Nastroje społeczne: Wzrost cen zdecydowanie na czele obecnych obaw Polaków

Przeszło połowa Polaków obecnie najbardziej obawia się wzrostu cen. Widoczne to jest przede wszystkim w grupie respondentów z miast 200-499 tys. mieszkańców. Natomiast niemal co trzeci rodak boi się ponownego zamknięcia gospodarki. Tylko nieznacznie mniej odpowiedzi dotyczy ograniczonego dostępu do opieki medycznej. Z kolei najrzadziej wskazywanym niepokojem jest powrót do pracy zdalnej.

Jak wynika z badania wykonanego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na ponad tysiącu osób, Polacy obecnie najbardziej się obawiają wzrostu cen, wśród 17 różnych wariantów. Tak odpowiedziało 56,6% respondentów. Według Piotra Kuczyńskiego, analityka rynków finansowych, można było spodziewać się wyższego wyniku. Wiele osób zarabia znacznie poniżej średniej krajowej, więc inflacja mocno w nich uderza. W sklepie czy na bazarku zwykły Kowalski płaci za poszczególne towary nie 5%, a nawet 15% więcej niż wcześniej. Ponadto o drożyźnie regularnie informują media. Temat porusza też opozycja parlamentarna. I to wszystko musi działać na nastroje społeczne.

– Polacy boją się wzrostu cen, bo on sprawi, że będziemy biedniejsi. Oczywiście oficjalnie rządzący mówią, że rosną wynagrodzenia, nawet bardziej niż ceny. Ale nie każdy pracownik dostaje podwyżkę. A jeśli już płace są podnoszone, to nie dzieje się to równomiernie. Wystarczy wziąć pod uwagę emerytów. Natomiast inflacja jest najwyższa od 10 lat, a ostatnio 20 lat temu utrzymywała się dłużej na wysokim poziomie – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Obawy dotyczące wzrostu cen pojawiają się przede wszystkim wśród respondentów z miast 200-499 tys. mieszkańców – 62,7%. Z kolei na drugim końcu zestawienia widzimy ankietowanych z ośrodków powyżej 500 tys. mieszkańców – 52,2%.

– Towary, które najbardziej wpływają na naszą świadomość wzrostu albo spadku cen, to przede wszystkim artykuły pierwszej potrzeby i żywność. W miastach głównym źródłem zakupów są sklepy, gdzie ewidentnie płacimy coraz więcej. Ale standardowo największe aglomeracje są bogatsze i jest w nich wyższe średnie wynagrodzenie. A im więcej środków mamy do dyspozycji, tym mniej się boimy inflacji. Natomiast na wsi wiele produktów jest wytwarzanych we własnym zakresie – opisuje Marek Zuber.

Z badania wynika również, że Polacy obawiają się też ponownego zamknięcia gospodarki – 34,7%, ograniczonego dostępu do opieki medycznej – 32,2% oraz ogólnie utraty zdrowia osób najbliższych – 28%. Niewiele mniej osób wskazuje na zapaść w krajowej gospodarce – 27,4%, stratę własnego zdrowia – 22,9% oraz kolejną falę pandemii – 21,8%. Jak stwierdza Piotr Kuczyński, ww. obawy pokazują wpływ pandemii na życie człowieka. Zdaniem eksperta, te wyniki nie są bardzo wysokie. Ludzie widzą, że w Polsce nowych zakażeń nie jest wiele. Ale jednocześnie słyszą o gorszej sytuacji w innych krajach, więc trochę się boją. A część respondentów wychodzi z założenia, że rząd już prawdziwego lockdownu nie wprowadzi.

– Zawsze boimy się o zdrowie, nie tylko w okresie pandemii. Często też ulegamy stereotypowi, że na pewno wszystko źle funkcjonuje w polskiej służbie zdrowia. Ale kiedy już się z nią realnie zetkniemy, to nie oceniamy jej aż tak negatywnie. Natomiast patrząc na gospodarkę, to tylko wybrane branże zostały mocno dotknięte problemami. Ponadto działania osłonowe mocno pomogły zwykłemu Kowalskiemu przez te ostatnie kilkanaście miesięcy. Dlatego więcej Polaków wskazuje na wzrost cen – dodaje Marek Zuber.

Analizując dokładniej wyniki, widzimy, że 33,4% zaszczepionych osób obawia się ponownego zamknięcia gospodarki. Wśród niezaszczepionych odsetek ten jest wyższy – 38,1%. A wśród osób, które przyjęły pierwszą dawkę szczepionki i zamierzają przyjąć drugą, mówimy o wyniku – 14,8%.

– Ta różnica między tymi dwiema grupami nie jest znacząca. Myślę, że niezaszczepieni obawiają się, że mogą ich dotknąć represje, które wprowadzono np. we Francji czy we Włoszech. Nawiasem mówiąc, takie rozwiązania uważam za słuszne, ale to zupełnie inny temat – opisuje Piotr Kuczyński.

Spośród kwestii wymienionych przez autorów badania, respondenci najrzadziej wymieniają powrót do pracy zdalnej – 4,3%. Dalej widzimy obawy dot. pogorszenia zdrowia psychicznego – 15,6%, a także wzrostu bezrobocia – 16,1%.

– Nie wiemy, jakie obawy przed pandemią budziła praca zdalna. Na pewno wynik przekraczający 4% to niewiele. Myślę, że ci, którzy w pandemii zaczęli w ten sposób wykonywać obowiązki zawodowe, już się do tego przyzwyczaili. Ale wielu osobom brakuje kontaktu z drugim człowiekiem. Natomiast bezrobocie wzrosło, ale mniej niż w wielu zachodnich państwach. Ludzie wychodzą więc z założenia, że są w miarę bezpieczni na rynku pracy, a sytuacja jeszcze będzie się poprawiać – podsumowuje Piotr Kuczyński.

Przedsiębiorcy nie zwolnią i nie zawieszą niezaszczepionych? Eksperci: „Ten przepis będzie martwy”

Polska wciąż nie osiągnęła odporności populacyjnej, a czwarta fala koronawirusa jest coraz bliżej. Po wielu miesiącach konsultacji i dyskusji Rząd RP przystąpił do prac nad ustawą, która ma dać przedsiębiorcom realne narzędzia w walce z pandemią i ustrzeżeniem ich firm przed kolejnym lockdownem. Mowa o możliwości weryfikacji, który pracownik jest zaszczepiony, a który nie. Pracodawca nie mógłby zwolnić niezaszczepionego, ale mógłby np. skierować go na bezpłatny urlop czy przesunąć jego zakres obowiązków tak, by miał jak najmniejszy kontakt z klientami. Czy takie działanie ma szanse na powodzenie? Eksperci rynku pracy są sceptyczni. – Nie po to przedsiębiorca zatrudnia pracowników, by ich zawieszać, wysyłać na bezpłatne urlopy czy przesuwać im zakres obowiązków – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, prokurent w spółce Idea HR Group. I dodaje: – Przedsiębiorcy potrzebują pracowników do rozwoju. Nie możemy spodziewać się po pracodawcach, że będą zwalniać niezaszczepionych, bo to będzie obniżanie efektywności operacyjnej firmy.

„Zakładając, że 1/3 społeczeństwa nie chce się zaszczepić, to trudno wyobrazić sobie, by pracodawca nagle wysłał na bezpłatne urlopy taką część swojej kadry”

Jak mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, dobrze, że rozpoczęły się prace nad regulacjami dotyczącymi zaszczepionych i niezaszczepionych pracowników. Dotychczas firmy trochę błądziły we mgle, nie wiedząc tak naprawdę, na co mogą sobie pozwolić. Jeżeli przepisy opracowywane przez Rząd RP wejdą w życie to pracodawca będzie mógł zapytać o bycie zaszczepionym, a wiedzę wykorzystać przy np. układaniu grafików w pracy.

– Taka wiedza dla przedsiębiorców może być przydatna, ale nie musi – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak. – Zakładając, że 1/3 społeczeństwa nie chce się zaszczepić, to trudno wyobrazić sobie, by pracodawca nagle wysłał na bezpłatne urlopy taką część swojej kadry. Nie wyobrażam sobie także tworzenia w pracy pokoi dla zaszczepionych i niezaszczepionych czy zmian w których pracują tylko osoby, które zdecydowały się nie szczepić. Obecne realia rynku pracy pokazują, że pracownicy są gorączkowo poszukiwani. Nie możemy oczekiwać od przedsiębiorców, że zwolnią niezaszczepionych, bo byłoby to wręcz działanie na szkodę firmy. Przynajmniej pod kątem operacyjnym – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

Czy presja ze strony pracodawców może przynieść pozytywne efekty i doprowadzić do zwiększenia ilości szczepień? – Na pewno niektórzy dla świętego spokoju dadzą się namówić pracodawcy. To pozytywny aspekt sytuacji. Przedsiębiorcy będą musieli jednak być gotowi na to, że buntowników też nie zabraknie – dodaje ekspert rynku pracy.

 

Podczas rekrutacji pytania o szczepienie (jeszcze) nie padają

Informacja o szczepieniach będzie mogła być tematem rozmów rekrutacyjnych. Obecnie bardzo rzadko pracodawcy oczekiwali od pracownika deklaracji w tej sprawie: – Pracodawcy chcą tworzyć bezpieczne warunki pracy w swoich zakładach i taka wiedza byłaby przydatna, ale dotychczas kodeks pracy wykluczał możliwość bezproblemowego pozyskiwania informacji dotyczących stanu zdrowia. Informacja o szczepieniach to właśnie taka wiadomość i pracodawcy nawet chcąc zapytać o szczepienia musieli się ograniczać lub słyszeli odmowę udzielenia informacji – mówi Dorota Siedziniewska–Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

– Rekruter będący przedstawicielem pracodawcy nie ma prawa obecnie pytać o to, czy ktoś jest zaszczepiony czy nie. Zdarza się jednak, że kandydaci sami podczas rozmowy rekrutacyjnej deklarują czy są zaszczepieni. Najczęściej mówią o tym, Ci którzy zaszczepili się, nie mają z tym problemu i dla nich to sprawa oczywista. Rozmowa kwalifikacyjna powinna przebiegać w przyjaznej i komfortowej atmosferze – dodaje ekspertka. – Jesień będzie czasem kolejnych zmian na rynku pracy, bo nie wiemy, co przyniesie czwarta fala pandemii koronawirusa. Możemy spodziewać się, że pracodawcy będą chcieli stworzyć taki system pracy, by jak najmocniej zniwelować możliwość wprowadzenia lockdownów czy kwarantanny w zespole – dodaje.

Rozbudowa infrastruktury ładowania samochodów elektrycznych w Polsce nabiera tempa

Według danych z końca sierpnia 2021 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 29 820 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Przez pierwsze osiem miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 11 084 sztuki, tj. o 130% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.Licznik elektromobilności

Pod koniec sierpnia 2021 r. po polskich drogach jeździło 29 820 elektrycznych samochodów osobowych. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48%  (14 256 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 15 564 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 125 szt.  W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec sierpnia składała się z 11 425 szt, jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 283 863 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 578 szt. Od stycznia do sierpnia 2021 r. flota elektrobusów powiększyła się o 146 zeroemisyjnych pojazdów. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 r., kiedy zarejestrowano 114 takich autobusów, oznacza to wzrost o 28% r/r.

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec sierpnia w Polsce funkcjonowało 1 631 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (3 178 punktów). 31% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 69% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W sierpniu uruchomiono 74 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (141 punktów).

Biorąc pod uwagę napędy elektryczne, wyniki po ośmiu miesiącach bieżącego roku pokazują wyraźny wzrost sprzedaży hybryd plug-in. O ile jeszcze rok temu znacznie lepiej sprzedawały się samochody bateryjne,  o tyle od kilku miesięcy to właśnie hybrydy plug-in przykuwają uwagę klientów. Wynika to z faktu, że samochody te łączą w sobie walory napędu elektrycznego, który doskonale sprawdza się w jeździe po mieście (oczywiście, jeśli samochód jest regularnie ładowany) i spalinowego – na dłuższe trasy. Polska nie jest tu wyjątkiem, bo podobny trend obserwujemy w całej Europie. Bardzo cieszy, że po okresowym spadku rejestracji autobusów elektrycznych, pojawił się trend wzrostowy o 28% w stosunku do 2020 roku. Oznacza to, że wpływ pandemii na budżety miast  i  decyzje o zakupie taboru autobusowego nie okazał się tak radykalny, jak się obawialiśmy – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.Licznik elektromobilności rozbudowa infrastruktury ładowania w Polsce nabiera tempa

– O ile w I kwartale w Polsce uruchomiono 61 ogólnodostępnych stacji ładowania , a w kwartale II 93, o tyle przez kolejne dwa miesiące liczba nowo zainstalowanych ładowarek wyniosła już 110 szt., w tym aż 74 w sierpniu. Łącznie w 2021 r. kierowcy samochodów elektrycznych w Polsce otrzymali do dyspozycji 264 nowe stacje, czyli o 60 więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Co warte podkreślenia, rozwój infrastruktury odbywa się nie tylko w ujęciu ilościowym, ale również jakościowym. W Polsce funkcjonuje już ok. 100 ładowarek DC o mocy powyżej 50 kW, zaś zgodnie z deklaracjami wiodących operatorów planowane jest oddanie do użytku szeregu kolejnych stacji ładowania prądem stałym, w tym punktów ultraszybkich mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Useme skorzysta z crowdinvestingu, by pozyskać kapitał na dalszy rozwój

Useme S.A., lider rozliczania pracy zdalnej w Europie Centralnej, w pierwszym półroczu 2021 roku odnotował wzrost przychodów o 86%. Spółka chce jeszcze przyspieszyć rozwój oraz ekspansję międzynarodową. W tym celu zamierza w Q4 2021 wyemitować akcje w ramach crowdfundingu udziałowego.

Pandemia koronawirusa gwałtownie przyspieszyła zmiany na rynku pracy, dzięki czemu upowszechniła się praca zdalna. Fundamentalnie zyskał także freelancing, zarówno globalny, jak i lokalny. Tylko w Polsce w 2020 roku rynek ten wart był 12,16 mld złotych, przy dynamice wzrostu 28% rdr. Wolnych strzelców jest już w naszym kraju blisko 300 tysięcy. Rosną także ich zarobki. Powyżej 10 000 zł netto zarabia o 65% więcej freelancerów niż w roku 2020, wynika z ostatniego badania „Freelancing w Polsce”.useme wyniki finansowe

Beneficjentem rynkowych zmian są zarówno sami freelancerzy, jak i współpracujące z nimi firmy. Na rewolucji korzysta także Useme S.A., fintech który od blisko 8 lat oferuje najpopularniejszą w Europie Centralnej platformę Useme.com do łatwego rozliczania pracy zdalnej między freelancerami i zleceniodawcami. Zarejestrowało się na niej już ponad 100 tysięcy użytkowników z ponad 50-ciu krajów.

W 2020 roku spółka Useme S.A. wypracowała ponad 32 miliony złotych przychodu. W pierwszym półroczu 2021 r. osiągnęła 25 mln złotych przychodu, przy dynamice +86% w porównaniu do analogicznego okresu 2020. Zysk za H1 2021 wyniósł ponad 154 tys. złotych. Rozliczono 23 066 umów, co oznacza wzrost na poziomie 40%. Prognozy spółki wskazują, że rok 2021 może zakończyć się z niemal 60-proc. wzrostem liczby zrealizowanych umów względem roku 2020.

– Jesteśmy częścią fundamentalnych zmian, które na nowo kształtują rynek pracy na całym świecie. Useme powstało w 2013 roku, gdy praca zdalna i freelancing dopiero raczkowały. Dziś są one powszechne i rzecz jasna ich dalszy, dynamiczny rozwój będzie stymulował wzrost naszej firmypowiedział Przemysław Głośny, Prezes Zarządu Useme S.A.

– Działamy na dużym i szybko rosnącym, globalnym rynku. Nasza pozycja lidera w regionie, zgrany, dobrze funkcjonujący zespół, zaawansowana technologicznie i w pełni zautomatyzowana platforma IT oraz rosnące grono klientów dają nam szczególną przewagę, dzięki czemu możemy jeszcze w większym stopniu wyskalować nasz model biznesowy na nowych rynkach – dodał Głośny.

Useme S.A. podjęła decyzję o emisji nowych akcji w ramach crowdfundingu udziałowego, która ma się rozpocząć na początku czwartego kwartału 2021 r. Emisja będzie promowana przez Crowdway, wiodącą platformę crowdinvestingu w Polsce. To pierwszy krok na drodze do giełdowego debiutu, który spółka rozważa do końca 2023 r.

Polacy w pandemii zmieniają mieszkania na większe

Według danych serwisu z nieruchomościami tabelaofert.pl stopień wyprzedania mieszkań oferujących pięć pokoi i więcej, wzrósł w Warszawie o ponad 30 p.p. w skali roku. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy może być zmiana stylu pracy wśród pracowników umysłowych, korzystających z pracy zdalnej. W okresie wprowadzania w naszym kraju kolejnych lockdown’ów potrzeby posiadania w mieszkaniu dodatkowego pomieszczenia nabrzmiały wyjątkowo mocno. Serwis tabelaofert.pl wciąż notuje wyraźny wzrost zapotrzebowania na mieszkania tego typu z rynku pierwotnego.

Typ mieszkania Stopień wyprzedania mieszkań w Warszawie
wrzesień 2020 r. lipiec 2021 r. lipiec 2021 r. vs. wrzesień 2020 r.
1-pokojowe 67,5% 82,7% +15,2 p.p.
2-pokojowe 65,6% 89,2% +23,6 p.p.
3-pokojowe 56,7% 77,2% +20,5 p.p.
4-pokojowe 56,1% 83,9% +27,8 p.p.
5-pokojowe i większe 42,3% 73,7% +31,3 p.p.

źródło: dane pochodzą z serwisu www.tabelaofert.pl

Wciąż wysoki popyt, ale potrzeba większych metraży

Jak podaje tabelaofert.pl stopień wyprzedania mieszkań w Warszawie w okresie od września 2020 roku do lipca 2021 roku wzrósł dla każdego typu mieszkań. Jest to spowodowane m.in. utrzymującymi się na rekordowo niskim poziomie stopami procentowymi, rosnącą inflacją oraz przekonaniem, że mieszkania stanowią bezpieczną przystań dla kapitału, szczególnie w dobie pandemii koronawirusa. Pewną nowością jest natomiast fakt coraz większego zainteresowania Polaków mieszkaniami oferującymi liczbę pokoi większą niż cztery. Stopień wyprzedania tego typu mieszkań wzrósł o 31,3 p.p. w skali roku, natomiast w przypadku nieruchomości oferujących cztery pokoje był to wzrost w wysokości 27,8 p.p. Trend ten związany może być w znacznym stopniu
z trwającą od ponad półtora roku pandemią oraz koniecznością przejścia dużej liczby pracowników na tzw. „home office”.

– Ogólny popyt na mieszkania wciąż jest bardzo wysoki, a podaż za nim nie nadąża, nie tylko jeżeli chodzi o Warszawę. Od początku pandemii obserwujemy jednak nowy trend dotyczący zmiany preferencji co do liczby pokoi w mieszkaniach. W mieszkaniu o większej powierzchni, łatwiej jest o podział na strefy i wyznaczenie miejsca o innym przeznaczeniu. Stało się to niezwykle istotne odkąd znaczny odsetek Polaków zaczął pracować zdalnie, a dzieci przestały chodzić do szkoły stacjonarnie. Gdy dodamy do tego próbę ochrony utraty wartości poprzez lokatę kapitału w nieruchomościach, to mamy bardzo dobre otoczenie do inwestowania na rynku tego typu nieruchomości – wyjaśnia Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań dla deweloperów.

Trend się utrzyma, Polacy niechętnie wracają do biur

Najmniejszy wzrost wyprzedania mieszkań w okresie wrzesień 2020 r. – lipiec 2021 r. serwis tabelaofert.pl odnotowuje analogicznie w przypadku kawalerek (15,2 p.p.), w których za sprawą ograniczonej powierzchni najtrudniej jest stworzyć optymalne warunki do pracy i życia. To z kolei spowodowało wyraźny wzrost wyprzedania mieszkań dwupokojowych (23,6 p.p.), które zdjęły część popytu z mieszkań jednopokojowych. Jak przewiduje Katarzyna Tworska z redNet24, powyższe zmiany preferencji dotyczące liczebności pokoi w mieszkaniach, powinny utrzymać się w naszym kraju także w nadchodzących miesiącach, szczególnie w kontekście zapowiadanej kolejnej fali koronawirusa, która może spowodować ponowny wzrost liczby pracowników oddelegowanych do pracy zdalnej.

– Przewidujemy, iż trend na mieszkania o większej liczbie pokoi zostanie już z nami na dłużej, nie tylko na najbliższe kilka miesięcy. Już teraz część pracodawców stosuje model pracy hybrydowej (częściowo zdalnej). Myślę, iż trend ten jest na tyle wyraźny, że inwestorzy wezmą go pod uwagę podczas planowania swoich kolejnych inwestycji – podsumowuje ekspert.

Ponadto badania firmy doradczej DataArt, pokazują iż pracownicy w Polsce wcale nie chcą wracać do biur. Sześciu na dziesięciu Polaków chce po zakończeniu pandemii pracować zdalnie albo hybrydowo. Dla przykładu, w branży IT taki system pracy preferuje aż 93 % specjalistów.

O jeden pokój za mało

Praca zdalna powoli przestaje być opcją, a staje się standardem. O ile przed wybuchem pandemii prawie ośmiu na dziesięciu polskich pracowników regularnie wykonywało swoje obowiązki zawodowe w siedzibie firmy, a tylko co dziesiąty miał możliwość pracy z domu, o tyle w czasach koronawirusa odsetek zdalnych pracowników wzrósł trzykrotnie i sięga 30 %. W wielu przypadkach polscy pracownicy skarżą się jednak po przejściu na „home office” na problemy związane
z odpowiednią organizacją czasu pracy i rozgraniczeniem sfery prywatnej od zawodowej.

– Odkąd nasze mieszkanie zaczęło pełnić rolę nie tylko miejsca do życia, ale również do pracy, nagle zaczęło brakować w nim odpowiedniej przestrzeni. Problem zaczął narastać jeszcze bardziej podczas lockdown’u kiedy poza miejscem potrzebnym dla nas – pracujących rodziców, potrzebna była również przestrzeń dla bawiących się dzieci – dwóch córek w wieku dwóch oraz czterech lat – mówi Ania, menedżerka w agencji social mediowej, właścicielka 3-pokojowego mieszkania na warszawskiej Woli.

Część firm, których specjalizacja wymaga pracy stacjonarnej zdecydowała się po okresie pracy zdalnej wrócić do biur, natomiast pozostali, w dalszym ciągu wybierają pracę zdalną bądź hybrydową. Swoimi przemyśleniami dzieli się także Krzysztof, dyrektor sprzedaży w korporacji, w branży spożywczej, który na „home office” przebywa od początku trwania pandemii.

– Praca zdalna ma z pewnością dużo zalet, nie tracę np. czasu na stanie w korkach, jadąc do firmy. Ma też jednak pewne minusy. Zauważyłem już po miesiącu, że laptop zaczął towarzyszyć mi cały czas – tuż przez zaśnięciem, a także rano podczas śniadania. Granica między życiem prywatnym i zawodowym zaczęła się mocno zacierać. W naszym mieszkaniu nie było po prostu miejsca na dwa osobne biura – dla mnie i dla żony. Gdy ograniczenia związane z pandemią nieco stopniały, zacząłem szukać innych możliwości do pracy zdalnej, a także w dłuższej perspektywie – rozważać zakup większego mieszkania.

Ranking popularności polskich polityków na Twitterze

O prezesie PiS wspomniano ponad 55 tysięcy razy. Drugie miejsce w rankingu z ponad 54 tysiącami wzmianek zajmuje premier Mateusz Morawiecki, a na trzecim miejscu znalazł się lider opozycji Donald Tusk, o którym napisano ponad 51 tysięcy razy – podaje Instytut Przywództwa, który przygotował ranking popularności polityków na Twitterze w ostatnich sześciu miesiącach.

Jarosław Kaczyński najpopularniejszym polskim politykiem TwitteraJarosław Kaczyński najpopularniejszym polskim politykiem Twittera

Jarosław Kaczyński nie ma konta na Twitterze, ale jest politykiem, o którym pisze się tam najczęściej. – To przykład fenomenu i mocy wpływu. Prezes PiS, będący obecnie najbardziej wpływową osobą polskiej polityce zupełnie nie udziela się w social mediach. Pomimo tego, to o nim dyskutują użytkownicy serwisu – mówi Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Drugim najpopularniejszym politykiem jest premier Mateusz Morawiecki. Aktywnego w social mediach Donalda Tuska, który zajmuje trzecie miejsce, dzieli od lidera rankingu ponad 3,5 tysiące wzmianek. Na kolejnych miejscach znaleźli się: Andrzej Duda (46,44 tys.), Szymon Hołownia (20,20 tys.) i Przemysław Czarnek (17,72 tys.). Ponad 10 tysięcy razy wspomniano także o Rafale Trzaskowskim (15,65 tys.), Michale Dworczyku (11,03 tys.) i Borysie Budce (10,25 tys.).

Wyrazistość wzbudza zainteresowanie

Dziesiąte miejsce w rankingu zajmuje Grzegorz Braun, wyprzedzając chociażby Marszałek Sejmu, Ministra Sprawiedliwości czy Ministra Zdrowia.  – Na przykładzie przedstawiciela Konfederacji, który zajął zaskakująco wysokie miejsce, widzimy, że wyraziste, czasem kontrowersyjne poglądy mogą wzbudzać zainteresowanie, ale nie zawsze przekładają się na polityczny wpływ. Minister Obrony Narodowej, Mariusz Błaszczak, pełni odpowiedzialną funkcję, ale jego osoba nie wzbudza takich dyskusji. Jest na 33. miejscu wskazuje Gąsiorowski.

