Polityczny pat nie zatrzyma amerykańskiej gospodarki, ale zwiększy ryzyko zatorów w Kongresie. Dla europejskich eksporterów nie oznacza to ani handlowej odwilży, ani konieczności odwrotu z rynku USA. O powodzeniu sprzedaży coraz częściej zdecydują wybór branży i kontrahenta oraz realne perspektywy projektu, na którym opiera się zamówienie.
Przedstawiamy wybrane wnioski z raportu Działu Analiz Ekonomicznych Allianz Trade z 4 listopada 2026 r. pt. „The implications of a Democratic sweep for the US economy and financial markets”.
W skrócie:
- Nie wybory, lecz ropa i Fed: to ceny energii, inflacja i koszt pieniądza będą wyznaczać perspektywy amerykańskiej gospodarki oraz międzynarodowych rynków.
- Kongres się zmienił, polityka celna pozostaje: dla UE nie oznacza to handlowej odwilży ani powrotu do wcześniejszych warunków dostępu do rynku USA.
- Ameryka kilku prędkości: AI, lotnictwo i przemysł obronny nadal przyciągają inwestycje, a motoryzacja i część rynku konsumenckiego pozostają pod presją.
- Branża to jednak za mało: o bezpieczeństwie sprzedaży coraz częściej decydują zadłużenie, marże i potrzeby finansowe konkretnego odbiorcy.
- Nie każda zapowiedź zmaterializuje się: finansowanie, energia i pozwolenia będą równie ważne jak skala ogłoszonego projektu.
- Sprzedaż w kredycie kupieckim wymaga zabezpieczenia: eksporter powinien z góry podzielić z odbiorcą ryzyko taryfowe i ostrożniej ustalać limity oraz terminy płatności.
- Rynek USA nadal oferuje wzrost sprzedaży, ale nie wybacza już błędów: kluczowe stają się wybór kontrahenta, ocena projektu i kontrola należności.
Punkt wyjścia: obie strony mogą blokować, żadna nie może rządzić samodzielnie
Demokraci przejęli obie izby Kongresu, ale nie dysponują większością pozwalającą odrzucić prezydenckie weto ani samodzielnie przełamać obstrukcję parlamentarną w Senacie. Prezydent Donald Trump zachowuje więc skuteczne narzędzia blokowania ustaw. Demokraci mogą hamować działania Białego Domu, lecz nie są w stanie narzucić własnego programu.
Pierwszy test nadejdzie jeszcze przed rozpoczęciem prac przez nowy Kongres 3 stycznia 2027 r. Tymczasowe finansowanie administracji wygasa 11 grudnia 2026 r. Następny punkt zapalny to limit zadłużenia, którego podniesienie może być konieczne wiosną lub latem 2027 r. Największe ryzyko pojawi się jednak na przełomie 2027 i 2028 r., gdy spór o limit długu może zbiec się z negocjacjami budżetowymi.
Wynik wyborów w opinii Allianz Trade zmienia przede wszystkim warunki prowadzenia polityki, nie jej zasadniczy kierunek. Sprawy wymagające nowych ustaw będą wymuszały negocjacje. Cła, polityka imigracyjna i znaczna część polityki zagranicznej pozostaną natomiast w rękach władzy wykonawczej.
Zdrowe dane, coraz słabsze portfele: solidnemu wzrostowi towarzyszy spadek siły nabywczej
Punktem wyjścia nie jest recesja. Gospodarka USA ma wzrosnąć w 2026 r. o 2,4%, mniej więcej w takim samym tempie jak rok wcześniej. Dobre dane zagregowane przesłaniają jednak coraz większą różnicę między największymi przedsiębiorstwami i zamożniejszymi gospodarstwami domowymi a pozostałą częścią gospodarki.
Wzrost napędzają głównie inwestycje związane ze sztuczną inteligencją, elektroniką i centrami danych. Wysoki popyt utrzymuje się także w produkcji maszyn oraz przemyśle lotniczym i obronnym. Wyraźnie słabszym segmentem pozostaje motoryzacja. Nie jest to więc powszechne ożywienie, lecz wzrost skupiony w kilku kapitałochłonnych sektorach.
