InPost – wyniki finansowe za Q2 i H1 2021. Przychody wyniosły 1,65 mld zł i wzrosły o 54%

InPost w pierwszym półroczu 2021 roku osiągnął przychody w wysokości 1,65 mld zł, co oznacza wzrost o 54% rok do roku. Skorygowany wynik EBITDA wzrósł o 73% do poziomu 695 mln zł, a marża EBIDTA wyniosła 42,1% i wzrosła o ~470 punktów bazowych w porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku. Całkowita liczba Paczkomatów® wzrosła o 56% rok do roku do 15.572 urządzeń. Prognoza na cały 2021 rok pozostaje niezmieniona.

W 1 połowie 2021 wolumen paczek w Polsce wzrósł o 53% rdr do 199 milionów, co było efektem zwiększenia liczby skrytek o 74% do prawie 1,9 miliona. Wolumen paczek obsłużonych na rynkach zagranicznych wzrósł o 314% rdr do 2,9 milionów paczek, dzięki zwiększeniu liczby Paczkomatów® w Wielkiej Brytanii o 110% oraz pojemności skrytek o 115%. Nakłady inwestycyjne wzrosły o 53% rdr do 329 mln zł. Wolne przepływy pieniężne wzrosły o 90% rdr do poziomu 400 mln zł przy poprawie wskaźnika konwersji gotówki do 58% wobec 52% w 1 połowie 2020. Na koniec półrocza spółka zanotowała w Polsce 7 milionów aktywnych użytkowników aplikacji „InPost Mobile”. Ponadto zawarto umowy partnerskie z 6 miastami w ramach programu „Green City”, w ramach którego InPost oferuje szereg innowacyjnych inicjatyw na rzecz środowiska, a wiodący na rynku wskaźnik Net Promoter Score (NPS) dla dostaw do Paczkomatów® w Polsce wzrósł do 72.

W dniu 1 lipca InPost sfinalizował nabycie Mondial Relay, wiodącej francuskiej firmy dostarczającej przesyłki w formacie ‘poza domem’. Wartość transakcji wyniosła 513 mln EUR. W efekcie Grupa InPost stała się największą w Europie platformą dostaw dla e-commerce w formacie „poza domem”. Ponadto, na początku lipca wprowadzono w Polsce InPost Fresh – nową platformę dostaw żywności oraz wdrożono pierwsze autonomiczne Paczkomaty® zasilane z odnawialnych źródeł energii. InPost został także wyróżniony jako jeden z najlepszych pracodawców w Polsce w 2021 roku.

Po wyjątkowo mocnym początku 2021 roku InPost odnotował kolejny świetny kwartał. Pomimo bezprecedensowego wzrostu w drugim kwartale ubiegłego roku, zwiększyliśmy przychody o 30% rok do roku, poprawiliśmy rentowność naszej działalności i dokonaliśmy ogromnych postępów, jeśli chodzi o kluczowe inicjatywy wspierające naszą strategię rozwoju w całej Europie. Zakładamy, że niepewność związana z COVID-19 w krótszym okresie nadal się utrzyma – jednak jestem pewny, że przyspieszona cyfryzacja ma charakter strukturalny i będzie napędzać rozwój e-commerce, przy większym nacisku na zrównoważony rozwój, co trwale zmieni preferencje konsumentów – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

W 2 kwartale 2021 przychody wyniosły 858 mln zł i wzrosły o 30% rok do roku. Skorygowany wynik EBITDA wzrósł o 37% do poziomu 362 mln zł, a marża EBITDA wyniosła 42,3% i wzrosła o ~470 punktów bazowych. W Polsce wolumen przesyłek wzrósł o 26% do 102,5 milionów, wzrost wolumenu w Paczkomatach® zwiększył się o 30%. Wolumen przesyłek obsłużonych na rynkach międzynarodowych wzrósł o 200% do 1,5 milionów sztuk, co umożliwił rozwój na rynku Wielkiej Brytanii – gdzie z powodzeniem wprowadzono usługę zwrotów bez etykiety oferowaną przez ponad 60 sprzedawców e-commerce.

W drugim kwartale nadal zwiększaliśmy skalę naszego biznesu, zapewniając konsumentom większą wygodę i podnosząc jakość naszych usług świadczonych sklepom internetowym. Przyspieszyliśmy tempo rozmieszczania Paczkomatów® zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii, a także wdrożyliśmy nowe, innowacyjne rozwiązania. Niedawno postawiliśmy w Polsce Paczkomat® nr 14000 oraz przekroczyliśmy liczbę 2000 Paczkomatów® w Wielkiej Brytanii. Cieszą mnie również postępy, jakie poczyniliśmy w ramach naszego programu „Green City” we współpracy z 6 wiodącymi miastami w Polsce. Jego celem jest ograniczenie zanieczyszczenia powietrza i poprawa jakości życia miejskich społeczności. Program obejmuje rozmieszczanie Paczkomatów® najnowszej generacji, zasilanych z odnawialnych źródeł energii. Jestem również dumny, że InPost został uznany za jednego z najlepszych pracodawców w Polsce. Nasz zespół tworzą utalentowani i zaangażowani pracownicy, których ogromne zaangażowanie pomaga w realizacji naszych celów strategicznych. Bezpośrednio po zakończeniu kwartału sfinalizowaliśmy transakcję nabycia Mondial Relay, a tym samym jesteśmy wiodącą europejską platformą dostaw dla e-commerce. Realizujemy skutecznie założone plany i jestem pewien, że w długim okresie mamy ogromny potencjał nieprzerwanego podnoszenia wartości firmy dodaje Rafał Brzoska.

edrone łączy siły z 7Hype

Włoski rynek eCommerce zanotował w ubiegłym roku oszałamiający wzrost na poziomie 35%. Nowa strategiczna współpraca pomiędzy edrone i 7Hype ma na celu przyspieszyć go jeszcze bardziej, zwiększając przychody sprzedawców za pomocą najnowszej technologii.

Obie strony porozumienia zobowiązały się przeznaczyć ponad 1 000 000 złotych na wejście na włoski rynek. Inwestycja pokryje przede wszystkim operacje biznesowe, rozwój sprzedaży i promocji usług związanych z nowoczesnym marketingiem internetowym.

7Hype jest liderem rynku Marketing Automation we Włoszech i spółką zależną Giglio Group S.p.A., notowaną w segmencie MTA-STAR włoskiej giełdy (oznaczenie GG) zarządzanej przez Borsa Italiana S.p.A. Grupa Giglio to lider w projektowaniu, wdrażaniu i zarządzaniu wszechstronnymi i konkurencyjnymi platformami dla sklepów internetowych. Do grona klientów należą głównie organizację związane z modą, designem, a od niedawna także branża spożywcza czy medyczna. 7Hype będzie odpowiedzialny przede wszystkim za rozruch działalności nowych podmiotów, jeszcze bardziej rozbudowując swoje portfolio. Wartość akcji grupy Giglio w pierwszym tygodniu po ogłoszeniu współpracy wzrosły o 16%.

Strategiczne partnerstwo z edrone — polską platformą SaaS opartą na Sztucznej Inteligencji, oferującą rozwiązania Instant ROI i Customer Experience dla eCommerce — gwarantuje 7Hype wyłączność sprzedaży licencji na włoskim rynku.

Możliwości, jakie oferują oparte na Sztucznej Inteligencji funkcjonalności edrone, od przewidywania potrzeb klientów, do dokonywania zakupu (również za pomocą głosu), pomogą znacząco podnieść konkurencyjność tamtejszych podmiotów.

“Nieustannie chcemy przekraczać granice cyfrowej rewolucji, dlatego wierzę, że umowa z edrone, to kolejny istotny krok we właściwym kierunku.”, mówi Alessandro Giglio – członek zarządu Giglio Group S.p.A.

Giglio zrzesza kilka podmiotów, oferując usługi związane z nowatorską technologią eCommerce (Terashop), logistyki (Giglio e-Distribution) i sprzedażą detaliczną (Salotto di Brera) stawiając na innowację i nieustanne doskonalenie swoich produktów. Grupa prowadzi działalność na rynku międzynarodowym, w szczególności w Europie, Stanach Zjednoczonych Ameryki, Rosji oraz w rejonie Azji i Pacyfiku. Zgodnie z warunkami zawartej umowy, Giglio będzie uczestniczyć w działaniach za pośrednictwem 7Hype, które jest częścią grupy specjalizującą się w planowaniu strategii Marketing Automation. Firma ma rozpocząć proces pozyskiwania nowych klientów we Włoszech, a edrone wniesie swój wkład w działania marketingowe tejże organizacji.

7Hype będzie miał wyłączność na sprzedaż edrone, w pakiecie z własnymi rozwiązaniami Marketing Automation (w myśl autorskiej metody prowadzenia klientów Timing Belt), jak i osobno. Uzyska także wyłączność na prowadzenie szkoleń certyfikowanego specjalisty systemu edrone.

Partnerstwo z edrone łączy się także prowadzeniem wspólnych prac badawczo-rozwojowych. W ten sposób grupa Giglio, za pośrednictwem 7Hype, zyska realny wpływ na przyszłość Marketing Automation, w szczególności uwzględniając aspekt pomiaru skuteczności działań, jak i wdrażania strategii Omnichannel Marketing.

Umowa ma znaczący wpływ na zacieśnienie współpracy włoskich i polskich specjalistów w obszarze sztucznej inteligencji. Dzieląc się wynikami pracy, w myśl zasady wzajemnego i ciągłego wzrostu, zagwarantują jeszcze szybszy rozwój zaplecza technologicznego swoich firm.

Celem tej inwestycji typu Joint Venture jest rynek Martech (Marketing Technologies), który został niedawno wyceniony przez ekspertów na 121,5 miliarda dolarów, a tylko w ostatnim roku urósł o 20%.

“Jestem niezwykle podekscytowany współpracą z tak doświadczoną grupą jak Giglio. Ich ogromne doświadczenie i udokumentowane osiągnięcia we współpracy z detalistami eCommerce robiły na mnie ogromne wrażenie już od pierwszego spotkania. To ogromny potencjał rozwoju. W podobny sposób edrone wkroczył na rynek brazylijski – poprzez relacje partnerskie z doświadczonymi firmami. To gwarancja najlepszego możliwego dopasowania produktu do rynku, którego efektem jest współpraca z ponad 200 klientami w tym kraju. Właśnie znajomość rynku i możliwość wsparcia lokalnego klienta w jego ojczystym języku, na każdym etapie współpracy, jest kluczem udanej ekspansji międzynarodowej. Zarówno 7Hype, jak i edrone, stoją w obliczu ogromnej szansy i cieszę się, że Giglio wybrało właśnie nas na swoich partnerów technologicznych.” komentuje Michał Blak, CEO edrone.

Włochy dołączyły tym samym do rynków znajdujących się na mapie ekspansji zagranicznej edrone. Tylko w tym roku firma podwoiła swoje portfolio klientów na terenie CEE, zgodnie z planami związanymi z wejściem do spółki inwestora, ogłoszonymi niecałe 12 miesięcy temu.

Firmy napędzają elektromobilność, ale „elektryki” utkną w korkach przy ładowarkach

W liczbie stacji ładowania pojazdów dogonimy Niemcy po 2150 roku. Coraz więcej pojazdów elektrycznych przypada na jeden punkt ładowania.

  • W tym roku w Polsce powstaje statystycznie mniej niż jedna stacja ładowania pojazdów elektrycznych dziennie. W tym tempie poziom polskiej infrastruktury dogoniłby niemiecki za 130 lat. Ekspert od stacji ładowania uważa jednak, że proces przyspieszy.
  • Jak zakłada Komisja Europejska w Unii Europejskiej do 2025 roku ma powstawać 411 ładowarek dziennie.
  • Napęd elektromobilności dają firmy – chociaż jedynie 2% małych i 3% średnich przedsiębiorstw ma we flocie samochody w pełni elektryczne, to jednak aż 20% firm rozważa wybór i zakup pojazdów tego rodzaju*.
  • Dwa główne typy ładowarek – DC i AC mają zarówno wady i zalety. Dopasowanie modelu ładowania do dostępnej sieci elektrycznej i danego obiektu wymaga profesjonalnej analizy, pomiarów elektrycznych i doświadczenia w takich realizacjach.

Tempo uruchamiania nowych ładowarek pojazdów elektrycznych wyraźnie zwolniło w Polsce w tym roku. Przybywa ich przeciętnie 0,91 dziennie (w okresie styczeń – lipiec). W połowie wakacji było ich w sumie 1557 (ale 3037 punktów ładowania, bo wiele stacji ma dwa lub więcej punktów). W 2020 roku powstawała statystycznie jedna stacja ładowania pojazdów elektrycznych dziennie (dokładnie 0,97), a na koniec roku 2020 było ich 1364 (dane Licznik Elektromobilności, PZPM i PSPA).

W porównaniu z liczbą rejestrowanych pojazdów na prąd widać wyraźną dysproporcję. W ubiegłym roku rejestrowano ich średnio 27 dziennie, w tym roku to aż 45 dziennie. Reasumując – pojazdów elektrycznych w Polsce przybywa znacznie szybciej niż infrastruktury do ładowania. Teraz na jeden punkt przypada około 9 pojazdów. Gdyby tempo powstawania ładowarek w Polsce nie wzrosło, w ich liczbie zrównalibyśmy się z Niemcami za około 130 lat. Oczywiście takie porównania są tylko teoretyczne i oparte na założeniu, że nasi zachodni sąsiedzi nic nie dołożyliby do istniejących tam już 44 tys. instalacji. W rzeczywistości montują nowe szybciej niż w Polsce.

Obecnie w Polsce znajduje się 0,8% wszystkich ogólnodostępnych stacji ładowania w Unii Europejskiej. Są kraje, gdzie jest ich mniej, jednak z pewnością u nas jest ich zbyt mało. W mojej ocenie tegoroczny spadek tempa budowy infrastruktury jest incydentalny i nie będzie trwały. Tendencja powstawania nowych stacji w dłuższej perspektywie ma charakter liniowo wzrostowy i z pewnością będzie się poprawiać. W lipcu uruchomiono już zresztą 36 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania, czyli więcej niż jedną dziennie. Jako przedstawiciel firmy, która zajmuje się projektowaniem i montażem ogólnodostępnych stacji ładowania widzę zwiększające się zainteresowanie i rosnącą liczbę próśb o wyceny. Wkrótce te zapytania ofertowe będą widoczne w statystykach uruchamianych stacji – ocenia Karol Kubiak Młodszy Specjalista ds. Administracyjno-Technicznych ze SPIE Building Solutions – firmy montującej stacje ładowania w obiektach biurowych i handlowych.

Komisja Europejska (KE), widząc rosnącą liczbę rejestracji „elektryków”, dopinguje do szybkiego tempa rozwoju infrastruktury. Dlatego wyznaczyła cel miliona punktów ładowania do 2025 roku. Ten plan może być jednak trudny do wykonania. Jego realizacja wymagałaby instalacji około 150 000 nowych ładowarek rocznie, czyli średnio prawie 411 dziennie. Wkład Polski – niecała jedna sztuka – to zbyt mało, potrzebne jest przyspieszenie.

Biznes napędza rynek „elektryków” i ładowarek

Tempo przyrostu liczby ładowarek w Polsce może jednak ulec poprawie dzięki przedsiębiorcom. Coraz częściej spoglądają w kierunku pojazdów elektrycznych. Powiększająca się oferta takich samochodów, plany związane z dofinansowaniem ich zakupu oraz niski koszt użytkowania to ważne czynniki dla biznesu. Nie bez znaczenia są wartości ekologiczne i wizerunkowe – firma, która używa elektryków dba o klimat i przyrodę, a w każdym razie tak jest odbierana przez swoich klientów. Chociaż obecnie jedynie 2% małych i 3% średnich przedsiębiorstw ma we flocie samochody w pełni elektryczne, to już 20% firm rozważa wybór pojazdów tego rodzaju (dane raport PKO Leasing). Aż 26% badanych posiadających takie auta wskazuje na chęć zakupu „elektryka” w ciągu 12 miesięcy. Można więc założyć, że Ci, którzy już go mają nie żałują zakupu i są skłonni rozwijać flotę takich pojazdów.

–  Jeżeli samochody służbowe poruszają się w obrębie miasta i rzadko wyjeżdżają na dłuższe trasy, zmiana floty na auta zasilane prądem jest uzasadniona. Przynosi wymierne korzyści ekonomiczne, jak i ekologiczne. Pojazdy elektryczne są tańsze w użytkowaniu od aut spalinowych. Szczególnie jeżeli ładujemy je prądem przemiennym AC wg podstawowej taryfy. Montując stacje ładowania w firmach robimy takie szacunkowe wyliczenia i one wskazują na korzyści kosztowe. Jeżeli firma zdecyduje się częściowo, w określonych godzinach udostępnić ładowarkę dla innych użytkowników korzyści mogą być jeszcze większe. Pojazdy elektryczne są także bezemisyjne w czasie eksploatacji pod względem wytwarzania dwutlenku węgla, przy czym warto zwrócić uwagę na sposób wytwarzania energii koniecznej do napędzania pojazdu, która może pochodzić zarówno ze spalania węgla, jak i z odnawialnych źródeł energii – mówi Karol Kubiak ze SPIE Building Solutions.

Wprawdzie firmy najczęściej korzystają z własnych stacji ładowania, ale duży wzrost liczby „elektryków” przez nich użytkowanych będzie wpływał na rozwój ogólnodostępnej sieci, chociażby poprzez tańszy jednostkowy koszt technologii masowo stosowanej w Polsce. Firmy od kilku lat napędzają rozwój elektromobilności w Polsce – w 2020 roku odpowiadali za rejestrację aż 85% nowych samochodów elektrycznych.

Jak ładować – szybko i drożej, czy wolno i taniej

Technologia rzeczywiście jest coraz bardziej dostępna i przystępna kosztowo. Ładowarek szybko przybywa w otoczeniu hoteli i restauracji. Żaden duży obiekt biurowy nie powstaje już bez takiej infrastruktury.

 Są dwa podstawowe modele stacji ładowania – AC i DC. Różne rodzaje budynków mają różne potrzeby, sieci energetyczne, różne parametry i możliwości, a dopasowanie optymalnego modelu jest bardzo ważnym etapem prac. Przy planowaniu i rozwoju instalacji do ładowania pojazdów ważne jest kompleksowe spojrzenie i ocena potrzeb np. wymagana liczba stanowisk do ładowania. W każdym przypadku konieczne są konsultacje techniczne dotyczące doboru odpowiedniej mocy przyłączeniowej, wykonanie audytu mającego na celu analizę energetyczną, analizę możliwych rozwiązań, doradztwo, planowanie. Przygotowanie projektów wykonawczych i dokumentacji powykonawczej to kolejny krok. Dopiero wtedy są zamawiane i dostarczane urządzenia. Wykonanie instalacji, montaż urządzeń czasem z uwzględnieniem robót budowlanych trwa już dość krótko – zazwyczaj do kilku dni. Po instalacji konieczne są pomiary elektryczne, konfiguracja urządzeń, oznaczenia stanowisk. Proces kończy się uzyskaniem pozytywnych odbiorów Urzędu Dozoru Technicznego. Firmy montujące taką infrastrukturę muszą też pamiętać o zapewnieniu serwisu w trakcie użytkowania – komentuje Karol Kubiak.

W tym roku spośród uruchomionych instalacji 32% to szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 68% wolniejsze ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

Stacje ładowania AC znajdują zastosowanie w domowych instalacjach, biurowcach:

– mają mniejsze rozmiary (nie posiadają prostownika na wyposażeniu stacji),

– są tańsze w zakupie,

– mniejsza moc ładowania (do 43kW),

– dłuższy czas ładowania,

– działają na podstawowej taryfie za prąd.

Stacje ładowania DC – znajdują zastosowanie w miejskich publicznych punktach (galerie, parkingi), przy stacjach benzynowych na autostradach:

– mają większe rozmiary (posiadają prostownik),

– są droższe w zakupie,

– moc ładowania nawet do 350kW,

– szybsze ładowanie,

– droższa taryfa.

* dane raport PKO Leasing

Rola technologii w ochronie zdrowia

W każdym systemie ochrony zdrowia to pacjent powinien być najważniejszy. Jednak o skutecznym efekcie leczenia, coraz częściej decyduje dostęp lekarzy do nowoczesnych technologii medycznych. Odpowiednio użyte, pozwalają lepiej dbać o zdrowie, wydłużyć życie pacjentów, a także sprawiają, że staje się ono bardziej komfortowe. Nowe technologie w medycynie są szczególnie istotne w kontekście stale rosnących potrzeb starzejącej się populacji, deficytu personelu medycznego oraz coraz wyższych kosztów leczenia i leków.

Nikt już nie ma wątpliwości, że przyszłość medycyny zdominują nowe technologie – potwierdza prof. Marek Gzik, kierownik Katedry Biomechatroniki Politechniki Śląskiej[1]. Rozwój medycyny dawno już przekroczył najśmielsze oczekiwania twórców science-fiction. W ciągu ostatnich lat byliśmy świadkami przełomowych odkryć, takich jak druk 3D pozwalający tworzyć sztuczne organy i narzędzia chirurgiczne, drony transportujące krew do pilnych transfuzji, czy gogle VR, które wspierają medyków w procesie uczenia się czy podczas operacji.

Nowe technologie i sztuczna inteligencja to nie tylko niedostępne wcześniej możliwości leczenia i diagnostyki. To też znaczący wzrost efektywności działania placówek ochrony zdrowia. Badacze Accenture Marc Purdy i Paul Daughterty obliczyli, że dzięki sztucznej inteligencji efektywność wzrasta aż o 40%. Dzieje się to w różnych obszarach – utrzymania budynków, sprzętu i aparatury, kosztów materiałów medycznych czy w zakresie zasobów ludzkich.

Sztuczna inteligencja

Pierwsza myśl – technologie, które mają zastąpić ludzi. W rzeczywistości jednak, sztuczna inteligencja, to systemy mające naśladować inteligencję ludzką, w celu usprawniania funkcjonowania i wsparcia medyków w codziennej pracy. Jest to szczególnie ważne w obliczu braków kadrowych, z jakimi mamy do czynienia. Z danych OECD wynika, że w Polsce brakuje ok. 30–50 tys. lekarzy, a na tysiąc mieszkańców przypada zaledwie 2,4 lekarzy, co jest najgorszym wynikiem w całej Unii Europejskiej. Do 2030 roku w Europie zabraknie nawet 4,1 mln specjalistów z zakresu medycyny. Dodatkowe ograniczenia wynikające z pandemii i przesunięcia dużej części personelu na front walki z koronawirusem spowodowały, że aspekty związane ze sztuczną inteligencją nabrały na znaczeniu.

Ciekawym wykorzystaniem sztucznej inteligencji są rozwiązania przystosowane do pracy poza centrum przetwarzania danych (EDGE) dostarczane przez Dell Technologies, które umożliwiają optymalizację pracy zespołu medycznego poprzez koordynację sal operacyjnych, gospodarowanie dostępnym sprzętem i pomieszczeniami, optymalizację kalendarza dyżurów, czy wsparcie w prowadzeniu dokumentacji pacjentów. Wszystkie te procesy przetwarzane są lokalnie bez wchodzenia w kwestie związane z przesyłaniem informacji o pacjentach do chmury lub innej organizacji. W efekcie tych działań, personel może skupić się na leczeniu i wykorzystaniu istniejących zasobów. Dzięki temu zmniejsza się odsetek komplikacji, a liczba przeprowadzanych zabiegów rośnie o 5%.

Technologie Dell pomagają znacznie przyspieszyć procedury medyczne – od procesu przyjmowania pacjenta do szpitala, lokalizację zasobów i wyznaczanie trasy, przez wideomonitoring, który wykrywa wolne zasoby (np. łóżka i urządzenia), automatyzację powiadomień, aż po zdalny monitoring i opiekę nad pacjentem.

Medycyna precyzyjna

Kilka tygodni temu byliśmy świadkami doskonałego wykorzystania nowych technologii i wpływu 5G na medycynę, kiedy w klinice w Zabrzu, tej samej, w której operował prof. Zbigniew Religa, lekarze za pomocą gogli Mieszanej Rzeczywistości, mogli w czasie rzeczywistym oglądać wizualizację nowotworu kostniaka zatoki klinowej. Z relacji świadków wynika, że na sali operacyjnej było więcej informatyków, niż pracowników medycznych. Atypowość, niedostępność i złośliwość nowotworu sprawiły, że sprawne jego usunięcie możliwe było tylko dzięki nowym technologiom, dającym precyzję, nieosiągalną dla człowieka. Nie było tu miejsca na błędy i niepowodzenia, które wiązały się z ogromnym ryzykiem przecięcia tętnicy szyjnej, uszkodzeniem nerwu wzrokowego i wyciekiem płynu rdzeniowo-mózgowego.

(Tele)medycyna

Zdalne świadczenie usług medycznych stało się już naszą codziennością, choć jeszcze przed pandemią, w tak zaawansowanej formie wydawało się niemożliwe. Dzięki telemedycynie zminimalizowana została konieczność bezpośredniego korzystania z placówek medycznych, na rzecz chatbotów wykorzystujących sztuczną inteligencję, konsultacji telefonicznych i internetowych, e-recept, elektronicznej dokumentacji medycznej czy aplikacji mobilnych monitorujących stan zdrowia. Telemedycyna umożliwiła dostęp do lekarzy w zaciszu domowym, skracając czas oczekiwania na specjalistę i usprawniając diagnostykę. Zdalna opieka medyczna rozwija się w nie tylko w zakresie kontaktu z lekarzem, ale również monitorowania stanu zdrowia pacjenta, bez konieczności przebywania w placówce medycznej, m.in. poprzez opaski monitorujące stan zdrowia, wysyłające automatycznie informację do lekarza.

Warto przy tym pamiętać o bezpieczeństwie szczególnie wrażliwych danych, jakimi są informacje medyczne. Przykładowo, rozwiązania z rodziny Dell Edge Computing pozwalają stosować zaawansowane algorytmy sztucznej inteligencji w miejscach, w których do tej pory nie było to możliwe. Odpowiednia moc obliczeniowa, integrowanie wielu czujników, kamer i urządzeń zbierających informacje otwierają przed nami zupełnie nowe możliwości. Przetwarzanie danych w miejscu ich powstawania daje możliwość lepszej automatyzacji i optymalizacji procesów, a z drugiej strony rozwiązuje kwestię prywatności i bezpieczeństwa.

Cyfrowy bliźniak

Cyfrowy bliźniak to wirtualna reprezentacja będąca odpowiednikiem realnego obiektu lub procesu, która naśladuje jego zachowania w świecie rzeczywistym. W medycynie obecność cyfrowych bliźniaków pozwala m.in. na symulacje oraz zbieranie danych molekularnych. Badania te nie byłyby możliwe do przeprowadzenia w rzeczywistości, ze względu na dobro pacjenta i etykę leczenia. Tymczasem, jesteśmy świadkami pierwszych, spektakularnych efektów, jakie przynosi symulacja leczenia wirtualnych modeli pacjentów, m.in. w chorobie Castlemana, ułatwiając zidentyfikowanie rzadkiego, zagrażającego życia schorzenia. Dzięki cyfrowemu bliźniakowi informacje fizyczne i wirtualne mogą być przeglądane przez lekarzy razem, dynamicznie i w czasie rzeczywistym.

Nowoczesna infrastruktura Dell Technologies wspiera Fundację i2b2 tranSMART w tworzeniu anonimowych cyfrowych bliźniaków, które pomagają leczyć skutki przewlekłego zespołu COVID-19. By naukowcy mogli przeprowadzać miliony zindywidualizowanych symulacji, potrzebne są odpowiednie zasoby obliczeniowe, zdolności w zakresie sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego oraz zaawansowana pamięć masowa. W tym celu Dell Technologies stworzyła tzw. enklawę danych, bezpieczną sieć do przechowywania danych składającą się z systemów pamięci masowej Dell EMC PowerEdge, PowerStore i PowerScale, a także usług integracji od VMware WorkSpace One i Boomi.

Jeszcze sto lat temu każdy zabieg medyczny mógł skończyć się śmiertelną infekcją. Odkrycie pierwszego antybiotyku – penicyliny było równie przełomowe, co kontrowersyjne i wzbudzało lęk społeczny oraz protesty przestraszonych pacjentów i ich rodzin. Dziś z podobną niepewnością podchodzimy do nowych technologii w medycynie. Lekarze jednak są zgodni – nie ma przyszłości medycyny bez nowych technologii. Ważne, by towarzyszył im dostęp do dobrej jakości danych, które będą przechowywane w środowisku, zapewniającym bezpieczeństwo pacjentów.

[1] https://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/Prof-Gzik-bez-dostepu-do-nowych-technologii-bedziemy-przegrywac-batalie-o-zycie-pacjentow,213364,14.html

Oferteo złożyło prospekt do KNF

Właściciel platformy Oferteo złożył do KNF wniosek o zatwierdzenie prospektu w związku z zamiarem przeprowadzenia oferty publicznej akcji i debiutu na rynku regulowanym GPW. Harmonogram oraz parametry potencjalnej transakcji zostaną przedstawione do publicznej wiadomości w momencie publikacji prospektu.

Działalność Oferteo skupia się na łączeniu, za pośrednictwem internetowej platformy www.oferteo.pl, osób i firm zainteresowanych zakupem różnorodnych usług i produktów z ich wykonawcami i dostawcami. Spółka oferuje zleceniodawcom szybki, bezpłatny i bezpośredni dostęp do specjalistów gotowych do zrealizowania ich konkretnych zleceń.

Szybki wzrost skali działania

Od momentu uruchomienia platformy Oferteo.pl systematycznie zwiększamy skalę działania. Nasz wzrost, szczególnie szybki w ostatnich latach, napędzany jest przez dynamicznie rosnące zainteresowanie użytkowników poszukiwaniem usług w Internecie oraz stale poprawiane KPI spółki. Należą do nich m.in. wiodąca na naszym rynku liczba sesji użytkowników – ponad 50 mln w ubiegłym roku obrotowym, jak i współczynniki konwersji. Fakt, że obsługujemy tak wiele branż oraz skuteczny e-marketing pozwalają z roku na rok powiększać grono osób i firm korzystających z platformy w celu znalezienia odpowiedniego specjalisty. Efektywne kanały dotarcia i odpowiednio wysoki poziom obsługi klienta powodują z kolei, że wykonawcy coraz chętniej korzystają z Oferteo, aby pozyskiwać klientów i zamówienia. Uważamy, że rynek główny GPW będzie idealnym miejscem do kontynuacji naszego wzrostu – komentuje Przemysław Dziemieszkiewicz, członek zarządu, dyrektor ds. rozwoju biznesu w Oferteo.

Platforma Oferteo.pl oparta jest na rozwijanych nieprzerwanie od 2008 roku innowacyjnych, skalowalnych rozwiązaniach, które stale udoskonalamy, w coraz większym stopniu odpowiadając na potrzeby naszych użytkowników. Wiedza o ich preferencjach i bieżących potrzebach czyni platformę produktem coraz lepiej dopasowanym do szybko zmieniającego się rynku. Korzystamy przy tym z najnowocześniejszych technologii i infrastruktury IT – podkreśla Jarosław Pieczonka, członek zarządu, dyrektor działu rozwoju oprogramowania w Oferteo.

Rynek usług oferowanych online na żądanie, gdzie to zleceniodawca aktywnie zgłasza
w serwisie internetowym swoje zapotrzebowanie na usługę lub produkt,
ma przed sobą bardzo obiecującą perspektywę wzrostu. Działanie w tym modelu biznesowym wpisuje się w aktualne trendy handlu internetowego oraz oczekiwania użytkowników, którzy chcą otrzymać dopasowaną, profesjonalną usługę lub produkt możliwie szybko, w konkurencyjnej cenie.

W ramach platformy Oferteo.pl obsługiwanych jest aktualnie ponad 1000 kategorii usług
i produktów, z wiodącą pozycją usług budowlano-remontowych, jak m.in. budowa domów, różnego typu instalacje, w tym fotowoltaiczne, remonty i prace wykończeniowe. Planujemy dalszą ekspansję w innych segmentach o wysokim potencjale wzrostu, takich jak finanse, prawo, transport czy usługi dla domu (m.in. naprawy, sprzątanie). Działaniom tym towarzyszyć będzie intensywna budowa wizerunku Oferteo.pl jako sprawnie działającej platformy internetowej, dzięki której można wygodnie i bezpiecznie zakupić potrzebne usługi lub produkty
– wskazuje Karol Grygiel, członek zarządu, dyrektor działu marketingu w Oferteo.

W roku obrotowym 2020/21 (kwiecień 2020 r. – marzec 2021 r.) spółka wypracowała 27,5 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost r/r o 84 proc. W analizowanym okresie EBITDA wyniosła 8,6 mln zł, generując wzrost r/r o 271 proc. Zysk netto ukształtował się na poziomie 6,8 mln zł, czyli o 267 proc. więcej w ujęciu r/r.

Lider rynku

Udział Oferteo w rynku usług oferowanych online na żądanie (online on-demand services)
w Polsce, mierzony liczbą sesji użytkowników, wynosi ok. 68 proc.[1], co czyni firmę liderem krajowego rynku. Oferteo konsekwentnie unowocześnia możliwości swojej platformy m.in. w oparciu o własne zaplecze technologiczne oraz w szybkim tempie zwiększa liczbę użytkowników, korzystając m.in. z dynamicznego rozwoju branży e-commerce.

W roku obrotowym zakończonym 31 marca 2021 r. Oferteo osiągnęło ponad 1,3 mln zleceń zamieszczonych na platformie, uzyskując 28 proc. wzrost r/r. Liczba zleceniodawców także rosła w tym okresie w tempie dwucyfrowym, a liczba nawiązanych za pośrednictwem platformy Oferteo.pl kontaktów przekroczyła w tym samym roku 2,3 mln (wzrost o 42,2 proc. r/r). Nawiązany kontakt to uzyskanie za pośrednictwem platformy przez wykonawcę danych kontaktowych zleceniodawcy, a przez zleceniodawcę danych kontaktowych wykonawcy.

Pracujemy nad tym, aby w kolejnych latach utrzymać korzystną tendencję wynikową. Projekcje dotyczące szybkiego, oczekiwanego wzrostu rynku on line on-demand services pozwalają firmie z dużym optymizmem patrzeć w przyszłość – podkreśla Dziemieszkiewicz.

Zgodnie z szacunkami Infiniti Research (Technavio), wartość polskiego rynku on-line on demand services wyniesie na koniec 2021 r. 12,4 mld USD, co oznacza wzrost r/r o 25,2 proc. Wg prognoz, na koniec 2025 r. rynek ten osiągnie wartość 76,0 mld USD, osiągając CAGR (tj. skumulowany roczny wskaźnik wzrostu) dla lat 2020-2025 wynoszący 50,2 proc. Infiniti Research prognozuje, że najszybciej rosnąć będzie segment usług dla domu z 52,7-proc. CAGR, przed usługami finansowymi i prawnymi z 49,0-proc. CAGR, usługami budowlanymi z 47,5-proc. CAGR oraz usługami transportowymi z 47,2-proc. CAGR. W każdym przypadku wskazany CAGR dotyczy okresu 2020-2025.

Na datę złożenia wniosku o zatwierdzenie prospektu założyciele spółki, tj. Jarosław Pieczonka, Karol Grygiel oraz Przemysław Dziemieszkiewicz posiadają łącznie 5.883.231 akcji uprawniających do wykonywania 78,44 proc. ogólnej liczby głosów podczas walnego zgromadzenia. Akcje w liczbie 1.176.646, stanowiące 15,69 proc. ogólnej liczby głosów, należą do funduszu inwestycyjnego Point Nine Capital Fund, inwestującego w szybkorosnące, znaczące na światowym rynku platformy internetowe.

[1] Źródło: Similar Web.com, Google Analytics. Dane uwzględniają bezpośrednich konkurentów spółki

Jaka odprawa przy zwolnieniu z pracy? Ustawa covidowa zmieniła zasady

Przedłużająca się sytuacja pandemiczna wymaga od ustawodawców nowych rozwiązań prawnych, które pomogą nam funkcjonować w rzeczywistości koronawirusa. Prawo pracy na całym świecie zmienia się dynamicznie i charakteryzuje się coraz większym poziomem złożoności. Redukcja zatrudnienia w czasie pandemii może wiązać się z dodatkowymi formalnościami – szczególnie jeżeli pracodawca skorzystał z dofinansowania na ochronę miejsc pracy w ramach tzw. tarcz antykryzysowych. W większości przypadków wyłączona została możliwość wypowiadania umów o pracę z przyczyn niedotyczących pracowników – co najmniej w okresie otrzymywania takiego wsparcia. Problemem, który obecnie budzi dużo emocji wśród prawników i praktyków prawa pracy, jest kwestia ograniczeń wysokości świadczeń na podstawie ustawy covidowejChodzi o ustawę z 2 marca 2020 roku o szczególnych rozwiązaniach zapobiegania i zwalczania COVID-19 i innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Kontrowersje interpretacyjne i dość mocne spory budzi art. 15 – w którym chodzi o to, że w stanie zagrożenia epidemiologicznego stosuje się limit jeżeli chodzi o wysokość odpraw, odszkodowań lub innych świadczeń pieniężnych wypłacanych przez pracodawców w związku z rozwiązaniem umowy o pracę. Przepis ten mówi, że pracodawca – u którego występuje spadek obrotów w związku z COVID – może zastosować limit wypłacanych odpraw lub odszkodowań związanych ze zwolnieniami z powodu COVID. Jest to spore zaskoczenie dla pracowników – ponieważ w przypadku ich zwolnienia w okresie pandemii mają napisane w wypowiedzeniach, że ich odprawy limituje się do dziesięciokrotności minimalnego wynagrodzenia. Co więcej, przepis ten odnosi się również do umów cywilnoprawnych. Obecnie trwa debata, jak dokładnie interpretować przepisy zawarte w ustawie – a na oficjalną interpretację musimy poczekać.

– Pierwsza kontrowersja związana z ustawą covidową jest taka, czy limit ma być zastosowanych do wszystkich świadczeń łącznie – czy w momencie, gdy pracownikowi przysługują dwie odprawy, to limit odnosi się do nich razem czy też oddzielnie. Niektórzy przyjmowali, że z uwagi na treść przepisu należy zliczyć te przysługujące pracownikowi odprawy i dopiero wtedy zastosować limit. Ministerstwo Pracy i część komentatorów wskazała, że ta wprowadzona maksymalna wysokość odprawy stosuje się odrębnie do poszczególnych świadczeń. Interpretacja te jest zdecydowanie na korzyść pracowników. Oczywiście tutaj należy zastrzec, że jakąkolwiek interpretację ostateczną ustali sądownictwo w przyszłości – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Drugi, bardziej istotny problem to jest kwestia, czy ten limit stosuje się również do odszkodowania przyznawanego przez sądy pracy z tytułu niezgodnego z prawem lub nieuzgodnionego zwolnienia? Zdarzały się przypadki, że po wprowadzeniu stanu epidemiologicznego pracodawca zwalniał z powodu COVID i na przykład zrobił to za pomocą maila, bez podpisu elektronicznego. Sytuacja ta spowodowała, że musiał zapłacić odprawę – ale jednocześnie pracownik występował do sądu, wskazując na ten brak formalnego wypowiedzenia. Tu się pojawia pytanie, co wtedy? Czy to roszczenie za bezprawne rozwiązanie umowy podlega limitowi, czy też nie? Część komentatorów przyznała, że skoro w przepisie mowa o odszkodowaniu – to w takim przypadku limit powinien być wprowadzony. Jednak interpretacja Ministerstwa mówi, że skoro jest to sankcja ustalana na podstawie kodeksu pracy, w dodatku za pomocą wyroku sądowego – to nie można tego działania premiować i z tych względów limit nie będzie miał zastosowania w przypadku odszkodowań w związku z bezprawnym rozwiązaniem umowy. Ministerstwo przyznało, że jest pewna różnica między odprawą, którą wypłaca się w związku z ustawą o zwolnieniach grupowych, a sankcją wynikającą z kodeksu pracy i wyroku sądowego. Niestety, to jak powinniśmy interpretować  przepisy zapisane w ustawie będzie wiadome za kilka lat, po ustaleniach Sądu Najwyższego – analizuje Bocianowski.

Polski Ład. Wykorzystanie samochodu służbowego do celów prywatnych a PIT

Zasady określające wysokość tzw. ryczałtu samochodowego (czyli przychodu uzyskiwanego w związku z otrzymaniem od pracodawcy nieodpłatnego świadczenia w postaci możliwości korzystania z samochodu służbowego do celów prywatnych) czekają zmiany.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, wartość ryczałtu zależy od pojemności silnika udostępnianego auta.

– W Polskim Ładzie zaproponowano odejście od tego kryterium. Zmiana prawdopodobnie jest motywowana trendem downsizingu – coraz mniej popularnych aut ma silniki o pojemności przekraczającej 1,6 litra, a ich moc stale rośnie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Dyl z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Zaktualizowana norma prawna będzie odnosiła się więc nie do pojemności skokowej, lecz do mocy silnika liczonej w kilowatach.

I tak, dla samochodów o mocy nieprzekraczającej 60 kW (czyli ok. 80 KM), wartość ryczałtu samochodowego wyniesie 250 zł. Jeśli pracownik korzysta zaś prywatnie z mocniejszego auta służbowego, to jego miesięczny ryczałt wzrośnie do 400 zł.

A co z samochodami z napędem elektrycznym lub – choć to na razie raczej pieśń przyszłości – wodorowym? Jaka stawka ryczałtu znajdzie do nich zastosowanie?

– Dotychczasowe przepisy budziły w tym zakresie wątpliwości – w końcu trudno mówić o pojemności silnika w kontekście elektrycznego auta, które zasadniczo takiej pojemności nie posiada wcale – wyjaśnia A.Dyl. – W Polskim Ładzie ustawodawca zaproponował więc, aby samochody napędzane elektrycznie i wodorowo rozliczano na zasadach właściwych dla pojazdów spalinowych z silnikami o mocy nieprzekraczającej 60 kW.

Czy dalej wątpliwym jest, czy wartość powyższego ryczałtu obejmuje także wydatki eksploatacyjne (koszty napraw, przeglądów, paliwa)? Do września 2020 r. w interpretacjach podatkowych dominowało podejście, że wartość paliwa finansowanego przez pracodawcę, które pracownik wykorzystuje do celów prywatnych, powinna podlegać dodatkowemu opodatkowaniu.

W tamtym czasie Minister Finansów wydał jednak interpretację ogólną, zgodnie z którą wartość ryczałtu samochodowego obejmuje zarówno samo udostępnienie pojazdu do użytku prywatnego, jak i pokrycie wszelkich wydatków eksploatacyjnych (w tym paliwa).

– Należy jednak pamiętać, że to rozwiązanie dotyczy wyłącznie osób zatrudnionych na podstawie umów o pracę – dodaje A.Dyl z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Szkoda, choć to nie dziwne, ale Polski Ład niczego w tym zakresie nie zmienia.

Wspomnianego ryczałtu nie można więc stosować wobec chociażby zleceniobiorców, członków zarządu wynagradzanych na podstawie uchwał odpowiednich organów czy kontrahentów współpracujących w ramach tzw. b2b.

Polski Ład. Funkcjonariusz KAS będzie mógł zająć laptopa i samochód

W ramach Polskiego Ładu Rząd planuje wprowadzenie długo dyskutowanych przepisów w zakresie możliwości zatrzymania ruchomości podatnika na określony czas. Pierwsze takie plany pojawiły się już w 2020 r. Wtedy projekt zakładał, że fiskus będzie mógł zatrzymać ruchomości, jednak nie dłużej niż na 36 godzin, w sytuacji, gdy wartość egzekwowanej przez fiskusa kwoty przekraczała 5 tys. zł. Przepisy, których wdrożenie planowane jest w ramach Polskiego Ładu, są dużo bardziej restrykcyjne i niekorzystne dla podatników.

Przepisy w ramach Polskiego Ładu

Polski Ład znowelizuje dwie ustawy – o Krajowej Administracji Skarbowej oraz o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.

W ustawie o KAS ma zostać wprowadzony cały Rozdział 1c poświęcony tymczasowemu zajęciu nieruchomości. Zgodnie z planami funkcjonariusz w toku wykonywania kontroli celno-skarbowej będzie miał prawo do dokonania tymczasowego zajęcia ruchomości zobowiązanego, jeżeli w stosunku do niego prowadzona jest egzekucja na podstawie tytułów wykonawczych o wartości przekraczającej 10 tys. zł (art. 94z ust. 1 ustawy o KAS). Tymczasowe zajęcie będzie polegało na zajęciu mienia będącego we władaniu zobowiązanego lub innej osoby, poprzez pozbawienie zobowiązanego prawa do rozporządzania tymczasowo zajętą nieruchomością. Co do zasady zajęciu nie powinny podlegać ruchomości o wartości znacznie przewyższającej kwotę potrzebną do zaspokojenia należności pieniężnej, niemniej w tym zakresie nie zostało sprecyzowane, co dokładnie oznacza sformułowanie „znacznie przewyższającej”. W praktyce to organ podatkowy będzie o tym decydował, co – biorąc pod uwagę krótki czas na podjęcie decyzji – może powodować zajmowanie przez organy podatkowe ruchomości, niezależnie od kwoty nieuregulowanej należności.

Okres trwania tymczasowego zajęcia został określony na 96 godzin od chwili podpisania stosownego protokołu tymczasowego zajęcia (art. 94za ust. 2 ustawy o KAS). Jest to bardzo długi okres dla przedsiębiorców, biorąc pod uwagę, że zajęciu podlegać mogą wszelkie ruchomości, tj. towary, zapasy, sprzęt biurowy, laptopy. W praktyce zajęcie ruchomości może doprowadzić do zablokowania możliwości prowadzenia działalności gospodarczej, co może przełożyć się na 4 dni pozbawienia możliwości zarobkowania.

Z kolei zgodnie z nowelizacją ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w czasie trwania zajęcia ruchomości, tj. w ciągu tych 96 godzin, organ egzekucyjny będzie musiał zweryfikować wysokość zadłużenia. Jeżeli zajęcie zostanie potwierdzone, to zobowiązany będzie wydać postanowienie o zatwierdzeniu tymczasowego zatrzymania i od tego momentu zajęcie stanie się zajęciem ruchomości w egzekucji. Przepisy w tym zakresie znajdą się w nowym Rozdziale 5a.

Kiedy nie będzie można dokonać zajęcia ruchomości

Ustawodawca przewidział okoliczności, w których dokonanie zajęcia nie będzie możliwe. Pierwsza sytuacja zakłada, że zobowiązany okaże funkcjonariuszowi dowody stwierdzające wykonanie, umorzenie lub wygaśnięcie zobowiązania albo nieistnienie obowiązku, odroczenie terminu lub rozłożenie zobowiązania na raty. Co ciekawe, dowody powinien dostarczyć zobowiązany, co oznacza, że organ będzie mógł zająć ruchomość niezależnie od posiadanych informacji i dowodów, a jeżeli zobowiązany będzie chciał dalej normalnie funkcjonować, to powinien sam przedstawić dowody, że zajęcie jest niezasadne.

Kolejne ograniczenie w zakresie możliwości zajęcia ruchomości dotyczy ruchomości wyłączonych lub zwolnionych z możliwości zajęcia. Ostatnia kategoria obejmuje zwierzęta i ruchomości podlegające zepsuciu.

Nowe, szersze uprawnienia

Warto wskazać, że już dziś obowiązują przepisy umożliwiające zajmowanie ruchomości przez organy egzekucyjne, które jednak mocno regulują i formalizują taką możliwość. Ograniczenia w postaci konieczności wpisu do ewidencji zajęcia czy do odpowiednich rejestrów w praktyce sprawiają, że organy egzekucyjne niezbyt chętnie korzystają z takiego zajęcia. Nowe, szersze uprawnienia będą korzystne dla organów, jeżeli chodzi o egzekwowanie zaległości podatkowych wobec tych, którzy unikają zapłaty podatku. W praktyce jednak rozszerzenie uprawnień funkcjonariuszy może prowadzić do dowolności w stosowaniu zajęcia. Brak możliwości odwołania w okresie 96 godzin sprawia, że podmiot jest de facto pozbawiony możliwości odniesienia się do dokonanego zajęcia. Oznacza to, że organy podatkowe bez jakiegokolwiek uzasadnienia i odszkodowania będą mogły np. zająć laptopy, samochody, maszyny oraz inne ruchomości przedsiębiorcy, przez co znacznie wpłyną na jego działalność. Prawo własności i rozporządzania ruchomościami jest prawem chronionym konstytucyjnie, a wszelkie ograniczenia tego prawa są albo niedopuszczalne, albo powinny być znacząco ograniczone w możliwości stosowania. Dlatego wdrożenie tak długiego okresu i brak jakichkolwiek ograniczeń w zakresie zajęcia jest bardzo zaskakujące i nie wiadomo, czy w związku z tym utrzyma się w ostatecznej wersji Polskiego Ładu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jak pandemia wpłynęła na przyszłość branży detalicznej?

Rok 2020 okazał się bezwzględny dla stacjonarnych sklepów detalicznych. Zaczęliśmy funkcjonować w zupełnie nowej rzeczywistości, w której zasłanianie twarzy maską, unikanie bliskiego kontaktu z innymi było na porządku dziennym, a wyjście do sklepu, o ile w ogóle możliwe, nazywane było kaprysem i narażeniem swojego zdrowia. Wiele sklepów przez to zostało zmuszonych do zamknięcia butików i punktów stacjonarnych, tracąc swą dotychczasową zaletę, którą było namacalne poznanie produktu przed dokonaniem zakupu.

Aby sprostać potrzebom i wymaganiom klientów, branża detaliczna musiała w bardzo szybkim tempie dostosować swoje kanały komunikacji i sprzedaży do nowych realiów i nieustannie zmieniających się obowiązujących reguł „Zachowania konsumentów w handlu detalicznym zmieniły się drastycznie w ciągu ostatniego roku, ale jako że konsumenci i firmy zaczynają definiować nową normalność, chcieliśmy zrozumieć, jakie zmiany zachowań będą trwałe, a jakie trendy mogą już zanikać” – mówi Ryszard Regucki, Senior Alliance Manager CEE, Medallia.

Z pewnością “nową normalnością” i przyszłością handlu detalicznego w coraz większej mierze są nowe technologie, oparte na sztucznej inteligencji (SI), wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR/ AR), Internecie rzeczy (IOT) czy wirtualnych asystentach. Według wyników badania przeprowadzonego w okresie kwiecień – maj 2021 r., wzrost cyfrowej sprzedaży detalicznej wyniósł 5.5%[1]. Z pewnością wykorzystanie wspomnianych możliwości do tworzenia atrakcyjnych, spersonalizowanych ofert jeszcze korzystniej wpłynie na zdobywanie nowych doświadczeń związanych z zakupami, ponieważ pomimo spowolnienia pandemii, przesunięcie w kierunku online trwa nadal.

Pomimo rewolucji, jaką wywołały wydarzenia ostatnich miesięcy, sprzedaż online, szczególnie w sieciach marketów, wciąż stanowi niewielki odsetek całości – 6%, jednak rośnie w znacznie szybszym tempie (88%) niż sprzedaż w sklepach stacjonarnych, która de facto zanotowała spadek (-1%)[2]. Oznacza to, że nowoczesne kanały sprzedaży – odpowiednio rozwijane i zarządzane – mogą stać się doskonałym narzędziem umożliwiającym utrzymanie źródeł dochodu, a dzięki temu sprzedawcy będą mogli skupić się na lepszych doświadczeniach klientów, dostarczając im bardziej unikalnych produktów i  jakościowych usług.

Być może najbardziej oczywistym wnioskiem jest to, że podczas gdy zachowania konsumentów zostały początkowo zmuszone do zmiany przez pandemię, pewne nawyki utrzymują się nawet wtedy, gdy ograniczenia ulegają rozluźnieniu, tworząc trwałe przyjęcie platform cyfrowych„, dodaje Ryszard Regucki, Senior Alliance Manager CEE, Medallia. „Aby zrozumieć zmienny świat, w którym obecnie żyjemy, niezwykle ważne jest, aby sprzedawcy detaliczni wykorzystywali holistyczne badania, aby zrozumieć swoich klientów i krajobraz konkurencyjny.”

[1]https://info.sense360.com/hubfs/Sense360%20Insights%20Briefings%20-%20Retail%20Webinars/The%20Future%20of%20Retail%20Consumer%20Behavior%20-%20eBook%20-%20July%202021%20-%20Sense360%20By%20Medallia.pdf

[2] j.w.

Spadek nastrojów wśród prowadzących małe i średnie sklepy

Sierpniowy odczyt wskaźników Nastroju Handlu Tradycyjnego pokazał intensywny spadek nastrojów wśród osób prowadzących sklepy handlu detalicznego.

Wskaźnik, opierający się na ocenach sierpnia, wyniósł 36,4 pkt., co oznacza spadek o 17,6 pkt. w stosunku do lipcowej wartości. Podobny spadek, o 17,7 pkt., zanotował wskaźnik oczekiwań wrześniowych. Wartość NHT+1 wyniosła 35 pkt. Po optymistycznym lecie, wartości wskaźników wróciły do poziomów z początku br.

Po trzech miesiącach kilkuprocentowych wzrostów rok do roku obroty w handlu tradycyjnym w sierpniu charakteryzowały się tendencją spadkową. Większość grup produktowych, które w poprzednich miesiącach sterowały wzrostem całego kanału, odnotowało spadki sprzedaży, co w efekcie przyczyniło się do 3% spadku wartości sprzedaży całkowitej w sklepach tradycyjnych.

Tendencja spadkowa towarzyszyła tym razem takim grupom, jak napoje bezalkoholowe (-15,9%), mrożonki, w tym lody (-31%) czy wyroby tytoniowe (-4,7%). Trend wzrostowy utrzymały za to nadal alkohole mocne typu whisky, rum, gin czy likiery (+5,4%). Jednocześnie, niewielki wzrost odnotowały gotowe posiłki (+1,8%) – skomentowała badanie Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych M/platform.