Lider PSL pod koniec trzeciej dziesiątki

Na 29. miejscu znalazł się Władysław Kosiniak-Kamysz lider PSL, którego partia obecnie nie przekracza progu wyborczego. – Partie polityczne potrzebują liderów, którzy potrafią wzbudzić zainteresowanie, gdyż same stanowisko to za mało. Przywódcy PiS, PO i Polska 2050, ugrupowań, które cieszą się największym poparciem, zajmują kolejno pierwsze, trzecie i piąte miejsce w rankingu. Aby odbudować poparcie Kosiniak-Kamysz, powinien zastanowić się nad przekazem, który zainteresuje wyborców – podsumowuje ekspert.

 

Liczba wzmianek na portalu Twitter (w tys.)
1 Jarosław Kaczyński 55,18
2 Mateusz Morawiecki 54,59
3 Donald Tusk 51,48
4 Andrzej Duda 46,44
5 Szymon Hołownia 20,20
6 Przemysław Czarnek 17,72
7 Rafał Trzaskowski 15,65
8 Michał Dworczyk 11,03
9 Borys Budka 10,25
10 Grzegorz Braun 9,50
11 Beata Szydło 8,12
12 Zbigniew Ziobro 7,01
13 Mariusz Kamiński 6,73
14 Janusz Korwin-Mikke 6,61
15 Adam Niedzielski 6,59
16 Paweł Kukiz 6,29
17 Antoni Macierewicz 5,79
18 Lech Wałęsa 5,78
19 Krystyna Pawłowicz 5,75
20 Radosław Sikorski 5,32
21 Elżbieta Witek 4,84
22 Leszek Miller 4,58
23 Patryk Jaki 4,30
24 Bronisław Komorowski 4,23
25 Ryszard Terlecki 3,37
26 Robert Biedroń 3,29
27 Aleksander Kwaśniewski 2,94
28 Tomasz Grodzki 2,88
29 Władysław Kosiniak-Kamysz 2,62
30 Jarosław Gowin 2,52
31 Klaudia Jachira 2,50
32 Włodzimierz Czarzasty 2,45
33 Mariusz Błaszczak 2,28
34 Stanisław Piotrowicz 2,14
35 Cezary Tomczyk 2,11
36 Adrian Zandberg 2,04
37 Piotr Gliński 1,84
38 Krzysztof Bosak 1,74
39 Joanna Lichocka 1,46
40 Dariusz Joński 1,40
41 Michał Szczerba 1,32
42 Łukasz Szumowski 1,21
43 Sebastian Kaleta 1,01
44 Piotr Müller 0,96
45 Grzegorz Schetyna 0,96
46 Stanisław Karczewski 0,93
47 Małgorzata Kidawa-Błońska 0,79
48 Marek Kuchciński 0,70
49 Joanna Scheuring-Wielgus 0,62
50 Marcin Kierwiński 0,55
51 Beata Mazurek 0,50
52 Anita Czerwińska 0,48
53 Agnieszka Pomaska 0,47
54 Krzysztof Gawkowski 0,47
55 Jan Grabiec 0,46


Jak powstał ranking

Instytut Przywództwa, za pomocą Brand 24, przeanalizował liczbę wzmianek o wybranych liderach politycznych na Twitterze w okresie pół roku od 6 marca 2021 r. do 6 września 2021 r. Wydźwięk (pozytywny lub negatywny) wpisów nie był oceniany. W rankingu uwzględniono także wpisy, które zawierały powszechnie używane skróty (np. w przypadku prezydenta Andrzeja Dudy – PAD, prezesa Jarosława Kaczyńskiego PJK, itd.). Ze względu na wykorzystanie skrótów przez użytkowników także w innym kontekście, niezwiązanym z analizowanym tematem, możliwy jest minimalny margines błędu.

Dzień z EBC

Dziś ze strony EBC nie powinniśmy oczekiwać żadnych decyzji o charakterze fundamentalnym. Zasugerowali to ostatnio główny ekonomista Philip Lane oraz Francois Villeroy. Nie dowiemy się jaki wpływ na regularny program APP może mieć ewentualne zakończenie PEPP. Przedstawiciele europejskiej instytucji będą raczej zastanawiać się nad wielkością skupu aktywów w pandemicznym programie zakupów awaryjnych. Wg RPP podwyższona inflacja ma charakter przejściowy. Stopy w Polsce pozostały bez zmian a retoryka NBP pozostaje ta sama.

Rynek w pewnym stopniu podchodzi zachowawczo do dzisiejszej decyzji EBC. Inflacja w strefie euro osiągnęła zaskakująco wysoki poziom. Odczyt sierpniowy wypadł na wysokim poziomie 3 proc. podczas gdy konsensus był zawieszony na 2,7 proc. (r/r). z kolei w Niemczech inflacja HICP osiągnęła poziom 3,4 proc. co też należy zaliczyć do rekordowych poziomów. Te cyfry powodują, że narastają spekulacje dotyczące tego, że EBC może zaostrzyć politykę nieco wcześniej, niż jeszcze niedawno zakładał rynek.

Wg naszej opinii prezes Lagarde może dziś ogłosić jedynie redukcję tempa swoich awaryjnych zakupów w IV kwartale. Istnieje małe prawdopodobieństwo, że rynek usłyszy kiedy oraz w jaki sposób zostanie całkowicie wycofany program PEPP. Te decyzje powinny zostać odłożone na grudniowe posiedzenie. PEPP jest bardzo elastyczny (w przeciwieństwie do APP). Redukcję zakupów nie należy jednak traktować jako formę taperingu. Nie do końca jednak wiadomo w jaki sposób rynek zinterpretuje możliwe zmniejszenie wielkości programu PEPP. Cała debata na temat programów QE prowadzona przez EBC ma mniejsze znaczenie dla kursu euro niż analogiczna dyskusja wokół taperingu Fed dla dolara. Dzieje się tak dlatego, że QE ma ograniczone znaczenie dla kursów walutowych. W przypadku Fed liczy się wykorzystanie decyzji w sprawie QE do określenia, kiedy może rozpocząć się cykl podwyżek stóp procentowych. W przypadku EBC oczekuje się, że bank będzie kontynuował politykę ujemnych stóp nawet w średnim terminie. W krótkim terminie mimo wszystko decyzja o zmniejszeniu PEPP może mieć pozytywny wpływ na euro co może poskutkować wzrostami na parze EUR/USD.

Nadal dziwie się, dlaczego inne banki centralne potrafią ustalić konkretną (stałą) godzinę podawania swoich decyzji dotyczących parametrów polityki monetarnej a w Polsce jest to w jakiś sposób niemożliwe. Wczorajszy komunikat ze strony RPP poznaliśmy o 18:05. Kiedyś Rada przyzwyczaiła nas do godzin zdecydowanie wcześniejszych. Informacje, które napłynęły w żaden sposób nie zaskoczyły rynku. Retoryka dotycząca instrumentów polityki pieniężnej została podtrzymana. Stopy bez zmian. Usłyszeliśmy, że inflacja to zjawisko przejściowe i prawdopodobnie dynamika wzrostu obniży się w przyszłym roku. NBP będzie kontynuował skup aktywów (SPW i papiery gwarantowane) oraz oferował kredyt wekslowy. Instytucja podkreśliła, że może stosować interwencje na rynku walutowym. Zwrócono uwagę na listopadowe projekcje, które będą kluczowe do podejmowania kolejnych decyzji. Rada dodatkowo przyjęła założenia polityki monetarnej na przyszły rok.

Kurs ERU/PLN minimalnie urósł, ale zmianę można uznać za kosmetyczną i niemalże niezauważalną. Jeśli dziś EUR/USD skieruje się na północ po decyzji EBC, wówczas możemy ponownie zobaczyć poziom bliski 4,50 na EUR/PLN.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Koszt założenia sklepu internetowego – od czego zależy?

“To zależy” to najmniej precyzyjna, a zarazem najbardziej słuszna odpowiedź na niemal każde trudne pytanie –  również to, które Cię nurtuje, jeśli czytasz właśnie ten tekst. Chcesz bowiem wiedzieć, ile kosztuje sklep internetowy. Dowiedz się, od czego zależy koszt jego założenia!

Ile kosztuje sklep internetowy?

Aby obliczyć koszt założenia sklepu internetowego, musisz dowiedzieć się, ile zapłacisz za:

  1. Oprogramowanie do sprzedaży;
  2. Domenę i certyfikat SSL; 
  3. Logo i grafiki na stronę;
  4. Zatowarowanie;
  5. Zaplecze pod biznes;
  6. Dopełnienie formalności.

Oprogramowanie do sprzedaży 

Masz do wyboru trzy rozwiązania w tym zakresie: 

  • oprogramowanie dedykowane, którego koszt może wynieść nawet kilkaset tysięcy;
  • program typu Open Source, który pobierzesz (i jedynie pobierzesz!) za darmo;
  • platformę e-commerce typu SaaS w abonamencie (od kilkudziesięciu do kilku tysięcy złotych za miesiąc).

Dedykowane rozwiązanie raczej nie będzie Ci potrzebne – stosowane jest tylko w przypadku zapotrzebowania na nietypowe, niedostępne na rynku rozwiązania. Jest też bardzo drogie we wdrożeniu i utrzymaniu, toteż wybierają je jedynie największe firmy. Rozważmy więc program typu Open Source oraz platformę e-commerce w abonamencie. 

Open Source

Koszt założenia sklepu internetowego w oparciu o oprogramowanie Open Source będzie dość wysoki. Choć sam soft jest darmowy, to przy jego instalacji i konfiguracji będzie Ci potrzebna pomoc specjalisty. Będziesz musiał też kupić wtyczki i dodatki, które pozwolą na wprowadzenie pożądanych funkcji na stronie. Koszt otworzenia sklepu w oparciu o program Open Source może wynieść od kilku do kilkunastu tysięcy złotych

Dodatkowe wydatki pojawią się też na etapie prowadzenia takiego sklepu. Będziesz musiał dbać o bezpieczeństwo przepływających przez niego danych, aktualizacje oprogramowania i wtyczek oraz samodzielne naprawy awarii i błędów. Każdorazowo będziesz więc płacić za roboczogodziny specjalistów, z których usług będziesz prawdopodobnie korzystał. 

SaaS

Sklep wyposażony we wszystkie potrzebne w e-handlu funkcje, otworzysz na platformie e-commerce typu SaaS. W oprogramowaniu znajdziesz m.in. integracje z kurierami, systemami płatności i portalami zakupowymi, a także moduł bloga czy newsletter, za których wprowadzenie w Open Source musiałbyś dodatkowo zapłacić. 

Stronę internetową sklepu na platformie SaaS skonfigurujesz całkowicie samodzielnie, bez pomocy programisty. Możesz wspomagać się instrukcjami tekstowymi, tutorialami video i materiałami edukacyjnymi od dostawcy oprogramowania. Poza wskazówkami otrzymasz także praktyczne wsparcie techniczne. 

Przczytaj poradnik: https://blog.sky-shop.pl/jak-otworzyc-sklep-internetowy/

Pamiętaj, że wybór oprogramowania SaaS jest bardziej opłacalny w perspektywie długoterminowej. Platforma w abonamencie jest na bieżąco aktualizowana i rozwijana przez profesjonalny zespół, a jej dostawca naprawia wszystkie zgłaszane przez klientów błędy, czego nie doświadczysz korzystając z oprogramowania Open Source.

Dzięki oprogramowaniu w abonamencie, będziesz mógł skoncentrować się na sprzedaży i rozwoju biznesu, bez konieczności zamartwiania się aspektami technicznymi. 

Domena i certyfikat

Do uruchomienia sklepu internetowego będziesz potrzebował także domeny, czyli adresu internetowego pod Twoją witrynę. Za nowy adres od jednego z rejestratorów zapłacisz kilkanaście złotych, więc nie jest to szczególnie duży koszt. Może okazać się wyższy, jeśli będziesz chciał wykupić domenę, która była już wcześniej zarejestrowana. 

Bezpieczeństwo danych przepływających przez stronę Twojego sklepu zagwarantuje Ci certyfikat SSL. W Sky-Shop, za certyfikat szyfrowania danych z ubezpieczeniem od włamania zapłacisz 99 zł netto – jest to opłata za rok korzystania z tego zabezpieczenia. Możesz też postawić na pakiet abonamentowy z certyfikatem SSL wliczonym w cenę. 

Logo i inne grafiki 

Dobrze by było, gdyby Twój sklep internetowy wyróżniała indywidualna szata graficzna. Indywidualne grafiki, za które musiałbyś zapłacić projektantowi od kilkuset do nawet kilkunastu tysięcy złotych, możesz oczywiście zastąpić płatnymi szablonami, Za szablon graficzny od Sky-Shop zapłacisz 399 zł – możesz go edytować wedle własnego pomysłu.

Jeśli masz możliwość zainwestowania większej ilości gotówki, postaw na indywidualny projekt logotypu Twojej marki. Profesjonalne logo nada jej unikalną tożsamość i pozwoli wyróżnić Twoją firmę na tle innych. Będziesz mógł wykorzystywać je na stronie i w materiałach reklamowych w sieci i poza nią, budując rozpoznawalność Twojego brandu.  

Logotyp i indywidualne grafiki dla sklepu możesz też otrzymać w pakiecie gotowy sklep internetowy od Sky-Shop. Poza projektami graficznymi na indywidualne zamówienie, otrzymasz w nim roczny abonament na oprogramowanie, szkolenie z jego obsługi oraz wybrane przez Ciebie praktyczne dodatki. 

Sprawdź ofertę: https://sky-shop.pl/gotowy-sklep-internetowy/

Zatowarowanie sklepu 

Jeśli chcesz oszacować koszt zatowarowania Twojego e-sklepu, zastanów się nad tym:

  • jaki model biznesowy wybierzesz (dropshipping czy sklep z zatowarowaniem);
  • skąd pozyskasz asortyment (czy będziesz mieć własny czy od producenta/hurtowni);
  • jakiego typu produkty będziesz sprzedawać (tanie, ze “średniej półki” czy drogie). 

Gdy wybierzesz dropshipping, w asortyment nie zainwestujesz nawet złotówki – zapłacisz za produkty “z dołu”, już po dokonaniu ich sprzedaży. W przypadku handlu własnymi wyrobami, zatowarowanie sklepu będzie kosztowało Cię tyle, ile ich produkcja. Kiedy zaś będziesz chciał sprzedawać np. sprzęt AGD pochodzący z hurtowni, na sam asortyment wydasz kilkadziesiąt tysięcy złotych. 

Zaplecze pod biznes 

Pomyśl też o tym, czy będziesz potrzebował:

  • magazynu (np. do przechowywania dużej ilości towaru);
  • pracowników (np. do obsługi zamówień); 
  • narzędzi do obsługi sklepu (np. komputerów z dostępem do Internetu) 

Trudno powiedzieć, ile pieniędzy musisz przygotować na te cele. Obliczeń musisz dokonać we własnym zakresie – wszystko zależy bowiem od specyfiki biznesu, jaki chcesz założyć. Gdy planujesz otworzyć sklep internetowy w dropshippingu, możesz pominąć ww. koszta w kalkulacji. Nie będziesz potrzebował magazynu, zaś z obsługą klientów poradzisz sobie sam. Zakładamy optymistycznie, że masz komputer z dostępem do sieci. 😉

Dopełnienie formalności 

Możesz założyć sklep internetowy bez firmy – pod warunkiem, że kwalifikujesz się do prowadzenia działalności nierejestrowanej, a towary, które będziesz sprzedawać, nie podlegają obowiązkowemu opodatkowaniu VAT czy konieczności posiadania koncesji lub licencji. Bez działalności gospodarczej możesz zarobić do połowy minimalnego wynagrodzenia miesięcznie – w 2021 roku jest to kwota rzędu ok. 1400 zł brutto. 

Jeśli planujesz zarobić więcej, otworzenie firmy będzie konieczne. To, ile będzie Cię to kosztowało, zależy od wybranej przez Ciebie formy prawnej. Działalność jednoosobową założysz praktycznie za darmo. Na otworzenie np. spółki z o.o. musisz przygotować jednak kilka tysięcy złotych – 5000 zł na wkład założycielski i co najmniej kilkaset złotych na notariusza i inne opłaty związane z koniecznością dokonania wpisu do KRS.

Musisz sprawdzić także, czy potrzebujesz kasy fiskalnej. W sklepie internetowym idealnie sprawdzi się zastępująca ją drukarka połączona z aplikacją do wystawiania paragonów online. Zakup nowej drukarki fiskalnej to koszt ok. kilkuset złotych. Jeśli wybierzesz urządzenie typu online, możesz odliczyć część lub całą sumę od podatku – przysługuje Ci ulga w wysokości do 700 zł. 

Podsumowanie

Reasumując, na koszt założenia sklepu internetowego wpływa wiele czynników – jest ich na tyle dużo, że trudno podać konkretne kwoty czy sumy. 

Załóżmy jednak, że chciałbyś otworzyć sklep internetowy w dropshippingu w ramach działalności nierejestrowanej lub jednoosobowej działalności gospodarczej. Wybierając platformę e-commerce Sky-Shop, możesz zbudować go samodzielnie, podobnie jak wielu innych początkujących przedsiębiorców – to łatwiejsze, niż Ci się wydaje!

W takim przypadku, zapłacisz jedynie za:

  • korzystanie z oprogramowania – 99 zł netto miesięcznie (możesz wybrać też tańszy lub droższy pakiet); 
  • moduł integracji z hurtowniami dropshipping – od 39 zł netto miesięcznie (w zależności od liczby hurtowni i częstotliwości aktualizacji danych);  
  • domenę pod Twój sklep – kilkanaście złotych netto;
  • certyfikat SSL z ubezpieczeniem od włamania – w Sky-Shop kosztuje on od 99 zł netto na rok;
  • szablon graficzny sklepu, który będziesz mógł edytować wedle własnego uznania – 399 zł netto
  • logotyp Twojej marki – od kilkudziesięciu do kilkuset złotych (na potrzeby kalkulacji przyjmijmy, że za logo zapłacisz 200 zł netto).

Suma, jaka wynika z dodania wszystkich wskazanych wyżej kosztów to jedynie 851 zł netto. Oznacza to, że całkowity koszt założenia sklepu internetowego zamyka się w kwocie około 1000 zł brutto – wraz z oprogramowaniem i innymi wydatkami, które należy ponieść, aby wystartować z tego typu biznesem. Z pewnością jesteś w stanie odłożyć takie pieniądze. 

Przez 14 dni możesz prowadzić sklep internetowy całkowicie za darmo! Załóż konto na stronie https://sky-shop.pl/, by skorzystać z niezobowiązującego okresu testowego, w trakcie którego sprawdzisz wszystkie funkcje oprogramowania. Przekonaj się, jak łatwo i tanio możesz otworzyć własny sklep internetowy. 

Jaki asortyment można znaleźć w hurtowni elektrycznej?

Zakupy w hurtowniach elektrycznych wykonują nie tylko osoby związane z sektorem budowlanym czy monterzy działający w energetyce. Takie hurtownie oferują bogaty asortyment również klientom indywidualnym. Czy warto skorzystać z ich możliwości? Jakiego rodzaju produkty można znaleźć w sprzedaży? Zachęcamy do zapoznania się z naszym krótkim opracowaniem dotyczącym hurtowni elektrycznych oraz tego, co mogą zaoferować klientom.

Wybór przewodów instalacyjnych

W asortymencie każdej hurtowni elektrycznej znajdziesz wybór przewodów oraz kabli instalacyjnych. W takich obiektach zamawia się dużo większą ilość towaru niż do sklepów o podobnym profilu, mogą tym samym oferować klientom okablowanie dowolnego typu, o różnym przekroju i naprawdę dobrej jakości. W hurtowniach z pewnością uda Ci się kupić przewody o wysokiej zawartości miedzi, w dodatku od sprawdzonego producenta.

Wśród różnych rodzajów kabli mogą być dostępne przewody elektroenergetyczne do układania na stałe. W hurtowni bez trudu zdobędziesz dowolną ilość takich materiałów lub też dostaniesz możliwość ich zamówienia (na przykład konkretnych wariantów).

W hurtowniach elektroinstalacyjnych, obok kabli, znajdziesz również niezbędny osprzęt do przewodów, w postaci na przykład opasek mocujących czy puszek instalacyjnych. W większych punktach handlowych często oferowane są także rury osłonowe, w tym peszle przeznaczone do układania w gruncie.

 

Pozostałe akcesoria

Dobrze wyposażona hurtownia elektryczna będzie oferować klientom również inne akcesoria instalacyjne. Mogą to być elementy systemów oświetleniowych, w tym oprawy, żarówki typu LED, gniazdka elektryczne lub wszelkiego rodzaju czujniki. To właśnie w takiej hurtowni szukaj nowych bezpieczników i zasilaczy, elementów drobnych, ale niezbędnych w trakcie wielu prac instalacyjnych.

Nawet, jeśli nie znajdują się one w ofercie, to wiele hurtowni pomaga klientom w zamówieniu i ściągnięciu do asortymentu nawet elektronicznych wyrobów, do których możemy zaliczyć wideofony oraz bardziej tradycyjne domofony czy podobne urządzenia.

 

Lepiej kupować w hurtowni czy w sklepie elektrycznym?

Hurtownia elektryczna Asaj.pl ma sporą przewagę nad sklepem o podobnym charakterze, ponieważ już od wejścia może poszczycić się znacznie szerszym asortymentem. W dodatku obowiązują tutaj ceny hurtowe, które potrafią być znacznie niższe – są w końcu pozbawione marży narzucanej przez sklepy. Rozbudowana oferta produktowa w przystępnych cenach jest również znacznie szybciej uzupełniana, o czym wspominaliśmy – w hurtowni dostajesz więcej możliwości domówienia brakujących wyrobów czy specjalistycznych produktów instalacyjnych.

W hurtowniach elektrycznych pracuje zwykle również więcej osób, które mogą zapewnić konkretne doradztwo techniczne i produktowe. W sklepach często zatrudniane są niestety osoby bez doświadczenia, które zajmują się jedynie samą sprzedażą.

Sprawdź też, czy wybrana przez Ciebie hurtownia elektryczna prowadzi własny sklep internetowy. Możliwe, że w sieci zapewnia podobne ceny, jak w punkcie stacjonarnym, a do tego od razu wiesz, ile danego towaru jest na stanie. Przykładem takich działań jest Asaj – wyróżniający się na rynku wysoką jakością, profesjonalnym doradztwem i szeroką ofertą.

Konsumenci w pandemii zmniejszają zaległości, firmy je zwiększają. Jedni i drudzy spodziewają się ponownego lockdownu

Rusza czwarta fala zakażeń na Covid-19. 61 proc. dorosłych Polaków spodziewało się wcześniej takiego obrotu sprawy, 55 proc. badanych przewiduje, że jesienią wprowadzony zostanie kolejny lockdown. Wśród firm możliwość powrotu obostrzeń prognozowana jest jeszcze częściej, bo aż przez 65 proc. ankietowanych – wynika z badań zrealizowanych dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Biznes martwi się o spadek obrotów, konsumenci również mocno obawiają się o finanse i gospodarkę.

Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK, ponad rok pandemii oraz niepewności związanej z ograniczeniami, spowodował wyraźny wzrost nieuregulowanego na czas zadłużenia przedsiębiorstw. W lipcu 2021 r. przekroczyło ono 37,2 mld zł i było wyższe o niemal 9 proc. niż w analogicznym okresie przed rokiem i o ponad 12 proc. niż w momencie wybuchu pandemii, w marcu 2020 r. Przyrost zaległości przyspieszył w drugim kwartale tego roku. Liczba firm z problemami wynosi 325,8 tys., przez 16 miesięcy pandemii wzrosła o 11,8 tys.

Sytuacja przedsiębiorstw jest zróżnicowana. 12 proc. firm ma dziś obroty nawet wyższe niż przed pandemią, 32 proc. udało się przywrócić poziom sprzedaży, ale kolejne 31 proc. ma się gorzej, wynika z naszych analiz wśród mikro, małych i średnich firm. Najczęściej jest to problem przemysłu oraz usług i to mimo faktu, że badanie realizowane jest głównie wśród biznesów nastwionych na ofertę dla innych podmiotów, a nie dla detalu. Z uwagi na ryzyko kolejnego lockdownu poszkodowanym biznesom teraz jest jeszcze trudniej przewidzieć, kiedy i czy w ogóle powrót do sprzedaży sprzed Covid-19 jest możliwy – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Ministerstwo Zdrowia już zapowiada, że ewentualne wynikające ze zwiększonej fali zachorowań restrykcje mają być podobne do tych znanych z poprzednich lockdownów. Będą to więc ograniczenia organizacji spotkań i imprez, a być może również zmniejszenie liczby gości w restauracjach i kawiarniach, widzów w kinach i teatrach czy też ćwiczących w siłowniach. W grę wchodzi także zamykanie wielu miejsc, z galeriami handlowymi włącznie, nie wspominając o przejściu na zdalne nauczanie.

Coraz więcej pojawiających się informacji o ponownym wzroście liczby zachorowań na świecie nie nastraja optymistycznie – i widać to w badaniach konsumentów i firm przeprowadzonych dla BIG InfoMonitor. Wynika z nich jasno, że w obu przypadkach wyraźna większość respondentów prognozuje powrót lockdownu i obawia się związanych z tym konsekwencji, czyli problemów z dostępem do opieki zdrowotnej, ale w nie mniejszym stopniu również wpływu na gospodarkę – mówi Sławomir Grzelczak.

Badania przeprowadzone przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor pokazują, że 61 proc. dorosłych Polaków uważa, że jesienią 2021 roku dojdzie do czwartej fali pandemii, przeciwnego zdania jest jedynie co dziesiąty respondent. Jeśli chodzi o przekonanie, że kolejna fala wzrostu zachorowań zakończy się lockdownem, to sądzi tak 55 proc. ankietowanych, 11 proc. mówi, że restrykcji nie będzie. Wśród firm jest jeszcze więcej pesymistów prognozujących wdrożenie ograniczeń. Spodziewa się ich 65 proc. przedsiębiorstw, choć jednocześnie 30 proc. liczy, że do lockdownu nie dojdzie, wynika z badania Keralla Research.

4 fala pandemii
Źródło: badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

4 fala pandemii 2021

W największym stopniu kolejnego zamrożenia gospodarki spodziewają się biznesy średniej wielkości, zatrudniające od 49 do 250 osób oraz reprezentanci branży przemysłowej i handlowej – aż trzy na cztery firmy.

Zestawienie prognoz dotyczących potencjalnego lockdownu z przyrostem zobowiązań poszczególnych branż od marca 2020 r. do lipca br. pokazuje m.in., że w przypadku przemysłu, pesymizm może wynikać z 15 proc. wzrostu kwoty zaległości do 6,6 mld zł. W handlu było nieco lepiej, bo zmiana wyniosła 8 proc. wobec 12 proc. dynamiki, jaką zaobserwowaliśmy we wszystkich sektorach. Na koniec czerwca zaległości handlu wobec dostawców i banków zbliżyły się już jednak do 8,4 mld zł – zauważa Sławomir Grzelczak.

lockdown
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Po przeciwnej stronie jest branża transportowa i budowlana, w których na tle przemysłu i handlu można powiedzieć, że „jedynie” połowa zakłada scenariusz z ograniczeniami w działaniu gospodarki. W usługach jest to 60 proc.

Kto ma rację, pesymiści zakładający lockdown, czy ci, którzy mówią, że go nie będzie. Wiele wskazuje na to, że jedni i drudzy, bo lockdowny mogą mieć charakter regionalny. Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia informują, że resort ma przygotowany model definiowania stref nawet na poziomie powiatowym. Obecnie województwa z najniższym poziomem zaszczepienia to: podkarpackie, lubelskie, opolskie, warmińsko-mazurskie, świętokrzyskie i podlaskie. Na razie, do końca września obowiązują w kraju zalecenia pandemiczne, takie jak w czasie wakacji.

Nieuniknione konsekwencje kolejnej fali

Czy to firmy, czy osoby fizyczne wszyscy wiedzą, że jeśli jednak dojdzie do czwartej fali pandemii i ogłoszenia obostrzeń nie obędzie się bez przykrych konsekwencji. Dla firm, w większości przypadków, jest to spadek obrotów. Do tej pory 31 proc. z nich informuje, że nie odbudowało poziomu sprzedaży sprzed pandemii. Z kolei osoby fizyczne obawiają się przede wszystkim problemów z dostępem do opieki medycznej (45 proc.), ale już na drugim miejscu wymieniają znaczące pogorszenie stanu polskiej gospodarki (39 proc), a w dalszej kolejności lęk o zdrowie bliskich (36 proc.) i swoje (27 proc.), strach przed ograniczeniami w korzystaniu z różnych miejsc (26 proc.) i pojawieniem się kłopotów finansowych (25 proc.). Często pojawiają się opinie o negatywnym wpływie lockdownów na zdrowie psychiczne. 7 proc. źle odbiera pracę zdalną, a 16 proc. zdalną naukę swoją lub dzieci.

4 fala pandemii 2021 konsekwencje
Źródło: badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Nie brakuje jednak również odpowiedzi badanych, że stresuje ich też ewentualny nacisk na przyjęcie szczepienia przeciw Covid-19 (22 proc.). 13 proc., choć są już zaszczepieni, bez entuzjazmu myśli o konieczności przyjęcia trzeciej dawki.

Świadomość ewentualnych kłopotów powoduje jednak, że Polacy zaciskają pasa, rozsądniej gospodarują pieniędzmi i nie wpadają w długi w takim stopniu jak przed pandemią, wynika z naszych danych – zauważa Sławomir Grzelczak.

Według statystyk Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK, od marca zeszłego roku do lipca tego roku liczba niesolidnych dłużników zmalała o 94 tys., do niecałych 2,74 mln, a kwota zaległości o prawie 1,7 mld zł, do 78,1 mld zł.

Ale oszczędności konsumentów, w połączeniu ze sporymi kłopotami w łańcuchach dostaw, wynikającymi z wciąż odradzającej się w mniejszym lub większym stopniu pandemii w różnych miejscach świata, nie służą biznesowi. W przeciwieństwie do zaległości konsumentów obserwujemy, że od drugiego kwartału tego roku przeterminowane zobowiązania przedsiębiorstw zaczęły zauważalnie przyrastać – podkreśla Sławomir Grzelczak.

Badanie Quality Watch zrealizowane w dniach 23 – 26 lipca, metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1063.

Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: lipiec 2021 r.

OEX opublikował wyniki za pierwsze półrocze 2021 r.

Grupa OEX, specjalizująca się w dostarczaniu usług i technologii w obszarze sprzedaży, zakończyła I półrocze 2021 roku odnotowując bardzo znaczące wzrosty wyników we wszystkich segmentach operacyjnych. Skonsolidowany zysk EBITDA wyniósł 32,9 mln zł co stanowi wzrost o 36,8 % w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Największą jego część wypracował segment eCommerce Services. Zysk netto przypadający akcjonariuszom OEX S.A. wyniósł 11,9 mln zł, co stanowi trzykrotność zysku za pierwsze półrocze 2020.

Grupa dynamicznie się rozwija co znajduje odbicie w świetnych wynikach. Do sukcesów zaliczamy głównie znaczący wzrost EBITDA oraz realizację celu strategicznego jakim jest dominacja segmentu eCommerce Services w wynikach Grupy. Jego udział to już ponad 50 %. Segment eCommerce Services rozwija się korzystając z dynamicznego wzrostu popytu na usługi związane z obsługą e-handlu.– powiedział Jerzy Motz, Prezes Zarządu OEX SA

Dla spółki Divante, softwarehouse’u wyspecjalizowanego w technologiach dla eCommerce, jest to kolejny z rzędu okres sprawozdawczy, w którym może się ona pochwalić dwucyfrową dynamiką przychodów. W pierwszym półroczu 2021 wzrosły one o ponad 40% w stosunku do pierwszego półrocza ubiegłego roku. Spółka wypracowała ponad 8 mln zł EBITDA, ponad dwa razy więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, osiągając ponad 23% rentowność na poziomie EBITDA. W I półroczu spółka zrealizowała także przejęcie 70% udziałów w rzeszowskiej spółce Brand Active, tworzącej e-sklepy w oparciu o platformę Shopify, jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się platform sprzedażowych na świecie. Dzięki tej transakcji Divante dodała Shopify do portfela obsługiwanych technologii obok Magento, commercetools czy Mirakl. Spółka pozyskała również 1,3 mln EUR na rozwój nowej technologii fintech – lojalnościowej karty płatniczej opartej o blockchain.

Dynamicznie rośnie także spółka Voice Contact Center, między innymi dzięki współpracy z największymi krajowymi graczami na rynku eCommerce, takimi jak Allegro czy IKEA. W porównaniu do I półrocza 2020, spółka podwoiła swój zysk EBITDA, osiągając w 2021 roku 4,7 mln zł (a wg MSR 17 ponad 3,3 mln zł). Obecnie koncentruje się na dalszym rozwoju usług i technologii w obszarze customer experience, w tym w zakresie obsługi wielojęzycznej oraz voicebotów i chatbotów.

Istotny wzrost odnotowała też spółka OEX E-Business, która świadczy usługi magazynowania i fulfillmentu. Przychody spółki z podstawowej działalności wzrosły o 40% w porównaniu z pierwszym półroczem 2020 roku, a jej zysk EBITDA osiągnął 6,1 mln zł (a liczony wg MSR 17 wyniósł 2,9 mln zł). W sierpniu 2021 spółka powiększyła powierzchnię magazynową o 13 tys. mkw., żeby móc obsłużyć rosnącą skalę operacji.

Bardzo dobre wyniki odnotował segment Wsparcia sprzedaży, pomimo ograniczeń związanych z pandemią, które dotknęły linie biznesowe bazujące na akcjach terenowych i field marketingu. Wypracowane 4,5 mln zł EBITDA to wzrost o ponad 32 % i efekt rozwoju współpracy z kluczowymi klientami oraz prowadzonych w latach ubiegłych działań restrukturyzacyjnych.

Segment Zarządzania Sieciami punktów sprzedaży detalicznej osiągnął ponad 18% wzrostu przychodów z tytułu prowizji za sprzedaż usług telekomunikacyjnych, odnotowując jednocześnie ponad 23% wzrost liczby podpisanych umów z klientami. Średnia liczba sklepów zwiększyła się przy tym o 6,6% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, dzięki przejęciu w listopadzie 2020 roku 27 sklepów prowadzonych dla T-Mobile. EBITDA segmentu wyniosła 14,2 mln zł do (a liczona wg MSR17 ponad 9,3 mln zł). Obecnie Grupa prowadzi dla Orange, T-Mobile i Plus łącznie 358 sklepów (wobec 334 na koniec I półrocza 2020).

Poza wzrostem na naszych głównych liniach biznesowych pracujemy również nad innowacyjnymi rozwiązaniami w obszarze cyfryzacji procesów sprzedaży. Kierunek rozwoju związany z digitalizacją handlu uważamy za najbardziej perspektywiczny. Wielkim osiągnięciem jest otrzymanie homologacji na pierwszą wirtualną kasę fiskalną przez spółkę iPOS, w którą rok temu zainwestował OEX. Spółka w I półroczu 2021 roku wypracowała ponad 3 mln zł przychodów. Chcemy dalej inwestować w rozwój kompetencji i technologii w obszarze digitalizacji handlu i customer experience, a stabilna sytuacja finansowa, niskie zadłużenie i odpowiednie zasoby środków pieniężnych umożliwiają nam realizowanie ambitnych planów – dodaje Jerzy Motz, Prezes Zarządu OEX SA

PODSUMOWANIE WYNIKÓW ZA PIERWSZE PÓŁROCZE 2021

Wyniki skonsolidowane

Wyjaśnienie – z uwagi na istotny wpływ na prezentację EBITDA zastosowania aktualnie obowiązującego standardu MSSF 16, Grupa w celach informacyjnych prezentuje także EBITDA wg stosowanego do końca 2018 roku standardu MSR 17. Poprzez wpływ MSSF 16 należy rozumieć różnicę jaką powoduje w sprawozdaniach finansowych zastosowanie standardu MSSF 16 w miejsce standardu MSR 17, wynikającą z odmiennej klasyfikacji umów najmu powierzchni takich jak magazyny, powierzchnie sklepowe czy biurowe.

    Zgodnie z MSSF16 mln zł   Zgodnie z MSR17 mln zł
                 
    1H 2021 1H 2020 zm %   1H 2021 1H 2020 zm %
Przychody ze sprzedaży   302,7 236,0 28,2%   305,1 237,5 28,5%
Koszty działalności   283,4 228,4 24,1%   286,9 230,9 24,3%
Zysk z działalności podstawowej   19,3 7,6 153,8%   18,2 6,6 175,4%
Pozostałe przychody operacyjne   0,7 4,6 -85,8%   0,6 4,4 -87,1%
Pozostałe koszty operacyjne   1,8 2,8 -33,6%   1,8 2,7 -31,9%
Zysk z działalności operacyjnej   18,1 9,4 92,1%   16,9 8,4 102,4%
EBITDA   32,9 24,0 36,8%   22,7 13,7 65,9%
marża EBITDA   10,9% 10,2%     7,5% 5,8%  
Przychody finansowe   1,5 0,5 230,4%   0,2 0,2 -2,8%
Koszty finansowe   3,1 3,5 -10,8%   1,6 1,6 0,6%
Zysk ze sprzedaży akcji i udziałów   1,4 0,0     1,4 0,0  
Zysk (strata) przed opodatkowaniem   17,9 6,3 186,3%   16,9 6,8 147,1%
Podatek dochodowy   4,3 1,0 316,1%   4,1 1,1 268,4%
Zysk (strata) netto przypadający:   13,6 5,2 160,9%   12,9 5,7 123,8%
 – akcjonariuszom jednostki dominującej   11,9 3,9 207,1%   11,2 4,4 152,6%
 – udziałom niedającym kontroli   1,7 1,3 26,9%   1,7 1,3 26,6%

 

  30.06.2021 30.06.2021
Zgodnie z MSSF 16 Zgodnie z MSR 17
ŹRÓDŁA FINASOWANIA w mln zł w mln zł
Kapitał własny 167,7 167,7
Kredyty, pożyczki, inne instrumenty dłużne 26,0 26,0
Zobowiązania z tytułu faktoringu 4,5 4,5
Leasing 88,9 10,7
Źródła finansowania razem 287,1 208,9
Wskaźnik kapitału do źródeł finansowania ogółem 0,58 0,80
EBITDA LTM    
Zysk z działalności operacyjnej LTM 31,6 29,4
Amortyzacja LTM 28,8 10,9
EBITDA LTM 60,4 40,3
DŁUG NETTO    
Kredyty, pożyczki, inne instrumenty dłużne 26,0 26,0
Zobowiązania z tytułu faktoringu 4,5 4,5
Leasing 88,9 10,7
Łącznie zadłużenie 119,4 41,2
Środki pieniężne 64,0 64,0
Dług netto 55,5 -22,8
Wskaźnik długu netto do EBITDA LTM 0,92 -0,56

 

Case study: Jak operator komórkowy zwiększył miesięczną sprzedaż o 70 proc. dzięki monitoringowi Internetu

Dotychczas w 2021 r. na Facebooku pojawiło się 214 mln wypowiedzi publicznych tylko w języku polskim. Na Twitterze opublikowano ponad 103 mln postów, na Instagramie 5 mln, a na blogach i forach dodano 34 mln wpisów. Firmy, które chcą osiągnąć sukces na rynku, powinny zwrócić uwagę na te liczby i skupić się na analizie opinii Internautów.  Dzięki współpracy z polskim SentiOne przy monitoringu Internetu operator komórkowy MobileVikings zwiększył miesięczną sprzedaż o 70 proc., a zasięgi aż o 300 proc.

Wśród działających na polskim rynku operatorów nowatorskim działaniem wyróżnia się Mobile Vikings. W analizie wyników swoich kampanii skorzystał z pomocy SentiOne, polskiej firmy wspierającej marki w monitoringu Internetu i automatyzacji obsługi klienta z użyciem zaawansowanej sztucznej inteligencji.

Dzięki analizie opinii Internautów zasięgi Mobile Vikings wzrosły o 300 proc. miesięcznie

Bieżący monitoring reakcji na działania firmy przyniósł błyskawiczne efekty. W porównaniu do 12 miesięcy przed jego wprowadzeniem miesięczne zasięgi Mobile Vikings wzrosły średnio aż o 300 proc., a miesięczna sprzedaż o 70 proc. Naszym głównym celem w 2020 r. było skupienie się na podniesieniu zasięgu – mówi Magdalena Broj, Head of Communication w Mobile VikingsDzięki wprowadzeniu nowej metody pracy oraz korzystaniu z narzędzi SentiOne mogliśmy dokładnie monitorować efekty naszych działań i na bieżąco modyfikować kolejne zaplanowane akcje. W rezultacie osiągnęliśmy stabilne wzrosty, a w obliczu takich wyników trudno ocenić współpracę z SentiOne inaczej, niż pozytywnie. Z chęcią będziemy ją kontynuować.

W przypadku kampanii internetowych liczy się przede wszystkim nieustanna, bieżąca analiza wyników i błyskawiczne reagowanie – mówi Agnieszka Uba, Head of Product Marketing w SentiOne, polskiej firmie zajmującej się monitoringiem Internetu i automatyzacją obsługi klienta z użyciem zaawansowanej sztucznej inteligencji – Dotychczas w 2021 r. na Facebooku pojawiło się 214 mln wypowiedzi publicznych tylko w języku polskim. Na Twitterze opublikowano ponad 103 mln postów, na Instagramie 5 mln, a na blogach i forach dodano 34 mln wpisów. Analizując te wypowiedzi, można poznać sugestie i zastrzeżenia Internautów, odnieść się do nich i ewentualnie uwzględnić je w działaniach, co przełoży się na wizerunek firmy przyjaznej i zwracającej uwagę na potrzeby konsumentów. 

Zdaniem Polaków firmy powinny angażować się w cele społeczne

Mobile Vikings, którego siedziba mieści się we Wrocławiu, postanowiło skoncentrować się na lokalnych działaniach charytatywnych i proekologicznych. Firma m.in. adoptowała wilka z wrocławskiego ZOO, sfinansowali zakup testów na COVID-19 dla Wrocławskiego Hospicjum Bonifratrówi wsparli pierwsze polskie schronisko dla koni TARA. Z kolei specjalny projekt Viking Support stworzony na czas pandemii miał na celu pomóc w walce z koronawirusem. Wykorzystano HelpDesk firmy, by zorganizować infolinię dla osób, które potrzebowały pomocy w codziennych sprawach, jak zakupy czy wyprowadzenie psa w trakcie przebywania na kwarantannie. Wsparcie nieśli wolontariusze z różnych organizacji, a nierzadko sami pracownicy Mobile Vikings. W czasie lockdownów zorganizowali również akcję Virusong, w ramach której zachęcali do nagrywania i udostępniania w social media piosenek o tym, co najbardziej denerwuje ludzi zamkniętych w domach, by pomóc im rozładować negatywne emocje i uświadomić, że są w nich osamotnieni.

Firma Mobile Vikings jest obecna w Polsce od 2013 r., a jej oferta obejmuje usługi telekomunikacyjne na kartę oraz internet mobilny. Obecnie ma w swojej bazie ponad 75 000 aktywnych kart SIM. Nie reklamuje się za pomocą tradycyjnych mediów masowych, jak telewizja, a jego aktywność marketingowa i sprzedażowa ogranicza się niemal w całości do kanałów online. W związku z tym nietypowym jak na nasze realia modelem biznesowym firma stanęła przed wyzwaniem, jakim było dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców i zwiększenie rozpoznawalności marki. Z kolei SentiOne już od 10 lat rozwija swoje algorytmy sztucznej inteligencji. Dzięki wykorzystaniu zaawansowanego silnika rozumienia języka naturalnego rozpoznają one intencje autorów wypowiedzi z trafnością na poziomie 96 proc. i są w stanie wskazać towarzyszące im emocje – radość, smutek, złość, rozczarowanie, a nawet sarkazm. Każdego dnia gromadzą i analizują ponad 40 mln wzmianek z domen publicznych z całego świata, takich jak media społecznościowe, fora, serwisy informacyjne czy blogi.

Brak podwyżki stóp grozi utratą kontroli nad inflacją

Rada Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła i nie podniosła stóp procentowych. Analitycy spodziewali się właśnie takiej decyzji, pomimo faktu, że inflacja w sierpniu wzrosła do rekordowego poziomu 5,4 proc. rok do roku, najwyższego od czerwca 2001 roku. Jest to poziom znacznie wyższy od projekcji przedstawionej przez NBP w lipcu. Jednocześnie mocny wzrost cen nośników energii (wzrost o 6,1 proc. rok do roku) oraz żywności (wzrost o 3,9 proc. Rok do roku) pokazuje, że w najbliższych miesiącach nie ma co liczyć na spadek inflacji. A prawdopodobny jest jej dalszy wzrost, nawet powyżej 6 proc., co może zmusić radę do reakcji. Jednak obecnie przeważają w niej opinie o tymczasowości inflacji oraz obawy przed zacieśnieniem polityki pieniężnej w obliczu możliwych kolejnych odsłon pandemii.

Wydaje się, że w związku z tym rada wstrzyma się z podwyżkami stóp do przedstawienia listopadowej projekcji inflacyjnej i wyklarowania się sytuacji pandemicznej. Będzie też zapewne oglądać się na decyzje FED, o czym prezes NBP wspomniał w ostatnim wywiadzie dla PAP. Jednak grozi to utratą kontroli nad coraz mocniej rosnącymi cenami w przypadku braku odpowiednio szybkich działań.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Grupa Develia osiągnęła 55,7 mln zł zysku netto w I półroczu 2021 r.

  • I półroczu 2021 r. przychody ze sprzedaży wyniosły 376,7 mln zł w porównaniu do 220,1 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku (wzrost o 71%).
  • Zysk netto grupy wyniósł 55,7 mln zł wobec 8,8 mln zł zysku netto w I półroczu 2020 r.
  • W I półroczu 2021 r. deweloper sprzedał 1062 lokale wobec 423 w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2020 r. (wzrost o 151%) oraz przekazał 757 lokali wobec 482 rok wcześniej (wzrost o 57%).
  • Na koniec czerwca tego roku Develia posiadała 483,7 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych.

– Pierwsza połowa 2021 r. była, pod wieloma względami, rekordowa na rynku deweloperskim. Ten czas był również bardzo udany dla grupy Develia. Na początku roku ogłosiliśmy nową strategię, której głównym elementem jest rozwój w segmencie mieszkaniowym i wejście na rynek  PRS. Wyniki sprzedaży w I półroczu tego roku, kiedy podpisaliśmy umowy deweloperskie i przedwstępne na 1062 lokale, potwierdzają słuszność obranego kierunku – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Dużą wagę przykładamy do zabezpieczenia terenów pod kolejne inwestycje. Jesteśmy aktywni na rynku gruntów, ale również poszukujemy możliwości współpracy z innymi podmiotami. Efektem tego jest m.in. zawiązane w sierpniu joint venture z Grupo Lar, dzięki któremu wspólnie zbudujemy 600 mieszkań w Warszawie – dodaje Andrzej Oślizło.

Działalność deweloperska

Develia sprzedała 1062 lokale w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2021 r. na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych w porównaniu do 423 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Oznacza to wzrost o 151%. Grupa przekazała 757 lokali wobec 482 lokali w pierwszej połowie 2020 r., czyli o 57% więcej. Pod względem sprzedaży pierwsze półrocze tego roku było dla Develii najlepszym okresem od wybuchu pandemii.

Tylko w II kwartale 2021 r. spółka sprzedała 482 lokale. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w inwestycjach: Centralna Park, Słoneczne Miasteczko i Grzegórzecka 77 w Krakowie oraz Osiedle Latarników w Gdańsku. W okresie kwiecień-czerwiec tego roku Develia przekazała 364 lokale, w tym głównie na osiedlu Nowa Racławicka we Wrocławiu, Rokokowa w Warszawie i Bastion Wałowa w Gdańsku.

Develia wprowadziła do sprzedaży I etap projektu Szmaragdowy Park (175 lokali) i III etap osiedla Przy Alejach (48 lokali) w Gdańsku oraz XIII etap Słonecznego Miasteczka (108 lokali) i III etap inwestycji Przy Mogilskiej (136 lokali) w Krakowie.

Elementem rozwoju segmentu deweloperskiego było podpisanie umowy joint venture z Grupo Lar. Deweloperzy będą współpracować przy realizacji trzech inwestycji zlokalizowanych na Ursynowie, Saskiej Kępie i Białołęce w Warszawie. Pierwszy projekt, w ramach którego powstanie ponad 180 lokali, będzie wprowadzony do sprzedaży w I kwartale 2022 r.

Działalność komercyjna

W II kwartale tego roku, w związku ze zniesieniem części obostrzeń związanych z pandemią, Develia obserwowała wzmożone zainteresowanie najmem powierzchni komercyjnych. Deweloper wynajął blisko 2,7 tys. mkw. powierzchni.

Poziom komercjalizacji części handlowej Arkad Wrocławskich sięga 96%, natomiast części biurowej 93%. Budynek Sky Tower jest wynajęty w 86%, a Wola Retro w 73%.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1H2021 1H2020 Zmiana
Przychody 376 744 220 079 +71,19%
Zysk brutto ze sprzedaży 115 868 91 565 +26,54%
Marża brutto ze sprzedaży 30,76% 41,61% -10,85pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 93 771 66 012 +42,05%
Marża brutto ze sprzedaży segment deweloperski 28,03% 37,54% -9,51pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 22 070 25 512 -13,49%
Marża brutto ze sprzedaży segment komercyjny 52,30% 57,73% -5,43pp
EBITDA 68 810 57 768 +19,11%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 88 808 72 894 +21,83%
Zysk netto 55 651 8 817 +531,18%
Skorygowany zysk netto* 64 182 51 019 +25,80%

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody grupy za I półrocze 2021 r. wyniosły 376,7 mln zł wobec 220,1 mln zł rok wcześniej. Zysk netto grupy wyniósł 55,7 mln zł wobec 8,8 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku. Negatywny wpływ na wynik grupy w I półroczu 2021 r. miały kursy walutowe. Z tego tytułu wynik brutto zmniejszył się o 9,8 mln zł. Skorygowany zysk netto wyniósł w I półroczu 2021 r. 64,2 mln zł, co stanowi 25,80% wzrostu r/r.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze sześć miesięcy 2021 r. wyniósł 93,8 mln zł przy przychodach 334,5 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniósł 22,1 mln zł przy przychodach 42,2 mln zł.

W maju 2021 r. Develia wyemitowała obligacje o wartości nominalnej 150 mln zł. Obligacje są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej wynoszącej WIBOR 3M powiększony o marżę w wysokości 2,95% w skali roku. Papiery zostały uplasowane w ramach programu emisji do 400 mln zł. W najbliższych tygodniach spółka rozważa kolejną emisję obligacji w ramach tego programu.

– Realizując strategię konsekwentnie zwiększamy skalę działalności. Za rosnącą sprzedażą mieszkań idą zakupy gruntów, na których będziemy realizować kolejne projekty. W ostatnich miesiącach nabyliśmy działki pod kolejne inwestycje we Wrocławiu, Gdańsku i Warszawie. Obok finansowania kapitałem własnym chcemy dalej korzystać z możliwości emisji obligacji. Majowa emisja została dobrze przyjęta przez inwestorów dlatego rozważamy wyemitowanie w najbliższych tygodniach kolejnych obligacji, które pozwolą nam sfinansować rosnącą skalę działalności – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.

Na koniec czerwca 2021 r. Develia posiadała 483,7 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 377 mln zł na koniec 2020 r. Na koniec I półrocza 2021 r. zobowiązania finansowe wyniosły 881,5 mln zł w porównaniu z 838,7 mln zł na koniec 2020 r.

Polski (Nie)Ład, bałagan i pośpiech. Przedsiębiorcy dowiadują się z Twittera jakie będą płacić podatki

  • Ministerstwo Finansów zapowiedziało zmiany w podatkowej części Polskiego Ładu. Wysokość składki zdrowotnej od liniowców będzie wynosić 4,9 proc., wobec pierwotnie proponowanych 9 proc.
  • Resort finansów ogłosił również wprowadzenie od przyszłego roku minimalnego podatku dla wielkich firm w wysokości 0,4 proc. przychodów i 10 proc. wydatków pasywnych.

Chaos, bałagan, pośpiech – to słowa, które najlepiej charakteryzują, to co się dzieje w sprawie przyszłorocznych podatków dla przedsiębiorców. Firmy w Polsce i potencjalni inwestorzy 8 września o godz. 11-tej dowiedzieli się z Twittera Ministerstwa Finansów, że od 1 stycznia zapłacą jakiś podatek przychodowy. Nie tak stanowi się prawo jeśli celem jest długoterminowy rozwój inwestycji i gospodarki.

Trudno ufać nowym propozycjom ponieważ powstają w ekspresowym tempie, są niedopracowane i nie poddane konsultacjom społecznym. Nie mieszczą się w jakichkolwiek standardach prowadzenia polityki gospodarczej. Konsekwencją tej legislacyjnej gorączki będzie dalsza degradacja i tak już archaicznego i antyrozwojowego systemu podatkowego. Nowe pomysły podatkowe staną się impulsem do agresywnej optymalizacji podatkowej ponieważ nic tak do niej nie skłania, jak skomplikowany i zagmatwany system.

Rząd obiecywał, że reforma podatkowa uprości rozliczanie podatków, stworzy przejrzysty system, który będzie sprzyjał pracy i inwestycjom. Tymczasem mamy do czynienia z komplikowaniem przepisów i rozliczeń, zgłaszaniem nieprzemyślanych rozwiązań, które potem są wycofywane albo łagodzone.

Apelujemy do posłów o odrzucenie zmian podatkowych zawartych w Polskim Ładzie. To co zaproponował rząd jest złym rozwiązaniem, jeszcze bardziej komplikującym system podatkowy, nad zreformowaniem którego trzeba się poważnie zastanowić, ale nie można tego robić na skróty i pod nadmierną presją czasu.

Rozpocznijmy poważną debatę i konsultacje, których celem będzie wypracowanie prawdziwie prorozwojowego, nowoczesnego a równocześnie odpowiedzialnego społecznie nowego systemu podatkowego. Jeśli faktycznie chcemy zbudować w Polsce nowy ład, siadajmy do pracy, dajmy sobie na nią kilkanaście miesięcy i zaplanujmy system podatkowy na nowo. Nie możemy uchwalać zmian podatkowych na ostatnią chwilę, bez udziału przedsiębiorców, których najbardziej one dotykają.

Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan

Brak planów utrudni budowę nowych osiedli mieszkaniowych

Deweloperzy rozpoczynają pod miastami coraz więcej nowych domów i mieszkań. Tę podmiejską ekspansję powstrzymuje jednak niedostateczne pokrycie terenu miejscowymi planami MPZP.

Trend dotyczący większego zainteresowania inwestorów terenami podmiejskimi jest bardzo dobrze widoczny. Według danych GUS, w pierwszej połowie 2021 r. deweloperzy rozpoczęli tylko 49% nowych domów i mieszkań na obszarze osiemnastu miast wojewódzkich oraz Gdyni. Warto pamiętać, że w latach 2015-2016 analogiczny wynik przekraczał 70%. Podmiejska ekspansja deweloperów jest nie tylko efektem problemów ze znalezieniem odpowiednich gruntów na terenie większych miast. Spore znaczenie ma też ciągła poprawa infrastruktury podmiejskich powiatów. Niestety, w parze nie zawsze idzie odpowiednia polityka przestrzenna. Brak wystarczającego pokrycia niektórych gmin miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego może spowolnić inwestycje deweloperskie i utrudnić uporządkowaną zabudowę wolnych terenów.

Dlaczego miejscowe plany w praktyce są ważne?

Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego (MPZP) jest aktem prawa miejscowego. Oznacza to, że obowiązuje wyłącznie na obszarze gminy, która go uchwaliła. Wraz z innymi przepisami, ustalenia MPZP kształtują sposób wykonywania prawa własności nieruchomości.

Jak tłumaczą dr Piotr Hajduga i mgr Hanna Adamiczka z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, lokalizacja inwestycji deweloperskiej zależy od wielu czynników. Obecność lub brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego jest jednym z nich, jednak nie musi być ona czynnikiem decydującym. Najczęściej nieruchomości poza miastem są tańsze, bardziej dostępne (jest więcej pustych terenów) oraz łatwiejsze do zagospodarowania ze względu na kontekst urbanistyczny. Deweloperom trudniej się „wpasować” budownictwem w miejski, skomplikowany krajobraz, z dominantami i obiektami historycznymi, niż w typowo podmiejski, ze stosunkowo regularną zabudową. Z drugiej strony, mieszkania w mieście można sprzedać za wyższą cenę, a zmiany klimatyczne i problemy środowiskowe spowodowały, że coraz lepiej widziane jest budowanie na terenach już zurbanizowanych. Epidemia koronawirusa sprowokowała natomiast zmiany nawyków związanych z pracą oraz potrzebami mieszkaniowymi, co z kolei może doprowadzić do większej popularności terenów podmiejskich. Zwiększenie liczby MPZP – nawet jeśli niewielkie, działa również na korzyść danej lokalizacji.

Planistyczna mapa Polski nadal jest bardzo zróżnicowana

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl przygotowali ciekawą mapę, aby lepiej unaocznić problem związany z niedostatecznym pokryciem Polski miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że pod koniec 2020 r. jedynie 31,4% obszaru całego kraju było pokryte wspomnianymi planami. Analogiczny wynik z 2015 r. wynosił 29,7%. Nie można zatem stwierdzić, że postęp jest imponujący. Ma to wpływ również na deweloperów. Firmy deweloperskie potwierdzają, że realizacja inwestycji na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (zamiast decyzji o warunkach zabudowy) zapewnia im większe bezpieczeństwo prawne i jest mniej problematyczna.

Jak wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl poniższa mapa bazująca na ubiegłorocznych danych GUS pokazuje, że nie wszystkie aglomeracje cechują się wysokim poziomem pokrycia terenu miejscowymi planami. Trudno żeby sytuacja wyglądała inaczej, skoro tylko 35 polskich powiatów i miast na prawach powiatu pod koniec 2020 r. wyróżniało się planistycznym pokryciem, na poziomie co najmniej 85% obszaru. W tym aspekcie, w świetle danych GUS-u, względnie dobrze prezentuje się aglomeracja krakowska oraz wrocławska. Sytuacja wygląda gorzej między innymi w okolicach Warszawy, Poznania, Łodzi oraz Trójmiasta.Mapa 1. Brak planów utrudni budowę nowych osiedli mieszkaniowych

Ustawowa rewolucja będzie wymagała sporych środków

W kontekście nie najlepszych wyników, które są widoczne na powyższej mapie, warto odnieść się do rządowych planów. Mowa o szeroko zakrojonej reformie przepisów związanych z planowaniem przestrzennym. Przewiduje ona między innymi obowiązek opracowania i uchwalenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego przez gminy (do 2026 r.). Samorządy miałyby otrzymać specjalny zastrzyk finansowy, który częściowo sfinansuje niebagatelne koszty dotyczące zmian planistycznych.

Można jednak zastanawiać się, czy zaplanowane środki w wysokości 1 mld zł to suma wystarczająca na skuteczną pomoc, która ma dotyczyć opracowania nowych planów miejscowych, gminnych strategii rozwoju i programów rewitalizacji. Podana kwota, wedle założeń, powinna także sfinansować przekształcenie wcześniej uchwalonych miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego w plany zabudowy oraz zintegrowane programy inwestycyjne. W nawiązaniu do kosztów planowanej reformy warto pamiętać, że samorządy gminne mocno odczuły efekty pandemii COVID-19 i na skutek zapowiadanych zmian podatkowych mogą otrzymać mniejsze kwoty z PIT-u.

Autor: RynekPierwotny.pl & Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu

Następne auto? 50% szans, że nie będzie to „benzyniak”

Po cichu, z dala od błysku fleszy, na naszych oczach trwa rewolucja. Zmiany w motoryzacji postępują bardzo szybko i nie da się tego powstrzymać – widać to w badaniach Ernst & Young. Tylko połowa ankietowanych deklaruje, że ich kolejne auto z pewnością będzie wyposażone w napęd konwencjonalny. Aż 41% jest przekonane, że będzie to „elektryk”.

W swojej telewizyjnej recenzji Astona Martina V12 Vantage w 2009 roku, najsłynniejszy dziennikarz motoryzacyjny na świecie, Jeremy Clarkson, ubolewał nad możliwością, że „samochody takie jak ten wkrótce trafią do podręczników historii”. I chociaż to „wkrótce” trochę jeszcze potrwa, to i tak trafił w sedno. Kolejne badanie pokazuje, że długo oczekiwany boom na pojazdy elektryczne (EV) jest tuż za zakrętem. Czy czeka nas koniec motoryzacji, jaką znamy?

Od dawna mówi się o resecie w przemyśle motoryzacyjnym. Przywiązanej do tradycji i zachowawczej branży brakowało dotychczas motywacji, by rozwijać technologie inne niż te, które znaliśmy od dekad – mówi Krzysztof Marat, dyrektor ds. rozwoju rynku elektromobilności w ABB w Polsce. – Teraz jesteśmy świadkami zmiany preferencji konsumentów, którzy chcą mieć wybór i coraz częściej skłaniają się ku pojazdom zeroemisyjnym. Katalizatorem zmian były wydarzenia z ostatnich miesięcy, które przyspieszyły wiele procesów o przynajmniej kilka lat. Szczególnie w obszarze nowych technologiach, które coraz mocniej wpływają na otaczający nas świat; dotyczy to także pracy i transportu – zauważa ekspert z ABB.

Nowy ja

Bardziej cyfrowy styl życia i świadoma konsumpcja mobilności to – zdaniem firmy analitycznej Ernst & Young – najważniejsze trendy, które wkrótce będą dominować. Potwierdzają to najnowsze wyniki indeksów EY Mobility Lens, które odnotowały jedne z największych zmian zarówno w intencjach, jak i motywacjach zakupowych konsumentów na 13 głównych rynkach międzynarodowych.

Zapotrzebowanie na prywatny środek transportu jest ogromne, twierdzą eksperci firmy analitycznej. Aż 50% spośród 9000 ankietowanych twierdzi, że zamierza w najbliższej przyszłości kupić samochód, nowy lub używany, co stanowi wzrost o 17% w stosunku do wartości odnotowanej pod koniec pierwszej fali pandemii w badaniu EY Mobility Consumer Index.

Boom dotyka elektryka

41% osób, które deklarują zamiar zakupu nowego samochodu, rozważa zakup auta elektrycznego, z czego aż 66% z nich w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Chętnych na szybki zakup samochodu z silnikiem elektrycznym przybywa, w porównaniu z liczbą odnotowaną podczas pierwszej fali pandemii w zeszłym roku, w badaniu EY Mobility Lens Consumer Index wzrost wynosi 11%. Co więcej, po raz pierwszy obawy związane z ochroną środowiska znalazły się na szczycie listy powodów, dla których rozważa się zakup samochodu elektrycznego we wszystkich grupach wiekowych.

Drastycznie zmienił się sposób, w jaki postrzegamy samochód, a w konsekwencji to, jak chcemy go wykorzystywać. Auto stało się bezpieczną przestrzenią, która zmniejsza ryzyko zakażenia wirusem. Jednocześnie zmalał średni dystans, jaki pokonujemy przy pomocy samochodu, oraz częstotliwość podróży. To otworzyło wiele osób na samochody elektryczne, które doskonale sprawdzają się w odmienionej rzeczywistości i wpisują się proekologiczne trendy – zauważa Krzysztof Marat.

Świadomy, bo zielony

78% potencjalnych nabywców samochodów zeroemisyjnych twierdzi, że COVID-19 zwiększył ich poziom świadomości ekologicznej. Co najważniejsze, obawy o stan środowiska znajdują obecnie odzwierciedlenie w zamiarach zakupu bardziej ekologicznych pojazdów, uważają eksperci EY.

Miliony pracowników znalazły się w trybie pracy zdalnej. W rezultacie spędzają więcej czasu w swoich domach i odkrywają przyjemności płynące z czystszego powietrza i niższego poziomu zanieczyszczeń. Pandemia wykrystalizowała nowe postawy wobec środowiska naturalnego, a ogólny poziom zaniepokojenia stanem środowiska wzrósł – uważa Marat.

Stare demony

Chociaż kwestie świadomości środowiskowej zdominowały raport Ernst & Young, to nie znaczy, że stare bolączki pojazdów elektrycznych – jak koszt posiadania, realny zasięg i infrastruktura ładowania – przestały mieć znaczenie. Eksperci firmy analitycznej zwracają uwagę na fakt, że konsumenci wydają się zdezorientowani. Gdy zapytano respondentów o czynniki, które powstrzymują ich przed nabyciem samochodu elektrycznego, na pierwszym miejscu znalazły się koszty (50%), a zaraz za nimi zasięg (33%) i infrastruktura ładowania (32%). Jednocześnie ponad jedna czwarta respondentów uważa te same trzy czynniki za zachętę do zakupu samochodu elektrycznego.

Środowisko związane z sektorem elektromobilności musi rozprawiać się z krzywdzącymi mitami, które nijak się mają do rzeczywistości. Wyraźnie widać, że same dotacje i ulgi to za mało, oprócz tego potrzebujemy akcji edukacyjnej na szeroką skalę. Sieć ładowania nieustannie się powiększa i gęstnieje, co sprawia, że zasięg pojazdu i dostęp do punktów, gdzie możemy uzupełnić akumulatory to coraz mniej istotne problemy. Wiele zależy także od regionu, w którym się poruszamy – zauważa Krzysztof Marat z ABB.

Nowy wspaniały świat

Na pewno dużym udogodnieniem dla potencjalnych nabywców elektryków będzie odmienione środowisko pracy. Jak wynika z ostatniego raportu firmy ABB „Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce”, technologia ma być nie tylko antidotum na popandemiczne problemy, ale także wabikiem dla przyzwyczajonych do pracy zdalnej pracowników. Jednym z istotnych elementów tej strategii jest wsparcie proekologicznych inicjatyw i udogodnień, np. rozwój sieci do ładowania samochodów elektrycznych na biurowych parkingach.

– Nie zapominajmy, że wciąż jesteśmy na początku naszej drogi, która prowadzi do zeroemisyjnej przyszłości. Szacuje się, że dziś po świecie porusza się około 10 mln pojazdów elektrycznych, z czego 31% po europejskich ulicach. To niemal dwukrotnie więcej niż w Stanach Zjednoczonych, jednak pod tym względem Stary Kontynent jest bardzo nierówny. W Norwegii, na 100 sprzedanych nowych samochodów 78 to elektryki, natomiast w Polsce to… nawet nie jedna sztuka, podaje Pew Center – zwraca uwagę Krzysztof Marat. Co hamuje rozwój elektromobilności nad Wisłą? – Barię stanowi nadal wysoki koszt zakupu samochodu elektrycznego przez użytkowników indywidualnych, nawet przy uwzględnieniu wsparcia programów dofinasowania. Sytuacja zmieni się diametralnie wraz z wyrównaniem cen, które osiągną poziom dzisiejszych pojazdów z napędem spalinowym. Pozostaje również kwestia przyspieszenia rozbudowy  sieci publicznych stacji ładowania, zunifikowanie systemu płatności operatorów oraz wprowadzenie terminali dla płatności bezgotówkowych – uważa ekspert ABB.

Pandemia zmieniła przynajmniej część sposobów, w jakich żyjemy, pracujemy i podróżujemy. Według najnowszego indeksu konsumenckiego EY Mobility Lens i opinii ekspertów odpowiedzialnych za opracowanie raportu, sprzedaż samochodów, zwłaszcza elektrycznych, będzie rosła, a obawy związane z ochroną środowiska znajdą się na szczycie listy czynników mających największy wpływ na nabywców pojazdów elektrycznych.

Akcje Madmind Studio zadebiutowały na rynku NewConnect

Akcje Madmind Studio, specjalizującego się w tworzeniu gier z gatunku horror, zadebiutowały dzisiaj w Alternatywnym Systemie Obrotu NewConnect. Do obrotu zostało wprowadzonych w sumie 11 998 000 akcji zwykłych na okaziciela serii A o wartości nominalnej 0,50 zł każda. Kurs akcji na otwarciu notowań wyniósł 3,10 zł i był 51 proc. wyższy od kursu odniesienia.

Cieszymy się, że dołączyliśmy do grona spółek publicznych. Jest to dla nas historyczny moment, który z pewnością doda nam jeszcze więcej energii do działania. Chciałbym bardzo podziękować naszemu całemu zespołowi za zaangażowanie i wkład w rozwój Spółki. Debiut na NewConnect był kolejnym etapem rozwoju Madmind Studio, który mam nadzieję przyczyni się do jeszcze szybszego wzrostu naszej firmy. – mówi Tomasz Dutkiewicz, prezes zarządu Madmind Studio.

Za niecały miesiąc odbędzie się premiera najnowszej gry Spółki Succubus, której demo cieszyło się bardzo dużą popularnością podczas festiwalu Steam Next. Obecnie wishlista jest o 30 tys. graczy większa, niż w przypadku ostatniej ich produkcji – Agony, która wygenerowała 3,2 mln zł zysku netto. Madmind Studio zapowiedzieli także wydanie dwóch kolejnych tytułów – Paranoid oraz Tormentor, gier z gatunku horroru psychologicznego i horroru ekstremalnego, których premiery datowane są wstępnie na 2022 i 2023 rok.

Pandemia wpłynęła na zmianę zapotrzebowania na miejsca parkingowe

Pandemia wpłynęła na zmianę zapotrzebowania na miejsca parkingowe wśród 40% najemców nieruchomości biurowych – wynika z badania przeprowadzonego wśród najemców budynków biurowych w portfelu nieruchomości biurowych zarządzanych przez Cushman & Wakefield.zapotrzebowanie na miejsca parkingowe

Tendencja dotycząca najmu liczby miejsc parkingowych przed rozpoczęciem pandemii miała charakter malejący. Argumentami były tutaj z jednej strony powody ekonomiczne – cena miesięcznego najmu stanowiska parkingowego w biurowcu w centrum miasta to koszt nawet 250 EUR netto. Innym argumentem była kwestia ekologii i dość atrakcyjnej oferty transportu miejskiego w Warszawie. W ostatnich latach wzrastała równolegle atrakcyjność niekonwencjonalnych metod transportu, takich jak rowery czy hulajnogi elektryczne. W rezultacie, w szczególności w lokalizacjach pozacentralnych, wiele parkingów podziemnych było jedynie częściowo wynajętych z uwagi na ograniczony popyt – mówi Piotr Capiga, Deputy Head of Occupier Services Warsaw, Office Agency, Cushman & Wakefield.

Pandemia Covid-19 zmieniła zapotrzebowanie na miejsca parkingowe wśród blisko 40% badanej grupy. 29% ankietowanych wskazało, że obecnie potrzebuje więcej miejsc niż przed pandemią, a 11%, że potrzebuje ich mniej.

Zapotrzebowanie na miejsca parkingowe

Z uwagi na pandemię COVID-19 transport miejski, głównie w okresie pierwszego lockdownu, był postrzegany jako bardzo ryzykowny. Krótkoterminowo pracodawcy podejmowali starania o udostępnienie pracownikom większej liczby miejsc parkingowych, aby umożliwić im bezpieczny dojazd do biur. Przeprowadzona przez Cushman & Wakefield ankieta pokazuje jednak jednoznacznie, że wdrażane rozwiązania miały charakter przejściowy. Większość pracodawców w efekcie pandemii nie zmieniła znacząco swojego zapotrzebowania na parkingi. 28% firm biorących udział w ankiecie wskazało zwiększone zapotrzebowanie na miejsca parkingowe, a 11% ankietowanych przewiduje zmniejszenie tego zapotrzebowania. Przewidujemy, że najprawdopodobniej nie będzie miało to większego przełożenia na poziom wynajęcia garaży podziemnych czy koszt ich najmu – dodaje Piotr Capiga.

Równo połowa ankietowanych wskazała, że ich zapotrzebowanie na miejsca parkingowe nie uległo zmianie. Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI w czerwcu 2021 roku na próbie 132 osób decyzyjnych w zakresie zarządzania przestrzenią biurową (CEO, Dyr. Administracyjny, Dyr. Operacyjny, Office Manager) w budynkach zarządzanych przez Cushman & Wakefield.

Pół roku Amazona w Polsce. Słabe wyniki, a Polak znajduję tam głównie erotykę

Po pół roku działania polskiej wersji serwisu Amazona wnioski nie są szczególnie dobre dla światowego giganta. Zdecydowanie przegrywa bowiem z polskim Allegro. Brak odpowiedniego opakowania marketingowego i niezbyt konkurencyjny system prowizyjny budzi zastrzeżenia ekspertów, a polski klient przebywa na stronie Amazona zaledwie dwie minuty. To ponad trzy razy mniej niż na największym polskim „internetowym targu”.

Gemius, międzynarodowa firma badawcza, przygotowała dla „Rzeczpospolitej” raport, który podsumował pierwsze miesiące Amazona w Polsce. Z danych wynika, że Amazon.pl w szczytowym momencie miał nawet 4,3 miliona użytkowników znad Wisły, którzy wcześniej chcąc robić zakupy u tego giganta rynku e-commerce, byli odsyłani na niemiecką część platformy. Rekord liczby wejść na stronę miał miejsce w czerwcu, później chętnych na zakupy było nieco mniej, ale to naturalny trend, gdy zbliżają się wakacje. Jak te wyniki mają się do największej siły polskiego marketplace, czyli Allegro? Według danych Megapanel PBI /Gemius w czerwcu Allegro miało 17,5 mln użytkowników.

Pierwsze pół roku Amazona w Polsce zaskakuje. I to raczej negatywnie, bo przedsiębiorcy, którzy chcieli tam oferować swoje produkty, spodziewali się nieco więcej po największej firmie e-commerce na świecie. Już choćby z prostego porównania liczby użytkowników między Amazonem.pl a Allegro wynika, że światowy gigant nie ma się czym chwalić. A ważną kwestią jest też to, że ponad cztery miliony użytkowników Amazon.pl to nie są klienci, a jedynie osoby, które weszły choćby na chwilę na portal sprzedawcy — zaznacza Marcin Michalski, ekspert strategii digital marketingowych i reklamy online, a także publicysta oraz autor bloga Marketing Hacker i precyzuje skąd mógł się wziąć ten niezbyt chlubny wynik amerykańskiego marketplace: – Amazon nie przeprowadził spektakularnej kampanii reklamowej, która dałaby sygnał, że ten gigant rzeczywiście na serio wchodzi do Polski. Nie było też ciekawych promocji dla użytkowników. W zasadzie nie wydarzyło się nic szczególnego, co można by zakwalifikować jako udane wejście.

Brak odpowiedniego marketingowego opakowania to jedno, ale Michalski dostrzega kolejny problem. Nawet jeśli użytkownicy rozpychaliby się w kolejce do polskiej wersji Amazonu, to… sprzedawcy niezbyt chętnie zakładają swoje konta z ofertami produktów. Wszystko przez mało konkurencyjne prowizje względem Allegro. Co prawda w okresie promocyjnym są one niższe niż u polskiego pośrednika w sprzedaży, ale po zakończeniu okresu rabatowego sprzedawcy będą musieli liczyć się z wyższymi opłatami, które w połączeniu z niskim jeszcze ruchem w serwisie nie będzie zbyt atrakcyjny dla oferentów.

Obecnie większość produktów pochodzi raczej od niemieckich sprzedawców — co czasami bywa atrakcyjne cenowo, ale brakuje tej lokalności, którą daje nasze rodzime Allegro. Jako społeczeństwo lubimy kupować produkty polskie albo przynajmniej z polskimi opisami na opakowaniach – opisuje autor bloga Marketing Hacker, który zaznacza, że jest jeden wyjątek, bo polski klient wprost uwielbia niemiecką chemię, która słynie z najwyższej jakości.

Amazon.pl? Jesteśmy tam tylko na chwilę

Michalski przeanalizował też dane udostępniane przez Similarweb PRO, największy na świecie serwis badający ruch w witrynach internetowych. Wynika z nich, że Amazon.pl przyciąga zaledwie ok. 10% zasięgu Allegro. W lipcu było to 2,5 miliona osób w porównaniu z 27 milionami użytkowników polskiego serwisu. Wskazuje też na niskie zaangażowanie klientów, co może sugerować brak zainteresowania ofertą.

