Ponad połowa Polaków chce ograniczenia handlu do dwóch niedziel w miesiącu. Ekonomiści szacują, że przyniesie to gospodarce miliardowe straty

Ponad połowa Polaków chce ograniczenia handlu do dwóch niedziel w miesiącu. Ekonomiści szacują, że przyniesie to gospodarce miliardowe straty 1

Ograniczenie handlu do dwóch niedziel w miesiącu i tylko w sklepach wielkopowierzchniowych – to najnowsza propozycja rządu. Związki zawodowe domagają się bardziej restrykcyjnego zakazu. Eksperci i ekonomiści szacują, że może to mieć negatywny wpływ na polską gospodarkę. W obecnym kształcie rządowy projekt jest kompromisowy dla wszystkich stron – ocenia socjolog z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu. Według badania CBOS obecnie ograniczenie handlu popiera 61 proc. Polaków.

– Ostatni projekt można określić jako element doganiania standardów zachodnich, gdzie od lat istnieje zakaz handlu w niedzielę. Propozycja jest elastyczna, ponieważ proponuje zakaz handlu jedynie w dwie niedziele w miesiącu i ogranicza go do sklepów wielkopowierzchniowych, a także dopuszcza jego uchylenie w określonych okresach roku. Jest prospołeczna, ponieważ odnosi się do tego, jak żyją i funkcjonują rodziny, których członkowie pracują w handlu. Podnosi problematykę kobiecą, ponieważ to kobiety stanowią nadreprezentację pracowników w handlu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Joanna Szalacha-Jarmużek, socjolog i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

W przyszłym tygodniu pod obrady sejmowej Komisji Polityki Społecznej trafi projekt ustawy dotyczący ograniczenia handlu w niedziele. Rząd i posłowie Prawa i Sprawiedliwości zaproponowali w nim, żeby handel w sklepach wielkopowierzchniowych był dozwolony w co drugą niedzielę. NSZZ „Solidarność” domaga się z kolei bardziej restrykcyjnego rozwiązania i wprowadzenia zakazu niedzielnego handlu w każdą niedzielę miesiąca.

– Sieci handlowe w takich przypadkach lubią straszyć, że będą ograniczać zatrudnienie albo wycofają się z Polski. Trzeba jednak zauważyć, że polski rynek jest na tyle duży i atrakcyjny dla handlu, że to się raczej nie stanie. Jeżeli faktycznie miałoby do tego dojść, nie wydarzy się nic groźnego dla społeczeństwa, ponieważ mamy już polskie przedsiębiorstwa handlowe, które mogłyby wejść i wypełnić tę lukę. Argument o wycofaniu się z polskiego rynku jest neokolonialny, zastrasza się nim słabsze państwa – uważa dr Joanna Szalacha-Jarmużek.

Według Business Centre Club zakaz handlu w niedzielę może bardzo negatywnie odbić się na polskiej gospodarce. Z szacunków opracowanych przez firmę doradczą PwC i Polską Radę Centrów Handlowych wynika, że nowa regulacja może spowodować 5-proc. spadek obrotów w handlu (co najmniej o 9,6 mld zł), spadek zatrudnienia o 36 tys. osób oraz spadek dochodów budżetu państwa o 1,8 mld zł rocznie.

Autorzy projektu ustawy liczą, że ograniczenie niedzielnego handlu przyczyni się do ograniczenia przewagi konkurencyjnej sklepów wielkopowierzchniowych i wielkich sieci handlowych, a tym samym stworzy na rynku szansę rozwoju dla małych przedsiębiorców i lokalnych, osiedlowych sklepów.

– Projektodawcy liczą przede wszystkim na wzrost dochodów w małych i średnich sklepach, do których miałby się przenieść strumień konsumentów w te niedziele, w które nie będą mogli kupować w sklepach wielkopowierzchniowych. W tym sensie projekt ustawy wpisuje się w nurt patriotyzmu ekonomicznego, czyli kierowania środków pieniężnych w stronę małych przedsiębiorstw, ważnych dla społeczności lokalnych – mówi dr Joanna Szalacha-Jarmużek.

W ocenie socjolożki z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu zakaz handlu nie spowoduje spadku obrotów w handlu, ponieważ z czasem konsumenci zmienią nawyki i przyzwyczają się do zakupów w trakcie tygodnia.

– Sporo mówi się o tym, że stracą sklepy wielkopowierzchniowe, ale także powiązane z nimi sektory gospodarki, czyli na przykład centra logistyczne, przeładunkowe. Doświadczenia niektórych krajów zachodnich, gdzie wprowadzono zakaz handlu w niedziele, pokazywały, że handel de facto przesuwał się na takie dni jak piątek, sobota i poniedziałek, a właściciele firm nie tracili wcale tak dużo – mówi dr Joanna Szalacha-Jarmużek.

Na ograniczeniu handlu zyskać mogą też sklepy internetowe, gdzie Polacy skierują swoje kroki w niedziele.

Według firmy doradczej PwC, która przeanalizowała trzydzieści państw europejskich pod kątem przepisów dotyczących zakazu niedzielnego handlu, Europa wycofuje się z tego pomysłu. Trzynaście krajów nie ma żadnych restrykcji w tym obszarze, natomiast piętnaście rozluźniło regulacje w tym zakresie w ciągu ostatniej dekady.

– Przeciwnicy wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę mówią, że z racji dużego zapracowania weekendy są tym momentem, kiedy mogą spokojnie dokonać większych zakupów. Patrzę na ten zakaz jak na ciekawy eksperyment, który będzie wymagał od nas przedefiniowania sposobu spędzania wolnego czasu. W wielu mniejszych miejscowościach brakuje atrakcyjnej oferty spędzania wolnego czasu i wypełniają go właśnie galeria handlowe – uważa wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

Jak wynika z badań Kantar TNS, za zakazem handlu we wszystkie niedziele jest 36 proc. Polaków. Proponowane rozwiązanie, czyli handel w co drugą niedzielę, ma więcej przeciwników niż zwolenników (50 proc. vs 48 proc.). Badanie CBOS wskazuje z kolei, że ograniczenie handlu popiera 61 proc. Polaków, ale jednocześnie 46 proc. z nich robi w niedziele zakupy.

– Przez ostatnich 20 lat Polacy nabrali nowych nawyków konsumenckich związanych ze spędzaniem wolnego czasu w centrach handlowych, co niekoniecznie oznacza robienie zakupów. Wiele osób po prostu spędza tam czas. Wprowadzenie zakazu oznacza konieczność zmodyfikowania nawyków konsumenckich. Ludzie nie lubią zmian i stąd może brać się opór – zauważa dr Joanna Szalacha-Jarmużek. – Polacy należą do jednych z najciężej pracujących narodów w Europie. Statystyczny Polak pracuje o dwie godziny więcej niż przeciętny Europejczyk. Można zadać sobie pytanie, czy faktycznie nie zasługujemy na trochę odpoczynku, czy osoby pracujące w handlu nie zasługują na wolny czas?

Europejska euforia trwa w najlepsze – komentarz po danych PMI – RDM

Obraz makroekonomiczny europejskiej gospodarki po raz kolejny się poprawił. W Azji mamy do czynienia z delikatnym spadkiem dynamiki poprawy, a w Meksyku dramat spowodowany trzęsieniem ziemi. W Polsce dynamika wzrostu cen wyrobów gotowych była najwyższa od 6,5 roku.

Azja – w Chinach bez zmian. Słabsze Indie

Europejska euforia trwa w najlepsze – komentarz po danych PMI – RDM 2

Październikowe dane o indeksach PMI w Azji pokazały delikatne spowolnienie poprawy warunków gospodarowania. Chiński indeks przemysłowy w minionym miesiącu nie zmienił swojej wartości. Nowe zamówienia urosły w nieznacznie szybszym tempie, wzrost produkcji przemysłowej był najniższy od 4 miesięcy, a restrykcyjna polityka ochrony środowiska ponownie spowodowała mocny wzrost kosztów produkcji, ograniczając jednocześnie zyskowność sprzedaży. Chińscy producenci kolejny miesiąc z rzędu ograniczali zatrudnienie, tłumacząc to jednak głównie chęcią poprawy efektywności, a nie brakiem zamówień. Zapasy półfabrykatów oraz wyrobów gotowych po raz kolejny spadły sugerując, że w nadchodzących miesiącach są spore szanse na zwiększenie aktywności zakupowej chińskich managerów, zwłaszcza, że portfel zamówień na przyszłość wciąż puchnie. A to dobra wiadomość, z makroekonomicznego punktu widzenia, na nadchodzące miesiące.

Odkąd w Indiach funkcjonuje podatek GST, odczyty danych makroekonomicznych przypominają roller coaster. Tym razem przemysłowy PMI spadł do poziomu 50,3 pkt. Według ankiet indyjskich przedsiębiorców produkcja wzrosła nieznacznie, a wartość nowych zamówień nie zmieniła się, co spowodowało spadek aktywności zakupowej i wartości zapasów półfabrykatów. Mimo to, producenci po raz kolejny zwiększali zatrudnienie, w stopniu podobnym do tego rekordowego, obserwowanego miesiąc wcześniej. Rosnące koszty produkcji, m.in. z powodu wprowadzenia podatku GST, sektor przemysłowy przenosi w części na swoich klientów w celu ochrony marż. Generalnie, pomimo spadku wartości indeksu, jego poszczególne składowe nie wyglądają najgorzej. Niepokoi jednak spadek optymizmu wśród indyjskich przedsiębiorców, dotyczący przyszłych korzyści z wprowadzenia podatku od wartości dodanej GST. Podobnie jak miesiąc wcześniej, sugerujemy pilnie obserwować indyjski rynek, bowiem o ile długoterminowe korzyści z reformy podatkowej są bezdyskusyjne, o tyle w krótkim horyzoncie istnieje ryzyko pogorszenia warunków gospodarowania, które do tej pory miało bardzo ograniczony charakter.

Europa – europejska ekspansja trwa w najlepsze. W Polsce rośnie inflacja

Za nami kolejne świetne dane z europejskiej gospodarki, potwierdzające silną ekspansję na Starym Kontynencie. Francuski i niemiecki PMI znalazły się na 77 miesięcznych maksimach, a odczyty dla Włoch i całej strefy euro są najwyższe od 80 miesięcy. W Europie po raz kolejny odnotowano mocny wzrost produkcji i nowych zamówień, subindeks zatrudnienia znalazł się na najwyższym poziomie w historii badania, a zakupy półfabrykatów i opóźnienia w dostawach były jeszcze wyższe niż miesiąc temu. I chociaż optymizm na nadchodzące 12 miesięcy delikatnie się pogorszył, to przedstawiciele europejskich firm są przekonani, że produkcja w ciągu następnego roku w dalszym ciągu pozostanie w trendzie wzrostowym. Wszystko co możemy znaleźć w opracowaniu Markitu napawa bardzo dużym optymizmem na przyszłość. Rosnąca produkcja, portfele zamówień oraz zatrudnienie, z wydłużającym się czasem dostaw i rosnącymi cenami wyrobów gotowych to typowa sytuacja dla fazy ekspansji w cyklu gospodarczym. Analizując dane dostarczone przez Markit można odnieść wrażenie, że przedsiębiorstwa niebawem zaczną inwestować w rozwój mocy produkcyjnych, których ewidentnie coraz mocniej zaczyna brakować. Podsumowując październikowe odczyty PMI w Europie, należy stwierdzić, że faza ekspansji w Europie nabiera coraz większych rumieńców, chociaż póki co nie widać jeszcze symptomów przegrzania. To wszystko sprawia, że przyszły obraz makroekonomiczny mieni się w różowych barwach. Żeby jednak nie było aż tak dobrze, warto sobie w tym miejscu postawić pytanie, jak długo jeszcze faza ekspansji gospodarczej w Europie może potrwać.

Fenomenalne dane ze strefy euro sugerują, że również te z Polski powinny brylować. Niestety, choć warunki gospodarcze w Polsce się znowu poprawiły, to indeks PMI odnotował niższą wartość niż miesiąc wcześniej. Według Markitu kondycja sektora przemysłowego ponownie uległa poprawie. Silny wzrost produkcji wspierany był wysokim tempem wzrostu nowych zamówień, a dalszy wzrost zatrudnienia nie powstrzymał zaległości produkcyjnych, które kolejny miesiąc z rzędu się zwiększyły. Rosnące koszty produkcji przeniosły się na wzrost cen wyrobów gotowych, których dynamika jest największa od 6,5 roku. Optymizm na najbliższe 12 miesięcy pozostaje w polskim sektorze bardzo wysoki. Firmy planują wprowadzać nowe produkty, inwestować w moce produkcyjne i spodziewają się nowych zamówień. Sytuacja w polskim przemyśle przypomina więc bardzo tę w Europie, chociaż dynamika zmian w rodzimej gospodarce wydaje się być jeszcze daleka, od tej obserwowanej za naszą zachodnią granicą. Potencjał do dalszej poprawy pozostaje więc wciąż wysoki.

USA i Ameryka Łacińska – świetne dane z USA. Dramat w Meksyku

Od dłuższego czasu obserwowanie wyprzedzających wskaźników dotyczących koniunktury gospodarczej w Stanach Zjednoczonych przyprawia o spory zawrót głowy. Indeksy ISM z miesiąca na miesiąc były coraz lepsze, a PMI spadały lub nie zmieniały swojej wartości. Wydaje się, że ostatni odczyt nieco tę sytuację ustabilizował, a przemysłowy indeks, przygotowywany przez Markit, znalazł się na najwyższym poziomie od 17 miesięcy. Październikowa wartość kompozytu sugeruje, że po przejściu huraganu sytuacja zaczyna powoli wracać do normalności. Dzięki temu przedsiębiorcy zaraportowali zauważalny wzrost produkcji i nowych zamówień – zarówno tych z rynku lokalnego, jak i tych eksportowych. Pomimo spadku kosztów produkcji, firmy dzięki wysokiemu popytowi nie zdecydowały się obniżyć cen sprzedaży, a pełne portfele zamówień skłoniły amerykański przemysł do dalszego zwiększania zatrudnienia.  Co jednak bardzo istotne i na co wskazuje Markit, do tej pory poprawa warunków gospodarowania dotyczyła przede wszystkim dużych firm. Ostatni PMI sugeruje, że coraz większymi beneficjentami gospodarczej ekspansji stają się małe przedsiębiorstwa. W naszej opinii to poważny symptom sugerujący, że faza ekspansji gospodarczej w Stanach Zjednoczonych jest już na zaawansowanym etapie.

Amerykańska euforia kontrastuje niestety z fatalnym odczytem kompozytu meksykańskiego, którego wartość jest najniższa w historii publikacji. Potężne trzęsienie ziemi, które nawiedziło Meksyk spowodowało spadek produkcji, spadek nowych zamówień, wzrost kosztów produkcji z powodu osłabienia waluty, a także spadek optymizmu wśród przedsiębiorców na nadchodzące 12 miesięcy. Managerowie zadeklarowali także pierwsze od 38 miesięcy ograniczenie zatrudnienia, chociaż jego skala pozostała bardzo niewielka. Spadek optymizmu przedsiębiorców ugruntowany był przede wszystkim we wzroście niepewności co do przyszłego otoczenia gospodarczego. Tym niemniej na obecnym etapie osłabienie meksykańskiej waluty i spadek aktywności gospodarczej może mieć charakter przejściowy.

Szymon Juszczyk

Zarządzający Portfelami

RDM Wealth Management S.A.

Zmienne opłaty w połączeniu z ograniczeniem stałych kosztów zarządzania od Fidelity International

W odpowiedzi na przybierającą na sile debatę odnośnie wartości aktywnego zarządzania funduszami, zbieżności interesów branży i klientów oraz transparentności opłat, Fidelity International wierzy, że nadszedł czas fundamentalnej zmiany dotyczącej pobieranych opłat.

Fidelity International wprowadził nowy model zmiennej opłaty za zarządzanie w przypadku swoich produktów, dedykowanych rynkom akcji z całego świata. Będzie to oznaczało zarówno redukcję opłat stałych, jak i wynagrodzenia zmiennego, bezpośrednio uzależnionego od wyników funduszu.

Ten koszt zmienny operuje na zasadzie ‘sliding scale’ i jest sposobem na podział ryzyka, określany jest czasem jako tzw. ‘fulcrum fee’. Jeżeli dostarczymy ponadprzeciętny wynik po uwzględnieniu kosztów, to podzielimy się nadwyżką. Jeżeli zaś stopa zwrotu będzie na poziomie benchmarku lub poniżej, w nowym modelu poziom kosztów ulegnie obniżeniu. Koszt klienta będzie zakotwiczony w określonym przedziale, z ustalonym górnym i dolnym ograniczeniem.

Jak mówi Brian Conroy, Prezes Fidelity International, “Chcemy zademonstrować nasze przywiązanie do aktywnego stylu zarządzania. Odchodzimy od modelu stałej opłaty, nasze wynagrodzenie będzie zależało od wartości dostarczonej klientowi. Taka zmiana zbliży wyniki z naszego biznesu do wyników portfeli klientów, a wierzymy że Ci oraz nadzór właśnie tego oczekują. Nasza struktura opłat zrekompensuje słabsze wyniki, gdy w przypadku naszych konkurentów tak nie jest.”

Dzisiaj podajemy do wiadomości również nasze stanowisko odnośnie regulacji MiFID II i analiz zewnętrznych podmiotów. W pełni popieramy cel regulacji, ale wierzymy, że debata nad nimi skupiła się nad modelem płatności za analizy zewnętrzne, zamiast na całkowitych kosztach usług zarządzania aktywami i ich rzeczywistej wartości. Dodatkowo globalny charakter naszego biznesu, zarówno z uwagi na klientów, jak i ich dostęp do naszej globalnej platformy analitycznej oznacza, że w naszej firmie musi obowiązywać jeden spójny model.

Mając to na uwadze, zdecydowaliśmy się przyjąć model CSA-RPA odnośnie analiz podmiotów zewnętrznych. Jednak redukcja naszej bazowej stawki za zarządzanie przekroczy i skompensuje koszty klientów z tytułu tychże analiz. Wierzymy, że model CSA-RPA jest elastycznym, transparentnym i z perspektywy globalnej spójnym sposobem na dostarczenie szeregu danych, koniecznych do wsparcia aktywnego modelu zarządzania.

Dla tych klientów, którzy po prostu chcą ograniczyć poziom opłat i nie chcą płacić za aktywne podejście, będziemy poszerzać naszą odnoszącą sukcesy ofertę nisko-kosztowych funduszy indeksowych, dostępnych dla klientów na całym świecie.

Brian Conroy, Prezes Fidelity International dodał: “Przeanalizowawszy implikacje nadchodzących regulacji, jak również korzystając z opinii regulatora z Wlk. Brytanii odnośnie braku innowacji w obszarze opłat w branży wierzymy, że potrzebna jest fundamentalna zmiana w modelu wynagradzania. Dążymy do tego, aby dostarczyć naszym klientom zarówno wybór jak i wartość, a zaproponowane zmiany jeszcze lepiej dopasują nasze usługi do ich potrzeb. Z niecierpliwością oczekujemy na współpracę z naszymi klientami w kolejnych miesiącach, aby poddać dyskusji i wprowadzić te zmiany.”fidelity

Rynek nieruchomości biurowych w pierwszej połowie 2017 r.

Pierwsza połowa 2017 r. charakteryzowała się konsolidacją na rynku biurowym w Polsce, z lekkim spadkiem podaży oraz rosnącą absorpcją. Na koniec 1h17 zasoby w kraju wyniosły 9,3 mln m2. Nadal widać trend umacniania się rynków regionalnych kosztem Warszawy.

  • Pierwsza połowa 2017 r. charakteryzowała się konsolidacją na rynku biurowym w Polsce, z lekkim spadkiem podaży (zjawisko chwilowe) oraz rosnącą absorpcją, w konsekwencji współczynnik pustostanów na większości rynków obniżył się. Mimo poprawy, czynsze pozostały płaskie.
  • Na koniec 1h17 zasoby w kraju wyniosły 9,3 mln m2. Nadal widać trend umacniania się rynków regionalnych kosztem Warszawy. Niemniej w Warszawie zasoby na jednego mieszkańca oraz jednego pracownika biurowego nadal są zdecydowanie najwyższe.w pierwszej połowie 2017 r.
  • Nowa podaż na rynku biurowym w 1h17 zanotowała spadek, ale w naszej ocenie był on przejściowy. W perspektywie długoterminowej nowa podaż pozostaje w trendzie wzrostowym (wg nas będzie trwać co najmniej do końca 2019r.).
  • W Warszawie oczekujemy stabilizacji nowej podaży na poziomie zbliżonym do średniej z ostatnich 5 lat aż do początku 2020 r., kiedy nastąpi krótkotrwale wybicie podaży do ok. 500 tys. m2.
  • Na większości rynków regionalnych oczekujemy zdecydowanego wzrostu nowej podaży do końca 2019 r. Szacujemy, że umocni się dominująca pozycja Krakowa i Wrocławia. Przewidujemy tym samym, że zapoczątkowana 2 lata temu dominacja rynków regionalnych nad Warszawą pod względem nowej podaży będzie się powiększać w najbliższych 2 latach.
  •  Popyt netto (absorpcja) w 1h17 wzrósł o 32% r/r, mimo spadku nowej podaży, wskazując na korzystną sytuację na rynku w krótkim terminie.
  • Wyniki absorpcji dla Warszawy w 1h17 było nieco rozczarowujące (-11% r/r). Miały one jednak miejsce przy stosunkowo niskiej podaży (zwłaszcza w CBD, gdzie koncentruje się obecnie popyt większości użytkowników powierzchni biurowych).
  • Poziom absorpcji w regionach w 1h17 był bardzo dobry (rekordowe półrocze  w historii monitorowania statystyki) – odnotowano wzrost o około 80% r/r, pomimo spodku nowej podaży o 16% r/r.
  • Na kolejne lata przewidujmy stabilny poziom absorpcji z potencjalnie niewielkim dalszym wzrostem w regionach, co jednak przy silnych prognozowanych wzrostach podaży może doprowadzić do zachwiania równowagi pomiędzy podażą a popytem.
  • W 1h17 w obliczu spadającej podaży oraz rosnącej absorpcji współczynnik pustostanów spadał, zwłaszcza na rynkach regionalnych. Relatywnie wysoki współczynnik pustostanów w Warszawie wynika z wysokiego poziomu pustostanów strukturalnych, występujących jako efekt niedopasowania jakości starszego zasobu, a także niedopasowania lokalizacyjnego istotnej części zasobów.
  • W Warszawie wzrost pustostanów w NCL oraz ich spadek w CBD ilustruje w istotnym stopniu przesunięcia zainteresowania z NCL do CBD.
  • W średnim terminie przewidujemy stabilizację (ewentualnie niewielki wzrost) współczynnika pustostanów w Warszawie oraz jego wyraźny wzrost na wielu rynkach regionalnych. W Warszawie pustostany powinny rosnąć nieznacznie w NCL oraz w dalszym ciągu spadać w CBD.
  • Raportowany przez PORF poziom czynszów znajduje się obecnie w trendzie lekko wzrostowym na rynkach regionalnych oraz w trendzie łagodnie spadkowym w Warszawie.
  • Na większości rynków wystąpi generalnie kontynuacja trendu bocznego w poziomie czynszów, jednak z odchyleniem trendu w kierunku spadkowym na wiodących rynkach regionalnych w Krakowie, we Wrocławiu oraz w warszawskim NCL.
  • Istotnym czynnikiem wzrostu podaży jest sytuacja na europejskich rynkach finansowych. Tanie finasowanie doprowadziło do znacznego obniżenia kosztów najmu nieruchomości, nie do utrzymania przy wyższych kosztach finasowania. Przewidujemy, że normalizacja polityki pieniężnej w strefie euro powinna przebiegać bardzo stopniowo, co umożliwi deweloperom dostosowanie się do wyższego kosztu finansowania poprzez czasowe ograniczanie podaży i wzrost czynszów.
  • Czynnikiem ryzyka w Warszawie pozostaje duża potencjalna podaż powierzchni. W Warszawie wiodący gracze posiadają zasoby finansowe i organizacyjne oraz na tyle rozbudowane pipeline nowych projektów, że są w stanie zapewnić całość rynkowej podaży. Uruchomienie nowej podaży może nastąpić bardzo szybko w efekcie nadmiernie optymistycznej oceny popytu netto na rynku.
  • Rozwarstwienie pomiędzy budynkami ze względu na ich wiek i jakość będzie nadal wzrastać. Bezpośrednią konsekwencją powyższego trendu mogą być również nasilające się kłopoty z przepływami finansowymi podmiotów, będących właścicielami obiektów klasy C, zwłaszcza w Warszawie.
  • W dłuższej perspektywie zasoby biurowe w polskich miastach regionalnych w znacznym stopniu będą wykorzystywane do eksportu usług. Długotrwały wzrost gospodarczy w kraju i idące za tym wzrosty wynagrodzeń mogą ograniczać konkurencyjność polskich pracowników biurowych w sektorze BPO/SSC, ograniczając popyt na powierzchnie biurowe w tym segmencie.

Rynek nieruchomości biurowych

Źródło: PKO Bank Polski

Rynek nieruchomości handlowych w pierwszej połowie 2017 r.

  • Pierwsza połowa 2017 r. charakteryzowała się konsolidacją na rynku biurowym w Polsce, z lekkim spadkiem podaży (zjawisko chwilowe) oraz rosnącą absorpcją, w konsekwencji współczynnik pustostanów na większości rynków obniżył się. Mimo poprawy, czynsze pozostały płaskie.
  • Na koniec 1h17 zasoby w kraju wyniosły 9,3 mln m2. Nadal widać trend umacniania się rynków regionalnych kosztem Warszawy. Niemniej w Warszawie zasoby na jednego mieszkańca oraz jednego pracownika biurowego nadal są zdecydowanie najwyższe.
  • Nowa podaż na rynku biurowym w 1h17 zanotowała spadek, ale w naszej ocenie był on przejściowy. W perspektywie długoterminowej nowa podaż pozostaje w trendzie wzrostowym (wg nas będzie trwać co najmniej do końca 2019r.).
  • W Warszawie oczekujemy stabilizacji nowej podaży na poziomie zbliżonym do średniej z ostatnich 5 lat aż do początku 2020 r., kiedy nastąpi krótkotrwale wybicie podaży do ok. 500 tys. m2.
  • Na większości rynków regionalnych oczekujemy zdecydowanego wzrostu nowej podaży do końca 2019 r. Szacujemy, że umocni się dominująca pozycja Krakowa i Wrocławia. Przewidujemy tym samym, że zapoczątkowana 2 lata temu dominacja rynków regionalnych nad Warszawą pod względem nowej podaży będzie się powiększać w najbliższych 2 latach.
  •  Popyt netto (absorpcja) w 1h17 wzrósł o 32% r/r, mimo spadku nowej podaży, wskazując na korzystną sytuację na rynku w krótkim terminie.
  • Wyniki absorpcji dla Warszawy w 1h17 było nieco rozczarowujące (-11% r/r). Miały one jednak miejsce przy stosunkowo niskiej podaży (zwłaszcza w CBD, gdzie koncentruje się obecnie popyt większości użytkowników powierzchni biurowych).
  • Poziom absorpcji w regionach w 1h17 był bardzo dobry (rekordowe półrocze  w historii monitorowania statystyki) – odnotowano wzrost o około 80% r/r, pomimo spodku nowej podaży o 16% r/r.
  • Na kolejne lata przewidujmy stabilny poziom absorpcji z potencjalnie niewielkim dalszym wzrostem w regionach, co jednak przy silnych prognozowanych wzrostach podaży może doprowadzić do zachwiania równowagi pomiędzy podażą a popytem.
  • W 1h17 w obliczu spadającej podaży oraz rosnącej absorpcji współczynnik pustostanów spadał, zwłaszcza na rynkach regionalnych. Relatywnie wysoki współczynnik pustostanów w Warszawie wynika z wysokiego poziomu pustostanów strukturalnych, występujących jako efekt niedopasowania jakości starszego zasobu, a także niedopasowania lokalizacyjnego istotnej części zasobów.
  • W Warszawie wzrost pustostanów w NCL oraz ich spadek w CBD ilustruje w istotnym stopniu przesunięcia zainteresowania z NCL do CBD.
  • W średnim terminie przewidujemy stabilizację (ewentualnie niewielki wzrost) współczynnika pustostanów w Warszawie oraz jego wyraźny wzrost na wielu rynkach regionalnych. W Warszawie pustostany powinny rosnąć nieznacznie w NCL oraz w dalszym ciągu spadać w CBD.
  • Raportowany przez PORF poziom czynszów znajduje się obecnie w trendzie lekko wzrostowym na rynkach regionalnych oraz w trendzie łagodnie spadkowym w Warszawie.
  • Na większości rynków wystąpi generalnie kontynuacja trendu bocznego w poziomie czynszów, jednak z odchyleniem trendu w kierunku spadkowym na wiodących rynkach regionalnych w Krakowie, we Wrocławiu oraz w warszawskim NCL.
  • Istotnym czynnikiem wzrostu podaży jest sytuacja na europejskich rynkach finansowych. Tanie finasowanie doprowadziło do znacznego obniżenia kosztów najmu nieruchomości, nie do utrzymania przy wyższych kosztach finasowania. Przewidujemy, że normalizacja polityki pieniężnej w strefie euro powinna przebiegać bardzo stopniowo, co umożliwi deweloperom dostosowanie się do wyższego kosztu finansowania poprzez czasowe ograniczanie podaży i wzrost czynszów.
  • Czynnikiem ryzyka w Warszawie pozostaje duża potencjalna podaż powierzchni. W Warszawie wiodący gracze posiadają zasoby finansowe i organizacyjne oraz na tyle rozbudowane pipeline nowych projektów, że są w stanie zapewnić całość rynkowej podaży. Uruchomienie nowej podaży może nastąpić bardzo szybko w efekcie nadmiernie optymistycznej oceny popytu netto na rynku.
  • Rozwarstwienie pomiędzy budynkami ze względu na ich wiek i jakość będzie nadal wzrastać. Bezpośrednią konsekwencją powyższego trendu mogą być również nasilające się kłopoty z przepływami finansowymi podmiotów, będących właścicielami obiektów klasy C, zwłaszcza w Warszawie.
  • W dłuższej perspektywie zasoby biurowe w polskich miastach regionalnych w znacznym stopniu będą wykorzystywane do eksportu usług. Długotrwały wzrost gospodarczy w kraju i idące za tym wzrosty wynagrodzeń mogą ograniczać konkurencyjność polskich pracowników biurowych w sektorze BPO/SSC, ograniczając popyt na powierzchnie biurowe w tym segmencie.

Rynek nieruchomości handlowych w 1h17

Źródło: PKO Bank Polski

Polska na 27. miejscu w rankingu Doing Business Banku Światowego

W najnowszej edycji rankingu Banku Światowego Doing Business, który porównuje warunki prowadzenia biznesu w 190 krajach świata, Polska zajęła 27. miejsce. W porównaniu do innych krajów, Polska wypada dobrze w zakresie obsługi handlu międzynarodowego oraz dostępu do kredytów. Z drugiej strony, wciąż istnieje pole do poprawy, jeśli chodzi o dochodzenie roszczeń czy płacenie podatków. Czynności te zajmują w Polsce nadal więcej czasu niż w większości innych krajów Unii Europejskiej.

W poprzedniej edycji raportu, Polska sklasyfikowana została na 24. pozycji, czyli wyższej niż w bieżącej edycji, pomimo, że wskaźnik liczbowy był wówczas nieco niższy (77.12 w Doing Business 2017 wobec 77.30 w Doing Business 2018).

„Porównując ranking Doing Business do maratonu, można powiedzieć, że Polska wybiegła teraz nieco lepszy czas niż rok temu, jednak niektóre kraje były szybsze, dlatego pozycja Polski lekko spadła. Pomimo to, Polska wciąż znajduje się w ścisłej światowej czołówce, jeśli chodzi o warunki prowadzenia działalności gospodarczej” – mówi Carlos Piñerúa, Przedstawiciel Banku Światowego w Polsce i krajach bałtyckich.

Liderem w tegorocznym zestawieniu krajów o najbardziej przyjaznym otoczeniu biznesu, podobnie jak rok temu, została Nowa Zelandia. Drugie miejsce zajął Singapur, a kolejne Dania. W okresie od lipca 2016 r. do czerwca 2017 r., branym pod uwagę w najnowszej edycji raportu, 119 krajów przeprowadziło 264 reformy poprawiające warunki tworzenia nowych miejsc pracy, inwestowania i konkurencji. W tym czasie, Polska nie wprowadziła w życie reform, które obejmuje ranking Doing Business, wynika z raportu.

„Nie oznacza to, że polskie władze nie podejmują działań ułatwiających prowadzenie biznesu. Wiele udogodnień nie weszło jeszcze w życie, inne obowiązują, ale firmy jeszcze o tym nie wiedzą. Co ważne, Nowa Zelandia zawdzięcza koszulkę lidera nie tylko zmianom prawnym, ale także skrojonej pod biznes ofercie e-administracji. To właśnie w usługach cyfrowych leży klucz do dalszej poprawy otoczenia biznesu w Polsce” – mówi Maciej Drozd, ekonomista Banku Światowego.

Doing Business 2018 jest 15. edycją flagowego raportu Banku Światowego, którego celem jest zachęcać kraje do poprawy warunków otoczenia biznesu. Przyjazne otoczenie gospodarcze ułatwia firmom działalność, pozwala inwestować i zwiększać zatrudnienie, poprawiając warunki życia różnych grup społecznych, w tym również najsłabszych. Raport analizuje przepisy regulujące działalność firm w zakresie między innymi pozyskiwania pozwoleń, płacenia podatków, dochodzenia należności czy wymiany międzynarodowej.

Europejski wzrost nie zaskoczył

Rozczarowanie – tą frazą można opisać najnowsze dane dotyczące presji cenowej w Eurolandzie, bowiem roczna stopa inflacji bazowej spadła w październiku do poziomu 0,9 proc. wobec 1,1 proc. zgłaszanych przez rynek. Negatywny wydźwięk publikacji wyraźnie zniosły wyższe szacunki tempa wzrostu za minione trzy miesiące (0,6 proc. kw./kw., konsensus: 0,5 proc.), które nie należy traktować jako wysoce zaskakujące z racji na napływ serii pozytywnych „soft data” z Niemiec, Francji oraz Włoch. Zakładnikiem niezbyt przychylnych danych stał się dolar kanadyjski (-0,5 proc.) reagujący dość gwałtownie na pierwszy spadek PKB w ujęciu miesięcznym od dokładnie dziesięciu miesięcy.

Dość niepokojącą tendencją, która może istotnie ważyć na kanadyjskich rachunkach narodowych w nadchodzących kwartałach jest załamanie się sentymentu w branży chemicznej. Według opublikowanego komunikatu sektor odnotował najsilniejsze załamanie produkcji od przeszło dwudziestu lat. Niemniej jednak kanadyjski dolar nie dzierży miana najsilniej przecenionej waluty koszyka G10. Niewiele silniejszą deprecjację notuje jego nowozelandzki odpowiednik, który znalazł się pod presją wczorajszych danych dotyczących pogorszenia się nastrojów w sektorze budowlanym – we wrześniu wydano o 2,3 proc. mniej pozwoleń na budowę nieruchomości mieszkalnych względem stanu z sierpnia. Wśród głównych walut siłę dolara lekceważy funt szterling, który wypracowuje 0,2 proc. zwyżkę. Z punktu analizy technicznej nie należy wykluczać prawdopodobieństwa naruszenia przez GBP/USD oporu przy 1,3280.

W czołówce walut Emerging Markets ponownie znajduje się południowokoreański won (0,4 proc.) ustępujący jedynie niewiele silniej drożejącemu meksykańskiemu peso (0,4 proc.). Pokaźną przecenę ma za sobą rosyjski rubel, którego 1,0 proc. przecena okrywa cieniem niezbyt udane sesje w wykonaniu południowoafrykańskiego randa (-0,7 proc.) czy tureckiej liry (-0,5 proc.). W regionie miano lidera zyskuje złoty (0,3 proc.). Obecnie EUR/PLN balansuje przy poziomie 4,2400, USD/PLN schodzi w okolice 3,6380, GBP/PLN próbuje się stabilizować przy 4,8240, a CHF/PLN schodzi w okolice 3,6460.

W trakcie wtorkowej sesji zmienność na europejskich rynkach akcji pozostawiała wiele do życzenia. Jednym z powodów powyższego stanu rzeczy są obchody niemieckiego Święta Reformacji, co skutecznie wyłączyło frankfurckich inwestorów z dzisiejszych notowań. Na początku sesji uwagę zwracała giełda w Londynie, gdzie obecnie indeks FTSE 100 notuje 0,1 proc. zwyżkę. Na czele komponentów niezmiennie plasuje się Croda (4,1 proc.) za sprawą świetnych wyników za III kwartał, które przyćmiły pewne regionalne problemy związane z przyjętym modelem biznesowym. Czarne scenariusze wobec spółki starał się kreślić Morgan Stanley zakładający słabsze tempo wzrostu w następnych trzech miesiącach z racji na materializację ryzyk ze strony konkurentów. W absolutnej czołówce brytyjskich spółek ponownie plasuje się EasyJet (3,3 proc.) będący o krok od przejęcia części aktywów upadłego przewoźnika Air Berlin.

Podobną skalę wzrostów obserwuje się w Paryżu. Liderem francuskiego indeksu CAC 40 (0,1 proc.) pozostaje Airbus, którego 3,8 proc. zwyżka to zasługa fenomenalnego zysku EBIT przy niewiele wyższych przychodach. Ruch w stronę północy dodatkowo podsycały komentarze dyrektora finansowego spółki potwierdzające doniesienia o zamówieniu przez Qatar Airways dodatkowych czterech zmodyfikowanych modeli A350S. Niezmiennie najsilniej tracącym komponentem pozostaje BNP Paribas (-3,0 proc.), które odnotowało pokaźny spadek przychodów z tradingu z racji na obserwowalne przetasowania na rynku długu.

Ostatnie minuty warszawskiej sesji to skromny powrót indeksu WIG 20 (0,1 proc.) nad wczorajsze zamknięcie. Motorem wzrostów przy Książęcej pozostaje LPP (3,7 proc.) za sprawą zmiany ceny docelowej przez analityków Banku Ochrony Środowiska do poziomu 8 887 PLN (obecnie: 8 594 PLN). Na nieco dalszym planie znajduje się Orange Polska (1,6 proc.) wymazujące swoją poniedziałkową przecenę. Najsilniejszy ruch w stronę niższych poziomów notuje Orlen (-1,6 proc.), który przyjął pierwszą dostawę ropy z USA.

Wtorek na rynku surowców energetycznych nie należy do szczególnie udanych, bowiem na przestrzeni dnia grudniowe kontrakty na gaz ziemny zdążyły potanieć o 1,7 proc. do poziomu 2,920 USD/MMBtu przy jednoczesnym powrocie ropy WTI (-0,2 proc.) w okolice poziomu 54,00 USD za baryłkę. W gronie szeroko rozumianych metali szlachetnych ze zniżkowych nastrojów skutecznie wyłamuje się pallad, który drożejąc 1,5 proc. wraca w okolice 981 USD za uncję. W wyraźnej kontrze staje między innymi srebro (-1,1 proc.) przełamujące się przez wsparcie przy 16,70 USD. Mniej spektakularny ruch ma za sobą złoto (-0,5 proc.), które próbuje ustabilizować się tuż przy dość ważnym poziomie 1 270 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Inflacja zmniejsza dochody realne Polaków

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w październiku 2017 r. o 2,1 proc. r/r, a w stosunku do września br. o 0,5 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

We wrześniu i w październiku 2017 r. wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych był wyraźnie wyższy niż w ostatnich miesiącach – odpowiednio 2,2 proc. i 2,1 proc. r/r. Inflację na takim poziomie obserwowaliśmy ostatnio w lutym br. (2,2 proc.), a wcześniej – w końcu 2012 r/ (2,4 proc.). Nie jesteśmy zatem przyzwyczajeni do takich wzrostów cen. Szczególnie, że są one w ponad 50 proc. generowane przez wzrosty cen żywności. We wrześniu br. wkład żywności we wzrost CPI wyniósł 1,16 punktu procentowego, sierpniu – 1 punkt procentowy (przy inflacji 1,8 proc.), w lipcu 1,04 pp (przy inflacji 1,7 proc.), w czerwcu 0,86 (przy inflacji 1,5 proc.).

To ciekawe zjawisko, bowiem zbiory zboża, ziemniaków, buraków cukrowych były nieco wyższe niż w 2016 r., zbiory warzyw pozostały na podobnym do zeszłorocznego poziomie. Spadek dotyczył jedynie zbiorów owoców – owoców z drzew aż o 30-35 proc., a z krzewów o ok. 15 proc. (GUS). Do tego doszły silnie rosnące ceny masła, ale to już zasługa cen na rynkach światowych. W październiku swój udział mają zapewne też ceny jaj. Nie mogło to pozostać bez wpływu na ceny żywności, ale nie w tak dużym stopniu jak obserwujemy to od początku 2017 r., a szczególnie w ostatnich miesiącach.

Wydaje się, że sprawa jest oczywista. Żywność to produkt podstawowy, a tym samym jego elastyczność cenowa jest niska, czyli wzrost cen nie zmniejsza lub w niewielkim stopniu zmniejsza popyt na produkty żywnościowe. Prędzej wzrost cen żywności wpłynie na spadek popytu na inne produkty. Producenci i sprzedawcy produktów żywnościowych wiedzą o tym i korzystają z dobrej koniunktury gospodarczej oraz dosypywania co miesiąc ok. 2 mld zł z budżetu państwa do portfeli części gospodarstw domowych (500+). Podnoszą ceny, wiedzą bowiem, że jeśli będzie trzeba, po prostu mniej będziemy oszczędzać. A przy niższych dochodach rozporządzalnych mniej będziemy kupować np. dóbr trwałego użytku.

W największym stopniu silnie rosnące ceny żywności uderzają w gospodarstwa domowe o niskich dochodach. Żywność w ich wydatkach ma bowiem dominujący udział.
Ale są też beneficjenci ponad 2-procentowej inflacji – budżet państwa, do którego wpływa więcej dochodów z podatków pośrednich, głównie z VAT. I w wyniku wzrostu konsumpcji, i dlatego że rosną ceny.

Ciekawe jak to utrwalanie się wyższego poziomu inflacji, w tym szczególnie silnego wzrostu cen żywności skomentują członkowie Rady Polityki Pieniężnej. Skomentują, bo decyzji o niepodnoszeniu stóp procentowych na pewno nie zmienią. Przynajmniej do połowy, a może nawet końca przyszłego roku.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Spokojny koniec października na rynku walutowym

Pod znakiem spokojnego handlu upłynął wtorek na rynku walutowym. Niewielkie wahania EUR/USD przełożyły się na równie ograniczone zmiany euro i dolara do złotego. Nieco ciekawiej było na funcie, który zyskiwał w oczekiwaniu na czwartkowe posiedzenie Bank Anglii i spodziewaną wówczas pierwszą od dekady podwyżkę stóp procentowych.

Ostatni dzień października, a jednocześnie ostatni dzień przed jutrzejszym dniem wolnym w Polsce (Dzień Wszystkich Świętych), przyniósł niewielkie zmiany notowań EUR/PLN i USD/PLN, przy jednoczesnym wzroście GBP/PLN. O godzinie 15:43 za euro trzeba było zapłacić 4,2490 zł (-0,1 gr), dolar kosztował 3,65 zł (bez zmian), a funt 4,8370 zł (+1,7 gr) i był najdroższy od 3. tygodni. Handel odbywał się w dość spokojniej atmosferze, a inwestorzy zignorowali szereg opublikowanych dziś danych makroekonomicznych.

Dolara nie zdołały wesprzeć dane o najlepszych od prawie 17 lat nastrojach amerykańskich konsumentów oraz o najwyższym od marca 2011 odczycie indeksu Chicago PMI. Wspólna waluta zignorowała dane o najsilniejszym od 5 i pół roku wzroście gospodarczym w strefie euro, skupiając się na niższej od prognoz inflacji w październiku. Żadnych emocji też nie wywołały opublikowane przez GUS dane o wyhamowaniu inflacji w Polsce w październiku do 2,1 proc. rok do roku z 2,2 proc. miesiąc wcześniej, co było zjawiskiem zakładanym przez ekonomistów. I jedynie funt dziś zyskiwał na wartości w oczekiwaniu na prawdopodobną, pierwszą od dekady, czwartkową podwyżkę stóp procentowych w Wielkiej Brytanii.

W środę, podczas gdy Polacy tłumnie udadzą się na groby swoich bliskich, globalne rynki finansowe będą funkcjonować normalnie, reagując m.in. na wyniki posiedzenia amerykańskiego FOMC (godz. 19:00; prognoza: brak zmian stóp proc., główna stopa 1,00-1,25 proc.), raport ADP nt. zmiany zatrudnienia w amerykańskim sektorze prywatnym (godz. 13:15; prognoza: +200 tys.), indeks ISM dla przemysłu w USA (godz. 15:00; prognoza: 59,5 pkt.), a także licznie publikowane przemysłowe indeksy PMI. To właśnie od reakcji na te wydarzenia będzie zależało na jakich poziomach rozpocznie handel w czwartek rano.

Październik był dobrym miesiącem dla złotego, który w reakcji na dobre dane płynące z rodzimej gospodarki, pozytywne nastroje na rynkach światowych, a także wobec rosnących nadziei na wcześniejsze niż dotychczas zakładano podwyżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP), umocnił się do koszyka walut. Euro potaniało o 6 gr, funt o 5 gr, szwajcarski frank o 11 gr, a dolar nie zmienił swej wartości.

Początek listopada może stać pod znakiem mocniejszego złotego (za wyjątkiem GBP/PLN „wpatrzonego” w Bank Anglii), który może zyskiwać w oczekiwaniu na przyszłotygodniowe posiedzenie RPP (7-8 listopada). Rynek liczy, że okaże się ono krokiem w kierunku szybszych podwyżek stóp procentowych w Polsce.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Przychodzi start-upowiec do inwestora, czyli skuteczny pitch deck

Zgodnie z wynikami raportu „Polskie startupy 2017″[1] opracowanego przez fundację Startup Poland, niemal 40 proc. młodych przedsiębiorców korzysta z finansowania zewnętrznego. Oznacza to długą kolejkę do potencjalnych inwestorów, którzy wyszukują najciekawsze pomysły na biznes podczas tzw. sesji pitchingowych. Jak stworzyć pitch deck, który otworzy nie tylko serca, ale przede wszystkim portfele naszych słuchaczy?

Młodzi przedsiębiorcy, którzy rozpoczynają swoją przygodę z budowaniem i rozwijaniem start-upu, nie posiadają zwykle wystarczającej liczby środków do sfinansowania swoich pomysłów. Dlatego też, wielu z nich dostrzega prędzej czy później potrzebę pozyskania inwestora. Najpopularniejszą okazją do zdobycia kapitału są sesje pitchingowe, czyli spotkania z potencjalnymi inwestorami. To właśnie podczas takich wydarzeń start-upowcy „mają swoje pięć minut”, by przekonać odbiorców do swojej historii opowiadanej w formie prezentacji, określanej jako pitch deck. Jak sprostać temu zadaniu?

Czy wiesz, z kim rozmawiasz?

Złotą zasadą skutecznego marketingu jest indywidualne podejście do klienta. Należy pamiętać, że pitch deck to nic innego jak sprzedawanie swojego pomysłu, dlatego i w tym przypadku należy kierować się wspomnianą regułą personalizacji. – Zanim przystąpimy do przygotowania prezentacji, poznajmy potencjalnych inwestorów, z którymi mamy umówione spotkanie. Przeanalizujmy ich portfolio zarówno pod kątem inwestycji zakończonych sukcesem, jak i porażką. Sprawdźmy też, jakie branże znajdują się w centrum ich zainteresowania. Warto też przyjrzeć się sposobom i procesowi inwestycyjnemu przy poprzednich przedsięwzięciach, jak również powodom, dla których dany inwestor zdecydował się na sfinansowanie wybranego pomysłu – mówi Michał Wekko, CEO punk team, czyli pierwszej w Polsce fabryki start-upów. Dobrym pomysłem jest także prześledzenie aktywności naszego przyszłego rozmówcy w mediach społecznościowych i tradycyjnych, poznanie jego poglądów i zainteresowań. Wiedzę zdobytą w procesie wyszukiwania informacji na temat inwestora warto wykorzystać w pitch decku, konstruując prezentację szytą na miarę oczekiwań naszego słuchacza.

Ucz się od najlepszych

Nie ma jednej, uniwersalnej recepty na udany pitch deck. Istnieją jednak przydatne pomoce naukowe, których wyniki mogą wspomóc start-upowca w przygotowaniu efektywnej prezentacji. Mowa o badaniu[2] przeprowadzonym w 2015 roku przez firmę DocSend wraz z profesorem Harvard Business School, Tomem Eisenmannem. Badacze wzięli pod lupę prezentacje 200 start-upów, które pozyskały na początkowym etapie finansowanie o łącznej wartości 360 mln dolarów. Zgodnie z wynikami analizy, średnia długość pitch decku wynosiła 19,2 slajdu, a przeciętny inwestor spędzał nad jedną prezentacją 3 minuty i 44 sekundy. Interesujący jest również fakt, że wszystkie pitch decki miały zbliżoną strukturę i zakres tematyczny. Na tej podstawie można założyć, że must have dobrej prezentacji to slajdy obejmujące takie zagadnienia, jak:

  • cel firmy, czyli przedstawienie specjalizacji, misji oraz wizji start-upu
  • problem, czyli identyfikacja niszy, którą chcemy wypełnić, wskazanie potrzeby rynkowej, którą chcemy zaspokoić
  • rozwiązanie, czyli nasz pomysł na zaspokojenie wspomnianej potrzeby
  • „dlaczego teraz?”, czyli pokazanie, dlaczego to najlepszy moment na inwestycję w nasz pomysł
  • rozmiar rynku, czyli rzeczowa, liczbowa analiza środowiska, w którym rozwijamy działalność
  • produkt/usługa, czyli atrakcyjna i przedstawiona językiem korzyści prezentacja naszego produktu lub usługi
  • zespół, czyli pokazanie, że za naszym pomysłem stoją kompetentne i utalentowane osoby
  • model biznesowy, czyli przedstawienie, w jaki sposób chcemy przekuć nasz pomysł w sukces finansowy
  • konkurencja, czyli przedstawienie rzetelnej analizy innych firm działających w branży wraz z podkreśleniem naszych wyróżników
  • finanse, czyli wiarygodne prognozy finansowe uwzględniające dotychczasowe wyniki oraz planowane koszty i przychody

Warto przy tym zaznaczyć, że z przedstawionych slajdów, inwestorzy poświęcali najwięcej uwagi prognozie finansowej oraz zespołowi, co od razu pokazuje, że właśnie te slajdy powinniśmy wyróżnić i szczególnie dopracować. Ponadto, nie należy też zapominać o aspektach estetycznych pitch decku – opracowany przez nas dokument powinien być nie tylko ciekawy pod względem treści, ale również wyglądu.

Liczą się emocje

Prezentacja dopracowana pod kątem merytorycznym, technicznym i wizualnym to jedno. Kluczem do sukcesu jest jej odpowiednie przedstawienie, wymagające od start-upowca porządnego treningu. Dobry pitch deck to taki, który jest dynamiczny, przedstawiony z charyzmą, pewnością siebie i zaangażowaniem, jak również z odpowiednio dopasowaną mową ciała oraz tembrem głosu. Chodzi o to, by rozbudzić zainteresowanie, emocje i wywołać pytania oraz – przede wszystkim – wyróżnić się na tle innych. Warto podkreślić, że podczas sesji pitchingowych, jak i podczas każdego wystąpienia, liczy się tzw. pierwsze wrażenie. Jak od pierwszych sekund naszej prezentacji przykuć uwagę słuchaczy? – Pierwszy etap to wywołanie atmosfery pozytywnego oczekiwania. Dlatego wystąpienie warto zacząć od… milczenia, z dodającym pewności siebie uśmiechem na ustach. Następnie, gdy wywołamy już u odbiorców pożądany efekt, pora na rozpoczęcie prezentacji z tzw. przytupem. Zapomnijmy o klasycznym przedstawieniu się – zamiast tego postawmy na zadanie zaczepnego, wywołującego dyskusję pytania bądź przytoczenie inspirującego cytatu stanowiącego punkt wyjścia do dalszej części wystąpienia – mówi Waldemar Ariel Gala, inwestor i Anioł Biznesu, założyciel firmy punk team.

[1] https://businessinsider.com.pl/technologie/nowe-technologie/raport-polskie-startupy-2017/k81w0r0

[2] https://docsend.com/view/p8jxsqr

W 2021 roku wartość rynku ochrony w Polsce wyniesie ponad 11 mld zł

W 2017 roku wartość rynku ochrony osób i mienia w Polsce wyniesie około 10,12 mld zł, co oznacza wzrost o ponad 13 proc. rok do roku. W ciągu kolejnych lat będzie on rósł około 3 proc. rocznie, co oznacza, że w 2021 roku jego wartość sięgnie 11,4 mld zł. Jak wynika z raportu przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte w najbliższych latach należy się spodziewać konsolidacji rozdrobnionego rynku firm ochroniarskich oraz profesjonalizacji usług w oparciu o nowoczesne technologie.

– Rynek ochrony składa się z dwóch segmentów: security, obejmującego ochronę fizyczną i monitoring oraz usług cash-handlingowych, czyli obsługi gotówki obejmującej przewozy, liczenie i zasilanie bankomatów. Zdecydowanie większy jest segment security, którego udział w latach 2016-2017 wyniósł około 93 proc. – mówi Jacek Pogonowski, Prezes zarządu Konsalnetu.

Konsolidacja branży 

Segment security jest bardzo rozdrobniony. Dwaj najwięksi gracze mają po około 8 proc. udziału w rynku, a trzeci 6 proc. Łącznie, sześć największych firm ma około 30 proc. udziału w rynku. Zdaniem ekspertów w najbliższych latach należy spodziewać się jego konsolidacji, której inicjatorami będą największe firmy z tego sektora. Mniejsi gracze, by utrzymać się na rynku, będą szukać dla siebie nisz. Bardziej skonsolidowany jest rynek cash-handlingu, gdzie trzy największe firmy działające odpowiadają za blisko dwie trzecie obrotów.

Z badania Deloitte wynika, że w 2014 r. oba segmenty osiągnęły łącznie 8,01 mld zł obrotów, w 2015 r. – 8,16 mld zł, a w 2016 r. – 8,96 mld zł. W 2017 r. sięgną one 10,12 mld zł.

– Szczególną uwagę zwracają wzrosty na rynku security pomiędzy 2015 a 2016 r., o ok. 10 proc. i pomiędzy 2016 i 2017 r. kiedy zgodnie z prognozą Deloitte rynek urośnie o blisko 14 proc. Są one spowodowane zmianami regulacyjnymi, ozusowaniem umów zleceń (2016 r.) oraz wprowadzeniem minimalnej stawki godzinowej od umów cywilno-prawnych (2017), i stoją w sprzeczności z przewidywanymi wcześniej przez rynek spadkami – dodaje Jacek Pogonowski.

Według badania Deloitte oba segmenty będą nadal rosły – security z 9,45 mld zł szacowanych w 2017 r. do 10,64 mld zł w 2021 r., a cash-handling odpowiednio z 0,67 mld zł do 0,76 mld zł.

Korzystne nowe regulacje na rynku pracy

Wbrew obawom obowiązek odprowadzania składek ZUS od umów zlecenia oraz podniesienie minimalnej stawki godzinowej nie wpłynęły znacząco na kondycję branży ochrony. – Czekamy na kolejne zmiany.  Dotychczasowe uważamy za pierwszy krok. Jesteśmy za pełnym ozusowaniem w ochronie, gdyż doprowadzi to do pełnej przejrzystości branży w kwestii zatrudnienia, spowoduje profesjonalizację i lepsze postrzeganie pracownika ochrony – wskazał Krzysztof Bartuszek, Prezes zarządu Securitas.

Klienci, w szczególności duże korporacje, stosunkowo łatwo zaakceptowali wyższe ceny usług ochrony. Gorzej zareagował sektor publiczny, który nie zwiększył budżetów przeznaczanych na tego rodzaju usługi.

– Na przełomie 2016/2017 skala redukcji liczby roboczogodzin na rynku była mniejsza niż rok wcześniej. Klienci byli lepiej przygotowani do tej zmiany. W efekcie w tym roku rynek rośnie szybciej niż w 2016 r., bo wzrost ceny nie przełożył się na proporcjonalnie wyższy spadek kupowanych roboczogodzin – mówi Anita Bielańska, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. – Niektórzy klienci mieli ograniczoną możliwość, aby przeprowadzić kolejną redukcję z uwagi na wymogi regulacyjne oraz biznesowe. W kolejnych latach, w miarę wdrażania rozwiązań technologicznych, dalsze redukcje są jednak prawdopodobne – dodaje.

Nowoczesne technologie profesjonalizują rynek ochrony

Zdaniem ekspertów będą one miały coraz większy wpływ na kształt rynku ochrony i jakość świadczonych usług. Należy spodziewać się coraz większej digitalizacji, szerszego wykorzystania robotyki, Big Data, które pozwolą m.in. na lepsze dopasowanie usług do indywidualnych potrzeb klienta. – Dzięki analizie danych możemy przewidzieć np. jakiego rodzaju asortyment w sklepie ginie w poszczególne dni tygodnia albo w których miejscach ryzyko wystąpienia przestępstwa jest największe. Dzięki temu bez zwiększania nakładów możemy lepiej dopasować środki ochrony, a co za tym idzie zapewnić bezpieczeństwo klienta – wyjaśnia Krzysztof Bartuszek.

Jakie czynniki mogą negatywnie wpłynąć na rozwój rynku ochrony w Polsce? Zdaniem ekspertów wyzwaniem jest ograniczony dostęp do pracowników. – Na rynku coraz częściej zauważamy ograniczony dostęp do wykwalifikowanego personelu, którego w branży ochrony potrzebujemy m.in. w cash-handlingu, gdzie pracuje się z bronią – argumentuje Jacek Pogonowski.

Przed rynkiem rysują się jednak dobre perspektywy rozwoju. Wzorcem są kraje Europy Zachodniej czy Japonia, gdzie ochrona to nowoczesny sektor z większym udziałem wykwalifikowanych pracowników. – Dla branży szczególnie ważne jest budowanie świadomości u klientów, że obecne w Polsce firmy już dziś są w stanie zaproponować im zaawansowane technicznie usługi – podsumowuje Anita Bielańska.

O raporcie:

Estymacja została przygotowana w oparciu o rozbudowany model rynku tj. analizę danych statystycznych oraz wyniki ankiety internetowej wśród członków organizacji branżowych reprezentujących firmy z sektora ochrony. W sumie otrzymano 35 odpowiedzi od małych, średnich i największych firm. Dodatkowo Deloitte przeprowadził 20 wywiadów pogłębionych z klientami korzystającymi z usług ochrony i obsługi gotówki.

Raport został zaprezentowany podczas Debaty Eksperckiej ISBnews i Centrum im. A. Smitha pt. „Branża ochrony w Polsce i na świecie – perspektywy, szanse, zagrożenia”, która odbyła się 19 października br. w Warszawie.

Nowa era w motoryzacji i nowa definicja (cyber) bezpieczeństwa

Przejmowanie kontroli nad autem na odległość jest realnym zagrożeniem. Według prognoz firmy analitycznej Gartner, do roku 2020 po drogach całego świata będzie poruszać się 250 mln aut łączących się z Internetem. Dziś jedynie autonomiczne samochody Ubera wożą klientów. Przyszłość może to jednak zmienić. Zbliżająca się nowa era w motoryzacji będzie nie lada wyzwaniem m.in. dla twórców systemów bezpieczeństwa.

Liczba samochodów potencjalnie narażonych na takie ataki może wzrosnąć do 2020 roku do 150 milionów – alarmują przedstawiciele firmy Check Point Software Technologies. Wkrótce sposób, w jaki pojazd jest zabezpieczony przed cyberatakami będzie cechą tak samo ważną dla klienta jak wewnętrzny system rozrywki czy nawigacja – podkreślają analitycy Check Point. Potwierdzają to przedstawiciele Inchcape Motor Polska informujący o wzroście popytu na samochody segmentu premium z zaawansowanymi rozwiązaniami technologicznymi.

– Popyt na samochody premium, wyposażone w zaawansowane rozwiązania technologiczne, cały czas rośnie zarówno wśród klientów indywidualnych jak i firm. Producenci dokładają starań, aby zabezpieczyć te systemy, lecz bardzo wiele zależy od indywidualnych użytkowników – podkreśla Marcin Słomkowski, prezes Inchcape Motor Polska.

Aby zmniejszyć ewentualne ryzyko konsekwencji dla kierowców, takie koncerny jak BMW wprowadzają odpowiednie zabezpieczenia, uniemożliwiające niepowołanym osobom przejęcie kontroli nad poruszającym się autem. Dotyczy to zwłaszcza aut w pełni autonomicznych. BMW przekonuje, że wprowadzi takie na rynek już do 2021 roku, natomiast konkurencja również poszukuje podobnych rozwiązań. Obecnie wśród firm mających takie ambicje znajdują się m.in. koncerny technologiczne, np. Uber czy Google.

O jakie konsekwencje chodzi? W 2015 roku grupa specjalistów bezpieczeństwa włamała się do pojazdu i przejęła kontrolę nad systemami rozrywki i panelem kontrolnym – m.in. modułami hamulców i napędu, powodując, że pojazd tracił moc na autostradzie. Ten precedens zwrócił uwagę na zagrożenia cyberbezpieczeństwa podłączonych samochodów i zmusił producenta do wezwania 1,4 miliona właścicieli do serwisu.

Istnieje wyraźna potrzeba zabezpieczenia samochodów przed próbami przejęcia kontroli nad systemami ABS czy utrzymania pasa, a w niedalekiej przyszłości nad systemami autonomicznej jazdy – podkreśla Marcin Słomkowski.

Zdalne przejęcie kontroli nad samochodem to tylko jeden z problemów. Podczas gdy mała część hakerów skupia się złośliwych atakach podobnych do opisanych wyżej, większość cyberprzestępców woli pozostać w ukryciu i czerpać z ataków korzyści majątkowe. Samochodowe komputery pokładowe i nawigacje satelitarne mogą dostarczyć bardziej szczegółowych informacji, przydatnych do ataków socjotechnicznych. Hakerzy mogą prześledzić często pokonywane trasy, ingerować w systemy zarządzania flotą oraz fałszować informacje przekazywane drogą elektroniczną do ubezpieczycieli. Aby zabiec temu zjawisku koncerny samochodowe wprowadzają system zamkniętej platformy Extended Vehicle (ExVe), która ma zapewnić kontrolę zarówno nad dostępem do danych, jak również funkcjonalnością systemu.

Producenci samochodów będą zatem sami decydowali kto, na jakich warunkach i w jakim zakresie będzie mógł skorzystać z danych diagnostycznych. Informacje z pojazdu będą trafiać bezpośrednio na serwer, na którym będą gromadzone i przetwarzane. Tzw. strony trzecie, w tym warsztaty niezależne, mają uzyskać dostęp do danych pojazdu na serwerze producenta. Odrębną kwestią będzie przestrzeganie zasad bezpieczeństwa korzystania z urządzeń mobilnych (telefonów) przez indywidualnych użytkowników, na co producenci nie mają wpływu – podsumowuje przedstawiciel Inchcape Motor Polska, dealera BMW i MINI.

Gospodarstwo domowe milenialsa – jak wygląda?

Ponad połowę polskich milenialsów stać na zaspokojenie podstawowych wydatków w gospodarstwie domowym, jednak muszą rezygnować z bardziej kosztownych potrzeb. Mogą natomiast pozwolić sobie na większe wydatki częściej niż pokolenie ich rodziców. Co to oznacza w praktyce? Więcej szczegółów na temat sytuacji finansowej polskich gospodarstw domowych zdradza raport „Sytuacja materialna Polaków”[1], zrealizowany na zlecenie Lindorff SA.

Milenialsi bogatsi od swoich rodziców

wykres1Respondenci w badaniu zostali podzieleni na dwie grupy: milenialsów, czyli ludzi, którzy w chwili badania mieli od 21 do 36 lat, a także starsze pokolenie w wieku 45-60 lat – w domyśle generację X, która reprezentuje pokolenie rodziców pierwszej grupy badawczej. Badanym postawiono pytanie: jak określą sytuację swojego gospodarstwa domowego? Wśród pokolenia Y, czyli milenialsów, najczęstszą odpowiedzią okazała się „na co dzień pieniędzy wystarcza, ale nie stać nas na większe wydatki” – uzyskała ona aż 56% wskazań. Natomiast ¼ „Igreków” może pozwolić sobie nawet na większe wydatki. Jedynie 13% badanych milenialsów musi rezygnować z wielu rzeczy, aby stać ich było „na życie”.

Dla porównania wśród drugiej starszej grupy badanych, najpopularniejsza odpowiedź uzyskała 67% i również było to wskazanie wystarczających funduszy na codzienne wydatki z wykluczeniem droższych transakcji. To o 11 punktów procentowych więcej niż w przypadku milenialsów. Na kosztowniejsze wydatki może pozwolić sobie 18% pokolenia X, zatem o 7 punktów procentowych mniej niż w przypadku milenialsów. Jednocześnie o jeden punkt procentowy mniej badanych ”Iksów” musi odmawiać sobie wydatków, na które mają ochotę. Jak wykazują powyższe wyniki, badani milenialsi deklarują nieco wyższe zarobki niż ankietowani utożsamiani z pokoleniem ich rodziców. Choć zdecydowana większość respondentów deklaruje zarobki, które zapewniają komfortowe życie, to jednak nie pozwalają one na większe wydatki (uśredniony wynik wskazań – 59% wszystkich ankietowanych deklaruje rezygnację z dużych wydatków, aby starczyło na codzienne życie). Być może wyższe o 7 punktów procentowych wskazanie na możliwość większych wydatków obrazuje różnice społeczno-ekonomiczne czasów, w których milenialsi dorastali. Po zmianie ustrojowej w 1989 roku w Polsce wpływ otwarcia granic i zwiększonych możliwości konsumpcji znacząco wzrósł, wskazując także młodym i dorastającym Polakom, w którą stronę kierować swoją karierę zawodową.

Do czego potrzebne są pieniądze milenialsom?

wykres2Obu badanym grupom zadano także pytanie o ich priorytety w życiu. 3/5 milenialsów zależy na stałej pracy, a niewielu mniej, bo 56%, na założeniu lub posiadaniu rodziny. Niespełna połowie badanych przedstawicieli pokolenia Y zależy także na posiadaniu własnego domu lub mieszkania. Dla porównania, starszym badanym zależy na tych samych aspektach, jednak z delikatną różnicą we wskazaniach procentowych. Prawie 70% z nich stawia priorytet na stałej pracy, tylko 2/5 wymienia posiadanie lub założenie rodzinny, a 54% mówi o własnym domu lub mieszkaniu. Obie grupy na kolejnej pozycji wymieniły rozwój osobisty (niewiele ponad 20% z przewagą grupy 45-60 lat). Mniej niż 1/5 ankietowanych w obu grupach wymieniła także: dobre wykształcenie czy doraźne przyjemności (w obu przypadkach różnica 3 punktów procentowych); marginalnie także elastyczną pracę i posiadanie dobrego samochodu.

Można by przypuszczać, że oczekiwania wobec życia młodego pokolenia mogą znacząco różnić się od pokolenia ich rodziców, jednak jak pokazują powyższe wyniki, ankietowani milenialsi nie stawiają priorytetów na innych płaszczyznach niż starsze pokolenie, a ewentualne różnice we wskazaniach mogą być spowodowane aktualnie osiągniętym poziomem swojego statusu społecznego i zawodowego.

Więcej środków dzięki planowaniu

45% ankietowanych zapytanych o planowanie swojego budżetu przyznało, że nie robi tego w ogóle, ¼ myśli o wydatkach z miesięcznym wyprzedzeniem, a tylko 1 na 10 respondentów z tygodniowym. Jednak dzięki umiejętnemu zarządzaniu budżetem możemy zaoszczędzić nie tylko swoje fundusze, ale także czas. Na co jeszcze pozwoli nam planowanie wydatków z wyprzedzeniem?

  • Większe zakupy żywieniowe za jednym razem – Planowanie tygodniowe czy miesięczne pozwoli nam zaopatrzyć się w produkty żywieniowe z dużym wyprzedzeniem. Kupując żywność na cały tydzień czy nawet miesiąc, bardziej wnikliwie podejdziemy do cen wybieranych przez nas produktów – wydana jednorazowo duża suma zrobi na nas większe wrażenie niż kilka mniejszych. Przy tym zaoszczędzimy np. na paliwie, wybierając się do marketu rzadziej. Co więcej, taka strategia wykluczy potrzebę uzupełniania zapasów na bieżąco np. w sklepach franczyzowych, w których zapłacimy za ten sam produkt znacznie więcej.
  • Większa precyzja w finansowaniu większych wydatków – Jeśli planujemy swoje wydatki przez określony czas, możemy wywnioskować – ile wydajemy miesięcznie na konkretne kategorie produktów. Dzięki temu możemy z dokładniej określić, ile potrzeba nam czasu na sfinansowanie dodatkowych, większych wydatków – czyli ile musimy poświęcić czasu na odłożenie odpowiedniej sumy.
  • Redukcja wydatków – Planowanie pozwoli jednocześnie zauważyć i wyeliminować te wydatki, których dokonujemy spontanicznie, a które nie są nam niezbędne. Kupienie szybkiej przekąski w trakcie dnia czy obiadu w biurze może pochłaniać nawet od 20 do 30 procent więcej funduszy niż samodzielne przygotowywanie posiłków z wyprzedzeniem. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze możemy przeznaczyć na niezbędne wydatki, takie jak np. naprawa samochodu.

[1]Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

Jak fiskus inwigiluje przedsiębiorców?

Resort finansów przedstawił kolejne plany uszczelniania systemu podatkowego, których realizacja pomoże rządowi spełnić obietnice wyborcze. Oznacza to przede wszystkim nowe obowiązki dla przedsiębiorców. Weryfikacja firmowych rachunków, a także zezwolenie fiskusowi na blokowanie środków finansowych znajdujących się na kontach firm to kolejne rewolucyjne pomysły Ministerstwa Finansów. Zakres inwigilacji organów skarbowych zaczyna być niepokojący. Czy przedsiębiorcy mają powody do obaw?

Organy podatkowe w ostatnich miesiącach są nieustannie wyposażane w coraz to nowsze narzędzia do przeciwdziałania wyłudzeniom podatkowym. Wraz z każdym rozszerzeniem kompetencji fiskusa rząd wyjaśnia, że wdrażane zmiany są niezbędne z uwagi na straty w budżecie państwa spowodowane podatkową przestępczością. Niepokojące jest jednak to, że zakres lustrowania fiskusa staje się coraz obszerniejszy i coraz bardziej znaczący.

Działania resortu wiceprezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego sprzeciwiają się standardowym regułom kontroli podatkowej. Wydaje się, że urzędnicy skarbowi oczekują, iż otrzymają jak największą ilość danych i wrażliwych informacji i dopiero na ich podstawie wskażą przedsiębiorstwa do przyszłych kontroli. Takie działania zyskują pełną aprobatę rządu, ponieważ – pod pozorem walki z oszustwami podatkowymi – resort finansów dąży do wprowadzenia kolejnych narzędzi inwigilacji przedsiębiorstw i gromadzonych przez nie środków finansowych.

Inwigilacja pomysłem rządu na zwiększenie wpływów do budżetu

W ostatnim czasie liczba kontroli podatkowych nieustannie rośnie. Ma to związek z tym, że rząd stara się wygospodarować dodatkowe środki w budżecie państwa. W tym celu resort finansów przygotował kolejny projekt zmian Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 1997 r. Nr 137, poz. 926 ze zm.), który został udostępniony na stronie Rządowego Centrum Legislacji. Pomimo że od 1 stycznia 2016 r., aby uszczelnić polski system podatkowy, ustawodawca wprowadził tzw. Jednolity Plik Kontrolny (JPK), następne jego reformy ponownie wzmacniają możliwości inwigilacji ze strony organów skarbowych.

Obowiązek raportowania w postaci JPK (obecnie nie obowiązuje on jeszcze wszystkich przedsiębiorstw – zacznie w lipcu 2018 r.) jest znaczącym ułatwieniem dla organów podatkowych, ponieważ pozwala im zautomatyzować weryfikację danych podatkowych i ich ujednolicenie. Przede wszystkim jednak umożliwia on urzędnikom skarbowym szybsze zorganizowanie działań kontrolnych i sprawdzających wśród firm.

Nowy projekt zmian w Ordynacji podatkowej, który został przygotowany przez rząd, zakłada wprowadzenie obowiązku przekazywania przez małe, średnie i duże przedsiębiorstwa dobowych wyciągów z rachunków bankowych do szefa Krajowej Administracji Skarbowej w formie Jednolitego Pliku Kontrolnego. Z powyższego raportowania miałyby być wyłączone mikroprzedsiębiorstwa oraz jednostki sektora finansów publicznych. W praktyce do przekazywania wyciągów z rachunków bankowych w imieniu podatników zostałyby zobowiązane instytucje bankowe i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe (SKOK).

Takie narzędzie inwigilacyjne jest bardzo niebezpieczne, ponieważ fiskus na podstawie proponowanych zmian mógłby poznać wszelkie szczegóły dotyczące kontrahentów, rozliczeń i sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. Obecnie organy skarbowe mogą wystąpić o udostępnienie wyciągów z jego konta, ale muszą w pierwszej kolejności wszcząć odpowiednią procedurę, chociażby w postaci kontroli. Dopiero wtedy fiskus może zwrócić się do banku z żądaniem udostępnienia danych na temat podatnika. Natomiast projektowane zmiany w nieuzasadniony sposób wyraźnie zwiększają uprawnienia Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) w zakresie kontrolowania.

Zasadniczym celem przedmiotowego projektu według resortu finansów będzie ograniczenie procederu wyłudzeń skarbowych, w tym zmniejszenie luki w podatku od towarów i usług (VAT). Niemniej jednak wdrażane regulacje prawne powinny przede wszystkim chronić uczciwych przedsiębiorców i dbać o know–how ich działalności, kontakty biznesowe, anonimowość kontrahentów czy poufność sytuacji finansowej. W pierwszej kolejności rząd powinien więc zadbać o poprawę warunków prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce oraz zainteresować się realnymi potrzebami firm, które nieustannie zgłaszają swoje postulaty. Kolejne zmiany, reformy podatkowe, a także idące za tym wzrost formalizmu, wzrost liczby obowiązków czy mnożenie interpretacji przepisów nie mogą być uznane za działania na rzecz rozwoju przedsiębiorczości.

Nowe obowiązki nałożone na instytucje finansowe. Czy od nowego roku fiskus będzie mógł blokować konta przedsiębiorców?

Działalności Ministerstwa Finansów w zakresie planowanych zmian podatkowych nie można uznać za przyjazną podatnikom. Na stronach Rządowego Centrum Legislacji 20 marca 2017 r. opublikowano projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego dla wyłudzeń skarbowych. Jak stanowi uzasadnienie resortu finansów, celem ustawy będzie przeciwdziałanie wyłudzeniom skarbowym w obszarze podatku od towarów i usług (VAT) poprzez wykorzystanie w tym celu podmiotów z sektora finansowego. Swoim zakresem ustawa zaangażuje więc do działań podejmowanych przez fiskusa banki, a także SKOK-i.

W praktyce jednak planowane zmiany polegać mają na tym, że 1 stycznia 2018 r. w Ministerstwie Finansów miałaby rozpocząć funkcjonowanie strefa specjalna w celu zbierania wrażliwych danych o rachunkach bankowych przedsiębiorców i dokonywanych na nich operacjach finansowych. Byłoby to możliwe przy wykorzystaniu nowego urządzenia teleinformatycznego (STIR). Zaplanowany mechanizm działania zakłada, że w przypadku wykrycia ryzyka izba rozliczeniowa będzie zobowiązana do automatycznego przekazywania informacji wraz z oceną poziomu ryzyka do szefa Krajowej Administracji Skarbowej oraz banków i SKOK-ów, które prowadzą konto przedsiębiorcy. Co więcej, projekt zakłada kontrowersyjne zobowiązanie banków oraz kas oszczędnościowo-kredytowych do dokonywania blokady rachunków przedsiębiorców, co do których wystąpiły podejrzenia organów skarbowych.

Oznacza to, że urzędnicy skarbowi będą coraz odważniej namierzać podejrzane transakcje, mogące mieć związek z oszustwami i wyłudzeniami podatkowymi. Tym samym rząd wyposaża fiskusa w kolejne narzędzie do gromadzenia, weryfikowania i przetwarzania bardzo wielu informacji o działalności przedsiębiorstw. Wydaje się, że taki zakres inwigilacji nie odpowiada ustawowemu zakresowi działań rządu, które zmierzają do przeciwdziałania wyłudzeniom podatkowym. Po wprowadzeniu projektowanych zmian dojść może do nadużywania uprawnień przez wymienione w ustawie organy, w odniesieniu do podejmowanych przez firmy transakcji finansowych, kwestii ryzyka operacyjnego oraz udostępniania i przetwarzania danych.

Obawy przedsiębiorców uzasadnione

Obecne propozycje wdrożenia w życie nowych reform, które w swoim założeniu mają przeciwdziałać wyłudzeniom podatkowym, w gruncie rzeczy zmierzają do zwiększania wpływów do budżetu państwa kosztem przedsiębiorców. W projektowanych przez resort finansów przepisach każdy przedsiębiorca jawi się bowiem jako podejrzany o oszustwa finansowe. Nowe regulacje niezasadnie umożliwiają blokowanie kont, zamrażanie kapitału i wstrzymywanie realizacji zobowiązań firmy wobec kontrahentów, co negatywnie wpłynie na swobodę działalności gospodarczej w Polsce.

Nie jest wykluczone, że takie działania obejmą także firmy, które niezamierzenie dopuszczą się błędów podatkowych albo nieświadomie nawiążą współpracę biznesową z nieuczciwymi partnerami handlowymi. Nie może dziwić niepokój przedsiębiorców, którzy obawiają się, że informacje wrażliwe o ich firmie będą udostępniane osobom niepowołanym. Aby uniknąć kłopotów, najbezpieczniej skorzystać ze wsparcia zespołu ekspertów prawnopodatkowych, którzy doradzą, jak zoptymalizować ochronę danych istotnych dla działalności przedsiębiorstwa.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Nowe obowiązki podatników od 2018 r.

Rząd nie próżnuje – od początku swojej kadencji intensywnie i bardzo szybko wprowadza kolejne zmiany w prawie podatkowym. Tak intensywnie i tak szybko, że na ten moment podatnicy de facto nie mogą być pewni, co ich czeka w 2018 r.

Obowiązek prowadzenia rejestru elektronicznego w postaci JPK

Od 1 stycznia 2018 r. obowiązek prowadzenia rejestru elektronicznego zostanie nałożony na kolejną grupę podatników VAT. Zgodnie z Ustawą z dnia 16 maja 2016 r. o zmianie ustawy –Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2016 r., poz. 846 ze zm.) już w 2016 r. pierwsi podatnicy VAT zostali zobowiązani do przekazywania za każdy miesiąc informacji o prowadzonej ewidencji w formacie Jednolitego Pliku Kontrolnego. Terminy wprowadzenia obowiązków dla różnych grup podmiotów jednak zróżnicowano, uzależniając je od wielkości przedsiębiorstwa. W lipcu 2016 r. obowiązek składania JPK został nałożony na dużych przedsiębiorców, w styczniu 2017 r. –  na małych i średnich oraz na podmioty, które można uznać za małych i średnich przedsiębiorców. W styczniu 2018 r. zostanie on nałożony na pozostałych czynnych podatników VAT prowadzących ewidencję za pomocą oprogramowania.

Co za tym idzie, od 1 stycznia 2018 r. każdy czynny podatnik VAT będzie obowiązany prowadzić rejestr elektroniczny w postaci ewidencji VAT sprzedaży i zakupów oraz wysyłać go w formie Jednolitego Pliku Kontrolnego organom uprawnionym do kontroli (tj. ministrowi finansów, który przekaże dane dalej – do odpowiednich urzędów skarbowych). Nawet ten podatnik, który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, czyli tzw. mikroprzedsiębiorca, a zakupy i sprzedaż ewidencjonował dotychczas w zwykłym arkuszu kalkulacyjnym.

Poza tym od 1 lipca 2018 r. każdy z czynnych podatników VAT będzie musiał posiadać na wypadek kontroli pozostałe ewidencje w formacie JPK wymienione w ustawie, tj. rejestry księgi przychodów i rozchodów, ewidencji przychodów, faktur sprzedaży, magazynu i wyciągów bankowych. Tych rejestrów nie będzie musiał jednak nigdzie wysyłać bez wezwania.

Obowiązek złożenia oświadczeń o sporządzeniu dokumentacji cen transferowych

Podatnicy, których rok podatkowy pokrywa się z rokiem kalendarzowym, do 31 marca 2018 r. są obowiązani złożyć pierwsze oświadczenia o sporządzeniu dokumentacji cen transferowych wraz z roczną deklaracją CIT-8 oraz uproszczone sprawozdania w sprawie transakcji z podmiotami powiązanymi lub innych zdarzeń zachodzących pomiędzy podmiotami powiązanymi lub w związku z którymi zapłata należności dokonywana jest bezpośrednio lub pośrednio na rzecz podmiotu mającego miejsce zamieszkania, siedzibę lub zarząd na terytorium lub w kraju stosującym szkodliwą konkurencję.

Inne podmioty – te, których rok podatkowy kończył się w innym terminie niż wyżej wskazany – już po 1 stycznia 2017 r. odczuły, że rząd poszerzył zakres obowiązków związanych ze sporządzaniem dokumentacji cen transferowych, nakładając na podatników określone obowiązki sprawozdawcze. Zgodnie bowiem z Ustawą z dnia 9 października 2015 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2015 r., poz. 1932 ze zm.) podatnicy, którzy dokonują transakcji z podmiotami powiązanymi, muszą sporządzać dokumentacje cen transferowych bez wezwania organów. Gwarancję wykonywania tego obowiązku ma stanowić wypełnienie oświadczenia o sporządzeniu dokumentacji składanego wraz z roczną deklaracją CIT-8 – informacje przekazywane obecnie organom kontroli przez podatników świadczą o tym, że ci ostatni faktycznie posiadają wskazaną dokumentację. Tymczasem na podstawie przepisów obowiązujących przed 1 stycznia 2017 r. były one jedynie dowodem na to, że dokonywali oni transakcji z podmiotami powiązanymi.

Przepisy ustawy o CIT (PIT) nie wskazują wprost, kto powinien podpisać wskazane oświadczenie. Zważywszy jednak na obowiązujące zasady reprezentacji podmiotów gospodarczych oraz pozostałe regulacje zawarte w ustawie o CIT, należy uznać, że podpisać powinna się osoba lub osoby uprawnione do reprezentowania podatnika, w szczególności członkowie zarządu. Właśnie osobie składającej podpis pod ww. oświadczeniem grożą sankcje karne skarbowe za niedopełnienie nałożonych ww. ustawą obowiązków. Dotychczas mogła ona zostać ukarana m.in. za niesporządzenie dokumentacji podatkowej za dany rok podatkowy, którą to karę nakładano dopiero w przypadku, gdy dany podatnik nie posiadał dokumentacji transakcji z podmiotami powiązanymi lub gdy w ciągu 7 dni od otrzymania wezwania organu podatkowego do przedstawienia takiej dokumentacji nie przedłożył jej organowi. Obecnie taka osoba odpowiedzialność karną skarbową ponosić będzie także, jeżeli nie złoży w terminie oświadczenia o posiadaniu ww. dokumentacji albo złoży oświadczenie niezgodne z prawdą.

Poza tym dodatkowy obowiązek będą mieli ci podatnicy, których przychody lub koszty w rozumieniu przepisów o rachunkowości były w danym roku podatkowym wyższe niż równowartość 10 mln euro. Od 2018 r. zobowiązani będą dołączyć do zeznania podatkowego uproszczone sprawozdanie w sprawie transakcji z podmiotami powiązanymi lub innych zdarzeń zachodzących pomiędzy podmiotami powiązanymi lub w związku z którymi zapłata należności dokonywana jest bezpośrednio lub pośrednio na rzecz podmiotu mającego miejsce zamieszkania, siedzibę lub zarząd na terytorium lub w kraju stosującym szkodliwą konkurencję.

Obowiązek zgłoszenia przewozu tzw. towarów wrażliwych

Rząd wprowadził także nowe obowiązki dotyczące drogowego przewozu towarów. Zgodnie z Ustawą z dnia 9 marca 2017 r. o systemie monitorowania drogowego przewozu towarów (Dz.U. z 2017 r., poz. 708) dotyczą one podmiotu wysyłającego określone w ww. ustawie towary, podmiotu je odbierającego, ich przewoźnika i kierującego środkiem transportu.

Najważniejszym obowiązkiem podmiotu wysyłającego, podmiotu odbierającego oraz przewoźnika jest obowiązek zgłaszania do nowo utworzonego rejestru przewozu towarów, które statystycznie związane są z wysokim ryzykiem oszustw podatkowych (chodzi o tzw. towary wrażliwe, takie jak paliwa, alkohol czy susz tytoniowy). Poza tym wskazane podmioty są obowiązane m.in. uzupełniać zgłoszenia dotyczące tych towarów i aktualizować dane w nich zawarte.

Na kogo konkretnie nałożono te obowiązki?

Ww. ustawa wprowadza definicje legalne wspomnianych podmiotów. Zgodnie z  jej brzmieniem podmiotem wysyłającym jest osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej prowadząca działalność gospodarczą, która dokonuje:

  1. dostawy towarów w rozumieniu ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług:
    1. ostatniej przed rozpoczęciem przewozu towarów – w przypadku gdy jest dostawcą towaru, a po wydaniu towaru jest on przewożony na rzecz podmiotu odbierającego,
    2. uprawnioną do rozporządzania towarami jak właściciel w momencie rozpoczęcia przewozu – w przypadku gdy dostarcza towary na rzecz podmiotu odbierającego w celu dokonania dostawy towarów po zakończeniu przewozu towarów,
  2. wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów w rozumieniu ustawy, o której mowa w pkt 1,
  3. eksportu towarów w rozumieniu ustawy, o której mowa w pkt 1.

Podmiot odbierający to zaś osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej prowadząca działalność gospodarczą, która dokonuje wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów, importu towarów lub nabycia towarów w przypadku dostawy towarów w rozumieniu ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług. Przewoźnik rozumiany jest natomiast jako osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej prowadząca działalność gospodarczą, która wykonuje przewóz towarów.

Za niedopełnienie ustawowych obowiązków przez wskazane podmioty grożą kary pieniężne w zróżnicowanej wysokości.

Skutki niedopełnienia nowych obowiązków mogą być dotkliwe

Podatnikom, którzy zapomną o nowych obowiązkach podatkowych, grożą określone ustawowo sankcje. Nieprzedstawienie JPK_VAT może skutkować odpowiedzialnością przede wszystkim finansową, na gruncie Ordynacji podatkowej lub Kodeksu karnego skarbowego. W pierwszym przypadku, zgodnie z art. 262 § 1 pkt 2a Ordynacji podatkowej, za nieprzedstawienie JPK_VAT grozi kara porządkowa (w 2017 r. w wysokości do 2800 zł). W drugim zaś, zależnie od sytuacji zgodnie z art. 80 § 1 lub art. 83 § 1 Kodeksu karnego skarbowego – kara grzywny (odpowiednio do 120 lub 720 stawek dziennych). Jeżeli jednak naruszenie ma mniejszą wagę, np. w przypadku przesłania rejestru z opóźnieniem, sprawca podlega karze grzywny za wykroczenie skarbowe. Podobna odpowiedzialność karna skarbowa grozi za nieprzedstawienie dokumentacji cen transferowych. Z kolei niezgłoszenie przewozu tzw. towarów wrażliwych poskutkować może – zgodnie z regulacjami ustawy o systemie monitorowania drogowego przewozu towarów – karami pieniężnymi, zarekwirowaniem pojazdu przewożącego towar wrażliwy wraz z jego zawartością lub mandatami karnymi.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Zmiany w przepisach dotyczących kontroli celno-skarbowej

Ministerstwo Rozwoju i Finansów przygotowało projekt rozporządzenia w sprawie warunków wykonywania kontroli przestrzegania przepisów prawa celnego oraz innych przepisów związanych z przywozem i wywozem towarów.

Rozporządzenie ma być wydane na podstawie upoważnienia ustawowego z Ustawy z dnia 16 listopada 2016 r. o Krajowej Administracji Skarbowej (Dz. U. poz. 1947 z późn. zm.).

Dotychczasowe zadania Służby Celnej będą wykonywane przez odpowiednie organy KAS, dlatego omawiane rozporządzenie zmienia nazewnictwo organów wykonujących czynności kontrolne.

Rozporządzenie określa warunki wykonywania kontroli celno-skarbowej w zakresie przestrzegania przepisów prawa celnego i innych przepisów związanych z przywozem i wywozem towarów w obrocie między obszarem celnym Unii Europejskiej a państwami trzecimi.

Projekt aktu nakłada na funkcjonariusza Służby Celno-Skarbowej obowiązek okazania legitymacji służbowej, upoważnienia do dokonania kontroli i podania podstawy prawnej jej dokonania – wszystko na żądanie kontrolowanego. Rozporządzenie określa także warunki kontroli autentyczności dokumentów.

Wprowadza ono również zasady dotyczące rewizji i dokonywania kontroli poza kolejnością. Ta ostatnia będzie dokonywana m.in. w przypadku wyposażenia ratowniczego, straży pożarnej, autobusów, towarów łatwo psujących się oraz w razie przewozu żywych zwierząt.

Kontrola towarów wprowadzanych na obszar celny Unii Europejskiej przed objęciem towaru procedurą celną będzie następowała poprzez sprawdzenie wymaganych dokumentów w systemie informatycznym służącym do obsługi deklaracji przywozowych.

Rozporządzenie określa zasady kontroli wykonywanej w innych miejscach niż urząd celno-skarbowy – będzie ona mogła zostać przeprowadzona w miejscu, gdzie są odpowiednie warunki. Kontrolowany będzie miał prawo domagać się spisania protokołu w przypadku, gdy nie wykryto nieprawidłowości. To realizacja obowiązku zawartego w art. 81 ust. 7 ustawy o KAS, który przewiduje protokół z czynności kontrolnych w miejscach określonych w ustawie, chyba że czynność została udokumentowana w sposób określony w przepisach odrębnych.

Jeżeli chodzi o kontrolę w siedzibie, w miejscu prowadzenia działalności gospodarczej oraz miejscu zamieszkania kontrolowanego, rozporządzenie nie zmienia dotychczas obowiązujących zasad.

W myśl ww. aktu kontrola wyrobów akcyzowych polega na sprawdzeniu, czy są autentyczne, czy nie są zniszczone ani uszkodzone.

Omawiany projekt zastąpi obecnie obowiązujące Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 21 stycznia 2011 r. w sprawie wykonywania kontroli przestrzegania przepisów prawa celnego oraz innych przepisów związanych z przywozem i wywozem towarów (Dz. U. z 2017 r. poz. 1313).

Omawiane rozporządzenie w sprawie warunków wykonywania kontroli przestrzegania przepisów prawa celnego oraz innych przepisów związanych z przywozem i wywozem towarów wejdzie w życie po upływie 14 dni od dnia jego ogłoszenia.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Rekordowy zysk netto GK GPW w Q3 2017 r.

  • Rekordowy poziom zysku netto w III kw. 2017 r. w wysokości 47 mln zł
  • Zysk EBITDA w III kw. 2017 r. na historycznie najwyższym poziomie 57,4 mln zł, a marża EBITDA – 70,7%
  • Wskaźnik kosztów do przychodów na poziomie 45% po 9 miesiącach 2017 r. vs. 49,1% w roku ubiegłym

GK GPW osiągnęła w III kwartale 2017 r. rekordowy wynik zysku netto w wysokości 47 mln zł. Zysk EBITDA osiągnął historycznie najwyższy poziom 57,4 mln zł, a przychody ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 81,1 mln zł, odnotowując 10,1% wzrostu w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Na wyniki finansowe GK GPW miały wpływ zdarzenia o charakterze jednorazowym, takie jak rozwiązanie rezerwy na kwotę około 5,8 mln zł z tytułu niższej rocznej opłaty GK GPW na pokrycie kosztów nadzoru nad rynkiem kapitałowym, zwrot 3,8 mln zł odsetek od zaległości podatkowych naliczonych przez organ skarbowy w związku z korektą rozliczeń podatku od towarów i usług w TGE oraz rozwiązanie rezerwy w kwocie 1,6 mln zł zawiązanej na nieściągalne należności z tytułu korekty VAT od kontrahentów TGE. Wzrost przychodów ze sprzedaży w ujęciu rdr wynikał z wyższych wolumenów zarówno na rynku finansowym, jak i towarowym. W III kwartale GPW wypłaciła akcjonariuszom dywidendę w wysokości 90,2 mln zł, czyli 2,15 zł na akcję.

– III kwartał 2017 r. to okres, w którym zysk EBITDA GK GPW osiągnął historycznie najwyższy poziom. Grupa wypracowała również rekordowe 47 mln zł zysku netto, czyli o niemal 19 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Udowadniamy w ten sposób naszą efektywność. Będziemy ciężko pracować w kolejnym kwartale szykując się do zmian regulacyjnych, w tym wejścia w życie dyrektywy MiFID II. Będziemy przy tym kontynuować rozwój wszystkich linii biznesowych oraz prowadzić działania w zakresie poszerzania bazy klientów, budowania płynności i racjonalizacji kosztów. Reklasyfikacja Polski przez FTSE Russell z rynków rozwijających się do rynków rozwiniętych napawa nas dużym optymizmem i mobilizuje do rozwoju, aby móc konkurować z najlepszymi na świecie – powiedział Marek Dietl, prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w III kw. 2017 r. wyniosły 32,5 mln zł, a wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 40,1%. Oznacza to wzrost o 1,7 pkt proc. rdr. W III kwartale miało miejsce rozwiązanie rezerwy na opłatę na rzecz KNF z tytułu nadzoru w wysokości ok. 5,8 mln zł. Tak jak w ubiegłym roku kwota ta została w całości naliczona w I kwartale, a następnie skorygowana w III kwartale.

Przychody z rynku towarowego w III kw. 2017 r. utrzymały się na stabilnym poziomie kdk i wyniosły 32 mln zł (wzrost o 19,7% rdr) i w efekcie wygenerowały 39,4% przychodów Grupy GPW. Wzrost przychodów w tym segmencie w III kw. 2017 r. jest związany przede wszystkim z rosnącymi wolumenami na rynku gazu oraz ze wzrostem przychodów z rozliczania transakcji (+25,1% rdr).

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za III kw. 2017 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w III kw. 2017 r. wyniósł 47 mln zł, o 18,9% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Wzrost w III kw. 2017 r. względem III kw. 2016 r. to wpływ rosnących przychodów z rynku finansowego (+4,7% rdr) oraz z rynku towarowego (+19,7% rdr). W ujęciu kwartalnym GK GPW odnotowała wzrost zysku netto o 12% i jest to spowodowane wpływem wspomnianych zdarzeń o charakterze jednorazowym.

Przychody GK GPW z rynku finansowego

W III kw. 2017 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym ukształtowały się na poziomie 48,9 mln zł, co oznacza poprawę względem poprzedniego roku o 4,7% oraz spadek o 7% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 60,2% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, w porównaniu do 59,9% w II kw. 2017 r. i 63,4% rok wcześniej. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.

Obsługa obrotu na rynku finansowym

W III kw. 2017 r. przychody z obsługi obrotu wyniosły 31,9 mln zł i odnotowały wzrost o 3,1% w stosunku do III kw. 2016 r. oraz spadek o 11,3% w porównaniu z II kw. 2017 r. Wpływ na wzrost przychodów w tej linii rok do roku miał wzrost przychodów niemal we wszystkich kategoriach. W III kw. 2017 r. odnotowano wzrost przychodów z obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym o 2,7% oraz wzrost przychodów z instrumentów dłużnych o 17,5 % w stosunku do III kw. 2016 r. Spadek przychodów w stosunku do II kwartału 2017 r. jest związany z sezonową niższą aktywnością inwestorów na rynku finansowym.

Obsługa emitentów

W III kw. 2017 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 6,3 mln zł, co oznacza wzrost o 8,4% względem III kw. 2016 r. i wzrost o 3,5% kdk. Tym samym przychody z obsługi emitentów w III kw. 2017 r. stanowiły 7,7% całkowitych przychodów Grupy GPW. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenie wzrosły do poziomu 1,3 mln zł, o 58,8% w porównaniu z III kw. 2016 r. i o 17% kdk. Przychody z opłat za notowanie wyniosły 4,9 mln zł, podobnie jak w analogicznym okresie ubiegłego roku i w II kwartale 2017 r. (-0,2% rdr, +0,3% kdk).

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w III kw. 2017 r. osiągnęły poziom 10,7 mln zł, co oznacza wzrost o 7,3% rok do roku i jednocześnie wzrost o 1,9% względem II kw. 2017 r. Przychody z tej linii stanowiły 13,2% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. Wzrost przychodów w tytułu sprzedaży danych rynkowych jest efektem wzrostu liczby abonentów, dalszego poszerzania klientów non-display oraz rozpoczęcia sprzedaży danych WIBOR.

Przychody GK GPW z rynku towarowego

W III kwartale 2017 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 32 mln zł, wobec 26,7 mln zł w III kw. 2016 r., o 19,7% więcej niż rok wcześniej i jednocześnie o 8% mniej niż w II kw. 2017 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w III kw. 2017 r. wyniósł 39,4%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia, rozliczenia transakcji oraz sprzedaży informacji na rynku towarowym.

Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w III kw. 2017 r. wzrosły o 22,7% względem III kw. 2016 r., do poziomu 16,7 mln zł. Jest to jednocześnie spadek o 5,4% kdk. Wzrost przychodów w ujęciu rocznym nastąpił niemal we wszystkich kategoriach, przede wszystkim z obrotu gazem – o 148,1% rdr i z rozliczenia transakcji – o 25,1% rdr. O spadku przychodów z segmentu towarowego w stosunku do II kwartału 2017 r. w głównej mierze zadecydował spadek przychodów z obrotu prawami majątkowymi o 24,6% kdk oraz o 25,9% przychodów z rejestru świadectw pochodzenia. Jest to związane z sezonową niższą aktywnością uczestników rynku świadectw pochodzenia, jaka następuje w II półroczu. Jednocześnie przychody z obrotu gazem osiągnęły poziom 3,4 mln zł, co oznacza wzrost o 83,5% kdk. O 6,2% w stosunku do ubiegłego kwartału wzrosły przychody z obrotu energią elektryczną i osiągnęły poziom 2,1 mln zł. Jest to jednocześnie spadek o 8,2% w stosunku do analogicznego okresu w roku 2016. Przychody Grupy GPW z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w III kw. 2017 r. wyniosły 2,8 mln zł, w porównaniu do 2,5 mln zł w III kw. 2016 r., co oznacza wzrost o 10,7%. W porównaniu do II kw. 2017 r. jest to wzrost o 4,2%.

Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia (RŚP)

W III kw. 2017 r. przychody z prowadzenia RŚP ukształtowały się na poziomie 5,8 mln zł, o 5% więcej niż rok wcześniej i 25,9% mniej niż w II kw. 2017 r. Negatywna zmiana przychodów z prowadzenia Rejestru Świadectw Pochodzenia wynika przede wszystkim z mniejszej liczby wystawionych świadectw pochodzenia.

Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w III kw. 2017 r. wyniosły 9,4 mln zł, o 25,1% więcej niż III kw. 2016 r. i 1,9% więcej niż w II kw. 2017 r. Wzrost przychodów wynika przede wszystkim ze wzrostu wolumenu obrotu gazem na rynku terminowym, a także ze wzrostu obrotu prawami majątkowymi rdr. W porównaniu do II kw. 2017 r. poza wzrostem wolumenów na rynku gazu nastąpił wzrost wolumenów na rynku energii elektrycznej.

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w III kw. 2017 r. osiągnęły poziom 87 tys. zł, co oznacza spadek o 3,6% rdr i jednocześnie wzrost o 0,8% względem II kw. 2017 r.

Koszty działalności operacyjnej GK GPW

W III kw. 2017 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 32,5 mln zł, czyli 15% więcej niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym i 13,9% mniej niż w II kw. 2017 r. Zasadniczy wpływ na ich poziom miało rozwiązanie rezerwy z tytułu opłat na KNF w wysokości 5,8 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów w III kw. 2017 r. ukształtował się na poziomie 40,1%, w porównaniu do 38,4% w III kw. 2016 r. Koszty amortyzacji w III kwartale 2017 r. wyniosły 7,3 mln zł w stosunku do 6,8 mln zł w III kwartale 2016 r. i 7 mln zł w II kw. 2017 r. Wzrost kosztów amortyzacji wynika z wdrożenia nowego systemu transakcyjnego w TGE. W III kwartale 2017 r. GK GPW odnotowała wzrost kosztów osobowych o 35,1% rdr i 2,9% kdk do poziomu 12,2 mln zł w związku ze wzrostem zatrudnienia oraz rozwiązaniem rezerw na nagrody w wysokości 3,8 mln zł w III kw. 2016 r. W minionym kwartale wzrosły także koszty usług obcych, które wyniosły 12,2 mln zł w porównaniu z 8,4 mln zł rok wcześniej i 11,7 mln zł w II kwartale 2017 r. Jest to przede wszystkim związane z kosztami doradztwa odpowiednio: w TGE – w związku z rozliczeniem VAT, oraz w IRGiT – w procesie ubiegania się o status CCP, a także kosztami dostosowania do wymogów MiFID II. Pozostałe koszty operacyjne wyniosły 1,2 mln zł (-10,4% kdk oraz +5,8% rdr).

Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych

W III kw. 2017 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych wyniósł 3,6 mln zł, co oznacza wzrost o 57,2% rdr i 18,5% kdk. Na udział w zyskach jednostek stowarzyszonych miały wypływ przede wszystkim wyniki Grupy KDPW i Aquis Exchange. W III kw. 2017 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 4,3 mln zł w porównaniu do 3,2 mln zł rok wcześniej oraz 3,5 mln w II kw. 2017 r. Platforma obrotu Aquis Exchange wygenerowała w III kw. 2017 r. stratę, z której 0,8 mln zł przypadło na Grupę GPW (w porównaniu do 0,8 mln zł straty w II kw. 2017 r. i 1,0 mln zł straty rok wcześniej).

Paliwo podrożeje

Europejska ropa Brent jest najdroższa od ponad dwóch lat, cena przekroczyła 60 dolarów za baryłkę. Spadają również globalne zapasy tego surowca, a porozumienie producentów o ograniczeniu wydobycia może zostać przedłużone na cały 2018 rok. Paliwo na stacjach też podrożeje – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Napływające z rynku informacje sugerują, że kierowcy będą musieli sięgnąć głębiej do kieszeni. Od 20 października cena benzyny 95 na rynku ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) wzrosła o 11 gr i osiągnęła poziom 1,71 zł za litr. Brakuje 14 gr, by popularna bezołowiówka kosztowała najwięcej od lata 2015 r.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z dieslem. W holenderskich oraz belgijskich rafineriach – po 9-groszowym wzroście w ciągu niespełna tygodnia – olej napędowy kosztuje 1,73 zł za litr i jest tylko 8 gr poniżej szczytów z lipca 2015 r.

Potentaci sugerują ograniczenie wydobycia

Całkiem niedawno, bo we wrześniu br., ceny paliw również gwałtownie rosły. Wtedy jednak podwyżki były następstwem huraganów, które nawiedziły Stany Zjednoczone i zaburzyły globalną produkcję. Tamte wydarzenia miały jednak charakter przejściowy. Tymczasem obecne wzrosty cen mogą utrzymać się przez wiele miesięcy.

W ostatni piątek, a także podczas minionego weekendu przedstawiciele Arabii Saudyjskiej sugerowali możliwość przedłużenia ograniczenia wydobycia do końca 2018 r. We wrześniu OPEC wydobywał o milion baryłek ropy naftowej dziennie mniej niż rok temu. Za przedłużeniem porozumienie opowiada się również Rosja, która dziennie produkuje o 200 tys. baryłek mniej niż we wrześniu 2016 r.

Mniejsze zapasy u progu zimy

Sugestie ze strony OPEC oraz Rosji doprowadziły do tego, że cena sprzedawanej m.in. w Europie ropy Brent przekroczyła 60 dolarów za baryłkę i osiągnęła najwyższe poziomy od ponad dwóch lat. Poza zmianami związanymi z podażą „czarnego złota” warto także zwrócić uwagę na popyt i zapasy, które są także niezwykle ważne dla cen. Według październikowego raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) tempo wzrostu popytu w III kwartale wyhamowało z rekordowych 2,2 mln baryłek do 1,2 mln baryłek. Cały czas jednak IEA przewiduje, że wzrost globalnego zapotrzebowania na ropę naftową wyniesie średnio 1,6 mln baryłek (1,6 proc.) w tym roku oraz 1,4 mln baryłek (1,4 proc.) w przyszłym.

Po wielu kwartałach, w których rosły zapasy ropy oraz paliw, następują wyraźne spadki. Jeszcze w styczniu br. globalne rezerwy przekraczały 5-letnią średnią o 318 mln baryłek. Teraz, według IEA, są one o niemal połowę mniejsze (170 mln). Szczególnie niepokojąco wygląda sytuacja diesla. W Stanach Zjednoczonych jego zapasy spadły do najniższych poziomów od maja 2015 roku. Zwiększa to ryzyko, że jeżeli w sezonie zimowym Europę i USA nawiedzą temperatury poniżej wieloletnich średnich to diesel może rosnąć wyraźnie szybciej niż ropa naftowa ze względu na niskie zapasy i perspektywę gwałtownego wzrostu popytu.

Podrożeje diesel, podrożeje bezołowiowa

Kurczące się zapasy ropy naftowej oraz jej produktów przy ograniczeniu produkcji przez OPEC i Rosję zwiększają dodatkowo ryzyko, że przy jakichkolwiek problemach związanych z podażą (wydarzenia pogodowe czy geopolityczne) możemy spodziewać się gwałtownych wzrostów cen. Bufor bezpieczeństwa jest obecnie zdecydowanie mniejszy niż w kilku ostatnich latach.

Można więc założyć, że notowania ropy Brent raczej będą kształtować się blisko granicy 60 USD za baryłkę z perspektywą krótkoterminowych silnych wzrostów w przypadku niespodziewanych zaburzeń w produkcji. Ceny przy dystrybutorach na polskich stacjach wzrosną w najbliższych dniach o dobre kilka groszy na litrze. W konsekwencji trudno będzie zatankować olej napędowy poniżej granicy 4,50 zł/litr, a benzynę bezołowiową 95 za mniej niż 4,65 zł/litr.

Dolar traci do głównych światowych walut

Amerykański dolar, po najlepszym dla niego tygodniu w tym roku, traci do głównych walut światowych. Zmniejszył swoją wartość do japońskiego jena w związku z tym, że Bank Japonii pozostawił podstawową stopę procentową na niezmienionym poziomie, obniżając jednocześnie prognozy inflacyjne. Euro zyskuje na wartości dzięki poniedziałkowym lepszym niż oczekiwano indeksom obrazującym koniunkturę gospodarczą (przygotowywany przez KE wskaźnik koniunktury ESI jest w październiku na najwyższym poziomie od 16 lat) oraz lepszym niż przewidywano danym dotyczącym inflacji konsumenckiej w Niemczech. Z kolei brytyjski funt umacnia się w związku z oczekiwaniami, że w czwartek Bank Anglii może w czwartek podnieść stopy procentowe po raz pierwszy od ponad dekady.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,29%), brytyjskiego funta (-0,59%), dolara kanadyjskiego (-0,03%), dolara australijskiego (-0,18%) oraz japońskiego jena (-0,51%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,164, GBP/USD – 1,321, USD/CAD – 1,283, AUD/USD – 0,768 i USD/JPY – 113,1. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,21%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,6, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,881. Złotówka zyskuje do dolara, a traci do innych walut światowych. We wtorek rano dolar kosztuje 3,65 zł, euro – prawie 4,25 zł, funt – 4,82 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,66 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. W poniedziałek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,23%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,09%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,01%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,32%, meksykański indeks Bolsa – o 0,72%, a brazylijski Bovespa – o 1,55%. We wtorek w Azji chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,09%, a hongkoński indeks Hang Seng obniżył się o 0,07%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej rosną kolejny dzień z rzędu. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 60,9 USD (+0,76%), a ropy WTI – 54,15 USD (+0,46%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 62 USD. Także cena złota kontynuuje wzrosty. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1276 USD. To 7 USD więcej (+0,55%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), wrzesień – 2,5%
  • 2:00 – Chiny – Indeks PMI dla przemysłu wg CFLP, październik – 51,6 pkt. (prognoza 52 pkt.)
  • 2:00 – Chiny – Indeks PMI dla usług wg CFLP, październik – 54,3 pkt. (prognoza 55,2 pkt.)
  • 4:05 – Japonia – Decyzja Banku Japonii ws. stóp procentowych, październik
  • 7:30 – Japonia – Konferencja prasowa po posiedzeniu Banku Japonii, październik
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Rynku Pracy wg BIEC, październik
  • 11:00 – Strefa euro – PKB (r/r), III kw. (prognoza 2,4%)
  • 14:00 – Polska – Inflacja CPI (r/r), październik (prognoza 2,1%)
  • 15:00 – USA – Indeks zaufania konsumentów – Conference Board, październik (prognoza 121 pkt.)
  • 20:30 – Kanada – Wystąpienie szefa Banku Kanady
  • 22:45 – Nowa Zelandia – Stopa bezrobocia, III kw. (prognoza 4,7%)
  • 23:30 – Australia – Indeks PMI dla przemysłu, październik

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Zobacz czy w tym roku odbędzie się rajd świętego Mikołaja

Efekt grudnia, inaczej rajd Świętego Mikołaja – jest to nazwa okresu od początku do końca grudnia związany z wzrostami kursów akcji. Już niebawem każdy o tym będzie opowiadał. Efekt Świętego Mikołaja jest znany na całym świecie, także na Giełdzie Papierów Wartościowych. Zjawisko to jest potwierdzeniem braku efektywności rynku. Na czym polega?

Tak naprawdę jest kilka teorii. Jedna z nich związana jest z optymalizacją podatkową. Fundusze inwestycyjne oraz inwestorzy indywidualni zamykają akcje na stracie, po to aby je odkupić niżej. Dzięki temu mogą wykazać mniejszy zysk lub też większą stratę. Druga teoria związana jest z samospełniającą się przepowiednią. Jeżeli wszyscy myślą, że dane zjawisko zaistnieje na rynku, to tak właśnie się dzieje. Efekt grudnia jest także związany z efektem stycznia. Inwestorzy indywidualni spodziewając się wystąpienia efektu stycznia, od początku grudnia nabywają akcję jednocześnie licząc na ich odsprzedanie w styczniu. Zatem czy w tym roku doświadczymy rajdu Świętego Mikołaja?

WIG 20

Przy analizie rajdu Świętego Mikołaja warto zwrócić uwagę na mapę sezonowości, która dla polskiego indeksu WIG 20 została przedstawiona poniżej.

Sezonowość na WIG 20

Sezonowość na WIG 20

Źródło: Bloomberg

Od 2000 do 2016 rok stopy zwrotu w miesiącu grudniu została osiągnięta w 9 przypadkach z 16. Zatem patrząc jedynie na tą zmienną prawdopodobieństwo wystąpienia efektu św. Mikołaja wynosi 56 procent – niewiele. Z kolei średnia stopa zwrotu z 16 okresów wynosi 1.65.

Wychodząc z założenia, że inwestorzy zaczną redukować swoją pozycję w styczniu, to po wzrostowym miesiącu grudzień w styczniu powinna nastąpić korekta spadkowa. Stało się tak w 6-ściu na 9-więć analizowanych przypadków (9 miesięcy grudzień wzrostowych). Zatem, prawdopodobieństwo korekty w miesiącu styczeń po wzrostowym grudniu wynosi 66 procent.

WIG 20 –analiza techniczna w kontekście efektu Świętego Mikołaja

Na interwale miesięcznym notowania indeksu WIG 20 znalazły się w bardzo niebezpiecznym miejscu. Dalsze wzrosty mogą być zahamowane przez strefę oporu 2540-2635. Strefa t została utworzona przez konsolidację trwająca od 2013 do 2015 roku, przełamanie jej może być bardzo ciężkie. Ponadto oscylator stochastyczny wskazuje na negatywną dywergencję, co zwiększa prawdopodobieństwo mocniejszej korekty.

Notowania WIG20, interwał miesięczny

Notowania WIG20, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Jeżeli w grudniu faktycznie zobaczylibyśmy efekt świętego Mikołaja, to w styczniu z 66 procentowym prawdopodobieństwem powinniśmy oczekiwać wyprzedaży. Gdyby indeks WIG 20 po raz kolejny znalazłby się w strefie oporu, to otrzymalibyśmy kilka sygnałów zapowiadających wyprzedaż. Czy tak się stanie? Zobaczymy.

 

Przechodząc do interwału dziennego możemy rozrysować kanał wzrostowy. Sytuacja jest bardzo ciekawa. Jeżeli na początku grudnia notowania WIG 20 znajdą się na dolnej bandzie kanału wzrostowego w okolicy 2430 punktów, to prawdopodobieństwo wzrostów jest o wiele większe. W takim scenariuszu moglibyśmy ujrzeć samospełniającą się przepowiednie a także wzrosty za sprawą analizy technicznej. Z drugiej strony indeks WIG 20 na górnej bardzie wzrostowej mógłby przeszkodzić świętemu Mikołajowi.

Notowania WIG20, interwał dzienny

Notowania WIG20, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

To co z tym świętym Mikołajem?

Wszystko zależy od miejsca, w którym notowania indeksu WIG 20 znajdą się w grudniu. Warto obserwować interwał dzienny. Przygotuj się już dzisiaj na efekt grudnia.

 

Spam telefoniczny – czyli niechciane telefony

Natrętni telemarketerzy call center potrafią niekiedy skutecznie uprzykrzyć codzienność. Gdy z nimi rozmawiamy zastanawiamy się, skąd mają nasz numer. Niestety wiele osób bagatelizuje ten problem nie zdając sobie sprawy, że mogło dojść do naruszenia prawa ochrony danych osobowych. Czy jest sposób, aby ograniczyć częstotliwość niechcianych rozmów lub całkowicie się ich pozbyć?

Jakie prawa mamy obecnie?

wykres_WTBNależy pamiętać, że przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych, to nie tylko Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych ale również Ustawa z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz Ustawa z dnia 16 lipca 2004 r. – prawa telekomunikacyjne.

Niestety pomimo obecnych regulacji prawnych wciąż jesteśmy nękani telefonami lub otrzymujemy liczne wiadomości e-mail z informacjami handlowymi. Wypisywanie się z list newsletterowych i prośby o usunięcie z bazy kontaktów nic nie dają i telefon w dalszym ciągu dzwoni. Podobną sytuację mamy w przypadku przedsiębiorców. Ich numery są łatwo dostępne – z bazy Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej – przez co często otrzymują różne oferty sprzedażowe czy inwestycyjne.

Z raportu „Co wiemy o ochronie danych osobowych” przeprowadzonych przez Fundację Wiedza To Bezpieczeństwo wynika, że znaczna część naruszeń ochrony danych osobowych, przynajmniej w odczuciu respondentów, dotyczy niechcianych przekazów marketingowych, czy to telefonicznych czy e-mailowych. 83% ankietowanych potwierdziło, że otrzymują niechciane telefony z ofertami.

Jednak kolejna ewolucja w prawie spowoduje, że od maja każdy z nas będzie miał prawo do „bycia zapomnianym”, a za nie realizację tego prawa przedsiębiorca będzie mógł być wysoko ukarany finansowo.  Co to oznacza w praktyce?

Nowe przepisy

Jak pokazuje badanie tylko 35% respondentów, których naruszone zostało prawo do prywatności, zgłosiło takie zdarzenie do jakieś instytucji. Pozostałe osoby, w zróżnicowanych odpowiedziach wskazywały, dlaczego tego nie zrobiły. I tak: 35% respondentów zaznaczyło w ankiecie, że dochodzenie swoich praw wiązałoby się ze zbyt dużym zachodem, a 25% stwierdziło, że takie zgłoszenie nie wiele by dało.

Dzięki europejskiemu rozporządzeniu o ochronie danych osobowych, marketerzy nie będą mogli już nękać klientów swoimi telefonami, w przeciwnym razie czeka ich finansowa kara administracyjna. Każda osoba – której dane dotyczą – będzie mogła zażądać od administratora niezwłocznego ich usunięcia, a podmiot będzie miał obowiązek bez zbędnej zwłoki to wykonać. Inaczej mówiąc mamy prawo do zastania zapomnianym.

Obecnie skargi możemy składać do GIODO zarówno w formie elektronicznej, jak i pisemnej. Z tym zastrzeżeniem, iż skarga składana drogą elektroniczną powinna być podpisana kwalifikowanym podpisem elektronicznym albo podpisem elektronicznym potwierdzonym profilem zaufanym ePUAP,  Niestety na dzień dzisiejszy wiąże się to z uiszczeniem opłaty od skargi w wysokości 10 zł. Jest to nieduża opłata, jednakże może zniechęcać osoby do złożenia skargi. Nowe przepisy umożliwią bezpłatne składanie skarg do nowego organu nadzorczego  – mówi Maciej Kaczmarski, Prezes ODO 24.

Nowe rozporządzenie wymusi na call i contact center wiele zmian, a przede wszystkim konieczność uporządkowania zasobów, tym bardziej, że bazują one na danych, które pochodzą z różnych źródeł jak np. sms, formularz kontaktowy, wiadomości w serwisie społecznościowym. Niedostosowanie się do nadchodzących zmian może spowodować nałożenie wysokich kar finansowych na te przedsiębiorstwa.

Niestety, nikt do tej pory nie kontrolował, czy cofnięcie zgody, przez osobę której dane dotyczą było odpowiednio respektowane i faktycznie dane zostały trwale usunięte. RODO reguluje taką sytuację i daje odpowiednie narzędzie. Można podejrzewać, że ryzyko wysokich kar – 20 mln euro lub 4 proc. jego całkowitego rocznego obrotu z poprzedniego roku – skłoni wiele firm z branży call center do respektowania tego prawa – mówi adw. Marcin Zadrożny, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Piotr Warmuła dyrektorem Departamentu Technologii w Idea Leasing S.A.

Piotr Warmuła objął stanowisko dyrektora Departamentu Technologii w Idea Leasing S.A. Będzie realizował strategię operacyjną spółki m.in. w obszarze finansowania segmentu przemysłowego i agro.

Piotr Warmuła
Piotr Warmuła

Piotr Warmuła z branżą leasingową związany jest od ponad 15 lat. Swoje dotychczasowe doświadczenie zdobywał w czołowych spółkach rynku leasingu w Polsce (PKO Leasing, Raiffeisen-Leasing Polska i Europejskim Funduszu Leasingowym), gdzie odpowiadał m.in. za budowę i rozwój sieci sprzedaży, relacje z kluczowymi partnerami i wdrożenia zmian produktowych.

W Idea Leasing odpowiada za rozwój rynków, produktów i kanałów dystrybucji w obszarze finansowania technologii, sektora rolniczego, medycznego oraz maszyn i urządzeń produkcyjnych.

– Piotr Warmuła to doświadczony menedżer z wieloletnim doświadczeniem w branży leasingowej. Jego wiedza i znajomość rynku z pewnością przełożą się na wzmocnienie pozycji Idea Leasing, nowe kooperacje z dostawcami i innowacyjne produkty dla naszych klientów – mówi Grzegorz Dziok, wiceprezes Zarządu Idea Leasing, odpowiedzialny za obszar handlowy spółki.

Wstępne dane inflacyjne z Polski będą wspierać gołębie skrzydło RPP

Na polskim rynku ASW w dłuższych tenorach zawęzi się dzięki niższej podaży obligacji i poprawie oceny kredytowej. Przybywa argumentów za silniejszym dolarem, co uderzy w euro i złotego w kolejnych okresach roku.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej początek tygodnia przyniósł spadek rentowności krótko- i średnioterminowych obligacji skarbowych. Wspomniany ruch był spowodowany zarówno czynnikami krajowymi jak i globalnymi. Papiery o nieco dłuższych terminach wykupu zyskały głównie dzięki umocnieniu się notowań US Treasuries i Bundów. Bardziej interesujący był natomiast dalszy wzrost cen krótkoterminowych obligacji. Wszystko wskazuje na to, że w tym przypadku niska podaż w połączeniu z napływem kapitału na rynek z tytułu wykupu obligacji i wypłaty odsetek miały większe znaczenie niż rosnące prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych w 2018 r., co zaczął wyceniać m.in rynek instrumentów pochodnych. Stąd bardzo silne rozszerzenie się spreadu pomiędzy rynkiem obligacji a IRS widoczne przede wszystkim w sektorach do 2 lat.

Z punktu widzenia krótkoterminowych perspektyw rynku istotna będzie teraz publikacja przez Ministerstwo Finansów harmonogramu aukcji w listopadzie (na koniec miesiąca). Scenariuszem bazowym pozostają dwie aukcje (zamiany i regularna) o łącznej wartości ok. 8 mld PLN. Warto jednak zwrócić uwagę na bardzo korzystną realizację budżetu. Jak wynika z nieoficjalnych informacji PAP po wrześniu budżet państwa odnotował nadwyżkę w wysokości 3 mld PLN. Biorąc pod uwagę bardzo wysoką poduszkę płynnościową MF, a także pozytywne perspektywy na kolejne kwartały widać pewną szansę na ograniczenie wartości emitowanych obligacji do końca roku. Ten czynnik będzie wzmacniał wyceny obligacji, chociaż mógł już zostać w dużej mierze wyceniony, szczególnie w przypadku krótkich sektorów.

Teraz możliwy byłby kierunkowo podobny ruch w przypadków papierów 5- i 10-letnich. Przykładowo ASW dla papierów 5-letnich wynosi około 20 pb., natomiast 10-letnich oscyluje blisko 42 pb. Tu też można dostrzec potencjał do zawężenia się spreadu o około 20 pb. Tym bardziej, że poza korzystną sytuacją na rynku pierwotnym mamy jeszcze do czynienia z wyraźną poprawą oceny kredytowej Polski. Poza korzystną sytuacją budżetu i bardzo silnym obniżeniem prognoz dotyczących deficytu budżetowego również sektor samorządu terytorialnego może odnotować w tym roku wynik bliski zera (po I połowie roku nadwyżka bliska 14 mld PLN), co sprzyjać będzie niskiemu deficytowi sektora finansów publicznych.

Dodatkowym czynnikiem wzmacniającym scenariusz spadku ASW w dłuższych sektorach jest perspektywa szybszego od prognoz wzrostu gospodarczego w kolejnych kwartałach, podtrzymująca korzystną sytuację finansów publicznych, ale również brak silniejszej presji na odpływ kapitału globalnego z rynków wschodzących. Wydaje się, że rynek globalny w dużej mierze wycenia już przyszłe podwyżki stóp procentowych w USA. Chociaż w scenariuszu bazowym założyć należy dalszy ruch rentowności UST w górę, to jednak będzie on bardziej ograniczony do krótkiego końca krzywej (amerykańskie papiery 10-lenie mogą mieć problem z trwałym pokonaniem 2,50%). Biorąc pod uwagę dodatkowo te aspekty spodziewać się można dalszej poprawy oceny ze strony agencji ratingowych, nawet jeśli póki co podtrzymują one neutralne nastawienie (szczególnie w przypadku agencji S&P).

Rynek stopy procentowej

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Poniedziałek na rynku głównej pary walutowej przyniósł lekkie osłabienie dolara do euro, kurs EURUSD wzrósł do 1,166. W przedpołudniowym handlu wsparciem dla euro okazała się publikacja raportów koniunkturalnych. Wskaźnik nastrojów gospodarczych (ESI) w strefie euro wzrósł o 0,9 pkt m/m, wynosząc w październiku 114 pkt (prognoza wskazywała 113,4 pkt). Wyżej od oczekiwań wypadł też wskaźnik nastrojów biznesu (BCI), w tym samym okresie wzrastając o 0,1 pkt m/m do poziomu +1,44 pkt (tu konsensus wynosił +1,41 pkt). Wzrosty euro nie trwały jednak długo, wraz ze słabszymi publikacjami dot. inflacji z niemieckich landów EURUSD zaczął zawracać. Tak jak się obawiano rozczarowały też wynik dla całej gospodarki niemieckiej z wynikiem 1,6% r/r wobec oczekiwanych 1,7% i wobec 1,8% r/r odnotowanych wcześniej. Te niższe odczyty przekładają się na rewizję oczekiwań wobec dzisiejszych szacunków presji cenowej w strefie euro, która w ujęciu rocznym może zwolnić wobec 1,5% oczekiwanych przez rynek. Do tego poniedziałkowe dane z USA dot. wydatków konsumentów (wspierających amerykańskie PKB) zaskoczyły pozytywnie, wzrostem we wrześniu o 1,0% wobec 0,8% prognozowanych. Statystycznie był to najsilniejszy wzrost od ponad ośmiu lat, prawdopodobnie dzięki zakupom aut przez mieszkańców Teksasu i Florydy, których samochody zostały uszkodzone na skutek huraganów. Wydatki na dobra trwałe, takie jak auta, wzrosły w ubiegłym miesiącu o 3,2%, podczas gdy na usługi ledwie o 0,5%. Inflacja w USA pozostała jednak na umiarkowanym poziomie. Preferowana przez Fed miara presji cenowej w amerykańskiej gospodarce, czyli wskaźnik bazowy PCE, we wrześniu zgodnie z oczekiwaniami wyniósł 0,1% m/m. Niemniej dane te wystarczyły, aby dolar przyspieszył wzrost, jeszcze podczas sesji europejskiej spychając euro w okolice 1,16 USD. Po południu na rynek dotarły informacje, iż w czwartek prezydent D. Trump może wskazać J. Powella, jako następcę obecnej prezes Fed J. Yellen. Choć Powell uważany jest za większego jastrzębia niż Yellen, jednak nie jest tak otwarty na podwyżki stóp jak Taylor. W rezultacie, po niewydanym ataku na 1,16 eurodolar zawrócił.

W najbliższych dniach, w oczekiwaniu na piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy (wg NFP), uwaga rynków skupi się przede wszystkim na środowych obradach amerykańskiej Rezerwy Federalnej. O ile stopy Fed nie zostaną z pewnością podniesione (takiej decyzji oczekuje się w grudniu), to jednak wydźwięk posiedzenia powinien być wyraźnie jastrzębi. FOMC powinien potwierdzić swoją gotowość do kontynuowania jastrzębiej polityki pieniężnej w tym i w przyszłym roku. Biorąc pod uwagę publikowane dane z USA wyraźnie jastrzębi Fed może dać impuls do powrotu dolara do silniejszych wzrostów. Perspektywy dla dolara są zatem dobre, tym bardziej, że w strefie euro tapering będzie gołębi, a nawet nie tapering a rekalibracja QE, jak zapowiadał M. Draghi podczas październikowego posiedzenia EBC. Czynniki te, wspierane wspomnianym już listopadowym posiedzeniem FOMC oraz publikacją raportu NFP (wraz z inflacją i danymi o zarobkach Amerykanów) powinny spychać eurodolara poniżej 1,16 (w kierunku 1,15) do końca tygodnia. Ponieważ polska gospodarka silnie związana jest z europejską, negatywne nastroje w strefie euro będą oddziaływać na zachowanie inwestorów na rynku złotego, prowadząc do jego osłabienia. Przy jastrzębim wydźwięku środowego posiedzenia Fed i solidnych piątkowych danych z rynku pracy w USA oraz dodatkowo biorąc pod uwagę możliwe rozczarowanie wstępnymi danymi inflacyjnymi za październik z Polski (publikacja już we wtorek) kurs EURPLN powinien powrócić do trendu wzrostowego, w kolejnych dniach kierując się do strefy oporów pomiędzy 4,26-4,27 i powyżej 4,30 w kolejnych okresach tego roku.

Rynek walutowyAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Można skrócić urlop wychowawczy bez zgody szefa

Pracownica przebywa na urlopie wychowawczym. W złożonym pracodawcy wniosku wskazała, że urlop ten ma trwać do maja 2020 r. Obecnie jednak postanowiła skrócić swoją nieobecność w pracy i wrócić do zadań służbowych od października 2017 r. Czy pracodawca musi się zgodzić na skrócenie przez nią urlopu wychowawczego?

Kodeks pracy przewiduje możliwość skrócenia urlopu wychowawczego i wcześniejszego powrotu do pracy. Art. 1863 wskazuje dwa możliwe warianty Jeden – gdy do wcześniejszego powrotu do pracy niezbędna jest zgoda pracodawcy i drugi, gdy zgoda taka nie jest wymagana. Zgoda pracodawcy nie jest wymagana, jeżeli pracownik zawiadomił pracodawcę o skróceniu urlopu wychowawczego i wcześniejszym powrocie do pracy najpóźniej na 30 dni przed terminem zamierzonego powrotu do pracy. Oznacza to, że po tym terminie, po stronie pracownika, powstaje obowiązek stawienia się w pracy, a po stronie pracodawcy – obowiązek dopuszczenia podwładnego do pracy. Jeżeli zaś planowany przez pracownika termin powrotu do pracy ma nastąpić w terminie krótszym niż 30 dni, wówczas decyzja taka wymaga aprobaty pracodawcy. Jej brak skutkuje możliwością powrotu do pracy nie wcześniej niż po 30 dniach od dnia złożenia zawiadomienia.

Skrócenie urlopu w trybie przewidzianym w art. 1863 k.p. może również wystąpić, gdy pracownik złożył wniosek o urlop wychowawczy, a następnie zmienił swoje plany. Sytuacja taka ma miejsce wtedy, gdy podwładny wycofa swój wniosek na mniej niż 7 dni przed dniem rozpoczęcia urlopu. Oznacza to, że w najgorszym wypadku będzie zmuszony do udania się na urlop wychowawczy co najmniej na 30 dni, a dopiero po tym okresie będzie mógł powrócić do pracy.

Nie można także zapominać, że po skróceniu urlopu wychowawczego pracownik powinien stawić się do pracy bez odrębnego wezwania. Niestawienie się do pracy w takiej sytuacji może być potraktowane jako ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych, uzasadniające rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika.

Po powrocie pracownika, pracodawca dopuszcza go do pracy na dotychczasowym stanowisku, a jeżeli nie jest to możliwe, na stanowisku równorzędnym z zajmowanym przed rozpoczęciem urlopu lub na innym stanowisku odpowiadającym jego kwalifikacjom zawodowym, za wynagrodzeniem nie niższym od wynagrodzenia za pracę przysługującego pracownikowi w dniu podjęcia pracy na stanowisku zajmowanym przed tym urlopem (art. 1864 Kodeksu pracy).

Nadmienić również należy, że skrócenie urlopu wychowawczego nie oznacza, że pracownik nie będzie mógł wykorzystać pozostałej jego części. Skorzystanie z pozostałej części urlopu możliwe będzie pod warunkiem, że spełnione zostaną warunki do jego udzielenie. Po pierwsze łącza liczba wykorzystanych już części urlopu wychowawczego nie przekracza pięciu, po drugie zaś dziecko nad którym sprawowana jest opieka nie ukończyło szóstego roku życia, a w przypadku dziecka niepełnosprawnego osiemnastego roku życia.

Autor: Marcin Kozłowski, adwokat z Kancelarii Chałas i Wspólnicy

Analiza to podstawa – jak przygotować firmę na wejście RODO

W maju przyszłego roku wchodzi w życie Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Dla przedsiębiorców oznacza to szereg nowych obowiązków. Firmy powinny się porządnie przygotować, gdyż za nieprzestrzeganie przepisów mogą ich spotkać poważne konsekwencje, na czele z wysokimi karami pieniężnymi. Jak to zrobić?

Analiza to podstawa

„Przygotowanie firmy albo innej organizacji na wejście RODO to przede wszystkim konieczność kompleksowej analizy działalności danej organizacji. Powinno się wyjść od tego, czy przetwarza ona dane osobowe. Następnie należałoby sprawdzić, jakiego rodzaju są to dane, na jakiej podstawie są przetwarzane, czy istnieją środki pozwalające na ich zabezpieczenie, czy są procedury umożliwiające ich przetwarzanie zgodnie z przepisami RODO oraz jak duże jest ryzyko, że te dane mogą wycieknąć lub ich bezpieczeństwo może być zagrożone w inny sposób” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Krzysztof Muciak z kancelarii JSLegal.

Nowe procedury

Po drugie konieczne będzie przygotowanie potrzebnych dokumentów, np. wzoru rejestru czynności przetwarzania danych. Trzeba będzie też opracować klauzule informacyjne – osoby, których dane są przetwarzane, będą mogły się z nich dowiedzieć, w jakim celu są te dane wykorzystywane, przez kogo, kto ma do nich dostęp etc. Ponadto firmy będą musiały wprowadzić nowe procedury i zmiany do swoich systemów informatycznych, tak aby była możliwa realizacja praw osób, których dane są przetwarzane, m.in. prawa do bycia zapomnianym czy prawa do przeniesienia danych. Wreszcie należało będzie stworzyć procedury pozwalające na płynne i szybkie zgłaszanie naruszeń do organu nadzoru oraz informowanie o nich osób, których dane są przetwarzane. Poza tym firmy prowadzące profilowanie klientów powinny sprawdzić, czy nie będą potrzebować dodatkowych zgód na tego typu działania.

Inspektor ochrony danych (IOD) zawsze się przyda

Niektóre organizacje staną także przed koniecznością powołania IOD. „Wyznaczenie inspektora ochrony danych będzie obowiązkowe dla organów i podmiotów publicznych z wyjątkiem sądów w zakresie sprawowania wymiaru sprawiedliwości, dla podmiotów, których główną działalnością jest monitorowanie osób w sposób regularny i konsekwentny na dużą skalę, jak również dla podmiotów przetwarzających na dużą skalę dane wrażliwe oraz dane o skazaniach i naruszeniach prawa” – informuje ekspert. Warto jednak nadmienić, że z uwagi na zakres nowych obowiązków i konieczność niemal ciągłego monitorowania przetwarzania danych osobowych powołanie IOD będzie pożądane w prawie każdej organizacji.

Silniejszy dolar, słabsza koniunktura na rynkach surowców

Bank Japonii pozostaje wierny swojej polityce luzowania i utrzymywania dochodowości dziesięcioletnich obligacji na poziomie zera. Takie nastawienie przy jednoczesnym dryfie innych banków centralnych w stronę normalizacji/zacieśniania nie pozostawia złudzenia, że rozszerzające się różnice rentowności będą wypychać USD/JPY, czy EUR/JPY na wyższe pułapy. Spodziewamy się, że do końca roku USD/JPY osiągnie 117,00.

Ostatnie tygodnie to wyraźne porzucenie przez inwestorów skrajnie negatywnego nastawienia względem dolara. Jeszcze dwa miesiące temu rynek przypisywał niskie prawdopodobieństwo możliwości zatwierdzenia w tym roku cięć podatkowych oraz podwyżki w grudniu. Dziś w scenariusz bazowy wpisują się oba wydarzenia, co wraz z przygaśnięciem obaw o konflikt na linii USA – Korea Północna i mocnymi wzrostami cen surowców energetycznych i przemysłowych o prawie 50 pb wywindowało rentowność dziesięciolatek USA. Pole do kontynuacji umocnienia dolara jest nadal spore. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że rynek w mniej niż 50 proc. dyskontuje sugerowaną w projekcjach Fed liczbę podwyżek w 2018 roku. Jednocześnie nie uwzględniany jest w wystarczającym stopniu dopiero rozpędzający się proces redukcji sumy bilansowej oraz wpływ podniesienia limitu zadłużenia na absorpcję nadwyżki płynności w sektorze finansowym.

Natomiast kwestia następcy Yellen wydaje się rozstrzygnięta, murowanym kandydatem jest Jerome Powell. Nie jest to jednak zagrożenie dla USD, gdyż taki wybór jest już w cenach. Warto natomiast mieć na uwadze, że skład decyzyjny FOMC zmieni się nieco w kierunku „jastrzębim” lub zdecydowanie „jastrzębim” jeśli do Rady Gubernatorów trafi Taylor i/lub Warsh.

Przy słabym dolarze inwestorzy w pewnym sensie idealizowali inne waluty, w rezultacie wiele ruchów było zbyt silnych w stosunku do fundamentów. Teraz pojawiają się rozczarowania (Bank Kanady, ECB, wynik wyborów w Nowej Zelandii i Japonii, niska inflacja w Australii), które wywołują korektę skrajnego pozycjonowania i poprzez kontrast wspierają USD.

EUR/USD ma przestrzeń by kontynuować zniżkę w kierunku 1,1450 a następnie potencjalnie nawet do 1,13. W szerszym horyzoncie euro powinno pozostawać jednak mocne. W gronie walut G-10 większy potencjał do silnych i trwałych zmian mają m.in. AUD i CAD. Przy słabym dolarze inwestorzy w pewnym sensie idealizowali inne waluty, w rezultacie wiele ruchów było zbyt silnych w stosunku do fundamentów. Teraz pojawiają się rozczarowania (Bank Kanady, ECB, wynik wyborów w Nowej Zelandii i Japonii, niska inflacja w Australii), które wywołują korektę skrajnego pozycjonowania. Oczekujemy zejścia AUD/USD poniżej 0,75 za sprawą nieodzownej rewizji oczekiwań względem ścieżki stóp RBA. Dodatkowo widzimy przestrzeń do korekty cen metali przemysłowych z miedzią na czele. Ostatnia fala wzrostów miała znamiona redukcji krótkiej pozycji spekulacyjnej przed zjazdem Komunistycznej Partii Chin. W obliczu dążenia władz do schłodzenia koniunktury i zacieśnienia polityki monetarnej powinna być ona odbudowana. Podobnie: nie widzimy znacznego pola do kontynuacji wzrostów cen ropy, co przy zimnym prysznicu zaserwowanym rozgrzanej rynkowej wycenie przez Bank Kanady powinno przełożyć się na kontynuację wzrostów USD/CAD.

Silniejszy dolar, słabsza koniunktura na rynkach surowców i wyższe rentowności długu USA będą wywierać presję na rynki wschodzące. W przypadku złotego zagrożeniem jest zbyt szybkie wycenienie przez rynek stopy, że w horyzoncie 12 miesięcy dojdzie do podwyżki. Dzisiejszy, wstępny odczyt inflacji za październik może schłodzić nieco te – naszym zdaniem ewidentnie zbyt wygórowane – oczekiwania. Prognozujemy spowolnienie rocznej dynamiki CPI z 2,2 do 2,0 proc. przy konsensusie na poziomie 2,1 proc. r/r. Uważamy, że EUR/PLN będzie powracał w najbliższym czasie do przedziału 4,25 – 4,30.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Najwięcej kredytów, ale także zaległości u producentów odzieży roboczej

Polacy są już coraz bliżej wydawania na ubrania 1000 zł na osobę rocznie. Korzysta na tym nie tylko import z Azji, ale powoli także rodzima produkcja. Choć sytuacja producentów odzieży poprawia się, to jednak połowa firm jest w słabej lub złej kondycji finansowej. Niespłacone w terminie zobowiązania wobec banków i kontrahentów wynoszą ponad 107 mln zł. Najgorzej mają się producenci odzieży wierzchniej, roboczej oraz wyrobów pończoszniczych – wynika z danych Rejestru BIG InfoMonitor, Biura Informacji Kredytowej oraz Bisnode Polska.

Choć polski przemysł odzieżowy wciąż jest o około jedną trzecią mniejszy niż dziesięć lat temu, biorąc pod uwagę liczbę firm, to jednak od kilku lat powoli odbudowuje swoją pozycję rynkową. W ciągu ostatnich sześciu lat produkcja sprzedana wzrosła o około 20 proc. korzystając m.in. na wzroście popytu na odzież. Według Euromonitor International, firmy zajmującej się badaniami rynkowymi, polski rynek zakupów odzieżowych wart będzie w tym roku 37,8 mld zł, o 0,9 mld zł więcej niż w 2016 r. Oznacza to, że statystycznie jedna osoba w całym 2017 roku wyda na odzież 986 zł, czyli o 25 zł więcej niż w 2016 r.

Mimo tych zmian kondycja finansowa producentów odzieży wciąż pozostawia wiele do życzenia. Według wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska blisko połowa firm jest w bardzo złej i słabej kondycji finansowej, z czego prawie 38 proc. w bardzo złej. Najsłabiej prezentują się producenci odzieży wierzchniej. Wśród nich aż 41 proc. na koniec września znajdowało się w złej kondycji finansowej. Przeterminowane branży widoczne w BIG InfoMonitor oraz BIK wynoszą 107,2 mln zł, a odsetek firm z problemami w zależności od specjalizacji waha się między 2,1 a 5,7 proc. Najwyższy jest wśród producentów odzieży roboczej oraz wśród zajmujących się wyrobami pończoszniczymi, przewyższając tym samym znacząco odsetek niesolidnych firm w całej produkcji, gdzie wynosi on 4,6 proc. Mowa tu o opóźnieniach wynoszących co najmniej 60 dni na kwotę min. 500 zł.

Produkcja odzieży wraca nad Wisłę

Polska branża producentów odzieży nadal jest bardzo rozdrobniona i zróżnicowana, spora część działalności sprowadza się do produkcji sprzedawanej na bazarach i w małych sklepach oraz podwykonawstwa, czyli szycia na zlecenie znanych firm. Ale z powodzeniem rozwijają się też krajowi projektanci oraz średnie i duże firmy, kreujące własne silne marki, zdolne konkurować nie tylko na lokalnym rynku, ale również globalnym. Na korzyść polskiego przemysłu odzieżowego działa malejąca różnica kosztów płac między tanimi producentami, głównie z Azji (według przedstawicieli branży zmniejszyła się ona do około 10 proc.), a rodzimymi podmiotami, co przy uwzględnieniu kosztów transportu, czasu realizacji dostaw oraz jakości powoduje, że produkcja coraz częściej „wraca” do kraju. Jak np. deklarują zarządzający jedną z największych firm odzieżowych w kraju, w przyszłym roku podwojona zostanie produkcja odzieży nad Wisłą dla jednej z marek.

Polscy producenci zdobywają też zlecenia z zagranicy. Przedstawiciele branży oceniają, że zaletami naszych zakładów są zarówno wysoka jakość, zdolność szybkiego reagowania na potrzeby rynku, jak i szybki czas realizacji. Z drugiej strony niewielka skala działalności większości firm (ponad 90 proc. to firmy mikro i małe) stanowi barierę w pozyskiwaniu dużych zamówień, głównie z zagranicy, a z kolei niestabilność, sezonowość oraz niepewność otrzymywania zleceń ogranicza inwestycje w rozwój zdolności produkcyjnych. Producenci odzieży podkreślają także znaczenie problemów z zatrudnieniem, przy czym nie chodzi tylko o wzrost kosztów płac, ale również niedobór wykwalifikowanych pracowników, szczególnie dotkliwy w kontekście zaniku szkolnictwa zawodowego w tym zakresie. Wyzwaniem jest również konkurencja ze strony odzieży importowanej.

Najczęściej zaległości mają producenci ubrań roboczych i rajstop

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK moralność płatnicza przedsiębiorstw oceniana z perspektywy terminowego regulowania płatności jest mocno zróżnicowana w zależności od specjalizacji. W dziale 14 PKD Produkcja odzieżynajsłabiej wypadają firmy szyjące ubrania robocze oraz pończosznicze. W tych specjalizacjach odsetek firm z zaległościami przekracza średnią dla ogółu producentów, która wynosi 4,6 proc. posiadających problemy w obsłudze zobowiązań w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK.kredyty producenci

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Łączna wartość zaległych zobowiązań producentów odzieży to 107,2 mln zł. Średnia zaległość pozakredytowa sięga 23,7 tys. zł, a kredytowa 236,4 tys. zł.

Moda na zakupy odzieży online szkodzi tradycyjnym sklepom

Od stycznia do końca września br. w branży produkcji odzieży i tekstyliów w sądach gospodarczych ogłoszono 9 upadłości, wobec 7 w analogicznym okresie roku ubiegłego. Bisnode Polska przewiduje, że na koniec roku branża zanotuje zbliżoną liczbę bankructw do tej z 2016 r. Będzie to jednak o niemal połowę mniej upadłości niż w 2015 r. gdy zbankrutowały 22 przedsiębiorstwa.

kredyty producenci 2Źródło: Bisnode Polska

Liczba sklepów odzieżowych spada od lat. Dodatkowo ich kondycja nie jest najlepsza. W chwili obecnej ponad 63 proc. spośród 500 poddanych analizie jest w słabej i bardzo złej sytuacji finansowej. Po 18 proc. w silnej i dobrej kondycji. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest postępująca zmiana zwyczajów zakupowych Polaków, którzy coraz więcej i chętniej kupują ubrania w internecie. Z badania* firmy badawczej PMR Market Experts na temat miejsca zakupu odzieży wynika, że 19 proc. Polaków kupuje ubrania przez internet. Najwięcej – około 60 proc. Polaków „ubiera się” w sklepach markowych, 26 proc. w sklepach niemarkowych, 19 proc. na bazarach i targowiskach, 13 proc. na hali hipermarketu, a 11 proc. w sklepach z odzieżą używaną.

kredyty producenci 3

Wykonane dla Izby Gospodarki Elektronicznej badania** firmy badawczo-technologicznej Gemius pokazują, że to właśnie odzież, akcesoria i dodatki nabywane są w sieci przez największą część zwolenników zakupów internetowych – 73 proc. Na drugim miejscu najchętniej kupowanych artykułów online znalazły się książki, płyty i filmy – 70 proc., a na kolejnym sprzęt RTV i AGD – 58 proc.

*Źródło: PMR, 2016 r. badanie na 556 respondentach, uwzględniające kilka odpowiedzi, nie sumuje się do 100 proc. 

** Źródło: Raport „E-commerce Polska 2017. Gemius dla e-commerce Polska”, próba 1500 osób

reichelt elektronik chce zdobyć polski rynek

reichelt elektronik ogłasza wejście na polski rynek i zapowiada konkurencji: „Chcemy zostać liderem sprzedaży na polskim rynku w kategorii oferowanych przez nas produktów“ mówi prezes Ulf Timmermann. Wraz z uruchomieniem polskiego sklepu reichelt kontynuuje strategię rozwoju międzynarodowego.

Sąsiedzi nadający na tych samych falach

Ulf TimmermannOd teraz polscy klienci mogą wybierać spośród 85 000 produktów: komponentów elektronicznych, narzędzi, technologii PC i sieciowych. Informacje oraz kompleksowa obsługa klienta będą dostępne w języku polskim. Firma chce dostarczyć polskim klientom usługi tej samej jakości, jak w Niemczech. Wszystkie informacje, poradniki oraz inspiracje fani elektroniki znajdą na specjalnym blogu dostępnym w polskiej wersji językowej.

Już dziś możemy zauważyć pozytywny odbiór sklepu. „Pojawiliśmy się na polskim rynku oferując produkty, na które obecnie jest duże zapotrzebowanie, m.in. karty graficzne o wysokiej wydajności, potrzebne np. do kopania bitcoinów. W ten sposób zdobyliśmy serca polskich klientów, mimo braku polskiej wersji językowej sklepu“ mówi Ulf Timmermann.

Zapowiedź walki z konkurencją

Po zakończonym sukcesem wejściu na rynek brytyjski i francuski, Polska jest trzecim krajem, któremu udostępniono sklep online w ojczystym języku. Dzięki zdobytemu doświadczeniu firma stawia sobie ambitne cele: „Chcemy zostać w Polsce liderem sprzedaży w kategorii oferowanych przez nas produktów“ – mówi Timmermann. Pierwszym krokiem była rozbudowa centrum logistycznego w Sande wiosną tego roku, tak aby było w stanie pomieścić do 150 000 produktów i obsłużyć 10 000 zamówień dziennie. Dzięki szybkiej i wydajnej logistyce oraz wysokiej jakości produktom w atrakcyjnych cenach, firma reichelt elektronik jest gotowa na zdobywanie kolejnych międzynarodowych rynków.

„Świat stał się mały“

„Jesteśmy pewni, że nasza oferta – produkty, usługi i zgromadzona wiedza zjednoczą nam klientów zainteresowanych elektroniką na całym świecie, podobnie jak w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji, gdzie odnieśliśmy sukces“ wyjaśnia Ulf Timmermann. „Internet sprawił, że świat nagle stał się mały i okazało się, że polscy elektronicy – czy to w sektorze B2B czy też klienci prywatni – mają takie same potrzeby i oczekiwania jak klienci niemieccy. W przeciwieństwie do ludzi, elektronika nie zna granic. Wraz z uruchomieniem polskiej wersji sklepu online, nie tylko realizujemy naszą strategię rozwoju na rynkach międzynarodowych, lecz chcemy również wzmocnić i rozwinąć relacje, które do tej pory udało nam się nawiązać“.

  1. Dlaczego polski rynek jest interesujący dla niemieckich firm?

Ulf Timmermann: Odpowiedź jest oczywista – Polska to dynamicznie rozwijający się kraj. reichelt elektronik interesują wszystkie rynki, które jesteśmy w stanie zdobyć. Odnieśliśmy już sukces w Niemczech, teraz z powodzeniem zdobywamy rynek francuski i wierzymy, że dzięki naszej ofercie, palecie produktów oraz know how uda się zjednoczyć pasjonatów elektroniki wszędzie tam gdzie jesteśmy obecni. Mamy jasną strategię ekspansji: zaczęliśmy w Wielkiej Brytanii, gdyż tam znaliśmy język. Kolejna była Francja, gdzie byliśmy świadomi tego, że język stanowi barierę, jednak nie było to problemem. Teraz przyszła kolej na Polskę, gdzie już teraz mamy oddanych klientów. Następnie mamy w planach Hiszpanię i Włochy, prowadzimy tam rozmowy, dlatego nie mogę zbyt wiele zdradzać.

  1. Czy firma planuje otworzyć centra serwisowe w Polsce?

Raczej nie, ponieważ cała usługa będzie wykonywana w Niemczech. Z myślą o dalszej ekspansji i rozwoju w Polsce wiosną tego roku rozbudowaliśmy nasze centrum logistyczne w Sande tak, aby było w stanie pomieścić do 150 000 produktów i obsłużyć 10 000 zamówień dziennie. Wprowadzamy jednak polskie centrum obsługi klienta, zatrudniamy polskich pracowników, którzy są niezwykle sumienni i posiadają dużą wiedzę. Rozwieją wszelkie wątpliwości i rozwiążą przypadki, w których coś poszło nie tak. Największym serwisem będzie polskojęzyczna strona internetowa www.reichelt.pl. Tam znajduje się właściwie wszystko: opisy produktów, specyfikacje techniczne, oświadczenia, formularze danych.

  1. Jak postrzega Pan konkurencję na polskim rynku?

Z naszym podstawowym asortymentem, z zakresu elektroniki czy automatyki wkrótce będziemy liderem na polskim rynku, jestem tego pewien. Wśród 80 000 produktów, które posiadamy w naszej ofercie, znajdziemy między innymi telewizory i tym podobny sprzęt – w tej kwestii nie jestem pewien czy będziemy ważnym graczem na rynku, jednak nie to jest naszym celem. Wiemy, że konkurencyjne firmy wprowadzają ograniczenia w pewnych kwestiach, jednak nie mam pojęcia dlaczego. Być może przy sprzedaży niektórych produktów mieliby problemy z licencją lub byłoby to niezgodne z prawem? W reichelt elektronik oferujemy naszym klientom całą gamę produktów. Jesteśmy autoryzowanym dystrybutorem Raspberry Pi, obecnie jest duże zapotrzebowanie na ten sprzęt wśród polskich klientów, jednak są problemy z jego dostawą m.in. z powodu problemów z systemem płatności. Wraz z otwarciem polskiej wersji sklepu postaramy się dostarczyć naszym klientom w Polsce wszystkie metody płatności, to powinno ułatwić sprawę.

  1. Co jest powodem na rozwinięcie działalności firmy w Polsce i zainteresowanie się tym rynkiem?

Otwarcie polskiej wersji naszego sklepu było naturalną koleją rzeczy, gdyż już wcześniej działaliśmy na polskim rynku, obsługując zarówno klientów indywidualnych, jak i biznesowych. Mamy tu dobre wyniki sprzedaży, odnieśliśmy już parę sukcesów: w Polsce w tym roku znacznie wzrosło zainteresowanie kopaniem bitcoinów, a co za tym idzie, wzrost sprzedaży kart graficznych o wysokiej wydajności i zasilaczy sieciowych. reichelt oferuje tego typu sprzęt, jednak zainteresowanie polskich klientów było tak duże, że zdecydowaliśmy się sprowadzić nowe produkty. Rozszerzając dotychczasową ofertę z myślą o polskim rynku, odnotowaliśmy duży wzrost sprzedaży, który powinien się utrzymać.

  1. Jaki wpływ na rynek IT mają zmiany w prawie? W Polsce coraz więcej firm upada w związku z wzmożonymi kontrolami VAT.

Myślę, że to mogłoby stanowić problem, gdyby całość transakcji odbywała się w Polsce, więc ten problem nas nie dotyczy. Przy każdej transakcji doliczamy obowiązujący w Polsce podatek VAT, działamy zgodnie z przepisami ustawodawcy.

  1. Jak firma chce zdobywać nowych klientów? (cena, szersza gama produktów, dodatkowe usługi i serwis?)

Oferujemy kompleksowy pakiet: w obszarze podstawowym jest to niska cena, ale również szeroka gama produktów i usług, które często są trudno dostępne w Polsce, jak wspomniany wcześniej Raspberry Pi. Wszystko jest dostępne na polskojęzycznej stronie, oprócz tego mamy też obsługę klienta w języku polskim, która jest swojego rodzaju pośrednikiem w procesie zamówienia. Oferujemy 80 000 produktów, nasze centrum logistyczne jest w stanie pomieścić do 150 000 produktów i obsłużyć 10 000 zamówień dziennie. Nasi klienci kupują w ilościach hurtowych, dokładnie wiedzą czego chcą. Naszym zadaniem jest dostarczyć im to czego potrzebują w najkrótszym możliwym czasie.

Liczba polskich wniosków patentowych drastycznie spada. Mimo wszystko polskie uczelnie przodują w dostarczaniu wojsku, policji oraz firmom najnowszych technologii

Liczba polskich wniosków patentowych drastycznie spada. Mimo wszystko polskie uczelnie przodują w dostarczaniu wojsku, policji oraz firmom najnowszych technologii 3

Na uniwersytetach całego świata powstają technologie, które są następnie wdrażane przez przemysł. Dzięki intensywnemu wykorzystaniu wiedzy mamy do czynienia z szybszym postępem technologicznym i efektywniejszym wykorzystaniem środków produkcji. W 2016 roku zanotowano rekordową liczbę przyznanych na świecie patentów. Również polskie uczelnie transferują najnowsze technologie do przemysłu. Na wynalazkach korzysta wojsko, policja i państwowe firmy. Niestety liczba polskich wniosków patentowych drastycznie spadła.

– Technologie na uczelni powstają w wieloraki sposób, przede wszystkim w ramach projektów, które są dzisiaj realizowane na ogół w konsorcjach. Pierwsze poziomy gotowości technologicznej to badania podstawowe, czyli badania, które mogą być realizowane bez partnera przemysłowego. Powyżej poziomów badań podstawowych są już prace wdrożeniowe, rozwojowe, a dziewiąty poziom gotowości to już produkt gotowy do potencjalnej produkcji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje pułkownik Krzysztof Kopczyński, dyrektor Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej.

Z danych EU Forum for University-Business Dialogue wynika, że na każde euro zainwestowane w innowacje na uczelni wyższej zwrot z inwestycji wynosi 2–3 euro dla lokalnej gospodarki. Eksperci szacują, że w samych Niemczech 7,3 proc. PKB jest tworzone właśnie dzięki inwestycjom w działalność badawczą uczelni. Już samo kształcenie absolwentów uczelni wyższych przynosi korzyści. Szacuje się, że firmy założone przez byłych absolwentów Uniwersytetu Stanforda mają rocznie około 2,7 bln dolarów obrotu, a w samej tylko branży IT absolwenci tej uczelni stworzyli 5,4 mln miejsc pracy.

Najnowszy ranking 100 najbardziej innowacyjnych uczelni wyższych na świecie uświadamia, jak olbrzymią wartość ma wiedza. W rankingu wzięto pod uwagę zarówno liczbę patentów, jak i cytowań w literaturze naukowej. Po raz trzeci z rzędu na pierwszym miejscu znajdziemy Uniwersytet Stanforda. To matecznik nie tylko nowoczesnej myśli naukowej i innowacyjnych wynalazków, lecz także Alma Mater założycieli takich firm jak Google, HP, Intel czy Netflix.

– Uczelnie realizują badania podstawowe, a gdy osiągają pewne wyniki, szukają partnerów po to, aby te rozwiązania wdrożyć, to jedna ścieżka. Inna ścieżka jest taka, że wojsko, policja, służba zdrowia czy potencjalna firma, która chciałaby coś innowacyjnego wyprodukować, zwracają się do nas z własnymi potrzebami. Wówczas w przypadku firm państwowych organizujemy konkurs, szukamy sponsora albo firma sama decyduje się finansować tego typu badania – tłumaczy płk Krzysztof Kopczyński.

Z danych Europejskiego Urzędu Patentowego wynika, że w 2016 roku złożono łącznie ponad 159 tys. wniosków patentowych, o 0,4 proc. mniej niż w 2015 r. Liczba przyznanych patentów wzrosła jednak aż o 40 proc. i osiągnęła wartość 95,9 tys. – najwyższą w historii. Największe wzrosty zanotowano w branży maszyn i aparatur elektrycznych oraz energii, transportu, a także technologii komputerowych. Polska w 2016 r. złożyła 625 wniosków patentowych, aż o 28 proc. mniej, niż w 2015 r.

– Są różne poglądy na temat patentowania dlatego, że patent niestety ujawnia pewne tajemnice technologiczne. Jeśli jest to zasadne i działa w naszym interesie, to składamy wniosek patentowy, ale jeśli jeszcze nie chcemy pokazywać technologii, bo jeszcze nikt o niej nie wie albo technologie są jeszcze tak mało znane, że i tak nikt się tymi technologiami nie posłuży, wtedy się wstrzymujemy – tłumaczy płk. Krzysztof Kopczyński.

Naukowcy z WAT mają na swoim koncie wiele niezwykłych wynalazków. W Instytucie Optoelektroniki powstała jedyna w Europie technologia wykrywania próchnicy za pomocą światła. Z kolei z innowacji Laboratorium Ciekłych Kryształów korzystają tacy giganci jak Samsung, LG czy Nikon. W Instytucie Budowy Maszyn powstają jedne z najszybszych robotów na świecie. WAT dysponuje też supernowoczesnym sprzętem do symulowania systemów nawigacji satelitarnej. W drodze są już kolejne wynalazki.

– Niedawno podpisaliśmy umowę dotyczącą systemu Stopfire, systemu, który chroni załogi pojazdów, czołgów, pojazdów wojskowych przed wybuchem paliwa i przed pożarem. Mamy również prędkościomierz laserowy z wideorejestracją, to jest produkt, który w najbliższym czasie wejdzie na wyposażenie policji. Mamy też oferty w zakresie medycyny, konkretnie lasery chirurgiczne, na które też jest duże zainteresowanie. Procedujemy w tej chwili wdrożenie tych systemów – zdradza pułkownik Kopczyński.

Wojskowa Akademia Techniczna jest wiodącym polskim ośrodkiem badawczym. Zatrudnia 90 profesorów, 109 doktorów habilitowanych i 432 doktorów. Prowadzą oni badania nad technologiami radarowymi, systemami informacyjnymi, awioniką, teledetekcją, uzbrojeniem rakietowym, noktowizją, nanotechnologią, fotoniką, biotechnologią  i wieloma innymi dziedzinami. WAT jest od początku ściśle związana z wojskiem, ale służy też swoją wiedzą innym gałęziom sektora publicznego.

– Ustawa o szkolnictwie wyższym pozwala, a nawet zobowiązuje uczelnie do utworzenia centrów transferu technologii, czyli takich komórek czy ośrodków, których obowiązkiem jest transfer technologii do przemysłu i w związku z tym tego typu działania podejmuje każda uczelnia, u nas również pracownicy centrum transferu technologii poszukują technologii, pomagają nam w tej procedurze wdrażania technologii do przemysłu – przekonuje dyrektor Instytutu Optoelektroniki WAT.

W opracowaniu „Korzyści współpracy uczelni wyższych z otoczeniem gospodarczym – próba typologii” przygotowanym przez naukowców z Uniwersytetu Łódzkiego wśród korzyści dla uczelni wymieniono m.in. zwiększenie rozpoznawalności, poprawę jakości kształcenia i badań oraz dodatkowe wpływy finansowe. Korzyściami dla przedsiębiorstw są zaś zmniejszenie kosztów i ryzyka działalności, rozwój nowych produktów i usług oraz podnoszenie jakości kapitału ludzkiego.

E-sport może się stać dyscypliną olimpijską już w 2024 roku. Polska jednym z krajów o największym potencjale rozwoju tego rynku

E-sport może się stać dyscypliną olimpijską już w 2024 roku. Polska jednym z krajów o największym potencjale rozwoju tego rynku 4

Do 2020 roku wartość rynku e-sportu na świecie ma się podwoić i wynieść 1,5 mld dolarów. Do blisko 600 mln zwiększy się także liczba widzów śledzących zmagania e-sportowców. Polska jest jednym z największych rynków tej dyscypliny z największym w Europie wzrostem publiczności na poziomie 29 proc. średniorocznie. E-sport jest coraz bardziej szanowaną dyscypliną, która już w 2024 roku może się pojawić na Igrzyskach Olimpijskich. Przyszłość tego rynku to przede wszystkim najnowsze technologie, takie jak wirtualna rzeczywistość.

Specjalizująca się w zagadnieniu e-sportu i gier firma analityczna Newzoo podaje, że w 2017 roku wpływy na rynku e-sportu – rozumiane jako wpływy z organizowania wydarzeń i turniejów związanych z grami wideo – sięgną 696 mln dolarów, a tegoroczna widownia tego typu wydarzeń jest szacowana na 385 mln osób. Analitycy zakładają, że do 2020 roku wpływy wzrosną niemal do 1,5 mld dolarów, a widownia zwiększy się do 589 mln osób.

– Rynek jest bardzo dynamiczny, widzimy wielki rozwój lig e-sportowych oraz teamów e-sportowych, jest to też rozwój całego segmentu start-upów usługowych dla całego tego ekosystemu. Ten ekosystem jest coraz bardziej podobny do klasycznego sportu, więc są tutaj spore okazje do innowacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Viktor Wanli, założyciel i dyrektor generalny firmy Kinguin, mającej własną ekipę e-sportową „Team Kinguin”.

W 2017 roku na reklamę podczas turniejów e-sportu przedsiębiorstwa przeznaczą 155 mln dolarów, kolejne 266 mln zostanie wydane na sponsoring, a 95 mln na zakup praw do ich relacjonowania. Pozostała część wpływów z rynku e-sportu pochodzi ze sprzedaży biletów, gadżetów i opłat wnoszonych przez wydawców gier. Najnowsze technologie, takie jak wirtualna rzeczywistość, są niezwykle szybko adaptowane przez ten rynek.

– Technologie typu VR rozwijają e-sport bardzo szybko i dynamicznie, widać tu całą skalę masowych projektów, które są skierowane globalnie lub na lokalne grupy graczy w poszczególnych krajach. Gracze są wielkimi fanami nowych technologii, szczególnie takich, które dają im więcej narzędzi do kontroli tego ekosystemu, albo takich, które umożliwiają im większy dostęp do dobrodziejstw tego systemu – tłumaczy Viktor Wanli.

W tym roku w katowickim Spodku odbył się już piąty turniej Intel Extreme Masters, podczas którego można było oglądać światową czołówkę zawodników grających w League of legends, Counter-Strike:Global Offensive oraz StarCraft II. Łączna pula nagród wyniosła 650 tys. dolarów. Turniej przyciągnął do Spodka 173 tys. widzów, a za pośrednictwem Internetu oglądało go na żywo co najmniej 46 mln osób. Transmisję prowadzono w dziewiętnastu językach.

– Polska jest jednym z największych rynków e-sportu na świecie. Widzimy to na przykładzie Spodka w Katowicach, gdzie niesamowita liczba osób przyjeżdża na e-sportowy event. Nie ma niczego porównywalnego na całym świecie – stwierdza założyciel Kinguin.

Według raportu „Rynek e-sportu w Polsce” firm PayPal i SuperData rynek e-sportu w Polsce w 2016 r. miał wartość 10,3 mln dolarów. W 2017 roku jego wartość ma wzrosnąć do 10,9 mln dolarów, zaś w 2018 roku osiągnie poziom 11,4 mln dolarów. Liczba e-sportowych widzów w Polsce ma rosnąć najszybciej w Europie, w tempie 29 proc. średniorocznie. Największą popularnością rozgrywki cieszą się wśród osób w wieku 18–24 lat.

– Jako polski biznes jesteśmy wolniejsi w adaptacji najnowszych trendów. Największy push widzimy ze strony biznesu amerykańskiego, który jest na wyższym poziomie, jeśli chodzi o rozpoznawanie takich okazji i podejście do monetyzacji nowego segmentu – twierdzi Viktor Wanli.

E-sport będzie jedną z dyscyplin rozgrywanych na igrzyskach azjatyckich w 2022 roku. Międzynarodowy Komitet Olimpijski rozważa możliwość wprowadzenia e-sportu jako dyscyplinę Igrzysk Olimpijskich już w 2024 roku.

Październikowe osłabienie inflacji

  • Wstępny odczyt pokaże osłabienie krajowej inflacji CPI w październiku (PKO: 2,0% r/r, konsensus: 2,1% r/r vs 2,2% r/r we wrześniu) m.in. ze względu na spowolnienie wzrostu cen paliw i pogłębienie rocznych spadków cen odzieży.
  • O 10:30 zostanie zaprezentowane wykonanie budżetu po wrześniu br. Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że nadwyżka po wrześniu wyniosła 3 mld PLN i była najwyższa (za ten okres) w nowoczesnej historii Polski.
  • Niespodziewanie silny spadek niemieckiej inflacji w październiku (wst. odczyt HICP: 1,5% r/r vs 1,8% r/r we wrz., kons: 1,7% r/r) oraz osłabienie inflacji w Hiszpanii (1,7% r/r vs 1,8% r/r we wrześniu) sugerują spadek inflacji HICP w strefie euro (do 1,4% r/r z 1,5% r/r). Osłabienie dynamiki cen niemieckich usług sugeruje ryzyko obniżenia inflacji bazowej HICP (z 1,3% r/r we wrześniu).
  • Wstępne dane o PKB w strefie euro w 3q pokażą przyspieszenie wzrostu gosp. do najwyższego poziomu od 2011r. (konsensus: 2,4% r/r z 2,3% r/r w 2q). Dostępne już dane z Hiszpanii i Francji wskazały na utrzymanie tempa wzrostu z 2q.
  • Październikowy indeks Conference Board wskaże na kontynuację bardzo optymistycznych nastrojów konsumentów w USA.

Przegląd wydarzeń:

Wrześniowe silne przyspieszenie dynamiki wydatków konsumentów w USA (1,0% m/m vs 0,1% m/m w sierpniu) wynikało w dużej mierze ze wzrostu sprzedaży samochodów (14,7% m/m, prawdopodobnie wymiana aut zniszczonych podczas huraganów) oraz paliw (11,9% m/m, przy wzroście cen benzyny) i wyjaśnia pozytywną niespodziankę dla odczytu konsumpcji w 3q. Wzrost cen paliw przełożył się na przyspieszenie inflacji PCE do 1,6% r/r (z 1,4% r/r w sierpniu), podczas gdy bazowa dynamika cen pozostała stabilna (1,3% r/r).

Wskaźnik ESI dla strefy euro wyniósł w paź. 114 pkt. i przebił swoje maksimum z przedkryzysowego boomu. Wszystkie sektorowe subindeksy wzrosły, co sugeruje, że gospodarka strefy euro rozpoczęła 4q z impetem. Polski wskaźnik ESI pozostał na wrześniowym poziomie 105,4 pkt.

Październikowe osłabienie inflacji

Bank Japonii nie zmienił parametrów polityki pieniężnej. Chociaż prognozy inflacji zostały nieznacznie zredukowane, nadal oczekuje, że cel inflacyjny zostanie osiągnięty w 2019r.

Indeks PMI dla przetwórstwa w Chinach (CFLP) spadł w paź. do 51,6pkt. z 52,4 pkt. we wrz. odzwierciedlając m.in. niższy napływ zamówień eksportowych i wyhamowanie tempa wzrostu cen kosztów produkcji i sprzedaży.

Źródło: PKO Bank Polski

Branża transportowa inwestuje w nowoczesne systemy. Rozwiązania telematyczne pozwalają usunąć awarie zanim jeszcze się pojawią

Branża transportowa inwestuje w nowoczesne systemy. Rozwiązania telematyczne pozwalają usunąć awarie zanim jeszcze się pojawią 5

Operatorzy flot coraz częściej inwestują w nowe rozwiązania i systemy telematyczne, które pozwalają im na bieżąco monitorować i zarządzać pojazdami. Przynosi im to konkretne oszczędności w postaci mniejszego zużycia paliwa czy ogumienia, niższej awaryjności i oszczędności czasu. Dzięki czujnikom i analizie danych system może przewidzieć awarię i ostrzec przed nią zarządcę floty jeszcze zanim do niej dojdzie. Takie rozwiązanie, które funkcjonuje już w kilkunastu krajach Europy, wprowadził właśnie na polski rynek Goodyear. 

– Jesteśmy największą flotą w Europie, ale też coraz bardziej profesjonalną. Polscy spedytorzy dostają zlecenia nie tylko ze względu na konkurencyjne koszty, ale coraz częściej ze względu na jakość usług i niezawodność. Są po prostu cenieni. Polskie firmy spedytorskie są coraz większe, a floty coraz nowocześniejsze. Park samochodowy jest w tej chwili jednym z najlepszych w Europie. To są nowe ciągniki, naczepy. Mamy także polskie firmy, które budują naczepy i specjalne zabudowy. Naprawdę nie mamy się czego powstydzić, jesteśmy światową czołówką – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

Polska jest jednym z liderów europejskiego rynku transportowego. Rodzime firmy mają w nim około 25-proc. udział. Branża transportowa ma też przed sobą dobre perspektywy: według prognoz firmy doradczej PwC do 2025 roku przewozy międzynarodowe będą rosnąć w tempie 1,8–2,2 proc. rocznie.

Firmy transportowe muszą stale inwestować w nową flotę i technologie, aby utrzymać konkurencyjność. Coraz powszechniejsze są systemy telematyczne, które nie tylko śledzą w czasie rzeczywistym trasę czy sytuację na drodze, ale też informują kierowcę m.in. o przekroczeniu prędkości, zbyt małej ilości paliwa i najbliższej stacji benzynowej czy stopniu zużycia opon.

– We flocie transportowej koszt opon to między 2 a 5 proc., ale wpływa on na 40 proc. wszystkich kosztów operacyjnych – w tym paliwa czy kar umownych ze względu na opóźnienia i awarie zaistniałe na drodze. Jeśli firma zdecyduje się zainwestować w dobre opony i dodatkowe systemy telematyczne, zyskuje olbrzymią przewagę konkurencyjną. Dobre opony, czyli takie, które mają przed sobą 4 życia, można je pogłębiać i bieżnikować. Wtedy jest to rzeczywista inwestycja, która przynosi konkretne korzyści w całym okresie eksploatacji – mówi Piotr Sarnecki.

Telematyka, systemy czujników, technologie czy rozwiązania oferowane przez firmy oponiarskie pozwalają polskim firmom transportowym nie tylko zwiększać przewagę nad konkurencją, ale też przynoszą konkretne oszczędności w postaci mniejszego zużycia paliwa czy ogumienia, niższej awaryjności albo oszczędności czasu, co z kolei przekłada się na szybszą realizację dostaw. Dlatego inwestycje w nowe technologie w branży transportowej to trend nie tylko europejski, ale ogólnoświatowy, i dotyczy coraz mniejszych firm.

– Na takie inwestycje pozwalają sobie floty i spedytorzy wyspecjalizowani w przewozach międzynarodowych, gdzie te kontrakty są najwyższe. Jednak widzimy, że także przewoźnicy skupieni na usługach krajowych inwestują w nowoczesne opony i całe oprzyrządowanie, żeby być jeszcze lepszymi pod względem kosztowym – mówi Piotr Sarnecki.

– Widzimy, że rynek i oczekiwania klientów się zmieniają. Jednocześnie pojawiają się nowe technologie, które pomagają optymalizować codzienny biznes firm transportowych. My pomagamy im przede wszystkim obniżać koszty operacyjne – robimy to, analizując opony, zachowania kierowców, stan pojazdów. Wspieramy kierowców, rozwiązując problemy zanim jeszcze one się pojawią, dzięki temu że mamy algorytmy prognozujące. Inna kwestia to bezpieczeństwo. Jeżeli ograniczymy liczbę awarii i ryzyko problemów podczas jazdy, podniesiemy poziom bezpieczeństwa, przy jednoczesnej obniżce kosztów – mówi André Weisz, Managing Director Proactive Solutions EMEA, Goodyear

W połowie października producent opon wprowadził na polski rynek rozwiązanie, które funkcjonuje już między innymi w Austrii, Francji, Niemczech, Włoszech, Luksemburgu, Holandii, Hiszpanii, Szwajcarii oraz w Wielkiej Brytanii. Goodyear Proactive Solutions umożliwia operatorom flot monitorowanie w czasie rzeczywistym pojazdów i zamontowanych w nich opon. Dzięki zaawansowanym algorytmom komputerowym i analityce danych, mogą oni np. zarządzać zużyciem paliwa czy zaplanować z wyprzedzeniem prace naprawcze i konserwacyjne.

– Użytkownicy flot do korzyści z wykorzystania systemu Proactive Solutions zaliczają głównie mniejszą o około 50 proc. liczbę awarii, wydłużenie żywotności opon, optymalizację zarządzania flotą i podniesienie poziomu bezpieczeństwa. To rozwiązanie daje im spokój ducha i możliwość zajęcia się działaniami operacyjnymi, a nie dbaniem o ogumienie we flocie. W tej chwili to rozwiązanie użytkują przede wszystkim floty, które przewożą materiały niebezpieczne i floty z transportu dalekobieżnego. W zależności od działań operacyjnych, wielkości taboru i rodzaju ładunków, zwrot z takiej inwestycji następuje w okresie od 3 do 5 lat – wyjaśnia Krzysztof Kozerski, Sales Leader Proactive Solutions w Goodyear.

System bazujący na TPMS monitoruje ciśnienie opon, temperaturę oraz głębokości bieżnika i przesyła zebrane dane do specjalnego, opatentowanego algorytmu predykcyjnego. Jeżeli wykryje nieprawidłowość, od razu wysyła ostrzeżenie do operatora floty, który jest w stanie zareagować z wyprzedzeniem i zapobiec awarii.

– Wykorzystujemy dane do przewidywania. Chcemy wiedzieć o problemie, zanim on się pojawi. Później nie tylko mówimy klientowi, że za kilka dni pojawi się problem, ale wykorzystujemy naszą sieć i nasze produkty, żeby ten problem rozwiązać. Nie przedstawiamy klientowi samego raportu na temat problemu, ale rozwiązujemy go zanim jeszcze się pojawi – mówi André Weisz Managing Director Proactive Solutions EMEA, Goodyear

– Systemy telematyczne i opony, które mają wbudowane czujniki, pozwalają flotom przede wszystkim na technologiczną konkurencyjność, na ograniczenie awarii i związanych z nimi dodatkowych kosztów, a także kar umownych – dodaje dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego Piotr Sarnecki.

Logiczne myślenie i umiejętność rozwiązywania problemów to podstawa nauki programowania. Na początku drogie komputery nie są potrzebne

Logiczne myślenie i umiejętność rozwiązywania problemów to podstawa nauki programowania. Na początku drogie komputery nie są potrzebne 6

Programowanie powinno się stać trzecim językiem, traktowanym na równi z językiem ojczystym i językiem obcym – podkreślają eksperci Funtronic. Od września tego roku uczniowie pierwszych, czwartych i siódmych klas uczą się programować. W części szkół brakuje do tego odpowiedniego sprzętu, jednak nie jest to jednak przeszkodą. Na początku należy nauczyć dziecko logicznego myślenia i rozwiązywania problemu. W edukacji wczesnoszkolnej to nawet ważniejsze niż komputer – oceniają pedagodzy.

Polskie szkoły mogą sobie pozwolić na wprowadzanie nowych technologii, chociaż mamy przeświadczenie, że brakuje sprzętu. Nie chodzi o sam sprzęt, a o to, by była chęć wykorzystywania nowych technologii. To nie jest pytanie, czy jesteśmy przygotowani, tylko czy chcemy. My po prostu musimy wykorzystywać nowe technologie. Trzeba się zwrócić do świata wirtualnego, który dla dziecka jest światem równoległym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Peć, pedagog i ekspert firmy technologicznej Funtronic, która tworzy interaktywne pomoce dydaktyczne i rozwiązania dla edukacji.

Jak wynika z opublikowanego przez resort „Ramowego katalogu kompetencji cyfrowych”, w Polsce jest około 12 mln osób wykluczonych cyfrowo, bez dostępu do nowych technologii. Najczęstszym powodem niekorzystania z cyfrowych technologii jest brak odpowiednich umiejętności. Co piąty Polak nigdy nie korzystał z internetu. Dotyczy to również dzieci i młodzieży. Jak wynika z raportu Edu-Tech z 2016 roku, który bazuje na danych Eurostatu, pod względem kompetencji cyfrowych uczniów Polska plasuje się w ogonie państw OECD. Odsetek młodzieży, która korzystając ze specjalistycznego języka kodowania, napisała przynajmniej jeden program, wynosi w Polsce 14 proc., zaś np. w Finlandii to prawie 40 proc.

Jest wielu uczniów, którzy tworzą różne rzeczy z wykorzystaniem komputera lub internetu, którzy już programują, ale są znani tylko w swoim wąskim środowisku, nie chwalą się tym na forum szkoły. Chodzi o to, aby sięgnąć po tych uczniów, aby pokazać, że potrafimy – jeśli to się już dzieje, możemy być na tym etapie usatysfakcjonowani, ale musimy pójść krok dalej. Edukacja związana z nauczaniem programowania powinna się stać powszechna, tak aby wszyscy spróbowali, mogli wziąć w tym udział, żeby nie były to tylko jednostki – przekonuje pedagog i ekspert firmy technologicznej Funtronic.

Raport Światowego Forum Ekonomicznego z 2016 roku wskazuje, że 65 proc. dzieci, które rozpoczynają naukę w szkołach podstawowych, w przyszłości będzie pracować w zawodach, których dziś na rynku jeszcze nie ma, związanych z nowymi technologiami, cyfryzacją i sztuczną inteligencją.

Chodzi o to, by dzieci nauczyć komunikować się z maszyną. W kompetencjach kluczowych mamy komunikowanie się w języku ojczystym i w językach obcych. Moim zdaniem trzecim językiem, którego powinniśmy uczyć, jest komunikowanie się z maszyną. Z drugiej strony najmłodszych trzeba nauczyć otwartości na zmiany, kreatywności, podejmowania wyzwań, przekraczania granic, niedziałania w schematach. Jeżeli będziemy mieli tak przygotowaną młodzież, to gdy pojawią się nowe zawody, będą mogli je podjąć – tłumaczy Andrzej Peć.

Jak podkreśla pedagog, naukę można rozpocząć już w przedszkolu. Zwłaszcza że jak pokazały różnego rodzaju programy i projekty, tak małe dzieci szybko chłoną wiedzę z zakresu nowych technologii. Kluczowe jest to, by nauka była prowadzona w atrakcyjnej formie.

– Nasza propozycja jest taka, aby najpierw była to nauka w ruchu poprzez zabawę, a dopiero później możemy wchodzić w coraz trudniejsze problemy i uczyć konkretnie, bardziej programowo. Dzieci podejmują takie wyzwania i bardzo chętnie się w to włączają. Jest to edukacja trochę inna niż dotychczas, nie ma kart pracy i podręcznika, jest za to zabawa w przestrzeni, wykorzystywanie różnych urządzeń, a przede wszystkim jest to poczucie sprawstwa – trzeba tak aranżować sytuacje edukacyjne, żeby na koniec dziecko widziało, że potrafiło coś stworzyć, że jest efekt. To klucz, aby atrakcyjnie i efektywnie uczyć programowania – wskazuje Andrzej Peć.

Od września tego roku nauka programowania została włączona do podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej. O jedną trzecią, bo z 210 do 280, zwiększyła się też liczba godzin informatyki od IV klasy. Pracownie komputerowe często nie są wystarczająco wyposażone. Jak jednak przekonuje ekspert, brak komputerów nie musi być problemem.

Chodzi przede wszystkim o to, aby nauczyć dziecko myśleć logicznie, rozwiązywać otwarte problemy. Można to rozpocząć bez komputerów, tworząc różne sytuacje edukacyjne, w których dziecko może np. tworzyć zbiory, kodować i dekodować. Te proste umiejętności na pierwszym etapie są ważniejsze niż sama praca z komputerem. Sprzęt w pewnym momencie musi się pojawić, aby pokazać, że te problemy można rozwiązywać w szerszy sposób – tłumaczy Andrzej Peć.

Innowacje w ubezpieczeniach pod znakiem zapytania. Ich rozwój mogą spowolnić nowe unijne regulacje

Innowacje w ubezpieczeniach pod znakiem zapytania. Ich rozwój mogą spowolnić nowe unijne regulacje 7

W I połowie przyszłego roku wejdą w życie dwie unijne dyrektywy: RODO – dotycząca ochrony danych osobowych, oraz – o ile nic się w tej mierze nie zmieni na szczeblu unijnym – IDD dotycząca dystrybucji ubezpieczeń. Obie regulacje mogą sporo namieszać w branży ubezpieczeniowej, dlatego firmy już dziś przygotowują się do ich wdrożenia. W kontekście tych regulacji powstaje pytanie, czy jednym z efektów nie będzie pewne spowolnienie dynamicznego rozwoju innowacyjnych rozwiązań w firmach ubezpieczeniowych, czyli tzw. insurtechów.

– Insurtech to rozwiązania w ubezpieczeniach oparte o nowoczesne technologie. W bankowości fintechy zmieniają branżę na dużą skalę, w ubezpieczeniach to też już się dzieje. Istnieją specjalne grupy robocze, gdzie prawnicy i ubezpieczyciele wspólnie zastanawiają się nad tym, jak odpowiednio dostosować regulacje – mówi agencji Newseria Biznes Marta Bieniada, radca prawny Kancelarii Clifford Chance.

Insurtech to m.in. innowacyjne firmy i start-upy, które oferują nowe usługi ubezpieczeniowe, wykorzystując do tego nowe technologie. Dynamikę ich rozwoju dobrze obrazują statystyki. Z szacunków PwC wynika, że w latach 2013–2016 skala inwestycji w insurtechy wzrosła aż pięciokrotnie. Tylko w ubiegłym roku inwestorzy venture capital zainwestowali w nie blisko 1,7 mld dol. (nie wliczając funduszy korporacyjnych i private equity).

– Traktuję insurtech jako młodszą siostrę fintechu. Od lat w bankowości słyszymy hasło „fintech” odmieniane przez wszystkie przypadki – mówi Marta Bieniada. – W ubezpieczeniach też istnieje cały proces, gdzie ubezpieczyciel zaczyna myśleć o produkcie, o jego wycenie, o dostosowaniu go do potrzeb klienta, sprzedaży i dystrybucji, a potem – gdy dojdzie do zdarzenia – o likwidacji szkody. Na wszystkich tych etapach insurtech może mieć zastosowanie w różnym wymiarze.

Według globalnej firmy badawczej Gartner, już 2/3 ubezpieczycieli ze światowej czołówki zainwestowało w start-upy z branży insurtech. Do końca 2018 roku na podobny krok zdecydują się niemal wszyscy. Z kolei ostatni raport PwC („Insurance’s new normal. Driving innovation with InsurTech”) pokazuje, że ponad połowa ubezpieczycieli postrzega innowacje jako priorytetowy obszar strategii, dlatego coraz chętniej nawiązują współpracę z insurtechami.

Chociaż ubezpieczyciele coraz wyraźniej dostrzegają korzyści, jakie z tej współpracy płyną, to jednocześnie 86 proc. z nich wciąż obawia się utraty dochodów na rzecz młodszych, innowacyjnych spółek. Sektor ubezpieczeniowy dość długo opierał się cyfrowej transformacji – w tym czasie insurtechy wypełniły lukę w innowacyjności i rozwinęły rozwiązania, które odpowiadają na potrzeby nowych konsumentów.

Radca prawny z Kancelarii Clifford Chance zwraca jednak uwagę na to, że rozwój insurtech na polskim rynku i adaptowanie go w branży ubezpieczeniowej mogą w pewnym stopniu zostać spowolnione przez niektóre regulacje prawne. Przykładem jest nowa ustawa o dystrybucji ubezpieczeń.

 Nie jest tak, że tysiące przepisów ograniczają insurtech, hamując jego rozwój. Jednak na pewno jest wiele takich przykładów – choćby najnowsza regulacja IDD, czyli ustawa wprowadzająca w Polsce dyrektywę o dystrybucji ubezpieczeń – mówi Marta Bieniada.

Nowa ustawa o dystrybucji ubezpieczeń, procedowana aktualnie w Sejmie, w ślad za unijną dyrektywą o dystrybucji ubezpieczeń (tzw. IDD) nałoży na ubezpieczycieli większe wymogi informacyjne wobec klientów, tj. m.in. rzetelne informowanie ich o produkcie oraz zasadach, na jakich pośrednik czy pracownik zakładu ubezpieczeń pobiera wynagrodzenie od towarzystwa ubezpieczeniowego. Dystrybutor produktu ubezpieczeniowego będzie miał też obowiązek badania potrzeb klienta i dopasowania do nich produktu.

– Tutaj jest bardzo dużo wyzwań. Na przykład sprzedaż skomplikowanego życiowego produktu raczej trudno będzie przeprowadzić poprzez aplikację na smartfonie. Nadal są wymogi dotyczące składania przez klientów pewnych oświadczeń, które muszą być na piśmie. To pewna trudność i wyzwanie dla prawników, dla ludzi od biznesu, dla działów compliance w zakładach ubezpieczeń, aby te przepisy odpowiednio dostosować – mówi Marta Bieniada.

Wyzwaniem dla ubezpieczycieli jest też unijna dyrektywa RODO dotycząca ochrony danych osobowych. W Polsce zacznie obowiązywać od maja przyszłego roku. Regulacja nałoży szereg nowych, restrykcyjnych obowiązków na podmioty, które gromadzą i przetwarzają dane o swoich klientach. To oznacza, że ubezpieczyciele będą musieli każdorazowo informować i uzyskiwać zgodę klientów na przetwarzanie ich danych, zgłaszać każdorazowy wyciek albo naruszenie, przeprojektować swoje systemy informatyczne i zmienić formularze dotyczące zgód na przetwarzanie danych osobowych.

Klienci w centrach handlowych szukają przestrzeni rozrywkowej i wygodnych zakupów. Galeriom nastawionym wyłącznie na handel grozi zamknięcie

Klienci w centrach handlowych szukają przestrzeni rozrywkowej i wygodnych zakupów. Galeriom nastawionym wyłącznie na handel grozi zamknięcie 8

W Polsce działa ponad 500 galerii handlowych, a w II połowie 2017 roku do użytku ma zostać oddanych ok. 350 tys. mkw. nowej powierzchni. Centra handlowe o silnej, ugruntowanej pozycji przyciągają najemców. Zdaniem ekspertów rynek retail będzie rozwijał się w kierunku wygodnych sklepów i multifunkcyjnych galerii. Część galerii handlowych, nastawionych wyłącznie na handel, będzie musiała zmienić swój sposób funkcjonowania. W przeciwnym razie znikną z rynku.

Sektor retail idzie dwukierunkowo. Pierwszym kierunkiem są duże obiekty handlowe, multifunkcjonalne, np. nowo otwarta Galeria Północna w Warszawie czy obiekt we Wrocławiu, gdzie oprócz konceptu handlowego jest dużo przestrzeni rozrywkowej. Druga droga prowadzi do convenience store’ów, czyli sklepów wygodnych zakupów, gdzie klient może szybko podjechać, bez konieczności wjeżdżania na parkingi podziemne, bez długich podróży korytarzami galerii, żeby zrobić potrzebne zakupy – ocenia Rafał Trusiewicz, prezes zarządu Katharsis Development, w rozmowie przeprowadzonej podczas European Retail Congress, zorganizowanego przez Executive Club.

Z raportu Colliers International wynika, że w ciągu pierwszego półrocza 2017 roku w Polsce oddano do użytku ok. 30 tys. mkw. powierzchni centrów handlowych, z czego połowa to rozbudowy. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej wyniosły na koniec czerwca ok. 11,2 mln mkw. Na koniec II kwartału tego roku w budowie znajdowało się blisko 750 tys. mkw. powierzchni, z czego 47 proc. trafi na rynek do końca 2017 roku. Już teraz liczba nowoczesnych galerii handlowych przekroczyła 500 obiektów.

– Klimat inwestycyjny jest bardzo dobry. Jest bardzo dużo pieniędzy na rynku. Uważam, że mamy bardzo dobry klimat inwestycyjny, natomiast należałoby spokojnie się zastanawiać nad zamknięciami swoich pozycji – przekonuje ekspert.

Wraz ze wzrostem liczby centrów handlowych widać wyraźną zmianę zachowań klientów. Większość z nich to osoby, które centra traktują jako miejsca do spędzania wolnego czasu i chętnie korzystają z ich oferty usług i rozrywki.

 Bardzo wiele galerii handlowych będzie musiało zmienić swój sposób funkcjonowania. Ludzie już nie chodzą do galerii handlowych tylko na zakupy, niektóre duże projekty handlowe są modernizowane tak, aby położyć o wiele większy nacisk na rozrywkę, tzw. lifestyle. Jest dużo projektów typu starych supermarketów – wielkich, blaszanych galerii spożywczych, które muszą zamykać swoje koncepty, ponieważ nie są dostosowane do dzisiejszych potrzeb klienta – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Trusiewicz.

Coraz więcej centrów jest rozbudowywanych i modernizowanych – stanowią ok. 12 proc. powierzchni znajdującej się obecnie w budowie. Zmiany są konieczne, bo centra handlowe muszą dostosować ofertę do różnych stylów zakupowych. Jak podkreśla prezes Katharsis Development, w przypadku nowo powstających obiektów kluczowa jest odpowiednia lokalizacja.

– Trudno jest obecnie o lokalizację w rozsądnych cenach w dobrych lokalizacjach i walka o te działki staje się coraz bardziej agresywna. Jednocześnie musimy mieć na uwadze to, że bardzo wzrosły koszty budowy – to determinuje podejmowanie decyzji dotyczących rentowności inwestycji. Trudno założyć jakiekolwiek koszty związane z budową, ponieważ one tak zmieniły się w ciągu ostatniego roku, że każdy budżet musi być na bieżąco aktualizowany – ocenia Rafał Trusiewicz.

Nasycenie powierzchnią centrów handlowych w Polsce na koniec I polowy 2017 roku wyniosło 293 mkw. na tysiąc mieszkańców. Największy rynek to niezmiennie aglomeracja warszawska, jednak największe nasycenie powierzchnią handlową notuje się w Poznaniu i Wrocławiu. Od kilku lat część inwestorów stawia na centra w mniejszych miastach, inni wciąż inwestują w największych aglomeracjach, ale w tańsze obiekty.

Nigdy nie rekomendowałbym nabywania niewielkich obiektów handlowych zlokalizowanych w szczerym polu czy daleko od dużych skupisk miejskich. Są one zbyt wrażliwe na wahnięcia koniunktury, natomiast zawsze będę rekomendował kupowanie obiektów, o których wiadomo, że komercjalizują się same. Nawet jeśli trzeba byłoby obniżyć stawkę czynszu, to wiadomo, że najemca się znajdzie – przekonuje Trusiewicz.

Istniejące centra handlowe o ugruntowanej pozycji rynkowej, położone w dogodnej lokalizacji przyciągają nowych najemców. Na koniec czerwca 2017 roku średni współczynnik pustostanów w centrach handlowych w 18 największych polskich miastach wyniósł 4,1 proc. W I połowie 2017 roku w aktywa handlowe zostało zainwestowane 860 mln euro (56 proc. całkowitej wartości transakcji). Inwestorów przyciągają stopy kapitalizacji: 5–5,5 proc. dla Warszawy i głównych miast regionalnych, a 8–8,5 proc. dla obiektów w mniejszych ośrodkach miejskich.

Retail w postaci retail parków czy sklepów wygodnych zakupów to tak naprawdę produkt inwestycyjny, który opiera się na wartości podpisanych umów najmu. Najlepiej, jeśli te umowy są podpisane długoterminowo, z wiarygodnymi najemcami, którzy swoją renomą i wielkością sieci gwarantują wypłacalność w dłuższej perspektywie, i jeżeli są to umowy denominowane w euro – ocenia Rafał Trusiewicz.

Pod względem oszczędności Polska plasuje się w ogonie Europy. Ponad 15 mln Polaków nie ma odłożonych żadnych pieniędzy

Pod względem oszczędności Polska plasuje się w ogonie Europy. Ponad 15 mln Polaków nie ma odłożonych żadnych pieniędzy 9

Choć wartość finansowego majątku polskich gospodarstw domowych wyniosła na koniec ubiegłego roku blisko 1,9 bln zł, to 15 mln Polaków nie ma żadnych oszczędności. Eksperci podkreślają, że do odkładania na przyszłość nie trzeba specjalnych wyrzeczeń. Wystarczy zmienić kilka przyzwyczajeń, a podczas zakupów korzystać z promocji i zniżek. Nawet małe kwoty, które zostaną w kieszeni, można zainwestować i w ten sposób zapewnić sobie finansową poduszkę bezpieczeństwa.

– Ponad 15 mln Polaków nie ma żadnych oszczędności i nie planuje oszczędzać na przyszłość. To zła wiadomość dla polskiej gospodarki i dla nas wszystkich. Oszczędności bowiem stabilizują system ekonomiczny państwa i pozwalają zabezpieczać przed różnego rodzaju nieprzewidzianymi sytuacjami, które mogą nas spotkać w życiu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Crédit Agricole.

Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że z łącznej kwoty dochodów odkładamy 3,4 proc. Z wyłączeniem obowiązkowej części systemu emerytalnego w 2016 roku było to 2,7 proc., przy 1,5 proc. w 2015 roku i 0,5 proc. w 2014 roku. Łączne oszczędności Polaków na koniec 2016 roku wyniosły blisko 1,9 bln zł i były dwukrotnie wyższe niż jeszcze w 2008 roku. Jednak według Międzynarodowego Funduszu Walutowego tylko co piąta złotówka nie jest konsumowana na bieżąco. Spośród krajów Unii Europejskiej wyższą stopę oszczędności mają kraje uznawane za znacznie biedniejsze niż Polska, jak Rumunia czy Bułgaria.

Jak wskazuje Przybylski, nie trzeba mocno zaciskać pasa, by w portfelu zostało więcej pieniędzy.

– Można zacząć od drobnych rzeczy, jak przyzwyczajenie dziecka, by gasiło światło przy wychodzeniu z pokoju czy wyjmowało z kontaktu ładowarkę, kiedy jej nie używa. Jeśli mamy abonament na telewizję cyfrową, prenumeratę gazety czy karnet na basen i nie korzystamy z nich tak często, jak chcielibyśmy, to być może warto z takich opłat zrezygnować. W sezonie grzewczym warto pomyśleć o tym, by odpowietrzyć kaloryfery, odsunąć od nich kanapy, które je zasłaniają, i w ten sposób zwiększyć efektywność ogrzewania pomieszczenia – wymienia Przemysław Przybylski.

Oszczędności można szukać także podczas codziennych zakupów. Dzięki rabatom i promocjom w kieszeni może zostać znacznie więcej.

– Crédit Agricole ma swój klub rabatowy i w 10 tys. punktów usługowych i sklepach w całej Polsce oferuje rabaty nawet do 55 proc. – zaznacza Przybylski.

Eksperci radzą, by zaoszczędzone w ten sposób kwoty, choćby niewielkie, inwestować. Na rynku dostępnych jest wiele produktów, bardziej lub mniej ryzykownych, które pomagają Polakom pomnażać odłożone pieniądze.

Tylko w tym tygodniu w aplikacji mobilnej banku Crédit Agricole można skorzystać ze specjalnej lokaty oprocentowanej na 3 proc. w skali roku. Nawet te 3 proc. to są nasze dodatkowe zyski, które można odłożyć na czarną godzinę. Warto zacząć od małych kwot i przyzwyczaić się do oszczędzania, by stworzyć sobie taką poduszkę bezpieczeństwa – przekonuje Przemysław Przybylski.

31 października obchodzony jest Światowy Dzień Oszczędzania. Święto ma przypominać o konieczności systematycznego odkładania pieniędzy i odpowiedzialnego traktowania swoich finansów.

PGNiG rozwija lokalne sieci gazowe. Nowy koncept pozwoli obniżyć samorządom emisje dwutlenku węgla do atmosfery o ok. 80 proc i zmniejszyć koszty ciepła

PGNiG rozwija lokalne sieci gazowe. Nowy koncept pozwoli obniżyć samorządom emisje dwutlenku węgla do atmosfery o ok. 80 proc i zmniejszyć koszty ciepła 10

PGNiG chce współpracować z samorządami przy budowie lokalnych sieci gazowych w oparciu o stacje regazyfikacyjne, do których docierać będzie skroplony gaz ziemny (LNG). Spółka zawarła właśnie kontrakt na pierwszą taką inwestycję w Skórczu na Pomorzu. Zasilenie miasta w surowiec sprowadzany poprzez terminal w Świnoujściu przełoży się na niższe koszty ciepła dla mieszkańców oraz zmniejszenie rocznej emisji dwutlenku węgla do atmosfery o blisko 80 proc. PGNiG zamierza rozwijać tę linię biznesową i szuka kolejnych klientów, którzy mogą na własne potrzeby odbierać gaz ze stacji regazyfikacyjnej.

– Gaz skroplony, czyli LNG, jest naszą nową linią biznesową, którą oferujemy wszystkim potencjalnym odbiorcom w kraju. Dzięki długoterminowemu kontraktowi z partnerami z Kataru jesteśmy w stanie dostarczyć właściwie każdą ilość skroplonego gazu na stabilnych i dobrych warunkach. Gaz LNG jest w stanie dotrzeć w każde miejsce w Polsce bez ograniczeń infrastrukturalnych. W przypadku, gdy z przyczyn ekonomicznych lub ekologicznych nie można danego obszaru połączyć gazociągami z ogólnopolską siecią gazową, tworzone są lokalne sieci wyspowe ze stacjami regazyfikującymi, gdzie dojechać mogą cysterny wypełnione LNG – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Woźniak, wiceprezes zarządu ds. handlowych w Polskim Górnictwie Naftowym i Gazownictwie.

Spółka PGNiG podpisała w marcu z Qatargas dodatkową umowę, podwajając dostawy skroplonego gazu ziemnego. W sumie od przyszłego roku Katarczycy będą dostarczać do Polski ok. 2 mln ton LNG rocznie, co odpowiada mniej więcej 2,7 mld metrów sześciennych gazu. Kontrakt ma obowiązywać do 2034 roku.

– Ściągamy też na bieżąco korzystne dostawy jednorazowe. Po raz pierwszy sprowadziliśmy LNG z USA. Mieliśmy również dwie dostawy z Norwegii. Takich jednorazowych dostaw będzie coraz więcej, bo rynek dynamicznie się modyfikuje, a więc i okazji będzie więcej. Chcemy też zawrzeć kontrakty średnioterminowe – na trochę krótsze okresy i mniejsze ilości – i zbudować portfel tego typu kontraktów z różnymi dostawcami. Przyświeca nam zasada, że dywersyfikujemy dostawców i nie chcemy wrócić do sytuacji, w której mieliśmy jednego dostawcę na bardzo długi okres – mówi Maciej Woźniak.

Terminal LNG w Świnoujściu rozładował do tej pory dwadzieścia dwa statki ze skroplonym gazem ziemnym z Kataru, dwa norweskie oraz jeden z USA. Większość jest regazyfikowana (poddawana procesowi zmiany stanu skupienia z ciekłego w gazowy) na terenie terminalu i przekazana do krajowego systemu przesyłowego. LNG można też przetransportować cysternami w każde miejsce w Polsce, gdzie może być następnie przelany do mikrostacji regazyfikacyjnej i przekazany do sieci jako gaz w postaci lotnej czy surowiec do produkcji przemysłowej.

– Co ważne, w porównaniu z poprzednimi latami – kiedy przemysł był zasilany gazem ze Wschodu – gwarantujemy najwyższą możliwą jakość surowca w bardzo stabilnym przedziale czasowym. Dlatego myślę, że oprócz gazu sieciowego, którym do tej pory dysponujemy, ta linia biznesowa oparta na LNG będzie naszym nowym, flagowym produktem, coraz bardziej dostępnym na polskim rynku – mówi wiceprezes PGNiG.

Spółka PGNiG Obrót Detaliczny poinformowała w ubiegłym tygodniu, że skroplony gaz ziemny LNG będzie dostarczać do rozbudowywanej stacji regazyfikacji w Skórczu w województwie pomorskim. Dzięki tej inwestycji na terenie spółki Iglotex powstanie elektrociepłownia o mocy 2,5 MWe. Oprócz surowca na cele produkcyjne przedsiębiorstwa zapewni ona ekologiczne ciepło mieszkańcom miasta. Na terenie Skórcza zbudowana zostanie też sieć ciepłownicza oraz odcinek sieci energetycznej.

 Technologia skraplania gazu LNG umożliwia logistykę bardzo dużych ilości gazu, który w formie skroplonej możemy dostarczać na tereny, w których dzisiaj mamy problem z gazem sieciowym. Przypomnę, że Polska jest zgazyfikowana tylko w 60 proc., pozostałe 40 proc. to w dalszym ciągu białe plamy. Na terenie tych białych plam są przedsiębiorcy, którzy prowadzą swoje firmy, wykorzystując często drogie paliwo. LNG może wręcz zrewolucjonizować sposób prowadzenia tego biznesu. W takim modelu, który wdrażamy w Skórczu, korzyść z tego gazu będą mieć również mieszkańcy – mówi Henryk Mucha, prezes zarządu spółki PGNiG Obrót Detaliczny.

W Skórczu zasilenie blisko połowy miasta w ekologiczne ogrzewanie przełoży się na niższe koszty ciepła dla mieszkańców oraz zmniejszenie rocznej emisji dwutlenku węgla do atmosfery o prawie 80 proc.

Dla mieszkańców oznacza to ciepło z ekologicznego surowca, czyli z gazu. Umożliwi to likwidację około 140 źródeł zasilanych różnego rodzaju opałem, nie tylko drewnem i węglem, lecz także odpadami pochodzącymi z drewna. Poza tym część osób, do których dotrze ciepło, jest powyżej 60 roku życia, mieszka w blokach, gdzie opał trzeba nosić na wysokie piętra. Myślę, że to wystarczające argumenty, nie mówiąc oczywiście o bardziej czystym powietrzu, z którego będą mogli korzystać wszyscy mieszkańcy miasta – mówi Janusz Kosecki, burmistrz Skórcza.

Inwestycja w Skórczu to pierwszy tego typu projekt z udziałem PGNiG. Do jego realizacji została powołana specjalna spółka celowa GI City Therm. Szacowana wartość inwestycji sięga 18,7 mln zł (z czego ponad 9,5 mln to fundusze europejskie). Minimalny wolumen dostaw przewidziany w 2018 roku to 700 t LNG, natomiast rok później – po uruchomieniu elektrociepłowni – dostawy mają wzrosnąć do 3500 t LNG.

Dostawy skroplonego gazu ziemnego z Kataru są jednym z elementów dywersyfikacji bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jak poinformował w tym miesiącu rzecznik spółki Gaz-System, która zarządza terminalem LNG w Świnoujściu, poziom jego wykorzystania jest w tej chwili jednym z najwyższych w Europie, a od przyszłego roku zostało zamówionych 100 proc. mocy regazyfikacyjnych, czyli ok. 5 mld metrów sześciennych. Plan zakłada rozbudowę terminala do 7,5 mld metrów sześciennych.

 Terminal w Świnoujściu pracuje dopiero rok, a tylko w pierwszej połowie tego roku przeładowaliśmy na cysterny więcej gazu niż w tym samym czasie terminale LNG w Rotterdamie w Holandii czy w Zeebrugge w Belgii. Myślę, że skroplony gaz ze Świnoujścia może po korzystnej cenie trafiać nawet na rynki zachodnioeuropejskie, na przykład do Niemiec. To będzie się działo w najbliższych miesiącach – mówi Maciej Woźniak.

Wiceprezes PGNiG ocenia, że Polska ma potencjał, żeby stać się ważnym punktem handlu gazem w tym regionie Europy. Już w tej chwili skroplony gaz jest przewożony cysternami do Estonii, na Łotwę i Litwę, a w ubiegłym miesiącu jedną z dostaw odebrała Bułgaria.

– W przyszłości połączenia, które pojawią się w kierunku krajów nadbałtyckich, Czech i Słowacji, umożliwią nam dostarczanie tam gazu w postaci sieciowej. Już teraz eksportujemy gaz na Ukrainę i myślę, że w tym roku osiągniemy około 8 proc. zapotrzebowania ukraińskiego rynku na gaz importowany. To dużo, zważywszy na to, że rozpoczęliśmy ten eksport zaledwie rok temu – mówi Maciej Woźniak.

Car-sharing dobrą alternatywą dla kupna własnego samochodu

Usługa carsharingu cieszy się dużym zainteresowaniem użytkowników w Warszawie, ponieważ zapewnia im wiele udogodnień. Są one związane z dostępem do samochodu, którym można poruszać się po mieście lub poza nim odbywa się przy użyciu telefonu komórkowego. Z jego pomocą użytkownik sam otwiera samochód oraz decyduje o tym, gdzie rozpoczyna jazdę i ile będzie trwała. To ważny element ułatwiający dostęp auta.

Rozbudowana infrastruktura oferuje w Warszawie ponad 50 baz, w których można wypożyczyć i oddać samochód – powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Błaszczak, założyciel 4mobility – Znajdują się one w popularnych punktach, gdzie potrzeba parkowania jest bardzo duża ze względu na ograniczone miejsce. Są to ruchliwe lokalizacje, gdzie przemieszcza się wielu ludzi, jak galerie handlowe, dworce kolejowe, stacje metra czy lotnisko. Usługa carsharingu to nie tylko samochód, ale także inne elementy ułatwiające życie, jak parkowanie w dowolnym miejscu, np. w centrum w przypadku potrzeby szybkiego przemieszczania się, spotkania czy wyjazdu pociągiem. Istotny jest także brak opłat za korzystanie ze strefy płatnego parkowania. W tym wypadku koszt pokrywa usługodawca, a nie użytkownik. Udogodnienia te mają zapewniać jak największą swobodę i zachęcać do wybierania carsharingu zamiast komunikacji miejskiej czy taksówek, gdyż daje on większą niezależność użytkownikom. Jest stworzony z myślą o coraz większej grupie osób, która nie posiada własnego samochodu. Popularność usługi rośnie wraz z nią. Carsharing to przewidywalny środek krótkiego poruszania się po mieście, dłuższego – załatwiając wiele spraw, ale także odpowiedni dalsze wyjazdy. Użytkownik może z niego skorzystać w prosty, przejrzysty sposób za pomocą aplikacji mobilnej i przemieszczać się samodzielnie. Obecnie 4mobility oferuje trzy kategorie samochodów do wyboru – MINI, BMW 1 oraz BMW 3. Koszt usługi to 55-75 groszy za minutę. Taka forma płatności jest charakterystyczna dla carsharingu i uwzględnia realny czas korzystania z auta oraz pokonywany dystans, za który opłata wynosi 80-90 groszy za kilometr. Co ważne, koszty paliwa, jak również myjni, ubezpieczenia i serwisowania pozostają po stronie operatora. W ten sposób proponuje on użytkownikom ofertę dopasowaną do ich potrzeb. To także alternatywa dla kupowania własnego samochodu. Dlatego parterami projektu są producenci samochodów, którzy widzą obecny trend na rynku – podsumował Błaszczak.

Piotr Zawistowski powołany na prezesa Zarządu TGE

  • 30 października br. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Towarowej Giełdy Energii powołało Piotra Zawistowskiego na prezesa Zarządu TGE
  • Zgodnie z art. 27 ust. 1 Ustawy z 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi powyższa decyzja wejdzie w życie pod warunkiem uprawomocnienia się zgody Komisji Nadzoru Finansowego na dokonanie zmian w składzie Zarządu TGE
  • Jednocześnie, zgodnie z decyzją Rady Nadzorczej Towarowej Giełdy Energii z 27 października br., Piotr Zawistowski pełni obowiązki prezesa Zarządu TGE od 30 października br., nie dłużej niż na 3 miesiące

Piotr Zawistowski

Piotr ZawistowskiPiotr Zawistowski od 2000 roku związany jest z branżą energetyczną. Karierę w energetyce rozpoczynał zajmując się obrotem energią elektryczną, najpierw w Zakładzie Energetycznym Legnica, a następnie w EnergiaPro Koncern Energetyczny S.A. W latach 2007-2008 aktywnie uczestniczył w tworzeniu spółki EnergiaPro Gigawat, gdzie objął funkcję dyrektora Departamentu Analiz i Zarządzania Ryzykiem. Od 2008 r. pełnił funkcję dyrektora Departamentu Zarządzania Portfelem w TAURON Polska Energia S.A. i uczestniczył w wielu kluczowych projektach, kierując między innymi pracami związanymi z opracowaniem modelu biznesowego Grupy TAURON, czy też integracją ze spółkami Grupy GZE (Vattenfall) w obszarze handlu.

Od maja 2014 r. do grudnia 2015 r. pełnił funkcję prezesa zarządu TAURON Obsługa Klienta sp. z o.o., a od grudnia 2015 r. do marca 2017 r. pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu ds. Klienta i Handlu TAURON Polska Energia S.A., gdzie odpowiadał m.in. za rozwój oferty Grupy TAURON w obszarze energii elektrycznej i gazu.

Pełnił również funkcję prezesa Rady Zarządzającej Towarzystwa Obrotu Energią od marca 2016 r. do marca 2017 r. oraz był członkiem Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej. Od września 2017 r. zasiadał w Radzie Nadzorczej Towarowej Giełdy Energii S.A.

Piotr Zawistowski jest absolwentem Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, gdzie w 2002 r. ukończył studia magisterskie z zarządzania przedsiębiorstwem. W 2007 r. ukończył studia podyplomowe z zarządzania sprzedażą w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu.

Czwartkowy wybór prezydenta Trumpa

Nazwisko osoby powołanej na czteroletnią kadencję przewodniczącego Fed poznamy już w najbliższy czwartek – wynika nie tylko z pogłosek Politico, ale również zapewnień Białego Domu. Niezmiennie pewniakiem bukmacherów pozostaje Jerome Powell, który obecnie może pochwalić się szansą na poziomie 79 proc. Dawkę solidnego rozczarowania zapewniły wstępne szacunki niemieckiej inflacji HICP (1,5 proc. r/r, konsensus: 1,7 proc.), na co po części wskazywał sporządzony przez nas model nowcastowy wykorzystujący dane regionalne. Niższe wskazanie istotnie przekłada się na rewizję oczekiwań wobec jutrzejszych szacunków presji cenowej w strefie euro, która w ujęciu rocznym powinna zwolnić do 1,3 proc. wobec 1,4 proc. oczekiwanych przez rynek.

W koszyku G10 sile dolara najsilniej oparł się funt szterling. Jego 0,6 proc. aprecjacja przyczyniła się do ponownego wypchnięcia kursu GBP/USD powyżej poziomu 1,3200. Nieco mniejszą skalę umocnienia notują bezpieczne przystanie – na przestrzeni dnia japoński jen oraz szwajcarski frank zdołały wypracować odpowiednio zwyżkę rzędu 0,5 proc. oraz 0,3 proc. Obecnie blisko poziomu 1,1640 balansuje EUR/USD, mając tym samym za sobą ruch rzędu 0,3 proc. W lekkim odwrocie znajduje się kanadyjski dolar, który ustępuje swojemu amerykańskiemu odpowiednikowi około 0,2 proc.

Wśród danych napływających zza oceanu uwagę inwestorów próbowały zwrócić wskazania indeksu PCE Core, który odnotował szeroko oczekiwany skok o 0,1 proc. w ujęciu miesięcznym oraz 1,3 proc. w ujęciu rocznym. Dawkę potencjalnym zaskoczeniem danymi wyraźnie ograniczyła opublikowana dwa tygodnie temu stopa inflacji CPI. Lekko powyżej konsensusu znalazła się miesięczna dynamika wydatków gospodarstw domowych, która wzrosła o 0,1 proc. względem sierpniowych poziomów (konsensus: 0,9 proc.) przy spodziewanym skoku przychodów o 0,4 proc. m/m.

Początek tygodnia na europejskich parkietach odbywał się w klimacie wyraźnego podziału sentymentu. Wśród głównych indeksów miano gwiazdy notowań zyskał madrycki IBEX 35 (2,6 proc.) za sprawą politycznej potyczki hiszpańskiego premiera Mariano Rajoya z katalońskimi oficjelami. Mniej spektakularną zwyżkę obserwowano przy Książęcej, gdzie WIG 20 (1,2 proc.) zdołał wrócić nad okrągły poziom 2 500 pkt. Najsilniejszy wzrost w Warszawie odnotowało PKO BP (4,2 proc.), które osiągając poziom 38,40 PLN za walor wspięło się na szczyty niemalże sprzed trzech lat. Wysoko znalazł się również Alior Bank (2,7 proc.) będący beneficjentem wypowiedzi prezesa PZU (1,1 proc.) w sprawie scenariuszy fuzji instytucji ze zrepolonizowanym Bankiem Pekao (1,1 proc.). Niezbyt pomyślnymi nastrojami może pochwalić się PGE. Do 1,3 proc. przeceny walorów przyczyniły się doniesienia związane z problemami technicznymi w elektrowniach Bełchatów, Opole, Turów oraz Dolna Odra. Finalnie na końcu zestawienia pojawiło się Orange Polska (-3,0 proc.) wymazujące swoją zwyżkę po publikacji fenomenalnych wyników.

Mniej spektakularne wzrosty obserwowano na giełdzie we Frankfurcie, gdzie najsilniej rosnącym komponentem indeksu DAX (0,1 proc.) był Volkswagen. Na przestrzeni sesji walory motoryzacyjnego giganta podrożały 2,6 proc. za sprawą wyraźnego skoku marży operacyjnej, co należy tłumaczyć jako pokłosie wyników sprzedażowych w Ameryce Północnej oraz Rosji, a także podniesienie prognoz dywidendy przez BDVD. Optymistyczne nastroje skutecznie równoważyło Linde, które odnotowało 2,1 proc. ruch na południe z powodu niezbyt korzystnej noty analitycznej wydanej przez M.M. Warburg. Nisko znalazły się również walory Deutsche Börse (-1,5 proc.) informujące o możliwości odwołania obecnego prezesa z racji na prowadzone śledztwo dotyczące rzekomego insider-tradingu.
Swoją poniedziałkową sesję poniżej piątkowego zamknięcia zakończył londyński FTSE 100.

Do 0,2 proc. zniżki najsilniej przyczyniło się British American Tobacco (-2,1 proc.) mające przed sobą perspektywę szerzej zakrojonych obostrzeń antytytoniowych na terytorium Turcji. Niezbyt pomyślne nastroje dotyczyły również akcjonariuszy Tesco (-1,9 proc.). Według Credit Suisse detaliczny gigant powinien przygotować się na dodatkowe bolączki. Najsilniej rosnącą spółką okazało się być Fresnillo, które ze zwyżką 2,7 proc. odskoczyło EasyJetowi (2,0 proc.) planującemu przejęcie części aktywów po upadłym Air Berlin.
Na rynku surowców energetycznych uwagę zwracają grudniowe kontrakty na gaz ziemny (1,0 proc.), które na przestrzeni dnia zdążyły wrócić w okolice poziomu 3,000 USD/MMBtu. Mniej spektakularne zwyżki obserwuje się na rynku ropy. Obecnie baryłka West Texas Intermediate jest wyceniana po 54,10 USD, tj. 0,3 proc. wyżej względem piątkowego zamknięcia. Wyjątkowo nudną sesję mają za sobą metale. Pod koniec dnia obserwuje się powrót złota (0,3 proc.) w okolice poziomu 1 278 USD przy względnej stabilizacji cen srebra (0,0 proc.) przy 16,8650 USD za uncję.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers