Polski Ład. Przedsiębiorcy stracą na wprowadzeniu używanego sprzętu do działalności

W Polskim Ładzie zmienił się ważny przepis, jednak pozostało to szerzej niezauważone. Na jego mocy odpisy amortyzacyjne od wprowadzenia używanych sprzętów czy samochodów do majątku firmowego będą możliwe tylko na podstawie ich aktualnej wartości rynkowej, a nie, jak dotąd, ceny zakupu. W efekcie odpisy mogą zmniejszyć się nawet o połowę. Razem z nimi zmniejszą się koszty uzyskania przychodu, więc przedsiębiorcy zapłacą wyższe podatki.

Nie każdego stać na kupno nowego sprzętu, gdy otwiera biznes

Przedsiębiorcy, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą albo dopiero zakładają własny biznes, często w ramach oszczędności wprowadzają do firmy majątek prywatny. – Wielu początkujących przedsiębiorców po prostu nie stać na zakup nowego sprzętu, w związku z tym decyduje się na przekazanie go z majątku prywatnego do firmowego. Dotyczy to np. komputerów, telefonów czy też samochodów – wskazuje Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt. – W mojej ocenie przepisy wprowadzone w Polskim Ładzie są w tym zakresie niesprawiedliwe, bowiem przedmioty używane wcześniej prywatnie nigdy nie były amortyzowane. W związku z tym odpisy amortyzacyjne w ramach działalności powinny być dokonywane od kwoty zakupu, a nie od wartości w momencie wprowadzenia ich do JDG.

Do końca 2021 r. sprzęt można było amortyzować po cenie zakupu

Przepisy obowiązujące do końca 2021 wskazywały, że za wartość początkową środka trwałego wprowadzonego do działalności gospodarczej uważa się cenę jego nabycia. – Wyobraźmy sobie, że podatnik w roku 2016 kupił samochód o wartości 80 tys. zł, który z czasem postanowił wprowadzić do działalności, aby realizować usługi związane z uzyskaniem przychodu. Jeśli założył działalność jeszcze w grudniu 2021 r. i wtedy dokonał wprowadzenia samochodu do majątku, mógł ująć go w ewidencji środków trwałych po wartości jego zakupu z roku 2016. Przedsiębiorca mógł więc amortyzować ten samochód od pełnej wartości 80 tys. zł. – wyjaśnia ekspert inFakt.

Od 2022 odpiszesz tylko aktualną „wartość rynkową”

Od bieżącego roku przepisy zmieniają się. W przypadku wprowadzenia do środków trwałych prywatnego sprzętu, który był używany wcześniej, za podstawę amortyzacji uważa się cenę nabycia, jednak “nie wyższą od wartości rynkowej środka trwałego”. Co oznacza dodanie tego przepisu? – Podatnik, który pięć lat temu nabył auto za kwotę 80 tys., zł jeszcze do końca 2021 mógł je wprowadzić do ewidencji środków trwałych w tej cenie i od niej dokonywać odpisów amortyzacyjnych. Od 1 stycznia 2022 r. podatnik ma obowiązek sprawdzić, ile ten samochód jest warty w dniu wprowadzenia go do działalności, czyli wycenić po cenie rynkowej – mówi Piotr Juszczyk.

Analizując ten konkretny przypadek można przyjąć, że wartość samochodu użytkowanego przez 5 lat spadła nawet o połowę, czyli wynosi obecnie 40 tys. zł. W związku z tym przedsiębiorca będzie mógł dokonywać odpisów amortyzacyjnych tylko od tej kwoty, a nie od wartości zakupu.

Sprzęty, które szybko tracą na wartości, lepiej kupić nowe

Przepis ten będzie szczególnie niekorzystny w przypadku sprzętów komputerowych, które bardzo szybko tracą na wartości. Wprowadzanie używanego komputera z punktu widzenia tej zmiany przestanie być opłacalne. Przedsiębiorca nadal potrzebuje go jednak do prowadzenia działalności. Będzie więc zużywał prywatny sprzęt w celach uzyskania przychodu, nie mogąc jednocześnie zaliczyć jego pełnej wartości do amortyzacji.

Projekt ustawy ws. systemu kaucyjnego okiem eksperta

Pojawił się długo oczekiwany projekt wprowadzający system kaucyjny. Polska jest jednym z ostatnich krajów w Europie – aktualnie jest ich 25 – które wprowadziły lub podjęły decyzje o wprowadzeniu systemu zbiórki opakowań po napojach w oparciu o kaucje.

W 16 z tych krajów funkcjonuje lub zaistnieje system kaucyjny na jednorazowe opakowania szklane, metalowe i plastikowe, we wszystkich zaś system obejmuje lub obejmie co do minimum butelki plastikowe i metalowe puszki po napojach. Na tle europejskim propozycja Ministerstwa wygląda więc dość ubogo, bowiem w zakresie opakowań jednorazowych koncentruje się wyłącznie na butelkach plastikowych.

Dodatkowo zapisy Projektu wskazują na zastosowanie modelu norwesko-fińskiego, gdzie system kaucyjny nie jest obowiązkowy, ale w praktyce konieczny ze względu na wysoką opłatę produktową w przypadku nieutworzenia lub nieprzystąpienia producentów do systemu kaucyjnego. Standardem europejskim jest obligatoryjny scentralizowany i powszechny system kaucyjny w oparciu o jednego operatora działającego w formule non for profit.

Projekt Ustawy dostrzega potrzebę udoskonalenia systemu opakowań wielorazowych, co jest pozytywne w kontekście rozwoju modeli ponownego użytkowania, ale wymaga dalszych refleksji nad centralizacją i scaleniem systemów na obie frakcje opakowań: jedno i wielorazowych. Dziś na przykład rusza system łotewski, który ma wspólnego operatora i dodatkowo jeszcze rozwija system butelek wielorazowych poprzez organizacje logistyki dla standardowych butelek wielokrotnego użytku. Trendy europejskie wymagają takich rozwiązań.

Autor: Anna Larsson, Dyrektor ds. ekonomii cyrkularnej Reloop Platform

Po 14 latach w PwC Michał Zwyrtek dołącza do UHY ECA jako nowy Partner

Michał Zwyrtek opuszcza szeregi PwC i od 1 lutego 2022 roku dołącza na pokład UHY ECA jako nowy Partner. Będzie odpowiedzialny za wsparcie i rozwój Departamentu Outsourcingu oraz Doradztwa prawno-podatkowego.

Michał posiada 18-letnie doświadczenie w konsultingu w różnych branżach: motoryzacyjnej, energetycznej, chemicznej, metalowej i wydobywczej, IT i nowych technologii, mediów, FMCG oraz samorządowej. Przez ostatnie 14 lat był związany z PwC, gdzie jako dyrektor kierował działem prawno-podatkowym w biurze w Katowicach. W PwC był również liderem zespołu doradztwa na rzecz branży motoryzacyjnej oraz członkiem zespołu doradztwa na rzecz firm prywatnych i rodzinnych. Wcześniej współpracował z największymi polskimi i niemieckimi firmami doradczymi. Michał jest także członkiem komisji podatkowej w Polsko-Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej oraz członkiem zarządu Okręgowej Izby Przemysłowo-Handlowej w Tychach.

– To dla mnie wielka przyjemność, ale i wyzwanie dołączyć do grona Partnerów UHY ECA. Bardzo cieszę się na nową rolę i mocno wierzę, że moja obecność w organizacji przyczyni się do umacniania pozycji UHY ECA na rynku i jeszcze lepszego dopasowywania oczekiwań oraz wachlarza usług do potrzeb Klientów. W mojej ocenie UHY ECA – polska firma audytorska i konsultingowa należąca do międzynarodowej sieci – jest świetną alternatywą dla polskich i międzynarodowych firm, które poszukują profesjonalnego i zaufanego doradcy – komentuje Michał Zwyrtek.
– Transfer Michała to z całą pewnością doskonałe otwarcie 2022 roku. Jego zamiłowanie do ciągłego rozwoju i doskonalenia swojego warsztatu pracy to wartość która jest szczególnie pożądana w dzisiejszych czasach. Dodatkowo fakt, że znamy się z Michałem od blisko 20 lat, powoduje że liczymy na bardzo owocną współpracę – podkreśla Roman Seredyński Partner Zarządzający UHY ECA.

Michał Zwyrtek jest licencjonowanym doradcą podatkowym i agentem celnym. Ukończył międzynarodowy program Executive Master of Business Administration (EMBA) realizowany przez Gdańską Fundację Kształcenia Menedżerów, Uniwersytet Śląski oraz RSM Erasmus University w Rotterdamie. Jest również absolwentem studiów podyplomowych Doctor of Business Administration (DBA) oraz studiów podyplomowych Master of Laws (LL.M.) Magister Legum – „Prawo w biznesie” organizowanych przez Collegium Humanum – Szkołę Główną Menedżerską w Warszawie w partnerstwie z Apsley Business School w Londynie.

Marina Dubakina w Zarządzie IKEA Retail w Polsce

Od 1 lutego br. Marina Dubakina przejmuje obowiązki Karin Sköld wynikające z członkostwa w Zarządzie IKEA Retail w Polsce. Karin Sköld obejmuje stanowisko Zastępcy Dyrektora ds. Operacyjnych w Grupie Ingka.

„Jestem głęboko przekonana, że doświadczenie w handlu detalicznym i pasja do tworzenia lepszego życia dla wielu ludzi, którymi wyróżnia się Marina, będą stanowić istotną wartość, umożliwiającą dalszy rozwój IKEA Retail w Polsce. Cieszę się, że na moim nowym stanowisku w Grupie Ingka nadal będę odpowiedzialna za działalność IKEA Retail w Polsce, która jest tak bliska mojemu sercu” – mówi Karin Sköld, dotychczasowa Prezeska i Dyrektorka Generalna ds. Zrównoważonego Rozwoju w IKEA Retail w Polsce. Karin obejmuje funkcję w Grupie Ingka, w ramach której będzie odpowiadać za kilka kluczowych dla IKEA rynków: oprócz Polski będzie to m.in. Szwecja, Hiszpania oraz jeden z największych rynków – Stany Zjednoczone.

Rok finansowy 2021, kiedy Karin Sköld stała na czele IKEA Retail w Polsce, to czas 9% wzrostu sprzedaży rok do roku. W tym okresie nastąpił także znaczny wzrost udziału sprzedaży online w całkowitej sprzedaży z 20% do 29%. Jest to wspólny sukces wszystkich pracowników IKEA, dlatego w ramach podziękowania za to wyjątkowe zaangażowanie podczas pandemii, w 2021 r. na benefity dla pracowników przeznaczyliśmy 76 mln zł, a wynagrodzenia wzrosły o ok. 10,4%. W styczniu 2022 r. pracownicy IKEA otrzymali dodatkowy, jednorazowy bonus finansowy UPPSKATTA, co po szwedzku oznacza „wdzięczność/uznanie”.

Miniony rok był dla IKEA szczególny również ze względu na obchody 60-lecia współpracy z Polską. Z tej okazji opublikowany został raport „IKEA Made in Poland”, który podsumowywał działalność biznesową IKEA w Polsce. Dokument ten, stworzony przez przedstawicieli Grupy Inter IKEA i Grupy Ingka, przedstawiał cele i inicjatywy oraz wspólną wizję przyszłości, do której chcemy niezmiennie dążyć razem z naszymi klientami, pracownikami i dostawcami.

Nowa Członkini Zarządu IKEA Retail w Polsce, Marina Dubakina, dołączyła do IKEA ponad 18 lat temu i ma bogate doświadczenie w strukturach firmy. Swoją przygodę z IKEA rozpoczęła w Rosji, gdzie ostatnią funkcją, jaką pełniła, było stanowisko Dyrektorki ds. Zarządzania Zasobami Ludzkimi. Od 2014 r. zdobywała doświadczenie w Szwecji, rozwijając się jako asystentka Prezesa Zarządu Grupy Ingka. Następnie pracowała jako Dyrektorka Regionu w Barcelonie, a w 2021 r. przeprowadziła się do Polski, gdzie objęła stanowisko Dyrektorki Regionalnej w IKEA Retail odpowiedzialnej za sześć lokalnych rynków w ramach Regionu Zachodniego.

„Bardzo się cieszę, że mogę dołączyć do Zarządu IKEA Retail w Polsce. Z ogromną przyjemnością, wraz z wieloma zaangażowanymi i oddanym pracownikami, będę wspierać rozwój naszej wielokanałowej aktywności w Polsce” – stwierdza Marina Dubakina.

„Celem IKEA jest tworzenie jak najlepszego doświadczenia zakupowego. Chcę kontynuować działania, które podejmowaliśmy w tym zakresie w ostatnich latach oraz jeszcze bardziej wzmacniać inicjatywy IKEA w zakresie zrównoważonego rozwoju w czasie, który potwierdza, jak ważne jest życie w domu. Wciąż będziemy inspirować Polki i Polaków do prowadzenia bardziej zrównoważonego życia w domu, wdrażając rozwiązania, które pozytywnie wpływają na naszą planetę, a w efekcie – do tworzenia lepszych warunków codziennego życia dla wielu ludzi. Przez 60 lat IKEA i Polska rozwijały się razem. Dziś IKEA w Polsce to cały łańcuch dostaw, w tym produkcja, dystrybucja i sprzedaż. Bycie częścią tej wspaniałej historii to wyjątkowe uczucie, bez względu na to, jak dobre czy trudne są czasy. Jako IKEA jesteśmy zróżnicowanym zespołem, który podąża za nieustannie zmieniającym się środowiskiem, uczy się od siebie nawzajem i od naszych klientów, dzięki czemu kontynuujemy pracę nad tworzeniem naszej wspólnej i lepszej przyszłości” – mówi Marina Dubakina.

Styczeń 2022 r. – sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych

Styczeń 2022 r. był kolejnym miesiącem, w którym eksperci portali GetHome.pl i RynekPierwotny.pl odnotowali w większości największych miast wzrost średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań.

W 2021 r. sytuacja na rynkach mieszkaniowych była bardzo dynamiczna. Czy podobnie będzie w roku 2022? W oparciu o pierwszą ogólnopolską platformę do samodzielnej analizy rynku mieszkaniowego – BiG DATA RynekPierwotny.pl  eksperci portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl przygotowują miesięczne raporty dotyczące popytu, podaży oraz cen mieszkań w największych miastach.

SPRZEDAŻ

Ze styczniowych danych BiG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w 7 największych miastach deweloperzy sprzedali łącznie 3327 mieszkań, co jest wynikiem gorszym od grudniowego o ok. 1%. Jednak w porównaniu z pierwszym miesiącem 2021 r. sprzedaż była mniejsza aż o 22%!Styczeń 2022 r. – sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych

Tradycyjnie warto zwrócić jednak uwagę, że sytuacja popytowa w poszczególnych miastach jest bardzo zróżnicowana. Porównując styczeń z analogicznym okresem sprzed roku wyższą sprzedaż firm deweloperskich odnotowano w Krakowie i we Wrocławiu. W porównaniu z grudniem ubiegłego roku sprzedaż wzrosła w Warszawie oraz we Wrocławiu. W Krakowie praktycznie się nie zmieniła – tłumaczy Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Niestety, powodów do zadowolenia nie mieli w styczniu katowiccy, gdańscy i łódzcy deweloperzy. W Katowicach sprzedaż spadła aż o 48%, w Gdańsku – o 41%, a w Łodzi – o 33% w porównaniu z grudniem ubiegłego roku.

Warto dodać, że w stolicy znalazło nabywców tradycyjnie najwięcej mieszkań – 1233, czyli o 12% więcej niż w grudniu. Jednak w porównaniu z pierwszym miesiącem ubiegłego roku wynik był gorszy aż o 21%. Niepokoić może to, że nie we wszystkich miastach deweloperzy zareagowali na popyt, nawet ten słabnący (Poznań i Katowice) odpowiednią podażą mieszkań. Styczeń 2022 r. – sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych

PODAŻ

Wprawdzie w 7 analizowanych przez nas miastach do sprzedaży trafiło ich łącznie 3162, czyli o 10% więcej niż w grudniu. Jednak w Katowicach deweloperzy nie wprowadzili na rynek ani jednego mieszkania. Ogromne spadki nowej podaży odnotowano także w Warszawie – o 41% oraz we Wrocławiu – o 35%.Styczeń 2022 r. – sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych

Cieszyć może natomiast wzrost nowej podaży w Gdańsku – deweloperzy wprowadzili w styczniu na rynek aż 691 mieszkań, tj. dziewięciokrotnie więcej niż miesiąc wcześniej! Duże wzrosty podaży odnotowano także w Krakowie – o 51%, w Łodzi – o 41% i Poznaniu – o 18%. Dodajmy, że w Gdańsku, Krakowie i Łodzi deweloperzy wprowadzili w styczniu do sprzedaży więcej mieszkań niż ich sprzedali.

Jak tłumaczy Marek Wielgo niestety w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu widać było dalsze pogłębianie się nierównowagi rynkowej. W Warszawie deweloperzy oferowali w styczniu niespełna 8,4 tys. mieszkań, czyli o 6% mniej niż w grudniu i o jedną czwartą mniej niż w styczniu 2021 r. Hipotetycznie wyprzedałyby się one w niespełna 7 miesięcy, gdyby budowy nagle stanęły. O równowadze można zaś mówić wtedy, gdy zapasy mieszkań wystarczają co najmniej na rok.Styczeń 2022 r. – sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych

W styczniu w czterech miastach odnotowano spadek liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich. W Poznaniu skurczyła się ona o 7%, we Wrocławiu – o 5%, a w Katowicach – o 6% w porównaniu z grudniem. Natomiast w Gdańsku oferta wzrosła aż o 15%. W Łodzi także zaobserwowano poprawę o 8%, a w Krakowie z kolei o 7%.

CENY

Jaki powyższa sytuacja miała wpływ na ceny mieszkań? Z danych BiG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Gdańsku i w Katowicach średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów utrzymała poziom z grudnia. Jednak w Łodzi średnia wzrosła aż o 8%!Styczeń 2022 r. – sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych

Czym tłumaczyć tak wysoką podwyżkę? Zdaniem eksperta GetHome.pl deweloperzy wprowadzili tu na rynek więcej mieszkań niż sprzedali. Sytuacja była więc korzystna dla kupujących, bo mieli do wyboru więcej lokali. Otóż na rynek trafiła pula luksusowych apartamentów zlokalizowanych przy ul. Piotrkowskiej. W efekcie średnia cena metra kwadratowego mieszkań wprowadzonych w styczniu do sprzedaży sięgała 15 tys. zł. Dla porównania, mieszkania sprzedane miały średnią niespełna 7,9 tys. zł za mkw.

We wrześniu ubiegłego roku mieliśmy do czynienia z taką sytuacją we Wrocławiu, w październiku – w Katowicach, Gdańsku i Łodzi, w listopadzie – w Poznaniu, a grudniu – ponownie w Poznaniu oraz w Katowicach.

Dodajmy, że Łódź i Katowice są miastami, w których w poprzednich latach mieszkania były znacznie tańsze niż w pozostałych największych miastach. W 2021 r. te dysproporcje zaczęły maleć.Styczeń 2022 r. – sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych

Ponadto wskutek rosnących cen gruntów oraz kosztów budowy, poprzeczka cenowa mocno poszła w górę. Spektakularne zmiany widoczne są szczególnie w Łodzi. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl jeszcze w styczniu ubiegłego roku 78% mieszkań w ofercie firm deweloperskich kosztowało mniej niż 7 tys. zł za metr. Po roku udział tak tanich lokali wynosi już tylko 16%!Styczeń 2022 r. – sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych

Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Katowicach, ale także we Wrocławiu, Gdańsku czy Poznaniu. W Warszawie i Krakowie oferty można było policzyć na palcach. Najpewniej wkrótce dołączą do tych miast Gdańsk i Wrocław.

Ze statystyk budowlanych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że popyt zaczął przenosić się do okalających największe miasta miejscowości. Mieszkania są tam średnio o 30-40% tańsze.Styczeń 2022 r. – sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych

Autor: GetHome.pl&RynekPierwotny.pl

Mieszkanie dla seniora, czyli senior living wchodzi na polski rynek

1 lutego 2022 – Zgodnie z ogłoszonymi ostatnio przez Główny Urząd Statystyczny wstępnymi wynikami Narodowego Spisu Powszechnego, w porównaniu do 2011 roku wyraźnie zwiększył się udział ludności w wieku poprodukcyjnym – z 16,9% do 21,8%, Oznacza to, że w ciągu dekady przybyło ponad 1,8 miliona osób w grupie wieku 60/65 i więcej. Pokazuje to, że kwestia silver economy będzie odgrywać coraz większą rolę na rynku inwestycyjnym. Zmiany demograficzne skutkują ewolucją podejścia do opieki nad seniorami. Dostosowanie oferty mieszkaniowej do preferencji, oczekiwań i uwarunkowań zdrowotnych będzie miało wpływ na długofalowe zmiany na rynku mieszkaniowym w Polsce i zwiększy zainteresowanie inwestycjami z zakresu senior living.

PRS-y na fali – pociągną za sobą senior living?

W ciągu 10 ostatnich lat o 5% wzrosła liczba osób w wieku poprodukcyjnym. Obecnie jest to 1/5 społeczeństwa, a szacuje się, że do 2025 roku co trzeci Polak będzie w wieku 65+. W perspektywie najbliższych lat możemy się zatem spodziewać wzrostu popytu na rozwiązania mieszkaniowe dostosowane do seniorów. W Polsce obecnie 30% instytucji dla osób starszych stanowią placówki publiczne, 70% to placówki prywatne (nie uwzględniając rozwiązań assisted living, czyli mieszkań wspomaganych, w których seniorzy otrzymują wsparcie w codziennych obowiązkach, jak zakupy, kąpiel itd.  . Widoczne jest już jednak rosnące zainteresowanie inwestorów z sektora PRS (Private Rented Sector), którzy szukają odpowiednich działek, ale i gotowych obiektów oferujących średnio 60-70 małych, najlepiej dwupokojowych mieszkań dostosowanych do potrzeb osób starszych.

Już teraz 25% ludności w krajach Unii Europejskiej stanowią osoby starsze (w wieku 60+), a dane Eurostatu wskazują, że odsetek ten może wzrosnąć do 40% w 2050 r. Nie dziwi więc fakt, że inwestycje z zakresu senior living, czyli budownictwa senioralnego, są już popularne w krajach Europy Zachodniej, szczególnie w Skandynawii. Tworzone są z myślą o osobach starszych, które nie wymagają stałej opieki zdrowotnej a bardziej asysty, możliwości współdzielenia dnia codziennego z innymi i życia w społeczności. Takie obiekty oferują sale do rehabilitacji, sale sportowe, wspólne zajęcia, dostęp do ogrodu czy doraźną pomoc pielęgniarki. Często oferowane są również usługi dodatkowe takie, jak robienie zakupów czy wyprowadzanie psa. Stopień rozwoju tego segmentu różni się zależności od kraju – jego sytuacji ekonomicznej i zamożności społeczeństwa, a także siły relacji międzypokoleniowych. Jest to koncept dla osób samodzielnych, które potrzebują jednak dedykowanej przestrzeni zaprojektowanej pod kątem ich potrzeb.

Budownictwo senioralne jako podsegment najmu instytucjonalnego może wypełnić lukę między profesjonalnymi domami opieki a prywatną opieką nad osobami starszymi. Również w kwestii kosztów mieszkania wspomagane mogą stanowić korzystne rozwiązanie, ponieważ koszty te powinny być porównywalne z najmem zwyczajnego mieszkania (nie uwzględniając usług dodatkowych). Istotna jest również lokalizacja – obecnie większość obiektów dedykowanych seniorom mieści się na peryferiach miast, natomiast uwaga inwestorów zainteresowanych sektorem senior living skupia się w tym momencie jednak na obiektach zlokalizowanych bezpośrednio w ośrodkach miejskich.

Pierwsze jaskółki zainteresowania inwestorów

Pierwszym zwiastunem zainteresowania inwestycjami z zakresu budownictwa senioralnego jest zauważalny trend na certyfikowanie obiektów mieszkalnych jako „Obiektów bez barier” – a więc spełniających określone standardy dostępności dla osób o ograniczonej możliwości poruszania się, w tym i dla osób starszych. Zakres audytu, który poprzedza przyznanie certyfikatu, dotyczy m.in.: najbliższego otoczenia budynku, parkingu, wejść do budynku, dostępności komunikacji pionowej, kolorystyki budynku, dostępności istotnych pomieszczeń w budynku oraz wyposażenia, oświetlenia i parametrów instalacji elektrycznej. Częściej pojawiają się również pomieszczenia służące integracji, np. świetlice międzypokoleniowe. Inwestorzy będą coraz większą wagę przywiązywać do tego typu rozwiązań, żeby po pierwsze – wyróżnić się na rynku, a po drugie – uwzględnić w swoich działaniach coraz istotniejsze dla firm kwestie diversity&inclusion i ESG.

Rozwiązanie z potencjałem

Polski rynek – choć jeszcze nie w pełni ukształtowany – w dłuższej perspektywie charakteryzuje się sporym potencjałem. Polska, ze względu na swoje położenie geograficzne i koszty życia, może stać się pożądaną destynacją do spędzenia ostatnich lat życia nie tylko dla Polaków, ale także dla seniorów z Niemiec czy krajów skandynawskich. Ze względu na bliskość wyżej wymienionych krajów największy potencjał rozwoju oferty z sektora senior living mają Pomorze, województwa zachodnie i Śląsk. Aglomeracja warszawska również ma duże szanse przyciągnięcia inwestorów zainteresowanych wejściem na ten rynek, podobnie jak największe miasta w Polsce, takie jak Kraków i Wrocław. Tam też spodziewamy się największego popytu na tego typu mieszkania.

Obecnie w Polsce powstaje szereg projektów „eksperymentalnych”, skierowanych do seniorów potrzebujących stałej lub czasowej pomocy osób trzecich, a jednocześnie chcących zachować wolność i niezależność oraz poczucie kontroli nad własnym życiem. Inwestycje tego typu zostały już zrealizowane w Katowicach, Majdanie pod Warszawą, Wodzisławiu Śląskim i Opolu. Kolejne obiekty powstają w Koninie, Inowrocławiu, Poznaniu i Okolu koło Starogardu Gdańskiego, zaś w planach inwestorów jest również uruchomienie obiektów z zakresu assisted living w Łodzi, Wiśle Małej i kolejnego projektu w Poznaniu.

Różnorodna oferta

W Polsce rozwiązania mieszkaniowe dedykowane seniorom skupiają się wokół ośrodków opieki społecznej i prywatnych instytucji zapewniających całodobową opiekę. Obecnie istniejące na rynku obiekty mogą pomieścić ok. 50 tys. mieszkańców. Prowadzi to do wniosku, że tylko ok. 1% osób w wieku 70+ mógłby zamieszkać w domu dla seniorów[1].

Ośrodki opieki społecznej przeznaczone są dla osób starszych, które ze względu na swój wiek i stan zdrowia nie są w stanie samodzielnie funkcjonować. Jest to opcja dla seniorów o niższych dochodach, którzy mogą liczyć na współfinansowanie pobytu przez rodzinę lub powiat. Warto jednak zaznaczyć, że w tym przypadku niskim kosztom pobytu towarzyszą często bardzo skromne warunki bytowe i długi czas oczekiwania, sięgający nawet kilkunastu miesięcy. Średni miesięczny koszt utrzymania w domu pomocy społecznej oscyluje w granicach 2130 – 8314 zł. Wartości te są najwyższe w województwie mazowieckim, gdzie przeciętny miesięczny koszt utrzymania wynosi ok. 4800 zł oraz w województwach zachodnich i północnych (ok. 4600 zł).

Na rynku funkcjonują również prywatne placówki opieki całodobowej sieci takich jak Orpea, Medicover czy Origin. Są to obiekty przeznaczone dla osób starszych wymagających, co prawda w różnym zakresie, ale stałej opieki medycznej. Pobyt w tego typu placówkach wiąże się ze sporymi kosztami, zaczynającymi się od ok. 4 tys. zł miesięcznie, w zależności od stanu zdrowia mieszkańca domu opieki, formy i czasu pobytu. Pobyt opłacany jest w pełni przez pensjonariusza. Prywatne ośrodki oferują krótszy czas oczekiwania w porówananiu z tymi publicznymi, ponieważ nie są związane takimi samymi procedurami administracyjnymi. Ponadto oferują pobyty krótkoterminowe i są bardziej elastyczne w dostosowywaniu swojej oferty do aktualnych potrzeb mieszkańców.

Aktualne badania wskazują, że osoby starsze wolą pozostać jak najdłużej we własnych domach, żyjąc samodzielnie lub z pomocą członków rodziny lub opiekunów. Szansą na kompromis w tym zakresie są rozwiązania z zakresu senior living, a szczególnie assisted living. Biorąc pod uwagę zmieniające się uwarunkowania, rosnące płace, zmieniającą się mentalność społeczeństwa, dłuższy wiek pozostawania w dobrym zdrowiu – inwestycje w nieruchomości typu assisted living w dłuższej perspektywie nie tylko zyskają na znaczeniu, ale mogą stać się alternatywnymi produktami inwestycyjnymi.

Michał Witkowski, Dyrektor linii Living Services w Dziale Corporate Finance & Living Services | CEE w Colliers

[1] Według raportu „Sytuacja osób starszych w Polsce w 2020 r.” przygotowanego przez Główny Urząd Statystyczny w Białymstoku na koniec 2020 r. liczba osób w wieku 60 lat i więcej wyniosła 9,8 mln, z czego 47% stanowiły osoby 70+.

Aż 30% szpitali do restrukturyzacji? Projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa wymaga zmian

Federacja Przedsiębiorców Polskich przekazała stanowisko do projektu ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa. Uważamy, że projekt wymaga istotnych zmian, a wprowadzony w tym kształcie nie uwzględnia interesów i potrzeb pacjentów. Ponadto Federacja Przedsiębiorców Polskich stoi na stanowisku, że konsultowany projekt ustawy powinien być uchwalony dopiero po wejściu w życie ustawy o jakości w ochronie zdrowia i po przeprowadzeniu rzetelnej wyceny wszystkich świadczeń opieki zdrowotnej. To warunek niezbędny do rzetelnej oceny aktualnej sytuacji ekonomicznej podmiotów leczniczych.

W opinii Federacji nie wolno opierać oceny funkcjonowania systemu ochrony zdrowia tylko i wyłącznie na zmiennych ekonomicznych – podczas gdy pacjentów interesuje czy szpital dobrze leczy, czy dostępność do świadczeń jest na wysokim poziomie. Federacja apeluje by wśród kryteriów kategoryzujących szpitali wprowadzić kryteria jakościowe, które zrównoważą gorszy wynik finansowy spowodowany właśnie inwestycją w jakość albo dostępność do świadczeń. Gorszy wynik finansowy może być także spowodowany poprawą dostępności – nawet kosztem niezapłaconych przez publicznego płatnika nadwykonań.

„Federacja w swoim stanowisku zwróciła uwagę, że projekt nie zapewnia równowagi między interesem dostawcy do szpitali a niezbędnym zabezpieczeniem szpitala w procesie restrukturyzacji. Projekt zakłada, że kierownik szpital będącego w trakcie restrukturyzacji będzie mógł w każdej chwili wypowiedzieć umowę każdemu podwykonawcy, zawiesić możliwość dochodzenia wierzytelności i jednocześnie w tym samym czasie z pominięciem procedur przetargowych wybrać nowego dostawcę. To może być furtka do wypowiadania umów i okresowy problem podwykonawców czy dostawców współpracujących z sektorem szpitalnictwa. Zwłaszcza, że zgodnie z obliczeniami Ministra Zdrowia – gdyby kategoryzacja odbyłaby się według zapisów określonych w projekcie ustawy w oparciu o wyniki finansowe szpitali za 2020 rok, to 185 szpitali z 574 musiałby poddać się restrukturyzacji a kolejne 259 z kategorii B miałoby do tego prawo. Zaledwie 130 szpitali otrzymałoby kategorię A” – podkreśla Wojciech Wiśniewski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

W swoim stanowisku Federacja także zwróciła na brak proporcjonalności wymogów między wymaganym wykształceniem i doświadczeniem między nadzorcą a kierownikiem szpitala. Trudno zrozumieć, dlaczego wymogi wobec nadzorcy – który ma pilnować odpowiedniego wdrożenia planu restrukturyzacji, są znacznie niższe niż wobec kierownika szpitala.

76% pracowników na świecie nie czuje się przygotowanych na to, jak praca będzie wyglądać w przyszłości

Salesforce, światowy lider w dziedzinie zarządzania relacjami z klientem (CRM), opublikował swój Globalny Indeks Umiejętności Cyfrowych (Global Digital Skills Index), który wskazuje na rosnący niedobór umiejętności cyfrowych na świecie oraz pilną potrzebę podjęcia działań w tym zakresie. Indeks powstał w oparciu o informacje od ponad 23 500 pracowników z 19 krajów, którzy zgłosili swoją gotowość do zdobycia kluczowych umiejętności cyfrowych potrzebnych przedsiębiorstwom obecnie i w ciągu najbliższych pięciu lat.

Prawie trzy czwarte respondentów (73%) nie czuje się przygotowanych do zdobywania umiejętności cyfrowych potrzebnych przedsiębiorstwom obecnie, a jeszcze więcej (76%) nie czuje się przygotowanych na przyszłość. Pomimo tego, że tylko 28% jest aktywnie zaangażowanych w programy szkoleniowe z zakresu umiejętności cyfrowych, 82% respondentów planuje zdobycie nowych umiejętności w przyszłości.

Globalny niedobór umiejętności cyfrowych

Niedobór ten jest powodem do niepokoju, ale stwarza również nowe możliwości. Ponieważ firmy na całym świecie szybko przechodzą na cyfrowe modele działania, zapotrzebowanie na pracowników z umiejętnościami cyfrowymi gwałtownie wzrosło. Globalny wynik indeksu Salesforce w zakresie gotowości cyfrowej, ocenianej pod kątem gotowości, poziomu umiejętności, dostępu i aktywnego uczestnictwa w podnoszeniu kwalifikacji cyfrowych, wynosi obecnie zaledwie 33 punkty na 100 możliwych, co wskazuje na pilną potrzebę globalnych inwestycji w celu zniwelowania niedoboru umiejętności cyfrowych.

Choć badanie pokazuje, że niektóre kraje czują się bardziej gotowe na cyfryzację niż inne, jasne jest, że wszystkie społeczeństwa mają jeszcze wiele do zrobienia. Zmniejszenie luki w umiejętnościach cyfrowych jest niezbędne do utrzymania i poprawy standardów życia na całym świecie. Tylko 17% wszystkich respondentów uważa się za „zaawansowanych” w zakresie umiejętności cyfrowych w miejscu pracy, podczas gdy prawie połowa (49%) nadal ocenia siebie jako „początkujących”.

Kraje rozwijające się są najbardziej przekonane o swojej cyfrowej gotowości

Respondenci w krajach rozwijających się – Indiach, Meksyku i Brazylii – są bardziej pewni swojej cyfrowej przyszłości, niż ci w krajach rozwiniętych. Indie uzyskały w Indeksie najwyższy wynik gotowości cyfrowej (63 na 100), przy czym 76% respondentów w Indiach czuje się dziś przygotowanych do wykonywania obowiązków w środowisku pracy opartym na umiejętnościach cyfrowych, a 69% aktywnie uczy się nowych umiejętności cyfrowych.

Najnowszy raport RAND Europe pt. The Global Digital Skills Gap wskazuje, że niektóre kraje będą bardziej dotknięte niedoborem umiejętności cyfrowych niż inne,zależności od ich struktury gospodarczej, gałęzi przemysłu i podziału pracy. Obawy związane z wyższym ryzykiem mogą być motorem większego i szybszego zaangażowania w edukację cyfrową – luka w umiejętnościach cyfrowych w Indiach stanowi największe ryzyko dla wzrostu PKB, wynoszące średnio 2,3% rocznie, a na drugim miejscu plasuje się Meksyk z 1,8% PKB. Z drugiej strony dla Wielkiej Brytanii i Australii wskaźnik ten wynosi zaledwie 0,5%.

Umiejętności cyfrowe wykorzystywane w życiu prywatnym nie przekładają się na wykorzystanie w miejscu pracy

Umiejętności cyfrowe, takie jak korzystanie z mediów społecznościowych i poruszanie się w sieci, niekoniecznie przekładają się na podstawowe umiejętności cyfrowe w miejscu pracy, które są potrzebne przedsiębiorstwom do zapewnienia sprawności, odporności i rozwoju.

Ponad dwie trzecie wszystkich respondentów z pokolenia Z (64%) twierdzi, że posiada „zaawansowane” umiejętności w zakresie mediów społecznościowych – co potwierdza stereotyp obeznania młodego pokolenia z technologiami cyfrowymi – ale mniej niż jedna trzecia (31%) uważa, że posiada „zaawansowane” umiejętności w zakresie cyfrowego miejsca pracy, które są obecnie potrzebne firmom.

Podczas gdy zdecydowana większość respondentów w Ameryce Północnej (83%), Europie (82%) i regionie Azji i Pacyfiku (70%) posiada „zaawansowane” lub „średnio zaawansowane” umiejętności korzystania z mediów społecznościowych, tylko jedna trzecia w każdym z tych regionów (odpowiednio 31%, 24% i 34%) czuje się przygotowana do zdobycia umiejętności cyfrowych potrzebnych w miejscu pracy w ciągu najbliższych pięciu lat.

Najważniejsze umiejętności cyfrowe potrzebne dziś w firmach

Według indeksu Salesforce umiejętności w zakresie technologii współpracy, takich jak Slack, są postrzegane jako najważniejsze umiejętności potrzebne firmom obecnie i w ciągu najbliższych pięciu lat – twierdzi tak 63% globalnych respondentów. Jednak pomimo biegłości respondentów w zakresie technologii współpracy, takich jak media społecznościowe, tylko 25% ocenia siebie jako „zaawansowanych” w zakresie umiejętności związanych z technologiami współpracy, które są niezbędne w miejscu pracy.

Przekwalifikowanie pracowników

Ponad połowa respondentów badania (51%) chce zdobywać nowe umiejętności, które pomogą im w rozwoju kariery. Wykorzystując potencjał istniejącej siły roboczej, przedsiębiorstwa mogą przyspieszyć niwelowanie braków w umiejętnościach.

Indeks pokazuje również, że młodsi respondenci mają większą pewność siebie i ambicję do zdobywania nowych umiejętności — 83% respondentów z pokolenia Z „aktywnie” uczy się i szkoli w zakresie umiejętności potrzebnych w ciągu najbliższych pięciu lat w porównaniu z 12% osób z pokolenia wyżu demograficznego. Przedsiębiorstwa mają ogromną szansę na rozwijanie umiejętności młodych pracowników poprzez zapewnienie dostosowanych do ich potrzeb, zawsze dostępnych szkoleń, które pomogą przyspieszyć wzrost i wprowadzanie innowacji, zwiększyć zaangażowanie oraz stworzyć silnych liderów na przyszłość.

Niezbędna jest współpraca biznesowa

Obecnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, przedsiębiorstwa muszą ściślej współpracować z rządami, partnerami i lokalnymi społecznościami w celu rozwiązania problemu pogłębiającego się niedoboru umiejętności. Współpraca jest kluczem do zapewnienia odpowiednich szkoleń i możliwości rekrutacji, aby sprostać cyfrowemu zapotrzebowaniu i w równym stopniu dotrzeć do wszystkich grup społecznych.

Zaangażowanie firmy Salesforce obejmuje równy dostęp do umiejętności cyfrowych za pośrednictwem bezpłatnej platformy edukacyjnej Trailhead, dzięki której ponad 3,7 mln osób zdobyło nowe umiejętności przydatne w przyszłej pracy, oraz społeczność Trailblazer Community, która umożliwia uczenie się u boku współpracowników i ekspertów Salesforce. Firma Salesforce nawiązała również współpracę z czołowymi dostawcami usług edukacyjnych oraz realizuje programy praktyk zawodowych, szkolenia, granty i inicjatywy charytatywne na całym świecie.

Niedobór umiejętnościach cyfrowych to palący problem, a przedsiębiorstwa mają do odegrania kluczową rolę w jego rozwiązaniu. Firmy mogą stworzyć solidne podstawy dla zmian poprzez ponowne przeanalizowanie swoich programów edukacji i szkoleń, zrównoważone inwestycje i aktywną współpracę.

Istnieje wyraźny rozdźwięk pomiędzy wprowadzanymi innowacjami a umiejętnościami niezbędnymi do korzystania z nich. To samo w sobie nie jest niczym nowym. Jednak nowością jest zakres tych innowacji, ich rozpowszechnienie i to, jak bardzo zakorzeniły się w każdym aspekcie życia. W dzisiejszych czasach trudno jest zrobić cokolwiek bez jakiejś formy cyfrowej interakcji – podsumował  Peter Schwartz, wiceprezes ds. planowania strategicznego i dyrektor ds. rozwoju, Salesforce

GfK: Troska o planetę i zdrowie kluczowe podczas zakupów Polaków

Ochrona środowiska jest ważna dla 61 proc. Polaków. Już 3 na 4 gospodarstwa domowe oszczędzają energię i wodę oraz segregują odpady. Kolejnym ważnym trendem konsumenckim staje się dbanie o zdrowie i samopoczucie. Takie dane płyną z raportu Consumer Life przygotowanego przez firmę badawczą GfK.

Rosnąca świadomość społeczna sprawia, że ochrona środowiska staje się dla Polaków coraz ważniejsza. Jednak zdaniem ekspertów GfK decyzje konsumentów nie wynikają jedynie z pobudek ideologicznych. – Dbanie o planetę się opłaca. Oszczędzanie prądu i wody, przemyślane zakupy czy korzystanie z publicznych środków transportu pozwalają Polakom zatrzymać w kieszeni dodatkowe pieniądze. Jest to ważne szczególnie teraz, kiedy mamy do czynienia z galopującą inflacją oraz drożyzną, a nastroje konsumenckie z miesiąca na miesiąc są coraz niższepodkreśla Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK.

Odpowiedzialne marki przyciągają klientów

Troska o środowisko wpływa także na siłę marek. Coraz większy odsetek konsumentów uważa, że działania ekologiczne to już nie tylko kwestia dobrej woli, ale przede wszystkim obowiązku przedsiębiorstw. Według danych GfK pochodzących z raportu Consumer Life już 55 proc. Polaków uważa, że biznes musi brać odpowiedzialność za ochronę środowiska.

Bycie „eko” to obecnie jeden z najsilniejszych trendów konsumenckich. Obojętność firmy na sprawy związane z ochroną środowiska może sprawić, że kupujący sięgnie po inny produkt, którego producent takie działania praktykuje. Już co czwarty Polak przyznaje, że chętnie wybierze określoną markę zamiast innej tylko dlatego, że wspiera ona słuszną sprawęmówi Dominika Grusznic-Drobińska.

Nie tylko zdrowie planety jest ważne

Jak wynika z badania Consumer Life, Polacy coraz bardziej dbają również o własne zdrowie i sprawność. W 2021 roku było to ważne dla 66 proc. badanych, co oznacza wzrost o 10 p.p. w porównaniu do 2020 roku. Podejmowane działania mają wymiar holistyczny: troszczymy się nie tylko o ciało, ale także o umysł i duszę. Ponadto, coraz częściej dobre samopoczucie łączymy z aparycją. Już 38 proc. konsumentów przyznaje, że ich wygląd zewnętrzny odzwierciedla to, jak się czują.

Jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, jak dobry stan zdrowia oraz samopoczucia przekłada się na naszą wydajność i efektywność w życiu zawodowym i prywatnym. Dlatego uprawiamy sporty, dbamy o odpowiednią jakość snu, nawodnienie czy zdrową dietę – komentuje Dominika Grusznic-Drobińska i dodaje, że chęć zachowania dobrej formy psychicznej i fizycznej przekłada się na decyzje zakupowe. Już 31 proc. Polaków przyznaje, że aktywnie poszukuje produktów i usług, które pomagają żyć zdrowo.

Pandemia kołem zamachowym zmian

Główną przyczyną zmian w zwyczajach konsumenckich jest pandemia oraz związane z nią wyzwania, takie jak praca zdalna. – W 2021 roku blisko połowa Polaków podkreślała, że stara się zachowywać właściwe proporcje między pracą a czasem wolnym. Dla porównania w 2020 roku uwagę zwracał na to jedynie co trzeci badany. Dynamiczne zmiany w zwyczajach konsumentów stanowią wyzwanie, ale też szansę dla biznesu. Marki to zauważają i coraz częściej proponują nabywcom rozwiązania ułatwiające codzienne życiepodsumowuje Dominika Grusznic-Drobińska.

Firmy powinny uaktualnić swoje strategie rozwoju ze względu na zmiany w podejściu konsumentów do pracy, technologii, marek i środowiska

Według corocznego raportu Fjord Trends publikowanego przez Accenture Interactive, dwa lata pandemii wywołały powszechną zmianę stosunku ludzi do pracy, technologii i planety, a także zmianę ich nawyków zakupowych. Biorąc pod uwagę te czynniki, firmy powinny zmienić sposób prowadzenia biznesu.

Najnowszy, piętnasty już raport Fjord Trends przedstawia praktyczne wskazówki dla firm, które chcą budować wartość dla swoich klientów, pracowników i społeczeństwa.

Raport Fjord Trends 2022 jest wyraźnym sygnałem dla biznesu – diametralnie zmienia się styl życia konsumentów, relacje międzyludzkie czy stosunek społeczeństw do środowiska. A to oznacza, że zmieni się również sam biznes. Trendy, które zidentyfikowaliśmy, mogą być dla firm przewodnikiem po nowej rzeczywistości, ale też wyzwaniem do uwzględnienia w swoich strategiach. Zarówno pracownicy, jak i klienci stają się indywidualistami. Coraz częściej wybierają odpowiedzialnie – tak, aby posłużyć planecie, nawet kosztem swojej wygody. Oczywiście rośnie znaczenie cyfrowej rzeczywistości i dostępu do informacji, a w raporcie pokazujemy już urzeczywistniającą się koncepcję metawersum. Nic też dziwnego, że po dwóch latach pandemii jeden z trendów podkreśla rolę usług związanych ze zdrowiem i troską, nawet w firmach, które nie działają w tym sektorze. Organizacje, które odpowiednio zidentyfikują i przeanalizują zachodzące na wielu płaszczyznach życia zmiany, a następnie dopasują do nich swoje strategie, mogą liczyć na lojalność klientów i w rezultacie wypracują przewagę konkurencyjną – tłumaczy Krzysztof Ślęczka, CG&S and Digital Commerce Director, Accenture w Polsce.

Według raportu nowe zachowania konsumentów skłonią firmy do przemyślenia swojego podejścia do projektowania, innowacji i rozwoju. To wynik nowych oczekiwań i zmieniającego się sposobu myślenia pracowników, niedoborów spowodowanych problemami w łańcuchach dostaw, a także powstaniem środowisk wirtualnych, takich jak metawersum.

Nie możemy lekceważyć skali obecnie obserwowanych zmian w relacjach, ani związanych z nimi wyzwań – powiedział Mark Curtis, Head of Global Innovation and Thought Leadership w Accenture Interactive. – Decyzje, jakie firmy podejmą w tej sytuacji, mogą wpłynąć na nasz świat i jego funkcjonowanie w większym zakresie, niż jesteśmy w stanie sobie to wyobrazić, kształtując nasze relacje z bliskimi, ze współpracownikami, społeczeństwem, a także z markami i miejscami. Przed nami czas pełen wyzwań, ale również wielkich możliwości biznesowych, które pozwolą na bazie nowych relacji stworzyć rzeczywistość przyjazną ludziom oraz naszej planecie – dodał Mark Curtis.

Raport Fjord Trends 2022 przedstawia pięć najważniejszych trendów, które w tym roku wpłyną na społeczeństwo, kulturę i biznes:

  1. Bądź sobą: Rosnące poczucie kontroli nad swoim życiem, które ludzie odzyskują dwa lata po rozpoczęciu pandemii, wpływa na to, jak pracują, jakie tworzą relacje i co kupują. Ludzie zadają sobie pytania, kim są i co jest dla nich ważne. Rosnący indywidualizm ma głębokie konsekwencje dla organizacji oraz sposobu, w jaki kierują one swoimi pracownikami, jak kształtują dla nich nowe wartości, a także jak dbają o relacje firma-klient.
  2. Koniec myślenia opartego na dostatku?: W ubiegłym roku wiele osób doświadczyło widoku pustych półek, rosnących cen prądu oraz problemów z dostępnością codziennych usług. Choć nieprawidłowości w łańcuchach dostaw mogą się okazać tylko przejściowym wyzwaniem, to ich wpływ się utrzyma i doprowadzi do przejścia od „myślenia opartego na dostatku” – czyli dostępności, wygodzie i szybkości – do bardziej świadomego podejścia w trosce o środowisko. Firmy muszą odnieść się do obaw różnych grup społecznych związanych z dostępnością ich produktów lub usług w skali globalnej.
  3. Następna granica: Metawersum to nadchodząca eksplozja kulturowa, nowy internetowy świat łączący wszystkie istniejące poziomy informacji, urządzenia i przestrzenie, z którymi ludzie wchodzą w interakcje. Społeczeństwo będzie oczekiwać zaangażowania firm w rozbudowę i zagospodarowanie nowego środowiska oferującego nieograniczone możliwości, w którym można zarabiać pieniądze i tworzyć nowe rodzaje zatrudnienia. To miejsce będzie funkcjonowało nie tylko poprzez ekrany i słuchawki – stworzone zostaną doświadczenia i miejsca w realnym świecie, które będą oferować interakcje z cyfrową rzeczywistością.
  4. Liczy się prawda: Konsumenci oczekują, że będą mogli zadać pytanie i uzyskać odpowiedź natychmiast po wpisaniu go w wyszukiwarkę internetową lub po krótkiej wymianie zdań z asystentem głosowym. Sam fakt, że jest to tak łatwe i szybkie, sprawia, że ludzie zadają coraz więcej pytań. W przypadku firm, zakres pytań klientów oraz liczba kanałów komunikacji stale rośnie. Sposób, w jaki organizacja będzie na nie odpowiadać jest dużym wyzwaniem dla projektantów, ale także kluczowym czynnikiem budującym zaufanie oraz przyszłe źródło przewagi konkurencyjnej.
  5. Okazuj troskę: W ubiegłym roku poświęciliśmy więcej uwagi na dbanie o siebie oraz troskę o innych. Usługi związane z opieką zdrowotną oraz e-zdrowiem zyskały na znaczeniu, stwarzając nowe wyzwania i możliwości dla pracodawców i marek, bez względu na ich powiązanie z sektorami ochrony zdrowia czy medycznym. Kwestie te będą dla nas coraz istotniejsze, a środowisko biznesowe musi odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie w tym obszarze.

W miarę jak konsumenci weryfikują wszystkie swoje relacje, marki powinny działać w ramach dwóch obszarów odpowiedzialności: troszczyć się o świat już dzisiaj, a jednocześnie budować jego przyszłość w sposób przyjazny dla planety, firm i społeczeństwa – powiedział David Droga, CEO and Creative Chairman w Accenture Interactive. – Kluczem jest zrozumienie wpływu tych relacji i aspiracji oraz przekształcenie tej wiedzy w efektywne strategie biznesowe budujące znaczenie i wzrost – dodał David Droga.

Accenture co roku publikuje raporty przedstawiające trendy, prezentujące kompleksowe spojrzenie na przyszłość społeczeństwa, technologii i biznesu. Raport Fjord Trends 2022, który skupia się na aktualnych zachowaniach klientów i ich wpływie na społeczeństwo, kulturę i biznes, jest efektem crowdsourcingu w globalnej sieci ponad 2000 projektantów i innowatorów Accenture z ponad 40 miejsc na świecie

Powstaną Onkologiczne Centra Wsparcia Badań Klinicznych

Agencja Badań Medycznych przeznaczyła ponad 47 mln zł na stworzenie wyspecjalizowanych Onkologicznych Centrów Wsparcia Badań Klinicznych (OnkoCWBK), które dołączą do Polskiej Sieci Badań Klinicznych. Konkurs OnkoCWBK skupił się na ośrodkach onkologicznych. 7 rekomendowanych do dofinansowania ośrodków dołączy do już istniejących 16 ośrodków, wyłonionych przez ABM w poprzednich konkursach i działających w ramach Polskiej Sieci Badań Klinicznych.

Inicjatywa stworzenia Centrów Wsparcia Badań Klinicznych ma na celu uatrakcyjnienie rynku badań klinicznych w Polsce, co przyczyni się do zwiększenia dostępu pacjentów do nowoczesnych, innowacyjnych terapii, częstszego wyboru przez sponsorów ośrodków badawczych w naszym kraju, a także wzrostu liczby realizowanych badań. Nowopowstałe Centra pozwolą na lepszą koordynację badań klinicznych w Polsce.

47 mln na stworzenie siedmiu Onkologicznych CWBK w Polskiej Sieci Badań Klinicznych

W ramach konkursu na tworzenie i rozwój Onkologicznych Centrów Wsparcia Badań Klinicznych do Agencji Badań Medycznych wpłynęło 8 wniosków na łączną kwotę ponad 55 mln zł. Wśród beneficjentów wyłonionych w przedmiotowym konkursie, znalazło się 7 podmiotów:

  1. Szpitale Pomorskie Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością
  2. Wojewódzkie Wielospecjalistyczne Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika w Łodzi
  3. Specjalistyczny Szpital im. Dra A. Sokołowskiego w Wałbrzychu
  4. Instytut Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie
  5. Dolnośląskie Centrum Onkologii we Wrocławiu
  6. Świętokrzyskie Centrum Onkologii Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Kielcach
  7. Instytut „Centrum Zdrowia Matki Polki” w Łodzi.

Ww. jednostki dysponują znakomitą kadrą naukową, mają olbrzymi wolumen pacjentów i leczą często niezwykle trudne przypadki.

Krajowa Sieć Onkologiczna

Konkurs został zaplanowany z uwzględnieniem postanowień Narodowej Strategii Onkologicznej. Dotyczy to szczególnie badań klinicznych wczesnych faz (I oraz II). Jednym z oczekiwanych rezultatów wdrożenia tego obszaru jest powstanie do 2024 r. co najmniej 4 CWBK, a do 2029 r. zwiększenie liczby CWBK do 8. Strategia zakłada, że do 2023 r. Agencja będzie wspierać rozwój CWBK przy wybranych uniwersyteckich ośrodkach akademickich i ośrodkach onkologicznych w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej.

Kompleksowe wsparcie dla polskich ośrodków prowadzących badania kliniczne

Placówki, które otrzymają granty utworzą Onkologiczne CWBK jako centrum usług wspólnych, zapewniające kompleksowe i systemowe  wsparcie realizacji badań zarówno komercyjnych jak i niekomercyjnych. Wsparcie to będzie dotyczyć m.in: planowania, zarządzania, rozliczania, czy koordynowania badań, a także podnoszenia kwalifikacji zatrudnionej kadry. Infrastruktura OnkoCWBK będzie zawierać przede wszystkim część pozwalającą na realizację wizyt pacjentów w trybie ambulatoryjnym, strefę relaksu pacjenta, salę telekonferencyjną oraz pokoje do pracy dla przedstawicieli sponsora.

Polska Sieć Badań Klinicznych jednolitość, standaryzacja, usieciowienie

Beneficjenci konkursu, będą należeć do grupy podmiotów działających w ramach Polskiej Sieci Badań Klinicznych utworzonej przez Agencję Badań Medycznych.

Polska Sieć Badań Klinicznych ma na celu zapewnienie jednolitego standardu realizacji badań,  wysokiej jakość obsługi pacjentów oraz zwiększenia liczby komercyjnych i niekomercyjnych badań klinicznych. Dołączenie nowych siedmiu OnkoCWBK do sieci pozwoli na utworzenie ustandaryzowanych ośrodków, które nie będą ustępowały podobnym strukturom na zachodzie Europy. Staną się one flagowymi instytucjami w ochronie zdrowia prowadzącymi badania o najwyższym standardzie, z troską o bezpieczeństwo uczestników badań. Badania kliniczne w Polsce będą dzięki temu prowadzone w sposób przyjazny zarówno dla sponsora, szpitala, jak i pacjenta.

Pierwsze inwestycje w placówkach, które otrzymały grant ABM w konkursie, planowane są jeszcze w tym roku. Rozpoczęcie działań we wszystkich wybranych do dofinansowania projektach przewidziano na 21.03.2022 r.

Co 3 Polak chce korzystać z płatności odroczonych

Płatności odroczone zyskują na popularności. Niemal 60% Polaków zna już tego typu formę rozliczeń, a 30% chciałoby z niej korzystać. Zarówno w sklepach online, jak i stacjonarnych BNPL regularnie płaci co 10 Polak – wynika z badania zrealizowanego przez ARC Rynek i Opinia[1] przy współpracy z fintechem Mokka.

„Polacy są bardzo otwarci na innowacje płatniczo-technologiczne, czego przykładem jest na przykład stosunkowo szybka adaptacja kart zbliżeniowych czy BLIKa. Teraz coraz chętniej korzystają z płatności odroczonych.  Pozytywne nastawienie, szczególnie młodych ludzi, skłonnych do testowania nowych rozwiązań bardzo szybko buduje tę kategorię w Polsce.” – mówi Marek Biernacki, odpowiedzialny za rozwój fintechu Mokka w Polsce.

Formy płatności za zakupy online

Z badania zrealizowanego dla Mokka wynika, że płacąc za zakupy online Polacy najchętniej wybierają szybkie przelewy bankowe, w tym BLIK. Z tej formy rozliczeń korzysta aż 52% badanych. Drugą najpopularniejszą formą są karty płatnicze i kredytowe, przy pomocy których za zakupy w internecie rozlicza 47% ankietowanych. Relatywnie sporo zwolenników mają także aplikacje mobilne, z których korzysta już 20% respondentów. Coraz większy udział w płatnościach internetowych mają również systemy ratalne i usługi płatności odroczonych. 8% Polaków korzysta z systemów ratalnych online, przy czym w grupie wiekowej 20-29 jest to już 13%. 7% respondentów deklaruje, że korzysta z płatności odroczonych (buy now pay later) dostępnych w sklepach internetowych, przy czym w grupie 30-39 jest to już 17% ankietowanych.

„Konsumenci dokonujący transakcji w Internecie są coraz bardziej świadomi i wymagający. Chcą otrzymać produkty lub usługi tu i teraz, korzystać z szerokiego wachlarza sposobów płatności, najlepiej w połączeniu z szybkimi metodami dostawy. Odpowiadanie na te rosnące potrzeby coraz młodszych grup konsumentów staje się coraz większym wyzwaniem zarówno dla sieci handlowych jak i platform typu market place” – komentuje Marek Biernacki, szef Mokka w Polsce.

Płatności w sklepach stacjonarnych

Badanie pokazało także popularność poszczególnym form płatności w sklepach stacjonarnych. Tu za zakupy kartą płaci 67% badanych, a do płacenia gotówką przyznaje się 48% ankietowanych. Przy pomocy aplikacji w telefonie płaci 15% respondentów. Płatniczy peleton zamykają płatności odroczone, które zdobyły zwolenników już wśród 5% Polaków kupujących w sklepach stacjonarnych.

„Sklepy chętnie wdrażają BNPL jako rozwiązanie, którego celem jest zapewnienie wygodnej formy płatności dla młodszych grup konsumentów, a także ograniczenie płatności gotówką przy odbiorze towarów. Powodem dla wdrażania płatności odroczonych jest też możliwość zwiększenia koszyka zakupowego oraz konwersji zakupowej. Tym samym przyczyniają się do rozwoju całej kategorii” – komentuje Marek Biernacki, szef Mokka w Polsce.

[1] Badanie zrealizowane w grudniu 2021 na grupie reprezentatywnej N=600

Spekulacje przed posiedzeniem EBC

Dziś euro reaguje na wyższe odczyty inflacyjne z Francji. Wczoraj swoje wskaźniki pokazała Hiszpania oraz Niemcy. W tych krajach również dynamika wzrostu cen była wyższa od oczekiwań. Juro poznamy wstępne dane na temat cen konsumenckich w całej strefie euro. Jeśli tu zobaczymy wyższy odczyt od prognoz, wówczas rynek jeszcze mocniej zacznie spekulować o możliwej reakcji EBC na najbliższym posiedzeniu.

Już w czwartek zobaczymy, czy EBC zareaguje na ostatnie dane inflacyjne. Do tej pory europejska instytucja wielokrotnie powtarzała, że z różnych powodów inflacja będzie podwyższona ale jedynie tymczasowo. Później mamy zobaczyć ponowny powrót do poziomu nieco poniżej celu EBC czyli 2 proc. Istnieje szansa, że jeśli jutro dane HICP ze strefy euro pokażą wyższy odczyt, decydenci zmienią swoją retorykę na nieco bardziej jastrzębią. Jeśli pojawi się zdanie, że podwyższone ceny utrzymają się dłużej niż wcześniej zakładano, narosną spekulacje o możliwej wcześniejszej podwyżce stóp, którą aktualnie oczekuje się dopiero w 2023 roku.

EBC jako jeden z czynników wysokiej inflacji wymienił efekt zmniejszenia podatku w Niemczech. Obniżka VAT zakończyła się na początku 2021 roku. Obecnie efekt niskiej bazy już się skończył, mimo to inflacja w styczniu u naszych zachodnich sąsiadów wyniosła 4,9 proc. (oczekiwano wzrostu o 4,4 proc.). Z kolei inne czynniki, które miały być przejściowe, jak niedobory w łańcuchu dostaw, prawdopodobnie utrzymają się jeszcze przez jakiś czas, a ceny energii raczej szybko nie spadną. Istnieje prawdopodobieństwo, że EBC będzie zmuszony skorygować swoje prognozy inflacji w górę, a to może mieć aprecjacyjny wpływ na euro.

Główna para walutowa od piątku odbiła z poziomu 1,1122 do 1,1268 i tym samym spadki po środowej konferencji Powella zostały w dużej mierze zniwelowane. Euro przynajmniej do czwartkowej konferencji powinno zyskiwać, ale wiele będzie zależeć jak wypadnie odczyt HICP ze strefy euro, który poznamy jutro.

EUR/PLN jest dziś rano na poziomie 4,5875. Złoty od tygodnia osłabia się co w głównej mierze jest efektem konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Dziś poznaliśmy dane PMI dla polskiego przemysłu. Odczyt na poziomie 54,5 pkt. wypadł dużo poniżej oczekiwań rynkowych. Widać, że ograniczenia podażowe oraz silny wzrost cen odbijają się na nastrojach. Niedobór towarów to główna bolączka przedsiębiorstw. Wiele firm (ok. 31 proc) zgłasza trudności w pozyskaniu surowców.

ŁUkasz Zembik
DM TMS Brokers

Ponad połowa badanych nie chce, żeby sklepy weryfikowały paszporty covidowe klientów

Sklepy nie powinny bezwzględnie wymagać od swoich klientów okazywania Unijnego Certyfikatu COVID bądź zaświadczenia o szczepieniu, wyniku testu lub informacji o przejściu choroby w celu utrzymania lub regulowania limitów osób w nich przebywających. Tak uważa blisko 56% konsumentów. Prawie 34% badanych myśli odwrotnie. Z kolei ponad 10% ankietowanych nie ma wyrobionego zdania na ten temat. W obliczu narastającego przyrostu zakażeń, eksperci komentujący wyniki sondażu przewidują, że część niezdecydowanych rodaków może wkrótce zasilić grono zwolenników okazywania ww. dokumentów w placówkach handlowych.

Klienci nie chcą kontroli

Pod koniec stycznia br. zostało przeprowadzone badanie przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX wśród ponad tysiąca dorosłych Polaków odpowiedzialnych w swoich domach za zakupy. Ankietowanym zadano pytanie, czy w obliczu rosnącej fali zakażeń placówki handlowe powinny bezwzględnie wymagać od klientów okazywania Unijnego Certyfikatu COVID bądź zaświadczenia o szczepieniu, wyniku testu lub informacji o przejściu choroby w celu utrzymania i regulowania limitów osób. I aż 55,7% respondentów było temu przeciwnych. Wśród nich 36,1% wyraziło to w sposób zdecydowany. Mniejszość, stanowiąca 19,6%, raczej miała ww. opinię.

– Polacy mogą obawiać się ograniczenia szeroko rozumianej wolności osobistej i uważać ww. praktykę za ingerującą w ich interes lub poczucie bezpieczeństwa. Ponadto niektóre osoby mają przekonanie, że pandemia ich nie dotyczy, bo np. poddały się szczepieniom, przechorowały COVID-19 w sposób łagodny bądź mają wysoką odporność i w ogóle nie chorują. Nie chcą więc dodatkowych obostrzeń, które miałyby im utrudnić codzienne zakupy – tłumaczy psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Z kolei Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy BLIX, wyjaśnia, że konsumenci prawdopodobnie nie chcą obniżenia komfortu zakupów, kolejek i wydłużenia czasu oczekiwania na wchodzenie do sklepów. Sprawdzanie dokumentów każdej osobie mogłoby być dość czasochłonne, zwłaszcza w godzinach wzmożonego ruchu, a także uderzać w interesy sklepów. Jak już pokazała głośna sytuacja mająca miejsce w jednej z placówek, klienci byli mocno niezadowoleni z tego typu kontroli i krytykowali sieć handlową w Internecie. Ekspert zwraca też uwagę na to, że Polacy nie chcą wykluczenia społecznego osób niezaszczepionych, w tym utrudniania im dostępu do towarów codziennego użytku.

– Część badanych zwyczajnie nie wierzy w to, że ww. praktyki będą skutecznie ograniczały liczbę zachorowań. Moim zdaniem, ludzie ciągle nie zdają sobie sprawy z wysokiego zagrożenia zakażeniem Omikronem i przedkładają wygodę nad bezpieczeństwo, uważając, że im nie przytrafi się nic złego – stwierdza dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Jak zauważa Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, wyniki sondażu pokazują silny podział społeczeństwa w kwestii szczepień i ich weryfikacji przez różne organy. Zapewne sporą część grupy przeciwników sprawdzania dokumentów w sklepach stanowią osoby niezaszczepione, którymi kieruje obawa, iż w wyniku wejścia w życie takiego obowiązku utracą możliwość robienia zakupów w sklepach tradycyjnych. Krytyczna ocena tego rozwiązania przez część obywateli jest przypuszczalnie podyktowana także niechęcią do ujawniania informacji o stanie zdrowia, a więc danych wrażliwych.

– Niektórzy konsumenci mogą wręcz obawiać się, że ich dokumenty nie będą poprawnie sprawdzane. Wymóg rządowy a praktyka w sklepach to często dwie różne rzeczywistości. Do tego powszechnie wiadomo, że w placówkach handlowych brakuje rąk do pracy. Zatem znalezienie dodatkowych pracowników, odpowiedzialnych za weryfikowanie tego typu danych, może być nie lada wyzwaniem dla sieci handlowych – zwraca uwagę ekspert z Grupy BLIX.

Nie wszyscy są przeciwko

Badanie wykazało również, że za bezwzględnym stosowaniem nakazu okazywania ww. dokumentów opowiada się 33,9% konsumentów. W tej grupie 16,5% osób raczej ma taką opinię. Natomiast 17,4% stanowią absolutni zwolennicy tego rozwiązania. Jak komentuje dr Maria Andrzej Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, to już jest coś, że jedna trzecia klientów jest za kontrolą zabezpieczenia pandemicznego. Według eksperta, taką postawę trzeba mocno promować i wspierać, przede wszystkim dla bezpieczeństwa społecznego.

– Ludzie, którzy ciężko chorowali lub byli świadkami śmierci kogoś bliskiego z powodu COVID-19, mogą być bardziej wyczuleni na temat wszelkich rozwiązań ograniczających się rozprzestrzenianie wirusa. Chcą uniknąć powtórnego przeżycia bólu, straty i żałoby. Ta potrzeba jest silniejsza od ewentualnych wątpliwości i sprawia, że niektórzy są gotowi na działania mające uchronić człowieka przed kolejnym trudnym doświadczeniem – dodaje psycholog Michał Murgrabia.

Wyniki sondażu również pokazują, że 10,4% konsumentów nie ma jeszcze własnego zdania na ten temat. Dr Faliński uważa, że dotyczy to osób, które są obojętne społecznie. W opinii eksperta, trzeba do nich jak najszybciej dotrzeć z komunikatem przekonującym do poparcia dodatkowych obostrzeń.

– Część społeczeństwa naturalnie stroni od wyrażania konkretnej opinii na tematy budzące pewnego rodzaju kontrowersje i ma do tego prawo. Natomiast szczere i głębokie niezdecydowanie może być efektem dezinformacji w mediach oraz braku sprawdzonego źródła wiedzy. Biorąc pod uwagę to, że wchodzimy w piątą falę pandemii i autorytety medyczne zapowiadają w niedługim czasie nawet po 100 tys. zakażeń dziennie, część ww. grupy może zasilić grono zwolenników okazywania ww. dokumentów w sklepach – podsumowuje Marcin Lenkiewicz.

Rozwój sieci autobusów elektrycznych w Polsce

Polska jest jednym z europejskich liderów w sektorze zeroemisyjnego transportu publicznego – zarówno pod względem produkcji elektrobusów, jak i wdrożeń pojazdów tego typu przez lokalne samorządy. Flota ebusów w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie. Miasto przyszłości musi pogodzić większe potrzeby komunikacyjne z ograniczaniem ruchu kołowego – a najlepszym rozwiązaniem jest rozwinięcie komunikacji zbiorowej. Autobus elektryczny jest przykładem tego, jak może rozwijać się miejska mobilność w ciągu kolejnych lat. Obecnie na polskich drogach jeździ dokładnie 639 elektrycznych autobusów i jest to naprawdę imponujący wynik. Gdy zestawimy liczbę autobusów elektrycznych z całym parkiem autobusów, to współczynnik ten wyjdzie nam dużo wyższy niż w segmencie samochodów osobowych. Widać zatem, że segment transportu zbiorowego, zeroemisyjnego rozwija się dynamiczniej niż segment kategorii M1 czy N1.

– Sektor komunikacji zeroemisyjnej rozwija się bardzo dynamicznie w Polsce od wielu lat – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA. – Mamy sprzężenie kilku elementów składających się na ten wynik. Po pierwsze samorządy chcą rozwijać rynek zeroemisyjnego transportu publicznego i wraz z tymi chęciami idą także narzędzia finansowe. Umożliwiają one realizację tych planów. Tylko w tym roku zostały uruchomione 2 kolejne programy wsparcia o łącznej sumie ponad 2 mld zł – które przysłużą się do tego, aby autobusów elektrycznych było jeszcze więcej. Dodatkowo Polska jest głównym producentem autobusów elektrycznych. Wyróżniamy tutaj firmy takie jak Solaris, Volvo czy też ARP. Firmy te poza eksportem produkują także autobusy, które następnie wyruszają na polskie drogi. Mamy także bardzo rozwinięty system wokół autobusów. Przykładem jest tutaj firmę Ekoenergetyka, która zapewnia bogatą infrastrukturę ładowania. Zatem mamy bardzo zdrowy ekosystem, który w kolejnych latach będzie się rozwijał – bo sam produkt z każdym rokiem staje się coraz lepszy. Mówimy tu o innych zasięgach i możliwościach. Nowe autobusy pasują do oczekiwań mieszkańców, a także samorządów – dodaje Mazur.

Oszustwa związane z kryptowalutami – co warto wiedzieć i jak się chronić?

Cyberprzestępcy są mistrzami w wykorzystywaniu do swoich celów aktualnych wydarzeń i obowiązujących trendów. Nic dziwnego, że już dawno swoją uwagę zwrócili na osoby zainteresowane wirtualnymi walutami. Według raportu Federalnej Komisji Handlowej Stanów Zjednoczonych między październikiem 2020 roku a majem 2021 roku w wyniku oszustw kryptowalutowych Amerykanie stracili niemal 80 milionów dolarów. Prawie dwukrotnie większy wynik odnotowano w Wielkiej Brytanii, gdzie ofiary oszustw utraciły łącznie około 146 milionów funtów. Ekspert bezpieczeństwa ESET radzi, jak rozpoznać najpopularniejsze schematy działań oszustów, które mogą napotkać na swojej drodze użytkownicy inwestujący w kryptowaluty.

Bitcoin, Monero, Ethereum czy Dogecoin – pytanie w którą z licznych kryptowalut inwestować zadaje sobie coraz więcej osób chcących w szybkim tempie osiągnąć krociowe zyski. Niestety obszar wirtualnych walut to stosunkowo nowy, wciąż nieuregulowany świat, w którym cyberprzestępcy nierzadko mają przewagę. Uczestnicząc w rynku kryptowalut trzeba mieć świadomość dużego ryzyka oszustwa. Podobnie jak w wielu obszarach cyfrowego świata, także i w tym przypadku istnieją standardowe zasady zachowania, które pomogą zapobiec oszustwom.

– Rosnąca liczba niewykwalifikowanych inwestorów to wymarzona sytuacja dla oszustów, którzy wabią swoje ofiary wiadomościami mailowymi i reklamami obiecującymi milionowe zarobki. Cyberprzestępcy dysponują całą paletą działań i narzędzi, dzięki którym mogą wykraść nie tylko nasze oszczędności ulokowane w kryptowalutach, ale również nasze dane. Dlatego też warto sceptycznie podchodzić do wszelkich wyjątkowo atrakcyjnych ofert inwestycyjnych, gdyż mogą przynieść nam one więcej szkód niż pożytku – mówi Kamil Sadkowski, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET.

Jakie są najczęstsze oszustwa kryptowalutowe?

Jeśli twoje wirtualne pieniądze znajdują się na giełdzie kryptowalut, to istnieje duża szansa, że zainteresują się nimi cyberprzestępcy. Przestępcom już niejednokrotnie udało się wykraść portfele z giełd kryptowalutowych, a nierzadko spowodowane przez nich straty sięgały setek milionów dolarów.

Piramida finansowa w wirtualnym wydaniu

To rodzaj oszustwa inwestycyjnego, w którym ofiary nakłania się do inwestowania w nieistniejące firmy lub „system szybkiego zarabiania”. W rzeczywistości pieniądze nieświadomych inwestorów trafiają do kieszeni oszustów. Wirtualne waluty to wymarzony obszar dla cyberprzestępców, dający im szerokie pole do działania. Częstokroć oferty tego rodzaju kuszą chętnych, chcących zainwestować pieniądze w biznes mający zagwarantować im bogactwo, za pomocą nowych i bliżej nieokreślonych technologii. Potencjalny nabywca nie dysponuje wystarczającą wiedzą, która pozwala zweryfikować taką ofertę.

„Pompuj i zrzucaj”

Osoby zainteresowane inwestowaniem w kryptowaluty mogą również spotkać się z oszustwem, często określanym jako „pompuj i zrzucaj”. Mechanizm ten polega na tym, że oszuści zachęcają inwestorów do kupowania udziałów w mało znanych firmach kryptowalutowych, często bazując przy tym na fałszywych informacjach. Impuls popytowy sprawia, że cena akcji takich firm rośnie, korzystając z wzrostu kursu oszust sprzedaje własne udziały (osiągając zysk), jednocześnie pozostawiając ofiarę z bezwartościowymi akcjami.

Uważaj na fałszywe wiadomości

Jednym ze sposobów dotarcia do ofiar jest wykorzystanie wizerunku znanych osób. Przestępcy przechwytują lub tworzą fałszywe konta celebrytów w mediach społecznościowych. Dzięki nim w krótkim czasie docierają do setek tysięcy czy nawet milionów użytkowników, próbując zachęcić ich do inwestowania w fałszywe firmy. Jak podaje Federalna Komisja Handlowa USA ponad 2 miliony dolarów w kryptowalutach wykradł od inwestorów oszust podszywający się pod Elona Muska.

– Phishing to jeden z najpopularniejszych sposobów działania oszustów. E-maile, SMS-y i wiadomości z mediów społecznościowych są sfałszowane, co powoduje, że wyglądają jakby pochodziły z wiarygodnego, zaufanego źródła. Czasami to „źródło” – na przykład fałszywy dostawca kart kredytowych, bank lub urzędnik państwowy – nakłania do zapłaty za produkt czy usługę za pomocą kryptowalut. Stosując socjotechniki i ponaglenia, cyberprzestępcy liczą na nieprzemyślane decyzje ofiar ataku. Warto więc dokładnie czytać otrzymywane wiadomości, weryfikować ich prawdziwość u źródła i nie działać w pośpiechu – tłumaczy Kamil Sadkowski z ESET.

Złośliwe aplikacje kryptowalutowe

Cyberprzestępcy nierzadko umieszczają w sklepach z aplikacjami własne fałszywe aplikacje, podszywające się pod legalne aplikacje kryptowalutowe. Instalacja takiego fałszywego programu może skończyć się zarówno utratą naszych danych, jak i pieniędzy, tym bardziej, jeśli pobierzemy go z nieoficjalnego sklepu z aplikacjami. Program potrafi zainfekować urządzenie ofiary, wykraść hasła do portfela kryptowalut lub nakłaniać do płacenia za nieistniejące usługi.

Jak nie paść ofiarą – zbiór podstawowych zasad bezpieczeństwa

  • Nigdy nie podawaj danych logowania, finansowych ani osobowych, nawet jeśli wiadomość została przesłana przez Twojego znajomego. W rzeczywistości może to być cyberprzestępca, który przejął pocztę e-mail lub konto w mediach społecznościowych. W takim przypadku skontaktuj się ze znajomym, korzystając z innego kanału komunikacji, i zapytaj, czy wysłał do Ciebie wiadomość z ofertą inwestycyjną.
  • Czytając wiadomości mailowe lub otrzymując atrakcyjne oferty inwestycyjne kieruj się zasadą „Jeśli coś jest zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe, to zwykle tak właśnie jest”. Podchodź sceptycznie do wszelkich ofert inwestycyjnych i nie angażuj się w nie bez dodatkowej weryfikacji.
  • Włącz uwierzytelnianie wieloskładnikowe dla wszystkich kont kryptowalutowych, które posiadasz.
  • Odrzucaj wszelkie „możliwości” inwestycyjne, które wymagają płatności z góry.
  • Nigdy nie korzystaj z nieoficjalnych sklepów z aplikacjami i nie ściągaj podejrzanych aplikacji kryptowalutowych.
  • Korzystaj z oprogramowania anty-malware na komputer i urządzenia mobilne od renomowanego dostawcy.

– Najlepszą bronią do walki z oszustwami jest zdrowy rozsądek i krytyczne spojrzenie. Niestety żyjemy w czasach, w których nie wszystko, co czytamy w sieci, jest prawdą, a wiele informacji jest tworzonych specjalnie, by nas oszukać. Dlatego, aby uniknąć oszustwa, pamiętajmy o podstawowych zasadach bezpieczeństwa – podsumowuje ekspert ESET.

Wyniki Grupy Banku Millennium po 4 kwartałach 2021 r.

Rok 2021 w Banku Millennium – wzrost przychodów podstawowych, rekordowa sprzedaż kredytów, wyniki finansowe obciążone rezerwami na kredyty walutowe.

Wstępne wyniki i działalność Grupy Kapitałowej Banku Millennium po 4 kwartałach 2021 roku

Skonsolidowany wynik netto grupy Banku Millennium po 4 kwartałach 2021 roku wyniósł – 1,332 mld zł (-509 mln zł w 4 kwartale). Wynik obciążyły rezerwy na ryzyko prawne związane z portfelem walutowych kredytów hipotecznych (bez Euro Banku) w wysokości 2,086 mld zł (662 mln zł w 4 kwartale), koszty indywidualnych rozwiązań polubownych z kredytobiorcami kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich w wysokości 364 mln zł (144 mln zł w 4 kwartale) oraz koszty prawne związane z kredytami walutowymi. Po wyłączeniu powyższych obciążeń w 2021 roku Grupa zaksięgowałaby 1,097 mld zł zysku netto (306 mln zł tylko w 4 kwartale). Rekordowa wartość sprzedaży nowych kredytów hipotecznych 9,8 mld zł (+46% r/r) i pożyczek gotówkowych 5,6 mld zł (+21% r/r) przyczyniła się do wzrostu akcji kredytowej Grupy o 7% r/r netto.