Od kwietnia 2026 r. ceny rosną szybciej niż wynagrodzenia. We wrześniu inflacja wynosiła 3,7%, a wzrost płac 3%. Stopa oszczędności gospodarstw domowych spadła z 5,6% w styczniu do 3,8% we wrześniu. Konsumpcja nadal rośnie, ale coraz mocniej opiera się na wydatkach zamożniejszych Amerykanów, efekcie majątkowym, kredycie i topniejących oszczędnościach.
Fundament konsumpcji staje się węższy. Duża część wydatków zależy od gospodarstw korzystających ze wzrostu wartości akcji i nieruchomości. Korekta giełdowa mogłaby więc przełożyć się na popyt konsumpcyjny silniej, niż sugerowałyby bieżące dane o wzroście gospodarczym.
Wzrost oparty na coraz węższych fundamentach
Im silniej amerykański wzrost zależy od inwestycji w sztuczną inteligencję, centra danych, energetykę, elektronikę, lotnictwo i przemysł obronny, tym większe znaczenie mają dostęp do kapitału i energii, możliwości przyłączeniowe oraz decyzje władz stanowych.
Czterech największych operatorów infrastruktury w chmurze przeznaczy w 2026 r. około 725 mld USD na inwestycje, tj. o 77% więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie w pierwszej połowie 2026 r. zablokowano lub opóźniono projekty centrów danych o wartości niemal 200 mld USD. Gubernatorzy popierający całkowite lub warunkowe moratoria na ich rozwój przejęli władzę w stanach odpowiadających za około 47 GW planowanej mocy centrów danych.
USA będą więc rynkiem zróżnicowanym nie tylko sektorowo, ale również geograficznie. Przy inwestycjach w centra danych polityka danego stanu, dostęp do energii i lokalny sprzeciw mogą być równie ważne jak decyzje federalne.
Sama zapowiedź inwestycji nie jest jeszcze potwierdzeniem zamówienia. Liczyć się powinny: zabezpieczenie finansowania, dostęp do sieci energetycznej, uzyskane pozwolenia i rzeczywisty harmonogram. Jest to szczególnie istotne dla (będących skądinąd „na fali”) dostawców maszyn, automatyki, urządzeń elektrycznych, systemów chłodzenia i wyposażenia centrów danych.
AI odpowiada za ponad jedną trzecią wzrostu PKB USA
Według szacunków Allianz Research inwestycje związane ze sztuczną inteligencją odpowiadają za ponad jedną trzecią wzrostu amerykańskiego PKB w 2026 r. Coraz większa część koniunktury zależy więc od tego, czy duże projekty technologiczne zostaną faktycznie zrealizowane, a nie tylko ogłoszone.
Raport wskazuje, że w dziesięciu analizowanych stanach OpenAI planuje projekty centrów danych o łącznej mocy 14,1 GW. To więcej niż planowana moc projektów Amazon, Microsoftu, Google i Mety łącznie w tych samych stanach. Są to jednak moce planowane, a nie już uruchomione. Dostęp do energii, pozwolenia administracyjne i finansowanie mogą zdecydować o tempie realizacji.
W rezultacie lokalne decyzje dotyczące sieci energetycznych i infrastruktury mogą mieć znaczenie nie tylko dla dostawców centrów danych, ale też dla tempa inwestycji i wycen amerykańskich spółek technologicznych.
Inflacja: drożyzna szybko nie odpuści
Inflacja CPI ma przekroczyć 4% na początku 2027 r. i utrzymywać się powyżej 3% co najmniej do października. Ceny żywności mogą rosnąć w tempie około 4,8%, a energia pozostanie głównym źródłem ryzyka.
Nie widać jednak spirali płacowo-cenowej. Płace rosną najwolniej od początku 2020 r. Wzrost cen przede wszystkim ogranicza więc siłę nabywczą, zamiast uruchamiać kolejną falę podwyżek wynagrodzeń.
Rynek pracy wszedł w stan „mało zwolnień, ale i mało nowych miejsc pracy”. Bezrobocie pozostaje niskie, ale tworzenie miejsc pracy wyhamowało, a rekrutacja koncentruje się przede wszystkim w ochronie zdrowia.
