Jak oszczędzać i inwestować w niepewnych czasach – rozmowa z Robertem Sochackim

Kilka słów o oszczędzaniu, inwestowaniu, dbaniu o przyszłość swoją i swoich najbliższych – rozmowa z Robertem Sochackim, Prezesem Zarządu BETA Securities Poland SA.

Jak to jest Panie Robercie z tym oszczędzaniem w naszym społeczeństwie? Czy my Polacy chętnie oszczędzamy myśląc o swojej przyszłości?

Mówi się że czas to pieniądz i jest w tym wiele prawdy. Myśląc o oszczędzaniu, to właśnie czas gra kluczową rolę. Odkładając systematycznie nawet niewielkie kwoty, po latach możemy zgromadzić spory kapitał. Już sam Albert Einstein wiele lat temu mówił, że „największym wynalazkiem ludzkości jest procent składany” a więc swojego rodzaju magiczne zjawisko, które możemy porównać do kuli śnieżnej, która staczając się z góry, powoli nabiera rozpędu, a jednocześnie zwiększa swoją objętość i coraz szybciej rośnie, aż do ogromnych rozmiarów. Tak może być właśnie z naszymi oszczędnościami, które choć na początku mogą być niewielkie, to wraz z ich inwestowaniem i sukcesywnymi wpłatami mogą urosnąć do naprawdę przyzwoitych wartości. Warto więc pomyśleć o tym już dziś.

A czy Polacy oszczędzają?

Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego przez IPSOS „Oszczędzanie na emeryturę w kryzysie ekonomicznym”, tylko co trzecia badana osoba wskazała, że posiada oszczędności na przyszłą emeryturę. Raptem niewiele jak ponad połowa badanych uważa, że oszczędzanie na przyszłą emeryturę w dobie kryzysu ekonomicznego jest ważne i zdecydowana większość tych osób to kobiety. Mężczyźni natomiast częściej deklarują, że w czasach narastającego kryzysu liczy się dzień dzisiejszy a więc oszczędzanie na poczet przyszłej emerytury schodzi na drugi plan. Świadomość społeczna rośnie wraz z wiekiem. O swojej przyszłości zaczynamy myśleć w momencie wkraczania na rynek pracy, jednak prawdziwie przekonujemy się do tego w późniejszym okresie swojego życia. Nie napawa to optymizmem, zwłaszcza z uwagi na starzejące się polskie społeczeństwo.

Zgadza się, aczkolwiek rynek dostarcza nam dziś wielu form i narzędzi służących długoterminowemu oszczędzaniu. Krótko mówiąc mamy z czego wybierać.

Istnieje wiele form długoterminowego oszczędzania, a inwestowanie na giełdzie jest jedną z nich. Wielu z nas Giełdę Papierów Wartościowych kojarzy z licznymi, niezrozumiałymi wykresami, monitorami oraz ciągłymi prognozami co i kiedy wzrośnie a co spadnie. To niewątpliwie prawda, która jest obecna w krótkoterminowym inwestowaniu bądź spekulacji. W inwestowaniu długoterminowym moment inwestycji schodzi na dalszy plan i ustępuje miejsca odpowiedniej alokacji aktywów i dywersyfikacji. Inwestor powinien odstąpić od elementu przypadkowości, jakim jest próba kontroli najlepszego momentu na inwestycję (legendarne trafienie w dołek), na rzecz regularnego wpłacania i inwestowania w zależności od dostępności środków pieniężnych oraz obranej strategii. Jednym z tanich, i dostępnych naprawdę dla każdego, narzędzi inwestycyjnych oferowanych dziś przez polski rynek są fundusze inwestycyjne o pasywnej, indeksowej, polityce inwestycyjnej, a szczególnie ich giełdowa odmiana – fundusze ETF (Exchange Traded Funds). Ich ponadprzeciętne wyniki biorą się przede wszystkim z tego, że „chronią” Inwestorów przed terrorem wysokich kosztów jakie są charakterystyczne dla większości tradycyjnych produktów inwestycyjnych w Polsce.

Tak, podobno na świecie fundusze ETF biją rekordy popularności. Z czego to wynika?

Fundusze ETF zostały stworzone właśnie jako narzędzia długoterminowego oszczędzania. Są to fundusze inwestycyjne, które mają za zadanie dostarczać stopę zwrotu taką samą jak odwzorowywany indeks giełdowy, bez względu na to czy jest on w trendzie wzrostowym czy spadkowym. To powoduje ich wysoką transparentność. Indeks giełdowy należy natomiast rozumieć jako portfel wybranych spółek, np.: indeks S&P500 to portfel 500 amerykańskich największych przedsiębiorstw. Im dłuższy jest horyzont inwestycyjny, tym więcej tradycyjnych funduszy inwestycyjnych zarządzanych aktywnie, osiąga gorsze rezultaty niż odpowiednie dla nich indeksy giełdowe. Dowodzą tego liczne badania statystyczne oraz stale rosnące już od lat zainteresowanie inwestorów funduszami ETF. W ciągu ostatnich 20 lat, jest to niewątpliwie jeden z najlepiej rozwijających się segmentów rynków finansowych z aktywami przekraczającymi 10 bln $. ETF’y są świetnie znane inwestorom na całym świecie dzięki swojej przejrzystości, niskiemu poziomowi kosztów oraz atrakcyjnym wynikom inwestycyjnym z inwestycji. Fundusze te pozwalają również na długoterminowe oszczędzanie w ramach III filaru na poczet przyszłej emerytury za pośrednictwem IKE i IKZE.  Dziś to właśnie BETA ETF jest największym dostawcą funduszy ETF na polskim rynku.

I to ETF-y są narzędziami inwestycyjnymi wykorzystywanymi do budowy portfeli w ramach usługi robodoradztwa – bardzo popularnej na zachodzie formy inwestowania dla osób o mniejszej wiedzy inwestycyjnej lub chcących poświęcać jak najmniej czasu na inwestowanie. I to właśnie ETF-y są najczęściej wybieranym instrumentem finansowym na rachunkach IKE i IKZE prowadzonych w formie rachunków maklerskich. Fundusze te są atrakcyjnym i efektywnym narzędziem dla osób zabezpieczających swoją przyszłość, gdyż bardzo dobrze korespondują z trzema filarami, na jakich oparte powinno być inwestowanie emerytalne tj.: dywersyfikacja, procent składany oraz płynność. Za pomocą jednej transakcji w ETF możemy mieć zdywersyfikowaną ekspozycję na ponad kilkaset akcji, np. na indeks S&P 500. Dodatkowo ETF-y charakteryzują się niskimi opłatami za zarządzanie oraz atrakcyjnymi wynikami inwestycyjnymi w grupie porównawczej. Zatem wszelkie oszczędności na kosztach oraz wypracowane wyniki wzięte do potęgi horyzontu emerytalnego mogą mieć ogromny wpływ na końcowy wynik inwestycji. ETF-y, z racji notowania na giełdzie, są instrumentami bardzo płynnymi, dzięki czemu możemy szybko w nie zainwestować jak i je sprzedać w sytuacji, w której potrzebujemy środków pieniężnych.

 

Robert Sochacki, Prezes Zarządu BETA Securities Poland SA oraz Członek Rady Nadzorczej AgioFunds TFI SA. Dyplomowany analityk finansowy CFA (Chartered Financial Analyst). Na rynku finansowym od ponad 25 lat.

BETA ETF jest marką funduszy inwestycyjnych, które powstały przy współpracy BETA Securities Poland SA i AgioFunds TFI SA. Dziś jest wiodącym na polskim rynku dostawcą funduszy ETF. Pierwszy fundusz BETA ETF zadebiutował na GPW w styczniu 2019r. Obecnie, BETA ETF oferuje już 9 funduszy ETF notowanych na GPW i obejmujących wszystkie główne indeksy lokalne. Fundamentem BETA ETF jest pasywna (inaczej indeksowa) polityka inwestycyjna, mająca za zadanie odzwierciedlać stopy zwrotu indeksów giełdowych (bez względu na to czy są one w trendzie wzrostowym czy też spadkowym), dzięki czemu fundusze BETA ETF charakteryzują się wysoką transparentnością. Jest to jeden z najlepiej rozwijających się segmentów rynków finansowych w ciągu ostatnich 20 lat, z łącznymi aktywami wynoszącymi 10,2 bln $. ETF-y są dobrze znane ze swojej przejrzystości, stosunkowo niskiego poziomu kosztów i atrakcyjnego zwrotu z inwestycji w porównaniu z funduszami aktywnie zarządzanymi. Fundusze BETA ETF cieszą się coraz większą popularnością wśród inwestorów, sprawdzając się zwłaszcza w warunkach powszechnego załamania na rynkach. Od momentu uruchomienia do dziś, fundusze BETA ETF zgromadziły łącznie ponad 460 mln zł aktywów pod zarządzaniem, przy czym napływy przez GPW w 2022r.sięgnęły 176 mln.

Chorzy na myśl o pracy

72 proc. pracujących Polaków deklaruje, że wykonuje obowiązki wyłącznie w siedzibie firmy – wynika z badania Pracuj.pl. Jednocześnie według OECD Polacy przepracowują rocznie średnio 1 830 godzin – w przeliczeniu to łącznie ponad 76 dni wysiłku. Miejsce pracy stanowi więc kluczowy element wpływający na jakość naszego życia, w tym zdrowie. Tymczasem w okresie wzmożonej aktywności wirusa grypy właśnie tam szczególnie boimy się zakazić. Jak zatem, zwłaszcza w czasie przesilenia wiosennego, odpowiednio zaprojektowane przestrzenie biurowe mogą wspierać zdrowie i przyczyniać się do stymulowania dobrego samopoczucia?

W 1982 roku Światowa Organizacja Zdrowia uznała „syndrom chorego budynku” [czyt. zespół dolegliwości wynikających z przebywania w określonym miejscu] za problem zagrażający ludzkiemu zdrowiu. Ponad 40 lat później kwestie dobrostanu psychicznego, fizycznego oraz społecznego stanowią jeden z najsilniejszych impulsów do rozwoju technologii budynkowych, a co drugi badany Polak wyraża gotowość do rezygnacji z pracy, jeśli obecne miejsce zatrudnienia miałoby negatywny wpływ na jego zdrowie fizyczne (Nowe oblicza pracy).

Spektrum czynników oddziałujących na samopoczucie w przestrzeniach biurowych jest bardzo szerokie – od atmosfery i relacji międzyludzkich po warunki mikroklimatyczne oraz estetykę pomieszczeń. Do tego dochodzi kwestia troski o zdrowie swoje i najbliższych. A chorujemy często. Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych tylko z powodu infekcji układu oddechowego w 2022 roku zarejestrowano zaświadczenia lekarskie o czasowej niezdolności do pracy na łączną liczbę 34 mln dni. Istnieje też duża luka w wiedzy na temat profilaktyki chorób zakaźnych, budowania odporności i zdrowego stylu życia. Dotyczy to również ochrony przed bakteriami oraz wirusami w miejscu pracy.

Zacznijmy od podstaw – choroby brudnych rąk

Przenoszenie wirusów odbywa się między innymi drogą kropelkową. Rozprzestrzenianiu infekcji sprzyjają także nieprawidłowe nawyki higieniczne. Dla przykładu, dla większości Polaków mycie rąk stało się rutyną dopiero na skutek pandemii koronawirusa. Wcześniej regularną dbałość o czystość dłoni, będących nośnikiem ogromnej ilości patogenów, deklarowało zaledwie 30-40 proc. Tymczasem, jak podaje UNICEF, odpowiednia higiena rąk zmniejsza występowanie ostrych infekcji górnych dróg oddechowych do 20 proc.

W przestrzeniach szpitalnych od dawna kluczowym czynnikiem w rozprzestrzenianiu się infekcji są ręce personelu. Podobnie w biurze, uczelni, urzędzie brak higieny rąk jest jednym z głównych czynników rozprzestrzeniania się infekcji. Badania ujawniły, że aż 70 proc. ludzi nie myje rąk po skorzystaniu z toalety, a 95 proc. nie myje ich prawidłowo. Według wytycznych WHO ta czynność powinna trwać około minuty. Podkreśla się, że 30 sekund to absolutne minimum, które powinniśmy poświęcić na higienę dłoni.
-Tomasz Karauda, specjalista chorób wewnętrznych, lekarz Kliniki Pulmonologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 w Łodzi

Dojrzałe podejście do kwestii zdrowia ma swoje odzwierciedlenie w sposobie projektowania i użytkowania powierzchni biurowych.

Coraz częściej słyszymy o odpowiedzialnym i świadomym korzystaniu z przestrzeni biurowych. Prawie trzy lata po wybuchu pandemii koronawirusa mamy też dość społecznego dystansu – chcemy pracować jak dawniej, na co jasno wskazuje popularność modelu hybrydowego, w którym przeważają dni spędzone w biurze. Widać to także po kondycji rynku najmu w stolicy i miastach regionalnych. Zmieniły się jednak preferencje co do jakości poszukiwanej powierzchni – nigdy wcześniej higiena pracy oraz zdrowie nie grały tak kluczowej roli. Koncentracja na tych aspektach będzie postępować – odzwierciedleniem tego trendu będą coraz przyjaźniejsze i bezpieczniejsze biurowce.
-Henryk Bilski, Leasing Director w spółce deweloperskiej STRABAG Real Estate

Aby maksymalnie hamować transmisję drobnoustrojów, w warszawskim budynku biurowym Upper One zostaną zainstalowane samoczyszczące klamki w zespołach sanitarnych szatni rowerowych i toalet w częściach wspólnych, a droga od wjazdu do garażu do przestrzeni najemcy będzie w pełni „touchless” (bezdotykowa).

Oddychaj spokojnie

Sytuacja nie wygląda lepiej w kontekście tego, co wdychamy. Z najnowszego raportu Honeywell Survey wynika, że obecnie 74 proc. respondentów wyraża pewien stopień zaniepokojenia jakością powietrza w miejscu pracy, a ponad dwóch na pięciu (43 proc.) ankietowanych pracowników biurowych bardzo się tym martwi. To, czym oddychamy wpływa bezpośrednio na nasze zdrowie, a powietrze w pomieszczeniach standardowego budynku jest kilkukrotnie bardziej zanieczyszczone od tego na zewnątrz i wymaga między innymi redukcji wirusów, zarodników pleśni oraz bakterii. Stąd coraz ważniejsze dla najemców stają się rozwiązania zapewniające automatyczne oczyszczanie powierzchni biurowych.

Gdy przebywamy w zamkniętych, słabo wentylowanych pomieszczeniach, to ryzyko zarażenia infekcją wirusową jest znacznie wyższe. Wystarczy jedna przeziębiona osoba, w pobliżu której przebywamy przez dłużej niż 15 minut w odległości mniejszej niż dwa metry, by znaleźć się w grupie dużego ryzyka zakażenia. Zanieczyszczenie powietrza zwiększa ryzyko zachorowania, działając jak „wytrych” otwierający wrota dla infekcji wirusowych. -Tomasz Karauda, specjalista chorób wewnętrznych, lekarz Kliniki Pulmonologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 w Łodzi.

Myśląc o jakości powietrza w biurze, do głowy automatycznie przychodzą takie rozwiązania, jak wentylacja i klimatyzacja, a w ich przypadku szczególnie istotna jest prawidłowa konserwacja. Niesprawne systemy filtrujące to gwarancja między innymi rozwoju zanieczyszczeń mikrobiologicznych, a w konsekwencji bólów głowy i zwiększonego zmęczenia. Zanieczyszczone powietrze postrzegane jest także jako jeden z czynników rozwoju depresji (Harvard University).

Dlatego na świecie coraz częściej wdrażane są technologie podwyższające komfort przebywania w zamkniętych pomieszczeniach. Tego typu zaawansowane rozwiązanie zostanie zaimplementowane do, zaplanowanego do oddania w 2026 roku, warszawskiego kompleksu Upper One. Dwubiegunowy system igłowej jonizacji będzie wprowadzać jony do strumienia powietrza wykorzystując przepływ w wentylacji. W konsekwencji umożliwi to zwalczanie patogenów oraz neutralizację zapachów i alergenów, bez wytwarzania ozonu. Proces czyszczenia pozostanie więc w pełni bezpieczny dla ludzi. Oprócz tego, dla lepszej jakości mikroklimatu zostaną zainstalowane nawilżacze adiabatyczne, wykorzystujące naturalny mechanizm chłodzenia. Ich zadaniem będzie zapewnienie odpowiedniego poziomu wilgotności we wnętrzu, przy jednoczesnym ograniczeniu zużycia energii elektrycznej i wody.

Technologie sprzyjające zdrowiu i dobrostanowi psychicznemu idą w parze z dbałością o środowisko naturalne. Dziś każdy krok deweloperów i najemców przeliczany jest na ślad węglowy, jaki za sobą niesie – to się nie zmieni. Dlatego nowoczesne rozwiązania budynkowe muszą być skuteczne na wielu poziomach i w długim okresie eksploatacji. Rynek biurowy stoi przed wyzwaniem ponownej redefinicji środowiska pracy i zapewnienia warunków, w których komfort oraz bezpieczeństwo pracowników będą faktycznym standardem. -Henryk Bilski, Leasing Director w spółce deweloperskiej STRABAG Real Estate

Nieujawnione dochody jako darowizna

Udokumentowanie przed organem nieujawnionych dotąd środków jako darowizny może zrodzić obowiązek zapłaty 20 proc. podatku.

W przypadku ujawnienia majątku niemającego pokrycia w wiarygodnych źródłach przychodu, organ skarbowy może wymierzyć sankcyjną stawkę opodatkowania w wysokości 75% wartości tego majątku. W celu ograniczenia stosowanej przez podatników praktyki uwiarygodniania pochodzenia posiadanego mienia zawarciem umowy darowizny lub pożyczki, wprowadzono 20% stawkę opodatkowania dla nieopodatkowanej dotąd umowy.

Przepisów tych nie znał jeden z obcokrajowców, który próbował wykazać przed skarbówką legalność środków, z których sfinansował zakup nieruchomości w Polsce. Jego darowizna podlegała opodatkowaniu na terytorium RP, bo miesiąc przed jej otrzymaniem uzyskał w Polsce zezwolenie na pobyt stały.

Ujawnienie nieujawnionych przychodów

Zgodnie z art. 15 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn (dalej u.p.s.d.) nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych w drodze darowizny lub polecenia darczyńcy podlega opodatkowaniu stawką 20%, jeżeli obowiązek podatkowy powstał wskutek powołania się podatnika przed organem podatkowym w toku czynności sprawdzających, postępowania podatkowego, kontroli podatkowej lub kontroli celno-skarbowej na okoliczność dokonania tej darowizny, a należny podatek od tego nabycia nie został zapłacony. W takiej sytuacji, w oparciu o art. 68 § 2 pkt 2 Ordynacji podatkowej, organ ma 5 lat na dochodzenie podatku, liczonych od końca roku, w którym podatnik powołał się przed organem na darowiznę.

Czyli jeśli podatnik nie zgłosił wcześniej do opodatkowania faktu nabycia majątku, a później sam powoła się na ten fakt, to z tą chwilą powstanie po jego stronie obowiązek uregulowania podatku należnego z tytułu tego nabycia, ale już po wyższej, sankcyjnej stawce 20%. Przed ustanowieniem ww. regulacji, taki podatnik, który celem uniknięcia 75% karnej stawki opodatkowania deklarował wcześniejsze zawarcie umowy darowizny, obarczany był wówczas jedynie odpowiednią stawką opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn, albo korzystał ze zwolnienia z daniny, np. podnosząc, że darowizna została dokonana między osobami z najbliższej rodziny. Przepis wprowadzono, by ukrócić takie działania, czy też karać za niezgłaszanie takich nabyć, również w drodze pożyczki.