Większość ruchu to osoby, które wchodzą tam z ciekawości niż za konkretną potrzebą. Najczęściej użytkownik odwiedzał polski Amazon mniej niż dwa razy w ciągu miesiąca, a 56% osób weszło tylko na jedną podstronę. Dla porównania klient Allegro wraca na serwis ponad 11 razy, a użytkownik niemieckiej wersji Amazona prawie 9 razy – podkreśla Marcin Michalski.

Dodatkowo o mało udanym starcie świadczy też to, że średni czas wizyty na polskiej stronie giganta wynosi zaledwie dwie minuty, w porównaniu z prawie siedmioma minutami spędzonymi na niemieckiej wersji Amazona oraz dziesięcioma minutami spędzonymi na Allegro.

Brak inwestycji w marketing i ciekawych promocji może dziwić, bo polski użytkownik potrzebuje silnych bodźców, żeby zmienić swoje przyzwyczajenia. – Większość odwiedzin na polskiej wersji Amazona to tzw. wejścia bezpośrednie co wskazuje na ogromną ciekawość konsumentów, więc jest o kogo walczyć. Jednak nie są oni odpowiednio zachęcani, że warto jeszcze wrócić na Amazon.pl – komentuje Michalski.

Czego pragnie polski klient na Amazon?

Według serwisu Ahrefs.com – największej na świecie firmy zajmującej się analizą marketingu w wyszukiwarkach, gdy polski kupujący będzie szukał produktów związanych z LGBT+ czy erotyką, to właśnie Amazon będzie miał najwyższe miejsce w wyszukiwarce Google.

Nie jest celowa strategia, ale raczej przypadek, bo to Amazon posiada w ogóle jakiekolwiek produkty w tych kategoriach i nie ma w nich konkurencji. Nikt inny nie pozycjonuje wyszukiwań w tych kategoriach – dodaje Michalski. Dzięki tej niszy handlowej Amazon jednak nie zbuduje w Polsce swojej pozycji, która jest niemal niezachwiana w pozostałych częściach świata.

Najbardziej zadowolony będzie klient

Można przypuszczać, że to, co widzimy dziś to dopiero przedsmak prawdziwego wejścia Amazonu do Polski. Przystawka, która czeka na nas przed daniem głównym, czyli przygotowanie techniczne serwisu, a prawdziwa akcja reklamowa i marketingowa dopiero nadejdzie – choćby w okresie przedświątecznym. Pytanie jest jednak jedno: czy globalny lider nie przespał szansy na zrobienie dobrego wrażenia i czy może jeszcze zwrócić na siebie uwagę zarówno sprzedawców jak i ich klientów?

Działania konkurencji są bowiem stanowcze i wymagają niemal natychmiastowej odpowiedzi. Jesienią na polski rynek wchodzi Shopee, jeden z największych azjatyckich marketplaców, który działa również w krajach południowej Ameryki czy w Meksyku. Jak zawalczą o klientów? Przede wszystkim darmową wysyłką, a firma ma już podpisane umowy z największymi firmami kurierskimi działającymi w Polsce. Konsument otrzyma też darmowy voucher, a sami sprzedawcy – przynajmniej na początku – zwolnieni będą z prowizji.

Co prawda platforma jest nieznana na polskim rynku, ale poważne podejście i prawdopodobnie spore środki na marketing, mogą dać im dużo lepszą pozycję na starcie pomimo nieznanej lokalnie marki. Jeżeli część sprzedawców podzieli się brakiem prowizji z konsumentami i dzięki temu obniży ceny produktów, to Allegro ma się czego obawiać, a Amazon – jeśli nie zacznie zdecydowanie działać – może zaliczyć na naszym rynku porażkę. Robi się tłoczno, a największym wygranym będzie konsument. Na Black Friday zrobi się ciekawie i tanio – komentuje Michalski.

Pierwsza odpowiedź amerykańskiego giganta? Na początku września ogłosił darmowe przesyłki dla zamówień realizowanych bezpośrednio przez Amazon. Trzeba tylko dokonać zakupów powyżej 40 złotych.

Polski Ład skończy z usługami świadczonymi przez wspólników na rzecz spółek

W praktyce gospodarczej znane są sytuacje wypłacania tzw. ukrytych dywidend, czyli wynagrodzenia na rzecz wspólników za wykonywanie na rzecz spółki czynności. Zasadniczo w przypadku wspólnika nic się nie zmienia, ponieważ i tak będzie on zobowiązany do rozpoznania przychodu. Istotna różnica występuje natomiast w przypadku spółki, która dywidendy nie zalicza do kosztów podatkowych, a wydatki na usługi zakupione od wspólnika już tak. Polski Ład wprowadzając dodatkowe ograniczenia w tym zakresie skończy de facto z zakupami usług od wspólników.

Na wstępie warto wspomnieć, że są to kolejne ograniczenia dla podatników w zakresie kwalifikacji wydatków do kosztów uzyskania przychodów, które w efekcie wpływają na wzrost obciążeń podatkowych przedsiębiorców.

Zakres wprowadzanych zmian

Ustawodawca planuje dodać do artykułu 16 ustawy o CIT zawierającego katalog wydatków nieuznawanych za koszty uzyskania przychodów kolejny podpunkt – 15b, zgodnie z którym za koszty podatkowe nie będą uznawane wydatki związane z wykonywaniem świadczeń, których beneficjentem bezpośrednio lub pośrednio jest wspólnik lub podmiot powiązany bezpośrednio lub pośrednio z podatnikiem lub z tym wspólnikiem w sytuacji, gdy udzielenie świadczenia było pozorne lub gdy w związku z niewykonaniem świadczenia podatnik dysponowałby zyskiem netto.

Uwagę należy zwrócić na bardzo szeroki charakter ograniczenia. Dotyczy ono bowiem transakcji wykonywanych bezpośrednio lub pośrednio przez wspólnika lub przez podmiot związany pośrednio lub bezpośrednio z tym wspólnikiem.

W uzasadnieniu do tych przepisów wskazano, że ograniczenie to ma przeciwdziałać wypłacie tzw. ukrytej dywidendy, przybierającej postać płatności niezwiązanej z działalnością gospodarczą, transakcji o nierynkowym charakterze czy nadmiernego zadłużania się w stosunku do podmiotów powiązanych. Pomimo, że wyżej opisane sytuacje nie wynikają wprost z planowanych przepisów, to ustawodawca wskazał w uzasadnieniu do Polskiego Ładu, że przepis ten ma przeciwdziałać „ukrytym dywidendom”, które w przypadku wspólnika nie będą istotne, lecz w przypadku spółki stanowią dodatkowe koszty i pomniejszają zobowiązanie podatkowe, co nie ma miejsca w przypadku klasycznej wypłaty dywidendy.

Należy wskazać, że przepisy Polskiego Ładu nie przewidują żadnego limitu wydatków o takim charakterze. Wprowadzają natomiast bezwzględny zakaz kwalifikacji tego rodzaju wydatków do kosztów podatkowych.

Komentarz

W pierwszej kolejności warto odnieść się do realiów biznesowych i możliwości wykorzystania tego przepisu do kwestionowania przez organy podatkowe wydatków spółki na świadczenia specjalistyczne wykonywane przez wspólników. Co do zasady samo bycie wspólnikiem nie zobowiązuje podatnika do dokonywania jakichkolwiek świadczeń na rzecz spółki, a świadczenia bezpłatne albo płatne symbolicznie stanowią odpowiednio przychody z tytułu nieodpłatnych świadczeń lub świadczeń częściowo odpłatnych i co do zasady powinny być opodatkowane przez spółkę. Wprowadzenie ograniczenia w możliwości zaliczenia do kosztów podatkowych tego rodzaju wydatków może prowadzić do sporów pomiędzy fiskusem a podatnikiem odnośnie charakteru danej transakcji, tj. organy podatkowe mogą, wykorzystując te przepisy, starać się uzasadnić, że była to tzw. ukryta dywidenda i dlatego podatnik nie może tego wydatku zaliczyć w koszty podatkowe. Łatwo wyobrazić sobie sytuację organu podatkowego stwierdzającego, że czynność była niezwiązana z działalnością gospodarczą albo na warunkach rynkowych nie zostałaby udzielona temu wspólnikowi. Taki kształt przepisów powoduje, że organy podatkowe staną się wyroczniami w zakresie tego, czy zakup danej usługi ma charakter rynkowy i w rynkowych realiach zostałby udzielony temu podmiotowi. Powyższe podejście odbiera podatnikowi możliwość kwalifikacji wydatku w związku z prowadzoną działalnością i w praktyce może powodować zaprzestanie zakupu usług specjalistycznych od wspólników.

Ponadto już obecnie organy podatkowe mają narzędzia, które mogą wykorzystać w przypadku, gdy wartość transakcji dokonywanej pomiędzy wspólnikiem a spółką zostałaby ustalona na zasadach nierynkowych. W tym zakresie warto przywołać art. 11c ustawy o CIT, który stanowi, że jeżeli nawet podmioty powiązane, jakimi są np. spółka i wspólnik, ustaliłyby cenę na warunkach nierynkowych i w związku z tym wykazywany jest niższy dochód (lub wyższa strata), organ podatkowy może sam dokonać ustalenia dochodu podatnika bez uwzględnienia warunków wynikających z powiązań, czyli dokonuje ustalenia rynkowego poziomu transakcji. Dodatkowo, aby zakwalifikować wydatek do kosztów podatkowych, wydatek powinien spełniać szereg wymogów takich jak m.in. związek z działalnością gospodarczą, udokumentowanie etc.

Zatem już teraz organy podatkowe mają instrumenty do oceny dokonywanych przez spółkę wydatków z perspektywy zarówno wartości rynkowej, jak i jej zasadności. Wydaje się więc, że jedynym dodatkowym efektem planowanych przepisów będzie ograniczenie jakichkolwiek zakupów usług od wspólników, czy to pośrednio, czy bezpośrednio.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wszystko co ważne już zostało powiedziane

Posiedzenie RPP w centrum uwagi. Weekendowy wywiad prezesa Glapińskiego zepsuł nieco emocje inwestorów wyczekujących niespodzianki po decyzji Rady. Złoty stabilny od początku tygodnia, EUR/PLN blisko 4,50. Dolar wyhamowuje impet wzrostowy w relacji do euro.

RPP decyduje, dziennikarze już nie online

Wydarzeniem tego tygodnia dla rodzimego rynku jest bez wątpienia dzisiejsza decyzja RPP w sprawie stóp procentowych w Polsce. Jutro odbędzie się konferencja prasowa prezesa Glapińskiego i co ważna w starej formule, czyli z fizyczną obecnością dziennikarzy. Rada spotyka się pierwszy raz od niemal dwóch miesięcy, po drodze na rynek trafiły dane m.in. o inflacji za sierpień na poziomie ponad 5%, co spowodowało, że inwestorzy zaczęli mocno dyskutować o tym, czy nie dojdzie do podwyżki stóp procentowych.

“Mały” psikus prezesa

Całą “zabawę” w postaci oczekiwania na decyzję Rady i późniejszą konferencję prasową podkopał wywiad w weekend prezesa RPP. Glapiński jednoznacznie stwierdził, że podwyżka stóp procentowych w obecnym momencie na początku możliwej IV fali pandemii byłaby niezwykle ryzykowna. Padły też słowa o inflacji, która nadal według prezesa RPP ma charakter przejściowy i za kilka miesięcy powinna ostro wyhamować. Tym samym w zasadzie wszystko już zostało powiedziane, a ewentualne wnioski o podwyżkę stóp w Polsce przepadną na dzisiejszym posiedzeniu.

Interwencja na złotym możliwa

Całość wypowiedzi trafiła na rynki w poniedziałek i mocno wyhamowała trend umacniający złotego, który rozpoczął się od momentu publikacji inflacji CPI za sierpień. Złoty w tym krótkoterminowym trendzie spadkowym w relacji do euro dotarł do poziomu 4,50. Prezes Glapiński jednak postanowił nieco schłodzić głowy inwestorów grających na umocnienie złotego i obserwujemy niewielkie odreagowanie, które może nieco przyśpieszyć po samej decyzji RPP i czwartkowej konferencji. Prezes w wywiadzie powiedział również, że możliwa jest interwencja na rynku, by powstrzymać nadmierne umocnienie złotego. Nie wydaje się jednak, by EUR/PLN przebił poziom 4,55.

Słabość euro, nie siła dolara

Jeśli chodzi o szeroki rynek, to zauważalny jest spadek głównej pary walutowej świata w okolicach 1,1830. W tym wypadku przyczyn takiego ruchu nie należy szukać po stronie USD, bo tutaj pojawiły się czynniki podażowe ze strony kiepskich danych z rynku pracy, a więc nie powinny wpływać na wzrost siły waluty. Wydaje się, że słabość euro w relacji do dolara to konsekwencja zbliżającego się posiedzenia EBC w czwartek, które może zabrzmieć gołębio i odsunąć mocno w czasie rozpoczęcie procesu normalizacji polityki monetarnej w strefie euro. Ruch na południe na parze EUR/USD ma wytłumaczenie fundamentalne, jeśli zderzymy ze sobą prowadzone polityki pieniężne, to dojdziemy do wniosku, że USA i strefa euro są na dwóch różnych biegunach i z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że podwyżki stóp procentowych szybciej rozpoczną się w Stanach, aniżeli na naszym kontynencie.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

14. Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych zawita do Nowosądecczyzny

Największa i najważniejsza konferencja biznesowa przedsiębiorców rodzinnych w Polsce – Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych wraca do formuły wydarzenia stacjonarnego. Wyjątkowa edycja Zjazdu online z 2020 roku potwierdziła potrzebę przedsiębiorców do spotkania się na żywo, omówienia aktualnych wyzwań biznesowych oraz networkingu w kameralnej atmosferze. Zatem U-RODZINY 2021, organizowane przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych, odbędą się 1-2 października w Muszynie, a gościć przedsiębiorców z całego kraju będzie firma rodzinna – Hotel Klimek**** SPA.

  1. edycja Zjazdu została opatrzona hasłem „SCENARIUSZE PRZYSZŁOŚCI”, a zaplanowane debaty i panele dyskusyjne skierowane będą na znalezienie odpowiedzi na pytanie: „Jaką rzeczywistość biznesową zbudują polskie firmy rodzinne?”. Znani przedsiębiorcy wspólnie z renomowanymi ekspertami, doradcami i wykładowcami akademickimi zastanowią się, jak w obecnych warunkach gospodarczych, społecznych i demograficznych firmy rodzinne mogą zapewnić trwałość i dalszy rozwój biznesu. Tegoroczny program merytoryczny wydarzenia ma na celu spojrzenie w przyszłość, a nie omawianie skutków pandemii, problemów związanych z zamknięciem dużej części gospodarki oraz kryzysu ekonomicznego spowodowanego przez COVID-19.

Organizację U-RODZIN 2021 wsparło szereg instytucji i organizacji. Współgospodarzami wydarzenia są Miasto i Gmina Uzdrowiskowa Muszyna oraz Samorząd Województwa Małopolskiego. Patronatem honorowym wydarzenie objęli: Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Burmistrz Muszyny – dr Jan Golba, Marszałek Województwa Małopolskiego – Witold Kozłowski, a także Stowarzyszenie Gmin Uzdrowiskowych RP. Partnerami strategicznymi IFR są: BNP Paribas Bank Polska, Grabowski i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych, BRILLAW Kancelaria Radców Prawnych Mikulski & Partnerzy oraz agencja reklamowa Recevent.

Swoim doświadczeniem z uczestnikami 14. edycji wydarzenia podzielą się: prof. Andrzej Blikle, prof. Krzysztof Pawłowski (Wyższa Szkoła Biznesu w Nowym Sączu), dr Stanisław Han (Hasco-Lek), Jerzy Pietrucha (Grupa Pietrucha), dr Małgorzata Bonikowska (Ośrodek ThinkTank), Piotr Trudnowski (Klub Jagielloński), Marzena Strzelczak (Forum Odpowiedzialnego Biznesu) i wielu innych.

Przedsiębiorców, którzy przyjadą do Muszny na 14. U-RODZINY czekają 2 dni wyjątkowej konferencji biznesowej. W programie m.in.: 4 merytoryczne debaty, wystąpienie motywacyjne renomowanego mówcy, przedstawienie historii znanej firmy rodzinnej, warsztaty rozwojowe i mentoringowe, a także networking w formie biznes miksera. Kulminacją wydarzenia będzie uroczysta kolacja i wieczór kulturalny. Jak zawsze podczas Zjazdu Firm Rodzinnych dedykowany program przygotowano również dla dzieci i młodzieży. Dbając o komfort i bezpieczeństwo uczestników wydarzenie organizowane jest zgodnie z obowiązującymi wymogami i zaleceniami epidemicznymi. Dla osób, które nie będą mogły pojawić się osobiście przewidziana jest transmisja online.

Szczegóły i rejestracja na: www.u-rodziny.pl

Polski Ład. Wzrost obciążeń fiskalnych związanych z najmem może przełożyć się na wzrost cen najmów lokali mieszkalnych

  • Na planowanych w Polskim Ładzie zmianach podatkowych stracą m.in. osoby i firmy, które uzyskują przychody z wynajmu budynków i lokali mieszkalnych.
  • Zostaną oni pozbawieni prawa do amortyzowania wynajmowanych nieruchomości, czyli zaliczania do kosztów uzyskania przychodów wydatków na ich nabycie. To bardzo niekorzystna zmiana – uważa Konfederacja Lewiatan.

Polski Ład to nie tylko istotna podwyżka podatków, związana z likwidacją prawa do odliczenia składki zdrowotnej od podatku, ale także szereg innych propozycji niekorzystnych dla przedsiębiorców i obywateli. Na planowanych rozwiązaniach stracą m.in. osoby i firmy, które uzyskują przychody z wynajmu budynków i lokali mieszkalnych. Osoby fizyczne, które wynajmują prywatne mieszkania poza działalnością gospodarczą, w ramach tzw. najmu prywatnego, utracą prawo do opodatkowania na zasadach ogólnych, a więc możliwości opodatkowania dochodu, po uwzględnieniu w kosztach np. wydatków na wyposażenie, remont, opłat czynszowych czy rat i odsetek od kredytów w przypadku zewnętrznego finansowania inwestycji.

– Jest to bardzo niekorzystna i szkodliwa zmiana. Uzasadnia się nią tym, że wartość mieszkań i budynków mieszkalnych zasadniczo nie spada, a wzrasta. Obecnie stwierdzenie to jest prawdziwe, jednakże regulacje podatkowe nie powinny bazować na okresowych tendencjach czy fragmentach cyklu koniunkturalnego. Zmiana ta może mieć negatywny wpływ na rynek najmu w Polsce – wzrost obciążeń fiskalnych związanych z najmem może przełożyć się na wzrost cen najmów lokali mieszkalnych. Nieruchomości mieszkalne na wynajem zużywają się szybciej nich mieszkania używane przez właścicieli z uwagi na częste zmiany lokatora. Wymagają wyższych kosztów odtworzeniowych, dlatego proponowaną zmianę uznajemy absolutnie niedopuszczalną i dyskryminacyjną – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Poważne wątpliwości budzi brak przepisu przejściowego, z którego wynikałoby, że proponowana zmiana będzie mieć zastosowanie do nieruchomości nabytych po wejściu w życie ustawy. Zasada ochrony interesów w toku i przewidywalności prawa, nakazuje przyjąć, że ograniczenie prawa do amortyzowania nieruchomości mieszkalnych oraz opodatkowania przychodów z tytułu najmu prywatnego na zasadach ogólnych, nie będzie mieć zastosowania do nieruchomości nabytych przed 2022 r. W przeciwnym razie proponowane zmiany mogłyby spowodować nieopłacalność decyzji biznesowych przedsiębiorców i obywateli podjętych w innym stanie prawnym, czyli de facto oznaczałyby złamanie zasady niedziałania prawa wstecz.

ZPP: Polski Ład wg pierwotnych założeń mógłby kosztować gospodarkę 23 mld zł

Zawarte w Polskim Ładzie rozwiązania podatkowe są przedmiotem debaty publicznej już od wielu tygodni. Wyjściowa propozycja przedstawiona przez Ministerstwo Finansów okazała się zupełnie nieakceptowalna, ponieważ oznacza ona w praktyce obciążenie kosztami Ładu wyłącznie polskiego małego biznesu.

Dzisiaj Rada Ministrów zadecydować ma o ostatecznym kształcie projektu ustawy, który trafi do Sejmu. Mamy nadzieję, że do projektu wprowadzone zostaną odpowiednie zmiany, ukierunkowane na złagodzenie wzrostu składki zdrowotnej dla przedsiębiorców i pozostawienie jej ryczałtowego charakteru, ewentualnie (w przypadku wprowadzenia proporcjonalności składki) wprowadzenie maksymalnej wysokości miesięcznej składki zdrowotnej odprowadzanej przez przedsiębiorców (opisanej jako np. odpowiednia część miesięcznego minimalnego wynagrodzenia za pracę).

Pozostawienie Ładu w dotychczasowym kształcie albo wprowadzenie do niego niewystarczająco daleko idących zmian grozi konkretnymi konsekwencjami dla portfeli konsumentów – poniżej prezentujemy szacunek wpływu pierwotnej wersji Polskiego Ładu na mikrofirmy.

Dane o mikroprzedsiębiorcach rokrocznie publikuje GUS, ostatnia edycja pochodzi z końca 2020r. i zawiera dane za 2019r. Wyszczególnić można:

  • Liczba mikrofirm 2.213 mln z tego 1.6 mln jednoosobowych DG;
  • Przeciętne zatrudnienie na 1000 mikrofirm: 669;
  • Przeciętne wynagrodzenie zatrudnionego: 3 349 zł/mc;
  • Przychody ogółem: 1 410 mld zł, koszty ogółem: 1 213 mld zł, dochody ogółem: 197 mld zł;
  • Wynik finansowy brutto: 89 401 zł.

Pozwala to wyliczyć łączne koszty pracy w mikrofirmach na poziomie 2213*669*3349 = ok 5 mld zł miesięcznie, ok 60 mld zł rocznie. Zakładając, że gros pensji w mikrofirmach jest na poziomie płacy minimalnej (lewostronne przechylenie krzywej rozkładu dochodów) ustalić można, że wzrost pensji minimalnej z 2800 brutto do 3000 brutto tj. 7.14% spowoduje wzrost kosztów pracodawcy z 4 035 zł miesięcznie do 4 323 zł tj wzrost o 288 zł miesięcznie na zatrudnionego. W skali kraju oznacza to wzrost kosztów prowadzenia działalności dla mikrofirm na samej wypłacanej pensji o 5,1 mld zł rocznie. Założyć można, że wzrost ten zostanie częściowo skompensowany wzrostem cen, który powinien wynieść około 0.36%.

Wzrost składki zdrowotnej dla działalności gospodarczych rozliczających się podatkiem liniowym w prostej konsekwencji doprowadzi do wzrostu cen. Proponowany pierwotnie wzrost składki do 9% dochodu oznaczałby przy średnim dochodzie na poziomie 270 716 zł rocznie do 24 364 zł rocznie, tj. o 20 008 zł rocznie (1 667 zł miesięcznie). Wzrost opodatkowania zostanie przerzucony przez liniowców na klientów, co oznacza wzrost cen usług o około 12,2 mld zł rocznie.

Działalności gospodarcze rozliczające się skalą podatkową co do zasady raportowane są przez MF razem z przychodami tytułem np. umowy o pracę. W informacji dot. rozliczenia za 2019r. widać, że kwota dochodu z działalności gospodarczej podlegająca opodatkowaniu wyniosła 44 mld zł. Liczby mikrofirm rozliczających się progowo MF w informacji o rozliczeniu PIT nie publikuje, informację tę zawiera jednak tzw. kompendium PIT-ZUS za rok 2016. Biorąc jednak pod uwagę łączną liczbę działalności gospodarczych rozliczających się PIT na poziomie 2 213 tys. z czego podatkiem liniowym rozlicza się 609 tys. a ryczałtem 635 tys. przyjąć można, że mikrofirm rozliczających się skalą jest 969 tys. Wyjściowa propozycja Polskiego Ładu zakładała 9% składkę zdrowotną bez możliwości odliczenia jej od podatku, co wg naszych analiz oznaczałoby wzrost realnych kosztów prowadzenia działalności dla mikrofirm na skali o 3,7 mld zł. Przyjąć można (analogiczną do działalności gospodarczych rozliczających się liniowo) konieczność podniesienia cen o ok 1% tytułem samego skompensowania wzrostu składki zdrowotnej. Zaznaczyć należy, że publikacje MF nie zawierają danych o przychodach podatników rozliczających się skalą w rozbiciu o typ prowadzonej aktywności zawodowej.

W przypadku ryczałtu, największe grupy podatników w 2019 (za infomacją z rozliczenia, MF) to ryczałtowcy opodatkowani stawkami:

  • 5.5%, tj. 261 112 podatników, którzy uzyskali przychód w wysokości 36.4 mld zł;
  • 8.5%, tj. 238 994 podatników, którzy uzyskali przychód w wysokości 15.7 mld zł;
  • 3.0%, tj. 134 272 podatników, którzy uzyskali przychód w wysokości 10.5 mld zł.