– Mimo niepewności związanej z kolejnymi falami pandemii w 2021 roku osiągnęliśmy dobre wyniki operacyjne i biznesowe. Przychody z działalności podstawowej i efektywność kosztowa pozostały na wysokim poziomie, z powodzeniem rozwijaliśmy proces digitalizacji. Obecnie 2,3 mln klientów to klienci cyfrowi, a 1,9 mln osób to aktywni użytkownicy bankowości mobilnej. 2021 był kolejnym rokiem historycznych rekordów detalicznej akcji kredytowej. Sprzedaż nowych kredytów hipotecznych osiągnęła wartość 9,8 mld zł (+46% r/r), a pożyczek gotówkowych 5,6 mld zł (+21% r/r), odzyskaliśmy również tempo pozyskiwania nowych klientów. Warto podkreślić, że utrzymaliśmy bardzo wysoki poziom satysfakcji klientów. Odzwierciedla to osiągany przez Bank Net Promoter Score, który należy do najwyższych w polskim sektorze bankowym zarówno dla klientów indywidualnych jak i korporacyjnych. Kolejny pozytywny element to wzrost sprzedaży w leasingu do wartości 3,9 mld zł (+57%) i faktoringu, gdzie obrót fakturami wyniósł 27,2 mld zł (+17%). Wydarzeniem roku było ogłoszenie nowej Strategii na lata 2022-2024 zatytułowanej „Inspirują nas ludzie”, która jest efektem pracy wielu zespołów oraz wynika bezpośrednio z wiedzy i inspiracji pracowników. Strategia zakłada inteligentny wzrost, solidny rozwój biznesu i dalszy postęp technologiczny – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

Następujące wydarzenia 2021 roku, determinujące poprawę wyników r/r są naszym zdaniem szczególnie warte podkreślenia:

  • znaczne przyspieszenie odbudowy wyniku odsetkowego z 4kw21 przynoszącym wzrost 15% r/r do poziomu 108% poprzedniego rekordowego poziomu z 4kw19;
  • przyspieszenie poprawy kwartalnej marży odsetkowej (298 p.b. w 4kw21 z poziomu 261 p.b. w 3kw20, do poziomu jedynie 1 p.b. poniżej dotychczasowego szczytu na poziomie 299 p.b. w 3kw19 oraz 49 p.b. powyżej najniższego poziomu 249 p.b. w 3kw20);
  • ponad-rynkowy poziom wzrostu kredytów (kredyty netto +7% r/r) pomimo szybkiej redukcji portfela walutowych kredytów hipotecznych; solidne wartości produkcji kredytów detalicznych odegrały tu kluczową rolę – wypłaty kredytów hipotecznych w 4kw21 osiągnęły nowy rekordowy poziom 2,8 mld zł, co oznacza wzrost o 33% r/r (2021: 9,8 mld zł, wzrost o 46% r/r) przekładający się na udział rynkowy 13,3% w porównaniu z 12,2% w 4kw20 (2021: 12.5% vs.12,2% w 2020), natomiast produkcja pożyczek gotówkowych w 3kw21 osiągnęła poziom 1,3 mld zł, co prawda niższy kw/kw, ale istotnie powyżej poziomu w tym samym okresie roku ubiegłego (2021: 5,6 mld zł, wzrost 21% r/r); niezależnie od tego nasz portfel walutowych kredytów hipotecznych brutto zmniejszył się o 28% r/r, co jest wynikiem spłat, tworzenia rezerw (zgodnie z MSSF9 rezerwy na ryzyko prawne księguje się jako pomniejszenie wartości brutto zasądzonych kredytów) i konwersji na kredyty złotowe negocjowanych przez Bank oraz kredytobiorców („ubruttowione” walutowe kredyty hipoteczne w CHF z wyłączeniem d. Euro Banku spadły o 17% r/r); w wyniku tych czynników udział walutowych kredytów hipotecznych w kredytach Banku brutto ogółem zmniejszył się do 12,4% (kredyty udzielone przez BM:11,4%) z poziomu 18,3% (17,0%) na koniec roku 2020;
  • poprawa efektywności kosztowej w wyniku stałego wzrostu ucyfrowienia naszego biznesu, jak również relacji z klientami i silnej odpowiedzi kosztowej na presje przychodowe na początku roku; zmniejszona liczba pracowników (liczba aktywnych pracowników zmniejszyła się o 357, tj. 5% od końca 2020 r.), trwająca optymalizacja naszej sieci dystrybucji fizycznej (liczba oddziałów własnych zmniejszyła się o 37 jednostek, tj. 8% w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy) komplementarna w stosunku do rosnącego udziału usług cyfrowych (klienci cyfrowi: 2,3 mln, wzrost o 10% r/r, aktywni użytkownicy bankowości mobilnej: 1,9 mln, wzrost o 16% r/r); kosztowe działania optymalizacyjne nie tylko prowadziły do nominalnej redukcji kosztów operacyjnych, lecz również przełożyły się na znaczną poprawę efektywności kosztowej; raportowany wskaźnik koszty/dochody („K/D”) nieznacznie wzrósł do 47,0% w 4kw21 z 45,9% w tym samym okresie poprzedniego roku, ale wskaźnik K/D z wyłączeniem BFG, portfela FV, kosztów prawnych, kosztów dobrowolnych konwersji oraz wpływu pozycji kompensujących rezerwy utworzone na walutowe kredyty hipoteczne dot. portfela d. Euro Banku zmniejszył się w ciągu roku do poziomu 38%);
  • stabilna jakość portfela kredytowego i w rezultacie niski koszt ryzyka (39 p.b. w 4kw21 w por. z 55 p.b. w 4kw20, 2021: 37 p.b. vs. 2020: 83 p.b.), które odzwierciedlają pozytywne trendy w jakości zarówno portfela detalicznego jak i korporacyjnego oraz dalszą sprzedaż kredytów zagrożonych (NPL) (w 4kw21 dodatni wpływ na linię koszt ryzyka w wys. 30 mln zł przed podatkiem); wskaźnik NPL zmniejszył się do 4,4% w grudniu 2021 r. z niemal 5,0% rok wcześniej;
  • depozyty klientów wzrosły w kwartale (i wzrosły 12% r/r) z depozytami korporacyjnymi rosnącymi 1% kw/kw i depozytami detalicznymi rosnącymi 2%; płynność Banku pozostawała na bardzo komfortowym poziomie ze wskaźnikiem K/D w wysokości 86,0%;
  • wskaźniki kapitałowe nieco się obniżyły w kwartale (skonsolidowany TCR: 17,1%/T1: 14,0% w porównaniu z odpowiednio 18,2%/15,1% na koniec września), gdyż zmniejszenie kapitałów własnych było większe niż spadek aktywów ważonych ryzykiem (RWA);
  • aktywa zarządzane zarówno przez Millennium TFI, jak i fundusze zewnętrzne spadły o 6% kw/kw do ponad 8,9 mld zł ze wzrostem r/r o 6%.

Udział w kluczowych segmentach rynkuUdział w kluczowych segmentach rynku

Firma OX2 rozpoczęła budowę farmy wiatrowej w gminie Kraśnik

Siedem turbin wiatrowych o łącznej mocy ponad 24 MW powstanie na terenie gminy Kraśnik. To jedna z największych inwestycji realizowanych w tym regionie. Firma OX2 jest obecna w gminie już od dawna. Przygotowania do rozpoczęcia przedsięwzięcia trwały kilka lat. OX2 odpowiada obecnie za budowę projektu, który planowo zostanie oddany do użytku w 2024 roku. Po zakończeniu budowy firma odpowiedzialna będzie za techniczne i komercyjne zarządzanie projektem.

OX2 nabyła projekt farmy wiatrowej Kraśnik w listopadzie 2020 roku, a obecnie jako inwestor zastępczy realizuje prace budowlane w formule „pod klucz” w ramach umowy zawartej z Equitix. Na inwestycję złoży się siedem turbin wiatrowych zlokalizowanych w gminie Kraśnik. Ruszyły już prace przygotowawcze w celu rozpoczęcia budowy z pełną mocą w przyszłym roku. Inwestycja zacznie się od zbudowania punktu przyłączenia, czyli podstacji energetycznej. Znajdzie się ona w sąsiedztwie obecnej stacji GPZ Budzyń, lubelskiego Oddziału PGE Dystrybucja. Następnie zostaną przygotowane drogi dojazdowe do elektrowni i przyłączone kable podziemne. Z infrastruktury drogowej po zakończeniu inwestycji korzystać będą mogli także mieszkańcy gminy. Trzeci etap to postawienie fundamentów pod turbiny i montaż bardzo nowoczesnych generatorów energii wiatrowej (pot. „turbin”) duńskiego wytwórcy Vestas. Dostawy elementów turbin są planowane na 2022 rok. Wiatraki powstaną w sąsiedztwie miejscowości Dąbrowa-Bór, a czas budowy farmy to około dwa lata. Przedsięwzięcie odbędzie się pod pełnym nadzorem OX2. Farma wiatrowa w gminie Kraśnik zostanie planowo oddana do użytkowania w 2024 roku. Po zakończeniu budowy będzie zarządzana przez OX2.

Roman Dębski, kierownik projektu „Farma Wiatrowa Kraśnik” z OX2, mówi:

„Inwestycja, którą realizujemy w gminie Kraśnik jest jedną z największych w tym regionie. Składa się na nią nie tylko sama farma wiatrowa, którą obecnie budujemy, ale także towarzysząca jej infrastruktura. W planach mamy przygotowanie dróg dojazdowych, z których w przyszłości skorzystają miejscowi rolnicy podczas dojazdu do swoich pól. Chcemy być dobrym sąsiadem mieszkańców gminy, dlatego już teraz wspieramy ważne, lokalne inicjatywy – jak kraśnicki półmaraton czy triathlon, które odbyły się latem. Z działań prospołecznych, ale też proekologicznych nie zamierzamy rezygnować i w przyszłości podejmiemy kolejne – w uzgodnieniu z przedstawicielami lokalnych władz samorządowych, a także z samymi mieszkańcami”.

OX2 dodatkowo planuje dalsze zarządzanie farmą wiatrową w gminie Kraśnik, co zostało już zabezpieczone odpowiednim kontraktem. Zespół specjalistów OX2 będzie czuwać nad jej prawidłowym funkcjonowaniem i monitorowaniem pracy farmy, zapewniając także niezbędne przeglądy techniczne oraz wszelkie czynności gwarantujące jej sprawne funkcjonowanie.

Łączna roczna produkcja energii z obiektu w Kraśniku jest szacowana na ok. 79 GWh, co pokrywa roczne zapotrzebowanie dla ponad 16 tysięcy gospodarstw domowych i pozwala na uniknięcie emisji blisko 28 tysięcy ton CO2 każdego roku. Dodatkowo co roku właściciel farmy będzie przekazywać do budżetu gminy podatek, dzięki czemu będą mogły w niej powstać lokalne inwestycje stworzone z myślą o mieszkańcach, jak np. chodniki, oświetlenia ulic czy boiska.

Farma wiatrowa Kraśnik to czwarty już obok Sulmierzyc, Grajewa i Huszlewa obiekt, przy którym OX2 rozpoczyna prace budowlane w ciągu niespełna półtora roku. Obecnie firma jest w trakcie budowy czterech farm wiatrowych o mocach między 20 MW a 45 MW.

Informacje o farmie wiatrowej:

  • 7 turbin wiatrowych (24,15 MW) Vestas V126-3,45 MW o wysokości całkowitej 200 metrów
  • Średni prognozowany poziom produkcji energii: 79 GWh
  • Przewidywany termin uruchomienia: 2024
  • Dostawca turbin: Vestas
  • Generalny wykonawca: Electrum

Blisko połowa firm z branży obróbki metali planuje inwestycje w park maszyn i urządzeń

Prawie połowa MŚP z branży obróbki metali (47 proc.) spodziewa się wzrostów sprzedaży krajowej w ciągu najbliższych miesięcy, a 4 firmy na 10 przewidują, że w ciągu roku wzrośnie także eksport – wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce. Aby utrzymać poziom konkurencyjności co drugie badane przedsiębiorstwo z branży planuje inwestować w odnowienie parku maszyn i urządzeń (48 proc.) oraz w automatyzację procesów produkcji (46 proc.). Jak wynika z badania, co trzecia firma (33,7 proc.) inwestując w park MiU korzysta wyłącznie z zewnętrznego finansowania, a co czwarta (26,1 proc.) stawia na dywersyfikację – finansowanie zewnętrzne połączone ze środkami własnymi.

Aktualny odczyt sub-indeksu MiU dla branży obróbki metali wynosi 52,93 pkt. Taki wynik wskazuje, że firmy obrabiające metale mają dziś znacząco wyższy potencjał do konkurowania niż we wrześniu 2020 roku, gdy wartość sub-indeksu MiU była o 11,36 pkt niższa. Przedsiębiorstwa z branży coraz lepiej oceniają swoją zdolność do podejmowania aktywności eksportowej i zwiększania sprzedaży w kraju – w kolejnych miesiącach można się więc spodziewać coraz większej ich ekspansji na nowe rynki. Oznacza to również niższe ryzyka dla sektorów współpracujących z przetwórcami metali.Rośnie potencjał do konkurowania branży obróbki metali

Branża optymistycznie patrzy w przyszłość

Branża obróbki metali jest obecnie w dobrej kondycji do konkurowania o czym świadczy nie tylko odczyt sub-indeksu MiU, lecz także samoocena przedsiębiorców. Obecnie 3 na 10 pytanych przedsiębiorców z tej branży (33 proc.) ocenia że jest lepiej niż jeszcze rok temu przygotowanych do podejmowania rynkowej rywalizacji. Z kolei 4 na 10 (42 proc.) jest zdania, że w ciągu najbliższych miesięcy ich zdolność do konkurowania jeszcze się poprawi.

– Wybuch pandemii i pojawienie się obostrzeń powodujących przestoje w funkcjonowaniu wielu gałęzi gospodarki, pozostały nie bez wpływu na zdolność tej branży do konkurowania. Obecnie jednak cały rynek traktuje już pandemię jako nieodłączną część rzeczywistości, a badani przez nas przedsiębiorcy wskazują, że to niedobór pracowników oraz coraz wyższe koszty zakupu surowców są dla nich największymi trudnościami do przezwyciężenia. Wpływ na cały sektor ma także rosnąca inflacja oraz coraz wyższe ceny prądu i gazu. Mimo tego, wydaje się, że branża ma powody optymistycznie patrzeć w przyszłość. Warto zwrócić uwagę chociażby na globalną tendencję do stawiania na zrównoważony rozwój. Z jednej strony firmy będą musiały dostosować swoją działalność do nowych wymagań rynku, jednak z drugiej, rozwój infrastruktury OZE oraz zainteresowanie elektromobilnością z dużym prawdopodobieństwem wzmocni popyt na metale – mówi Grzegorz Jarzębski, Country Head of Sales w Siemens Financial Services w Polsce.

Perspektywy eksportu i sprzedaży krajowej są optymistyczne

Największy wpływ na wzrost wartości sub-indeksu MiU dla branży obróbki metali, miały zmiany w obszarze sprzedaży krajowej oraz eksportowej. Obecnie blisko połowa przedsiębiorców z tej branży (47 proc.) spodziewa się wzrostów sprzedaży krajowej w ciągu najbliższych miesięcy, a 4 na 10 badanych firm przewiduje, że w ciągu roku wzrośnie także eksport. Oznacza to, że przedsiębiorcy z dużo większym optymizmem podchodzą do tych obszarów niż jeszcze podczas ubiegłego badania, przeprowadzonego po pierwszej fali pandemii Covid-19.Firmy planują inwestować w MiU i automatyzację

Firmy planują inwestować w MiU i automatyzację

W ciągu najbliższych miesięcy 4 na 10 (43 proc.) firm obrabiających metale planuje inwestycje w maszyny. Ponadto niemal połowa chciałaby w przyszłości zwiększyć nakłady na odnowienia parku maszyn i urządzeń (48 proc.) oraz podnieść automatyzację procesów produkcji (46 proc.), tak by w ten sposób wzmocnić swoją konkurencyjność. Więcej niż połowa (65 proc.) przedsiębiorstw z branży, która planuje nabycie maszyn zainteresowana jest kupnem wyłącznie nowych urządzeń.Inwestycje w MiU sposobem na optymalizację

Warto podkreślić, że łącznie prawie 60 proc. przedsiębiorstw z branży obróbki metali, finansując inwestycje w park maszynowy, angażuje środki zewnętrzne. Co trzecia firma (33,7 proc.) korzysta wyłącznie z  zewnętrznego finansowania przy tego typu inwestycjach, a co czwarta (26,1 proc.) stawia na dywersyfikację – finansowanie zewnętrzne połączone ze środkami własnymi.

Inwestycje w MiU sposobem na optymalizację

Dla wielu firm posiadających maszyny i urządzenia inwestycja w MiU staje się dziś jednym z podstawowych sposobów na utrzymywanie zdolności do konkurowania. Badani przez Siemens Financial Services w Polsce przedstawiciele branży zostali zapytani między innymi o to, jakie ich zdaniem trendy w maszynach będą w najbliższym czasie kluczowe. Wśród najczęściej wymienianych znalazły się zwiększanie zakresu materiałów obrabianych w ramach jednej maszyny (24 proc.) oraz zwiększanie mocy obliczeniowej maszyn (21 proc.).

Wśród wyzwań przed jakimi staje branża coraz częściej pojawia się brak wykwalifikowanych pracowników. Stąd też automatyzacja procesów oraz odpowiedni dobór maszyn i urządzeń stają się kluczowe. .  Pozwalają również na optymalizację produkcji, tak ważnej dla rentowności przedsiębiorstwa, szczególnie w obecnej rzeczywistości. Trzeba jednak pamiętać, że umacnianie swojej przewagi rynkowej i wyprzedzanie konkurencji wymaga między innymi dysponowania najnowszymi maszynami i systematycznego odnawiania parku MiU, a do tego potrzebny jest kapitał. Pomóc w tym może zewnętrzne finansowanie, które dodatkowo zapewni większą elastyczność w zarządzaniu finansami firmy – podkreśla Aneta Rudzińska, Business Development Manager, Siemens Financial Services w Polsce.

Nota metodologiczna:

Index MiU przyjmuje wartości w skali od 0 do 100 pkt. Im wyższy odczyt, tym wyższa ocena zdolności firm do konkurowania, bardziej skupiają się one na inwestycjach w rozwój parków maszyn i urządzeń, automatyzacji oraz m.in. zwiększają skalę sprzedaży krajowej i zagranicznej. Progi newralgiczne, które świadczą o dużym wzroście lub spadku konkurencyjności wynoszą odpowiednio 60 pkt i 40 pkt. Konstrukcja indeksu opiera się na ośmiu komponentach, które w różnym stopniu wpływają na końcową wartość informującą o zdolności do konkurowania producenta. Wśród nich są m.in. odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz ich częstotliwość, automatyzacja procesów produkcji, sprzedaż krajowa i eksport czy udział oraz dostępność finansowania zewnętrznego.

Badanie z przedstawicielami 400 małych i średnich firm zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research we wrześniu 2021 r. Uczestnikami badania byli przedsiębiorcy z branży poligraficznej, spożywczej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych z całej Polski, posiadający własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).

Żabka zainwestowała w start-up Mięsna Paczka

Mięsna Paczka rewolucjonizuje rynek dostaw ekologicznego, certyfikowanego mięsa na polskie stoły. Start-up pozyskał 4,15 mln zł finansowania w ramach rundy seed. Wśród inwestorów znalazła się Grupa Żabka oraz dwa fundusze kapitałowe LT Capital i CofounderZone wraz z aniołami biznesu. Pozyskane z rundy środki Mięsna Paczka zamierza przeznaczyć na rozwój biznesu na polskim rynku.

Założenia Mięsnej Paczki są proste – chce dostarczać na stoły rodzin w Polsce prawdziwie ekologiczne mięso z certyfikowanych polskich hodowli. Ma być zawsze świeże, bezpieczne, bez antybiotyków, hormonów oraz bez GMO, a jego skład i pochodzenie gwarantowane są unijnym certyfikatem zielonego listka PL-EKO-09. Co więcej, można je w prosty i wygodny sposób zamówić do domu przez Internet.

Twórcą start-upu jest Damian Kopecki, który na własnej skórze przekonał się, jak trudny jest dostęp do prawdziwie ekologicznego mięsa. – Po trzydziestce chciałem jeść zdrowiej i ograniczać ilość spożywanego mięsa, zwracając szczególną uwagę na jego jakość. Szukając ekologicznych produktów, zdałem sobie sprawę, jak ciężko jest kupić wysokiej jakości żywność, a w szczególności świeże ekologiczne mięso. Pomysł na Mięsną Paczkę wziął się z potrzeby, a ja postawiłem sobie za zadanie, aby dobre produkty stały się po prostu szeroko dostępne i obecne na stołach rodzin w Polsce – mówi Damian Kopecki, twórca start-upu.

Mięsna Paczka to zgrany zespół oraz sprawdzeni, certyfikowani dostawcy z ekologicznych gospodarstw z całej Polski. Gwarancją jakości produktów jest także proces mrożenia przeprowadzany w szczycie świeżości mięsa. Jak do tej pory, Mięsna Paczka podbiła już serca stałych klientów, którzy nie tylko dokonują regularnych zakupów, ale też dzielą się w rozmowach z zespołem start-upu niezwykle pozytywną informacją na temat jakości produktów, sposobu ich pakowania i wygody, jaką zapewnia im regularna dostawa. Do idei dostawy ekologicznego, świeżego mięsa wprost do domu klienta, Damian Kopecki przekonał inwestorów, od których w rundzie seedowej pozyskał ponad 4 mln złotych na rozwój projektu.

– W ramach Grupy Żabka rozwijamy i wdrażamy wiele nowatorskich projektów, które mają ułatwiać życie konsumentom i odpowiadać na ich zmieniające się potrzeby takie jak m.in. wygoda, zdrowy tryb życia, personalizacja. Częścią tej strategii jest wsparcie innowacyjnych firm w początkowej fazie rozwoju, zwłaszcza jeśli stoją za nimi doświadczeni menadżerowie z pasją i misją zbieżną z naszymi celami biznesowymi. Chcemy stymulować rozwój produktów, usług i modeli biznesowych, które podążają za najnowszymi trendami konsumenckimi i technologicznymi oraz tworzą nową jakość w handlu. Mięsna Paczka i jej założyciele idealnie wpisują się w tę definicję – mówi Tomasz Blicharski, Wiceprezes Zarządu, Dyrektor Zarządzający Żabka Future.

Projekt Mięsnej Paczki spotkał się także z zainteresowaniem funduszy kapitałowych, które poszukują projektów nie tylko innowacyjnych, ale też zgodnych z najnowszymi trendami gospodarki cyrkularnej. – Jedną z naszych podstawowych dewiz jest wsparcie liderów zmiany, a Mięsna Paczka na wielu płaszczyznach jest uosobieniem tej idei. Jesteśmy przekonani, że to właśnie Damian jest osobą, która w naszej ocenie jest w stanie wywołać pozytywny ruch w podejściu Polaków do konsumpcji mięsa – podkreśla Konrad Gawłowski, Investment Director w LT Capital.

– Jako fundusz, jak i aniołowie biznesu, którzy zaangażowali się w Mięsną Paczkę, widzimy potencjał leżący w projekcie i jego innowacyjnej formule, niespotykanej na polskim rynku. Przede wszystkim jednak widzimy dużą wartość w zespole, który skutecznie rozwija start-up, kierując się chęcią wykreowania pozytywnych zmian w trendach żywieniowych swoich potencjalnych klientów — mówi dr Tomasz Goliński, Founding Partner w CofounderZone.

Start-up zamierza przeznaczyć pozyskane od inwestorów środki na rozwój zespołu, zaplecza operacyjno–logistycznego oraz działania pozwalające na dotarcie do jak największego grona klientów.

– Przy zwiększeniu skali działalności projektujemy nasze działania tak, aby móc utrzymać wysoką jakość. Jesteśmy obecnie w niezwykle ważnym dla nas momencie, dlatego tym bardziej cieszą mnie pozyskane na rozwój środki od inwestorów. Są one nie tylko paliwem do szybkiego wzrostu, ale idą za nimi także zaangażowanie i doradztwo ze strony inwestorów – podsumowuje Damian Kopecki, założyciel Mięsnej Paczki.

Cięcie tlenowe — jakie palniki będą najlepszym wyborem?

Wybór odpowiedniego palnika to kwestia kluczowa dla efektywności cięcia tlenem. To on gwarantuje odpowiednie warunki cięcia tlenem dla konkretnych materiałów i oczekiwanych efektów. Jakie palniki są dzisiaj najpopularniejsze? Które z nich najlepiej wybrać?

Cięcie tlenowe i rola palnika

Warto zacząć od tego, czym jest i do czego służy cięcie tlenem. Otóż jest to metoda obróbki metali. Aby możliwe było cięcie metali tlenem, niezbędny jest palnik. Odpowiada on za wymieszanie tlenu z łatwopalnym gazem. Najpowszechniej są dzisiaj wykorzystywane palniki acetylenowo-tlenowe. Zastosowania tego typu urządzeń są bardzo różne. Drugim najpopularniejszym jest palnik propanowy. 

Acetylen lub propan odpowiadają za stopienie materiału, który ulatnia się w formie tlenku metalu. Dzięki temu tlen pod ciśnieniem ma możliwość przecięcia materiału. Profesjonalne palniki  oferują wyspecjalizowane firmy. Jedną z nich jest Eckert oferujący wycinarki tlenowe. Mowa o firmie z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem w branży.

Od rodzaju gazu generowanego przez palnik zależą parametry cięcia. Są to przede wszystkim tempo i maksymalny poziom nagrzewania, a także możliwości w zakresie grubości obrabianego materiału. O tym, kiedy cięcie tlenowe najlepiej przeprowadzić z użyciem acetylenu, a kiedy z wykorzystaniem propanu, traktuje dalsza część tekstu.

Tlen acetylen zastosowanie

Jeśli chodzi o palniki acetylenowo tlenowe zastosowania tych urządzeń są bardzo szerokie. Dzisiaj to najpowszechniej wykorzystywane urządzenia w cięciu tlenem. Dlaczego? Wynika to z faktu, że acetylen gwarantuje osiągnięcie bardzo wysokiej temperatury. Co więcej, dzieje się to szybko. 

Tym samym jeśli chodzi o tlen acetylen, to zastosowanie tego połączenia umożliwia cięcie różnorodnych materiałów. Poza stalą niskostopową, odpowiednie warunki cięcia tlenem umożliwiają również obróbkę m.in.: mosiądzu, żeliwa, brązu, a nawet tytanu.

Dzięki powyższym właściwościom palnik acetylenowy stosuje się w dużych zakładach przemysłowych, gdzie istotne jest tempo realizacji pracy. Jednak znajduje zastosowanie także w niewielkich warsztatach. Niestety palniki te posiadają również pewne wady. 

Przede wszystkim ich eksploatacja jest stosunkowo droga. Ponadto ze względu na wyjątkowo wysoką temperaturę korzystanie z nich jest niebezpieczne. Dlatego też jeśli chodzi o cięcie palnikiem acetylenowo tlenowym BHP jest niezwykle ważne. Trzeba również wspomnieć o szerokiej strefie wpływu ciepła. Sprawia ona, że palniki acetylenowe nie sprawdzają się w cięciu tlenem cienkich materiałów.

Palniki propanowe do cięcia tlenem

Alternatywę dla palników acetylenowo tlenowych stanowią modele propanowo tlenowe. Nagrzewają się one wolniej i do niższych temperatur. Dlatego też cięcie tlenowe z ich użyciem trwa nieco dłużej. Ponadto jest ograniczone tylko do materiałów o niskiej temperaturze zapłonu. Jednak w wielu przypadkach palniki te okazują się całkowicie wystarczające. 

Jeśli nie zachodzi konieczność optymalizacji czasu pracy, a obróbce poddawana jest stal niskostopowa, propan to dobry wybór. Należy podkreślić, że realizacja cięcia tlenem z użyciem palnika propanowo tlenowego jest zdecydowanie tańsza.

Zasadniczo parametry pracy palników acetylenowo tlenowych są lepsze niż tych propanowo tlenowych. Modele te dają zdecydowanie większe możliwości. Nie oznacza to jednak, że ich użycie zawsze jest najlepszym możliwym wyborem. Tak naprawdę decyzja powinna być uzależniona od specyfiki danego zadania, możliwości finansowych i innych indywidualnych potrzeb.

Dbają o stan psychiczny młodzieży

Zdrowie psychiczne jest jednym z trzech najważniejszych tematów wybieranych przez młodzież działającą społecznie, potwierdza fundacja Zwolnieni z Teorii. Drugiego lutego, w Dniu Pozytywnego Myślenia warto przypomnieć o tym, jak ważnym elementem życia jest dobrostan psychiczny.

  • Wzrasta zainteresowanie młodzieży zdrowiem, w tym przede wszystkim zdrowiem psychicznych, informują organizatorzy olimpiady Zwolnieni z Teorii.
  • Młodzież próbuje przeciwdziałać problemom zdrowia psychicznego m.in. poprzez edukowanie rówieśników w mediach społecznościowych o tym, czym jest depresja.

Temat zdrowia psychicznego jest niezwykle istotny, zwłaszcza w trakcie pandemii, która znacząco wpłynęła na pogorszenie zdrowia psychicznego młodzieży. Zgodnie z opinią psychologów oraz badaniami Uniwersytetu w Ohio czy Uniwersytetu Nottingham, pozytywne myślenie ma dobry wpływ na ogólny dobrostan człowieka. Jednak trwająca od 2 lat pandemia koronawirusa znacznie nadwyrężyła stan zdrowia psychicznego młodzieży. Według Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej z 2020 roku, pandemia COVID-19 wpłynęła w Polsce na wzrost poczucia osamotnienia wśród młodzieży (28%), wzrost poziomu stresu szkolnego (57% dziewczyny, 38% chłopcy) czy wzrost liczby osób mających myśli samobójcze (17% dziewczyn).

– Nastolatkowie słyszą często „idź pobiegaj”, „uśmiechnij się” i wiele innych komentarzy, które nie wnoszą niczego pozytywnego do życia. Kolejny rok pandemii i ciągła zmiana sposobu nauczania powoduje, że młodzi ludzie są odsuwani od kontaktu z bliskimi w klasie czy szkole, a to źle wpływa na budowanie relacji. Trudno się dziwić, że w związku z tym coraz częściej mają do czynienia z depresją, poczuciem odosobnienia, cyberprzemocą. Te wszystkie czynniki skutkują negatywnym myśleniem, a mogą doprowadzić nawet do samobójstw – mówi Emir Chahed, jeden z organizatorów programu w Zwolnionych z Teorii.

