Grupa ROBYG – wyniki finansowe za 2022 rok

W 2022 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 1,5 mld zł, co oznacza 16% wzrost w porównaniu do 2021 roku. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 410,8 mln zł, czyli o 11% więcej niż w 2021 roku. EBIT wyniósł 438,8 mln zł a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 354,2 mln zł. W 2022 roku Grupa ROBYG podpisała w Warszawie, Trójmieście, Poznaniu i Wrocławiu 2144 umowy deweloperskie i przedwstępne. Spółka sfinalizowała w tym okresie 2114 umowy rezerwacyjne i przekazała klientom około 3500 lokali. Spółka podtrzymuje cel sprzedażowy na 2023 rok na poziomie ponad 2,5 tys. mieszkań. ROBYG utrzymuje stabilne marże, dysponuje dużym bankiem ziemi, szuka też gruntów w nowych lokalizacjach i nie wyklucza wejścia do kolejnych miast.

W grudniu 2022 roku Grupa ROBYG z sukcesem zakończyła proces budowy książki popytu na obligacje zł. Przydzielono 110.000 obligacji serii PE o łącznej wartości 110 mln zł. Obligacje będą notowane na ASO GPW, a ich wykup przypada na 9.12.2025. Spółka oferowała obligacje w ramach programu emisji obligacji na okaziciela do kwoty 500 mln zł. Jest to już druga seria w ramach programu.

„Rok 2023 będzie z pewnością wymagający dla całej gospodarki, także w sektorze budownictwa mieszkaniowego. Dlatego stawiamy na budowę synergii w ramach dużej, silnej Grupy TAG Immobilien. Dzięki temu mamy stabilną sytuację, duży bank ziemi i możemy ze spokojem przygotować się na trudniejszy czas w gospodarce. Niezależnie od tego mamy nadzieję, że zarówno rządzący, jak i sektor finansowy skupią się na budowaniu dostępności finansowania dla Polaków. Bo popyt na mieszkania w Polsce jest bardzo duży – a główną blokadą jest właśnie możliwość zaciągnięcia kredytu. Od początku 2023 roku sytuacja na rynku kredytów hipotecznych poprawia się – co potwierdzają dane BIK (Biura Informacji Kredytowej). Widać coraz więcej wniosków kredytowych w porównaniu do grudnia 2022 roku i można zakładać, że trend ten będzie nadal pozytywny w kolejnych miesiącach. W większości banków wzrosła zdolność kredytowa klientów, co pozwala im na bardziej elastyczne decyzje odnośnie zakupu mieszkania” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej Grupy ROBYG.

W marcu 2022 roku TAG Immobilien, jedna z największych i renomowanych firm nieruchomości mieszkaniowych w Niemczech, kupiła 100% akcji ROBYG od Bricks. TAG jest długoterminowym inwestorem, który widzi potencjał polskiego rynku mieszkaniowego. Już 2 lata temu Grupa Tag nabyła Vantage Development, a w tym roku zakończyliśmy proces integracji działalności TAG w Polsce. Połączenie kadry zarządzającej i pracowniczej obu firm pozwoli na bardziej efektywną i dynamiczną działalność. ROBYG kontynuuje działalność w sektorze sprzedaży mieszkań oraz prowadzi prace budowlane na rzecz Grupy TAG w Polsce. Natomiast Vantage Development rozwija działalność PRS Grupy. Łącznie Grupa TAG w Polsce posiada największy bank ziemi wśród deweloperów. To pozwala nam jeszcze lepiej dopasowywać się do warunków rynkowych i otoczenia makroekonomicznego. Z pewnością programy rządowe będą ważnym wsparciem dla Polaków i ułatwią im inwestycję we własne lokum. Np. program Pierwsze Mieszkanie, który ma pomóc młodym Polakom sfinansować zakup swojego pierwszego mieszkania lub domu czy też „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Wsparciem mogą też być planowane rozwiązania finansowe: tani kredyt z dopłatami rządowymi oraz specjalne konto oszczędnościowe. To ważne, że programy te – już przyjęte przez Rząd – będą miały tak szeroki zasięg dla osób do 45 roku życia oraz małżeństw, bez limitu ceny za metr kwadratowy. Dzięki temu bardzo szybko nastąpi ożywienie na rynku nieruchomości mieszkaniowych, a Polacy będą mogli realizować potrzeby w zakresie własnego lokum. Dodatkowym czynnikiem wspomagającym kredytobiorców będzie ostatnia decyzja KNF – Urząd Komisji Nadzoru Finansowego złagodził warunki oceny zdolności kredytowej. Według decyzji KNF najniższy, minimalny poziom bufora, wynoszący 2,5 punktu procentowego, powinien być stosowany dla kredytów z tymczasowo stałą stopą procentową. To oznacza, że dostępność kredytów wzrośnie” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu Grupy ROBYG.

W 2022 roku Grupa ROBYG wprowadziła kolejne etapy osiedli w Warszawie: Royal Residence w Wilanowie, Sady Ursynów, Jutrzenki, Praga Piano, Modern City, Modern Space, Rytm Mokotowa oraz Mój Ursus. Także w Trójmieście kolejne etapy osiedli: Wiśniowa Aleja, Wendy, Vista, Szumilas, Porto, Zielony Widok, Moment i Lagom oraz 5 nowych etapów osiedla ROBYG Jagodno, Osiedle nad Widawą i osiedle Dożynkowa we Wrocławiu.

TAG Immobilien AG został 100% akcjonariuszem ROBYG z dniem 31 marca 2022 r. Grupa TAG rozpoczęła rok obrotowy 2022 od znacznego wzrostu w Polsce i dodatkowych inicjatyw ESG. Polskie działania wzmocniono przejęciem ROBYG – co dało fundament pod budowę ok. 20.000 mieszkań na wynajem w Polsce w ciągu najbliższych sześciu-siedmiu lat. Ponadto cele ESG koncentrowały się na bieżącym wdrażaniu strategii dekarbonizacji oraz na atrakcyjnych dzielnicach mieszkaniowych w przystępnych czynszach.

W 2022 roku ROBYG i VANTAGE rozpoczęły budowę synergii w ramach Grupy TAG Immobilien oraz połączyły kompetencje zarządcze. Na stanowisko prezesa zarządu (CEO) obu spółek został powołany Eyal Keltsh – od 15 lat wiceprezes ROBYG. Oscar Kazanelson, przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG od ponad 20 lat, przejął dodatkowo funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Vantage. Niezależnie od połączonego zarządu oraz nadzoru każda ze spółek kontynuuje swoją dotychczasową działalność. Grupa ROBYG buduje i sprzedaje mieszkania, a także zarządza generalnym wykonawstwem oraz sprzedażą inwestycji Vantage Development. Spółka Vantage Development pod marką Vantage Rent prowadzi działalność wyłącznie w segmencie PRS – czyli mieszkań na wynajem. Każda ze spółek jest finansowana niezależnie.

Łącznie Grupa TAG Immobilien na rynku polskim w 2022 roku sprzedała 2419 mieszkań i przekazała klientom ponad 4500 lokali (wraz z mieszkaniami na wynajem), w tym Vantage Development sprzedał 275 lokali oraz przekazał 309 lokali nabywcom. Jednocześnie do eksploatacji wprowadzono blisko 800 lokali z przeznaczeniem na najem.  Oferta Vantage Rent na koniec roku obejmowała 1 153 lokale na wynajem, z czego 740 było już wynajętych. Aż 408 lokali z 413 pozostających do wynajęcia zostało oddanych w grudniu 2022 roku. Spółka zakłada, że dojście do pełnego poziomu najmu (tj. około 97-98%) zajmie około 2 miesięcy. Portfel mieszkań na wynajem będzie systematycznie powiększany, już na koniec I kwartału 2023 wyniesie prawie 2 300 lokali, a na koniec 2024 ponad 3 300.

ROBYG dołączył do inicjatywy ONZ – United Nations Global Compact. UN Global Compact to największa na świecie inicjatywa skupiająca liderów zrównoważonego biznesu. Deweloper potwierdził tym samym swoje zaangażowanie w działania na rzecz społeczeństwa, środowiska i odpowiedzialnego biznesu oraz zobowiązał się do dalszego doskonalenia. ROBYG inwestuje w bioróżnorodność i promuje powstawanie łąk kwietnych oraz ochrony dla fauny i flory we wszystkich miastach, w których działa.

ROBYG przykłada szczególną wagę do idei ESG, na którą składa się ekologia, społeczne zaangażowanie i ład korporacyjny. Pod koniec 2021 roku spółka opublikowała Strategię ESG oraz Raport Wpływu, a w 2022 opublikowała Raport ESG.

Grupa ROBYG systematycznie podwyższa standard mieszkań w swoich inwestycjach i wprowadza nowatorskie, ekologiczne rozwiązania – np. farby elewacyjne i kostka antysmogowa, pochłaniające zanieczyszczenia. Wyjątkowa jakość ROBYG obejmuje ponadstandardową wysokość mieszkań, balkony, loggie lub tarasy w każdym mieszkaniu, drewniane okna, dźwiękoszczelność, wideofony, instalacje światłowodowe, a także lobby z portierem i oświetlenie LED części wspólnych zasilane przez panele fotowoltaiczne. Ponadto na każdym osiedlu ROBYG projektuje obszerne tereny zielone, ogrody deszczowe, place zabaw, siłownie, stacje rowerowe, monitoring wizyjny HD, ławki solarne i ładowarki samochodów elektrycznych. Przygotowane są specjalne tereny spacerowe, a także budki dla ptaków i domki dla owadów. Większość mieszkań jest wyposażona w standardzie w system Smart House firmy Keemple, który pozwala na oszczędności na rachunkach do 50%.

W 2021 roku ROBYG wprowadził na swoich osiedlach ładowarki do samochodów elektrycznych – infrastruktura przyłączy będzie dostępna w garażach w większości budynków. Ponadto wybrane inwestycje posiadają miejsca zewnętrzne do ładowania – ogólnodostępne dla mieszkańców.

ROBYG podjął decyzję o przejściu przy procesach budowlanych w 100% na energię ze źródeł odnawialnych już w ciągu najbliższych dwóch lat, czyli do końca 2024 roku. Zamierza to osiągnąć uwzględniając w procesie zakupowym energii dostawców z jak największym udziałem energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych – a od 2024 roku, tylko i wyłącznie zielonej energii. Taki krok pozwoli na znaczną redukcję śladu węglowego i przyczyni się do ograniczenia emisji CO2. Firma podjęła też oficjalne zobowiązania w zakresie raportowania emisji CO2 oraz zwiększenia udziału energii odnawialnej w prowadzonej działalności.

Grupa ROBYG jest stabilnym, wiarygodnym deweloperem – realizuje swoje cele wprowadzając kolejne inwestycje do sprzedaży, a wszystkie budowy są budowane zgodnie z harmonogrmami. Firma utrzymuje stabilną i płynną działalność zarówno w zakresie budowy, jak i sprzedaży mieszkań.

Grupa ROBYG od lat angażuje się w lokalne inicjatywy, wspiera sztukę, kulturę, edukację czy sport. Firma podjęła także liczne działania związane z pomocą w obliczu epidemii koronawirusa – aktywnie wspierała potrzebujących, seniorów i Powstańców oraz instytucje medyczne. Dodatkowo program CSR Grupy obejmuje realizację i nieodpłatne przekazanie projektów infrastruktury publicznej na rzecz dzielnic i miast.

ROBYG to ponad 30.000 sprzedanych lokali i ponad 90.000 zadowolonych klientów.

Najważniejsze dane Grupy ROBYG:

  2017 2018 2019 2020 2021
Umowy deweloperskie i przedwstępne   2500 2200 2738 4308
Kontraktacja netto 3471 2520 2569 2156 4276
Lokale uznane w przychodach 2100 2500 2845 2715 2940
Przychody 738 mln zł ponad 1 mld zł ponad 1,12 mld zł ponad 1,11 mld zł 1,3 mld zł

To będzie pracowity rok w windykacji. Coraz więcej Polaków ma problemy z zapłaceniem rachunków

Zaległości Polaków znów rosną. Po 2022 r. 2,68 mln osób ma niemal 79 mld zł przeterminowanych zobowiązań. W ciągu minionego roku wartość długów podwyższyła się o 6,4 mld zł. Głównie za sprawą alimentów oraz opóźnionych o co najmniej 30 dni rat kredytów, ale także niezapłaconych rachunków z telekomów czy nieopłaconych polis ubezpieczeniowych. Niesolidnych dłużników przybyło 18 tys. i jest ich tylu, ilu mieszkańców mają łącznie dwa województwa: zachodniopomorskie i lubuskie. Porównanie nie jest przypadkowe, bo problem z terminową obsługą zobowiązań właśnie w tych regionach jest rozpowszechniony najbardziej, dotyczy więcej niż co dziesiątego dorosłego mieszkańca tych województw – pokazuje Raport InfoDług, przygotowany w oparciu o dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK.

Wygląda na to, że drugi rok pandemii był jedynym, w którym Polakom udało się zmniejszyć zaległe zobowiązania. Stopniały zarówno te kredytowe, widoczne w bazie informacji kredytowych BIK jak i pozakredytowe z tytułu bieżących rachunków, alimentów, opłat za jazdę bez biletu, grzywien sadowych czy wielu innych zgłaszanych przez wierzycieli do rejestru dłużników prowadzonego przez BIG InfoMonitor. Mowa tu o zaległościach na kwotę min. 200 zł, opóźnionych o co najmniej 30 dni.

– W minionym roku, COVID zastąpiły inne problemy, przede wszystkim wojna w Ukrainie, która pociągnęła za sobą drastyczne podwyżki cen paliwa i energii, ale także wzrost stóp procentowych i wysoką inflację. I to niestety okazało się dla wielu osób zbyt trudne do udźwignięcia, tym bardziej, że już w czasie pandemii część społeczeństwa wykorzystała swoje oszczędności. Nie pomogła nawet, deklarowana przez Polaków w okresie lockdownów, większa ostrożność przy zaciąganiu kolejnych zobowiązań, także kredytów – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Przestał bowiem sprawdzać się dotychczasowy scenariusz i niemal z dnia na dzień zmieniała się lista głównych powodów kłopotów finansowych. Gdy przed rokiem były to niskie zarobki, nieprzewidziane wydatki i zdarzenia losowe, teraz na pierwszym miejscu wskazywana jest inflacja (36 proc.), na drugim niskie zarobki (22 proc.), a na trzecim, jako efekt podwyżek stóp procentowych, wysokie koszty spłacanych kredytów (8 proc.) – dodaje. Efekt? Wartość opóźnionych o 30 dni kredytów wzrosła w minionym roku o ponad 1 mld zł do 34,1 mld zł, a zaległości pozakredytowe podwyższyły się o blisko 5,4 mld zł do 44,7 mld zł. Łącznie dało to niemal 78,9 mld zł zaległości, o 9 proc. więcej niż na koniec 2021 r., wynika z Raportu InfoDług przygotowanego na podstawie danych rejestru dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK.

– Na przyrost zaległości pozakredytowych złożyły się głównie alimenty, których przybyło m.in. po tym jak po zmianie prawa, długi alimentacyjne starsze niż 6 lat ponownie zaczęły trafiać do rejestru dłużników prowadzonego przez BIG. Obecnie ich wartość sięga już prawie 14 mld zł. Zwiększyła się też wartość zobowiązań zgłoszonych na podstawie wyroków sądowych do ponad 11 mld zł, za nieopłacone rachunki za telefon i TV do niemal 1 mld zł, czynsz do ok 200 mln zł. Wśród zaległości pozakredytowych Polaków znajdują się także nieopłacone polisy ubezpieczeniowe – ponad 96 mln zł, a także nieopłacone kredyty przez osoby poręczające cudze kredyty, które wynoszą ponad 5 mln zł – wymienia Sławomir Grzelczak. Charakterystyczne dla zmian minionego roku jest to, że zaległości bardziej przybywało w regionach, które cechują się mniejszymi problemami w tym względzie, jak choćby na Podlasiu, Lubelszczyźnie, Podkarpaciu czy w woj. świętokrzyskim i opolskim. Podobnie było ze wzrostem liczby dłużników.

W całym kraju przybyło 18 412 niesolidnych dłużników, do 2,68 mln osób. Co piąty z nich ma jednocześnie zaległości kredytowe i pozakredytowe. W ślad za większą liczbą dłużników podwyższył się też wskaźnik, pokazujący ilu niesolidnych płatników przypada w Polsce na 1000 osób pow. 18 roku życia. Indeks Zaległych Płatności Polaków (IZPP) podniósł się do 85,9 pkt. z 84,6 pkt. na koniec 2021 r. co oznacza, że wśród 1000 pełnoletnich osób 86 ma problemy z regulowaniem zobowiązań. To wciąż jest jednak lepszy wynik niż przed pandemią.

zaległe rachunki polaków

Jak wynika z badań Quality Watch realizowanych dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor osobom w tarapatach finansowych trudniej teraz będzie pozbyć się zaległości. – Co w sumie nie jest zaskakujące, dłużnicy deklarują, że galopująca drożyzna spowalnia wychodzenie z zadłużenia. W ciągu 2022 r. przybyło też osób, które wątpią, że uda im się spłata długów, jeśli w grę wchodzi suma 10 tys. zł i więcej – wskazuje na to już co trzecia osoba (30 proc.). Z drugiej strony 19 proc. respondentów zwątpiłoby w możliwość wyjścia z długów dopiero przy zaległości na 500 tys. zł. Inflacja, która z jednej strony zmniejsza wartość zarobków i oszczędności, potęguje przerażenie, gdy trzeba zmierzyć się ze zobowiązaniami, a szczególnie długami – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak. Tymczasem średnia zaległość wzrosła przez rok o 2,2 tys. zł do 29,4 tys. zł, m.in. w wyniku kłopotów pokolenia X. Minionych 12 miesięcy najwięcej finansowych zmartwień dołożyło, bowiem osobom w wieku 45-54 lata, to im najbardziej przyrosły zaległości i przybyło niesolidnych dłużników.

W ujęciu geograficznym, nastąpiła zmiana na czele województw z największą liczbą nierzetelnych dłużników, miejsce Śląska zajęło Mazowsze. Tym samym woj. mazowieckie jest teraz liderem w obu kategoriach – liczby dłużników i wartości zaległości. Zawdzięcza to ogromnej populacji stanowiącej ponad 14 proc. mieszkańców Polski. Sam udział niesolidnych dłużników wśród Mazowszan – 82 na 1000 dorosłych mieszkańców – pozycjonuje je jednak poniżej średniej krajowej. Gdy liczbę dłużników zestawi się z populacją regionu najgorzej wypadają woj. zachodniopomorskie i lubuskie. W obu nie radzi sobie z finansami, ponad 110 na 1000 pełnoletnich mieszkańców. Co oznacza, że co dziewiąta osoba z tych regionów widoczna jest z powodu niepłacenia zobowiązań w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor lub bazie informacji kredytowych BIK.

Pokolenie X ma już do spłaty średnio na osobę niemal 42 tys. zł

Średnia zaległość przeciętnego niesolidnego dłużnika obniżyła się wśród młodych osób, tj. między 18 a 24 rokiem życia – o 8,2 proc. do 6 917 zł oraz u 25- 34 latków – o 1,4 proc. do 16 018 zł. Pozostałe grupy odnotowały spore wzrosty, szczególnie przedstawiciele pokolenia X, którym średnia zaległość podwyższyła się o prawie 13 proc. do 41 842 zł na osobę. Niemało problemów na jednego konsumenta przypada też w grupie wiekowej 55-64 lata – po zmianie o 10,1 proc. jest to 37 198 zł. Osobom po 64 roku życia zaległości podwyższyły się o 6,3 proc., do 27 643 zł.
zaległe rachunki polaków 2022

Jeśli chodzi o liczbę niesolidnych dłużników ubyło ich w dwóch z sześciu grup wiekowych, wśród 25-34 latków oraz w gronie 55-64 latków. Najbardziej przybyło natomiast w pokoleniu X (45-54 lata), bo aż o 23 650 (4,3 proc.) i jest ich już w sumie blisko 575 tys. Na barkach pokolenia X spoczywa też najwyższa kwota przeterminowanych zobowiązań, ponad 24 mld zł. Największą grupą niesolidnych płatników pozostaje nadal pokolenie Y – 35-44 latków. Jest ich już niemal 680 tys., a w ostatni rok przybyło 1 577 osób (0,2 proc.). O 1 906 (1,5 proc.) więcej jest też nieterminowych płatników wśród najmłodszych dłużników, czyli 18-24 latków oraz o 9 252 osoby (2,4 proc.) więcej wśród najstarszych.

dłużnicy 2

dłużnicy

W Lubuskiem i na Pomorzu Zachodnim problemy finansowe zdarzają się najczęściej

Statystycznie nadal najwięcej osób opóźniających płatności za rachunki i kredyty przypada na pełnoletnich mieszkańców Polski Zachodniej oraz województwa kujawsko-pomorskie i warmińsko-mazurskie. Wszędzie tu na 1000 pełnoletnich osób ponad 100 zdarza się nie płacić w terminie bieżących zobowiązań. Kłopoty finansowe są najbardziej powszechne w Lubuskiem – 112 osób z problemami na każde 1000 dorosłych mieszkańców. Przeciwieństwem jest Podkarpacie, gdzie zarządzenie finansami wpędza w tarapaty 47 osób na 1000 i Małopolska z liczbą 58. Udział niesolidnych dłużników wzrósł w 13 na 16 województw. O jedną osobę spadł w Wielkopolsce i na Śląsku. Na takim samym poziomie jak przed rokiem utrzymał się na Mazowszu – 82 osoby.

windykacja

W woj. podlaskim i opolskim najmniej długów i dłużników

Zaległych zobowiązań przybyło we wszystkich województwach, najbardziej w świętokrzyskim, podlaskim i pomorskim – odpowiednio o 15,1, 14,2 oraz 13,9 proc. przy zmianie w całym kraju na poziomie 8,8 proc. (6,4 mld zł). Niezmiennie najwyższe wartości niespłacanych długów kredytowych i pozakredytowych przypadają na Mazowsze (15,02 mld zł), następnie na Górny (9,48 mld zł) i Dolny Śląsk (7,10 mld zł). Najmniejszą wartość zaległości mają natomiast osoby z województw: opolskiego – 1,5 mld zł oraz podlaskiego i świętokrzyskiego, po 1,6 mld zł.

Co do liczby niesolidnych dłużników, to ubyło ich nieznacznie w trzech z 16 województw, w woj. śląskim, wielkopolskim i kujawsko-pomorskim. Pozostałe odnotowały wzrosty. Po tej zmianie Śląsk, który przez lata miał największą liczbę osób z kłopotami finansowymi, wyprzedziło Mazowsze. W woj. stołecznym jest już ponad 360 tys. niesolidnych płatników. W całym kraju liczba dłużników powiększyła się o 18 412 osób, czyli 0,7 proc.

gdzie najwięcej dłużników

66-latek z Lubelszczyzny na czele listy rekordzistów

Wraz ze wzrostem łącznego zadłużenia Polaków, wzrosła kwota zaległości pierwszej dziesiątki dłużników – w rok prawie o 28 mln zł. Obecnie mają oni już do spłacenia niemal 0,5 mld zł zaległych zobowiązań. By wejść do grona najbardziej zadłużonych, konieczne jest obecnie posiadanie prawie 29,5 mln zł zaległości, jest to o 1,1 mln zł więcej niż przed rokiem. Zmienił się też lider niechlubnej listy, 49-letniego Pomorzanina zastąpił mężczyzna z Lubelszczyzny, którego zaległość wzrosła w rok o grubo ponad 6 mln zł. Obecnie ma on do spłaty 81,2 mln zł. Poza tym nadal połowa osób z TOP 10 pochodzi z Mazowsza, a reprezentacja kobiet nie przekroczyła trzech. Do TOP 10 daleko wielu wojewódzkim rekordzistom. Najskromniej prezentują się reprezentanci woj. warmińsko-mazurskiego i świętokrzyskiego z kwotami 7,3 mln zł.najwięksi dłużnicy

Odreagowanie na rynkach akcji

W weekend sześć głównych banków centralnych (Fed, EBC, BoJ, BoE, BoC oraz SNB) postanowiło wzmocnić mechanizm swap-owy, co ma polepszyć płynność w sektorze bankowym. W poniedziałek rano widzieliśmy kontynuację przeceny ryzykownych aktywów. W kolejnych godzinach inwestorzy ponownie kupowali akcje i finalnie spowodowało to, że sesja w Europie oraz w USA zakończyła się nad kreską. Złoto na początku tygodnia wyceniane było przez chwilę powyżej poziomu 2000 USD za uncję. Cena ulegał jednak niewielkiej korekcie.

Fed razem z innymi głównymi instytucjami krajowymi wydał oficjalne oświadczenie, w którym poinformował, że „akcja” ma na celu poprawienie efektywności linii swapowych w zapewnianiu finansowania w USD. Banki centralne postanowiły zwiększyć częstotliwość siedmiodniowych operacji zapadalności z tygodniowego na dzienny.

Przypomnijmy, że w poprzednim tygodniu amerykańskie banki skorzystały z „okna dyskontowego” Fed w rekordowej ilości. W środę 15 marca pożyczyły 153 mld USD, co przekroczyło szczytowy poziom 111 mld USD z 29 października 2008 roku.

Z jednej strony można powiedzieć, że banki centralne są wyraźnie w trybie zapobiegania kryzysowi i ten proces ma zdecydowane pierwszeństwo przed średniookresowym celem walki z inflacją. Jeśli instytucje dojdą do wniosku, że wysokie stopy procentowe i inwersja krzywej dochodowości stanowią nadmierne obciążenie dla systemów finansowych, to z tego powodu powinny wstrzymać się z dalszymi restrykcyjnymi działaniami. EBC pokazał jednak, że sektor bankowy jest pod kontrolą i ostatnie zawirowania nie przeszkodziły Lagarde na ogłoszenie ruchu o 50 pb. Ta decyzja niekoniecznie neguje ten punkt widzenia. Instytucja udowodniła w przeszłości, że zwykle późno przestawia się na tryb walki z kryzysem lub zapobiegania kryzysowi (podwyżki stóp latem 2008 oraz wiosną i latem 2011 roku).

Z drugiej jednak strony można dojść do wniosku, że wczesne i silne działania zapobiegające kryzysowi mają zapewnić bankom centralnym niezbędne pole do dalszej walki z wysoką dynamiką wzrostu cen.

Pierwsza interpretacja byłaby prawdopodobnie negatywna dla USD w średnim terminie. W takim scenariuszu można zakładać, że Fed nie podniesie już stóp lub dokona ruchu w niewielkim stopniu a w niedalekiej przyszłości być może zdecyduje się na pierwsze obniżki. Rezerwa Federalna może zasygnalizować, że dalsze kroki w polityce monetarnej zależą od rozwoju napięć w systemie finansowym.

Druga interpretacja mogłaby być pozytywna dla USD, ponieważ rynkowe oczekiwania co do ścieżki cyklu zacieśniania w USA musiałyby wówczas zostać skorygowane w górę w większym stopniu niż w przypadku pozostałych banków centralnych.

Popularny indeks DAX podczas wczorajszego handlu „wybił” lokalne dołki i przetestował horyzontalne wsparcie (14.620 pkt.), które koresponduje ze szczytem z 13 grudnia. Pro-wzrostowa formacja świecowa sugeruje, że na rynku buduje się kolejny impuls do zwyżek. Na rynku FX dolar tracił. Para EUR/USD „wyszła” powyżej 1,07 ale nie zdołała pokonać szczytu z minionego tygodnia. Złoty zyskał w relacji do „zielonego” a para USD/PLN ustanowiła nowe lokalne minima na poziomie 4,38. Względem euro nasza waluta również ostatecznie zyskała w drugiej części dnia a notowania EUR/PLN spadły na moment do 4,6960. Obecnie kurs rośnie powyżej 4,70. Do lekkiego odreagowania doszło na rynku ropy naftowej. Cena odmiany WTI wciąż jest jednak na niskim poziomie i wskazuje 67,15 USD za baryłkę.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Sondaż wśród frankowiczów: Banki coraz częściej inicjują kontakt w sprawie ugód

Jak wynika z najnowszego badania, co ósmy frankowicz niebędący w sporze sądowym zainicjował ostatnio kontakt ze swoim bankiem w sprawie zaproponowania mu ugody. Dokładnie rok wcześniej, takich osób było nieznacznie więcej. Natomiast z blisko 14% do ponad 21% rdr. wzrosła grupa respondentów, z którymi bank z własnej inicjatywy skontaktował się w celu zawarcia ugody. Do tego sondaż wykazał, że prawie co czwarty ankietowany jest skłonny do rozmów z kredytodawcą na ww. temat. Frankowiczów, którzy chcą polubownie załatwić sprawę, głównie interesuje przewalutowanie po uzgodnionym kursie lub unieważnienie umowy ze wzajemnym rozliczeniem.

Zainteresowanie ugodami

W ciągu 6 miesięcy poprzedzających sondaż, 12,4% respondentów z własnej inicjatywy skontaktowało się ze swoim bankiem w sprawie zaproponowania mu ugody. Natomiast 71,7% nie podejmowało takich działań. Rok wcześniej tak deklarowało odpowiednio 15,1% i 81%. Badanie jest prowadzone cyklicznie od trzech lat przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Najnowsza edycja została zrealizowana na przełomie IV kwartału 2022 roku i I kwartału 2023 roku. Wówczas odpowiedzi udzieliło blisko 740 osób niebędących w sporze sądowym z bankiem i mających tzw. kredyt frankowe w jednym z jedenastu banków w Polsce.

– Widać mniejsze zainteresowanie ugodami z bankami. Zapewne jest to spowodowane coraz większą świadomością kredytobiorców w zakresie ich sytuacji prawnej. Drugą przyczyną są wysokie stopy procentowe, które wpływają na koszt ugody. Banki proponują bowiem przewalutowanie kredytu frankowego na złotowy z oprocentowaniem opartym o WIBOR, zwykle 3M. Całkowity koszt ugody, z uwzględnieniem jej kilkuletniej spłaty w złotym z wysokim oprocentowaniem, powoduje, że takie rozwiązanie nie jest korzystne dla frankowicza. Ponadto banki nadal często nie uwzględniają w zawieranych porozumieniach dokonanych już spłat – komentuje mec. Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

21,1% respondentów wskazuje, że w ciągu sześciu miesięcy poprzedzających badanie skontaktował się z nimi przedstawiciel banku w sprawie ewentualnego zaproponowania warunków ugody (rok wcześniej – 13,8%). 61,6% ankietowanych stwierdza, że takiego kontaktu w ogóle nie było (poprzednio – 81,7%). Natomiast 17,3% nie pamięta, czy taka inicjatywa była podejmowana przez kredytodawcę (wcześniej – 4,5%).

– Wzrost aktywności banków w kontakcie z frankowiczami w celu zawarcia ugody jest wynikiem korzystnych wyroków, jakie są wydawane na rzecz konsumentów. Szacuje się, że obecnie banki w „sporach frankowych” przegrywają w ok. 90% przypadków. Opłacenie kosztów sądowych i obsługi prawnej oraz zasądzonych do zapłaty kwot po niekorzystnym dla kredytodawcy wyroku powoduje, że częściej dąży on do zawarcia porozumienia. Zawarcie ugody z frankowiczem jest bardzo korzystne dla banku – zaznacza adwokat Marta Michałowska z Kancelarii MBM Legal.

Słabsza chęć do rozmów

Z badania wiemy też, czy obecnie frankowicze są skłonni do rozmów z bankiem na temat ugody. 22,7% respondentów odpowiada twierdząco (poprzednio – 25,4%), a 48% – przecząco (49,9%). Natomiast 29,3% badanych jeszcze nie ma wyrobionego zdania w tym temacie (rok wcześniej – 24,7%). Jak podkreśla mec. Adrian Goska, liczba kredytobiorców skłonnych do rozmów z bankami jest nieco mniejsza niż w poprzednim okresie badania. Duża część frankowiczów już poszła do sądu. W takiej sytuacji banki bardzo rzadko są w stanie namówić inne osoby do zawarcia ugody.

– Część kredytobiorców jest zniechęconych do rozmów. Oni wiedzą, jak wygląda rozpatrywanie reklamacji przez bank. Niektórzy doświadczyli tego, że zaproponowana przez nich chęć ugody została odrzucona przez kredytodawcę. Z kolei te osoby, które mają wyrok po pierwszej instancji, poświęciły już czas na walkę o sprawiedliwość i poniosły spore koszty, więc czekają cierpliwie na prawomocny wyrok – mówi Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

Frankowicze, którzy są skłonni rozmawiać na temat ugody, wskazują, jakie warunki są dla nich akceptowalne. Na szczycie listy znajduje się przewalutowanie po uzgodnionym kursie – 34,1% (poprzednio – 10,3%). Dalej widzimy unieważnienie umowy ze wzajemnym rozliczeniem – 29,4% (wcześniej – 39,4%) oraz przewalutowanie po obecnym kursie średnim NBP – 18,8% (2,4%). Z kolei przewalutowanie po kursie średnim NBP z dnia wypłaty wybrałoby 10,6% respondentów (we wcześniejszym badaniu – 37%). Natomiast o innym rozwiązaniu niż wyżej wymienione mówi 4,7% ankietowanych (poprzednio – 7,9%). Ponadto z badania wynika, że 2,4% nie ma jeszcze wyrobionej opinii w tym zakresie (rok wcześniej – 3%).

– Stanowisko frankowiczów w sprawie warunków ugód jest silnie uzależnione od aktualnego kursu franka, stopy WIBOR oraz wysokości stóp procentowych. Jeszcze na początku ub.r. przewalutowanie kredytu wydawało się być kuszącą opcją dla frankowiczów. Dziś kurs franka szwajcarskiego jest bardzo wysoki i nie można też liczyć na jakikolwiek spadek. Obecnie przewalutowanie kredytu, biorąc pod uwagę wysoką inflację oraz niepewność co do dalszego jej wzrostu, nie jest korzystne. Sytuacja jest na tyle dynamiczna, że nie sposób przewidzieć, czy szybciej wzrośnie kurs CHF czy też inflacja w Polsce – analizuje mec. Michałowska.

Jak podsumowuje Arkadiusz Szcześniak, sytuacja każdego kredytobiorcy jest inna ze względu na różne warunki kredytu. Zdaniem eksperta, niepokojąca jest informacja o osobach, które zgodziłyby się na przeliczenie po aktualnym kursie NBP. Ta forma rozliczenia z bankiem jest możliwa praktycznie od początku trwania umowy. Przyjęcie takiej „ugody” jest de facto realizacją całej straty na tym kredycie w jednym z najgorszych momentów.

Kłopoty sektora bankowego źródłem spadku oczekiwań dotyczących stóp procentowych

Upadek amerykańskiego banku SVB i kłopoty szwajcarskiego Credit Suisse wzbudziły wśród inwestorów obawy dotyczące ewentualnego kryzysu bankowego i podały w wątpliwość słuszność ścieżek polityki monetarnej obranych przez największe banki centralne. W efekcie obserwowaliśmy wyjątkowo wysokie wahania zarówno rentowność amerykańskich obligacji dwuletnich, jak i pary EUR/USD. W obliczu wysokiej niepewności dobrze radził sobie jednak złoty. Polska waluta odnotowała znacznie mniejsze straty niż korona czeska i forint węgierski.

Wobec obserwowanych w ostatnich dniach pokaźnych spadków na światowych giełdach i niebagatelnej skali zmian rynkowych stóp procentowych, aktywność inwestorów na rynku walutowym można jednak ocenić jako relatywnie spokojną.

Dodatkowo część ruchów mogła wydawać się nieoczywista. Np. w przypadku walut safe haven jen japoński radził sobie znacznie lepiej niż pozostałe inne waluty z tego koszyka (frank szwajcarski i dolar amerykański znalazły się pod presją). Można to wiązać z tym, że najpoważniejsze problemy dotyczyły banków ze Szwajcarii i USA. Waluty Ameryki Łacińskiej osłabiły się, co jest typowe w okresach awersji do ryzyka, azjatyckie zaś umocniły się – kłopoty sektora bankowego wydają się nie dotykać tamtejszych gospodarek, znacząca pozostaje rezygnacja z polityki „zero-Covid” i ponowne otwarcie chińskiej gospodarki.

W tym tygodniu prawdopodobnie będziemy nadal obserwować wysoką zmienność. Inwestorzy wciąż uważnie analizują wieści z sektora bankowego. Ponadto wielkimi krokami zbliża się posiedzenie Fedu, którego wyniki poznamy już w tę środę (22.03). Tym razem niezwykle trudno przewidzieć, jaką decyzję podejmie amerykańska Rezerwa Federalna. Z jednej strony musi mieć ona bowiem na uwadze nieustępującą presję inflacyjną, z drugiej zaś możliwe zacieśnienie warunków finansowania spowodowane problemami banków w USA.

Co istotne, szwajcarski UBS błyskawicznie zgodził się przejąć Credit Suisse. Według doniesień nastąpi to pod szeregiem warunków, do których należą znaczne gwarancje rządowe i wsparcie płynnościowe SNB. Uważamy, że w połączeniu z domniemaną gwarancją dla wszystkich depozytów bankowych w USA obecnie powinno to wystarczyć, by powstrzymać rozlanie się kryzysu na cały sektor bankowy.

Spodziewamy się jednocześnie, że Fed podniesie stopy procentowe o 25 pb, choć zaznaczamy, że panuje w tej kwestii znaczna niepewność. Sytuacja może zmieniać się z godziny na godzinę, czego dowiodły wydarzenia minionych dni.

PLN

W obliczu wyraźnego niepokoju o stan sektora bankowego złoty doświadczył presji i powrócił w okolice 4,70 w parze z euro. Niemniej, polska waluta radziła sobie wyraźnie lepiej niż podobne waluty regionu. Spadek o 0,6% do euro jest bowiem niewielki w porównaniu z 1,4% w przypadku korony czeskiej i aż 3,7% w przypadku forinta węgierskiego. Relatywnie mała skala słabości złotego rodzi pytania – może to być częściowo kwestia niwelowania nierównowagi, jaka wcześniej wytworzyła się między tymi walutami. Złoty przez wiele miesięcy radził sobie gorzej od forinta i korony, co w naszej opinii nie było w pełni uzasadnione.

Zeszłotygodniowe dane o inflacji w Polsce pokazały, że lutowy szczyt (18,4%) był nieco niższy, niż oczekiwał konsensus. Od kolejnego miesiąca powinniśmy obserwować spadki. Nie oznacza to jednak, że walka z inflacją jest wygrana. Momentum inflacji bazowej pozostaje wyjątkowo mocne – w styczniu notowaliśmy zmianę indeksu o 0,9% w ujęciu miesięcznym, z kolei w lutym o 1,3%. Bez pojawienia się przeciwnej tendencji – tj. trwałego wyhamowania momentum inflacji bazowej – trudno będzie mówić o właściwej dezinflacji. Dane wzmacniają nasze oczekiwania, że najprawdopodobniej nie ma co liczyć na obniżki stóp procentowych w tym roku.

W kolejnych dniach czeka nas szereg publikacji z gospodarki, z których najważniejsze będą dane o sprzedaży detalicznej w lutym (wtorek 21.03). Po jej skurczeniu się w styczniu o 0,3% w ujęciu rocznym oczekuje się pogłębienia spadku.

EUR

Problemy sektora bankowego nie doprowadziły do zahamowania podwyżek stóp procentowych EBC. Bank podniósł stopy o 50 pb. Zrezygnował jednak z wyraźnego sygnalizowania rynkom dalszych kroków. Zamiast tego dał jasno do zrozumienia, że dalsze ruchy będą zależne od napływających danych. Uważamy, że to rozsądna decyzja.

Jeśli nie pojawią się oznaki wyraźnego pogorszenia stabilności finansowej – czego obecnie się nie spodziewamy, po zdecydowanych krokach władz i banków centralnych USA i Szwajcarii – ubiegłotygodniowe prognozy inflacji i aktywności gospodarczej będą naszym zdaniem wspierać dalsze podwyżki stóp. A kontynuacja procesu zwiększania kosztów pieniądza powinna sprzyjać euro.

Najważniejszymi danymi ze strefy euro będą w tym tygodniu wstępne odczyty wskaźników PMI (piątek 24.03). Powinny one nadal sugerować umiarkowany wzrost gospodarczy oraz bardzo niskie prawdopodobieństwo recesji.

USD

Dane o sytuacji gospodarczej i inflacji niezmiennie wspierają dalsze podwyżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej. Ostatnie odczyty mogą sugerować, że na powrót rośnie wewnętrzna presja cenowa. Rynek pracy pozostaje niezwykle ciasny, np. liczba nowych, cotygodniowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych ponownie spadła poniżej 200 tys. Kłopoty niektórych banków regionalnych w USA mogą jednak mieć zacieśniający efekt, prowadząc do zmniejszenia akcji kredytowej. Efekt ten powinien być jednak niewielki; nie obserwowaliśmy gwałtownego zwiększenia spreadów kredytowych. Nie zmienia to jednak faktu, że ze strony Fedu aktualnie spodziewamy się większej ostrożności w podejmowaniu decyzji.

Niezmiennie oczekujemy, że Fed, podążając niejako za EBC, podniesie swoje stopy procentowe o 25 pb. Rezerwa Federalna zadeklaruje także uzależnienie kolejnych decyzji od kolejnych danych. Niemniej, skala cięć stóp procentowych, szacowanych aktualnie przez rynek na ok. 100 pb. jest naszym zdaniem dalece przesadzona.

GBP

Funt, mimo napięć, radzi sobie dobrze. Brytyjski system bankowy wydaje się mieć solidne podstawy. Wciąż maleją także obawy dotyczące recesji. Także budżet Wielkiej Brytanii był nieco bardziej optymistyczny niż oczekiwano. Choć również w przypadku tego kraju uwaga inwestorów skoncentrowana była jednak na sektorze bankowym.

W tym tygodniu w centrum uwagi wciąż znajdować się będzie sektor bankowy. Jednocześnie dotrze do nas wyjątkowo dużo wieści mogących mieć wpływ na funta. W środę (22.03) opublikowane zostaną dane o inflacji. Oczekuje się, że, jej miara bazowa istotnie się nie zmieni, pozostając tuż poniżej 5%.

Dzień później (czwartek 23.03) odbędzie się posiedzenie Banku Anglii. Inwestorzy dzielą się równo na tych oczekujących, podobnie jak my, podwyżki o 25 pb., jak i tych spodziewających się utrzymania obecnego poziomu stóp procentowych. Uważamy, że Bank Anglii podąży śladami EBC. Czyli próbując oddzielić walkę z inflacją od utrzymania stabilności finansowej (będącej oddzielnym problemem, wymagającym użycia innych narzędzi).

CHF

Wydaje się, że ubiegłotygodniowe wydarzenia i obawy dotyczące sektora bankowego zaciążyły na uznawanym za bezpiecznego franku szwajcarskim. W efekcie skutecznie ściągnęły go na dno zestawienia walut G10.

Sprawne działania ze strony tamtejszych władz, banku centralnego oraz nadzoru, i niedzielna decyzja o przejęciu Credit Suisse przez UBS mogą przyczynić się do pewnej poprawy zaufania inwestorów. Jeżeli tak się stanie, frank może odrobić część poniesionych w ubiegłym tygodniu strat.

W kontekście ostatnich problemów sektora bankowego, szczególnego znaczenia nabiera czwartkowe posiedzenie SNB. Wciąż zakładamy podwyżkę stóp o 50 pb., szczególnie biorąc pod uwagę uporczywość inflacji bazowej. W lutym sięgnęła ona 2,4%, wykazując silne momentum. Prawdopodobnie przykuło to uwagę decydentów. W zależności od dalszego kształtowania się rynkowych wycen stóp do czasu posiedzenia oraz sygnałów z tamtejszego banku centralnego, frank może otrzymać pewne wsparcie. Co jednak pokazało niedawne posiedzenie EBC, w obliczu wysokiej nerwowości reakcja rynku może być nieintuicyjna.

CNY

Podczas gdy większość walut europejskich i waluty latynoamerykańskie pozostawały w ub. tygodniu pod presją w związku z obawami dotyczącymi sektora bankowego, waluty azjatyckie błyszczały. Wyjątkiem nie był też juan, odnotowujący zyski zarówno względem dolara, jak i w ujęciu ważonym handlem.

Odczyty makroekonomiczne za dwa pierwsze miesiące roku okazały się zróżnicowane. Potwierdziły one jednak, że ożywienie gospodarcze w Chinach jest na dobrej drodze. Dane dotyczące bezrobocia nie były jednak zachęcające, co sygnalizuje, że warto bacznie przyglądać się w najbliższych miesiącach danym z tamtejszego rynku pracy. Umiarkowanym optymizmem napawać może jednak sytuacja na rynku nieruchomości – ostatni spadek inwestycji w owym sektorze był relatywnie niewielki (-5,7% r/r w styczniu/lutym) a ceny nowych mieszkań zaczęły zaś ponownie rosnąć (+0,3% m/m w lutym).

W piątek PBOC zaskoczył, ogłaszając cięcie stopy rezerw obowiązkowych (RRR) dla większości banków o 25 pb. Wcześniej, w środę, bank utrzymał stopę MLF (one-year medium term lending facility rate) na niezmienionym poziomie, rolując wszystkie zapadające pożyczki, a także zapewniając także dodatkowe 281 mld juanów świeżej płynności netto. Wydaje się, że w obliczu mieszanych danych gospodarczych i globalnych obaw dotyczących sektora bankowego, chińskie władze chcą minimalizować ryzyko. Dziś banki pozostawiły jedno oraz pięcioletnie stopy LPR (loan prime rates) na niezmienionych poziomach. Biorąc jednak pod uwagę kontekst, nie można całkowicie wykluczyć ich obniżki w przyszłości.

W najbliższych dniach uwaga powinna w dalszej mierze skupić się na wiadomościach zewnętrznych. Niemniej, wszelkie wieści dotyczące pierwszej od 2019 r. wizyty Xi Jinpinga w Rosji w tym tygodniu mogą przykuć uwagę inwestorów.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan CFA, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Thorium Space podpisało przełomowy kontrakt z Sivers Semiconductors

Thorium Space, polska firma działająca w sektorze kosmicznym, podpisała z Sivers Semiconductors kontrakt o wartości 1,85 miliona dolarów na opracowanie
i wdrożenie do produkcji przełomowych na rynku globalnym chipsetów dla terminali naziemnych SATCOM oraz najnowszej generacji satelit definiowanych cyfrowo.

W ramach kontraktu, opracowane zostaną cztery innowacyjne układy scalone MMIC, pozwalające na realizację aktywnych elektronicznie sterowanych anten płaskich w paśmie Ka, zarówno w terminalach naziemnych (pozwalających na równoległą łączność z wieloma satelitami na różnych orbitach – tzw. „make it before brake it”), a także unikatowy na rynku Światowym chipset kosmiczny do zastosowań na pokładzie satelit telekomunikacyjnych. (oba rozwiązania wyprzedzają o co najmniej dwie generacje obecnie dostępne rozwiązania konkurencji)

Sivers Semiconductors to wiodąca i uznana na całym świecie firma technologiczna, dostarczająca układy scalone i zintegrowane moduły w swoich dwóch obszarach biznesowych: bezprzewodowym i fotonicznym. Prace rozwojowe w ramach obecnie zawartej umowy rozpoczną się już w marcu 2023 roku i potrwają cały bieżący rok. Sivers szacuje zapotrzebowanie rynku na opracowywanie chipy na 5 mld USD
w okresie 2023-2030.

Celem szerszej współpracy firm, w pierwszych fazach rozwoju, jest dostarczenie przez Thorium Space działających próbek inżynieryjnych kilku różnych dedykowanych chipów
w paśmie milimetrowym Ka dla zaawansowanych systemów komunikacji satelitarnej.
W następnej fazie, nieuwzględnionej obecną umową, spółka planuje osiągnąć znaczny potencjał rozwoju wspomnianych chipów, które będą dalej rozwijane, kwalifikowane
i przygotowywane do masowej produkcji. Chipsety będą wspierać zarówno segment naziemny, jak i kosmiczny, a wprowadzenie ich do masowej produkcji planowane jest
w drugiej połowie 2024 r.

Współpraca z Sivers to jest dokładnie to, na co czekaliśmy od pierwszego dnia w Thorium Space. Dzisiaj jesteśmy pewni, że możemy opracować i dostarczyć najlepsze w swojej klasie, najnowocześniejsze, aktywne rozwiązania antenowe dla globalnego segmentu naziemnego i kosmicznego bez żadnych kompromisów — mówi Paweł Rymaszewski, CEO/CTO Thorium Space,

Jestem bardzo zadowolony ze współpracy z Thorium Space nad tym projektem, mającym na celu wprowadzenie najlepszych w swojej klasie chipsetów do ich rozwiązań naziemnych
i kosmicznych. Po raz pierwszy dostarczymy rozwiązania do zastosowań kosmicznych,
a współpraca z tak znakomitą i innowacyjną firmą jak Thorium Space zapowiada się niezwykle inmtersująco
– mówi Anders Storm, Group CEO, Sivers Semiconductors

JR HOLDING pozyskuje 24 mln zł na inwestycje

Notowana na NewConnect spółka inwestycyjna JR HOLDING ASI poinformowała o zawarciu trzech umów z inwestorami instytucjonalnymi, którzy zdecydowali się powierzyć spółce środki w łącznej kwocie 24 mln zł w cenie 10 zł za jedną akcję.

Trzy podmioty w tym dwa Fundusze Inwestycyjne Zamknięte zarządzane przez jedno Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych oraz Alternatywna Spółka Inwestycyjna obejmą łącznie 2,4 mln szt. nowych akcji JR HOLDING, akcje te zostaną wyemitowane w drodze wykorzystania kapitału docelowego, na podstawie upoważnienia udzielonego przez Walne Zgromadzenie.

Cieszymy się z zainteresowania inwestorów instytucjonalnych, jest to dla nas potwierdzenie realizowanej polityki inwestycyjnej. Nie możemy jeszcze ujawnić nazw tych podmiotów, ale to kwestia czasu. Perspektywa debiutu na głównym rynku GPW, w niedługim, mam nadzieję, terminie ułatwia nam powadzenie rozmów z potencjalnymi dużymi inwestorami. Nie wszyscy z zainteresowanych mogą inwestować w spółki spoza głównego parkietu, przeniesienie notowań otwiera nam drogę do pozyskania funduszy od takich inwestorów – tłumaczy Artur Jedynak, Wiceprezes JR HOLDING.

Nowi inwestorzy zobowiązani są do wpłaty zaliczek w łącznej wartości 8 mln zł do końca marca b.r., a umowy przyrzeczone zostaną zawarte w terminie do 14 lipca 2023 r.

Witamy w akcjonariacie JRH kolejne trzy podmioty. Tym razem są to inwestorzy instytucjonalni, co pokazuje, że chcą z nami współpracować coraz więksi inwestorzy. Pozyskane kwoty przeznaczymy na dalszą dywersyfikację i rozbudowę portfela inwestycyjnego. Obecne zawirowania w otoczeniu gospodarczym przekuwamy w szansę – widzimy możliwość szybszego rozwoju. Takie sytuacje zawsze generują okazje inwestycyjne, kapitał jest ostrożniejszy dzięki czemu, dysponując gotówką, my możemy umiejętnie lokować pozyskane środki w najlepsze spółki z perspektywicznych branż. Te 24 mln zł pozwolą nam bez zakłóceń, korzystając z przewagi, powiększać portfel, a intuicja mi podpowiada, że to jeszcze nie jest nasze ostatnie słowo! Pracujemy nad tym, aby wyjść też po inwestycje spoza Polski – tam też szukamy szans inwestycyjnych. Chcemy być najszybciej rosnącą firmą inwestycyjną w regionie – deklaruje January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING.

EY: Polscy dyrektorzy finansowi podchodzą do procesu digitalizacji z mieszanymi uczuciami, jednak nie planują zmniejszać budżetów

W ostatnich latach można zaobserwować dynamiczny wzrost inwestycji organów podatkowych w nowoczesne rozwiązania technologiczne oraz towarzyszące temu procesowi zmiany regulacyjne. Jak pokazuje badanie EY – TAX Compliance, a priorytety dyrektorów finansowych w Polsce – rodzimi CFO jednak wciąż z mieszanymi uczuciami podchodzą do digitalizacji procesu raportowania. Dla 38% to szansa, dla 29% – obciążenie, a dla 33% – częściowo szansa, a częściowo obciążenie. Pomimo tak niejednoznacznych deklaracji, aż 36% ankietowanych planuje w kolejnych 5 latach przeznaczyć przynajmniej 150 000 złotych na dodatkowe inwestycje w digitalizację raportowania podatkowego. Niemniej, dalszy rozwój procesów cyfrowych wzmacnia presję na rozwój kompetencji członków wewnętrznych zespołów, które często zmagają się z brakami kadrowymi. Niewątpliwą szansą staje się modele współpracy na zasadach co-sourcingu.. W obszarze księgowym, w Polsce, firmy będą sięgać po zewnętrzne wsparcie szczególnie ze względu na dostęp do najlepszych technologii (44%) oraz oszczędności na kosztach obsługi (39%).

Rosnące inwestycje organów podatkowych w narzędzia pozwalające wychwytywać nieprawidłowości księgowo-podatkowe firm i idące w ślad za nim zmiany regulacyjne takie jak np. split payment, JPK lub nadchodzące e-faktury stawiają przed dyrektorami finansowymi szereg nowych wyzwań. Kontrole są coraz bardziej celowane i rzeczowe. W efekcie wykorzystywanie przez przedsiębiorstwa przestarzałych technologii, nienadążających za rozwiązanymi stosowanymi przez instytucje administracji publicznej, znacząco utrudnia optymalne funkcjonowanie biznesu.

Cyfrowe zmiany mogą być postrzegane jako szansa dla dyrektorów finansowych. Poprzez uwolnienie ich zasobów czasowych związanych z koniecznością zapewnienia poprawności rozliczeń podatkowych (tax compliance), zyskują oni możliwość większego zaangażowania w główne obszary działań firmy np. tworzenie strategii. Z drugiej strony, w wyniku ostatnich zmian regulacyjnych, organy państwowe zyskują dodatkową wiedzę oraz mogą badać obszary będące dotychczas poza strefą ich zainteresowań.

W efekcie polscy CFO mają mieszane uczucia w stosunku do procesu cyfryzacji procesów raportowania. Co prawda największy odsetek (38%) postrzega go jako szansę, jednak równocześnie 29% traktuje jako obciążenie. Aż 33% dyrektorów finansowych nie posiada jednoznacznej opinii. Wpływ na taką sytuację może mieć fakt, że 73% ankietowanych sądzi że zwłaszcza w pierwszym okresie wdrożeniowym digitalizacja zwiększy obciążenie pracą zespołu podatkowo-księgowego. Jednocześnie, dyrektorzy finansowi mają świadomość, że nie ma odwrotu od cyfryzacji. Najlepszym potwierdzeniem jest tak, że aż 36% CFO planuje w kolejnych 5 latach przeznaczyć ponad 150 000 złotych na dodatkowe inwestycje w zakresie digitalizacji raportowania podatkowego.

Wykres 1. Czy digitalizacja raportowania jest dla Państwa firmy bardziej szansą czy obciążeniem?
Czy digitalizacja raportowania jest dla Państwa firmy bardziej szansą czy obciążeniem

Na przestrzeni ostatnich pięciu lat obserwujemy całkowitą zmianę rzeczywistości raportowania podatkowego. W wyniku rozwoju technologicznego i zmian regulacyjnych organy podatkowe zyskały możliwości znacznie dokładniejszego i celowanego kontrolowania firm. Sprawia to, że przedsiębiorstwa bardzo szybko muszą dostosować się do tych realiów. Wymaga to nie tylko inwestycji w nowe rozwiązania technologiczne, ale również rozwój kompetencji działów podatkowo-księgowych. Ich brak będzie wiązał się z ryzykiem dostarczenia nieprzeanalizowanych danych. Trudno te umiejętności nabyć z dnia na dzień, stąd wielu dyrektorów finansowych ma mieszane uczucia na temat tempa i zakresu wprowadzanych zmian. Z tego względu coraz częściej i chętniej korzystają oni z zewnętrznego wsparcia – mówi Aleksandra Sewerynek-Barszcz, Partnerka w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

Świat biznesu zmierza w kierunku co-sourcingu

Aktualnie proces zmierzający do udostępniania organom podatkowym, w czasie rzeczywistym, niemal całkowitego dostępu do raportów i faktur organizacji budzi szereg obaw wśród dyrektorów finansowych. W długofalowej perspektywie rozwój procesów cyfrowych stwarza dla nich jednak szereg korzyści, gdyż zapewnienie tradycyjnie rozumianego tax compliance straci na znaczeniu. Jak wskazuje badanie EY obecnie ten obszar stanowi priorytet na najbliższe 3 lata dla 84% CFO w Polsce. Wynikająca z digitalizacji zmiana sprawi, że wiele firm zwróci się ku co-sourcingowi tj. modelowi współpracy z zewnętrznymi podmiotami opartego na zasadach ścisłego partnerstwa i współdzielenia zasobów, wiedzy i nowoczesnych rozwiązań. W ten sposób CFO m.in. zmniejszą konieczność nabywania nowych rozwiązań technologicznych.

To zjawisko staje się światowym standardem. Wyniki globalnego badania EY Tax and Finance Operations Survey wskazują, że aż 84% firm planuje zmianę modelu funkcjonowania ich działów finansowych. W zdecydowanej większości (68%) będą one miały miejsce poprzez współpracę na zasadach co-sourcingu z partnerami posiadającymi odpowiednie zaplecze eksperckie oraz technologiczne. Wśród kluczowych korzyści wymienione zostały możliwości skupienia się przez organizację na rozwoju najbardziej dochodowych aktywności (39%), ograniczenie ryzyka (37%) oraz zmniejszenie kosztów (24%). Co więcej, aż 96% firm uznaje za wysoce prawdopodobne, że w ciągu najbliższych 24 miesięcy skorzysta z usług co-sourcingowych.

Polscy CFO szczególnie chętnie spoglądają w kierunku wsparcia w zakresie doradztwa podatkowego (73%). Wśród największych zalet co-sourcingu usług księgowo-podatkowych wskazują na dostęp do najlepszych technologii (44%) oraz oszczędności na kosztach obsługi (39%). Ostatni obszar silnie koreluje ze wskazanymi przez CFO wadami księgowości wewnętrznej. Dyrektorzy finansowi wskazują przede wszystkim na trudności z szybkim zastąpieniem osoby, która odeszła z organizacji (58%), ograniczenia kadrowe (52%) i wysokie koszty pracownicze (46%).

Równocześnie, w kolejnych miesiącach należy się spodziewać, że dalszy rozwój obowiązków związanych z ESG sprawi, iż organizacje coraz aktywniej będą poszukiwać profesjonalnej współpracy w dziedzinach od niedawna odgrywających ważną rolę w otoczeniu biznesowym zamiast rozbudowywać swoje wewnętrzne działy.

Wykres 2. Zalety księgowości zewnętrznej

Zalety księgowości zewnętrznej

Wykres 3. Wady księgowości wewnętrznej

Wykres 3. Wady księgowości wewnętrznej

– Polskie firmy wciąż mocno wierzą w moc wewnętrznych zespołów. Jednak dynamiczny rozwój cyfrowych rozwiązań oraz zmiany legislacyjne sprawiają, że coraz chętniej spoglądają w kierunku co-sourcingu. W ten sposób ograniczają koszty oraz ryzyka biznesowe. Brak konieczności ponoszenia znaczących inwestycji w rozwój narzędzi technologicznych oraz większa elastyczność w utrzymywaniu stanu osobowego działów księgowo-podatkowych wskazują, że rodzime firmy dołączą do globalnego trendu. Kolejny krokiem bez wątpienia będzie rozwój współpracy w obszarach związanych z ESG, wynikający zarówno z rosnącej presji ze strony konsumentów i inwestorów, jak i zmian unijnych oraz krajowych przepisów – podsumowuje Karolina Gizicka, Partnerka EY Polska, Liderka Zespołu Sprawozdawczości podatkowej.

O badaniu
Raport powstał w oparciu o badanie TAX Compliance, a priorytety dyrektorów finansowych w Polsce, ilościowe i jakościowe, przeprowadzone przez CubeResearch na zlecenie EY. W badaniu ilościowym wzięło udział 300 firm o obrotach od 20 mln do 1 mld zł oraz zatrudnieniu od 50 do 1000 pracowników. W raporcie przedstawiono odpowiedzi udzielone przez grupę CFO liczącą 114 respondentów. Metoda badania: wywiady telefoniczne CATI oraz wywiady online CAWI. Termin realizacji: maj 2022.

Dane globalne pochodzą z najnowszej edycji – EY Tax and Finance Operations Survey – przeprowadzonego w okresie od września do listopada 2021 na grupie 1 653 przedstawicieli kadry menadżerskiej. Reprezentowali oni ponad 1000 firm działających na więcej niż 40 rynkach.

Interpelacja o opłacie cukrowej

Posłowie i posłanki sprzeciwiają się nierównemu opodatkowaniu produktów roślinnych w porównaniu do nabiału. Komentarz ekspercki.

Grupa posłanek i posłów z różnych partii wystosowała do Ministra Zdrowia interpelację, sprzeciwiając się nierównemu traktowaniu roślinnych alternatyw nabiału przez polskie prawo finansowe. Producenci napojów roślinnych muszą płacić podatki, od których zwolnieni są producenci ich odzwierzęcych odpowiedników.

Pismo zostało wystosowane przez parlamentarzystów z inicjatywy Hanny Gil-Piątek, w związku z planowanymi zmianami w ustawie na temat opłaty cukrowej (inaczej podatek cukrowy), która pobierana jest od 2021 roku od środków spożywczych, by wspierać prozdrowotne wybory konsumentów i ograniczać spożycie przez nich słodkich napojów. Opłacie tej nie podlegają m.in. „napoje, które są wyrobami na bazie mleka albo jego przetworów (na przykład jogurty, maślanki, kefiry, mleko zsiadłe)”. Ustawa nie uwzględnia natomiast wykluczenia z obowiązku opłaty tej daniny przez roślinne odpowiedniki wyrobów na bazie mleka, w tym napojów roślinnych oraz roślinnych alternatyw nabiału. Na I kwartał 2023 roku zaplanowano termin przyjęcia projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, ustawy o zdrowiu publicznym oraz niektórych innych ustaw, który przewiduje wprowadzenie zmian w zakresie opłaty cukrowej. Projekt ustawy i zaproponowane rozwiązania nie odnoszą się natomiast do rozszerzenia listy napojów niepodlegających tej opłacie o napoje roślinne i roślinne alternatywy nabiału.

Treść interpelacji powstała m.in. w oparciu o materiały kampanii RoślinnieJemy, wspierającej rozwój rynku pełnowartościowej roślinnej żywności i edukującej na temat jej pro-zdrowotnych i pro-środowiskowych korzyści. Jak czytamy w treści pisma:

Kwestia nieuwzględnienia napojów roślinnych i roślinnych alternatyw nabiału na równi z wyrobami na bazie mleka albo jego przetworów w regulacji o opłacie cukrowej jest szeroko zgłaszana przez przedstawicieli branży produktów roślinnych, producentów żywności oraz organizacje społeczne.

Jednym z powodów, dla których posłowie i posłanki interweniują w tej sprawie, jest wykluczenie z możliwości podejmowania zrównoważonych wyborów osób z nietolerancjami pokarmowymi, w tym dzieci. Napoje roślinne nie zawierają cholesterolu i charakteryzują się naturalnie niską zawartością nasyconych kwasów tłuszczowych. Produkty mleczne oraz roślinne alternatywy nabiału są przez konsumentów traktowane podobnie i używane w podobny sposób. Wybór napojów roślinnych w wielu przypadkach jest także podyktowany prozdrowotnymi właściwościami produktów na bazie soi, orzechów, zbóż czy nasion oraz ich wartościami odżywczymi.

Roślinne alternatywy nabiału są źródłem białka, wapnia i witamin. Potwierdza to w Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej: „napój sojowy fortyfikowany może dostarczać praktycznie tyle samo wapnia i białka co szklanka mleka krowiego” oraz „jeśli nie możesz jeść produktów mlecznych, sięgaj po roślinne zamienniki wzbogacane w wapń i witaminy, np. napoje i jogurty roślinne…”. – czytamy dalej w treści interpelacji.

Inicjatywa spotkała się już z odpowiedzią Ministerstwa. Czytamy w niej jedynie, że zaplanowane prace nad ustawą mają mieć wyłącznie charakter porządkujący, nie możemy więc spodziewać się bezpośredniego odniesienia do kwestii niesprawiedliwego traktowania napoi roślinnych.

Alicja Bućko, ekspertka kampanii RoślinnieJemy, komentuje:

Obejmując napoje roślinne opłatą cukrową, w kontrze do wykluczenia z opłaty wszystkich produktów mlecznych, ustawa o zdrowiu publicznym nie spełnia swojego założenia, którym jest wspieranie prozdrowotnych wyborów konsumentów. Sięgają oni po roślinne alternatywy nabiału ze względu na ich prozdrowotne właściwości, ale też, gdy muszą walczyć z alergiami lub nietolerancjami pokarmowymi. Roślinne alternatywy spełniają tę samą funkcję w diecie, co ich odzwierzęce odpowiedniki. Klienci wybierają napoje roślinne także w poszukiwaniu na rynku produktów o mniejszym śladzie węglowym niż produkty mleczne. Wartość emisji gazów cieplarnianych dla mleka wynosi 3,15 ekwiwalentu CO2/kg; natomiast dla napoju sojowego 0,98 ekwiwalentu CO2/kg, dla napoju migdałowego 0,70 ekwiwalentu CO2/kg[1].

Napoje roślinne i produkty mleczne powinny być traktowane równoprawnie wobec wszystkich ustaw, także legislacji dotyczącej opłaty cukrowej. Systemowe wykluczenie roślinnych alternatyw, którego przykładem jest także nieobjęcie napoi roślinnych finansowanie w ramach Programu dla Szkół, brak odpowiedniego kodu w PKD (Polskiej Klasyfikacji Działalności) dla produkcji roślinnych alternatyw czy nieuwzględnianie roślinnych źródeł białka w systemie dofinansowań i badań publicznych tworzy niesprawiedliwą przewagę konkurencyjną dla produkcji odzwierzęcej i spowalnia transformację w kierunku zrównoważonego systemu żywnościowego. Jednocześnie jest to ogromna bariera dla budowania innowacyjności polskiej gospodarki oraz rozwoju przedsiębiorstw i gospodarstw zaangażowanych w produkcje roślinnej żywności.

[1] https://ourworldindata.org/environmental-impact-milks

W Polsce istnieje prawie 5 mln firm. Ile odnotowano upadłości i nowych rejestracji w 2022 roku?

Obecnie w Polsce aktywnych jest 4,3 mln działalności gospodarczych oraz 602 tys. spółek – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Liczba aktywnych działalności w lutym 2023 jest większa o 3,5% w porównaniu ze stanem sprzed pandemii, a więc ze stycznia 2020 roku.

W 2022 roku liczba nowo zarejestrowanych działalności gospodarczych wyniosła ponad 366 tys. i był to wzrost o 4,6% względem 2021 r., a w tylko w IV kwartale 2022 – ponad 86 tys (spadek o 2,6% w porównaniu z IV kwartałem 2021 roku).

W IV kwartale 2022 r. udział osób fizycznych w zakładaniu działalności gospodarczych wyniósł 80,5%, a w całym 2022 r. 83,8% działalności ogółem. Spółki z o.o. stanowiły aż 17% ogółu zakładanych działalności w IV kwartale, a w całym minionym roku – 13,8%.

Największy spadek rejestracji firm w gastronomii

Największy spadek rejestracji firm w IV kwartale 2022 roku w porównaniu do IV kwartału 2021 roku odnotowano w trzech branżach: zakwaterowaniu i gastronomi (o 22,6%), przemyśle (o 13,1%) oraz budownictwie (o 12,2%). Znaczny wzrost liczby rejestracji nastąpił natomiast w informacji i komunikacji – o 33,2%.

Pod względem formy prawnej firmy w IV kw. 2022 roku, największy spadek rejestracji nastąpił w spółkach akcyjnych (45%), a największy, aż 3,5 krotny wzrost – w przypadku spółdzielni.

Które branże dotknięte inflacją?

W IV kwartale 2022 r. odnotowano więcej upadłości firm niż w IV kwartale 2021 roku. Ogłosiło ją wówczas 112 firm, a w analogicznym okresie 2021 r. było to 87. Wzrost wyniósł więc 28,7%.

Biorąc pod uwagę formę działalności, najwięcej upadłości odnotowały spółki z o.o. Było to aż 72,3% (w IV kwartale 2021 roku było to 57,5%), a 12,5% osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą (wobec 21,8% w IV kwartale 2021 roku). Jednak w całym 2022 roku zanotowano 349 upadłości przedsiębiorstw, tj. o 7,2% mniej niż w roku 2021 (wtedy było to 376).

Jak można było zaobserwować, inflacja najbardziej dotknęła działalności z branży gastronomii i zakwaterowania, gdzie zanotowano taką samą liczbę upadłości w IV kwartale 2022, jak w IV kwartale 2021 roku. Liczba upadłości w obu kwartałach wyniosła 3. Jednak w całym 2022 roku 11, a w 2021 aż 24. Wpływa na kolejne upadłości z pewnością miały ceny energii i gazu. Zwłaszcza ten drugi surowiec stał się znacznym obciążeniem dla przedsiębiorców. Obecnie przedsiębiorcy mogą jednak skorzystać z zamrożenia cen.

Z kolei największe wzrost liczby upadłości odnotowano w:

  • handlu i naprawie pojazdów samochodowych (29 wobec 20),
  • przemyśle (34 wobec 27),
  • informacji i komunikacji (6 wobec 1),
  • budownictwie (14 wobec 9).

Warto zwrócić szczególną uwagę na przemysł i budownictwo. W obu tych branżach widoczne jest zahamowanie, nie tylko w postaci mniejszej liczby działalności, ale również obserwujemy mniejszą liczbę wydawanych pozwoleń na budowy oraz realizowanych nowych budów.  W mojej ocenie powstaje duże ryzyko wzrostu cen lokali mieszkalnych w przyszłości. W przypadku gdy zostaną wdrożone programy mieszkaniowe i kredyty będą bardziej dostępne, popyt może znacznie urosnąć, a podaż niestety maleje. To może przyczynić się do wzrostu cen. Powinny zostać podjęte działania, które miałyby ten stan rzeczy zbalansować i w pierwszej kolejności pobudzić budownictwo.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

DHL: Globalizacja odporna nawet w obliczu postępującej separacji na linii USA – Chiny

  • Międzynarodowe przepływy handlu, kapitału oraz informacji są silniejsze niż przed pandemią, przepływy osób wracają do normy.
  • Brak przesunięcia z globalnych do regionalnych przepływów
  • Brak istotnych dowodów na to, że globalna gospodarka ulega rozpadowi na bloki handlowe.
  • Przepływy amerykańskie z udziałem Chin zmniejszyły się w 8 z 11 obszarów objętych badaniem – mowa m.in. o eksporcie i imporcie towarów oraz specyficznych przepływach kapitałowych.
  • Najbardziej zglobalizowanym krajem pozostaje Holandia, wyprzedzając Singapur i Belgię. Z kolei Polska znalazła się na 25. miejscu przed Hiszpanią, Włochami oraz Japonią. Tym samym awansowała o 8 miejsc w stosunku do 2019 roku.

DHL i New York University Stern School of Business opublikowały nowy raport DHL Global Connectedness Index 2022, stanowiący gruntowną analizę stanu globalizacji i jej perspektyw. Weryfikacja danych pochodzących ze 171 krajów i terytoriów ujawnia, w jaki sposób przepływy handlu, osób, kapitału oraz informacji zmieniły się na całym świecie.

Raport pokazuje, że przepływy międzynarodowe były wyjątkowo odporne w obliczu m.in. pandemii Covid-19 czy wojny w Ukrainie. W połowie minionego roku międzynarodowy handel towarami przewyższył poziomy sprzed pandemii o 10%. Natomiast podróże międzynarodowe w 2022 r. uległy podwojeniu w porównaniu z 2021 r. Pozostały jednak na poziomie o 37% niższym niż w 2019 r.

Najnowsze dane DHL Global Connectedness Index wyraźnie obalają wyobrażenie na temat globalizacji poruszającej się na wstecznym biegu — podsumowuje John Pearson, CEO DHL Express. — Globalizacja to nie tylko modne słowo, to potężna siła, która zmieniła nasz świat na lepsze. Dzięki przełamywaniu barier, otwieraniu rynków i tworzeniu możliwości pozwoliła jednostkom, przedsiębiorstwom i całym narodom na niespotykany dotąd rozkwit i rozwój. Wspierając globalizację, możemy budować lepszą przyszłość zapewniającą korzyści nam wszystkim. To też szansa, by stworzyć świat, który jest bardziej połączony, lepiej prosperujący i bardziej nastawiony pokojowo niż kiedykolwiek przedtem.

Geopolityczna rywalizacja USA i Chin wpływa na relacje handlowe

Z najnowszego raportu DHL wynika, że gospodarki USA oraz Chin uniezależniają się od siebie na wielu płaszczyznach. Gdy spojrzymy na analizowane w raporcie obszary amerykańskich przepływów handlu, kapitału, informacji i osób (takie jak eksport towarów, transakcje fuzji i przejęć oraz współpraca w zakresie badań naukowych), ich udział od 2016 r. w odniesieniu do Chin zmniejszył się w przypadku 8 z 11 analizowanych obszarów.

W tym samym okresie udział przepływów chińskich w odniesieniu do USA zmalał w przypadku 7 z 10 rodzajów. Niemniej jednak, USA i Chiny nadal są połączone znacznie większymi przepływami niż jakiekolwiek dwa inne kraje, które nie mają wspólnej granicy. Co więcej, dane pokazują, że do tej pory uniezależnienie się od siebie tych dwóch krajów nie doprowadziło do większej destabilizacji globalnych przepływów między rywalizującymi blokami państw.

Rośnie średnia odległość przepływów międzynarodowych

Analizy wskazują, że przewidywania dotyczące przejścia od globalizacji do regionalizacji – przynajmniej jak do tej pory – nie spełniły się. Średnia odległość, jaką pokonują przepływy handlu, kapitału, informacji i osób wzrosła w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci. Co więcej, podczas pandemii Covid-19 przepływy handlowe rozciągnęły się nawet na większe odległości. Jedynym obszarem, który wyraźnie wykazuje w ostatnim czasie przestawienie na regionalizację, są przepływy osób. Jest to efekt radykalnej zmiany wzorców podróżowania podczas pandemii Covid-19.

Regionalizacja może przynieść znaczne korzyści biznesowe. Wiele firm koncentruje się dzisiaj na przykład na nearshoringu, czyli skracaniu łańcucha dostaw. Dlatego pytanie, czy wymiana handlowa stanie się w przyszłości znacznie bardziej zregionalizowana, pozostaje otwarte – mówi Tomasz Buraś, prezes DHL Express Polska.

Rosnąca pozycja Polski

Z raportu wynika, że sytuacja Polski jest coraz lepsza, a wskaźnik globalizacji Polski na przestrzeni ostatnich 20 lat wzrósł z około 55 do 68. Obecnie nasz kraj zajmuje 25 miejsce na świecie, awansując o 8 pozycji w stosunku do 2019 roku. W obszarze globalnych przepływów wyprzedzamy m.in. Hiszpanię, Włochy, Portugalię czy Japonię.

Raport pokazuje, że Polska nie tylko się rozwija, ale też zajmuje znaczącą pozycję na świecie. Natomiast istotne jest przeanalizowanie poszczególnych wskaźników, które brane są pod uwagę. Można tu zaobserwować, że najbardziej dynamicznie rozwija się wymiana handlowa. Obecnie zajmujemy 15 miejsce, które jest o 6 pozycji lepsze niż w 2019 roku. Niemal tak samo dobrze jako kraj radzimy sobie w przepływie informacji, gdzie zajmujemy 15 miejsce, a nasza pozycja nie zmieniła się w ostatnim czasie. Warto też wspomnieć o umacniajacej się wymianie kapitałowej, co przełożyło się na awans Polski o 6 pozycji. Jednak najbardziej zastanawiające wnioski przynosi filar badający przepływy ludzi. Tu obserwujemy spadek notowań liczbowych przy jednoczesny wzroście pozycji w stosunku do innych krajów. Te dane pokazują, jak wydarzenia na śwecie w ciagu ostatnich lat przełożyły się na ludzkość. Reasumując, Polska ma bardzo mocną pozycję na świecie, co napawa optymizmem, ponieważ im wyższy wskaźnik globalizacji tym wywiększe szanse na dobre życie i prace oraz lepszy potencjał rozwoju biznesu – komentuje prezes DHL Express Polska.

Wśród krajów, na które Polska ma największy wpływ, są: Niemcy (33%), Wielka Brytania (5%), Holandia (5%), Francja (4%), Ukraina (4%), Włochy (4%), Czechy (4%), Stany Zjednoczone (3%), Chiny (3%).

Polska gospodarka odgrywa kluczową rolę w państwach sąsiadujących, takich jak Słowacja, Litwa, Czechy czy Ukraina. W przypadku Niemiec nasz udział w ich przepływach wynosi 6%, co czyni nas czwartym największem partnerem handlowym tego kraju – dodaje Tomasz Buraś.

Holandia na szczycie listy najbardziej powiązanych globalnie krajów

W rankingu krajów DHL Global Connectedness Index 2022 Holandia ponownie okazała się najbardziej powiązanym globalnie krajem. Singapur zajął drugie miejsce w klasyfikacji ogólnej i pierwsze pod względem wielkości przepływów międzynarodowych względem przepływów krajowych. Natomiast Wielka Brytania wykazuje najbardziej globalnie rozproszone przepływy.

Pełna treść raportu w języku angielskim jest dostępna na stronie dhl.com/gci.

DHL Global Connectedness Index

Publikowany regularnie od 2011 r. DHL Global Connectedness Index przedstawia dane w zakresie globalizacji, analizując 13 rodzajów przepływów handlu międzynarodowego, osób, kapitału i informacji. Edycja z 2022 r. bazuje na ponad czterech milionach danych ze 171 krajów, co stanowi 99,7% światowego produktu krajowego brutto i 96% światowej populacji. Zbiór 171 jednostronicowych profili krajów zawiera zwięzłe podsumowania wzorców globalizacyjnych poszczególnych państw.

Raport powstał na zlecenie DHL, a jego autorami są Steven A. Altman i Caroline R. Bastian z New York University Stern School of Business.

Czy ustawa frankowa jest jeszcze możliwa?

Przez ostatnie kilka tygodni mamy do czynienia z bardzo intensywnym przekazem środowisk skupionych wokół Komisji Nadzoru Finansowego, mającym za przedmiot propozycję stworzenia „ustawy frankowej”. Choć koncepcje zmieniają się w czasie i są uzależnione od aktualnych okoliczności zewnętrznych, to ich wspólnym celem jest takie uregulowanie sytuacji kredytobiorców „walutowych”, aby uniemożliwić im masowe wygrywanie spraw w sądach.

Przede wszystkim środowisko bankowe zmierza do ustawowego uregulowania kwestii abuzywności klauzul czy skutków ustalenia nieważności umowy w całości. Bankowcy chcą odgórnie uregulować brak możliwości rozliczenia kredytu przez sądy „na zero”, w szczególności poprzez obligatoryjną zamianę na kredyt złotówkowy oprocentowany WIBOR-em od samego początku lub rozliczaniem wpłat i wypłat po kursach średnich NBP. Przypomnijmy, że „Frankowicze” w sądach wygrywając swoje sprawy, doprowadzają do ustalenia nieważności swoich umów. Skutkiem powyższego jest obowiązek zwrotu wyłącznie kapitału – bez odsetek, prowizji, czy jakichkolwiek innych dodatkowych świadczeń. To właśnie ustawa miałaby rzekomo wykluczać.

Punktem zapalnym nagłego uaktywnienia się tegoż środowiska w mediach było ogłoszenie opinii Rzecznika Generalnego TSUE Anthony’ego Micheala Collinsa z dnia 16 lutego 2023 roku w sprawie C-520/21, jednoznacznie wskazującej na brak możliwości uzyskania tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału przez banki. Przypomnijmy, że banki liczyły jeszcze do niedawna na to, że nawet przy ustaleniu nieważności zawartych umów kredytów waloryzowanych walutą obcą będą mogły domagać się środków za to, że kredytobiorca przez dany okres korzystał z ich pieniędzy. Wydaje się jednak, że wspomniana opinia jednoznacznie taką możliwość wykluczyła. Co prawda to jeszcze nie wyrok, ale wszystko wskazuje na to, że orzeczenie, które zapadnie za kilka miesięcy, będzie w tym zakresie analogiczne. Wydaje się, że bankowcy też tak uważają.

Zabawne w tym wszystkim jest to, że kiedy cały spór się rozpoczynał – w roku 2014 i 2015 – banki, jak i KNF, były zdecydowanie przeciwne uregulowaniom ustawowym, które dzisiaj same proponują. Powodem jest oczywiście to, że wtedy wydawało im się niemożliwe, aby sądy masowo takie umowy wykluczały z obrotu. Aktualnie sytuacja jest zupełnie inna – statystyki pokazują, że około 99 % tego typu umów w sądach jest uznawana za nieważne. Dlatego też dzisiaj taka ustawa z punktu widzenia banków byłaby zdecydowanie opłacalna. Sęk w tym, że jest na to zdecydowanie za późno. Zresztą takie uregulowanie sytuacji prawnej stron byłoby sprzeczne z Dyrektywą 93/13.

Środowiska bankowe mają niesłychaną tendencję do interpretacji niekorzystnych dla nich wyroków TSUE w taki sposób, aby wmówić opinii publicznej wniosek zupełnie przeciwny. Tak było po pierwszej polskiej sprawie „frankowej” w TSUE (C-260/18), jak i kolejnych (np. C-19/20). Ich interpretacje oczywiście nie wytrzymywały próby czasu i stanowiska polskich sądów powszechnych, ale zapewne część osób do walki zniechęciły. Nie zdziwiło mnie więc, że niedawno zapadły wyrok w sprawie C-6/22 z dnia 16 marca 2023 roku również postanowiły przekuć w pozytyw. A że teoretycznie jego materia pośrednio wpisywała się w modny ostatnio temat rzekomej ustawy frankowej, to na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. W mediach możemy więc przeczytać, że ten wyrok nie tylko pozwala ustawodawcy na ustawowe uregulowanie sytuacji „Frankowiczów” w sposób zaproponowany przez KNF, ale wręcz takie zachowanie nakazuje. Przedstawiciele środowiska zdają się jednak albo niecelowo (z powodu braku dostatecznej wiedzy prawniczej) albo celowo (z powodu oczywistego partykularnego interesu) manipulować opinią publiczną. Nie tylko pomijają znaczną część tego orzeczenia, ale też i cały uprzedni dorobek TSUE w tego typu kwestiach.

Jedynym prawdziwym twierdzeniem jest to, że rzeczywiście TSUE nie wyklucza możliwości ustawowego uregulowania takich sytuacji. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Otóż zgodnie zarówno z wyrokiem C-6/22, jak i poprzednimi wyrokami, taka ustawa musiałaby przywracać sytuację faktyczną i prawną stron, która miałaby miejsce, gdyby bank nie stosował nieuczciwych zapisów. Ustawa mogłaby więc co najwyżej … masowo unieważnić te umowy. A raczej nie o to bankom chodzi. Przypomnijmy, że ten problem ustawowo już w 2014 uregulowały Węgry. W sposób nie do końca korzystny dla kredytobiorców, stosując pośrednie, „sprawiedliwe” rozwiązanie. Jednak TSUE – choćby w wyroku z dnia 14 marca 2019 roku w sprawie C-118/17 (Z. Dunai p-ko ERSTE Bank Hungary zrt.) – już orzekł, że taka ustawa w zakresie, w jakim zamyka drogę kredytobiorcom do dochodzenia pełni ich praw, jest niezgodna z Dyrektywą 93/13 i kredytobiorcy pomimo uchwalenia ustawy dalej mogą domagać się swoich słusznych roszczeń. A więc w skrócie – ustawa tak, zabranie uprawnień już nie. I pośrednio to samo zostało powtórzone w polskiej sprawie. Zresztą TSUE i do tego węgierskiego wyroku się odwoływał. Bankowcy zupełnie zdają się zapominać, że kwestia ustawowej próby zamknięcia drogi konsumentom w dochodzeniu ich praw została już w unijnej jurysprudencji w całości zakwestionowana. Uchwalenie takiej ustawy byłoby więc i tak bezskuteczne. Zupełnie nie rozumiem ich przekonania o tym, że ich propozycja – niezależnie od moralnej czy społecznej oceny takiego rozwiązania – jest w obecnej sytuacji prawnej w ogóle możliwa.

Warto także zaznaczyć, wbrew twierdzeniom niektórych prezesów banków, jak i samego KNF-u, że sprawy „frankowe” w Polsce nie opierają się wyłącznie o tzw. abuzywne postanowienia dotyczące sposobu ustalania tabel kursowych banków. To kolejny przejaw ignorancji. Mamy przecież gros orzeczeń, które odnoszą się także do nienależytego informowania kredytobiorców o ryzyku kursowym. Zdaniem znakomitej większości polskich sędziów to równorzędny argument świadczący o nieważności umów kredytów waloryzowanych. Nie jest więc tak, że to tylko kwestia samych spreadów, a „Frankowicze”
z Dyrektywą 93/13 na ustach chcą na niewielkim błędzie banków uzyskać darmowe kredyty. To retoryka mająca za zadanie obrzydzić tę grupę społeczną i nastawić resztę społeczeństwa spłacającą drogie, WIBOROwe kredyty przeciwko nim. No bo, dlaczego sąsiad ma mieć lepiej?

O podstawowych błędach w rozumowaniu prawniczym świadczą także argumenty, jakimi wspomniane środowisko się posługuje. Otóż KNF odwołuje się przede wszystkim do argumentów ekonomicznych czy sprawiedliwościowych. Z punktu widzenia prawnej ochrony konsumentów w Unii Europejskiej takie argumenty są w całości pozbawione znaczenia,
o czym przypomniał zresztą szeroko Anthony Micheal Collins w swojej opinii. To, ile banki na tym stracą, nie ma po prostu tutaj znaczenia i nie powinno ustawodawcy interesować.

Najprawdopodobniej kwestia „Frankowiczów” będzie mieć ogromny, pozytywny wpływ na cały bankowy sektor w Polsce i musimy to w końcu zrozumieć. Jeżeli przez kilka dobrych lat banki nie będą mogły wypłacać sobie z tego powodu dywidend, to na następne kilkanaście czy kilkadziesiąt lat dobrze tę lekcję zapamiętają. Gwarantuję, że obecnie osiągane przez nie zyski spokojnie pozwolą przetrwać i bankom i całemu systemowi finansowemu w Polsce. Natomiast jeżeli w przyszłości znowu pojawią się wątpliwości dotyczące tego, jak zachowywać się w stosunku do konsumentów, mam nadzieję, że banki będą wiedziały, co robić. Pamiętajmy więc, że sprawy „Frankowiczów” ważne są dla nas wszystkich – aktywnych uczestników systemu bankowego w Polsce. W dobie zupełnej „bankizacji” obrotu środkami pieniężnymi, choćby poprzez znaczne ograniczenia w korzystaniu z gotówki, wszyscy powinniśmy być żywo zainteresowani tym, aby banki trzy razy zastanowiły się nad tym, jak zachowywać się w stosunku do klientów. Nie jest więc tak, że „Frankowicze” grają przeciwko reszcie społeczeństwa, które będzie musiało zrzucić się na ich roszczenia. Oni przede wszystkim torują drogę do uczciwej, prokonsumenckiej bankowości XXI wieku. Czasy się zmieniły, a szanse na odzyskanie przez banki takiego statusu jak w latach dziewięćdziesiątych czy dwutysięcznych bezpowrotnie zniknęły – zaręczam, z korzyścią dla nas wszystkich. Powinno to w końcu zrozumieć i zająć się minimalizacją strat, a nie ciągłą walką z oczywistym.

adw. Andrzej Zorski – wspólnik w Pilawska Zorski Adwokaci

Ropa atakuje 70 dolarów za baryłkę. Rynki czekają na decyzję FED

Problemy banków szybko przypomniały wszystkim o potencjalnej recesji. Widać to bardzo wyraźnie nie tylko po coraz ostrożniejszym podejściu banków centralnych, ale również przecenie surowców energetycznych.

Rynki czekają na decyzję FED

Od dawna nie było tak interesującego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to odpowiednik polskiej RPP. Dlaczego są takie emocje? Przeważnie Rezerwa Federalna od dłuższego czasu sygnalizowała w przeszłości, jaka decyzja będzie podjęta. Obecnie mamy jednak problem wynikający z bardzo silnych sygnałów, które trafiły na rynek w ostatnich dniach. W rezultacie mamy bardzo ciekawą sytuację. Z jednej strony mamy analityków sugerujących podwyżkę stóp procentowych przeważnie o 0,25%, ale są tacy, co oczekują wzrostu o 0,5%. Coraz częściej pojawiają się jednak sygnały o możliwym braku zmian. Gdzieś na obrzeżach znajdują się również głosy o spadku stóp procentowych. Jest to jednak scenariusz mało prawdopodobny na tym posiedzeniu.

Inflacja w strefie euro

W piątek poznaliśmy dane na temat inflacji w strefie euro. Nie były one dużym zaskoczeniem, gdyż większość danych cząstkowych była już wcześniej znana. Wynik 8,5% nie jest zatem żadnym zaskoczeniem. Na uwagę zasługuje jednak inflacja bazowa, która przyspiesza. Mamy obecnie na rynku specyficzną sytuację, w której wskaźnik inflacji konsumenckiej wyraźnie spada, ale jest to głównie zasługą spadków cen surowców energetycznych. W ciągu roku ropa staniała o 40%, gaz o 60%. Nie może zatem dziwić, że inflacja konsumencka spada. Pytanie, czy uda się to tempo spadków cen surowców utrzymać, a jeżeli nie, to na jakim poziomie ustabilizuje się wzrost cen?

Ropa nadal szuka dna

Piątek wydawał się końcem paskudnego tygodnia dla osób zainteresowanych wzrostem cen ropy. Z drugiej strony dla osób tankujących na stacjach benzynowych okazał się bardzo sympatycznym prezentem m.in. przed wyjazdami wielkanocnymi. Obecnie ropa Brent notowana w Londynie atakuje poziomy 70 dolarów za baryłkę, to wyraźnie ponad 15% spadku w ciągu miesiąca. Spadek cen jest w ostatnich dniach tak duży, że widać wyraźne zmiany w cenach hurtowych u polskiego monopolisty. To, że są one kilkukrotnie niższe niż zmiany surowca to inna sprawa. Należy pamiętać, że paliwo to nie tylko koszt ropy, ale również podatki. Po raz kolejny okazuje się jednak, że reakcja cen na spadki ropy jest wyraźnie wolniejsza, niż na wzrosty cen czarnego złota.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Pracodawcy chcą sprawdzać trzeźwość, a pracownicy próbują tego unikać

Nowe przepisy dają pracodawcy możliwość kontrolowania trzeźwości pracowników. Póki co przedsiębiorcy nie nadużywają ich, ale pojawiają się pierwsze wiadomości w tym temacie do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Co ważne, wiadomości pisane są nie tylko przez pracowników, ale i właścicieli firm. – To jest kilkanaście informacji, głównie z sektora budowlanego, przemysłu, handlu oraz co ciekawe, sektora BPO. Mieliśmy skargę, że kontrola była przeprowadzona w jednej z pracownic, która pracowała zdalnie, na którą doniesiono, że pozwala sobie na alkohol w czasie godzin pracy. Kontrola miała być przeprowadzona w Warszawie, a pracownica pytała czy „ktoś może ją odwiedzić” gdy pracuje zdalnie – opisuje Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia.

Prawnik: „Konieczność powtórzenia badania z użyciem metody spektrometrii powoduje, że to przepis iluzoryczny”

Pracodawcy próbują sięgać po nowe przepisy, ale robią to póki co incydentalnie. Powody? Przede wszystkim obawa, że rzeczywiście okaże się, że pracownicy mają problemy z alkoholem, a to może powodować komplikacje w obsadzie zakładu pracy.

– Pracodawcy musza pamiętać o tym, że sama ustawa nie daje jeszcze uprawnień do kontrolowania trzeźwości pracowników – w celu wprowadzenia takiej kontroli, niezbędne jest dopełnienie wskazanych w ustawie formalności, przede wszystkim – wprowadzenie zapisów o takiej kontroli do układu zbiorowego pracy, regulaminu pracy, a jeśli dany pracodawca nie ma obowiązku tworzenia regulaminu pracy – w obwieszczeniu. Te akty prawne powinny wskazywać grupę lub grupy pracowników objętych kontrolą, sposób prowadzenia kontroli a także czas i częstotliwość przeprowadzania kontroli – mówi mecenas Marek Jarosiewicz, prawnik z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski, ekspert stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Bez odpowiedniego wprowadzenia możliwości kontroli w zakładzie pracy, pracodawcy pozostaje w razie uzasadnionego podejrzenia nietrzeźwości pracownika, wezwanie Policji.

– Pracodawcy skarżą się na przyjęte w rozporządzeniu wykonawczym rozwiązanie zgodnie z którym pracownik, u którego badanie alkomatem wykaże obecność alkoholu, może żądać powtórzenia takiego badania z użyciem metody spektrometrii w podczerwieni, która wymaga nabycia bardzo kosztownego urządzenia. W tej sytuacji możliwość kontrolowania trzeźwości pracownika przez pracodawcę może stać się iluzoryczna. Dodatkowym utrudnieniem w takich sytuacjach będzie upływ czasu od spożycia alkoholu, do momentu badania pracownika, który może wpłynąć na odpowiednio niższy wynik badania – mówi mec. Jarosiewicz.

– Pożądanym rozwiązaniem byłoby przyjęcie zasady, że w razie zgłoszenia przez pracownika żądania powtórzenia badania, pracodawca może powtórne badanie przeprowadzić z wykorzystaniem tej samej metody, jak badanie pierwsze. Bez wątpienia wówczas pracodawcy chętniej korzystaliby z możliwości profilaktycznych badań trzeźwości pracowników – dodaje prawnik.

„Większe poruszenie u pracodawców niż pracowników”

To, co mówi mecenas Jarosiewicz potwierdzają przedsiębiorcy. W wiadomościach do naszego stowarzyszenia pojawiają się informacje, że pracodawcy chcą kontrolować, ale nie za bardzo wiedzą jak i często spotykają się z odmową.

– Dostajemy informacje, że w wielu firmach budowlanych brygadziści i menadżerowie ucieszyli się z przepisów kontrolnych, ale nie mają jak skutecznie ich wdrażać. Nie jest tajemnicą, że „małpkowanie” o poranku to zmora wielu placów budów i firm budowlanych. Przedsiębiorcy nie wiedzą jak kontrolować, czym kontrolować, co to będzie oznaczało dla samego pracodawcy, a wiadomo, że konsekwencje są takie, że pracownik kończy pracę i co dalej? – mówi Małgorzata Marczulewska. – Jest to przepis ważny, ale póki co bardzo ramowo opisany i myślę, że nie będzie szeroko stosowany – dodaje.

Czy do stowarzyszenia docierają wiadomości w tej sprawie? – Kilkanaście od początku roku. Pojawiają się na przykład donosy, że pracownicy piją podczas pracy zdalnej. Pojawiły się także skargi, że sprawdzanie alkomatem jest uciążliwe i zajmuje wiele czasu o poranku w firmach produkcyjnych. Większe poruszenie ta zmiana spowodowała u pracodawców niż pracowników – mówi Marczulewska.

Co kupimy z Bezpiecznym Kredytem 2%?

Wiele wskazuje na to, że program Bezpieczny Kredyt 2% ruszy w czasie tegorocznych wakacji. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak duże nowe lokum będzie można kupić z jego pomocą.

Po stronie rządu widzimy determinację związaną z wprowadzeniem programu Bezpieczny Kredyt 2% jeszcze przed wyborami. Taki scenariusz wydaje się całkiem prawdopodobny i stanowi o przewadze rządowego pomysłu nad konkurencyjną propozycją darmowego kredytu mieszkaniowego. Program Bezpieczny Kredyt 2% już teraz wzbudza zainteresowanie wielu rodaków, choć jego faktyczne oprocentowanie po odliczeniu dopłaty może być bliższe stawki 4% niż 2%. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem policzyć, jaka może być maksymalna powierzchnia nowego mieszkania możliwa do zakupu w ramach opisywanego programu.

Projekt ustawy o pomocy państwa w oszczędzaniu na cele mieszkaniowe wskazuje, że preferencyjny kredyt będzie miał maksymalną wartość wynoszącą 600 000 zł (dla małżonków i rodziców) lub 500 000 zł (w pozostałych przypadkach). Najwyższy dopuszczalny wkład własny to natomiast 200 000 zł według rządowych planów.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl obliczyli, jaką powierzchnię miałoby obecnie nowe mieszkanie kupowane za maksymalną wartość Bezpiecznego Kredytu 2% z wkładem, czyli 800 000 zł. Taki metraż uwzględniający trzyprocentowy rabat dewelopera i lutowe ceny z dużych miast wygląda następująco:
Wykres nr 1 - Średnia powierzchnia nowych mieszkań, które można by kupić za maksymalną wartość BK 2%

Powyższe wyniki prezentują się nieźle (z wyjątkiem Warszawy), ale warto pamiętać, że wiele osób nie będzie posiadało zdolności kredytowej na 600 000 zł oraz tak wysokiego wkładu własnego (200 000 zł). Wiele wskazuje, że przynajmniej w 2023 r. do pożyczenia kwoty 600 000 zł przykładowa rodzina „2+1” będzie potrzebowała dochodu netto na poziomie 10 000 zł – 11 000 zł miesięcznie.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

UBS przejmuje Credit Suisse, złoto najdroższe od roku

W niedziele dowiedzieliśmy się, że znajdujący się w poważnych kłopotach finansowych drugi największy szwajcarski bank Credit Suisse zostanie przejęty za ponad 2 mld USD przez największy bank w Szwajcarii czyli UBS. Mechanicznie sumując aktywa UBS Group (ok. 982 mld euro) oraz Credit Suisse (729 mld euro) otrzymujemy czwarty największy bank w Europie (za HSBC Holdings, BNP Paribas, Credit Agricole Group).

W piątek spadły główne indeksy amerykańskiego rynku akcji (S&P 500 -1,1 proc., DJIA -1,19 proc., Nasdaq Composite -0,74 proc.).

Dziś zniżkowały też wszystkie główne indeksy rynków Azji i Oceanii. Najsilniejszy spadek – o 2,65 proc. – notował Hang Seng.

Spadki indeksów dominowały również na europejskich rynkach akcji (DAX -0,89 proc., CAC 40 –0,46 proc.). Oba wspomniane indeksy znalazły się na najniższych poziomach od ponad 2 miesięcy.

Do najniższego poziomu od listopada spadł dziś WIG-20 (-0,98 proc. ok. godz. 10:05). Traciły również pozostałe główne indeksy GPW oraz wszystkie indeksy sektorowe. Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy poziom od 4 lat zaliczył dziś rano kurs akcji spółki Ciech, natomiast najniżej od 3 lat była cena akcji Mabionu. Wśród składników sWIG-80 swe nowe roczne maksimum zaliczył dziś rano kurs akcji spółki R22, natomiast do najniższego poziomu od 2021 roku spadła cen akcji spółki Grodno.

Do najniższego poziomu od września ub.r. spadła dziś rano rentowność 10-letnich obligacji rządu Stanów Zjednoczonych (3,31 proc. ok. godz. 9:40). Rentowność niemieckich 10-latek spadła dziś do najniższego poziomu od grudnia ub.r. (1,954 proc.). Rentowność 10-latek polskiego rządu spadła dziś poniżej poziomu 5,9 proc. do najniższego poziomu od ponad miesiąca.

Umacniał się dziś rano japoński jen. Kurs USD/JPY spadał dziś ok. godz. 9:15 o 0,9 proc. Lekko słabło natomiast względem amerykańskiego dolara euro tracąc ok. godz. 9:25 0,26 proc. Najwyższy od 2020 roku poziom osiągnął dziś kurs EUR/ZAR.
Polski złoty lekko słabł dziś ok. godz. 9:40 względem euro (EUR/PLN +0,18 proc., USD/PLN 0,37 proc.).

Do najniższego poziomu od grudnia 2021 spadły dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE. Ok. godz. 9:30 traciły mniej więcej 3,5 proc. W piątek do najniższego poziomu od lipca 2021 spadła cena kontraktu na gaz ziemny notowanych w Wielkiej Brytanii. Cena kontraktów na złoto na COMEX-ie przekroczyła poziom 2000 USD i była dziś rano najwyżej od marca ub.r.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara skutecznie przełamał w piątek kluczowy poziom oporu wyznaczany przez znajdujące się w okolicach poziomu 25000 USD lokalne szczyty z sierpnia ub.r. i lutego br. W piątek kurs przekroczył poziom 27000 USD, a w niedzielę poziom 28000 USD i w poniedziałek rano nadal przebywa powyżej tego najwyższego od czerwca ub.r. poziomu.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Najtańsze mieszkania w dużych miastach – lokalizacje i ceny

Ceny mieszkań na największych rynkach w Polsce ciągle opierają się większym spadkom. Są metropolie – takie jak np. Warszawa – gdzie mieszkania ostatnio wyraźnie drożały. Wg analityków portali RynekPierwotny.pl oraz GetHome.pl, wynika to przede wszystkim z faktu, że deweloperzy w większym stopniu adresują obecnie swoją ofertę do najzamożniejszych klientów, dostarczając im nieruchomości bardzo drogie, co z kolei przekłada się na średnie cenowe dla całych miast.

Z raportu cenowego luty 2023 platformy monitoringu i analiz rynkowych BIG DATA portalu RynekPierwotny.pl wynika, że w minionym miesiącu wśród 6 największych lokalizacji wielkomiejskich stawki z miesiąca na miesiąc spadły nieznacznie w dwóch. Chodzi o Gdańsk i Katowice. W obu tych ośrodkach nowe mieszkania od deweloperów staniały o 2 proc. Średnia cen dla Gdańska wynosi aktualnie 11600 zł/mkw., a dla Katowic 10100 zł/mkw.

Ceny nie zmieniły się w Krakowie (12236 zł/mkw.) i w Łodzi (9835 zł/mkw.). Z miesiąca na miesiąc mieszkania podrożały natomiast aż o 5 proc. w Warszawie (aktualna średnia to niecałe 14 tys. Zł/mkw.) i o 4 proc. W Poznaniu (niecałe 10400 zł/mkw.). Dwuprocentowy wzrost zanotowano we Wrocławiu. Tu średnia cen wynosiła w lutym niecałe 12250 zł/mkw.

Przegląd tych danych może wskazywać na to, że mieszkania wcale nie tanieją. Na większości największych rynków ceny albo rosły albo pozostały bez zmian. Autorzy raportu cenowego luty 2023 podkreślają jednak, że duży wpływ na wzrosty cen na lokalnych rynkach ma wyższa podaż mieszkań najdroższych. Taka sytuacja miała miejsce m.in. w Warszawie, gdzie jeden z deweloperów wprowadził do sprzedaży ponad 330 mieszkań z cenami powyżej 24 tys. zł/mkw.

Eksperci BIG DATA zaznaczają, że na niektórych lokalnych rynkach (m.in. w Poznaniu) widać kurczenie się podaży mieszkań najtańszych, za to przybywa w ofercie nieruchomości luksusowych – co podbija średnią cenową. Taki stan rzeczy wynika z faktu, że w obecnej sytuacji najtrudniej o mieszkanie osobom o stosunkowo niskich dochodach, które przy zakupie muszą posiłkować się kredytem. Bardzo drogi pieniądz z banku i bardzo wysokie ceny mieszkań (co oznacza konieczność wyłożenia wysokiego wkładu własnego) uniemożliwiają tym ludziom realizację mieszkaniowych zamierzeń.

Z kolei takiego problemu nie mają osoby zamożne, które stać na kredyt bankowy, bądź też mają wystarczająco własnego kapitału. To z kolei prowokuje deweloperów do przestawienia oferty na klienta zamożnego.

Powyższe zjawiska najlepiej obrazuje struktura cenowa oferty firm deweloperskich, która w ostatnich 12 miesiącach radykalnie się zmieniła. Np. w Poznaniu odsetek mieszkań z ceną poniżej 8 tys. zł za m kw. skurczył się z 11% do 3%. Równocześnie z 10% do 16% wzrósł tu odsetek mieszkań z ceną ofertową powyżej 12 tys. zł za metr.”- piszą autorzy raportu BIG DATA luty 2023.

Dostępność najtańszych mieszkań

Z raportu cenowego luty 2023 BIG DATA wynika, że w największych miastach podaż mieszkań najtańszych (do 8 tys. zł/mkw.) jest kilkuprocentowa i sukcesywnie mocno się zmniejsza. Wyjątkiem są miasta takie jak Łódź, czy Katowice – gdzie ceny mieszkań są wyraźnie niższe od pozostałych największych metropolii. Tu co prawda podaż mieszkań najtańszych również spada, ale ciągle jest dosyć wysoka.ceny-mieszkan-luty-2023-struktura-cenowa-pierwotny srednie-ceny-mieszkan-w-ofercie-deweloperow

Warszawa

Wg danych z raportu cenowego luty 2023 BIG DATA w Warszawie zaledwie 1 proc. oferty deweloperskiej stanowią mieszkania w cenach do 8 tys. zł/mkw.

Często może chodzić o zabudowę szeregową o większych metrażach (cena za 1mkw. jest wówczas zazwyczaj niższa), znacznie rzadziej o mieszkania w budynkach wielorodzinnych. Jeśli chodzi o położenie takich nieruchomości,  mowa tu o najbardziej peryferyjnych lokalizacjach, takich jak m.in. Białołęka czy Wawer.

Przykładowo- na Białołęce (w cenach od 7750 zł/mkw.) do kupienia są mieszkania powstałe w ramach inwestycji Odkryty Zakątek (ul. Odkryta, Nowodwory). Ogrody Tawułkowa to z kolei inwestycja w dzielnicy Wawer. Tu stawki wynoszą od  7586 do 7895 zł /mkw. W grę wchodzą jednak duże metraże – od 75 do 120 mkw.

Podobne ceny znajdziemy też w miejscowościach przylegających do stolicy, takich jak choćby  Ząbki, czy Marki.

Kraków

W Krakowie również tylko 1 proc. oferty deweloperskiej stanowią nieruchomości w cenach do 8000 zł/mkw. Tego typu mieszkań również należy szukać albo w ofertach z zabudową szeregową/bliźniaczą, z dużymi metrażami, albo na peryferiach. W grę wchodzą takie lokalizacje, jak m.in. Bieżanów – Prokocim, Nowa Huta, Dębniki, Mistrzejowice oraz miejscowości satelickie – m.in. Wieliczka.

Trzeba jednak zaznaczyć, że poziom cen najtańszych mieszkań jest niższy niż w Warszawie. W przypadku mieszkania na sprzedaż w Krakowie, w ofercie deweloperskiej znajdziemy już ceny powyżej 6000 zł/mkw. Przykładem jest inwestycja Słoneczne Miasteczko w dzielnicy Bieżanów – Prokocim. Ceny nowych mieszkań zaczynają się tu od 6400 zł/mkw.

Wrocław

We Wrocławiu około 7 proc. oferty deweloperskiej stanowią mieszkania w cenach do 8000 zł/mkw. Tak samo, jak w przypadku pozostałych miast, w grę wchodzą najczęściej większe metraże (np. zabudowa szeregowa) i wielkomiejskie peryferia oraz miejscowości satelickie. Najtańsze mieszkania znajdziemy na takich osiedlach jak m.in. Psie Pole, Wojnów, Swojczyce, Maślice, Fabryczna, Jagodno, Wojszyce, Brochów. W ofertach deweloperskich z Wrocławia znacznie częściej niż w Krakowie, czy Warszawie spotyka się tanie mieszkania w zabudowie wielorodzinnej. Przykładowe inwestycje to m.in. Robyg Jagodno, Jodłowicka 3 na Stabłowicach, Osiedle nad Widawą – Zgorzelisko wiele innych.

Gdańsk

Z raportu cenowego luty 2023 Big Data analityków portalu RynekPierwotny.pl wynika, że w Gdańsku 6 proc. oferty stanowią mieszkania najtańsze – ze stawkami do 8000 zł/mkw. W grę wchodzą takie lokalizacje jak m.in. Jasień, Kokoszki, Borkowo,Ujeścisko, Łostowice. Najtańsze mieszkania w budynkach wielorodzinnych znajdziemy już za nieco ponad 7000 zł/mkw. Przykładem jest inwestycja Urzeka w lokalizacji Gdańsk/Jasień. Ceny zaczynają się tu od 7300 zł/mkw.

Poznań

W Poznaniu udział najtańszych mieszkań w ofercie deweloperskiej spadł w ciągu roku bardzo mocno – z 11 do zaledwie 3 proc. Z ofert portalu RynekPierwotny.pl wynika jednak, że tanie mieszkania w Poznaniu można znaleźć nie tylko w dzielnicach peryferyjnych, ale również i w dobrych, centralnych lokalizacjach. Przykładem może być inwestycja Goplana przy ul. Świętego Wawrzyńca, na Jeżycach, zaledwie kilka kilometrów od ścisłego centrum. Ceny mieszkań  zaczynają tu się od 7900 zł/mkw.

Podsumowanie

Dobrą informacją dla przymierzających się do kupna własnego mieszkania jest fakt, że przy krachu popytowym na najtańsze nieruchomości, te mogą szybciej tanieć, co – wraz z sygnałami przełamania i początku spadku inflacji, korzystniejszymi zasadami wyliczania zdolności kredytowej klientów oraz zapowiadanym wejściem do użytku nowego wskaźnika wyliczania oprocentowania kredytów -WIRON – może poprawić dostępność mieszkań i dać szanse na zaspokojenie mieszkaniowych aspiracji dla tysięcy osób, które dziś nie mogą zakupić “własnego M”.

Haitong Bank zanotował trzykrotny wzrost zysku netto

Haitong Bank opublikował globalne wyniki finansowe za 2022 rok. Bank zanotował zysk netto w wysokości 11,1 mln euro, co oznacza trzykrotny wzrost w porównaniu do 3,6 mln euro wypracowanych w 2021 roku. Mimo wymagającego otoczenia biznesowego spowodowanego konfliktem w Ukrainie i niepewnością makroekonomiczną, Bank skupiał się na dywersyfikacji źródeł finansowania oraz realizacji strategii umacniania swojej pozycji w Europie i Chinach.

W 2022 roku Haitong Bank odnotował w ujęciu globalnym 11,1 mln euro zysku netto. Przychody z działalności bankowej wyniosły 74 mln euro, czyli o 17 proc. mniej niż w 2021 roku (89 mln euro). Z kolei koszty operacyjne nieznacznie wzrosły w porównaniu z rokiem ubiegłym i wyniosły 61 mln euro, co pozwoliło na osiągnięcie 13 mln euro zysku operacyjnego.

Ubiegły rok upłynął pod znakiem wojny, dużej zmienności warunków panujących na rynkach finansowych i w wielu branżach, inflacji i stóp procentowych. Dodatkowo blokady wynikające z COVID-19 w Chinach miały wpływ na działalność Banku związaną z tamtym regionem. Po wymagającej pierwszej połowie roku, w kolejnych miesiącach 2022 roku zanotowaliśmy poprawę dzięki dobrym wynikom z obszarów Fixed Income i M&A. Wszystko przez ożywienie koniunktury w Europie i Brazylii oraz wzrost aktywności związanych z rynkiem chińskim. Dodatkowo otwarty w październiku 2021 roku oddział Banku w Makau oraz nowo utworzone przedstawicielstwo w Paryżu zaczęły również spełniać swoją rolę w generowaniu nowego biznesu – mówi Ryszard Hermanowski, Head of Investment Banking w Haitong Bank w Polsce.

Wzrost aktywów i solidna pozycja kapitałowa

W ciągu ubiegłego roku Bank zanotował 24-procentowy wzrost aktywów, których wartość osiągnęła poziom 3,4 mld euro. Portfel kredytowy wzrósł do 772 mln euro, napędzany silną dynamiką wzrostu działalności w obszarze finansowania strukturyzowanego. W zakresie jakości aktywów, Bank zanotował w 2022 roku rekordowe wartości wskaźników NPL i NPE na poziomie odpowiednio 1,2 proc. i 0,5 proc. (2,1 proc. oraz 1,0 proc. w 2021 roku).

Haitong Bank niezmiennie wykazuje silną pozycję kapitałową i płynnościową. Wskaźniki CET1, informujący o relacji posiadanych przez bank kapitałów do aktywów ważonych ryzykiem, na koniec 2022 roku wyniósł 17,4 proc., a łączny współczynnik kapitałowy (TCR) 21,8 proc. Dodatkowo wskaźnik stabilnego finansowania netto (NSFR) osiągnął poziom 145 proc.

Dywersyfikacja źródeł finansowania i umacnianie działalności

W 2022 roku Haitong Bank przeprowadził dwie emisje obligacji własnych: w lutym wyemitował 3-letnie obligacje senior notes o wartości 230 mln euro, a w maju rozpoczął emisję 5-letnich obligacji o stałym oprocentowaniu o wartości 150 mln dolarów. Obie emisje otrzymały rating BBB od agencji S&P i oparte były na gwarancjach Haitong Securities Co. Ltd. Umożliwiło to zwiększenie bilansu poprzez wzrost akcji kredytowej, gwarantowanie obligacji, oferowanie produktów zabezpieczających (hedging) oraz innych produktów Fixed Income dla przedsiębiorstw.

Od kilku lat Bank konsekwentnie buduje swoją pozycję rynkową w Azji, Europie i Ameryce Południowej. Odporność jaką wykazuje bank w ciągu ostatnich 3 lat dowodzi skuteczności modelu biznesowego i korzystnie pozycjonuje Bank do wykorzystania możliwości jego rozwoju. W przyszłości zamierzamy koncentrować się na dalszym rozwoju podstawowych obszarów, w których Haitong Bank zbudował przewagę konkurencyjną – tj. Fixed Income, M&A oraz Structured Finance – podsumowuje Ryszard Hermanowski, Head of Investment Banking w Haitong Bank w Polsce.

Dlaczego tak wiele osób chce pracować w IT?

IT to jedna z najbardziej rozchwytywanych branż na rynku pracy. Wejście do niej nie jest jednak takie proste. Mimo tego kandydaci nie ustają w swoich staraniach i intensywnie walczą o miejsce dla siebie w tym sektorze rynku. Dlaczego IT jest tak rozchwytywane?

Co daje praca w IT?

Praca w IT to ciągły kontakt z nowoczesnymi i rozwijającymi się technologiami. Stanowisko w takiej firmie umożliwia uczestniczenie w innowacyjnych projektach i tworzenie pomocnych rozwiązań np. w postaci aplikacji mobilnych i webowych. Taka praca przynosi sporo satysfakcji, a wiele osób wiąże ją nawet z prestiżem. Wszystko dlatego, że próg wejścia jest dość wysoki.

Poza tym IT daje możliwość pracy zdalnej. W bardzo wielu firmach zatrudnia się osoby, które wykonują swoje obowiązki we własnym domu. To niweluje ograniczenia lokalizacyjne i pozwala na szukanie pracy właściwie w dowolnym miejscu na świecie. Z tego względu w pracy można poznać znajomych z różnych krajów, co pozwala na budowanie ciekawych sieci kontaktów.

Bardzo ważnym aspektem są też pieniądze, jakie można zarobić na poszczególnych stanowiskach. Programiści zarabiają nierzadko kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, a nie muszą nawet kończyć kierunkowych studiów informatycznych. Praca w tej branży jest bardzo przyszłościowa i nie trzeba martwić się o brak ofert w tym zakresie.

Jakie są możliwości rozwoju w IT?

IT to jedna z tych branż, w której nie można stać w miejscu. Każdy pracownik musi cały czas się rozwijać, w czym pomaga mu jego codzienna praca. Nieustanny kontakt z nowymi technologiami, językami programowania czy aplikacjami sprawia, że bez ustanku uczy się czegoś nowego. Nawet gdy wykonuje się konkretny zawód, w IT istnieje mnóstwo możliwości na zmiany kierunku swoich działań. Każdy może zostać managerem, zarządzać projektami czy zająć się działem DevOps. Liczy się doświadczenie i zdobyta wiedza, która pozwala na urozmaicanie swoich ścieżek rozwoju.

W branży IT stanowiska dzieli się na trzy poziomy ze względu na seniority – junior, mid i senior. Na stanowiska juniorskie jest zwykle najwięcej kandydatów, ponieważ są to wszystkie osoby, które dopiero chcą zająć się rozwojem w tym sektorze rynku. Mid to osoba z pewnym doświadczeniem, która może liczyć na wysokie zarobki. Największe zapotrzebowanie jest na seniorów, doskonale znających się na wykonywanej pracy. To oni mogą pochwalić się najwyższymi wypłatami i najmniejszymi trudnościami w znalezieniu nowego miejsca pracy.

Portal do szukania pracy w IT

Pracę w IT można znaleźć na portalu No Fluff Jobs. Strona cechuje się ogromną liczbą ogłoszeń, a także szczegółowymi opisami stanowisk. Można na niej wyszukać oferty dotyczące stosowanych na co dzień technologii czy zaliczające się do konkretnych kategorii. Wśród nich są m.in. Agile, IT Support, Fullstack, Backoffice, Game dev czy Testing.

Kandydaci najbardziej doceniają w No Fluff Jobs to, że przy każdej ofercie znajduje się informacja o proponowanych zarobkach. Jest to aspekt, którego często brakuje w innych wyszukiwarkach, więc tym bardziej zasługuje na docenienie. Pozwala to na precyzyjne dopasowanie ogłoszeń do swoich wymagań i odrzucenie tych, które nie są wystarczająco zadowalające. Wyszukiwarka jest bardzo łatwa w obsłudze i pozwala na szybką filtrację ofert.

Ogromne możliwości finansowe w branży IT

Możliwości finansowe w branży IT są tym, co najsilniej przyciąga kandydatów. Na jedne z najwyższych wypłat mogą liczyć m.in. programiści oraz osoby pracujące w działach Big Data i DevOps. Spore wynagrodzenia otrzymują także ci, którzy zajmują się sztuczną inteligencją, ponieważ ta nigdy nie rozwijała się tak dynamicznie, jak w ostatnim czasie. Zarobki w tych sektorach wahają się zwykle od kilkunastu do około 30 tys. zł miesięcznie.

Stanowiska juniorskie w branży IT zapewniają zwykle wynagrodzenie na poziomie co najmniej 5 tys. zł, co zależy od konkretnego stanowiska. Niektóre posady nawet na początkowym etapie kariery są wynagradzane jeszcze lepiej.

Co drugi nowy dom w Polsce ogrzewany jest pompą ciepła

W Polsce od kilku lat można zaobserwować zmianę rodzaju stosowanych systemów centralnego ogrzewania. Odnotowano, że coraz rzadziej w nowych domach montowane są piece gazowe. Blisko 50% inwestorów w 2022 roku wybrało pompę ciepła jako centralną jednostkę instalacji grzewczej – wynika z Raportu o budowie domów w Polsce, przygotowanego przez Oferteo.pl.

W niniejszym materiale znajdują się informacje na temat:

  • popularności pomp ciepła,
  • poziomu zainteresowania innymi systemami ogrzewania,
  • systemów oddawania ciepła montowanych w nowych domach.

Pompa ciepła to główne źródło ogrzewania

Ekologiczne systemy CO cieszą się coraz większą popularnością w Polsce. Osoby budujące dom w 2022 roku najczęściej wybierały pompy ciepła jako główne źródło ogrzewania. Na taki wybór zdecydowano się w 47% przypadków. Jest to o 17 punktów procentowych więcej niż w roku poprzednim – wynika z danych Oferteo.pl, największego polskiego serwisu łączącego poszukujących usług z ich wykonawcami.

Drugim najpopularniejszym źródłem ogrzewania są instalacje z piecem gazowym. Takie rozwiązanie wybrało 31% inwestorów, czyli o blisko 8 p.p. mniej niż rok wcześniej. W 12% nowych domów zamontowano piece elektryczne.

Odnotowano również spadek o 9 p.p. liczby deklaracji montażu pieców na paliwa stałe. Obecnie taki system wybrano jedynie w 6% nowych domów, podczas gdy w 2021 roku było to 15%. W przypadku kolektorów słonecznych popularność jako główne źródła ogrzewania utrzymała się na poziomie 2%.główny rodzaj ogrzewania porownanie 21 i 22

3 na 4 domy wyposażone są w system ogrzewania podłogowego

Istotnym elementem instalacji CO są też systemy oddawania ciepła w pomieszczeniach. Najpopularniejszym rozwiązaniem jest wodne ogrzewanie podłogowe, które wybrało 74% osób. 27% badanych zdeklarowało, że w swoich nowych domach zdecydowało się na montaż kominka.

Kaloryfery to znany i często montowany system oddawania ciepła w wielu lokalach mieszkalnych. Jednak w 2022 roku zaledwie 18% inwestorów zdecydowało się na montaż ich w swoich domach. Następne były systemy elektrycznego ogrzewania podłogowego (15%) oraz nadmuchy ciepłego powietrza (6%). W 2% nowych domów znalazły się grzejniki kanałowe.

Pomimo dostępności zaawansowanych systemów grzewczych, niektórzy nadal preferują klasyczne rozwiązania. Z badania Oferteo wynika, że 1% inwestorów w swoich domach zamontowało tradycyjne piece kaflowe lub kuchenne.główny rodzaj ogrzewaniasposób oddawania ciepła w pomieszczeniach

Dane pochodzą z badania przeprowadzonego techniką CAWI, w ramach Raportu o budowie domów w Polsce, przez serwis Oferteo.pl w styczniu 2023 roku.

Próba badawcza wyniosła 465 osób, które w 2022 roku budowały dom.

Populizm jest w fazie schyłkowej?

Współczesny świat jeszcze się nie nauczył mówić, rozmawiać, dyskutować, określać cele w sposób racjonalny, ekspercki, pogłębiony. Mając do dyspozycji tak jeszcze nie opanowane sposoby komunikacji jak internet, komórki czy nowoczesne platformy z mediów społecznościowych – społeczeństwa są na etapie gorączki wynikającej z pośpiechu, z przyspieszenia obiegu informacji. Efektem obaw i zmęczenia tą prędkością transformacji technologicznej jest także odwrót w kierunku takich haseł, jak opieka państwa, silna władza centralna – która załatwi wszystkie problemy i jeszcze będzie przysyłać czeki czy przelewy. Tego typu marzenia są oczywiście naturalne, są ludzkie – ale świat się zmienia i w końcu społeczeństwa nauczą się racjonalizować i ustawiać wspólne cele.

– Patrzę na ten populizm, na konkurencję haseł populistycznych jako na chorobę, przez którą przechodzimy. To pewnego rodzaju pandemia. Ona ma swoje źródła czy w transformacji technologicznej – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – Wydaje mi się, że jednak wrócimy do racjonalnych źródeł polityki, będziemy brać pod uwagę mądre argumenty – a nie takie, jakie są w tej chwili są formułowane. Mam nadzieję, że to już ostatnia faza choroby populistycznej, jaką przeżywamy w Polsce. Widać to już zresztą w innych krajach, które odrzuciły bardzo populistyczne rozwiązania i mamy tam do czynienia z powrotem do racjonalnej polityki. Mam na myśli także takie kraje, jak Włochy. Powoli społeczeństwa dochodzą do nowych przekonań i nie dają się uwieść idiotycznym hasłom o tym, że każdy dostanie dużo pieniędzy i będzie żył szczęśliwie. To po prostu jest nierealne – wyjaśnia Cydejko.

Problemy banków są spowodowane gigantyczną ekspansją pieniężną. Drukowanie pieniędzy trwało zbyt długo

Nie spodziewajmy się tłumów stojących przed bankomatami. Upadłość SVB nie wywołała paniki. Pozostał jednak problem spowodowany nadmiernym drukowaniem pieniędzy przez banki centralne.

Silicon Valley Bank, szesnasty co do wielkości największy bank w USA ogłosił upadłość. Jest to największy przypadek upadłości amerykańskiego banku od upadku Lehman Brothers w 2008 r. Pozytywną informacją jest fakt, iż straty powstałe w wyniku upadłości banku pokryje federalny fundusz gwarancyjny. Zgodnie z prawem gwarantowane są tylko depozyty do kwoty 250 tys. dolarów, jednak administracja Bidena zdecydowała się zagwarantować klientom dostęp do całości środków zgromadzonych na kontach w SVB. Powodem jest chęć wyeliminowania ryzyka dla systemu bankowego. W efekcie, według wypowiedzi przedstawicieli Departamentu Skarbu, FED i Federalnej Korporacji Gwarantowania Depozytów (FDIC) depozyty spółek technologicznych, głównie start-upów ulokowane w SVB są bezpieczne, a ryzyko paniki bankowej podobnej do tej z 2008 r. zostało ograniczone do minimum.

– Przez kilka dni panowała zwiększona nerwowość i niepewność, ale nie rozlała się po rynkach globalnych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień. – Jednak warto pamiętać, że kryzys finansowy z 2008 r. rozpoczął się tak naprawdę rok wcześniej, gdy ogłaszano upadłości banków, a jednak dobre nastroje utrzymywały się przez kolejne miesiące, nawet przez dużą część 2008 r. Na razie nie ma panki, bo Fed zdołał przylepić łaty na problem powstały z kilkoma średniej wielkości bankami.

Sektor finansowy nie ma jednak zbyt wielu powodów do świętowania, agencja ratingowa Moody’s obniżyła dziś ocenę amerykańskiego sektora bankowego do negatywnej. Demony SVB, Signature i Silvergate odeszły ale inwestorzy pozostają ostrożni ponieważ rynek nieruchomości komercyjnych potencjalnie może stać się kolejną bombą zegarową na Wall Street.

– To jednak tylko łaty, bo problem ma charakter strukturalny, geneza problemu wynika z polityki pieniężnej ostatnich lat, gdy z powodu obaw o gospodarcze skutki covid banki centralne zdecydowały się na gigantyczną ekspansję pieniężną – komentuje ekspert XTB. – Drukowanie pieniędzy trwało zbyt długo, mniej więcej do końca 2021 r. Zignorowano pierwsze sygnały o inflacji.

Przesadnie długi okres bezprecedensowego luzowania polityki pieniężnej sprawił, że nadmiar pieniądza zagospodarowywano niekoniecznie w logiczny sposób.

Teraz tych pieniędzy na rynku jest coraz mniej, bo mamy zacieśnienie polityki pieniężnej. SVB jest właśnie przykładem bardzo złej alokacji zasobów. Startupy z łatwością pozyskiwały gigantyczne ilości pieniędzy.

Przyklejona łata zadziałała w USA, ale strukturalny problem pozostał. Zła alokacja zasobów się dokonała.

– Banki centralne będą musiały zderzyć się z problemem, gospodarce potrzebne jest oczyszczenie z anomalii, aby stworzyć dobre podstawy pod cykl koniunkturalny, a to oznacza, że walka z inflacją prowadzona na serio jeszcze będzie trwać – wyjaśnia P.Kwiecień z XTB. – Jeżeli jednak wybrany zostanie inny wariant, dojdzie do przedwczesnego obniżania stóp procentowych, to problem pozostanie tylko odłożony w czasie.

Nakłady na ochronę zdrowia nie rosną

Jednym z głównych założeń Polskiego Ładu było zwiększenie poziomu finansowania publicznej ochrony zdrowia w Polsce. Jest to bardzo ważny cel, który był wskazywany jako główny w zakresie polityki państwa po okresie pandemii COVID-19 – która uwidoczniła, jak bardzo ważną sferą jest ochrona zdrowia i stan zdrowia społeczeństwa. Konieczne jest dokonanie konkretnych inwestycji w poprawę stanu zdrowia Polaków. W tym celu wprowadzono zmiany składce zdrowotnej dotyczącej osób prowadzących działalność gospodarczą. Łącznie na skutek tych zmian – które doprowadziły do istotnego skomplikowania systemu rozliczeń przedsiębiorców – oczekiwano wygenerowania wpływów do Narodowego Funduszu Zdrowia w kwocie 7 mld zł rocznie. Jednocześnie od początku 2023 roku obowiązuje znowelizowana ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty – która przenosi na NFZ ciężar finansowania części zadań, jakie do tej pory były realizowane przez budżet państwa pośrednio lub bezpośrednio. Łączna kwota tych przesunięć wynosi 7,1 mld zł.

– Niestety okazuje się, że z Polskiego Ładu dla ochrony zdrowia niewiele zostało – ponieważ taką samą kwotę, jaką NFZ zyskał dzięki składce zdrowotnej, budżet państwa zaoszczędził przez przesunięcie dodatkowych zadań na NFZ. W finalnym rozrachunku zyskają nie pacjenci, ale budżet państwa, który zaoszczędzi 7 miliardów złotych w skali roku – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – To w połączeniu z martwymi w praktyce zapisami gwarantującym wydatkowanie 7% PKB na zdrowie w perspektywie do roku 2027 – z uwagi na wysoką inflację oraz zasadę liczenia tych wydatków w relacji do PKB – powoduje, że realnie w perspektywie ostatnich 3 lat minimalny poziom nakładów na ochronę zdrowia wzrósł zaledwie o 0,14 pp. W praktyce oznacza to, że zapisy ustawowe gwarantujące dofinansowanie zdrowia są martwe – co jest niestety bardzo niepokojące w kontekście realnych potrzeb związanych ze zwiększeniem dostępności świadczeń. Zmiana wymagań finansowych związanych ze wzrostem minimalnego zasadniczego wynagrodzenia osób wykonujących zawody medyczne od 1 lipca bieżącego roku jeszcze pogarsza sytuację. Pula środków, która jest dostępna na faktyczne zwiększenie dostępności i jakości świadczeń ochrony zdrowia, wcale nie rośnie. Dlatego należy podjąć konkretne działania, aby faktycznie zmiany zapowiadane w ostatnich latach w sposób rzeczywisty przełożyły się na poprawę sytuacji pacjentów – podkreśla Kozłowski.

Czy Rosja przegrupowuje się do wznowienia cyberwojny?

Przeprowadzone przez Microsoft Digital Threat Analysis Center szczegółowe analizy cyberataków wykorzystywanych w pierwszym roku wojny w Ukrainie, z uwzględnieniem zjawisk obserwowanych w ostatnich miesiącach, dostarczają wniosków na temat dalszych losów tej wojny hybrydowej.

Microsoft udostępnia zgromadzone dane, aby przygotować wszystkie kraje na ryzyko rozprzestrzeniania się ostatnich cyberataków oraz podzielić się zaleceniami, jak mogą one zwiększyć swoje bezpieczeństwo.

Firma wspiera obronę cyfrową Ukrainy od początku rosyjskiej inwazji, a jej eksperci zajmujący się badaniem zagrożeń pozostają zaangażowani w dalsze wykrywanie, ocenę i ochronę przed rosyjskimi cyberatakami i prowokacjami internetowymi

Od początku wojny Rosja użyła co najmniej dziewięciu nowych typów oprogramowania niszczącego dane typu malware (tzw. wiperów) i dwa rodzaje ransomware (złośliwego oprogramowania szyfrującego informacje) przeciwko ponad 100 ukraińskim organizacjom sektora rządowego i prywatnego. Pomimo silnego partnerstwa w zakresie cyberochrony pomiędzy sektorem publicznym i prywatnym, a także gotowości i odporności Ukrainy, które umożliwiły skuteczną obronę przed większością ataków, aktywność Rosji nie ustaje.

Z początkiem 2023 roku Rosja nasiliła ataki szpiegowskie, obierając za cel organizacje w co najmniej 17 krajach europejskich, głównie agencje rządowe. W Ukrainie natomiast kontynuowane są ataki z wykorzystaniem oprogramowania Wiper, którego celem jest bezpowrotne usuwanie informacji, lub nadpisywanie plików, przez co stają się bezużyteczne.

Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa Microsoft nieustannie monitorują rozwój i wdrażanie nowych wariantów ransomware. Pod koniec listopada 2022 roku Microsoft i inne firmy zajmujące się bezpieczeństwem zidentyfikowały nową formę tego oprogramowania, zwaną „Sullivan”, która została użyta przeciwko celom ukraińskim obok ransomware „Prestige”, które Rosja wdrożyła w Ukrainie i w Polsce w październiku 2022 roku. Przeprowadzone analizy sugerują, że Rosja będzie nadal prowadzić ataki szpiegowskie przeciwko Ukrainie i krajom partnerskim Ukrainy, a także ataki destrukcyjne w obrębie Ukrainy i potencjalnie poza nią – w tym wypadku w Polsce, jak to miało miejsce w przypadku ataku „Prestige”, przypisango grupie cyberprzestępców o nazwie Iridium, mających siedzibę w Rosji.

Rosyjska ofensywa hybrydowa obejmuje także narzędzia wpływu na opinię społeczną. Dla przykładu, machina propagandowa w Rosji prowadziła ostatnio działania skierowane w ukraińskich uchodźców rozsianych w całej Europie, próbując przekonać ich, że mogą zostać deportowani i wcieleni do ukraińskiego wojska.

Rosyjska kampania wywierania wpływu przyczyniła się do zwiększenia napięć społecznych w Mołdawii. Rosyjskie media promowały protesty wspierane przez prorosyjską partię polityczną, zachęcając obywateli do żądania od rządu zapłaty za zimowe rachunki za energię. W ramach innej, powiązanej z Rosją kampanii o nazwie „Moldova Leaks”, publikowano rzekome przecieki od mołdawskich polityków, co jest tylko jedną z wielu operacji typu hack-and-leak, polegających na wykradaniu danych z komputerów ofiar i publikowaniu ich w zmanipulowany sposób w celu siania nieufności obywateli Europy wobec ich rządów.

Te i wiele innych przykładów działań znajduje się w nowym raporcie Microsoft Threat Intelligence na temat aktywności rosyjskiej w przestrzeni cyfrowej. Publikacja zwraca również uwagę na szereg towarzyszących im ogólnych trendów.

Po pierwsze, hybrydowa wojna Moskwy w Ukrainie nie poszła zgodnie z planem. Silne zaangażowanie ukraińskich i międzynarodowych obrońców sieci oraz ludność ukraińska zahartowana w walce z rosyjską propagandą nie pozwoliły Kremlowi na szybkie zwycięstwo, którego oczekiwano.

Po drugie, rosyjskie cyberataki zostały dostosowane do celów i wykorzystywanych technik. Miały pomóc w gromadzeniu informacji wywiadowczych na temat Ukrainy oraz wspierających ją krajów, a także przygotować grunt pod ataki w Ukrainie i być może poza nią.

Rozwój nowych form oprogramowania typu ransomware jest tego najlepszym przykładem, a inne obejmują wykorzystanie mediów społecznościowych do sprzedaży ukraińskim odbiorcom pirackiego złośliwego oprogramowania, które umożliwia wstępny dostęp do danych organizacji. Są to także kampanie spearphishingowe, czyli bardziej precyzyjna wersja ataków phishingowych wywołująca u ofiar wrażenie potencjalnej znajomości z tożsamościami, pod które podszywają się atakujący, wymierzone w podatne na ataki serwery stacjonarne w instytucjach rządowych, informatycznych i organizacjach reagujących na katastrofy w Europie. Po trzecie, nie ma granic geograficznych, które byłyby wyłączone z prób rosyjskich ataków.

Ponadto atakujący, znani lub podejrzewani o powiązania z rosyjskimi służbami wywiadowczymi, próbowali uzyskać wstępny dostęp do organizacji rządowych i tych związanych z obronnością nie tylko w Europie Środkowej i Wschodniej, ale również w obu Amerykach.

Europejskie banki wyciągnęły wnioski z kryzysu zadłużeniowego w strefie euro

  • Implikacje dla europejskiego sektora bankowego – jak dotąd niewielkie ryzyko skutków ubocznych, a zabezpieczenia są na miejscu
  • Reakcja polityki pieniężnej – stopy zbliżone do szczytu, ponieważ ograniczanie akcji kredytowej i spowolnienie wzrostu spowalniają inflację
  • Implikacje dla rynków – twarde lądowanie w mgnieniu oka!

Na rynkach dominują obawy o kondycję sektora bankowego. Bankowe swapy ryzyka kredytowego (CDS) odzwierciedlają obecnie znacznie gorsze perspektywy niż tydzień temu, ale nie świadczą o rosnącym ryzyku kryzysu finansowego z powodu słabości strukturalnych w amerykańskim sektorze bankowym.

 

Upadek SVB był spowodowany złymi wyborami w zakresie zarządzania ryzykiem, ale podkreśla również ogólne makrofinansowe wyzwania banków związane z restrykcyjną polityką pieniężną, która zasadniczo usuwa dywersyfikację. Ujemne zyski z obligacji i akcji wywierają presję na aktywa, podczas gdy zacieśnianie ilościowe doprowadziło do zmniejszenia podaży pieniądza, co skutkuje większą konkurencją o depozyty (ponieważ banki pożyczają mniej).

 

Szybkie podwyżki stóp procentowych przez banki centralne w celu walki z inflacją uderzyły w aktywa banku (skutkując niezrealizowanymi stratami przekraczającymi ich bazę kapitałową), ale spowodowały również trudności gospodarcze dla ich deponentów rozpoczynających działalność, którzy zaczęli wycofywać swoje środki na długo przed paniką w związku z depozytami, która rzuciła SVB na kolana.

 

W następstwie upadku SVB banki w opinii Allianz Trade staną się jeszcze bardziej konserwatywne w udzielaniu kredytów. Planowane rozwiązanie SVB nakłada bezpośrednie koszty na inne banki amerykańskie, które zapłacą rachunek za zaspokojenie deponentów (poprzez wyższe opłaty FDIC), ale co ważniejsze, istnieje również pośredni efekt wzrostu pokusy nadużycia w sektorze bankowym, ponieważ Rezerwa Federalna wydaje się być skłonna nadal wspierać upadające banki. W najbliższym czasie warunki finansowania w gospodarce amerykańskiej (i innych krajach) na pewno ulegną dalszemu zaostrzeniu, ponieważ banki podnoszą standardy kredytowe i starannie chronią swoją płynność, co powoduje dalsze ograniczenie akcji kredytowej.

Europejskie banki wyciągnęły wnioski z kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. Jednak niektóre kraje pozostają bardzo narażone na wpływ państwa (Wykres 1), a banki mają duże zasoby krajowych dłużnych papierów wartościowych – również ze względu na zapotrzebowanie banków na płynne aktywa. Ryzyko pętli sprzężenia zwrotnego może zmaterializować się w dwóch kierunkach: gdy problemy sektora bankowego przekładają się na koszty fiskalne i kiedy cena długu państwowego osłabia udziały banków w długu rządowym w ich bilansach. Jest to szczególnie widoczne, gdy udziały są wykazywane według wartości rynkowej. Związek bank-państwo stwarza poważne zagrożenie dla stabilności finansowej iw ostatnich latach został rozwiązany tylko częściowo (brak istotnej redukcji zadłużenia krajowego).

Wykres 1 . Sektor bankowy strefy euro: zasoby krajowych papierów dłużnych rządu (% aktywów ogółem)

Sektor bankowy strefy euro
Źródła: ECB, Allianz Research

To, co zaczęło się jako kryzys energetyczny (i inflacyjny), może w końcu przerodzić się w kryzys kredytowy, ponieważ gwałtowne zacieśnienie polityki pieniężnej może spowodować zakłócenia na rynkach finansowania i zwiększyć presję na banki z rosnącym niedopasowaniem aktywów i pasywów. W opinii Allianz Trade upadek SVB jest z pewnością wskaźnikiem rosnących tarć w systemie finansowym. W przypadku USA obecna (uznaniowa) pomoc w postaci kompleksowej ochrony deponentów przyczyniła się do zwiększenia zaufania, ale wiąże się również z potencjalnymi ograniczeniami fiskalnymi, jeśli rynki sprawdzą więcej banków pod kątem ich niezrealizowanych strat z tytułu posiadania papierów wartościowych o stałym dochodzie. Jednak obawy dotyczące Credit Suisse, jednego z głównych dealerów Fedu, podkreślają, że ryzyko pełnego zarażenia nadal istnieje. Sytuacja na rynku pozostawała napięta aż do dzisiejszego ranka, kiedy to bank ogłosił, że pożyczy do 50 mld CHF od Narodowego Banku Szwajcarii w ramach kredytu zabezpieczonego i krótkoterminowego instrumentu płynnościowego. Presja na CS narastała od pewnego czasu (spadek kursu akcji o prawie 80% od początku roku), ale w tym tygodniu uległa przyspieszeniu (-25%). Upadłość CS może mieć znaczące skutki uboczne.  Ogólnie rzecz biorąc, możemy spodziewać się dalszej presji na sektor bankowy i mniej efektywnego kanału kredytowego. Trudne perspektywy gospodarcze pozostają głównym motorem zaostrzania standardów kredytowych przez banki, ponieważ ograniczenia kosztów finansowania stają się bardziej wiążące.

Wydaje się, że amerykańscy regulatorzy wolą gasić pożary niż im zapobiegać. Po upadku kolejnego dużego banku (Signature Bank, 110 mld USD) Fed, Ministerstwo Skarbu i FDIC podjęły szybkie działania, aby zapobiec ryzyku zarażenia i zachować stabilność finansową. W ramach wyjątku dotyczącego ryzyka systemowego sekretarz skarbu Janet Yellen poleciła FDIC, by z Funduszu Ubezpieczeń Depozytów (DIF) wypłacił pieniądze wszystkim deponentom obu banków, a więc nie tylko tym, którzy mieli depozyty poniżej progu 250 tys. dolarów. Ponadto, w ramach nowego instrumentu Rezerwy Federalnej, Programu Finansowania Terminowego Banków (BTFP), banki mogą uzyskać dostęp do płynności bez sprzedawania papierów wartościowych ze stratą: aby uzyskać finansowanie do jednego roku, muszą jedynie zastawić jako zabezpieczenie papiery wartościowe wycenione po wartości nominalnej (tj. powyżej cen rynkowych). W ramach powtórki z poprzednich epizodów warunków skrajnych decydenci twierdzili, że amerykański system bankowy jest nadal zdrowy; problem w tym, że można było tak twierdzić również przed upadkiem SVB, który zwrócił uwagę na pewne istotne niedociągnięcia regulacyjne.

Te istotne braki w przepisach były równoznaczne z łagodnym zaniedbaniem słabego zarządzania ryzykiem przez SVB. SVB był bankiem zarejestrowanym przez stan, a głównym nadzorcą była Rezerwa Federalna. Ale bank był również nadzorowany przez stan Kalifornia. Podział pracy pomiędzy te dwie instytucje mógł nie być optymalny. Na przykład rosnąca zależność SVB od finansowania z Federal Home Loan Bank of San Francisco (z 0 na koniec 2021 roku do 15 mld USD rok później) pozornie pozostała niezauważona. A przecież wiadomo, że ten pożyczkodawca dla amerykańskich banków regionalnych jest pożyczkodawcą drugiej szansy.

W 2018 r., w ramach wycofania ustawy Dodda-Franka, banki o aktywach poniżej 250 mld USD zostały zwolnione z testów warunków skrajnych Fed oraz wymogów kapitałowych i płynnościowych. W 2019 r., biorąc pod uwagę, że duże banki regionalne (lub banki średniej wielkości) nie były systemowe, Fed zatwierdził łagodniejsze regulacje dla wszystkich banków oprócz największych. Mówiąc bardziej ogólnie, wydawało się, że organy nadzoru nie zwracały wystarczającej uwagi na ryzyko stopy procentowej pomimo dużej kwoty niezrealizowanych strat w sektorze bankowym (620 mld USD). Wiele już powiedziano o niewłaściwych zachętach zapewnianych przez przedłużone gwarancje depozytów i BTFP. Taka polityka prawdopodobnie zwiększy pokusę nadużycia.

Czym europejskie banki różnią się od amerykańskich?

Europejski Bank Centralny podniósł stopy procentowe o 0,5 pkt. proc. do poziomu 3,5 proc. Na konferencji prasowej, po decyzji, Christine Lagarde odniosła się do problemów amerykańskich banków. Sytuacja europejskich banków jest lepsza niż dla amerykańskich, jednak skutki upadku banku w Europie mogą być znacznie bardziej dotkliwe.

Komentarz Lagarde był odpowiedzią na rozprzestrzeniające się w Europie obawy o stan systemu bankowego. Zostały one wywołane słabością amerykańskich banków Silicon Valley, Signature i Silvergate. W ciągu ostatniego, tygodnia indeks Stoxx 600 Banks, skupiający europejskie banki (a jest to sektor o najwyższej kapitalizacji na giełdach w Europie) spadł o 12 proc., natomiast polski indeks WIG-Banki – o prawie 8 proc. Jest to odbicie pojawiającej się na rynku nerwowości, a także faktu, że banki stanowią fundament europejskiego systemu gospodarczego.

W takiej sytuacji, warto podkreślić, że system bankowy w Europie różni się od amerykańskiego. To zaś sprawia, że upadek dużego banku jest mniej prawdopodobny (choć jego skutki, gdyby do niego doszło, mogą być bardziej dotkliwe dla gospodarki). Wymagane bufory kapitałowe dla banków w Europie są wyższe, a regulacje – znacznie bardziej restrykcyjne niż w USA.

Minęło zaledwie dziesięć lat odkąd europejski kryzys zadłużenia zaowocował nową, obejmującą cały region architekturą regulacyjną służącą zabezpieczeniu i walce z kryzysem w branży. W jego skład weszły Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) i fundusz ratunkowy – Europejski Mechanizm Stabilności (ESM). W związku z tym, banki w Europie mają generalnie wyższy kapitał i płynność niż ich odpowiedniki w USA. Podczas gdy w USA ściśle regulowane są te z kapitałem powyżej 250 mld. dolarów, w Europie granicą jest już 50 mld dolarów. Banki europejskie są także bardziej skonsolidowane, a jak przebiega proces konsolidacji na rynku w Polsce mogliśmy obserwować z bliska w ciągu ostatnich 10 lat.

Po obu stronach Atlantyku władze dysponują narzędziami by walczyć z występującym ryzykiem (postrzeganym jako specyficzne, nie systemowe). Chociaż w razie problemów, wsparcie otrzyma cały system oraz deponenci, a niekoniecznie posiadacze akcji czy obligacji banku (tak samo jak w przypadku upadku Getin Banku w Polsce).

W Europie natomiast, bardziej dotkliwe byłyby skutki upadku dużego banku. Większość europejskich firm preferuje bankowe kredyty, podczas gdy w USA częściej finansują się na rynku obligacji. To dlatego poziom kredytów bankowych do PKB w Unii Europejskiej wynosi 92 proc., podczas gdy w USA jest to tylko 51 proc. Warto podkreślić, że w Polsce ten poziom jest nawet niższy i wynosi 42 proc., podczas gdy w Niemczech jest to 84 proc. A im wyższy poziom, tym poważniejsze skutki problemów w systemie bankowym dla gospodarki.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Podwyżka stóp.procentowych EBC bez wpływu na rynki

Decyzja EBC miała być bombą, ale nią nie była. Rynki niemal nie drgnęły. W tle jesteśmy świadkami gwałtownej przeceny ropy naftowej. Inflacja bazowa w Polsce rośnie 20. miesiąc z rzędu.

EBC podnosi stopy procentowe

Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe w strefie euro wzrosły o 0,5%. W rezultacie główna stopa procentowa wynosi już 3,5%. Część analityków spodziewała się, że ze względu na problemy sektora bankowego, podwyżki ulegną spowolnieniu. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że strefa euro ma inflację na poziomie 8,5% w skali roku, zatem o 2,5% wyższą niż USA. Przed decyzją miała również o 1,5% niższe stopy procentowe. W rezultacie Europejski Bank Centralny miał znacznie więcej miejsca na podwyżki stóp procentowych niż za tydzień będą mieli za Oceanem. Jak zareagowały rynki? Spodziewano się 0,5%. Było 0,5%. Na wykresach nuda. Lekkie odbicie po samej decyzji i szybki powrót na poprzednie poziomy.

Spadki cen ropy

Duże zmiany w ostatnich dniach widać na cenach surowców energetycznych. W ostatnich dniach ropa brent notowana na giełdzie w Londynie testowała poziomy 72 dolarów za baryłkę. Z kolei ropa WTI, notowana w USA testowała 66 dolarów za baryłkę. Ostatni raz tak tanio na rynku ropy było w grudniu 2021 roku. Spadliśmy zatem w pandemiczne okolice sprzed rosyjskiej inwazji na terytorium Ukrainy. Powodem spadku cen jest strach przed nadmiarem surowca na rynku spowodowanym słabnącym zapotrzebowaniem na ropę. Powodem tego ma być nadchodzące spowolnienie w gospodarce wywołane wyższym kosztem kredytów, który przekłada się na mniejsze inwestycje. Nie bez znaczenia są też ryzyka płynące z sektora bankowego.

Inflacja bazowa w Polsce

Po tym, jak przedwczoraj wzrosła inflacja konsumencka wiedzieliśmy, że ceny nie są pod kontrolą. Wczoraj jednak dołożyliśmy do tego wzrost inflacji bazowej w skali roku o kolejne 0,3%. Wynosi ona już 12%. Ostatni miesiąc w którym nie rosła inflacja bazowa w Polsce to czerwiec. Oczywiście 2021 roku. Pokazuje to jasno, że o ile wpływem braku tarczy inflacyjnej możemy tłumaczyć wzrost inflacji konsumenckiej, o tyle nie bardzo jest łatwe wyjaśnienie obecnej tendencji. Można oczywiście przyznać się, że wpadamy w spiralę inflacyjną. Byłby to jednak bardzo smutny wniosek. Szczególnie dla naszych decydentów monetarnych, którzy ostatnio wyraźnie mocniej priorytetyzowali brak dalszych ryzyk dla gospodarki niż stabilność cen.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Blokady ChatGPT-4 mogą być omijane. Usługa wciąż może służyć cyberprzestępcom

OpenAI wydało niedawno nową wersję oprogramowania do uczenia maszynowego GPT-4, mającą zupełnie nowe funkcjonalności, jednak okazuje się, że aplikacja – wbrew zapewnieniom – wciąż może wspierać działania cyberprzestępców. Eksperci firmy Check Point Software jako pierwsi udowodnili, że blokady bezpieczeństwa ChatGPT-4 mogą być omijane w celu wykorzystywania narzędzia do tworzenia ataków phishingowych.

To zaprzeczenie najważniejszej cechy jaką podkreślano podczas wprowadzania nowej wersji aplikacji. Miała ona posiadać reguły chroniące ją przed wykorzystaniem przez cyberprzestępców. Jednak w ciągu kilku dni badacze oszukali system, aby tworzył złośliwe oprogramowanie i pomagał im w tworzeniu wiadomości phishingowych, tak jak zrobili to w przypadku poprzedniej iteracji oprogramowania OpenAI, ChatGPT. Z drugiej strony byli również w stanie użyć oprogramowania do łatania dziur w cyberobronie.

Badacze z firmy Check Point Software zajmującej się bezpieczeństwem cybernetycznym przedstawili analizę, z której wynika, że ominęli blokady OpenAI dotyczące tworzenia złośliwego oprogramowania, po prostu usuwając słowo „złośliwe oprogramowanie” w żądaniu. GPT-4 pomógł im następnie stworzyć oprogramowanie, które zbierało pliki PDF i wysyłało je na zdalny serwer. Co więcej, aplikacja doradziła badaczom jak uruchomić go na komputerze z systemem Windows 10 i zmniejszyć plik, aby mógł działać szybciej i mieć mniejszą szansę na wykrycie przez oprogramowanie zabezpieczające.

Aby GPT-4 pomógł w tworzeniu wiadomości phishingowych, naukowcy przyjęli dwa podejścia. W pierwszym wykorzystali GPT-3.5, który nie blokował żądań tworzenia złośliwych wiadomości, aby napisać wiadomość phishingową podszywającą się pod legalny bank. Następnie poprosili GPT-4, który początkowo odmówił stworzenia oryginalnej wiadomości phishingowej, o ulepszenie języka. W drugim poprosili o poradę, jak stworzyć kampanię uświadamiającą o phishingu dla firmy i poprosili o szablon fałszywej wiadomości phishingowej, którą narzędzie należycie dostarczyło  – GPT-4 może wyposażyć cyberprzestępców lub laików, w narzędzia przyspieszające i sprawdzające ich działania – zauważyli analitycy Check Pointa w swoim raporcie. – Widzimy, że GPT-4 może służyć zarówno dobrym, jak i złym celom. Można używać GPT-4 do tworzenia i łączenia kodu, który jest użyteczny dla społeczeństwa, ale jednocześnie można wykorzystywać tę technologię sztucznej inteligencji do szybkiego wdrażania cyberprzestępczości – twierdzi Sergey Shykevich, kierownik działu badań zagrożeń w firmie Check Point Software.

Ekspert dodaje, że bariery powstrzymujące GPT-4 przed generowaniem phishingu lub złośliwego kodu były w rzeczywistości mniejsze niż w poprzednich wersjach. Zasugerował, że może to być spowodowane faktem, że firma polega na tym, że obecnie dostęp mają tylko użytkownicy premium. Dodał jednak, że OpenAI powinien był spodziewać się takich obejść. – Myślę, że próbują im zapobiegać i je ograniczać, ale jest to gra w kotka i myszkę – przyznaje ekspert cyberbezpieczeństwa. OpenAI nie odniosło się dotychczas do badania firmy Check Point.

Kurs BTC/USD ponownie atakuje dziś ważny poziom oporu

Główne indeksy amerykańskiego roku akcji kontynuowały wczoraj rozpoczętą na początku tego tygodnia – po informacji o zagwarantowaniu przez władze USA depozytów dwóch bankrutujących kalifornijskich banków – zwyżkę (S&P 500 +1,76 proc., DJIA +1,17 proc., Nasdaq Composite +2,4 proc.).

Zwyżka cen akcji była kontynuowana dziś rano na giełdach Azji i Oceanii. Wzrosły dziś wszystkie główne indeksy w tym regionie. Najsilniej – o 2,22 proc. – wzrósł filipiński PSEi.

Podobnie były dziś rano w Europie (DAX +1,13 proc., CAC 40 +1,09 proc.).

Na GPW WIG-20, który wczoraj osiągnął najniższy poziom od listopada ub.r. rósł dziś ok. 9:40 o 1,19 proc. Zwyżkowały również pozostałe główne indeksy GPW. Wśród indeksów sektorowych GPW o prawie 4 proc. zwyżkował dziś ok. godz. 9:40 WIG-Górnictwo. Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy poziom od 2018 roku osiągnął dziś kurs akcji spółki Benefit Systems. Wśród składników sWIG-u 80 swój najwyższy poziom od 2018 roku osiągnął dziś kurs akcji spółki Boryszew.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA, która silnie spadała z poziomu 4,089 proc. 2 marca do 3,378 proc. we wczorajszym minimum wynosiła dziś ok. godz. 9:30 3,547 proc. Rosła dziś lekko rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych utrzymując się powyżej poziomu 6 proc.

Cena kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie (WTI) oraz ICE (Brent) spadła w środę do najniższego poziomu od grudnia 2021, w czwartek próbowała odrabiać straty i kontynuowała te wysiłki dziś rano (wzrosty o ok. 0,8 proc. ok. godz. 9:20). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX lekko spadała dziś ok. 9:20 o 0,52 proc. Cena kontraktów na miedź na COMEX-ie, która wczoraj była najniżej od ponad 2 miesięcy, dziś ok. godz. 9:25 zwyżkowała o 1,87 proc. Drożały dziś również metale szlachetne (złoto +0,54 proc., srebro +1,53 proc., platyna +1,1 proc., pallad +1,58 proc.).

Słabł dziś rano amerykański dolara (USD/JPY -0,16 proc., EUR/USD +0,46 proc.).

Kurs polskiego złotego lekko umacniał się dziś rano względem amerykańskiego dolara (USD/PLN -0,39 proc. ok. godz. 9:10) i notował niewielką zmianę w stosunku do euro (EUR/PLN +0,01 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara ponowił dziś próbę przełamania kluczowego oporu wyznaczanego okolicach poziomu 25000 USD przez szczytu kursu BTC/USD z sierpnia 2022 oraz lutego br. Kurs BTC/USD rósł dziś ok. godz. 9:10 o 4,55 proc. osiągając poziom przekraczający 26000 USD.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

ChatGPT4 zrozumie ironię

Podniesienie algorytmów modelu ChatGPT do wersji 4 wprowadza multimodalne, polisensoryczne (oparte na różnych zmysłach) funkcjonalności pozwalające na umieszczanie, operowanie, rozumienie i generowanie danych wizualnych oraz audiowizualnych, które w poprzednich wersjach ograniczone były wyłącznie do danych wejściowych podawanych w formie komunikatów tekstowych. Warto także zwrócić uwagę, że baza parametrów, na podstawie których szkolono GPT-4, jest 500 razy większa od tej zastosowanej u poprzednika. Pojawiające się w ostatnich dniach wyniki testów ChatGPT-4 wskazują na jego wyższą sprawność w obszarze efektywności edukacyjnej – obecny model potrafi analizować wieloaspektowe zjawiska i rozwiązywać złożone problemy. Ponadto rozumie kontekst, potrafi ironizować, a także zdawać egzaminy, plasując się wśród najlepiej zdających „organicznych – ludzkich” uczestników pomiaru dydaktycznego.

Jednocześnie technologia SI znajduje się w procesie dalszego rozwoju, a to oznacza, że obecne rozwiązania nadal borykać będą się z problemami „wieku dziecięcego”, takimi jak udzielanie nierzetelnych odpowiedzi, halucynowanie, dezinformowanie, czy niestabilne funkcjonowanie, które zdają się być obecne także w ChatGPT-4, choć ta, w porównaniu z poprzednikiem, wypada w tym zakresie znacznie lepiej.

Obserwując przemiany na rynku technologii cyfrowych warto pamiętać, że ChatGPT-4 od OpenAI jest tylko jednym z graczy, a w wyścigu o prymat w obszarze komercyjnego zastosowania sztucznej inteligencji stoją m.in. takie projekty jak: Google Bard, Baidu AI, Midjourney, DALL-E. Zapowiada się emocjonujący wyścig – pojawienie się ChatGPT-4 z pewnością wpłynie na intensyfikację prac konkurencyjnych przedsięwzięć, a także na zwiększone zainteresowanie społeczne i medialne tym obszarem badań.

Dr Krzysztof Kuźmicz, medioznawca z Akademii Leona Koźmińskiego

PSPA: transformacja transportu ciężkiego wymaga systemowego wsparcia

16 marca br. Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) wysłało list otwarty do Pani Anny Moskwy, Ministra Resortu Klimatu i Środowiska, z apelem o podjęcie niezbędnych działań w celu przyspieszenia transformacji sektora transportu ciężkiego w Polsce w kierunku zeroemisyjnym. Jest to niezbędne działanie biorąc pod uwagę postępującą transformację proklimatyczną, która swoje odzwierciedlenie ma w coraz szerszej liczbie sektorów gospodarki, gdzie cel neutralności klimatycznej w 2050 roku jest kluczowym do spełnienia.

Wśród sektorów wymagających natychmiastowych działań jest transport ciężki, odpowiadający za 5% ogólnego parku samochodów poruszających się po drogach Starego Kontynentu i generującego przy tym 19,2% ogólnej emisji dwutlenku węgla (CO2). Dążenie do jego transformacji musi odbywać się na wielu etapach w tym legislacyjnym. Już w tym momencie wprowadzone są regulacje dążące do redukcji jego wpływu na środowisko. Przykładem jest m.in. rozporządzenie 2019/1242 ustanawiające normy emisji CO2 dla pojazdów ciężkich o dużej ładowności czy regulacje zaadresowane w pakiecie klimatycznym Fit for 55, w którym zawarto rozporządzenie w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych (AFIR).

Widząc europejskie działania w sektorze transportu ciężkiego oraz wyzwania stojące przed Polską, konieczne jest zdynamizowanie działań na rzecz dekarbonizacji transportu. PSPA wspólnie z wiodącymi podmiotami branży TSL, opracowało szereg propozycji zmian prawnych, których wdrożenie przyczyni się do przyspieszenia dekarbonizacji transportu ciężkiego. Wśród nich wymienić można konieczność:

  • Wprowadzenie systemu dofinansowania nabywania eHDV – Przepisy prawa krajowego dopuszczają w art. 400a ustawy – Prawo ochrony środowiska finansowanie wspomagania ekologicznych form transportu. W oparciu o tę podstawę i zgodnie z art. 411 ust. 1 pkt 2 ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz funduszy wojewódzkich, ekologiczne formy transportu mogą być finansowane w drodze oprocentowanych pożyczek lub dotacji. W ramach tego mechanizmu został wdrożony program „Mój Elektryk”, który jest przeznaczony przede wszystkim dla pojazdów kategorii M1 i N1. Wzorem wspomnianego programu możliwe wydaje się zastosowanie podobnego mechanizmu wspomagania finansowania eHDV w formie preferencyjnych pożyczek lub dotacji.
  • Zniesienie opłat drogowych dla eHDV – Zniesienie opłat drogowych dla eHDV wymaga ingerencji w ustawę o autostradach płatnych oraz o Krajowym Funduszu Drogowym i w ustawę o drogach publicznych jak również w akty wykonawcze wydane na podstawie tych ustaw. Opracowana nowelizacja, dla zachowania zgodności z Dyrektywą 1999/62/WE, powinna zawierać przepisy zwalniające eHDV z omawianych opłat do końca 2025 r. i uwzględniać ograniczone opłaty po tym roku, tj. po 2025 r. opłaty wynoszące 25% tych stosowanych dla pojazdów emisyjnych.
  • Wprowadzenie dla eHDV możliwości wjazdu do stref ograniczonego ruchu – Wjazd do centrów miast w przeważającej mierze regulowany jest przez samorządy, wprowadzenie wyłączeń dla eHDV wymaga rozproszonego działania na poziomie lokalnym oraz współpracy z poszczególnymi władzami lokalnymi w celu przekonania, że dla rozpowszechnienia pojazdów eHDV wskazane jest wprowadzenie ułatwień w poruszaniu się po miastach.

Możliwe jest również rozważenie wprowadzenia zmian w rozporządzeniu w sprawie okresowych ograniczeń oraz zakazu ruchu niektórych rodzajów pojazdów na drogach w zakresie okresowych ograniczeń o charakterze ogólnokrajowym.

  • Zwiększenie dopuszczalnej masy całkowitej eHDV – Do zmiany maksymalnej masy pojazdów w transporcie wewnętrznym na terytorium RP wymagana jest zmiana Rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia. Umożliwiłoby to poruszanie się po polskich drogach eHDV o wyższej masie oraz zwiększenie rentowności z użytkowania tego typu pojazdów.
  • Wprowadzenie systemu dopłat opartego na poziomie obniżenia emisji CO2 – Możliwe jest rozważenie wdrożenia rozwiązania na poziomie krajowym, które będzie wypełniać założenia związane z systemem handlu emisjami w transporcie drogowym.

Alternatywnie, możliwe jest również opracowanie rozwiązania o charakterze dofinansowania na etapie działalności operacyjnej zamiast albo oprócz rozwiązania o charakterze pomocy inwestycyjnej

  • Wprowadzenie systemu wsparcia rozwoju infrastruktury ładowania przeznaczonej dla eHDV – Wdrożenie wsparcia rozwoju infrastruktury ładowania dla eHDV wymagałoby przede wszystkim uruchomienia nowego naboru w funkcjonującym już programie dotacji do ultraszybkich stacji ładowania, a ponadto można również rozważyć zwiększenie puli środków przeznaczonych na realizację powyższego Programu. Zasady Programu nie przewidują wyłączeń dotyczących funkcjonalności poszczególnych stacji ładowania, dlatego środki, mogą zostać przeznaczone również do wsparcia budowy infrastruktury ładowania dla ciężkich pojazdów elektrycznych.
  • Wprowadzenie ulg podatkowych dla podmiotów inwestujących w ekologiczne środki transportu – Zwolnienia i ulgi podatkowe dla przedsiębiorców zaliczane są do pomocy publicznej w rozumieniu prawa UE i jako takie muszą zostać zaakceptowane przez Komisję Europejską. Obecnie programy wsparcia, na które zgodziła się Komisja, to korzystna amortyzacja i akcyza dla pojazdów elektrycznych wprowadzona razem z Ustawą o elektromobilności. Innym programem pomocowym w tym zakresie notyfikowanym KE są zasady zwolnień od podatków lokalnych, o których mowa w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych. Władze samorządowe mają zatem możliwość wesprzeć eHDV zwolnieniem od podatku od środków transportowych, o których mowa w art. 8 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych.
  • Wprowadzenie regulacji ułatwiających przyłączanie do sieci elektroenergetycznej stacji ładowania przeznaczonych dla eHDV – Rozwiązaniem powyższych problemów mogłaby być specustawa zawierającą postulaty rozwiązań regulacyjnych znoszących największe bariery opóźniające rozbudowę sieci ogólnodostępnych stacji ładowania wzorowana na innych specustawach. Miałaby ona na celu ułatwienie OSD pozyskiwania praw do gruntów oraz przyspieszać pozyskiwanie niezbędnych decyzji administracyjnych w celu rozbudowy infrastruktury ładowania. Umożliwiłoby to również wprowadzenie ustawowo określonych terminów realizacji przyłącza.

Przedstawione wyżej, kierunkowe propozycje zostały opracowane na podstawie szczegółowej analizy rozwiązań i systemów wsparcia rynku zeroemisyjnego, drogowego transportu ciężkiego wdrożonych w poszczególnych państwach członkowskich Unii Europejskiej. Korespondują one z innymi działaniami podejmowanymi w celu przyspieszenia rozwoju elektromobilności i rozbudowy infrastruktury ładowania zgodnie z założeniami AFIR.

Polska jako lider sektora transportu ciężkiego w Europie (co 5. pojazd o DMC powyżej 3,5 tony w Unii Europejskiej (UE) zarejestrowany jest w Polsce), obsługujący niemal jedną trzecią przewozów towarowych UE, zobligowana jest do objęcia aktywnej roli w elektryfikacji tego sektora i rozbudowie obsługującej go infrastruktury ładowania. Ponad 150 tys. podmiotów funkcjonujących w krajowej branży przewozu towarów, stoi w obliczu konieczności ponownego zdefiniowania strategii w zakresie ochrony środowiska, modelu biznesowego oraz podejścia do zarządzania flotą, która dziś w 98% oparta jest o pojazdy wyposażone w silniki Diesla. Działania Polski w zakresie elektryfikacji samochodów ciężkich stanowić będą kluczowy czynnik rozwoju elektromobilności nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. Dlatego aby sprostać unijnym regulacjom i wyjść naprzeciw oczekiwaniom obecnych i przyszłych użytkowników elektrycznych pojazdów ciężkich, Polska powinna stać się gigantycznym placem budowy nowych stacji ładowania, a inwestycje powinny być liczone w tysiącach nowych stacji i to w perspektywie najbliższych kilku lat komentuje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Image Power z 82 proc. wzrostem rr przychodów netto ze sprzedaży w 2022 r.

Image Power, notowany na NewConnect producent gier wideo z Grupy PlayWay, podsumował wyniki finansowe za 2022 rok. W raportowanym okresie Spółka wypracowała 2,2 mln zł przychów netto ze sprzedaży, co dało 82 proc. wzrost wyniku rr. Co istotne, w minionym roku udało się Spółce istotnie zmniejszyć stratę ze sprzedaży, którą odnotowano na poziomie 13 tys. zł, w porównaniu do ponad 490 tys. zł w 2021 roku. Na znaczącą poprawę wyników wpływ miała m.in. stabilna sprzedaż gry Dieselpunk Wars, za produkcję i wydanie której współodpowiadał zespół Image Power. Kapitał własny na koniec grudnia 2022 liczył prawie 1,8 mln zł. Spółka zamierza kontynuować obecną dynamikę rozwoju, dzięki odpowiedniej dywersyfikacji swojego portfolio. Tym samym jeszcze w tym półroczu na rynku pojawi się kilka nowych propozycji od Image Power. Co więcej, strategia Spółki na lata 2023 – 2025 zakłada prace nad projektami o coraz wyższych budżetach. Pre-produkcja jednego z nich już ruszyła. Więcej szczegółów zostanie podanych na przełomie maja i czerwca.

Jesteśmy usatysfakcjonowani wynikami, jakie osiągnęliśmy w 2022 roku. W raportowanym okresie odnotowaliśmy znaczący (82 proc.) wzrost rr przychodów netto ze sprzedaży. Co najważniejsze, stanowczo zmniejszyliśmy wynik straty netto oraz poziom straty ze sprzedaży. To zasługa stabilnej sprzedaży naszych produkcji, w tym gry Dieselpunk Wars. Produkcja dostępna jest na PC i konsolach i na bieżąco zwiększa grono swoich odbiorców. mówi Marcin Zaleński, Prezes Zarządu w Image Power S.A.  – Liczę, że nasze przyszłe propozycje zyskają równie pokaźne community, a to wpłynie na utrzymanie odpowiedniej dynamiki wzrostu. Jesteśmy dobrej myśli, ponieważ nasz harmonogram wydawniczy na 2023 rok wygląda obiecująco. Tylko w tym półroczu planujemy premiery kilku naszych tytułów. – dodaje Marcin Zaleński.

W najbliższych tygodniach w ręce graczy trafi Cruise Ship Manager oraz Creature Lab. Jednocześnie w drugim kwartale Image Power udostępni Offroad Mechanic Simulator. Projekt z popularnej serii Mechanic Simulator w pierwszej kolejności trafi do graczy w postaci bezpłatnego Prologu, którego premiera została już zaplanowana na 3 kwietnia. Dostępny jest już także najnowszy trailer gry.

To nie koniec, ponieważ już w czerwcu, podczas letniej edycji Steam Next Fest, zaprezentowane zostanie demo największej produkcji spółki – Haunted House Renovation. To gra symulacyjna FPP, w której użytkownik zajmuje się renowacją dość oryginalnych, bo… nawiedzonych domów. Zarząd Spółki ocenia tytuł Haunted House Renovation jako projekt o dużym potencjale sprzedażowym.

Image Power to doświadczony podmiot na rynku gier wideo, specjalizujący się przede wszystkim w zakresie produkcji gier na komputery stacjonarne. Strategia rozwoju Spółki na lata 2023 – 2025 zakłada dalszą działalność produkcyjno-wydawniczą, opartą na tworzeniu kilku nisko- i średnio- budżetowych gier rocznie. – Chcemy w ten sposób zminimalizować ryzyko inwestycyjne, związane z wydaniem pojedynczej gry oraz zwiększyć potencjał sprzedażowy, którego odzwierciedlenie upatrujemy w przyszłych wynikach finansowych – komentuje Marcin Zaleński.

Ponadto w planach Spółki jest dywersyfikacja portfolia o projekty o coraz wyższych budżetach (A+). Prace nad pierwszym tytułem A+ zostały już rozpoczęte.

Spółka, w celu realizacji obranej strategii rozwoju, wykorzystuje środki wypracowane z działalności operacyjnej, tj. środki ze sprzedaży gier, środki pozyskane od wydawców oraz środki z tytułu współtworzenia mniejszych gier. Suma aktywów Spółki, według bilansu sporządzonego na dzień 31 grudnia 2022 r., wyniosła 3,8 mln zł i była wyższa o 59 proc. rr od wartości aktywów Spółki wykazanych na dzień 31 grudnia 2021 r., które wówczas ukształtowały się na poziomie prawie 2,4 mln zł. Środki pieniężne na koniec grudnia 2022 roku wynosiły ponad 14 tys. zł.

Warto podkreślić, że aktualnie Zarząd Spółki planuje pozyskanie dodatkowego kapitału na rozwój, poprzez przeprowadzenie emisji akcji serii F. Akcje zostaną zaoferowane w trybie subskrypcji prywatnej i skierowane do mniej niż 150 osób.

Wyniki finansowe Grupy Agora w 4. kwartale 2022 r.

Wyniki finansowe Grupy Agora w 4. kwartale 2022 rWyniki Grupy Agora w ostatnim kwartale 2022 r. nadal pozostawały pod presją warunków gospodarczych i rosnących kosztów operacyjnych, na które dodatkowo negatywnie wpłynęły zdarzenia jednorazowe. Mimo tego swoje przychody reklamowe powiększyły segmenty Reklama Zewnętrzna, Radio oraz Film i Książka, a także Gazeta.pl. Dodatkowo, Grupa Agora zamknęła 2022 z historycznymi poziomami aktywnych subskrypcji Wyborcza.pl i TOK FM Premium, dzięki czemu wzrosły jej cyfrowe wpływy ze sprzedaży treści.

 Mimo słabszego 4. kwartału i ogromnej presji kosztowej zakończyliśmy 2022 rok ze wzrostem przychodów i poprawą wyniku na poziomie EBITDA. W kolejnych miesiącach chcemy skoncentrować się na działaniach mających wzmocnić całą Grupę Agora i ugruntować jej pozycję jednej z najsilniejszych firm na polskim rynku medialnym. Sprzyja temu dobre otwarcie bieżącego roku i realizacja długo oczekiwanej inwestycji w Eurozet – największej w historii Agory inwestycji w media. Istotnym czynnikiem do podjęcia kolejnych projektów rozwojowych będzie też decyzja akcjonariuszy spółki w sprawie planowanej reorganizacji grupy kapitałowej – mówi Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory.

W 4. kwartale 2022 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 331,0 mln zł i były niższe o niecałe 6% w stosunku do tych sprzed roku. Zwiększyły się wpływy Grupy związane z działalnością filmową i gastronomiczną, jednak wzrost w tym zakresie zniwelowały niższe łączne przychody reklamowe, wpływy związane z działalności kinową oraz ze sprzedaży wydawnictw.

 

Przychody ze sprzedaży usług reklamowych w Grupie zmniejszyły się o prawie 10% r/r i wyniosły 157,8 mln zł. Wzrost wpływów reklamowych nastąpił w Reklamie Zewnętrznej, Radiu oraz segmencie Film i Książka. W pierwszym z tych biznesów przyczyniły się do tego rosnące wydatki na kampanie realizowane na nośnikach typu citylight, digital i backlight, w drugim – przychody ze sprzedaży czasu antenowego w stacjach Grupy Radiowej Agory, które w 4. kwartale 2022 r. odnotowały rekordowy łączny udział w słuchalności na poziomie prawie 8%1. Z kolei w kinach zwiększenie wpływów z reklamy miało związek głównie z brakiem ograniczeń w ich działalności. Zmniejszyły się natomiast wpływy reklamowe w segmencie Internet, na co rzutowały niższe przychody ze sprzedaży usług reklamowych w spółce Yieldbird, przy wyższych wpływach portalu Gazeta.pl, oraz w segmencie Prasa Cyfrowa i Drukowana. Udział przychodów cyfrowych i internetowych w całkowitych wpływach Grupy Agora ze sprzedaży reklam wyniósł ponad 40%.

Wartość przychodów ze sprzedaży wydawnictw w ostatnim kwartale 2022 r. zmniejszyła się o ponad 2% do 38,6 mln zł. Wzrosły wpływy ze sprzedaży prenumeraty cyfrowej Gazety Wyborczej, przy spadku przychodów ze sprzedaży tradycyjnych wydań – choć dziennik zanotował w omawianym okresie wyższą średnią miesięczną sprzedaż egzemplarzy w porównaniu z poprzednim 3. kwartałem 2022 r.2, Zespół segmentu Prasa Cyfrowa i Drukowana może się też pochwalić kolejnym osiągnięciem w zakresie prenumeraty cyfrowej – Wyborcza.pl zamknęła 2022 z liczbą aktywnych subskrypcji powyżej 303,7 tys., co oznacza wzrost o przeszło 6% w stosunku do końca 2021 r. Dzięki przekroczeniu kolejnego pułapu w tym zakresie Wyborcza jest nie tylko największym graczem na rynku polskiej prasy cyfrowej, ale też należy do ścisłej czołówki wydawców na rynkach Unii Europejskiej. Warto również podkreślić sukces oferty subskrypcyjnej Radia TOK FM, które już w październiku 2022 r. przekroczyło kolejny pułap sprzedażowy, a liczba sprzedanych dostępów Premium TOK FM na koniec 2022 wyniosła blisko 31,9 tys. Udział wpływów cyfrowych w całkowitych przychodach ze sprzedaży wydawnictw Grupy zwiększył się do niemal 38%, dynamicznie rośnie też cała sprzedaż cyfrowych treści – jej udział stanowił prawie 39%.

Przychody ze sprzedaży biletów do kin sieci Helios spadły o ponad 9% do 58,0 mln zł, a przychody ze sprzedaży barowej w kinach – o ponad 1% do 30,8 mln zł. W omawianym okresie w kinach sieci Helios sprzedano 3,0 mln biletów, czyli o niemal 12% mniej niż w 4. kwartale 2021 r. Na całym kinowym rynku w tym czasie zakupionych zostało 11,9 mln biletów wobec 14,7 mln biletów rok wcześniej, co oznacza spadek o 19%3.

Na podobnym jak rok temu poziomie ukształtowały się przychody z pozostałej sprzedaży, zaś Grupa Agora zanotowała wzrost przychodów z działalności gastronomicznej – do 10,3 mln zł oraz z działalności filmowej – do 8,0 mln zł. W pierwszym przypadku miało to związek ze wzrostem wpływów spółki Step Inside odnotowanym przy braku obostrzeń w działalności i dzięki większej liczbie lokali, w drugim wiązało się zwłaszcza z sukcesem kinowym filmu Johnny o przyjaźni ks. Jana Kaczkowskiego z Patrykiem Galewskim w reżyserii Daniela Jaroszka, który do końca 2022 r. zgromadził prawie milionową widownię. Druga produkcja własna spółki NEXT FILM została też doceniona licznymi nagrodami i nominacjami, a dodatkowo wynik Johnny’ego przyczynił się do rekordowego wyniku, jaki NEXT FILM osiągnął w całym roku – tytuły dystrybuowane przez spółkę przyciągnęły w 2022 niemal 2,7 mln widzów, dając jej historyczne 32% udziału w rynku dystrybucji polskich filmów i pozycję jego lidera4.

Koszty operacyjne netto Grupy Agora w 4. kwartale 2022 r. wzrosły o ponad 10% do 361,4 mln zł. Były one wyższe we wszystkich biznesach, poza Internetem. Na wzrost wydatków Grupy rzutowały warunki rynkowe, związane z ogólnymi podwyżkami cen, inflacją i presją płacową. Co istotne, na poziom kosztów operacyjnych w znaczący sposób wpłynęły odpisy aktualizujące wartość aktywów w wysokości 47,2 mln zł, głównie w segmencie Prasa Cyfrowa i Drukowana, koszty restrukturyzacji w działalności prasowej oraz kinowej w łącznej wysokości 5,3 mln zł i odpis na należności jednego z kontrahentów obszaru Reklama Zewnętrzna w kwocie 1,1 mln zł5.

Największą pozycję stanowiły koszty usług obcych – niższe w 4 kwartale 2022 r. w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r., zaś najbardziej zwiększyły się koszty zużycia materiałów i energii oraz wartości sprzedanych towarów i materiałów. Nakłady na wynagrodzenia i świadczenia na rzecz pracowników wzrosły niemal we wszystkich segmentach operacyjnych. Zatrudnienie etatowe w Grupie Agora w grudniu 2022 r. wyniosło 2 339 etatów i było wyższe o 16 etatów r/r.

Ostatecznie w 4. kwartale 2022 r. Grupa Agora odnotowała zysk na poziomie EBITDA w wysokości 55,3 mln zł. Strata EBIT stanowiła 30,4 mln zł, strata netto – 30,5 mln zł, zaś strata netto przypadająca na akcjonariuszy jednostki dominującej – 31,4 mln zł6. Należy jednak pamiętać, że na wyniki te negatywnie wpłynęły opisane wcześniej zdarzenia jednorazowe.

Według szacunków Agory rynek reklamy w Polsce wzrósł w 4. kwartale 2022 r. o prawie 4%, a reklamodawcy wydali w tym czasie na promowanie swoich produktów i usług około 3,42 mld zł. W całym 2022 wartość rynku reklamowego stanowiła około 11,1 mld zł, a dynamika wzrostu r/r wyniosła 4,5%, czyli osiągnęła poziom przewidywany w założeniach spółki. Po analizie danych i obserwacji trendów rynkowych zarząd Agory szacuje, że dynamika wydatków na reklamę w Polsce w 2023 r. wyniesie około 2-4% – mimo dużej niepewności dotyczącej skali spowolnienia gospodarczego w kraju, poziomu inflacji i kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw, a także sytuacji w regionie może to nastąpić raczej w zakresie bliższym górnej granicy wskazanego przedziału.

Początek 2023 r. przyniósł Grupie Agora ważne rozstrzygnięcie – po 4 latach urzędowej i sądowej batalii sąd II instancji oddalił apelację Prezesa UOKiK, który zakazał spółce przejęcia Eurozetu. Dzięki temu Agora sfinalizowała swoją największą w historii inwestycję w media i stała się właścicielem kontrolnego pakietu udziałów w Eurozecie, a zarazem drugim największym nadawcą w Polsce.

Planując intensywny rozwój oferty radiowej – z segmentem Radio jako największym mediowym biznesem, zarząd Agory skoncentruje się na jak najskuteczniejszym działaniu i zapewnieniu wzrostu całej organizacji. W tym celu powstał projekt wydzielenia wybranych linii biznesowych oraz pionów wspomagających z Agory S.A. do spółek zależnych, który został poddany pod głosowanie akcjonariuszy.

Jednocześnie zarząd Agory stawia na zrównoważony rozwój całej organizacji, dla której społeczne zaangażowanie oraz odpowiedzialność są ważną częścią działalności. O projektach i sukcesach w tym zakresie, a także planach można dodatkowo przeczytać w raporcie ESG Grupy Agora za 2022 r.

Spółka DB Energy ustaliła cenę maksymalną akcji na 29 zł i maksymalną wartość Oferty Publicznej na poziomie 12 mln zł

Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła suplement do Prospektu DB Energy z Ceną Maksymalną nowo emitowanych akcji serii D w trwającej Ofercie Publicznej. Wynosi ona 29 zł za jedną akcję oferowaną.  Dzięki emisji nowych akcji firma planuje pozyskać do 12,035 mln zł na rozwój działalności w modelu inwestycyjnym, w tym modelu ESCO, intensyfikację działań związanych z internacjonalizacją oraz kontynuację prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej. W poniedziałek, tj. 20 marca br., rozpoczynają się zapisy na akcje spółki w Transzy Inwestorów Detalicznych, które potrwają do 29 marca br. Zgodnie z harmonogramem Oferty Publicznej, w II połowie kwietnia 2023 r. zakładany jest pierwszy dzień notowań Akcji Serii B i C oraz PDA na rynku równoległym GPW. Pierwszy dzień notowań Nowych Akcji planowany jest w ok. połowy maja, co będzie równoznaczne z notowaniem na GPW wszystkich Akcji Dopuszczonych.

20 marca rozpoczynamy kluczowy etap Oferty Publicznej, tj. przyjmowanie zapisów w Transzy Inwestorów Detalicznych oraz proces budowy Księgi Popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych. Model biznesowy i strategia rozwoju DB Energy spotykają się z pozytywnymi ocenami i zainteresowaniem wśród inwestorów, co pozwoliło nam ustalić cenę maksymalną na poziomie 29 zł za jedną akcję serii D. To oznacza maksymalną wartość Oferty na poziomie 12 mln zł. Środki w głównej mierze posłużą na rozwój działalności w modelu inwestycyjnym, w tym własne inwestycje spółki w modelu ESCO – komentuje Krzysztof Piontek, Prezes Zarządu DB Energy.

Cena emisyjna akcji serii D oraz ostateczna liczba Akcji Oferowanych oferowanych poszczególnym kategoriom inwestorów zostanie ustalona i opublikowana 30 marca. Akcje będą oferowane w dwóch transzach: Transzy Inwestorów Detalicznych oraz Transzy Inwestorów Instytucjonalnych. Koordynatorem całości Oferty jest Dom Maklerski Navigator S.A. Podmiotami uprawnionymi do składania zapisów na Akcje Oferowane w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych są osoby fizyczne i prawne oraz inne podmioty, do których zostanie skierowane Zaproszenie do złożenia Zapisu na Akcje Oferowane od Koordynatora Oferty. Z kolei podmiotami uprawnionymi do zapisywania się na Akcje Oferowane w Transzy Inwestorów Detalicznych są osoby fizyczne i prawne oraz inne podmioty, które w chwili złożenia zapisu na Akcje Oferowane będą posiadać rachunek inwestycyjny prowadzony przez Członka Konsorcjum Detalicznego, w którego skład wchodzą: Noble Securities S.A. (Organizator Konsorcjum Detalicznego), mBank S.A., Trigon Dom Maklerski S.A., Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A., Dom Maklerski BDM S.A., Ipopema Securities S.A. oraz Dom Maklerski Banku BPS S.A. Doradcą prawnym Spółki jest kancelaria prawna SSW Pragmatic Solutions Spaczyński, Szczepaniak, Okoń Sp.k.

DB Energy odnotowało 8,23 mln zł skonsolidowanego zysku netto w roku obrotowym 2021/2022. Zysk operacyjny wyniósł 11,45 mln zł wobec 3,43 mln zł zysku rok wcześniej. EBITDA wyniosła 12,20 mln zł, tj. 198% wzrost r/r wobec 4,09 mln zł w analogicznym okresie 2020/2021 roku.

SatRev rozmawia z Omanem w sprawie kolejnych satelitów

Polska spółka z branży kosmicznej, SatRev S.A., prowadzi zaawansowane rozmowy z rządem Omanu w sprawie dostarczenia kolejnych satelitów dla tego kraju. Wyniesienie objętego wcześniejszym porozumieniem satelity „Aman-1” zostało zaplanowane na październik bieżącego roku. Jednocześnie spółka współpracuje z wszystkimi liczącymi się firmami wynoszącymi satelity oraz opracowała satelitę zbierającego dane wysokiej rozdzielczości.

Współpraca z Sułtanatem Omanu

Spółka zamierza we współpracy firmą Space X przeprowadzić w październiku start satelity „Aman-1”, jednocześnie rozmawia o poszerzeniu współpracy z Omanem. Plany obejmują dostarczanie kolejnych satelitów „Aman” oraz rozwój stacji naziemnej do komunikacji i obsługi satelitów. Celem współpracy jest zapewnienie kompleksowych danych i rozwiązań analitycznych do monitorowania przemysłu naftowego i gazowego Sułtanatu Omanu. To obiecujący krok w naszej dalszej współpracy z tym krajem.

Oprócz prac nad satelitami dla Omanu w 2023 roku będziemy finalizować szereg ekscytujących przedsięwzięć. Między innymi wyniesiemy na orbitę dwa kolejne satelity średniej rozdzielczości „STORK”, a także osiem satelitów o wysokiej rozdzielczości opartych na naszej rewolucyjnej technologii DeploScope – zapowiada Grzegorz Zwoliński, CEO SatRev.

Rewolucyjne rozwiązania

SatRev ma duże doświadczenie w pracy z różnymi dostawcami usług startowych, w tym między innymi Space X, United Launch Alliance i Avio. Od innych firm rozwijających i produkujących nanosatelity spółkę odróżnia to, że nie jest uzależniona do jednego partnera – może budować nanosatelity i wynosić je we współpracy z dowolną firmą. Spółka posiada własną platformę umieszczającą satelity w kosmosie, (z ang. deployer). Jest to kluczowe urządzenie, umożliwiające wystrzelenie satelitów w przestrzeń kosmiczną. Dysponując własnym deployerem SatRev zapewnia, że proces wynoszenia na orbitę będzie płynny i wydajny, co jest korzystne dla wszystkich współpracujących podmiotów.

– To pozwala ograniczyć ryzyko i zaoferować naszym klientom nowe możliwości, zarówno pod względem ceny, jak i dostępności. Jesteśmy w stałym kontakcie z nowymi firmami oferującymi wynoszenie satelitów na orbitę, aby mieć pewność, że wyprzedzamy konkurencję pod względem technologii startowej – dodał Zwoliński.

Kolejna technologia, pod nazwą DeploScope, opracowana przez SatRev na potrzeby nanosatelitów wysokiej rozdzielczości, to przełom w branży pozyskiwania danych satelitarnych. Pozwala ona spółce rozmieścić system optyczny na orbicie, umieszczając go na mniejszych satelitach niż jej konkurencja. Umożliwia to stworzenie infrastruktury o znacznie większej przepustowości, a jednocześnie jest bardziej wydajne i opłacalne niż tradycyjne metody.

Inwestorzy SatRev

Dzięki posiadaniu nowatorskich rozwiązań, oraz sprawdzonych technologii, satelity spółki znajdują się już na orbicie. Z uwagi na to SatRev pozyskuje nie tylko kolejne kontrakty, ale też poważnych inwestorów. Jednym z większych inwestorów spółki jest January Ciszewski wymieniany w gronie 10 największych polskich inwestorów giełdowych. Wraz ze swoją spółką zależną posiada on pakiet 6,6% akcji spółki. W grudniu ubiegłego roku spółka zamknęła również kolejną rundę inwestycyjną na łączną kwotę 10 mln USD, połowę tej kwoty objęła spółka Virgin Orbit w zamian za nieco ponad 4% akcji. Akcje w tej rundzie zostały już wyemitowane, a podwyższenie kapitału zarejestrowane jest w Krajowym Rejestrze Sądowym. Z Virgin Orbit RatRev łączy strategiczne partnerstwo, ale nie oznacza ono umowy na wyłączność. SatRev planuje wykorzystać możliwości startowe Virgin Orbit w jak największym stopniu, jeśli jednak będą kłopoty ze świadczeniem tych usług, SatRev jest zabezpieczony przez innych usługodawców, z którymi również ma sprawdzone i udane relacje.

– SatRev to prawdziwa perełka w naszym portfelu. Nie tylko jako pierwsza firma w Polsce wyniosła własne satelity na orbitę, ale także opracowała szereg przełomowych technologii. Jestem bardzo zadowolony z tego jak rozwija się spółka. Ich osiągnięcia, to nie tylko bardzo owocna współpraca z Omanem, ale również kontrakty na pozyskiwanie i komercyjne dostarczanie danych satelitarnych do odbiorców takich jak polski KOWR. Dzięki zdywersyfikowanym źródłom przychodów spółka ma wszelkie dane by osiągnąć globalny sukces – ocenia January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING ASI S.A.

Jak robić zakupy spożywcze online?

Aby zaopatrzyć swoją domową spiżarnię, nie trzeba już samodzielnie jechać do sklepu, stać w kolejkach ani poszukiwać na półkach konkretnych produktów. Sprawunki da się zamówić za pośrednictwem aplikacji InPost Fresh. Jak robić zakupy spożywcze online za jej pomocą?

Na czym polegają zakupy spożywcze online?

Aby móc zamówić zakupy spożywcze online, należy najpierw pobrać InPost Fresh na swoje urządzenie mobilne. Oprogramowanie działa i na sprzętach z Androidem, i na tych wyposażonych w iOS. Da się je ściągnąć z App Store oraz Sklepu Play. Po tym wystarczy się zarejestrować i skompletować zamówienie, wybierając dostępne w aplikacji produkty.

Ofertę InPost Fresh dzieli się na dwie części: Tysiące produktów i Świeże zakupy. Z pierwszej opcji mogą korzystać użytkownicy mieszkający w całej Polsce. Jeśli zrobią zakupy za min. 40 zł, to nie zapłacą za wysyłkę ani do urządzenia Paczkomat®, ani do domu. Druga opcja przeznaczona jest tylko dla mieszkańców określonych miast, bo można za jej pośrednictwem kupić produkty z konkretnych marketów z dostawą do domu. W tym przypadku wysyłka kosztuje od 5,99 zł do 9,99 zł. Wartość koszyka musi wynosić min. 100 zł.

Każdy klient może znajdować produkty za pomocą wyszukiwarki, w której da się wpisać konkretną nazwę towaru, ale nie tylko. Asortyment jest podzielony na kategorie ułatwiające zapoznanie się z szeroką gamą produktów. Wśród nich znajdują się artykuły spożywcze, dla dzieci i zwierząt, a także do domu. Wystarczy dodać wszystkie interesujące towary do koszyka, a następnie wybrać sposób dostawy i rodzaj płatności. 

Kto może robić zakupy w InPost Fresh?

Zakupy w InPost Fresh może robić każdy, kto pobierze aplikację i się w niej zarejestruje. Często z możliwości tej korzystają osoby, które nie mają czasu na dojazd do marketu czy stanie w długich kolejkach. To spore udogodnienie również dla seniorów, którym duże zakupy mogą sprawiać niemałe trudności. Dzięki aplikacji mogą szybko zaopatrzyć swoją kuchnię czy łazienkę w potrzebne produkty.

Aplikacja okazuje się przydatna podczas choroby czy natłoku obowiązków. Kiedy wyjście z domu jest ograniczone, najpotrzebniejsze towary może doręczyć kurier. Dzięki obecności w aplikacji szerokiego asortymentu dla dzieci z InPost Fresh chętnie korzystają też młodzi rodzice, aby w łatwy i szybki sposób nabyć mleko czy pieluchy dla malucha.

Plusy zakupów spożywczych przez internet

Zaletą zakupów spożywczych online jest ogromna oszczędność czasu. Sprzedawcy oferują również atrakcyjne promocje na wybrane towary każdego dnia. Dzięki temu, że nie trzeba jechać do sklepu. Zakupy z maszyn Paczkomat® da się odebrać o dowolnej porze, nawet w środku nocy. Aplikacja InPost Fresh pozwala na lepsze zagospodarowanie czasu w ciągu dnia i pozbycie się części obowiązków.

Nie ma hossy bez banków

Fed bez pardonu chce walczyć z inflacją, co nie jest dobrą wiadomością dla giełd. Na GPW nastroje są smętne, ale emocji nie brakuje. Dostarcza ich PKN Orlen, po tym jak zaproponował rekordową wypłatę dywidendy.

Gdy G.Powell powiedział zaledwie to, że „Fed jest w stanie przyspieszyć tempo podwyżek stóp procentowych, jeżeli będzie to potrzebne”, kapitał zaczął płynąć w kierunku dolara, a inwestorzy spekulowali, że najbliższa podwyżka wyniesie 50pb, czyli będzie dwukrotnie wyższa od tej, której się wcześniej spodziewano.

Inwestorzy jednak szukają wiadomości dających szansę na łagodniejszy cykl dalszych podwyżek stóp procentowych w wykonaniu Fed. Nastroje wsparł odczyt inflacji, a ryzykowne aktywa ponownie wróciły do łask. W lutym inflacja CPI wyniosła 6% w ujęciu rocznym przy 5,5% wzroście inflacji bazowej, oba odczyty były niższe od styczniowego (dla porównana inflacja w Polsce w lutym wzrosła, do rekordowej wysokości 18,4%). Pojawia się zatem pytanie czy spadek presji cenowej i widmo kryzysu systemowego pozostanie dla Powella wystarczająco przekonujące by zakończyć cykl podwyżek? Byki chcą w to wierzyć. Ale niekoniecznie te z polskiego parkietu, ponieważ WIG20 wciąż może mieć większy problem z przebiciem poziomu 1800 pkt.

Czy są szanse na wybicie na indeksach WIG? Od 2010 r. pogłębia się słabość WIG20 mierzona jego relacją do indeksu S&P500.

– Jeśli już analizujemy indeksy, to warto skoncentrować uwagę na wykresy siły relatywnej sWIG80 wobec S&P500 – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Kietliński, ekspert XTB. – To właśnie nasze małe spółki radzą sobie lepiej niż S&P500 i pośród spółek z tego indeksu można szukać spółek dających wysokie stopy zwrotu.

Dla polskiego rynku akcji szczególnie ważne są dwa czynniki, to krajowa inflacja i wojna w Ukrainie. Wśród inwestorów dominował scenariusz, że I półrocze będzie zachowawcze i spokojne, natomiast w II półroczu można spodziewać się większego odbicia.

Warto tu wspomnieć o wskaźniku wyprzedzającym, jakim jest chiński impuls kredytowy ponieważ z wieloletnich porównań wynika, że o 6-9 miesięcy wyprzedza wzrosty na GPW. Gdyby opierać się na takiej korelacji, to jednak I półrocze powinno być dość silne, a później należałoby spodziewać się korekty.

W tym wyczekiwaniu emocje inwestorów wywołała zapowiedź PKN Orlen, że chce wypłacić dywidendę 5, 50 zł na akcję. Byłaby to rekordowa dywidenda. Tym bardziej powrócił temat rekordowych zysków koncernu w 2022 r. Jego kwartalnych raportów, z których wynika, że można zwiększać zyski ze sprzedaży paliw, gdy światowe ceny hurtowe ropy są wysokie.

– To ma być dywidenda gwarantowana, która z roku na rok będzie rosnąć – dodaje ekspert XTB. – Inwestorzy zareagowali kilkuprocentowymi wzrostami na akcjach tej spółki.

Natomiast słabe są nastroje wokół WIG-banki. Ze względu na decyzje TSUE dotyczące frankowiczów i z powodu rządowego pomysłu powtórnego wprowadzenia tzw. wakacji kredytowych.

– Nad bankami wisi duże ryzyko, które w części już się zmaterializowało, co jest istotne bo potocznie mówi się wśród inwestorów, że nie ma hossy bez banków – komentuje M.Kietliński z XTB.

Na pewno ze względu na import sentymentu inwestorów, GPW pozostanie zależna od tego, co dzieje się na Wall Street, a więc także i od tego, jak jastrzębio Fed będzie walczył z inflacją.

Obniżka cen gazu nie rozwiąże problemów polskich przedsiębiorców

Należąca do Orlenu spółka PGNiG, największy sprzedawca gazu w Polsce, od 1 kwietnia obniża cenę gazu dla małych i średnich przedsiębiorstw rozliczających się na podstawie cennika oferty „Gaz dla Biznesu”. Cena wynosić będzie 353 zł za MWh, czyli nadal dużo więcej niż w Europie.

Ceny gazu na europejskim rynku spadły poniżej 230 zł za MWh. Cena na giełdzie TTF w kontraktach na kwiecień była w dniu wczorajszym na poziomie 205 zł. Dlatego zaproponowana przez PGNiG obniżka nie rozwiąże problemu wielu polskich przedsiębiorców, którzy za gaz płacić będą nadal dużo więcej niż ich europejscy konkurenci.

Warto zauważyć, że cena gazu w Europie jest aktualnie niższa niż przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Cena gazu w Polsce dla wybranych przedsiębiorców, po deklarowanej 55 proc. obniżce, nadal odstaje od ceny zarówno na Towarowej Giełdzie Energii (ok. 245 zł/ MWh), jak również od ceny na giełdzie TTF w Holandii (43m7 euro za MWh. Właśnie dlatego, że wartość 353 zł za MWh wskazana przez Pana Daniela Obajtka ma się nijak do aktualnych cen europejskich – część polskich przedsiębiorców nadal będzie mieć problemy z przewaga konkurencyjną. – mówi minister gospodarki Janusz Steinhoff Business Centre Club, przewodniczący finansów Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC 

Ekspert BCC po raz kolejny podkreśla też, że wysokie ceny gazu i paliw płynnych w Polsce są efektem monopolistycznej pozycji Orlenu i wchodzącej w jego skład spółki PGNiG. Według raportu Warsaw Enterprise Institute Polska gospodarka pod względem konkurencji znajduje się na ósmym miejscu od końca wśród krajów należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).

W Business Centre Club wielokrotnie podkreślaliśmy, że rynek energii powinien być w większym stopniu konkurencyjny i otwarty na Europę. Na straży konkurencji powinien stać UOKiK, który w tej materii nie wykazał się konieczna aktywnością. stwierdził Janusz Steinhoff.

Janusz Steinhoff zwrócił też uwagę, że: Grupa Orlen w 2022 roku wypracowała przychód na poziomie 278,5 mld zł, a zysk netto 21,5 mld zł. Te wyniki nie są niestety efektem redukcji kosztów, finezyjnego zarządzania czy też korzystnych kontraktów, są one jedynie konsekwencją dominującej pozycji na rynku, braku konkurencji.

Rozszerzenie grupy podmiotów na tańszy gaz

Podpisana przez Prezydenta nowelizacja ustawy rozszerza odbiorców tzw. „tańszego gazu” o cukiernie, piekarnie i spółdzielnie. Podmioty te będą mogły skorzystać z zakup gazu po obniżonej cenie.

Oczywiście popieramy przyjęte rozwiązanie, podkreślamy jednak, że jest ono doraźne, a w przypadku energetyki trzeba myśleć o rozwiązaniach systemowych. A takie będą możliwe dopiero wówczas, kiedy rynek będzie konkurencyjny a nie monopolistyczny. Każdy monopol i każda dominująca pozycja szkodzi gospodarce i negatywnie wpływa na poziom życia obywateli. W Unii Europejskiej absolutnie konieczne jest przyśpieszenie budowy wspólnego, konkurencyjnego rynku gazu i energii elektrycznej oraz współpracy przy pozyskiwaniu paliw. – podsumował ekspert Business Centre Club.       

Amerykanie coraz chętniej inwestują w europejskie nieruchomości

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills w swoim najnowszym raporcie, aktualny poziom cen coraz bardziej zachęca inwestorów z Ameryki Północnej do inwestowania w nieruchomości komercyjne na Starym Kontynencie. W 2022 r. przeznaczyli oni na inwestycje 48 mld euro, co oznacza wzrost o 31% w porównaniu ze średnią pięcioletnią. W tym czasie inwestorzy z Europy ulokowali na zagranicznych rynkach nieruchomości znacznie mniej kapitału – 36,6 mld euro.

Według prognoz Savills, do końca bieżącego roku inwestorzy północnoamerykańscy będą ponownie stanowili największą grupę inwestujących w nieruchomości w Europie.

Eksperci firmy Savills przewidują, że w 2023 r. inwestorzy singapurscy, którzy tradycyjnie charakteryzują się elastycznością, nadal będą inwestować w różnych sektorach i krajach Europy. Singapur coraz częściej jest postrzegany jako prężnie rozwijający się ośrodek gospodarczy w Azji, przez który przepływa kapitał zagraniczny pochodzący z innych krajów regionu Azji, Australii i Oceanii.

„Przewidujemy, że w 2023 r. europejski rynek nieruchomości będzie przyciągał zróżnicowane grono inwestorów zagranicznych. W dużym stopniu będą oni poszukiwali okazji inwestycyjnych, a zwłaszcza aktywów znacząco przecenionych. Z kolei inwestorzy mniej skłonni do podejmowania ryzyka skoncentrują swoją uwagę na poszukiwaniu aktywów generujących przychód w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach i sektorach na terenie całej Europy. Czynnikiem decydującym przy ich wyborze będą trendy długoterminowe ze względu na oferowaną przez nie większą stabilność oraz odporność na wahania rynkowe” – mówi James Burke, dyrektor w dziale europejskich rynków kapitałowych i globalnego doradztwa inwestycyjnego w Savills.

„Według naszych prognoz, aktywność inwestycyjna w Europie utrzyma się na niskim poziomie aż do drugiego półrocza, kiedy to gospodarka zacznie stopniowo wracać na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Przewidujemy, że całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości w 2023 r. wyniesie od 230 mld do 240 mld euro, co będzie oznaczało spadek o 17-20% w ujęciu rocznym” – komentuje Lydia Brissy, dyrektorka w dziale badań rynków europejskich w Savills.

„W Polsce, wzrost czynszów do pewnego stopnia kompensuje rosnące stopy kapitalizacji, zapewniając bufor bezpieczeństwa dla cen nieruchomości. Znaczące spowolnienie dynamiki w sektorze budowlanym sprawiło, że koszty budowy powróciły do poziomów notowanych na przełomie roku 2021 i 2022. W 2023 r. z pewnością będziemy świadkami kontynuacji ubiegłorocznego trendu w związku z aktualną wysokością kosztów finansowania, co będzie się przekładać na rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami cenowymi kupujących i sprzedających. Wraz z normalizacją wskaźników ekonomicznych możemy spodziewać się powrotu do aktywności transakcyjnej. Jednocześnie inwestorzy będą koncentrować się na selektywnym inwestowaniu, preferując aktywa zapewniające ochronę kapitału przez inflacją, oraz na inwestycjach oportunistycznych” – podsumowuje Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

EBC podwyższa stopy o 50 pb.

Oczekiwania uczestników rynku co do skali podwyżki zmieniały się dynamicznie wraz z napływającymi informacjami z sektora bankowego. Ostatecznie EBC podniósł stopy o 50 pb. Jest to zgodne z naszymi oczekiwaniami. Ruch pokazuje, że priorytet EBC się nie zmienił, jest nim walka z inflacją, a zawirowania w sektorze bankowym nie zmieniają perspektyw utrzymywania się wysokiej inflacji w strefie euro.

Decyzja może oznaczać również to, że EBC nie widzi, żeby ryzyko w europejskim sektorze bankowym istotnie wzrosło w ostatnich dniach. Problemem jest klasyczny run na bank, same instytucje mają problemy już od dłuższego czasu, a dopiero teraz uczestnicy rynku zaczęli je zauważać.

Podczas konferencji prasowej poznamy uzasadnienie powyższego. Uważam, że prezes Lagarde poświęci dużą uwagę sektorowi bankowemu. Wskaże jakie działania może podjąć bank w kryzysowej sytuacji, czym będzie próbowała uspokoić rozchwiane nastroje na rynku.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Domu Maklerskiego