Największym zagrożeniem dla dalszego wzrostu cen jest konflikt z Iranem. Krótka eskalacja mogłaby podnieść cenę ropy do około 130 USD za baryłkę. Skutek: droższa energia i transport, większa presja na marże, wyższa inflacja i trudniejsze warunki do obniżania stóp przez Fed.
Demokratyczny Kongres może próbować ograniczać finansowanie lub skalę operacji wojskowych, lecz nie uniemożliwi prezydentowi podjęcia doraźnych działań zbrojnych. Geopolityka pozostaje więc większym zagrożeniem dla scenariusza gospodarczego niż sam wynik wyborów.
Finanse publiczne: kompromis zamiast reformy
Duża reforma finansów publicznych jest w obecnym układzie sił mało prawdopodobna. Demokraci nie przeforsują znaczących podwyżek podatków dla przedsiębiorstw i zamożniejszych gospodarstw domowych. Prezydent nie uzyska natomiast poparcia dla radykalnego zwiększenia wydatków wojskowych ani dalszych głębokich cięć socjalnych.
Najbardziej prawdopodobny jest kompromis. Około 90 mld USD dodatkowych środków, przede wszystkim na uzupełnienie zapasów uzbrojenia, w zamian za utrzymanie części wydatków cywilnych oraz opóźnienie cięć w ochronie zdrowia i programach pomocy żywnościowej.
Polityka fiskalna w 2027 r. pozostałaby wówczas lekko ekspansywna, ze wsparciem odpowiadającym około 0,2% PKB. Deficyt federalny ma wzrosnąć z 6,2% PKB w 2026 r. do 6,6% w 2027 r., a w 2028 r. nadal wynosić 6,4%.
Wysokie potrzeby pożyczkowe i podwyższona inflacja ograniczą możliwość szybkiego spadku kosztu pieniądza. Rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych pozostaje w pobliżu 5%.
Finansowanie firm będzie dostępne, ale drogie i selektywne. Duże, rentowne przedsiębiorstwa nadal będą pozyskiwać kapitał. Warunki finansowania pogorszą się przede wszystkim dla firm o słabszej rentowności i wysokim zadłużeniu, szczególnie zależnych od bardziej ryzykownych źródeł kapitału (high yield i private credit) oraz częstego refinansowania.
Polityczny impas nie musi zatrzymać gospodarki, ale w opinii Allianz Trade może podnieść cenę jej dalszego wzrostu.
UE: polityczny zwrot bez handlowej odwilży. Kongres się zmienił, polityka celna pozostaje
Wynik wyborów nie przyniesie zasadniczego zwrotu w relacjach handlowych między USA a Unią Europejską. Efektywna stawka celna w Stanach Zjednoczonych ma wzrosnąć z około 7% we wrześniu 2026 r. do 8,5% w styczniu 2027 r. W przypadku produktów z UE ma ustabilizować się na poziomie 8-9%.
Wynegocjowane porozumienia powinny ograniczać skalę kolejnych podwyżek, ale nie wyeliminują ryzyka działań sektorowych. Możliwe pozostają następne postępowania na podstawie Section 301, zaostrzenie kontroli pochodzenia produktów oraz przeciwdziałanie obchodzeniu ceł przez państwa trzecie.
Dodatkowym źródłem napięć mogą być europejskie podatki od usług cyfrowych, uznawane przez administrację USA za dyskryminujące amerykańskie przedsiębiorstwa.
Zmiana układu sił w Kongresie nie daje UE skutecznego narzędzia do odwrócenia polityki celnej. Kierunek relacji handlowych będzie nadal w przeważającym stopniu zależał od decyzji Białego Domu i przebiegu negocjacji z partnerami europejskimi.
Bardziej prawdopodobne jest więc kontrolowane napięcie niż otwarta wojna handlowa. Rynek amerykański nie zamknie się przed europejskimi dostawcami, ale cła na poziomie 8-9% należy traktować jako element nowej normalności.
