Przygotowanie do burzy

Na rynku znacznie spokojniejszy piątek niż tydzień temu. Omikron okazał się nie aż tak straszny, co nie znaczy, że można go bagatelizować. Za tydzień jednak powinien ustąpić miejsca w wiadomościach decyzji RPP.

Poprawa nastrojów za oceanem

Wczoraj zobaczyliśmy wyraźnie lepsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy. Tamtejszy rynek pracy pomimo wyraźnego ciosu na początku pandemii bardzo sprawnie wraca w stronę rekordowych poziomów. W ciągu roku bezrobocie spadło z 6,7% na 4,6%, a patrząc na obecne dane to nie powinien być koniec tej tendencji. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych kolejny tydzień znajduje się na poziomach, których nie powstydziłby się ten wskaźnik przed pandemią. 222 tysiące wniosków to po prostu dobry wynik. Do tego Raport Challengera, informujący o planowanej liczbie zwolnień pokazuje najniższy wynik od początku pandemii. Nie może zatem dziwić, że dolar wczoraj odrobił trochę strat względem euro.

W Europie bez zmian

Lepsze dane z amerykańskiego rynku pracy mocno pomagają dolarowi. Nie można analogicznie powiedzieć o strefie euro. Bezrobocie wynosi w imponujące 7,3%, a w wielu krajach pojawiają się realne problemy. Dobrym przykładem są przynajmniej Włochy. Stopa bezrobocia wynosi tam po wzroście o 0,2% w ciągu miesiąca aż 9,4%. Nie może zatem dziwić, że decydenci w Europejskim Banku Centralnym mocno obawiają się wpływu na gospodarkę końca rekordowo niskich stóp procentowych. Z drugiej strony aż strach pomyśleć, jak gospodarki południa kontynentu by sobie radziły po wzroście stóp procentowych. Analitycy nieprzypadkowo spodziewają się, że w 2022 EBC nie zacieśni polityki monetarnej.

Co zrobi Rada Polityki Pieniężnej?

Na rynku polskiego złotego tematem numer jeden jest obecnie przyszłotygodniowe posiedzenie RPP. Inwestorzy oczekują wzrostu o minimum 0,5% do 1,75%, aczkolwiek biorąc pod uwagę, że inflacja rośnie zdecydowanie szybciej, wiele osób wskazuje na konieczność przyspieszenia podwyżek. Skoro inflacja w ciągu miesiąca rośnie o 0,9%, to znaczy, że realna stopa procentowa nawet po podwyżce o 0,5% spadnie o kolejne 0,4%. Wypowiedzi prezesa NBP wskazują na scenariusz jeszcze ostrożniejszy. Z drugiej strony nie decyduje on sam, a RPP stworzyła już “warunki, bez których uruchomienie tarcz antyinflacyjnych byłoby niemożliwe”. Czeka nas ciekawy tydzień.

W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – stopa bezrobocia,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Skanska: Pracownicy oczekują wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego

Już ponad połowa Polaków pracuje wyłącznie z biura i jest ich więcej niż w maju br., wynika z trzeciej edycji badania przeprowadzonego na zlecenie spółki biurowej Skanska w regionie CEE. Niezmienny pozostał preferowany model pracy hybrydowej – polscy pracownicy wciąż najchętniej przychodziliby do biura przynajmniej 3-4 razy w tygodniu. Polska okazała się być najmniej elastyczna pod kątem uzgadniania z pracownikiem dni pracy w domu oraz w biurze. 3xzdrowie

Jak pokazują wyniki badania, 58% Polaków pracuje obecnie tylko w biurze, podczas gdy w maju 2021 r. odsetek takich osób wynosił 52%. Co drugi respondent zapytany o idealny model pracy wskazał pracę w biurze przynajmniej przez większość tygodnia, a home office jest preferowany jedynie przez 16% ankietowanych.

Przez ostatnie 11 miesięcy regularnie badaliśmy podejście pracowników do pracy w biurze oraz do pracy z domu w trakcie trwającej pandemii. Pewne trendy bardzo wyraźnie się zmieniają, a niektóre na dobre wpisały się w polski krajobraz biurowy. Przykładowo, od naszego wiosennego badania wzrosła liczba osób pracujących wyłącznie z biura, ale niezmiennie najbardziej preferowany jest hybrydowy model pracy, gdzie do biura przychodzi się dokładnie 3-4 razy w tygodniu – mówi Arkadiusz Rudzki, wiceprezes ds. sprzedaży i najmu w spółce biurowej Skanska w regionie CEE.

Polscy pracodawcy najmniej elastyczni

Polscy respondenci najczęściej spośród innych państw w CEE przyznawali, że to firma narzuca odgórnie dni pracy w domu oraz w biurze. Około 43% pracowników w Polsce wskazało, że w ich firmach dni do pracy z domu i dni w biurze są odgórnie narzucone przez pracodawcę.

Praca hybrydowa wymaga elastyczności również od strony zarządzania zespołami. Pracownicy oczekują pewnego kompromisu w zakresie ustalania dni pracy z domu i w biurach, tymczasem pracodawcy mogą nie zawsze dawać im wystarczająco dużo swobody. Polska jest najbardziej rygorystyczna pod tym względem. Tylko 19% polskich pracowników, przy średniej dla regionu na poziomie 27%, przyznało, że ma całkowitą swobodę w zarządzaniu pracą z domu i z biura. Takie podejście wynika z kultury organizacyjnej w naszym regionie, ale warto podkreślić, że oczekiwania pracowników to jedno, ważne jest również zachowanie skuteczności operacyjnej biznesu. Można powiedzieć, że poszukiwanie najbardziej optymalnego, zadowalającego obie strony rozwiązania jest obecnie jednym z największych wyzwań stojących przed pracodawcami, tym bardziej że praca w tym modelu zostanie z nami na dłużej – dodaje Arkadiusz Rudzki.

Praca zdalna a wpływ na work-life balance

Według ponad połowy respondentów w regionie CEE praca z domu najlepiej wpływa na zachowanie tzw. work-life balance. To dość istotna zmiana w porównaniu z wynikami pierwszego badania Skanska, w którym blisko 50% osób we wszystkich krajach przyznało, że oddzielenie czasu pracy od czasu wolnego stanowiło największe wyzwanie związane z pracą zdalną. W home office Polacy doceniają obecnie oszczędność czasu potrzebnego na transport oraz uważają, że mają dobre warunki do pracy.

Pomimo tego, że pracownicy zaczęli skuteczniej zarządzać swoim work-life balance, być może dlatego, że przyzwyczaili się do sytuacji i wypracowali zastępczą rutynę, nie należy zapominać, że biuro pełni trzy ważne role: integracyjną, kulturotwórczą i sprzyjającą budowaniu zespołu. Dlatego pracodawcom powinno zależeć na tym, aby ich ludzie wrócili do przestrzeni biurowych. Przed firmami stoi wyzwanie zapewnienia pracownikom skuteczniejszej integracji pomiędzy sprawami osobistymi a zawodowymi. Bez wątpienia sprawdzą się tutaj usługi pomagające zaoszczędzić czas, takie jak np. concierge, przedszkola na parterach, czy umiejscowienie biura w łatwo dostępnej części miasta – komentuje Karolina Radziszewska, wiceprezeska wykonawcza ds. zasobów ludzkich w spółce biurowej Skanska w regionie CEE.

Zdrowie psychiczne bardzo ważne

Jak pokazuje badanie, pracownicy biurowi we wszystkich krajach CEE coraz bardziej dostrzegają konieczność zadbania o ich zdrowie psychiczne przez firmy. Polscy i rumuńscy respondenci najczęściej spośród wszystkich badanych wskazują możliwość wzięcia płatnego urlopu w razie wypalenia zawodowego jako najbardziej preferowane wsparcie ze strony pracodawcy. Drugim, najważniejszym aspektem dla Polaków jest zapewnienie bezpłatnych, indywidualnych spotkań z psychologiem (45%).

Moim zdaniem pandemia otworzyła nas na rozmowę o zdrowiu psychicznym w miejscu pracy. Z naszych badań wynika, że 75% polskich pracowników biurowych uważa, że pracodawca powinien zagwarantować im wsparcie w tym zakresie. Prawie 50% popiera płatne wolne z powodu wypalenia zawodowego, dlatego cieszy mnie to, że od stycznia 2022 roku wypalenie zawodowe umożliwi otrzymanie przez pracownika L4. Myślę, że programy well-beingowe są przyszłością w odpowiednim zarządzaniu talentami – dodaje Karolina Radziszewska.

Home office nie jest idealny

Co ciekawe, to Polacy najczęściej spośród innych krajów wskazywali niekorzystny wpływ home office na relacje społeczne (45% ankietowanych dostrzega negatywne skutki w tym obszarze). Według polskich pracowników, na pracy zdalnej cierpi też integracja nowych pracowników (45%) oraz praca zespołowa (38%).

– Zmiana modelu pracy i pozostawianie przez dłuższy czas w domowym biurze wpływa m.in. na samopoczucie pracowników. Polskim pracownikom biurowym pracującym głównie w domu najbardziej doskwiera samotność, czują dyskomfort w pracy oraz frustrację. Nie dziwi więc fakt, że zdecydowana większość osób chce, aby firma dawała pracownikom wsparcie w zakresie zdrowia psychicznegopowiedziała Małgorzata Głos, partnerka w firmie analityczno-badawczej Zymetria, odpowiedzialnej za badanie.

To, czego oczekujemy w biurach

Co czwarty pracownik w regionie CEE wciąż przyznaje się do obaw związanych ze złapaniem wirusa COVID-19 w biurze – wspomina o tym blisko 30% Polaków. Wyniki pokazują, że zapewnienie wysokich standardów bezpieczeństwa, potwierdzonych wymagającymi certyfikatami, jak m.in. WELL Health-Safety Rating, mogą mieć istotny wpływ na decyzję o pracy w biurze.

Co więcej, ponad połowa pracowników biurowych oczekuje dodatkowych aktywności w biurze. Spotkania z interesującymi ludźmi, masaże, wspólne posiłki czy eventy poza miejscem pracy to najbardziej zachęcające aspekty w kontekście częstszego przychodzenia do biura. Jak się okazuje, zarówno w całym regionie CEE, jak i w Polsce, nie bez znaczenia są też m.in. dostęp do darmowych posiłków (27%) czy dobrze wyposażona kuchnia (24%) – to najczęściej wymieniane rozwiązania, które mogą zachęcić do wizyty w biurze częściej niż trzy razy w tygodniu.

O badaniu

Badanie przeprowadziła firma analityczno-badawcza Zymetria na zlecenie spółki biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej. W ramach ilościowego badania online metodą CAWI, zebrano odpowiedzi od 2000 pracowników biurowych w dużych ośrodkach miejskich w czterech krajach – Polsce, Rumunii, Czechach i na Węgrzech.

Pracownicy transgraniczni przed wyborem: szczepienie albo zwolnienie. Izba o obostrzeniach w Niemczech

Ogólnokrajowy lockdown dla osób niezaszczepionych i powszechny obowiązek szczepień po konsultacjach z parlamentem – Niemcy są pierwszym krajem w Europie, który decyduje się na tak radykalne działanie w kwestii czwartej fali koronawirusa. Dla Polski takie działanie również oznacza pewne zmiany, szczególnie w kontekście pracowników transgranicznych. – Staną oni przed dylematem: szczepić się czy pracować? Na szczęście wiele osób mieszkających w Polsce, a pracujących zagranicą jest już zaszczepiona, teraz ten proces się po prostu dopełni – mówi Jarosław Tarczyński, Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Niemcy reagują na to, co się dzieje w ich kraju w sposób bardzo konkretny. Służba zdrowia testuje swoją wytrzymałość, gospodarka znajduje się w najgorszej sytuacji od lat. Nie ma więc wyjścia: albo radykalne działanie, albo stagnacja – dodaje Prezes Izby Hanna Mojsiuk. Północna Izba Gospodarcza przypomina, że jest orędownikiem promocji szczepień w Polsce. – Niemcy wprowadzają powszechny obowiązek szczepień, a u nas nie można przegłosować ustawy, która pozwoli pracodawcom na weryfikację pracowników. Dzielą nas w świadomości społecznej w tym zakresie dosłownie lata świetlne – dodaje Hanna Mojsiuk.

Hanna Mojsiuk: „Ostre działanie to ratowanie gospodarki w perspektywie roku 2022”

Decyzja Rządu Niemiec jest swojego rodzaju awangardą na skalę europejską. Póki co bowiem żaden kraj nie zdecydował się na wprowadzenie powszechnego obowiązku szczepień. Ten tydzień przynosi jednak wiele zmian w obostrzeniach i restrykcjach. Wynika to z rozprzestrzenienia się wariantu omikron oraz faktu, że czwarta fala statystykami zaczyna doganiać falę trzecią.

– Niemcy wiedzą, że nie mają czasu na wielotygodniowe dywagacje: co zrobić? Jak działać? Oni mają konkretny plan, są karnym i bardzo świadomym społeczeństwem i nie spodziewam się, by obowiązek szczepień czy lockdown dla niezaszczepionych był tam przyjęty jako skandal czy zamach na wolności obywatelskie. Faktem jest, że niemiecka gospodarka przeżywa największą recesję od lat. Wszystkie sektory oparte mocno na branży automotive mocno cierpią. Można więc stwierdzić, że tutaj ostre działanie jest ucieczką do przodu i ratowaniem gospodarki w perspektywie roku 2022 – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Czy Polska powinna iść śladem Niemiec? Nie mam wątpliwości, że jeżeli Rząd w Polsce planuje jakiekolwiek nowe obostrzenia to powinny dotyczyć one tylko osób niezaszczepionych. Może to jest właśnie metoda na przekonanie społeczeństwa do słuchania się autorytetów. Z ciekawością przyglądam się decyzji Niemiec – mówi Hanna Mojsiuk.

„Urzędnicy niemieccy będą na pewno w tym przypadku bardzo skrupulatni i przedsiębiorcy będą musieli spodziewać się kontroli w miejscach pracy”

Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej Jarosław Tarczyński nie ma wątpliwości, że nowe przepisy w Niemczech wywołają zmiany także w Polsce.

– Pracownicy transgraniczni będą musieli być zaszczepieni. Większość już jest, ale zdarzały się przypadki, gdzie pracownicy szczepień unikali i np. poddawali się regularnym testom. Urzędnicy niemieccy będą na pewno w tym przypadku bardzo skrupulatni i przedsiębiorcy będą musieli spodziewać się kontroli w miejscach pracy – mówi Jarosław Tarczyński. – To nie będzie wyłom i pionierskie zachowanie. Niemcy są z natury krajem bardzo pragmatycznym w działaniu dotyczącym koronawirusa. Myślę, że Niemcy znajdą naśladowców i w kolejnych tygodniach dowiemy się o obowiązku szczepień w kolejnych krajach. Mam nadzieję, że taka decyzja u naszych sąsiadów zmusi nas do pewnych przemyśleń, chociaż w kwestiach np. okazywania paszportu covidowego w miejscach publicznych – dodaje wiceprezes Jarosław Tarczyński.

Polacy porzucą pracę w Niemczech przez obowiązek szczepień? „To byłaby brawura”

Czy rynek pracy może pozwolić sobie na tak radykalne działania jak w Niemczech? Eksperci przyznają, że jest to działanie, któremu warto się przyglądać, ale nie należy porównywać rynku pracy w Polsce i w Niemczech.

– Nie spodziewam się, by Niemcy masowo rzucali wypowiedzeniami z powodu obowiązku szczepień i możliwości wykonywania pracy w konkretnych miejscach tylko dla zaszczepionych. Przykładowo w Polsce nadal zdarzają się przypadki osób pracujących w służbie zdrowia, placówkach oświatowych czy urzędach, które nadal nie są zaszczepione i nikt nie robi im z tego tytułu problemów. Myślę, że w Polsce obowiązek szczepienia w miejscu pracy spotkałby się z buntem, a nawet konsekwencjami dla pracodawcy w postaci skarg czy pozwów – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy Idea HR Group.

– Jeżeli pracownicy transgraniczni zdecydują się na powrót do pracy w Polsce to jestem przekonana, że rynek przyjmie ich z otwartymi ramionami. Rzucanie pracy z powodu szczepień uważam jednak za działanie dość brawurowe – dodaje.

Rekordy w sektorze elektromobilności

W 2021 r. na drogi całego świata wyjedzie ponad 5,5 mln samochodów elektrycznych, a wartość rynku e-mobility osiągnie 244 mld dolarów. Dynamiczny rozwój globalnej elektromobilności będzie skutkował osiągnięciem poziomu 700 mln zeromisyjnych samochodów już w 2040 r. – wynika z najnowszego raportu, opublikowanego przez Bloomberg New Mobility Finanace podczas COP26 w Glasgow.

Jak informuje biuro kampanii elektromobilni.pl, aktualna liczba samochodów osobowych, dostawczych, ciężarowych oraz autobusów poruszających się po światowych drogach wynosi już ok. 1,5 mld. W konsekwencji sektor transportu drogowego wciąż stanowi jedno z głównych źródeł emisji. W 2021 r. sama tylko Ameryka Północna wytworzy 1,5 Gt CO2. Druga w kolejności jest Europa – 0,90 Gt CO2, zaś trzecia Azja – 0,70 Gt CO2. Wzmożona emisja dwutlenku węgla przyspiesza proces efektu cieplarnianego, który wywołuje niekorzystne i nieodwracalne zmiany klimatyczne. Ich koszt, według wyliczeń szwajcarskiej grupy ubezpieczeniowej Swiss Re, w 2050 r. uszczupli światową gospodarkę o 23 biliony dolarów i nie pozostanie bez wpływu na zdrowie i życie milionów ludzi[1].

Szereg państw postrzega elektromobilność jako kluczowe narzędzie sprzyjające dekarbonizacji transportu. W konsekwencji w 2021 r. rynek e-mobility pobije kolejne rekordy. Jak prognozuje BNEF, na całym świecie zostanie sprzedanych 5,6 mln samochodów elektrycznych. To o 168% więcej niż dwa lata temu i o 83% więcej, niż w roku ubiegłym. Obecnie globalny park e-samochodów wynosi 13 mln sztuk, czyli dwa razy więcej niż w 2019 r. Przyjmując, że sektor e-pojazdów będzie w najbliższych latach stymulowany przez rynkowe i polityczne mechanizmy wsparcia, należy zakładać, że do 2040 r. zeroemisyjne samochody (ZEV) będą stanowić ponad 1/3 całej globalnej floty. Według przewidywań BNEF, po światowych drogach może wówczas jeździć 677 mln pojazdów osobowych i użytkowych.

Udział pojazdów elektrycznych (EV) zwiększył się z poziomu 2,6% w roku 2019, przez 4,3% w roku ubiegłym, do 7,2% tylko w pierwszym półroczu 2021 r. Te rekordowe wartości znajdują odzwierciedlenie w konkretnych liczbach. Na globalnych rynkach dostępnych jest 500 zeroemisyjnych modeli pojazdów (o 37% więcej niż w 2019 r.). Co więcej do końca tego roku zainstalowanych zostanie łącznie 7 mln stacji ładowania. To pokazuje dynamikę rozwoju tego sektora, którego wartość na ten rok szacuje się na 244 mld dolarów.

Elektromobilność to nie tylko słupki sprzedaży. To także wymierne korzyści środowiskowe. Szacuje się, że emisje pojazdów elektrycznych wyprodukowanych w 2020 r. w całym cyklu życia (zakładając przebieg 250 tys. km) będą mniejsze w porównaniu do wariantów spalinowych (w perspektywie lat 2021 oraz 2030) o odpowiednio 60% oraz 69% w przypadku Stanów Zjednoczonych, 76% i 86% dla Wielkiej Brytanii, 59% i 70% dla Niemiec oraz 18% i 37% w przypadku Chin.

Spadków w zakresie emisji należy oczekiwać również w Polsce. Z opracowanego przez PSPA raportu „Polish EV Outlook 2021” wynika, że w 2025 r. po naszych drogach ma jeździć już pół miliona osobowych i dostawczych samochodów z napędem elektrycznym, w tym 290 tys. wariantów czysto elektrycznych oraz 225 tys. hybryd typu plug-in z możliwością ładowania z zewnętrznego źródła prądu (PHEV).

Kampania elektromobilni.pl, realizowana przez PSPA oraz Krajowy Ośrodek Zmian Klimatu, to pierwsza w Polsce i jedna z najbardziej kompleksowych w Europie inicjatyw na rzecz rozwoju zeroemisyjnego transportu. Celem projektu jest edukacja i podnoszenie świadomości społecznej na temat elektromobilności. W inicjatywę zaangażowało się kilkadziesiąt podmiotów i instytucji aktywnych w obszarze zrównoważonego transportu w Polsce. Do partnerów strategicznych elektromobilnych.pl należą: ABB, BMW, Enelion, Grupa Volkswagen, Hyundai, Mercedes-Benz, Nexity, PKN ORLEN i Toyota, a do partnerów branżowych Alphabet, EFL, EV+, Garo, GO+EAuto, GreenWay, LeasePlan, LOTOS, Nissan, PKO Leasing, PRE Biel, Shell oraz Volvo. Kampania została objęta patronatem Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii oraz Ministerstwa Infrastruktury. Patronat nad kampanią objęły także liczne ambasady, m.in. Niderlandów, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Izraela, Niemiec oraz izby handlowe i kilkadziesiąt polskich samorządów.

[1] * https://www.nytimes.com/2021/04/22/climate/climate-change-economy.html

Rekordy w sektorze elektromobilności

Rynek magazynowy zmierza po kolejny rekord

Rynek magazynowy zmierza po kolejny rekord. Spektakularny popyt netto na poziomie 3,5 mln mkw. na koniec III kw. to wynik lepszy niż kiedykolwiek odnotowany całoroczny rezultat. Polski rynek był też jedną z sił napędowych rekordowego popytu w Europie.

JLL podsumowuje sytuację na rynku magazynowym w Polsce na koniec III kwartału 2021:

  • Do popytu netto wysokości rekordowego 3,5 mln mkw. na koniec III kw. należy doliczyć jeszcze ponad 1,1 mln mkw. wynikające z renegocjacji i przedłużania kontraktów.
  • Całkowity popyt na poziomie 4,7 mln mkw.o 35% więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego.
  • W pierwszych dziewięciu miesiącach 2021 r. niezmiennie dominowały rynki Wielkiej Piątki (Poznań, Górny Śląsk, Wrocław, Warszawa i Polska Centralna) odpowiadając za 73% nowego popytu.
  • Bardzo dobry trzeci kwartał odnotowały także rynki magazynowe na Górnym Śląsku, w okolicach Warszawy i we Wrocławiu, co zmniejszyło ich dystans do lidera. Prawie milion mkw. powierzchni logistycznej netto wynajęto poza rynkami Wielkiej Piątki.
  • W dalszym ciągu dynamiczny rozwój e-commerce przekłada się na dużą aktywność firm logistycznych i sieci handlowych, które odpowiadały za 70% nowego popytu.
  • Deweloperzy nie zwalniali tempa – na rynek trafiło aż 2 mln mkw. W rezultacie całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce wyniosły 22,9 mln mkw., co oznacza wzrost o ok. 12% r/r.
  • Największy przyrost nowej podaży zaobserwowano na Górnym Śląsku – o 400 000 mkw. w ciągu trzech kwartałów.
  • Na koniec września w budowie było rekordowe 3,4 mln mkw. powierzchni magazynowych.
  • Jeżeli chodzi o poziom czynszów, to najdroższe pozostawały lokalizacje miejskie – czynsze bazowe w Warszawie wahały się między 4,2 a 5,50 euro/mkw./miesiąc. Nowe projekty ciągną ceny w górę.
  • Tylko 6,2% istniejącej powierzchni magazynowej w Polsce pozostaje niewynajęte.
  • W sektorze magazynowym nadal dominują transakcje portfelowe. Od początku roku właścicieli zmieniły obiekty o łącznej wartości ponad 1,6 mld euro.
  • Na koniec III kw. stopy kapitalizacji dla najlepszych obiektów magazynowych typu multi-let o 5-letniej średniej długości najmu, były szacowane na około 5,25%.

Spektakularny popyt netto na poziomie 3,5 mln mkw. na koniec III kw. to wynik lepszy niż kiedykolwiek odnotowany całoroczny rezultat. Polski rynek był też jedną z sił napędowych rekordowego popytu w Europie.

Firma doradcza JLL analizuje rynek magazynowy na koniec III kwartału 2021 i przedstawia najważniejsze trendy i kierunki rozwoju sektora na kolejne miesiące.

Dominacja Wielkiej Piątki i dalszy wpływ rozwoju e-commerce na popyt

Kolejny kwartał z rzędu obserwowaliśmy rekordowe wyniki rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce. Do popytu netto wysokości rekordowego 3,5 mln mkw. na koniec III kw. należy doliczyć jeszcze ponad 1,1 mln mkw. wynikające z renegocjacji i przedłużania kontraktów. Daje to całkowity popyt na poziomie 4,7 mln mkw. – o 35% więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Oznacza to, że na koniec 2021 będziemy cieszyć się kolejnymi rekordami, mówi Tomasz Mika, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Magazynowych w Polsce, JLL.

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2021 r. niezmiennie dominowały rynki Wielkiej Piątki (Poznań, Górny Śląsk, Wrocław, Warszawa i Polska Centralna) odpowiadając za 73% nowego popytu. Poznań uplasował się na pierwszym miejscu (ponad 600 000 w okresie I-III kw. 2021).

Bardzo dobry trzeci kwartał odnotowały także rynki magazynowe na Górnym Śląsku, w okolicach Warszawy i we Wrocławiu, co zmniejszyło ich dystans do lidera. Prawie milion mkw. powierzchni logistycznej netto wynajęto poza rynkami Wielkiej Piątki. Aktywnością wyróżniały się rynki w północnych regionach Polski – Kujawy, Trójmiasto i Szczecin, gdzie łącznie wynajęto ponad 550 000 mkw., tłumaczy Maciej Kotowski, Starszy Analityk Rynku, JLL.

W dalszym ciągu dynamiczny rozwój e-commerce przekłada się na dużą aktywność firm logistycznych i sieci handlowych, które odpowiadały za 70% nowego popytu. To w tych sektorach odnotowano 20 największych tegorocznych umów na łącznie 1,1 mln mkw. Wśród nich znalazły się nowe kontrakty między innymi Action, Amazon, Arvato, Auchan, DHL, ID Logistics, JYSK, Westwing czy Zalando.

Kolejne 3 400 000 mkw. magazynów w budowie

Deweloperzy nie zwalniali tempa – od stycznia do końca września na rynek trafiło aż 2 mln mkw. W rezultacie całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce wyniosły 22,9 mln mkw., co oznacza wzrost o ok. 12% r/r. Na rynki Wielkiej Piątki przypada aż 80% tych zasobów. Jednocześnie największy przyrost nowej podaży zaobserwowano na Górnym Śląsku – o 400 000 mkw. w ciągu trzech kwartałów. Drugie miejsce zajęło Lubuskie, głównie za sprawą ukończenia inwestycji dla Amazona. Pod koniec września najwięcej, bo łącznie ponad 500 000 mkw. nowej powierzchni magazynowej zasiliło rynki we Wrocławiu i Poznaniu.

W ciągu trzech pierwszych kwartałów odnotowaliśmy rekordowy poziom aktywności deweloperskiej – na koniec września w budowie było 3,4 mln mkw. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że pozytywne nastroje odzwierciedlone są też w większym udziale powierzchni powstającej spekulacyjnie. Na koniec III kw. było to 43% w porównaniu do 30% na koniec 2020. To prawie 1,5 mln mkw. dostępne na wynajem. Przy czym każdy z czterech największych projektów spekulacyjnych przekracza 50 000 mkw., co z dużym prawdopodobieństwem przyciągnie graczy e-commerce, mówi Maciej Kotowski.

Czynsze w górę i kolejny spadek wskaźnika pustostanów

Nowe projekty przesunęły stawki w górę. Najdroższe pozostawały lokalizacje miejskie – czynsze bazowe w Warszawie wahały się między 4,2 a 5,50 euro/mkw./miesiąc. Najbardziej atrakcyjne warunki finansowe oferowały obiekty typu big-box w Polsce Centralnej (2,6 do 3,60 euro/mkw./miesiąc).

Obecnie tylko 6,2% istniejącej powierzchni magazynowej w Polsce pozostaje niewynajęte. Silny popyt i trochę mniejszy udział powierzchni budowanej spekulacyjnie w 2020 r. doprowadził do kolejnej obniżki współczynnika pustostanów. Sumując istniejące powierzchnie niewynajęte z projektami spekulacyjnymi w budowie, mieliśmy na koniec września około 2,9 mln mkw. dostępnych zasobów. Warto jednak zauważyć, że na rynku jest niewiele dużych powierzchni dostępnych od ręki, a to właśnie na nie jest największe zapotrzebowanie, wyjaśnia Tomasz Mika.

Rekordowe ceny i drugi najlepszy wynik w historii rynku inwestycyjnego

W sektorze magazynowym nadal dominują transakcje portfelowe. Od początku roku właścicieli zmieniły obiekty o łącznej wartości ponad 1,6 mld euro. Ogromne zainteresowanie inwestorów w połączeniu z niedoborem najlepszych produktów zaowocowało podniesieniem cen do rekordowych poziomów. Ponadto, przewiduje się, że silna konkurencja w sektorze utrzyma się także w przyszłym roku, co pokazuje agresywne ofertowanie dla aktualnie trwających projektów, komentuje Sławomir Jędrzejewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Magazynowych, JLL.

Największą transakcją w pierwszych trzech miesiącach roku było przejęcie czterech obiektów od Panattoni przez Ares Group. W III kw. przełomową transakcją był zakup A2 Warsaw Park przez Savills Investment Managament od Invesco Real Estate. Wartość transakcji wyniosła około 112,5 mln euro, co przełożyło się na bezprecedensową stopę kapitalizacji dla obiektu typu multi-tenant.

Na koniec III kw. stopy kapitalizacji dla najlepszych obiektów magazynowych typu multi-let o 5-letniej średniej długości najmu, były szacowane na około 5,25%. Dla projektów w Warszawie to ok. 4,50%. Obiekty z długimi umowami najmu (10 lat) osiągały stopy poniżej 4,50%, a wyjątkowe projekty wynajęte na ponad 15 lat nawet 4% z dalszą perspektywą kompresji.

Raport: Millenialsi chcą automatyzacji w miejscu pracy

Czy pracownicy chcą automatyzacji w swojej pracy? Z raportu Automation Pulse wynika, że zdecydowanie tak. Czy wiedzą, na czym polegać ma robotyzacja? Większość (75%) uważa że wie, ale zapytani o szczegóły najczęściej powielają popularne stereotypy, jak np. ten, że technologia istnieje wyłącznie po to, aby zastąpić ludzi.

Rewolucja robotów rzekomo czai się tuż za rogiem, a maszyny i algorytmy tylko czekają, żeby zająć miejsce ludzi. Skąd bierze się takie przeświadczenie? Jak się okazuje, z niewiedzy. 75% respondentów biorących udział w badaniu Automation Pulse uważa, że wie, czym jest automatyzacja. Jednak, gdy poproszono ich o zdefiniowanie tego pojęcia, 55% zrobiło to błędnie, powielając popularne stereotypy, jak np. ten, że technologia istnieje wyłącznie po to, aby zastąpić ludzi. Tak uważa jedna szósta (17%) pytanych.

Różne odpowiedzi, mylenie pojęć, bądź kompletnie nietrafione tezy wskazują na jedno: w kontekście automatyzacji potrzebna jest edukacja. – uważa Michał Nowak, Analityk Biznesowy z BPSC, firmy, która jest dostawcą zaawansowanego oprogramowania dla biznesu. Jak zaznacza ekspert z katowickiej spółki technologicznej, potrzebne są szkolenia i angażowanie pracowników — Cyfrowa transformacja, bo to ona jest nierozerwalnie związana z automatyzacją, to nie tylko zmiana technologiczna, ale także kulturowa i organizacyjna. Żeby pracownicy nie bali się zmiany, muszą wcześniej dowiedzieć się, co ich czeka, jakie są scenariusze na przyszłość. — kończy Michał Nowak.

Pracownicy o automatyzacji?

Na początku tego roku Światowe Forum Ekonomiczne przewidziało, że automatyzacja — wbrew powszechnym obawom — nie pozbawi ludzi zatrudnienia, a wręcz przeciwnie, wygeneruje nowe miejsca pracy. Wśród 58 milionów miejsc pracy, które automatyzacja wykreuje, aż do 2/3 zajęć będzie dotyczyło wysoko wykwalifikowanych pracowników, uważają eksperci.

Praktyka od XIX w. jest taka sama: pracodawcy chcą zmaksymalizować wartość, jaką uzyskują od pracowników, jednocześnie minimalizując koszty pracy. Jeżeli większe nasycenie technologią będzie pozwalało zrobić to taniej lub bardziej efektywnie, wtedy będą korzystać z IT, aby to osiągnąć. – tłumaczy Michał Nowak z BPSC. Co ważne, zdecydowana większość pytanych (81%) podziela ten podgląd i uważa, że dzięki automatyzacji praca będzie bardziej znacząca i rozwojowa. Największymi zwolennikami automatyzacji są osoby w wieku 25-40, czyli popularni millenialsi. Aż 63% przedstawicieli tej generacji jest przekonana, że robotyzacja w miejscu pracy jest korzystna, jeśli jest właściwie stosowana i w niektórych obszarach zmniejsza obciążenia pracowników.

Rosną przychody i produktywność

Pracownicy dają cyfrowym zmianom zielone światło. To ważny sygnał dla biznesu. Jakie branże, zdaniem pytanych, mogą najwięcej wygrać na automatyzacji? Najwięcej pytanych (70%) uważa, że sektor transportu i logistyki może zyskać najwięcej . Nieco mniej (66%) jest zdania, że robotyzacja będzie wartością dodaną dla sektora usług finansowych i bankowych. Najmniej szans pytani dają opiece zdrowotnej (48%) oraz administracji publicznej (45%), w tych obszarach korzyści z automatyzacji według nich będą najniższe.

Zgodnie z najnowszymi badaniami, przeprowadzonymi przez Centre for Economics and Business Research, wpływ automatyzacji ma bardzo pozytywny wpływ na przedsiębiorstwa. Jak wynika z analizy CEBR, wdrożenia związane z automatyzacją wpływa na przychody, które rosną o 5-7% i produktywność, która rośnie nawet o 15%.

Ulga detalistów po Święcie Dziękczynienia

Mamy już wyniki sprzedaży detalicznej w Black Friday i Cyber Monday oraz weekend Święta Dziękczynienia. Były solidne i przyjęte z ulgą, odzwierciedlały jednak pewne zakłócenia. Przewiduje się wyższe liczby. Zakłócenia globalnego łańcucha dostaw oznaczały mniej zapasów i 8 proc. mniej rabatów mających przyciągnąć kupujących. Zakłócenia w zapasach i pracy doprowadziły do wcześniejszego rozpoczęcia świątecznego sezonu zakupowego. Oznacza to wsparcie perspektywy uznania konsumentów (XLY), skoncentrowaną na specjalistycznym handlu detalicznym i handlu elektronicznym. Zobacz powiązane tematyczne inteligentne portfolio @ShoppingCart i @FashionPortfolio.

TRENDY: Według amerykańskiej National Retail Federation: 1) średnie wydatki na długi weekend spadły o 3,4 proc. do poziomu 312 dolarów na osobę, co stanowi jedną trzecią szacowanych wydatków świątecznych. 2) Ruch w sklepach wzrósł o 14 proc., podczas gdy sprzedaż online spadła o 12 proc. dzięki złagodzonym obostrzeniom. 3) Najważniejsze kategorie to odzież/akcesoria (51 proc. całości), zabawki (32 proc.), karty podarunkowe (28 proc.) oraz książki/muzyka/gry wideo (27 proc.). Przewiduje się, że całkowita sprzedaż w listopadzie i grudniu wzrośnie o rekordowe 8,5-10,5 proc. w porównaniu do ubiegłego roku.

KONSUMENT: Amerykański konsument wspiera 5 proc. wzrostu płac; bezrobotni są bliscy poziomu sprzed pandemii; wysokie koszty mieszkania, kapitał własny, kryptoaktywa, które wzmacniają „efekt bogactwa”; oraz „nadmiarowe” oszczędności pandemiczne szacowane na ponad 2 biliony dolarów (10 proc. PKB). To z nawiązką kompensuje rosnące obawy o inflację. Konsument amerykański ma dobrą pozycję, napędza 70 proc. gospodarki USA i jest największym pojedynczym filarem gospodarki światowej. Jest to coraz ważniejsze, ponieważ obawy dotyczące zakażeń ponownie się rosną.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Niewystarczające przesłanki wszczęcia postępowania karnego skarbowego

Opisany spór przedsiębiorcy z fiskusem dotyczył zobowiązań podatkowych firmy za 2009 r. Przedsiębiorca wygrał w sądzie, który orzekł, że prowadzone przeciw firmie postępowanie karne skarbowe nie dość, że zostało wszczęte tuż przed upływem 5-letniego terminu przedawnienia, to jeszcze na dodatek jego podstawą było „zapoznanie się inspektora kontroli skarbowej z materiałami prowadzonego postępowania kontrolnego”. Sprawa ciągnie się już 11 lat.

Zobowiązania podatkowe przedsiębiorców, ich firm czy też zwykłych podatników będących osobami fizycznymi przedawniają się z upływem 5 lat liczonych od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Urzędnicy skarbówki mają jednak swoje sposoby, by ten i tak długi termin dodatkowo wydłużać.

Puste faktury

Jedna z firm budowlanych w ramach rozliczeń za okres od lipca do grudnia 2009 r. wykazała w sumie kilkusettysięczną nadwyżkę zapłaconego podatku VAT nad należnym do zwrotu na jej rachunek bankowy. Jednak jej rozliczeń nie zaakceptował dyrektor izby administracji skarbowej, który stwierdził, że w skontrolowanym okresie firma odliczyła VAT z 43 tzw. pustych faktur, niedokumentujących rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. A dokładnie rozliczyła faktycznie dokonane na jej rzecz usługi podwykonawstwa, z tym że wystawcami dokumentujących te usługi faktur nie były podmioty, które je wykonały.

Dochodzenie zobowiązań po wielu latach

Ponieważ postępowanie w zakresie ustalania ostatecznej wysokości zobowiązań podatkowych firmy organ chciał prowadzić po wielu latach od upływu terminu ich płatności, przedsiębiorca podniósł zarzut przedawnienia tych zobowiązań.

Dochodzenie w sprawie o przestępstwo karne skarbowe

Jednak dyrektor izby administracji skarbowej odpowiedział podatnikowi, że skoro termin przedawnienia zobowiązań z tytułu rozliczeń za 2009 r. upływał z dniem 31 grudnia 2014 r. (poza rozliczeniem za grudzień 2009 r., gdyż termin płatności podatku w jego przypadku upłynął 25 stycznia 2010 r., zatem przedawnienie tego rozliczenia nastąpiło z końcem 2015 r.), to fiskus nadal może ich dochodzić, bowiem postanowieniem z 7 listopada 2014 r. wszczęto w sprawie firmy dochodzenie o przestępstwo skarbowe narażenia na uszczerbek Skarbu Państwa poprzez uszczuplenie w zakresie opodatkowania VAT. Zatem z tym dniem bieg terminu przedawnienia przedmiotowych zobowiązań podatkowych uległ zawieszeniu.

Jak informował dalej organ, postępowanie skarbowe nie zostało dotąd zakończone, co oznacza, że ów stan zawieszenia nadal trwa. Dlatego też organ podatkowy może w dalszym ciągu prowadzić swoje postępowanie.

Bez zarzutów przez 7 lat postępowania

Przedsiębiorca, wnosząc skargę do sądu administracyjnego, podniósł, że od dnia wszczęcia owego, przerywającego bieg terminu przedawnienia postępowania karnego skarbowego upłynęło blisko 7 lat, a jemu nie przedstawiono żadnych zarzutów. Jednocześnie podkreślił, że dotąd nie doręczono mu, zgodnie z wymogiem ustawowym, zawiadomienia o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia jego zobowiązań podatkowych z uwagi na wszczęcie wspomnianego dochodzenia. Organ podatkowy zarzeka się, że zawiadomienie to zostało przedsiębiorcy skutecznie doręczone, choć nie potrafi przedstawić żadnych dowodów na tego potwierdzenie.

Wszczęcie postępowania karnego tylko po to, aby wydłużyć termin przedawnienia

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach przychylił się do skargi przedsiębiorcy i we wrześniu 2021 r. uchylił decyzję dyrektora izby administracji skarbowej. Przy ponownym rozpoznawaniu sprawy nakazał organowi ustalić, czy nie doszło w przedmiotowej sprawie do instrumentalnego wykorzystania instytucji wszczęcia dochodzenia w sprawie o przestępstwo skarbowe jedynie celem zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań przedsiębiorcy.

 „O możliwym instrumentalnym charakterze wszczęcia wspomnianego postępowania świadczy nie tylko wydanie postanowienia o wszczęciu śledztwa na 2 miesiące przed przedawnieniem zobowiązania, ale przede wszystkim jego treść. Sprowadza się ona do wskazania, że inspektor kontroli skarbowej wszczął dochodzenie w sprawie o opisane w nim przestępstwo skarbowe po zapoznaniu się materiałami z prowadzonego postępowania kontrolnego w firmie skarżącego” (wyrok WSA w Kielcach, z 23 września 2021 r., sygn. akt I SA/Ke 282/21).

Podsumowanie

To szokująca sprawa. Konstytucje biznesu, specjalne ustawy, prawo przedsiębiorców, powoływanie publicznych rzeczników firm, deklaracja przyjaznego państwa… Wszystko to powinno służyć praworządności i rozwojowi przedsiębiorczości. Tymczasem dla fiskusa dobry przedsiębiorca to taki, który posłusznie płaci podatki, jakie wskaże fiskus. Można go przez 11 lat kontrolować i inwigilować, przez 7 lat nazywać podejrzanym o oszustwo i bycie przestępcą, nie przedstawiając na to żadnych dowodów ani nawet zarzutów. Takim działaniom fiskusa można i trzeba się przeciwstawiać, zwłaszcza że – jak pokazuje powyższy przykład – sądy stają w takich przypadkach po stronie przedsiębiorców.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Prognozy na inflację: Polacy i NBP w odmiennych humorach

Co trzeci Polak przewiduje, że pod koniec I połowy 2022 r. inflacja w Polsce osiągnie wartość nawet do 10% – wynika z badania „Inflacja w Polsce” firmy Tavex. Ponadto, rośnie grupa ankietowanych, która uważa, że wskaźnik „przebije” ten poziom, jeżeli zapytamy o dłuższą perspektywę czasową. Zdanie Polaków mocno kontrastuje z ogłoszonymi na początku listopada br. predykcjami Narodowego Banku Polskiego. Kto w takim wypadku może mieć racje?

Różnica zdań

Rekordowy odczyt inflacji CPI na poziomie 7,7% był zgodny z przewidywaniami ekspertów, którzy potwierdzali, że wskaźnik przekroczy „siódemkę”. Co więcej, prognozy pokazują, że w najbliższych miesiącach wzrost cen nie wyhamuje. Opublikowana na początku listopada br. centralna ścieżka projekcji NBP zakłada, że inflacja CPI w 2021 r. wyniesie 4,9%, w 2022 r. znajdzie się na poziomie 5,8%, a w 2023 r. wyniesie 3,6%.

Respondenci badania „Inflacja w Polsce” firmy Tavex mają jednak odmienne zdanie niż bank centralny. Aż 59% Polaków uważa, że wzrost cen pod koniec 2022 r. wyniesie więcej niż 6%. Tylko 10,8% badanych myśli, że inflacja nie przekroczy „szóstki” w przyszłym roku.

Wpływ na rosnące ceny towarów i usług konsumpcyjnych – oraz na rozbieżność między lipcowymi projekcjami NBP a danymi podanymi na początku listopada – miały m.in. drożejące surowce energetyczne, jak ropa naftowa, gaz ziemny, a także uprawnienia do emisji CO2. Mamy jednak nadzieję, że nie spełnią się przewidywania blisko połowy Polaków i inflacja nie przekroczy 8% pod koniec 2022 r. – mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Pocieszający jest fakt, że jeszcze przez dłuższy czas spodziewać się można utrzymania inflacji na wysokich, ale raczej jednocyfrowych poziomach – dodaje.

Im dłuższa perspektywa tym bardziej negatywne odpowiedzi Polaków. Grupa badanych, która uważa, że wskaźnik inflacji przekroczy 10% rośnie w zależności od czasu. Tylko 12,4% ankietowanych prognozuje tak wysoki wskaźnik wzrostu cen w I połowie 2022 r. Sytuacja natomiast wygląda gorzej, w przypadku przewidywań na koniec roku 2022 – aż 22,9% respondentów spodziewa się, że inflacja wyniesie powyżej 10% właśnie w tym okresie.

Obawy Polaków

Z badania firmy Tavex wynika, że Polacy martwią się rosnącym wskaźnikiem cen towarów i usług. Aż 84,1% respondentów wskazało odpowiedzi potwierdzające swoje zaniepokojenie (Odpowiedzi: Tak, bardzo martwi – 54,1%; Tak, martwi, ale nie myślę o tym na co dzień – 30%).

„Pocieszeniem” może być fakt, że zjawisko wysokiej inflacji nie jest obecne tylko w Polsce. Oczekiwana średnia wartość tego wskaźnika w strefie euro w listopadzie br. wynosi 4,9% (wzrost z 4,1%), a liderem na Starym Kontynencie jest Litwa (9,3%) – wynika z danych Eurostatu.

Badanie firmy Tavex zostało zrealizowane w dniach: 16/11 – 17/11.2021 przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 1022 ankiet z reprezentatywną próbą Polaków powyżej 18. roku życia, zgodnie z rozkładem płci, wieku i klasy wielkości miejscowości.

Osoby z niepełnosprawnościami na rynku pracy. Jak pandemia wpłynęła na ich możliwości zawodowe?

Pandemia COVID-19 przyczyniła się do popularyzacji pracy z domu, jednak według obserwacji ekspertów Manpower – wśród ofert skierowanych do osób z niepełnosprawnościami wciąż przeważają propozycje, zakładające wykonywanie obowiązków służbowych w siedzibie firmy. Zdalny model realizowania zadań pozwala znosić wiele barier i ograniczeń, jednak pracodawcy nie wykorzystują w pełni tych możliwości. Między innymi dlatego osoby z niepełnosprawnościami pozostają grupą zawodową, której potencjał nie jest w pełni wykorzystywany – mimo największego od 15 lat niedoboru talentów i dużych trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników.

W wyniku zagrożenia zdrowotnego, związanego z pandemią COVID-19, pomiędzy marcem a wrześniem 2020 roku na rynku pracy osób z niepełnosprawnościami można było zaobserwować wyraźną stagnację. – Pracodawcy, ze względu na dynamiczne zmiany w środowisku biznesowym, wstrzymywali swoje plany rekrutacyjne. Jednocześnie konsultanci Manpower zauważali znacznie mniejsze zainteresowanie podjęciem lub zmianą pracy wśród kandydatów z niepełnosprawnościami. Szczególnie dotyczyło to osób z chorobami przewlekłymi, dla których zarażenie koronawirusem było dużym ryzykiem. Obecnie jednak większość nauczyła się już funkcjonować w tej nowej, pandemicznej rzeczywistości. Coraz więcej osób z niepełnosprawnościami poszukuje możliwości zwiększenia swojej aktywności zawodowej. To dobra wiadomość dla pracodawców, borykających się z największym od 15 lat niedoborem talentów. Osoby z niepełnosprawnościami stanowią cenną, a często niezagospodarowaną grupę pracowników. Zatrudnienie ich jest więc szansą zarówno dla samych kandydatów, jak i przedsiębiorców – tłumaczy Łukasz Kubiak, ekspert rynku pracy z Manpower, lider projektu zatrudniania osób z niepełnosprawnością.

Według obserwacji rekruterów Manpower, osoby z niepełnosprawnościami są zdecydowanie bardziej otwarte na podjęcie pracy zdalnej niż stacjonarnej. Wciąż jednak większość ofert skierowanych do tej grupy przewiduje realizację zadań w siedzibie firmy. – Pracodawcy, którzy decydują się na zatrudnienie pracowników z niepełnosprawnością, na początku są pełni wątpliwości – dlatego wolą bezpośrednio nadzorować ich pracę. Po okresie próbnym obawy zazwyczaj znikają, jednak niewielka liczba ofert pracy zdalnej wciąż pozostaje barierą, która hamuje aktywizację zawodową kandydatów z orzeczeniem o niepełnosprawności. A przecież taka osoba, obejmując zgodne z jej predyspozycjami i możliwościami stanowisko, jest równie wydajnym i efektywnym w działaniu pracownikiem jak jej w pełni zdrowi koledzy i koleżanki. Dzięki rozwojowi technologicznemu na rynku dostępne są rozwiązania, które ułatwiają osobom z niepełnosprawnościami funkcjonowanie – zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Korzystanie z narzędzi cyfrowych, sprawna praca na komputerze czy kontakt z klientami nie stanowią już dla tej grupy zawodowej wyzwania. Warto również podkreślić, że wbrew powszechnym mitom, absencja chorobowa pracowników z niepełnosprawnościami wcale nie jest wyższa niż ta rejestrowana wśród pozostałej kadry – zaznacza Łukasz Kubiak.

Dodaje on też, że od około 3 lat na polskim rynku coraz silniej rozwija się trend zarządzania różnorodnością – a zjawisko to sprzyja aktywizacji zawodowej osób z niepełnosprawnościami. Przedsiębiorcy chcą budować wizerunek firm zaangażowanych społecznie i coraz wyraźniej dostrzegają zalety, wynikające z budowania różnorodnych zespołów. Proces ten postępuje powoli, pozwala jednak prognozować, że w przyszłości możliwości zawodowe osób z niepełnosprawnościami będą się zwiększać.

W Międzynarodowym Dniu Osób z Niepełnosprawnościami Łukasz Kubiak zwraca uwagę na jeszcze jedną, bardzo istotną kwestię, jaką są regularne badania i profilaktyka zdrowotna pracowników. W dobie pandemii COVID-19 odpowiedzialność działów HR za dobre samopoczucie kadry przybrała skalę dotąd niespotykaną. Według raportu ManpowerGroup Rewolucja umiejętności – Restart pod znakiem trzech P: Przedłuż, Przekwalifikuj, Przeorganizuj, aż 83% pracodawców deklaruje, że zdrowie pracowników ma dla nich najwyższą wagę. Przewartościowaniu uległy również priorytety społeczeństwa. Zgodnie z analizą 21 trendów na 2021 rok, w dobie globalnego zagrożenia zdrowotnego coraz więcej osób podejmuje działania, mające na celu zachowanie dobrej kondycji psychofizycznej – co według eksperta jest bardzo pozytywnym zjawiskiem.

Złoty spadł z ekstremalnie wysokich poziomów, ale jest nadal słaby

Jeszcze ponad tydzień temu dzisiejszy raport z rynku pracy wydawał się być istotny w kwestii przyszłych decyzji Fed. Niestety pojawienie się wirusa omikron spowodowało, że narosła duża niepewność co do przebiegu pandemii podczas tegorocznej zimy. Dzisiejsze liczby za listopad nie pokażą jeszcze wpływu nowej mutacji na rynek pracy. Jest po prostu za wcześnie. Publikacje mogą być w pewnym stopniu ignorowane przez rynek.

Fed wydaje się być aktualnie w trybie walki z wzrostem cen. Określenie „przejściowa inflacja” wypadło z zestawu słów Jerome Powella. Komentarze z tego tygodnia wskazują, że na ten moment Fed nie będzie wycofywał się ze swoich planów redukcji skupu aktywów. Ba, tempo może być zwiększone. Rynek nie zapomina jednak o Omikronie, i dopóki nie pojawią się pozytywne informacje, dopóty będziemy żyli w pewnym zawieszeniu. Moim zdaniem ryzyko dalszej przeceny aktywów jest możliwe w średnim terminie, mimo że krótkoterminowo na Wall Street możemy zobaczyć kontynuacji wczorajszego odbicia.

Aktualnie wg danych Uniwersytetu Johna-Hopkinsa w ciągu ostatnich 28 dni w USA zmarło na COVID ponad 30 tys. osób. W Niemczech liczba zgonów to niespełna 6 tys. Oznacza to, że na 100 tys. mieszkańców przypada 9,2 zgonów w USA i 7,2 zgonów w Niemczech. Podczas gdy w Europie politycy podejmują środki w celu ochrony zdrowia ludności, władze federalne i stanowe w USA nie widzą zbyt wielu powodów do działania.

Osobiście uważam, że dane z amerykańskiego rynku pracy oczywiście powiedzą nam dużo na temat kondycji tego sektora. Jednak te informacje będą mocno nieaktualne kiedy to sytuacja pandemiczna diametralnie się zmieni, a jest szansa, że tak właśnie będzie. Dlatego też uważam, że inwestorzy dziś powstrzymają się z wyciąganiem wniosków na temat stanu gospodarki USA, której siła może za chwile ulec osłabieniu. Prognozy pokazują wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 550 tys. oraz spadek stopy bezrobocia do 4,5 proc.

Wczoraj ropa ponownie została przeceniona. Poznaliśmy decyzję OPEC+. Rozszerzony kartel zdecydował o utrzymaniu obecnego tempa zwiększania dostaw na poziomie 400 tys. baryłek dziennie od stycznia. Rynek po części spekulował, że być może decyzja ta zostanie odroczona w związku z omikronem, jednak do niczego takiego nie doszło. Takie posunięcie wiązałoby się z pewnym ryzykiem politycznym. Na spadek cen ropy wpłynęła w dużej mierze informacja, że Rosja zaproponowała wzrost wydobycia. W pewnym momencie surowiec tracił 4,8 proc. Dziś widoczne jest odreagowanie.

Złoty kontynuował wczoraj ruch aprecjacyjny. EUR/PLN na moment zszedł poniżej poziomu 4,60. Widać, że w pewnym stopniu komentarze rządu o niepokojąco słabym złotym oraz wypowiedzi Glapińskiego o podwyżkach zaczynają działać pozytywnie na naszą walutę. Z drugiej strony to naturalne na rynku, że po dynamicznych ruchach następuję odreagowanie i korekta w notowaniach. Złoty spadł z ekstremalnie wysokich poziomów, jednak nadal patrząc na szeroki horyzont, PLN jest słaby wobec większości walut.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Dwucyfrowa inflacja – kiedy możemy się jej spodziewać?

W październiku inflacja w Polsce wyniosła blisko 7 procent i była największa od ponad 20 lat. Inflacja w dużej mierze jest napędzana drastycznym, wielowątkowym wzrostem kosztów wytwarzania. Zazwyczaj mówi się tu o surowcach – zwłaszcza energetycznych, ale do tego dochodzą woda, gospodarka odpadami, ceny pracy, koszty dopasowania się do pandemii, nowe daniny, wyższe daniny już istniejące, wzrost powinności i wymogów formalnoprawnych przy prowadzeniu działalności gospodarczej. Ponadto część obserwatorów rynku wskazuje, że osłabiająca się złotówka może mieć wpływ na wzrost inflacji w Polsce.

– Obecnie inflacja pędzi do góry i bardzo trudno powiedzieć, kiedy to się skończy. Niedawne prognozy mówiły o tym, że na początku przyszłego roku otrzemy się o próg między 7,5%, a 8% i miał to być szczyt wzrostu inflacji. Mamy świadomość, że to nie jest jeszcze koniec – a dalszy wzrost inflacji jest jeszcze przed nami. Może się okazać, że sprawdzą się alarmistyczne prognozy i na początku I kw. 2022 roku otrzemy się o 10% inflację – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Jeżeli chodzi o ceny, to inflacja jest bardzo istotnie podbijana spadkiem kursu złotego. Proszę zauważyć, że obecny kurs jest absolutnie nieadekwatny do tego, co dziej się w naszej gospodarce. Polska przeżywa wzrost gospodarczy – wyraźnie wyższy niż nasi główni partnerzy. W zeszłym roku sytuacja była podobna, z tym że mieliśmy znacznie płytszą recesję. Z tego powodu złoty powinien być 2-3% mocniejszy niż rok temu – tymczasem kurs złotego do euro jest o kilka procent słabszy niż przed rokiem. Robi to gigantyczną różnicę w imporcie zaopatrzeniowym – ale także w imporcie, który jest nam potrzebny do życia. Polska to gospodarka otwarta, wyspecjalizowana w produkcji części dóbr – nasz eksport do PKB wynosi 50%, ale import osiąga podobne wartości. To właśnie dlatego drożyzna spędza nam wszystkim sen z powiek i szkodzi całej gospodarce – ocenia Soroczyński.

Wzrasta liczba Gruzinów mieszkających i pracujących w Polsce

Gruzini są jedną z najdynamiczniej rosnących grup cudzoziemców osiedlających się w Polsce. Liczba obywateli Gruzji posiadających ważne zezwolenia na pobyt przekroczyła 10 tys. osób. To dwukrotnie więcej niż jeszcze dwa lata temu – wynika z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Imigracja gruzińska do Polski ma charakter ekonomiczny i jest związana głównie z kwestiami zawodowymi. Gruzini mogą korzystać z ułatwionego dostępu do rynku pracy na podstawie tzw. oświadczeń o powierzeniu pracy. Dla przedsiębiorców i specjalistów z branży IT działa także program Poland.Bussines Harbour – kompleksowy pakiet ułatwiający relokację na terytorium Polski.

Wzrost liczby Gruzinów osiedlających się w Polsce zauważalny jest od wprowadzenia ruchu bezwizowego w 2017 r. Wówczas znacząco zwiększyła się liczba składanych wniosków o wydanie zezwoleń na pobyt, a trend ten nadal się utrzymuje.

Niemal wszyscy Gruzini – 96 proc. osób, posiadają zezwolenia na pobyt czasowy. Mogą być one wydane na maksymalnie 3 lata. Najczęstszym celem pobytu w Polsce jest podejmowanie pracy – 96 proc. spraw. W dalszej kolejności są kwestie rodzinne – 2 proc. oraz edukacja – 1 proc.

Z 10 tys. obywateli Gruzji posiadających ważne karty pobytu, ok. 58 proc. to osoby w przedziale wiekowym 18 – 40 lat. Dzieci i młodzież poniżej 18. roku życia stanowią jedynie 2 proc., a osoby powyżej 40 lat – ok. 40 proc. Przeważają mężczyźni – 8,5 tys. osób (82 proc.), w porównaniu do 1,9 tys. kobiet.

Rozmieszczenie terytorialne Gruzinów osiedlających się w Polsce jest dość równomierne. Najczęściej wybieranymi regionami są województwa: wielkopolskie – 17 proc. osób, mazowieckie – 16 proc., łódzkie – 15 proc. oraz małopolskie – 14 proc.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz.

Capgemini wzmacnia sieć Cyber Defense Center otwierając nowe centrum w Katowicach

W pełni zintegrowane z globalną siecią Capgemini, nowe Centrum Cyberbezpieczeństwa1 w Polsce będzie odgrywać kluczową rolę w świadczeniu regionalnych i międzynarodowych usług firmy w tym zakresie.

Capgemini otworzyło w Polsce Cyber Defense Center (CDC), rozbudowując tym samym sieć CDC Grupy. Nowe katowickie centrum korzysta z globalnego doświadczenia Capgemini w zakresie wysokiej klasy usług skoncentrowanych na ochronie danych i analizie zagrożeń, aby wspierać organizacje w Europie i na świecie w zabezpieczaniu procesów transformacji cyfrowej i rozwiązań chmurowych, poprawie zasobów IT i bezpieczeństwie operacyjnym. Jako pierwsze tego typu CDC Capgemini w Europie Wschodniej, obiekt będzie odgrywał kluczową rolę w ochronie infrastruktury krytycznej w całym regionie, a także o charakterze globalnym.

Katowickie CDC skoncentruje się na zabezpieczeniu systemów infrastruktury z wielu sektorów. Eksperci Capgemini zapewnią kompleksowe wsparcie projektów, od przejścia i migracji procesów cyberbezpieczeństwa, poprzez konfigurację systemów i przekazanie projektów, po bieżące wsparcie mające na celu ochronę danych, aktywów i tożsamości organizacji. Aby zmaksymalizować wydajność analityki, skrócić średni czas odzyskiwania danych (MTTR) i umożliwić ekonomiczne skalowanie, CDC jest zasilane przez najnowocześniejsze technologie i rozwiązania, takie jak zabezpieczenia natywne dla chmury, a także sztuczna inteligencja, wbudowane uczenie maszynowe zapewniające pełną synchronizację i automatyzację procesów, czy zaawansowane możliwości wyszukiwania i analizy.
– W celu ochrony danych i zasobów klientów przed stale ewoluującymi zagrożeniami, wszystkie CDC Capgemini są zaprojektowane w taki sposób, by zapewnić organizacjom najlepsze komponenty i zasoby, niezbędne do zapobiegania, wykrywania i reagowania na incydenty związane z naruszaniem bezpieczeństwa. Bazując na innowacyjnych rozwiązaniach, grupy certyfikowanych ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa Capgemini na całym świecie zapewniają klientom lepszą ochronę i inteligentne systemy wspomagające zabezpieczenia infrastruktury krytycznej – mówi Geert van der Linden, Cybersecurity Business Lead w Capgemini.

– Nowe CDC w Katowicach łączy podstawowe funkcje związane z zapewnieniem cyberbezpieczeństwa, opracowuje testy penetracyjne, zarządzanie podatnościami oraz analizę zagrożeń, aby docelowo wspierać organizacje na całym świecie, koncentrując się zwłaszcza na Europie. Uzupełnieniem codziennych działań i oferowanych rozwiązań są usługi kluczowe dla zapewnienia bezpieczeństwa przeznaczone dla konkretnych branż, zgodne zarówno z lokalnymi przepisami, jak i wymaganiami technicznymi – dodaje Beniamin Poznański, Head of Projects & Consulting, Capgemini Polska.

Nowe Centrum w Polsce uzupełnia istniejącą sieć istniejących już trzynastu CDC Capgemini, w tym CDC Asturias (Hiszpania) specjalizujący się w rozwiązaniach chmurowych i przemysłowych, CDC Inverness (UK) specjalizujący się w rozwiązaniach farmaceutycznych i kryminalistyce, CDC w Bangalore i Bombaju (Indie), które jest największą jednostką w Grupie, obejmującą również fabrykę zarządzania tożsamością i dostępem (IAM), CDC w San Diego (NA), a także satelitarne CDC w ważnych regionach, takich jak Australia (Melbourne) i Europa (Paryż; Utrecht). Centra te wspierają możliwości realizacji usług w zakresie Managed Security Services, oferując lokalną i regionalną obecność, ze zobowiązaniem do dzielenia się wiedzą i informacjami na temat globalnych trendów i zagrożeń w zakresie cyberbezpieczeństwa oraz najskuteczniejszej reakcji. Podobnie jak w przypadku innych CDC w globalnej sieci, katowickie centrum będzie współpracować z wieloma wyspecjalizowanymi partnerami w ramach globalnych umów zawartych z Capgemini.

4 na 10 marketerów uważa, że agencje reklamowe nie dotrzymują deadline’ów

Marketing nierozerwalnie związany jest z presją czasu. Marketerów i agencje gonią terminy, które mocno wpływają na wzajemne zaufanie i jakość współpracy. Branża marketingowa jest bardzo specyficzna, wiąże się z dużą kreatywnością, a także wymaga radzenia sobie z wielozadaniowością. Z badania brief4u.com wynika, że 4 na 10 marketerów jest zdania, że agencje reklamowe mają problem z dotrzymywaniem terminów zawartych w umowach. Średnio 80 procent projektów nie kończy się w ustalonym czasie lub nie mieści się w zaplanowanym budżecie.[1] Przekraczanie deadline’ów generuje dodatkowe koszty, stres oraz konflikty na linii marketer-agencja.

Brief marketingowy gwarantem dotrzymania terminów

Znalezienie odpowiedniej agencji reklamowej to nie lada wyzwanie, którego każdy marketer musi się podjąć nawet kilka razy w roku. Niezwykle istotne jest zatem odpowiednie i jak najdokładniejsze przygotowanie się do tych “poszukiwań”, jeszcze przed rozpoczęciem procesu przetargowego. I tutaj z pomocą przychodzi brief marketingowy – dokument, który szczegółowo opisuje oczekiwania marketera wobec agencji. Im lepiej przygotowany  brief, tym mniejsze ryzyko problemów i nieporozumień w późniejszych etapach współpracy z agencją.

Dobrze przygotowany brief marketingowy powinien zakładać ramy czasowe dotyczące terminów składania ofert oraz czasu realizacji projektu. Z taką wiedzą agencja może stwierdzić, czy jest w stanie sprostać zadaniu i czy ma odpowiednie zasoby, żeby zrealizować projekt w terminie. Biała Księga Branży Komunikacji Marketingowej podaje, że najlepszą praktyką jest zagwarantowanie minimum 2 tygodni roboczych od debriefingu do pierwszych prezentacji agencji oraz minimum 2 tygodni od sesji kierunkowych dla agencji do prezentacji końcowych ofert. Wszystko oczywiście zależy od wielkości i złożoności projektu. Im bardziej skomplikowany koncept, tym więcej czasu potrzeba na opracowanie idei i właściwe przeprowadzenie procesu kreatywnego.

Ujęcie procesu przetargowego w ramy czasowe jest niesłychanie istotne zarówno dla marketerów jak i dla agencji marketingowych. Dla tych pierwszych dotrzymanie terminów świadczy o profesjonalizmie i zaangażowaniu. Drugim – daje możliwość kontroli pracy oraz czasu, jaki jest potrzebny na wykonanie poszczególnych zadań. Wiąże się to również z możliwością równoległego brania udziału agencji w kilku przetargach jednocześnie. Dlatego też marketerzy powinni przestrzegać terminów rozstrzygnięcia przetargu, żeby nie blokować prób pozyskiwania innych klientów przez agencje.

Obecnie rozwiązania technologiczne dla branży marketingowej dostępne na polskim rynku jak np. platforma brief4u.com mogą praktycznie całkowicie wyeliminować problem terminowości na etapie przetargowym. Digitalizacja całego procesu oraz wsparcie technologiczne przetargu wzbogacone o profesjonalny feedback  z obu stron, a także wysoką transparentność przeprowadzanych projektów pozwalają  nie tylko znacznie  zaoszczędzić czas każdej ze stron postępowania, ale przede wszystkim lepiej  doprecyzować  kryteria dotyczące wyboru wygrywającej ofertykomentuje Marcin Chyliński, Founder & Co-owner, brief4u.com

Komunikacja przede wszystkim

Blisko 70 proc. ankietowanych pracowników agencji marketingowych[2] twierdzi, że nieskuteczna komunikacja ze strony klienta wpływa na gorszą efektywność pracy.  Nieprecyzyjne briefy i częste zmiany pierwotnych założeń przez klientów są największą bolączką agencji. Dodatkowe wymagania, które nie zostały ujęte w briefie, prawie zawsze skutkować będą opóźnieniami względem harmonogramu. Ankietowani twierdzą, że do przekraczania terminów przyczyniają się również nabywcy ich usług. Dlatego usprawnienie przepływu informacji może wyjść wszystkim na dobre. Poza rzetelnie dopracowanym briefem, marketerzy powinni przygotować się również na debriefing. Odpowiadanie na pytania agencji i szczegółowy, ale zwięzły brief może ułatwić proces przetargowy, usprawnić przygotowania agencji i zaowocować efektywniejszą współpracą.

Budowanie dobrej relacji na linii marketer-agencja nie musi być wcale trudne. Wystarczy dobrze wypracowany schemat, doprecyzowane zasady współpracy i komunikatywność. Każda ze stron powinna mieć jasno określonego reprezentanta, który będzie odpowiadał za komunikację. Dobrze sprawdzają się też cykliczne spotkania podsumowujące realizację projektu oraz spotkania „tissue” pozwalające na testowanie pomysłów agencji.mówi Marcin Chyliński, Founder & Co-owner, brief4u.com

Według badania brief4u.com ponad 30 proc. marketerów boryka się z utrudnionym kontaktem z agencją. Unikanie kontaktu, zwłaszcza po przekroczeniu ustalonego terminu, rzutuje na wiarygodność firmy. Aby nie ucierpiał wizerunek agencji należy zadbać o ciągłość przepływu informacji. Najrozsądniejszym rozwiązaniem dla obu stron jest ustalenie wspólnych i przejrzystych zasad działania oraz osób odpowiedzialnych za komunikację już na samym początku współpracy.

Dajcie sobie trochę czasu

„Najgorsza prawda jest lepsza od najlepszego kłamstwa” – w tej kwestii trudno się nie zgodzić z Walterem Scottem. To zdanie powinno stanowić motto w kwestii komunikacji na linii marketer-agencja oraz agencja-marketer .

Nierealne deadline’y są zmorą branży, dlatego podczas ustalania terminów warto wejść w buty każdej ze stron. Jeżeli marketer ma problem z odpowiednim określeniem ram czasowych, warto, żeby konsultował je z agencją. Proces kreatywny rządzi się swoimi prawami i bywa czasochłonny. Ustalenie harmonogramu działań jest niezwykle ważne. Podzielenie projektu na zadania sprawia, że jesteśmy w stanie racjonalnie określić, ile czasu zajmą poszczególne etapy pracy.

W biznesie relacje między agencją reklamową a marketerem powinny być oparte na szczerości i zaufaniu. Trudno prowadzić rozmowy z klientem, którego na początku zapewnialiśmy o tym, że wszystko idzie zgodnie z harmonogramem, a pod koniec informujemy o występujących trudnościach i braku możliwości dotrzymania terminu. Warto pamiętać, że im szybciej zakomunikujemy dany problem, tym więcej możliwości jego rozwiązania otrzymamy dodaje Marcin Chyliński, Founder & Co-owner, brief4u.com

[1] Jan Dal „Łańcuch krytyczny jako metoda zarządzania projektem” https://docplayer.pl/2074276-Lancuch-krytyczny-jako-metoda-zarzadzania-projektem-jan-dal.html

[2] https://www.amic.media/media/files/file_352_1483.pdf

STS Holding S.A. – Cena Ostateczna w ofercie publicznej została ustalona na 23zł za akcję

Grupa STS („Grupa”) – grupa kapitałowa, na czele której stoi STS Holding S.A. („STS Holding”, „Spółka”), największy bukmacher w Polsce[1] działający w oparciu o autorską technologię – ogłasza, że Cena Ostateczna Akcji Oferowanych dla Inwestorów Indywidualnych i Cena Ostateczna Akcji Oferowanych dla Inwestorów Instytucjonalnych została ustalona na poziomie 23zł za jedną akcję. Ostateczna Liczba Akcji Oferowanych wynosi 46 874 998 (w tym 42 613 636 Akcji Sprzedawanych oraz 4 261 362 Akcji Dodatkowego Przydziału), czyli 30% kapitału zakładowego STS Holding S.A. Oznacza to, że wielkość Oferty wynosi ok. 1,1 mld zł.

Grupa jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce[2], który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

STS to silna marka, którą razem z całym zespołem budujemy już trzecią dekadę. Jesteśmy niekwestionowanym liderem rodzimej branży bukmacherskiej, która odnotowuje bardzo silny wzrost organiczny. Wierzymy, że dzięki posiadanym przewagom konkurencyjnym Grupa będzie nadal rozwijać się szybciej niż rynek, dzięki czemu będzie docierać do coraz większej liczby nowych klientów. Zbliżający się debiut akcji na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie to ważny etap naszego rozwoju. Z niecierpliwością czekamy na przyjęcie do akcjonariatu zróżnicowanej grupy inwestorów z Polski, Europy i świata, pozyskanych w trakcie IPO. Razem będziemy uczestniczyć w dalszym rozwoju firmy opartym na realizowanej strategii mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Podsumowanie oferty publicznej

  • Cena Ostateczna Akcji Oferowanych dla Inwestorów Indywidualnych i Cena Ostateczna Akcji Oferowanych dla Inwestorów Instytucjonalnych została ustalona na poziomie 23zł za jedną akcję
  • Całkowita wielkość Oferty to ok. 1,1 mld zł, natomiast kapitalizacja spółki wynikająca z Ceny Ostatecznej Akcji Oferowanych to ok. 3,6 mld zł.
  • Ostateczna Liczba Akcji Oferowanych wynosi 46 874 998 (w tym 42 613 636 Akcji Sprzedawanych oraz 4 261 362 Akcji Dodatkowego Przydziału), czyli 30% kapitału zakładowego STS Holding S.A.
  • Ostateczna liczba Akcji Sprzedawanych oferowanych Inwestorom Indywidualnym została ustalona na 1 890 000 (ok. 4% Akcji Oferowanych), natomiast 44 984 998 Akcji Oferowanych zostanie zaoferowanych Inwestorom Instytucjonalnym (ok. 96% Akcji Oferowanych).
  • Mateusz Juroszek, kluczowy akcjonariusz i prezes zarządu (wraz z rodziną), pozostaje dominującym akcjonariuszem Spółki, kontrolując 70% akcji, co odpowiada takiemu samemu procentowi ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu.
  • Przydział akcji oferowanych nastąpi 8 grudnia 2021 r.
  • Zakładany pierwszy dzień notowania akcji STS Holding S.A. na Giełdzie Papierów Wartościowych to 10 grudnia 2021 r.
  • Spółka, Oferujący oraz dwaj członkowie zarządu Spółki zostaną objęci umową typu lock-up – będzie ona obowiązywać przez 360 dni od dnia pierwszego notowania.
  • Goldman Sachs Bank Europe SE i UBS Europe SE działają jako Globalni Koordynatorzy i Współprowadzący Księgę Popytu, a mBank S.A. („mBank”), Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski Spółka Akcyjna Oddział – Biuro Maklerskie w Warszawie („PKO BP”) oraz WOOD & Company Financial Services a.s. Spółka Akcyjna Oddział w Polsce jako Współprowadzący Księgę Popytu.
  • mBank i PKO BP pełnią rolę firm inwestycyjnych pośredniczących w ofercie publicznej akcji.

[1] Grupa działa na podstawie zezwoleń Ministra Finansów

[2] na podstawie szacunków opartych na danych Ministerstwa Finansów

Raport Grupy Muszkieterów: co piąty badany chciałby prowadzić własną firmę w modelu franczyzowym

Grupa Muszkieterów sprawdziła, czy Polacy znają pojęcie franczyzy i czym się według nich charakteryzuje prowadzenie działalności gospodarczej w takiej formie. Z badania „Przedsiębiorczość po polsku. Jak zmienia się nasze podejście do pracy na własny rachunek?” – przeprowadzonego wśród osób w grupie wiekowej od 25 do 50 lat – wynika, że prawie 32 proc. ankietowanych ma bardzo dużą wiedzę na temat franczyzy, a 30 proc. zna jej definicję. Blisko 35 proc. Polaków objętych badaniem ocenia franczyzę pozytywnie, a co piąty z nich chciałby prowadzić własną firmę w modelu franczyzowym. Przez część respondentów franczyza postrzegana jest jako pomysł na dobry biznes przy wsparciu większego, rozpoznawalnego podmiotu.

Co Polacy wiedzą o franczyzie?

Jak wynika z raportu, większość badanych zetknęła się wcześniej z pojęciem franczyzy. Blisko 32 proc. z nich ma bardzo dużą wiedzę na ten temat, a 30 proc. zna definicję franczyzy. Jedynie niecałe 11 proc. ankietowanych wskazało, że nigdy nie miało styczności
z tym terminem.

Franczyza dla Polaków oznacza prowadzenie własnego biznesu pod szyldem znanej, większej marki. Respondenci charakteryzowali franczyzę jako sprawdzony i dobry sposób na start w biznesie przy wsparciu rozpoznawalnego podmiotu. Dla części osób działalność na licencji franczyzowej to jedno z pewniejszych rozwiązań i jedna z najlepszych dróg do osiągania satysfakcjonujących zysków. Jednocześnie część ankietowanych wskazywała na związaną z franczyzą konieczność dostosowania się i niski poziom decyzyjności.

– Popularność i wiedza na temat franczyzy rosną. Nasze badanie potwierdza, że Polacy widzą korzyści płynące z tego rodzaju działalności, a wybór franczyzy postrzegają jako dobry plan na rozwój zawodowy, wiążący się z mniejszym ryzykiem niepowodzenia biznesu. Jednak nadal dla części z nich przeszkodą jest konieczność dostosowania się do z góry ustalonych standardów i zasad franczyzodawcymówi Bartłomiej Tarłowski, Kierownik ds. Rekrutacji i Szkoleń Franczyzobiorców w Grupie Muszkieterów oraz dodaje – Model współpracy z Grupą Muszkieterów opiera się na niezależności polskich przedsiębiorców, którzy podejmują w pełni samodzielne decyzje dotyczące zarządzania firmą oraz polityki personalnej czy oferowanego asortymentu.

Własna firma w modelu franczyzowym

Blisko 35 proc. badanych pozytywnie ocenia prowadzenie działalności gospodarczej
w formie franczyzy, a na taką współpracę zdecydowałby się co piąty uczestnik badania. Widoczny jest również stosunkowo duży odsetek osób niezdecydowanych. Ponad 25 proc. ankietowanych nie potwierdziło ani nie zaprzeczyło chęci skorzystania z licencji franczyzowej. W części przypadków wynika to z niepełnej wiedzy na temat franczyzy – takiej odpowiedzi udzieliło 26,8 proc. osób.

Ponad połowa respondentów wskazywała na handel jako branżę, w której rozważaliby biznes w systemie franczyzowym, a sektor usługowy wybrałoby 48 proc. z nich. Około
4 proc. deklaruje, że byliby skłonni zainwestować we franczyzę powyżej 100 tys. złotych.

Korzyści dla franczyzobiorców

Potencjalne zyski z inwestycji (39,5 proc.) i atrakcyjna oferta finansowa ze strony franczyzodawcy (36,7 proc.) to dla badanych główne zachęty do skorzystania z tej opcji prowadzenia działalności gospodarczej. Równie istotna jest zapewniana przez franczyzodawcę pomoc (33,9 proc.).

Najbardziej doceniane przez osoby objęte badaniem jest wsparcie prawne i finansowe, jakie zapewnia franczyzodawca – takiej odpowiedzi udzieliło blisko 60 proc. respondentów. Na kolejnych miejscach znalazło się odpowiednio wsparcie franczyzodawcy na każdym etapie zarządzania firmą (56,4 proc.), doradztwo (47,8 proc.) oraz potencjalne szkolenia (47,3 proc.). Badani najchętniej skorzystaliby z miękkiej formy prowadzenia działalności franczyzowej, która zapewnia przedsiębiorcom większą swobodę i samodzielność.

– Współpraca z Grupą Muszkieterów opiera się na zasadach partnerstwa. Gwarantujemy zrzeszonym w niej przedsiębiorcom niezależność, a także zapraszamy ich do współtworzenia całej organizacji. Właściciele sklepów mogą liczyć na wsparcie na każdym etapie prowadzonej działalności, w tym na dostęp do nowoczesnej centrali zakupowej
i logistycznej oraz wielu nowoczesnych narzędzi do prowadzenia skutecznego handlu.
Z drugiej strony każdy przedsiębiorca jako członek Grupy ma bezpośredni wpływ na wszystkie obszary jej funkcjonowania
podkreśla Bartłomiej Tarłowski.

O raporcie

Raport „Przedsiębiorczość po polsku. Jak zmienia się nasze podejście do pracy na własny rachunek?” został przygotowany na zlecenie Grupy Muszkieterów przez Havas Media w październiku 2021 roku. Badanie zostało przeprowadzone na ogólnopolskim internetowym panelu badawczym na reprezentatywnej próbie osób w grupie wiekowej 25-50 lat (CAWI, N=1024).

Powierzchnie elastyczne w regionie EMEA

W I poł. 2021 r. na 44 kluczowych rynkach biurowych w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka) przybyło 155 000 mkw. elastycznej powierzchni biurowej – wynika z analizy przeprowadzonej przez firmę Colliers w raporcie pt. Flexpansion 2021. Wzrost ten odpowiada 25 tysiącom dodatkowych biurek. Przyczyniła się do tego podaż 285 000 mkw. nowo otwartej powierzchni, zniwelowana jednak przez 130 000 mkw. powierzchni, która została zamknięta. Blisko jedna trzecia tych zamknięć to wynik działań strategicznych sieci WeWork, mających na celu poprawę efektywności sieci, w kluczowych europejskich lokalizacjach, takich jak Barcelona, Kopenhaga, Londyn i Oslo.

– W miarę wzrostu popytu na rozwiązania elastyczne wśród najmców, którzy coraz chętniej po nie sięgają, aby wspierać nowe, hybrydowe modele pracy,  sektor powierzchni flex znów nabiera rozpędu. To motywuje operatorów do poszukiwania możliwości ekspansji. Na kilku rynkach w regionie EMEA odnotowano także wzrost wskaźników wynajęcia powierzchni typu flex. Szczególną sytuację obeserwujemy w Dublinie i Kopenhadze, gdzie wzmożony popyt spowodował ich wzrost do maksymalnych możliwości obiektów – mówi Tom Sleigh, Ekspert ds. Elastycznych Przestrzeni Biurowych w Dziale Usług dla Najemców EMEA w firmie Colliers.

Z badań przeprowadzonych przez Colliers na potrzeby raportu Flexpansion wynika, że:

  • w ciągu najbliższych 12 miesięcy 60% operatorów jest bardziej skłonnych do wejścia na nowe rynki,
  • w ciągu najbliższego roku 67% operatorów jest skłonnych do ekspansji spekulacyjnej,
  • 77% respondentów zaobserwowało wzrost popytu na abonament obejmujący opłaty naliczane zgodnie z faktycznym stanem wykorzystania biurka,
  • 72% ankietowanych odnotowało wzrost średniej liczby biurek przypadających na umowę typu flex.

Działalność operatorów

Od dłuższego czasu obeserujemy dynamiczny rozwój grupy IWG, która w latach 2021-2022 zapowiedziała otwarcia 15 nowych obiektów pod markami Regus i Spaces.. Co ciekawe, plnowana nowa podaż od duetu IWG-WeWork, którzy w swoim portfolio mają obecnie jedną trzecią istniejących powierzchni typu flex, stanowi zaledwie 20% całe planowanej podaży.

– Dywersyfikacja operatorów może skutkować tym, że mniejsi gracze staną się bardziej aktywni i ostatecznie zapewnią większą różnorodność produktów i koncepcji na rynku elastycznych przestrzeni biurowych – mówi Tom Sleigh.

Obserwujemy znaczny wzrost liczby partnerstw pomiędzy operatorami, spowodowany apetytem inwestorów na zaistnienie w tym sektorze oraz na współpracę z wyspecjalizowanymi operatorami, mogącymi zapewnić najemcom lepsze udogodnienia. Ponadto wynajmujący coraz częściej opracowują własne produkty typu flex, głównie w odpowiedzi na zapotrzebowanie najemców na kompleksowe i elastyczne rozwiązania, które ułatwiają organizacjępowrotu do biur.

Większa liczba lokalizacji

Ilość powierzchni typu flex na rynku biurowym w regionie EMEA stanowi jedynie 2% podaży, co pozostawia duże pole do działania istniejącym i nowym operatorom, którzy chcą wejść na rynek. Przykładem są sieci Grafter, która rozszerzyła swoją działalność o lokalizacje w Dublinie, oraz Microlab, która weszła na rynek w Rotterdamie. X+Why otworzył natomiast cztery nowe lokalizacje w Birmingham i Londynie, podwajając tym samym swój udział w rynku w Wielkiej Brytanii w ciągu roku. W Finlandii YIT przejął UMA Workspace i w trzech lokalizacjach w aglomeracji Helsinek otworzył elastyczne biura YIT Workery+. The Office Group podpisała umowę o zarządzanie z firmą Argent w celu wybudowania nowego centrum biurowego o powierzchni prawie 52 000 tys. mkw. w londyńskiej dzielnicy King’s Cross. Z kolei w Kairze, Rijadzie i Dubaju instytucje publiczne napędzają popyt na mniejsze powierzchnie typu flex.

Ożywienie wśród opertatorów powierzchni elastycznych widać także w Polsce.

– W 2021 r. jako pierwsze pracownikami zapełniły się powierzchnie flex. W czasach utrzymującej się dużej niepewności związanej z pandemią połączenie hybrydowego modelu pracy z elastyczną umową wydaje się być bezpieczną decyzją. W efekcie małe i średnie moduły w centralnie zlokalizowanych biurach elastycznych już teraz stają się towarem deficytowym, a nic nie wskazuje, żeby zapotrzebowanie na nie miało w bliskim czasie się zmniejszyć. Na rosnący popyt starają się odpowiedzieć operatorzy powierzchni elastycznych, którzy powrócili do planów ekspansji zarówno w Warszawie, jak i na rynkach regionalnych. W 2021 r. na rozszerzenie swojej oferty biur typu flex zdecydowali się m.in. Cityspace (otwarcie nowego biura we Wrocławiu), Cluster Offices (otwarcie pierwszego biura w Katowicach) czy OmniOffice (podwojenie powierzchni w The Warsaw Hub w Warszawie). W 2022 r. spodziewamy dalszych ekspansji i ewolucji rynku pod względem efektywniejszego wykorzystania zajmowanych powierzchni flex przy użyciu nowych technologii – mówi Jakub Bartoszek, Dyrektor ds. Strategii Flex w dziale Powierzchni Biurowych w Colliers w Polsce.

– Wiele organizacji dokonuje obecnie rewizji swoich strategii dotyczących miejsca pracy i przechodzi na model pracy hybrydowej, dlatego zapotrzebowanie na elastyczne powierzchnie będzie rosło. Powierzchnie typu flex będą służyć jako lokalizacje satelickiebędące uzupełnieniem siedziby głównej firmy i będą wspierać nowe hybrydowe modele pracy – podsumowuje Tom Sleigh.

– Ponadto presja, jaką zobowiązania w zakresie ESG będą wywierać na nieruchomości, może przyczynić się do wzrostu popytu na powierzchnie typu flex, ponieważwiele istniejącyh budynków biurowych będzie musiała przejść modernizację. Na czas prac remontowych organizacje będę mogły szukać miejsca w przestrzeniach typu flex. Podobna sytuacja może mieć miejsce w okresie relokacji – między zmianą siedziby – dodaje Tom Sleigh.

Spóźniony Święty Mikołaj i niższe wydatki – czy tak będą wyglądały Święta?

Rozpoczęcie poszukiwania świątecznych prezentów lub wcześniejszy – niż zazwyczaj – ich zakup deklaruje aż 39% Europejczyków ­– wynika z danych firmy Oracle. Wszystko to przed obawą, że nasze prezenty nie dotrą na czas z powodu przerwanych łańcuchów dostaw – 33% ankietowanych niepokoi się o to, że podarunki zostaną dostarczone później niż tego oczekują. Ile planujemy wydać na święta Bożego Narodzenia w tym roku? Czy pandemia spowoduje, że większość prezentów kupimy w sieci? Badanie przeprowadzone przez UCE RESEARCH we współpracy z Grupą BLIX, wskazuje jasno, że w tym roku Polacy postawią na kanał online w kwestii prezentów.

Skromniejszy koniec roku?

Tegoroczne Święta dla wielu z nas mogą być skromniejsze. Wciąż ostrożnie podchodzimy do planowania świątecznych wydatków, jednak widać poprawę w porównaniu z ubiegłym rokiem. Według Barometru Providenta respondenci, którzy poczynili już plany dotyczące świątecznych wydatków, zamierzają na ten cel przeznaczyć przeciętnie 952,40 zł, jest to wzrost o ponad 200 zł w porównaniu z ubiegłym rokiem. Warto jednak podkreślić, że kwota ta przed pandemią była o wiele wyższa – w 2019 r. był to przeciętnie wydatek rzędu 1700 zł.

Nie jest to jednak jedyne zmartwienie podczas bożonarodzeniowych przygotowań. W tym roku bardziej niż zwykle będzie liczył się czas. Światowy kryzys związany z pandemią spowodował, że wielu producentów ma poważne problemy z zamówieniami części do swoich produktów.

Nowe badanie konsumenckie przeprowadzone w Europie przez Oracle Retail wykazało, że respondenci obawiają się problemów związanych z łańcuchem dostaw oraz z opóźnieniami w dostarczaniu produktów. Co ciekawe, z tego powodu 14% badanych, którzy już rozpoczęli świąteczne zakupy lub planują to zrobić wcześniej, jest gotowych zapłacić więcej, aby zapewnić sobie szybszą lub gwarantowaną dostawę. Więcej z nas skorzysta z możliwość kupna kart podarunkowych, które mogą w takiej sytuacji okazać się bezpiecznym rozwiązaniem – blisko co trzeci uczestnik badania (29%) uważa, że w tym roku zaopatrzy się właśnie w więcej voucherów.

Nasze najnowsze badanie jasno wskazuje, że obawiamy się, że zostaniemy z pustymi rękami podczas Świąt. Główne problemy upatrujemy w tym, że wybrane przez nas produkty mogą być niedostępne (16% badanych) lub ich dostawa zajmie zbyt dużo czasu przez co nie zdążą zostać dostarczone pod choinkę i rozczarujemy naszych najbliższych (13% pytanych) – wskazuje Bartosz Kubicki, Dyrektor w dziale Oracle Retail Global Business Unit. Co więcej, blisko co piąty respondent obawia się, że produkty, którymi jest zainteresowany, będą droższe ze względu na ich niedobór – dodaje.

Poza kartami podarunkowymi respondenci badania Oracle planują kupić więcej produktów kosmetycznych (27%), odzieży (23%) czy produktów obuwniczych (22%).

Święta w sieci

Czas przed Bożym Narodzeniem to okres wielu przygotowań oraz poszukiwań wymarzonych prezentów na Święta. Ze względu na pandemię, a także wygodę, większość z nich dokonamy za pośrednictwem sieci. Potwierdza to badanie przeprowadzone przez UCE RESEARCH we współpracy z Grupą BLIX. Wynika z niego, że ponad 70% konsumentów planuje kupić tegoroczne świąteczne prezenty online. Głównie przez to, że obawiamy się o zdrowie nasze i naszych bliskich. Według raportu firmy doradczej Deloitte odsetek osób, które nie odczuwają strachu podczas osobistego robienia zakupów w sklepach zmalał o 6 p.p., do 56 proc. W porównaniu z ankietą przeprowadzoną tuż przed wakacjami spadek wyniósł w sumie aż 18 p.p.

Robiąc zakupy online, pamiętajmy, że święta są również wyjątkowo intensywnym czasem dla cyberprzestępców, dla których popularyzacja elektronicznego handlu i tysiące transakcji dokonywanych na odległość każdego dnia to idealna okazja, aby wykraść nasze poufne dane, zainfekować sprzęt komputerowy czy wyłudzić pieniądze ­– mówi Bartosz Kubicki, Dyrektor w dziale Oracle Retail Global Business Unit., Oracle. Dlatego, szczególnie w tym czasie, należy zachować czujność. Wybierając sklep online, w którym chcemy zostawić nasze środki finansowe, ale również dane, zastanówmy się jego wiarygodnością. Nikt nie zrobiłby zakupów w nieoznakowanym, podejrzanie wyglądającym sklepie stacjonarnym, tak samo jest w sieci. Jeżeli coś nie wygląda bezpiecznie, prawdopodobnie takie nie jest – dodaje.

Wyższe ceny, mniejszy wybór towarów, wyraźnie niższe przeceny – oto obraz po Cyber Week 2021

Firma Salesforce opublikowała swój coroczny raport Cyber Week, w którym przeanalizowano dane dotyczące zakupów ponad miliarda konsumentów z całego świata. W sumie, w 2021 r. globalna sprzedaż online osiągnęła rekordowy poziom 275 mld dolarów, co stanowi wzrost o 2 proc. w porównaniu z rokiem 2020, oraz 62 mld dolarów w samych Stanach Zjednoczonych – stanowi to wzrost o 4 proc. w porównaniu do 2020. Co ważne dla nas wszystkich, sprzedawcy przewidują, że zarówno w okresie świątecznym, jak i po jego zakończeniu konsumenci będą musieli płacić za zakupy o 20% więcej. Rosnąca inflacja coraz częściej skutkuje wyborem odroczonych form płatności – podczas Cyber Week liczba takich transakcji wzrosła o niemal 30%.

Dane pokazują, że mieliśmy do czynienia z wzrostem sprzedaży na początku listopada, za który odpowiadali konsumenci, których nie odstraszyły wyższe ceny, niższe rabaty i zmniejszone zapasy produktów. W samym Cyber Week (23-29 listopada) odnotowano umiarkowany wzrost sprzedaży, a więc kupujący robili zakupy już we wczesnej fazie sezonu, przed tradycyjnym szczytem „zakupowej gorączki”..

Najważniejsze spostrzeżenia Salesforce dotyczące zakupów w 2021 r.

  • Główny okres cyfrowych zakupów świątecznych już za nami: Zakupy świąteczne rozpoczęły się na dobre na początku sezonu – w ciągu pierwszych trzech tygodni listopada konsumenci wydali 297 mld dolarów globalnie (wzrost o 5 proc. rok do roku). Podczas Cyber Week sprzedaż w Stanach Zjednoczonych wyniosła 62 miliardy dolarów (wzrost o 4 proc. rok do roku), a sprzedaż globalna osiągnęła poziom 275 miliardów dolarów (wzrost o 2 proc. rok do roku). Największym pojedynczym dniem zakupów podczas Cyber Week był Czarny Piątek (wzrost o 2 proc. r/r na świecie, o 5 proc. r/r w USA), ponieważ popyt świąteczny rozłożył się na cały listopad.
  • Konsumenci napotykają na wysokie ceny i mniej rabatów: Inflacja w połączeniu z niższymi rabatami sprawiła, że w tym roku trudniej było znaleźć prawdziwe okazje. Podczas Cyber Week średnia cena sprzedaży (ASP) wzrosła o 11% w Stanach Zjednoczonych i o 5% na całym świecie w porównaniu z ubiegłym rokiem. Z kolei średnia zniżka w Cyber Week wyniosła 26% w Stanach Zjednoczonych (spadek o 8% rok do roku) i 24% na świecie (spadek o 8%).
  • Kryzys w łańcuchu dostaw sprawił, że kupujący mają ograniczone możliwości wyboru prezentów: Wczesne i długotrwałe problemy z łańcuchem dostaw sprawiły, że półki sklepowe nie były tak dobrze zaopatrzone jak w latach ubiegłych. Katalogi produktów (liczba sprzedawanych produktów) podczas Cyber Week zmniejszyły się o 6 proc. w USA i 5 proc. na świecie w porównaniu z ubiegłym rokiem.
  • Inflacja coraz częściej skutkuje wyborem odroczonych form płatności: W obliczu wyższych cen i mniejszej liczby rabatów, klienci chętnie korzystali z ofert typu „kup teraz, zapłać później” (BNPL – buy now, pay later). W skali globalnej, wykorzystanie BNPL podczas Cyber Week wzrosło o 29% rok do roku (8% wszystkich zamówień), a wartość sfinansowanych zamówień świątecznych wyniosła ponad 22 miliardy dolarów. W Czarny Piątek 7 proc. zamówień globalnych i 4 proc. zamówień amerykańskich zostało opłaconych za pomocą BNPL.
  • Konsumenci preferują sklepy z usługą zamawiania online i odbioru osobistego: Podczas Cyber Week konsumenci nadal stawiali na pierwszym miejscu zdrowie, bezpieczeństwo, wygodę i zaufanie. Amerykańskie sklepy oferujące odbiór osobisty zwiększyły swoje przychody o 50 proc. rok do roku podczas Czarnego Piątku w porównaniu ze sklepami, które nie oferują takich opcji odbioru.

A co nas czeka w całym okresie zakupów przedświątecznych, także w grudniu?

5 prognoz na świąteczny sezon zakupowy

  1. Handel cyfrowy osiągnie rekordowe wyniki
  1. W skali globalnej przewidywany jest wzrost obrotów handlu cyfrowego o 7% (1,2 bln USD).
  1. Rozszerzony łańcuch dostaw zostanie obciążony rosnącymi kosztami
  1. W tym roku jednym z najważniejszych problemów dla handlowców detalicznych, dostawców i konsumentów jest wzrost kosztów, będący rezultatem wielu czynników. Złożyły się na to następujące przyczyny:
      1. Detaliści i dostawcy: Istnieją trzy główne czynniki, które wywierają dużą presję cenową na globalny łańcuch dostaw: zdolności produkcyjne, koszty logistyki i brak pracowników.
        1. Produkcja: Niedostateczna liczba pracowników i niedobory surowców
        2. Logistyka: Większy popyt, ograniczenia związane z pandemią Covid-19, rosnące koszty frachtu
  1. Sklepy: mniej sprzedawców, wyższe płace.
    1. Konsumenci: Problemy z utrzymaniem poziomu zapasów, a także rosnące koszty, które napędzają inflację i wpływają na marże, sprawiają, że należy się spodziewać wyższych cen detalicznych towarów.
    2. Sprzedawcy przewidują, że zarówno w okresie świątecznym, jak i po jego zakończeniu konsumenci będą musieli płacić za zakupy o 20% więcej.
    3. Podczas gdy konsumenci muszą się liczyć z podwyżkami cen, usługa odroczonych płatności będzie prawdopodobnie stosowana w przypadku 8% zamówień online, co odpowiada globalnie kwocie 96 mld USD. Dla porównania, w świątecznym sezonie zakupowym 2020 wskaźnik ten stanowił 4%.
  1. Ograniczona dostępność produktów wyprzedziła opóźnienia wysyłek na liście największych problemów
    1. W ubiegłorocznym sezonie świątecznym jednym z największych problemów były opóźnienia dostaw do domu klienta. W tym roku problem ten nadal istnieje, ale jest znacznie mniejszy.
    2. Ogólnie Salesforce przewiduje, że liczba paczek zagrożonych opóźnieniami dostaw spadnie o 94% i wyniesie 40 mln, w porównaniu z 700 mln w analogicznym okresie ubiegłego roku.
    3. Ma to związek z faktem, że klienci składają mniej zamówień, ale za to większych.
    4. Przewoźnicy obsługujący końcowy odcinek dostaw zwiększyli w ciągu ostatniego roku swoje moce przerobowe, a już niemal połowa detalistów oferuje możliwość składania zamówień online z odbiorem w sklepie stacjonarnym.
    5. Wąskie gardła w portach i szybko rosnące koszty transportu morskiego to dwa główne czynniki, za sprawą których konsumenci mogą się obawiać o dostępność produktów.
    6. Z prognoz wynika również, że w tym roku konsumenci szybciej rozpoczną świąteczne zakupy, aby uniknąć sytuacji, w której zabraknie zamówionych produktów. Wskaźnik zakupów dokonywanych przed Cyfrowym Tygodniem wzrósł w tym roku o 3% (do 129 mld USD na całym świecie).
  1. Sklep fizyczny staje się ważnym elementem strategii sprzedaży cyfrowej
    1. Sprzedawcy pracujący w sklepie fizycznym wykonują dziś wiele zadań: realizują zlecenia online, oferują praktycznie nieograniczony asortyment produktów, obsługują klientów cyfrowych i stają się influencerami w mediach społecznościowych. Z kolei klienci przebywający w sklepie fizycznym robią zakupy na urządzeniach mobilnych. Wszystko to sprawia, że w tegorocznym sezonie świątecznym sklepy takie staną się kluczowymi elementami cyfrowych strategii sprzedaży.
    2. W rezultacie przewiduje się, że ponad 60% zamówień online na całym świecie będzie realizowane z udziałem sklepów fizycznych, pomagających klientom w składaniu zamówień lub realizujących je w swoich punktach odbioru.
    3. Równocześnie brakuje pracowników, co w tegorocznym sezonie świątecznym będzie wyjątkowo zauważalnym problemem. Zaangażowanie sprzedawców odegra więc szczególnie ważną rolę w zaspokojeniu rosnącego popytu.
  1. Tym razem bez świątecznych „ciasteczek”: działy marketingu muszą wprowadzić duże zmiany
    1. Zarówno przepisy prawa, jak i zmieniające się preferencje konsumentów w skali globalnej wymagają zapewnienia większej prywatności w Internecie. W związku z tym działy marketingu będą musiały wprowadzić jedną z największych zmian w ciągu ostatnich pięciu lat.
    2. Śledzenie aktywności użytkownika z wykorzystaniem danych stron trzecich w aplikacjach internetowych i mobilnych stanie się bardziej kosztowne, a może nawet niemożliwe. Zyskają natomiast na znaczeniu dane własne, tj. gromadzone i przetwarzane przez firmę dane klientów.
    3. W pozyskiwaniu danych własnych pomogą marketingowcom programy lojalnościowe, aktywność w mediach społecznościowych oraz spersonalizowany marketing pocztowy. Salesforce przewiduje, że w listopadzie i grudniu ruch w e-handlu wygenerowany dzięki poleceniom w mediach społecznościowych wzrośnie o 30%, a liczba e-maili marketingowych będzie o 18% większa w porównaniu z ubiegłorocznym sezonem świątecznym.

