40 proc. kobiet, które chcą zmienić pracę, jako powód podaje wypalenie zawodowe

Ponad połowa kobiet deklaruje, że ich poziom stresu wzrósł względem ubiegłego roku, a niemal połowa odczuwa wypalenie zawodowe – wynika z globalnego badania Women @ Work 2022: A Global Outlook, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Coraz więcej kobiet aktywnie poszukuje pracy i chce ją zmienić w ciągu najbliższych dwóch lat. Wśród pracowniczek najczęściej dyskryminowane są kobiety LGBT+ i reprezentantki mniejszości etnicznych. To one zgłaszają najwięcej przypadków mikroagresji oraz kwestionowania ich zdania przez przełożonych.

Przeprowadzone przez Deloitte na grupie 5 tys. kobiet z 10 krajów (Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, RPA), badanie Women @ Work 2022: A Global Outlook pokazało niepokojące długoterminowe skutki pandemii – wskaźniki stresu i doświadczenia nękania lub mikroagresji pozostają wysokie. Co więcej, powszechne wypalenie i brak elastycznej pracy nadal utrudniają postęp we wspieraniu pracujących kobiet.

53 proc. kobiet deklaruje, że ich poziom stresu wzrósł względem ubiegłego roku, a niemal połowa odczuwa wypalenie zawodowe. Ponadto prawie połowa badanych kobiet oceniła stan swojego zdrowia psychicznego jako zły lub bardzo zły, a jedna trzecia respondentek była nieobecna w pracy z uwagi na takie problemy. Jednocześnie dla wielu są to kwestie nadal krępujące i jedynie 43 proc. jest skłonna swobodnie o tym mówić w miejscu pracy.

Liczba kobiet szukających nowej pracy wzrosła w porównaniu z zeszłym rokiem, a co dziesiąta przyznaje, że aktywnie poszukuje pracy. 40 proc. z nich wskazało na wypalenie zawodowe jako główny powód chęci zmiany pracy. Zła informacja dla pracodawców jest taka, że ponad połowa kobiet planuje zmianę miejsca pracy w ciągu kolejnych dwóch lat: najwięcej wśród kadry kierowniczej średniego szczebla i szeregowych pracowników, spośród których mniej niż jedna czwarta planuje pozostać w dotychczasowym miejscu pracy przez dłużej niż dwa lata. Jedynie 10 proc. badanych kobiet nie planuje zmiany pracy przez okres dłuższy niż pięć lat.

Bardzo niepokojący jest odsetek kobiet, które przyznają się do podwyższonego poziomu stresu i poczucia wypalenia zawodowego. Wielu pracodawców ewidentnie nie radzi sobie z tym problemem. Nasze badanie pokazuje, że wypalenie zawodowe jest głównym powodem, dla którego kobiety szukają nowej pracy. Należy zwrócić uwagę, że aby ta sytuacja uległa poprawie, ważne jest podejmowanie działań wykraczających poza ustalone schematy, które powinny obejmować ogólny wellbeing zatrudnionych kobiet, efektywną elastyczność rozwiązań oraz kulturę organizacyjną opartą na szacunku i przeciwdziałaniu wykluczeniu – mówi Joanna Świerzyńska, talent partnerka, Deloitte.

Więcej poczucia wypalenia i przypadków mikroagresji

Jak wynika z globalnego badania, przypadki zachowań dyskryminujących kobiety zdarzają się coraz częściej. W ciągu ostatniego roku aż połowa kobiet doświadczyła w pracy mikroagresji, a 14 proc. – nękania. Z kolei 59 proc. pracowniczek spotkało się z działaniami, które wykluczały je z codziennej pracy. Zdecydowana większość kobiet, bo aż 93 proc., nadal obawia się, że informowanie o takich wydarzeniach wpłynie negatywnie na rozwój ich kariery zawodowej, co skutkuje tym, że jedynie 23 proc. takich zachowań zostało zgłoszonych pracodawcy.

Skala tych problemów pogłębia się wraz przynależnością kobiet do mniejszości etnicznych czy środowiska LGBT+. Przedstawicielki tej pierwszej grupy częściej odczuwają wypalenie zawodowe niż kobiety należące do głównej grupy etnicznej w badanym kraju. Również dużo rzadziej zgłaszają przypadki wykluczenia w nieformalnych kontaktach (15 proc. vs 10 proc.) i protekcjonalnego traktowania (9 proc. vs 2 proc.). Z kolei kobiety ze społeczności LGBT+ częściej (o 10 proc.) przyznają, że doświadczyły protekcjonalnego traktowania lub że ich opinie były kwestionowane przez przełożonych, a także że zwracano się do nich w sposób nieprofesjonalny lub niegrzeczny (o 7 proc.).

Liderzy inkluzywności i równości

Organizacje, których ambicją jest stworzenie kompetentnych, ale jednocześnie zaangażowanych kadr, mogą uczyć się od pracodawców, którzy już wcześniej zwiększyli swoje wysiłki na rzecz budowania kultury inkluzywnej i wspierania rozwoju zawodowego kobiet. Jak wynika z badania Deloitte, kobiety zatrudnione w firmach będących liderami w obszarze równości płci mają lepsze samopoczucie i są bardziej zadowolone ze swojej pracy. 87 proc. z nich deklaruje, że otrzymało odpowiednie wsparcie w obszarze zdrowia psychicznego od swojego pracodawcy, a tyle samo stwierdza, że swobodnie porusza temat swojego zdrowia psychicznego w miejscu pracy. Kobiety te są również dużo bardziej zadowolone z pracy hybrydowej i jedynie 3 proc. deklaruje odczuwanie wypalenia zawodowego.

W sytuacji, gdy kobiety obawiają się o swój dalszy rozwój zawodowy i praca nie przynosi im satysfakcji, wymaga się przywództwa opartego o współczucie i współodpowiedzialność za zdrowie pracowników. Wypalenie zawodowe czy braki w dobrostanie psychicznym to nie są wymyślone problemy i ich zaadresowanie należy do priorytetów nowoczesnej, przyszłościowo skonstruowanej strategii biznesowej. Stworzenie komfortowych warunków niesie ze sobą korzyści także dla samych pracodawców: jak pokazują badania kobiety zatrudnione w przedsiębiorstwach będących liderem w obszarze równości płci nie szukają obecnie nowej pracy, a jedynie 9 proc. planuje zmianę miejsca zatrudnienia w najbliższym czasie. Ponadto, 90 proc. ocenia swój poziom motywacji jako wysoki lub bardzo wysoki – mówi Iva Georgijew, partnerka, przewodnicząca rady nadzorczej Deloitte Central Europe, liderka i założycielka Klubu SheXO, Deloitte.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone przez Deloitte Global między listopadem 2021 r. a lutym 2022 r. wśród pięciu tysięcy kobiet reprezentujących 10 krajów i sektorów. Miało ono na celu określenie wpływu pandemii COVID-19 na życie osobiste i zawodowe kobiet, a także zdiagnozowanie sytuacji przedsiębiorstw w kontekście równości płci, w pespektywie przekrojowej i pod kątem działań podejmowanych przez pracodawców w celu wsparcia kobiet, wzmocnienia ich roli oraz zachęcenia do pozostania w miejscu pracy. Każda respondentka udzieliła odpowiedzi na 21 pytań dotyczących jej doświadczeń w miejscu pracy, wpływu takich doświadczeń na jej życie osobiste oraz działań podejmowanych przez pracodawcę w celu wsparcia ich rozwoju zawodowego i dobrego samopoczucia.

BioMaxima rejestruje dwa testy do diagnostyki wirusa małpiej ospy

BioMaxima SA złożyła jako wytwórca zgłoszenie dwóch testów do diagnostyki wirusa małpiej ospy w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Oba testy umożliwiają identyfikację zakażenia małpią ospą już na wczesnym etapie jej rozprzestrzeniania na świecie. Po rejestracji, będą one dostępne zarówno dla odbiorców krajowych, jak i dla klientów na rynkach eksportowych, obsługiwanych przez sieć dystrybucyjną spółki w ponad 60 krajach. BioMaxima jest wiodącym polskim producentem i eksporterem diagnostyki laboratoryjnej. Od stycznia br. spółka jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Zgodnie z zapowiedziami zarządu spółki, że emitent adaptuje swoje platformy diagnostyczne, aby na bieżąco adresować aktualne potrzeby służby zdrowia związane z chorobami zakaźnymi, BioMaxima zakończyła walidację i zgłosiła do rejestracji dwa testy – Monkeypox Ag Rapid Test oraz MPXV Real Time PCR LAB-KIT – do diagnostyki wirusa małpiej ospy (Monkey Pox Virus, MPXV). Zarząd poinformował o tym przy okazji prezentowania wyników finansowych za I kwartał 2022 r.

Monkeypox Ag Rapid Test jest szybkim testem immunochromatograficznym do jakościowego wykrywania u ludzi obecności antygenu wirusa małpiej ospy. Różne pochodzenie materiału klinicznego, powoduje że test może mieć szerokie zastosowanie. Materiałem badanym może być krew pełna, osocze, surowica lub wymaz z pęcherzy wysypki. Do przeprowadzenia szybkiego testu nie jest wymagane posiadanie specjalistycznego sprzętu.

Test genetyczny MPXV Real Time PCR LAB-KIT jest przeznaczony do jakościowej identyfikacji materiału genetycznego wirusa małpiej ospy (MonkeyPox). Materiał do badań może pochodzić z plwociny, wymazu z nosogardzieli, migdałków, gardła, zmian skórnych, pęcherzy, płynów ustrojowych, krost i ran skórnych. DNA wirusa jest ekstrahowane z próbek klinicznych, namnażane przy użyciu amplifikacji w czasie rzeczywistym i wykrywane przy użyciu specyficznych starterów i sondy fluorescencyjnego barwnika reporterowego.

Amerykańskie Centres for Disease Control and Prevention (CDC) zaleca aby do diagnostyki potencjalnego zakażenia małpią ospą stosowano testy genetyczne PCR.

Dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii, test genetyczny PCR spółki wyróżnia się spośród znajdujących się aktualnie na rynku innych systemów. Do jego zalet należą m.in. czas uzyskania wyniku, który został skrócony do mniej niż 1,5 godziny. Test jest dostarczany jako gotowy do użycia w mikroprobówkach. Zminimalizowano ryzyko wystąpienia błędu w trakcie przygotowania mieszaniny reakcyjnej PCR. Należy też zwrócić uwagę, że w skład zestawu testu molekularnego BioMaxima wchodzą odczynniki o znacznie podwyższonej stabilności, co pozwala na jego bezpieczny transport oraz przechowywanie testów w temperaturze pokojowej, nawet na znaczne odległości oraz dłuższy czas transportu. Takie doświadczenie spółka zdobyła już w trakcie realizacji zamówień na test identyfikujący SARS-CoV-2 od zagranicznych klientów – podczas gdy wiele innych testów znajdujących się na rynku wymaga przechowywania w zamrażarce i transportu w suchym lodzie. Nawet krótkie przechowywanie takich odczynników poza wskazanymi warunkami jest ryzykowne i może generować fałszywie ujemne wyniki testów. Jest to szczególnie istotne wobec zbliżającego się sezonu letniego, gdzie przy trudnym globalnym łańcuchu dostaw, czas i warunki transportu mogą wydłużać się poza granicę bezpieczeństwa.

Wprowadzamy do swojej oferty testy, które umożliwiają szybką, masową diagnostykę w kierunku małpiej ospy. Umożliwiają one typowanie osób z infekcją, identyfikację patogenu i poddanie ich kwarantannie, co jest niezwykle istotne, gdyż transmisja wirusa odbywa się głównie przez płyny ustrojowe lub bliski kontakt z osobą zakażoną. Liczymy, że wczesne zastosowanie testów przesiewowych u osób podejrzanych o infekcję małpią ospą pozwoli na podjęcie skutecznych działań zabezpieczających przed dalszym ewentualnym rozprzestrzenianiem się choroby. Szybka i precyzyjna diagnostyka molekularna testem genetycznym PCR pozwoli też na szybką interwencję medyczną, odizolowanie chorego, właściwe zaopatrzenie ran, zmniejszenie ryzyka nadkażenia – powiedział Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima.

Według WHO na świecie potwierdzono już 271 przypadków ospy małp (małpiej ospy), a 74 osoby są badane pod kątem tej choroby, by potwierdzić ewentualne zakażenie. Na dzień 25 maja 2022 zgłoszono łącznie 118 potwierdzonych przypadków małpiej ospy w 12 państwach UE/EOG. Najwięcej w Hiszpanii (51), Portugalii (37), mniej w Niemczech (5) i Czechach (1) przypadków. W Polsce nie odnotowano jeszcze ani jednego przypadku zakażenia małpią ospą.

Ospa małp jest rzadką chorobą wywoływaną przez zakażenie wirusem. Należy on do rodzaju Orthopoxvirus w rodzinie Poxviridae. Rodzaj Orthopoxvirus obejmuje również wirus ospy (wywołujący ospę prawdziwą), wirus krowianki (stosowany w szczepionce przeciw ospie prawdziwej) i wirus ospy krowiej.

U ludzi objawy małpiej ospy są podobne, ale łagodniejsze niż objawy ospy prawdziwej. Ospa małp charakteryzuje początkowymi objawami takimi jak gorączka, ból głowy, ból mięśni i uczucie zmęczenia. Główna różnica między objawami polega na tym, że małpia ospa powoduje puchnięcie węzłów chłonnych (limfadenopatia), w odróżnieniu od ospy prawdziwej. Okres inkubacji (czas od zakażenia do wystąpienia objawów) dla małpiej ospy wynosi zwykle 7-14 dni, ale może wynosić od 5-21 dni. Choroba trwa zwykle 2-4 tygodnie. Wykazano, że w Afryce małpia ospa powoduje śmierć u 1 na 10 osób, które zarażą się tą chorobą.

Grupa Kapitałowa BioMaxima w I kw. 2022 r. wypracowała rekordowe 93.596 tys. zł przychodów netto, co stanowi wzrost w stosunku do I kw. roku ubiegłego o 351 proc. Zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (EBITDA) wyniósł 30.703 tys. zł. Zysk netto grupy za I kw. 2022 r. wyniósł 24.194 tys. zł i jest wyższy od osiągniętego w analogicznym kwartale roku ubiegłego o 386 proc.

Cavatina Holding publikuje wyniki za I kwartał 2022 r.

Grupa Cavatina Holding S.A. – notowany na GPW, jeden z największych polskich deweloperów biurowych – osiągnęła w I kwartale 2022 r.  następujące wyniki finansowe:

  • Skonsolidowany zysk z nieruchomości inwestycyjnych: 64,1 mln zł
  • Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej: 55,0 mln zł
  • Skonsolidowany zysk netto: 30,3 mln zł

– W pierwszych miesiącach tego roku podobnie jak w całym 2021 r. intensywnie rozwijaliśmy naszą działalność deweloperską, a pozwolenie na użytkowanie uzyskały dwa kolejne projekty – wieże Global Office Park w Katowicach w marcu oraz budynek B kompleksu Palio Office Park w Gdańsku w kwietniu. Warto także zwrócić uwagę na aktywną działalność w zakresie podpisywania kolejnych umów najmu. Łącznie od początku roku zakontraktowaliśmy ponad 35 tys. mkw – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Spółki Cavatina Holding S.A.

Najważniejsze skonsolidowane dane finansowe

Narastająco [dane w mln zł] I kw. 2022 r.
Zysk/strata z nieruchomości inwestycyjnych 64,1
Zysk/strata z wyceny i sprzedaży nieruchomości inwestycyjnych 57,4
Zysk z działalności operacyjnej 55,0
Zysk netto 30,3

 

Stan na dzień [dane w mln zł] 31 marca 2022 r.
Kapitał własny  1 084,2
Suma aktywów 2 699,3

 

Grupy Cavatina Holding S.A. miała w I kwartale 2022 r. 64,1 mln zł zysku z wyceny nieruchomości inwestycyjnych  i 55,0 mln zł zysku z działalności operacyjnej. W I kwartale 2022 r. Grupa zakończyła realizację i oddała do użytku dwie wieże biurowe w kompleksie  Global Office Park (budynki A1 i A2) w Katowicach, które dostarczą na prężnie rozwijający się katowicki rynek 55,2 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. W kwietniu pozwolenie na użytkowanie otrzymał także drugi budynek biurowy projektu Palio Office Park w Gdańsku (budynek B) o powierzchni 7,7 tys. mkw. W realizacji znajdowały się projekty o łącznej powierzchni ok. 164 tys. mkw.

Cavatina Holding, po udanym 2021 roku, także w I kwartale 2022 r. udowadnia, że wie jak dobrze wykorzystać potencjał regionalnych rynków. Tylko w I kwartale 2022 r. deweloper podpisał umowy najmu i przednajmu łącznie na ponad 24,5 tys. mkw. (do dnia publikacji raportu już ponad 35 tys. mkw) w inwestycjach realizowanych w Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Gdańsku oraz Bielsku-Białej.

Poziom najmu zakończonych projektów i przednajmu w przypadku nieruchomości inwestycyjnych w budowie wynosił na dzień zatwierdzenia sprawozdania za I kwartał 2022 r.: Carbon Tower – 98%, Tischnera Office – 78%, Global Office Park C – 100%, Equal Business Park D – 60%, Ocean Office Park A – 91%, Ocean Office Park B – 31%, Global Office Park A – 65%, Palio Office Park A – 52%, Palio Office Park B – 21%, Quorum D – 45%, Cavatina Hall A –82%, WIMA D – 100%.

Cavatina Holding S.A. konsekwetnie realizuje strategię dywersyfikacji źródeł finansowania. W 2021 r. Grupa ustanowiła dwa równoległe programy emisji obligacji na łączną kwotę 400 mln zł skierowane osobno do inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych, które będą wykorzystywane w zależności od zapotrzebowania i sytuacji rynkowej. W pierwszym kwartale 2022 r. Cavatina Holding przeprowadziła pierwszą emisja w ramach programu obligacji skierowanego do inwestorów indywidualnych i uplasowała obligacje serii P2022A o wartości ponad 40 mln zł, które zadebiutowały na Catalyst 11 marca 2022 r.

W maju 2022 r. po raz kolejny otrzymała finansowanie od międzynarodowego konsorcjum, w skład którego weszły austriackie banki: Erste Group Bank AG oraz Raiffeisenlandesbank Niederösterreich-Wien AG. Środki w wysokości maksymalnie 70 mln euro i 10 mln zł zostaną wykorzystane zostaną na finansowanie i refinansowanie nakładów związanych z budową i wykończeniem budynków biurowych A i B wielofunkcyjnej inwestycji Ocean Office Park w Krakowie.

Gwałtowny wzrost cen żywności w Polsce przed nami – najgorsza sytuacja gospodarstw domowych w regionie może być w Polsce

  • Ceny żywności w rolnictwie wzrosły o +31% w 2021 roku, a w 2022 wzrosną o kolejne +23% z powodu ogólnego wzrostu kosztów czynników produkcji (paliwo, energia elektryczna, nawozy), lat niższych plonów, przekładających się na niski poziom zapasów; w ostatnim czasie inwazja Rosji na Ukrainę wpłynęła nie tylko na podaż podstawowych składników potrzebnych do produkcji żywności, takich jak pszenica czy ropa naftowa, ale także na wzrost cen surowców zastępczych, możliwych do pozyskania z alternatywnych źródeł.
  • Najgorsze wciąż jeszcze przed europejskimi gospodarstwami domowymi: ceny detaliczne żywności w żadnym stopniu nie odzwierciedlają jeszcze gwałtownego wzrostu cen surowców koniecznych do produkcji żywności, obserwowanego w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Od początku 2021 roku producenci żywności i napojów w strefie euro podnieśli ceny średnio już o +14%, przy czym najsilniejsze wzrosty cen odnotowano wśród produktów codziennego użytku, w tym olejów i tłuszczów (+53%), mąki (+28%) i makaronów (+19%). Natomiast ceny detaliczne żywności uległy tylko niewielkiej korekcie o +6%, co oznacza, że sprzedawcy detaliczni nie przenieśli jeszcze na ceny detaliczne żywności nawet połowy wzrostu cen pobieranych przez producentów żywności. Jednak dotychczasowe epizody wysokiej inflacji cen żywności pokazują, że ceny detaliczne zasadniczo dostosowują się do cen producentów z pewnym opóźnieniem. Wysoka inflacja wraz z popandemicznym spadkiem wolumenu sprzedaży żywności w sklepach będzie wywierać presję na rentowność europejskich detalicznych sprzedawców żywności, choć przewidujemy ogólnie wysokie przełożenie na ceny dla konsumentów.
  • Na podstawie naszego głównego oszacowania, według którego sprzedawcy detaliczni przeniosą na konsumentów równowartość 75% dotychczasowego wzrostu cen pobieranych przez producentów żywności obliczyliśmy, że inflacja cen żywności będzie kosztować przeciętnego europejskiego konsumenta dodatkowe 243 EUR za ten sam koszyk produktów spożywczych w porównaniu z rokiem 2021, przy czym szacunki wahają się od 200 do 250 EUR dla czterech największych rynków konsumenckich w Europie. Ten wzrost cen żywności, który towarzyszy ogólnemu wzrostowi kosztów utrzymania (paliwo, elektryczność, opłaty za czynsz, posiłki poza domem, itd.), prawdopodobnie ożywi dyskusję nad ewentualnymi świadczeniami socjalnymi, które mogłyby odciążyć gospodarstwa domowe będące w najtrudniejszej sytuacji. 

Inwazja Rosji na Ukrainę przyczyniła się do wzrostu i tak już wysokich cen artykułów spożywczych

Połączenie silnego wzrostu popytu, wyższych kosztów nakładów (nawozy, energia elektryczna, opłaty za transport) i lat niższych plonów spowodowało, że ceny żywności oczekiwane przez branżę rolniczą wzrosły o +30,8% w 2021 roku, podnosząc tym samym wskaźnik do poziomu obserwowanego po raz ostatni w 2012 roku. Ponieważ wzrost cen wyraźnie przyspieszył w drugiej połowie roku, konsumenci europejscy tylko częściowo odczuli skutki kryzysu w 2021 roku, przy czym ceny producentów żywności wzrosły o +3,1%, a ceny detaliczne żywności o +1,7% w porównaniu z rokiem 2020. Chociaż producenci i sprzedawcy żywności już na początku roku spodziewali się dalszej inflacji cen żywności w 2022 roku, to inwazja Rosji na Ukrainę dodatkowo zwiększyła obawy o wyższe tempo wzrostu cen żywności, biorąc pod uwagę znaczenie tych krajów na rynkach towarów rolnych. Obecnie przewiduje się wzrost cen pobieranych przed producentów rolnych o kolejne +22,9% w 2022, dlatego konsumenci europejscy powinni przygotowywać się na bezprecedensowe zwiększenie detalicznych cen żywności (Wykres 1).

Wykres 1: Ceny artykułów spożywczych dla konsumentów w strefie euro, ceny producentów oraz  międzynarodowe ceny produktów rolnych (% zmiana w ujęciu rocznym)

Ceny detaliczne nie dostosowały się jeszcze w pełni do stosowanych już wyższych cen produktów rolnych
Źródła: Eurostat, World Bank, Dział Analiz Allianz

Ceny detaliczne nie dostosowały się jeszcze w pełni do stosowanych już wyższych cen produktów rolnych

Patrząc na ceny producentów żywności i ceny detaliczne żywności w ciągu ostatnich 10 lat stwierdzamy, że oba wskaźniki w krajach strefy euro podążały podobnymi trajektoriami, co sugeruje, że wyższe ceny producentów w dłuższej perspektywie czasowej są zgodne z wzrostem cen detalicznych (Wykres 2). W krótkim okresie zwykle można zauważyć opóźnienie między wzrostem cen producentów a wzrostem cen detalicznych – głównie ze względu na zapasy i wcześniejsze umowy między producentami a detalistami. W krótkim okresie zwykle można zauważyć opóźnienie między wzrostem cen producentów a wzrostem cen detalicznych – głównie ze względu na zapasy i wcześniejsze umowy między producentami a detalistami. Analizując bardziej szczegółowo różnicę między cenami producentów żywności a cenami detalicznymi od 2021 roku widzimy, że ceny detaliczne w dużej mierze nie odzwierciedlają wyższych cen żywności i są zaledwie w połowie drogi do zrównoważenia wyższych cen producentów żywności.

Wykres 2: Zmiana wskaźnika cen producentów żywności i napojów (skala pozioma, %) w porównaniu ze zmianą wskaźnika cen konsumpcyjnych żywności i napojów (skala pionowa, %)

Zmiana wskaźnika cen producentów żywności i napojów
Źródła: Eurostat, Dział Analiz Allianz

Ceny detaliczne podstawowych produktów konsumpcyjnych, takich jak olej czy mąka, mają jeszcze wiele do nadrobienia

Po rozbiciu danych zbiorczych do poziomu produktów ( Wykres 3), obserwujemy znaczne zróżnicowanie pomiędzy podstawowymi artykułami spożywczymi. Nie jest zaskoczeniem, że ceny producentów wzrosły najbardziej w kategoriach, w których Rosja i Ukraina mają duże udziały w międzynarodowych rynkach surowców, takich jak oleje i tłuszcze (+53%), mąki (+28%) i makarony (+19%). W niektórych kategoriach produktów zakłócenia były tak silne, że powstały niedobory (typowym przykładem jest olej słonecznikowy), co przyczyniło się do wzrostu cen substytutów (oliwa z oliwek). Wielkość i zakres wzrostu w innych kategoriach przypomina, że napięcia cenowe rozpoczęły się na długo przed konfliktem i uwzględniały ogólny wzrost kosztów produkcji.

Wykres 3: Zmiana wskaźnika cen producentów (skala pozioma, %) w porównaniu ze zmianą wskaźnika cen konsumpcyjnych dla wybranych pozycji (skala pionowa, %) od 2021 roku w strefie euro

Zmiana wskaźnika cen producentów
Źródła: Eurostat, Dział Analiz Allianz

Producenci żywności konfekcjonowanej potwierdzają, że wzrost cen jeszcze się nie skończył

W danych finansowych wiodących firm produkujących żywność konfekcjonowaną za I kwartał 2022 znajdujemy kolejne dowody na to, że w najbliższym czasie dojdzie do kolejnych podwyżek cen detalicznych. Wzrost przychodów w I kwartale był ogólnie dodatni i w dużej mierze napędzany przez wyższe ceny sprzedaży, przy czym wzrost w ujęciu rocznym okazał się jednocyfrowy. Firmy wspomniały również, że obecne ceny nie odzwierciedlają jeszcze wpływu wojny na Ukrainie, a inflacja wynika nie tylko z wyższych kosztów produkcji żywności, ale również z rosnących kosztów transportu, pracy i pakowania. Przeprowadzone niedawno badanie wśród europejskich firm zajmujących się produkcją żywności i napojów przyniosło podobne wnioski – przytłaczająca większość respondentów spodziewa się dalszego wzrostu cen w ciągu najbliższych trzech miesięcy (Wykres 4).

Wykres 4: Sondaż wśród przedsiębiorstw – „Jakich zmian oczekują Państwo w zakresie cen sprzedaży w ciągu najbliższych trzech miesięcy” (bilans opinii, strefa euro)

Jakich zmian oczekują Państwo w zakresie cen sprzedaży w ciągu najbliższych trzech miesięcy
Źródło: DGECFIN

Możliwy wzrost cen żywności o ponad +10% w 2022 roku.

Dokładne tempo wyrównywania się cen detalicznych żywności z cenami producentów żywności pozostaje wysoce niepewne ze względu na zmienność obecnego otoczenia. Aby przedstawić rozsądny zakres szacunków, obliczyliśmy wpływ na ceny żywności w 2022 roku, jeśli miałyby one odzwierciedlać 75% lub 100% wzrostu cen producentów żywności zaobserwowanego między styczniem 2021 roku a marcem/kwietniem 2022 roku (ostatnie dostępne dane) we wszystkich krajach (Tabela 1). Sądząc według dotychczasowych epizodów wysokiej inflacji i obecnej sytuacji na rynku uważamy, że ceny detaliczne żywności będą odzwierciedlać co najmniej 75% obecnego wzrostu cen producentów żywności, dzięki czemu inflacja żywności w Europie i wszystkich głównych krajach europejskich w 2022 znajdzie się nieco poniżej lub powyżej granicy 10%. Zgodnie z prognozą Banku Światowego dla cen towarów rolnych, ceny detaliczne żywności osiągną równowagę lub zaczną się obniżać na początku 2023 roku.