Szczególnej ostrożności wymagają branże już objęte podwyższoną ochroną. Efektywne cła na stal i aluminium wzrosły do około 25%, na maszyny i urządzenia elektryczne do 15%, a na samochody i części samochodowe do około 6%. Produkty farmaceutyczne pozostają zwolnione z ceł, a wiele komponentów wykorzystywanych w ekosystemie sztucznej inteligencji nadal korzysta z niskich stawek.
Motoryzacja pozostaje jednym z sektorów najbardziej narażonych na dalszą eskalację konfliktu. Zapowiadane podwyżki ceł wobec pojazdów z Kanady nie przesądzają o podobnych działaniach wobec innych dostawców. Pokazują jednak gotowość administracji prezydenta do sięgania po bardzo wysokie stawki w sporach sektorowych. Dla europejskich producentów i dostawców części oznacza to ryzyko kolejnych zmian reguł oraz zakłóceń w północnoamerykańskich łańcuchach dostaw.
Sektory: nie jeden rynek amerykański, lecz branże o kilku różnych prędkościach
Relatywnie korzystne w USA są perspektywy dla firm związanych z ochroną zdrowia. Demokraci będą zabiegać o utrzymanie części subsydiów i ograniczenie cięć w Medicaid. Branża jest również mniej wrażliwa na wysokie stopy procentowe niż nieruchomości lub silnie zadłużone przedsiębiorstwa infrastrukturalne.
Dobre perspektywy maja nadal przemysł zbrojeniowy i lotniczy. Zamiast postulowanego przez Biały Dom zwiększenia budżetu o 500 mld USD bardziej prawdopodobny jest dodatkowy pakiet około 90 mld USD, przeznaczony przede wszystkim na uzupełnienie zapasów uzbrojenia.
Dla europejskich dostawców komponentów, elektroniki, materiałów i części lotniczych może to oznaczać dodatkowe możliwości. Eskalacja konfliktu z Iranem mogłaby zwiększyć pilne zapotrzebowanie na część sprzętu wojskowego i wyposażenia, ale podniosłaby również koszty transportu, energii i finansowania oraz przesunęła zamówienia w stronę najpilniejszych potrzeb operacyjnych.
Najwięcej niewiadomych dotyczy technologii i infrastruktury AI. Skala inwestycji jest bardzo duża, lecz realizację projektów mogą ograniczać dostęp do energii, sprzeciw lokalnych społeczności, decyzje władz stanowych i rosnące potrzeby finansowe.
Słabsze perspektywy – co nie jest zaskoczeniem – mają motoryzacja oraz segmenty zależne od popytu ze strony coraz mniej zamożnych konsumentów. Spadek realnej siły nabywczej, niska stopa oszczędności i wysokie koszty domów oraz mieszkań ograniczają dochód rozporządzalny. Najbardziej narażone na dekoniunkturę są więc dobra trwałego użytku i uznaniowa część konsumpcji – czyli nie towary pierwszej potrzeby, ale m.in. ozdoby świąteczne, kosmetyki czy meble (w poprzednich latach rosnące kategorie polskiego eksportu do USA).
Co to oznacza dla eksporterów do USA
Rynek amerykański pozostanie atrakcyjny, ale mniej przewidywalny. Zamiast ogólnego załamania popytu należy oczekiwać rosnących różnic między sektorami, firmami i grupami konsumentów. Liczyć się będą nie tylko perspektywy branży, lecz także kondycja konkretnego odbiorcy, ekspozycja celna i rzeczywiste przygotowanie inwestycji.
- Cła stają się stałym kosztem
Obciążenie produktów z UE na poziomie 8–9% należy uwzględniać w podstawowym rachunku opłacalności. Szczególnie narażone są stal, aluminium, maszyny i urządzenia elektryczne. Umowy z amerykańskimi odbiorcami powinny przy tym jasno określać, kto ponosi koszt zmiany taryfy lub nowych obowiązków importowych.