Łącznie, ryczałtowców jest 635 tys. Suma przychodów przez nich uzyskanych wyniosła w 2019r. Proponowana w pierwotnej wersji Polskiego Ładu składka wynosić miała 1/3 płaconego podatku, co przy przeciętnym przychodzie na poziomie 99 tys. zł rocznie i nominalnej stawce 5.9% daje zwiększenie opodatkowania do około 8%, tj. średni podatek wynosić będzie około 8 000 zł przed odliczeniami (składka zdrowotna dotychczas była odliczana od podatku). Przy obecnym podatku należnym na poziomie 5 627 zł oraz do zapłacenia na poziomie 3 843 zł uznać można, że realne zwiększenie opodatkowania spowodowane stawką należy liczyć podwójnie, zatem kwota podatku płacona realnie przez ryczałtowców wzrośnie dwukrotnie, tj. o 4 000 zł rocznie. Także tutaj założyć można, że wzrost opodatkowania zostanie przerzucony na klientów, co w przypadku ryczałtowców oznaczałoby konieczność zwiększenia przychodów o 4%.

Podsumowując, koszty prowadzenia mikrofirmy rozliczającej się PIT/ryczałtem w związku z Polskim Ładem wzrosną o:koszty prowadzenia mikrofirmy rozliczającej się PIT ryczałtem w związku z Polskim Ładem

Łączny koszt dla gospodarki ocenić można na ok 5.1 mld zł tytułem wzrostu kosztów pracy, 12.16 mld zł tytułem wzrostu składki zdrowotnej dla rozliczających się liniowo, 3.7 mld zł tytułem wzrostu składki zdrowotnej dla rozliczających się skalą, 2.5 mld zł tytułem wzrostu składki dla rozliczających się ryczałtem. Łącznie około 23.5 mld zł.

Reasumując, realizacja podatkowej części Polskiego Ładu dla przedsiębiorców w jego wyjściowym (opisanym w projekcie ustawy przygotowanym przez MF) kształcie, doprowadziłaby do wzrostu kosztów firm i konsumentów w wymiarze ponad 23 mld zł. Delikatne korekty mogą wpłynąć na obniżenie tego kosztu, wierzymy jednak że potrzebne są głębsze zmiany. Wzrost składki zdrowotnej dla firm powinien być stopniowy, a jej ryczałtowy charakter zachowany. Jeśli rząd zdecyduje się jednak na wprowadzenie proporcjonalności – konieczne w naszym przekonaniu będzie ustanowienie maksymalnej wysokości opłacanej miesięcznie składki.

Spółki memowe zostają z nami na dłużej

Styczniowy fenomen spółek memowych trwa. Nasze dwa koszyki spółek memowych (widoczne na wykresie) są poniżej rekordowego poziomu, ale nadal powyżej wartości ze stycznia. Gamestop jest na dziesięciokrotnie wyższym poziomie. R/Wallstreetbets zyskało 1,5 miliona nowych subskrybentów od marca. Powstało więcej nowych memowych ETFów, między innymi MEME. W szerszej perspektywie, inwestycje kapitałowe amerykańskich gospodarstw domowych są na rekordowym poziomie, a amerykańskie fundusze kapitałowe odnotowały 900 miliardów dolarów wpływów w pierwszej połowie roku, najwięcej od 30 lat.

PLANY GME: Oryginalna spółka memowa, Gamestop (GME), zaraportuje wyniki po zakończeniu dzisiejszej sesji. Po zebraniu 1,7 miliarda dolarów od udziałowców, spłaceniu długoterminowego długu, oraz z nowym zespołem zarządzającym, firma skupi się teraz na planach transformacji biznesowej. Przewidywany wzrost przychodów w stosunku do tego kwartału w zeszłym roku wynosi 20 proc., a straty mają zmniejszyć się o połowę.

PO CO JE MIEĆ: Nasza globalna ankieta Puls Inwestora Indywidualnego pokazała, że 17 proc. ankietowanych inwestorów posiada akcje spółek memowych, mniej niż przewidywano, ale nadal jest to duży procent. Występują duże różnice między państwami (od 30 proc. w Rumunii do 10 proc. w Australii), różne są również powody inwestycji – zysk (35 proc.), wiara w fundamenty (27 proc.) i rozrywka (26 proc.).

NASZE INDEKSY: Zaktualizowaliśmy BANG, nasz indeks “oryginalnych” spółek memowych (Blackberry (BB), AMC Entertainment (AMC), Nokia (NOK), Gamestop). Szerszy MEME indeks, uwzględniający 15 najpopularniejszych w mediach społecznościowych spółek potwierdza, że dywersyfikacja opłaca się w długiej perspektywie, przyczyniając się do mniejszej zmienności i większych zwrotów z inwestycji. Jednakże żadna z tych grup nie może się pochwalić zyskami. Spółki memowe zostają z nami na dłużej

Wszystkie dane, liczby i wykresy są ważne na dzień 07.09.2021.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Ile ubezpieczeń OC i AC kupują firmy?

Propozycje polis komunikacyjnych wiodących ubezpieczycieli w Polsce są skierowane nie tylko do osób prywatnych. Z szerokiej oferty obowiązkowych ubezpieczeń OC i dobrowolnego autocasco mogą skorzystać również firmy.

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl sprawdzili, jak dużą część składki OC i AC rodzimi ubezpieczyciele otrzymują od klientów firmowych, gospodarstw domowych oraz samorządów.

Firmy są ważnym klientem w przypadku ubezpieczenia AC

Na podstawie danych Komisji Nadzoru Finansowego eksperci Ubea.pl obliczyli, jaka część składki przypisanej brutto ubezpieczeń komunikacyjnych z 2020 r. dotyczyła poszczególnych kategorii klientów.

W celach porównawczych prezentujemy też analogiczne dane dotyczące całego działu II ubezpieczeń (polisy inne niż ubezpieczenia na życie) – wyjaśnia Andrzej Prajsnar z Ubea.pl.

Wyniki analizy pokazują, że w zeszłym roku firmy były ważnym klientem dla ubezpieczycieli w przypadku polis autocasco i casco. Po zsumowaniu wyników spółek, jednoosobowych przedsiębiorców oraz branży finansowej okazało się, że firmy zapłaciły aż 56% składki ubezpieczeń casco dla pojazdów lądowych (z wyjątkiem pojazdów szynowych).

„Na taki wynik wpłynęła m.in. popularność polis AC chroniących leasingowane auta oraz względnie nowe pojazdy flotowe należące do firm” – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Ile ubezpieczeń OC i AC kupują firmyCzy firmy kupią ubezpieczenia OC i AC przez Internet?

Warto zwrócić uwagę, że przedsiębiorcy często mogą kupić ubezpieczenie pojedynczego samochodu firmowego poprzez kalkulator OC/AC.

„W tym celu trzeba wybrać inny niż prywatny sposób wykorzystywania pojazdu (np. w ramach pracy taksówkarza lub szkoły nauki jazdy)” – wskazuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

PZF zaprasza na XII Międzynarodowy Kongres Faktoringu

Polski Związek Faktorów zaprasza do udziału w XII Międzynarodowym Kongresie Faktoringu. Tegoroczne spotkanie odbędzie się w tradycyjnej formule konferencyjnej oraz online. Wydarzenie będzie pełne pasjonujących wystąpień, ciekawych dyskusji i ważnych pytań. Eksperci podsumują sytuację na rynku faktoringowym oraz w otoczeniu przedsiębiorczości u progu nowej ery w gospodarce. Będą też dyskutować o tym, czego nauczył nas kryzys wywołany pandemią oraz jaka przyszłość czeka rynki w Polsce i na świecie.

– Międzynarodowy Kongres Faktoringu to doroczne spotkanie ekspertów branży faktoringowej i finansowej z kraju oraz ze świata. W ciagu 11 edycji pozyskaliśmy liczne grono wiernych słuchaczy i sympatyków. W obradach zawsze biorą udział uznane autorytety w dziedzinie gospodarki i zarządzania. Odpowiadają na pytania związane z sytuacją przedsiębiorstw i prezentują rozwiązania wpływające na ich płynność finansową. W tym roku Kongres odbywa się już po raz dwunasty. Spotkamy się w tradycyjnej formule konferencyjnej oraz online. Gorąco polecam i zapraszam do spotkania na żywo lub udziału przez internet – mówi Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Kongres odbędzie się 23 września 2021 r. w warszawskim hotelu Crowne Plaza – The Hub, przy Rondzie Daszyńskiego 2. Początek obrad o godz. 10. Transmisja online rozpocznie się o godz. 11:45.

Gościem specjalnym Kongresu będzie Zuzanna Skalska, doradca ds. trendów strategicznych w zakresie innowacji dla przedsiębiorstw. Zajmuje się badaniem i analizą sygnałów zmian dla biznesu. Specjalizuje się w nieoczywistych innowacjach i strategicznym myśleniu o przyszłości. Jej pełne pasji podejście i zaangażowanie motywuje firmy do natychmiastowego działania. Wystąpienie Zuzanny Skalskiej nie będzie transmitowane online.

Na Kongresie nie może zabraknąć podsumowania rozwoju rynku faktoringowego w dobie pandemii w Polsce i na świecie. Prezentacje na ten temat poprowadzą Konrad Klimek,  Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF oraz Betül Kurtulus, Regional Director CEE, SEE and The Middle East FCI.

Na pytania: czego nauczyła nas pandemia i jak doświadczenia ostatnich dwóch lat wpłynęły na prowadzenie biznesu, odpowiedzą uczestnicy pierwszego panelu dyskusyjnego. Wezmą w nim udział: Katarzyna Bajerowska, Prezes Zarządu mFaktoring, Ewa Gawrońska-Micuń, Dyrektor Zarządzająca, Członek Zarządu Bibby Financial Services, Wiceprzewodnicząca KW PZF, Konrad Klimek, Prezes Zarządu KUKE Finance, Przewodniczący KW PZF oraz Tomasz Mazurkiewicz, Prezes Zarządu ING Commercial Finance Polska, Wiceprzewodniczący KW PZF. Dyskusję poprowadzi Dariusz Steć, Dyrektor Wykonawczy PZF.

O tym, jak przebiegała stabilizowanie polskiej gospodarki i wspieranie krajowych przedsiębiorstw w czasie pandemii, opowie drugi gość specjalny, Paweł Borys, Prezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju.

Kolejny panel dyskusyjny będzie poświęcony zarządzaniu należnościami u progu nowej ery w gospodarce. Przybliży on rolę faktorów, ubezpieczycieli i brokerów w tym procesie. Wezmą w nim udział: Krzysztof Chechłacz, Członek Zarządu RiskMan, Maciej Harczuk, Członek Zarządu Euler Hermes, Maciej Kalbus, Dyrektor Zespołu Finansowania Handlu, Departament Ryzyk Kredytowych Marsh Polska, Roman Maciejewski, Prezes Zarządu Santander Factoring oraz Janusz Władyczak, Prezes Zarządu KUKE. Dyskusję poprowadzi Łukasz Kiliński, Wiceprezes Zarządu Coface Poland.

Więcej na temat tegorocznej edycji Kongresu na: http://faktoring.pl/project/xii-miedzynarodowy-kongres-faktoringu/

Na Kongres zapraszają:

Organizator: Polski Związek Faktorów

Partnerzy Główni: Comarch, Grupa BIK

Partner Kongresu: CRIF

Partner Międzynarodowy: HPD Lendscape

Partnerzy Medialni: AleBank.pl, BankingMagazine.pl, CEO.com.pl, FranczyzaBanku.pl, Fintek.pl, SerwisFaktoringowy.pl

Klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania – „straszak” w rękach fiskusa

Wprowadzenie 5 lat temu klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania było odpowiedzią na rosnące zagrożenia fiskalne, związane z globalizacją zjawiska unikania opodatkowania. W zamyśle ustawodawcy miała ona pełnić funkcję prewencyjną – zniechęcać podatników do podejmowania działań zmierzających do unikania opodatkowania.

Pomimo prewencyjnego charakteru klauzuli, duża część postępowań w zakresie GAAR dotyczy czynności, które zostały dokonane przez podatników przed dniem jej wejścia w życie. Co więcej, samo wprowadzenie klauzuli GAAR nie zostało uznane przez ustawodawcę za wystarczające narzędzie do walki z unikaniem opodatkowania. Pod hasłem walki z optymalizacjami, ustawodawca dokonywał w trakcie ostatnich 5 lat kolejnych nowelizacji przepisów podatkowych, które w rzeczywistości miały na celu zwiększenie obciążeń podatkowych. Sama klauzula GAAR nie była stosowana zbyt często jako doraźne narzędzie walki z optymalizacjami, ale praktycznie w każdej prowadzonej przez siebie sprawie Szef KAS uznawał, że doszło do unikania opodatkowania – wynika z raportu CRIDO „Pięć lat klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania w Polsce”.

15 lipca 2021 minęło 5 lat od wprowadzenia do polskiego systemu prawnego klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania (GAAR). Klauzula została uregulowana w przepisach Ordynacji podatkowej, w dziale zatytułowanym – „Przeciwdziałanie unikaniu opodatkowania”. Kolejne nowelizacje znacząco rozszerzyły zakres możliwego jej zastosowania oraz wprowadziły sankcję administracyjno-karną za unikanie opodatkowania.

Jedynym organem podatkowym uprawnionym do stosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania jest Szef Krajowej Administracji Skarbowej (Szef KAS). Do niego również trafiają wnioski Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej (Dyrektora KIS) o opinię, czy do stanu faktycznego przedstawionego we wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej nie znajdą zastosowania przepisy klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. W realizacji tych działań, Szefa KAS wspierają pracownicy Departamentu Kluczowych Podmiotów, zatrudnieni w ramach trzech Wydziałów Przeciwdziałania Unikaniu Opodatkowania. Pomimo tego, że średnie zatrudnienie w tych departamentach rośnie z roku na rok, to w I półroczu było w nich zatrudnionych zaledwie 25 osób, rok wcześniej 23 osoby.

Szef KAS wszczyna coraz mniej postępowań, coraz więcej przejmuje

W latach 2016-2021 toczyły się łącznie 73 postępowania klauzulowe, w tym zaledwie 19 z nich zostało wszczętych z inicjatywy Szefa KAS. Najwięcej postępowań rozpoczęło się w roku 2019, wtedy też najaktywniej w tym obszarze działał Szef KAS. Wszczął on z własnej inicjatywy aż 10 postępowań. W kolejnych dwóch latach, jego aktywność w tym zakresie zdecydowanie spadła (3 postępowania w 2020 i jak na razie 1 w 2021). Pomimo tego, że Szef KAS coraz rzadziej decyduje się na wszczynanie postępowań podatkowych z własnej inicjatywy, z roku na rok liczba prowadzonych przez niego spraw rośnie. Coraz częściej, Szef KAS decyduje się bowiem na przejmowanie kontroli oraz postępowań prowadzonych przez inne organy podatkowe.

Wykres 1 – Liczba postępowań klauzulowych w latach 2016-2021

Liczba postępowań klauzulowych w latach 2016-2021
Źródło: Raportu CRIDO „Pięć lat klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania w Polsce”

Ponad połowa dotychczas prowadzonych przez Szefa KAS postępowań klauzulowych doczekała się już swojego rozstrzygnięcia. Zdecydowana większość spraw – 28 spośród 73, zakończyło się wydaniem decyzji z zastosowaniem klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. W 5 przypadkach Szef KAS umorzył prowadzone przez siebie postępowanie, zaś w 5 sprawach podatnicy zdecydowali się na dokonanie dobrowolnej korekty swoich rozliczeń podatkowych na łączną kwotę 4,3 mln zł. Statystki pokazują zatem, że sprawy prowadzone przez Szefa KAS niemal zawsze kończą się zastosowaniem klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania.

Dotychczas, łączna wysokość korzyści podatkowych zidentyfikowanych przez Szefa KAS sięgnęła ponad 143 mln zł.

Opinie zabezpieczające wypierają interpretacje indywidualne

Chcąc zabezpieczyć się przed ewentualnym zakwestionowaniem swoich działań, podatnicy mają dwie możliwości – mogą oni albo wystąpić o wydanie interpretacji indywidualnej do Dyrektora KIS lub o wydanie opinii zabezpieczającej przez Szefa KAS.

Jeśli Dyrektor KIS przypuszcza, że do opisanego przez podatnika stanu faktycznego mogą mieć zastosowanie przepisy klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania, odmawia on wydania interpretacji indywidualnej. Jak wynika z raportu CRIDO, z największą liczbą odmów mieliśmy do czynienia w 2017 roku – łącznie 611, przy czym najwięcej z nich dotyczyło kwestii związanych z podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Z roku na rok, liczba odmów zdecydowanie spada – w 2020 roku było ich już tylko 138.

Przed wydaniem postanowienia o odmowie wydania interpretacji indywidualnej, Dyrektor KIS może zwrócić się do Szefa KAS o opinię w danej sprawie. Po największym boomie w roku 2017, kiedy to do Szefa KAS trafiło aż 588 takich zapytań, ich liczba systematycznie spada – w 2020 było ich już tylko 136.

Jeżeli podatnik podejrzewa, że planowana przez niego czynność może stanowić unikanie opodatkowania, ma on możliwość zwrócenia się do Szefa KAS o wydanie opinii zabezpieczającej. Do połowy 2021 Szef KAS wydał łącznie 35 opinii, w tym w 2017- 1, 2018 – 2, 2019 – 3, 2020 – 23, a w I połowie 2021 – 6.

„Rosnące w ostatnim czasie zainteresowanie opiniami zabezpieczającymi pokazuje, że podatnicy zniechęceni do występowania o interpretacje indywidualne dot. GAAR, częściej sięgają po ten drugi instrument. Chcą w ten sposób, zwłaszcza w obliczu licznych w ostatnich latach zmian w przepisach klauzulowych, zapewnić sobie większe bezpieczeństwo prowadzenia biznesu. Jak jednak pokazują statystyki liczba opinii zabezpieczających, choć rosnąca, jest niewielka i w rekordowym 2020 roku dotyczyła zaledwie 23 podmiotów. Podsumowując 5 lat stosowania klauzuli o unikaniu opodatkowania w Polsce należy stwierdzić, że jej prewencyjny charakter, zgodny z intencjami ustawodawcy, został potwierdzony. Podatnicy zostali skutecznie zniechęceni do podejmowania działań, które mogłyby zostać uznane za unikanie opodatkowania. Chociaż największą w tym rolę odegrały kolejne zmiany przepisów i uszczelnianie systemu” komentuje Anna Pęczyk-Tofel, partner w zespole postępowań podatkowych i sądowych w CRIDO.

Raport CRIDO powstał na podstawie danych uzyskanych w drodze dostępu do informacji publicznej oraz na podstawie danych statystycznych opublikowanych przez Ministerstwo Finansów.

Czego pragnie finansista? Czyli o najbardziej pożądanych benefitach w branży

Branża finansowa obfituje w ekspertów, którzy pomimo trwającej pandemii, wciąż mogą liczyć na atrakcyjne oferty pracy i kontroferty obecnych przełożonych. Co może zrobić pracodawca, by zatrzymać u siebie pracownika lub przyciągnąć odpowiedniego kandydata? Na co zwracają uwagę specjaliści i menedżerowie z tej branży przy wyborze miejsca pracy?

Firma Antal, organizator rankingu Najbardziej Pożądani Pracodawcy, postanowiła zbadać, co najbardziej interesuje specjalistów z sektora finansowego.

– Zebraliśmy dane, które potwierdzają to, co obserwujemy od dawna – wynagrodzenie nie jest już jedynym czynnikiem, który absorbuje pracownika. Dziś oczekuje on czegoś ekstra – preferencje zmieniły się nie tyle na przestrzeni lat, co ostatnich miesięcy – powiedziała Aleksandra Trzcińska, Project Coordinator, Antal.

Z przeprowadzonego przez Antal badania[1] wynika, że pandemiczna potrzeba zachowania dystansu społecznego wymusiła przeniesienie pracy z biura do domu. Choć to sytuacja zupełnie nowa dla finansistów, wyraźnie się w niej odnaleźli. Ankietowani najczęściej wskazywali właśnie możliwość pracy zdalnej jako najbardziej pożądany benefit pozapłacowy – aż 68 proc. z nich nie tęskni za biurem. Prawie równie istotny okazuje się elastyczny czas pracy, sprzyjający zachowaniu równowagi między życiem zawodowym, a prywatnym – wskazuje na niego, aż 64 proc. respondentów.

Mimo wszystko pieniądze nie tracą na atrakcyjności i wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem, choć w innej formie niż dotychczas. Na dodatkowe premie i bonusy liczy 62 proc. pytanych, 46 proc. oczekuje natomiast prezentów i bonów świątecznych. W badaniach pojawiają się także różnego rodzaju dofinansowania: do ubezpieczenia emerytalnego (38 proc.), na życie (34 proc.) czy edukacji (36 proc.).

Choć o zdrowiu mówiło się zawsze, trudno oprzeć się wrażeniu, że ostatnio martwimy się o nie zdecydowanie bardziej niż wcześniej. Badania Antal to odzwierciedlają. Na prywatnej opiece medycznej zależy 58 proc. pracowników sektora finansowego, a 42 proc. życzyłoby sobie objęcia nią również członków swojej rodziny. Ponad połowa ankietowanych (52 proc.) chciałaby także dodatkowych dni wolnych, by mieć więcej czasu na odpoczynek.

Wśród nieco niestandardowych oczekiwań pracowników branży finansowej dość często (38 proc.) pojawiało się zagwarantowane przez pracodawcę miejsce parkingowe, a blisko co trzeci ankietowany, w ramach benefitu, chętnie wybrałby się do kina czy teatru.

– Pracownicy są filarami firmy. Im więcej wśród nich osób zaangażowanych, zmotywowanych, tym lepiej dla sukcesu całej organizacji. Sposobów motywacji jest wiele. Bez względu na rodzaj wybranego benefitu ważne jest to, aby dawał on pracownikowi realną korzyść w istotnym dla niego obszarze – a najlepiej zapytać o to samych zainteresowanych, np. w ankiecie satysfakcji pracownika czy badaniu komunikacji wewnętrznej – powiedziała Marta Adamska z Neuron Agencji PR.

Aby pozyskać najlepszych specjalistów, firmy muszą podążać za potrzebami specjalistów, nie zapominając jednak o tym, że na ostateczną decyzję o podjęciu prac, ma wpływ wiele czynników. To nie tylko wysokość wynagrodzenia, zakres obowiązków czy benefity pozapłacowe, ale i pozycja przyszłego pracodawcy – tę najłatwiej poznać, sprawdzając rankingi.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych rankingów na polskim rynku jest Ranking Najbardziej Pożądanych Pracodawców, który identyfikuje i nagradza przedsiębiorstwa o najlepszej reputacji wśród pracowników i potencjalnych kandydatów. W 2021 roku realizowana jest już 9. edycja.

[1] Pierwsze niepublikowane jeszcze dane z badania aktywności specjalistów i menedżerów na rynku pracy 2021 – 11 edycja

Dolar zyskał, mocna przecena bitcoina

Wraz z powrotem Amerykanów z długiego weekendu powróciły obawy o tempo ożywienia gospodarczego. Biały Dom poinformował, że prezydent Biden przedstawi w czwartek sześciostopniową strategię walki z wariantem delta oraz zostanie zwiększona liczba szczepień. Dolar zyskał na wartości, wzrosły również rentowności amerykańskich obligacji. Spadki na Wall Street były kosmetyczne. Z kolei bitcoin mocno został przeceniony. RPP zdecyduje dziś o poziomie stóp procentowych w Polsce.

W Stanach Zjednoczonych liczba zgonów związana z COVID-19 wzrosła znacznie w ostatnim czasie (o 67 proc.). W ciągu ostatnich dwóch tygodniu śmierć związaną z wirusem poniosło prawie 21 tys. osób. Pogarszające się statystyki rodzą pewne obawy o tempo ożywienia gospodarczego. Spadki na Wall Street nie obrazują w żaden sposób większej paniki. Zejście indeksów na minimalnie niższe poziomy ciężko również nazwać korektą. Cały czas giełda w USA znajduje się blisko historycznych szczytów. Brak dziś istotnych danych dla Stanów Zjednoczonych. Większa zmienność może pojawić się w trakcie wystąpienia Johna Williamsa – szefa Fed z Nowego Jorku (o 19:00 polskiego czasu). Rynek będzie oczekiwał odniesienia się do piątkowych danych NFP.

Salwador stał się wczoraj pierwszym krajem, który przyjął bitcoin-a jako prawny środek płatniczy. Techniczne usterki podczas wdrażania spowodowały, że główna kryptowaluta spadła o 17% w pewnym momencie. W kolejnych godzinach bitcoin odrobił trochę strat, by zamknąć dzień 10% niżej w okolicach 46,8 tys. USD.

Dziś poznamy decyzję BoC dotyczącą stóp procentowych oraz przyszłości programu QE. Jest wielce prawdopodobne, że Bank Kanady opóźni swoje plany „taperingu”. Przypomnijmy, że w kwietniu oraz w lipcu instytucja zdecydowała o zmniejszeniu cotygodniowych zakupów aktywów o 1 mln CAD za każdym razem i obecnie program obejmuje 2 mld dolarów kanadyjskich. O dzisiejszej decyzji („gołębiej”) może zdecydować rosnąca liczba infekcji na deltę oraz rozczarowujący wzrost gospodarki w II kwartale (-0,3 proc.). „Forward guidance” nie zostanie raczej zmieniony. BoC zakłada utrzymanie stopy na poziomi 0,25 proc. przynajmniej do drugiej połowy 2022 roku. Większe zmiany możliwe są dopiero w październiku, kiedy poznamy nowe projekcje banku. CAD może dziś osłabić się po decyzji choć sytuacji związana z COVID-19 oraz słabe wyniki za II kwartał są w pewnym stopniu już wycenione.