Skąd biorą się problemy psychiczne młodzieży? Czy szkoła jest przyjaznym miejscem dla dzieci? Czym jest przemoc i jak jej przeciwdziałać? Jak rozmawiać z bliskimi o tym, co nas boli? Na te i inne pytania postanowiła odpowiedzieć grupa ponad 257 uczestników olimpiady Zwolnieni z Teorii, którzy realizują 53 projekty w programie pod patronatem Enei „Energia dla zdrowia”. Do końca kwietnia realizują własne projekty w ponad 40 miastach w całej Polsce, m.in. w Szczecinie, Wrocławiu, Warszawie, Gdyni, Łodzi i Sanoku. Dodatkowo otrzymają wsparcie od Enei, która pomoże młodzieży promować swoje projekty w mediach społecznościowych oraz – czerpiąc z własnego doświadczenia – wskaże, jak realizować projekty prozdrowotne. Firma już po raz trzeci wspiera młodzież w działaniach społecznych.

– Działania na rzecz polepszenia dobrostanu psychicznego społeczeństwa, szczególnie w dobie pandemii, są dla nas bardzo ważne. Doceniamy kreatywność młodego pokolenia, liderów przyszłości, którzy chcą zmieniać świat na lepszy – komentuje Joanna Mularczyk, kierowniczka Biura Społecznej Odpowiedzialności Biznesu w Enei. – Cieszy nas, że w ramach Zwolnionych z Teorii dzielimy się doświadczeniami związanymi np. z organizowanym w Grupie Enea od kilku lat projekcie „Misja profilaktyka”, którego celem jest edukacja w zakresie profilaktyki zdrowia fizycznego i psychicznego. Wspieramy także działania zapobiegające cyberprzemocy wśród młodzieży, oraz – dzięki zaangażowaniu Fundacji Enea – program bezpłatnej, zdalnej pomocy psychologicznej dla osób dorosłych z problemami psychicznymi – dodaje Joanna Mularczyk.

Młodzież chce pomagać swoim rówieśnikom. Widać to w liczbach. W rekordowej edycji olimpiady Zwolnieni z Teorii widać wzrost zainteresowania tematyką zdrowia i sportu. W minionej edycji założono 445 projektów o temacie „zdrowie i sport”, w tegorocznej edycji jest ich aż o 72 więcej. Jednym z nich jest warszawska „Szkoła Życia”, której twórcy postanowili wesprzeć uczniów doświadczających negatywnych emocji związanych ze szkołą. Zespół ze Szczecinka realizujący projekt „Na straży dojrzewania”, stworzył natomiast bajkę terapeutyczną, pokazującą, z czym boryka się współczesna młodzież. Olsztyński zespół stworzył platformę „Każdy jest ważny”, w ramach której informuje, jak można pomóc i gdzie szukać wsparcia, kiedy dotyka nas kryzys psychiczny.3xzdrowie

Osłabienie złotego może sprzyjać inwestycjom w złoto

Pandemia nie sprzyjała inwestowaniu w złoto. Jednak korzyści z inwestowania w ten kruszec inaczej mogą oceniać polscy inwestorzy, ze względu na słabość złotego wobec dolara. Ta słabość może się pogłębiać, co sprzyjać będzie kupowaniu złota za złotego.

Przez rok złoto potaniało o 0,35%. W kontraktach terminowych jego cena to niespełna 1 800 USD/uncja.

– Inwestorzy obawiali się inflacji, która wystrzeliła w wartościach o wiele powyżej oczekiwań rynku, taka sytuacja powinna sprzyjać rynkowi złota, tak się jednak nie stało ponieważ inwestorzy szukali ponadprzeciętnej rentowności jednocześnie akceptując wysoki poziom ryzyka, a takiego potencjału nie widzieli w złocie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią.

Inwestorzy nie widzieli w złocie potencjału na wielkie zyski, a teraz czekają na decyzje Fed o podwyżkach stóp procentowych, obstawiając wariant, że dojdzie do czterech lub pięciu podwyżek, choć wcześniej spodziewano się tylko trzech. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że pierwsza z nich ogłoszona zostanie w marcu ponieważ Fed realizuje dwa cele, dotyczące rynku pracy i inflacji. Sytuacja na rynku pracy w USA jest satysfakcjonująca, natomiast osiągniecie 2% inflacji oddala się, stąd coraz bardziej „jastrzębie” nastawienie Fed.

– Teoretycznie podwyżki stóp procentowych nie pomogą rynkowi metali szlachetnych, ponieważ korzystniejszą alternatywą do inwestowania okażą się obligacje, korporacyjne i skarbowe – wyjaśnia ekspert CMC Markets. – Jednak ja optuję za inną wersją. Inwestorzy instytucjonalni zaczną bardziej szanować swoje pieniądze, będą szukali innych możliwości lokowania kapitału niż inwestowania w spółki, których wzrost kapitalizacji można oceniać jako szalony i w startupy, które średnioterminowo nie przyniosą zysków.

Inwestorzy coraz bardziej doceniać będą spółki, które mają zyski i mogą wypłacać już dywidend.. Będą też bardziej szanować gotówkę. Zmniejszy się skłonność do kupowania bardzo ryzykownych aktywów. Taka sytuacja powinna sprzyjać przenoszeniu zainteresowania na złoto.

Na rynku trwają spekulacje dotyczące wprowadzeniem przez Chiny cyfrowego juana, co mogłoby wywrzeć duży wpływ na cenę złota. To może być jeden z powodów tego, że Chiny walczą z kryptowalutami. Spekulacje te nie znajdują potwierdzenia w oficjalnych danych o chińskich rezerwach złota. Faktyczny stan rezerw może jednak okazać dużo większy niż w oficjalnych informacjach.

Dowiemy się o tym więcej prawdopodobnie po zakończeniu Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Chinach. Cyfrowy juan miałby duży, długoterminowy wpływ na cenę złota. Natomiast w perspektywie krótkoterminowej kruszcu istotniejszy jest konflikt Rosji z Ukrainą.

Dla polskich inwestorów opłacalność inwestowania w złoto związana jest także z ryzykiem kursowym. W okresie roku dolar wzmocnił się wobec złotego o 8,9%. Polska waluta po krótkim okresie wzmocnienia odbiła się właśnie od poziomu konsolidacji 3,95-3,98 zł za dolara. To może zapowiadać nowe szczyty na tej parze walut, związane z osłabianiem się złotego i sprzyjałoby inwestowaniu złotego w złoto.

Finansowanie inwestycji mieszkaniowych najatrakcyjniejsze dla banków

Obecna sytuacja spowodowana pandemią ma duży wpływ na perspektywę tworzenia portfela kredytowego oraz skłonność do finansowania inwestycji na rynku nieruchomości. W porównaniu do wyników zeszłorocznego badania, można zaobserwować nie tylko ciągłe zainteresowanie finansowaniem projektów ze stabilnymi przepływami, ale również większą skłonność banków w regionie Europy Środkowo-Wschodniej do finansowania nowych inwestycji nieruchomościowych – wynika z raportu KPMG pt. „Property Lending Barometer”.

W tegorocznej edycji globalnego badania KPMG wzięło udział ponad 40 respondentów reprezentujących instytucje finansowe z 11 krajów Europy, w tym z Polski. Ankietowani odpowiadali na pytania dotyczące m.in. poziomu kredytów z utratą wartości, znaczenia finansowania nieruchomości w strategii banku, średnich wielkości kredytów oraz preferowanych klas aktywów. Tegoroczna edycja badania zawierała także nowy element oceny przez deweloperów na poszczególnych rynkach stawianych warunków w finansowaniu projektów nieruchomościowych.

Jak wynika z badania KPMG oceniającego skłonność banków w Europie Środkowo-Wschodniej do finansowania inwestycji nieruchomościowych – kredyty na finansowanie nieruchomości w 2021 r. zyskały na znaczeniu. Rozwój rynku nieruchomości, inwestycje i finansowanie dla sektora ucierpiały z powodu wpływu pandemii COVID-19 na gospodarkę. Sytuacja zaczyna jednak powoli wracać do normy, ale nie można jeszcze nazwać jej dobrą. Z jednej strony w 2021 r. pogarsza się stan portfeli kredytowych na nieruchomości, a z drugiej stopniowo poprawiają się warunki rynkowe. Co więcej, trudniejsze czasy oznaczają, że instytucje kredytowe w regionie CEE są w stanie dokonać wyboru i selekcji projektów i inwestycji, którym mogą udzielać kredytów na bardziej rygorystycznych warunkach.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2021 r. łączny wolumen inwestycji na rynku nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej wyniósł 4,9 mld euro. Inwestycje w Polsce stanowiły ponad połowę (53%) całkowitego wolumenu transakcji regionalnych, w Czechach i na Węgrzech wyniósł on odpowiednio 18% i 13% – łącznie te trzy kraje stanowiły 80% całkowitych inwestycji na rynku nieruchomości w CEE.

Polska jest nadal uważana za bardzo atrakcyjny rynek dla inwestorów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Wybuch pandemii COVID-19 spowodował pewne zawirowania na rynku nieruchomości, jednak szybkie ożywienie gospodarki zaowocowało znacznym wzrostem PKB w drugim kwartale 2021 r. o ponad 10%. Znaczny wzrost liczby transakcji na rynku nieruchomości w ostatnich miesiącach, wejście do Polski nowych inwestorów i przyciągnięcie kapitału przez nowe sektory, takie jak Private Rental Sector, utwierdza nas w przekonaniu, że Polska jest stale uznawana za rynek godny zaufania, o stabilnych warunkach finansowych – mówi Katarzyna Nosal-Gorzeń, Partner w dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.

Finansowanie inwestycji mieszkaniowych wyprzedza finansowanie inwestycji w nieruchomości przemysłowo-magazynowe
Zdaniem respondentów badania, ponad rok po wybuchu pandemii COVID-19 finansowanie inwestycji mieszkaniowych stało się najbardziej atrakcyjnym obszarem dla większości banków w regionie CEE. Na kolejnym miejscu, po spadku względem poprzedniego roku znalazło się finansowanie segmentu nieruchomości przemysłowo-magazynowych, które w trakcie pandemii wyprzedziły segment nieruchomości biurowych.

Wpływ danych makroekonomicznych, w szczególności odczytów inflacji wzbudza istotne obawy na rynku, jeśli chodzi o warunki finansowania w przyszłości. Obecny boom na rynku mieszkaniowym w Polsce to wynik istniejących braków lokali mieszkaniowych, inwestowania w mieszkania na wynajem przez osoby fizyczne, dla których nadal stopy zwrotu są atrakcyjne. Obecnie wielu inwestorów przyciąga Private Rental Sector w Polsce, a tu znaczenie kapitału własnego dla finansowanie okresu budowy ma istotne znaczenie w rozmowach w pozyskiwaniu finansowania – mówi Katarzyna Nosal-Gorzeń, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.

W poprzedniej edycji badania inwestycje przemysłowo-magazynowe znalazły się na szczycie listy najchętniej finansowanych inwestycji w sektorze nieruchomości, kiedy to w okresie lockdownu konsumenci zamiast odwiedzać centra handlowe, otrzymywali wszystkie możliwe produkty z dostawą do domu. Otwarte pozostaje pytanie, czy ostatnie trendy, takie jak praca zdalna, częściowe zastąpienie zakupów stacjonarnych zakupami internetowymi, staną się już regularnymi nawykami mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej.

O RAPORCIE:
Celem raportu KPMG International pt. „Property Lending Barometer” była ocena perspektyw i nastrojów w zakresie finansowania bankowego w sektorze nieruchomości w Europie, na podstawie opinii przedstawicieli banków. Badanie jest prowadzone i cyklicznie publikowane przez KPMG od 12 lat. W tym roku w badaniu, które odbyło się w okresie od maja do czerwca br. wzięło udział około 40 europejskich banków z 11 krajów, w tym większość banków z krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Rośnie popularność samochodów elektrycznych. Branża liczy na istotny wzrost rentowności

Ponad połowa menedżerów globalnych firm motoryzacyjnych jest przekonanych, że do 2030 roku udział pojazdów elektrycznych w rynku gwałtownie wzrośnie – wynika z globalnego badania KPMG. Jednocześnie zdaniem przedstawicieli kadry menedżerskiej firm motoryzacyjnych kwestie związane z łańcuchem dostaw i niedoborem siły roboczej są bardzo niepokojące.

W tegorocznej edycji globalnego badania KPMG, 53% ankietowanych jest przekonanych, że branża odnotuje istotny wzrost rentowności, podczas gdy tylko 38% jest zaniepokojonych perspektywami zysków. Jak wynika z badania, w którym wzięło udział 372 prezesów firm, optymizm kadry zarządzającej rozszerza się również na inne obszary, w tym zdolność branży do przetrwania kolejnego wielkiego przełomu.

Od czasu powstania przemysłu motoryzacyjnego 130 lat temu producenci samochodów rzadko mieli do czynienia z takim wachlarzem zmian technologicznych i biznesowych. Samochody na abonament, wszechobecne i szybkie stacje ładowania pojazdów elektrycznych, nowe technologie w motoryzacji czy latające taksówki – to tylko niektóre z wydarzeń, których możemy się spodziewać w ciągu najbliższych 10 lat – mówi Mirosław Michna, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Wrażliwe łańcuchy dostaw i niedobory siły roboczej

Wyniki tegorocznego badania KPMG wskazują na obawy kadry kierowniczej związane z szeregiem kwestii wpływających na łańcuch dostaw, w tym o cenę i dostępność półprzewodników, stali, i innych deficytowych materiałów. Ponad połowa respondentów wyraża zaniepokojenie podażą tego typu materiałów. Ponadto 55% respondentów jest niezwykle lub bardzo zaniepokojonych niedoborem pracowników. Producenci samochodów konkurują o pracowników nie tylko między sobą, ale także z innymi branżami. Jest prawdopodobne, że w nadchodzących latach kadra kierownicza będzie zmuszona poświęcić znaczący czas na rozwiązanie problemów z tym związanych.

Wzrost liczby pojazdów elektrycznych

Przedstawiciele kadry zarządzającej w branży motoryzacyjnej spodziewają się, że udział pojazdów elektrycznych w rynku będzie gwałtownie rósł. Respondenci przewidują, że do 2030 r. pojazdy elektryczne zajmą połowę rynku samochodowego w Japonii, Chinach, Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej oraz około 40% w Brazylii i Indiach.

Inwestycje w infrastrukturę szybkiego ładowania kluczowym czynnikiem rozwoju elektromobilności

Popularność pojazdów elektrycznych może zależeć od znaczących inwestycji w infrastrukturę szybkiego ładowania prądem stałym. 77% respondentów badania spodziewa się, że konsumenci będą oczekiwać czasu ładowania poniżej 30 minut podczas podróży. Obecnie w przypadku większości stacji ładowania czas ten wynosi ponad trzy godziny.

Istotnym trendem jest zwiększenie udziału pojazdów elektrycznych, który prawdopodobnie nabierze tempa wraz z pojawieniem się na rynku nowych, atrakcyjnych dla użytkowników modeli. Oczekuje się, że do końca dekady koszty pojazdów elektrycznych zrównają się z kosztami pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi. Jednocześnie cyfryzacja fundamentalnie zmienia relacje między producentami samochodów, a ich klientami oraz dostawcami – mówi Przemysław Szywacz, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego w zespole doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Nowi gracze i przejście na technologię cyfrową

Branże technologiczna i motoryzacyjna powoli się łączą, co prowadzi do zawierania nowych sojuszy i wchodzenia nowych podmiotów na rynek. 78% respondentów zgadza się, że w najbliższych latach nastąpi zasadnicza zmiana w sposobie nabywania pojazdów, twierdząc, że do 2030 roku większość z nich będzie sprzedawana przez internet. Około trzy czwarte respondentów przewiduje natomiast, że ponad 40% pojazdów będzie sprzedawanych bezpośrednio przez producentów samochodów konsumentom, bez udziału dealerów.

O RAPORCIE:
Raport KPMG International pt. „Global Automotive Executive Survey” prezentuje perspektywy na przyszłość sektora motoryzacyjnego. Ponad 1100 przedstawicieli kadry kierowniczej z 31 krajów spodziewa się, że w ciągu najbliższych 5 do 10 lat dojdzie do gruntownej transformacji sektora. W raporcie przedstawione zostały spostrzeżenia członków kadry kierowniczej na temat głównych czynników kształtujących branżę, od kwestii związanych z łańcuchem dostaw i układy napędowe, do zmieniających się zachowań konsumentów i nowych technologii.

Jastrzębi zwrot Fedu

Rezerwa Federalna dała jasno znać, że inflacja w USA jest największym problemem, z jakim obecnie się mierzy, a jej zmniejszenie – priorytetem. Tak radykalny zwrot wywindował kurs USD/PLN powyżej poziomu 4,10.

Dawne korelacje na rynku ponownie są w mocy – w ostatnich dniach dolar zyskał względem pozostałych walut G10 i większości walut rynków wschodzących. Rynki akcji zanurkowały, spready kredytowe uległy rozszerzeniu, a rentowności obligacji wzrosły.

Rozpoczynający się tydzień będzie obfitował w ważne dla rynku walutowego informacje i dane. W centrum uwagi pozostają banki centralne. W czwartek decyzje ws. stóp procentowych podejmą Europejski Bank Centralny, Bank Anglii i Narodowy Bank Czeski. Oczekuje się, że dwa ostatnie ponownie podniosą stopy procentowe, odpowiednio o 25 (do 0,5%) i 75 pb. (do 4,5%).

Rynki będą wypatrywać też jakichkolwiek oznak zmiany jak dotąd gołębiej retoryki Christine Lagarde, szefowej EBC, i wycofywania się z obietnicy niepodnoszenia stóp przed 2023 r. Środowy odczyt inflacji w strefie euro w styczniu i piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy (non-farm payrolls; NFP) domkną napięty tydzień.

PLN

Polski złoty w ubiegłym tygodniu doświadczył wyraźnej słabości za sprawą pogorszenia sentymentu w związku z rynkowymi obawami o możliwą eskalację konfliktu na Wschodzie. Jednocześnie kurs EUR/PLN nie reagował mocno na posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, co wzmacnia nasze przekonanie, że wyższe stopy procentowe w rozwiniętych krajach nie powinny nakładać istotnej presji na waluty krajów, w których banki centralne agresywnie zacieśniają politykę monetarną. Przykładem tego typu kraju jest Polska, w której stopy najpewniej ponownie pójdą w górę w przyszłym tygodniu.

W kontekście podwyżek stóp procentowych przez RPP warto wspomnieć o coraz większych oczekiwaniach rynku, które wydają się wzmocnione przez jastrzębie sygnały płynące z Fedu. Obecnie rynek zakłada, że w perspektywie sześciu miesięcy stopa referencyjna dobije do okolic 4,5%, co jest wartością wysoką, ale nie nieracjonalną. Jest coraz więcej argumentów za tym, że stopy procentowe w 2022 r. przekroczą poziom 4%, co zgodnie z naszymi oczekiwaniami powinno wspierać aprecjację złotego.

EUR

EBC pozostaje samotnym gołębiem wśród głównych banków centralnych. Na posiedzeniu w czwartek to łagodne nastawienie zostanie poddane kolejnej próbie. Inwestorzy będą uważnie analizować komentarze Christine Lagarde, by wychwycić wszelkie oznaki tego, że wciąż rosnąca inflacja w strefie euro powoli wymusza zmianę retoryki. Zebranie odbędzie się niedługo po wstępnym odczycie inflacji w styczniu, który zgodnie z naszymi oczekiwaniami powinien pokazać ograniczony spadek związany m.in. z wygaśnięciem efektu zeszłorocznej podwyżki VAT w Niemczech. Jednocześnie nie zapowiada się na szybką zmianę trendu, a inflacja nadal powinna wyraźnie przewyższać projekcje EBC.

USD

Rezerwa Federalna w zeszłym tygodniu przedstawiła jasne argumenty za dość agresywnym zacieśnieniem polityki pieniężnej: pełne zatrudnienie w gospodarce, silny popyt i rozdzierająca presja inflacyjna. Co ważniejsze, otworzyła drzwi do nawet bardziej agresywnego cyklu podwyżek, niż obecnie wycenia rynek, jeśli nadchodzące dane to uzasadnią. Powell zasugerował, że każde posiedzenie może rzynieść zmianę, co oznacza możliwość więcej niż czterech podwyżek stóp w 2022 r.

Jastrzębiość Fedu w połączeniu z mocniejszymi od oczekiwań danymi o wzroście PKB USA w IV kwartale sprowadziły kurs EUR/USD do najniższego poziomu od czerwca 2020 r., podbijając jednocześnie kurs USD/PLN powyżej poziomu 4,10.

W tym tygodniu uwaga będzie skupiona na kluczowym raporcie z amerykańskiego rynku pracy (NFP), którego waga może być jednak niższa niż zazwyczaj w związku z zakłóceniami związanymi z Omikronem. Mogą one skutkować stosunkowo słabym odczytem zmiany zatrudnienia, ale uważamy, że zarówno Fed, jak i rynek nie przejmą się nimi i będą czekać na kolejne – poomikronowe – dane w lutym.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Rynek biurowy w fazie przemiany – trendy na 2022

W nadchodzącym czasie coraz większe znaczenie zyskiwać będą nowoczesne miejsca pracy, bogato wykorzystujące nowe technologie i stwarzające przyjazne środowisko dla użytkowników. Wiodącą pozycję zajmą biurowce funkcjonujące w zgodzie z zasadami ESG, nowym ładem środowiskowym, społecznym i korporacyjnym, szczególnie te usytuowane w centralnych obszarach miast.   

Dalsze zmiany na rynku biurowym w dużej mierze determinowało będzie tempo adaptacji w firmach hybrydowego modelu pracy. Jeśli popatrzymy na dzisiejszy rynek możemy zauważyć, że praca hybrydowa powoli staje się normą. Firmy otwierają się na ten model, co wiąże się z preferencjami pracowników, którzy coraz częściej oczekują od pracodawców większej elastyczności w zakresie wyboru formy i godzin pracy. Wielu młodych ludzi od tego uzależnia zainteresowanie ofertą pracy i chęć przystąpienia do rekrutacji. W najbliższych latach biura będą więc ewoluować w stronę powierzchni dostosowanych do rotacyjnego modelu pracy.

Nie we wszystkich sektorach wprowadzenie podziału na pracę zdalną i biurową jest oczywiście możliwe, ale przykładowo w obszarze IT, finansach, administracji i księgowości, czy usługach dla biznesu, marketingu, obsłudze klienta, czy HR można spodziewać się sukcesywnego upowszechnienia się hybrydowego modelu pracy.

Opcja elastycznego wynajmu

W perspektywie następnych lat części firm prawdopodobnie zdecyduje się na pewną redukcję zajmowanej powierzchni biurowej. Choć, jak dotąd skala tego zjawiska, wbrew pozorom nie jest tak duża jak można przypuszczać, to tendencja jest widoczna. Z pewnością najemcy poszukiwać będą też coraz bardziej elastycznych rozwiązań, dzięki którym będą mogli wykorzystywać przestrzeń biurową na wiele sposobów, dostosowując ją na bieżąco do zmieniających się potrzeb firmy. Będzie rosła liczba firm, które decydować się będą na opcję core&flex, zakładającą połącznie tradycyjnej przestrzeni i korzystanie z powierzchni elastycznych.  

Ten kierunek doboru przestrzeni do pracy przez przedsiębiorców zauważają właściciele nieruchomości biurowych, którzy włączają przestrzenie elastyczne do puli udogodnień w swoich budynkach. To również woda na młyn firm oferujących powierzchnie flex. Segment systematycznie rośnie. W tym roku planowane jest uruchomienie kolejnych przestrzeni coworkingowych w całej Polsce. Prawdopodobnie, coraz częściej wykorzystywaną opcją staną się także abonamenty dostępu do sieci coworkingów z powierzchnią dostępną w różnych lokalizacjach.

Należy zauważyć, że jeszcze większym powodzeniem niż wcześniej cieszą się teraz budynki położone w centralnych częściach miast. Świadczyć może o tym choćby  zeszłoroczna struktura najmu w Warszawie, gdzie większość wynajętej powierzchni usytuowana była w centrum miasta. Zmieniają się też same biura. Ich przestrzeń jest jeszcze bardziej dostosowywana do interaktywnej pracy w grupie. Zyskuje open space, który przy niskim obłożeniu w biurze daje pracownikom poczucie większego komfortu. Jednocześnie, ważny jest także dostęp do stref przeznaczonych do pracy cichej oraz części socjalnych.

Nowi inwestorzy

Cieszy fakt, że wiele podmiotów planuje wejście na polski rynek, dzięki czemu wypełnione zostaną powierzchnie ewentualnie redukowane przez niektóre branże. Jednym z głównych sektorów, który od lat prężnie rozwija się w Polsce i jest najemcą sporej części biur jest branża świadcząca nowoczesne usługi dla biznesu. Rosnące zatrudnienie w tym segmencie związane jest ze stałym napływem do naszego kraju nowych inwestorów oraz rozwojem organizacji obecnych już na polskim rynku. W sektorze prowadzone są rekrutacje na szeroką skalę. Najwięcej miejsc pracy oferują dziś firmy z Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Holandii, Belgii oraz Niemiec, które w ostatnim czasie zdecydowały się na przeniesienie swoich usług do naszego kraju.

Firmy sektorowe nieustannie otwierają nowe procesy rekrutacyjne, ale kandydatów jest mniej od niż stanowisk pracy. Także w przypadku tej branży oczekiwania pracowników i pracodawców rozmijają się. Większość pracowników, którzy na ogół zasypywani są ofertami pracy, oczekuje pracy w systemie hybrydowym lub w pełni zdalnej, a pracodawcy chcą powrotu do biur.

Sądzę, że w tym roku możemy spodziewać się większej aktywności najemców, co przekładać będzie się na spadek współczynnika pustostanów biurowych w kraju. Na świecie już teraz obserwować możemy wielki powrót do biur. Symptomy odwrócenia się trendu spadkowego w sektorze biurowym mogliśmy obserwować na naszym rynku już w ostatnim kwartale 2021 roku. W Warszawie w ostatnich trzech miesiącach minionego roku aktywność najemców wróciła do poziomu rejestrowanego przed pandemią. Tylko na czwarty kwartał zeszłego roku przypadło aż 40 proc. powierzchni wynajętej na rynku warszawskim w ciągu całego 2021 roku. Popyt na stołeczne biura sięgnął w ubiegłym roku poziom niemal 650 tys. mkw. powierzchni, podczas, gdy na rynek weszło niespełna 325 tys. mkw. nowych biur. Prawie 80 proc. oddanej powierzchni znajduje się w obszarze centralnym. Podobnie też, najwięcej zakontraktowanych biur usytuowanych jest centralnie.

Rośnie popyt, spada podaż

Niestety inwestycje biurowe w większości są nadal zamrożone. Deweloperzy ostrożnie podchodzą do budowy nowych projektów. W Warszawie w budowie jest o połowę mniej powierzchni biurowych niż w 2019 roku. Inwestycje wyhamowują szybko rosnące koszty realizacji nieruchomości przy mało stabilnych warunkach rynkowych. Jeśli sytuacja się nie zmieni i nie będą uruchamiane nowe realizacje w perspektywie 2-3 lat możemy mieć do czynienia z niedoborem powierzchni na głównych rynkach biurowych w kraju.

Rośnie z kolei aktywność inwestorów, którzy mają jednak coraz większe wymagania w zakresie jakości budynków, w tym pod kątem ESG. Wzrasta popyt na nowoczesne biurowce spełniające restrykcyjne wymogi związane z parametrami ekologicznymi, zlokalizowanymi w największych miastach w kraju. Szacowana wartość wolumenu transakcji na rynku inwestycyjnym w Polsce w 2021 roku jest zbliżona do poziomu osiągniętego w 2020 roku. Oczekujemy jednak wzrostu dynamiki rynku inwestycyjnego w nadchodzących miesiącach i większego napływu kapitału do Polski. W trakcie procesu negocjacji znajduje się wiele transakcji dotyczących projektów z segmentu biurowego, które weszły niedawno na rynek, stąd rok bieżący powinien przynieść już poprawę wyników.