Na koniec 2022 roku ryzyko jest jednak wyraźnie na plusie. Szczególnie duzi eksporterzy towarów żywnościowych, którzy wprowadzają trwałe ograniczenia w handlu międzynarodowym, mogą napędzić kolejną rundę wzrostu cen na wszystkich poziomach, od cen towarów do cen detalicznych.

W poniższych akapitach przedstawiamy uzasadnienie dla hipotezy zakładającej przeniesienie 75% podwyżki kosztów.

Tabela 1: Szacunkowa zmiana cen detalicznych żywności przy różnych scenariuszach przeniesienia wzrostu kosztów

Kraj / region Zmiana detalicznych cen żywności w 2022, jeżeli…
Detaliczne ceny żywności będą odzwierciedlać 75% wzrostu cen producentów żywności Detaliczne ceny żywności będą odzwierciedlać 100% wzrostu cen producentów żywności
Strefa euro 9,5% 13,0%
UE27 9,4% 12,9%
Francja 8,2% 11,0%
Hiszpania 9,5% 13,0%
Włochy 8,3% 11,3%
Niemcy 10,7% 14,8%
Polska 10,6% 15,0%

Źródła: Eurostat, Obliczenia Działu Analiz Allianz

Poprzednie epizody wysokiej inflacji pokazały, że detaliści absorbują tylko ułamek podwyższonych kosztów

Patrząc na marże brutto i EBIT notowanych na giełdzie europejskich detalistów spożywczych we wcześniejszych okresach wysokiej inflacji cen żywności (2007-2008, 2011-2012) zauważamy, że marże zysku były tylko nieznacznie niższe (Wykres 5). Mediana marży brutto zmniejszyła się o około -50 pkt bazowych do -70 pkt bazowych w ujęciu rocznym, gdy inflacja żywności osiągnęła najwyższy poziom, podczas gdy mediana marży EBIT zmniejszyła się o skromniejsze -30 pkt bazowych do -40 pkt bazowych w porównaniu z wcześniejszymi trendami. Zgodnie z poprzednim wykresem pokazującym długoterminową zbieżność cen producenta i cen detalicznych, różnica pomiędzy marżą brutto i marżą EBIT sugeruje, że firmy mają tendencję do nieodzwierciedlania w pełni wyższych kosztów zakupu w swoich cenach w krótkiej perspektywie, aby zachować swoje udziały w rynku i zoptymalizować koszty w dalszej części rachunku zysków i strat (sprzedaż, koszty ogólne i administracyjne, inwestycje itp.).

Wykres 5: Zysk brutto i marża EBIT notowanych na giełdzie europejskich detalistów branży spożywczej, mediana

Zysk brutto i marża EBIT notowanych na giełdzie europejskich detalistów branży spożywczej
Źródło: Bloomberg

Powodem numer jeden stojącym u podstaw siły cenowej detalistów jest to, że produkty żywnościowe są podstawowymi produktami i jako takie w ujęciu ilościowym pozostają odporne na pogorszenie koniunktury gospodarczej w porównaniu z towarami drugiej potrzeby. W ciągu ostatnich 20 lat w strefie euro wydatki gospodarstw domowych na żywność nigdy nie były ujemne w ujęciu wartościowym, a w ujęciu ilościowym były nieznacznie ujemne w latach 2008, 2012 i 2013 (Wykres 6).

Wykres 6: Wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych na żywność i napoje, strefa euro, zmiana w %

Wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych na żywność i napoje
Źródła: Eurostat, Dział Analiz Allianz

Jednak ta pozorna stabilność konsumpcji żywności na poziomie zagregowanym jest myląca. Najczęstszym zachowaniem konsumentów w sytuacji szybko rosnących cen jest zaspokajanie podobnych potrzeb poprzez wybieranie tańszych substytutów lub produktów konkurencyjnych. Konsumenci również zazwyczaj tak dostosowują swoje koszyki, aby zaoszczędzić na wydatkach na towary lub marki, które najbardziej cenią. Pod tym względem okresy wysokiej inflacji stanowią prawdziwe wyzwanie konkurencyjne dla detalistów, którzy muszą znaleźć właściwą równowagę, aby zachować zarówno minimalne poziomy sprzedaży, jak i rentowności. Detaliści zazwyczaj radzą sobie z okresami wysokiej inflacji poprzez uważne zarządzanie asortymentem cenowym, czyli dostosowywanie podwyżek cen poszczególnych produktów w zależności od obserwowanej elastyczności cenowej. Typową strategią wśród sprzedawców detalicznych jest poświęcenie marży zysku na towarach o wysokiej częstotliwości i niskiej cenie zakupu w celu zatrzymania klientów. Bardziej selektywne zarządzanie asortymentem (tzn. koncentrowanie się na produktach o wyższej marży) i niższe wydatki na promocję (mniej towarów sprzedawanych z rabatem) to inne instrumenty, którymi posługują się detaliści, aby zachować rentowność.

Detaliści mają obecnie większą siłę cenową niż w minionych okresach szczytowej inflacji

Oblicza handlu detalicznego uległy w ciągu ostatnich kilku lat znacznej zmianie. Dodatkowo, obecny wzrost inflacji ma miejsce w bardzo szczególnym dla branży momencie, ponieważ Europa wychodzi z dwuletniej pandemii. W porównaniu z poprzednimi okresami wysokiej inflacji, spodziewamy się, że tym razem detaliści w większym stopniu przeniosą wzrost cen na konsumentów:

  • Po pierwsze, motywacja sprzedawców detalicznych do utrzymania wolumenu sprzedaży kosztem niższych cen wydaje się mniej silna niż w przeszłości. Detaliści spożywczy wychodzą z dwóch lat pełnych wyzwań operacyjnych, które jednak okazały się bardzo korzystne zarówno dla sprzedaży, jak i zysków. Sprzedaż detaliczna żywności w I kwartale 2022 roku była wciąż o +10% wyższa od poziomu z roku 2019, a zyski od ponad dwóch lat są wyjątkowo wysokie.
  • Po drugie, większość detalistów spożywczych bardziej niż w przeszłości kieruje się wartością. Wcześniej wielu z nich kładło szczególny nacisk na wartość i obsługę, oferując szerszy asortyment produktów o wyższej wartości dodanej, odpowiadający aspiracjom części klientów (więcej produktów lokalnych, ekologicznych, o wysokiej wartości odżywczej itd.). Opracowali szeroką gamę innowacyjnych usług pozwalających zwiększać lojalność klientów (usługi odbioru lub dostaw, kasy samoobsługowe, dedykowane aplikacje na smartfony, itp.) właśnie po to, aby uciec od konkurencji cenowej i pozostawić segment niskich cen sieciom dyskontowym. Powrót do bardzo agresywnych zachowań cenowych wydaje się mało prawdopodobny, ponieważ zniweczyłby lata wysiłków.
  • Po trzecie, inwestycje w technologię w znacznym stopniu pomogły detalistom we wprowadzaniu dynamicznych strategii cenowych. Coraz szersze zastosowanie analityki w branży pomaga sieciom detalicznym dostosowywać strategie cenowe, nie tylko na poziomie firmy, ale coraz częściej na poziomie sklepu (optymalizacja cen produktów lokalnych lub asortymentu produktów), a nawet na poziomie osobistym (klienci otrzymują spersonalizowane promocje w swoich aplikacjach mobilnych). Cel jest co najmniej dwojaki: utrzymać lojalność konsumentów poprzez zapewnienie konkurencyjnych cen tam, gdzie mają one dla nich największe znaczenie oraz uniknąć rozwodnienia sprzedaży i zysków poprzez masowe promocje.

Paradoksalnie, rosnący udział dyskontów w rynku niektórych krajów europejskich może również przyczynić się do wyższej inflacji cen artykułów spożywczych. Niemarkowa żywność konfekcjonowana ma stosunkowo wyższy udział kosztów produkcji jako procent kosztów całkowitych niż markowa żywność konfekcjonowana, co oznacza, że jej ceny będą prawdopodobnie rosły w szybszym tempie niż w przypadku marek, gdzie inne koszty są bardziej elastyczne (reklama, wydatki na promocję itp.). Duzi producenci żywności konfekcjonowanej przeznaczają równowartość 3-8% swojej rocznej sprzedaży na samą reklamę i trochę więcej na inne działania marketingowe (badania rynku, badania konsumenckie itd.).

Europejscy konsumenci powinni przygotować się w 2022 roku na wzrost rachunków za żywność o 250 EUR

Europejskie gospodarstwa domowe przeznaczają od 12% do 25% swoich wydatków konsumpcyjnych na żywność i napoje, przy czym najwyższy udział mają kraje o porównywalnie niższych dochodach, a w ramach danego kraju najwyższy udział mają gospodarstwa domowe o porównywalnie niższych dochodach. Dla niektórych wyższe ceny żywności mogą jedynie ograniczyć ich zdolność do oszczędzania; dla innych mogą stanowić dalsze wyzwanie dla zdolności do zaspokojenia podstawowych potrzeb.

Na podstawie naszego głównego oszacowania, według którego sprzedawcy detaliczni przeniosą na konsumentów równowartość 75% dotychczasowego wzrostu cen pobieranych przez producentów żywności obliczyliśmy, że inflacja cen żywności będzie kosztować przeciętnego europejskiego konsumenta dodatkowe 243 EUR za ten sam koszyk produktów spożywczych w porównaniu z rokiem 2021, przy czym szacunki wahają się od 200 do 250 EUR dla czterech największych rynków konsumenckich w Europie. Ten wzrost cen żywności, który towarzyszy ogólnemu wzrostowi kosztów utrzymania (paliwo, elektryczność, opłaty za czynsz, posiłki poza domem, itd.)[1], prawdopodobnie ożywi dyskusję nad ewentualnymi świadczeniami socjalnymi, które mogłyby odciążyć gospodarstwa domowe będące w najtrudniejszej sytuacji.

Tabela 2: Szacunkowy wpływ inflacji cen żywności na osobę w 2022 roku

Kraj / region Udział żywności i napojów w całkowitej konsumpcji gospodarstw domowych (2019) Szacunkowe wydatki na żywność i napoje na osobę (2021, w EUR) Szacunkowy wpływ inflacji na wydatki na żywność i napoje na osobę (EUR)
Strefa euro 12,5% 2.456 +233
UE27 13,0% 2.287 +243
Francja 13,1% 2.739 +224
Włochy 14,3% 2.745 +229
Niemcy 10,8% 2.367 +254
Hiszpania 12,5% 2.108 +200
Polska 16,4% 1.423 +152

Źródła: Eurostat, obliczenia Działu Analiz Allianz

[1] Zob. Eurozone inflation: How bad can it get? [Inflacja w strefie euro: Jak bardzo źle może być?], maj 2022

Rośnie fala roszczeń o dopłaty do wynagrodzeń w sektorze budowlanym

Gwałtowny wzrost cen surowców i materiałów budowlanych powoduje, że coraz więcej wykonawców robót budowlanych składa wnioski o dopłaty do wynagrodzeń. W najbliższych miesiącach trend ten będzie się nasilał z powodu rosnących strat i pogarszającej się sytuacji płynnościowej wielu firm budowlanych, uważają prawnicy kancelarii prawnej DLA Piper.

W następstwie wojny w Ukrainie gwałtownie wzrosły ceny stali, energii elektrycznej, paliw czy też asfaltu. Jak wynika z szacunków PSB Handel, materiały budowlane podrożały w pierwszych czterech miesiącach tego roku średnio o ponad 30% w porównaniu do roku 2021. Oznacza to, że w wielu przypadkach koszty realizacji wieloletnich kontraktów są znacznie wyższe od założonych. Eksperci DLA Piper spodziewają się dalszego wzrostu kosztów, do czego przyczynia się galopująca inflacja, odpływ ukraińskich pracowników z polskich budów i zaburzenia w łańcuchach dostaw.

Wydarzenia z ostatnich miesięcy wpłynęły na pogorszenie sytuacji w branży. Wraz z silnym wzrostem cen, kłopotami z dostawami i odpływem siły roboczej, koszty realizacji poszybowały, powodując w wielu przypadkach znaczne straty dla firm budowlanych – mówi Krzysztof Kycia, partner współzarządzający oraz szef praktyki postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper w Warszawie. – W związku z tym możemy spodziewać się, że coraz więcej wykonawców występować będzie z roszczeniami o dopłaty, by móc choć częściowo zrekompensować sobie ten wzrost cen.

Niepewność związana z dynamiką cen wpływa nie tylko na już realizowane kontrakty, ale również na planowane inwestycje. Wielu wykonawców może próbować odstępować od zawartych kontraktów, jeśli ich dalsza realizacja będzie grozić ponoszeniem strat. Firmy będę także rezygnować z podpisywania umów w przetargach, które niedawno wygrały.

Aby zapobiec fali upadłości w sektorze budowalnym i zagwarantować dokończenie ważnych projektów infrastrukturalnych jak drogi, mosty czy szpitale, branża i strona publiczna powinny wypracować systemowe rozwiązania, uważają prawnicy DLA Piper.

Mamy do czynienia z nadzwyczajną zmianą stosunków gospodarczych, której nikt nie był w stanie wcześniej przewidzieć. Otwiera to firmom drogę do sądowej waloryzacji wynagrodzeń. Konieczne jest jednak wypracowanie systemowych rozwiązań na wzór tych stosowanych w różnych sektorach w czasie pandemii, by zapobiec fali upadłości i zrywania kontraktów – mówi Paweł Bartosiewicz, radca prawny w zespole postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper.

Jeżeli w umowie nie ma klauzuli waloryzacyjnej bądź zasady waloryzacji są niewystarczające do skompensowania wzrostu kosztów, wykonawcy mogą składać do sądów roszczenia na podstawie przepisów Kodeksu cywilnego (tzw. klauzula rebus sic stantibus). Zgodnie z dotychczasową linią orzeczniczą w tego typu sprawach sądy dążą do rozdzielenia między strony ryzyka gospodarczego związanego z nadzwyczajnym wzrostem cen, więc wykonawcy mają szansę odzyskać przynajmniej część poniesionych strat.

W przypadku obecnie zawieranych kontraktów znajdują już zastosowanie przepisy nowej ustawy Prawo zamówień publicznych (PZP). Zgodnie z nimi, w umowach o roboty budowlane lub usługi zawieranych na okres dłuższy niż 12 miesięcy, klauzule waloryzacyjne są obowiązkowym elementem umowy.

Jednak, jak wskazują prawnicy DLA Piper, ustawa PZP pozostawia zamawiającemu dużą dowolność w określaniu warunków waloryzacji wynagrodzenia. Można więc spotkać klauzule, zgodnie z którymi podstawą podwyższenia wynagrodzenia mogą być jedynie zmiany cen materiałów budowlanych, ale już nie wzrost cen innych produktów jak np. paliw czy usług.

Podstawą do określenia zmiany cen mogą być wskaźniki publikowane przez Główny Urząd Statystyczny, ale również inne wskaźniki, których wiarygodność i adekwatność może budzić zastrzeżenia. Ponadto, zamawiający często wprowadzają niskie limity całkowitego wzrostu wynagrodzenia, które nie odzwierciedlają faktycznego wzrostu kosztów w perspektywie kilku lat.

W kontekście zgłaszania roszczeń istotne znaczenie ma to, jak zostały konstruowane umowy – czy jest w nich przewidziane wynagrodzenie ryczałtowe, czy są klauzule waloryzacyjne, według jakich wskaźników ma nastąpić waloryzacja i na jakich warunkach, oraz jak skonstruowana jest klauzula siły wyższej – dodaje Krzysztof Kycia.

Bio Planet po I kwartale 2022

Bio Planet S.A, lider wśród dostawców żywności ekologicznej w Polsce, uzyskała w I kwartale 2022 r. 56,3 mln PLN przychodów oraz 2 mln PLN zysku netto.Spółka w I kwartale utrzymywała stabilną marżę brutto na sprzedaży w wysokości 29,5% – taką samą jak w analogicznym okresie rok wcześniej. Zdaniem Zarządu model biznesowy sprawdza się w trudnym okresie, pozwalając Bio Planet prowadzić w pełni rentowną działalność, a co za tym idzie utrzymywać politykę dywidendową oraz kontynuować inwestycje. Prezes Sylwester Strużyna uważa, że problemy branży są przejściowe, a Spółka jest dobrze przygotowana na bardziej wymagające czasy i ma wszelkie powody by liczyć na wzrost skali biznesu dzięki przeprowadzanym inwestycjom lub, jeśli wyceny będą atrakcyjne, potencjalnym przejęciom.

„Wraz z rozpoczęciem działań wojennych sytuacja na rynkach się skomplikowała i nastały bardziej wymagające czasy dla wielu firm, w tym działających w branży żywności ekologicznej. Bio Planet od samego początku była jednak budowana w oparciu o zbilansowany model biznesowy, pozwalający na rozwój nawet w czasie zawirowań rynkowych. Zatem mimo szoku jakie rynki przeżyły w związku z działaniami wojennymi w pierwszym kwartale odnotowaliśmy tylko nieznaczne wahnięciew wysokości przychodów, a cały okres został zakończony istotnym zyskiem netto. Uważamy, że obecna sytuacja może być trudniejsza dla podmiotów z naszej branży, natomiast nas skutecznie broni zarówno model biznesowy jak i pozycja rynkowego lidera. Fundamenty Spółki są na tyle zdrowe, że zagrożone nie są ani inwestycje i dalszy rozwój, ani polityka dywidendowa. Obecne trudności uznajemy za przejściowe, a jeśli rynek postawi pod presją interesujące z naszej perspektywy firmy, nie wykluczamy, że będziemy reagować na korzystne wyceny” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Przychody za pierwszy kwartał 2022 r. wyniosły 56,3 mln PLN i były o 4,5% mniejsze niż w pierwszym kwartale 2021 r. kiedy wyniosły 58,9 mln PLN zł.Pomimo spadku przychodów ze sprzedaży Spółka odnotowała w pierwszym kwartale 2022 r. zysk netto, który wyniósł 2,0 mln PLNoraz zysk EBITDA wysokości 3,2 mln PLN.Największy potencjalny wpływ na wyniki ma, zdaniem Spółki, wojna rosyjsko-ukraińska, której kontynuacja wpływa na niepewność konsumencką w Polsce oraz na wzrastające oczekiwania inflacyjne względem cen żywności, co przejściowo może przekładać się na zmniejszenie popytu na niektóre kategorie produktów.

Mimo zawirowań Spółka w mijającym kwartale konsekwentnie realizowała prace przygotowawcze związane z planowanym rozpoczęciem budowy nowych zakładów konfekcjonowania, których budowa rozpoczęła się w pełni w drugim kwartale 2022 r., zaś jej pełne zakończenie i uruchomienie planowane jest na 2023 r.

W marcu 2022 r. Spółka zgodnie z oczekiwaniami przedłużyła certyfikat na zgodność z Globalną Normą BRC wersja 8. Certyfikat BRC Global Standard for Food Safety jest dowodem poziomu kompetencji w zakresie systemu HACCP, higieny oraz bezpieczeństwa i jakości żywności. Certyfikacja świadczy także o zaangażowaniu firmy na rzecz bezpieczeństwa żywności i relacji z kontrahentami.
W strukturze odbiorców Spółki następuje stały wzrost udziału procentowego sklepów online nieprowadzących sprzedaży w obiektach stacjonarnych (z poziomu 17 % w 2021 roku do 20 % w 2022 r.). Dodatkowo, coraz większa liczba odbiorców prowadzących sklepy stacjonarne realizuje dużą część swojej sprzedaży za pomocą swoich sklepów internetowych.By w pełni wykorzystywać potencjał wzrostowy tych tendencji w pierwszym kwartale Spółka uruchomiła dodatkową internetową platformę b2b umożliwiającą wdrażanie usługi dropshippingu dla sklepów internetowych zainteresowanych w pełni zintegrowaną kompleksową obsługą magazynowo-logistyczną włącznie z kompletowaniem i wysyłaniem przez Bio Planet zamówienia do klienta indywidualnego w imieniu sklepu internetowego.

Sąd Apelacyjny przyznał rację UOKiK. Co powiedział o reklamie suplementu diety? Komentarz eksperta

W 2017 r. głośno było o decyzji dotyczącej reklamy suplementów diety na zatoki, zwłaszcza z powodu wysokości nałożonej kary na Aflofarm Farmacja (prawie 26 mln PLN) (decyzja z dnia 12 października 2017 roku, nr DOIK 5/2017.). Emisja reklam miała miejsce w 2015 roku. W między czasie Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów częściowo (w zakresie kary finansowej) uchylił decyzję. A następne po 7 latach od emisji, a 5 lat od decyzji UOKiK Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że Prezes UOKiK miał słuszność i jest także władny, na równi z inspekcją sanitarną, do kontroli reklamy i znakowania żywności, w tym suplementów diety, o których tu mowa.

Zdaniem Prezesa UOKiK reklamy wprowadzały konsumentów w błąd w zakresie przeznaczenia i właściwości produktu, jego przydatności, możliwości i spodziewanych wyników zastosowania produktu oraz korzyści z nim związanych – przypomina dr Uchańska.

W decyzji z 2017r. Prezes uznał za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów działania reklamodawcy, dotyczące suplementów diety RenoPuren Hot Zatoki oraz RenoPuren Zatoki Junior. Chociaż mało kto dzisiaj pamięta same spoty reklamowe, to UOKiK uznał (co zgodnie z informacją UOKiK wykazały badania rynku), że wprowadzały one konsumentów w błąd, co do cech produktu poprzez sugerowanie i stwarzanie wrażenia, że produkt ten posiada właściwości lecznicze oraz przypisywanie środkowi spożywczemu działania lub właściwości, których on nie posiada. W reklamie przypisywano środkowi spożywczemu właściwości zapobiegania chorobom oraz leczenia chorób ludzi – zdaniem UOKiK z naruszeniem przepisów krajowych (art. 5 ust. 1 oraz ust. 3 pkt 2 Ustawy z dnia 23 sierpnia 2007 roku o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym) oraz unijnych (zwłaszcza art. 7 ust. 1 lit. b oraz ust. 3 rozporządzenia 1169/2011).
Na podmiot została nałożona kara pieniężna w wysokości ok. 26 mln zł oraz obowiązek publikacji decyzji na stronie internetowej firmy i utrzymywanie jej tam przez okres sześciu miesięcy, a także publikacji oświadczenia informującego o decyzji, emitowanego w telewizji oraz w portalu YouTube (zwłaszcza art. 7 ust. 1 lit. b oraz ust. 3 rozporządzenia 1169/2011).
Odbiorcy mieli otrzymywać w filmach reklamowych komunikat, że RenoPuren zaradzi dolegliwościom związanym z zatokami („oczyści zatoki, podniesie odporność”). Dodatkowo przekaz w warstwie graficzno-muzycznej, w obszarze fabuły, scenariusza i scenografii, w ocenie Prezesa UOKiK, w świadomości przeciętnego konsumenta stworzył nieprawdziwy obraz produktu, sugerujący i stwarzający wrażenia, że posiada on właściwości lecznicze.

– Nie ma obecnie wątpliwości – produkty służące leczeniu to produkty lecznicze. Żywność służąca uzupełnianiu normalnej diety to suplementy diety, a z kolei żywność specjalnie przetworzoną lub żywność o specjalnym składzie przeznaczoną do dietetycznego odżywiania pacjentów, to żywność specjalnego przeznaczenia medycznego. Chociaż między tymi kategoriami przy ich kwalifikacji mogą istnieć wątpliwości, z jakim produktem mamy do czynienia, to zwłaszcza inna jest ich funkcja i właściwości. Produkty lecznicze służą leczeniu, a żywność odżywianiu organizmu. Prawidłowe żywienie i odżywienia organizmu może i jest często kluczowe dla zachowania zdrowia, a także w chorobie. Niemniej ich właściwości są inne, stąd też inna jest komunikacja na ich temat. Edukacja konsumentów w tym zakresie jest kluczowa. Zarówno ta nastawiona na upowszechnienie i ugruntowanie wiedzy, jak dla zdrowia ważna jest żywność, ale i ta, czym są w rzeczywistości produkty lecznicze. Odpowiedzialne prowadzenie biznesu z należytą starannością wymaga działań edukacyjnych także konsumentów. Edukacja zaś wymaga przejrzystości i jasności, nie ma w niej miejsca za wprowadzenie w błąd, także w działalności reklamowej. Reklama ma na celu prezentację produktu lub usługi, kształtowanie popytu oraz tworzenie i utrzymywanie rynków zbytu, ale nie ma w niej miejsca na wprowadzanie konsumentów w błąd – komentuje Mec. Joanna Uchańska.

Korzystanie z tzw. oświadczeń zdrowotnych (np. witamina C wspomaga układ odpornościowy) dla składników produktów żywności musi być wykonywana zgodnie z konkretnymi wytycznymi. Konsument ma prawo do wiedzy zarówno o składnikach, jak i badaniach naukowych, tak aby świadomie podjąć decyzję zakupową. Wykluczone jest niejasne, nieczytelne, nieprawdziwe czy wprowadzające w błąd przekazywanie informacji o produktach. Towary na szeroko pojętym zdrowotnym rynku, w tym suplementy diety, są coraz bardziej skomplikowane. Prawidłowe mówienie o nich wcale nie jest proste i wymaga skoordynowanej pracy działu naukowego, marketingu, PR, a w końcu i prawników. Decyzje Prezesa UOKiK, a teraz Sądu Apelacyjnego, pokazują, że do reklamy suplementów diety trzeba naprawdę podchodzić z ostrożnością, gdyż straty wizerunkowe czy finansowe, mogą być niebagatelne. – podsumowuje dr Joanna Uchańska.
Autor: Dr Joanna Uchańska – radczyni prawna i partnerka w Kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Mediacja i zawezwanie do próby ugodowej – ważne zmiany

W dniu 30 czerwca 2022 roku wchodzą w życie istotne dla wszystkich zmiany dotyczące wpływu mediacji oraz zawezwania do próby ugodowej na bieg terminu przedawnienia. Dotychczas zgodnie z art. 123 § 1 pkt 3 k.c. bieg terminu przedawnienia ulegał przerwaniu wskutek wszczęcia mediacji pozasądowej. Z kolei zawezwanie do próby ugodowej również powodowało przerwanie biegu przedawnienia (aczkolwiek bywało to kontestowane w orzecznictwie i piśmiennictwie). Zmiany, jakie wchodzą w życie od 30 czerwca 2022 roku w sposób zasadniczy zmieniają kwestię wpływu mediacji i próby ugodowej na bieg przedawnienia roszczenia.

Ustawodawca przede wszystkim skreślił pkt 3 w art. 123 § 1 k.c. oraz dodał pkt 5 w art. 121 k.c., z których to zmian wynika, że po pierwsze wszczęcie mediacji nie przerywa biegu przedawnienia, po drugie zaś wszczęcie postępowania mediacyjnego powoduje zawieszenie biegu przedawnienia roszczeń objętych umową o mediację na czas jej trwania.

Podobne założenie ustawodawca przyjął w stosunku do zawezwanie do próby ugodowej, rozstrzygając ostatecznie (w art. 121 pkt 6 k.c.), że bieg przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu co do roszczeń objętych wnioskiem o zawezwanie do próby ugodowej przez czas trwania postępowania pojednawczego.

W ocenie ustawodawcy wprowadzenie tego rodzaju zmian odnośnie próby ugodowej uzasadnione jest kontrowersjami, związanymi z nadużywaniem przez wierzycieli instytucji zawezwania do próby ugodowej i ma na celu wyeliminowanie praktyki składania przez wierzycieli wniosku o zawezwanie do próby ugodowej jedynie w celu przerwania biegu przedawnienia, co w konsekwencji ograniczy liczbę spraw wpływających do sądów rejonowych z tego tytułu (por. uzasadnienie projektu ustawy, druk sejmowy nr 1344, s. 3).

Wskazuje się także, w odniesieniu do postępowania mediacyjnego, że proponowane zmiany wpłyną na zwiększenie zainteresowania tą instytucją jako sposobem polubownego rozwiązywania sporów (por. uzasadnienie projektu ustawy, druk sejmowy nr 1344, s. 4).

Powyższe zmiany mają doniosłe znaczenie dla dochodzenia roszczeń w postępowaniu cywilnym. Niedostrzeżenie wprowadzonej zmiany może mieć bowiem ważkie konsekwencje, zwłaszcza w przypadku – dość przecież częstym – kiedy wniosek o mediację lub zawezwanie do próby ugodowej składane są tuż przed upływem biegu przedawnienia. Po zakończeniu bowiem postępowania mediacyjnego lub ugodowego nie będzie już czasu na przygotowanie i złożenie pozwu, bowiem bieg terminu przedawnienia nie zacznie biec od nowa. Innymi słowy nie uzyskamy kolejnych lat na to, by wystąpić do sądu z pozwem lecz – przewidując, że mediacja lub próba ugodowa nie przyniosą skutku – pozew taki będzie musiał być w zasadzie przygotowywany równolegle, by uniknąć przedawnienia roszczenia i skutecznego w procesie zarzutu przedawnienia podniesionego przez pozwanego. Decydując się zatem na wszczęcie mediacji pozasądowej lub skierowanie wniosku o zawezwanie do próby ugodowej – po 30 czerwca 2022 roku – należy brać pod uwagę wchodzące w życie zmiany, by uniknąć ewentualnej przykrej niespodzianki w postaci skutecznie podniesionego zarzutu przedawnienia w późniejszym procesie, o ile mediacja lub próba ugodowa nie przyniesie oczekiwanego zakończenia.

Autor: adw. Jacek Jaruchowski

Eksperci: ograniczenie elastyczności w zatrudnianiu osób z Ukrainy to poważny błąd

Przedsiębiorcy krytycznie o zmianach w specustawie dotyczącej zatrudniania osób z Ukrainy.

– Przepisy przygotowywane po to, by umożliwiać pracę osobom z Ukrainy, który przyjechały do Polski uciekając przed wojną powinny być tak elastyczne, jak to tylko jest możliwe – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Ustawodawca zobowiązuje przedsiębiorców do skrupulatnego odliczania, ile godzin w miesiącu pracują uchodźcy wojenni. Intencja jest oczywista: dążenie do tego, by wyeliminować możliwość wykorzystywania uchodźców wojennych. Efekt? Niestety będzie tak, że przedsiębiorcy będą raportować nieprawdziwe liczby i będą się z tego tłumaczyć. Sytuacja na rynku pracy jest tak dynamiczna, że ciężko jest z wyprzedzeniem deklarować ile będzie pracować osoba z Ukrainy. Czasem ktoś podejmuje pracę i po kilku dniach odchodzi, bo np. wyprowadza się z Polski – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej. – Upraszczajmy przepisy, a nie je komplikujmy. Każda taka zmiana powinna być konsultowana z przedsiębiorcami – dodaje Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorca musi zadeklarować ile godzin w miesiącu pracuje uchodźca wojenny. „Komplikujący, nieżyciowy przepis”

Jak zauważa Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie przedsiębiorcy bardzo pozytywnie oceniali dotychczas specustawę o zatrudnianiu uchodźców wojennych. Była ona dość przejrzysta i pozwalała realnie podejmować decyzję o zatrudnianiu osób w potrzebie. Najnowsza nowelizacja wprowadza zapis o podawaniu dokładnej ilości godzin pracy osoby z Ukrainy, która podejmuje pracę i przyjechała do Polski po 24 lutego.

– To zapis, który jest po prostu nieżyciowy. Przedsiębiorcy chcą zatrudniać osoby z Ukrainy, ale ich doświadczenia z ostatnich tygodni są takie, że to pracownicy, którzy bardzo często nie chcą się wiązać stałymi umowami, bo planują powrót na Ukrainę. Przedsiębiorcy są wyrozumiali, proponują np. umowy cywilnoprawne i elastyczne godziny pracy. Nowe zapisy ustawowe zdecydowanie skomplikują ten proces i boje się, że będą zniechęcać przedsiębiorców do zatrudniania uchodźców – mówi Hanna Mojsiuk. – Przedsiębiorca ma zadeklarować, że osoba z Ukrainy będzie pracować np. 8 godzin przez 5 dni w tygodniu, a jeżeli ta osoba opiekuje się dziećmi? Jeżeli podejmuje pracę na kilka tygodni? Jeżeli pracuje „na bieżąco”, ale uprzedza swoich szefów, że możliwe jest, że niedługo wróci na Ukrainę? Takie sytuacje mają miejsce i dodatkowo nie należy komplikować życia przedsiębiorcom – mówi Hanna Mojsiuk.

– Jeżeli Rząd chce przeciwdziałać nieuczciwym pracodawcom to ma w nas pełne wsparcie. Tutaj jednak mamy przysłowiowe wylanie dziecka z kąpielą – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Ekspert: „Zmusza się przedsiębiorców do wróżenia z fusów”

Krytycznie o zmianach wypowiadają się również przedstawiciele rynku pracy. – Przez chwile jako przedsiębiorcy uwierzyliśmy w to że przepisy mogą być dostosowane do warunków panujących na rynku. Okazuje się jednak że po raz kolejny poprzez nieuczciwe działanie garstki firm, tworzone jest usztywnione prawo które dotyczy całego rynku – mówi Kamil Zieliński, Prezes szczecińskiego oddziału Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

– Mamy ustaloną stawkę minimalna dla umowy o prace i umów cywilnoprawnych. Liczba godzin w pierwszym przypadku wynika z wymiaru etatu a w drugim od zleceń które mogą być różne w każdym miesiącu. Przewidywanie liczby godzin w trakcie sezonu jest trochę jak wróżenie z fusów i przepowiadanie pogody. Można to robić z pewnym prawdopodobieństwem a nie gwarancją – mówi Kamil Zieliński.

Im elastyczniej, tym lepiej. Takie są oczekiwania… osób z Ukrainy

Czy zdarza się dużo przypadków oszukiwania w miejscu pracy osób z Ukrainy? Zrzeszone w Północnej Izbie Gospodarczej stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom mówi o póki co kilku przypadkach.

– To przede wszystkim kwestie zaniżania stawek. Osoby z Ukrainy nie mają świadomości, że w Polsce jest coś takiego jak płaca minimalna i poniżej jej nie powinno się zarabiać. Przedsiębiorcy zgłaszają nam, że wiele osób z Ukrainy np. obawia się podpisywania umów o pracę, bo nie wiedzą, kiedy wrócą do swoich domów. Podobnie jak np. z rozliczeniem. Oczekują dniówek lub tygodniówek zamiast pensji comiesięcznej. Zdarzają się także przypadki rezygnacji z dnia na dzień z pracy. Moim zdaniem należy dążyć do tego, by na czas wojny w Ukrainie przepisy były życiowe i uwzględniały specyfikę obecnej sytuacji – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

– Należy dbać o to, by osoby z Ukrainy były jak najszerzej informowane o swoich prawach w miejscu pracy. Nie będzie wtedy konieczności uszczelniania specustawy o zapisy, które komplikują funkcjonowanie wszystkich przedsiębiorców – mówi dalej Marczulewska.

Technologie sprzedaży od Posnet, które trafiają w gusta przedsiębiorców

Na jakie kwestie zazwyczaj zwraca się uwagę przy poszukiwaniu technologii sprzedaży dla firmy? Zawsze kluczowe są z pewnością parametry i funkcje urządzeń, które zostają wdrożone w danej działalności gospodarczej. To jednak nie wszystko, co może mieć znaczenie. W praktyce okazuje się bowiem, że przedsiębiorcy coraz częściej przywiązują wagę do wyglądu oraz jakości wykonania technologii sprzedaży. I sięgają np. po kasy i drukarki fiskalne, które trafiają w ich gusta.

Kierowanie się względami estetycznymi towarzyszy nam przy podejmowaniu wielu decyzji zakupowych. W dzisiejszych czasach zwracamy na to uwagę np. przy poszukiwaniu nowego sprzętu elektronicznego – smartfona, laptopa czy nawet telewizora. I nie oznacza to automatycznie, że rezygnujemy wtedy z wyższych parametrów czy niezbędnych funkcji. Kwestie wizualne nie powinny bowiem przesłaniać tych technicznych. Chodzi raczej o to, żeby mocna specyfikacja szła w parze z designem i rozwiązaniami konstrukcyjnymi, które trafiają w nasze gusta. A skoro zwracamy uwagę na szeroko pojętą jakość wykonania przy zakupie wspomnianych wcześniej urządzeń, nie dziwi fakt, że dotyczy to także technologii sprzedaży. Tym bardziej, że na rodzimym rynku fiskalnym znajdziemy już rozwiązania, które po prostu mogą się podobać. Takie urządzenia są dostępne m.in. w ofercie Posnet, czyli polskiego producenta technologii sprzedaży.

Nowoczesny kasoterminal z ekranem dotykowym

Kasoterminale fiskalne nadal uznaje się za jedne z najbardziej innowacyjnych rozwiązań na polskim rynku technologii sprzedaży. Pomimo że pierwsze urządzenia tego typu już kilka lat temu pojawiały się w ofertach producentów i dystrybutorów. A wspomniana innowacyjność kasoterminali tkwi zarówno w rozbudowanej funkcjonalności, jak i w rozwiązaniach konstrukcyjnych. Doskonale widać to na przykładzie modelu Pospay Online od Posnet.

Kasoterminal Posnet Pospay Online to nowoczesne urządzenie, które prezentuje się ciekawie również pod względem wizualnym.
Kasoterminal Posnet Pospay Online to nowoczesne urządzenie, które prezentuje się ciekawie również pod względem wizualnym.

Wspomniane urządzenie cechuje się bardzo kompaktowymi gabarytami (80 x 81 x 152 mm). W tak poręcznej i lekkiej konstrukcji udało się jednak połączyć ogniwa, które stanowią często dwa podstawowe elementy rozwiązania systemowego dla firmy. Posnet Pospay Online składa się bowiem z części fiskalnej (działającej w trybie kasowym lub drukarkowym) oraz terminala płatniczego. Drugi ze wspomnianych elementów oferuje zaś dodatkowo obsługę przy użyciu wbudowanego ekranu dotykowego, co w jeszcze większym stopniu podkreśla innowacyjny wymiar tej technologii sprzedaży. I sprawia, że Pospay Online prezentuje się ciekawie również pod względem wizualnym. Ponadto, ważnym ogniwem omawianego kasoterminala od Posnet jest oprogramowanie. Urządzenie zostało bowiem wyposażone w autorską aplikację, która służy zarówno do zarządzania sprzedażą, jak i do przyjmowania płatności elektronicznych.

Drukarka fiskalna, która łączy tradycję z nowoczesnością

Kolejnym przykładem urządzenia marki Posnet, które cieszy się zainteresowaniem przedsiębiorców również za sprawą wysokiej jakości wykonania i ciekawego wzornictwa, jest drukarka fiskalna Trio Online. Ten model już na pierwszy rzut oka wyróżnia się kompaktową, nietuzinkową obudową. Design wspomnianego urządzenia rejestrującego został zresztą nagrodzony w konkursie Dobry Wzór, organizowanym przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego. A warto też dodać, że Posnet Trio Online oferuje rozwiązanie konstrukcyjne, którego nie spotkamy w innych drukarkach fiskalnych. Urządzenie polskiej marki można bowiem rozbudować o opcjonalny uchwyt na tablet lub smartfona. W praktyce pozwala to na stworzenie kompaktowego rozwiązania technologicznego – łączącego w sobie funkcje „tradycyjnej” drukarki fiskalnej oraz terminala komputerowego POS, na którym będzie zainstalowana aplikacja sprzedażowa.

Posnet Trio Online to, rzecz jasna, nie tylko atrakcyjne wizualnie i praktyczne rozwiązania konstrukcyjne. Urządzenie zapewnia też np. obsługę 250 000 produktów lub usług, które zostaną wcześniej zdefiniowane w oprogramowaniu sprzedażowym. A każda pozycja PLU, znajdująca się później na wydrukowanym paragonie fiskalnym, może mieć nazwę o długości nawet do 80 znaków. Ponadto, model Trio Online występuje w kilku konfiguracjach, które różnią się dostępnymi interfejsami komunikacyjnymi. Tę drukarkę fiskalną online można rozbudować np. o łączność bezprzewodową Bluetooth i Wi-Fi. I co najważniejsze, rozwiązania komunikacyjne w tym urządzeniu da się dostosować do wymogu transmitowania danych do Centralnego Repozytorium Kas. Przedsiębiorca może wdrożyć Posnet Trio Online w wersji „zgodnej” z łączem internetowym, które jest wykorzystywane w jego firmie.

Gdzie sprawdzają się urządzenia marki Posnet?

Urządzenia marki Posnet, w tym kasoterminale i drukarki fiskalne, można obecnie spotkać w firmach reprezentujących różne branże. Modele tego producenta radzą sobie znakomicie zarówno w placówkach handlowych oraz usługowych, jak i w działalnościach funkcjonujących w trybie mobilnym. Atrakcyjne wzornictwo technologii sprzedaży od Posnet sprawia także, że są one chętnie wybierane przez przedsiębiorców przywiązujących dużą wagę do designu używanych urządzeń oraz do aranżacji stanowiska obsługi klientów.

Drukarka fiskalna Posnet Trio Online na stanowisku obsługi klientek w warszawskim atelier Lulu de Paluza.
Drukarka fiskalna Posnet Trio Online na stanowisku obsługi klientek w warszawskim atelier Lulu de Paluza.

Dobrym przykładem jest przywołana już wcześniej drukarka fiskalna Posnet Trio Online. To urządzenie można spotkać nie tylko w „typowych” placówkach handlowych, np. w sklepach spożywczych czy lokalach gastronomicznych, ale także w ekskluzywnych butikach z odzieżą premium, takich jak warszawskie atelier Lulu de Paluza. Czyli w miejscach, w których aranżacja wnętrza i sposób prezentacji bieżącej kolekcji ubrań oraz dodatków mają ogromne znaczenie. I to zarówno z punktu widzenia przedsiębiorcy, jak i jego klientów. A drukarka fiskalna online od Posnet – za sprawą eleganckiego wzornictwa, które idzie w parze z przydatną funkcjonalnością – po prostu dobrze pasuje do takiej działalności. I ma też wszelkie predyspozycje do tego, aby stać się jedną z wizytówek marki premium.

Nord Stream 2 wady i zalety. Czy faktycznie nam zaszkodzi w aktualnej sytuacji?

Ostatnimi czasy w mediach bardzo często można usłyszeć o niesławnym gazociągu Nord Stream 2. Inwestycja oczywiście wzbudza wiele obaw, które mają realne uzasadnienie. Czy rurociągowe połączenie między Rosją, a Niemcami może realnie nam zaszkodzić? W poniższym artykule postaramy się odpowiedzieć na to wyjątkowo trudne pytanie.

Czym jest Nord  Stream 2?

Zanim rozpoczniemy dokładną analizę funkcjonowania Nord Stream 2, warto sprecyzować, o czym tak naprawdę będziemy mówić. Nord Stream 2 to prowadzony pod Bałtykiem gazociąg o długości 1200 km, który ma łączyć dwa krańce tego morza. Według początkowych postanowień gazociąg miał transportować z Rosji do Niemiec ponad 55 mld metrów sześciennych gazu ziemnego. 

Początkowo myślano, że Nord Stream 2 będzie miał realny wpływ na obniżki cen paliwa gazowego. Twierdzono także, że samo uruchomienie projektu przyniesie Polsce nieopisane wręcz korzyści. Przed rozpoczęciem wojny na Ukrainie, nasz kraj pobierał gaz z rurociągu jamalskiego, który jak dobrze wiadomo jest zależny od Rosji, więc Władimir Putin ma nad nim całkowitą kontrolę, co mogłoby doprowadzić do wstrzymania dostaw gazu. Projekt Nord Stream 2 miał w pewien sposób uniezależnić Europę od Rosji, ponieważ kopaliny docierałyby do każdego kraju europejskiego z Niemiec.  

Obawy wobec Nord Stream 2

Warto podkreślić, że gazociąg Nord Stream 2 nie rozpoczął jeszcze pełnoprawnego działania. Cały projekt spotkał się z ogromnymi kontrowersjami na całym świecie. Odbywały się liczne protesty, które miały na celu zaniechać funkcjonowania rurociągu umieszczonego pod Bałtykiem. Nasz kraj obrał krytyczną politykę wobec Nord Stream 2, zwracając uwagę na zagrożenia związane z polityką wschodnią. Mowa tutaj oczywiście o agresywnych działaniach Rosji, która dąży do niemalże pełnej zależności energetycznej całego świata. 

Jak się okazuje, obawy były całkowicie uzasadnione, ponieważ Kreml wywierał nacisk na polityków RFN w celu wymuszenia zgody na funkcjonowanie Nord Stream 2. Doszło wówczas do sztucznego podbijania cen gazu, które nie spotkało się z ogólną aprobatą obywateli. 

Obecna sytuacja Nord Stream 2

Na chwilę obecną projekt Nord Stream 2 dalej nie wystartował. Rurociąg o długości 1200 km można rzec, że „rdzewieje” na morskim dnie. Obecna sytuacja  skutecznie opóźniła wystartowanie instalacji. Według spekulacji pełne funkcjonowanie całej sieci gazociągowej datowane jest najwcześniej na 2028 rok.  

Jak dobrze wiadomo Kreml może pochwalić się największymi złożami gazu na świecie, jednak Rosjanie nie są w stanie odczuć realnych profitów z tego faktu. Ponad 1/3 gospodarstw domowych dalej nie ma dostępu do gazu ziemnego. Rosyjska polityka gazowa przede wszystkim opiera się na eksporcie,  kosztem własnych obywateli.

Gazprom ostatnio poinformował, że w związku z przestojem podmorskiej części gazociągu Nord Stream, spółka zdecydowała na wykorzystanie nadwyżki energetycznej w celu wzmożenia dostaw gazu do północno-zachodniej Rosji. Jednocześnie zostało podkreślone, że podjęcie takich działań znacznie ograniczy szanse Unii Europejskiej, jeżeli w dalszym czasie byłyby planowane  rozmowy na temat uruchomienia Nord Stream 2.

Gazprom twierdzi, że gdyby doszło do pozytywnej decyzji Niemiec w sprawie uruchomienia Nord Stream 2, to funkcjonować będzie mogła tylko jedna nitka gazociągu. Eksploatacja całej instalacji będzie możliwa nie wcześniej niż we wcześniej wspomnianym 2028 roku. 

Kto na tym zyskuje?

Trudno jednoznacznie określić, kto w obecnej sytuacji jest w stanie zyskać, a kto stracić. Przede wszystkim chcielibyśmy podkreślić, że Polska czerpała dochody z opłat tranzytowych, które Gazprom płacił w zamian za przesyłanie gazu przez ich sieci do Europy Zachodniej. Obecna sytuacja geopolityczna całkowicie zmieniły dotychczasowy obieg spraw. Jeżeli chciałbyś uzyskać najnowsze informacje na temat Nord Stream 2, powinieneś odwiedzić Biznes Alert. Znajdziesz tam najnowsze informacje z kraju i ze świata.

Pierwszy tygodniowy wzrost DJIA od 9 tygodni

W minionym tygodniu średnia przemysłowa Dow Jonesa wzrosła o 6,24 proc. Był to najsilniejszy skok w górę wartości tego amerykańskiego indeksu od pierwszego tygodnia listopada 2020, kiedy podobny ponad 6 proc. wzrost rozpoczynał kolejną silną falę wzrostową cen akcji na Wall Street. Dziś – w poniedziałek 30 maja – rynki akcji w Stanach Zjednoczonych będą nieczynny z powodu obchodów „Memorial Day” czyli święta upamiętniającego obywateli USA, którzy zginęli w trakcie odbywania służby wojskowej.

Piątkowa sesja w USA przyniosła na ryku akcji w USA znaczące wzrosty. DJIA zyskał 1,76 proc., S&P 500 wzrósł o 2,47 proc., a Nasdaq Composite podskoczył o 3,33 proc. Te indeksy zamknęły się w piątek na najwyższych poziomach od 3 tygodni. Ustanawianie swych nowych 3-letnich maksimów kontynuował chilijski IPSA Index.

Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii traciły nieznacznie jedynie główne indeksy giełd w Indonezji i Malezji. Ponad 2 proc. zyskały filipiński PSEi, japoński Nikkei 225, tajwański TAIEX oraz Hang Seng. Najwyżej od 3 lat był dziś Shanghai B-Share Index.

W Europie główne indeksy wszystkich rynków otworzyły się w poniedziałkowy poranek na plusach. Najsilniej – o +3,87 proc. ok. 9:40 – zwyżkował rosyjski RTS. Norweski OSE osiągnął najwyższy poziom w historii. Najwyższe od końca kwietnia poziomu osiągnęły dziś rano niemiecki DAX (+0,61 proc.) i francuski CAC 40 (+0,61 proc.).

Na GPW WIG-20 rósł ok. godz. 9:44 o 1,39 proc., ale pozostawał poniżej poziomów swoich majowych szczytów. Wśród instrumentów wchodzących w skład tego indeksu taniały dziś rano jedynie akcje PEPCO (-0,8 proc.) i KGHM (-0,03 proc.). Najwyższy poziom od lipca 2020 zaliczyły dziś ceny akcji XTB.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach europejskich lekko dziś rosły ale pozostawały poniżej poziomów swoich osiągniętych w maju cyklicznych maksimów.

Najwyższa od 2 miesięcy była dziś rano cena ropy naftowej (WTI +0,54 proc., Brent +0,68 proc.). Lekko zwyżkowały dziś ceny kontraktów na metale szlachetne (złoto +0,49 proc.). W piątek najwyżej od 5 lat były ceny kontraktów na biały cukier na ICE.

Podobnie jak w piątek kurs EUR/USD wspiął się dziś na najwyższy poziom od miesiąca. Amerykański dolar był dziś najsłabszy od 2 lat względem meksykańskie peso. Lekko dziś rano umacniał się złoty (EUR/PLN –0,03 proc., USD/PLN -0,22 proc.).

Z trwającej przez minione kilkanaście sesji konsolidacji wyrywał się dziś rano w górę kurs BTC/USD (+4,56 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

W Polsce stabilnie, w Turcji szaleństwo

Ostatnie dni upłynęły na pewnej stabilizacji złotego. Powodem są neutralne odczyty za oceanem, które stabilizują słabsze poziomy dolara. W Turcji szaleństwo pompowania inflacji trwa w najlepsze.

Złoty stabilny

Po wielu dniach wyraźnego umocnienia się złotego wreszcie nadeszła stabilizacja. Powodem jest też stabilizacja na rynkach globalnych. Przynajmniej jednym z powodów. Wielu analityków wskazuje bowiem, że poziom 4,60 zł na polskim złotym uważany jest za pewną granicę atrakcyjności naszej waluty obecnie dla zagranicznych inwestorów. Gdyby ta teoria się potwierdziła to wyraźne przekroczenie tego poziomu w najbliższych tygodniach mogłoby być bardzo trudne lub wręcz niemożliwe.

Dane z USA

Wczorajszy odczyt wniosków o zasiłek dla bezrobotnych to potwierdzenie dobrej obecnie sytuacji na amerykańskim rynku pracy. Wynik 210 tysięcy to powrót w okolice bliskie 200 tysięcy. Jest to po prostu bardzo dobry wynik, patrząc z dłuższej perspektywy. W tym samym czasie zobaczyliśmy jednak dane z USA. Na pierwszy rzut oka PKB na poziomie -1,5% może mocno dziwić. Należy jednak pamiętać, że Amerykanie używają bardzo dziwnej metody podawania wskaźnika anualizowanego. Mówi on o tym, jak wyglądałby rok, gdyby utrzymała się tendencja z ostatniego kwartału. W rezultacie parametr ten przyjmuje często (szczególnie podczas ważnych wydarzeń czy kryzysów) absurdalne wartości. Dane były jednak symbolicznie słabsze od oczekiwań stąd wczorajsze osłabienie dolara.

Turcja nadal swoje

Wydawać by się mogło, że 70% inflacji w Turcji zmusi tamtejsze władze monetarne do zarzucenia tamtejszego rewolucyjnego podejścia. Tak się jednak nie dzieje i to nie dlatego, że inflacja wynosi 69,97% a nie 70%. Głównie dlatego, że niezależność tamtejszego banku centralnego to absolutna fikcja. Taka fikcja zdecydowanie bardziej w stylu rosyjskim niż polskim, to nie tylko zakulisowe naciski, to po prostu jawne polecenia. Skoro prezydent wierzy, że wysokie stopy procentowe podnoszą inflację nie należy ich podnosić. Biorąc pod uwagę rozwój sytuacji nie może dziwić, że za 1 euro trzeba płacić coraz więcej lir. W ciągu roku tamtejsza waluta straciła względem euro imponujące 70% na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Mamy pierwszą cyberwojnę między państwem a grupą cyberprzestępczą. W Kostaryce stan wyjątkowy

  • Grupa Conti prowadzi obecnie szeroko zakrojoną operację wymuszania okupu na dwóch rządach w Ameryce Łacińskiej – Kostaryce i Peru
  • To wydarzenie bez precedensu. Nigdy wcześniej państwo nie wypowiedziało stan wojny grupie cyberprzestępczej
  • Ataki Conti na suwerenne państwa ukazują rosnącą siłę zorganizowanych grup cyberprzestępczych

Grupa ransomware Conti wciąż prowadzi szeroko zakrojoną operację wymuszeń skierowaną przeciwko dwóm południowoamerykańskim krajom – Kostaryce i Peru. To bezprecedensowe zjawisko, w którym państwo prowadzi cyberwojnę z grupą przestępczą, wyjaśniają eksperci bezpieczeństwa z Check Point Research.

Ugrupowanie Conti przeniosło cyberprzestępczość na nowy, geopolityczny poziom, interweniując w politykę wewnętrzną Kostaryki czy stosunki między Kostaryką a Stanami Zjednoczonymi. Analitycy bezpieczeństwa zaznaczają, że nawet jeśli to wymuszenie było tylko częścią zasłony dymnej dla reorganizacji Conti, co wydaje się wiarygodną motywacją ataków, to wpłynęło na cały ekosystem i najprawdopodobniej wywoła dalszą falę podobnych zjawisk.

W przeszłości grupy ransomware atakowały różne podmioty rządowe na całym świecie, jednak były to konkretne, taktyczne ataki na mniejsze instytucje (np. na szczeblu miejskim), a nie szerokie kampanie hakerskie skierowane na krytyczne usługi rządowe. Akcja Conti rozpoczęła się od naruszeń agencji rządowych w Kostaryce oraz Peru, a następnie szybko rozprzestrzeniła się na niemal całą infrastrukturę krajów.

Co więcej, ataki wykroczyły poza zakres motywacji finansowych i stały się wydarzeniami geopolitycznymi. Rząd Kostaryki ogłaszający stan wyjątkowy oraz stwierdzając, że jest w stanie wojny z Conti, skłonił podjęcia działań przez Stany Zjednoczone. To bezprecedensowa sytuacja, gdy państwo deklaruje, że prowadzi wojnę z grupą cyberprzestępczą.

W wyniku dokonanej przez Conti napaści, prezydent Kostaryki ogłosił 12 maja stan wyjątkowy. Skoordynowany atak grupy cyberprzestępczej spowodował paraliż podstawowych usług, takich jak cła, eksport towarów i automatyczne usługi płatnicze dla urzędników służby cywilnej. W ten sposób cyberprzestępcy wykorzystują mieszkańców Kostaryki jako środek nacisku na rząd. Conti twierdzi jednocześnie, że ich celem jest obalenie rządu i zachęcenie mieszkańców Kostaryki do wyjścia na ulice.

Check Point Research podkreśla, że wydarzenie cybernetyczne przekształciło się w szerokie wydarzenie geopolityczne. Stało się tak, gdy Kostaryka poprosiła o wsparcie ze strony USA i amerykańskiego Departamentu Stanu, a następnie zaoferowała nagrodę w wysokości 10 milionów dolarów za informacje o przywódcach Conti. W konsekwencji retoryka grupy Conti wokół wymuszenia kostarykańskiego poszerzyła się o Stany Zjednoczone i prezydenta Bidena, a nie tylko Kostarykańczyków.

Wydarzenie to spotkało się z dużym zainteresowaniem w rosyjskojęzycznym podziemiu, natomiast w przyszłości może zachęcić inne grupy hakerskie, które będą wykorzystywać te same koncepcje przeciwko innym krajom i w różnych okolicznościach geopolitycznych. Już teraz jeden z najbardziej renomowanych członków rosyjskiego podziemia agresywnie zareagował na interwencję USA, mówiąc, że Amerykanie powinni modlić się, aby wydarzenia z maja i czerwca 2021 roku nie powtórzyły się.

Retoryka, jaką stosują wobec USA i prezydenta Bidena, wcześniej nie była wykorzystywana przez cyberprzestępców w ich oficjalnych kanałach – mówi Sergey Shykevich, menedżer grupy odpowiedzialnej za wywiad zagrożeń w Check Point Software. Ekspert dodaje, że Conti jest grupą, która rośnie w siłę, zmieniającą taktykę swoich działań.

Nowelizacja Kodeksu pracy. Kontrole trzeźwości także na „home office”? A co z „L4”?

Rząd postanowił uregulować pracę zdalną, choć trochę trzeba było na to czekać. We wtorek krajowe władze zajęły się projektem nowelizacji Kodeksu pracy, który na stałe wprowadzi pracę zdalną do polskiego porządku prawnego. Wraz z uregulowaniem popularnego „home office”, pojawiła się także propozycja konkretnych przepisów dotyczących kontroli stanu trzeźwości pracowników. I to właśnie ona wzbudza najwięcej kontrowersji. Komentarza w tej sprawie udziela Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio – największej w Polsce firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych.

– Z naszego wieloletniego doświadczenia wynika, że nietrzeźwi pracownicy stanowią pewien zauważalny problem dla polskich przedsiębiorców. Teraz, w myśli nowych regulacji, przepisy mają pozwolić pracodawcom na przeprowadzenie kontroli trzeźwości pracowników oraz kontroli na obecność w ich organizmach środków działających podobnie do alkoholu. Wszystko pod warunkiem, że będzie to niezbędne do zapewnienia ochrony życia i zdrowia pracowników lub innych osób, tudzież ochrony mienia. Znaczna część pracodawców, którzy odpowiedzialni są za swoich podwładnych oczekiwało tej zmiany, jednakowoż mogą nie być do końca usatysfakcjonowani. Większość z nich, szczególnie tych zajmujących się produkcją, chciało bowiem mieć także możliwość niezapowiedzianej, wyrywkowej kontroli alkomatami. To będą musieli prawdopodobnie każdorazowo ustalać ze związkami zawodowymi – wyjaśnia Mikołaj Zając.

– Biorąc pod uwagę całą nowelizację, wyłoniła nam się również możliwość badania alkomatem pracownika wykonującego pracę zdalną. Czy to konkluzja rządu, iż podczas kolejnych lockdownów i „home office” zwiększył się odsetek osób mających problem z uzależnieniem od alkoholu? Jeśli tak, to bardzo niepokojąca. Planowane przepisy nie rozwiewają tu jednak wątpliwości, wręcz przeciwnie. Obecnie bardzo trudno wyobrazić mi sobie tego typu kontrole w praktyce, w miejscu pracy danego pracownika. Poza tym, podwładni podczas „home office” często wykonywali swoje obowiązki przebywając np. za granicą, a wielu pracodawców się na to godziło. Pozostaje także kwestia tego,  kto miałby przeprowadzać kontrole trzeźwości. Sam pracodawca, firmy zewnętrzne na zlecenie pracodawcy, policja? Zabieg pobrania krwi wykluczający obecność innych substancji niedozwolonych w organizmie pracownika, powinna przecież dokonywać osoba posiadająca odpowiednie kwalifikacje zawodowe. W mojej opinii przepis ten w praktyce może nie zafunkcjonować. Kodeks pracy to tej pory nie poruszył jeszcze jednej istotnej kwestii. Mianowicie, co z pracownikami przebywającym na zwolnieniu chorobowym? W wielu przypadkach podczas kontroli pracowników na „L4”, kontrolerzy także zastają podwładnych pod wpływem alkoholu. Czy zatem oni również  otrzymają możliwość weryfikowania trzeźwości? – dodaje ekspert.

Falstart programu „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Banki nie zdążyły przygotować oferty

Wygląda na to, że banki nie palą się do udzielania kredytów hipotecznych z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym. Portal GetHome.pl ustalił, że żaden z banków nie proponuje takiego kredytu. I nie wiadomo, kiedy pojawi się w ich ofercie.

–  27 maja wchodzi w życie ustawa o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym. Zapisano w niej aż sześciomiesięczny okres przejściowy, żeby Bank Gospodarstwa Krajowego mógł się przygotować do udzielania gwarancji kredytowych. Banki miały zaś wykorzystać ten czas na stworzenie oferty kredytowej – przypomina ekspert GetHome.pl Marek Wielgo. Jaki BGK i banki wykorzystały ten czas? Minister Rozwoju i Technologii Waldemar Buda zapewniał w czasie niedawnej konferencji prasowej, że „większość banków wprowadzi ten instrument”. – To oczywista korzyść dla nich. I co równie ważne, jego gwarantem jest BGK – przekonywał minister Buda. Według niego, po kredyt  z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym sięgać będzie rocznie nawet 60 tys. gospodarstw domowych.

Tymczasem – jak poinformował BGK – do programu przystąpił na razie tylko Bank Pekao SA oraz finalizowane są rozmowy na temat z PKO Bankiem Polskim. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że udział w programie „Kredyt bez wkładu” zadeklarowało 12 banków. Problem w tym, że w dniu inauguracji programu, w ofercie banków nie pojawił się taki kredyt.

Jak dotąd żaden z banków nie przedstawił oferty kredytowej, ani opisu procesu udzielania tego rodzaju kredytu – potwierdza Karina Nożykowska, Dyrektor Działu Bankowego i Wsparcia Sprzedaży Notus Finanse. Według niej jest raczej mało prawdopodobne, by program wystartował w maju.

Warto zwrócić uwagę, że program wchodzi w życie po serii podwyżek stóp procentowych, które spowodowały drastyczny spadek zdolności kredytowej jego potencjalnych beneficjentów. W tej sytuacji banki mogą mieć dylemat dotyczący wysokości marży, która jest stałym składnikiem oprocentowania. –  Kredyty bez wkładu banki muszą traktować jako ryzykowne. Jednak, jeśli przesadzą z wysokością marży uwzgledniającej to ryzyko, kredyty będą zbyt drogie dla potencjalnych kredytobiorców i program będzie martwy – komentuje ekspert GetHome.pl.

Plany zakupowe wielu potencjalnych nabywców mieszkań za kredyt bez wkładu mogą też pokrzyżować ich wysokie ceny. Rzecz w tym, że pole poszukiwań zawęża limit ceny metra kwadratowego. Ponadto maksymalna kwota gwarancji dla 10-20% wkładu wymaganego przez banki nie przekracza 100 tys. zł. Oznacza to, że ci, którzy nie mają żadnych oszczędności będą musieli znaleźć mieszkanie lub dom z ceną poniżej 500 tys. zł.

Należy zwrócić uwagę, że dla mieszkań kupowanych od firm deweloperskich limit cenowy jest nieco wyższy niż dla mieszkań z rynku wtórnego. Trzeba też wiedzieć, że osobne limity obowiązują dla miasta wojewódzkiego, dla gmin z nim sąsiadujących i reszty województwa.Tab.1 - Limity GetHome

Ekspert GetHome.pl zwraca uwagę, że szczególnie w największych miastach, czyli tam, gdzie popyt na mieszkania jest największy, limity cenowe są dużo niższe od średniej cen ofertowych na rynku. Np. na rynku pierwotnym w  Łodzi różnica wynosi ok. 41%, a w Krakowie – 34%.Wyk.1 - Kredyt bez wkładu - GetHome

Oferta mieszkań spełniających wymogi programu jest więc obecnie skromna. Np. w Łodzi i Krakowie jest to zaledwie 2% łącznej podaży nowych mieszkań z ujawnioną ceną. Z kolei najwyższy odsetek takich mieszkań – 26% – jest ofercie deweloperów w Gdańsku.

Dlatego Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapowiada podwyższenie limitów cenowych metra kwadratowego. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że taka zmiana dość znacznie poprawiłaby dostępność nowych mieszkań do kupienia za kredyt bez wkładu. W dalszym ciągu najwięcej byłoby ich w ofercie gdańskich deweloperów.Wyk.2 - Kredyt bez wkładu - GetHome

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Fundusze hipoteczne zarządzają nieruchomościami o łącznej wartości 138,2 mln zł

Związek Przedsiębiorstw Finansowych opublikował nowy raport dotyczący hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym. Fundusze hipoteczne zrzeszone w ZPF zarządzają nieruchomościami o łącznej wartości 138,2 mln zł. Od 2010 do 2013 roku można było obserwować względnie dynamiczny wzrost wartości nieruchomości z 4,2 do 67,6 mln zł. W kolejnych dwóch latach wartość ta rosła w znacznie wolniejszym tempie, od 2015 roku znajdowała się na względnie stałym poziomie, żeby od 2017 roku znów szybciej wzrosnąć aż poziomu 138,2 mln zł. Wartość zarządzanych nieruchomości na koniec 2021 roku była większa o 24,9 proc. od tej z końca 2020 roku i 16,1 proc. większa od tej z końca III kwartału 2021 roku.[1]

Na koniec 2021 roku najwięcej, bo prawie 1/3 nieruchomości zarządzanych przez fundusze hipoteczne znajdowała się w województwie mazowieckim i w porównaniu ze stanem z końca 2020 roku odnotowano spadek o 0,8 pp. Drugim w kolejności było województwo pomorskie, w którym położone jest 12,7 proc. administrowanych nieruchomości, a na trzecim miejscu niezmiennie województwo śląskie, gdzie fundusze hipoteczne zarządzają 11,1 proc. wszystkich umów.

Średnia wartość jednej zarządzanej nieruchomości aż do końca 2014 roku znajdowała się w trendzie spadkowym – od 321 tys. zł w 2010 roku do 237 tys. zł w 2014 roku. Po tym okresie obserwuje się stabilny wzrost i obecnie – na koniec 2021 roku – można mówić o historycznie największym odczycie tej wartości, gdzie wyniosła ona 372,6 tys. zł. Jest to wzrost o 12,7 proc. w odniesieniu do III kwartału 2021 roku i jednocześnie wzrost o 18,9 proc. w stosunku do końca roku 2020.

– Ceny nieruchomości sukcesywnie rosną, a obecna sytuacja ekonomiczno-polityczna będzie powodowała kolejne wzrosty. Wyższe ceny nieruchomości powodują, że wartość zarządzanego portfela rośnie. Pamiętajmy również, że wartość nieruchomości jest jednym z czynników, od których zależy wysokość renty dożywotniej. Im droższa nieruchomość, tym świadczenia, na które może liczyć senior, będą wyższe – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Średni wiek klienta to blisko 77 lat

Na koniec 2021 roku średnia wielkość nieruchomości, którą zarządzają fundusze hipoteczne zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych 49,9 m2. W 2011 roku było to 42,3 m2, a w szczytowym momencie w 2018 roku 90,6 m2. Obecnie po spadku 2020 roku, mamy wzrost średniej wielkości mieszkania o 2,2 proc. w odniesieniu do końca roku 2020 i minimalny spadek o 0,2 proc. w stosunku do III kwartału 2021 roku.

Uśredniony wiek klientów, którzy decydowali się na rentę dożywotnią plasował się w przedziale pomiędzy około 75 a 80 lat. Na koniec 2021 roku średni wiek klienta funduszu hipotecznego wyniósł 76,9 lat. W odniesieniu do końca 2020 roku wzrósł nieznacznie o 0,5 proc., a w porównaniu do III kwartału 2021 roku o 0,2 proc.

Fundusze hipoteczne zrzeszone w ZPF na koniec 2021 roku zarządzały 371 umowami z seniorami. Średnia wysokość świadczenia pieniężnego z tytułu renty dożywotniej wynosiła na koniec 2021 roku 826,6 zł miesięcznie. Fundusze od początku swojej działalności do końca 2021 roku wypłaciły seniorom 26,4 mln zł świadczeń. W całym 2021 roku wypłacono aż 3,68 mln zł, co stanowi najwyższy wynik w ciągu 11 lat. Jednocześnie to o 76,1 proc. więcej niż w roku 2020.

[1] Raport ZPF, „Rynek odwróconej hipoteki w modelu sprzedażowym, na podstawie danych o działalności

funduszy hipotecznych – Członków ZPF. Lata 2010–2021”

Efecte, spółka z Nasdaq, zaoferowała zakup 100% akcji InteliWISE po cenie 3,99 zł, wyższej o 85% od ostatnich notowań

Efecte Plc (“Efecte”), spółka notowana na fińskim rynku Nasdaq, ogłosiła zaproszenie do składania ofert sprzedaży akcji dla akcjonariuszy InteliWISE S.A. –  polskiej spółki – lidera na rynku rozwiązań opartych o AI, notowanej na NewConnect.

Efecte, w wyniku zaproszenia do składania ofert sprzedaży, zamierza przyjąć oferty sprzedaży opiewające na do 100% akcji InteliWISE  po cenie 3,99 zł za akcję (około 0,84 Euro) w gotówce za akcję (“Zaproszenie”).

Najwięksi akcjonariusze InteliWISE, reprezentujący około 66,3% wszystkich akcji i praw głosu, nieodwołalnie zobowiązali się do odpowiedzi na ofertę. Łączna wartość Zaproszenia w oparciu o wszystkie 6 858 915 akcji InteliWISE wynosi około 27,4 mln zł (około 5,75 mln EUR).

Podsumowanie Zaproszenia

  • Zgodnie z Zaproszeniem, Inwestor jest gotowy nabyć akcje od akcjonariuszy InteliWISE po cenie 3,99 zł (około 0,84) w gotówce za jedną akcję. Łączna wartość Zaproszenia w oparciu o wszystkie 6.858.915 akcji InteliWISE wynosi ok. 27,4 mln zł (ok 5,75 mln EUR).
  • Cena w ramach Zaproszenia stanowi premię w wysokości:
    • 85,6% wyższa w porównaniu z ceną zamknięcia PLN 2,15 zł  (w przybliżeniu EUR 0,47) akcji InteliWISE na New Connect w dniu, będącym ostatnim dniem notowań przed ogłoszeniem Zaproszenia;
  • Najwięksi akcjonariusze InteliWISE reprezentujący około 66,3% wszystkich akcji i praw głosu, w tym członkowie zarządu Grupy Kapitałowej InteliWISE, Prezes Zarządu Marcin Strzałkowski oraz Szef Technologii Grzegorz Siehień zobowiązali się do złożenia ofert sprzedaży akcji i w następstwie ich przyjęcia przez Efecte, do sprzedaży swoich akcji.
  • O ile Zaproszenie zakończy się powodzeniem, Prezes Zarządu i Szef Technologii InteliWISE, a także największy akcjonariusz Spółki, zobowiązali się do objęcia akcji Efecte o wartości 65% wpływów netto ze sprzedaży akcji InteliWISE. Szacunkowe wpływy netto Efecte z subskrypcji akcji to 1,2 mln EUR.
  • Zgodnie z warunkami Zaproszenia, do nabycia akcji przez Efecte może nie dojść, jeśli w wyniku złożonych ofert sprzedaży nie zostanie osiągnięty minimalny próg 95% akcji InteliWISE lub w przypadku zajścia istotnej negatywnej zmiany.
  • Dokument zawierający warunki Zaproszenia jest dostępny pod adresem http://www.trigon.pl/o-firmie/aktualnosci. Rozpoczęcie przyjmowania ofert sprzedaży akcji w ramach Zaproszenia ma się rozpocząć 30 maja 2022 r., a zakończyć około 29 czerwca 2022 r. Przewidywany termin rozliczenia transakcji nabycia akcji w ramach Zaproszenia przypada około 1 lipca 2022 r. Efecte może przedłużyć okres przyjmowania zapisów, jeżeli jest to wymagane dla powodzenia Zaproszenia.

Warunki Zaproszenia, opublikowanego wyłącznie dla akcjonariuszy w dozwolonych jurysdykcjach, zostały ogłoszone dzisiaj w osobnym komunikacie http://www.trigon.pl/o-firmie/aktualnosci .

Informacja o spółkach

Efecte Plc to notowana na fińskim rynku Nasdaq First North Growth Market spółka informatyczna, zajmująca się oprogramowaniem klasy ITSM, HR i Asset Management. Jest europejską alternatywą dla globalnych amerykańskich i azjatyckich koncernów dostarczających technologie wspierające pracowników. Zatrudnia ponad 130 pracowników, ma siedzibę w Finlandii i posiada regionalne centra w Niemczech i Szwecji.

Jej rozwiązania  pomagają firmom pracownikom cyfryzować i automatyzować ich pracę, dostarczając im wyjątkowe doświadczenia. Klienci w całej Europie wykorzystują usługi Efecte w chmurze, aby działać z większą elastycznością, poprawiać doświadczenia użytkowników końcowych i oszczędzać koszty.

Prezes (CEO) Efecte Niilo Fredrikson: „W ciągu ostatnich miesięcy intensywnie współpracowaliśmy z zespołem InteliWISE i przekonaliśmy się, że będzie to doskonałe dopasowanie technologii i kultury. Jestem podekscytowany tą umową, ponieważ jest ona zgodna z naszą strategią i przybliża nas o krok do spełnienia naszej wizji stania się wiodącą europejską alternatywą w naszej przestrzeni.

Prezes (CEO) InteliWISE Marcin Strzałkowski: „Cieszymy się, że zostaliśmy zaproszeni do udziału w ambitnym projekcie, z ambitnym celem budowania europejskiego lidera oprogramowania. Obecnie, sposób pracy i nawyki pracowników ulegają drastycznej zmianie, a technologie służące lepszej pracy coraz częściej odgrywają kluczową rolę w budowaniu satysfakcji pracowników. Jestem pewien, że konwersacyjne rozwiązania AI InteliWISE i przedsiębiorczy zespół będą mocno przyczyniać się do realizacji wizji zespołu  Efecte.

InteliWISE S.A. to wiodący dostawca rozwiązań Conversational AI, #1 na polskim rynku rozwiązań AI Chatbot, spółka dostarczająca oprogramowanie typu SaaS, bazujące na sztucznej inteligencji (AI), notowana na warszawskim alternatywnym rynku NewConnect.

InteliWISE dostarcza firmom rozwiązania, które umożliwiają inteligentną automatyzację obsługi klienta, marketingu i sprzedaży. AI, Chatboty, Voiceboty oraz wielokanałowe Contact Center oraz  oprogramowanie do czatów wideo są dostarczane zarówno jako usługa w chmurze, jak i instalowane na serwerach firmy (on-premises).

Ponad 200 globalnych klientów, w tym instytucje finansowe, ubezpieczeniowe, liderzy e-commerce i organizacje sektora publicznego, korzystało z produktów InteliWISE w swoich projektach cyfrowej transformacji. Opatentowane w USA oprogramowanie InteliWISE obejmuje przetwarzanie języka naturalnego (NLP) oparte na sztucznej inteligencji, wiodące technologie obsługi klienta i handlu elektronicznego. Ma obecnie 49 pracowników.

Strategiczne uzasadnienie przejęcia

InteliWISE ma zapewnić Efecte strategiczne wzmocnienie portfela usług i technologii spółki, silny zespół R&D oraz możliwości wejścia na rynek w Polsce i poza nią.

Efecte pomaga ludziom cyfryzować i automatyzować ich pracę,  jej celem strategicznym jest stać się wiodącą europejską alternatywą dla rozwiązań do automatyzacji wsparcia i zarządzania personelem. Inwestowanie w rozwój technologiczny produktów Efecte jest fundamentem strategii spółki.

Technologia konwersacyjnej sztucznej inteligencji InteliWISE ma wzmocnić platformę Efecte, umożliwiając cyfryzację i automatyzację pracy z wyjątkowymi doświadczeniami dla wszystkich zaangażowanych osób. Klienci mogliby przenieść swoje doświadczenie pracowników na wyższy poziom i skorzystać ze zwiększonej cyfryzacji i automatyzacji dowolnych procesów obsługi. Planowane przejęcie otworzy Polskę jako nowy rynek bezpośredni dla Efecte i udostępni ofertę InteliWISE klientom w całej Europie za pośrednictwem naszej organizacji sprzedaży i kanału partnerskiego.

Wraz z utalentowanym zespołem InteliWISE składającym się z 49 profesjonalistów, moglibyśmy również budować na Polsce jako lokalizację dla badań i rozwoju, profesjonalnych usług i sukcesu klientów. Byłby to dla nas naturalny krok po wieloletniej współpracy z partnerami badawczo-rozwojowymi w Polsce.

Podsumowanie warunków finansowania Efecte

Zarówno członkowie zarządów Grupy InteliWISE, jak i największy akcjonariusz Spółki, firmy inwestycyjnej zarządzanej przez współzałożyciela i przewodniczącego Rady Nadzorczej InteliWISE, zobowiązali się do objęcia akcji w Efecte o wartości 65% wpływów netto ze sprzedaży akcji InteliWISE. Szacunkowe wpływy netto Efecte z subskrypcji akcji to 1,2 mln EUR. Akcje objęte zapisem będą podlegały zwyczajowym ograniczeniom obrotu. Zapisy na akcje są uzależnione od pomyślnego zakończenia wezwania.

Doradcy Finansowo-Prawni

Doradcą finansowym Grupy Inteliwise w transakcji jest CC Group, natomiast doradcą prawnym jest kancelaria CDZ Chajec i Wspólnicy. Wzywającemu w zakresie finansowym doradza Sisu Partners, a doradcą prawnym jest kancelaria Domański Zakrzewski Palinka.

Wskazówki dotyczące wyników na rok 2022 (bez zmian)

Nasze wytyczne na 2022 r. pozostają bez zmian. Opierając się na sprzedaży i innych synergii, spodziewamy się, że wpływ na EPS (earning per share) planowanej akwizycji będzie dodatni pod koniec 2023 roku.

Oczekuje się, że sprzedaż netto z usług oprogramowania (SaaS) wzrośnie o ponad 20%, a EBITDA będzie dodatnia, wyłączając wszelkie potencjalne koszty z działalności nieorganicznej.

Skuteczne długoterminowe cele finansowe (bez zmian)

Do 2025 r. Efecte ma wzrosnąć organicznie do 35 mln EUR całkowitej sprzedaży netto, utrzymać średni wzrost SaaS na poziomie ponad 20% i osiągnąć dwucyfrową marżę EBITDA.

Dzięki wzrostowi organicznemu i przejęciom, Spółka ma stać się strategicznie największym europejskim dostawcą usług zarządzania usługami z całkowitą sprzedażą netto powyżej 100 mln EUR i marżą EBITDA przekraczającą 25%.

Polacy chcą płacić za ekologiczne ubrania dla dzieci tylko do 10 proc. więcej niż za zwykłe

Polacy coraz częściej zwracają uwagę na to, czy kupowane dla dzieci ubrania są ekologiczne. Obecnie już blisko połowa konsumentów to sprawdza. A prawie 60% z nich szuka potwierdzenia, że wybrana odzież została wykonana z materiałów przyjaznych środowisku. Klienci jednak nie są skorzy płacić wyższych kwot za taki towar. Przeważnie twierdzą, że mogą wydać o 5-10% więcej niż robią to standardowo. Przy tym osoby, których miesięczne dochody przekraczają 5 tys. zł netto, najczęściej są gotowe ponieść o 10-15% większe koszty. Komentujący wyniki sondażu eksperci nie pozostawiają złudzeń, że za naprawdę ekologiczną odzież dziecięcą trzeba zapłacić o 20-30% więcej niż za zwykłą. I dodają, że rodacy dopiero dojrzewają mentalnie do jej nabywania.

Eko na topie

Sondaż, przeprowadzony przez UCE RESEARCH i operatora sklepu internetowego Hlonda6.pl, wykazał, że aż 47,4% konsumentów, kupując ubrania dla swoich lub cudzych dzieci, sprawdza, czy są ekologiczne. 27,6% uczestników badania nie robi tego, a 7,2% nie interesuje to. Tylko 3,5% ankietowanych nie pamięta, czy kiedykolwiek zajmowało się tym.

– Wyniki badania świadczą o wysokiej świadomości ekologicznej Polaków. Jak wiadomo, dziecięce ubrania szybko muszą być wymieniane. Szeroki wybór atrakcyjnych, w tym markowych, tekstyliów dla maluchów, a także liczne okazje cenowe sprawiają, że tego typu zakupy są często robione. To ważne, że część konsumentów ma przy tym na uwadze dobro planety, choć głównym motywem powinno być zdrowie dzieci – komentuje dr Maria Andrzej Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia „Forum Dialogu Gospodarczego”.

Jak informuje Leszek Kobyliński, współautor badania ze sklepu internetowego Hlonda6.pl, jeszcze kilka lat temu tylko 15-20% Polaków sprawdzało, czy ubrania dziecięce spełniają normy ekologiczne. Zdaniem eksperta, jednym z najważniejszych powodów tego, że konsumenci coraz częściej szukają takich towarów, jest rosnąca świadomość na temat ich właściwości. Są one lepsze gatunkowo i bardziej przyjazne w codziennym użytkowaniu od odzieży produkowanej ze szkodliwych dla środowiska tworzyw sztucznych. Do tego dochodzi oczywiście moda.

– Już w czasach PRL-u ludzie mieli świadomość tego, że ubrania produkowane ze sztucznych materiałów, z dodatkiem szkodliwych barwników są niebezpieczne dla dzieci i tak naprawdę nie nadają się do noszenia. Były zagraniczne i wyróżniały się kolorami, ale wywoływały liczne alergie na delikatnej skórze. Niestety dziś wciąż tego typu produkty są sprowadzane do Polski, tylko z innych rynków niż 40 lat temu – podkreśla dr Faliński.

Wśród bardziej zasobnych konsumentów, których miesięczne dochody przekraczają 5 tys. zł netto, aż 53,6% sprawdza, czy dziecięce ubrania są ekologiczne. 29,2% ankietowanych z tej grupy tego nie robi. Należy też podkreślić, że ww. praktykę najczęściej stosują osoby, które mają największe możliwości finansowe, czyli uzyskują co miesiąc ponad 9 tys. zł na rękę – 56,7%. Dalej są Polacy zarabiający 5000-6999 zł i 7000-8999 zł – odpowiednio 55,6% i 45,7%.

– Takie produkty są droższe od zwykłych, bo wytwórcy ponoszą przy ich produkcji większe koszty. Osobom zarabiającym najwięcej może być najłatwiej je nabywać, ale i one bywają dostępne w promocjach. Dlatego zasobność portfela nie musi wcale być ograniczeniem. To raczej kwestia priorytetów. Klient może np. kupować mniej ubrań dla dzieci, ale za to wyższej jakości, ze świadomością, że będą dłużej i lepiej służyły – przekonuje Leszek Kobyliński.

Skąd ta popularność?

Konsumenci podczas badania wyjaśnili również, dlaczego sprawdzają, czy dziecięca odzież jest ekologiczna. Każdy mógł zaznaczyć kilka najważniejszych dla siebie powodów. 58,1% ankietowanych chce w ten sposób potwierdzić wykonanie ubrań z materiałów przyjaznych środowisku. Natomiast 45,1% badanych ma na celu poznanie faktycznego pochodzenia towaru. Z kolei 38,5% potrzebuje wiedzieć, czy został on wyprodukowany i sprzedany zgodnie z określonymi zasadami.

