Kończą się prace nad ustawą wprowadzającą centra usług wspólnych. Mają dać nawet 1 mld zł oszczędności rocznie

CEO Magazyn Polska

Jeszcze około dwóch miesięcy potrwają prace resortu administracji i cyfryzacji nad tzw. ustawą samorządową. Jej wdrożenie, które nastąpi prawdopodobnie na początku 2015 roku, może przynieść samorządom nawet 1 mld zł oszczędności rocznie. M.in. dzięki centrom usług wspólnych, umożliwiającym samorządom wspólną obsługę administracyjną, finansową czy IT.

 – Wychodzimy z tą ustawą do konsultacji społecznych, do konsultacji ze stroną samorządową, komisji wspólnej rządu i samorządu. W ciągu miesiąca, dwóch będzie odbywała się faza konsultacji, po czym trafimy na Komitet Stały i Radę Ministrów – mówi Magdalena Młochowska, wiceminister administracji i cyfryzacji.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami, ustawa wejdzie w życie za niespełna półtora roku.

 – Centra usług wspólnych umożliwią samorządom wspólną obsługę – mówi Młochowska. – Od samorządów zależało będzie, czy stworzą wspólną obsługę dla wszystkich jednostek organizacyjnych w ramach danego samorządu, czy też pójdą szerzej i będą tworzyć centra usług wspólnych, obsługujących kilkanaście czy kilkadziesiąt samorządów.

W ramach centrów możliwe będą np. wspólne usługi finansowe, administracyjne czy informatyczne. Samorządy samodzielnie określą zakres kompetencyjnych centrów – Młochowska podkreśla, że resort nie zamierza tego regulować odgórnie w ustawie.

 – My likwidujemy niektóre istniejące do tej pory bariery prawne, jak np. to, że w każdej jednostce organizacyjnej zatrudniony musiał być główny księgowy. Jeżeli będziemy mieć teraz centrum usług wspólnych, to dana jednostka, obsługiwana przez to centrum, nie będzie musiała sama zatrudniać osoby na tym stanowisku – wyjaśnia wiceminister.

Resort ma nadzieję, że samorządy zdecydują się na ściślejszą współpracę. Młochowska przypomina, że 46 proc. samorządów korzysta dziś ze wspólnych centrów dla jednostek oświatowych. Gdyby taki sam odsetek zdecydował się na łączenie sług w ramach centrów, to przełożyłoby się to na konkretne oszczędności.

 – Przy założeniu, że tyle samo jednostek samorządu terytorialnego korzystałoby z centrów usług wspólnych i oszczędnościach z tego tytułu, wynoszących między 5 a 15 proc. kosztów obsługowych, mamy oszczędności w wysokości między 350 mln a 1 mld złotych rocznie – mówi Magdalena Młochowska.

Polskie firmy coraz częściej angażują się w działalność społeczną

Ministerstwo Gospodarki chce wspierać działalność społeczną polskich firm. Resort pracuje też nad wsparciem innowacyjności i kładzie nacisk na komercjalizację wyników wszystkich badań. Dzięki temu firmy będą miały własne zaplecza naukowo-badawcze.

 – Chcemy rozwijać to spojrzenie innowacyjności społecznej. Dla nas innowacyjność w każdym wymiarze jest czymś niezbędnym dla rozwoju kraju. Jeżeli byśmy nie poszli tą drogą, to raczej bardzo szybko byśmy stanęli w miejscu. Tworzymy całą nadbudowę tego podejścia innowacyjnego, zaczynając od strategii innowacyjności gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Kamieński, zastępca dyrektora Departamentu Innowacji i Przemysłu w Ministerstwie Gospodarki.

Głównym celem resortu jest zwiększenie stopnia komercjalizacji wyników badań. Oznacza to skuteczniejsze wprowadzanie ich w życie, a także większy wpływ przedsiębiorców na prowadzone badania. Kamieński przewiduje, że po wdrożeniu programu ministerstwa docelowo wszystkie prace badawczo-rozwojowe powinny kończyć się komercjalizacją.

Oznacza to, że przedsiębiorcy będą mieli znacznie więcej do powiedzenia na etapie wyboru kierunku badań.

 – Chcemy, żeby zarówno duże, jak i mniejsze firmy miały swoje własne zaplecze naukowo-badawcze, bo wtedy będą bardziej zaangażowane w proces pełnego przejścia od badań do komercjalizacji – dodaje Kamieński.

Zauważa, że przedsiębiorcy nie tylko chętnie angażują się we współpracę z naukowcami, ale także prowadzą coraz bardziej odpowiedzialną społecznie działalność. Kamieński ocenia, że w tym obszarze Polska jest jednym z liderów w Unii Europejskiej. Resort gospodarki promuje taką działalność i współpracuje z wieloma organizacjami.

 – Firmy są bardzo zaangażowane, rozumieją, że to nie jest tylko kwestia filantropii, ale szerszego spojrzenia na prowadzoną przez nich działalność. Bardzo dobrze, że upatrują w tym swoją wizję rozwojową. Uczestniczą w finansowaniu przedszkoli czy interesują się poprawą standardu życia pewnej grupy społecznej, ale to jest coś więcej. To jest coś, co wynika z otwartego myślenia biznesu o spojrzeniu społecznym – zaznacza Kamieński.

Polacy wciąż nie umieją zarządzać budżetem domowym

CEO Magazyn Polska

Ponad połowa Polaków w ogóle nie planuje swoich wydatków i kupuje spontanicznie, często zaciągając kredyt na ten cel. Wprawdzie liczba udzielanych przez banki i SKOK-i pożyczek spada, to rośnie ich wartość. Polacy najczęściej zapożyczają się na bieżące potrzeby oraz na meble i sprzęt RTV AGD.

 Z przykrością muszę powiedzieć, że Polacy nie zarządzają w sposób dobry domowym budżetem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Mróz, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu, autorka książki „Domowe wydatki pod kontrolą”. – Z przeprowadzonych ankiet wynika, że aż 60 proc. Polaków nie zarządza domowym budżetem, a w związku z tym podchodzi do wydatków w sposób dość impulsywny.

To często oznacza konieczność zaciągnięcia kredytu. Wprawdzie liczba udzielanych pożyczek w I półroczu była mniejsza niż przed rokiem (o 7,3 proc.), ale wzrosła ich wartość. Polacy zapożyczyli się na kwotę o 6,6 proc. wyższą niż przed rokiem.

 – Z ubiegłorocznych badań TNS OBOP wynikało, że Polacy biorą kredyty na potrzeby typowo konsumpcyjne, na zaspokojenie potrzeb podstawowych – deklaruje to 27 proc. Polaków. Na następnym miejscu są potrzeby mieszkaniowe, meble, wyposażenie – 20 proc. Polaków, równie chętnie bierzemy kredyty na zakup sprzętu AGD – wymienia ekspertka.

Ok. 6 proc. deklaruje, że zapożycza się przed jakimiś wydarzeniami: jak święta czy wakacje.

Jednocześnie Polacy coraz rozsądniej podchodzą do kwestii zapożyczania się i starają się ostrożniej planować swoje wydatki, chociaż zarządzanie domowym budżetem jest dopiero rozpoznawanym tematem w gospodarstwach domowych.

Zdaniem ekspertki, najtrudniejszy jest tu pierwszy krok, czyli dokładne przeanalizowanie swojej sytuacji finansowej. Od tego bowiem zależy domknięcie domowego budżetu bez konieczności zadłużania się.

 – Zaczynamy od tego, że siadamy ze swoją rodziną w domu i analizujemy swoją obecną sytuację – radzi Joanna Mróz. – Musimy przeanalizować swoje wydatki, swoje przychody, co najmniej trzymiesięczne. Jest to niezbędne, by zdać sobie sprawę, czym dysponujemy i na co możemy wydać pieniądze. To jest pierwszy krok – podkreśla.

Kolejnym krokiem jest opracowanie planu wydatków, który będzie uwzględniał nasze najważniejsze cele w danym czasie.

 – Czy chcemy jechać na wakacje, czy chcemy kupić sprzęt gospodarstwa domowego, bo to są decyzje ważne z punktu widzenia gospodarstwa domowego, czy chcemy wziąć kredyt na mieszkanie, czy stać nas na to, żeby jeździć nowym samochodem – wylicza ekspertka.

Jej zdaniem odpowiednia analiza własnego budżetu: przychodów i wydatków, pozwoli, po pierwsze, uniknąć konieczności zadłużania się, a po drugie, pozwoli skuteczniej szukać oszczędności.

W budżetach polskich gospodarstw domowych najważniejszą pozycję nadal stanowią wydatki na żywność i napoje bezalkoholowe – wynika z danych GUS. Stanowią one aż jedną czwartą całości wydatków polskiej rodziny.

 – W Niemczech jest to 11 proc., w Wielkiej Brytanii 9–10 proc., w Irlandii 10 proc. To wskazuje na to, że nasza zamożność jeszcze nie jest na poziomie europejskim – wyjaśnia ekspertka.

Strukturę wydatków w budżetach polskich gospodarstw domowych tłumaczy prawem Engla, mówiące o tym, że wraz ze wzrostem zamożności gospodarstw domowych maleje udział wydatków na podstawowe potrzeby.

Ministerstwo Finansów chce uregulować rynek firm pożyczkowych. Nie wie jednak jak zmiany wpłyną na branżę

CEO Magazyn Polska

Zmiany w ustawie o nadzorze finansowym, które mają uregulować rynek firm pożyczkowych, są już po pierwszych międzyresortowych konsultacjach. Pomysłodawca projektu, Ministerstwo Finansów, konsultuje się  także z branżą. Od niej też oczekiwać będzie informacji o możliwym wpływie ustanowienia maksymalnego limitu kosztów kredytu na pożyczkowy sektor pozabankowy.

Ministerstwo chciałoby, aby ustawa weszła w życie w połowie przyszłego roku. Kształt projektu będzie uzgadniany w resorcie finansów. W najbliższy poniedziałek odbędzie się kolejna tura konsultacji w tej sprawie m.in. z przedstawicielami branży pożyczkowej.

Największe emocje budzi pomysł ustawowego ograniczenia kosztu kredytu, który według Ministerstwa Finansów ma chronić konsumentów przed obciążaniem ich różnego rodzaju opłatami z tytułu zaciąganych pożyczek.

 – Zaproponowaliśmy 30 proc. kwoty udzielonej pożyczki – mówi Agnieszka Wachnicka, zastępca dyrektora departamentu rozwoju rynku finansowego w Ministerstwie Finansów. – To jest pewien punkt wyjścia do dyskusji. W tej chwili dyskutujemy z rynkiem i z uczestnikami rynku, z innymi resortami o tym, w jaki sposób zabezpieczyć z jednej strony konsumenta, a z drugiej strony również nie ograniczyć w sposób nadmierny przedsiębiorczości, czyli działalności, którą prowadzą firmy pożyczkowe.

Przyznaje, że sam resort nie ma na razie analiz ani symulacji, jak poziom maksymalnego kosztu kredytu wpłynąłby na finanse firm pożyczkowych i ile z nich wypadłoby z rynku po jego wprowadzeniu.

 – W tej chwili rozmawiamy z uczestnikami rynku, będziemy na pewno prosić ich, aby takie analizy dla nas przeprowadzili, żeby nie wyeliminować działalności niektórych podmiotów z rynku – mówi Agnieszka Wachnicka. Należy pamiętać, że firmy pożyczkowe, to są podmioty, które wchodzą w sektor wyższego ryzyka niż bank, w związku z czym, z natury rzeczy nakładają wyższe koszty, ale z drugiej strony, te koszty powinny być uzasadnione.

Eksperci wskazują, że limit kosztów może doprowadzić do sytuacji, w której działalność firm pożyczkowych przestanie być rentowna co w rezultacie doprowadzi do wycofania się z rynku tych podmiotów, które działają zgodnie z prawem. Pozostaną zaś te, które będą działać na jego granicy lub poza nim.

Pozostałe propozycje ministerstwa nie budzą już takich kontrowersji. Dzięki zmianom w ustawie o nadzorze finansowym, KNF będzie mieć możliwość m.in. żądania informacji od podmiotów, które są podejrzewane o to, że bez koniecznego zezwolenia prowadzą działalność regulowaną.

 – Chcemy podnieść sankcje karne za prowadzenie działalności bankowej bez zezwolenia i wprowadzić rejestr firm pożyczkowych, którego w tej chwili nie ma – mówi przedstawicielka Ministerstwa Finansów. – W przypadku uprawnień KNF-u to jest ochrona konsumentów przed tymi podmiotami, które udają de facto podmioty regulowane, a nimi nie są.

Ustawa ma również uregulować kwestie wymiany informacji na temat zobowiązań kredytowych pożyczkobiorców pomiędzy bankami i firmami pożyczkowymi. Resort chciałby również wprowadzić tzw. próg kapitału zakładowego spółek, które wchodzą na rynek pożyczkowy. Obecnie mówi się o 1 mln złotych. Miałoby to ograniczyć działalność podmiotów, które wchodzą na rynek z zamierzeniem prowadzenia nieuczciwej działalności i psują wizerunek całej branży.

 – Miałoby to przeciwdziałać takim sytuacjom, w których firma, którą zalegalizujemy i wpiszemy do rejestru jako legalnie działający podmiot, nie mając kapitału własnego zacznie gromadzić depozyty od innych i obciążać je ryzykiem. Tego chcielibyśmy uniknąć – tłumaczy Agnieszka Wachnicka.

BMW wprowadza do sprzedaży swój pierwszy samochód elektryczny. Ma być o jedną trzecią tańszy w utrzymaniu niż tradycyjny

CEO Magazyn PolskaJutro rusza w Polsce sprzedaż pierwszego BMW z napędem elektrycznym. Przeznaczone jest ono do jazdy miejskiej. Według przedstawicieli niemieckiego producenta, Polacy zwracają coraz większą uwagę na ekologię, więc pojazdy na prąd będą zyskiwać na popularności. Dodatkowo koszt eksploatacji takiego samochodu będzie o ok. jedną trzecią niższy niż tradycyjnego auta.

Nowy model niemieckiego producenta to auto przeznaczone przede wszystkim do jazdy w mieście. Jego prędkość jest ograniczona do 150 km/h. BMW skoncentrowało się na poprawie zasięgu, który zawsze jest słabszą stroną samochodów elektrycznych. Model i3 będzie mógł przejechać 130-160 km na jednym ładowaniu. Koszt naładowania akumulatorów pojazdu to kilkanaście złotych.