Decydujące ESG

Dla decyzji podejmowanych przez inwestorów kluczowe będą kwestie związane z ESG. Chodzi, nie tylko o rosnącą ogólnie świadomość w zakresie zrównoważonego rozwoju i wpływu budownictwa oraz budynków na środowisko, ale także przyjętymi wymogami i związaną z nimi koniecznością raportowaniem działalności w zakresie ESG. Strategie inwestycyjne będą ściśle związane z nabywaniem aktywów oraz współpracą z firmami, które oferują produkt spełniający wymagania pod kątem środowiskowym.

Będzie to miało istotny wpływ na kształtowanie się rynku nieruchomości w przyszłych latach i wycenę aktywów. Inwestorzy i najemcy będą oczekiwać niskiej emisyjności biurowców czy planów dochodzenia do niej. Przewagę konkurencyjną zyskiwać będą obiekty oferujące rozwiązania z obszaru technologii klimatycznych. Na sile przybierać będą też trendy związane z certyfikowaniem budynków odnośnie przyjaznego wpływu na użytkowników oraz gwarantujące im pełne  bezpieczeństwo.

Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz

Elektryczne samochody zmienią system energetyczny w Polsce?

Liczba dostępnych ofert samochodów używanych z napędem elektrycznym w Polsce rośnie w bardzo szybkim tempie. Porównując rok 2021 i 2020 był to wzrost o 90 proc.  – wynika z danych Autobaza.pl. Rozwój elektromobilności to znaczący trend w Europie, który ma i miał będzie wpływ na motoryzacyjny krajobraz nad Wisłą. Rosnące zapotrzebowanie na punkty ładowania takich pojazdów skutkuje m.in. transformacją przesyłu i zarządzania energią. Czy linie energetyczne z powodu zbyt dużej liczby samochodów elektrycznych zostaną przeciążone?

Elektromobilność na topie

Wzrastająca popularność elektrycznych samochodów w Polsce potwierdza nadchodzący trend, który będzie kształtował wygląd ulic i rozwój infrastruktury drogowej w najbliższym czasie. Dane autobaza.pl pokazują, że liczba ofert używanych elektryków w Polsce w 2021 r. zwiększyła się ponad trzykrotnie (302 proc.) w porównaniu z 2019 r.

Warto jednak wiedzieć, że – pomimo dynamicznego przyrostu elektrycznych samochodów na drogach – rozwój infrastruktury ładowania nie dotrzymuje kroku.

O ile posiadanie elektryka w dużym mieście nie stanowi problemu, tak jadąc w dłuższą trasę – szczególnie zimą – może okazać się to problematyczne ze względu na ograniczony zasięg pojazdów oraz braki w punktach ładowania – wyjaśnia Marek Trofimiuk, ekspert autobaza.pl. Niezaprzeczalnie jednak wchodzimy w erę samochodów elektrycznych, która będzie zmieniała nasz krajobraz i przyzwyczajenia – dodaje.

Pod koniec grudnia 2021 r. w Polsce funkcjonowały 1 932 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (3 784 punkty) – wynika z danych Licznika Elektromobilności. Dla porównania – w połowie 2021 r. w Niemczech było 44 538 punktów ładowania – pokazują dane Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA).

Warto odnotować, że wzrosła również liczba hybryd na drogach. Rok 2021 zakończył się z liczbą ofert używanych pojazdów o tym napędzie aż o 40 proc. większą niż w 2020 r. – wynika z danych Autobaza.pl

Elektryki zmieniają krajobraz

Co ciekawe, rozwój elektrycznych samochodów niesie za sobą nie tak oczywiste zmiany. W momencie, kiedy pojazdy z tym napędem staną się dominujące na rynku, może okazać się, że niezbędna będzie modyfikacja sieci energetycznych. Ich tradycyjna przepustowość mogłaby nie być wystarczająca, szczególnie w godzinach szczytu, kiedy wiele samochodów potrzebowałoby ładowania.

W unijnym planie o nazwie Fit for 55 widzimy zmianę. Do tej pory w kontekście cięcia emisji CO2 skupiano się na energetyce, przemyśle, od niedawna jednak wzięto pod uwagę także motoryzację. Dokument zakłada, że od 2035 r. 100% rejestrowanych samochodów będzie zeroemisyjnych – większość z nich ma być właśnie pojazdami elektrycznymi. Ambicje dotyczące zmian w sektorze transportu kołowego są bardzo duże. Samochody elektryczne niejako wymuszą zmianę świata dookoła nas – mówi Marek Trofimiuk, ekspert autobaza.pl.

Przeciążenie linii energetycznych nie jest jednak bezpośrednim zagrożeniem. Z wyliczeń Ministerstwa Energii (aktualnie Ministerstwo Aktywów Państwowych) wynika, że milion aut elektrycznych wygeneruje dodatkowy popyt na energię w wysokości 2,3-4,3 TWh. To nieduża wartość, biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce wytwarza się 161 TWh energii elektrycznej. Przy ewentualnym zakazie sprzedaży aut z napędem spalinowym może okazać się jednak, że liczba pojazdów z bateriami zdecydowanie wzrośnie, a wtedy niezbędna będzie odpowiednia infrastruktura.

Ciekawym rozwiązaniem na wykorzystanie tego trendu jest również projekt Grupy Renault, która tworzy system magazynowania energii, oparty na akumulatorach samochodów elektrycznych – wskazuje Marek Trofimiuk, ekspert autobaza.pl Polega on na tym, że w momencie, gdy produkcja energii z OZE jest duża, podłączone do ładowarek pojazdy ładują się. Natomiast w sytuacji ograniczonej produkcji, działają w drugą stronę i oddają zgromadzoną energię do sieci, wspierając np. gospodarstwa domowe – dodaje.

Nowe bloki bez garaży i miejsc parkingowych? Nie wszystkim się to spodoba

Obecnie trudno sobie wyobrazić nowy budynek lub osiedle bez garażu podziemnego czy parkingu. Jednak wygląda na to, że w największych miastach powoli zacznie to być normą. Zniknąć ma bowiem przepis, który obliguje gminy do zapewnienia miejsc postojowych dla samochodów mieszkańców nowo budowanych budynków.

Ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo wyjaśnia, że od 20 września 2022 r. ma zacząć obowiązywać nowe rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. W projekcie nie ma m.in. § 18 z obecnego rozporządzenia. Przepis ten mówi, że „zagospodarowując działkę budowlaną, należy urządzić, stosownie do jej przeznaczenia i sposobu zabudowy, stanowiska postojowe dla samochodów użytkowników stałych i przebywających okresowo, w tym również stanowiska postojowe dla samochodów, z których korzystają osoby niepełnosprawne. Liczbę stanowisk postojowych i sposób urządzenia parkingów należy dostosować do wymagań ustalonych w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego albo w decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, z uwzględnieniem potrzebnej liczby stanowisk, z których korzystają osoby niepełnosprawne”.

Sygnał dla gminnych urzędników

Rzeczoznawca budowlany i członek Rady Krajowej Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa Mariusz Okuń nie kryje zaskoczenia, gdy zapytaliśmy go o opinię w tej sprawie.

–  W projekcie rozporządzenia oraz o dziwo również w uzasadnieniu nie ma mowy o wykreśleniu paragrafu 18 – przyznaje Mariusz Okuń.

Jakie mogą być jej konsekwencje takiej zmiany przepisów?

–  Można uznać, że nic się nie zmieni, bo i tak należy zrealizować inwestycję zgodnie z zapisami planu zagospodarowania przestrzennego lub – jeśli działka nie jest objęta takim planem – warunków zabudowy. Z drugiej jednak strony, w przypadku gdy ustawodawca nie wpisał wprost, a wręcz celowo wykreślił obowiązek zapewnienia miejsc postojowych, można domniemywać, że takiego obowiązku nie ma – odpowiada Mariusz Okuń.

Marek Wielgo zwraca uwagę, że w zależności od lokalizacji gminy stosują różne limity miejsc postojowych na lokal.

– Współczynnik, który standardowo przyjmuje się przy zabudowie wielorodzinnej to 1, czyli jedno miejsce parkingowe na jedno mieszkanie – mówi Mariusz Zabielski, dyrektor Regionu Centralnego Bouygues Immobilier Polska w sondzie portalu RynekPierwotny.pl.

Angelika Kliś z zarządu firmy Atal dodaje, że tak jest m.in. w Warszawie i Łodzi. Natomiast w Krakowie lub Katowicach standardowy współczynnik to 1,2. To oznacza, że dla 100 mieszkań deweloper musi zapewnić 120 miejsc parkingowych.

Mariusz Okuń uważa, że zmiana w warunkach technicznych może wiec być sygnałem dla gminnych urzędników, aby rezygnowali z parametru dotyczącego miejsc postojowych. Byłoby to zgodne z trendem, który przyszedł do nas z zachodu Europy. Tam w wielu miastach ograniczany jest ruch samochodów prywatnych. Oczywiście głównym celem jest poprawa jakości powietrza, które jest zatruwane przez pojazdy spalinowe.

Lawinowy wzrost liczby samochodów

Jak dotąd żadne z polskich miast nie wprowadziło drastycznych ograniczeń ruchu samochodowego w  centrach. Samorządowcy najchętniej inwestują w ekologiczny transport publiczny oraz w ścieżki rowerowe. I trzeba przyznać, że ich długość bardzo się wydłużyła w ostatnich latach. W Warszawie drogi dla rowerów liczą już ok. 676 kilometrów.Ścieżki rowerowe

Coraz częściej wdrażana przez administrację samorządową koncepcja miasta 15-minutowego sprawia, że dotarcie do najważniejszych ośrodków aktywności mieszkańców, typu praca, szkoła, przychodnia czy park wymaga jedynie krótkiego spaceru. Natomiast w poruszaniu się po mieście na dłuższe dystanse rośnie znaczenie bardziej ekologicznych środków transportu takich jak rower czy komunikacja miejska. W efekcie użyteczność samochodu spada, co obserwujemy wśród naszych klientów, z których część nie posiada aut – przyznaje Grzegorz Smoliński, dyrektor działu sprzedaży w Dom Development.

Jednak choć coraz więcej mieszkańców największych miast przesiada się na rower lub korzysta z komunikacji miejskiej, to liczba osobówek rośnie w lawinowym tempie. Na przykład w Warszawie wzrosła w ciągu ostatnich 10 lat z ok. 931,5 tys. do ponad 1,4 mln, czyli o ponad 50%!Liczba samochodów

Jedną z przyczyn jest rozwój budownictwa mieszkaniowego. W poprzedniej dekadzie w stolicy powstało ponad 185,7 tys. mieszkań. A każde z nich to co najmniej jedno miejsce parkingowe.

–  Nie wyobrażamy sobie projektu budynku bez uwzględnienia hali garażowej czy miejsc naziemnych. To podstawa, bez której inwestycja nie spełnia naszych podstawowych kryteriów miejsca przyjaznego do życia – mówi Krzysztof Gozdecki, dyrektor techniczny Bouygues Immobilier Polska.

Klienci zwracają uwagę nie tylko na liczbę miejsc w garażu, ale także na ogólnodostępne miejsca postojowe na terenie inwestycji. Podążamy za tym oczekiwaniem w naszych projektach – wtóruje mu Grzegorz Szymborski z Ronson Development.

Garaże windują ceny mieszkań

Problem w tym, że w gęstej zabudowie coraz mniej jest wolnych gruntów, a ich ceny są bardzo wysokie. Budowa garaży podziemnych stała się więc koniecznością, choć bardzo podnosi koszt budowy.

–  Wielkość udziału hali garażowej w kosztach całej inwestycji zależy do wielu czynników: projektu, warunków gruntowych, liczby kondygnacji podziemnych czy zastosowanych rozwiązań technicznych. Przy jednej kondygnacji podziemnej cena, jaką trzeba zapłacić za realizację hali, może wynieść nawet 30% całkowitych nakładów na realizację projektu – przyznaje Tomasz Kaleta, dyrektor departamenty sprzedaży w Develia.

Za miejsce w garażu podziemnym nabywcy mieszkań płacą zwykle od 25 tys. do 50 tys. zł. Czy te wpłaty pokrywają koszty?

–  Miejsca parkingowe sprzedajemy po ok. 30 tys. zł. Koszt realizacji jest zaś co najmniej dwukrotnie większy, bo na każde miejsce parkingowe przypada średnio drugie tyle powierzchni na dojazd i manewrowanie. Ponadto, czasem stosujemy mechaniczne platformy parkingowe, które są również kosztowne. W przypadku zewnętrznych miejsc parkingowych cena sprzedaży jest porównywalna z kosztem realizacji. Ale kiedy doliczymy wartość terenu pod parkingiem, koszt będzie wyższy od ceny sprzedaży – tłumaczy Grzegorz Szymborski, project manager w Ronson Development.

–  Wpłaty klientów wystarczają na ok. 45-70% wydatków budowlanych, chociaż zdarzają się odchyły w jedną lub drugą stronę – dodaje Angelika Kliś z firmy Atal.

Różnica jest więc wliczana w cenę mieszkań. Co gorsza, ci, którzy nie mają samochodu, dotują zmotoryzowanych sąsiadów.

Mniej miejsc garażowych w centrach

Jednak czy prawne usankcjonowanie możliwości zwolnienia z budowy garażu podziemnego jest na rękę deweloperom? W sondzie portalu RynekPierwotny.pl deklarują, że nie zrezygnują całkowicie z budowy parkingów podziemnych, nawet gdyby gmina dała im wolną rękę w tej kwestii. Reprezentujący firmę Bouygues Immobilier Polska Mariusz Zabielski przyznaje równocześnie, że uzasadnione jest ograniczanie liczby miejsc parkingowych, ale tylko na obszarach dobrze skomunikowanych lub położonych w ścisłym centrum miasta.

Ekspert budowlany Mariusz Okuń spodziewa się, że w pierwszej kolejności właśnie w takich lokalizacjach gminy dopuszczą budowę budynków bez miejsc garażowych lub z niewielką ich liczbą.

Jest już nawet pierwszy przykład takiej inwestycji na warszawskim Ursynowie. Firma Marvipol Development buduje 11-kondygnacyjny blok z 65 mieszkaniami, w którym nie będzie parkingu. Deweloperowi udało się przekonać urzędników, że nie jest on konieczny ze względu na bliskość przystanków autobusowych i stacji metra. Deweloper zapewnia, że jego inwestycja wpisuje się w ideę miasta 15-minutowego. Mieszkańcy będą mieli do dyspozycji rowerownie, zewnętrzny parking dla rowerów oraz stację do ich naprawy. Budowa ma się zakończyć w drugiej połowie przyszłego roku. W ofercie dewelopera jest już tylko połowa wolnych lokali.

Istnieje jednak ryzyko, że w tego typu inwestycjach część mieszkań trafi na rynek najmu.

Wśród najemców najpewniej znajdą się zaś posiadacze czterech kółek. Będą więc oni rywalizowali o miejsca postojowe z mieszkańcami starszych bloków bez garaży. Może się więc okazać, że zastawione samochodami będą nie tylko legalne miejsca, ale także chodniki i trawniki. W tej kwestii konieczny jest więc kompromis, bo w wielu przypadkach posiadanie auta jest koniecznością a nie fanaberią – zauważa ekspert GetHome.pl.

Prezes Resi4Rent Sławomir Imianowski zapewnia, że jego firma stara się nie popełnić tego błędu.

–  Na etapie przygotowania i projektowania naszych inwestycji zawsze szczegółowo analizujemy stan miejskiej infrastruktury parkingowej, komunikacji publicznej w najbliższej okolicy, specyfikę miasta oraz preferencje komunikacyjne mieszkańców – mówi Sławomir Imianowski.

I dodaje, że inwestycje z mieszkaniami na wynajem Resi4Rent zlokalizowane są w centrach miast lub w dogodnie skomunikowanych i dobrze zagospodarowanych dzielnicach. Wszystko co niezbędne do wygodnego życia, czyli praca, sklepy i usługi znajduje się w zasięgu spaceru lub dojazdu rowerem, bez konieczności korzystania z samochodu. Według ankiet przeprowadzonych w ostatnim miesiącu wśród mieszkańców obiektów Resi4Rent aż połowa z nich deklaruje, że przemieszcza się pieszo lub rowerem.

–  Mniejsze zapotrzebowanie na miejsca parkingowe w inwestycjach pod wynajem potwierdzają także nasze statystyki. Przykładowo w trzech warszawskich obiektach Resi4Rent odsetek lokatorów korzystających z możliwości wynajęcia miejsca parkingowego nie przekracza 29% – informuje Sławomir Imianowski.

Nowoczesny outsourcing pracowniczy a składki zdrowotne: co warto wiedzieć?

Outsourcing pracownika to skuteczny, cieszący się coraz większą popularnością, sposób, by szybko zwiększyć wydajność naszej firmy. Co warto wiedzieć o tej metodzie pozyskiwania siły roboczej? Czy outsourcing pracowniczy rodzi obowiązek opłacania składek ZUS?

Na czym polega outsourcing pracowniczy?

To prosta, skuteczna metoda, by szybko zwiększyć zasoby ludzkie w naszej działalności. Świetny sposób, by skorzystać z doświadczenia osób, które mogą dla naszej firmy poprowadzić m.in. księgowość, dział HR czy prace magazynowe to outsourcing pracowniczy, oferowany na przykład przez kono.jobs.

W jaki sposób znajduje się odpowiednich pracowników, co do których możemy być pewni, że sprawdzą się na interesującym nas stanowisku?

-Docieramy poprzez własną sieć punktów na Ukrainie, współpracujących z nami agentów oraz biuro, które zajmuje się przygotowywaniem dokumentacji. Centrala znajduje się we Lwowie — mówi Łukasz Końpa, CEO Kono.jobs, firmy, która oferuje profesjonalne usługi outsourcingowe już od 2005 roku.

Właśnie taka, składająca się z wielu szczebli, struktura pozyskiwania pracowników, znacznie zwiększa szanse na to, że w ostatecznym rozrachunku trafią do nas osoby, które znają się na swojej robocie. Decydując się na podpisanie umowy o świadczenie usług outsourcingu pracowniczego, warto mieć pewność, że działamy z firmą, która może pochwalić się na tym polu wieloma sukcesami.

Outsourcing pracowniczy a ZUS — co trzeba wiedzieć?

Warto zwrócić na to, by przez cały proces pozyskiwania pracownika przeprowadzała nas kompetentna firma, które doskonale zna wykładnię przepisów prawa. Może dojść do sytuacji, kiedy pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych będą próbowali wykazać, że nie dochodzi tu to faktycznego przejęcia pracowników w trybie, jaki opisuje artykuł 23 Kodeksu Pracy, co może doprowadzić to do wielu problematycznych sytuacji.

Wystarczy, że w zły sposób wyrejestrujemy takie osoby z ubezpieczenia ZUS ZWUA. Nie każdy przedsiębiorca wie, kiedy należy podać kod wyrejestrowania 800, a kiedy 100. Mimo tego, że to tylko kilka cyfr, to różnica może być dla naszej firmy znacząca.

Przesłanki, które mogą prowadzić do problemów ze składkami zdrowotnymi w outsorcingu pracowniczym, to sytuacje, kiedy:

  • podmiot, z którym podpisujemy umowę przejmie jedynie obsługę dokumentacji prawniczej i płacowej na zasadach właściwych dla biur rachunkowych,
  • rola firmy przejmującej pracowników sprowadza się tylko do wypłacania im wynagrodzenia otrzymanego od naszej działalności,
  • nie nastąpiły żadne zmiany w zakresie pracy świadczonej przez pracowników.

Outsourcing pracowniczy a praca tymczasowa

Mimo wielu podobieństw między tymi dwoma formami współpracy trzeba wskazać na wiele różnic, spośród których część jest niezwykle ważna dla instytucji kontrolujących rynek pracy w Polsce.

Kluczową kwestią jest podstawa prawna. Outsourcing z założenia opiera się na przepisach Kodeksu Cywilnego, a praca tymczasowa jest uregulowana w innych aktach prawnych.

Kolejne różnice dotyczą m.in. kierownictwa w organizacji. Co do zasady, firma outsourcingowa pozostaje faktycznym pracodawcą, a więc osoba zatrudniona w ten sposób realnie podlega kierownictwu właśnie tej działalności. W modelu pracy tymczasowej pracownicy podlegają decyzjom wybranego pracodawcy, dla którego w danej chwili pracują.

W ekosystemie, na który składa się tak wiele drobnych różnic, nie warto zdawać się na przypadek. Lepiej wybrać firmę, która działa w tym sektorze rynku od lat i z powodzeniem przeprowadzi nas przez cały proces pozyskiwania pracowników outsourcingowych.

Przetwornik ciśnienia – budowa i zasada działania

Przetwornik ciśnienia jest urządzeniem, które przekształca informację o wartości mierzonego ciśnienia na sygnał cyfrowy lub elektryczny. Najważniejsza różnica pomiędzy przetwornikiem a standardowym, analogowym czujnikiem, polega na tym, że czujnik nie musi być zasilany z zewnątrz. Natomiast przetwornik potrzebuje zewnętrznego zasilania.

Przetwornik ciśnienia – miernik do zadań specjalnych

przetwornik ciśnieniaNajważniejszymi cechami, którymi powinien charakteryzować się wysokiej jakości przetwornik ciśnienia, są oczywiście wytrzymałość oraz dokładność pomiaru. Jest to o tyle ważne, że w takim urządzeniu znajdują się również elementy elektroniczne. A te bez porównania gorzej znoszą skrajne temperatury, drgania czy obecność żrących substancji, bo i takie są monitorowane za pomocą przetworników. Tym samym materiały, jak stal nierdzewna, specjalistyczna ceramika, krzem czy tytan, są dość często stosowane do budowy tego typu mierników. Także dlatego, że niektóre z nich wymagają odpowiednich atestów pozwalających chociażby na kontakt z żywnością czy wodą pitną.

Poza tym warto wziąć pod uwagę fakt, że przetworniki mogą mierzyć ciśnienie powietrza, spalin lub różnego rodzaju gazów, w tym także żrących. Olej hydrauliczny, woda, bardzo aktywne chemikalia czy ciecze o różnych właściwościach fizycznych również mogą być medium, na którym dokonuje się pomiarów ciśnienia.

Do tego dochodzą różnice dotyczące zakresu pomiarowego, a także różne warianty stosowanych przyłączy elektrycznych oraz procesowych. W większości przypadków przetworniki są montowane w punkcie pomiarowym na stałe, z myślą o ich jak najdłuższej eksploatacji. Zdarzają się jednak sytuacje, w których taki sposób montażu nie sprawdza się. Na przykład w branży farmaceutycznej lub spożywczej regularne czyszczenie przetwornika ciśnienia z pozostałości medium jest jednym z warunków koniecznych do prawidłowego przeprowadzenia określonych procesów technologicznych.

Widać zatem, że są to urządzenia, które występują w bardzo dużej liczbie wariantów technologicznych i mogą charakteryzować się bardzo różnymi parametrami. Nic zatem dziwnego, że są spotykane wszędzie tam, gdzie zachodzą procesy technologiczne, w których jedną z głównych ról odgrywa parametr ciśnienia. Automatyka przemysłowa, budowa maszyn, branża samochodowa, wodociągi i ciepłownictwo, przemysł spożywczy i chemiczny, browarnictwo i produkcja leków – wszędzie tam, gdzie ważny jest dokładny i stały pomiar ciśnienia, przetworniki są w zasadzie niezbędne.

W ofercie JUMO znajdziesz przetworniki ciśnienia, które można wykorzystać we wszystkich wyżej wymienionych branżach. Na szczególną uwagę zasługują chociażby specjalistyczne czujniki wykorzystywane w kolejnictwie, zarówno w wysokoprężnych silnikach Diesla, jak i w klimatyzacji, wentylacji czy systemach toaletowych.

Dlatego jeżeli poszukujesz wysokiej jakości przetwornika ciśnienia o dowolnym przeznaczeniu, wykonanego w najnowszej technologii, równie wytrzymałego, co dokładnego – zapraszamy do JUMO.pl.

VPN – czy twoja firma powinna z niego korzystać?

Jeśli jesteś właścicielem firmy, a twoi pracownicy korzystają z dostępu do zasobów przedsiębiorstwa w różnych lokalizacjach – aplikacji i plików, z pewnością chcesz, żeby wszystkie dane były bezpieczne. Stosunkowo łatwo obecnie osiągnąć ten cel w sieci firmowej w tym samym miejscu. Co jednak, jeśli oddziały firmy położone są daleko od siebie? Skorzystaj z możliwości, jakie daje VPN, zapewniając bezpieczeństwo wszystkim zasobom elektronicznym twojej firmy.

Co to jest VPN?

VPN (ang. Virtual Private Network) to wirtualna sieć prywatna, czyli technologia, która pozwala na utworzenie bezpiecznego, szyfrowanego połączenia dla danych przesyłanych w jej obszarze. Chroni tożsamość użytkownika, ukrywając adres IP i umożliwia bezpieczne korzystanie z publicznych hotspotów Wi-Fi.

Obecnie najczęściej można spotkać się z VPN w kontekście zapewnienia anonimowości w internecie, jednak taka osobista sieć VPN pozwalająca na połączenie z serwerami dostawcy usługi i przeglądanie stron internetowych lub korzystanie z sieci w inny sposób to tylko jedna z możliwości wykorzystania tego rozwiązania.

Jeśli jesteś właścicielem firmy, z pewnością bardziej zainteresuje cię inna funkcja VPN, która zapewnia bezpieczny dostęp użytkownika do zasobów danych przedsiębiorstwa – połączenie wielu sieci lokalnych pomiędzy sobą. Możesz z niej skorzystać wybierając jeden z pakietów usług internetowych na stronie https://www.upc.pl/biznes/internet/kup-internet/. Warto podkreślić, że rodzajów VPN jest wiele. Część z nich korzysta z internetu żeby ustanowić anonimowe połączenie, a część odseparowana jest od sieci publicznej. Jeśli twoje oddziały połączone są światłowodem, możesz skorzystać z VPN, który gwarantuje wysokie bezpieczeństwo transmisji, pomijając połączenie z internetem. Jest to rozwiązanie często  wybierane przez średnie i duże firmy.

Czym jest VPN i dlaczego stosuje się go w firmach?

VPN łączący sieci lokalne poza internetem zapewnia bezpieczeństwo transmisji w ramach wielu sieci. Dzięki temu każdy oddział firmy posiadający własną sieć może udostępnić jej zasoby innemu oddziałowi. W ten sposób pracownicy, nawet znacznie oddaleni od siebie fizycznie, korzystają z udostępnianych wzajemnie plików czy pracują nad tymi samymi dokumentami.

Warto nadmienić, że niektórzy dostawcy usług zapewniają możliwość skorzystania z bezpiecznej sieci korporacyjnej nie tylko wtedy, kiedy łącze fizyczne stanowi światłowód, ale także wówczas, kiedy lokalizacje połączone są kablem koncentrycznym. Oczywiście klient musi liczyć się w takim przypadku z mniejszą szybkością przesyłu danych.

Czy korzystanie z VPN jest legalne?

Określenia, którymi często opisuje się sieć VPN, takie jak „szyfrowane połączenia”, „anonimowość”, „ukrywanie adresu IP” mogą budzić niepokój i skłaniać do pytań o legalność korzystania z technologii wirtualnego połączenia prywatnego. Nie ma jednak powodów do obaw. VPN jest legalne zarówno w Polsce, jak i większości państw na całym świecie. Są jednak wyjątki – VPN nie można swobodnie używać np. w Chinach czy Korei Północnej.

Oczywiście mowa tu zwłaszcza o VPN komercyjnych lub typu site-to-site (łączących sieci lokalne oddziałów), wykorzystujących połączenie internetowe.

Należy podkreślić, że sam brak zalegalizowania VPN (lub VPN oficjalnie dopuszczonych do użytkowania) nie przesądza o korzystaniu z sieci na terenie danego państwa – połączenie VPN jest przecież anonimowe. Trzeba jednak mieć świadomość, że włączając VPN w krajach, w których jest to niedopuszczalne, łamiemy prawo.

Jak działa VPN odseparowany od internetu?

VPN site-to-site łączy sieci wewnętrzne oddziałów firmy za pośrednictwem internetu. Z kolei VPN odseparowany od sieci publicznej, korzysta tylko z fizycznego połączenia światłowodowego. W pierwszym przypadku użytkownik może łączyć się z siecią korporacyjną z każdego miejsca na świecie kosztem mniejszego bezpieczeństwa, natomiast w drugim wymagane jest połączenie fizyczne, ale za to bezpieczeństwo transmisji jest większe.

 

Dzięki odpowiedniej konfiguracji urządzenia (laptopa, PC), w obydwu przypadkach użytkownik nie musi mieć świadomości, że korzysta z szyfrowanego połączenia VPN. Zwykle po prostu wybiera udostępnioną mu przez administratora ikonkę, żeby połączyć się z zasobami w innej lokalizacji.

Połączenie VPN pozwala na utworzenie wirtualnego mostu pomiędzy sieciami lokalnymi w różnych miejscach po to, żeby umożliwić bezpieczną i prywatną komunikację między nimi.

Od 22 lutego import odpadów pod kontrolą – wchodzi w życie monitoring w SENT

Od 22 lutego 2022 roku wszystkie importowane do Polski odpady są objęte systemem SENT. Rozporządzenie, które wchodzi w życie, zmienia wcześniejsze i dotyczy towarów, których przewóz jest objęty systemem monitorowania drogowego i kolejowego przewozu towarów oraz obrotu paliwami opałowymi SENT. Zmiany, które ustawodawca wprowadził, mają na celu rozpoczęcie kontroli importu odpadów i minimalizację nadużyć w zakresie kodu taryfy celnej 3814.

Zmiany do ustawy o SENT wynikają z konieczności objęcia systemem monitorowania towarów o kodzie CN 3814, czyli zawierających 70% masy lub więcej olejów ropy naftowej, innych niż towary objęte tą pozycją zawierające alkohol etylowy oraz przewóz odpadów podlegających przywozowi do kraju oraz przewozowi przez terytorium kraju. U podstaw zmian w zakresie towarów o kodzie CN 3814 (produkty organiczne złożone rozpuszczalniki i rozcieńczalniki, gdzie indziej niewymienione ani niewłączone; gotowe zmywacze farb i lakierów) leży ryzyko związane z nowym sposobem klasyfikowania wyrobów będących przedmiotem ewentualnych nadużyć, w wyniku wejścia w życie Rozporządzenia Wykonawczego Komisji (UE) 2020/725 z dnia 26 maja 2020 r., dotyczącego klasyfikacji niektórych towarów według Nomenklatury Scalonej (Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej L170/14 z dnia 2.06.2020 r.).

Do tej pory systemowi SENT podlegały towary objęte pozycją CN 3814 tylko zawierające w swoim składzie alkohol etylowy, jednakże z uwagi na właściwości fizykochemiczne niektórych wyrobów kwalifikowanych do kodu CN 3814, które są zbliżone do parametrów handlowych olejów napędowych, istnieje ryzyko nadużyć w zakresie kwalifikacji tych towarów.

Poza objęciem systemem SENT ww. wyrobów klasyfikowanych do kodu 3814, nowe rozporządzenie obejmuje tym systemem towary będące odpadem w rozumieniu ustawy z dnia 14 grudnia 2012 r. o odpadach (Dz. U. z 2021 r. poz. 779, z późn. zm.), których przemieszczanie podlega przepisom rozporządzenia (WE) nr 1013/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 14 czerwca 2006 r. w sprawie przemieszczania odpadów (Dz. Urz. UE L 190/1). Potrzeba objęcia odpadów systemem SENT wynika ze zidentyfikowanych sposobów dokonywania nadużyć w zakresie obrotu odpadami w zakresie podatku VAT.

Autor: dr Izabella Tymińska, ekspert celny.

Czy na lokatach już można zarobić?

Kolejne podwyżki stóp procentowych NBP oznaczają nie tylko większe raty kredytów. Widać też wzrost oprocentowania lokat. Niestety, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl jest on znacznie mniejszy niż to, czego oczekuje bardzo wiele osób.

W kontekście kolejnych podwyżek stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego, mówi się zwykle o wzroście oprocentowania kredytów i rat kredytowych. Trudno się temu dziwić, bo niektóre gospodarstwa domowe odczują nawet kilkusetzłotowy ciężar w swoim budżecie. Warto jednak pamiętać, że zmiany stóp procentowych NBP oraz ściśle powiązanego z nimi WIBOR-u mają wpływ również na oprocentowanie lokat. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak średnie oprocentowanie nowych depozytów zareagowało na niedawne decyzje Rady Polityki Pieniężnej.

Dzięki informacjom publikowanym przez Narodowy Bank Polski można dowiedzieć się, czy rynek lokat już zareagował na podwyżki stóp procentowych. Wspomniane informacje są podawane z pewnym opóźnieniem, ale mimo tego widać, że pierwsze decyzje Rady Polityki Pieniężnej (z października i listopada 2021 r.) wpłynęły na średnie oprocentowanie zakładanych depozytów terminowych. Zmiany przeciętnego oprocentowania nowych lokat w ostatnich miesiącach najlepiej obrazuje poniższy wykres.oprocentowanie - rynekpierwotny

Poprawa oprocentowania nowych lokat widoczna we wrześniu, październiku oraz listopadzie 2021 r. zasługuje na uwagę, ale oczywiście jest ona dramatycznie niewystarczająca w stosunku do oczekiwań konsumentów. Niestety, wszystko wskazuje na to, że trzeba będzie jeszcze długo poczekać na sytuację, w której przeciętna lokata nie przynosi strat po wliczeniu inflacji.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Euro znów po 4,60

Strach przed eskalacją konfliktu na wschodzie Ukrainy odbija się negatywnie na notowaniach polskiej waluty. Słaby piątek i dzisiejsze otwarcie rynków pokazały, że jednak perspektywy złotego wcale nie są tak dobre, jak jeszcze tydzień temu mogło się wydawać.

Strach przed weekendem

Piątek zgodnie z oczekiwaniami wielu analityków przyniósł nam odwrót inwestorów od walut państw rozwijających się w naszym regionie. Mechanizm ten był związany najprawdopodobniej z napięciami na wschodniej granicy Ukrainy. Inwestorzy bali się eskalacji napięć w ciągu weekendu. Woleli zatem pozamykać swoje pozycje inwestycyjne. W rezultacie piątek był dniem, kiedy złoty stracił ponad 3 grosze względem euro, meldując się na chwilę tuż poniżej granicy 4,60 zł za jedno euro. Spadki widzieliśmy również na giełdach, gdzie inwestorzy w piątek woleli sprzedawać.

Słabsze dane z USA

Piątek przyniósł słabsze odczyty zarówno w ramach wydatków, jak i dochodów Amerykanów. Różnice co prawda nie są szczególnie duże, aczkolwiek pokazują, że sytuacja w USA jest w pewnym zakresie przeceniana. Wydatki w grudniu w ujęciu miesięcznym spadły o 0,6%, czyli 0,1% mocniej niż oczekiwali analitycy. Dochody nadal rosną, ale jest to wzrost o 0,3%, czyli mniej o 0,2% względem oczekiwań. Sytuacja, w której rosną dochody a wydatki spadają, teoretycznie nie jest korzystna dla gospodarki. Patrząc jednak na zadłużenie za oceanem, przez jakiś czas taka sytuacja im nie zaszkodzi.

Niemieckie PKB

W piątek poznaliśmy słabszy od oczekiwań odczyt produktu krajowego brutto u naszych zachodnich sąsiadów. Rośnie on o 1,4%, co jest wynikiem o 0,4% słabszym od oczekiwań analityków. Jest to kolejny sygnał, który w ostatnich dniach powodował słabszą passę euro względem dolara. W tym tygodniu powinno być spokojniej, gdyż rynki mogą chcieć wyczekać czwartkowe posiedzenie EBC. Nie da się jednak ukryć, że to strona amerykańska jest ostatnio znacznie bardziej aktywna, jeżeli chodzi o ilość informacji trafiających na rynek. Z drugiej strony pierwszy raz od dawna padła prognoza podwyżek stóp procentowych w strefie euro i to już w grudniu tego roku. Przynajmniej taki scenariusz malują analitycy Deutsche Banku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Analiza EY: Wyzwania cyberbezpieczeństwa dla firm w 2022 roku

W wyniku pandemii zmiany technologiczne, planowane w perspektywie lat, urzeczywistniły się w przeciągu miesięcy. Poza niewątpliwymi korzyściami, przeniesienie interakcji i znaczącej części pracy do domeny cyfrowej zwiększyło również ryzyko ataków hakerskich. W efekcie cyberbezpieczeństwo stało się jednym z największych współczesnych wyzwań. W opinii ekspertów EY w 2022 roku największe sprawdziany dla firm będą związane z nowymi strategiami cyberprzestępców, projektem rozporządzenia europejskimi dyrektywami Digital Operational Resiliance Act (DORA) oraz dyrektywą NIS2, zarządzaniem rozwojem sztucznej inteligencji oraz działaniami w chmurze w branżach szczególnie wrażliwych. Przykładowo DORA na poziomie unijnym ujednolica przepisy w zakresie cyfrowej odporności przedsiębiorstw działających w sektorze finansowym.

Dynamiczne przejście do modelu cyfrowego dotyczy wielu sektorów gospodarki. Widoczne jest nie tylko w handlu i usługach, ale także w transporcie lub przemyśle. Kolejnym etapem, już mocno widocznym, jest automatyzacja oraz masowe przetwarzanie dużej ilości danych. Ten proces sprzyja zwiększaniu ryzyka nadużyć ze strony cyberprzestępców. Jeszcze dwadzieścia lat temu przestój całego przedsiębiorstwa mogła wywołać praktycznie wyłącznie klęska żywiołowa. Dziś „wystarczy” atak hakerski.

Najpopularniejsze obecnie działania cyberprzestępców polegają na wymuszeniu okupu za odszyfrowanie danych. Na tzw. atak ransomware mogą być narażone firmy z niemal każdego sektora. Zarówno metody działania, jak i narzędzia są uniwersalne. Nie wymagają żadnych specyficznych uprawnień ani działań po stronie atakowanego – wystarczy zwykła, dobrze znana socjotechnika. Przyczyn podatności można szukać w samej naturze ludzkiej, ale bardzo mocno przyczyniają się do niej niedostatki założeń oraz realizacji polityki bezpieczeństwa w firmach, a także problemy budżetowe i brak nacisku na szkolenie pracowników. Czynnikiem ryzyka w tym przypadku jest także nadmiernie przyspieszona cyfryzacja wymuszona przez pandemię, często realizowana bez wymaganego przygotowania. Z kolei ograniczenia budżetowe sprawiają, że wiele firm nie dysponuje narzędziami, które mogłyby zmniejszyć prawdopodobieństwo i znacząco zredukować skutki ataku.

Sytuacja jest tym poważniejsza, że wiele firm pozostaje niezwykle podatne na działania ze strony cyberprzestępców. Stanowi to „efekt uboczny” pandemii, w trakcie której przedsiębiorstwa z niemal każdej gałęzi gospodarki musiały znacząco przyspieszyć proces przechodzenia do świata wirtualnego. Dotyczy to nie tylko działań skierowanych bezpośrednio do klientów, ale również procesów wewnętrznych. Działo się to często kosztem zabezpieczenia swojej cyfrowej infrastruktury. Równocześnie rozwój tzw. kryptowalut znaczącą ułatwił hakerom ukrywanie dochodów z podejmowanych przez nich nielegalnych działań.

– Sukces cyfryzacji został natychmiast wykorzystany przez cyberprzestępców, którzy szybko dostosowali się do zmieniającej się rzeczywistości. Im więcej pośpiechu I aktywności w sieci, tym większe ryzyko ataku. Jeżeli dodamy do tego możliwości kryptowalut, takie jak np. zaawansowana anonimowość lub stosunkowa łatwość prania brudnych pieniędzy w transakcjach transgranicznych, to otrzymujemy w ten sposób idealny koktajl dla cyberprzestępców. Mają co atakować i z nielegalnego procederu potrafią czerpać korzyści – mówi Marcin Marciniak, Manager, Cyber Security Implementation, EY.

DORA, czyli operacyjna cyfrowa odporność

Digital Operational Resiliance Act (DORA) to projekt rozporządzenia Unii Europejskiej, który ma na celu ujednolicenie przepisów w zakresie cyfrowej odporności w krajach Wspólnoty. Regulacje, których finalna wersja powinna zostać opublikowana w pierwszym kwartale 2022 r., dotyczą sektora finansowego, ale jest on rozumiany bardzo szeroko. Obejmuje m.in. banki, ubezpieczycieli, przedsiębiorstwa inwestycyjne, ale także podmioty, z którymi ta gałąź gospodarki silnie współpracuje, takie jak firmy audytowe lub dostawcy rozwiązań informatycznych.

– Cyfrowa odporność operacyjna ma na celu zagwarantowanie ciągłości i utrzymanie jakości świadczonych usług w obliczu zakłóceń wpływających na technologie informacyjne i telekomunikacyjne firm. W uzasadnieniu rozporządzenia dotyczącego DORA stwierdzono, że dotychczasowe ramy regulacyjne na poziomie europejskim w obszarze zarządzania ryzykiem były fragmentaryczne lub wewnętrznie sprzeczne. Dobrym przykładem jest obowiązek notyfikacji incydentów cybernetycznych. Zgłaszanie ich przez podmioty finansowe często jest regulowane przez różne przepisy – np. NIS, PSD2, RODO – przez co sam proces bywa niejasny, wydłużony lub nieefektywny. Obecne rozproszenie przepisów nakłada więcej obowiązków na podmioty finansowe, wymaga od nich angażowania szerszych zasobów i skupiania się na regulacyjnej zgodności zamiast na bezpiecznym odzyskaniu kontroli oraz ochronie swojej działalności. DORA ma na celu harmonizację przepisów, zapewnienie łatwiejszej adaptacji do oczekiwanych wymagań i kontrolę nad ich wykonywaniem – mówi Jakub Walarus, Lider Zespołu Ryzyka Technologicznego w EY Polska.

Część organizacji może być przekonana, że założenia nowego rozporządzenia już sprawnie u nich funkcjonują. Jednak może to być złudne. DORA rzeczywiście dubluje niektóre obowiązki, ale nawet wtedy są one doprecyzowane np. w obszarze informowania o incydentach wynikających z KSC czy RODO. DORA ma to ujednolicić, usystematyzować i sprawić, by rozproszone obowiązki zaczęły obejmować cały sektor finansowy w spójnej formie. Zatem ich realizacja wymagać będzie zupełnie nowego spojrzenia.

Najważniejsza różnica dotyczy poszerzenia listy podmiotów. Do tej pory obowiązki związane z zapewnieniem cyberbezpieczeństwa w sektorze finansowym dotyczyły niemal wyłącznie banków. Zgodnie z projektem rozporządzenia, lista podmiotów ulegnie poszerzeniu np. o ubezpieczycieli. Wprowadzona zostanie również kontrola zewnętrznych dostawców, na których bardzo mocno polega cały sektor finansowy. W rezultacie szczególnego znaczenia nabiera kontrola z jakich rozwiązań instytucja finansowa korzysta i komu dane firmy oraz jej klientów są powierzane.

NIS2 – czyli dwa lata przed rewolucją

W grudniu 2020 roku Komisja Europejska przedstawiła nowy pakiet rozwiązań, którego częścią jest dyrektywa w sprawie środków na rzecz poprawy wspólnego poziomu cyberbezpieczeństwa, nazywana NIS2.

Propozycja KE wprowadza szereg zmian. Dyrektywą objęte zostaną zupełnie nowe branże takie jak, podmioty prowadzące działalność badawczo-rozwojową w zakresie produktów leczniczych, apteki, administracja publiczna, usługi pocztowe i kurierskie, gospodarowanie odpadami, a także produkcja i przetwarzanie żywności. Wiele z tych sektorów wcześniej nie miało obowiązków w zakresie cyberbezpieczeństwa i dlatego nie podejmowało działań w tym zakresie lub realizowało je w ograniczony sposób.

NIS2 wprowadzi także dodatkowe obowiązki dla podmiotów, m.in. konieczność zapewnienia ciągłości działania i zarządzania kryzysowego, zapewnienie bezpieczeństwa łańcucha dostaw, obowiązek testowania procedur i audytów, a także konieczność wykorzystywania kryptografii i szyfrowania danych. Niewypełnienie obowiązków będzie skutkować bardzo wysokimi karami finansowymi — co najmniej 10 mln euro lub 2% całkowitego rocznego światowego obrotu przedsiębiorstwa.

Razem z wprowadzonymi wymaganiami, wzrasta również zakres uprawnień organów kontrolnych i nadzorczych (organów właściwych ds. cyberbezpieczeństwa). Będą one miały możliwość podejmowania działań w zakresie m.in. kontroli na miejscu i nadzór zewnętrzny (również wyrywkowy), występowanie z wnioskiem o udzielenie informacji uważanych za niezbędne do oceny środków bezpieczeństwa lub wyznaczenie inspektora, który przez jakiś czas będzie monitorował ich realizację.

– Obowiązki wprowadzane przez NIS 2 będą dużym wyzwaniem dla większości sektorów i dlatego warto rozpocząć przygotowania już teraz. Obowiązki związane z raportowaniem nie tylko incydentów, ale także zagrożeń oraz o wiele wyższe kary finansowe i osobowa odpowiedzialność członków zarządów za niewypełnienie zapisów to duże zmiany. NIS 2 wprowadzi nie tylko wyższy poziom bezpieczeństwa teleinformatycznego, ale także o wiele silniejszy nadzór państwa. Szacujemy, że przepisy wejdą w życie na przestrzeni kolejnych dwóch lat, jednak skala planowanych zmian jest tak znacząca że przygotowania należy rozpocząć jak najszybciej – komentuje dr Magdalena Wrzosek, Senior Consultant, Cyber Security & Technology, EY Polska.

Sztuczna inteligencja – zagrożenia związane ze zmianami regulacyjnymi

Popularność rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji zwiększa się błyskawicznie. Z jednej strony technologia ta stwarza ogromne korzyści i możliwości, z drugiej – wiążą się z nią ryzyka, którym należy zapobiegać poprzez wdrożenie odpowiednich mechanizmów kontrolnych. W zakresie zgodności z prawem należy mieć na uwadze podejście regulacyjne, w szczególności przygotowywane obecnie przepisy w Unii Europejskiej.

W kwietniu 2021 roku opublikowano projekt rozporządzenia – tzw. Akt o Sztucznej Inteligencji. W projekcie pojawia się pierwsza prawna definicja sztucznej inteligencji, wyznaczająca ramy do jakich systemów będą miały zastosowanie przepisy. Przedstawiony jest także katalog zakazanych praktyk. Definicję i zakres stosowania będą mogły być aktualizowane przez Komisję Europejską o nowe technologie i praktyki w miarę rozwoju technologicznego. Rozporządzenie to będzie pierwszym tego typu unijnym, kompleksowym aktem prawnym regulującym sztuczną inteligencję.

Podejście regulacyjne UE sprowadza się do określenia minimalnych wymogów niezbędnych do zapobiegania ryzykom i problemom związanym ze sztuczną inteligencją bez nadmiernego ograniczenia i utrudniania rozwoju technologii, a także bez kreowania nieuzasadnionych kosztów po stronie dostawców i użytkowników systemu. Ogólna zasada zakłada stopniowanie restrykcji zależnie od ryzyka – im większe ryzyko tym bardziej rygorystyczne wymagania. Systemy wysokiego ryzyka objęte będą dodatkowymi obostrzeniami takimi jak: obowiązek sporządzenia szczegółowej dokumentacji, konieczność stosowania odpowiednich praktyk związanych z zarządzaniem danymi, obowiązek dokonywania oceny ryzyka, wymóg rejestrowania zdarzeń czy zapewnienia nadzoru człowieka.

Projekt rozporządzenia określa także środki nadzorcze, które odpowiednie organy będą mogły wykorzystywać do oceny, czy systemy są zgodne z rozporządzeniem oraz kary, które organy te będą nakładać na podmioty za stosowanie praktyk niezgodnych z przepisami rozporządzenia. Środki te będą dotkliwe – organy nadzorcze będą mogły żądać pełnego dostępu do danych (w tym kodu źródłowego) oraz pełnej dokumentacji. Dozwolona będzie również ocena systemu sztucznej inteligencji, a także nakładanie obowiązku podjęcia działań naprawczych. Organy nadzorcze będą mogły nawet zakazać lub ograniczyć stosowanie systemu stwarzającego ryzyko, który nie spełnia wymogów określonych w rozporządzeniu. Kary finansowe będą sięgać nawet 30 milionów euro lub 6 % rocznego, światowego obrotu.

– Sztuczna inteligencja może przyczynić się do globalnego skoku cywilizacyjnego na miarę czwartej rewolucji przemysłowej. Z drugiej strony z tą technologią związane są nowe ryzyka np. skłonność do podejmowania decyzji dyskryminacyjnych. Dostrzegając te zagrożenia oraz mając na celu rozwój etycznej sztucznej inteligencji w Europie, Komisja Europejska przygotowała projekt rozporządzenia unijnego, które ma uregulować stosowanie systemów stwarzających najwyższe i wysokie ryzyko. Rozporządzenie to będzie pierwszym unijnym aktem prawnym regulującym sztuczną inteligencję, przy czym akt ten będzie miał wpływ nie tylko na dostawców i użytkowników z Unii Europejskiej, ale również na dostawców i użytkowników z państw trzecich – mówi Maciej Bisch Adwokat, Kancelaria EY Law.

Czy compliance-by-design = compliance-by-default?

Usługi chmurowe umożliwiają dynamiczny rozwój organizacji w ważnych sektorach gospodarki. W polskich realiach najbardziej zaawansowany jest sektor usług finansowych. Opublikowany w styczniu 2020 roku komunikat Chmurowy Komisji Nadzoru Finansowego wskazuje w jaki sposób wdrożyć chmurę w tej branży od strony regulacyjnej, aby zapewnić bezpieczeństwo podczas korzystania z tej technologii.

Komunikat Chmurowy jest neutralny technologicznie, czyli nie wskazuje wprost, jakie rozwiązania technologiczne mają być przyjęte, a także – poza wyjątkami – nie określa standardów bezpieczeństwa. Przenosi obowiązek podejmowania decyzji dotyczących bezpieczeństwa na podmiot regulowany, ale decyzje te muszą być oparte na wynikach analizy ryzyka. Pierwszym krokiem przy wdrażaniu rozwiązań opartych na usługach chmurowych jest przeprowadzenie analizy luki, czyli sprawdzenie w jakim stopniu organizacja działa w zgodzie z regulacjami. Następnym działaniem jest sporządzenie strategii chmurowej. Ten zaawansowany dokument stwarza ramy koncepcyjne dla całego procesu. Utworzona w ten sposób swoista „mapa drogowa dla projektu” ma brać pod uwagę strategię biznesową, IT oraz bezpieczeństwa. Dodatkowo Komunikat Chmurowy wprowadził obowiązek ciągłego monitorowania i testowania wykorzystywanej usługi.

Inne gałęzie gospodarki otwierają się na tego rodzaju rozwiązania, co widać zwłaszcza w obszarze energetycznym. Tę potrzebę dostrzegł także prawodawca. W efekcie, we wrześniu 2021 roku, Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało rekomendacje w zakresie cyberbezpieczeństwa w sektorze energetycznym.

Strategię bezpieczeństwa rozwiązań chmurowych można opracować z użyciem podejścia top-down, które oznacza stworzenie ram wymagań bezpieczeństwa o generalnym charakterze, niezwiązanych z konkretną technologią. Opracowane ramy będą odzwierciedlać wymagania bezpieczeństwa przypisane do właściwych informacji. Na tej podstawie tworzy się następnie założenia bezpieczeństwa — zestaw minimalnych wymagań, które dana technologia musi spełnić. Są one opracowywane dla kolejnych usług lub całych rozwiązań chmurowych.

Założenia bezpieczeństwa zależą od modelu, w którym są świadczone usługi chmurowe. Wyróżniamy trzy podstawowe modele: IaaS (Infrastructure as a Service), PaaS (Platform as a Service) oraz SaaS (Software as a Service). Różnią się one sposobem wykorzystywania, a zatem także podziałem odpowiedzialności między dostawcę usług chmurowych a klienta, który na podstawie umowy będzie z tych usług korzystać. Bardzo ważnym obszarem związanym z bezpieczeństwem chmury, jest również ochrona kryptograficzna, obejmująca szyfrowanie informacji, procedury zarządzania kluczami szyfrującymi, ustalenie poziomów dostępów, zarządzanie cyklem życia algorytmów szyfrujących.

Wdrożenie chmurowe jest interdyscyplinarnym procesem, w którym można wskazać dwa różne podejścia. Pierwszym jest Compliance-by-design, kiedy o zgodności z regulacjami myśli się od samego początku procesu wdrożenia, już na etapie planowania. Drugim jest Compliance-by-default, czyli założenie, że działania będą zgodne z regulacjami – bez wyłączeń – przez cały czas wdrożenia i eksploatacji.

– Tradycyjne podejście do bezpieczeństwa nie jest wystarczająco skuteczne w przypadku środowisk chmurowych, w tym szczególnie hybrydowych. Dzieje się tak dlatego, że nie ma tu jasno określonej granicy sieci, którą należy chronić. Obsługiwane ręcznie narzędzia do zarządzania bezpieczeństwem stały się zbyt mało efektywne w stosunku do rosnącego zakresu działania organizacji, a do tego brak centralizacji ogranicza poziom widoczności zasobów chmurowych potrzebny organizacjom do monitorowania, co dzieje się w ich sieciach – podsumowuje Michał Jasiorkowski, Manager, Cyber Security Compliance, EY Polska.

Deweloperzy: spadła siła nabywcza kupujących mieszkania

Czy ostatnie zmiany na rynku przyniosły spadek siły nabywczej kupujących mieszkania na rynku deweloperskim? Czy nabywcy mają trudności z uzyskaniem finansowania w banku? Czy zmuszeni są decydować się na mniejsze i tańsze mieszkania? Czy zapowiadana gwarancja państwa, która ma zastąpić wkład własny do kredytu może mieć realny wpływ na popyt? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Rosnące stopy procentowe, skok inflacji i wysokie ceny mieszkań spowodowały, że pewna grupa klientów, szczególnie klienci kupujący swoje pierwsze mieszkanie, sięgający po produkt z segmentu popularnego, wypadła z rynku. Dotyczy to zarówno zdolności kredytowej, jak i możliwości zaakceptowania ceny mieszkania. Wielu osób nie stać dziś na jego zakup.

Planowany kredyt hipoteczny z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym jest drogą na skróty, ponieważ poziom limitów cenowych jest ustalany w sposób nieadekwatny do aktualnej oferty rynkowej, szczególnie w dużych miastach. Deweloperzy mierzą się z mocno ograniczoną podażą. Sam fakt, że państwo zagwarantuje wsparcie, to za mało, ponieważ kredyt z wysokimi ratami, kupujący będą spłacać samodzielnie przez kolejne lata. W przypadku takich programów ważne jest, aby w miastach były tworzone sprawne mechanizmy powiększania podaży, chociażby poprzez usprawnienie procedur administracyjnych i szybsze wydawanie pozwoleń budowlanych. W miastach musi być przestrzeń do różnicowania oferty, udostępniania potencjalnym klientom mieszkań tańszych, czy droższych. Przy mocno ograniczonej podaży, a jednocześnie bardzo silnym, utrzymującym się popycie na mieszkania, nie spodziewam się dużego wpływu na zmianę obecnej sytuacji.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Wawel Service

Już teraz obserwujemy, że po ostatnich podwyżkach stóp procentowych, rzeczywiście spadła siła nabywcza naszych klientów. Wyższe stopy procentowe oznaczają zmniejszenie zdolności kredytowej, a prawie połowa naszych klientów przy zakupie mieszkania posiłkuje się właśnie kredytem hipotecznym. Zauważyliśmy jednak, że nasi klienci nie rezygnują z zakupu mieszkania, ale częściej decydują się na mniejsze lokale. Rządowy program Mieszkanie bez wkładu własnego z pewnością wygeneruje popyt wśród klientów, którzy dotąd nie mieli dostępu do kredytowania zakupu mieszkania.

Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia S.A.

Niedawna seria podwyżek stóp procentowych z pewnością wpłynęła na możliwości zakupowe Polaków. Kredyty hipoteczne stały się droższe, przez co zmalała zdolność kredytowa potencjalnych kredytobiorców. Trzyosobowa rodzina dysponująca dwiema średnimi krajowymi, która jeszcze we wrześniu ubiegłego roku mogła zadłużyć się na 700 tys. zł., dziś może pożyczyć nawet o 100-150 tys. zł mniej. W tej sytuacji część nabywców będzie musiała przekierować swoje poszukiwania na lokale tańsze, o mniejszej powierzchni czy liczbie pokoi. Trudno jednak się spodziewać, aby aktualny poziom stóp procentowych eliminował z rynku mieszkaniowego duże grupy kupujących. Można się wręcz spodziewać, że część zainteresowanych nawet przyspieszy decyzję o zakupie w obawie przed dalszymi wzrostami cen, kolejnymi podwyżkami stóp procentowych i w efekcie dalszą redukcją zdolności kredytowej. Czy tak będzie w istocie? Dowiemy się za kilka-kilkanaście miesięcy.

Co do rządowych gwarancji wkładu własnego, uważam że jej wpływ na rynek będzie marginalny. Upoważaniające do skorzystania z tej formy pomocy limity cen metra kwadratowego mieszkania są o 1-2 tys. zł niższe niż średnie ceny w największych miastach. W przypadku Warszawy ten limit to około 9760 zł za mkw. W tej cenie proponowane są tylko niektóre lokale, przeważnie na obrzeżach stolicy. Sam program adresowany jest do wąskiej grupy klientów, osób do 40 roku życia, które nie posiadają innych nieruchomości. Ewentualne korzyści finansowe są znikome. Na realizację „Mieszkania bez wkładu własnego” przewidziano w 2022 roku zaledwie 100 mln zł. Należy też pamiętać, że program nie rozwiązuje innego problemu – niskiej zdolności kredytowej nabywców, a gwarantowany przez Państwo wkład własny trzeba i tak zwrócić.

Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w firmie Constructa Plus

Rzeczywiście, część nabywców rewiduje swoje oczekiwania względem nowego lokum i decyduje się na mniejsze mieszkania, ale jednocześnie wiele osób gra na czas i licząc na przyszłe obniżki, co do których oczywiście nie mamy pewności, decyduje się skorzystać z oferty mieszkań na wynajem. A to z kolei sprawia, że popyt na mieszkania ze strony inwestorów stale rośnie. Nie obserwujemy natomiast wśród naszych klientów problemów z uzyskaniem finansowania zakupu mieszkania.

Gwarancja zastępująca konieczność wniesienia wkładu własnego na zakup mieszkania raczej nie będzie miała znaczącego wpływu na zmianę sytuacji nabywców, a przynajmniej nie w dużych miastach, takich jak Poznań, gdzie działamy. Jeśli spojrzymy na liczne opracowania zestawiające ofertę firm deweloperskich z limitami wyznaczonymi w przepisach regulujących program wsparcia, zauważymy, że dostępność takich lokali jest wręcz znikoma.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Podwyżka stóp procentowych nie zniechęci zainteresowanych zakupem nieruchomości. Rata, którą będzie musiał zapłacić przeciętny kredytobiorca będzie o kilkadziesiąt złotych wyższa, ale to nie spowoduje rezygnacji z kupna mieszkania. Popyt na mieszkania o powierzchni 30-50 mkw. będzie utrzymywał się na podobnym poziomie co w latach poprzednich. Może jedynie wzrosnąć zapotrzebowanie na domy czy mieszkania oddalone od centrum, bo część klientów wybierze tańszą ofertę z powodów finansowych.

Kredyt bez wkładu własnego, który ma być dostępny od maja, zdaniem wielu ekspertów, będzie sporo droższy od standardowego. Stąd wielu klientów się na niego nie zdecyduje. Ustawa o gwarantowanym kredycie hipotecznym zakłada ponadto, że maksymalna kwota, którą obejmie poręczenie nie przekroczy 100 tys. zł, a to oznacza, że mieszkanie może kosztować nie więcej niż 500 tys. zł, a jednocześnie musi spełniać kryterium ceny metra kwadratowego. W wielu miastach oferta spełniająca cenowy wymóg programu może być skromna, a w niektórych miastach trudno będzie znaleźć jakiekolwiek mieszkanie w ramach programu. Wielu klientów, z uwagi na rosnące ceny mieszkań, nie zdecyduje się czekać na zakup do wiosny biorąc kredyt z wkładem własnym, ale ze stałym oprocentowaniem.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal S.A.

Nie spodziewamy się, by podniesienie stóp procentowych, które miało miejsce w ostatnim czasie, wpłynęło negatywnie na zdolność kredytową Polaków. Nie obserwujemy, by z powodu wzrostów wprowadzonych przez Radę Polityki Pieniężnej klienci musieli decydować się na mniejsze mieszkania, czy też mieli problem z uzyskaniem kredytu. Przekroczenie progu 2 proc. może w jakimś stopniu ograniczyć siłę nabywczą klientów.

Ustawa o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym powinna umożliwić zakup mieszkania tym, którzy do tej pory nie mogli sobie na to pozwolić. Na pewno jest to zatem czynnik, który powinien pozytywnie wpłynąć na popyt. Trudno jednak ocenić, jakim ten program będzie cieszył się powodzeniem i jaka będzie jego skala.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Podwyżki stóp procentowych wynikające z wysokiej inflacji rzeczywiście mają wpływ na decyzje zakupowe Polaków. Te są teraz bardziej przemyślane. Mnóstwo informacji i komentarzy na ten temat pojawiających się w mediach powodują, że poprawia się nasza wiedza ekonomiczna. Coraz więcej osób wie, że poziom stóp procentowych może się dynamicznie zmieniać, a tym samym rata kredytu. To w dłuższej perspektywie bardzo dobrze dla rynku, bo będziemy mieli świadome społeczeństwo. Sam poziom stóp procentowych dziś wciąż można jednak nazwać bardzo niskim. Z pewnością będą one jednak jeszcze rosły. Dla tych, którzy zaciągali kredyty jakiś czas temu, gdy ich poziom oscylował wokół 3-4 proc. będzie to powrót do pierwotnych warunków. Dla osób myślących o zaciągnięciu kredytu to ważna lekcja ekonomii i planowania domowego budżetu.

Co do nowych przepisów wprowadzających gwarancję zamiast wkładu własnego, już dziś wiadomo, że jest ona obwarowana wieloma warunkami, dotyczącymi ceny lokalu czy choćby tego, kto z niej może skorzystać. Nie spodziewam się, by wywołała kolejny boom na rynku nieruchomości, ale na pewno mu nie zaszkodzi.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Przede wszystkim, sytuacja jest bardzo dynamiczna, a wysokość stóp procentowych to kluczowy, ale nie jedyny element układanki. Podam przykład sięgając do raportu NBP z października, podsumowującego sytuację na rynku nieruchomości w drugim kwartale 2021 roku. Z tej informacji widać, że tzw. odczuwalność kredytu mieszkaniowego dla konsumenta znajdowała się na bardzo niskim poziomie, jednym z najniższych w historii. To istotny parametr, im niższa jest realna odczuwalność kredytu, tym chętniej kupujący po niego sięgają. Od tego czasu oczywiście wiele się zmieniło. Stopy procentowe poszły do góry, ale inflacja jest jeszcze wyższa, a w ślad za nią postępuje wzrost wynagrodzeń. Kredyt może być więc realnie jeszcze mniej odczuwalny.

Z drugiej strony, wzrost stóp oznacza, że nominalna zdolność kredytowa może być dziś niższa niż jeszcze pół roku temu. W praktyce oznaczałoby to, że kredytobiorca, będąc w podobnej sytuacji finansowej, jest w stanie kupić mniej metrów kwadratowych niż na przykład latem. Wszystko zależy zatem właśnie od indywidualnej sytuacji kredytobiorców.

Jak na razie nie zauważamy wpływu podniesienia stóp procentowych na popyt. Przy kolejnych podwyżkach, które prognozują eksperci, sytuacja może się pod tym względem zmienić. Podaż na rynku jest jednak na tyle mała, że nie powinno mieć to wpływu na ceny, a jedynie na szybkość sprzedaży. A jeśli rzeczywiście wejdzie w życie nowy program rządowy, to dla części potencjalnych klientów może być kolejnym argumentem za zakupem mieszkania.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Z informacji rynkowych wynika, że za wzrostem inflacji równolegle zwiększa się również poziom wynagrodzeń. To powoduje, że siła nabywcza Polaków utrzymuje się na porównywalnym poziomie. Jednocześnie inwestycja w nieruchomości pozostaje jednym z najlepszych sposobów ochrony kapitału w czasie. To sprawia, że zainteresowanie mieszkaniami oceniamy nadal jako wysokie. Klienci mogą wybierać spośród bardzo zróżnicowanej i atrakcyjnej oferty. Proponujemy, zarówno mieszkania w segmencie popularnym, jak i prestiżowe apartamenty w topowych lokalizacjach nadmorskich. Zastosowanie gwarancji zastępującej wniesienie wkładu własnego z pewnością ułatwi części osób zakup mieszkania. Nie zakładamy jednak, że istotnie wpłynie na popyt na rynku.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Inflacja i wzrost podatków mają istotny wpływ na ograniczenie możliwości zakupowych, jednak nabycie mieszkania to poważna decyzja i czasem kwestia marzeń. Wiąże się ze zmianą planów życiowych, czy na przykład powiększeniem rodziny, albo zakupami inwestycyjnymi. Dlatego osoby, które będą miały możliwość czy zdolność zakupu mieszkania, nie zrezygnują z tego planu, ponieważ nie widać na horyzoncie czynników, które mogłyby wpłynąć na spadek cen. Podaż jest bardzo ograniczona, popyt jest podsycany przez fundusze inwestycyjne i raczej spodziewam się że Kowalscy ograniczą wydatki na inne cele a z planów zakupu mieszkania na razie nie zrezygnują.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Sądzę, że w perspektywie roku podwyżka stóp procentowych nie wpłynie znacząco na popyt na mieszkania. W Polsce nadal brakuje kilku milionów mieszkań, a pandemia jeszcze wzmocniła potrzeby pod względem komfortowego miejsca zamieszkania, także w kontekście pracy zdalnej. Dlatego, wygląda na to, że rynek nieruchomości mieszkaniowych uzyskał bardzo mocny impuls, który będzie trwalszy i bardziej długoterminowy niż inne efekty pandemii. Pozytywnie też oceniamy każdy impuls, jak gwarancja, który może pomóc Polakom w nabyciu własnego M.

Jarosław Kozak, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Ogromne zainteresowanie mieszkaniami nie wskazuje na spadek siły nabywczej Polaków. Rynek nieruchomości cały czas jest na topie i widać to dość wyraźnie. Polacy chętnie szukają nowych mieszkań. niektórzy dla siebie, a inni pod inwestycje. Inflacja oczywiście wpływa na ceny gruntów i materiałów budowlanych, co przekłada się na końcową cenę nieruchomości, ale mimo tego nie zauważamy słabnącego zainteresowania mieszkaniami. Trend jest zupełnie inny. To pokazuje, że musimy wychodzić naprzeciw oczekiwaniom klientów, czyli szukać miejsc na nowe inwestycje i po prostu budować.

Nasza inwestycja Atol w Gdańsku należy do segmentu mieszkań premium. Duża część klientów nie posiłkowała się kredytem i zakupiła mieszkanie ze środków własnych. Zniesienie obowiązku wniesienia wkładu własnego rzekomo wpłynie na rynek mieszkaniowy. Warto jednak podkreślić, że tylko niektóre mieszkania będą mogły zostać kupione w programie „mieszkanie bez wkładu własnego”. Wiele rodzin niestety nie będzie spełnić założonych wymogów formalnych w zaproponowanym przez rząd programie. Ale mimo takiej sytuacji, z poziomu branży deweloperskiej, sytuacja nie jest zła. Mieszkania cieszą się ogromnym zainteresowaniem już od momentu ogłoszenia realizacji danej inwestycji. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że dla wielu nabywców mieszkania kosztują dużo, ale mimo tego gros Polaków szuka i kupuje nieruchomości mieszkalne. Po wprowadzeniu rządowego programu popyt oczywiście może wzrosnąć, ale wstrzymujemy się na razie z ogłaszaniem dokładnych szacunków.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Trudno powiedzieć na ile gwarancja wpłynie na popyt na rynku mieszkaniowym w środowisku rosnących stóp procentowych, szalejącej inflacji oraz rosnących cen materiałów budowlanych. Prawdopodobnie zwiększy się popyt na lokale o powierzchni 30-50 mkw., które są najczęściej poszukiwane przez młode rodziny.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Pomimo różnych czynników, które miały miejsce w drugiej połowie ubiegłego roku, takich jak podwyżki stóp procentowych, wzrost inflacji i cen mieszkań, nie odczuliśmy większych zmian odnośnie popytu i siły nabywczej klientów. Przy tak szerokiej ofercie mieszkań, którą mamy, nasi klienci mają duży wybór. Przykładowo, jeśli kogoś nie stać na zakup mieszkania na Bielanach, decyduje się na inwestycję zlokalizowaną na Białołęce. Z kolei wszelkie formy wsparcia dla klientów poprawiające dostęp do finansowania oczywiście mogą przynieść korzyści, ale jak to bywa nie wszędzie i nie wszystkim.

Bartłomiej Mandryga, kierownik działu sprzedaży i marketingu PCG S.A.

Oczywiście, że spada siła nabywcza. Wzrost wynagrodzeń nie był tak duży, jak wzrost cen nieruchomości. Osoba, która 4-5 lat temu chciała kupić mieszkanie w budżecie 300 000 zł spokojnie mogła szukać lokalu w metrażu 40-50 mkw., a teraz jest to 25-35 mkw. Zwyżka stóp procentowych negatywnie wpłynęła na możliwości zakupowe osób finansujących zakup kredytem hipotecznym. Myślę, że osoby szukające lokum z powodu np. powiększenia rodziny nie zdecydują się na zakup mniejszego metrażu, który nie spełni ich potrzeb, a będą zmuszone pomyśleć o alternatywnym rozwiązaniu tj. wynajęciu mieszkania.

Gwarancja rządowa mająca zastąpić wnoszenie wkładu własnego przy zakupie mieszkania z pewnością poszerzy grono klientów. Będą to osoby, które mają zdolność kredytową, ale nie uzbierały gotówki na 10 proc. czy 20 proc. wkład. Obawiamy się natomiast, że dodatkowe warunki uzyskania rządowej gwarancji mogą sprawić, że ustawa obejmie w rzeczywistości niewielką grupę kupujących.

Z naszych statystyk wynika, że w zależności od miasta, około połowa klientów nabywa mieszkania za gotówkę. Ich więc problem braku wkładu własnego czy uzyskania kredytu hipotecznego nie dotyczy, natomiast zgromadzone przez nich środki tracą na wartości przez wysoką inflację. W obecnej sytuacji zakup mieszkania jest jednym z najbardziej stabilnych sposobów inwestowania i ochrony kapitału.

Marcin Michalec, CEO Okam

W mojej ocenie, duża cześć zamożniejszych konsumentów, dysponujących kapitałem lub posiadających atrakcyjną zdolność kredytową, którzy w ciągu ostatnich dwóch lat poszukiwali sposobu na inwestycję lub większego metrażu, nabyła już mieszkania. Jednocześnie inflacja czy podwyżki stóp procentowych miały oczywiście wpływ na wzrost wysokości rat kredytowych czy trudność z uzyskaniem kredytu hipotecznego przez niektórych konsumentów, szczególnie tych posiadających bardzo niski wkład własny czy niewysokie zarobki. Niepewna sytuacja i zapowiedzi kolejnych podwyżek stóp procentowych mogą “zmusić” część osób planujących zakup własnego mieszkania do odłożenia tej decyzji w czasie czy zakupu tańszego lokalu na rynku wtórnym. Jeśli w życie wejdzie zapowiadana gwarancja zastępcza, może ona jednocześnie przyspieszyć proces zakupu mieszkania na rynku pierwotnym przez niektórych marzących o nim konsumentów, którzy wstrzymywali ten krok w związku z odkładaniem funduszy na wkład własny. Trudno na ten moment jednak ocenić realne przełożenie planowanego rozwiązania na popyt na rynku, aż do czasu wprowadzenia konkretnych przepisów.

Efekt tarczy antyinflacyjnej może okazać się krótkotrwały

Po grudniowej obniżce akcyzy na paliwa silnikowe, ceny na polskich stacjach istotnie spadły, jednak ostatnio znowu zbliżają się do 6-ciu zł za litr. Przyczyną tych wzrostów jest wysoka cena ropy naftowej na światowych giełdach. Ceny tego surowca sięgnęły 90 USD za baryłkę, co jest poziomem najwyższym od 8 lat. Tylko w styczniu ceny paliw gotowych na giełdach międzynarodowych wzrosły o ponad 100 USD za tonę, co powinno przełożyć się na wzrost ceny detalicznej o prawie 40 gr/l!

Jak w najbliższym czasie będą plasowały się detaliczne ceny paliw? Czekają nas dalsze wzrosty, a może nadejdzie długo wyczekiwana stabilizacja?

Komentarz Zbigniewa Łapińskiego, dyrektora ds. zaopatrzenia logistyki i klientów kluczowych, członka zarządu Anwim S.A.

Wysokie ceny ropy naftowej są skutkiem niestabilności na świecie. Istnieją obawy wśród inwestorów, że podaż surowca już wkrótce będzie mocno ograniczona. Dziś baryłka ropy kosztuje już ok. 90 USD, natomiast wg analityków może niedługo przekroczyć nawet 100 USD. Drugim ważnym czynnikiem wpływającym na detaliczne ceny paliw są kursy złotego w stosunku do dolara amerykańskiego i euro. W tej chwili cena złotego jest na dość stabilnym poziomie, jednak spadki cen polskiej waluty mogą również skutkować wzrostami ostatecznych cen paliw.

26 stycznia br. prezydent złożył podpis pod ustawą będącą elementem tarczy antyinflacyjnej 2.0. Oznacza to, że 1 lutego zostanie obniżony VAT na niektóre grupy produktów, w tym na paliwa silnikowe. Stawka zostanie obniżona z 23 do 8%. Detaliczne ceny paliw na stacjach powinny zatem gwałtownie spaść do poziomu ok. 5,30 zł/l. Biorąc pod jednak uwagę nieustanne wzrosty cen ropy naftowej, efekt niższych cen może okazać się krótkotrwały.

BioMaxima debiutuje na głównym rynku GPW jako pierwsza spółka w 2022 r.

Akcje BioMaxima SA zostały dziś wprowadzone do obrotu na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Spółka przeniosła notowania z New Connect, na który weszła w 2010 roku. Emitent, zgodnie ze wstępnymi danymi finansowymi, w ubiegłym roku osiągnął ponad 78,5 mln zł przychodów, czyli wzrost na poziomie 31 proc. względem 2020 r. Przeniesieniu notowań na główny rynek nie towarzyszy emisja nowych akcji.

31 grudnia 2021 roku Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt spółki, sporządzony w związku z zamiarem ubiegania się o dopuszczenie do obrotu na rynku regulowanym wszystkich akcji emitenta serii A, B, C, D, E i F. Równo miesiąc później wprowadzone zostały akcje zwykłe na okaziciela o wartości nominalnej 1 zł każda. Tym samym BioMaxima debiutuje na głównym rynku GPW jako pierwsza spółka w 2022 roku.

Debiut na głównym rynku GPW był naszym strategicznym celem, który dzisiaj osiągnęliśmy. Już 2020 rok był dla nas rekordowy, a w ubiegłym roku udało się nam osiągnąć jeszcze lepsze wyniki finansowe, w tym wzrost przychodów na poziomie 31%. Jest to niewątpliwie wyjątkowy moment w ponad 20-letniej historii BioMaximy – mówi Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA. – Nowy rok rozpoczynamy debiutem, ale i doskonałymi perspektywami dalszego rozwoju. Już dzisiaj, zrealizowana sprzedaż oraz szybko rosnący portfel zamówień zapowiada kolejny rekordowy kwartał, więc pełni optymizmu wchodzimy w ten nowy dla spółki okres – dodaje Łukasz Urban.

Zgodnie z raportem przekazanym 4 stycznia br., przychody ze sprzedaży ogółem w IV kw. 2021 wyniosły 23,2 mln zł oraz ponad 78,5 mln zł za cały rok. Spółka podała, że struktura sprzedaży w IV kwartale oraz całym 2021 roku sprawia, że zarząd oczekuje lepszego wyniku netto aniżeli w rekordowym 2021 r.

Ponad dwadzieścia lat doświadczenia i nadal dynamiczny rozwój

Historia BioMaxima SA na rynku diagnostyki laboratoryjnej sięga 1997 roku. Spółka zaopatruje ponad 2 tys. laboratoriów w Polsce i prowadzi działalność eksportową na ponad 60 rynkach. Jest wytwórcą podłoży mikrobiologicznych, systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także szerokiej gamy odczynników oraz sprzętu do diagnostyki in vitro, w tym bardzo szerokiej oferty rozwiązań do diagnostyki SARS-CoV-2. BioMaxima od lat stawia na rozwój organiczny swojej działalności, a obecnie skupia się m.in. na poszerzaniu swoich kompetencji w zakresie systemów oznaczania lekowrażliwości, a także diagnostyki molekularnej.

Spółka widzi duży potencjał wzrostu w eksporcie, przede wszystkim dzięki sile swojej marki na rynkach zagranicznych, jako europejskiego producenta wysokiej jakości wyrobów, które jednocześnie mogą konkurować ceną z zachodnimi koncernami.

Emitent jest w trakcie inwestycji w rozbudowę zakładu produkcyjnego w Lublinie o wartości 13-14 mln zł. Nowa infrastruktura przeznaczona będzie m.in. do produkcji systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także testów immunochromatograficznych. Celem spółki jest zwiększanie udziału wyrobów własnych w sprzedaży ogółem. Inwestycja jest w całości finansowana ze środków własnych spółki oraz z kredytu.

ABSL nawiązuje partnerstwo programowe ze spółką biurową Skanska

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL), organizacja reprezentująca sektor nowoczesnych usług biznesowych – nawiązał ze spółką biurową Skanska, partnerstwo programowe w obszarze ESG (Environmental, Social & Governance), obejmującym kwestie środowiskowe, społeczne i z zakresu ładu korporacyjnego. W 2022 roku będzie to jeden ze strategicznych obszarów ABSL, a partnerstwo umożliwi wymianę wiedzy, wspieranie dalszego zrównoważonego rozwoju sektora w Polsce, a także aktywne promowanie gospodarki w kontekście poprawy atrakcyjności inwestycyjnej Polski.

Nowoczesne usługi biznesowe to jeden z najszybciej rozwijających się sektorów, który odpowiada na potrzeby zmieniającą się rzeczywistości. Tylko w zeszłym roku – mimo postępującej pandemii – w centrach usług biznesowych w Polsce powstało 13,5 tysiąca nowych miejsc pracy. ABSL jako organizacja zrzeszająca ponad 220 firm, zapewnia szerokie grono ekspertów. W bieżącym roku spółka biurowa Skanska dołącza do ABSL jako parter programowy w zakresie ESG.

Spółka biurowa Skanska od lat kieruje się zrównoważonym podejściem w biznesie i podejmuje działania wpisujące się w założenia ESG. W ramach realizacji swoich ambitnych celów klimatycznych, Skanska, we współpracy z różnymi partnerami, systematycznie rozwija i wdraża nowe rozwiązania, które pomagają obniżyć ślad węglowy. Spółka aktywnie działa na rzecz promocji etyki biznesu, bezpieczeństwa pracy oraz tworzenia przyjaznej i inkluzywnej kultury organizacyjnej. Tym samym wpisuje się m.in. w realizację tzw. Celów Zrównoważonego Rozwoju wyznaczonych przez inicjatywę UN Global Compact, powołaną przez Organizację Narodów Zjednoczonych.

W grupie Skanska mamy jasno zdefiniowane cele zrównoważonego rozwoju. Do 2045 roku osiągniemy neutralność emisyjną w zakresach własnych, jak i w value chain natomiast do 2030 zredukujemy emisję dwutlenku węgla o 70% w ramach emisji własnych. Czujemy się odpowiedzialni za środowisko, gdyż mamy świadomość, że budownictwo odpowiada za 40% globalnych emisji gazów cieplarnianych. Od lat dokładamy wszelkich starań, aby podejmować miarodajne akcje na rzecz zrównoważonego rozwoju. Przykładem jest posiadana przez Skanska prestiżowa akredytacja według globalnego standardu Science Based Targets, która potwierdza zgodność naszych celów z ogólnoświatowym celem klimatycznym dotyczącym powstrzymania wzrostu temperatury o więcej niż 1,5°C do 2050 roku. Partnerstwo z ABSL daje nam możliwość dzielenia się wiedzą i doświadczeniem z firmami z sektora nowoczesnych usług biznesowych, uczenia się od nich oraz wspierania ich w dążeniu do realizacji ich własnych celów zrównoważonego rozwoju, a przez to w budowaniu bardziej przyjaznego świata. Aby osiągnąć cele wpracowane w ramach Porozumienia Paryskiego wszyscy uczestnicy rynku powinni działać razem – dlatego tak ważna jest wymiana wiedzy i edukacja – mówi Katarzyna Zawodna-Bijoch, prezeska i CEO spółki biurowej Skanska w regionie CEE.

ESG coraz ważniejsze dla inwestorów

Z danych raportu „Strategic Foresight ABSL” wynika, że wśród kryteriów warunkujących lokalizację nowych inwestycji są czynniki ESG obejmujące kwestie środowiskowe, społeczne oraz ład korporacyjny. Inwestorzy już dziś oczekują partnerstwa w realizacji swoich ambicji środowiskowych takich jak osiągnięcie neutralności klimatycznej, redukcja emisji CO2 czy przejście na odnawialne źródła energii. Jednocześnie wskazują na konieczność wdrażania polityk różnorodności i włączania. Spójność działań we wszystkich wymiarach może istotnie podnieść ocenę inwestorów danej lokalizacji.

Ambicją ABSL jest, aby sektor nowoczesnych usług biznesowych rozwijał się w sposób zrównoważony i odpowiedzialny, uwzględniając potrzeby przyszłych pokoleń. Z analiz ABSL wynika, że zrównoważony rozwój jest szczególnie widoczny na poziomie dostępu do zielonych biur, e-mobilności oraz rosnącej świadomości w kwestiach związanych ze środowiskiem. Stąd tak ważne stały się czynniki ESG, które nadają kierunek rozwojowi gospodarki i które już dziś mają duży wpływ na decyzje inwestorów. Doceniamy wieloletnie doświadczenie i ekspertyzę Skanska w zakresie zielonego budownictwa, bezpieczeństwa i etyki biznesu. To partner, który wzbogaci nasz przekaz i wzmocni działania w kluczowym dla nas obszarze – mówi Agnieszka Orłowska, Vice-President ESG, ABSL.