BTC Studios S.A. startuje z emisją akcji serii L

Zarząd BTC Studios S.A. na podstawie uchwały Walnego Zgromadzenia z 6 lipca 2021 roku ogłasza publiczną emisją akcji serii L z prawem poboru. Suma, o jaką ma zostać podwyższony kapitał to nie więcej niż 4.096.413,50 zł. Wartość nominalna akcji podlegających prawu poboru to nie więcej niż 40.964.135 akcji na okaziciela serii L. Ustalona cena emisyjna za akcje została wyznaczona na poziomie 0,12 zł, dzień poboru to 16 sierpnia 2021 roku. 

Zasady przydziału akcji szczegółowo zostały opisane w Memorandum informacyjnym opublikowanym na stronie internetowej Emitenta oraz firmy inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie Millennium Dom Maklerski S.A. Od 30 listopada do 14 grudnia 2021 akcjonariusze mogą wykonywać prawo poboru akcji. Termin ogłoszenia przydziału akcji przez KDPW został ustalony na 23 grudnia 2021 roku, termin przydziału dokonywanego przez Emitenta ustalono natomiast na najpóźniej 30 grudnia 2021 roku. Szczegóły związane z miejscem, terminem oraz wysokością wpłat na akcje, a także skutki niewykonania prawa poboru i nieuiszczenia należnych wpłat zostały opisane w Memorandum informacyjnym.

– „Emisja z prawem poboru jest efektem chęci odwdzięczenia się naszym obecnym inwestorom. Chcemy im dać możliwość zarabiania wspólnie z nami – na równych zasadach. To także dla nas możliwość pozyskania finansowania na nowe cele oraz zaktualizowaną niedawno strategię. Jestem przekonany, że nasza wiedza i doświadczenia zdobyte przy dotychczasowych projektach zaprocentują w tych przyszłych przedsięwzięciach i finalnie będą to mocne pozycje na rynku gamingowym. Co więcej mamy potwierdzenie zainteresowania naszym podmiotem już dzisiaj – świadczą o tym partnerstwo wyrażone w liście intencyjnym z ARP Games oraz niedawna inwestycja Rockbridge TFI, które objęło ponad 5% naszych udziałów. Warto dodać, że Spółka jest obecnie w bardzo interesującym momencie. Podpisaliśmy aneks z PVP Games, dzięki któremu większość obciążeń związanych z wydaniem gry “Zorro The Chronicles” weźmie na siebie znaczący globalnie wydawca. W efekcie uzyskujemy zwrot z inwestycji oraz umówiliśmy się na dodatkowe wynagrodzenie w postaci procentów od zysku. To wszystko daje naszej firmie nowe możliwości i otwiera nas na zmiany, które dopiero przed nami.” – mówi Adrian Smarzewski, Prezes Zarządu BTC Studios S.A.

Oferta publiczna akcji serii L następuje w trybie, o którym mowa w art. 2 pkt. d Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Radu (UE) 2017/1129 z dnia 14 czerwca 2017 r. w sprawie prospektu, który ma być publikowany w związku z ofertą publiczną papierów wartościowych lub dopuszczeniem ich do obrotu na rynku regulowanym oraz uchylenia dyrektywy 2003/71/WE w zw. z art. 37b ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych, w związku z tym Emitent nie występował o zatwierdzenie przez Komisję Nadzoru Finansowego Memorandum Informacyjnego sporządzonego na potrzeby emisji akcji serii L.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – listopad 2021 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 2,9% rdr do 29,8 mld zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 2,5% rdr do poziomu 984,7 tys.
  • Wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 35,4% rdr do 253,0 mln zł
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst o 15,6% rdr do 267,0 mln zł
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 104,2% rdr do 42,1 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 1,6% do poziomu 19,9 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 8,7% rdr do 10,9 TWh
  • Wzrost obrotu Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE o 51,4% rdr do 2,4 TWh

W listopadzie 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 30,5 mld zł, czyli o 2,6% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła o 2,9% rdr do poziomu 29,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 488,0 mln zł, o 2,9% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec listopada wyniosła 67 814,89 pkt i była o 28,8% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w listopadzie odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 78,8% rdr do poziomu 318,9 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 79,3% rdr i wyniosła 309,8 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w listopadzie wyniósł 984,7 tys. szt., czyli o 2,5% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 13,6% rdr do poziomu 491,7 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 19,6% rdr do 207,3 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 75,3% rdr do 255,9 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami spadł o 20,0% rdr do 29,7 tys. szt.

W listopadzie zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 35,4% rdr do poziomu 253,0 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 6,1% rdr do 75,8 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec listopada 95,6 mld zł, wobec 97,2 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 15,1% rdr do poziomu 258,6 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 42,1 mld zł wobec 20,6 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 104,2% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w listopadzie br. 19,9 TWh, co oznacza wzrost o 1,6% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 8,6% rdr do poziomu 2,8 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 3,4% rdr do poziomu 17,2 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 8,7% rdr do 10,9 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 30,4% do poziomu 2,2 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 0,9% rdr do poziomu 8,7 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,5 TWh, co oznacza wzrost o 24,8% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wzrósł o 45,8% rdr do poziomu 10,1 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 51,4% rdr, do wolumenu 2,4 TWh.

Kapitalizacja 379 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w listopadzie 2021 r. wyniosła 677,6 mld zł (144,7 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 426 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 241,7 mld zł (265,1 mld EUR).

Na Głównym Rynku w ubiegłym miesiącu zadebiutowały akcje spółki POLTREG (wartość oferty: 99,9 mln zł)

Na rynku NewConnect w listopadzie br. zadebiutowały akcje spółek: CONSTANCE CARE, BIOCELTIX (wartość oferty: 10,9 mln zł), TRIGGO (wartość oferty: 8,3 mln zł), ZENERIS PROJEKTY (wartość oferty: 6,5 mln zł) oraz ADVANCED GRAPHENE PRODUCTS (wartość oferty: 7,4 mln zł).

W listopadzie 2021 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

W Black Friday ruszyliśmy na zakupy

  • W weekend z Black Friday wartość transakcji kartami Santander Bank Polska w sklepach była o 7% wyższa niż w poprzedzającym tygodniu
  • Spośród kategorii wydatków najbardziej zwiększyły się wartości transakcji w drogeriach, sklepach z RTV/AGD, meblami oraz odzieżą, obuwiem i książkami – wzrosty od 20 do nawet 40%
  • Nastolatkowie w sklepach ze sprzętem RTV/AGD oraz wyposażeniem wnętrz wydali niemal 80% więcej niż tydzień wcześniej
  • Zarówno w porównaniu z ubiegłym rokiem jak i weekendem, wzrosła wartość przelewów mobilnych i transakcji BLIK

Analitycy Santander Bank Polska przyjrzeli się wydatkom klientów w Black Friday. W przypadku zakupów, za które płatność realizowana jest kartami płatniczymi Santander Bank Polska, co roku wzrosty obserwowane są w Black Friday oraz następującą po nim sobotę. W dniach 27 i 28.11.2021 wartość wydatków jest o 7% wyższa niż w poprzedzający piątek i sobotę – efekt Black Friday jest zauważalny. Co ciekawe, szczególnie wysoki jest on w grupie użytkowników kart Santander Bank Polska w wieku od 13 do 18 lat – oni wydali o 13,4% więcej niż tydzień wcześniej.

Skoki wydatków użytkowników kart różnią się zależnie od ich wieku

W tegoroczny Black Friday najwyższe wzrosty wydatków, realizowanych kartami płatniczymi Santander Bank Polska, odnotowaliśmy wśród nastolatków (13-18 r.ż.). W miniony piątek i sobotę wydali oni o 72% więcej niż 19 i 20.11.2021 r. w marketach detalicznych – w tym ze sprzętem RTV/AGD oraz meblami i wyposażeniem wnętrz. O ponad połowę, w analizowanym okresie, wyższe są też wydatki w gastronomii – co potwierdza, że młodzi ludzie tłumnie ruszyli do galerii handlowych po zakupy. Wydali oni także o ponad 32% więcej na odzież i obuwie i ponad 13% więcej w drogeriach.

Co ciekawe, odmiennie kształtują się wzrosty wydatków w grupie młodych dorosłych, a także w całej populacji. W porównywanym okresie (26-27.11 vs 19-20.11) użytkownicy kart Santander Bank Polska w wieku od 18 do 30 roku życia wydali o 33% więcej w drogeriach, o 29% więcej na zakupy w sklepach sportowych i z biżuterią, o ok. ¼ więcej m.in. w sklepach RTV/AGD, z wyposażeniem wnętrz oraz obuwiem i odzieżą.

Natomiast z analizy transakcji zrealizowanych w porównywanym okresie, przez wszystkich posiadaczy kart Santander Bank Polska wynika, że najwyższe, 40% wzrosty wartości transakcji odnotowano w tym czasie w drogeriach, a ponad 20-procentowe w sklepach z RTV i AGD, sportowych, jubilerskich, z obuwiem i odzieżą oraz punktach z książkami i prasą. W tym czasie poziom wydatków w marketach spożywczych pozostał na zbliżonym poziomie jak we wcześniejszy weekend (w oba niedziela nie była dniem handlowym). 3 kategorie sklepów, które w ostatni piątek i sobotę odnotowały zwiększony ruch to sklepy ze sprzętem RTV, AGD, meblami i odzieżą (+13%) oraz księgarnie i salony prasowe (+10%).

 

Oczywiście, gdyby porównać wartość wydatków zrealizowanych kartami w tegoroczny Black Friday z rokiem 2020 wszystkie pola są „na zielono”. Wynika to z faktu, że ubiegłoroczny Black Friday przypadł w szczycie III fali pandemii, obecnie część klientów jest zaszczepiona, a obostrzenia są mniej dotkliwe. W tym roku zarówno wartość jak i liczba transakcji są średnio o ponad 40% wyższe. Bez wątpienia w tym roku święto przecen i zakupów było znacznie bardziej optymistyczne dla sklepów i sprzedawców, co pokazują przeanalizowane przez nas dane dot. transakcji kartami w terminalach POS – mówi Przemysław Chojecki, data scientist z Santander Bank Polska.

Poszukiwanie okazji bez wychodzenia z domu

Naturalnie, zarówno w tym jak i minionym roku, wzmożone zakupy w Black Friday mocniej widoczne są w sieci, niż w sklepach stacjonarnych. W tej części analizy porównywane są dane z okresu piątek-niedziela, ograniczenia w handlu nie dotyczą zakupów internetowych.

W porównaniu z weekendem obejmującym Black Friday w 2020 r., w miniony weekend wartość zleconych przelewów internetowych była o ¼ niższa, a w grupie nastolatków nawet o ponad 50% niższa. Dynamiczne wzrosła natomiast r/r wartość zleconych w tym okresie przelewów mobilnych – w grupie użytkowników od 13-18 r.ż. podwoiła się ona, a w grupie wszystkich użytkowników przyrosła o 122%. Zatem na przestrzeni 12 miesięcy, i to bez względu na wiek klienta, zdecydowanie mocniej zaczęli oni preferować zakupy, za które płacą przelewem mobilnym.

Co ciekawe, sytuacja wygląda przeciwnie, gdy porównamy wartość przelewów z minionego weekendu z weekendem 19-21.11. Efekt Black Friday, w postaci 48% wzrostu widać w przelewach realizowanych przez Internet, a szczególnie wśród nastolatków – wzrost aż o 84%. Natomiast w przypadku przelewów mobilnych różnice tydzień do tygodnia nie przekraczają kilku procent ogólnie i 15% w grupie osób do 18 r.ż.

BLIK na wznoszącej

Natomiast bez względu na porównywany okres czy grupę użytkowników wzrosty widać na BLIKU. W stosunku do ubiegłorocznego Black Friday wartość transakcji BLIK wzrosła o 37% w sklepach internetowych i o 127% w sklepach stacjonarnych.

Tak, że gdy porównać 26-28.11 i 19-21.11, widać wyraźnie, że 6-cyfrowe kody wpisywane były istotnie częściej, zarówno w sklepach stacjonarnych (+20%) jak i internetowych (+70%).

Nowy spin-off z UW chce zrewolucjonizować rynek kremów do opalania

Przy Uniwersytecie Warszawskim rozpoczęła działalność nowa biotechnologiczna spółka spin-off,  Biotemist. Będzie oferować substancje pochodzenia naturalnego, wytwarzane przez wyizolowane szczepy bakterii antarktycznych: unikatowy związek z grupy melanin, naturalne karotenoidy i inne produkty metaboliczne. Mają one znaleźć szerokie zastosowania m.in. w kosmetologii oraz w rolnictwie.

Michał Styczyński z Wydziału Biologii UW, założyciel i prezes Biotemist, od 2017 r. prowadzi badania nad zimnolubnymi bakteriami ekstremalnymi, występującymi w środowisku naturalnym w rejonie Antarktyki. To część szerszych prac badawczych prowadzonych w Instytucie Mikrobiologii i Biotechnologii Środowiskowej na UW.

„Antarktyka jest jednym z najbardziej ekstremalnych regionów na Ziemi. Charakteryzuje się ona bardzo niskimi temperaturami, dochodzącymi do -90 °C, wysoką ekspozycją na promieniowanie UV, niską dostępnością substancji odżywczych, a także obecnością silnie zasolonych zbiorników wodnych. Organizmy występujące w tak skrajnych warunkach musiały wykształcić szereg cech adaptacyjnych umożliwiających im przeżycie. Zimnolubne bakterie, określane jako psychrofile lub psychrotoleranty, wytwarzają m.in. specyficzne metabolity wtórne, takie jak barwniki ochronne, dzięki którym mogą optymalnie funkcjonować w polarnym środowisku. Wytwarzane przez bakterie karotenoidy, ze względu na swoją specyficzną, wielonienasyconą strukturę i wynikające z niej właściwości przeciwutleniające, są kluczowymi związkami zapobiegającymi szkodliwemu działaniu promieniowania UV. Ponadto, w stale zimnych środowiskach, takich jak Antarktyda, karotenoidy odgrywają istotną rolę w kontrolowaniu płynności błon i chronią komórki bakteryjne przed uszkodzeniem na skutek zamarzania.” – wyjaśnia Michał Styczyński.

Kremy z filtrem UV nowej generacji – bez negatywnego wpływu na koralowce

Naukowiec odkrył, że badane przez niego bakterie pod wpływem odpowiedniego stresu środowiskowego wytwarzają także substancję z grupy melanin. To właśnie pozyskiwanie barwników ochronnych bakterii będzie głównym zadaniem spółki. Dlaczego? Ponieważ rynek kosmetyczny poszukuje substancji pochodzenia naturalnego, mających właściwości ochronne przed promieniowaniem UV. Badania naukowe wykazały, że składniki chemiczne wykorzystywane w masowej produkcji kremów i balsamów z filtrem UV mają katastrofalny wpływ na koralowce, przyczyniając się do ich obumierania (m.in. oksybenzon zaburza gospodarkę hormonalną parzydełkowców w sposób uniemożliwiający ich rozmnażanie). Jednym z rozwiązań tego poważnego problemu jest zastąpienie szkodliwych substancji analogicznymi produktami pochodzenia naturalnego, które wykazują skuteczną ochronę przed promieniowaniem UV.

Bezcenny składnik kremów do opalania oraz produktów do pielęgnacji skóry

Oprócz substancji z grupy melanin, bakterie antarktyczne produkują także karotenoidy wykazujące silne właściwości przeciwutleniające. Dlaczego karotenoidy naturalne są ważne dla przemysłu kosmetycznego? „Substancje te mają zdolność wychwytywania wolnych rodników. Dlatego są one istotnym składnikiem preparatów kosmetycznych, których zadaniem jest pielęgnacja skóry i przeciwdziałanie jej starzeniu. Na rynku obowiązują jednak ścisłe normy i restrykcje, które definiują zawartość zanieczyszczeń pochodzących z syntezy chemicznej. Naszym celem jest więc udostępnienie na dużą skalę substancji pochodzenia naturalnego” – wyjaśnia Michał Styczyński.

Brak ograniczeń w produkcji masowej wielką szansą na sukces rynkowy

Antarktyczne szczepy bakterii można hodować w warunkach laboratoryjnych, a następnie pozyskiwać z nich cenne produkty metaboliczne. „Procesy hodowli i namnażania tego rodzaju bakterii ekstremalnych są stosunkowo proste ze względu na ich niższe wymagania temperaturowe i nierzadko pokarmowe. Nie ma też żadnych większych przeszkód natury technologicznej, by tą drogą pozyskiwać naturalne substancje na skalę przemysłową. Ponieważ rynek obecnie tego rodzaju substancji pochodzenia naturalnego pilnie poszukuje, uważam, że przy odpowiednim zarządzaniu Biotemist ma przed sobą wspaniałą przyszłość i może stosunkowo szybko stać się mocnym graczem rynkowym” – ocenia dr Robert Dwiliński, Dyrektor Uniwersyteckiego Ośrodka Transferu Technologii UW.

Inne cenne właściwości bakterii antarktycznych

Wyniki prowadzonych w ubiegłych latach badań potwierdzają, że bakterie z rejonu Antarktydy mogą pełnić ważną funkcję w rolnictwie, a konkretniej w procesach wzrostu roślin. Mogą zwiększać dostępność mikroskładników, jak również usprawniać rozkład znajdujących się w glebie związków oleistych, takich jak substancje ropopochodne, oleje syntetyczne czy roślinne. Tego rodzaju silne właściwości mają także szczepy bakterii antarktycznych badane przez Michała Styczyńskiego. „Bakterie wytwarzają liczne metabolity wtórne, które mogą poprawiać wzrost roślin. W praktyce można więc wykorzystać szczepy bakterii do zwiększania jakości i biomasy roślin uprawnych, chronić je przed chorobami, a także redukować ilość stosowanych nawozów chemicznych. Chciałbym, aby Biotemist rozwijał swoje kompetencje także w tych kierunkach” – podsumowuje Michał Styczyński.

Fundusze, spekulanci i inwestorzy, czyli w poszukiwaniu głównego ryzyka rodzimej mieszkaniówki

W ostatnim czasie na cenzurowanym w roli głównego ryzyka dla rozwojowej stabilności rodzimego rynku mieszkaniowego znalazł się dopiero co raczkujący w Polsce rynek PRS (mieszkaniowy wynajem instytucjonalny) wraz z funduszami próbującymi go wykreować. Analitycy portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili czy faktycznie te ostatnie wyrastają na główne ogniwo wszelkich zagrożeń i perturbacji pierwotnego segmentu mieszkaniówki, grożąc bańką cenową i perspektywą rynkowego załamania?

Berlińskie strachy na Lachy

Prawdopodobnie kwestia funduszy PRS i ich z wolna rosnącej aktywności w Polsce jeszcze długo pozostawałaby na absolutnym marginesie zainteresowania mediów, gdyby nie nagłośniona w ostatnim czasie sprawa problemów stolicy Niemiec z funduszami nieruchomości, które przez długie lata działalności zdominowały berliński rynek wynajmu mieszkaniowego ze wszelkimi tego niepożądanymi skutkami. Dalsze windowanie czynszów najmu przez branżowe instytucje włodarze Berlina planują eliminować poprzez wywłaszczanie dominujących w mieszkaniówce funduszy, odkupywanie od nich całych pakietów mieszkań czy administracyjne limitowanie wysokości czynszów.

Tego typu sytuacja niedawno wywołała dość nerwową reakcję w krajowych mediach na doniesienia o pierwszych znaczących zakupach pakietowych mieszkań przez zagraniczne fundusze, których pierwszy zauważalny wzrost aktywności miał stać się nagle jedną z głównych przyczyn galopady cen nowych mieszkań i ich postępującego deficytu w ofercie krajowych deweloperów.

Tymczasem na chwilę obecną bardzo trudno jest mówić niebezpiecznej skali rozwoju rynku PRS w Polsce. W kraju mamy aktualnie nieco ponad milion mieszkań na wynajem, czyli zaledwie kilka procent całego zasobu mieszkaniowego, i wg najbardziej wiarygodnych danych Fundacji Rynku Najmu (FRN) 7,3 tys. mieszkań oferowanych pod wynajem przez fundusze, co oznacza udziału w rynku rzędu zaledwie kilku promili.

W roku bieżącym raptem dwa zagraniczne fundusze nabyły w sumie 4,3 tys. lokali pod wynajem, podczas gdy w roku ubiegłym było to około 2 tys. Z kolei  deweloperzy w tym roku ruszą z budową co najmniej 160 tys. mieszkań, z czego gros wprowadzą do sprzedaży. Trudno więc oczekiwać, aby tego typu proporcje już na chwilę obecną przesądzały o istotnym statystycznie wpływie funduszy PRS na wysokość cen mieszkań i czynszów najmu w Polsce.

Jednak wg FRN w kolejnych latach liczba mieszkań w polskich zasobach funduszy PRS będzie się zwiększać średniorocznie o ok. 12 tys. jednostek, a wobec tego w roku 2028 powinna osiągnąć poziom bliski 100 tys. lokali. Ewentualnie dopiero wtedy staną się one w miarę znaczącym graczem na rodzimym rynku najmu mieszkaniowego, choć zapewne wciąż bez decydującego wpływu na jego parametry cenowo-podażowe. Ale i tak te mniej więcej 12 tys. mieszkań rocznie to zaledwie kilka procent rocznej produkcji deweloperów. Faktem jest jednak, że fundusze inwestują tylko w wielkomiejskich lokalizacjach, gdzie ich ewentualny wpływ na popyt i ceny sprzedaży może stać się w kolejnych latach odczuwalny statystycznie.

Jeden problem i skrajnie różne opinie

Co bardzo istotne, prawie wszystkie najbardziej liczące się, opiniotwórcze i wpływowe instytucje działające na krajowym rynku nieruchomości, niejako w jednym szeregu stoją murem za rozwojem sektora PRS w Polsce i wyrażają się w samych superlatywach o perspektywach rodzimej mieszkaniówki z rosnącym w siłę rynkiem wynajmu instytucjonalnego w tle.

Główne przykłady takich podmiotów to JLL, Polski Związek Firm Deweloperskich, Fundacja Rynku Najmu, czy Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych, wg których rozwój PRS w Polsce jest absolutnym priorytetem, cywilizacyjną koniecznością, wreszcie ogromną szansą dla tysięcy „bezdomnych” młodych Polaków na swoje „cztery kąty” bez dotkliwych wyrzeczeń. Co ważne, podmioty te, od lat słynące ze swej renomy, doświadczenia i bezkonkurencyjnej znajomości rynków nieruchomości, absolutnie wykluczają jakiekolwiek istotne ryzyka grożące stabilnemu rozwojowi krajowego rynku mieszkaniowego wskutek planowanych inwestycji funduszy PRS. A ewentualność „problemów Berlina” to w krajowych warunkach melodia przyszłości liczonej w pokoleniach.