Skutki powołania się przed organem na nieopodatkowaną czynność

Obywatel Ukrainy w maju 2017 r. uzyskał polskie obywatelstwo. Kilka miesięcy później nabył na terytorium RP trzy nieruchomości. Skarbówka zapytała podatnika skąd wziął środki na tak znaczny wydatek. Pytanie to obarczone było ciężarem 75% stawki opodatkowania przeznaczonej dla majątku pochodzącego z nieujawnionych źródeł. Podatnik wskazał na darowiznę, jaką otrzymał do swoich rodziców na Ukrainie w grudniu 2015 r. Tyle, że urząd skarbowy ustalił, iż miesiąc wcześniej, w listopadzie 2015 r., decyzją wojewody podatnik otrzymał zezwolenie na pobyt stały na terytorium RP. A zgodnie z art. 2 u.p.s.d. nabycie własności rzeczy znajdujących się za granicą lub wykonywanych tam praw majątkowych podlega opodatkowaniu w Polsce, jeżeli w chwili otwarcia spadku lub zawarcia umowy darowizny nabywca był obywatelem polskim lub miał miejsce stałego pobytu na terytorium RP. Na tej podstawie naczelnik urzędu skarbowego w lipcu 2020 r. wszczął postępowanie w sprawie podatku od spadków i darowizn w związku z powołaniem się przez podatnika w toku czynności sprawdzających na ww. darowiznę.

Obdarowany złożył wyjaśnienie, że do umowy darowizny wkradł się błąd pisarski co do daty jej zawarcia. Do aktu darowizny miało dojść bowiem w grudniu 2013 roku, a nie 2015 r. jak omyłkowo wskazano w dokumencie. W 2021 r. potwierdzili to jego rodzice. Udowodnienie przed skarbówką, że do zawarcia umowy darowizny doszło przed listopadem 2015 r., czyli przed datą uzyskania przez podatnika zezwolenia na stały pobyt w Polsce, pozwoliłoby mu uniknąć jej opodatkowania.

Całokształt dowodów na korzyść podatnika

Urząd skarbowy nie dał wiary takim wyjaśnieniom podatnika, a jego ustalenia poparł organ odwoławczy. Podatnik wniósł jednak skargę do sądu i wygrał. Sąd dał bowiem wiarę całokształtowi dostarczonych przez podatnika dowodów na otrzymanie darowizny przed listopadem 2015 r., takie jak: protokół przekazania środków pieniężnych z kwietnia 2014 r. na okoliczność potwierdzenia otrzymania darowizny z okazji 18 urodzin, daty wjazdu z Ukrainy do Polski, potwierdzone przez Straż Graniczną, które wskazywały, że podatnik mógł wraz z rodziną wwozić pieniądze do Polski, a następnie przeznaczyć je na nabycie trzech nieruchomości. Sąd przekonały również wcześniejsze związki podatnika z Polską, bowiem już od sierpnia 2013 r. podjął on studia w Akademii Morskiej w Szczecinie, a w styczniu 2014 uzyskał Kartę Polaka.

Podsumowanie

Podatnicy muszą pamiętać, że w ramach uszczelniania systemu podatkowego, zasadniczo każdej furtce otwierającej drogę do uzyskania ulgi, czy zwolnienia z opodatkowania towarzyszy kłódka, która tę furtkę zamyka. Ujawnienie nieujawnionej darowizny czy pożyczki, celem uchronienia się do karnej stawki opodatkowania w wysokości 75% wartości majątku bez pokrycia, będzie wiązać się nie z odpowiadającą tym czynnościom prawnym stawkom – np. 2% PCC, albo 7% podatku od darowizn – a sankcyjnej stawce 20%. No, chyba że tak jak w opisanym przypadku, podatnik zdoła wykazać przed organami lub sądem, że nie zostały spełnione przesłanki do objęcia go opodatkowaniem, bądź przed powołaniem się na pożyczkę bądź darowiznę przed organem podatkowym te czynności zostaną opłacone tradycyjną stawką.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Ponad 75% mikro i małych firm w Polsce odczuwa skutki wojny w Ukrainie

Wojna w Ukrainie i inflacja miały znaczący wpływ na działalność mikro i małych przedsiębiorstw w 2022 roku. Z kolei przepisy Polskiego Ładu, które miały obniżyć podatki, zdaniem 80% właścicieli firm okazały się niesprawiedliwe – wynika z Badania Polskiej Przedsiębiorczości, zleconego przez inFakt agencji Smartscope.

Aż 3 na 4 mikro i małe firmy zadeklarowały, że wojna w Ukrainie wpłynęła na ich działalność w co najmniej minimalnym stopniu. Skutki konfliktu odczuły szczególnie przedsiębiorstwa zajmujące się handlem i naprawą samochodów, transportem oraz logistyką. Konsekwencje wojny najmniej odczuły branże związane z działalnością profesjonalną, naukową i techniczną.

Odsetek badanych firm, które działały w Ukrainie i Rosji przed początkiem konfliktu wyniósł odpowiednio 5% i 3%. Większość ankietowanych, którzy prowadzili przedsiębiorstwa w Ukrainie, zdecydowała się kontynuować działalność po wybuchu wojny, co czwarty wycofał biznes. Wszyscy respondenci, których firmy działały w Rosji, wycofali się z niej po wybuchu wojny.

Jak przedsiębiorcy radzą sobie z drożyzną?

Jak wynika z Badania Polskiej Przedsiębiorczości, blisko 90% polskich mikro i małych firm odczuło skutki inflacji. Spośród nich ponad 65% zadeklarowało, że wzrost cen zdecydowanie wpłynął na prowadzoną działalność. Ponadto co czwarty badany stwierdził, że skutki drożyzny dla jego biznesu są poważne.

–. Wzrosty cen przekładają się na kolejne wzrosty cen i powstaje swoista spirala. Przedsiębiorcy chcąc przetrwać ten trudny również radykalnie ucinają koszty i wstrzymują wiele inwestycji. Spowolnienie gospodarcze jest już zauważalne: odczyt PKB w IV kwartale był najniższy od dłuższego czasu– wskazuje Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w inFakcie.

W obliczu inflacji, która według oficjalnych danych w grudniu 2022 roku wyniosła 16,6%, właściciele firm zmuszeni byli podjąć działania naprawcze. 63% podniosło ceny swoich produktów, a 40% obcięło koszty prowadzenia działalności. Co piąty przedsiębiorca przyjął więcej zleceń, aby zbalansować wydatki związane ze wzrostem cen. Inne sposoby radzenia sobie z drożyzną to m.in.: redukcja etatów (18% respondentów), zamrożenie płac (14% badanych), a także zawieszenie działalności, na które zdecydowało się blisko 10% ankietowanych. Ponadto, aby zapewnić ciągłość działania firmy, prawie 45% przedsiębiorców poszukiwało nowych rynków zbytu, a 42% oszczędności w zużywanej energii elektrycznej.

Ocena Polskiego Ładu

Aż 4 na 5 przedsiębiorców uważa, że przepisy Polskiego Ładu nie są sprawiedliwe. Przeciwnego zdania jest mniej niż co dziesiąty badany. Ponad połowa polskich firm nie podjęła żadnych dodatkowych działań naprawczych, mających zniwelować negatywne skutki Polskiego Ładu. Ci, którzy wprowadzili zmiany, najczęściej podnosili ceny (18%) lub opłacili składkę zdrowotną wcześniej (17%). Co istotne, blisko 60% respondentów zadeklarowało, że nowy sposób wyliczania składki zdrowotnej wpłynął na ceny sprzedawanych przez nich produktów.

– Zmiany, jakie nastąpiły w 2022 r. w składce zdrowotnej spowodowały, że przedsiębiorcy muszą odprowadzać więcej danin publicznoprawnych. Przykładowo, w 2021 r. składka zdrowotna przedsiębiorcę na ryczałcie kosztowała nieco ponad 600 zł. Pozostałą wartość odliczał on od podatku. Obecnie „ryczałtowiec” w ciągu roku zapłaci składkę zdrowotną pomiędzy 4513,92 zł a 13541,76 zł. Różnica jest kolosalna. Nie chcąc ponosić strat przedsiębiorcy podnieśli więc ceny świadczonych usług. Składka zdrowotna stała się znaczącym obciążeniem, które również należy brać pod uwagę prowadząc własny biznes – wyjaśnia ekspert inFaktu.

Przedsiębiorcy szacują, że stawki ich towarów i usług wzrosły średnio o 17,9% w związku z przepisami Polskiego Ładu. Regulacje wprowadzone w 2022 roku są oceniane negatywnie przez respondentów Badania Polskiej Przedsiębiorczości. Z kolei obniżenie stawek VAT przedsiębiorcy uważają za dobre działanie ze strony rządu.

Informacja o badaniu

Badanie Polskiej Przedsiębiorczości zostało zrealizowane na zlecenie inFaktu przez agencję badawczą Smartscope metodą mix-mode na grupie 301 osób (przedstawiciele mikro i małych firm) w styczniu i lutym 2023 roku.

Francja – poważny kryzys polityczny i społeczny może popchnąć gospodarkę w recesję

Prezydent Francji Macron stoi w obliczu poważnego kryzysu politycznego i społecznego po przeforsowaniu kontrowersyjnej reformy emerytalnej. Obawiając się, że nie uzyska większości w Zgromadzeniu Narodowym, rząd zdecydował się na uruchomienie art. 49 ust. 3 konstytucji, który pozwala na uchwalanie ustaw bez głosowania. Partie opozycyjne złożyły następnie dwa wnioski o wotum nieufności, z których jeden został odrzucony zaledwie dziewięcioma głosami. W odpowiedzi na to w całym kraju wybuchają protesty i gwałtowne zamieszki.

Napięcia i gniew wykraczają daleko poza odrzucenie reformy emerytalnej. Odzwierciedlają one rosnące niezadowolenie – spotęgowane przez obecny kryzys kosztów utrzymania – z klasy politycznej, źle funkcjonującego państwa opiekuńczego i wysokich podatków. Nieufność do przedstawicieli politycznych stale rośnie od czasu referendum w 2005 r., kiedy to rząd (za prezydentury Nicolasa Sarkozy’ego) dwa lata później przepchnął przez parlament projekt europejskiej ustawy konstytucyjnej (przemianowany na „traktat lizboński”), mimo że został on odrzucony w powszechnym głosowaniu. Od tego czasu nie przeprowadzono ani jednego referendum. Ostatnio powtórzenie impasu między Marine Le Pen a Emmanuelem Macronem w wyborach prezydenckich w 2022 r. rozgniewało część elektoratu. Wielu było również sfrustrowanych postrzeganym brakiem debaty politycznej zarówno podczas kampanii prezydenckiej w 2017, jak i 2022 roku (w 2017 roku z powodu skandalu polityczno-finansowego ogarniającego prawicowego pretendenta François Fillona, a w 2022 roku z powodu wojny na Ukrainie).

W opinii Allianz Trade czynniki ekonomiczne w znacznym stopniu przyczyniły się również do wzrostu napięć społecznych i politycznych we Francji. Mimo że Francja jest jednym z największych krajów wydających pieniądze w rozwiniętych gospodarkach (wydatki publiczne stanowią około 56% PKB), wśród obywateli panuje powszechne przekonanie, że państwo francuskie wydaje coraz więcej w sposób nieefektywny, nawet jeśli obciążenia podatkowe pozostają na wysokim poziomie. Jakość podstawowych usług publicznych (szpitale, szkoły, system sądowniczy itp.) szybko się pogarsza.

Aby sfinansować duże wydatki, państwo francuskie nakłada wysokie podatki na gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa (co wciąż pozostawia znaczne deficyty publiczne, które mają pokryć pozostałe braki). Francuscy pracownicy mają do czynienia z jednym z najwyższych klinów podatkowych (tj. różnicą między wynagrodzeniem brutto przed opodatkowaniem a wynagrodzeniem na rękę, Wykres 1) w krajach OECD. Podsyca to sprzeciw wobec dłuższej pracy (cel reformy emerytalnej). Protesty „żółtych kamizelek” w 2018 r. zostały początkowo wywołane przez rządowy plan podniesienia podatków od paliw, co zwiększyło presję na dochody gospodarstw domowych.

Wykres 1: Klin podatkowy w wybranych krajach OECDKlin podatkowy w wybranych krajach OECD

Źródła: OECD, Allianz Research. Uwaga: klin podatkowy to stosunek kwoty podatków płaconych przez przeciętnego pracownika samotnego (samotny pracownik zarabiający 100% średnich zarobków) bez dzieci do odpowiadającego mu całkowitego kosztu pracy dla pracodawcy.

Druga kadencja Macrona zamienia się w prezydenturę nieudacznika: W opinii Allianz Trade główne reformy strukturalne prawdopodobnie nie zostaną przeforsowane do 2027 r. i oczekujemy, że rząd skupi się na zmniejszeniu deficytu publicznego poprzez cięcia wydatków uznaniowych i podwyżki podatków. Od czasu nowelizacji konstytucji w 2008 roku, stosowanie art. 49.3 jest ograniczone do jednego projektu ustawy na sesję parlamentarną[1]. Prawicowa partia Les Républicains (LR) będzie mniej skłonna poprzeć niektóre reformy, biorąc pod uwagę niepopularność rządu: kilku deputowanych LR głosowało za wnioskiem o wotum nieufności, występując przeciwko kierownictwu LR. Gdyby prezydent Macron zdecydował się na rozpisanie nowych wyborów parlamentarnych, parlament stałby się prawdopodobnie jeszcze bardziej podzielony. W tym kontekście politycznego impasu duże reformy strukturalne są mało prawdopodobne. Zamiast tego rząd będzie dążył do zmniejszenia dużych deficytów publicznych, aby dostosować się do unijnych reguł fiskalnych i uspokoić rynki finansowe. Prezydent Macron zapowiedział wprowadzenie nowego podatku od „super zysków”, a minister finansów Bruno Le Maire zapowiedział znaczne cięcia wydatków na 2024 rok. Allianz Trade oczekuje, że deficyt publiczny zmniejszy się do -4,9% PKB w przyszłym roku z -5,5% w tym roku.

W scenariuszu eskalacji napięć społecznych, uderzenie w gospodarkę może sięgnąć 0,5 pp rocznego PKB w latach 2023-24 i spowodować recesję. Allianz Trade oczekujemy, że francuski PKB będzie flirtował z recesją, rosnąc o słabe +0,4% w tym roku i +0,8% w 2024. Przeniesienie wysokich cen spot gazu i energii elektrycznej na rachunki detaliczne przedsiębiorstw, podwyższona inflacja i zaostrzenie warunków finansowych przez EBC coraz bardziej obciążają gospodarkę. Jeśli w najbliższych tygodniach dojdzie do eskalacji napięć społecznych (prawdopodobieństwo 40%), zdaniem Allianz Trade wpływ na gospodarkę będzie odczuwalny przede wszystkim poprzez obniżenie zaufania konsumentów i zmniejszenie ich wydatków (Wykres 2). Korzystając z prostego modelu statystycznego, szacujemy, że spadek zaufania konsumentów w II-IV kw. 2023 r. o wielkości mniej więcej takiej, jaką zaobserwowano podczas protestów „żółtych kamizelek” w 2018 r., spowodowałby spadek konsumpcji o maksymalnie 0,5 pp w ujęciu rocznym na początku 2024 r. (uwzględniając efekty opóźnione), czyli 0,3 pp PKB. Jednak spodziewamy się również zakłóceń w produkcji przemysłowej i niedoborów produktów naftowych (oraz dalszego spadku zaufania konsumentów), co naszym zdaniem prawdopodobnie zwiększyłoby uderzenie w PKB do co najmniej 0,5 pp W efekcie w drugiej połowie 2023 r. możemy zobaczyć kilka kolejnych kwartałów ujemnego wzrostu.

Rysunek 2: Zaufanie konsumentów i wydatki gospodarstw domowych

Zaufanie konsumentów i wydatki gospodarstw domowych

[Consumer confidence = Zaufanie konsumentów; Consumer spending (y/y% – rhs) = Wydatki konsumentów (r/r% – prawa skala)]

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

[1] Choć rząd nadal może go uruchomić nieograniczoną liczbę razy w przypadku projektów ustaw dotyczących finansów (PLF) i ubezpieczeń społecznych (PLFSS).

Jak napisać ogłoszenie o pracę? Skuteczne porady krok po kroku

Dobrze sformułowane ogłoszenie nie tylko wpływa na skuteczność rekrutacji, ale też poprawia wizerunek firmy. Dokładne przedstawione stanowisko pracy, wymagania oraz korzyści dla przyszłego pracownika to jego kluczowe elementy. Podpowiadamy, jak napisać ogłoszenie o pracę, aby zainteresować odpowiednich kandydatów.

Jak napisać ogłoszenie o pracę, które trafi do kandydatów?

W teorii skonstruowanie ogłoszenia nie jest skomplikowane. Wystarczy podać dane firmy, opis stanowiska, wymagania i to, co firma oferuje. Jednak kiedy zależy nam nie na liczbie CV, a na odpowiednich kandydatach, należy dokładnie przemyśleć każdą sekcję.

Nazwa stanowiska

Nazwa stanowiska to niejako tytuł ogłoszenia. Jest to główne kryterium wyszukiwania ofert, dlatego powinno odpowiadać zakresowi obowiązków. Im będzie ona bardziej precyzyjna, tym większa szansa na to, że zauważą ją właściwi specjaliści. Co więcej, zwykle nie warto tworzyć nowych nazw, ponieważ mogą być one dla wielu osób niezrozumiałe.

Informacje o firmie

Coraz więcej osób starannie wybiera firmy, do których aplikuje. Kryteria wyboru są inne w zależności od priorytetów kandydata. Jednak warto w kilku zdaniach przedstawić firmę. Opis powinien zawierać m.in. informacje o tym, jak długo firma istnieje na rynku, w jakiej branży działa i co jest przedmiotem jej działalności. W tej sekcji można też podkreślić, czym przedsiębiorstwo wyróżnia się na tle innych pracodawców np. jakie ma osiągnięcia. Przy czym należy unikać określeń ogólnych, które nic nie mówią, np. wyznaczamy nowe standardy.

Należy też podać lokalizację firmy. Kandydaci często decyzję o odpowiedzi na ogłoszenie podejmują, analizując czas dojazdu do pracy. W tej części warto podkreślić zalety lokalizacji, np. bliskość przystanków komunikacji publicznej albo duży parking.

Szczegółowy opis stanowiska

Zakres pracy na danym stanowisku może wyglądać zupełnie inaczej w każdej firmie. Więc niezbędne jest precyzyjne przedstawienie, jakie obowiązki będzie musiał podjąć przyszły pracownik. Opis powinien być szczegółowy, jednak napisany zwięźle i prostym językiem. Oczywiście, jeśli szukamy specjalisty, warto użyć języka specyficznego dla danej branży. Wtedy od razu wykluczamy osoby, które nie mają odpowiednich kwalifikacji. W przypadku stanowisk samodzielnych dobrze jest określić poziom swobody i obszar odpowiedzialności.

Wymagania

Oczekiwania wobec nowego pracownika muszą być sformowane prosto i konkretnie. Na początku należy podać te, które są konieczne na danym stanowisku pracy. Przy czym trzeba pamiętać, że zbyt długa lista wymagań zniechęca kandydatów. Dla większej przejrzystości oczekiwania można podzielić na konieczne oraz mile widziane.

Co oferuje firma

Dla kandydatów najbardziej interesującą jest informacja o wysokości wynagrodzenia. Podając konkretną kwotę lub widełki, jeśli wynagrodzenie jest zależne od doświadczenia, od razu eliminujemy osoby o znacznie wyższych wymaganiach finansowych. Jednocześnie zachęcamy do złożenia aplikacji tych, co wahają się, czy zmienić pracodawcę.

Trzeba pamiętać, że ludzie nie pracują tylko dla pieniędzy – ważne są też benefity. Obecnie standardem jest dodatkowe ubezpieczenie, prywatna opieka medyczna albo karta do klubów fitness. Jeśli firma oferuje bogaty program świadczeń pozapłacowych, warto wymienić wszystkie opcje. Wiele osób jest skłonnych zmienić pracodawcę, o ile ten oferuje rozwój zawodowy, czy to wewnątrz firmy, czy też poprzez finansowanie kursów i szkoleń zewnętrznych.

