Podatek przychodowy w Polskim Ładzie trzeba zmienić

Rząd przestawił projekt zmian w przepisach podatkowych korygujących rozwiązania Polskiego Ładu – przede wszystkim przez wprowadzenie 12% stawki PIT w pierwszym przedziale skali podatkowej oraz wprowadzenie częściowej możliwości odliczenia składki zdrowotnej dla osób prowadzących działalność gospodarczą opodatkowaną w ramach podatku liniowego lub ryczałtu. Są to zmiany idące w dobrym kierunku, natomiast niezbędne są również korekty w innych elementach systemu podatkowego. Przede wszystkim jeśli chodzi o podatek CIT – czyli podatek odprowadzony przez firmy, przez osoby prawne. W tym aspekcie przede wszystkim największej poprawy wymagają rozwiązania dotyczące minimalnego podatku dochodowego. Jest to podatek, który wbrew intencji ustawodawcy będzie obciążał firmy również polskie – firmy małe, które osiągają straty wynikające z przyczyn czysto ekonomicznych – na przykład osłabienie koniunktury w danej branży, a nie z działań związanych czysto z optymalizacją podatkową.

– Proponujemy korektę podatku przez usunięcie budzącego największe wątpliwości elementu tego mechanizmu – czyli podatku przychodowego – a pozostawienie tych elementów, które rzeczywiście są uzasadnione. Na przykład opodatkowania tak zwanych płatności pasywnych dokonywanych przez firmę – czyli na przykład kosztów finansowania ze spółek zależnych czy też dokonywanie różnego rodzaju opłat licencyjnych na rzecz powiązanych podmiotów – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, Główny Ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Faktycznie w przypadku, kiedy firma nie płaci podatków w Polsce – a dokonuje na dużą skalę płatności zagranicznych – jest uzasadnione, żeby płaciła podatek przychodowy. Natomiast w sytuacji, kiedy podatek minimalny sprowadza się do obciążenia przychodów firmy – to rzeczywiście bardzo wątpliwe, na przykład w sytuacji szpitali prowadzonych w formie spółek komercyjnych. Tego rodzaju sytuacje nie są zgodne z intencją ustawodawcy i wymagają pilnej korekty jeszcze w czasie trwania obecnego roku podatkowego – wylicza Kozłowski.

STS Holding podsumował I kw. 2022 r.

Grupa STS – jeden z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lider rynku w Polsce – wygenerowała od stycznia do marca br. rekordowy w ujęciu kwartalnym poziom NGR, który wyniósł 158 mln zł. Oznacza to wzrost o 15% rdr. Skorygowana EBITDA w pierwszym kwartale br. wyniosła 72 mln zł, gdy przed rokiem było to 61 mln zł. Wzrost wyniósł 17% rdr. W Q1 2022 roku przychody Grupy STS wyniosły 142 mln zł, czyli o 14% więcej rok do roku, gdy w Q1 2021 roku było to 125 mln zł. Zysk netto Grupy wzrósł w zeszłym roku o 2% do 45 mln zł. W Q1 2022 roku STS S.A. – główna spółka operacyjna Grupy STS – osiągnęła aż 59 mln zł zysku netto, co oznacza wzrost o 24% rok do roku.

W trakcie trzech pierwszych miesięcy 2022 roku, mimo wojny i inflacji, wygenerowaliśmy bardzo dobre wyniki operacyjne oraz finansowe. Skorygowana EBITDA wzrosła w tym czasie o 17% rok do roku, a zysk głównej spółki operacyjnej – STS S.A. aż o 24% rok do roku. Zgodnie z naszymi deklaracjami będziemy dzielić się wypracowanym zyskiem z akcjonariuszami STS Holding. Warto odnotować, że w tym roku wzrost akwizycji oraz większa aktywność graczy będzie miała miejsce w drugiej połowie roku ze względu na kalendarz rozgrywek sportowych, w tym Mistrzostwa Świata w Katarze, w których udział weźmie nasza kadra narodowa mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Grupa na koniec 2021 roku nie posiadała długów zewnętrznych i zobowiązań bankowych, a przyznane linie kredytowe nie zostały uruchomione. Grupa STS łącznie posiada 305 mln zł kapitałów rezerwowych, w tym 185 mln zł środków finansowych i ich ekwiwalentów oraz 120 mln zł niewykorzystanych linii kredytowych.

Od stycznia do marca br. NGR wyniósł rekordową w skali kwartału wartość ponad 158 mln zł, w Q1 2021 było to blisko 138 mln zł, w Q4 2021 136 mln zł, a w najlepszym do tej pory kwartale w historii – Q2 2021 – było to niemal 158 mln zł. NGR to wartość zakładów zawartych przez klientów, pomniejszona o wypłacone wygrane i podatek od gier.

W pierwszych trzech miesiącach 2022 roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła niemal 1,1 mld zł. Liczba aktywnych użytkowników znalazła się na poziomie 350 tysięcy. Grupa pozyskała 64 tysiące nowych rejestracji, natomiast liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 41 tysięcy.

W 2021 roku Grupa STS wygenerowała skorygowaną EBITDA na rekordowym poziomie 216 mln zł, gdy w 2020 roku było to 151 mln zł. Oznacza to wzrost o 43% rok do roku. W 2021 roku przychody Grupy STS wyniosły 498 mln zł, czyli o 28% więcej rok do roku, gdy w 2020 roku było to 389 mln zł. Zysk netto Grupy wzrósł w zeszłym roku o 29% do 131 mln zł. W 2021 roku STS S.A. – główna spółka operacyjna Grupy STS – osiągnęła za to historyczny wynik netto na poziomie aż 153 mln zł, co oznacza wzrost o 21% rok do roku. Grupa STS odnotowała najlepsze w historii wyniki finansowe.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2021 r. 29 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

ORLEN wypłaci 3,5 zł dywidendy na akcję

Dywidenda PKN ORLEN za 2021 r. wyniesie, zgodnie ze strategią, 3,5 zł na jedną akcję, a na jej wypłatę spółka przeznaczy prawie 1,5 mld zł. Taką decyzję podjęli akcjonariusze koncernu, przychylając się do wcześniejszej rekomendacji Zarządu PKN ORLEN. Wysokość dywidendy jest odzwierciedleniem stabilnej sytuacji finansowej Grupy ORLEN, a także efektem konsekwentnie realizowanych planów rozwojowych we wszystkich obszarach działalności. Termin wypłaty dywidendy ustalono na 3 października 2022 r.

Grupa ORLEN w 2021 roku osiągnęła najwyższy w swojej historii zysk netto w wysokości 11,2 mld zł. Z kolei zysk operacyjny EBITDA LIFO uplasował się na poziomie 14,2 mld zł, po eliminacji odpisów aktualizujących wartość majątku.

W wypracowaniu rekordowych wyników największy wkład miały obszary petrochemii, energetyki i rafinerii. Natomiast sprzedaż paliwowa i pozapaliwowa na stacjach w Polsce odpowiadała zaledwie za 13% zysku całego koncernu. Pomimo wyraźnego spadku marż paliwowych na polskim rynku, przychody ze sprzedaży wyniosły 131,3 mld zł.

Koncern w 2021 roku umocnił swoją pozycję i utrzymał wskaźniki finansowe na bezpiecznym poziomie. Solidne fundamenty finansowe umożliwiły zwiększenie nakładów inwestycyjnych do 9,9 mld zł i kontynuację strategicznych dla bezpieczeństwa energetycznego Polski przedsięwzięć w zero- i niskoemisyjne źródła energii. Konsekwentnie budowano także koncern multienergetyczny.

Zaproponowana w marcu br. przez Zarząd PKN ORLEN wysokość dywidendy za 2021 rok została przyjęta przez ZWZ Spółki. Dniem ustalenia prawa do dywidendy będzie 27 lipca 2022 r., a dniem jej wypłaty 3 października 2022 r.

Polska wysyła gaz do Ukrainy. Odejście od LPG z Rosji do końca 2022 roku

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Polska Izba Gazu Płynnego (PIGP) wskazują, że obecnie Polska jest reeksporterem LPG na Ukrainę. W związku z trwającą wojną gaz nie płynie na Ukrainę z Rosji, Białorusi (z powodów politycznych), z Kazachstanu (ze względów logistycznych), ani morzem z uwagi na blokadę portów czarnomorskich. Sytuacja ta będzie trwać nadal również po wojnie. Ograniczając podaż na rynku polskim zmniejsza się możliwość dostawa gazu z Polski na Ukrainę. Po zakończeniu wojny należy zakładać, że importerzy z Ukrainy również będą przez pewien czas polegać na dostawach z Polski, dopóki nie przygotują własnej logistyki dostaw i infrastruktury.

FPP pozytywnie ocenia deklarację o odejściu od dostaw gazu płynnego LPG do końca 2022 roku. Udział LPG z Rosji w całym rynku krajowym przekracza 60% (1.300.000 ton rocznie) i potrzeba co najmniej kilku miesięcy, aby zmienić kierunki dostaw. W szczególności należy rozbudować infrastrukturę: liczbę terminali kolejowych i morskich w Polsce, znacząco zwiększyć tabor cystern kolejowych oraz udostępnić Terminal w Porcie w Gdańsku dla wszystkich operatorów LPG. Branża LPG będzie rozwijać zakres dostaw gazu z portów ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) – co jednak zdecydowanie zwiększy ceny gazu płynnego dla konsumentów. Sankcje mogą uniemożliwić też korzystanie z dostaw LPG z Kazachstanu.

„W świetle ostatnich zdarzeń z odcięciem przez Rosję gazu ziemnego, pojawia się dodatkowy argument za bardziej rozłożonym w czasie embargiem na LPG. Już dzisiaj wiemy, że na skutek odcięcia przez Rosję pojawi się w Polsce – podobnie jak w całej Europie – deficyt gazu ziemnego. Nie będzie zatem nowych przyłączeń domów i przedsiębiorstw. Warto, aby w takiej sytuacji dysponować większą ilością LPG jako paliwa zamiennego, które można stosować do czasu przezwyciężenie w EU kryzysu gazowego. Zbyt szybkie wprowadzenie embarga na rosyjskie LPG może bowiem doprowadzić do równoległego kryzysu podażowego dla klientów, którzy już dziś mają ograniczone pole wyboru. Nie mając gazu ziemnego, nie będą mieć też LPG. Spowoduje to przesunięcie znacznej ilości konsumentów do strefy ubóstwa energetycznego. Niejako przesunięcie z „Polski B” do „Polski C” A dodatkowo ograniczy możliwości pomocy Ukrainie, która nie ma dostępu do gazu LPG i dostawy z Polski są dla nie kluczowe” – podkreśla Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich.

W związku z planowanym przez rząd odchodzeniem od dostaw LPG ze wschodu, Polska Izba Gazu Płynnego wskazuje, że postulowane przez niektóre podmioty wcześniejsze odejście od dostaw ze wschodu może narazić na brak produktu nie tylko polskich klientów, ale również odbiorców z Ukrainy. Przedsiębiorcy zrzeszeni w Polskiej Izbie Gazu Płynnego uczestniczą dziś aktywnie w dostawach gazu na Ukrainę. Nagły brak podaży na rynku polskim może spowodować, że nie będziemy w stanie wspomagać naszych Ukraińskich Partnerów tak potrzebnymi im teraz wolumenami, w szczególności LPG” dodaje Paweł Bielski, prezes Polskiej Izby Gazu Płynnego (PIGP).

Działania, jakie branża LPG w Polsce będzie podejmować w celu sprawnego przestawienia logistyki dostaw z nowych kierunków:

  • Budowa w Polsce infrastruktury do przesyłek z Zachodu, gdyż obecnie dysponujemy zbyt małą liczbą terminali przeładunkowych, zdolnych przyjmować całopociągowe przesyłki z portów ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia).
  • Pozyskanie dużej liczby cystern kolejowych, które mogłyby zabezpieczyć dostawy dużych ilości LPG z Zachodu – obecnie brak odpowiedniej liczby wagonów.
  • Budowa w Polsce nowych terminali morskich – obecnie działające trzy porty nie zabezpieczają potrzeb kraju. Mogą przyjmować tylko mniejsze jednostki, a największy z nich (Gaspol Gdańsk) nie świadczy usług na rzecz innych podmiotów rynkowych. Gaz dostarczany małymi jednostkami jest najczęściej kupowany od traderów na ARA lub ze Szwecji i jest drogi ze względu na marże traderów. Pozostałe dwa porty w Szczecinie i Gdyni mogą przyjmować tylko mniejsze statki. Wszystkie trzy działające obecnie terminale mają utrudnioną logistykę kolejową, gdyż kolej w portach obsługuje wiele terminali i te gazowe nie są dla kolei priorytetowe. Zwiększające się w polskich portach przeładunki kontenerów i towarów masowych w tym węgla importowanego do Polski i przez Polskę na Ukrainę będzie ten problem tylko powiększać.
  • Nowe kontrakty logistyczne
  • Nowe kontrakty z dostawcami

Sąd oddalił powództwo grupy kredytobiorców frankowych przeciwko Bankowi Millennium – komentarz banku

Wczoraj Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo grupy kredytobiorców przeciwko Bankowi Millennium S.A. o ustalenie odpowiedzialności Banku z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia w związku z umowami o kredyt hipoteczny indeksowany do franka szwajcarskiego. W pozwie grupowym członkowie grupy nie dochodzili zapłaty konkretnych kwot. Liczba umów kredytowych objęta tym postępowaniem wynosi ponad 3,2 tys. Powództwo zostało wytoczone w 2014 roku przez grupę kredytobiorców reprezentowaną przez Miejskiego Rzecznika Konsumentów w Olsztynie. Zdaniem członków grupy, umowy o kredyt hipoteczny indeksowany do franka szwajcarskiego zawierały tzw. klauzule abuzywne. Członkowie grupy domagali się w związku z tym uznania, że zawarte przez nich umowy należy traktować tak, jak gdyby kredyt był udzielony w złotych, bez indeksacji do franka szwajcarskiego, ale jednoczenie był oprocentowany według stopy procentowej LIBOR, jak dla kredytów indeksowanych.

We wczorajszym postanowieniu Sąd skorygował również listę członków grupy objętych postępowaniem grupowym.

Wyrok został wydany na posiedzeniu niejawnym, bez udziału publiczności. Wyrok nie jest prawomocny i strony mogą wnieść od niego apelację.

Wczorajsze rozstrzygnięcie jest zgodne ze stanowiskiem Banku, który od początku procesu wskazywał na niezasadność roszczeń tej grupy frankowiczów. Niezależnie od tego, wychodząc naprzeciw oczekiwaniem frankowiczów, Bank oferował i w dalszym ciągu oferuje kredytobiorcom frankowym, w tym pozostającym w sporach sądowych z Bankiem (indywidualnych i grupowych), możliwość zawarcia porozumienia o wcześniejszej spłacie lub przewalutowaniu kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego na negocjowanych warunkach. Dobrą ilustracją tych działań jest liczba zawartych porozumień z kredytobiorcami objętymi pozwem grupowym, która wynosi na dzień dzisiejszy 293, tj. 9% łącznej liczby umów o kredyt hipoteczny objętych pozwem.

Jednocześnie, Bank pozostaje otwarty wobec swoich klientów mając na celu osiągnięcie polubownych porozumień (m.in. zamiana na kredyty hipoteczne w złotych, przedpłaty, wcześniejsza całkowita spłata łącznie „dobrowolne ugody”) uzgodnionymi na negocjowanych warunkach z kredytobiorcami z walutowymi kredytami hipotecznymi. W efekcie tych negocjacji oraz pozostałych naturalnych czynników, liczba aktywnych walutowych kredytów hipotecznych zmniejszyła się od początku bieżącego roku do końca marca 2022 r. o prawie 2,700 (w całym roku 2021: prawie 10,300 umów, 2020: prawie 3,600 umów) w porównaniu do ponad 47,600 aktywnych umów kredytowych na koniec 2021 r. Podobnie jak w ostatnich kwartałach, spadek liczby aktywnych umów walutowych kredytów hipotecznych był większy niż napływ nowych indywidualnych pozwów sądowych przeciwko Bankowi.

Grupa CCC podsumowała I kw. 2022 r.

Wzrost przychodów we wszystkich segmentach, kolejna skokowa poprawa marży brutto oraz dobry odbiór kolekcji wiosenno-letniej – Grupa CCC zamyka Q1 2022.

W pierwszym kwartale 2022 roku (luty-kwiecień) Grupa CCC wypracowała 1,9 mld PLN przychodów (+33% rdr). Dynamiczny wzrost odnotowały wszystkie segmenty Grupy – zarówno w obszarze full-price, jak i off-price. Znaczący udział w przychodach, na poziomie 55%, utrzymał e-commerce, a dynamika sprzedaży (+19%) i rentowność EBITDA (6,6%) Grupy MODIVO istotnie wyróżniała się na tle branży. Miniony okres w Grupie CCC to także kolejny, skokowy wzrost marży brutto (+5,4 p.p.), która osiągnęła poziom 49%. Pomimo wciąż wymagającego otoczenia biznesowego, modowa, wiosenno-letnia oferta cieszy się dużym zainteresowaniem Klientów.

– Ostatni kwartał pokazał, że mimo zmiennego otoczenia rynkowego potrafimy wypracowywać wzrosty mówi Marcin Czyczerski, prezes zarządu Grupy CCC. Po trudnym lutym i pierwszej połowie marca, popyt w handlu zaczął się stabilizować, a kwiecień był najlepszym sprzedażowo miesiącem minionego okresu. Pomimo wysokiej bazy zeszłorocznej, w trwającym drugim kwartale widzimy wysoką dynamikę przychodów (+35% rdr). Co więcej, kdk przyspiesza także tempo wzrostu sprzedaży e-commerce (+48% rdr). Odnotowujemy także dalszą poprawę marży brutto rdr. Posiadamy mocną ofertę produktową, silne i rozpoznawalne marki oraz prowadzimy angażującą komunikację marketingową. To pozwala nam pozytywnie patrzeć w przyszłość.

W pierwszym kwartale 2022 roku przychody Grupy CCC wyniosły ok. 1,9 mld PLN (+33% rdr). Udział ze sprzedaży online po raz kolejny osiągnął wysoki poziom 55% (-7 p.p. rdr). Dynamiczny wzrost przychodów odnotowały wszystkie segmenty Grupy.

Szyld CCC wygenerował w ubiegłym kwartale przychody w wysokości 780 mln PLN, co stanowi wzrost o przeszło 42% rdr. Co więcej, sprzedaż w bieżącym roku jest wyższa o 7% od przychodów wypracowanych przez ten brand w analogicznym kwartale 2019 roku (nieobarczonym pandemią i przy istotnie wyższej powierzchni handlowej).

Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Finansowo-Księgowych
Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Finansowo-Księgowych

–  Miniony okres, to także znacząca optymalizacja kapitału obrotowego. Cykl rotacji zapasami w segmencie CCC został skrócony o ponad 20 dni – powiedział Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowo-Księgowych w Grupie CCC. – Jeden dzień poprawy rotacji zapasem w CCC to zmniejszenie inwestycji w kapitał obrotowy o 5,5 mln zł. Dlatego też będziemy kontynuować nasze prace w tym obszarze. Ograniczanie inwestycji w kapitał obrotowy to nasza odpowiedź na niesprzyjające otoczenie biznesowe, w tym w szczególności stale rosnące stopy procentowe.

Dynamiczne tempo rozwoju prezentuje także szyld HalfPrice, który wraz z początkiem maja obchodził swoje pierwsze urodziny. Na koniec Q1 2022 osiągnął on 119 mln PLN przychodów, co stanowi 6% udziału w sprzedaży całej Grupy. Sieć obecna jest już na 7 rynkach, posiada 67 sklepów stacjonarnych, a od końca ubiegłego roku w Polsce działa również e-commerce HalfPrice.

Obroty DeeZee w okresie omawianego kwartału kształtowały się na podobnym do zeszłorocznego poziomie i wyniosły 26 mln PLN. Szyld stawia na rozwój oferty odzieżowej oraz współpracę z platformami typu marketplace.

Marża brutto Grupy wzrosła w ubiegłym kwartale o 5,4 p.p. rdr oraz 2,3 p.p. kdk, osiągając wysoki poziom 49%. Na wzrost ten w największym stopniu wpłynęła poprawa marży brutto w szyldzie CCC o blisko 9 p.p. rdr. Zysk brutto ze sprzedaży Grupy wyniósł niemal 923 mln PLN (+49% rdr). Dynamika kosztów w minionym okresie była zbliżona do tempa wzrostu przychodów. Co więcej, w ujęciu kdk odnotowano zmniejszenie poziomu kosztów SG&A o ok. 25 mln PLN (-3%).

Pierwszy kwartał 2022 r. Grupa CCC zakończyła marżą EBITDA na poziomie 4,7%, co stanowi wzrost o 2,6 p.p. rdr.

Grupa MODIVO w Q1’22

W pierwszym kwartale roku obrotowego 2022 Grupa MODIVO, do której należą szyldy eobuwie.pl oraz MODIVO, odnotowała 915 mln PLN przychodów. Dynamika sprzedaży (+19% rdr) i rentowność EBIDTA (6,6%) Grupy MODIVO, istotnie wyróżniała się na tle branży. Wysoką dynamikę w analizowanym okresie wygenerował szyld MODIVO, osiągając wzrost sprzedaży o 68% rdr (do poziomu 162  mln  PLN), podczas gdy eobuwie.pl wypracowało przychody na poziomie 745 mln PLN (+12% rdr).  

Damian Zapłata, prezes zarządu MODIVO S.A.
Damian Zapłata, prezes zarządu MODIVO S.A.

– Od początku roku w pełni koncentrujemy się na realizacji strategicznych celów Grupy MODIVO S.A. Konsekwentnie inwestujemy w dalszą ekspansję zagraniczną. Zadebiutowaliśmy na nowych, tym razem bałtyckich, rynkach oraz powołaliśmy zespół ekspertów, który odpowiada za wzmocnienie naszej obecności w kluczowych krajach – mówi Damian Zaplata, Prezes Zarządu Grupy MODIVO. – Przed nami kolejne ambitne wyzwania. Rozpoczęliśmy fazę testową platformy marketplace, która pozwoli na rozszerzenie i uatrakcyjnienie portfolio produktów dla klientów. Wystartowaliśmy także z ofertą reklamową dla naszych partnerów w kanałach e-commerce i retail.  Naszym priorytetem pozostaje wzmocnienie zasobów i zespołu technologicznego oraz rozwój logistyki, które są kluczowymi ogniwami modelu omnichannel.

W minionym kwartale, Grupa MODIVO wypracowała marżę brutto na poziomie 43,2%, co stanowi wzrost o 0,1 p.p. rdr. Koszty SG&A rosły w tempie 32% rdr, głównie w związku z licznymi inwestycjami w rozwój logistyki, systemów wspierających sprzedaż oraz wdrożeniem marketplace. W ujęciu kdk poziom kosztów spadł o ok. 10%. Zysk EBITDA wyniósł 61 mln PLN, przy 6,6% marży, tj. zgodnej z założeniami strategii biznesowej GO.25.

Grupa CCC dołącza do kolejnych inicjatyw na rzecz zrównoważonego rozwoju

Pozytywny wpływ na środowisko, gospodarkę i społeczeństwo to zobowiązanie Grupy CCC, zawarte w Strategii Zrównoważonego Rozwoju GO.25. Spółka nie tylko podejmuje aktywne działania w tym obszarze, ale także ściśle współpracuje z wiodącymi międzynarodowymi organizacjami, wypracowującymi standardy dla biznesu. W minionym kwartale Grupa dołączyła do kolejnych, znaczących inicjatyw, takich jak:

  • Global Compact ONZ – największej na świecie sieci skupiającej blisko 15 000 przedsiębiorstw, które działają zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju i aktywnie odpowiadają na istniejące oraz nadchodzące wyzwania klimatyczne, gospodarcze i społeczne.
  • Zero Discharge of Hazardous Chemicals – misją tej globalnej inicjatywy jest rezygnacja ze szkodliwych substancji w procesie produkcji materiałów wykorzystywanych w branży odzieżowej czy obuwniczej.
  • Karta Działań Przemysłu Modowego na rzecz Klimatu ONZ (Fashion Industry Charter for Climate Action) – zakłada ona 16 celów klimatycznych, w ramach, których podpisujący kartę zobowiązują do ograniczania emisji gazów cieplarnianych w całym łańcuchu wartości.

Grupa TIM podsumowała I kw. 2022 r.

Najwyższy w historii wzrost skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży rok do roku (o 49,4%, do 410 mln zł) zdeterminował pierwsze trzy miesiące 2022 roku w Grupie TIM. To efekt dynamicznego pozyskiwania nowych klientów, a także zwiększonego popytu w obliczu rynkowej niepewności w związku z inwazją Rosji na Ukrainę.

Przychody ze sprzedaży TIM SA osiągnęły w I kw. 2022 r. poziom 393,2 mln zł, tj. o 52,2% wyższy niż rok wcześniej.