- Amerykański konsument – podział na dwie różniące się kategorie
Popyt na produkty premium pozostaje stosunkowo odporny dzięki dobrej sytuacji finansowej zamożniejszych gospodarstw domowych. Słabsze perspektywy mają produkty masowe i dobra trwałego użytku, ponieważ realne płace pozostają pod presją, oszczędności maleją, a kredyt jest drogi. Ogólne dane o konsumpcji w USA mogą więc niewiele mówić o popycie na konkretny produkt.
- Ważniejsza będzie kondycja kontrahenta niż całej gospodarki
Największym zagrożeniem nie jest recesja, lecz pogorszenie sytuacji firm wysoko zadłużonych, niskomarżowych i zależnych od refinansowania. Dobre perspektywy branży nie są gwarancją dobrej kondycji konkretnego odbiorcy. W obecnej, zmiennej sytuacji niezbędna jest częstsza weryfikacja limitów kredytowych i monitoring płynności finansowej amerykańskich kontrahentów.
- Nie każda zapowiedziana inwestycja zostanie zrealizowana
AI, centra danych, elektronika i energetyka nadal kreować będą silny popyt inwestycyjny. Przed przyjęciem zamówienia warto jednak sprawdzić, czy dany projekt ma zapewnione finansowanie, dostęp do energii, pozwolenia i realny harmonogram. Lokalny sprzeciw i decyzje władz stanowych mogą opóźniać inwestycje warte miliardy dolarów.
- Motoryzacja pod presją, szanse w lotnictwie i przemyśle obronnym
Motoryzacja pozostanie jednym ze słabszych segmentów i będzie narażona na dalsze napięcia handlowe. Lepsze perspektywy mają lotnictwo, przemysł obronny i wybrane obszary zaawansowanej produkcji, wspierane przez inwestycje oraz uzupełnianie zapasów uzbrojenia.
- Potrzebny jest scenariusz droższej ropy
Eskalacja konfliktu z Iranem mogłaby podnieść cenę ropy do około 130 USD za baryłkę. Oznaczałoby to droższy transport, większą presję na marże odbiorców, wyższą inflację i ryzyko bardziej restrykcyjnej polityki Fed. W umowach warto z góry określić zasady aktualizacji cen i kosztów transportu.
- Odroczony termin płatności pomaga sprzedawać, ale zwiększa ryzyko. Dłuższy kredyt kupiecki wymaga lepszego zabezpieczenia należności
Finansowanie handlowe może wzmacniać konkurencyjność oferty, ale przenosi część ryzyka odbiorcy na eksportera. Im dłuższy termin płatności, tym większe znaczenie mają ubezpieczenie należności, właściwy limit kredytowy, monitoring kontrahenta i szybka reakcja na opóźnienia.
Podstawowy wniosek: nie wycofywać się z rynku USA, ale dokładniej wybierać branże, projekty i odbiorców. Wzrost sprzedaży nadal będzie możliwy, lecz coraz trudniej będzie go osiągnąć bez dobrej oceny ryzyka.
Rynki: ryzyko nie jest związane z wynikiem wyborów. Spokój zależy bowiem od ropy i Fed
Pierwsza reakcja rynków była umiarkowana. Kontrakty na S&P 500 spadły początkowo o 0,3%, a na Nasdaq o 0,4%, lecz później odrobiły straty.
W latach, w których partia prezydenta traciła kontrolę nad co najmniej jedną izbą, S&P 500 kończył rok średnio 6,7% powyżej poziomu z początku lipca. Sam wynik wyborów nie jest więc zapowiedzią głębokiej korekty.
Większe znaczenie będą miały inflacja, ceny energii, działania Fed i rentowności obligacji. Wysoki koszt pieniądza ogranicza możliwość dalszego wzrostu wycen, a sektor technologiczny pozostaje narażony na regulacje AI, opóźnienia inwestycji i wysokie oczekiwania dotyczące zysków.
Eskalacja konfliktu z Iranem zwiększyłaby presję inflacyjną i utrudniła obniżanie stóp. Na rynku kredytowym coraz większego znaczenia nabiorą różnice między emitentami. Kierunek wyznaczą przede wszystkim polityka Fed, podaż długu i koszt refinansowania, a nie partyjna kontrola nad Kongresem.