– W mojej ocenie, konsumenci chcą przede wszystkim czuć się komfortowo z tym, że reprezentują postawę proekologiczną i zapewniają swoim dzieciom wysokiej jakości produkty. A dając je jako prezenty cudzym pociechom, mogą zabłysnąć w towarzystwie, również znajomością najnowszych trendów – stwierdza dr Faliński.

Ponadto klienci chcą wiedzieć, czy producent posiada certyfikaty świadczące o ekologicznym pochodzeniu produktu – 33,4%, czy preferuje tzw. zasady sprawiedliwego handlu – 23,7%, a także czy działa lokalnie – 18,8%. Zaledwie 5,1% ankietowanych sprawdza artykuły z innego powodu niż wyżej podano, a tylko 2% nie potrafi wskazać żadnej przyczyny.

– Z moich obserwacji niestety wynika, że Polacy nie do końca ufają producentom. Samo stwierdzenie na opakowaniu, że coś jest ekologiczne, wcale nie musi być prawdą. I konsumenci dobrze o tym wiedzą, dlatego dokładnie sprawdzają asortyment przeznaczony dla dzieci – dodaje ekspert z Hlonda6.pl.

Polacy zarabiający ponad 5 tys. zł netto miesięcznie chcą głównie potwierdzić wykonanie produktów z materiałów przyjaznych środowisku – 55,4%, a także sprawdzić faktyczne pochodzenie towaru – 46,4%. Następnie interesuje ich to, czy producent posiada certyfikaty świadczące o ekologicznym pochodzeniu artykułu – 45,5%, czy produkuje i sprzedaje towary zgodnie z określonymi zasadami – 41,1%, czy preferuje tzw. zasady sprawiedliwego handlu – 23,2%, jak również czy działa lokalnie – 17%. Z kolei 2,7% respondentów ma na uwadze inne powody niż wyżej podano, a 0,9% nie umie ich wskazać.

– To pokazuje, że dwie główne kwestie są ważne dla konsumentów bez względu na ich możliwości finansowe. Widać też, że zamożniejsi klienci są bardziej wyczuleni na to, czy jakość produktów potwierdzają odpowiednie certyfikaty – zauważa Leszek Kobyliński.

Dopuszczalny koszt

Badanie wykazało też, o ile procent drożej Polacy są gotowi płacić za odzież ekologiczną w porównaniu do zwykłej. 26,2% osób wskazało przedział 5-10%, 25,3% konsumentów – do 5% więcej, a 18,6% klientów – o 10-15% więcej. Natomiast 13,9% rodaków stwierdziło, że nie jest w stanie ponosić wyższych kosztów. 7,4% uczestników sondażu podało 15-20%, a 6,5% nie potrafiło się określić. Tylko 2,1% zadeklarowało różnicę 20%.

– Zwracanie uwagi na to, czy produkt spełnia określone normy a wybieranie go to właściwie dwie różne kwestie. Powyższe deklaracje wskazują na to, że Polacy nie są jeszcze gotowi na rewolucję ekologiczną. Za takie ubrania trzeba zapłacić o 20-30% drożej niż normalnie, żeby mieć pewność, że spełniają ww. kryteria – zapewnia Leszek Kobyliński.

Do tego trzeba dodać, że konsumenci zarabiający ponad 5 tys. zł netto najczęściej są gotowi płacić za tekstylia ekologiczne tylko o 10-15% lub 5-10% więcej – odpowiednio 29,5% i 24,3%. Ponadto 17,3% ankietowanych z tej grupy podaje maksymalnie do 5%. Natomiast 11% lepiej sytuowanych respondentów nie jest w stanie drożej płacić. 10,4% badanych może wydać o 15-20% więcej. Tylko 4,6% jest gotowych ponieść o ponad 20% większy wydatek. 2,9% nie potrafi tego określić. Jak podsumowuje dr Faliński, to nie czynnik finansowy powstrzymuje rodaków przed robieniem ww. zakupów. Polacy po prostu dopiero do nich mentalnie dojrzewają.

InventionMed rozpoczyna kolejny pilotaż TutorDerm

InventionMed S.A., notowana na NewConnect, technologiczna firma z branży medycznej, rozpoczyna kolejny pilotaż innowacyjnego projektu TutorDerm w Collegium Medicum w Bydgoszczy. Jest to następna renomowana uczelnia medyczna, na której pojawi się urządzenie. W pierwszej połowie kwietnia sprzęt został wypożyczony przez Warszawski Uniwersytet Medyczny. TutorDerm to innowacyjny edukacyjny symulator medyczny wykorzystujący m.in. technologię VR.

W dniach 25-26 maja w Collegium Medicum w Bydgoszczy miał miejsce cykl pilotaży w wykorzystaniem TutorDerm. Po pozytywnym zakończeniu pilotażu istnieje możliwość kontynuacji współpracy pomiędzy InventionMed a uczelnią. Spółka wraz z zakończeniem pilotażu w Collegium Medicum nie wyklucza współpracy z następnymi ośrodkami medycznym.

– Rozpoczęliśmy pilotaż na kolejnej uczelni. Jest to dla nas bardzo ważna informacja, gdyż świadczy ona o tym, że nasze urządzenie jest doceniane przez coraz szersze grono odbiorców. Mamy nadzieje, że TutorDerm będzie zdobywał uznanie w kolejnych ośrodkach medycznych. Na ten moment jesteśmy zadowoleni z tego jak przebiegają testy naszego flagowego urządzenia oraz jaki jest odbiór przez profesjonalistów. – mówi Tomasz Kierul, prezes zarządu InventionMed.

TutorDerm jest to symulator medyczny, który został stworzony dla potrzeb edukacji z dziedziny dermatologii klinicznej i estetycznej. Produkt w swym działaniu wykorzystuje technologię wirtualnej rzeczywistości. Symulowanie działań TutorDerm dostarcza wrażenie immersji środowiska wizualnego oraz czucia, co umożliwia praktykowanie zabiegów m. in. lekarzom, kosmetologom oraz studentom.

Collegium Medicum jest uczelnią mającą swoją siedzibę w Bydgoszczy. Zatrudnia około 1440 pracowników (w tym około 860 nauczycieli akademickich). Studiuje tam ponad 5000 studentów na trzech wydziałach: Lekarskim, Farmaceutycznym oraz Nauk o Zdrowiu. Na uczelni realizowane są studia anglojęzyczne oparte o polski program studiów.

Zysk netto Digital Network wzrósł o 90% w I kw. 2022 r. EBITDA rośnie w tempie 112%.

Digital Network, lider rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej, odnotował w I kw. 2022 r. 8,7 mln zł przychodów, co oznacza wzrost o 54% r./r. Spółka wypracowała zysk operacyjny na poziomie 2 mln zł – to wzrost o 1535%, a zysk netto wyniósł 1,1 mln zł, co oznacza wzrost o 90% r./r. EBITDA Digital Network wzrosła o 112% r./r. Spółka zarządzająca największą w Polsce siecią cyfrowych ekranów reklamowych opublikowała skonsolidowane sprawozdanie finansowe za I kw. 2022 r.

– Zgodnie z przyjętymi kierunkami rozwoju i założeniami na ten rok skoncentrowaliśmy się na rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej. Daje on nam znaczący potencjał do dalszego wzrostu, bo jako lider cyfrowej reklamy zewnętrznej, posiadający 44% udziału w rynku, jesteśmy głównym beneficjentem transformacji reklamy zewnętrznej. Coraz większy udział w rynku notuje segment cyfrowy, odpowiadający obecnie za 16% rynku reklamy zewnętrznej. Wzrost przychodów o 54% r./r. to bardzo zadowalający wynik, zarówno ze względu na dynamikę wzrostu, jak i fakt, że wraz z przychodami rośnie nasza rentowność – komentuje Wojciech Bieńkowski, prezes Digital Network.

Grupa kapitałowa Digital Network koncentruje swoją działalność na rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej (Digital Out Of Home). Poprzez swoją spółkę zależną Screen Network SA zarządza największą w Polsce siecią ponad 20 tysięcy ekranów reklamowych LED, docierającą codziennie z przekazem reklamowym do 6,2 mln konsumentów. Stałe koszty bezpośrednie obsługi sieci ekranów oraz istotnie większa od obecnie zakontraktowanej pojemność sieci daje możliwość dalszego zwiększania przychodów bez dodatkowych nakładów inwestycyjnych co przekłada się, także na wzrost rentowności.
Według danych Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej w I kw. 2022 r. rynek reklamy zewnętrznej odnotował wzrost wynoszący 71%, odrabiając tym samym straty spowodowane pandemią. Jeszcze szybciej rósł segment cyfrowej reklamy zewnętrznej, który wzrósł o 90%. Segment cyfrowy odpowiada obecnie za 16% branży reklamy zewnętrznej. Według szacunków Digital Network udział ten ma realne szanse się podwoić w ciągu najbliższych 3-5 lat. Digitalizacja reklamy zewnętrznej jest trendem światowym, co widać w krajach rozwiniętych, gdzie segment cyfrowy odpowiada za 40%-60% reklamy zewnętrznej.

– Wyniki finansowe osiągnięte w I kw. 2022 r. są efektem większej liczby kampanii reklamowych oraz wartości sprzedanego czasu reklamowego w naszej sieci ekranów LED. Coraz więcej reklamodawców dostrzega przewagę ekranów LED nad tradycyjnymi bilbordami, co przekłada się na wzrost liczby, skalę oraz jakość realizowanych kampanii. Cyfrowa reklama zewnętrzna dzięki swoim możliwościom technologicznym generuje duże zasięgi, zapada w pamięć, a jednocześnie idealnie wpisuje się w koncepcję Smart City. Nasze nowoczesne nośniki umożliwiają customizację kampanii, emisję komunikatów w czasie rzeczywistym oraz ich dowolną modyfikację. Ostatnio prowadzone przez nas kampanie potwierdzają naszą innowacyjność i efektywność – podkreśla prezes Bieńkowski.

W ubiegłym roku Digital Network osiągnęła przychody o 34% wyższe niż w 2020 roku. Spółka wypracowała zysk netto na poziomie 10 mln zł przy rentowności 28%, a zysk netto na 1 akcję wyniósł 1,94 zł na akcję. EBITDA Digital Network wzrosła natomiast o 111% i wynosiła 18,7 mln zł przy rentowności na poziomie 53%.

Big Cheese Studio z 38 proc. wzrostem zysku netto rr po I kwartale 2022 r.

W I kwartale 2022 roku Big Cheese Studio – notowany na GPW producent i wydawca gier na PC i konsole – wypracował 4,6 mln zł zysku netto, co dało wzrost wyniku o ponad 38 proc. w porównaniu r/r. W raportowanym okresie spółka zanotowała blisko 4,7 mln zł zysku operacyjnego EBIT. Od stycznia do marca br. przychody netto ze sprzedaży wyniosły 5,6 mln zł, co daje wzrost o 40 proc. r/r. Wpływ na odnotowane wyniki niezmiennie miała sprzedaż bestsellerowej produkcji Studia – Cooking Simulator. Aktualnie spółka koncentruje swoje działania nad rozwojem projektu Cooking Simulator VR do wersji Meta Quest.

– W I kwartale tego roku pomimo braku nowych premier, osiągnęliśmy bardzo dobre wyniki finansowe. Od stycznia do marca 2022 zysk netto wyniósł 4,6 mln zł, co dało wzrost wyniku o ponad 38 proc. r/r. Przychody netto ze sprzedaży wyniosły w tym czasie 5,6 mln zł, w porównaniu do 4 mln zł z analogicznego okresu roku ubiegłego, co dało wzrost wyniku o 40 proc. rr. Tak dobre wyniki to efekt konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju naszego flagowego longsellera, jakim jest Cooking Simulator. – mówi Jakub Rafał, dyrektor finansowy w Big Cheese Studio.

Globalna premiera gry Cooking Simulator odbyła się w połowie 2019 roku. Od tego czasu produkt jest regularnie rozwijany poprzez udostępnianie płatnych i bezpłatnych dodatków oraz tzw. live ops, zwiększających widoczność w sklepie Steam. Do tej pory w ręce graczy trafiły następujące DLC: Oktoberfest, Halloween, Modern Kitchen, SUPERHOT, Cooking with Food Network, Cakes and Cookies, Pizza oraz Cooking Simulator Shelter. Podstawowa wersja gry trafiła już do ponad 860 000 użytkowników, a jej sprzedaż wraz z dodatkami przekroczyła 1,3 mln sztuk. Sama sprzedaż wersji Steam VR do końca marca jest bliska 100 000 graczy.

Projekt od 2020 r. dostępny jest w wersjach konsolowych – na Nintendo Switch i Xbox One, a od 2021 roku także w wersji na Play Station 4. Cooking Simulator doczekał się również wersji VR. Tytuł zadebiutował na platformie Steam VR w lipcu 2021 roku. To obecnie najlepszy debiut oraz najlepiej sprzedająca się gra VR z grupy PlayWay. Tytuł otrzymał również nagrodę Steam za grę VR roku 2021.

Big Cheese Studio doceniając potencjał rynku Virtual Reality nie poprzestaje na wspomnianej platformie Steam VR. Z uwagi na to planuje dalszą dywersyfikację kanałów dystrybucji o wersję PlayStation VR oraz Meta Quest 2. – Technologie wirtualnej rzeczywistości zyskują na znaczeniu. Szacuje się, że popyt na gogle VR w ciągu kilku najbliższych lat może wzrosnąć nawet dziesięciokrotnie, a obecnie najlepszym tego rodzaju sprzętem jest Meta Quest 2. Wiążemy, więc spore nadzieje względem premiery w sklepie Meta Store. Wierzymy że już niebawem ogłosimy dokładną datę debiutu tego projektu – mówi Łukasz Dębski, prezes Big Cheese Studio.

Spółka swoje działania równolegle koncentruje nad nowym projektem Pizza Empire oraz sequelem do podstawowej wersji Cooking Simulatora (projekt docelowo trafi na PC i konsole). Środki na produkcję obu projektów pochodzą z bieżącej działalności spółki oraz z ubiegłorocznej oferty publicznej, w ramach której spółka pozyskała 4,7 mln zł.

Big Cheese Studio to firma, która aktywnie prowadzi politykę dywidendową. Dlatego w kwietniu br. zarząd Big Cheese Studio podjął uchwałę w sprawie rekomendacji dotyczących wypłaty akcjonariuszom 8 mln zł dywidendy z zysku netto za rok 2021. To 64% zysku netto, który wyniósł w ubiegłym roku 12,4 mln zł. Dywidenda na jedną akcję liczyć ma 1,94 zł, co daje stopę dywidendy na poziomie ponad 4,9%. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Big Cheese Studio. Warto zwrócić uwagę że spółka wypłaci dywidendę po raz trzeci z rzędu.

Jak wygląda rynek ropy 3 miesiące po wybuchu wojny?

Na rynku ropy widać pewnego rodzaju stabilizację od czasu wybuchu wojny w Ukrainie. Zmienność zdecydowanie spadła, choć wczoraj obserwowaliśmy ponad 3 proc. wzrosty. Z technicznego punktu widzenia notowania znajdują się na ważnym technicznym oporze. Spokojny przebieg notowań w ostatnich tygodniach wynika z faktu, że podaż rosyjskiej ropy nie spada jakoś gwałtownie ze względu na fakt, że Indie cały czas kupują surowiec a popyt rośnie mniej dynamicznie niż jeszcze niedawno oczekiwano. Dodatkowo na rynek napływa ropa z uwalnianych rezerw strategicznych krajów.
Po gwałtownym początku roku, w ostatnich tygodniach na rynku ropy naftowej nastąpiło wyraźne uspokojenie. Na początku marca, tuż po inwazji Rosji na Ukrainę, cena ropy Brent wzrosła do prawie 140 USD, osiągając najwyższy poziom od ponad 13 lat. Od końca marca, poza nielicznymi wyjątkami, cena ta waha się w przedziale od 100 do 115 USD za baryłkę. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku ceny WTI, która w międzyczasie spadła nawet znacznie poniżej poziomu 100 USD.

Spadkom cen ropy naftowej towarzyszyło również wyraźne spłaszczenie krzywej forward. Pod koniec kwietnia różnica między ceną kontraktu terminowego typu „front-month” a ceną następnego kontraktu terminowego typu Brent zmniejszyła się do niecałych 20 centów amerykańskich. Na początku marca różnica ta wynosiła jeszcze ponad 4 USD. Mimo że premie cenowe za ropę dostępną w dostawach krótkoterminowych ostatnio ponownie wzrosły, są one nadal znacznie niższe niż około dwa i pół miesiąca temu, co wskazuje na to, że obawy o zakłócenia w dostawach zmniejszyły się.
Fakt, że obawy związane z podażą wyraźnie zmalały, nie jest wynikiem złagodzenia sytuacji wojennej na Ukrainie. Przeciwnie, wojna trwa już od trzech miesięcy i nie widać jej końca. Dlatego też Zachód uruchamia przeciwko Rosji jeden pakiet sankcji za drugim. Obecnie UE pracuje nad embargiem na ropę naftową, które – według Komisji Europejskiej – powinno wejść w życie do końca roku. Kraje szczególnie silnie uzależnione od rosyjskiej ropy, takie jak Węgry i Słowacja, mają otrzymać dłuższy okres przejściowy, przy czym Węgry jak na razie nie zgadzają się na jego wprowadzenie . Według IEA (Międzynarodowej Agencji Energetycznej) w kwietniu kraje UE importowały z Rosji średnio 3,4 mln baryłek ropy naftowej i produktów naftowych dziennie. Odpowiada to 43% eksportu surowca z kraju agresora. Według ministra gospodarki Habecka, Niemcom udało się jednak zmniejszyć zależność od importu rosyjskiej ropy do 12%, podczas gdy przed wojną udział ten wynosił około 35%.

Jednym z dużych nabywców ropy z Rosji są nadal Indie, które od czasu inwazji pod koniec lutego do początku maja kupiły już o 20% więcej ropy. Chiny również nadal kupują surowiec od Rosji. Według danych firmy Vortexa, specjalizującej się w śledzeniu tankowców, w kwietniu do Państwa Środka przybyło z Rosji o 20% więcej ładunków. Tym samym Rosji udało się wyeksportować drogą morską w kwietniu średnio dziennie o 850 tys. baryłek ropy więcej niż średnio w ubiegłym roku. W pierwszych czterech miesiącach roku Rosja zarobiła na sprzedaży ropy i produktów ropopochodnych aż o 50% więcej niż w roku poprzednim – podaje IEA. Jednak od maja może to stać się trudniejsze. UE planuje zabronić podmiotom handlującym surowcami prowadzenia interesów z rosyjskimi państwowymi koncernami naftowymi. Może to spowodować, że Indie i Chiny będą miały coraz większe trudności z kupowaniem i transportem surowca z kraju Putina.

Większe zakupy w Azji nie mogły w pełni zrekompensować spadku dostaw ropy na Zachód i słabszego popytu w Rosji, dlatego w kwietniu produkcja rosyjskiej ropy wyraźnie spadła. Dane IEA pokazują wynik na poziomie średnio 9 mln baryłek dziennie.

Pojawiają się jednak również oznaki spowolnienia po stronie popytu. W dużej mierze wynika to z prowadzonej prze Chiny strategii „zero-Covid”. Gospodarcza metropolia Szanghaj, zamieszkana przez około 26 milionów ludzi, została całkowicie zamknięta od końca marca. Według lokalnych władz, lockdown ma być stopniowo znoszony do 1 czerwca. Stolica kraju, Pekin, liczący 22 mln mieszkańców, również może zostać objęta restrykcjami. Widoczny jest znaczący spadek przerobu ropy. W kwietniu spadł on do 12,6 mln baryłek dziennie, co jest najniższym poziomem od czasu wybuchu pandemii.
OPEC+ obniżył również swoją prognozę popytu na bieżący rok o prawie 500 tys. baryłek dziennie, a tym samym uważa, że na rynku występuje znaczna nadpodaż surowca. W związku z tym nie oczekuje się, że kartel dostarczy dodatkową ropę, która wykraczałaby poza ogłoszony poziom. Zamiast tego kraje eksportujące nadal trzymają się swojego planu zwiększania produkcji ropy o 430 tys. baryłek dziennie każdego miesiąca, w tym w maju i czerwcu.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Złoty będzie słaby a inflacja wysoka

Od kilku lat złoty pozostaje w trendzie spadkowym. Ostatnio jedynie skorygował słabość, która miała miejsce po wybuchu wojny w Ukrainie.

To tylko ruch korekcyjny. Przez najbliższe miesiące sytuacja złotego się nie zmieni.

– Złotego nie czeka nic szczególnie dobrego, a powodów jest kilka. Takim powodem są silnie ujemne stopy procentowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Damian Rosiński, główny ekonomista Domu Maklerskiego AFS.

NBP próbuje ratować sytuacje agresywnie podnosząc stopy procentowe, natomiast inflacja rośnie dużo szybciej. Rząd zwiększa wydatki, a wiec jest do działanie dające przeciwny efekt niż podwyższanie stóp procentowych przez RPP.

Dodatkowe koszty związane z napływem uchodźców z Ukrainy i wzrostem wydatków na zbrojenia spowodują wzrost deficytu budżetowego.

Złotego nie wzmacnia tez sytuacja na rachunku obrotów bieżących. Jest to długofalowy czynnik, który będzie osłabiał polską walutę.

Natomiast wśród zjawisk globalnych mamy do czynienia z bardzo silnym dolarem. Dla takich walut rynków wschodzących jak złoty, podwyżki stóp procentowych w wykonaniu Fed też nie są dobra informacją.

Mało realne jest, aby zloty w najbliższych miesiącach wzmocnił się do poziomów sprzed pandemii, gdy za dolara trzeba było płacić w okolicach 3,70 zł (obecnie kurs oscyluje wokół poziomu 4,30 zł).

Ta sytuacja jest też problemem dla frankowiczów, bo frank jest mocną walutą. Za franka płacimy w okolicach 4,50 zł, gdy minimum z 52 tygodni wynosiło 4,07 zł.

– Perspektywy, że złoty w tym roku wejdzie w trend aprecjacji są znikome – komentuje ekspert Domu Maklerskiego AFS.

Kolejny raz wzrosła liczba cyberataków na firmy w Polsce

W 2021 roku aż 69% firm w Polsce odnotowało przynajmniej jeden incydent polegający na naruszeniu bezpieczeństwa. Przedsiębiorstwa najbardziej obawiają się zagrożeń ze strony szeroko rozumianej cyberprzestępczości, na którą wskazuje 92% badanych, z czego blisko 70% największego zagrożenia upatruje w zorganizowanych grupach cyberprzestępczych. Bez zmian największym cyberzagrożeniem dla firm są wycieki danych za pośrednictwem złośliwego oprogramowania (malware) oraz phishing – czyli wyłudzenia danych uwierzytelniających. Trendem utrzymującym się od kilku lat, który utrudnia budowanie bezpieczeństwa w organizacjach są trudności w znalezieniu wykwalifikowanych pracowników. Z badania KPMG w Polsce wynika, że firmy zaczynają inwestować w ochronę tożsamości cyfrowej. Główną motywacją do inwestycji w takie rozwiązania jest potrzeba podniesienia bezpieczeństwa, a w dalszej kolejności zapewnienie zgodności z regulacjami oraz odciążenie administratorów i funkcji wsparcia IT.

Wzrosła liczba cyberataków na firmy w Polsce

Zdecydowana większość – 69% badanych organizacji odnotowała incydenty polegające na naruszeniu bezpieczeństwa. Oznacza to, że ubiegły rok okazał się być bardziej niebezpieczny (wzrost o 5 punktów procentowych r/r) pod względem prób cyberataków w porównaniu do 2020 roku. W 2021 roku wzrost liczby prób cyberataków zaobserwowało 21% przedsiębiorców, natomiast ich spadek odnotowało zaledwie 4% respondentów badania. Warto zaznaczyć, że ponad dwukrotnie wzrosła liczba firm, które zaobserwowały 30 i więcej incydentów bezpieczeństwa, co może świadczyć o wzroście aktywności cyberprzestępców.

wzrosła liczba cyberataków na firmy w Polsce

Bez zmian w stosunku do poprzednich edycji badania firmy najbardziej obawiają się zagrożeń ze strony szeroko rozumianej cyberprzestępczości, która pozostaje najczęściej wskazywaną grupą stanowiącą realne zagrożenie. Wskazało na nią 92% firm, co oznacza wzrost aż o 7 punktów procentowych w stosunku do poprzedniej edycji badania. Co ciekawe, po raz pierwszy od 2019 roku firmy w Polsce przestały się najbardziej obawiać pojedynczych hakerów (58% wskazań). Obecnie największego zagrożenia firmy upatrują ze strony zorganizowanych grup cyberprzestępczych (69% wskazań). Połowa badanych firm zagrożeń upatruje w cyberterrorystach, z kolei 42% obawia się niebezpieczeństwa utraty danych w wyniku działania podkupionych lub niezadowolonych pracowników.

Inwazja Rosji na Ukrainę i tocząca się już wiele miesięcy wcześniej cyberwojna istotnie uświadomiła polskim przedsiębiorstwom (szczególnie operatorom usług kluczowych) potrzebę inwestycji w cyberbezpieczeństwo i dostosowania bieżących systemów zabezpieczeń do nowych, zaawansowanych zagrożeń. Skuteczność zorganizowanych grup cyberprzestępczych, wspieranych przez obce państwa jest wielokrotnie wyższa od powszechnych cyberzagrożeń. W pierwszym kwartale 2022 roku liczba krytycznych w skutkach cyberataków na terenie Ukrainy wzrosła przeszło 20 krotnie. Polskie firmy są coraz bardziej świadome, że przed zaawansowanym atakiem nie jest możliwe się w pełni zabezpieczyć. Inwestują więc również w monitorowanie bezpieczeństwa i reagowanie na cyberataki, tak by zminimalizować skutki nieuniknionych incydentów. – Michał Kurek, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej

Wyciek danych i wyłudzenia danych uwierzytelniających największym zagrożeniem dla firm

Organizacje biorące udział w badaniu zadeklarowały, że największym cyberzagrożeniem są dla nich wycieki danych za pośrednictwem złośliwego oprogramowania (malware) oraz phishing – czyli wyłudzenia danych uwierzytelniających. Ponadto przedsiębiorstwa wyraźnie obawiają się zaawansowanych ataków ze strony profesjonalistów (Advanced Persistent Threat), jak również kradzieży danych przez pracowników. W stosunku do poprzedniej edycji badania, znacząco spadł poziom postrzegania dojrzałości własnych zabezpieczeń w badanych firmach. Ponad trzy czwarte respondentów na początku 2022 roku zadeklarowało pełną dojrzałość zabezpieczeń najwyżej w połowie analizowanych obszarów. Takie wyniki mogą być odzwierciedleniem świadomego podejścia firm do kwestii związanych z rosnącym zapotrzebowaniem na odpowiednie zabezpieczenia względem obecnego stanu. Nowa rzeczywistość biznesowa w ostatnim roku i międzynarodowe cyberataki obserwowane w styczniu i lutym 2022 roku wymusiły konieczność dodatkowej weryfikacji dojrzałości zabezpieczeń. Wpłynęły tym samym na bardziej racjonalne podejście do planowania i zwiększania nacisku na działania zapewniające ciągłość w tym zakresie. Tylko 19% firm deklaruje dojrzałość zabezpieczeń w większości analizowanych obszarów, a jedynie 4% we wszystkich.

Brak wykwalifikowanych pracowników największą barierą w budowaniu bezpieczeństwa IT

64% firm przyznało, że największą barierą utrudniającą budowanie odpowiedniego poziomu zabezpieczeń są trudności w znalezieniu oraz utrzymaniu odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Oznacza to wzrost aż o 14 punktów procentowych w stosunku do poprzedniej edycji badania. 57% organizacji deklaruje, że problemem jest brak wystarczających budżetów. Jednym ze sposobów umożliwiających zadbanie o odpowiedni poziom bezpieczeństwa może być outsourcing funkcji i procesów bezpieczeństwa. 76% respondentów badania KPMG w Polsce przyznało, że w ich organizacjach kwestie bezpieczeństwa danych są realizowane przez zewnętrznych dostawców, z czego 65% zleca na zewnątrz wiele funkcji. Firmy najczęściej korzystają z zewnętrznej pomocy w przypadku wsparcia w reakcji na cyberataki (41%), prowadzenia programów podnoszenia świadomości (39%) oraz monitorowania bezpieczeństwa (34%).

