyszłość przyniesie na pewno różne zastosowania NFT i smart kontraktów. Mimo głośnych “narodzin” NFT w świecie sztuki, aukcji w domu aukcyjnym Christie’s i sprzedaniu dzieła artysty Beeple za 69 milionów dolarów, ale też w polskim Desa Unicum, coraz jaśniejsze staje się, że NFT to jednak koncepcja o wiele bardziej pojemna niż tylko technologiczny gimmick w świecie sztuki. Sztuka, zarządzanie, sieci społecznościowe, dokumenty prawne, obsługa klienta, programy lojalnościowe, ubezpieczenia, certyfikaty, media, software, IP to tylko przykłady dziedzin, w których dla NFT najpewniej zostaną odkryte zastosowania. Jest to po prostu zindywidualizowany obiekt cyfrowy poddawany szybkim transakcjom. Ta technologia ma gigantyczny potencjał.
Zdaniem Marka Cubana, że kluczem do zrozumienia NFT jest „przezwyciężenie przekonania, że muszę fizycznie być w stanie go dotknąć”. Młode pokolenia coraz bardziej doceniają dobra cyfrowe być może już nawet bardziej niż dobra rzeczywiste. Wychowali się przecież na giełdach obiektów pozyskiwanych w grach. NFT jest dla nich tak naprawdę płynną ewolucją, a nie czymś szokującym, czego może doświadczać np. pokolenie X.
Siostra Marka Zuckerberga, Randi Zuckerberg, podkreślała niedawno, że istotne komponenty Metaverse to własna tożsamość i sieć społecznościowa, i wydaje się wspierać tym samym nowe pozycjonowanie facebooka jako firmy mającej “zawłaszczyć” Metaverse, który to zamiar ujawnia nowa nazwa firmy – Meta. Jednak taka centralizacja nie powinna mieć w przyszłości miejsca, ponieważ silny jest już trend ogólnej cyfrowej decentralizacji. Łatwo podważyć ten argument mówiąc, że gigantyczny kapitał i ilość użytkowników Facebooka – Mety, pozwoli im zmiażdżyć konkurencję w zalążku, ale ta retoryka pomija jeden ważny punkt. Facebook to dziecko Web2 – internetu, w którym platformy mogły robić z użytkownikiem, co im się żywnie podobało i bardzo trudno będzie Meta, nawet po zmianie nazwy zmienić taką percepcję. Ideowe przesunięcie paradygmatu w stronę decentralizacji jest już zauważalne i 300 000 użytkowników dopiero raczkującego Decentraland może właśnie tego dowodzić. Co zrozumiałe, Facebook może dążyć do promocji utrzymywania u nich metaversowej tożsamości, poruszającej się po innych Metaversach, bo ta tożsamość złożona z avatara i informacji o sobie gwarantuje przychód wynikający z używania wszystkich istotnych mechanizmów społeczno-relacyjnych, jak ten powszechny mechanizm informowania własnych decyzji za pośrednictwem decyzji innych (będę miał to co on/ona).
Model Play 2 Earn, który będzie rządził rozgrywką w Metaverse, ma u swoich podstaw transakcje kryptowalutami, to znaczy uzysk w grze wypłacany jest graczom w formie kryptowaluty. Niestabilność kryptowalut i ich bliskość do finansowego podziemia to tylko jeden z problemów, które zostaną poprawione na drodze adaptacji. Taką drogę trudnych zmian przechodziło wiele nowych technologii. Nie da się zanegować wiary najważniejszych graczy świata biznesu i finansów w tę technologię argumentem o jej tymczasowej chwiejności. PayPal ogłosił już pracę nad własnym stable coinem – dużo mniej chwiejną, nową wersją kryptowaluty.
Komercyjne zastosowania Metaverse są jeszcze bardziej wzmocnione w wyniku kształtowania się nowych zachowań wokół kupowania produktów i usług. Zachowania te budowane są głównie przez stale rozwijający się sektor handlu internetowy czy społecznościowy. Ważne jest, aby już wchodzić w trudną ścieżkę eksperymentów, prototypowania, testów, błędów i budowania wyprzedzających konkurencję strategii by z zyskiem zaistnieć w Metaverse. To nowa przestrzeń interakcji, nowe zatarcie fizycznych granic, i nowa, wielka odpowiedzialność za wartości i zasady na jakich ten świat zostanie zbudowany.
Prostsze i jasne procedury zgłaszania przemieszczania odpadów, umożliwienie transportu na potrzeby regeneracji, zbiórki czy naprawy oraz odejście od mechanizmu zupełnego zakazu transportu w obliczu globalnego charakteru gospodarki obiegu zamkniętego. To główne wnioski przedstawione przez europejską branżę technologii cyfrowych zrzeszoną w Digital Europe w związku z pracami nad aktualizacją unijnego rozporządzenia w sprawie przemieszczania odpadów.
Organizacja w swoim stanowisku wyraża aprobatę dla myśli stojącej za aktualizacją rozporządzenia UE, wedle której wsparcie mają otrzymać starania na rzecz zamkniętego obiegu materiałów w gospodarce. „Z entuzjazmem przyjmujemy propozycję aktualizacji przepisów o transgranicznym przemieszczaniu odpadów, która ma potencjał, by umożliwić swobodne przemieszczanie wtórnych surowców w celu uniknięcia ich składowania w środowisku i w efekcie wsparcie gospodarki obiegu zamkniętego na jednolitym rynku wewnętrznym” – czytamy w stanowisku Digital Europe.
Nie bez uwag
Choć europejska organizacja branży cyfrowej pochwala starania unijnych władz, to zwraca uwagę na szereg budzących obaw zapisów o potencjalnie szkodliwym dla gospodarki o obiegu zamkniętym działaniu. W opinii Digital Europe konieczne jest m.in uproszczenie i przyspieszenie procesów związanych ze zgłaszaniem przemieszczenia odpadów. Przejrzysta i jasna procedura pozwoli zdaniem organizacji na rozwój gospodarki obiegu zamkniętego. Chwaląc narzucony w przepisach 30-dniowy limit czasu na wydanie decyzji, Digital Europe apeluje jednak, aby ucyfryzować procedurę zgłoszeniową oraz by ich system działał w sposób jednolity pośród państw członkowskich. – Naszym zdaniem ważne jest również, aby większy nacisk położyć na umożliwienie przemieszczania odpadów na potrzeby naprawy, odnawiania, regeneracji, czy ich zbiórki. Zaproponowane w myśl części artykułów restrykcje mogą być zbyt rygorystyczne i w efekcie utrudniać rozwój gospodarki obiegu zamkniętego – mówi Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski, który reprezentuje polską branżę cyfrową w strukturach Digital Europe.
Technologia w służbie środowiska
Zdaniem Michała Kanownika branża technologiczna ma dużo do zaoferowania gospodarce obiegu zamkniętego i sama na niej korzysta. – Innowacyjne technologie pozwalają znacznie wydajniej zarządzać odpadami i ponownie wykorzystać ogrom surowców, które do niedawna zostałyby spisane na straty. Musimy zatem m.in. zapewnić odpowiednio elastyczne ramy prawne, by kwalifikować nowoczesne placówki jako zakłady odzysku. Kierunek zmian aktualizacji unijnych przepisów jest słuszny, bo GOZ zasługuje na każde wsparcie regulacyjne, jakie możemy jej zaoferować. Zamknięty obieg to nie tylko troska o środowisko, ale również wymierna korzyść, jaką producenci sprzętu elektronicznego mogą osiągnąć np. wykorzystując ponownie elementy urządzeń, z którymi użytkownik postanowił się pożegnać. Swobodny, choć podlegający zasadom bezpieczeństwa transgraniczny obieg odpadów pozwoli surowcom uzyskać drugie życie – komentuje prezes Cyfrowej Polski.
Jeśli ktoś sądzi, że bardzo silne wzrosty obserwowane na amerykańskim rynku akcji w trakcie 2 ostatnich sesji stycznia były tylko „podciąganiem” cen mającym na celu uniknięcia ustanowienia przez Nasdaq Composite nowego 50-letniego rekordu styczniowej słabości (co się udało), to we wtorek mógł się zdziwić, gdy główne indeksy po raz 3-ci z rzędu wzrosły (DJIA +0,78 proc., S&P 500 +0,69 proc., Nasdaq Composite +0,75 proc.). Opublikowane wczoraj informacje o spadku wartości wskaźnika koniunktury w przemyśle przetwórczym Stanów Zjednoczonych ISM Manufacturing do najniższego poziomu od listopada 2020 (57,6 pkt.) przy równoczesnym wzroście wskaźnika cen w przemyśle do 76,1 pkt. najwyraźniej nie zrobiły na inwestorach większego wrażenia.
Ten 3-sesyjny ruch w górę na S&P 500 o łącznie +5,1 proc. był najsilniejszym od tego z początku listopada 2020, który inicjował początek kolejnej fali hossy. Dziś rano ceny kontraktów na S&P 500 i Nasdaq 100 nadal rosły (o odpowiednio +0,52 proc. i +1,18 proc. około godz. 9-tej). Oczywiście pomimo ostatniego odbicia sytuacja techniczna szczególnie Nasdaqa uległa w styczniu zdecydowanemu pogorszeniu – indeks ten jest od 2 tygodni pod swoimi średnimi 50-sesyjną (14740 pkt.; opadającą od początku roku) i 200-sesyjną (15115 pkt.; która uległa w styczniu wypłaszczeniu). Przełamanie tej poważnej strefy oporu w najbliższych dniach wydaje się raczej mało prawdopodobne.
W rejonie Azji i Pacyfiku nadal wiele rynków było zamkniętych z powodu obchodów nowego roku kalendarza księżycowego (roku Tygrysa). Na czynnych giełdach najsilniej zwyżkował japoński Nikkei 225 (+1,68 proc.). Podobnie jak w przypadku Nasdaq-a sytuacja techniczna tego indeksu – znajdującego się poniżej spadających średnich 50- i 200-sesyjnych – nie jest zbyt optymistyczna i poważny poziom oporu można umieścić w okolicach 28000 pkt. Przez chwilę na najwyższy poziom od 2 lat wyszedł główny indeks giełdy na Filipinach, ale później ta zwyżka została zgaszona.
Giełdy w Europie otworzyły się na plusach (na początku sesji +0,43 proc., DAX +0,47 proc., CAC 40 +0,32 proc.). Rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych nie notowały większych zmian pozostają lekko poniżej poziomu cyklicznego szczytu z połowy stycznia. Na rynkach towarowych nadal zwracały uwagę nowe najwyższe od 2015 roku ceny kontraktów na żywiec wołowy („live cattle”). W sposób bardzo przypominający odbicie cen akcji w górę z ostatnich sesji kurs EUR/USD rósł dziś rano 4-tą sesję z rzędu, a kurs USD/JPY spadał w tym samym okresie (amerykański dolar umacnia się wraz ze słabnięciem rynku akcji i odwrotnie). Kurs BTC/USD spadał dziś rano o 0,76 proc.
Wtorek był dniem odczytów indeksów PMI dla przemysłu. Pokazują one, że nadal podejście jest optymistyczne, ale nie aż tak, jak sądzili analitycy. Sugeruje to, że poprawa owszem będzie, ale trochę wolniejsza.
Indeksy koniunktury nie takie dobre
Wczoraj opublikowano indeksy PMI dla przemysłu dla najważniejszych gospodarek. Są to badania ankietowe, pokazujące jakie zapatrywania na przyszłość mają managerowie odpowiedzialni za zamówienia. Wynik dla strefy euro okazał się słabszy od oczekiwań o 0,3 pkt. Z drugiej strony wynik 58,7 pkt to bardzo przyzwoity wynik, nie tylko lepszy od poprzedniego, ale przede wszystkim lepszy od bariery 50 pkt. Dlaczego ten pułap jest taki ważny? 50 pkt to wynik, przy którym ilość odpowiedzi spodziewających się poprawy zrównuje się z odpowiedziami spodziewającymi się pogorszenia. Dane te nie wpłynęły znacząco na rynki.
Złoty silny mimo słabszych indeksów
Również wczoraj poznaliśmy odczyt indeksu PMI dla przemysłu Polski. Okazał on się wyraźnie słabszy od oczekiwań. Spodziewano się 56,4 pkt, podczas gdy wynik był aż o 1,9 pkt niższy. Jest to istotna różnica jak na ten wskaźnik. Nie zmieniło to faktu, że złoty wyraźnie zyskuje na wartości. Po samych danych chwilę tracił, po czym powrócił do wzrostów. Analitycy łączą to jednak znacznie bardziej z brakiem nowych danych o eskalacji konfliktu na Wschodzie. To najprawdopodobniej brak napięć odpowiada za wzrost akceptacji ryzyka przez inwestorów.
Kolejne kraje łagodzą obostrzenia
Na Zachodzie coraz więcej państw poważnie rozważa lub wręcz zapowiada złagodzenie ograniczeń covidowych. Przenoszenie jednak tych wniosków na polski grunt jest mocno ryzykowne. Głównym powodem liberalizacji podejścia jest bowiem wysoki poziom wyszczepienia społeczeństw zachodnich. Powoduje to, że w Niemczech umiera na covid podobna jak w Polsce liczba osób, pomimo wielokrotnie wyższej liczby zachorowań. Są to dobre dane dla gospodarki, gdyż oddala to perspektywy dalszych lockdownów.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 13,0% rdr do 27,5 mld zł
Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 18,0% rdr do poziomu 948,3 tys.
Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 59,1% rdr do453,9 mln zł
Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 113,9% rdr do 68,5 mld zł
Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 1,7% do poziomu 12,7 TWh
Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 23,0% rdr do 18,2 TWh
Wzrost obrotu Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE o 55,9% rdr do3,6 TWh
W styczniu 2022 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 27,9 mld zł, czyli o 13,6% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła o 13,0% rdr do poziomu 27,5 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 373,9 mln zł, o 17,4% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec stycznia wyniosła 67 418,41 pkt i była o 18,3% wyższa niż przed rokiem.
Na rynku NewConnect w styczniu odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 65,4% rdr do poziomu 382,3 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 65,9% rdr i wyniosła 372,8 mln zł.
Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w styczniu wyniósł 948,3 tys. szt., czyli o 18,0% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 27,4% rdr do poziomu 567,0 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 25,1% rdr do 174,1 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 79,8% rdr do 179,8 tys. szt.
W styczniu odnotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 8,9% rdr do poziomu 281,8 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 78,6% rdr do 102,0 mln zł.
Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec stycznia 96,1 mld zł, wobec 100,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 59,1% rdr do poziomu 453,9 mln zł.
Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 68,5 mld zł wobec 32,0 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 113,9% rdr.
Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w styczniu br. 12,7 TWh, co oznacza wzrost o 1,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 5,6% rdr do poziomu 3,0 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 4,2% rdr do poziomu 9,7 TWh.
Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 23,0% rdr do 18,2 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 24,8% do poziomu 2,5 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 37,0 % rdr do poziomu 15,7 TWh.
Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,4 TWh, co oznacza spadek o 0,1% rdr.
Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wzrósł o 7,4% rdr do poziomu 4,1 ktoe[3].
Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 55,9% rdr, do wolumenu 3,6 TWh.
Kapitalizacja 382 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w styczniu 2022 r. wyniosła 678,4 mld zł (147,5 mld EUR).
Łączna kapitalizacja 429 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 306,0 mld zł (284,0 mld EUR).
Na Głównym Rynku w styczniu 2022 r. zadebiutowały akcje spółki Biomaxima (przejście z NewConnect).
Na rynku NewConnect w styczniu 2022 r. zadebiutowały akcje spółek: ROAD STUDIO S.A. (wartość oferty: 2 mln zł), ECO5TECH S.A. (wartość oferty: 1,9 mln zł), HYDRA GAMES S.A. (wartość oferty: 1,1 mln zł) oraz ONE SOLUTION S.A.
W styczniu 2022 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, w porównaniu do 19 sesji rok wcześniej.
W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.
[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)
Eksperci Instytutu Staszica dwukrotnie w ostatnich miesiącach zwracali uwagę na groźbę wstrzymania obsługi wizowej dla obywateli Ukrainy. Powód to przeciągające się postępowanie na wybór nowego operatora, który zajmie się obsługą tysięcy składanych wniosków. Niestety, obawy już się potwierdziły: jak doniosły media, od stycznia br. wygasł kontrakt z dotychczasowym operatorem w trzech konsulatach, w tym w niezmiernie ważnym z punktu widzenia migracji do Polski konsulacie we Lwowie. Jest bardzo możliwe, że podobne problemy pojawią się w kolejnych punktach przyjmowania wniosków. Niepokoi również fakt, że ponad miesiąc po ogłoszeniu przez Ambasadę RP w Kijowie wyników postępowania nie ma wciąż podpisanej umowy z nowym operatorem.
Przypomnijmy: przetarg, który wedle pierwotnych planów miał być definitywnie rozstrzygnięty jeszcze przed wakacjami, aż dotąd nie zakończył się podpisaniem kontraktu. Nowy operator ma od podpisania umowy dwa miesiące na budowę i uruchomienie systemu obsługi wniosków wizowych. Warto podkreślić, że to przedsięwzięcie nie obciąża budżetu państwa, bowiem koszty działania systemu pokrywane są z opłat za wnoszone wnioski.
Nie tylko eksperci (m.in. Instytutu Staszica, Warsaw Enterprise Institite i Krajowej Izby Gospodarczej), ale również parlamentarzyści zwracali uwagę na rosnącą z każdym tygodniem przeciągającego się postępowania groźbę paraliżu obsługi wniosków wizowych na Ukrainie. Mimo problemów z finalizacją postępowania MSZ nie poczyniło odpowiednich kroków, by zapewnić nieprzerwaną, płynną obsługę składanych wniosków aż do czasu rozpoczęcia działań przez nowego operatora. I nadal nie wiadomo, jak resort zamierza tę sprawę rozwiązać. Obsługa dziesiątków tysięcy wniosków przez nielicznych urzędników konsularnych nie jest możliwa, co przyznało samo MSZ w odpowiedzi na interpelację posła Jakuba Kuleszy w październiku 2021 r. https://www.sejm.gov.pl/sejm9.nsf/interpelacja.xsp?documentId=D9373769B040D23FC1258760004874EB&view=5
Przerwa w płynnej obsłudze składanych wniosków o polską wizę niesie ogromne zagrożenia na dwóch polach. Pierwsze – to zagrożenie dla gospodarki spowodowane możliwym problemem z dostępem ukraińskich pracowników do polskiego rynku pracy. Ukraińcy, którzy nie będą mogli zdobyć polskiej wizy, mogą wybrać oferty czeskie czy niemieckie. Drugie zagrożenie wiąże się z możliwym wybuchem konfliktu zbrojnego na Wschodzie. Polskie placówki będą wówczas szturmować nie tylko migranci zarobkowi, lecz również uchodźcy z terenów objętych działaniami zbrojnymi. Czy w takiej sytuacji Polska zamknie swoje granice, czy też, odwrotnie, będzie wpuszczała wszystkich chętnych bez należytej weryfikacji?
Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla obecnej sytuacji. Zasłanianie się regulacjami, zrzucanie winy na uczestników przetargu, którzy korzystali z legalnej drogi odwoławczej – nie są wytłumaczeniem dla groźnego dla Polski chaosu, zafundowanego przez urzędników.
W ocenie ekspertów Instytutu Staszica Ministerstwo Spraw Zagranicznych wspólnie z Ambasadą RP w Kijowie powinno podjąć pilnie następujące działania:
przedłużyć kontrakt z obecnym operatorem we wszystkich placówkach przyjmujących wizy aż do momentu płynnego przejęcia obsługi przez nowego operatora;
jak najszybciej podpisać kontrakt z wybranym nowym operatorem – a jeżeli zwłoka w zawarciu umowy leży po stronie wyłonionego w postępowaniu konsorcjum, interweniować;
uzyskać gwarancję, że wybrany operator dysponuje stosownymi środkami finansowymi na budowę systemu w przewidzianym kontraktem terminie; żadne kary umowne za ewentualne opóźnienie nie zrekompensują problemów związanych z brakiem obsługi wizowej;
przekazać posłom, senatorom i opinii publicznej kompleksową informację na temat obecnej sytuacji i przyczyn nieudolnego prowadzenia postępowania;
w przypadku, gdyby umowy z wybranym konsorcjum nie udało się zawrzeć w najbliższych dniach – przekazanie informacji, w jaki sposób MSZ zamierza zapobiec paraliżowi obsługi wizowej.
Kwestia obsługi wizowej jest probierzem sprawności i wiarygodności państwa polskiego – także jako partnera i sojusznika. Wszelkie problemy, zawinione przez polskich urzędników, z pewnością zostaną wykorzystane przez przeciwników do podważania tej wiarygodności. Tym bardziej, że są one zawinione przez urzędniczą indolencję.
Co robić, gdy brakuje pieniędzy? Po okresie świątecznym i wyprzedażowym niejedna osoba zadaje sobie takie pytanie. Do tego dochodzą rosnące ceny niemal wszystkich produktów i usług. Jakie Polacy mają metody na łatanie dziur w domowym budżecie? M.in. poświęcają wydatki na rozrywkę i liczą na rodzinę – wynika z badania zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.
W sytuacji, gdy nie wystarcza pieniędzy na podstawowe wydatki, najczęściej przyjmowaną strategią są cięcia, z czegoś trzeba zrezygnować. Pieniądze przeznaczane są na najważniejsze potrzeby i przyjemności, a większe zakupy muszą poczekać na lepsze czasy. To taktyka ponad połowy osób (56 proc.), którym zdarzają się kłopoty z finansami – wynika z badania zrealizowanego przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Drugi sposób to poszukiwanie dodatkowych źródeł dochodów – 32 proc. ankietowanych decyduje się szukać dorywczych zajęć lub brać nadgodziny, co w sumie w czasach, gdy bezrobocie tylko nieznacznie przekracza 5 proc. jest dużo prostsze do zrealizowania niż jeszcze kilka lat temu.
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor, odpowiadały wyłącznie osoby, którym zdarzają się kłopoty finansowe
Gdy i to nie zadziała, pojawia się myśl, że należy coś sprzedać – uważa tak ponad jedna piąta ankietowanych (22 proc.). Tyle samo osób deklaruje, że to moment, gdy można pożyczyć pieniądze, ale pod warunkiem, że od kogoś z rodziny. A jeśli bliscy odmówią? Kolejną deską ratunku okazuje się nieuregulowanie bieżących rachunków. Aż 14 proc. respondentów skredytuje się w elektrowni, spółdzielni mieszkaniowej, czy telekomie, po prostu nie płacąc w terminie za prąd, czynsz czy telefon. I zrobią to zdecydowanie chętniej niż w banku, czy firmie pożyczkowej.
– Dylemat co robić, gdy brakuje pieniędzy zdecydowanie rzadziej kończy się dziś decyzją o zaciągnięciu pożyczki, czy kredytu. Między 2019 a 2021 rokiem odsetek osób chętnych do pożyczania w instytucjach finansowych spadł o 12 p.p., do 48 proc. Najwyraźniej części badanych bardziej bezpieczne wydaje się przekładanie na później bieżących zobowiązań niż dokładanie sobie kolejnego. Mniejszą popularność kredytów gotówkowych w czasie pandemii potwierdzają też dane BIK, co z pewnością wynika z postawy potencjalnych klientów, ale także ostrożniejszej polityki kredytowej banków. Warto tu przy okazji dodać, że coraz chętniej brane są natomiast kredyty ratalne – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
W rezultacie nieuregulowanie w terminie rachunków jest pierwszym pomysłem na zasilanie swoich finansów ze źródeł zewnętrznych, poza pożyczką od rodziny. Ponad dwa razy więcej osób deklaruje, że prędzej zdecyduje się na taki krok niż pójdzie poprosić o pieniądze znajomych, czy pożyczyć w instytucji finansowej – o takich rozwiązaniach mówi odpowiednio 7 i 6 proc. badanych. – Wielu dłużników z pewnością nie ma jednak pojęcia, że ten sposób łatania dziur w budżecie domowym może skończyć się wpisem do rejestru dłużników. Jeśli brak płatności będzie się przedłużał, prędzej czy później dłużnika wpisze do rejestru wierzyciel, albo firma windykacyjna, która odkupi portfel złych długów. A niezapłacona kwota może wzrosnąć o odsetki i różne opłaty karne wynikające z opóźnienia. Obecnie z ponad 31 mln pełnoletnich Polaków w naszym rejestrze widnieje 2,14 mln osób i jak przekonujemy się po odbieranych każdego dnia telefonach, dla wielu z nich fakt ten jest ogromnym zaskoczeniem – dodaje Sławomir Grzelczak.
Warto pamiętać, że wierzyciel może zgłosić do rejestru prowadzonego przez Biura Informacji Gospodarczej dłużnika-konsumenta, który nie zapłacił min. 200 zł przez co najmniej 30 dni po terminie. W praktyce dłużnik ma więcej czasu, bo wierzyciel przed wpisem zobowiązany jest jeszcze wysłać wezwanie do zapłaty z informacją o takim zamiarze. Dłużnik otrzymuje więc dodatkowy czas na uregulowanie zobowiązań. Pismo wysyłane jest pod ostatni pozostawiony przez klienta w firmie adres do kontaktu, jeśli ten jest nieaktualny list nie trafi do adresata, ale i tak dojdzie do zgłoszenia do rejestru. W piśmie zawarta jest informacja o zaległości jak i o tym, do którego z działających na polskim rynku BIG-ów wierzyciel chce wpisać dłużnika.
Pandemia spowodowała wzrost zadłużenia co dziewiątego Polaka, ale wielu pomogła je obniżyć
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor, odpowiadały wyłącznie osoby, którym zdarzają się kłopoty finansowe
Zwiększona niechęć do zaciągania kredytów, to nie jedyny znak czasów, którym towarzyszy pandemia. Wiele osób koronakryzys zmobilizował też do uporządkowania sytuacji finansowej. Niemal co czwarty Polak (23 proc.) spłacił lub co najmniej zmniejszył swoje zadłużenie i zaległości. Jednocześnie, po ponad 1,5 roku trwania pandemii dwie trzecie ankietowanych stwierdziło, że reperkusje wynikające z COVID-19 nie skłoniły ich do takich działań, bo już wcześniej finanse mieli pod kontrolą i pandemia niczego tu nie zmieniła. Nie każdemu się jednak udało. Co dziewiąty (11 proc.) ankietowany zwiększył swoje zobowiązania. Nastąpiło to głównie w gospodarstwach domowych, którym pieniędzy brakuje nawet na najpilniejsze potrzeby, albo są zmuszone odmawiać sobie wielu rzeczy, by wystarczyło na życie. W tych grupach stwierdziło tak odpowiednio aż 48 proc. i 30 proc. osób.
Badanie Quality Watch zrealizowane w dniach 22 – 25 października 2021, metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1078.
Budownictwo to jedna z tych branż, w których zatory płatnicze występują szczególnie często. Moralność płatnicza jest tam niska, co odzwierciedlają dane o upadłościach i restrukturyzacjach. Równocześnie skomplikowane powiązania między inwestorami, generalnymi wykonawcami i podwykonawcami utrudniają polubowne odzyskanie pieniędzy od kontrahentów. Powszechną praktyką w branży jest podważanie zapisów umów. Przedsiębiorcy kierują więc faktury do windykacji sądowej, która często jest ostatnią deską ratunku, aby przywrócić płynność finansową.
Z analiz Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej wynika, że w 2021 r. przeprowadzono 1888 postępowań restrukturyzacyjnych, z czego 160 dotyczyło firm z branży budowlanej. Zbankrutowało 51 przedsiębiorstw z tego sektora.
Jednocześnie na koniec 2021 r. w bazie danych Krajowego Rejestru Długów widniało 47 093 dłużników z branży budowlanej, którzy mieli 1,54 mld zł zaległości.
Rzekome usterki, wstrzymane przelewy
Branża budowlana to duży, ale hermetyczny sektor, zwłaszcza jeśli chodzi o przepływ pieniędzy. Wstrzymywanie płatności miesiącami albo niepłacenie w ogóle, odsyłanie faktur pod byle pretekstem, uzależnianie zapłaty od spełnienia dodatkowych warunków stanowi rynkowy standard w rozliczeniach między firmami. Małe i średnie firmy ponoszą największe ryzyko biznesowe w łańcuchu przedsiębiorstw obsługujących budowę.
– Mniejsi podwykonawcy powinni zostać zgłoszeni przez generalnego wykonawcę do inwestora, co zapewni tym pierwszym otrzymanie pieniędzy po zakończeniu prac. Nie zawsze tak się jednak dzieje, więc nierzadko zostają bez zapłaty lub jest ona przesuwana w nieskończoność. Przedsiębiorstwa niechętnie sięgają po kredyty na bieżącą działalność, bo są one obudowane biurokracją i obwarowane licznymi kryteriami. Od października 2021 roku rosną też koszty kredytów, do czego przyczynia się podnoszenie stóp procentowych. Nie pomaga to w ich zaciąganiu. W efekcie wiele firm posiłkuje się pieniędzmi, które powinny zapłacić podwykonawcom, wyszukując braki w dokumentacji lub kwestionując jakość robót. W ten sposób powstają zatory płatnicze, które są bolączką całej branży – wyjaśnia Tomasz Zubkowski, dyrektor zarządzający Kancelarią Prawną VIA LEX.
