Branża IT – oni płacą, im nie płacą

O 18 proc. spadło przez ostatni rok zadłużenie branży IT. Przedsiębiorcy z tego sektora są aktualnie w dobrej sytuacji. W dłuższej perspektywie problemem mogą okazać się jednak rosnące należności branży. Przez ostatnie 3 lata ich wysokość się prawie potroiła i znacznie przekracza kwotę zaległości. Firmy IT mają do odzyskania ponad 400 mln zł. Najwięcej zalega im handel i budownictwo.

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, w kwietniu 2022 r. długi przedsiębiorców z branży IT wyniosły blisko 180 mln zł. Liczba dłużników notowanych w bazie danych to 6 388, z których każdy ma średnie zaległości w wysokości ponad 28 tys. zł. Porównując te dane z 2021 r., możemy zaobserwować spadek ogólnej kwoty zadłużenia o 18 proc.

Branża IT, która jest jednym z beneficjentów przyspieszonej przez pandemię cyfryzacji, ma za sobą bardzo dobry czas. Z dnia na dzień zapotrzebowanie zarówno na urządzenia jak i oprogramowanie do pracy zdalnej gwałtowanie wzrosło, a szeroko rozumiana digitalizacja i przenoszenie usług do przestrzeni online stała się dla wielu przedsiębiorstw priorytetem. Popyt na usługi firm z tego sektora stale rośnie, co ma swoje odzwierciedlenie nie tylko w dynamicznie rosnącej liczbie ofert pracy na polskim rynku, ale także w spadku zadłużenia – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczych SA.

Najwięcej do oddania mają firmy z sektora informacji i komunikacji (ponad 123 mln zł), czyli programiści, administratorzy sieci oraz stron internetowych. Kolejni na liście dłużników są przedsiębiorcy zajmujący się sprzedażą oprogramowania, technologii i sprzętu elektronicznego (26,8 mln zł) oraz ci zajmujący się naprawą i konserwacją urządzeń (blisko 19 mln zł).

Samozatrudnieni mają najwięcej zobowiązań

Ponad 40 proc. wartości zadłużenia wszystkich przedsiębiorców branży IT należy do jednoosobowych działalności gospodarczych. Samozatrudnieni stanowią także większość wszystkich dłużników w bazie KRD (3 484 z 6 388 notowanych) oraz mają najwięcej zobowiązań (14 680 spośród 28 267). Nie przodują jednak pod względem wysokości zaległości. Tych najwięcej do uregulowania mają bowiem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – blisko 84 mln zł.

Najwięcej do oddania branża IT ma wtórnym wierzycielom (72,5 mln zł) oraz instytucjom finansowym (ponad 48 mln zł). Następni w kolejce do odzyskania swoich pieniędzy są twórcy i sprzedawcy oprogramowania (17,7 mln zł) oraz firmy telekomunikacyjne (ponad 16 mln zł).

Najwyższe zaległości mają firmy z województwa mazowieckiego. Łączna kwota ich niezapłaconych zobowiązań przekracza bowiem 52 mln zł. Dalej na liście dłużników znajdują się przedsiębiorcy z Wielkopolski (prawie 25 mln zł) i Śląska (19,3 mln zł). Wysoko w tym zestawieniu znajdują się także firmy z województwa dolnośląskiego, które mają do uregulowania zaległości w wysokości 18,1 mln zł. To zestawienie nie jest zaskoczeniem. Dane dotyczą bowiem regionów, w których w skali kraju działa najwięcej firm z branży IT. W takiej sytuacji naturalnym zjawiskiem jest także wysoka liczba zadłużonych.

Branża jako wierzyciel

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, znacznie większym problemem niż zaległości są dla sektora IT nieodzyskane należności, które wynoszą ponad 409 mln zł, czyli ponad dwa razy więcej niż zadłużenie. ¼ tej kwoty (99 mln zł) to rachunki i faktury, których nie zapłacili przedsiębiorcy z branży handlowej. Z zapłatą spóźniają się także firmy budowlane (69 mln zł) oraz transportowe (50,4 mln zł).

Prawie połowa wszystkich należności branży to długi jednoosobowych działalności gospodarczych, którzy mają do oddania 200,5 mln zł. Pomimo dobrej sytuacji, przedsiębiorcy poważnie powinni potraktować sytuację, w której tak wielu kontrahentów zalega z płatnościami.

Dobre warunku do rozwoju biznesu w sektorze IT, które obecnie obserwujemy, mogą jednak uśpić czujność przedsiębiorców. Rosnąca grupa klientów, którzy nie regulują na czas swoich zobowiązań wobec branży, może w dłuższej perspektywie przynieść negatywne skutki. Dlatego tym bardziej konieczne jest zachowanie odpowiedniej czujności w trakcie współpracy poprzez monitorowanie sytuacji kontrahenta oraz staranne dobieranie nowych partnerów biznesowych – mówi Tomasz Gadziński, menedżer ds. klientów strategicznych w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej SA.

Zaległości wobec firm IT rosną od lat. Największa zmiana nastąpiła między rokiem 2019 a 2020, kiedy łączna kwota należności zwiększyła się prawie dwukrotnie – ze 170,1 mln zł do na 337,5 mln zł. Wówczas znacznie wzrosły zaległości jakie wobec przedsiębiorców z branży IT miały firmy handlowe, transportowe oraz przemysł. Niekoniecznie jest to efekt pandemii, bo KRD znaczący skok długów wobec branży IT zarejestrował już w listopadzie 2019 roku.

Przedsiębiorcy z tego sektora zdają się popełniać częsty grzech czasów koniunktury. Znaczący wzrost przychodów powoduje, że nie dbają tak o ściąganie należności. Bo przecież pieniądze są. Taka postawa może jednak spowodować, że część zarobionych pieniędzy zostanie stracona bezpowrotnie. Dłużnik widząc, że wierzycielowi wcale nie zależy na odzyskaniu należności, będzie grał na czas i prowadził z nim grę na przeczekanie, aż doprowadzi do przedawnienia. Co prawda nie kasuje to całkowicie długu, ale znacznie utrudnia jego odzyskanie. Jedynym argumentem motywującym wówczas dłużnika do zapłaty może być wpis do bazy Krajowego Rejestru Długów mówi Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

KPMG w Polsce rozbudowuje zespół ESG

KPMG wzmacnia kompetencje w obszarze doradztwa ESG poprzez włączenie w swoje struktury Przemysława Oczypa – dotychczasowego Prezesa Zarządu i Partnera firmy doradczej Go Responsible, specjalizującego się w doradztwie w zakresie strategii i raportowania ESG (ang. Environmental, Social and Governance). KPMG tym samym kontynuuje poszerzanie kompleksowej oferty usług z zakresu ESG, skierowanych do przedsiębiorstw ze wszystkich sektorów gospodarki.

Połączenie wiedzy i globalnego doświadczenia KPMG z ekspertyzą praktyków ESG, którzy dołączyli do firmy tworzy dla klientów KPMG wszechstronną i integralną ofertę wsparcia na każdym etapie wdrażania ESG w organizacji – od diagnozy obecnej sytuacji firmy, przez stworzenie strategii ESG i jej wdrożenie, opracowanie polityk dekarbonizacji, finansowanie, raportowanie ESG i usługi poświadczające, due diligence ESG, aż po edukację z zakresu ESG. Istotne wzmocnienie usług doradczych w zakresie ESG w ramach Działu Doradztwa Biznesowego, rozszerza kompetencje KPMG w Polsce w dziedzinie zarządzania obszarem ESG w firmach, które chcą zwiększać swoją transparentność, konkurencyjność oraz wartość dla różnych grup interesariuszy, w tym m.in. inwestorów. Dotychczasowe projekty z obszaru ESG realizowane przez KPMG dla klientów z sektora finansowego m.in. w obszarze taksonomii czy usług poświadczających pokazują, że zwiększa się świadomość firm na temat rosnących wymogów w zakresie ESG i konieczności zmian w organizacjach.

ESG to nie tylko trend, to nowy sposób myślenia o biznesie i jego oddziaływaniu na otoczenie, który coraz bardziej wpływa na światową gospodarkę i zmianę modelu działalności wielu firm. Normą staje się, że ESG powinno stanowić trzon strategii firmy, łącząc efektywność biznesową z odpowiedzialnością wobec otoczenia. Pandemia COVID-19, nowe wyzwania oraz regulacje wprowadzane na poziomie Unii Europejskiej dodatkowo przyspieszyły ten trend. Wzmocnienie kompetencji KPMG w Polsce w zakresie ESG pozwala nam lepiej odpowiadać na potrzeby klientów, którzy są świadomi, że nadanie odpowiedniego priorytetu ESG w organizacji to nie tylko szansa na rozwój i zwiększanie pozycji konkurencyjnej, ale wręcz warunek konieczny – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Decyzja o dołączeniu do KPMG była podyktowana chęcią rozwoju usług w zakresie ESG i możliwością bardziej kompleksowego, efektywniejszego świadczenia usług dla naszych dotychczasowych i przyszłych klientów. Z naszych obserwacji zrównoważony rozwój jest strategicznym obszarem dla biznesu, coraz więcej firm potrzebuje profesjonalnego doradztwa w tym zakresie. Dołączenie do tak znaczącej w obszarze konsultingu firmy pozwoli nam uzyskać międzynarodowe zaplecze, know-how oraz szersze możliwości dotarcia do klientów ze wszystkich branż – mówi Przemysław Oczyp, Partner Associate w Dziale Doradztwa Biznesowego/ESG, w KPMG w Polsce.

Wskaźniki ESG mają coraz większe znaczenie dla inwestorów i mogą decydować o przyszłości firmy. Wskaźniki są wyłącznie wynikiem działań, które firma podejmuje i w jaki sposób postępuje. Ujawnione dane i ich przejrzystość mają kluczowe znaczenie dla uchwycenia zaangażowania biznesu w ESG i udowodnienia interesariuszom odporności biznesowej i zrównoważonego rozwoju firmy.

Wiele firm w Polsce jeszcze nie rozpoczęło lub jest w początkowej fazie wdrażania ESG w swojej organizacji. Tymczasem nowe obowiązki ujawnieniowe związane z Taksonomią UE, a w dalszej perspektywie także zmiany w raportowaniu niefinansowym wprowadzone przez Corporate Sustainability Reporting Directive (CSRD) sprawiają, że konieczne jest strategiczne podejście do tego obszaru i wdrażanie najlepszych praktyk ESG. KPMG w Polsce aktywnie rozwija i doskonali zakres oferowanych usług ESG świadczonych dla firm z sektora finansowego i niefinansowego, aby mogły efektywnie zarządzać tematyką ESG w swojej działalności – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Lider Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG, KPMG w Polsce.

Answear.com wchodzi na rynek słoweński

Answear stawia kolejny krok na drodze ekspansji zagranicznej i rozpoczyna działalność w Słowenii. Jest to jeden z najbardziej zamożnych i rozwiniętych gospodarczo krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Przychody z handlu online w tym kraju wyniosły w 2021 r. 641 mln USD, a kategoria „moda” miała największy udział i stanowiła 28 proc. wszystkich zakupów w internecie. Otwarcie drugiego rynku na Bałkanach pozwoli również zoptymalizować proces logistyczny.

Słowenia to już jedenasty rynek, na który wchodzimy z naszą ofertą. Jest to dla nas atrakcyjny kierunek przede wszystkim pod względem rozwoju e-commerce oraz wciąż dynamicznych wzrostów. Dodatkowo Słoweńcy są relatywnie zamożnym społeczeństwem, z wysokim wskaźnikiem dochodu per capita oraz dużą świadomością marek premium, co oczywiście będzie miało bezpośredni wpływ na wartość średnich koszyków i rentowność transakcji na naszej platformie – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

W Słowenii kategoria „moda” cieszy się dużą popularnością wśród kupujących online. W 2021 r. i wyprzedziła kategorię „elektronika” stanowiąc 28 proc. wszystkich zakupów dokonanych w internecie. Zakupy modowe w sieci wzrosły w tym kraju o blisko 18 proc. w 2021 r., przy niewielkim spadku w sklepach stacjonarnych (o 0,89 proc.). Answear.com kieruje ofertę do klientów zainteresowanych zarówno modą i produktami premium, jak i asortymentem dla osób aktywnych, poprzez szeroką ofertę produktów sportowych.

Otwarcie drugiego rynku na Bałkanach, ze względu na geografię, pozwoli nam na zoptymalizowanie procesu logistyki. Będziemy zapewniać dostawę przez partnera logistycznego GLS nawet w ciągu 48 godzin. Klienci mogą wybrać dostawę kurierem do jednego z 650 punktów odbioru lub do 185 paczkomatów. Jesteśmy spokojni o nasze wyniki w przyszłości, każdy nowy otwarty kierunek zwiększa wolumeny sprzedaży i przyczynia się do wzrostu wartości całego biznesu – dodaje Krzysztof Bajołek.

Answear.com to założony w 2011 r. e-commerce zajmujący się sprzedażą markowej odzieży, obuwia, akcesoriów oraz dekoracji wnętrzarskich. Spółka prowadzi obecnie działalność w 11 krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Słowenii, Grecji, Chorwacji, Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie, na Cyprze oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 25 proc. udziału w całkowitych przychodach Spółki.

Jak zmniejszyć szarą strefę w polskiej branży hazardowej

UN Global Compact Network Poland opublikował raport Przeciwdziałanie szarej strefie, współpraca Krajowej Administracji Skarbowej z branżą hazardową i odpadową. Eksperci rekomendują zmianę formy i wysokości opodatkowania branży zgodnie ze światowymi standardami w celu minimalizacji szarej strefy w Polsce. Kluczowym, zalecanym rozwiązaniem jest wprowadzenie powszechnego na świecie podatku od sprzedaży brutto (tzw. GGR) zamiast obecnego opodatkowania od przychodów. Według niezależnych badań rynkowych wymienianych w raporcie udział szarej strefy w polskiej branży hazardowej może sięgać od niemal 18 do nawet 35 proc.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • wprowadzenie podatku GGR (Gross Gaming Revenue – przychody pomniejszone o wypłacone wygrane) jako najskuteczniejsze narzędzie w walce z szarą strefą
  • potrzeba ścisłej współpracy Krajowej Administracji Skarbowej z legalnymi operatorami, w celu wypracowania wysokości procentu opodatkowania, jak również konieczność debaty regulatora z prywatnym rynkiem w celu wypracowania najlepszego rozwiązania
  • konieczność utworzenia specjalnego podmiotu do kontroli branży hazardowej na wzór KNF – Komisja Nadzoru Hazardu
  • branża hazardowa obejmuje m.in. gry, loterie, zakłady wzajemne

Aż 57% graczy online deklaruje, że gra również nielegalnie – Jesteśmy więc w niechlubnym gronie największych szarych stref w Europie. GGR to standardowa forma opodatkowania w Unii Europejskiej i na świecie. W Europie tylko 6 krajów ma podatek od zakładów bukmacherskich w oparciu o przychód. W Polsce jest on najwyższy przewyższając stawki stosowane w innych krajach. – Polska 12%, Portugalia 8%, Niemcy 5%, Chorwacja 5%, Austria 2% i Irlandia 2%. Pozostałe kraje unijne stosują podatek od zysku brutto ze średnią stawką na poziomie 22 proc. W Szwecji po wprowadzeniu podatku od GGR wpływy podatkowe wzrosły o ponad 300 proc. w ciągu 2 lat, w Bułgarii między 2014 a 2021 r. podatek od GGR zaowocował ponad 750 proc. wzrostem wpływów podatkowych – komentuje Adam Lamentowicz,, Prezes Polskiej Izby Gospodarczej Branży Rozrywkowej i Bukmacherskiej i prezes Superbet Polska. – Zmiany podatkowe w Polsce w szeroko pojętej branży hazardowej byłyby ważnym krokiem przeciwdziałającym negatywnym zjawiskom jak pranie brudnych pieniędzy czy tzw. migracja graczy korzystających np. z gier online czy zakładów do szarej strefydodaje.

Autorzy raportu wskazują podatek od GGR jako najlepsze obecnie narzędzie do zwalczania szarej strefy w branży hazardowej w Polsce. Wysokość rekomendowanego podatku jest przedmiotem dyskusji i proponowane są wspólne prace resortu finansów oraz legalnych operatorów gier hazardowych nad wypracowaniem wspólnego stanowiska, które przyczyni się do ograniczenia szarej strefy, a tym samym poprawienia sytuacji branży.

– Jako członek Rady Programowej UN Global Compact Network Poland i przedstawiciel branży podkreślam, że wprowadzenie podatku od GGR na poziomie 22-25 proc. spowodowałoby samo-uregulowanie się rynku, migrację polskich graczy na legalny rynek. Zmiana ta powiększyłaby ten rynek nawet o kilkaset procent bez generowania dodatkowego popytu. Długoterminowy efekt to rzetelna ochrona polskich graczy i istotne zmniejszenie szarej strefy oraz skokowy wzrost wpływów do budżetu państwa – podsumowuje Adam Lamentowicz.

Podatek od GGR ciosem w szarą strefę

W Polsce funkcjonuje 23 legalnych operatorów zakładów wzajemnych. Pozostałe podmioty, świadczące gry hazardowe z serwerami poza granicami Polski, są nielegalne. Do 2021 roku państwo miało zamknąć ponad 14 tys. takich nielegalnych stron, jednak chęć „łatwego i szybkiego” zarobku w sieci powoduje, że tego typu zakłady wciąż są popularne, a co za tym idzie, w miejsce zamkniętych witryn pojawiają się nowe. Podmioty z szarej strefy zarabiają krocie dzięki unikaniu opłat i danin publicznych.

Autorzy raportu, zgodnie ze specjalistami EY, zwracają również uwagę na wysokie obciążenia podatkowe legalnych operatorów, wynoszące w 2020 r. średnio 38,5 proc., jako jedną z głównych przyczyn istnienia szarej strefy, ponieważ podmioty, które nie odprowadzają części opłat i podatków są w stanie zaproponować graczom większe nagrody, a to powoduje zwiększenie atrakcyjności nieuczciwych platform. Zmiana sposobu opodatkowania dałaby operatorom większą elastyczność w działaniu i większe możliwości do bardziej efektywnego zarządzania biznesem. Zmiana miałaby również realny wpływ na zwiększenie atrakcyjności oferty legalnych operatorów, co spowodowałoby przyciągnięcie większej ilości użytkowników, którzy do tej pory korzystali z rozwiązań jakie oferuje szara strefa.

Wielkość szarej strefy branży hazardowej wciąż pozostaje przedmiotem dyskusji – dane H2 Gambling Capital pokazują, że w 2021 r. wynosiła ona 17,9%. Przedstawiciele branży wskazują, że liczba ta może być znacznie wyższa, na co zwracają uwagę również eksperci Global Compact, wskazując na rozbieżności w szacunkach dotyczących udziału szarej strefy w grach hazardowych w Polsce również w 2020 roku (H2 Gambling Capital – 22,8 proc., EY – 34 proc.). Wszystkie raporty branżowe, zarówno te przygotowane przez instytucje państwowe (raport NIK), prywatne (EY) czy przygotowane przez niezależne instytucje we współpracy z organami państwa (United Nations Global Compact) i H2Gambling wskazują, że szara strefa w Polsce stanowi olbrzymi problem. Stąd potrzeba zmian na poziomie legislacyjnym.

Komisja Nadzoru Hazardu

Twórcy raportu podkreślają zasadność stworzenia specjalnego podmiotu na wzór Komisji Nadzoru Finansowego, którego głównym zadaniem będzie kontrola branży hazardowej. Eksperci uzasadniają tę rekomendację coraz większą skalą działania branży hazardowej oraz coraz większym stopniem skomplikowania zagadnień, z którymi muszą mierzyć się organy państwa – nie tylko w zakresie podatków, ale także zdrowia, bezpieczeństwa publicznego czy zwalczania przestępczości zorganizowanej. Podobne komisje działają już z powodzeniem, m.in. w Danii, Hiszpanii, Holandii, Norwegii i Wielkiej Brytanii.

Zakres kompetencyjny rodzimej komisji mógłby objąć takie działania, jak:

  • nadzór nad podmiotami oferującymi gry hazardowe, zarówno online, jak i stacjonarnie
  • udzielanie koncesji i zezwoleń
  • prowadzenie postulowanej Centralnej Listy Zaufanych/Niezaufanych Podmiotów Rynku Hazardowego.

Oprócz powyższych kwestii autorzy raportu zaznaczają również konieczność modyfikacji przepisów dotyczących wysokości wygranych, umożliwiających otrzymanie gwarantowanej stawki, mniejszej niż wejściowa, a także m.in. umożliwienie organizacji gier stolikowych w pokera przez kasyna stacjonarne, co przyczyni się do lepszego uregulowania i rozwoju rynku.

Pełna treść raportu dostępna jest pod tym adresem.

Polska wysyła gaz LPG na Ukrainę, ale musi też zabezpieczyć dostawy na potrzeby krajowe

W aktualnej sytuacji Polska jest reeksporterem gazu LPG na Ukrainę. Ukraina została pozbawiona de facto możliwości sprowadzania gazu LPG z kierunków wschodnich. Dostawy z Rosji zostały oczywiście zablokowane, podobnie sytuacja ma się z Białorusią oraz z dostawami z Kazachstanu. Rosjanie prowadzą również blokadę czarnomorskich portów Ukrainy. W tej sytuacji Polska i polscy przedsiębiorcy z branży LPG stanowią główną alternatywę, jeśli chodzi o możliwości sprowadzania gazu LPG na Ukrainę – a wiadomo, że nie tylko w sytuacji wojennej, ale też dla funkcjonowania gospodarki, to paliwo jest niezbędne. Niestety, zagrożenie natychmiastowym zakazem sprowadzania LGP do Polski z kierunku rosyjskiego z pewnością zablokowałby wszelkie dostawy na Ukrainę. Nie moglibyśmy być solidarni z naszym sąsiadem w obliczu rosyjskiej agresji, ale też bardzo poważnie zaszkodzilibyśmy przedsiębiorcom oraz obywatelom, społeczeństwu w Polsce.

– Jeśli chodzi o gospodarkę, mielibyśmy bardzo poważne problemy w branży spożywczej i w branży rolnej, ponieważ gaz LPG jest wykorzystywany chociażby w fermach drobiu. Producenci drobiu mieliby problem z paliwem bądź musieliby płacić za gaz LPG wielokrotnie więcej – a szacunki wskazują, że to byłoby przynajmniej o połowę więcej niż aktualnie, choć ceny i tak są już teraz o wiele wyższe niż rok temu. Cena drobiu w istotny sposób by wzrosła, a jest to jeden z podstawowych produktów spożywczych, którego konsumpcja z roku na rok systematycznie się zwiększa – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Problem byłby również z chlebem, bo producenci wykorzystują gaz LPG przygotowania ziarna do produkcji. Musimy zwrócić uwagę na to, że podejmowanie decyzji dotyczących gazu LPG powinno następować w sposób odpowiedzialny i najlepiej, żeby były to decyzje unijne – a nie tylko podejmowane przez Polskę. Tutaj akurat mamy taką sytuację, w której zarówno rząd, jak i branża LPG mają jednolite stanowisko o odejściu od importu gazu LPG z Rosji do końca bieżącego roku. Jako Federacja Przedsiębiorców Polskich popieramy to stanowisko i jesteśmy przekonani, że jest to możliwe do zrealizowania – w szczególności widząc działania podejmowane przez branżę – szukanie nowych kierunków dostaw, zapewnianie możliwości sprowadzenia paliwa z portów zachodnich, planowanie nowych inwestycji oraz działania na rzecz udostępnienia terminala przeładunkowego LPG w gdańskim porcie na rzecz innych przedsiębiorców niż tylko jego właściciel – ocenia Wołejko.

Jaki wpływ na rynek nieruchomości w Polsce mają przybywający uchodźcy z Ukrainy?

Z raportu opracowanego przez redNet Consulting dla serwisu tabelaofert.pl wynika, że od początku wojny w Ukrainie do Polski przyjechało 3,7 mln uchodźców, z czego 1,7 mln wróciło do swojej ojczyzny. Ponad połowa z 2 mln osób, które znalazły u nas schronienie, otrzymała numer PESEL, ok. 200 tysięcy dzieci uczy się w polskich szkołach, a kolejne dziesiątki tysięcy znalazły opiekę w przedszkolach. Każdy z uchodźców potrzebuje dachu nad głową oraz pracy. W związku z ich przybyciem rynek najmu przeżywa istny boom, popyt jest ogromny – pytanie, kto i czy będzie w stanie go zaspokoić? Jakie zmiany już zaszły i co czeka rynek nieruchomości w najbliższej przyszłości? – komentarze eksperckie Katarzyny Tworskiej, dyrektor zarządzającej redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich, i Macieja Dymkowskiego, prezesa zarządzającego serwisem tabelaofert.pl.

– Europa od czasów II wojny światowej nie borykała się z podobnym kryzysem migracyjnym jak obecnie. Polska stała się głównym krajem schronienia uchodźców z racji naszych dobro- sąsiedzkich relacji z Ukrainą. Chęć pomocy ze strony zwykłych obywateli i rządu jest bardzo duża. Z powodu braku bariery językowej aż 102 tysięcy Ukraińców znalazło już u nas pracę. W zaledwie trzy miesiące od rosyjskiej agresji rynek najmu w Polsce przeszedł ogromną rewolucję. W niektórych miastach już brakuje ofert, czynsze wzrosły o 30%-50%, a tak wielkiego popytu nie było od latzauważa Maciej Dymkowski.

2 mln uchodźców mieszka obecnie w Polsce

Kryzys migracyjny znacząco wpłynął na rynek nieruchomości w Polsce. Początkowo można było zauważyć zwiększony popyt na rynku najmu, a teraz sytuacja ta jest czynnikiem pozytywnie wpływającym również na rozwój rynku pierwotnego, zwiększenie popytu oraz płynność finansową. Około 30% z przybyłych do nas uchodźców może pozostać w Polsce na dłużej – wynika z raportu opracowanego przez redNet Consulting dla serwisu tabelaofert.pl

Deweloperzy doskonale zdają sobie sprawę, że muszą szybko odpowiadać na zapotrzebowanie klientów. Według naszej analizy obecnie jest konieczność zmian w strukturze lokali i dostosowanie jej do obecnych możliwości nabywców. Należałoby ograniczyć liczbę lokali o dużej powierzchni z małą liczbą pokoi, bo już teraz widać spadek ich sprzedaży ze względu na zdolności kredytowe kupujących. Niezwykle ważny stał się rozwój sektora mieszkań na wynajem. W miarę upływu czasu uchodźcy, mieszkający obecnie na małych powierzchniach, często w kilka rodzin w jednym mieszkaniu, będą poszukiwać ofert zapewniających większą prywatność. Natomiast teraz potrzebne są przede wszystkim mieszkania gotowe – podkreśla Katarzyna Tworska.

Co czeka rynek nieruchomości w najbliżej przyszłości?

Wojna w Ukrainie spowodowała kryzys walutowo–surowcowy. Wzrosły ceny energii, paliw, wykonawstwa oraz materiałów budowlanych, których łańcuchy dostaw są bardzo utrudnione. Inflacja jest najwyższa od 1998 r. i sięgnęła 14%, co z pewnością przełoży się na kolejne podwyżki stóp procentowych i spadek zdolności kredytobiorców. Jak wpływa to na rynek nieruchomości?

– W najbliższym czasie należy spodziewać się wzrostu liczby rozpoczynanych projektów w związku z wejściem w życie 1 lipca nowej ustawy deweloperskiej. Na ten moment brakuje jakichkolwiek przesłanek, które miałyby zwiastować spadek cen, pomimo zmniejszonego popytu, z racji ograniczonych możliwości klientów posiłkujących się przy zakupie mieszkania kredytem hipotecznym. Patrząc w dalszą przyszłość, można liczyć na spadek inflacji i stóp procentowych, a co za tym idzie odbudowanie popytu kredytowego. W dłuższej perspektywie może nastąpić wzrost sprzedaży większych mieszkań oraz domów, a także wzrost cen mieszkań przekraczających inflację – ocenia Katarzyna Tworska.