Co warte podkreślenia, kolejne spółki deweloperskie, zaliczane do branżowych tuzów oficjalnie deklarują swój akces do rynku PRS. Nic w tym dziwnego. Może się on stać dla nich swoistą polisą ubezpieczeniową na wypadek nadejścia chudszych sprzedażowo czasów cyklicznego koniunkturalnego spowolnienia, które – choć na chwilę obecną wydaje to się abstrakcją – nieubłaganie prędzej czy później musi nadejść.

Tymczasem dokładnie odmienne zdanie na temat skutków rosnącej aktywności funduszy PRS w Polsce, prezentuje Heritage Real Estate – firma działająca od kilku lat w sektorze doradztwa inwestycyjnego na rynku nieruchomości. HRE optuje za ograniczeniem swobody działalności funduszy PRS w Polsce, widząc w nich źródło szeregu zagrożeń dla stabilności rozwojowej krajowego rynku mieszkaniowego.

W sumie jest to dość osobliwy przykład absolutnej różnicy zdań prezentowanej przez najbardziej renomowane i opiniotwórcze podmioty rynku nieruchomości, dotyczącej być może strategicznego problemu krajowej mieszkaniówki w bieżącej dekadzie. Trudno jednoznacznie ocenić, czy przyczyną takiego stanu rzeczy jest wyłącznie popularna reguła „punktu widzenia zależnego od punktu siedzenia”.

Spekulanci i inwestorzy na celowniku regulatora

Upatrując już obecnie w funduszach PRS głównego winowajcy mieszkaniowej drożyzny czy postępującej nierównowagi popytowo-podażowej na rynku pierwotnym, wprowadza się opinię publiczną w błąd. Pytanie, w jakim celu. Rekordowy popyt na nowe mieszkania w kraju, generujący niebezpieczną dynamikę stawek za metr kwadratowy, ma w decydującym stopniu charakter inwestycyjno-spekulacyjny, i ma źródło w głównie rodzimym, choć tak naprawdę nie do końca wiadomo jakim kapitale.

Wg dobrze zorientowanych źródeł już nawet co piąte mieszkanie na rynku pierwotnym było w najnowszych czasach nabywane przez spekulantów tylko i wyłącznie w celu odsprzedaży z zyskiem, bez wykańczania czy opcji wynajmu. Wraz z popytem stricte inwestycyjnym pod wynajem proceder ten generuje ponadprzeciętny popyt, windowanie cen i spekulacyjny nawis podażowy. I to obecna skala właśnie tego typu działalności wydaje się bardzo niebezpieczna i godna uwagi regulatora, a nie dopiero co raczkująca aktywność funduszy PRS w Polsce.

Jest niemal pewne, że jakikolwiek interwencjonizm państwa ograniczający ich działalność inwestycyjną, głównie poprzez drastyczne limitowanie wolumenów zakupów pakietowych mieszkań, może okazać się czynnikiem definitywnie stopującym rozwój rynku wynajmu instytucjonalnego w Polsce, ze wszelkimi tego nieodwracalnymi konsekwencjami w przyszłości. Będące elementem Polskiego Ładu same zmiany zasad opodatkowania zysków z najmu, dotyczące przede wszystkim amortyzacji, stanowią już wystarczająco silny argument odstraszania wszelkich kapitałów od lokowania w polskiej mieszkaniówce. Jakiekolwiek dodatkowe przeszkody stałyby się zapewne modelowym przykładem „wylania dziecka z kąpielą” w być może strategicznej kwestii rozwoju krajowego rynku nieruchomości w perspektywie najbliższych lat.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Złoty znów poniżej 4,60 zł

W ciągu tygodnia złoty umocnił się o ponad 10 groszy względem euro. Dzieje się to w czasach, gdy pandemia nie tylko coraz bardziej zamyka nas w domach, ale stara się w brutalny sposób uczyć greckiego alfabetu.

Podejrzanie dobre nastroje w Polsce

Ostatni tydzień na rynkach walutowych, a szczególnie na parach złotowych, jest dla wielu analityków dużą niespodzianką. Złotemu pomagają trochę dane makroekonomiczne, ale nie uzasadniają one aż tak dużego umocnienia. Wczoraj doszedł lepszy od oczekiwań indeks PMI dla przemysłu. Był on jednak lepszy o raptem 0,4 pkt, to nie jest zmiana uzasadniająca 3 groszowe umocnienie względem euro. Z drugiej strony wczorajsze dane na temat zarówno liczby zachorowań, jak i śmierci z powodu COVID okazały się najwyższe od początku tej fali pandemii.

Indeksy PMI

Indeksy PMI dla przemysłu w innych krajach nie zawsze wyglądały tak dobrze, jak w Polsce. Pomimo niespodziewanego wzrostu we Francji łączny rezultat dla strefy euro znalazł się o 0,2 pkt poniżej oczekiwań. Wielka Brytania znalazła się o 0,1 pkt poniżej oczekiwań. W obu przypadkach był to jednak wzrost względem poprzedniego miesiąca. Interesująca była sytuacja w USA, gdzie równolegle niemal opublikowano raport PMI oraz ISM dla przemysłu i jeden wskazuje na spadek, a drugi na wzrost optymizmu. Są to jednak nieznaczne zmiany, które w specyfice badań ankietowych się często zdarzają. Dane te pozwoliły jednak na pewną stabilizacją cen na głównej parze walutowej świata, która wczoraj miała wyjątkowo niską zmienność.

Ropa znów w dół

Jeszcze kilka tygodni temu inwestorzy ekscytowali się rozważaniami, czy ropa naftowa przebije do końca roku próg 100 dolarów za baryłkę. Było to o tyle dziwne, że kontrakty długoterminowe oscylowały wówczas poniżej 70 dolarów. Dzisiaj są za 60, co sugeruje, że w dalszej perspektywie inwestorzy oczekują raczej stabilizacji cen z lekką dalszą obniżką niż powrotu do wzrostów. Powodem tych zmian jest obecnie przede wszystkim nowy wariant koronawirusa, który powoduje, że dotychczasowe prognozy wzrostu gospodarczego są szybko weryfikowane w dół.

W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zmniejsza się liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw

W pierwszych 9 miesiącach br. w Polsce liczba niewypłacalności przedsiębiorstw wzrastała w bardzo szybkim tempie. Wzrost osiągnął poziom 131%. Należy pamiętać o tzw. ustawie covidowej wprowadzonej w 2020 roku – która wprowadziła nowe, uproszczone postępowania zatwierdzenia układu. Można powiedzieć, że w większości za wzrost postępowań odpowiadają te nowe, dosyć szybkie do przeprowadzenia postępowania. Nie są one zatwierdzane przez sądy – dłużnik dokonuje jedynie wpisu w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, a następnie w ciągu 4 miesięcy musi przeprowadzić takie postępowanie. Gdy w czerwcu 2020 r. taki tryb postępowań został wprowadzony – na początku firmy w trudnej sytuacji płynnościowej dosyć niechętnie podchodziły do nowego rozwiązania. W kolejnych kwartałach popularność uproszczonych postępowań wzrosła: obecnie sięga ona 66% łącznej liczby postępowań. Ten wskaźnik odnosi się do liczby niewypłacalności przedsiębiorstw w Polsce. W łącznej liczbie postępowań należy zawrzeć typowe upadłości, a tych było o 27% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

– Jest to tendencja, którą obserwujemy także w większości innych krajów na świecie – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista COFACE. – Szeroka skala działań pomocowych przyczyniła się do tego, że sytuacja płynnościowa przedsiębiorstw nie tyle nie uległa pogorszeniu, co nawet poprawiła się według statystyk upadłości. W przypadku tradycyjnych postępowań restrukturyzacyjnych oraz nowych, uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu występuje jednak brak zapłaty od kontrahenta – co bez wątpienia powinno być  uwzględniane w liczbie niewypłacalności. Z kolei analiza statystyk kwartalnych pokazuje pewne wygaszanie liczby niewypłacalności – w III kwartale 2021 r. zmniejszyły się one o 13% w porównaniu z II kwartałem tego roku. Prawdopodobnie zostało osiągnięte maksimum wykorzystania nowych, uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu. W kolejnych kwartałach ich popularność powinna spadać – choć od grudnia br. najprawdopodobniej zostaną wpisane na stałe do polskiego systemu prawnego. Liczba niewypłacalności przedsiębiorstw w Polsce powinna się powoli normalizować. W związku z tym, że wygasają środki wsparcia, typowe upadłości oraz próby ratowania biznesu przez restrukturyzację będą bardziej i częściej widoczne niż działania chwilowe, jak np. uproszczone postępowania – podsumowuje Sielewicz.

Cała naprzód, czyli trzeci kwartał w sektorze powierzchni przemysłowo-logistycznych

Z najnowszego raportu BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że w pierwszych trzech kwartałach br. odnotowano rekordowy popyt na magazyny wynoszący prawie 4,8 mln m kw. Analitycy firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych zwracają również uwagę na największy w historii ruch na budowach, na których toczyły się prace przy ponad 3,7 mln m kw. nowoczesnej powierzchni. Podobnie jak w minionych kwartałach, rozwój sektora i popyt na nieruchomości logistyczne napędzał e-commerce, a także firmy działające w obszarze logistyki i handlu.

Pandemia nie zatrzymuje rozpędzonego sektora nieruchomości przemysłowo – logistycznych, który kolejny kwartał z rzędu potwierdza swoją pozycję lidera. Wysokie tempo rozwoju polskiego rynku na tle europejskiej konkurencji wspierają wciąż istotnie niższe koszty pracy czy atrakcyjne ceny gruntów, a także rozwijająca się infrastruktura. W analizowanym okresie łączne zasoby sektora przebiły pułap 23 mln m kw., a na liście debiutów zapisało się ponad 30 obiektów o powierzchni przekraczającej w sumie 1 mln m kw. Zdecydowanie największym otwarciem było uruchomienie w Świebodzinie w woj. lubuskim centrum logistycznego dla Amazona. W drugim co do wielkości obiekcie amerykańskiego giganta handlu elektronicznego w Polsce, przygotowanych zostało 203,5 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni, na której obok siebie docelowo pracować będzie 1000 pracowników i ponad 3000 robotów transportowych. Wśród największych obiektów oddanych do użytku w trzecim kwartale znalazły się również: Hillwood Rokitno (112,5 tys. m kw.) i projekt typu BTS (108 tys. m kw.) wybudowany w podpoznańskich Żernikach przez Panattoni dla operatora logistycznego, firmy DHL Supply Chain.

Podsumowanie kwartału pokazuje, że dwa miesiące wakacji i wrzesień były bardzo pracowite dla deweloperów. Prowadzili oni prace przy budowie ponad 3,7 mln m kw. powierzchni magazynowej, logistycznej i przemysłowej. Największymi toczącymi się budowami były: GLP Lędziny Logistic Center (ponad 111 tys. m kw.), obiekt Hillwood Bydgoszcz (ponad 104 tys. m kw.) oraz II etap parku magazynowego P3 Poznań (97 tys. m kw.).
Rynek jest rozgrzany do czerwoności. Magazynów buduje się i wynajmuje najwięcej w historii. I na razie nie przeszkadzają temu ani rosnące koszty pracy czy gruntów, ani trudności z dostępnością usług czy materiałów budowlanych. Coraz bardziej widać jednak, jaką rolę – szczególnie dla klientów z branży e-commerce – odgrywa dziś czas. Żeby zaspokoić ich potrzeby, deweloperzy odważniej sięgają po inwestycje w modelu spekulacyjnym, zwłaszcza w oczywistych lokalizacjach – mówi Igor Roguski, szef Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland

Kolejnym dowodem wyjątkowo dobrej kondycji całego sektora jest utrzymujący się na wysokim poziomie popyt. Łączny wolumen transakcji najmu zamknął kwartał z rekordowym wynikiem na poziomie blisko 1,5 mln m kw. wynajętej powierzchni. Autorzy raportu podkreślają, że od początku roku podpisano już umowy na prawie 4,9 mln m kw. powierzchni, co w porównaniu do analogicznego okresu w 2020 roku oznacza prawie 32 proc. wzrost r/r.

Największym kontraktem podpisanym w trzecim kwartale był wynajem ponad 104 tys. m kw. przez klienta z branży e-commerce w obiekcie Hillwood Bydgoszcz. Znaczącym najemcą okazała się też firma Jysk, która podpisała umowę na ponad 70 tys. m kw. w obiekcie Logistic City – Piotrków Distribution Center.

Najlepsze wyniki w historii sektora i niesłabnące zainteresowanie magazynami oraz powierzchniami logistycznymi i przemysłowymi przekładają się na niski poziom pustostanów. W minionym kwartale oscylował on wokół 6 proc., w tym zanotował spadek w okolice 5 proc. – dodaje Igor Roguski

W obliczu wysokiego tempa rozwoju, rekordowego popytu, a także podaży, stawki najmu pozostają na razie stabilne. Eksperci z BNP Paribas Real Estate Poland prognozują jednak, że rosnące ceny gruntów, a także wzrost kosztów pracy i materiałów budowlanych w średnim okresie będą miały wpływ na czynsze bazowe. Kartą przetargową z pewnością okażą się też wyższe poziomy zachęt oferowane przyszłym najemcom.

Raport podkreśla, że pandemia w każdym kolejnym kwartale zwiększała dynamikę rosnącego od lat rynku e-commerce. Istotnym trendem wśród firm działających w handlu internetowym jest konsekwentne skracanie czasu dostaw. Ostatnie miesiące należały do firm oferujących dowóz zakupów w ciągu 15 minut przy wykorzystaniu mini magazynów, tzw. dark store’ów.

Na naszych oczach rodzi się q-commerce. Q od słowa quick, czyli szybkie zakupy przede wszystkim artykułów spożywczych, których pod drzwiami możemy się spodziewać w kilkanaście minut od złożenia zamówienia. Co ciekawe, to raczkujący rynek, na którym z jednej strony mamy międzynarodowe i polskie start-upy, jak również duże sieci handlowe. Duża konkurencja i niska marża sprawią, że kluczem do osiągnięcia sukcesu może okazać się wypracowanie odpowiedniego modelu logistyki – podkreśla Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor Business Intelligence HUB, BNP Paribas Real Estate Poland

Autorzy raportu zwracają również uwagę, że dynamiczny rozwój i profesjonalizacja sektora ma również odbicie w większej odpowiedzialności za środowisko i otoczenie. Ograniczanie śladu węglowego budynków, poprawianie efektywności energetycznej i oszczędzanie zasobów to cele, które przed swoimi projektami stawia większość deweloperów i inwestorów.

Branża ochrony podniesie stawki za swoje usługi

Wzrost minimalnego wynagrodzenia, niska stopa bezrobocia oraz najwyższa od lat inflacja to główne powody silnej presji ze strony pracowników na wzrost wynagrodzeń. M.in firmy branży ochrony alarmują o konieczności podniesienia stawek za usługi. Tomasz Wojak, prezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Ochrona oraz prezes zarządu Seris Konsalnet nie ma wątpliwości, że w 2022 roku klienci firm ochroniarskich zapłacą więcej.

Jednym z ważniejszych czynników, który ma wpływ na podniesienie cen w branży jest wzrost minimalnego wynagrodzenia.

Stawka minimalna w ciągu pięciu lat wzrosła o 70 proc. W 2018 roku wynosiła 1 750 zł miesięcznie. Od nowego roku – już ponad 3 000 zł. Sytuacja ta ma bezpośredni wpływ na wzrost kosztów usług w branży ochrony – komentuje Tomasz Wojak. Rośnie również minimalna stawka godzinowa stosowana w umowach cywilnoprawnych. W 2022 r. wyniesie ona 19,70 zł (o 1,40 zł więcej w stosunku do 2021 r.).

Będzie drożej

Podwyżka minimalnej płacy to nie jedyny czynnik, który wpłynie na podwyżkę cen usług
w przyszłym roku. Niska stopa bezrobocia (5,9 proc.) powoduje bardzo duże trudności
w znalezieniu pracowników. Wywołuje ona również konkurencję płacową między przedsiębiorcami. Już teraz w branży ochrony brakuje chętnych do pracy za minimalne wynagrodzenie. Można również zauważyć odpływ pracowników do tych sektorów, w których wynagrodzenia są wyższe a takie oferty można znaleźć w branży np. handlowej i logistycznej.

Najwyższa od dekady i wciąż rosnąca inflacja (obecnie ponad 7%) powoduje większą niż wcześniej presję pracowników na podwyżki wynagrodzeń. Jednocześnie w górę poszły ceny paliwa (o 19% w 2021 r.), mundurów, materiałów biurowych oraz energii elektrycznej
(o 8% w 2021 r.).

– Wszystkie powyższe elementy muszą wpłynąć na wzrost cen usług – mówi Tomasz Wojak. Branża ochrony pracuje na niskiej marży i nie jest w stanie wziąć na siebie rosnących kosztów zarówno wynagrodzeń jak i rosnących kosztów związanych z prowadzeniem biznesu.

Inwestycje w ochronie

Rosnące koszty osobowe oraz trudności w pozyskaniu odpowiednich pracowników stanowią impuls do zwiększenia zaangażowania w nowoczesne rozwiązania technologiczne w branży bezpieczeństwa i ochrony. Posiadanie ich w swojej ofercie to konieczność by dziś z sukcesem funkcjonować na polskim rynku .Ale nowoczesne przedsiębiorstwa muszą również inwestować nie tylko w nowe produkty ale też dzięki technologii poprawiać swoje wewnętrzne procesy, dotyczy to głównie systemów IT pozwalających, w dłuższej perspektywie czasowej, na zwiększanie efektywności operacyjnej, digitalizację dotychczasowych papierowych czynności  i obniżanie kosztów pracy w organizacji.

Już teraz przybywa klientów, którzy z powodu rosnącej szybko ceny zamieniają, tam, gdzie to możliwe, usługę ochrony fizycznej na ochronę elektroniczną, co pozwala na nie zwiększanie budżetów przeznaczanych na ochronę firmy.

Branża ochrony będzie również ewoluowała w kierunku pozyskiwania coraz większej liczby kandydatów do pracy potrafiących pracować z nowoczesnymi technologiami i systemami informatycznymi.

Ceny nieruchomości rosną, a popyt nie słabnie. W 2022 roku nie będzie inaczej

Rok 2022 nie przyniesie dużych zmian na rynku nieruchomości, chociaż wielu liczyło na to, że pandemia spowoduje spadek cen. Jest wręcz odwrotnie. Ludzie w dalszym ciągu będą chętnie inwestować, popyt na mieszkania i domy nie osłabnie, a ceny wciąż będą rosły.

W 2022 roku najprawdopodobniej nie zmieni się wiele względem tego, co widzimy już dzisiaj. Z danych NBP wynika, że mieszkania na rynku pierwotnym podrożały o ponad 2%, a na rynku wtórnym aż o 5,2%. Wszystko to w przeciągu ostatniego kwartału i wiele wskazuje na to, że podwyżki cen będą jeszcze większe.

Rok inwestycji

Podsumowując 2021 rok, nieruchomości cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Nie brakowało chętnych na zakup mieszkań i domów, poprawiła się również sytuacja na rynku wynajmu, który przez pewien okres mocno cierpiał ze względu na pandemię. W wielu przypadkach inwestycje były podyktowane chęcią ochrony kapitału. – Główny Urząd Statystyczny podaje, że obecnie inflacja jest na poziomie 6,8%. Jednak każdy z nas, konsumentów, obserwuje, że ten wzrost jest znacznie większy, a ceny zdecydowanie poszły w górę. Inwestycja w nieruchomości to dla wielu osób jeden z najlepszych sposobów na ochronę własnego kapitału, stąd też obserwujemy duże zainteresowanie domami i mieszkaniami. – komentuje Marcin Kuryło, ekspert Horyzontu Inwestycji.

Duża inflacja to nie jedyny powód, dla którego tak wielu ludzi zainteresowało się nieruchomościami. Przejście na zdalny tryb pracy, niskie oprocentowanie na kredycie hipotecznym i zatwierdzony przez sejm Nowy Ład realnie wpływają na obecną sytuację na rynku nieruchomości.

Własny ogród w cenie

Home office zmienił bardzo wiele w postrzeganiu Polaków. Pracownicy zdalni zdają sobie sprawę, że zamknięcie w mieszkaniu o niewielkim metrażu, w otoczeniu hałasu i zgiełku dobiegającego z zewnątrz, nie sprzyja produktywnej pracy. Firmy z kolei nie chcą rezygnować z home office’u i najprawdopodobniej część z nich pozostanie przy zdalnym trybie pracy nawet wtedy, kiedy pandemia koronawirusa odejdzie w zapomnienie. – Wiele osób próbuje uciec z dala od miasta właśnie ze względu na pracę zdalną. Szukają ciszy i spokoju, stąd też duże zainteresowanie zakupem domku z kawałkiem ogródka, aby w dowolnej chwili móc wyjść na zewnątrz i zaczerpnąć świeżego powietrza. Balkon jest jedynie połowicznym rozwiązaniem problemu i nie gwarantuje tak dużej prywatności jak ogródek. – informuje Marcin Kuryło. – Każdy, kto ma na tyle dobrze płatną pracę, że stać go na spłacenie kredytu, decyduje się właśnie na taki zakup i ucieka poza miasto. Widać duże zainteresowanie różnego rodzaju projektami deweloperskimi. Większość z nich sprzedaje się na etapie tzw. dziury w ziemi. Kiedy tylko deweloper ogłosi, że będzie miał domy na sprzedaż, to natychmiastowo pojawiają się chętni, którzy są skłonni podpisać umowę. Nawet kiedy nie ma wylanych jeszcze fundamentów. – dodaje ekspert.

Trendy na 2022 rok

Wszystko wskazuje na to, że nadchodzący rok będzie rokiem dynamicznego rozwoju szczególnie w sektorze domków jednorodzinnych. Dużym powodzeniem będą cieszyły się domki zarówno w zabudowie szeregowej, jak i bliźniaki. Jak tłumaczy Marcin Kuryło z Horyzontu Inwestycji – Jest wysoce prawdopodobne, że będzie rozwijał się trend na większe domu z dużą działką. Chodzi tu przede wszystkim o samodzielne domy jednorodzinne, niekoniecznie w zabudowach szeregowych. Nabywcy będą szukali coraz większych przestrzeni. Nie będą dobrze sprzedawały się domy z ogrodem o powierzchni 30 czy 50 metrów kwadratowych. Już teraz znamy wiele takich przypadków, w których ludzie pytali o domki z większą działką, a nieruchomości z niewielkim ogrodem sprzedawały się znacznie wolnej. Jeśli ktoś kupuje domek o metrażu 80 czy 100 metrów kwadratowych, często decyduje się na niego przez wzgląd na skromniejszy budżet. Takie osoby są w stanie zaakceptować mniejsze ogrody, bo to w dalszym ciągu większy komfort niż mieszkanie w bloku.

Na podstawie obecnej sytuacji i preferencji nabywców łatwo wywnioskować, że to co obserwujemy dzisiaj, najprawdopodobniej nasili się w przyszłym roku. Domy z dostępem do własnego ogródka będą cieszyły się coraz większym powodzeniem.

Co z wynajmem?

Rynek wynajmu przeżywał trudny moment, ale sytuacja zaczęła się stabilizować z końcem lipca bieżącego roku. Prognozy ekspertów na 2022 są w przeważającej części pozytywne. W dalszym ciągu spore grono osób nie chce, a często nie może, kupić nieruchomości na własność.

Jeśli chodzi o wynajem, to ten trend zawsze był i w najbliższym czasie nie zaniknie. Jestem przekonany, że rynek cały czas będzie rozwijał się w tym kierunku. Mieszkanie na wynajem będzie dla osób, które nie chcą wiązać się z danym miastem albo nie stać ich na zakup własnej nieruchomości. Z kolei ci, którzy mają odpowiedni kapitał, będą kierować się w stronę domów zlokalizowanych poza miastem. Stąd też widać znaczne wzrosty cen działek i jest to ten segment rynku nieruchomości, który jest dzisiaj najlepszym miejscem na inwestycje. – reasumuje Marcin Kuryło.

Grupa Trinity S.A. zawarła Term Sheet w sprawie nabycia 100% akcji spółki Personnel Service S.A.

Grupa Trinity S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2013 r., podpisała Term Sheet w sprawie nabycia 100% akcji spółki Personnel Service S.A. Spółki ustaliły, że do 31 stycznia 2022 r. podpiszą umowę inwestycyjną, które określi najważniejsze parametry transakcji.

Zgodnie z podpisanym Term Sheet spółki wybrały drugi ze scenariuszy opisanych w liście intencyjnym, tj. nabycie przez Grupa Trinity S.A. od akcjonariuszy Personnel Service S.A. akcji stanowiących 100% kapitału zakładowego Personnel Service S.A. Zapłata ceny uzgodnionej przez strony tej transakcji będzie płatna w formie niepieniężnej poprzez przeniesienie na akcjonariuszy Personnel Service S.A. określonej liczby akcji wyemitowanych przez Grupa Trinity S.A., z jednoczesnym utrzymaniem Personnel Service S.A. jako spółki zależnej od Emitenta. Uzgodniono również, że przed dokonaniem przez aktualnych akcjonariuszy Personnel Service S.A. zbycia akcji na rzecz Grupa Trinity S.A., Personnel Service S.A. dokona podwyższenia kapitału zakładowego i zaoferuje akcje nowej emisji w drodze subskrypcji prywatnej inwestorowi lub grupie inwestorów, którzy następnie przystąpią wraz z dotychczasowymi akcjonariuszami do zbycia akcji stanowiących 100% kapitału zakładowego Personnel Service S.A. na rzecz Spółki. Zarząd Grupa Trinity S.A. ocenia, że potencjalna transakcja może przynieść wiele korzyści Spółce i może wpłynąć bardzo pozytywnie na jej wyniki finansowe i wartość.

„Podpisanie Term Sheet z Personnel Service S.A. i jej akcjonariuszami otwiera kolejny etap prac nad przeprowadzeniem transakcji. Wybraliśmy wspólnie drugi wariant określony w podpisanym w październiku br. liście intencyjnym, a więc zakup akcji stanowiących 100% udziału w kapitale zakładowym Personnel Service S.A. Wierzę, że włączenie w nasze struktury tego podmiotu może przełożyć się na wzrost wartości Spółki i całej Grupy.” – wyjaśnia Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki Grupa Trinity S.A.

Stosunek wymiany zbywanych akcji Personnel Service S.A. na akcje nowej emisji Grupa Trinity S.A. zostanie ustalony przez Zarządy spółek w oparciu o wyceny Personnel Service S.A. oraz Spółki. Wartości obu spółek oraz parytet wymiany określone zostaną w treści umowy inwestycyjnej, której zawarcie nastąpi do dnia 31 stycznia 2022 r. Uzyskane wyceny mogą zostać skorygowane o pozycję rynkową Grupa Trinity S.A. i Personnel Service S.A. Spółki ustaliły także, że negocjacje na zasadzie wyłączności potrwają nie później niż do dnia 30 kwietnia 2022 r.

Personnel Service to lider zatrudnienia personelu z zagranicy oraz wiodąca firma outsourcingowa w Polsce. Współpracuje z przedsiębiorstwami z wielu sektorów, w tym głównie automotive, RTV/AGD i przemysłu ciężkiego. Obecnie przychody netto firmy sięgają prawie 600 mln zł, a zysk EBITDA to 18 mln zł. Spółka spodziewa się dynamicznego wzrostu w ciągu najbliższych kilku lub nawet kilkunastu lat. Sprzyjać temu będzie rozwój produkcji przemysłowej w Polsce, która wciąż jest najważniejszym rynkiem dla Personnel Service, korzystne położenie geograficzne naszego kraju, a  także wieloletnie doświadczenie w HR zarówno akcjonariuszy, jak i menedżerów spółki.

Liczymy na to, że już w przyszłym roku kapitalizacja naszej firmy sięgnie 1 mld zł. Rynkowa wycena przedsiębiorstwa jest zresztą jednym z powodów, dla których udajemy się na giełdę. To będzie najbardziej miarodajna ocena naszej ciężkiej pracy w ciągu pięciu lat od kiedy powstał Personnel Service. Giełda daje ponadto łatwiejszy dostęp do finansowania, co wobec mocnego wyjścia spółki na rynki zagraniczne może mieć już wkrótce ogromne znaczenie. Tylko w mijającym roku dokonaliśmy ekspansji wchodząc na rynki Niemiec, Francji, Belgii, Holandii oraz Finlandii – mówi Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Personnel Service S.A.

Grupa Trinity S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od kwietnia 2013 r. Po trzech kwartałach br. jej zysk netto przekroczył 2,09 mln zł.

Ile na życie w Polsce wydają Ukraińcy?

Pracownicy tymczasowi z Ukrainy żyją w Polsce raczej skromnie. Aż 71% spośród nich mieszka w Polsce za darmo, bo za ich zakwaterowania płaci pracodawca. Spośród badanych 39% odpowiedziało, że wydaje na koszty utrzymania w Polsce, tj. jedzenie, środki czystości i inne wydatki, od 400 do 600 zł miesięcznie. Większą część zarobionych pieniędzy Ukraińcy przesyłają rodzinie, która została w ojczyźnie.

Zarobki na Ukrainie, czy w innych państwach wschodnich, są wciąż niewspółmierne do kosztów życia, dlatego ich obywatele tak chętnie pracują w Polsce. Obecnie płaca minimalna na Ukrainie jest 3 razy niższa niż w Polsce, a ceny produktów spożywczych czy środków czystości są bardzo zbliżone w obu krajach. Dla 58% badanych głównym czynnikiem motywującym ich do pracy w Polsce są wyższe zarobki niż w kraju ojczystym.

“Ukraińcy decydują się na emigracje głównie z powodów ekonomicznych. Zarabiają w Polsce, by podnieść jakość nie tylko swojego życia, ale także swoich najbliższych, którzy zostali na Ukrainie. Z tego powodu w Polsce żyją raczej skromie i starają się jak najwięcej zaoszczędzić” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

71% pracowników z Ukrainy mieszka w Polsce za darmo

Według najnowszego raportu OTTO Work Force Central Europe, przeprowadzonego na grupie 506 pracowników tymczasowych z Ukrainy, aż 71% badanych korzysta z darmowego zakwaterowania, które opłaca pracodawca. Kolejne 15% pracowników tymczasowych płaci za mieszkanie do 400 zł miesięcznie, a 8% od 400 do 600 zł miesięcznie.

“Pracownicy z Ukrainy wybierając oferty pracy zwracają bardzo dużą uwagę na dodatkowe benefity jak np. darmowe mieszkanie, darmowy dojazd do pracy czy dofinansowanie do posiłków. Takie dodatku pozwalają im bowiem mocno zniwelować wydatki ponoszone na utrzymanie w Polsce. Po pandemicznym wyhamowaniu na rynku pracy nie ma już śladu, a popyt na pracowników wciąż rośnie, dlatego obywatele Ukrainy mogą liczyć na atrakcyjne warunki zatrudnienia. Niedobory kadrowe zmuszają firmy do podnoszenia płac oraz konkurowania właśnie dodatkowymi benefitami“ – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Ukraińcy żyją oszczędnie i wywysłają pieniądze rodzinie

Pracownicy tymczasowi z Ukrainy żyją w Polsce oszczędnie. Spośród respondentów 39% wydaje na koszty utrzymania w Polsce, jedzenie i inne wydatki, od 400 do 600 zł miesięcznie. 35% badanych przeznacza na ten cel od 600 do 800 zł miesięcznie. Tylko 7% Ukraińców udaje się utrzymać w Polsce za kwotę poniżej 400 zł.

Ukraińcy żyją oszczędnie i wywysłają pieniądze rodzinie
Źródło: “Jak pracownicy z Ukrainy oceniają pracę w Polsce w 2021 roku”, OTTO Work Force Central Europe, 2021

W przypadku pytania o kwoty przekazywane rodzinie mieszkającej na Ukrainie najwięcej wskazań respondentów miała odpowiedź od 500 do 1000 zł miesięcznie. Taką kwotę przekazuje 35% badanych pracowników tymczasowych. W przypadku pozostałych przedziałów kwotowych odpowiedzi rozłożyły się dosyć równomiernie i oscylowały w granicy 20% wskazań ankietowanych. Najpopularniejszym sposobem przekazywania pieniędzy rodzinie na Ukrainie są przekazy pieniężne. Tę metodę wybiera aż 68% badanych pracowników tymczasowych.

Jak pracownicy z Ukrainy oceniają pracę w Polsce w 2021 roku
Źródło: “Jak pracownicy z Ukrainy oceniają pracę w Polsce w 2021 roku”, OTTO Work Force Central Europe, 2021

Złoty odzyskuje siłę. Na giełdach czerwono

Wczorajszy początek sesji na Wall Street wieszczył odreagowanie indeksów giełdowych. Niestety informacja o dotarciu do USA wariantu omikron spowodowała diametralną zmianę sentymentu. Giełda zabarwiła się czerwonym kolorem.

Kontrakt na SP500 spadł najniżej od 19 października. Negatywnym sygnałem od strony technicznej jest sforsowanie horyzontalnego wsparcia na 4550 pkt. Spadki na indeksie wyniosły 1,18 proc. Jeszcze gorzej radził sobie technologiczny NASDAQ, który został przeceniony o 1,6 proc. Dotarł on tym samym do dołka z 10 listopada. Na wykresie 4 godzinowym układ świec wskazuje na kontynuację spadków. Wyrysowana formacja RGR w pewnym stopniu stwarza ryzyko kontynuacji niedźwiedziego sentymentu.

Dotarcie omikronu na inne kontynenty było jedynie kwestią czasu. CDC (Centers for Disease Control and Prevention) powiedziało wczoraj, że nowy wariant został wykryty u osoby, która wróciła z RPA 22 listopada. To kilka dni przed tym jak WHO zaalarmowało, że jest to odmiana niepokojąca.

We wczorajszym wystąpieniu przed Komisją Usług Finansowych Jerome Powell przyznał, że decydenci Fed jak i on sam zauważyli już wcześniej, że inflacja jest bardziej trwała i rozprzestrzeniła się szerzej w gospodarce. Usłyszeliśmy także, że ryzyko trwałego wzrostu inflacji wyraźnie wzrosło. Szef Fed przyznał również, że polityka monetarna została odpowiednio dostosowana. Ponownie również wspomniał, że szybsza zakończenie QE jest jak najbardziej prawdopodobne i to będzie tematem dyskusji na najbliższym posiedzeniu FOMC.

Wizja prawdopodobnych wcześniejszych podwyżek stóp w USA oraz niepewność związana z COVID-19 to czynniki, które negatywnie wpływają w tej chwili na globalne nastroje. Fakt, że akcje w USA są bardzo drogie oraz to, że indeksy znajdują się nadal w stosunkowo niedalekiej odległości od historycznych maksimów, może powodować, że niedźwiedzi sentyment utrzyma się nieco dłużej. Sezonowy rajd św. Mikołaja może nie wystarczyć, żeby poprawić nastroje na giełdach.

Złoty w ostatnich dniach radzi sobie naprawdę dobrze. Adam Glapiński w wywiadzie dla Gazety Polskiej odniósł się m.in. do polityki monetarnej i inflacji Przyznał, że podwyżka stóp nie jest nieograniczona. NBP nie chce doprowadzić do zduszenia gospodarki z powodu możliwego wzrostu bezrobocia. Zdaniem przewodniczącego RPP inflacja w przyszłym roku nadal będzie podwyższona ale w 2023 dynamik cen prawdopodobnie wróci do celu. Trwają w tym momencie spekulacje czy omikron wpłynie na decyzję NBP na najbliższym posiedzeniu 8 grudnia. Podwyżka jest bardzo prawdopodobna, jednak nadal jest zastanawiająca jej skala. Prawdopodobny ruch to zmiana o 25-50 bps. EUR/PLN kieruje się dynamicznie na południe i aktualnie jest na poziomie 4,6130. Para walutowa jest niżej aż o 11 groszy w porównaniu do poziomu z ubiegłego piątku. Kolejnym wsparciem technicznym jest poziom 4,59, który może zostać osiągnięty jeszcze przed przyszłotygodniową decyzją.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Łańcuch dostaw oprogramowania a bezpieczeństwo cybernetyczne

W poszukiwaniu przewagi konkurencyjnej firmy coraz częściej korzystają z wyspecjalizowanych systemów oprogramowania. W efekcie posiadane przez nie zasoby IT stają się składanką systemów różnych dostawców. Może to zagrażać bezpieczeństwu informacji. Wraz ze wzrostem liczby rozwiązań rośnie liczba miejsc, które wymagają różnych form zabezpieczeń i uprawnień dostępowych. Sprawia to, że włamywacze mają do dyspozycji więcej potencjalnych punktów, przez które mogą próbować się dostać do zasobów firmy. Ponieważ w celu optymalizowania wydajności i produktywności firmy korzystają z coraz większej integracji systemów, atak może szybko się rozprzestrzenić.

Ataki za pośrednictwem łańcucha dostaw oprogramowania — wykorzystujące oprogramowanie zewnętrznych dostawców w celu przeniknięcia do organizacji — stały się dziś praktycznie powszechne. W 2020 r. złośliwy kod wstrzyknięty w aktualizację oprogramowania firmy SolarWinds najpierw zaatakował departamenty rządu federalnego, a potem rozprzestrzenił się na skalę globalną, zarażając około 18 tys. organizacji. W marcu tego roku w związku z luką w oprogramowaniu Exchange Server firmy Microsoft naruszone zostały zabezpieczenia ponad 20 tys. amerykańskich organizacji. Nierzadko najwyższe ryzyko stwarzają pozornie mniej istotni partnerzy z łańcucha dostaw – ich rola nie wydaje się być znacząca, przez co nie dostrzega się w nich potencjalnego źródła zagrożenia.  Jedno z największych naruszeń ochrony danych w historii to dokonany w 2013 r. atak na amerykańską sieć sklepów Target, zrealizowany poprzez włamanie do oprogramowania systemu klimatyzacji partnera tej firmy. Bezpieczeństwo łańcucha dostaw zyskało taką uwagę mediów, że stało się przedmiotem nowego rozporządzenia wykonawczego prosto z Białego Domu.

Nie można zatem ignorować zagrożeń atakami opartymi na łańcuchu dostaw oprogramowania, jednak z drugiej strony na uwagę zasługują również obiecujące rozwiązania techniczne. Wiele organizacji musi pogodzić te dwie perspektywy. W praktyce może to zmuszać twórców oprogramowania do podjęcia decyzji: albo dokładamy starań, aby spełniać najwyższe standardy bezpieczeństwa, albo rezygnujemy z niedogodności i tarć, skupiając się na tworzeniu kodu.

Jednym ze sposobów pogodzenia tych pozornie przeciwstawnych trendów jest zmiana procesu podpisywania oprogramowania. Służy on zapewnieniu niepodważalnego dowodu, że przed wdrożeniem oprogramowanie nie zostało zmodyfikowane ani uszkodzone.

W tradycyjnych technikach podpisywania kodu stosuje się klucze kryptograficzne np. do weryfikacji autora i integralności zawartości repozytorium oprogramowania. Obciąża to programistów koniecznością generowania kluczy i przechowywania ich w bezpiecznym miejscu. Niektórym to obciążenie może wydawać się zbyt duże, więc przestają podpisywać swój kod (co jest szkodliwe z punktu widzenia zabezpieczeń) albo piszą mniej kodu (co nie służy innowacyjności). Oba podejścia mają konsekwencje dla innych programistów. Obecnie dużą część oprogramowania na świecie tworzy się na zasadach otwartego źródła, co oznacza, że każdy może taki kod wykorzystać i dostosować — w tej sytuacji kluczowe znaczenie ma kwestia pochodzenia. Dotyczy to w takim samym stopniu oprogramowania komercyjnego, które coraz częściej bazuje na publicznie dostępnym kodzie źródłowym.

A jednak to właśnie segment otwartego źródła zaczyna być liderem w tworzeniu coraz bardziej przyjaznego dla programistów środowiska podpisywania oprogramowania. Projekt ten nosi nazwę sigstore i zastępuje klucze o długim czasie życia kluczami efemerycznymi powiązanymi z istniejącymi identyfikatorami (np. adresy e-mail i loginy do mediów społecznościowych). Generuje on także publiczny, niezmienny dziennik całej aktywności. Oba te elementy w gruncie rzeczy zdejmują z programistów obowiązek podpisywania oprogramowania, dzięki czemu mogą zająć się tym, w czym są najlepsi. Co więcej, system niebazujący na kluczach, które mogą zostać skradzione lub zgubione, jest z natury bezpieczniejszy.

Projekt błyskawicznie się rozwija. Od czasu jego uruchomienia w 2019 r. do jego twórców —  firm Red Hat i Google oraz Uniwersytetu Purdue — dołączyły inne organizacje, a patronat nad projektem objęła Linux Foundation. Poszerzono także jego zakres, powołując do życia takie projekty pochodne jak Cosign (podpisywanie kontenerów i ogólnych artefaktów oprogramowania), Rekor (dziennik transparentności) i Fulcio (organ certyfikacji). Rozpoczęto także współpracę z innymi inicjatywami opartymi na otwartym źródle, m.in. z projektem Tekton Chains (pobocznym przedsięwzięciem w ramach projektu Tekton CI/CD).

To nie tylko ważne czynniki rokujące sukces. Wskazują one także możliwy sposób wdrażania projektu sigstore: jako funkcji zintegrowanej w ramach szerszej technologii. Wszelkie działania zmierzające do wprowadzenia funkcji sigstore do istniejącego zestawu narzędzi programistów przybliżają osiągnięcie jednego z kluczowych celów projektu, jakim jest uproszczenie i zautomatyzowanie cyfrowego podpisywania, tak aby stało się częścią niewidzialnej infrastruktury, a programiści ani go nie zauważali, ani nie musieli się nim przejmować.

Autor: Axel Simon, open source security, office of the CTO, Red Hat

Czy lepiej opłacany pracownik rzadziej korzysta z „L4”?

Problem absencji chorobowych dotyka polskie przedsiębiorstwa w coraz większym stopniu. Nieprawidłowo wykorzystywane zwolnienia „L4” nie dotyczą już tylko okresu wakacji czy świąt. Pandemia koronawirusa i łatwość w dostępie do tzw. teleporad oraz kwitnący w internecie handel zwolnieniami w ogromnym stopniu przyczyniły się do tego procederu. Duży wpływ na to mają również pracodawcy i ich sposób zarządzania firmą. Czy wysokość zarobków również ma tu kluczowe znaczenie? Pracownicy „blue i white collars”, którzy z nich chętniej udają się na chorobowe? Jaką rolę odgrywają bezpośredni przełożeni i czy płacenie w kompetencjach ma znaczenie?

Wysokość zarobków, a absencja chorobowa

Z danych Conperio – firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych na polskim rynku, wynika, że wynagrodzenie nie ma bezpośredniego wpływu na nielegalne wykorzystywanie zwolnień lekarskich przez pracowników.

– Jeśli chodzi o rynek polski, pracujemy zarówno z klientami, którzy zatrudniają pracowników za najniższą krajową, jak również z takimi, którzy płacą pensje menedżerskie. Nasze analizy pokazują, że nie ma liniowej zależności między wysokością zarobków, a skłonnością do absencji chorobowych. Owszem ta skłonność spada, ale nie ze względu na zarobki, a na stopień skomplikowania pracy i poziom kwalifikacji – wyjaśnia Mikołaj Zając, prezes Conperio.

Jeżeli pracodawca daje pracownikowi wysokie wynagrodzenie, to wcale nie otrzymuje w zamian gwarancji, że nie będzie on chciał pójść na zwolnienie „L4”. Benefity finansowe w postaci premii nie mają również większego wpływu na wskaźnik absencji chorobowej. Nawet, jeżeli zarobki będą na tyle wysokie żeby pokrywać minimalne potrzeby życiowe, osoby, która te pieniądze zarabia, to bardziej będzie się opłacało takiemu pracownikowi pójść na „lewe chorobowe”, ponieważ utrata 20% zarobków nie będzie dla niego, aż tak bolesna. Zauważalne jest to wśród podwładnych, którzy nadbudowują sobie przez jakiś okres ilość nadgodzin oraz premii, po czym „chorują” przez miesiąc, bo jest to dla nich bardziej opłacalne niż przyjście do pracy.

Pracownik administracyjny i fizyczny, kto chętniej ucieka na chorobowe?

Wśród pracowników fizycznych, absencja chorobowa w zakładzie pracy, potrafi dochodzić do rzędu nawet kilkunastu procent. Wśród pracowników umysłowych 1% to już powód do niepokoju.

Analizy firmy Conperio pokazują, że wielkość zarobków, wśród pracowników „blue collars”, zarówno tych pracujących w Polsce, jak i tych zarabiających za granicą kilkukrotnie więcej, nie ma wpływu na skłonność do wykorzystania w sposób niewłaściwy zwolnień chorobowych. To, że pewna część pracowników chodzi na zwolnienia chorobowe i wykorzystuje je niezgodnie z przeznaczeniem, to w Polsce powszechny proceder i jest dla niego społeczna akceptacja.

Jeśli chodzi o firmy zatrudniające pracowników „white collars” sytuacja wygląda nieco inaczej. Tu kluczowe znaczenie ma utrata poczucia bezpieczeństwa, która przekłada się na zwiększoną skłonność do wykorzystywania zwolnień chorobowych, w celu poszukania nowej pracy, która to poczucie bezpieczeństwa przywróci.

– Wartość absencji chorobowej wśród pracowników umysłowych, to jest probierz, jakości organizacji. Jeśli pracownik ucieka na zwolnienie, wymaga to bardzo głębokiej analizy samej organizacji, procesów HR, systemu wynagradzania, rozwoju i awansowania, dbania o ogólny dobrostan swoich kadr. Pracownik umysłowy ucieka się do takiego procederu, jeśli traci poczucie bezpieczeństwa, – czyli ciągłość pracy, zatrudnienia, wynagrodzenia, ma obawy o swoje stanowisko i reakcję przełożonych. Zwolnienie chorobowe w takim przypadku oznacza to, że taki pracownik szuka już nowej pracy i prawdopodobnie już do nas nie wróci – zauważa Mikołaj Zając.

„Płacenie” pracownikom w kompetencjach

Problem absencji chorobowej można rozwiązać poprzez „płacenie” pracownikom w kompetencjach. Dawanie im większej możliwości rozwoju swoich umiejętności. Musi to mieć jednak realny horyzont czasowy i to nie taki w odstępie 10 lat, a raczej roku. Powinny to być jednak kompetencje rynkowe, które można będzie wykorzystać w innej firmie.

– Pracodawcy powinni przewartościować model podejścia do pracownika. Nie podchodzić do niego, jako do pracownika, który będzie z nami pracował na zawsze. Już go zatrudniłem, to mogę o nim zapomnieć. Należy do niego podejść, jak do kapitału, w który należy inwestować. Nasi pracownicy, po jakimś okresie pracy będą nabywali określone kompetencje. Powinno to być skorelowane z postawą pracownika, – jeśli się nie spóźnia, nie stwarza problemów, chętnie bierze udział w szkoleniach, nie ma absencji chorobowych, to może dalej uczestniczyć w programie i dalej pogłębiać swoje kompetencje, np. zrobić prawo jazdy na ciężarówkę. Osiągając te kompetencje, następuje automatyczne podniesienie wartości pracownika na rynku pracy. Powinna za tym iść jasno, sprecyzowana korzyść finansowa – mówi Mikołaj Zając.

Rola lidera w walce z absencją

Kluczową rolę w walce z wysokim poziomem absencji odgrywają team liderzy. Kierownicy mają najtrudniejszą rolę w przedsiębiorstwie, bo znajdują się pomiędzy celami biznesowymi, a potrzebami pracowników. Ważne jest to, aby na takim stanowisku nie znajdowały się osoby przypadkowe. Lider to pierwszy przełożony, który kieruje danym zespołem w organizacji. Warto w takie osoby inwestować. Pomocne będzie stworzenie w danej firmie szkoły liderów, która pozwoli wyłonić przyszłego kierownika.

– Twoi pracownicy będą tak dobrzy jak liderzy, którzy będą nimi kierowali. Firma powinna prowadzić wśród osób, które mają potencjał, chęci i wykazują zainteresowanie – szkoły liderów na terenie swojego zakładu, żeby odpowiednio wcześnie i wystarczająco dobrze wyszkolić kadrę kierowniczą. Powinno przeprowadzić się egzaminy i przekazywać wiedzę z zakresu zarządzania ludźmi, prawa pracy, rozliczania godzin, nadgodzin, premiowania – czyi wszystkiego, co powinien wiedzieć lider. Każda firma powinna się dzięki takiej polityce rozwijać. Dobrze mieć zapas ludzi o odpowiednich kompetencjach, aby móc z nich w przyszłości skorzystać – podsumowuje ekspert.

Papierowy zapał. Trendy pro-eko a polski rynek opakowań

Stopniowy powrót do nastrojów sprzed pandemii może zwiastować, że na znaczeniu ponownie zyskają postawy i zachowania prośrodowiskowe. Wzrost świadomości ekologicznej był przed pandemią jednym z najważniejszych globalnych trendów konsumenckich. Wiele wskazuje na to, że niebawem znów stanie się istotnym czynnikiem wpływającym na codzienne wybory klientów. Tymczasem polski rynek opakowań zdaje się nie odczuwać tych zmian. Być może papierowa rewolucja dopiero przed nami.

Środowisko przyjazne dla papieru

Jak pokazuje badanie Euromonitora „Top Consumer Trends 2021”, na świecie już 60% konsumentów deklaruje chęć zmniejszenia zużycia plastiku, a prawie połowa chętniej wybiera produkty ze zrównoważonej produkcji. Z kolei według raportu Mobile Institue „Green Generation 2021” również większość Polaków wykazuje zrozumienie dla proekologicznych postaw, i to we wszystkich grupach wiekowych. Troskę o środowisko naturalne jako świadomą postawę (a nie czasową modę) najczęściej określają osoby z generacji pomiędzy pokoleniami X (urodzeni w latach 60. i 70. XX wieku) oraz milenialsów (urodzeni w latach 80. i 90. XX wieku) i przewyższają pod tym względem młodsze pokolenia.

Z drugiej strony, to jednak młodsze pokolenia są gotowe na większe wydatki na rzecz ochrony planety. Przeciętny przedstawiciel pokolenia Baby Boomers (urodzeni w latach 40-60. XX wieku) skłonny jest dołożyć mniej niż 15% do ceny produktu, gdy tymczasem osoby z pokolenia Z (urodzone po 2000 roku) deklarują gotowość nawet ponad 30-procentowej dopłaty.Trendy pro-eko a polski rynek opakowań

– Globalnie, aż 85% konsumentów deklaruje zmiany w swoich nawykach zakupowych nakierowane na bardziej zrównoważone produkty, a dla 60% z nich jest to istotne kryterium zakupowe. Kraje, gdzie konsumenci deklarowali największe zmiany w swoich nawykach to przede wszystkim rozwinięte rynki Europy Zachodniej, które są bardzo istotne dla polskich eksporterów opakowań. Można oczekiwać, że niebawem zainteresowanie kwestiami środowiskowymi wróci do poziomu sprzed pandemii i zacznie dalej rosnąć. To dobry prognostyk dla producentów zrównoważonych i proekologicznych opakowań, takich jak papier, czy innowacyjne produkty z tworzyw sztucznych – zauważa Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Solidna produkcja

Ekotrendy zastają krajowych producentów opakowań w dobrej sytuacji. Branży sprzyjał stabilny, wieloletni rozwój polskiej gospodarki. Dodatkowo firmy działające w tym segmencie korzystają także na zapotrzebowaniu za granicą – nawet pomimo pandemii Polska trzyma się w unijnej czołówce pod względem wzrostu eksportu. W ciągu ostatniej dekady krajowa produkcja opakowań rozwijała się w średnim tempie prawie 9% rocznie – wyraźnie szybciej niż cała gospodarka. Pomimo ogólnej recesji, wzrost o 1,3% nastąpił również w zeszłym roku, kiedy produkcja osiągnęła wartość 45,5 mld złotych.

Na horyzoncie rysują się jednak także pewne wyzwania. Utrzymanie wysokiego tempa wzrostu, nadążanie za zmieniającymi się trendami i otoczeniem regulacyjnym wymaga znacznych inwestycji. Pod tym względem polscy producenci opakowań wyróżniają się na tle szerokiego sektora przetwórstwa przemysłowego, a także w skali branży opakowań na poziomie całej Unii Europejskiej. Podczas gdy średnia stopa inwestycji w maszyny krajowego przemysłu odpowiada ok. 20% nakładów firm z rynku niemieckiego, to w przypadku producentów opakowań mówimy już o poziomie 50%.  To bardzo dużo, biorąc pod uwagę znaczne rozdrobnienie branży w Polsce. Szczególnie, że wg prognoz Santander Bank Polska dalszy rozwój branży będzie wymagał średniorocznych nakładów na poziomie 3,3-4,1 mld zł.

– Dobra kondycja finansowa daje dogodny punkt wyjścia do inwestycji. Producenci powinni więc być gotowi na nowe wyzwania, zwłaszcza że dzięki obserwacji globalnych trendów mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać. Kierunek zmian ostatecznie wyznaczą konsumenci, a ich postawa na razie nie wydaje się jednoznaczna. Coraz wyraźniej widzimy jednak rosnące zainteresowanie kwestiami ekologii ze strony klientów biznesowych – zauważa Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Plastik ciągle na powierzchni

Pod względem konsumpcji opakowań per capita Polska niemal dogoniła średnią unijną już w 2019 r., przy 172 kg na mieszkańca wobec 177 na poziomie UE. Bardzo blisko do średniej unijnej jesteśmy również pod względem udziału opakowań z tworzyw sztucznych w masie konsumowanych opakowań – jest to ok. 20%. Z tym, że na poziomie unijnym widzimy malejący udział tego segmentu, zaś na rynku krajowym od kilku lat jego udział rośnie.

Jednym z czynników powodujących przesunięcie wyborów konsumenckich w kierunku opakowań z papieru i tektury jest wzrost zamożności. Jednak i tutaj Polska idzie nieco pod prąd. W projekcie reformy systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP) za wzór przyjęto rynek czeski. W obu krajach następuje wzrost zamożności, ale w Czechach w znacznie większym stopniu przekłada się on na zastępowanie plastiku papierem. Nie bez znaczenia wydaje się też stosunek państwa i obywateli do selekcji i przetwarzania odpadów. Za naszą południową granicą ponownie wykorzystuje się aż 71% masy opakowań, gdy tymczasem w Polsce jest to jedynie 56%.Trendy pro-eko a polski rynek opakowań 2

Zestawienie krajowej konsumpcji opakowań z danymi z Czech pokazuje jednak, że sympatia do papieru mogłaby być w Polsce powszechniejsza. Polacy nie rezygnują tak ochoczo jak Czesi z plastiku na rzecz droższych opakowań papierowych.

– Realia sprzyjają daleko idącym zmianom na rynku opakowań. Z jednej strony regulacje wytyczają producentom opakowań ścieżkę rosnących celów recyklingu i dążenia do gospodarki obiegu zamkniętego.  Z drugiej strony, widzimy że oczekiwania odbiorców mogą wyprzedzić zmiany regulacyjne – aby do tych zmian doszło, Polacy muszą w większym stopniu przełożyć swoje prośrodowiskowe deklaracje na codzienne konsumenckie wybory. Firmy, które wcześniej to dostrzegą, mogą zbudować w bliskiej przyszłości silniejszą pozycję na tym dynamicznie rosnącym rynku.– podsumowuje Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Columbus Energy notuje wzrost zamówień i zwiększa zapasy komponentów. Spółka pozyskała 50 mln zł finansowania

Wzrost podpisanych w październiku umów na instalacje fotowoltaiczne do rekordowego poziomu 22,7 MW wraz ze wzrostem sprzedaży pomp ciepła i innych produktów dodają dynamiki  rozwojowi Columbus Energy. Ponadto Spółka pozyskała finansowanie obrotowe z mBanku w wysokości 50 mln zł, które przeznaczy na dodatkowe zapasy komponentów. Zabezpieczą one realizację kolejnych instalacji fotowoltaicznych.

Rynek zaczął się konsolidować i jako lider widzimy w tym szansę. W związku z rosnącą sprzedażą i rozwijanym przez nas portfelem projektów farm fotowoltaicznych, znacząco zwiększa się zapotrzebowanie na komponenty, których zapasy konsekwentnie uzupełniamy. Pozyskane finansowanie pozwoli nam zabezpieczyć ten proces i pozytywnie wpłynie na ciągłość realizacji projektów, których liczba powinna sukcesywnie wzrastać w efekcie poczynionych przez nas inwestycji w pierwszych trzech kwartałach 2021 r.  – mówi Janusz Sterna, wiceprezes Columbus Energy.

Spółka aktualnie posiada prawa do projektów farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 5 270 MW. Przychody ze sprzedaży energii elektrycznej wyprodukowanej przez farmy Columbus Energy w tym roku przekroczyły już koszty operacyjne. Jednocześnie Spółka utrzymuje wysoką sprzedaż fotowoltaiki do klientów indywidualnych i biznesowych – w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. zamontowała ponad 15 000 instalacji fotowoltaicznych.

Pozyskane finansowanie pomoże także w optymalizacji prac nad nowymi segmentami biznesowymi spółki. Poza farmami fotowoltaicznymi, dużym obszarem inwestycji są pompy ciepła, których sprzedaż w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. wzrosła o 2514 proc. i wygenerowała prawie 34 mln zł przychodów. Inne obszary działalności Spółki to rozproszona sieć prosumentów, stacje ładowania pojazdów elektrycznych oraz nowe technologie, takie jak perowskity – Columbus Energy ma 20% udziałów w Saule Technologies.

Nadal dwa razy więcej Polaków niż przed pandemią chce wyjechać do pracy za granicę

Aż 16,1 proc. pracujących Polaków rozważa emigrację zarobkową w ciągu najbliższego roku, dwa razy więcej niż przed pandemią. 79 proc. myślących o wyjeździe chce to zrobić, by lepiej zarabiać. Pobyt za zagranicą planują obecnie na dłużej, a nie tylko, by dorobić. Jednocześnie rośnie odsetek, choć nadal to niecałe 10 proc., chętnych do migracji w celach zarobkowych w kraju – to najważniejsze wyniki najnowszej, X edycji badania Gi Group „Migracje Zarobkowe Polaków”.

Odsetek rozważających emigrację zarobkową utrzymuje się na wysokim poziomie. Jak wynika z badania, „Migracje Zarobkowe Polaków”, przeprowadzonego we wrześniu br. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gi Group, wynosi on obecnie 16 proc. aktywnych zawodowo. Odsetek osób, które nie biorą pod uwagę wyjazdu z Polski wynosi obecnie 81,3 proc., niezdecydowani stanowią zaledwie 2,7 proc.

Wpływ COVID na decyzje

Czy i jak trwająca pandemia wpływa na obawy przed wyjazdem? Co się zmienia? Z raportu „Migracje Zarobkowe Polaków” wynika, że nie zniechęca ona Polaków, wręcz przeciwnie. W 2019 roku rozważało ją blisko 19 proc. aktywnych zawodowo, a w grudniu 2020 roku blisko 18 proc. („Barometr Rynku Pracy”, Gi Group). To wręcz dwa razy więcej niż we wrześniu 2018 roku (8,6 proc.) czy w lipcu 2020 roku (9,9 proc.)s13w3 s13w2

Dane nie wskazują na wielki exodus w poszukiwaniu lepszego wynagrodzenia za granicą, powinny jednak dać do myślenia i być impulsem do aktywnego działania na rzecz poprawy warunków pracy w Polsce. Zapewne łatwiej będzie tworzyć i rozwijać programy nakierowane na taki cel niż mające przyciągnąć z powrotem migrantów zarobkowych, w szczególności tych, którzy na emigracji odnieśli sukces – uważa ekspert raportu Marcin Budzewski, wiceprezes Instytutu Analiz Rynku Pracy.

Obecnie Polacy wyjechaliby za granicę w towarzystwie pozostałych członków rodziny częściej niż w 2018 roku. Zdecydowałoby się na to 38,6 proc. rozważających wyjazd.

Większe zarobki, dłuższe wyjazdy

Niezmiennie najważniejszą motywacją do emigracji zarobkowej są atrakcyjniejsze wynagrodzenia niż w Polsce (79 proc. wskazań) oraz wyższy standard życia (47 proc.). Te dwa czynniki zyskały na znaczeniu w porównaniu z badaniem z 2018 roku. Wciąż istotne są lepsze warunki socjalne (31 proc.), możliwość podróżowania (25 proc.), lepsze perspektywy rozwoju zawodowego (22 proc.) oraz korzystniejszy system podatkowy (20 proc.).s21w1

– „Nowa normalność”, w której żyjemy i pracujemy, dotyczy też planów zarabiania poza krajem. Polacy szukają stabilnego, satysfakcjonującego zatrudnienia. Chcą wyjeżdżać, bo wiedzą, że zapewnią sobie atrakcyjniejsze zarobki i wyższy standard życia, nawet mimo wyższych kosztów utrzymania. Nie bez znaczenia jest z pewnością sytuacja w naszym kraju, przede wszystkim postępująca inflacja i regulacje związane z wprowadzeniem Nowego Ładu – komentuje Iwona Szmitkowska, prezes Gi Group Poland S.A.

Duża zmiana jest zauważalna w deklarowanej długości pobytu za granicą. Wśród rozważających emigrację zarobkową straciły na znaczeniu krótkie, trzymiesięczne wyjazdy (spadek aż o połowę z 37 proc. w 2018 roku do 18 proc. obecnie) na rzecz dłuższych, minimum półrocznych. Więcej osób zdecydowałoby się na pobyt za granicą przez rok lub kilka lat (wzrost z 32 proc. w 2018 r. do prawie 38 proc.). Deklaracje dotyczące emigracji na stałe nie zmieniły się znacząco w porównaniu z poprzednim badaniem, wzrósł natomiast odsetek niezdecydowanych (z 7,4 proc. w 2018 r. do prawie 16 proc. obecnie).

­– Polacy deklarują wyjazdy dłuższe, kilkuletnie w miejsce preferowanych wcześniej krótkotrwałych, co niestety oznacza poważne zagrożenie trwałej utraty kapitału ludzkiego w kraju, w tym części lepiej wykształconych i dobrze zarabiających specjalistów. Pandemia odciska negatywne piętno na polskim rynku pracy, z drugiej strony galopująca inflacja jeszcze bardziej obniża realną wartość wynagrodzeń, co zwłaszcza u młodych ludzi zwiększa motywację do poszukiwania realnych perspektyw na wyższe zarobki i lepszy standard życia – wyjaśnia prof. dr hab. Jacek Męcina, doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan.

Dokąd?

Od wielu lat to Niemcy są najczęściej wybieranym kierunkiem emigracji zarobkowej Polaków. Ten kraj jest brany pod uwagę przez co trzecią osobę rozważającą wyjazd. W dalszej kolejności rozpatrywana jest Holandia (15,8 proc.) oraz Wielka Brytania (9,4 proc.), dokąd chce wyjechać więcej osób niż w 2018 roku, jednak mniej niż wcześniej. Zauważalny jest spadek zainteresowania emigracją do krajów skandynawskich takich jak Norwegia i Szwecja.s22w2

Kto chce pracować za granicą?

Obecnie 71 proc. rozważających emigrację zarobkową pracuje – 44 proc. ma stałe zatrudnienie, a 27 proc. pracuje na niepełny etat, umowę o dzieło, zlecenie lub w formie samozatrudnienia. W porównaniu z 2018 rokiem odsetek aktywnych zawodowo biorących pod uwagę wyjazd zmniejszył się o 11 pkt. proc. Znacznie zwiększyła się natomiast liczba zainteresowanych nim bezrobotnych – z 6 proc. w 2018 roku aż do 21 proc.

Najbardziej skłonni do emigracji za pracą są pracownicy branży usługowej (38,4 proc.), mniej chętnie zatrudnieni w handlu (9,7 proc.), produkcji (14,1 proc.) oraz w sektorze publicznym (18,4 proc.). Blisko jedna trzecia rozważających zatrudnienie za granicą to pracownicy z krótkim stażem pracy, w większości krótszym niż rok.s20w2 s20w1

To w pierwszej kolejności osoby mające wykształcenie podstawowe lub zawodowe (42 proc.), w dalszej – średnie (32%) i wyższe (26 proc.), przy czym odsetek zainteresowanych wyjazdem wśród osób z wyższym wykształceniem wzrósł (o 6 pkt. proc.) w porównaniu z 2018 rokiem.

Wyjechać za pracą chcą są przede wszystkim mężczyźni (70 proc.), osoby w wieku 24-34 lata. Co ciekawe, odsetek kobiet (30 proc.) jest wyższy o 8 pkt. proc. w porównaniu z poprzednim badaniem (22 proc.). W największym stopniu rozważają emigrację zarobkową mieszkańcy wsi i mniejszych miast, osoby z regionów wschodniego i południowego, w najmniejszym stopniu – województwa mazowieckiego oraz regionów centralnego oraz południowo-zachodniego.

Po Polsce nie chcemy migrować

A co z migracją krajową? Czy Polacy są tak samo chętni do wyjazdu? Z badania wynika, że prawie 90 proc. Polaków nie rozważa migracji w kraju, by znaleźć lepszą pracę. Natomiast z tych, którzy jednak zmieniliby miejsce zamieszkania, gdyby otrzymali lepszą ofertę –  ponad jedną trzecią (32 proc.) przekonałoby wynagrodzenie powyżej 6 tys. zł netto.

Zapewne to dobra sytuacja na lokalnym rynku pracy i niska stopa bezrobocia wpłynęły na wyniki w części badania dotyczącego możliwości zmiany miejsca zamieszkania w kraju, gdyby wiązało się to z otrzymaniem lepszej oferty pracy. Do migracji po Polsce skłonnych jest blisko 9 proc. i choć jest to więcej niż w badaniu z 2018 roku, gdy chętnych było 5,2 proc., to jednak zdecydowana większość Polaków nie zamierza podjąć takich kroków – mówi Iwona Szmitkowska, prezes zarządu Gi Group Poland S.A.

Dane GUS dotyczące emigracji Polaków

Jak podał w październiku br. GUS, pod koniec 2020 roku poza Polską przebywało czasowo około 2 239 tys. stałych mieszkańców naszego kraju. Ich liczba zmniejszyła się rok do roku.  W 2020 roku liczba Polaków przebywających czasowo w innych krajach zmniejszyła się w stosunku do 2019 roku o 176 tys. (7,3 proc.). W Europie mieszkało 1 973 tys. Polaków (o 161 tys. mniej niż w rok wcześniej), większość – 1 339 tys. – w krajach UE, najwięcej w Niemczech (706 tys.), Holandii (135 tys.) oraz w Irlandii (114 tys.).

Raport „Migracje Zarobkowe Polaków”, edycja X, listopad 2021 można pobrać: https://www.pl.gigroup.com/raport-migracje/

O badaniu

Badanie przeprowadziła ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gi Group, za pomocą kwestionariusza internetowego w dniach 7-16 września 2021 r. metodą CATI (wywiady telefoniczne wspomaganie komputerowe) na próbie reprezentatywnej dla populacji Polski N=1002 respondentów.

System B2B jako skuteczne narzędzie pracy dla handlowców

Często pracownicy reagują na wybrany przez firmę system B2B z oporem. Nie bez powodu. Ludzie mają tendencję do stawiania oporu każdej zmianie, która narusza ich status quo, czyli są przywiązani do istniejącego stanu rzeczy. Prośba o nauczenie się kolejnego nowego narzędzia z pewnością zostanie odebrana jako niepożądane zakłócenie.

Jak zakomunikować “dobrą wiadomość”?

Głównym powodem, dla którego handlowcy mogą być sceptycznie nastawieni do wdrożenia narzędzia, przejmującego część ich obowiązków, jest brak właściwego przekazania tej informacji przez kierownictwo. Fakt konieczności przyjęcia nowej metody pracy należy zakomunikować jasno i z naciskiem na korzyści płynące z wdrożenia. Zyskają na nim przecież nie tylko klienci B2B, ale również użytkownicy końcowi – Twoi pracownicy.

To, że klienci zamawiają tak jak chcą, czyli w swoim czasie i mieście, to nie jedyna zaleta systemu B2B. Jego równorzędnym zadaniem jest optymalizacja pracy handlowców poprzez automatyzację powtarzalnych czynności oraz wspomaganie ich pracy poprzez dostarczanie wartościowych insightów i analityki. W systemie B2B mogą oni między innymi szybko monitorować wzrosty i spadki kluczowych wskaźników sprzedażowych oraz dysponować aktualnymi informacjami o kontrahentach, produktach, warunkach handlowych itp.system b2b

Jak system B2B zmienia życie handlowca?

Kiedy organizacja wdraża narzędzie wspierające pracę działu handlowego, może on zająć się tym, co dla biznesu najważniejsze – opieką nad klientami B2B. Zamówienia klientów składane za pośrednictwem takiego systemu B2B trafiają bezpośrednio do ERP/WMS dzięki obustronnej integracji. Co więcej, istnieje duża szansa, że są one już przetwarzane i pakowane, zanim handlowiec dotrze do swojego pierwszego klienta. W drodze między klientami, nie będzie zmuszony do wprowadzania zamówień! Zamiast tego może dzwonić do kluczowych klientów, umawiać się na spotkania i mieć dostęp do pełnej historii zamówień i analizy w swoim smartfonie.Artykuł sponsorowany_2

Korzyści dla firmy, klientów i pracowników

System B2B niesie korzyści dla obu stron: Twój zespół handlowy ma więcej czasu na generowanie leadów i obsługę nowych klientów, a Twoi klienci nie muszą czekać (ponieważ składają zamówienia 24/7) i mogą cieszyć się swoją niezależnością. Zamiast być obciążonym zadaniami administracyjnymi, handlowcy stają się Twórcami Biznesu! Po cyfrowej transformacji pełnią rolę opiekunów klienta, a nie robotów realizujących zamówienia. Budują relacje, pozyskują nowych klientów, a tym samym rozwijają biznes.

Z kolei organizacja zyskuje duże oszczędności, skalowalność biznesu oraz poprawę jakości obsługi (raport “Proces zakupowy w B2B. Wyzwania, trendy, inspiracje”, E-point, 2018).

Więcej o doświadczeniach firm, które zdecydowały się na digitalizację obsługi klienta B2B i uwolnienie handlowców od zadań administracyjnych, można przeczytać w realnych case study z wdrożenia platformy e-commerce B2B Saly.

Tomasz Sudaj Prezesem Zarządu Związku Polskiego Leasingu

Tomasz Sudaj, ekspert związany z branżą leasingową i finansową od blisko 20 lat, został powołany 1 grudnia 2021r. na stanowisko Prezesa Zarządu Związku Polskiego Leasingu (ZPL). Nowy Prezes ZPL będzie dbał o sprawy Związku i reprezentował branżę leasingową w Polsce w relacji z innymi podmiotami. Jest to nowa funkcja utworzona w ramach zmienionej struktury polskiej organizacji leasingowej.

Związek Polskiego Leasingu wszedł w kolejną fazę zmian. Członkowie Komitetu Wykonawczego, należący do zespołu ds. transformacji statutowej ZPL, przez ostatni rok prowadzili otwarty dialog w gronie osób zarządzających polskimi spółkami leasingowymi. Te rozmowy zaowocowały nowym statutem, strukturą organizacyjną oraz zmienionym modelem działania ZPL. Na czele polskiej branży leasingowej po raz pierwszy w historii ZPL stanie osoba, której podstawową działalnością będzie dbanie o sprawy Związku i reprezentowanie całej branży leasingowej w Polsce w relacji z innymi podmiotami. Nowy Prezes ZPL będzie pracował na rzecz branży leasingowej w pełnym wymiarze czasu. To stanowisko 1 grudnia br. zostało powierzone Tomaszowi Sudajowi, praktykowi związanemu z branżą leasingową od blisko 20 lat. Do tej pory pracami Związku kierowali prezesi poszczególnych spółek leasingowych, w ramach ich społecznego zaangażowania.

„Cieszę się, że do zespołu Związku Polskiego Leasingu, na stanowisku Prezesa dołącza Tomasz Sudaj. Potrzeba wprowadzenia zmian w naszej organizacji kiełkowała od pewnego czasu. Branża leasingowa, podobnie jak inne sektory gospodarki, stoi obecnie przez wieloma wyzwaniami, na które chcemy przygotować firmy leasingowe, naszych partnerów i klientów branży. Liczę na owocną współpracę z nowym prezesem ZPL” – powiedział Paweł Pach, Przewodniczący Rady Związku Polskiego Leasingu. 

Tomasz Sudaj swoją pracę zawodową rozpoczynał w strukturach Europejskiego Funduszu Leasingowego, gdzie zarządzał sprzedażą na różnych poziomach. W latach 2011-2018 odpowiadał za obszar strategii rynkowej Santander Leasing. Zajmował się m.in. budową, optymalizacją i realizacją strategii spółki oraz brał udział w strategicznych projektach rynkowych w segmencie klientów SME. Od 2019r., jako Senior Consultant, doradzał firmom oraz instytucjom w ramach międzynarodowej sieci doradców Invigors Part of The Alta Group.

„Bardzo dziękuję Radzie Związku oraz wszystkim firmom członkowskim za zaufanie i powierzenie mi roli Prezesa Związku. Deklaruję z pełnym zaangażowaniem wykorzystać ponad 20-letnie doświadczenie w polskiej branży leasingowej oraz udział w międzynarodowych projektach konsultingowych wspierając rozwój sektora leasingowego w Polsce. Jestem pewien, że branża leasingowa  będzie w dalszym ciągu jednym z filarów rozwoju gospodarczego i przedsiębiorczości w Polsce” – powiedział Tomasz Sudaj, Prezes Zarządu Związku Polskiego Leasingu. 

Zmieniony statut polskiej organizacji leasingowej precyzuje, że organami Związku Polskiego Leasingu będą: Walne Zebranie ZPL, Rada Związku, Zarząd, Komisja Rewizyjna oraz Sąd Koleżeński. Funkcjonujący dotychczas Komitet Wykonawczy ZPL został przemianowany w Radę Związku, która to Rada będzie sprawowała stały nadzór nad działalnością nowego Zarządu ZPL.