Wiele spółek inwestorskich powstaje wyłącznie na potrzeby konkretnej inwestycji – postawienia biurowca czy apartamentowca. Inwestor płaci generalnemu wykonawcy, a ten powinien rozliczyć się z mniejszymi podwykonawcami. Nierzadko są to jednoosobowe działalności gospodarcze, dla których otrzymanie pieniędzy na czas to „być albo nie być”. I tu zaczynają się schody. Jeśli generalny wykonawca dostaje dużą transzę zapłaty, a w międzyczasie okazuje się, że dany etap budowy kosztował więcej niż zakładała kalkulacja, pomniejsza kwotę dla podwykonawcy, wyszukując „sporne” zapisy w umowie lub rzekome usterki. W rezultacie ten nie ma z czego uregulować faktur wobec dostawców materiałów lub przewoźników.
Dodatkowe koszty motywują kontrahentów
W ślad za umowami zawieranymi w branży budowlanej nie zawsze idzie sumienność płatnicza i poczucie odpowiedzialności za to, co zostało ustalone.
– Część przedsiębiorców nie respektuje zapisów zawartych w dokumentach, albo interpretuje je niezgodnie z pierwotnymi ustaleniami, szukając rozmaitych pretekstów do podważenia zasadności wystawienia faktury lub kwoty, na jaką opiewa. Na rynku funkcjonuje spora grupa firm, które wręcz specjalizują się w takich „rozliczeniach” z kontrahentami. W rozmowach z nimi trzeba dużej wiedzy prawniczej i doświadczenia w obsłudze tej branży. Część z nich próbuje zyskać ile się da, ale gdy pozew trafia do sądu i wizja procesu staje się realna, regulują dług. W znaczącej części przypadków konieczne jest jednak rozstrzygnięcie przez sąd i oddanie potem sprawy do komornika – wyjaśnia Tomasz Zubkowski.
Wraz ze sporządzeniem pozwu kancelaria wysyła bowiem do dłużnika powiadomienie, że sprawa została skierowana do sądu. Równolegle kontaktuje się z nim mailowo i telefonicznie, aby przekonać do zawarcia ugody. To pozwoli zaoszczędzić czas i pieniądze.
Na przykładzie Kancelarii Prawnej VIA LEX widać, że ten sposób dochodzenia zapłaty zyskuje na znaczeniu. Od 2019 r. do 2021 r. liczba pozwów złożonych w sądzie przez kancelarię, dotyczących rozliczeń między firmami z różnych branż, wzrosła o 33%. W tym okresie o 68% zwiększyła się też wartość wniosków złożonych u komornika po wyroku sądu nakazującym zapłatę należności.
Gorąco w budownictwie, a będzie trudniej
Eksperci rynku budowlanego oceniają, że z powodu rosnących kosztów wykonawcy już zaczęli dopłacać do umów zawartych w 2020 r. Brak przetargów kolejowych i samorządowych dodatkowo zaostrzy w najbliższym czasie walkę o kontrakty na budowę dróg. Problemem są drożejące materiały budowlane, kolejne podwyżki cen paliw i rozpędzająca się inflacja. Polski Związek Pracodawców Budownictwa oszacował, że w ciągu kilku miesięcy o kilkadziesiąt procent podrożało drewno, materiały izolacyjne, rury, kable i przewody. Nawet taniejąca od czerwca stal jest dwa razy droższa niż rok wcześniej. Efektem tych perturbacji może być dalszy wzrost zatorów płatniczych w branży.
Aby uniknąć problemów z płatnościami od kontrahentów, firmy powinny dobrze zabezpieczyć się już na początku – na etapie zawierania umowy na wykonanie usługi czy dostarczenie towaru. Bolączką wielu MŚP są umowy zawierane „na słowo”, bądź bardzo ogólne, które nie odzwierciedlają szczegółów rzeczywistej transakcji. Przedsiębiorcy powinni zadbać o przejrzystość i jednoznaczność zapisów w dokumentach. Muszą one zawierać dokładnie to, do czego strony chcą się zobowiązać i być na tyle precyzyjne, aby nie umożliwiały później jakiejkolwiek dodatkowej interpretacji. Chodzi o to, aby nie było potem konieczności przygotowywania szerokich stanowisk w pismach procesowych.
– To naprawdę ułatwia współpracę i pomaga w ewentualnym wyegzekwowaniu zapłaty, a zatem wpływa na utrzymanie płynności finansowej firmy. Konieczna jest weryfikacja zapisów pod kątem realności ich wykonania np. terminów realizacji, wymaganych dokumentów poprzedzających wystawienie faktury. Warto doprecyzować okoliczności związane z możliwością wypowiedzenia lub odstąpienia od umowy. Nie można także zapomnieć o sprawdzeniu właściwej reprezentacji stron – radzi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Bitcoin to wielki biznes. Chociaż technologia blockchain uważana jest za bezpieczną, okazuje się, że 33% platform handlu bitcoinami zostało zhakowanych. Według szacunków firmy Check Point Research rok2021 przyniósł rekordowy poziom przestępstw związanych z kryptowalutami. Cyberprzestępcy przejęli łącznie ponad 3 mld USD w kryptowalutach. Całkowita wartość oszustw związanych z kryptowalutami na świecie szacowana jest na 14 miliardów USD (Chainalysis). Wzrost liczby oszustw wiąże się z rosnącym zainteresowaniem kryptowalutami na całym świecie.
– W 2022 roku możemy spodziewać się ponownego wzrostu liczby podobnych incydentów i ataków związanych z kryptowalutami. Obecnie istnieje ogromna przepaść między konsumentami kryptowalut a bezpieczeństwem. Chcielibyśmy ostrzec społeczność kryptowalutową przed fałszywymi tokenami, pozwalającymi na kradzież funduszy. Aby uniknąć oszustw, polecam użytkownikom m.in. dywersyfikację swoich portfeli, ignorowanie reklam oraz dokonywanie transakcji testowych – ostrzega Oded Vanunu, ekspert Check Point Research, podczas konferencji CPX Europe.
Eksperci szacują, że wolumen transakcji kryptowalutowych (Decentralized Finance) wzrósł o 912% w 2021 roku. Ogromne zwroty z inwestycji w kryptowaluty w 2021, takie jak Shiba inu, wywołały szał wśród inwestorów i pojawienie się kolejnych tokenów. Kapitalizacja rynku kryptowalut przekracza już 2 biliony dolarów, co sprawia, że na sile przybiera również ilość przestępstw z nim związanych. A oszuści to wykorzystują – kradzież walut z elektronicznego portfela wzrasta wraz ze wzrostem ilości walut.
PayPal rozważa uruchomienie własnej kryptowaluty, a MasterCard ogłosił, że partnerzy w jego sieci mogą umożliwić swoim klientom zakupy i transakcje za pomocą portfela cyfrowego. Disney chce zbudować metawersum, Nike kupił firmę NFT, klienci Starbucks mogą teraz używać nowej aplikacji Bakkt do płacenia za napoje i towary w kawiarniach sieci przekonwertowanymi Bitcoinami, Visa potwierdziła przeprowadzenie pilotażu z Crypto.com w celu akceptowania kryptowalut do rozliczania transakcji w swojej sieci płatniczej. Fundusze płyną w kierunku kryptowalut, więc nic dziwnego, że hakerzy atakują kryptowaluty.
Popularność kryptowalut bije rekordy również w Polsce. Jak wynika z danych eToro, wśród polskich klientów najczęściej otwieraną kryptowalutą jest Bitcoin (297% wzrost liczby otwartych pozycji na platformie), za nią plasują się Cardano, Ethereum, Dogecoin. W 2021 rPolacy trzymali w portfelach Revolut kryptowaluty o łącznej wartości około 380 mln zł. Pod względem wartości największy udział stanowił bitcoin wraz z ethereum (po 35 procent).
Problem bezpieczeństwa wynika z używania kluczy i transakcji na blockchainie. Klucz to zestaw liter i cyfr, który jest unikalną korespondencją dla kryptowaluty np. bitcoina. Jest bezpieczny do momentu ulokowania go w portfelu bitcoin lub na platformie handlowej. Od tego momentu bezpieczeństwo tej platformy staje się kluczowe dla finansów inwestora. Jeśli ktoś uzyska dostęp do portfela, waluta może zostać ukradziona.
W 2021 roku hakerzy z Korei Północnej ukradli aktywa cyfrowe o wartości prawie 400 milionów dolarów (291 milionów funtów) w co najmniej siedmiu atakach na platformy kryptowalutowe na świecie. Tymczasem japońskiemu hakerowi udało się wyjąć monety klientów o wartości 610 milionów dolarów (460 milionów funtów) z Poly Network, japońskiej giełdy kryptowalut. Crypto.com, popularna platforma handlu kryptowalutami ujawniła włamanie na 400 kont klientów i kradzież 34 mln USD.
W listopadzie zeszłego roku Check Point Research ostrzegał właścicieli portfeli kryptowalutowych przed ogromną kampanią phishingową w wyszukiwarkach, w wyniku której cyberprzestępcy przejęli co najmniej 500 tys. USD. Teraz okazuje się, że cyberprzestępcy znaleźli nowy sposób na wyłudzenie pieniędzy, w postaci tworzenia fałszywych tokenów ze złośliwie skonfigurowanymi smart kontraktami. Dzięki odpowiednio skonfigurowanemu smart kontraktowi, przestępcy są w stanie wyprowadzić wszystkie środki na swoje konta.
Kradzież kryptowalut wzrosła, przy czym w 2021 r. skradziono kryptowaluty o wartości około 3,2 mld USD, co stanowi wzrost o 516% w porównaniu z 2020 r. Około 2,2 mld USD z tych środków — 72% łącznej kwoty w 2021 r. — zostało skradzione z protokołów DeFi – Crypto Crime Report Chainalysis.
Rosja chce zabronić handlu kryptowalutami. Chińczycy już mają zakaz.
Obawy o wzrost ataków na rynku kryptowalut znalazły ujście w postaci zakazu używania tego środka płatniczego w Rosji. W następstwie obaw związanych z bańkami rynkowymi i zużyciem energii, rosyjski bank centralny (RBC) zaproponował rozprawę z kryptowalutami. Rosja chce zakazać wydobywania kryptowalut i inwestycji w obawie, że może to zagrozić stabilności finansowej w kraju. W raporcie opublikowanym 20 stycznia 2022 r (Reuters) rosyjski bank centralny zaproponował zakaz używania i kopania kryptowalut w kraju, ponieważ może to spowodować bańki na rynku. Zgodnie z propozycjami RBC instytucje finansowe w Rosji miałyby zostać zablokowane przed dokonywaniem jakichkolwiek transakcji kryptograficznych, w tym kupowaniem i sprzedawaniem kryptowalut za walutę wymienialną.
Decyzja ta jest pokłosiem polityki Chin, gdzie rząd zamknął farmy wydobywcze bitcoinów i nakazał firmom świadczącym usługi finansowe zaprzestania działalności kryptograficznej, powodując gwałtowny spadek wartości bitcoinów. Handel kryptowalutami jest nielegalny w Chinach od 2019 r., ale surowsze przepisy wprowadzono w 2021 r.
Nieustanny postęp cyfryzacji ma istotny wpływ na bezpieczeństwo informacji przetwarzanych w cyberprzestrzeni. Cyfryzacja oznacza nie tylko rozwój technologiczny, ale wiąże się nieodłącznie również z różnego rodzaju zagrożeniami dotykającymi podmioty publiczne i komercyjne w Polsce. Otwiera furtki dla hakerów, którzy skutecznie wykorzystują słabe punkty systemów infrastruktury IT w wielu podmiotach. W 2020 r. 64% organizacji odnotowało przynajmniej jeden cyberincydent.[1] Jak skutecznie przeciwdziałać pojawiającym się zagrożeniom? Czy można wprowadzić środki zaradcze?
Nadzór specjalistów IT
Istotną kwestią wpływu na cyberbezpieczeństwo jest niedobór kadry specjalistów w tym obszarze, brak ich kwalifikacji czy niewystarczające inwestycje w podniesienie bezpieczeństwa infrastruktury IT. Jak wynika z raportu „Barometr cyberbezpieczeństwa” chociaż 58 procent ankietowanych przedsiębiorstw przyznało, że pandemia spowodowała wzrost ryzyka cyberataków, to jedynie 23 procent z nich zwiększyło budżet na zapewnienie bezpieczeństwa w tym obszarze.[2]
Opisane czynniki mają duży wpływ na zagrożenie cyberbezpieczeństwa we wszystkich podmiotach, w których przetwarza się informacje. Bezpieczeństwo informatyczne dla ponad połowy podmiotów w Polsce nie jest najważniejsze.[3] Nie zatrudnia się ekspertów od bezpieczeństwa IT. Często zdarzają się sytuacje, w których informatycy, będący administratorami systemów informatycznych, nie posiadają fachowej wiedzy dotyczącej wdrażania odpowiednich poziomów bezpieczeństwa. Brak właściwego nadzoru i zastosowania narzędzi uniemożliwiających przeciwdziałanie naruszeniom w obszarze cyberbezpieczeństwa, wpływa na podatność systemu IT na wszelkiego rodzaju zagrożenia. Zauważalne jest, że pracownicy nie są szkoleni, a ich świadomość dotycząca zagrożeń w cyberprzestrzeni jest znikoma.
Rola inspektora ochrony danych
Często zapomina się także o nadzorze ze strony inspektorów ochrony danych w obszarach przetwarzania danych osobowych w infrastrukturze informatycznej. Zadania inspektora ochrony danych zostały umocowane w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady UE[4]. To właśnie inspektor, odgrywa istotną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa w systemach IT. Do tego stanowiska przypisana jest odpowiedzialność za szacowanie ryzyka związanego z operacjami przetwarzania z uwzględnieniem charakteru, zakresu i celów. Niestety często role inspektorów ochrony danych są pomijane i trywializowane.
Zgłaszanie naruszeń
Wiele podmiotów w Polsce nie zgłasza naruszeń związanych z atakiem hakerskim, wyciekiem danych, ich utratą czy kradzieżą. Brak zgłoszeń wynika z obawy, przed pociągnięciem do odpowiedzialności wynikającej z przepisu RODO, a także innych przepisów obowiązujących w Polsce (przykład: ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa). Podmioty zgłaszające obawiają się także nałożenia wysokich kar finansowych, roszczeń odszkodowawczych, także utraty dobrego imienia firmy.
Brak inwestowania w narzędzia IT
W obecnych czasach bezpieczeństwo IT należy uznać za niezwykle istotne, ponieważ w podmiotach publicznych i komercyjnych, są przetwarzane niespotykane ilości informacji, w tym danych osobowych. Jednak inwestycje w narzędzia zapobiegające utracie informacji są niewystarczające. Mimo postępu technologicznego, wiele podmiotów nie zmienia wykorzystywanego sprzętu IT. Często nie jest on doposażany w najnowsze rozwiązania programowe czy narzędziowe.
Przykładem jest wyposażanie pracowników w najtańsze, niezabezpieczone przenośne dyski do przechowywania czy przenoszenia informacji, w tym danych osobowych. W sytuacji ich utracenia (zagubienia lub kradzieży) dostęp do tych danych nie jest w żaden sposób utrudniony. Utrata posiadanych danych nie tylko może doprowadzić do naruszenia dobrego wizerunku firmy, ale także do nałożenia wysokich kar finansowych czy wdrożenia trybu odszkodowawczego. Od kilku lat odnotowuje się wiele przypadków utracenia przenośnych nośników. Jednym z ostatnich przykładów w Polsce jest incydent dotyczący zagubienia nieszyfrowanej przenośnej pamięci zewnętrznej typu pendrive przez kuratora sądowego. Urząd Ochrony Danych Osobowych nie miał wątpliwości, że brak wdrożonych odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, zapewniających stopień bezpieczeństwa odpowiadający ryzyku przetwarzania danych przy użyciu przenośnych pamięci zewnętrznych, zapewniających bezpieczeństwo zapisanych tam danych osobowych, doprowadził do utraty tych danych. Warto zatem inwestować w szyfrowane pamięci, które nie tylko są doskonałym narzędziem pracy, ale także zamkniętym sejfem przechowywującym dane niedostępne dla osób nieuprawnionych. W przypadku zabezpieczenia takich nośników nie ma możliwości kradzieży tych informacji czy udostępnienia ich osobom postronnym i nieuprawnionym.
Autor: Tomasz Surdyk, ekspert w tematyce cyberbezpieczeństwa i doradca firmy Kingston Technology
[4] Art. 39 ust. 1 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE, zwanego RODO.
Branża stomatologiczna jest dość obcym środowiskiem dla zapewne większości naszych czytelników. Czy moglibyście, w najprostszy możliwy sposób, opisać czym zajmuje się Państwa firma?
Grzegorz Romek, RS-Team
Grzegorz Romek, współtwórca firmy RS-Team: W jednym zdaniu: jesteśmy integratorem technologicznym dla branży stomatologicznej i pomagamy lekarzom, technikom dentystycznym, gabinetom, laboratoriom w kompleksowej transformacji do modelu pracy cyfrowej.
Po pierwsze jesteśmy producentami frezarek stomatologicznych- czyli urządzeń pozwalających z bardzo wysoką, mierzoną w mikronach precyzją produkować uzupełnienia protetyczne np. korony stomatologiczne. Po drugie jesteśmy dystrybutorem rozwiązań naszych partnerów, na przykład skanerów wewnątrzustnych duńskiej marki 3Shape. To urządzenia, które pozwalają stomatologom stworzyć cyfrowy obraz naszego zgryzu z uwzględnieniem koloru, odległości między zębami i wielu innych parametrów. Po trzecie prowadzimy działalność szkoleniową, w ramach której uczymy lekarzy i techników wykorzystania narzędzi cyfrowych w codziennej praktyce.
Jakub Szymaniak, RS-Team
Jakub Szymaniak, współtwórca firmy RS-Team: Naszą misją jest sprawić, że dany gabinet lub laboratorium protetyczne przejdzie z pracy analogowej na rzecz cyfrowej w możliwie sprawny i bezproblemowy sposób. Cyfryzacja pozwala zwiększyć bezpieczeństwo pacjenta dzięki większej dokładności i indywidualizacji tworzonych prac. Przeprowadzenie procesu digitalizacji wiąże się również z dużą oszczędnością czasu, który można wykorzystać na pomoc większej ilości pacjentów lub samorozwój. Ważnym elementem, szczególnie w dzisiejszych czasach jest ograniczenie wpływu na środowisko, gdyż nowoczesne urządzenia pozwalają ograniczyć lub w niektórych przypadkach całkowicie wyeliminować straty materiałowe np. poprzez zastąpienie masy wyciskowej skanerem wewnątrzustnym, co przekłada się także na oszczędności finansowe.
Grzegorz Romek: Opowiem dwie anegdoty, które dobrze obrazują to, o czym mówimy. Pierwsza dotyczy możliwości skorzystania z supportu. Jedna z niemieckich firm jako rozwiązanie regularnie występujących problemów z ich frezarkami, sugerowała polskim lekarzom uderzenie frezarki młotkiem kilogramowym. Dodam, że mówimy o urządzeniach wartych kilkaset tysięcy złotych. Druga historia to przypadek jednego z naszych klientów. Zapytał nas – ile zajmuje wam wdrożenie frezarki? Tak od przywiezienia do momentu, gdzie będzie ona bezproblemowo pracować. Trochę zaskoczony odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że kilka godzin. Stwierdził, że to niemożliwe, bo jego obecną frezarkę wdrażano przez blisko 3 lata!
To pokazuje jak duża jest potrzeba istnienia takich podmiotów jak my, które integrują cały proces digitalizacji pracy stomatologicznej, a jednocześnie służą technikom dentystycznym i stomatologom radą w sytuacjach, kiedy występują trudności.
Cofnijmy się trochę w przeszłość. Zacznijmy od tego jak to się stało, że trafiliście Panowie akurat do branży stomatologicznej?
Grzegorz Romek: Stomatologia i protetyka towarzyszyły mi w zasadzie od zawsze. Dzięki rodzinie już w dzieciństwie uczyłem się np. odlewania zębów z wosku przy pomocy formierza – to chyba najbardziej analogowa z metod, którą wykorzystywały całe pokolenia techników dentystycznych. Stomatologia była dla mnie naturalną drogą kariery, a jak się potem okazało – także sposobem na rozwój pasji do technologii i programowania.
Jakub Szymaniak: Z kolei ja nie miałem akurat ani rodzinnie, ani towarzysko żadnych wcześniejszych doświadczeń ze stomatologią. Moja przygoda z nią rozpoczęła się od studiów na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. To właśnie dzięki studiom poznałem Grzegorza – był jednym ze specjalistów ds. technologii cyfrowych w laboratorium, w którym odbywałem swoje studenckie praktyki.
Jak zaczęło się Panów zainteresowanie technologiami cyfrowymi w stomatologii?
Grzegorz Romek: Od młodości interesowałem się informatyką i mechaniką. W liceum, poza oczywiście nauką w szkole, rozwijałem wiedzę i umiejętności w zakresie hardware’u, jak i oprogramowania. Te zainteresowania w połączeniu ze stomatologią, która zawsze była obecna w moim życiu, naturalnie poprowadziły mnie w kierunku cyfryzacji. Tak się złożyło, że w mojej pierwszej pracy, którą podjąłem jeszcze jako technik dentystyczny, było duże zapotrzebowanie na wdrożenie nowoczesnych – jak na tamte czasy -rozwiązań stomatologicznych. Jako młody technik otrzymałem misję stworzenia i koordynacji działania całej linii technologicznej laboratorium… I tak to się zaczęło.
Jakub Szymaniak: toto właśnie od tego laboratorium, o którym mówił Grzegorz, rozpoczęła się nasza znajomość – odbywałem w nim swoje praktyki studenckie. W czasie moich studiów dostęp do technologii cyfrowych był znikomy, na uczelni w ogóle o nich nie wspominano – zresztą pod tym względem wciąż jest dużo do zrobienia.
Uczyliśmy się wykonywania prac manualnie na podstawie podręczników z lat 80. a czasem i starszych, mimo że był już XXI wiek. To Grzegorz wciągnął mnie w temat cyfryzacji, wspólnie z nim uczyłem się świata CAD/CAM. Wcześniej, jak każdy technik, pracowałem w sposób wyłącznie manualny, czego jednak nie żałuję, bo właśnie dzięki temu znam cały proces od wykonania modelu gipsowego przez modelowanie komputerowe po frezowane czy obecnie druk 3D.
Grzegorz Romek: Fakt, że obaj mamy doświadczenie w każdym etapie pracy technika: zarówno manualnej i cyfrowej, dzisiaj pozwala nam lepiej rozumieć potrzeby naszych klientów.
Można powiedzieć, że byliście świadkami początków cyfryzacji w gabinetach dentystycznych. Jak wyglądały początki tego procesu, pierwsze szkolenia i rozmowy z lekarzami?
Jakub Szymaniak: Początki, jak to zwykle bywa, były trudne. Lekarze nie wiedzieli co oferują cyfrowe narzędzia i jak mogą one zmienić ich pracę. Ciężko było ich przekonać do pierwszej rozmowy z nami, gdyż nie byli oni zainteresowani digitalizacją, nie wiedzieli na co im taki np. skaner, do czego ta frezarka. Patrzyli na nas jak na ekscentryków. Z tym oporem i wątpliwościami spotykaliśmy się przez wiele lat, jednak kruszyliśmy tę nieufność rok po roku, realizując warsztaty, szkolenia i wykłady w całej Polsce. Pierwsze lata naszej działalności spędziliśmy dosłownie w samochodzie nauczając lekarzy, techników, którzy dopiero dziś stają się naszymi klientami.
Dużo osób zastanawia się nad przejściem z etatu do prowadzenia własnej działalności. Co stało za Panów decyzją o podjęciu takiego kroku?
Grzegorz Romek: W pewnym momencie naszej ścieżki jako techników dentystycznych doszliśmy do punktu, w którym systemy, z których korzystaliśmy, nie posiadały narzędzi, które umożliwiłyby nam dalszy rozwój. Wiedzieliśmy, że z technicznego punktu dana praca mogłaby powstać i miałaby lepsze parametry, z których korzyść uzyskałby pacjent, ale okazywało się, że żadne z dostępnych narzędzi nie było w stanie spełnić postawionych przed nim zadań. Doszliśmy do wniosku, że problemem jest polityka wielkich koncernów, które blokowały możliwości samodzielnego rozwoju swoich maszyn przez specjalistów, testowania rozwiązań innych niż swoje własne. Dzięki latom doświadczeń mieliśmy wiedzę, która pozwalała nam na obejście tych barier – i stąd wziął się pomysł na własną działalność, chcieliśmy burzyć technologiczne mury. Na samym początku zajmowaliśmy się wykonywaniem retrofitów, czyli rozszerzaniem możliwości i poprawą funkcjonowania urządzeń innych producentów, ale równolegle od dnia „zero” rozpoczęliśmy także prace badawcze nad naszymi autorskimi rozwiązaniami, których owocem są frezarki RS-Team.
Jakub Szymaniak: Niektórzy klienci pytali nas – skoro znacie się na tym tak dobrze, czemu nie zaproponujecie własnego urządzenia? Już wtedy nad tym pracowaliśmy, jednak projektowanie, testowanie sprzętu jest czasochłonne, więc nie mogliśmy jeszcze o tym mówić. Wiedzieliśmy jednak, że możemy zaproponować coś nowego. Własne frezarki były też ważnym krokiem w kierunku realizacji naszej misji, tj. bycia integratorem technologicznym, który zapewnia klientowi wszystko: od dostawy sprzętu, przez szkolenia po wsparcie posprzedażowe. Dzięki frezarkom, nasi klienci i partnerzy, zyskali możliwość przeprowadzenia pełnej cyfryzacji gabinetu czy laboratorium od A do Z w jednym miejscu.
Jak wyglądały przygotowania do rozpoczęcia działalności na własny rachunek? Był to skok na głęboko wodę czy raczej dokładnie rozpisany plan?
Jakub Szymaniak: Na samym początku, po powrocie z pracy na etacie ubieraliśmy się w stroje robocze i remontowaliśmy garaż Grzegorza, aby stworzyć przestrzeń, w której będziemy mogli pracować – budować oraz testować nasze rozwiązania. Cały nasz rozwój oparliśmy na środkach własnych – rośliśmy organicznie, stopniowo, inwestując w firmę wszystkie dostępne środki. Nie ukrywajmy, zwłaszcza początki były trudne, ale jednocześnie niezwykle obfite w ważne lekcje o prowadzeniu biznesu.
Grzegorz Romek: Idealną anegdotą, która odpowiada na to pytanie, jest historia naszej wyprawy do Grecji. Udało nam się pozyskać pierwszy znaczący kontrakt, którym było wykonanie retrofitów dla dużego laboratorium w Tajlandii. Jednym z warunków kontraktu było to, że musieliśmy mieć w swoim garażu, na miejscu, dokładnie ten sam model frezarki, z którego korzystali Tajscy technicy w Bangkoku. Dopiero zaczynaliśmy działalność, więc nie dysponowaliśmy ogromnym kapitałem. Po wielu poszukiwaniach znaleźliśmy odpowiednią frezarkę, za bardzo atrakcyjne pieniądze, w Atenach. Zdecydowaliśmy się szybko – lecimy!
Zabraliśmy wszystkie oszczędności i wsiedliśmy do samolotu. Trafiliśmy do laboratorium w dość podejrzenie wyglądającej dzielnicy, ale nic to: frezarka faktycznie była i tak jak mówił opis: była zepsuta. Zdeterminowani, postanowiliśmy – bierzemy i naprawiamy ją sami w Polsce. Jednego wieczora wydaliśmy praktycznie ostatnie oszczędności, wysłaliśmy frezarkę kurierem do Polski i… Zostaliśmy w obcym kraju bez maszyny i bez oszczędności. Więc co zrobiliśmy? Poszliśmy na wino. Frezarka bezpiecznie dotarła do naszego garażu w Otwocku i wszystko się udało, ale to pokazuje, jak trudne jest przejście na własny rachunek.
Jak wyglądały pierwsze miesiące działania firmy?
Grzegorz Romek: Bezustanna podróż. Spędziliśmy je w samochodzie, jeżdżąc od gabinetu do gabinetu, od laboratorium do laboratorium – przekonując i starając się edukować na temat korzyści wynikających z cyfryzacji specjalistów. Pomagaliśmy także naszym pierwszym klientom w rozwiązywaniu ich bieżących problemów. Równolegle przygotowywaliśmy i rozwijaliśmy nasze produkty.
Jakub Szymaniak: Warto zauważyć, że ta praca u podstaw z klientami w charakterze edukatorów nie przekładała się na zyski finansowe. Nasze próby przekonywania, tłumaczenia, z początku nie dawały efektów. Natomiast ten wysiłek procentuje teraz, wiele lat później. Firmy szukając partnera do cyfryzacji pamiętają o tym, że rozmawiali z nami te kilka lat temu i wracają do nas.
W jakiej kondycji po blisko 2 lat pandemii znajduje się cała branża stomatologiczna? Czy COVID i zwłaszcza pierwsza fala, podczas której zamknięte zostały gabinety, odbiła się z jednej strony na klinikach, a z drugiej na takich biznesach jak Państwa, które zajmują się dostarczaniem rozwiązań?
Grzegorz Romek: Pandemia spowodowała krótki wstrząs i zatrzymanie prac, po którym jednak wszyscy wrócili do gabinetów oraz laboratoriów. To co się zmieniło to fakt, że ze względu na konieczność zachowania wyższej higieny pracy, która w pandemii jest po prostu koniecznością, dużo osób zainteresowało się możliwością zmiany tradycyjnych metod na te cyfrowe – bo cyfryzacja to nie tylko większe bezpieczeństwo pacjenta, ale i samego lekarza. Doskonałym potwierdzeniem tej tezy jest tutaj zastępowanie klasycznych wycisków skanerami wewnątrzustnymi. Tradycyjne wyciski zawierają ślinę, a często również krew osoby, od której jest on pobierany. Przy skanie 3D nie ma takiego problemu, ponieważ zbierany i wysyłany jest jedynie cyfrowy obraz jamy ustnej, który dodatkowo jest znacznie dokładniejszy.
Jakub Szymaniak: Widzimy, że pandemia aktywowała nieprzekonanych, którzy z różnych względów znacznie przyspieszyli proces cyfryzacji swoich gabinetów. Polski rynek jest na etapie, w którym lekarze i technicy zdali sobie sprawę z tego, że cyfryzacja jest krytycznym czynnikiem dla utrzymania konkurencyjności.
Frezarki, poza stomatologią np. w przemyśle są stosowane dość często. W stomatologii z tego co można znaleźć w Internecie również nie są technologią, która pojawiła się niedawno. Na czym polega innowacyjność Państwa produktów?
Grzegorz Romek: W tym pytaniu jest pewne uproszczenie, ponieważ frezarki stosowane w przemyśle różnią się od siebie zależnie od tego, w jakiej gałęzi przemysłu są stosowane. Elementem wspólnym dla tego typu urządzeń jest skupienie się na powtarzalności produkcji. W czasie wytwarzania produktu, czy to będzie element samochodu, czy jak w naszym przypadku korona zęba, zawsze pojawia się jakiś minimalny błąd na poziomie np. 2-3 mikronów. Powtarzalność polega na tym, że to odchylenie będzie utrzymywało się na stałym, przewidywalnym poziomie. Powtarzalność jest zatem cechą i kryterium przydatności frezarki w przemyśle. My, jako RS-Team jako pierwsi sięgnęliśmy po to „przemysłowe” rozumienie powtarzalności i przenieśliśmy je na nasze własne rozwiązania dostosowane do potrzeb stomatologii. To jest właśnie obietnica, którą składamy naszym klientom, a oni doceniają łatwość, z jaką mogą planować organizację swojej pracy dzięki naszym urządzeniom.
Jakub Szymaniak: Z przemysłu przenieśliśmy na grunt stomatologii także filozofię ograniczania strat materiałowych oraz trwałości maszyn, które powinny służyć użytkownikowi nieprzerwanie przez wiele lat. Ponadto, co dla nas jest również ważne, każda produkowana przez nas frezarka spełnia europejskie regulacje w zakresie możliwości naprawy, co nie jest oczywistą kwestią w przemyśle urządzeń medycznych. Dla przykładu, nie ma w naszych urządzeniach takiej części, której nie dałoby się wymienić w razie awarii.
Większość firm przenosi działalność produkcyjną, a często również produkcyjną do tańszych krajów, głównie w Azji. W wypadku RS-Team urządzenia projektowane są w Otwocku i produkowane w Częstochowie. Z czego wynika akurat taka decyzja?
Jakub Szymaniak: Jest to nasza w pełni przemyślana i świadoma decyzja. Po części wynika ona z naszego patriotyzmu – w Polsce mieszkamy i również tutaj chcemy inwestować i się rozwijać. Współpraca z naszymi partnerami z Częstochowy stanowi dla nas dużą wartość dodaną, ponieważ gwarantuje nam większą przewidywalność i stabilność działania na całej długości łańcucha produkcji i dostaw. Większość firm, która produkuje w Azji, w sytuacji utrudnień transportowych ma olbrzymie problemy z zapewnieniem dostępu dla swojej oferty dla klientów. Producenci wytwarzający swoje produkty lokalnie zyskują – my sami widzimy, że mogliśmy wręcz odbić niektórych klientów konkurencji.
Obecnie produkty RS-Team dostępne są poza granicami Polski. W jakich krajach działacie i jak wyglądał w ogóle proces ekspansji zagranicznej?
Jakub Szymaniak: Przede wszystkim są to Niemcy i Rosja. Poza tym w Europie są to także Słowacja, Czechy, Węgry, ale mamy także doświadczenia ze współpracy z partnerami w Tajlandii. Zdradzę też, że w początkowych latach działalności RS-Team znaczącą większość naszych przychodów generowały kontrakty zagraniczne, i dopiero w ostatnich latach osiągnęliśmy balans 50:50 w zakresie przychodów generowanych przez rynek polski i zagraniczny.
Co do procesu dalszej ekspansji, mamy sprawdzony sposób oparty o silną relację zaufania z lokalnymi partnerami. Jeżeli na danym rynku nie mamy takiego partnera – trudno. Bez lokalnego przedstawiciela nie wejdziemy nawet na najbardziej rozgrzany rynek świata. Wiemy, że aby zaoferować pełną skalę i jakość usług RS-Team, samo wstawienie sprzętu nie wystarczy, potrzebny jest człowiek. To także pokazuje dość dobrze to, że nie ma sensu strach przed cyfryzacją – nasza praca stanie się inna, ale człowiek nadal pozostanie w centrum, maszyna w pełni go nie zastąpi.
Czy macie Panowie jakieś rady dla Polskich przedsiębiorców planujących ekspansje poza terytorium kraju?
Jakub Szymaniak: W przypadku naszej firmy skuteczna ekspansja zagraniczna nie byłaby możliwa bez wsparcia naszych partnerów lokalnych, więc myślę, że właśnie znalezienie odpowiednich ludzi na lokalnym rynku jest jednym z kluczy do sukcesu. Oczywiście trzeba też mieć produkt, który wyróżni się na tle konkurencji, która często działa w danym kraju od wielu lat. Niektórzy nadmiernie skupiają się na tym, że tym wyróżnikiem powinna być cena, ale z perspektywy rozwoju, jak i horyzontu budowania relacji z zagranicznym klientem, daleko ważniejszą rolę odgrywają innowacyjność produktu czy wysoka jakość, zwłaszcza jeżeli mówimy o tych bardziej dojrzałych rynkach.
Wydaje się, że mimo potencjalnych korzyści wiele gabinetów wciąż nie wykorzystuje narzędzi cyfrowych w swojej pracy. Z osobistego doświadczenia nieczęsto spotyka się lekarza, który chociażby wykorzystuje skaner wewnątrzustny. Jak w Państwa ocenie wygląda obecnie stan procesu cyfryzacji stomatologii? Jak Polska wypada na tle innych krajów, w których Państwo działacie?
Grzegorz Romek: Istnieją badania, które wskazują, że w Polsce wskaźnik nasycenia rynku medycznych technologii cyfrowych w stomatologii znajduje się na poziomie około 10% – wobec 5% jeszcze 5 lat temu. To pokazuje skalę potencjału, ale i wzywania, przed którymi stoją takie firmy jak nasza. Dla porównania w Niemczech te same badania oceniają poziom nasycenia rynku na 60%.
Jakub Szymaniak: Warto też wskazać, że tym co odróżnia rynek niemiecki od rynku polskiego, jest świadomość użytkowników. Właściciel laboratorium protetycznego w Niemczech kupił swoją pierwszą frezarkę 15-20 lat temu, potem kolejną itd. Dziś, jako doświadczony użytkownik, wie, że to, czego potrzebuje, to urządzenie, które cechuje powtarzalność zapewniająca stabilną produkcję. Tymczasem polscy technicy i lekarze dopiero uczą się tego, jak powinna wyglądać praca z rozwiązaniami cyfrowymi, i na co należy zwrócić uwagę przy zakupie. My staramy się przekazać im naszą wiedzę tak, by mogli szybciej znaleźć się tam, gdzie ich niemiecki kolega – lub nawet pójść dalej.
Jakie są plany Państwa firmy na najbliższe miesiące?
Jakub Szymaniak: Na rozwoju naszej obecności w Polsce oraz na rynkach Niemiec i Rosji. Wszystkie te rynki wykazują ogromny potencjał dalszego rozwoju. Poza tym planujemy w przyszłym roku otwarcie nowej siedziby, wobec której stawiamy za cel, by stała się referencyjnym ośrodkiem szkoleniowym z zakresu stomatologii cyfrowej. Znajdzie się tam m.in. jedno z najnowocześniejszych, w pełni cyfrowych laboratoriów w Polsce, wraz z odpowiednio dostosowanymi salami szkoleniowymi dla lekarzy.
Czy planujecie ekspansje na kolejne rynki zagraniczne w najbliższych latach?
Grzegorz Romek: Nie wykluczamy takiej możliwości, ale jest to uzależnione od tego, czy będziemy w stanie znaleźć godnych zaufania partnerów. Póki co koncentrujemy się na Polsce, Europie i rynkach, na których już jesteśmy obecni.
Rynek technologii medycznych przechodzi dynamiczne zmiany. Mamy wiele, również polskich, startupów z zakresu telemedycyny i telediagnostyki, wykorzystania sztucznej inteligencji czy wizualizacji. Czy takie zmiany są szansą dla młodych firm, aby znaleźć nisze i zbudować pozycję na rynku MedTech?
Jakub Szymaniak: Rozwój technologiczny skutkuje powstawaniem coraz to nowych nisz, takich jak np. wspomniane technologie związane z wizualizacją procesu leczenia. Zobaczmy jak ogromną drogę przeszły rozwiązania VR i AR w ostatnich latach. Taki szybki rozwój tworzy przestrzeń dla wzrostu wyspecjalizowanych firm z całego świata, które w oparciu o tę wąską specjalizację mogą konkurować z wiodącymi graczami na rynku. Kluczem do tego jest posiadanie wysokiej jakości produktu, unikalnego know-how i zrozumienia dla potrzeb pacjentów, jak i profesjonalistów medycznych.
Na koniec — jak za 10 lat w Panów opinii będzie wyglądać leczenie zębów?
Grzegorz Romek: Prawdopodobnie będzie jeszcze bardziej zautomatyzowane i zalgorytmizowane niż ma to miejsce dzisiaj. Na pewno widok skanera wewnątrzustnego i innych cyfrowych narzędzi w gabinecie stanie się tak powszedni, jak widok dłuta dzisiaj.
Do procesów leczenia zostaną także wykorzystane technologie analizy big data – posiadamy coraz większe zbiory danych dot. poszczególnych przypadków z całego świata, które czekają na wykorzystanie. Na ich podstawie, z pomocą uczenia maszynowego, można zbudować np. rozwiązania automatycznie projektujące uzupełnienia protetyczne czy nakładki prostujące w 100% dostosowane do potrzeb konkretnego pacjenta, a co za tym idzie znacznie bezpieczniejsze. Takie rozwiązania zresztą już w pewnym stopniu mamy na rynku dzisiaj. Warto jednak tutaj mocno zaznaczyć, że automatyzacja i algorytmy nie zastąpią nam w perspektywie 10, a myślę, że nawet i 100 lat, kontaktu z żywym człowiekiem, lekarzem. Rozwiązania cyfrowe będą stanowiły ułatwienie, pozwolą uwolnić dużą ilość czasu specjalistów, który będą mogli wykorzystać na pomoc większej ilości pacjentów czy rozwój nowych kompetencji. W centrum stomatologii i szerzej medycyny zawsze będą ludzie: pacjenci i lekarze, przy czym maszyny będą ich wspierały w coraz szerszym wymiarze.
Grupa CCC zakończyła IV kwartał roku obrotowego 2021 (listopad 2021 – styczeń 2022) wzrostem przychodów o 46% rdr. Jest to trzeci z rzędu okres rozliczeniowy, w którym sprzedaż Grupy wyniosła ponad 2 mld PLN. Całościowy udział e-commerce wzrósł do 56%, głównie za sprawą zwiększenia liczby kanałów online, cyfryzacji sieci stacjonarnej oraz rozwoju aplikacji mobilnych. Grupa odnotowała wzrosty we wszystkich szyldach. W minionym okresie ogłosiła ona także nową strategię biznesową GO.25: Everything Fashion. Omnichannel Platform, której jednym z głównych celów jest trzykrotny wzrost biznesu do 2025 roku.
W czwartym kwartale przychody Grupy CCC wyniosły 2,04 mld PLN, wzrastając o 46% rdr. Konsekwentnie rośnie także udział e-commerce, który osiągnął poziom 56% (+11 pp kdk). Grupa notuje pozytywne dynamiki we wszystkich szyldach: nowy koncept HalfPrice wygenerował 114 mln PLN przychodu (+39% kdk), a DeeZee rosło o 58% rdr, po raz pierwszy w historii przekraczając w skali roku granicę 100 mln PLN obrotu. Sprzedaż omnichannel CCC w przeliczeniu na m2 powierzchni handlowej poprawiła się o 4% w porównaniu do Q4 2019. Zgodnie z przyjętą strategią, sklepy sieci są coraz bardziej cyfrowe, stając się przedłużeniem sprzedaży internetowej.
W ostatnim kwartale 2021 roku marża brutto Grupy wzrosła o blisko 4,5 p.p. rdr. Najwyższy jej poziom i najlepszą dynamikę Grupa odnotowała w segmencie CCC, na co wpływ miało przede wszystkim aktywne zarządzanie ceną oraz konsekwentna optymalizacja polityki rabatowej. Dzięki temu segment CCC osiągnął w 2021 roku najwyższy poziom marży brutto w okresie ostatnich 4 lat, przekraczając 53%. To, co wyróżnia ten segment, to także konsekwentnie poprawiana struktura zapasów.
Koszty w Grupie CCC wzrosły o 41%, a ich poziom był nieznacznie niższy od dynamiki przychodów (+46%). Wyższa baza kosztowa jest rezultatem przede wszystkim inwestycji związanych z realizacją celów strategii GO.25: Everything Fashion. Omnichannel Platform.
– W celu realizacji naszej nowej strategii rozwijamy kompetencje wewnątrz organizacji, wzmacniając zespoły odpowiadające za technologię, sprzedaż cyfrową, produkt i komunikację marketingową. Wdrożyliśmy także system zarządzania zamówieniami (OMS), który pozwolił na integrację zapasu sklepowego z e-commerce, przez co skokowo zwiększyła się dostępność oferty dla klientów. Nasze polskie sklepy stały się hubami logistycznymi – obecnie wysyłamy z nich ponad 50% krajowych zamówień online. Rozwijamy również sieć HalfPrice. W minionym kwartale otworzyliśmy 28 nowych sklepów oraz uruchomiliśmy kanał e-commerce. Sukcesywnie wzmacniamy również wizerunek i rozpoznawalność marek własnych CCC, ze szczególnym uwzględnieniem projektów skierowanych do pokolenia Z. Można tu przywołać chociażby współpracę marki Sprandi z młodą raperką Young Leosią, czy wprowadzenie do sprzedaży kapsuły Universe, zaprojektowanej w duchu athleisure – mówi Marcin Czyczerski, Prezes Zarządu Grupy CCC.
Grupa CCC zamyka kwartał zyskiem EBITDA na poziomie 26 mln PLN oraz stratą operacyjną -113 mln PLN, odnotowując poprawę rdr o odpowiednio 64 mln PLN i 53 mln PLN.
Organizacja kontynuuje także swoje działania z zakresu zrównoważonego rozwoju. W minionym kwartale opracowana została m.in. roadmapa Gospodarki Obiegu Zamkniętego, która zawiera 10 projektów dotyczących rozwoju cyrkularności. Grupa prowadzi wiele inicjatyw w tym obszarze. Między innymi, w ostatnim kwartale, znacząco zwiększono liczbę sklepów CCC wyposażonych w specjalne pojemniki na używane obuwie, pozwalające dać im “drugie życie”, zmniejszając tym samym koszty środowiskowe związane z produkcją obuwia.
W całym roku obrotowym 2021 przychody Grupy wyniosły 7,6 mld PLN, z czego ponad połowę – 51% – stanowiła sprzedaż online. Marża brutto rosła we wszystkich segmentach, przekładając się na jej poprawę na poziomie skonsolidowanym o przeszło 3 p.p. rdr. Pomimo istotnych ograniczeń w handlu stacjonarnym w pierwszym kwartale 2021, całoroczny wynik operacyjny został poprawiony rdr o ponad 500 mln PLN. EBITDA Grupy w 2021 osiągnęła poziom 508 mln PLN (rentowność 6,7%).
Kontynuacja dynamicznego rozwoju Grupy Modivo
W czwartym kwartale Grupa Modivo (eobuwie.pl oraz MODIVO), pomimo wymagającej bazy wynikającej z istotnych ograniczeń w handlu stacjonarnym w Q4’20, osiągnęła wysoki, 35% wzrost przychodów. Sprzedaż w segmencie MODIVO rosła o 123% rdr, trzeci kwartał z rzędu odnotowując przyspieszającą dynamiką sprzedaży (Q2’21 +95%, Q3’21 +109%). Co więcej, na perspektywicznych rynkach europejskich – w Niemczech oraz we Włoszech – przychody szyldu zwiększyły się niemal trzykrotnie. Udział łącznych przychodów MODIVO w sprzedaży Grupy Modivo wzrósł skokowo do 22%, aż o 9 p.p. rdr.
Dynamika kosztów Grupy Modivo (34%) jest determinowana przez rozwój strategiczny. W raportowanym okresie była ona zbliżona do tempa wzrostu przychodów (35%). Trwają prace nad marketplace’m MODIVO oraz uruchomieniem nowych aplikacji mobilnych eobuwie.pl i MODIVO. Grupa otworzyła również nowe centrum dystrybucyjne w Rumunii. Realizuje także 3. etap rozbudowy centrum logistycznego w Zielonej Górze. Równolegle rozwija biura lokalne na najbardziej perspektywicznych dla niej rynkach.
– Jesteśmy w bardzo ważnym punkcie rozwoju Grupy Modivo. Właśnie zakończyliśmy proces zmiany nazwy na MODIVO S.A. Ma ona symbolizować rozwój nowych kategorii produktowych oraz nasze międzynarodowe aspiracje. To też kolejny krok w stronę debiutu giełdowego. Utrzymywanie przez kolejne kwartały wysokich dynamik sprzedaży utwierdza nas w przekonaniu, że dobrze rozpoznajemy potrzeby rynkowe, a nasze plany i związane z nimi inwestycje są właściwym kierunkiem działania. Zależy nam również na rozwoju obszaru ESG, dlatego jako pierwsi w branży e-commerce, we współpracy z InPost, wprowadzamy do obiegu opakowania wielokrotnego użytku. Dzięki temu zapotrzebowanie na “jednorazówki” zmniejszy się nawet dziesięciokrotnie – mówi Damian Zapłata, Prezes Zarządu MODIVO S.A.
W całym roku obrotowym Grupa Modivo odnotowała poprawę sprzedaży o 50% rdr (dynamika zbliżona do 2019 i 2020 roku) oraz osiągnęła EBITDA na poziomie 262 mln PLN – powyżej komunikowanego na początku 2021 roku założenia (230-250 mln PLN).
Grupa CCC w IV kwartale 2021 ogłosiła strategię biznesową GO.25: Everything Fashion. Omnichannel platform. Zakłada ona trzykrotny wzrost przychodów, co najmniej 12% rentowność EBITDA, 60% udziału kanału online w sprzedaży, wprowadzenie nowych kategorii produktowych, a także wzrost zadowolenia klientów, zaangażowania pracowników oraz rozwój organizacji w zgodzie z zasadami ESG.
Nowe zeznania podatkowe, to również różnego rodzaju ulgi. Od 1 stycznia 2019 roku można skorzystać z ulgi termomodernizacyjnej, która pozwala na odliczenie od podatku dochodowego PIT kosztów poniesionych na przykład na fotowoltaikę czy pompę ciepła.
Czym jest ulga termomodernizacyjna i na czym polega przypadku fotowoltaiki? Jak odliczyć fotowoltaikę od podatku i czy można odliczyć od niej również pompę ciepła? O tym rozmawiamy z Maciejem Humeniukiem, Kierownikiem Operacyjnym w Vosti.
Czym jest ulga termomodernizacyjna?
Ulga termomodernizacyjna to możliwość odliczenia od dochodu wszelkich wydatków poniesionych na realizację przedsięwzięć termomodernizacyjnych, prowadzonych na jednorodzinnych budynkach mieszkalnych. Wydatki te pomniejszają podstawę opodatkowania, a w konsekwencji obniżają wysokość podatku dochodowego (PIT) koniecznego do zapłacenia do urzędu skarbowego. Według danych z rozliczeń PIT za 2020 r. z ulgi termomodernizacyjnej skorzystało ponad 450 tys. podatników, czyli ponad dwa razy więcej niż za 2019 r. Za ubiegły rok odliczono w ten sposób 7,5 mld zł, z kolei za 2019 r. było to 3,2 mld zł.
Uldze podlegają przedsięwzięcia, które poprawiają efektywność energetyczną budynku, czyli m.in. wymiana źródła ciepła (np. montaż pompy ciepła), ocieplenie domu (termomodernizacja elewacji, wymiana okien i drzwi wejściowych) czy montaż kolektorów słonecznych. Czy od podatku można odliczyć również fotowoltaikę? Oczywiście – w ramach ulgi, rozliczyć możemy koszt kompleksowej usługi instalacji zestawu fotowoltaicznego.
Powyższe zostało uregulowane w Ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz Ustawie o zryczałtowanym podatku od osób fizycznych. Natomiast w rozporządzeniu ministra inwestycji z dnia 21 grudnia 2018 r. w sprawie określenia wykazu rodzajów materiałów budowlanych, urządzeń i usług związanych z realizacją przedsięwzięć termomodernizacyjnych, zostały wskazane urządzenia, materiały i usługi budowlane, które mogą podlegać odliczeniu.
Komu przysługuje ulga termomodernizacyjna?
Ulga termomodernizacyjna jest skierowana do osób fizycznych, których dochody są opodatkowane według jednolitej stawki podatku liniowego (19%), według skali podatkowej (17% i 32%) bądź w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Osoba pragnąca skorzystać z ulgi termoizolacyjnej musi spełniać trzy poniższe warunki, tj.:
● być właścicielem modernizowanej nieruchomości,
● budynek musi być jednorodzinnym domem mieszkalnym,
● inwestycja musi zostać zakończona przed upływem 3 lat od roku, w którym został wyniesiony pierwszy wydatek.
Warto wyjaśnić, że właścicielem jest każda osoba, mająca tytuł prawny do nieruchomości. Może to być także współwłaściciel, o ile został wskazany w akcie notarialnym, bądź spadkobierca, który uzyskał orzeczenie sądu o nabyciu spadku. Co równie ważne – nie istnieje liczba nieruchomości, na którą jedna osoba może dokonać odliczenia. Oznacza to, że właściciele kilku domów mogą zsumować wydatki.
Jak skorzystać z ulgi podatkowej?
Podatnik korzystający z ulgi termomodernizacyjnej, chcąc uzyskać zwrot części poniesionych kosztów, nie musi przeprowadzać audytu energetycznego. Jedynym obowiązkiem, jaki musi wypełnić, jest potwierdzenie poniesienia wydatków w postaci faktury wystawionej przez przedsiębiorstwo. Ważne, by firma ta nie była zwolniona z podatku VAT.
„Aby móc w tym roku rozliczyć ulgę za rok poprzedni, faktura sprzedażowa musi być wystawiona z datą maksymalnie 31 grudnia roku za który dokonujemy rozliczenia. Wynika to z faktu, że w rozliczeniu za ubiegły rok będziemy ujmować wszystkie dochody i wydatki związane z owym rokiem.. Faktura musi zatem potwierdzać, że instalacja fotowoltaiczna czy pompa ciepła to inwestycja wykonana właśnie w tym okresie.” – mówi Maciej Humeniuk.
Kwota, która zostanie zwrócona podatnikowi w formie rozliczenia będzie zależała od jego rocznych dochodów, a więc dla każdego podatnika może być ona zupełnie inna.
Przykład:
Podatnik w roku 2021 zarobił 36 tys. zł, będąc zatrudnionym na umowę o pracę. Przez cały rok pracodawca odprowadzał za niego comiesięczne zaliczki na podatek PIT. Mnożąc 36 tys. x17% ( pierwszy próg skali podatkowej), otrzymujemy kwotę 6 120 zł zaliczek na podatek, odprowadzonych przez jego pracodawcę. Ten sam podatnik w 2021 r. zamontował instalację fotowoltaiczną za kwotę 30 tys. zł.
Rozliczając poniesiony przez niego wydatek w wysokości 30 tys. zł w ramach ulgi termomodernizacyjnej, pomniejszy swoją podstawę opodatkowania, o wartość dokonanej inwestycji (36 tys. zł – 30 tys. zł). Wobec tego, po odliczeniu, należna kwota podatku wyniesie 6 tys. zł x 17% = 1020 zł. Co za tym idzie, podatnikowi przysługuje zwrot nadpłaconego podatku równy różnicy wpłaconej, a należnej wartości (6120 zł -1020 zł = 5100 zł zwrotu).
Pod pojęciem wysokości wydatku kryje się kwota brutto, tj. obejmująca VAT, pod warunkiem, że nie został on odliczony na podstawie ustawy o podatku od towarów i usług. Chcąc uzyskać ulgę na fotowoltaikę, należy w formularzu PIT wpisać kwotę brutto poniesionych wydatków. Ważne, by wykazane faktury były wystawione po 1 stycznia 2019 roku. Co więcej, do zeznania PIT należy dołączyć wypełniony formularz PIT/O.
Czy ulga termomodernizacyjna łączy się z Moim Prądem?
Odliczenie może być łączone z uzyskaniem dofinansowania z rządowego programu Mój Prąd, aczkolwiek w takiej sytuacji kwota odliczenia jest proporcjonalnie zmniejszana o kwotę uzyskanego dofinansowania.
Przykład:
Jeśli podatnik z powyższego przykładu, uzyskał dotację 3000 zł w ramach programu Mój Prąd, od jego podstawy opodatkowania zostanie odjęte (27 tys. zł zamiast 30 tys. zł). Wobec czego, kwota ulgi termomodernizacyjnego wyniesie 4590 zł, zamiast 5100 zł.
Czy ulgę termomodernizacyjną można łączyć z innymi ulgami?
Ulgi termomodernizacyjnej nie można połączyć z inną ulgą podatkową, ale tylko jeżeli obie ulgi dotyczą tego samego przedsięwzięcia. W związku z tym nie ma przeszkód, by połączyć ulgę termomodernizacyjną z ulgą prorodzinną, ulgą na internet, czy inną ulgą, która nie jest powiązana z przedsięwzięciem termomodernizacyjnym.
Czy z ulgi można skorzystać w przypadku domu będącego w budowie?
Ulga termomodernizacyjna nie dotyczy budynków w budowie. Może przysługiwać dla nowych domów, o ile są oddane do użytkowania.
„Przykładowo – klient jest w trakcie budowy domu i postanawia założyć w tym domu instalacje. Jeżeli zainstaluje zestaw przed odbiorem domu, nie będzie mógł go rozliczyć w ramach ulgi – nie będzie tutaj żadnej termomodernizacji, będzie to etap budowy domu. Nie można przedstawić faktury do rozliczenia ulgi w momencie, gdy budowa domu nie została zakończona. Oczywiście, założenie instalacji fotowoltaicznej w czasie budowy domu jest korzystniejsze z perspektywy technicznej (np. kwestia poprowadzenia przewodów elektrycznych), jednak jeśli ta budowa nie jest zakończona formalnie, nie możemy mówić o rozliczeniu jakiejkolwiek ulgi.” – mówi Maciej Humeniuk
Często pojawia się również pytanie, czy jeśli instalacja znajduje się na gruncie lub dachu garażu mogą skorzystać z ulgi. Oczywiście, że tak – główne znaczenie ma tutaj budynek, który jest zasilany produkowanym prądem.
Jak uzyskać zwrot z podatku za fotowoltaikę?
Uzyskanie zwrotu z podatku za fotowoltaikę wymaga złożenia deklaracji podatkowej. W zależności od sposobu rozliczenia, podatnik może odliczyć wydatki od dochodu (skala podatkowa i podatek liniowy) bądź przychodu (ryczałt). W przypadku czynnych podatników VAT odliczone kwoty dotyczą wartości netto, przy czym pozostali podatnicy wykazują kwoty brutto.
Ważne jest to, że wykazane w zeznaniu wydatki muszą zostać poniesione w roku, którym ono dotyczy. Warto zaznaczyć, że ulga termomodernizacyjna ma limit – maksymalna kwota zwrotu na podatnika wynosi 53 tys. zł. Co więcej, gdy wysokość odliczenia jest wyższa od uzyskanego w danym roku dochodu/przychodu, wówczas pozostała kwota może zostać rozliczona w kolejnym roku, aczkolwiek nie dłużej niż przez kolejnych 6 lat. Jeśli nieruchomość ma dwóch współwłaścicieli, każdy z nich może odliczyć poniesione przez siebie wydatki osobno. W przypadku małżonków, jeżeli posiadają oni nieruchomości objęte współwłasnością łączną – limit jest podwójny i dotyczy osobno każdego z małżonków.
“Bardzo istotnym faktem, jest również to, że od 1 stycznia 2022 r. wzrosła kwota wolna od podatku – wynosi ona 30 tys. zł. Jeśli osiągamy dochód mniejszy niż 30 tys. lub równy 30 tys. zł w skali roku, czyli 2,5 tys zł miesięcznie to nie zapłacimy od tego zaliczki na podatek PIT. W tym przypadku nie może być mowy o skorzystaniu z ulgi termomodernizacyjnej -, Trzeba zatem pamiętać, że podatnicy, którzy zarabiają poniżej 30 tys. zł rocznie, nie będą mogli z takiej ulgi skorzystać.” – mówi Maciej Humeniuk.
Specjaliści z Cisco Talos przygotowali niedawno podsumowanie minionego roku w kontekście najważniejszych cyberzagrożeń. Ich zdaniem w 2022 organizacje mogą spodziewać się jeszcze większej aktywności cyberprzestępców, którzy sprytnie wykorzystują znane im narzędzia i sposoby ataków, a także stają się jeszcze bardziej ostrożni, przez co trudniej ich zidentyfikować.
Nowe – stare cyberzagrożenia
Jak podkreślają eksperci Cisco Talos, aktywność cyberprzestępców w 2022 r. będzie w dużej mierze wynikiem incydentów, które obserwowaliśmy w roku minionym, a nawet jeszcze wcześniej. Niektóre zagrożenia stanowią bowiem nową odsłonę znanych wirusów. W grudniu głośno było o podatności w zabezpieczeniach powszechnie wykorzystywanej biblioteki Log4j, używanej w systemach osadzonych w sieci, jak również w powiązanych usługach i aplikacjach. Ten kryzys pokazał, że skutki pojedynczej luki mogą być bardzo rozległe. Zdaniem specjalistów z zespołu reagowania Cisco Talos jeszcze przez długi czas będziemy obserwowali konsekwencje podatności Log4j, gdyż część atakujących mogła uzyskać dostęp do firmowych sieci i obecnie pozostaje w ukryciu planując kolejne kroki i czekając na dogodny moment.
Powszechność niektórych narzędzi IT sprawia, że cyberprzestępcy mogą przeprowadzać ataki na znacznie większą skalę. Nie trzeba już obierać za cel konkretnego przedsiębiorstwa. Gdy obiektem ataku staje się dostawca usług zarządzanych (ang. Managed Service Provider) lub oprogramowanie open source, zagrożone są wszystkie organizacje, które z nich korzystają.
Specjaliści z Cisco Talos zwracają uwagę na fakt niedawnego odrodzenia się Emotetu, botnetu odpowiedzialnego za dystrybucję złośliwego oprogramowania. Zagrożenie znane od wielu lat powraca w nieco zmienionej formie i uruchamia program Cobalt Strike służący do przeprowadzania testów penetracyjnych, co sprawia, że działa na kluczowych zasobach niezauważone przez systemy bezpieczeństwa.
Grupy cyberprzestępców stają się coraz bardziej hermetyczne
Rządy zaostrzają działania na rzecz walki z cyberprzestępcami. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych cyberataki typu ransomware zyskały taki sam priorytet jak zagrożenia terrorystyczne, a dochodzenia prowadzone w tym obszarze mają być koordynowane na poziomie centralnym. Zdaniem specjalistów z Cisco Talos sprawi to, że cyberprzestępcy staną się jeszcze bardziej ostrożni, zmienią pseudonimy, którymi się posługują, aby utrudnić identyfikację przedstawicielom organów ścigania i będą jeszcze baczniej przyglądać się osobom, które zechcą do nich dołączyć. Podobne procesy zaobserwowano na forach hakerskich, takich jak XSS i Exploit, gdzie pojawiły się dodatkowe ograniczenia dotyczące możliwości sprzedaży oprogramowania ransomware. Odnotowano również przypadki usuwania postów i blokowania użytkowników.
Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa muszą mieć przede wszystkim otwarte głowy. Z jednej strony nie tracić czujności i nie lekceważyć znanych form ataków, które mogły z czasem nieco ewoluować, z drugiej bacznie obserwować różne środowiska, w których mogą działać cyberprzestępcy np. grupy związane z oprogramowaniem open source.
Od wielu lat Polska jest liderem w międzynarodowym transporcie towarów w Unii Europejskiej. Jak wynika z danych raportu PwC, praca przewozowa wykonywana przez polskich przewoźników za granicą stanowi aż 64 proc. ich całkowitej liczby przewożonego towaru[1], a udział Polski w ruchu międzynarodowym wzrósł z 20 proc, do 32 proc. w latach 2010-2019[2]. Choć pandemia Covid-19 nie przystopowała rozwoju polskiego transportu, przewoźnicy stoją przed kolejnymi wyzwaniami – tym razem związanymi z pakietem mobilności. Najlepszym wyjściem na uniknięcie negatywnych skutków, wydaje się odpowiednie przygotowanie przedsiębiorstwa na rewolucję – zarówno technologiczne, jak i merytoryczne. Jedną ze zmian, o której truckerzy muszą pamiętać, jest konieczność rejestracji przekroczeń granic w tachografie. Zdaniem Mateusza Włocha, Eksperta ds. Rozwoju i Szkoleń „nowy obowiązek przewoźników nie sprawi kierowcom technicznych trudności, ale może być dla nich uciążliwy”. Dlaczego?
Przewoźnicy obawiają, że brak odpowiedniej infrastruktury do zatrzymywania się sporej liczby ciężarówek może powodować długie kolejki na granicach i przy wjazdach na parkingi. Sytuacje te mogą być niebezpieczne dla uczestników ruchu drogowego, a dla kierowców kłopotliwe i mogą wpływać na wydłużenie się dostaw.
Pakiet mobilności – nowy obowiązek kierowców od lutego
Już jutro każdy kierowca pojazdu ciężarowego będzie musiał zatrzymywać się na granicy kraju, do którego wjeżdża w celu wprowadzenia symbolu państwa europejskiego w tachografie. Przykładowo na trasie z Polski do Słowenii kierowca musi „wbić” kraj rozpoczęcia pracy – Polska, a następnie zatrzymać się kolejno na granicy z Czechami, Austrią i Słowenią i również na tych postojach wprowadzić w tachograf symbole tych krajów. Wyjątkiem są granice pomiędzy krajami trzecimi, na których kierowca jest zwolniony z uzupełnienia wpisów do tachografów.
– Nowy przepis dotyczy wszystkich kierowców pojazdów niezależnie od rocznika ciężarówki wyposażonej w tachograf – zarówno trukcerów, mających pojazd z 2000 roku, jak i 2021 roku oraz właścicieli firm transportowych. Dodatkowo do przestrzegania tego przepisu zobowiązani są również kierowcy autobusów. Za brak wpisów grozi kara w wysokości 100 zł mandatu za każdy dzień, w którym kierowca tego nie zrobi. Warto zaznaczyć, że wartość kary odnosi się do polskiego taryfikatora mandatów, a więc trzeba liczyć się z tym, że w innych krajach stawki te mogą być wyższe. Co więcej, jest to traktowane jako bardzo poważne naruszenie przepisów przez służby kontrolne – tłumaczy Mateusz Włoch, Ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Grupa Inelo.
Pakiet mobilności – pakiet obowiązków dla kierowców?
Nowe zadanie nie sprawi truckerom technicznych trudności, ale może być dla nich uciążliwe. Problematyczny jest tutaj sam moment zatrzymania się kierowcy na granicy. Choć będzie on trwał kilkanaście sekund, kierowca musi znaleźć odpowiednią i bezpieczną lokalizację do zatrzymania się w na granicy lub zaraz po jej przekroczeniu w pierwszym możliwym miejscu postoju np. na parkingu.
– Wpisy kraju wynikają wprost z przepisów dotyczących obsługi tachografu. Są niezbędne do kontroli przestrzegania przepisów, wynikających z pakietu mobilności. Dotyczy to zagranicznej płacy kierowców, wykonywania kabotaży czy też obowiązkowych powrotów ciężarówek do bazy. Z punktu widzenia przewoźników dane te okazują się jednak pomocne w rozliczaniu kierowców i np. naliczaniu ulg, czyli niższych podstaw oskładkowania i opodatkowania, zwłaszcza, że 4Trans zautomatyzuje te procesy. Aby dostosować się do nowych przepisów, nie narażając przedsiębiorstwa transportowego na kary, a jednocześnie rozwiać wątpliwości kierowców i innych pracowników, potrzebne są ich szkolenia. Dzięki nim kierowcy zyskają pewność, jak prawidłowo wprowadzać zapis kraju – komentuje Włoch.
Pakiet mobilności a brak infrastruktury i ludzi
W Europie brakuje około 400 tys. strzeżonych miejsc parkingowych. Niedobór miejsc może powodować trudności w przepływie towarów i może mieć negatywne konsekwencje dla każdego uczestnika w łańcuchu dostaw – kierowców, spedytorów, a także producentów. Co ważniejsze, zagraża bezpieczeństwu uczestników ruch drogowego i obniża komfort pracy truckerów. Bardzo często kierowcy zmuszani są do zatrzymywania się w miejscach niezgodnych z przepisami, a niestrzeżone parkingi są niebezpieczne.
– Gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że w Europie brakuje miejsc parkingowych, a te dostępne są często przeciążone, sytuacja z przekroczeniem granic jeszcze bardziej się komplikuje. Rozwiązaniem na to jest telematyka jak np. GBox Assist, który poinformuje kierowcę o niebezpiecznych parkingach i strefach płatnych, dostępnych w pobliżu stacji flotowych – twierdzi Mateusz Włoch. I dodaje, że nieodpowiednio przygotowana infrastruktura lub jej brak może kierowców skłaniać do zatrzymywania się na poboczu, a to zwiększa niebezpieczeństwo ruchu drogowego.
Warto zaznaczyć, że jest to sytuacja przejściowa, ponieważ najpóźniej od sierpnia 2025 roku wszystkie pojazdy w ruchu międzynarodowym będą musiały być wyposażone w inteligentne tachografy II generacji, które będą automatycznie rejestrować przekraczanie granic na podstawie lokalizacji ciężarówek. Mateusz Włoch podkreśla jednak, że na tą chwilę takich tachografów nie ma na rynku – i zapewne nie będzie jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy! Wynika to z rozbudowanej procedury, które muszą przejść każde nowe modele tachografów.
Brak rąk do pracy i długie kolejki na granicy pogłębiają kryzys
Nie pomaga również to, że nieustannie zmagamy się z niedoborem kierowców w transporcie międzynarodowym. Według raportu PwC, szacuje się, że w Polsce może brakować nawet 100 000 kierowców zawodowych, a 43 proc. przewoźników ma trudności w znalezieniu wykwalifikowanego pracownika.[3] Jedną z przyczyn braku chętnych jest niska atrakcyjność zawodu. Młodzi kierowcy nie są zainteresowani taką pracą, ponieważ nie ogranicza się ona często do przewozu towarów. Na ich barkach spoczywają dodatkowe obowiązki m.in. pomoc w załadunkach i rozładunkach dostaw. Co więcej, są daleko od swoich bliskich i rzadko spędzają czas w domu, a długie kolejki na odprawach celnych, bardzo często bez dostępu do ciepłych posiłków i urządzeń sanitarnych, pogłębiają niechęć kierowców do pracy.
Pandemia a transport międzynarodowy
Epidemia koronawirusa nie odpuszcza. W związku z ryzykiem rozprzestrzeniania się choroby, wiele państw Unii Europejskiej wprowadziło ograniczenia w przemieszczaniu się i przekraczaniu granic. Co prawda, aktualnie kierowcy transportu międzynarodowego są zwolnieni z odbycia kwarantanny po przekroczeniu granic, warto monitorować sytuacje na bieżąco, ponieważ jest dynamiczna. Na chwilę obecną funkcjonariusze straży granicznej wymagają zaświadczenia Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) oraz dowodu zatrudnienia od truckerów. Choć przepisy krajowe nie wprowadziły obowiązkowych szczepień polskich kierowców, są one zalecane.
W których miastach żyje się najlepiej? W corocznym rankingu Smart City Index pośród 118 miast z całego świata znalazły się dwa polskie — to Warszawa i Kraków. Jednak w ciągu ostatniego roku spadły one w zestawieniu kolejno aż o 20 i 22 miejsca.
Ranking „Smart City Index” od 2017 roku jest opracowywany przez szwajcarską Szkołę Biznesu w Lozannie (IMD) wspólnie z Singapur University of Technology and Design. Miasta są oceniane w skali od A (najlepsza ocena) do D, a zestawienie uwzględnia dwie główne kategorie: infrastrukturę i technologie z podziałem na zdrowie i bezpieczeństwo, transport, pracę i naukę oraz zarządzanie miastem.
Ranking opiera się przede wszystkim na opiniach i spostrzeżeniach mieszkańców, ale eksperci analizują także sposób w jaki technologia poprawia życie obywateli.
Singapur ponownie na szczycie
Jak wygląda czołówka zestawienia? W 2021 r. na czele Smart City Index kolejny raz stanął Singapur. Podium zamykają Zurych i Oslo. Spośród 118 miast Warszawa uplasowała się na 75. miejscu, natomiast Kraków na 80. Dwóm polskim miastom przyznano ocenę „CCC”. W zeszłym roku było to „B”. Oznacza to znaczny spadek względem poprzednich lat.
Mieszkańcy m.in. nisko ocenili przejezdność ulic, dostęp do mieszkań i jakość powietrza. W kwestii technologii i rozwiązań smart city dobrze oceniono rozwiązania online do planowania komunikacji, szybkość Internetu i łatwy dostęp do ofert pracy w sieci. Słabo wypadły natomiast aplikacje ułatwiające parkowanie, komunikację z miastem i korzystanie z carsharingu.
Nowe priorytety i wyzwania
Co powinno stać się priorytetem dla miast, które znalazły się na czele zestawienia? Według najnowszych danych dla mieszkańców stosunkowo zamożnych miast kluczowe stały się kwestie ochrony zdrowia. W szerszym ujęciu, od początku pandemii najistotniejsze są zarówno dostęp do lepszej jakości powietrza, jak i poprawa usług zdrowotnych.
— W dobie pandemii technologia stała się szczególnie istotna. Mieszkańcy miast, którzy korzystają z usług online’owych banków, kupują przez Internet, korzystają z mediów społecznościowych, przyzwyczaili się do tego, że wszystko dzieje się “instant”: tu i teraz, i oczekują takiego samego formatu obsługi od miast. Władze niektórych ośrodków miejskich to dostrzegły. Przyśpieszyły cyfryzację, zwiększyły nakłady na technologie, rozpoczęły współpracę z centrami danych, bo bez przetwarzania danych i zapewnienia nieprzerwanego dostępu do nich nie ma inteligentnych miast. Takim przykładem może być Poznań – tłumaczy Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl, dostawcy usług data center i chmury.