7 na 10 polskich konsumentów wybiera ekologiczną żywność, a prawie 60% sprawdza etykiety

Mimo że awokado czy nasiona chia zrobiły w ostatnich latach karierę, coraz modniejsze staje się sięganie po produkty spożywcze uprawiane lokalnie. To efekt wyraźnie widocznego zainteresowania konsumentów kwestią odpowiedzialności społecznej i zrównoważonego rozwoju. Można to dostrzec też w Polsce: według danych PayPal, 7 na 10 polskich konsumentów wybiera asortyment pochodzący z ekologicznych źródeł i przyjazny środowisku[1]. Czasem jednak nawet świadomi nabywcy potrzebują pomocy – zwłaszcza jeśli kupują w Internecie. Jakie korzyści mogą osiągnąć e-handlowcy, pomagając konsumentom w znalezieniu towarów pochodzących z lokalnych upraw?

W 2022 roku najpopularniejszymi artykułami będą te domowej produkcji, ekologiczna żywność cruelty-free[2] oraz ręcznie zbierane owoce. W Europie, w zależności od kraju, około 5-10% konsumpcji żywności jest efektem tzw. aktywizmu ekologicznego konsumentów[3], czyli chęci dostosowania swoich zakupów do osobistych przekonań przez osoby dbające o klimat. Aż 60% Europejczyków wybiera produkty ekologiczne i przyjazne środowisku[4], a robiąc zakupy w ten sposób, chętnie okazuje swoje poparcie dla społecznie odpowiedzialnych inicjatyw (takich jak Fair Trade).

Dla dzisiejszych kupujących ważna jest również jakość codziennego odżywiania. Aż 63% konsumentów w całej Europie zaczęło wybierać sklepy z ofertą produktów ekologicznych[5], – wynika z raportu PayPal „Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.”. Wyższa świadomość zdrowotna sprawia, że europejscy konsumenci częściej zwracają uwagę na pochodzenie kupowanych produktów, ich wartości i certyfikaty jakości. Aby mieć pewność co do właściwości odżywczych, klienci czytają etykiety i sprawdzają posiadane atesty. Co ciekawe, robi to już prawie 60% Polaków. Spośród tych, którzy zapoznają się z opisami, 74% osób w Polsce twierdzi, że świadomie porównuje produkty, aby wybrać te ze zdrowszymi składnikami[6].

Cena nie zawsze jest istotna

Dla wielu firm szybko stało się jasne, że zrównoważone zakupy nie oznaczają jedynie wizyty na lokalnym targu z torbą wielokrotnego użytku. Chodzi także o wspieranie ich aktywności w Internecie. W praktyce aż 70% amerykańskich konsumentów wspiera lokalne firmy, robiąc zakupy wyłącznie lub częściowo przez Internet[7].

Tendencje w innych krajach mogą być bardzo podobne, ponieważ odpowiedzialna konsumpcja stała się istotna także w Europie Środkowo-Wschodniej. Konsumenci z tego regionu opowiadają się za zrównoważonymi produktami poprzez swoje portfele – w tym portfele elektroniczne. W Polsce aż 85% konsumentów kupuje artykuły spożywcze przez Internet[8], a to wyraźny znak, że nieustannie poszukują oni dobrych, odpowiednio wartościowych produktów” – wyjaśnia Efi Dahan, Dyrektor Generalny PayPal na Europę Środkowo-Wschodnią.

Oznacza to, że choć zakupy przez Internet często kojarzą się z poszukiwaniem jak najniższych cen, to istotnym czynnikiem jest także miejsce pochodzenia i jakość produktu. Co więcej, większość Europejczyków woli kupować na stronach internetowych i w aplikacjach, które wskazują im lokalne sklepy.[9].

Pomimo ostatnich zawirowań gospodarczych, dla konsumentów jakość produktu zaczyna mieć takie samo znaczenie jak jego niska cena. Produkty zdrowe, uprawiane w sposób zrównoważony, ekologiczne i lokalne są szczególnie poszukiwane. Nasze dane potwierdzają, że choć 84% kupujących jest skłonnych podejmować decyzje na podstawie ceny towaru, to jeszcze więcej – 89% – bierze pod uwagę jego jakość[10]. To powinno wpłynąć na firmy, które do tej pory polegały na swojej strategii cenowej, aby utrzymać przewagę konkurencyjną. Nie jest to już główny czynnik i powinny one być tego świadome”, dodaje Efi Dahan.

Eko rewolucja warta miliardy

Przyjrzyjmy się teraz prognozom. W czasie pandemii 37% polskich konsumentów zadeklarowało, że zwiększyło swoje zainteresowanie produktami ekologicznymi[11], co stwarza nie lada okazję do wykorzystania przez branżę e-commerce, która ma się jeszcze bardziej rozwinąć, osiągając wartość 162 mld zł do 2026 roku[12]. Sektor e-grocery również byłby wielkim zwycięzcą, biorąc pod uwagę prognozy wzrostu rynku do 28,7% w ciągu czterech lat[13]. Czy jest coś, co jeszcze stoi na przeszkodzie?

W tej chwili firmy internetowe stoją przed wyborem: dołączyć do ekologicznego trendu lub pozostać w tyle za branżą, która nieuchronnie zmierza w kierunku zrównoważonego rozwoju. Konsumenci chcą być informowani i edukowani na temat wpływu ich zakupów na środowisko. Sklepy e-commerce, które ułatwią im dokonywanie wyborów zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju, wygrają. Zawsze lepiej jest coś kupić, jeśli wiemy, że nie tylko jest to dobre, ale także wspiera lokalnych producentów i rolnictwo”, komentuje Efi Dahan.

Sprzedawcy nie muszą od razu zmieniać swojej strategii. Ważne są także małe, ale regularne zmiany, takie jak współpraca z lokalnymi dostawcami, jasne etykiety i opisy produktów. Wszystko to i wiele więcej może w znaczący sposób przyczynić się do realnej zmiany świadomości konsumentów. Konkretne działania zależą od sytuacji danego sklepu internetowego, ale jedno jest pewne: angażowanie się w lokalne łańcuchy dostaw i działania na rzecz środowiska naturalnego z pewnością będą atutem w oczach potencjalnych klientów.

[1] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[2] Organiczna żywność, podczas produkcji której unikano okrucieństwa wobec zwierząt

[3] https://www.greeneuropeanjournal.eu/going-local-reforming-europes-food-system/

[4] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[5] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[6] https://www.zywnosc.com.pl/polacy-czytaja-etykiety/

[7] https://mint.intuit.com/blog/money-etiquette/buying-local-statistics-survey/

[8] https://inwestycje.pl/gospodarka/41-polakow-chce-kupic-online-przynajmniej-czesc-zywnosci-na-swieta/

[9] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[10] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[11] https://www.ey.com/pl_pl/news/2021/12/ey-future-consumer-index-2021-zrownowazony-rozwoj

[12] https://www.ey.com/pl_pl/news/2021/12/ey-future-consumer-index-2021-zrownowazony-rozwoj

[13] https://www.pwc.pl/pl/media/2021-02-09-analiza-pwc-prognoza-rozwoju-rynku-ecommerce-w-polsce.html

Polski Ład: od 1 lipca rozczarowująca zmiana dla samotnie wychowujących dzieci

Jedna z najbardziej rozczarowujących zmian, które mają wejść w życie 1 lipca w ramach nowelizacji Polskiego Ładu, dotyczy sposobu rozliczania PIT przez samotnie wychowujących dzieci. Premier Mateusz Morawiecki zapowiadał wcześniej, że tę grupę podatników będzie obowiązywał stan prawny z 2021 roku. Takie zapisy pojawiły się też w projekcie ustawy poddanym konsultacjom społecznym. Jednak w wersji przyjętej przez Sejm już ich nie było.

W 2021 roku podatnicy, którzy samotnie wychowywali dziecko, mogli korzystać z podwójnej kwoty wolnej od podatku, a granica drugiego progu podatkowego była dla nich mnożona razy 2. Polski Ład zmienił te zasady. Od 1 stycznia podniesiono kwotę wolną do 30 tys. złotych, a drugi próg podatkowy do 120 tys. zł., likwidując przy tym powyższą preferencję. Jednak w myśl przyjętych ostatnio przez Sejm przepisów, które mają wejść w życie 1 lipca, wbrew wcześniejszej zapowiedzi, samotnie wychowujący w rozliczeniu z fiskusem nie będą  mogli stosować podwójnej kwoty wolnej i wysokości drugiego progu.

W myśl nowych przepisów ich dochody będą najpierw dzielone przez 1,5 (a nie na pół, jak wcześniej), od nich zostanie wyliczona wartość podatku według nowych zasad ogólnych, a na koniec pomnożona przez 1,5. Dlatego też dla samotnie wychowujących podatki będą wyższe niż zapowiadano. Będą oni wpadali w drugi próg od dochodu w wysokości 160 tys. zł, a nie 240 tys., jak to pierwotnie zakładano.

Przykładowo, jeśli rodzic osiąga dochód roczny w wysokości 240 tys. zł, przy mnożniku 1,5 musi zapłacić 35 400 zł podatku (bez odliczania ulgi prorodzinnej), a dla mnożnika 2 – 21 600 zł. W obu przypadkach, jeśli zastosujemy jeszcze ulgę prorodzinną na dzieci, różnica będzie taka sama.

Łącznie może to być nawet 13 800 zł różnicy w porównaniu z tym, co było zapowiedziane i poddane społecznym konsultacjom.

Zasady z roku 2021 zostały zachowane jedynie dla tych osób samotnie wychowujących, które opiekują się dziećmi z niepełnosprawnością. W ich przypadku mnożnik wynosi nadal 2.

Ustawa trafiła do Senatu. Już podczas prac sejmowych opozycja wskazywała na rozróżnienie mnożników, ale zgłoszona przez nią poprawka nie została przyjęta. Najprawdopodobniej Senat znowu zaproponuje możliwość zastosowania zasad z roku 2021 i mnożnika 2 dla wszystkich samotnie wychowujących, a projekt zapewne wróci do Sejmu. Wtedy okaże się, czy izba niższa zdecyduje się przyjąć poprawkę, czy zostawi rozróżnienie na mnożniki 1,5 i 2.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Nieobecność na rozprawie z powodu zakażenia COVID-19

W trakcie toczącego się postępowania cywilnego powód dwukrotnie wnosił, przed rozpoczęciem rozpraw, o odroczenie ich terminu z uwagi na zachorowanie na COVID-19 i w konsekwencji konieczność odbycia izolacji. Sąd rejonowy nie uwzględnił drugiego wniosku i wydał wyrok pod nieobecność powoda. Ten odwołał się od wyroku podnosząc, że pozbawiono go podstawowych praw do obrony swoich interesów w procesie cywilnym, mimo że złożył wniosek o odroczenie rozprawy z powodu choroby. Kto miał rację?

Ponad siedmioletni spór z ZUS-em

Pracownik toczył wieloletni spór z ZUS-em o wysokość należnego mu zasiłku chorobowego. W 2014 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych wydał dwie decyzje, w których ustalił podstawę wymiaru składek i zobowiązał ubezpieczonego do zwrotu odsetek od kwot nienależnie pobranych świadczeń. Wyrokiem z czerwca 2021 r. sąd rejonowy zmienił decyzję ZUS, na korzyść powoda, tylko w części dotyczącej okresu odsetkowego, w pozostałej oddalając odwołanie.

Wniosek o odroczenie rozprawy

Powód wniósł apelację. Zarzucił sądowi, że ten uniemożliwił mu, bez jego winy, wzięcie czynnego udziału w postępowaniu, składanie wniosków dowodowych i dochodzenie swoich podstawowych praw. Sąd nie przeprowadził dowodów ani z urzędu, ani na wniosek powoda, ponieważ powód z uwagi na nieobecność nie miał możliwości złożenia takich wniosków w trakcie rozprawy.

W dniu 2 grudnia 2021 r. powód przesłał drogą mailową do akt sprawy wniosek o odroczenie terminu rozprawy w związku z zachorowaniem na COVID-19 i koniecznością pozostania w izolacji. Zadeklarował przy tym, że zaświadczenie lekarza sądowego dośle niezwłocznie po zakończeniu choroby. Sąd odroczył rozprawę do 12 stycznia 2022 r. Tego dnia do akt sprawy ponownie, drogą elektroniczną, wpłynął wniosek o odroczenie i tego terminu, z tych samych przyczyn co za pierwszym razem. Ponownie też oświadczył, że stosowne zaświadczenie lekarskie dośle natychmiast po zakończeniu choroby.

Uzasadnione odroczenie

Sąd okręgowy ww. wniosek oddalił. Przywołał treść art. 214 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którą rozprawa ulega odroczeniu, jeśli sąd stwierdzi nieprawidłowość w doręczeniu wezwania, albo gdy nieobecność strony jest wywołana nadzwyczajnym wydarzeniem lub inną znaną sądowi przeszkodą, której nie można przezwyciężyć. Sąd podkreślił, że zasadniczo odroczenie rozprawy z powodu nieobecności strony może być uzasadnione tylko w przypadku, gdy jej obecność zarządził sąd, lub gdy na rozprawie mają zostać podjęte czynności, których za stronę nie może wykonać pełnomocnik, jak i wtedy, gdy strona sama wniosła o prowadzenie postępowania z jej udziałem.

Rzetelność postępowania

Sąd apelacyjny stwierdził, że wniosek o odroczenie terminu rozprawy miał jedynie na celu przewlekanie prowadzenia postępowania i stanowił nadużycie praw procesowych. Podkreślił, że zasada rzetelnego postępowania, której złamanie powód zarzucił sądowi I instancji, obowiązuje także strony. Art. 3 K.p.c. stanowi, że strony zobowiązane są dokonywać czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami, co obejmuje również nienadużywanie praw procesowych. Korzystanie z nich przez jedną stronę nie może prowadzić do naruszenia praw drugiej strony. W niniejszej sprawie prawo powoda do odroczenia rozprawy, przedłużające niezasadnie postępowanie, nie może być nadużywane kosztem prawa pozwanego do sądu.

Sąd okręgowy przyznał, że ma świadomość okoliczności towarzyszących pandemii COVID-19, jednak powód dwukrotnie powołując się na zachorowanie i konieczność izolacji nie przedstawił żadnych zaświadczeń lekarskich i tym samym nie potwierdził choroby. Sąd dodał, że stosowne zaświadczenie nie musi, choć powinno, być załączone do wniosku o odroczenie terminu rozprawy. Natomiast po odroczeniu terminu po raz pierwszy, mimo obietnic, powód nie przedstawił żadnego zaświadczenia, a we wniosku o odroczenie kolejnego terminu nie wskazał głębszej argumentacji na poparcie swego wniosku, a jedynie powielił treść poprzedniego. Sąd uznał więc apelację za bezzasadną i ją oddalił.

„Sąd może nie odroczyć rozprawy, mimo nieobecności strony wywołanej długotrwałą chorobą, jeżeli w okolicznościach sprawy stwierdzi, że korzystanie przez stronę z tej podstawy odroczenia stanowi nadużycie praw procesowych (…) Wnioskodawca składając kolejny wniosek o odroczenie rozprawy (…) w żaden sposób nie uprawdopodobnił, iż choruje na covid 19, choć powoływał się na konieczność izolacji. Tymczasem przesłanie mailowo zarządzenia o kwarantannie czy izolacji przy wykorzystaniu informacji konta pacjenta nie stanowi zbytniego utrudnienia” (wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi – VIII Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych z 24 lutego 2022 r., sygn. akt VIII Ua 63/21).

Podsumowanie

Powód toczył spór z państwową instytucją przez ponad 7 lat od czasu wydania niekorzystnej dla niego decyzji. Może więc dziwić fakt, że gdy jego walka zbliżała się już ku końcowi, ze znanych tylko sobie przyczyn, nie skorzystał z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, który zapewne uchroniłby go przed negatywnymi skutkami nieobecności na rozprawie. W jego przypadku ziściły się słowa paremii prawniczej: Ignorantia iuris nocet. Konstytucyjne prawo do sądu realizuje się m.in. poprzez zapewnienie stronom czynnego udziału w toczonym przed sądem postępowaniu – a więc poprzez możliwość obrony swoich interesów, podnoszenia dowodów czy zgłaszania wniosków. Należy jednak pamiętać, że nadużywanie swoich praw może doprowadzić do ich utraty. Konsekwencje tego mogą być dotkliwe i nieodwracalne, zarówno w sprawach cywilnych, administracyjnych, a zwłaszcza karnych, pomijając zagrożenie grzywną za powołanie się na nieprawdziwe okoliczności mające uzasadnić nieobecność na rozprawie.

Autor: radca prawny Kamil Nagrabski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Nadal wysoka aktywność na rynku magazynowym w Polsce

Według najnowszego raportu pt. „Occupier Insight – Rynek magazynowo-przemysłowy w I kw. 2022 r.”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce przekroczyły 25 mln mkw., co oznacza wzrost o 16,6% w porównaniu z analogicznym okresem w 2021 r. Nowa podaż w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku wyniosła blisko 1,3 mln mkw. i był to najwyższy kwartalny wynik w historii polskiego rynku.

– W pierwszym kwartale 2022 r. aktywność zarówno deweloperów, jak i najemców na rynku magazynowo-przemysłowym utrzymywała się na dość wysokim poziomie. Jednocześnie kolejny kwartał z rzędu znacząco zmniejszyła się ilość dostępnej powierzchni, a rosnące koszty pracy i budowy oraz zakłócenia łańcuchów dostaw spowodowały wzrost czynszów. Przewidujemy, że w najbliższej przyszłości deweloperzy będą ostrożniej podejmować decyzje o rozpoczynaniu nowych inwestycji – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

W I kw. 2022 r. deweloperzy dostarczyli na rynek prawie 1,3 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej. Rynkami o największej aktywności deweloperskiej w tym okresie były województwa wielkopolskie i dolnośląskie, gdzie oddano do użytku odpowiednio 281 400 mkw. i 216 950 mkw. nowej powierzchni.

Na koniec marca 2022 r. w budowie znajdowało się ponad 4,82 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej, tj. o prawie 4% więcej niż w IV kw. 2021 r. i ponad 105% więcej niż pod koniec I kw. 2021 r. Najwięcej nowych obiektów powstawało w Polsce Centralnej (778 200 mkw.), na Górnym Śląsku (751 700 mkw.) oraz w woj. mazowieckim (645 200 mkw.). Jednak z uwagi na globalne zakłócenia w łańcuchach dostaw i trudności związane z dostępem do materiałów budowlanych oraz ich rosnące ceny, możemy spodziewać się stopniowego ograniczania nowej podaży oraz wydłużenia czasu budowy obiektów magazynowych.

Całkowity wolumen powierzchni wynajętej w I kw. 2022 r. wyniósł prawie 1,6 mln mkw., co oznacza spadek o 2% r.d.r. i o 36% kwartał do kwartału. Popyt netto na powierzchnię magazynową i przemysłową wzrósł do 1,17 mln mkw. i stanowił prawie 74% popytu brutto. Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach śląskim, mazowieckim i łódzkim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 24,2%, 18,6% i 14,8%. W I kw. 2022 r. największy udział procentowy w wolumenie transakcji miały nowe umowy najmu (67%), a w dalszej kolejności renegocjacje (26%) oraz ekspansje (7%). Warto również podkreślić, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 91 800 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

Wśród największych transakcji zawartych w I kw. 2022 r. znalazły się między innymi: realizacja przez firmę Exeter obiektu BTS o powierzchni 100 000 mkw. dla poufnego najemcy z sektora handlowego w Świebodzinie, renegocjacja połączona z ekspansją poufnego najemcy z sektora handlowego w SEGRO Logistics Park Gliwice (66 300 mkw.) oraz wynajęcie 47 700 mkw. w Hillwood Łowicz Południe przez Dealz.

Udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach obniżył się na koniec marca bieżącego roku do 3,0%, co oznacza spadek o 0,7 p.p. kwartał do kwartału oraz o 3,3 p.p. r.d.r. W istniejących budynkach do wynajęcia pozostawało 762 200 mkw.,w porównaniu z 2 278 500 mkw. w obiektach będących w budowie.

– Najwyższe poziomy wakatów zaobserwowano w województwie lubelskim i opolskim (po 6,1% w każdym) oraz na Górnym Śląsku (5,6%), natomiast brak dostępnej powierzchni odnotowano w lubuskim, podkarpackim, podlaskim i warmińsko-mazurskim – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa w Newmark Polska.

Ze względu na rosnące koszty związane z budową oraz funkcjonowaniem obiektów magazynowo-przemysłowych obserwujemy stopniowy wzrost czynszów w większości lokalizacji magazynowych. Na koniec I kw. 2022 r. najdroższe były powierzchnie magazynowe w Warszawie (strefa I).

Wolumen transakcji inwestycyjnych na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w I kw. 2022 r. wyniósł 1,66 mld euro i był wyższy od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku o ok. 18% (na sektor magazynowy przypadło 191 mln euro). Tak dobry wynik świadczy o odporności rodzimego rynku nieruchomości na ostatnie zawirowania w naszym regionie, do których można zaliczyć wojnę w Ukrainie, rosnące koszty budowy, kolejne podwyżki stóp procentowych oraz wysoką inflację. Największym zainteresowaniem inwestorów nadal cieszą się bezpieczne i obarczone niskim ryzykiem nieruchomości, m.in. parki logistyczno-magazynowe. Natomiast stopy kapitalizacji wahają się w przedziale od 4,75% do 5,25% dla parków magazynowych typu multi-let z długimi umowami najmu.

Śnieżka uchwaliła dywidendę z zysku za 2021 rok

FFiL Śnieżka SA wypłaci 31,5 mln zł z zysku wypracowanego w 2021 roku, czyli 2,5 zł na jedną akcję. Spółka dzieli się zyskiem z akcjonariuszami nieprzerwanie od giełdowego debiutu na warszawskim parkiecie w 2003 roku. W ciągu dziewiętnastu lat przeznaczyła na dywidendę już niemal pół miliarda złotych.

Walne zgromadzenie FFiL Śnieżka SA zdecydowało, aby na dywidendę przeznaczyć nieco ponad połowę jednostkowego zysku netto za 2021 rok. Pozostała jego część – czyli 28,8 mln zł – zasili kapitał zapasowy. W ten sposób akcjonariusze przychylili się do rekomendacji zarządu Śnieżki, aby w najbliższych latach wypłacać dywidendę na poziomie 50% skonsolidowanego zysku netto Grupy przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej za poszczególne lata obrotowe.

Rekomendacja ta, pozytywnie zaopiniowana przez radę nadzorczą, ma obowiązywać do czasu zmniejszenia wskaźnika długu netto Grupy Śnieżka do poziomu jednokrotności skonsolidowanego zysku EBITDA.

Utrzymujemy tradycję dzielenia się dywidendą, która jest jednym z filarów naszych długoterminowych relacji z inwestorami instytucjonalnymi i indywidualnymi posiadającymi akcje Śnieżki. Jednocześnie, biorąc pod uwagę wymagające otoczenie rynkowe, zdecydowaliśmy się wzmocnić naszą pozycję kapitałową poprzez zasilenie kapitału własnego i redukcję poziomu zewnętrznego finansowania. To zapewni nam większe możliwości realizacji przyszłych planów rozwojowych – mówi Piotr Mikrut, prezes zarządu FFiL Śnieżka SA.

W tym roku dzień dywidendy przypadnie w środę 15 czerwca – tego dnia posiadacze akcji zyskają prawo do dywidendy. Oznacza to, że akcje należy nabyć najpóźniej 13 czerwca – zgodnie z zasadą T+2. Dzień wypłaty dywidendy ustalono na poniedziałek, 1 sierpnia 2022 roku.

W 2021 roku Grupa Śnieżka wypracowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 794,9 mln zł oraz 64,3 mln zł zysku netto. Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 59,7 mln zł.
FFiL Śnieżka SA, której zysk podlega podziałowi na corocznym zwyczajnym walnym zgromadzeniu, osiągnęła 484,9 mln zł przychodów i 60,3 mln zł zysku netto.

Historia dywidend uchwalonych przez akcjonariuszy FFiL Śnieżka SAHistoria dywidend uchwalonych przez akcjonariuszy FFiL Śnieżka SA

Galopująca inflacja

W portfelu Polaków zdaje się być coraz mniej pieniędzy, zwłaszcza przez inflacje oraz przez podatki. Podczas panelu na toruńskim forum Welconomy, zaproszeni eksperci rozmawiali między innymi o tym, co wpływa na taką sytuację i jak działać, by temu zapobiec.

Na samym początku panelu padło podstawowe pytanie, co może zrobić rząd czy władze banku centralnego, by móc zahamować inflację. Paweł Cybulski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów i Zastępca Szefa Krajowej Administracji Skarbowej w latach 2017-2019, stwierdził, że są pewne kroki, które można wprowadzić. – Można podejmować działania, ale żadne z nich nie będzie receptą na inflację. Mamy wyniki badań europejskich, naszych, krajowych, ale mamy wiele czynników inflacjogennych. Zastanawiamy się od strony monetarnej czy rządowej jak działać. Mamy działania monetarne, ale za wolno wprowadzone. Musimy skorzystać z szeregu innych instrumentów, położyć ręce na pokład i opracować jedną politykę antyinflacyjną. W czasie, gdy inflacja rośnie nie należy obniżać podatków. Oczywiście, w przypadku dóbr podstawowych, najważniejszych dla kosztów życia codziennego podwyżki są wykluczone, ale w niektórych sferach można je podnieść, na przykład można podnieść akcyzę na papierosy. Państwo wydaje ogromne środki na leczenie skutków palenia papierosów. I to też może mieć wpływ na inflację. – powiedział Cybulski.

Dr n. ekon. Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, członek władz Towarzystwa Ekonomistów Polskich powiedział, że obecnie inflacja rośnie we wszystkich krajach, ale nie wszędzie jest wysoka. –  Popatrzmy na cały horyzont czasowy, bo u nas silnik inflacyjny jest obecny od 2,5 roku. Gdyby u nas ceny energii wzrosły tak jak w innych krajach europejskich, to inflacja miałaby postać dwudziestopunktową i kłamstwem jest mówienie, że to „putinflacja”. Do inflacji dokłada się sytuacja geopolityczna, ale nie jest głównym czynnikiem. Głównymi źródłami inflacji są czynniki krajowe między innymi wzrost ilości pieniądza na rynku. Także brak powściągliwości rządu w pompowaniu konsumpcji, czyli na przykład czternaste emerytury. Rząd próbuje działać poprzez tarczę ja nazywam inflacyjną, ona nas nie chroni przed inflacją. Nie leczymy problemu, tylko uśmierzamy ból, zaraz będziemy musieli zapłacić za to podwójnie. – skomentował Dudek.

Jak możemy wpłynąć, żeby obniżyć poziom inflacji? Rada Polityki Pieniężnej i NBP nie zrobił nic w tym celu – powiedział prowadzący dr hab. Konrad Raczkowski i zapytał dr hab. Roberta Gwiazdowskiego – Profesora Uczelni Łazarskiego co jest winne inflacji?  – Inflacji jest winny Glapiński, Morawiecki, ale też Kaczyński. Ale najbardziej winny jest John Case. Stworzył paradygmat, że możemy wszystko wyprodukować i potem sprzedać. Co było manipulowaniem zagregowanym popytem. Przenosząc się do stycznia 2020 roku i mamy przy sobie jakaś gotówkę. Nagle zostaje przerwany łańcuch dostaw i podrożał na przykład chleb. Niektórzy zrezygnują dla oszczędności, a inni nie. Wzrosła cena, a jedynym powodem inflacji jest dosypywanie pieniędzy do gospodarki, która nie będzie w stanie wyprodukować tyle ile będzie potrzeba. – stwierdził Gwiazdowski.