RPP dziś zagłosuje prawdopodobnie za utrzymaniem statusu quo. Decyzja o tym, że konferencja prezesa Glapińskiego odbędzie się jutro a nie zwyczajowo w piątek, wywołała w mediach pewien szum wokół zmiany polityki. Moim zdaniem żadnych zmian ani dziś ani jutro nie usłyszymy. NBP będzie chciał poczekać do listopadowej nowej projekcji. Zapewne za podwyżką o 15 pb. będzie głosować obóz jastrzębi (Gatnar, Hardt, Zubelewicz). Kropiwnicki zagłosuje najprawdopodobniej dopiero w listopadzie. Większości za podwyższeniem kosztu pieniądza nadal nie mamy. Ancyparowicz postrzega wysoką inflację (5,4 proc.) jako zjawisko egzogeniczne i jest mała szansa, żeby członkini RPP poparła podwyżkę w tym roku. Na czwartkowym briefingu uczestnicy rynku będą wiec poszukiwać sygnałów wyprzedzających i sugestywnych zmian w języku przed listopadowym posiedzeniem. Rynek będzie również doszukiwał się możliwości ogłoszenia „taperingu” przez RPP.

Kurs EUR/PLN zawrócił po dwukrotnym osiągnięciu poziomu 4,5290. Ukształtowanie się formacji podwójnego szczytu w okolicach 4,53 należy traktować jako duże prawdopodobieństwo zakończenia korekty. PLN wraca na ścieżkę umocnienia. Chwilowe osłabienie, które widzieliśmy od wczoraj można tłumaczyć po części reakcją rynku na wywiad prezesa Glapińskiego dla PAP-u. Przewodniczący RPP zaznaczył, że istnieje ryzyko związane z szybkim rozpoczęciem cyklu podwyżek stóp procentowych. Ruch osłabiający PLN był również czym naturalnym, pewnego rodzaju odreagowanie po wcześniejszym dynamicznym umocnieniu. Moim zdaniem zejście ponownie na 4,50 w tym tygodniu jest prawdopodobne.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Przed nami gorąca dyskusja w EBC

Posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego w najbliższy czwartek, 9 września, będzie głównym wydarzeniem dla rynku walutowego w tym tygodniu. Choć nie spodziewamy się natychmiastowych zmian w dotychczasowej polityce banku, liczymy na gorącą dyskusję w Radzie Prezesów. Nawet zmiana języka decydentów na bardziej jastrzębi ma szansę wpłynąć na kurs EUR/USD.

Spodziewamy się, że na najbliższym posiedzeniu EBC jastrzębie skrzydło Rady Prezesów będzie naciskać na szybszą normalizację polityki monetarnej w formie taperingu, czyli ograniczenia zakupów w ramach programu PEPP. Po raz pierwszy od dłuższego czasu powinniśmy więc dostrzec znaczący rozdźwięk w Radzie.

Jednocześnie nie oczekujemy, że już najbliższe posiedzenie przyniesie zmiany w polityce monetarnej EBC – ograniczanie skupu w ramach programu PEPP jest naszym zdaniem bardziej prawdopodobne w dalszej części roku. Wyższa inflacja, odbicie gospodarcze i zadowalający postęp szczepień we Wspólnocie wydają się obecnie dobrze zrównoważone przez ryzyko związane z wariantem Delta i nierównomierną poprawę sytuacji na rynku pracy. Niektórzy analitycy uważają, że EBC ogłosi „gołębi tapering”, co wydaje się częściowo odzwierciedlone w ostatnich wzrostach rentowności europejskich obligacji skarbowych – rentowności obligacji 10-letnich w głównych krajach strefy euro osiągnęły najwyższy poziom od połowy lipca.

Wykres 1: Miesięczne zakupy EBC w ramach programu PEPP [mld euro] (marzec ‘20 – lipiec ‘21)

Miesięczne zakupy EBC w ramach programu PEPP
Źródło: Europejski Bank Centralny Data: 07.09.2021

Za obniżeniem tempa skupu w ramach programu PEPP z obecnego podwyższonego tempa ok. 80 mld euro miesięcznie (Wykres 1) przemawia to, że sytuacja w strefie euro pozostaje korzystna. Większość ostatnich danych świadczy o silnej jak dotąd ekspansji gospodarczej w trzecim kwartale. Wskaźniki PMI opisujące aktywność biznesową osiągają solidne poziomy: w sierpniu zbiorczy indeks PMI wyniósł 59,0 pkt, niewiele poniżej 15-letniego maksimum odnotowanego w lipcu (60,2 pkt). Towarzyszył temu wzrost inflacji: jej kluczowa miara (HICP) w sierpniu wzrosła do najwyższego od dekady poziomu 3%, zaskakując w górę. Dynamika cen bazowych jest jednak słabsza i w sierpniu osiągnęła tylko nieznacznie wyższy niż oczekiwano poziom 1,6% (Wykres 2).

Wykres 2: Inflacja w strefie euro (2016 – 2021)

Inflacja w strefie euro
Źródło: Bloomberg Data: 07.09.2021

Wzrosty cen w ramach Wspólnoty są nierówne i dotąd w trzecim kwartale w krajach takich jak Włochy czy Francja wyniosły ok. 2%, zaś w Niemczech powyżej 3%. Inflacja CPI za naszą zachodnią granicą osiągnęła w sierpniu 3,9%, co jest najwyższym wynikiem od 28 lat. Za wyższą inflację zarówno w Niemczech, jak i w całej Unii Europejskiej odpowiadają częściowo niska baza statystyczna i czynniki przejściowe, takie jak wygaśnięcie niemieckich obniżek podatku VAT. Ograniczenia podażowe i pewna poprawa na rynku pracy również wspierają wzrosty cen. W każdym razie wydaje się jasne, że zjawisko powszechnej presji cenowej przed powrotem sytuacji na rynku pracy do tej sprzed pandemii ma charakter globalny.

Zaniepokojeni inflacją członkowie jastrzębiego skrzydła EBC ostatnio stali się bardziej aktywni. Jens Weidmann, prezes Bundesbanku, ostrzegał w zeszłym tygodniu przed ryzykiem wyższej inflacji. Klaas Knot, inny członek Rady Prezesów, powiedział zaś, że na wrześniowym posiedzeniu spodziewa się porozumienia w sprawie ograniczenia skupu aktywów. Inny członek, Robert Holzmann, również uderzył w jastrzębi ton, sugerując, że EBC powinien omówić spowolnienie zakupów w ramach PEPP podczas zebrania w tym tygodniu.

Poprawa sytuacji na krajowych rynkach pracy, podobnie jak wzrost cen, jest jednak dość nierównomierna – z podwyższonym poziomem bezrobocia i zastojem na rynku pracy borykają się przede wszystkim kraje południa. W połączeniu z ryzykiem związanym z COVID-19 może to skłonić decydentów do zachowania ostrożności w obawie, że zacieśnienie polityki pieniężnej może okazać się przedwczesne. Oprócz informacji dotyczących tempa zakupów w ramach programu PEPP ważne jest, czy bank ogłosi zmianę czasu trwania programu – według dotychczasowych ustaleń ma on zostać utrzymany co najmniej do końca marca 2022 r.

EBC opublikuje w czwartek również zaktualizowane projekcje makroekonomiczne – spodziewamy się niewielkich korekt w górę prognoz wzrostu i inflacji w 2021 r. Korekty długoterminowych projekcji, jeśli wystąpią, będą prawdopodobnie niewielkie. Nie spodziewamy się dużych zmian, szczególnie biorąc pod uwagę, że data graniczna dla danych wykorzystywanych do projekcji przypadła przed ostatnim gwałtownym wzrostem inflacji, a ceny kontraktów terminowych na ropę, które często odgrywają dużą rolę w rewizjach, są względnie stabilne. Dodatkowo projekcje są tworzone przez pracowników banku centralnego i nie są odzwierciedleniem poglądów członków komitetu decyzyjnego, jak ma to miejsce w przypadku Fedu.

Zdaje się, że jastrzębiość ostatnich komunikatów członków EBC i wyższa inflacja zdążyły już wpłynąć na ceny rynkowe. Biorąc pod uwagę powyższe, jeśli EBC zdecyduje się pozostać przy obecnej polityce i nie uderzy w jastrzębi ton, może to wywołać presję na kurs EUR/USD. Jednocześnie jakiekolwiek bezpośrednie ogłoszenie ograniczenia skupu w ramach PEPP najprawdopodobniej wzmocni wspólną walutę. Również zmiana języka na bardziej jastrzębi może stanowić dla niej wsparcie.

Decyzje EBC poznamy w czwartek, 9 września, o 13:45; konferencja prasowa odbędzie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Wzrost sprzedaży Forda w USA do klientów indywidualnych w sierpniu. Imponująca liczba rezerwacji na nadchodzące modele

  • W ostatnim miesiącu Ford w USA zanotował 41 000 nowych zamówień od klientów indywidualnych. To cztery razy więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.
  • Dzięki poprawie sytuacji produkcyjnej wzrasta także sprzedaż Forda do klientów indywidualnych.
  • Marka ma imponującą liczbę rezerwacji na nadchodzące modele – ponad 100 000 na

Sprzedaż Forda do klientów indywidualnych w USA wzrosła w sierpniu o 6,5% w porównaniu z lipcem br. Na poprawę sytuacji pozwoliła zwiększona produkcja oraz zapasy samochodów u dilerów.

Znaczący wzrost sprzedaży w związku z poprawiającą się sytuacją

Liczba zamówień od klientów indywidualnych wciąż rośnie, co pozwala planować solidny wzrost sprzedaży w przyszłości. W sierpniu Ford odnotował kolejne 41 000 zamówień – cztery razy więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Łącznie Ford na koniec sierpnia miał 52 000 zamówień na samochody.

30% sprzedaży do klientów indywidualnych w sierpniu stanowiły właśnie realizacje wcześniejszych zamówień klientów. To imponująca liczba w porównaniu z 6% w 2020 roku.

Wraz z sierpniową poprawą sytuacji, jeśli chodzi o produkcję i zapasy samochodów u dilerów, Ford odnotował wzrost sprzedaży do klientów indywidualnych o 6,5% w stosunku do lipca br. Poprawiającą się sytuację najlepiej obrazują liczby – marka wyprodukowała w sierpniu o 79,8% samochodów więcej niż w lipcu, a zapasy wzrosły o 34,4%.

Sprzedaż Mustanga Mach-E nie maleje

Zelektryfikowane pojazdy Forda ustanowiły nowy rekord sprzedaży w sierpniu, która wyniosła 8 756 pojazdów i wzrosła o 67,3% w stosunku do ubiegłego roku. Co więcej, zelektryfikowane pojazdy przyciągają do Forda nowych klientów w tempie o ponad 8 punktów wyższym niż ogólny wskaźnik nowych klientów dla Forda.

Największym motorem napędowym tego sukcesu w sierpniu był oczywiście Mustang Mach-E. Samochód odnotował bowiem świetne wyniki sprzedaży, które dodatkowo wsparły pierwsze sprzedane egzemplarze Mustanga Mach-E GT.

Doskonała sprzedaż SUV-ów i samochodów użytkowych Forda

Nowy rekord wyznaczyły SUV-y AWD/4WD, które w sierpniu stanowiły aż 73% sprzedaży SUV-ów Forda. Sierpniowa sprzedaż Bronco i Bronco Sport w USA wzrosła o 69,1% w porównaniu z lipcem i wyniosła aż 9 428 egzemplarzy.

Sprzedaż pojazdów użytkowych Forda w USA wzrosła w sierpniu o 16,5% w stosunku do lipca. Silny wzrost wynika z umacniania się pozycji najlepiej sprzedającej się gamy amerykańskich samochodów dostawczych Transit, która wzrosła o 10,4%. Dodatkowo przygotowując się na rynkowy debiut całkowicie elektrycznego E-Transita, Ford zgromadził już ponad 24 000 rezerwacji.

Imponujące są dane dotyczące rezerwacji na nadchodzące samochody marki. Ford zebrał już pond 100 000 rezerwacji na Mavericka i ponad 130 000 rezerwacji na F-150 Lightning.

MIK: Płynność finansowa i dobra sytuacja pracowników filarami stabilnej koniunktury we wrześniu

Miesięczny Indeks Koniunktury we wrześniu spadł o 1,3 pkt. i wynosi obecnie 109,6 pkt. To czwarty w tym roku odczyt MIK powyżej poziomu neutralnego. Wynik oznacza nieznaczne pogorszenie koniunktury względem poprzedniego miesiąca, ale nadal wskazuje na przewagę pozytywnych nastrojów przedsiębiorców. Wszystkie komponenty MIK – poza inwestycjami – osiągnęły poziom powyżej odczytu neutralnego. Najwyższe wartości dotyczyły płynności finansowej (138,8) oraz zatrudnienia (112,6) i wynagrodzeń (112,2) – wynika z wrześniowego notowania wskaźnika przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego.

O niższym wyniku MIK w dziewiątym odczycie w największym stopniu zadecydowały: negatywne zmiany w wartości sprzedaży (-5,4 pkt.), liczbie nowych zamówień (-4,6 pkt.) oraz w mocach produkcyjnych (-4,9 pkt.). Należy zauważyć, że o ile MIK dla zatrudnienia spadł o 4,2 pkt., to już dla wynagrodzeń wzrósł o 2,5 pkt. m/m. Jedynym komponentem pozostającym poniżej odczytu neutralnego – zarówno w tym miesiącu, jak i w poprzednich – były inwestycje. Jednak wartość wskaźnika dla inwestycji sukcesywnie wzrasta od maja, a w odczycie wrześniowym osiągnęła poziom 97,1 pkt., czyli o 4 pkt. więcej niż w sierpniu i aż o 48 pkt. więcej niż w maju. Najwyższy poziom obserwujemy w przypadku wskaźnika dotyczącego płynności finansowej przedsiębiorstw. Wskaźnik ten od czerwca sukcesywnie wzrasta, a w ostatnim pomiarze osiągnął poziom 138,8 pkt.Miesięczny Indeks Koniunktury 9 – 2021

Miesięczny Indeks Koniunktury spadł po raz pierwszy od czerwca. Mimo to wrzesień przyniósł drugi najwyższy odczyt MIK w tym roku. Podobne sygnały – obrazujące wytracanie dynamiki pokryzysowych wzrostów przy utrzymującym się wysokim poziomie wskaźników – widać w innych badaniach koniunktury w Polsce i na świecie. Jedną
z głównych przyczyn tego stanu są bariery podażowe. Firmy w Polsce, podobnie jak
w Europie, borykają się z brakami półproduktów, podzespołów czy rekordowo wysokimi cenami surowców. W niektórych branżach, takich jak budownictwo i TSL, wciąż widać również wyzwania związane z lukami kadrowymi. Na uwagę zasługuje fakt, że wzrost MIK odnotowaliśmy wyłącznie w sektorze handlu. Może to być związane z sezonowymi zmianami zachowań konsumenckich. Pozostaje pytanie, czy wrześniowy odczyt indeksu to tylko znak chwilowego uspokojenia trendu, widocznego we wcześniejszych odbiciach pokryzysowych, czy też zapowiedź poważniejszych problemów. Wiele zależeć będzie od tego, jak, wobec relatywnie niskiego w skali Europy poziomu zaszczepienia, przyrastać będzie liczba jesiennych zachorowań na koronawirusa i jakie restrykcje zostaną wprowadzone
– mówi Paweł Śliwowski, kierownik zespołu strategii w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Wyraźna poprawa sytuacji mikrofirm

MIK we wrześniu pozostaje najwyższy dla dużych firm (112,6 pkt.), ale zaraz za nim uplasował się indeks dla mikrofirm (111,1 pkt.). To właśnie w przypadku mikroprzedsiębiorstw odnotowano najwyższy wzrost, bo aż o 16 pkt. w porównaniu
z sierpniem. Zdecydowanie mniejszy wzrost nastąpił wśród małych podmiotów (o 1,1 pkt.). Z kolei pogorszenie nastrojów we wrześniu obserwujemy w dużych (spadek o 8,7 pkt.) i średnich firmach (spadek o 5,2 pkt.), które jednak nadal plasują się powyżej odczytu neutralnego.

Zauważalny wzrost płynności finansowej firm

Zdecydowana większość firm (68 proc.) deklaruje płynność finansową dostateczną, by zapewnić ciągłość funkcjonowania powyżej 3 miesięcy. Jest to wzrost o 6 pkt. proc. w porównaniu z poprzednim odczytem. Według najnowszego badania, aż 81 proc. dużych firm dysponuje środkami na funkcjonowanie powyżej 3 miesięcy. Najwięcej deklaracji o braku płynności od początku pomiarów pochodziło od mikrofirm. W bieżącym odczycie 7 proc. z nich oceniło, że ich środki finansowe nie pozwalają im na funkcjonowanie nawet przez miesiąc.

Najlepszą płynność finansową, podobnie jak w większości poprzednich notowań, deklarują firmy handlowe. Aż 82 proc. z nich ma środki na przetrwanie powyżej 3 miesięcy, co stanowi wzrost aż o 24 pkt. proc. w porównaniu z zeszłym miesiącem. Natomiast deklaracje o braku płynności składają przede wszystkim firmy z branży TSL (6 proc.)
i budowlane (6 proc.). Budownictwo było też jedyną branżą, w której, w porównaniu
z poprzednim miesiącem, zmalał udział deklaracji o najlepszej płynności.

Wzrost nastrojów w handlu, osłabienie w produkcji i usługach

Od czterech miesięcy przedstawiciele wszystkich badanych branż oceniają koniunkturę pozytywnie. Jednak w ostatnim odczycie nastroje w czterech z pięciu analizowanych branż spadły. Największy spadek m/m dotyczył firm produkcyjnych (-6,6 pkt.) oraz usługowych (-5,3 pkt.). Co więcej, jest to już drugi miesiąc, w którym odnotowujemy spadki MIK w tych branżach.

Poprawa nastrojów przedsiębiorców, wyrażająca się we wzroście wartości indeksu we wrześniu, w porównaniu z sierpniem, wystąpiła tylko wśród firm handlowych (+3,8 pkt.). W tej branży od czerwca notujemy przewagę pozytywnych nastrojów przedsiębiorstw.

Po dużym wzroście nastrojów w firmach budowlanych i TSL, który obserwowaliśmy miesiąc temu, we wrześniu nastąpił ich spadek. W przypadku firm budowlanych –  o 3,2 pkt. do poziomu 109,2 pkt, zaś w firmach TSL – o 0,9 pkt. do poziomu 110,8 pkt.

Co piąta duża firma planuje zwiększenie zatrudnienia, co piąta średnia chce zwiększyć wynagrodzenia

Jak wynika z wrześniowego odczytu, zdecydowana większość przedsiębiorstw (78 proc.) planuje utrzymanie stanu zatrudnienia, ale dość duża część firm (16 proc.) chce też zatrudnić nowych pracowników. Jedynie 6 proc. firm chce zmniejszyć zatrudnienie. Plany zwiększenia zatrudnienia mają przede wszystkim duże firmy (22 proc.), choć
w porównaniu z poprzednim miesiącem jest to spadek aż o 14 pkt. proc.

Zwiększenie zatrudnienia planują przede wszystkim: branża TSL (21 proc.) i budownictwo (21 proc.). W przypadku TSL stanowi to wzrost o 4 pkt. proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca, a w budownictwie udział deklaracji o zwiększeniu zatrudnienia pozostał bez zmian.

Aż 84 proc. firm planuje, że w najbliższych trzech miesiącach pozostawi wynagrodzenia na niezmienionym poziomie. 13 proc. przedsiębiorstw planuje ich zwiększenie (więcej o 3 pkt proc. m/m), a jedynie 3 proc. chce je obniżyć. Zwiększenie wynagrodzeń planują przede wszystkim średnie firmy (18 proc.), natomiast żadna z dużych firm nie planuje ich zmniejszania.

Przedsiębiorcy pozytywnie patrzą na przyszłą koniunkturę

Wyniki indeksu diagnostycznego i prognostycznego wskazują, że zarówno obecna koniunktura, jak i przyszła są postrzegane powyżej poziomu neutralnego. Indeks diagnostyczny, wyznaczony na podstawie aktualnej wartości sprzedaży, liczby nowych zamówień, mocy produkcyjnych oraz poziomu inwestycji, wynosi we wrześniu 100,9 pkt. Z kolei indeks prognostyczny, wyznaczony na podstawie ocen planowanej wielkości sprzedaży, zatrudnienia, wynagrodzeń pracowników oraz oceny płynności finansowej, wynosi 117,9 pkt.

Na wysoki poziom indeksu prognostycznego wpływa przede wszystkim wzrost wskaźnika wartości sprzedaży planowanej na wrzesień z poziomu 101,6 pkt. do 108 pkt. oraz duży udział firm (68 proc.) dobrze oceniających swoją płynność finansową, pozwalającą na bezproblemowe funkcjonowanie w najbliższych trzech miesiącach.

Wyniki wrześniowego MIK potwierdzają nasze wcześniejsze oczekiwania dotyczące stabilizacji sytuacji firm po szybkim odbiciu z połowy tego roku. Poprawiająca się sytuacja finansowa pozwala większej liczbie firm planować podwyżki w odpowiedzi na rosnącą presję płacową. Ta z kolei jest wynikiem trudniejszej, z punktu widzenia pracodawców, sytuacji na rynku pracy: niski poziom bezrobocia oraz mniejsze obawy o najbliższą przyszłość zachęcają pracowników do poszukiwania lepiej płatnych miejsc pracy. W podobnym kierunku działa także wysoki poziom inflacji. Z optymizmem patrzymy na stabilnie rosnący komponent inwestycyjny indeksu, choć wciąż, jako jedyny, nie przekroczył on jeszcze poziomu neutralnego. Poprawiająca się ogólna sytuacji gospodarcza oraz stabilizacja sytuacji finansowej na dobrym poziomie powinny sprzyjać wzrostowi aktywności inwestycyjnej. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na rosnący odsetek firm deklarujących poprawę dostępu do finansowania, co jest dobrą informacją. Z drugiej strony, niepokojący jest wysoki odsetek firm budowlanych deklarujących pogorszenie dostępu do finansowania. Może to ograniczać możliwości realizacji niektórych inwestycji – podsumowuje Mateusz Walewski, dyrektor biura analiz i główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Cztery scenariusze relacji pracownika z pracodawcą po COVID-19 wg Deloitte

Pandemia przyniosła pracodawcom i pracownikom wiele nowych wyzwań, które wpłynęły na zmianę ich wzajemnych relacji. Ponad 85 proc. menedżerów uważa, że ich podwładni są na dobrej drodze, by uzyskać coraz większą niezależność. Jak wynika z raportu przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte „Zakłócenie relacji: pracownik – pracodawca” planowanie pracy w przyszłości będzie priorytetem dla kadry zarządzającej. Gdy organizacje realizują strategie powrotu do miejsca pracy, muszą podejmować przemyślane kroki w celu zdefiniowania na nowo środowiska pracy. Sukces zależy od posiadania zrównoważonej strategii zrównoważonego zatrudnienia.

Raport Deloitte na temat globalnych trendów w polityce kadrowej analizuje cztery potencjalne wizje przyszłości w oparciu o zmieniającą się relację pracownika i pracodawcy.

Obecna sytuacja może mieć wpływ na sposób, w jaki organizacje rekrutują, wspierają i współdziałają z pracownikami. Dla wielu firm hybrydowy model pracy jest dużym wyzwaniem, bo musi pogodzić ze sobą różne potrzeby i oczekiwania. Z jednej strony ten model powinien umożliwić swobodną pracę zdalną, z drugiej zapewnić możliwość spotkania w kluczowych zawodowych momentach. W przyszłości konieczne będzie zdefiniowanie sposobu pracy i relacji, łączących swobodę pracy z domu z produktywnością zawodową. Wszystko to przy jednoczesnym wspieraniu celowości, poczucia sensu pracy, którą wykonujemy – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. kapitału ludzkiego, Deloitte.

Zdecydowana większość ankietowanych menedżerów (86 proc.) przewiduje, że ich pracownicy uzyskają w przyszłości większą niezależność. Zupełnie inaczej patrzą w przyszłość pracownicy. 63 proc. uważa, że ich relacje z pracodawcami pozostaną takie same lub ulegną wzmocnieniu i zacieśnieniu. Jest to moment zwrotny, w którym każdy zatrudniony na nowo analizuje swoją sytuację zawodową, weryfikując dla kogo chce pracować i jakiej postawy oczekuje od przełożonych w najistotniejszych dla siebie kwestiach organizacyjnych i społecznych. Wyzwaniem staje się połączenie i zrównoważenie nowych potrzeb pracowników z celami firmy.

Modne miejsce pracy

Jeżeli w przyszłości będziemy mierzyć się z niedoborem talentów, może to doprowadzić do sytuacji, w której pracodawca zacznie zabiegać o pracowników. Jego postawa będzie reaktywna, wrażliwa na działania konkurencji i oczekiwania zatrudnionych bez uwzględnienia strategii zrównoważonego zatrudnienia. Wdrażając nowe zasady dotyczące współpracy w przyszłości, firmy będą opierać się na opiniach pracowników czy trendach rynkowych, dzięki wykorzystaniu ankiet i innych narzędzi umożliwiających wsłuchanie się w głos pracownika. Chociaż daje to organizacjom możliwość oceny informacji zwrotnych w danej chwili, może jednocześnie rozmijać się z celem strategicznym firmy.

Taki model prawdopodobnie przyniesie krótkoterminową satysfakcję zarówno pracodawcy, jak i pracownikowi. Niebezpieczeństwem może być pominięcie grup pracowniczych niedostatecznie reprezentowanych, których głos może zostać nieusłyszany. Wyjściem z sytuacji wydaje się być stosowanie się do nadrzędnych wartości firmy i opracowanie strategii zrównoważonego zarządzania talentami, które przyniosą wszystkim długoterminowe korzyści – mówi Sylwia Dębińska, dyrektorka, liderka zarządzania talentami w Deloitte Polska.

