Spółka cicha nie pozbawia prawa do estońskiego CIT

Estoński CIT to forma opodatkowania prowadzonej działalności dostępna dla przedsiębiorców od 2021 r. Pozwala ona firmie tak długo nie płacić podatku od zysku, dopóki nie zostanie on wypłacony wspólnikom. Oznacza to, że spółka rozliczająca się estońskim CIT-em nie musi odprowadzać zaliczek na CIT tak długo, jak długo wygenerowane przychody przeznacza na bieżącą działalność lub inwestycje. Dla wielu przedsiębiorców to bardzo korzystne rozwiązanie. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w pierwszych 8 miesiącach 2022 r. na estoński CIT przeszło o 1 546% więcej spółek w porównaniu do roku poprzedniego. Wybierając tę formę opodatkowania spółka musi spełnić jednak określone warunki. Czy jednym z nich jest nie przystępowanie do spółki cichej?

Korzyści z estońskiego CIT

W porównaniu do klasycznego podatku od dochodów spółek w wysokości 9% lub 19%, przy rozliczeniu estońskim CIT-em spółka może nie płacić podatku do momentu wypłaty dywidendy. A gdy już zdecyduje się na rozdysponowanie zysków, wówczas również zapłaci efektywnie niższy podatek dochodowy niż przy klasycznej formie rozliczenia. Przede wszystkim firmy rozpoczynające działalność oraz te o statusie małego podatnika na estońskim CIT płacą tylko 10% podatek na poziomie spółki. Do tego należy doliczyć 19% podatek od dywidendy. Jednak wspólnik może pomniejszyć w odpowiedniej części swój podatek od dywidendy o estoński CIT zapłacony przez spółkę. Ostateczna stawka opodatkowania wyniesie dla niego 20%, podczas gdy przy klasycznym CIT jest to 26,29%. W przypadku dużych podatników, proporcje te są następujące: 25% opodatkowanie przy estońskim CIT i 34,39% przy klasycznym.

Estoński CIT a udziały w spółce cichej

Nic więc dziwnego, że wielu przedsiębiorców decyduje się przejść na estoński CIT. Jednak nie każdy jest do tego dopuszczony ustawą. Zgodnie z art. 28j ust. 1 pkt 4 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych z takiej formy opodatkowania mogą korzystać: spółki z o.o., spółki akcyjne, proste spółki akcyjne, spółki komandytowe, spółki komandytowo-akcyjne, których udziałowcami, akcjonariuszami lub wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne. W pkt 5 tego artykułu zawarto wyłączenie, że z opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek, a więc tak zwanego „estońskiego CIT”, nie mogą korzystać podatnicy posiadający udziały w kapitale innej spółki, tytuły uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym lub w instytucji wspólnego inwestowania, albo ogół praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną. Brzmienie tego przepisu sugeruje, że posiadanie udziałów, praw w innej spółce pozbawia prawa do rozliczania się estońskim CIT. Czy zasada ta dotyczy również posiadania udziałów w spółce cichej?

Z takim pytaniem do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej wystąpiła spółka z o.o., która chciała skorzystać z opodatkowania w formie ryczałtu od dochodów spółek. Spełniała wszystkie warunki umożliwiające wybór tej formy opodatkowania. Jednak rozważała również zawarcie w przyszłości umowy, na podstawie której stałaby się wspólnikiem spółki cichej. Powzięła obawy, czy nie pozbawi jej to możliwości rozliczania się ryczałtem. Konstrukcja spółki cichej polega bowiem na tym, że wspólnik cichy, którym może, ale nie musi być przedsiębiorca, wnosi określony wkład do przedsiębiorstwa wspólnika jawnego (prowadzącego działalność gospodarczą, jednoosobową lub w formie spółki handlowej wpisanej do KRS) w zamian za prawo do zysku tego przedsiębiorstwa.

Udział w spółce cichej nie wyklucza estońskiego CIT

W wydanej 1 lutego 2023 r. interpretacji indywidualnej Dyrektor KIS potwierdził, że spółka będąca stroną umowy spółki cichej jest uprawniona do wyboru jako formy opodatkowania ryczałtu od dochodów spółek, a więc i estońskiego CIT. Nie zostanie bowiem spełniony warunek wyłączający tę możliwość z art. 28j ust. 1 pkt 5 ustawy o CIT. Jak wyjaśnił, zgodnie z treścią umowy spółki cichej, strony zobowiązane są do wniesienia określonych wkładów na poczet wspólnego przedsięwzięcia gospodarczego. Jednak jej zawarcie nie spowoduje powstania nowego podmiotu – spółka cicha, jako stosunek o charakterze cywilnoprawnym, nie będzie posiadała podmiotowości prawnej. To samo dotyczy warunku nieposiadania ogółu praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną. Spółka cicha nie jest spółką niebędącą osobą prawną, ze względu na to, że wspólnicy spółki realizują jedynie wspólne przedsięwzięcie bez wyodrębniania odrębnej masy majątkowej, który mógłby być tożsamy z ogółem praw i obowiązków wspólnika spółki osobowej (interpretacja indywidulana sygn. 0111-KDIB1-1.4010.806.2022.1.SG).

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Stopy w USA w górę

FED podobnie jak EBC w poprzednim tygodniu musiał podjąć decyzję dotyczącą stóp procentowych w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym. O ile same problemy banków w szczególności związane z portfelem HTM są znane już od dłuższego czasu, to dopiero teraz stały się gorącym tematem po pierwszych bankructwach specyficznych banków.

Jeszcze 2 tygodnie temu, w ślad za jastrzębimi wypowiedziami prezesa Powella, uczestnicy rynku oczekiwali, że FOMC może podnieść stopy procentowe nawet o 50 pb,. Dzisiejsza decyzja i ruch o 25pb wpisuje się jednak w aktualne oczekiwania rynkowe.

Interpretacja może być następująca: bierzemy pod uwagę problemy finansowe banków, ale inflacja nadal nie została opanowana. Takie przesłanie powinno również ograniczyć zmienność i niepewność na rynkach.

Wydaje się, że FED w dalszym ciągu chce dążyć opanowania inflacji poprzez kanał stopy procentowej, a sytuację w sektorze bankowym planuje uspokoić poprzez dostarczanie płynności zagrożonym bankom – co już następuje, a bilans Fedu ponownie wzrasta.

Bartosz Wałecki, Analityk, Michael / Ström Dom Maklerski

Grupa STS zaraportowała 169 mln zł skonsolidowanego zysku netto w u.br.

Grupa STS – jeden z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lider rynku w Polsce – w 2022 roku odnotowała skonsolidowane przychody w wysokości 579 mln zł, gdy rok wcześniej wyniosły 498 mln zł. Oznacza to wzrost rok do roku w wysokości ponad 16%. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 169 mln zł[1], w 2021 rok wyniósł zaś 131 mln zł. Oznacza to, że jest wyższy rok do roku aż o niemal 29%. Ponadto skorygowana EBITDA osiągnęła w zeszłym roku poziom 273 mln zł, czyli  o przeszło 26% więcej względem wyniku z 2021 roku. Marża skoryg. EBITDA w 2022 roku wyniosła 41,2%, gdy przed rokiem wynosiła 38,2%. Wzrosła zatem o 3 punkty procentowe.

W samym czwartym kwartale 2022 roku Grupa STS wygenerowała przychody na poziomie 167 mln zł, czyli o 43% więcej niż przed rokiem. Skonsolidowany zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej od października do grudnia 2022 roku wyniósł 58 mln zł, czyli aż o 290% więcej rok do roku. Skorygowana EBITDA wyniosła w ostatnim kwartale u.br. 83 mln zł, czyli wzrosła o 122% rok do roku.

Za nami bardzo dobry rok   wygenerowaliśmy najwyższe w historii Grupy wyniki operacyjne, które przełożyły się na niezwykle satysfakcjonujące wyniki finansowe. Niebawem będziemy podejmować decyzję w zakresie wypłaty dywidendy. Zgodnie z obowiązującą polityką, akcjonariuszom będziemy wypłacać 100% zysku STS Holding S.A. Ze względu na strukturę Grupy będziemy dokonywać dwóch płatności, tak jak miało to miejsce w ubiegłym roku mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Planem na bieżący rok jest koncentrowanie się na szeregu efektywnościach. Skupiamy się na Polsce, by zwiększać rentowność i w pełni zagospodarować potencjał tego dynamicznego rynku. Wdrażamy oszczędności i doskonalimy nasz produkt. Zakładamy, że zarówno obrót, NGR i EBITDA będą w tym roku wyższe niż przed rokiem mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

W 2023 roku Grupa planuje szereg działań, których celem jest zwiększenie rentowności prowadzonej działalności. W tym celu spółka zreorganizowała działalność, skupiając się na Polsce i zamykając aktywność w ramach licencji w Wielkiej Brytanii i Estonii. Wyniki operacyjne osiągnięte przez STS S.A. w 2022 roku wskazują na niezwykle wysoką atrakcyjność polskiego rynku. Spółka zamierza skoncentrować działania, by móc zagospodarować potencjał rozwoju w kraju.

W 2022 roku Grupa STS wygenerowała NGR na poziomie 663 mln zł, gdy przed rokiem było to 565 mln zł, co oznacza wzrost o 17% rok do roku. Wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła 4,679 mld zł, gdy przed rokiem było to 4,492 mld zł. Liczba aktywnych użytkowników wyniosła zaś 783 tys., natomiast 693 tys. w 2021 roku. Grupa odnotowała w 2022 roku. 439 tys. nowych rejestracji (370 tys. w 2021 r.), a liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 317 tys. (249 tys. w 2021 r.). Wszystkie dane operacyjne znajdują się na historycznych maksimach.

W samym Q4 2022 Grupa wygenerowała historycznie najwyższy NGR w ujęciu kwartalnym, wyniósł on 200 mln zł, przed rokiem było to 136 mln zł. Wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS w Q4 2022 wyniosła 1,38 mld zł, gdy przed rokiem było to 1,218 mld zł. W IV kwartale 2022 roku liczba aktywnych klientów wyniosła 542 tys., w IV kwartale 2021 roku było to 386 tys. Liczba rejestracji w Q4 2022 wyniosła 202 tys., a rok wcześniej było to 87 tys. Liczba klientów dokonujących pierwszego depozytu w IV kwartale u.br. wyniosła 154 tys., rok wcześniej było to 60 tys.

[1] Z uwzględnieniem odpisu w wysokości 9,2 mln zł. Nota 28.4 oraz nota nr 38 w Rocznym Skonsolidowanym Sprawozdaniu Finansowym.

Do 31 marca firmy transportowe muszą zgłosić liczbę zatrudnionych kierowców

Pakiet mobilności ponownie o sobie przypomina. Zgodnie ze zmianami w ustawie o transporcie drogowym, przewoźnicy są zobowiązani do spełnienia kolejnego obowiązku. Chodzi o przepis, wprowadzający konieczność zgłoszenia ilości zatrudnionych kierowców. W tym roku oświadczenie należy zgłosić już do 31 marca, a brak wypełnienia formalności może wiązać się poważnymi konsekwencjami dla przewoźników. Co jeszcze się zmienia i jak złożyć oświadczenie, aby jednocześnie nie narazić się GITD? Na wszystkie pytania odpowiada Jakub Ordon, regionalny ekspert, Grupa Inelo.

Czego dotyczy nowy obowiązek dla przewoźników?

Nowe przepisy, które wynikają z art. 7a ust. 8 (pkt. 1 i 2) ustawy o transporcie drogowym, nakładają na przedsiębiorstwa transportowe, posiadające ważne zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego obowiązek zgłoszenia oświadczenia o liczbie osób zatrudnionych, w tym osób o których mowa w pkt. 2 na dzień 31 grudnia poprzedniego roku. Dodatkowo, przewoźnicy muszą podać informacje o średniej arytmetycznej liczby kierowców zatrudnionych, którzy wykonywali operacje transportowe w roku poprzedzającym obowiązek złożenia informacji. Na chwilę obecną dokumenty te należy złożyć w terminie do 31 marca 2023 roku do właściwego organu, który wydał przewoźnikowi zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego.

–  W oświadczeniu w obu przypadkach należy uwzględnić wszystkie osoby bez względu na formę zatrudnienia, a więc będzie to dotyczyć pracowników zatrudnionych na umowę o pracę czy zlecenie, którzy współpracowali z danym przewoźnikiem na dzień 31 grudnia 2022 roku. Drugi zapis wydaję się być bardziej skomplikowany, bo jak należy wyliczyć średnią arytmetyczną kierowców? W danym przedsiębiorstwie przewozowym należy wyliczyć ją na podstawie sumy liczby zatrudnionych kierowców w poszczególnych miesiącach, którzy spełnili określone warunki w przepisie, a następnie otrzymany wynik należy podzielić przez 12 miesięcy. Warto tutaj jednak zaznaczyć to, że w przypadku jednoosobowych firm przewozowych, gdzie właściciel pełni obowiązki także kierowcy i ma ważne zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego, to przewoźnik wpisuje siebie zarówno w pozycji dotyczącej osób zatrudnionych, jak i średniej arytmetycznej kierowców – mówi Jakub Ordon, regionalny ekspert Grupy Inelo.

W jaki sposób należy złożyć oświadczenie?

Wniosek dostępny jest do pobrania na stronie gov.pl. Deklaracje przyjmowane są wyłącznie w oryginalnej wersji i można je złożyć poprzez elektroniczny ePUAP, jeśli jest on skierowany do GITD lub przesłać na adres organu, który wydał zezwolenie. –  Warto zaznaczyć, że deklarację może złożyć osoba z pełnomocnictwem do składania oświadczenia w imieniu przedsiębiorcy, ale wówczas musi pamiętać o tym, żeby do deklaracji dołączyć oryginał upoważnienia i potwierdzenie opłaty skarbowej za udzielone pełnomocnictwo – komentuje Jakub Ordon z Grupy Inelo.

Jakie są konsekwencje dla zapominalskich?

Niestety bardzo dotkliwe. Brak deklaracji może być potraktowane jako niespełnienie podstawowych wymogów posiadania zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego.

Taka sytuacja może wiązać się nawet z ryzykiem utraty niezbędnych uprawnień do wykonywania transportu, a w konsekwencji brakiem możliwości dalszego prowadzenia działalności przez przewoźnika, bo pozwolenie może być cofnięte przez organ, w przypadku niespełnienia wymogów ustawowych, a takim jest wskazanie ilości zatrudnianych kierowców. Podobna sytuacja dotyczyła także baz eksploatacyjnych o powierzchni co najmniej 1/3 liczby zgłoszonych pojazdów, których fakt istnienia przewoźnicy mieli zgłosić w terminie do 15 stycznia 2023 roku. – podsumowuje Jakub Ordon.

20 proc. Polek jest otwartych na zakładanie własnych biznesów. Czy czeka nas nowa fala kobiecej przedsiębiorczości?

  • Badanie przeprowadzone, by przyjrzeć się poziomowi wiedzy Polek o finansach i będące elementem długofalowego zaangażowania Visa w edukację finansową [1] pokazuje, że 23% badanych Polek, które nie prowadzą działalności gospodarczej, jest otwartych na założenie własnej firmy.
  • Jednym z kluczowych wyzwań wymienianych przez respondentki jest niewystarczająca wiedza na temat formalności związanych z prowadzeniem własnej działalności gospodarczej oraz niechęć do ryzyka.
  • Visa wierzy, że małe biznesy, szczególnie te prowadzone przez kobiety, odegrają kluczową rolę w rozwoju cyfryzacji i wzroście sprzyjającym włączeniu społecznemu.

Z badania wynika, że w grupie wiekowej 18-29 lat oraz 30-39 lat, ponad 30% Polek, które nie prowadzą obecnie działalności gospodarczej, jest otwartych na założenie własnej firmy. Co więcej, 53% Polek w wieku 14-17 lat deklaruje, że chciałoby poszerzyć swoją wiedzę na temat zakładania własnego biznesu. Inicjatywy wspierające przedsiębiorczość kobiet, takie jak program grantowy Visa She’s Next, mogą być niezwykle pomocne w zachęcaniu kobiet do zakładania swoich biznesów oraz wspierać je w ich rozwijaniu i przetrwaniu.

Wysoka wiedza o bezpieczeństwie płatności cyfrowych i mobilne aplikacje bankowe

Polki w wielu aspektach przekonały się do nowych technologii i mają poczucie, że mogą im zaufać. 48% respondentek wysoko ocenia swoją wiedzę o bezpieczeństwie w internecie w aspektach takich jak: ochrona danych, ochrona przelewów i dostępu do bankowości elektronicznej. Kobiety uważają też, że bankowość mobilna zapewnia bezpieczny kontakt z bankiem. Opinię tę podziela 77% z nich, a wśród niektórych grup odsetek ten jest jeszcze większy. Ponad połowa (51%) Polek zadeklarowała, że ma wysoką wiedzę na temat bezpieczeństwa płatności cyfrowych[2]. Ten wynik jest zbliżony w poszczególnych grupach wiekowych (od 49% do 55%).

Visa wierzy w to, że edukacja finansowa pomaga w lepszym zarządzaniu swoimi pieniędzmi, co przekłada się na poprawę jakości życia. Patrząc szerzej, edukacja finansowa, którą rozumiem między innymi jako zdobywanie umiejętności cyfrowych, poszerzanie wiedzy czy codzienną praktykę, w połączeniu z inkluzywnością finansową, to klucz do tworzenia gospodarki dostępnej dla wszystkich. W ramach naszych działań wspieramy szereg programów oraz projektów w Polsce i poza nią, a jednym z najbardziej znaczących jest program grantowy Visa She’s Next. Jesteśmy również członkiem założycielem i aktywnym partnerem Fundacji Polska Bezgotówkowa, która prowadzi platformę #AkademiaPrzedsiębiorcy zapewniającą bazę materiałów, artykułów, podcastów i e-booków, o tematach ważnych dla każdego przedsiębiorcy. Dodatkowo wspieraliśmy prace nad poradnikiem „Nowoczesny Senior”, stworzonym i dystrybuowanym przez Fundację Digital Poland – mówi Adrian Kurowski, dyrektor generalny Visa w Polsce.

Edukacja finansowa w rękach ekspertów

Badanie przeprowadzone na zlecenie Visa pokazuje, że Polki uważają, że edukacją finansową powinni zajmować się uznani eksperci w zakresie finansów (66%), praktycy przedsiębiorcy, którzy odnieśli sukces (63%). Jednocześnie 66% Polek sądzi, że influencerzy i blogerzy, którzy nie są ekspertami w tej dziedzinie, nie powinni prowadzić takiej edukacji. Co ciekawe, opinię tę podzielają również przedstawicielki pokolenia Z – w grupie wiekowej 15-20 lat aż 64% ankietowanych Polek jest zdania, że influencerzy nie powinni prowadzić programów edukacji finansowej. Nie oznacza to jednak, że internet w ich opinii nie jest dobrym źródłem wiedzy o finansach – wręcz przeciwnie – najmłodsze spośród ankietowanych korzystają bowiem z branżowych stron internetowych i oglądają tematyczne filmiki w popularnych mediach społecznościowych. To sugeruje, że platformy cyfrowe pozostają dobrymi kanałami do wykorzystywania przez banki, firmy płatnicze i uznane osoby w świecie finansów czy praktyków.

Jak wynika z badania, Polki, szczególnie te najmłodsze, są otwarte na edukację finansową. Mają też świadomość, że na wielu płaszczyznach ich wiedza jest niedostateczna. Tworzy to więc szansę dla przedsiębiorstw, organizacji i instytucji, które w odpowiedzialny sposób prowadzą działania edukacyjne w zakresie finansów. Visa wierzy, że tylko gospodarka, która włącza każdego, ma potencjał, by każdemu pomóc się rozwijać. Niezbędna jest do tego umiejętność zarządzania swoimi pieniędzmi.

[1] Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Visa przez Minds & Roses, na grupie 1731 Polek w wieku 15-75 lat metodą wywiadów internetowych i telefonicznych w styczniu i lutym 2023.

[2] 51% kobiet zadeklarowało, że posiada wysoki lub bardzo wysoki poziom wiedzy w zakresie płatności bezgotówkowych, Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Visa przez Minds & Roses, na grupie 1731 Polek w wieku 15-75 lat metodą wywiadów internetowych i telefonicznych w styczniu i lutym 2023.

Bioceltix SA ustalił cenę emisyjną na 37 zł. Chce pozyskać około 20 mln zł

Bioceltix, wrocławska spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym notowana na GPW, ustalił cenę emisyjną akcji w ramach prowadzonej oferty na 37 zł za sztukę. W ten sposób chce pozyskać około 20 mln zł, przeznaczy je na dalszy rozwój 3 kluczowych projektów.

21 marca 2023 r. Dom Maklerski Navigator S.A. zakończył przyspieszoną budowę księgi popytu („ABB”) na 550 tys. akcji spółki, w tym 400 tys. nowo emitowanych akcji serii K oraz 150 tys. akcji Spółki sprzedawanych w ramach oferty publicznej przez akcjonariusza Spółki – Kvarko Group ASI sp. z o.o. Po rozważeniu wyników ABB ustalono cenę emisyjną na 37 zł.

 -Cieszy nas, że oferta spotkała się z tak dużym zainteresowaniem. To oznacza, że inwestorzy dostrzegają potencjał drzemiący w naszej spółce i w tym co robimy, doceniają naszą dotychczasową pracę i uzyskiwane wyniki oraz akceptują wizję rozwoju i sposób jej realizacji, które prezentujemy jako zarząd. Wszystkie nasze projekty sprawnie przesuwają się do przodu na ścieżce rozwoju. Widzimy, że inwestorzy podchodzą do Bioceltix z większym optymizmem niż w przeszłości, gdy jedynie opowiadaliśmy o planach wdrożenia naszych leków – podkreśla Łukasz Bzdzion, prezes i założyciel Bioceltix.

Oferta kierowana jest do inwestorów instytucjonalnych oraz profesjonalnych inwestorów indywidualnych. Na obecnym etapie cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. Deklarowany popyt kilkukrotnie przewyższył liczbę oferowanych akcji, i to pomimo tego, że mówiliśmy o największej emisji w historii spółki, a w tym samym czasie zawirowania w światowym systemie bankowym spędzały wielu inwestorom sen z powiek. Efekt jest taki, że planujemy pozyskać około 20 mln zł, które przeznaczymy na dalszy rozwój naszych trzech kluczowych projektów – dodał dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu spółki.

Cały świat patrzy dziś na Fed – scenariusze i ich konsekwencje, też do PLN

Śmiało można stwierdzić, że dzisiejsza decyzja ws. stóp procentowych w USA, jest jedną z najważniejszych i najbardziej wyczekiwanych w ciągu ostatnich lat. Wszystko za sprawą niedawnych wydarzeń, gdy po rynkach rozlała się fala systemowych zagrożeń w sektorze bankowym. Jeszcze przed upadkiem SVB, rynkowy konsensus zakładał, że marcowe posiedzenie amerykańskiego Federalnego Komitetu Otwartego Rynku pozostawi po sobie podwyżkę stóp o 50 pb. Przewidywania te spotkały się z falą krytyki ze strony największych banków na Wall Street. Sytuacja jednak uległa zmianie. Jaka więc będzie decyzja Fedu i co się zmieniło w kwestii dolara? Tłumaczy główny analityk firmy Tavex – Tomasz Gessner.  

Rekordy wymian dolara w oknie dyskontowym

Scenariusz podwyżki stóp procentowych o 50 pb w USA usuwa się obecnie całkowicie w cień. Co zatem realnie leży na stole? Obecnie na 87,5% wyceniane jest prawdopodobieństwo podwyżki o 25 pb. W przeszłości zwykle było tak, że jeśli prawdopodobieństwo danej decyzji oscylowało wokół 90% (można przyjąć, że obecnie również tak jest), zwykle dokładnie taka miała miejsce.

Przy okazji warto również wspomnieć o tym, że rozprzestrzeniający się kryzys zaufania do banków musiał zostać ugaszony w zarodku. Jednym z narzędzi była ogłoszona w minioną niedzielę wieczorem decyzja o otwarciu tzw. discount window, w ramach którego banki centralne z całego świata mogą teraz codziennie (a nie jak do tej pory raz w tygodniu) dokonywać wymian dolara za narodowe waluty bezpośrednio z Fedem. Jak duże znaczenie miał ten ruch można zaobserwować po wynikach tej wymiany. Szczyty z kryzysu 2008 oraz covidowego krachu z 2020 roku już dawno zostały przebite. Pamiętajmy jednak, że dane te nie są skorygowane o inflację, zatem dzisiejsza wartość dolara to już zupełnie co innego, niż np. w 2008 roku. Dolarów w systemie w każdym razie zabraknąć nie powinno.

Wszystko poza 25 pb wywoła dużą zmienność

Choć scenariusz z podwyżką stóp procentowych jedynie o 25 pb jest wysoce prawdopodobny, nie brakuje również opinii wybiegających poza tę narrację. I to w obie strony. Można zatem przyjąć, że gdyby w imię bezwzględnej walki z inflacją Fed podjął decyzję o podwyżce stóp o 50 pb, byłby to potężny cios w rynki, które od razu zaczęłyby wyceniać kolejne, jeszcze silniejsze napięcia w systemie bankowym. Skoro przy stopach 4,50-4,75% poważne problemy (ze spadającą wartością obligacji) zaczęły mieć pierwsze banki, tym bardziej napięć nie zabraknie przy stopach 5,00-5,25%.

Na drugim biegunie mamy z kolei decyzję o pozostawieniu stóp na niezmienionym poziomie i ogłoszeniu pauzy w trwającym obecnie cyklu podwyżek. Taki ruch w ostatnim czasie sugerował, chociażby Goldman Sachs. W tym przypadku na rynkach prawdopodobnie zapanowałaby euforia. Wszystko ma jednak swoją cenę. Choć napięcia wokół systemu zostałyby taką decyzją nieco zredukowane, ową ceną byłby wzrost ryzyka rozwinięcia się kolejnej fali inflacji za kilka kwartałów. Podobnie, jak miało to miejsce w dekadzie lat ‘70, gdy inflacja miała 3 fale.

Zasadnicza różnica między tamtym okresem, a sytuacją obecną jest jednak taka, że wówczas dług do PKB oscylował nieco powyżej 30% i na walkę z inflacją bardziej radykalnymi podwyżkami stóp Fed mógł sobie pozwolić (a ta i tak wymknęła się mu spod kontroli). Dziś dług do PKB przekracza w USA 120%, a globalnie 350% i możliwości w zakresie zacieśniania są zdecydowanie mniejsze, a więc i ryzyko zdynamizowania dalszego spadku siły nabywczej walut fiducjarnych znacznie większe.

Pozostaje nam poczekać do wieczora (tym razem do godz. 19:00 ze względu na przesunięcie czasu) i oficjalnego komunikatu oraz przede wszystkim do konferencji po posiedzeniu (19:30), gdzie paść mogą jakieś deklaracje dotyczące przyszłego kształtu polityki monetarnej. Jak zawsze przy okazji takich wydarzeń, prawdopodobny wzrost zmienności indeksu dolara może mieć także wpływ na zachowanie złotego. Przede wszystkim na parze USD/PLN.

Od 7 kwietnia nowe przepisy dotyczące pracy zdalnej

Już 7 kwietnia wchodzi w życie nowelizacja Kodeksu Pracy, która ureguluje zjawisko pracy zdalnej. Popularyzacja tego modelu gwałtownie wzrosła w okresie pandemii. Nastąpiła więc konieczność określenia na drodze ustawowej praw i obowiązków pracodawców oraz pracowników.

Praca zdalna będzie mogła być wykonywana zarówno w pełnym wymiarze czasu pracy jak i częściowo, np. w określone dni tygodnia. Miejsce jej wykonywania wskaże pracownik, ale będzie ono musiało zostać uzgodnione z pracodawcą.

Jak uzgodnić warunki pracy zdalnej?

Możliwość pracy zdalnej będzie mogło zostać ustalona już na etapie zawarcia umowy o pracę. Gdyby miejsce jej wykonywania w przyszłości miało się zmienić, będzie to wymagało od obu stron zmiany postanowień poprzez:

  • zawarcie porozumienia zmieniającego, jeśli obie strony wyrażają zgodę;
  • wypowiedzenie zmieniające, jeśli to pracodawca chciałby dokonać zmiany warunków pracy pracownika.

Pracodawca będzie też mógł nakazać wykonywanie pracy zdalnej w czasie obowiązywania stanu nadzwyczajnego, stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii oraz w okresie trzech miesięcy po ich odwołaniu. Będzie mógł to zrobić także w czasie, w którym zapewnienie przez niego bezpiecznych i higienicznych warunków pracy w jej dotychczasowym miejscu nie jest możliwe z powodu działania siły wyższej. Dla spełniania warunków polecenia pracy zdalnej pracownik musi złożyć oświadczenie, że posiada warunki lokalowe i techniczne do wykonywania jej. W konsekwencji polecenie pracy zdalnej będzie możliwe wyłącznie z przyczyn niezależnych, losowych i na czas określony, a pracownik będzie musiał posiadać odpowiednie warunki do jej wykonywania. Polecenie w każdej chwili będzie mogło zostać cofnięte przez pracodawcę, ale z co najmniej dwudniowym uprzedzeniem. W przypadku gdyby u pracownika zmieniły się warunki techniczne miejsce wykonywania pracy zdalnej, wycofanie polecenia musi nastąpić niezwłocznie.

Jeśli praca zdalna zostanie rozpoczęta w trakcie zatrudnienia, każda ze stron będzie mogła wystąpić wnioskiem o zaprzestanie wykonywania jej i przywrócenie poprzednich warunków pracy. Gdyby doszło do takiej sytuacji, to strony ustalają termin przywrócenia poprzednich warunków, który nie może być dłuższy niż 30 dni od dnia otrzymania wniosku. W razie braku takiego porozumienia, przywrócenie poprzednich warunków następuje w dniu następującym po upływie 30 dni od dnia otrzymania wniosku.

Praca zdalna na wniosek pracownika

Z wnioskiem o wykonywanie pracy zdalnej będzie mógł wystąpić także pracownik. Nie będzie on co do zasady wiążący dla pracodawcy. Przepisy wprowadzają jednak kilka wyjątków, które dotyczą: pracownic w ciąży, rodziców lub opiekunów wychowujących dziecko do 4 roku życia, rodziców lub opiekunów mających pod opieką dzieci o ciężkim i nieodwracalnym upośledzeniu lub nieuleczalnej chorobie zagrażającej życiu, rodziców lub opiekunów dzieci lub innych członków najbliższej rodziny posiadających orzeczenie o niepełnosprawności.

Pracodawca będzie mógł odmówić pracy zdalnej w powyższych przypadkach lub przerwać ją tylko wtedy, jeśli nie będzie ona możliwa ze względów organizacyjnych lub z uwagi na rodzaj pracy wykonywanej przez pracownika. Informacja o odmowie musi zostać przekazana pracownikowi w ciągu 7 dni od dnia złożenia przez niego wniosku o pracę zdalną.

Okazjonalna praca zdalna

Wyłącznie na wniosek pracownika praca zdalna będzie mogła być wykonywana okazjonalnie, ale jej wymiar nie może przekroczyć 24 dni w roku kalendarzowym. Mówimy wówczas o incydentalnej pracy zdalnej, np. ze względu na nagłą potrzebę pracownika pozostania w domu.

W przypadku okazjonalnej pracy zdalnej  będzie on zobowiązany do określenia procedur ochrony danych osobowych oraz przeprowadzenia, w miarę potrzeby, instruktażu i szkolenia w tym zakresie. Pracownik będzie musiał zapoznać się z nimi i przestrzegać ich. Ponadto konieczne będzie przekazanie mu informacji niezbędnych do wzajemnego porozumiewania się za pomocą środków bezpośredniego komunikowania się na odległość lub w inny uzgodniony sposób, a także do realizacji obowiązków w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Cyfrowa Polska: projekt nowelizacji ustawy o wymianie informacji podatkowej z innymi państwami nakłada nieuzasadnione obowiązki na branżę cyfrową

Eksperci Związku Cyfrowa Polska interweniują w Ministerstwie Finansów. Powód? Projekt nowelizacji ustawy o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami, która ­– według Cyfrowej Polski – stoi w sprzeczności z unijną Dyrektywą DAC-7 i może spowodować nałożenie nieuzasadnionych obowiązków na operatorów platform internetowych.

1 stycznia 2024 roku w życie wejdzie unijna Dyrektywa DAC-7, nakładająca szczegółowe obowiązki raportowania na platformy cyfrowe. „Platforma” jest w tym kontekście szerokim pojęciem, bo obejmuje wszystkie strony internetowe oraz oprogramowanie (także aplikacje na smartfony), które umożliwiają sprzedawcom łączność z innymi użytkownikami w celu sprzedaży, świadczenia usług, najmu i innych „stosownych czynności”.

Głównym założeniem Dyrektywy DAC7 jest weryfikacja podatkowa platform zarejestrowanych przynajmniej w jednym z państw Unii Europejskiej. Według zapisów Dyrektywy, każda platforma może dokonać wyboru państwa członkowskiego UE, w którym operator będzie wypełniał obowiązek sprawozdawczy.

Tymczasem na stronie Rządowego Centrum Legislacji opublikowano projekt ustawy o zmianie ustawy o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami oraz niektórych innych ustaw, który, jeśli zostanie przyjęty, może prowadzić do nieuzasadnionego namnożenia obowiązków raportowania. Co dodatkowo będzie oznaczać konieczność ponoszenia dodatkowych kosztów. A te w wielu przypadkach mogą zostać przerzucone na konsumentów.

Polska jedynym państwem nie przestrzegającym zasady raportowania?

Dlatego Związek Cyfrowa Polska, organizacja zrzeszająca największe firmy z branży nowoczesnych technologii działające w Polsce, wystosował list do Artura Sobonia, sekretarza stanu w Ministerstwie Finansów. Eksperci zwracają w nim uwagę na zapisy, które w ich ocenie powinny zostać szczegółowo zweryfikowane.

Projekt ustawy, który opiniujemy, znacząco różni się w kwestii zakresu regulowania obowiązków raportowania od Dyrektywy DAC-7 – zwraca uwagę Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski. – Jeśli te różnice nie zostaną wyeliminowane w ostatecznym projekcie przepisów, wymogi nakładane przez polskie regulacje na raportujących operatorów platform będą istotnie szersze, niż wynika to z założeń Dyrektywy.

Michał Kanownik dodaje, że jedną z bardziej istotnych kwestii jest pełne zwolnienie z obowiązku raportowania w Polsce operatorów platform, którzy będą wypełniali tę powinność w innym państwie członkowskim UE. – To kwestia bezpośrednio wynikająca z zapisów Dyrektywy DAC-7. Polska może być jednym z niewielu państw członkowskich UE, jeśli nie jedynym, które efektywnie nie przestrzega przewidzianej w Dyrektywie zasady wypełniania obowiązków sprawozdawczych tylko w jednym państwie – podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska.

I dodaje, że konieczność podwójnego raportowania nie zapewni Polsce większej skuteczności ściągania podatków, ponieważ proponowany w ustawie zapis dotyczy głównie danych sprzedawców spoza UE.

Do listu, wysłanego na adres Ministerstwa Finansów, dołączono szczegółową tabelę z podsumowaniem wszystkich rozbieżności w przepisach. „Mamy nadzieję, że podsumowanie to okaże się pomocne w dalszych pracach nad polską implementacją Dyrektywy DAC-7 i wyrażamy gotowość naszego wsparcia w toku dalszych prac nad tymi regulacjami” – piszą eksperci Cyfrowej Polski.

Inwestorzy pytają, co będzie dalej? Czy sektor finansowy w Europie jest stabilny?

Problemy finansowe amerykańskich banków i informacja dotycząca kłopotów szwajcarskiego Credit Suisse, zaskoczyły ekspertów i rodzą pytania o najbliższe tygodnie i miesiące dla sektora bankowego. Wśród inwestorów zagościł niepokój, a komunikaty dotyczące sytuacji płynnościowej podmiotów na rynku śledzone są w ostatnich dniach ze szczególną uwagą. Temat możliwych skutków obecnych zawirowań, będzie przedmiotem dyskusji podczas zbliżającej się konferencji Invest Cuffs 2023.

W odpowiedzi na kłopoty instytucji finansowych za oceanem komisarz ds. usług finansowych Mairead McGuinness uspokaja, że bankom funkcjonującym w Unii nie grożą zawirowania, z którymi musi mierzyć się rynek amerykański. Jej zdaniem upadek Silicon Valley Bank (SVB) ma „ograniczony wpływ” na europejski sektor bankowy. Dodatkowo brukselscy urzędnicy tłumaczą, że na Starym Kontynencie instytucje finansowe pozostają w zdecydowanie „lepszej kondycji”.

Wypowiedzi europejskich polityków to pokłosie sytuacji sprzed kilku dni, gdy trzy amerykańskie banki – SVB, Silvergate i Signature – upadły, z powodu pogorszenia koniunktury w amerykańskim sektorze nowoczesnych technologii, w konsekwencji braku środków na spłatę depozytów od klientów korporacyjnych.

– Warto pamiętać, że oprócz głośnego przypadku Silicon Valley Bank w ostatnim czasie mieliśmy również do czynienia z upadłością innego banku – Silvergate Bank, który choć był kilkukrotnie mniejszy niż SVB, powinien być lampką ostrzegawczą dla uczestników rynku – podkreśla dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Choć ostatecznie Fed zareagował i ogłosił pod koniec minionego tygodnia nowy program płynnościowy oraz zagwarantował wypłatę wszystkich depozytów to warto pamiętać, że to właśnie Rezerwa Federalna stworzyła warunki, które przyczyniły się do największej upadłości w amerykańskim sektorze bankowym po 2008 roku.

W odpowiedzi na kłopoty amerykańskich banków niemiecki regulator finansowy BaFin zamknął tamtejszy oddział Silicon Valley Bank. Celem tego kroku była ochrona wierzycieli, w obliczu zagrożenia kolejnym kryzysem finansowym. Dodatkowo wśród ekspertów unijnych nie brakuje opinii, że problemy za oceanem to bez wątpienia efekt wybiórczego stosowania przez Stany Zjednoczone wymogów ostrożnościowych Bazylea III do małych i średnich banków.

– Jako pierwszy upadł Silvergate. Spowodowane było to przez załamanie na rynku kryptowalut, gdzie świadczył on swoje usługi. Likwidacja SVB była natomiast związana niewłaściwym zarządzaniem ryzykiem stopy procentowej. Credit Suisse natomiast walczy z restrukturyzacją od dłuższego czasu. Największym zagrożeniem dla sektora bankowego jest run na banki i masowe wyciąganie depozytów – wyjaśnia Rafał Sadoch, koordynator ds. analiz rynku instrumentów finansowych w mBank Dom Maklerski.

Nie brakuje głosów, że banki za oceanem mimo, że inwestowały w tak niestabilny rynek jak sektor nowoczesnych technologii nie stosowały właściwych zabezpieczeń wymaganych do spłaty depozytów. Dodatkowo nie zadziałał nadzór nad systemem, bowiem organy regulacyjne nie dostrzegły nadchodzących kłopotów.

– W jaki sposób? Wspólnym mianownikiem upadłości Silicon Valley Bank oraz Silvergate Bank było zalanie rynku gotówką przez Fed poprzez spektakularny program QE w 2020 roku. Pomimo sygnałów płynących z gospodarki i mówiących o tym, że skala zniszczeń, jakie wywołała pandemia Covid-19 jest mniejsza niż się tego spodziewano – Rezerwa Federalna nie wycofała swojego wsparcia. Ogromne ilości taniego pieniądza, jakie zalały rynek, doprowadziły nie tylko do kolejnej hossy na rynku kryptowalut, ale również do błędnej alokacji kapitału w przedsięwzięcia, które bez żadnych problemów ten kapitał pozyskiwały, ponieważ fundusze i banki nie miały lepszego pomysłu, jak ten tani pieniądz spożytkować. – dodaje dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – O ile w przypadku Silvergate, kluczowym czynnikiem problemów banku okazała się upadłość piramidy FTX, tak SVB inwestowało pieniądze z depozytów swoich klientów w drogie obligacje skarbowe. To był świetny interes w momencie, gdy Fed utrzymywał ekspansywną politykę pieniężną. Kiedy jednak okazało się, że problem wysokiej inflacji w Stanach Zjednoczonych wcale nie jest przejściowy – jak zapewniał Jerome Powell w 2021 roku – kierunek Fed musiał ulec drastycznej zmianie. Wraz z dynamicznymi podwyżkami stóp procentowych rosły również rentowności obligacji, a ich ceny spadały. Kroplą, która przelała czarę był moment, w którym pozbawione łatwych pieniędzy fintechy zaczęły wycofywać swoje depozyty, zmuszając SVB do sprzedaży części obligacji i zrealizowania gigantycznych strat.

Zdaniem unijnych urzędników scenariusz amerykański nie powinien powtórzyć się w Europie. Ich zdaniem wymogi Bazylei III mające na celu określenie minimalnego poziomu wolnych środków pieniężnych, sprawiają, że banki posiadają odpowiednie zabezpieczenie, które zapewnia im poczucie stabilności w obliczu nieoczekiwanych strat. Fed zastosował się do tych zasad, jednak obowiązują one jedynie dużych, globalnych graczy z amerykańskiego rynku. Podczas gdy mniejsze instytucje finansowe nie stosują takich zabezpieczeń.

– Silicon Valley Bank był tylko jedną z wielu instytucji, które notują obecnie straty na zakupionych w poprzednich latach obligacjach. SVB upadł dlatego, że nie zabezpieczał odpowiednio swoich pozycji oraz polegał na depozytach młodych firm o niepewnych przepływach pieniężnych. Jednak cechował się on względnie niewielkim stosunkiem niezrealizowanej straty na papierach dłużnych do wyceny rynkowej (nieco ponad 14%) podczas gdy w przypadku Citigroup wartość ta jest bliska 54% – wyjaśnia dr Przemysław Kwiecień. – Potencjalnie więc, problemy w innych bankach są dużo większe – w ich przypadku jednak brakuje zapalnika w postaci nagłego wycofania depozytów, co pogrążyło SVB. Tak długo, jak potrzeba sprzedaży tych aktywów się nie pojawi – sytuacja wydaje się być pod kontrolą. Nadwyżki kapitału w dużych amerykańskich bankach wciąż pozostają względnie duże – nie są tak wysokie jak w latach 2021-2022, jednak nie jest to poziom alarmujący. W przypadku mniejszych banków, których w Stanach Zjednoczonych jest sporo, sytuacja wygląda dużo gorzej. Dysponujące niskimi rezerwami oraz dużą ekspozycją na nieruchomości komercyjne, małe banki narażone są na upadłość w znacznie wyższym stopniu niż Citigroup, Bank of America czy JP Morgan.

O spokój do unijnych analityków, inwestorów i cały sektor apelował w tym tygodniu m.in. francuski minister gospodarki Bruno Le Maire. Równocześnie Komisja Europejska zwróciła uwagę, że trwają prace nad jeszcze wyższym poziomem zabezpieczeń kapitałowych, przymusowym dla europejskich banków.

Z niepokojem jednak rozwój sytuacji za oceanem obserwują inwestorzy i menadżerowie w sektorze nowych technologii. Startupy mogą wkrótce oberwać rykoszetem, ponieważ banki nauczone doświadczeniem z marcowych kłopotów w USA będą unikać ryzykownych segmentów gospodarki.

– W USA 11 dużych instytucji finansowych ma ulokować 30 mld depozytów w First Republic Bank, co ma na celu uspokojenie opinii publicznej i zahamować efekt domina. Widać, że wszyscy robią co mogą aby nie dopuścić do kryzysu bankowego, którego skutki mogłyby być porównywalne do tych z 2008 roku. Zarówno banki centralne jak i cały sektor deklaruje pełną pomoc podmiotom znajdującym się pod presją, co powinno łagodzić zagrożenia z tym związane – podkreśla Rafał Sadoch, koordynator ds. analiz rynku instrumentów finansowych w mBank Dom Maklerski.

Rynki czekają na decyzję Amerykanów

Wiadomość dnia powinna dzisiaj nadejść zza oceanu. Raczej czekamy na komunikat do decyzji, bo ten wydaje się potencjalnie ważniejszy. W tle mamy przyzwoite wyniki z tamtejszego rynku nieruchomości.

Czekając na FED

Dzisiejsze posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zapowiada się ciekawie. Pomimo tego, że mamy teoretycznie werdykt. Analitycy zdecydowanie przewidują symboliczną podwyżkę o 0,25%. W rezultacie tego wzrostu stopy procentowe będą odbiegać o niecały procent od inflacji bazowej, co jest obecnie na świecie bardzo rzadkim zjawiskiem. Dlaczego zatem ma to być ciekawe posiedzenie? Głównie przez komunikat, jaki będzie potem wydany. Powinien się on różnić od poprzednich, biorąc pod uwagę zmiany na rynku. Zobaczymy, jak zmieni się nastawienie Jerome Powella względem polityki monetarnej od czasów wystąpienia przed Kongresem. Mowa tutaj oczywiście o problemach amerykańskiego systemu bankowego. To właśnie komunikat powinien być głównym elementem, na który zareagują rynki. No, chyba że decyzja będzie niespodzianką, to będziemy mieć bardzo ciekawy wieczór. Należy pamiętać, że publikacja będzie godzinę wcześniej, bo Amerykanie zmienili już czas.

Sprzedaż detaliczna poniżej oczekiwań

Wczorajsze dane na temat sprzedaży detalicznej wypadły bardzo źle. Teoretycznie wzrost w skali roku o 10,8% to nie jest zły wynik. Teoretycznie. Problem w tym, że po uwzględnieniu spadku wartości pieniądza to jest to realnie mniej towarów. Do tego warto dodać, że oczekiwano wzrostu o 15%. Nadal byłby to realny spadek, ale już nie 5% a zaledwie 1,5%. Pokazuje to, że ograniczamy swoją konsumpcję. Ciężko nie połączyć tego z tym, że zrobiło się po prostu drogo. Co ciekawe wczoraj złoty zyskiwał na wartości. Działo się to jednak w konkretnej sytuacji na rynkach. Wczoraj znów euro zyskało względem dolara. W rezultacie napływ kapitału do Europy spowodował umacnianie się polskiego złotego pomimo obiektywnie słabszych danych makroekonomicznych.

Rynek mieszkaniowy nie taki słaby

Analizowanie danych z rynku nieruchomości USA może wydawać się dziwne. Problem w tym, że to właśnie z tym segmentem powiązana była spora część problemów z kryzysu z roku 2008. W rezultacie wczorajsze lepsze dane, po roku comiesięcznych spadków, są sporą ulgą dla inwestorów. Tym bardziej, że różnica jest dość duża. Nie znaczy to automatycznie, że nagle w gospodarce USA jest idealnie, bo tak nie jest. Po prostu gwałtowna wyprzedaż mieszkań może powodować na rynku lawinę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych najważniejszą pozycją jest decyzja FOMC o godzinie 19:00 i komunikat o 19:30.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

ID Logistics przejmuje Spedimex

  • Przejęcie 100% udziałów spółki Spedimex w Polsce (z obrotami 510 mln zł/ 109 mln Euro w 2022 roku), specjalizującej się w obsłudze sektorów fashion i e-commerce
  • Zwiększenie zasięgu geograficznego ID Logistics w Polsce, dzięki 15 nowym lokalizacjom i współpracy z wiodącymi markami

ID Logistics, (ISIN: FR0010929125, Ticker: IDL), jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, ogłasza przejęcie 100% udziałów firmy Spedimex, operatora logistyki kontraktowej w Polsce, specjalizującego się w obsłudze branży modowej oraz sektora e-commerce.

PRZEJĘCIE SPEDIMEX

Spedimex jest jedną z czołowych, polskich firm, prowadzących działalności w obszarze logistyki kontraktowej. Firma została założona w 1993 roku przez rodzinę Bąków. Marcin Bąk pozostaje dziś jej głównym udziałowcem i jednocześnie prezesem zarządu.

Spedimex stał się jednym z liderów logistyki, obsługujących branże: fashion, e-commerce oraz beauty. Spedimex dysponuje własną siecią oddziałów dystrybucyjnych, świadczy także usługi o wartości dodanej. Spółka prowadzi działalność w 15 lokalizacjach w całej Polsce, na powierzchni blisko 230 000 m², zgodnie ze strategią „asset-light”. Spedimex wdraża zaawansowane rozwiązania technologiczne, które pozwalają na zarządzanie dużymi potokami towarowymi. Dla jednego z klientów rynku fashion obsługuje na przykład dostawy do sklepów i zwroty e-commerce z ponad 15 krajów europejskich. W ostatnich latach Spedimex znacząco zwiększył swoje obroty, aby w 2022 roku osiągnąć poziom 510 mln zł (109 mln euro).

To strategiczne przejęcie jest uzasadnione bliskością kultur i podobnym modelem biznesowym obu organizacji: wykorzystywaniem strategii „asset light”, projektowaniem „szytych na miarę” powierzchni magazynowych oraz rozwiązań dostosowanych do specyficznych potrzeb każdej operacji. Komplementarność portfela klientów i wiedzy eksperckiej Spedimex oraz ID Logistics pozwoli na osiągnięcie znaczącej synergii, w szczególności dla klientów prowadzących działalność międzynarodową. Akwizycja Spedimex doskonale wpisuje się w strategię ID Logistics, polegającą na wspieraniu swoich głównych klientów w ich rozwoju w Europie i Ameryce.

Ponadto, w kontekście post-covidowej relokacji przemysłu, ID Logistics wzmocni swoją pozycję na bardzo dynamicznym rynku w Europie, który już teraz odgrywa kluczową rolę w obecnych reorganizacjach łańcuchów dostaw. Wraz z przejęciem Spedimex, ID Logistics staje się jednym z liderów logistyki na rynku polskim, wraz z 35 oddziałami, 7 000 pracowników i portfolio wiodących marek z sektorów przemysłowego, handlu detalicznego oraz e- commerce.

KOMENTARZ

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny ID Logistics podsumowuje: «Niezmiernie cieszy nas połączenie z firmą Spedimex. Mamy bardzo zbliżoną kulturę organizacyjną i podobne wartości. Łączy nas w szczególności podejście do relacji z klientami oraz do innowacyjności. Przejęcie Spedimex pozwala nam osiągnąć pozycję jednego z liderów logistyki w Polsce na rynku, który jest jednym z najbardziej dynamicznych w Europie. Jednocześnie akwizycja przynosi nam portfel nowych, wiodących klientów, których będziemy mogli rozwijać także w innych krajach.

Marcin Bąk, prezes i dyrektor generalny Spedimex dodaje: Cieszymy się, że możemy połączyć siły z grupą ID Logistics, co umożliwi naszym klientom korzystanie z globalnych rozwiązań logistycznych. W ciągu 30 lat naszej działalności stopniowo rozwijaliśmy nasz biznes, przekształcając się z rodzinnego przedsiębiorstwa w operatora logistycznego o potencjale ponad 230 000 m² powierzchni magazynowej oraz zespołem 2 000 osób. Jesteśmy dumni z międzynarodowego portfolio marek, które nam zaufały i dążymy do nieustannego rozwoju, aby sprostać ich wymaganiom. Innowacyjny model biznesowy i międzynarodowy potencjał ID Logistics są tym, co cieszy mnie szczególnie. Jestem przekonany, że nasze wspólne wartości, takie jak profesjonalizm, zaangażowanie i innowacyjność, pozwolą nam nadal rozwijać naszych klientów i pracowników w przyszłości.

Yann Belgy, dyrektor generalny ID Logistics w Polsce: «Spedimex od początku swojej działalności rozwinął doskonałe know-how i zbudował fantastyczny zespół. Jesteśmy bardzo podekscytowani i zadowoleni z połączenia naszych sił. Jestem też głęboko przekonany, że pozwoli ono dostarczyć jeszcze większą wartość, a także więcej możliwości wszystkim klientom i pracownikom Spedimex oraz ID Logistics.

PODSUMOWANIE TRANSAKCJI

Transakcja podlega jeszcze zatwierdzeniu przez krajowe organy antymonopolowe. Przejęcie ma zostać sfinalizowane do czerwca 2023 roku.

400% więcej spraw dzikich lokatorów. Żyją na koszt właścicieli mieszkań i nie ma siły, by ich wyprowadzić

Wynajmują mieszkanie, podpisują umowę i z dnia na dzień przestają płacić czynsz. Często powołują się na układy u adwokatów czy na wpływy u komorników. Dzicy lokatorzy to nie szukający schronienia bezdomni na skraju ubóstwa, tylko osoby, które najczęściej mają zarówno dochody jak i możliwość zamieszkania u rodziny. Zamiast tego wolą żyć na koszt obcej osoby.

– Zadłużają lokale, niszczą je, żyją na koszt właściciela mieszkania. Na dodatek potrafią jeszcze straszyć i szantażować. To coś nie do pomyślenia – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska. – Wypowiadam wojnę dzikim lokatorom – mówi.

Nie płacą dlatego, że nie chcą, a nie dlatego, że nie mają

Odpowiedzialność za pozbycie się osoby, która nie płaci czynszu spoczywa na właścicielu mieszkania. Pomoc ze strony Państwa jest znikoma. Procedury prawne są długotrwałe i nie zawsze skuteczne. Nawet w przypadku najmu okazjonalnego pozbycie się dzikiego lokatora to w praktyce najczęściej czas około 2 lat, a zdarzały się przypadki nawet… 5 lub 6.

– Osoby niepłacące czynszu to ludzie, którzy nie widzą tego, że żyją na koszt innych. Najczęściej mówią jeszcze, że to oni są pokrzywdzeni, o nich powinno się zadbać i im coś dać. I są zdziwieni dlaczego się nie daje – mówi Małgorzata Marczulewska, prywatny detektyw, Prezes Zarządu Grupy AVERTO.  – Wzrost ilości dzikich lokatorów w porównaniu z czasem sprzed pandemii to 400% – dodaje.

Niepłacenie czynszu występuje zarówno w przypadku małych, mniej komfortowych mieszkań, jak i domów jednorodzinnych czy dużych apartamentów. Dług wobec właściciela może urosnąć nawet do kilkuset tysięcy złotych, a jego odzyskanie nie jest łatwe, a niejednokrotnie bywa niemożliwe.

– Egzekucja długu w przypadku dzikich lokatorów jest trudna, bo są to osoby  wyuczone w taki sposób, że dokładnie wiedzą co robić, żeby egzekucja była bezskuteczna. – mówi detektyw. – Takie osoby otwierają sobie konta za granicą, których komornik nie może zająć. Wysoko postawione osoby w prokuraturze, sądzie karnym czy innych instytucjach są członkami ich rodzin bądź przyjaciółmi i instruują ich jak to zrobić, żeby nie zapłacić – dodaje.

Zarabiają 22 tysiące złotych miesięcznie, a nie płacą 1600 złotych za najem

Dzicy lokatorzy często mają możliwości finansowe, ale wolą mieszkać na cudzy koszt. Żerują na ludzkiej słabości oraz lukach w przepisach prawnych, żeby w ten sposób poprawić swoją sytuację finansową.

– W  jednym z ostatnich przypadków zdążyłam ustalić, że dzicy lokatorzy zarabiają łącznie 22 tysiące złotych miesięcznie, a nie płacą 1600 zł za najem. To skandaliczna sytuacja, która pokazuje, że mamy do czynienia z wyrachowanymi ludźmi. Dzicy lokatorzy obnażają słabość naszego prawa – mówi Marczulewska.

Proces wyprowadzenia lokatorów drogą prawną może trwać od 5 do 6 lat. Prawo będąc tak niedoskonałe w kwestii najmu skutkuje pojawieniem się zachowań patologicznych polegających na robieniu z tego typu postępowania swego rodzaju sposobu na życie.

Nieuczciwość przekazywana w genach

Walka z nieuczciwymi lokatorami może trwać latami. Polegając wyłącznie na kolejnych wnioskach i przedłużających się rozprawach można osiągnąć cel, ale również znacznie powiększyć narastający dług.

– Mamy obecnie w Szczecinie sytuacje, że dzicy lokatorzy zajmują mieszkania w centrum miasta i od wielu miesięcy unikają płacenia. Właściciel lokalu nie dość, że nie otrzymuje swoich pieniędzy to jeszcze musi opłacać czynsz i media. Oszuści są tak sprytni i pewni siebie, że nie godzą się nawet na to, by umorzyć im dług, by się wyprowadzili. Co więcej, jeden z moich klientów proponował nawet zapłacenie im 10 tysięcy złotych byle się tylko wyprowadzili. Wszystko na nic. To jest pasożytniczy sposób życia – mówi Małgorzata Marczulewska.

Tak jak inne umiejętności tak i nieuczciwy sposób na życie przekazuje się dzieciom. Coraz częściej mówi się o klanach dzikich lokatorów. Jedna rodzina potrafi zajmować bezprawnie kilka mieszkań, przekazują sobie potrzebną wiedzę i zdobyte doświadczenie w tej kwestii.

– Mamy takich lokatorów, których wyprowadzaliśmy już dwukrotnie. Po pierwszej wyprowadzce wynajęli inne mieszkanie, z którego też ich wyprowadzaliśmy. – mówi Marczulewska. – Mamy także przykład dzikich lokatorów, którzy „wychowali” swoich następców. Postępowania prowadzone są wobec rodziców i zaledwie 20-letniego syna, który również wynajął mieszkanie i nie płaci. Takich problemów, że właściciele są na skraju depresji i myśli samobójczych jest cała masa, spowodowanych tym, że Państwo zezwala patologii na życie na koszt uczciwych obywateli – mówi Małgorzata Marczulewska.

Trwa dobra passa private equity, w Europie niepokoi geopolityka

87% dyrektorów finansowych funduszy private equity spodziewa się umiarkowanego lub przyspieszonego tempa wzrostu wartości aktywów. To pozwala 78% z nich utrzymać marże – wynika z badania EY 2023 Global Private Equity Survey. Obecnie w Polsce fundusze private equity są nastawione na zakupy, w tym część z nich wsparta przez świeżo pozyskane środki do nowych funduszy. Trwa wyczekiwanie na odbicie na rynku M&A na przełomie 2023/2024 roku.

Fundusze private equity rosną w przyspieszonym tempie w ciągu ostatnich 10 lat, czyli przez cały okres w jakim realizujemy badanie EY 2023 Global Private Equity Survey. Wartość aktywów pod ich zarządzaniem wzrosła z 2 bln USD w 2013 r. do 4,4 bln USD w 2022 r. 44% respondentów badania, wśród których są CFO, COO i dyrektorzy finansowi, spodziewa się dalszego przyspieszonego tempa wzrostu a dalsze 43% – umiarkowanego tempa wzrostu wartości aktywów, wynika z badania zatytułowanego Jaka jest najlepsza ścieżka rozwoju dla CFO gdy branża private equity dojrzewa i wchodzi w nowy etap?

W efekcie większość sondowanych funduszy PE jest w stanie utrzymać marże, choć 22% respondentów twierdzi, że doświadczyło erozji marży w ostatnich latach i problem ten może przybrać na sile w czasach zwiększonej niepewności na rynku.

dobra passa private equity

dobra passa private equity

– Większość zarządzający funduszami private equity patrzy z optymizmem w przyszłość. Najlepszym dowodem na to, że mają rację, jest sytuacja wśród funduszy private equity obecnych na rodzimym rynku, z których kilka pozyskało środki do nowych funduszy w 2022 r. Szukają one teraz okazji do kupna aktywów na rynku, na którym piętno odcisnęło spowolnienie gospodarcze, a w ślad za nim zwiększyła się możliwość inwestycji w atrakcyjnych cenach – mówi Paweł Bukowiński, Partner Zarządzający w Dziale Strategia i Transakcje EY, Lider Doradztwa Dezinwestycyjnego w regionie Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej oraz Azji Środkowej (CESA).

PE na zakupach

Rynek fuzji i przejęć w Polsce w ubiegłym roku miał wartość 19,6 mld EUR w porównaniu do 16,1 mld EUR w 2021 r., wynika z danych Mergermarket przygotowanych dla EY. Jednak jest to w dużej mierze efekt kilku jednorazowych megatransakcji, sfinalizowanych w ub. roku. Ilość transakcji wzrosła do 372 z 254 w 2021 r., co jest dużym osiągnięciem w obliczu spowolnienia gospodarczego i zwiększonej niepewności na rynku.

– Spodziewam się ożywienia w transakcjach, szczególnie wśród private equity, na przełomie 2023 i 2024 roku. Obecny okres „wyczekiwania” nie może trwać zbyt długo, większość funduszy ma zamknięty okres inwestowania i niezaangażowanie kapitału w początkach życia funduszy znacząco obniża jego zwrot – mówi Bartłomiej Smolarek, Partner EY Polska, Lider obszaru Private Equity.

Dane Mergermarket potwierdzają ten trend – PE dokonały 13 transakcji kupna w 2022 r., przy 9 transakcjach wyjścia.

– Obecnie obserwujemy mniej dużych transakcji aukcyjnych, ponieważ najwięksi światowi gracze PE, do których przede wszystkim mogłyby być kierowane, są nieco mniej aktywni inwestycyjnie w naszym regionie ze względu na podwyższoną niepewność, głównie związaną z sytuacją geopolityczną. Z drugiej strony odnotowujemy zwiększoną ilość transakcji o średniej i małej skali często dokonywanych na warunkach wyłączności pomiędzy kupującym i sprzedającym. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na zwiększoną aktywność inwestorów branżowych, dla których to dobry moment na rozważanie rozwoju strategicznego poprzez akwizycję, biorąc pod uwagę mniejszą konkurencję w procesach transakcyjnych i w efekcie większą możliwość negocjacji ceny. Szczególnym zainteresowaniem inwestorów cieszą się perspektywiczne branże takie jak technologie, energetyka odnawialna, nisko energochłonna produkcja i obszar szeroko pojętych usług medycznych – dodaje Mateusz Zamiara, Partner EY Polska w dziale Strategia i Transakcje.

W EMEIA górują obawy o geopolitykę

Branża private equity, podobnie jak wszystkie inne gałęzie gospodarki, wkracza w epokę rosnącej niepewności, która może być równie znacząca, co kryzys finansowy z lat 2008/2009. Kluczowym obszarem niepewności dla respondentów w obszarze EMEIA są obawy związane z sytuacją geopolityczną, gdzie 45% CFO wymieniło je jako największą bolączkę branży, w porównaniu do zaledwie 11% w firmach z siedzibą w jednej z Ameryk. Drugą największą bolączką w regionie obejmującym Europę są obawy związane z globalną recesją z 36% wskazań. Ponad połowa firm (51%) z siedzibą w Ameryce Północnej lub Południowej zgłosiła obawy związane z globalną recesją, a 49% obawiało się także o ograniczenie wolumenu transakcji, jeśli globalna recesja osłabi wzrost. Jedna trzecia firm azjatyckich wymieniła globalną recesję jako największe zagrożenie dla branży.obawy

– Geopolityka pozostaje jednym z kluczowych wyzwań dla funduszy private equity. Wojna w Ukrainie może spowolnić aktywność transakcyjną funduszy w naszym regionie, na poziomie nowych akwizycji i dezinwestycji. Zwiększona niepewność z związana z sytuacją geopolityczną na świecie utrudnia weryfikację wycen i zwiększa rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami stron transakcji – mówi Paweł Bukowiński.

ESG na czele priorytetów

Warto zwrócić też uwagę na wysoką pozycję, jaką w zestawieniu zajmuje ochrona środowiska, sprawy socjalne i ład korporacyjny (ESG). Kiedy 10 lat temu po raz pierwszy przeprowadzaliśmy nasze badanie, o ESG nie mówiło się prawie wcale. Dziś jednak jest na czele listy priorytetów, szczególnie wśród dużych podmiotów. Fundusze coraz bardziej zdecydowanie stawiają na ESG ze względu na presję ze strony inwestorów zainteresowanych akwizycją spółek portfelowych funduszy.

obawy 2

Metodologia badania
Ośrodek Greenwich Associates przeprowadził na zlecenie EY 112 wywiadów telefonicznych i internetowych z CFO, COO i szefami finansów funduszy private equity i venture capital na całym świecie w okresie od maja do października 2022 r. Wyniki ankiety przedstawiają punkt widzenia respondentów ze 112 firm private equity o różnej wielkości i złożoności, prowadzących działalność na całym świecie.

Profil respondenta

Jaka jest wartość aktywów, którymi zarządza Twoja firma?Profil respondenta

Upselling, metoda marketingu

Wielu właścicieli sklepów internetowych, zwłaszcza tych stawiających pierwsze kroki, spotyka się z problemem małej sprzedaży i związanymi z tym zjawiskiem niewielkimi dochodami. Bardzo ważne staje się podjęcie działań marketingowych mających na celu poprawę sytuacji. Jedną z ważniejszych technik sprzedaży, które można zastosować, jest upselling. W ramach up-sellingu można zaoferować klientowi towar lepszej jakości niż wybrany przez niego, lub produkt dodatkowy.

Upselling

Upselling to skuteczna technika sprzedaży stosowana w celu zachęcenia klientów do zakupu dodatkowych produktów lub usług. Polega na przedstawieniu klientom dodatkowych opcji, które uzupełniają produkt lub usługę, którymi już są zainteresowani, oraz uświadomieniu im korzyści płynących z tych dodatkowych produktów lub usług. Upselling może być wykorzystany do zwiększenia zadowolenia klientów poprzez zapewnienie im większej wartości, a także do zwiększenia przychodów dla firm, pomagając im w generowaniu większej sprzedaży. Strategie up-sellingu mogą być stosowane w niemal każdej branży, od sklepów detalicznych i restauracji po sklepy i usługi internetowe. Techniki sprzedaży dodatkowej mogą obejmować zarówno proste rekomendacje produktów, jak i bardziej złożone pakiety zawierające dodatkowe funkcje lub usługi. Niezależnie od przyjętego podejścia, upselling pozwala firmom maksymalizować wartość każdej transakcji klienta poprzez zachęcanie go do wydawania większych pieniędzy.

Kiedy stosować upselling

Jeśli została utworzona relacja między kupującym a sprzedającym, można złożyć klientowi dodatkową ofertę zakupu produktu, który jest ściśle związany z produktem podstawowym. W ramach tych działań można także zaoferować dodatkowe funkcje, gwarancję lub wariant assistance. Oferując klientowi dodatkowy produkt, powinniśmy być w pełni zorientowani jakie są jego potrzeby. Powinien zostać przeprowadzony wywiad, który te potrzeby ustali i pozwoli tak sformułować ofertę, że klient zauważy pozytywny aspekt transakcji, a nie będzie się czuł naciągnięty na niepotrzebną mu dodatkową usługę lub produkt. Niezwykle ważne jest, aby produkt dodatkowy znajdował się w sferze możliwości finansowych klienta i nie przekraczał zbyt wysoko ceny produktu podstawowego. Przykładowo jeśli klient zainteresował się laptopem za 3 tys. zł, nie powinniśmy oferować mu oprogramowania lub urządzeń peryferyjnych za 5 tys. zł. Tego typu działanie może spowodować rezygnację klienta z zakupu. Nie należy także namawiać zbyt nachalnie, zachować takt, a w negocjacjach nie zapominać nigdy o możliwościach finansowych klienta.

Jak stosować upselling

Dobrym sposobem przekonania klienta do wyboru droższej oferty, jest przedstawienie klientowi potencjalnych korzyści, jakie osiągnie dzięki transakcji. Można zaproponować także kilka ofert w cenie nieco wyższej w stosunku do produktu zamawianego. Dobrze jest znać sytuację życiową klienta, jego pozycję materialną, poglądy, a także wiedzę rzeczową na temat produktu, który klient chce nabyć. Powołując się na pozytywne rekomendacje inny nabywców, stopniowo przechodzimy do omawiania produktów o coraz wyższych cenach tak, aby pozostawić klientowi dostateczną ilość czasu na oswojenie się z nimi, w ten sposób, aby szok cenowy nie spowodował rezygnacji z dokonania transakcji. Up-selling wymaga przekonujących argumentów, aby uświadomić klientom korzyści płynące z wyższej kategorii produktu lub usługi, zwłaszcza poprzez demonstracje produktów. Wskazujemy też inne korzyści, wygoda itp. Z punktu widzenia sprzedawcy zawsze istnieje ryzyko, że kupujący straci zainteresowanie zakupem produktu poprzez proponowanie dodatkowych produktów lub usług. Oznacza to, że nie kupią proponowanego droższego produktu lub nawet tego pierwszego, który wstępnie rozważali. Klienci mogą również uznać nadmierną sprzedaż dodatkową za manipulację, natrętną, a nawet niesympatyczną. Dlaczego należy pilnie, ale dyskretnie obserwować reakcje klienta, odpowiednio i z wyczuciem na nie reagować. W każdej sytuacji należy zachować takt i umiar, aby nie zrazić klienta, gdyż nawet w sytuacji, gdy transakcja nie dojdzie do skutku, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że klient do nas wróci.

Podsumowanie

Dzięki up-sellingowi firmy mogą zwiększyć swoje przychody, a także stworzyć dodatkową lojalność klientów. Celem up-sellingu jest nie tylko zwiększenie wartości zakupu klienta poprzez zaoferowanie mu produktów o wyższej jakości, w lepszej cenie lub o większej wartości niż to, co początkowo rozważał jako zakup, ale także stworzyć dodatkowo zaufanie klienta i poprawiać wizerunek i wiarygodność firmy.

EKIPA publikuje raport roczny

-„Wyniki finansowe EKIPY są pozytywne, a zwłaszcza EBITDA, czyli zysk przed opodatkowaniem, amortyzacją i odpisami, wynoszący ok. 5,7 mln zł. Nasza Grupa osiągnęła solidne wyniki operacyjne, co może świadczyć o skuteczności wprowadzonych działań strukturyzujących i profesjonalizacji w poszczególnych spółkach. Zysk brutto wyniósł niecałe 2,8 mln zł, a zysk netto wyniósł 1,3 mln zł, co jest związane z wysokimi kosztami formowania się tak młodej organizacji jak nasza oraz ciągłych inwestycji. Koszty wyniosły 24,2 mln zł, a przychody ze sprzedaży całej Grupy wyniosły 26,8 mln zł. Te wysokie koszty operacyjne, nie reprezentują jednak potencjału i wartości, którą planujemy by generowały nasze poszczególne spółki i ich projekty, które Grupa realizuje lub wprowadzi w przyszłości, a już dziś nad nimi pracuje” – komentuje wyniki finansowe Łukasz Górski, Wiceprezes Zarządu EKIPY.

Transakcję pomiędzy Beskidzkim Biurem Inwestycyjnym, a Ekipą Holding można scharakteryzować jako odwrotne przejęcie. Ustawa o rachunkowości nie definiuje pojęcia odwrotnego przejęcia i mówi, że w sprawach nieuregulowanych przepisami jednostki mogą stosować Międzynarodowe Standardy Rachunkowości (MSR). Zgodnie z MSR (patrz: MSSF 3), z racji odwrotnego przejęcia w bilansie Spółki EKIPA Holding została wykazana tylko wartość firmy przejmującej, czyli Beskidzkiego Biura Inwestycyjnego, która na dzień połączenia stanowiła kwotę 21,46 mln złotych.

-„Jestem bardzo zadowolony z wyników EKIPY, ale przede wszystkim z rzeczy, których na zewnątrz nie widać. Mam wymarzoną grupę ludzi, z którymi współpracuję. Mówię tu o  Łukaszu i Filipie, z którymi tworzę Zarząd, naszej wspaniałej głównej księgowej Magdzie i jej grupie, niezastąpionemu dyrektorowi finansowemu Danielowi, PR managerce Justynie i działających zewnętrznie doradcach. Ludzie Ci dbają, aby EKIPA Holding SA była najbardziej transparentną i rzetelną firmą na całym NewConnect. Raporty miesięczne oraz raport roczny są tego efektem. W ostatnich miesiącach podjęliśmy mnóstwo decyzji, szczególnie kadrowych, które bardzo skutecznie pomogły w lepszej strukturyzacji i profesjonalizacji firmy. Nie ma co ukrywać, że gdy w styczniu 2022 roku myśleliśmy o tym jak ten rok będzie wyglądał, nie zakładaliśmy, że EKIPA zmieni swój skład osobowy w tak drastyczny sposób. Obecna sytuacja w firmie pokazuje, że nie jesteśmy uzależnieni od poszczególnych influencerów i firma doskonale radzi sobie nawet w trudnych sytuacjach biznesowych. Wyniki finansowe są najlepszym tego potwierdzeniem. Mamy stabilny biznes w postaci działalności influencerskiej, który jest mocnym zabezpieczeniem dla intensywnych inwestycji grupy. Pamiętajmy jednak, że EKIPA Holding powstała aby tworzyć nowe światy, nowe uniwersa, które nie są związane z dotychczasową działalnością EKIPY. Efekty tych inwestycji będą widoczne na przełomie 2023/2024. Konsekwentnie dążymy do wzrostu naszej wartości rynkowej i realizacji założonych celów.” – dodaje Łukasz Wujek Łuki Wojtyca, Prezes Zarządu EKIPY.

Na wartość Spółki wpływają ostatnie decyzje Zarządu. Kilka dni temu Karol Friz Wiśniewski, Łukasz Wujek Łuki Wojtyca oraz JR Holding ASI SA ogłosili lock-up na akcjach EKIPY. Trzech głównych akcjonariuszy Spółki zobowiązuje się do niesprzedawania akcji z możliwością zwalniania po 20% rocznie po 6 latach. Zdecydowali się na zablokowanie swoich akcji serii F w spółce na okres 10 lat. Dodatkowo JR HOLDING objął zobowiązaniem, do września 2025 r. posiadane akcje notowane. Jest to krok mający na celu pokazanie stabilności spółki, długoterminową strategię oraz wiarę w jej sukces. Lock-up będzie miał również pozytywny wpływ na zaufanie inwestorów, którzy zyskają większe poczucie bezpieczeństwa inwestując w Spółkę, z wiedzą, że kluczowi akcjonariusze nie mogą sprzedawać swoich akcji w tym czasie.

Następnie Zarząd EKIPY dokładnie przeanalizował aktywa firmy oraz zmiany w branży i postanowił, że okres amortyzacji firmy zostanie wydłużony do 8 lat. Decyzja została podjęta na podstawie kilku czynników, w tym 10-letniego lock-upu na akcjach Spółki przez głównych akcjonariuszy, szybkiego rozwoju serwisów społecznościowych oraz wpływu amortyzacji na wyniki finansowe i wartość rynkową Spółki. Okres amortyzacji pozwala Inwestorom na rzetelną ocenę wyników finansowych Spółki. Zarząd EKIPY uznaje, że przesłanki określone w Ustawie o rachunkowości są spełnione i uzasadniają wydłużenie okresu amortyzacji. Zdaniem Zarządu minimalny okres amortyzacji wartości firmy wynoszący 5 lat błędnie oddawałby sens ekonomiczny dla rozliczenia wartości firmy w czasie.

„Zaskakują mnie niepochlebne komentarze jakie pojawiły się ostatnio w kontekście spółki EKIPA Holding. Ustalona przez spółkę polityka amortyzacji moim zdaniem dobrze odzwierciedla specyfikę działalności Grupy. Jednorazowa zmiana w bilansie uwolni spółkę od księgowych strat jakie ponosiłaby na skutek ogromnych odpisów amortyzacyjnych. Amortyzacja zgodnie ze starymi zasadami skazałaby spółkę na długotrwałe wykazywanie straty netto nawet przy wysokim wyniku EBITDA – to zakłamywałoby obraz działalności spółki. Komentatorzy nie dostrzegają tego jak dobrze działa EKIPA od strony operacyjnej. Opublikowany wczoraj raport roczny pokazuje 5,7 mln zł zysku EBITDA osiągniętego przy niespełna 27 mln zł przychodów, to doskonały wynik” – ocenia January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING ASI.

Działania podejmowane przez EKIPĘ mają na celu rozwój Firmy i dążą do podnoszenia wartości Grupy. Zarówno działania biznesowe, porozumienie głównych Akcjonariuszy o lockup-ach czy podjęta decyzja w sprawie amortyzacji pokazują jasno długoterminowe cele. Od stycznia na kanale Karola Friza Wiśniewskiego na YouTube trwa druga edycja programu Twoje 5 Minut i bije rekordy oglądalności, podobnie jak projekty pozostałych Twórców. Wszystko to przekłada się na wynik finansowy firmy i daje szansę na inwestycje w kolejne projekty, co Spółka z powodzeniem od kilku lat realizuje.

– „Oceniam, że spółka działa dobrze i radzi sobie zgodnie z oczekiwaniami, jestem przekonany, że długoterminowo zbuduje ona solidny biznes. Opublikowany wczoraj raport, po uważnej lekturze pokazuje jak wiele pracy EKIPA wykonała w ostatnim roku, spółka już osiąga zyski ze sprzedaży produktów i z generowanego kontentu. Jednocześnie inwestuje w projekty, które będą przynosić korzyści w przyszłości, zdywersyfikują jeszcze bardziej przychody i wzmocnią biznes. EKIPA Investments dokonuje pierwszych inwestycji. Dlatego zdecydowaliśmy się na lock-upy naszych akcji tak aby pokazać rynkowi, że długoterminowo wierzymy w przyszłość spółki. Już za kilka lat spółka będzie w innym miejscu, a jestem przekonany, że za 10 lat będzie solidną i uznaną spółką medialną dostarczającą różnorodnej rozrywki, którą rynek doceni” – podsumowuje Ciszewski.

EKIPA – informacje ogólne

W związku z dynamicznym rozwojem grupy influencerskiej EKIPA oraz chęcią rozbudowy działań w nowych branżach w 2020 r. powstała EKIPA HOLDING S. A. Do grupy kapitałowej została przeniesiona cała działalność operacyjna oraz powołane zostały podmioty wyspecjalizowane w nowych branżach, aby uzupełnić i rozwijać grupę kapitałową EKIPA HOLDING. EKIPA HOLDING jako spółka matka, wspiera spółki zależne, które zajmują się działalnością operacyjną, każda wyspecjalizowana w swojej branży. Jako ogół jesteśmy grupą, której podstawowym celem jest dostarczanie szeroko rozumianej rozrywki na różnych płaszczyznach. Podstawą działalności EKIPA HOLDING jest akumulowanie, zarządzanie i komercjalizacja bezpośrednio lub przez spółki celowe wytwarzanych w grupie praw autorskich, brandów i marek. EKIPA HOLDING S.A. jest 100% udziałowcem w spółkach: EKIPA Management, EKIPATONOSI, LANIAKEA PICTURES, GGBAY, BRAINCHILD i Kraków Kings oraz posiada 52,40% udziałów w EKIPA Investments ASI.

Sektor meblarski zagrożony przez politykę Lasów Państwowych. Branża apeluje do rządu

Polska branża meblarska stoi u progu dekoniunktury, którą przyśpiesza dodatkowo polityka Lasów Państwowych – alarmuje w liście do Premiera Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli i prosi rząd o interwencję.

Pozycja Polski jako jednego z największych producentów mebli na świecie i lidera w eksporcie mebli jest zagrożona. Według raportu B+R Studio, szacowane przychody polskiej branży meblarskiej w 2022 roku wprawdzie wzrosły o 11%, jednak wzrost ten plasuje się znacznie poniżej inflacji w Polsce. Analitycy prognozują, że w 2023 roku nastąpi spadek wartości produkcji sprzedanej o 3% i spadek wolumenu wyprodukowanych mebli aż o 20%. Jak wynika z raportu, rentowność produkcji spadła z 5,3% w 2021 roku do poziomu 5,2% w 2022 roku. Dalszy spadek rentowności do poziomu 4,5% uruchomi w Polsce falę upadłości firm meblarskich i zwolnień grupowych pracowników.

Polskie firmy meblarskie muszą się zmagać nie tylko z wyzwaniami, z którymi mierzą się obecnie wszyscy przedsiębiorcy w Unii Europejskiej, ale również z wieloma problemami, które zależą tylko i wyłącznie od polskiego prawodawstwa i dobrej woli urzędników państwowych. Przerażenie branży meblarskiej budzą zwłaszcza kolejne decyzje Lasów Państwowych oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska w zakresie wygaszania certyfikacji odpowiedzialnej gospodarki leśnej FSC oraz dotyczące procedur sprzedaży drewna w drugim półroczu 2023. Branża ocenia je jako szkodliwe i zagrażające bezpośrednio bytowi polskiego sektora meblarskiego. W związku z tym, Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Jan Szynaka wystosował 13 marca 2023 r. list do Premiera Mateusza Morawieckiego, w którym porusza obydwa problemy i prosi o wsparcie rządu w ich rozwiązaniu.

Jak wyjaśnia Jan Szynaka, certyfikat FSC to gwarant współpracy międzynarodowej. Wymagają go bowiem od polskich producentów wszystkie duże podmioty na głównych rynkach eksportowych. Bez niego dotychczasowi partnerzy nie będą kupować polskich wyrobów z drewna, w tym mebli. Tymczasem, pomimo jasnego stanowiska całej branży drzewnej wyrażającego potrzebę utrzymania certyfikacji FSC, od kilku miesięcy kolejne Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych odchodzą od niej (obecnie odeszły już: Łódź, Gdańsk, Toruń, Warszawa, Poznań, Radom i Piła). Rozmowy między Lasami Państwowymi a organizacją FSC na temat nowej umowy licencyjnej zostały zerwane – Lasy Państwowe nie przyjęły zaproszenia skierowanego przez FSC do dalszego dialogu. W związku z tym, w ocenie OIGPM, to Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz Lasy Państwowe odpowiedzialne będą za negatywne konsekwencje wynikające z odejścia od certyfikacji FSC, które dotkną firmy eksportujące wyroby z drewna, co jednocześnie uderzy w generowane przez przemysł drzewny, w tym meblarski, miejsca pracy oraz wpływy z podatku CIT, PIT i VAT.

„Polska branża meblarska zatrudnia w Polsce bezpośrednio ok. 200 tys. pracowników (cały przemysł drzewny ok. 400 tys. pracowników), głównie w regionach wiejskich i małych miast. Oceniamy, iż negatywne konsekwencje wynikające z braku certyfikacji FSC mogą dotknąć ok. 20% pracowników całego przemysłu drzewnego, a spadek wolumenu produkcyjnego może osiągnąć nawet 30%” – alarmuje Prezes OIGPM.

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli apeluje również o wstrzymanie szkodliwego dla polskiej branży drzewnej, w tym meblarskiej, procesu sprzedaży drewna według nowych procedur, które windują ceny tego surowca. Zwraca uwagę na to, iż przed ogłoszeniem harmonogramu sprzedaży drewna i cen na kolejny okres, Lasy Państwowe nie zorganizowały żadnego spotkania z organizacjami reprezentującymi krajowy przemysł drzewny. Tymczasem, bardzo wysokie ceny drewna spowodują pogłębienie i tak już dotkliwej zapaści przemysłu drzewnego w Polsce. Warto dodać, że ceny wywoławcze na przykład drewna średniowymiarowego wzrosły już o ponad 40%.

„Lasy Państwowe od dłuższego czasu nie biorą zupełnie pod uwagę widocznej już w połowie 2022 roku i zgłaszanej przez organizacje branżowe informacji o pogarszającej się koniunkturze, a drewno średniowymiarowe w Polsce jest obecnie najdroższe w całej Europie!” – relacjonuje w liście do Premiera OIGPM. „Na skutek dramatycznego wzrostu kosztów produkcji, a także spadku zamówień wiele firm meblarskich ogranicza lub nawet okresowo wstrzymuje produkcję. Polski przemysł meblowy przestaje być konkurencyjny. Lasy Państwowe, jako monopolista w zakresie dostaw drewna w Polsce, powinny mieć świadomość, że niesie to za sobą odpowiedzialność za losy przemysłu drzewnego i zatrudnionych w nim pracowników” – dodaje.

Polskie przedsiębiorstwa meblarskie mają nadzieję, że polski rząd i Premier pomogą w rozwiązaniu obydwu problemów, zwłaszcza iż zależą one wyłącznie od dobrej woli naszych urzędników państwowych. „Liczymy, iż decyzje, które stanowią poważne zagrożenie dla bytu ponad 32 000 firm meblarskich, zatrudniających bezpośrednio 200 000 osób zostaną cofnięte, a Lasy Państwowe wrócą do odpowiedzialnego dialogu z przemysłem drzewnym, w tym meblarskim, oraz z FSC” – pisze w liście do Premiera Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Niewielkie zmiany cen w oczekiwaniu na dzisiejszą decyzję FOMC

Dziś wieczorem naszego czasu amerykański Federalny Komitet Otwartego Rynku zakomunikuje swą decyzję na temat wysokości stóp procentowych (oczekiwana jest podwyżka o 0,25 proc.) i oczekiwania co do ścieżki stóp w przyszłości. Wczoraj główne indeksy amerykańskiego rynku akcji rosły (S&P 500 +1,3 proc., DJIA 0,98 proc., Nasdaq Composite +1,58 proc.). Dziś rano cena kontraktów na S&P 500 lekko korygowała wtorkowy wzrost (-0,24 proc. ok. godz. 9:45).

Rosły w środowy poranek wartości wszystkich głównych indeksów rynków akcji Azji i Oceanii (najsilniej – o 1,93 proc. – zwyżkował japoński Nikkei 225).

Na giełdach w Europie lekko przeważały natomiast niewielkie spadki (DAX -0,1 proc., CAC 40 -0,36 proc.).

WIG-20, który w poniedziałek spadł przez chwilę do najniższego poziomu od listopada ub.r., ale później odrabiał te straty, dziś ok. godz. 9:50 spadał o 0,51 proc. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły na początku środowej sesji kursy akcji Boryszewa i Grupy Ambra.

Po wzrostach na początku tygodnia rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu Stanów Zjednoczonych lekko dziś rano korygowały tą zwyżkę spadając poniżej poziomu 3,6 proc. Drugi dzień z rzędu rosła dziś rano rentowność 10-latek polskiego rządu wychodząc ponad poziom 6 proc.

Ceny kontraktów na ropę naftową notowanych na NYMEX-ie (WTI) i ICE (Bremt), które w ostatnich dniach osiągnęły swe najniższe poziomy od końca 2021 roku, ale na początku bieżącego tygodnia próbowały odzyskać stracone terytorium, dziś rano zniżkowały o ok. 0,5 proc. Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie spadał dziś ok. godz. 9:30 o 3,58 proc.

Kurs USD/JPY, który dosyć silnie zniżkował od 8 marca, wczoraj wzrósł, a dziś rano ok. 9:20 proc. zwyżkował o 0,08 proc. Kurs EUR/USD wzrósł wczoraj do najwyższego poziomu od 5 tygodni, a dziś rano pozostawał na poziomie wczorajszego zamknięcia.

Kurs USD/PLN spadł wczoraj do najniższego poziomu od 1,5 miesiąca. Dziś rano – podobnie jak kurs EUR/PLN – notował niewielkie zmiany (USD/PLN +0,03 proc., EUR/PLN +0,06 proc. ok godz. 9:25).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara skutecznie przełamał w piątek kluczowy poziom oporu wyznaczany przez znajdujące się w okolicach poziomu 25000 USD lokalne szczyty z sierpnia ub.r. i lutego br. W piątek kurs przekroczył poziom 27000 USD, a w niedzielę poziom 28000 USD i w środę rano nadal przebywał lekko powyżej tego najwyższego od czerwca ub.r. poziomu.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Magdalena Zajkowska w Zarządzie Nest Banku

16 marca 2023 roku Magdalena Zajkowska została powołana do Zarządu Nest Banku. Objęła stanowisko Wiceprezeski Zarządu odpowiedzialnej za Pion Komunikacji i HR. Będzie nadzorowała pracę nie tylko obszaru HR, ale też m.in. Biura Zrównoważonego Rozwoju.

Magdalena Zajkowska związana jest z Nest Bankiem od 2016 roku, czyli od początku jego działalności. Do tej pory pełniła funkcję Dyrektorki Departamentu Zarządzania Zasobami Ludzkimi. Była odpowiedzialna za realizację strategii banku w zakresie HR, w tym pozyskiwanie talentów, rozwój pracowników oraz employer branding. Od 16 marca 2023 roku objęła funkcję Wiceprezeski Zarządu odpowiedzialnej za nowo powstały Pion Komunikacji i HR (CHRO). W skład nowego pionu wchodzi także m.in. Biuro Zrównoważonego Rozwoju, którego głównym zadaniem będzie realizacja strategii banku w obszarze ESG.

– Siłą Nest Banku jest jego wyjątkowy zespół. Dlatego nieustannie skupiamy się na pozyskiwaniu talentów oraz zapewnieniu im dobrych warunków do pracy i rozwoju. Obecność Magdy w Zarządzie jest wyrazem tego, jak ważni w strategii Nest Banku są nasi ludzie. Obszar HR jest dla nas jednym z kluczowych elementów sukcesu banku. Rozwijając się chcemy mieć pewność, że robimy to w sposób odpowiedzialny i zrównoważony. Dlatego Magda skupi się również na strategii banku dotyczącej obszaru ESG – mówi Piotr Kowynia, Prezes Zarządu Nest Banku. – Pracując z Magdą przez ostatnie lata miałem okazję przekonać się, że obszar HR jest jej prawdziwą pasją, która przekłada się na to, jak wyjątkową kulturę pracy ma Nest. Naprawdę warto pracować w Nest Banku. – dodaje Piotr Kowynia.

Magdalena specjalizuje się w budowaniu efektywności zespołów oraz optymalizacji ich pracy poprzez wdrażanie usprawnień i rozwiązań technologicznych. Jak sama o sobie mówi, jej misją i największą zawodową motywacją jest tworzenie idealnych miejsc pracy.

– Zadowolenie pracowników wprost przekłada się na ich efektywność, zaangażowanie i chęć do osiągania ponadprzeciętnych wyników. Zadowolony pracownik to zadowolony klient – mówi Magdalena Zajkowska, wiceprezeska Zarządu Nest Banku. – W Nest Banku skupiam się na budowaniu kultury organizacyjnej opartej na wartościach. Moją misją jest, aby Nest był zarówno idealnym miejscem pracy, jak i organizacją, która jest wrażliwa społecznie i realizuje swoje obowiązki wobec otaczającego nas środowiska. Zrównoważony rozwój Nest to właściwa i odpowiedzialna droga – dodaje Magdalena Zajkowska.

Magdalena Zajkowska ma ponad 16-letnie doświadczenie w branży HR. Jest absolwentką studiów ekonomicznych. Ukończyła również Coaching Essentials Program, a także szereg szkoleń z zakresu przywództwa i zarządzania zespołami. Pierwsze kroki w profesjonalnym HR stawiała w firmie Adecco. Jednak przez większość kariery zawodowej związana jest z bankowością m.in. w roli dyrektorki departamentu zarządzania zasobami ludzkimi.

Sektor PRS atrakcyjną alternatywą dla inwestorów

Sektor PRS w Polsce od kilku lat dynamicznie się rozwija. Tylko na koniec 2022 roku zasoby mieszkań na wynajem od podmiotów instytucjonalnych wynosiły ponad 10 300, z czego 40% powstało w ostatnich 12 miesiącach. Wysoki popyt ze strony najemców wpływa na szybko kurczącą się dostępność mieszkań, co potwierdza niski współczynnik pustostanów na poziomie 3% (z wyjątkiem obiektów oddanych w 2022 roku).

„Sektor PRS jest atrakcyjną alternatywą zarówno dla inwestorów, jak i najemców. Pamiętam jak kilka miesięcy temu w mediach często odnoszono się do rynku niemieckiego. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że w Polsce, mimo dynamicznego rozwoju, sektor najmu instytucjonalnego jest wciąż w fazie początkowej. Na koniec 2022 roku na rynku znajdowało się ponad 10 300 mieszkań na wynajem w ramach sektora PRS. Dla porównania rynek najmu prywatnego szacuje się na około 1,2 mln mieszkań. Rachunek jest prosty, mieszkania na wynajem od podmiotów instytucjonalnych stanowią jedynie 1% wszystkich mieszkań przeznaczonych na wynajem w Polsce,” – komentuje Sylwia Jankowska, Investment Broker w zespole rynków kapitałowych w Knight Frank.

Zmieniająca się w ostatnich latach sytuacja gospodarcza i geopolityczna wpłynęła na decyzje inwestorów, którzy zaczęli dywersyfikować swoje portfolia poprzez inwestowanie m.in. na rynku najmu instytucjonalnego.

„Zmiany, których jesteśmy obecnie świadkami stwarzają nowe możliwości na dalszą ekspansję rynku mieszkaniowego w Polsce. Mam tutaj na myśli wysokie ceny mieszkań oraz utrzymujące się na wysokim poziomie stopy procentowe, które znacznie ograniczają siłę nabywczą na rynku mieszkaniowym. Wpływa to bezpośrednio na ograniczony popyt na zakup mieszkań. Potwierdzeniem tego jest liczba zaciągniętych kredytów hipotecznych, która w 2022 roku spadła o 50% względem 2021 roku. Z tego powodu, potrzeby mieszkaniowe zaspokajane są poprzez wyjem mieszkań,”wyjaśnia Bożena Garbarczyk, Starszy Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Istotne znaczenie, przemawiające za wynajmem ma następująca aktualnie w Polsce zmiana pokoleniowa. Młode osoby nie priorytetyzują swojego życia, stawiając na szczycie potrzeb posiadanie mieszkania. Co więcej, są oni zainteresowani lokalami w atrakcyjnych lokalizacjach, a to często przewaga obiektów należących do podmiotów instytucjonalnych.

„W ciągu ostatnich 12 miesięcy popyt na wynajem mieszkań w Polsce znacząco wzrósł, również za sprawą napływu emigrantów z Ukrainy do Polski. W związku z tym, także sektor PRS charakteryzował się wysokim tempem komercjalizacji. Szacuje się, że wskaźnik pustostanów znajduje się na poziomie mniejszym niż 3%, z wyjątkami obiektów otwartych w 2022 roku. Szybka komercjalizacja budynków przemawia za stałym zainteresowaniem tym sektorem wśród inwestorów,” – dodaje Bożena Garbarczyk.

Utrzymujący się na wysokim poziomie popyt na mieszkania na wynajem spowodował znaczący wzrost czynszów w sektorze PRS. Uzasadnienia wzrostu wiązały się z ograniczoną dostępnością lokali mieszkaniowych na wynajem w Polsce, wyższych kosztów budowy i pracy, jak i finansowania nowych inwestycji. Odnotowane w obiektach PRS czynsze wzrosły w drugiej połowie 2022 roku o około 30-40% w Warszawie i 10-30% w miastach regionalnych.

Największym obecnie rynkiem w ramach sektora PRS jest Warszawa, gdzie zlokalizowane jest 40% istniejących zasobów.

„Z badania Knight Frank, przeprowadzonego wśród 25 podmiotów instytucjonalnych, banków oraz deweloperów obecnych na rynku PRS w Polsce wynika, że w 2023 roku około 85% inwestorów planuje rozpocząć nowe projekty mieszkaniowe na terenie stolicy. Duży udział w sektorze najmu instytucjonalnego ma również Wrocław (ponad 2 300 mieszkań), a Kraków śmiało można nazwać najdynamiczniej rozwijającym się rynkiem w obszarze PRS, gdyż zasoby mieszkań na wynajem zostały w 2022 roku podwojone względem 2021 roku. Warto tutaj również dodać, że banki ziemi w Polsce zostały zabezpieczone na potrzeby budowy 35 000 nowych mieszkań,”dodaje Sylwia Jankowska.

Pod koniec 2022 roku na etapie realizacji znajdowało się około 8 300 apartamentów na wynajem w niemal 40 projektach. Jeżeli deweloperzy zrealizują założone plany, około 6 900 mieszkań zostanie oddanych do końca 2023 roku.

Na polskim rynku PRS obecni są zarówno inwestorzy krajowi jak i zagraniczni, posiadający międzynarodowe doświadczenie w sektorze mieszkań na wynajem. Pod koniec 2022 roku, największy udział w istniejących zasobach (29%) miało Echo Investment z niemal 3 000 mieszkaniami zrealizowanymi w 11 obiektach, w ramach platformy Resi4Rent. Poza tym, istotną rolę odgrywają tacy inwestorzy jak: Fundusz Mieszkań na Wynajem (ponad 2 000 mieszkań) oraz TAG Immobilien (1 500 lokali na platformie Vantage Rent). Pozytywne perspektywy rozwoju rynku PRS w Polsce zachęciły nowych inwestorów do rozpoczęcia działalności w tym segmencie w minionym roku. Syrena, Van der Vorm i AFI otworzyli w 2022 roku swoje pierwsze projekty mieszkań na wynajem w Polsce.

„Z naszych globalnych badań wynika, że sektor mieszkaniowy miał drugi największy, zaraz za biurami, udział w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych w Europie w 2022 roku. To dobry moment na inwestowanie w PRS.  W IV kwartale ubiegłego roku stopu kapitalizacji dla inwestycji PRS w najbardziej popularnych miastach Europy Zachodniej wyniosły średnio 3,25%-3,75%. Dla porównania stopy kapitalizacji dla obiektów „prime” w Warszawie szacowane były na 5,00-5,25%,”wyjaśnia Sylwia Jankowska.

Wyniki badań dotyczących projektu zakazu sprzedaży napojów energetyzujących osobom niepełnoletnim

Jedynie 15% respondentów deklaruje, że w ich gospodarstwie domowym napoje energetyzujące spożywa osoba niepełnoletnia. Większość Polaków opowiada się przeciwko wprowadzaniu zakazu sprzedaży tego rodzaju produktów osobom, które nie ukończyły 18. roku życia. Trzy czwarte badanych nie ma wątpliwości: kluczem do zdrowia dzieci i młodzieży nie są kolejne zakazy, ale edukacja i kampanie społeczne. Takie są wnioski z badań pracowni Indicator, przeprowadzonych na zlecenie Instytutu Staszica.

73,4% respondentów zadeklarowało, że w ich gospodarstwach domowych co najmniej jedna osoba spożywa napoje energetyzujące, ale zaledwie 15,1% wskazało, że sięgają po nie osoby niepełnoletnie.energetyki

Jeśli chodzi o planowany zakaz sprzedaży tego rodzaju napojów osobom, które nie ukończyły 18. roku życia, to 39,1% badanych opowiada się za podobnymi restrykcjami. Dla porównania, za zakazem sprzedaży alkoholu małoletnim jest 97,1%, papierosów – 94,9%. Na drugim biegunie, prócz „energetyków”, znajduje się kawa (23,4%), a więc produkt spożywczy również zawierający kofeinę.energetyki zakaz

Aż 73,7% ankietowanych słyszało o procedowanych przepisach, które mają zakazać sprzedaży napojów energetyzujących niepełnoletnim i ograniczyć możliwość ich reklamy. Niemal połowa przyznaje, że nie śledzi dokładnie tego tematu, zaś jedna czwarta deklaruje zainteresowanie wspomnianą kwestią. Większość Polaków jest jednak zdania, że rząd powinien skupić się bardziej na edukacji, a w mniejszym stopniu na zakazach. 65,4% respondentów opowiada się przeciwko wprowadzaniu przez obecny rząd większej liczby zakazów dla obywateli.energetyki zakaz 2

74,6% sądzi, że na stan zdrowia dzieci lepiej wpłynie edukacja i promowanie zdrowego stylu życia, a zaledwie 22,3% wierzy, że skuteczniejsze okażą się zakazy.energetyki zakaz 3

Badanie zostało przeprowadzone przez pracownię Indicator w dniach od 17 do 20 lutego 2023 roku, techniką wywiadów internetowych ze wspomaganiem komputerowym (CAWI), na próbie 600. dorosłych Polaków posiadających dzieci.

Instytut Staszica w stanowisku ogłoszonym 28 lutego br. wskazał, że procedowane regulacje nie osiągną założonego celu. Podkreślono m.in., że uchwalenie wnioskowanych przepisów doprowadzić może do kuriozalnej sytuacji, w której nastolatek nie będzie mógł kupić napoju energetyzującego, ale bez przeszkód zamówi mocną kawę i nabędzie suplement diety, zawierający pobudzające substancje. W ocenie ekspertów Instytutu, w Polsce wdrożono by wówczas najbardziej restrykcyjne prawo w Europie.

Zamiast wprowadzania kontrowersyjnych przepisów, zdaniem Instytutu Staszica należy się skupić na:

  • mobilizacji branży do podjęcia ogólnopolskiej kampanii skierowanej do wszystkich konsumentów, a uświadamiającej zagrożenia związane z nadużywaniem substancji pobudzających, zawartych w napojach,
  • przedyskutowania kwestii zasadności, skuteczności i form regulacji reklamy napojów zawierających kofeinę i taurynę,
  • limitach substancji pobudzających, zawartych w tego rodzaju napojach (kofeiny i tauryny).

Zagrożenia dla dominującej pozycji dolara

Jeszcze nieco ponad dwa lata temu, w sierpniu 2020 roku, Nouriel Roubini[1] – wybitny amerykański ekonomista, człowiek który przewidział światowy kryzys gospodarczy z 2008 roku – stwierdzał w podsumowaniu swojego artykułu dla brytyjskiego Guardiana, że pozycja dolara jest na razie bezpieczna, chociaż w nadchodzących latach i dziesięcioleciach stoją przed nim poważne wyzwania.

Wśród tych wyzwań Nouriel Roubini wymieniał m.in.:

  • wykorzystanie dolara jako broni (z ang. weaponizacja) w ramach sankcji handlowych, finansowych i technologicznych,
  • dywersyfikacja aktywów dolarowych, które mogą zostać objęte sankcjami lub skonfiskowane,
  • tworzenie alternatyw dla prowadzonego przez Zachód systemu rozliczeń międzybankowych SWIFT (Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication),
  • praca nad cyfrowym juanem, który ostatecznie mógłby zostać umiędzynarodowiony
  • monetyzacja[2] przez USA dużych deficytów budżetowych, napędzając w ten sposób duże deficyty zewnętrzne i gwałtowny wzrost inflacji.

Innym ryzykiem dla dolara mogłaby być wg Roubini’ego utrata hegemonii geopolitycznej USA, co jest jednym z głównych powodów, dla których tak wiele krajów w ogóle używa dolara. Nie ma nic nowego w tym, że waluta hegemona jest światową walutą rezerwową. Tak było w przypadku Hiszpanii w XVI wieku, Holendrów w XVII wieku, Francji w XVIII wieku i Wielkiej Brytanii w XIX wieku. Jeśli nadchodzące dziesięciolecia przyniosą to, co wielu już nazwało „stuleciem Chin”, dolar może równie dobrze stracić na wartości wraz ze wzrostem znaczenia juana.

Dwa lata później, w grudniu 2022 roku, oprócz trudnej sytuacji dolara Roubini, wieszczył już pojawienie się „czarnych chmur” nad światową gospodarką. W wypowiedzi dla Financial Times przepowiadał głęboką i przedłużającą się depresję w światowej gospodarce, która według niego spowodowana zostanie zbyt wysokim poziomem długu publicznego. Zauważał, że jednym z najbardziej niebezpiecznych momentów jest to, „że Stany Zjednoczone doświadczają obecnie najwyższej inflacji od 60 lat, która wynosi obecnie 7,1%”. Uważał, że ​​w takich warunkach podwyżki stóp procentowych przez FED[3] „nie mogą skończyć się miękkim lądowaniem”. Ekonomista sugerował, że w Europie jest znacznie gorzej. Wielka Brytania stoi w obliczu stagflacji (połączenie wysokiej inflacji i braku wzrostu gospodarczego), a Bank Anglii przygotowuje się na spowolnienie gospodarcze „co najmniej przez następne pięć kwartałów”.

Teraz, w lutym 2023 roku, w artykule dla Financial Times, Nouriel Roubini prognozuje odejście od dolara, jako największej światowej waluty rozliczeniowej. Prognoza ekonomisty jest tym bardziej szokująca, ponieważ przewiduje, że stanie się to w ciągu zaledwie dziesięciu lat. Do tej pory nikt nie wierzył, że w tak krótkim czasie możliwy jest zmierzch dolarowej epoki. Amerykański noblista z przekonaniem twierdzi jednak, że tak się stanie, głównie za sprawą nasilającej się rywalizacji geopolitycznej między Waszyngtonem, a Pekinem oraz nieuchronnego pojawienia się dwóch konkurujących ze sobą światowych walut rezerwowych. Poza tym dedolaryzacja jest przyspieszana przez kilka czynników, wśród których Roubini wymienia:

  • Po pierwsze, na tle wzmożonej konkurencji geopolitycznej między USA i UE z jednej strony, a Chinami, Rosją i Iranem z drugiej, następuje coraz większego wycofywania dolara z rezerw finansowych, tworzonych dla celów bezpieczeństwa narodowego. Rosja już całkowicie porzuciła dolara i euro w swoich rezerwach, na rzecz złota i juana. Wg Roubini’ego jest to normalna praktyka – banki centralne trzymają środki w walutach tych krajów, z którymi prowadzą najbardziej aktywną wymianę handlową. „Najlepszym tego przykładem jest to, że pod koniec ubiegłego roku Chiny i Arabia Saudyjska przeprowadziły swoją pierwszą transakcję w juanach. Inne kraje mogą pójść w ich ślady” – twierdzi Roubini.
  • Drugim czynnikiem, który zagraża dominacji dolara, są nowe technologie, w szczególności rosnąca rola walut cyfrowych w bankach centralnych. Powstają systemy płatności takie jak Alipay czy WeChat Pay, linie wymiany walut między Chinami, a innymi krajami, systemy rozliczeniowe zastępujące SWIFT. „Może to doprowadzić do stworzenia alternatywnej wielobiegunowej waluty i międzynarodowego systemu płatności” – przewiduje Roubini,
  • Kolejne zagrożenie dla dolara to tzw. dylemat walutowy Triffina. Paradoks Triffina[4] to konflikt interesów gospodarczych między krótkoterminowymi celami krajowymi i długoterminowymi celami międzynarodowymi krajów, których waluty służą jako światowe waluty rezerwowe. Stany Zjednoczone, jako kraj nadający swojej walucie status rezerwy globalnej, mają permanentny deficyt obrotów bieżących. „To ostatecznie podważy jego status jako waluty rezerwowej, ponieważ wzrost jego zobowiązań międzynarodowych stanie się niezrównoważony” – twierdzi Roubini. Amerykańska Rezerwa Federalna aktywnie podnosi podstawową stopę procentową, aby przezwyciężyć wysoką inflację i uniknąć kryzysu. Prowadzi to do tego, że inne kraje, zwłaszcza rozwijające się, również muszą podnosić swoje stopy procentowe, aby zagraniczny kapitał nie zaczął uciekać z kraju, nawet jeśli nie mają problemów z inflacją.

Przewidywania Roubini’ego co do utraty znaczenia dolara, jako dominującej waluty rezerwowej w ciągu dziesięciu lat, to okres niezwykle krótki. To prognoza prawdziwie tektonicznych zmian w systemie światowych finansów. Ekonomiści, którzy również przewidywali spadek znaczenia dolara, sugerowali raczej, że dolar może stopniowo tracić na wartości i nie wierzyli, że może stać się to, tak szybko. Twierdzili nawet, że nie jest to możliwe za naszego życia. Jednak Roubini wydaje się wierzyć, że proces ten może przebiegać znacznie szybciej. Przewiduje, że „nastąpi spadek znaczenia dolara w światowej gospodarce i rezerwach międzynarodowych. Katalizatorem tego procesu może być zarówno rozwój alternatywnych systemów płatności, jak i liberalizacja juana, co przyciągnie więcej inwestorów do chińskiej waluty”.

Zagrożenia dla dolara – przykłady

Warto zadać sobie pytanie – czy znajdujemy w światowych finansach przykłady, które potwierdzałyby, choćby częściowo tezy wyżej wspomnianego, amerykańskiego ekonomisty, finansisty i naukowca. Wydaje się, że takie przykłady pojawiają się coraz częściej, a każdy kolejny, ujawnia coraz to nowe zagrożenia dla pozycji amerykańskiego dolara w systemie światowych finansów. Oto kilka z nich z ostatnich miesięcy:

  • Pod koniec stycznia 2023 r. Brazylia i Argentyna oficjalnie ogłosiły, że są gotowe do stworzenia wspólnej waluty. Oba kraje same deklarują, że chcą pozbyć się silnej zależności od dolara i wzmocnić wzajemny handel. Jednocześnie nowa waluta nie oznacza rezygnacji z własnych walut narodowych. Oba kraje Ameryki Łacińskiej są już częścią bloku handlowego MERCOSUR, a wspólna jednostka rozliczeniowa byłaby logicznym krokiem w kierunku dalszej integracji. Pomysł stworzenia wspólnej waluty w bloku MERCOSUR (Argentyna, Brazylia, Urugwaj, Paragwaj) narodził się dawno temu. Teraz po raz pierwszy oba główne państwa Ameryki Łacińskiej poparły ten pomysł. Brazylia pretenduje w tej unii do roli Niemiec w Unii Europejskiej. Proponuje nazwać nową walutę „sur”, co w tłumaczeniu oznacza „południe”. Na początku będzie to projekt dwustronny, ale planuje się, że dołączą do niego inne kraje Ameryki Łacińskiej i nie tylko. Warto przypomnieć, że Brazylia stoi u początków powstania BRICS, sojuszu w skład którego wchodzą takie potęgi ludnościowe, jak Chiny i Indie, a także Rosja i Afryka Południowa. I to być może, będzie początkiem prawdziwego procesu tworzenia wspólnej waluty, najpierw w ramach regionalnego bloku MERCOSUR, a następnie w ramach BRICS, na wzór euro.
  • 22 grudnia 2022 gazeta Business Standard, poinformowała, że Indie wyraziły zamiar handlu w swojej walucie narodowej – rupiach – z Arabią Saudyjską, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i niektórymi państwami afrykańskimi. Według rozmówców gazety, Indie chcą również, aby rupia stała się bardziej akceptowalną walutą na światowych rynkach finansowych. Poza tym, według indyjskiego wydania The Economic Times, największy potentat w sprzedaży detalicznej w Indiach Reliance Retail, właściciel ponad 15 000 sklepów w tym kraju, rozpoczął wdrażanie płatności w rupiach cyfrowych, e-Rupee. Reliance Retail, to największa sieć sklepów detalicznych w Indiach. Zajmuje 56. miejsce wśród wszystkich głównych światowych detalistów i jest jedynym na liście z Indii.
  • 9 lutego 2023, Pekin wezwał Rijad do rozszerzenia współpracy handlowej i gospodarczej oraz stworzenia strefy wolnego handlu między Chinami, a krajami Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC). Według chińskiego ministra spraw zagranicznych Qin Ganga, cytowanego przez agencję Xinhua, po rozmowie ze swoim saudyjskim odpowiednikiem Faisalem bin Farhanem Al Saudem, obie strony zgodziły się rozwijać współpracę w takich obszarach jak handel i gospodarka, energetyka, infrastruktura, inwestycje, finanse, wysokie technologie. Postanowiono również rozwijać kontakty i koordynację, stale wzmacniać partnerstwo strategiczne między Chinami, a krajami Rady Współpracy Zatoki Perskiej oraz jak najszybciej ustanowić strefę wolnego handlu między Chinami, a krajami GCC[5], wprowadzając m.in. rozliczenia w walutach narodowych.
  • W wielu krajach obserwuje się tendencję do zmniejszania udziału amerykańskiego dolara w ich rezerwach finansowych. Najlepszym przykładem są Chiny, które od stycznia do listopada 2022 r. zmniejszyły wielkość swoich inwestycji w papiery skarbowe[6] Stanów Zjednoczonych o prawie 199 mld USD – z 1,068 bln USD do 870 mld USD. Wartość ta była najniższa od czerwca 2010 r. Wspomniana decyzja Ludowego Banku Chin o ograniczeniu inwestycji w amerykańskie obligacje skarbowe może wynikać z rosnącego popytu na alternatywne waluty, w świetle ryzyka związanego z dolarem. Banki centralne mają świadomość, że w pewnych okolicznościach dolar i euro mogą stać się toksycznymi walutami. Według badania przeprowadzonego przez S&P Global, w połowie 2022 r. Pekin utrzymywał około 56% swoich rezerw w walucie amerykańskiej. W tym samym czasie, w 1995 roku, liczba ta wynosiła około 79%. Jako alternatywę dla inwestycji dolarowych Chiny zaczynają teraz kupować złoto.
  • Z kolei Rosja zdołała przewidzieć możliwość zamrożenia swoich aktywów i w niespełna pięć lat niemal całkowicie wycofała swoje pieniądze z amerykańskiego długu publicznego. Jeśli więc pod koniec 2017 roku Moskwa miała w skarbcach ponad 102 mld dolarów, to w momencie wprowadzenia sankcji w 2022 roku liczba ta wynosiła zaledwie około 2 mld dolarów. Mimo to krajom zachodnim udało się zamrozić około połowy rosyjskich rezerw złoto-walutowych za prawie 300 miliardów dolarów, które ulokowane były w innych niż USA, krajach zachodnich. To z kolei stało się alarmowym sygnałem dla ChRL.

W wyniku wycofywania pieniędzy z obligacji skarbowych rośnie stopa zadłużenia rządu USA, jej utrzymanie staje się dla władz w Waszyngtonie bardziej kosztowne. Prowadzi to do wzrostu deficytu budżetowego w Stanach Zjednoczonych, na pokrycie którego kierownictwo musi uciekać się do kolejnych emisji i podaży pieniądza. W związku z tym w dłuższej perspektywie presja inflacyjna w USA będzie ponownie rosnąć.

Wspólna waluta vs dolar

W ślad za USA większość krajów, jak już zauważył Roubini – niezależnie od swojej sytuacji finansowej – zmuszona jest również podnosić swoje stopy procentowe. W tym kontekście zaobserwować można, iż coraz więcej państw zainteresowanych jest rozliczeniami w walutach narodowych. Trzeba jednak zauważyć, że ten sposób rozliczeń, należy traktować jedynie jako etap przejściowy. W końcu zawsze będą występowały nierównowagi we wzajemnym handlu. Utrzymanie dużej listy walut w bilansach banków centralnych i administrowanie skomplikowanym procesem rozliczeń w wymianie towarowej nie jest łatwe i tanie. W rezultacie nieuniknionym wydaje się zjednoczenie krajów o dużym natężeniu wzajemnego handlu i wspólnych interesach geopolitycznych i stworzenie dla nich wspólnej waluty.

Jednym z najbardziej obiecujących tego typu stowarzyszeń jest BRICS. Stowarzyszenie, które już niedługo ma wyjść poza zaszyfrowaną w swojej nazwie listę państw (prawdopodobnie już w tym roku tj. w 2023, dołączą do niego Iran, Argentyna, Egipt, a być może Arabia Saudyjska i inne kraje). Prace nad stworzeniem wspólnej waluty BRICS już trwają. Trzeba jednak przyznać, że jest to proces długotrwały i bardzo złożony, obejmujący znacznie więcej niż tylko kwestie techniczne. Przede wszystkim powinien wzrosnąć wolumen wzajemnej wymiany handlowej w ramach BRICS. A to oznacza pracę nad przekształceniem łańcuchów produkcyjnych i logistycznych, dokonywaniem wzajemnych inwestycji i tworzeniem alternatywnych narzędzi przepływu i przyciągania kapitału (giełdy) do zachodnich.  Możliwość stworzenia w ramach BRICS jednej ponadnarodowej waluty rozliczeniowej, potwierdził rosyjski minister finansów Anton Siłuanow. „Dzisiaj, jeśli mówimy o takim systemie, możemy mówić o ujednoliconym systemie płatności rozliczeniowych i rozliczeń między zaprzyjaźnionymi krajami. Załóżmy, że będą to kraje BRICS. <…> Waluta rozliczeniowa może być jakąś ponadnarodową jednostką rozliczeniową” – powiedział Siłuanov w podcaście Easy Money na Channel One. Jednak według niego ostateczna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

Rosja i jej anty-dolarowa krucjata

Handel ropą naftową stanowi prawie jedną trzecią handlu wszystkimi surowcami energetycznymi na świecie. Prawie cała sprzedawana ropa jest denominowana w dolarach, co pod wieloma względami czyni ją główną światową walutą rezerwową. Ropę łatwo transportować tankowcami morskimi niemal w dowolne miejsce na świecie, dlatego stała się ona towarem uniwersalnym, którego cena jest maksymalnie zdecentralizowana i wyznaczana przez równowagę podaży i popytu. Ale – co znamienne – ustalana jest w dolarach. Dlaczego to jest ważne? Choćby dlatego, że regulując kurs dolara, który sam w sobie jest nie tylko walutą, ale i towarem, Stany Zjednoczone mogą pośrednio regulować rynki, które wykorzystują dolara do rozliczeń. W tym najważniejszy z tych rynków – rynek ropy naftowej. Powoli, przesuwając kluczową stopę procentową o ułamki procent, dodrukowując lub skupując z rynku dolara, zwiększając i zmniejszając wykup aktywów finansowych, amerykański FED faktycznie kontroluje rynek naftowy (i nie tylko).

Poważne osłabienie pozycji dolara, jeżeli by do niego doszło, musiałoby mieć ogromne negatywne skutki nie tylko dla amerykańskiej gospodarki, ale w ogóle dla pozycji USA w światowej geopolityce. Warto zauważyć, że oprócz obiektywnych, wymienionych przez Noriela Roubini’ego przyczyn osłabienia pozycji dolara, jako głównej waluty rezerwowej, podejmowane są próby celowych działań, które mają w amerykańską walutę uderzyć. Państwem, które od wielu już lat prowadzi wojnę hybrydową z USA, również na polu ekonomiczno-finansowym, jest Rosja. Rosja jest oczywiście zbyt słaba, aby wpływać bezpośrednio na rynki finansowe, a tym samym na pozycję dolara. Jednak będąc znaczącym producentem ropy naftowej, ma pewne możliwości oddziaływania, wykorzystując powiązania amerykańskiego dolara z rynkiem ropy czyli z tzw. petrodolarem. Oczywiście w pojedynkę może zdziałać niewiele, stąd próby zorganizowania szerszej koalicji przeciwko petrodolarowi. A właśnie teraz nadarza się okazja. Na rynku ropy panuje obecnie gorączka i to spowodowana nie tylko zawirowaniami na giełdach. Można mówić o globalnej rekonfiguracji nie tylko zniszczonych sankcjami łańcuchów dostaw, ale i samego mechanizmu cenowego, który wciąż opiera się na petrodolarze.

Rosyjskie władze uważają, że nierozsądnie byłoby nie doceniać siły, jaką dla USA w realiach globalnego konfliktu, stanowią dolarowe notowania cen ropy. Dlatego próbują tę sytuację zmienić, zachęcając do reformy naftowego rynku innych wpływowych eksporterów i importerów ropy. Niewiele osób zwróciło uwagę na oświadczenie szefa Rosniefti[7] Igora Sieczina z 9 lutego 2023 r., wygłoszone podczas forum India Energy Week w Bangalore. Sieczin zapowiedział możliwość rezygnacji z transakcji terminowych na rosyjską ropę. Niby niewiele znaczące stwierdzenie, ale oznacza podjęcie działań, które mogą być prologiem do stworzenia mechanizmów cenowych, które do minimum zredukują dominację dolarowych płatności za surowce energetyczne. W dalszym ciągu swojej wypowiedzi w Bangalore, nawiązując do obecnej sytuacji na rynku ropy, szef „Rosniefti” stwierdził, że „Jeśli rosyjska ropa nie będzie postępować na rynek europejski, to nie można mówić o kształtowaniu w Europie jej ceny referencyjnej. Ceny referencyjne będą kształtować się tam, gdzie faktycznie trafiają odpowiednie ilości ropy” (czyli na rynkach azjatyckich). A co to oznacza?

Cena referencyjna to cena, jaką kierują się sprzedający i kupujący ropę przy zawieraniu kontraktów. Ceny te, w tym dla rosyjskiej klasy ropy Urals, są jak dotąd ustalane przez agencję cenową Argus (prywatna firmy z brytyjską rezydencją) na podstawie notowań w portach europejskich, w szczególności w porcie w Rotterdamie. Od listopada 2022 roku, przed wejściem w życie embarga na dostawy do UE rosyjskiej ropy drogą morską, Argus zaczął uwzględniać w notowaniach ropy w rosyjskich portach Primorsk, Ust-Ługa i Noworosyjsk, koszty frachtu, opłat portowych i ubezpieczenia. Notowania Argusa były z kolei brane pod uwagę przez rosyjskie Ministerstwo Finansów i Federalną Służbę Podatkową Rosji przy naliczaniu podatków firmom naftowych.

Rosja oceniła, że taka sytuacja jest dla niej nie do przyjęcia i postanowiła zmienić reguły gry na rynku ropy. Prezydent Putin polecił rządowi opracować do 1 marca 2023 roku zmianę metodologii obliczania cen ropy i produktów ropopochodnych dla potrzeb podatkowych, w celu jak to określono „zminimalizowania negatywnego wpływu na dochody budżetu federalnego”. Jednak faktycznie, wprowadzane przez Rosję zmiany mają posłużyć jeszcze kilku innym celom, które wstępnie sygnalizował Sieczin:

  • Po pierwsze, rzeczywiście zrewidowana metodologia obliczeń cen ropy może służyć bardziej sprawiedliwej ocenie kosztów ropy, a także dodatkową zachętą dla koncernów paliwowych do zmniejszania rabatów w kontraktach. W przypadku braku cen referencyjnych istnieje możliwość niedoszacowania cen kontraktowych i w efekcie niedoszacowania podstawy opodatkowania, co szkodzi budżetowi.
  • Po drugie, polecenia prezydenta Rosji i inicjatywy Sieczina mogą zainicjować wypracowanie mechanizmu wyceny rosyjskiej ropy w oparciu o notowania w portach chińskich i indyjskich, do których już wpływają jej znaczne ilości. Notowania cen ropy i produktów ropopochodnych na nowych zasadach, to sposób na długoterminową legalizację rosyjskich dostaw wbrew wszelkim zachodnim sankcjom. Ponadto stworzenie alternatywnych do istniejących, mechanizmów cenowych będzie znaczącym wzmocnieniem przejścia w rozliczeniach handlowych na waluty narodowe – juana, ruble i rupie. I od tego momentu jest już dużo bliżej do stworzenia uniwersalnej waluty krajów BRICS, powiązanej m.in. z ekwiwalentem ropy naftowej.
  • Po trzecie, wycofując rosyjską ropę z zachodniego systemu cenowego, Rosja przyczynia się do przyspieszonego niszczenia tego systemu. Rosyjska ropa stanowi 8-10% światowego handlu tym surowcem. Ceny na rosyjski surowiec, ustalane poza Europą, nie mogą nie być brane pod uwagę przy ustalaniu cen na rynkach światowych – po prostu ze względu na charakter podaży i popytu. Kupuje się tam gdzie jest taniej, albo cena ropy na innych rynkach zostanie zbliżona do tej, korzystnej dla klienta.

Niebezpieczeństwo dla petrodolara tkwi w tym, że coraz wyraźniej można sobie wyobrazić, że Arabia Saudyjska, a nawet cały OPEC przyłączają się do nowego mechanizmu cenowego? Wtedy w Rotterdamie w zasadzie nie będzie notowań cen ropy. Notowania te zostaną przeniesione, na przykład do chińskiego portu Ningbo-Zhoushan lub indyjskiego portu imienia Jawaharlala Nehru.

A co by było, jeśli nowe mechanizmy ustalania cen ropy zostałyby następnie rozszerzone na inne surowce – węgiel, stal, aluminium, nawozy mineralne? Można się obawiać, że jeśli takich „jeśli”, wbijających gwoździe w trumnę globalnego systemu dolarowego, byłoby wiele, to wśród rodzących się potęg ekonomicznych może pojawić się pytanie – dlaczego nie zastąpić wygodnego Zachodowi systemu stosunków finansowych z Bretton Woods, nowym wygodnym dla nas systemem – na przykład systemem finansowym z Bangalore?

Amerykańskie reakcje

Amerykańscy ekonomiści mają świadomość pojawiających się zagrożeń. Podsumowując przedstawione wyżej, niebezpieczne dla dolara, sytuacje na rynkach finansowych, warto zacytować Paula Craiga Roberts’a, pracownika Białego Domu w administracji prezydenta Ronalda Reagana. W artykule na swojej stronie internetowej twierdzi on, że odejście krajów eksporterów ropy naftowej od rozliczeń w dolarach USA czyli odejście od tzw. petrodolara będzie miało poważny negatywny wpływ na wartość amerykańskiej waluty i doprowadzi do katastrofalnych wydarzeń w Stanach Zjednoczonych. Według Roberts’a niedawne oświadczenie Arabii Saudyjskiej, że Rijad jest gotowy do przyjmowania płatności za ropę w walutach innych niż dolar, ma ogromne znaczenie dla USA. Koniec petrodolara będzie miał poważny negatywny wpływ na wartość amerykańskiej waluty, a także na inflację i stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych. Według Roberts’a, pozycję dolara osłabiła polityka finansowa Waszyngtonu ostatnich lat, w tym polityka zamrażania aktywów i nakładania sankcji finansowych i ekonomicznych. To spowodowało, że coraz więcej krajów wyraża chęć wykorzystania walut narodowych w handlu międzynarodowym, aby nie być zależnym od ewentualnych zagrożeń ze strony Stanów Zjednoczonych. Jako największe zagrożenie Robert’s uważa: „ewentualną rezygnację Arabii Saudyjskiej z petrodolara, co obniży popyt na amerykańską walutę i wartość dolara. Taki rozwój sytuacji nazwał poważnym zagrożeniem dla potęgi Waszyngtonu i siły finansowej amerykańskich banków”.

Aby temu przeciwdziałać amerykańskie władze szukają nowych rozwiązań finansowych i prawnych. Na przeszkodzie stoi jednak niemożność opanowania przez administrację coraz bardziej rozdętych wydatków budżetowych, prowadząca do rekordowych wartości zadłużenia. Nic więc dziwnego, że w Waszyngtonie uciekają się do coraz bardziej radykalnych pomysłów. Do takich można zaliczyć ideę części urzędników z administracji prezydenta USA Joe Bidena oraz przedstawicieli Partii Demokratycznej, którzy rozważają możliwość emisji i wykorzystania platynowych monet o nominale 1 biliona USD w przypadku potencjalnego bankructwa gospodarki kraju. Zgodnie z ich planem, Skarb Państwa wybiłby monetę o wartości 1 biliona dolarów i zdeponował w Rezerwie Federalnej (FED), a uzyskane za nią pieniądze, wykorzystał na pokrycie wydatków rządowych. Pomysł ten został chłodno przyjęty przez sekretarz skarbu USA Janet Yellen, która stwierdziła, że nawet jeśli jednostka monetarna zostanie wyemitowana, kierownictwo Systemu Rezerwy Federalnej USA (FED) najprawdopodobniej jej nie zaakceptuje (wg The Wall Street Journal).

Litaratura:

  1. Nouriel Roubini, Is this the end of the road for dollar dominance? https://www.theguardian.com/business/2020/aug/25/is-this-the-end-of-the-road-for-dollar-dominance
  2. Nouriel Roubini, A bipolar currency regime will replace the dollar’s exorbitant privilege, https://www.ft.com/content/e03d277a-e697-4220-a0ca-1f8a3dbecb75
  3. Nouriel Roubini: ‘I hope I didn’t depress you too much’, https://www.ft.com/content/b86825e3-5e34-4817-801f-0e0c190bcbbb
  4. Brian Evans, China’s yuan will end US dollar dominance and create a bipolar currency system in the next decade, says 'Dr. Doom’ Nouriel Roubini, Feb 7, 2023, https://www.businessinsider.in/cryptocurrency/news/chinas-yuan-will-end-us-dollar-dominance-and-create-a-bipolar-currency-system-in-the-next-decade-says-dr-doom-nouriel-roubini/articleshow/97668304.cms
  5. Artur Balicki, Dylemat Triffinawe współczesnym międzynarodowymsystemie walutowym, Szkoła Główna Handlowaw Warszawie, https://www.ue.katowice.pl/fileadmin/_migrated/content_uploads/12_A.Balicki_Dylemat_Triffina_we_wspolczesnym….pdf
  6. Владимир Цегоев, Ксения Чемоданова, Подальше от доллара: почему Китай активно выводит деньги из госдолга США, 19 января 2023, https://russian.rt.com/business/article/1099331-kitai-ssha-gosdolg-investicii
  7. Ярослав Бодряшкин, Крупнейший ритейлер Индии Reliance Retail начал принимать платежи в цифровой рупии, https://www.gazeta.ru/business/news/2023/02/02/19646029.shtml
  8. Глеб Простаков, Россия собирает крестовый поход против нефтедоллара
  9. 10 февраля 2023, https://vz.ru/opinions/2023/2/10/1198354.html

Autorzy: Robert Nogacki – partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] Nouriel Roubini (ur. 29 marca 1958 w Stambule) – jest profesorem ekonomii w Stern School of Business na Uniwersytecie Nowojorskim uraz kieruje firmą konsultingową Roubini Global Economics. Pracował dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Rezerwy Federalnej USA i Banku Światowego. Reprezentuje nurt nowej ekonomii keynesowskiej. Przewidział załamanie na amerykańskim rynku nieruchomości i recesję, jaka po nim nastąpiła w 2008 roku. Z tego powodu w 2009 roku magazyn Foreign Policy umieścił go na 4. miejscu na liście 100 najważniejszych myślicieli na świecie.

[2] monetyzacja – oznacza zamianę aktywów rzeczowych lub finansowych na prawny środek płatniczy. Zazwyczaj odnosi się do wybijania monet lub drukowania banknotów przez banki centralne.

[3] FED – System Rezerwy Federalnej, zwyczajowo Rezerwa Federalna, w skrócie Fed − bank centralny Stanów Zjednoczonych. Fed został utworzony na podstawie ustawy o Rezerwie Federalnej z 1913 roku. Ustawa była wielokrotnie nowelizowana, najistotniejsze zmiany wprowadzono w latach 1933 i 1935 oraz w roku 2010.

 

[4] Robert Triffin, obserwując rosnące amerykańskie deficyty stwierdził, że ówczesny system wcale nie gwarantował upragnionej po wojnie stabilności. Jako pierwszy zauważył on, iż dodatkowa płynność w postaci nadpodaży dolarów pociąga za sobą deficyty na rachunku obrotów bieżących w bilansie płatniczym Stanów Zjednoczonych, a w miarę narastania deficytów zwiększa się również suma zobowiązań pieniężnych Stanów Zjednoczonych wobec reszty świata. Miarą tych zobowiązań były rosnące rezerwy dolarowe zagranicznych banków centralnych w Europie i Japonii. Powojenny niedobór dolarów przekształcił się w nadmiar dolarów (dollar glut). Nawarstwiające się deficyty oraz wzrost inflacji w USA, który spowodowany był wzmożonymi wydatkami z tytułu wojny w Wietnamie oraz ekspansywną polityką monetarną i fiskalną sprawiły, iż w latach 60. aktywa denominowane w dolarach straciły 40% swojej wartości nabywczej8 . Zagraniczne banki centralne stopniowo zaczęły tracić zaufanie do dolara i w konsekwencji zaczęły wymieniać swoje rosnące rezerwy dolarowe na amerykańskie zapasy złota. Nie chcąc dopuścić do całkowitej utraty rezerw, prezydent Nixon 15 sierpnia 1971 roku zawiesił wymienialność dolara na złoto. Tym samym system z Bretton Woods przestał istnieć, zupełnie tak jak przewidywał Robert Triffin dekadę wcześniej.

[5] GCC – Rada Współpracy Zatoki (ang. Gulf Cooperation Council – w skrócie GCC), nazywana również Radą Krajów Zatoki. W jej skład wchodzi 6 państw: Arabia Saudyjska, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

 

[6] Amerykańskie obligacje skarbowe to instrumenty dłużne gwarantowane przez rząd Stanów Zjednoczonych. Różne państwa kupują te papiery wartościowe po określonej cenie, a następnie uzyskują z nich stały dochód. Innymi słowy, posiadacze obligacji rządowych pożyczają swoje pieniądze gospodarce Stanów Zjednoczonych.

[7] Rosnieft – rosyjski państwowy koncern działający w branży petrochemicznej. Głównym akcjonariuszem spółki jest Rząd Federacji Rosyjskiej, posiadający 75,16% akcji, 15% akcji znajduje się wolnym obrocie.

Victoria Dom pozyskała ponad 50 mln zł z emisji obligacji

Victoria Dom zakończyła prywatną emisję trzyletnich obligacji korporacyjnych o wartości 50,2 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na zasilenie kapitału obrotowego oraz refinansowanie poprzednich transz obligacji. Zarząd dewelopera zakłada, że w ramach działalności na rynku polskim i niemieckim rozpozna w tym roku przychody na poziomie powyżej 1 mld zł.

Deweloper Victoria Dom zakończył kolejną emisję obligacji korporacyjnych.  Inwestorzy objęli trzyletnie papiery dłużne o łącznej wartości 50,2 mln zł. Zarząd spółki będzie się ubiegał o wprowadzenie obligacji nowej emisji do obrotu na rynku Catalyst.

„Inwestorzy, do których skierowana została nowa emisja, za nowe papiery zapłacili częściowo gotówką. Pozyskany w ten sposób kapitał obrotowy zostanie wykorzystany na finansowanie nowych projektów i zakup nowych gruntów. Zdecydowana większość zaoferowanych teraz obligacji opłacona została natomiast wcześniej wyemitowanymi obligacjami o terminach zapadalności następujących w maju, lipcu i październiku tego roku oraz czerwcu przyszłego roku” – powiedział Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Victoria Dom S.A.

Ustalony z reguły trzyletni okres zapadalności obligacji wynika ze standardowego cyklu inwestycyjnego uwzględniającego okres od zakupu działki, poprzez przygotowanie projektu, uzyskanie pozwolenia, realizacji budowy i sprzedaży lokali, aż do zakończenia inwestycji.

Zarząd Victoria Dom z optymizmem patrzy na kolejne okresy. „Obserwujemy ożywienie w naszych biurach, które powinno przełożyć się również na odbicie sprzedaży w porównaniu z poprzednimi okresami. Na zwiększenie zainteresowania klientów pozytywny wpływ ma z pewnością planowane uruchomienie rządowego programu wspierającego zakupu nowego mieszkania. Dlatego systematycznie uruchamiamy nowe projekty i kolejne etapy naszych popularnych inwestycji dopasowują ofertę do potrzeb i oczekiwań klientów” – podkreślił Waldemar Wasiluk.

Deweloper zakłada w tym roku znaczne zwiększenie liczby przekazywanych nowych mieszkań. „W bieżącym roku planujemy oddać do użytkowania około 2 tys. mieszkań, czyli blisko połowę więcej niż w zeszłym roku. W efekcie w ramach polskiego i niemieckiego rynku zakładamy rozpoznanie przychodów na poziomie powyżej 1 mld zł” – dodał Wiceprezes Victoria Dom S.A.

Columbus podsumował 2022 r.

W 2022 r. Grupa Columbus Energy osiągnęła 598,1 mln zł przychodów. Mimo ujemnej wartości EBITDA, Zarząd Spółki kwalifikuje te wyniki jako inwestycję w stabilizację biznesu na kolejne lata.

Zgodnie z opublikowanym raportem rocznym, w minionym roku przychody Grupy Columbus osiągnęły wartość 598,1 mln zł, czyli tylko o 15 proc. mniej niż w 2021 r., który jest uważany za rekordowy w branży fotowoltaicznej. Wynik EBITDA Grupy wyniósł -54 mln zł, jednak EBITDA skorygowana wyniosła -42 mln zł. Zarząd Columbus podkreśla, iż wyniki za 2022 r. są mocno obciążone kosztami, na które składały się m.in. odsetki, prowizje i opłaty na rzecz zmian struktury finansowania, ale też odpisy i rezerwy. Wspomniane koszty osiągnęły łączną wartość 62 mln zł, co znacznie wpłynęło na końcowy wynik Grupy.

– W ciągu ostatnich 12 miesięcy z rynku fotowoltaicznego zniknęło, bądź przebranżowiło się ponad 90% firm. Pozostało kilka większych podmiotów i rozdrobniony rynek instalatorów lokalnych. Podsumowując wynik finansowy, warto więc zapytać, czy koszt, jaki ponieśliśmy w 2022 r., był wart znalezienia się w miejscu, w którym obecnie jesteśmy. Inaczej ujmując, czy inwestycja dziesiątków milionów złotych w to, aby 90% naszej konkurencji na rynku fotowoltaiki zniknęła, była dobrą inwestycją? Uważamy, że tak – twierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Obecnie Columbus posiada powyżej 15% udziałów w rynku fotowoltaiki (biorąc pod uwagę pierwszy kwartał 2023 r.) i ponad 30% w rynku magazynów energii dla domów. Dzięki dywersyfikacji struktur sprzedaży, podzielonej na sprzedaż własną oraz sprzedaż przez Columbus Elite i Votum Energy, aktualnie Grupa montuje 700-800 instalacji dla domów miesięcznie. Jak twierdzi Zarząd Spółki, Columbus ma ambicje podwoić ten wynik w najbliższych miesiącach i dojść do 30% udziału w rynku domowej fotowoltaiki.

Jednym z sukcesów Columbus w minionym roku było rozpoczęcie działalności w Republice Czeskiej, gdzie zaoferowano fotowoltaikę, magazyny energii, pompy ciepła i ładowarki do samochodów elektrycznych dla klientów indywidualnych i biznesowych.

– Nie tylko weszliśmy na ten rynek, ale już znaleźliśmy się w top 5 firm rynku czeskiego, a w 2023 r. chcemy wejść na podium. W samym pierwszym kwartale 2023 r. na rynku czeskim zamontujemy ok. 300 instalacji fotowoltaicznych wraz z magazynami energii, których wartość obrotu szacujemy na 30 mln zł, z solidną EBIDTA. Model wypracowany w Czechach chcemy zreplikować na Słowację w drugim kwartale 2023 r. w ramach umowy JV z naszymi czeskimi wspólnikami. Rozważamy też podobny model w kolejnych krajach. W Polsce tworzyliśmy rynek fotowoltaiki od początku, przechodząc przez jego wzrost, historyczny boom, następnie jego załamanie i obecnie stabilizację. Wiemy jak zarządzać każdym z tych okresów i dostosować organizację do skrajnie różnych wyzwań, dlatego chcemy wykorzystać tę wiedzę na innych rynkach europejskich – komentuje Dawid Zieliński.

Kolejnym, ważnym wydarzeniem 2022 r. było wejście Columbus na rynek wielkoskalowych magazynów energii. Spółka posiada jeden z największych portfeli projektów magazynów energii z warunkami przyłączenia. Budowa i zarządzanie wielkoskalowym magazynem energii to kluczowa kompetencja, która w przyszłości będzie niezbędna na rynku energetyki. Tę kompetencję Columbus buduje wewnątrz własnych struktur i w przyszłości chce z niej uczynić znaczącą przewagę konkurencyjną Grupy.

– Rynek mocy gwarantuje bankowalność projektów i jest w stanie spłacić większość nakładów inwestycyjnych. Bez magazynów energii polski rynek energetyczny praktycznie nie ma szans na stabilne funkcjonowanie. Będziemy potrzebować ponad 10 GW mocy magazynów energii, aby zbilansować strukturę miksu energetycznego kraju. Magazyny energii na świecie świadczą wiele usług systemowych, na których solidnie zarabiają. Jeszcze nie podjęliśmy decyzji strategicznej, czy będziemy sami budować magazyny, czy zaprosimy inwestora strategicznego, ale inwestycje w te trzy magazyny energii to ponad 4 mld zł w horyzoncie 3-5 lat – twierdzi Prezes Columbus.

Warto przypomnieć, że Columbus jest na finiszu procedury przeniesienia notowań na główny parkiet GPW. Dnia 14 marca KNF zatwierdziła prospekt emisyjny Spółki. Po publikacji raportu rocznego, nastąpi suplementacja prospektu o wyniki roczne, a następnie w ciągu kilku tygodni zostanie wyznaczona data przeniesienia notowań na główny parkiet.

– Rok 2022 był dla nas lekcją pokory oraz manewrowania między dużymi wyzwaniami, a szansami rynkowymi. Mamy nadzieję, że 2023 r. przyniesie stabilizację w sprzedaży bezpośredniej w Polsce, rozwój naszej działalności poza Polską, ale również kontynuację inwestycji w farmy fotowoltaiczne i magazyny energii. W bieżącym roku na pewno zakontraktujemy budowę pierwszego magazynu energii. Być może już po pierwszym kwartale odbudujemy bilans, czyli zdolność do finansowania inwestycyjnego i obrotowego, co z kolei przyniesie nam oddech i czas na rewizję strategii – dodaje Dawid Zieliński.

Blisko 40 proc. Polaków spożywa mięso 2-3 razy w tygodniu. 33 proc. jada je nawet 4-6 razy tygodniowo

Mięso wciąż stanowi ważną pozycję w menu Polaków. Prawie czterech na dziesięciu badanych sięga po nie zazwyczaj 2-3 razy w tygodniu. Co trzecia osoba robi to nawet 4-6 razy w tym czasie. Na co dzień rodacy wybierają drób i wieprzowinę, ale ważne miejsca na liście zakupowej zajmują też ryby i owoce morza. Z kolei wołowina plasuje się wysoko w kategorii mięs jadanych od czasu do czasu. Natomiast dziczyzna i jagnięcina są rzadko wybierane przez konsumentów. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania Kantar Polska i Grupy BLIX, przeprowadzonego na próbie blisko 1,8 tys. konsumentów.

Na co dzień i okazyjnie

Mięso wciąż zajmuje istotne miejsce w diecie Polaków. Jednak widać dużą polaryzację stanowisk co do częstotliwości konsumowania go. Ci, którzy jedzą mięso często, sięgają po nie zazwyczaj 2-3 razy w tygodniu (38% badanych) albo nawet 4-6 razy w ciągu 7 dni (33% wskazań). Jest też stosunkowo nieduża grupa osób rzadko konsumujących mięso – raz w tygodniu (7%), 2-3 razy w miesiącu (3%) czy raz w miesiącu (1%).

– Spożycie mięsa w Polsce pozostaje na stosunkowo wysokim poziomie. Zdecydowana większość ankietowanych, tj. 89%, konsumuje je przynajmniej kilka razy w tygodniu. Wyniki te są zgodne z ogólnymi trendami w Europie, gdzie jedzenie mięsa pozostaje stabilne lub nieznacznie maleje. Jednakże, co może stanowić pewne zaskoczenie, to fakt, że tylko 10% ankietowanych w ogóle nie spożywa mięsa. To pokazuje, że nadal jest ono ważnym elementem diety Polaków – komentuje Marcin Lenkiewicz, ekspert rynku retailowego z Grupy BLIX.

Te wyniki nie powinny dziwić, co podkreśla Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. Ekspert dodaje, że polskie społeczeństwo jest przyzwyczajone do obecności mięsa w codziennej diecie. Weganizm czy wegetarianizm deklaruje nie więcej niż 3-4% społeczeństwa. Wartość rynku mięsnego w Polsce szacuje się na 77 mld zł, a sektor zamienników mięsa według różnych danych waha się od 600 do 900 mln zł. Udział tego ostatniego w sprzedaży nie przekracza 1% i nic nie wskazuje na to, aby to się miało zmienić. Oczywiście, rynek ten będzie rósł, bo jest jeszcze nisza do zapełnienia, ale po dotarciu do poziomu 2-3% osiągnie szklany sufit.

– To, że ankietowani spożywają mięso w różnych ilościach i z niejednakową częstotliwością, może wskazywać na tendencję do ograniczania jego spożycia. A jednak 18% ankietowanych przyznaje się do codziennego jedzenia mięsa. To oznacza, że wciąż istnieje znaczna grupa konsumentów, dla których jest ono podstawą diety – dodaje Lenkiewicz.

Na sposób i częstotliwość jedzenia mięsa wpływają także okoliczności, w jakich częściej lub rzadziej po nie sięgamy. W badaniu konsumenci wskazywali sytuacje, w których spożywają je najczęściej i najrzadziej (według skali, w której „1” oznacza „nigdy”, a „5” – „bardzo często”). Respondenci robią to przede wszystkim przy specjalnych okazjach (np. świątecznych) – 4,15, podczas spotkań w plenerze (np. przy grillu) – 4,06, a także w domach – 3,95. Rzadziej jedzą mięso w czasie spotkań ze znajomymi czy z rodziną – 3,84, w restauracjach – 3,61, a także w barach szybkiej obsługi – 2,90. Według prezesa Zarzeckiego, te wyniki pokazują, jak silnie zakorzenione jest mięso w naszym społeczeństwie. Jednak w restauracjach czy barach często wybieramy inne produkty, np. pizzę czy sałatki. Nie wynika to z poszukiwania potraw bezmięsnych, ale z chęci zjedzenia czegoś innego niż w domu. Często jest to także wybór spowodowany ceną.

– Taki rozkład okoliczności wskazuje, że na co dzień mięso jest obecne w diecie, jednak nie jest najważniejszą składową posiłków. Za to przy wydarzeniach, które mają charakter odświętny, jest już jej nieodłącznym elementem. Niska częstotliwość spożywania produktów mięsnych w barach wśród smart shopperów może wiązać się z przekonaniem o słabszej jakości mięsa w takich miejscach. A wiemy, że jego jakość i zdrowy wygląd są dla tych osób ważnym aspektem – komentuje Patrycja Jedlińska z Grupy BLIX.

Drób i wieprzowina pierwszym wyborem

Respondenci wskazali też, które rodzaje mięsa spożywają najczęściej. Drób (78%) i wieprzowina (40%) zdecydowanie dominują w odpowiedziach. Ryby i owoce morza preferuje 17% badanych, wołowinę – 9%, a dziczyznę oraz cielęcinę – 1%.

– Drób jest delikatnym i mało wymagającym mięsem w przygotowaniu posiłków. Wieprzowina za to ma w Polsce wielu zwolenników również dlatego, że wyrabia się z niej bardzo dużo wędlin, kiełbas i kabanosów. Na stosunkowo niskie spożycie wołowiny może mieć wpływ jej wyższa cena, w porównaniu z drobiem czy wieprzowiną. Konsumenci, którzy dbają o zdrowy styl życia i ekologię, mogą nie wybierać jej za często ze względu na wysoką kaloryczność oraz różnego rodzaju kontrowersje związane z warunkami hodowli bydła – komentuje Jedlińska.

Marcin Lenkiewicz zwraca jednak uwagę na rozbieżności między deklaracjami badanych, a twardymi danymi. – Jeżeli chodzi o faktyczną konsumpcję, a nie deklaracje, to drób plasuje się na drugim miejscu (27-28 kg na osobę rocznie). Wieprzowina pomimo tego, że jest wolumenowo najwięcej konsumowana, to w percepcji respondentów jest na drugim miejscu. Może to być związane z mniejszą częstotliwością konsumpcji niż w przypadku drobiu – tłumaczy ekspert.

Drób (75%), wieprzowina (63%) oraz ryby i owoce morza (53%) pojawiają się na czołowych miejscach także w rankingu konsumowanych od czasu do czasu rodzajów mięsa. Stosunkowo dużo osób przyznaje, że okazjonalnie sięga po wołowinę (43 proc.). Częściej niż w odpowiedziach na pytanie o często spożywane rodzaje mięs pojawiają się inne pozycje, takie jak np. dziczyzna (8%), baranina (5%) lub jagnięcina (3%).

– Producenci mięs, takich jak wołowina, cielęcina i dziczyzna, będą musieli stosować bardziej agresywne strategie marketingowe, aby zwiększyć sprzedaż. Handel mięsem może dostosować swoją ofertę do preferencji shopperów, aby przyciągnąć bardziej zróżnicowane grupy konsumentów – uważa Marcin Lenkiewicz.

W opinii prezesa Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, wybór spożywanego mięsa zależy od jego ceny, łatwości przygotowania czy znajomości przepisów. Pozycje drobiu i wieprzowiny nie powinny więc w tym przypadku dziwić. Z kolei wołowina jest traktowana jako produkt premium. W Polsce statystycznie zjadamy jej ok. 4 kg na osobę, a ryb – ok. 12 kg. Według eksperta, jeżeli zapytamy konsumenta, jakie potrawy zna lub potrafi przyrządzić z wołowiny, to najczęściej pojawiają się 3 odpowiedzi, tj. stek, burger i ewentualnie gulasz. Wynika to z małej wiedzy na temat tego mięsa.

One2tribe SA z przychodami ze sprzedaży na poziomie 3,5 mln zł netto oraz prawie 0,7 mln zł EBITDA w czwartym kwartale 2022 r.

Notowana na rynku NewConnect spółka One2tribe w ostatnim kwartale 2022 r. wypracowała ponad 3,5 mln zł netto jednostkowych przychodów, prawie 0,7 mln zł EBITDA oraz ponad 0,2 mln zysku netto. W całym 2022 roku jednostkowe przychody netto ze sprzedaży wyniosły prawie 9,4 mln zł, natomiast  EBITDA przekroczyła 1,7 mln zł. Zarząd, mając na względzie aktualne trendy związane z technologią sztucznej inteligencji, widzi duże możliwości rozwoju spółki w tym zakresie.

– Czwarty kwartał ub. r. charakteryzował się zwiększeniem naszej działalności po stronie klientów, co ma bezpośrednie przełożenie na wzrost obrotów w spółce. Część naszych kampanii, które rozpoczęliśmy w ostatnich miesiącach 2022 r., zostanie w pełni rozliczona dopiero na początku tego roku. Miało to miejsce m.in. z nowymi klientami, jak IKEA, gdzie użytkownicy mogli korzystać z platformy Tribeware od listopada 2022 r. Mając na względzie rosnące zapotrzebowanie na nasze usługi oraz zadowolenie obecnych klientów z efektów współpracy, widzimy dalsze możliwości rozwoju spółki – informuje Radosław Sosnowski, prezes zarządu One2tribe SA.

W okresie od października do grudnia 2022 r. One2tribe SA wypracowała ponad 3,5 mln zł jednostkowych przychodów netto ze sprzedaży, w porównaniu do zerowych wyników  w analogicznym okresie ub. roku. W raportowanym okresie spółka osiągnęła 0,2 mln zł zysku netto wobec 1,2 mln zł straty r/r. EBITDA w czwartym kwartale ub.r. wyniosła prawie 0,7 mln zł, podczas gdy rok wcześniej na tym poziomie wyniku odnotowała 1,2 mln zł straty. Tak duże rozbieżności spowodowane są marginalnymi wynikami JWA SA przed połączeniem z One2tribe sp. z o.o.

Skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży na poziomie Grupy Kapitałowej w czwartym kwartale 2022 roku wyniosły prawie 3,5 mln zł, odnotowano stratę netto na poziomie 0,2 mln zł, a EBITDA osiągnęła niemal 0,5 mln zł. Narastająco, przychód ze sprzedaży netto Grupy za okres 12 miesięcy ub. r. wyniósł prawie 9,2 mln zł.

One2tribe planuje wykorzystać aktualne trendy technologiczne na rynkach światowych
i zintensyfikować swoje działania w obszarze sztucznej inteligencji (AI).

Z zadowoleniem obserwujemy wzrost popularności szeroko pojętej sztucznej inteligencji. Sami mamy wieloletnie doświadczenie w obszarze wykorzystywania technologii maszynowego uczenia w ramach naszej działalności. Planujemy integrację rozwiązań generatywnej AI (takich jak ChatGPT) z naszymi algorytmami i dalszego wykorzystania w działalności One2tribe. Prowadzimy również w tym zakresie kolejne własne projekty rozwojowe, które niewątpliwie zwiększą zainteresowanie naszymi usługami oraz ekspozycję spółki na nowe rynki – podsumowuje Wojciech Ozimek, wiceprezes One2tribe SA.

One2tribe oferuje narzędzia do zarządzania wydajnością i motywowania pracowników, wykorzystując dane i algorytmy, a także rozwiązania psychologii behawioralnej. Głównym produktem firmy jest platforma Tribeware, która łączy w sobie następujące funkcje: planowanie zadań, przydzielanie zadań pracownikom i kontrolowanie ich realizacji oraz systemu e-commerce do dystrybucji nagród. Z aplikacji o cechach systemu motywacyjnego korzysta obecnie ponad 80 tys. użytkowników na 7 rynkach (Polska i kraje arabskie). Są to głównie firmy z branży sprzedaży detalicznej (retail), farmaceutycznej oraz finansowej. Wśród największych klientów można wyróżnić takie marki jak Lidl, Sanofi, Bayer, Play czy Vision Express.

Contec S.A. pozyskał od inwestorów blisko 50 mln złotych

Spółka Contec S.A., która zajmuje się odzyskiwaniem surowców przemysłowych ze zużytych opon, pozyskała blisko 50 mln zł (10 mln euro). Środki te zostaną przeznaczone na rozbudowę instalacji, co pozwoli na zwiększenie wydajności szczecińskiej fabryki Contec niemal trzykrotnie. Pieniądze wyłożą dwaj inwestorzy – HiTech ASI, fundusz corporate venture capital Banku Gospodarstwa Krajowego oraz Warsaw Equity Group, który jest większościowym akcjonariuszem. 

Contec S.A. inwestuje w zwiększenie mocy przerobowych

Lead Investorem rundy jest HiTech ASI, którą zarządza VINCI – spółka zależna Banku Gospodarstwa Krajowego. Drugim inwestorem jest większościowy akcjonariusz – Warsaw Equity Group. Pozyskane środki (w podziale na: 8 mln euro – HiTech ASI oraz 2 mln euro – Warsaw Equity Group) zostaną wykorzystane na zwiększenie mocy przerobowych zakładu. Po sfinalizowaniu prac Contec będzie mógł nominalnie przetwarzać 33 tys. ton zużytych opon rocznie – to aż trzykrotnie więcej niż jest to możliwe przy wydajności dzisiejszej instalacji. Ponadto modernizacja zwiększy możliwości produkcyjne oleju popirolitycznego oraz odzyskanej sadzy technicznej.

Zakończenie rozbudowy instalacji w Szczecinie planowane jest w pierwszej połowie 2024 roku. Dodatkowo Contec prowadzi obecnie analizy związane z poszukiwaniem optymalnych lokalizacji pod budowę kolejnych zakładów w Europie.

Contec S.A. znacząco redukuje ślad węglowy dzięki autorskiej technologii

Contec odzyskuje materiały przemysłowe ze zużytych opon stosując autorską technologię pirolizy Molten. Jest to unikatowe w skali światowej rozwiązanie, które do rozgrzania reaktora, w którym zachodzi proces pirolizy wykorzystuje mieszaninę ciekłych soli. Prace nad rozwiązaniem trwały pięć lat, a spółka zaangażowała w pracę badawczą m.in. zespół naukowy Politechniki Warszawskiej. Contec jako pierwszy producent na świecie skomercjalizował tę technologię. Technologia Molten pozwala utrzymać ciągłość procesu w optymalnych warunkach, przez co jest on bezpieczniejszy, wydajniejszy i bardziej ekonomiczny.

Contec przetwarza zużyte opony pozyskując z nich odzyskaną sadzę techniczną (rCB), olej popirolityczny oraz stal. Wyprodukowanie w ten sposób surowce generują przeszło pięciokrotnie mniejszy ślad węglowy niż konwencjonalne surowce na bazie paliw kopalnianych, które są w stanie zastąpić.

Działalność Contecu idealnie wpisuje się w gospodarkę o obiegu zamkniętym. Co roku na świecie ponad miliard zużytych opon nadaje się do utylizacji, w samej Unii Europejskiej jest to ponad 3 mln ton odpadu. Niestety blisko dwie trzecie zużytych opon jest – często nielegalnie – spalana lub zakopywana. Dzięki swojej technologii, Contec jest w stanie w efektywny i bezpieczny sposób dać zużytym oponom nowe życie – zamieniając je w surowce, które mogą być użyte m.in. przy produkcji nowych opon i innych produktów gumowych.

„Pozyskanie finansowania stanowi ważny krok w rozwoju Contec. Zainteresowanie naszymi produktami znacząco przewyższa dotychczasowe możliwości produkcyjne, a pozyskany kapitał pozwoli nam je powiększyć i sprawniej reagować na zgłaszany popyt. Od wielu lat obserwujemy wyraźne działania branży przemysłowej w kierunku “zamykania obiegu” czyli cyrkularności. Implementacja zrównoważonych rozwiązań, które pozwolą zmniejszać wpływ przedsiębiorstw na środowisko, stanowi jeden z filarów uzyskania statusu nowoczesnej i konkurencyjnej firmy oraz faktyczną realizację celów opisanych w strategiach ESG światowych koncernów. My jako Contec jesteśmy partnerem umożliwiającym dekarbonizację łańcuchów dostaw i wykorzystanie zrównoważonych surowców, zwłaszcza w branży tworzyw sztucznych i gumy” – mówi Krzysztof Wróblewski, CEO Contec S.A.

„Misją HiTech ASI jest wspieranie zrównoważonego rozwoju społeczno-gospodarczego kraju przez budowę wartości spółek projektowych na różnych poziomach ich rozwoju oraz wzmacnianie innowacyjności polskiej gospodarki i podnoszenie jej konkurencyjności na arenie międzynarodowej. Zaangażowanie w spółkę Contec S.A. jest realizacją misji HiTech – wpłynie to pozytywnie na rozwój gospodarki o obiegu zamkniętym i zwiększy specjalistyczne kompetencje polskiej spółki” – powiedział Piotr Woliński, CEO VINCI.

Nowy inwestor jest jednym z potwierdzeń, że dla Contec 2023 rok będzie przełomowy. Już w styczniu br. dzięki wsparciu Warsaw Equity Group, firma zakończyła instalację back-endu w swoim procesie technologicznym. Dzięki czemu rozpoczęto sprzedaż odzyskanej sadzy do klientów.

„Contec to projekt venture buildingowy Warsaw Equity Group, który realizujemy od 2015 roku. Po okresie intensywnego R&D, który przyniósł efekt w postaci stabilnej i skalowalnej technologii, przyszedł moment, w którym spółka przechodzi do fazy intensywnej komercjalizacji. W związku z tym Spółka potrzebuje środków i partnerów, aby zwiększać swoje moce produkcyjne i w konsekwencji móc odpowiedzieć na popyt zgłaszany przez firmy z sektora chemicznego i gumowego. Cieszę się, że Contec pozyskał takiego partnera jak BGK. Dzięki tej współpracy nasza spółka portfelowa będzie mogła wzmacniać swoją pozycję na europejskim rynku” – komentuje Przemek Danowski, Managing Partner w Warsaw Equity Group.

Kool2Play z ponad 12 mln zł przychodu w 2022 roku

Grupa Kapitałowa Kool2Play w 2022 roku wygenerowała ponad 12,15 mln przychodu i 0,9 mln zysku. Obecnie przygotowuje się do premiery pełnej wersji swojego pierwszego dużego tytułu – Uragun, która została zapowiedziana na 30 marca. Grupa zaprezentowała zmianę podejścia do gamedevelopmentu, co ma się przełożyć na szybszy proces produkcji tytułów i komercjalizację trzech jakościowych gier jednocześnie w perspektywie najbliższych 3 lat.   

W roku 2022 Grupa zanotowała dodatni wynik finansowy. Przychody netto ze sprzedaży wzrosły do ponad 12,15 mln zł w porównaniu do 9,7 mln w roku 2021. Grupa wygenerowała też zysk netto w wysokości 0,9 mln zł, co daje ponad pięciokrotny wzrost w stosunku do roku poprzedniego.

Grupa wykazuje dwa główne strumienie przychodów i zysków. Pierwszym jest spółka Kool2Play, gdzie przychody netto ze sprzedaży pochodzą z usług outsourcingowych wykonywanych dla firm trzecich, spółki zależnej KT oraz sprzedaży gry Uragun w formule Early Access. Drugim głównym strumieniem, są przychody Kool Things z usług marketingowych dla firm spoza grupy. Istotny wpływ na uzyskanie pozytywnego wyniku finansowego miało także rozliczenie dotacji w spółce zależnej – komentuje Marcin Marzęcki, prezes Grupy Kapitałowej Kool2Play.

W 2022 roku najważniejszym wydarzeniem dla Grupy było wydanie pierwszego dużego projektu w formule Early Access na platformie Steam. Obecnie Spółka Kool2Play skupia się na przygotowaniu tytułu do premiery pełnej wersji, która została zapowiedziana na 30 marca. Promocja gry skoncentrowana zostanie na premierze i wydarzeniach popremierowych.

Zachodzące na rynku gier zmiany, jak i nowe okoliczności gospodarcze, wymusiły na nas modyfikację podejścia do produkcji gier na najbliższe 3 lata. Spółka w dalszym ciągu będzie koncentrowała się na tworzeniu własnych, jakościowych gier, jednak ewolucji ulega podejście do cyklu produkcyjnego, który jest zdeterminowany wyborem gatunku. Spółka zmierza dobierać gatunki gier (albo ich połączenia) tak, aby proces produkcji zamykał się w ok. 1,5 roku, co pozwoli lepiej zarządzać kosztami produkcji, przewidywać i wykorzystywać trendy na rynku gier – tłumaczy prezes.

W 3-letniej perspektywie celem jest komercjalizacja trzech jakościowych gier równocześnie. Pierwszą z nich będzie Uragun, drugą Friendship, kolejną niezaanonsowany jeszcze Projekt Y. Gra Friendship to zręcznościowa łamigłówka tzw. action puzzle, nastawiona na kooperację, w której gracze łączą siły, by przetrwać w labiryncie, który mogą kontrolować. W IV kwartale 2022 Kool2Play zamknął etap projektowana w pełni grywalnego demo gry, a obecnie kontynuuje rozmowy na temat jej wydania z wybranymi firmami. Po zakończeniu rozmów, co zostało zaplanowane na koniec kwietnia 2023, spółka ogłosi decyzję w kwestii sposobu wydania gry oraz spodziewanej daty premiery.

Projekt Y powstanie z jednego z trzech prototypów gier gotowych do dalszego rozwoju i produkcji. O wyborze jej kierunku podejmiemy decyzję w II połowie 2023 roku. Planowana premiera tej gry nastąpi w Q2 2024 roku – dodaje Marzęcki.

Rok 2022 okazał się przełomowy również dla Kool Things. Pomimo niesprzyjających warunków makroekonomicznych, agencja odnotowała przychody ze sprzedaży w wysokości ponad 6 mln zł, zrealizowała kampanię o rekordowym budżecie dla The Pokemon Company, a ponadto rozwinęła strukturę działów przy jednoczesnym obniżeniu kosztów operacyjnych.

Przed Kool Things czas dalszego intensywnego rozwoju w oparciu o nową, wzmocnioną ofertę. Kolejnym krokiem na naszej roadmapie jest zwiększenie rocznego przychodu ze sprzedaży oraz umocnienie wizerunku Kool Things jako najlepszej agencji gaming marketingu w Europie Środkowo-Wschodniej, także dzięki zwiększonej obecności podczas najważniejszych światowych wydarzeń gamingowych, takich jak chociażby PAX East, które rozpoczną się już 23 marca b.r. w Bostonie – podsumowuje prezes.

Zwieńczeniem zakończonego właśnie roku obrotowego jest przeniesienie od 1 marca 2023 prac nad narzędziem SaaS do marketingu gamingowego Buffmaker, do specjalnie utworzonej spółki celowej, w której agencja Kool Things jest jednym z największych udziałowców.

Deloitte: Umiejętności technologiczne dezaktualizują się średnio po 2,5 roku

Wysoka dynamika rozwoju sektora technologicznego obserwowana w ostatnich latach stworzyła ogromne zapotrzebowanie na pracowników. Skuteczną metodą na pozyskanie osób posiadających odpowiednie kwalifikacje ma być przyjęcie przez firmy high-tech elastycznej kultury korporacyjnej, wskazują autorzy raportu Tech Trends 2023, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Dzięki odejściu od sztywnych schematów firmy technologiczne, mimo dynamicznie zmieniających się warunków, będą w stanie realizować długoterminowe strategie rozwoju.

Kolejna edycja raportu Tech Trends opisuje kwestie fundamentalne dla dalszego rozwoju technologii cyfrowych. Tak jak w przypadku wielu branż, najważniejszym czynnikiem z punktu widzenia przyszłości sektora staje się pracownik, którego pozyskanie i utrzymanie ma decydujący wpływ na zdolność firmy do długofalowego rozwoju.

– Firmy high-tech dostrzegają, że na dłuższą metę skuteczniejsze jest budowanie długofalowej relacji z pracownikami i ciągłe rozwijanie ich kompetencji. Jest to tym bardziej istotne, że pojawiające się nowe rozwiązania technologiczne tworzą szanse biznesowe, których wykorzystanie zależeć będzie od umiejętności przystosowania firmy i jej pracowników do zmieniających się warunków rynkowych – mówi Anna Wiącek-Kocot, partnerka, Zespół Strategii i Transformacji Technologii, Deloitte.

Elastyczność przede wszystkim

Jak wskazują eksperci Deloitte, umiejętności technologiczne dezaktualizują się średnio po 2,5 roku, co może oznaczać, że strategia polegająca na adresowaniu wyłącznie bieżących potrzeb stanie się nieskuteczna. Co więcej, rozwój np. sztucznej inteligencji (ang. artificial intelligence – AI) sprawia, że wiele procesów ulega automatyzacji. Zespoły IT mogą skupić się na pracy koncepcyjnej i kreatywnej, a mniej czasu poświęcać na powtarzalne zadania. Potrzebują więc kadry o bardziej przekrojowych zdolnościach i ich zatrudnienie jest jedynie początkiem ciągłego procesu doskonalenia, który daje firmie przewagę konkurencyjną. Równie istotna okazuje się zdolność do identyfikacji kluczowych umiejętności członków zespołów oraz zapewnienie im możliwości rozwoju w ramach danej firmy.

– Osoby posiadające właściwe kompetencje technologiczne są nadal uznawane przez pracodawców za najcenniejszy zasób. O znaczeniu posiadania wykwalifikowanej kadry roboczej dla możliwości rozwoju firmy świadczy. m.in. to, że w 2021 r. 82 proc. amerykańskich firm musiało zrezygnować z niektórych projektów ze względu na niedobór pracowników. Przyjęcie zwinnego podejścia do zaspokajania coraz bardziej zróżnicowanych potrzeb staje się więc koniecznością – mówi Kamila Mieloch, starsza menadżerka, Zespół Human Capital, Deloitte.

Blockchain zwiększa bezpieczeństwo

Rosnąca powszechność zaawansowanych technologii sprawia, że wszyscy musimy zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo i kwestie zaufania do podmiotów, z którymi współpracujemy. Zdaniem autorów raportu, sposobem na przeciwdziałanie rosnącemu ryzyku może być powszechna decentralizacja, będąca fundamentem rozwiązań przyszłości, takich jak Internet nowej generacji Web3.

Jednym z przykładów nowego wykorzystania istniejących już technologii, np. blockchain, jest rynek kapitałowy. Obecnie proces emisji obligacji zajmuje około sześciu tygodni, z kolei przekazanie dywidendy od emitenta do inwestora może trwać nawet 25 dni. Jednocześnie koszty obsługi rozliczeń rosną z roku na rok w tempie kilkunastu procent. Z tego względu zastosowanie decentralizacji jako metody szybkiej emisji substytutów dzisiejszych papierów wartościowych niesie ze sobą konkretne korzyści w postaci zmniejszenia kosztów i ograniczenia czasu realizacji procesów. W tym przypadku zastosowanie mechanizmów zapewniających niezaprzeczalność transakcji jest kluczowe.

– Przeprowadzona przez Deloitte analiza trzech globalnych przedsiębiorstw o kapitalizacji rynkowej przekraczającej 10 mld dol. wykazała, że firmy te traciły od 20 do 56 proc. swojej wartości na skutek utraty zaufania udziałowców. To najlepszy dowód na to, jak ważne w dzisiejszym świecie jest zaufanie użytkowników do wykorzystywanych narzędzi. W najbliższych latach to właśnie technologie zarządzane za pomocą rozproszonych baz danych będą wykorzystywane w tak newralgicznych kwestiach jak operacje finansowe czy zarządzanie danymi medycznymi. Już dzisiaj widzimy bowiem, że cechują się one znacznie wyższym poziomem bezpieczeństwa w stosunku do tradycyjnych technologii – mówi Maciej Żwirski, partner associate, Zespół Strategii i Transformacji Technologii, Deloitte.

Nie wszystko w chmurze

Początki technik informacyjnych kojarzone są z komputerami, które potrafiły zajmować nawet kilka pomieszczeń. W miarę rozwoju technologii, urządzenia te ulegały miniaturyzacji, a ostatecznie szereg procesów zostało przeniesionych do chmury. Wiele organizacji wciąż jednak korzysta z komputerów typu mainframe. Kluczowe staje się więc opracowanie najbardziej efektywnego sposobu komunikacji systemów działających na mainframe z nowoczesnymi rozwiązaniami.

Przytoczone w raporcie przykłady wskazują, że poza kwestią bezpieczeństwa danych i opłacalności, za urządzeniami typu mainframe przemawia także to, że w przypadku niektórych procesów to właśnie ich zastosowanie pozwala zmaksymalizować efektywność przetwarzania danych.

–  Kluczowa staje się skuteczna integracja powstających rozwiązań ze sprawdzonymi technologiami, co jednak stanowi duże wyzwanie dla 60 proc. firm high-tech. Przykładowo, dla branży takiej jak bankowość korzystanie z platform typu mainframe uchodzi za najbardziej skuteczny sposób przetwarzania danych – mówi Adam Niedbała, menadżer, Zespół Strategii i Transformacji Technologii, Deloitte.

Konto firmowe dla jednoosobowej działalności. Jak wybrać?

Od kilku lat chodził Ci po głowie pomysł, by założyć własną działalność gospodarczą i w końcu udało się? Rozpoczynając jednoosobową działalność warto zastanowić się, jak będziesz rozliczać się z ZUS-em czy urzędem skarbowym. Zgodnie z aktualnie obowiązującym prawem, musisz posiadać rachunek w banku do regulowania swoich należności – także z innymi przedsiębiorstwami. Jakie konto firmowe dla jednoosobowej działalności wybrać?

Konto firmowe dla JDG a polskie prawo

W myśl aktualnych przepisów, konto firmowe w banku nie jest obowiązkiem dla wszystkich przedsiębiorców, ale zdecydowanie zawsze warto je mieć. Osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą są zobowiązane do posiadania rachunku bankowego, który będzie służył im m.in. do regulowania bieżących płatności. Warto jednak zauważyć, że o ile zwykły rachunek w banku nie służy do rozliczeń dotyczących prowadzonej działalności, o tyle konto firmowe daje szerokie spektrum możliwości w tym zakresie. Konto tego typu jest też niezmiennie obowiązkowe choćby dla spółek cywilnych, jawnych, z ograniczoną odpowiedzialnością czy fundacji.

Jak wybrać konto firmowe?

Jeśli planujesz otworzyć konto firmowe, na etapie porównywania ofert różnych banków, zwróć uwagę na takie kwestie, jak:

  • opłata za prowadzenie rachunku – niekiedy jest pobierana, dlatego tym bardziej warto poszukać takiej opcji, gdzie jest to darmowe;
  • opłata za przelewy do ZUS-u i US – przelewy tego typu to standard w przypadku rachunków firmowych, dlatego warto upewnić się, że będą bezpłatne;
  • księgowość online – to wygodna opcja dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, dlatego upewnij się, że jest ona dostępna w danym banku;
  • dodatkowe korzyści – zanim otworzysz konto firmowe, sprawdź, na jakie dodatkowe korzyści możesz liczyć. Przykładowo, korzystając z bankowości internetowej, wielu przedsiębiorców prowadzących JDG zyskuje dostęp do kantoru czy możliwości pozyskania dodatkowych środków niezbędnych do prowadzenia firmy (np. kredytu lub leasingu).

Jakie konto firmowe dla jednoosobowej działalności gospodarczej?

Przeglądasz dostępne oferty kont firmowych i nie potrafisz zdecydować się na jedno, najlepsze dla siebie? Interesującą propozycję ma w tym zakresie np. Santander Bank Polska: https://www.santander.pl/firmy/konta/konto-firmowe-godne-polecenia.

Możesz postawić na Konto Firmowe Godne Polecenia, w przypadku którego:

  • nic nie płacisz za prowadzenie rachunku pod warunkiem, że co miesiąc zrobisz przelew do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na minimum 200 zł;
  • możesz za darmo prowadzić dodatkowe konto walutowe w USD, EUR lub GBP;
  • masz darmowe przelewy do ZUS i US w systemie ELIXIR w prostej i intuicyjnej bankowości internetowej;
  • zyskujesz za darmo aż 10 pierwszych przelewów internetowych w miesiącu (w systemie ELIXIR).

Jak otworzyć konto firmowe?

Otwarcie konta firmowego dla JDG jest zaskakująco proste i o ile Twoja firma jest w rejestrze Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej oraz posiada kompletny wpis (wraz z numerami NIP i REGON), potrzebujesz do tego jedynie dowodu osobistego.

Jeśli jednak prowadzisz inną działalność gospodarczą, oprócz dowodu przygotuj umowę spółki bądź statut stowarzyszenia lub inny dokument potwierdzający formę działalności. Przyda się także wpis CEiDG lub KRS.

Jak otworzyć konto firmowe w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej?

  1. Udaj się do najbliższego oddziału banku.
  2. Doradca otworzy Ci konto. Podpisz umowę i od razu korzystaj z możliwości, jakie da Ci rachunek firmowy.
  3. Złóż wniosek o kartę – jeśli cenisz sobie wygodę transakcji bezgotówkowych, złóż wniosek o kartę. Bank prześle Ci ją na wskazany adres.

Dlaczego warto mieć konto firmowe?

Konto firmowe to rozwiązanie, z którym wiąże się wiele możliwości. Przede wszystkim jest to wygodna opcja – posiadając dwa konta (osobiste oraz firmowe), możesz swobodnie rozróżniać swoje transakcje. Oznacza to, że z łatwością możesz śledzić historię obu rachunków i na bieżąco kontrolować wpływy oraz wydatki. To także komfortowa opcja na wypadek kontroli urzędów – wszystko, co związane z prowadzoną działalnością możesz szybko wyszukać na koncie firmowym. Co więcej, jako posiadacz takiego rachunku, możesz budować relację z bankiem jako przedsiębiorca. Warto mieć to na uwadze zwłaszcza, jeśli w przyszłości planujesz skorzystać z kredytu dla firmy. Pamiętaj również, że jeśli w ramach swojej działalności zechcesz korzystać z terminalu płatniczego, bez konta firmowego nie będzie to możliwe.

Chętnych na biura nie brakuje, ale wynajem jest coraz droższy

Skala realizowanych w Polsce inwestycji biurowych jest dziś znacznie mniejsza niż w poprzednich latach, a zapotrzebowanie na powierzchnie wciąż duże.

Trzy lata po pandemii, po przejściu na hybrydowy model pracy na rynku biurowym możemy mówić o zastoju inwestycyjnym. Niesprzyjająca realizacji nowych projektów koniunktura gospodarcza w Polsce i na świecie, presja inflacyjna oraz rosnące koszty budowy i finansowania inwestycji spowodowały, że inwestorzy sporadycznie inicjują teraz budowę nowych projektów biurowych. Na rynku widoczna jest duża ostrożność w podejmowaniu decyzji, mimo że popyt na biura utrzymuje się na wysokim poziomie.

– W 2022 roku warszawski rynek biurowy wrócił do najlepszych okresów pod względem popytu. Ograniczona nowa podaż i duże zainteresowanie wynajmem spowodowały, że w Warszawie nastąpił spory spadek wolnej powierzchni. W tym roku spodziewamy się kontynuacji tego trendu, za którym pójdą podwyżki stawek czynszowych. Nieduży wzrost cen wynajmu widoczny był już pod koniec minionego roku, a w tym roku mamy do czynienia z dalszą waloryzacją stawek. W odróżnieniu od Warszawy, w regionach nie ma tak silnego podłoża dla presji na podwyżki z uwagi na większą dostępność powierzchni – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz.

Optymalizacja kosztów

Doradcy Walter Herz spodziewają się, że w tym roku popyt na biura nieznacznie zmaleje ze względu na rosnące koszty wynajmu i wykończenia powierzchni. Stoi za tym coraz powszechniejsza weryfikacja zapotrzebowania na przestrzeń do pracy związana z jej nowym modelem. Najemcy rewidują zapotrzebowanie na biura, optymalizują wielkość zajmowanych powierzchni, jednocześnie podnosząc ich standard. Wyposażają biura w najnowsze technnologie do pracy hybrydowej oraz meble biurowe, pozwalające na łatwą zmianę aranżacji przestrzeni.

Walter Herz prognozuje, że w tym roku wzrośnie również poziom zainteresowania rozwiązaniami, które pozwalają na zmniejszenie opłat eksploatacyjnych i zużycia mediów. Właściciele budynków koncentrować się będą na wprowadzaniu rozwiązań z zakresu ESG. Pozwoli to zaspokoić coraz bardziej zaostrzające się wytyczne unijne, ale przede wszystkim wprowadzić oszczędności i obniżyć koszty utrzymania i eksploatacji nieruchomości. W związku z rosnącymi wymaganiami środowiskowymi w najbliższym czasie podejmowane będą również realizacje mające na celu modernizację starszych obiektów biurowych.

Warszawa z rekordowym popytem

Popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie w ubiegłym roku był rekordowo wysoki, plasował się na podobnym poziomie, jak w czasie największej prosperity rynku przed pandemią. Przyczynił się do tego także  biznes przenoszony zza naszej wschodniej granicy. Z danych Walter Herz wynika, że w 2022 roku do najemców trafiło około 846 tys. mkw. biur, o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. Firmy celowały przede wszystkim w lokalizacje centralne, gdzie zakontraktowane zostało około 60 proc. powierzchni.

– Należy jednak zwrócić uwagę, że w ostatnim kwartale ubiegłego roku najemcy wyjątkowo byli zainteresowani bardziej biurami usytuowanymi poza centrum Warszawy, gdzie wynajęte zostało prawie dwa razy więcej powierzchni niż w centralnym obszarze miasta. Oznacza to, że firmy zaczynają poszukiwać oszczędności, o czym świadczyć może również rosnący udział renegocjacji umów w całkowitym wolumenie najmu – informuje Jarosław Zdzitowiecki, Associate Partner / Head of Tricity w Walter Herz.

W 2022 roku rynek warszawski zwiększył zasoby biurowe o prawie 236 tys. mkw. powierzchni. Został oddany m.in. wysokościowiec Varso Tower w kompleksie Varso Place z 64 tys. mkw. powierzchni i wieża Forest Tower z ponad 51 tys. mkw. oraz biurowiec P180 z 32 tys. mkw. powierzchni i budynki w kompleksie Skysawa, które dostarczyły łącznie przeszło 31 tys. mkw.

Deficyt warszawskich biur

W budowie pozostaje o połowę mniej biur niż rok wcześniej. W trakcie realizacji jest w stolicy ponad 203 tys. mkw. powierzchni, podczas gdy w szczycie hossy rynkowej w 2019 roku było to 800 tys. mkw. Trwa budowa inwestycji The Bridge, Lixa, Vibe i Drucianka Campus, a w przygotowaniu do realizacji są m.in. projekty Upper One, T22, czy The Form.

Przyrost podaży biurowej w tym i przyszłym roku w stolicy, jak szacuje Walter Herz, spadnie do poziomu około 80 tys. mkw. Duża chłonność warszawskiego rynku powoduje natomiast, że maleje współczynnik pustostanów, który wynosi dziś około 10,7 proc. To zjawisko odwrotne do obserwowanego w największych, europejskich ośrodkach biznesowych, co świadczy o dużym potencjale lokalizacji.

Rynki regionalne ze sporą nową podażą

Na rynkach regionalnych sytuacja jest nieco inna niż w Warszawie. Buduje się więcej, poziom pustostanów (ponad 15 proc.) nie spada i może jeszcze wzrosnąć w miarę oddawania do użytkowania kolejnych projektów.

Pod koniec 2022 roku w regionach było w budowie około 620 tys. mkw. powierzchni. Najwięcej we Wrocławiu – ponad 190 tys. mkw. W Katowicach deweloperzy mieli w realizacji 130 tys. mkw. powierzchni, a w Krakowie przeszło 100 tys. mkw. nowych biur.

W 2022 roku w regionach oddano ponad 405 tys. mkw. powierzchni, na rynki weszło o prawie 80 proc. więcej nowych biur niż rok wcześniej, ale i o 25 proc. mniej niż w czasie hossy. Najbardziej wzrósł rynek w Katowicach, Krakowie i Wrocławiu.

–  Rok 2023 upłynie pod znakiem optymalizacji w sektorze nieruchomości biurowych. Na rynkach w całej Polsce spodziewamy się lekkiego obniżenia popytu ze względu na pogarszające się warunki gospodarcze i rosnące ceny. Zarówno najemcy, jak i właściciele nieruchomości mierzą się aktualnie z wyższymi kosztami utrzymania powierzchni. Rosnące ceny energii oraz koszty pracy przełożyły się na wyższe stawki opłat eksploatacyjnych. W tym roku będziemy zatem świadkami jeszcze głębszego dostosowywania przez firmy wielkości wynajmowanych powierzchni biurowych do rzeczywistych potrzeb – mówi Mateusz Strzelecki, Partner, Head of Tenant Representation w Walter Herz.

Popyt równoważy przyrost powierzchni w regionach

W zeszłym roku na rynkach regionalnych, poza Warszawa wynajęte zostało łącznie około 624 tys. mkw. powierzchni biurowych, nieco więcej niż w 2021 roku i nieznacznie mniej niż w rekordowo dobrym pod tym względem 2019 roku. Największa aktywność najemców zarejestrowana została w Krakowie, gdzie podpisano umowy na prawie 200 tys. mkw. biur. We Wrocławiu zakontraktowane zostało 137 tys. mkw. powierzchni, a w Trójmieście około 100 tys. mkw.

Miniony rok, zarówno pod względem aktywności deweloperów, jak i najemców do udanych może zaliczyć Wrocław. W aglomeracji w budowie jest ponad 154 tys. mkw. powierzchni biurowych, najwięcej spośród rynków regionalnych. W 2022 roku zasoby stolicy Dolnego Śląska zwiększyły się o około 65 tys. mkw. biur, co oznacza przeszło trzykrotnie lepszy wynik w porównaniu z 2021 rokiem. Do użytkowania zostały oddane m.in. inwestycje MidPoint i Quorum Office Park D, a na etapie budowy są Ininity, i Centrum Południe III.

W Krakowie w 2022 roku został m.in. ukończony pierwszy etap Brain Park, pierwszy budynek kompleksu The Park Kraków, MK29, czy ostatni budynek High5ive i kolejny biurowiec w inwestycji Fabryczna Office Park. Oddane zostało łącznie około 100 tys. mkw. nowych biur.

W budowie na krakowskim rynku pozostaje około 115 tys. mkw. powierzchni. Największe projekty w trakcie realizacji to kolejne etapy kompleksu Ocean Office Park. Kreo, Fabryczna Office Park, Brain Park, Mogilska 35, The Park Kraków.

W 2022 roku w Trójmieście deweloperzy oddali do użytku 50 tys. mkw. biur. Nowa podaż na trójmiejskim rynku była o jedną trzecią mniejsza niż rok wcześniej. Na gdański rynek weszły m.in. biurowce Format, Airport City Gdańsk Alpha, Palio Office Park B i Officyna, a w Gdyni inwestycja K2.

W budowie na przełomie roku było w Trójmieście około 80 tys. mkw. powierzchni biurowych. Trwa realizacja m.in. Waterfront II w Gdyni oraz projektu Punkt, C300,  Palio Office Park C w Gdańsku.

2022 rok był dla Katowic lepszy niż poprzedni pod względem popytu, do najemców trafiło 63 tys. mkw. powierzchni. Ubiegły rok był natomiast dla katowickiego rynku rekordowy pod względem wolumenu powierzchni oddanej do użytku, na rynek weszło ponad 127 tys. mkw. biur. Ukończone zostały m.in. projekty Global Office Park i budynek .Ktw II o łącznej powierzchni prawie 100 tys. mkw.

Na koniec 2022 roku na katowickim rynku w budowie pozostawało przeszło 100 tys. mkw. biur. Wśród realizowanych inwestycji jest budynek Craft i kompleks Eco City Katowice.

W Poznaniu w ubiegłym roku zawarte zostały umowy najmu na ponad 48 tys. mkw. powierzchni biurowych. W stolicy Wielkopolski dała się zauważyć spora aktywność najemców. W ciągu dwóch ostatnich lat w Poznaniu nie oddano żadnego budynku biurowego. Nowy Rynek budynek E ma zostać ukończony w połowie bieżącego roku. W budowie jest projekt Andersia Silver, którego oddanie planowane jest w 2025 roku. W fazie realizacji pozostaje łącznie ponad 93 tys. mkw. powierzchni.

W Łodzi nowa podaż w połączeniu z relatywnie niskim popytem przyczyniły się do znacznego wzrostu współczynnika pustostanów, który na koniec 2022 roku wyniósł 21 proc. W 2022 roku deweloperzy dostarczyli około 43 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Największymi zrealizowanymi projektami były budynki C i D w kompleksie Fuzja i inwestycja React I.

Na koniec 2022 roku na etapie realizacji było na łódzkim rynku ponad 48 tys. mkw. powierzchni biurowych. W trakcie budowy jest Widzewska Manufaktura i kolejny budynek Fuzji.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na dziewięciu największych rynkach w Polsce przekraczają 12,7 mln mkw. powierzchni.

Znów biedniejemy

Średnie płace w Polsce osiągnęły w lutym drugi najwyższy poziom w historii, ale i tak rosną wyraźnie wolniej niż ceny. W tle spada produkcja przemysłowa, ale również ceny gazu.

Spadek produkcji przemysłowej

Wczorajsze dane pokazały nam spadek produkcji przemysłowej w skali roku o 1,2%. Jest to nie tylko wynik wyraźnie gorszy od oczekiwanego wzrostu o 1,1%, ale najzwyczajniej obiektywnie słaby rezultat. Z drugiej strony wzrost cen produkcji spada wolniej od oczekiwań. Rynki spodziewały się, że ceny produkcji sprzedanej wzrosną o 17,7%, a rosły o 18,4%. Był to zatem rezultat dokładnie równy inflacji konsumenckiej. Tutaj jednak w przeciwieństwie do inflacji konsumenckiej mamy spadki ze szczytów, a nie wieloletnie maksimum jak w przypadku inflacji konsumenckiej. Biorąc jednak pod uwagę spadek produkcji przemysłowej, trend spadku tempa wzrostu cen produkcji sprzedanej powinien się utrzymać. Polska waluta przyjęła te dane dość spokojnie.

Kolejne minima cen gazu

Wczoraj mieliśmy kolejne spadki cen gazu. Surowiec ten zachowuje się inaczej niż ropa naftowa. Na początku, gdy pojawiły się na rynkach informacje o problemach banków po obu stronach oceanu, byliśmy świadkami dużych wzrostów. Od tego czasu trwa jednak wyraźny ruch spadkowy i obecnie cena przebiła 40 euro za megawatogodzinę. W szczycie spadków gaz przebił minima z sierpnia 2021 roku. Jest to bardzo dobra wiadomość z punktu widzenia horyzontu zakończenia wojny w Ukrainie. Rosjanie dość dosłownie tracą paliwo przez dalszą agresję. Spadające ceny surowców energetycznych mogą szybciej powstrzymać ich inwazję.

Zarobki rosną szybciej od oczekiwań

Wczoraj poznaliśmy dane GUS na temat przeciętnego poziomu płac i zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Z jednej strony można się cieszyć. Przeciętne wynagrodzenie rośnie w skali roku o 13,6%. To dobra wiadomość z dwóch powodów. Po pierwsze oczekiwania mówiły o 12%. Po drugie jest to przekroczenie 7000 zł brutto. To drugi taki wynik w historii po grudniu 2022 roku, ale grudniowe płace ze względu na premie roczne często są zawyżone. Z drugiej strony inflacja wynosi 18,4%. Oznacza to, że średnio biedniejemy o niecałe 5%. Ta wiadomość nie napawa już optymizmem. Dodatkowym problemem jest jeszcze zmiana zatrudnienia. Warto zwrócić uwagę, że obecne poziomy zatrudnienia są blisko historycznych maksimów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Podniesienie wieku emerytalnego. OECD proponuje, Polska oponuje

Temat emerytur powraca jak bumerang. OECD, czyli Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, zaproponowała ostatnio, by wprowadzić nowe regulacje dotyczące wieku emerytalnego w Polsce. Według OECD w Polsce trzeba podnieść minimalny wiek emerytalny, bo przyszli emeryci będą pobierać – na przestrzeni kolejnych dekad – coraz niższe świadczenia emerytalne, które nijak będą miały się do ich obecnych zarobków, a właściwie będą stanowiły ich niewielką część. Minister Rodziny i Polityki Społecznej twierdzi, że podniesienie wieku emerytalnego nie jest konieczne. Z kolei Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM, zgadza się z rekomendacjami OECD pod jednym warunkiem. Jakim?

OECD proponuje, by Polska wydłużyła wiek emerytalny. Problemem jest starzejące się społeczeństwo, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Z danych ZUS wynika, że stopa zastąpienia, czyli relacja przeciętnej wypłacanej emerytury względem średniej krajowej wynosiła w 2018 roku 56,4 proc. To o ponad 5 pkt proc. mniej niż pięć lat wcześniej. Za 20 lat stopa zastąpienia będzie wynosiła już tylko 38 proc., a to oznacza, że dzisiejsi 40-45 latkowie, którzy zarabiają średnią krajową w wysokości ok. 3550-4000 zł netto, po przejściu na emeryturę, dostaną ok. 1300-1500 zł na rękę. Jeżeli system emerytalny się nie zmieni, nie uratuje ich nawet PPK. Co na temat proponowanych przez OECD zmian sądzi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM?

przeciętna emerytura

Źródło: Business Insider Polska

Komentarz ekspercki Roberta Majkowskiego, Prezesa Funduszu Hipotecznego DOM:

Indywidualny system emerytalny powinien składać się z szeregu elementów. Tylko puzzle emerytalne (wiele źródeł finansowania) mają szansę uchronić przyszłego emeryta przed katastrofą finansową.

O potrzebie podniesienia minimalnego wieku emerytalnego mówi się w Polsce, ale i całej Europie Zachodniej, już co najmniej od lat 90-tych XX wieku. Reforma emerytalna z roku 1999 miała służyć przede wszystkim zachęcaniu do jak najdłuższej pracy. Wydzielenie indywidualnych kont w ZUS, indywidualne konta w OFE miały uzmysławiać Polakom, że im dłużej pracujemy, tym więcej będziemy mieli środków na emeryturze. Niewiele osób dzisiaj pamięta, że podstawową wadą starego systemu, obowiązującego do 1998 roku, był szereg zachęt do wcześniejszej dezaktywizacji zawodowej i liczne przywileje emerytalne dla różnych grup zawodowych. W łatwy sposób można było nabyć prawo do wcześniejszej emerytury lub renty, a wysokość pobieranego świadczenia nie była powiązana z sumą wpłaconych składek. Nowy system – w założeniach – miał tworzyć więcej zachęt dla zwiększenia aktywności zawodowej i ograniczenia szarej strefy w gospodarce. Przedłużanie wieku naszej aktywności zawodowej jest po prostu dobre dla społeczeństwa, dla naszej gospodarki, a każdemu z nas pozwala na zgromadzenie większego kapitału do wykorzystania na emeryturze.

Pamiętajmy, że OECD od lat rekomenduje podnoszenie wieku emerytalnego, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Gdy spojrzymy na kraje Unii Europejskiej wszędzie, z wyjątkiem Polski, zachodzi proces stopniowego podnoszenia minimalnego wieku emerytalnego. Trzeba pamiętać jednak o tym, że system musi przewidywać opcję wcześniejszego przejścia na emeryturę w przypadku braku możliwości podjęcia pracy, na przykład ze względu na stan zdrowia. W mojej opinii indywidualny system emerytalny powinien składać się z szeregu elementów. Od lat promuję ideę tzw. puzzli emerytalnych – jest ZUS, OFE, IKE, IKZE, IKZE, PPE, ale są też oszczędności, aktywa które powinniśmy stale kumulować. Wiele osób w wieku emerytalnym posiada nieruchomości – one też mogą służyć uzyskiwaniu dochodu na emeryturze, a to oznacza, że hipoteka odwrócona może, a nawet powinna dołączyć do wyżej wymienionych puzzli, czyli elementów budujących bezpieczeństwo finansowe seniorów.

Zmiana 500+ w 700+ już nie wystarczy by zachować wartość świadczenia

W lutym inflacja osiągnęła rekordowy poziom 18,4 proc., a gdyby nie zmiany w koszyku inflacyjnym dokonane przez GUS, mogłaby się zbliżyć do 20 proc. To powoduje, że rosną ceny, ale także spada realna wartość świadczeń, które nie podlegają waloryzacji. Świadczenie 500 Plus jest dziś warte już tylko 342 zł w cenach ze startu programu, czyli z kwietnia 2016 roku. Obecnie, żeby zapewnić realną, pierwotnie zamierzoną wartość tego świadczenia powinno zostać zwaloryzowane do 800 Plus.

Wraz ze zbliżającymi się wyborami nasilają się głosy dotyczące możliwej waloryzacji świadczenia 500 Plus. Dzieje się tak, ponieważ inflacja zjadła już ponad 30 proc. jego początkowej wartości. Wypłacane dziś rodzicom 500 zł jest obecnie warte tylko 342 zł w cenach ze startu programu, czyli kwietnia 2016 roku. Aby świadczenie miało dziś taką samą wartość jak wówczas, powinno obecnie wynosić 731 zł., bliżej by mu więc było do 800 Plus (wypłata 800 zł na każde dziecko), a nie 700 Plus, o którym niedawno wspominano.

Oficjalna inflacja CPI podawana przez GUS to przeciętny koszyk dóbr konsumpcyjnych. Są jednak produkty, które podrożały bardziej niż sugeruje inflacja. Tak dzieje się w przypadku żywności czy benzyny, zatem realna wartość świadczenia dla części rodzin może być nawet niższa niż 342 zł.

Ile realnie warte jest świadczenie z programu 500 Plus (w cenach z 1.04.2016 r.)

Ile realnie warte jest świadczenie z programu 500 Plus
Źródło: GUS, obliczenia własne

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Pycha kroczy przed upadkiem? Jakie będą skutki upadku banku SVB?

Nie milkną echa upadku amerykańskiego Silicon Valley Bank (SVB). Niepokój na rynkach to efekt działań, jakie w ostatnim czasie podejmowało kierownictwo tej instytucji, aby ratować organizację przed katastrofą. Jeszce kilka dni temu prezes SVB Greg Becker na konferencji dla inwestorów odpowiadał na pytania, co robi, żeby się zrelaksować. By następnie po kilku dniach obwieścić upadek banku. Kwestia kondycji sektora finansowego z pewnością zagości podczas dyskusji i debat w trakcie zbliżającej się konferencji Invest Cuffs 2023.

Kluczem do paniki na rynkach okazała się komunikacja ze strony kierownictwa banku. Becker publicznie przyznał się do rozmiarów kłopotów finansowych banku. Zrobił to jednak zanim podjęto kroki zmierzające do utrzymania banku na powierzchni. Przed wdrożeniem planu ratunkowego. Tym samym wsparcie finansowe, na którego pozyskanie liczono, okazało się spóźnione i nie mogło pomóc „umierającej instytucji”.
– W efekcie po świecie rozlały się obawy o stan systemów bankowych. Zostały one wywołane słabością amerykańskich banków Silicon Valley, Signature i Silvergate. Wywołało to spadki cen akcji europejskich, w tym polskich banków. Jest to odbicie pojawiającej się na rynku nerwowości a także faktu, że banki stanowią fundament europejskiego systemu gospodarczego – wyjaśnia Paweł Majtkowski, analityk rynku w eToro.

Becker i władze banku w zeszłą środę wieczorem przedstawili publicznie nadzieję na pozyskanie blisko 2,25 miliarda dolarów kapitału, a także 21 miliardów dolarów ze sprzedaży aktywów. Był to ich program na poprawę sytuacji finansowej banku, jednak zakomunikowany rynkowi w ten sposób wcale nie uspokoił nastrojów. Wręcz przeciwnie.

Działania SVB w ostatnich dniach po prostu zaskoczyły rynek. Z jednej strony ze zdziwieniem przyjęto planowane podniesienie kapitału. W odpowiedzi na te kroki pojawiła się fala próśb ze strony inwestorów venture capital o wycofywanie pieniądzy z banku.

– W tej sytuacji warto podkreślić, że system bankowy w Europie różni się od amerykańskiego. To zaś sprawia, że upadek dużego banku w Europie jest mniej prawdopodobny (choć jego skutki, gdyby do niego doszło, mogą być bardziej dotkliwe dla gospodarki). Wymagane bufory kapitałowe dla banków w Europie są wyższe, a regulacje znacznie bardziej restrykcyjne niż w USA. To dotyczy także Polski, choć nasze banki mają swoje problemy związane z portfelem kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich – dodaje Paweł Majtkowski.

Dodatkowo, tydzień przed upublicznieniem ogromnych strat Greg Becker sprzedał akcje jego spółki-matki warte 3,6 mln dol. Tym samym pozbył się akcji przed upadkiem banku. Co tym bardziej budzi ogromne wątpliwości analityków i ekspertów, co do zachowania jego kierownictwa.

Dziś wiemy, że pokryte zostaną wszystkie depozyty klientów upadłego w piątek Silicon Valley Bank. Rynek może zatem odetchnąć z ulgą i nie obawiać się jak to było blisko 15 lat temu powtórki z upadku innego amerykańskiego banku – Lehmann Brothers.

– Bankructwo SVB przypomniało inwestorom sytuację sprzed 15 lat – czyli zamieszanie związane z Lehman Brothers. Teraz kaliber jest jednak mniejszy, a decydenci o wiele bardziej doświadczeni i elastyczni w temacie nieszablonowych działań – zaznacza Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ. – Kontekst SVB pokazał jednak to, że mamy pierwsze „ofiary” restrykcyjnej polityki banków centralnych, jaka miała miejsce na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Znacząco przyspieszył też dyskusję wokół tzw. pivotu, czyli de facto zwrotu w polityce monetarnej w stronę luzowania – rynek zaczął wyceniać pierwsze obniżki stóp przez FED już w najbliższe wakacje. Czy można ignorować to co dzieje się wokół banków? Nie do końca, gdyż to one są tym narzędziem łączącym cały krwiobieg rynkowej gospodarki i „realizatorem” przyjętego kształtu polityki monetarnej.

Blisko 80 proc. specjalistów nie chciałoby wrócić do pracy w biurze na starych warunkach

Zdalne i hybrydowe modele pracy niezmiennie cieszą się zainteresowaniem specjalistów i menedżerów. Pełnienie obowiązków zawodowych w formie home office stało się standardem w wielu firmach. Natomiast wdrożenie nowej ustawy dotyczącej pracy zdalnej powoduje, że pracodawcy muszą uporządkować kwestie, które do tej pory były jedynie umowne. W konsekwencji podejście niektórych firm do pracy zdalnej ulegnie zmianie, a od pracowników będzie się oczekiwać powrotu do biura. Tymczasem, jak wynika z badania opisanego w Raporcie płacowym Hays 2023 – na taką zmianę nie byłoby gotowych niemal 80 proc. specjalistów.

Nie ulega wątpliwości, że praca hybrydowa i zdalna nie budzi już tak wiele emocji, co kilka lat temu. Ostatnie badania Hays Poland pokazują, że obecnie zaledwie 33 proc. organizacji praktykuje wyłącznie model stacjonarny, co może wynikać zarówno ze strategii danej firmy, jak i specyfiki branży, w której prowadzi działalność. Taki stan rzeczy może jednak się zmienić, zgodnie z planowanym na kwiecień 2023 roku wejściem ustawy o pracy zdalnej. Przepisy zastąpią dotychczasowe regulacje o telepracy, wewnętrzne polityki home office i tzw. covidową ustawę o pracy zdalnej.

Najbliższe tygodnie będą zatem wyzwaniem dla pracodawców, którzy zobowiązani są do uregulowania dotychczasowych zasad w tym zakresie. Zmiany mogą okazać się dotkliwe dla pracowników, którzy nie wyobrażają sobie powrotu do biura na starych warunkach.

Czas na zmiany

Pomimo wzrostu powszechności pracy zdalnej na przestrzeni ostatnich lat, odpowiednie regulacje prawne zostały ogłoszone dopiero na początku lutego 2023 roku. Do tej pory model ten nie był jednoznacznie uregulowany, a wszelkie zasady jego obowiązywania ustalane były indywidualnie przez pracodawców. Firmy, zauważając pozytywny wpływ zwiększonej elastyczności miejsca pracy na zatrudnionych, chętnie oferowały im taką możliwość. Również sami pracownicy przyzwyczaili się do pełnienia obowiązków zawodowych w pełni lub częściowo poza biurem.

 

model pracyŹródło: Raport płacowy Hays Poland 2023

Nowelizacja Kodeksu pracy ma za zadanie zastąpienie wewnętrznych regulaminów dotyczących pracy zdalnej ogólną ustawą. Czasu na dopasowanie i ujednolicenie swoich strategii pracodawcy mają jednak niewiele. Przepisy wejdą bowiem w życie 7 kwietnia br. Co się zmieni? Przede wszystkim firmy będą zobowiązane do sprecyzowania kto, gdzie i z jaką częstotliwością będzie mógł pełnić obowiązki służbowe poza biurem. Do rozważenia pozostaje również kwestia pokrywania kosztów związanych z pracą zdalną – czy ustalony będzie stały ryczałt, czy pracownik będzie otrzymywał zwrot faktycznych wydatków. Konieczne będzie także określenie, czy wykonywanie pracy zdalnej będzie możliwe zza granicy, tj. w formie „work from anywhere”, a jeżeli tak – to na jakich zasadach.

Jak wynika z badań Hays przeprowadzonych pod koniec minionego roku, większość firm z hybrydowym lub zdalnym modelem pracy nie planowała wprowadzać zmian w tym zakresie w 2023. Jednak co piąty pracodawca deklarował chęć aktualizacji dotychczasowej polityki home office poprzez zwiększenie obecności pracowników w biurze.

Powody chęci zwiększenia wymiaru pracy w biurze były różne, natomiast firmy najczęściej powoływały się na potrzebę podniesienia produktywności pracy lub redukcji poczucia osamotnienia wśród pracowników. W związku ze zmianą przepisów prawa i nałożenia na firmy dodatkowych obowiązków, dla części organizacji dodatkową motywacją mogą być obecnie również kwestie finansowe – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director w Hays Poland.

Aspekt finansowy może być przeszkodą w utrzymaniu szerokiego dostępu do pracy zdalnej w szczególności w dużych firmach, które w krótkiej perspektywie czasu musiałyby przeznaczyć znaczne środki na przewidziane w ustawie dodatki dla pracowników. Nie każda organizacja uwzględniła bowiem te koszty w swoim rocznym budżecie.

Z perspektywy pracowników

Uaktualniając zasady wykonywania pracy zdalnej, może się zdarzyć, że część organizacji zredukuje liczbę dni dostępnych na pracę poza biurem lub zaoferuje je wyłącznie konkretnym pracownikom, np. na stanowiskach zarządczych. Innym potencjalnym scenariuszem jest wprowadzenie okazjonalnej pracy zdalnej, tzn. w okresie maksymalnie 24 dni kalendarzowych, na wniosek pracownika.

Jeżeli powrót do biur okazałby się faktem, to satysfakcja większości pracowników z pracy mogłaby znacznie zmaleć. Zgodnie z Raportem płacowym Hays 2023, aż 79 proc. specjalistów i menedżerów, którzy obecnie mogą korzystać z home office, nie zaakceptowałoby przywrócenia w pełni stacjonarnego modelu pracy lub zaakceptowałoby ten fakt, gdyby zostały spełnione dodatkowe warunki. Najwięcej, bo 36 proc. respondentów, zmieniłoby wówczas miejsce zatrudnienia.reakcja na zmianę modelu pracy

Źródło: Raport płacowy Hays Poland 2023

Tak istotny wpływ pracy zdalnej i hybrydowej na satysfakcję z życia zawodowego, może wynikać z przyzwyczajenia profesjonalistów do elastyczności oraz równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym, jaką pozwala zachować.

Wyniki badań Hays pokazują, że zadowolenie z równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym częściej idzie w parze z dostępem do pracy zdalnej. Nie dziwi zatem fakt, iż zdecydowana większość specjalistów i menedżerów, którzy obecnie praktykują elastyczne modele pracy, nie jest gotowa zrezygnować z takiego udogodnienia i wrócić do biura na starych warunkach – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz z Hays Poland.

Patrząc w przyszłość

W najbliższych tygodniach pracodawców czeka wyzwanie zaktualizowania strategii związanej z elastycznymi modelami pracy. Zadanie będzie o tyle trudne, że wszelkie zmiany dotychczasowej polityki pracy zdalnej powinny uwzględnić preferencje pracowników.

Pracodawcy mają świadomość, że elementami, które pomagają przyciągać i zatrzymywać specjalistów w organizacji, są wynagrodzenie, stabilność zatrudnienia i ciekawe wyzwania. Równie wysoko plasuje się jednak kwestia modelu pracy. Mało prawdopodobne jest zatem, aby firmy masowo decydowały się na radykalne zmiany w zakresie dostępu do pracy zdalnej – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz.

Z drugiej strony jednak, skompletowanie wszystkich niezbędnych dokumentów, zabudżetowanie dodatków finansowych z tytułu pracy zdalnej i uregulowanie jej zasad – często w porozumieniu ze związkami zawodowymi, działem finansowym, prawnym i HR – może być dla części firm na tyle obciążające, że zdecydują się ograniczyć dostęp do home office.

GUS o handlu i e-handlu w lutym 2023

Sprzedaż detaliczna[1] w cenach stałych w lutym 2023 r. była niższa niż przed rokiem o 5,0% (wobec wzrostu o 8,1% w lutym 2022 r.). W porównaniu ze styczniem 2023 r. notowano spadek sprzedaży detalicznej o 3,6%.

W okresie styczeń-luty[2] 2023 r. sprzedaż zmalała r/r o 1,9% (w 2022 r. wzrost o 9,0%).

W lutym 2023 r. największy spadek sprzedaży detalicznej (w cenach stałych) w porównaniu z analogicznym okresem 2022 r. spośród prezentowanych grup wykazały jednostki handlujące paliwami stałymi, ciekłymi, gazowymi (o 26,2% wobec wzrostu o 22,1% przed rokiem). Sprzedaż zmalała również w grupach: „pozostałe” (o 12,3%), „meble, rtv, agd” (o 10,3%), „prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach” (o 8,9%), „żywność, napoje i wyroby tytoniowe” (o 4,6%). Wzrost sprzedaży raportowały natomiast podmioty zaklasyfikowane do grupy „tekstylia, odzież, obuwie” (o 9,9%), „pojazdy samochodowe, motocykle, części” (o 7,5%) oraz „farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny” (o 2,7%).

[1] Dane dotyczą przedsiębiorstw handlowych i niehandlowych o liczbie pracujących powyżej 9 osób. Grupowania przedsiębiorstw dokonano na podstawie PKD 2007, zaliczając przedsiębiorstwo do określonej kategorii według przeważającego rodzaju działalności, zgodnie z aktualnym w omawianym okresie stanem organizacyjnym. Odnotowane zmiany (wzrost/spadek) wolumenu sprzedaży detalicznej w poszczególnych grupach rodzajów działalności przedsiębiorstw mogą zatem również wynikać ze zmiany przeważającego rodzaju działalności przedsiębiorstwa oraz zmian organizacyjnych (np. połączenia przedsiębiorstw). Nie ma to wpływu na dynamikę sprzedaży detalicznej ogółem.

Co czwarta firma w Polsce rozwinęła się dzięki sprzedaży transgranicznej [raport PayPal]

Blisko 9 na 10 sprzedawców z Polski (86%) sprzedaje swoje produkty i usługi za granicę, co stanowi już 1/3 ich całkowitego obrotu[1]. Chociaż czują, że międzynarodowi klienci pomagają w rozwoju ich biznesu, 23% badanych handlowców uważa, że trudno im zrozumieć międzynarodową konkurencję i preferencje klientów. Jakie są niektóre ze sposobów dla małych i średnich firm, aby potencjalnie wzmocnić swoją pozycję za granicą?

Według raportu PayPal eCommerce Index 2022, 86% polskich handlowców już sprzedaje swoje produkty i usługi za granicę, generując w ten sposób około 33% swoich obrotów. Jest to korzystna strategia, ponieważ 25% badanych przedsiębiorców potwierdza, że sprzedaż do międzynarodowych klientów pomogła w rozwoju ich biznesu. W związku z tym aktywnie kierują oni swoją ofertę do nabywców z innych rynków.

Pod pewnymi względami sprzedaż za granicę w 2023 roku jest łatwiejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Sprzedawcy mają dostęp do nowoczesnych narzędzi, które pozwalają im skalować swój biznes i kierować nabywców w innym kraju za pomocą zaledwie kilku kliknięć do swojego e-sklepu. Należy jednak pamiętać, że każdy rynek ma swoje własne niuanse kulturowe i zwyczaje. Wiele dużych i znanych firm miało problemy z odniesieniem sukcesu na arenie międzynarodowej, ponieważ nie udało im się do nich dostosować. Jest to problem także dla mniejszych firm – 23% badanych przez nas sprzedawców ma trudności ze zrozumieniem międzynarodowego środowiska” – mówi Efi Dahan, dyrektor generalny PayPal na Europę Środkowo-Wschodnią i Izrael.

Ale to nie znaczy, że małe firmy powinny rezygnować z marzeń o wyjściu na arenę międzynarodową. PayPal podzielił się swoimi 3 wskazówkami, jak rozwijać nawet mały biznes na rynkach zagranicznych.

Oferuj produkty w dobrej cenie

Do zakupów za granicą najbardziej motywują kupujących lepsze ceny i dostęp do produktów niedostępnych lokalnie. Prawie co trzeci konsument postrzega przeglądanie zagranicznych e-sklepów jako okazję do znalezienia nowych, ciekawych produktów. Oznacza to, że kluczem do przyciągnięcia zainteresowania jest oferowanie atrakcyjnych cen i produktów, które są unikalne i trudne do znalezienia we własnym kraju. Mogą to być lokalne słodycze, tradycyjne rzeźby lub rzeczy pochodzące od krajowych producentów, takie jak żywność, środki chemiczne czy dekoracje.

Spraw, by kupujący czuli się bezpiecznie

Jednego na pięciu zapytanych kupujących przekonuje do dokonania zakupu transgranicznego możliwość skorzystania z preferowanej i znanej im metody płatności. To pokazuje, jak ważne jest oferowanie różnorodnych opcji płatności. Badanie PayPal pokazują, że porównując ten sam produkt na różnych stronach, konsumenci w większości krajów są ponad dwukrotnie bardziej skłonni do zakupu na stronie, która oferuje PayPal. W Niemczech, Irlandii i Włoszech wzrost zainteresowania może być nawet trzy- lub czterokrotnie większy.

Wykorzystanie kanałów społecznościowych

Sprzedaż za pośrednictwem serwisów społecznościowych rośnie z wielu powodów, z których wszystkie są ważne dla skalowania biznesu. Jednym z nich jest to, że bardzo łatwo jest promować firmę na różnych rynkach przy użyciu tylko jednego kanału. Innym ważnym powodem jest to, że media społecznościowe często zastępują proste wyszukiwanie w przeglądarce. Więcej niż jeden na pięciu europejskich konsumentów przegląda media społecznościowe, aby zobaczyć produkty lub usługi, którymi są zainteresowani, ponieważ mogą zobaczyć ich praktyczne zastosowanie. Ponadto 17% konsumentów w Europie dokonuje zakupów za pośrednictwem mediów społecznościowych co najmniej raz w tygodniu. Wszystko to pokazuje potencjał platform mediów społecznościowych, jeśli są one prawidłowo wykorzystywane.

Zakupy transgraniczne nigdy nie były łatwiejsze – a 2023 rok to świetny moment, by z nich skorzystać. Według badań PayPal, co najmniej jedna piąta zakupów na 12 rynkach europejskich jest dokonywana u międzynarodowego sprzedawcy, przy czym Grecy i Irlandczycy najchętniej kupują w zagranicznych sklepach internetowych. A kto będzie Twoim klientem w Europie?

[1] PayPal eCommerce Index 2022; Metodologia badania: 15-minutowe badanie na 15 221 europejskich i izraelskich konsumentach w wieku 18-75 lat i 10-minutowe badanie na 4 604 decydentach biznesowych w Europie i Izraelu. Wszystkie dane w informacji prasowej pochodzą z tego raportu, chyba że zaznaczono inaczej.

Dobrowolny ZUS jest nierealny?

W styczniu 2023 roku oficjalnie zawiadomiono Sejm o utworzeniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej projektu ustawy Dobrowolny ZUS dla Przedsiębiorców w Polsce. Rozpoczęła się zbiórka 100 tys. podpisów pod projektem ustawy, która ma wprowadzić dobrowolne składki na ubezpieczenia społeczne dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Projekt ustawy powstał już w 2022 roku, a 7 listopada 2022 roku złożono go w Sejmie. Koszt wprowadzenia Dobrowolnego ZUS dla Przedsiębiorców może wynosić rocznie ok. 6-7 mld zł przy założeniu, że zrezygnuje około 50% przedsiębiorców.

– ZUS nie powinien być dobrowolny. ZUS to w końcu zabezpieczenie na starość. Żyjemy w społeczeństwie, w którym nawet jeśli ludzie mówią inaczej – to koniec końców oczekują, że jak będą starsi, to ktoś im będzie wypłacać emerytury – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Dotyczy to także tych osób, które mówią, że nie zgłoszą się po emeryturę, bo jej na pewno nie będzie. Ja w to do końca nie wierzę. Myślę, że żyjemy w kraju, w którym składki emerytalne przynajmniej w minimalnym poziomie powinny być obowiązkowe. I uważam, że propozycje dobrowolności składek to tak naprawdę nie jest nic innego jak tylko ułuda. Można oszczędzić dzisiaj na składkach – a jutro strajkować, aby wypłacano emerytury. Nie ma powodu, aby ludzie pracujący na własny rachunek nie odprowadzali składek emerytalnych – przekonuje Orłowski.

Coraz mniej wypadków i kolizji, jednak ubezpieczyciele płacą za nie coraz więcej

Choć liczba wypadków i kolizji zmniejszyła się w ubiegłym roku o prawie 62 tys. w porównaniu do 2021 roku, to z każdym rokiem rosną wypłaty z ubezpieczeń komunikacyjnych. Średnia wartość szkody przekroczyła już 9 tys. zł, jednak niektóre zdarzenia powodują straty idące w miliony. 

W świeżo opublikowanym raporcie Polskiej Izby Ubezpieczeń „Wpływ ubezpieczeń na polską gospodarkę i społeczeństwo” opisano przypadek, w którym kierowca najechał na tył naczepy pojazdu poprzedzającego, w wyniku czego doszło do znacznych uszkodzeń obu pojazdów. Oczywiście szkody powstałe na naczepie pokryje w całości polisa OC, ale trzeba zauważyć, że straty w przypadku auta sprawcy zdarzenia wyniosły prawie 280 tys. zł. Taki rachunek potrafi przyprawić o zawał. Na szczęście kierowca miał polisę AC, która w pełni go uchroniła przed wydatkami. Podobnych sytuacji jest więcej. Jednak nie wszystkie z nich są tak klarowne i nie wszystkie tak kosztowne.

Polacy kupują coraz więcej polis OC i AC

Z danych KNF wynika, że w 2021 roku średnio co czwartej obowiązkowej polisie komunikacyjnej OC odpowiadało dobrowolne ubezpieczenie autocasco. Ten współczynnik regularnie rośnie. Nic w tym dziwnego, wzrasta wartość pojazdów posiadanych przez kierowców, a także koszty ich napraw. Sytuację tę dodatkowo wzmaga ograniczona produkcja nowych samochodów ze względu na problemy z wytwarzaniem podzespołów, do których brakuje surowców. Liczba umów

Choć ubezpieczyciele zarabiają więcej, to więcej też wydają na usuwanie szkód. Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że średnia wartość szkody komunikacyjnej w ostatnim kwartale 2022 r. przekroczyła już 9 tys. zł. To 600 zł więcej niż przed rokiem. Co ciekawe, spada liczba szkód zgłaszanych z OC, jednak w 2021 roku wzrosła liczba szkód likwidowanych z AC.

Liczba likiwdowanych szkód

Wypłaty z ubezpieczeń komunikacyjnych stanowiły 63% ogółu odszkodowań i świadczeń wypłacanych w ubezpieczeniach majątkowych i osobowych. Po trzech kwartałach 2022 r. przekroczyły one 12 mld zł, co oznacza wzrost o 8%. 7,3 mld zł przekazano w ramach wypłat odszkodowań i świadczeń z obowiązkowego OC komunikacyjnego. W stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego stanowi to wzrost o 7%. Wypłaty z autocasco wyniosły 4,8 mld i odnotowały wzrost na poziomie 8,8% w stosunku do roku poprzedniego.

Powodem takich wzrostów są rosnące koszty napraw i obsługi szkód. Jednak średnia polisa OC na ten moment to wydatek nieprzekraczający 500 zł, a w pakiecie z AC to nieco ponad 1300 zł. Warto pamiętać jednak o rozszerzeniach, które zapewnią dodatkową ochronę i jednocześnie nie będą kosztowne np. NNW, assistance, czy ochrona szyb. Los nie oszczędza kierowców, ale mogą oni zaoszczędzić czas, nerwy i pieniądze. Kluczem do tego jest porównanie ofert wszystkich ubezpieczycieli i najlepiej dopasowana do swoich potrzeb polisa – komentuje Dawid Pożoga, CMO rankomat.pl.

Tylko 4% Polaków nie uważa się za dobrego kierowcę

Dobrą wiadomością jest fakt, że na polskich drogach odnotowuje się coraz mniej kolizji i wypadków. Wg danych pochodzących z sewik.pl od 2018 roku jest ich mniej o ponad 83 tys., a w porównaniu do ubiegłego roku prawie 62 tys. mniej. Liczba wypadków i kolizji

Jednak nie ma co popadać w samozachwyt. Raport Polskiej Izby Ubezpieczeń pokazuje również, że mamy tendencję do przeceniania swoich umiejętności. Wg niego 96% badanych uważa się za raczej lub zdecydowanie dobrych kierowców. Tymczasem życie kierowcy to loteria i nikt nie wie, co może wykręcić los. W analizie PIU można znaleźć na to świetne przykłady:

  • Samochód ciężarowy cofając, uderzył w zaparkowany za nim śmigłowiec. Uszkodzony został wirnik, płoza oraz statecznik. Śmigłowiec uziemiono z zakazem wykonywania lotów. Koszty naprawy i najmu śmigłowca zastępczego wyniósł 1,55 mln zł. Na szczęście koszty pokrył ubezpieczyciel z polisy OC, której składka wyniosła 1680 zł.
  • Czteroosobowa rodzina wybrała się autem na wakacje do północnych Włoch. Awaria sprawiła, że konieczne było holowanie auta do Polski. Ubezpieczyciel zorganizował też transport lotniczy do kraju dla całej rodziny. Całość kosztowałaby „Kowalskich” 20 tys. zł, na szczęście dzięki pakietowi assistance udało się uniknąć wydatków z już dostatecznie nieprzyjemną przygodą.

Z badania PIU wynika, że 69% Polaków obawia się wypadku samochodowego, a 43% z nich uznaje jego ryzyko za prawdopodobne w swoim życiu. Jednak nie tylko wypadki mogą spowodować utratę oszczędności. Czasem wystarczy nieuwaga lub po prostu pech. Zderzenie ze zwierzęciem na drodze, powalenie drzewa na samochód, uszkodzenia powstałe w wyniku gradobicia, albo kradzież, to tylko przykłady, w których może ochronić nas polisa lub jej rozszerzenie. Biorąc pod uwagę te sytuacje i mając na względzie rosnące koszty życia, w najnowszej kampanii rankomat.pl chcemy zwiększać świadomość ubezpieczeniową Polaków i pokazywać im, jak oraz dlaczego warto się chronić odpowiednio dobraną polisą komunikacyjną – komentuje Michał Gołota, Brand Manager rankomat.pl.