Obszar ochrony tożsamości cyfrowej przybiera na znaczeniu

Co trzecia badana firma w Polsce (36% wskazań) wdrożyła rozwiązania automatyzujące procesy zarządzania uprawnieniami (Identity and Access Management – IAM). Okazuje się, że najczęściej są one wdrażane w data center organizacji (67% przypadków), a tylko co czwarta firma z wdrożonym IAM korzysta z usługi chmurowej dostarczanej w modelu SaaS. Z kolei niemal co druga firma posiada systemy chroniące dostęp do kont uprzywilejowanych (Privileged Access Management – PAM). Wśród tych 47% badanych firm, które wdrożyły rozwiązania do zarządzania kontami z wysokimi poziomami uprawnień, stopień ich wykorzystania jest różnorodny. Większość organizacji (79% wskazań) posiadających system typu PAM wymusza dodatkową akceptację w celu uzyskania dostępu do konta uprzywilejowanego, a 70% monitoruje i rejestruje sesje uprzywilejowane.

Obszar ochrony tożsamości cyfrowej

Dla specjalistów odpowiedzialnych w firmach za bezpieczeństwo informacji najważniejszym czynnikiem wpływającym na decyzję rozpoczęcia inwestycji w procesy zarządzania tożsamością i dostępem jest osiągnięcie wzrostu bezpieczeństwa przetwarzanych informacji – na które wskazało 73% respondentów. Dla 57% jedną z głównych motywacji okazała się potrzeba zapewnienia zgodności z regulacjami, a kolejne 41% widzi w takich inwestycjach szansę na optymalizację kosztową w efekcie odciążenia personelu. Mniej więcej co trzecia firma wśród najważniejszych potencjalnych korzyści wymienia zwiększenie jakości zarządzania uprawnieniami lub wygodę użytkowników.

W dobie cyfryzacji – powszechnego wdrożenia pracy zdalnej, technologii mobilnych, czy migracji do chmury – skuteczne zarządzanie tożsamością cyfrową staje się fundamentem cyberbezpieczeństwa. Bez automatyzacji, w praktyce nie jest możliwe poprawne zarządzanie uprawnieniami w dużej organizacji. Szczególnie istotnym zagadnieniem staje się ochrona kont uprzywilejowanych, które są kluczowym celem dla zorganizowanych grup cyberprzestępczych. Pozbawione właściwego nadzoru, mogą być również źródłem dotkliwych nadużyć wewnętrznych. Tocząca się wojna w cyberprzestrzeni jest dodatkowym motywatorem dla polskich firm do inwestycji w tym zakresie. – Michał Kurek, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej

O RAPORCIE:
Raport KPMG w Polsce pt. „Barometr cyberbezpieczeństwa. Ochrona cyfrowej tożsamości” powstał na podstawie badania przeprowadzonego na próbie 100 organizacji w Polsce o przychodach powyżej 50 mln złotych. Jest to piąta edycja badania przeprowadzonego przez KPMG w Polsce, którego celem jest poznanie dynamiki i charakterystyki cyberataków oraz przygotowania na nie przez firmy w Polsce. Badanie zostało zrealizowane metodą wywiadów telefonicznych CATI wśród osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo IT w firmach (członków zarządu, dyrektorów ds. bezpieczeństwa, prezesów, dyrektorów IT lub innych osób odpowiedzialnych za ten obszar) na przełomie stycznia i lutego 2022 roku przez firmę Norstat Polska.

Attila Szabó nowym dyrektorem zarządzającym Ford Polska

Ford of Europe ogłosiło dzisiaj, że Attila Szabó, który od ponad trzech lat z powodzeniem zarządza marką Ford na Węgrzech i w Czechach, obejmie od 1 czerwca stanowisko dyrektora zarządzającego Ford Polska.

Attila Szabó przejął kontrolę nad działalnością Forda na Węgrzech i w Czechach w 2019 roku i osiągnął znaczący sukces biznesowy pomimo licznych trudności napotkanych w ciągu ostatnich dwóch lat. Pod jego kierownictwem Ford na Węgrzech utrzymał pozycję lidera węgierskiego segmentu lekkich samochodów dostawczych i pozostał jednym z najważniejszych graczy na całym rynku. Attila Szabó zarządzał udanym wprowadzeniem na rynek całkowicie nowego Forda Kugi – wyróżniającego się największą paletą silników hybrydowych wśród modeli Forda – oraz wprowadzeniem pierwszego w pełni elektrycznego samochodu osobowego Forda, Mustanga Mach-E.

„Przez ponad trzy lata miałem zaszczyt pracować zarówno na rynku czeskim, jak i węgierskim, gdzie mogłem jak najlepiej wykorzystać swoją szeroką wiedzę zawodową. Tutaj pracowałem z wybitnym zespołem oraz współpracowałem z doskonale rozwiniętą siecią sprzedaży, co pozwoliło nam osiągnąć znaczący sukces biznesowy pomimo globalnej sytuacji kryzysowej. Zarządzanie siódmym co do wielkości krajowym rynkiem dla Ford of Europe to ogromny zaszczyt. Pozwoli mi to wykorzystać moje umiejętności i doświadczenie w Polsce – najszybciej rozwijającym się rynku w regionie i pionierze w tworzeniu i promowaniu mobilności elektrycznej” – powiedział Attila Szabó.

Attila Szabó po raz pierwszy dołączył do węgierskiego zespołu Forda w 2001 roku i przez lata zajmował różne stanowiska w dziale sprzedaży. Pracował między innymi jako kierownik sprzedaży flotowej dla Ford Węgry oraz europejskich rynków sprzedaży bezpośredniej, a także jako dyrektor sprzedaży Ford Węgry i Ford Słowenia. W latach 2009-2016 był menadżerem w dziale marketingu Ford of Europe. Jako kierownik ds. cen na Europę pracował w biurze regionalnym w Szentendre na Węgrzech, zarządzając jednym z największych zespołów Forda – zespołem ds. cen obsługującym wszystkie rynki europejskie. W latach 2016-2019 Szabó był dyrektorem generalnym Ford Rumunia. Następnie w 2019 roku został dyrektorem generalnym organizacji sprzedaży Forda na Węgrzech i w Czechach

„W ciągu ostatnich lat Attila Szabó i jego wybitny zespół sprzedaży ściśle współpracowali z siecią dealerów Forda i nieustannie dostosowywali się do niekończących się wyzwań, dzięki czemu Ford Węgry i Czechy odniosły wielki sukces. Rynek węgierski odgrywa kluczową rolę operacyjną w organizacji Forda, ponieważ w węgierskiej siedzibie firmy znajduje się nie tylko krajowa organizacja sprzedaży, ale także zespół ponad 600 osób, które codziennie przyczyniają się do regionalnego, europejskiego i globalnego sukcesu Forda. Umiejętność utrzymania dotychczas zdobytej pozycji rynkowej jest tutaj bardzo ważnym osiągnięciem. Również pewne wyniki lokalne, takie jak znakomity udział w rynku, którym Ford cieszy się od kilku lat na węgierskim rynku lekkich samochodów dostawczych, są bardzo istotne w skali europejskiej. Jestem przekonany, że Attila jak najlepiej wykorzysta swoje umiejętności, wiedzę i doświadczenie menedżerskie jako dyrektor generalny Ford Polska. Gratuluję nowego stanowiska” – powiedział Yiannis Tavanidis, dyrektor regionalny Ford of Europe.

W 2022 roku w Europie powstanie ponad 5,7 mln m kw. nowej powierzchni biurowej

Z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Savills wynika, że w 2022 r. zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Europie powiększą się o ponad 5,7 mln m kw., z czego blisko połowa została już zabezpieczona umowami przednajmu. W Warszawie, zgodnie z prognozami Savills, ożywiony popyt i niedobory podaży nowej powierzchni przełożą się na wyraźny spadek wskaźnika wolnych biur.

Na 2023 r. na rynku nieruchomości biurowych  w Europie zaplanowano oddanie do użytku 5,1 mln m kw., z czego 23% już wynajęto w ramach umów przednajmu. Oznacza to, że coroczna podaż w najbliższych dwóch latach będzie o 43% wyższa od średniej za poprzednie pięć lat. Jednak, jak wynika z raportu, rosnące koszty budowy oraz utrudnienia w dostępie do materiałów i pracowników zwiększają presję na łańcuchy dostaw, powodując opóźnienia w realizacji niektórych projektów biurowych. Wpływają także na wysokość kosztów wykończenia powierzchni.

Według Savills, najwięcej powierzchni biurowej w Europie powstanie do końca przyszłego roku w Berlinie (1,8 mln m kw.) i Monachium (1,0 mln m kw.). Z kolei najwyższy odsetek inwestycji realizowanych spekulacyjnie do końca 2023 r. w stosunku do istniejących zasobów obserwuje się w Barcelonie (8,3%), Dublinie (7,7%), Budapeszcie (7,3%) i Berlinie (5,6%).

Mike Barnes, Associate Director, dział badań rynków nieruchomości komercyjnych, Savills, komentuje: „Obserwujemy wzrost zainteresowania najemców nowymi i energooszczędnymi biurami ze względu na dążenie do osiągnięcia przyjętych przez nich celów w zakresie ograniczenia emisji dwutlenku węgla do roku 2030. Trend ten wzmacniają dodatkowo rosnące ceny energii. Prognozujemy, że w 2022 r. popyt na powierzchnie biurowe w Europie wzrośnie do ok. 9 mln m kw. i utrzyma taką dynamikę w 2023 r.”.

Christina Sigliano, dyrektorka działu rozwiązań dla najemców w regionie EMEA, Savills, mówi: „Na rynku nieruchomości coraz istotniejszą kwestią staje się pytanie o los starszych budynków biurowych o niższym standardzie oraz ilości środków, jakie ich właściciele byliby skłonni zainwestować, aby nadal mogły one przyciągać najemców. Z naszych badań wynika, że koszt podwyższenia klasy energetycznej budynku biurowego z D do B wynosi średnio ok. 500 euro na metr kwadratowy. W związku z tym przewidujemy, że różnice pomiędzy czynszami w najbardziej atrakcyjnych biurowcach i budynkach o słabszych parametrach będą wzrastać, stwarzając szanse dla właścicieli, którzy dzięki odpowiedniemu zarządzaniu starszymi aktywami mogliby uzyskać wyższe czynsze”.

W Warszawie, największym rynku biurowym w Polsce, w pierwszym kwartale 2022 r. wynajęto 273 200 m kw. powierzchni biurowej i był to jeden z najwyższych kwartalnych wyników w historii stołecznego rynku. Na koniec marca 2022 r. w budowie znajdowało się 323 800 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. W ostatnich miesiąca najbardziej aktywne były firmy z sektora publicznego, finansowego oraz IT, które odpowiadały za 42% całkowitego popytu na biura w Warszawie.

Karol Grejbus, dyrektor w dziale powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills, komentuje: „Rosnące koszty budowy, wyższe koszty aranżacji powierzchni, a także wzrost opłat za media, to wyzwania, z którymi mierzy się obecnie rynek nieruchomości biurowych w Polsce. Równocześnie coraz więcej pracowników wraca do biur, a firmy wznawiają procesy najmu, szukając lokalizacji dla swojej siedziby na kolejne lata. Mimo pandemii COVID-19, która miała negatywny wpływ na tempo rozwoju rynku nieruchomości biurowych, w Warszawie można zaobserwować, że deweloperzy powoli starają się wracać do poziomu aktywności sprzed pandemii. Od stycznia do grudnia 2021 r. władze Warszawy wydały sześć decyzji o warunkach zabudowy. Co ważniejsze, w tym samym czasie do Urzędu Miasta st. Warszawy wpłynęło siedem nowych wniosków. To pozytywny sygnał, ale zanim obiekty te zostaną oddane do użytku na rynku obserwować będziemy niedobory nowej podaży, a firmy poszukujące powierzchni powyżej 5000 m kw. będą zmuszone rozważyć również starsze budynki w lokalizacjach poza Centrum”.

Jesienią pracodawcy mogą zyskać nowe narzędzie w walce z COVID-19

Pracodawcy wciąż nie mają podstaw prawnych do zbierania i przetwarzania informacji na temat wykonania lub przyjęcia szczepionki przeciw COVID-19 przez pracowników. To samo dotyczy wyniku testu. Wymaganie od zatrudnionego przeprowadzenia go lub okazania certyfikatu covidowego, jest całkowicie sprzeczne z przepisami. Może spotkać się odmową i zostać uznane za naruszenie zasady równego traktowania. Sytuację może zmienić projektowana ustawa, która da pracodawcom narzędzie prawne m.in. do pytania pracowników o wynik testu, fakt przebytej infekcji i przyjęcie szczepienia. Rozwiązanie ma szansę wejść w życie już jesienią br. Choć jest mocno spóźnione, to nadal wydaje się potrzebne. Według wielu lekarzy, pod koniec roku czeka nas kolejna fala zakażeń. Do tego ww. regulacja może być postawą dla kolejnych aktów prawnych, które znajdą zastosowanie w innego rodzaju sytuacjach pandemicznych.

Decyduje pracownik

Na podstawie obecnego stanu prawnego, pracodawca nie może żądać udokumentowania danych osobowych przez okazanie negatywnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, zaświadczenia o przebytej infekcji wirusa SARS-CoV-2 lub certyfikatu o zaszczepieniu przeciwko COVID-19. Pracownik nie ma bowiem żadnego obowiązku, by godzić się na przetwarzanie danych dotyczących jego zdrowia. Pracodawca może uzyskać od niego takie informacje tylko i wyłącznie na podstawie dobrowolnej zgody, udzielonej z inicjatywy osoby zatrudnionej lub kandydata do pracy. Mówi o tym wprost art. 22(1b) kodeksu pracy.

Od powyższych kwestii są jednak wyjątki. Dotyczą one wszystkich pracowników placówek prowadzących działalność leczniczą. Obejmują też osoby realizujące usługi farmaceutyczne, zadania zawodowe lub czynności fachowe w ogólnodostępnych aptekach lub w punktach aptecznych.

Wszystkie ww. osoby podlegają obowiązkowi szczepień przeciwko COVID-19 i powinny obecnie dysponować unijnym cyfrowym certyfikatem. W pozostałych przypadkach informacje nt. wykonania szczepienia lub ujemnego wyniku testu antygenowego dot. COVID-19 bądź innej choroby zakaźnej mieszczą się w katalogu danych, których podania nie ma prawa żądać pracodawca.

Ostrzeżenia dla pracodawcy

Należy wyraźnie podkreślić, że postawa pracodawcy, który wymaga od pracownika (niepracującego w placówce leczniczej czy farmaceutycznej) okazania certyfikatu covidowego lub zrobienia testu antygenowego bądź sprawdzania innej choroby zakaźnej, jest sprzeczna z obecnie obowiązującymi przepisami prawa. Zatrudniony może więc odmówić wykonania takiego polecenia.

Ponadto na mocy aktualnie obowiązujących przepisów, pracownik, który odmawia przekazania danych dotyczących swojego stanu zdrowia, w tym w szczególności informacji o przyjęciu bądź braku szczepienia, nie może zostać potraktowany jako osoba niezaszczepiona przeciwko COVID-19. Pracodawca nie ma też żadnych narzędzi prawnych do weryfikacji certyfikatu covidowego osoby zatrudnionej.

Brak zgody na przekazanie ww. informacji bądź wycofanie przez pracownika lub kandydata do pracy nie może być podstawą niekorzystnego traktowania go ani powodować jakichkolwiek negatywnych dla niego konsekwencji. Absolutnie nie może stanowić przyczyny uzasadniającej odmowę zatrudnienia, wypowiedzenie umowy o pracę lub jej rozwiązanie. Jeśli pracodawca wręczy pracownikowi wypowiedzenie, wskazując, iż jego przyczyną jest np. brak realizacji obowiązku szczepienia, a zwolniony złoży odwołanie, jest szansa, iż sąd pracy przywróci go do pracy lub zasądzi na jego korzyść odszkodowanie.

Jeżeli nawet pracodawca uzyskał dane na temat tego, które osoby w jego firmie są niezaszczepione, to i tak nie może dokonać zmiany w zakładzie pracy bądź innym miejscu wyznaczonym do jej wykonywania, a także zmieniać grafików. Ponadto nie ma prawa polecić pracownikowi innego rodzaju zadań niż te, które wynikają z umowy, w innym miejscu niż wcześniej.

Gdyby pracodawca na podstawie wewnętrznych zarządzeń, zastosował ww. środki, jego działanie mogłoby zostać potraktowane jako naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu. Odmienne podejście do pracowników zaszczepionych i niezaszczepionych, szczególnie w zakresie możliwości przebywania i poruszania się po zakładzie pracy, dostępu do szkoleń pracowniczych czy możliwości awansowania, może również zostać uznane za dyskryminację pośrednią.

Nowe możliwości

Jednak sytuacja, w której brakuje przepisów uprawniających pracodawcę do zbierania ww. danych, ma szansę się zmienić już jesienią tego roku. W grudniu ub.r. wpłynął do Sejmu poselski projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach zapewniających możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w czasie epidemii COVID-19.

Jeżeli taka ustawa wejdzie w życie, to umożliwi pracodawcy żądanie od pracownika lub osoby pozostającej z nim w stosunku cywilnoprawnym okazania informacji o posiadaniu ważnego negatywnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, przebytej infekcji wirusa SARS-CoV-2 lub wykonaniu szczepienia przeciwko COVID-19. Do tego projektowane rozwiązanie wprowadziłoby m.in. możliwość delegowania zatrudnianych osób poza stałe miejsce wykonywania obowiązków lub do innych zadań, z wynagrodzeniem odpowiadającym obecnemu rodzajowi pracy.

Należy również zaznaczyć, że projektowane rozwiązania są ograniczone do okresu niezbędnego do realizacji określonego w projekcie ustawy celu, jednak nie dłużej niż do końca obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo epidemii COVID-19. I dotyczą sytuacji, w których są niezbędne do przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusa na terenie zakładu pracy.

Przedłożony projekt należy oczywiście uznać za mocno spóźniony, biorąc pod uwagę fakt, iż stan epidemii został wprowadzony 20 marca 2020 roku. Natomiast 16 maja 2022 roku został on przekształcony w stan zagrożenia epidemicznego. Ustawa ma szansę wejść w życie jesienią tego roku. Wówczas fala zachorowań może ponownie wzrosnąć, co już teraz zapowiadają lekarze. I wtedy, gdy problem powróci, faktycznie pracodawca będzie mógł skorzystać z możliwości przeniesienia osoby niezaszczepionej np. na pracę zdalną bądź do innej placówki.

Do tego warto dodać, że ustawa o szczególnych rozwiązaniach zapewniających możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w czasie epidemii COVID-19 może przygotować dobry grunt do powstania kolejnych aktów prawnych, które znajdą zastosowanie, gdy pojawią inne pandemie. Lekarze przecież ostrzegają, że należy być na nie gotowym.

Oczywiście należy wziąć również pod uwagę scenariusz, w którym projektowane zmiany nie wejdą w życie. Można bowiem zauważyć, iż prace nad tym projektem ustawy trwają wyjątkowo długo, pomimo pilności zagadnienia. Jeśli przepisy nie zostaną wprowadzone, to pracodawcy nie uzyskają prawnych podstaw do weryfikacji, czy pracownik jest zaszczepiony lub ma negatywny wynik testu na obecność wirusa. Będzie też brakowało podstawy do walki z innymi epidemiami.

Autorem komentarza jest radca prawny,
dr Karolina Mazur

Obawy i nadzieje: pracownicy i pracodawcy w niestandardowych czasach. Barometr Rynku Pracy 2022

Ponad 70 proc. pracowników jest zadowolonych z pracy, tylko niecałe 28 proc. obawia się jej utraty, prawie 55 proc. spodziewa się podniesienia wynagrodzenia, a 61 proc. rozważających zmianę pracy lub obawiających się jej utraty planuje zmianę zawodu. Jednocześnie mimo zauważalnych pozytywnych trendów w obszarze wzrostu zatrudnienia i planów rekrutacyjnych, ponad 40 proc. firm boryka się z trudnościami ze znalezieniem pracowników, a 4 na 10 odczuwa skutki kryzysu gospodarczego – takie wnioski płyną z XVI Barometru Rynku Pracy, opublikowanego przez Gi Group.

Najnowsza edycja raportu, który cyklicznie przygotowuje Gi Group, daje obraz nastrojów pracowników i pracodawców u schyłku pandemii i w obliczu konfliktu zbrojnego w Ukrainie. Wydaje się, że ci pierwsi już nieco mniej odczuwają skutki tego długofalowego kryzysu: wprawdzie 17,5 proc. straciło pracę w minionym roku (w 2020 r. – 16,2 proc.), jednak odsetek osób objętych urlopem bezpłatnym zmalał do 17,9 proc. (w 2020 r. – 21,4 proc). Równocześnie aż 67,5 proc. badanych deklaruje, że ani oni, ani nikt z ich najbliższych nie doświadczył wspomnianych problemów.

Bezpieczeństwo zatrudnienia a nowa praca – lepsze wrogiem dobrego?

W I kwartale 2022 r. 71,7 proc. pracowników wyrażało zadowolenie z obecnej pracy, a obawy dotyczące jej utraty – tylko 27,7 proc. (34,6 proc. w ubiegłym roku). Znacząco – z 43,1 proc. do 54,2 proc. – wzrósł odsetek osób spokojnych o swoje zatrudnienie. Pozytywnych nastrojów nie zakłóciła wojna w Ukrainie – aż 61 proc. ankietowanych nie obawia się utraty pracy z tego powodu, a tylko 17 proc. jest przeciwnego zdania. Widać jednak pewne rozbieżności ze względu na płeć – utraty pracy nie obawia się większy odsetek mężczyzn (65 proc.) niż kobiet (57 proc.).

– Pozytywne myślenie o obecnej pracy nie wyklucza rozważań o nowej. Ponad 1/3 pracujących Polaków planuje zmianę miejsca zatrudnienia w ciągu dwóch lat. Widać tu bardzo proaktywną i zmotywowaną postawę. 53,2 proc. osób przewidujących utratę pracy lub jej zmianę już teraz szuka nowej, a 61,3 proc. jest gotowych się przekwalifikować – komentuje Marcos Segador Arrebola, Prezes Zarządu Gi Group Poland S.A.  – Ucieczka do przodu, radykalna zmiana, nowy rozdział w życiu – tak można zinterpretować gotowość do przebranżowienia się. Polacy coraz częściej uświadamiają sobie przeobrażenia, jakie zachodzą na rynku pracy i konieczność dostosowania się do nich. Dalsza cyfryzacja i automatyzacja sprawiają, że część zawodów znika, pojawiają się nowe, wymagające nowych kompetencji – dodaje.

Jako główny powód zmiany pracy najczęściej wskazywany jest zbyt niski poziom wynagrodzeń 43,1 proc., jednak na znaczeniu zyskują czynniki pozafinansowe: chęć samorealizacji (34,6 proc.), brak możliwości rozwoju (28,8 proc.) czy brak perspektywy awansu (28 proc.).

Powinno to być swoistą „lampką ostrzegawczą” dla pracodawców – zwiększanie wynagrodzeń nie będzie jedyną skuteczną metodą utrzymania pracowników. Wśród czynników o charakterze retencyjnym wyraźny jest deficyt rozwiązań prorozwojowych, dominują motywatory materialne. Jedynie firmy duże (24%) wymieniają stosowanie ścieżek karier jako narzędzia wspierającego utrzymanie pracowników. W obecnych uwarunkowaniach to zdecydowanie zbyt mało. Potrzebne są rozwiązania kompleksowe, obejmujące także programy rozwojowe, pozwalające na samorealizację, rozwój kariery, budujące poczucie sensu pracy oraz wspierające autonomię i well-being pracowników w miejscu pracy – wyjaśnia dr hab. Łukasz Sienkiewicz, profesor Politechniki Gdańskiej, Prezes Zarządu Instytutu Analiz Rynku Pracy.

Na chęć kontynuacji zatrudnienia w dotychczasowej firmie, oprócz wyżej wymienionych aspektów, według pracowników mogą wpłynąć poprawa atmosfery (70,1 proc.) czy wprowadzenie elastycznych godzin pracy (60,7 proc.). Mniej istotne, w porównaniu do lat ubiegłych, jest znaczenie opieki medycznej i programów emerytalnych.

Pracownicy nadal na wagę złota

Przedsiębiorstwa mają mniej powodów do optymizmu. Średnio 4 na 10 firm nadal odczuwa symptomy kryzysu gospodarczego – w tej dziedzinie nie widać znaczącej poprawy (w 2020 r. – 41,4 proc.). Co więcej, nasila się problem z rekrutacją nowych pracowników, z którym boryka się aż 41,1 proc. firm (w 2020 r. – 28 proc.).Problem z rekrutacją pracowników_Barometr Rynku Pracy XVI

Od kilku lat pracodawcy coraz dotkliwiej odczuwają braki kompetencyjne na rynku. Dotyczy
to wielu branż i zawodów, ale najczęściej, co pokazują wyniki badania, stanowisk niższego szczebla, szczególnie w sektorze produkcji. Problem nie dotyczy zatem tylko specjalistów IT czy inżynierów, jak się powszechnie przyjmuje, ale bardzo szerokiego grona pracowników
– tłumaczy Agnieszka Zielińska, Dyrektor Polskiego Forum HR. – Dla wielu pracodawców brak pracowników o odpowiednich kwalifikacjach jest barierą w rozwoju firm, dlatego kluczowym elementem zarządzania staje się jasne określenie przyszłych potrzeb kompetencyjnych, niezbędnych do uzyskania wyznaczonych celów strategicznych przedsiębiorstwa – dodaje.

W rozwiązaniu tego problemu mogą pomóc sami pracownicy. Polacy coraz częściej uświadamiają sobie przeobrażenia, jakie zachodzą na rynku pracy i konieczność dostosowania się do nich. Aż 61,3 proc. osób, które planują zmienić pracę lub obawiają się jej utraty, rozważa dodatkowo zdobycie kwalifikacji w zupełnie nowej dziedzinie.

Pracodawcy i pracownicy spotykają się w Internecie

Deklaracje pracodawców względem polityki zatrudniania i planów rekrutacyjnych po ciężkim, pandemicznym czasie, napawają optymizmem. Częściej niż rok temu zamierzają oni dążyć do utrzymania stałego poziomu zatrudnienia, poprzez zatrzymanie obecnej kadry
lub rekrutacje w celu jej uzupełniania (77,8 proc. vs. 74,6 proc.). W najbliższym czasie 45,6 proc. przedsiębiorstw planuje rekrutować, co oznacza wzrost o ponad 10 p.p. wobec poprzedniego badania (35 proc.). Tylko 2,2 proc. przewiduje redukcję zatrudnienia (rok wcześniej – 4 proc.).

Bardzo wyraźnie zarysowują się trendy dotyczące sposobów poszukiwania pracy
i pracowników: 69,8 proc. osób planujących zmianę miejsca zatrudnienia lub obawiających się jego utraty zamierza szukać nowego na portalach internetowych. Odsetek osób, które wybierają tę formę, jest najwyższy od początku realizacji badania. Rośnie także popularność mediów społecznościowych, zaś maleje zainteresowanie szukaniem pracy przez znajomych. Idzie to w parze z aktywnością firm – 41,9 proc. z nich najczęściej rekrutuje, zamieszczając ogłoszenia na portalach pracy. Znaczenie tego kanału wzrosło w porównaniu z ubiegłym rokiem, kiedy był wymieniany przez pracodawców jako trzeci w kolejności; jednocześnie coraz rzadziej korzystają oni z pomocy Urzędu Pracy (obecnie niecałe 34,6 proc.). Biorąc pod uwagę sytuację sektorów jak przemysł, transport czy budownictwo, które stale odczuwają braki kadrowe, znaczenie agencji pracy, szczególnie działających na wielu światowych rynkach będzie rosło.

Wynagrodzenia – oczekiwania kontra rzeczywistość

W raporcie zaznacza się rozbieżność między oczekiwaniami pracowników a planami pracodawców w zakresie wynagrodzeń. 54,5 proc. zatrudnianych spodziewa się podniesienia pensji. Tymczasem 36,1 proc. zatrudniających planuje podwyższyć, natomiast 53 proc. – utrzymać dotychczasowy poziom wynagrodzeń. Podwyżki wynikają najczęściej z konieczności, motywowane są wzrostem płacy minimalnej (58 proc.), panującą inflacją (39,7 proc.) czy wprowadzeniem przepisów Polskiego Ładu (19,4 proc.). Chęć docenienia pracownika, wymieniana przez 40,9 proc. badanych.Oczekiwania względem wynagrodzenia_Barometr Rynku Pracy XVIPlanowane zmiany wynagrodzenia_Barometr Rynku Pracy XVI

– Podwyżek nie można uznać jako „odpowiedzi strategicznej” na obserwowane wyzwania, pozwalające na zwiększenie atrakcyjności pracy. Są to jedynie niezbędne dostosowania do obecnych realiów, wymuszone regulacjami prawnymi – komentuje dr hab. Łukasz Sienkiewicz, profesor Politechniki Gdańskiej, Prezes Zarządu Rynku Analiz i Pracy. Również planowane dalsze zmiany wynagrodzeń mogą być zbyt późne i niewystarczające do utrzymania i zachęcenia do podjęcia pracy szczególnie pracowników młodszego pokolenia – dodaje.Przebranżowienie Barometr

Automatyzacja – podążaniem za trendem na przekór obawom

Pewne zjawiska na rynku pracy stają się codziennością, a Polacy powoli się z nimi oswajają. 36,6% postrzega automatyzację swojej pracy jako szansę, co w największym stopniu jest widoczne w usługach i produkcji. Nawet ci, którzy w automatyzacji upatrują zagrożenie dla swojej pracy, byliby gotowi porzucić obawy, gdyby pozwoliła im awansować lub zmienić stanowisko. Taką opinię wyraża 54,1 proc. tej grupy respondentów.

Automatyzacja - szansa czy zagrożenie_ Barometr Rynku Pracy XVI– Kolejna edycja Barometru Rynku Pracy potwierdza wzrost zainteresowania inwestycjami
w transformację technologiczną. Ponad połowa firm jest zainteresowana automatyzacją procesów, a 1/3 deklaruje wdrożenie takich rozwiązań. Liderami w tym obszarze są duże firmy, przede wszystkim sektora przemysłowego. Warto podkreślić, że w poprzednich badaniach realizowanych w okresie pandemii odsetek takich wskazań był jeszcze wyższy. Z analiz wyraźnie wynika, że procesy automatyzacji będą w największym stopniu wpływać na zmiany na polskim rynku pracy –
podsumowuje dr hab. Jacek Męcina, Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan.Opinie o pracownikach innych narodowości - total_Barometr Rynku Pracy XVI

Grupa PHN po I kwartale 2022 roku

W pierwszym kwartale tego roku Grupa Kapitałowa PHN odnotowała po raz kolejny solidne wyniki finansowe. Pomimo trudnych warunków rynkowych, Grupa osiągnęła wzrost przychodów z najmu o 2,5 procent. Zysk netto Grupy PHN w pierwszym kwartale tego roku wyniósł 21,3 mln PLN.

Przychody z najmu wyniosły 48,5 mln PLN wobec 47,3 mln PLN w analogicznym okresie ubiegłego roku, a zysk EBITDA wzrósł do 57,4 mln PLN wobec 50,3 mln PLN przed rokiem. Spółka konsekwentnie prowadzi dywersyfikację działalności, ściśle kontrolując koszty.

Uważnie obserwujemy sytuację na rynku, elastycznie reagując na potrzeby naszych klientów. Solidne wyniki osiągnięte w pierwszym kwartale tego roku, a szczególnie stabilny poziom przychodów z najmu, potwierdzają, że spółka znajduje się w dobrej kondycji oraz opiera się na mocnych fundamentach –  powiedział Marcin Mazurek, prezes zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Celem strategicznym Grupy PHN pozostaje zwiększanie wartości spółki i dalsza poprawa efektywności. Portfel Grupy PHN obejmuje ponad 156 aktywów nieruchomościowych o wartości rynkowej ok. 3,5 mld PLN, co plasuje spółkę w czołówce największych firm nieruchomościowych w Polsce.

Na początku roku pomimo głębokich zmian na rynku biurowym, Grupa PHN sfinalizowała podpisaną w grudniu 2021 roku z PKO Bankiem Polskim długoterminową umowę najmu swojej sztandarowej inwestycji – biurowca SKYSAWA w Warszawie. Była to największa tego typu transakcja na polskim rynku w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Zaprojektowany i wykonany według zasad zrównoważonego rozwoju, spełniający najwyższe normy ekologiczne, położony w centrum miasta budynek SKYSAWA niebawem zostanie siedzibą największej polskiej instytucji finansowej.

W pierwszym kwartale Grupa PHN uzyskała także pozwolenie na użytkowanie nowoczesnego budynku biurowego klasy A – INTRACO Prime. Dwa piętra w budynku wynajęła firma PERN, a z kolejnymi potencjalnymi najemcami trwają zaawansowane intensywne negocjacje.

W ramach dywersyfikacji działalności PHN stawia na dalszy rozwój budownictwa mieszkaniowego. Obecnie w realizacji są trzy inwestycje. Spółka planuje również rozpoczęcie budowy osiedla przy ul. Kolejowej w Warszawie oraz kolejnych projektów mieszkaniowych.

Projekty realizowane przez PHN są wysoko oceniane przez inwestorów i międzynarodowych ekspertów. Wyższa część kompleksu SKYSAWA, którą stanowi 155-metrowa wieża, zdobyła nominację w międzynarodowym konkursie BREEAM Awards 2022 w Londynie w kategorii „Regional Award Central and Eastern Europe”, a niższa część otrzymała końcowy certyfikat BREEAM na najwyższym możliwym poziomie Outstanding z najwyższym w Polsce wynikiem 94,1% w wersji BREEAM New Construction.

Grupa od lat wprowadza najwyższe proekologiczne standardy na rynku nieruchomości, a projekty PHN są przyjazne ludziom i środowisku. Jako firma odpowiedzialna za otoczenie, w którym buduje swoje nieruchomości, spółka wprowadza innowacyjne rozwiązania, które zwiększają energooszczędność budynków, ograniczając ślad węglowy.

Piotr Ferszka nowym prezesem zarządu i dyrektorem zarządzającym SAP Polska

Od 1 lipca 2022 roku Piotr Ferszka obejmie stanowisko prezesa zarządu i dyrektora zarządzającego SAP Polska. Zastąpi w tej roli Thomasa Duschka, który awansuje w regionalnych strukturach SAP. Piotr Ferszka jest dyrektorem sprzedaży ds. kluczowych klientów SAP Polska od grudnia 2020 roku, a od kwietnia 2021 pełni również funkcję wiceprezesa zarządu. Zarówno obecny prezes firmy, jak i jego następca wspólnie opracowali plan tranzycji i przygotowywali się do nadchodzącej zmiany od dłuższego czasu.

Piotr Ferszka ma ponad dwudziestoletnie doświadczenie w sprzedaży rozwiązań i systemów IT, zdobywane w takich firmach, jak Oracle Polska, Asseco czy Hewlett-Packard. Do SAP Polska dołączył w grudniu 2020 roku, w roli dyrektora sprzedaży ds. kluczowych klientów. Od kwietnia 2021 jest również wiceprezesem i członkiem zarządu firmy. Prywatnie, Piotr angażuje się w rozwój sektora odnawialnych źródeł energii w Polsce. Głównym zadaniem nowego prezesa będzie dalszy rozwój biznesu SAP na lokalnym rynku oraz wspieranie rodzimych firm w ich cyfrowej wędrówce do chmury.

Polskie przedsiębiorstwa stoją z jednej strony przed ogromną szansą, jaką jest wykorzystanie biznesowych możliwości chmury, lecz z drugiej – muszą sprostać licznym wyzwaniom. Razem z zespołem SAP Polska będziemy kontynuować bliską współpracę z naszymi partnerami i klientami, a wspólnym celem pozostanie uczynienie polskiej gospodarki bardziej innowacyjną, odporną i gotową na wyzwania przyszłości. Dostrzegamy ogromny potencjał w rozwiązaniach, które pomogą biznesowi realizować strategie zrównoważonego rozwoju. -Piotr Ferszka, od 1 lipca prezes i dyrektor zarządzający SAP Polska

Piotr Ferszka jest absolwentem Wydziału Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Thomas Duschek pełni funkcję prezesa zarządu i dyrektora zarządzającego SAP Polska od maja 2020 roku. Od 1 lipca 2022 rozpocznie nowe wyzwanie zawodowe na stanowisku szefa sprzedaży rozwiązań SAP Signavio w regionie MEE obejmującym Niemcy, Szwajcarię, Austrię oraz Europę Środkowo-Wschodnią.

Podziwiam Piotra nie tylko za bycie ambasadorem nowych technologii, ale także za pasję do zrównoważonego rozwoju – jednego z największych priorytetów i wyzwań współczesnego świata. Ostatnie dwa lata w roli prezesa SAP Polska upłynęły pod hasłem „spodziewaj się niespodziewanego”, ale dzięki fantastycznemu zespołowi, partnerom i klientom sięgnęliśmy chmur. Jestem wdzięczny za zaufanie, jakim wraz z zespołem SAP w Polsce zostaliśmy obdarzeni. To nasz wspólny sukces. -Thomas Duschek, dotychczasowy prezes i dyrektor zarządzający SAP Polska

Wojna a rynek mieszkań

Na początku wojny za naszą wschodnią granicą ciężko było określić jak właściwie ta sytuacja wpłynie na rynek mieszkań. Nie wiedzieliśmy dokładnie po jakim czasie zobaczymy jakikolwiek wpływ wojny na dane płynące z rynku nieruchomości. Jednak nie trzeba było czekać długo, wystarczyły dwa miesiące.

Czego dowiesz się artykułu:

  • Ofertowe ceny mieszkań podążają wciąż długoterminowym trendem – w kwietniu dwucyfrowy wzrost cen ofertowych r/r w największych miastach Polski.
  • Coraz mniej ofert mieszkań na wynajem na portalach internetowych. W kwietniu spadek liczby ogłoszeń wyniósł 63% r/r.
  • Wojna nie ma już wpływu na decyzję o zakupie mieszkania.
  • Zakupy inwestycyjne ratuje wysoki wzrost stawek czynszów.

Wojna, a ceny wciąż w górę

Wiele czynników w bieżącym roku wpływa negatywnie na rynek nieruchomości: rosnące stopy procentowe, drogie kredyty, wysoka inflacja, niepokój związany z sytuacją geopolityczną. Wojna na Ukrainie wydawała się być kolejną łyżką dziegciu dla mieszkaniówki. Sprawdziliśmy, jak zmienił się wtórny rynek mieszkań po tym wydarzeniu szczególnie pod kątem cen i podaży.

Ceny ofertowe i podaż mieszkań z rynku wtórnego

W 2022 roku trudniej jest sprzedać mieszkanie. Spadek zdolności kredytowej Polaków, spowodował, że liczba osób, które poszukują nowego lokum systematycznie się zmniejsza wraz z podwyżkami stóp procentowych. Sprzedający mogą coraz dłużej czekać na sfinalizowanie transakcji. Przyglądając się cenom ofertowym można ocenić, że na razie ich to nie zniechęca. Ofertowe ceny mieszkań podążają wciąż długoterminowym trendem. W kwietniu 2022 ceny ofertowe lokali z rynku wtórnego ponownie wzrosły. Podsumowując kwiecień, objęliśmy badaniem największe miasta[1] w Polsce i w każdym z nich wzrost cen był dwucyfrowy w skali roku.

Jak wynika z danych SonarHome najspokojniej było w stolicy, wzrost cen w kwietniu 2022 w porównaniu do kwietnia 2021 w Warszawie wyniósł 10%, średnia cena za 1m2 osiągnęła poziom 13,3 tys. zł.  W pozostałych miastach wzrost był już kilkunastoprocentowy zaczynając od 11% w Poznaniu i Krakowie, kończąc na 13%-14% w Gdańsku i Wrocławiu.

Zmiany cen mieszkań w skali miesiąca (kwiecień vs marzec 2022) były nieznaczne i kształtowały się następująco:

  • Warszawa, Gdańsk, Poznań 1%
  • Wrocław 2%
  • Kraków 3%

Wojna a rynek mieszkańZmiany w podaży liczone liczbą ogłoszeń na portalach, różnią się w poszczególnych miastach. W Warszawie podaż unikalnych ofert[2] była zbliżona do sumy z ubiegłego roku (porównanie okresu styczeń-kwiecień 2022/styczeń-kwiecień 2021). We Wrocławiu i Krakowie można było zaobserwować lekki spadek liczby nowych ogłoszeń, odpowiednio o 3% i 4%.

W Poznaniu oferta została mocno ograniczona, skurczyła się o 17%. W Gdańsku podaż mocno wzrosła, aż o 15% rok do roku. Sytuacja pod względem podaży w miastach potrafiła być bardzo odmienna, mimo to łączy je jedno   – rosnące ceny.

Bez względu na to, czy podaż rośnie, spada, czy pozostaje bez zmian – sprzedający “nie schodzą z cen”. Oczekujemy zmian szybkich, nagłych. Sytuacja na rynku mieszkaniowym się pogarsza, więc od razu pojawia się oczekiwanie, że trend cenowy się odwróci. Jednak z perspektywy naszej działalności widzimy, że mimo spowolnienia obrotu, sprzedający wcale nie są tacy chętni do obniżek, chcą trzymać cenę, można by powiedzieć – cenią się. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk w SonarHome.

Nie oznacza to, że sytuacja się nie zmieni, jednak jak widać, potrzebujemy jeszcze dużo więcej czasu. Mija już pół roku od pierwszej (po latach) podwyżki stóp procentowych a na rynku mieszkaniowym pod względem cen zmieniło się niewiele, to pokazuje jak długo trzeba czekać w tym segmencie na zmiany.

Wojna podnosi rynek najmu po pandemii

Rynek najmu w ostatnich dwóch latach przeszedł ogromną zmianę. Najpierw pandemia skutecznie ograniczyła działalność inwestorów, potem wojna spowodowała nieprzewidywalny wcześniej wzrost popularności mieszkań na wynajem. Dane Rentier.io pokazują jak bardzo wojna na Ukrainie wpłynęła na wielkość oferty.

Ofert mieszkań na wynajem na portalach jest coraz mniej. W analizowanych przez nas 17 miastach w kwietniu 2022 zarejestrowaliśmy na portalach ogłoszeniowych nieco ponad 18 tys. unikalnych ofert. I mówimy tu o sumie ofert, które były aktywne w kwietniu. Jeśli ktoś chciał przejrzeć ofertę na konkretny dzień, to miał jeszcze mniej mieszkań do wyboru. Tak małej liczby aktywnych ofert w ciągu miesiąca nie zaobserwowaliśmy nigdy wcześniej. Dla porównania rok temu, czyli w kwietniu 2021 roku, aktywnych ofert na portalach było prawie 54 tys. Oznacza to spadek o ponad 65% rok do roku. Względem marca 2022 oferta w kwietniu skurczyła się o 39%- mówi Anton Bubiel, dyrektor operacyjny w SonarHome, Prezes Rentier.io

Do zmian w wielkości oferty mieszkań na wynajem doszło bardzo szybko. Zaledwie 4 tygodnie po ataku Rosji na Ukrainę liczba unikalnych ogłoszeń (czyli po usunięciu duplikatów) spadła o prawie 50%.Wojna a rynek mieszkań

Najem ratuje zakupy inwestycyjne

Niewątpliwie na rynku nieruchomości mieszkaniowych w ostatnim czasie wiele się zmienia. Jak więc konkretnie wojna wpłynęła na te zmiany?

Wojna u naszych wschodnich sąsiadów nie ma już wpływu na decyzje zakupowe Polaków. Ta sytuacja – czyli odłożenie zakupu mieszkania w czasie miała miejsce tylko przez chwilę – na początku wojny. Konsumenci dość szybko przywykli do nowej rzeczywistości. Potwierdzają to również komunikaty płynące ze spółek deweloperskich, które jednogłośnie raportują, że wojna nie jest czynnikiem psychologicznym, hamującym zakupy. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk w SonarHome

Oczywiście sprzedaż mieszkań zwalnia. Główną przyczyną i wyzwaniem na przyszłość jest mocny spadek zdolności kredytowej Polaków, wysokie raty kredytów, które będą wciąż rosły, bo oczekuje się kolejnych podwyżek stóp procentowych.

Podwyżki stóp procentowych mają zwalczyć wysoką inflację. Co prawda wojnie na Ukrainie przypisuje się wpływ na wzrost inflacji natomiast sama wojna nie jest jej jedyną przyczyną.

Przed wojną rosnące ceny mieszkań, przy braku większych zmian w stawkach czynszów, powodowały, że zakup mieszkania na wynajem stał się mniej atrakcyjny – spadała rentowność najmu. Po wojnie wiele się zmieniło. Jednak na wysoki popyt na najem składają się nie tylko uchodźcy z Ukrainy, ale również Polacy, którym wzrost stóp procentowych i spadek zdolności kredytowej pokrzyżowały plany (w efekcie nie kupują mieszkań własnościowych a wracają na rynek najmu).

Czynsze najmu w ostatnich miesiącach zaczęły rosnąć dużo szybciej niż ceny mieszkań. Porównując kwiecień do marca b.r. Stawki czynszów w analizowanych przez Rentier.io miastach wzrosły średnio aż o 10%. Przeciętna rentowność 50 metrowego mieszkania netto przy jednym miesiącu pustostanu wynosi 4% (jeszcze w lutym wynosiła 3,5%).

Inwestowanie w mieszkanie na wynajem przy dzisiejszym oprocentowaniu kredytu i uwzględnieniu wszystkich kosztów[3] nie jest już opłacalne. Natomiast mimo to, wzrost stawek czynszów sprawia, że zainteresowanie zakupem wciąż się pojawia. Dotyczy to zarówno rynku pierwotnego jak i wtórnego. Przy całym zamieszaniu z kredytami i rosnącymi cenami mieszkań, wzrost stawek czynszów uratował zakupy na wynajem, jednak te dotyczą już głównie tych, którzy mają gotówkę, bądź biorą kredyt z wysokim wkładem własnym.

[1] Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław, Poznań.

[2] liczba nowych unikalnych ofert mieszkań wystawionych na sprzedaż w danym okresie. Liczba ofert utworzonych w danym okresie (czyli przykładowo, jeśli mieszkanie weszło na rynek w marcu 2022 i było ciągle aktywne w kwietniu 2022 to zaliczane jest tylko do sumy z marca 2022).

[3] prowizja pośrednika (3%), PCC (2%) przy założeniu, że kupujemy z rynku wtórnego, taksa notarialna i wypisy, odświeżenie po zakupie, meble, cykliczne nakłady na odświeżenie i drobne naprawy, ubezpieczenie nieruchomości, podatek ryczałtowy (8,5%) oraz zarządzanie najmem (10% od przychodu), rata kredytu.

Korekta na dolarze

Wczoraj poznaliśmy odczyt bezrobocia w Polsce. 5,2% to bardzo dobry rezultat. Mocno stojący w sprzeczności z czarnowidztwem pewnych formacji o Ukraińcach zabierających nam pracę.

Bezrobocie w dół!

Wczoraj poznaliśmy bardzo dobre dane z Polski. W kwietniu bezrobocie spadło o 0,2% do poziomu 5,2%. Analitycy spodziewali się spadku, ale o 0,1% mniejszego. Patrząc na ostatnie dane o wzroście zatrudnienia, widać było, że sytuacja na rynku pracy jest dobra. Przynajmniej patrząc z punktu widzenia pracowników. Niższe bezrobocie w Polsce było tylko przez kilka miesięcy w 2019 roku. Biorąc pod uwagę, że dane opublikowane są za kwiecień, a czeka nas jeszcze szczyt prac sezonowych, jest spora szansa na to, że w tym roku zobaczymy jeszcze niższe poziomy. Jest oczywiście gdzieś nad nami widmo recesji związanej z rosnącymi stopami i inflacją, ale wydaje się, że nie dotknie nas to aż tak mocno w te wakacje. Co ciekawe, wczoraj pomimo tak dobrych danych złoty lekko tracił na wartości. Było to jednak zasługą zmian na rynkach globalnych.

Umocnienie dolara

Wspomniane już zmiany na rynkach globalnych to przede wszystkim korekta na parze EURUSD. Wczoraj dolar wracał za ocean po kilku dniach spadków. W rezultacie skoro kapitał był zasysany z Unii Europejskiej, to był wycofywany również z Polski. To właśnie to było powodem słabości naszej waluty. Bardzo podobna, aczkolwiek silniejsza reakcja była np. na forincie węgierskim. W tym konkretnym wypadku można się doszukiwać korzystnego wpływu niższej od oczekiwań stopy bezrobocia, która ograniczyła wczorajszą przecenę polskiej waluty. Jeżeli jednak ruch na dolarze będzie kontynuowany, to tak jak osłabienie dolara wspierało złotego, tak jego umocnienie powinno go osłabiać.

Co się dzieje w USA?

Wczoraj poznaliśmy protokół z posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, z angielskiego FOMC. To taki amerykański odpowiednik naszej Rady Polityki Pieniężnej, w pewnym uproszczeniu oczywiście. Z zapisków rozmów wynika, że faktycznie planowana jest obecnie kontynuacja podwyżek o 0,5% co posiedzenie. Jednakże bardziej gołębi członkowie FED postulują od września spowolnienie tempa podwyżek do 0,25%. Tutaj warto zaznaczyć, że spotkania odbywają się tam dwukrotnie w kwartale, a nie trzykrotnie jak np. w Polsce. W rezultacie podwyżki o 0,5% to efektywnie 1% kwartalnie, czyli te wzrosty stóp wcale nie są takie szybkie. A to właśnie możliwość ich odsunięcia była jedną z przyczyn słabości dolara w ostatnich dniach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – PKB,
14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Napływ specjalistów IT ze Wschodu – chwilowa zmiana czy trend, który ma szansę się umocnić?

Napływ pracowników ze Wschodu jest dla polskiego IT szansą. Obecnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych ekspertów w IT jest ogromne i rośnie z roku na rok. Jest to spowodowane transformacją światowego biznesu, który przechodzi proces odejścia od papierowej dokumentacji oraz przejścia praktycznie w 100% na biznes w modelu komputerowym i bardziej zautomatyzowanym. Co więcej, widzimy wyraźnie, że skala zapotrzebowania na usługi IT stale rośnie, także w Polsce. Dlatego napływ ekspertów i pracowników ze Wschodu jest ogromną szansą i możliwością zwiększenia zespołów oraz skali działalności polskich firm IT. Są to wykwalifikowani specjaliści, których łatwo przystosować do oczekiwań międzynarodowych klientów i korporacji. Co więcej, często są to eksperci z doświadczeniem. Ważnym aspektem tego rodzaju emigracji jest bliskość kulturowa. Ukraińcy, Białorusini, ale również Łotysze czy Litwini szybko i z reguły bez problemu integrują się z naszymi zespołami. Kulturowo jesteśmy na tyle podobni, że oni sami często nie traktują wyjazdu do Polski jako emigracji na pełną skalę. Oczywiście zdarza się, że nasz kraj jest tylko przystankiem w drodze na Zachód, ale to raczej naturalna konsekwencja lokalizacji i pozycji rodzimej gospodarki w Europie. Dla części wysoko wykwalifikowanych specjalistów świadczących swoje usługi zdalnie, docelowym pracodawcą są firmy ze Skandynawi i Europy Zachodniej. Przyjeżdżają do Polski, ponieważ czują się u nas bezpiecznie, a pracują w modelu zdalnym dla zagranicznych firm, które płacą im znacząco wyższe wynagrodzenie. W mojej ocenie trend zasilania branży IT specjalistami ze Wschodu ma szansę utrwalić się w dłuższym terminie, bowiem przynosi wymierne korzyści zarówno firmom jak i pracownikom.

Autorem komentarza jest Piotr Kawecki, Prezes Zarządu ITBoom Sp. z o.o.

Nowe Prawo Pogrzebowe usprawni procedury pochówku

Cyfryzacja nekropolii, uproszczenie obiegu potrzebnych dokumentów, w tym – szczególnie możliwość ubiegania się o zasiłek pogrzebowy on line – przepisy wprowadzające takie m.in. rozwiązania znajdą się w przygotowywanej właśnie przez rząd ustawie. Dobiegają końca ostatnie prace nad nowelizacją Prawa Pogrzebowego, które wkrótce trafi do sejmu. 

Projekt nowych regulacji dotyczących pochówku jest już właściwie gotowy. Niebawem z Rady Ministrów trafi on do sejmu.

– Spodziewamy się, że posłowie szybko przystąpią do pracy nad nowelizacją Prawa Pogrzebowego i będzie ono miało szansę wejść w życie najpóźniej na początku przyszłego roku – przewiduje Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Pierwszy raz od blisko wieku

Nowelizacja będzie pierwszą tak szeroką i kompleksową zmianą Prawa Pogrzebowego od lat trzydziestych XX wieku. Celem wprowadzenia nowych unormowań ma być m.in. usprawnienie i znaczne podwyższenie jakości usług funeralnych. Polska Izba Przemysłu Targowego, której przedstawiciele brali udział w pracach nad nowelizacją tej ustawy, zwraca uwagę, że wśród nowych przepisów znajdą się np. te dotyczące cyfryzacji cmentarzy.

– Pozwolą one na uniknięcie w przyszłości całego zamieszania związanego z wykupywaniem miejsca na cmentarzu, pochowania lub tzw. „dochowania” do istniejących już grobów – wskazuje Robert Czyżak.

Usprawnienie w wielu obszarach

Zwraca on uwagę, że umożliwi to łatwiejszy dostęp do wszelkich informacji dotyczących w ogóle możliwości pochówku.

– Założenia tego programu zaprezentowane zostaną publicznie w przyszłym miesiącu. Będzie on również integralną częścią planowanych zmian w systemie cyfrowej rejestracji Karty i Aktu Zgonu oraz certyfikatu kremacji – zapowiada prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Dodaje, że ułatwi to w znacznym stopniu załatwienie niezbędnych formalności związanych z pochówkiem.

– Jesteśmy jako branża przekonani o słuszności i potrzebie zmian. Dla samych przedsiębiorców pogrzebowych będzie to milowy krok do przodu. Już niedługo wszystkie formalności związane z pochówkiem, rodziny osób zmarłych będą mogły załatwić w domu pogrzebowym – przewiduje Robert Czyżak.

Zminimalizować dotychczasowe niedogodności

Przypomina, że dziś jeszcze widać niestety, jak często rodziny osób zmarłych spotykają się, a wręcz borykają się, z różnego rodzaju problemami związanymi z obiegiem niezbędnych do pochowania dokumentów. – Okres pandemii w sposób szczególny uwypuklił wszelkie niegodności z tym związane, potwierdzając tym samym słuszność podjętych przez ustawodawcę kroków – twierdzi prezes Izby.

To, jego zdaniem, dalszy ciąg trwającego już od pewnego czasu procesu. Celem jego jest znaczne ułatwienie procedur, co ważne jest zwłaszcza wtedy, gdy muszą one zostać wypełnione przez przedstawicieli rodziny zmarłych.

– Jest to kolejny krok po wprowadzeniu kilka lat temu centralnego systemu pozwalającego na pobranie z USC aktów w dowolnym miejscu w kraju – wskazuje Robert Czyżak.

Sprawniej o zasiłki pogrzebowe

Kolejnym zagadnieniem, którym zajmuje się już dziś ZUS, będzie możliwość składania wniosków o wypłatę zasiłków pogrzebowych – poprzez specjalną platformę, co pozwoli na uniknięcie wszelkich błędów ze strony wnioskujących. – Przy obecnym systemie niestety zdarzają się one wciąż bardzo często i prowadzą do przesunięcia terminów wypłat należnych świadczeń z uwagi na konieczność uzupełnienia niezbędnej dokumentacji – zwraca uwagę prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

W nowych przepisach znaleźć mają się też szczegółowe unormowania dotyczące zatrudnienia w firmach funeralnych czy zapisy o przechowywaniu i transporcie zwłok czy kremacji.