Analitycy M/platform, cyfrowej platformy usług, wspierającej tradycyjne punkty handlowe, na początku każdego miesiąca analizują nastroje wśród właścicieli i kierowników tradycyjnych sklepów. Wyniki badania pozwalają określić ogólne nastroje w handlu detalicznym, a także prognozy na kolejne miesiące.

Metodologia NHT: Wskaźniki mogą przyjmować wartość od 0 do 100. Wynik powyżej 50 świadczy o nastrojach optymistycznych, a poniżej o przewadze opinii negatywnych. Oba wskaźniki będą publikowane na początku każdego miesiąca.

Prezes nie czekał do posiedzenia, złoty oberwał rykoszetem

Kalendarz makroekonomiczny na wtorek nie będzie sprzyjał zmienności. Analitycy już żyją środową decyzją RPP w sprawie stóp procentowych. Prezes Glapiński we wczorajszym wywiadzie dla PAP wyraźnie tonuje nastroje wokół podwyżek stóp w naszym kraju. Poziom na EUR/USD nadal się broni.

Brakuje zapalników zmienności

Początek tygodnia przebiega na rynkach bardzo leniwie. Wczoraj świętowali Amerykanie, więc przy braku jednego z największych centrów finansów zmienność była wręcz symboliczna. Dzisiaj również, patrząc na kalendarz makro, nie można się spodziewać większych ruchów na rynku. Praktycznie z ważniejszych rzeczy mamy tylko indeks ZEW z Niemiec, który ma pokazać pogorszenie nastrojów, ale to nie może dziwić, skoro jesteśmy tuż przed możliwą nową falą pandemii koronawirusa. Na euro te dane nie powinny mieć większego wpływu.

Szansa na jakiś ruch iluzoryczna

Jeśli chodzi o nasz rodzimy rynek, to inwestorzy już dziś powinni się ożywić i „ustawiać” pod posiedzenie RPP. Decyzję w sprawie stóp procentowych w Polsce poznamy w środę. Po publikacji inflacji za sierpień i wyniku 5,4% część analityków spodziewa się, że Rada może rozpocząć proces normalizacji polityki monetarnej, by jednak wzrost cen nieco przyhamować. Abstrahując od tego, że taki krok miałby sens, po prostu nie wydaje się, że to się wydarzy, bo brakuje większości w Radzie, by taki nawet symboliczny wzrost stóp przeforsować.

Zasada niewypowiadania się nie dotyczy prezesa NBP

Na inwestorów oczekujących takiego ruchu kubeł zimnej wody wylał we wczorajszym opublikowanym wywiadzie prezes Glapiński. Stwierdził, że „wszystkie prognozy” wskazują na spowolnienie inflacji już na początku przyszłego roku, co oczywiście oznacza brak zmian w polityce monetarnej, jak to można wywnioskować. Skąd taka pewność prezesa tego nie wiemy, ale oczywiście wykluczyć tego, że ma rację, nie możemy. Nie da się jednak ukryć, że luźna polityka pieniężna połączona z drukowaniem pieniądza niemal ze 100% pewnością wpływa na mocne pobudzenie wzrostu cen.

Złoty oberwał

Wywiad prezesa RPP tuż przed samym posiedzeniem i gołębi ton wpłynął momentalnie na złotego. Krajowa waluta w relacji do głównych walut zaczęła tracić, choć zmiany są raptem 2-3 groszowe. Niemniej jednak wraz ze zbliżaniem się posiedzenia RPP i konferencją prasową tuż po posiedzeniu mogą jeszcze dodać presji podażowej naszej walucie. Spodziewać się można wzrostu EUR/PLN w okolice 4,55.

Fed z czerwonym światłem

Czynnikiem zewnętrznym, który sprzyja PLN, jest bez wątpienia słabość dolara na szerokim rynku. W dniu wczorajszym EUR/USD nieco zszedł na dół, ale szybko ten ruch został zanegowany, więc można go traktować w kategoriach obrony oporu na poziomie 1,19 i lekkiego odreagowania w związku z tym. Wydaje się jednak kwestią czasu, jak rynek postanowi jeszcze raz spróbować poziom ten sforsować, a szansa na jego przebicie nadal jest, w końcu w głowach inwestorów nadal jest raport z rynku pracy, który włączył czerwone światło dla Fed w kwestii rozpoczęcia normalizacji polityki pieniężnej. W tym kontekście warto śledzić kolejne wypowiedzi członków FOMC, które będą się pojawiać od środy do piątku.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Polski startup Nais w finale konkursu EIT

20 startupów z 10 krajów zmierzy się w finale flagowego europejskiego konkursu EIT DIGITAL CHALLENGE, aby zdobyć międzynarodowe wsparcie w wysokości 250 000 euro. Zostały one wybrane z 409 zgłoszonych projektów. Trzech zwycięzców zostanie nagrodzonych podczas finałowego wydarzenia online, które odbędzie się 21 września. Polskę reprezentuje startup Nais zajmujący się systemami benefitów dla pracowników.

Od cyfrowego audytu łańcuchów dostaw żywności, do opartej na sztucznej inteligencji platformy usprawniającej przeszczepianie narządów — 20 finalistów tegorocznego EIT Digital Challenge zajmuje się szeroką gamą tematów w obszarach zainteresowania EIT Digital (Digital Tech, Digital Wellbeing, Digital Cities, Digital Industry, Digital Finance). Wszystkie firmy mają wspólny cel: szybki rozwój i budowa silnej cyfrowej Europy — zintegrowanej, sprawiedliwej i zrównoważonej.Finaliści EIT Digital Challenge

EIT Digital Challenge odbywa się ósmy rok z rzędu. Projekt skupia się na cyfrowych startupach deep tech ze zróżnicowaną ofertą produktów, wykorzystujących technologie cyfrowe, które napędzają cyfrową transformację. Finaliści zostali wybrani spośród 409 kandydatów i pochodzą z 10 różnych krajów europejskich. W 2020 r. średnio osiągnęli 1 mln euro przychodu, pozyskali 4 mln euro i zatrudniają 27 osób. Warto zauważyć, że 45% finalistów reprezentują kobiety jako założycielki lub dyrektorki wyższego szczebla.

Zwycięzcy zostaną wyłonieni podczas finałowego wydarzenia, które odbędzie się online 21 września. Wówczas finaliści staną przed jury złożonym z ekspertów i będą walczyć o nagrody o łącznej wartości 250 000 euro. Wśród ubiegłorocznych finalistów znalazło się SentiOne, natomiast w 2019 roku w tym gronie pojawił się CashDirector.

Pakiet nagród obejmuje całoroczne wsparcie EIT Digital Accelerator o wartości 50 000 euro dla trzech nagrodzonych firm. Będzie on wspierał zwycięzców konkursu EIT Digital Challenge w zwiększaniu skali działalności w Europie, pomagając im zdobyć klientów na rynkach docelowych i pozyskiwać fundusze na rozwój. Oprócz tego zwycięzca pierwszej nagrody otrzyma nagrodę pieniężną w wysokości 100 000 euro.

Wydarzenie finałowe EIT Digital Challenge to wyjątkowa okazja do nawiązania kontaktu z najważniejszymi europejskimi firmami technologicznymi, interesariuszami, inwestorami czy przedstawicielami branży. Podczas wydarzenia uczestnicy będą mogli umawiać się na spotkania biznesowe z finalistami i innymi specjalistami z ekosystemu EIT Digital za pośrednictwem internetowej platformy kojarzeń.

Zastosowanie AI w praktyce lekarskiej i pracy placówek opieki zdrowotnej – raport AI Law Tech i Microsoft

Przyspieszenie prac badawczych nad tworzeniem nowych leków, lepsze diagnozowanie chorych, obniżenie kosztów leczenia i precyzyjne prognozowanie skutków terapii to tylko kilka obszarów zastosowania sztucznej inteligencji do wsparcia pracy lekarzy, ochrony zdrowia i życia pacjentów. Twórcy raportu „Potencjał sztucznej inteligencji w Sektorze Ochrony Zdrowia” podkreślają, że już dzisiaj zastosowanie AI w sektorze zdrowia staje się standardem. Owoce cyfryzacji są jednak poza zasięgiem większości polskich jednostek ochrony zdrowia.

Autorzy wskazują, że prawo nie nadąża za potrzebami medycyny, zwłaszcza w obszarze nowych technologii. Aby umożliwić sektorowi czerpanie korzyści z cyfryzacji, niezbędne jest stworzenie ogólnopolskiej strategii rozwoju AI dla sektora zdrowia, która będzie stanowić merytoryczny drogowskaz dla projektowanych i wdrażanych zmian. Raport stanowi kompleksowy zbiór opinii i rekomendacji ekspertów: lekarzy, specjalistów i ludzi nauki, którzy prezentują konkretne zastosowania AI w praktyce lekarskiej i pracy placówek opieki zdrowotnej.

Korzyści „tu i teraz”

Aż 18-krotne skrócenie czasu oceny materiału diagnostycznego przy rozpoznaniu zmian chorobowych w nagraniach endoskopii kapsułkowej, 81 proc. redukcji kosztów tworzenia dokumentacji medycznej, dzięki transkrypcji mowy na tekst, 100 tys. konsultacji medycznych w miesiącu. To tylko kilka wymiernych korzyści, które już dzisiaj oferują rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję. Algorytmy stają się nieodłączną pomocą w pracy lekarza, przyczyniając się do poprawy ochrony zdrowia i życia pacjentów. Towarzyszą lekarzom praktycznie na każdym etapie kontaktów z chorymi, począwszy od rozpoznania, poprzez konsultacje, diagnozę, leczenie i terapię. Pomagają również w prognozowaniu postępów leczenia i przewidywaniu rezultatów. Ich zastosowanie rozciąga się także na obszar administracji, gdzie są nieocenione w analizie badań, dokumentacji medycznej i zarządzaniu placówkami ochrony zdrowia. Twórcy raportu wyraźnie podkreślają jednak, że przykłady, które stanowią jasny punkt na mapie zastosowań sztucznej inteligencji w sektorze zdrowia to wciąż jednostkowe przypadki.

„Szacuje się, że 30% przechowywanych na świecie danych dotyczy właśnie zdrowia” – przekonuje współautorka raportu dr Aneta Sieradzka z kancelarii prawnej Sieradzka&Partners. „Powszechne wykorzystanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji na świecie staje się standardem, choć nadal pozostaje poza zasięgiem większości placówek medycznych w Polsce. Tu potencjał AI nie jest wykorzystywany, aby usprawniać system ochrony zdrowia, ułatwiać dostęp do lepszych świadczeń zdrowotnych oraz wspomagać pracę lekarzy oraz personelu administracyjnego placówek medycznych”.

„AI pomaga lekarzom w ratowaniu zdrowia i życia. Dzisiaj musimy sprawić, by dostęp do tych możliwości był nie tylko zarezerwowany dla wybranych, a stał się powszechny. Warunkiem rozwoju sztucznej inteligencji w sektorze zdrowia jest dostęp do zintegrowanych danych i rozwój wykwalifikowanej kadry. Dostrzegamy te wyzwania i chcemy, by nasza inwestycja w rozwój Polskiej Doliny Cyfrowej o wartości 1 mld USD zapewniła dostęp do najwyższej jakości technologii przetwarzania danych w Polsce i otworzyła drogę do rozwoju kompetencji lekarzy i pracowników sektora zdrowia w obszarze nowych technologii” – mówi Tomasz Jaworski, Dyrektor Transformacji Cyfrowej Sektora Publicznego w Microsoft.

Dr AI

Technologia sztucznej inteligencji znajduje zastosowanie przede wszystkim w systemach rozpoznawania obrazów i głosu. To podstawowy obszar wykorzystania AI w ochronie zdrowia. Ikoną diagnostyki obrazowej jest dla pacjentów obraz RTG, na przykład z prześwietlenia klatki piersiowej. Niemal połowa patentów1 z obszaru sztucznej inteligencji na świecie dotyczy obecnie automatycznego przetwarzania obrazów. Algorytm może wykrywać i wstępnie identyfikować obszary zmienione chorobowo, „przyglądając się” dowolnym obrazom – zdjęciom rentgenowskim, filmom z kamer endoskopowych, obrazom tomografii komputerowej, mikroskopowym obrazom preparatów histopatologicznych itp. Zastosowaniem AI do tego typu zadań zajmuje się wielu polskich partnerów Microsoft, którzy dysponują rozwiązaniami na najwyższym światowym poziomie.

Na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w ramach grantu Microsoft Research, zrealizowano projekt OvaExpert, który pozwala na wsparcie lekarza w procesie prognozowania charakteru złośliwości guzów jajnika. Firma SkyEngine rozpoznaje zmiany chorobowe w nagraniach endoskopii kapsułkowej, co pozwala skrócić czas oceny materiału diagnostycznego przez lekarza 18-krotnie (z 3 godzin do 10 minut).

„Punktem wyjścia przy każdym postępowaniu medycznym jest pozyskanie informacji diagnostycznych – obrazowych (tomografia, rezonans magnetyczny, ultrasonografia, metody izotopowe), ale także bioelektrycznych (EKG, EEG, EMG), biochemicznych, biomechanicznych i wielu innych. Na tym etapie postępowania medycznego sztuczna inteligencja daje możliwość inteligentnego przetwarzania pozyskiwanych obrazów (i innych sygnałów), by ich interpretacja przez lekarza była znacznie łatwiejsza i trafniejsza” – mówi prof. dr hab. inż. Ryszard Tadeusiewicz.

LifeFlow, polski start-up z branży MedTech, wykorzystuje środowisko Microsoft Azure (uczenie maszynowe i dużą moc obliczeniową) do tworzenia trójwymiarowych modeli tętnic i symulacji przepływu krwi. Dane są przechowywane na bardzo bezpiecznej platformie chmurowej Azure. W rezultacie jako jedna z dwóch firm na świecie LifeFlow opracował rozwiązanie do obrazowania, które umożliwia nieinwazyjną diagnostykę CAD i może być szeroko dostępne w ratowaniu życia na całym świecie.

Angażując się w poprawę jakości życia pacjentów dotkniętych chorobą wieńcową, LifeFlow wspiera kardiologów technologią diagnostyczną, która może znacznie zmniejszyć potrzebę stosowania inwazyjnych angiografii, pociągających za sobą ryzyko – od uszkodzenia nerek po zawały serca i udary.

„Kardiolodzy mogą badać działanie naczyń wieńcowych za pomocą trójwymiarowej rekonstrukcji tętnic. Mogą dokonywać pomiarów w środowisku wirtualnym bez ryzyka dla pacjenta i presji czasu. To zupełnie inny sposób postawienia diagnozy, który eliminuje niepotrzebne i kosztowne dla pacjenta procedury inwazyjne” – mówi dr inż. Wojciech Tarnawski, CEO LifeFlow.

Podobne przykłady można mnożyć i korzystać z licznych doświadczeń międzynarodowych. Eksperci Epilepsy Hamburg Centre wraz z Microsoft i firmą the BlueAI postanowili wykorzystać możliwości sztucznej inteligencji do automatycznego wykrywania i rozpoznawania w obrazach medycznych położenia ogniskowej dysplazji korowej (FCD). wada w budowie tkanki nerwowej i w zakresie dojrzewania komórek w obrębie kory mózgowej, będąca częstą przyczyną lekoopornej padaczki u dzieci i dorosłych. Naukowcy opracowali zaawansowaną sieć neuronową, wyspecjalizowaną i zaprojektowaną do wykrywania i segmentacji FCD. Zapewnia ona wyższą czułość niż jakiekolwiek konwencjonalne analizy wizualne.

Walka o oddech

Algorytmy AI są stosowane również w leczeniu przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POCHP), dzięki czemu jednostki zdrowia mogą uzyskać lepsze wyniki leczenia i zwiększyć skalę oszczędności. Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że w Polsce takich osób jest blisko 2 miliony. NHS Glasgow & Clyde testują pionierskie zastosowanie sztucznej inteligencji w celu wykrycia trendów u pacjentów cierpiących na choroby przewlekłe, w tym POCHP. Ponieważ każda nieplanowana wizyta w szpitalu kosztuje ponad 30 tys. zł (ok. 6 tys. funtów), technologia może odegrać ogromną rolę w zmniejszaniu wydatków wymaganych do zarządzania planami opieki nad osobami przewlekle chorymi.

„Możemy ocenić indywidualne korzyści dla pacjenta, mamy realną możliwość zapewnienia dostosowanego leczenia, widzimy poprawę jakości życia, widzimy dobre zmiany dla NHS, a także działamy z wizją przyszłości” – podsumowuje dr Chris Carlin z NHS Greater Glasgow & Clyde.

Już dzisiaj ponad 300 lekarzy korzysta z możliwości aplikacji AioCare, która pozwala na wykrycie wczesnych objawów chorób, takich jak astma czy POChP. To system do diagnostyki i monitorowania chorób układu oddechowego, złożony z certyfikowanego urządzenia medycznego (przenośnego spirometru), aplikacji mobilnej i panelu online do odczytu pomiarów. Algorytmy diagnostyczne oparte o AI pomagają w prosty i przejrzysty sposób zinterpretować pomiary oraz automatycznie wykryć kaszel podczas badania.

Dzień dobry. W czym mogę pomóc?

Z funkcjonowaniem sektora zdrowia wiążą się liczne problemy organizacyjne, finansowe i społeczne. W całym tym obszarze ważne jest sprawne gromadzenie, porządkowanie i wykorzystywanie dużych zbiorów informacji, trafne modelowanie różnych sytuacji z możliwością prognozowania ich rozwoju oraz podejmowanie różnych decyzji. Jak twierdzą autorzy raportu, we wszystkich tych zadaniach AI powinna zostać wykorzystana i może się okazać bardzo przydatna.

„W ochronie zdrowia widoczny jest trend polegający na zwiększaniu obciążeń administracyjnych w gabinecie lekarza i placówkach medycznych. Sztuczna inteligencja w zarządzaniu podmiotem leczniczym jest szansą na usprawnienia i zmiany w zarządzaniu, organizacji i kwestiach finansowych. Co więcej, zastosowanie AI przełoży się na poprawę jakości pracy personelu i świadczeń dla pacjentów placówek medycznych” – mówi dr Łukasz Bruski.

Jednym z przykładów rozwiązań pomagających w pracy administracyjnej jest NEWTON Dictate, oparte na silniku Microsoft Azure oprogramowanie służące do transkrypcji mowy na tekst. Jest ono wykorzystywane przy tworzeniu protokołów badań, w tym badań podmiotowych, uzupełnianiu dokumentacji medycznej oraz w opisie próbek. Lepsze doświadczenia lekarzy i personelu medycznego idą w parze z 81-procentową redukcją kosztów tworzenia dokumentacji medycznej. Rozwiązanie pozwala przyswoić proces i standardy tworzenia Elektronicznej Dokumentacji Medycznej (EDM) na poziomie 77 proc. (w porównaniu do 20 proc. przy ręcznym tworzeniu wpisów do EDM). Jednocześnie system może pochwalić się 74-procentowym wskaźnikiem akceptacji rozwiązań automatycznej transkrypcji mowy.

Dodatkowo, sztuczna inteligencja umożliwia podmiotom leczniczym korzystanie z analiz predykcyjnych w celu poprawienia efektywności procedur szpitalnych. Wykorzystywane są do tego rozwiązania z IoT (Internet of Things – Internet rzeczy), takie jak np. znaczniki RIFD (Radio Frequency Identification), umożliwiające lokalizację pracowników szpitala, urządzeń czy wyrobów medycznych.

Tak duża ilość danych pozwala analizować zdrowie publiczne w zupełnie nowy sposób, przy użyciu wielowymiarowych i wieloczynnikowych analiz. Pełne wykorzystanie tego potencjału przekracza jednak analityczne możliwości człowieka i wymaga zastosowania technologii wspierających, a w szczególności AI.

Sztuczna inteligencja została wprowadzona przez firmę Telemedico – największego (działa w 14 krajach) dostawcę usług telemedycznych w Europie centralnej, za której pośrednictwem lekarze z kilku kontynentów prowadzą ponad 100 tys. konsultacji miesięcznie. Aktualnie firma stosuje i rozwija narzędzia AI w obsłudze dwóch procesów: ankiety objawów (ang. symptom checker) oraz wsparcia diagnostyki. Symptom checker analizuje symptomy wprowadzone przez pacjenta na etapie umawiania konsultacji z lekarzem. Zanim pacjent dokona wyboru specjalizacji i terminu odpowiedniej dla niego konsultacji, rozpoczyna się proces zautomatyzowanego wywiadu lekarskiego, którego wyniki są następnie przekazane do systemu Telemedico w wygodny dla pacjenta sposób.

„Sztuczna inteligencja może być bardzo przydatna jako system doradczy dla lekarza diagnosty. Może na coś zwrócić uwagę, coś zasugerować, przed czymś przestrzec” – podkreśla profesor Ryszard Tadeusiewicz. „Co więcej, dzięki możliwościom prognostycznym AI można jeszcze przed podjęciem leczenia przewidzieć, że przyniesie ono skutek, w wyniku czego uzdrowiony pacjent wyjdzie ze szpitala i pogna, by… pracować na kolejny zawał”.

Jak COVID-19 zmienił zwyczaje zakupowe i płatnicze Europejczyków?

Doświadczenia towarzyszące pandemii COVID-19 spowodowały, że Europejczycy są bardziej skłonni płacić za zakupy elektronicznie. Potwierdza to już niemal 80 proc. uczestników badania „Jak COVID-19 zmienił zwyczaje zakupowe i płatnicze Europejczyków?”, przeprowadzonego na zlecenie spółek Grupy EVO w 7 krajach, w których działają, w tym w Polsce. Partnerem badania m.in. w Polsce była Visa, a jego realizację powierzono agencji badawczej ARC Rynek i Opinia.

Pandemia jeszcze bardziej przyśpieszyła widoczne już od kilku lat zmiany w zachowaniach zakupowych i płatniczych zarówno w Polsce, jak i za granicą. Wśród metod płatności w sklepach tradycyjnych karty płatnicze mają w naszym kraju niemal tyle samo zwolenników (96 proc.) co gotówka (97 proc.). Różnica widoczna jest jednak w deklaracjach co do przyszłego wykorzystania tych form płatności. Aż 22 proc. badanych przewiduje, że po pandemii będzie częściej korzystać z płatności kartami, a jedynie 5 proc. wskazuje, że będzie to robić rzadziej niż przed pandemią. W przypadku gotówki trend jest odwrotny – tylko 10 proc. deklaruje jej częstsze wykorzystanie, a dwukrotnie więcej zamierza korzystać z niej rzadziej. Dodatkowe wnioski płynące z badania wskazują, że w trakcie pandemii najbardziej brakowało nam podróży, spotkań towarzyskich i korzystania z usług gastronomicznych.

Z naszego badania wynika, że Polacy w większym stopniu niż pozostałe europejskie narody są przekonani, że możliwość zapłacenia za usługę kartą lub bezgotówkowo jest wyrazem spełnienia ich oczekiwań w zakresie komfortowej obsługi klientów. Widać, że zapewnienie dostępu do preferowanych przez nich metod płatności przestaje być traktowane jako wyraz nowoczesności, a staje się oczekiwanym standardem. To ważna wskazówka dla firm dostarczających nowoczesne rozwiązania płatnicze, takich jak eService. Ich rolą jest teraz nie tylko dostarczenie niezawodnych i bezpiecznych usług, ale także uczynienie ich jeszcze bardziej przyjaznymi i komfortowymi – uważa Joanna Seklecka, Prezes Zarządu eService.

Jak pandemia wpłynęła na zwyczaje zakupowe w Polsce?

W związku z licznymi obostrzeniami i zamknięciem wielu fizycznych punktów sprzedaży podczas pandemii, Polacy polubili zakupy w internecie. 20 proc. ankietowanych zamierza jeszcze częściej kupować online, podczas gdy 64 proc. chce to robić równie często jak do tej pory. Przy zakupach internetowych aż 20 proc. Polaków chętniej wybiera płatność kartą, natomiast 19 proc. planuje częściej niż przed pandemią korzystać z płatności za pomocą szybkiego przelewu. Polacy, kupując w internecie, sięgają obecnie też po opcję płatności przy odbiorze w sklepie stacjonarnym lub bezpośrednio u kuriera. Badani płacą wówczas kartą płatniczą (78 proc.) lub gotówką (86 proc.), stosując te metody zamiennie.

Zmianę widać również w płatnościach podczas zakupów w tradycyjnych sklepach. 22 proc. Polaków deklaruje, że będzie częściej płacić kartą, a jedynie 10 proc. chętniej wybierze gotówkę w przyszłości. W Polsce 19 proc. badanych będzie częściej niż przed pandemią robić zakupy w tradycyjnych sklepach, a 69 proc. chce tam kupować równie często.

Stosunek konsumentów do płatności w innych krajach europejskich

Nowe zwyczaje kupujących są zauważalne również w innych krajach europejskich.

Dla konsumentów w całej Europie dokonywanie płatności cyfrowych jest już nie tylko wygodą, ale koniecznością. Ponad 80% płatności Visa w sklepach stacjonarnych na tym kontynencie to płatności zbliżeniowe. Cieszymy się, że wspólnie z naszymi klientami i partnerami możemy pomóc małym firmom w Europie przystosować się do nowych preferencji klientów, jednocześnie umożliwiając konsumentom płacenie w taki sposób, jaki uznają za stosowny – powiedziała Katarzyna Zubrzycka, dyrektorka działu detalistów i agentów rozliczeniowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w Visa.

Pod względem dominujących preferencji płatniczych i zachowań zakupowych, na podstawie badania można wyróżnić trzy zasadnicze segmenty konsumentów.  Najliczniejszą grupę, czyli niemal połowę przebadanych Europejczyków, można określić jako multipłatników – płacą zarówno gotówką, jak i elektronicznie, a doświadczenia zdobyte podczas pandemii przekonały ich do częstszych zakupów online. Drugi segment (31 proc. badanych) stanowią bezgotówkowcy. Ci zdecydowanie wolą płacić z wykorzystaniem metod elektronicznych, a większość z nich twierdzi, że płatności cyfrowe będą dominowały w przyszłości. Najmniej liczny segment (21 proc. badanych w Europie) to gotówkowi tradycjonaliści.

Szeroka dostępność nowoczesnych form płatności dostarczanych przez Grupę EVO pozwoliła Europejczykom lepiej radzić sobie z uciążliwościami wynikającymi z obostrzeń i ograniczeń obowiązujących w czasie pandemii COVID-19. Czuli, że mogli bezpiecznie robić potrzebne zakupy, płacąc bezgotówkowo i ograniczając ryzyko zakażenia wirusem. Wygoda i bezpieczeństwo takich zakupów sprawiły, że wiele osób przekonało się, jak potrzebne a zarazem przyjazne są tego typu rozwiązania. Jestem przekonany, że zmiany, które zaszły w naszych zwyczajach zakupowych są nieodwracalne. Do dobrych rzeczy łatwo nam się przyzwyczaić, dlatego intensywnie pracujemy nad jeszcze większą dostępnością nowoczesnych narzędzi płatności elektronicznych – powiedział Darren Wilson, prezes EVO Payments International, odpowiedzialny za rynek europejski.