Miasto w smartfonie
Spadek największych w rankingu miast to szansa na awans dla nowych ośrodków miejskich. W 2020 roku na listę smart cities „wskoczyły” co prawda głównie duże miasta, takie jak Hamburg czy Marsylia, ale w 2021 r. wśród 9 nowych miast, do rankingu dołączyły także te znacznie mniejsze: np. Bordeaux czy Lille. Są one o połowę mniejsze np. od naszego Wrocławia czy Poznania.
— Wsłuchujemy się w opinie Poznaniaków i również inwestujemy w technologie. Rozwijamy system monitoringu miejskiego, inteligentny system transportowy ITS, uruchomiliśmy też aplikację Smart City Poznań. Mamy świadomość tego, że z perspektywy użytkownika kluczowa jest niezawodność i wydajność tych rozwiązań, dlatego w obszarze technologii współpracujemy również z zewnętrznymi firmami. W przypadku aplikacji Smart City Poznań przenieśliśmy jej utrzymanie kilka miesięcy temu do chmury e24cloud, w której mamy zagwarantowaną lepszą skalowalność i wysokie standardy dostępności usługi. Dodatkowo postawiliśmy na zieloną chmurę, która jest zasilana w 100% energią pochodzącą z OZE. To nie przypadek. Działamy celowo i chcemy zapewnić, aby transformacja cyfrowa Poznania odbyła się w sposób świadomy, z uwzględnieniem wpływu wdrażanych rozwiązań IT na środowisko. Mamy nadzieję, że w przyszłości awansujemy do ligi najlepszych smart cities — deklaruje Michał Łakomski, Director of Digitalization and Cybersecurity Office z Urzędu Miasta Poznań.
Miejska aplikacja Smart City Poznań zapewnia dostęp do aktualnych powiadomień w zakresie m.in. prac drogowych, awarii oraz zmian w komunikacji miejskiej i umożliwia zgłaszanie spraw, którymi powinny zająć się służby miejskie, czy pomysłów jakie mieszkańcy mają na rozwój okolicy. W listopadzie 2021 rozwiązanie zostało docenione w konkursie „Skrzydła IT w Administracji”, w której appka została nagrodzona w kategorii “Narzędzia do komunikacji z obywatelami”.
Oszczędny Internet Rzeczy
Innym przykładem nowoczesnego miasta inwestującego w smart city, również z zachodu kraju, jest Wrocław. W 2016 roku wrocławska sieć wodociągów skorzystała z technologii IoT. Dzięki systemowi SmartFlow już w rok po modernizacji miasto zapobiegło utracie blisko pół miliarda litrów wody. Przekłada się to na oszczędności sięgające każdego roku kilku milionów złotych.
— Wdrożenie systemu i podział miasta na strefy pozwoliło na sprawniejsze monitorowanie sieci oraz szybsze wykrywanie awarii. Posługując się jedynie metodami akustycznymi, wykrycie nieprawidłowości w tak dużym mieście mogłoby zająć 2 lata. Opracowany przez nas system pozwolił skrócić ten czas do nawet 72 godzin — tłumaczył w oficjalnym komunikacie działanie systemu Andrzej Bober, starszy asystent w Centrum Nowych Technologii MPWiK S.A. we Wrocławiu.
Kogo musiałyby dogonić polskie miasta, aby znaleźć się wśród najlepszych?
Top 10 najnowocześniejszych miast:
Singapur
2. Zurych (Szwajcaria)
3. Oslo (Norwegia)
4. Tajpej (Tajwan)
5. Lozanna (Szwajcaria)
6. Helsinki (Finlandia)
7. Kopenhaga (Dania)
8. Genewa (Szwajcaria)
9. Auckland (Nowa Zelandia)
10. Bilbao (Hiszpania)
Cały ranking można znaleźć tutaj:
https://www.imd.org/smart-city-observatory/home/
W styczniu na giełdach królowały spadki i większa zmienność. Ostatecznie S&P500 spadł o 5,3 proc, choć w najgorszym momencie miesiąca był na poziomie -11,4 proc. Gdy styczeń przynosi spadki, zasada „jaki styczeń, taki cały rok” sprawdza tylko w 25 proc. przypadków. Gdy styczeń jest wzrostowy, ta zasada jest prawdziwa w 58 proc. sytuacji.
Indeks S&P500, 500 największych amerykańskich firm, spadł o 5,3 proc., choć w najgorszym momencie tego miesiąca był już na poziomie -11,4 proc. Przeciętne dzienne ruchy cen wyniosły 2,1 proc, czyli były prawie dwa razy silniejsze niż w 2021 roku. Zwycięzcą miesiąca okazał się sektor energii z wynikiem +19 proc. i była to jedyna branża nad kreską. Najbardziej, bo o 10 proc., spadł sektor towarów konsumpcyjnych i luksusowych. Największe spadki wśród spółek odnotowały Moderna, Netflix i Etsy. A najwyższe wzrosty firmy związane z ropą naftową – Halliburton, Occidental, Hess i Exxon.
Nie był to najgorszy styczeń w historii giełd, choćby w roku 2009 amerykański rynek spadł o 10 proc., po czym w całym roku zyskał 23 proc. Co zatem z zasadą, że jaki styczeń taki cały rok? Tzw. barometr stycznia został stworzony w 1972 roku i spopularyzowany przez Yale’a Hirsha, autora Stock Trader Almanac. Jej sens polega na tym, że wynik pierwszego miesiąca w roku, determinuje wynik pełnego roku. Zasada ta jest częściowo prawdziwa, jednak sprawdza się bardziej w sytuacji wzrostowego stycznia. Od 1972 roku pozytywne wyniki rynku akcji w styczniu prowadziły do pozytywnego wyniku w całym roku w 58 proc. przypadków. Spadkowy styczeń zdarzył się natomiast w sumie 13 razy, ale tylko 4 razy (czyli tylko w 1/3 przypadków) prowadził do negatywnego roku. Był to naznaczony recesją w USA rok 1981, rok 1987 z „czarnym poniedziałkiem”, rok pęknięcia bańki internetowej – 2000 oraz rok światowego kryzysu finansowego 2008. W tym momencie nie obserwujemy symptomów recesji lub krachu, dlatego nasze spojrzenie na rynek jest umiarkowanie optymistyczne. Z ostatnich przypadków, w roku 2019 styczeń przyniósł spadki o 6 proc., zaś cały rok amerykański parkiet zakończył 15 proc. zyskiem.
Efektem styczniowych spadków, a jednocześnie dobrych wyników finansowych spółek za 4 kwartał 2021, jest obniżenie się o 10 proc. przeciętnego współczynnika C/Z (P/E) na amerykańskim parkiecie. Obecnie ten wskaźnik spadł poniżej 20 i jest o ¼ niższy od swojego maksimum z 2020 roku. Nadal pozostaje wyższy od średniej wartości z okresu ostatnich 5 (18,5) i 10 (16,7) lat. Wyliczona przez eToro wartość godziwa tego wskaźnika w obecnej sytuacji rynkowej wynosi 19. Wynika ona z faktu, że zyskowność spółek i ich marże
są obecnie na rekordowo wysokim poziomie, dobre są także perspektywy wzrostu PKB a niska pozostaje rentowność 10-letnich obligacji USA.
W najbliższym czasie najlepiej skupić się na tańszych sektorach i rynkach. To one posiadają najwięcej przestrzeni do wzrostów w 2022 roku. Stanowią też dobre zabezpieczenie przed presją na obniżenie wycen spółek związaną ze perspektywą wzrostu stóp procentowych. Branża energetyczna i finansowa to obecnie dwa globalnie najtańsze sektory. Natomiast akcje w Europie (w tym w Polsce) oraz Chinach oferują poziom C/Z o 30-45 proc. niższy niż w USA.
W IV kwartale 2021 roku średnie ceny ofertowe mieszkań w serwisie Otodom wzrosły o 5,2 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Jak twierdzą autorzy Kwartalnika mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight[1], głównymi czynnikami, które znacząco wpłynęły na podwyżkę cen, były: wzrost kosztów materiałów budowlanych i energii, spadek liczby dostępnych ofert oraz czynniki osobiste związane z pandemią, takie jak stres czy izolacja, które wpłynęły na preferencje mieszkaniowe Polaków.
Pierwszy od dawna spadek cen w III kwartale poprzedniego roku mógł zwiastować odwrócenie wzrostowego trendu. Tymczasem stawki za metr kwadratowy mieszkania ponownie zaczęły rosnąć i to w szybkim tempie. Dynamika cen zwiększyła się do 9,2 proc. r/r, co w rezultacie przełożyło się na najwyższy poziom od początku 2020 r.
Najszybsze wzrosty w IV kwartale zostały odnotowane w największych miejscowościach, powyżej 500 tys. mieszkańców. Ceny w miastach o liczbie mieszkańców poniżej 50 tys. rosły znacznie wolniej, a razem z tym obserwujemy zwiększony popyt na nieruchomości w małych miejscowościach. Większość osób nie jest w stanie sobie pozwolić na zakup wymarzonej nieruchomości w metropoliach, dlatego stawiają one na mieszkania w mniejszych miastach, gdzie stawki za metr kwadratowy są dużo niższe.
Jeżeli mówimy o dynamice wzrostów cen w ostatnim kwartale 2021 na rynku wtórnym, to była ona dużo wyższa niż na rynku pierwotnym – 7 proc. vs 2,6 proc. r/r.
Ceny kawalerek przebiły 10 tys. zł za metr kwadratowy
Dużymi wzrostami rok do roku charakteryzowały się ceny kawalarek. Ceny mieszkań do 40 metrów kwadratowych w czwartym kwartale 2021 były wyższe o 12,2 proc. – w porównaniu do roku poprzedniego – ze średnią ceną ofertową 10 068 zł/mkw.
Nieruchomości mieszkaniowe o powierzchni użytkowej większej niż 90 metrów kwadratowych pod koniec ubiegłego roku pozostawały nieco tańsze – 9,1 tys. zł za mkw.
W drugim numerze Kwartalnika mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight o mieszkaniach o powierzchni od 60 do 90 mkw. czytamy:
– Najmniej w przeliczeniu na metr kwadratowy powierzchni użytkowej trzeba było zapłacić za mieszkania od 60 do 90 m2 – średnio 8,3 tys. zł. Ceny takich mieszkań rosły też stosunkowo wolno – o 7,2 proc. r/r. Niewielkie wzrosty cen w tym segmencie mieszkań to zapewne skutek wyraźnego spadku dostępności finansowej nieruchomości – klienci decydują się raczej na zakup mniejszego mieszkania, niż pierwotnie chcieli, ale w dobrej lokalizacji i standardzie, lub domu poza miastem, bo na duże mieszkanie w mieście o podobnych parametrach ich często nie stać.
Co nas czeka w 2022 roku?
Polski Ład wprowadzi dużo kluczowych zmian, które mocno wpłyną na nasze portfele nie tylko w odniesieniu do nieruchomości. Na rynku mieszkań, największe znaczenie potencjalnie będzie miał gwarantowany kredyt mieszkaniowy, który jednak dotyczy tylko niewielkiego procenta dostępnych nieruchomości.
Niektórzy ekonomiści są zdania, że można już mówić o ochłodzeniu na rynku, choć nie widzimy jeszcze spadku cen.
– Mimo ożywienia w ostatnich miesiącach, podtrzymujemy prognozę, że tempo wzrostu cen w 2022 r. spadnie, za czym przede wszystkim przemawia cykl podwyżek stóp procentowych przez NBP, które obniżają zdolności kredytowe Polaków – przekonują autorzy raportu.
Eksperci Otodom zapewniają, że prawdopodobny koniec pandemii, wzrost zatrudnienia oraz niskie bezrobocie mogą wpłynąć na stabilizację na rynku nieruchomości w 2022 roku. Chociaż nie należy spodziewać się spadku cen na rynku mieszkaniowym, lecz tylko spadku dynamiki.
1Kwartalnik mieszkaniowy. Raport o sytuacji na rynku mieszkań w IV kwartale 2021 r.
Oprócz zamieszania wywołanego na rynkach przez Rosjan czekają nas w ciągu tygodnia dwa ważne wydarzenia. Będą to posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego oraz polskiej Rady Polityki Pieniężnej.
Korekta na głównej parze
Po wspaniałym końcu tygodnia na głównej parze walutowej przyszedł czas na odbicie. Inwestorzy za dobry moment uznali wczorajsze dane makroekonomiczne. Poranne informacje nie spowodowały rewolucji. Wzrost PKB w strefie euro wyniósł bowiem 4,6%, a nie 4,7% jak oczekiwano. Jest to wyraźna poprawa, nie tak wysoka jednak, jak przewidywano. Po południu zobaczyliśmy jednak wskaźnik inflacji z Niemiec. Zgodnie z oczekiwaniami wzrost cen spowolnił. Przewidywano jednak spadku do 4,3%, a wynik wyniósł 4,9%. Dane te pokazują, że być może na czwartkowym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego doczekamy się reakcji. Mowa tutaj raczej o zmianie komunikatu niż faktycznej decyzji o zmianie stóp procentowych.
Za tydzień posiedzenie RPP
Zmiany składu Rady Polityki Pieniężnej nie powinny znacząco wpływać na obrany kierunek. Tak przynajmniej przewiduje większość analityków. Słuszność tej koncepcji potwierdza zresztą rynek. Stopa WIBOR na 3 miesiące przekroczyła dzisiaj po raz pierwszy 3%. Oznacza to, że powinniśmy się spodziewać w tym czasie podwyżki minimum do tego poziomu, zakładając, że uczestnicy rynku realnie wyceniają koszt pieniądza. To właśnie spodziewane podwyżki stóp procentowych powodują, że mimo wojsk rosyjskich stojących na wschodniej granicy Ukrainy złoty jest wciąż relatywnie mocny.
Australia nie podniosła stóp procentowych
Dzisiaj w nocy poznaliśmy dane z Królewskiego Banku Australii. Postanowił on pozostawić stopy procentowe na poziomie 0,1%. Dzieje się to pomimo kolejnego wzrostu inflacji. Mamy obecnie drugi najwyższy wynik wzrostu cen od kryzysu z 2008 roku. Brzmi to potencjalnie bardzo źle. Wynik ten to jednak 3,5%. Poziom, o którym większość świata może obecnie tylko pomarzyć. Takie wyniki osiągają jednak państwa, które postanowiły nie zalewać gospodarki drukowanymi pieniędzmi.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl