Czy upadek Silicon Valley Bank wywoła efekt domina?

Upadek kalifornijskiego Silicon Valley Bank wywraca stół z rynkową grą do góry nogami. Ostatnie wydarzenia są pewnym symbolem, otworzeniem oczu i zwróceniem uwagi na problemy, z którymi światowe rynki absolutnie sobie nie radzą. Po czasie każdy może udawać mądrego z hasłem na ustach, że „można się było tego spodziewać”. Można, rzecz w tym, że nikt się nie spodziewał.

Utonąć w obligacjach

Najpierw kilka słów o tym, skąd się wzięły problemy SVB w ostatnim czasie. Wszystko zaczęło się od komunikatu o opóźnieniu w złożeniu raportu o spełnieniu wymogów zabezpieczeń. Wywołało to zaniepokojenie u części klientów, którzy postanowili wypłacić część depozytów. Bank, by ratować płynność, wrzucił na rynek posiadane obligacje, niestety pozycja była zamykana z wyraźną stratą, co włączyło lampki ostrzegawcze u bardziej dociekliwych obserwatorów. Zrealizowanie straty, która do tej pory była „tylko teoretyczna” wystraszyło klientów, przez co rozpoczął się klasyczny run na bank. SVB nie był w stanie go wytrzymać, co doprowadziło do bankructwa. Brzmi nad wyraz klasycznie, ale żeby dodać dramatyzmu całej sytuacji, wszystko wydarzyło się w przeciągu zaledwie 48 godzin.

Litania zaniedbań

Te wydarzenia nie byłyby możliwe, gdyby nie splot absurdalnie wielu niesprzyjających warunków. Lista rzeczy, która poszła nie po myśli, ktoś gdzieś się pomylił, ktoś czegoś nie dopilnował, nie rozumiał oczywistych mechanizmów, nie zareagował na czas, jest po prostu przerażająca. Mamy całe multum starych grzechów, które doskonale przerobiliśmy w 2008 roku, podlanych zupełnie nowymi ryzykami, z którymi do tej pory na taką skalę jeszcze się nie mierzyliśmy. Spróbujmy punkt po punkcie prześledzić tę litanię, aby móc odpowiedzieć na pytanie, czy dało się uniknąć tego bankructwa.

FED topiciel

Najprostsze wytłumaczenia rzadko okazują się dawać sobie radę w starciu z rzeczywistością. Tuż po załamaniu znalazła się cała armia wielkich ekspertów, którzy bez zająknięcia, jako winnego wskazała Rezerwę Federalną. Bo przecież to już tradycja, że FED wywołuje globalne kryzysy z chęci zysku, chciwości, czy reptiliańskich skłonności. Schemat jest prosty, skoro FOMC tak dynamicznie podnosił stopy procentowe, to aż sam się prosił, by zachwiać sektorem bankowym. Restrykcyjna ścieżka faktycznie doprowadziła do tego, że obligacje emitowane kilka lat temu zaczęły drastycznie tracić na wartości. Tak się składa, że banki mają potężne ilości tych obligacji. Według ostatnich wyliczeń amerykański sektor bankowy z tego tytułu ma ponad 600 mld dolarów niezrealizowanych strat. Tak jak to było jeszcze na początku marca w przypadku SVB, są to straty „tylko teoretyczne”. Z każdą kolejną podwyżką stóp będą one tylko rosnąć.

FED kusiciel

Obwinianie Powella za restrykcyjną politykę pieniężną jest jednak pomyleniem skutku z przyczyną. FED faktycznie nie jest bez winy, błędy popełnił jednak znacznie wcześniej, teraz przyszła po prostu pora, by je odpokutować. Sytuacja adekwatna do obwiniania przez małego Jasia taty za to, że zaświecił światło i się wydało, że wazon jest zbity. Póki było ciemno, wszystko było w porządku. To nie podwyżki stóp procentowych doprowadziły do upadku SVB, one tylko zaświeciły lampę. Problemem były wcześniejsze programy luzowania ilościowego. Rezerwa zalewała rynek tanim pieniądzem. Wystarczyło tylko kupić obligacje od państwa, przynieść je do banku centralnego, by odzyskać kasę, a przy okazji poprawić sobie księgi. FED wykreował rzeczywistość, w której każdy, by utrzymać się w konkurencyjnym otoczeniu, musiał brać udział w tym szaleństwie. Również SVB.

Moral hazard w pełnej krasie

Oczywiście nie oznacza to, że kalifornijski bank jest tylko ofiarą systemu. Wręcz przeciwnie, świadomie podjęli ryzyko, zapewne w celu maksymalizacji zysku. Od wielu lat na rynku są dostępne instrumenty finansowe, które zabezpieczają przed wzrostem stóp procentowych. SVB o tym wiedział, co więcej był aktywnym uczestnikiem tego rynku jeszcze w 2021 roku, co można wyczytać z jego ksiąg. I choć zabezpieczona była tylko mała część portfela obligacyjnego, to jednak rok później w portfolio takiego zabezpieczenia nie było już wcale. Co więcej, w międzyczasie został zwolniony szef departamentu ryzyka i przez ponad 8 miesięcy, bank nie znalazł nikogo na to miejsce. To igranie z ogniem każe stawiać kolejne pytania między innymi o to, gdzie był nadzór i czemu nikt wcześniej nie zauważył tu problemu.

Too big to fail

Amerykański system bankowy jest ogromny. Składa się na niego potężna liczba podmiotów, co stwarza realne problemy w kontrolowaniu ich wszystkich. Dlatego też dokonano podziału na podmioty ważne systemowo i pozostałe. Upadek SVB był trzecim największym w historii amerykańskiej bankowości, więc można by się spodziewać, że kalifornijski bank należał do pierwszej kategorii. Tak niestety nie było, jego aktywa nieznacznie przekraczały 200 mld dolarów, więc do trafienia do pierwszej ligi zabrakło niecałych 50 mld $. Niestety dla amerykańskiego regulatora liczą się tylko aktywa, tak więc wyraźnie komuś zabrakło wyobraźni. Zwłaszcza że, jak się ostatnio okazało, SVB zdecydowanie miał znaczenie systemowe, stąd też decyzja o pokryciu całości zdeponowanych środków. Niewykonanie tego ruchu zachwiałoby nie tylko sektorem bankowym, ale również startupowym.

Bank startupów

I tu dochodzimy do kolejnych absurdów. SVB wcale nie jestem młodym bankiem, jednak w ostatnim czasie wynalazł się sam na nowo. W ostatnich kilkunastu miesiącach jego aktywa się praktycznie podwoiły (co również, powinno, a nie wzbudziło czujności organów nadzorujących!). Głównie za sprawą świetnego API, dzięki któremu udało się rozpychać na rynku venture capital. Jest to idea agresywnego inwestowania w startupy, często w pierwszej, czy nawet tak zwanej prefazie rozwoju. Oprogramowanie SVB pomagało dobierać w pary fundusze VC z innowacyjnymi pomysłami, których przecież w Kalifornii nie brakuje. Jednym z warunków uczestnictwa w tym programie, było utrzymanie zebranych środków na rachunkach banku. Doprowadziło to do dwóch poważnych zagrożeń, którymi oczywiście nikt się nie zainteresował. Pierwszym było nieodpowiedzialne doprowadzenie do mixu ryzyka depozytariusza i emitenta. Firmy de facto finansowały siebie oraz bank w instytucji, która ich finansowała. Właśnie to rozwiązanie stało za tak dynamicznym napływem aktywów do banku.

Run Forrest run!

Miało to też swoją drugą, choć równie ciemną stronę. Rozkład depozytów w SVB nie wyglądał tak, jak w innych bankach. Amerykański fundusz gwarancyjny zabezpiecza depo do wysokości 250 tysięcy dolarów. Oznaczało to, że w kalifornijskim banku podlegało pod to zabezpieczenie zaledwie 7% zgromadzonych środków. W świecie amerykańskich startupów ćwierć miliona dolarów to kieszonkowe do szkoły. Stworzyło to systemowe ryzyko, o którym wcześniej niewiele się mówiło. Jak masz bardzo dużo małych klientów, jesteś znacznie mniej narażony na tzw. run, niż gdy masz niewielu, ale dużych klientów.

Ryzyko social media

I tu dochodzimy do kolejnego ryzyka, które wcześniej nie było zbyt dobrze wycenione. Najlepsi absolwenci najlepszych amerykańskich uczelni tworzą dość hermetyczną grupę, która utrzymuje ze sobą niezły kontakt, nawet po uzyskaniu dyplomu. Tak się składa, że w dużej mierze, to również oni są odpowiedzialni za powstanie znacznej ilości startupów w Kalifornii. Wspólne grupy na internetowych komunikatorach są bardzo popularne w tym środowisku, więc jak zaczęły się pojawiać pierwsze obiekcje, co do jakości SVB, informacja ta została rozpowszechniona wśród klientów banku z niespotykaną do tej pory dynamiką. Wystarczy wspomnieć, że od pierwszej większej wypłaty, zabranie 40 mld dolarów z kont zajęło niecałe 24 godziny. Takiego runu nie przetrwałyby znacznie większe instytucje niż SVB.

Pora na zmiany

Rynek zatrząsł się w posadach, spekuluje się, że byliśmy naprawdę blisko efektu domina. Potwierdzają to wyceny wybranych banków (pozdrowienia dla Credit Suisse). Warto więc się zastanowić, co należy zrobić, by historia nie powtórzyła się za szybko. Po kryzysie w 2008 roku wprowadzono szereg nowych regulacji, które miały zwiększyć bezpieczeństwo sektora. Niestety lwią ich część odwołano podczas covidowego szaleństwa programów QE. Warto zmienić definicję banku systemowego tak, by nie tylko wartość zgromadzonych aktywów decydowała, komu należy się przyjrzeć. Jednak najważniejsze jest wyciągnięcie poprawnych wniosków. To nie podnoszenie stóp procentowych jest problemem, to nadęte od obligacji bilanse banków stworzyły zagrożenie.

Zresztą tych problemów wykreowanych przez lata dodruku pustego pieniądza jest całkiem sporo. Powoli wpadamy w spiralę zagrożeń nim spowodowanych. Walka z jednym kryzysem doprowadza do zaognienia drugiego. Zajęcie się nim, ustawia następne dwa w kolejce. Banki centralne przez własną nieodpowiedzialność doprowadziły do powstania hydry, z którą teraz trzeba walczyć. Inflacja, recesja, obligacje, surowce, sektor bankowy, zadłużenie państw, wydatki socjalne. To wszystko są kolejne głowy tego samego potwora. Jeśli nie chcemy sobie zafundować straconej dekady, to nie możemy o tym zapominać.

autor: Krzysztof Adamczak – analityk walutowy Walutomat.pl

Na rynkach się dzieje

Inwestorzy gwałtownie zmieniają swoje oczekiwania. Świat zaczyna szokowo przechodzić z podnoszenia na przygotowania do obniżek stóp procentowych, by ratować banki. Ciekawe co dzisiaj zrobi EBC.

Gwałtowne zmiany oczekiwań w USA

Jeszcze miesiąc temu dominującym scenariuszem na grudzień były stopy procentowe w USA na poziomie 5,00-5,25%. Wczoraj dominował już scenariusz 3,75-4,00%. Oznacza to, że oczekiwania rynków względem obecnych stóp procentowych zmieniły się z podwyżki o 0,5% na obniżkę o 0,75%. Jak nietrudno się domyślić miało to spore konsekwencje na rynku. Co ciekawe, pomimo tak dużych zmian wczoraj kurs EURUSD wrócił na poziomy sprzed tych zmian. Problemem były jednak dane z Europy. Wyraźne zmiany widać na rentowności obligacji amerykańskich. Swoją drogą, gdyby banki, które sprzedawały swoje wieloletnie obligacje mogły wyczekać do tej korekty, z pewnością zanotowałyby znacznie niższe straty. Ale jest to temat na osobną dyskusję.

Czy Credit Suisse bankrutuje?

Notowania jednego z największych szwajcarskich banków to ostatnio równia pochyła. Jeszcze na przełomie lat 2021 i 2022 wyceniano akcje na niemal 10 franków, dzisiaj po silnym odbiciu udało się ponownie przebić 2 franki. Mamy zatem gigantyczną przecenę aktywów. Bank ma bowiem spore problemy, którym nie mógł zaradzić nawet inwestor w postaci Saudi National Bank. Panikę uspokoiło dopiero udzielenie pożyczki przez Bank Centralny w wysokości 50 mld franków. To kwota około 5-6-krotnie wyższa od wyceny banku. By lepiej oddać absurdalność tej kwoty, przypomnijmy, że to około 35% tegorocznych planowanych wydatków z budżetu naszego kraju.

Inflacja w Polsce

Wczoraj poznaliśmy wskaźnik wzrostu cen w Polsce. Zgodnie z oczekiwaniami był wyraźny wzrost. Powodem był fakt, że rok temu wprowadzano tarczę antyinflacyjną w związku z czym punkt odniesienia był wyjątkowo nisko. Poziom 18,4% to niby nie jest dramat. Optymiści zwracają uwagę, że w samej Unii są 3 państwa z wyższą inflacją, co prawda żadne nie leży na zachód od Polski. Pesymiści pozwalają sobie na żarty na temat pełnoletności wskaźnika. Biorąc pod uwagę obecne zmiany na rynkach i problemy systemu bankowego, należy czekać aż będzie to miało wpływ na decyzje RPP. Ta z kolei ma obecnie duży problem. Z jednej strony świat wyraźnie kończy cykl podwyżek, z drugiej strony obniżki stóp przy inflacji przekraczającej cel inflacyjny pięciokrotnie to słaby pomysł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:15 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Kurs chustonoszenia Kraków – dla rodziców małych dzieci

Krakowskie Centrum Osteohelp organizuje indywidualne kursy z chustonoszenia dla rodziców małych dzieci w Krakowie.

Warsztaty są prowadzone przez świetną fizjoterapeutkę i doświadczoną instruktorkę chustonoszenia – Annę Bełdowską, która pomaga rodzicom poznać wszystkie tajniki tego wspaniałego sposobu noszenia dziecka. Dzięki tym szkoleniom rodzice mogą cieszyć się komfortowym i bezpiecznym noszeniem dziecka, jednocześnie dbając o jego zdrowie i dobre samopoczucie.

Podczas 60-90 minut intensywnego szkolenia, instrukturka uczy wiązań dopasowanych do potrzeb i preferencji zarówno dziecka, jak i rodzica.

Koszt jednorazowego szkolenia wynosi 280 zł. Informacje i zapisy na stronie: https://osteohelp.pl/szkolenia-warsztaty/

Historia chustonoszenia

Chustonoszenie, czyli noszenie dziecka w chuście, to praktyka znana od wieków w wielu kulturach na całym świecie. Istnieje wiele dowodów archeologicznych na to, że rodzice nosili swoje dzieci w chuście już w starożytności.

W Ameryce Południowej i Środkowej, w kulturze Inków, chustonoszenie było praktykowane przez wiele pokoleń. W Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie matki nosiły swoje dzieci w chuście zwykle na plecach lub na biodrach, co umożliwiało im wykonywanie codziennych czynności, jednocześnie zapewniając dziecku bezpieczeństwo i bliskość z matką.

W Europie chustonoszenie było również praktykowane w dawnych czasach, ale z biegiem lat zostało zastąpione przez różnego rodzaju wózki i foteliki dziecięce. Dopiero w XX wieku, dzięki rozwojowi ruchu ekologicznego i podejścia do rodzicielstwa bliskości, chustonoszenie zaczęło zyskiwać na popularności wśród rodziców.

Obecnie chustonoszenie stało się coraz bardziej popularne na całym świecie, zwłaszcza w krajach zachodnich. Coraz więcej rodziców decyduje się na noszenie dziecka w chuście z uwagi na korzyści zdrowotne i emocjonalne dla dziecka i rodzica. Chustonoszenie umożliwia rodzicom bezpieczne i bliskie kontakty z dzieckiem, jednocześnie umożliwiając wykonywanie codziennych czynności.

Popularność chustonoszenia

Chustowanie zyskuje popularność z kilku powodów, w tym:

  1. Przywiązanie rodzic-dziecko: Chustowanie umożliwia rodzicom bliski kontakt z dzieckiem, co może zwiększać poczucie przywiązania między nimi.
  2. Komfort dla dziecka: Dziecko jest trzymane w naturalnej pozycji, co jest korzystne dla jego rozwoju i może pomóc w zapobieganiu bólom pleców i innych problemom związanym z noszeniem dziecka na rękach.
  3. Praktyczność: Chustowanie może być łatwiejsze w użyciu niż tradycyjne noszenie dziecka na rękach, ponieważ równomiernie rozkłada ciężar dziecka na całym ciele rodzica.
  4. Moda: Chustowanie staje się coraz bardziej popularne wśród młodych rodziców, a dzięki temu pojawiają się różne trendy w tym zakresie, takie jak nowoczesne wzory i modele chust.

Warto jednak pamiętać, że chustowanie wymaga odpowiedniego szkolenia i praktyki, aby zapewnić bezpieczeństwo dziecka i uniknąć kontuzji.

JR HOLDING łączy siły z IMS oraz EKIPĄ, Closer Music pozyskuje 6 mln zł

Notowana na NewConnect firma inwestycyjna JR HOLDING, wraz z EKIPA Investments zainwestują łącznie 5 mln zł w, produkującą własne bazy muzyczne, spółkę zależną giełdowego IMS-u. W zamian za 4 mln zł JRH pozyska udziały w spółce Closer Music dające 7,14% udział w kapitale, natomiast EKIPA Investments w zamian za 1 mln zł obejmie 1,79% udziału w kapitale spółki. Jednocześnie inwestor, będący osobą fizyczną, zainwestował kolejne 1 mln zł,  wobec czego Closer Music pozyskała łącznie 6 mln zł.

Closer Music to projekt, którego celem jest produkcja wysokiej jakości własnych baz muzycznych do ich wykorzystywania i zarabiania na wielu polach eksploatacji. Efektem realizacji projektu jest pozyskiwanie wszystkich praw i zezwoleń do utworów, w najszerszym zakresie dopuszczalnym przez prawo.

Wieloletnie doświadczenie IMS skłoniło nas do zaangażowania się w budowanie własnych zasobów muzycznych w celu ich komercjalizowania w wielu różnych obszarach sprzedażowych na całym świecie. Dlatego założyliśmy i rozwijamy spółkę Closer Music, pozyskujemy dla niej również zewnętrznych inwestorów i dziś z satysfakcją witamy w gronie udziałowców spółki inwestycyjne JR HOLDING oraz EKIPA Investments. Dzięki pozyskanym funduszom Closer Music przyspieszy rozwój w zakresie aplikacji sprzedażowej i marketingu, a także zintensyfikuje produkcję muzyczną – deklaruje Michał Kornacki, Prezes IMS S.A.

Twórcy muzyki są wybierani w złożonym procesie rekrutacji, którego naczelnym celem jest wybór osób ze specjalizacjami w konkretnych gatunkach muzycznych. Wyselekcjonowani młodzi twórcy, poza samą produkcją muzyki, mają bardzo wszechstronną wiedzę odnośnie różnych stylistyk i aktualnych trendów muzycznych. W całym procesie tworzenia baz muzycznych zapraszani są również do wybranych projektów ciekawi artyści z zewnątrz, często bardzo doświadczeni, z dużym dorobkiem.

Współpracujemy z czterema profesjonalnymi studiami produkcyjnymi na świecie, w których wynajęci przez nich artyści zajmują się pisaniem dla nas tekstów do piosenek i nagraniem wokali do naszych melodii. Potem piosenki te są w naszych studiach produkcyjnych miksowane i masterowane. Najlepszym naszym studiem w USA jest RealBlood Records/Blackwood Studios w Burbank/LA. Współwłaściciel i producent tego studia dostał za produkcje muzyczną Grammy Award – dodał Kornacki.

Na rzecz Closer Music przenoszone zostają autorskie prawa majątkowe do każdego utworu, prawa pokrewne, jak również prawo do wykonywania praw zależnych (w tym do dokonywania opracowań, np. remixów, mash-upów i in.) oraz zezwolenie na wykonywanie praw autorskich osobistych – za uprawnionych – lub zrzeczenie się wykonywania tychże praw przez samych uprawnionych. W portfolio Closer Music jest obecnie ponad 4.000 wysokiej jakości utworów.

Najważniejszym elementem Closer Music jest kontent, czyli nagrane piosenki. Coraz więcej środków spółka planuje inwestować obecnie w rozwój sprzedaży oraz działania marketingowe. Kompozycje i bity do piosenek powstają w Polsce, teksty do piosenek i nagrania wokali w USA, a aranżacje, miksy i mastering realizowane są w świetnie wyposażonych studiach nagraniowych spółki. Celem Closer Music jest zgromadzenie takiej bazy różnorodnych stylistycznie piosenek, aby każdy klient mógł znaleźć odpowiednie utwory i playlisty. Komercjalizacja posiadanych baz muzycznych będzie się odbywać przez:

– Synchronizację – wykorzystanie utworów przez twórców na wybranych polach eksploatacji – np. dźwięk do utworów w mediach społecznościowych, reklamach, filmach itp. za pośrednictwem platformy e-commerce.

– Direct Music License (DML) – odtwarzanie muzyki w miejscach publicznych bez ponoszenia kosztów dodatkowych opłat na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania w Polsce i na świecie.

– Streaming – eksploatacja bibliotek muzycznych w 120 znaczących serwisach streamingowych.

– Komercja – publiczne odtworzenia przez firmy o podobnym profilu działalności jak IMS S.A. – szacowany potencjał to kilka milionów punktów łącznie w Europie i USA.

Closer Music to kolejna w naszym portfelu spółka z sektora nowych mediów, tym razem działająca na rynku audio do wszechstronnych zastosowań komercyjnych. Dzięki kilku modelom monetyzacji posadanych utworów spółka ma duże szanse na sukces. Również ze względu na  współuczestniczenie w inwestycji spółki z Grupy EKIPA zamierzamy osiągnąć synergie ze zgromadzonymi wokół EKIPY influencerami i innymi spółkami z grupy. Pokazuje to, że mając w portfelu coraz więcej spółek, a zarazem koncentrując się na wybranych branżach naturalnie osiągamy wartość dodaną ze współpracy w gronie spółek portfelowych JR Holding. Zawsze chcemy naszym spółkom oferować więcej niż tylko sam kapitał i tak też jest w tym przypadku – powiedział January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING.

Closer Music przeznaczy pozyskane środki na dalszy rozwój, w szczególności na: rozbudowę internetowej aplikacji e-commerce, zwiększenie sił sprzedażowych i pozyskiwanie nowych klientów, działania marketingowe i promocyjne związane głównie z kanałem online oraz dalszą budowę wysokiej jakości baz muzycznych.

Co zrobi EBC w kontekście aktualnych wydarzeń?

Po Stanach Zjednoczonych przyszedł czas na Europę. W ubiegłym tygodniu cały rynek żył sytuacją banków w stanie Kalifornia. Teraz oczy skierowane są w stronę Szwajcarii, a dokładnie w kierunku Credit Suisse, który na koniec ubiegłego roku posiadał aktywa warte 531 mld CFH. O ile o Sillicon Valley Bank wcześniej nie słyszał przeciętny Kowalski, o tyle europejska instytucja jest kojarzona przez większość ludzi, nawet tych, którym daleko do rynku finansowego. Zapalnikiem do wybuchu ogromnej awersji do ryzyka była informacja, że Saudi National Bank (Bank Centralny Arabi Saudyjskiej) nie będzie mógł dalej wspierać finansowo szwajcarskiej instytucji. Akcje Credit Suisse spadły na najniższego poziomu w historii tracąc prawie 25 proc.

O problemach Credit Suisse mówiło się już od dawna. Dziwić może zatem tak silna reakcja rynku. Upadek CS może jednak nieść ze sobą dużo większe reperkusje niż bankructwo regionalnych instytucji amerykańskich. To wynika z globalnych powiązań szwajcarskiego banku. Do wczorajszych wydarzeń rynkowych odniósł się Szwajcarski Urząd Nadzoru Rynku Finansowego i Szwajcarski Bank Narodowy. W oświadczeniu możemy przeczytać, że Credit Suisse spełnia wymogi kapitałowe i płynnościowe. Dopiero kiedy to się zmieni do działań wkroczą narodowe podmioty. Ta informacja nieco uspokoiła sytuację, jednak nie nastąpił odwrót w handlu akcjami.

Reakcja rynku była jednoznaczna i dynamiczna. Parkiety w Europie i USA świeciły na czerwono. DAX spadł o 3,27 proc. CAC40 o 3,58 proc. a FTSE100 o 3,83 proc. Na GPW również nastroje były minorowe. WIG zniżkował o 2,64 proc. a WIG20 o 2,73 proc. Sektorowy indeks WIG-banki zamknął dzień z wynikiem -3,03 proc. Na rynku FX pod presją znalazło się euro. Notowania EURUSD znalazły się niżej o ponad 200 pkt. ustanawiając nowy lokalny dołek w okolicach 1,0517 – to najniższy poziom od 6 stycznia tego roku.

Poważne straty odnotowano również na rynku ropy naftowej. Ceny brent oraz WTI znalazły się najniżej od końca 2021 roku. Z kolei złoto stało się beneficjentem bieżących wydarzeń. Można uznać, że aktywo zyskało ponownie status bezpiecznej przystani. Za uncję w pewnym momencie trzeba było zapłacić ok. 1936 USD.

W kontekście wczorajszych wydarzeń, szczególnie interesująco zapowiada się dzisiejsza decyzja EBC w sprawie stóp procentowych oraz konferencja prasowa Christine Lagarde. Jeszcze niedawno rynek zakładał, że europejska instytucja wciąż za priorytet będzie uznawać walkę z inflacją i nieunikniona jest podwyżka o 50 punktów bazowych. Dane HICP cały czas wspierają bieżącą retorykę banku, ale ryzyko związane ze stabilnością finansową sprawia, że rynki znacząco przeszacowują ścieżkę cyklu zacieśniania monetarnego. Instrumenty OIS wskazują dzisiejszy ruch na stopach jedynie o 25 pb.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Warta z rekordowym wynikiem w 2022 r.

  • Pomimo bardzo wymagającej sytuacji na rynku spółka majątkowa i życiowa Warty wypracowały łącznie w 2022 r. ponad 9,2 mld zł składki przypisanej brutto (+12,4 proc. r/r). To najwyższy wynik sprzedaży w historii Grupy.
  • W ubiegłym roku obie spółki Warty osiągnęły łącznie 762,6 mln zł zysku netto i 550,5 mln zł wyniku technicznego.
  • W 2023 r. Warta planuje przeznaczyć około 100 mln zł na realizacje dalszych inwestycji m.in. w automatyzację obsługi klienta, rozwój strategii CRM czy sieci sprzedaży.
  • Warta utrzymuje pozycję lidera pod względem jakości obsługi klienta (sprawozdanie Rzecznika Finansowego).

Ubiegły rok był wymagającym okresem. Zawirowanie w gospodarce w związku z napaścią Rosji na Ukrainę, trwająca pandemia czy dynamicznie rosnąca inflacja to tylko kluczowe wyzwania, z jakimi musieliśmy się mierzyć. Nasze osiągnięcia pokazują jednak, że zdrowa i elastycznie działająca organizacją potrafi skutecznie odnaleźć się w nieprzewidywalnych i dynamicznie zmieniających się warunkach. W tym trudnym czasie wypracowaliśmy rekordową  sprzedaż, której wysokość przekroczyła 9,2 mld zł, przy zachowaniu wyjątkowej na tle konkurencji rentowności. Wskaźnik ROE osiągną bowiem w zeszłym roku poziom 23,9 proc.  – komentuje prezes zarządu Warty Jarosław Parkot i dodaje: Na naszą pozycję skutecznie pracują wszystkie filary działalności firmy ubezpieczeniowej, w tym kompleksowe produkty, szeroka sprzedaż, czy nowoczesna i prokliencka obsługa klienta. Budująca jest także opinia naszych pracowników, którzy w międzynarodowym badaniu OHI, prowadzonym przez firmę konsultingową McKinsey, uplasowali Wartę w gronie 10 proc. najlepiej funkcjonujących firm na świecie. Ważnym aspektem zeszłorocznej działalności była także nasza reakcja na rozpoczętą wojnę. Aby pomóc osobom uciekającym przed rosyjską agresją przygotowaliśmy m.in. fundusz w wysokości 11 milionów złotych, którego cześć została również przeznaczona na realizację inicjatyw naszych pracowników, chcących pomóc uchodźcom.

Jarosław Parkot o planach na 2023 r.: Na ten rok mamy przygotowany budżet w wysokości ok. 100 mln zł na realizację ponad 90 rozwojowych projektów. Będziemy dalej wdrażać nowe technologie we wszystkich obszarach naszej działalności, skupiając uwagę na m.in. ułatwianiu naszym klientom dostępu i kontaktu z Wartą. Chcemy budować z nimi silne relacje również poprzez zapewnienie nowoczesnych i szybkich kanałów komunikacji, zarówno przy zakupie polisy jak i podczas posprzedażowej obsługi ubezpieczonych.

Jarosław Parkot o wyzwaniach 2023 r.: Przez ostatnie 3 lata globalna gospodarka mierzyła się z wyjątkowymi kryzysami. Pandemia a następnie wojna w Ukrainie uderzyły m.in. w produkcję, łańcuchy dostaw czy ceny energii. W efekcie cały świat musi sobie radzić z bardzo wysoką inflacją, której skutki będziemy obserwować także w 2023 r. Problem ten dotyka również rynek ubezpieczeń. Już w mijającym roku odnotowaliśmy znaczący wzrost kosztów związanych z inflacją. Rosną między innymi ceny energii, części zamiennych, materiałów budowlanych czy usług. Wszystkie one mają wpływ na wysokość wypłacanych odszkodowań i świadczeń. W efekcie rynek ubezpieczeń będzie zmuszony uwzględnić ten trend w cenach ubezpieczeń zarówno majątkowych jak i życiowych.  

Dynamiczny wzrost w ubezpieczeniach majątkowych i na życie ze składką regularną

Przypis składki brutto spółki majątkowej wyniósł w 2022 r. 8,0 mld zł i był wyższy o 14,3 proc. względem 2021 r. Ubezpieczenia dla klientów indywidualnych zebrały składkę o 13,1 proc. wyższą w porównaniu do 2021 r., osiągając poziom 5,5 mld zł. Składka z ubezpieczeń korporacyjnych wzrosła o 16,9 proc., osiągając poziom 2,6 mld zł.

2022 był kolejnym rokiem z rzędu, w którym Warta wypracowała rekordowy poziom sprzedaży ubezpieczeń majątkowych. To efekt m.in. kompleksowej oferty produktowej i nowoczesnej taryfikacji, bazującej na  rozwiązaniach analitycznych i Big Data. Dzięki tym innowacjom firma zapewnia klientom w pełni zindywidualizowaną składkę dla każdego klienta w oparciu o kilkaset parametrów. Taka oferta spotyka się z zainteresowaniem. Między innymi dzięki tym czynnikom Warta zwiększyła w ubiegłym roku o ok. 5 proc. liczbę klientów posiadających indywidualne ubezpieczenia majątkowe.

Efekty przynosi także strategia rozwoju ubezpieczeń korporacyjnych. Odświeżona paleta produktów i nowe podejście do sprzedaży przełożyły się na wzrost przypisu składki o 66 proc. w okresie ostatnich 5 lat.

Poprzedni rok był pełen wyzwań, takich jak najwyższa od lat inflacja czy wzrost średniej szkody o prawie jedną dziesiątą. Niektóre z nich – zmniejszająca się wartość pieniądza, niepewność sytuacji makroekonomicznej czy wojna w Ukrainie – nie znikną z dnia na dzień. Pomimo tych wyzwań poszerzyliśmy grupę klientów, co pozwala nam patrzeć w przyszłość z dużym optymizmem. Oprócz dalszego rozwoju taryfikacji we wszystkich segmentach ubezpieczeń majątkowych, będziemy pracowali nad np. realizacją strategii CRM, wzmocnieniem oferty komunikacyjnej dla przedsiębiorców czy aktywnym wsparciem transformacji energetycznej w Polsce. W tym obszarze rozwijamy naszą ofertę produktów dla OZE, wzmacniamy zespół i aktywnie uczestniczymy w krajowych pracach nad rozwojem zielonej energii – tłumaczy Jarosław Parkot.

Spółka życiowa Warty zamknęła kolejny rok dynamicznym wzrostem sprzedaży ubezpieczeń na życie ze składką regularną. Wyniósł on w 2022 r. 13,3 proc. co przełożyło się na 1,2 mld zł przypisu składki brutto i wzrost liczby klientów posiadających ubezpieczenie na życie Warty o 8 proc. Jest to wyjątkowe osiągnięcie na tle rynku.

– Kolejny rok z rzędu pokazujemy, że w obszarze ubezpieczeń na życie jest przestrzeń na dynamiczny rozwój. Naszym sposobem jest strategiczne skupienie uwagi na rozwoju oferty produktów ochronnych ze składką regularną i zaangażowanie do jej sprzedaży zarówno sieci życiowej jak i majątkowej. W efekcie w okresie ostatnich pięciu lat zwiększyliśmy sprzedaż w tym segmencie o 76 proc. Potwierdza to, że wzrost ten jest stałym i stabilnym trendem w przypadku naszej firmy. W trwającym roku skupimy się na dalszym rozwoju oferty produktowej oraz automatyzacji oceny ryzyka i procesów obsługowych, tak aby podnosić komfort klienta podczas kontaktu z Wartą – mówi Jarosław Parkot.

Obsługa klienta – Warta liderem jakości

W 2022 r. obie spółki Warty wypłaciły łącznie swoim klientom ponad 4,7 mld zł w związku z ponad 600 tys. zgłoszonych szkód i niemal 450 tys. wniosków o wypłatę świadczeń z ubezpieczeń na życie.

Warta kontynuuje wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, których celem jest przyśpieszenie procesu likwidacji szkód i podniesienie jakości obsługi klienta. Kluczowym rozwiązaniem wdrażanym w firmie pozostaje kompleksowa automatyzacja procesów i likwidacji szkód. W 2022 r. Warta jako pierwsza na rynku w pełni automatycznie zlikwidowała szkodę z autocasco. Wszystkie czynności łącznie z wypłatą odszkodowania odbyły się bez ingerencji człowieka, jedynie przy udziale zautomatyzowanych procesów, robotów i nowoczesnego silnika decyzyjnego, który koordynował wszystkie działania. W 2023 r. firma planuje uruchomienie tego rozwiązanie do obsługi wszystkich prostych szkód AC, w których klient decyduje się na otrzymanie odszkodowania na podstawie kosztorysu.

Efektem wdrożonych przez Wartę działań w obszarze likwidacji szkód jest m.in. utrzymanie pozycji lidera jakości obsługi klienta w gronie ubezpieczycieli majątkowych uwzględnionych w sprawozdaniu Rzecznika Finansowego. To jedyne w pełni obiektywne zestawienie pokazujące, jak ubezpieczyciele radzą sobie z likwidacją szkód klientów.

– Wysoka jakość obsługi jest dla nas priorytetem. Kolejne wdrożone innowacje skutecznie skracają czas likwidacji szkód w Warcie i podnoszą komfort naszych klientów. Dodając do tego profesjonalny i empatyczny zespół, zapewniamy klientom wyjątkowy na tle rynku poziom usług m.in. w trakcie likwidacji szkód. W bieżącym roku będziemy nadal inwestować w rozwój automatyzacji obsługi, aby ułatwiać naszym klientom kontakt z Wartą i wzmacniać wspólne relacje. Priorytetem pozostaje projekt automatycznej likwidacji szkód i wypłaty świadczeń. Wdrażamy także nowe, innowacyjne technologie do zarządzania masową komunikacją z klientami czy realizacji płatności za polisy, co także pozwoli nam osiągnąć wspomniany, strategiczny cel podkreśla Jarosław Parkot.

Wynik finansowy – rekordowa sprzedaż

Kolejny rekordowy rok pod względem poziomu sprzedaży przełożył się również na bardzo dobre wyniki finansowe obu spółek Warty i wysoką rentowność działalności. Wynik finansowy netto spółki majątkowej wyniósł w 2022 r. 710,7 mln zł, co było m.in. efektem wyniku z działalności inwestycyjnej w okresie wysokich stóp procentowych. Wynik techniczny wyniósł 477,2 mln zł na co wpływ miał m.in. stały wzrost kosztów i cen mających wpływ na średnią wysokość szkody. Wskaźnik ROE utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie i wyniósł w 2022 r. 23,9 proc.

Wynik finansowy netto spółki życiowej wyniósł niemal 52 mln zł, co stanowi wyraźny wzrost do wyników sprzed roku. Wynik techniczny wyniósł 73,3 mln zł.

Warta skutecznie utrzymuje wysoki poziom bezpieczeństwa finansów klientów, czego dowodem są wskaźniki wypłacalności, znajdujące się powyżej ustawowego poziomu. Na wysokim poziomie A+ z perspektywą stabilną utrzymuje się również rating, przyznany przez Standard & Poor’s. Warta to jedyna firma ubezpieczeniowa w Polsce z tak wysoką oceną.

Mniej pożyczek, ale na większe kwoty. Wyniki rynku pożyczkowego w lutym 2023 r.

W lutym 2023 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 243,7 tys. nowych pożyczek o wartości 713 mln zł. W porównaniu do lutego 2022 r. firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o 11,8 proc., choć w ujęciu liczbowym było ich o 4,3 proc. mniej.

Średnia wartość nowo udzielonej w lutym 2023 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 584 zł i była o 12,4 proc. wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w lutym 2022 r.

W lutym 2023 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, najwyższe dynamiki odnotowały pożyczki z przedziału 2 – 3 tys. zł – w ujęciu liczbowym (+10,7 proc.), a w wartościowym (+14,2 proc.).

Najsłabiej wypadły pożyczki niskokwotowe z przedziału do 500 zł. W ujęciu liczbowym było ich mniej o 26,3 proc. w porównaniu do lutego 2022 r. a w wartościowym o 9,6 proc. mniej.

W lutym 2023 r. 44,6 proc. wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły jednak tylko 12,6 proc. udzielonych pożyczek.

W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 37,9 proc. liczby udzielonego finansowania, za to już w ujęciu wartościowym miały jedynie 8,7 proc. udział w sprzedaży.

W dwóch pierwszych miesiącach br. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 522,5 tys. pożyczek na kwotę 1,496 mld zł. Oznacza to spadek o 1,9 proc. liczby udzielonych pożyczek i wzrost o 11,6 proc. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku.

Segment aut premium mocniejszy niż przed rokiem. Konsumenci wracają na zakupy do salonów

W styczniu i lutym br. odnotowano o ponad 3% więcej wizyt w salonach samochodowych niż w analogicznym okresie ub.r. Jednocześnie o przeszło 2% ubyło unikalnych klientów. Natomiast z blisko 11% do prawie 20% wzrosła grupa osób odwiedzających więcej niż jedną taką placówkę. Do tego ok. 13% wizyt, zarejestrowanych we wszystkich obiektach, przypadło na marki premium. Liczba zainteresowanych droższymi autami zwiększyła się o przeszło 4%. Z kolei o prawie 5,5 p.p. zmalał udział rodziców w gronie potencjalnych nabywców różnych pojazdów. Tak wynika z obserwacji ponad 23 tys. konsumentów, którzy odwiedzili łącznie 1,7 tys. dealerów.

Powrót do salonów

Jak wynika z badania firmy technologicznej Proxi.cloud, w ciągu dwóch pierwszych miesięcy br. liczba wizyt w salonach samochodowych wzrosła o 3,3% w porównaniu z analogicznym okresem 2022 roku. W tym samym czasie ubyło 2,4% unikalnych klientów. Analiza objęła grupę ponad 23 tys. konsumentów w 1,7 tys. salonów samochodowych. Obiekty zostały podzielone na 2 segmenty – marki premium (9 marek) oraz standardowe (25). Analitycy uwzględnili wizyty trwające od 10 minut do 3 godzin. Wykluczone zostały osoby, które odwiedziły daną placówkę minimum 4 razy w ciągu tygodnia. Dzięki temu wyniki nie obejmują pracowników i serwisantów konkretnych salonów.

– Nieznaczny – w stosunku do wyniku ubiegłorocznego – wzrost liczby wizyt w salonach pokazuje, że zainteresowanie zakupem nowych samochodów utrzymuje się na poziomie podobnym do 2022 roku. Oznacza to, że liczba klientów zainteresowanych kupnem samochodu jest względnie stała, mimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej i rosnącej inflacji. Może to również sygnalizować, że część klientów decyduje się na kupno samochodu, by uniknąć utraty wartości zgromadzonych oszczędności – komentuje Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM).

Według analityka Jakuba Pijanowskiego, przedstawione wyniki mogą świadczyć o w miarę stabilnej sytuacji materialnej Polaków na przestrzeni roku, która wpływa na ich decyzje zakupowe. Ekspert podkreśla, że na początku 2022 roku tylko blisko 11% klientów odwiedziło więcej niż jeden salon. Rok później ww. odsetek wzrósł już do prawie 20%. Wzrost ten związany jest m.in. z tym, że więcej marek oferuje auta dostępne od ręki lub szybko. W związku z tym warto sprawdzić kilka punktów sprzedaży. Ponadto Mateusz Chołuj z Proxi.cloud zauważa, że obecnie prowadzone są wyprzedaże. A tego przed rokiem praktycznie nie było.

– 2022 rok przyniósł nam sporo ograniczeń. Liczba dostępnych aut była niewielka, stąd też i ruch klientów był ograniczony. Dziś sytuacja jest lepsza, więc widać większą chęć odwiedzenia kilku takich miejsc w poszukiwaniu okazji. Cena jak zwykle odgrywa istotną rolę. Liczy się również czas dostawy, bo zbyt długi okres oczekiwania może wiązać się z podwyżkami, które ograniczą możliwości zakupowe klienta – analizuje Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

Premium się broni

W ciągu roku preferencje zakupowe Polaków nie uległy zmianom, co podkreśla Adam Grochowski z Proxi.cloud. Ekspert informuje, że marki premium odpowiadają za ok. 13% wizyt we wszystkich salonach. Jednocześnie o 4,4% wzrosła liczba klientów odwiedzających placówki oferujące droższe auta. Natomiast w przypadku marek standardowych widać spadek o 3,9%. Jak zaznacza Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów, 2022 rok można ocenić jako bardzo dobry dla marek premium. Udział takich aut w ogólnym wolumenie sprzedaży był największy w historii. Według eksperta, te dane pokazują, że raczej zmierzamy do utrzymania tego stanu. Nie jest to ani dobrze, ani źle. Taka jest po prostu specyfika polskiego rynku.

– Pomimo iż natężenie ruchu w salonach marek premium praktycznie nie uległo zmianie, nie oznacza to, że zainteresowanie tego typu autami pozostaje również na tym samym poziomie. Obserwujemy zjawisko odwrotne. Udział marek premium w rejestracjach samochodów na rynku wciąż rośnie. Zmienia się natomiast podejście klientów do zakupu auta. Wielu z nich to tzw. klienci instytucjonalni, którzy coraz chętniej korzystają z narzędzi finansowych, w tym z wynajmu długoterminowego. To oznacza, że częściej szukają aut bezpośrednio w ofercie firm CFM niż u samych dealerów – mówi prezes Drzewiecki.

Rodziny się wstrzymują

Z kolei Adam Grochowski z Proxi.cloud zwraca uwagę na udział rodziców w gronie klientów salonów samochodowych. Na początku 2022 roku wyniósł on aż 95,2%, a ostatnio – już 89,8%. Zdaniem eksperta, może to świadczyć o odkładaniu zakupu nowego auta przez część rodzin z dziećmi. Natomiast prezes Faryś stwierdza, że spadek w grupie klientów indywidualnych określanych jako rodzice jest nieznaczny. A na podstawie przedstawionych danych trudno wyciągnąć wniosek, że przekłada się to na trwały trend spadkowy. Jednak nie można wykluczyć, że w związku z pogarszającą się sytuacją gospodarczą i rosnącą inflacją, część rodzin postanowiła wstrzymać się z wymianą samochodu. W dalszym ciągu można jednak oceniać, że ta grupa klientów to świadomi nabywcy, którzy będą chętnie odwiedzać salony.

– Ubiegły rok był dosyć szczególny, ponieważ salony sprzedały klientom indywidualnym dużo więcej samochodów niż rok wcześniej. Producenci bardziej postawili na takich odbiorców kosztem przedsiębiorców i flot. W tym roku będziemy obserwować ogólny spadek udziału klientów indywidualnych na rzecz biznesowych. Z tego zapewne wynika gorszy wynik grupy rodziców – dodaje prezes Związku Dealerów Samochodów.

Jak podsumowują autorzy badania, mimo trudnej sytuacji gospodarczej, branża motoryzacyjna w Polsce w dalszym ciągu rozwija się dynamicznie, zwłaszcza biorąc pod uwagę warunki, z jakimi przyszło się jej mierzyć w okresie wysokiej inflacji. Większa dostępność pojazdów w salonach skłania producentów i dealerów do organizowania akcji promocyjnych znanych sprzed pandemii. Takie miejsca sprzedaży wyczekują klientów. W tym roku ruch w tego typu placówkach może być większy niż w 2022 roku.

Komentarz głównego ekonomisty Business Centre Club do danych GUS

Główny Urząd Statystyczny (GUS) podał wyższy wskaźnik inflacji niż prognozowano. W lutym ceny towarów i usług wzrosły aż o 18,4 % w stosunku do analogicznego miesiąca w roku ubiegłym. To najwyższy wskaźnik od 1996 roku. Czy to już szczyt inflacyjny? Do najnowszych danych GUS w swoim komentarzu odniósł się główny ekonomista Business Centre Club prof. Stanisław Gomułka.

Jak co roku GUS przeanalizował zachowania zakupowe Polaków. Na podstawie badania zmodyfikowano udział poszczególnych towarów i usług we wskaźnikach inflacji. W stosunku do stycznia ceny towarów i usług wzrosły o 1,2%.

Wysoka inflacja CPI r/r w lutym oraz w ostatnich kilkunastu miesiącach, to głównie opóźniony skutek bardzo ekspansywnej polityki monetarnej NBP oraz polityki fiskalnej rządu w latach 2020 i 2021. Teraz też wiemy, że nie jest to na pewno efekt putininflacji. – zauważa prof. Stanisława Gomułki, główny ekonomista BCC i minister finansów Gospodarczego Gabinetu Cieni Business Centre Club

W roku 2022 mieliśmy i w pierwszym kwartale 2023 mamy silne spadki cen gazu i zboża, przez kilka miesięcy znaczący spadek płacy realnej oraz znaczące zacieśnienie polityki monetarnej. Te zmiany są dostatecznie duże, aby prawdopodobnie od szczytu inflacji w lutym 2023 miał miejsce spadek inflacji CPI w trakcie 2023, do poziomu w przedziale 10-13% r/r pod koniec roku. podkreśla ekspert BCC.

W ocenie agencji ratingowej Fitch, inflacja w grudniu 2023 wyniesie 10,5% oraz 6% w grudniu 2024. Według głównego ekonomisty BCC – te prognozy są obarczone dużym ryzykiem błędu – szybkość dezinflacji może być znacząco mniejsza niż ta prognoza.

Stanisław Gomułka zwraca też uwagę, że w UE stopa inflacji w latach 2021-2022 była silnie zróżnicowana między krajami i średnio o około połowę niższa niż w Polsce.

W krajach wysoko rozwiniętych UE, także w Wielkiej Brytanii i USA, długofalowe tempo wzrostu PKB na mieszkańca wynosi około 1,5%. Kryzys energetyczny oraz pandemia obniżyły tempo wzrostu w roku 2023 o około 2- 3 pp, czyli nieco mniej niż w Polsce. Oznacza to wejście tych krajów w roku bieżącym w obszar niewielkiej recesji. – podsumowuje ekspert BCC.

Wzrost PKB

Projekcje NBP oraz agencji Fitch, dotyczące wzrostu PKB w latach 2023 i 2024, są zbliżone do ocen większości ekonomistów. Według tych prognoz tempo wzrostu PKB w Polsce w roku 2023 będzie mieścić się w przedziale od 0 do 1%, czyli 3-4 punkty procentowe poniżej średniego tempa w ostatnich 30 latach. W roku 2024 wzrost PKB będzie wyższy o około 2-3 % czyli nadal niższy o około 1-2 % niż długofalowy trend.  Profesor Stanisław Gomułka podkreśla, że – duże odchylenia od sytuacji pożądanej dotyczą także deficytu budżetu państwa liczonego według reguł UE, około 3% PKB w roku 2022 oraz 5% w roku 2023. Aby nie doszło do przekroczenia przez dług publiczny Państwa liczonego w relacji do PKB, konstytucyjnego limitu – 60%, prawdopodobnie potrzebne będzie zaostrzenie polityki fiskalnej w roku 2024 i później.

Według prof. Stanisława Gomułki – w roku wyborczym, nowe wzrosty wydatków i obietnic wyborczych nakręcających oczekiwania płacowe i popytowe w kolejnym roku mogą być bardzo liczne i znaczące.

Budownictwo jednorodzinne w zapaści. Minął szał na domy. 70-metrowe mało kto chce budować

W 2021 r. gwałtowny wzrost liczby pozwoleń i zgłoszeń budowy domów jednorodzinnych, a w 2022 r. równie gwałtowny spadek – wynika z danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, do których dotarł portal GetHome.pl. Ułatwienia w rządowym programie „Dom bez formalności” okazały się słabą zachętą dla potencjalnych inwestorów.

–  W ubiegłym roku warunki do budowy domów jednorodzinnych były mało sprzyjające. Nie dość, że podrożały kredyty, to jeszcze w lawinowym tempie rosły ceny wielu materiałów budowlanych. Nic więc dziwnego, że mniej osób zdecydowało się na tego rodzaju przedsięwzięcie – przyznaje ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Portal dowiedział się w Głównym Urzędzie Nadzoru Budowlanego (GUNB), że na podstawie wydanych w 2022 r. pozwoleń na budowę i zgłoszeń budowy będzie mogło powstać ok. 117,8 tys. domów jednorodzinnych. Problem w tym, że rok wcześniej pozwolenia i zgłoszenia obejmowały blisko 153,3 tys. takich domów. Ich liczba spadła więc aż 23%.Komunikat-Budownictwo jednorodzinne w zapaści

Warto zwrócić uwagę, że rok 2021 był wyjątkowy. Pandemia COVID-19 rozbudziła bowiem w Polakach chęć posiadania własnego domu, w którym mogliby się czuć bezpieczni. Ponadto upowszechniła się praca zdalna. Gwałtownie wzrosła więc wówczas liczba pozwoleń i zgłoszeń budowy. W ubiegłym roku równie gwałtowny był ich spadek.

Ekspert GetHome.pl przypomina, że budownictwo jednorodzinne miał pobudzić obowiązujący od 3 stycznia 2022 r. rządowy program „Dom bez formalności”. Zakłada on ułatwienia dla inwestorów, którzy zdecydują się na budowę domu wolnostojącego o powierzchni zabudowy do 70 m kw. Te ułatwienia polegają m.in. na tym, że można zrezygnować z kierownika budowy oraz z prowadzenia dziennika budowy.  Inwestor musi jednak wziąć wówczas na siebie odpowiedzialność za kierowanie budową.

Inną korzyścią, przynajmniej w teorii, jest skrócenie nawet do 21 dni terminu uzyskania decyzji o warunkach zabudowy (w sytuacji, gdy działka nie jest objęta planem zagospodarowania przestrzennego). Ponadto samą budowę można rozpocząć zaraz po doręczeniu zgłoszenia, czyli nie czekając na reakcję urzędników. Trzeba ich jedynie zawiadomić o terminie rozpoczęcia robót budowlanych. I jeszcze jedno, zachętą do skorzystania z programu „Dom bez formalności” jest darmowy projekt. Efekty? – Po pierwszym roku są one raczej skromne. Według GUNB, z uproszczonej ścieżki skorzystało tylko niespełna 1,2 tys. inwestorów – mówi Marek Wielgo.Budownictwo jednorodzinne w zapaści

I dodaje, że spodziewał się takiego obrotu sprawy, gdyż inwestorzy nie palą się do budowania domów jednorodzinnych na zgłoszenie, czyli bez pozwolenia na budowę. Od  2015 r. można skorzystać z takiej możliwości bez względu na powierzchnię domu. W 2022 r. GUNB odnotował tylko ok. 2,9 tys. takich zgłoszeń. Równocześnie przeszło 113,8 tys. domów powstanie w oparciu o pozwolenie na budowę. Jak widać, te pierwsze stanowią niewielką niszę.

Rzecz w tym, że korzyści z wyboru procedury zgłoszenia bywają iluzoryczne. Np. wymagane są praktycznie takie same dokumenty, jak do wniosku o pozwolenie na budowę. Ponadto wielu inwestorów kupuje gotowy projekt, który na ogół modyfikują w trakcie budowy. Każde istotne odstąpienie od projektu (np. powiększenie domu lub jego usytuowanie w innym miejscu) oznacza powrót do punktu wyjścia, czyli konieczność uzyskania pozwolenia na budowę lub dokonania ponownego zgłoszenia.

Z pozwolenia na budowę nie warto rezygnować także ze względu na trwałość takiej decyzji. Chodzi o  to, że po pięciu latach od doręczenia pozwolenia na budowę nie można go unieważnić.

Z danych GUNB wynika, że z programu „Dom bez formalności” najchętniej korzystali inwestorzy w województwach mazowieckim, pomorskim i wielkopolskim. Z drugiej strony są one w czołówce województw, jeśli chodzi o liczbę budowanych domów. Dlatego portal GetHome.pl sprawdził, gdzie jest największy odsetek domów jednorodzinnych o powierzchni zabudowy do 70 m kw. w stosunku do wszystkich domów, na które w 2022 r. wydano pozwolenie lub zgłoszono budowę.Budownictwo jednorodzinne w zapaści

Okazuje się, że największy udział domów w programie „Dom bez formalności” jest województwach warmińsko-mazurskim, pomorskim i zachodniopomorskim. – Świadczy to o tym, że z uproszczonej ścieżki chętnie korzystają tam inwestorzy budujący domy o charakterze letniskowym – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

DESA Unicum zamyka 2022 rok ze spektakularnymi wynikami finansowymi i ogłasza plany rozszerzenia działalności

Rozwój nowych dziedzin kolekcjonerskich, projekty na skalę europejską, a przede wszystkim potężne inwestycje w edukację i promocję kultury – ponad 100 otwartych dla zwiedzających wystaw w ciągu roku.

DESA Unicum potwierdziła w 2022 roku pozycję bezapelacyjnego lidera na polskim i środkowo-europejskim rynku sztuki, deklasując konkurencję, z obrotem całkowitym na poziomie blisko 290 mln zł. Utrzymuje się także w czołówce instytucji sprzedających sztukę w skali całej Europy i regionu, zajmując dziś 9 miejsce według raportu Artnet – „Auction House Rankings in Europe”. Zgodnie z przyjętą strategią za źródło wzrostów odpowiadają: rozwój nowych kategorii aukcyjnych, duża intensywność projektów, ciągły rozwój bazy klientów oraz budowanie ich wiedzy, a przede wszystkim konsekwentne inwestycje w unikalne kompetencje i skalę zespołu, które pozwoliły na zorganizowanie nieosiągalnych dla innych instytucji spektakularnych aukcji. W 2022 roku w DESA Unicum odnotowano historyczny rekord licytacji (obraz Jacka Malczewskiego „Rzeczywistość” osiągnął cenę 20,4 mln zł), największą we współczesnej historii regionu aukcję kolekcji – w tym przypadku części zbiorów Grażyny Kulczyk, czy ponad 200 aukcji i 100 wystaw obejmujących dzieła największych twórców. To nie koniec ambitnych planów warszawskiej placówki z ulicy Pięknej. DESA Unicum zapowiada kolejne projekty na skalę europejską, dalszy rozwój kategorii, m.in. młodej sztuki, win oraz biżuterii i zegarków, a także poszerzenie portfolio o nowatorskie aukcje z dziedziny komiksu, designu, urban art. Przede wszystkim zaś planuje w jeszcze większym stopniu postawić na edukację i wypełniać rolę aktywnej i dostępnej dla wszystkich miłośników sztuki warszawskiej instytucji kultury – w 2023 roku zwiedzający będą mogli za darmo obejrzeć ponad 100 doskonałych wystaw.

DESA Unicum po raz kolejny na czele rankingów

DESA Unicum, podobnie jak w latach poprzednich, również w roku 2022 potwierdziła pozycję największego domu aukcyjnego w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej. Według prestiżowego rankingu serwisu Artnet pod względem całkowitej wartości sprzedaży DESA Unicum wyprzedziła konkurencję z pozostałych 16 krajów naszego regionu utrzymując się na pozycji lidera. Dom aukcyjny z siedzibą przy ulicy Pięknej niezmiennie plasuje się w pierwszej dziesiątce największych instytucji sprzedających sztukę na Starym Kontynencie, zajmując obecnie 9. miejsce w zestawieniu (dane za rok 2022 r.).

Z obrotem całkowitym na poziomie 289 mln zł (2022) DESA Unicum rokrocznie notuje wzrosty sprzedaży (w 2021 roku – 280 mln zł). Systematycznie przeprowadza też coraz więcej aukcji – w 2022 roku było ich 216 (w tym 115 stacjonarnych, 96 w trybie online i 5 o charakterze charytatywnym). Również na tym polu pozostaje bezkonkurencyjna na rynku polskim i środkowoeuropejskim.

DESA Unicum. Prywatna instytucja, społeczna misja

Dobre wyniki finansowe DESA Unicum i zespół kompetencyjnie zróżnicowanych specjalistów pozwalają na realizację największych i najbardziej wymagających aukcji w tej części Europy. To jedyne miejsce w Polsce, w którym z sukcesem udaje się przeprowadzić pojedynczą transakcję obrazu na poziomie 20 mln zł (Jacek Malczewski, „Rzeczywistość”, 20,4 mln zł), czy też zorganizować aukcję 200 dzieł z prywatnej kolekcji (kolekcja Grażyny Kulczyk).

Na największym prywatnym podmiocie na polskim rynku sztuki spoczywa też ogromna odpowiedzialność za rozwój rynku i edukację klientów. Podkreśla to zresztą zarząd DESA w swoich wypowiedziach: „Jesteśmy już szczęśliwie po pandemii i wracamy do realizowania naszej misji, która napawa nas dumą. Chcemy, aby DESA Unicum była instytucją otwartą dla wszystkich wielbicieli sztuki, dlatego organizujemy ponad 100 wystaw rocznie, a wszystkie z nich od zawsze są dostępnie bezpłatnie dla odwiedzających. Często można na nich obejrzeć dzieła sztuki po raz pierwszy prezentowane dla publiczności. Zależy nam na tym, aby osoby odwiedzające nasze wystawy mogły z nich czerpać jak najwięcej – pragniemy opowiadać o tym, dlaczego sztuka jest tak ważna i wyjątkowa, a także przybliżać sylwetki artystów, nie tylko polskich, lecz także zagranicznych. Planujemy organizować wiele inicjatyw w tym zakresie: oprowadzań kuratorskich, paneli dyskusyjnych czy wernisaży. Jednym z takich wydarzeń będzie wystawa dzieł Victora Vasarely’ego” – mówi Juliusz Windorbski, Prezes DESA S.A.

DESA Unicum swoim klientom proponuje wyselekcjonowane dzieła sztuki na najwyższym poziomie – oprócz obrazów i grafik także rzeźba, design, tkaniny, plansze komiksowe i memorabilia czy urban art. Intensywnie inwestuje w segment dóbr premium, takich jak biżuteria i zegarki luksusowe oraz wina. Dzięki systematycznie organizowanym aukcjom młodej sztuki udaje się wypromować wielu młodych polskich artystów.

Co istotne, DESA Unicum to nie tylko dom aukcyjny, ale też prywatna instytucja kultury, poszerzająca ofertę kulturalną Warszawy. Dzięki wystawom przedaukcyjnym oraz licznym inicjatywom towarzyszącym ekspozycji sztuki, jak oprowadzania, wydawnictwa, spotkania, panele dyskusyjne czy projekty specjalne, DESA Unicum na stałe wpisuje się w kulturalny krajobraz Warszawy, spełniając przy tym funkcję edukacyjną, zwłaszcza w zakresie obowiązujących trendów na rynku sztuki, jak i w sztuce awangardowej oraz współczesnej.

DESA Unicum. Wydarzenia, które zdominowały rynek sztuki w 2022 roku

W 2022 roku byliśmy świadkami absolutnie wyjątkowych wydarzeń na rodzimym rynku sztuki. Do kluczowych należy zaliczyć sprzedaż dzieł z kolekcji Grażyny Kulczyk, będącą najważniejszą aukcją kolekcji od dekad. To niebagatelne wydarzenie na polskim rynku sztuki przyciągnęło wielu kolekcjonerów i inwestorów z Polski oraz zagranicy, m.in. z Niemiec, Węgier, Litwy oraz Stanów Zjednoczonych, którzy zwrócili uwagę na bardzo wysoki poziom oferty, a także wyjątkową odwagę kolekcjonerki.

Całkowity obrót z aukcji polskiej kolekcjonerki i mecenaski sztuki wyniósł 37,4 mln zł. Ustanowiono aż 8 nowych rekordów na najdroższe sprzedane prace artystów, m.in. Tadeusza Kantora czy Teresy Tyszkiewiczowej. Praca Kantora „Pewnej nocy weszła do mojego pokoju Infantka Velázqueza” sprzedana została za ponad 5 mln zł. „SU 2” Wojciecha Fangora znalazł nabywcę za 3 mln zł. Na szczególną uwagę zasłużyła zacięta licytacja wczesnej pracy Romana Opałki „Akt z pomarańczą”, która przekroczyła granicę estymacji 10-krotnie, sprzedając się za prawie 650 tys. zł.

Wiosną 2022 roku świat sztuki zelektryzowała wiadomość o pojawieniu się na aukcji po niemal 150 latach „Portretu damy” Rubensa, wylicytowanej za 12 mln zł (cena całkowita 14,4 mln zł). W grudniu zaś padł historyczny rekord 20,4 mln zł na najdrożej sprzedany obraz w Polsce – „Rzeczywistość” Jacka Malczewskiego. Warto odnotować, że na aukcjach DESA Unicum w całym 2022 roku aż 33 obiekty sprzedano za co najmniej milion złotych.

DESA Unicum. Co przyniesie 2023 rok na rynku sztuki

Zdaniem ekspertów DESA Unicum dzieła sztuki przyciągają dziś nie tylko kolekcjonerów, ale również inwestorów, dla których sztuka stanowi bezpieczną i dobrze rokującą lokatę o wyższym potencjale wzrostu w porównaniu do tradycyjnych instrumentów pomnażania zysku. Również w 2023 roku sztuka pozostanie stabilną przystanią na rynkach inwestycyjnych, zwłaszcza w kontekście wciąż niepewnej sytuacji na rynku nieruchomości.

Eksperci DESA Unicum spodziewają się rosnącego zainteresowania bardziej wymagającymi projektami o zróżnicowanej formie, wykraczającej poza tradycyjnie cieszące się uznaniem klientów malarstwo dawne i awangardowe (np. fotografia awangardowa, prace na papierze, twórczość najmłodszych pokoleń, rzeźba). Zespół DESA Unicum kładzie nacisk także na inwestycje w segment dóbr luksusowych, a więc m.in. biżuterię, zegarki czy wina.

„Na rodzimym rynku obserwujemy rosnący trend na sztukę lat 80., która wcześniej była nurtem niszowym, dostrzeganym wyłącznie przez małą grupę kolekcjonerów. Od 2019 roku, kiedy zorganizowaliśmy pierwszą aukcję poświęconą sztuce tego okresu, ceny prac artystów, takich jak Włodzimierz Pawlak, Małgorzata Rittersschild, Marek Sobczyk czy Paweł Kowalewski, wzrastają w bardzo szybkim tempie. Interesującym aspektem, który zaczęliśmy dostrzegać w ostatnich latach, jest to, jak zmienia się podejście kolekcjonerów, profilują się ich zainteresowania. Polski rynek sztuki dojrzewa, a klienci zaczynają zwracać uwagę na nowe kategorie aukcji, jak komiks czy fotografia i w przemyślany sposób uzupełniają swoje kolekcje również o takie obiekty. W porównaniu do tych kategorii zagranicą, na naszym rynku ten segment sztuki nadal jest jeszcze dość niedoszacowany” – przekonuje Agata Szkup, Prezes Zarządu DESA Unicum. „Ubiegły rok pokazał, jak polski rynek sztuki coraz śmielej umacnia się na rynku międzynarodowym, co niezmiernie mnie cieszy. Polscy artyści stają się artystami pożądanymi i odnoszącymi coraz większe sukcesy sprzedażowe na rynkach zachodnich, a co za tym idzie – światowi kolekcjonerzy coraz częściej zwracają uwagę na polski rynek sztuki. Nazwiska z Europy Środkowo-Wschodniej, jak Magdalena Abakanowicz, Wojciech Fangor, Alina Szapocznikow czy Ewa Juszkiewicz stają się modne. Sztuka ta jest odkrywana, a jej wartość na światowym rynku rośnie” – dodaje.

Doskonałym rozpoczęciem sezonu w DESA Unicum była wystawa „Zakopane! Zakopane!”, zakończona 31 stycznia 2023 roku – ten unikatowy, cykliczny projekt po raz kolejny był jednym z bardziej wyczekiwanych przez gości i kolekcjonerów. Zobaczyć można było na niej ponad 120 unikalnych obiektów – w tym obrazy, grafiki, fotografię, rzemiosło oraz zabytkowy sprzęt narciarski. Siedzibę przy ulicy Pięknej uświetniły największe nazwiska polskiej sztuki początku XX wieku, by wymienić tylko Zofię Stryjeńską, Witkacego, Jana Stanisławskiego oraz Tadeusza Brzozowskiego, jak również duży zbiór rzeźb zakopiańskich, akwarele Władysława Skoczylasa, tusz Andrzeja Wróblewskiego, czy tkanina Jolanty Owidzkiej.

Hakerzy bombardują polski sektor użyteczności publicznej. To już blisko 3500 ataków tygodniowo

  • W ciągu ostatniego roku hakerzy zwiększyli ilość ataków na sektor użyteczności publicznej o blisko 500 proc. – z 643 (w styczniu 2022) do 3459 tygodniowo
  • Jednym z głównych celów ataków w Polsce jest również sektor bankowo-finansowy doświadcza blisko 1180 ataków w tygodniu, będąc drugą najczęściej atakowaną branżą w Polsce.
  • Z najnowszych badań CPR wynika, że 6 proc. wszystkich ataków pochodzi z Rosyjskich IP
  • W reakcji na rosnące zagrożenie Premier RP Mateusz Morawiecki przedłużył do 31 maja 2023 r. obowiązywanie trzeciego stopnia alarmowego CHARLIE-CRP

Hakerzy nadal celują w polski rząd i strategiczne podmioty użyteczności publicznej. W ciągu ostatniego roku hakerzy zwiększyli ilość ataków na ten sektor o blisko 500 proc. – z 643 (w styczniu 2022) do 3459 tygodniowo – alarmuje Check Point Research. To znacznie powyżej średniej światowej, która wynosi 1240.

Rośnie również ogólna średnia ataków na nasz kraj. Podczas gdy w pod koniec roku wynosiła ona nieco ponad 900 tygodniowo, to już w lutym br. podskoczyła do 1200 (wzrost o 30 proc.). Niepokojący jest fakt wzrastającej ilości ataków na polski rząd ze strony rosyjskich (lub powiązanych z Rosją) grup cybernetycznych. Z najnowszych badań Check Point Research wynika, że 6 proc. wszystkich ataków pochodzi z rosyjskich IP.

– Usytuowanie geopolityczne Polski, zaangażowanie w pomoc Ukrainie od czasu wybuchy wojny, aktywne zabiegi dyplomatyczne w ramach grupy państw NATO znalazły odzwierciedlenie w intensyfikacji ataków na nasz kraj. Z naszych obserwacji wynika, że ataki typu ransomware na ukraińskie i polskie organizacje transportowe i logistyczne, to tylko część rosnącej fali ataków na sektor użyteczności publicznej. Liczba i intensywność ataków hakerskich na krytyczne sektory dla polskiej gospodarki ma na celu wprowadzenie niepewności, zakłócenia z sprawnym funkcjonowaniu państwa, wprowadzeniu dezorganizacji i strachu w państwie – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor generalny firmy Check Point Software w Polsce.

Potwierdzają to eksperci CNN, którzy twierdzą, iż ataki te sygnalizują zwiększone ryzyko dla organizacji bezpośrednio dostarczających lub transportujących pomoc humanitarną lub wojskową na Ukrainę.

W reakcji na rosnące zagrożenie Premier RP Mateusz Morawiecki przedłużył do 31 maja 2023 r. obowiązywanie drugiego stopnia alarmowego BRAVO na obszarze Polski i wobec polskiej infrastruktury energetycznej poza granicami. Nadal będzie obowiązywał w kraju trzeci stopień alarmowy CRP (CHARLIE–CRP). Drugi stopień alarmowy Bravo dotyczy przypadku zwiększonego i przewidywalnego zagrożenia o charakterze terrorystycznym, alarm CHARLIE-CRP – zagrożenia cyberterroryzmem.

Polska infrastruktura krytyczna jest obiektem zainteresowania cyberprzestępców od dłuższego czasu. W 2021 roku prawie 14% wszystkich cyberataków w naszym kraju dotyczyło sektora energetycznego. Na świecie 34% firm z branży naftowej i gazowniczej w ciągu ostatnich dwóch lat napotkało problem przejęcia systemów sterowania i zarządzania przez hakerów. Eksperci Check Point zwracają uwagę na wysoki wskaźnik – 21 proc. – ataków typu Execution through API, polegający na wykorzystaniu przez hakerów interfejsów programowania aplikacji (API) używanych do komunikacji między oprogramowaniem sterującym a sprzętem. Określona funkcjonalność danego przedsiębiorstwa jest często kodowana w interfejsach API, które mogą być wywoływane przez oprogramowanie w celu angażowania określonych funkcji na urządzeniu lub innym oprogramowaniu.

Skala ataków na organizacje w Polsce (Luty 2022)

Skala ataków na organizacje w Polsce

Eksperci są zgodni, ale by chronić się przed zagrożeniem ze strony cyfrowych przestępców, warto inwestować. W swoim najnowszym raporcie (XI2022) Gartner szacuje, że w 2023 roku budżety alokowane na produkty i usługi związane z bezpieczeństwem informacji i zarządzaniem ryzykiem zamkną się w kwocie 188,3 mld USD. A to dopiero początek inwestycyjnej fali. Zdaniem ekspertów do 2026 na cyberbezpieczeństwo przeznaczona będzie rekordowa kwota 262 mld USD. To wzrost o blisko 40 proc. w zaledwie 3 lata.
Szacuje się, że na skutek ataków na systemy IT lub uniemożliwiającego odczyt zapisanych danych, placówki medyczne na całym świecie straciły w 2021 roku prawie 40 proc. swoich danych. Ze względu na charakter swojej działalności i gromadzenie wrażliwych danych, szpitale oraz inne placówki medyczne stanowią atrakcyjny cel dla cyberprzestępców. Stąd apel ekspertów, aby bacznie monitorować obiekty takie jak szpitale, oczyszczalnie wody, elektrownie.

– Infrastruktura krytyczna to system, wymagający stałego monitoringu, zabezpieczenia i analizy, pozwalającej na wyprzedzenie potencjalnych zagrożeń ze strony cyberprzestępców. Przedsiębiorstwa powinny inwestować i szkolić ekspertów w zakresie przewidywania i kalkulacji metod, jakimi hakerzy mogą posłużyć się atakując systemy organizacji w danym momencie – podkreśla Wojciech Głażewski z firmy Check Point Software.

Banki również cierpią przez cyberprzestępców

Na uwagę zasługuje również znaczny wzrost liczby tzw. ataków bankowych w ostatnim czasie, który dotyka blisko 10 proc. wszystkich firm w Polsce, znacznie więcej niż na świecie (6 proc.). Z kolei sam sektor bankowo-finansowy doświadcza blisko 1180 ataków w tygodniu, będąc drugą najczęściej atakowaną branżą w Polsce. Eksperci podkreślają, że w naszym kraju blisko 8 na 10 ataków odbywa się za pomocą złośliwych wiadomości e-mail (78 proc.), wysyłanych do pracowników lub klientów instytucji finansowych.

Banki również cierpią przez cyberprzestępców

Na problem zagrożenia infrastruktury krytycznej państw w obliczu rosnących ataków hakerskich zwracają uwagę nie tylko eksperci Check Point Research. W 2022 roku Komisja Europejska opublikowała pięciopunktowy plan na rzecz ochrony infrastruktury krytycznej w priorytetowych obszarach: gotowości, reagowania i współpracy międzynarodowej. Plan priorytetowo traktuje kluczowe sektory energii, infrastruktury cyfrowej, transportu i przestrzeni kosmicznej. – Możemy spodziewać się, że ryzyko ataków na istotne obszary infrastrukturalne będzie w przyszłości tylko rosło. Nasza gospodarka, korzysta ze wspólnego zaplecza, a to sieć wzajemnych zależności, silnie ze sobą połączona. Dla osób o złych zamiarach atakowanie infrastruktury będzie zawsze atrakcyjne ze względu na spektakularne efekty – ostrzega Georg Peter, który jest odpowiedzialny za Europejską Sieć Referencyjną Ochrony Infrastruktury Krytycznej (ERNCIP), ważną część reakcji UE, która ma pomóc państwom w obronie ich aktywów.

Handel w małych miastach w rozkwicie

W 2022 roku inwestorzy działający na rynku handlowym w Polsce chętniej wybierali małe miasta (do 100 000 mieszkańców). Nowa podaż w tych ośrodkach miejskich wyniosła 60% całkowitego wolumenu, a dzięki temu zasoby małych miast są obecnie na porównywalnym poziomie, co tych średniej wielkości (100 000-400 000 mieszkańców). W dalszym ciągu największym zainteresowaniem inwestorów cieszyły się obiekty handlowe o małej skali, tj. parki handlowe oraz projekty typu strip mall. Od strony inwestycyjnej wolumen transakcji nieruchomości handlowych wzrósł o ponad 60% w porównaniu z 2021 rokiem.

Zasoby handlowe w Polsce na koniec 2022 roku wyniosły 12,6 mln m kw., z czego ponad połowa znajduje się w ośmiu największych aglomeracjach. W ubiegłym roku deweloperzy dostarczyli na polski rynek ponad 300 000 m kw. nowej powierzchni handlowej, co było najwyższym wynikiem od 2018 roku kiedy ukończono 365 000 m kw.

„Najwyższa aktywność deweloperów skupiła się na małych miastach o populacji nieprzekraczającej 100 000 mieszkańców. To tam zrealizowano ponad 60% nowej podaży, przy czym w zdecydowanej większości były to niewielkie projekty lub ich rozbudowy (poniżej 10 000 m kw.). Z kolei, w największych ośrodkach ukończono zaledwie 28% nowej podaży. Aktywny rok na małych rynkach spowodował, że zasoby handlowe w tych miastach zrównały się z zasobami zlokalizowanymi w ośrodkach o średniej wielkości – po 24% udziału w rynku. Obserwując realizowaną aktualnie powierzchnię handlową możemy już śmiało założyć, że w kolejnych kwartałach zasoby w małych miastach przekroczą te zlokalizowane w średnich ośrodkach miejskich,” – komentuje Bożena Garbarczyk, Starszy Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Na koniec 2022 roku w Polsce na etapie realizacji znajdowało się nieznacznie ponad 255 000 m kw. powszechni handlowej, z czego aż 64% powstaje w małych miastach. Największym projektem w realizacji jest Bawełnianka (23 000 m kw.) w Bełchatowie. Zdecydowaną większość aktualnie powstających projektów stanowią nowe obiekty – 22 inwestycje, podczas gdy rozbudowy to zaledwie 7 inwestycji.

„Tak wysoka aktywność na najmniejszych rynkach handlowych w Polsce spowodowana jest wysokim nasyceniem powierzchnią handlową większych miast. Można oczekiwać, że w perspektywie średniookresowej mniejsze miasta nadal będą głównym punktem zainteresowania inwestorów,”dodaje Bożena Garbarczyk.

W 2022 roku w ośmiu największych aglomeracjach w Polsce odnotowano spadek wskaźnika pustostanów w ciągu roku o 0,6 pp. do poziomu 4,7%. Wzrost pustostanów zauważalny był w czterech lokalizacjach, przy czym największy odnotowano w Szczecinie (z 3,8% na 4,6%), natomiast spadek pustostanów dotyczył pozostałych aglomeracji, przy czym największy miał miejsce we Wrocławiu (z 7,1% do 4%) oraz na Śląsku (z 5,1% do 3,4%).

„Należy tutaj dodatkowo wyjaśnić, że badanie pustostanów odbywa się raz w roku na przełomie lipca i sierpnia, a ubiegłoroczna weryfikacja dostępnej powierzchni handlowej pozwoliła wykazać poziomy wynajęcia obiektów po wycofaniu się z Polski marki Tesco w 2021 roku. Dzięki temu wiemy, że cześć z tych powierzchni została wykupiona przez Netto i Kaufland lub powstawały na niej sklepy DYI, m.in.: Leroy Merlin czy OBI,” wyjaśnia Bożena Garbarczyk.

Ostatnie lata mocno dały się we znaki najemcom obiektów handlowych. Ograniczenia w działalności w trakcie pandemii, stale rosnąca inflacja oraz kryzys energetyczny, wpłynęły na ich trudną sytuację finansową. Te niekorzystne czynniki przyśpieszyły decyzje o wycofaniu się z polskiego rynku kilku marek. Wśród takich najemców znaleźli się m.in. sieć Sfera oraz marka Orsay. Dodatkowo, w minionym roku ogłoszono upadłość Go Sport oraz TXM S.A. (właściciel Textil Market). Z drugiej strony, 2022 rok przyniósł też debiuty na polskim rynku, a swoje pierwsze butiki w Polsce otworzyły m.in. marka Uniqlo, Jott (należąca do grupy LVMH), Gudi Home, Lovisa, drogeria dm, Philipp Plein. Ponadto, kolejne marki planują wejście do Polski w 2023 roku, m.in. marka Woolworth.

„Obserwując, jak zmieniały się przyzwyczajenia klientów i ich oczekiwania, którzy w trakcie pandemii zaczęli dokonywać szybszych i bezpieczniejszych zakupów, w dalszym ciągu możemy spodziewać się utrzymującej popularności projektów typu convenience, parków handlowych i dyskontów. Wzrost zainteresowania konsumentów zakupami w tego typu obiektach wpływa na decyzje inwestorów, którzy koncentrują się na mniejszych formatach,” – podsumowuje Bożena Garbarczyk. 

Z punktu widzenia sytuacji na rynku inwestycyjnym, sytuacja wydaje się powoli normować. Po dwóch latach ograniczonego popytu na aktywa handlowe ze strony inwestorów kapitałowych, sektor handlowy systematycznie odzyskuje swój udział w rynku.

„Nieruchomości handlowe zakończyły 2022 rok z wolumen transakcji na poziomie 1,45 mld EUR, a odnotowana wartość zainwestowanego kapitału była wyższa o ponad 60% w porównaniu do roku 2021. Należy przy tym zaznaczyć, że osiągnięty poziom jest wciąż poniżej wartości notowanych przed pandemią, kiedy średniorocznie od strony inwestycyjnej aktywa handlowe przyciągały kapitał na poziomie około 2 mld EUR,” – wyjaśnia Małgorzata Krzystek, Dyrektor działu wycen i doradztwa w Knight Frank.

Istotny udział w ubiegłorocznym wolumenie miały dwie transakcje portfelowe EPP (łącznie 653 mln EUR) oraz nabycie dwóch obiektów handlowych przez NEPI (Forum Gdańsk kupione za 250 mln EUR i Atrium Copernicus za 127 mln EUR). Pozostałe transakcje inwestycyjne w sektorze handlowym to w przeważającej części kupno niewielkich parków handlowych o powierzchni nieprzekraczającej 5 000 m kw. oraz wolnostojące sklepy spożywcze.

„Mniejsze zainteresowanie ze strony inwestorów rynkiem handlowym wpłynęło na brak transakcji typu prime. Pierwszą transakcją, którą można zaliczyć do kategorii najlepszych aktywów, chociaż dotyczyła miasta regionalnego, było nabycie Forum Gdańsk w ostatnim kwartale 2022 roku przy stopie kapitalizacji około 6%. Większość sprzedawanych w ubiegłym roku nieruchomości handlowych dotyczyła mniejszych formatów (parki handlowe i centra typu convenience), które wyceniane były na poziomie 7,50-8,50%. Z naszych analiz wynika, że stopy kapitalizacji tego typu aktywów utrzymają się na stabilnym poziomie,” – dodaje Małgorzata Krzystek.

Inflacja w USA spowalnia

Wskaźnik cen w USA rośnie coraz wolniej. 6% to coraz bliżej celu inflacyjnego, chociaż wciąż dużo. W tle mamy przepływ kapitałów na rynki ryzykowne, chociaż nie wszystkie zmiany się utrzymują.

Inflacja w USA znów spada

Wczorajsze dane z USA były niemal idealnie zgodne z oczekiwaniami analityków. Wskaźnik wzrostu cen dla konsumentów wynosi dokładnie 6% i jest wyraźnie niższy niż 6,4% miesiąc temu. Inflacja bazowa spadła z kolei z poziomu 5,6% na 5,5%. Wydawać by się mogło, że skoro inflacja spada, to szanse na przyszłotygodniowe wzrosty stóp procentowych również powinny? Prawda? Jak się okazuje ostatnio na rynku obligacji, po których szacuje się to prawdopodobieństwo dzieje się tak dużo, że ten sygnał trochę utonął. Mieliśmy bowiem w ciągu kilku dni wahnięcie od spekulacji o podwyżce o 0,5% po brak zmian. Obecnie mamy znów powrót w stronę 0,25% pomimo korzystnych danych o inflacji. Część analityków bankowych w swoich prognozach mówi jednak, że pomimo notowań kontraktów na stopę procentową nie powinniśmy skreślać do ostatniej chwili scenariusza braku podwyżek w marcu ze względu na to, jak dużo się dzieje na rynku.

Dane z Europy

Presja cenowa spada nie tylko w USA, ale również w Europie. Wczoraj okazało się, że w Szwajcarii w ujęciu miesięcznym spadły ceny producentów. W ujęciu rocznym to wciąż wzrost, ale o 2,7%. Jest to niewielka wartość, biorąc pod uwagę chociażby odczyt dla całej Unii za grudzień, wynoszący niemal 10 razy więcej. Lepsze dane zobaczyliśmy również z Hiszpanii. W sensie ceny rosną wolniej, niż oczekiwano, rosną jednak szybciej niż miesiąc temu. Na rynku widać jednak w dalszym ciągu wiarę w europejską walutę niż w dolara. Widać to dobrze po kolejnych wzrostach na EURUSD.

Falstart na kryptowalutach

Inwestorzy na rynku kryptowalut uznali, że skoro inflacja spada, to czas na inwestycje ryzykowne. Co prawda jeszcze niedawno reklamowano bitcoina jako odpowiedź na inflacyjnego dolara, teraz jednak okazuje się, że to bitcoin bardziej od dolara nie lubi inflacji. Problem w tym, że po pierwszym ruchu szybko rynek zauważył, że optymizm jest przesadny i już we wczesnych godzinach nocnych naszego czasu po niemal 8% wzroście, bo tyle rósł w szczytowym momencie ten elektroniczny pieniądz, nie było już śladu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
13:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

OZE są rozwiązaniem, ale nie idealnym

Kryzys energetyczny podsycany przez Rosję pokazał, że należy odejść od paliw kopalnych. To nie jest dowód na to, że warto przy nich zostać – ponieważ zależność od nich została wykorzystana przeciwko całej Europie i należy ją porzucić. Jednakże kryzys energetyczny pokazał także, że Polska nie jest gotowa na pełną transformację energetyczną. Źródła odnawialne muszą być dostępne, coraz lepiej finansowane i pomagać obniżać rachunki. Niestety transformacja energetyczna jest odpowiedzią, ale nie jest pozbawiona wad – nie jest pozbawiona wyzwań.

– Ale OZE także nie są bez wad. Po pierwsze, potrzebują cały czas zabezpieczenia, którym będą wielkoskalowe magazyny energii, wciąż niedostępne. A zatem potrzebna jest na przykład energetyka jądrowa, która będzie pracować na podstawie Krajowego Systemu Elektroenergetycznego – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Poza tym odnawialne źródła energii także wymagają bezpieczeństwa łańcuchów dostaw. Warto pamiętać, że nawet 95 proc. silikonu wykorzystywanego do wytwarzania paneli słonecznych pochodzi z Chin. To jest nowe wyzwanie, o którym dopiero zaczynamy rozmawiać w Unii Europejskiej. Walka o bezpieczeństwo energetyczne się nie kończy – choć przenosi się coraz bardziej ku odnawialnym źródła energii, ku energetyce jądrowej, która będzie je zabezpieczać. Ale to nie znaczy, że nie będzie wyzwań. Twarde bezpieczeństwo energetyczne wciąż będzie ważne. Odnawialne źródła energii są elementem rozwiązania, ale nie idealnym – podkreśla Jakóbik.

FPP: Polska płaci rocznie 1,7 mld zł podatku od plastiku. System kaucyjny może obniżyć tę kwotę o 400 mln zł

Polska płaci rocznie 1,7 mld zł podatku od plastiku. Kwota ta jest bezpośrednio zależna od ilości niezrecyklingowanych odpadów z plastiku w danym roku i wynosi 0,80 euro od kilograma odpadów z tworzyw sztucznych. W Polsce ponownie wykorzystujemy zaledwie około 1/3 odpadów z tworzyw sztucznych. Dlatego Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje o odblokowanie rządowego projektu wprowadzającego system kaucyjny i pilne skierowanie go do Sejmu. System kaucyjny to nawet o 400 mln zł niższy podatek od plastiku dla Polski, wyższy poziom odzysku surowców i łatwiejsza droga do osiągnięcia unijnych celów w tym obszarze. Jest to sytuacja korzysta dla Polski, dla przedsiębiorców oraz dla obywateli.

Oprócz aspektu kosztowego, warto pamiętać o dwóch dodatkowych kwestiach. Pierwszą z nich jest bezpieczeństwo surowcowe – im więcej surowców możemy wykorzystać ponownie, tym mniejsza jest nasza zależność od importu. Tymczasem przedsiębiorcy już dziś informują o problemach z dostępnością recyklatu, który mogliby wykorzystać w opakowaniach swoich produktów. Po drugie, system kaucyjny cieszy się szeroką akceptacją społeczną. Według badania opinii publicznej zrealizowanego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych na zlecenie Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej w sierpniu 2022 r., ponad 90% Polek i Polaków popiera funkcjonowanie systemu kaucyjnego.

„System kaucyjny to najbardziej efektywny sposób na osiągnięcie wysokiego – sięgającego 90% – poziomu zbiórki opakowań i odpadów opakowaniowych. Ministerstwo Klimatu i Środowiska, wspólnie z szerokim gronem podmiotów reprezentujących rozmaite sektory rynku, wypracowało kompromisowe rozwiązania legislacyjne, które – gdyby zostały przyjęte przez Radę Ministrów i skierowane do Sejmu, a następnie uchwalone – doprowadziłyby do wejścia w życie systemu kaucyjnego od 1 stycznia 2025 r. Jest to wystarczający czas na stworzenie i wdrożenie systemu, który zapewniłby wysoki poziom odzysku m.in. opakowań z tworzyw sztucznych, potocznie zwanych plastikowymi. Niestety, rządowy projekt nieustannie napotyka na blokady wewnątrz Rady Ministrów i istnieje coraz poważniejsze ryzyko tego, iż nie zostanie uchwalony w obecnej kadencji Sejmu. Oznaczałoby to zaprzepaszczenie kilku lat pracy, uzgodnień i konsultacji, opóźnienie we wdrożeniu rozwiązań gwarantujących wysokie poziomy zbiórki opakowań, a także – o czym z niewiadomych powodów się zbyt dużo nie mówi – konieczność ponoszenia przez Polskę wysokich kosztów tzw. unijnego podatku od plastiku. Celem podatku od plastiku jest zachęcanie do zwiększenia poziomu przetwarzania odpadów z tworzyw sztucznych. Ten cel najskuteczniej można realizować wprowadzając właśnie system kaucyjny. Zupełnie niezrozumiałe jest wstrzymywanie prac nad dobrym, kompromisowym projektem i gwarantowanie utrzymania wysokiego poziomu podatku od plastiku dla Polski na najbliższe lata. Bez systemu kaucyjnego, który i tak wszedłby w życie dopiero od 1 stycznia 2025 r., nie ma szans na istotne zmniejszenie ponoszonej w każdym roku opłaty. Jednakże gdyby udało się uchwalić ustawę i wprowadzić system kaucyjny zgodnie z jeszcze aktualnymi planami, kwota podatku od plastiku za rok 2025 byłaby dla Polski niższa” – podkreśla Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Inflacja w lutym na poziomie 18,4%. Dynamika miesięczna nie napawa optymizmem

Lutowe dane o inflacji nieco zaskoczyły w dół. W ujęciu rocznym ceny wzrosły o 18,4% wobec 16,6% w styczniu. Rynkowy konsensus oczekiwał odczytu na poziomie 18,6%. W ujęciu miesięcznym wzrost cen wyniósł 1,2%. Dane sugerują również dalszy wzrost inflacji bazowej w kierunku 12%. W dalszym ciągu uważamy, że szczyt rocznych dynamik inflacji przypadł właśnie w lutym br. a następnie rozpocznie się ich spadek. Ceny nadal będą rosły ale w wolniejszym tempie. Wpływ na to będą miały zarówno efekty statystyczne, jak i widoczne również globalnie tendencje dezinflacyjne, przede wszystkim w segmencie dóbr oraz cen energii i paliw. Spadek inflacji w kolejnych miesiącach może być dynamiczny, jednak z pewnością dojście do celu inflacyjnego jeszcze potrwa. Wskazuje na to utrzymująca się wysoka inflacja bazowa.

Lutowy odczyt inflacji dotyczy już zaktualizowanego koszyka inflacyjnego. Ze tego powodu styczniowy odczyt, który pierwotnie wynosił 17,2% i był obliczony na starym koszyku, został skorygowany w dół do 16,6%.

Dzisiejszy odczyt nie zmienia perspektywy dalszego utrzymywania obecnej polityki monetarnej NBP. Przed kolejnym posiedzeniem RPP poznamy jeszcze szacunek inflacji za marzec. Dopiero kolejne miesiące pokażą, czy dynamiki inflacji będą podążać zgodnie ze ścieżką centralną NBP, co jest głównym wyznacznikiem tego kiedy możemy oczekiwać pierwszych obniżek stóp procentowych.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

DLA Piper: Nowe regulacje o zatorach płatniczych powinny poprawić płynność MŚP

Nowe regulacje o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych mogą stanowić skuteczne narzędzie w ograniczaniu zatorów płatniczych dla małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce i przyczynić się do poprawy ich płynności finansowej, uważają prawnicy międzynarodowej kancelarii DLA Piper.

Zgodnie z nowymi przepisami, które weszły w życie w tym roku, małe i średnie firmy mają prawo zbyć wierzytelność wynikającą z transakcji handlowej zawartej z dużym przedsiębiorcą, jeżeli zapłata nie nastąpiła w określonym terminie. Wcześniej postanowienia umów często zakazywały przelewu takiej wierzytelności. W świetle nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych zastrzeżenia zapisane w umowach handlowych, które wyłączają lub ograniczają prawo wierzyciela do przelewu wierzytelności, stają się teraz bezskuteczne.

Zatory płatnicze od lat stanowią bolączkę wielu polskich przedsiębiorstw, zwłaszcza w takich branżach jak handel detaliczny, sektor spożywczy, budowlany czy medyczny. Najnowsze regulacje mogą stanowić skuteczne narzędzie dla małych i średnich firm w egzekwowaniu należności od dużych podmiotów – uważa Piotr Sitnik, senior associate w praktyce prawa handlowego oraz fuzji i przejęć w warszawskim biurze DLA Piper. – Postanowienia zakazujące lub ograniczające przelew wierzytelności były często nadużywane, co w efekcie prowadziło do zatorów płatniczych i utraty płynności przez mniejsze spółki. Konstruując nowe umowy handlowe, duże podmioty powinny mieć na uwadze nowe regulacje i bezskuteczność takich zapisów.

Wprowadzając nowe przepisy ustawodawca uznał, że nie ma uzasadnienia, aby podmiot, który nie wywiązuje się ze swoich podstawowych obowiązków umownych, jakim jest regulowanie świadczenia pieniężnego w terminie, mógł jednocześnie powoływać się na zastrzeżenie umowne wyłączające lub ograniczające prawo wierzyciela do przelewu wierzytelności. Takie postanowienia w umowach były szczególnie dotkliwe w relacjach asymetrycznych, w których występował element przewagi kontraktowej.

Przepisy mają zastosowanie wyłącznie do wierzytelności pieniężnych i dotyczą transakcji handlowych, w których wierzycielem jest mała lub średnia spółka, a dłużnikiem duży przedsiębiorca. Spod zakresu regulacji zostali jednak wyłączeni dłużnicy, którzy są podmiotami publicznymi, w tym jednostki sektora finansów publicznych oraz osoby prawne niemające charakteru przemysłowego ani handlowego.

Ustawodawca prawidłowo zdiagnozował najczęstszy przypadek powstawania zatorów płatniczych w transakcjach handlowych w Polsce. W znacznej mierze przyczyniają się do nich duże podmioty, które nierzadko nadużywają swojej pozycji rynkowej, nie regulując płatności w terminie. Niestety przepisy nie są w pełni doskonałe, bo wyłączają wiele podmiotów, które również mogą powodować zatory płatnicze – dodaje Piotr Sitnik.

Jak wynika z danych Europejskiego Raportu Płatności, prawie połowa przedsiębiorstw w Polsce akceptuje długie terminy płatności. Sami przedsiębiorcy wskazują, że co czwarty kontrahent nie płaci za dostarczone towary lub usługi w terminie. Według autorów raportu, podmioty z sektora MŚP akceptują takie praktyki rynkowe w imię utrzymania dobrych relacji z partnerami o mocnej pozycji w swoich branżach.

Sektor PRS z rekordowym wolumenem transakcji w 2022 r.

Raczkujący rynek PRS (Private Rented Sector) w Polsce zaczyna się rozwijać.

Najem instytucjonalny wywodzi się z Europy Zachodniej i jest mocno ugruntowany m.in. w Niemczech, Szwajcarii czy Holandii. Od kilku lat zainteresowanie rynkiem PRS w Polsce stale wzrasta, zarówno ze strony inwestorów, jak i najemców.

Sektor rozwija się od 2014 roku, kiedy państwowy Fundusz Mieszkań na Wynajem zakupił w Poznaniu pierwszy budynek wielorodzinny z przeznaczeniem pod wynajem instytucjonalny. Od tego czasu, coraz to nowi gracze pojawiali się w tym segmencie rynku, natomiast Avison Young zaznacza, że wyraźny jego rozwój nastąpił dopiero po roku 2019, kiedy na rynku zaczęli pojawiać się nowi gracze. Na koniec 2022 roku mieliśmy na rynku ok. 9400 istniejących lokali i kolejne 13000 w fazie budowy.

Obecne uwarunkowania rynkowe sprawiają, że przed sektorem PRS otwierają się jeszcze szersze możliwości rozwoju. Wysoka inflacja oraz stopy procentowe, słaby dostęp do kredytów hipotecznych, zwiększają popyt na mieszkania na wynajem.

Rekordowy wynik 2022 i zwiększenie udziału rynku wtórnego

Rok 2022 zamknął się w sektorze PRS rekordowo wysokim wolumenem transakcji. Wynik na poziomie 150 mln euro to najlepszy rezultat uzyskany w tym segmencie w historii młodego, polskiego rynku – zaznaczają eksperci Avison Young. Spośród siedmiu transakcji zawartych w sektorze w minionym roku pięć było zlokalizowanych w Warszawie.

Ze względu na swoją początkową fazę rozwoju, sektor PRS w Polsce jest zdominowany przez transakcje na rynku pierwotnym, gdzie budynki nabywane są bezpośrednio od deweloperów. Avison Young zaznacza jednak, że w ubiegłym roku tak wysoki wolumen został zbudowany również dzięki wyjątkowo dużemu udziałowi transakcji rynku wtórnego – sprzedaży portfela Catelli, która wyszła z Polski. Portfel ten obejmował lokale mieszkaniowe w Złotej 44 w Warszawie oraz budynki Pereca 11 w Warszawie i Trio w Krakowie.

Pozostałe transakcje sfinalizowane w 2022 roku to sprzedaż 138 mieszkań w Studio Plac Dominikański we Wrocławiu, zakup 136 lokali w warszawskiej inwestycji Unique Tower, zakup 116 lokali w projekcie Wola Nowa w Warszawie, czy sprzedaż przez 55 mieszkań w warszawskiej inwestycji Metro Połczyńska.

Należy jednak pamiętać, że jednocześnie zostało zrealizowanych wiele projektów w formule forward funding, podkreśla Avison Young.

Rzeczywista dynamika rynku

Rynek inwestycyjny PRS charakteryzuje się różnymi rodzajami akwizycji, w zależności od statusu projektu. W przypadku większości umów podpisywanych w latach 2021-2022 w Polsce mieliśmy do czynienia z finansowaniem typu forward, kiedy strony zawierają umowę kupna-sprzedaży na początku procesu budowlanego. Inwestor zapewnia finansowanie poszczególnych etapów projektu, najczęściej w formie zaliczek na poczet ceny zakupu.

Tym samym, transakcje typu forward funding, finalizowane przez około 2 lata, odzwierciedlają rzeczywistą dynamikę rynku i apetyt inwestorów na produkt PRS – podkreśla Avison Young. W latach 2021-2022 przedmiotem umów o finansowanie typu forward było około 6000 jednostek mieszkaniowych PRS w 15 inwestycjach, których łączny wolumen wyniósł około 700 mln euro. Najbardziej aktywnym inwestorem i niekwestionowanym liderem w projektach forward funding był w tym okresie Heimstaden Bostad, odpowiedzialny za ponad 60 proc. wolumenu transakcji. W konsekwencji podmiot jest również najprężniej rozwijającym się operatorem PRS w Polsce.

Główni gracze rynkowi

Fundusze inwestycyjne zazwyczaj kupują całe budynki, a nawet osiedla mieszkaniowe, które następnie przeznaczają pod najem instytucjonalny. Wraz z rozwojem sektora PRS w Polsce Avison Young obserwuje również zmiany w modelu współpracy. Popularnością cieszą się projekty realizowane w formule build-to-rent, gdzie nieruchomości mieszkalne budowane są od podstaw pod wynajem. Taka formuła pozwala na ujednolicenie późniejszych stawek czynszu.

Avison Young zauważa, że inwestorzy aktywni od samego początku na rynku PRS w Polsce ustępują teraz pola nowym graczom. Niekwestionowanym liderem pod względem liczby jednostek PRS na etapie budowy jest szwedzki Heimstaden Bostad, który ma 27 proc. udziału w całkowitych zasobach w budowie. Za nim uplasował się operator Resi4Rent, a dalej Vantage Rent i Resi Capital. Po wprowadzeniu na rynek wszystkich nowych projektów znajdujących się w budowie, Resi4Rent utrzyma dominującą pozycję w sektorze, stając się właścicielem 24 proc. zasobów. Heimstaden Bostad, najdynamiczniej rozwijający się operator, zajmować będzie druga pozycję z 17 proc. udziałem w rynku.

Jeśli chodzi o pochodzenie kapitału, w strukturze polskiego rynku PRS dominują inwestorzy z Izraela, Niemiec i Holandii. Ich transakcje stanowiły łącznie 75 proc. całkowitego wolumenu transakcji od 2014 roku.

Dalszy rozwój sektora

Jak czytamy w najnowszym raporcie Avison Young, w ciągu ostatnich dziewięciu lat łączny wolumen zamkniętych transakcji inwestycyjnych w sektorze PRS w Polsce przekroczył 325 mln euro.

Pod względem popytu rynek PRS rozwija się aktualnie bardzo dynamicznie, czemu paradoksalnie sprzyja sytuacja geopolityczna i makroekonomiczna. Konflikt w Ukrainie generuje napływ potencjalnych najemców,  wysokie stopy procentowe utrudniają potencjalnym kupującym uzyskanie kredytu na zakup własnego mieszkania.

Z drugiej strony, część inwestorów wstrzymuje lub renegocjuje nowe projekty ze względu na rosnące koszty budowy, wynikające ze wzrostu cen energii i surowców, destabilizacji łańcuchów dostaw oraz wzrostu kosztów finansowania.

Patrząc jednak na działania inwestycyjne na rynku PRS z perspektywy końca 2022 roku, Avison Young spodziewa się dalszego rozwoju inwestycji w tym sektorze. Przy założeniu, że koszty i strategie finansowania przyjęte przez banki nie staną temu na przeszkodzie.

Nieruchomości mieszkaniowe oraz projekty handlowe typu „convenience”, czyli te związane z realizacją podstawowych ludzkich potrzeb, uważane są za najbezpieczniejsze w czasach powszechnej niepewności rynkowej. Avison Young dodaje, że sektor mieszkań na wynajem PRS będzie się rozwijał nie tylko ze względu na inflację czy wysokie oprocentowanie kredytów hipotecznych, ale również dzięki zmieniającemu się postrzeganiu własności mieszkania. W całej Europie od wielu lat rośnie liczba osób wynajmujących mieszkanie, a nie posiadających je na własność. Trend najmu zaczyna nabierać rozpędu dzięki większej mobilności Polaków i częstszym zmianom, które w pewnym stopniu umożliwiła także pandemia. Dzieje się tak dlatego, że wynajem nie zobowiązuje do związania się na stałe z miejscem zamieszkania, ale daje możliwość elastycznych zmian, np. przeprowadzki do innego miasta w celach zawodowych.

Autor: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska, Research and Data Manager

Spirala inflacyjna się rozkręca. Większość firm z sektora MŚP planuje podnieść ceny

Większość firm z sektora MŚP planuje w tym roku podnieść ceny swoich towarów i usług, jedynie 16 proc. przedsiębiorstw myśli inaczej, a podobny odsetek nie wie jeszcze co robić – wynika z najnowszego badania dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Pytanie, czy po dzisiejszej publikacji danych GUS o inflacji w lutym, jednak i oni nie zmienią zdania. Szczególnie, że przedsiębiorcy uzasadniają, iż znaczącym powodem do podwyżek jest sama inflacja i to, że tak robią inni… A zdaniem połowy badanych firm ich dostawcy podnoszą ceny nie tylko dlatego, że muszą, ale również po to, by więcej zarobić.

Koniec Tarczy Antyinflacyjnej sprawił, że od stycznia stawki VAT na paliwa i energię z 0, 5, czy 8 proc. wróciły do normalnego poziomu – 23 proc., sprzed lutego 2022 r. A to jeden z istotnych elementów ponownie nakręcających wzrost cen, choć oczywiście nie jedyny. Drogi gaz i energię jako przyczynę zmian cen, przywołuje 43 proc. sektora MŚP. 50 proc. mówi o rosnących kosztach pracy – płaca minimalna wzrosła w tym roku o 480 zł do 3490 zł, a w lipcu ma pójść w górę o dodatkowe 110 zł. Dla 51 proc. przedsiębiorstw podstawą wzrostu cen są drożejące komponenty. Ponad połowa mówi, że powodem podwyżek jest po prostu inflacja – wynika z badania Skaner MŚP wykonanego przez Instytut Keralla Research w I kw. tego roku dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

W zrealizowanym w marcu badaniu, ponad 55 proc. mikro, małych i średnich firm zapowiedziało, że w tym roku podwyższy ceny dla swoich klientów, a 15 proc. informuje, że już to zrobiło. 14 proc. podmiotów jeszcze się zastanawia, a kolejne 16 proc. deklaruje, że pozostanie przy dotychczasowych stawkach – podaje Skaner MŚP.

Bez podwyżek, prędzej w budownictwie niż w handlu

Najwięcej firm z niezmienionymi cenami chce wytrwać w budownictwie, transporcie i usługach, bo ponad jedna piąta. W przemyśle dalsze działanie bez zmian cennika rozważa 12 proc. przedsiębiorstw i tylko nieliczne – 9 proc. to firmy handlowe. – Nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki, by im się udało. Obawiam się jednak, że presja inflacyjna może okazać się zbyt silna. Nie bez znaczenia będą też dane, z opublikowanego dziś przez GUS, wskaźnika cen towarów i usług dla konsumentów, zwłaszcza, że oczekuje się, że będzie to więcej niż pokazane w styczniu 17,2 proc. wzrostu cen rok do roku. Pewnym światełkiem w tunelu jest jednak fakt, że lutowy poziom inflacji ma stanowić jej szczyt, a w kolejnych miesiącach powinien rozpocząć się proces dezinflacji, czyli zmniejszenia dynamiki wzrostu cen. Podwyżki powinny, więc być niższe, jednak o zahamowaniu trendu wzrostu cen nie ma jeszcze mowy – zwraca uwagę prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Większość firm z sektora MŚP już podjęła decyzję, ich ceny wzrosną

Najczęściej podwyżki zapowiada transport, 6 na 10 przedsiębiorstw, m.in. dlatego, że dotychczas z tego sektora ceny podwyższyło jedynie 5 proc. firm. Klienci transportu powinni się więc nastawić na przykre wieści. Jedyną branżą odstającą od reszty, jeśli chodzi o skalę zapowiedzi podwyżek jest budownictwo, gdzie „tylko” 43 proc. mikro, małych i średnich ma plan podniesienia stawek. – Budownictwo nie ma obecnie najlepszego czasu. Kurczy się portfel zamówień zarówno z sektora publicznego jak i prywatnego, a niesprzyjająca koniunktura na rynku kredytów hipotecznych przełożyła się na spadek liczby rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych. W styczniu br. wartość produkcji budowlano – montażowej wzrosła w relacji do stycznia 2022 r. tylko o 2,4 proc. Trudno w takich okolicznościach zwiększać oczekiwania finansowe – zauważa prof. Waldemar Rogowski.

podwyżki cen
Źródło: badanie Skaner MŚP dla BIG InfoMonitor

Co jest przede wszystkim powodom podwyżek? Droższe komponenty, rosnące koszty pracy oraz drogie źródła energii. Argumentem jest też inflacja, a niemała część firm – 15 proc., mówi o konieczność dopasowania cen, skoro podnoszą je inni.

– I to jest dodatkowa ciemna strona inflacji, samonakręcająca się spirala wzrostu cen. Najpierw pojawiają się oczekiwania inflacyjne, następnie presja by w związku z inflacją zarabiać więcej, a potem jest wzrost i akceptacja dla rosnących cen. Przykład paliw najlepiej pokazał, że nie zawsze chodzi jednak wyłącznie o rosnące ceny produkcji, lecz najzwyczajniej o wyższe marże. Podejrzenia, o podobne pobudki u swoich dostawców, ma już co drugi przedstawiciel sektora MŚP, a to prosta droga do tego, by pójść ich śladem. Dopóki nie pojawi się bariera popytowa, która wyznaczy granicę akceptacji cen przez nabywców, spirala podwyżek się nie zatrzyma – podsumowuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: luty 2023 r.

Ropa naftowa najtańsza od grudnia. Giełdy na zielono

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji zanotowały we wtorek wzrosty (S&P 500 +1,65 proc., DJIA 1,06 proc., Nasdaq Composite 2,14 proc.). Zwyżki głównych indeksów przeważały dziś również na giełdach Azji i Oceanii. Najsilniej – o 3,06 proc. – wzrósł tajlandzki SET Index.

W Europie dziś rano brak było na rynkach akcji jakichś wyraźniejszych tendencji (DAX -0,18 proc., CAC 40 -0,59 proc. ok. godz. 9:55).
Na GPW WIG-20, który w poniedziałek osiągnął najniższy poziom od grudnia, minimalnie tracił dziś rano (-0,04 proc. ok. godz. 9:55). WIG-Nieruchomości osiągnął dziś najwyższy poziom od roku. Wśród składników mWIG-u 40 najwyższy poziom od października 2021 osiągnął dziś kurs spółki Dom Development. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś kursy akcji spółek Atal, R22 oraz Mirbud.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych silnie spadała od 2 marca, ale wczoraj dosyć dynamicznie korygowała tą zniżkę. Dziś rano zmiana rentowności była kosmetyczna (-0,05 proc.). Rentowność polskich 10-latek rosła dziś rano drugi dzień z rzędu.

Ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie (WTI) i ICE (Brent) spadły wczoraj do najniższych poziomów od grudnia, a dziś rano odbijały w górę o ok. 1,2 proc. Cena kontraktów na gaz ziemny na na NYMEX-ie rosły dziś rano o 0,51 proc. Taniała dziś rano miedź na COMEX-ie (-0,85 proc. ok. godz. 9:40) oraz metale szlachetne (złoto -0,93 proc., srebro -1,59 proc., platyna -1,59 proc., pallad -2,43 proc.). Przy zmianie serii kontraktów aż o 17,8 proc. podskoczyły na kontrakty na trzodę chlewną na CME.

Kurs amerykańskiego euro względem amerykańskiego dolara osiągnął dziś rano najwyższy poziom od miesiąca, ale później te zyski zostały skasowane i ok. godz. 9:30 kurs EUR/USD był -0,02 proc. poniżej poziomu wczorajszego zamknięcia. Kurs USD/JPY wzrósł wczoraj po trzech dniach spadków i dziś rano ponownie zwyżkował (+0,51 proc. ok. godz. 9:35).

Kursy polskiego złotego względem głównych walut nie zmieniały dziś rano w znaczący sposób (EUR/PLN -0,02 proc., USD/PLN -0,01 proc. ok. godz. 9:35).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara zaatakował wczoraj gwałtownie poziom oporu wyznaczany w okolicach poziomu 25000 USD przez lokalne szczyty z sierpnia ub.r. i lutego br. W pewne chwili kurs osiągnął nawet poziom przekraczający 26500 USD. Ten wtorkowy atak został jednak odparty i jakkolwiek kurs BTC/USD wzrósł wczoraj o 2,08 proc., to jednak zakończył sesję poniżej poziomu 25000 pkt. Dziś rano kurs BTC/USD ponownie ostrożnie podkradał się w kierunku 25000 USD (+0,5 proc.).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Downsizing w handlu będzie się pogłębiał, dopóki nie spadną koszty produkcji

Jak podkreślają eksperci, ze względu na wysoką inflację, ostatnio mocno nasiliło się tzw. zjawisko downsizingu w handlu. I ten trend niestety będzie przyspieszał, bo obecnie producenci są w trudnej sytuacji. Celowo zmniejszają gramaturę opakowań. Jednocześnie znawcy tematu dodają, że wobec tego firmy powinny być bardziej transparentne, tj. wyraźniej i bardziej stanowczo komunikować na opakowaniach takie zmiany. Do tego eksperci wskazują, że obecnie nie ma mowy o oszustwie, jeśli na opakowaniu widnieje wymagana informacja. I dodają, że wina częściowo leży też po stronie konsumentów, którzy rzadko weryfikują gramaturę.

Widoczne zmiany

W przestrzeni publicznej coraz częściej mówi się o downsizingu w handlu. Jak przekonuje dr Krzysztof Łuczak, wieloletni ekspert rynku retailowego, zjawisko to robi się coraz bardziej powszechne w codziennych zakupach. Producenci zazwyczaj pomniejszają opakowania w kwestii gramatury. Przykładowo, zamiast 200 jest 180 gram. Ale jednocześnie produkty pozostają w tym samym opakowaniu, żeby wizualnie wyglądało to identycznie. Ten stan potwierdza np. ostatnie badanie wykonane dla dziennika Rzeczpospolita, w którym ponad 52% ankietowanych stwierdziło, że zdecydowanie widać to w sklepach. Z kolei przeszło 22% respondentów potwierdziło, że można to często zauważyć.

– To zjawisko istniało od dawna, ale nasiliło się, kiedy wzrosła inflacja. Producentom jest bowiem łatwiej w ten sposób niejako przemycić wzrost ceny. Konsument zauważy, że coś podrożało, ale nie tak łatwo jest mu dostrzec różnicę w gramaturze opakowania. Można więc powiedzieć, że teraz downsizing to istotny problem, który dotyczy coraz większej liczby produktów – komentuje Joanna Wosińska, zastępca redaktora naczelnego magazynu „Pro-Test”.

Jak stwierdza Andrzej Gantner, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności, zmniejszenie gramatury bez obniżenia ceny produktu jest bardzo trudną decyzją dla firmy. Wiąże się zarówno z kosztami zmiany opakowań, koniecznością renegocjacji umów handlowych, jak i ryzykiem negatywnej reakcji konsumentów. Zazwyczaj podejmowana jest jako ostateczność, kiedy wyczerpano już inne sposoby kompensacji wzrostu kosztów produkcji, a z badań wynika, że kolejna podwyżka ceny jednostkowej będzie skutkowała utratą klientów. Zdaniem eksperta, obecna sytuacja gospodarcza, której nie są przecież winni producenci, zmusiła firmy do tego typu decyzji. Mamy do czynienia z nasilającym się trendem, który będzie kontynuowany, dopóki nie zaczną spadać koszty produkcji.

– Mniej więcej pół roku temu widziałem wewnętrzne badanie zrobione dla dużego producenta żywności z centralnej części kraju. Firma chciała wiedzieć, czy konsument preferuje zmniejszone opakowanie i utrzymanie ceny, czy jednak woli poprzednią gramaturę i podwyżkę. Wówczas blisko 60% badanych wskazało pierwszą opcję, co daje trochę do myślenia – dodaje dr Łuczak.

Jak zaznacza Joanna Wosińska, downsizing jest najbardziej powszechny w kategorii produktów spożywczych. Ale dotyczy też innych kategorii, np. kosmetyków. Jednak najbardziej zaskakującym przykładem jest chyba papier toaletowy. Producenci oszczędzają, ale nie poprzez zmniejszenie zbiorczego opakowania, np. odjęcie jednej czy dwóch rolek. To by było łatwe do zauważenia przez konsumenta. Rolki zwyczajnie „topnieją”, tj. stają się cieńsze albo luźniej zwinięte. A to już na pierwszy rzut oka trudniej dostrzec. Konsument musiałby ważyć papier toaletowy.

– Proces zmiany opakowań i gramatur wymaga czasu. Myślę, że dużo firm podjęło takie decyzje w drugiej połowie ub.r. Obecnie obserwujemy w sklepach skutki właśnie tych wyborów. W niektórych kategoriach produktów, które nie wymagają opakowań, np. w części wyrobów piekarniczych i cukierniczych, proces przebiega mniej widocznie. Zmiany mogą być dokonywane bowiem praktycznie z dnia na dzień i rozłożone w czasie. W produktach pakowanych trudno sobie wyobrazić, żeby firma zmieniała co chwila opakowania – analizuje Andrzej Gantner.

Nieświadomy konsument

Według dr. Łuczaka, producenci powinni mocno i wyraźnie komunikować obniżenie gramatury na opakowaniu. Przykładowo, umieszczając tekst: „Uwaga. Produkt ma nową wagę”. To mogłoby zmusić konsumenta do zainteresowania się tym wątkiem. Jak przekonuje ekspert, w praktyce nie dochodzi do tego. Takie działanie mogłoby się niekorzystnie odbić na wizerunku firmy. Dlatego raczej nie można liczyć na takie działanie, chyba że dotyczyłoby to odwrotnej sytuacji. To znaczy, mniejsze opakowanie zastąpiono by większym w tej samej cenie.

– Mówi się, że to konsument poprzez swoje wybory zakupowe rządzi rynkiem. To prawda, o ile dokonuje świadomych wyborów. Tymczasem specyfiką downsizingu jest fakt, że gramatura jest zmniejszana w sposób zawoalowany. Konsument ma tego nie zauważyć, nieświadomie sięgnąć po znany mu produkt, nie zauważając, że teraz jest go mniej. Rozmiar opakowania pozostaje bez zmian, zmniejsza się tylko jego zawartość. Oczywiście producenci tłumaczą się tym, że gramatura jest podana – przekonuje Joanna Wosińska.

Z kolei Andrzej Gantner zaznacza, że zmiana gramatury, przy zachowaniu wymaganej prawem informacji na opakowaniu i przy widocznej na półce sklepowej cenie jednostkowej w przeliczeniu na 100 gram lub mililitrów, nie może być uznana za wprowadzenie w błąd. Konsumenci, w obliczu szybko rosnących kosztów życia, poszukują produktów tańszych, ale nie chcą też rezygnować ze swoich nawyków zakupowych i ulubionych produktów. Każdy z nas stosuje indywidualny wzorzec wartości przypisany konkretnym produktom. Wskazuje on górną akceptowalną przez nas cenę danego produktu w stosunku do korzyści z zakupu. Dlatego szybciej zaakceptujemy zmniejszenie gramatury niż zbyt dużą podwyżkę ceny jednostkowej.

– Z wielu badań rynkowych wiemy, że Polacy naprawdę rzadko sami z siebie weryfikują gramaturę. Najwięcej pretensji w tej kwestii mogą więc mieć sami do siebie. Oczywiście, producenci też nie są bez winy. Rolą konsumenta jest weryfikacja towaru, w tym jego ceny w stosunku do gramatury – dodaje dr Krzysztof Łuczak.

Natomiast Joanna Wosińska podkreśla, że konsument nie zawsze potrafi sobie wyobrazić, ile to jest 70 g chipsów, 230 g koncentratu pomidorowego czy 45 ml kremu. Nie pamiętamy też, ile chrupek znajdowało się w opakowaniu jeszcze wczoraj. Dlatego nawet osobom, które czytają etykiety, bardzo trudno dostrzec, czy w tym samym opakowaniu dostaje teraz mniej produktu, czy nadal tyle samo. Jak stwierdza ekspertka, producentom udaje się niepostrzeżenie zmniejszać gramatury. Wielu kupujących tego nie zauważa.

– Trend niestety będzie przyspieszał, bo obecnie producenci są w trudnej sytuacji i będą chcieli trochę sobie to zrekompensować. Proces może się zatrzymać tylko wtedy, kiedy konsumentom to będzie bardzo przeszkadzało. Downsizing jest bezdyskusyjne praktyką antykonsumencką, niezależnie od tego, co twierdzą producenci i sieci handlowe, a także jak zachowują się konsumenci. Problem ten należałoby sprawnie uregulować, żeby dalej się nie rozlewał po rynku. Jednak nie jest to takie proste – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.

WIRON zamiast WIBOR – szczegóły nowego wskaźnika oprocentowania kredytów

Od 1 lipca trzy banki komercyjne mają mieć w swojej ofercie kredyty oparte na wskaźniku WIRON ­– nowym mechanizmie obliczania oprocentowania kredytowego, który docelowo ma całkowicie zastąpić dotychczasowy WIBOR. Jak podkreślają eksperci portalu GetHome.pl, na razie jeszcze nie wiadomo, jakie konkretnie banki jako pierwsze będą miały w ofercie kredyty oparte na WIRON -ie.

Deklarację w tej sprawie złożył niedawno w mediach wiceminister finansów Piotr Patkowski. Wskaźnik WIRON od 2025 roku ma być jedynym, który będzie służył do wyliczenia rat kredytowych. By wyjaśnić, co się zmieni i co z tego będą mieli kredytobiorcy, należy zacząć od wyjaśnienia, czym jest i na jakiej zasadzie funkcjonuje aktualny wskaźnik – czyli WIBOR.

WIBOR, czyli co?

WIBOR (ang. Warsaw Interbank Offered Rate) to stopa oprocentowania pożyczek na polskim rynku międzybankowym obecna w polskim systemie bankowym od lat 90’ ubiegłego wieku. Najprościej rzecz ujmując:  jest to uśredniona cena, po jakiej banki komercyjne działające w Polsce są gotowe pożyczać sobie pieniądze. Stawka WIBOR jest zmienna. Wysokość wskaźnika – oparta na informacjach banków o proponowanym oprocentowaniu pożyczek innym bankom – publikowana jest codziennie, w dni powszednie, o godzinie 11 w oparciu o tzw. fixing, a więc wyliczenie średniego oprocentowania pożyczek międzybankowych- dokonanego na podstawie informacji przekazanych przez banki komercyjne.

Od wysokości WIBOR-u zależy bezpośrednio wysokość rat kredytów hipotecznych. Jest to druga składowa oprocentowania kredytu, po stałej marży naliczanej przez bank. W zależności od rodzaju wskaźnika, raty kredytów zmieniają się w różnych okresach czasowych. Jeśli ktoś ma wpisane w umowie, że na oprocentowanie składa się WIBOR 3M, to aktualizacja jego oprocentowania będzie dokonywana kwartalnie, jeśli w umowie jest WIBOR 6M – oprocentowanie będzie się zmieniać co pół roku. Te dwa rodzaje WIBOR-u najczęściej pojawiają się w umowach kredytów hipotecznych. Poza tym funkcjonują również wskaźniki m.in. WIBOR 1M (jednomiesięczny), WIBOR ON (overnight) – następnego dnia rano, WIBOR TN (tomorrow/next) – jednodniowy, WIBOR SW – jednotygodniowy, WIBOR 2W – dwutygodniowy, WIBOR 9M – dziewięciomiesięczny.

Czarne chmury nad WIBOR-em

O konieczności likwidacji WIBOR-u mówi się już od kilku lat. Eksperci podkreślają, że największą wadą obecnie obowiązującego wskaźnika jest arbitralność i nieprzejrzystość jego ustalania, oraz wątpliwa wiarygodność, w kwestii realnego kosztu pieniądza w transakcjach między bankami. Specjaliści, w tym kancelarie prawne, które zaczęły przymierzać się do składania pozwów o unieważnienie umów kredytowych po drastycznym wzroście oprocentowania kredytów od jesieni 2021 – gdy wartość WIBOR 3M wynosiła zaledwie O,24 proc. do obecnego momentu, kiedy jest już na poziomie 7 proc. – wskazują, że choć teoretycznie wysokość WIBOR powinna być wyliczana na podstawie faktycznych transakcji na rynku międzybankowym, w rzeczywistości często tak się nie dzieje. Rzeczywistych transakcji między bankami jest bardzo mało. Banki pozyskują kapitał na akcję kredytową głównie z depozytów swoich klientów. Tak więc fixing, a więc proces ustalania WIBOR-u nie oddaje realnego kosztu pieniądza w transakcjach międzybankowych. Opiera się jedynie na deklaracjach banków, niepopartych rzeczywistymi pożyczkami. W ten sposób banki mogą po prostu „pompować” WIBOR.

WIRON wchodzi do gry

Mankamenty WIBOR-u ma zniwelować nowy wskaźnik WIRON. Docelowo od 2025 r. WIRON ma zupełnie zastąpić WIBOR. Do tego momentu oba wskaźniki będą funkcjonować na rynku jednocześnie. Jak słyszeliśmy z ust przedstawiciela rządu, już w połowie obecnego roku pojawią się kredyty oparte na WIRON-ie.

Podstawowa różnica między wskaźnikiem WIRON a WIBOR jest taka, że nowy wskaźnik został oparty o transakcje depozytowe między bankami, które rzeczywiście się odbyły. Chodzi o oprocentowanie depozytów jednodniowych (overnight) i na podstawie dokonanych już transakcji (danych wstecznych) wyliczenie średniej wartości wskaźnika. Wysokość WIRON-u 1M, 3M, 6M (miesięczny, kwartalny, półroczny) publikowana jest z dokładnością do 5 miejsc po przecinku. Informacje dotyczące bieżącej wartości wskaźnika WIRON można znaleźć na stronie internetowej administratora tego indeksu, czyli GPW Benchmark S.A. W tym samym miejscu można również sprawdzić notowania stawek referencyjnych WIBOR.

Za ile WIRON?

Z punktu widzenia kredytobiorców najważniejszą sprawą jest oczywiście wysokość rat kredytowych, tak więc kluczowe pozostaje pytanie, czy WIRON będzie „łagodniejszy” dla ich kieszeni niż WIBOR. Porównanie aktualnych wysokości obu wskaźników zdaje się potwierdzać, że zmiana będzie korzystniejsza dla kredytobiorców. Na dzień 08.03.2023 wartość WIRON 3M wynosiła  5,87658 podczas gdy wartość WIBOR 3M – 6,93 proc. Jak więc widzimy – wygląda to obiecująco.

Jeśli przyjąć, że marża banku posługującego się wskaźnikiem WIRON i wskaźnikiem WIBOR jest taka sama i wynosi 2 procent, to oprocentowanie wyliczone z WIRON-em wyniesie 7,87 proc., a przy WIBOR-ze będzie o ponad 1 pkt. proc. wyższe.

Przyjmując, że kredytobiorca pożyczyłby 300 tys. zł na 30 lat, a marża banku wyniosłaby 2 proc., przy aktualnym wskaźniku WIRON rata takiego kredytu kształtowałaby się na poziomie około 2200 zł. Przy wskaźniku WIBOR byłaby o około 200 zł, a więc o niecałe 10 proc. wyższa.

Podsumowanie

Na razie brak jeszcze konkretnej oferty kredytowej opartej na wskaźniku WIRON, nie ma jednak wątpliwości, że jego “wejście do gry” bardzo mocno przemodeluje sytuację na rynku kredytowym i wpłynie też na oprocentowanie kredytów bazujące na WIBORz-e. Na dziś można z całą pewnością powiedzieć, że funkcjonowanie dwóch wskaźników będzie bardzo dobrym rozwiązaniem dla klientów, zwiększającym im możliwość wyboru wśród ofert kredytowych.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Co z legalizacją cudzoziemców po zniesieniu stanu zagrożenia epidemicznego

Zniesienie stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce możliwe już od 1 kwietnia. Ile będzie czasu na legalizację pobytu cudzoziemca po ustaniu przepisów covidowych?

31 marca br. może skończyć się stan zagrożenia epidemicznego w Polsce. Tysiące obcokrajowców pracujących i mieszkających w naszym kraju straci ochronę, którą dawała im tzw. ustawa covidowa. Cudzoziemcy będą mieli tylko 30 dni na legalizację swojego pobytu, a pracodawcy, żeby nie stracić pracownika. Eksperci rynku pracy ostrzegają, że ten czas może być niewystarczający.

Rozporządzeniem Rady Ministrów (Dz.U. z 23 grudnia 2022 r.) zmieniającym rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu zagrożenia epidemicznego (Dz.U. z 2022 r. poz. 2736) wydłużony został stan zagrożenia epidemicznego w Polsce do 31 marca 2023 r. Dzięki temu, pracodawcy nadal mogą stosować specjalne rozwiązania z zakresu prawa pracy, jak m.in. wykonywanie przez pracownika pracy zdalnej (ustawa o pracy zdalnej wchodzi w życie dopiero 7 kwietnia br.), zawieszenie obowiązku kierowania pracowników na okresowe badania lekarskie czy tworzenia ZFŚS. Jednak najważniejszym rozwiązaniem, jeśli chodzi o ciągłość działania przedsiębiorstw, było przedłużenie legalności pobytu cudzoziemców na podstawie tzw. ustawy covidowej. Specustawa pozwalała pracodawcom na warunkowe legalne zatrudnianie cudzoziemców, którzy przyjechali do Polski nawet po wygaśnięciu ich zezwolenia na pobyt i pracę.

Legalizacja po Covidzie

Ta sytuacja może jednak zmienić się diametralnie już od 1 kwietnia br. W związku ze znacznym spadkiem zachorowań w Polsce na COVID-19, rzecznik Ministerstwa Zdrowia poinformował niedawno, że z końcem sezonu infekcyjnego (zazwyczaj jest to marzec) powinien skończyć się stan zagrożenia epidemicznego w kraju. Oznacza to, że cudzoziemcy, którzy przyjechali do Polski przed wybuchem pandemii oraz cudzoziemcy, których dokumenty pobytowe skończyły się przed 24 lutego 2022 r. (przed wybuchem wojny w Ukrainie) będą mieli tylko 30 dni na złożenie wniosku o zezwolenie na pobyt, a pracodawcy na dopilnowanie formalności. Czy te 30 dni wystarczy? Eksperci rynku pracy są zgodni, że nie wszyscy mogą zdążyć z pozyskaniem nowego zezwolenia na pobyt i pracę.

To będzie praktycznie niemożliwe. Już dzisiaj trudno o terminy w urzędzie. W niektórych województwach na rozpatrzenie wniosku czeka się nawet kilka miesięcy. My już zadbaliśmy o aktualne dokumenty pobytowe dla zatrudnianych przez nas pracowników i zachęcamy pracodawców, aby nie czekali i już sprawdzili czy pobyt ich pracowników będzie nadal legalny po zniesieniu stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce. Co istotne, samo złożenie wniosku rozpoczyna proces legalizacji i lepiej go zacząć już teraz, aniżeli czekać do ostatniej chwili, kiedy do urzędów będą bardzo długie kolejki. – podkreśla Daniel Sola, Dyrektor Projektów Międzynarodowych w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Co istotne, legalizacja pobytu leży po stronie cudzoziemca, który zobowiązany jest do dostarczenia do urzędu w terminie wszystkich wymaganych dokumentów i wypełnionych załączników. Łatwo tu o pomyłkę czy niedopatrzenie związane np. z niewystarczającą znajomością języka polskiego. Skutek może być taki, że cudzoziemiec nie dostanie wymaganego pozwolenia na czas i będzie musiał opuścić Polskę, a pracodawca straci pracownika, w którego zainwestował i przeszkolił.

Warto pamiętać, że każdy urząd rządzi się swoimi prawami. Lista dokumentów wymagana przy złożeniu wniosku np. na zezwolenie na pobyt będzie się różniła w zależności od województwa, w którym składamy dany wniosek. Jeżeli pracodawca nie ma czasu, aby nadzorować proces legalizacji, może skorzystać z pomocy np. agencji zatrudnienia, takiej jak Trenkwalder, która działając jako pełnomocnik cudzoziemca, w jego imieniu może złożyć wszystkie potrzebne dokumenty i pilnować całej procedury, żeby cudzoziemiec w jak najkrótszym czasie mógł otrzymać zezwolenie na pobyt. –  mówi Daniel Sola.

Deficyt pracowników, z którym polski rynek pracy boryka się od kilku dobrych lat, jak na razie ratują pracownicy z zagranicy. Choć i tak ich liczba jest niewystarczająca, to stanowią duże wsparcie w takich sektorach naszej gospodarki, jak m.in. przemysł, budownictwo, transport i magazynowanie, handel i usługi czy przetwórstwo spożywcze. Ich utrata w wyniku braku legalnych dokumentów pobytowych będzie bolesna nie tylko dla przedsiębiorców, ale i dla całej gospodarki.

Tabela – Liczba powiadomień o podjęciu pracy przez cudzoziemca zarejestrowanych w 2022 r. (powyżej 10 000 powiadomień)[1]

 

Grupa zawodowa

Liczba złożonych powiadomień
Robotnicy wykonujący prace proste w przemyśle 142306
Pracownicy ds. ewidencji materiałowej i transportu 59986
Inni pracownicy wykonujący prace proste 52367
Robotnicy wykonujące prace proste w transporcie i proste prace magazynowe 52998
Pomoce i sprzątaczki domowe, biurowe, hotelowe 47875
Robotnicy wykonujący prace proste w rolnictwie, leśnictwie i rybactwie 32083
Robotnicy budowlani robót stanu surowego, wykończeniowych i pokrewni 29777
Pracownicy wykonujący prace proste związane z przygotowaniem posiłków 29382
Monterzy 22178
Myjący pojazdy, szyby, praczki i inni sprzątacze 18968
Robotnicy w przetwórstwie spożywczym i pokrewni 16896
Pozostali robotnicy przemysłowi, rzemieślnicy i pokrewni 15518
Robotnicy wykonujący proste prace w górnictwie i budownictwie 15203
Pracownicy sprzedaży w sklepach 13372
Operatorzy maszyn do produkcji wyrobów gumowych, z tworzyw sztucznych i papierniczych 12850
Kowale, ślusarze i pokrewni 11460
Kierowcy ciężarówek i autobusów 10824

 

Ta sama narodowość, inne przepisy

28 stycznia 2023 r. weszła w życie nowelizacja specustawy o pomocy Obywatelom Ukrainy, którzy przyjechali do Polski po wybuchu wojny w Ukrainie. W wyniku wprowadzenia tej ustawy, cudzoziemcy, którzy mieszkają w naszym kraju są „podzieleni” przepisami na dwie grupy. Pierwszą stanowią osoby, które przebywały tu jeszcze przed pandemią. Ich dokumenty pobytowe dawno straciły ważność i mogą mieszkać legalnie w naszym kraju tylko ze względu na tzw. ustawę covidową. Do tej grupy należą obywatele Ukrainy, którzy przyjechali do Polski przed wybuchem wojny w Ukrainie (przed 24 lutego 2022 r.) oraz obywatele innych państw trzecich.

W drugiej grupie znajdują się obywatele Ukrainy, którzy przybyli do Polski na skutek wojny. Ich dokumenty pobytowe zostały przedłużone specustawą do 24 sierpnia 2023 r. Zgodnie danymi Straży Granicznej na dzień 14 marca br., granicę polsko-ukraińską przekroczyło 10,4 mln uchodźców z Ukrainy – głównie kobiety i dzieci. Łącznie od początku wojny do Ukrainy wróciło ponad 8,5 mln osób. Około 2 mln osób zostało więc w Strefie Schengen. W Polsce ta liczba może przekraczać milion. W 2022 roku w Powiatowych Urzędach Pracy zarejestrowano 786 142 tysięcy powiadomień o podjęciu pracy przez cudzoziemców, z czego 784 545 stanowili obywatele Ukrainy.

Specustawa o pomocy Obywatelom Ukrainy była rozwiązaniem odpowiadającym potrzebie chwili. Stwarzała szybką ścieżkę na legalizację pobytu i pracy uchodźcom wojennym, co było niezwykle ważne. Jednak w jej wyniku doszło do sztucznego podziału obywateli tego samego kraju, na tych którzy przyjechali do Polski przed 24 lutego 2022 r. i tych, którzy przyjechali po 24 lutego. Nie powinno być takiego rozgraniczenia, bo obywatele Ukrainy, którzy pracowali w Polsce przed wybuchem pandemii też stracili domy i majątek w wyniku wojny, też nie mają do czego wracać. – podkreśla Daniel Sola, Dyrektor Projektów Międzynarodowych w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Zdaniem ekspertów rynku pracy, warto aby ustawodawca ujednolicił przepisy dotyczące legalizacji pobytu i pracy obywateli Ukrainy i zrównał je dla wszystkich np. do 24 sierpnia 2023 r. Dzięki temu pracownicy z Ukrainy mieliby więcej czasu na zdobycie nowego pozwolenia na pobyt w Polsce, a polscy pracodawcy nie musieliby martwić się o to, czy urzędy zdążą rozpatrzyć tysiące wniosków w 30 dni.

Tabela – ważność dokumentów pobytowych cudzoziemców w Polsce

Obywatele Ukrainy – ważność dokumentów pobytowych
POBYT Dokumenty pobytowe skończyły się
przed 24 lutego 2022
Dokumenty pobytowe kończące się po 24 lutego 2022
Biometria 30 dni po odwołaniu stanu zagrożenia epidemicznego (31.03.2023) – cudzoziemiec, który skorzystał z warunkowego legalnego pobytu i złożył wniosek o zezwolenie na pobyt w przedłużonym terminie 2023-08-24
Wiza 30 dni po odwołaniu stanu zagrożenia epidemicznego (31.03.2023)
Zezwolenie na pobyt
Bez dokumentów Nie było takiej sytuacji
Wszyscy inni obywatele krajów trzecich – ważność dokumentów pobytowych
Biometria 30 dni po odwołaniu stanu zagrożenia epidemicznego (31.03.2023) – cudzoziemiec, który skorzystał z warunkowego legalnego pobytu i złożył wniosek o zezwolenie na pobyt w przedłużonym terminie
Wiza 30 dni po odwołaniu stanu zagrożenia epidemicznego (31.03.2023)
Zezwolenie na pobyt

Uwaga!

Stan zagrożenia epidemicznego może zostać wydłużony

Mat. informacyjny Trenkwalder Polska

[1] Źródło: Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, Departament Rynku Pracy – https://psz.praca.gov.pl/rynek-pracy/statystyki-i-analizy/zatrudnianie-cudzoziemcow-w-polsce

160 nowych modeli samochodów elektrycznych w ciągu 4 lat

80% przedstawicieli kadry zarządzającej firmami motoryzacyjnymi w Europie jest przekonanych, że w ciągu najbliższych pięciu lat przemysł motoryzacyjny odnotuje istotny wzrost rentowności. Jednocześnie przed branżą nadal pojawiają się wyzwania związane z dostawami komponentów do produkcji samochodów. 75% przedstawicieli firm motoryzacyjnych z Europy obawia się, że inflacja i wysokie stopy procentowe będą miały negatywny wpływ na ich działalność w 2023 roku. W ciągu najbliższych czterech lat na światowym rynku może pojawić się aż 160 nowych modeli samochodów elektrycznych. O udział w tym rynku walczy ponad 50 nowych producentów takich pojazdów – wynika z 23. edycji raportu KPMG pt. „Global Automotive Executive Survey”. Według szacunków do 2030 roku udział samochodów elektrycznych w całkowitej sprzedaży nowych pojazdów w Europie wyniesie 24%.

Szefowie firm motoryzacyjnych z Europy są przekonani, że wielomiliardowe inwestycje w nowe fabryki i układy napędowe przyniosą spodziewane, duże korzyści. 80% jest przekonanych, że branża w ciągu najbliższych pięciu lat osiągnie większy wzrost rentowności w porównaniu ze stanem obecnym. Pomimo dużego optymizmu dotyczącego dynamicznego rozwoju branży motoryzacyjnej, kadra kierownicza jest świadoma wyzwań z jakimi będzie się musiała mierzyć w najbliższej przyszłości. Wśród nich można wymienić przede wszystkim: brak odpowiednich umiejętności pracowników, problemy z dostawami materiałów i komponentów, niespokojną sytuację geopolityczną oraz trudne warunki makroekonomiczne. 75% przedstawicieli europejskich firm motoryzacyjnych obawia się, że inflacja i wysokie stopy procentowe będą miały negatywny wpływ na ich działalność w 2023 roku. Najmniejsze obawy dot. sytuacji w branży wyrażają firmy motoryzacyjne w Chinach, największe zaś można dostrzec w Azji i Ameryce Północnej.

Udział pojazdów elektrycznych w całkowitej sprzedaży samochodów osobowych na europejskim rynku może wynieść 24%

W porównaniu z poprzednią edycją badania diametralnie zmieniły się perspektywy dot. rozwoju rynku samochodów elektrycznych. W edycji badania z 2021 roku dyrektorzy motoryzacyjni z Europy bardzo optymistycznie oceniali perspektywy sprzedaży elektryków, szacując, że mogą osiągnąć nawet 49% udziału na europejskim rynku do 2030 roku. W najnowszej edycji badania KPMG, przeprowadzonego pod koniec 2022 roku szacunki te spadły do 24% całkowitej sprzedaży samochodów osobowych w 2030 roku na naszym kontynencie.

Chociaż oczekiwania dotyczące zarówno europejskiej, jak i światowej sprzedaży pojazdów elektrycznych w 2030 roku stały się obecnie bardziej realistyczne, to producenci samochodów zapowiedzieli zainwestowanie ponad 500 miliardów dolarów w programy EV, a zgodnie z szacunkami w ciągu najbliższych czterech lat na światowym rynku może pojawić się aż 160 nowych modeli samochodów elektrycznych. O udział w tym rynku walczy ponad 50 nowych producentów. Wpływ na prognozy dotyczące tempa rozwoju elektromobilności ma m.in. wciąż duża dysproporcja cen samochodów elektrycznych w porównaniu z autami z napędami spalinowymi. 70% respondentów badania KPMG jest zdania, że ceny samochodów elektrycznych bez rządowych dopłat wyrównają się z cenami samochodów z silnikami spalinowymi do 2030 roku – mówi Mirosław Michna, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.Global Automotive Executive Survey

17-krotny wzrost liczby „elektryków” w UE i 6-krotny wzrost ogólnodostępnych punktów ładowania w latach 2016-2022

Choć dynamika wzrostu rejestracji nowych samochodów elektrycznych w Polsce w 2022 roku spadła w porównaniu z rokiem poprzednim, to w zestawieniu z innymi wybranymi krajami europejskimi, pozostaje na stosunkowo wysokim poziomie. Według danych ACEA w 2022 roku liczba rejestracji nowych samochodów elektrycznych (samochody osobowe bateryjne oraz hybrydy plug-in) w Polsce wzrosła (rok do roku) o 29%, w Holandii o 14%, Wielkiej Brytanii o 21%, a w Niemczech o 30%.

Niezmiennie dużym wyzwaniem związanym z upowszechnieniem pojazdów elektrycznych jest rozwój infrastruktury do ładowania samochodów z takim napędem. Od 2016 roku liczba sprzedanych na rynku UE samochodów elektrycznych wzrosła 17-krotnie, podczas gdy w tym samym czasie liczba ogólnodostępnych punktów ładowania zwiększyła się 6-krotnie. 2/3 światowych menedżerów z sektora motoryzacyjnego uważa, że maksymalnie 30 minut to akceptowalny przez użytkowników czas oczekiwania na naładowanie baterii do poziomu minimum 80% – mówi Przemysław Szywacz, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego w zespole doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Blisko 4/5 menedżerów branży motoryzacyjnej przewiduje, że do 2030 roku większość zakupów nowych samochodów będzie dokonywanych online

W obliczu mnogości nowych modeli, nowych producentów samochodów i rozwoju technologii, 80% przedstawicieli kadry menedżerskiej zarządzającej firmami z branży motoryzacyjnej uważa, że najważniejszymi czynnikami wpływającymi na decyzję zakupową w nadchodzących 5 latach będą właściwości jezdne i osiągi oraz marka pojazdu. Zdecydowana większość – 78% menedżerów na świecie i 73% w Europie przewiduje, że do 2030 roku większość zakupów samochodów będzie się odbywała w kanałach cyfrowych. Jeśli chodzi o rolę sprzedawcy, to badani menedżerowie oczekują, że w tym samym przedziale czasowym około 2/3 sprzedaży nowych samochodów rozłoży się równo pomiędzy producentów i dealerów. Ponadto, tradycyjne platformy e-commerce, wraz z nowymi firmami, które specjalizują się w sprzedaży samochodów online będą kluczowymi graczami na rynku sprzedaży samochodów.

Osiągi i wizerunek to nie jedyne sposoby producentów samochodów na wyprzedzenie konkurencji. Oferują oni również szeroki zakres opcji oprogramowania, które może dostarczać nowych wrażeń z jazdy.

Cyfryzacja będzie wykraczać daleko poza etap sprzedaży i obejmie całościowy cykl użytkowania pojazdów. 62% menedżerów branży motoryzacyjnej na świecie i 49% w Europie wyraża zdecydowane przekonanie, iż konsumenci będą skłonni płacić miesięczne opłaty abonamentowe za usługi oprogramowania i zaawansowane systemy wspomagania kierowcy – mówi Andrzej Musiał, Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Nowe technologie napędzają zmiany w motoryzacji

Producenci samochodów wyrażają dużą pewność odnośnie swojej zdolności do wdrażania technologii Przemysłu 4.0, takich jak uczenie maszynowe, zaawansowana robotyka i druk 3D. Inwestycje w nowe technologie układów napędowych będą odgrywać kluczowe znaczenie, ale kadra kierownicza kładzie również nacisk na zaawansowane technologie obliczeniowe, które umożliwią działanie systemów elektronicznych w samochodzie. Jednocześnie skupiają się na technologiach, które pozwolą zmniejszyć masę pojazdu, poprawić wydajność silników z napędem spalinowym i zasięg możliwy do osiągnięcia z baterii. Blisko dwukrotnie więcej niż w 2021 roku respondentów globalnie twierdzi, że jest bardzo prawdopodobne, iż w ciągu najbliższych kilku lat pozbędą się niestrategicznych części swojej działalności. 76% respondentów na świecie (65% w Europie ) uważa, że producenci samochodów mogą odnieść sukces, jeśli produkcją zajmie się strona trzecia.

Menedżerowie z firm motoryzacyjnych na świecie zapytani o technologie, w które chętnie zainwestowaliby dodatkowe środki przeznaczone na działalność badawczo-rozwojową wskazali: zaawansowane systemy wspomagające kierowcę oraz software i hardware do pojazdów autonomicznych (18%), inteligentne systemy pokładowe (18%) oraz inne zaawansowane technologie komputerowe (17%).

O RAPORCIE:

Raport KPMG pt. „23rd Annual Global Automotive Executive Survey” powstał na podstawie badania przeprowadzanego w październiku 2022 r. wśród 915 przedstawicieli kadry zarządzającej w firmach motoryzacyjnych i branżach pokrewnych. W ankiecie udział wzięło 207 prezesów, 209 dyrektorów na poziomie C-level, 293 szefów działów biznesowych oraz 205 menedżerów działów biznesowych. 351 spośród respondentów pracuje w firmach o rocznych przychodach przekraczających 1 mld dolarów. Dwa kraje z największą liczbą odpowiedzi to Stany Zjednoczone (28%) i Chiny (17%). W Europie pracuje 29% respondentów, a 26% ankietowanych pochodzi z Indii, Japonii, Korei Południowej, Australii, Tajlandii, Indonezji, Kanady, Ameryki Łacińskiej, RPA i Arabii Saudyjskiej. W raporcie przedstawione zostały spostrzeżenia członków kadry kierowniczej na temat głównych czynników kształtujących branżę, od kwestii związanych z łańcuchem dostaw i układy napędowe, do zmieniających się zachowań konsumentów i nowych technologii.

Chiny: rozważny cel ekonomiczny i ostrzejsza retoryka w sprawie geopolityki

Chińskie władze potwierdziły wyższy docelowy wzrost PKB na poziomie +5% na 2023 r., mający na celu osiągnięcie właściwej równowagi między wsparciem politycznym a reformami strukturalnymi. Ostrzejsza retoryka nie oznacza jednak żadnej ulgi dla napiętych stosunków chińsko-amerykańskich.

Allianz Trade podziela konserwatywne perspektywy chińskich władz na rok 2023. Na dorocznych „Dwóch Sesjach” Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych, które rozpoczęły się pod koniec ubiegłego tygodnia, rząd opublikował swoją gospodarczą mapę drogową na rok 2023. Cel wzrostu PKB ustalono na poziomie „około 5%”, w porównaniu z „około 5,5%” w zeszłym roku i poniżej oczekiwań rynkowych. Cel jest zgodny z Allianz Trade (poniżej konsensusu) prognozą wzrostu PKB na poziomie +5%. Pomimo pewnego ryzyka wzrostu, decydenci wydają się być ostrożni w odniesieniu do 2023 r. ze względu na słabe otoczenie zewnętrzne (mające wpływ na chiński eksport) oraz niepewność co do długości i intensywności odbicia konsumentów po pandemii[1]. Oczekiwania rynku pracy podkreślają ostrożne stanowisko, z docelową stopą bezrobocia ustaloną na poziomie „około 5,5%”, co oznacza spadek z zeszłorocznego „nie więcej niż 5,5%”. Łatwiejsze do osiągnięcia cele gospodarcze wywierają mniejszą presję na wspieranie polityki, pozostawiając jednocześnie więcej miejsca na rozwiązywanie problemów strukturalnych.

Władze chińskie dążą do znalezienia właściwej równowagi między wsparciem politycznym a rozwiązywaniem problemów strukturalnych. Pomimo zwrotu w kierunku polityki bardziej zorientowanej na wzrost od końca ubiegłego roku, zrewidowane cele i priorytety gospodarcze na Dwóch Sesjach nieco osłabiają oczekiwania co do znacznie dalszego łagodzenia polityki w tym roku. Jeśli chodzi o politykę fiskalną, cel nowej emisji specjalnych obligacji samorządowych ustalono na poziomie 3,8 bln RMB – nieco poniżej naszych oczekiwań na poziomie 4 bln RMB (które pozostałyby niezmienione w stosunku do ubiegłego roku). Sugeruje to prawdopodobnie wolniejsze tempo inwestycji infrastrukturalnych, ponieważ rząd prawdopodobnie dąży do zmniejszenia deficytu budżetowego. Jeśli chodzi o politykę pieniężną, Ludowy Bank Chin prawdopodobnie utrzyma łagodne nastawienie. Zeszłoroczne wytyczne sugerujące obniżki stóp procentowych również zostały wycofane i nie spodziewamy się już żadnych zmian stóp procentowych w tym roku. Ogólnie rzecz biorąc, wydaje się, że chińskie władze będą próbowały wykorzystać ożywienie pocovidowe, aby przyspieszyć reformy strukturalne. Mówiąc dokładniej, wzmianki o rynku nieruchomości potwierdzają oczekiwania Allianz Trade na brak silnego odwrócenia trendu w tym roku (zwłaszcza w przypadku rozpoczętych budów) i prawdopodobną konsolidację wśród deweloperów. Osobno w nadchodzących miesiącach powinien zostać ogłoszony dokładny plan projektów infrastrukturalnych, skupiający się na technologii i zielonej transformacji.

Dwie Sesje zatwierdzają również zmiany na stanowiskach rządowych. Nowo mianowany minister spraw zagranicznych, Qin Gang, obejmuje stanowisko po tym, jak był ambasadorem Chin w USA w latach 2021-2023. Znany jest z tego, że wypowiada się publicznie w ostry i bezpośredni sposób, co może generować nagłówki mediów na temat stanowiska dyplomatycznego Chin. Głos i pozycja Chin będą się nadal umacniać w skali globalnej – podobnie jak w ostatnich latach (mniej więcej od czasu administracji prezydenta Trumpa czy drugiej kadencji prezydenta Xi). Oznacza to, że Chiny będą dążyć do pozycjonowania się jako rzecznik rynków wschodzących. Chociaż nadal Allianz Trade uważa, że prawdopodobieństwo bezpośredniego lub pośredniego konfliktu zbrojnego między Stanami Zjednoczonymi a Chinami jest niskie w najbliższej przyszłości, napięcia i środki gospodarcze związane z wyścigiem technologicznym i rywalizacją między tymi dwoma krajami prawdopodobnie utrzymają się.

[1] Aby uzyskać więcej informacji, zobacz nasz artykuł „Chiny – ponowne otwarcie idzie dobrze, ale nie należy się zbytnio ekscytować” w Srebrna podszewka handlu światowego.

KNF zatwierdziła prospekt emisyjny Columbus

Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny Columbus Energy S.A. w związku z przeniesieniem notowań na rynek regulowany Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Dnia 14 marca 2023 r. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny Columbus Energy S.A., sporządzony w związku z zamiarem przeniesienia notowań Spółki z alternatywnego rynku NewConnect na rynek główny GPW. Zatwierdzenie prospektu stanowi istotny krok związany z przeniesieniem notowań akcji Columbus, tj. dopuszczeniem i wprowadzeniem wszystkich akcji Columbus do obrotu na rynku regulowanym (rynku podstawowym) prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.. Spółka spodziewa się, że zmiana rynku notowań powinna nastąpić w ciągu następnych tygodni.

– Nasza droga na rynek regulowany GPW była dość skomplikowana, ale szczęśliwie zbliżamy się do jej końca. Przypomnę, że pierwszą wersję prospektu emisyjnego złożyliśmy do KNF w 2017 r., gdy byliśmy w trakcie dynamicznego rozwoju z małej spółki instalatorskiej w dostawcę usług OZE i skalowaliśmy naszą działalność w bardzo dużym tempie. Do tego dynamicznie zmieniało się otoczenie legislacyjne i rynkowe w Polsce, a niedługo potem nastąpił mocny zwrot w światowej gospodarce, szczególnie w kluczowym dla nas obszarze, czyli energetyce. Wszystkie te czynniki utrudniały, wręcz hamowały nasze starania o to, aby zostać emitentem głównego rynku GPW, choć wartość Columbus dawno przekroczyła poziom rynku NewConnect. Cieszę się, że jesteśmy na finiszu tych starań, bo dzięki przeniesieniu notowań na rynek regulowany GPW otworzymy sobie dostęp do nowej grupy inwestorów. Przyspieszymy też realizację kluczowych inwestycji, jak wielkoskalowe magazyny energii, oraz zintensyfikujemy działania w zakresie ekspansji na rynkach zagranicznych – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że wniosek o zatwierdzenie prospektu został złożony przez Columbus Energy S.A. po raz drugi do Komisji Nadzoru Finansowego 12 sierpnia 2022 r.

W całym procesie dopuszczenia i wprowadzenia akcji na główny parkiet GPW – od przygotowania prospektu i pełnej dokumentacji, aż po reprezentację w postępowaniu o zatwierdzenie prospektu przez Komisję Nadzoru Finansowego – spółkę Columbus wspierała kancelaria prawna White&Case.

Treść prospektu zatwierdzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego jest dostępna na stronie internetowej Spółki.

Upadek SVB nie powinien zatrzymać EBC

Wynik czwartkowego (16.03) posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego jest trudniejszy do przesądzenia po wstrząsie na rynku stóp procentowych, który zaczął się po upadku amerykańskiego Silicon Valley Bank. Podwyżka o 50 pb., choć pozostaje naszym scenariuszem bazowym, nie jest już pewna. O reakcji euro oprócz samej decyzji zadecydują sygnały płynące z banku centralnego.

Przed wspomnianym zamieszaniem na rynkach nie mieliśmy wątpliwości, że EBC w tym tygodniu ponownie podniesie swoje stopy procentowe o 50 pb., a przy tym utrzyma jastrzębi ton w obliczu uporczywie wysokiej inflacji bazowej w strefie euro. Od tamtej pory wyraźnie spadły oczekiwania rynków w zakresie kształtowania się stóp procentowych na poziomie globalnym. Wciąż spodziewamy się ruchu o 50 pb. w górę na czwartkowym posiedzeniu Rady Prezesów, jednak nasze przekonanie w tym zakresie nie jest już stuprocentowe. Wśród członków Rady prawdopodobnie pojawi się choć niewielki element gołębiego sprzeciwu.

Podczas swojego ostatniego posiedzenia na początku lutego Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami podwyższył swoje trzy główne stopy procentowe o 50 pb. Co ważne, towarzyszące temu komentarze prezeski Christine Lagarde były jastrzębio nacechowane, torując drogę do dalszego zacieśniania podczas nadchodzących spotkań. Rada Prezesów w swoim oświadczeniu zasygnalizowała, że w marcu „zamierza” zrobić to samo – tak bezpośredni przekaz na temat przyszłej polityki banku jest rzadkością. Uważamy, że sytuacja makroekonomiczna w strefie euro uzasadniałaby dalsze agresywne działania EBC, zdajemy sobie jednak sprawę, że zamieszanie w amerykańskim systemie bankowym może ograniczyć te plany.

Odczyty danych makroekonomicznych od czasu ostatniego posiedzenia EBC potwierdziły, że presja inflacyjna jest, jak to określiła Lagarde w lutym, „wciąż żywa”. Główna miara dynamiki cen zaskoczyła w zeszłym miesiącu w górę, spadając tylko nieznacznie z 8,6% do 8,5%. Co ważniejsze, miara bazowa wciąż rośnie i osiągnęła rekordowe 5,6% – niemal trzykrotność celu banku centralnego i znacznie powyżej konsensusu 5,3%. Uważamy, że EBC nie może ignorować tej presji inflacyjnej, szczególnie że może ona w części być konsekwencją późnego rozpoczęcia procesu zacieśniania polityki.

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2013 – 2023)Inflacja w strefie euro (2013 – 2023)

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 14.03.2023

Nowe dane dodały jastrzębiom wiatru w skrzydła

Dane dotyczące aktywności gospodarczej były od ostatniego posiedzenia EBC zniuansowane. Twarde odczyty charakteryzowała pewna słabość – produkcja przemysłowa w grudniu (-1,7% r/r) i sprzedaż detaliczna w styczniu (-2,3%) doświadczyły większego spadku niż oczekiwano. Wskaźniki mówiące więcej o przyszłości ogólnie sugerują jednak, że gospodarka może dokonywać zwrotu. Zbiorczy indeks PMI, po powrocie w styczniu do poziomu ekspansji (powyżej 50 pkt), wzrósł w lutym do 52 pkt, czyli do poziomu z czerwca 2022 r. Było to spowodowane głównie poprawą w sektorze usług, co wspiera nasz pogląd, że obawy inwestorów dotyczące perspektyw gospodarki strefy euro były przesadzone. Dodatkowo przemawia za tym spadek pesymizmu wśród przedsiębiorców i konsumentów, na który wskazuje większość miar ankietowych.

Wykres 2: Indeksy PMI w strefie euro (2020 – 2023)Wykres 2: Indeksy PMI w strefie euro (2020 – 2023)

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 14.03.2023

Wzrost argumentów za miękkim lądowaniem to dobry sygnał, jednocześnie jednak stanowi wyzwanie dla banku centralnego, ponieważ bardziej odporna gospodarka może generować relatywnie silniejszą presję inflacyjną. Argument ten może stanowić jeden z tych, które pozwolą jastrzębiom na zachowanie przewagi na posiedzeniu w tym tygodniu i przechylić szalę na korzyść podwyżki stóp procentowych o 50 pb.

Wydaje się, że dane z ostatnich tygodni dodały jastrzębiom wiatru w skrzydła. Jastrzębie sygnalizowały konieczność dalszego zacieśniania polityki, a prezes austriackiego banku centralnego Robert Holzmann stwierdził nawet, że potrzebne są cztery z rzędu podwyżki o 50 pb. Na te agresywne komentarze zareagowało gołębie skrzydło, w tym prezes włoskiego banku Ignazio Visco, który podkreślił, że Rada Prezesów zamierza decydować o prowadzonej polityce z posiedzenia na posiedzenie.

W Radzie wciąż obecny jest podział na bardziej jastrzębią geograficzną północ i typowo gołębie południe. Wydaje się jednak, że jastrzębie mają obecnie większe wpływy – nawet w ostatnich komentarzach zwykle ostrożnego głównego ekonomisty Philipa Lane’a i prezeski Christine Lagarde niewiele było gołębich elementów, było to jednak przed upadkiem SVB.

Czy podwyżkę o 50 pb. wciąż należy uznawać za przesądzoną?

Do piątku, podwyżka stóp procentowych o 50 pb. na czwartkowym posiedzeniu EBC postrzegana była niemal jako pewnik. Upadek SVB zwrócił jednak uwagę na obawy, że szybkie podwyżki stóp procentowych mogą mieć niepożądane skutki w postaci naruszenia stabilności finansowej. Stłumił on nastroje inwestorów, a także obniżył oczekiwania wobec wzrostów stóp procentowych. Podczas gdy spadek oczekiwań był najbardziej gwałtowny w USA, obserwowaliśmy podobne zmiany niemal na całym świecie, łącznie ze strefą euro.

Jeszcze we wtorek 14.03 rano szacowane przez rynek prawdopodobieństwo kolejnej czwartkowej podwyżki o 50 pb. wynosiło ok. 40%, od tamtej pory wzrosło do ok. 70%. Kilka dni temu rynki wyceniały taki ruch na ok. 100%. Korekta oczekiwań objęła też dłuższy horyzont niż najbliższe posiedzenie – wygląda na to, że rynki zupełnie przestały wierzyć w możliwość ruchów o 50 pb. po marcu. Szacowana docelowa wysokość stopy depozytowej wynosi obecnie mniej więcej 3,6% wobec ponad 4% w połowie ubiegłego tygodnia.

Uwaga skoncentruje się na retoryce Lagarde

Reakcja kursu euro na posiedzenie uzależniona będzie nie tylko od zmiany stóp procentowych, lecz także od wystąpienia prezeski Lagarde, jej uwag na temat możliwości rozprzestrzeniania się ryzyka i jego wpływu na europejski rynek finansowy.

W naszej opinii to ryzyko jest minimalne, jesteśmy także zdania, że zasadniczy przekaz płynący do nas ze strony EBC pozostanie w tym tygodniu jastrzębi. Spodziewamy się po Lagarde wskazania, że presja inflacyjna wciąż pozostaje dalece zbyt wysoka, a sam bank ma jeszcze w tej kwestii wiele do zrobienia. Mimo to spodziewamy się większego nacisku ze strony gołębi, które przekonywać będą, że ostrożniejsze podejście jest bardziej właściwe w obliczu wysokiej niepewności na rynkach finansowych. Co więcej, nie sądzimy obecnie, że prezeska Lagarde zobowiąże się do utrzymania tempa zacieśniania polityki po czwartkowym posiedzeniu. Jesteśmy zaś zdania, że z dużą dozą prawdopodobieństwa skonstatuje podejście całkowicie zależne od danych.

Ostatnie dni pokazały, jak duża może być zmienność rynkowych wycen. Tym samym ostateczny wpływ decyzji EBC na euro może nieco różnić się od zakładanego, jeśli uległyby one istotnej zmianie do czasu publikacji decyzji.

Niemniej patrząc na obecną wycenę (nieco ponad 40 pb.), można założyć, że podwyżka stóp o 50 pb. ze strony EBC w najbliższy czwartek wesprze wspólną walutę. Klarowne sygnały dotyczące kolejnego ruchu o tej samej skali w maju doprowadziłaby do gwałtownej aprecjacji euro, z kolei sygnalizowanie powrotu do standardowej wysokości podwyżek powinno zaowocować skromniejszą aprecjacją. Brak wskazania co dalej i pozostawienie sobie otwartych drzwi może, biorąc pod uwagę tendencję inwestorów do ostrego reagowania na niejednoznaczność banku, być ciosem dla euro.

W przypadku podwyżki o 25 pb. w czwartek, niezależnie od prezentowanej retoryki, spodziewamy się wyprzedaży wspólnotowej waluty.

Zwracamy uwagę, że EBC opublikuje w tym tygodniu także swoje zaktualizowane projekcje makroekonomiczne. W przeciwieństwie do grudnia zmiany prognoz tym razem powinny być dość skromne. Spodziewamy się, że projekcja inflacji na 2023 r. może zostać obniżona, szczególnie biorąc pod uwagę gwałtowny spadek cen gazu ziemnego w ostatnich miesiącach. Jednocześnie ostatnie przewyższające oczekiwania odczyty inflacji bazowej sugerują, że prognoza inflacji bazowej na ten rok może wzrosnąć. Projekcje wzrostu PKB mogą zostać skorygowane w górę, jednak jesteśmy zdania, że inwestorzy będą zwracać na nie mniejszą uwagę i zamiast tego skupią się na decyzji dot. wzrostu stóp procentowych.

Jak wspomnieliśmy, nadal oczekujemy podwyżki stóp procentowych EBC o 50 pb. na nadchodzącym, czwartkowym spotkaniu, jednakże ostatnie zawirowania w amerykańskim systemie bankowym oraz obawy związane z potencjalnym rozprzestrzenianiem się problemów, sprawiają, że taki ruch nie jest już obecnie równie oczywisty, jak był jeszcze niedawno. Pomimo utrzymania poglądu względem wysokości marcowej podwyżki nie uważamy obecnie, że EBC zobowiąże się do kontynuowania podwyżek w konkretnym tempie na kolejnych posiedzeniach, co może w krótkim terminie ważyć na euro. Niemniej jesteśmy zdania, że oczekiwania względem stóp procentowych EBC są obecnie wyjątkowo niskie, biorąc pod uwagę sytuację makroekonomiczną, a zwłaszcza niebotycznie wysoką inflację bazową. Oczekujemy, że docelowa stopa EBC znajdzie się w tym roku na wyższym poziomie niż sugerują to obecnie wyceny rynkowe, nawet jeśli mało prawdopodobne, wydaje się to, że w czwartek przyzna to Lagarde.

Decyzja w sprawie polityki monetarnej EBC zostanie ogłoszona w czwartek (16.03) o godz. 14:15, konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk i Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Gwarantowana pożyczka dla zadłużonych — czy warto skorzystać?

Zadłużenie jest problemem, z którym wiele osób boryka się na co dzień. Często jest to skutek braku odpowiedniej wiedzy na temat zarządzania finansami lub niespodziewanych wydatków. W takich sytuacjach pojawia się potrzeba uzyskania dodatkowych środków finansowych, które pozwolą na uregulowanie bieżących zobowiązań. Jednym z rozwiązań może być skorzystanie z gwarantowanej pożyczki prywatnej dla zadłużonych. Jednak przed podjęciem decyzji o zaciągnięciu takiej pożyczki warto poznać jej zalety i ryzyka, aby uniknąć niepotrzebnych kłopotów finansowych. W tym artykule omówimy więc temat pożyczek prywatnych, w tym pożyczek prywatnych z komornikiem, pilnych pożyczek na dzisiaj, a także podpowiemy, na co zwrócić uwagę przed podpisaniem umowy.

  • Plusy i minusy pożyczki dla zadłużonych.
  • Szybka pożyczka dla potrzebujących.
  • Pożyczka ekspresowa — na co zwrócić uwagę przed podpisaniem umowy?

Pożyczka prywatna z komornikiem — jakie są ryzyka i korzyści?

Zaciąganie pożyczek z komornikiem to temat, który budzi wiele kontrowersji. Z jednej strony, dla osób, które mają na swoim koncie długi, wydaje się to jedyną możliwością na uzyskanie potrzebnych środków finansowych. Z drugiej strony, wiąże się to z wieloma ryzykami i konsekwencjami, które mogą wpłynąć na naszą sytuację finansową w przyszłości. Sprawdź jakie plusy i minusy ma gwarantowana pożyczka dla zadłużonych.

Jedną z największych korzyści pożyczki prywatnej z komornikiem jest to, że w przypadku tego typu pożyczek nie jest sprawdzana historia kredytowa osoby ubiegającej się o pożyczkę. To oznacza, że osoby z negatywną historią kredytową, które nie mogą uzyskać pożyczki w banku, mają szansę na uzyskanie dodatkowych środków finansowych.

Jednakże pożyczka prywatna z komornikiem wiąże się również z wieloma ryzykami, na które należy zwrócić uwagę. Przede wszystkim, pożyczki prywatne z komornikiem zazwyczaj wiążą się z wyższymi kosztami, co oznacza, że spłata takiej pożyczki może być znacznie trudniejsza niż w przypadku kredytu bankowego. Ponadto, w przypadku braku możliwości spłaty takiej pożyczki, wierzyciel ma prawo do podjęcia działań windykacyjnych, które mogą skutkować jeszcze większymi długami.

Warto również pamiętać, że w przypadku pożyczek prywatnych z komornikiem, umowy podpisywane są z osobami prywatnymi, co wiąże się z dodatkowymi ryzykami związanymi z nieuczciwymi praktykami niektórych pożyczkodawców.

Pilna pożyczka na dzisiaj — jak szybko można otrzymać potrzebne pieniądze?

W sytuacji, gdy potrzebujemy pilnie gotówki, a nasze konto jest puste, warto zastanowić się nad zaciągnięciem pilnej pożyczki na dzisiaj. Jednak jak szybko otrzymać potrzebne pieniądze i uniknąć dodatkowych formalności? Sprawdź, gdzie jest dostępna pilna pożyczka na dzisiaj.

Na rynku istnieje wiele instytucji oferujących pilne pożyczki, które można otrzymać w ciągu kilku godzin od złożenia wniosku. W przypadku pożyczek internetowych proces ubiegania się o pożyczkę jest bardzo prosty i ogranicza się zazwyczaj do wypełnienia formularza online. W większości przypadków niewymagane są również dodatkowe dokumenty, co przyspiesza cały proces.

Kolejną opcją jest skorzystanie z usług firm pożyczkowych, które oferują pożyczki udzielane na podstawie zastawu. W takim przypadku wystarczy mieć przedmiot, który może zostać zastawiony, np. samochód lub biżuterię. Takie pożyczki można otrzymać w ciągu kilku godzin od momentu złożenia wniosku.

Należy jednak pamiętać, że pilne pożyczki zwykle wiążą się z wyższymi kosztami, co oznacza, że spłata takiej pożyczki może być znacznie trudniejsza niż w przypadku kredytu bankowego. Przed złożeniem wniosku warto dokładnie zapoznać się z warunkami pożyczki, w tym z oprocentowaniem i dodatkowymi kosztami.

Udzielę pożyczki prywatnej szybko i bez sprawdzania baz — na co zwrócić uwagę przed podpisaniem umowy?

Jeśli szukasz sposobu na uzyskanie pożyczki prywatnej szybko i bez sprawdzania baz, z pewnością natknąłeś się na wiele ogłoszeń osób z opisem „udzielę pożyczki prywatnej szybko i bez sprawdzania baz„. Jednak zanim podpiszesz umowę, warto dokładnie przeanalizować ryzyka związane z takim zobowiązaniem oraz zwrócić uwagę na kilka istotnych kwestii.

Przede wszystkim, przed podjęciem decyzji o skorzystaniu z pożyczki prywatnej, należy dokładnie zweryfikować wiarygodność osoby, która ją udziela. W tym celu warto zasięgnąć opinii innych osób, które już skorzystały z jej usług, a także sprawdzić, czy osoba ta posiada odpowiednie kwalifikacje do udzielania pożyczek.

Kolejną kwestią jest dokładne zapoznanie się z warunkami pożyczki. Warto zwrócić uwagę na oprocentowanie, termin spłaty, dodatkowe koszty oraz możliwe konsekwencje w przypadku nieterminowej spłaty pożyczki. W przypadku braku pewności co do zrozumienia warunków umowy warto skorzystać z pomocy prawnika lub doradcy finansowego.

Nie mniej ważne jest także zabezpieczenie pożyczki. Osoba udzielająca pożyczki prywatnej może wymagać zastawu na nieruchomości lub innych cennych przedmiotach, co w przypadku nieterminowej spłaty pożyczki może skutkować ich utratą.

Ostatecznie, przed podpisaniem umowy warto dokładnie przemyśleć potrzebę zaciągnięcia pożyczki prywatnej i rozważyć inne opcje finansowania, takie jak kredyt bankowy czy pożyczka w instytucji finansowej.

Śnieżka podsumowała miniony rok i ogłosiła strategię zrównoważonego rozwoju

Grupa Śnieżka w 2022 roku mimo trudnego otoczenia zwiększyła udziały na wszystkich trzech kluczowych rynkach: polskim, węgierskim i ukraińskim. Lepszy wynik sprzedaży w Polsce oraz odbudowa popytu na produkty Śnieżki na rynku ukraińskim złożyły się na utrzymanie poziomu przychodów rok do roku. Wraz z podsumowaniem wyników za ub.r. Śnieżka zaprezentowała plan na rozwój w obszarach ESG. Strategia Zrównoważonego Rozwoju Śnieżki 2023+ koncentruje się na mierzalnych 21 celach strategicznych oraz 71 działaniach na rzecz środowiska, ludzi i biznesu.Grupa Śnieżka

W całym 2022 roku Grupa Śnieżka wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 791,7 mln zł, czyli tylko nieznacznie (-0,4%) niższe niż rok wcześniej. To z jednej strony efekt utrzymującego się trendu wyboru produktów premium przez konsumentów, skutecznych działań marketingowo-sprzedażowych i polityki pricingowej, a z drugiej strony – niższego popytu konsumenckiego oraz konsekwencji wojny w Ukrainie.

Grupa odnotowała wzrost sprzedaży o 1,9% na swoim kluczowym rynku, w Polsce. Jednoczesny spadek przychodów na drugim dla Grupy rynku węgierskim wyniósł 5,4%, był on jednak spowodowany osłabieniem węgierskiego forinta. W walucie lokalnej na Węgrzech odnotowano wzrost przychodów o 5,2%. Na rynku ukraińskim sprzedaż spadła o 15% w związku z działaniami wojennymi. W 2022 roku popyt na produkty Śnieżki w Ukrainie stopniowo się odbudowywał – dobre wyniki sprzedaży dotyczą zwłaszcza zachodnich i centralnych regionów tego kraju, choć sytuacja pozostaje nadal niepewna.

Na tle poważnych wyzwań, przed którymi stanęliśmy, wyniki Grupy Śnieżka za 2022 rok oceniam jako bardzo dobre. W skali całej Grupy uzyskaliśmy porównywalne przychody pomimo zauważalnego spadku nastrojów konsumenckich. Szczególnie cieszy wzmocnienie pozycji rynkowej na wszystkich kluczowych rynkach i nadspodziewanie dobre wyniki spółki Śnieżka-Ukraina – komentuje Piotr Mikrut, prezes zarządu FFiL Śnieżka SA. – Podobnie jak wiele branż odczuliśmy jednak skutki szybkiego wzrostu inflacji i innych niekorzystnych czynników zewnętrznych na nasze wyniki finansowe i biznesowe. Ich wpływ skutecznie ograniczaliśmy poprzez zwinne zarządzanie (w tym monitorowanie i dostosowywanie kosztów do bieżącej sytuacji rynkowej) oraz czerpanie z efektów naszych wcześniejszych inwestycji – m.in. w nasze Centrum Logistyczne, które wsparte nowoczesnymi rozwiązaniami IT, pozwala nam na efektywniejsze zarządzanie procesami logistycznymi i dostosowywanie ich do bieżącego popytu – dodaje prezes Śnieżki.

Niekorzystne uwarunkowania zewnętrze spowodowały wzrost kosztów Grupy, w tym opakowań, szeregu usług oraz surowców. W efekcie zysk na działalności operacyjnej spadł o 8,0% r/r (do 69,4 mln zł) a EBITDA o 4,7% r/r (do 106,2 mln zł). Na zysk netto, który obniżył się o 35,9% (do 41,3 mln zł) dodatkowo negatywnie wpłynął znaczny wzrost kosztów finansowych, związany głównie z wyższym oprocentowaniem kredytów.

Zakończenie największej inwestycji w historii Śnieżki obniży przyszły CAPEX

Na początku ub.r. Śnieżka uruchomiła nowe Centrum Logistyczne. Jest to największa jednostkowa inwestycja w środki trwałe w historii firmy. Pozwoliła na znaczące udoskonalenie procesów logistycznych, które są obecnie w pełni skalowalne i wspierane na co dzień przez zaawansowane technologie IT. Pozwoliło to na zwiększenie jakości procesów oraz obniżenie ich kosztów.

Zgodnie z zapowiedziami, po realizacji rekordowego programu inwestycyjnego w latach 2018-2022, Śnieżka obecnie redukuje nakłady inwestycyjne. Łączna wartość wydatków inwestycyjnych zaplanowanych na 2023 rok ma wynieść około 42 mln zł.

„Zielony ma znaczenie”: cele zrównoważonego rozwoju Śnieżki

W 2023 rok Śnieżka wchodzi ze Strategią Zrównoważonego Rozwoju Śnieżki 2023+, która jest odpowiedzią na rosnącą świadomość i oczekiwania konsumentów oraz partnerów biznesowych. W jej ramach wyznaczono łącznie 21 celów strategicznych i 71 celów operacyjnych dla działań w obszarach ESG. Koncentrują się one w trzech filarach – Środowisko, Ludzie i Biznes.

W filarze „Środowisko” przede wszystkim zakładany jest wzrost wartości sprzedaży produktów o niskim wpływie na środowisko do 50% w perspektywie do 2030 roku. Cel ten zostanie osiągnięty dzięki rozwojowi portfolio produktowego oraz pozyskaniu dla produktów kolejnych certyfikatów. Śnieżka planuje także zoptymalizowanie zużycia mediów, w tym redukcję zużycia wody przemysłowej w jednym z kluczowych zakładów produkcyjnych firmy o 10% – jako efekt wdrożenia nowej technologii mycia urządzeń i instalacji. Strategiczne założenia Śnieżki obejmują m.in. pomiar śladu węglowego Grupy we wszystkich trzech zakresach w oparciu o standard GHG Protocol (Greenhouse Gas Protocol). Realizując ten cel, już w raporcie za rok 2022 podano wielkość śladu węglowego Grupy Śnieżka w ramach zakresu 1, 2 i 3. Spółka pracuje obecnie nad celami redukcyjnymi. Śnieżka SA rozpocznie także transformację w kierunku własnych źródeł zielonej energii. Pierwsza instalacja fotowoltaiczna ma pokrywać około 30% rocznego zapotrzebowania Śnieżki na energię już w 2025 r. Przedsięwzięcie to rozpocznie się w bieżącym roku i zostanie na nie przeznaczona większa część tegorocznego budżetu inwestycyjnego Śnieżki.

Wśród celów filaru „Ludzie” są m.in.: utrzymanie porównywalności wynagrodzeń kobiet i mężczyzn zatrudnionych na podobnych stanowiskach (skorygowana luka płacowa poniżej 5%) oraz zwiększenie liczby godzin szkoleniowych na pracownika. Śnieżka stawia także na bezpieczne środowisko pracy, dlatego w 2023 roku planuje przeprowadzenie dodatkowych szkoleń z udzielania pierwszej pomocy oraz obsługi defibrylatorów, w które zamierza wyposażyć wszystkie swoje podkarpackie obiekty. W ramach filaru „Ludzie” przyjęto także dalszy rozwój działalności CSR.

Wśród biznesowych obszarów priorytetowych określonych w filarze „Biznes” znalazły się m.in. dalsza dbałość o compliance, rozwój i edukacja w zakresie bezpieczeństwa cyfrowego oraz opracowanie nowej matrycy ryzyka – z uwzględnieniem ryzyka klimatycznego.

Starannie przygotowywaliśmy się do ogłoszenia naszej pierwszej strategii dla obszarów ESG. Między innymi przeanalizowaliśmy nasz model biznesowy, zebraliśmy opinie od kilkuset naszych interesariuszy, a w prace nad dokumentem zaangażowaliśmy kilkudziesięciu menedżerów i ekspertów Śnieżki. Dzięki temu opracowaliśmy matrycę istotności, a nasza strategia zrównoważonego rozwoju koncentruje się na realnych wyzwaniach i szansach, które wykorzystamy w działaniu opartym o ideę zrównoważonego rozwoju – mówi Piotr Mikrut.

Strategia Zrównoważonego Rozwoju została opracowana dla FFiL Śnieżka SA (spółka dominująca) oraz Śnieżka Trade of Colours Sp. z o.o. Docelowo zostanie nią objęta cała Grupa Kapitałowa.

Sfinks wstępnie: blisko 100 mln zł przychodów i 17 mln zysku netto w 2022 r.

Spółka Sfinks Polska, zarządzająca m.in. sieciami SPHINX, Piwiarnia i Chłopskie Jadło, ogłosiła wstępne roczne wyniki finansowe, z których wynika, że przychody ze sprzedaży w 2022 r. wyniosły 98,6 mln zł wobec 60,7 mln zł rok wcześniej, a zysk brutto na sprzedaży to 25,9 mln zł wobec 14,3 mln zł przed rokiem. Zysk netto za miniony rok osiągnął wartość 17,3 mln zł, podczas gdy w 2021 spółka notowała stratę -19,6 mln zł. Wpływ na roczny wynik netto miały zdarzenia jednorazowe, zwłaszcza uprawomocnienie się układu z wierzycielami z kwietnia 2022. Co istotne, wyniki samego tylko IV kwartału 2022 potwierdziły trend wzrostowy biznesu restauracyjnego Sfinksa. Spółka zanotowała w tym okresie przychody w wysokości 26,5 mln zł oraz 7,5 mln zysku brutto na sprzedaży i 5,5 mln zł zysku netto. Dla porównania w 2021 r. wartości te wynosiły odpowiednio: 21,6 mln zł, 6,8 mln zł oraz -11,2 mln zł.

– Wyniki sprzedażowe i operacyjne w ostatnim kwartale roku 2022 wykazały solidny trend rosnący. Sprzedaż rok do roku zwiększyła się o 22%, chociaż IV kwartał sezonowo jest najtrudniejszy dla gastronomii. Jednocześnie mimo presji kosztowej wypracowaliśmy za ten okres zysk brutto na sprzedaży wyższy o 12% r/r. Utrzymaliśmy też na zbliżonym poziomie koszty ogólnego zarządu. Te pozytywne tendencje sprzedażowe zostały przez spółkę utrzymane także w dwóch pierwszych miesiącach 2023 r., co miało m.in. wpływ na decyzję o utworzeniu aktywa podatkowego za 2022 r. oraz zmniejszenie rezerw, a w konsekwencji przełożyło się też na wynik netto kwartału – wyjaśnia Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Na jednostkowy wynik netto Sfinksa za IV kwartał w największym stopniu wpłynęły dwa elementy – zmniejszenie odpisów z tytułu utraty wartości majątku oraz należności o kwotę 2,8 mln zł oraz wzrost aktywa na podatek dochodowy o kwotę 2,3 mln zł. Nawet przy pominięciu tych czynników spółka wypracowała zysk na poziomie netto.

– Na wynik netto kwartału miały znaczący wpływ zdarzenia jednorazowe, jednak nie wystąpiłyby one, gdyby nie istotne pozytywne trendy w naszej działalności operacyjnej, czyli zwiększenie wyników sprzedażowych i rentowności restauracji. W rezultacie możemy rozwiązywać rezerwy, które zawiązaliśmy w złych czasach. Z kolei w ujęciu rocznym należy pamiętać o pozytywnym wpływie uprawomocnienia się w kwietniu 2022 układu z wierzycielami w ramach uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego. To wydarzenie było kluczowe dla utrzymania stabilności grupy, zachwianej w pandemii, i położyło fundament pod dalszy rozwój Sfinksa. Ułożenie relacji z wierzycielami i rozłożenie spłaty zadłużenia na kolejne lata umożliwiło nam skupinie się na zarządzaniu siecią. Dobrze wykorzystaliśmy tę szansę, co pokazują wstępne roczne i kwartalne wyniki za 2022, a także wyniki za styczeń i luty tego roku – dodaje prezes Sfinksa.

Dodatni wpływ uprawomocnienia się układu w ramach UPR na wynik netto spółka określiła we wcześniejszych raportach łącznie jako 26,3 mln zł. Obok porozumienia z wierzycielami, innymi ważnymi elementami planu stabilizacji sytuacji w spółce po pandemii była pożyczka z Agencji Rozwoju Przemysłu, a także działania prosprzedażowe – w restauracjach, segmencie delivery i dań gotowych. Właśnie 2022 był pierwszym pełnym rokiem, w którym działalność restauracji nie była ograniczona przez obostrzenia związane z pandemią. W minionym roku Sfinks pracował też nad dalszym rozwojem narzędzi technologicznych – zwłaszcza programu lojalnościowego i aplikacji mobilnej Aperitif. W efekcie po najtrudniejszym okresie pandemii spółka mogła działać z ustabilizowaną sytuacją wobec wierzycieli i zacząć odbudowywać sprzedaż i swoją pozycję na rynku.

Zaprezentowane wyniki za IV kw. 2022 r. i cały 2022 r. są danymi wstępnymi i będą podlegały badaniu przez firmę audytorską.

BTFP – FED ratuje banki na rok

Pojawił się nowy program, który pozwoli na najbliższy rok uzupełnić bankom płynność. Jeżeli w tym czasie zaczną spadać stopy procentowe, wszystko wróci do normy i nic nie trzeba będzie robić. Tak jak banki lubią najbardziej.

Nowy ważny skrót – BTFP

Pod tą nazwą kryje się Bankowy Program Finansowania Terminowego. Jest to rozwiązanie, w ramach którego instytucja może wziąć roczną pożyczkę pod zastaw amerykańskich papierów skarbowych. To, co jest ważne to fakt, że zabezpieczenie będzie wyceniane wg jego wartości nominalnej. Co to oznacza w praktyce? Banki w ramach luzowania ilościowego kupiły absurdalną ilość obligacji o długim terminie wykupu. Obecnie przez wzrost stóp procentowych wartość tych instrumentów spadła, bo koszt kapitału wzrósł. Dzięki temu programowi bank otrzyma szybką pożyczkę pod zastaw papierów, które są warte o wiele mniej, ale to uzupełni płynność. W rezultacie kredytu bez pokrycia udzieli instytucja rządowa, która nie może zbankrutować. Gdyby program zaczął się kilka tygodni wcześniej, Silicon Valley Bank by nie zbankrutował, ale w każdym kryzysie w USA dla przykładu kogoś z bankowego świecznika trzeba poświęcić.

Karuzela na rynkach

Program ratunkowy w USA to jedno. Ważniejsze są obecnie zmiany oczekiwań względem stóp procentowych w USA. Dzisiaj o 13:30 poznamy dane o inflacji. Może to być kolejny ważny element w ostatniej układance. Rynki oczekują spadku inflacji konsumenckiej z 6,4% do 6% i symbolicznego spadku inflacji bazowej. Gdyby tak było, potwierdzałyby to ostatnie zmiany, które widzimy na kontraktach na stopę procentową. Jeszcze tydzień temu widać było przewagę scenariusza podwyżki o 0,5%. Dzisiaj już mamy ponad 30% na brak zmian na przyszłotygodniowym posiedzeniu. Jeżeli inflacja okaże się zgodna z oczekiwaniami, należy się spodziewać, że brak zmian może być dominującym scenariuszem. Wraz ze spadkiem szans na podwyżki stóp zyskują ryzykowne aktywa.

Kryptowaluty nowym wygranym?

Rynek szybko zapomniał, że pierwszym bankiem, który zamknięto w tym roku, był jednak bank odpowiedzialny za rozliczanie w sporej części biznesów kryptowalutowych. Teraz jednak inwestorzy z jakiegoś powodu zobaczyli w kryptowalutach dobrą inwestycję. Biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich dwóch dni poszły one w górę o 20%, jest tam znacznie więcej emocji niż racjonalności. Owszem docelowy poziom stóp procentowych wyraźnie spada, ale czy nie uzasadnia on takich wzrostów? Ciężko powiedzieć. Na pewno nie grozi nam nuda na rynkach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Inflacja w USA z Sillicon Valey Bank w tle

Inflacja w USA wyniosła w lutym zgodnie z oczekiwaniami rynku 6,00% r/r i 0,40% m/m. Tym samym jest to najniższy odczyt inflacyjny od października 2021 roku. I wyraźny spadek od szczytu z czerwca 2022 kiedy mieliśmy wzrost cen na poziomie 9,10% r/r.

Odczyt inflacyjny wydaje się być jednak zupełnym tłem dla upadku banków SVB i Signature Bank. Jednym z głównych powodów obecnych zawirowań w sektorze bankowym w USA jest spadek cen papierów dłużnych, które banki trzymają na swoich bilansach. Spadek ten wywołany został podwyżkami stóp procentowych, bo wyższe stopy to niższe ceny obligacji. Niezrealizowana strata sektora bankowego z tego tytułu to ponad 600 mld dolarów na koniec 2022 roku, wzrost z 8 mld straty na koniec 2021 (przed podwyżkami stóp procentowych).

Problemy sektora bankowego i spadek inflacji – to bardzo dobre podłoże dla ograniczenia skali podwyżek stóp procentowych.

Jeszcze przed wydarzeniami zeszłego tygodnia (SVB) rynek zakładał, że na marcowym posiedzeniu FED (22 marca), bank centralny podniesie stopy o nawet 50pb.

Obecnie z mniej więcej równym prawdopodobieństwem zakłada zupełny brak podwyżki lub podwyżkę jedynie o 25pb. Dla przykładu Goldman Sachs jest w obozie opowiadającym się za brakiem podwyżki. Kolejne banki ograniczają także przewidywane poziome do których ostatecznie dojdą stopy procentowe.

Być może kolejny spadkowy odczyt inflacyjny połączony z kryzysem bankowym to pierwsze jaskółki wyczekiwanego pivot-u FED-u

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

Niemal 17% badanych Polaków rozważa emigrację zarobkową

Zainteresowanie emigracją zarobkową od kilku lat utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. W ciągu najbliższego roku wyjazd rozważa blisko 17% Polaków, co czwarty nie potrafi zdecydowanie wypowiedzieć się na ten temat, co jest najwyższym odsetkiem od 2015 roku – wynika z raportu „Migracje zarobkowe Polaków”, przygotowanego przez Gi Group. Choć Polacy bardziej niż rok temu skłaniają się ku wyjazdom krótkoterminowym, niepokój ekspertów wzbudza skala zjawiska, jego wpływ społeczny i gospodarczy. Tym bardziej, że najbardziej skłonni do wyjazdu są młodzi ludzie między 18.
a 24. rokiem życia.

Emigracja zarobkowa nadal atrakcyjna dla Polaków

Na przestrzeni ostatnich trzech lat zainteresowanie Polaków emigracją zarobkową wyraźnie wzrosło i utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Obecnie niemal 17% badanych rozważa wyjazd w poszukiwaniu pracy w ciągu najbliższego roku, wyraźnie przy tym zmalał odsetek odrzucających taką perspektywę – obecnie to niespełna 60% badanych, co stanowi spadek aż o 8,7 pp. w porównaniu z lipcem 2022 roku i 21,6 pp. w odniesieniu do września 2021 roku. Zauważalny jest jednocześnie wysoki wzrost grona niezdecydowanych, których odsetek zwiększył się o niemal 10 pp. w stosunku do lipca 2022 r. i jest najwyższy od 2015 roku ­– wynika z raportu „Migracje zarobkowe Polaków” przygotowanego przez
Gi Group na podstawie badań SW Research.w1

Młode pokolenie najbardziej zainteresowane pracą za granicą

Najliczniejszą grupę wśród rozważających możliwość wyjazdu – aż 52% – stanowią osoby w wieku 25-44 lat, a 30% to osoby przed 25. rokiem życia. To właśnie wśród najmłodszych odnotowano największy zwrot zainteresowania pracą za granicą w porównaniu do ubiegłego roku – aż o 13 pp., zmalał natomiast odsetek przedstawicieli starszego pokolenia, w przedziale wiekowym 45-67 lat.

Grupa Polaków zainteresowanych emigracją zarobkową od kilku lat utrzymuje się na wysokim poziomie, ale początek roku przyniósł kolejną niepokojącą informację: wzrost grona niezdecydowanych. Obecnie to 24,3 proc., podczas gdy jeszcze na początku 2020 roku był to zaledwie jeden proc. badanych. W pierwszej kolejności wyjazd planuje młode pokolenie – osoby do 34 roku życia, a więc te, które jeszcze przez wiele lat będą aktywne zawodowo, z wykształceniem zawodowym, średnim i wyższym. Jeżeli rzeczywiście zdecydowałyby się wyjazd, nawet krótkoterminowy, ich decyzja miałaby dramatyczne konsekwencje dla kraju: mówimy o ludziach, którzy w najbliższych latach powinni kierować wzrostem i tworzyć strukturę polskiej gospodarki  – komentuje Marcos Segador Arrebola, Dyrektor Generalny Gi Group Holding w Polsce.

Wśród zainteresowanych migracją zarobkową przeważają kobiety – to blisko 55% wszystkich deklarujących chęć wyjazdu, co oznacza wzrost o 15 pp. w porównaniu z rokiem 2022 i o 25 pp. względem roku 2021. Na przestrzeni ostatnich siedmiu lat takie proporcje odnotowane zostały tylko raz – statystycznie to mężczyźni częściej decydują się na emigrację.

Wśród wszystkich pracujących, którzy rozważają emigrację blisko 1/3 to pracownicy produkcyjni/fizyczni, a 1/5 pracuje na stanowiskach niższego szczebla. Spośród pracowników fizycznych i produkcyjnych zaledwie połowa zdecydowanie nie zamierza wyjeżdżać w poszukiwaniu pracy, zaś co trzeci badany pozostaje niezdecydowany.

Biorąc pod uwagę pełnione stanowisko, najczęściej chęć emigracji deklarują osoby pełniące funkcje kierownicze (23,1%). Najmniejsze zainteresowanie wyjazdem obserwujemy natomiast wśród starszych specjalistów – tylko co 10. pracownik tego szczebla rozważa emigrację, a aż 70% nie bierze pod uwagę takiej opcji.w2

Na decyzję o emigracji wpływa też poziom wykształcenia. Im wyższe, tym mniejsza skłonność do emigracji oraz większa pewność co do swoich planów. Aż ponad 31% osób z wykształceniem podstawowym deklaruje chęć wyjazdu w celach zarobkowych, taki sam odsetek stanowią w tej grupie niezdecydowani. Spośród osób ze średnim i wyższym wykształceniem ponad 60% nie zamierza opuszczać kraju, w tych grupach jest też najmniejszy odsetek niezdecydowanych.

Wyniki badania wyraźnie wskazują na rosnącą niepewność co do sytuacji finansowo-zawodowej osób najsłabiej wykształconych, dla których migracja zarobkowa byłaby rozwiązaniem bieżących problemów – osoby z wykształceniem podstawowym i zawodowym stanowią łącznie połowę spośród wszystkich planujących wyjazd (odpowiednio 22% i 28%), co jest wynikiem aż o 24 pp. wyższym, niż w lipcu 2022 r. Blisko co trzeci biorący pod uwagę wyjazd ma wykształcenie średnie (+ 7 pp. w porównaniu do 2022 r.), a co piąty wyższe (+ 6 pp. względem 2022 r.).

Podobnie jak w 2022 r. ponad 70% wszystkich osób rozważających emigrację zarobkową stanowią mieszkańcy miejscowości poniżej 100 tys. mieszkańców. Najliczniejszą grupę reprezentują mieszkańcy wsi – aż 41,5% badanych (wzrost o 8 pp. w stosunku do ub. roku). Blisko 22% mieszkańców miast poniżej 20 tys. deklaruje chęć wyjazdu, to oni jednocześnie najrzadziej odrzucają taką perspektywę. Są również najliczniejszą grupą jeśli chodzi brak jednoznacznej deklaracji – prawie 33%. Z kolei mieszkańcy miast powyżej 100 tys. są grupą najmniej zainteresowaną emigracją zarobkową –  aż 65% z nich wyraża brak chęci wyjazdu. Stanowią zarazem najmniejszy odsetek niezdecydowanych (17,5%).

Jak wynika z badania „Migracje zarobkowe Polaków” najliczniejszą grupę rozważającą emigrację w ciągu najbliższego roku stanowią mieszkańcy województwa mazowieckiego, najmniejszy odsetek zaś – regionu centralnego oraz południowo-zachodniego (mniej niż 10%).

Sytuacja gospodarcza katalizatorem emigracji

Aż 93% respondentów rozważających migrację deklaruje, że odczuwa skutki pogorszenia się sytuacji gospodarczej w kraju (dla osób pracujących ten wskaźnik wynosi 78%). Co istotne, co trzecia osoba nie zarabia więcej niż 2999 zł netto.

Odpowiedzi na pytanie dlaczego wciąż wiele osób rozważa wyjazd za granicę należy poszukiwać szczególnie w warunkach życia i sytuacji gospodarczej. Na to składa się w szczególności dostępność i jakość usług publicznych, takich jak opieka medyczna, placówki opiekuńcze, edukacja, wsparcie w opiece nad osobami starszymi i z niepełnosprawnościami, a także możliwość zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych. Nie możemy pomijać aspektu przewidywalności uwarunkowań prawnych i gospodarczych. – podsumowuje Robert Lisicki, Dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan.

Najważniejsze powody, dla których Polacy decydują się na emigrację zarobkową, od lat pozostają niezmienne – to wyższy poziom zarobków (76,3% wskazań) oraz wyższy standard życia i lepsze warunki socjalne (61%). Znacząco na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy wzrosła również liczba osób wskazujących na brak odpowiedniej pracy w Polsce – ten powód wskazało prawie 35% badanych – niemal 20 pp. więcej niż w listopadzie 2021 roku.

Zdecydowana większość badanych, którzy biorą pod uwagę migrację odczuwa skutki pogarszającej się sytuacji gospodarczej. Poszukują możliwości lepszych zarobków, większych perspektyw rozwoju zawodowego, lepszych warunków życia. Istotnym czynnikiem mającym wpływ na ich plany jest większe poszanowanie wolności i bezpieczniejsze położenie geograficzne. Polaków do pozostania w kraju nie przekonuje niskie bezrobocie w Polsce i mnogość ciekawych ofert zatrudnienia. Nie zniechęcają ich takie czynniki, jak zmienność globalnej koniunktury i wysoka stopa bezrobocia w innych krajach europejskich, które są najczęstszym kierunkiem emigracji zarobkowej  – komentuje Marcos Segador Arrebola, Dyrektor Generalny Gi Group Holding w Polsce.

Polacy zwracają uwagę także na czynniki pozafinansowe. Coraz częstszą motywacją do wyjazdu, szczególnie dla młodego pokolenia, staje się chęć podróżowania i zwiedzania świata. Ten argument wskazało aż 35,6% badanych i jest to wzrost o 10,6 pp. w porównaniu z drugą połową 2021 roku. Z kolei 28% respondentów przekonuje większe poszanowanie wolności i praw obywatelskich za granicą.poszanowanie wolności i praw obywatelskich za granicąw4

Wskazania dotyczące wyższych zarobków i lepszego standardu życia są na podobnym, bardzo wysokim poziomie zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn. Zdecydowana różnica natomiast występuje, jeśli chodzi o brak możliwości znalezienia w Polsce odpowiedniej pracy. To argument przemawiający za wyjazdem dla ponad 43% kobiet i niespełna 25% mężczyzn. Kobiety bardziej przekonują również kwestie pozazawodowe – bezpieczniejsze położenie geopolityczne czy większe poszanowanie praw i wolności obywatelskich. Mężczyźni za granicą poszukują lepszych perspektyw rozwoju zawodowego. 30% z nich bierze również pod uwagę korzystniejszy system podatkowy.

Gdzie i na jak długo

Najchętniej wybieranym kierunkiem emigracji pozostają Niemcy (niemal 35% wskazań), co więcej, popularność tego kierunku zwiększyła się w ciągu dwóch ostatnich lat. Na drugim miejscu znajduje się Holandia, którą wybiera ponad 16% badanych. Ponownie, po spadkach obserwowanych w ostatnich latach, wzrosła liczba osób wskazujących Wielką Brytanię (+4,6 pp. względem roku 2021), która znajduje się obecnie na trzecim miejscu destynacji emigracyjnych. Na czwartym – daleka Nowa Zelandia.

Deklarowana długość planowanego wyjazdu zmieniła się w ciągu ostatnich lat. W 2021 roku zdecydowanie przeważały plany emigracji kilkuletniej, a 17% Polaków zamierzało wyjechać na stałe. Obecnie coraz popularniejsze stają się krótsze wyjazdy – co piąty Polak zamierza opuścić kraj na nie więcej niż pół roku. Liczba osób deklarujących chęć wyjazdu na kilka lat lub na stałe znacząco spadła – w pierwszym przypadku jest to spadek o ponad 13 pp. względem roku 2021, w drugim o 7,7 pp.w5

Długość planowanego wyjazdu zarobkowego zależy także od grupy wiekowej. Wśród osób w wieku 18-24 lata przeważają plany krótkich wyjazdów, co najprawdopodobniej wynika z chęci podjęcia pracy w okresie wakacyjnym. Jednocześnie najmłodsi wyraźnie częściej niż pozostałe grupy wiekowe rozważają emigrację na stałe (to aż 17% wskazań w tej grupie). Wśród osób w wieku 35-44 lata również dominują plany krótkoterminowych wyjazdów, zaś co czwarta chce pracować za granicą kilka lat. Natomiast największy odsetek badanych niezdecydowanych co do długości wyjazdu jest wśród osób między 25. a 34. rokiem życia (ponad 33%).

Więzi rodzinne a emigracja

Jedną z największych barier dla osób planujących emigrację – szczególnie dla kobiet i osób młodszych – jest przywiązanie do rodziny i przyjaciół. Aż 60% respondentów, niezależnie od wieku, płci czy wykształcenia wskazało ten argument jako kluczowy. Biorąc jednak pod uwagę niestabilną sytuację geopolityczną, blisko 46% planuje wyjechać z najbliższymi – to wzrost o 7 pp. w porównaniu z rokiem 2021, przy jednoczesnym wyższym odsetku niezdecydowanych w tej kwestii. Co więcej, jak pokazują wyniki badania, wyjazd z rodziną zakładają nie tylko osoby, które chcą wyjechać na dłużej lub na stałe, ale także spory odsetek planujących emigrację krótkoterminową.w6

Przed wyjazdem powstrzymuje Polaków także nieznajomość języków obcych (37,6% wskazań). W przypadku tego czynnika widać wyraźną korelację z wiekiem i wielkością miejsca zamieszkania. Im mniejsza miejscowość, tym częściej wskazywana nieznajomość języka jako przeszkoda w wyjeździe. Podobnie jest w przypadku poziomu wykształcenia i wieku respondentów. Natomiast co trzeciego badanego przed emigracją powstrzymuje brak wystarczających środków na wyjazd i osiedlenie się (32,5%).

Warto też zwrócić uwagę na zdecydowany spadek odsetka osób, które nie planują wyjazdu, ponieważ mają atrakcyjną pracę w Polsce. Jeszcze rok temu był to argument za pozostaniem w kraju dla 32,6% badanych, obecnie dla zaledwie 16,7%.

Konsekwencje odpływu pracowników

Na rosnącą skłonność Polaków do emigracji zarobkowej warto patrzeć w kontekście prognoz demograficznych, struktury wiekowej społeczeństwa i aktywności zawodowej. Może ona prowadzić do istotnego niedoboru pracowników w takich sektorach gospodarki, jak produkcja czy budownictwo.

Demograficzna zima, przejawiająca się starzeniem społeczeństwa, już obecnie ma konsekwencje gospodarcze – spadek liczby ludności w wieku produkcyjnym oznacza wzrost wydatków socjalnych przy jednoczesnym niedoborze pracowników – zarówno niższego szczebla, jak i specjalistów. Dlatego oprócz spójnej polityki państwa w obszarze demografii, niezbędne jest tworzenie satysfakcjonujących miejsc pracy, wspieranie pracujących w podwyższaniu kwalifikacji i dostosowywaniu kompetencji do technologicznych trendów, by mogli utrzymać zatrudnienie, dbanie o talenty. Niebagatelne znaczenie ma dostosowywanie systemu edukacji do potrzeb dynamicznie zmieniającego się rynku pracy – podsumowuje Marcos Segador Arrebola, Dyrektor Generalny Gi Group Holding w Polsce.

O badaniu:

Badanie zostało przeprowadzone przez SW Research na zlecenie Gi Group w terminie 09.02.02023 r. – 14.02.2023 r. W ramach badania przeprowadzono 700 ankiet z osobami między 18 a 67 rokiem życia. Ankietowani byli Polacy i Polki powyżej 18 roku życia, zgodnie z rozkładem płci, wieku i klasy wielkości miejscowości i wykształcenia. Głównym celem badania było sprawdzenie opinii Polek i Polaków na temat emigracji zarobkowej.

Bioceltix wyemituje do 400 tys. nowych akcji

Bioceltix, wrocławska spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym notowana na GPW, wyemituje do 400 tys. nowych akcji. Firma podpisała także umowę inwestycyjną na emisję do 150 tys. akcji dla drugiego co do wielkości akcjonariusza spółki – Kvarko Group ASI Sp. z o.o.

Zgodnie z podjętą w dniu 13 marca uchwałą NZW Bioceltix SA, spółka wyemituje do 400 tys. nowych akcji serii K skierowanych do inwestorów spełniających wymogi określone w uchwale emisyjnej. Jednocześnie na mocy umowy inwestycyjnej zawartej z Kvarko Group ASI sp. z o.o. – jednym z największych akcjonariuszy spółki, sprzeda on część posiadanych akcji, a cały uzyskany w ten sposób przychód zreinwestuje w akcje emitowane w niedalekiej przyszłości w ramach kapitału docelowego. Intencją stron zawartej umowy inwestycyjnej jest to, aby liczba akcji będących w posiadaniu Kvarko Group ASI po wszystkich operacjach nie uległa zmianie. Transakcja sprzedaży przez akcjonariusza akcji istniejących oraz oferta nowych akcji serii K odbędą się w tym samym momencie i po tej samej cenie, która zostanie ustalona w oparciu o wyniki procesu ABB rozpoczynającego się 14 marca. Zakończenie oferty publicznej zaplanowane jest na 27 marca.

– Idea stojąca za aktualną emisją jest taka, żeby w połączeniu z dwoma innymi źródłami finansowania, czyli ewentualnym partneringiem i dotacjami, była to ostatnia emisja na pokrycie kosztów badawczo-rozwojowych. Dzięki temu chcemy zabezpieczyć środki niezbędne do uzyskania pozwolenia na dopuszczenie do obrotu dla naszego najbardziej zaawansowanego produktu, a dla dwóch kolejnych do złożenia wniosków o dopuszczenie do obrotu. Będzie to oznaczało realizację bardzo ważnych kamieni milowych, jakie postawiliśmy sobie na ścieżce rozwoju naszych trzech innowacyjnych, biotechnologicznych produktów leczniczych  – podsumowuje dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix SA.

Bioceltix prowadzi aktualnie badania kliniczne dla produktu na osteoartrozę stawów u psów w ośrodkach weterynaryjnych w kilku krajach Europy. Jednocześnie realizowane jest pilotażowe badanie kliniczne dla produktu na atopowe zapalenie skóry u psów. Jest to badanie na mniejszej grupie pacjentów, w którym skuteczność jednorazowej iniekcji dożylnej jest porównywana do trzykrotnego podania dopuszczonego do obrotu przeciwciała monoklonalnego. Z kolei w przypadku kandydata na produkt leczniczy na zapalenie stawów u koni, niedawno zakończono z sukcesem badanie fazy bezpieczeństwa, a samo badanie kliniczne, podobnie jak w przypadku produktu atopowego, powinno zacząć się jeszcze w tym półroczu.

– Nasze badania są już na takim poziomie zaawansowania, że możemy nieco aktywniej rozglądać się za możliwością zawarcia umowy partneringowej. Stąd też kilka tygodni temu weszliśmy w fazę formalnej współpracy ze szwajcarskim doradcą wyspecjalizowanym w tego typu transakcjach w naszej branży. Bioceltix przyciąga coraz większą uwagę międzynarodowej społeczności, bo adresujemy kilka ważnych dla branży obszarów. Po pierwsze, nasze produkty działają przyczynowo, co jest aktualnie wręcz wymagane przez opiekunów zwierząt, bo może przesądzić o jakości terapii. Powinno to pozwolić na budowanie trwałej przewagi konkurencyjnej. Po drugie, zajmujemy się najważniejszymi aktualnie obszarami terapeutycznymi u zwierząt towarzyszących, czyli atopowym zapaleniem skóry i chorobami układu lokomotorycznego. Każda duża firma weterynaryjna szuka tutaj nowych rozwiązań. A po trzecie, współpraca z Bioceltix może pozwolić naszym potencjalnym partnerom na bardzo szybkie uzupełnienie braków w obszarze innowacyjnej biotechnologii, a więc na zajęcie lepszej pozycji w technologicznym wyścigu, jaki obecnie ma miejsce. W zeszłym tygodniu miałem okazję przekonać się o tym wszystkim osobiście podczas konferencji Animal Health, Nutrition & Technology Innovation w Londynie. Zaawansowanie naszych badań wyraźnie wzmacnia zainteresowanie dalszymi rozmowami ze strony potencjalnych partnerów i dystrybutorów – dodaje Wielgus.

Luty ostudził hurraoptymizm na rynku

Otoczenie makroekonomiczne skłania nas do utrzymania niezbyt pozytywnego nastawienia do ryzykownych klas aktywów, pomimo silnego odbicia na rynkach akcji, obligacji korporacyjnych czy aktywów rynków wschodzących w ostatnich miesiącach. W zakresie lokalnego rynku obligacji po wzrostach rentowności w lutym oczekujemy mocniejszej inwersji krzywej, stąd podtrzymujemy umiarkowanie pozytywne nastawienie do papierów z dłuższego końca krzywej – piszą eksperci
Michael / Ström Domu Maklerskiego. Podtrzymujemy naszą opinię, co do podejścia do inwestycji na rynku obligacji korporacyjnych. Wymagające otoczenie makroekonomiczne sugeruje w naszej opinii koncentrację portfela na emitentach o bardzo wysokiej wiarygodności kredytowej, choć w przypadku tych podmiotów obecne poziomy spreadów kredytowych są już wyraźnie mniej atrakcyjne niż końcem ubiegłego roku – dodają.

Największe gospodarki, jak na razie, wydają się wyjątkowo odporne na szokową terapię antyinflacyjną banków centralnych. W USA Fed podniósł w lutym stopy do poziomu 4,5%-4,75%, stopa depozytowa ECB powędrowała do poziomu 2,5% i prawdopodobnie w marcu osiągnie poziom 3%. Publikowane wskaźniki makroekonomiczne, szczególnie w strefie euro, zaczynają pozytywnie zaskakiwać, efektem czego pojawiają się rewizje w górę prognoz wzrostu gospodarczego w tym roku.

Rynki pracy po obu stronach Atlantyku pozostają bardzo mocne. Zapowiadanej od kwartałów recesji jak na razie nie widać. Niestety, lutowe dane o inflacji w największych rozwiniętych gospodarkach ostudziły nieco oczekiwania na szybką normalizację dynamik cen. Prawdopodobieństwo bardziej „lepkiej” inflacji wyraźnie się zwiększyło, a banki centralne raz po raz potwierdzają swoją nieugiętą wolę sprowadzenia jej z powrotem pod kontrolę. Efekty tego mogliśmy zaobserwować w lutym na globalnych rynkach obligacji i stopy procentowej. Scenariusz pivotu w polityce monetarnej zniknął z tegorocznego horyzontu, a rynki pieniężne wyceniają coraz wyższe poziomy stóp terminalnych, zarówno w USA jak i w strefie euro.

Po wcześniejszych spadkach, rentowności na rynkach bazowych ponownie zaczęły piąć się ku górze, a skala inwersji zaczyna mocno niepokoić inwestorów (w przeszłości jeden z najbardziej niezawodnych predyktorów recesji). W tym kontekście zastanawia relatywnie niewielki zasięg ubiegło miesięcznej korekty na rynkach ryzykownych aktywów, a przede wszystkim rynkach akcji. Czyżby te również były odporne na jeszcze większą skalę zacieśniania monetarnego, a tym samym na rosnące szanse wystąpienia recesji i wyższego ryzyka niestabilności systemu finansowego?

Wyraźne spowolnienie w Polsce

Publikacje krajowych wskaźników makroekonomicznych w lutym nie były z pewnością miłą lekturą dla lokalnych optymistów. Wstępny odczyt PKB w czwartym kwartale ub. roku pokazał wyraźne spowolnienie dynamiki wzrostu gospodarczego do 2% w ujęciu rocznym, jednak odsezonowane dane kwartalne nie pozostawiają wątpliwości. 2.4% spadek kw/kw, to najgorszy wynik od czasu II kw. 2020 roku, więc wybuchu pandemii (i nieznacznie wyższy niż 2,3% spadek w II kw. ubiegłego roku). Rzut oka na kontrybucję pokazuje już negatywny wkład konsumpcji do wzrostu pomimo wzrostu liczby mieszkańców – uchodźców z Ukrainy oraz szeregu kosztownych transferów fiskalnych czy działań osłonowych w reakcji na kryzys energetyczny. Dynamikę PKB wspierał natomiast eksport netto, zapasy oraz zaskakująco solidne jak na otoczenie gospodarce inwestycje.

Słabnąca sprzedaż detaliczna

Po słabych danych z grudnia (0,2% r/r) również w styczniu sprzedaż detaliczna zaskoczyła negatywnie, pokazując w cenach stałych ujemną dynamikę w ujęciu rocznym (-0,3%). Co interesujące, za słabszymi danymi stała sprzedaż dóbr nietrwałych, przede wszystkim żywności oraz paliw (prawdopodobnie ze względu na łagodną zimę). Pozostałe kategorie nie przyniosły większych niespodzianek, chociaż w danych odsezonowanych można dopatrzyć się całkiem solidnego odbicia w kategorii dóbr trwałych (meble, elektronika). Nie zmienia to jednak faktu, że wysoka inflacja bardzo wyraźnie wgryza się w budżety gospodarstw domowych, pomimo korzystnej sytuacji na rynku pracy czy szerokiego wsparcia ze strony polityki fiskalnej i w najbliższym czasie trudno będzie liczyć na istotną zmianę tego trendu.

Pozytywne impulsy, a więc silny wzrost płacy minimalnej, szczodra indeksacja emerytur czy zwroty nadpłaconych podatków PIT, wskutek zmian przepisów w trakcie ubiegłego roku nie zmienią istotnie obrazu konsumpcji. Co więcej, impuls związany z napływem uchodźców i wojną w Ukrainie z punktu widzenia dynamiki będzie wygasał. Pozostaje liczyć na to, że kondycja rynku pracy nie ulegnie szybko istotnemu pogorszeniu, a inflacja mocno przyhamuje (tutaj nie jesteśmy optymistami), co mogłoby poprawić realną siłę nabywczą gospodarstw domowych.

Spadek popytu na pracę i dobre dane o produkcji przemysłowej

Czy rynek pracy pozostanie mocny w perspektywie najbliższych miesięcy? Dane ze stycznia w zakresie zatrudnienia nie napawają optymizmem. Silny spadek dynamiki zatrudnienia do poziomu 1,1% r/r związany był głównie z noworoczną rewizją próby ankietowanych przedsiębiorstw. Biorąc na to poprawkę i tak dane o zatrudnieniu w styczniu, w porównaniu z identycznym okresem w latach ubiegłych okazały się rozczarowujące. Również z pewnym dystansem należałoby spojrzeć na solidną na pierwszy rzut oka dynamikę wynagrodzeń (+13,5% w ujęciu rocznym). Zapracowała na to w pewnym stopniu wysoka podwyżka płacy minimalnej, co oczywiście w niektórych branżach (przede wszystkim w usługach) podbiło wyraźnie dynamiki płac. Wydaje się zatem, że kolejne miesiące przy widocznym już spadku popytu na pracę powinny przynieść również spadek wzrostu wynagrodzeń, chociaż ze względu na strukturalne problemy rynku pracy pozostanie on zapewne dość wysoki.

Ciekawą kwestią pozostają natomiast poprawiające się nastroje konsumentów, zarówno te bieżące jak i przyszłe. Wydaje się jednak, że wynika to bardziej z korekty ogromnego pesymizmu, na co wpływ miały obawy związane z kryzysem energetycznym i kosztami energii w sezonie grzewczym. Stąd zatem widać wyraźną poprawę w zakresie oceny bieżącej i przyszłej kondycji finansowej gospodarstw domowych, jednocześnie jednak chęci do dokonywania istotnych zakupów pozostają niskie, a obawy o kondycję rynku pracy relatywnie wysokie.

Słabiej od oczekiwań wypadły również dane o produkcji przemysłowej (2,6% r/r) i to pomimo solidnego wkładu ze strony górnictwa i produkcji energii. Za gorszy odczyt odpowiadało przetwórstwo przemysłowe, głównie produkcja odzieży oraz dóbr spożywczych. Pozornie dane o produkcji przemysłowej  kontrastują z poprawiającymi się odczytami wskaźnika PMI, niemniej jednak warto zwrócić uwagę na fakt, że aktywność w przemyśle, patrząc na dane odsezonowane, pozostaje wciąż relatywnie wysoka. Nieco wolniejszy od oczekiwań spadek zanotowały ceny produkcji sprzedanej (PPI), których dynamika wyniosła 18,5% w ujęciu rocznym. Pozytywnym zaskoczeniem były natomiast dane o produkcji budowlano-montażowej (+2,4% r/r), czemu najprawdopodobniej sprzyjał wyjątkowo ciepły styczeń.

Szczyt inflacji w lutym

Styczniowe dane o inflacji nieco zaskoczyły w dół. W ujęciu rocznym ceny wzrosły o 17,2% wobec 16,6% w grudniu. Rynkowy konsensus oczekiwał odczytu na poziomie 17,6%. W ujęciu miesięcznym wzrost cen wyniósł 2,4%, za odpowiadały głównie takie kategorie jak mieszkanie (6% m/m, w tym nośniki energii 10,4% m/m)  oraz żywność (1,9% m/m). Dane sugerują dalszy wzrost inflacji bazowej w kierunku 12%. W dalszym ciągu uważamy, że szczyt rocznych dynamik inflacji prawdopodobnie przypadnie w lutym br. a następnie rozpocznie się ich spadek. Wpływ na to będą miały zarówno efekty statystyczne jak i widoczne również globalnie tendencje dezinflacyjne, przede wszystkim w segmencie dóbr oraz cen energii.

Lutowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło zmian ani stóp procentowych ani płynących z gremium komunikatów. Większość członków RPP uznaje obecny poziom stóp za odpowiedni i służący powrotowi inflacji do celu, a długi okres dezinflacji będzie tolerowany z uwagi na potencjalne koszty ekonomiczne i społeczne, jakie wiązałyby się z większą restrykcyjnością polityki monetarnej. Chociaż formalnie zakończenie cyklu nie zostało ogłoszone, a zdaniem prezesa NBP A. Glapińskiego wszystkie opcje pozostają na stole to tak jak wskazywaliśmy w poprzednich opracowaniach poprzeczka dla wzrostu stóp procentowych zawieszona jest bardzo wysoko. Jednocześnie jednak nie jesteśmy przekonani do optymistycznego scenariusza szybkiego spadku inflacji, dzięki czemu, jak wskazywał A. Glapiński, RPP mogłaby zacząć obniżać stopy procentowe końcem br. Prawdopodobnie zatem w najbliższym czasie RPP pozostanie wciąż skoncentrowana na napływających danych z gospodarki, szczególnie dotyczących inflacji. Na posiedzeniu w marcu zostanie przedstawiona również nowa projekcja inflacji NBP, która powinna pokazać nieznacznie lepsze jej perspektywy (niższy „punkt startowy” w lutym do spadku dynamiki cen)  oraz wzrostu gospodarczego w Polsce.

Pesymizm na rynku stopy procentowej i obligacji skarbowych

Rynek stopy procentowej najwyraźniej zaczyna z coraz większym pesymizmem oceniać szanse na łagodzenie polityki monetarnej jeszcze w tym roku. Być może wynika to bardziej z sytuacji na rynkach zagranicznych, o czym pisaliśmy we wstępie, a więc z przesunięcia oczekiwań na pivot banków centralnych na początek przyszłego roku. Tak czy inaczej, kontrakty na stopę procentową na koniec lutego wskazywały na scenariusz jednej obniżki końcówką br. oraz pięciu 25 bps. obniżek stóp w 2024 roku.

Przez sporą część miesiąca wydarzenia z rynków bazowych miały decydujący wpływ na poziom rentowności polskich papierów skarbowych. W skali miesiąca rentowność obligacji 2-letnich wrosły o 25 bps. do poziomu 6,30%, natomiast rentowności benchmarkowych 5-cio i 10-cio latek o 50 bps. (odpowiednio 6,5% i 6,55%).  Pomimo tego, oraz negatywnych informacji, dotyczących środków z KPO (uchwalonymi zmiany w przepisach ustawy o Sadzie Najwyższym zajmie się Trybunał Konstytucyjny) czy negatywnej dla krajowych banków opinii rzecznika TSUE wciąż widać było niezaspokojony popyt na krajowe papiery. Obie regularne aukcje Ministerstwa Finansów zakończyły się powodzeniem przy solidnym popycie ze strony inwestorów. Nabywców znalazły również papiery oferowane przez BGK, które również, patrząc na zgłaszany popyt, cieszyły się sporym zainteresowaniem. Pozytywną informacją dla lokalnego rynku było również przeprowadzenie emisji obligacji Skarbu Państwa (10-cio i 20-to letnich), nominowanych w euro o wartości 3,5 mld zł (wskaźnik bid to cover 3x). Po dwóch miesiącach wzrostów cen względna stabilizacja zapanowala na rynku obligacji zmiennokuponowych. Spready asset swap w skali miesiąca również praktycznie pozostały w miejscu.

Obligacje korporacyjne lepsze niż szeroki rynek

Pozytywne trendy, mimo niesprzyjającej sytuacji na rynkach ryzykownych aktywów, kontynuowały papiery korporacyjne krajowych emitentów, gdzie można było zaobserwować dalsze zawężanie się spreadów kredytowych. Widoczna również była wzmożona aktywność na rynku pierwotnym, a zgłaszany przez inwestorów popyt niejednokrotnie wymuszał dokonywanie redukcji zapisów. Dodatkowo, w styczniu mieliśmy do czynienia z pierwszymi od dłuższego czasu napływami aktywów do krajowych funduszy dłużnych, co prawdopodobnie również było kontynuowane w lutym.

Autorzy:

Tomasz Wronka, Zarządzający Portfelami Funduszy, Michael / Ström Dom Maklerski

Bartosz Wałecki , Analityk, Michael / Ström Dom Maklerski

Sezon zysków: koniec imprezy korporacyjnej? Rok 2023 ma być rokiem śmiałych planów cięcia kosztów na całym świecie

  • Pomimo ogólnego pogorszenia koniunktury w IV kw., rok 2022 był ogólnie dobrym rokiem pod względem zysków przedsiębiorstw. Globalne przychody wzrosły o +11,7% r/r, a zysk na akcję (EPS) o +4,3% r/r. 15 z 23 sektorów odnotowało wzrost zarówno przychodów, jak i EPS, przy czym największymi zwycięzcami roku były ropa i gaz, transport i hotelarstwo.
  • Jednak doskonałe wyniki mają się odwrócić w 2023 r., zwłaszcza w przypadku transportu i sprzedaży detalicznej. W opinii Allianz Trade nagromadzenie nadpodaży, ograniczona władza cenowa, wciąż wysokie ceny nakładów i słabnący popyt spowodują zmniejszenie marż w niektórych sektorach. I odwrotnie, usługi konsumenckie (hotele i restauracje) oraz linie lotnicze powinny nadal cieszyć się wysokimi wskaźnikami rezerwacji, ponieważ rosnące ceny nie wydają się być przeszkodą w podróżowaniu.
  • Przy braku prawdopodobieństwa znacznego wzrostu przychodów w pierwszej połowie 2023 r. ochrona marż będzie priorytetem. Strategie cięcia kosztów, takie jak restrukturyzacja i redukcja zatrudnienia, powinny być kontynuowane w najbliższej przyszłości, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie rentowność spada szybciej. Nadal jednak Allianz Trade spodziewa się dalszych nakładów inwestycyjnych w 2023 r., głównie w sektorach, w których przejście na projekty zrównoważone jest najbardziej potrzebne (motoryzacja, energia i usługi użyteczności publicznej).
  • Dobre wyniki w pierwszej połowie 2022 r. z nawiązką zrekompensowały pogorszenie koniunktury w drugiej połowie roku. Chociaż rok 2022 był niespokojny, z utrzymującą się wysoką inflacją, trwającym konfliktem na Ukrainie, napiętą geopolityką i wreszcie ponownym otwarciem Chin, globalne przychody korporacji wzrosły o +11,7% r/r, a zysk na akcję (EPS) o +4,3% r/r (Rysunek 1).

Rysunek 1. Dynamika przychodów i zysków na akcję (EPS) r/r w 2022 r., średnia światowa

Dynamika przychodów i zysków na akcję 

[ESP = Zysk na akcję; Revenue = Przychód]

Źródła: Eikon Reuters (IV kw. uwzględnia wyniki finansowe opublikowane do 6 marca 2023 r.), Allianz Research

Większość sektorów odnotowała wyższe przychody i zyski, przy czym sektory naftowo-gazowy, transportu i hotelarstwa osiągnęły lepsze wyniki. Sektor naftowo-gazowy skorzystał na wzroście cen ropy i rekordowo wysokich marżach rafineryjnych po inwazji na Ukrainę, podczas gdy ożywienie ruchu lotniczego po pandemii i dłuższy niż oczekiwano wzrost stawek za fracht morski pobudziły sektor transportowy. Sektor hotelarski skorzystał na rosnących obłożeniach i cenach w hotelach i restauracjach po zniesieniu ograniczeń związanych z pandemią po obu stronach Atlantyku (Rysunki 2 i 3).

Rysunki 2 i 3. Wydatki konsumentów w USA (po lewej) iw Niemczech (po prawej) w ciągu ostatnich dwóch latWydatki konsumentów w USA

[Services = Usługi; Durables = Dobra trwałego użytku; Non-durables = Nietrwałe dobra konsumpcyjne; Feb = luty; Aug = sierpień]

[Mar = marzec; Sep = wrzesień; Textile = Tekstylia; Food = Żywność; Recreation = Rekreacja; Hospitality = Hotelarstwo]

Źródło: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Podczas gdy sektor motoryzacyjny radził sobie lepiej, sektor metalurgiczny i wydobywczy miał trudny początek roku. W minionym kwartale sektor motoryzacyjny pozytywnie zaskoczył, przy czym przychody wzrosły średnio o +14,0% r/r, a EPS o +34,2%, szczególnie wzmocnione wynikami producentów oryginalnego wyposażenia (OEM). Ich przychody wzrosły o +17,3% r/r, a EPS o +48,7% r/r, dzięki mixowi produktowemu, podwyżkom cen i reorientacji produkcji w kierunku modeli wysokomarżowych. Wyższe wolumeny również pomogły: branża sprzedała 18,4 mln pojazdów na całym świecie w czwartym kwartale (+4,4% kw/kw i +2,9% r/r), co jest oznaką stopniowego odbudowywania się po niedoborze chipów. Sektor metalurgiczny i wydobywczy borykał się najbardziej z problemami, ponieważ popyt spadł w związku z obawami przed recesją, a rosnące koszty produkcji obniżyły marże (Rysunek 4). W rzeczywistości najnowsze dane wskazują na powolny wzrost popytu: globalna produkcja przemysłowa spadła o +0,34% r/r w styczniu 2023 r. w porównaniu ze średnią +0,5% w ostatnim kwartale 2022 r.

Rysunek 4. Wzrost przychodów i zysku na akcję w IV kw. 2022 r. w podziale na sektory, średnia światowaWzrost przychodów i zysku na akcję

Źródła: Eikon Reuters (stan na 07.03.2023 r.), Allianz Research

Luka w rentowności zmniejsza się między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Chociaż firmy w USA zawsze miały lepsze marże niż te w Europie, różnica między tymi dwoma regionami zmniejszyła się w ciągu ostatnich kilku kwartałów. Marża EBITDA amerykańskich spółek w głównych indeksach giełdowych uległa znacznemu pogorszeniu (Rysunek 5), gdzie osiągnęła poziom sprzed pandemii ok. 19,2%. Z kolei w Europie marża EBITDA nadal rosła do 19,0% w IV kw. 2022 r. (z 17,6% w IV kw. 2021 r. i 16,0% w okresie 2018-2019) pomimo bliskości konfliktu na Ukrainie. Ta odporność została wzmocniona wsparciem rządowym mającym na celu złagodzenie obciążeń związanych z wysokimi rachunkami za energię, a także wysiłkami podejmowanymi przez przemysł w celu zminimalizowania zużycia energii w jak największym stopniu (nawet bez znacznych cięć produkcji).

Rysunek 5. Marża EBITDA (%) S&P-500 i STOXX Europe 600Marża EBITDA

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Patrząc w przyszłość, Allianz Trade spodziewa się, że linie lotnicze będą nadal osiągać lepsze wyniki, podczas gdy transport morski i handel detaliczny będą miały trudności. Liczby rezerwacji wskazują na kolejny dobry sezon letni w 2023 r., wzmocniony przez zwiększoną liczbę turystów (wraz z powrotem turystów z Azji) i szczytowe ceny zarówno przelotów, jak i zakwaterowania. W szczególności ceny biletów lotniczych nie wykazują oznak spowolnienia ze względu na ograniczenia przepustowości w całej branży, z opóźnionymi dostawami samolotów i utrzymującym się niedoborem pilotów. Niemniej jednak, jeśli utrzymująca się inflacja nasili kryzys kosztów utrzymania, gospodarstwa domowe mogą ograniczyć wydatki na wypoczynek i turystykę, które stały się „podstawą” budżetów postpandemicznych. Jednak transport morski i handel detaliczny cierpią z powodu odwrócenia nierównowagi między podażą a popytem; nadpodaż niweczy zyski osiągnięte w latach 2021-2022 dzięki wysokiemu postpandemicznemu popytowi. W czwartym kwartale stawki wysyłki spadły do poziomu zbliżonego do poziomu z 2019 r., podczas gdy sprzedawcy detaliczni zaczęli stosować większe rabaty, aby pozbyć się nadwyżek zapasów. Na rok 2023 prognoza Allianz Trade wzrostu wolumenu światowego handlu wynosi +0,9%, co wraz z rozwojem flot przewoźników oceanicznych jeszcze bardziej obniży stawki przewozowe w tym roku. Jeśli chodzi o detalistów, uważamy, że wciąż wysoka inflacja będzie jeszcze bardziej nasilać konkurencję cenową, powodując dalsze zmniejszanie się marż sektora (Rysunek 6).

Rysunek 6. Rentowność poszczególnych sektorów w 2022 r. (rzeczywista) i 2023 r. (oczekiwana)Rentowność poszczególnych sektorów

[Profitability growth in 2022 = Wzrost rentowności w 2022 r.; No profitability growth in 2022 = Brak wzrostu rentowności w 2022 r.; No profitability growth expected in 2023 = Brak wzrostu rentowności oczekiwany w 2023 r.; High profitability growth expected in 2023 = Wysoki wzrost rentowności oczekiwany w 2023 r.; Shipping = Transport morski; Retail = Handel detaliczny; Household Equipment = Sprzęt gospodarstwa domowego; Chemicals = Chemikalia; Computers = Komputery; Textile = Tekstylia; Electronics = Elektronika; Metal & Mining = Sektor metalurgiczny i wydobywczy; Construction = Budownictwo; Pharma = Farmacja; Paper = Sektor papierniczy; Machinery & Equipment = Maszyny i urządzenia; Inflation riders = Zastrzeżenia inflacyjne; Auto = Motoryzacja; Oil & Gas = Sektor naftowo-gazowy; IT services = Usługi informatyczne; Airlines = Linie lotnicze; Agrifood = Sektor rolno-spożywczy; Hospitality = Hotelarstwo; Power = Sektor energetyczny; Financial Services = Usługi finansowe]

Źródło: Allianz Research

W trudnym otoczeniu gospodarczym rok 2023 ma być rokiem śmiałych planów cięcia kosztów na całym świecie, przy czym ochrona marży jest najwyższym priorytetem dla firm. Podczas gdy siła ustalania cen jest różna w poszczególnych sektorach, ogólne wrażenie jest takie, że podwyżki cen w 2022 r. zaszły już za daleko; wiele firm stwierdziło, że obecnie nie jest możliwe dalsze podnoszenie cen bez utraty udziału w rynku. Ta ograniczona siła cenowa w połączeniu z wciąż wysokimi kosztami produkcji (pracy, energii i surowców) będzie nadal ograniczać zyski przedsiębiorstw, przynajmniej w pierwszej połowie tego roku i głównie w Stanach Zjednoczonych. Brak wzrostu przychodów jest prawdopodobny w pierwszych kwartałach roku zarówno w USA, jak iw Europie, podczas gdy spadek EPS spółek amerykańskich i europejskich może osiągnąć najniższy poziom odpowiednio w II i III kwartale (Rysunki 7 i 8). Perspektywę tę potwierdza zwiększona ilość negatywnych prognoz publikowanych dotychczas przez kierownictwo spółek.

Rysunki 7 i 8. Kwartalny wzrost przychodów i EPS r/r dla S&P-500 (górny rysunek) i STOXX Europe 600 (dolny rysunek), rzeczywiste dane i prognozy rynkoweKwartalny wzrost przychodów i EPS

[Revenue = Przychód; Earnings = Zyski]Kwartalny wzrost przychodów i EPS

[Revenue = Przychód; Earnings = Zyski]

Źródła: Eikon Reuters (stan na 28 lutego 2023 r.), Allianz Research

Chociaż bilanse pozostają solidne, a poziom gotówki wciąż przekracza poziom z 2019 r., w opinii Allianz Trade możemy spodziewać się ograniczenia programów skupu akcji własnych, dodatkowych projektów restrukturyzacyjnych i redukcji zatrudnienia. Niemniej nie widzimy, aby firmy skąpiły nakładów inwestycyjnych w tym roku, ponieważ długoterminowe oczekiwania dotyczące wzrostu (2024-2025) wymagają krótkoterminowych inwestycji dokonywanych w przewidywaniu. Szczególnie w Europie nakłady inwestycyjne zostały ostatnio zwiększone przez Europejski Zielony Ład[1] uzgodniony w 2020 r., przy wzroście o +12,5% w 2021 r. i +24,5% w 2022 r. W 2023 r. szacuje się dalszy wzrost o +11%, napędzany wzrostem w branży motoryzacyjnej (+35% r/r), energetyczny (+15%) i użyteczności publicznej (+13%), dla których rynek oczekuje dużych inwestycji, aby osiągnąć zielone cele UE (Rysunek 9).

Rysunek 9. Nakłady inwestycyjne (mln EUR) według sektorów w Europie, stan faktyczny i prognozyNakłady inwestycyjne

[Chemicals = Chemikalia; Automobiles & Parts = Samochody i części; Media = Media; Basic Reźródła = Podstawowe zasoby; Consumer Products = Produkty konsumenckie; Personal Care =Opieka indywidualna ; Utilities = Usługi użyteczności publicznej; Health Care = Opieka zdrowotna; Industrial Goods & Services = Towary i usługi przemysłowe; Retail = Handel detaliczny; Energy = Energia; Technology Technologia = ; Telecommunications Telekomunikacja = ; Construction & Materials = Budownictwo i materiały budowlane; Travel & Leisure = Podróże i wypoczynek; Food & Beverage = Żywność i napoje]

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

[1] W lipcu 2020 r. UE przyjęła „Taksonomię zrównoważonej działalności”, która określa warunki, jakie musi spełniać działalność gospodarcza, aby kwalifikować się jako zrównoważona środowiskowo, wzmacniając potrzebę przekierowania pieniędzy na zrównoważone projekty.

FPP: zmiany w Kodeksie Pracy wymagają vacatio legis

W najbliższym czasie Senat będzie zajmował się rozpatrywaniem nowelizacji Kodeksu Pracy w zakresie dostosowania dyrektyw Unii Europejskiej do ustawodawstwa krajowego dotyczącego tworzenia stabilnych, przejrzystych warunków pracy oraz godzenia życia zawodowego z prywatnym. Ta nowelizacja przewiduje szereg rozwiązań natury biurokratycznej, organizacyjnej, ale też i kosztowej z punktu widzenia pracodawców. Wprowadza bowiem szereg rozwiązań, które mają ułatwiać godzenie życia zawodowego z rodzinnym oraz szereg przywilejów dla pracowników.

– To dla pracodawców oznacza dodatkowe koszty i obciążenia. W związku z tym Federacja Przedsiębiorców Polskich postuluje, żeby wydłużyć czas wejścia w życie nowych przepisów – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl prof. Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka ds. rynku pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Pracodawcy, zwłaszcza mniejsze firmy, muszą się odpowiednio przygotować i przewidzieć, jakie zmiany nastąpią oraz jakie będą z tego wynikały konsekwencje. W przeciwnym razie może to spowodować chaos organizacyjny. Firmy powinny mieć czas, aby wdrożyć planowane zmiany – zwłaszcza związane z nieobecnością pracownika w miejscu pracy ze względów rodzicielskich, opiekuńczych czy w okresie łączenia życia zawodowego z prywatnym. Dlatego kluczowym postulatem jest opóźnienie wejścia w życie niektórych przepisów tak, żeby przedsiębiorcy mogli dostosować swoją organizację, swój biznes do nowych przepisów i uprawnień, jakie będą nadane pracownikom – apeluje prof. Spytek-Bandurska.

Najem instytucjonalny – kwitnący sektor rynku mieszkaniowego

  • Wbrew kryzysowi na rynku mieszkaniowym szybko rozwija się najem instytucjonalny – PRS. W ofercie jest obecnie ok. 10 tys. lokali, ale do 2026 roku ma ich być ponad 55 tys.
  • Popularności PRS sprzyja luka mieszkaniowa szacowana na 2 mln lokali, malejąca podaż będąca efektem załamania na rynku kredytów hipotecznych oraz wciąż atrakcyjna dla inwestorów zagranicznych cena m2 w Polsce.
  • 80 proc. zasobu znajduje się w największych aglomeracjach. Jednak również pozostała część wymaga profesjonalnej obsługi technicznej. W efekcie rośnie znaczenie firm serwisowych, które mają strukturę wielooddziałową.
  • Usługi serwisowe muszą uwzględniać specyfikę nieruchomości, wysoki standard oraz komfort użytkowników. Podczas prac ważna jest też empatia i poszanowanie prywatności.

Sektor rośnie w siłę. Do 2026 roku nawet 6x więcej mieszkań

W ramach polskiego rynku mieszkaniowego sukcesywnie rozwija się najem instytucjonalny. Aktualnie w ofercie PRS (Private Rented Sector) funkcjonuje ok. 10 tys. mieszkań. Jak wskazuje w swoim raporcie PwC, w ciągu trzech lat liczba ta może przekroczyć nawet 55 tys. Podstawową przyczyną wzrostu jest powiększająca się luka mieszkaniowa w dużych aglomeracjach szacowana obecnie nawet na 2 mln lokali. Do tego dochodzi malejąca podaż mieszkań będąca wynikiem kryzysu na rynku hipotecznym, a ponadto zmiana podejścia do własności. Czynnikiem rozwoju jest także wciąż atrakcyjna dla inwestorów cena m2 na polskim rynku pierwotnym oraz wyższa stopa zwrotu z najmu w porównaniu do miast bardziej rozwiniętych krajów Unii Europejskiej. W efekcie główni inwestorzy wywodzą się ze Skandynawii oraz Niemiec. Perspektywy dla firm operujących na rynku najmu instytucjonalnego wydają się więc bardzo optymistyczne.

 – Poza czynnikami makroekonomicznymi o powodzeniu przedsięwzięć realizowanych w ramach PRS zdecyduje też fakt, czy inwestorzy będą w stanie zaoferować najemcom wysokiej jakości usługi związane z zarządzaniem i obsługą nieruchomości. Dużą rolę odegrają w tym aspekcie dostawcy posiadający know how związany z wypróbowaną i fachową obsługą techniczną, wyspecjalizowaną w prewencji, szybkiej reakcji na usterki, czy w prowadzeniu procesu gwarancyjnego – zauważa Agnieszka Gierulska, Kierownik Projektów TechFM ze SPIE Building Solutions.

1/5 budynków poza aglomeracjami także wymaga serwisowania

Wg analiz rynkowych zasoby mieszkań w formule PRS znajdują się przede wszystkim w Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście oraz Katowicach. Niemniej blisko 20 proc. takiej powierzchni funkcjonuje poza największymi aglomeracjami. Dla operujących tam inwestorów oznacza to konieczność poszukiwania partnerów zajmujących się obsługą nieruchomości dodatkowo w tych lokalizacjach. W efekcie wzrasta rola firm, które dysponują kompetencjami, ale oprócz tego mają strukturę wielooddziałową.

– Korzyści, jakie daje współpraca z firmą oferującą profesjonalny i szeroki zakres usług serwisowych, bez względu na usytuowanie posiadanej nieruchomości, dostrzegli już najwięksi gracze na rynku PRS. Takie podejście posiada dużo zalet. Pozwala nie tylko na zwiększenie rentowności inwestycji i osiągnięcie korzyści skali. Eliminuje również kilka innych, często bardziej „prozaicznych” problemów. Mam tu na myśli, chociażby brak konieczności każdorazowego edukowania nowego dostawcy w kwestii zastosowanych technologii, obowiązujących procedur operacyjnych, czy standardów obsługi – kontynuuje Agnieszka Gierulska ze SPIE.

Warto nadzorować urządzenia, ale i proces gwarancyjny

Realizacja obsługi serwisowej w formie outsourcingu to sprawdzone i opłacalne rozwiązanie ze względów ekonomicznych, jak i organizacyjnych. Ważne jest, aby funkcję tą realizował wykonawca kompetentny w zakres zadań administracyjnych, jak i kwestii technicznych. Można do nich zaliczyć przykładowo nadzór i kontrolę nad węzłami ciepła, agregatami wody lodowej, stacjami niskiego napięcia, czy systemami pożarowymi.

– W przypadku nieruchomości kluczowym zagadnieniem jest ponadto monitoring zużycia mediów oraz kontrola wentylacji i klimatyzacji, których efektywne wykorzystanie ogranicza koszty finansowe i środowiskowe. W tym miejscu warto wspomnieć, że istnieją już rozwiązania umożliwiające sterowanie takimi urządzeniami przy pomocy inteligentnych systemów. Dla nowego obiektu niezmiernie istotne jest też posiadanie wykwalifikowanego personelu, który będzie upoważniony do nadzorowania procesu gwarancyjnego. Umożliwi to koordynację techniczną oraz szybsze usuwanie ewentualnych awarii i usterek  – mówi Agnieszka Gierulska ze SPIE.

Serwisant ma być … mało widoczny

Przy konserwacji budynków funkcjonujących w ramach najmu instytucjonalnego ważne są nie tylko kompetencje techniczne i szybkość reakcji. Trzeba zdawać sobie sprawę, że działania w tym obszarze determinują jeszcze wysoki standard nieruchomości oraz komfort jej użytkowników. To priorytetowa, lecz często też drażliwa materia. Jak wskazuje Przewodnik po PRS autorstwa ThinkCo i Deco Room tym, co głównie irytuje najemców lokali w podejściu ich właścicieli, jest zatajanie informacji o usterkach i niedogodnościach.

– Obsługa awarii oraz prace serwisowe w przypadku nieruchomości PRS różnią się od analogicznych czynności wykonywanych np. w biurowcach czy magazynach logistycznych. Przede wszystkim zgłoszeń jest o wiele więcej. Bardzo często wizyty i ewentualne naprawy są realizowane w obecność klientów, także w dni wolne od pracy. Niezmiernie ważne jest wówczas jednakowo profesjonalne usunięcie usterki, czy estetyczne wykonanie prac, ale również wykazanie się empatią i poszanowaniem prywatności – podkreśla Agnieszka Gierulska, Kierownik Projektów TechFM ze SPIE.

Co 4 firma chce zatrudniać nowych pracowników, ale nadal co 5 myśli o zwolnieniach

W II kwartale 2023 roku 28% pracodawców w Polsce chce powiększać zespoły, 19% z nich deklaruje redukcję stanowisk, a 49% firm nie przewiduje zmian związanych z personelem. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, będąca odzwierciedleniem nastrojów rekrutacyjnych organizacji wynosi +8%, co oznacza, że osoby planujące zmianę pracodawcy mogą spodziewać się więcej ofert pracy, niż w ostatnich miesiącach. Takie dane płyną z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup, prezentującego plany rekrutacyjne firm na czas od kwietnia do końca czerwca 2023. Największe potrzeby rekrutacyjne deklarują przedstawiciele branży energetyki i usług komunalnych oraz usług komunikacyjnych. Najbardziej optymistyczne plany rekrutacyjne zgłaszają firmy zlokalizowane w północno-zachodnim oraz wschodnim regionie Polski. Więcej w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od kwietnia do końca czerwca. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która jest barometrem rynku pracy i pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, na najbliższy kwartał wynosi +8%. To wynik wyższy o 7 punktów procentowych od prognozy deklarowanej na trzy pierwsze miesiące tego roku, a także wzrost o 5 punktów procentowych w porównaniu do II kwartału 2022 roku. Oznacza to, że rynek pracy jest nieco bardziej aktywny, niż w poprzednim kwartale, a organizacje chętniej chcą powiększać swoje zespoły.

Zatrudnienie nowych pracowników planuje 28% badanych przedsiębiorstw, o konieczności zwolnień mówi 19% organizacji, a jedynie 4% firm nie zna planów zatrudnienia na nadchodzący czas. Niemal połowa (49%) polskich pracodawców chce pozostawiać liczbę pracowników na dotychczasowym poziomie.

Energetyka i usługi komunalne oraz usługi komunikacyjne najbardziej otwarte na nowe talenty

Z danych wynika, że we wszystkich ośmiu analizowanych obszarach pracodawcy chcą powiększać swoje zespoły w II kwartale tego roku. Na najwięcej ofert pracy mogą liczyć kandydaci z branży energetyki i usług komunalnych (+22%), usług komunikacyjnych (+21%) oraz w sektorze transportu, logistyki i motoryzacji (+19%). Niższe, choć wciąż optymistyczne prognozy zatrudnienia deklarują pracodawcy obszaru nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej (+11%), finansów i nieruchomości (+9%), IT (+8%), a także przemysłu i surowców (+8%). W branży dóbr i usług konsumpcyjnych można mówić o pewnej stabilizacji rynku, bowiem tutaj prognoza rekrutacyjna deklarowana przez pracodawców na najbliższy czas to +1%.

– Aktualna prognoza rekrutacyjna firm, choć lepsza od poprzedniego kwartału nadal jest bardzo daleka od pożądanych dwucyfrowych wskazań, które notowaliśmy przed pandemią. Mimo wzrostu ogólnej prognozy a także wzrostów w ujęciu kwartalnym w niemal wszystkich badanych przez nas sektorach nie spodziewamy się aż tak dużej dynamiki zmian na rynku pracy. Polscy pracodawcy bardzo szybko reagują na zmieniającą się sytuację na rynku weryfikując swoje plany rekrutacyjne, a ta nadal nie jest komfortowa. Mimo poprawy nastrojów wynikających z danych nadal widzimy dużą ostrożność firm w decyzjach związanych z personelem. Z drugiej strony wzrost prognozy w stosunku do pierwszego kwartału jest też często występującym elementem w cyklu funkcjonowania rynku pracy. Na początku roku firmy uwalniają budżety na zatrudnienie nowego personelu, startują też inwestycje, które często są wstrzymane na czas zimy – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor zarządzający ManpowerGroup w Polsce. – Oczywiście cieszą nas odnotowane wzrosty zatrudnienia, co może być zapowiedzią budzenia się rynku pracy po zimie. Budzi się także obszar motoryzacji, który przez długi czas odczuwał i nadal odczuwa skutki załamania łańcucha dostaw i braku komponentów. Ożywienie obserwujemy również w firmach produkujących komponenty dla przemysłu zbrojeniowego, który zyskuje na aktualnym konflikcie zbrojnym. Bez względu na sytuację na rynku talent dalej będzie w cenie. Firmy z obszaru usług komunikacyjnych, life science, finansów i nieruchomości, które wskazują najwyższe prognozy zatrudnienia będą mierzyć się w trudnościami w znalezieniu pracowników o pożądanych kompetencjach – dodaje Tomasz Walenczak.

Północno-zachodnia Polska zapowiada najbardziej intensywne rekrutacje

Biorąc pod uwagę dane dla regionów Polski, to z raportu ManpowerGroup wynika, że najwięcej nowych pracowników chcą pozyskiwać firmy zlokalizowane na północnym-zachodzie (+27%) oraz na wschodzie (+13%). Mniej korzystne, lecz wciąż dodatnie prognozy zatrudnienia zadeklarowali pracodawcy z Centrum (+10), Południa (+7%) oraz Południowego-Zachodu (+5%) kraju. Zwolnień należy natomiast spodziewać się wśród organizacji zlokalizowanych w północnej (-4%) Polsce.

– Prognozy dla regionów są faktycznym odzwierciedleniem panujących nastrojów u pracodawców. Optymizm na północnym-zachodzie, dla którego odnotowaliśmy najwyższe wskazania to skutek wielu inwestycji w tym regionie, na przykład w obszarze logistyki czy magazynowania. Jednocześnie firmy tam zlokalizowane mierzą się z dużą skalą niedoboru talentów, wynikającą z uruchomienia wielu nowych miejsc pracy we wschodnich Niemczech, na które rekrutowani są pracownicy z Polski. Na drugim biegunie mamy region północny, z redukcjami zatrudnienia. W tym przypadku warto odnieść się do sektora usług dla biznesu, licznego w Trójmieście, w którym wiele organizacji miało okazję współpracować z globalnymi firmami big tech, które z kolei w ostatnim czasie zdecydowały się redukcje zatrudnienia, co finalnie także odbiło się w działaniach dostawców – mówi Tomasz Walenczak.

Duże firmy z najwyższymi prognozami rekrutacyjnymi

W II kwartale 2023 roku najbardziej otwarte na powiększanie swoich zespołów są duże organizacje zatrudniające powyżej 250 pracowników (+22%). Średnie przedsiębiorstwa (50-249 pracowników) oraz mikrofirmy (do 10 pracowników) wskazują na prognozę zatrudnienia odpowiednio na poziomie +6% oraz +8%. O konieczności redukcji etatów mówią pracodawcy reprezentujący sektor małych organizacji (10-49 osób) z prognozą -2%.

Polska na tle regionu EMEA

Choć polscy pracodawcy deklarują optymistyczną prognozę zatrudnienia w II kwartale 2023 roku na poziomie +8%, to wciąż jest to jeden z najniższych wyników w całym regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Niższy wskaźnik zadeklarowały jedynie organizacje z Grecji (+7%) i Węgier (+2%). Wśród państw regionu EMEA największą chęć rozbudowywania zespołów wskazują pracodawcy z Norwegii, Szwajcarii i Holandii z identyczną prognozą +31%.

O Barometrze ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia

Badanie w ramach Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia dla II kwartału 2023 roku zostało zrealizowane globalnie, w terminie od 2 do 31 stycznia 2023 roku na grupie niemal 39 000 pracodawców, reprezentujących 41 rynków na całym świecie. Dane dla Polski zostały opracowane na podstawie wywiadów obejmujących reprezentatywną próbę 510 pracodawców.