 – Auto można ładować z każdego zwykłego gniazdka i trwa to około ośmiu godzin. Są możliwości przyspieszenia tego procesu. Na przykład klient może kupić specjalną ścienną stację ładowania, Wall-Box, którą BMW oferuje, a która skraca czas ładowania do kilku godzin – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Gospodarek z BMW Group Polska.

Pięciodrzwiowy hatchback BMW nie powoduje emisji dwutlenku węgla. Korzyści z korzystania z i3 zależą od stylu jazdy, ale Katarzyna Gospodarek ocenia, że użytkowanie elektrycznego pojazdu może być nawet o jedną trzecią tańsze od porównywalnych aut konwencjonalnych.

Model cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem klientów na całym świecie. Pomimo tego, że sprzedaż jeszcze oficjalnie nie wystartowała, BMW ma już ponad 8 tys. zamówień. Gospodarek dodaje, że silną stroną modelu jest jego innowacyjność i brak konkurencji w tym segmencie.

 – BMW i3 to jest absolutnie pierwsze auto elektryczne w segmencie premium. Oferuje zupełnie unikatową technologię. To jest pierwsze auto, które zostało od podstaw zaprojektowane jako auto elektryczne. Ma tak innowacyjne technologie, jak na przykład kabina pasażerska, która została wykonana z tworzywa sztucznego wzmacnianego włóknem karbonowym. Do tej pory czegoś takiego nie było, a to sprawia, że auto jest lżejsze i lepiej się prowadzi – wylicza Gospodarek.

BMW i3 zostanie wprowadzone na polski rynek 16 listopada. Dostępny będzie tylko w jednym salonie – BMW Inchcape Motor w Warszawie. Sieć usług serwisowych obejmie natomiast cały kraj. Cena kompaktowego auta, ważącego zaledwie 1195 kilogramów, będzie rozpoczynać się od 140 900 zł.

Firmom budowlanym grozi kolejna fala upadłości z powodu ograniczenia budżetu na remonty dróg

CEO Magazyn PolskaMniejsze nakłady na modernizację dróg lokalnych to również mniejsze możliwości rozwoju firm z branży drogowej – przestrzega Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. Przyszłoroczny budżet na ten cel jest dwukrotnie niższy niż tegoroczny oraz czterokrotnie niższy niż początkowo zakładano. Pozwoli więc na wyremontowanie zaledwie 600 km dróg gminnych i powiatowych.

Na remonty i budowę dróg lokalnych rząd przeznaczy w przyszłym roku tylko 250 mln zł z budżetu państwa, mimo że od dwóch lat obiecywał cztery razy większą kwotę. Drugie tyle mają wyłożyć na ten cel samorządy. Decyzja o ograniczeniu drogowego budżetu jest dla branży sporym zaskoczeniem.

 – Zgodnie z zapowiedziami, tegoroczne 500 mln zł to miało być tylko jednoroczne obniżenie środków przeznaczanych na modernizację dróg lokalnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. – Rząd zapowiadał, że od roku 2014 powróci do współfinansowania w kwocie 1 mld złotych. Ten drugi miliard miał pochodzić ze środków samorządów.

Uchwalony w październiku 2008 r. program dotowania remontów i budowy dróg lokalnych za czasów Grzegorza Schetyny (w latach 2009-2011) zakładał, że na ten cel rząd i samorządy miały co roku przeznaczać po 1 mld zł. Jego głównym celem miała bowiem być budowa i modernizacja ok. 2 tys. km lokalnych dróg rocznie. Od 2008 r. wyremontowano ponad 8,2 tys. km dróg.

 – Dobrze się działo, jak duże firmy przychodzące do Polski zajmowały się budową autostrad, średnie z kapitałem zachodnim czy polskim zajmowały się modernizacją dróg krajowych czy wojewódzkich, natomiast te lokalne firmy, których wcale nie jest mało, które dają zatrudnienie na miejscu, zajmowały się modernizacją dróg lokalnych czy ulic w małych miastach – przypomina Wojciech Malusi. – Jeżeli zamiast 1 mld będzie 250 mln złotych, to znaczy, że zakres rynku się znacznie skurczy.

Oznacza to, że w najbliższym czasie można spodziewać się kolejnej fali upadłości firm budujących drogi.

 – To każdy obserwujący rynek wykonawca potwierdza, i mamy jeszcze na to dane, że niestety ten i poprzedni rok są rekordowe pod względem upadłości firm. I to niestety tych, które powinny wpływać pozytywnie na wzrost PKB, tych, które zatrudniają miejscowych ludzi, które powodują rozwój terenów lokalnych – podkreśla Malusi.

Branża drogowa jest szczególnie narażona na wahania koniunktury. Nawet niewielka przerwa w zawieraniu nowych kontraktów może doprowadzić do zwiększonej liczby bankructw firm tego sektora.

 – Liczba bankructw w tym roku nie zmniejszyła, a wręcz przeciwnie  zwiększyła o około 15 proc. Znacznie większa jest różnica w porównaniu do lat 2010-2011 – to jest wzrost o ok. 200 proc. – mówi prezes OIGD.

Kwota 1 mld zł na lokalne drogi dopiero w 2015 roku może okazać się realnym scenariuszem. Jeśli tak będzie, to w latach 2012-2015 remont przejdzie 5 tys. km dróg, czyli znacznie mniej niż zakładane ponad 13 tys. km.

Rynek reklamy w internecie stale rośnie. Sieć daje więcej możliwości marketingowych niż telewizja.

CEO Magazyn Polska

Rynek reklamy w Polsce kurczy się. Firmy tną wydatki na reklamę w telewizji, prasie i radiu. Z danych  ZenithOptimedia Group wynika, że w tym roku będą mniejsze od 4 do 25 proc. Wyjątkiem jest segment reklamy internetowej. Jego wartość może być ok. 7 proc. wyższa niż przed rokiem.

Według badania IAB AdEx, wykonanego przez PwC, wydatki firm na reklamy online w II kwartale wzrosły o 16 proc., w całym I półroczu – o 12 proc. w porównaniu do analogicznych okresów 2012 roku. Wartość reklam po pierwszych sześciu miesiącach roku przekroczyła 1,2 mld zł.

 Wzrost ten jest napędzany głównie przez kilka segmentów. Dynamicznie rozwija się reklama wideo, ale również reklama mobilna np. na smartfonach czy tabletach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Schmidt, prezes Związku Pracodawców Branży Internetowej. 

Reklama mobilna osiągnęła wzrost o 81 proc. w porównaniu do pierwszego półrocza 2012 roku.

Jak podkreśla Schmidt, Internet daje więcej możliwości w zakresie reklamy niż inne media.
 
 – W telewizji możemy tylko reklamować poprzez bloki reklamowe. W internecie wygląda to zupełnie inaczej. W zależności od tego, do kogo i z jakim komunikatem reklamowym chcemy dotrzeć, wybieramy sobie kanał reklamowy. Do tego kanału możemy dobierać odpowiednie narzędzia – twierdzi Schmidt.

Tym samym do odbiorcy trafiają spersonalizowane treści reklamowe.

 – Internauci się mniej denerwują, jeśli reklama jest dopasowana do ich oczekiwań czy zainteresowań – zauważa Schmidt. – Internet daje reklamodawcom możliwość dotarcia do konkretnej osoby, która ma sprecyzowane zainteresowania. Czasami owocuje to natychmiastowym niemal nabyciem produktu online.

Dopasowanie reklamy do preferencji konkretnej osoby wymaga pozyskiwania i gromadzenia informacji na jej temat, co może jeszcze budzić wątpliwości o ochronę danych osobowych.

 – Pamiętajmy jednak, że  do reklamy nie są wykorzystywane dane osobowe, takie jak imię, nazwisko, pesel itd. Reklama internetowa wykorzystuje informacje na temat naszych zachowań w sieci, tego na jakich stronach bywamy i jakich informacji szukamy – zauważa prezes IAB Polska.

Głównym kanałem w reklamie internetowej jest reklama graficzna, która ma 43 proc. udziału w rynku – o 2 punkty procentowe więcej niż w porównywalnym okresie ubiegłego roku. Reklamy wideo online zanotowały wzrost 24-proc. rok do roku, a social media – 74-proc.

 – Reklama w internecie to także tzw. content marketing, czyli przyciąganie klientów przez udostępnianie im ciekawych i przydatnych treści – mówi Schmidt. – To również native marketing, a więc różnego rodzaju artykuły sponsorowane, które są dużo trudniejsze do uzyskania w innych mediach.

Reklama natywna dynamicznie rozwija się przede wszystkim w USA i Europie Zachodniej. W Polsce, choć dopiero raczkuje, staje się coraz bardziej popularna.

 – Reklama natywna daje całą masę innych możliwości, których nie dają inne formy reklamy stosowane w internecie. Pozwala na przekazanie większej ilości informacji na temat produktu czy usługi, tego, co się nie zmieści na reklamie display’owej czy w kilkunastosekundowym filmie reklamowym – wyjaśnia Schmidt. – W związku z tym na pewno u nas się przyjmie, natomiast nie sądzę, by zastąpiła inne. Będzie to po prostu kolejne narzędzie do wykorzystywania w komunikacji z konsumentem.

CD Projekt w przyszłym roku planuje nie tylko wielką premierę Wiedźmina 3. Będę też inne produkcje

CEO Magazyn Polska

CD Projekt przygotowuje się do przyszłorocznej premiery gry „Wiedźmin 3: Dziki Gon”. Zapowiada, że po długo oczekiwanej premierze trzeciej części światowego hitu nastąpi debiut nowej produkcji „Cyberpunk 2077”. W III kwartale grupa zanotowała zysk we wszystkich segmentach działalności.

W ciągu trzech kwartałów Grupa CD Projekt wypracowała ponad 12 mln zysku netto, z czego blisko 4,5 mln przypada na III kwartał. Udało się również zmniejszyć zadłużenie o 4,5 mln zł do wartości 266 tys. zł. Bezpośrednie nakłady na produkcje gier, przede wszystkim trzeciej części „Wiedźmina” i „Cyberpunk 2077”, wyniosły 16,3 mln zł.

„Dziki Gon” będzie trzecią i ostatnią częścią serii gier luźno opartych na książkach Andrzeja Sapkowskiego opowiadających o przygodach Geralta z Rivii. Poprzednie odsłony, „Wiedźmin” oraz „Wiedźmin 2: Zabójcy królów”, cieszyły się wielką popularnością wśród graczy, sprzedając się łącznie w 6 milionach egzemplarzy na całym świecie (w ciągu sześciu lat od premiery). Otrzymały także wysokie noty od krytyków.

 – Skupiamy się teraz na „Wiedźminie 3”, którego premiera jest planowana na przyszły rok, a potem „Cyberpunk 2077”. Równocześnie produkujemy jeszcze dwa mniejsze tytuły, które będą oparte również w świecie bądź to „Wiedźmina”, bądź „Cyberpunk 2077” – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Kiciński, prezes CD Projekt.

Drugi projekt studia, „Cyberpunk 2077” na razie trzymany jest w ścisłej tajemnicy.

 – To będzie gra oparta o system papierowy gier RPG stworzony przez Mike’a Pondsmith’a. Akcja dzieje się w 2077 roku, ale więcej na ten temat niestety na dzień dzisiejszy nie mogę powiedzieć. W tej chwili skupiamy się na komunikacji związanej z „Wiedźminem 3”, o „Cyberpunku” będziemy pewnie mówić dużo więcej dopiero po premierze „Wiedźmina 3”– informuje Kiciński.

Gracze na całym świecie czekają na „Wiedźmina 3”, którego równoczesna premiera zapowiedziana jest na komputery PC, konsole Xbox One oraz PlayStation 4. Pierwszy zwiastun gry został zaprezentowany na konferencji Microsoftu na targach E3 w czerwcu 2013 roku. Na razie zdobywa seryjnie nagrody branżowe.

W październiku studio CD Projekt RED rozpoczęło współpracę z największym amerykańskim niezależnym wydawcą komiksów, Dark Horse Comics (wydawcą m.in. komiksów z serii “Gwiezdne Wojny”, “Obcy”, „Predator”, „Conan” czy „Buffy: Postrach Wampirów”), który ma wydać serię komiksów o Geralcie. Pierwszy z nich ma się pojawić w amerykańskich sklepach 19 marca. Na światowe rynki trafi też gra planszowa „The Witcher Adventures Game”, zarówno w wersji planszowej, jak i w formie elektronicznej przeznaczonej dla użytkowników iPadów.

Nieuczciwe opłaty za śmieci: Altvater Piła

Informowanie o podwyżce opłat za śmieci dopiero po jej wprowadzeniu – to jedna z praktyk spółki Altvater w Pile, którą zakwestionowała Prezes UOKiK. Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów nałożona kara wyniosła prawie 200 tys. zł

1 stycznia 2013 roku weszła w życie część zmian dotyczących systemu gospodarowania odpadami w Polsce. Do połowy bieżącego roku władze lokalne musiały w drodze przetargu wybrać podmiot, który będzie odbierał śmieci od mieszkańców. UOKiK sprawdza, czy odbywa się to zgodnie z regułami prawa, w tym celu prowadzi obecnie 34 postępowania dotyczące rynku odpadów. Jedno – prowadzone wobec spółki Altvater z Piły – niedawno się zakończyło.

Spółka Altvater z Piły jest największym odbiorcą odpadów z północnej części województwa wielkopolskiego. W drugim oraz trzecim tygodniu stycznia 2013 roku jej klienci – mieszkańcy oraz przedsiębiorcy – otrzymali listy informujące o tym, że od 1 stycznia 2013 roku o ok. 50 proc. zwiększają się opłaty za odbiór odpadów w związku z wejściem w życie od 1 stycznia 2013 roku zmian prawnych przyjętych przez Sejm RP.

Prezes UOKiK zakwestionowała termin poinformowania o zmianach wysokości opłat za odbiór odpadów. Konsumenci zostali poinformowani o podwyżce po jej wprowadzeniu. Urząd nie kwestionuje prawa przedsiębiorców do zwiększania kosztów swoich usług – jednak w takim przypadku konsument musi zostać powiadomiony na tyle wcześniej, aby miał szansę zrezygnować z usługi przed wprowadzeniem podwyżki.

Ponadto, jak ustalił Urząd, podwyżka wprowadzona przez Altvater nie wynikała ze zmian ustawowych, ale ze wzrostu opłat za składowanie odpadów oraz wynagrodzeń pracowników przedsiębiorcy. W związku z tym, odbiorcy zostali wprowadzeni w błąd i mogli myśleć, że podwyżka jest nieuchronna, ponieważ wynika ze zmian w prawie. Wielu z nich mogło z tego powodu zrezygnować z wypowiedzenia umowy. Warto dodać, że 1 stycznia 2013 roku weszła w życie jedynie część przepisów dotyczących gospodarowania odpadami, które nie miały wpływu na wzrost opłat.

Za wprowadzenie konsumentów w błąd oraz zbyt późne poinformowanie o podwyżce na spółkę Altvater z Piły została nałożona kara pieniężna w wysokości 184 545 zł. Przedsiębiorca zaniechał stosowania kwestionowanych praktyk. Decyzja nie jest prawomocna, ponieważ Altvater odwołał się do sądu.

Źródło:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Słowacja – walka z bezrobociem i dług publiczny

Słowacja, która w 2012 roku mogła poszczycić się wzrostem gospodarczym wynoszącym 2,4 proc., jest jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek strefy euro. Jednocześnie siła napędzająca gospodarkę tego państwa – słabnie. W drugim kwartale wzrost wyniósł zaledwie 0,3 proc. Gospodarka krajowa pozostaje słabym punktem Słowacji. Do wzrostu PKB, podobnie jak w latach poprzednich, przyczynia się wyłącznie eksport. Zagraniczne kontakty handlowe w dużym stopniu zależą od Unii Europejskiej. Prawie dwie trzecie całkowitego importu pochodzi z krajów członkowskich UE, a odbiorcą ponad 80 proc. eksportowanych słowackich towarów jest rynek europejski. Kryzys finansowy niewiele zmienił w tej kwestii. Kluczowym rynkiem zbytu są Niemcy. Poprawa i stabilizacja gospodarki tego kraju przyniesie wymierne korzyści Słowacji w końcu roku.

W tym roku, popyt wewnętrzny, podobnie jak w latach poprzednich, nie będzie bodźcem ożywiającym rozwój. Nie oczekuje się, by konsumpcja prywatna stymulowała wzrost ze względu na spadek dochodu rzeczywistego oraz wysokie bezrobocie. W związku z naciskami dotyczącymi ograniczania wydatków budżetowych rząd stara się ograniczać także wydatki własne.

Dług Słowacji w czasie kryzysu ekonomicznego, podobnie jak w wielu innych państwach, znacznie się zwiększył. W latach 2009 i 2011 poziom zadłużenia wynosił 8 proc. a następnie spadł do 5 proc. w latach 2011 i 2012. Rząd koncentruje się przede wszystkim na zwiększeniu dochodu, którego wartość obniżyła się na skutek niekorzystnego klimatu inwestycyjnego panującego w tym kraju. Porzucono koncepcję wdrażania podatku liniowego na rzecz ustalenia drugiego progu podatkowego dla osób o wyższych dochodach oraz wzrostu podatku od osób prawnych z 19 proc. do 23 proc. Ponadto rząd zastosował inne środki, m.in. wprowadził wyższy podatek bankowy, nałożył dodatkowe obowiązki na firmy działające w tzw. sektorach regulowanych oraz zwiększył wysokość składek na ubezpieczenie społeczne.

Bułgaria – nieustające protesty przeciwko nowemu rządowi

Wiosną Bułgarzy protestowali, żądając nowych wyborów. Demonstracje początkowo wynikały z wygórowanych cen energii elektrycznej, jednak szybko zamieniły się w protest przeciwko systemowi politycznemu. Wydaje się, że zdaniem Bułgarów nowy rząd wcale nie jest lepszy od starego. Od 14 czerwca tysiące mieszkańców kraju wychodzą na ulice, by wyrazić swój gniew z powodu korupcji, nepotyzmu i ubożenia społeczeństwa. Żądają, by premier Płamen Oreszarski, niezależny polityk wspierany przez socjalistów, podał się do dymisji.

Sytuacja gospodarcza tego kraju nie jest stabilna. W drugim kwartale PKB spadło o 0,1 proc. Eksperci oczekują, że w roku 2013 wzrost osiągnie wartość 0,9 proc. Bezrobocie wynosi nieco poniżej 13 proc. Duża część społeczeństwa żyje na poziomie minimum socjalnego.

Zakres najważniejszych kwestii związanych z polityką gospodarczą, które rząd Bułgarii musi podjąć, obejmuje reformę administracji publicznej, poprawę przepisów prawa, przejrzystość dokonywania przetargów, walkę z korupcją, a także kwalifikacje zawodowe i akademickie. Usprawnienie działań w tych obszarach przyciągnęłoby zagraniczne firmy i zwiększyło inwestycje.

W Rumunii coraz większą rolę odgrywa konsumpcja prywatna

Wszyscy eksperci oczekują, że rok 2013 przyniesie nieznaczne ożywienie gospodarki Rumunii. Dotychczasowa sytuacja gospodarcza w tym kraju była bardzo zła. Prognozy zakładają wzrost od 1,6 proc. do 2,0 proc. Oczekuje się, że w latach 2014-2016 gospodarka Rumunii będzie rosła w tempie od 2,7 proc. do 4,3 proc. Zgodnie z ostatnimi przewidywaniami, PKB w drugim kwartale tego roku wzrosło o 0,5 proc. Ogólne warunki rozwoju gospodarczego są korzystne: dług publiczny wynosi ok. 34 proc., deficyt budżetowy ok. 2,5 proc., a bezrobocie jest na poziomie 7 proc.

Rumunia wciąż jednak wymaga wielu reform, które pozwolą jej utrzymać tempo rozwoju zbliżone do tempa innych krajów europejskich w dłuższej perspektywie. Wiele firm wciąż pozostaje własnością państwa. Wielokrotnie wstrzymywano prywatyzację, zwłaszcza w przemyśle chemicznym, wydobywczym i w transporcie. Problemy związane z wymiarem sprawiedliwości oraz czarnym rynkiem stanowią dużą przeszkodę w rozwoju państwa. Przy wielu przetargach zachodzą nieprawidłowości. Rząd Rumunii musi usprawnić sposób realizacji zobowiązań finansowych w niektórych obszarach.

W Rumunii coraz większą rolę odgrywa konsumpcja prywatna. W niektórych regionach w środkowej części kraju odnotowuje się zerowe bezrobocie. Niedawno przeprowadzono reformy związane z systemem kształcenia zawodowego. Od roku 1989 Rumunia prawie w ogóle nie inwestowała w tym obszarze. Obecnie nowe ustawy umożliwią obywatelom uzyskanie odpowiednich kwalifikacji zawodowych, zgodnych z wymaganiami rynku pracy. Takie rozwiązanie jest niezwykle korzystne z wielu punktów widzenia. Gospodarka zyskuje specjalistów, a młodzi ludzie otrzymują szansę znalezienia pracy, co jest niezwykle ważne ze względu na wysokie bezrobocie wśród młodych osób.

Czechy – powódź może pobudzić gospodarkę

Sytuacja polityczna w Czechach nadal jest niespokojna. Kraj kolejny raz stoi przed wyborami. Po zaledwie miesiącu rządów premier Jiří Rusnok oraz członkowie rządu składającego się z ekspertów odchodzą, ponieważ nie uzyskali wotum zaufania. Premier pozostanie na stanowisku i będzie sprawował władzę aż do kolejnych wyborów, które zaplanowano w październiku. Poprzednia zmiana rządu miała miejsce niedawno, w czerwcu, gdy były premier Petr Nečas podał się do dymisji na skutek ujawnienia afery korupcyjnej i szpiegowskiej.

Przypuszcza się, że na poprawę nie najlepszej sytuacji gospodarczej może korzystnie wpłynąć powódź, która dotknęła Czechy w czerwcu. Rząd stara się najszybciej, jak to jest możliwe, pomóc ofiarom kataklizmu i minimalizuje biurokrację. Unia Europejska przekazuje środki przeznaczone na pomoc z Europejskiego Funduszu Solidarności. Zdaniem ekspertów dynamiczne działania w zakresie usuwania zniszczeń poprawią stan gospodarki o 0,7 proc. Pozytywne bodźce są bardzo potrzebne czeskiej gospodarce. Konsumpcja wewnętrzna utrzymuje się na niskim poziomie. Widoczny jest spadek inwestycji, a w wydatkowaniu pieniędzy publicznych nastąpiła stagnacja. Czechy drugi rok z rzędu znajdują się w stanie recesji. Konieczność podjęcia niezbędnych inwestycji w związku z powodzią może nieco poprawić sytuację gospodarczą tego kraju. W drugim kwartale (w porównaniu z poprzednim) odnotowano 0,6-procentowy wzrost. Wydaje się, że inwestycje związane z usuwaniem skutków powodzi miały korzystny wpływ na ten wynik.

Zestawienie tegorocznych danych z wynikami uzyskanymi w analogicznym okresie ubiegłego roku pokazuje jednak ogólny spadek o wartości -1,3 proc.

Przewidywania dotyczące wzrostu w całym roku 2013 są bardzo ostrożne. Wydaje się, że gospodarka wzrośnie o 1,5 proc. Przewidywana poprawa ma nastąpić dopiero w przyszłym roku. Prognozy wzrostu w roku 2014 wahają się od 0,8 proc. do 2,1 proc.

Słabość gospodarki związana jest w dużym stopniu z czeskim sektorem motoryzacyjnym, który ucierpiał w wyniku zmniejszenia liczby sprzedanych samochodów na rynku europejskim. Oczekuje się spadku produkcji w tym sektorze w wysokości 6 proc. w stosunku do roku poprzedniego.

Austria – rosnące bezrobocie hamuje wzrost gospodarczy

W Austrii odnotowano w drugim kwartale wzrost o wartości 0,2 proc. (nieznaczny wzrost PKB), zaś średnia wartość w strefie euro wynosi +0,3 proc. Ostatni raz zaobserwowano tak silny wzrost na początku 2012 roku. Obecnie to głównie handel zagraniczny jest odpowiedzialny za stymulowanie gospodarki. Kryzys w branży budowlanej osiągnął swój najniższy poziom latem, m.in. w związku z niewypłacalnością Hypo Alpe-Adria-Bank International AG. W sektorze sprzedaży detalicznej, sieć Dayli and Niedermayer zgłosiła niewypłacalność. Wydarzenia te doprowadziły do jeszcze większego bezrobocia. Według danych państwowych, poziom bezrobocia pod koniec sierpnia wynosił 6,9 proc. Oznacza to, że 263 tys. Austriaków nie ma pracy, a 60 tys. bierze udział w szkoleniach. W porównaniu z sierpniem 2012 roku bezrobocie wzrosło o 13,1 proc. Wzrost ten dotknął wszystkie grupy wiekowe: osoby młode (+8,4 proc.), dorosłych (+8,4 proc.) oraz osoby w grupie wiekowej 50+ (+22,0 proc.). Największe bezrobocie odnotowano wśród osób z wykształceniem wyższym (+14,6 proc.). Na razie problem ten nie jest postrzegany jako kluczowy – stopa bezrobocia w Austrii jest najniższa w Europie.

W ostatnich miesiącach dyskutowano na temat wyborów do Rady Narodowej Austrii (Nationalrat). Debaty dotyczyły przede wszystkim działań mających na celu prezentację Austrii jako obszaru atrakcyjnego dla biznesu oraz wprowadzenia nowych podatków dla osób najbogatszych.

Holandia – nadal pogrążona w kryzysie

Kryzys mocno dotknął gospodarkę Holandii, która wcześniej uchodziła za kraj odznaczający się stabilnością gospodarczą. Załamał się rynek nieruchomości. Rośnie bezrobocie. Pod koniec 2012 roku Holandia pogrążyła się w recesji po raz trzeci w przeciągu ostatnich czterech lat. Od 2009 roku, ten kraj co roku przekracza próg deficytu ustalony przez Unię Europejską. Pomimo tych trudności rząd w kwietniu nie zdecydował się na przyjęcie planowanego pakietu oszczędnościowego o wartości 4 mld euro. Prognoza wzrostu na 2014 rok została skorygowana z 0,75 proc. do 0,5 proc.

Główną przyczyną trudnej sytuacji gospodarczej jest kryzys na rynku nieruchomości. Od 2008 roku ceny domów i mieszkań spadły o 30 proc. Wielu Holendrów jest w ciężkiej sytuacji, gdyż wartość ich kredytu hipotecznego przekracza cenę posiadłości. Wartość hipotek wynosi łącznie 650 mld euro, co jest rekordową kwotą w strefie euro.

Kryzys już dawno dotknął wszystkie sektory gospodarki. Niespłacone kredyty stanowią duże obciążenie dla banków. W lutym czwartą największą instytucję w Holandii upaństwowiono za jedyne 4 mld euro. Agencja ratingowa Fitch obniżyła perspektywę ratingu Holandii do negatywnej. Rating AAA pozostaje stabilny.

Stagnację wzrostu obserwuje się również poza sektorem finansowym. Konsumpcja w Holandii obniżyła się, częściowo przez wzrost bezrobocia, który wzrósł do 7,5 proc. Siła nabywcza spada już od pięciu lat. W rezultacie popyt wewnętrzny nie stanowi już elementu dynamizującego gospodarkę.

Grecja – zaskakująca nadwyżka w budżecie

Deficyt budżetowy w Grecji zmniejszył się znacząco w pierwszej połowie 2013 roku. Dług publiczny jednak nadal rośnie, a jakiekolwiek ograniczenia wydają się na razie mało prawdopodobne. Między styczniem a czerwcem deficyt wynosił prawie 5 mld euro, w tym samym okresie rok temu poziom deficytu osiągnął wartość 12,5 mld euro. W tym roku grecki rząd najprawdopodobniej zanotuje nadwyżkę w budżecie – pojawiła się ona już w pierwszych siedmiu miesiącach 2013 roku i wyniosła 2,6 mld euro (jednak w statystykach wypłata odsetek nie jest brana pod uwagę). Pomimo dokonanych oszczędności w pierwszej połowie roku, nadal istnieją duże luki w dochodach. Odpowiadają za to przede wszystkim zaległości i uszczuplenia podatkowe.

Na początku września przedstawiciele Trojki, w której skład wchodzą Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy, przyjechali do Grecji z kolejną wizytą. Rząd grecki do tego czasu powinien był zrealizować część reform. Najbardziej kontrowersyjna z nich dotyczyła zwolnienia ok. 4 tys. urzędników. Ponadto do końca września 12,5 tys. osób miało zostać wysłanych na bezpłatny urlop, który mógłby zakończyć się zwolnieniem w późniejszym terminie. Przedstawiciele Trojki uznali, że reformy nie do końca zostały przeprowadzone. Podatki nie są pobierane zgodnie z wytycznymi, a prywatyzacja nie odbywa się zgodnie z planem. Ze względu na ogromny deficyt państwa o wartości 160 proc. PKB, trwają już rozmowy na temat trzeciego pakietu ratunkowego dla Grecji.

Portugalia – silny wzrost na tle innych krajów europejskich

Kryzys finansowy pogrążył gospodarkę Portugalii w największej recesji od lat 70-tych. Jednak rozmiary kryzysu zmniejszają się. Już od marca stopa bezrobocia spada wolno, ale systematycznie. Dobre nastroje biznesowe poprawiły się w ostatnich 7 miesiącach. W drugim kwartale gospodarka wzrosła aż o 1,1 proc. Był to pierwszy wzrost, jaki odnotowano od 2,5 roku i najwyższy – w całej Unii Europejskiej.

Portugalski Sąd Konstytucyjny odrzucił część reform rządowych. Planowano m.in. zwolnienie kilkudziesięciu tysięcy urzędników państwowych, przede wszystkim nauczycieli i pracowników biurowych. Stąd też Portugalia może mieć trudności z wypełnieniem warunków umowy dotyczącej pomocy udzielonej temu krajowi w 2011 roku. Po raz trzeci Portugalski Sąd Konstytucyjny uznaje reformę rządową za niekonstytucyjną. Rząd musi teraz opracować nowy pakiet reform, który pozwoli wprowadzić cięcia o wartości 4,7 mld euro, zgodnie z ustaleniami z Unią Europejską.

Obecnie Portugalia negocjuje z Trojką warunki dotyczące redukcji deficytu budżetowego. Rząd chciałby, aby deficyt w 2014 roku wyniósł 4,5 proc. wartości PKB, zamiast ustalonych wcześniej 4 proc. Za rok 2013 wskaźnik ten miałby wynieść 5,5 proc, zamiast 3 proc. ustalonych w 2011 roku.

Hiszpania – turystyka rozwija się i wzmacnia pozytywne nastroje

W Hiszpanii obserwuje się coraz wyraźniejsze oznaki zakończenia kryzysu. W drugim kwartale wskaźnik PKB spadł tylko nieznacznie (o 0,1 proc.), a w drugiej połowie roku można spodziewać się niewielkiego wzrostu. Przedsiębiorcy są jednak sceptyczni. Wielu z nich oczekuje, że zrównoważony wzrost odczuwany będzie dopiero w przyszłym roku. Są jednak też pewne pozytywne wskaźniki. W lipcu (piąty miesiąc z rzędu) poziom bezrobocia znów się obniżył o niemal 65,000 i wyniósł 4,7 mln. Czynnikami mającymi korzystny wpływ na ten wskaźnik są działania w sektorze turystycznym (10 proc. PKB) oraz zapotrzebowanie na pracowników sezonowych. Niewielkie ożywienie na rynku nieruchomości przyczynia się do polepszenia sytuacji banków. Mimo to ustabilizowanie kondycji finansowej kraju wymaga czasu. Głównym problemem jest duży deficyt. Rząd był wielokrotnie zmuszony do naruszenia funduszu rezerwowego, żeby wypłacić emerytury, a z powodu bezrobocia coraz mniej Hiszpanów płaci składki. Liczba tych obywateli jest najniższa od 10 lat.

Włochy – kryzys rządowy nie sprzyja wzrostowi

Latem widać było zbliżający się koniec kryzysu we Włoszech. Chociaż w gospodarce po raz ósmy z rzędu odnotowano spadek, wyniósł on tylko -0,2 proc. Produkcja przemysłowa w czerwcu wzrosła o 0,3 proc., a tendencja wzrostowa utrzymała się drugi miesiąc z rzędu. Wskaźnik Purchase Managers’ Index (PMI) osiągnął najwyższy poziom od dwóch lat. Po raz pierwszy od 14 miesięcy wzrosła też sprzedaż detaliczna, a nastroje konsumenckie poprawiły się. Włosi nadal jednak nie mogą zrestrukturyzować budżetu, a to stanowi jeden z największych problemów tego kraju (obok bezrobocia).

Deficyt kraju w lipcu wynosił 9 mld euro, a dług publiczny osiągnął prawie 130 proc. wartości PKB. Zadłużenia te będą się najprawdopodobniej powiększać, ponieważ premier Enrico Letta zmuszony był pójść na duże ustępstwa w negocjacjach koalicyjnych z partią Silvio Berlusconiego. W związku z tym wycofano się z niedawno wprowadzonego podatku od nieruchomości oraz porzucono planowaną podwyżkę VAT. W rezultacie rząd straci na tym ok. 5 mld euro. Do tego dochodzą wydatki na realizację innych przedsięwzięć o charakterze społecznym o wartości 1,4 mld euro.

Kolejnym czynnikiem zagrażającym gospodarce jest niestabilna sytuacja polityczna. Sąd orzekł, że były premier Silvio Berlusconi jest winny i ogłosił wyrok w tej sprawie. Polityk ten stara się wykorzystać swoją władzę, zanim zostanie usunięty z senatu. Jego partia planuje wycofanie się z rządowej koalicji i przerwanie rządowych reform. Można więc przypuszczać, że kryzys rządowy i niestabilna sytuacja polityczna w kraju spowodują załamanie obecnego wzrostu gospodarczego.

Francja przełamuje recesję, ale jest jeszcze wiele do zrobienia

Druga największa gospodarka Europy, która do tej pory borykała się z dużymi problemami, obecnie przełamuje już recesję – i to w większym tempie, niż można się było spodziewać. W drugim kwartale wartość PKB wzrosła o 0,5 proc. Mimo to sytuacja pozostaje dość niepewna.

Rząd w Paryżu nie wyklucza, że PKB w 2013 roku nieco spadnie. Bezrobocie wciąż rośnie, a rząd stara się zapanować nad budżetem. Deficyt budżetowy z pewnością przewyższy spodziewany poziom 3,7 proc. Wiosną tego roku Komisja Europejska dała Francji więcej czasu na podjęcie działań zmierzających do polepszenia stanu finansów. Francja powinna do 2015 roku uregulować deficyt budżetowy tak, by znów wynosił on poniżej 3 proc. Rząd francuski powinien zreformować system emerytalny. Związki zawodowe i pracownicy sprzeciwiają się takiemu stanowisku. Sporną kwestią jest stałe zwiększanie liczby lat pracy. Dzisiaj wynosi ona 41 lat, ale w 2035 roku osoby chcące przejść na emeryturę, będą musiały udokumentować 43 lata pracy. Na razie rząd kategorycznie wykluczył podniesienie wieku emerytalnego. Obecnie deficyt w budżecie emerytalnym wynosi 15 mld euro, a w 2020 roku może wzrosnąć do 22 mld euro. Wskaźnik urodzeń jest we Francji wyższy niż w innych europejskich krajach, jednak korzyści wynikające z tego faktu są minimalizowane przez ponadprzeciętny wzrost długości życia obywateli. Sytuację gospodarczą pogarsza rosnące od dwóch lat bezrobocie. W 1960 roku na jednego emeryta przypadały cztery osoby pracujące. Obecnie stosunek ten wynosi 1.4:1. Eksperci przewidują, że w 2050 roku pogorszy się i wynosić będzie 1.2:1.

Wielka Brytania – ceny na rynku nieruchomości znów zaczynają rosnąć

Sytuacja w Wielkiej Brytanii powoli się zmienia. Gospodarka stale rośnie. W okresie między kwietniem i czerwcem zaobserwowano wzrost na poziomie 0,6 proc. Po raz pierwszy od prawie trzech lat we wszystkich znaczących sektorach brytyjskiej gospodarki odnotowano wzrost w tym samym czasie. OECD przewiduje, że całkowity wzrost w 2013 roku wyniesie 1,5 proc. Jest to liczba dwukrotnie wyższa od początkowych prognoz.

W najtrudniejszym okresie kryzysu rząd brytyjski wprowadził najsurowszy od pokoleń program oszczędnościowy w celu zredukowania deficytu krajowego. Początkowo krok ten doprowadził do pogorszenia sytuacji w brytyjskiej gospodarce. Aby zminimalizować negatywne skutki działań, bank centralny inwestował pieniądze w gospodarkę. Jednak nie przyniosło to szybkich rezultatów. Z tego powodu stan budżetu państwa pogorszył się – wzrosła inflacja. Jednak dobre nastroje wśród konsumentów już powracają. Rynek nieruchomości jest najlepszym wskaźnikiem tej zmiany – w czerwcu odnotowano największy od siedmiu lat wzrost cen nieruchomości.

Na te zmiany mają wpływ trzy czynniki. Sytuacja w objętej kryzysem strefie euro, która jest kluczowym partnerem handlowym Wielkiej Brytanii, ustabilizowała się. Wydatki publiczne zwiększyły się w ostatnich czterech kwartałach, co przyczyniło się do zwiększenia popytu. Sytuacja banków polepsza się. Po długim okresie stagnacji, liczba udzielanych kredytów zwiększyła się. Jednak perspektywa rzeczywistej poprawy stanu gospodarki jest jeszcze dość odległa. Dotychczasowe pozytywne zmiany wynikają z konsumpcji oraz zwiększonych wydatków publicznych. W celu osiągnięcia zrównoważonego stanu ożywienia gospodarczego, należy zwiększyć poziom eksportu oraz inwestycji. Obecnie oba wskaźniki utrzymują się na bardzo niskim poziomie, ich wartość spada. Deficyt bilansu płatniczego jest najwyższy od ponad 20 lat, mimo że wartość funta obniżyła się w ostatnich czterech latach o ok. 25 proc. w stosunku do walut wykorzystywanych przez kluczowych partnerów handlowych. Rząd będzie więc zmuszony wprowadzić bardziej restrykcyjne działania oszczędnościowe. Nie oczekuje się wzrostu dochodów, tak więc – w perspektywie długoterminowej – konsumenci nie będą w stanie wydawać więcej, niż obecnie zarabiają.

Ogólna sytuacja gospodarcza Niemcy

Wydaje się, że to właśnie Niemcy i Francja są państwami, które będą w stanie sprostać zadaniu polegającym na przełamaniu recesji. Gospodarka w Niemczech wzrosła o 0,7 proc. w porównaniu z zeszłym kwartałem i aż o 0,9 proc. w zestawieniu z drugim kwartałem 2012 roku. Eksperci przewidują też dalszy wzrost w drugiej połowie 2013 roku (między 0,5 proc. a 0,8 proc.). Według najnowszej prognozy opracowanej przez Niemiecki Instytut Badań nad Gospodarką, w gospodarce tego kraju w najbliższej przyszłości odnotowany zostanie jeszcze większy wzrost – w 2014 roku jego wartość wynosić będzie od 1,6 proc. do 1,9 proc. Te przewidywania mają szansę się spełnić, jeśli w najbliższych miesiącach nastąpi poprawa działań w zakresie inwestycji wśród niemieckich firm. Poprawa sytuacji gospodarczej na całym świecie, w tym także w strefie euro, daje nadzieję na osiągnięcie tego celu.

W połowie września odbyły się w Niemczech wybory powszechne. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zdobyła znaczną część głosów – tylko niewiele głosów zabrakło jej do uzyskania bezwzględnej większości. Jednak FDP, partner w ustępującej koalicji, po raz pierwszy od 1949 roku nie wszedł do parlamentu. W związku z tym eksperci przewidują, że zanim powstanie nowy rząd, upłynie trochę czasu. Obecnie najbardziej prawdopodobne jest powstanie wielkiej koalicji CDU/CSU i SPD. Wydaje się, że dla konsumentów najistotniejsze w najbliższych negocjacjach koalicyjnych będą rozmowy dotyczące opodatkowania. CDU/CSU w swojej kampanii wyborczej kategorycznie wykluczyły możliwość wprowadzenia jakichkolwiek podwyżek, ale SPD opowiada się za podniesieniem podatków dla najbogatszych obywateli w kraju. Rozmowy dotyczące tych kwestii mogą mieć negatywny wpływ na oczekiwania dochodowe Niemców, jednak nie przewiduje się całkowitego załamania. Stopa bezrobocia utrzymuje się nadal na niezwykle niskim poziomie 5,3 proc., a rynek pracy jest stabilny. Ze względu na spodziewane utrzymanie niskiego poziomu stóp procentowych w najbliższej przyszłości, można przypuszczać, że Niemcy będą przeznaczać swoje dochody na większe zakupy. Prywatna konsumpcja będzie więc nadal stymulować wzrost gospodarczy.

Pozytywne dane ekonomiczne zwiększają poziom konsumpcji

W całej Europie znacząco wzrosły zarówno oczekiwania ekonomiczne, jak i oczekiwania dochodowe. Tak więc dane mówiące o zwiększonej skłonności do zakupów w pierwszej połowie tego roku nie są zaskakujące. Wskaźnik ten utrzymuje się na stałym poziomie we Francji, w Austrii, Czechach, Grecji, Portugalii i Rumunii. W pozostałych krajach zanotowano znaczący wzrost. Indeks skłonności do zakupów osiągnął najniższą wartość w Czechach (-25,8 punktu), we Francji (36,6 punktu) i w Portugalii (42,2 punktu), zaś najwyższą – w Niemczech (45,0 punktów), Bułgarii (15,2 punktu) i Austrii (11,8 punktu).

W Niemczech wskaźnik ten osiągnął – najwyższy od grudnia 2006 roku – poziom 45 punktów. Na tak pozytywny obraz skłonności do zakupów wpływa klimat gospodarczy sprzyjający rozwojowi. Sytuacja w gospodarce – po nieznacznej recesji w końcu ubiegłego roku i na początku roku 2013 – poprawia się. Bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie, a dochody wzrastają. Pozytywne tendencje są intensyfikowane przez (jedne z najniższych w historii) stopy procentowe, które zachęcają Niemców do wypłacania pieniędzy z banków i konsumpcji towarów o wyższej wartości lub inwestowania w remonty domów.

W czerwcu wskaźnik skłonności do zakupów w Austrii spadł do najniższego poziomu od 2009 roku. Na tak niekorzystny wynik wpłynęły problemy banku Hypo Alpe-Adria oraz niewypłacalność firm Dayli i Niedermeyer, które doprowadziły do wzrostu bezrobocia. Jednak dzięki pozytywnym warunkom gospodarczym latem wskaźnik ten zwiększył się i obecnie wynosi 11,7 punktu.

Wyniki w gospodarce poprawiły się po kryzysie finansowym i ostatnio zanotowano wzrost (w perspektywie kwartał do kwartału) w wysokości 0,2 proc. Z danych KE wynika, że stopa bezrobocia w Austrii (mimo wzrostu, jaki ostatnio zanotowano) wynosi zaledwie 6,9 proc. i jest najniższą wartością w Unii Europejskiej.

Gospodarka Holandii pogrążona jest w recesji. Bezrobocie wynosi obecnie 7,5 proc. i rośnie. Za tak niekorzystną sytuację gospodarczą odpowiada przede wszystkim nagłe załamanie się rynku nieruchomości. W ciągu ostatniego roku ceny domów spadły o 30 proc. Zobowiązania z tytułu kredytów hipotecznych zaciągniętych przez wielu Holendrów przewyższają obecnie prawie dwukrotnie rzeczywistą wartość domów. Dlatego konsumenci ograniczają wydatki i kupują jedynie te produkty, które są niezbędne. Ze wskaźniku skłonności do zakupów, który obecnie wynosi -21,8 punktu, odczytać można obraz sytuacji panującej w Holandii.

Pojawia się coraz więcej sygnałów mówiących o tym, że sytuacja gospodarcza w Grecji poprawia się. Przewiduje się, że recesja zostanie przezwyciężona w przyszłym roku. Na poprawę sytuacji gospodarczej wpływa przede wszystkim turystyka. Obecnie w tym sektorze gospodarki pracuje co piąty obywatel Grecji. Pozytywne tendencje znajdują swoje odbicie w wartości wskaźnika skłonności do zakupów, który wynosi -25,1 punktu. Jednak należy zauważyć, że poziom tego indeksu po raz kolejny znacznie spadł w sierpniu i wyniósł wtedy -43 punkty. Na obniżenie wartości indeksu wpłynęły następujące działania: ogłoszenie decyzji o planowanej redukcji zatrudnienia funkcjonariuszy publicznych o 4000 etatów oraz kolejna inspekcja przedstawicieli Trojki.

Konsumenci nie spodziewają się dalszego spadku dochodów

Wskaźnik oczekiwań dochodowych znacząco się poprawił w prawie wszystkich krajach. Indeks ten osiągnął wyjątkowy wysoki poziom w Niemczech, zaś wyraźnie niski wskaźnik zanotowano w Grecji. Jedynie w Holandii oczekiwania dochodowe w ciągu ostatnich trzech miesięcy pogorszyły się. Najniższe wartości odnotowano w Grecji (-46,8 punktu), Holandii (-42,7 punktu) i we Francji (-42,1 punktu). Najwyższe zaś widoczne były w Niemczech (33,7 punktu), Czechach (16,5 punktu) i Austrii (15,1 punktu).

W ciągu ostatnich kilku miesięcy poprawiły się prognozy ekonomiczne dotyczące Włoch. Mimo że sytuacja firm nie jest ustabilizowana, a bezrobocie utrzymuje się na wysokim poziomie, konsumenci zaczynają oceniać przyszłość w optymistyczny sposób. Wpływa na to obecny plan działań mających na celu naprawę gospodarki. Rząd planuje usprawnić kolej, odnowić szkoły, naprawić mosty i tunele. Ponadto spodziewane jest przyjęcie kolejnej pożyczki w wysokości 10 mld euro, dzięki której możliwe będzie uregulowanie nieopłaconych dotąd faktur krajowych wystawionych przez firmy. Choć Włosi nie spodziewają się wzrostu rzeczywistych dochodów, są jednak przekonani, że ich wartość nie obniży się, a więc pozostanie na tym samym poziomie. Dlatego wskaźnik oczekiwań dochodowych wyraźnie wzrósł do 16,9, co stanowi najwyższą wartość od grudnia 2010 roku.

Dzięki temu, że w Hiszpanii zaobserwowano po raz pierwszy odwielu miesięcy poprawę sytuacji gospodarczej, mieszkańcy tego kraju nie spodziewają się dalszego spadku dochodów. W gospodarce dają się zauważyć pozytywne tendencje. Oczekuje się, że w drugiej połowie roku nastąpi nieznaczny wzrost. Rząd nie planuje w najbliższych miesiącach wzrostu podatków ani obniżenia pensji. Obecnie wskaźnik oczekiwań dochodowych osiągnął wartość -11,8 punktu. Oznacza to wyraźny wzrost w stosunku do sierpnia ubiegłego roku, gdy indeks ten znajdował się na najniższym poziomie -62,2 punktu. W ostatnich pięciu miesiącach wskaźnik wzrósł o ok. 22 punktów.

W gospodarce Czech widoczne jest osłabienie negatywnych tendencji, które wystąpiły w pierwszym kwartale. Poziom PKB cechuje dalszy spadek o 1,2 proc., licząc rok do roku. Jednak w porównaniu z pierwszym kwartałem bieżącego roku zanotowano wzrost o 0,6 proc. Czeskie statystyki wykazują znaczący spadek bezrobocia w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Obecnie wynosi ono tylko 6,9 proc. Poprawa widoczna w całej Europie, zwłaszcza w Niemczech, korzystnie wpływa na opinie konsumentów. Są oni przekonani, że ich sytuacja ekonomiczna poprawi się, a więc konsumenci spodziewają się wzrostu dochodów. Wskaźnik oczekiwań ekonomicznych wzrósł od początku roku o ok. 16 punktów i obecnie utrzymuje się na poziomie 16,5 punktu. Jest to najwyższy wynik od listopada 2009 roku.

Wzrost gospodarczy Słowacji przyczynił się do tego, że ten kraj zaliczony został do grupy państw najszybciej rozwijających się w Europie w zeszłym roku. Jednak w drugim kwartale 2013 roku wartość PKB wzrosła o zaledwie 0,3 proc. w stosunku do pierwszego kwartału tego roku i o 0,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Sytuację na rynku pracy można uznać za krytyczną. Mimo wzrostu gospodarczego w zeszłym roku bezrobocie zwiększyło się. Obecnie jego poziom utrzymuje się na poziomie 14 proc., co stanowi najwyższą wartość w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Eksperci przewidują, że bezrobocie zacznie zdecydowanie spadać dopiero w 2015 roku. Konsumenci nie przestali wierzyć w to, że gospodarka – a więc i sytuacja na rynku pracy – w niedalekiej przyszłości zaczną się poprawiać. To przekonanie jest widoczne we wskaźniku oczekiwań dochodowych, który utrzymuje się powyżej zera, choć na przestrzeni zeszłego roku indeks ten nie zwiększył swojej wartości. Obecnie wynosi on 8,2 punktu.

Europa – rośnie wskaźnik oczekiwań ekonomicznych

W prawie wszystkich krajach – z wyjątkiem Grecji i Włoch – oczekiwania ekonomiczne poprawiają się. W okresie od czerwca do września największy wzrost tego wskaźnika zanotowano w Austrii, Czechach i Francji.

Obecnie wskaźnik ten osiągnął najniższy poziom w Grecji (-41,1 punktu). Nieznaczną poprawę zaobserwowano we Włoszech (-34,8 punktu). Przewiduje się, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy nastąpi rozwój gospodarczy w Wielkiej Brytanii (19,2 punktu), Niemczech (10,7 punktu) i Austrii (6,7 punktu).

W Wielkiej Brytanii konsumenci znowu – choć powoli – podejmują decyzje o zakupie towarów. Rząd inwestuje, a wskaźnik oczekiwań ekonomicznych obywateli wykazuje silną tendencję wzrostową. Obecnie utrzymuje się on na poziomie 19,2 punktu. Od lata wzrósł o 12 punktów. W porównaniu z marcem tego roku (gdy wskaźnik był najniższy), wzrost wyniósł ok. 41 punktów. W drugim kwartale poziom rozwoju gospodarczego podniósł się o 0,6 proc. Eksperci przewidują, że wzrost w skali całego roku wyniesie 1,5 proc.

Do oceny poprawy sytuacji gospodarczej należy jednak podchodzić z dużym sceptycyzmem. Polepszenie to wynika przede wszystkim z konsumpcji prywatnej oraz inwestycji rządowych. Jeśli dochody nie będą rosnąć, nastąpi zastój w konsumpcji. Rząd będzie wówczas zmuszony do podjęcia działań oszczędnościowych w celu konsolidacji budżetu. Pozostaje nadzieja, że dobry klimat panujący obecnie w gospodarce znajdzie odzwierciedlenie we wzroście inwestycji oraz eksportu. Dzięki temu pojawi się szansa na osiągnięcie zrównoważonego poziomu wzrostu gospodarczego.

We Francji oczekiwania ekonomiczne równomiernie poprawiały się w ciągu ostatnich miesięcy. Obecnie wskaźnik ten znajduje się na poziomie -10,6 punktu. Mimo że wartość tego indeksu jest ujemna, to widać wyraźną poprawę – zwłaszcza gdy porówna się obecny poziom wskaźnika z wartością zanotowaną w czerwcu (-48,7 punktu). Francuscy konsumenci mają nadzieję, że poprawa sytuacji gospodarczej zanotowana w ciągu ostatnich kilku miesięcy – ustabilizuje się. W drugim kwartale wartość wzrostu gospodarczego zwiększyła się o 0,5 proc. Komisja Europejska (KE) przewiduje, że dane za rok 2013 wykażą nieznaczny spadek PKB w wysokości 0,1 proc.

Oczekuje się, że w przyszłym roku gospodarka francuska całkowicie przezwycięży recesję i zanotowany zostanie wzrost w wysokość 0,9 proc. Radość z tak pozytywnych perspektyw nie powinna przesłaniać jasnej oceny sytuacji. Rząd francuski musi prowadzić działania w celu ożywienia gospodarki w skali długoterminowej, tj. przeprowadzić reformę emerytur oraz zmniejszyć wysoki poziom bezrobocia.

W gospodarce Portugalii dopiero teraz widoczne są pierwsze oznaki poprawy. Eksperci przewidują wprawdzie dalszy spadek PKB o 2,3 proc. w roku 2013, a w kolejnym roku – wzrost o zaledwie 0,6 proc. Należy jednak podkreślić, że w drugim kwartale 2013 roku poziom PKB wzrósł o 1,1 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału. Te dane pozwalają mieć nadzieję, że ocena sytuacji gospodarczej przez konsumentów będzie optymistyczna. We wrześniu wskaźnik oczekiwań ekonomicznych wyniósł -29,5 punktu, co stanowi najwyższą wartość od kwietnia 2010. Obecnie indeks ten osiągnął poziom o 35 punktów wyższy od najniższej wartości, jaką zanotowano we wrześniu 2011 roku.

Na poprawę nastrojów konsumentów mają wpływ wyniki w sektorze turystycznym, które w tym roku wyraźnie się poprawiły. Z badań wynika, że liczba gości hotelowych w pierwszej połowie bieżącego roku wzrosła o 3,5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2012 roku.

Liczba rezerwacji wzrosła nawet o 5,4 proc. Obecnie Portugalia uznawana jest za bezpieczny kraj w porównaniu z państwami leżącymi w północnej Afryce, gdzie dochodzi do rozruchów. Taka ocena Portugalii sprawia, że turyści przyjeżdżają tu na wakacje, co korzystnie wpływa na rozwój gospodarczy.

Polepszają się nastroje konsumentów w Europie

Mieszkańcy Europy oczekują, że najgorszy etap kryzysu już minął i sytuacja gospodarcza zacznie się powoli poprawiać. W wielu krajach odnotowano znaczący wzrost nastrojów konsumenckich już w drugim kwartale. W pozostałych państwach odnotowuje się osłabienie tendencji spadkowej.

Wyniki badania GfK Consumer Climate Europe, które prezentuje oczekiwania gospodarcze i dochodowe oraz skłonność do zakupów konsumentów z 14 europejskich krajów.

Od początku drugiego kwartału rosną nadzieje konsumentów na to, że szczytowy okres kryzysu już minął, a więc sytuacja ekonomiczna będzie się powoli poprawiać. Z danych ekonomicznych Unii Europejskiej wynika, że mamy do czynienia z niewielką tendencją wzrostową (0,4 proc.) w porównaniu z pierwszym kwartałem.

W Niemczech, Portugalii, Wielkiej Brytanii i we Francji odnotowano częściowy wzrost gospodarczy. Wprawdzie sytuacja w Hiszpanii i we Włoszech też się nieznacznie poprawiła, ale w krajach tych nadal dostrzega się ogólną tendencję spadkową. We Francji deficyt handlu zagranicznego zmniejszył się, a w Grecji nawet uzyskał dodatnią wartość. W Portugalii odsetek bezrobotnych obniżył się po raz pierwszy od dwóch lat.

Na poprawę sytuacji w Europie wpłynęło wiele czynników. Eksporterzy skorzystali na niewielkim wzroście postrzeganym w skali ogólnoświatowej. W niektórych krajach konsumenci znów zaczynają wydawać więcej pieniędzy. Powoli odstępuje się też od podjętych wcześniej działań oszczędnościowych. W krajach na południu kontynentu do poprawy gospodarczej przyczyniła się w dużej mierze turystyka.

Latem odnotowano w UE pierwszy nieznaczny spadek stopy bezrobocia, który jednak nadal jest dość wysoki, wynosi bowiem 11 proc. W związku z tym jest jeszcze zbyt wcześnie, by mówić o rzeczywistej poprawie sytuacji. Można się spodziewać, że liczba bezrobotnych ponownie wzrośnie w najbliższym roku, a znaczący spadek nastąpi dopiero w 2015 roku. Eksperci oceniają, że wskaźnik poziomu bezrobocia – w perspektywie średnioterminowej – nie osiągnie wartości sprzed kryzysu.

Poziom pożyczek bankowych jest wciąż bardzo niski, a nieznaczny impuls wzrostowy, który nastąpi w najbliższym czasie, nie będzie wystarczający do zatrzymania wciąż rosnącego zadłużenia krajów Unii Europejskiej.

10-krotnie wzrośnie ilość danych przesyłanych w sieciach mobilnych w latach 2013-2019

Każdego miesiąca w sieciach komórkowych na całym świecie przesyłanych jest już ponad eksabajt* danych. W latach 2013-2019 ilość transferowanych danych będzie rosła średnio o 45% rocznie. W rezultacie ponad 10 eksabajtów danych będzie przesyłanych miesięcznie w 2019 r. – to 10 razy więcej niż obecnie. Wideo będzie odpowiedzialne za około połowę całego ruchu danych.

Zwiększający się ruch danych mobilnych wynika ze wzrostu zarówno liczby subskrypcji jak i średniej ilości przesyłanych danych przez każdego subskrybenta. Na świecie jest już ponad 2 miliardy subskrypcji mobilnego internetu, a ich liczba zwiększy się 4-krotnie w latach 2013-2019. Użytkownicy konsumują coraz więcej danych – co wraz ze wzrostem liczby subskrypcji przekłada się na gwałtowny wzrost w transferze danych.

W 2013 roku, po raz pierwszy, całkowity ruch danych mobilnych generowany przez telefony komórkowe przewyższył ruch mobilny wytwarzany przez laptopy, tablety i mobilne routery. W latach 2013-2016 ruch w sieciach mobilnych będzie rósł szybciej niż w sieciach stałych. Średni roczny wzrost ilości przesyłanych danych dla internetu stacjonarnego w tym okresie wyniesie 25% (45% dla sieci mobilnych). Wciąż jednak internet stacjonarny będzie dominujący. Dane transferowane w sieciach mobilnych stanowią 5% całościowego transferu danych w sieciach stałych i mobilnych. W 2019 roku będzie to 12% całościowego ruchu danych.

Obecnie najwięcej danych transferowanych jest w związku z odtwarzaniem wideo, audio oraz przeglądaniem stron internetowych. W 2019 roku, wideo będzie dominowało w sieciach mobilnych, odpowiadając za ponad 50% ruchu danych na świecie.

Grupa Ergis po trzech kwartałach 2013

Grupa ERGIS, zanotowała po trzech kwartałach 2013 roku przychody ze sprzedaży na poziomie 520 mln zł, czyli o 7,5% wyższe od osiągniętych rok wcześniej. Wartość EBITDA w tym okresie osiągnęła poziom 39,4 mln zł (wzrost o 25%), a zysk operacyjny wyniósł 10,9 mln zł (wzrost o 39,6%).

Na wynik netto Grupy po trzech kwartałach tego roku negatywny wpływ miały ujemne różnice kursowe. Pomimo tego zysk netto Grupy w tym okresie sięgnął 9,2 mln zł, czyli był wyższy o 26,3% od wypracowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Wzrost rentowności jest rezultatem zwiększenia wolumenu sprzedaży i reorganizacji sprzedaży w biznesie folii twardych, w tym transferu części produkcji z Berlina do Wąbrzeźna, jak również poprawy marż w segmencie wysokorozciągliwych folii stretch.

15 października ERGIS-Eurofilms SA podpisała umowę z Windmoeller & Hoelscher KG na dostawę drugiej linii do produkcji folii nanoERGIS. Koszt tej inwestycji wyniesie 18 mln zł, uruchomienie linii planowane jest na I kwartał 2014 roku.

W III kwartale Grupa Ergis przeniosła linię technologiczną do produkcji folii twardej PVC i laminatów PVC/PE z Berlina do Wąbrzeźna (linia ta w ostatnim czasie nie była wykorzystywana), w celu obsługi zwiększającej się liczby zamówień na folie twarde PVC i PVC/PE. Rozpoczęcie sprzedaży produktów z tej linii planowane jest na I kwartał 2014 roku.

Grupa Ergis zanotowała dobre wyniki finansowe, zarówno w III kwartale 2013 roku, jak i narastająco po trzech kwartałach, pomimo niezbyt sprzyjającej sytuacji surowcowej.

Na uwagę zasługuje wzrost sprzedaży opakowań przemysłowych (o 25%), co wynika z uruchomienia w II kwartale 2012 nowej linii do produkcji folii nanoERGIS.

Dalszy wzrost sprzedaży opakowań drukowanych (o 7,1%) jest wynikiem systematycznego rozwijania parku maszynowego do produkcji tego asortymentu, a wzrost sprzedaży twardych folii opakowaniowych (o 4,7%) wiąże się ze wzrostem konkurencyjności tego asortymentu po przeniesieniu części linii produkcyjnych z Berlina do Wąbrzeźna.

Grupa zanotowała kolejny raz nieznaczny spadek (o 1,5%) sprzedaży folii miękkich PVC, głównie asortymentów związanych z budownictwem (folie okleinowe, podkładowe do tapet).

Spadek sprzedaży odnotowany w pozycji „pozostała sprzedaż” (o 30,4%) spowodowany był ujemną dynamiką sprzedaży granulatów oraz wyrobów wytłaczanych PVC, wynikającą z wycofania się Grupy z produkcji paneli, parapetów oraz tapet.

Trzeci kwartał 2013 był dla Grupy dobry pod względem rentowności operacyjnej. Marża wyniosła 32,3 mln zł (narastająco 81,1 mln zł), podczas gdy w analogicznym kwartale 2012 roku wyniosła 24,5 mln zł (narastająco 62,6 mln zł). co oznacza wzrost o 32% (narastająco o 30%). Podobnie, na wyraźnie wyższym poziomie, kształtował się zysk z działalności operacyjnej (EBIT), który wzrósł po III kwartale 2013 roku o 39,6%, a narastająco od początku roku – o 81,7%. W tym samym okresie dynamika wzrostu zysku EBITDA wyniosła odpowiednio 25% oraz 39,1%. Poprawa rentowności dotyczy zarówno Ergis-Eurofilms SA jak i spółek zależnych.

Wzrost rentowności jest rezultatem zwiększenia wolumenu sprzedaży, podjętych działań reorganizacyjnych, przeprowadzonych głównie w biznesie folii twardych, w tym relokacji środków produkcji z Niemiec do Polski, a także poprawy marży na wysokorozciągliwych foliach stretch produkowanych na nowej linii.

Wielkości zysku brutto i zysku netto w III kwartale 2013 roku oraz narastająco prezentują się także lepiej, przy porównywalnych kosztach dotyczących różnic kursowych. Również narastająco oba zyski są wyższe, pomimo wyraźnie niekorzystnych kosztów z tytułu różnic kursowych (za trzy kwartały 2012 były one dodatnie i wyniosły +3,97 mln zł, natomiast za trzy kwartały 2013 ujemne i wyniosły -2,04 mln zł. Pomimo tego zysk netto Grupy po trzech kwartałach sięgnął 9,2 mln zł, czyli był wyższy o 26,3% od wypracowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Mamy za sobą dobry III kwartał, w którym uzyskaliśmy satysfakcjonujące wyniki finansowe, pomimo niezbyt sprzyjającej sytuacji surowcowej oraz negatywnego wpływu różnic kursowych na nasz wynik na poziomie netto. Widoczna poprawa rentowności Grupy jest przede wszystkim efektem zwiększenia wolumenu sprzedaży i reorganizacji w biznesie folii twardych, w tym transferu części produkcji z Berlina do Wąbrzeźna. Na wynik pozytywnie wpłynął także rozwój sprzedaży folii nanoERGIS – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS-EUROFILMS.

Obserwując pozytywne efekty przeniesienia części produkcji folii twardych z Berlina do Wąbrzeźna, zdecydowaliśmy się na transfer do Polski drugiej linii technologicznej do produkcji folii PVC i laminatów PVC/PE, co pozwoli nam obsłużyć zwiększającą się liczbę zamówień na produkty z tego asortymentu. Planujemy, że rozpoczęcie sprzedaży produktów z tej linii nastąpi w pierwszym kwartale 2014. Jednocześnie rozpoczęliśmy prace mające na celu uruchomienie w I kwartale 2014 roku kolejnej linii do produkcji folii nanoERGIS w Oławie – dodał Tadeusz Nowicki.

Dane z polskiej gospodarki poniżej oczekiwań

Wprawdzie ostatnie dane wciąż wskazują na ożywienie koniunktury, ale wzrosty w przemyśle, sprzedaży detalicznej czy na rynku pracy były niższe od oczekiwań. Jak jednak podkreślają analitycy domu maklerskiego DI BRE, ożywienie w polskiej gospodarce znajduje solidne podstawy we wciąż rosnącym eksporcie. Stany Zjednoczone, a wraz z nimi niemal cały świat, z niecierpliwością oczekują skutków zakończonego w październiku government shutdown. Według optymistycznych scenariuszy, słabsze dane zostaną zinterpretowane jako stan przejściowy i nie zaburzą powrotu gospodarki na ścieżkę dynamicznego wzrostu.

– Amerykański klincz polityczny z pewnością nie pozostanie bez wpływu na światową gospodarkę – komentuje Michał Marczak, szef analityków domu maklerskiego DI BRE. Jednak słabsze dane mogą wesprzeć FED w przedłużaniu skupu aktywów na kolejne miesiące. Niskie stopy napędzające rynek nieruchomości, mniejsze zacieśnienie fiskalne oraz boom w przemyśle, przy wciąż niskiej inflacji to scenariusz, który z punktu widzenia inwestorów prezentuje się bardzo dobrze. Nie możemy jednak zapominać, że kryzys wciąż nie został całkowicie zażegnany. Na oczątku roku Stany Zjednoczone czeka kolejna fala burzliwych targów politycznych – dodaje.

Sytuacja w Polsce wciąż daje podstawy umiarkowanego optymizmu. Pomimo wzrostów niższych niż te zakładane przez makroekonomistów, eksport pozostaje kołem zamachowym polskiej gospodarki. Dalsza poprawa koniunktury w naszym kraju będzie jednak musiała w coraz większym stopniu opierać się o popyt wewnętrzny. Zdaniem ekspertów domu maklerskiego DI BRE coraz lepsza sytuacja na rynku pracy i wzrost realnych wynagrodzeń, dodatkowo wspierane rozluźnieniem polityki kredytowej banków, będą stymulowały wzrost wydatków konsumpcyjnych. Te prognozy pozwalają patrzeć na najbliższą przyszłość polskiego rynku ze spokojem. Wprawdzie inwestorzy wciąż z dużą nieufnością oczekują informacji dotyczących reformy OFE, ale poza uszczegółowieniem zapisów ustawy, nie powinniśmy się w tej kwestii spodziewać żadnych istotnych zmian.

Rynki akcji znalazły się w fazie obniżania oczekiwanej premii za ryzyko czy dyskontowania wyników roku 2015. Co za tym idzie, bieżące wyceny (również w Polsce) trudno uznać za atrakcyjne. Warto jednak przyjrzeć się sytuacji poszczególnych sektorów gospodarki. W październiku indeks WIG Banki zyskał aż 8 proc., co zdaniem analityków domu maklerskiego DI BRE wynikało w dużej mierze z dobrych wyników za trzeci kwartał 2013 roku, podanych przez Bank Millennium i BZ WBK. Dla całego sektora przewidują oni jednak średnio 9 proc. spadku wyniku netto Q/Q i 10 proc. w ujęciu R/R.

Na rynku paliwowym najciekawsze obecnie są akcje MOL-a i Orlenu. W kontekście ryzyka związanego z liberalizacją rynku gazu, wciąż należy zaś uważać na PGNiG. Zaskakujące wzrosty cen energii poprawiły sentyment do sektora energetyki. Potencjał wzrostowy mają Turon i Enea.

Inwestorzy powiązani z sektorem surowcowym z niecierpliwością czekają na 3. plenum Chińskiej Partii Komunistycznej. Zjazd wyznaczy ramy polityki gospodarczej na kolejne 10 lat. Istnieje ryzyko, że jednym z głównych kierunków rozwoju będzie obniżenie energochłonności przemysłu, co może spowolnić wzrost popytu m.in. na węgiel i metale przemysłowe. Październik był kolejnym doskonałym miesiącem dla firm budowlanych. Kilka z nich mogło jeszcze nie wyczerpać swojego potencjału. Eksperci domu maklerskiego DI BRE wskazują na Herkules, Elektrotim i Unibep. Poprawiająca się sytuacja na rynku mieszkaniowym zepchnie na dalszy plan wyniki firm deweloperskich za trzeci kwartał. Ewentualna korekta może być okazją do kupna atrakcyjnie wycenionych spółek. Poprawa na rynku reklamy i relatywnie dobra oglądalność w październiku pozwala liczyć na dobre wyniki TVN. Analitycy utrzymują jednak neutralne nastawienie do Agory i cyfrowego Polsatu. Nadchodzący rok może być dobry dla spółek z branży informatycznej. Dla większych firm szansą będą środki unijne, które mogą przełożyć się na dużą liczbę zamówień z sektora publicznego. Mniejsze przedsiębiorstwa powinny skorzystać na rosnącym popycie na usługi w formie cloud.

W raporcie miesięcznym DI BRE podwyższa rekomendację dla spółki MOL (Kupuj) oraz obniża zalecenie inwestycyjne dla spółek: Budimex (Trzymaj), CEZ (Trzymaj), Cinema City (Trzymaj), Erbud(Trzymaj), Pekao (Sprzedaj), PZU (Trzymaj).

Wzrost rentowności Grupy TAURON po trzech kwartałach 2013 r.

Po dziewięciu miesiącach 2013 r. produkcja węgla handlowego w dwóch kopalniach Grupy wzrosła o 4,2 proc. rok do roku i osiągnęła poziom 4,26 mln ton. Elektrownie i elektrociepłownie Grupy TAURON wytworzyły w ciągu trzech kwartałów o 1,3 proc. więcej energii elektrycznej niż w porównywalnym okresie 2012 r., natomiast wolumen dystrybucji energii elektrycznej w okresie I -III kwartał 2013 r. utrzymał się na takim samym poziomie rok do roku, tj. 35,72 TWh (w samym III kwartale nastąpił wzrost o 1,7 proc.). Liczba klientów przyłączonych do sieci dystrybucyjnych Grupy wzrosła o 30 tys. r/r (łącznie ponad 5,3 mln).

W pierwszych trzech kwartałach ponad dwukrotnie wzrosły zyski w segmentach Sprzedaż (o 118,8 proc.) oraz Obsługa Klienta (o 117,3 proc.). Równocześnie spadł wskaźnik zadłużenia finansowego netto do EBITDA – do poziomu 1,19.

– W ciągu dziewięciu miesięcy 2013 r. Grupa TAURON wypracowała solidne wyniki finansowe. Znacząco poprawiliśmy poziom rentowności. Marża EBITDA wzrosła o ponad 4 p.p. do poziomu ponad 21 proc. To również efekt konsekwentnego wdrażania programu poprawy efektywności, czego bezpośrednim rezultatem jest spadek kosztów działalności. Należy podkreślić, że oszczędności wynikające z programu poprawy efektywności w trzech kwartałach tego roku osiągnęły 214 mln zł. Zakończyliśmy również budowę bloku ciepłowniczego w Bielsku-Białej oraz farm wiatrowych w Wicku i Marszewie, co łącznie daje 172 MWe nowych, przyjaznych dla środowiska mocy wytwórczych – mówi Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia.

Serinus Energy po III kwartale 2013

Serinus Energy w trzecim kwartale odnotowała rekordowy zysk netto, który wyniósł niemal 12 mln USD oraz 19,2 mln USD po dziewięciu miesiącach 2013 roku. Jest on wynikiem dalszego wzrostu produkcji na Ukrainie oraz przejęcia aktywów produkcyjnych Winstar Resources. Średnia dzienna produkcja ropy i gazu wzrosła o 79 proc. rok do roku. Jednym z najważniejszych wydarzeń dziewięciu miesięcy był debiut na giełdzie w Toronto.

„Wielokrotnie podkreślaliśmy wagę przejęcia Winstar Resources Ltd., dzięki czemu rozpoczęliśmy produkcję ropy naftowej oraz zadebiutowaliśmy na giełdzie w Toronto. Jednak na tym etapie to Ukraina stanowi nasz największy atut przy podsumowaniach finansowych i operacyjnych. Produkcja i zyski ze sprzedaży stale wzrastają. Chcemy by Serinus Energy utrzymała ten trend również w przyszłym roku – planujemy poświęcić najbliższe miesiące na prace przy modernizacji istniejących i wykonanie nowych odwiertów w Tunezji oraz na Ukrainie – powiedział Timothy Elliott, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Serinus Energy.

Produkcja

Produkcja Serinus realizowana jest na Ukrainie oraz w Tunezji. Jej poziom osiągnął średnio 4892 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie i był najwyższy w historii spółki. Oznacza to wzrost w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku o 79 proc. Przepływy środków z działalności operacyjnej w trzecim kwartale wyniosły 21,6 mln USD i wzrosły w stosunku do poprzedniego kwartału o 12,7 mln USD oraz o 15,7 mln USD w porównaniu do trzeciego kwartału 2012 roku. W ujęciu procentowym: 68 proc. produkcji Spółki pochodzi z aktywów na Ukrainie (netto dla Serinusa: 548 tys. m sześc. gazu i 104 baryłki kondensatu dziennie), a 32 proc. przypada na produkcję w Tunezji (68 tys. m. sześc. gazu i 1 165 baryłek dziennie).

Grupa Kapitałowa ACTION S.A. – dynamiczny wzrost sprzedaży

W III kwartale 2013 roku przychody ze sprzedaży GK ACTION S.A. osiągnęły poziom 1,14 mld zł, a zysk netto wyniósł 13,87 mln zł, zanotowano tym samym wzrost odpowiednio o 37,8% i 25,6% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Bardzo dobre wyniki to efekt rozwoju wszystkich kanałów sprzedaży Grupy Kapitałowej i jej ekspansji na rynki zewnętrzne. Równolegle do rozszerzania działalności na zagranicznych rynkach, III kwartał bieżącego roku był dla ACTION S.A. okresem umacniania biznesu w Polsce. Duża dynamika wzrostu w kraju na poziomie 28,7%, plasuje Spółkę na pozycji lidera sprzedaży na rodzimym rynku.

Po trzech pierwszych kwartałach 2013 r. Grupa Kapitałowa ACTION S.A. osiągnęła 42,24 mln zł zysku netto, 64,75 mln zł EBITDA i 3,26 mld zł przychodów ze sprzedaży. W omawianym okresie na bardzo dobrym poziomie utrzymany został również wskaźnik cyklu konwersji gotówki, który wyniósł 17,4 dnia.

Piotr Bieliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu ACTION S.A.
Piotr Bieliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu ACTION S.A.

– Po trzech kwartałach zrealizowaliśmy już ponad 70% prognozowanego zysku netto i przychodów ze sprzedaży, a czwarty, najlepszy kwartał dopiero przed nami. Cieszy nas nie tylko rozwój ACTION na rynkach zagranicznych, ale również świetnie prowadzony biznes z polskimi partnerami. W trzecim kwartale zanotowaliśmy niemal 29% wzrostu sprzedaży na rodzimym rynku, to efekt intensywnej pracy nad rozwojem wszystkich kanałów sprzedażowych. Stale rozszerzamy portfolio produktowe, podpisujemy nowe umowy z kluczowymi producentami, jesteśmy aktywni na polu przetargów i sprzedaży korporacyjnej. W trzecim kwartale uczestniczyliśmy w realizacji zamówień przetargowych o łącznej wartości ponad 123 mln złotych.

Równie skutecznie rozwijamy się poza granicami kraju, gdzie mówimy już o dynamice na poziomie ponad 60%. Z jednej strony to efekt sprzedaży eksportowej, z drugiej wejścia na rynek niemiecki poprzez Devil GmbH. Spółka od początku funkcjonowania jest rentowna, a jej obrót w omawianym kwartale to prawie 9 mln euro. Nasze działania na rynkach zagranicznych wpływają również bezpośrednio na wzrost sprzedaży marek ActiveJet i Pentagram – powiedział Piotr Bieliński, Prezes Zarządu ACTION S.A.

Rozwój marek własnych jest istotnym elementem strategii biznesowej ACTION S.A.. Produkty ActiveJet, jako jedne z nielicznych na rynku alternatywnych materiałów eksploatacyjnych, zanotowały wzrost sprzedaży. Ze świetnym odbiorem partnerów biznesowych spotyka się też marka Pentagram, która została bardzo dobrze przyjęta m.in. przez operatorów telekomunikacyjnych. Strategia biznesowa zakłada stałe poszukiwanie nisz, zarówno w obszarze oferty jak i kanałów sprzedaży, które mają stopniowo odpowiadać za coraz większą część przychodu GK ACTION S.A.

– Szczególnie istotny jest dla nas rozwój oferty produktów z zakresu nowych technologii, skierowanej do biznesu. Chcemy być pierwsi na rynku w sprzedaży nowoczesnych rozwiązań kluczowych producentów. Kilka dni temu wspólnie z Samsung zorganizowaliśmy prelaunch innowacyjnej usługi Samsung Knox, zapewniającej bezpieczeństwo urządzeń mobilnych i aplikacji w firmach. Nasi kluczowi klienci, jako pierwsi w Polsce mogli poznać nowy produkt. To wydarzenie pokazuje doskonale jak chcemy działać i jakie korzyści ze współpracy z nami mają nasi partnerzy. Naszą intencją jest wsparcie i kierowanie uwagi klientów na obszary gdzie mogą realizować profit i rozwijać się. Nowoczesne technologie dają niesamowite możliwości, a my chcemy edukować rynek, wspierać klientów – powiedział Sławomir Harazin, Wiceprezes Zarządu ACTION S.A.

Według opublikowanej prognozy finansowej, skonsolidowane przychody Grupy Kapitałowej ACTION S.A. w 2013 roku wyniosą 4,65 mld zł., a skonsolidowany zysk netto 61,50 mln zł.

Komentarz dzienny, 14 listopada 2013

Dziś o 10:00 GUS ogłosi informację sygnalną o PKB za III kwartał. Oczekiwania dalszego przyspieszenia wzrostu gospodarczego są w pełni uzasadnione poprawą danych miesięcznych we wszystkich kategoriach, sugerującą zarówno istotną kontrybucję konsumpcji prywatnej, jak i zdecydowane wyhamowanie spadków inwestycji. Uważamy, że modele oparte na wartości dodanej mogą zawyżać faktyczną dynamikę PKB we wczesnej fazie ożywienia (tak było w 2009 i 2010 roku), stąd też nasze bardziej zachowawcze oczekiwania, zwłaszcza biorąc pod uwage niektóre rynkowe i rządowe prognozy (2% a nawet nieco więcej). O 14:00 zostanie z kolei opublikowana inflacja. W związku z niskimi odczytami żywności w regionie (Czechy i Węgry) bardziej prawdopodobna jest realizacja inflacji na poziomie 0,9% niż podawane przez nas wcześniej 1,0%. Równolegle z danymi GUS o inflacji, NBP opublikuje dane o podaży pieniądza M3 w październiku – za spodziewane wyhamowanie dynamiki odpowiada głównie niska dynamika depozytów gosp. domowych.

Wyniki po trzech kwartałach

0

KGHM Polska Miedź SA utrzymuje stabilną produkcję przy zachowaniu dyscypliny kosztowej oraz terminowej realizacji założonych planów inwestycyjnych i modernizacyjnych. Mimo pogorszenia warunków makroekonomicznych, Spółka nie przewiduje obecnie odchylenia prognozowanych wyników finansowych w 2013 roku powyżej poziomu 10 procent, głównie w związku ze zwiększeniem wolumenu produkcji i sprzedaży.

PKO BP chce finansować kredyty listami zastawnymi. Potrzebne jednak zmiany w prawie

CEO Magazyn Polska

PKO Bank Polski czeka na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na przejęcie Nordei. Bank otrzymał już zgodę regulatora na Ukrainie oraz UOKiK-u. W oparciu o gdyńskie struktury przejmowanego banku rozwinięta zostanie działalność hipoteczna. W drugiej połowie przyszłego roku PKO BP chce wejść na rynek listów zastawnych i na razie nie planuje kolejnych przejęć.

 – Chcemy zintegrować bank Nordea z PKO BP. W związku z tym wszystkie placówki będą działały pod jednym wspólnym szyldem. Natomiast w oparciu o lokalizacje banku Nordea w Gdyni, w oparciu o licencję, którą zamkniemy integrując bank Nordea, chcemy utworzyć bank hipoteczny, który będzie miał swoją siedzibę w Gdyni i stamtąd chcemy rozwijać bankowość hipoteczną w oparciu o 100-proc. współpracę z PKO BP – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP.

PKO Bank Polski złożył wniosek do Komisji Nadzoru Finansowego, która musi wydać zgodę na przejęcie. Decyzja może zapaść najwcześniej 26 listopada, bo wtedy odbędzie się kolejne posiedzenie KNF w pełnym składzie. Bank zdobył już zgodę ukraińskiego Urzędu Antymonopolowego (oba banki działają na ukraińskim rynku) oraz polskiego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Po zakończeniu przejęcia Nordei, PKO BP chce rozwinąć działalność w obszarze bankowości hipotecznej. Bank zamierza w przyszłym roku rozpocząć emisję listów zastawnych. Do tego niezbędne są jednak niewielkie, lecz istotne zmiany prawa. Jagiełło dodaje, że po przejęciu Nordei i rozwoju działalności hipotecznej, PKO BP nie planuje kolejnych przejęć.

 – Kilka tygodni temu prezentowaliśmy z kolegami z Pekao SA oraz z BRE Banku wspólną ideę zmiany w prawie dotyczącą listów zastawnych. Wówczas nie tylko PKO BP, ale również inne banki skorzystają z tej możliwości emitowania listów zastawnych w taki sposób, aby było to korzystne dla banków, dla klientów banków oraz dla otoczenia gospodarczego w Polsce – zapowiada Jagiełło.

Listy zastawne, czyli dłużne papiery wartościowe emitowane przez banki hipoteczne, obecnie w Polsce funkcjonują jedynie teoretycznie. Choć ich emisję umożliwia ustawa z 1997 r., w praktyce banki nie decydują się na ten krok.

Fitch: Polski PKB w przyszłym roku wzrośnie o 2,3 proc. Pomoże eksport na rynki wschodzące

CEO Magazyn Polska

Aktualizacja 11:45

 

Polska gospodarka w przyszłym roku będzie rozwijać się w tempie 2,3 proc.  oceniają analitycy Fitch Polska. Korzystny dla Polski jest wzrost eksportu na rynki wschodzące, zamiast ograniczania się do dotkniętej kryzysem Unii Europejskiej. Optymizmem napawa też rosnący popyt wewnętrzny. W trzecim kwartale 2013 roku PKB wzrósł o 1,9 proc. w ujęciu rocznym – mocniej od oczekiwań.

 Do tej pory głównym czynnikiem wzrostu był eksport – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes Fitch Polska Piotr Kowalski. – W tej chwili widać, że konsumpcja wewnętrzna zaczyna się odbijać. Czas pokaże, czy wynika to ze zbliżającego się okresu świątecznego, czy jest to długotrwały trend.

Polska gospodarka jest stosunkowo dobrze oceniana przez zagranicznych inwestorów. Zdaniem Kowalskiego, za granicą jesteśmy postrzegani lepiej niż sami siebie postrzegamy.

 – Jeśli spojrzymy na to, jakie jest zainteresowanie polskimi obligacjami, albo pójdziemy na seminaria, w których uczestniczą zagraniczne banki lub inwestorzy, to zobaczymy, że mają o naszej gospodarce znacznie lepsze zdanie niż my sami – mówi prezes Fitch Polska.

Wynika to z tego, że chociaż obecny wzrost polskiego PKB jest niższy niż w latach wcześniejszych, to i tak przewyższa ten, który odnotowują kraje zachodnioeuropejskie.

 – Są kraje na świecie czy w regionie, które chętnie by widziały u siebie tego typu wzrost i to jest jeden z punktów odniesienia inwestorów zagranicznych – tłumaczy Kowalski. – Nie oznacza to, że nie widzą problemów, które w Polsce istnieją, jednak oceniają sytuację bardziej optymistycznie niż my sami.

Zdaniem Kowalskiego zbyt wcześnie jeszcze na spekulacje dotyczące podniesienia ratingu Polski. Obecnie, według Fitch, wynosi on A– dla walut zagranicznych i A dla waluty polskiej, a kolejna rewizja nastąpi na początku roku.

Wpływ na ocenę wiarygodności kredytowej naszego państwa będzie mieć m.in. to, jak rząd ostatecznie rozwiąże kwestię systemu emerytalnego.

 – W najbliższym czasie będziemy oczekiwać od rządu pokazania, że ma plan konsolidacji finansów publicznych, i że jest szansa na trwały spadek deficytu i poziomu zadłużenia – mówi Kowalski.

Według wstępnych szacunków GUS, w III kwartale polski PKB wzrósł o 1,9 proc., mocniej niż oczekiwali ekonomiści. Strukturę PKB poznamy 29 listopada.

Janusz Steinhoff: Kongo może być inwestycyjnym eldorado dla polskich firm

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy dysponują technologią i kapitałem, Kongo – chłonnym rynkiem. Inwestycje hamuje jednak brak stosownych umów między naszymi krajami, które umożliwiłby zwiększenie obrotów handlowych. Były minister gospodarki Janusz Steinhoff pozytywnie ocenia wysiłki rządu, który próbuje zacieśniać stosunki z krajami afrykańskimi.

 – Afryka jest potężnym rynkiem zbytu i źródłem surowców, dlatego gospodarki europejskie i afrykańskie są gospodarkami najczęściej komplementarnymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Steinhoff, były minister gospodarki.

Polska i Kongo od lat prowadzą wymianę handlową, ale jej rozmiar jest raczej symboliczny. Z danych resortu gospodarki wynika, że w 2012 roku obroty handlowe między Polską i Kongiem osiągnęły 11,8 mln euro. W porównaniu z 2011 rokiem eksport wzrósł o 65 proc., a import o 35 proc., przy czym Polska więcej do Konga eksportuje niż z niego importuje.

 – Potencjalne możliwości współpracy są niesamowicie duże. Przemysł drzewny jest tam rozwinięty, u nas meblarstwo. Po drugie wydobycie, Kongo wydobywa ropę, gaz, rudy żelaza, rudy cyny, rudy ołowiu, cynku, i potas. To są obszary, w których moglibyśmy współpracować – wymienia Janusz Steinhoff.

Atutem Polski w kontaktach z afrykańskimi kontrahentami jest również brak kolonialnej przeszłości. Kolejny argument na korzyść polskich firm to doświadczenie 25 lat transformacji.

 – Polska nie ma obciążeń historycznych, jest dobrze odbierana. Wielu Afrykańczyków studiowało kiedyś w Polsce, co stanowi naturalny obszar zbliżenia nas z krajami Afryki – mówi Janusz Steinhoff. – Możemy służyć doświadczeniami naszym partnerom z Konga: w zakresie rozwoju infrastruktury, zarówno energetycznej, telekomunikacyjnej, drogowej, jak i kolejowej – podkreśla.

Po polskiej stronie partnerzy z Konga znajdą też zaplecze naukowo-badawcze dla przemysłu wydobywczego, zespoły geologów i kapitał niezbędny do inwestycji w wydobycie. Trzeci segment to działalność małych i średnich firm.

Rozwój współpracy gospodarczej hamuje jednak brak podstawowych umów, które ułatwiłby współpracę i rządom, i przedsiębiorcom.

 – Rządy tworzą klimat do wzajemnych inwestycji i handlu, usuwają bariery. Tutaj potrzebne jest podpisanie wszystkich umów, które zbliżą nasze kraje i ułatwią prowadzenie biznesu, jak umowa o ochronie inwestycji, o unikaniu podwójnego opodatkowania, etc. – wymienia Janusz Steinhoff.

Według deklaracji Ministerstwa Gospodarki prace nad odpowiednimi dokumentami już trwają. Na pewno nie zakończą się jednak w tym roku.

PayU: za kilka lat co szósta płatność w sklepie za pomocą smartfona lub tabletu

CEO Magazyn Polska

Handel elektroniczny stanowi kilka procent ogółu sprzedaży detalicznej w Polsce i rozwija się najszybciej w Europie. W ciągu najbliższych lat dogonimy kraje zachodnioeuropejskie, gdzie odsetek ten wynosi kilkanaście proc. Coraz większa liczba kupujących w sieci przekonuje się także do płatności online – już przynajmniej połowa z nich płaci w ten sposób za zakupy. Szczególne znaczenie będą zyskiwać płatności mobilne. Do końca 2020 roku mogą one stać się  popularniejsze od zwykłych płatności online. Aby tak się stało, muszą być proste i wygodne – analizuje PayU.

 Widzimy wzrost udziału płatności internetowych w płatnościach w ogóle – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Emil Podlaszewski, PayU Group Product Director. – Kiedy zaczynaliśmy, kupujący w internecie preferowali płatność gotówką przy odbiorze. Ta grupa jest nadal duża, jednak systematycznie rośnie liczba osób, które płacą wyłącznie przez internet, nie boją się tego, cenią sobie wygodę i szybkość.

Szybki postęp technologiczny powoduje, że na rynku płatności internetowych cały czas pojawiają się nowi gracze i przede wszystkim nowi użytkownicy – wyposażeni w smartfony i tablety. Bez względu na szerokość geograficzną można więc przewidywać, że urządzenia mobilne (smartfony i tablety) będą kształtować nowy model biznesowy także w tym obszarze.

Obecnie udział smartfonów i tabletów w globalnym rynku urządzeń łączących się z internetem wynosi 65 proc., a w ciągu czterech lat ma wzrosnąć do 70 proc. – wynika z raportu Digital Trends 2013 firmy doradczej Deloitte, przygotowanego wspólnie z Allegro i PayU i zaprezentowanego podczas konferencji e-nnovation. Liczba smartfonów znajdujących się w rękach polskich użytkowników osiągnie na koniec bieżącego roku 8 mln, co oznacza wzrost o 2 mln w porównaniu do roku 2012.

Rozwój rynku urządzeń mobilnych ma kluczowe znaczenie dla popularyzacji płatności dokonywanych za ich pomocą. Jak wynika z danych firmy analitycznej Gartner, w zeszłym roku 212 mln osób na świecie dokonywało płatności mobilnych (wobec 70 mln w 2009 roku). Na koniec 2015 r. liczba ta zwiększy się do 384 mln. Globalna wartość takich płatności za dwa lata osiągnie 472 mld dolarów (wobec 26 mld w 2009 roku). Pięć lat później płatności mobilne mają być już bardziej popularne niż płatności, których dokonuje się za pośrednictwem komputera.

Wygoda użytkownika kluczem do sukcesu

Płatność jest kluczowym etapem procesu zakupowego. To od łatwości jej wykonania często zależy, czy transakcja zostanie sfinalizowana, a tym samym wzrośnie sprzedaż. Prawdziwe kupowanie przez telefon będzie możliwe dzięki płatnościom wygodnym do wykonania na klikucalowych ekranach. PayU koncentruje się więc w swojej działalności na upraszczaniu i skracaniu płatności.

 – Pracujemy z Allegro i innymi naszymi partnerami, w tym także z bankami, nad tym, żeby usprawniać proces płatności. On już teraz jest dobry i wygodny, ale ciągle myślimy, co jeszcze możemy zmienić, żeby go skrócić – wyjaśnia Emil Podlaszewski.

W polskim handlu elektronicznym usprawnienia wymagają m.in. e-przelewy – chodzi o  ograniczenie liczby kroków użytkownika po zalogowaniu się do systemu. Innym wyzwaniem jest skrócenie czasu oczekiwania klienta na przyznanie mu pożyczki online, oczywiście pod warunkiem, że posiada on pozytywną historię kredytową. Instytucje płatnicze dążą do tego, by docelowo każdy klient mógł za swoje zakupy zapłacić jednym kliknięciem, bez dodatkowych formalności.

 – Takie rozwiązania są już dostępne na świecie, my w Polsce również je rozwijamy, by mogli z nich korzystać wszyscy użytkownicy, a nie tylko klienci wybranych sklepów. Oczywiście wszystko musi się odbyć na życzenie użytkownika, i przy zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa – podkreśla Emil Podlaszewski z PayU.

Raport Instytutu Jagiellońskiego: regulacje firm pożyczkowych są potrzebne. Łatwo jednak o przeregulowanie rynku

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Finansów kończy prace nad regulacjami rynku pożyczek pozabankowych. Trwają rozmowy z branżą. Zdaniem ekspertów Instytutu Jagiellońskiego, regulacje są potrzebne, bo w dużej mierze chronią interes klientów firm pożyczkowych, czyli tych, którzy najbardziej potrzebują dofinansowania. Jednak nierozsądne ich wprowadzenie może przynieść więcej szkód niż pożytku – może to np. doprowadzić do zahamowania rozwoju branży, a konsumentów zmusić do korzystania z lombardów.

 – Zmiany przygotowywane przez Ministerstwo Finansów wywołane są nagłaśnianymi aferami z udziałem instytucji pozabankowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Krytykę tę powodują zarówno afery, np. z Amber Gold, które było przykładem klasycznej piramidy finansowej, a które nie ma nic wspólnego z firmami pożyczkowymi, jak również kontrowersyjne praktyki nieuczciwych firm pożyczkowych. Chodzi tu np. o konieczność płacenia za rozpatrywanie wniosku, który i tak zostaje potem odrzucony.

 – Rząd skupia się na grupie 2 mln osób, które korzystają z sektora pożyczek pozabankowych, w tym tych, które mają problemy z zadłużeniem albo nie mają zdolności kredytowej i zdarza się, że padają ofiarami różnego rodzaju nielegalnych lub nieuczciwych działań – mówi Roszkowski.

Dlatego propozycje rządowe mają przede wszystkim na celu wyeliminowanie z rynku nielegalnie działających firm. Projekt zmian dotyczy m.in. utworzenia limitu kapitału na prowadzenie działalności pożyczkowej, a także wymogu prowadzenia działalności podatkowej jako spółka prawa handlowego – ponieważ takie spółki podlegają większym regulacjom. Roszkowski twierdzi, że to dobre pomysły. Podobnie, jak utworzenie rejestru firm pożyczkowych.

Eksperci Instytutu Jagiellońskiego zwracają także uwagę na potrzebę nowelizacji ustawy o upadłości konsumenckiej. W 2011 r. na 1875 wniosków o upadłość zaakceptowano jedynie 36. Ogłoszenie upadłości konsumenckiej utrudnia obecnie skomplikowana procedura, konieczność pomocy profesjonalistów, wymóg posiadania majątku i wysokie, sięgające kilkunastu tysięcy złotych koszty.

Limit kosztów niepotrzebny, a nawet szkodliwy

W opinii Instytutu, proponowane wprowadzenie górnego limitu kosztów pożyczki doprowadziłoby do zamknięcia firm działających uczciwie, których działalność stałaby się nierentowna. Na rynku pozostaliby pożyczkodawcy nieuczciwi, którzy np. będą rejestrować się za granicą lub którzy także teraz nie przestrzegają prawa.

 – Wprowadzenie limitu oprocentowania czy kosztów pożyczki nie jest najlepszym rozwiązaniem. Choćby dlatego, że tego typu regulacje już są zawarte np. w ustawie antylichwiarskiej – twierdzi prezes IJ.

Zdaniem Roszkowskiego, taki limit oznaczałby nadmierną ingerencję państwa w rynek, co mogłoby zdusić dobrze rozwijający się sektor pożyczek pozabankowych.

 – Rynek pożyczek pozabankowych, zarówno małych, jak i większych, rozwija się bardzo dobrze. Mam nadzieję, że rząd rozróżni negatywne działania niektórych spółek od działalności całego rynku – mówi Roszkowski. – Państwo nie powinno szkodzić rozwojowi branży przez jej nadmierne regulowanie.

Ekspert zwraca też uwagę, że tego typu limity, doprowadzając do braku rentowności, a w rezultacie zaprzestania działalności firm pożyczkowych, chcących przestrzegać prawo, zmusiłby konsumentów do przeniesienia się do lombardów i szarej strefy.

 – Dla osób wykluczonych z sektora bankowego nie będzie alternatywy, będą musiały zaakceptować działania na granicy prawa lub poza nim, a przecież nie o to chodzi – dodaje Marcin Roszkowski.

Grupa Getin wchodzi na rynek usług dla klientów zmotoryzowanych

CEO Magazyn Polska

Getin Noble Bank, jako pierwszy bank w Polsce, chce oferować swoim klientom usługi związane z zakupem i eksploatacją samochodu. Mają być one rozwinięciem i uzupełnieniem podstawowych produktów bankowych, takich jak kredyt samochodowy czy leasing. Usługi dla zmotoryzowanych ruszą pod koniec listopada.

 – Chcielibyśmy odejść od czysto produktowego traktowania naszych klientów, który jest właściwy w zasadzie wszystkim bankom i firmom leasingowym, polegającym na tym, że oferuje się klientom produkt finansowy w postaci kredytu czy leasingu i na tym koniec – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Tracz, członek zarządu Getin Noble Bank.

Podkreśla, że chodzi o to, by zaoferować swoim klientom (czyli leasingobiorcom oraz kredytobiorcom) pakiet usług związanych z użytkowaniem samochodu, a tym samym wyprzedzić konkurencję.

 – Chcemy zdjąć z nich wszelkie problemy, które związane są z posiadaniem pojazdów. Obsługa umowy kredytowej i leasingowej czy konieczność płacenia rat to jest jedna z trosk, ale nie jest jedyną. Inne to np. przeglądy techniczne, serwisowanie samochodu, likwidacja częściowych szkód, ubezpieczenie coroczne, wymiana opon, tankowanie i w końcu sprzedaż samochodu oraz zakup nowego – wymienia Grzegorz Tracz.

Kierowcom najbardziej zależy na wsparciu przy zakupie pojazdu – wynika z badań instytutu Millward Brown przeprowadzonego na zlecenie Getin Noble Banku. Trzy czwarte badanych chciałoby mieć możliwość załatwienia wszystkich spraw związanych z zakupem i utrzymaniem samochodu w jednym miejscu. Chodzi głównie o takie kwestie, jak ocena stanu technicznego pojazdu, wycena jego wartości, pomoc w sprzedaży starego samochodu. Istotna jest dla nich również możliwość otrzymywania informacji o usłudze finansowej, z której korzystają, czyli m.in. o terminach płatności, wysokości kolejnych rat czy konieczności przedłużenia ubezpieczenia.

Klienci dodatkowo będą mogli śledzić na bieżąco przez internet stan wszystkich formalności załatwianych w banku w związku z samochodem.

 – Pierwsza rzecz to portal internetowy, który będzie narzędziem komunikacji klientów z nami w zakresie uzyskania tych wszystkich usług – podkreśla Tracz.

Getin Noble Bank jest silnym graczem zarówno na rynku kredytów samochodowych, jak i leasingu – poprzez spółkę Getin Leasing, w której jest głównym akcjonariuszem od 2009 r. Od lipca działa także spółka Getin Fleet, zajmująca się wynajmem floty samochodowej.