Do tego, że nasze miesięczne przychody przekraczają 100 milionów złotych zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Marzec 2022 r. przyniósł przebicie – i to znaczne – poziomu 150 milionów złotych (175,5 mln zł, +64,8% rdr.). Pierwsze tygodnie po 24 lutego przebiegły pod znakiem niepewności klientów w zakresie dostępności produktów oraz ryzyka kolejnych wzrostów cen, co przełożyło się na zwiększony popyt i zaowocowało anomalią, jaką zaobserwowaliśmy w marcowych przychodach TIM-u ze sprzedaży – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA.

Zmiana w strukturze sprzedaży

O ile za wzrost przychodów w części odpowiadają czynniki zewnętrzne, o tyle kolejne rekordy to wyłącznie efekt skutecznych działań w zakresie pozyskiwania i utrzymywania klientów.

W pierwszym kwartale 2022 roku liczba nowych klientów, którzy założyli konta na TIM.PL, przekroczyła 7,5 tysiąca. To o 40% więcej niż w analogicznym kwartale 2021 roku i o 14% więcej niż w ostatnim kwartale 2021 roku. Liczba klientów, którzy dokonali zakupów w pierwszym kwartale bieżącego roku, wyniosła ponad 31 tysięcy wobec 20 tysięcy rok wcześniej – wylicza Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA.

Większa liczba klientów, szczególnie małych i średnich przedsiębiorstw, zwiększa bezpieczeństwo i stabilizację sprzedaży. To efekt między innymi wieloletnich działań TIM-u na rzecz zmiany struktury sprzedaży i zwiększania udziału innych grup klientów niż resellerzy.

Znajdują one odbicie także w haśle towarzyszącym nowej strategii TIM-u, którą zaprezentowaliśmy w minionym tygodniu: „Dostarczamy elektrotechnikę profesjonalistom”. Zmiana naszej struktury sprzedaży w pierwszym kwartale 2022 roku i zwiększenie udziału klientów z segmentu „Instalator” jest też po części skutkiem podejścia firm wykonawczych do niestabilności rynku oraz rosnącej inflacji – wyjaśnia Piotr Nosal.

Dywidenda TIM-u i inwestycje 3LP – zgodnie z planem

Zysk netto Grupy TIM po I kw. 2022 r. wyniósł 31,2 mln zł wobec 13,5 mln zł rok wcześniej (+131,9%). Skonsolidowana EBITDA wzrosła rok do roku o 91,6% – do niemal 47,3 mln zł. W I kw. 2022 r. Grupa TIM odnotowała dodatnie przepływy finansowe w wysokości 28,9 mln zł wobec 9 mln zł w I kw. 2021 r.

Nasze parametry finansowe są na znakomitym poziomie, stąd rekomendacja Zarządu TIM-u w zakresie dywidendy za rok 2021. Proponujemy, by do 1,20 zł brutto na akcję, wypłaconych pod koniec 2021 roku, latem 2022 roku dołożyć kolejne 1,20 zł brutto na akcję. Jest to zgodne z polityką dywidendową, którą zaprezentowaliśmy wiosną 2021 roku – zapowiada Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA.

Już po zakończeniu I kw. 2022 r., bo na początku maja, Zarząd logistycznej spółki 3LP podjął decyzję o zawieszeniu oferty sprzedaży akcji spółki bez jednoczesnego ustalania nowego harmonogramu oferty.

Oczekujemy na stabilizację sytuacji rynkowej, która pozwoli nam wrócić do realizacji planów w zakresie IPO. Pragnę jednocześnie podkreślić, że zawieszenie oferty publicznej pozostaje bez wpływu na ambitne plany inwestycyjne 3LP na najbliższe lata. Mamy zagwarantowane środki na ich realizację – deklaruje Piotr Tokarczuk, sprawujący także funkcję członka Rady Nadzorczej 3LP SA.

Branża opakowań pod presją rosnących cen surowców

Polski sektor produkcji opakowań, w najbliższym czasie będzie musiał się zmierzyć z kilkoma wyzwaniami. Rosnące ceny energii i surowców oraz ich mniejsza dostępność spowodowana wojną na Ukrainie przekładają się na jeszcze wyższe koszty i dużą presję cenową. Według prognoz analityków Santander Bank Polska, przedstawionych w raporcie „Branża opakowań w 2022 r. Kondycja, perspektywy i wpływ wojny”, polski sektor opakowań w tym roku będzie wart około 60 mld PLN, mimo wzrostu spodziewane jest spowolnienie jego dynamiki.

Rosyjska agresja na Ukrainę była dla krajowych przedsiębiorstw powodem wzrostu niepewności, można to zaobserwować poprzez pogarszające się nastroje przedsiębiorców w marcowych badaniach koniunktury. Z perspektywy producentów opakowań, największe pogorszenie nastrojów zanotowano w sektorze papierniczym. Wpływ na to miały zapewne obawy o wzrost cen gazu, ale również spadek dostępności celulozy importowanej z Rosji (odpowiadała za blisko 9% dostaw zagranicznych w ubiegłym roku). W segmencie opakowań z tworzyw sztucznych największe obawy dotyczą polipropylenu, którego import z Rosji odpowiadał w 2021 roku za prawie 20% dostaw zagranicznych na nasz rynek. Z kolei producenci palet i butelek szklanych powinni odczuć zwiększony popyt wobec spadku dostaw tych opakowań ze wschodu.

Struktura ekspozycji importowej opakowań z rynków Ukrainy, Rosji i Białorusi jest podobna dla Polski jak i średniej dla całej UE. W dostawach, pod względem udziału dominowały opakowania drewniane (głównie palety) i opakowania szklane. W przypadku Polski blisko 30% importowanych w 2021 roku palet

pochodziło z rynku ukraińskiego, zaś kolejnych około 15% z rynku białoruskiego. To może przełożyć się na spadek dostępności palet dla sektora transportowego. Podobny scenariusz już się realizuje na rynku

niemieckim, gdzie z powodu embarga na rosyjską stal zabrakło gwoździ do zbijania palet – wyjaśnia Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.Branża opakowań pod presją rosnących cen surowców

Presja cenowa ciągle rośnie

Na poziomie statystyki publicznej, dynamiki indeksów cen producentów biją kolejne rekordy, zaś w ujęciu nominalnym przebiły poprzednie z przełomu 3 i 4 kwartału 2021. To oznacza, że ceny surowców i w ślad za nimi ceny wyrobów gotowych są najwyższe w historii badania. Jak podreślają eksperci Santander Bank Polska, presja cenowa po stronie kosztowej cały czas się nasila. Zarówno w przypadku tworzyw sztucznych jak i celulozy dynamika w marcu (na poziomie UE) nie była równie wysoka jak w lutym, ale nie oznacza to, że surowce te zaczynają tanieć. Tempo wzrostu spada, gdyż z każdym kolejnym miesiącem wchodzimy w okres coraz wyższej bazy z uiegłego roku. W ujęciu nominalnym ceny w marcu wciąż pięły się w górę.

Widzimy rekordowo wysoką presję kosztową, ceny surowców do produkcji opakowań wybiły w marcu na rekordowe poziomy, przez co indeksy cen producentów opakowań rosną w UE szybciej od średniej dla szerokiego sektora przetwórstwa przemysłowego. Efekt ten jest również widoczny w oczekiwaniach cenowych przetwórców, zwłaszcza w segmencie tworzyw sztucznych, wrażliwych na ceny ropy naftowej. Niemniej jednak, po pierwszym szoku w marcu, indeksy koniunktury pokazały w kwietniu powrót optymizmu w ocenie portfeli zamówień – wyjaśnia Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Opakowania ze szkła są jedynym segmentem branży, gdzie według Eurostatu ceny rosły w marcu wolniej niż w całym sektorze przetwórstwa przemysłowego (11% r/r vs 16,1% r/r). W przypadku opakowań z tworzyw sztucznych ceny rosną tylko nieznacznie szybciej od średniej – o 16,6% r/r, opakowania z papieru i tektury drożały o około 21,2% r/r, opakowania z metali lekkich o 21,8% r/r, zaś najwyższa dynamika wzrostów dotyczyła opakowań z drewna aż 38,9% r/r.Branża opakowań pod presją rosnących cen surowców w

W Polsce, oczekiwania cenowe mierzone na poziomie indeksów szerokich branż papierniczej, chemicznej i wyrobów z tworzyw oraz gumy osiągnęły szczyt w styczniu bierzącego roku. Tylko w przypadku wyrobów z tworzyw kwiecień przyniósł nowy rekord na poziomie około 46% firm, które deklarują podwyżki. W przypadku producentów papieru i wyrobów oczekiwania cenowe były w kwietniu porównywalne do poziomu z 2 kwartału 2021 roku (43% firm deklarujących podwyżki wobec 59% w styczniu). W marcu indeksy oceny portfeli zamówień wykazały pewne osłabienie, jednak kwietniowy odczyt koniunktury wskazuje na powrót optymizmu wśród firm, pomimo rekordowych kosztów.

Spowolnienie jednak nie ominie branży opakowań?

Na początku 2022 roku przemysł opakowań rósł w tempie blisko 20% rocznie. Jednak w ujęciu wolumenowym, dynamika wzrostu produkcji będzie na jednocyfrowym poziomie, m. in. z uwagi na bardzo wysoką bazę z ubiegłego roku. Powoduje to, że wzrost cen jest obecnie przeważającym motorem

wzrostu obrotów firm. W ujęciu wartościowym, największe wzrosty notowane są w segmencie opakowań drewnianych 40% r/r, co może być powiązane ze spadkiem importu z Ukrainy i Białorusi. Widoczna jest również wysoka dynamika wzrostu w segmencie butelek szklanych (około 16% r/r) i metalowych (około 14% r/r) – prawdopodobnie jest to efekt robienia zapasów w powodu wojny w Ukrainie.

Analitycy Santander Bank Polska szacują, że produkcja sprzedana krajowego przemysłu opakowań wzrosła w ubiegłym roku o około 13-18% r/r, do poziomu blisko 52 mld PLN.

W 2022 roku branża opakowań zachowa wzrostowy trend, ale zmieni się jego struktura i zapewne będzie to wzrost niższy niż w ubiegłym roku. Obecnie spodziewamy się dynamiki produkcji sprzedanej w okolicach 12-16% r/r, czyli około 60 mld PLN. Biorąc jednak pod uwagę rekordowo wysokie ceny surowców widzimy duże ryzyko rewizji naszej prognozy w górę, szczególnie że inflacja kosztów będzie zapewne głównym kanałem transmisji wojny w Ukrainie na sytuację krajowego przemysłu opakowań – komentuje Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.opakowania rynek

Polska kolejny rok liderem wzrostu eksportu opakowań

Analitycy Santander Bank Polska szacują, że udział eksportu w produkcji sprzedanej polskiego sektora opakowań mógł w 2021 roku nieznacznie wzrosnąć. Łącznie dynamika wagi opakowań dostarczonych na rynki zagraniczne wzrosła o około 10%. W największym stopniu widać ten trend w opakowaniach drewnianych, z papieru i tektury oraz stalowych.

Pod względem wzrostu eksportu opakowań Polska systematycznie wzmacnia swoją pozycję na rynku europejskim. W przypadku opakowań z papieru i tektury krajowi producenci zajęli drugie miejsce w UE pod względem wzrostu, co przekłada się na 3 miejsce pod względem łącznej wartości eksportu (za

Niemcami i Holandią). O ile holenderski eksport rósł w tym segmencie wyraźnie szybciej od krajowego, to w porównaniu do lidera, Niemiec, obserwujemy stopniowe doganianie. W 2020 roku krajowy eksport opakowań z papieru i tektury odpowiadał około 40% niemieckiego, zaś w 2021 roku było to już 44%.

W przypadku opakowań z tworzyw sztucznych krajowi producenci zajęli czołowe miejsce w Unii Europejskiej pod względem wzrostu wolumenu eksportu, co przekładało się na około 6,6% dynamikę wzrostu. W efekcie eksport w tym segmencie odpowiadał w 2021 roku za 55% eksportu Niemiec. Natomiast w segmencie opakowań metalowych Polska zajęła 7. miejsce pod względem wzrostu, utrzymaliśmy pozycję lidera w eksporcie opakowań drewnianych, zarówno pod względem łącznej wartości eksportu jak i jego wzrostu. Z kolei w segmencie opakowań szklanych, dzięki 8% wzrostowi dostaw zagranicznych r/r, krajowi producenci zajęli 10. miejsce pod względem wzrostu przy 6. miejscu w UE pod względem łącznej wartości produkcji.

Regulacje rynku ważnym czynnikiem w przyszłości

Sektor czekają ważne zmiany także na polu regulacyjnym, które mają wprowadzić w Polsce duże modyfikacje w obszarze wymogów recyklingu, finansowania systemu gospodarki odpadami i promowania ekoprojektowania. Proponowany w projekcie nowelizacji poziom opłaty z tytułu rozszerzonej odpowiedzialności producenta dla opakowań z tworzyw sztucznych w wysokości ok 200 EUR/t, przy obecnym, rekordowo wysokim poziomie cen tworzyw dla przemysłu opakowań, mógłby mieć przełożenie na wzrost cen producentów w wysokości 5-5.5 p.p. Pod znakiem zapytania pozostaje finansowanie Plastic Tax w dłuższym terminie, co byłoby już silnym bodźcem do zmian zachowań zakupowych konsumentów, gdyby musieli pokryć go przetwórcy tworzyw. Jednocześnie, to właśnie w segmencie opakowań z tworzyw sztucznych drzemie największy potencjał korzyści jakie może przynieść skuteczna reforma systemu ROP, ze względu na jego rozmiar, relatywnie niską stopę recyklingu i głęboki deficyt handlowy po stronie surowców. Obecnie Ministerstwo Środowiska i Klimatu wciąż pracuje nad ustawą, która miałaby wejść w życie od stycznia 2023 roku, termin ten wydaje się jednak mało realny. Dwie pozostałe ustawy z szykowanego pakietu (nt. systemu kaucyjnego i SUP) mogą zostać przyjęte szybciej, ponieważ nie przekładają się bezpośrednio na ceny produktów konsumpcyjnych. Według szacunków analityków Santander Bank Polska dyrektywa SUP mogłaby objąć do około 10% wolumenu produkcji opakowań, głównie małych i średnich firmy o wąskim portfolio produktowym.

Warto zwrócić uwagę iż opakowania są istonym elementem w sektorze e-commerce, który generuje w ostatnim czasie znaczne wzrosty. Na rynku istnieje duża ilość sklepów internetowych oraz firm kwalifikowanych jako hurtownie opakowań np. opaksystem.pl.

Wyciek danych osobowych mieszkańców Wronek

Urzędnik wyniósł dane mieszkańców Wronek. Jak instytucje mogą ochronić się przed wyciekiem wrażliwych informacji?

Burmistrz wielkopolskich Wronek poinformował, że dane zostały skopiowane z komputera służbowego jednego z pracowników urzędu. Wśród nich są m.in. imiona i nazwiska, adresy zamieszkania czy numery PESEL. To kolejny w ostatnich miesiącach wyciek danych z instytucji samorządowej, po tym jak w marcu wypłynęły dane pacjentów z gliwickiego szpitala.

W komunikacie władz miasta czytamy, że do nieuprawnionego skopiowania danych na pendrive przez jednego z pracowników, miało dojść w dniach 9-12 maja. Pendrive co prawda wrócił do Urzędu Miasta i Gminy Wronki, ale nie wiadomo co stało się z danymi mieszkańców. Ekspert ds. bezpieczeństwa w Safetica, radzi jakie kroki powinny podejmować jednostki administracji samorządowej i państwowej, aby unikać takich sytuacji.

Jakie dane utracono?

Wśród dokumentów, które wyciekły poza urząd znajdują si.in.in. sprawy związane mieszkańcami wspólnot czy z mieszkaniami komunalnymi i socjalnymi tj. rozliczenia wody, czynszów, energii, pisma do mieszkańców, aneksy do umów czy zestawienia lokali mieszkaniowych. Władze Wronek w oświadczeniu podają, że „dane osobowe zawarte w wyżej wymienionych dokumentach ograniczają się wyłącznie do imion, nazwisk i adresów zamieszkania. Sporadycznie obejmują również numery kont bankowych oraz numery PESEL”.  Gdyby jednak takie informacje znalazły się w rękach przestępców, mieszkańcy mogliby być narażeni na poważne kłopoty.

Sytuacja, która miała miejsce, jest sytuacją ciekawą przede wszystkim ze względu na fakt, że wyciek został (zgodnie z prawem) ujawniony. Warto natomiast powiedzieć, że nigdy nie dowiemy się ile tego typu wycieków miało miejsce. Jeśli kopiowanie wrażliwych danych na pendrive odbywało się częściej, co jest wysoce prawdopodobne, to możemy się tylko domyślać co stało się z danymi mieszkańców. Gdyby wspomniany pendrive nie został znaleziony – instytucja prawdopodobnie nie dowiedziałaby się o tym, że w ogóle miała incydent bezpieczeństwa. I to właśnie na ten element warto zwrócić szczególną uwagę w kontekście ochrony danych – mówi Mateusz Piątek, product manager Safetica, która na co dzień chroni firmy oraz instytucje przed wyciekiem danych.

Dane – skarb XXI wieku

Właściwe zabezpieczenie dokumentów i danych firm oraz instytucji jest kluczowym zadaniem w zakresie bezpieczeństwa. Rozwój cyfrowych narzędzi oraz sposobów na utratę wrażliwych danych wciąż ewoluuje i jak twierdzą eksperci, szkolenia dla pracowników to tylko niewielki krok w zakresie ich ochrony.

Jeśli w firmie, urzędzie lub szpitalu nie ma odpowiednich zabezpieczeń, każdy pracownik może być źródłem wycieku informacji. Przykład ze skopiowaniem na pendrive danych mieszkańców Wronek tylko to potwierdza. Nowoczesne rozwiązania uniemożliwiają jego podpięcie do komputera i utratę danych poprzez USB. Wspomniany pendrive to tylko jeden z ewentualnych kanałów wycieku  – równie dobrze dane mogły wypłynąć za pośrednictwem emaila, strony internetowej czy chmury. Jeśli jednak w instytucji działa oprogramowanie zabezpieczające, wszystkie pliki skanowane są pod kątem zawartości danych osobowych, a program ogranicza możliwość ich kopiowania – dodaje Mateusz Piątek, ekspert Safetica.

Co zrobić by dane nie wyciekały na zewnątrz?

Jak w każdej sytuacji nie ma jednego, w pełni działającego zabezpieczenia przed kradzieżą. Firmy i instytucje mogą jednak zmaksymalizować swoje szanse i wdrożyć odpowiednie środki, które skutecznie utrudnią utratę wrażliwych informacji. Pierwszym i podstawowym krokiem będą regularne szkolenia pracowników i jasne określenie procedur postępowania z danymi osobowymi. Dodatkowo od strony informatycznej warto zadbać, aby dane były zabezpieczone nie tylko od strony proceduralnej – ale także od strony „systemowej” np. poprzez wdrożenie dedykowanych rozwiązań klasy DLP.ssW przypadku danych mieszkańców Wronek urząd miasta podaje, że nie ma informacji aby zostały one upublicznione czy wykorzystane przez osoby trzecie.

– Potraktujmy to jednak jako kolejne ostrzeżenie, że szkolenia i procedury nie zawsze wystarczą w zabezpieczeniu danych osobowych  podsumowuje Mateusz Piątek z Safetica.

Rosyjski instytut badań nad obronnością szpiegowany przez chińskich hakerów

  • Eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research wykryli trwającą operację cyberszpiegowską, której celem są – skupione w konglomeracie Rostec – rosyjskie instytuty badawcze zajmujące się obronnością.
  • Wśród celów znalazły się w sumie trzy jednostki badawcze – dwie w Rosji i jedna na Białorusi.
  • W swoich działaniach hakerzy wykorzystywali złośliwe wiadomości e-mail typu spear-phishing, które bazują na sztuczkach socjotechnicznych.

Przez niemal 11 miesięcy chińscy hakerzy prowadzili operację szpiegowską skierowaną przeciwko rosyjskim instytutom badań nad obronnością, działającym w ramach firmy Rostec – donosi Check Point Research. Kampania wykorzystywała maile spear-phishingowe wysyłane pod przykrywką rosyjskiego Ministerstwa Zdrowia. Zdaniem ekspertów, chińscy cyberszpiedzy wykorzystywali w swoich działaniach nieznane wcześniej narzędzia do inwigilowania sieci.

W ostatnich tygodniach eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research wykryli trwającą operację cyberszpiegowską, której celem są – skupione w konglomeracie Rostec – rosyjskie instytuty badawcze zajmujące się obronnością. Przeprowadzone analizy ujawniły, że za atakami na infrastrukturę Rostecu stoją chińscy hakerzy, najprawdopodobniej powiązani w wywiadem. Co niepokojące, cyberprzestępcy przez niemal 11 miesięcy unikali wykrycia za sprawą wykorzystywania nieznanych wcześniej narzędzi, zaawansowanego wielowarstwowego loadera i backdoora SPINNER.

Wśród celów znalazły się w sumie trzy jednostki badawcze – dwie w Rosji i jedna na Białorusi. Ich podstawowym zadaniem jest rozwój i produkcja systemów walk elektronicznych, wojskowych sprzętów radioelektronicznych, a także systemów awioniki lotnictwa cywilnego czy systemów sterowania dla infrastruktury krytycznej.

W swoich działaniach hakerzy wykorzystywali złośliwe wiadomości e-mail typu spear-phishing, które bazują na sztuczkach socjotechnicznych. Przykładowo, 23 marca złośliwe wiadomości e-mail z tematem Lista członków <nazwa instytutu docelowego> objętych sankcjami USA za inwazję na Ukrainę, zawierały link do witryny kontrolowanej przez atakujących podszywającej się pod rosyjskie Ministerstwo Zdrowia oraz złośliwy dokument. Tego samego dnia podobny e-mail został również wysłany na Białoruś z tematem Rozprzestrzenianie śmiertelnych patogenów na Białorusi przez Stany Zjednoczone. Wszystkie załączone dokumenty były przygotowane tak, aby wyglądały jak oficjalne dokumenty rosyjskiego Ministerstwa Zdrowia (opatrzone były jego oficjalnym godłem i tytułem).

Ujawniliśmy trwającą operację szpiegowską przeciwko rosyjskim instytutom badawczym zajmującym się obronnością, prowadzoną przez doświadczonych i wyrafinowanych cyberprzestępców wspieranych przez Chiny. Nasze śledztwo pokazuje, że jest to część większej operacji, która trwa przeciwko podmiotom powiązanym z Rosją od około roku. Odkryliśmy, że za cel zostały obrane dwie instytucje badawcze w dziedzinie obronności w Rosji i jeden podmiot na Białorusi – mówi Itay Cohen, szef działu badań w Check Point Software.

Taktyki, techniki i procedury (TTP) operacji pozwalają na przypisanie jej do chińskich ugrupowań APT. Kampania, którą Check Point Research nazwał „Twisted Panda”, w wielu elementach pokrywa się z zaawansowanymi i wieloletnimi ugrupowaniami cyberszpiegowskimi, w tym APT10 i Mustang Panda.

– Być może najbardziej wyrafinowaną częścią kampanii jest element inżynierii społecznej. Czas ataków i użyte przynęty są sprytne. Z technicznego punktu widzenia jakość narzędzi i ich ukrycie stoi na bardzo wysokim poziomie, nawet jak na grupy APT. Uważam, że nasze odkrycia są kolejnym dowodem na to, że szpiegostwo jest systematycznym i długofalowym wysiłkiem w służbie strategicznych celów Chin, pozwalającym osiągnąć przewagę technologiczną – dodaje ekspert Check Pointa.

Dobra passa euro trwa

Pomimo danych z indeksów PMI, które wydawały się niekorzystne dla euro, jego dobra passa trwała. W tle tych wydarzeń złoty dalej pokazuje swoją siłę.

Indeksy PMI zawodzą w Europie

Wczorajsze dane pokazały, że optymizm w Europie jednak gaśnie. Analitycy przeszacowali podstawowy miernik, jakim są indeksy PMI. Są to badania ankietowe menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Dlaczego właśnie tej grupy? To oni, oceniając koniunkturę, decydują o zakupach, częściowo wprowadzając swoje przekonania w życie. W rezultacie skoro indeksy pokazujące ich poglądy okazują się słabsze, na rynku zaczyna pojawiać się niepokój. Tak właśnie było wczoraj. Przez chwilę wydawało się, że to koniec odbicia na euro. Pomimo dobrej dyspozycji indeksu przemysłowego z Niemiec dane dla całej strefy euro były bowiem słabsze. W rezultacie mieliśmy krótką korektę.

Za oceanem też nie jest różowo

W godzinach popołudniowych poznaliśmy jednak dane z USA. Indeksy koniunktury podobnie jak w Europie okazały się słabsze od oczekiwań. Oczywiście tak samo, jak w strefie euro, są one powyżej granicy 50 pkt, symbolicznie rozdzielającej rozwój od recesji. Są jednak coraz bliżej tej granicy, a to może zwiastować problemy. Tym bardziej że coraz więcej na rynku mówi się o możliwej recesji związanej z m.in. ze wzrostami stóp procentowych. Jakby tego było mało, sprzedaż nowych domów okazała się nie osiągnąć nawet 80% oczekiwań. Dolar jest nadal mocno wrażliwy na dane z rynku nieruchomości. Nie może zatem dziwić, że do końca dnia oglądaliśmy powrót do ruchu osłabiającego dolara względem euro.