Dr Sławomir Mentzen, właściciel Kancelarii Mentzen opowiedział o perspektywie przedsiębiorców. Które podatki można podnieść lub obniżyć? Prowadzący zapytał ponownie, czy powinno się podnosić akcyzę na używki? – Ludzie powinni sami decydować, czym się będą truć w kontekście akcyzy na papierosy. Idąc tą myślą powinniśmy podnieść podatki na niektóre stacje telewizyjne czy radiowe. – powiedział ekspert. W kontekście opodatkowania przedsiębiorców powiedział, że w ostatnich miesiącach mamy „eldorado” w przepisach. Stwierdził, że podatnicy nie wiedzą jakie mają płacić podatki i wpływa to niekorzystnie na całe funkcjonowanie systemowe. Jak powiedział Metzen, taka sytuacja ma także wpływ na inflację.

Jak w tej konstelacji, wraz ze spadkiem inwestycji, wzrostem konsumpcji, by wypełnić lukę w agregacie PKB. Jak pomóc przedsiębiorcom, nie mówimy oczywiście o dosypywaniu pieniędzy? Kamil Sobolewski Główny Ekonomista Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej powiedział, że dzisiejsza inflacja i spowolnienie gospodarki zaraz zamienią się w biedę, widzimy to w Turcji, Wielkiej Brytanii i powinniśmy skupić się tym by do tego nie dopuścić.  –  Jak zbić inflację nie doprowadzając do recesji? Globalnym antidotum na inflację była produkcja pieniędzy. Tego narzędzia w tej chwili nie ma. Rządy w długoterminowych działaniu będą cięły finansowanie programów społecznych w sytuacji, kiedy będą najbardziej potrzebne i to doprowadzi do globalnej biedy. Sposobem na obniżenie inflacji jest zmniejszenie popytu albo zwiększenie produkcji. Ważne jest także podniesienie poziomu inwestycji do 25%. Niestety w 2022 roku wiemy, że inwestycje spadla poniżej 16% i jest to dramatem napędzającym inflację. Jeśli ludzie dostają pieniądze na wydawanie, a nie ma produktów do kupienia to napędza inflację. – mówił Sobolewski i dodał. – Powinniśmy żyć w kraju, w którym klimat sprzyja inwestycjom oraz prowadzeniu działalności. Jak tworzone jest prawo, wraz z rzetelnymi  konsultacjami społecznymi, dobrym kierunkiem polityki gospodarczej, a potem konkretne ustawy realizujące te kierunki według określonego planu – to powinny być działania rządu.

Moderator: prof. dr hab. Konrad Raczkowski – Dyrektor Centrum Gospodarki Światowej UKSW, Instytut Ekonomii i Finansów

Prelegenci:

  • Paweł Cybulski – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów i Zastępca Szefa Krajowej Administracji Skarbowej w latach 2017-2019
  • dr n. ekon. Sławomir Dudek – Główny Ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, członek władz Towarzystwa Ekonomistów Polskich
  • dr hab. Robert Gwiazdowski – Profesor Uczelni Łazarskiego
  • dr Sławomir Mentzen – właściciel Kancelarii Mentzen
  • Kamil Sobolewski – Główny Ekonomista – Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Co dalej z luką kadrową w branży IT?

Zapotrzebowanie na usługi firm tworzących oprogramowanie jest na tyle duże, że software house’y nie narzekają na brak ciekawych projektów. Coraz mocniej jednak słychać głosy, że niewystarczająca liczba programistów staje się istotną barierą rozwoju tego sektora. Jak podaje Software Development Association Poland (SoDA) luka kadrowa w samej Polsce sięga już nawet 300-350 tys. osób i stale rośnie.

Głównym wyzwaniem, z którym mierzy się obecnie polski sektor IT jest niedobór wykwalifikowanej kadry, co ogranicza możliwości ekspansji branży i podnosi koszty pracy. W konsekwencji zmniejsza się nasza konkurencyjność wobec krajów, z którymi rywalizujemy o udział w międzynarodowym rynku nowych technologii. Jeszcze w ubiegłym roku SoDA informowała, że w Polsce brakuje 250-300 tys. specjalistów IT. Obecnie przedstawiciele tej organizacji szacują, że zatrudnienie „na już” znalazłoby nawet 300-350 tys. osób z doświadczeniem deweloperskim.

Na tak duży wzrost zapotrzebowania wpłynęła z jednej strony pandemia, która była swoistym katalizatorem transformacji cyfrowej praktycznie w każdej dziedzinie gospodarki i życia. Z drugiej strony, część globalnych firm po wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą postanowiła realizować swoje projekty właśnie w Polsce, zamiast w objętej sankcjami Rosji czy na Białorusi – mówi Konrad Weiske, wiceprezes SoDA. – Jeśli branża miałaby sprostać rosnącemu popytowi na usługi, należałoby podwoić zatrudnienie w stosunku do tego z 2021 r.

Według danych Eurostatu na koniec 2021 r. w sektorze ICT pracowało około 586 tys. osób, co stanowiło 3,5% ogółu zatrudnionych ludzi w kraju.

Coraz mniej absolwentów na rynku

Deficytu specjalistów nie będą w stanie zniwelować absolwenci uczelni technicznych, których jest zdecydowanie za mało. Jak wynika z raportów GUS dotyczących szkolnictwa wyższego w roku akademickim 2020/2021 studia na kierunku technologie teleinformatyczne ukończyło 12 068 osób, rok wcześniej było ich niecałe 14 tys. Ponadto, zdaniem SoDA system kształcenia na kierunkach informatycznych w Polsce jest niedostosowany do potrzeb rynku.

Uczelnie zapewniają solidne podstawy teoretyczne, brakuje jednak nacisku na umiejętności praktyczne. Wchodząc na rynek pracy, absolwenci mają więc wiedzę ogólną, a nie specjalistyczną i potrzebują minimum 1,5 roku do 2 lat, aby można było im powierzyć samodzielne prowadzenie projektów – dodaje Konrad Weiske.

Część firm IT radzi sobie z tym wyzwaniem poprzez programy stażowe, do udziału w których zaprasza absolwentów oraz studentów. W ten sposób ukierunkowują przyszłych programistów na technologie, które są najbardziej potrzebne w danej organizacji. Mają też szansę wyłowienia młodych talentów i zaangażowania ich w bieżące projekty. Natomiast stażyści zdobywają tak potrzebne na rynku doświadczenie i perspektywę zatrudnienia w firmie, którą poznają „od kuchni”.

Specjaliści z zagranicy poszukiwani

Pozyskanie doświadczonej kadry wspiera program Poland. Business Harbour (PBH), który maksymalnie uprościł proces pozyskania wizy i podjęcia pracy w Polsce przez obywateli Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Rosji, Mołdawii i Ukrainy. Od startu PBH we wrześniu 2020 r. do stycznia br. takich wiz wystawiono aż 24 258 – liczba ta obejmuje zarówno osoby z branży IT, jak i członków ich najbliższej rodziny. Wojna zablokowała natomiast działanie programu w Ukrainie, który dotychczas pomagał zwiększyć napływ specjalistów IT z tego rynku oraz w Rosji. Widać z kolei wzrost zainteresowania relokacją pracowników z Białorusi.

Nadal jest to kropla w morzu potrzeb. Nasze firmy członkowskie coraz częściej pytają o możliwość rozszerzenia programu wizowego PBH o kolejne kierunki, jak Indie, Ameryka Łacińska czy Bałkany. Dobrze byłoby również wprowadzić procedury ułatwiające legalizację pracy i pobytu na podstawie PBH dla osób otwierających działalność B2B – zwraca uwagę Marcelina Chojnacka, Koordynator ds. Public Advocacy w SoDA.

Rekrutacja wykraczająca poza granice kraju jest jednak równie popularna wśród dużych, zachodnich podmiotów. Polskie firmy rywalizują więc z nimi nie tylko o deweloperów ze wschodu, lecz również o tych dostępnych na rodzimym rynku. Badanie Devire pokazało, że aż 47% specjalistów IT w ostatnim roku otrzymało ofertę pracy od firmy, która nie posiada biura czy przedstawicielstwa w Polsce.

Zagraniczne przedsiębiorstwa kuszą wyższymi stawkami i dużymi, międzynarodowymi projektami, bez konieczności relokacji. Przy rosnących kosztach funkcjonowania przedsiębiorstwom w Polsce coraz trudniej będzie z nimi rywalizować o najbardziej doświadczoną, a więc najdroższą, kadrę – twierdzi Konrad Weiske.

Ławka rezerwowych

W warunkach dużego popytu na specjalistów oraz ich niskiej dostępności zrekrutowanie osób do nowego projektu IT jest czasochłonne i kosztowne. Niejednokrotnie firmy decydują się więc na outsourcing pracowników. Taką możliwość daje im na przykład tzw. ławeczka, dobrze znana wśród deweloperów. Jej nazwa nawiązuje do ławki rezerwowych w sporcie.

Ławeczka jest miejscem oczekiwania na zlecenie i umożliwia „wypożyczenie” pracowników z branży na potrzeby konkretnego projektu czy zlecenia. W ramach SoDA również mamy takie rozwiązanie. Chęć przyjęcia lub użyczenia czasu pracy programisty ogłasza się na specjalnych, zamkniętych kanałach Slack – bench_ask i bench_own. Każda firma korzystająca z ławeczki zobowiązuje się do przestrzegania dobrych praktyk, które ramowo określa regulamin naszej organizacji – opowiada Marta Kępa, Dyrektor Zarządzająca w SoDA. – Obecnie skupiamy blisko 180 przedsiębiorstw, które zatrudniają w Polsce ponad 30 000 pracowników, potencjał jest więc ogromny.

Jak podaje Marta Kępa, od początku działalności użytkownicy sodowej „ławeczki” wymienili ze sobą około 7 000 wiadomości. Część firm właśnie tam nawiązała też partnerską współpracę w obszarze outsourcingu specjalistów i obecnie w razie potrzeby kontaktuje się już ze sobą bezpośrednio. Jest to jednak rozwiązanie, które wykorzystywane jest przez przedsiębiorstwa adhocowo. Myśląc o rozwoju w dłuższej perspektywie, każda firma stara się budować własne zespoły oparte o wykwalifikowane osoby, a pula tych dostępnych na rynku jest niewystarczająca.

Branża IT jest w rozkwicie, a w dobie postępującej cyfryzacji i automatyzacji, staje się coraz bardziej kluczowa z perspektywy rozwoju gospodarczego kraju. Tym bardziej palącym problemem jest powiększająca się luka kadrowa.

– Potrzebujemy szeroko zakrojonego, systemowego programu podnoszenia kompetencji cyfrowych i informatycznych zarówno w obszarze kształcenia uniwersyteckiego, jak i przekwalifikowywania kadr. Bez tego wkrótce będziemy w tyle za innymi państwami, które w porę wykorzystały swoją szansę, inwestując w rozwój IT – apeluje Konrad Weiske.

Konsumenci łatwiej zmieniają marki, zawracają uwagę na etykę, ekologię i spersonalizowaną obsługę

W tej erze przyspieszonej cyfryzacji przedsiębiorstwa muszą elastycznie reagować na potrzeby klientów. Lojalność wobec marki już nie wystarczy. Chcąc utrzymać klientów, firmy muszą nadal optymalizować doświadczenia konsumenckie, ale również kłaść duży nacisk na wartości etyczne i ekologiczne.

Piąta edycja raportu firmy Salesforce „State of Connected Customer” informuje, w jaki sposób firmy mogą wchodzić w interakcje z klientami i efektywnie ich angażować. Raport ten jest oparty na ankietach, które przeprowadzono wśród 13 020 konsumentów i 3916 klientów biznesowych w 29 krajach, aby odpowiedzieć na następujące pytania: Jak zmienia się lojalność i zaufanie w relacjach klienta z marką? Jak klienci godzą swoje oczekiwania dotyczące personalizacji i prywatności? Jak wygląda cykl obsługi klienta oparty głównie na technologiach cyfrowych?

Zmiany dotyczące zaufania i lojalności w relacjach klienta z marką

Zaufanie to najważniejsza waluta w dzisiejszym biznesie. Gdy świat zmienia się w zawrotnym tempie, klienci pragną mieć pewność, że firmy chcą i mogą sprostać ich potrzebom i oczekiwaniom.

Jak wynika z najnowszego raportu Edelman Trust Barometer, konsumenci oczekują od firm, aby wzięły na siebie rolę liderów w tym niepewnym czasie. Jeśli firma respektuje wartości, z którymi identyfikują się klienci, może wygrać z konkurencją. Jeśli nie, musi się liczyć z odejściem klientów.

Chodzi jednak nie tylko o wartości. Firmy muszą postępować zgodnie ze swoimi deklaracjami w zakresie etyki i zrównoważonego rozwoju. Zaufanie klientów trzeba nie tylko zdobyć, lecz również utrzymać, a kluczowe znaczenie dla utrzymania bazy zaangażowanych klientów ma wiarygodność.

W badaniach przeprowadzonych przez Salesforce 78% klientów stwierdziło, że praktyki przedsiębiorstwa związane z ochroną środowiska mają wpływ na decyzję o zakupie jego produktów. Jeśli chodzi o lojalność wobec marki, to oferowanie dobrego produktu już nie wystarcza. W ubiegłym roku 71% konsumentów co najmniej raz zmieniło markę kupowanych przez siebie produktów.

Generalnie, choć poziom zaufania rośnie, wciąż mogłoby być lepiej. Zbudowanie firmy o silnych wartościach, która może prosperować w gospodarce opartej na zaufaniu, jest kluczowym elementem każdej długofalowej strategii biznesowej.

Wyzwania związane z personalizacją

W okresie przyspieszonej transformacji cyfrowej i personalizacji usług coraz więcej klientów oczekuje, że firmy będą lepiej rozumieć ich indywidualne wymagania podczas zakupów online.

Ma to jednak swój koszt. Optymalizacja nowych cyfrowych modeli biznesowych i stosowanie spersonalizowanych usług na dużą skalę to procesy oparte na danych, których przetwarzanie wymaga ochrony prywatności.

Większość klientów nie ma nic przeciwko używaniu przez firmę danych i sztucznej inteligencji (SI) w celu zapewnienia im lepszej obsługi. Wielu jednak żywi obawy związane z nieetycznym wykorzystywaniem SI. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Salesforce, 84% klientów sądzi, że konsekwencje stosowania sztucznej inteligencji mogą być dobre lub złe – w zależności od sposobu jej używania.

Wiąże się z tym konieczność osiągnięcia równowagi. Z jednej strony dane klienta są niezbędne w celu zbudowania relacji opartej na zaufaniu, ponieważ stanowią podstawę funkcjonalności spełniającej indywidualne oczekiwania. Biorąc jednak pod uwagę konsekwencje używania informacji w sposób niezgodny z prawem (naruszenie bezpieczeństwa i inwazyjne praktyki marketingowe), klienci ostrożnie powierzają firmom swoje dane.

W świecie, w którym klienci żądają zarówno personalizacji, jak i prywatności, firmy muszą gromadzić tylko te dane osobowe, których faktycznie potrzebują, oraz zapewnić klientom przejrzystą ochronę danych, tak aby czuli, że znajdują się w dobrych rękach.

61% klientów zgadza się na wykorzystanie istotnych danych osobowych w sposób przejrzysty i przynoszący korzyści.

Ocena dotychczasowych relacji z firmą przez klientów

Jak wykazuje raport firmy Salesforce, w warunkach zmian indywidualnych priorytetów, rosnących kosztów życia i problemów z globalnymi łańcuchami dostaw większość konsumentów zmieniła marki kupowanych produktów lub zamierza to zrobić.

Minęły czasy długoterminowej lojalności wobec marki. W dynamicznie zmieniającym się środowisku geopolitycznym i gospodarczym dla klienta najważniejsza staje się wygoda.

W raporcie Salesforce czytamy, że 71% konsumentów przyznaje się do co najmniej jednej zmiany wybieranej marki w ciągu ostatniego roku. Dla 66% z nich przyczyną zmiany była korzystniejsza oferta, a dla 58% wyższa jakość produktów.

Dla firm oznacza to zarówno nowe możliwości, jak i zagrożenia: z jednej strony więcej dróg dotarcia do nowych klientów, z drugiej – ryzyko utraty tych dotychczasowych, lojalnych.

W utrzymaniu stałych klientów mogą pomóc takie rozwiązania, jak programy lojalnościowe, zaangażowanie w mediach społecznościowych czy spersonalizowany marketing. W szerszym kontekście firmy mogą zwiększyć lojalność klientów, sprzedając produkty i usługi nie tylko za pośrednictwem sieci detalicznych, lecz również bezpośrednio odbiorcom końcowym.

Łącząc kanały cyfrowe z taktyką zatrzymania klientów w celu osiągnięcia lepszych rezultatów, przedsiębiorstwo może nie tylko umacniać relacje z dotychczasowymi klientami, lecz również rozszerzać swój zasięg i zwiększać przychody.

Elastyczne relacje z klientami

Angażując się w relacje z firmami, klienci oczekują elastyczności i wygody. Coraz chętniej korzystają z kanałów cyfrowych i obsługi internetowej, które zapewniają szybką i efektywną komunikację.

Nie jest to jednak regułą. Przykładowo, w kontaktach z działem obsługi klienci oczekują nie tylko natychmiastowych odpowiedzi udzielanych przez dobrze poinformowanych przedstawicieli, lecz również opcji samoobsługowych, które umożliwiają łatwe znajdowanie rozwiązań. Trzeba jednak pamiętać, że wielu klientów – zwłaszcza starszych i mniej obeznanych z nowoczesnymi technologiami – wciąż życzy sobie bezpośrednich interakcji z człowiekiem.

Zapewnienie klientowi optymalnych doświadczeń jest bardzo ważne. Klienci chętnie obdarzają zaufaniem firmę, która rozwiązuje problemy z wyprzedzeniem, bez ich zaangażowania. Ponadto większość respondentów twierdzi, że wysoka jakość obsługi klienta zachęca ich do dokonania ponownego zakupu.

W świecie hybrydowym firmy muszą oferować usługi, które spełnią oczekiwania szerokiej i zróżnicowanej klienteli. Tylko tak mogą zdobywać zaufanie klientów, równocześnie zwiększając swoją efektywność.

Korzyści z równowagi

Aby zapewnić sobie lojalność klientów, firmy nie mogą już polegać wyłącznie na swoich produktach i obsłudze. Równie ważne jest zaufanie i komfort obsługi, a także odgrywanie roli lidera kierującego się wartościami.

Podsumowując, firmy muszą dążyć do znalezienia równowagi między takimi aspektami obsługi klienta, jak zaufanie, bezpieczeństwo danych, personalizacja usług, lojalność i doświadczenie konsumenckie, aby zapewnić sobie szybki wzrost oraz zyski i sukcesy w przyszłości.

Ropa naftowa znów bardzo droga, inflacja przyspiesza

Jeżeli ktoś liczył na tańsze wakacyjne wyjazdy, to wygląda na to, że będą musiały być niedaleko od domu. Obecna cena ropy szybko przełoży się bowiem na drogie paliwo. Z drugiej strony umacniający się złoty chociaż trochę równoważy te wzrosty.

Baryłka znów po 120 dolarów

Cena czarnego złota zaskakuje i to mocno negatywnie. W ostatnich dniach nakładają się głównie dwa czynniki. Pierwszym i ważniejszym z nich jest europejskie embargo na import ropy z Rosji. Nie jest to pełne embargo, aczkolwiek odcięty ma zostać całkowicie import rosyjskiej ropy tankowcami oraz rurociągiem przyjaźń. W efekcie tej decyzji do końca roku import surowca powinien zostać ograniczony o 90%. Drugim ważnym bodźcem pchającym w górę ceny jest wychodzenie Chin z problemów pandemicznych. Głośno się mówi jednak o tym, że obecny wzrost cen ropy może się okazać niestabilny. Chiny bowiem będą w stanie odbierać coraz więcej niezagospodarowanego surowca z Rosji. Tym samym niedobór ropy na rynku się zmniejszy, a cena powinna się ustabilizować. Z drugiej strony Chiny mają bardzo niskie stany zapasów. Z kolei, by przyjmować rosyjską ropę w hurtowych ilościach, potrzebne są istotne inwestycje logistyczne. W tym czasie baryłka jednak ponownie osiągnęła 120 dolarów, czyli najwyższy poziom od pierwszego wybicia w trakcie pandemii koronawirusa.

Inflacja w Niemczech przyspiesza

Europejski Bank Centralny traci kolejne argumenty za pozostawieniem rekordowo niskich stóp procentowych. Ceny wcale się nie stabilizują, a presja na ich wzrost tylko rośnie. Wczorajszy wstępny odczyt z Niemiec na poziomie 7,9%, czyli 0,3% powyżej oczekiwań tylko potwierdza te obserwacje. Finalny wynik może jeszcze wyższy, biorąc pod uwagę wzrost cen ropy w końcówce miesiąca nieobjętej wstępnym badaniem. To między innymi presja na wzrost stóp procentowych w Europie jest powodem obecnego umacniania się euro względem dolara. Wyższe stopy procentowe z jednej strony zachęcają inwestorów do przechowywania środków w walucie europejskiej. Z drugiej strony rozpoczyna się proces zamykania linii kredytowych w euro, które po wzroście stóp procentowych nie będą już tak korzystne. W obu przypadkach kupowane jest euro, a zatem jego cena rośnie.

Oddech na złotym

Po piątkowym gwałtownym umocnieniu euro wczoraj przyszedł czas na korektę. Po tak silnym ruchu odbicie w okolicy połowy jego zakresu nie jest niczym nadzwyczajnym na rynku walutowym. Inwestorzy najwyraźniej przeszacowali pozytywny wpływ zmian w Polsce i wzrostu szans na dodatkowe pieniądze z Unii. Z drugiej strony patrząc z perspektywy analizy technicznej, euro jest dalej w trendzie spadkowym względem złotego. Można zatem oczekiwać, że to nie koniec najtańszego euro od czasu rosyjskiej inwazji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Jak zwiększyć widoczność strony?

Zwiększanie widoczności strony internetowej to długotrwały proces, który zależy od wielu czynników. Polega na pozycjonowaniu witryny, czyli dążeniu do tego, żeby wyświetlała się jak najwyżej w wynikach wyszukiwania. Algorytmy wyszukiwarek są coraz bardziej zaawansowane i biorą pod uwagę wiele aspektów stron internetowych. Obecnie w sieci istnieje duża konkurencja, więc warto jest powalczyć o zwiększenie widoczności swojej witryny, aby wyróżnić się na tle konkurencji. Co ma wpływ na widoczność strony WWW? Jakie działania podjąć, żeby zwiększyć widoczność?

Co wpływa na widoczność strony?

Podczas pracy nad polepszeniem pozycjonowania witryny internetowej musisz pamiętać, że jest to złożony proces i skutki swoich działań zobaczysz dopiero po jakimś czasie. Bądź cierpliwy, a na pewno Twoja praca się opłaci!

Czynniki wpływające na widoczność strony internetowej i jej pozycjonowanie w wynikach wyszukiwarek można podzielić na dwa rodzaje: on-site i off-site. Te pierwsze dotyczą działań na Twojej stronie internetowej, natomiast te drugie – głównie poza nią.

Przyjrzyjmy się najpierw czynnikom on-site, które mogą poprawić widoczność Twojej witryny w Internecie.

  1. Zamieszczanie wartościowych treści

Jedną z podstawowych metod na zapewnienie swojej witrynie wysokiego pozycjonowania w wyszukiwarce jest dostarczanie użytkownikowi atrakcyjnych treści. Muszą być dla niego przydatne, wyczerpywać temat i nie mogą być kopiowane z innych serwisów.

Dobrej jakości teksty są pisane pod SEO (Search Engine Optimization), czyli zgodnie z zasadami, według których wyszukiwarki pozycjonują strony internetowe. Jeżeli Twoja witryna będzie publikować teksty przynoszące wartość dla odbiorcy – szansa, że algorytmy będą ją wysoko pozycjonować, będzie większa.

Treści muszą odpowiadać na pytania i problemy użytkowników, być spójne logicznie i poprawne gramatycznie. Zadbaj o to, żeby przyciągały uwagę odbiorców i zatrzymywały ich na dłużej w Twojej witrynie.

  1. Używanie słów kluczowych

Słowa kluczowe to takie frazy, które są często wyszukiwane przez internautów. Za pomocą różnych narzędzi do analizy zachowań w Internecie, można sprawdzić, czego szukają użytkownicy w wyszukiwarkach. Jeśli będziesz zamieszczał słowa kluczowe w tytułach, nagłówkach, opisach i treściach swoich tekstów, zapewnisz dużą wartość dla użytkownika, ale także pokażesz algorytmom, że Twoja strona publikuje przydatne treści.

  1. Meta dane

Meta dane to specjalne tytuły i opisy tego, co znajduje się na Twojej witrynie. Wyświetlają się one w wynikach wyszukiwania. Dają informacje zarówno dla użytkownika, jak i dla algorytmów wyszukiwarek. Dzięki używaniu chwytliwych meta danych i zawieraniu w nich słów kluczowych – zwiększasz widoczność swojej strony internetowej.

  1. Układ tekstu

Publikując treści na swojej stronie, musisz zadbać o ich odpowiedni wygląd. Ani wyszukiwarki, ani użytkownicy nie lubią dużych bloków tekstowych. Ciężko się je czyta. Za to wszystkie wypunktowania, listy czy pogrubienia będą bardzo dobrze odbierane.

Stosuj także nagłówki od h1 do h3. Najlepiej, żebyś zawierał w nich również słowa kluczowe. Dzięki temu pozycjonowanie strony będzie wyższe, a odbiorca będzie łatwiej przyswajał tekst.

  1. Linkowanie wewnętrzne

Dbając od wysokie pozycjonowanie strony, a tym samym o jej dobrą widoczność, musisz pamiętać o zamieszczaniu linków wewnętrznych. To odnośniki, które przenoszą użytkownika z jednego miejsca w inne, w obrębie Twojej strony WWW. Ułatwiają nawigację po witrynie, a także sugerują kolejne elementy, które mogą zainteresować użytkownika. Są więc bardzo pomocne, zarówno dla niego, jak i dla algorytmów wyszukiwarek.

  1. Szybkość ładowania witryny

Koniecznie musisz zadbać o to, żeby Twoja strona internetowa szybko się ładowała. Nie może się zacinać czy pokazywać błędów. Jeśli tak będzie, użytkownicy będą z niej wychodzić, co będzie powodowało dużą liczbę odrzuceń. Wpłynie to negatywnie na widoczność Twojej strony w Internecie.

  1. Mobilność strony internetowej

W dzisiejszych czasach mobilność to kluczowa kwestia. Twoja witryna musi być responsywna, czyli dostosowana do różnego rodzaju urządzeń. Coraz częściej użytkownicy korzystają z Internetu na smartfonach czy tabletach. Musisz zapewnić im tę możliwość również w przypadku swojej witryny. Wyjdź naprzeciw potrzebom Twoich klientów.

  1. Bezpieczeństwo strony internetowej

Kolejna ważna kwestia to zapewnienie bezpieczeństwa witryny. Zadbaj o wykupienie certyfikatu SSL, który gwarantuje brak wycieku danych zarówno Twoich, jak i Twoich klientów. To podstawa. Algorytmy wyszukiwarek zwracają dużą uwagę na kwestie bezpieczeństwa.

Jak zadbać o widoczność strony internetowej dzięki czynnikom off-site?

Wspomniane wcześniej czynniki off-site, to działania poza stroną internetową, które również wpływają na pozycjonowanie witryny. Głównym elementem jest link building, czyli budowanie profilu linkowego.

Jakie rodzaje linków można zamieszczać w witrynie?

  • Linki wychodzące – to takie, które przenoszą odbiorcę do innych witryn. Muszą prowadzić do wartościowych stron internetowych, które są powiązane tematycznie z Twoją witryną, są wysokie jakościowo i nie zacinają się.
  • Linki przychodzące – linki, które są zamieszczane na innych stronach internetowych i przenoszą użytkowników do Twojej witryny. Najlepiej, żeby znajdowały się na stronach o wysokiej randze, często odwiedzanych. Wtedy szansa, że odbiorca wejdzie na Twoją stronę, jest większa.

To jedne z najważniejszych czynników mających wpływ na widoczność strony internetowej. Dodatkowym atutem będzie też obecność i promocja w mediach społecznościowych. To świetny kanał, który umożliwi zwiększenie widoczności Twojej witryny. Prezentuj swoje produkty i usługi, zamieszczaj linki do swoich stron i traktuj media społecznościowe jako swoją wizytówkę w sieci.

Strona internetowa

Kto pomoże w zwiększeniu widoczności strony internetowej?

Wiesz już, jakie są najważniejsze czynniki, które mają wpływ na pozycjonowanie witryny. To dość skomplikowany i długotrwały proces, ale przynoszący świetne rezultaty. Jednak nie musisz się na tym znać. Możesz zająć się swoim biznesem, a rozwój w sieci pozostawić specjalistom.

Warto jest zaufać specjalistom z firmy WeNet, którzy kompleksowo zajmą się Twoją witryną i sprawią, że będzie widoczna w sieci. Co możesz zyskać, jeśli zdecydujesz się na współpracę?

  • Budowę strony internetowej od podstaw
  • Opiekę dedykowanego opiekuna, który doradzi i będzie zawsze do Twojej dyspozycji
  • Poprawę widoczności Twojej witryny
  • Wzrost ruchu na stronie internetowej
  • Możliwość dotarcia do nowych klientów
  • Oszczędność czasu na rozwój biznesu

Sprawdź szczegóły oferty na WeNet.pl! Zadbaj o swoją obecność w sieci i wyróżnij się na tle konkurencji!

BUX zyskuje dzięki decyzji UE w sprawie embarga na rosyjską ropę

W Europie na rynkach akcji brak było dziś rano dominującej tendencji. Najsilniejszy wzrost – o +1,87 proc. – notował rano węgierski BUX, który próbował odrabiać część dużych strat poniesionych w poprzednim tygodniu. Ten wzrost można przypisać wczorajszej decyzji UE o wyłączeniu ropy przesyłanej rurociągami z wprowadzonego embarga na rosyjską ropę naftową, co było ustępstwem na rzecz Węgier, które do tej pory blokowały wprowadzenie kolejnej rundy sankcji na Rosję.

Ta decyzja UE dotyka również częściowo – podobnie jak Węgry pozbawione dostępu do morza – Czechy i Słowację, ale tu brak było pozytywnej reakcji. Czeski PX tracił 1,23 proc. Słowacki SAX był wczoraj najniżej od roku. Niemiecki DAX tracił 0,55 proc., zaś francuski CAC 40 -0,47 proc.

Giełdy w Stanach Zjednoczonych były wczoraj zamknięte z powodu obchodów „Memorial Day”. Kanadyjski S&P/TSX Composite Index zyskał wczoraj 0,82 proc. wychodząc na najwyższy poziom od 3 tygodni. Chilijski IPSA Index osiągnął najwyższy poziom od 3 lat, ale zakończył poniedziałkową sesję minimalną stratą (-0,03 proc.). Dziś rano kontrakty na główne indeksy rynku akcji w USA korygowały ostatnie wzrosty (S&P 500 –0,8 proc.).
Na rynkach akcji Azji i Oceanii lekko przeważały dziś wzrosty. Najsilniej – o ponad 1 proc. – zwyżkowały dziś nowozelandzki NZX50, tajwański TAIEX oraz Shanghai Composite. Shanghai B-Share Index był dziś najwyżej od 3 lat. Najwięcej – 0,9 proc. – tracił australijski All Ordinaries.

WIG-20, który wczoraj zamknął się na najwyższym poziomie w maju dziś rano spadał o 0,82 proc. Wśród składników sWIG-80 swe nowe cykliczne maksima ustanawiały dziś rano akcje Unimotu i Bowimu.

Rosła dziś rano zauważalnie rentowność 10-letnich obligacji rządu USA. Podobny trend obserwowany był dziś na większości najważniejszych rynków obligacji w Azji i Oceanii.
Ceny kontraktów na ropę naftową po raz kolejny rosły (WTI +1,26 proc., Brent +1,53 proc.) zbliżając się do poziomu 120 dolarów za baryłkę. Wczoraj najwyżej od 2016 roku były kontakty na biały cukier na ICE.

Kurs EUR/USD lekko dziś rano korygował wzrosty z ostatnich 2 tygodnie (-0,28 proc.). Amerykański dolar umacniał się również w podobnym stopniu względem japońskiego jena (USD/JPY +0,24 proc.). Złoty lekko słabł (EUR/PLN +0,08 proc., USD/PLN +0,38 proc.).
Bitcoin lekko korygował we wtorkowy poranek wczorajszy silny wzrost (-0,88 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Rynek elektromobilności rośnie – coraz więcej inwestycji i miejsc pracy

Elektromobilność to sektor, dzięki któremu w ciągu najbliższych lat możemy osiągnąć pozycję światowego lidera, wynika z raportu „Elektromobilność w Polsce: inwestycje, trendy, zatrudnienie”. To w Polsce zlokalizowanych jest 30% europejskich mocy produkcyjnych baterii do samochodów elektrycznych i to w Polsce znajduje się największa w Europie fabryka produkująca tego typu komponenty. Branża rozwija się i już dziś daje zatrudnienie tysiącom pracowników.

Elektromobilność to jedna z najbardziej rozwojowych gałęzi polskiej gospodarki. Dziś sektor ten obejmuje nie tylko produkcję elektrycznych pojazdów, ale również wydobycie surowców, modernizację i rozwój infrastruktury oraz zaawansowany recycling w ramach gospodarki cyrkularnej. O tym, że nasz kraj jest wyjątkowo atrakcyjny dla inwestorów z tej branży mówi raport „Elektromobilność w Polsce: inwestycje, trendy, zatrudnienie”, przygotowany przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu (PAIH), firmę rekrutacyjną Bergman Engineering oraz Polską Izbę Rozwoju Przedsiębiorczości (PIRE).

Dzięki dostępowi do wykwalifikowanych pracowników, szybko rosnącej liczbie nowych firm z branży, a także dobrze rozwiniętej infrastrukturze transportowej, Polska postrzegana jest jako jedna z najlepszych lokalizacji dla przedsięwzięć związanych z elektromobilnością. Te inwestycje będą zataczać coraz szersze kręgi, szczególnie że elektromobilność traktowana jest jako skuteczne narzędzie do dekarbonizacji sektora transportu i osiągnięcia neutralności klimatycznej, wymaganej postanowieniami Porozumienia Paryskiego z 2015 – tłumaczy Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering.

Polska w elektro-liczbach

 

Według danych PIRE, na koniec lutego 2021 roku w Polsce zarejestrowanych było 20 tysięcy w pełni elektrycznych samochodów (BEV – Battery Electric Vehicles) oraz funkcjonowało 3000 ogólnodostępnych punktów szybkiego (DC – 1017) i wolnego ładowania (AC – 2364 punkty). Jednocześnie sprzedaż samochodów elektrycznych na przestrzeni ubiegłego roku wzrosła aż o 120%. Jeżeli przewidywania ekspertów sprawdzą się, w 2023 roku na samochód elektryczny będzie decydował się co piąty Polak.

 

Wrażenie robi także fakt, że to w naszym kraju, pod Wrocławiem, znajduje się największa w Europie fabryka baterii do samochodów. Jako kraj odpowiadamy za 30% europejskiej produkcji komponentów do tego typu pojazdów. Dodatkowo Polska uchodzi za europejskiego lidera we wdrażaniu e-busów do flot transportu publicznego. W naszym kraju jest siedem zakładów, które produkują takie autobusy i eksportują je do innych krajów Europy.

 

O potencjale sektora electromobility świadczą również dane udostępnione przez PAIH. Wynika z nich, że w ciągu ostatnich 6 lat Polska Agencja Inwestycji i Handlu wsparła blisko 30 projektów w sektorze elektromobilności o łącznej wartości 6 miliardów Euro. Sektor ten przyniósł 13 tys. nowych miejsc pracy. Dziś PAIH informuje o kolejnych 21 projektach, które do końca 2022 roku mają pozwolić na utworzenie 7 tys. nowych etatów.

 

Krzysztof Drynda, prezes PAIH podkreśla: – Wśród firm reprezentujących sektor elektromobilności znajdują się przedsiębiorstwa stanowiące różne ogniwa łańcucha wartości. Szczególnie przedsiębiorstwa z Chin, Korei i Japonii wykazują coraz większe zainteresowani inwestycjami na polskim rynku.

Liderzy polskiego rynku electromobility

Rozwój elektromobilności to ogromna szansa dla rynku, nowych, rodzimych firm i startupów dostarczających zaawansowane technologie. Do globalnych łańcuchów dostaw włączają się bowiem nie tylko firmy z sektora automotive, ale i inne, które po przezbrojeniu parku maszynowego są gotowe dostarczać komponenty, produkty czy elementy wyposażenia hal dla branży electromobility – tłumaczy Krzysztof Burda, prezes Polskiej Izby Rozwoju Elektromobilności.

Obecnie największą polską inwestycją w sektorze jest LG Energy Solution znajdujący się w Kobierzycach pod Wrocławiem. Firma posiada zdolność produkcji baterii o łącznej pojemności nawet do 70 GWh rocznie, zaspokajając 30% zapotrzebowania Europy na tego typu komponenty. Warto dodać, że w UE notowana jest niewystarczająca podaż baterii do aut elektrycznych, więc rynek ten nadal jest otwarty na kolejne inwestycje.

Poza tym wśród liderów branżowych wymienić trzeba koreański koncern SK Innovation, który produkuje separatory do baterii litowo-jonowych (Li-Ion), jak i zajmujące się produkcją samochodów elektrycznych – Volkswagen Motor Polska (auto dostawcze VW Crafter) oraz Polaris Polska (pojazdy terenowe). Warto wspomnieć także o firmie Aptiv, która jest liderem rynkowym w tworzeniu zaawansowanych systemów wspomagania.

W przypadku e-autobusów, do największych firm należy Solaris, Volvo Polska oraz MAN.mapka

Mapa lokalizacji projektów z sektora elektromobilności w Polsce w podziale na poszczególne segmenty – produkcja baterii i komponentów do nich, produkcja pojazdów elektrycznych, produkcja e-autobusów oraz centra rozwoju technologii związanych z EV

Nadchodzące inwestycje, czyli jeszcze większy wkład w rynek i nowe miejsca pracy

Producenci już zapowiadają nowe inwestycje w rynek electromobility. Przykładem jest firma Daimler, która deklaruje 200 milionów Euro wkładu w produkcję baterii elektrycznych w Jaworznie. Z kolei Stellantis właśnie projektuje w pełni elektryczny samochód typu crossover marki Jeep, który ma być produkowany w fabryce w Tychach, wraz z podobnymi autami marek: Alfa Romeo oraz Fiat. Inwestycja w tym zakładzie wyniesie ponad 755 mln zł. W ciągu najbliższych lat ma zostać uruchomiona także produkcja pierwszego polskiego EV: „Izera”. Za tę inwestycję odpowiada ElectroMobility Poland, spółka należąca do konsorcjum państwowych firm energetycznych. Rozwój sektora electromobility to jeszcze więcej pieniędzy dla gospodarki oraz nowe miejsca pracy.

Od 2021 roku obserwujemy wzmożone zapotrzebowanie na konstruktorów i inżynierów produktu ds. napędu/baterii elektrycznych, specjalistów z obszaru elektryki i elektrotechniki, inżynierów ds. jakości baterii oraz inżynierów testów. Poza tym przedsiębiorcy szukają product managerów oraz ekspertów ds. analiz rynkowych w zakresie wykorzystania i utylizacji baterii elektrycznych – mówi Tomasz Szpikowski, i dodaje: – Jest jeszcze trzecia grupa stanowisk w sektorze, dotycząca stacji ładowania baterii elektrycznych. Tutaj najbardziej pożądanymi pracownikami są technicy serwisu i technicy-elektrycy.

Z raportu „Elektromobilność w Polsce: inwestycje, trendy, zatrudnienie” wynika ponadto, że w 2022 roku wzrośnie zapotrzebowanie na osoby odpowiedzialne za tworzenie infrastruktury, niezbędnej do funkcjonowania branży. To przede wszystkim analitycy w zakresie obsługi danych i systemów monitorujących stan infrastruktury dla sektora e-mobility, specjaliści ds. obsługi serwisowej infrastruktury ładowania samochodów elektrycznych, a także serwisanci baterii elektrycznych i specjaliści ds. obsługi pogwarancyjnej baterii elektrycznych.

Ile zarabia się w branży electromobility?

Pięciocyfrowe zarobki to branżowe minimum, przy czym pensje rosną wraz z nabywanym doświadczeniem. Praca w sektorze jest ciekawa, jednak to branża interdyscyplinarna, która potrzebuje pracowników z wiedzą mechaniczną, elektroniczną, energoelektroniczną, elektrochemiczną, programistyczną w zakresie big data oraz systemów embedded – mówi Tomasz Szpikowski.

Zarobki specjalistów od elektromobilności (dane Bergman Engineering):

– Konstruktor: 8.000 zł – 10.000 zł brutto

– Inżynier produktu: 9.000 zł – 11.000 zł brutto

– Inżynier testu: 8.000 zł – 11.000 zł brutto

– Specjalista ds. elektroniki: 9.000 zł – 11.000 zł brutto

– Inżynier ds. jakości baterii: 8.000 zł – 10.000 zł brutto

Z raportu „Elektromobilność w Polsce: inwestycje, trendy, zatrudnienie” wynika, że Polacy są najbardziej cenionymi fachowcami z zakresu obsługi fabryk baterii litowo-jonowych w Europie. To właśnie polscy inżynierowie budują fabrykę Northvolta w Szwecji czy Gigafactory Tesli pod Berlinem.

Polscy pracownicy posiadają wysoki poziom umiejętności technicznych, ale brakuje osób wyspecjalizowanych stricte w branży electromobility. Dlatego tak istotna jest ciągła promocja zawodu, oraz wprowadzanie do szkół coraz większej liczby zajęć z obszaru programowania, elektrotechniki i elektrochemii – podsumowuje Rafał Biszcz, dyrektor PIRE Knowledge HUB.

Opracowanie: Bergman Engineering

Po rosyjskiej agresji na Ukrainę rynek nieruchomości w Europie Środkowej cechuje zwiększona niepewność

Wyraźna poprawa nastrojów uczestników rynku nieruchomości w Europie Środkowej, związana z ustępującymi konsekwencjami kryzysu pandemicznego, okazała się być chwilowa. Jak wynika z tegorocznego raportu Real Estate Confidence Survey for Central Europe, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, rosyjska napaść na Ukrainę spowodowała, że odsetek respondentów przewidujących możliwość zwiększenia aktywności branży spadł między pierwszym a drugim kwartałem tego roku z jednej trzeciej do zaledwie 13 proc. W tym samym czasie aż o 41 p.p., do niemal połowy, wzrosła częstotliwość deklaracji spodziewających się mniejszej liczby zawieranych transakcji.

Tegoroczna edycja badania Deloitte Real Estate Confidence Survey została opóźniona przez rosyjską napaść na Ukrainę. Przeprowadzenie dwóch tur ankiety, w styczniu 2022 r. (I kwartał) oraz w kwietniu 2022 r. (II kwartał), pozwoliło ekspertom Deloitte porównać poglądy i opinie uczestników rynku wyrażone w dwóch różnych momentach oraz bliżej przyjrzeć się bieżącym i przewidywanym skutkom trwającego konfliktu zbrojnego na branżę real estate w Europie Środkowej.

Między dwoma rundami tegorocznego badania oczekiwania interesariuszy rynku nieruchomości w Europie Środkowej dotyczące perspektyw branży uległy znaczącemu pogorszeniu. W związku z wybuchem wojny w Ukrainie nastąpił wzrost pesymizmu deklarowanego przez ankietowanych analogiczny do tego obserwowanego w 2020 r., w związku z pandemią. O ile w pierwszym kwartale tego roku respondenci spodziewali się stabilizacji sytuacji, a ich prognozy były coraz bardziej optymistyczne, o tyle drugi kwartał przyniósł zwiększenie z 10 do 42 proc. odsetka przewidujących spadek ogólnej aktywności rynkowej – mówi Dominik Stojek, partner, lider zespołu doradztwa nieruchomościowego Deloitte w Polsce.

To oznacza możliwość odwrócenia trendu obserwowanego w minionym roku, kiedy respondenci deklarowali poprawę nastrojów, a rynkowi nieruchomości udało się bardzo wyraźnie odbić, na co dowodem jest osiągnięty w 2021 wolumen inwestycji na rynku CE wynoszący 11 mld euro. Dwa lata wcześniej, w 2019 r. osiągnął on historyczną wartość 14 mld euro, by w 2020 r. w wyniku pandemii obniżyć się do poziomu 9,7 mld euro.

Mniejsza aktywność, mniej transakcji, mniej kredytów – wyższe koszty

W nadchodzących miesiącach stabilizacji aktywności na rynku nieruchomości spodziewa się 45 proc. uczestników badania Deloitte i jest to spadek o 12 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Jednocześnie, z 33 do 13 proc. zmniejszył się też odsetek mówiących o możliwym wzroście aktywności. W Polsce te nastroje są trochę mniej pesymistyczne – 36 proc. respondentów przewiduje spadek aktywności, 46 proc. – że nie ulegnie ona zmianie, a 18 proc., że wzrośnie.

Pogorszeniu uległy też przewidywania dotyczące średniej liczby transakcji. Ich spadku w pierwszym kwartale spodziewało się zaledwie 6 proc. ankietowanych, a w drugim ten odsetek wzrósł aż do 47 proc. W Polsce ta zmiana nie była aż tak wyraźna, ale i tak ponad połowa odpowiedzi (53 proc., wzrost o 37 p.p.) dotyczy możliwości zmniejszenia wolumenu transakcji na krajowym rynku.

Widoczne w badaniu odpowiedzi dotyczące dostępności finansowania dłużnego w Europie Środkowej ewoluowały w ciągu ostatniego roku w podobny sposób, jak te dotyczące klimatu gospodarczego. Po negatywnych odczuciach w 2020 r. i gwałtownej zmianie perspektywy w 2021 r., poglądy respondentów na początku 2022 r. były stabilne i zbliżone do tych sprzed pandemii. W kwietniu tego roku nastąpił jednak wzrost pesymizmu – ponad połowa pytanych spodziewa się pogorszenia dostępności finansowania. W Polsce odsetek ten był jeszcze wyższy i ze względu na szybki wzrost stóp procentowych oraz rosnącą niepewność na rynku sięgnął aż 64 proc.

Dla odpowiedzi ankietowanych z Polski charakterystyczne jest też pesymistyczne nastawienie do kwestii podatkowych. W regionie Europy Środkowej w tym roku 30 proc. uczestników badania ma negatywne zdanie o otoczeniu podatkowym i jest to ocena zbliżona do odpowiedzi z lat ubiegłych. Polscy respondenci są w tym względzie znacznie bardziej zdecydowani – w I kwartale 2022 r. aż 81 proc. przewidywało pogorszenie klimatu podatkowego. Sytuacja nie zmieniła się w II kwartale, kiedy aż 95 proc. osób, które wzięły udział w ankiecie uważało, że ulegnie on pogorszeniu albo się nie zmieni.

O ile uczestnicy badania Deloitte spodziewają się, że dostępność produktów inwestycyjnych wzrośnie lub nie zmieni się na całym rynku CE i w poszczególnych krajach w ciągu najbliższych trzech lat, to wyniki z 2022 roku mimo wszystko są nieco bardziej pesymistyczne niż te z roku wcześniejszego. Prawie 70 proc. badanych uważa, że w nadchodzących trzech latach polski rynek zaoferuje większą lub porównywalną liczbę produktów inwestycyjnych, a około 74 proc. miało takie same oczekiwania wobec całego rynku CE. To odpowiednio o 4 p.p. i 8 p.p. mniej niż w pierwszym kwartale tego roku.

– Jak wynika z naszego badania, największym zmartwieniem branży w tym roku może stać się wzrost kosztów budowy, powodując prognozowany przez zdecydowaną większość respondentów spadek opłacalności inwestycji. W drugim kwartale tego roku tak uważa aż 91 proc. deweloperów – ponad dwukrotnie więcej niż w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku. Nowością jest też wzrost zainteresowania projektami handlowymi. Spodziewane ożywienie w handlu detalicznym powoduje, że w nadchodzących miesiącach coraz więcej przedstawicieli branży deklaruje koncentrację na tym sektorze – mówi Sylwia Zychewicz, Senior Manager w Dziale Doradztwa Nieruchomościowego Deloitte.

Wojenna perspektywa zmienia krajobraz rynku real estate

Jak wynika z badania Deloitte, konsekwencje wojny w Ukrainie są widoczne w nastrojach głównych grup interesariuszy rynku real estate w Europie Środkowej. Z tego powodu zmianę swoich strategii biznesowych na ten rok zapowiada niemal połowa deweloperów i wyraźnie mniej, bo tylko co trzeci inwestor z tej branży.

I jedni, i drudzy spodziewają się też konieczności mierzenia się z długoterminowymi skutkami rosyjskiej agresji i jej znaczącym wpływem na całe gospodarki regionu CE – tak przewiduje ponad połowa pytanych, a na konsekwencje w krótszej perspektywie czasowej wskazuje jedna trzecia ankietowanych z pierwszej grupy i aż 44 proc. z drugiej.

Między poszczególnymi uczestnikami rynku widać też różnice w ocenie segmentów biznesu nieruchomościowego najbardziej odczuwających obecny kryzys. Deweloperzy w badaniu najczęściej wskazywali budownictwo mieszkaniowe oraz najem instytucjonalny – tak wyglądało 41 proc. odpowiedzi, inwestorzy w 28 proc. przypadków wymieniali część przemysłową, a wśród doradców najpowszechniejsza odpowiedź, 35 proc., dotyczy segmentu hotelowego.

O badaniu

Badanie Deloitte Real Estate Confidence Survey dla Europy Środkowej jest publikowane corocznie. Jego obecna, czwarta edycja, ponownie odbyła się w dwóch turach: na przełomie grudnia 2021 i stycznia 2022 oraz w kwietniu 2022, co wiązało się z rosyjską agresją na Ukrainę. Ta druga runda zawierała dodatkowe pytania dotyczące wpływu trwającego konfliktu zbrojnego na rynek nieruchomości w Europie Środkowej. W badaniu wzięli udział członkowie zarządów, menadżerowie i specjaliści z zakresu rynku nieruchomości operujący przede wszystkim w Polsce, Czechach, na Węgrzech i w Rumunii, a także na terenie całej Europy Środkowej. Kwestionariusz składał się z dwóch części. Pierwsza skupiała się na opiniach respondentów dotyczących poszczególnych aspektów ogólnych warunków ekonomicznych w Europie Środkowej w 2022 r. Druga dotyczyła indywidualnych perspektyw biznesowych każdego uczestnika.

Handel numerem jeden wśród zadłużonych branż – suma przeterminowanych zobowiązań przekracza 2,28 mld zł

Handel jest najbardziej zadłużonym sektorem polskiej gospodarki. Zajmuje się nim blisko co czwarta firma wśród wpisanych do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Zaległości sektora sięgają 2,28 mld zł i w ciągu ostatniego roku wzrosły o niemal 9 proc. Ponad połowę tej kwoty branża mogłaby zwrócić swoim wierzycielom, gdyby jej kontrahenci spłacili swoje należności. Jak wskazują eksperci KRD i Rzetelnej Firmy, istotny wpływ na sytuację sektora ma również wojna na Ukrainie. Z jednej strony napędza sprzedaż detaliczną, z drugiej stanowi zagrożenie dla stabilności łańcuchów dostaw.

Polski rynek handlowy powoli regeneruje się po pandemii. W ostatnich latach mocno rozwinęła się sprzedaż internetowa, której popularność cały czas rośnie. Najnowsze dane Gemius wskazują, że już 77 proc. internautów kupuje online, co oznacza wzrost o 4 pp. rok do roku. Ale, pomimo długotrwałych lockdownów, Polacy nie odzwyczaili się od zakupów stacjonarnych. Jak wskazują analizy firmy doradczej CBRE, e-handel nie wypiera tradycyjnego, a sklepów przybywa. W pierwszym kwartale 2022 r. do użytku oddano nowe placówki o powierzchni 40 tys. mkw. takiej powierzchni, a kolejne o powierzchni 250 tys. mkw. są budowane, z czego większość ma być gotowa jeszcze w tym roku. Najszybciej rozwijającym się obszarem są parki handlowe, zlokalizowane w mniejszych miastach. Z prognoz Euromonitor International wynika, że do 2026 roku sprzedaż stacjonarna zwiększy się o 10,5 proc.

Hurtowe długi

Pomimo widocznych początków regeneracji branży po pandemii i pozytywnych prognoz na przyszłość, w najbliższych miesiącach sprzedawcy nie będą mogli jeszcze odetchnąć. Do odrobienia mają spore zadłużenie. Na długi sektora handlu składają się zobowiązania hurtowników i detalistów. Najgorzej z terminowym regulowaniem płatności radzą sobie ci pierwsi. Firmy zajmujące się handlem hurtowym są winne swoim wierzycielom 1,15 mld zł. Detaliści zalegają na 824,3 mln zł.

Łącznie w Krajowym Rejestrze Długów widnieje 68,3 tys. podmiotów z sektora handlowego. Średnia kwota przeterminowanych zaległości jednej firmy to 33,4 tys. zł. Najliczniejszą grupę stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze (66 proc.), jednak kwota ich niespłaconych faktur i rachunków jest zbliżona do tej, którą powinny oddać większe przedsiębiorstwa i sięga prawie 1,2 mld zł.

Najwięcej do uregulowania mają dłużnicy z województwa mazowieckiego (500,4 mln zł). Śląskie oraz wielkopolskie firmy handlowe powinny spłacić odpowiednio 297,5 mln zł i 251,1 mln zł. Najmniej zadłużone są firmy z woj. opolskiego (33,8 mln zł), świętokrzyskiego (36,2 mln zł) i podlaskiego (39,8 mln zł). Rekordzistą jest natomiast przedsiębiorstwo z Poznania, od którego wierzyciele próbują odzyskać 12,7 mln zł.

Nowe wyzwania, ale i szanse

Po trudnych czasach pandemii – obostrzeniach i lockdownach – nadeszło kolejne wyzwanie dla handlowców pod postacią wojny za wschodnią granicą. Tym razem jednak sektor jest w innej sytuacji, a czynnikiem sprzyjającym branży może być rosnąca konsumpcja, która nie hamuje mimo wysokiej inflacji. Z najnowszych danych GUS dotyczących koniunktury konsumenckiej wynika, że choć rosnące ceny i wojna na Ukrainie wciąż mają negatywny wpływ na nastroje, to w kwietniu odnotowano ich poprawę w porównaniu do marca. Zmalały obawy o przyszłą sytuację ekonomiczną kraju i gospodarstwa domowego.

Do Polski przyjechało już ponad 3 mln uchodźców. W naszym kraju jest więcej ludzi, więc i potrzeby zakupowe są większe. Kupujemy i zamawiamy towary także po to, aby wysłać je jako pomoc humanitarną. Większy popyt oznacza większą sprzedaż i obroty dla handlu. Dodatkowym czynnikiem, który napędza zakupy, jest też obawa przed rosnącą inflacją, dla której paliwem jest wojna w Ukrainie. Boimy się, że zaraz będzie drożej, chcemy zdążyć przed podwyżkami. Wysokie obroty widać już w danych. Według GUS sprzedaż detaliczna w marcu bieżącego roku wzrosła powyżej oczekiwań analityków, bo o 22 proc. rok do roku. W cenach stałych, czyli po odjęciu inflacji, wynik ten spada do 9,6 proc. Ale i tak jest wysoki, biorąc pod uwagę, że porównujemy tu dane do miesiąca zeszłego roku, w którym branża zanotowała duże wzrosty wynikające ze zniesienia obostrzeń dla sklepów i galerii handlowych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Firmy z sektora handlu liczą na wzrost konsumpcji spowodowany napływem uchodźców. Potwierdza to badanie „Biznes a Ukraina” przeprowadzone przez Krajowy Rejestr Długów. W ocenie wpływu konfliktu na swoją działalność handel jest branżą, w której przedsiębiorcy dostrzegają najwięcej szans dla swojego biznesu. Ponad połowa z nich wymienia tu właśnie wzrost popytu związany z napływem ukraińskich konsumentów oraz zwiększenie zapotrzebowania na produkty dla kobiet i dzieci.

Wojna i Covid-19 odbijają się w długach

Medal ma jednak zawsze dwie strony. Wojna na Ukrainie i zerwanie większości relacji handlowych z Rosją i Białorusią oznacza nie tylko wyłączenie dużych obszarów z tranzytu, ale również kłopoty z produkcją, wskazują analizy firmy doradczej CBRE. Dodatkowych problemów cały czas nastręcza pandemia, która co prawda przycichła w Europie, ale ze zdwojoną siłą uderzyła w Chiny, a to nie pozostanie bez wpływu na dostępność komponentów do produkcji i towarów. Taka sytuacja odbije się na wielu ważnych obszarach handlu, a przede wszystkim motoryzacji, elektronice i branży modowej.

Firmy muszą znaleźć nowe źródła dostaw i surowców, które już nie popłyną ze Wschodu. A gdy produkcja ma problemy, to odczuwają je także sprzedawcy. Do tego część firm z sektora handlu poniesie ogromne koszty związane z wyjściem z rynku rosyjskiego. W tym kraju obecne były polskie marki ze swoimi sklepami i fabrykami. Taki wydatek może poważnie naruszyć ich stabilność finansową. Podobnie w przypadku przedsiębiorstw, które opierały swoją działalność na handlu ze Wschodem. Możliwe jest więc pogorszenie się moralności płatniczej w sektorze.

Zniesienie stanu epidemii w Polsce nie powinno uśpić czujności firm. To, że w Polsce i w Europie koronawirus zszedł na dalszy plan, nie oznacza, że zniknął. W kluczowych dla światowego handlu Chinach dopiero co obserwowaliśmy kolejną falę zachorowań, a dodatkowo towarzyszy temu nowy ogromny problem, w postaci wojny za naszą wschodnią granicą. Może to sprawić, że firmy, które dotychczas nawet w pandemii nie notowały problemów z płynnością, teraz mogą ich doświadczyć. Dlatego obecnie jeszcze bardziej na znaczeniu zyskuje monitorowanie sytuacji finansowej kontrahentów – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Handel nie płaci handlowi

Dłużnicy z branży handlowej najczęściej zalegają instytucjom finansowym, którym są winni 1,2 mld zł. Sektor jest winny też innym firmom z własnej branży. Handlowcy powinni oddać sprzedawcom i hurtownikom 415,3 mln zł. Jako trzeci w kolejce po odbiór pieniędzy z nieopłaconych faktur (130,5 mln zł) czeka natomiast sektor przetwórstwa przemysłowego.

Przytłaczające zaległości w handlu są również pochodną trudności w odzyskiwaniu przez branżę pieniędzy od innych firm. W długach ma ona bowiem zamrożone 1,2 mld zł. To kwota, która pozwoliłaby na spłatę ponad połowy łącznego zadłużenia sektora. Oprócz wspomnianych już wzajemnych długów handlu, spore długi wobec branży ma też budownictwo (270,9 mln zł), przetwórstwo przemysłowe (147,1 mln zł) i transport (133,3 mln z).

 

Rolnicy mają coraz większe problemy finansowe. Jest gorzej niż rok temu

  • Niepojące dane z rynku. Zadłużeni rolnicy mają przeterminowane wierzytelności średnio o blisko 900 dni
  • Zadłużony rolnik zalegał ze spłatą zobowiązań średnio 2,5 roku. To o 3 miesiące dłużej niż rok temu
  • Rolnicy wciąż z milionowymi długami. Wolniej też niż rok temu je spłacają

Liczba rolników wpisanych na koniec I kwartału do Krajowego Rejestru Dłużników spadła o prawie 6% rdr. Natomiast w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i w bazie informacji kredytowych BIK o 4,5% przybyło takich dłużników. Do tego widać, że łączne zadłużenie – wg powyższych rejestrów – spadło rdr. odpowiednio o 10,4% i 14,1%. Z kolei najwięcej zadłużonych notują woj. mazowieckie i wielkopolskie. W zależności od źródła informacji, średni dług wynosi od ponad 64 tys. zł do niespełna 295 tys. zł. Ponadto KRD podaje, że ostatnio statystyczny dłużnik zalegał ze spłatą o blisko 3 miesiące dłużej niż rok wcześniej. Eksperci jednak uważają, że dane nie oddają realiów. I przewidują, że kolejne kwartały tego roku mocniej pogłębią problemy finansowe ww. grupy, co pewnie będzie można zauważyć już w następnej analizie.

Spada liczba dłużników

Na koniec I kw. br. w Krajowym Rejestrze Długów widniało 4 256 dłużników z branży rolniczej. To o 5,9% mniej w porównaniu do analogicznego okresu 2021 roku – 4 521. Natomiast, wg Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, z końcem marca br. liczba zadłużonych, zaliczanych do kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo (w tym działalność usługowa), wyniosła 1 598. Rok wcześniej było ich 1 529. Wzrost osiągnął 4,5% rdr.

– Odnotowany przez KRD spadek liczby dłużników najprawdopodobniej wynika z faktu, iż rolnicy sprzedali zgromadzone w 2021 roku zapasy produktów i uzyskane środki przeznaczyli na zaległe oraz bieżące płatności. W końcówce ub.r. wstrzymali się ze sprzedażą, by uzyskać nieco lepsze ceny w tym roku – tłumaczy doradca restrukturyzacyjny i radca prawny Adrian Parol.

Natomiast doradca restrukturyzacyjny i radca prawny Łukasz Goszczyński ocenia sytuację całej grupy zawodowej, szerzej ujętej w BIG InfoMonitor i BIK, jako trudniejszą w tym roku niż w zeszłym. I choć dane balansują na granicy, to nie są one zbyt optymistyczne. Trzeba zauważyć, że przede wszystkim pogorszyły się ogólne czynniki makroekonomiczne. Wzrosły ceny paliw, energii elektrycznej i nawozów oraz koszty pracy.

– Dane z rejestrów są zatrważające. I co gorsza, w pełni nie oddają realiów. Nawet jeśli w statystykach widzimy spadek to dlatego, że rolników z miesiąca na miesiąc jest coraz mniej. Wiele zadłużonych rok temu gospodarstw już nie istnieje – wyjaśnia Michał Kołodziejczak, lider AGROunii.

Najwięcej i najmniej

KRD informuje, że na koniec I kw. br. najwięcej dłużników było w woj. mazowieckim – 627 (kwota długu – ponad 47,8 mln zł), wielkopolskim – 617 (35,2 mln zł), a także w kujawsko-pomorskim – 355 (ok. 25,3 mln zł). Najmniej odnotowano ich w woj. opolskim – 99 (ok. 10,2 mln zł), świętokrzyskim i podkarpackim – po 111 (kwota długu – odpowiednio 6,4 mln zł i prawie 4,4 mln zł). Do tego było 12 dłużników nieprzypisanych do żadnego województwa ze skalą zadłużenia na ponad 182 tys. zł.

– W woj. opolskim dominują duże gospodarstwa rolne. Tym samym ich ilość jest mniejsza, co ma wpływ na liczbę zadłużonych wpisanych w KRD. Podkreślić należy, że nie oznacza to, iż nie ma tam dłużników. Problemy dotykają też duże gospodarstwa – komentuje mec. Adrian Parol.

Z kolei z danych BIG InfoMonitor i BIK wynika, że na koniec marca br. najwięcej dłużników było w woj. wielkopolskim – 254 (kwota zaległości – 154,9 mln zł), mazowieckim – 231 (prawie 57,7 mln zł), a także zachodniopomorskim – 141 (blisko 26 mln zł). Najmniej zaś było w świętokrzyskim – 29 (ok. 7,3 mln zł), podkarpackim – 40 (blisko 3,9 mln zł), a także opolskim – 50 (ok. 6,8 mln zł).

–  Generalnie najwięcej dłużników, wbrew pozorom jest w województwach bardzo rozwiniętych rolniczo. W wielkopolskim przez lata dominowała hodowla świń, która, jak wiemy, jest obecnie w rozsypce i z dnia na dzień znika. Każdego dnia w całej Polsce upada ponad 50 gospodarstw trzody chlewnej. Z kolei w woj. mazowieckim dominują rodzinne gospodarstwa sadownicze, m.in. słynące z uprawy jabłek, które ostatnio napotkały na potężne problemy z eksportem – zwraca uwagę Michał Kołodziejczak.

Ile sięgają długi?

Z danych KRD wynika również, że na koniec I kw. br. łączne zadłużenie rolników wyniosło ok. 273,9 mln zł, czyli o 10,4% mniej niż rok wcześniej – 305,7 mln zł. Wg BIG InfoMonitor i BIK, ostatnio długi w całej ww. kategorii sięgały prawie 470,9 mln zł. Było to o 14,1% mniej niż na koniec marca ub.r. – ok. 548,2 mln zł.

– Do spadków przyczyniło się to, że ceny skupu produktów rolnych znacznie wzrosły. Z uwagi na cykl produkcji, należy jednak się spodziewać wzrostu zadłużenia rolników już w II połowie tego roku – ostrzega Adrian Parol.

Jak podaje KRD, w I kw. br. średnie zadłużenie jednego dłużnika z branży rolniczej wynosiło 64 351,13 zł, czyli o 4,8% mniej niż rok wcześniej – 67 612,51 zł. Wg BIG InfoMonitor i BIK, na koniec marca br. przeciętny dług osiągał 294 661 zł. W relacji rocznej spadł o 17,8%, bo z 358 516 zł.

– Spadki mogą wynikać jedynie z nieco droższej sprzedaży produktów rolnych w I kw. br. niż rok wcześniej. Jednak w II półroczu tego roku wyraźnie pogorszy się sytuacja finansowa branży, bo wzrosną nieobsługiwane wierzytelności. Rolnicy, z uwagi na wysokie koszty uruchomienia produkcji i sezonowość przychodów, w znacznej części korzystają z finansowania zewnętrznego. Natomiast Rada Polityki Pieniężnej już kilkukrotnie podniosła stopy procentowe, które mają znaczny wpływ na obsługę kredytów. I co ważniejsze, są prognozowane nowe podwyżki – przypomina mec. Łukasz Goszczyński.

Rekordowe zadłużenia

Ponadto KRD wskazuje, że na koniec I kw. br. największe średnie zadłużenie mieli rolnicy z woj. opolskiego – 102 580,54 zł, małopolskiego – 77 464,62 zł, a także mazowieckiego – 76 266,48 zł. Natomiast zgodnie z danymi BIG InfoMonitor i BIK, należy wymienić woj. wielkopolskie – 609 880 zł, łódzkie – 406 048 zł, jak również lubelskie – 347 170 zł.

– Z tak wysokich zadłużeń bardzo trudno będzie wyjść z powodu rosnących kosztów pracy. Na pewno do września zadłużenia będą rosły. Potem, po sprzedaży części produkcji, sezonowo spadną. Ale finalnie to niewiele zmieni dla poszczególnych rolników – przewiduje mec. Adrian Parol.

W KRD na koniec marca br. łącznie największe zadłużenie mieli dłużnicy z woj. mazowieckiego – ok. 47,2 mln zł, wielkopolskiego – 35,2 mln zł, a także kujawsko-pomorskiego – ok. 25,3 mln zł. W BIG InfoMonitor i BIK w czołówce widać kolejno woj. wielkopolskie – 154,9 mln zł, mazowieckie – prawie 57,7 mln zł, jak również kujawsko-pomorskie – ok. 43,3 mln zł. Jak stwierdza mec. Łukasz Goszczyński, w tych woj. problemy są od lat. Pandemia je pogłębiła. Nie widać też niczego, co mogłoby to poprawić.

Ostatni dzwonek

– Dane KRD pokazują też, że na koniec I kw. br. statystyczny rolnik zalegał ze spłatą zobowiązań 891 dni. Rok wcześniej ten okres trwał 805 dni. Wydłużenie go o 86 dni ewidentnie świadczy o pogorszeniu sytuacji, pomimo wzrostu cen skupu płodów rolnych. Ci, których to dotyczy, będą musieli skorzystać z postępowania sanacyjnego albo ogłosić upadłość. Po przekroczeniu okresu opóźnienia trwającego 730 dni szansa na jego uregulowanie maleje praktycznie do zera, albowiem świadczy to o niewypłacalności, która będzie się pogłębiała – tłumaczy doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Jak przekonuje mec. Łukasz Goszczyński, rolnicy, którzy przewidują pogorszenie swojej płynności finansowej, powinni z wyprzedzeniem wystąpić do swoich wierzycieli z wnioskiem o renegocjację zobowiązań. Warto o tym pomyśleć wcześniej, by skorzystać z szerszego wachlarza możliwości na drodze polubownej. Jeśli sytuacja gospodarcza nie zostanie ustabilizowana, a kontrahenci i wierzyciele nie zechcą uzgodnić satysfakcjonujących obie strony warunków ewentualnej ugody, wtedy warto będzie skorzystać z możliwości prawa restrukturyzacyjnego.

– Państwo musi zadbać o rolnictwo. I nie chodzi tu o dopłaty, a o sprawiedliwe prawo, które wyeliminuje patologię w handlu. Obecne przepisy pozwalają na to, by sieci handlowe narzucały producentom ceny poniżej kosztów produkcji. Jeżeli to się nie zmieni, liczba gospodarstw w kraju z każdym miesiącem będzie coraz bardziej się zmniejszać, aż w końcu rodzima produkcja żywności będzie mocno okrojona – podsumowuje ekspert z AGROunii.

Do 2250 euro dotacji dla MŚP na ochronę własności intelektualnej

“®” nie tylko przy logo wielkich korporacji. UE dofinansowuje rejestrację znaków towarowych przez sektor MŚP.

Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) realizuje projekt SME Fund (Fundusz dla MŚP), którego celem jest wsparcie praw własności intelektualnej za pomocą dotacji. W tym roku przeznaczono na ten cel 16 mln euro. Małe i średnie przedsiębiorstwa europejskie mogą otrzymać z funduszu po 1500 euro na pokrycie do 75 proc. kosztów związanych z rejestracją znaków towarowych.

Własność intelektualna jest niezwykle ważną składową aktywów przedsiębiorstwa. Unikatowe pomysły, produkty lub usługi stanowią często podstawę marketingowej i biznesowej strategii firm. Dlatego też ich ochrona jest niezbędnym rozwiązaniem, które zapobiega bezprawnemu kopiowaniu i wykorzystywaniu przez inne podmioty. Jednym z elementów, które mogą podlegać prawnej ochronie własności intelektualnej są znaki towarowe.

Po co rejestrować znak towarowy

Rolą znaku towarowego jest odróżnianie oferowanych przez przedsiębiorstwo produktów lub usług od dostępnych u konkurencji. Może on przyjmować bardzo różne formy (np.: słowo, symbol, dźwięk, obiekt przestrzenny), z zastrzeżeniem, że oznaczenie to musi dać się przedstawić w rejestrze znaków towarowych. Jest to jeden ze sposobów budowania renomy, rozpoznawalności marki i produktów.

– Rejestracja znaku towarowego daje jego właścicielowi wyłączność używania go w celach komercyjnych, przede wszystkim oznaczania nim produktów lub usług – mówi Marzena Piątek, radca prawny w kancelarii Legal Geek, która specjalizuje się w procedurach rejestracji znaków towarowych. – Uzyskana w ten sposób ochrona pozwala przedsiębiorcy wykorzystać szeroki wachlarz możliwości przeciwdziałania istniejącym lub potencjalnym naruszeniom jego prawa. Może on domagać się zaprzestania używania zarejestrowanego znaku przez innych, żądać naprawienia poczynionych w ten sposób szkód, a w skrajnych wypadkach doprowadzić nawet do pozbawienia wolności osób za to odpowiedzialnych.

SME Found – dofinansowanie na ochronę prawną znaków towarowych

Do 16 grudnia 2022 r. małe i średnie przedsiębiorstwa mające siedzibę w Unii Europejskiej mogą składać do EUIPO wnioski o dofinansowanie. Choć pula środków w Funduszu jest znacząca, bo wynosi aż 16 mln euro, warto podjąć odpowiednie działania jak najszybciej, ponieważ dotacje przyznawane są zgodnie z kolejnością zgłoszeń.

Finansowanie w ramach SME Fund działa na zasadzie bonów własności intelektualnej. Bon związany ze znakami towarowymi to tzw. Bon 1, którego maksymalna wartość to 1500 euro (Bon 2 o wartości 750 euro można wykorzystać na pokrycie opłat patentowych).

Środki z Bonu 1 można przeznaczyć na pokrycie nawet 75 proc. opłat związanych z rejestracją znaku towarowego w dowolnym kraju członkowskim lub na obszarze całej Unii Europejskiej. W wypadku rejestracji w ramach międzynarodowego systemu znaków towarowych (tzw. protokół madrycki), który obejmuje 128 krajów, z przyznanych środków pokryć można do 50 proc. poniesionych kosztów.

– Bony nie mają mocy wstecznej, co oznacza, że nie można zwrócić kosztów działań wykonanych przed jego otrzymaniem – zwraca uwagę Marzena Piątek. – Na decyzję o jego przyznaniu czeka się maksymalnie piętnaście dni roboczych. Od tego momentu przedsiębiorca ma cztery miesiące (z możliwością przedłużenia do sześciu) na złożenie wniosku o wykorzystanie tych środków – wyjaśnia ekspertka.

Ile kosztuje rejestracja znaku towarowego?

Koszt rejestracji znaku towarowego zależy przede wszystkim od obszaru, na jakim jego ochrona ma obowiązywać, a więc w którym urzędzie będzie on rejestrowany. Aktualnie podstawowa opłata urzędowa z tytułu złożenia wniosku obejmującego jeden znak towarowy i jedną klasę w Urzędzie Patentowym Rzeczpospolitej Polskiej, wynosi 450 zł (a jeśli zgłoszenie następuje drogą elektroniczną – 400 zł). Za każdą kolejną klasę dla danego znaku towarowego należy uiścić dodatkową opłatę urzędową w kwocie 120 zł.

– Gdy nasz towar lub usługa ma charakter ściśle lokalny (krajowy), rejestracja znaku na szczeblu unijnym może być niepotrzebnym kosztem. Jednak jeśli chcemy prowadzić działalność na szerszą skalę, rejestracja znaku w EUIPO jest rozwiązaniem znacznie lepszym i tańszym, niż uzyskiwanie ochrony w poszczególnych krajach oddzielnie – tłumaczy Marzena Piątek.

W postępowaniu o rejestrację znaku towarowego na szczeblu unijnym, prowadzonym przez Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej, koszty uzyskania prawa ochronnego są znacznie wyższe. Opłata podstawowa wynosi 1000 euro (zgłoszenie online – 850 euro). Opłata za drugą klasę towarów i usług wynosi 50 euro, a za trzecią i kolejne 150 euro. Należy jednak pamiętać, że ochrona zapewniana przez znak towarowy UE obejmuje nieporównywalnie większy zasięg terytorialny.

– Choć cały proces składania dokumentów do EUIPO czy Urzędu Patentowego może wydawać się skomplikowany i kosztowny, warto rozważyć jego przejście i zastrzeżenie np. nazwy firmy. Niestety w pracy naszej kancelarii odnotowaliśmy już przypadki podszywania się pod firmy, wykorzystywania logotypów czy wyłudzeń, które finalnie okazały się dużo bardziej kosztowne i problematyczne dla biznesów niż zastrzeżenie znaku towarowego. Podpowiadamy przedsiębiorcom, by traktowali zabezpieczenie własności intelektualnej, tak jak wykupienie domeny z nazwą firmy – to jeden z podstawowych kroków działania na rynku – sugeruje prawniczka z kancelarii Legal Geek.

ABSL: Rekordowy wzrost eksportu usług biznesowych

Z najnowszego raportu ABSL Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2022 wynika, że wzrost sektora był większy niż przewidywano.  W lutym br. w 1 714 centrach usług zatrudnionych było ponad 400 tys. osób. Szacunkowy udział sektora w PKB wynosi 4,4 proc., a wartość eksportu wzrosła do 26,4 mld USD odnotowując rekordowy skok o 15,1 proc. rok do roku. Nadwyżka eksportu nad importem kształtuje się na poziomie 11,3 mld USD.

Sektor usług biznesowych pozostaje jednym z najszybciej rosnących sektorów polskiej gospodarki. W drugim roku pandemii powstało blisko 42 tys. nowych miejsc pracy, co stanowi wzrost o 11,6 proc. w ujęciu rocznym. Tym samym udział sektora w ogólnym zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw wzrósł z 5,6 proc. do 6,2 proc. (rok do roku). Działalność rozpoczęło 46 nowych centrów, w których powstało 6 400 miejsc pracy. Widoczny jest wzrost reinwestycji, co przy mniejszej niż w zeszłym roku liczbie nowych podmiotów (74) – zaowocowało zdecydowanym wzrostem liczby miejsc pracy. Najwięcej nowych podmiotów przybyło w Warszawie i Trójmieście (po 9), Katowicach i GZM (6) oraz w Krakowie (5). Obecnie 72 proc. wszystkich centrów należy do inwestorów zagranicznych, pochodzących z 46 państw. Co piąta firma z listy Fortune Global 500 otworzyła w Polsce centrum usług.

– W ciągu ostatnich dwóch lat rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania, czego potwierdzeniem jest rekordowy wzrost eksportu usług biznesowych. Sektor wyjątkowo szybko i zwinnie dostosował się do okoliczności. Ewoluowały modele biznesowe, doskonalono plany zapewniające ciągłość operacyjną, koncentrowano się na wartościach. Elastyczność i szybkość adaptacji do zmian pozwoliła na spektakularny wzrost sektora, głównie za sprawą reinwestycji, a to oznacza, że potrafiliśmy wykorzystać szanse i przekonać globalne firmy do zwiększenia inwestycji w Polsce. Tę pracę w największym stopniu wykonali menedżerowie zarządzający centrami wraz ze swoimi zespołami. Stanowią oni nieocenione wsparcie dyplomacji gospodarczej – mówi Janusz Dziurzyński, prezes ABSL.

Rekordowy udział wysokospecjalistycznych usług biznesowych

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce tworzy obecnie miejsca pracy w 1 714 centrach obsługi procesów biznesowych (BPO), usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centrach badawczo-rozwojowych (R&D). Systematycznie wzrasta stopień złożoności realizowanych usług. Rośnie rola kompleksowych procesów i dalsze przechodzenie do middle- i front office, generujących wyższą wartość dodaną. Do Polski przenoszone są funkcje globalne. Po raz pierwszy udział wysokospecjalistycznych usług opartych na wiedzy (KIBS) przekroczył 50 proc. wszystkich usług realizowanych w centrach w Polsce. Jest to wynik wyższy o 6,5 p.p. niż przed pandemią.

Właśnie przekroczyliśmy kolejną ważną granicę. Udział wysokospecjalistycznych usług wyniósł po raz pierwszy w historii ABSL w Polsce ponad 50 proc. wszystkich świadczonych usług. To jednoznacznie dowodzi, że nasz rynek bardzo się zmienił i osiągnął dojrzałość. Biorąc pod uwagę, że dziennie w sektorze powstawało 130 miejsc pracy, średnio 75 z nich przypada na miejsca wysokospecjalistyczne, a to z kolei pokazuje jak ważne są tzw. kompetencje przyszłości – podkreśla Dariusz Kubacki, wiceprezes ABSL. Zwraca też uwagę: – Realizacja coraz bardziej złożonych procesów i przejmowanie globalnych funkcji wymaga coraz większych kompetencji zarówno w obszarze cyfrowym, jak i kompetencji miękkich. Musimy łączyć siły, aby działać na rzecz wprowadzenia rozwiązań systemowych, które są warunkiem koniecznym dla dalszego rozwoju.

Dostępność pracowników kluczowym wyzwaniem dla rozwoju

Analizy ABSL potwierdzają, że jednym z najważniejszych wyzwań dla sektora pozostaje dostęp do pracowników posiadających odpowiednie kompetencje. Przedstawiciele ABSL od dłuższego czasu podnoszą temat edukacji jako kluczowy dla rozwoju sektora i gospodarki opartej na wiedzy. Wydarzenia ostatnich dwóch lat dodatkowo dowiodły jak ważne są regulacje dotyczące rynku pracy oraz przewidywalność stanowionego prawa. Dodatkowo, globalne trendy, takie jak m.in. zmiana modelu pracy oraz wzrost znaczenia dobrostanu i dbałości o zdrowie pracowników (well-being), w połączeniu z wysoką inflacją i presją płacową – wymagają podjęcia przez firmy zdecydowanych działań. W efekcie 85 proc. firm bierze pod uwagę szukanie pracowników poza Polską, a 20 proc. firm już prowadziło rekrutację za granicą. Ponad połowa firm inwestuje w programy edukacyjne podnoszące kwalifikacje pracowników lub pozwalające na zdobycie nowych kwalifikacji.

Obecnie w centrach w Polsce zatrudnionych jest ponad 55 400 obcokrajowców, co stanowi 13,8 proc. wszystkich zatrudnionych. W blisko połowie z nich (47 proc.) liczba pracowników z zagranicy stanowi min. 10 proc. Największą grupę wśród pracowników z zagranicy stanowią osoby z Ukrainy (21,9 proc.), Włoch (9,0 proc) oraz z Indii (7,9 proc.). Indie pojawiają się po raz pierwszy w top 3 w miejsce Hiszpanii).  Dane zebrane tuż przed inwazją Rosji na Ukrainę wskazują, że w sektorze w Polsce zatrudnionych było 12 tys. obywateli Ukrainy.

Mając na uwadze potrzeby inwestorów w zakresie rekrutacji, ABSL aktywnie działa na rzecz wprowadzenia zmian w przepisach dotyczących pracy zdalnej oraz zatrudniania obcokrajowców. Demografia nie pozostawia nam wyboru. Bezwzględnie należy zadbać o rynek pracy, jeżeli chcemy się rozwijać, przyciągać inwestorów i tworzyć miejsca pracy oparte na wiedzy – konkluduje Janusz Dziurzyński.

Pierwszy Wiceprezydent Katowic, Bogumił Sobula podkreśla: – Również pomiędzy miastami coraz większa jest zdrowa konkurencja o przyciągnięcie nie tylko inwestycji, ale też pracowników, którzy zdecydują się na zmianę miejsca zamieszkania. Atrakcyjność miast odgrywa kluczową rolę w rozwoju sektora. W Katowicach bardzo konsekwentnie realizujemy politykę poprawy jakości życia – od dbałości o czyste powietrze po rozwiązania typu smart city. W całej tej rozpiętości działań liczy się przede wszystkim mieszkaniec, który chce się na stałe związać z naszym miastem i być świadomym członkiem naszej społeczności.

W lutym br. centra nowoczesnych usług biznesowych były zlokalizowane w 84 miastach.  W 18 miastach łączna liczba miejsc pracy w sektorze przekroczyła 1 000 osób, a w ośmiu 10 tys. Najwięcej zatrudnionych w sektorze pozostaje w Krakowie – blisko 93 000 osób. Z raportu rocznego ABSL 2022 wynika, że blisko 85 proc. firm biorących udział w ankiecie deklaruje wzrost zatrudnienia w perspektywie I kw. 2023 r., co dowodzi, że kwestie dotyczące rynku pracy i dostępu do tzw. puli talentów będą w najbliższym czasie pierwszoplanowe.

Wraca apetyt na ryzyko, dolar dalej pod presją

Polski złoty umocnił się do najsilniejszego poziomu od lutego w parze z euro – sprzyjają mu obecnie otoczenie zewnętrzne i pozytywne wieści z kraju. Lepszy sentyment do aktywów ryzykownych jest wzmacniany przez osłabienie dolara.

Zeszły tydzień przyniósł ogólną poprawę sytuacji na giełdach i wzrosty aktywów ryzykownych. Jednocześnie podobnego wzrostu nie pokazały rentowności. Efektem była przewidywalna wyprzedaż dolara, której beneficjentami były waluty europejskie i południowoamerykańskie. Pierwsze zostały wsparte przez zmniejszającą się różnicę między wysokością stóp procentowych po obu stronach Atlantyku, zaś drugie przez ogólny wzrost apetytu na ryzyko i w szczególności gwałtowny wzrost cen surowców. Na specjalne wyróżnienie zasługuje polski złoty, który zakończył tydzień ze świetnym wynikiem. Inwestorów cieszy odporność krajowej gospodarki na wpływ wojny i perspektywa nowego strumienia unijnych środków, który jest na horyzoncie.

W tym tygodniu najważniejsze będą dane makroekonomiczne. We wtorek 31.05 poznamy wstępny odczyt inflacji w strefie euro i w Polsce w maju, a tydzień zamknie raport z amerykańskiego rynku pracy (non-farm payrolls). Jeśli chodzi o dynamikę cen w strefie euro, rynki oczekują kolejnego wzrostu, również inflacji bazowej – powinno to przypieczętować podwyżkę stóp przez Europejski Bank Centralny nie później niż w lipcu. Uwzględnienie w oczekiwaniach rynkowych większej liczby i szybszego tempa podwyżek EBC powinno istotnie wspierać euro, a jego ostatnie odbicie może trwać dalej.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł aprecjację polskiego złotego w parze z euro do najmocniejszej pozycji od lutego. Tym samym kurs EUR/PLN zbliżył się do poziomu prognozowanego przez nas na koniec II kwartału (4,55).

Dla złotego korzystne stało się otoczenie zewnętrzne: poprawił się sentyment do Europy, rynki akcji doświadczyły odbicia po długim okresie spadków, a dolar amerykański był poddany presji wyprzedażowej. Informacje krajowe również były w znacznej mierze pozytywne. Warto zwrócić uwagę na to, że bardziej realna stała się zgoda na przyznanie Polsce unijnych środków pozwalających sfinansować Krajowy Plan Odbudowy. Kluczowy podpis w tym kontekście przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ma złożyć w Warszawie w czwartek 02.06.

Złoty nieźle wypada też na tle walut regionu. W przypadku korony czeskiej bank centralny zbliża się do końca podwyżek stóp i w dalszej perspektywie – częściowego ich odwracania. W przypadku forinta węgierskiego rynek negatywnie reaguje na plany dodatkowego opodatkowania banków i dużych firm.

Oprócz czwartkowej wizyty przewodniczącej KE w Polsce w tym tygodniu skupimy się na wspomnianych wyżej danych o inflacji w maju, które poznamy we wtorek 31.05. Podobnie jak w strefie euro ma ona wzrosnąć, a jej wysokość będzie jednym z istotniejszych punktów odniesienia w kontekście prognozowania skali kolejnej podwyżki stóp przez Radę Polityki Pieniężnej. Tego samego dnia poznamy też szczegółowe dane o PKB w I kwartale, które dadzą nam brakujący kontekst pozwalający lepiej ocenić sytuację i perspektywy gospodarki.

EUR

Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej były w strefie euro znacznie lepsze niż w Wielkiej Brytanii czy USA, co oznacza, że gospodarka ta jest odporniejsza, niż zwykło się uważać. Odczyty zdecydowanie powyżej granicy ekspansji przeczą poglądowi, że zbliżamy się do recesji. Tym samym obecna polityka monetarna zupełnie nie przystaje do realiów inflacyjnych i gospodarczych.

Dane o inflacji w strefie euro najpewniej przyniosą kolejny rekord. Wysokość odczytu będzie kluczowa dla ustalenia skali nadchodzącej – najpewniej w lipcu – podwyżki, a nieprzyjemne zaskoczenie inflacyjne zapewne zwiększyłoby prawdopodobieństwo podwyżki o 50 pb. i wsparło wspólną walutę.

USD

W zeszłym tygodniu odczyty większości drugorzędnych danych były gorsze od oczekiwań. Słabość rynku mieszkaniowego pomogła w szczególności amerykańskiemu rynkowi obligacji, który dalej rósł, a 12-miesięczna różnica między rynkowymi stopami w USA i strefie euro jest teraz mniejsza niż pod koniec marca, co bez wątpienia w dużej mierze wyjaśnia ostatnie odbicie euro. Inflacja wciąż zdecydowanie przekracza cel Rezerwy Federalnej, więc nie spodziewamy się, by te pierwsze stadia słabości powstrzymywały Fed przed dalszym działaniem.

W tym tygodniu poznamy ostatnie ważne tego typu dane przed czerwcowym zebraniem Fedu – raport z rynku pracy w maju. Spodziewany jest spadek rocznej dynamiki płac, które wciąż pozostają w tyle za cenami. Zaskoczenie na plus w tym kontekście mogłoby skłonić rynki do wyceniania trzech kolejnych podwyżek o 50 pb. ze strony Fedu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Wzrost liczby ataków ransomware i globalnych zagrożeń

Badanie Marsh i Microsoft: Wzrost liczby ataków ransomware i globalnych zagrożeń zmniejsza zaufanie liderów do gotowości ich organizacji na ryzyko cybernetyczne.

Obserwowane na przestrzeni ostatnich trzech lat zmiany w miejscu pracy, transformacja cyfrowa oraz nasilające się ataki ransomware sprawiły, że większość liderów nie jest już tak pewna swojej zdolności do zarządzania ryzykiem cybernetycznym jak dwa lata temu – wynika z raportu opublikowanego przez firmę Marsh i Microsoft.

Raport The State of Cyber Resilience dostarcza odpowiedzi ponad 660 decydentów w zakresie zarządzania ryzykiem cybernetycznym, na podstawie których dokonano analizy postrzegania cyberryzyka przez kadrę kierowniczą w wiodących organizacjach na świecie, w tym dyrektorów generalnych, specjalistów ds. ryzyka i ubezpieczeń, finansów, IT i cyberbezpieczeństwa.

Według publikacji, stopień pewności liderów do podstawowych zdolności ich organizacji w zakresie zarządzania ryzykiem cybernetycznym, w tym zdolności do rozumienia i oceny cyber zagrożeń, łagodzenia/przeciwdziałania atakom oraz do zarządzania/reagowania na incydenty cybernetyczne – pozostaje w głównej mierze niezmieniony od czasu ostatniego badania w 2019 r., kiedy to 19.7% respondentów wyraziło, że są wysoce przekonani o gotowości firmy na ryzyko cybernetyczne (w porównaniu do 19% w 2022 r.).

„Mając na uwadze nieustanny wzrost popularności ataków ransomware oraz obecny, burzliwy krajobraz zagrożeń, nie jest zaskakującym fakt, że wiele organizacji nie czuje się bardziej pewnie w zakresie reagowania na zagrożenia cybernetyczne niż miało to miejsce w 2019 roku” – komentuje wyniki raportu Sarah Stephens, Head of Cyber, International w Marsh.

Co więcej, wiele organizacji nadal ma trudności ze zrozumieniem zagrożeń stwarzanych przez dostawców i cyfrowe łańcuchy dostaw, które stanowią elementy strategii cyberbezpieczeństwa tych firm. Tylko 43% respondentów stwierdziło, że przeprowadziło ocenę ryzyka swoich dostawców lub łańcuchów dostaw.

Pozostałe wnioski:

  • Tylko 41% organizacji wykracza poza kwestie bezpieczeństwa cybernetycznego i ubezpieczeń, aby angażować swoje działy prawne, planowania korporacyjnego, finansowe, operacyjne lub zarządzania łańcuchem dostaw w tworzenie planów dotyczących ryzyka cybernetycznego.
  • Blisko czterech na dziesięciu respondentów (38%) stwierdziło, że ich organizacja wykorzystuje metody ilościowe do pomiaru swojej ekspozycji na ryzyko cybernetyczne, co stanowi ważny krok w zrozumieniu, w jaki sposób cyberataki i inne incydenty mogą zwiększać niestabilność firm. Jest to poprawa w porównaniu do badania z 2019 r., w którym trzech na dziesięciu respondentów (30%) zadeklarowało, że ich organizacja stosuje metody ilościowe.

„Ryzyko cybernetyczne jest wszechobecne w większości organizacji. Skuteczne przeciwdziałanie zagrożeniom cybernetycznym powinno być głównym celem firm, ukierunkowanym na budowanie cyberodporności w całym przedsiębiorstwie, a nie na pojedyncze inwestycje w zapobieganie incydentom lub ochronę przed cyberatakami. Poprawa komunikacji wewnątrz organizacji może pomóc zniwelować istniejące luki, zwiększyć możliwości oraz lepiej informować o strategicznych decyzjach dotyczących zagrożeń cybernetycznych.” – podsumowuje raport Tom Reagan, Cyber Risk Practice Leader, US & Canada w Marsh.

Anna Pluta – Lider Praktyki Cybernetycznej w Marsh Polska dodaje: „Blisko dwie trzecie respondentów przyznało, że ich firmy stały się ofiarą ataku w minionym roku. Najczęściej były wskazywane phishing i ataki ransomware. Raport Marsh i Microsoft jest zbieżny z danymi publikowanymi przez Cert Polska. W 2021 najwięcej odnotowanych zdarzeń dotyczyło szyfrowania zasobów i okupu w zamian za ich odblokowanie a także licznych ataków polegających na podszywaniu się pod inne firmy lub organizacje w celu wyłudzenia danych i kradzieży tożsamości.

Departamenty cyberbezpieczeństwa i IT przejmują inicjatywę w zrównoważonym wdrażaniu technologii i środków kontroli, takich jak: filtrowanie poczty e-mail i bezpieczeństwo stron www, wykrywanie i reagowanie w punktach końcowych, technik wzmacniania dla protokołu zdalnego dostępu (RDP), czy w też zarządzaniu dostępem uprzywilejowanym (PAM).

Wdrożenie większej liczby środków kontroli ryzyka prowadzi do wyższej oceny higieny cybernetycznej. Jednak tylko 3% respondentów wskazało, że poziom higieny w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego jest na najwyższym poziomie.

Organizacje, które chcą strategicznie zająć się ryzykiem cybernetycznym powinny rozważyć przyjęcie 12 metod kontroli rekomendowanych przez ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa, które pomagają zapobiegać, reagować, minimalizować i odzyskiwać dane po incydencie. Zastosowanie wszystkich lub większości metod prawie dwukrotnie zwiększa prawdopodobieństwo przypisania wysokich ratingów” w zakresie oceny dbałości cyberbezpieczeństwo organizacji”.

Spadek sprzedaży kredytów dla mikrofirm w kwietniu 2022 r.

W kwietniu 2022 r., w porównaniu do kwietnia 2021 r., banki udzieliły mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-14,5%), jak i wartościowym (-12,2%). W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-30,2%) mniej kredytów inwestycyjnych oraz o (-15,0%) mniej kredytów obrotowych. W przypadku kredytów w rachunku bieżącym dynamika również jest ujemna i wyniosła (-14,0%). Spadki wystąpiły także w wartości udzielonych w kwietniu 2022 r. kredytów inwestycyjnych o (-22,6%) oraz kredytów obrotowych o (-12,1%). Wartość kredytów w rachunku bieżącym spadła najmniej, o (-9,0%).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

W okresie pierwszych czterech miesięcy 2022 r. liczba udzielonych kredytów w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. spadła o (-8,5%) w ujęciu liczbowym oraz o (-3,0%) w wartościowym. Przy czym w ujęciu ilościowym ujemna dynamika wystąpiła w przypadku wszystkich rodzajów kredytów, a najwyższa była w przypadku kredytów inwestycyjnych (-30,6%). W ujęciu wartościowym ujemna dynamika (-16,3%) dotyczy jedynie kredytów inwestycyjnych. Natomiast dodatnia dynamika charakteryzowała kredyty w rachunku bieżącym (+2,1%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

Kwietniowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 4,34% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na bezpiecznym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w kwietniu 2022 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,1%, kredyty w rachunku bieżącym 2,74% oraz kredyty obrotowe 8,01%. W kwietniu 2022 r. w porównaniu do marca 2022 r. polepszył się (spadł) ogólny Indeks jakości o (-0,21). Indeks polepszył się (spadł) również w porównaniu do kwietnia 2021 o (-0,76). W okresie 12-miesięcznym polepszyły się Indeksy wszystkich trzech rodzajów kredytów. Najwyższe polepszenie Indeksu wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (-1,56).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG SEKTORÓW

Na 11,0 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w kwietniu br., 5,1 tys. zaciągnęły firmy usługowe (45,8%) i 2,6 tys. handlowe (23,4%). Łącznie więc prawie 70% udzielonych w kwietniu 2022 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,637 mld zł, banki udzieliły 590 mln zł (36,1%) kredytów firmom z sektora usług oraz 423 mln zł (25,8%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to w kwietniu 2022 r. 61,9% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom. W kwietniu 2022 r. najwyższy spadek r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania handlu (-21,8%) oraz produkcji (-15,7%). W ujęciu wartościowym w kwietniu 2022 r. w porównaniu do kwietnia 2021 r. ujemne dynamika dotyczyła kredytów dla wszystkich sektorów. Najwyższa ujemna dynamika dotyczyła wartości udzielonych kredytów firm handlowych (-21,1%) oraz produkcyjnych (-20,9%).

W okresie styczeń-kwiecień 2022 r. banki udzieliły mniej kredytów w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. we wszystkich sektorach. Najbardziej spadła o (-13,9%) liczba kredytów udzielonych firmom handlowym. Również w ujęciu wartościowym banki udzieliły w czterech miesiącach br. 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku niższego finansowania firmom z dwóch sektorów. Najwyższy spadek dotyczył udzielenia finansowania firmom produkcyjnym (-16,8%). W tym okresie wzrosła jedynie wartość udzielonych kredytów firmom budowlanym o (+5,3%) oraz usługowym (+2,5%).

JAKOŚCI PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG BRANŻ

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w kwietniu 2022 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość Indeksu wyniosła 4,99%. Najlepszy (najniższy) odczyt w kwietniu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcji i wyniósł 2,99%. W porównaniu do kwietnia 2021 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) tylko w budownictwie o (+0,17). W porównaniu do kwietnia 2021 r. Indeks polepszył się natomiast w trzech branżach: usługach o (-0,96), produkcji (-0,85) oraz handlu o (-0,72).

Coraz większe obawy producentów

Jak wynika z raportu Plant Services i Augury, pół roku temu 8 na 10 producentów spodziewało się, że w ciągu roku wzrośnie popyt na ich wyroby. Jedyną niewiadomą był łańcuch dostaw, a przede wszystkim czy czeka nas koniec zakłóceń. W połowie 2022 roku przepływ surowców, materiałów, wyrobów gotowych to niejedyne wyzwania, przed jakimi stoi sektor przemysłowy.

Stało się to, przed czym analitycy rynkowi ostrzegali od dawna – polska gospodarka zaczęła hamować. Co więcej, ostatnie wieści z sektora produkcji zaskoczyły samych zainteresowanych, niestety negatywnie. Jak dowiadujemy się z danych GUS, produkcja przemysłowa, co prawda wzrosła w kwietniu 2022 r. o 13 proc. rok do roku, ale w stosunku do marca tego roku spadła o 11,3 proc.

Nie jesteśmy samotną wyspą i to co dzieje się dookoła, ma wpływ na sytuację w Polsce. Osłabienie koniunktury jest nieuniknione. Jesteś tak dobry, jak twój plan B, dlatego firmy muszą podjąć działania, które zabezpieczą je przed skutkami spowolnienia gospodarczego i pozwolą przygotować się na nową rzeczywistość. To nie jest prosty proces – wymaga dogłębnej analizy własnych zasobów i procesów, planowania i określenia celów, a także wiedzy na temat nowych technologii. Swoją rolę do odegrania mają tu obie strony, zarówno odbiorcy rozwiązań usprawniających zakład czy linię produkcyjną, jak i ich dostawcy – uważa Piotr Szkoda z biznesu Automatyki Procesowej ABB w Polsce, który na co dzień współpracuje z wieloma firmami przemysłowymi i zakładami użyteczności publicznej.

Pauza w produkcji

Odczyt najpopularniejszego wskaźnika dla produkcji, czyli PMI dla naszego kraju osiągnął w kwietniu wartość 52,4 punktu, najniższą od stycznia 2021 r. i nieco gorszą niż w marcu (52,7 pkt.). To wciąż dobry wynik, ale malejący PMI to kolejny sygnał dla producentów.

A ci w badaniu Plant Services i Augury mają sporo obaw. Dla większości respondentów największe zagrożenie mogą stanowić przestoje w produkcji, wywołane np. awarią sprzętu. Uważają tak pracownicy zaplecza produkcyjnego (36 proc.), jak również z hali produkcyjnej (44 proc.).

W odpowiedzi na koszty związane z przestojami, wielu producentów inwestuje np. w systemy predykcji i monitoringu urządzeń – mówi Piotr Szkoda. W jaki sposób działa takie rozwiązanie? – Z rozproszonych układów monitoringu zbierane są na bieżąco dane. Odrębne systemy zajmują się analizą i zarządzaniem tymi danymi: określają wskaźniki produkcji, poziom wykorzystania urządzeń czy też rzeczywisty stan techniczny maszyn bazując na tysiącach zebranych sygnałów. Dzięki technologii uczenia maszynowego, systemy predykcyjne mogą wykrywać anomalie techniczne pojawiające się podczas eksploatacji, co pozwala operatorom podejmowanie właściwe decyzje i odpowiednio wcześnie zareagować.

Tą drogą poszła chociażby LW „Bogdanka”, gdzie wdrożono zintegrowany system predykcji i monitoringu całego kompleksu ścianowego. Zastosowane rozwiązanie pozwala monitorować stan krytycznych urządzeń – silników, układów chłodzenia i hydrauliki czy też łożysk – a za pomocą odpowiednich algorytmów również przewidywać możliwość wystąpienia awarii.

Przerwane łańcuchy

W swoim dorocznym raporcie na temat globalnego łańcucha dostaw, firma Interos podaje, że organizacje tracą średnio 184 mln USD rocznie z powodu zakłóceń w globalnym łańcuchu dostaw. Nie jest więc zaskakujący fakt, że obie grupy respondentów badania odpowiedzialnych pośrednio i bezpośrednio za operacje na hali produkcyjnej, wskazały zakłócenia w logistyce jako największe wyzwanie (odpowiednio 56,4 proc. i 52,5 proc.).

Jednak zatory w logistyce to niejedyne zmartwienie producentów. Innymi wyzwaniami wymienianymi przez respondentów korporacyjnych są nieplanowane przestoje w produkcji (40 proc.) oraz trudności związane z przestrzeganiem przepisów i regulacji (38 proc.). W przypadku respondentów z hali produkcyjnej, na drugim miejscu znalazły się braki w umiejętnościach pracowników (49 proc.), a niedobory siły roboczej (spotęgowane pandemią) zrównały się z nieplanowanymi przestojami w produkcji (48 proc.).

– Dziś, w zasięgu niemal każdej firmy wytwórczej są technologie, które mogą osłabić negatywny wpływ czynników zewnętrznych na biznes – uważa Piotr Szkoda. – Braki kadrowe, luki kompetencyjne, rosnące koszty pracy, przestoje produkcyjne czy zmiany kosztów energii to przeszkody, jakie można pokonać z pomocą cyfryzacji i automatyzacji. Robotyka, sztuczna inteligencja czy przemysłowe IoT zapewniają producentom coraz większe możliwości obniżenia kosztów, indywidualizacji i zwiększenia efektywności produkcji, poprawy dostępności. Okresy zwrotu z tej inwestycji są coraz krótsze. Z tej perspektywy koszt zachowania konkurencyjności jest mniejszy niż się wielu przedsiębiorcom wydaje.

Znak czasów – firmy technologiczne udostępniają darmowe kalkulatory online, które na bazie wielu zmiennych są w stanie oszacować, ile wyniesie wskaźnik ROI (zwrot z inwestycji) dla konkretnego projektu cyfryzacji lub automatyzacji w zakładzie czy budynku. W wielu przypadkach operator może zaoszczędzić nawet 30 proc. energii elektrycznej i zmniejszyć o 40 proc. koszty działalności operacyjnej w skali roku. W ten sposób producenci mogą mieć przynajmniej dwa zmartwienia mniej.

Organy celne wzmogły kontrole – zwłaszcza wyrobów ze stali i aluminium

W związku z dużą ilością zakończonych postępowań dumpingowych zauważyć można wzmożoną ilość kontroli przedsiębiorców w zakresie zgłoszeń celnych, dotyczących zwłaszcza wyrobów ze stali i aluminium. Badane są kody taryfy celnej, w których nieprawidłowości mogą prowadzić do obejścia zapłaty cła antydumpingowego – ostrzega dr Izabella Tymińska ekspert ds. ceł i handlu zagranicznego. Kontrole  są wszczynane w całym kraju, przez wielu naczelników urzędów celno-skarbowych. Podmioty gospodarcze powinny zabezpieczyć swoje interesy i skompletować dowody co do ustalonego kodu taryfy celnej.

Rok 2021 był przełomowy dla wprowadzenia przez UE ceł antydumpingowych na wyroby ze stali i aluminium. Do najczęstszych produktów objętych tych cłem zaliczyć można: blachę aluminiową, folię aluminiową, profile aluminiowe, wyroby ze stali, pręty ze stali, rury stalowe, złączki rurowe, blachę stalową, łączniki żelazne lub stalowe. Według przepisów zawartych w rozporządzeniu Rady UE, które ustanawiają wspólną taryfę celną, każdy z tych towarów ma swój jeden jedyny możliwy do zastosowania kod taryfy celnej. Najczęściej produkty te są traktowane jako komponenty do wytworzenia kolejnych wyrobów, dlatego powinny być taryfikowane na materiał z którego są wytworzone i w tej grupie towarowej należy szukać właściwego kodu taryfy celnej.

Bywają jednak wyjątki. Do tych wyjątków zaliczamy takie wyroby, które owszem są zrobione z tego wspomnianego wyżej materiału, ale są przeznaczone tylko i wyłącznie do jednego rodzaju towaru, np. szafy, karnisza, drzwi, okien, itp. Wówczas, jeżeli tego wyrobu naprawdę nie można zastosować do innego rodzaju wyrobów niż tylko i wyłącznie do określonego mu przeznaczenia, wówczas kod taryfy celnej jest inny niż ten z punktu widzenia materiału.

Kod towaru a cło antydumpingowe
Jeśli rozpatrzymy ten sam towar, który z punktu widzenia materiału – może mieć nałożone cło antydumpingowe, a jako wyrób gotowy tylko z jednym przeznaczeniem – może nie mieć cła antydumpingowego, to wiadomo jest w którą stronę z taryfikacją pójdą podmioty gospodarcze. Zrozumiałym byłby fakt ciągłego powtarzania jednego kodu taryfy celnej na nasz towar „od lat”, ale w momencie, kiedy dochodzi do zmiany kodu taryfy celnej w okresie wprowadzenia cła antydumpingowego na dany towar to już jest czyn podejrzany jako chęć obejścia cła antydumpingowego.

Zabezpiecz dokumentację

Udowodnienie zastosowania takiego towaru zawsze ciąży na podmiocie gospodarczym i to on musi mieć pewność, że danego towaru nie można inaczej wykorzystać. To na firmie leży także obowiązek zbierania i zabezpieczenia wszelkiej dokumentacji, która – jeśli zajdzie taka konieczność – posłuży jako dowód przed organami celno-skarbowymi. Do dowodów takich zaliczamy opracowanie techniczne wyrobu tylko do danego przeznaczenia oraz potwierdzenie braku możliwości innego zastosowania.

Pamiętaj o WIT

Dodatkowym i niepodważalnym dowodowo argumentem jest posiadanie Wiążącej Informacji Taryfowej (UE) wydanej w imieniu Komisji UE przez Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Warszawie. WIT to decyzja celna, która wiąże towar, firmę dla której jest wydana oraz wszystkie organy celne w UE. Dodatkowo należy nadmienić , iż jest wydana przez drugą instancję – Dyrektora, co oznacza, że w trakcie kontroli przez organ celny – Naczelnika, czyli pierwszą instancję, jest decyzją niepodważalną. WIT wydawany jest za darmo i wymaga tylko złożenia wniosku przez Platformę Usług Elektronicznych Skarbowo-Celnych (PUESC).

Z praktyki zawodowej, importerów dzielę na dwie grupy. Pierwsi to ci, którym dobrze znana jest instytucja WIT, ale nie na rękę jest im występowanie o tę decyzję, ponieważ obawiają się zmiany kodu taryfy celnej na „niekorzystną” dla ich firmy. Od lat taryfikują towar na tylko sobie „wytłumaczalny” kod taryfy celnej i nigdy jeszcze nie mieli weryfikacji (kontroli) zgłoszenia celnego w tym zakresie, więc zakładają, że jest dobrze.

Druga grupa przedsiębiorców to tacy, którzy nigdy nie słyszeli o Wiążącej Informacji Taryfowej i nie wiedzą, że w taki sposób mogą ochronić swój interes firmowy.

Przedsiębiorcy bywają lekkomyślni

Podejście podmiotów gospodarczych do kontroli organów celnych jest różne. Najczęściej jednak spotykam się z takim: towar odprawiony, „udało się”, można zapomnieć. Każda firma powinna wiedzieć, że każda transakcja i każdy proces w firmie może być kontrolowany post importowo lub post eksportowo, co do zasady do 5 lat po roku zdarzenia gospodarczego. Ale zdarzają się też wyjątki i kontrole odbywają się po tym okresie. Zatem każda odprawa celna, weryfikowana czy też nie weryfikowana w trakcie zgłoszenia celnego, może ponownie podlegać kontroli organów celnych.

Kontrola organów celnych w przedsiębiorstwie

Na mocy Unijnego Kodeksu Celnego wszczynane jest postępowanie kontrolne, które w analizie ryzyka w systemach celnych, wykazuje nieprawidłowości bądź możliwość popełnienia czynu zabronionego. Czyn zabroniony opisany został w kodeksie karno skarbowym i karnym jako czyn bezprawny i stanowi zarazem jeden z czterech podstawowych komponentów przestępstwa lub wykroczenia. Jest to czyn za który grożą sankcje. Do czynu zabronionego zaliczamy uszczuplenie budżetu państwa i poświadczenie nieprawdy. I teraz najważniejsze z punktu widzenia kontroli jest ustalenie stanu faktycznego, czy w zgłoszeniu celnym dopuszczono się błędnej taryfikacji lub błędnego określenia kraju pochodzenia – co będzie miało bezpośredni wpływ na obliczenie długu celnego i podatkowego. Zadaniem kontroli poprzez badanie dokumentów, oględziny towaru, zebranie innych dowodów w sprawie jest ustalenie prawidłowości przypisania kodu taryfy celnej towaru.

Postępowanie kontrolne przez organ kontrolny kończy się pisemnym protokołem pokontrolnym. Następnie protokół ten przekazywany jest do  różnych w Polsce Naczelników Urzędów Celno Skarbowych zajmujących się postępowaniem administracyjnym, w celu jego wszczęcia zmieniającego zapisy zgłoszenia celnego w określonych danych, takich jak kod taryfy celnej czy pochodzenie towaru. To z kolei wymusza  określenie prawidłowej stawki celnej, a to postępowanie kończy się dla podmiotu gospodarczego domiarem należności celno-podatkowych.

Tekst przygotowała dr Izabella Tymińska, ekspert celny, ekspert handlu zagranicznego

Co trzeci rodzic w Polsce nie ma czasu na zabawę z dzieckiem

Według 95% rodziców wspólna zabawa uszczęśliwia całą rodzinę i wzmacnia więzi rodzinne. Jednak co trzeci dorosły przyznaje, że ich rodzina za mało bawi się razem, a prawie 9 na 10 dzieci chciałoby móc więcej bawić się z rodzicami. Codzienne obowiązki, takie jak praca czy prowadzenie domu, są wymieniane jako główne przeszkody w rodzinnej zabawie, podobnie jak czas spędzany przez rodziców, ale także przez ich dzieci, na korzystaniu z technologii. Nowe badanie LEGO Play Well pokazuje, że zabawa to nie tylko rozrywka, ale także integralna część rozwoju dziecka.

Niemal wszystkie dzieci w Polsce twierdzą, że zabawa w gronie rodzinnym sprawia im radość (96%), pomaga się zrelaksować i oderwać od szkoły (94%), a co najważniejsze, jest dobrym sposobem na próbowanie nowych pomysłów (96%). To wnioski z nowego badania Play Well 2022 przeprowadzonego przez firmę LEGO oraz Edelman DXI wśród ponad 55 000 rodziców i dzieci w ponad 30 krajach. Okazuje się, że prawie wszyscy rodzice uważają, że podczas zabawy najmłodsi wzmacniają swoją kreatywność (93%), umiejętności komunikacyjne (92%), rozwiązywania problemów (92%) i pewność siebie (91%). Szeroki zakres nabywanych w tracie zabawy kompetencji miękkich i twardych pomaga młodym pokoleniom rozwijać się w szybko zmieniającym się świecie.

Zabawa jest jednym z najważniejszych narzędzi rozwoju – 9 na 10 polskich rodziców uważa, że jest ona równie ważna jak szkoła (87%) czy rodzina (91%). Dorośli wierzą, że kształtowanie wcześniej wspomnianych umiejętności pomoże ich potomstwu w osiągnięciu sukcesu i szczęścia. Nic dziwnego, że myślenie o przyszłości swoich dzieci i rozmawianie o niej jest dla rodziców jednym z najważniejszych priorytetów, ale również przychodzi im bardzo łatwo. Aż 94% z nich deklaruje, że czują się swobodnie rozmawiając o tym, co ich potomstwo chce robić w przyszłości.

Zabawa może być dla dzieci ciekawą i bezpieczną przestrzenią do eksperymentowania sprawiając, że nawet porażki mogą je uczyć czegoś nowego. Badanie LEGO pokazuje także, że 3 na 4 młodych respondentów wskazało zabawę jako najlepsze narzędzie do poznawania nowych rzeczy, a na kolejnych miejscach wyróżniło członków rodziny (52%) i szkołę (46%). Swoboda w zabawie wspiera dzieci w odkrywaniu nieznanego, radzeniu sobie z wyzwaniami jakie stawia przed nimi dorosłe życie.

Dzieci chciałyby mieć więcej czasu na rodzinną zabawę

Mimo że zarówno młodzi i dorośli respondenci dostrzegają pozytywne aspekty zabawy, wielu z nich napotyka bariery ograniczające możliwości i swobodę bawienia się. Już 1 na 3 rodziców w Polsce deklaruje, że nie ma wystarczająco dużo czasu na zabawę z dziećmi. Blisko 30% badanych wskazuje na zbyt dużo pracy, a 32% zbyt wiele obowiązków domowych jako kluczowe bariery uniemożliwiające rodzinom częstsze wspólne zabawy. Z drugiej strony dzieci powtarzają argumenty rodziców, twierdząc, że natłok zadanych prac domowych (54%) i zbyt intensywna praca ich rodziców (41%) to główne przeszkody, które uniemożliwiają rodzinom wspólne bawienie się.

Poza codziennymi obowiązkami, czas spędzony na korzystaniu z technologii również może utrudniać rodzinom wspólną zabawę. 6 na 10 rodziców (58%) przyznaje, że spędza zbyt wiele czasu w Internecie w obecności swojego dziecka. W efekcie 33% rodziców uważa, że czas spędzany na korzystaniu z technologii stanowi dla nich samych lub ich dzieci główną przeszkodę w częstszym wspólnym spędzaniu czasu w gronie rodziny.

PlayStation i Xbox bardziej dostępne na Dzień Dziecka

W tym roku znacznie łatwiej kupimy na Dzień Dziecka konsolę do gier. Rynek powoli się nasyca i coraz łatwiej w sklepach znaleźć PlayStation 5 czy Xbox One X. Sony, Microsoft i Nintendo mocno ze sobą konkurują na tym rynku. W wyniku przeceny na rynku akcje Sony i Microsoftu znacznie staniały.

Zakup najnowszej konsoli do gier na Dzień Dziecka, będzie w tym roku znacznie łatwiejsze niż rok temu. I to przy cały czas występujących problemach w łańcuchach dostaw i w dostępie do chipów. W Polskich sklepach można od ręki obecnie kupić Xboxa One X i Nintendo Switch, coraz częściej w sprzedaży pojawia się także PlayStation 5. Konsole najnowszej generacji przez ostatnie 1,5 roku były najgorętszym towarem, na który popyt ciężko było zaspokoić producentom.

Najbardziej poszukiwane na rynku pozostaje PlayStation 5 produkowane przez japońskie Sony. Firma dotychczas, czyli przez 18 miesięcy od premiery, sprzedała 19,3 mln tych konsol, z czego w pierwszym kwartale tego roku były to 2 mln. sztuk. Ostatnio sprzedaż konsol jest wspierana planami wprowadzenia od 13 czerwca nowej subskrypcji PlayStation Plus, czyli abonamentu z dostępem do gier. Sony próbuje w ten sposób skopiować wprowadzony przez Microsoft – Xbox Game Pass, z tym, że jak zapowiada japoński producent, w tym pakiecie nie znajdziemy, inaczej niż w subskrypcji Microsoft, najnowszych produkcji. Duże znaczenie dla sukcesu nowej subskrypcji Sony będzie miała lista zawartych w niej gier, którą poznamy dopiero za jakiś czas. Akcje Sony, które są notowane w Tokio i Nowym Jorku, od początku roku spadły o 20 proc., jest to efekt ogólnej przeceny na rynku, która dotknęła spółek technologicznych. Akcje Sony rosły bowiem przez poprzednie lata (a szczególnie w okresie pandemii) i dziś są 190 proc. droższe niż 5 lat temu. Warto pamiętać, że akurat sprzedaż konsoli PS5 wpływa negatywnie na wyniki Sony, bowiem spółka na wielu rynkach sprzedaje je poniżej kosztów produkcji. W tym wypadku firma liczy na zyski ze sprzedaż gier i innych usług związanych z konsolą, a teraz dojdzie do tego dochód z nowej subskrypcji z grami.

Choć w Polsce produkty Nintendo są mniej popularne, to właśnie ten producent sprzedał ich najwięcej. Podstawowa konsola tej firmy to Nintendo Switch, od której premiery minęło już 5 lat. Firma sprzedała przez ten okres prawie 108 mln konsol, czyli znacznie więcej niż Sony czy Microsoft. Ostatnio sprzedaje mniej konsoli właśnie ze względu na ograniczenie w dostępie do procesorów. Jednocześnie zmaga się z koniecznością uatrakcyjnienia swojej konsoli, która technologicznie pozostaje w tyle za konkurencją. Ostatnią wprowadzoną innowacją jest wersja Switch z ekranem OLED. Sprzedaż konsoli obecnie jest napędzana głównie przez premiery gier. Najważniejszą z nich w minionym roku był Animal Crossing: New Horizons. W sumie w całym roku fiskalnym spółka sprzedała 235 mln. sztuk swoich gier. Akcje Nintendo od początku roku wzrosły o 7 proc., a w ciągu 5 ostatnich lat wzrosły o 74 proc. W październiku firma planuje podział swoich akcji w stosunku 1:10, co zwykle na rynku stanowi impuls do wzrostu.

W sklepach zwykle nie ma obecnie problemu z kupieniem produkowanej przez Microsoft konsoli Xbox One X. Na rynku dostępna jest także jej tańsza i słabsza wersja – Xbox One S. Microsoft jest firmą skupioną na produkcji oprogramowania oraz usług w chmurze, od kilku lat coraz śmielej poczyna sobie na rynku konsoli do gier. Według przedstawionych przez firmę danych za pierwszy kwartał tego roku, firma osiągnęła 6 proc. r/r przyrost zysków związanych z cyfrową rozrywką, w tym ze sprzedaży Xboxów, subskrypcji i usług oraz gier. W tym wzrost sprzedaży konsoli wyniósł aż 14 proc., jest to efekt cały czas niezaspokojonego globalnego popytu na konsole Microsoftu. Do konsoli Microsoft przyciąga wielu użytkowników możliwość korzystania z subskrypcji Game Pass. Jej cena w Polsce to 40 zł, a zawiera w sobie dostęp do ponad 100 gier, z których wiele to rynkowe nowości. Dzięki modelowi subskrypcyjnemu osoby, które lubią grać w wiele gier, mogą znacznie obniżyć koszty grania i korzystania z konsoli. O sukcesie tego modelu niech świadczy fakt, że został on skopiowany przez Sony i Nintendo. Dział konsoli i rozrywki odpowiada za około 7,5 proc. ogólnej sprzedaży Microsoft, stąd jego wpływ na wyniki firmy nie jest znaczący. Od początku roku akcje spadły o 18 proc., a w ciągu 5 ostatnich lat zyskały 280 proc.

Poza Nintendo, Sony czy Microsoftem, można także wybrać szerszą ekspozycję na rynek cyfrowej rozrywki inwestując w firmy z branży gier, jak Electronic Arts, Roblox czy CD Projekt Red. Tym bardziej, że ich wyceny zbliżyły się obecnie do rynkowej średniej. Można także skorzystać z dostępnego na platformie eToro SmartPortfolio @InTheGame, który oferuje ekspozycję na szeroki rynek firm związanych z branżą gier.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Walka z inflacją po polsku – o asymetrii prowadzenia polityki fiskalnej i monetarnej państwa

Mamy bardzo silny wzrost gospodarczy 8,5% i bardzo wysoką inflację przekraczającą 12%. Czy warto obniżyć wzrost PKB o połowę, aby wzrost cen był zgodny z celem inflacyjnym NBP wynoszącym 2,5%? Aby o tym marzyć rząd musiałby ograniczyć rozdawanie pieniędzy.

– Gdyby była taka możliwość, że będziemy mieli 4% wzrostu gospodarczego i inflację w celu, to nawet przez sekundę nie powinniśmy się zastanawiać czy skorzystać z takiej szansy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Niestety, jest to nierealne bo wzrost PKB o 8,5% w I kwartale wynikał z efektów przejściowych. Był to efekt niskiej bazy statystycznej czyli porównania do sytuacji sprzed roku, gdy gospodarka była objęta ograniczeniami pandemicznymi, a po drugie, z powodu wojny w Ukrainie mamy w Polsce dodatkowo 3 mln obywateli, którzy w Polsce musieli dokonać wielu zakupów podbijając popyt konsumpcyjny i dokładając się do wzrostu polskiego PKB.

Jeżeli przeliczymy wzrost gospodarczy przypadający na zwiększoną liczbę mieszkańców to nasza gospodarka już nie wygląda statystycznie tak dobrze. Chwalenie się przez rząd bardzo wysokim wzrostem gospodarczym nie oznacza wcale, że nasza gospodarka rośnie w sposób organiczny.

– Za chwilę ten bardzo wysoki wzrost gospodarczy zacznie mocno spadać pomimo nadal bardzo wysokiej inflacji – dodaje ekspert XTB. – Aby zmniejszyć inflację nie ma innej drogi niż schładzanie popytu.

NBP obniża popyt podnosząc stopy procentowe. Jednak jednocześnie rząd podwyższa popyt przez rozdawnictwo pieniędzy. Przykładem takiej niespójności jest wypłacanie trzynastej i czternastej emerytury. Teoretycznie emeryci dostają więcej, ale przecież inflacja „zjada” im rocznie ponad jedną wypłatę emerytury.

– Niestety, nie mamy w Polsce dobrej koordynacji pomiędzy polityka fiskalną i pieniężną, gdyby polityka fiskalna była bardziej powściągliwa, to polityka, którą prowadzi RPP stałaby się łatwiejsza – komentuje P.Kwiecień. – Przykładem złej polityki fiskalnej rządu jest teraz rozdawanie wakacji kredytowych każdemu, a nie jedynie tym, dla których jest to potrzebne.

Mieszkania deweloperskie się kurczą

Spadek powierzchni nowych „M” może być naturalną odpowiedzią na ograniczoną dostępność cenową mieszkań. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, czy takie zjawisko obecnie jest już widoczne na największych rynkach.

Trwający już od ponad pół roku spadek zdolności kredytowej polskich rodzin oraz singli ma znaczący wpływ na rynek mieszkań. Warto zdawać sobie sprawę, że negatywne z punktu widzenia klientów firm deweloperskich zmiany były widoczne znacznie wcześniej. Mowa o stopniowym pogorszeniu się relacji pomiędzy kosztami zakupu nowych „M” i poziomem wynagrodzeń. Odpowiedzią klientów firm deweloperskich na takie zjawisko może być poszukiwanie mniejszych lokali. Warto zatem sprawdzić, czy już od dłuższego czasu na największych rynkach pierwotnych widoczny jest spadek średniej powierzchni oferowanych „M”. Byłaby to modelowa reakcja deweloperów na ograniczone możliwości finansowe klientów.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl na podstawie danych z największej w Polsce bazy ofert firm deweloperskich i systemu BIG DATA postanowili sprawdzić zmiany średniej powierzchni nowych lokali. W pierwszej kolejności, na pewno warto wziąć pod uwagę sytuację dotyczącą Warszawy. Dane portalu potwierdzają, że w skali niemal trzech lat (lipiec 2019 r. – kwiecień 2022 r.) widoczny był dość powolny, lecz systematyczny spadek średniej powierzchni oferowanych mieszkań. Chodzi o zmianę z 60,4 mkw. (VII 2019 r.) do 55,3 mkw. (IV 2022 r.).

Ciekawie prezentują się również informacje dotyczące pozostałych, wiodących rynków pierwotnych. W ich przypadku, miały miejsce następujące zmiany średniego metrażu oferowanych mieszkań deweloperskich:

  • Kraków – zmiana z 53,5 mkw. (lipiec 2019 r.) do 52,7 mkw. (kwiecień 2022 r.)
  • Łódź – zmiana z 58,1 mkw. (lipiec 2019 r.) do 52,2 mkw. (kwiecień 2022 r.)
  • Wrocław – zmiana z 53,6 mkw. (lipiec 2019 r.) do 53,9 mkw. (kwiecień 2022 r.)
  • Poznań – zmiana z 52,6 mkw. (lipiec 2019 r.) do 54,4 mkw. (kwiecień 2022 r.)
  • Gdańsk – zmiana z 57,2 mkw. (lipiec 2019 r.) do 54,8 mkw. (kwiecień 2022 r.)

Fakt, że w większości analizowanych miast spadła średnia powierzchnia nowego „M”, na pewno jest sugestywny. Wyniki dotyczące Wrocławia i Poznania mogły mieć związek z wykupem mniejszych lokali szybszym od wprowadzania ich na rynek. Warto obserwować kolejne dane na temat średniego metrażu nowych lokali w ogólnodostępnym systemie analitycznym BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Średnia powierzchnia mieszkań deweloperskich - porównanie lip 19 vs kwi 22

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Co dalej z cenami i dostępnością nowych samochodów?

Polityka cenowa producentów samochodów jest skutkiem czy pochodną pandemii, z którą mieliśmy do czynienia i wciąż mamy do czynienia – chociaż dzisiaj już w ukrytej formie. W roku 2020 – kiedy pandemia wybuchła i kiedy producenci mieli spore zapasy magazynowe oraz olbrzymią liczbę samochodów stojących na składach – nie byli w stanie produkować więcej aut, bo po prostu więcej by się nie sprzedało. Klientów w salonach brakowało, mało kto był zainteresowany zakupem auta – stąd konieczność ograniczenia produkcji. W takiej sytuacji producenci komponentów także zmniejszyli swoją produkcję. W ten sposób producenci aut wypadli z kolejki po mikroprocesory, która została zajęta przez producentów między innymi sprzętu komputerowego. Ponowne wejście w tę kolejkę okazało się bardzo trudne – stąd dzisiaj liczne opóźnienia i problemy z dostawami. Nie mają ich ci, którzy produkują mikroprocesory albo są związani blisko z produkcją mikroprocesorów. Na przykład jedna z najbardziej popularnych marek w Polsce – japońska Toyota czy marki koreańskie, które również produkują mikroprocesory i to widać w dostawach aut na nasz między innymi rynek. W przypadku producentów europejskich, którzy byli zależni od dostawców zewnętrznych, ta sytuacja tak prosta nie jest.

– Mikroprocesory to oczywiście jeden z elementów, ale nie jedyny. Polityka unijna dotycząca ograniczeń emisyjnych, a także zwiększenia bezpieczeństwa kierowcy i pasażerów również przyczynia się do wzrostu cen. Konieczność montażu na pokładzie samochodów nowych urządzeń, które ograniczą emisję i zwiększą bezpieczeństwo ludzi jadących tymi samochodami powoduje, że ceny rosną – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR. – Dodatkowo w Polsce mówimy o inflacji, o słabym złotym – to wszystko są czynniki kreujące finalnie cenę na rynku polskim. Wojna na Ukrainie również ma tutaj pewien wpływ. Ukraina i Rosja byli dużymi dostawcami surowców oraz komponentów na rynek europejski. Brak surowców pochodzących z rynku rosyjskiego czy ukraińskiego spowodował, że produkcja samochodów musiała zostać zastopowana albo spowolniona. Oczywiście producenci ukraińscy wznowili już produkcję. Mam na myśli głównie wiązki elektryczne – których rynek ukraiński był dużym dostawcą, ale ta produkcja przez pewien okres była zerowa. Brak dostaw spowodował problemy i opóźnienia w produkcji aut. Obecnie produkcja też nie jest pełna – a to oznacza dalsze problemy i opóźnienia. Dzisiaj okres oczekiwania na auto wynoszący 9 czy 12 miesięcy nie jest niczym szczególnym. Oczywiście wszyscy wierzymy, że produkcja samochodów wróci na normalne tory – że nie będzie już takich problemów z dostawami, a czas oczekiwania będzie wynosił mniej więcej 3 miesiące. Wydaje się jednak, że producenci ograniczą poziom magazynowy – bo już dzisiaj widać, że im mniejsze zapasy, tym potencjalnie wyższe marże. Dzięki temu firmy – pomimo strat ponoszonych w wolumenie sprzedażowym – mogą generować zyski większe w poprzednich latach – wskazuje Drzewiecki.

KPO umacnia złotego. Prorosyjskość szkodzi forintowi

Krajowy Plan Odbudowy umacnia złotego. Prorosyjskie sympatie rządzących Węgrami stają się coraz większym problemem dla forinta. W tle słabsze dane ze Stanów.

Złoty znowu się umacnia

Piątek przyniósł nam wyraźne umocnienie polskiej waluty. Euro, które zaczynało dzień, ocierając się o poziom 4,61 zł, pod koniec dnia było wyceniane już na 4,57 zł. Proporcjonalnie nie umacniały się jednak inne waluty naszego regionu, czyli forint i czeska korona. Oznacza to, że powodów umocnienia należy szukać raczej w Polsce niż na szerokim rynku. Zdaniem części analityków inwestorzy bardzo dobrze przyjęli informacje o Krajowym Planie Odbudowy. Brzmi to trochę jak wiadomości prorządowe, ale to właśnie obecne zmiany mogą zakończyć wojnę polityczną polskiej prawicy z Unią i odblokować dopływ środków unijnych. To właśnie prawdopodobnie pod te środki inwestorzy kupowali polską walutę.

Forint w odwrocie

Waluta Węgier zwyczajowo była traktowana podobnie jak polski złoty. Ich kurs względem siebie oczywiście nie był stały, ale obie podobnie reagowały na wydarzenia globalne. W rezultacie obserwując je na raz, było widać czy mamy do czynienia z efektami wewnętrznymi z danego kraju, czy z sygnałami z zewnątrz. Oba państwa miały bowiem wiele podobieństw: od poziomu rozwoju gospodarczego, usytuowania w podobnym regionie geograficznym, po (mówiąc ostrożnie) nieszczególnie proeuropejskie władze. Jeżeli jednak komuś się wydawało, że w Polsce skręcamy skrajnie w prawo, to najprawdopodobniej niewiele wie o tym, co się dzieje na Węgrzech. Do tego dochodzi jeszcze jedna ostatnio bardzo istotna różnica. Może polski rząd podobnie jak węgierski nie pała miłością do unijnych instytucji i polityków, ale przynajmniej jako głównego sojusznika widzi Waszyngton, a nie Moskwę. To obecnie ogromna różnica. To między innymi ona powoduje, że inwestowanie na Węgrzech nie jest dobrze widziane. W rezultacie do i tak ciężkiej sytuacji forinta dochodzi jeszcze dodatkowy problem. Nie może zatem dziwić, że od początku rosyjskiej inwazji waluta Węgier straciła względem złotego już ponad 8% i jest najsłabsza w historii.

Dane z USA

Piątkowe dane zamknęły tydzień wątpliwym akcentem. Zaczęło się od danych na temat wydatków i dochodów Amerykanów. Oczekiwano, że wydatki będą rosły symbolicznie szybciej od dochodów. Problem w tym, że wydatki pokazały większy od oczekiwań wzrost a dochody niższy. Wracamy zatem do zadłużania się społeczeństwa, co w dobie rosnących stóp procentowych może się okazać poważnym problemem. Drugi ważny odczyt to indeks Uniwersytetu Michigan. Niby jest on tylko odrobinę niższy od oczekiwań. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ciągu ostatnich dwóch lat ani razu nie był tak nisko. Nie może zatem dziwić, że końcówka tygodnia nie należała do dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Warszawa jednym z najbardziej ekologicznych miast w Europie

Według międzynarodowej firmy doradczej Savills, ponad 40 proc. całkowitych zasobów powierzchni biurowych w Warszawie uzyskało zielony certyfikat, dzięki czemu, razem z Chicago, Houston, Nowym Jorkiem i San Francisco należy ona do grona najbardziej ekologicznych metropolii na świecie. Jednak w wielu miastach zauważalny jest duży rozdźwięk pomiędzy ambitnymi planami władz miejskich w zakresie zeroemisyjności a normami środowiskowymi spełnianymi przez istniejące budynki biurowe.

Jak podaje firma Savills w swoim tegorocznym raporcie Impacts, 38 proc. miast w Ameryce Północnej i Europie wyznaczyło sobie za cel osiągnięcie zerowej emisji netto. Odsetek takich miast w Ameryce Łacińskiej wynosi 18 proc., w Afryce Subsaharyjskiej – 17 proc., w regionie Azji i Pacyfiku – 14 proc., a na Bliskim Wschodzie i w krajach Afryki Północnej – zaledwie 4 proc.

Jak zauważa Savills, miasta takie jak San José, Oslo i Berlin, mają jedne z najbardziej ambitnych planów w zakresie osiągnięcia zeroemisyjności, ale budynki biurowe posiadające zielony certyfikat LEED, BREEAM lub WELL stanowią tam niecałe 20 proc. całkowitych zasobów. Pomimo, że władze miejskie na takich rynkach jak Chicago, Houston, Nowy Jork i Warszawa przyjęły mniej ambitne plany, to odsetek zasobów spełniających wymogi certyfikacji ekologicznej przekracza tam 40 proc.

Średnio tylko 28 proc. całkowitych zasobów w miastach z pierwszej dwudziestki z największą liczbą zielonych budynków uzyskało certyfikat ekologiczny, co oznacza, że ponad 70 proc. istniejących zasobów będzie wymagało modernizacji.

Katarzyna Chwalbińska-Kusek, dyrektorka ds. ESG i zrównoważonego rozwoju w Savills w Polsce, komentuje: „Do osiągnięcia neutralności klimatycznej potrzebujemy strategii dużo szerszych niż jedynie opartych o certyfikację budynków. Właściwe dobranie systemu certyfikacji zrównoważonych budynków powinno być uzupełnieniem szerszej strategii ESG zakładającej drogę do zeroemisyjności oraz minimalizację negatywnego wpływu budynków na nasze środowisko i zdrowie. Pamiętajmy, iż od roku 2030 wszystkie nowe budynki będą musiały spełniać kryteria zeroemisyjności, a w roku 2050 będzie to dotyczyło już wszystkich istniejących budynków. Największym wyzwaniem jest ta druga grupa, gdyż ponad 85 proc. wybudowanych dotąd budynków nadal będzie stało w roku 2050, kiedy Europa ma być neutralna klimatycznie”.

Miasta według regionu i rodzaju celu klimatycznegoMiasta według regionu i rodzaju celu klimatycznego

Miasta według udziału certyfikowanych budynków biurowych w całkowitych zasobachMiasta według udziału certyfikowanych budynków biurowych w całkowitych zasobach

*jako odsetek całkowitych zasobów powierzchni biurowej.

Miasta wyróżnione półgrubą czcionką w pierwszej dwudziestce według liczby biurowców posiadających zielony certyfikat

Źródło: dział badań Savills na podstawie certyfikatów LEED, BREEAM i WELL

Paul Tostevin, dyrektor w dziale badań globalnych Savills, komentuje: „Zapotrzebowanie na publikowanie danych dotyczących emisji dwutlenku węgla przez budynki biurowe znacząco wzrosło, ale z naszej analizy wynika, że podaż powierzchni biurowej z zielonym certyfikatem w wielu miastach utrzymuje się na dość niskim poziomie. Stwarza to szanse dla deweloperów i inwestorów na powiększanie certyfikowanych zasobów powierzchni biurowej, i to nie tylko ze względu na coraz surowsze regulacje wprowadzane przez władze miejskie określające ambitne cele w zakresie zeroemisyjności w wielu z tych lokalizacji. Najnowszy raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu przy ONZ podkreśla, że największe wyzwanie dotyczy niektórych najbardziej dojrzałych lokalizacji biurowych ze względu na konieczność modernizacji istniejących zasobów w warunkach rosnących kosztów budowy. Natomiast na mniej rozwiniętych rynkach, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Indiach, mogą być realizowane nowe inwestycje, które będą spełniały normy środowiskowe od samego początku”.

Chris Cummings, dyrektor grupy doradczej Savills Earth w Savills, dodaje: „Do modernizacji istniejących zasobów biurowych będą dążyć zarówno najemcy, jak i inwestorzy. Obserwujemy silną rywalizację na rynku inwestycyjnym o budynki biurowe spełniające wysokie normy środowiskowe, a wyceny tego rodzaju aktywów są konkurencyjne. Najemcy coraz częściej poszukują ekologicznych nieruchomości, przy czym na znaczeniu zyskuje zachowanie konstrukcji budynku. Z kolei władze miast, które wyznaczyły sobie ambitne cele w zakresie zeroemisyjności, przywiązują coraz większą wagę do śladu węglowego procesu budowlanego i w związku z tym preferują modernizacje i remonty istniejących budynków od realizacji nowych inwestycji. Zważywszy na rozdźwięk pomiędzy tymi ambicjami i obecnym stanem zasobów biurowych, dla ich realizacji kluczowe znaczenie będzie miała współpraca sektora publicznego i prywatnego”.

Teatrom ubyło widzów a przybyło zaległości

Zaległości firm związanych z działalnością kulturalną przez dwa lata epidemii COVID-19 wzrosły dwukrotnie szybciej niż długi innych przedsiębiorstw. Wygasanie pandemii niestety nie pomaga, bo na początku tego roku problemy nadal się pogłębiają. Przeterminowane płatności wobec dostawców i banków przekraczają już kwotę 37,5 mln zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK. Sytuacja nie zaskakuje, biorąc pod uwagę, że w dwa lata z teatrów i sal koncertowych zniknęło dwie trzecie widzów.

12 marca 2020 r., tydzień po stwierdzeniu pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem w Polsce, zdecydowano o zamknięciu teatrów i innych instytucji kultury. Wielomiesięczne okresy całkowitego lockdownu przeplatały się z działaniem w reżimie sanitarnym i próbami przeniesienia działalności do Internetu. Niska frekwencja nie sprzyjała odbudowywaniu stabilizacji finansowej. Skalę problemu może zobrazować m.in. sytuacja jednostek zajmujących się wystawianiem przedstawień. Przez dwa lata pandemii ich zadłużenie wzrosło o 1,4 mln zł i na koniec marca br. wynosiło już 17,2 mln zł.

Przyczyny problemów z płynnością finansową podmiotów z branży kulturalno-rozrywkowej można upatrywać także w zmianie podejścia Polaków do zarządzania domowym budżetem. Przeciętne roczne wydatki na kulturę w 2020 wyniosły niewiele ponad 300 zł na osobę w gospodarstwie domowym. To kwota niemal o 60 zł niższa niż w roku 2019.

– Przede wszystkim ze względu na obostrzenia było mniej okazji do wyjść, duże skupiska ludzi budziły obawy. A niepewność sytuacji powodowała, że gremialnie ograniczaliśmy wydatki. Niestety to rozrywka i kultura cierpią w takich sytuacjach najbardziej. Ze zrealizowanych dla nas na początku pandemii badań wynikało, że Polacy w pierwszej kolejności redukowali budżety właśnie na tego typu cele. Część pieniędzy przewidzianych na rozrywkę na stałe została przesunięta na zakup dostępu do platform streamingowych i tradycyjna kultura musi dziś konkurować również z nimi – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor, prowadzącego rejestr dłużników konsumentów i firm.

– Dobrze było to widać w realizowanych dla nas badaniach z lipca zeszłego roku. Mimo, że doszło do spadku zachorowań i rozluźnienia obostrzeń, to nadal było więcej osób, które deklarowały, że wydają na kulturę i rozrywkę mniej w porównaniu z okresem przed pandemią, niż respondentów, którzy przeznaczali na te cele tyle samo pieniędzy lub więcej. O wyższych wydatkach wspominało wyjątkowo niewielu, bo jedynie 3-4 proc. ankietowanych – dodaje Sławomir Grzelczak.

Branżę kulturalno-rozrywkową czekają jednak kolejne wyzwania. Obawy o sytuację finansową w związku z wojną w Ukrainie i rosnącą inflacją, skłaniają Polaków do cięcia kosztów nawet bardziej niż pandemia. Listę wydatków, na których Polacy teraz oszczędzają, otwierają właśnie wyjścia do kina, teatrów czy na koncerty – ponad połowa ankietowanych zamierza wydawać na ten cel jeszcze mniej. Przeciwnego zdania jest jedynie 8 proc. ankietowanych. Przedłużający się okres niskiej frekwencji w placówkach kulturalnych jest bardzo groźny zarówno dla jednej, jak i dla drugiej strony. Cierpią finanse instytucji oraz duchowy rozwój społeczeństwa.

10 mln widzów i słuchaczy mniej

Według danych GUS w 2020 r. w Polsce działalność prowadziły 194 teatry i instytucje muzyczne. Wystawiły one 24,4 tys. przedstawień, w których uczestniczyło 4,5 mln widzów. Odbyło się 389 premier, a w repertuarze znalazło się 3,4 tys. pozycji. W porównaniu do roku 2019 liczba widzów i słuchaczy spadła aż o 68,7 proc.

W 2021 r. spektakle zgromadziły 4,7 mln widzów – zaledwie 5,4 proc. więcej niż w 2020. Samych teatrów było już mniej, bo tylko 185. Wystawiły one 30 tys. przedstawień, w których uczestniczyło 4,7 mln widzów, czyli wciąż niemal 10 mln mniej niż przed pandemią. Odbyło się 717 premier, a repertuar liczył 3,8 tys. tytułów.

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że już w marcu 2020 r. 910 podmiotów (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych) związanych z kulturą i rozrywką miało problem ze spłacaniem zobowiązań, a ich zaległości przekraczały 30 mln zł. Rok później na 37,5 mln zł zadłużone były 962 podmioty, a po dwóch latach od rozpoczęcia pandemii zaległości na kwotę blisko 37,6 mln zł ma 1021 firm. Jak wyglądała sytuacja w poszczególnych grupach?

Zadłużenie firm zajmujących się działalnością związaną z wystawianiem przedstawień artystycznych czyli m.in. aktorów, muzyków, piosenkarzy i prezenterów wzrosło. Saldo zaległości w 2020 r. wskazywało prawie 15,8 mln zł, a dziś jest to już blisko 17,2 mln zł. Szczególnie źle okres pandemii zniosły jednak firmy związane ze wspomaganiem wystawiania widowisk – po I kw. 2020 r. zadłużenie działalności gospodarczych prowadzonych przez scenografów, reżyserów, oświetleniowców czy projektantów dekoracji wynosiło prawie 6 mln zł, obecnie jest to już 9,2 mln zł.

Nieznaczną poprawę, jeśli chodzi o kwotę zaległości, dało się zaobserwować w jednostkach zajmujących się prowadzeniem obiektów kulturalnych – sal koncertowych, teatrów, galerii czy domów kultury. Liczba firm z kłopotami jednak wzrosła. Na starcie lockdownu 30 podmiotów miało blisko 2,3 mln zł przeterminowanych zobowiązań. Na koniec marca 2022 r. 50 firm zalegało dostawcom i bankom na 2,16 mln zł.

– Dla branży ostatnie dwa lata były wyjątkowo nieprzyjazne. To, w jak trudnym położeniu znalazła się kultura, pokazują także dane zebrane przez GUS. Obostrzenia, zmiana podejścia do konsumpcji kultury, a w efekcie długofalowy spadek zainteresowania wydarzeniami kulturalnymi to źródło omawianego problemu. Należy pamiętać, że teatry, galerie sztuki czy muzea nie funkcjonują w próżni. To firmy, które muszą się rozliczać, płacić rachunki, zdawać sprawozdania i – tak jak inne podmioty – mogą zostać wpisane do rejestru dłużników. A nasze dane potwierdzają, że w ostatnich latach dzieje się tak coraz częściej. Należy jednak pamiętać, że gdyby nie dofinansowanie państwa i samorządów sytuacja mogłaby wyglądać znacznie gorzej – zaznacza Sławomir Grzelczak.

Muzea radzą sobie lepiej

Rok 2020 i restrykcje związane z pandemią nie oszczędziły również muzeów. 932 placówki zwiedziło 58,7 proc. osób mniej niż w roku poprzednim.

Ale drugi rok pandemii przyniósł znaczną poprawę. Choć jeszcze w 2021 r. liczba odwiedzających muzea nie powróciła do stanu sprzed obostrzeń związanych z COVID-19, to jednak wzrosła o 51,9 proc. W ub.r. działalność́ prowadziło 939 placówek, a odwiedziło je 25,3 mln osób. Widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK zaległości muzeów nie są znaczące – przez okres covidowych ograniczeń wzrosły z 87 do 145 tys. zł.

– Miejmy nadzieję, że jest to pierwsza oznaka tłumnego powrotu Polaków do miejsc związanych z szeroko pojętą kulturą – podsumowuje Sławomir Grzelczak.

DRAGO entertainment z rekordowymi wynikami po 2021 roku

Notowana na NewConnect spółka DRAGO entertainment odnotowała w 2021 roku rekordowe wyniki finansowe. W raportowanym okresie przychody netto ze sprzedaży wyniosły 13 mln zł, co daje firmie wielokrotność wyniku względem 2020 roku, kiedy to przychody liczyły 0,5 mln zł. Od stycznia do grudnia 2021 firma zanotowała 5,2 mln zł zysku operacyjnego EBIT, a EBITDA w tym okresie wyniosła ponad 5,3 mln zł. W minionym roku zysk netto liczył 4,6 mln zł. Prawie połowa tego wyniku została wypracowana w samym IV kwartale 2021, kiedy to zysk netto osiągnął 2 mln zł. Wpływ na to miała sprzedaż bestsellerowej gry Studia pt. Gas Station Simulator. W maju br. spółka zaprezentowała najnowszy content do projektu w postaci Shady Deals. DLC, podobnie jak poprzednie karty powiązane tematycznie z Gas Station Simulator, błyskawicznie trafił na TOP Wishlist platformy.

W minionym roku spółka DRAGO entertainment odnotowała rekordowe wyniki. Krakowski producent gier osiągnął w 2021 roku zysk netto na poziomie 4,6 mln zł. Zysk operacyjny EBIT od stycznia do grudnia 2021 liczył 5,2 mln zł. Jednocześnie w minionym roku spółka wypracowała 13 mln przychodów netto ze sprzedaży, co pokazało wielokrotność wyniku w stosunku do 2020 roku  (0,5 mln zł). Co istotne, Zarząd spółki widzi duży potencjał dla wzrostu wyników w kolejnych okresach, dzięki rozwojowi bestsellerowej produkcji Studia pt. Gas Station Simulator oraz kolejnych projektach przygotowywanych do wydania jeszcze w tym roku. Premiera tytułu: Food Truck Simulator została zapowiedziana na 14 września 2022 r.

–  Cieszymy się, że zamknęliśmy miniony rok rekordowymi wynikami. Był to dla nas niezwykle intensywny okres, w którym udało nam się dołączyć do grona spółek notowanych na NewConnect. W tym czasie zaliczyliśmy także doskonałą premierę naszej autorskiej gry Gas Station Simulator. Tytuł okazał się globalnym sukcesem i już w dniu debiutu zwrócił nam wszystkie koszty produkcji. Pokazuje to, że obrana przez nas strategia rozwoju jest skuteczna i podążamy we właściwym kierunku. Na tym jednak nie poprzestajemy i dokładamy wszelkich starań by w kolejnych okresach również móc pochwalić się świetnymi wynikami  – mówi Joanna Tynor, prezes zarządu DRAGO entertainment S.A.

Wspomniana gra Gas Station Simulator to flagowy projekt z portfolio DRAGO entertainment. Globalna premiera symulatora rozbudowy amerykańskiej stacji paliw na platformie Steam odbyła się 15 września 2021 r. Budżet produkcyjny gry zwrócił się jej twórcom już po 90 minutach od premiery.

Zgodnie z przedstawioną w listopadzie ubiegłego roku aktualizacją strategii na lata 2021 – 2023 oraz przedstawioną road mapą spółka tworzy rozbudowane uniwersum wokół Gas Station Simulator, m.in. poprzez płatne i bezpłatne dodatki

Pierwszym zapowiedzianym dodatkiem był DLC Can Touch This. Płatny dodatek już zdążył zadebiutować na rynku. Premiera na Steam odbyła się 18 maja br., a od 25 maja DLC dostępne jest również na platformie GOG.com. Nowy content umożliwia odnowę i remont nie tylko samej stacji benzynowej, ale i pobliskiego warsztatu oraz magazynu.

Dodatek Can Touch This od samego początku cieszy się dużym zainteresowaniem, zarówno ze strony graczy, jak i Streamerów oraz Youtuberów. Projekt liczy już ponad 2,4 mln odsłon na kanale YouTube oraz około 200 000 odsłon na Twitchu. W kilka dni dodatek został kupiony przez ponad 20 000 użytkowników, a jego wydanie wpłynęło również na wzrost sprzedaży podstawowej wersji gry.

Drugim, świeżo zapowiedzianym, DLC do gry Gas Station Simulator jest Shady Deals. Rozgrywka będzie pełna nagłych zwrotów akcji, bójek, a nawet interwencji policji i tym samym będzie wymagać od gracza sprytu i refleksu.

– Niedawno zaprezentowaliśmy pierwsze materiały z Shady Deals. Ten projekt, podobnie jak Can Touch This, równie szybko zyskuje popularność wśród fanów Gas Station Simulator. Dodatek  trafił na TOP Wishlist platformy Steam zaledwie po 9 dniach od udostępnienia karty Steam. Wishlista buduje się w bardzo dobrym tempie.  – mówi Lucjan Mikociak, szef i współzałożyciel DRAGO entertainment S.A. – To wszytko daje nam motywację do dalszej pracy, a także jest potwierdzeniem, że obrana przez nas strategia rozwoju GSS jest właściwa. – dodaje.

Marcin Kuśmierz obejmuje 15 proc. akcji w akcjonariacie Escola S.A.

Do akcjonariatu Escola dołączył Marcin Kuśmierz, prezes notowanej na GPW spółki Shoper. Stał się drugim co do wielkości wspólnikiem spółki. Nowy akcjonariusz podpisał umowę lock-up na 12 miesięcy od momentu debiutu Escoli na NewConnect. Inwestor będzie wspierał rozwój spółki oraz współuczestniczył we wdrażaniu nowej strategii rozwoju.

Naszym celem jest osiągnięcie pozycji wiodącego gracza na rynku rozwiązań mobilnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Bogate doświadczenie Marcina, który dołączył do Escola jako znaczący akcjonariusz i członek Rady Nadzorczej, korzystnie wpłynie na dynamikę naszego rozwoju. Chcemy też skorzystać z jego doświadczeń przygotowując się do debiutu giełdowego – mówi Krzysztof Wojewodzic, prezes Escola.

Marcin Kuśmierz był wieloletnim prezesem home.pl S.A., a następnie odpowiadał też za rozwój 1&1 IONOS, największego dostawcy usług internetowych dla MŚP w Europie, w krajach regionu CEE. W styczniu 2021 roku objął funkcję Prezesa Zarządu Shoper S.A., właściciela najpopularniejszej w Polsce platformy dla rynku e-commerce obsługującej sklepy internetowe w modelu SaaS. Jest inwestorem w kilku spółkach technologicznych, będących liderami w regionie CEE, które wspiera w ich transformacji i budowie strategii wzrostu. Posiada 25-letnie doświadczenie w pracy na stanowiskach menedżerskich w sektorze e-commerce, technologii informatycznych oraz sektorze płatności internetowych.

– Escola to firma, która ma szansę stać się jednym z europejskich liderów w zakresie zaawansowanych rozwiązań mobilnych. Już dziś rozwija szereg innowacyjnych produktów, obsługuje prestiżowe polskie i zagraniczne marki i przede wszystkim ma silny kompetencyjnie i dobrze zmotywowany zespół. Będę ją wspierał w zakresie opracowania i wdrożenia nowej strategii wzrostu, aby optymalnie wykorzystała swój potencjał rozwojowy – komentuje Marcin Kuśmierz.

Escola S.A. rozwija się poprzez usługi software house, a także fuzje i przejęcia oraz venture building. Dotychczas firma przejęła m.in. firmę ClickMaster z Krakowa, stając się właścicielem marki konferencji Mobile Trends, a w kwietniu przyjęła do Escola doświadczony zespół programistów z katowickiej spółki IT.focus. Spółka rozwija również działalność w kierunku data science i segment związany z konsultingiem IT.

Rozwój Escoli widzimy na dwóch filarach: rozwoju struktury software house, która jest przewidywalna i przynosi stałe przychody i drugiej przez spółki zależne, które rozwijają własne produkty w oparciu o wytworzone w firmie technologie np. dla rynku e-commerce czy e-learning. Tak zdywersyfikowany model pozwala nam utrzymać stały przychód i wypracować zyski, a z drugiej strony inwestować w nowe sektory, przez co możemy dynamicznie zwiększać wycenę całej grupy kapitałowej – dodaje Krzysztof Wojewodzic.

W skład spółek zależnych grupy kapitałowej Escola wchodzą: aplikacja Frivo rozwijana przez Frivo Sp. z o.o, aplikacja Meetinga.com, platforma e-learnignowa Wellms.io, platforma kursów on-line MyVOD.io oraz

oprogramowanie dla sklepów internetowych Heseya.com. Spółka w nadchodzących miesiącach zamierza koncentrować się na rozwijaniu spółek zależnych i stabilnego segmentu usług software house.

W ubiegłym roku Escola zajęła 1. miejsce spośród polskich spółek, a 8. miejsce w Europie Środkowo-Wschodniej w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe 2021 w kategorii „Growth Stars”. Escola uplasowała się również na 6. miejscu w światowym rankingu najszybciej rosnących firm IT według Clutch ze średnim wzrostem przychodów wynoszącym 180 proc. za lata 2019-2020.

BioMaxima z 93,6 mln zł przychodów netto w pierwszym kwartale 2022 r., rekordowym zyskiem i wzrostem zamówień

BioMaxima SA, wiodący polski producent i eksporter diagnostyki laboratoryjnej, zaprezentowała śródroczny raport skonsolidowany za I kwartał 2022 roku. Grupa Kapitałowa BioMaxima w I kw. wypracowała 93.596 tys. zł przychodów netto, co stanowi wzrost w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym o 351 proc. Zysk netto wyniósł 24.194 tys. zł – wzrost na poziomie 386 proc. rdr. Od stycznia br. BioMaxima jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

W 2021 roku Grupa Kapitałowa BioMaxima SA wypracowała 79 088 tys. zł przychodów netto. Zysk netto grupy za rok 2021 wyniósł 10 243 tys. złotych i był wyższy od zysku netto osiągniętego w roku poprzednim o 29 proc.

Sprzedaż w I kwartale wyższa niż w całym roku ubiegłym

Pierwszy kwartał 2022 r. pozwolił ustanowić nowy rekord w historii spółki pod względem wyników finansowych. BioMaxima SA jako jednostka dominująca wypracowała 93.484 tys. zł przychodów netto, co stanowi wzrost w stosunku analogicznego okresu roku poprzedniego o 355 proc. Zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (EBITDA) za I kw. 2022 osiągnął poziom 30 667 tys. zł, a zysk netto wyniósł 24 330 tys. zł. Grupa Kapitałowa BioMaxima w I kw. 2022 r. wypracowała 93.596 tys. zł przychodów netto, co stanowi wzrost w stosunku do I kw. roku ubiegłego o 351 proc. Zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację wyniósł 30.703 tys. zł. Zysk netto grupy za I kw. 2022 r. wyniósł 24.194 tys. zł i jest wyższy od osiągniętego w analogicznym kwartale roku ubiegłego o 386 proc.

Z  perspektywy  ostatnich  dwóch lat  możemy stwierdzić,  że  mimo niepewności oraz  zawirowań gospodarczych, wykorzystaliśmy czas pandemii COVID-19 wyjątkowo dobrze. Pacjentom zapewniliśmy wysokiej jakości systemy diagnostyczne, a efekty podjętych decyzji widoczne są już dziś w wynikach spółki, ale także wpłyną niewątpliwie pozytywnie na możliwości rozwojowe BioMaximy w nadchodzących kwartałach i latach – powiedział Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima.

Prawie czterokrotny wzrost zamówień w strategicznym dla spółki segmencie badania lekowrażliwości

W pierwszym kwartale 2022 roku BioMaxima zanotowała znaczący wzrost sprzedaży krążkowych systemów dyfuzyjnych do oznaczania lekowrażliwości (antybiogramów), na poziomie 170 proc. r/r, a wielkość sprzedaży sięgnęła aktualnie pełnię mocy wytwórczych w zakresie systemów bibułowych, ponieważ przyrost zamówień był na poziomie 370 proc. r/r.

Owoce przynosi nasza systematyczna praca związana z rozwojem eksportu i rozbudową sieci dystrybucji. Mimo niewątpliwej dominacji w przychodach asortymentu związanego z diagnostyką SARS-CoV-2, na dzień publikacji raportu wartość zamówień na krążkowe systemy do oznaczania lekowrażliwości oczekujących na realizację sięga 833 tys. zł, przy całkowitej sprzedaży na poziomie 1,38 mln zł w 1 kwartale 2021 w tym segmencie. Podjęliśmy działania, aby już w III kwartale 2022 roku, jeszcze przed oddaniem nowego obiektu produkcyjnego, znacząco zwiększyć wydajność w zakresie tego asortymentu – mówi Łukasz Urban.

Stabilna sytuacja finansowa oraz rozbudowa zakładów produkcyjnych

Na dzień sporządzenia raportu prace budowlane na terenie nabytej przez spółkę nieruchomości przy ulicy Vetterów zostały już rozpoczęte. Zarząd przewiduje zakończenie budowy i oddanie nowych obiektów do użytku na I kwartał 2023 roku. Inwestycja jest w pełni zabezpieczona finansowo.

Sytuacja finansowa spółki jest bardzo dobra. Emitent znacząco zmniejszył zaangażowanie kredytowe, które na koniec marca wyniosło 6,2 mln zł – są to głównie długoterminowe kredyty inwestycyjne. Wskaźnik pokrycia sumy bilansowej kapitałami własnymi wyniósł 71,07 proc. W marcu br. spółka pozyskała kolejne dofinansowanie w kwocie 336 tys. zł, które dotyczy udziału w targach Medlab 2022 i 2023, Medica 2023 oraz kongresu ECCMID 2023.

BioMaxima systematycznie rozwija również sprzedaż podstawowego asortymentu. W marcu 2022 r. spółka podpisała z polską firmą farmaceutyczną, umowę na sprzedaż i dostawę trzech automatycznych analizatorów do monitorowania hodowli komórkowych o wartości netto 3.209.850 zł. Przewidywany termin dostarczenia i instalacji urządzeń to koniec maja 2022 r. Zainstalowane analizatory będą generowały stały przychód z tytułu dostaw odczynników i materiałów zużywalnych na poziomie 1,5 mln zł rocznie.

Fundusz VC Dariusza Żuka przeznaczy 100 mln zł na startupy z CEE

AIP Seed 2.0 na najbardziej rokujące startupy z CEE w ciągu trzech lat przeznaczy z nowej puli finansowania 100 mln zł całkowicie prywatnego kapitału. Rocznie sfinansuje ponad 30 takich startupów.

W ciągu trzech lat Dariusz Żuk chce stworzyć wiodący w Europie fundusz wczesnego etapu inwestycji i być pierwszym inwestorem w najlepszych europejskich startup’ach.

Założony ponad dziesięć lat temu przez Dariusza Żuka – jednego z twórców ekosystemu startupowego w Polsce – fundusz venture capital zmienia dzisiaj swój format inwestycji i ma nowe ambicje. AIP Seed 2.0. będzie kreował globalne spółki z Polski i zamierza być pierwszym inwestorem dla najbardziej rokujących europejskich startup’ów. W ciągu najbliższych trzech lat na ich wsparcie fundusz przeznaczy 100 mln zł.

Na rynku polskim stworzyliśmy 10 lat temu nową kategorię, czyli inwestycje preseedowe. W ciągu najbliższych trzech lat wspólnie z prywatnymi koinwestorami przeznaczymy 100 mln zł i chcemy stworzyć unikalny model w skali europejskiej – mówi Dariusz Żuk, CEO AIP Seed. – Oczywiście na naszym rynku funkcjonuje wiele funduszy VC, oceniamy natomiast, że finansowanie preseedowe jest dzisiaj bardzo potrzebne w Polsce i CEE. My inwestujemy w startup kapitał na poziomie do 1 mln zł na wczesnym etapie, gdzie de facto nie ma wielu funduszy, które wspierają startup, ponieważ jest to i ryzykowne i trudne. Będzie to duża wartość dla rynku, zwłaszcza że kończą nam się powoli środki unijne z tej perspektywy – dodaje.

Fundusz kierowany przez Dariusz Żuka sfinansuje rocznie ok.  30 ponad wybranych startupów i chętnie przyjrzy się projektom wstępnie zwalidowanym na rynku. Co istotne, jako fundusz w pełni prywatny, nie jest ograniczony przez partnera publicznego, a to oznacza, że AIP Seed 2.0. będzie inwestował w całej Europie.

– Maksymalnie urościliśmy formułę zgłaszania projektów i to nas zdecydowanie wyróżnia na rynku. Każdy projekt można do nas zgłosić przez formularz na naszej stronie internetowej. Przeanalizujemy i ocenimy każdy startup w ciągu tygodnia. Kluczowy jest dla nas impakt i nowa wartość, jaką wnoszą na rynek nasze projekty. Myślenie takie towarzyszy nam od początku. Dla przykładu: dzięki Plenti używamy elektroniki zamiast jej posiadania; Foodsi ratuje kilka ton jedzenia miesięcznie; Glov daje już kobietom na całym świecie ekologiczny i prosty demakijaż; opaska Sidly ratuje zdrowie i życie seniorom, itd. Od dziesięciu lat uważamy, że startup powinien nieść nową wartość i mieć dobre liczby – dla nas to nierozłączne warunki – podkreśla Dariusz Żuk.

Nowy model AIP Seed zakłada, że fundusz wspólnie z koinwestorami inwestuje środki na poziomie do 1 mln zł na wczesnym etapie. Pomaga także swoim startupom w pozyskaniu kolejnej rundy finansowania, wykorzystując swoje relacje z inwestorami VC. Fundusz bierze jednocześnie udział w kolejnych rundach finansowania swoich projektów portfelowych (follow-on). Co istotne, w odróżnieniu od funduszy z kapitałem publicznym, AIP Seed 2.0. ma możliwość finansowania dłużnego.

– Na każdym etapie projektu angażujemy koinwestorów, którzy prócz kapitału wnoszą swoją wiedzę. Dla przykładu: w Plenti zaangażowaliśmy twórców Allegro czy twórców Qpony Blix – jednej z naszych pierwszych inwestycji i większych exitów. Aktualnie współpracujemy z grupą ok. 100 top koinwestorów. Są to eksperci w konkretnych dziedzinach i branżach. Dodatkowo, stworzyliśmy Competence Hubs wspierające startupy w obszarach jak: growth, people&culture, finanse i prawo. Współpracujemy z topowymi ekspertami w Polsce, którzy mogą pomóc startupom na początkowym etapie – tłumaczy Dariusz Żuk.

Przez ostatnie dziesięć lat AIP Seed zainwestował w ponad 110 startupów. Największe dotychczas exity to Qpony–Blix (ponad 10–krotny zwrot początkowego kapitału) czy CallPage (ponad 20–krotny zwrot początkowego kapitału). Obecnie, każdy projekt z portfela funduszu wyceniany na kilkadziesiąt milionów złotych. Są to m.in. startupy takie jak: Glov, Sidly, Plenti, Foodsi, Emenago, Audiomagic, Saloner, Kangur, które tworzą rozwiązania zmieniające biznes i naszą rzeczywistość.

Dariusz Żuk kreował system startup’owy w Polsce. W 2004 roku zakładał Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości (AIP), które powołały ponad 16 tys. startupów, stworzyły 160 tys. miejsc pracy oraz unikalny globalnie model startu i rozwoju biznesu bez rejestracji firmy. W 2011 Dariusz Żuk założył pierwszą w CEE sieć coworkingową – business.link, która szybko przerodziła się w lidera coworkingowego w CEE. Kilka lat później, w 2015 roku Dariusz Żuk wraz z Rafałem Brzoską stworzył fundusz VC bValue, do którego dołączyli wiodący polscy przedsiębiorcy: Marian Owerko, Tomasz Misiak, Marek Dziubiński i Maciej Balsewicz. Fundusz na swoim koncie ma ponad 30 inwestycji w takie projekty, jak: Tidio, Your KAYA, Landingi, Senuto.

Za kreowanie i promowanie przedsiębiorczości w Polsce, Dariusz Żuk został odznaczony przez Prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi. Jest on także laureatem nagrody specjalnej Business Centre Club, a od tygodnika „Wprost” otrzymał Nagrodę Kisiela.