Przedstawiciele wszystkich trzech segmentów deklarują, że po ustaniu pandemii chcą częściej robić zakupy bezpośrednio w fizycznych punktach sprzedaży, a nie w sieci. Możliwość płacenia kartą jest dla nich jednym z czynników, które zachęcają do częstszego odwiedzania lokalnych sklepów spożywczych, piekarni, barów oraz restauracji.

Międzynarodowe badanie „Jak COVID-19 zmienił zwyczaje zakupowe i płatnicze Europejczyków?” objęło ponad 3 500 respondentów i zostało zrealizowane na zlecenie spółek Grupy EVO działających w 7 krajach Europy: eService (w Polsce, na Słowacji i na Węgrzech), REVO i MMB Platební Služby (w Czechach), BOI Payment Acceptance (w Irlandii) oraz EVO (w Niemczech i Wielkiej Brytanii). Partnerem badania m.in. w Polsce była Visa, a jego realizację powierzono agencji badawczej ARC Rynek i Opinia. Celem było ustalenie, w jaki sposób pandemia COVID-19 wpłynęła na nawyki zakupowe oraz zachowania płatnicze konsumentów w różnych krajach europejskich i jak wyglądają zwyczaje zakupowe Europejczyków po pandemii.

Kluczowe segmenty konsumentów

Pod względem dominujących preferencji płatniczych i zachowań zakupowych, na podstawie badania można wyróżnić trzy zasadnicze segmenty konsumentów: są to multipłatnicy, bezgotówkowcy oraz gotówkowi tradycjonaliści. Bezgotówkowcy częściej niż pozostałe grupy deklarują wysoki standard życia. W porównaniu do grupy tradycjonalistów jest wśród nich statystycznie więcej kobiet. Z kolei grupę multipłatników wyróżnia największy odsetek osób młodych (43 proc.) – w wieku 18-35 lat.

Charakterystyka wyróżnionych segmentów:

  • Najliczniejszą grupę (48 proc. badanych w Europie), można określić jako multipłatników. Płacą zarówno gotówką, jak i elektronicznie. Co trzeci z nich – uważa, że za 10 lat ludzie nadal będą korzystać z gotówki. Doświadczenia pandemii przekonały ich do częstszych zakupów online.
  • Drugi z segmentów (31 proc. badanych Europejczyków) stanowią bezgotówkowcy. Zdecydowanie wolą płacić metodami elektronicznymi, a większość z nich twierdzi, że ta metoda będzie dominowała w przyszłości. Gotówka jest dla nich niehigieniczna, często rezygnują z zakupu lub usługi, jeśli nie mogą zapłacić elektronicznie. W kontekście pandemii są optymistami, uważają, że najgorsze już za nami. Planują, co będą robić w najbliższej przyszłości i deklarują, że po zniesieniu ograniczeń będą częściej kupować przez internet.
  • Najmniej liczny segment (21 proc. badanych w Europie) to gotówkowi tradycjonaliści. Uważają, że w tak niepewnych czasach lepiej nie trzymać pieniędzy w bankach. Jedna trzecia z nich jest wręcz przekonana, że najgorsze jeszcze przed nami. 32 proc. deklaruje z kolei, że pandemia zachęciła ich do zakupów online, jednak w przyszłości nie chcą płacić wyłącznie elektronicznie.

Preferowane metody płatności

Szeroka dostępność nowoczesnych form płatności dostarczanych przez Grupę EVO pozwoliła Europejczykom lepiej radzić sobie z uciążliwościami wynikającymi z obostrzeń i ograniczeń obowiązujących w czasie pandemii COVID-19. Jak wynika z przeprowadzonego badania, Polacy w większym stopniu niż pozostałe europejskie narody są przekonani, że możliwość zapłacenia za usługę kartą lub inną cyfrową metodą płatności jest wyrazem spełnienia ich oczekiwań w zakresie komfortowej obsługi klienta. Zapewnienie dostępu do preferowanych przez nich metod płatności przestaje być traktowane jako wyraz nowoczesności, a staje się oczekiwanym standardem.

  • Zmianę widać w metodach płatności, wykorzystywanych przy zakupach w tradycyjnych sklepach. Wśród metod płacenia wybieranych w sklepach tradycyjnych, zwolenników kart płatniczych w naszym kraju jest niemal tyle (96 proc.), co gotówki (97 proc.).
  • Pod względem chęci i rzeczywistego wykorzystania cyfrowych form płatności wypadamy nieco lepiej niż większość zbadanych krajów europejskich. Choć odsetek typowych Bezgotówkowców (32 proc.) jest u nas zbliżony do średniej (31 proc.), mamy więcej Multipłatników (51 proc. vs. 48 proc.) i mniej Gotówkowych Tradycjonalistów (17 proc. w porównaniu do średniej 21 proc.) niż w innych zbadanych krajach. O ile w tym ostatnim segmencie dominują mężczyźni, o tyle w dwóch pozostałych zaznacza się przewaga kobiet, które w Polsce chętniej korzystają z nowoczesnych metod płatności.
  • Choć Polska jest liderem płatności zbliżeniowych, za pomocą telefonu komórkowego, smartwatcha lub innych urządzeń częściej chce płacić 17 proc. badanych. To poniżej średniej europejskiej (24 proc.). Znacznie więcej, bo aż 32 proc., w ogóle nie korzysta i obecnie nie planuje korzystać z płatności za pomocą urządzeń umożliwiających zbliżeniowe płatności mobilne. Wynika z tego, że w Polsce są one mniej popularne (68 proc. korzystających) niż w innych krajach Europy (od 71 proc. w Czechach do 84 proc. w Irlandii), w których realizowano badanie.
  • Przy zakupach internetowych 20 proc. Polaków chce częściej płacić kartą (a 66 proc. co najmniej tak samo często). Natomiast 19 proc. planuje częściej niż przed pandemią korzystać z płatności za pomocą szybkiego przelewu.
  • Polacy, kupując w internecie, chętnie korzystają też z płatności przy odbiorze w sklepie stacjonarnym lub bezpośrednio u kuriera. Badani Polacy deklarowali, że wówczas wybierają płatność kartą płatniczą (78 proc) lub gotówką (86 proc.). Oznacza to, że wiele osób (74 proc.) stosuje obie te metody zamiennie przy odbiorze, w zależności od rodzaju zakupów i dostępnych możliwości płacenia.

Trwałość zachodzących zmian

Badanie wskazuje na to, że zmiany, które zaszły w naszych zwyczajach zakupowych mogą okazać się stałe.

  • W Europie gotówkowi tradycjonaliści częściej niż przed pandemią zamierzają korzystać z kart płatniczych, zarówno tradycyjnych (16 proc.), jak i tych w telefonie (15 proc.). Dodatkowo co siódmy z nich (14 proc.) skarży się, że doskwiera mu czasem brak możliwości zapłaty elektronicznie.
  • W Polsce aż 22 proc. badanych przewiduje, że po pandemii będzie częściej korzystać z płatności kartami, a jedynie 5 proc. wskazuje, że będzie to robić rzadziej niż przed pandemią. W przypadku gotówki trend jest odwrotny – tylko 10 proc. deklaruje jej częstsze wykorzystanie, a dwukrotnie więcej ankietowanych zamierza korzystać z niej rzadziej.
  • 19 proc. badanych chce częściej niż przed pandemią robić zakupy w tradycyjnych sklepach (69 proc. chce tam kupować tak samo często). 20 proc. zamierza częściej kupować online (64 proc. chce to robić równie często jak dotąd).
  • 22 proc. deklaruje, że będzie częściej płacić kartą, a jedynie 10 proc. chce częściej korzystać z gotówki.

 

Dodatkowe wnioski z badania

Dodatkowe wnioski płynące z badania wskazują, że w trakcie pandemii najbardziej brakowało nam podróży, spotkań towarzyskich i korzystania z usług gastronomicznych. Tęsknota Polaków za aktywnościami ograniczonymi przez pandemię jest podobna do tej, którą odczuwają uczestnicy badania w innych krajach. Najbardziej wyczekiwaliśmy możliwości podróżowania (49 proc.), spędzania czasu w większym gronie (41 proc.) i pójścia do restauracji, kawiarni czy pubu (37 proc.).

  • Przedstawiciele wszystkich trzech segmentów deklarują, że po ustaniu pandemii chcą częściej robić zakupy w sklepach stacjonarnych, a nie w internecie. Możliwość płacenia kartą jest jednym z czynników, które zachęcają Europejczyków do częstszego odwiedzania lokalnych sklepów spożywczych (odpowiednio 18, 22 i 34 proc.), piekarni (13, 22 i 32 proc.), barów oraz restauracji (14, 21 i 29 proc.).
  • Polacy nie są pewni, co przyniesie im przyszłość. Z jednej strony nieco częściej (5 proc. wskazań) niż w innych krajach (2 proc.) deklarują, że ich życie wróciło już do normalności, ale aż 25 proc. nie jest w stanie określić, kiedy ten powrót nastąpi (w Europie ten odsetek utrzymuje się na poziomie 14 proc.). 18 proc. z nas uważa, że będzie to pierwsza, a 14 proc., że druga połowa 2022

Brak półprzewodników hamuje branżę motoryzacyjną. W I połowie 2021 r. wyprodukowano o 4 mln pojazdów lekkich mniej niż zakładano

  • Liczba rejestracji aut osobowych w Europie wzrosła w  I połowie 2021 roku o 27% r/r, co jednak nadal oznaczało poziom niższy o 23% wobec I połowy 2019 roku.
  • Głównym czynnikiem hamującym sprzedaż nie jest niski popyt, ale ograniczona dostępność samochodów na skutek problemów z dostawami półprzewodników.
  • W efekcie tych problemów w  I połowie 2021 roku wytworzono na świecie 4 mln pojazdów lekkich mniej niż zakładano. Santander Bank Polska przewiduje wzrost wolumenów produkcji samochodów osobowych w Europie o 8% w 2021 roku i 12% w 2022 roku.

Sprzedaż samochodów osobowych w  I połowie 2021 roku była dosyć zróżnicowana na poszczególnych rynkach na świecie. Wolumeny sprzedaży aut w Chinach i Stanach Zjednoczonych wróciły do poziomów z  I półrocza 2019 roku. Pomógł w tym prawie 30% skok rejestracji w USA i prawie 25% wzrost w Państwie Środka. Gorzej wypadła Europa, która mimo wzrostu liczby rejestracji aut osobowych o 27% r/r, wciąż była o 23% poniżej rezultatu uzyskanego w  I połowie 2019 roku.

produkcja samchodów w europie 2

– Główną przyczyną słabszej niż zakładano sprzedaży w Europie nie jest niski popyt, tylko braki komponentów. Według danych Eurostatu chęć konsumentów do zakupu nowego auta w ciągu najbliższych 12 miesięcy wróciła do poziomów notowanych w 2019 roku, a już od końca ubiegłego roku dealerzy przewidywali coraz większe zamówienia. Optymistyczni są też przedstawiciele niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego, którzy w ankietach wskazywali na poprawiającą się od początku 2021 roku sytuację biznesową, na skutek przede wszystkim wysokiego popytu – mówi Radosław Pelc, analityk sektorowy w Santander Bank Polska.

Sytuacja sprzedażowa jest bardzo zróżnicowana pomiędzy markami. Rejestracje Renault, Forda, Opla czy Dacii wciąż są około 40% poniżej poziomów z 2019 roku. Z drugiej strony ubiegłoroczne straty odrobiły już Toyota, Kia i Volvo, a znaczną ich część BMW, Skoda czy Audi. Jednak w przypadku wielu marek czynnikiem hamującym sprzedaż są puste place i wielomiesięczne czasy oczekiwania na zamówione auta.

Brak półprzewodników hamuje produkcję

Problemy z dostępnością aut wynikają z konieczności ograniczania ich produkcji, a głównym powodem jest wciąż zaburzony proces dostaw chipów. Przyczyn takiej sytuacji w branży motoryzacyjnej jest kilka. Po pierwsze, podczas pandemii producenci półprzewodników przestawili się na dostawy dla branż o rosnącym popycie, po tym jak gwałtownie zmalało zapotrzebowanie na chipy w sektorze automotive. Po drugie miały na to wpływ zdarzenia losowe powodujące awarie w fabrykach w Teksasie i Japonii czy susza na Tajwanie. Do nich doszły kwestie mocy wytwórczych poszczególnych komponentów oraz skutków pandemii w krajach Azji o niskim stopniu zaszczepienia, gdzie odbywa się część procesu wytwórczego.

Skalę problemu obrazują pojawiające się informacje o zatrzymaniu lub ograniczeniu produkcji w kolejnych fabrykach samochodów, a także wyniki badań ankietowych. W badaniu IFO 84% przedstawicieli przemysłu motoryzacyjnego w Niemczech wskazywało w lipcu 2021 na problemy z dostępnością materiałów do produkcji. Według badania Moto Focus 92% producentów części z Polski uważało, że braki materiałów utrzymały się lub pogłębiły w  I kwartale tego roku.

Firma IHSMarkit szacuje, że w efekcie tych problemów w  I połowie 2021 roku wytworzono na świecie 4 mln pojazdów lekkich mniej niż zakładano. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, w III kwartale straty mogą wynieść kolejne 1,8 do 2,1 mln aut, a cały rok może się skończyć utraconą produkcją na poziomie 6,3 do 7,1 mln aut.

Obecne przewiduje się utrzymanie niedoborów do I kwartału, następnie stabilizację od II kwartału 2022 roku. Płynne i umożliwiające odrabianie strat dostawy chipów powinny nastąpić w II połowie 2022 roku, choć coraz częściej pojawiaj się też głosy, że ograniczenia w dostawach mogą trwać nawet do końca 2022 roku.

Co czeka branże motoryzacyjną?

W krótkim i średnim terminie kluczową kwestią dla przemysłu samochodowego pozostaje szybkość powrotu dostaw półprzewodników do poziomu pokrywającego zapotrzebowanie branży. Pod względem popytu sytuacja w branży wygląda pozytywnie, Komisja Europejska przewiduje tegoroczny wzrost PKB we wspólnocie o 4,8%, a przyszłoroczny o 4,5%. Rośnie deklarowana skłonność europejskich konsumentów do zakupu samochodu w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

W bazowym scenariuszu Santander Bank Polska przewiduje wzrost wolumenów produkcji samochodów osobowych w Europie o 8% w 2021 roku i 12% w 2022 roku. To jednak nadal odpowiednio o 17% i 7% mniej niż w 2019 roku. Skala niepewności na rynku jest jednak bardzo duża. Obecna sytuacja wskazuje, że w nadchodzących miesiącach silniejsze jest ryzyko korekty prognoz w dół niż szansa na poprawę przewidywań.produkcja samchodów w europie

Z kolei z punktu widzenia kosztów sytuacja w średnim terminie powinna ulegać poprawie. Co prawda trend wzrostu wynagrodzeń raczej się utrzyma, ale spodziewane jest odwrócenie tendencji na rynku stali, choć powrót cen do poziomów sprzed pandemii powinien następować stopniowo.

– Po uporaniu się z brakami komponentów, w długiej perspektywie największym wyzwaniem na branży będzie wchodzący w życie Zielony Ład. Komisja Europejska zaproponowała przepisy, które będą oznaczały zakaz sprzedaży pojazdów z silnikami spalinowymi od 2035 roku. To będzie rewolucja, na którą gotowi musza być nie tylko producenci aut, ale także dostawcy komponentów czy warsztaty samochodowe. Do tego rozważane jest także przykładowo wprowadzenie regulacji dotyczących odpowiedzialności za emisję w całym cyklu życia baterii, co kładzie także wyzwania na segment elektromobilności – podkreśla Martyna Dziubak, dyrektor ds. sektora motoryzacyjnego w Santander Bank Polska.

Już teraz sprzedaż aut elektrycznych oraz hybrydowych w Europie znacząco przyspieszyła. Większość producentów samochodów szybko zmienia swoje strategie w kierunku napędów elektrycznych. Obecnie już wszyscy najwięksi gracze deklarują potężne wydatki na rozwój technologii, możliwość stosowania napędów alternatywnych we wszystkich nowych platformach, zaoferowanie napędów elektrycznych we wszystkich modelach w ciągu najbliższych lat, a wielu szacuje, że udział elektryków do 2030 roku może stanowić połowę sprzedaży.produkcja samchodów w europie 3

Dotychczas prognozy analityków oscylowały wokół 30-40% udziału elektryków w sprzedaży w Europie do 2030 roku. Jeśli trend się utrzyma, a wszystko na to wskazuje, wielu producentów części również będzie musiała dosyć szybko dostosować swój profil działania.

Klabater kontynuuje współpracę z Positech Games

Warszawska Spółka podpisała kolejną umowę z Positech Games. Po sukcesie współpracy przy tytule Big Pharma, tym razem Klabater wyda grę Production Line na konsole PlayStation 4/5, Xbox One/Series X i Nintendo Switch. Warszawska spółka zajmie się również portingiem, czyli technicznym przeniesieniem produkcji na konsole. Tytuł odniósł dotychczas sukces na PC, gdzie może pochwalić się aż 83% pozytywnych ocen, na bazie ponad 2,5tys. recenzji.

Production Line to produkcja, która łączy zarządzanie zasobami, symulację i mechaniki gier z gatunku tycoon. Celem jest stworzenie nowoczesnej fabryki samochodów oraz wystawienie na próbę umiejętności organizacyjnych i przedsiębiorczości gracza. Klabater tym samym kontynuuje współpracę z Positech Games – dotychczas w portfolio wydawniczym znajdował się inny bestseller brytyjskiej firmy, gra Big Pharma.

– Współpraca z Positech jest dla nas istotna, szczególnie w kontekście budowania mocnego back katalogu na konsolach. Praca przy Big Pharmie przebiegała bardzo dobrze, gra okazała się sporym sukcesem na konsolach. Mam nadzieję, że Production Line powtórzy ten scenariusz. Obie firmy mają doświadczenie w zakresie tworzenia rozbudowanych i wciągających tycoonów, dlatego wierzymy w sukcestej gry na PlayStation, Xbox oraz Nintendo Switch – komentuje Michał Gembicki, Joint-CEO Klabatera

W grze kluczowe jest zarządzanie dostępnymi zasobami – dotyczy to nie tylko materiałów używanych do składania samochodów, ale również rozbudowy i wykorzystania każdego metra kwadratowego fabryki. Produkcja kierowana jest do graczy, którzy szukają połączenia rozbudowanego strategicznego gameplayu i mechaniki z prostym konsolowym sterowaniem.

W Europie trwa boom na magazyny. Polska przyciąga atrakcyjnymi cenami

Firma AXI IMMO wraz ze swoimi partnerami międzynarodowymi zrzeszonymi w organizacji Gerald Eve przygotowały drugą edycję przewodnika po głównych rynkach magazynowo-produkcyjnych w Europie. Publikacja prezentuje średnie stawki czynszów w 80 lokalizacjach przemysłowo-logistycznych w 20 krajach europejskich oraz stopy kapitalizacji na tych rynkach. Ponadto raport zawiera ceny gruntów pod inwestycje magazynowe w 53 głównych ośrodkach przemysłowych. Polska pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych cenowo rynków w Europie. Wśród pierwszej piątki europejskich lokalizacji o najniższych czynszach w obiektach typu big box, trzy znajdują się właśnie w Polsce. Ponadto trzy z pięciu najtańszych rynków pod kątem cen gruntów to rodzime rynki.

Magazyny numerem 1 na liście życzeń inwestorów

Europejski sektor magazynowo-produkcyjny pozostaje na fali zainteresowania inwestorów jako najlepiej prosperująca część rynku nieruchomości komercyjnych. Utrzymujący się rekordowy popyt ze strony najemców oraz korzystne długoterminowe trendy takie jak e-commerce czy nearshoring sprawiają, że sektor jest uważany za bezpieczną przystań dla międzynarodowego kapitału.

Zaostrzony apetyt inwestorów na obiekty przemysłowe spowodował dalsze wzrosty cen transakcyjnych, a w konsekwencji kompresję stóp kapitalizacji na większości rynków. Im niższa stopa kapitalizacji, tym więcej za nieruchomość jest w stanie uzyskać sprzedający w relacji do generowanych przez obiekt czynszów. Stopy kapitalizacji w logistyce pozostają najniższe w Wielkiej Brytanii. W Londynie wynoszą one 3,25% netto dla najatrakcyjniejszych obiektów big box, a więc o 0,25 – 0,5 punktów procentowych mniej niż pod koniec 2020 r. Niskie są również yieldy w głównych miastach niemieckich, gdzie wynoszą one między 3,6% a 3,8%. Jest to między 0,3 a 0,7 punktów procentowych mniej niż w grudniu 2020 r., w zależności od lokalizacji. Najdroższa w skali Polski Warszawa notuje natomiast stopę kapitalizacji netto na poziomie 5,3% – o 0,2 punktów procentowych mniej niż pod koniec 2020 r.

 „Obniżenie stóp kapitalizacji w Europie związane jest z korektami i pokoleniową zmianą w dostępności i jakości produktów inwestycyjnych na rynku magazynowym. W czasie pandemii nieruchomości przemysłowo-logistyczne okazały się najtrwalszym i najbezpieczniejszym rodzajem aktywów, co spowodowało duży popyt na tego rodzaju obiekty. Obecnie na wielu wschodzących i dojrzałych rynkach obserwujemy sytuację, w których zmiany właścicielskie odbywają się jeszcze na etapie budowy z jednym lub kilkoma najemcami na umowach pre-let. Dobrym przykładem jest Polska, która dysponuje relatywnie nową bazą nieruchomości magazynowych i największy boom na aktywność międzynarodowych inwestorów przypadł właśnie na czas pandemii. Przypomnę, że 2020 rok zakończyliśmy z rekordowym wynikiem 2,6 mld EUR co pokazuje, że Polska od wielu lat znajduje się w grupie dobrze rozpoznanych europejskich rynków, w których warto ulokować swój kapitał”, komentuje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO.

Przystępne czynsze w polskich magazynach

Średnie czynsze bazowe dla nowoczesnych obiektów big box na najważniejszych polskich rynkach są dość wyrównane i kształtują się na poziomie 3,2 – 3,6 euro za mkw. miesięcznie w Poznaniu, 2,9-3,6 euro w Polsce Centralnej, 3,2 – 3,6 euro na Górnym Śląsku, 3,3 – 3,7 euro na Dolnym Śląsku oraz 3,3-3,9 euro w okolicach Warszawy. Są to jedne z najniższych stawek w całej Europie. W zestawieniu przygotowanym we współpracy z Gerald Eve wśród pięciu najtańszych ośrodków magazynowych typu big box w Europie trzy znajdują się w Polsce.

Dla porównania, czynsze u naszego zachodniego sąsiada Niemiec wynoszą 5,5-6 euro w najtańszym z analizowanych rynków – Nadrenii (z miastami Kolonia i Dusseldorf). Na najdroższym z niemieckich rynków – Monachium – czynsze dla A-klasowych obiektów big box sięgają natomiast 6,8-7,2 euro. Jeszcze większa przepaść cenowa dzieli Polskę od Wielkiej Brytanii i krajów skandynawskich. W najdroższym mieście w zestawieniu – Londynie – osiągalne czynsze dla wielkopowierzchniowych magazynów sięgają 15,8 euro. Kolejne miejsca zajmuje angielski region południowo-wschodni, Oslo, Helsinki i Sztokholm.

Polska jest atrakcyjna również jeśli chodzi o mniejsze, miejskie obiekty magazynowe. Wszystkie główne polskie rynki poza Warszawą znajdują się wśród 10 najbardziej przystępnych cenowo miejskich rynków magazynowych w Europie. Rynek stołeczny charakteryzuje się znacznie wyższymi stawkami niż inne polskie miasta ze względu na zamożność populacji i powszechność zakupów online oraz dużą konkurencję o grunty położone blisko lub wewnątrz granic miasta. Stawki last mile w Warszawie wynoszą między 4,5 a 5,25 euro za mkw. Jest to wciąż atrakcyjny poziom czynszów w porównaniu do najdroższego w zestawieniu Londynu, gdzie są one nawet pięciokrotnie wyższe (między 16 a 26 euro). Czynsze last mile w głównych niemieckich miastach to 8,2-8,5 euro w Monachium, 7,5-8 euro w Berlinie, 7,2-7,5 euro we Frankfurcie i 6,7-7 euro w Kolonii/Dusseldorfie. Najemcy zainteresowani nowoczesnymi magazynami miejskimi w regionie Paryża muszą natomiast liczyć się z czynszami na poziomie 7,1-8,3 euro.

Poza dynamicznie rosnącym rodzimym rynkiem e-commerce oraz szybko odradzającą się po pandemii konsumpcją gospodarstw domowych, polski rynek magazynowy napędza też popyt z zagranicy. Strategiczne położenie Polski oraz atrakcyjne czynsze, jak również względna łatwość w pozyskiwaniu gruntów pod inwestycje magazynowe zachęcają wiele międzynarodowych firm do przenoszenia łańcuchów dostaw na nasz rynek. Już teraz sieć wielkoformatowych hubów dystrybucyjnych obsługujących inne części Europy, szczególnie Niemcy, ma w Polsce Amazon i Zalando. Obecnie w budowie jest międzynarodowe centrum logistyczne Amazona w Świebodzinie o powierzchni ponad 200 000 mkw. W drugim kwartale 2021 r. ruszyła ponadto budowa hubu dystrybucyjny o powierzchni ponad 80 000 mkw. pod Gorzycami, który ma obsługiwać zamówienia online składane w Czechach.

„Od wielu lat Polska jest pewnego rodzaju przedsionkiem dla międzynarodowych firm, które rozważają swoją ekspansję na terenie Europy. Skalę tego zjawiska możemy szybko prześledzić po rosnących z roku na rok wolumenach transakcji. Zjawiska takie jak cross-border czy nearshoring dodatkowo potęgują rolę Polski jako ważnej w Europie destynacji. Międzynarodowe firmy  przyciągają korzystne warunki do rozwoju biznesu, jak ulgi podatkowe, doświadczona i wykwalifikowana kadra pracowników, ciągle rozbudowywana i ulepszana infrastruktura drogowa, a przede wszystkim lokalizacja na mapie oraz członkostwo w UE. Polska dysponuje także jedną z najmłodszych tkanek magazynowych na tle innych krajów na kontynencie, która w wyniku rosnącej aktywności deweloperów ciągle się powiększa. Niemniej w średnio i długoterminowej perspektywie spodziewamy się dużej korekcji wyjściowych stawek czynszu, które w czasie pandemii przez pewien czas zostały zamrożone ”, podsumowuje Renata Osiecka.

W Polsce łatwiej o grunty inwestycyjne

Czynnikiem wyróżniającym Polskę na tle Europy jest również większa dostępność terenów odpowiednich pod inwestycje magazynowo-produkcyjne oraz ich stosunkowo niska cena. W połączeniu z atrakcyjnymi kosztami pracy, pomaga to przyciągać do naszego kraju inwestycje firm logistycznych i produkcyjnych poszukujących centrów dystrybucyjnych i wytwórczych obsługujących inne części Europy. Stąd wspomniane liczne ośrodki na zachodzie i południu kraju. Na przykład, decyzja o budowie hubu dystrybucyjnego obsługującego rynek czeski pod Gorzycami przez jednego z gigantów e-commerce jest w dużej części rezultatem niezmiernie ograniczonej oferty gruntów inwestycyjnych w Czechach i żmudnych procesów administracyjnych w tym kraju.

Przewodnik przygotowany we współpracy z Gerald Eve zawiera informacje o cenach transakcyjnych dla działek w kluczowych lokalizacjach logistycznych na 53 rynkach. Poznań jest najtańszym rynkiem w zestawieniu. Następne miejsca zajmuje Górny Śląsk, portugalski region Palmela/Setúbal, czeskie Usti nad Labem i Polska Centralna.

„Duże zróżnicowanie cenowe pomiędzy Polską a krajami europejskimi wynika przede wszystkim z dużej dostępności jakościowych działek, ukształtowania terenu, który w 75% pokrywają tereny nizinne, a także krótszych procedur administracyjnych. Co prawa w czasie pandemii stawki za grunty pod zabudowę magazynową i mieszkaniową rosły, jednak nie był to istotny czynnik z perspektywy czasu, który znacząco wpływałby na kondycję i skalę będących w budowie nowych inwestycji dla obu sektorów rynku nieruchomości”, dodaje Renata Osiecka.

Kredyt konsolidacyjny – co warto wiedzieć?

Wiele zobowiązań finansowych zaciągniętych w wielu instytucjach to często przyczyna problemów ze spłatą pożyczek. W takim wypadku, aby nie wpaść w spiralę długów lub ułatwić sobie zarządzanie budżetem, warto zdecydować się na konsolidacje kredytów. Z takie opcji mogą skorzystać zarówno osoby prywatne, jak i firmy. Co warto wiedzieć o kredycie konsolidacyjnym i jaką ofertę wybrać?

Kredyt konsolidacyjny – jak to działa?

Kredyt konsolidacyjny to często najkorzystniejsza forma spłaty zobowiązań. Szczególnie, jeżeli nasz budżet obciąża wiele pożyczek zaciągniętych w wielu bankach. Odpowiednią ofertę kredytu znajdziesz w rankingu Direct Money.

Konsolidacja kredytu to opcja dla osób już zadłużonych, które chcą wydłużyć termin spłaty istniejących zobowiązań oraz ujednolicić ujednolicić i obniżyć ich oprocentowanie. Tego typu produkt finansowy jest polecany wtedy, gdy mamy wiele pożyczek, a ich terminowa spłata zaczyna stanowić problem. Kredyty konsolidacyjne umożliwiają zamianę wielu pożyczek na jedną. W efekcie regulować należy tylko jedną ratę, a okres spłaty się wydłuża. Warto pamiętać jednocześnie, że podwyższa to jednocześnie wartość zobowiązań. Pozwala jednak nie wpaść w spiralę zadłużenia.

Skonsolidować można kredyt gotówkowy, rachunek bieżący, samochodowy, ratalny, a także karty kredytowe. Konsolidacja kredytów może dotyczyć także hipoteki. W efekcie kredytobiorca ma dwie opcje do wyboru – kredyt konsolidacyjny hipoteczny oraz kredyt konsolidacyjny gotówkowy. Wziąć kredyt konsolidacyjny mogą zarówno osoby prywatne, jak i firmy, które mają problem z płynnością finansową.

W przypadku kredytu konsolidacyjnego pieniądze przeznaczone są na spłatę istniejących zobowiązań. W niektórych przypadkach możliwe jest także otrzymanie dodatkowych środków, które można przeznaczyć na własne cele.

Co wziąć pod uwagę, wybierając ofertę kredytu konsolidacyjnego?

Wybierając kredyt konsolidacyjny warto zwrócić uwagę na aspekty istotne również podczas wybierania kredytów innego typu. Do ważnych informacji należy przede wszystkim rzeczywista roczna stopa oprocentowania, która daje informacje o tym, jaki jest całkowity koszt kredytu. Tani kredyt konsolidacyjny to zatem przede wszystkim pożyczka z niskim RRSO.

Oprócz tego przy wyborze oferty dla siebie warto zwrócić uwagę na długość spłaty i wysokość raty. Przydatny może okazać się kalkulator kredytu konsolidacyjnego, który bez wychodzenia z domu pozwoli na ocenę atrakcyjności danej oferty oraz jej dopasowanie do własnych potrzeb.

Warto poświęcić trochę czasu, aby wybrać odpowiedni kredyt dla siebie.

Najtańszy kredyt konsolidacyjny – gdzie szukać?

Szukając ofert kredytu konsolidacyjnego warto porównać istniejące na rynku opcje. Można zrobić to samodzielnie, wchodząc na strony banków, lub skorzystać z rankingów, które zestawiają ze sobą dostępne oferty i prezentują najważniejsze z punktu widzenia kredytobiorcy informacje. Niezależenie od wyboru oferty, warto pamiętać, że zaciągnięcie kredytu konsolidacyjnego wiąże się z koniecznością dopełnienia najczęściej rygorystycznych formalności.

Aby uzyskać kredyt konsolidacyjny, podobnie jak w przypadku innego typu zobowiązań, należy wziąć pod uwagę konieczność spełnienia wymogów, stawianych przez banki. Warto pamiętać, że mogą różnić się one w zależności od instytucji. W każdym przypadku jednak sprawdzana jest przeszłość kredytowa klienta.

Dark Point Games prezentuje strategie I zapowiada debiut na NewConnect

Dark Point Games, toruńskie studio specjalizujące się w produkcji ambitnych gier z gatunku Action RPG, zapowiedziało swój pierwszy duży projekt: Achilles: Legends Untold. Premiera w formule early access planowana jest na I kw. 2022 roku. Poprzedzi ją debiut spółki na NewConnect.  

Dark Point Games powstał w 2019 r. Ambicją studia od początku było tworzenie ponadprzeciętnych tytułów w ściśle określonym segmencie rynku, skierowanych do szerokiej grupy odbiorców.

– Zamierzamy zaoferować graczom produkty najwyższej jakości, a to wymaga dużych nakładów czasu i pracy. Wstępnie zakładamy, że będziemy w stanie wydawać jedną wysokiej jakości grę indie premium średnio co dwa lata. Co ważne, konstruujemy nasze gry w taki sposób, by naturalnie predysponowały do tzw. longsellerów. Aby monetyzować produkt w dłuższym czasie, już teraz planujemy rozszerzenia i dodatki, które stopniowo będziemy implementować do naszej gry po premierze. – opisuje plany projektowe Paweł Waszak, prezes Dark Point Games.

Zespół Dark Point Games tworzy ponad 20 specjalistów z wieloletnim stażem, którzy doświadczenie w branży zdobywali w znanych, globalnych firmach tj. Techland, CI Games, czy Vivid Games. Kompetencje pracowników Dark Point Games pozwolą im również samodzielnie przeportować w przyszłości grę na pozostałe kluczowe platformy – konsole PlayStation oraz Xbox.

Jesteśmy doświadczonym zespołem developerskim, ale przede wszystkim jesteśmy graczami. Dlatego pragniemy tworzyć gry, które wniosą wiele świeżości do gatunku Action RPG. Chcemy, żeby Dark Point Games było niewielkim, maksymalnie 40-osobowym zespołem, by wszyscy członkowie studia doskonale uzupełniali się kompetencjami i tworzyli zgrany zespół. – kontynuuje Paweł Waszak, prezes Dark Point Games.

Obecnie spółka koncentruje się na swojej pierwszej dużej produkcji grze- Achilles: Legends Untold, której premiera w modelu early access na platformie Steam planowana jest na pierwszy kwartał 2022 r.. Jest to izometryczna gra RPG akcji inspirowana, zarówno pod względem klimatu jak i rozgrywki, takimi hitami jak Dark Souls czy Diablo.

Konstrukcja gry sprawia, że jest odpowiednia zarówno dla początkujących graczy, jak i wieloletnim miłośnikom gatunku, którym dostarczy sporych wyzwań. Achilles: Legends Untold już w dniu premiery, w formule wczesnego dostępu, będzie dostępny w trybie single i multiplayer i będzie oferował 12 godzin rozgrywki.

– Wystartowaliśmy już z kampanią marketingową Achilles: Legends Untold, która poprzedzi debiut na Steamie we tzw. wczesnym dostępie. Dotychczasowy koszt produkcji przekroczył gry 4,2 miliony złotych. Naszym celem jest osiągnięcie sprzedaży na poziomie minimum 100 tys. kopii w ciągu roku od premiery. W 2023 roku gra pojawi się również na konsolach PlayStation i Xbox – kończy prezes Dark Point Games.

Spółka rozpoczęła również etap preprodukcji swojej kolejnej gry o roboczym tytule ‘Brightness’. Dark Point Games planuje rozpoczęcie właściwych prac nad nowym tytułem jeszcze w 2022 roku, z premierą wstępnie ustaloną na 2024 rok.

Branża budowlana w najlepszej kondycji od początku pandemii. Połowa firm liczy na więcej zamówień

Subindeks Barometru EFL na III kwartał br. dla branży budowlanej wyniósł 52,9 pkt. To najwyższy wynik od początku pandemii. Na odczyt największy wpływ miały bardzo dobre prognozy dotyczące sprzedaży – połowa przedsiębiorstw budowlanych spodziewa się jej wzrostu. Umiarkowany optymizm pojawia się także w ocenie najbliższej przyszłości związanej z pandemią COVID-19. 30 proc. firm budowlanych uważa, że dzięki epidemii koronawirusa branża rozwinie się, a tylko 4 proc. firm, że spowoduje upadki działalności. Dla 64 proc. koronawirus jest neutralny.

Barometr EFL dla branży budowlanej na III kwartał 2021:

  • Subindeks: 52,9 pkt. (+1 pkt. kw./kw.)
  • Inwestycje: 4 proc. przedsiębiorców prognozuje zwiększenie inwestycji; 19 proc. prognozuje spadek inwestycji
  • Sprzedaż: 50 proc. przedsiębiorców prognozuje zwiększenie sprzedaży
  • Płynność finansowa: 37,5 proc. przedsiębiorców prognozuje poprawę płynności finansowej
  • Finansowanie zewnętrzne: 2,5 proc. przedsiębiorców prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne; 37,5 proc. prognozuje mniejsze zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne
  • Barometr COVID-19: 36 proc. przedsiębiorców spodziewa się poprawy kondycji w branży w kolejnych 6 miesiącach

– Z najnowszych danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że po trudnym pierwszym półroczu ubiegłego rok, w którym wszyscy mierzyliśmy się z pierwszymi skutkami pandemii koronawirusa, i drugim, który dawał nadzieje na odbicie branży, z każdym miesiącem tego roku sytuacja w budownictwie poprawiała się. Od stycznia do czerwca 2021 roku firmy leasingowe sfinansowały sprzęt budowlany o wartości prawie 2 mld zł, co oznacza ponad 37 proc. wzrost w porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku. Widzimy więc ruch w branży. Barometr EFL, który wybiega w przyszłość, jednoznacznie nie wskazuje na powrót koniunktury, ale pokazuje, że same firmy budowlane liczą na utrzymanie się dobrej sytuacji w drugiej części tego roku – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Fundamenty wciąż stabilne

Subindeks Barometru EFL na III kwartał br. dla branży budowlanej wyniósł 52,9 pkt., o 1 pkt. więcej niż w poprzednim kwartale tego roku. Budownictwo jest jedną z dwóch branż, które w tym pomiarze odnotowały poprawę nastrojów (obok HoReCa). Wartość wskaźnika od początku tego roku nieznacznie rośnie. W pomiarze na I kwartał (realizowany na przełomie grudnia 2020 i stycznia 2021 roku) wyniósł 48,8 pkt., a na II kwartał br. (realizowany na przełomie marca i kwietnia br.) 51,9 pkt.

Na przyzwoitą wartość subindeksu Barometru EFL dla budownictwa, powyżej progu ograniczonego rozwoju (który wynosi 50 pkt.), największy wpływ miały prognozy w obszarze sprzedaży. Równo połowa firm budowlanych prognozuje wzrost zamówień od lipca do września br., a tylko 3 proc. spodziewa się zmniejszenia obrotów.

Większe zamówienia pozytywnie wpływają na płynność finansową. Jej poprawy spodziewa się 37,5 proc. przedsiębiorców. Na duże odbicie w inwestycjach jeszcze nie ma co liczyć – zdecydowana większość zapytanych (77,5 proc.) uważa, że pozostaną one na niezmienionym poziomie co ostatnio, a tylko niespełna 4 proc. planuje więcej inwestować w najbliższych miesiącach.

Branża rozwija się dalej

Wpływ pandemii koronawirusa na MŚP jest oceniany przez największą grupę przedstawicieli budowlanki jako neutralny biznesowo. Taką opinię wyraziła ponad połowa przedsiębiorców (54 proc.). Ale tylko nieco mniej zapytanych, bo 41 proc., wskazuje na negatywny charakter pandemii.

EFL w badaniu Barometr COVID-19 po raz szósty zapytał przedsiębiorców z branży budowlanej, czy w kontekście kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. 36 proc. przedsiębiorców ocenia, że sytuacja się poprawi. To drugi najlepszy wynik wśród sześciu badanych sektorów (45 proc. firm produkcyjnych jest podobnego zdania). Ponad połowa (52,5 proc.) uważa, że pozostanie bez zmian. Tylko 6 proc. zapytanych jest zdania, że się pogorszy.

Budownictwo, obok przemysłu, jest branżą, w której upadki firm są najrzadziej wskazywane jako efekt pandemii. Tylko co 4 proc. przedsiębiorców uważa, że w wyniku pandemii koronawirusa zamknie się wiele firm budowlanych. Dla porównania, w HoReCa tego zdania jest aż 85 proc. zapytanych, a w handlu 22,5 proc. Prawie co trzecia firma budowlana uważa, że dzięki pandemii branża rozwinie się. Większymi optymistami są tylko firmy produkcyjne (45 proc. takich wskazań).

FPP: 7% na zdrowie niepewne? Polski Ład nie da wystarczających wpływów

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że projekt ustawy zwany jako 7% PKB zakłada przyspieszenie wzrostu finansowania zdrowia – Polska miałaby przeznaczać 6% PKB na zdrowie w 2023 r., a do 2027 r. powinno to być 7% PKB. Źródłem finansowania, zwłaszcza na początkowym etapie, miałyby być zwiększone wpływy ze składki zdrowotnej od osób prowadzących działalność gospodarczą.

Jednak zgodnie z wyliczeniami Federacji Przedsiębiorców Polskich, nawet po zmianach proponowanych przez Polski Ład w składce zdrowotnej, w kolejnych latach udział wpływów składkowych w finansowaniu publicznej ochrony zdrowia będzie coraz mniejszy. W 2027 r. wyniósłby zaledwie 70%, podczas gdy obecnie wpływy ze składki zdrowotnej stanowią prawie 80% w budżecie całego systemu. Powstałą w ten sposób lukę w finansowaniu będzie trzeba pokryć z budżetu państwa – co oznacza dołożenie dodatkowych 44 mld złotych.

Wyliczenia dodatkowo zostały oparte o korzystne dla rządu założenie, że przedsiębiorcy nie zmienią masowo formy opodatkowania na ryczałt od przychodów ewidencjonowanych – co pozwoliłoby im uniknąć płacenia podwyższonej składki zdrowotnej.

„Sejm uchwalił ustawę o zwiększeniu nakładów publicznych na ochronę zdrowia do 7% PKB w 2027 r. Chociaż pacjenci zdecydowanie popierają pomysł zwiększenia środków na leczenie w systemie ochrony zdrowia, to – jak wynika z badania Federacji Przedsiębiorców Polskich – po 3 latach od wejścia w życie ustawy 6% PKB na zdrowie większość nie dostrzega różnicy w funkcjonowaniu systemu w ostatnich latach. Co więcej, jak wynika z analiz FPP propozycje podatkowo-ubezpieczeniowe z Polskiego Ładu nie stanowią stabilnego źródła finansowania ochrony zdrowia, zaspokajającego potrzeby finansowe związane z realizacją celu wydatkowania 7% PKB na zdrowie. Jednym z możliwych rozwiązań powyższego problemu jest stopniowe podnoszenie składki zdrowotnej. Według badań IBRiS dla FPP, nawet połowa Polaków byłaby skłonna dopłacić do niej średnio 30 zł miesięcznie – gdyby środki te zostały przeznaczone np. na poprawę dostępu do lekarzy specjalistów. Co więcej, podniesienie składki o 0,25 pkt proc. przełożyłoby się na wzrost wpływów z niej o 2,7 mld zł rocznie. Z perspektywy pracodawców taki wzrost oznaczałby podniesienie pozapłacowych kosztów pracy o 6 zł w przypadku minimalnego wynagrodzenia i 12 zł w przypadku średniej pensji. Oczywiście jednorazowe podniesienie składki zdrowotnej byłoby rozwiązaniem doraźnym. Stąd postulat Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej, by podnosić składkę zdrowotną o 0,25 pkt proc. przez okres 5 lat – co jest zbieżne z perspektywą zwiększania nakładów na zdrowie do 7% PKB. Takie rozwiązanie przełożyłoby się nie tylko na zmniejszenie luki w finansowaniu systemu ochrony zdrowia – należy postrzegać je także jako formę inwestycji. Wyższy poziom zdrowia ogółu społeczeństwa przełoży się bowiem na zwiększenie wydajności pracy, mniejszą liczbę zwolnień lekarskich, a w konsekwencji wyższy wzrost gospodarczy” – podkreśla Wojciech Wiśniewski, ekspert ds. zdrowia w Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Odsetek Polaków niezadowolonych z funkcjonowania krajowego systemu ochrony zdrowia utrzymuje się na podobnym poziomie od wielu lat. W 2010 r. negatywną ocenę wystawiło 75% ankietowanych przez CBOS, w 2014 r. – 68%, a w 2018 r. – 66%. W 2018 r. przyjęto nowelizację ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, zakładającą stopniowe zwiększanie nakładów na zdrowie do 6% PKB. Docelowy poziom miał zostać osiągnięty w 2024 r. Według badania IBRiS przeprowadzonego na zlecenie Federacji Przedsiębiorców Polskich z maja 2021 r., wzrost nakładów na ochronę zdrowia w pierwszych 3 latach po przyjęciu nowej ustawy nie przełożył się na większe zadowolenie pacjentów z funkcjonowania systemu. Zgodnie z najnowszymi danymi aż 72% Polaków uważa, że system ochrony zdrowia w Polsce funkcjonuje źle. Tylko 24% jest zadowolonych z jego obecnego stanu. Główną zmianą, jakiej pacjenci oczekują, jest zapewnienie lepszego dostępu do lekarzy specjalistów. Aż 82% ankietowanych wskazało ten problem jako najpilniejszy. Co drugi respondent zwraca również uwagę na konieczność zapewnienia lepszego dostępu do diagnostyki, leczenia oraz nowych skutecznych leków.

Dotychczasowe zmiany nie rozwiązują problemu

Niepokojące są dane gromadzone przez Narodowy Fundusz Zdrowia.. O ile bowiem w latach 2015-2020 nakłady w ochronie zdrowia wzrosły wyraźnie na lecznictwo szpitalne i podstawową opiekę zdrowotną, spadły wydatki na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną z poziomu 5 628 mln zł w 2015 r. do 5 357 mln zł w 2020 r. Jednocześnie z roku na rok obserwujemy wyraźny spadek liczby pacjentów, którym udzielane są świadczenia – a tym samym porad udzielanych ambulatoryjnie, co nasila główny problem wskazywany przez pacjentów.

Wyraźne zwiększenie nakładów na zdrowie wydaje się w tym kontekście kluczowym elementempoprawy funkcjonowania całego systemu. Postulat ten popiera zdecydowana większość zapytanych w czerwcu 2021 r. przez Federację Przedsiębiorców Polskich organizacji pacjentów. Aż 93% z nich wskazało, że system ochrony zdrowia powinien dysponować większymi środkami finansowymi na leczenie pacjentów. Jedynie 4,4% uważa, że nie ma takiej potrzeby. Jednocześnie zaledwie 7,7% organizacji dostrzega pozytywne zmiany po wejściu w życie w 2018 r. ustawy o wzroście nakładów publicznych na ochronę zdrowia do 6%. Niemal 66% nie dostrzega żadnych zmian, a zdaniem co czwartej organizacji system funkcjonuje gorzej niż wcześniej.

Polska na tle UE

Jak się okazuje, wprowadzenie ustawy 6% PKB na zdrowie nie przyczyniło się do zmniejszenia różnic finansowania ochrony zdrowia pomiędzy Polską oraz innymi państwami Unii Europejskiej. Co więcej, według danych Eurostatu, wydatki na zdrowie całego sektora finansów publicznych – na który składają się środki z budżetu centralnego, budżetów samorządów i funduszy celowych – wciąż utrzymywały się poniżej poziomu z 2010 r. (ostatnie dane za 2019 r.) i wynosiły 4,9% PKB, przy średniej unijnej na poziomie 7%. I o ile od 2016 r. z roku na rok sytuacja Polski nieznacznie się poprawia, to przy utrzymaniu obecnego tempa wzrostu nakładów na zdrowie, poziom 7% PKB zostałby osiągnięty w 2040 r.

Jeszcze gorzej sytuacja Polski na tle państw Unii Europejskiej rysuje się, gdy przeliczymy wydatki na zdrowie na mieszkańca i uwzględnimy różnice w sile nabywczej. Wówczas okazuje się, że środki publiczne, jakie wydajemy na ochronę zdrowia, stanowią zaledwie 44% średniej UE (dane za rok 2018). I nie można tej wartości uzasadnić niższym PKB Polski, gdyż ten wskaźnik mierzony per capita według parytetu siły nabywczej wyniósł w 2018 r. 71% średniej unijnej.

Prezes IS-Wireless – 5G to dziś przede wszystkim software

Dotychczasowe tradycyjne modele budowy sieci telekomunikacyjnych nie są w stanie sprostać wymaganiom, jakie niesie dziś rozwój technologii. Open RAN to nowa jakość i różnorodność w budowie sieci 5G – przekonywał podczas CyberSec Forum 2021 w Krynicy–Zdrój Sławomir Pietrzyk, prezes IS-Wireless, firmy, która opracowała polską technologię 5G.

Cyberbezpieczeństwu i przyszłości sieci piątej generacji w regionie państw Trójmorza poświęcono dyskusję pt. „Open RAN: Securing the Future of 5G in the Three Seas Region”, którą zorganizowano na największej w Polsce konferencji na temat bezpieczeństwa cyfrowego. O polskich rozwiązaniach i nowym podejściu do budowy sieci 5G mówił podczas spotkania w Krynicy–Zdrój Sławomir Pietrzyk, prezes IS-Wireless. Ta polska firma jest przykładem na to, że nasza krajowa technologia może być nie tylko inspiracją dla innych graczy na rynku telco, ale może ona zrewolucjonizować dotychczasowy sposób budowania sieci. Bo jak podkreślił prezes IS-Wireless Sławomir Pietrzyk kluczem w nowoczesnym podejściu do 5G jest software. – Najwięksi gracze pragnący wchodzić na ten nowy, dynamicznie rozwijający się rynek zdali sobie sprawę, że wiele mogą się od nas nauczyć, ponieważ mamy doświadczenie w tworzeniu i dostarczaniu bezpiecznego oprogramowania. A to właśnie software leży w centrum nowoczesnych sieci podkreślił Sławomir Pietrzyk. – Reprezentujemy drugą falę Open RAN i wprowadzamy na ten rynek nową jakość, a doświadczenie w kreowaniu bezpiecznego oprogramowania na potrzeby modelu otwartego sprawia, że więksi gracze są zainteresowani współpracą z nami i czerpaniem z naszej wiedzy – dodał.

Liczy się czas

Prezes IS-Wireless nie ma złudzeń, że jeśli chcemy realnie zyskać na rozwoju otwartego 5G musimy działać natychmiast. – To wyczucie odpowiedniego momentu na podjęcie działań jest kluczowe. Właściwy czas i właściwe miejsce są znacznie ważniejsze niż rozmiar firmy, gdy mówimy o prawdziwie rewolucyjnych technologiach – stwierdził Sławomir Pietrzyk. Jak wyjaśniał, możemy sobie nie zdawać sprawy ze skali przemian, jakie przyniesie sieć piątej generacji. – Przypomnijmy, że gdy na rynek wchodziły telefony komórkowe, firmy analityczne odradzały największym firmom telekomunikacyjnym w Stanach Zjednoczonych inwestycje w ten segment rynku, ponieważ przewidywały, że on się nie rozwinie. Prognozy te wynikały z niezrozumienia dla potencjału i skali przemian, jakie niosła technologia. Nadal spotykamy się niestety z takim spojrzeniem na 5G – zauważył prezes IS-Wireless.

Cyberbezpieczeństwo i certyfikacja

Dla budowy sieci 5G w modelu Open RAN ważne jest opracowanie wspólnego standardu bezpieczeństwa dla wszystkich dostawców. W tym celu firma IS-Wireless podjęła współpracę z Politechniką Warszawską oraz Instytutem Łączności – Państwowym Instytutem Badawczym. – Standaryzacja nie tylko zapewni bezpieczeństwo sieci budowanych w modelu otwartym, ale pozwoli też na wydajną współpracę i wzajemne uzupełnianie się firm wszystkich rozmiarów. Przed nami okres intensywnego wzrostu otwartego 5G i warto patrzeć w przyszłość z optymizmem – mówił w Krynicy–Zdrój Sławomir Pietrzyk.

IS-Wireless jest polskim dostawcą technologii sieciowych. Firma w czerwcu przedstawiła swoje kompleksowe rozwiązanie 5G i rozpoczęła jego wdrażanie. Pierwszą sieć kampusową 5G opartą o krajową technologię IS-Wireless zbuduje w Krakowie.

Madmind Studio zadebiutuje na NewConnect 8 września

Madmind Studio, specjalizujący się w tworzeniu gier z gatunku horror, jest o krok od wejścia na NewConnect. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie zatwierdziła Dokument Informacyjny spółki oraz wyznaczyła pierwszy dzień notowań na najbliższą środę, 8 września.

Bardzo się cieszymy, że Madmind Studio już niedługo dołączy do spółek notowanych na NewConnect. Niewątpliwie jest to jeden z najważniejszych momentów w historii naszej Spółki. Już 5 października będzie miało miejsce kolejne duże wydarzenie, mianowicie premiera naszej długo wyczekiwanej gry Succubus. Jej wishlista gromadzi obecnie około 250 tys. zainteresowanych graczy. Najbliższe tygodnie zapowiadają się niezwykle intensywnie, co dodatkowo motywuje nas do ciężkiej pracy – mówi Tomasz Dutkiewicz, prezes zarządu Madmind Studio.

Debiut Madmind Studio odbędzie się 8 września o godzinie 11:30. Do obrotu zostaną wprowadzone już istniejące akcje serii A, wejście na giełdę nie jest związane z emisją nowych akcji. Uroczystość będzie transmitowana w kanałach społecznościowych Giełdy Papierów Wartościowych.

Studio zostało założone w 2016 r. przez grupę deweloperów z ponad 14 letnim doświadczeniem w branży gier. U podstaw Madmind Studio jest głęboko zakorzeniona specjalizacja w grach z gatunku horror. Agony – pierwsza gra wyprodukowana przez dewelopera sprzedała się w liczbie ponad 700 tys. egzemplarzy, generując 3,2 mln zł zysku netto. Succubus, nadchodząca produkcja bydgoskiego studia jeszcze miesiąc przed swoją premierą ma wishlistę większą o 30 tys. graczy w porównaniu z Agony. Po premierze nowej gry Spółka planuje skupić się nad dwoma kolejnymi tytułami: Paranoid oraz Tormentor.

All in! Games ogłasza powstanie spółek zależnych i prace nad nową strategią

Notowany na GPW wydawca gier komputerowych All in! Games, ogłosił zawiązanie nowych spółek zależnych. Będą to studio developerskie i technologiczne Iron Bird Creations, a także Happy Little Moments, które zajmować się będzie tworzeniem gier i aplikacji na platformy PC oraz Nintendo Switch mających na celu kreowanie nowych systemów sprzedaży.

  • All in! Games, wydawca gier komputerowych, ogłosił zawiązanie nowych spółek zależnych, jest to element nowej strategii, którą przygotowuje spółka
  • Będą to spółki Iron Bird Creations, a także Happy Little Moments, które zajmować się będzie tworzeniem gier i aplikacji na platformy PC oraz Nintendo Switch mających na celu kreowanie nowych systemów sprzedaży
  • Spółka podpisała niedawno list intencyjny z brytyjską firmą Future Friends Games Limited.

Powołanie nowych spółek i studiów developerskich jest jednym z ważnych elementów nowej strategii, której przygotowanie All in! Games finalizuje. Poprzez te działania krakowski wydawca chce dać większą niezależność oraz poczucie odpowiedzialności sprawnie funkcjonującym wewnętrznym zespołom developerskim. To przełoży się na jeszcze lepszą jakość realizowanych projektów.

– Bardzo nas cieszy, że działalność naszej spółki rozwinęła się do etapu, w którym możemy decydować się na taki krok. Już wcześniej All in! Games w niewielkim zakresie prowadził działalność developerską, w ramach której stworzyliśmy grę Red Wings: Aces of the Sky, ale chcieliśmy rozwinąć tą działalność. Wierzymy, że produkcja własnych gier oraz świadczenie usług technologicznych przełożą się na dotarcie do jeszcze większej liczby użytkowników oraz zwiększenie przychodów – wyjaśnia Piotr Żygadło, prezes zarządu All in! Games. – Spółka Iron Bird Creations będzie łączyć w sobie zaawansowaną technologię, czyli “Iron”, a także unikalną kreację, czyli “Bird” i będzie się składała z dwóch zespołów. Jeden będzie skupiony na tworzeniu gier, a drugi na działaniach czysto technologicznych, takich jak portowanie, sztuczna inteligencja, czy tzw. tech assessments. Chcielibyśmy nie tylko tworzyć produkcje do naszego portfolio, ale również oferować swoje usługi podmiotom zewnętrznym – dodaje.

Studio będzie prowadzić prace nad grą o oryginalnym IP. Jest ona planowana na konsole obecnej i nowej generacji na rok 2022. W kolejnym etapie zespół – łącznie liczący ok. 20 osób – będzie tworzył nowe prototypy, a także wspierał już wydaną grę poprzez dodatki i aktualizacje.

 – Iron Bird Creations powstaje na trzech filarach. Chcemy, by nasze gry sprawiały radość, by miały swój charakterystyczny, unikalny styl wizualny i by były dostępne dla graczy o każdym poziomie zaawansowania – tłumaczy prezes zarządu All in! Games.

Spółka Happy Little Moments będzie studiem developerskim, której gry i aplikacje pozwolą  dotrzeć do nowych użytkowników głównie poprzez platformę Nintendo Switch i przez to będą promować inne tytuły z portfolio All in! Games.

– Działalność Happy Little Moments będzie się koncentrować na nietypowych produkcjach oraz na wykorzystywaniu gier w mniej typowy dla rynku gier sposób. Mamy nadzieję, że to nowatorskie podejście pozwoli nam uzyskać przewagę konkurencyjną, co oczywiście pozytywnie wpłynie na nasze wyniki – mówi Piotr Żygadło.

Zespół Happy Little Moments liczyć będzie na początku dwie osoby, ale docelowo ma się powiększyć o kolejne oraz w dużym stopniu korzystać z outsourcingu. W dalszej przyszłości spółka planuje również większe produkcje, m.in. gry dla osób z problemami sensorycznymi lub percepcyjnymi.

All in! Games niedawno podpisało list intencyjny z brytyjską firmą Future Friends Games Limited. Spółki rozpoczęły negocjacje dotyczące współpracy przy wydaniu gry Exo One na PlayStation i Nintendo Switch. Według założeń listu intencyjnego All in! Games otrzyma wyłączne globalne prawa oraz licencję na komercyjną dystrybucję gry. To pierwszy krok dla All in! Games w zakresie tworzenia alternatywnych kanałów generowania przychodów.

Australia nie obawia się o wzrost gospodarczy

Bank Rezerw Australii podtrzymał dziś swoje plany „taperingu”. Zgodnie z wcześniejszymi założeniami cotygodniowe zakupy zostaną zredukowane. Program został przedłużony do lutego 2022 r. AUD w pierwszej reakcji zyskał w relacji do USD. Aktualnie para walutowa jest najniżej od 3 września. Bank zakłada, że gospodarka Australii ucierpi tylko na chwilę a następnie pojawi się dynamiczne odbicie.

O 6:30 polskiego czasu RBA podał swoją decyzję. Oczywiście stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. Urzędnicy ogłosili jednak, że cotygodniowe zakupy obligacji będą zmniejszone z 5 mld AUD do 4 mld AUD. To jastrzębia informacja. Program będzie jednak wydłużony do lutego, co wpisuje się już w gołębi ton. Bank centralny pokazuje, że nie wstrzymuje się ze swoimi planami normalizującymi politykę pieniężną. Ekonomiści banku zakładają, że spowolnienie wywołane 4 falą pandemii jest przejściowe, a zaraz po nim zobaczymy dynamiczne ożywienie koniunktury. RBA zakłada, że wzrosty gospodarki ponownie pojawią się w grudniu. Bank Rezerw Australii trzyma się natomiast silnie swojego forward guidance i dlatego, dopóki inflacja nie powróci trwale do tolerowanego przez niego przedziału (2-3 proc.), koszt pieniądza nie wzrośnie. Z wypowiedzi prezesa nie wynika, żeby wzrost cen nastąpił w najbliższym czasie. Dowiadujemy się również, że pomimo dobrego rozwoju gospodarki i dobrej kondycji rynku pracy przed wariantem delta, presja płacowa a tym samym cenowa pozostanie raczej stłumiona.

Od 20 sierpnia AUD w relacji do USD umocnił się o ponad 4 proc. Dziś widzimy, że korekta w tym średnioterminowym trendzie wzrostowym jest bardzo prawdopodobna. Szczególnie to zostało uwypuklone po decyzji RBA. Widać, że AUD nie ma już tej dynamiki wzrostu.
Dziś również na rynek napłynęły pozytywne dane handlowe z Chin za sierpień. To pierwsza pozytywna niespodzianka dla rynku po serii rozczarowujących PMI. Eksport i import wzrosły odpowiednio o 25,6 proc i 33,1 proc. r/r. Oba odczyty znalazły się znacznie powyżej oczekiwań rynkowych. To pokazuje, że globalny handel pozostaje odporny na nową falę pandemii. Gorzej co prawda wypadł import rudy żelaza i ropy naftowej w kategoriach ilościowych w okresie od stycznia do sierpnia. Główne dane są jednak optymistyczne, co w pewien sposób zmniejsza ryzyko załamania gospodarek jaki obserwowaliśmy wiosną 2020 roku.

Wczoraj dużo mówiło się o wywiadzie Adama Glapińskiego do PAP-u, w którym to Prezes NBP stwierdził, że zbyt wczesne podwyżki stóp procentowych mogą być ryzykowane dla gospodarki. Poza tym usłyszeliśmy już znane teorie o podażowych czynnikach wpływających na wzrost inflacji oraz o tym, że presja cenowa to efekt szoków pandemicznych. Dużo będzie zależeć od listopadowej projekcji NBP. Do tego czasu kształt polityki monetarnej nie powinien się zmienić. W środę RPP poda decyzję dotyczącą stóp procentowych, które zakładamy, że zostaną na tym samym poziomie. Dziś o poranku EUR/PLN jest przy 4,52, co oznacza wzrost od dołka z 1 września o ponad 2 grosze. Techniczny opór wypada na 4,5320 i w tych okolicach oczekiwałbym zakończenia korekty wzrostowej.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

KUKE: rekordowe przychody i ponad dwukrotny wzrost zysku netto w 2020 r.

Podstawowe fakty 2020 r.:

  • najwyższy w historii ubezpieczony obrót (68,4 mld zł, +23,0 proc. r/r),
  • rekordowe przychody ze sprzedaży polis i gwarancji w segmencie komercyjnym (123,7 mln zł, +24,5 proc. r/r),
  • wzrost zysku netto o 127 proc. r/r do 14,2 mln zł,
  • specjalne instrumenty dla eksporterów na czas pandemii: GAP EX i GAP EX+,
  • prace nad nowym systemem wsparcia eksportu,
  • rozszerzenie oferty produktów gwarancyjnych o gwarancje środowiskowe.

W 2020 r. KUKE wsparła polskich przedsiębiorców, chroniąc ubezpieczeniami i gwarancjami ubezpieczeniowymi ich obrót na kwotę 68,4 mld zł. To wynik o 23,0 proc. wyższy niż w roku poprzednim. Wolumen objętych ochroną ubezpieczeniową krótkoterminowych należności eksportowych i krajowych w wysokości 66,3 mld zł był o 23,5 proc. wyższy niż rok wcześniej, a udzielonych gwarancji ubezpieczeniowych (na poziomie 1,5 mld zł) wyższy o 9,1 proc.

Wartość ubezpieczonego obrotu eksportowego wzrosła w skali roku o 4,1 proc. do 22,5 mld zł, z czego w zakresie komercyjnych ubezpieczeń eksportowych o 1,2 proc. do 17,7 mld zł, a w przypadku gwarantowanych przez Skarb Państwa ubezpieczeń eksportowych i gwarancji ubezpieczeniowych o 16,1 proc. do 4,8 mld zł. Ubezpieczenia krótkoterminowego kredytu krajowego i udzielone gwarancje w ramach działalności komercyjnej zamknęły się w kwocie 46,0 mld zł, notując wzrost o 35,0 proc.

W strukturze geograficznej obrotu eksportowego podobnie jak w roku 2019, dominowały Niemcy (19,6 proc.). Kolejne pozycje zajęły należności kontrahentów z Czech (5,9 proc.) i Ukrainy (5,5 proc.).

W 2020 r. KUKE osiągnęła rekordowe przychody ze sprzedaży polis i gwarancji w komercyjnym segmencie działalności na poziomie 123,7 mln zł, co oznacza wzrost o 24,5 proc. w porównaniu z 2019 r. W szczególności wzrost ten dotyczył składek z ubezpieczenia kredytu kupieckiego (gr. 14), gdzie wyniósł on 32,9 proc., a składka przypisana brutto sięgnęła 100 mln zł. Biorąc pod uwagę również linię krótkoterminowych ubezpieczeń gwarantowanych przez Skarb Państwa, to składka przypisana brutto w grupie 14 wyniosła 131,5 mln zł, notując wzrost o 30,5 proc. Z kolei składka pozyskana z biznesu w grupie 15 (gwarancje ubezpieczeniowe) wyniosła 42,9 mln zł (+21 proc. r/r), co jest najlepszym wynikiem w historii spółki. W ciągu ostatnich trzech lat składka z gwarancji wydanych w obrocie krajowym i w eksporcie zwiększyła się prawie dwukrotnie.

W efekcie w 2020 r. KUKE wypracowała zysk netto na poziomie 14,2 mln zł, czyli o 127 proc. wyższy niż w roku poprzednim (6,24 mln zł).

Janusz Władyczak, prezes KUKE:

W 2020 r., okresie nadzwyczajnych zaburzeń w globalnej i krajowej gospodarce, KUKE wywiązała się z roli jednego z liderów rynku, zapewniając polskim przedsiębiorcom możliwość bezpiecznego prowadzenia działalności. Zależało nam, by w tym bardzo trudnym momencie mogli oni bez przeszkód ubezpieczać należności w obrocie krajowym i eksporcie, a dzięki naszym gwarancjom zdobywać zlecenia i m.in. kontynuować ważne dla kraju inwestycje infrastrukturalne, jak budowy dróg czy linii kolejowych oraz realizacje zagranicznych projektów. Możliwość udzielania kontrahentom kredytu kupieckiego w trakcie kryzysu oznaczała nie tylko pewność niezakłóconej realizacji bieżących zamówień, ale szansę na zdobycie nowych kontraktów. I wiele firm, również eksportowych, gdy konkurenci z innych krajów nie byli w stanie wywiązać się z umów, to wykorzystało. Dzięki dużej aktywności polskich przedsiębiorców, którzy nie załamali się pod wpływem kryzysu, my również mogliśmy cieszyć się wzrostem naszego biznesu. To już kolejny raz, gdy w sytuacji globalnych zawirowań KUKE staje na wysokości zadania, zapewniając swoim klientom możliwości rozwoju. Podobnie jak polscy przedsiębiorcy KUKE dobrze odnajduje się w dynamicznie zmieniającym się środowisku. Szybko i sprawnie odpowiadaliśmy na wyzwania, wprowadzając nowe rozwiązania, gdy na rynku panowała niepewność. A wszystko to przy efektywnym zarządzaniu ryzykiem, skutkującym kolejny rok z rzędu ograniczeniem szkodowości i historycznie najlepszą rentownością. Dzięki tym działaniom wzmocniliśmy naszą pozycję, stając się numerem dwa na rynku ubezpieczeń należności i dołączyliśmy do ścisłej czołówki na rynku gwarancji.

W 2020 r. KUKE podpisała 2,8 tys. nowych umów ubezpieczenia i gwarancji ubezpieczeniowych, o 33,6 proc. więcej niż w 2019 r. Jeśli chodzi o same ubezpieczenia krótkoterminowego kredytu eksportowego i krajowego to przybyło 314 nowych umów (+45,4 proc. r/r).

W 2020 roku KUKE wypłaciła 736 odszkodowań w gr. 14, a ich wartość w stosunku do 2019 r. zmniejszyła się o 29,3 proc. Prawie trzy czwarte odszkodowań dotyczyło nieuregulowanych należności przez kontrahentów z Polski, a pozostałe 27,6 proc. wypłacono w związku z brakiem zapłaty przez kontrahentów zagranicznych, w tym m.in. z Niemiec (8,5 proc.), Szwajcarii (3,1 proc.), Litwy (2,1 proc.).

Podsumowując działalność KUKE w zakresie gwarantowanych przez Skarb Państwa ubezpieczeń eksportowych, to liczba polis realizowanych w kredycie poniżej 2 lat wzrosła o 217,4 proc. r/r. Wartość ubezpieczonego obrotu wyniosła 3,5 mld zł, co stanowi wzrost o 20,0 proc. r/r. W strukturze geograficznej najwyższy udział miały należności od kontrahentów z Ukrainy (32,7 proc.), Rosji (27,0 proc.) i Białorusi (15,3 proc.). W dużej mierze osiągnięty wynik jest efektem wprowadzenia w maju 2020 r. nowego produktu KUKE GAP EX i GAP EX+. Instrument ten zapewnia bezpieczną wymianę handlową z kontrahentami z krajów Unii Europejskiej oraz dziewięciu krajów OECD, m.in. Wielkiej Brytanii, USA, Kanady, Australii, Japonii i Szwajcarii. Mogą z niego skorzystać te firmy, które potrzebują wyższego limitu, a którego dotychczasowy ubezpieczyciel nie może zaoferować, albo ten limit kredytowy utraciły.

W ramach ubezpieczeń średnio- i długoterminowych KUKE zawarła umowy o wartości sumy ubezpieczenia sięgającej niemal 610 mln zł. Jeśli chodzi o gwarantowane przez Skarb Państwa gwarancje ubezpieczeniowe to KUKE udzieliła ich 433, o łącznej wartości 738,1 mln zł, co stanowi 6-proc. wzrost.

Miniony rok został poświęcony przygotowaniu całkowicie nowego systemu wsparcia eksportu, który ujrzał światło dzienne na początku 2021 r. Będąc jednym z najnowocześniejszych systemów tego typu w Europie, stwarza idealne środowisko rozwoju dla polskich firm i finansujących je banków.

Na początku ubiegłego roku KUKE wprowadziła do oferty najszerszy na rynku pakiet gwarancji związanych z ochroną środowiska. Są one przeznaczone zarówno dla dużych podmiotów, jak i firm małych i średnich. Zaoferowanie nowych instrumentów miało na celu wzmocnienie przewagi konkurencyjnej spółki, o której w przypadku gwarancji decyduje nie specjalizacja, a szerokie spektrum usług i produktów oraz dywersyfikację portfela, w którym dużą część stanowią firmy z branży budowlanej. Gwarancje środowiskowe obowiązują maksymalnie przez trzy lata z możliwością odnowienia na kolejne okresy.

Warto wskazać, że w kwietniu 2020 r. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie KUKE podwyższyło kapitał zakładowy o 25,2 mln zł do kwoty 135.938.900 zł poprzez emisję akcji skierowanych do Banku Gospodarstwa Krajowego.

Wyniki wynajmu na warszawskiej Woli są trzykrotnie wyższe niż w następnej dzielnicy w zestawieniu

W sierpniu 2021 w nowoczesnych obiektach biurowych w Warszawie wynajęto ok. 51 374 m2.  Ponad 58% tej powierzchni wynajęto na Woli, w ścisłym sąsiedztwie Ronda Daszyńskiego – wynika z opublikowanego raportu firmy REDD.

– Jak pokazują dane REDD, Na obszarze mniejszym niż 1/2 kilometra kwadratowego, podpisano umowy najmu na łączną powierzchnię ponad 29 tys. m2 – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

REDD1

Wyniki wynajmu na Woli są trzykrotnie wyższe niż w następnej dzielnicy w zestawieniu. W Śródmieściu zarejestrowano umowy najmu na łączną powierzchnię 8 853 m2. Na kolejnych miejscach plasują się: Mokotów (4 831 m2), Włochy (3 119 m2) oraz Ochota (1 606 m2).REDD2

Months of Supply: Średnia dla całego kraju – 1,5 roku

Months of Supply („MoS”) – to teoretyczny wskaźnik relacji popytu do podaży, który symuluje ile trwałoby wynajęcie wszystkich dostępnych biur na danym rynku, biorąc pod uwagę obecne zasoby i tempo wynajmu.

Średnia wartość MoS dla głównych rynków w Polsce wynosi obecnie 18.2 miesiąca. Najniższy wskaźnik w granicach siedmiu miesięcy zanotowało Trójmiasto, natomiast najwyższy – ponad dwa lata- Katowice.REDD3

Z kolei przechodząc do tempa wynajmu biur w stolicy widzimy, że dotychczasowy agresywny trend wzrostowy w środku sierpnia mocno „wyhamował” przechodząc w mocny trend spadkowy.

Obecnie REDD Index dla Warszawy wynosi – 364,2 dni.REDD4

Inflacja w Polsce najwyższa od 20 lat

We wtorek miała miejsce publikacja szybkiego szacunku inflacji CPI w Polsce. Według wstępnych danych GUS wskaźnik ten wzrósł w sierpniu do 5,4% r/r z 5,0% r/r w lipcu, co było zaskoczeniem dla analityków,, którzy prognozowali 5,2 proc. (jedynie najbardziej pesymistyczne prognozy wskazywały na 5,4%). W związku z tym wzrost inflacji CPI już piąty miesiąc z rzędu przekraczał górną granicę pasma dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego NBP, tj. 3,5%. Na początku tego tygodnia Polska Agencja Prasowa opublikowała wywiad z prezesem NBP, w którym A. Glapiński utrzymuje gołębią wymowę dotyczącą perspektyw polityki pieniężnej, zatem najwyższy od 20 lat odczyt inflacji nie przekłada się na zmiany w retoryce NBP.

W piątek miała miejsce publikacja danych o zatrudnieniu poza rolnictwem w Stanach Zjednoczonych. Ze względu na to, że dane z rynku pracy mają obecnie kluczowy wpływ na politykę amerykańskiej Rezerwy Federalnej, wiążącej odbudowę rynku pracy po pandemii z podejmowaniem dalszych kroków w kwestii poziomu stóp procentowych w USA, inwestorzy skupiali na nich swoją uwagę. Dane okazały się negatywną niespodzianką dla rynku. Zatrudnienie wzrosło w sierpniu jedynie o 235 tys. etatów, a konsensus prognoz wskazywał na wzrost o 750 tys. Miesiąc wcześniej wzrost ten był dużo większy i po rewizji w górę wyniósł 1,053 mln. Tak negatywne dane wpłynęły na osłabienie dolara oraz przełożyły się na kontynuację wzrostów na metalach szlachetnych. Złoto zakończyło miniony tydzień na poziomie 1827,73 USD za uncję, a srebro podrożało do 24,72 USD.

W tym tygodniu odbędzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej: w środę jednodniowa debata a w czwartek konferencja prezesa NBP ze stacjonarnym udziałem dziennikarzy.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Spada wykrywalność fikcyjnych faktur. Ale w Internecie nadal kwitnie handel „kosztami”

W 2020 roku liczba wykrytych fikcyjnych faktur spadła o przeszło 33% w porównaniu z rokiem wcześniejszym. W ub.r. łączna kwota brutto wynikająca z ww. dokumentów była o ponad 40% mniejsza niż w 2019 roku. Analizy na plikach JPK_VAT wpłynęły na zidentyfikowanie faktur wystawionych przez podmioty niezarejestrowane do VAT. Natomiast z danych firmy SentiOne, monitorującej opinie w Internecie, wiemy, w których miesiącach pojawiło się najwięcej wzmianek nt. kupna i sprzedaży kosztów.

Jak informuje Krajowa Administracja Skarbowa (KAS), w 2020 roku w toku kontroli zrealizowanych przez urzędy celno-skarbowe i urzędy skarbowe wykryto ponad 153 tys. fikcyjnych faktur. W 2019 roku było ich przeszło 229 tys. W ub.r. opiewały na kwotę brutto 22,2 mld zł, a wcześniej – 37,2 mld zł.

– Dane dotyczące roku 2020 są niereprezentatywne, ponieważ nastąpiło radykalne zmniejszenie ilości czynności wykonywanych przez organy. Nie należy zatem wyciągać daleko idących wniosków. Natomiast widać spóźniony efekt rozszerzenia od 1 listopada 2019 roku zakresu mechanizmu podzielonej płatności. Dzięki MPP nastąpiło ograniczenie bezspornie zjawisk patologicznych – komentuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Działania prowadzone przez organy KAS istotnie przyczyniają się do ograniczenia przestępczości fakturowej, co podkreśla Anita Wielanek, rzecznik prasowy Szefa KAS. I dodaje, że od kilku lat wprowadzane zmiany legislacyjne i wdrażane narzędzia informatyczne mocno wpływają na tzw. rynek faktur. Aktualnie coraz trudniej jest wprowadzić do obiegu fikcyjne faktury, a jednocześnie KAS ma coraz skuteczniejsze rozwiązania do wykrywania takich dokumentów będących w obiegu.

– W Raporcie z 23.03.2016 roku NIK wskazał, jakie zmiany legislacyjne trzeba wprowadzić, żeby zmniejszyć przestępczość podatkową. Zgodnie z zaleceniami, wprowadzono takie narzędzia, jak m.in. biała lista VAT, MPP, STiR, wykreślanie z rejestrów podatników VAT. Do tego dochodzą karne regulacje. Podatnicy są świadomi ryzyk związanych z ujmowaniem kosztów podatkowych z faktury, która nic nie dokumentuje – podkreśla dr Jacek Matarewicz, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski, ekspert BCC.

W wyniku przeprowadzonych analiz na plikach JPK_VAT złożonych za 2020 rok przekazano do weryfikacji do urzędów skarbowych faktury, które zostały wystawione przez podmioty niezarejestrowane do VAT. Zidentyfikowano ponad 132 tys. takich fałszywek na łączną kwotę przeszło 1,2 mld zł (za 2019 rok odpowiednio – ponad 120 tys. i przeszło 3,2 mld zł). Ponadto na podstawie rozliczeń za 2020 rok zidentyfikowano ponad 29 tys. podmiotów niedeklarujących sprzedaży (za 2019 rok – ponad 22 tys.), które wystawiły ok. 910 tys. faktur na sumę około 5,9 mld zł (odpowiednio – około 586 tys. faktur na łączną kwotę ok. 5,2 mld zł).

– Często słyszymy tezę, że instrumenty informatyczne coś tam poprawiły. Ale żaden z nich bezpośrednio nie wyeliminuje przestępstw, bo nie ma takiej możliwości. Na pewno dzięki JPK władza ma większą wiedzę na temat wystawianych faktur. Jednak w ewidencji raportowanej faktura fałszywa tak samo wygląda jak prawdziwa, więc to raczej jest taka ideologia, którą Ministerstwo Finansów przedstawia z uporem od prawie dziesięciu lat – dodaje prof. Modzelewski.

Natomiast z raportu firmy SentiOne, monitorującej opinie internautów, wynika, że w pierwszych siedmiu miesiącach br. największą liczbę wzmianek „sprzedam koszty” opublikowano w lipcu. Patrząc na cały 2020 rok, był to czerwiec, a w 2019 roku – maj. Ponadto tegoroczne wzmianki miały głównie charakter neutralny (98%). Nieco inaczej wygląda to w przypadku „kupię koszty”. W tym roku najwięcej wzmianek było w marcu. W ubiegłym roku w grudniu, a w 2019 roku – w lutym.

– W Internecie wciąż można znaleźć ogłoszenia dotyczące tzw. handlu kosztami. Znaczna ich część jest zamieszczona na serwerach znajdujących się poza UE, przy czym często tacy „przedsiębiorcy” korzystają z polskich numerów telefonu. O ile dla organów skarbowych usuwanie czy odnajdowanie nadawców spoza Unii jest prawie niemożliwe, tak mogą korzystać z prawa do ujawnienia danych osoby przypisanej do danego numeru telefonu – informuje adwokat Rafał Schreiber z Kancelarii Ars AEQUI.

Dzięki firmie SentiOne znamy też najpopularniejsze źródła wzmianek dot. sprzedaży kosztów. W pierwszych siedmiu miesiącach br. były to portale (54,1%), fora (25,9%), Facebook (10,6%), Twitter (7%), recenzje (1,2%) oraz Instagram (1,2%). Natomiast w przypadku kupna kosztów sytuacja wygląda nieco inaczej. Zestawienie otwierają portale (29,7%), a dalej znajdują się Facebook (23,8%), fora (23,8%), Twitter (20,8%) oraz recenzje (2%).