Rywalizacja talentów

Scenariusz, w którym rynek będzie przesycony wykwalifikowanymi pracownikami może doprowadzić do silnej rywalizacji o ograniczoną liczbę miejsc pracy. Relacja pomiędzy pracownikiem a pracodawcą nabierze wtedy charakteru bezosobowego. Z perspektywy pracodawcy pracownik staje się łatwy do zastąpienia i „wymienny”, a wydajna praca jest ważniejsza niż rozwój. Z poziomu pracownika istotniejsze jest konkurowanie z kontrkandydatami o zatrudnienie niż jakość relacji z pracodawcą. Takie nierównomierne rozłożenie sił, może w przyszłości rozwijać offshoring, automatyzację pracy czy wykorzystanie alternatywnej siły roboczej.

Ten model na pewno pozwoli zaoszczędzić na krótkoterminowych kosztach pracowniczych, w dłuższej jednak perspektywie organizacje ryzykują utratę potencjalnego wzrostu wydajności i innowacji. Prawie trzy czwarte kadry zarządzającej (72 proc.) stwierdziło, że zdolność ich pracowników do adaptacji, przekwalifikowywania się i przyjmowania nowych ról była jednym z najważniejszych czynników umożliwiających odnajdywanie się w nowej rzeczywistości bez spadku wydajności firmy. Co więcej, 41 proc. menedżerów stwierdziło, że możliwości rozwoju były jednymi z najważniejszych argumentów, jakie rozważali przy zmianie pracy. Przy tak zmotywowanych pracownikach to organizacje, które zdecydują się zainwestować w zwiększanie kwalifikacji swoich pracowników, mogą w przyszłości najlepiej prosperować.

Praca to praca, życie to życie

Niedobór wykwalifikowanych pracowników może wzmocnić podział na życie zawodowe i osobiste. Oznacza to wytyczenie wyraźnych granic między pracą a życiem prywatnym oraz utrzymaniu profesjonalnej relacji zawodowej. Więzi i zależności sprowadzone są do minimum, a relacja między pracownikami a pracodawcą jest wyłącznie zawodowa.

Raport Deloitte pokazuje, że dobrostan pracownika w postpandemicznej rzeczywistości jest bardzo ważny. 61 proc. liderów redefiniuje swoje cele zawodowe i osobiste, jest to ponad dwukrotnie więcej (29 proc.) niż przed pandemią. Zmiana stylu pracy, koncentracja na rozwijaniu możliwości i celów powinna pomóc pracownikom w budowaniu poczucia przynależności poza wykonywaniem jedynie codziennych zadań. Liderzy skupieni na sukcesie, w tym scenariuszu muszą odejść od zarządzania wydajnością opartą na wynikach, a uwzględnić także to, co cenią pracownicy – dobre samopoczucie, różnorodność i wzrost umiejętności.

Wspólny cel

Kiedy na rynku pracy jest duża podaż talentów, może zrealizować się czwarty scenariusz: wspólny cel jako siła napędzająca relacje między pracodawcą a pracownikiem. To właśnie wspólnotowość staje się podstawą ich relacji i łączącą więzią. Niektóre organizacje już dostrzegły potencjalny wpływ na reputację korporacyjną funkcjonowania w roli biznesu odpowiedzialnego 4.0. Organizacje te stawiają wspólny cel w centrum podejmowania decyzji biznesowych i wokół niego jednoczą swoich pracowników. W takiej przyszłości pracownik i pracodawca działają jako współtwórcy jednego celu organizacyjnego i polegają na sobie nawzajem, zarówno na płaszczyźnie zawodowej jak i osobistej.

Chociaż większość (86 proc.) kadry kierowniczej uważa, że ​​pracownicy będą coraz bardziej doceniać istotę misji w organizacjach w ciągu najbliższych pięciu lat, takie podejście nie jest pozbawione zagrożeń. Aby działania jednoczące nie były powierzchowne, organizacje powinny regularnie monitorować i sprawdzać cele firmy przy jednoczesnym wysłuchaniu informacji zwrotnych od pracowników. Dzięki temu wypracowany wspólny cel, będzie realny i osadzony dla każdej ze stron w organizacji.

W dzisiejszym mocno niepewnym i zmiennym świecie, najistotniejszym wyzwaniem dla liderów zespołów jest zyskanie szerszej perspektywy, ponad codzienne obowiązki i wyzwania. W krótkiej perspektywie czasowej będzie to zdefiniowanie hybrydowego modelu pracy. W dłuższym okresie oznacza wypracowanie relacji pomiędzy pracownikiem a pracodawcą, opartej na zrównoważonej, przejrzystej i zróżnicowanej strategii obejmującej interesy obu stron – mówi Joanna Świerzyńska, partnerka w dziale doradztwa podatkowego, talent partnerka w Deloitte Polska.

Plast-Box startuje z platformą e-commerce dla firm z sektora B2B

Plast-Box, giełdowy producent opakowań z tworzyw sztucznych, startuje z platformą e-commerce dla firm z sektora B2B. Jest to nowoczesne narzędzie współpracy biznesowej, stosowne do cyfrowych czasów. Dzięki niemu klienci Plast-Box S.A. będą mogli składać zamówienia w każdym dogodnym dla siebie terminie i miejscu, śledzić historię, kontrolować aktualny stan rozrachunków i pozyskiwać dokumentację. To wygodne rozwiązanie pomoże obu stronom optymalizować bieżącą współpracę handlową.

Digitalizacja procesu zamówień, którą udostępniamy poprzez naszą nową platformę B2B jest dla nas ważnym krokiem biznesowym. W dobie cyfryzacji efektywny kanał sprzedaży elektronicznej to podstawa. Rynek B2B szybko się zmienia, a my chcemy brać aktywny udział w jego cyfrowej transformacji – mówi Artur R. Skonieczny, Dyrektor Handlowy Grupy Plast Box.

Portal sprzedaży internetowej B2B znajduje się w fazie testowej. Pilotaż platformy rozpoczął się od wprowadzenia do niej pierwszych 2-3 klientów spółki. Docelowo nowa platforma umożliwi partnerom Plast-Box zdalny dostęp 24/7 do kluczowych zasobów. System jest bardzo intuicyjny. Usprawnia on procesy składania zamówień, realizacji transakcji oraz kontroli dokumentów. Pozwoli również na zmianę i udostępnienie nowej oferty produktowej, dedykowanej dla wybranego odbiorcy, w czasie rzeczywistym. Gwarantuje inteligentne zarządzanie zakupami i rozliczeniami oraz udostępnianie dokumentów sprzedażowych na indywidualnym koncie klienta bez zbędnej zwłoki.

Wprowadzane rozwiązanie to odpowiedź na potrzeby naszych klientów w zakresie oszczędności czasu i efektywnego zarządzania złożonymi zamówieniami. Naszym celem jest dostarczenie im kompleksowego narzędzia łączącego przejrzystość i wygodę użytkowania z funkcjonalnościami znacznie usprawniającymi codzienną pracę i pozwalającymi optymalizować koszty – informuje Artur R. Skonieczny.

Wprowadzanemu rozwiązaniu B2B towarzyszy uruchomienie przez spółkę nowej strony internetowej z nowoczesną oprawą graficzną, zaktualizowanym układem informacji oraz intuicyjnym i czytelnym dostępem do oferty.

Stawiamy na usprawnianie wewnętrznych procesów biznesowych i udoskonalanie obsługi klientów. Staramy się stale skracać dystans komunikacyjny pomiędzy nami a naszymi interesariuszami. Chcemy docierać do wszystkich z informacją o naszej ofercie jak najszybciej i jak najskuteczniej, stąd zdecydowaliśmy o odświeżeniu struktury witryny i wprowadzeniu nowych funkcjonalności – podsumowuje Artur R. Skonieczny.

Czy rynek pracy w pełni wykorzystuje potencjał dyslektyków?

Osoby z dysleksją cechują się między innymi dużą kreatywnością, komunikatywnością, ciekawością świata i rozwiniętą empatią – czyli kompetencjami miękkimi pożądanymi w dynamicznym i coraz bardziej zdigitalizowanym środowisku biznesowym. W dobie największego od 15 lat niedoboru talentów dyslektycy stanowią więc cenną grupę kandydatów. 75% z nich uważa jednak, że proces rekrutacyjny, ze względu na swoją formę, często stawia ich w niekorzystnej pozycji już na starcie.

Dysleksja dotyka jedną na pięć osób. Wiąże się ona z genetycznymi różnicami w indywidualnym przyswajaniu wiedzy i przetwarzaniu informacji[1]. Osoby z dysleksją często dysponują rozwiniętymi kompetencjami miękkimi, ale odczuwają wyzwania w obszarze pisania, czytania i zapamiętywania faktów. Aż 79% dyslektyków uważa, że obecne procesy rekrutacyjne nie dają im możliwości zaprezentowania swoich mocnych stron. Talent Solutions przygląda się temu problemowi w najnowszym raporcie, opracowanym we współpracy z organizacją non-profit Made by Dyslexia. Celem analizy „THE DYSLEXIC DYNAMIC – Why Dyslexia Can Help Meet Today’s Talent Challenges” jest zmiana wizerunku dyslektyków i doprowadzenie do lepszego zrozumienia tej przypadłości w środowisku biznesowym. Ponad połowa badanych twierdzi bowiem, że ich przełożeni niewiele wiedzą o mocnych stronach dyslektyków lub wręcz nie znają ich wcale.

Przewagą dyslektyków na rynku pracy są przede wszystkim rozwinięte kompetencje miękkie, takie jak komunikatywność, pozwalająca na tworzenie jasnych i angażujących przekazów, czy też wyobraźnia, umożliwiająca opracowywanie oryginalnych oraz innowacyjnych koncepcji. Mocne strony osób z dysleksją obejmują również umiejętność wizualizacji oraz ciekawość i chęć poszukiwania nowych rozwiązań. Ponadto dyslektycy potrafią budować pozytywne relacje z innymi oraz logicznie myśleć i wyciągać wnioski, które przekładają się na podejmowanie trafnych decyzji.

– Osoby z dysleksją stanowią cenne źródło pracowników. Niestety, często już w szkole muszą mierzyć się z krzywdzącymi stereotypami, które negatywnie odbijają się na ich samoocenie i nie pozwalają im w pełni rozwinąć własnego potencjału. Taka sytuacja może mieć wpływ na ich późniejsze życie zawodowe, w którym będą wykazywać mniej śmiałości niż koleżanki i koledzy. A przecież dziś, dzięki nowoczesnym technologiom, umiejętności będące wyzwaniem dla dyslektyków można łatwo korygować – chociażby przy użyciu programów służących do sprawdzania pisowni. Dlatego też, zamiast skupiać się na stronach słabszych, należy wykorzystywać te mocniejsze. Dzięki właściwemu dopasowaniu do roli, osoby z dysleksją mogą w pełni rozwijać swoje talenty – a jest ich niemało. Tacy pracownicy często są bardzo zdyscyplinowani i pomysłowi, a dzięki nieszablonowym ideom potrafią dobrze radzić sobie w trudnych, wręcz kryzysowych sytuacjach. Znakomicie sprawdzą się więc jako menedżerowie projektów – tym bardziej że zazwyczaj cechuje ich duża ambicja oraz entuzjazm, którym potrafią zarażać innych – zauważa Łukasz Kubiak, ekspert rynku pracy Manpower.

Kompetencje prezentowane przez osoby z dysleksją mogą być odpowiedzią na aktualne potrzeby pracodawców. Zgodnie z raportem „Niedobór talentów”, opracowanym przez ManpowerGroup, 35% firm dostrzega na rynku deficyt pracowników, wykazujących się rzetelnością, dyscypliną i wysokim poczuciem odpowiedzialności. Ponad ¼ pracodawców ma trudności ze znalezieniem kandydatów, którzy potrafią logicznie myśleć i rozwiązywać problemy. Brakuje też personelu gotowego do przejmowania inicjatywy, na co zwraca uwagę 28% przedsiębiorców. Kolejne deficytowe kompetencje to krytyczne myślenie oraz zdolności analityczne (26%). 24% organizacji zauważa też niedobory odpornych i elastycznych w działaniu pracowników. Umiejętności wskazywane przez firmy silnie korespondują z tymi charakterystycznymi dla dyslektyków.

– Blisko połowa pracodawców deklaruje, że nie zwraca uwagi na dysleksję w trakcie rekrutacji i nie uważa, by była ona istotna w procesie pozyskiwania pracowników. Tymczasem firmy, które uwzględnią potrzeby dyslektyków podczas testów i rozmów, mają szansę dotrzeć do większej liczby kandydatów i przyciągnąć wartościowych pracowników z ogromnym potencjałem – zaznacza ekspert.

W jaki sposób organizacje mogą zadbać o komfort kandydatów z dysleksją podczas procesu rekrutacji? Dobrą praktyką będzie zapewnienie aplikantom ciszy i spokoju w trakcie testu, przygotowanie przejrzystych pytań oraz zaproponowanie dodatkowego czasu, potrzebnego do napisania odpowiedzi. Warto wybaczyć dyslektykom ewentualne błędy ortograficzne oraz interpunkcyjne – nie świadczą one o braku zaangażowania lub deficycie umiejętności z innych dziedzin. Kandydaci z pewnością docenią też atmosferę akceptacji i zrozumienia – dlatego dobrze jest wykazać się otwartością i zachęcać osoby biorące udział w rekrutacji do informowania o dysleksji. Słowne zapewnienie powinno wystarczyć – prośba o dokumenty potwierdzające tę przypadłość nie jest już konieczna. Należy również pamiętać, że w przypadku dyslektyków tradycyjne testy nie zawsze będą dobrym miernikiem umiejętności, dlatego warto pomyśleć o formie, która pozwoli kandydatom zaprezentować pełen wachlarz kompetencji. Dobrym wyborem może być rekrutacja opierająca się na wywiadzie oraz rozwiązywaniu zadań praktycznych.

[1] Made by Dyslexia; www.madebydyslexia.org (dostęp: 07.09.2021)

Rekordowy rok dla funduszu Czysta3.vc

Czysta3.vc, jeden z najbardziej aktywnych funduszy inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, zrealizował już ponad połowę założonych inwestycji i wciąż ma ok. 20 mln złotych zgromadzonego kapitału do zainwestowania. W sierpniu br. zamknął 22. z 42 planowanych inwestycji, a do końca 2021 r. planuje zrealizować 8 kolejnych.

Szybkie tempo inwestycji

Czysta3.vc, fundusz o kapitalizacji 50 mln złotych, właśnie przekroczył półmetek zaplanowanych inwestycji. Co więcej, z każdym kolejnym rokiem Czysta3.vc zwiększa tempo – w 2019 r. fundusz podjął 5 decyzji inwestycyjnych, w 2020 r. – 10, a tylko w trzech kwartałach 2021 r. do portfolio spółki dołączyło już kolejnych 7 startupów. Czysta3.vc rok 2021 zamierza zamknąć z 15 inwestycjami, co plasuje fundusz wśród najaktywniejszych podmiotów inwestycyjnych early stage nie tylko w Polsce, ale w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

2021 r. zapowiada się dla Czysta3.vc rekordowo. Tylko w ciągu ostatnich 8 miesięcy podjęliśmy 7 decyzji inwestycyjnych – niewiele funduszy może pochwalić się takimi wynikami i tempem działania. Do końca 2022 r. planujemy zainwestować jeszcze ponad 20 mln złotych, lokując w pierwszej fazie 1 mln złotych na podmiot – mówi Szymon Janiak, współtwórca i Partner Zarządzający Czysta3.VC.

Spółki, które mieszają na międzynarodowej scenie technologicznej

Czysta3.vc inwestuje głównie w spółki znajdujące się we wczesnym stadium rozwoju (tzw. seed capital). Wspólnym mianownikiem wszystkich startupów w portfolio funduszu jest software oraz internet jako główne pole działania. Portfel inwestycyjny Czysta3.vc szybko się powiększa – w ostatnim czasie o startup INKsearch. Jest to system rezerwacji dla studiów tatuażu i platforma bookingowa łącząca artystów, salony tatuażu i klientów. Założyciele spółki jako pierwsi w Europie wprowadzili wirtualną konsultację online w tej branży. Tylko w pierwszej połowie 2021 r. z platformy skorzystało 800 tys. osób, a do końca roku planowane jest pozyskanie do 1,2 mln nowych użytkowników. Wśród pozostałych spółek, w które dotychczas zainwestował fundusz, znajdują się m.in. Applover, Auroria Diamonds, Cux, Da Vinci Studio, Rating Captain, STAFFLY czy Sunmetric. Czysta3.vc planuje zamknąć kolejne cztery inwestycje już we wrześniu.

Realizujemy autorską strategię z nieco większą awersją do ryzyka niż typowy fundusz. Nie uganiamy się ślepo za jednorożcami. Nasz portfel jest spójny sektorowo, a jednocześnie zdywersyfikowany pod względem modeli biznesowych, dzięki czemu część spółek jest rentowna niemal od początku. Na tym etapie celujemy w kilkukrotne wzrosty CoC w krótszym horyzoncie – dodaje Szymon Janiak. 

Fundusz operacyjnie funkcjonuje od początku 2019 roku i już odnotował pierwsze sukcesy inwestycyjne. Z pewnością można zaliczyć do nich exit ze spółki Semoni tworzącej technologię bazującą na algorytmach sztucznej inteligencji do analityki danych nieustrukturyzowanych, w ramach którego cały pakiet udziałów funduszu został sprzedany inwestorowi branżowemu. Kolejne wyjścia planowane są na czwarty kwartał obecnego roku.

– W drugim roku działalności nasz portfel wygenerował niespełna 25 mln przychodów, a część spółek już wygenerowała zysk na poziomie kilkuset tysięcy złotych. Obecny rok zapowiada się jeszcze lepiej, co potwierdzają wyniki za pierwsze półrocze. Intensywna praca z founderami przekłada się na wyniki, co nas niezmiernie cieszy – tłumaczy Szymon Janiak. W dobie dużej konkurencji na rynku VC nie można już po prostu założyć funduszu i twierdzić, że będzie się inwestowało w innowacyjne startupy o największym potencjale wzrostu. Trzeba mieć określoną specjalizację i pomysł, który pomoże przekonać inwestorów i osiągać ponadprzeciętne rezultaty dodaje dodaje. 

Kolejne planowane wejścia kapitałowe będą skupione na spółkach internetowych. Przedmiotem zainteresowania są zatem projekty z obszarów Martech, Fintech, Proptech, HRtech, Cloud czy E-commerce. Ogłoszenie kolejnych inwestycji Czysta3.vc planuje na przestrzeni kolejnych tygodni.

PRCH komentuje: około połowa najemców skorzystała z nowelizacji ustawy covidowej

W wyniku nowelizacji ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, do dnia 6 sierpnia 2021 r. najemcy centrów handlowych  mieli prawo wycofać się ze złożonych ofert przedłużenia umów najmu za trzy ostatnie okresy lockdown.

Dotychczas w przypadku zamknięcia centrów handlowych w wyniku pandemii, najemcy i inne podmioty używające powierzchni handlowej mogli uzyskać zwolnienie z czynszu w zamian za przedłużenie umów o kolejny okres 6 miesięcy. Ustawa nowelizująca umożliwiła utrzymanie zwolnienia z czynszu przy jednoczesnej możliwości anulowana prolongaty umów.

Z informacji zebranych przez Polską Radę Centrów Handlowych od członków stowarzyszenia wynika, że około połowa najemców którzy mogli skorzystać z nowelizacji ustawy covidowej, podjęła decyzję o  wycofaniu się z oświadczeń woli w przedmiocie przedłużenia umowy najmu.

W przypadku ostatniego, czwartego lockdownu liczba oświadczeń rezygnujących z przedłużenia umowy najmu, przy jednoczesnym zwolnieniu z opłat czynszowych  była wyższa niż w przypadku drugiego i trzeciego lockdownu. Biorąc pod uwagę terminy wynikające z ustawy, ustawodawca nie zapewnił czasu ani wynajmującym, ani  najemcom na wypracowanie innych, akceptowalnych dla obu stron rozwiązań dotyczących ostatniego ograniczenia działalności.

Przeważająca większość najemców kontynuuje działalność w centrach handlowych, a liczba wycofań oceniana jest jako niższa niż oczekiwano. W odpowiedzi na sytuację na rynku duża część najemców i wynajmujących dla drugiego i trzeciego lockdownu zdecydowała się na wypracowanie własnych rozwiązań i te ustalenia okazały się korzystniejsze niż rozwiązania ustawowe.  Obie strony umów najmu, zarówno wynajmujący, jak i najemcy opierają współpracę na wieloletnich relacjach biznesowych. Ich wspólnym celem  jest ograniczenie i minimalizowanie negatywnych skutków pandemii, kontynuowanie współpracy oraz skupienie się na odbudowywaniu obrotów generowanych przez najemców.

Niestety relacje biznesowe pomiędzy najemcami i wynajmującymi zostały mocno nadszarpnięte poprzez niepotrzebną interwencję legislacyjną, nieuwzględniającą indywidualnej sytuacji finansowej  i organizacyjnej poszczególnych najemców, dodatkowo, zupełnie pomijającej problemy i potrzeby wynajmujących.

Obecnie priorytetem dla branży centrów handlowych jest podejmowanie działań, które nie dopuszczą do kolejnych lockdownów. Sektor aktywnie włączył się w organizacje  punktów szczepień w obiektach handlowych. Obecnie na terenie Polski funkcjonuje już ponad 40 takich punktów. Galerie handlowe aktywnie promują również akcję szczepień – na nośnikach reklamowych w ponad 100 centrach znajdują się komunikaty zachęcające do zaszczepienia się. Zachowanie zasady DDM (dystans, dezynfekcja, maseczka) oraz intensyfikacja szczepień są jedynymi skutecznymi metodami przeciwdziałającymi pandemii.

Mając to na uwadze, PRCH zaprosiła wszystkich: właścicieli, zarządców i najemców do podjęcia kolejnej wspólnej akcji skierowanej do klientów centrów handlowych pod hasłem „Bezpieczna witryna – bierz przykład z manekina”. Jej celem jest zwrócenie uwagi na konieczność noszenia maseczek w przestrzeni publicznej, w tym także w centrach handlowych. Minister Zdrowia objął akcję swoim patronatem. Branża  handlowa chce podjąć wszystkie możliwe działania, aby zapobiec wyniszczającym gospodarkę i społeczeństwo lockdownom, promując wszelkie możliwe metody prewencji i budując odpowiedzialność społeczną poprzez promowanie odpowiednich postaw wśród klientów obiektów handlowych.

ZBP i FRRF nawiązują współpracę. Wspólnie zadbają o bezpieczeństwo klientów na rynku finansowym

Związek Banków Polskich i Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego zawarły porozumienie o współpracy partnerskiej. Organizacje łączą siły w celu przeciwdziałania przestępczości finansowej na szkodę banków i instytucji pożyczkowych oraz ich klientów. Kluczowym obszarem współpracy będzie także edukacja finansowa oraz inicjowanie projektów na rzecz zrównoważonego rozwoju sektora consumer finance w Polsce.

W ramach nawiązanego partnerstwa Związek Banków Polskich i Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego będą dążyć do wymiany informacji oraz podejmowania wspólnych inicjatyw mających na celu zwiększenie bezpieczeństwa w sektorze bankowym i pożyczkowym oraz ich klientów. Priorytetem dla obu instytucji jest bieżący monitoring i szybkie identyfikowanie zjawisk sprzyjających popełnianiu przestępstw na szkodę konsumentów oraz instytucji finansowych, a w następstwie ich eliminacja i przeciwdziałanie problemowi.

Okres pandemii zmusił klientów do większej niż wcześniej aktywności w internecie, w znacznie większej skali zaczęliśmy korzystać także z usług finansowych w kanałach zdalnych. Niestety przestępcy obserwują te trendy i doskonalą swoje techniki. Banki od wielu lat współpracują ze sobą, nawiązują współpracę z innymi sektorami, wymieniają się informacjami. Dziś mamy podstawy prawne do budowania bezpośrednich relacji i rozwoju współpracy również z instytucjami pożyczkowymi. Poprzez podpisanie tego porozumienia chcemy wspólnie aktywnie chronić naszych klientów – mówi Wiceprezes Związku Banków Polskich – Tadeusz Białek.

W obszarze bezpieczeństwa banki ze sobą nie konkurują, tylko współpracują i jesteśmy głęboko przeświadczeni, że tak też będzie w ramach współpracy z instytucjami pożyczkowymi. Z pewnością skorzystają na tym nasi klienci ale także banki i instytucje pożyczkowe, gdyż będą mogły świadczyć usługi na wyższym, niż dotychczas, poziomie – dodaje Prezes Tadeusz Białek.

Szybki rozwój cyfrowych form usług finansowych, a wraz z nim pojawienie się nowych praktyk przestępczych w świecie online, stawia przed sektorem finansowym nowe wyzwanie, jakim jest cyberbezpieczeństwo. Jesteśmy przekonani, że wspólna wymiana informacji, doświadczeń, kompetencji i know-how pomiędzy sektorami, które reprezentujemy, przyczyni się do wzmocnienia bezpieczeństwa konsumentów, a także podmiotów świadczących usługi finansowe – komentuje Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

Zawarte porozumienie obejmuje również współpracę ZBP i FRRF w obszarze prac analityczno-badawczych nad rynkiem oraz promocję odpowiedzialnego i zrównoważonego rozwoju segmentu consumer finance. Obie organizacje chcą jeszcze mocniej skupić się na promowaniu wysokich standardów etycznych w relacjach z konsumentami, inicjując projekty zapewniające skuteczny poziom ochrony interesów klientów, a także mające na celu wyeliminowanie nieuczciwych praktyk. Celem nawiązanego partnerstwa jest także edukacja ekonomiczna.