W jaki sposób wynajmujący mogą obchodzić limity podwyżek czynszu?

Ochrona lokatorów w prywatnych mieszkaniach to coraz ważniejszy temat. Wyjaśniamy, w jaki sposób wynajmujący mogą obchodzić limity podwyżek czynszu.

Eksperci już kilkakrotnie zwracali uwagę, że w polskich warunkach zawieranie umów najmu na krótki okres jest powszechne. Potwierdzenie stanowią wyniki badania przeprowadzonego w połowie 2018 r. przez JLL oraz Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości na Wynajem „Mieszkanicznik”. Wspomniane badanie potwierdza, że w 2018 r. aż 60% właścicieli wynajmowanych „M” preferowało roczne umowy. Można przypuszczać, że obecnie taki wynik jest podobny albo nawet jeszcze większy. Popularność najmu na dość krótki okres wśród właścicieli mieszkań wynika z faktu, że ochrona lokatorów w takim przypadku ma mniejszy zakres. Przykładowo, limit podwyżek czynszu można łatwo obejść.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Ochrona lokatorów związana z ograniczeniem skali podwyżek czynszowych dotyczy tylko trwających umów najmu.
  • Zawarcie kolejnej umowy wynajmu, na przykład na rok pozwala właścicielowi mieszkania znacząco podwyższyć czynsz.
  • W odpowiedzi na obecną sytuację rynku najmu, może wzrosnąć popularność wynajmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego.
  • Poniżej prezentujemy inne ciekawe informacje. Tłumaczą one, dlaczego ochrona lokatorów przed podwyżkami jest mniej skuteczna niż można by sądzić.

Przepisy ograniczają m.in. liczbę podwyżek czynszu …

Osoby zainteresowane tym, jak wygląda ochrona lokatorów prywatnych mieszkań mogą wiedzieć, że obowiązujące przepisy wprowadziły ograniczenia w zakresie podwyżek czynszu. Mowa o zasadach wymienionych w artykule 8a oraz 9 ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 733). Wspomniana ustawa wprowadza następujące zasady:

  1. Podwyżka czynszu i/lub innych opłat zależnych od właściciela może nastąpić nie częściej niż raz na sześć miesięcy.
  2. Termin wypowiedzenia aktualnej wysokości czynszu/opłat powinien wynosić co najmniej trzy miesiące.
  3. Wypowiedzenie wspomniane w punkcie poprzednim powinno zostać dokonane pisemnie (pod rygorem nieważności).
  4. Najemca w ramach odpowiedzi ma dwa miesiące na akceptację podwyżki, zakwestionowanie jej przed sądem (w specjalnym trybie) lub brak zgody na podwyżkę skutkujący wypowiedzeniem umowy z terminem minimum trzymiesięcznym (naliczanym od daty wypowiedzenia czynszu).
  5. Podwyżka skutkująca przekroczeniem przez roczny czynsz limitu 3% wartości odtworzeniowej lokalu lub następująca z poziomu wyższego niż wspomniane 3% powinna zostać uzasadniona. Dodatkowego uzasadnienia nie wymaga podwyżka nieprzekraczająca procentowo inflacji z poprzedniego roku.
  6. Ochrona lokatorów zapewniana przez ustawę z dnia 21 czerwca 2001 r. gwarantuje, że w razie sporu nowa stawka czynszu nie zostanie wprowadzona przed wyrokiem sądu korzystnym dla właściciela „M”.
  7. Umowa najmu może przewidywać zasady bardziej korzystne dla najemcy od wyżej wymienionych. „Niedopuszczalne jest natomiast naginanie przepisów w celu poprawienia sytuacji wynajmującego” – tłumaczy Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Podpisanie nowej umowy umożliwia łatwą podwyżkę

Wszystkie wspomniane wyżej zasady wydają się dość korzystne dla lokatora, ale trzeba pamiętać, że nie mają one zastosowania jeśli zawarta zostanie zupełnie nowa umowa najmu (po wygaśnięciu poprzedniej umowy na czas określony). Limity częstotliwości i skali czynszowych podwyżek dotyczą bowiem wyłącznie zmian w ramach trwającej umowy najmu. Co więcej, powyższe ograniczenia nie obejmują podwyżek opłat niezależnych od właściciela. „Zatem ochrona lokatorów przed skutkami podwyżek czynszu i opłat nie jest bezwarunkowa” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W aktualnej sytuacji, właściciele lokali będą bardziej skłonni do wywierania presji na zawarcie umów najmu z czasem trwania wynoszącym na przykład rok, a nawet pół roku. Zaczęło bowiem brakować mieszkań na wynajem w dużych miastach, co stawia właścicieli „M” w uprzywilejowanej sytuacji. Obecne przepisy nie zapobiegają rosnącej popularności umów wynajmu na krótki termin. „Inna sytuacja dotyczy np. Norwegii i Francji. W tych krajach obowiązują ograniczenia dotyczące minimalnego okresu trwania umowy najmu” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Najem instytucjonalny też jest dogodny dla właściciela

Wydaje się, że niedostatek lokali na wynajem może skutkować również upowszechnieniem najmu okazjonalnego i najmu instytucjonalnego. Warto przypomnieć, że wynajem okazjonalny jest zarezerwowany dla osób najmujących „M” poza działalnością gospodarczą. Najem instytucjonalny mogą natomiast prowadzić przedsiębiorcy. Obydwa te warianty wynajmu z punktu widzenia najemcy są dość podobne. „Chodzi o korzystne dla właściciela mieszkania rozwiązania prawne” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ograniczona przez ustawodawcę ochrona lokatorów sprawia, że okazjonalny oraz instytucjonalny najem nie przewiduje limitu podwyżek czynszowych (w ramach trwającej umowy). Skala możliwych podwyżek zależy tylko od ustaleń stron zawartych w umowie. „Najemcy godzący się pod presją braku innych ofert na wynajem okazjonalny lub instytucjonalny muszą też pamiętać o braku prawa do lokalu socjalnego i pomieszczenia tymczasowego” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Kobiety na rynku pracy 2022

53% kobiet doświadczyło przeszkód w karierze. Jednym z problemów jest postrzeganie ich przez pryzmat macierzyństwa.

Wyzwania stanowią nieodzowny element życia zawodowego. Nie powinny jednak wynikać z danych metrykalnych, takich jak płeć czy wiek pracownika. Tymczasem na taką przeszkodę napotkała co druga uczestniczka badania opisanego na łamach raportu Hays „Kobiety na rynku pracy 2022”. Pomimo pozytywnych zmian zachodzących na rynku pracy, specjalistki nadal doświadczają nieadekwatnej oceny kompetencji, szklanego sufitu i postrzegania ich wyłącznie przez pryzmat rodzicielstwa, co spowalnia ich rozwój zawodowy.

Pracodawcy mają świadomość, że umożliwienie każdej osobie realizacji swojego potencjału w miejscu pracy – bez względu na płeć, wiek czy pochodzenie – jest działaniem, na którym mogą zyskiwać nie tylko jednostki, lecz również przedsiębiorstwa. Firmy coraz częściej tworzą grupy projektowe skoncentrowane wokół zagadnień równościowych, angażują się w inicjatywy zwiększające odsetek kobiet na stanowiskach kierowniczych i zachęcają ojców do korzystania z urlopów rodzicielskich.

Od kilku lat na polskim rynku pracy obserwujemy pozytywne zmiany, które prowadzą do wyrównania szans kobiet i mężczyzn na pracę, awans i adekwatne wynagrodzenie. W strategiach biznesowych firm coraz większą rolę odgrywają założenia polityki różnorodności i inkluzji. Wiele zmienia się na lepsze, jednak tempo transformacji nie dla wszystkich jest satysfakcjonujące – zauważa Anna Czyż, Head of People & Culture w Hays Poland.

Wyzwania wynikające z płci

Takie wnioski płyną z najnowszego raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2022”. Jak wynika z tegorocznego badania, 53 proc. kobiet i 28 proc. mężczyzn napotkało w toku kariery przeszkody wynikające z ich płci. Specjalistki i menedżerki częściej od swoich kolegów doświadczają sytuacji, w których o ich szansach zawodowych decydują stereotypy, nieuświadomione uprzedzenia lub dyskryminujące praktyki. Najczęściej mierzą się z przypadkami faworyzowania mężczyzn (55 proc.), kierowaniem się stereotypami w decyzjach o zatrudnieniu i awansie (53 proc.), zakładaniem ich mniejszej dyspozycyjności (48 proc.) oraz brakiem zaufania do kwalifikacji (42 proc.)

Kobiety na rynku pracy 2022

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2022”

Z kolei respondentki pełniące role kierownicze, jako przeszkodę wskazywały negatywne i krzywdzące opinie na temat tzw. „kobiecego stylu zarządzania”, stereotypowo postrzeganego jako zbyt emocjonalny, z nadmierną skłonnością do kompromisów i brakiem posłuchu wśród podwładnych. Zapytane o wyzwania, z jakimi musiały się zmierzyć na drodze do objęcia pierwszego w karierze stanowiska menedżerskiego, wymieniały również konieczność przecierania szlaków w firmie, w której na stanowiskach kierowniczych nie było kobiet, a także postrzeganie ich kandydatur przez pryzmat – nawet teoretycznego – macierzyństwa. Jest to jeden z powodów, dla których w Polsce nadal tak niewiele firm jest zarządzanych przez kobiety.

W Polsce na szczeblu kierowniczym nie brakuje utalentowanych, odnoszących sukcesy menedżerek i dyrektorek. Jednak gdy spojrzymy bliżej na składy zarządów, decydujących o obsadzie najwyższych stanowisk w organizacjach, to w zdecydowanej większości są to mężczyźni. W tym kontekście wybór kandydata płci męskiej na stanowisko prezesa może wydawać się czymś naturalnym. W procesach decyzyjnych zwyczajnie brakuje kobiecej perspektywy, a do głosu mogą dochodzić nieuświadomione uprzedzenia – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director w Hays Poland.

Rozpatrywanie kobiecych kandydatur w kontekście potencjalnego macierzyństwa stanowi jeden z największych problemów, z jakim mierzą się specjalistki. Rodzicielstwo i obowiązki rodzinne wciąż utożsamiane są głównie z kobietami, co w perspektywie części pracodawców obarcza zatrudnienie kandydatek dodatkowym ryzykiem. Niektórzy decydenci w firmach wciąż wychodzą z założenia, że jako matki będą brały zwolnienia na chore dzieci lub wkrótce zajdą w ciążę i znikną z firmy na rok. Jest to zatem przejaw nierówności, który dotyka zarówno pracujące mamy, jak i bezdzietne kobiety.

Trudne pogodzenie ról

Łączenie ról rodzica i pracownika stanowi wyzwanie dla wielu aktywnych zawodowo osób. Jak wynika z badania, 67 proc. matek i 45 proc. ojców napotkało na swojej drodze zawodowej przeszkody związane z pogodzeniem pracy z wychowywaniem dzieci. Wyzwania te najczęściej dotyczą konieczności wyboru między zaangażowaniem w pracę lub życie rodzinne oraz zbyt małej ilości czasu, który można poświęcić bliskim. Jednocześnie w gronie respondentów, którzy doświadczyli trudności w łączeniu roli rodzica i pracownika, aż 69 proc. kobiet i 81 proc. mężczyzn wskazało na brak możliwości pełnego uczestnictwa w życiu dziecka.Kobiety na rynku pracy 2022 2

*Wyłącznie osoby wychowujące co najmniej jedno dziecko.

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2022”

Ponadto co trzecia respondentka badania zmierzyła się z koniecznością szybkiego powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim, a co czwarta miała trudności z objęciem uprzednio zajmowanego stanowiska. Biorąc pod uwagę powyższe oraz fakt, iż 81 proc. mężczyzn jako wyzwanie wskazało brak możliwości pełnego uczestnictwa w życiu dziecka, można wywnioskować, iż w momencie pojawienia się potomstwa potencjał pracujących matek i ojców nie jest postrzegany tak samo.

Obowiązki opiekuńcze nadal w dużej mierze spoczywają na kobietach. Przekonanie, że zajmowanie się dziećmi jest zadaniem mam, to stereotyp głęboko zakorzeniony w kulturze. W przestrzeni zawodowej niejednokrotnie funkcjonuje przekonanie, że to pracujące mamy opiekują się dziećmi, kiedy te są chore, i wykorzystują cały urlop rodzicielski przysługujący rodzicom. Stąd też, gdy to mężczyzna chce opiekować się dzieckiem, często budzi to zdziwienie – zauważa Łukasz Grzeszczyk, Executive Director w Hays Poland.

Równiejszy podział obowiązków

Na horyzoncie widać zmiany prowadzące do wyrównania szans kobiet i mężczyzn. Unijna dyrektywa „Work-life balance” ma na celu ułatwić rodzicom godzenie życia zawodowego z rodzinnym i zmianę głęboko zakorzenionej sylwetki rodzica-kobiety, m.in. poprzez przyznanie ojcom dwumiesięcznego urlopu rodzicielskiego. Powyższego ekwiwalentu nie będzie można przenieść na partnerkę, co ma na celu doprowadzenie do równiejszego podziału nieodpłatnej pracy opiekuńczej.

Dodatkowo coraz więcej firm pochyla się nad kwestią rodzicielstwa, starając się ułatwić pracownikom znalezienie równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Pracodawcy oferują pracującym rodzicom nie tylko dodatkowe benefity i wykazują się większą elastycznością w zakresie godzin i miejsca pracy, ale również tworzą programy wspierające kobiety w powrotach z urlopów macierzyńskich czy wychowawczych.

O RAPORCIE

Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2022” powstał na bazie odpowiedzi zebranych w okresie od marca do maja 2022 roku. Publikacja przedstawia wyniki ankiety internetowej, w której udział wzięło ponad 3,5 tys. kobiet i mężczyzn. Wyniki badania zostały uzupełnione komentarzami ekspertów rynku pracy oraz zaleceniami dla pracodawców.

Branża leasingowa najmocniej prześwietla firmy handlowe

Rok 2021 był najlepszy w historii leasingu w Polsce. Miało to odzwierciedlenie w liczbie raportów o nowych klientach, pobieranych z Krajowego Rejestru Długów przez firmy z tego sektora. Tylko od początku tego roku zaczerpnęły one z KRD 454 tys. takich raportów. W całym 2021 r. – niemal 1,4 mln. Wraz z intensywnym rozwojem rynku przybywa jednak klientów, którzy nie płacą rat. Według danych KRD są oni winni firmom leasingowym 988,8 mln zł.

Najnowsze dostępne informacje pokazują, że sektor leasingowy w 2021 r. udzielił 88 mld zł finansowania. Dynamika wyniosła 30,7 proc. w ujęciu rok do roku. Był to kolejny rekordowy okres, mimo poważnych perturbacji, jakie odczuwa segment motoryzacyjny. W drugiej połowie 2021 r. dostępność nowych samochodów była mocno ograniczona, a eksperci zwracają uwagę, że taka sytuacja będzie się utrzymać także w tym roku.

Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że całkowita wartośćć aktywnego portfela branży leasingowej na koniec 2021 r. wyniosła 165,8 mld zł, co oznacza blisko 5 proc. wzrost r/r. Odbiorcami usług leasingowych są̨ głównie mikro i małe firmy, które stanowią̨ 3/4 klientów.

W 2021 r. przedsiębiorstwa przy pomocy leasingu najczęściej finansowały auta osobowe (45 proc.). Nieco rzadziej maszyny i inne urządzenia (28 proc.), a także pojazdy ciężarowe (22 proc.). Pozostałe kategorie to sprzęt IT, samoloty, statki, tabor kolejowy i inne pojazdy.

Na przełomie lutego i marca tego roku nad rynkiem motoryzacyjnym zawisło widmo kryzysu, spowodowanego z jednej strony kolejną falą utrudnień w dostępie do nowych samochodów, a z drugiej ryzykiem, że w niełatwych czasach wiele firm odłoży wybór samochodu na przyszłość. Teraz nakłada się na to niepewność gospodarcza związana z wojną na Ukrainie.

Rekordowe sprawdzenia

Jeszcze w 2016 r. leasingodawcy sprawdzali w KRD potencjalnych klientów 577 tys. razy. W ciągu pięciu lat ta liczba się podwoiła i na koniec minionego roku wyniosła blisko 1,4 mln.

– Nasza baza danych jest papierkiem lakmusowym branży leasingowej. Jeśli firmy przed udzieleniem finansowania pobierają z KRD więcej raportów o nowych klientach, oznacza to, że sprzedaż na rynku wyraźnie rośnie. Firmy z tego sektora mają wysoką świadomość biznesową, więc weryfikowanie nowych kontrahentów, którzy ubiegają się o zakup pojazdów czy sprzętu, jest dla nich naturalnym działaniem ograniczającym ryzyko. Duża skala sprawdzania sprzyja budowaniu bezpieczeństwa finansowego, a co za tym idzie odpowiedzialnemu zwiększaniu obrotów – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Jeśli firma już zalega z płatnościami, prawdopodobieństwo, że nie zapłaci za leasing jest bardzo duże. Dlatego informacje o sytuacji finansowej klienta, pobierane przed podpisaniem umowy w formie raportów z KRD, umożliwiają stworzenie jego pełniejszego obrazu, pomagają w podjęciu decyzji o nawiązaniu współpracy oraz ustaleniu jej warunków.

Leasing nieco spowalnia

Pierwszy kwartał tego roku przyniósł lekkie spowolnienie w branży leasingowej. Przyczynia się do tego inflacja, rosnący WIBOR, ale i brak półprzewodników oraz komponentów do produkcji pojazdów. A to na nie jest głównie udzielane finansowanie.

W drugiej połowie 2021 r. rynek mierzył się z ograniczoną dostępnością̨ nowych samochodów, która przeciągnęła się na początek tego roku. Dlatego eksperci przyjmują ostrożny scenariusz rozwoju sektora leasingowego w 2022 r. Przed branżą niełatwy rok, w którym wyniki będą zależały od dostępności finansowanych pojazdów i urządzeń. Dynamika wzrostu branży jest prognozowana na poziomie 10,3 proc., a wartość finansowania na kwotę 97 mld zł.

Na razie, w I kwartale tego roku, zmiany stóp procentowych nie wpłynęły na wartość finansowania leasingiem nowych inwestycji. Poziom sprzedaży jest zbliżony do analogicznego okresu ub.r. Widać to też w pobieraniu raportów o klientach z KRD. Ich liczba w trzech pierwszych miesiącach 2022 r. była podobna do tej z I kwartału 2021 r. i wyniosła ponad 317 tys.

W przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych weryfikacja potencjalnego klienta jest często podwójna – sprawdzany jest NIP firmy i PESEL jego właściciela. Przedsiębiorca może bowiem nie mieć długów, które obciążają jego firmę, ale figurować u nas jako  konsument, który nie płaci za telefon czy Internet. A w tym przypadku portfel właściciela i portfel firmy, to te same pieniądze – zauważa Adam Łącki.

Wiarygodność finansowa pod lupą

Branża leasingowa zaczerpnęła z KRD najwięcej raportów o potencjalnych klientach z sektora handlowego (21 proc. wszystkich pobrań), transportowego (13 proc.), budowlanego (prawie 12 proc.), przemysłowego (11 proc.) oraz o firmach zajmujących się szeroko rozumianym doradztwem (10 proc). Przypada na nie 2/3 raportów. Wśród przedsiębiorstw handlowych szczególnie wnikliwie przyglądała się wiarygodności płatniczej podmiotów sprzedających pojazdy, jak również sklepom internetowym. W przypadku przedsiębiorstw transportowych brała pod lupę zwłaszcza te specjalizujące się w przewozie towarów, ale i prowadzące działalność taksówkarską. W sektorze budowlanym jej uwagę przykuły firmy wznoszące obiekty i montujące instalacje elektryczne. W gronie firm przemysłowych na celownik wzięła podmioty specjalizujące się w obróbce elementów metalowych i produkowaniu konstrukcji metalowych.

Jeśli u klienta, który dotąd regulował raty, pojawiają się problemy ze spłatą, firmom leasingowym zależy na przywróceniu aktywnej umowy, a odebranie przedmiotu leasingu to ostateczność. Jednak nie wszystkie przedsiębiorstwa są w stanie wznowić regulowanie rat i wówczas ich długi trafiają do windykacji.

Odebranie przedmiotu leasingu jest ostatecznością, ponieważ dzięki ciężarówce czy maszynie produkcyjnej przedsiębiorstwo zarabia. Z naszego doświadczenia w obsłudze wierzytelności leasingowych wynika, że wizja utraty auta czy urządzenia na wiele firm działa mobilizująco. Dlatego koncentrujemy się na analizie możliwości finansowych przedsiębiorstwa, tak aby znaleźć pieniądze na spłatę rat leasingowych, a jednocześnie pozostawiać firmie możliwość zarobkowania przy użyciu leasingowanego pojazdu czy urządzenia. To ważne i z punktu widzenia klienta, i z punktu widzenia firm leasingowych, zwłaszcza teraz, gdy gospodarka odczuwa skutki inflacji i trudności w dostępie do kredytów bankowych – zauważa Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Wśród dłużników wpisanych do Krajowego Rejestru Długów przez firmy leasingowe najwięcej zaległości mają spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i akcyjne. Niewiele mniej – jednoosobowe działalności gospodarcze, które powinny spłacić 458,8 mln zł. Blisko 40 mln zł mają do oddania konsumenci, którzy również korzystają z leasingu.

Transport najbardziej zadłużony

Dynamiczny wzrost rynku leasingu w sposób nieunikniony pociąga za sobą także zwiększenie liczby podmiotów, które nie płacą rat. Jeszcze w 2016 r. zaległości klientów wynosiły 362,4 mln zł. Od tego czasu prawie się potroiły – dziś to już 988,8 mln zł. Podobnie wygląda sytuacja patrząc przez pryzmat liczby dłużników. Sześć lat temu było ich 6 878, dziś 12 207.

Nieuchronnie zwiększa się średnie zadłużenie. W 2016 r. na jedną firmę przypadało 52,7 tys. zł, teraz 80,9 tys. zł

Największe zaległości, 223 mln zł, obciążają konta przedsiębiorstw z Mazowsza. Drugi jest Śląsk – 117 mln zł, a trzecia Wielkopolska – 87 mln zł.

Rekord niepłacenia należy do firmy z powiatu kartuskiego w województwie pomorskim, która trzem firmom leasingowym powinna oddać 17,1 mln zł.

Najwięcej zaległości wobec branży leasingowej mają firmy transportowe. Nie zapłaciły one 283,1 mln zł rat. Duże długi ma sektor handlowy – powinien on uregulować 173,6 mln zł. Kolejne miejsca na liście dłużników zajmują przedsiębiorstwa przemysłowe – 112,2 mln zł oraz branża rolna – 67,3 mln zł.

Duża nerwowość na węgierskiej giełdzie

Wczoraj zarówno S&P 500 (+0,95 proc.) jak i średnia przemysłowa Dow Jonesa (+0,6 proc.) wyszły na najwyższy poziom od tygodnia. W tyle pozostawał Nasdaq Composite pomimo wczorajszego odbicia w górę o +1,51 proc. Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy lekko zniżkowały (S&P 500 -0,18 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii lekko dziś przeważały niewielkie spadki (najsilniej – o 0,84 proc. – zniżkował tajwański TAIEX). Najwyższy poziom od 3 lat osiągnął dziś Shanghai B-Share Index.

Europejskie giełdy otwierały się generalnie na niewielkich plusach (ok. 9:20 DAX +0,3 proc., CAC 40 +0,14 proc.). Intrygującym wyjątkiem był węgierski BUX, który po spadku we wtorek o 1,1 proc., w środę o 3,4 proc., na początku czwartkowej sesji tracił w pewnym momencie prawie 10 proc. osiągając najniższy poziom od końca 2020 roku. Potem nastąpiło pewne uspokojenie sytuacji i skala spadku uległa redukcji do mniej niż 5 proc. Można sądzić, że ta duża nerwowość ma związek z wprowadzonym przez węgierski rząd w związku z wojną na Ukrainie stanem wyjątkowym.

WIG-20 rósł na początku czwartkowej sesji o +0,47 proc. „Tradycyjnie” ostatnio wśród składników mWIG-u 40 najwyżej od 4 lat były ceny akcji Grupy Azoty. Cena akcji Celonu Pharma osiągnęła najniższy poziom w swej prawie 6-letniej historii.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA lekko dziś rano spadała utrzymując się w okolicach miesięcznych minimów.

Ceny kontraktów na ropę naftową minimalnie dziś rano drożały (WTI +0,38 proc., Brent +0,15 proc.) utrzymując się powyżej poziomu 110 USD. Lekko taniały dziś metale szlachetne, nieco silniej – o 1,14 proc. – miedź. Wczoraj najwyższy poziom od 5 lat osiągnęły ceny kontraktów na biały cukier na ICE.

Po ostatnim silnym rajdzie w górę i wczorajszym spadku dziś rano kurs EUR/USD nadal lekko zniżkował (-0,12 proc.). Złoty podążając za euro lekko słabł (USD/PLN +0,29 proc., EUR/PLN +0,2 proc.). Węgierski forint był dziś najsłabszy wobec euro od 2,5 miesiąca.
Kurs BTC/USD nadal przebywał w obrębie formującej się od 3 tygodnie formacji „trójkąta symetrycznego” (dziś rano -0,77 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Easy TMS – kompleksowe rozwiązanie do zarządzania procesami transportowymi

Zarządzanie procesami transportowymi, ich każdym etapem, staje się znacznie prostsze z nowoczesnymi rozwiązaniami. Jednym z nich jest m.in. Easy TMS – dowiedz się więcej na temat kompleksowego narzędzia Transport Management System.

Co to jest Easy TMS (Transport Management System)?

Nowoczesne oprogramowanie dla branży TLS, Easy TMS z oferty Inelo, jest polecane w różnych działach transportu, logistyki oraz spedycji – została opracowane dla spedycji oraz przewoźników. Sprawdzi się m.in. w dużych firmach, które dysponują swoim taborem samochodowym albo go wynajmują w zależności od potrzeb. Więcej na temat oprogramowania Easy TMS znajdziesz tutaj: https://inelo.pl/produkty/oprogramowanie-dla-transportu/easy-tms/ 

Kompleksowy system Transport Management System oferuje liczne funkcjonalności – jak m.in. dokładne i efektywne planowanie tras, śledzenie każdego etapu przejazdu i monitoring przesyłek, kontrola kierowców, prowadzenie kartotek, dokładne planowanie czasu pracy oraz rozliczanie delegacji kierowców.

Główne zalety Easy TMS

System Easy TMS ma wiele plusów, które docenią specjaliści od spedycji i logistyki. Są to między innymi:

  • efektywne zarządzanie zleceniami, przesyłkami i trasami, 
  • pełna kontrola kosztów,
  • czytelny rejestr zleceń spedycyjnych i transportowych i ładunków mających związek z optymalnym wyznaczaniem tras,
  • łatwa koordynacja dostaw,
  • wizualny harmonogram pojazdów, 
  • możliwość prostego fakturowania, 
  • możliwość łatwego obliczenia rentowności trasy,
  • możliwość szybkiej i wygodnej weryfikacji kontrahentów w VIES
  • optymalizacja procesów.

Wszystkie te funkcjonalności oferowane przez oprogramowanie Easy TMS są możliwe, dzięki poszczególnym modułom – jak m.in. Poczta (ewidencja poczty obieranej i wysyłanej, funkcja skanowania załączników, integracja z e-Nadawcą i EPO) czy Mapa (moduł wyznaczający najlepszą trasę dla zleceń i pokazujący koszty związane z opłatami drogowymi i realizacji zleceń), Fakturowanie (wystawianie faktur od ręki) czy Zlecenia (rejestr zleceń spedycyjnych i transportowych).