– Dla mnie jest niepojęte, że w Polsce nie mamy szybkich, sprawnych narzędzi, żeby blokować zagraniczne domeny z tego typu ogłoszeniami. Nie powinno dochodzić do legalizowania takich ofert poprzez nieporadność państwa i organów, które twierdzą, że jurysdykcja innego kraju nam nie pozwala na działanie. Ta domena dociera do polskich odbiorców, więc tutaj powinna być zablokowana i tyle – stwierdza ekspert z BCC.

Jak zaznacza Anita Wielanek, zostały zaostrzone przepisy dotyczące kar za fałszowanie faktur lub wystawianie tzw. pustych faktur oraz za ich używanie. Za przestępstwa te grozi aktualnie więzienie, w największym wymiarze nawet do 25 lat.

– Zaostrzenie kar miało pomóc organom ścigania w skutecznym zwalczaniu przestępstw działać prewencyjnie. Jednak bardzo rzadko rzeczywiści organizatorzy nielegalnych procederów są osobiście zaangażowani w przestępcze struktury. Mamy do czynienia z sieciami tzw. słupów, czyli podmiotów, których tożsamość wykorzystywana jest do formalnej organizacji tego typu działalności. Organy podatkowe mają zatem poważny problem z wykryciem rzeczywistych przestępców – podkreśla mecenas Schreiber.

Według prof. Modzelewskiego, ze strony przedsiębiorców zainteresowanie fikcyjnymi fakturami jest minimalne. Ale zapotrzebowanie tworzy rynek przestępczości, która zajmuje się tylko wyłudzaniem zwrotów podatków na podstawie sfałszowanych faktur. Zdaniem eksperta, to w dużej mierze udało się wyeliminować.

– Sprzedawca takich faktur nie odprowadza żadnych danin, liczy na szybki zysk. Nabywca ma dużo więcej do stracenia niż może zyskać. Są jednak podmioty, które z uczciwym biznesem mają niewiele wspólnego, stąd prawdopodobnie zawsze będzie popyt na taką działalność i jej efekty. Nie da się poprzez regulacje prawne całkowicie wyeliminować przestępczości gospodarczej. Możemy jednak zmniejszyć jej skalę poprzez odpowiednie prawo i sankcje. Spotykaną pokusą u jakiegoś odsetka społeczeństwa jest to, żeby spróbować. Ale ci, którzy decydują się na taki krok, coraz częściej tego żałują – podsumowuje dr Matarewicz.

Składka zdrowotna 4,9% zamiast 9%. Przedsiębiorcy: nie chcemy licytacji i pozornych kompromisów

4,9% składki zdrowotnej to pozorny kompromis. Zobowiązania przedsiębiorców gigantycznie wzrosną.

– Proponowane obniżenie składki zdrowotnej z zawrotnych 9% do 4,9% to tylko pozorny kompromis. Politycy próbują stworzyć wrażenie ustępstwa, a tak naprawdę nadal mówimy o drastycznym wzroście zobowiązań finansowych dla przedsiębiorców. Ceną kompromisu próbuje się przemycić kolejne daniny.  Propozycję procentowych składek zdrowotnych jako przedsiębiorcy oceniamy jednoznacznie negatywnie – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Mojsiuk: „Nie chcemy licytacji, nie chcemy pozornych kompromisów, a rzeczowej rozmowy”

    Składka zdrowotna dla prowadzących działalność gospodarczą ma wynieść 4,9 proc. zamiast pierwotnie planowanych 9 proc. Dla ryczałtowców będą natomiast trzy stawki – 300, 500 lub 900 złotych. Oczywiście nowe rozwiązanie o którym donoszą media należy potraktować jako „krok w dobrą stronę”, ale przedsiębiorcy odnoszą wrażenie, że zaporowa kwota 9% została zaproponowana po to, by potem obniżyć stawkę, co można byłoby uznać za kompromis. Jak mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej, przedsiębiorcy źle odbierają takie fortele.

  – Polski Ład to ważny projekt dla gospodarki. Przedsiębiorców niestety nikt nie zaprosił do rozmów. Musimy więc dyskutować o medialnych wrzutkach, które trudno ocenić pozytywnie. Mamy wrażenie, że w temacie składki zdrowotnej jesteśmy świadkami chaotycznych licytacji. Raz 9%, potem 6%, następnie 3%, a teraz 4,9%. Rozmawiamy o poważnych sprawach. Dla wielu firm będzie to oznaczało gigantyczny wzrost zobowiązań. Nie chcemy licytacji, nie chcemy pozornych kompromisów, a rzeczowej rozmowy podpartej analizą realnych kosztów, które dodatkowo będą ponosić przedsiębiorcy – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.  – Co prawda były konsultacje społeczne ale trwały zbyt krótko i powinny odbywać się w szerokim gronie specjalistów, którzy w sposób merytoryczny przedstawiliby poważne skutki wprowadzenia tych zmian, które wcale nie są korzystne dla rozwoju gospodarki – mówi Prezes Izby.

   Rząd uzasadnia zmiany w składce chęcią wyrównania dysproporcji w obciążeniu osób pracujących na etatach, a prowadzących działalność gospodarczą. Jak mówi Hanna Mojsiuk, narzucanie zobowiązań przedsiębiorcom nie będzie powodowało zacierania różnic. Nie zapominajmy: przedsiębiorcy mają pracę, ponoszą odpowiedzialność za siebie i za cały zespół, ryzykują w 100% swoim majątkiem.

   – Przedsiębiorcy czują się osaczeni. Presja płacowa, presja podatkowa, widmo czwartej fali pandemii. To fatalny czas na takie zmiany – mówi Hanna Mojsiuk.

 

4,9% to wzrost o 25% nominalnego poziomu opodatkowania

   Jak mówi Michał Wojtas, ekspert podatkowy i członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, przedsiębiorcy o swojej przyszłej sytuacji podatkowej dowiadują się z weekendowych przecieków w prasie. Tak być nie może.

– Coraz mniej czasu do końca roku, a przedsiębiorcy coraz bardziej zdenerwowani, zamiast wychodzić na prostą, zabezpieczyć etaty i pracowników na potencjalne ograniczenia związane z ryzykiem kolejnej fali pandemii, odnaleźć się w nowej rzeczywistości z oficjalnie 5% a faktycznie znacznie większą inflacją – muszą śledzić co i jak może się od nowego roku zmienić z podatkami. A raczej ze składką zdrowotną. Nawet ustalenie składki na poziomie 4,8% oznacza wzrost o ponad 25% nominalnego poziomu opodatkowania – bo mechanizm liczenia podstawy oskładkowania będzie bardziej rygorystyczny od podatkowego. Odpuszczenie składki opartej o przychów dla przedsiębiorców rozliczających się ryczałtem oznacza dużą promocję tego typu opodatkowania – mówi Michał Wojtas. – Żądamy żeby Rząd czytelnie komunikował się z przedsiębiorcami – dodaje Michał Wojtas.

Polski rynek pracy interesujący dla cudzoziemców

Kryzys zdrowotny i ekonomiczny tylko chwilowo przyczynił się do spadku migracji w Polsce. Pandemia zmniejszyła co prawda liczbę imigrantów, jednak coraz więcej osób napływa na polski rynek pracy – eksperci są zdania, że do poziomu sprzed kryzysu wrócimy za kilka lat. Gdy mówimy o cudzoziemcach pracujących w naszym kraju, od razu myślimy o obywatelach Ukrainy. Nie jest to skojarzenie, które bierze się tylko z osobistych doświadczeń – wiele z tych osób spotykamy w punktach usługowych czy gastronomicznych. Co więcej, osoby te dominują w statystykach jeżeli chodzi o napływ imigrantów na polski rynek pracy. Mowa tu o danych o przekroczeniu granicy, osobach, które odprowadzają składki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz o różnych tytułach pracy w Polsce. W tych przypadkach obywatele Ukrainy wyraźnie dominują, a ich liczba stale wzrasta.

 

– Z danych wynika, że obywatele Ukrainy stanowią niemal 3/4 wszystkich imigrantów. Natomiast ostatnio widzimy wzmożony napływ obywateli Białorusi. Jest to w pewnym stopniu związane z kryzysem politycznym w tym kraju. Myślę, że po stronie białoruskich władz jest jakaś forma przyzwolenia, żeby część obywateli Białorusi opuściła kraj – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Są to często młodzi, dobrze wykształceni ludzie. Pamiętajmy, że Białoruś ma bardzo silnie rozwinięty sektor nowych technologii IT i wielu informatyków napływa do Polski. Jest to bardzo korzystne dla polskiej gospodarki w momencie, gdy brakuje pracowników w tej branży. Należy jednak zaznaczyć, że jest to w większości napływ krótkoterminowy bądź średnioterminowy. To, co obserwujemy w ostatnich miesiącach to też wzrost legalnego zatrudnienia. Bardzo wyraźnie rośnie pula osób, która jest rejestrowana w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych – a więc odprowadzane są składki z tytułu pracy cudzoziemców. Na przestrzeni kryzysu pandemicznego widzieliśmy odpływ części pracowników, szczególnie z Ukrainy. Jednak później w okresie wakacji coraz bardziej rosła liczba imigrantów ze Wschodu. Z danych wynika, że ponad 100 tyś. osób napłynęło do Polski w czasie kryzysu pandemicznego i te osoby legalnie odprowadzają składki w naszym kraju – dodaje Kubisiak.

Fed w trudnej sytuacji po słabym raporcie o zatrudnieniu

Ostatnie dane z amerykańskiego rynku pracy rozczarowały, co dołożyło się do wcześniejszych wątpliwości odnośnie do tempa normalizacji polityki pieniężnej w USA. W przeciwieństwie do wyjątkowo słabego dolara polska waluta ma ze sobą bardzo udany tydzień. Obecny zaczyna jednak oddając część zysków, a jej dalsze ruchy zależą w dużej mierze od kolejnych sygnałów z RPP. Najbliższe posiedzenie odbędzie się 8 września.

Rezerwa Federalna nie może być zadowolona z sierpniowego raportu o zatrudnieniu (non-farm payrolls, NFP) w USA. Niższy niż oczekiwano przyrost zatrudnienia i silny wzrost płac sugerują, że presja inflacyjna nie będzie tak przejściowa jak oczekiwano. Dolar amerykański radził sobie w minionym tygodniu wyjątkowo źle – osłabił się względem niemal wszystkich głównych walut. Doświadczył gwałtownej wyprzedaży, która kontrastowała ze wzrostem rentowności obligacji skarbowych USA. Zachowanie aktywów ryzykownych było w zeszłym tygodniu mieszane. Dla akcji nie był on specjalnie dobry, waluty rynków wschodzących jednak istotnie się umacniały. Wspierał je m.in. wzrost cen surowców do najwyższych poziomów od pięciu lat. To kolejny sygnał, że presja inflacyjna nie słabnie.

Wraz z końcem wakacji uwaga inwestorów przesuwa się na wrześniowe posiedzenia banków centralnych, z których najważniejsze będą zebrania Europejskiego Banku Centralnego w czwartek, 9 sierpnia, i Fedu za kilka tygodni. Nietypowy, stagflacyjny ton większości najnowszych danych makroekonomicznych (szczególnie z USA) sprawia, że szczególnie trudno jest przewidzieć reakcje decydentów. Spodziewamy się choć trochę ożywionej dyskusji w radzie EBC. Nie jest jednak pewne, czy ograniczenie miesięcznych zakupów obligacji w ramach programu PEPP zdobędzie wystarczające poparcie decydentów.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł wyraźne umocnienie polskiego złotego, który w parze z euro zszedł do najniższego poziomu od blisko dwóch miesięcy. Walucie sprzyjały słabość dolara, spadek oczekiwań dotyczących zacieśniania polityki pieniężnej w USA oraz siła euro, a w kontekście krajowym – najwyższy od 20 lat odczyt inflacji CPI. Wzrost cen rozbudził oczekiwania dotyczące podwyżek stóp procentowych – rynek szacuje, że rozpoczną się one jesienią, a w perspektywie najbliższego półrocza wzrosną łącznie o ok. 50 pb. W tym kontekście na znaczeniu zyskuje posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w środę, 8 sierpnia. Ani rynek, ani my nie zakładamy, że przyniesie ono zmiany stóp. Istotne zmiany oficjalnej retoryki również stały się mniej prawdopodobne po opublikowanym 6 sierpnia wywiadzie z przewodniczącym RPP. Adam Glapiński wyraźnie tonuje oczekiwania, co waży negatywnie na złotym na początku tego tygodnia.

EUR

Wstępny raport o inflacji w strefie euro z zeszłego wtorku zaskoczył konsensus. Zarówno główna, jak i bazowa stopa inflacji mocno wzrosły (odpowiednio do 3% i 1,6%) i tylko częściowo można to przypisać czynnikom jednorazowym. Wydaje się jasne, że EBC musi stawić czoła temu samemu problemowi co Fed: jak radzić sobie z utrzymującą się presją inflacyjną, mimo że sytuacja na rynku pracy nie wróciła jeszcze do poziomu sprzed pandemii. Biorąc pod uwagę, że są solidne argumenty zarówno za szybszą normalizacją, jak i za wstrzymywaniem się z gwałtownymi ruchami w polityce monetarnej, posiedzenie 9 września zapowiada się na wyważone. Spodziewamy się dostrzec jednak przynajmniej początek poważnych rozdźwięków pośród członków Rady Prezesów, co może być korzystne dla euro.

USD

Przez raport NFP przebijają stagflacyjne sygnały: widzimy rozczarowująco niski przyrost miejsc pracy przy jednoczesnym silnym wzroście płac. Choć ten wzrost w innych warunkach byłby dobrą wiadomością, należy zauważyć, że nie nadąża za cenami, a więc realnie mamy do czynienia ze spadkiem płac. Podobnie jak w przypadku EBC oczekujemy zwiększenia intensywności debaty w Fedzie, ponieważ coraz trudniej określić, czy w tych warunkach dodatkowe wsparcie monetarne przynosi więcej pożytku czy szkody. Niezależnie od tego osłabienie dolara pomimo rosnących rentowności (podczas gdy zwyczajowo podążają w tym samym kierunku) łatwiej wyjaśnić w kontekście stagflacyjnym.

GBP

Dane z Wielkiej Brytanii sugerują, że trwa tam ożywienie gospodarcze, a rynki spodziewają się mocnego odczytu PKB z lipca w tym tygodniu. Niemniej Bank Anglii również będzie musiał zmierzyć się z globalnym dylematem spowodowanym silną presją inflacyjną mimo pewnego zastoju na rynku pracy. Uważamy, że obecne oczekiwania rynkowe dotyczące redukcji zakupów obligacji skarbowych i przyszłych podwyżek stóp w Wielkiej Brytanii są zbyt gołębie. Czekamy na wrześniowe posiedzenie banku, które może dać przyczynek do umocnienie funta.

CHF

Frank szwajcarski kontynuował trend spadkowy i był w zeszłym tygodniu najgorzej radzącą sobie walutą G10. Poprawa sentymentu do ryzyka po sympozjum w Jackson Hole była kontynuowana w poprzednim tygodniu. Aprecjację walut rynków wschodzących i tych najbardziej zmiennych, reagujących na zmiany nastrojów, wsparły dodatkowo rozczarowujące dane ekonomiczne z USA. Sprawiły one, że inwestorzy preferowali bardziej ryzykowne inwestycje zamiast walut safe haven.

Zeszłotygodniowe dane ze Szwajcarii były mieszane. Nieco rozczarował wzrost PKB w drugim kwartale o 1,8% w stosunku do poprzednich trzech miesięcy. Inflacja w sierpniu zaskoczyła z kolei na plus, osiągając poziom 0,9%, najwyższy od końcówki 2018 r. Nie jest to kwestia wyłącznie efektu bazy. W ujęciu miesięcznym wzrost cen w 2021 r. był dodatni nie tylko w sierpniu, lecz we wszystkich miesiącach z wyjątkiem jednego. Jest jednak mało prawdopodobne, by spowodowało to zmianę tonu Szwajcarskiego Banku Narodowego, szczególnie biorąc pod uwagę, że frank pozostaje stosunkowo silny, co przeciwdziała większemu wzrostowi cen.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

O 39,4% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe

Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Kolejny dodatni odczyt Indeksu jest nadal dość wysoki i wynosi 39,4%. Wartość Indeksu oznacza, że w sierpniu 2021 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 39,4% w porównaniu z sierpniem 2020 r.

W sierpniu 2021 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 41,88 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 32,65 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o +28,3%. Jednak w porównaniu do lipca br. było ich mniej o 2,8%. Średnia wartość wnioskowanego kredytu w sierpniu br. wyniosła 330,2 tys. zł i była wyższa o 13,9% w relacji do wartości z sierpnia 2020 r.

– Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął przede wszystkim wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu mieszkaniowego, która po raz kolejny odnotowała historyczny rekord. W sierpniu 2021 r. średnia kwota wnioskowanego kredytu była o 40,26 tys. zł wyższa niż rok temu. Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął również wzrost liczby wnioskodawców. W porównaniu do sierpnia 2020 r. o kredyt mieszkaniowy  wnioskowało o 9,23 tys. więcej osób niż w sierpniu zeszłego roku. Trzeba jednak zaznaczyć, że w sierpniu 2021 r. był jeden dzień roboczy więcej.

Analizując obecną wartość Indeksu należy zaznaczyć, że w sierpniu ub.r. mieliśmy nadal ujemny (-3,2%) pandemiczny odczyt Indeksu. Liczba osób wnioskujących wówczas o kredyt była o 6,9% niższa niż w sierpniu 2019 r. – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– W stosunku do grudnia 2020 r. , średnia kwota wnioskowanego kredytu wzrosła o 22,7 tys. zł (7,4%). Wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu wynika z coraz wyższych cen nieruchomości. Rośnie zarówno cena m2 PUM-u, jak i kupowane są większe nieruchomości i w lepszych lokalizacjach, czyli droższe. Pomimo dużego optymizmu, należy zwrócić uwagę, że od marca mamy stopniowy spadek liczby wnioskodawców w ujęciu m/m. Popyt w ujęciu liczbowym traci więc impet. Tym, co nadal utrzymuje wysoki odczyt Indeksu, jest przede wszystkim średnia kwota wnioskowanego kredytu, która w ujęciu m/m nieprzerwanie rośnie już od 15 miesięcy, czyli od czerwca 2020 r. Jest to wynikiem sytuacji na rynku nieruchomości, na którym ceny systematycznie rosną.

Dla dalszego wzrostu cen nieruchomości ważne będzie zachowanie się wskaźnika pokazującego relację pomiędzy przeciętnym wynagrodzeniem netto a ceną metra kwadratowego nowej powierzchni mieszkaniowej. Od 2018 r. relacja ta spada. Jest to jeden z czynników, który może ograniczyć popyt. Drugim z czynników może być zmiana podejścia do liczenia zdolności kredytowej dla kredytów powyżej 25 lat. Pomimo możliwego dłuższego okresu na jaki kredyt może zostać udzielony (np. na 30 lat), to  zdolność kredytowa będzie liczona tak, jakby był on udzielony na maksimum 25 lat. W konsekwencji spowoduje to wzrost wartości raty kapitałowej a tym samym ograniczy możliwość udzielenia wyższego kredytu przy tych samych dochodach. Negatywny wpływ obu tych czynników, przy utrzymywaniu nadal tak niskich stóp procentowych, będzie neutralizowany. Bowiem w większości jest on realizowany gotówkowo (obecnie nawet 70%), czyli bez wsparcia kredytem hipotecznym. Wynika to z faktu, że coraz częściej kupują mieszkania inwestorzy instytucjonalni i indywidualni za posiadane nadwyżki pieniężne. Brak bowiem alternatyw inwestycyjnych dla osób, które nie chcą inwestować na rynku finansowym, przy ujemnych realnych stopach zwrotu na depozytach i obligacjach skarbowych nieindeksowanych do inflacji, rodzi ich zainteresowanie rynkiem nieruchomości. W konsekwencji może to doprowadzić do zmniejszenia i tak już obecnie ograniczonej dostępności do własnego mieszkania, szczególnie młodym osobom – dodaje prof. Rogowski.

W sierpniu br. popyt na kredyty mieszkaniowe w ujęciu wartościowym nadal był w silnym trendzie wzrostowym zapoczątkowanym w grudniu 2020 r.kredyty mieszkaniowe bij indeks

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Motywowanie pracowników, by chcieli pozostać w Twojej firmie jak najdłużej

Za sukcesem firmy stoją ludzie. Jednak znalezienie odpowiedniej osoby do pracy nie wystarcza. Należy także zadbać o motywację pracownika, aby efektywnie wspierał firmę w jej rozwoju.

Dlaczego warto motywować pracowników?

Współcześnie firmy zmagają się z wysoką rotacją zatrudnionych osób, która przekłada się na koszty dla organizacji oraz pochłania mnóstwo czasu na rekrutację i wdrożenie nowego personelu.

Często na decyzję o zmianie pracodawcy wpływa wysokość wynagrodzenia. Jednak przesądzić mogą także brak perspektyw rozwoju, przeciążenie obowiązkami czy zła atmosfera w firmie.

Niestety nie istnieje idealna recepta na zatrzymanie pracowników w organizacji. Jednym ze sposób może być zatroszczenie się o motywację pracowników.

Sposoby na motywowanie pracowników

1. Potrzeba odpoczynku a poziom motywacji pracownika

Równowaga między życiem prywatnym a zawodowym jest korzystna dla obu stron – pracodawcy i osoby zatrudnionej. Wypoczęty pracownik wykazuje się większą kreatywnością i zaangażowaniem, jest też bardziej zadowolony z pracy.

2. Potrzeba bezpieczeństwa jako narzędzie motywowania pracowników

Zadbaj o poczucie bezpieczeństwa Twoich pracowników. Uwzględnij zarówno bezpieczeństwo fizyczne w miejscu pracy, jak i bezpieczeństwo finansowe. Bardzo ważny jest także komfort psychiczny, na który wpływa m.in. atmosfera w biurze i komunikacja z przełożonym.

3. Czy potrzeba bycia częścią zespołu może być elementem motywowania pracowników?

Pozytywne relacje w firmie mogą lepiej działać od podwyżki. Dlatego regularnie dawaj zatrudnionym w Twojej firmie osobom możliwość integrowania się. Wyjście całym zespołem na lunch lub wspólne rozmowy przy kawie mogą być okazją do wymiany doświadczeń i lepszego poznania się.

4. Potrzeba uznania a motywacja do pracy

Nie musisz dawać mu premii lub podwyżki, aby Twój podwładny poczuł się doceniony. Pieniądze są ważne, jednak duże znaczenie dla pracowników ma także przekonanie, że ich praca jest ważna, a oni są doceniani i zauważani przez szefa.

5. Jak na motywację wpływa potrzeba samorealizacji?

Dla wielu pracowników ważne jest, aby czuli, że rozwijają się zawodowo poprzez naukę, zdobywanie nowych doświadczeń, poszerzanie zakresu odpowiedzialności lub awans. W miarę możliwości zadbaj o szkolenia w Twojej firmie, korzystając z zewnętrznych ekspertów lub inicjując wymianę wiedzy między pracownikami. Określ także wymagania w stosunku do osoby, która chce awansować.

Pozwól też pracownikom na urządzenie przestrzeni biurowej według własnego uznania. Taka prosta rzecz uprzyjemni godziny spędzone w pracy i tym samym sprawi, że Twój podwładny poczuje się jak u siebie.

Umiejętne motywowanie pracownika wpływa na jego zadowolenie z pracy. Warto więc słuchać potrzeb pracownika i w przemyślany sposób reagować na nie.

Szersze podejście do tematu motywowania pracowników i dużo praktycznych wskazówek znajdziesz w serwisie Pracuj.pl dla Firm: poradydlafirm.pracuj.pl/motywowanie-pracownikow-sprawdzone-sposoby-by-pracownik-lubil-prace-w-twojej-firmie/

Katastrofalne zmiany klimatyczne – na co musimy się przygotować?

Obecnie naukowcy dostrzegają zmiany klimatu Ziemi we wszystkich regionach naszej planety i w obrębie całego systemu klimatycznego. Zmiana klimatu i migracje ludności to jedne z najważniejszych tematów i największych wyzwań, przed którymi stoi ludzkość w XXI wieku. To przekonanie potwierdzają również Cele Zrównoważonego Rozwoju przyjęte przez ONZ w 2015 roku na kolejne 15 lat. Wśród siedemnastu celów możemy znaleźć m.in. dwa bezpośrednio odnoszące się do tego tematu. Cel 10. mówi o wdrażaniu „bezpiecznej, regularnej i odpowiedzialnej migracji” oraz „dobrze zarządzanych polityk migracyjnych”, a Cel 13. wspomina z kolei o wywiązaniu się krajów globalnej Północy z zobowiązania wobec krajów globalnego Południa – czyli o znalezieniu środków na wsparcie finansowe działań związanych z przeciwdziałaniem skutkom zmiany klimatu. Skutkom, z którymi kraje globalnego Południa mierzą się jako pierwsze. Jeden z największych dramatów dotyczy dzisiaj archipelagu Wyspy Republiki Kiribati. Stopniowo kraj ten będzie zalewany przez słone wody oceaniczne. Tym samym podmyte zostaną źródła wody słodkiej, a sam ląd stanie się niezdatny do zamieszkania. Ze względu na brak możliwości produkowania żywności, tamtejsza ludność będzie musiała zostać przesiedlona. Po raz pierwszy taka sytuacja dotknie całego narodu.

– Rok do roku rośnie emisja CO2 do atmosfery. Już dawno przekroczyliśmy Rubikon – a obecnie musimy zmagać się z konsekwencjami takiego stanu rzeczy. Oczywiście możemy się do tych negatywnych skutków dostosować – ale tu pojawia się pytanie, czy wszyscy mamy taką możliwość? – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy UN Global Compact w Polsce. – Jest to duże wyzwanie naszych czasów. Bardzo dobrze opisał to raport prof. Philipa Alstona przygotowany na prośbę sekretarza generalnego ONZ. W raporcie mowa o tym, że kraje Południa przyjmą na siebie 70% negatywnych konsekwencji zmiany klimatu. Natomiast kraje Północy zaledwie 30% – a i tak liczba ta jest w zasadzie katastrofalna. Więc w perspektywie przyszłości będzie więcej wojen o wodę, zasoby oraz terytorium – w szczególności w pasie zwrotnikowym i podzwrotnikowym. Będziemy mieli coraz większą liczbę krajów wyspiarskich – które będą musiały szukać nowego lądu dla siebie. Jednym z lepszych przykładów jest wyspa Kiribati czy wyspy Salomona. Tamtejsza ludność będzie musiała się gdzieś przenieść. W naszej ocenie jest to przerażające, że tego rodzaju wybory muszą być podejmowane już teraz i że lista krajów z tego typu wyzwaniami będzie coraz większa. Poza tym wszystkie miasta portowe będą miały potężne problemy – a przypomnę, że ludzkość od początku cywilizacyjnego istnienia lokowała się nad morzami i oceanami. ONZ szacuje, że 2 miliardy ludzi będzie zmuszona do migracji w roku 2100. Oczywiście liczba ta będzie się zwiększać do tego poziomu. Więc w ciągu najbliższych lat będziemy obserwować wielką wędrówkę ludów, z jaką człowiek nigdy wcześniej się nie spotkał – podkreśla Wyszkowski.