Złoty powoli, ale do przodu

W tle tych wydarzeń mamy polskiego złotego, który z dnia na dzień staje się coraz mocniejszy. Nie jest to efekt zaklinania rzeczywistości przez prominentnych polskich polityków, a ci poczynili w ostatnich dniach bardzo wiele. Rynki jednak już dawno przestały reagować na tego typu wydarzenia, pozostawiając je internetowym żartownisiom. Dzisiaj polska waluta ponownie melduje się poniżej poziomu 4,60 zł. Dzieje się tak pomimo oczekiwanych w strefie euro wzrostów stóp procentowych. Proces ten powinien bowiem umacniać euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – zamówienia na dobra,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Zmiany w wynagrodzeniach już od 1 lipca 2022 roku

Polski Ład wprowadził do tej pory wiele zmian. Niedawno jednak ustawodawca zdecydował o wdrożeniu kolejnych, nowych przepisów podatkowych – również w kontekście wynagrodzeń.

Niedawno przyjęte przepisy Polskiego Ładu sprawiają, że już wkrótce nastąpią zmiany podatkowe, takie jak likwidacja ulgi dla klasy średniej czy wprowadzenie możliwości odliczania składki zdrowotnej przedsiębiorców tak na podatku liniowym, ryczałcie, jak i karcie podatkowej. Z racji tego, iż na mocy zmian obniżeniu ulegnie również podatek PIT z 17 proc. do 12 proc., na działy kadrowo-płacowe czekają wkrótce nowe obowiązki. W jaki sposób wpłynie to na poziom wynagrodzenia?

Na wstępie należy zauważyć, iż ustawodawca utrzymał zarówno kwotę wolną od podatku na poziomie 30 tys. złotych, jak i kwotę stanowiącą górną granicę pierwszego przedziału skali w wysokości 120 tys. złotych – tłumaczy Maciej Blajer z Systim.pl.

Zmienne i warunki wpływające na wysokość wynagrodzenia

Niemniej obniżenie stawki podatku w tym przedziale z 17 do 12 proc. sprawiło, iż zmieniła się kwota zmniejszająca podatek do 3600 złotych (300 złotych w skali miesiąca). Na ostateczny kształt wynagrodzenia wpłyną również inne zmienne.  Trzeba bowiem pamiętać, że po 1 lipca 2022 roku na wysokość wynagrodzenia wpłyną między innymi koszty uzyskania przychodu.  

– Dodatkowo, aby płatnik potrącał kwotę zmniejszającą podatek konieczne będzie złożenie przez podatnika PIT-2. Przy czym w ramach nowelizacji oświadczenie to składać będą mogli również ci podatnicy, którzy uzyskują przychody z umów zlecenia czy umów o dzieło. Co ciekawe, zgodnie z nowelizacją podatnik będzie mógł złożyć oświadczenie maksymalnie trzem płatnikom, a nie jak dotychczas wyłącznie jednemu – dodaje specjalista z Systim.pl.

Koniec z podwójnym liczeniem oraz porównywaniem zaliczek na PIT

Jak rzecz się ma z zaliczkami na podatek dochodowy? Już wkrótce płatnicy nie będą zmuszeni do podwójnego liczenia oraz porównywania zaliczek na PIT – choć mechanizm ten obecnie reguluje art. 53a ustawy o PIT, od 1 lipca przepis ten ma zostać uchylony. Co ważne, w niektórych przypadkach zmiana ta pozwoli wyeliminować ryzyko sporych dopłat w rocznym rozliczeniu podatkowym.

Pozostawienie zwiększonej kwoty wolnej od podatku (na poziomie 30 tys. złotych) oraz podwyższonego pierwszego progu podatkowego (w wysokości 120 tys. złotych) bez wątpienia sprawi, iż zmiany wprowadzone od 1 lipca 2022 r. będą korzystne dla szerokiej grupy podatników. Dotyczy to jednak osób zarabiających zdecydowanie więcej niż średnia krajowa – na zmianach bowiem z pewnością nie zyskają osoby o dochodach do 2,5 tys. złotych netto miesięcznie.

Pokora u menedżerów przychodzi z wiekiem – kto jest liderem, a kto superbohaterem?

Młodsi, szybko awansujący i pełni zapału widzą w sobie superbohaterów. Starsi, zaprawieni w boju swoje kompetencje opierają na wieloletnim doświadczeniu, często też swoje działania motywują tzw. efektem dworu. Polscy menedżerowie są pewni siebie i mają wysoką samoocenę. Eksperci z Akademii Leona Koźmińskiego zbadali kompetencje i sposób zarządzania menedżerów w 5 krajach. Jak na tle innych państw wypadają Polacy?

Zespół naukowców pod kierunkiem prof. Andrzeja Koźmińskiego z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie od lat bada teorie związane z przywództwem. We wcześniejszych pracach pokazano, że prawdziwy przywódca potrafi przewidywać przyszłość, pobudzać innych do działania, wyciągać wnioski z sukcesów i porażek. Teraz badacze skupili się już nie tyle na przywódcach, ile na szczeblu menedżerskim. Po przebadaniu 200 specjalistów w 5 krajach: Polsce, Japonii, Indiach, USA i Francji, badacze pokazują, jak polscy menedżerowie wypadają na tle liderów z innych państw. Niezależnie od kraju pochodzenia najlepiej oceniali się menedżerowie do 30. roku życia i po 54. roku życia.

Najmłodsi wierzą w swoją nieomylność

Badacze zauważyli, że najmłodsza grupa menedżerów bardzo wysoko oceniała swoje kompetencje przywódcze i zdolność do pokonywania ograniczeń. Jednak nie zawsze wysoka samoocena pokrywała się z umiejętnościami lidera.

– Menedżerowie, którzy są młodzi, traktują siebie jako superbohaterów. Być może jest to zabieg wizerunkowy, czyli próba kreowania się w swojej organizacji na człowieka, który sobie świetnie radzi. To ma się przekładać na szybki awans i większe możliwości – twierdzi współautorka badania dr hab. Anna Baczyńska z Katedry Zarządzania Akademii Leona Koźmińskiego.

Jak wskazują badacze, takie zachowanie często widoczne jest wśród początkujących liderów, którzy nie mają jeszcze dużego doświadczenia na szczeblu menedżerskim, ale cechują się dużymi aspiracjami i ambicją, która napędza wysoką samoocenę.

– Takie osoby ze względu na to, że nie mają na tyle doświadczenia, mogą także nie do końca trafnie oceniać swoje kompetencje, bo na ich koncie nie ma jeszcze znaczących porażek i sukcesów. Czasami taki mechanizm działa w handlu. Jeśli jest jakiś martwy obszar sprzedaży w firmie, mówi się, by wpuścić tam młodego przedstawiciela, bo on jeszcze nie wierzy w to, że cokolwiek jest niemożliwe – mówi dr hab. Anna Baczyńska.

Doświadczenie równa się pokora

Najtrafniej swoje kompetencje oceniła grupa menedżerów w wieku od 31 do 54 lat. Według badaczy taki moment kariery to pole do rozwoju swoich kompetencji. – Oni mieli już pierwsze porażki i sukcesy, widzą, że są na rynku także inne osoby, być może skuteczniejsze. W związku z tym mają więcej pokory, potrafią dostrzec swoje ograniczenia, a na pewno są świadomi, że jeszcze dużo muszą się nauczyć. Ale to sukcesy konstytuują poczucie własnej wartości – zauważa dr hab. Anna Baczyńska.

Zespół badawczy z Akademii Leona Koźmińskiego tę tendencję zauważa u najstarszych menedżerów, powyżej 54. roku życia, którzy obok najmłodszych najwyżej oceniali swoje kompetencje. Autorzy badań wskazują również, że wśród najstarszej grupy najczęściej występowali prezesi firm i członkowie zarządów.

Osoby na tak wysokich stanowiskach to takie, które na przestrzeni wielu lat pracy doświadczyły znacznych porażek, ale też odnosiły sukcesy, które doprowadziły ich do obecnego stanowiska. Suma tych doświadczeń to także motor napędowy wysokiej samooceny – mówi dr hab. Anna Baczyńska.

Badaczy zaciekawił także element, który pojawia się wśród motywacji najbardziej doświadczonych menedżerów. Chodzi o tzw. efekt dworu. – Menedżer staje się królem organizacji, ma szerokie pole decyzyjności. Jeżeli pojawia się presja w sposobie zarządzania, wówczas pracownicy mogą np. zatajać niewygodne fakty, aby uniknąć kary. Przez to samoocena menedżera o sposobie zarządzania firmą może być bardzo wysoka, ponieważ rośnie w nim poczucie o własnej nieomylności, ale rzeczywistość okazuje się zupełnie inna – dodaje dr hab. Anna Baczyńska.

Polscy menedżerowie na pierwszym miejscu

Polscy menedżerowie wypadają najlepiej w zakresie samooceny swoich kompetencji w porównaniu z konkurentami z USA, Francji, Indii i Japonii. Z badań wyłania się obraz kultur organizacji. Najbardziej podobni w ocenie swoich kompetencji jesteśmy do Francuzów. Z kolei hinduscy menedżerowie są podobni do Amerykanów. Najniżej plasują się Japończycy, którzy uważają, że jeszcze długa droga przed nimi w zakresie rozwoju kompetencji liderskich, wpływu na organizację i pokonywania ograniczeń.

Indywidualne społeczeństwa muszą wciąż udowadniać swoje kompetencje. To widać na przykładzie Polski, ale też np. USA czy Francji. Hindusi są z kolei pod wpływem wzorców anglosaskich. Japończycy są nieco mniej otwarci na globalizację, a pewne rozwiązania organizacyjne, udoskonalane od lat, wolą niejako trzymać dla siebie. To swoista kultura udoskonalania wpływa na ich niskie wyniki samooceny – mówi dr hab. Anna Baczyńska.

Co napędza, a co blokuje

Zespół badawczy z Akademii Leona Koźmińskiego formułuje także listę najważniejszych kompetencji menedżerów. Okazuje się bowiem, że menedżer to nie zawsze lider, a lider nie zawsze musi posiadać doświadczenie menedżerskie. To rozdzielenie pojęć ma pomóc organizacjom we wdrażaniu rozwiązań z zakresu zarządzania. Kompetentny menedżer ma umiejętność wyznaczania wartości, potrafi przewidywać przyszłość, wyciągać wnioski z różnych sytuacji, być wizjonerem i pobudzać do inicjatywy.

Te najważniejsze kompetencje składają się na obraz lidera, który wskazuje normy zachowań, potrafi przewidywać kilka kroków naprzód – w relacjach i w działalności firmy. Ma też umiejętność autorefleksji, ale dzięki swojej postawie potrafi zaangażować innych i zachęcić do pomysłowości – zaznacza dr hab. Anna Baczyńska

Badacze zauważają też, że menedżerowie w wielu przypadkach mogliby się wykazać kompetencjami, ale na ich drodze stają ograniczenia. W ankietach najczęściej wskazywano na te związane z walką o władzę i zasoby firmy, ograniczenia dostępu do informacji i ich przetwarzania oraz emocjonalne – związane ze stosunkiem do lidera firmy.

O badaniu

Badanie na menedżerach z 5 państw: Polski, Francji, USA, Indii i Japonii, zostało przeprowadzone od stycznia 2019 do stycznia 2022 przez naukowców z Akademii Leona Koźmińskiego pod kierownictwem prof. Andrzeja Koźmińskiego.

Zmiany w zakresie okoliczności łagodzących w wyroku karnym

Na kanwie wydanego ostatnio wyroku skazującego Beatę Kozidrak oraz jego kontrowersyjnego – dla niektórych – uzasadnienia, nie sposób nie wspomnieć o projektowanych zmianach w zakresie dyrektyw wymiaru kary, w szczególności w zakresie wskazania w przepisach katalogów (otwartych) okoliczności obciążających i okoliczności łagodzących, które sąd winien uwzględniać przy wymiarze kary. Obecnie w Sejmie RP procedowany jest projekt ustawy zmieniającej przepisy kodeksy karnego w zakresie dotyczącym m.in. dyrektyw wymiaru kary (druk sejmowy nr 2024). Projekt jest obecnie przedmiotem prac Komisji Nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach.

W uzasadnieniu projektu wskazano, że „wprowadzając ustawowe okoliczności łagodzące i obciążające, projekt ma na celu ukierunkowanie sądu na szczególne ich uwzględnienie przy wymiarze kary. Proponowane okoliczności są już obecnie uwzględniane w orzecznictwie, jednakże nadanie im charakteru ustawowego spowoduje konieczność głębszego rozważenia ich wpływu na rozstrzygnięcia i wyjaśnienia tego wpływu w uzasadnieniach wyroków. Dodatkowo będzie to sprzyjać transparentności i czytelności orzeczeń dla stron oraz opinii publicznej (…)”. (por. str. 20 uzasadnienia projektu).

Proponowana zmiana wprowadza otwarty katalog („w szczególności”) okoliczności łagodzących (art. 53 § 2b k.k.), do których należeć mają: 1) popełnienie przestępstwa w wyniku motywacji zasługującej na uwzględnienie, 2) popełnienie przestępstwa pod wpływem gniewu, strachu lub wzburzenia, usprawiedliwionych okolicznościami zdarzenia, 3) popełnienie przestępstwa w reakcji na nagłą sytuację, której prawidłowa ocena była istotnie utrudniona z uwagi na okoliczności osobiste, zakres wiedzy lub doświadczenia życiowego sprawcy, 4) podjęcie działań zmierzających do zapobieżenia szkodzie lub krzywdzie, wynikającej z przestępstwa, albo do ograniczenia jej rozmiaru, 5) pojednanie się z pokrzywdzonym, 6) naprawienie szkody wyrządzonej przestępstwem lub zadośćuczynienie za krzywdę wynikłą z przestępstwa, 7) popełnienie przestępstwa ze znacznym przyczynieniem się pokrzywdzonego, 8) dobrowolne ujawnienie popełnionego przez siebie przestępstwa organowi powołanemu do ścigania przestępstw.

Propozycja wprowadzenia katalogu okoliczności łagodzących stanowi zasadniczą zmianę w stosunku do dotychczasowych przepisów prawa karnego, bowiem takiego katalogu nie zawierał ani kodeks karny z 1969 roku, nie też kodeks karny z 1932 roku. Co ciekawe, listę okoliczności łagodzących zawierał jednak kodeks karny Wojska Polskiego z 1944 roku (wszedł w życie z mocą wsteczną od 1 września 1939 roku), była to jednak lista odmienna niż ta, która znajduje się w proponowanej zmianie przepisów i obejmowała m.in. szlachetne pobudki, nienaganny tryb życia, stan głodu lub zbieg ciężkich warunków osobistych lub rodzinnych, a także ciemnotę lub przypadkowy zbieg okoliczności.

O ile w przepisach kodeksu karnego brak było dotychczas katalogu okoliczności łagodzących, to tego rodzaju katalog (również otwarty) funkcjonuje w przepisach kodeksu wykroczeń (art. 33 § 3 k.w.) i obejmuje: (1) działanie sprawcy wykroczenia pod wpływem ciężkich warunków rodzinnych lub osobistych, (2) działanie sprawcy wykroczenia pod wpływem silnego wzburzenia wywołanego krzywdzącym stosunkiem do niego lub do innych osób, (3) działanie z pobudek zasługujących na uwzględnienie, (4) prowadzenie przez sprawcę nienagannego życia przed popełnieniem wykroczenia i wyróżnianie się spełnianiem obowiązków, zwłaszcza w zakresie pracy, (5) przyczynienie się lub staranie się sprawcy o przyczynienie się do usunięcia szkodliwych następstw swego czynu.
Czy wprowadzenie takiego katalogu będzie miało zasadniczy wpływ na orzecznictwo? Należy zwrócić uwagę, że wiele z okoliczności, które zawiera proponowany katalog jest już obecnie branych pod uwagę przy wymierzaniu kary za przestępstwo, stąd nie należy przypuszczać, by nastąpiła znacząca zmiana w zakresie wymiaru kary. Nie można także tracić z pola widzenia okoliczności, że przecież proponowana zmiana przepisów zawiera katalog otwarty, stąd w konkretnej sprawie sędzia będzie mógł brak pod uwagę inne okoliczności, niewymienione w przepisie, a mające w jego ocenie wpływ na wymiar kary, jaka zostanie orzeczona wobec oskarżonego.

Autor: mec. Jacek Jaruchowski

Agnieszka Krzekotowska i Dorota Pacławska senior partnerami w Colliers

Agnieszka Krzekotowska i Dorota Pacławska awansowały na stanowisko senior partnerów w Colliers, wiodącej firmie doradczej na rynku nieruchomości oraz zarządzania inwestycjami. Tym samym grono senior partnerów w firmie powiększyło się do 10 osób. Poza Agnieszką i Dorotą należą do niego: Monika Rajska-Wolińska, Paweł Skałba, Maciej Chmielewski, Sylwia Pędzińska, Piotr Mirowski, Jonathan Cohen, Marta Machus-Burek oraz Dorota Wysokinska-Kuzdra.

Agnieszka Krzekotowska na co dzień pełni funkcję dyrektora Działu Zarządzania Nieruchomościami, a Dorota Pacławska dyrektora ds. finansowych na region Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers. Awanse wzmacniają pozycje rynkową Colliers – poszerzenie grona udziałowców o senior partnerów z nowymi kompetencjami przełoży się na jeszcze bardziej kompleksowe współtworzenie strategii dla całej grupy kapitałowej.

— Agnieszka i Dorota to wybitne ekspertki o imponującym doświadczeniu, wiedzy, ale co również niezwykle istotne w naszej branży – wyjątkowych umiejętnościach interpersonalnych, dzięki którym zbudowały zgrane i kompleksowe zespoły będące wsparciem dla naszych klientów. Ich zaangażowanie i profesjonalizm stanowią ogromną wartość dla firmy zarówno w Polsce, jak i w regionie. Wierzę, że nowe stanowiska będą dla nich szansą na ciekawe wyzwania i dalszy rozwój zawodowy, co przyczyni się również do rozwoju całej organizacji — mówi Monika Rajska-Wolińska, dyrektor generalna Colliers na region Europy Środkowo-Wschodniej.

Agnieszka Krzekotowska pracuje w Colliers od 2009 r., a od niespełna 4 kieruje ponad 90-osobowym zespołem doświadczonych profesjonalistów zarządzających prawie 60 obiektami o łącznej powierzchni ponad 1,65 mln mkw. Pod jej przewodnictwem wskaźnik zadowolenia klientów (NPS) z usług oferowanych przez dział Zarządzania Nieruchomościami osiągnął znakomity poziom 95%. Ponadto Agnieszka odpowiada za dalszy rozwój firmy w obszarze zarządzania nieruchomościami, w tym pozyskiwanie nowych projektów oraz poszukiwanie technologii i rozwiązań poszerzających dotychczasową ofertę Colliers. Należy do prestiżowej organizacji Royal Institution for Chartered Surveyors (RICS) oraz wchodzi w skład jej panelu doradczego w Polsce.

Agnieszka Krzekotowska, senior partner, dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami
Agnieszka Krzekotowska, senior partner, dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami

— Szerokie spojrzenie na rynek nieruchomości komercyyjnych sprawia, że stale rozwijamy się na nowych polach i wchodzimy na nowe rynki, np. PRS. Skupiamy się również na proaktywnym poszukiwaniu i dostarczaniu technologii usprawniających prace budynku oraz rozwiązań odpowiadających na potrzeby najemców w zakresie ESG i wellbeingu. Dzięki zaangażowaniu całego zespołu i wsparciu kolegów z międzynarodowego zarządu Property Management, z którymi opracowujemy strategię dla całego regionu, w ostatnich 4 latach udało nam się podwoić wielkość portfolio i zwiększyć zespół Działu Zarządzania Nieruchomościami. Cieszę się, że jako senior partner będę miała możliwość uczestniczyć w dalszym rozwoju firmy — mówi Agnieszka Krzekotowska, senior partner, dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami.

Dorota Pacławska dołączyła do Colliers 12 lat temu. Obecnie odpowiada m.in. za zarządzanie finansami grupy kapitałowej w Polsce i współtworzenie jej strategii rozwoju. Nadzoruje również pracę działu prawnego i compliance. Jako business partner uczestniczy w procesie podejmowania decyzji strategicznych w regionie, współpracując z Moniką Rajską-Wolińską oraz kadrą zarządzającą w sześciu krajach: Polsce, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Bułgarii i Rumunii. Dorota posiada również uprawnienia biegłego rewidenta oraz jest członkiem prestiżowej organizacji ACCA.

Dorota Pacławska, senior partner, dyrektor ds. finansowych na region Europy Środkowo-Wschodniej
Dorota Pacławska, senior partner, dyrektor ds. finansowych na region Europy Środkowo-Wschodniej

— Czuję się zaszczycona awansem na senior partnera w firmie, która ukształtowała mnie jako eksperta, a także kształtuje rynek nieruchomości w Polsce i regionie CEE. To ogromne wyróżnienie być zaproszonym do grona osób, które mają wpływ na ścieżkę rozwoju organizacji — mówi Dorota Pacławska, senior partner, dyrektor ds. finansowych na region Europy Środkowo-Wschodniej.

Ponad 70 proc. Polek uwaza sie za atrakcyjne kobiety

Czym Polki więcej zarabiają i mają lepsze wykształcenie, tym bardziej czują się atrakcyjnymi kobietami.

Najnowsze badanie opinii publicznej pokazuje, że Polki czują się atrakcyjnymi kobietami, co potwierdzają trzy czwarte ankietowanych. Zaprzecza temu tylko kilkanaście procent. Zaledwie co dziesiąta rodaczka nie potrafi tego określić. Sondaż wykazał też, że zadowolenie z siebie jest mocno powiązane z poziomem dochodów. Najczęściej dotyczy kobiet zarabiających ponad 9 tys. zł netto miesięcznie, pracujących w dużych firmach lub instytucjach. Z kolei nieatrakcyjne czują się przeważnie Polki uzyskujące poniżej 1 tys. zł na rękę, zatrudniane przez małe podmioty. Jednak najczęściej wymieniane powody leżą w ocenie swojego wyglądu fizycznego. Eksperci komentujący wyniki wyjaśniają, że wyraźnie widać, że wysokie zarobki pozwalają wszechstronnie dbać o dietę, urodę, sylwetkę, ubiór i samopoczucie.[INFOGRAFIKA] Brak zadowolenia ze swojego wygladu to glowny powod braku poczucia atrakcyjnosci Polek

Poczucie atrakcyjności

Badanie, przeprowadzone przez UCE RESEARCH i platformę ePsychlodzy.pl na reprezentatywnej próbie 1010 kobiet w wieku 18-80 lat, wykazało, że 75,4% Polek ma poczucie własnej atrakcyjności. 14,1% rodaczek brakuje tego. Natomiast 10,5% respondentek nie potrafi stwierdzić, czy podoba się sobie.

– Zadano ogólne pytanie. Można więc uznać, że respondentki spojrzały na siebie całościowo, przez pryzmat różnych cech. Dlatego zdecydowana większość zadeklarowała wysoką samoocenę. Gdy atrakcyjność jest zawężana do wyglądu fizycznego, wówczas rezultaty badań sygnalizują poważny problem z samoakceptacją. Na całym świecie kobiety, w różnym stopniu, są poddawane tzw. terrorowi urody. Polskie nastolatki są w ścisłej czołówce najbardziej niezadowolonych ze swojego ciała. Z moich badań wynika, że nastoletnie dziewczęta najwięcej nieuzasadnionej krytyki i przemocy doświadczają ze względu na wygląd – mówi prof. UAM dr hab. Iwona Chmura-Rutkowska z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Patrząc na przedziały wiekowe ujęte w badaniu, widać, że atrakcyjnymi kobietami czują się głównie Polki mające od 23 do 35 lat. Wśród nich aż 76,7% tak deklaruje. Na drugim miejscu i z podobnym wynikiem są kobiety w wieku 36-55 lat – 76,1%. Na trzeciej pozycji są rodaczki mające od 18 do 22 lat. W tej grupie 69,8% badanych ma poczucie atrakcyjności. Natomiast na końcu zestawienia znalazły się respondentki będące pomiędzy 56. a 80. rokiem życia. 67,7% seniorek uznaje siebie za atrakcyjne.

– W mojej ocenie, wyniki są pozytywne we wszystkich grupach wiekowych. Kobiety mające 23-35 lat, które znalazły się na pierwszym miejscu, mogły już przeżyć wiele sytuacji potwierdzających ich atrakcyjność. A jednocześnie raczej jeszcze nie doświadczyły żadnych objawów starzenia, które czasem obniżają samoocenę. Niemniej polskie seniorki dają przykład tego, że poczucie atrakcyjności i zadowolenia z siebie jest niezależne od tego, ile ma się lat. Warto to podkreślić, zwłaszcza że dawniej od kobiet częściej wymagano skromności w postrzeganiu siebie i mówieniu o sobie – komentuje psycholog Michał Murgrabia, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Biorąc pod uwagę zarobki, atrakcyjnymi kobietami czują się głównie Polki uzyskujące ponad 9 tys. zł netto – aż 88,9% z nich. Z kolei patrząc na poziom edukacji, na pierwszym miejscu są respondentki z wyższym wykształceniem – 78,7%. Jeśli chodzi o miejsce zamieszkania, poczucie atrakcyjności przede wszystkim deklarują rodaczki z miejscowości liczących 50-99 tys. ludności – 84,5%. Natomiast mając na uwadze wielkość firm i instytucji, w których pracują uczestniczki badania, widać, że podobają się sobie zwłaszcza kobiety związane zawodowo z organizacjami zatrudniającymi 51-100 osób – 82,2%.

– To oczywiste, że wysokie dochody zwiększają pewność siebie, ponieważ niewątpliwie pozwalają inwestować więcej pieniędzy w atrakcyjny wygląd, zdrowie i dobre samopoczucie. Kobiety dobrze zarabiające mogą kupować sobie wysokiej jakości żywność, kosmetyki i odzież, a do tego korzystać z usług najlepszych salonów SPA, kosmetycznych i fryzjerskich, trenerów personalnych oraz innych specjalistów. Mówiąc krótko, czują się zadbane – stwierdza Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Niezadowolenie z siebie

Z badania wynika również, w których grupach Polek ewidentnie brakuje poczucia atrakcyjności. Przede wszystkim dotyczy do kobiet w wieku 18-22 lat. Wśród nich 22,2% czuje się nieatrakcyjnie. To samo można powiedzieć o rodaczkach zarabiających poniżej 1 tys. zł netto – 18,8%, z podstawowym lub gimnazjalnym wykształceniem – 20%, a także o mieszkankach wsi i miejscowości liczących do 5 tys. ludności – 18,1%. Ponadto nieatrakcyjne czują się najczęściej pracownice małych firm i instytucji, tj. zatrudniających do 10 osób (16,6%).

– Powodem poczucia nieatrakcyjności wśród młodych kobiet, mniej zarabiających i żyjących w niewielkich miejscowościach, może być porównywanie się np. z bohaterkami social mediów czy reality show, promujących wyjątkowo wystawny i bogaty styl życia. Nie biorą pod uwagę tego, że obserwują tylko to, co inni chcą wypromować. To wywołuje np. żal lub zazdrość i odwraca uwagę od zasobów tych kobiet oraz od tego, co jest dobre w ich prawdziwym świecie – podkreśla Michał Murgrabia.

Każda uczestniczka badania postrzegająca siebie jako nieatrakcyjną kobietę dodatkowo mogła zaznaczyć kilka powodów tego. Na pierwszym miejscu w ankiecie znalazło się poczucie braku atrakcyjności fizycznej – 52,8%. Jako drugie pojawiło się przekonanie o byciu zbyt grubą albo za chudą bądź mającą złe proporcje ciała – 50,7%. Na trzeciej pozycji jest ocenienie siebie jako brzydkiej – 45,1%. Czwartą najczęściej wymieniają przyczyną jest niskie poczucie własnej wartości – 36,6%. Ponadto w pierwszej piątce znalazł się taki powód, że nie stać kobiety na rzeczy, które chciałaby kupić – 33,1%.

– To, że największy samokrytycyzm dotyczy fizyczności, nie jest zaskakujące. Poziom zadowolenia z własnego wyglądu jest niestabilny oraz bardzo podatny na wpływ otoczenia. W naszej kulturze panują mocno wyśrubowane, często nierealistyczne wzorce piękna. Dlatego większość z nas nie ma szans ich spełnić, co generuje wysoki poziom niezadowolenia i niską samoocenę. Niestety ze względu na to, że w naszym społeczeństwie atrakcyjność kobiety definiuje się przez to, jak ona wygląda, samoocena w tym obszarze jest kluczowa i ma realny wpływ na samopoczucie, pewność siebie i zachowanie – zaznacza prof. UAM dr hab. Iwona Chmura-Rutkowska.

Wśród kobiet, które nie czują się atrakcyjne, tylko 0,7% uczestniczek badania nie potrafi określić powodu. 4,9% respondentek uważa się za mało inteligentne. Te osoby tak twierdzą, ponieważ miały lub wciąż mają trudności w nauce, przyswajaniu wiedzy i kojarzeniu faktów. Z kolei 4,9% ankietowanych argumentuje powyższe rodzinnymi konfliktami, np. z rodzicami czy z rodzeństwem. Natomiast 5,6% kobiet zaznacza, że nie ma z kim porozmawiać. 6,3% Polek brakuje znajomych lub przyjaciół.

Kurs euro najniżej od końca lutego. Akcje CD Projekt najniżej od 4 lat

Na amerykańskim rynku akcji nadal słaby był wczoraj rynek Nasdaq (Nasdaq Composite -2,35 proc.), ale już średnia przemysłowa Dow Jonesa przezwyciężyła słabość i wzrosła we wtorek o 0,15 proc. Na wtorkowej sesji najwyższy poziom od 2019 roku osiągnął chilijski IPSA Index. Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy rosły o +0,42-0,86 proc.

Na rynkach akcji Azji i Oceanii brał było dziś jakiejś dominującej tendencji. Najsilniej – ponad 1 proc. – zwyżkowały dziś chińskie Shanghai B-Share i Shanghai Composite. Największy spadek – -0,74 proc. – notował indonezyjski JCI.

Na europejskich giełdach przeważały dziś rano lekkie wzrosty (DAX +0,75 proc., CAC 40 +0,64 proc.). Najwyższy od 2015 roku poziom osiągnął portugalski PSI 20.

Polski rynek akcji otworzył się na plusach (WIG-20 +0,54 proc.), ale pozostawał poniżej poziomów ponad 2-tygodniowych maksimów z początku tego tygodnia. WIG-Gry był dziś rano najniżej od listopada 2018. Główną przyczyną był spadek ceny akcji CD Projekt do najniższego poziomu od 4 lat.

Na rynkach 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych przeważały dziś rano spadki rentowności. Ta tendencja rozpoczęła się ponad 2 tygodnie temu i w przypadku 10-latek rządu USA sprowadziła wczoraj ich rentowności do najniższego poziomu od miesiąca.
Kontrakty na ropę naftową drożały dziś rano o niecały 1 proc. utrzymując się powyżej poziomu 110 USD. Wczoraj o ponad 8 proc. spadły kontrakty na węgiel kamienny na giełdzie w Rotterdamie.

Kurs EUR/USD lekko korygował dziś rano ostatnie wzrosty (-0,38 proc.). Kurs EUR/PLN, który wczoraj spadł do najniższego poziomu od końca lutego, pozostawał dziś w okolicach wczorajszego zamknięcia.

Kurs BTC/USD nadal poruszał się w obrębie formującej się od ponad 2 tygodni wokół poziomu 30000 formacji „trójkąta symetrycznego” (+0,66 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Liczba zgonów w Polsce rośnie 

W Polsce w 2021 r. zmarło 519517 osób. W porównaniu z rokiem 2020 r. to o 42 tys. zgonów więcej, czyli tyle, ile liczy cała populacja Sieradza. Dane GUS nie pozostawiają złudzeń co do tego, że z roku na rok jest nas coraz mniej.

Wysoka liczba zgonów jest spowodowana między innymi pandemią, która przyczyniła się do większej umieralności oraz utrudniła kontaktu ze służbą zdrowia. Wzrost liczby zgonów jest istotny również ze względu na spadek urodzeń w Polsce. W 2021 roku odnotowano 331 tys. żywych urodzeń. Od lat liczba zgonów przewyższa liczbę urodzeń, jednak GUS alarmuje, że w 2021 roku wskaźnik zaludnienia zmalał najmocniej od czasu II Wojny Światowej. Przyrost naturalny w naszym kraju pozostaje od lat ujemny.

Większa śmiertelność w miastach i wśród mężczyzn

Liczba zgonówW ubiegłym roku zmarło ponad pół miliona Polaków – dokładnie 519 517 osób. Wśród zmarłych 268 658 stanowili mężczyźni, a 250 859 to kobiety.

Jeszcze większą dysproporcję w umieralności widać pod kątem miejsca zamieszkania. 322 595 zgonów w 2021 roku miało miejsce w miastach, na wsi zmarły 196 922 osoby. Ma to swoje uzasadnienie w stopniu zagęszczenia ludności – w Polsce 23 mln osób mieszka w mieście, a 15 mln na wsi.

W 2021 r. w porównaniu do 2020 r. wzrosła umieralność w każdej grupie wiekowej. Wyjątek stanowiły osoby młode między 20 i 24 rokiem życia – 1202 zmarło w 2020 r. i 1156 w 2021 r. – wynika z raportu GUS „Umieralność w 2021 roku. Zgony według przyczyn”.

Jednak należy zauważyć, że tendencja wzrostowa przejawiała się już wcześniej. Według danych GUS-u w 2018 roku zmarło 414 200 osób, w 2017 roku zarejestrowano 402 852 zgony.

Zawał i udar najbardziej niebezpieczne

Przyczyny zgonówW Polsce z powodu COVID-19 zmarło w 2021 r. ponad 91 tys. osób, czyli 17,6% – jak podaje raport GUS. Jednak według tego samego źródła to nie koronawirus był głównym powodem zgonów w Polsce.

35% przyczyn stanowiły choroby układu krążenia, 18% nowotwory, nieco ponad 5% to choroby układu oddechowego, 4% choroby układu trawiennego, a cała reszta, czyli ok. 19% stanowiły przyczyny niedokładnie określone, przyczyny zewnętrzne i pozostałe przyczyny.

Wirus COVID-19, który w Polsce pojawił się w 2020 roku, ustanowił nową przyczynę zgonów. W 2019 roku odnotowano 0 przypadków, z kolei w 2020 roku liczba śmiertelnych przypadków wynosiła 9%, w 2021 roku było to już 17%.

Dane z 2018 roku z kolei informują, że wówczas zdiagnozowano 163 tys. przypadków złośliwych nowotworów. Liczba ta oznaczała wzrost o 1% z rokiem wcześniejszym. Na 100 tys. mieszkańców diagnozowano 425 przypadków, z kolei w 2017 roku rozpoznawano 420 przypadków, a w 2016 roku liczba zdiagnozowanych nowotworów wynosiła 419. Oznacza to, że zarówno przed pandemią, jak i w jej trakcie, to choroby układu krążenia oraz nowotwory stanowią najczęstszą przyczynę śmierci.

Nawet milion złotych za poważną chorobę

Powyższe liczby warto uwzględnić w planowaniu swojej przyszłości. Zarówno poważne zachorowanie, jak i zgon mogą być podstawą do otrzymania wysokiego odszkodowania, jakie zapewnić może odpowiednio skonstruowana polisa na życie.

– W 2021 roku Narodowy Fundusz Zdrowia udzielił świadczeń 3 420 573 osobom. Część z tych zdarzeń mogłaby zapewnić podstawę do otrzymania świadczenia z polisy na życie. Ubezpieczenie na życie możemy dopasować do swoich indywidualnych potrzeb – zastanówmy się jakim budżetem dysponujemy, na jaką kwotę chcemy zabezpieczyć siebie oraz bliskich, a także, jaka ochrona konkretnie nas interesuje. Takie rozwiązanie nie musi nas sporo kosztować, ponieważ ceny zaczynają się już od 30 zł miesięcznie. – mówi Ewelina Ratajczak, ekspertka ubezpieczeń na życie rankomat.pl.

Obecnie na rynku ubezpieczeniowym można liczyć na wysokie kwoty świadczeń z tytułu zawału serca, udaru mózgu czy nowotworu złośliwego. Dlaczego to tak ważne? Pieniądze mogą posłużyć jako środki do opłacenia kosztownego leczenia, długotrwałej rehabilitacji, ale również do spłaty swoich zobowiązań finansowych, którymi mogą zostać obciążeni nasi bliscy, gdyby nas zabrakło. W czasach rosnącej inflacji oraz stóp procentowych taka forma zabezpieczenia zyskuje dodatkowe uzasadnienie.

Nowa ustawa o pracy zdalnej może odstraszyć od niej pracodawców

Nowe przepisy o pracy zdalnej. „Raczej zniechęcające pracodawców niż zachęcające do pracy zdalnej”.

Jak mówią eksperci przygotowanie ostatecznej propozycji jak powinna wyglądać uregulowana ustawowo praca zdalna na kilka tygodni po „odwołaniu” pandemii jest mocno spóźnione i w wielu miejscach będzie już nieużyteczne. Należy zwrócić także uwagę na znaczne przerzucenie odpowiedzialności za np. regulowanie kosztów pracy zdalnej na pracodawców, co może generować konflikty w firmach i ostatecznie zniechęcać pracodawców do wyrażania zgody na działanie poza biurem. – Obawiam się, że tak jak mieliśmy falę miłości do pracy zdalnej w czasie pandemii, tak zbyt restrykcyjne i nieprecyzyjne przepisy w tym zakresie spowodują, że pracodawcy przestaną wyrażać na nią zgodę. Widzę co najmniej kilka potencjalnych „punktów zapalnych” – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

„Pracodawcy traktują home-office jako przywilej. Mają jeszcze za to dawanie przywileju dodatkowo płacić?”

Regulacja prawna pracy zdalnej była bardzo oczekiwana w czasie pandemii. Najwięcej wątpliwości budziły sprawy dotyczące tego: kto może podejmować pracę zdalną? Czy pracodawca może jej odmówić? Kto będzie ponosić koszty np. zużycia prądu czy amortyzacji sprzętu domowego? Nie bez znaczenia były także sprawy dotyczące np. bezpieczeństwa danych firmowych podczas naszej pracy w domu. Nareszcie praca zdalna doczekała się projektu ustawy, który ma trafić do sejmu.

– Nie brakuje tu pewnych kontrowersji – mówi wprost Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Obawiamy się oskarżeń o to, że jest to ustawa niesprawiedliwa społecznie. Urzędniczka czy pracownica biurowa będzie miała prawo zawnioskować o pracę zdalną, gdy ma w domu małe dziecko czy opiekuje się niepełnosprawnym. Nie zrobi tego już np. pracownica sektora handlowego czy opieki zdrowotnej i społecznej. Takie postawienie sprawy będzie też powodować, że kobiety z małymi dziećmi mogą nie być pożądanymi pracownicami. Obawiamy się także konfliktów w zespołach. Już teraz często docierają do nas informacje, że pracodawcy w firmach prywatnych odmawiają pracy zdalnej, bo np. część zespołu, która zostaje na miejscu buntuje się, że „Ci z domu” mają mniej pracy niż Ci, którzy zostają w biurze – mówi Małgorzata Marczulewska.

– Ustawa jest krokiem w dobrą stronę, ale jako zrzeszenie dbające o interesy pracowników mamy pewne wątpliwości. Uważamy, że powinna być to ustawa możliwie praktyczna. Obawiam się również konfliktów o to, jak rozliczać pracowników pozostających w domu. Pracodawcy traktują home office jako przywilej i mają jeszcze za ten przywilej dodatkowo płacić? Nie wydaje mi się, by to tak działało – dodaje Marczulewska.

Potencjalne szanse i zagrożenia. Najwięcej problemów może spowodować rozliczanie pracy zdalnej

Swoje zdanie na ten temat ma również prawnik stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Mec. Marek Jarosiewicz, wspólnik w kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

– Jeśli odnosimy się do obecnego stanu rzeczy, uważam, że przygotowywana nowelizacja może przyczynić się do zwiększenia popularności home office – przede wszystkim ze względu na regulację dotyczącą przypadków, gdy pracodawca nie będzie mógł odmówić skierowania pracownika na pracę zdalną (np. rodzice dzieci do lat 4). O ile obecnie wprowadzenie pracy zdalnej jest arbitralną decyzją pracodawcy, to po wejściu w życie nowych przepisów co do zasady będzie wymagane porozumienie obu stron stosunku pracy, ale w niektórych przypadkach pracodawca nie będzie mógł (tak jak to może zrobić obecnie) odmówić wnioskowi o skierowanie na home office – ocenia mec. Jarosiewicz.

– W zakresie rozliczenia kosztów pracy zdalnej dostrzegam najwięcej potencjalnych problemów. Ustawodawca niejako „przerzucił” na pracodawców, nie pierwszy zresztą raz, ciężar i ryzyko związane z dokonywaniem takich wyliczeń, przewidując, że powinno to następować w wewnątrzzakładowych regulaminach oraz ustanawiając pewne ogólne zasady, jakie w tych regulaminach mają się znaleźć.

W moim przekonaniu trzeba będzie stosować rozwiązania zdroworozsądkowe – zapewne w większości przypadków pracodawca zapewni lub opłaci odpowiedni telefon, sprzęt komputerowy, licencję na specjalistyczne programy komputerowe itp., a w przypadku kosztów niemożliwych do dokładnego wyliczenia (np. koszty zużycia energii elektrycznej) stosowane będą stawki ryczałtowe. Nie da się ukryć, że i pracodawcy i pracownicy na regulacje dotyczącą pracy zdalnej czekali od dawna – w tym sensie można powiedzieć, że jest ona spóźniona. Tym niemniej, dobrze, że choć z takim opóźnieniem, to jednak ostatecznie zostanie wprowadzona do porządku prawnego i będzie mogła być stosowana na przyszłość – mówi mec. Marek Jarosieiwcz.

Unijne embargo na rosyjską ropę i gaz od 2023 lub 2024 roku

Obecnie nie wprowadzono unijnego embarga ani na gaz, ani na ropę z Rosji. Jest embargo na węgiel i faktycznie do wakacji wszystkie państwa unijne powinny porzucić rosyjski węgiel. Ropa i gaz to większy problem – ponieważ część państw jest wciąż znacznie uzależniona od dostaw gazu i ropy z Rosji, a część państw prowadzi prorosyjską politykę energetyczną. Kraje, które są wysoce zależne – ale chcą porzucić węglowodory z Rosji – liczą na okres przejściowy. Oznacza to, że sankcje będą zaprogramowane w taki sposób, aby na przykład Austria czy Słowacja mogły porzucić rosyjską ropę nie od razu od końca roku, ale na przykład od 2023 lub 2024 roku. Niestety jest też państwo, które prowadzi prorosyjską politykę energetyczną – czyli Węgry, które są mniej zależne od rosyjskiej ropy niż na przykład Polska. Polacy sprowadzają około 60% ropy z Rosji, natomiast Węgrzy niewiele ponad 50%.

– Budapeszt nie chce porzucić dostaw z Rosji ze względów ekonomicznych, z powodu konsekwentnej, długofalowej prorosyjskiej polityki energetycznej. Obecnie to jest główny hamulcowy nowego embargo unijnego na ropę z Rosji – powiedział serwisowi eNewsroom, redaktor naczelny BiznesAlert. – Oczywiście embargo nie wejdzie w życie od razu właśnie po to, żeby wziąć na pokład te państwa, które obawiają się natychmiastowego porzucenia surowców rosyjskich. Natomiast należy zastrzec, że pewną iluzją jest przekonanie, że jeżeli my nie wprowadzimy embargo wobec Rosji – to ona nie zakręci nam kurka. Warto przypomnieć, że Polska i Bułgaria mają kontrakty długoterminowe na dostawy gazu do końca 2022 roku – a pod pretekstem braku płatności w rublach za gaz rosyjskie dostawy zostały zatrzymane natychmiast wbrew kontraktowi. A zatem nawet jeżeli my nie wprowadzimy embarga na surowce rosyjskie, to ono może wprowadzić się samo. Rosja jest nieprzewidywalnym partnerem i to jest argument ekonomiczny, żeby jak najszybciej się od niej uniezależnić – podkreśla Jakóbik.

Czy to już koniec korekty? Czy to dobry czas na zakup akcji?

Inwestorzy ocierają się o panikę. WalMart, potężna sieć supermarketów, której wejścia na polski rynek bardzo obawiano się przez kilka lat, straciła blisko 60 mld USD kapitalizacji w zaledwie dwa dni.

Podwyżki stóp procentowych w USA wywołują obawy o recesję. W kolejnych dniach trwa huśtawka nastrojów, co widać po zmienności kursów akcji. Dzięki utrzymującym się wysokim cenom ropy zyskują walory Chevron i ExxonMobil. Słabną natomiast banki. Wyprzedaż dotknęła sektor obronny, tracił General Dynamics i Lokcheed Martin, choć akcje niemieckiego Rheinmetall zyskały w obliczu nowych umów na dostawy uzbrojenia. Nieznacznie zyskują walory technologicznych gigantów – Microsoftu i Meta Platforms. W korekcie znajdują się mocno zyskujące ostatnio walory Occidental Petroleum i Chevron. Słabo radzi sobie Apple, który zbliżył się do poziomów z lipca 2021 roku.

– Do inwestorów dotarł przede wszystkim fakt, że skończył się czas taniego pieniądza, a to był czynnik, który przez prawie dwa lata stał za wzrostami cen aktywów, w tym akcji – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dodruk pieniędzy przez banki centralne i powstrzymywanie się przed podwyżkami stóp procentowych kończy się właśnie tak, jak to teraz obserwujemy. Aktywa nie są tak atrakcyjne, jak to się wydawało inwestorom jeszcze przed rokiem.

Pesymistyczną prognozą z rynkiem podzieliła się agencja Standard&Poor’s, która tworzy giełdowy indeks S&P500. Analitycy obniżyli dziś stopę wzrostu dla amerykańskiej gospodarki o 80 punktów bazowych z 3,2% do 2,4%, tłumacząc zmianę szokami gospodarczymi. Również analitycy banku Wells Fargo obniżyli stopę prognozowanego, światowego wzrostu gospodarczego w 2022 roku z 2,2% do 1,5% wskazując wojnę na Ukrainie oraz lockdown w Chinach jako główne przyczyny spowolnienia. Konfrontacja Rosji z Zachodem odbywa się zarówno na polu militarnym jak i gospodarczym jednak skutki tego procesu mogą stać się szczególnie odczuwalne dopiero końcem 2022 oraz w 2023 roku.

Szczególne uderzenie mogą spowodować rosnące ceny energii, transportu oraz żywności, na którą nakładają się obie te rzeczy oraz dodatkowe czynniki w postaci suszy, wzrostów cen nawozów oraz blokady eksportu zapasów z Ukrainy, która była jednym z największych eksporterów zbóż czy roślin oleistych. Na ryzyko wystawiona jest szczególnie Europa, która nie jest samowystarczalna energetycznie i to właśnie dla Europy część analityków wieści bardziej dotkliwą recesję.

– Gdy indeks S&P500 spadł o 20%, a Nasdaq o blisko 30% inwestorzy zadają sobie pytanie czy to już koniec korekty i sytuacja sprzyja kupowaniu akcji. W mojej ocenie trudna sytuacja na rynkach finansowych może się przedłużyć bo Fed nie rozpoczął jeszcze procesu redukcji bilansu czyli odwrotności dodruku pieniędzy – komentuje ekspert XTB. – Gdy zacznie się spadek płynności turbulencje będą kontynuowane i to do momentu, gdy nie pojawi się jakieś „światełko w tunelu”, którym może być spadek inflacji. Potrzebna jest równowaga ekonomiczna, która została zaburzona przez restrykcje związane z pandemią i politykę pieniężną banków centralnych. Jednak to może być już dobry moment, aby budować swą ekspozycję na rynek, tyle że trzeba to robić bardzo ostrożnie.

Grupa PGE publikuje wyniki za I kwartał 2022 roku

Zgodnie ze wcześniej opublikowanymi wynikami szacunkowymi zysk EBITDA Grupy PGE wyniósł 2,6 mld złotych, czyli o 19 proc. więcej niż w I kwartale 2021 roku. Solidny wynik finansowy osiągnięty został dzięki bardzo dobrym wynikom segmentów Dystrybucji i Energetyki Odnawialnej. 

Od początku kadencji zarządu naszym priorytetowym zadaniem jest koncentracja na podstawowej działalności i poprawa efektywności biznesowej. Z satysfakcją możemy powiedzieć że ten cel został osiągnięty – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej – W tym roku, po raz pierwszy w historii PGE osiągnięty zysk EBITDA został w połowie wypracowany przez segmenty Dystrybucji i Energetyki Odnawialnej. To one będą siłą napędową transformacji PGE po wydzieleniu aktywów węglowych. Taki wynik był możliwy poprzez zapewnienie sprawności ekonomicznej funkcjonowania PGE. Dzięki temu możemy konsekwentnie realizować strategię transformacji – dodaje Wojciech Dąbrowski.

Szczegółowe wyniki finansowe

Segment Energetyki Konwencjonalnej wypracował zysk EBITDA na poziomie 0,4 mld złotych, czyli niższy o 14 proc. w porównaniu z I kwartałem roku 2021, na co główny wpływ miały zdecydowanie wyższe koszty uprawnień do emisji CO2.

Zwiększenie ilości dystrybuowanej energii elektrycznej o 3 proc. przyczyniło się do poprawy wyniku segmentu Dystrybucji. Wygenerował on 0,8 mld złotych EBITDA, czyli o 21 proc. więcej niż w okresie porównywalnym. Segment Dystrybucji był pod względem EBITDA najważniejszym dla wyniku finansowego Grupy PGE, a jego udział wyniósł 31 proc.

Segment Ciepłownictwa, wobec rosnących kosztów CO2 oraz gazu ziemnego, które nie znalazły odzwierciedlenia w taryfach na ciepło, osiągnął zysk EBITDA na poziomie 0,2 mld złotych, co oznacza spadek o 61 proc. w porównaniu do I kwartału 2021 roku.

EBITDA segmentu Energetyka Odnawialna wyniosła po raz pierwszy w historii 0,5 mld złotych, co stanowi wynik o 159 proc. wyższy w odniesieniu do roku poprzedniego.

Wynik EBITDA segmentu Obrót wyniósł blisko 0,6 mld złotych, będąc o 68 proc. wyższy w skali roku, na co wpływ miały przede wszystkim przychody związane ze świadczeniem usług na rzecz spółek z Grupy PGE.

Utworzony w 2021 roku segment Gospodarka Obiegu Zamkniętego osiągnął zysk EBITDA w wysokości 16 mln złotych, czyli 78 proc. więcej niż w I kwartale roku poprzedniego.

Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej w I kwartale 2022 roku wyniósł 1 mld zł wobec 0,8 mld zł w I kwartale 2021 roku, czyli był wyższy o 26 proc. Nakłady inwestycyjne wyniosły 0,9 mld złotych, wobec przeszło 0,8 mld złotych w porównywalnym okresie 2021 roku, co oznacza wzrost o 7 proc.

Poziom zadłużenia netto Grupy PGE wyniósł 4,2 mld zł, co oznacza spadek o 34 mln zł w stosunku do IV kwartału 2021 roku. Wskaźnik zadłużenia netto w relacji do EBITDA powtarzalnej (dług netto/ LTM EBITDA powtarzalna) wyniósł 0,49x wobec 1,32x na koniec I kwartału 2021 roku.

Szczegółowe wyniki operacyjne

Łączna produkcja energii elektrycznej netto w I kwartale 2022 roku w jednostkach wytwórczych PGE wyniosła 17,3 TWh, czyli nieznacznie więcej niż I kwartale 2021 roku. Produkcja z węgla brunatnego wyniosła 10,3 TWh (o 18 proc. więcej r/r), z węgla kamiennego 4,9 TWh (spadek r/r o 21 proc.), a z gazu ziemnego 1,1 TWh (mniej o 22 proc. względem I kw. 2021 roku). Łączna produkcja ze źródeł odnawialnych Grupy PGE wyniosła 0,8 TWh, czyli była wyższa r/r o 23 proc. Dodatkowo produkcja w elektrowniach szczytowo-pompowych wyniosła 0,2 TWh, o 10 proc. więcej niż w I kw. 2021 roku.

Wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej wyniósł 9,8 TWh wobec 9,5 TWh w I kwartale 2021 roku. Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców finalnych wyniosła 9,1 TWh, mniej o ok. 6 proc. w odniesieniu do okresu porównywalnego. Wolumen sprzedaży ciepła wyniósł 21,3 PJ, spadając wobec cieplejszego okresu grzewczego o 7 proc. w porównaniu do I kw. 2021 roku.

Przedsiębiorcy apelują do Premiera o przyspieszenie agregacji środków z KPO

Krajowe Plany Odbudowy miały służyć temu, by odbudowywać narodowe gospodarki po wyniszczającym czasie pandemii COVID-19. Słowa Premiera Morawieckiego, że pieniądze dotrą do Polski „za kilka miesięcy” są dla nas głęboko niepokojące. To data nieprecyzyjna i żaden przedsiębiorca nie będzie brać ich pod uwagę w swoich planach rozwojowych. Potrzeby są gigantyczne, a trudy odbudowy firm są pogłębiane przez skutki wojny w Ukrainie. Kolejny raz mamy wrażenie, że  o przedsiębiorcach i ich sytuacji po prostu zapomniano – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Tu i teraz”, a nie „Za kilka miesięcy”. Przedsiębiorcom grozi upadek bez silnego wsparcia finansowego

Jak mówi Hanna Mojsiuk przedsiębiorcy bardzo mocno oczekują na pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy oraz konkretne wytyczne dotyczące tego, jak wyglądać będzie dyspozycja środków rozwojowych w nowej perspektywie unijnej.

– Z dużym zaniepokojeniem obserwujemy trwającą już od miesięcy dyskusję. Nie ukrywam, że cierpliwość przedsiębiorców się  powoli  się kończy i jest to naturalna  konsekwencja wcześniejszych kryzysów . W Polsce przestał obowiązywać stan pandemii, Europa zapomina powoli o czasie COVID-19, o konsekwencjach lockdownu. Tymczasem w Polsce będziemy mogli liczyć na zastrzyk gotówki wspierający odbudowywanie firm w nieokreślonej przyszłości. Jest to sygnał niepokojący, bo przedsiębiorcy czują, że ucieka od nich, tak niezbędne im wsparcie – wyjaśnia Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy zgłaszają Izbie sporo problemów. Wiele firm do dzisiaj nie powróciło do działalności operacyjnej sprzed koronawirusa, a inne przedsiębiorstwa są dodatkowo dławione przez skutki wojny w Ukrainie. – Wojna, COVID, inflacja, wzrosty cen materiałów budowlanych, trudność z pozyskiwaniem surowców, gigantyczne braki na rynku pracy. Przedsiębiorcy mierzą się z niespotykaną dotychczas ilością komplikacji. Kiedy pomoc jest dostępna i możliwa to należy po nią szybko sięgnąć tu i teraz, a nie mówić nam o wizji „za kilka miesięcy”. Wówczas to może już niektórych przedsiębiorców nie będzie na rynku, bo wsparcia z KPO nie doczekają – ostrzega Hanna Mojsiuk. Dlatego apelujemy do rządu  o natychmiastową pomoc  i skuteczniejsze działanie w kwestii pozyskania tych środków z UE. To jest teraz ważny moment  aby przedsiębiorcy odczuli realną  pomoc.

Dyrektor Wolny: „Potrzeba nam pilnie, nowego impulsu inwestycyjnego”

Gospodarki narodowe innych krajów od miesięcy wydają pieniądze z KPO na budowanie swojej konkurencyjności gospodarczej , my również zasługujemy  aby jak najszybciej realizować  podobne programy.

– W obliczu rozpędzonej inflacji i hamującej gospodarki, spadającej siły nabywczej złotówki i ubożenia się przeciętnego gospodarstwa domowego, potrzeba nam nowego impulsu inwestycyjnego. Także, z uwagi na lawinowo rosnące ceny surowców i energii, realizacja planu odbudowy może pozwolić na uniezależnienie się polskiej gospodarki od dostaw surowców i to jest  bardzo ważna kwestia . To idealny moment na modernizację polskich sieci oraz prawdziwe przejście na OZE. Również samorządy, które straciły na wdrożeniu Polskiego Ładu, dzięki uruchomieniu KPO, nie będą musiały dokonywać tak drastycznych cięć planów inwestycyjnych jakie są zapowiadane – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– 70% kwoty KPO musi zostać zakontraktowane do końca roku, czas więc nagli nieubłaganie. Trzeba skończyć zabawę w kotka i myszkę z Brukselą i zrealizować postanowienia i wyroki unijnych instytucji, których przecież jesteśmy dobrowolnym uczestnikiem – dodaje dyrektor Wolny.

– Na Pomorzu Zachodnim na pieniądze z KPO najbardziej czeka przemysł, transport i oczywiście turystyka. Uważam za kuriozalne, gdyby okazało się, że realne korzystanie z pieniędzy było możliwe np. w połowie 2023 roku. To jest zdecydowanie za późno – dodaje Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Stanowisko Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zostanie przesłane do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

GPW przejmie Armeńską Giełdę Papierów Wartościowych

  • Prezesi Zarządów Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) oraz Armeńskiej Giełdy Papierów Wartościowych (Armenia Securities Exchange, AMX) podpisali porozumienie i parafowali umowę nabycia akcji (Share Purchase Agreement)
  • Sprzedawcą 65,03% udziałów w Armenia Securities Exchange jest Centralny Bank Armenii (Central Bank of Armenia, CBoA)
  • W uroczystości podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos uczestniczyli prezydenci Polski i Armenii: Andrzej Duda, Prezydent RP oraz Wahagn Chaczaturian, Prezydent Armenii
  • 19 maja br. zgodę na nabycie udziałów w AMX wydał Zarząd GPW oraz Rada Nadzorcza GPW

24 maja 2022 r. podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) oraz Hayk Yeganyan, Prezes Zarządu Armeńskiej Giełdy Papierów Wartościowych (Armenia Securities Exchange, AMX) podpisali porozumienie i parafowali umowę nabycia akcji (tzw. Share Purchase Agreement) określającą zasady nabycia przez GPW większościowego pakietu stanowiącego 65,03% udziałów w AMX. Sprzedawcą pakietu jest Centralny Bank Armenii (CBoA), który obecnie posiada 90,05% udziału w kapitale zakładowym giełdy w Erywaniu. Parafowanie umowy odbyło się w obecności Andrzeja Dudy, Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz Wahagna Chaczaturiana, Prezydenta Republiki Armenii.

– Przejmujemy nie tylko 65 procent udziałów, ale przede wszystkim przejmujemy pewną odpowiedzialność za ormiański rynek kapitałowy. Naszym głównym celem jest przeniesienie doświadczeń z tych 30 lat polskiego rynku kapitałowego na grunt ormiański, a szerzej – na grunt południowego Kaukazu, bo Armenia odgrywa niezwykle ważną rolę jako państwo pomiędzy różnymi przepływami kapitałowymi tego regionu – chociażby siedziba Federacji Giełd Euroazjatyckich jest w Erywaniu – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

– Cieszę się ogromnie z porozumienia, które zostało zawarte, z tej kooperacji, która teraz będzie miała miejsce. To są pierwsze zmaterializowane efekty tego, co dzieje się tu, w Davos, tego w jaki sposób Polska jest tu promowana – podkreślił Andrzej Duda, Prezydent RP podczas briefingu prasowego w trakcie drugiego dnia Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

W wyniku przeprowadzonej transakcji GPW zostanie akcjonariuszem większościowym AMX z pakietem 967 akcji, stanowiącym 65,03% udział w kapitale zakładowym spółki. CBoA będzie posiadać 372 akcji stanowiących 25,02% udział w kapitale zakładowym spółki. Natomiast pozostałe 9,95%, czyli 148 akcji są akcjami własnymi AMX.

Ponadto, w wyniku transakcji GPW pośrednio obejmie kontrolę nad Central Depository of Armenia (Centralny Depozyt Papierów Wartościowych w Armenii, CDA), w którym AMX posiada obecnie 100% udział w kapitale zakładowym.

Zarząd PHN rekomenduje przeznaczenie na dywidendę 18,4 mln PLN

Zarząd PHN zarekomendował walnemu zgromadzeniu przeznaczenie 18,4 mln PLN z zysku netto za 2021 r. na dywidendę, tj. wypłatę 0,36 PLN na akcję. Pozostałą kwotę zysku netto za ubiegły rok, wynoszącą 54,2 mln PLN, Zarząd proponuje przekazać na powiększenie kapitału zapasowego i przeznaczenie na realizację programu inwestycyjnego.

PHN od wielu lat regularnie wypłaca dywidendę swoim akcjonariuszom. W ubiegłym roku spółka wypłaciła dywidendę w łącznej wysokości 17,9 mln PLN, tj. w kwocie 0,35 PLN za jedną akcję. W tym roku, pomimo utrzymującej się trudnej sytuacji makroekonomicznej spowodowanej głównie pandemią COVID-19,  stabilne wyniki finansowe Grupy PHN pozwolą nie tylko na realizację bieżących projektów inwestycyjnych, ale również na wypłatę zysku akcjonariuszom spółki.

Jesteśmy spółką regularnie dzielącą się zyskiem z naszymi akcjonariuszami. Pomimo trudnej sytuacji makroekonomicznej i wysokich kosztów finansowania planujemy w tym roku realizować ambitny program inwestycyjny, zwiększając wartość naszej Grupy – powiedział Marcin Mazurek, prezes zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

Biorąc pod uwagę koszty pozyskania finansowania na rynku rekomendujemy przeznaczenie na dywidendę 25 procent zysku za 2021 r., co pozwoli nam na prowadzenie projektów inwestycyjnych bez potrzeby znaczącego zaciągania długu – dodał Marcin Mazurek.

Rekomendacja zakłada ustalenie dnia dywidendy na 18 sierpnia 2022 r. a terminu wypłaty dywidendy na 31 sierpnia 2022 r. Ostateczna decyzja o podziale zysku zostanie podjęta przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie.

Emplocity złożyło Dokument informacyjny na GPW

24 maja 2022 r. – Emplocity S.A., zajmująca się automatyzacją procesów w biznesie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, zmierza na NewConnect. Technologiczna spółka właśnie złożyła Dokument informacyjny na GPW, formalnie rozpoczynając proces wprowadzenia akcji na mały parkiet polskiej giełdy. Emplocity w ubiegłym roku w ramach oferty publicznej pozyskało 1,5 mln zł.

Emplocity tworzy rozwiązania wspierające prowadzenie biznesu, oparte na sztucznej inteligencji. W swoich rozwiązaniach wykorzystuje metody głębokiego uczenia maszynowego oraz przetwarzania języka naturalnego. Zastosowane algorytmy automatyzują procesy biznesowe klientów pomagając zaoszczędzić czas i pieniądze.

– Opracowanie i zaakceptowanie kompletnego Dokumentu informacyjnego wymagało od nas dużego nakładu pracy i czasu. Finalnie składamy nasz Dokument wraz z wnioskiem. Formalnie rozpoczynamy proces ubiegania się o upublicznienie Emplocity na NewConnect. Kolejnym etapem będzie pomyślne przejście weryfikacji. – podkreślił Krzysztof Sobczak, współzałożyciel i CEO Emplocity SA.

Autorska platforma Emplocity z wykorzystaniem rozwiązań sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, pozwala automatyzować wybrane procesy i dostarczać rozwiązania domenowe odpowiadające na konkretne potrzeby oraz wyzwania klientów. Rozwiązanie łączy funkcjonalność Wirtualnego Asystenta, który wchodzi w interakcję i udziela odpowiedzi w sposób naturalny, przypominający komunikację online z drugim człowiekiem, a które konwertowane są na kod zrozumiały dla maszyny, oraz funkcjonalności platformy do automatyzacji procesów i wymiany wiedzy, która wykonuje określone działania w trybie 24/7.

Wśród gotowych produktów opartych na platformie Emplocity są już m.in. EMPLOBOT – chatbot automatyzujący proces rekrutacji. INTRABOT automatyzujący komunikację wewnętrzną w firmach w wybranych obszarach (HR, Administracja, Sprzedaż, etc.). Q&A BOT – chatbot automatyzujący komunikację z klientami. Platforma Emplocity może być z powodzeniem wykorzystana do budowy innych botów domenowych automatyzujących wybrane procesy – wszędzie tam, gdzie kluczowe jest rozumienie naturalnego języka użytkowników, rozpoznawania ich intencji, udzielanie im natychmiastowych odpowiedzi 24/7, rekomendowanie określonych elementów, a także wykonywanie zleconych przez nich akcji, w oparciu np. o dane znajdujące się w wewnętrznych systemach i bazach danych klienta.

Emplocity, w połowie września ubiegłego roku pozyskało z emisji akcji 1,5 mln zł w ramach oferty publicznej. Środki z emisji są przeznaczane na rozwój nowych produktów (m.in. na opracowanie konwersacyjnej sztucznej inteligencji wspierającej obieg informacji w przedsiębiorstwie), a także ekspansję oraz skalowanie sprzedaży.

Po pierwszym kwartale br. Emplocity wypracowało 829,5 tys. zł przychodów ze sprzedaży, co stanowi 223 proc. wzrost w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 r. (256,7 tys. zł). Wyniki sprzedażowe przełożyły się na osiągnięcie rentowności EBITDA. W raportowanym okresie Spółka miała 152,2 tys. zł wyniku EBITDA, w porównaniu do straty 119,7 tys. zł w pierwszym kwartale ubiegłego roku.

Wartość przychodów Emplocity rośnie w zawrotnym tempie. W 2020 r. innowacyjny polski start-up wypracował 1,2 mln zł przychodów ze sprzedaży. Natomiast w ubiegłym roku Spółka osiągnęła już 2,5 mln zł przychodów ze sprzedaży. Oznacza to, że Emplocity podwoiło przychody w porównaniu do 2020 r.

Wzrośnie płaca minimalna, a za nią preferencyjny ZUS dla przedsiębiorców

Według zapowiedzi rządu w 2023 roku czeka nas dwustopniowa podwyżka płacy minimalnej: pierwszy raz w styczniu do wartości 3350 zł brutto, drugi raz w lipcu do 3500 zł brutto. Obecnie minimalne wynagrodzenie to 3010 zł, a więc docelowy wzrost wyniesie ponad 16%.

Dla przedsiębiorców, którzy zatrudniają pracowników i wypłacają im minimalne wynagrodzenie, wzrost płacy minimalnej będzie nieco wyższy. Wliczając składki ZUS docelowo wyniesie ok. 600 zł, a więc 20%. W przyszłym roku firmy będą więc musiały zwiększyć budżety na wynagrodzenia. Trzeba jednak pamiętać, że inflacja w połączeniu z rosnącymi płacami będzie oznaczała… jeszcze wyższą inflację. Podwyżka płacy minimalnej będzie też oznaczała, rosnące ceny oferowanych produktów i usług.

W konsekwencji podwyższenia minimalnego wynagrodzenia przedsiębiorcy będą też odprowadzali wyższe składki ZUS. Dotyczy to m.in. tych, którzy dopiero rozpoczynają prowadzenie własnej działalności gospodarczej, ponieważ przez pierwsze 24 miesiące mogą oni skorzystać z preferencyjnej wysokości składek społecznych, a ich podstawa to 30% wysokości minimalnego wynagrodzenia. Jeśli więc w przyszłym roku wzrośnie ono do poziomu 3,5 tys. zł, to podstawa preferencyjnego ZUS wzrośnie do 1050 zł. Obecnie wynosi ona 903 zł, a zatem będzie to wzrost zauważalny – o prawie 150 zł, a więc o ponad 16%. W skali roku będzie to już 1764 zł mniej w kieszeni przedsiębiorcy rozpoczynającego własną działalność.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Firmy transportowe zwalniają. Wojny boją się bardziej niż pandemii

Po optymistycznych nastrojach w transporcie z ubiegłego roku niewiele zostało. Firmy transportowe od początku tego roku „jadą” poniżej progu ograniczonego rozwoju (OR), czyli widzą niewielkie szanse na rozwój swoich biznesów. Subindeks Barometru EFL dla tej branży na II kwartał br. wyniósł 49,3 pkt. i był na podobnym poziomie co kwartał wcześniej (49,1 pkt.). Choć podobny odsetek zapytanych prognozuje wzrost i spadek zamówień (29% i 26%), to już w obszarze „płynność finansowa” nie ma takiej równowagi. 15% liczy na jej poprawę, ale 24% obawia się jej pogorszenia. Na biznes transportowy mocno wpływa wojna w Ukrainie – grupa firm oceniających jej zdecydowanie negatywny wpływ jest najliczniejsza wśród wszystkich 6 badanych branż.

Barometr EFL dla branży transportowej na II kwartał 2022:

  • Inwestycje: 86 proc. przedsiębiorców nie spodziewa się zmian w inwestycjach
  • Sprzedaż: 29 proc. przedsiębiorców prognozuje zwiększenie sprzedaży; 26 proc. prognozuje spadek sprzedaży
  • Płynność finansowa: 15 proc. przedsiębiorców prognozuje poprawę płynności finansowej; 24 proc. prognozuje pogorszenie płynności finansowej
  • Finansowanie zewnętrzne: 28 proc. przedsiębiorców prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne; 19 proc. prognozuje mniejsze zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne
  • Barometr COVID-19: tylko 9 proc. przedsiębiorców spodziewa się poprawy kondycji w branży w ciąg najbliższych 6 miesięcy, 33 proc. obawia się jej pogorszenia

Subindeks Barometru EFL na II kwartał br. dla branży transportowej wyniósł 49,3 pkt., o 0,2 pkt. więcej niż w pierwszym kwartale tego roku. Drugi raz z rzędu wartość wskaźnika nie przekroczyła progu ograniczonego rozwoju, czyli 50 pkt., co oznacza powrót do trudnej sytuacji z pandemicznych lat 2020 i 2021 (pierwsze miesiące).

Prezes zarządu EFL zwraca uwagę, że od II kwartału ubiegłego roku w transporcie widoczne było wyraźne odbicie, po którym w tym roku nie ma już śladu. – Poziom ograniczonego rozwoju mikro, małych i średnich firm w naszym badaniu wynosi co najmniej 50 pkt. Firmy transportowe przekroczyły tę granicę pierwszy raz od wybuchu pandemii w II kwartale 2021 roku i do końca ubiegłego roku „z tego toru” nie zjechały. Od początku tego roku jednak zredukowały bieg i „jadą” tuż przy krawędzi. Bez wątpienia to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą bardzo mocno wpływa na kondycję branży transportowej. A jeśli do tego dodamy rosnącą cenę ropy naftowej, galopującą inflację i trudność w prognozowaniu tego, co będzie za miesiąc czy dwa, w kolejnym odczycie ta zła passa może być kontynuowana – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Wojna trudniejsza niż pandemia

Transport zdecydowanie bardziej odczuwa dziś wpływ wojny toczącej się na terenie Ukrainy niż pandemię. 63% firm uważa, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, ma niekorzystny wpływ na ich działalność (z czego 31,3% – bardzo niekorzystny i tyle samo – 31,3% – raczej niekorzystny). Warto podkreślić, że odsetek respondentów oceniających, że wojna ma zdecydowanie negatywny wpływ na ich działalność jest najwyższy wśród wszystkich 6 badanych branż. W przypadku COVID-19 – na jej negatywny wpływ wskazuje 39% zapytanych (z czego 13% – zdecydowanie niekorzystny, a 26% – raczej niekorzystny).

Inwestycje nie ruszą, a płynność coraz niższa

W II kwartale br. zdecydowana większość firm transportowych (86%) planuje podobny poziom inwestycji co w poprzednich miesiącach, a 14% spodziewa je zmniejszyć. Nikt nie myśli o nowych większych nakładach inwestycyjnych.

Lepiej niż w inwestycjach przedstawiciele branży prognozują sprzedaż. 29% liczy na jej wzrost, 41% spodziewa się podobnego poziomu zamówień co w poprzednim kwartale, a 26% obawia się ich spadku.

Niestety płynność finansowa firm transportowych nie wygląda najlepiej. Co czwarta obawia się jej pogorszenia w II kwartale br. (24%), podczas gdy kwartał wcześniej ten odsetek wynosił 16%. Tylko 15% liczy na jej poprawę, a kwartał wcześniej było to 26%.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na II kwartał 2022 roku wyniosła 48,7 pkt. Osiągnięty poziom jest o 0,2 pkt. niższy niż w I kwartale 2022 roku.

W ciągu ostatnich jedenastu lat fundusze hipoteczne wypłaciły seniorom 26,4 mln zł

Związek Przedsiębiorstw Finansowych opublikował nowy raport dotyczący hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym. Fundusze hipoteczne, od początku swojej działalności do końca 2021 roku, wypłaciły seniorom 26,4 mln zł świadczeń. W całym 2021 roku wypłacono aż 3,68 mln zł, co stanowi najwyższy wynik w ciągu 11 lat. Jednocześnie to o 76,1 proc. więcej niż w roku 2020.[1]

Fundusze hipoteczne zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych zarządzają nieruchomościami o łącznej wartości 138,2 mln zł. Od 2010 do 2013 roku można było obserwować względnie dynamiczny wzrost wartości nieruchomości z 4,2 do 67,6 mln zł. W kolejnych dwóch latach wartość ta rosła w znacznie wolniejszym tempie, od 2015 roku znajdowała się na względnie stałym poziomie, żeby od 2017 roku znów szybciej wzrosnąć aż poziomu 138,2 mln zł. Wartość zarządzanych nieruchomości na koniec 2021 roku była większa o 24,9 proc. od tej z końca 2020 roku i 16,1 proc. większa od tej z końca III kwartału 2021 roku.

Najwięcej klientów z województwa mazowieckiego

Na koniec 2021 roku najwięcej, bo prawie 1/3 nieruchomości zarządzanych przez fundusze hipoteczne znajdowała się w województwie mazowieckim i w porównaniu ze stanem z końca 2020 roku odnotowano spadek o 0,8 pp. Drugim w kolejności było województwo pomorskie, w którym położone jest 12,7 proc. administrowanych nieruchomości, a na trzecim miejscu niezmiennie województwo śląskie, gdzie fundusze hipoteczne zarządzają 11,1 proc. wszystkich umów.

Średnia wartość jednej zarządzanej nieruchomości aż do końca 2014 roku znajdowała się w trendzie spadkowym – od 321 tys. zł w 2010 roku do 237 tys. zł w 2014 roku. Po tym okresie obserwuje się stabilny wzrost i obecnie – na koniec 2021 roku – można mówić o historycznie największym odczycie tej wartości, gdzie wyniosła ona 372,6 tys. zł. Jest to wzrost o 12,7 proc. w odniesieniu do III kwartału 2021 roku i jednocześnie wzrost o 18,9 proc. w stosunku do końca roku 2020.