S&P 500 po wyborach: historyczne różnice
Allianz Research porównał zachowanie indeksu S&P 500 w latach wyborów do Kongresu. W siedmiu analizowanych przypadkach, gdy partia urzędującego prezydenta traciła kontrolę nad przynajmniej jedną izbą, indeks kończył rok średnio 6,7% powyżej poziomu z 1 lipca. W ośmiu przypadkach utrzymania kontroli było to 2,4%, czyli o 4,3 pkt proc. mniej. To historyczne porównanie niewielkich grup obserwacji, a nie prognoza wyniku giełdy po wyborach 2026 r.
Utrata co najmniej jednej izby przez partię prezydenta (7 przypadków): +6,7%
Utrzymanie kontroli (8 przypadków): +2,4%
Obligacje korporacyjne: ryzyko szczególnie widoczne w segmencie high yield
Od sierpnia do października 2026 r. obligacje amerykańskich przedsiębiorstw o niższych ratingach (high yield) osiągnęły nadwyżkową stopę zwrotu względem benchmarku na poziomie -1,7%, a papiery o ratingu inwestycyjnym (investment grade) -0,6% – wynika z danych przytoczonych przez Allianz Research.
W siedmiu analizowanych cyklach wyborczych od 1998 r. mediana nadwyżkowej stopy zwrotu od grudnia do lutego wynosiła odpowiednio 2,4% dla high yield i 1,2% dla investment grade. Historyczna poprawa po wyborach nie musi się jednak powtórzyć: wysokie rentowności obligacji skarbowych, podaż długu i koszt refinansowania mogą ograniczać potencjał odbicia.
Ustawodawstwo: weto jako reguła gry
Demokratyczna większość może prowadzić dochodzenia, organizować przesłuchania, opóźniać nominacje i blokować część inicjatyw prezydenta. Nie ma jednak wystarczającej liczby głosów, by odrzucać jego weto lub samodzielnie przeprowadzić daleko idące reformy.
Jednym z nielicznych obszarów możliwego kompromisu jest mieszkalnictwo. W grę wchodzą uelastycznienie przepisów o zagospodarowaniu przestrzennym, zachęty do zwiększenia podaży mieszkań oraz wybrane ulgi podatkowe. Skuteczność tych działań będzie jednak ograniczana przez wysokie koszty kredytu.
Inaczej wygląda polityka handlowa. Cła pozostają w dużym stopniu domeną władzy wykonawczej. Kongres może zwiększać kontrolę nad administracją, ale nie będzie w stanie skutecznie odwrócić kursu wyznaczanego przez Biały Dom.
Wniosek: więcej tarcia, mniej gwałtownych zwrotów
Pełne zwycięstwo Demokratów nie oznacza odwrotu od polityki prezydenta Trumpa. Oznacza większe trudności z uchwalaniem budżetu, większą kontrolę nad administracją, wolniejsze nominacje i więcej sporów instytucjonalnych.
W polityce fiskalnej konieczne będą kompromisy. W polityce celnej, imigracyjnej i zagranicznej prezydent zachowa szeroką swobodę działania.
Amerykańska gospodarka nie zmierza bezpośrednio ku recesji, lecz staje się coraz bardziej zróżnicowana sektorowo. Wzrost nadal będzie wspierać będą sztuczna inteligencja, inwestycje, wydatki na obronność i zaawansowany przemysł. Jednocześnie – na firmy o niższych marżach i słabszych bilansach presje wywierać będzie nadal inflacja, drogi pieniądz, słabsza siła nabywcza części gospodarstw domowych i ryzyko nowych ceł.
Amerykański rynek nie zamyka się przed europejskimi dostawcami, ale będzie coraz mniej jednolity. Obok firm korzystających z kapitału, zamówień na sprzęt wojskowy i boomu inwestycyjnego będzie rosła grupa przedsiębiorstw obciążonych drogim finansowaniem, słabszym popytem i wyższymi kosztami.
Rynek USA nadal więc stwarza szanse na szybki wzrost sprzedaży, lecz jeszcze trudniej będzie ją zrealizować bez starannej oceny kontrahenta, sektora i konkretnego projektu.