Chiny ciągną w dół akcje spółek z branży dóbr luksusowych

Akcje spółek z branży dóbr luksusowych jak LVMH, Hermes czy Prada są równie popularne jak ich produkty. Ostatnie dwa tygodnie przyniosły im istotne spadki w związku z obawami o sytuację w Chinach, które odpowiadają za 35 proc. globalnych obrotów branży.

17 sierpnia prezydent Chin Xi Jinping wezwał podczas spotkania jednego z gremiów Chińskiej Partii Komunistycznej do regulacji „nadmiernie wysokich dochodów” oraz do budowania bardziej sprawiedliwego dobrobytu. Na razie żadne nowe regulacje nie zostały wprowadzone, jednak spekuluje się, że może dojść do zwiększenia opodatkowania oraz ściślejszej kontroli celnej produktów luksusowych. Zmiany mogą także dotyczyć reklamy w internecie i bardzo popularnych chińskich influencerów, którzy wspierają luksusowe marki. To wydarzenie natychmiast wywołało spadki kursów akcji największych firm z branży dóbr luksusowych, jako że praktycznie wszystkie są obecne i aktywne na tym rynku. Chiny są obecnie największym rynkiem takich dóbr – w roku 2019 udział Chin w globalnym rynku dóbr luksusowych wyniósł 35 proc. (dla porównania udział USA to 22 proc., a Europy

– 17 proc.). Ocenia się, że do 2025 roku udział Chin może się zwiększyć do prawie 50 proc., przy jednoczesnym spadku udziału USA i Europy.

Zapowiedzi wywołały prawie 12 proc. spadek cen akcji LVMH Moët Hennessy Louis Vuitton, francuskiego giganta dóbr luksusowych. Obecnie LVMH odrobiło już część spadku z 17 sierpnia, jednak nadal pozostaje poniżej poziomu z połowy sierpnia. Jednak w dłuższym horyzoncie akcje spółki radzą sobie bardzo dobrze, od początku roku wzrosły one o 25,58 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 58,18 proc.

Spółka pod koniec lipca przedstawiła bardzo dobre wyniki za I półrocze 2021 r., osiągając rekordowe przychody 28,7 mld euro. Jest to o 56 proc. więcej niż w pandemicznym 2020, ale przede wszystkim 11 proc. więcej niż w 2019 roku. Zysk operacyjny wzrósł o 44 proc. w stosunku do 2019 roku i wyniósł 7,6 mld euro. Dobre wyniki osiągnięto pomimo wciąż występujących lockdown’ów oraz faktu, że wiele sklepów stacjonarnych LVMH pozostawało zamkniętych. Największy wzrost o 74 proc. w stosunku do 2019 roku odnotowano w dziale Mody i produktów skórzanych, o 20 proc. wzrosła kategoria Win i alkoholi. Na podobnym poziomie pozostały zyski w dziale Perfumy i kosmetyki. Dobrze radziła sobie też spółka Tiffany & Co. (przejęta przez LVMH w styczniu 2021 roku za 15,8 mld dolarów).

O 13 proc. w wyniku zapowiedzi z 17 sierpnia spadły ceny akcji francuskiego holdingu Kering, właściciela m.in. marek Gucci, Yves Saint Laurent i Balenciaga. Także i one powoli odrabiają już straty.

Akcje Kering od początku roku zdrożały o 19,73 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 25,21 proc. Przychody spółki za I półrocze 2021 r. były o 8,4 proc. wyższe niż w 2019. W pełni straty z ostatnich dwóch tygodni zdążył już nadrobić notowany w USA Capri Holding, właściciel marki Michael Kors i Versace. Jego akcje wzrosły od początku roku o 40,18 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o spektakularne 249,72 proc.

Jeśli zmiany te wejdą w życie, może to skutkować ograniczeniem sprzedaży dóbr luksusowych w Chinach. Może to mieć negatywny wpływ na ceny akcji firm z tego sektora w kolejnych miesiącach. Jednak perspektywy dla całej branży wydają się korzystne. Większość dużych firm już odrobiła straty pandemiczne i dalej rośnie na fali konsumpcji wywołanej wstrzymanym przez czas lockdown’ów popytem. Trendem, który obserwujemy, jest postępująca konsolidacja – pandemia wzmocniła największych graczy, osłabiając jednocześnie niektóre średnie i mniejsze marki. W najbliższych miesiącach przekonamy się, co w praktyce oznaczają zapowiedzi z 17 sierpnia. Jednak wydaje się, że wzrost branży luksusowej będzie postępował.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro w Polsce

Tydzień banków centralnych

Amerykanie świętują, co może przełożyć się na niższą zmienność na rynkach. Tydzień pod znakiem posiedzeń banków centralnych. RPP w środę podejmie decyzje odnośnie stóp procentowych w Polsce, czy możemy liczyć na zaskoczenie?

Bez Amerykanów

Początek nowego tygodnia nie powinien zwiastować większych ruchów na rynku FX. Dzisiaj w Stanach Zjednoczonych obchodzone jest Święto Pracy, co oznacza brak inwestorów z tego zakątka i tym samym niższą płynność. Warto również wspomnieć, że ten tydzień nie będzie przebiegał pod znakiem danych makro z USA. Tym samym jeśli chodzi o USD, to nadal możemy być świadkami dyskontowania piątkowych publikacji z rynku pracy, które okazały się dużym rozczarowaniem i były po prostu słabe. Tym samym rynek nadal wierzy w utrzymanie przez Fed luźnej polityki monetarnej, co może być “kulą u nogi” dla dolara.

EBC posiedzi, pogada, ale nic nie zmieni

Uwaga rynków w tym tygodniu powinna skupiać się na posiedzeniu EBC w sprawie stóp procentowych. Co rusz w mediach pojawiają się wypowiedzi poszczególnych członków banku centralnego o tym, że powinno się rozpocząć ograniczanie stymulacji monetarnej, rozpocząć redukcję QE. Tyle tylko, że to nadal zdecydowana mniejszość i nie wydaje się, by EBC miał zmienić swój przekaz, a raczej podtrzymać gołębie nastawienie. Całkiem niedawno wspomniany Europejski Bank Centralny dopiero zmienił cel inflacyjny, co może wskazywać na to, że jeszcze długo w strefie euro będzie prowadzona luźna polityka monetarna. Przede wszystkim scenariusz bazowy to taki, że EBC znacznie później zacznie normalizować politykę pieniężną aniżeli Fed, który dopiero co o tym myśli.

RPP również “wait & see”

Jeszcze przed posiedzeniem EBC odbędzie się takowe spotkanie również w Polsce. RPP podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych w naszym kraju. Oczekiwania rynków (biorąc pod uwagę ostatnie umocnienie złotego) mogą być takie, że Rada zdecyduje się na podwyżkę stóp w Polsce, a powodem będzie wysoka powyżej 5% inflacja w sierpniu. Tyle tylko, że to oczekiwania, a realnie podchodząc do sprawy trudno liczyć na jakieś zmiany w polityce monetarnej.

Złoty może być pod presją

Owszem ktoś powie: “rosną jastrzębie w RPP”, ale nadal dużo brakuje do większości, która mogłaby zdecydować się na taki dość odważny krok i podnieść stopy w Polsce. Byłoby to oczywiście uzasadnione jak najbardziej, bo presja inflacyjna jest niebywale silna i absolutnie nie widać, by miała słabnąć, niemniej jednak NBP podobnie jak EBC nie wyjdzie przed szereg i nie rozpocznie procesu normalizacji szybciej niż Fed. Na plus takiego oczekiwania jest to, że złoty powinien pozostać na nadal wysokich poziomach i wspierać eksport, który sporo dorzuci do i tak wysokiego PKB w Polsce. Można więc założyć, że jeśli RPP zabrzmi znów gołębio, to krajowa waluta nieco straci.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Polski Ład wprowadza grupy VAT

Projekt przepisów wprowadzających tzw. Polski Ład zawiera propozycję dotyczącą możliwości wspólnego rozliczania się przez kilku podatników w ramach tzw. grupy VAT. Jest to kolejne podejście fiskusa do tematyki podatkowych grup VAT. Jednak tym razem ustawodawca zrezygnował z uzależnienia utworzenia grupy VAT od posiadania statusu Podatkowej Grupy Kapitałowej dla celów CIT.

Zaproponowane rozwiązanie jest ciekawą alternatywą dla podatników oraz stanowi narzędzie do planowania podatkowego w ramach grup kapitałowych. Niemniej jednak należy zwrócić szczególną uwagę na warunki utworzenia i funkcjonowania podatkowych grup VAT, które – podobnie jak w przypadku PGK – są nadal dość rygorystyczne i nie każdy podmiot będzie mógł z nich skorzystać. W przypadku podatkowych grup kapitałowych (PGK) liczba funkcjonujących grup z uwagi na warunki formalne jest bardzo niewielka. W 2019 r. było to zaledwie 65 PGK. Czy nowa forma to zmieni?

Cel instytucji

Celem wprowadzenia grupy VAT jest umożliwienie przedsiębiorcom powiązanym finansowo, organizacyjnie i ekonomicznie wspólnego rozliczania na potrzeby podatku VAT. Jest to rozwiązanie o charakterze dobrowolnym, czyli podatnik będzie mógł sam zdecydować, czy chce skorzystać z tego rozwiązania. Co do zasady powinno ono uprościć rozliczanie pomiędzy członkami grupy, zwiększyć efektywność finansową współpracy oraz poprawić płynność finansową w ramach grupy.

Istota instytucji

Zgodnie z projektowanym art. 8c ustawy o VAT transakcje dostawy towarów i świadczenia usług pomiędzy podmiotami z grupy VAT nie będą opodatkowane podatkiem od towarów i usług. W transakcjach z podmiotami spoza grupy VAT grupa VAT będzie uznawana jako jeden podatnik, bez podziału na tworzące ją spółki. Zatem zakup usług bądź towarów przez podmiot z grupy będzie zakupem tych usług bądź towarów przez grupę VAT. Taka sama zasada będzie obowiązywała w przypadku sprzedaży.

Pierwsza deklaracja składana przez grupę VAT uwzględniać ma kwoty do przeniesienia z ostatniego okresu, kiedy deklaracja była składana przez członków grupy VAT jako odrębnych podatników. Ostatnia deklaracja grupy VAT składana jest za okres rozliczeniowy, kiedy grupa VAT utraciła status podatnika.

Z projektu ustawy wynika, że następcą prawnym grupy VAT w zakresie np. korekt deklaracji, rozliczenia nadwyżki podatku naliczonego nad należnym jest przedstawiciel grupy VAT.

Kolejnym bardzo istotnym założeniem jest solidarna odpowiedzialność członków grupy za jej zobowiązania.

Podmioty tworzące grupę

Zgodnie z projektowanym art. 15a ust. 2 ustawy o VAT grupę VAT mogą utworzyć podatnicy posiadający siedzibę na terytorium kraju lub prowadzący działalność za pośrednictwem oddziału położonego w Polsce, jeżeli występują między nimi powiązania finansowe, ekonomiczne i organizacyjne.

Podatnicy muszą być powiązani finansowo, przez co rozumie się posiadanie przez jednego z nich bezpośrednio ponad 50% udziałów w kapitale zakładowym pozostałych podatników będących członkami grupy.

Powiązania ekonomiczne występują, jeżeli zostanie spełniony przynajmniej jeden z niżej wymienionych warunków:

  • przedmiot głównej działalności ma taki sam charakter lub
  • rodzaje działalności uzupełniają się i są współzależne lub
  • członek grupy prowadzi działalność, z której w całości lub dużej części korzystają inne podmioty.

Powiązania organizacyjne występują, jeżeli przynajmniej jeden z niżej wymienionych warunków jest spełniony:

  • wspólne kierownictwo – pośrednie lub bezpośrednie, prawne lub faktyczne lub
  • organizowanie działań w porozumieniu.

Warto zaznaczyć, że warunki w zakresie powiązań finansowych, ekonomicznych i organizacyjnych pomiędzy podmiotami muszą być spełnione przez cały okres, w jakim grupa posiada status grupy VAT.

Podmiot może być członkiem tylko jednej grupy VAT, a grupa VAT nie może być członkiem innej grupy VAT.

Umowa

Grupa VAT funkcjonuje w oparciu o sporządzoną na piśmie umowę o utworzeniu grupy VAT. Po utworzeniu grupa VAT nie może być rozszerzana o innych członków ani zmniejszana o którykolwiek podmiot. Projekt przepisów definiuje także minimalny zakres umowy pomiędzy podmiotami tworzącymi grupę VAT. Okres ważności umowy to minimum trzy lata, co oznacza, że od czasu utworzenia grupa musi funkcjonować nieprzerwanie w tym samym składzie przez okres minimum trzech lat. Grupa VAT nabywa status podatnika z dniem wskazanym w umowie, nie wcześniej jednak niż data dokonania rejestracji na VAT.

Przedłużyć funkcjonowanie grupy można poprzez złożenie zawiadomienia do właściwego naczelnika urzędu skarbowego w terminie 30 dni przed wygaśnięciem dotychczasowej umowy, przedstawiając jednocześnie nową umowę zawartą między wszystkimi podmiotami tworzącymi dotychczasową grupę VAT.

Warto dodać, że grupa VAT traci swój status z dniem poprzedzającym zmiany w stanie faktycznym lub prawnym, skutkujące naruszeniem warunków uznania grupy oraz z upływem terminu, na jaki została utworzona.

Przedstawiciel grupy

Najistotniejszą rolę w grupie VAT pełni przedstawiciel grupy, który reprezentuje grupę w zakresie jej obowiązków wynikających z Ordynacji podatkowej, ustawy o KAS, ustawy o zasadach ewidencji i identyfikacji podatków, ustawy o VAT. Ponadto po utracie statusu grupy VAT przedstawiciel jest uprawniony do rozliczenia nadwyżki podatku naliczonego nad należnym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Tydzień z deltą

Wariant delta z pewnością wpłynął na piątkowe dane z rynku pracy. Główna liczba (NFP) na poziomie 235 tys. nowych miejsc pracy rozczarowała. Dolar w pierwszej reakcji osłabił się, w późniejszych godzinach uległ lekkiej aprecjacji. Zmienność była niewielka, co dla Trederów instrumentów finansowych było z pewnością największym zawodem. Fed prawdopodobnie będzie chciał poczekać na więcej informacji o wpływie nowej fali zakażeń zanim zacznie zmniejszać skalę skupu aktywów.

Dane, które na pierwszy rzut oka były negatywne, nie spowodowały spadku wartości dolara i nie wpłynęły na wzrosty na Wall Street. Spadek głównej liczby (NFP) do 235 tys. nie wystarczył. W całym raporcie można znaleźć elementy pozytywne. Lipcowy odczyt został zrewidowany w górę do 1 mln i 53 tys. (z 943 tys.), z kolei stopa bezrobocia spadła do zakładanego przez rynek poziomu 5,2 proc. Żadnych zmian nie otrzymaliśmy we wskaźniku aktywności zawodowej (61,7 proc.). Widać natomiast presję wynagrodzeń, które urosły w porównaniu do lipca o 0,6 proc. a w relacji rok do roku o 4,3 proc.

Nowa fala COVID-19 uderzyła głównie w usługi bliskiego kontaktu. Po tym jak w lipcy branża hotelarsko-gastronomiczna utworzyła 415 tys. wakatów, w sierpniu widać wyraźną stagnację zatrudnienia. Dane o wysokiej częstotliwości dotyczące liczby osób korzystających z restauracji i pasażerów linii lotniczych wskazały na słabszą koniunkturę w ostatnich tygodniach. Rynek pracy USA nadal boryka się z problemami, mimo zaszczepienia dużej części populacji. Uważamy jednak, że wariant delta jedynie spowolni ożywienie a nie spowoduje wykolejenia gospodarki USA.

Co zrobi w tej sytuacji Fed? Z pewnością poczeka na kolejne dane i racje nie będzie wyciągał pochopnych wniosków z jednego, teoretycznie gorszego raportu. Wrześniowe posiedzenie to moim zdaniem za wczesny termin na jakiekolwiek decyzje. Na listopadowym spotkaniu FOMC urzędnicy będą bogatsi tylko o jeszcze jeden raport (za wrzesień). Dopiero w grudniu będą mieli nieco szerszy obraz. Nadal podtrzymują swoją opinię, że to właśnie w ostatnim miesiącu tego roku możemy oczekiwać na więcej konkretów ze strony banku Prezesa Powella. Decyzja o tapering-u w grudniu jest możliwy, ale jedynie wówczas, gdy trzy kolejne publikacje będą dawały ewidentne oznaki ożywienia.

Na EUR/USD w pierwszej reakcji widzieliśmy osłabienie dolara, które w kolejnych godzinach zostało zredukowane. Krótkoterminowy trend deprecjacyjny USD nie został zanegowany. Poziom 1,19 nadal się broni, ale moim zdaniem przełamanie go to tylko kwestia czasu. W tym tygodniu wsłuchujmy się w wystąpienia Williamsa (środa) oraz pozostałych członków FOMC (czwartek: Evans, Daly, Kaplan Rosengren, Kashkari, ponownie Williams, piątek: Mester). Z pewnością usłyszymy bezpośrednie odniesienie do raportu NFP.

Lokalnie wydarzeniem tygodnia będzie decyzja RPP ws. poziomu stóp procentowych (środa). W piątek tradycyjnie będziemy mieli konferencje prezesa Glapińskiego. W minionym tygodniu złoty się wyraźnie umacniał. Katalizatorem zmiany nastrojów na rynku złotego stał się wysoki odczyt inflacji CPI za sierpień. W sierpniu, wg. szacunków GUS, inflacja CPI wyniosła w Polsce 5,4 proc. r/r i była najwyższa od około 20 lat. Presja inflacyjna w Polsce jest wyjątkowo silna i choć wzrostowi cen towarzyszy również solidne odbicie gospodarcze (dynamika PKB +11,1 proc. r/r), to wciąż inflacja pozostaje głównym czynnikiem, który będzie wpływać na kształt polityki pieniężnej. EUR/PLN zbliżył się w ostatnim czasie do 4,50. Dziś o poranku widać odreagowanie do 4,52.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Czy platforma BPM przyspiesza cyfrową transformację biznesu?

Pandemia i jej następstwa diametralnie zmieniły warunki funkcjonowania polskich firm. Kluczowe dla przetrwania okazały się przede wszystkim elastyczność i umiejętność szybkiego dostosowania się do sytuacji. Te biznesy, które płynnie przełączyły się na działalność w kanałach cyfrowych, uchroniły się przed całkowitym zawieszeniem funkcjonowania, a w jego następstwie koniecznością zamknięcia firmy. Taka zmiana wymaga jednak przygotowania zaplecza technologicznego, które będzie realnym wsparciem dla procesów biznesowych. Na szczęście wcale nie muszą być to systemy IT projektowane od podstaw. Na rynku funkcjonują dojrzałe platformy, zapewniające ogrom możliwości w zakresie zarządzania i automatyzacji procesów. Jedną z bardziej obiecujących w tym temacie jest Camunda BPM

To, w jaki sposób wyglądać będzie biznes po pandemii, jest kwestią dyskusyjną, ale jedno jest pewne: dwa lata funkcjonowania głównie w świecie online zmieniło nawyki konsumenckie. Z tego powodu przedsiębiorcy powinni być świadomi, że ich oferta wciąż będzie musiała wpisywać się w standardy zdigitalizowanego świata, a tym samym podlegać dalszej transformacji cyfrowej. Właśnie w tym miejscu z pomocą powinny przyjść firmowe systemy IT, tak aby cały proces przemiany, a następnie uruchamiania kolejnych produktów cyfrowych przebiegał szybko i sprawnie.

Bo jeżeli systemy nie wspierają biznesu i stają się czynnikiem utrudniającym zmiany, to w jaki sposób firma ma funkcjonować na tak konkurencyjnym i niepewnym rynku?

Czym jest standard BPMN i dlaczego warto z niego korzystać?

Każda aktywność podejmowana przez klientów lub pracowników firmy to jakiś proces biznesowy – ma swój początek i koniec, a więc wymaga zarządzania oraz monitoringu, a także mierzenia jego efektywność. W ten sposób zyskujemy pewność, że nasze działania są właściwe lub szybko zauważamy, że gdzieś powstają tzw. wąskie gardła i możemy na nie zareagować.

Zarządzanie skomplikowanymi procesami cyfrowymi najsprawniej odbywa się przy wykorzystaniu standardu zapisu procesów, czyli Business Process Model and Notation (BPMN). Umożliwia on najbardziej doceniane przez biznes, a więc graficzne zaprezentowanie przebiegu procesu i aktywności dla wszystkich jego użytkowników. Jednak aby skutecznie zaprojektować taki proces i przeprowadzić jego symulację, potrzebne jest odpowiednie narzędzie w postaci platformy BPM. Utworzony z jej pomocą diagram procesu pozwala stworzyć w pełni skuteczny proces cyfrowy oraz dostarcza wiedzy w zakresie niezbędnych zasobów do jego realizacji.

Camunda. Platforma BPM do zarządzania procesami

Każdy, kto przenosi, a następnie rozwija swój biznes online, prędzej czy później stanie przed wyborem platformy BPM, chcąc zyskać (lub odzyskać) kontrolę nad procesami biznesowymi. Sklepy internetowe, banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, urzędy, centra logistyczne czy firmy leasingowe – wszystkie te przedsiębiorstwa podejmują wiele aktywności jednocześnie (sprzedaż, dystrybucja, obsługa klienta, obsługa reklamacji, obsługa wniosków, onboarding nowych pracowników itp.), dlatego w pewnym momencie zarządzanie zasobami – w tym zasobami ludzkimi – staje się niewydajne bez odpowiedniego wsparcia.

Camunda jest jedną z platform BPM, opartą na popularnym języku programowania Java, którą w prosty sposób można wprowadzić do firmy i zbudować na niej swoje procesy biznesowe. Stworzona została z zamysłem szybkiej i łatwej integracji z dowolnymi systemami przedsiębiorstwa. W ten sposób nie jest wyłącznie źródłem informacji o zachodzących w firmie procesach, a narzędziem do zarządzania, analizowania i wyciągania wniosków.

Camunda a systemy legacy. Sztuka łączenia starego z nowym

Duże, rozbudowane systemy, które ciężko się obsługuje oraz trudno wprowadza jakiekolwiek zmiany i które nie dają pola do łatwego rozbudowania o nowe funkcjonalności, to tzw. systemy legacy. Bardzo często opóźniają one rozwój przedsiębiorstwa, a nawet całkowicie go hamują, co negatywnie przekłada się na sprzedaż i w skrajnych wypadkach może prowadzić do bankructwa firmy. Przestaje ona nadążać za oczekiwaniami klientów i zostaje znacznie wyprzedzona przez konkurencję.

Płynie z tego prosty wniosek – system IT, który opóźnia wdrażanie zmian w przedsiębiorstwie, jest systemem do wymiany. Łatwiej to jednak powiedzieć niż faktycznie wprowadzić w życie, bo zmiana kluczowego systemu firmy (np. klasy CRM, ERP, DMS) wiąże się z ogromnymi nakładami finansowymi i czasowymi. Taki system to kopalnia wiedzy oraz informacji na temat funkcjonowania firmy, ale często zaprojektowany został lata temu, przez co nie odpowiada współczesnym normom oraz nie spełnia wymagań biznesowych.

Dzięki łatwości integrowania Camundy z innymi systemami jest ona w stanie uratować każdą firmę, która czuje zahamowanie w związku z pracą na systemie legacy. Platforma po kolei przejmuje obsługę procesów, jednocześnie pobierając informacje z głównego systemu (lub wielu systemów) i przekazując do niego zwrotne dane. W ten sposób można uniknąć drogiej i czasochłonnej wymiany systemu legacy, a jednocześnie zacząć czerpać korzyści z nowych możliwości.

Sprawdź, co Camunda może zrobić dla Twojej firmy

Wprowadzenie platformy BPM (https://altkomsoftware.pl/camunda-bpm/) w struktury przedsiębiorstwa ma za zadanie przynieść biznesowi wymierne korzyści. Camunda ma pod tym względem wiele do zaoferowania. Szczególnie w czasach niestabilności gospodarczej i konieczności szybkiego reagowania na zmiany.

Przyspieszy wdrażanie zmian

Jeżeli Twój obecny system nie wspiera procesowego podejścia i w efekcie każda zmiana w działaniu firmy wdrażana jest przez długie tygodnie — lub nawet miesiące — to Camunda pozwoli obejść stary system i szybko wprowadzać nowe rozwiązania.

Wspomoże proces cyfryzacji

Potrzebujesz szybko uruchamiać sprzedaż nowych produktów cyfrowych? Zaprojektuj i skonfiguruj proces, a następnie z pomocą Camundy zintegruj go z pozostałymi systemami firmy. Unikniesz dzięki temu opóźnień związanych m.in. z koniecznością przebudowy części infrastruktury IT.

Wprowadzi do firmy automatyzację

Z jej pomocą zwiększysz wydajność pracowników i wyeliminujesz wiele błędów. Kolejne kroki procesu będą następować automatycznie, a Camunda przejmie zadania, które są monotonne i powtarzalne, a tym samym idealne dla automatów, ale niekoniecznie dla ludzi.

Pozwoli na optymalizację działań

Wiele starszych systemów posiada elementy umożliwiające sterowaniem przepływem zadań (workflow), ale nie są to możliwości, jakie daje odrębna platforma BPM. Camunda zapewnia niezbędną kontrolę i monitoring zaimplementowanych procesów, tak aby móc je stale dostosowywać do potrzeb biznesowych przedsiębiorstwa.

Jak wprowadzić Camundę do swojego biznesu?

Camunda BPM dostępna jest w dwóch wersjach: Enterprise, która wymaga posiadania płatnej licencji oraz Community, czyli projektu open source. Otwarty kod Camundy Community oznacza, że każda firma może skorzystać z jej możliwości. W rękach doświadczonego zespołu otwarta wersja Camundy może stać się naprawdę potężnym narzędziem do projektowania, modelowania i zarządzania procesami cyfrowymi w przedsiębiorstwie.

W Altkom Software & Consulting od ponad 5 lat budujemy zespół, który specjalizuje się właśnie we wdrożeniach, utrzymaniu i usprawnianiu Camundy Community Edition. Ponad 30 osób stale pracuje nad nowymi modułami, dzięki czemu opracowaliśmy już wiele dodatkowych rozwiązań, w tym naszą autorską platformę procesową Digital Product Center. W ten sposób wspieramy naszych klientów w ich procesach sprzedażowych oraz w ramach obsługi klientów, dbając o najwyższą wagę jakości i bezpieczeństwa oprogramowania – współpracujemy głównie z dużymi instytucjami z branży finansowej.

Skontaktuj się z nami, jeżeli chcesz zacząć korzystać z możliwości Camundy lub przekazać ją do dalszego utrzymania i rozwoju w doświadczone ręce. Z naszą pomocą każda cyfrowa zmiana przebiega szybko i sprawnie.