– Ceny nieruchomości sukcesywnie rosną, a obecna sytuacja ekonomiczno-polityczna będzie powodowała kolejne wzrosty. Wyższe ceny nieruchomości powodują, że wartość zarządzanego portfela rośnie. Pamiętajmy również, że wartość nieruchomości jest jednym z czynników, od których zależy wysokość renty dożywotniej. Im droższa nieruchomość, tym świadczenia, na które może liczyć senior, będą wyższe – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Średni wiek klienta to blisko 77 lat

Na koniec 2021 roku średnia wielkość nieruchomości, którą zarządzają fundusze hipoteczne zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych 49,9 m2. W 2011 roku było to 42,3 m2, a w szczytowym momencie w 2018 roku 90,6 m2. Obecnie po spadku 2020 roku, mamy wzrost średniej wielkości mieszkania o 2,2 proc. w odniesieniu do końca roku 2020 i minimalny spadek o 0,2 proc. w stosunku do III kwartału 2021 roku.

Uśredniony wiek klientów, którzy decydowali się na rentę dożywotnią plasował się w przedziale pomiędzy około 75 a 80 lat. Na koniec 2021 roku średni wiek klienta funduszu hipotecznego wyniósł 76,9 lat. W odniesieniu do końca 2020 roku wzrósł nieznacznie o 0,5 proc., a w porównaniu do III kwartału 2021 roku o 0,2 proc.

Fundusze hipoteczne zrzeszone w ZPF na koniec 2021 roku zarządzały 371 umowami z seniorami. Średnia wysokość świadczenia pieniężnego z tytułu renty dożywotniej wynosiła na koniec 2021 roku 826,6 zł miesięcznie.

[1] Raport ZPF, „Rynek odwróconej hipoteki w modelu sprzedażowym, na podstawie danych o działalności funduszy hipotecznych – Członków ZPF. Lata 2010–2021”

Sezon w HoReCa – po fali zwolnień nadeszła fala rekrutacji

Polska gastronomia liczy ponad 76 tys. lokali (stałych i sezonowych) i każdego roku obsługuje kilkadziesiąt milionów gości. Na brak pracy nie narzekają też właściciele – działających w naszym kraju – ponad 9 tys. noclegowych obiektów turystycznych. Wielu z nich intensywnie rekrutuje do obsady, starając się załatać braki kadrowe, przed zbliżającym się szczytem sezonu. Jak wynika z raportu Grupy Progres, tylko na przełomie kwietnia i maja firmy świadczące usługi noclegowe i gastronomiczne oferowały ponad 14 tys. miejsc pracy.

  • Rekrutacje w branży HoReCa przed szczytem sezonu trwają w wielu firmach – na przełomie kwietnia i maja do obsadzenia było ponad 14 tys. stanowisk.
  • Najczęściej poszukiwani są kucharze i kelnerzy, a także superwizorzy oraz recepcjoniści.
  • Wielu pracodawców z branży HoReCa oferuje także etaty kierownicze – osoby zarządzającej obiektem noclegowym lub managera konceptu/restauracji.
  • Sytuacja rynkowa wymusiła na pracodawcach również zmianę podejścia do zawieranych z pracownikiem umów. Ponad połowa ofert pracy (53 proc.) umożliwiała kandydatom podpisanie umowy o pracę.

W 2021 r. z oferty HoReCa skorzystało w sumie 22,2 mln turystów, którym udzielono 62,8 mln noclegów. Klienci – po pandemii – wrócili również do lokali gastronomicznych, a do obsługi gości ten sektor zaczął poszukiwać nowych pracowników. W ostatnim tygodniu kwietnia i w pierwszych dniach maja, rekrutacje do hoteli, restauracji i innych obiektów z branży restauracyjno-noclegowej dotyczyły ponad 14 tys. stanowisk. Wielu pracodawców oferowało konkurencyjne zarobki i atrakcyjne benefity, niestety – o kandydatów – musieli walczyć nie tylko z konkurencją, ale też ze zniechęceniem kandydatów do podejmowania zajęcia w tym sektorze.

Wszystkie ręce na pokład

Jak wynika z raportu Grupy Progres – analizującego warunki pracy w sektorze HoReCa – na przełomie kwietnia i maja br. do gastronomii oraz cateringu najczęściej poszukiwani byli kucharze (35 proc. ofert), kelnerki i kelnerzy (21 proc. stanowisk), a także kierownicy zmiany (12 proc.) i barmani (10 proc.). Pojedyncze ofert dotyczyły m.in. cukierników (2 proc. rekrutacji). Hotelarze i właściciele innych obiektów noclegowych najczęściej szukali superwizorów (31 proc.), recepcjonistów (21 proc.), pokojówek (12 proc.) oraz specjalistów ds. sprzedaży i rezerwacji (6 proc.). Wielu pracodawców z branży HoReCa oferowało także etaty kierownicze – managerów obiektów noclegowych (30 proc. ofert z obszaru hotelarstwa) i managerów konceptu/restauracji (18 proc. wakatów w gastronomii i cateringu).

Obecnie, po majowej inauguracji sezonu letniego, pracodawcy z sektora HoReCa chcą skorzystać z okazji do odrabiania pandemicznych strat. Potrzebują do tego kadry, którą przyjmują do pracy na nowo. Po fali zwolnień nastąpiła fala rekrutacji. Z naszych danych wynika, że są one prowadzone praktycznie na każdy rodzaj stanowisk – od personelu pomocniczego, przez obsługę gości, aż po zarządzanie hotelem czy restauracją. Na pracę mogą liczyć nie tylko nasi rodacy, ale również uchodźcy z Ukrainy, którzy – jeśli nie znają języka – mają możliwość zarabiania na tzw. zapleczu, gdzie ich obowiązki nie są związane z bezpośrednią obsługą gości i liczą się przede wszystkim dostępność od zaraz oraz chęci do pracy, również w trybie zmianowym – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres.

Wystarczy tylko chcieć?

Wśród najczęściej wymienianych – przez pracodawców z sektora HoReCa – oczekiwań względem kandydatów znajdują się gotowość do pracy na zmiany i w weekendy oraz możliwości rozpoczęcia pracy jak najszybciej. Pożądanymi cechami są: komunikatywność, umiejętność pracy w zespole czy bardzo dobra organizacja czasu poświęcanego na wykonywanie zleconych obowiązków. W przypadku stanowisk związanych z bezpośrednią obsługą gości mile widziane „must have” kandydata według pracodawców to także doświadczenie zawodowe na podobnym stanowisku oraz dobra znajomość języka angielskiego. Wiedza specjalistyczna jest oczekiwana od kucharzy, szefów kuchni oraz barmanów. Niestety oczekiwana nie zawsze idą w parze z rzeczywistością.

Analiza rynku potwierdza, że nasz rodzimy sektor ma określone wymagania względem osób chętnych do podjęcia etatu. Jednak w praktyce kandydaci bardzo często przyjmowani są bez względu na ich doświadczenie, kwalifikacje czy znajomość́ języków. Zmusza do tego sytuacja rynkowa, czyli permanentne braki kadrowe. Dlatego na etat może liczyć praktycznie każdy, kto tylko chce podjąć się oferowanego zajęcia i przyjmie przedstawione warunki. Niestety takie działanie często odbywa się kosztem poziomu świadczonej usługi. Obniża się on z uwagi na niewykwalifikowaną kadrę, co odczuwają także klienci, którzy powinni być przygotowani, że również w tym sezonie mogą trafić na niedoświadczonego i popełniającego błędy pracownika hotelu czy restauracji – mówi Rafał Krzycki, wiceprzewodniczący i Sekretarz Rady w Izbie Gospodarczej Gastronomii Polskiej oraz wydawca Horeca Business Club.

Koniec ze śmieciówkami i benefitowe wabiki?

Sytuacja rynkowa wymusiła na pracodawcach również zmianę podejścia do zawieranych z pracownikiem umów. Ponad połowa ofert pracy (53 proc.) umożliwiała kandydatom podpisanie umowy o pracę, zatrudnienie na zlecenie proponowano w przypadku 40 proc. ofert. Pozostałe formy zatrudnienia to staże i praktyki (3 proc.), umowa agencyjna (2 proc.), umowa o dzieło (2 proc.) lub zastępstwo (1 proc.).

Według Magdy Dąbrowskiej, część pracodawców z branży HoReCa, chcąc wyróżniać się na tle konkurencji, oferuje dodatki do wynagrodzenia, które w tym sektorze nie stanowią jeszcze normy, ale nie są też przypadkami jednostkowymi. Należą do nich m.in. dofinansowanie nauki języka obcego, udział w szkoleniach i wydarzeniach branżowych, prywatna opieka medyczna czy ubezpieczenie na życie/NNW. Co obok – tych powszechniejszych – dodatków tj. zniżki na firmowe produkty i usługi, transport do pracy lub dofinansowanie dojazdów oraz bezpłatne lub tańsze posiłki może być mocnym argumentem dla osób wiążących swoją przyszłość z gastronomią czy hotelarstwem.

Rafał Krzycki dodaje, że sytuacja rynkowa sprzyja kandydatom do podjęcia etatu w HoReCa, gdzie bardzo długo zatrudniano na tzw. śmieciówkach albo na czarno. Obecnie, pracodawcy nie mają wyjścia, jeśli nie chcą mieć problemów kadrowych, są w pewien sposób zmuszeni do zawierania umów o pracę, oferowania rynkowego wynagrodzenia i dodatkowych benefitów socjalnych. Jednak mimo tych widocznych zmian, odbudowa wizerunku dobrego pracodawcy oraz prestiżowego zawodu potrwa bardzo długo.

Kurs euro poniżej 4,60 zł, dolar poniżej 4,30 zł

Dobre dane z Polski połączone ze szczęśliwym zbiegiem okoliczności powodują, że złoty jest najsilniejszy względem euro od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Kapitał wraca do Europy

Po tym, jak dolar 1,5 tygodnia temu osiągnął najwyższe poziomy względem euro, rozpoczął się ruch powrotny. Od tego czasu dolar stracił już ponad 3% na wartości, a dzisiaj od rana ruch jest kontynuowany. Powodem są spekulacje na temat podwyżek stóp procentowych w strefie euro już w lipcu. Niestety EBC pod kątem transparentności polityki bierze przykład z Polski i nikt nic nie wie. Z drugiej strony pojawiają się spekulacje o możliwym spowolnieniu cyklu podwyżek w USA. Tutaj z kolei jako powód wskazywane są bardzo słabe wyniki giełdy. S&P traci już prawie 20% od szczytów z grudnia tego roku. Z drugiej strony obecne poziomy około 4 000 punktów nie były widziane na rynku ani razu przed pierwszym kwartałem 2021 roku. Spadek na giełdzie zatem jest wyraźny, ale tylko względem napompowanych tanim pieniądzem rekordów sprzed kilku miesięcy.

Złoty korzysta

Jeszcze wczoraj pisaliśmy w komentarzu, że jeszcze 2 grosze straci euro do złotego i będzie najtańsze od początku pandemii. Dzisiaj już pękła ta granica, gdyż przez chwilę kurs euro zanurkował poniżej 4,60 zł. Powodem jest bardzo dobra dyspozycja euro względem dolara. Kapitał, który napłynął do Europy, nie zostaje tylko w strefie euro, ale szuka lepszych stóp zwrotu. Polska jest jednym z beneficjentów jako relatywnie duża gospodarka z dość wysokimi, przynajmniej względem strefy euro, stopami procentowymi. Najsilniej zmiany widać oczywiście na dolarze względem złotego. Amerykańska waluta spadła dzisiaj poniżej 4,30 zł.

Ropa się stabilizuje

W tle dużych zmian na rynkach walutowych mamy relatywnie małą zmienność na rynkach surowcowych. Ropa od początku tygodnia traci na wartości, aczkolwiek wszystko dzieje się przy bardzo małej zmienności, więc i przecena jest relatywnie bardzo niska. Powodem umacniania jest ryzyko pojawienia się recesji w wielu częściach świata. To powoduje, że spada oczekiwany popyt na ropę. Mniejszy popyt to z kolei niższe ceny. Z drugiej strony analitycy wskazują na niskie stany zapasów surowców energetycznych w Chinach, co może powodować, że kraj ten będzie chciał zakupić dużo surowca by je odbudować. To z kolei ważny bodziec zwiększający cenę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Jak długo trzeba oszczędzać, by za gotówkę kupić mieszkanie?

Aż 85 lat trzeba by było odkładać po 10 proc. średniej pensji miesięcznie, by kupić nowe 50 – metrowe mieszkanie w Warszawie, w aktualnie przeciętnej cenie. W innych, zbadanych przez ekspertów portalu GetHome.pl miastach jest podobnie. Oszczędzanie z pensji na zakup nieruchomości za gotówkę to zadanie po prostu niewykonalne, chyba że jesteśmy w stanie odkładać co miesiąc przynajmniej 40 – 50 proc. zarobków. Wtedy czas potrzebny na uzbieranie pożądanej kwoty zmniejsza się do „tylko” kilkunastu lat…

Można powiedzieć, że założenie, które przyjęliśmy w naszym wyliczeniu, jest dość ostrożne, jednak wynika ono z faktów. W rzeczywistości największy odsetek oszczędzających regularnie Polaków odkłada co miesiąc mniej niż 10 proc. pensji. Tak wynika z ostatniego raportu Intrum “European Consumer Payment Report 2021”.

Według tego badania 81 proc. mężczyzn i 71 proc. kobiet oszczędza co miesiąc. Największy odsetek pytanych (49 proc. kobiet i 44 proc. mężczyzn) odkłada mniej niż 10 proc. swoich zarobków. Tylko 22 proc. mężczyzn i 13 proc. kobiet odkłada 10-20 proc. swoich pensji. Powyżej 20 proc. regularnie oszczędza natomiast zaledwie 14 proc. mężczyzn i 9 proc. kobiet.

Tak więc nasz modelowy oszczędzający, który co miesiąc odkładałby 10 proc. zarobków, i tak byłby „ambitny” w porównaniu do rzeczywistych zachowań Polaków w tym zakresie.

Przyjęliśmy, że oszczędzający na mieszkanie zarabia równowartość średniej pensji w sektorze przedsiębiorstw z marca 2022. Zbadaliśmy, ile lat zajęłoby oszczędzanie na mieszkanie w przypadku zakupu 50 – metrowej nieruchomości w przeciętnej cenie, w 5 miastach wojewódzkich: Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Katowicach i Białymstoku.

Zarobki i ceny

Dane dotyczące średnich pensji w wymienionych ośrodkach mogą zaskakiwać. Okazuje się, że – wbrew obiegowemu przekonaniu – ośrodkiem, w którym zarabia się najlepiej, nie jest Warszawa. Wyprzedził ją Kraków. Zgodnie z danymi GUS za marzec 2022, przeciętna pensja w sektorze przedsiębiorstw w Warszawie wynosiła 8494 zł brutto, czyli 6078 netto (przy umowie o pracę). W Krakowie natomiast w tym samym okresie średni zarobek wynosił 8875 zł brutto, a więc 6301 zł netto. W Katowicach zarabiało się 7448 zł, czyli 5340 zł na rękę, we Wrocławiu 7064 zł, a więc 5070 zł netto. W zamykającym stawkę Białymstoku było to 5518 zł brutto, czyli 3991 zł netto.

Niekoniecznie jednak jest tak, że mieszkańcy ośrodków, gdzie zarabia się mniej, są z góry na straconej pozycji, bowiem liczą się także ceny mieszkań. Korelacja zarobków do cen mówi o sile nabywczej na rynku nieruchomości. W naszym wyliczeniu wzięliśmy pod uwagę średnie stawki z I kw. 2022 z rynku pierwotnego, które podaje NBP.

Najdroższym miastem, jeśli chodzi o ceny mieszkań jest Warszawa. W stolicy 1 mkw. nowego mieszkania w I kw. 2022 kosztował 12412 zł. By kupić 50 mkw., trzeba było wydać 620 tys. zł. W Krakowie 1 mkw. z rynku pierwotnego to wydatek średnio 10494 zł. Na 50 mkw. trzeba wydać 524 tys. zł. We Wrocławiu 1 mkw. nowego mieszkania kosztuje 10029 zł, a 50 mkw. to koszt 501 tys. W Katowicach mieszkania są wyraźnie tańsze. Za 1 mkw. z rynku pierwotnego płaci się średnio 8928 zł, a 50 mkw. kosztuje 446 tys. zł. Najtańsze mieszkania wśród miast, które uwzględniliśmy, są w Białymstoku. Tu 1 mkw. to wydatek 8036 zł. 50 mkw. Kosztuje 401 tys. zł.

Oszczędzanie wszystkiego

Zanim odpowiemy na pytanie, ile lat trzeba by było oszczędzać 10 proc. z pensji, by uciułać na mieszkanie, pokuśmy się o bardziej radykalne wyliczenie. Sprawdźmy, ile lat nam zajmie odkładanie, przy założeniu, że na cel mieszkaniowy poświęcamy co miesiąc całą pensję. Krótko mówiąc – zarobki „idą” w całości na mieszkanie.

Przy takim założeniu, kupujący w Warszawie musiałby odkładać całą pensję regularnie przez 102 miesiące, czyli 8 i pół roku. Kupującemu w Krakowie zajęłoby to 83 miesiące, czyli niecałe 7 lat. We Wrocławiu trzeba by było oszczędzać całą pensję przez 98 miesięcy, a więc ponad 8 lat. W Katowicach należałoby odkładać przez 83 miesiące, czyli – tak jak w Krakowie – niecałe 7 lat. Z kolei jeśli chodzi o Białystok – tu potrzeba byłoby aż 100 miesięcy (a więc ponad 8 lat) – nieco tylko mniej niż w Warszawie.

Okazuje się więc, że w najgorszej sytuacji są kupujący w miastach, gdzie zarabia się bardzo dobrze i najmniej. Z kolei w najlepszym położeniu znajdują się mieszkańcy Krakowa i Katowic. Tu relacja cen mieszkań do zarobków okazuje się najkorzystniejsza. Generalnie jednak różnice nie są duże. By myśleć o kupnie za gotówkę mieszkania, trzeba odkładać całą pensję co miesiąc przez około 7 – 8 lat.

10 procent pensji

Nietrudno skonstatować, że w takim układzie, odkładanie po 10 proc. pensji, by uciułać na mieszkanie, jest zadaniem niewykonalnym. W Warszawie odkładając co miesiąc 607 zł, czyli właśnie 10 proc. ze średnich zarobków w sektorze przedsiębiorstw, musielibyśmy to robić przez aż 1021 miesięcy, czyli 85 lat.

W Krakowie zajęłoby nam to blisko 70 lat, tyle samo w Katowicach. We Wrocławiu trzeba by było oszczędzać przez 980 miesięcy, a więc ponad 81 lat, a w Białymstoku byłoby to 1000 miesięcy, o rok i 8 miesięcy więcej niż we Wrocławiu. Wnioski są smutne, zwłaszcza jeśli zdamy sobie sprawę, że nawet odkładanie sporej kwoty w postaci 20 proc. pensji, wiązałoby się z koniecznością oszczędzania na mieszkanie przez 35 – 40 lat. Okazuje się, że jeśli zarabiamy przeciętnie i nie mamy innych źródeł dochodu, ani szansy, by odkładać regularnie większe kwoty, nie mamy też realnej szansy na kupno mieszkania bez „pomocy” kredytu.
Ile trzeba oszczędzać, by za gotówkę kupić mieszkanie?

Oszczędzanie na wkład własny

W tym kontekście sensowniejsze będzie sprawdzenie, ile czasu zajęłoby odkładanie po 10 proc. pensji miesięcznie na konieczny wkład własny kredytu. Mowa o 10 proc. wartości nieruchomości (z dodatkowym ubezpieczeniem) lub 20 proc. (bez dodatkowych kosztów).

W Warszawie, by uzbierać konieczne 62 tys. zł na 10 proc. wkład, należałby 10 proc. pensji odkładać przez 102 miesiące, a więc 8,5 roku. Na 20 proc. wkład oszczędzalibyśmy aż 17 lat. W Krakowie potrzebowalibyśmy blisko 7 lat, by uzbierać na minimalny wkład własny, tyle samo w Katowicach, we Wrocławiu byłoby to 8 lat, podobnie w Białymstoku. Jeśli chcielibyśmy odkładać po 10 proc. pensji na 20 proc. wkład własny, potrzebny czas wydłuża się o 100 proc.

Tak więc, przy aktualnych cenach mieszkań i przeciętnych zarobkach, również oszczędzanie z pensji po to, by móc zaciągnąć kredyt, okazuje się zadaniem długodystansowym…

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

EUR/PLN najniżej od końca lutego

Wczorajszy skok w górę kursu EUR/USD o 1,25 proc. był najsilniejszy od 9 marca br. W trakcie 7 sesji kurs EUR/USD wzrósł ze swego 5-letniego minimum o prawie 3 proc., co było najsilniejszym tego typu ruchem od lipca 2020. Przyczyną tego odbicia się kursu euro względem amerykańskiego dolara była poniedziałkowa wypowiedź przewodniczącej Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde sugerująca wyjście wysokości podstawowych stóp procentowych strefy euro na dodatnie poziomy do końca III kw. br. Obecnie stopa depozytowa ECB wynosi -0,5 proc.

Dziś rano kurs EUR/USD lekko korygował poniedziałkowy skok (-0,17 proc. do 1,06719). Kurs EUR/PLN, który wczoraj osiągnął najniższy poziom od końca lutego pozostawał dziś na poziomie zamknięcia wczorajszej sesji. Również USD/PLN notował dziś rano minimalną zmianę (+0,1 proc.).

Kurs BTC/USD wrócił poniżej poziomu 30000 pkt.

Wczoraj najwyżej od października 2019 zamknął się indeks chilijskiego rynku akcji IPSA. Dziś rano widoczny wczoraj popyt na amerykańskie akcje (S&P 500 +1,86 proc.) wyraźnie się ulotnił: ceny kontraktów na główne indeksy oddawały dużą część poniedziałkowej zwyżki (S&P 500 -1,42 proc., Nasdaq 100 -2,28 proc.). Wcześniej na rynkach akcji Azji i Oceanii zdołały wzrosnąć jedynie główne indeksy w Indonezji (+0,8 proc.), Tajlandii (+0,1 proc.) i Indiach (+0,07 proc.). Ponad 2 proc. spadki notowały Hang Seng i Shanghai Composite. W Europie we wtorkowy poranek również dominowały spadki (DAX -0,9 proc., CAC 40 -1,11 proc.).

WIG-20 korygował na początku wtorkowej sesji wczorajszy 3 proc. skok w górę do najwyższego poziomu od 5 maja (ok. 9:30 -0,73 proc.). WIG-Chemia zaliczył na początku sesji swe nowe 3-letnie maksimum, ale później spadał o 0,54 proc. Wśród składników WIG-u 20 najsilniej taniały na początku sesji KGHM (1,81 proc.) i JSW (-1,43 proc.), co powodowało, że WIG-Górnictwo był dziś rano najsłabszym indeksem sektorowym na GPW (-1,93 proc.).

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych lekko dziś spadała. Na początku dnia swe nowe 2-letnie maksimum ustanowiły 10-latki rządu Grecji.
Cena kontraktów na ropę naftową spadała dziś o ok. 1 proc. wracając poniżej poziomu 110 USD. Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie utrzymywała się tuż poniżej ustanowionego ostatnio najwyższego poziomu od 2008 roku.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Gwałtownie rosną zaległości firm transportowych i usługowych

Wojna w Ukrainie sprawiła, że co ósme przedsiębiorstwo działa w ograniczonym zakresie. Na razie konflikt nie przełożył się jednak na pogorszenie jakości rozliczeń B2B. Udział firm, którym zleceniodawcy zalegają z płatnościami o ponad 60 dni, w ciągu kwartału nawet nieznacznie spadł z 33 do 30 proc., po tym jak poprawiła się solidność płatnicza kontrahentów firm budowlanych i pogorszyła usług – pokazuje badanie Skaner MŚP w II kw. br. Niestety zmiana w usługach może pogłębiać narastające ostatnio w przyspieszonym tempie problemy tej branży z regulowaniem zobowiązań. Jej zaległości wobec banków i dostawców wzrosły w I kw. o niemal 1,9 mld zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK.

Z cyklicznego badania prowadzonego wśród mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wynika, że 30 proc. spośród 500 ankietowanych firm miało w ostatnich 6 miesiącach klientów opóźniających rozliczenia za otrzymany towar czy usługi przez ponad 60 dni. Kwartał wcześniej było to 33 proc., a przed rokiem 35 proc. – wynika z badania Keralla Research realizowanego co kwartał dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Ogólnie sytuacja wydaje się więc poprawiać, ale nie wygląda to tak samo w firmach mikro, małych i średnich, ani też we wszystkich branżach.

Najtrudniejsze relacje z kontrahentami mają firmy średnie

Przy stale rosnących kosztach zatrudnienia i bieżącego funkcjonowania, dodatek w postaci problemów ze ściąganiem należności staje się coraz trudniejszy do zaakceptowania. Ostatnio najbardziej na klientów opóźniających zapłatę za odebrany towar czy usługi udało się wpłynąć małym podmiotom zatrudniającym od 10 do 49 osób. W rezultacie odsetek małych podmiotów skarżących się na ponad dwumiesięczne opóźnienia spadł z 37 do 30 proc. W mikro firmach (do 9 pracowników) utrzymuje się na poziomie 21 proc. Sytuacja najgorzej wygląda w firmach średnich, liczących od 50 do 249 zatrudnionych, tu kłopoty ze spływem płatności ma 46 proc. podmiotów. – Wyczekujące na zapłatę średnie przedsiębiorstwa są jednak coraz bardziej zdeterminowane, by zmienić ten stan rzeczy. Deklarują, że więcej czasu niż wcześniej poświęcają na rozmowy z dłużnikami o konieczności płatności na czas. Podejmują też aktywniejsze działania – inicjują współpracę z zewnętrznymi partnerami m.in. firmami windykacyjnymi, kancelariami prawnymi czy BIG-ami prowadzącymi rejestry dłużników – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Najmniej skutki wojny odczuwa handel

Od 24 lutego rozliczenia między firmami odbywają się już nie tylko w cieniu skutków pandemii i wysokiej inflacji, ale również wojny w Ukrainie. Na negatywny wpływ konfliktu na swoją działalność zwraca uwagę 12 proc. przedsiębiorstw, w najbardziej narażonym na turbulencje transporcie nawet 18 proc., a w usługach poszkodowanych firm jest 13 proc. Najmniej skutki wojny odczuwa handel, tu 8 proc. ankietowanych mówi o negatywnych stronach sytuacji, a jednocześnie aż 9 proc. wskazuje, że teraz mogą funkcjonować bardziej intensywnie. Handel w badaniu w II kw. odnotował też niewielką poprawę jakości rozliczeń B2B. Udział pokrzywdzonych płatnościami opóźnionymi o ponad 60 dni spadł tutaj z 48 do 44 proc.

Najmniej skutki wojny odczuwa handel
Źródło: badanie Skaner MŚP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Na pięć ankietowanych sektorów handel nadal pozostaje jednak najczęściej doświadczającym tego typu problemów. Jest też branżą, która sama ma najwięcej nieopłaconych w terminie zobowiązań wobec banków i dostawców – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Na koniec marca było to blisko 7,8 mld zł, choć w ciągu I kwartału kwota ta spadła o 0,65 mld zł (8 proc.). Niesolidnych płatników firm, aktywnych, zawieszonych i zamkniętych przybyło jednak o 2,6 tys. do 74,2 tys.

W przemyśle ubywa zobowiązań, ale przybywa dłużników

Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowej BIK, wśród ogółu firm przeterminowane zobowiązania wobec dostawców oraz zaległości kredytowe (opóźniane o min. 30 dni płatności rat na co najmniej 500 zł) wyniosły na koniec marca 37,97 mld zł, po tym jak w ciągu pierwszego kwartału wzrosły o 0,65 mld zł. (1,7 proc.). Zaległości przypadały na blisko 315 tys. firm, niesolidnych dłużników było więcej o prawie 3,5 tys. niż na koniec zeszłego roku.

Po handlu, drugim sektorem pod względem posiadanych zaległości w bazach Grupy BIK jest przemysł. Jego przeterminowane zobowiązania przekraczają 6,5 mld zł. Tu podobnie jak w handlu ubyło zobowiązań (o 4 proc.) i przybyło 1,3 tys. dłużników – do 26,9 tys. przedsiębiorstw. Obserwowana w cyklicznych badaniach jakość rozliczeń B2B pokazuje, że w przemyśle piąty już kwartał odsetek firm czekających na płatności przez ponad dwa miesiące utrzymuje się w granicach 30 proc. W czasie pandemii firmy przetwórstwa przemysłowego, podobnie jak większość branż, poprawiły jakość rozliczeń, wcześniej wyglądało to znacznie gorzej.

Dobry czas ma budownictwo, które pomniejsza swoje zaległości w bankach i u kontrahentów. W I kw. br. zaległości budownictwa obniżyły się o 0,5 mld zł (9 proc.) do niecałych 5,4 mld zł. Jednocześnie ubywa firm budowalnych, którym zleceniodawcy nie płacą w terminie. Z całkiem niskiego poziomu 24 proc. przedsiębiorstw skarżących się na niesolidnych zleceniodawców w I kw., obniżył się w kwietniu do 14 proc.

Należy jednak przypomnieć, że trzy największe sektory: handel, przemysł i budownictwo, które teraz obniżają zaległości wobec dostawców i banków przez cały zeszły rok zwiększały długi, odpowiednio o 5, 20 i 15 proc.

Rosną zaległości w transporcie i usługach

Jeszcze w ubiegłym roku całkiem nieźle pod względem rozliczeń z kontrahentami i bankami miała się branża transportowa. Wartość nieopłaconych w terminie zobowiązań wobec kontrahentów i firm finansowych spadła (o 2,3 proc.), ale w I kw. tego roku wzrosła już jednak o 16 proc. do blisko 2,5 mld zł, a liczba niesolidnych dłużników o ponad 3 tys. do 36 tys. firm. Warto zauważyć, że są to dane jeszcze sprzed wybuchu wojny w Ukrainie (do rejestru BIG zgłaszane są zobowiązania opóźnione o min. 30 dni), a agresja Rosji na Ukrainę daje się mocno we znaki firmom przewozowym – działalność ograniczyło już 18 proc. podmiotów, co bez wątpienia przełoży się na ich płynność finansową. – Zaległości transportu rosną, choć same firmy transportowe nie zaczęły jeszcze skarżyć się na większe problemy z pozyskiwaniem należności, a właśnie brak płatności za wykonane usługi czy dostarczony towar, to jeden z najczęstszych powodów niepłacenia też własnym dostawcom i nakręcania spirali wzajemnych zaległości i zatorów płatniczych. Według badania Skaner MŚP odsetek przedsiębiorstw przewozowych, które skarżą się na min. 60-dniowe opóźnienia w płatnościach zleceniodawców utrzymuje się poniżej 30 proc. W zeszłym roku cały czas było to powyżej 30 proc. – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor prowadzącego rejestr dłużników konsumentów i firm.

Rosną zaległości w transporcie i usługach
Źródło: badanie Skaner MSP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Największy wzrost odsetka firm, którym zleceniodawcy zwlekają z płatnościami, z 22 proc. w I kw. do 25 proc. w II kw. br., sygnalizuje w badaniu sektor usług. Mimo, że firmy usługowe rozproszone są w Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD) w różnych sekcjach, można dostrzec, że obecnie mają większe kłopoty w rozliczeniach z dostawcami i instytucjami finansowymi. Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, w trzech pierwszych miesiącach roku, w pięciu sekcjach PKD obejmujących różnego rodzaju firmy usługowe, zaległości podwyższyły się o niemal 1,9 mld zł. O 230 mln zł (12 proc.) wzrosły przeterminowane zobowiązania grupy “Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna”, w której mieszczą się m.in. firmy związane z projektowaniem, fotografią i tłumaczeniami. O 860 mln zł (112 proc.) poszybowały długi “Działalności w zakresie administrowania i działalności wspierającej”, głównie podmiotów zajmujących się obsługą biur oraz utrzymujących porządek w budynkach, a także firm wynajmujących pojazdy i maszyny oraz zajmujących się zatrudnieniem. 377 mln zł (56 proc.) więcej przeterminowanych zobowiązań ma “Działalność finansowa i ubezpieczeniowa”, głównie za sprawą pośredników finansowych. O 419 mln zł (122 proc.) podwyższyły się zobowiązania “Pozostałej działalności usługowej”, przy czym najbardziej podniosły się długi podmiotów z “Pozostałej indywidulnej działalności usługowej”, gdzie indziej niesklasyfikowanej, czyli nie wymagających specjalistycznej wiedzy – z 40 do niemal 280 mln zł. Źle prezentują się też rozliczenia wszelkiego rodzaju firm serwisujących m.in. sprzęt AGD czy komputery oraz działalności związanej z poprawą kondycji fizycznej.

– Mimo wszelkich starań, biznesom usługowym ciężko jest całkowicie uniknąć tego, jak pandemiczne obostrzenia czy zmiany nawyków konsumenckich przekładają się na ich wyniki. Rozpowszechnienie się pracy zdalnej plus nakręcane przez inflację cięcie wydatków przez konsumentów i firmy, zaczęły uwidaczniać się szczególnie we wzroście zaległości podmiotów odpowiedzialnych za obsługę biznesu – mówi Sławomir Grzelczak. Zaległości wymienianych tu pięciu sekcji (Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, Działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca, Działalność finansowa i ubezpieczeniowa, Pozostała działalność usługowa, Działalność związana z kulturą, rozrywką i rekreacją) przez dwa poprzednie lata podwyższyły się rocznie o niecałe 0,5 mld zł (14 proc.), teraz w trzy miesiące wzrosły o połowę – z 3,75 do 5,6 mld zł. Długi wszystkich firm zwiększyły w tym czasie wartość o niecałe 2 proc.

Gwałtownie rosną zaległości firm
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Zestawiając widoczne w bazach BIG InfoMonitor i BIK zmiany zaległości firm wobec dostawców i banków, w pierwszych kwartałach ostatnich trzech lat, można zauważyć, że gdy w 2020 r. wzrosły one o prawie 5 proc., rok później o ponad 3 proc., to w tym roku jest to niecałe 2 proc.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: 05.04-26.04.2022.

Scrollytelling – nowy trend w świecie stron internetowych

Trendy dotyczą nie tylko mody czy kosmetyków, różne tendencje i możliwości pojawiają się także w świecie IT. Innowacyjne, zmiany zachowań konsumentów, nowe technologie – to wszystko wymusza na twórcach stron internetowych kolejne zmiany, poszukiwanie łatwiejszych rozwiązań i ciekawszych doznań. W świecie, w którym obecnie główną role odgrywa opowiedziana, ciekawa historia pojawił się scrollytelling, jako odpowiedź na prezentacje opowieści za pomocą strony www.

,,Bo widzisz, TUTAJ musisz biec tak szybko, jak tylko potrafisz, żeby zostać w tym samym miejscu. A jak chcesz dostać się w inne miejsce, musisz biec dwa razy szybciej’’. – Carroll Lewis – Po drugiej stronie lustra

Takie są prawa sprzedaży usług czy produktów w świecie online. Rozwój digitalu pędzi z prędkością światła i najważniejsze jest to, aby nie zostać w tyle. Oprócz prawidłowości technicznych, jakie musi posiadać strona www, aby nie zaciągać długu technologicznego, narażać przy tym firmę na straty, nieodzownym elementem jest projekt motywu strony, czyli to, co wizualnie wyświetlają nam wyszukiwarki, kiedy wchodzimy na www.

Niedoścignieni w SXO przez więź z UX I UI.

Łącząc prawidłowości w podstawach SEO z twórczym myśleniem UX Designera – czyli projektowaniem stron poprzez aspekt emocjonalny jaki doświadczają po styczności z produktem użytkownicy, jako firma narzucająca trendy w webdesignie  stawiamy na scrolliteling.

Jeśli szukasz ciekawego i oryginalnego rozwiązania do prezentacji swojej marki czy produktu – ta możliwość jest dla Ciebie! Chcesz wiedzieć więcej przeczytaj poniższy artykuł.

Co to jest scrollytelling?

Technika projektowania, która już jest bardzo popularna.  To nic innego, jak wizualna opowieść za pomocą estetycznego rezonansu strony www, który za pomocą interfejsu cyfrowego przekazuje nam niezwykłą historie. Scrollytelling to najbardziej atrakcyjna metoda designerskiego przedstawiania przekazu i wartości firmy za pomocą przewijania. To połączenie słów scrolling, czyli przewijanie i storytelling – czyli opowiadanie historii. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że w scrollowaniu jesteśmy mistrzami i uwielbiamy to robić. Ktoś inteligentny zauważył, że każdego dnia scrollujemy kilka tysięcy (a może i milionów) razy, dlaczego tego nie wykorzystać? Dzięki tej metodzie tworzenia mamy nieodparte wrażenie uczestnictwa w całej opowieści, samodzielnie decydujemy scrollując w górę lub w dół, w którym chcemy być miejscu płynnej treści.

Jakie są zalety scrollytellingu?

Projektowanie wizualne i informacyjne mają konkretne znaczenie. Są to bardzo nowoczesne niekonwencjonalne techniki. Scrollytelling wciąga klienta, sprawia że zostaje na stronie dłużej i chce poznać więcej szczegółów, jest chętny i łasy na kolejne informacje – czyli zakończenie lub rozwój jakiejś historii. To genialne połączenie brandingu i marketingu treści.

Wyróżnikiem jest tu niebywałość ożywionego przekazu. Jak już raz spróbujesz, zobaczysz i poznasz scrollytelling, odeślesz do przeszłości nudne, standardowe karty stron internetowych. Zaawansowane efekty projektowe zdecydowanie przewyższają jakością i efektywnością tradycyjne projekty, które często, a nawet przeważnie nie oddają głębi, jak i potencjału całej marki czy usługi.

W dzisiejszych czasach wszystko opiera się na szybkości. Nie lubimy marnowania czasu. Chcemy otrzymywać krótkie, konkretne informacje. Chcemy się utożsamiać z marką, produktem, usługą czy daną osobą. Scrollytelling w umiejętny sposób, skraca czas poznania, za pomocą przewijania czyli scrollowania.

Najważniejsze zalety:

  • Innowacyjność – marka prezentuje się jako nowoczesna, postępowa.
  • Interakcja – klient przemieszcza się po stronie, oczekując kolejnych ciekawych informacji i zdarzeń.
  • Użytkownik zostaje na stronie dłużej – co przyczynia się do lepszej widoczności w Googlu.
  • Wzrost świadomości marki – użytkownik szybciej i łatwiej zapamięta usługę, produkt czy osobę.
  • Oryginalna forma prezentacji – nie sposób się jej oprzeć, chce się wiedzieć i widzieć więcej.

Projekt strony w takim stylu posiada elementy interaktywne, które w takiej kolejności, w jakiej zostaną zaprojektowane wyświetlają się użytkownikom na ekranach smartfona czy laptopa, oddając pełen ster scrollowaniu. Dzięki czemu w zamierzonej kolejności ukazuje się opowiadanie, treści, filmy czy grafiki, a ukryte zostają elementy, które w danym momencie mamy nie zobaczyć. Przyjdzie na to czas.

Co wyróżnia scrollytelling od standardowych stron www?

Jest to bardzo ekscytująca przygoda dla każdego klienta, a zarazem najprostsza forma przekazu. Pozwala nam na dowolność kierunków, kiedy klasycznie przewijamy ekran za pomocą myszki czy kciuka, natomiast treść przewija się np. w poziomie, a nie w pionie jak do tej por i strona potrafi  zachwycić już z miejsca. Taka wizualna narracja przejść między elementami zgodnie z logiką, która płynnie jest przekształcana, bezapelacyjnie powoduje efekt niesamowitego urozmaicenia w porównaniu do tradycyjnych projektów stron oraz doprowadza do pełnej zapamiętywalności marki, gdy treści przechodzą w obrazy, zmieniają się rozmiary, a tło jest interaktywne. Umożliwia firmie wejść absolutnie, w strefę marketingu viralowego. Staje się stroną pokazywaną, modną wśród społeczeństwa, taką którą warto, a nawet trzeba się chwalić.

Czy scrollytelling ma jakieś wady?

Ta niebywała forma projektowa, daje niesamowite możliwości projektantom, jak i firmom. Niektórzy za wadę mogą uznać, iż najlepszy efekt uzyskamy na dedykowanym CMS-ie, ale to właśnie o unikalność i wyróżniki w markach nam chodzi. Kiedy taki projekt zaimplementujemy na page builder-ach optymalizacja będzie stanowiła wyzwanie i pełnej prędkości możemy nie uzyskać, wtedy należy bardzo wyważyć cały projekt.

Co można zaprezentować za pomocą scrollytellingu?

Nie ma tutaj wyznacznika, co możemy pokazać za jego pośrednictwem i to jest fantastyczne. Każdy dział branży można w ten sposób zaprezentować. Od marki osobistej, po wszelakie usługi jak i sprzedaż. Więc jeżeli np. prowadzisz restauracje, salon fryzjerski, sprzedajesz kosmetyki, usługi papiernicze, odzież, sprzęt AGD, nieruchomości,  czy sprzęt ogrodniczy, to ta forma przekazu Twojej firmy jest dla Ciebie. Nie ma ograniczeń. Zamiast długich nudnych treści i filmików instruktażowych zobrazuj swój produkt czy usługę scrollytellingiem.

Jak scrollytelling wygląda w praktyce?

Świetnym przykładem jest tu strona restauracji rybnej, gdzie za pomocą tej techniki, możemy zobaczyć cały proces powstawania naszego dania, aż do momentu dostawy.

https://www.catchfishandchips.com.au/

Kilka przykładów z użyciem różnych technik projektowych scrollitelingu.

Jak długo projektowanie takiej strony?

Czas przygotowania takiego projektu, nie odstępuje od czasu przygotowań klasycznych profesjonalnych stron, sklepów czy aplikacji, natomiast różni się techniką projektowania i zasóbem wiedzy na temat tej techniki projektowania. Tego nie zrobi ci ktoś bez doświadczenia…

Scrollytelling stał się już popularny i wyparł obecnie panujące możliwości. Każdy już teraz chce zmienić swoją dotychczasową stronę, lub zbudować nową w oparciu o wizualną historie.

Autor: JOANNA GIZGIER, CEO w marce by Fehu

Jest związana z branżą IT od ponad 11 lat. Zajmuje się projektowaniem i budowaniem stron internetowych oraz e-sklepów, tworzę layoty w WordPress. Z rzetelnością dba o  działania SEO. Zajmuje się, także kwestiami związanymi z identyfikacją wizualną marki. Jest autorką hasła ,,Śmietnik internetowy” oraz szkoleń: “Twoje miejsce w sieci” czy “Firmowe błędy w poruszaniu się online”. Prowadzi konsultacje, które pomagają w rozwoju firmom online. Pracuje z pasją starając się realizować zobowiązania podjęte wobec klientów i czuję się odpowiedzialna za za ich powodzenie. Swoje działania opiera na technikach quick wins i insights. Jak sama podkreśla: zamiast porażek zbieram doświadczenia. Zamiast ulegać schematom łamię zasady i znajduję szerszą perspektywę.

Grupa Pracuj publikuje wyniki za I kw. 2022 r.

Grupa Pracuj podsumowuje pierwszy kwartał 2022 roku: wysoka liczba projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl i dynamiczny wzrost wyników finansowych.

  • W pierwszym kwartale 2022 roku skonsolidowane przychody Grupy Pracuj wyniosły 142,1 mln zł i były o 40,8% wyższe niż w analogicznym okresie 2021 roku. Wzrost ten wynikał przede wszystkim z bardzo wysokiej liczby projektów rekrutacyjnych[1] zakupionych przez pracodawców w serwisie Pracuj.pl.
  • Skorygowana EBITDA[2] w pierwszych trzech miesiącach tego roku wyniosła 79,9 mln zł, co oznacza wzrost o 55,8% rok do roku. Marża skorygowanej EBITDA wzrosła tym samym do 56,2% z 50,8% przed rokiem.
  • Skonsolidowany zysk netto wypracowany przez Grupę Pracuj w pierwszym kwartale 2022 roku sięgnął 55,0 mln zł, czyli o 55,7% więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

– W pierwszych miesiącach tego roku Grupa Pracuj korzysta z wyraźnego ożywienia na rynku pracy w Polsce. Niskie bezrobocie oraz rosnące oczekiwania pracowników dotyczące wzrostu wynagrodzeń, wynikające między innymi z wysokiej inflacji, sprawiają, że wiele osób aktywnie poszukuje nowej, lepiej płatnej pracy – komentuje Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj.

Z badań Pracuj.pl[3] wynika, że odsetek Polaków aktywnie szukających nowej pracy lub planujących w najbliższym czasie zmienić obecną wzrósł z 31,0% w październiku 2021 roku do 36,0% w marcu 2022 roku.

– Jednocześnie dostosowujemy naszą ofertę do zmieniających się warunków rynkowych, proponując pracodawcom coraz to nowsze funkcjonalności i usługi wspierające procesy rekrutacyjne, dzięki czemu optymalnie wykorzystujemy ten trend. Pod względem przychodów, był to najlepszy pierwszy kwartał w historii Grupy Pracuj  – dodaje Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj.

Pracuj.pl motorem wzrostów

Skonsolidowane przychody z umów z klientami w pierwszym kwartale 2022 roku sięgnęły 142,1 mln zł i były o 40,8% wyższe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, głównie za sprawą rekordowej liczby projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl, która wzrosła o 36,0% r/r, do 152 tysięcy. Rośnie dodatkowo popularność dodatków do ogłoszeń rekrutacyjnych nabywanych przez klientów, w celu dopasowania oferty do ich indywidualnych potrzeb.

Liczba aktywnych klientów, korzystających z systemu eRecruiter wspierającego rekrutację, oferowanego w modelu abonamentowym (SaaS), wzrosła o 13,0% r/r, do ponad 1650 na koniec marca 2022 roku.

Przychody z rynku polskiego w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku stanowiły 92,6% przychodów Grupy.

Do momentu wybuchu konfliktu zbrojnego 24 lutego 2022 roku, na rynku ukraińskim Grupa Pracuj notowała również bardzo dobre wyniki operacyjne. Łączna liczba projektów rekrutacyjnych w serwisie Robota.ua w pierwszym kwartale 2022 roku wyniosła 207 tysięcy (wobec 216 tysięcy w tym samym okresie 2021 roku), z czego liczba płatnych projektów rekrutacyjnych wyniosła 111 tysięcy (wobec 122 tysięcy przed rokiem).

Wzrost sprzedaży w parze ze wzrostem rentowności

Tempo wzrostu przychodów w omawianym okresie było wyższe niż dynamika wzrostu kosztów operacyjnych, co przełożyło się na rosnącą rentowność działalności prowadzonej przez Grupę Pracuj.

Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej w pierwszym kwartale 2022 roku wyniósł 68,7 mln zł (wzrost o 57,8% r/r), a skorygowana EBITDA sięgnęła 79,9 mln zł (wzrost o 55,8% r/r). Marża skorygowanej EBITDA wzrosła tym samym do 56,2% (z 50,8% w pierwszym kwartale 2021 roku).

Wypracowany w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku skonsolidowany zysk netto wyniósł 55,0 mln zł i był o 55,7% wyższy niż tym samym okresie przed rokiem.

Działalność Grupy w Ukrainie

Grupa utrzymuje pełną zdolność operacyjną w Ukrainie. Zarząd Grupy Pracuj na bieżąco monitoruje sytuację.

– Wpływ konfliktu w Ukrainie jest oczywiście odczuwalny, ale trudny do oszacowania w najbliższych kwartałach. Obecnie skupiamy się na ciagłości operacyjnej i dostosowaniu serwisu do nowych warunków. W naszej ocenie sytuacja Robota.ua jest stabilna. Pozytywnym sygnałem jest fakt, że stopniowo i jeszcze w małej skali pojawiają się oferty ukraińskich pracodawców poszukujących pracowników. Dokładamy wszelkich starań, na poziomie technologicznym i operacyjnym, aby zapewnić nieprzerwane działanie naszego serwisu – informuje Rafał Nachyna, Dyrektor Operacyjny Grupy Pracuj.

[1] Liczba projektów rekrutacyjnych równa się liczbie kredytów, które zostały wykorzystane do zamieszczenia ofert pracy na Pracuj.pl lub Robota.ua. W przypadku Pracuj.pl 1 kredyt może być zamieniony na wiele ofert pracy (oferty będą miały ten sam tytuł, ale różne lokalizacje – średnio 1,8-1,9), natomiast w przypadku Robota.ua 1 kredyt może być zamieniony tylko na 1 ofertę pracy na okres jednego miesiąca.

[2] Skorygowana EBITDA oznacza zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (w tym amortyzację wartości firmy) skorygowany o rozpoznane, jak również odwrócone, a uprzednio rozpoznane odpisy z tytułu trwałej utraty wartości aktywów oraz o wykazane w skonsolidowanym sprawozdaniu z całkowitych dochodów koszty programów płatności w formie akcji i koszty oferty publicznej akcji.

[3] Badanie Pracuj.pl „„Nowe oblicza pracy: mobilność zawodowa Polaków”. Maj 2022 r.

Ostatnie dwa lata wymiotły biurowce, a inwestorzy liczą zyski

W ciągu ostatnich dwóch lat zmniejszyła się średnia wynajmowana powierzchnia biurowa w Warszawie, największym rynku w Polsce, nawet o 1/3 – wynika z danych REDD. Inwestorzy mogą jednak spać spokojnie. W myśleniu o biurach rewolucja nastąpiła u najemców i ich pracowników, ale samych właścicieli czeka w kolejnych latach wyłącznie ewolucja. I to raczej organizacyjna, bo pieniądze w tej branży wciąż rosną.

Hybryda zmniejsza potrzeby, nie dochody

Minione dwa lata pokazały nowe możliwości najemcom biur i w bardzo szybkim tempie zmieniły się one w standard. Te możliwości to w głównej mierze, rzecz jasna, praca z domu. Widać to w statystykach REDD z ostatnich lat.

Od 2019 do końca 2020 roku średnia wynajmowana powierzchnia w stolicy spadła o niemal 25%. W 2021 rynek zaliczył tu kolejny spadek, tym razem o 7%. W największym skrócie – ze średnich 404 metrów kwadratowych w 2019, najemcy zmienili swoje potrzeby na powierzchnie ok. 277-metrowe w 2021 roku. W Q1 2022 roku widzimy rosnącą średnią, ale ocenę trendu będziemy mogli przedstawić po zakończeniu roku.

Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD
Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD

Najprawdopodobniej system „3 dni z biura, 2 dni z domu” wszedł w życie biurowe na stałe. To z reguły wygodniejsze dla pracowników, a ponieważ szef nie potrzebuje mieć pełnej załogi biurze przez cały czas, nie pyta już o tak duże biuro wynajmując je – wyjaśnia Piotr Smagała, Managing Director i współzałożyciel REDD Group.wykres REDD 1

Wydłużył się również znacznie czas potrzebny na komercjalizację powierzchni biurowej. Tuż przed pandemią wynosił on 145 dni. Na koniec 2021 roku był to już cały rok! W pierwszym kwartale 2022 roku w Warszawie jest to już ponad 500 dni. Takie dane mogłoby świadczyć o równie znaczących (i negatywnych) zmianach dla finansów właścicieli nieruchomości, ale tu, jak się okazuje, jest bez zmian, a miejscami nawet na duży plus.wykres REDD 2

Na czym polega ten paradoks?

Średnia wynajmowana powierzchnia spada, ale rośnie za to, i to w bardzo szybkim tempie, wartość samych biurowców. Z danych REDD wynika, że niektórzy właściciele mogli się w ostatnich latach wzbogacić o kilkanaście procent.wykres REDD 5

Sprawdziliśmy to na trzech przykładowych nieruchomościach w Warszawie. Ich łączna wartość w 2019 roku to 3,6 mld złotych. Ponad dwa lata później trzeba by za nie zapłacić 4,3 miliarda. Co ciekawe – te budynki zyskują na wartości szybciej, niż przychody, które się z nich czerpie. Inwestorzy mogą więc w zasadzie jedynie czekać, ich portfel rośnie sam. Sytuacja godna pozazdroszczenia, nie ukrywam – mówi Piotr Smagała.

Przychody ze wspomnianych nieruchomości to w latach 2019-2021 kolejno: 229, 231 i 237 milionów złotych. Wzrosty niemal żadne, jeśli porównać je do wartości biurowców. Jak pokazują dane REDD czynsze na rynku nieruchomości biurowych są stabilne.wykres REDD 3

Niewielkie wahania, o maksymalnie 5%, to norma. Nie skracają się też w znaczący sposób terminy podpisywanych wynajmów. Bardzo podobnie jest z liczbą transakcji: we wspomnianym przedziale lat niewielki spadek zanotowano jedynie w roku 2020, ale już kolejny rok dał wynik większy niż w 2019.

W ocenie ekspertów REDD, zmiany na rynku nieruchomości biurowych przyjdą, ale ewolucyjnie, nie rewolucyjnie. Z pewnością trzeba będzie coraz lepiej planować wynajem i budowę nowych biurowców. Tu niezbędne będą dane i coraz bardziej wydajny system ich wielopoziomowej analizy.wykres REDD 4

Dyrektywa Omnibus już za 4 dni. Koszt dostosowania e-sklepów może przewyższyć 10 tys. zł

Dyrektywa Omnibus – lepsza ochrona konsumenta i dodatkowe koszty dla eCommerce. Komentarz eksperta na temat nowych przepisów.

Za kilka dni wchodzi w życie unijna dyrektywa Omnibus, której celem jest zwiększenie ochrony praw konsumentów w handlu internetowym. Polska wersja tej ustawy na razie jest w powijakach, nie zdejmuje to jednak z polskich przedsiębiorców obowiązku podporządkowania się prawu UE. Niestety dostosowanie e-sklepów do nowych regulacji może kosztować – w zależności od sytuacji wyjściowej i rozmiaru sklepu może to być od tysiąca do nawet ponad 10 tys. zł.

Już 28 maja wejdzie w życiu nowa unijna dyrektywa, tzw. Omnibus, regulująca zasady handlu internetowego i nakładająca na przedsiębiorców nowe obowiązki, mające na celu wzmocnienie ochrony konsumentów. By zapobiec sztucznym podwyżkom cen, Omnibus wprowadza wymóg, by w przypadku obniżki obok nowej ceny została umieszczona najniższa cena, jaka obowiązywała w ciągu 30 dni przed wprowadzeniem promocji. Platformy marketplace’owe, czyli np. Allegro, Amazon, czy sprzedażowa platforma Facebooka, będą też miały obowiązek informowania o tym, czy dany sprzedający jest przedsiębiorcą, czy osobą prywatną. Ma to istotne znaczenie, ponieważ w tym drugim przypadku nie mają zastosowania przepisy ochrony konsumentów, jak np. prawo odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni od daty otrzymania towaru. Informacja będzie udzielana na podstawie oświadczenia sprzedającego, a nieudzielenie jej będzie uznawane za nieuczciwą praktykę handlową.

Koniec z fałszywymi recenzjami produktów

Naruszeniem prawa będzie również usuwanie i ukrywanie przez sklepy negatywnych opinii i zniechęcanie do ich zamieszczania, a także publikowanie lub zlecanie publikacji fałszywych opinii – czyli rekomendacji pochodzących od osób, które nigdy z danych produktów nie korzystały. Na recenzje produktów na stronach sklepów zwraca uwagę aż ¾ internetowych konsumentów, jak wynika z raportu Advox Studio, software house z główną siedzibą w Poznaniu i oddziałami w Europie, który zrealizował ponad 200 projektów sklepów internetowych. Sprzedawca będzie miał obowiązek wskazać, jakie działania podejmuje w celu weryfikacji opinii o produktach na jego stronie, a za zaniechanie w tym zakresie będą groziły sankcje.

Koszt dostosowania się do nowych przepisów może przekroczyć nawet 10 tys. zł

Dostosowanie się do części nowych przepisów może niestety stanowić dla eCommerce’ów problem. Koszty związane z wdrożeniem zmian wynikających z dyrektywy Omnibus zależą przede wszystkim od sytuacji zastanej oraz wielkości samego sklepu internetowego. W przypadku małych sklepów opartych na platformach typu WooCommerce koszt zmian będzie się zaczynał od 1000-1500 zł netto – mówi Rafał Gadomski, CEO Advox Studio W przypadku platform typu Prestashop może wynieść nawet kilka tysięcy. W przypadku rozbudowanych eCommerce’ów opartych np. na platformie Magento, koszt implementacji wszystkich zmian może przewyższyć 10 tys. zł, w związku z koniecznością modyfikacji aktualnej mechaniki dotyczącej strategii cenowej czy promocyjnej. Niezależnie od skali działania i dostawcy platformy sklepowej możemy się spodziewać, że, w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynkowe powstawać będą gotowe moduły odpowiadające na zmiany dyrektywy Omnibus. Nie można jednak zapomnieć o weryfikacji ich jakości oraz zgodności z wprowadzonymi zmianami.

Problemem dla sklepów internetowych może stanowić również obowiązek informowania o indywidualnym dostosowywaniu ceny do konsumenta na podstawie zebranych danych na temat jego preferencji i zachowań konsumenckich, jeśli takie działania mają miejsce – szczególnie w przypadku organizacji złożonych akcji promocyjnych i dynamicznego ustalania cen w przypadku obniżek kierowanych do wybranych grup klientów. Przepisy nie określają, jak należy postępować w takich sytuacjach. Za niedostosowanie się do nowych wymogów prawa grożą wysokie kary – może to być nawet 2 mln zł dla osoby zarządzającej sklepem czy 10 proc. obrotu z poprzedniego roku. Za kontrole oraz nakładanie kar będzie odpowiadać Inspekcja Handlowa. Dodatkowo, jeżeli przedsiębiorcy będą stosować fikcyjne obniżki, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, może uznać taką praktykę za naruszającą zbiorowe interesy konsumentów.

Jak tłumaczy radca prawny Tomasz Palak: Regulacje prawne wynikające z Dyrektywy Omnibus wydają się być krokiem sprzyjającym przejrzystości w handlu internetowym. Najwięcej mówi się oczywiście o uniemożliwieniu sztucznych podwyżek cen tylko po to, by potem móc je znacząco obniżyć – np. przed Black Friday. Ale to nie wszystko. Zwróciłbym też uwagę na nowe obowiązki platform typu marketplace w zakresie wyróżniania płatnych wyników wyszukiwania. Dotąd była to kwestia wewnętrznych polityk portali, Omnibus zmusi je do czytelnego informowania o fakcie, że dane wyniki są wyżej w wyszukiwarce, bo zostały opłacone. Bardzo możliwe jest jednak niedotrzymanie przez nasz kraj terminu wdrożenia nowej regulacji, a na polską wersję omnibusowej ustawy jeszcze sobie poczekamy. Nie zwalnia to jednak przedsiębiorców z konieczności podporządkowania się prawu unijnemu.

Zadłużenie firm deweloperskich. Eksperci komentują: Dane z rejestrów nie oddają w pełni sytuacji w branży

Liczba firm deweloperskich wpisanych na koniec marca br. do Krajowego Rejestru Długów spadła o 0,6% rdr. Równocześnie w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i w bazie informacji kredytowych BIK przybyło dłużników wykonujących roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków. W tym przypadku wzrost przekroczył 4% rdr. W zależności od rejestru, analizowane grupy mają do oddania od blisko 193 mln zł do ponad 3 mld zł, a średni dług wynosi od przeszło 41 tys. zł do niespełna 196 tys. zł. Ponadto KRD podaje, że statystyczny dłużnik zalegał ze spłatą zobowiązań 1 017 dni, czyli ponad 2 miesiące dłużej niż rok wcześniej.

Ruch w rejestrach

Na koniec pierwszego kwartału br. do Krajowego Rejestru Długów było wpisanych 4 669 firm deweloperskich. To nieznacznie mniej niż w analogicznym okresie 2021 roku, kiedy było ich 4 695. Natomiast według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, sytuacja wygląda nieco inaczej. Ostatniego marca br. liczba dłużników wykonujących roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków wyniosła 15 443. Rok wcześniej było ich 14 795.

– Należy rozpatrzeć jak definiujemy branżę deweloperską. Bardzo często do dokonania tego rozróżnienia wykorzystywany jest kod PKD przedsiębiorcy, a w przypadku deweloperki ma on dość szerokie spektrum. Pod tym samym kodem mogą kryć się deweloperzy, jak również firmy, które nimi nie są, a biorą udział w procesie inwestycyjno-budowlanym. W PZFD szacujemy, że na polskim rynku może funkcjonować realnie ponad 1500 firm deweloperskich sensu stricto. To znaczyłoby, że dane dotyczące zadłużenia odnoszą się nie tylko do samych deweloperów – komentuje Mateusz Stachewicz, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Jak podkreśla radca prawny Emilia Miśkiewicz z Kancelarii Radców Prawnych JK&M, trudności w regulowaniu zobowiązań dotykają w szczególności podmioty zajmujące się wznoszeniem budynków oraz wykonujące prace wykończeniowe. One działają na zlecenie firm deweloperskich. Z kolei radca prawny Klaudyna Jarzec-Koślacz zaznacza, że na rynku jest sporo małych deweloperów realizujących lokalne inwestycje. Ma to związek z pandemią i z rosnącym zapotrzebowaniem na domy z ogródkami. Ekspert dodaje, że specyfiką branży są opóźnienia w płatnościach. Dlatego też firmy pracujące w tym sektorze znaczenie później decydują się na złożenie wniosku o wpis dłużnika np. do KRD.

– Rynek nieruchomości jest mocno przegrzany. Od dwóch lat spodziewaliśmy się, że inflacja nastąpi. Wcześniej była pandemia, teraz jest wojna u naszych sąsiadów. Banki prognozują, że do końca roku stopa procentowa podniesie się do 12,5%. Jeśli ktoś nie jest w stanie płacić wyższej raty, to obniżana jest wartość przyznawanych kredytów lub nie są one w ogóle udzielane. Deweloperzy stracili już około 70% klientów i dotyczy to wyłącznie tych kredytowych – mówi Wojciech Kuc, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Długi pod lupą

Według danych Krajowego Rejestru Długów, zadłużenie firm deweloperskich spadło rok do roku. Na koniec pierwszego kwartału br. wyniosło 192,8 mln zł. To o 10,6% mniej niż 12 miesięcy wcześniej, kiedy było na poziomie 215,7 mln zł. W przypadku Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK też widać spadek zadłużenia wśród firm wykonujących roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków. Ostatnio wyniosło ono ponad 3,023 mld zł, tj. prawie 1,1% mniej niż rok wcześniej. Wówczas mowa była o 3,056 mld zł.

– Niespełna 193 mln zł, rozłożone na blisko 5 tys. podmiotów, nie jest zadłużeniem znaczącym, czy też w jakikolwiek sposób zagrażającym funkcjonowaniu branży deweloperskiej. Poza tym przytłaczająca większość przypadków to nie są sytuacje wynikające z niewypłacalności podmiotów i pustek w ich kasie. To ma związek z czymś w rodzaju spornych czy zaległych z jakichś powodów rozliczeń z kontrahentami. Mniej więcej po jednej trzeciej deweloperskich długów przypada na wierzytelności banków i ubezpieczycieli, firm budowlanych oraz handlowych – analizuje Jarosław Jędrzyński, ekspert z portalu RynekPierwotny.pl.

Jak stwierdza radca prawny Emilia Miśkiewicz, największy wpływ na spadek zadłużenia miał prężny rozwój inwestycji mieszkaniowych. Z nim związany jest dynamiczny wzrost cen mieszkań w Polsce, dwucyfrowy w dużych aglomeracjach. W opinii eksperta, należało spodziewać się zmniejszenia zadłużenia deweloperów. Natomiast radca prawny Klaudyna Jarzec-Koślacz z Kancelarii Radców Prawnych JK&M zaznacza, że niższe zadłużenie firm deweloperskich ma związek ze sprzedażą mieszkań z bardzo dobrą marżą. To powiązane jest z realizacją budowy jeszcze po starych cenach, kiedy koszty były niższe.

– W kontekście zadłużenia – nie da się przeoczyć problemów firm innych niż deweloperskich biorących udział w procesie budowlano-inwestycyjnym, choćby wykonawczym. Ta sytuacja nas niepokoi. Ona jest powodowana m.in. wzrostem cen energii, paliw czy materiałów budowlanych, które biją rekordy ostatnich lat – dodaje ekspert z Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Mniej i dłużej

Z kolei Klaudyna Jarzec-Koślacz zwraca uwagę na to, że – według KRD – na koniec I kw. br. średnie zadłużenie jednego dłużnika z branży deweloperskiej wyniosło prawie 41,3 tys. zł. W ciągu roku spadło więc o 10,1%, z poziomu ponad 45,9 tys. zł. Ekspert dodaje, że z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że na koniec marca br. średnie zadłużenie w badanym obszarze przekroczyło 195,9 tys. zł. To z kolei o blisko 5,2% mniej niż rok wcześniej, kiedy mowa była o ok. 206,6 tys. zł.

– Sytuacja ekonomiczna branży deweloperskiej, w tym przede wszystkim finansowa, jest obecnie najlepsza w historii pierwotnego rynku mieszkaniowego. Za nami 7 tłustych lat historycznego boomu w mieszkaniówce i krociowych zysków deweloperów. Zdecydowana większość firm jest bardzo dobrze przygotowana i zabezpieczona na nadchodzące nieco chudsze czasy hamowania koniunktury. W ub.r. tuzin deweloperów giełdowych wypracował rekordowe w historii zyski netto rzędu w sumie 1,65 mld zł, czyli ponad 80% więcej, licząc rok do roku – stwierdza Jarosław Jędrzyński.

Ponadto z danych KRD wynika, że na koniec pierwszego kwartału br. statystyczny dłużnik deweloper zalegał ze spłatą zobowiązań 1 017 dni. Rok wcześniej było to 951 dni. W opinii Wojciecha Kuca, dane te nie są zaskakujące. Generalnie deweloperzy nie są w stanie sprzedać swojego produktu po oczekiwanych cenach, zwłaszcza w trakcie trwania inwestycji. Zdaniem eksperta, najwięksi deweloperzy sobie poradzą. Natomiast gorzej będzie z mniejszymi podmiotami.

– Wydłużenie okresu zalegania w spłacie zobowiązań z całą pewnością nie jest pożądane, ale też nie jest niestety zbyt zaskakujące. To sygnał dla wierzycieli, aby podejmowali działania zmierzające do egzekwowania przysługujących im należności w sposób bardziej energiczny i zdecydowany, nie czekając na dobrą wolę dłużnika – podsumowuje radca prawny Emilia Miśkiewicz.

Ailleron kończy I kwartał 2022 z kolejnym rekordem wyników

W pierwszym kwartale 2022 roku Ailleron S.A. zanotowała na poziomie skonsolidowanym przychody ze sprzedaży w wysokości ponad 76,7 mln zł, co jest poziomem niemal 2-krotnie wyższym (wzrost o 97%) do analogicznego okresu w roku 2021. Ponadto Spółka wykazała EBITDA na poziomie 12,2 mln zł, czyli o ok. 96% wyższym do wyniku zrealizowanego w roku poprzednim. Pozostałe parametry rentowności również pokazują korzystne tendencje w rozwoju biznesu całej grupy – zysk operacyjny wyniósł bowiem 9,4 mln zł wzrastając r/r o ponad 127%. Z kolei zysk netto osiągnął pułap ok 4,0 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 123% i to mimo kosztów jednorazowych związanych z przejęciem (bez nich wynik netto za I kw. byłby na poziomie ok 7,0 mln zł). Spółka planuje wypłatę dywidendy dla Akcjonariuszy.

Grupa Ailleron aktywnie działa w trzech obszarach – Technology Services (poprzednio Enterprise Services), operującym w ramach spółki Software Mind oraz FinTech i HotelTech operującymi w ramach Ailleron.

Dominującym segmentem działalności Grupy, zarówno pod względem skali działalności mierzonej poziomem sprzedaży jak i wyników, jest Technology Services, obejmujący dedykowane, kompleksowe rozwiązania informatyczne dla branży finansowej i e-commerce, rozwój i utrzymanie systemów telekomunikacyjnych oraz usługi świadczone w oparciu o własne produkty i platformy telekomunikacyjne.

Technology Services w całym okresie I kwartału zrealizował sprzedaż na poziomie ok. 62,9 mln zł, co oznacza wzrost r/r o 143%. W ramach tego segmentu pojawia się już efekt konsolidacji w związku z dokonanymi akwizycjami w takich podmiotach jak Virtual Mind, Code Factory czy Chmurowisko.

„Od samego początku konsekwentnie realizowany jest projekt strategiczny, w ramach którego wraz z Enterprise Investors chcemy zbudować grupę będącą liderem w wybranych specjalizacjach sektorowych i technologicznych. Po wynikach za 1 kw. możemy zaobserwować, że nasze podejście już przynosi wymierne efekty. Akwizycje realizowane dzięki środkom pozyskanym na dokapitalizowanie Software Mind, a także poprzez finansowanie dłużne, otwierają nam nowe rynki, dają dostęp do wysokiej klasy specjalistów IT, a przy tym pozytywnie wpływają na wyniki, co widać w raportach finansowych. Jesteśmy przekonani, że dalsze trzymanie się wytyczonej strategii pozwoli osiągnąć kilkukrotnie większą skalę działalności. Głównym kierunkiem rozwoju Spółki na kolejne lata pozostanie wysokomarżowa zagranica. Wdrażamy swoje rozwiązania już w ponad 40 krajach na pięciu kontynentach, ale rynek pozostaje niezwykle chłonny. Dlatego liczymy na utrzymanie tempa ekspansji m.in. w krajach niemieckojęzycznych takich jak Niemcy, Austria czy Szwajcaria oraz Stanach Zjednoczonych. Eksport w przychodach to już niemal 75 % i jest to dla nas powód do dumy, ponieważ przebojem zdobywamy przede wszystkim rozwinięte i perspektywiczne rynki zagraniczne. Taka sytuacja z pewnością jest korzystna również dla naszych inwestorów oraz stanowi dobry prognostyk na przyszłość”– wyjaśnia Tomasz Król, Członek Zarządu (CFO) Ailleron S.A.

Segment FinTech wygenerował przychody na poziomie 12,8 mln zł, odnotowując wzrost o 11%. W dalszym ciągu Spółka w obszarze Corporate banking realizuje długoterminowe duże projekty dla kilku klientów bankowych. Pozostałe obszary FinTech – LiveBank, Challenger, LeaseTech, z uwagi na duże zainteresowanie procesem digitalizacji (szczególnie w ostatnim czasie) są obiektem aktywnego developmentu produktowego, który ma zwiększyć atrakcyjność i dać możliwość skierowania oferty do nowych klientów, w szczególności na rynkach eksportowych. Zdecydowana większość działających tam podmiotów widzi obecnie potrzebę wdrażania u siebie systemów komunikacji zdalnej ze swoimi klientami. Na obecnym etapie zapytań i analizy ofert, Zarząd, nie widzi ryzyka spadku przychodów w obszarze FinTech.

Wciąż dostrzegamy znaczny potencjał do zwiększenia swoich przychodów o obszarze Fintech. Warto pamiętać, że w ubiegłym roku i nadal dokonujemy znaczących inwestycji w ten segment, głównie dzięki środkom pozyskanym w ramach sprzedaży części udziałów w spółce Software Mind. Został opracowany całkowicie nowy – w pełni chmurowy i SaaS-owy – model dostarczania naszego flagowego rozwiązania – LiveBanku.  Z punktu widzenia produktu to rewolucyjna zmiana, otwierająca dla niego globalny rynek banków i instytucji finansowych liczący tysiące podmiotów, o wartości według szacunków ok. 4,5 mld USD. Obecnie Spółka jest w trakcie zaawansowanych negocjacji na wdrożenie nowej wersji LiveBanku w kilku bankach.  Strategia LiveBank SaaS jest realizowana z dużą konsekwencją, gdyż Spółka widzi ogromny potencjał LiveBank’u i duże zainteresowanie tym rozwiązaniem” – mówi Tomasz Król, Członek Zarządu (CFO) Ailleron S.A.

W strukturze sprzedaży Ailleron S.A., podobnie jak na przestrzeni ostatnich lat, dominuje sprzedaż exportowa przy coraz wyższej dynamice sprzedaży. Sprzedaż exportowa wzrosła w I kwartale 2022 r. do ponad 57,5 mln zł i osiągnęła r/r dynamikę ponad 220%. Znaczny przyrost eksportu jest konsekwencją rosnącego udziału biznesu Technology Services, który jest niemal w 100% biznesem exportowym, a także rosnącego udziału eksportu w takich produktach jak LiveBank. Ailleron konsekwentnie kładzie nacisk na rozwój w kilku kluczowych rynkach, gdzie Spółka jest w stanie osiągać wyższe marże. Jest to Europa Zachodnia, Stany Zjednoczone oraz Azja Południowo – Wschodnia. Patrząc z perspektywy dwóch kluczowych rynków exportowych dynamika wzrostu przychodów r/r wyniosła w I kwartale odpowiednio – dla Unii Europejskiej niemal 209%, a dla Stanów Zjednoczonych ok. 220%.

W obszarze HotelTech zrealizowane przychody wyniosły niespełna 0,7 mln zł. Ailleron chce być pierwszym wyborem dla instytucji finansowych. Działania jakie Spółka podejmuje w zakresie obszaru HotelTech, finalnie mają doprowadzić do umocnienia się tej części biznesu pod względem przychodowo-wynikowym, tak aby przyszłościowo wykonać spin-off i pozostawić iLumio jako odrębną niezależną spółkę. Obecnie testowany jest nowy plan zmiany modelu dystrybucji i po jego potwierdzeniu będą podejmowane ostateczne decyzje.

W dniu 20 maja 2022 roku Rada Nadzorcza Spółki pozytywnie zaopiniowała wniosek Zarządu dotyczący przeznaczenia części zysku netto Spółki za rok 2021 w kwocie 3.953.761,28 zł (słownie: trzy miliony dziewięćset pięćdziesiąt trzy tysiące siedemset sześćdziesiąt jeden złotych 28/100) na wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy w kwocie 0,32 zł (słownie: trzydzieści dwa grosze) na każdą akcję. Ostateczna decyzja w sprawie wypłaty dywidendy, dnia dywidendy oraz dnia wypłaty dywidendy należeć będzie do Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Ailleron S.A.

„Rada Nadzorcza spółki przychyliła się do rekomendacji Zarządu o wypłacie dywidendy. Zależy nam na tym, aby mimo szerokiego programu inwestycyjnego Ailleron wypłacał regularnie dywidendę akcjonariuszom. Postanowiliśmy rekomendować Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy w wysokości 0,32 PLN na jedną akcję, czyli ca. 4 mln zł. Jest to kwota na poziomie dywidendy z zeszłego roku, gdyż pomimo osiąganych znacznie wyższych zysków, mamy spore inwestycje jeszcze przed sobą. Będziemy dążyli do tego, aby Ailleron stał się spółką dywidendową z wyraźną polityką w tym zakresie w przyszłości. Uważamy również, że na obecnym etapie rozwoju Spółki, dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami nie stoi na przeszkodzie w konsekwentnej realizacji naszych planów inwestycyjnych” – powiedział Rafał Styczeń, Prezes Zarządu Ailleron S.A.