Język ogłoszenia

W przypadku, kiedy oferta pracy jest skierowana do konkretnej grupy wiekowej albo zawodowej, warto do niej dostosować słownictwo i styl. Inny język ogłoszenia np. dla informatyków, pokolenia millenialsów albo emerytów chcących sobie dorobić również sprawi, że oferta dotrze do wybranej grupy. Efektem będzie mniej CV niespełniających wymagań.

Dodatkowe wskazówki, jak napisać ogłoszenie o pracę

Większość portali z ogłoszeniami ma szablony, które z jednej strony ułatwiają napisanie anonsu, z drugiej sprawiają, że każdy wygląda podobnie. Z tego powodu trzeba zadbać o to, aby nasze ogłoszenie wyróżniało się na tle innych. Co można zrobić?

Ciekawa grafika

Ogłoszenie powinno przede wszystkim być spójne z kolorystyką firmy. Poza tym warto w nim wykorzystać elementy graficzne podkreślające korzyści płynące z zatrudnienia w naszej firmie. Może to być np. opcja pracy zdalnej albo elastyczne godziny pracy.

Aby przekaz był czytelny, obrazki powinny być wyraźne i dobrze dobrane do informacji, jaką przedstawiają.

Zaznaczenie najważniejszych informacji

Jeśli nie mamy możliwości wykorzystania grafiki, to należy postawić na wytłuszczenie najważniejszych informacji, np. kluczowego wymagania (np. doświadczenia lub znajomości konkretnego programu), głównego zadania albo benefitu lub atrakcyjnego wynagrodzenia. Takie rozwiązanie sprawi, że kandydat, przeglądając ofertę, od razu zwróci uwagę na podkreślone informacje.

Przebieg procesu rekrutacji

W przypadku wieloetapowych rekrutacji dobrze jest od razu umieścić taką informację w ogłoszeniu, opisując krótko każdy z nich. Wtedy kandydaci będą świadomi, co ich czeka.

Firmowy adres email

Należy unikać podawania w ogłoszeniu adresu email założonego w popularnych serwisach. Brak adresu firmowego wzbudza nieufność i wygląda nieprofesjonalnie. Z pewnością, żaden ceniący się specjalista nie wyśle swojego CV do anonimowej firmy.

Poprawność językowa

Ostatnią radą, jak napisać ogłoszenie o pracę, jest weryfikacja informacji zawartych w ogłoszeniu oraz poprawności językowej. Kandydaci negatywnie odbierają wszelkie błędy ortograficzne, interpunkcyjne, stylistyczne i literówki. Co więcej, będą one psuły wizerunek firmy. Więcej o tym, jak dbać o dobre imię firmy, można znaleźć na Zawodowo.OLX, gdzie są porady w zakresie m.in. życia zawodowego, zagadnień HR, rynku i prawa pracy.

Czy warto zainwestować w program do obsługi BDO? Oczywiście. Zobacz dlaczego!

Sprawozdanie o odpadach to obowiązek wielu działalności gospodarczych. Niestety, ale wypełnienie takiego wniosku może nastręczać sporych problemów. Na szczęście właściciele firm mogą skorzystać z dedykowanego oprogramowania do obsługi BDO. Co powinien oferować ten soft? 

Najważniejsze dane o Bazie Danych Odpadowych

Aktem prawnym w randze ustawy, który powołał do życia BDO, była ustawa o odpadach w zakresie ewidencji i sprawozdań. Weszła ona w życie 31 stycznia 2020 roku, chociaż ustawodawca, chcąc przygotować firmy do nadchodzących zmian, umożliwił dobrowolne dopisanie się do rejestru już od 16 grudnia 2019 roku.

Mimo tego, że ten zbiór danych towarzyszy nam od niedawna, to już zdołał on sobie wyrobić opinię rejestru, który jest niezbyt przyjazny w obsłudze dla firm. Jak prawidłowo wypisać sprawozdanie o odpadach? Bez odpowiedniego narzędzia może być to bardzo trudne – właśnie dlatego warto zainteresować się programem do obsługi BDO od GS Software

 Z pomocą takiej dedykowanej aplikacji, wszystkie dylematy związane z tym, jak wypełnić wniosek BDO, można rozwiązać bardzo szybko. W oprogramowaniu znajdziemy m.in. aktualny katalog odpadów, a także szybko uzupełnimy informacje o metodach odzysku i unieszkodliwiania nieczystości.

Po stronie atutów można wskazać też na szybki dostęp do kart ewidencji i przekazania odpadów oraz na pełne raporty KPO. Najlepsze narzędzia dostępne na rynku współpracują też z innymi usługami, dzięki czemu każda firma, która z nich korzysta, może z powodzeniem oszczędzać czas oraz lepiej zarządzać pracownikami, co może przełożyć się na zwiększenie przychodów przedsiębiorstwa. 

Kto musi korzystać z BDO?

Lista podmiotów objętych tym obowiązkiem jest już dość długa. Znajdziemy na niej m.in.:

  • importerów opakowań,
  • producentów opakowań,
  • podmioty gospodarcze, które na terytorium Polski wprowadzają do obiegu opony, pojazdy, baterie oraz sprzęt elektroniczny i akumulatory.

Praktyka pokazuje jednak, że – zgodnie z obowiązującymi przepisami – do bazy BDO można przypisać praktycznie wszystkie podmioty, które wytwarzają odpady inne, aniżeli odpady komunalne, które z kolei generują pracownicy. W mocy prawnej wciąż jest też lista firm, które są zwolnione z tej formy ewidencji – jest ona aktualizowana cyklicznie, od 2020 roku. 

Do kiedy złożyć sprawozdanie o odpadach?

Jeśli nasza firma działała w 2022 roku i w tym czasie była już dopisana do BDO, to marzec jest przysłowiowym „ostatnim dzwonkiem” do kiedy musimy złożyć rozliczenie roczne. Ustawowo narzucony termin upływa już 15 marca 2023 roku! 

Dane, jakie musimy zawrzeć w zgłoszeniu, to m.in.: 

  • Numer Identyfikacji Podatkowej (NIP),
  • informacje rejestrowe,
  • dane kontaktowe właściciela firmy. 

Co się stanie, jeśli przekroczymy termin 15 marca? Można tu wskazać na dwa scenariusze: jeśli szybko uzupełnimy wszystkie niezbędne informacje, organ nadzorujący może odstąpić od wymierzenia kary. Jeśli jednak będziemy czekać zbyt długo lub nie podejmiemy żadnych działań, by uzupełnić roczny raport BDO, może zostać zasądzona kara w wysokości do 5 tys. złotych! 

O wiele prościej będzie nam rozliczyć się z BDO, gdy będziemy korzystać z intuicyjnego, prostego w obsłudze, a jednocześnie kompleksowego oprogramowania – na przykład takiego, jakie dostarcza polska firma, GS Software. To także świetny sposób, by zminimalizować ryzyko popełnienia błędu na dowolnym etapie składania wniosku.

Meble pod ścianą – długi w branży znów zaczęły rosnąć

Problemy z pozyskaniem surowców, rosnące koszty energii, utrzymująca się wysoka inflacja i spadek popytu – z tym wszystkim zmaga się obecnie branża meblarska. Ma to odzwierciedlenie w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Od siedmiu miesięcy zadłużenie tego segmentu rośnie i obecnie wynosi 101,1 mln zł. W najbliższym czasie branża prognozuje dalszy spadek wartości produkcji sprzedanej.

Ostatnie 10 lat było dla firm meblarskich bardzo udane. Dużo produkowały, sprzedawały towary w kraju i eksportowały za granicę. Według najnowszego raportu „Polskie meble Outlook 2023”, opracowanego przez Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Producentów Mebli, wartość produkcji sprzedanej spadnie jednak w tym roku o około 8 proc. w stosunku do 2022 r., a liczba wytworzonych mebli nawet o 1/4. Niekorzystny wpływ na wyniki będą mieć rosnące szybko koszty energii, materiałów i wynagrodzeń, a także ograniczony dostęp do drewna. Na to nakłada się wyraźnie mniejszy popyt na meble, wynikający z trudności w uzyskaniu kredytów przez Polaków. Miniony rok przyniósł spadki zamówień sięgające 20 proc. Eksperci prognozują, że w tym roku należy się spodziewać redukcji o kolejne kilkanaście procent. Przewidywana rentowność spadnie do 4,6 proc. Dodatkowo przedsiębiorcy w ub.r. byli zmuszeni redukować zatrudnienie, ratując w ten sposób płynność finansową swoich firm. Szacunki rynkowe mówią o zwolnieniu 50-60 tys. pracowników z ok. 200 tys. pracujących w 2021 r. Objęły one przede wszystkim osoby zatrudnione na umowach czasowych, ale ominęły specjalistów. Do tego dużym wyzwaniem staje się utrzymanie konkurencyjności na rynkach eksportowych. Segment czeka więc trudny rok.

Meble znów z zadyszką

Niełatwa sytuacja branży znajduje odbicie w danych KRD. Pokazują one, że zadłużenie tego segmentu od siedmiu miesięcy rośnie. We wrześniu 2022 r. wynosiło 86 mln zł – od tego czasu zwiększyło się do 101,1 mln zł. Pół roku temu w KRD figurowało blisko 3 tys. niepłacących firm, a dziś to 3109. Średnia wartość nieuregulowanych zobowiązań sięgała 28,8 tys. zł, obecnie to już 32,5 tys. zł.

Analizując dane dotyczące zadłużenia w dłuższym horyzoncie czasowym, widać, że najtrudniejszy w ostatnich latach był dla meblarzy rok 2020. Zadłużenie sięgało wtedy 120 milionów złotych. Wpływ na to miała w dużej mierze pandemia, która negatywnie odbiła się na całej gospodarce. W czerwcu 2021 roku nastąpiło dodatkowe tąpnięcie i zaległości sektora meblarskiego urosły do 125 milionów złotych. Na początku minionego roku suma nieuregulowanych zobowiązań zaczęła maleć, ale narastająca inflacja i wojna za wschodnią granicą znów pogorszyły kondycję segmentu meblarskiego – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Niemal 3/4 zadłużenia należy do producentów mebli. Zalegają oni ze spłatą 73,5 mln zł. Zobowiązań finansowych nie uregulowało 2298 firm. Pozostała część, tj. 27,6 mln zł, obciąża konta sklepów i hurtowni sprzedających meble. W tej podkategorii długi ma 811 podmiotów.

Branża meblarska to nie tylko produkcja i handel. To także współpraca z branżą drzewną. A ta ma obecnie 72 mln zł długu, który rozkłada się na 2189 przedsiębiorstw. Każde z nich ma do oddania średnio 33 tys. zł. Największe wyzwania dla tego segmentu to trudności ze zdobyciem surowca i wysokie ceny energii.

Zawirowania w JDG-ach

Ponad połowa ze 101,1 mln zł długu firm meblarskich przypada na jednoosobowe działalności gospodarcze. 2120 firm jest winnych kontrahentom 58,4 mln zł. Ich średnia zaległość wynosi 20,8 tys. zł. Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością powinny oddać 42,7 mln zł. W tej grupie problemy finansowe odczuwa 989 podmiotów, z których każdy przeciętnie ma do spłacenia 43,1 tys. zł.

Rekordzistą w zadłużeniu jest spółka z województwa łódzkiego. Zalega ona 3,3 mln zł wobec administracji państwowej i samorządowej.

Największe długi – 18,5 mln zł – obciążają przedsiębiorstwa z województwa wielkopolskiego. Drugie miejsce zajmują firmy z Mazowsza z 12,6 mln zł niezapłaconych rachunków, a trzecie – z województwa dolnośląskiego z kwotą 11,6 mln zł.

Najmniej do oddania mają przedsiębiorcy z regionu świętokrzyskiego 728 tys. zł, Podlasia – 1,2 mln zł oraz Opolszczyzny – 1,7 mln zł.

Niemal połowę zaległości branży meblarskiej stanowią nieuregulowane zobowiązania wobec banków, firm leasingowych i podmiotów z branży zarządzania wierzytelnościami (55 mln zł). Z kolei 8,9 mln zł to suma, która powinna trafić do biur rachunkowo-księgowych, doradztwa podatkowego, kancelarii prawnych i agencji reklamowych. Na 8 mln zł czekają wierzycie z firm handlowych.

Dobra koniunktura usypia czujność w biznesie. W okresie prosperity wielu przedsiębiorców nie sprawdza, czy ich kontrahenci płacą swoim parterom handlowym, wychodząc z założenia, że wszystkim świetnie się powodzi. Tymczasem, kiedy zaczynają się pojawiać symptomy kryzysu gospodarczego, na prześwietlanie klientów może być już za późno. Jeśli kontrahent od dłuższego czasu nie płaci swoim dostawcom, prawdopodobnie my będziemy następni. Dlatego weryfikowanie rzetelności płatniczej partnerów biznesowych powinno być normą w przedsiębiorstwach, niezależnie od warunków panujących na rynku. Wiedząc, że dana firma nie wywiązuje się ze zobowiązań finansowych, można zareagować i na przykład renegocjować warunki zawartej umowy – zauważa Katarzyna Starostka, ekspert programu Rzetelna Firma, działającego pod patronatem KRD.

Branża meblarska też czeka na zapłatę

Firmy meblarskie same także mają problemy z odzyskaniem należności od kontrahentów. Ci są im winni 8,9 mln zł. Gros tej kwoty powinny zwrócić meblarzom przedsiębiorstwa handlowe – 2,7 mln zł oraz zajmujące się przetwórstwem przemysłowym – 2,6 mln zł.

Jeszcze w 2022 r., mimo niekorzystnych warunków ekonomicznych – spadku zamówień, drogich surowców i energii – przedsiębiorcy z segmentu meblarskiego radzili sobie dobrze. Wstępne szacunki Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli wskazują, że miniony rok udało się branży zamknąć przychodami sięgającymi 65 mld zł. Prognozowany wynik za 2022 r. oznacza utrzymanie poziomu sprzedaży z 2021 r. Na rezultat ten miały jednak wpływ drożejące szybko wyroby, co z kolei było spowodowane inflacją. Dla branży, która od dekady mocno się rozwijała, ten rok będzie więc dużym wyzwaniem.

Warzywa zdrożały rdr. o 22,5 proc. I szybko nie zaczną tanieć – ostrzegają eksperci

Wzrosty cen warzyw coraz bardziej dają po kieszeniach Polakom. Przyczyną jest niekorzystny splot wielu okoliczności – od pogodowych i ekonomicznych po czysto polityczne. Rekordy bije np. cebula, której ceny rdr. poszły w górę o ponad 55%. Na dużym plusie jest też marchew ze wzrostem o przeszło 47% rdr. Jak podają eksperci, ceny cebuli najmocniej zależą od sytuacji w Ukrainie. Papryka i pomidory potanieją, gdy zaczną się dostawy z polskich szklarni. Natomiast marchew zacznie mniej kosztować, jeśli będą dobre plony z upraw na polach. Ceny ziemniaków i kapusty wywindowała z kolei inflacja. I w ocenie ekspertów, pozostaną one na obecnych poziomach. Jednak niczego nie można przewidzieć na 100%. Ceny mogą spadać, ale dopiero latem. Jednak możliwe jest też, że pójdą jeszcze bardziej w górę. Jedno jest niemal pewne, że przed Wielkanocą warzywa raczej nie potanieją.

Warzywa w sklepach coraz droższe

Polscy konsumenci muszą coraz więcej płacić za warzywa. Drożeją wyraźniej niż reszta żywności. Z najnowszego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, zawierającego analizę ponad 72 tys. cen, wynika, że w lutym 2023 r. zakupy kosztowały średnio o 20,8% więcej niż rok wcześniej (w styczniu – 20%). Natomiast same warzywa w tym czasie zdrożały o 22,5% rdr. Przy tym np. w przypadku cebuli, marchwi czy papryki wzrosty były jeszcze wyższe.

Eksperci widzą długą listę przyczyn, które doprowadziły do takiej sytuacji w sklepach. – Mamy do czynienia z kumulacją wyjątkowo negatywnych czynników. Wśród nich są wyższe koszty produkcji, wynikające z ogromnego wzrostu cen nawozów, gazu, paliwa i prądu. Tu jednak mieliśmy kumulację w II połowie 2022 r. i teraz ten czynnik ustępuje. Ale na to nałożyły się jeszcze niekorzystne warunki pogodowe, zmniejszające produkcję warzyw w krajach będących ich istotnymi producentami i dostawcami do Europy. Można też zakładać, że szokowy wzrost cen nawozów zmniejszył ich wykorzystanie, co również negatywnie wpłynęło na wydajność produkcji – wylicza Piotr Bielski z Santander Bank Polska.

Na skutki wzrostu cen energii wskazuje też dr Robert Orpych z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie. – Do produkcji warzyw szklarniowych wykorzystuje się duże ilości prądu, gazu bądź węgla. Z uwagi na wysokie ceny energii, europejscy rolnicy, w szczególności Holendrzy, czyli czołowi producenci warzyw szklarniowych, ograniczyli uprawy, a w niektórych przypadkach jeszcze z nimi nie ruszyli – mówi ekspert. Przede wszystkim jednak zwraca uwagę na fakt, że niesprzyjające warunki pogodowe w krajach, z których są importowane dostępne teraz warzywa nie wpłynęły na ich wysokie ceny na naszym rynku. Ponadto okres zimowy, a zwłaszcza ten po Nowym Roku, charakteryzuje się obniżoną podażą krajowych warzyw. Do tego doszły rosnące koszty pracy i transportu.

Wzrost cen warzyw pośrednio jest też skutkiem problemów z ich dostępnością w niektórych państwach Europy, np. w Wielkiej Brytanii, gdzie są one sprzedawane w ograniczonych ilościach lub ich brakuje. Uzupełnia listę przyczyn dr Justyna Rybacka z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni.

Szacunki zmienne jak pogoda

Tak wiele czynników kształtujących ceny detaliczne warzyw sprawia, że sytuacja na rynku jest bardzo zmienna. Zdaniem ekspertów, trudno przewidzieć, jak będzie się ona kształtowała w kolejnych miesiącach. Ceny mogą spadać, ale dopiero latem. Jednak mogą też pójść jeszcze mocno w górę.

– Istotne będą z jednej strony zjawiska pogodowe, a z drugiej – zachowania rynków energii. Na razie duże zagrożenie suszą w Europie nie zapowiada zmiany na lepsze, ale wystarczy kilka tygodni ulewnych deszczy, żeby ta sytuacja się zmieniła. Ceny surowców i energii zeszły ze szczytów. Ale jeśli światowa gospodarka zacznie przyspieszać, to ta tendencja też może się odwrócić – uważa ekspert z Santander Bank Polska.

Zazwyczaj w okresie zimowym i wczesnowiosennym ceny większości produktów z tej kategorii są wyższe. – Niebawem na polskim rynku pojawi się część krajowych warzyw i owoców. Jeśli pogoda będzie dopisywała ich wzrostowi, to możemy liczyć na unormowanie się cen. Sezon na warzywa i owoce oznacza, że będziemy mieć po pierwsze dostęp do zdrowych i smacznych produktów, a po drugie będą one tańsze – dodaje dr Rybacka.

– W krótkiej perspektywie na unormowanie cen, a nawet ich spadek, pewnie będzie trzeba poczekać do momentu pojawienia się na rynku w odpowiedniej ilości polskich i europejskich upraw szklarniowych oraz nowych upraw z południa Europy i północy Afryki. W dłuższej perspektywie, wysokie ceny, będące efektem sezonowości warzyw, ulegną prawdopodobnie obniżeniu dopiero w trzecim kwartale 2023 r. – uważa dr Robert Orpych.

Ceny przed Wielkanocą nie spadną

Eksperci nie pozostawiają złudzeń jednak co do najbliższej przyszłości i radzą konsumentom przygotować się na jeszcze wyższe ceny warzyw przed kwietniowymi świętami.

–  Do świąt pozostało już niewiele czasu, zatem trudno oczekiwać znaczącego ruchu cen. Na ich obniżenie, z uwagi na sezonowość upraw czy ze względu na wzrost podaży upraw szklarniowych oraz pojawienie się nowych upraw z południa Europy i Afryki, jest jeszcze za wcześnie. Jednocześnie wydaje się, że sklepy nie zdecydują się na znaczące podwyżki tuż przed świętami, w obawie przed reakcją klientów, którzy w ostatnim czasie zmagają się z problemami wynikającym ze wzrostu kosztów życia – ocenia ekspert z WSB w Chorzowie.

– Przed Wielkanocą możemy zakładać wzrost cen papryki i pomidorów, co jest wynikiem ograniczonej podaży m.in. z Hiszpanii. Cebula również jest dobrem, które podrożało znacząco. I jego cena nie spadnie w najbliższych miesiącach – prognozuje dr Rybacka.

Rekordy cenowe w pierwszej kolejności należą do cebuli, która w lutym podrożała rdr. aż o 55,4 proc. i w sklepach kosztuje średnio 3,5 zł/kg. Jest to też produkt, który zaliczył w tym okresie największy wzrost ceny w całym koszyku 100 najczęściej kupowanych przez konsumentów towarów, należących łącznie do 17 kategorii produktowych.

Główną przyczynę rekordowego wzrostu cen cebuli Grzegorz Rykaczewski z Banku Pekao upatruje w zmniejszeniu produkcji tego warzywa. – Wprawdzie w Polsce zbiory były wysokie, ale w innych krajach regionu wystąpiły straty produkcyjne. W Hiszpanii i Holandii zebrano mniej cebuli przez deficyt opadów. Z kolei z powodu toczących się działań wojennych nastąpił duży ubytek produkcyjny na południu Ukrainy – uważa ekspert.

Natomiast Julita Pryzmont z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland stwierdza, że wzrost cen cebuli w Polsce wynika ze zwiększonego eksportu tego warzywa do Ukrainy. – Jest on spowodowany mniejszymi zbiorami w tym kraju. Eksport cebuli z Polski do Ukrainy wzrósł 24 razy w ciągu ostatnich pięciu miesięcy – mówi ekspertka. Zauważa ponadto fakt, iż ceny cebuli w Polsce wywindowało zmniejszenie jej podaży z innych krajów UE, takich jak Hiszpania.

Rekordowa marchew, duże wzrosty papryki

Druga na liście cenowych rekordów wśród warzyw w lutym była marchew – podwyżka rdr. o 47,3% (5. miejsce pod względem najwyższego wzrostu cen we wspomnianym już całym koszyku).

– Wysoka cena marchwi może być zjawiskiem przejściowym. Za kilka miesięcy w Polsce będziemy mogli cieszyć się naszymi sezonowymi plonami. O ile pogoda będzie sprzyjała uprawie tego warzywa, sytuacja cenowa na pewno się zmieni – ocenia dr Justyna Rybacka.

Konsumenci widzą też wyższe od przeciętnych wzrosty cen pomidorów, co potwierdzają wyniki badania. W lutym były one droższe aż o 25,1% rdr.

– Na polskim rynku dostępne są obecnie przede wszystkim importowane pomidory z południa Europy, przy czym ich wolumen jest już praktycznie na wyczerpaniu. Jak wiemy, warunki pogodowe na południu Europy i północy Afryki spowodowały znaczący wzrost cen, z uwagi na straty w uprawach i tym samym zmniejszoną podaż – komentuje dr Orpych. Ekspert z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie zaznacza też, że na polskie pomidory szklarniowe trzeba jeszcze poczekać mniej więcej do kwietnia. Wtedy też można się spodziewać obniżki. Oczywiście następnie na rynku pojawią się pomidory z upraw gruntowych, co również pozytywnie wpłynie na poziom cen.

Bardzo spektakularne wzrosty cen odczuwają również amatorzy papryki. Zdrożała ona rdr. o 20,8%, osiągając w lutym w sklepach średnią cenę ok. 11,5 zł/kg. Z kolei papryka dostępna w sklepach zimą pochodzi głównie z importu. Sprowadzamy ją z Hiszpanii i Turcji. – Wysoka cena tego produktu wynika z anomalii pogodowych w Europie oraz na północy Afryki. Mniejsza dostępność papryki wpływa na jej cenę. Dodatkowo dalej wpływ mają koszty transportu oraz utrzymujący się niekorzystny kurs polskiego złotego – tłumaczy dr Rybacka. Ekspertka z WSB w Gdyni dodaje też, że przy dobrych warunkach pogodowych ceny papryki, podobnie jak pomidorów, spadną w okresie wzrostu i zbiorów tych warzyw w Polsce. Będziemy to obserwowali od końca lipca aż do zakończenia sezonu zbiorów.

Droższe dodatki do schabowego

Dwucyfrowe wzrosty cen notują nawet tak powszechne w menu Polaków warzywa, jak ziemniaki czy kapusta. Te towary podrożały rdr. odpowiednio o 16,1% i 15,8%. Eksperci uważają, że przy globalnie rosnących cenach wielu dóbr i produktów wzrosty cen także tych warzyw nie powinny nikogo dziwić.

– Warto wskazać, że ze wzrostami cen ziemniaków czy kapusty nie musimy pozostać długo, o ile pogoda w sezonie będzie sprzyjała uprawom. Są to nasze krajowe warzywa, więc przy owocnych plonach odczujemy spadki cen. Inaczej może być, jeśli pogoda nam nie dopisze. Wówczas mogą stać się jeszcze droższe niż teraz. W obliczu zmian klimatycznych trudno jest przewidzieć trendy cenowe w tych kategoriach – mówi dr Rybacka.

– Nie można wykluczyć, że ceny warzyw w końcu się unormują, ale też nie da się tego zagwarantować. Wszystko zależy od wielu czynników, które mogą się zmieniać w czasie. Możliwe jest również to, że ceny warzyw spadną, jeśli poprawi się sytuacja gospodarcza lub polityczna w Polsce i na świecie, a warunki atmosferyczne będą sprzyjające. Możliwe jest też, że ceny warzyw wzrosną jeszcze bardziej, jeśli te czynniki się pogorszą – podsumowuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Czy tworzenie contentu z ChatGPT jest zgodne z prawem? Opinia prawnika

Moment pojawienia się ChatuGPT jest przełomowy. Wiele osób uważa, że AI zastąpi niebawem specjalistów m.in. copywriterów i twórców contentu. Jednak czy wykorzystanie treści z ChatuGPT w e-commerce jest zgodne z prawem? – Należy pamiętać, że jest to narzędzie, którego algorytmy bazują również na web scrapingu, a co za tym idzie – efekty jego pracy mogą być plagiatem – wyjaśnia Rafał Malujda, radca prawny IdoSell.

ChatGPT od kilku miesięcy rozpala wyobraźnię. Jest też coraz popularniejszy wśród internautów. I o ile wykorzystywanie narzędzi, które automatyzują rozmaite procesy albo generują różnego rodzaju content (np. translatory) jest już normą, o tyle ich wykorzystanie zawsze budziło wątpliwości. Nie inaczej jest z ChatemGPT.

– Przed jego komercyjnym użyciem, należy zadać kilka pytań – i to niekoniecznie w samym narzędziu ChatGPT: na ile możemy z niego korzystać, czy możemy tam wprowadzać konkretne treści, kto może dysponować wynikiem pracy i jaki jest status prawny efektów pracy tego chatbota? ChatGPT dotyka również bardzo istotnego zagadnienia, czyli web scrapingu – w tym przypadku, na masową skalę – wyjaśnia Rafał Malujda.

Zgodne z prawem?

W tym momencie nie ma jeszcze konkretnych regulacji, które pozwoliłyby usystematyzować kwestię AI, w tym m.in. ChatuGPT. Prace nad rozporządzeniem UE w tym zakresie – Aktem o sztucznej inteligencji – jeszcze trwają i już podnosi się, że wprowadzenie na rynek Chatu GPT przedłuży prace nad tymi przepisami, które nie uwzględniały tego rodzaju fenomenu. Ustawodawcy mają świadomość, że istnieje już pilna potrzeba uregulowania kwestii związanych z AI – stąd przyjęcie na poziomie UE chociażby Aktu o usługach cyfrowych (DSA), którego jednym z celów jest zapewnienie dostępności wysokiej jakości zbiorów danych.

Trzeba zaznaczyć, że firma OpenAI (która udostępnia ChatGPT) czerpie dane dla inteligentnych algorytmów bezpośrednio z sieci i od użytkowników. To zaś może sprawić, że osoby, które wykorzystają treści „wyplute” przez ChatGPT do tworzenia contentu np. w sklepie internetowym, w pewnym momencie mogą zostać oskarżone o naruszenie praw autorskich.

– To jest bardzo istotne zagadnienie. Jeśli sprzedawca wprowadza w ChatGPT frazę, wyznaczając warunki brzegowe zapytania np.: „napisz mi ogłoszenie marketingowe dla mojego sklepu do konkretnego produktu” i uzyskuje gotowy tekst, to pytanie – w jakim stopniu możemy lub powinniśmy zweryfikować kwestię legalności takich treści? Czy ten tekst nie bazuje w zbyt dużym stopniu na jakichś innych gotowych komponentach? Nie wiemy, skąd ChatGPT pobiera dane. Czy więc to on będzie ponosił odpowiedzialność za ewentualne naruszenie praw autorskich? Jeśli ktoś zdiagnozuje naruszenie przepisów, czy to my będziemy tę odpowiedzialność ponosili? Czy treść przygotowana przez ChatGPT jest poprawna merytorycznie? Według mnie wykorzystanie ChatuGPT w biznesie jest w tym momencie pełne niewiadomych i bardzo ryzykowne – mówi Rafał Malujda.

Wątpliwości związane z ChatemGPT pojawiają się dlatego, że w większości prawodawstw tylko człowiek może być twórcą utworu, w rozumieniu prawa autorskiego. Czym jest więc to, co wypluwa ChatGPT?

– Regulamin ChatuGPT jest tak skonstruowany, że umożliwia użytkownikom korzystanie z odpowiedzi i to użytkownikom przysługują prawa do wyników działania chatbota, jednocześnie potwierdzając, żeto, co użytkownicy wprowadzą od siebie do chatu, będzie materiałem do dalszej nauki algorytmów w bazie ChatuGPT. To oznacza, że jeśli ktoś niefrasobliwie wpisze tam wewnętrzne, firmowe dane, plany, strategie, może ujawnić w ten sposób tajemnice firmy lub dane osobowe – w mniej lub bardziej okrojonej formie – zaznacza Rafał Malujda.

Kiedy można, kiedy nie?

Są już co najmniej dwa konkretne obszary, w których właściciele sklepów internetowych myślą o wykorzystaniu ChatuGPT. Pierwszy z nich to oczywiście dostarczanie contentu (np. treści do social mediów, opisy produktów i usług).

– Czy to robić? Na to pytanie ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć. Raczej nie jest to rekomendowane. Szczególnie, że mówimy o kreatywnym podejściu do wykonywania obowiązków. Pojawiają się pomysły, żeby ChatGPT generował content na social media. Tu znowu pojawia się wątpliwość. Firma, która się na to zdecyduje, musi zweryfikować treści i wyważyć ryzyka. Nie wiemy też, czy chat nie wytworzy przypadkiem podobnych treści dla konkurencji, która również postanowi z niego skorzystać – wylicza Rafał Malujda. – Oczywiście należy monitorować pojawiające się interpretacje i nowo tworzone przepisy, gdyż sytuacja w tym zakresie będzie na pewno dynamiczna – to co dzisiaj niemożliwe, może “jutro” być już legalne.
Drugim, zdecydowanie bardziej użytkowym sposobem, może być zaimplementowanie ChatuGPT jako typowego chatbota. Jeśli mechanizm faktycznie uczy się na bazie coraz większej ilości danych i interakcji, może z powodzeniem zastępować konsultantów w kontakcie z klientami, czy towarzyszyć klientowi w jego “customer journey” na stronie sklepu i w ten sposób dostarczać danych statystycznych niezbędnych do optymalizacji sprzedaży.

Co grozi?

Jedną z najpoważniejszych konsekwencji korzystania w sklepie internetowym z contentu przygotowanego przez ChatGPT może być żądanie skasowania lub szybkiej wymiany istniejących na stronie treści.

– Jeśli naruszamyczyjeś prawa autorskie, grożą nam również roszczenia cywilno-prawne, czyli np. obowiązek zapłaty wynagrodzenia (licencja), które musielibyśmy uiścić za stworzenie treści, które chcielibyśmy wykorzystać. Czy to jest egzekwowalne? Jest to zależne m.in. od tego, gdzie będzie toczył się spór. . Istotne jest również to, jak dużo treści naruszyliśmy i na ile one były faktycznie autorskie. Zaangażuje nas to jednak na pewno procesowo w spór i koszty związane z obsługą tego procesu – wymienia Rafał Malujda.

Zakończonych prawomocnie procesów związanych z wykorzystaniem ChatuGPT w biznesie jeszcze nie było. Jednak jak przewidują prawnicy – można się ich spodziewać już niebawem. To dlatego, że część światowych gigantów regularnie skanuje internet i sprawdza kwestię wykorzystania ich treści czy też kodu. ChatGPT bazuje na tym co zna i na tym, co cieszy się popularnością wśród internautów. To zaś generuje coraz więcej zagrożeń.

Laptopy Apple – jak wybrać sprzęt dla siebie?

Wybierając tablety, laptopy czy komputery dla siebie warto kierować się tym, na czym nam zależy, tym, do czego chcemy dany sprzęt wykorzystać. Na rynku jest wiele różnorodnych modeli laptopów – nawet w ofercie Apple, zaledwie w asortymencie tej jednej firmy!, istnieje wiele możliwości do wyboru. Trzeba więc wiedzieć czego się od komputera chce i w jaki sposób chce się go wykorzystać. Jak więc ułatwić sobie wybieranie odpowiedniego sprzętu dla siebie? I gdzie znaleźć interesujące cię modele laptopów Apple i nie tylko?

1. Dlaczego warto mieć dobry laptop do pracy i na co dzień?

2. Macbook – czy laptop Apple wart jest swojej ceny?

3. Jakie laptopy Apple warto wybrać – Macbook Pro, Macbook Air czy coś innego?

4. Na co zwrócić uwagę wybierając odpowiedni sprzęt dla siebie?

5. Gdzie znajdziesz komputery oraz inne przedmioty od Apple w dobrej cenie?

Dlaczego warto mieć dobry laptop do pracy i na co dzień?

Dlaczego warto mieć dobry sprzęt do pracy i na co dzień? Dlaczego warto zwracać uwagę na takie aspekty jak karty graficzne (np. nvidia geforce), dysk hdd i jego pojemność, wielkość ekranu czy też jego przekątna? Przede wszystkim dlatego, że w ten sposób jesteś w stanie określić minimalne parametry, które będą dla ciebie wystarczające. A co za tym idzie, będziesz w stanie swobodnie korzystać z laptopa nie tylko dla rozrywki ale również w swojej pracy.

Macbook – czy laptop Apple wart jest swojej ceny?

Czy laptop Apple Macbook wart jest swojej ceny? Na rynku można znaleźć najróżniejsze modele laptopów od Apple – różni je nie tylko przekątna ekranu czy kolor obudowy, ale również wiele innych parametrów. Różni je cena – jedne modele są tańsze inne droższe, niemniej jednak średnia cena tych laptopów często jest wyższa niż laptopów innych marek, czy jednak słusznie? Jedni powiedzą, że tak – laptopy tej marki są szybsze, sprawniejsze i lepiej skonfigurowane z innymi urządzeniami Apple. Drudzy powiedzą, że nie – że płaci się wyłącznie za logo nadgryzionego jabłka.

Jakie laptopy Apple warto wybrać – Macbook Pro, Macbook Air czy coś innego?

Jeżeli chcesz zabierać wszędzie ze sobą swój laptop to zdecyduj się bardziej na model Macbook Air, który jest lżejszy od innych modeli. Z kolei jeżeli chcesz pisać, tworzyć bądź po prostu pracować na swoim sprzęcie, wtedy będziesz potrzebował czegoś bardziej profesjonalnego takiego, jak Macbook Pro. Różne inne modele będziesz w stanie znaleźć na stronie: https://www.mediaexpert.pl/komputery-i-tablety/laptopy-i-ultrabooki/laptopy/przekatna-ekranu-cal_14-cali/seria_apple-pro.

Na co zwrócić uwagę wybierając odpowiedni sprzęt dla siebie?

Będąc w trakcie wyboru laptopów (nie tylko tych marki Apple) warto jest zwrócić wagę na parametry, które są dla ciebie istotne. Być może to będzie przekątna ekranu (laptopy Apple z 13 calowymi ekranami można znaleźć tutaj: https://www.mediaexpert.pl/komputery-i-tablety/laptopy-i-ultrabooki/laptopy/przekatna-ekranu-cal_13-cali/seria_apple-pro), może to być ilość pamięci RAM i pamięci na dysku. A może bardziej będzie cię interesować karta graficzna, dzięki której wszystko co zauważysz na ekranie będzie idealnie odwzorowane kolorystycznie.

Gdzie znajdziesz komputery oraz inne przedmioty od Apple w dobrej cenie?

Jeżeli szukasz dla siebie odpowiednich laptopów to komputery Macbook na pewno znajdziesz w takich miejscach, jak sklepy Media Expert. I to wcale nie musisz odwiedzać salonów stacjonarnych, bo wszystko czego ci trzeba dostępne jest również w sklepie internetowym – https://www.mediaexpert.pl/komputery-i-tablety/laptopy-i-ultrabooki/laptopy/seria_apple-pro.

PIT-37 w 2023 roku

Początek roku to nie tylko czas smutnych konstatacji, że coraz szybciej porzucamy swoje noworoczne postanowienia. To również czas jeszcze smutniejszych refleksji nad naszą kondycją finansową. Tak, to czas na składanie PIT.

Pocztą tradycyjną albo elektroniczną dostaliście być może jakiś druk od swojego pracodawcy (o ile sami dla siebie nie jesteście pracodawcami) i teraz zastanawiacie się – co dalej?

Jeśli jesteście początkujący, łatwo zauważycie, że na stronach internetowych najczęściej przewijają się wątki dwóch rodzajów PIT-ów. No właśnie, powstaje pytanie – PIT 36 czy PIT 37?Rozlicz PIT-37 w intuicyjnej aplikacji PITax.pl

PIT 36 a PIT 37

Jeśli należysz do tych szczęśliwców, którzy mają umowę o pracę, a pracodawca płaci za ciebie należne składki ZUS (emerytalne, rentowe, wypadkowe, na Fundusz Pracy oraz na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych) i odprowadza zaliczki na poczet podatku, to twój PIT to PIT 37. Ale nie tylko w takim przypadku. Jeśli masz umowę zlecenie lub umowę o dzieło, to również rozliczasz PIT 37. Dla kogo w takim razie PIT 36? Dla tych, którzy prowadzą działalność gospodarczą według skali podatkowej, co najczęściej oznacza drobnych przedsiębiorców, oraz dla osób pracujących za granicą czy mających zyski z działów specjalnych produkcji rolnej (np. uprawa w szklarniach i uprawa grzybów). Nie martwcie się tymi niuansami: jeśli w ciągu roku nie korzystaliście z usług wykwalifikowanej księgowej, to najprawdopodobniej rozliczacie PIT-37.

Jak rozliczyć PIT 2022? Instrukcja

No cóż, jest wiele sposobów. Możecie nie robić nic. Tak, jeśli rozliczacie się sami (a nie razem ze współmałżonkiem), nie macie żadnych ulg do odliczenia i nie chcecie wybrać organizacji pożytku publicznego, której przekażecie 1,5%, to 2 maja wasze rozliczenie zostanie po prostu automatycznie zaakceptowane w usłudze „Twój e-PIT” Ministerstwa Finansów. Nie polecamy tego rozwiązania. Jeśli zdarza się wam narzekać na to, jak dysponowane są pieniądze z waszych podatków, przejmijcie przynajmniej kontrolę nad tym 1,5%! Od 15 lutego na tymże portalu znajdziecie swój PIT-37 wypełniony na podstawie PIT 11, przygotowanego przez pracodawcę – możecie wejść, sprawdzić, i zadysponować 1,5%.

Możecie też w tradycyjny sposób pójść do swojego Urzędu Skarbowego, wziąć odpowiedni druk PIT 37 za 2022 rok (dostępne zazwyczaj w holu Urzędu) i pracowicie wypełnić formularz. Tego rozwiązania też nie polecamy. Jest bardzo czasochłonne, w  porównaniu z innymi dostępnymi opcjami, i łatwo popełnić błąd. Co prawda, jeśli macie szczęście, jakaś miła urzędniczka udzieli wam wskazówek, ale znacznie łatwiejsze i szybsze jest zrobienie tego za pośrednictwem Internetu.

Jak rozliczyć PIT-37 online

Jest wiele możliwości rozliczenia PIT37 przez Internet. Jedną z nich jest wspominany powyżej portal Ministerstwa Finansów, i jeśli nie spodziewacie się, że będzie musieli wprowadzać korekty, to jest on dobrym wyborem. Jeśli jednak rozliczacie się z mężem lub żoną, chcecie coś odliczyć lub macie dochody z kilku źródeł, od kilku pracodawców, warto wybrać jakiś program internetowy, który bezboleśnie będzie was pilotował przez cały proces. Kryterium powinna być jak  najprostsza instrukcja rozliczania i najprostsza nawigacja. Polecamy PITax.pl, który poprowadzi przez wszystkie koleje kroki i poprzez który poślecie swój PIT 37 za 2022 do odpowiedniego Urzędu.

PIT 0, PIT 38, PIT 40a, i inne

Na tym samym portalu, PITax.pl, znajdziecie wiele innych możliwych PIT-ów do rozliczenia. Jeśli uzyskaliście dochody kapitałowe, na przykład sprzedając akcje czy obligacje, albo wymieniając kryptowaluty na tradycyjne pieniądze – uzyskaliście dochód kapitałowy. Musicie wówczas wypełnić i złożyć PIT 38. Nie martwcie się, jeśli chodzi o dochody z lokat bankowych albo otwartych funduszy inwestycyjnych – to nie wy, ale te instytucje odprowadzają podatki. Jeśli jesteście emerytami lub rencistami – dostaniecie z kolei PIT 40a. Załącznik PIT d należy uwzględnić, jeśli chce się rozliczyć ulgi budowlane, i złożyć go razem z PIT 37 2022 (lub PIT 36, czy inny, który akurat was dotyczy). Szczególnym przypadkiem jest PIT 0, tak zwany PIT „zerowy”. Zgodnie z nazwą, dotyczy on tych, którzy nie uzyskali przychodu bądź uzyskiwali tylko przychody niepodlegające opodatkowaniu (np. alimenty na dzieci). W wielu przypadkach takiego PIT-u w ogóle nie trzeba składać. Student na utrzymaniu rodziny nie ma takiego obowiązku (choć niektórzy nawet w takiej sytuacji wolą to zrobić, by żaden urząd nie miał wątpliwości). Natomiast jeśli macie zarejestrowaną działalność gospodarczą, to nawet jeśli nie uzyskaliście przychodu – druk musicie wypełnić i złożyć. Może macie nawet ujemną deklarację – jeśli koszt uzyskania przychodu przewyższyć przychód! Taka deklaracja może okazać się przydatna w kolejnych latach, bo tę stratę będzie można później (częściowo) odliczyć.

Choć w przypadku PIT 37 oraz większości pozostałych PIT-ów macie termin do 2 maja na ich złożenie, to nie warto czekać do ostatniej chwili. Szczególnie gdy spodziewacie się zwrotu nadpłaty podatku – jeśli rozliczacie podatek elektronicznie, Urząd ma 45 dni na zwrot, licząc od dnia złożenia (3 miesiące w przypadku złożenia w formie papierowej). Jak widać, kolejny powód, by rozliczać się przez Internet!

Grupa Würth ogłosi wezwanie na akcje TIM-u. Główni akcjonariusze TIM-u zobowiązali się już do sprzedaży swoich akcji w odpowiedzi na wezwanie

Grupa Würth, światowy lider w rozwoju, produkcji i sprzedaży materiałów mocujących i montażowych, a wraz ze swoją jednostką zajmującą się hurtową sprzedażą artykułów elektrycznych, jeden z wiodących hurtowników w Europie Środkowo-Wschodniej, zamierza przejąć TIM S.A. („Spółka”), największego dystrybutora artykułów elektrotechnicznych w Polsce. Grupa Würth zamierza ogłosić wezwanie na wszystkie akcje TIM S.A. („Wezwanie”).

Główni akcjonariusze, w tym prezes zarządu Spółki Krzysztof Folta, podpisali już umowy inwestycyjne, na mocy których zobowiązują się do sprzedaży swoich akcji w ramach Wezwania. Po udanym Wezwaniu, Grupa Würth zamierza wspierać TIM S.A. w jego dalszym rozwoju. Spółka stanie się integralną częścią jednostki biznesowej Electrical Wholesale Grupy Würth i będzie nadal działała samodzielnie pod obecnym zespołem zarządzającym.

Cena akcji w Wezwaniu wyniesie 50,69 zł, co stanowi premię w wysokości odpowiednio 34,1%, 51,7% i 67,0% w stosunku do ostatniej ceny zamknięcia akcji Spółki poprzedzającej dzień ogłoszenia intencji Wezwania, 3-miesięcznej średniej ceny ważonej wolumenem oraz 6-miesięcznej średniej ceny ważonej wolumenem akcji Spółki poprzedzającej ten dzień. Cena akcji w Wezwaniu stanowi również premię w wysokości 93,8% do ostatniego kursu zamknięcia przed ogłoszeniem przez Spółkę przeglądu opcji strategicznych w dniu 22 sierpnia 2022 r.

Transakcja rozpoczyna nowy etap w 35-letniej historii TIM S.A., lidera na wciąż rozdrobnionym polskim rynku dystrybucji produktów elektrotechnicznych, prowadzącego największy w Polsce serwis e-commerce B2B TIM.pl. Spółka jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie od 1998 roku.

Planowane Wezwanie to efekt przeglądu opcji strategicznych dokonanego przez TIM S.A., który został przeprowadzony zgodnie z najlepszymi praktykami rynkowymi oraz przy wsparciu renomowanych doradców finansowych i doradcy prawnego. Po przeanalizowaniu możliwych kierunków działania,  Spółka doszła do wniosku, że partnerstwo z Grupą Würth jest najkorzystniejszą opcją w celu maksymalizacji wartości dla interesariuszy TIM S.A.

– Ta transakcja to kolejny kamień milowy w ścieżce rozwoju Grupy TIM, a zarazem potwierdzenie dużej wartości, jaką zarządy oraz wszyscy pracownicy obu spółek zbudowały na przestrzeni lat. Dołączenie do Grupy Würth wzmocni TIM S.A. strategicznie i utoruje drogę do ekspansji w nowych obszarach. Ogromne znaczenie miało dla nas to, że ustalone warunki transakcji są bardzo korzystne dla dotychczasowych akcjonariuszy, a także to, że Grupa Würth będzie wspierać dalszy dynamiczny rozwój działalności obu spółek Grupy TIM – komentuje Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM S.A.

– Jesteśmy pod wrażeniem rozwoju Grupy TIM, szczególnie w obszarach e-commerce i efektywności operacyjnej. Połączenie sił na rynku dystrybutorów elektrotechnicznych w Polsce pomoże nam w realizacji naszych celów strategicznych, a także zapewni jeszcze większą ekspozycję i know-how w obszarze e-commerce. Dostrzegamy wartość TIM-u, dlatego zdecydowaliśmy się zaoferować bardzo znaczącą premię w stosunku do średniej ceny transakcyjnej z ostatnich miesięcy. O atrakcyjności naszej propozycji świadczy zobowiązanie zarządu oraz największych akcjonariuszy Spółki do sprzedaży swoich akcji. Doceniając silną kulturę korporacyjną TIM-u, zbliżoną do naszej, oraz zaangażowanie pracowników firmy w rozwój i innowacje, chcemy zadbać o to, aby TIM-u kontynuował swój wzrost, dlatego zamierzamy mocno wspierać obecne kierownictwo w realizacji wspólnej strategii – dodaje Ulrich Liedtke, wiceprezes odpowiedzialny za międzynarodową sprzedaż hurtową materiałów elektrotechnicznych w Grupie Würth.

Najwięksi akcjonariusze i kluczowi menedżerowie Spółki, reprezentujący łącznie ok. 42% ogólnej liczby akcji w kapitale zakładowym i ogólnej liczby głosów w TIM S.A., podpisali umowy ze spółką FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH, należącą do Grupy Würth, która bezpośrednio ogłosi Wezwanie („Wzywający”). Zgodnie z umowami Krzysztof Folta (prezes zarządu i założyciel TIM S.A.), Krzysztof Wieczorkowski (przewodniczący rady nadzorczej TIM S.A.), Piotr Tokarczuk (CFO TIM S.A.), Piotr Nosal (CCO TIM S.A.), Maciej Posadzy (prezes zarządu 3LP S.A.), Ewa Folta oraz Jan Walulik zobowiązani są do złożenia zapisów na planowane Wezwanie po uzgodnionej cenie 50,69 zł za akcję. Jednocześnie postanowiono, że składy zarządów TIM S.A. i 3LP S.A. pozostaną bez zmian, kontynuując realizację swoich dotychczasowych strategii, ale w ramach i przy wsparciu Grupy Würth.

Jeżeli w wyniku Wezwania zostanie osiągnięty próg co najmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, Wzywający zamierza ogłosić przymusowy wykup akcji posiadanych przez akcjonariuszy mniejszościowych TIM S.A. Następnie, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, Wzywający zamierza wycofać Spółkę z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

mBank S.A. i mInvestment Banking S.A. pełnią role doradców M&A i finansowych dla TIM S.A., natomiast DLA Piper doradcy prawnego.

BNP Paribas pełni rolę wyłącznego doradcy M&A i finansowego, Domański Zakrzewski Palinka sp.k. pełni rolę doradcy prawnego, EY odpowiedzialny był za finansowe i podatkowe due diligence, a Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełni rolę brokera pośredniczącego oraz doradcy transakcyjnego w wezwaniu dla Grupy Würth.

Bank Millennium otrzymał zgodę UOKiK na sprzedaż udziałów w Millennium Financial Services spółkom Europy Ubezpieczenia

23 marca Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyraził zgodę na dokonanie koncentracji polegającej na utworzeniu wspólnego przedsiębiorcy Millennium Financial Services przez Bank Millennium, Towarzystwo Ubezpieczeń Europa oraz Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Europa.  

Uzyskanie zgody właściwego organu antymonopolowego umożliwi w najbliższej przyszłości sfinalizowanie transakcji polegającej na nabyciu przez Europa Ubezpieczenia 80% udziałów w spółce Millennium Financial Services, działającej obecnie w Grupie Banku Millennium. Spółka będzie nas wspierać w tworzeniu nowych rozwiązań dla klientów i obsłudze zawartych już polis ubezpieczeniowych. Planowana sprzedaż będzie miała pozytywny wpływ na wskaźniki kapitałowe Banku – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millnnium.

W wyniku transakcji Bank zaoferuje swoim klientom wybrane ubezpieczenia towarzystw Europa na zasadach wyłączności. Bancassurance jest dla Millennium obszarem strategicznym – nowe partnerstwo pomoże Bankowi w realizacji celów biznesowych, wzmocnieniu pozycji kapitałowej i przyśpieszy rozwój oferty ubezpieczeniowej dla klientów. Zgodnie z planem dziesięcioletnia współpraca w zakresie ubezpieczeń zostanie uruchomiona w 3 kwartale 2023 r.

Zawarte porozumienia nie wymagają od klientów Banku Millennium żadnych działań.

Bank Millennium od wielu lat oferuje klientom różnego typu ubezpieczenia w wygodnych dla nich kanałach sprzedaży. Są to zarówno ubezpieczenia zapewniające ochronę spłaty produktów kredytowych, rozwiązania assistance wspierające w sytuacjach życia codziennego, produkty turystyczne towarzyszące im podczas podróży, jak również ubezpieczenia samochodu czy skutera.

Haktywizm zmienia oblicze ataków cybernetycznych

Haktywizm tradycyjnie kojarzony jest z luźno zarządzanymi podmiotami, takimi jak Anonymous. Zdecentralizowane i nieustrukturyzowane grupy składają się zazwyczaj z osób współpracujących w celu wspierania różnych programów, a wiele z nich prowadzi politykę otwartych drzwi w zakresie rekrutacji. Jednak w ciągu ostatniego roku ekosystem haktywistyczny zmienił formę i dojrzał pod względem motywacji i celów. Granice między haktywizmem, a państwowymi operacjami cybernetycznymi zaczęły się zacierać – pisze Sergey Shykevich, ekspert bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Software.

Grupy haktywistów sprofesjonalizowały organizację i kontrolę oraz prowadzą operacje przypominające kampanie wojskowe: rekrutują i szkolą, udostępniają między sobą narzędzia, dane wywiadowcze i przydzielają cele. Po rosyjskich atakach na ukraińską infrastrukturę informatyczną na początku wojny, Ukraina stworzyła bezprecedensowy ruch o nazwie „Ukraine IT Army”. Poprzez dedykowany kanał Telegram, jego operatorzy zarządzają grupą ponad 350 tys. międzynarodowych wolontariuszy w kampaniach skierowanym przeciwko rosyjskim celom. Po drugiej stronie pola bitwy utworzono Killnet, powiązaną z Rosją grupę o strukturze organizacyjnej przypominającej wojsko i jasnej odgórnej hierarchii. Killnet składa się z wielu wyspecjalizowanych oddziałów, które wykonują ataki i odpowiadają przed głównymi dowódcami.

Większość nowych grup haktywistycznych ma jasną i spójną ideologię polityczną, która jest powiązana z narracjami rządowymi. Inne są mniej motywowane politycznie, ale mimo to uczyniły swoje operacje bardziej profesjonalnymi i zorganizowanymi dzięki specjalnie ukierunkowanym kampaniom motywowanym raczej celami społecznymi niż ekonomicznymi.

Kto jest odpowiedzialny i czy wiemy to na pewno?

Ten rodzaj cyberwojny polega nie tylko na wyrządzaniu szkód. Wszystkie aktywne grupy są świadome znaczenia relacji w mediach i wykorzystują swoje kanały komunikacji do ogłaszania udanych ataków i chwalenia się nimi w celu zmaksymalizowania efektu i zwiększenia strachu przed atakami. Przykładowo Killnet ma ponad 91 000 subskrybentów na swoim kanale Telegram, na którym publikuje ataki, rekrutuje członków zespołu i udostępnia narzędzia do ataków. Grupa pojawia się często w głównych rosyjskich mediach, aby promować swoje osiągnięcia w cyberprzestrzeni i potwierdzać wpływ udanych ataków na „wrogów” lub podmioty antyrosyjskie.

Coraz częściej obserwuje się trend, w którym grupy cyberprzestępcze przyznają się do ataków, w których w rzeczywistości miały nikły udział lub nie miały go wcale. Flagowa niemiecka linia lotnicza, Lufthansa, doświadczyła poważnego problemu informatycznego na początku 2023 r., w wyniku którego tysiące pasażerów utknęło na kilku lotniskach w całym kraju. Uważano, że jest to wynik prac budowlanych powodujących uszkodzenie okablowania zewnętrznego.

Niemniej, prorosyjska grupa haktywistów Killnet przyznała się do ataku i powiedziała, że był to odwet za wsparcie Niemiec dla Ukrainy. Grupa opublikowała oświadczenie za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych: „Zniszczyliśmy sieć korpusu pracowniczego Lufthansy trzema milionami żądań grubych pakietów danych na sekundę. Były to eksperymenty na szczurach, które zakończyły się sukcesem. Teraz wiemy, jak zatrzymać wszelkie urządzenia nawigacyjne i techniczne dowolnego lotniska na świecie. Kto jeszcze chce dostarczać broń Ukrainie?”

Oprócz tego komunikatu, praktycznie nie ma dowodów sugerujących, że Killnet był w jakikolwiek sposób zaangażowany w atak. Nie zawsze jest łatwo ustalić, kto jest odpowiedzialny za atak, a jeszcze trudniej to zrobić, gdy incydent jest potencjalnie sponsorowany przez państwo.

Kim jest osoba (lub rząd) za cyber-maską?

Analizy University of Notre Dame dowodzą, że haktywizm sponsorowany przez państwo to „broń i ataki w domenie cybernetycznej mające na celu wywołanie skutków politycznych podobnych do tych, do których zwykle dąży się jako cel lub cel konwencjonalnego użycia siły przez państwa przeciwko sobie”.

Podejście to oznacza, że państwa mogą działać anonimowo w cyberświecie, a co najważniejsze, bez strachu przed odwetem i bez brania odpowiedzialności za ataki. Celem ataków są również komponenty infrastruktury krytycznej, takie jak instytucje finansowe lub służby zdrowia, budynki rządowe, dostawcy energii lub służby ratunkowe. Przy tak znaczącym wsparciu, następstwa takiego ataku mogą być równe tym, w których użyto wojsk.

Przed rosyjską inwazją na Ukrainę haktywizm był terminem rzadko używanym w poważnym kontekście i raczej zanikał. Jednak wojna wywołała gwałtowny wzrost aktywności znanych i nieznanych grup. Te nieznane są tymi, które tworzą najwięcej intryg, ponieważ organizacje rządowe najprawdopodobniej pomagają im w przeprowadzaniu ataków w celu osiągnięcia korzyści politycznych.

Na przykład w ciągu 48 godzin od inwazji Rosji na Ukrainę nastąpił 800% wzrost liczby podejrzanych cyberataków pochodzących z Rosji. Według Check Point Research w drugiej połowie 2022 roku, Killnet oraz inne grupy haktywistyczne powiązane z Rosją atakowały ponad 650 organizacji lub osób, z których co ciekawe, tylko 5% stanowili Ukraińcy. Uważa się, że nie tylko Rosja wykorzystuje zasoby rządowe do pomocy w cyberatakach, ale również cybergangi w Iranie, Izraelu i Chinach mogą mieć powiązania z państwem.

Jak będzie wyglądał haktywizm w 2023 roku?

Częstotliwość i wyrafinowanie ataków w nowej erze haktywizmu rodzi pytania o ich pochodzenie. Kto lub jaka organizacja kryje się za maską i czy ich działania są motywowane korzyściami politycznymi czy terrorem? W nadchodzącym roku coraz trudniej będzie zidentyfikować, czy za atakiem stoi rząd, haktywista czy typowa grupa cyberprzestępcza.

Być może jest zbyt wcześnie, aby mówić o haktywizmie jako o terroryzmie sponsorowanym przez państwo, ale nie ma wątpliwości, że coraz trudniej jest oddzielić jedno od drugiego. Napięcia geopolityczne nadal dominują w światowej agendzie, a nowa era cyberwojny będzie stawać się coraz bardziej destrukcyjna.

Spółka nie ma obowiązku pobierania podatku przy wypłacie komplementariuszowi zaliczki na poczet zysku

W wyroku z 2 lutego 2023 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu orzekł, że do obliczenia podatku od zysku wypłaconego komplementariuszowi konieczne jest poznanie wysokości podatku należnego od spółki. Skoro PIT od zysku komplementariusza pomniejszany jest o proporcjonalną część CIT zapłaconego przez spółkę komandytową, to pierwszy z wymienionych podatków będzie mógł zostać wyliczony i pobrany dopiero po złożeniu przez spółkę rocznego zeznania i podjęciu przez wspólników uchwały o zatwierdzeniu sprawozdania finansowego i podziale zysku. Spółka, jako płatnik, nie ma więc obowiązku pobierania zryczałtowanego podatku dochodowego przy wypłacie komplementariuszowi zaliczki na poczet zysku (sygn. akt I SA/Wr 394/22).

CIT zapłacony przez spółkę zmniejsza PIT obciążający dywidendy wspólników

Wspólnicy spółki cywilnej zdecydowali o przekształceniu jej w spółkę komandytową. W trakcie roku, w zależności od wypracowanego zysku, spółka komandytowa wypłaca wspólnikom na jego poczet zaliczki. Wspólnicy wystąpili do organu podatkowego o potwierdzenie, że spółka, jako płatnik, nie będzie zobowiązana przy ich wypłacie do poboru zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych. Jak uzasadnili wspólnicy powołując się na treść przepisów ustawy o PIT, zwłaszcza art. 30a ust. 6a, jak i orzecznictwo sądów, podatek dochodowy od osób fizycznych obciążający dywidendę wypłacaną komplementariuszowi spółki komandytowej pomniejsza się o kwotę odpowiadającą iloczynowi procentowego udziału komplementariusza w zysku tej spółki i podatku należnego od dochodu tej spółki, za rok podatkowy, z którego przychód z tytułu udziału w zysku został uzyskany. Z brzmienia tego przepisu jasno wynika, że PIT od dywidendy komplementariusza uiszcza się z uwzględnieniem zapłaconego przez spółkę CIT – a ten znany jest dopiero po zakończeniu roku obrotowego, z chwilą podjęcia uchwały o podziale zysku i złożeniu deklaracji o wysokości osiągniętego dochodu (poniesionej straty), czyli zeznania CIT-8.

Zgoła odmienna interpretacja organu

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej poinformował wspólników, że zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT, za podlegające opodatkowaniu przychodu z kapitałów pieniężnych uznaje się dywidendy i inne przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych faktycznie uzyskane z tego udziału. A ponieważ w momencie faktycznej wypłaty zaliczek nie będzie znana kwota CIT należnego od dochodu spółki, zatem nie będzie podstaw do pomniejszenia tych zaliczek. Spółka zobowiązana więc będzie do poboru PIT według 19% stawki opodatkowania, bez dokonywania pomniejszeń.

Obowiązek podatkowy to nie to samo co zobowiązanie podatkowe

Wspólnicy wnieśli skargę. WSA we Wrocławiu zgodził się z Dyrektorem KIS, że wypłata zaliczki komplementariuszowi powoduje powstanie po jego stronie przychodu i to już w momencie faktycznej jej wypłaty, a to rodzi obowiązek podatkowy. Jednak samo powstanie tego obowiązku nie jest równoznaczne z obowiązkiem zapłaty podatku, bo ten zrodzi się dopiero po przekształceniu obowiązku podatkowego w zobowiązanie podatkowe. A żeby do tego doszło, musi być znana wysokość zobowiązania. Zgodnie bowiem z art. 5 Ordynacji podatkowej, zobowiązaniem podatkowym jest wynikające z obowiązku podatkowego zobowiązanie podatnika do zapłacenia na rzecz Skarbu Państwa, województwa, powiatu albo gminy podatku w wysokości, w terminie oraz w miejscu określonych w przepisach prawa podatkowego.

Zakaz podwójnego opodatkowania komplementariusza spółki komandytowej

Przenosząc to na grunt przywołanej sprawy, jeśli spółka komandytowa ma obowiązek pobrania podatku, by to zrobić powinna posiadać dane niezbędne do jego wyliczenia. Podatek ten wylicza się z uwzględnieniem pomniejszenia o proporcjonalną część podatku dochodowego od osób prawnych zapłaconego przez spółkę. Sąd zgodził się zatem ze wspólnikami, że wysokość CIT zapłaconego przez spółkę będzie znana dopiero z chwilą złożenia zeznania CIT-8, i dopiero znając tę wartość można odpowiednio pomniejszyć i obliczyć PIT należny od zysku wypłaconego komplementariuszowi. Jak zawarł w uzasadnieniu swojego wyroku sąd, takie rozumienie przepisów odpowiada zakazowi podwójnego opodatkowania zysku komplementariusza spółki komandytowej.

Podsumowanie

Fiskus objął spółkę komandytową opodatkowaniem podatkiem dochodowym od osób prawnych niedawno, bo dopiero od 1 stycznia 2021 r. Wcześniej sp.k. była transparentna na gruncie podatków dochodowych. Nie była zatem podatnikiem CIT, a opodatkowaniu PIT, tak jak w spółce jawnej, podlegali bezpośrednio jej wspólnicy. Objęcie ciężarem podatkowym przedsiębiorstwa na poziomie spółki nie dało jednak legitymacji organom podatkowym do podwójnego opodatkowywania prowadzących działalność w tej formie przedsiębiorców. A do takiej sytuacji by doszło, gdyby utrzymała się zaprezentowana przez Dyrektora KIS interpretacja dopuszczająca pobór podatku od zaliczek zysku wypłacanych wspólnikom bez możliwości obnażenia jego wysokości o podatek zapłacony wcześniej przez spółkę z tytułu tego samego zysku.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

PMI za marzec – przemysł słabnie, usługi trzymają się mocno

Przemysł słabnie, usługi trzymają się mocno. To można odczytać ze wstępnych wskaźników PMI za marzec dla strefy euro. PMI dla przemysłu spadł do 47,1 wobec konsensusu 49,0. Wskaźnik spadł względem lutego. Oczekiwane jest dalsze spowolnienie aktywności w sektorze.

PMI dla usług z kolei zaskoczyło pozytywnie. Wskaźnik wyniósł 55,6 wobec oczekiwanych 52,5. Jest to kolejny miesiąc, gdzie PMI utrzymuje się ponad 50 pkt, tym razem bardzo wyraźnie. Koniunktura w usługach mocno się poprawia. Odczyty są ważne w kontekście inflacji, która w ostatnim czasie trzymana jest głównie przez usługi. Wzrost aktywności w sektorze z pewnością nie jest dobrym prognostykiem co do spadku presji inflacyjnej w sektorze.

Tym samym pomimo tendencji dezinflacyjnych w sektorze dóbr oraz cen energii, inflacja może być podwyższona właśnie ze względu na ceny usług.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Rynek pożyczek pozabankowych hamuje

Początek 2023 roku przyniósł spadki sprzedaży w sektorze instytucji pożyczkowych. W styczniu wartość finansowania w segmencie tradycyjnych pożyczek wyniosła 1,07 mld złotych, co w ujęciu miesięcznym oznacza spadek o 17,8 procent. Ujemną dynamikę sprzedaży odnotował też rynek płatności odroczonych. Wartość transakcji BNPL obniżyła się w styczniu do 214,7 mln złotych, notując spadek o 10,2 proc. w relacji do grudnia.

Dwucyfrowy spadek wolumenu sprzedanych pożyczek w styczniu to w dużej mierze efekt zmian legislacyjnych. Nowa ustawa antylichwiarska, która weszła w życie pod koniec zeszłego roku, wymusiła na instytucjach pożyczkowych przebudowę oferty produktowej, w efekcie czego branża udziela finansowania na znacznie mniejsze kwoty. W kolejnych miesiącach aktywność sektora może nadal słabnąć” – komentuje Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

Rynek pożyczkowy w lutym

Według danych CRIF w lutym 2023 r. instytucje pożyczkowe udzieliły 285 tys. pożyczek o łącznej wartości 978 mln PLN, co oznacza spadek o 6,9 proc. w ujęciu liczbowym i spadek o 8,9 proc. w ujęciu wartościowym w porównaniu do stycznia 2023 roku. W stosunku do zeszłego roku zaraportowane wyniki są wyższe odpowiednio o 14,7 proc. oraz 10,8 procent.

Średnia kwota pojedynczej pożyczki udzielonej w lutym wyniosła 3427 zł w stosunku do 3501 zł w poprzednim miesiącu (-2,1% m/m) i wobec 3547 zł w lutym 2022 r. (-3,4% r/r). Wskaźnik ten jest obecnie na najniższym poziomie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

Dane sektora BNPL za styczeń

Rynek płatności odroczonych rozpoczął nowy rok z wyraźnymi spadkami sprzedaży w porównaniu do końcówki 2022 roku. W styczniu firmy oferujące usługi BNPL udzieliły finansowania na poziomie 214,7 mln złotych, co oznacza spadek o 10,2 proc. w stosunku do grudnia 2022 roku. Liczba transakcji zmniejszyła się natomiast o 11,8 proc. w relacji miesiąc do miesiąca. Ujemną dynamikę sektor BNPL odnotował także w zakresie liczby unikalnych klientów, których w styczniu było około 340 tysięcy, czyli o 9,9 proc. mniej niż w ostatnim miesiącu minionego roku.

„Mimo ujemnej dynamiki sprzedaży w styczniu, nastroje w sektorze BNPL nie powinny znacząco spaść. Niższa aktywność branży może wynikać ze zwyczajowo zmniejszonych potrzeb i możliwości konsumpcyjnych w styczniu. W ujęciu rocznym sektor nadal notuje wysokie, trzycyfrowe wzrosty. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wartość udzielonego finansowania wzrosła o 117 procent, z kolei liczba udzielonych pożyczek jest dwukrotnie wyższa niż jeszcze rok temu. Dane te świadczą o tym, że rynek ten jest wciąż w fazie wzrostu – mówi Piotr Badura, wiceprezes CRIF.

Kontynuacja decyzji banków centralnych. Wzrost ryzyk na rynku kryptowalut

Ledwo ucichły echa decyzji Amerykanów odnośnie stóp procentowych, a już kolejne banki postanowiły je podnieść. Dla Polaków decyzja Szwajcarów, z racji kredytów, jest szczególnie istotna.

0,5% w górę w Szwajcarii

Szwajcarski Narodowy Bank podniósł dzisiaj rano główną stopę procentową o 0,5%. Jej docelowy poziom wzrósł do zaledwie 1,5%. Jest to wyjątkowo niski poziom w porównaniu do tego, co widzimy obecnie na świecie. Aktualnie, podobne wartości oglądamy tylko w Azji. Z drugiej strony tak niska inflacja, jak 3,4% w Szwajcarii obserwowana jest również niemal tylko w Azji. Rynki przyjęły tą decyzję dość neutralnie, ponieważ takiej właśnie się spodziewały. Pomimo tego, że frank po samej decyzji podrożał względem złotego tylko nieznacznie, nie jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców. Wzrost o 0,5% stóp procentowych powoduje, że ich rata znacząco wzrasta. Kredyty frankowe są już w sporej części spłacone, dlatego ten wpływ nie jest tak duży jak w nowych kredytach, ale to nadal problem. Dla kredytu w którym pozostało do spłaty 15 lat, o ile LIBOR CHF wzrośnie proporcjonalnie, wiąże się ze zmianą wysokości raty o 3,5% w górę. To tak, jakby nagle frank podrożał o 16 groszy.

Reszta Banków centralnych

W przypadku pozostałych banków centralnych również nie było niespodzianek. Najwięcej mówi się o Wielkiej Brytanii gdzie Bank Anglii był bardziej zgodny niż oczekiwali analitycy. Spodziewano się, że decyzje odmienną przedstawi trzech członków, a zrobiło to tylko dwóch. Biorąc pod uwagę wzrost inflacji na Wyspach, ma to sens. Na uwagę zasługuje również Turcja, która chociaż trochę się opamiętała i przy przeszło 55% inflacji nie obniżyła po raz kolejny stóp procentowych. Turcja to jednak temat na zupełnie osobną historię.

Nadzór w USA znów uderza w krypto

Trwa batalia pomiędzy uznawaną za drugą największą giełdę kryptowalut a amerykańskim nadzorcą. Obecne formy poddania się nadzorowi zostały przez ten organ odrzucone. W rezultacie mamy znów wzrost ryzyk związanych z potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami. Rynek ten bardzo boi się pójścia w stronę regulacji, które obowiązują w innych częściach branży finansowej. Na razie problemy giełdy nie przekładają się znacząco na wycenę głównej kryptowaluty, ale widać oddalanie się od poziomu 29 000 dolarów, który był atakowany na bitcoinie. Wyraźny był natomiast spadek cen akcji samej giełdy, którą wiadomość o nieporozumieniu z nadzorcą kosztowała niemal 15% wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI, oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Ukraina ma szanse na szybkie dostosowanie do krajów Europy Zachodniej

Ukraina już się odbudowuje. Ten kraj jest zniszczony przez Rosjan w wielu fragmentach bardzo boleśnie – zwłaszcza infrastruktura energetyczna. Całkiem nieźle natomiast przetrwały linie kolejowe. Trzeba będzie odbudować też wiele mostów. Nakłady na infrastrukturę w przyszłości mocno wesprą rozwój gospodarczy. Jednak wojna także pokazuje, jak silne są procesy transformacji technologicznej na Ukrainie. Niektóre sposoby funkcjonowania społeczeństwa w sferze internetowej są na wyższym poziomie niż w wielu krajach Europy Zachodniej. Dlatego główna fala rekonstrukcji będzie dotyczyć nie tyle zmiany struktury gospodarczej, ile przede wszystkim odbudowy infrastruktury po to, by ludzie mieli gdzie mieszkać, po czym jeździć, skąd brać prąd, ciepłą wodę. Te wszystkie elementy będą również podlegać gwałtownej modernizacji – czyli będą zmieniane technologie budownictwa, technologie zaopatrzenia w media. Ten obszar będzie chętnie finansowany przez przedsiębiorstwa, fundusze inwestycyjne i rządy krajów alianckich. Wspólnota państw demokratycznych na pewno pozostanie aktywna – świadcząc pomoc nie tylko w postaci dostaw broni i amunicji, ale także w zakresie niezbędnym dla odbudowy gospodarki.

– Na pewno wyzwaniem dla Ukrainy jest dostosowanie struktury gospodarczej do współczesnego świata Europy Zachodniej. Mam na myśli zwłaszcza obszary związane z ciężkim przemysłem – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – Obecnie ukraiński przemysł wojskowy ma nieprawdopodobnie ciekawe rozwiązania, bardzo atrakcyjne dla wielu krajów – więc może być silnym sektorem eksportowym. Do tej siły dołączy dynamiczny sektor internetowy i IT. To będą motory wzrostu dla Ukrainy – nowoczesne sektory gospodarki, oczywiście przy odpowiednich regulacjach i wyeliminowaniu podstawowych problemów transformacji gospodarczej, czyli korupcji czy marnotrawienia środków. Mam nadzieję, że takie ważne bariery rozwoju zostaną zlikwidowane bardzo szybko – a to będzie podstawa do szybkiego rozwoju tego kraju. Ja wierzę w szybki rozwój choć uważam, że bezpieczeństwo ze strony Rosji nigdy nie będzie pełne. Jednak nawet w warunkach frontowych Ukraińcy są w stanie szybko zmienić swoją gospodarkę, dostosować się strukturą do państw zachodnich i szybko przystąpić do Unii Europejskiej. To będzie najlepszą gwarancją jeszcze szybszego wzrostu i jeszcze szybszego rozwoju społecznego – podsumowuje Cydejko.

Spadkowy początek piątkowej sesji na europejskich rynkach akcji

Czwartkowa sesja na rynku akcji w USA zakończyła się zwyżką głównych indeksów (S&P 500 +0,3 proc., DJIA +0,23 proc., Nasdaq Composite +1,01 proc.). Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii brak było dominującej tendencji, a zmiany wartości indeksów były niewielkie (największy – 0,97 proc. – wzrost notował indonezyjski JCI, najsilniej – o 0,64 proc. – spadał Shanghai Composite Index).

Na początku piątkowej sesji na europejskich giełdach przeważały spadki (DAX -0,62 proc., CAC 40 –0,73 proc.).

Na GPW WIG-20 rozpoczął piątkową sesję od spadku (-1,08 proc. ok. godz. 9:15). WIG-Nieruchomości osiągnął dziś najwyższy poziom od roku. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły w piątek kursy akcji Benefit Systems i Dom Development, natomiast nowe cykliczne minima osiągnęły ceny akcji Comarchu oraz Mabionu. Wśród składników sWIG-u 80 o prawie 12 proc. drożały osiągając najwyższy od roku poziom kursy akcji Sanok Rubber Company. Nowe cykliczne maksima ustanowiły również kursy Mirbudu, PCC Rokita oraz Cognor Holding. O ponad 24 proc. do poziomu 225 zł spadał w piątek rano kurs spółki Scope Fluidics. Kilka dni temu akcjonariusze tej spółki zadecydowali o wypłacie 85,57 zł dywidendy na akcję.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych spadła dziś rano minimalnie poniżej poziomu 3,4 proc. Rentowność polskich 10-latek przebywała poniżej poziomu 6 proc.

Ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE lekko rosły dziś ok. godz. 9:33 (WTI +0,5 proc., Brent +0,41 proc.). O 8-9 proc. odbiły wczoraj w górę ceny kontraktów na gaz ziemny notowanych w Wielkiej Brytanii i Holandii. Amerykański gaz (Henry Hub) drożał dziś rano na NYMEX-ie o 1,02 proc. ok. godz. 8:35). Niewielkie były zmiany cen kontraktów na metale szlachetne (złoto -0,28 proc., srebro +0,11 proc., platyna +0,12 proc., pallad -0,47 proc.). Miedź drożała na COMEX-ie o 0,47 proc. Najdroższe od 3 lat były wczoraj kontrakty na kakao na ICE.

Amerykański dolar lekko się dziś rano umacniał względem japońskiego jena (-0,4 proc. ok. godz. 9:35). Kurs EUR/USD niewiele się zmieniał (-0,03 proc.). Kurs polskiego złotego względem euro i amerykańskiego dolara był dziś rano stabilny (EUR/PLN -0,08 proc., USD/PLN -0,05 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który ostatnio osiągnął najwyższy poziom od 9 miesięcy utrzymywał się dziś rano powyżej poziomu 28000 USD notując minimalną zmianę (-0,02 proc. ok. godz. 9:30).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Ceny materiałów budowlanych rosną coraz wolniej

W lutym dynamika cen materiałów budowlanych zniżkowała o kolejne 2 pp. do poziomu 15 proc., co oznacza, że znalazła się już bardzo wyraźnie poniżej inflacji CPI. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym sposobem trend słabnięcia parametrów uciążliwej dla budowlanki materiałowej hossy po raz kolejny potwierdził swoją siłę.

Wkrótce minie rok od rekordu tempa materiałowej drożyzny z kwietnia ub. roku na poziomie 34 proc. Wynik z lutego rzędu 15 proc. daje nadzieję na powrót do względnej normalności, za którą w obecnych czasach należy uznać powrót parametrów wzrostu cen do wartości jednocyfrowych, jeszcze przed końcem bieżącego roku, co zresztą niedawno prognozowali eksperci Grupy PSB.

Najnowszy odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych umacnia przekonanie o nieodwracalności tendencji z ostatnich miesięcy. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w dalszym ciągu pozycją najmocniej zwyżkującą jest cement – wapno. Jednak tempo wzrostu cen tego spoiwa z lutego jest mdm słabsze aż o 17 pp., co jest głównym czynnikiem hamowania trendu wzrostowego. Podobnie choć w znacznie skromniejszym stopniu dzieje się prawie we wszystkich pozostałych przypadkach grup towarowych. Na drugim biegunie klasyfikację zamykają płyty OSB i drewno z dynamiką rzędu zaledwie 2 proc.Wyk. 1 - Średnia dynamika wzrostu cen materiałów budowlanych

W dalszym ciągu notowania giełd surowcowych, które często wytyczają kierunek cenom materiałów budowlanych, coraz wyraźniej sugerują zakończenie hossy najważniejszych pozycji dla realizacji inwestycji budowlanych. Główny wskaźnik globalnych trendów surowcowych – CRB Index w marcu zanotował kolejny 5 proc. spadek do poziomu 280 pkt., głównie za sprawą postępującego regresu notowań surowców energetycznych z ich głównymi reprezentantami – węglem,  ropą naftową i gazem ziemnym. Z kolei wciąż kilkumiesięczne odreagowania wzrostowe dominują w przypadku stali i miedzi.Wyk. 2 Średnia dynamika cen m budowlanychWyk. 3 Średnia dynamika cen m budowlanych

Nieprzerwanie zdecydowanie patowa sytuacja dominuje na rodzimym pierwotnym rynku mieszkaniowym. Choć widać już kosmetyczną poprawę w statystykach sprzedaży nowych mieszkań, to jednak w najmniejszym stopniu nie przekłada się to na trwające ograniczenie aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. W statystykach GUS budownictwa mieszkaniowego za dwa pierwsze miesiące br. w dalszym ciągu panuje zastój, który zapowiada dalszy wyraźny spadek popytu na materiały budowlane oraz presję na ograniczanie wzrostu ich cen. Zapowiadane przez rząd uruchomienie w połowie br. programu mieszkaniowych kredytów preferencyjnych, daje jedynie iluzoryczne nadzieje na choćby okresowe ożywienie koniunktury inwestycyjno-sprzedażowej rynku pierwotnego.

W efekcie poza dynamiką cen maleje dynamika sprzedaży większości grup towarowych komunikowanych przez Grupę PSB. W lutym nad kreską liczonej w relacji rdr dynamiki sprzedaży pozostawały jedynie cement wapno (+39%), motoryzacja (+26%), farby i lakiery (+26%) oraz sucha zabudowa (+1%). Z kolei w przypadku aż 16 pozycji zanotowano regres, a rekordowo ujemny wynik rzędu blisko 80 proc. spadku popytu zanotowały płyty OSB i drewno, jeszcze niedawno najbardziej pożądany asortyment na krajowych placach budowy.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Producenci sprzętu oświetleniowego korzystają na wzroście cen energii

Wzrosty kosztów funkcjonowania biznesu, głównie za sprawą nowych cen energii i gazu, to dla niemal połowy firm największe tegoroczne wyzwanie, utrudniające prowadzenie działalności gospodarczej. Nowa sytuacja skłania przedsiębiorców, ale także konsumentów do wymiany oświetlenia na bardziej energooszczędne. Skorzystają na tym producenci sprzętu oświetleniowego, którzy w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie informacji kredytowych BIK powoli, ale konsekwentnie zmniejszają poziom zaległości do 10 mln zł.

O tym, jak ogromnym wyzwaniem dla prowadzenia działalności gospodarczej są ceny energii, pokazują wyniki badania Skaner MŚP, realizowanego na zlecenie BIG InfoMonitor. Na pytanie: Czego najbardziej obawiacie się Państwo, jeśli chodzi o prowadzenie firmy w 2023? – najwięcej, bo niemal połowa (49,2 proc.) przedsiębiorców odpowiedziała, że wzrostów kosztów funkcjonowania biznesu, spowodowanych wysokimi rachunkami. Na liście wyzwań, przeszkoda ta zdystansowała nawet podwyżki składek ZUS, wzrost kosztów zatrudnienia oraz podatków, które zwykle były największym zmartwieniem. Drogi prąd i gaz to największa obawa przetwórstwa przemysłowego, bo aż siedem na dziesięć przedsiębiorstw wskazuje na ten problem. Nie ma co się dziwić, przemysł należy do mocno energochłonnych, bo poza produkcją, oświetlenia i ogrzewania potrzebują też przestrzenie magazynowe i hale zakładowe. – Dlatego to w przemyśle możliwe jest najbardziej efektywne zmniejszenie zużycia energii. Szacuje się, że wymiana całego oświetlenia konwencjonalnego np. na LED-owe pozwoliłaby w skali kraju, zaoszczędzić rocznie tyle prądu, ile produkuje duża elektrownia o mocy 2 GW. W skali przedsiębiorstwa, po przemyślanej modernizacji, oszczędności mogą być równie spektakularne – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

W opinii analityków Precedence Research, światowy rynek energooszczędnych technologii oświetleniowych do końca dekady zwiększy swoją wartość niemal dwukrotnie. Między innymi dlatego, że wyjątkowo wysokie ceny energii skróciły okres zwrotu z tego typu inwestycji, a to z kolei przyspieszyło procesy decyzyjne w sprawie zakupów energooszczędnych rozwiązań[1] .

Już widać pierwsze pozytywne sygnały wśród producentów oświetlenia

Pierwsze sygnały sprzyjających producentom oświetlenia okoliczności, można było zaobserwować już w ostatnich 12 miesiącach. Od stycznia 2022 do końca stycznia 2023 wartość ich nieopłaconych w terminie rat i faktur stopniała o 360 tys. zł (o blisko 4 proc.). Zaległości firm z wszystkich branż w tym czasie podwyższyły się o 6,7 proc. Lepsza koniunktura może nadal pomagać producentom elektrycznego sprzętu oświetleniowego (PKD 274) obniżać zaległe zobowiązania w bankach i u dostawców. Na koniec stycznia br. ich wartość dochodziła do 10 mln zł. Przeterminowane zobowiązania miało 110 firm, z czego 70 niesolidnych dłużników to przedsiębiorstwa cały czas aktywne na rynku. – Jednak udział niesolidnych producentów oświetlenia wśród ogółu firm z tej branży jest nadal wysoki (6,6 proc.). Co oznacza, że jest tu duże prawdopodobieństwo trafienia na firmę z problemami, dlatego warto przed podjęciem współpracy sprawdzić takiego kontrahenta – dodaje Sławomir Grzelczak.

Średnia zaległość, zgłoszona przez wierzycieli do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, wynosi w tej branży 31,3 tys. zł, natomiast przeciętne nieopłacone w terminie zobowiązania kredytowe widoczne w bazie informacji kredytowych BIK to niemal 203 tys. zł.

– Tak jak pandemia i różnego rodzaju ograniczenia w poruszaniu się spowodowały przyspieszony rozwój zakupów w sieci i całego związanego z tym zaplecza dostaw oraz usług, z których można korzystać online, tak teraz wysokie koszty energii zwróciły większą uwagę firm i konsumentów na energochłonność posiadanego oświetlenia i zasilanego prądem sprzętu. Choć powody wzrostu cen energii są dramatyczne, to jednak zmiany jakie wymuszają, wyjdą wszystkim na dobre. Tym bardziej, że dotychczas dużo mówiło się o ograniczeniu produkcji energii z paliw kopalnych: gazu czy węgla na korzyść OZE, natomiast bardzo mało o poszanowaniu energii i o efektywnym jej wykorzystywaniu – zauważa prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

[1] https://zielonagospodarka.pl/wzrost-cen-energii-sklania-firmy-do-wymiany-oswietlenia-w-niektorych-sektorach-odpowiada-ono-za-80-proc-kosztow-10174

W ub.r. policja zanotowała 14,5 tys. prób samobójczych. Wzrost rdr. przekracza 5 proc.

Z danych KGP wynika, że w 2022 roku było o ponad 5% więcej prób samobójczych niż rok wcześniej. Powód wciąż najczęściej pozostaje nieustalony. W ub.r. tak stwierdzono w 5,7 tys. przypadków, a rok wcześniej – w 5,5 tys. Z kolei wśród znanych przyczyn przeważnie wskazuje się chorobę psychiczną i zaburzenia psychiczne. Miejscem popełnienia takiego czynu zwykle jest mieszkanie lub dom. Najwięcej osób próbuje odebrać sobie życie w poniedziałki. Eksperci komentujący dane podnoszą alarm, że wciąż zbyt mało wiadomo o przyczynach takich dramatów. Przypominają też o pogarszającym się zdrowiu psychicznym Polaków i o braku wystarczających nakładów budżetowych w celu zminimalizowania tego zjawiska.

Mało znane powody

Jak wynika z danych udostępnionych przez Komendę Główną Policji (KGP), w 2022 roku ogólna liczba zamachów samobójczych wyniosła 14,5 tys. To o 5,2% więcej niż w 2021 roku, kiedy było ich 13,8 tys. Dane te rzucają też pewne światło na najczęstsze przyczyny zamachów samobójczych wśród Polaków. Jednak, zdaniem ekspertów, gromadzone informacje wciąż nie są wyczerpujące. Przy tym szczegóły dotyczące konkretnej osoby mogą obejmować kilka pozycji. Do tego na czele zeszłorocznego zestawienia jest nieustalony powód – 5,7 tys. (w 2021 roku – 5,5 tys.).

– Zamach samobójczy rzadko jest spowodowany wyłącznie jednym czynnikiem. Osoba, która decyduje się na taki krok, najczęściej żyje w długotrwałym kryzysie i ze swojej perspektywy nie widzi z niego wyjścia. To oczywiście nie oznacza, że go nie ma. Natomiast na podstawie samych danych policyjnych nie jesteśmy w stanie zrekonstruować pełnej sytuacji konkretnej osoby. Tego nie widać w statystykach – przekonuje socjolożka Monika Frąckowiak-Sochańska, prof. Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Najczęstszy ustalony powód zamachu samobójczego obejmuje chorobę psychiczną i zaburzenia psychiczne – 4,1 tys. w ub.r. (rok wcześniej – 3,6 tys.). – Zaburzenia psychiczne mogą prowadzić do silnych uczuć braku nadziei, osamotnienia i negatywnych przekonań na temat siebie bądź innych osób. To właśnie one mogą tak naprawdę skłaniać człowieka do popełnienia samobójstwa – wyjaśnia psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Dalej w zestawieniu KGP widać m.in. zawód miłosny – 1,5 tys. w ub.r. (1,4 tys. w 2021 r.), nieporozumienia rodzinne lub przemoc w rodzinie – 1,3 tys. (1,3 tys.), a także powód inny niż wymieniony w statystykach – 860 (840). – Policja nie prowadzi w systemie ewidencji rozbudowanych kategorii statystycznych o przyczynach podjęcia decyzji o targnięciu się na własne życie. Nie zbiera wyczerpujących informacji o ofiarach, jeżeli nie ma przesłanek do udziału osób trzecich. Psychiatrzy, psychologowie i inne osoby, zaangażowane w pomoc ludziom narażonym na kryzys suicydalny, od dawna alarmują o pogarszającym się zdrowiu psychicznym Polaków i o braku wystarczających nakładów budżetowych w celu zminimalizowania tego zjawiska – podkreśla Andrzej Mroczek, ekspert w zakresie bezpieczeństwa z Uniwersytetu SWPS.

Miejsce, sposób i dzień

Policyjne statystyki wyróżniają też miejsca zamachów samobójczych. W 2022 roku najwięcej było ich w mieszkaniach lub domach – 8,8 tys. (2021 rok – 8,3 tys.). Dalej w zestawieniu widać inne miejsce – 1,2 tys. (rok wcześniej – 1,2 tys.), garaż, piwnicę lub strych – 922 (988), zabudowania gospodarcze – 866 (869), a także drogę, ulicę lub chodnik – 843 (729). Psycholog Michał Murgrabia uważa, że decydująca jest dostępność miejsca dla osoby podejmującej taką próbę.

– W większości jest to najbliższe otoczenie ofiary. Wybór pozostałych miejsc może wynikać z chęci nienarażania najbliższych na szok wywołany znalezieniem zwłok. Z kolei publiczne przestrzenie przybierają formę demonstracyjną i mogą być w zamyśle ofiary pewnego rodzaju komunikatem. W niektórych przypadkach chodzi o miejsce związane np. ze wspomnieniami. Moje praktyczne doświadczenie zawodowe wskazuje na pewnego rodzaju zależności między miejscem a metodami i środkami, które wybiera ofiara – wyjaśnia Andrzej Mroczek.

Patrząc na ubiegłoroczne statystyki, można dostrzec, że najczęstszym sposobem popełnienia zamachu samobójczego było powieszenie się – 5,6 tys. (w 2021 roku – 5,7 tys.). Dalej widać zażycie innych leków – 2,1 tys. (rok wcześniej – 1,7 tys.), samookaleczenie powierzchowne – 1,9 tys. (poprzednio 1,6 tys.), a także zażycie środków nasennych lub leków psychotropowych – 1,8 tys. (1,5 tys.).

– Preferencje danej osoby, jej doświadczenie i to, czy po raz pierwszy podejmuje próbę samobójstwa, mogą wpływać na sposób jego dokonania. Nie zawsze najważniejsza jest najmniej bolesna metoda. Czasami najbardziej liczy się poczucie kontroli nad sytuacją oraz skuteczność. Istnieje też grupa osób, dla których – z powodu ogromu cierpienia i zmęczenia – sposób nie jest istotny. Jego dostępność też wpływa na to, na co dana osoba się decyduje. Dla przykładu, w Stanach Zjednoczonych, gdzie łatwo uzyskać zezwolenie na broń palną, ofiary mogą częściej próbować się zastrzelić – dodaje psycholog Murgrabia.

Ponadto policyjne statystyki pokazują, w których dniach tygodnia w ostatnich dwóch latach najczęściej dochodziło do zamachów samobójczych. W 2022 roku 2,3 tys. osób dokonało ich w poniedziałki (w 2 tys. roku – 2,1 tys.), 2,1 tys. – w soboty (1,9 tys.), a także niespełna 2,1 tys. – we wtorki (1,9 tys.). Natomiast najmniej takich czynów było popełnianych w czwartki – blisko 2 tys. (1,9 tys.).

– Zakładając, że zamach samobójczy poprzedza kumulacja negatywnych doznań psychicznych, z którymi osoba nie potrafi już sobie poradzić, można założyć, że weekend paradoksalnie nie jest czasem, w którym ktoś, kto żyje w długotrwałym kryzysie, skutecznie pozbywa się stresu. Napięcia nasilają się, zwłaszcza w sferze prywatnej, po czym następuje pogorszenie samopoczucia do tego stopnia, że brakuje już siły, żeby przeżyć kolejny tydzień. Poniedziałek jest więc momentem krytycznym – podsumowuje prof. Frąckowiak-Sochańska.

Co dalej z cenami złota?

Panika na rynku finansowym była niewspółmierna do skali zjawiska. Jednak wywindowała cenę złota. Cena złota przebiła poziom 2 000 USD za uncję. Ale dla polskiego inwestora istotny jest jeszcze kurs złotego.

Czy emocjonalna reakcja inwestorów ma podłoże fundamentalne i obawy o kondycję sektora bankowego są uzasadnione, czy jednak była to wyczekiwana od dawna korekta hurra optymistycznych wzrostów od połowy października, a banki były jedynie iskrą która padła na pęczniejącą od niemal 6 miesięcy beczkę prochu?

Jeżeli chodzi o ryzyko rynkowe, to wydaje się, że wszystko zostało już rozwiązane, tym bardziej nie należy spodziewać się, że powtórzy się kryzys sektora bankowego z lat 2007-2009 – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

Przypominając zdarzenia z kilkunastu dni: 10 marca Silicon Valley Bank, 16-ty co do wielkości największy bank w USA ogłosił upadłość. Jest to największy przypadek upadłości amerykańskiego banku od upadku Lehman Brothers w 2008 r. W efekcie kierownictwo banku zostało zwolnione, a akcjonariusze stracili swoje pieniądze.

Co było powodem upadłości SVB? Klientami banku były głównie start-upy. Dwa lata temu w środowisku niskich stóp procentowych oraz nadpłynności sektora finansowego fundusze inwestycyjne “lekką ręką” inwestowały w technologiczne amerykańskie start-upy. Te z kolei deponowały nadwyżki gotówkowe w bankach takich jak SVB. Banki z kolei inwestowały swoje nadwyżki gotówkowe w znacznej mierze w obligacje. I cały proces działał bez zarzutu do czasu, aż FED w odpowiedzi na rosnącą inflację był zmuszony do rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp procentowych. To z kolei doprowadziło do wystąpienia dwóch negatywnych zjawisk w kontekście opisywanego procederu.

Po pierwsze, rosnące stopy procentowe spowodowały spadek cen obligacji znajdujących się w portfelach banków, w tym SVB. W efekcie powstała różnica pomiędzy księgową i rynkową wartością obligacji, którą fachowo określa się mianem tzw. niezrealizowanej straty. Jest to strata “na papierze”, która jest niegroźna, jeżeli bank nie jest zmuszony do sprzedaży posiadanego portfela obligacji przed ich terminem wykupu. Po drugie, rosnące stopy procentowe spowodowały wzrost kosztu kapitału, w wyniku czego start-upy zaczęły mieć problemu z pozyskiwaniem nowych środków finansowych od inwestorów. By pokryć koszty bieżącej działalności, zaczęły masowo wycofywać depozyty z banków, w tym banku SVB.

W konsekwencji SVB, by zachować płynność, był zmuszony do sprzedaży portfela obligacji o wartości 21 mld USD. W efekcie bank odnotował stratę w wysokości 1,8 mld USD, co doprowadziło do jego upadłości.

Po zawirowaniach z upadłością banku SVB rynki finansowe wyczekiwały normalizacji. Stabilizacja sytuacji nie tylko nie nastąpiła, ale doszło do eskalacji i tak już napiętej sytuacji w sektorze finansowym. W ciągu weekendu rynki obiegła informacja o tym, że kilkunastoletnia agonia Credit Suisse nareszcie dobiega końca i podmiot zostanie przejęty za kwotę 3 mld USD przez UBS. W ramach umowy dotychczasowi akcjonariusze CS otrzymają 1 akcję UBS w zamian za 22,48 akcji Credit Suisse. Jest to duża strata dla akcjonariuszy, niemniej gorzej sytuacji przedstawia się w przypadku obligatariuszy AT1, czyli rodzaju obligacji wyemitowanych w następstwie globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku. Obligacje te zostały stworzone po to, by w razie upadłości banku kosztami procederu zostali obarczeni w pierwszej kolejności wierzyciele, a nie podatnicy.

To nie ta “promocyjna sprzedaż” akcji Credit Suisse wywołała panikę w sektorze finansowym. Powodem jest umorzenie obligacji AT1, tzw. CoCo’s (contingent convertible bonds) wyemitowanych przez Credit Suisse wartych 17 mld USD z pominięciem zwyczajowej kolejności zaspokojenia wierzycieli. Powodem było ustabilizowania sytuacji finansowej banku. W praktyce oznacza to, że obligatariusze zostaną z niczym. Jak zostało to wyżej wspomniane, w przeciwieństwie do obligatariuszy, akcjonariusze nie zostali “wymazani” w ramach sprzedaży Credit Suisse firmie UBS. Zdaniem niektórych inwestorów, powyższe działanie stanowi ewidentne “naruszenie hierarchii roszczeń”. W konsekwencji rynkowa cena obligacji AT1 odnotowała drastyczny spadek.

– W pewnym momencie wydawało się, że może dojść do powtórki tego, co rynek doświadczył po upadku Lehman Brothers, a złoto zawędruje na nowe historyczne szczyt – komentuje ekspert XTB. – od 8 marca, gdy złoto znajdowało się nieznacznie powyżej 1 800 USD/uncja, w ciągu kilku giełdowych sesji złoto podrożało o 200 USD, był to bardzo silny ruch związany z poszukiwaniem nowej bezpiecznej przystani.

Teraz cena złota będzie najbardziej zależała od tego, czy Fed zdecyduje się na kolejną podwyżkę stóp procentowych, po marcowej o 0,25pb, to wtedy powinno dojść do redukcji wcześniejszego wzrostu cen złota. W pierwszej reakcji na tą ostatnią podwyżkę cena złota była bliska 2 000 USD/uncję.

Jeżeli Fed będzie kontynuował jastrzębią politykę cena złota powinna wahać się pomiędzy 1 800-1 900 USD.

– Ciekawe jest, że fundusze ETF pozostały bierne podczas ostatnich cen złota, potraktowały, że wzrost cen złota jest krótkotrwały – dodaje M.Stajniak z XTB. Natomiast dla polskiego inwestora istotne jest także to, że złoty umacniał się wobec dolara, a podstawy do dalszego umocnienia polskiej waluty są dość mocne.

A mocniejszy złoty, to mniejsza stopa zwrotu z inwestowania w złoto.

Sektor biurowy powraca na pierwsze miejsce

Utrzymujące się wysokie koszty budowy i finansowania nowych projektów, w połączeniu ze znaczną ilością wolnej powierzchni biurowej, wpływały na decyzje deweloperów dotyczące rozpoczynania kolejnych inwestycji. Aktywność najemców w niemal wszystkich głównych miastach zauważalnie wzrosła, co może wskazywać na powrót popytu na powierzchnie biurowe do poziomu sprzed pandemii. Od strony inwestycyjnej, sektor biurowy wyprzedził rynek magazynowy i z zainwestowanym kapitałem na poziomie 2,12 mld EUR w 2022 roku uplasował się na pierwszym miejscu pod względem wolumenu inwestycyjnego.

Całkowite zasoby biurowe na koniec 2022 roku wyniosły około 12,7 mln m kw. Po raz pierwszy ponad połowa powierzchni zlokalizowana była w ośmiu największych miastach regionalnych, a w samej Warszawie było to 49%.

W ubiegłym roku w całej Polsce wolumen nowej podaży wyniósł ponad 642 000 m kw., z czego 37% nowo oddanej powierzchni biurowej ukończono w Warszawie. Odnotowany wynik był wyższy o 17% w porównaniu z 2021 rokiem, ale znacznie poniżej realizacji w latach 2016-2020, kiedy na rynek trafiało rekordowo dużo powierzchni biurowej.

„Analizując aktywność deweloperów, szala przechyla się w stronę ośmiu miast regionalnych, gdzie na koniec 2022 roku w budowie było około 567 000 m kw. W porównaniu z rokiem 2021 wynik ten był jednak o 40% niższy. Wstrzymywanie się deweloperów z realizacją nowych projektów jeszcze bardziej widać w Warszawie, gdzie aktualnie realizowane jest jedynie 185 000 m kw. Zestawiając to z 2021 rokiem oraz latami przedpandemicznymi, kiedy to podaż w budowie utrzymywała się na poziomie między 700 000 a 800 000 m kw., wynik ten jest na znacznie niższym poziomie. Wpływ na to mają niewątpliwie wyższe koszty zarówno finansowania, jak i samej budowy,” – komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Dwa lata pandemii, które charakteryzowały się słabszymi wynikami po stronie najemców zauważalnie uległy poprawie w 2022 roku. Ożywiony popyt na powierzchnię biurową ze strony firm zbliżył się do wyników sprzed 2019 roku. „Od stycznia do grudnia 2022 roku wolumen transakcji najmu w głównych aglomeracjach osiągnął ponad 1,48 mln m kw., co oznaczało blisko 20% wzrost w porównaniu do 2021 roku. Przyglądając się strukturze lokalizacyjnej, niecałe 60%  popytu zarejestrowano w Warszawie, zaś pozostała część odnotowana była w miastach regionalnych, przy czym prym tutaj wiodły Kraków (198 000 m kw. ) i Wrocław (137 000 m kw.),” – dodaje Katarzyna Bojar.

Wspólną cechą prawie wszystkich analizowanych ośrodków miejskich była dominacja nowych umów w wolumenie transakcji najmu. Wyjątkiem w tej analizie był Szczecin, w którym na pierwszym miejscu były renegocjacje – 56%. W Warszawie nowe umowy odpowiadały za 52% transakcji, a w pozostałych miastach wahały się od 49% do nawet 93%. W dalszym ciągu wyraźny udział przypadł renegocjacjom, które w Warszawie wyniosły 39%, a na rynkach regionalnych od 16% do 44%. Umowy typu pre-let odpowiadały średnio za 10% transakcji.

Mimo wyższej aktywności najemców, średnioroczny wskaźnik pustostanów dla wszystkich miast wzrósł o 0,1 pp. i na koniec 2022 roku wyniósł 13,5%. „Spadek dostępnej powierzchni biurowej odnotowaliśmy tylko w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu, zaś w pozostałych głównych miastach nastąpił jej wzrost. W prawie wszystkich lokalizacjach (poza Szczecinem) współczynnik pustostanów na koniec grudnia 2022 roku przekraczał 10%. Najwyższy współczynnik zanotowano w Łodzi – 21%, a najniższy niezmiennie w Szczecinie – 5,8%. W Warszawie przewidywane jest obniżanie się wskaźnika pustostanów, jeśli popyt na biura w kolejnych kwartałach pozostanie na wysokim poziomie,”wskazuje Katarzyna Bojar.

Szczególnie w Warszawie zauważalny jest wzrost stawek czynszu –  w Centralnym Obszarze Biznesu na koniec grudnia 2022 roku kształtowały się w przedziale 20-26 EUR/m kw./miesiąc. W pozostałych lokalizacjach centralnych stawki znajdowały się w przedziale od 15 do 23 EUR/m kw./miesiąc. Czynsze wywoławcze poza centrum stolicy wynoszą od 10 do 16 EUR/m kw./miesiąc. W miastach regionalnych miesięczne wywoławcze stawki wahały się od 8 do 16 EUR/m kw. Wciąż zauważalny jest wzrost stawek opłat eksploatacyjnych z uwagi na postępujący wzrost cen usług oraz mediów.

„Po dwóch latach pandemii, które przetasowały układ sił w strukturze transakcji inwestycyjnych, sektor biurowy powrócił na pozycji lidera. W 2022 roku inwestorzy ulokowali w biurowce powyżej 2,12 mld EUR, co było wynikiem wyższym o ponad 25% w porównaniu do roku 2021. Należy jednak zwrócić uwagę, że za ponad 40% tego wolumenu odpowiadają jedynie dwie transakcje biurowe w Warszawie. Perspektywy inwestycyjne dla rynku biurowego w stolicy są  bardzo pozytywne, jeżeli chodzi jednak o rynki regionalne widzimy dużą konkurencję wśród sprzedających, a znacząca podaż nowej powierzchni nie pozwala na razie na istotne ograniczenie poziomu pustostanów i wzrost czynszów. ” – komentuje Michał Grabara, Dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank.

Zainwestowany w aktywa biurowe kapitał rozłożył się w równych proporcjach między Warszawą a rynkami regionalnymi.

„Dynamiczne zmiany zanotowały w ubiegłym roku stopy kapitalizacji. Dwie transakcje aktywami biurowymi typu prime, które negocjowane były w I połowie 2022 roku, zakończono na poziomie poniżej 4,5%.  Z kolei drugie półrocze ze względu na zaostrzenie polityki monetarnej przez banki centralne i zmianie oczekiwań inwestorów, oznaczały wzrost stóp kapitalizacji. Najlepsze aktywa biurowe w Warszawie wyceniane są aktualnie przy stopach kapitalizacji 5,25-5,50%, a z kolei w miastach regionalnych jest zbliżony do poziomu 6,50%,” – dodaje Michał Grabara.

Sektor usług biznesowych: 10% udział Polski w EU27

Z szacowaną liczbą ponad 4 milionów pracowników w sektorze w 27 krajach Unii, Europa odgrywa globalnie kluczową rolę jako lokalizacja dla usług biznesowych. Udział Polski w zatrudnieniu w sektorze sięga 10%.

Rośnie rola Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki na globalnej mapie nowoczesnych usług biznesowych. Region oferuje wartość dodaną dzięki bliskości rynków i dostępowi do szerokiej puli talentów. Według raportu EMEA Business Services Landscape 2023, zaprezentowanego na pierwszym Europejskim Forum ABSL w Berlinie, sektor w regionie rozwija się dzięki ekspansji wysokospecjalistycznych usług biznesowych opartych na wiedzy (KIBS).

Według szacunków ABSL Business Intelligence, w sektorze usług biznesowych w 27 krajach Unii Europejskiej pracuje już nawet 4,2 mln osób. Zatrudnienie w branży przekracza 5 milionów, gdy uwzględni się Europejski Obszar Gospodarczy (EOG), kraje kandydujące i Wielką Brytanię. Sektor przyciąga nowe inwestycje zwiększając w ten sposób swoje znaczenie dla gospodarek lokalnych i przyczyniając się do wzrostu gospodarczego w całej Europie. Raport EMEA Business Services Landscape 2023, będący analizą profili 18 krajów, opracowaną przez ABSL, Colliers, EY i Randstad, wskazuje na wzrost roli sektora w regionie oraz podkreśla znaczenie rozszerzającej się puli talentów dostarczających nowoczesne usługi biznesowe oparte na wiedzy (KIBS).

Wspólny motor wzrostu dla Europy

Przyjmuje się, że Europa będzie miała kluczowe znaczenie dla odbudowywania łańcucha wartości. Według ABSL Business Intelligence, po zmianach związanych z Brexitem, konsekwencjach pandemii COVID-19 i rosyjskiej inwazji na Ukrainę, to przyspieszenie procesów, takich jak m.in. cyfryzacja i rekonfiguracja globalnego łańcucha wartości, stwarza kolejne wyzwania, którym należy sprostać.

„W związku ze zmianami na arenie gospodarczej, społecznej i geopolitycznej liderzy biznesowi muszą przemyśleć decyzje związane z lokalizacją i rozwojem centrów biznesowych. Potencjalne ograniczenie roli Chin i tworzenie regionalnych łańcuchów wartości stwarza Europie oraz krajom basenu Morza Śródziemnego okazję do stania się lokalizacją pierwszego wyboru. Region oferuje możliwość obsługi całego spektrum procesów biznesowych – od podstawowego poziomu transakcyjnego do najbardziej zaawansowanych usług o wysokiej wartości dodanej i wysokospecjalistycznych usług opartych na wiedzy. Ta potencjalna zmiana stanowiłaby z kolei cenne ogniwo w tworzeniu europejskiego regionalnego łańcucha wartości. EMEA jako całość oferuje z punktu widzenia strefy czasowej idealną lokalizację dla procesów usługowych, nie tylko w regionie, ale także globalnie”, powiedział Jacek Levernes, honorowy prezes i współzałożyciel ABSL.

„Biorąc pod uwagę takie trendy jak nearshoring i bestshoring, EMEA oferuje wartość dodaną umożliwiając tworzenie sieci centrów kompetencyjnych. Dodatkowo z perspektywy kosztów oraz procedur zachowania ciągłości biznesowej region jako całość zapewnia też korzyści wynikające z jego skali i dywersyfikacji”, dodaje Dariusz Kubacki, wiceprezes ABSL.

Wzrost znaczenia usług wysokospecjalistycznych opartych na wiedzy

W sektorze usług biznesowych przejście w kierunku usług wysokospecjalistycznych opartych na wiedzy (KIBS) staje się coraz bardziej widoczne. „Warto podkreślić, że w ubiegłym roku, udział usług wysokospecjalistycznych opartych na wiedzy we wszystkich usługach biznesowych dostarczanych w sektorze usług biznesowych w Polsce przekroczył 50 procent, co pokazuje wzrost znaczenia naszego kraju jako lokalizacji dla coraz bardziej złożonych procesów oraz globalnych ról. Biorąc jednocześnie pod uwagę fakt, że liczba zatrudnionych w sektorze w Polsce jest największa i stanowi 10 proc całego sektora w Unii Europejskiej, dowodzi to atrakcyjności i potencjału naszego kraju na tle regionu”, zwraca uwagę Dariusz Kubacki.

Łączna liczba specjalistów w sektorze KIBS w 27 państwach Unii Europejskiej na koniec 2021 r. szacowana była na 12,4 mln i ok.16,8 mln, gdy uwzględnimy EOG, kraje kandydujące oraz Wielką Brytanię.[1]. W 2016 roku zatrudnienie to wynosiło odpowiednio 10,7 miliona i 15 milionów. W 2021 r. udział KIBS w całkowitym zatrudnieniu w Europie szacowany był na poziomie 6,4 proc. (5,7 proc. w 2016 r.). Między 2016 a 2021 rokiem liczba specjalistów w 27 krajach Unii Europejskiej wzrosła o 1,75 mln, czyli o 16,4 proc., w całej Europie o 1,9 miliona (12,5%). Ten wzrost zaostrzył konkurencję o talenty w obszarze wysokospecjalistycznych usług opartych na wiedzy i jednocześnie dowiódł potrzeby wprowadzenia systemowych rozwiązań pozwalających poszerzać pulę ekspertów na konkurencyjnym globalnym rynku.

„Osoby posiadające odpowiednie kompetencje do pracy w sektorze KIBS są rozproszone na terenie całej Europy, jednak zauważalna jest silna koncentracja w dużych obszarach metropolitalnych, w tym w znaczących ośrodkach akademickich i w stolicach,” podkreśla Dariusz Kubacki. „Pięć największych skupisk talentów, w których dostarczano usługi w sektorze KIBS w Europie w 2021 roku, to regiony metropolitalne Paryża, Madrytu, Mediolanu, Berlina i Monachium”.

W 2021 r. największą koncentracją zasobów talentów, świadczących usługi w obszarze KIBS, charakteryzowały się Niemcy i Wielka Brytania (2,6 mln), Francja (1,8 mln), Włochy i Hiszpania (1,3 mln) oraz Polska i Turcja (0,8 mln). Dane z raportu EMEA Business Services Landscape 2023 potwierdzają, że udział nowoczesnych usług biznesowych dostarczanych w centrach (dane dla 11 państw członkowskich UE-27) w sektorze usług opartych na wiedzy (KIBS) znacznie różni się w poszczególnych krajach. Stosunkowo niski jest w Hiszpanii (12,4 proc.), na Węgrzech i Litwie, podczas gdy w Polsce, Rumunii i Bułgarii jest bliski lub nawet przekracza 50 proc. Średni udział nowoczesnych usług biznesowych dostarczanych w centrach w zatrudnieniu KIBS na terenie Unii Europejskiej szacowany jest na ok. 34%.

***

Raport EMEA Business Services Landscape, zaprezentowany podczas ABSL European Forum w Berlinie, ma na celu przedstawienie sytuacji sektora w wybranych krajach regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki na początku 2023 roku. Sektor musi kontynuować wysiłki transformacyjne z naciskiem na KIBS, jako kluczowy element redefiniowania branży na świecie.

[1] Nowoczesny sektor centrów usług biznesowych, obejmujący centra SSC, BPO, GBS, IT oraz ośrodki B+R, stanowi część szerszej branży KIBS.

EIT InnoEnergy podsumowuje osiągnięcia i rozwój portfela inwestycyjnego w 2022 r.

Zaangażowanie w 18 nowych spółek, w tym 4 z Europy Środkowej, kontynuacja wsparcia dla branży bateryjnej oraz rozpoczęcie prac nad budową europejskiego sojuszu przemysłu fotowoltaicznego. EIT InnoEnergy – europejski inwestor aktywny w obszarze zrównoważonej energii – podsumował kluczowe osiągnięcia 2022 roku.

EIT InnoEnergy koncentruje się na wspieraniu transformacji energetycznej i jest wiodącą siłą napędową rozwoju zrównoważonej energii. Spółka dostarcza technologie i kompetencje niezbędne do realizacji ambitnych założeń Europejskiego Zielonego Ładu oraz europejskich celów w zakresie dekarbonizacji. W skali całej Europy portfolio EIT InnoEnergy powiększyło się w 2022 roku o 18 innowacyjnych spółek. Działają one w takich obszarach, jak magazynowanie energii, zielony wodór, odnawialne źródła energii, recykling i gospodarka obiegu zamkniętego, transport i mobilność, a także zrównoważone budownictwo i smart city.

W Europie Środkowej EIT InnoEnergy wsparł rozwój czterech nowych spółek. Rumuńska firma Prime Batteries Technology jest producentem baterii i magazynów energii. Wywodzący się z Łotwy Empyrio opracowuje technologie do przetwarzania i efektywnego kosztowo wykorzystania odpadów organicznych pochodzących m.in. ze ścieków. Polska spółka Nevomo jest liderem zaawansowanych rozwiązań w obszarze szybkich kolei nowej generacji, w tym inspirowanej hyperloopem technologii MagRail. Inna polska spółka, Coat-It, opracowała technologie pozwalające na ulepszanie funkcjonalności i nadawanie nowych właściwości powłokom metalicznym i polimerowym.

W ubiegłym roku EIT InnoEnergy wziął także udział w kolejnych rundach inwestycyjnych polskich spółek: The Batteries (producent cienkowarstwowych baterii do urządzeń mobilnych) i EcoBean (start-up, który opracował technologię zamiany zużytych fusów po kawie w zrównoważone materiały). Nastąpiło również wyjście ze spółki SunRoof, w której rozwój EIT InnoEnergy zaangażował się na wczesnym etapie. Firma pozyskała w 2022 roku nowych partnerów inwestycyjnych, którzy zapewnią jej dalsze finansowanie i wsparcie. SunRoof jest producentem innowacyjnych dachów solarnych i technologii do zarządzania energią.

– Za nami bardzo intensywny rok, w którym skutecznie wspieraliśmy rozwój sektora cleantech w Europie Środkowej. Jako impact-inwestor, szukamy inwestycji w technologie i rozwiązania, które redukują lub eliminują negatywny wpływ działalności człowieka na środowisko. Cieszy nas rosnące portfolio start-upów z regionu CEE, tym bardziej że dla wielu z nich jesteśmy pierwszym inwestorem instytucjonalnym. Pomagamy naszym spółkom przejść najtrudniejsze etapy rozwoju, kiedy wyzwaniem jest m.in. dostęp do kapitału, wiarygodność na rynku oraz znajomość mechanizmów regulacyjnych – podkreśla Marcin Wasilewski, prezes EIT InnoEnergy w Europie Środkowej.

W czwartym kwartale ub.r. zainicjowana została działalność Europejskiego Sojuszu Przemysłu Fotowoltaicznego, którego liderem jest EIT InnoEnergy. Sojusz będzie wspierać realizację strategii UE w obszarze fotowoltaiki poprzez dalszy rozwój, obniżanie ryzyk oraz zwiększanie inwestycji w całym łańcuchu wartości sektora PV. Pozwoli to wzmocnić pozycję konkurencyjną przemysłu fotowoltaiki w kontekście gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na energię słoneczną. Celem Sojuszu jest osiągnięcie poziomu 30 GW mocy rocznie do 2025 roku, co przełoży się na dodatkowych 60 mld euro PKB i ponad 400 tys. nowych miejsc pracy (bezpośrednio i pośrednio) w Europie.

W 2022 roku EIT InnoEnergy kontynuował również działania na rzecz wzmacniania europejskiego sektora baterii i magazynowania energii poprzez Europejski Sojusz na rzecz Baterii (EBA250). Sojusz skupia obecnie ponad 800 partnerów zaangażowanych w cały łańcuch wartości w sektorze bateryjnym. Jednym z flagowych przedsięwzięć w tym obszarze jest EBA Academy – europejska platforma edukacyjna, której celem jest szkolenie, podnoszenie kwalifikacji, jak również przekwalifikowywanie pracowników niezbędnych do rozwoju przemysłu bateryjnego w Unii Europejskiej. W ubiegłym roku, we współpracy z lokalnymi partnerami, EIT InnoEnergy zainicjował działalność EBA Academy w Polsce i Rumunii.

Rok 2022 był także okresem intensywnego zaangażowania EIT InnoEnergy w rozwój recyklingu baterii do pojazdów elektrycznych. W efekcie, na przełomie roku, podpisane zostało porozumienie o współpracy z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju, którego celem jest identyfikacja barier oraz wyzwań technologicznych i regulacyjnych w całym łańcuchu wartości segmentu recyklingu baterii. Pomoże to w budowie optymalnego otoczenia rynkowego oraz platformy umożliwiającej uczestnikom rynku współpracę, wymianę doświadczeń i wzmacnianie kompetencji o recyklingu baterii. Beneficjentami współpracy będą kraje Europy Środkowo-Wschodniej, a w pierwszym etapie – głównie Polska.

Potrzebne jest większe zaufanie państwa do przedsiębiorców

Sektor małych i średnich firm jest jednym z najbardziej wrażliwych na zakłócenia elementów gospodarki narodowej. Jednocześnie jest też stabilizatorem i amortyzatorem wahań koniunktury w cyklu ekonomicznym. W ostatnich kilku latach mieliśmy do czynienia z wyjątkową zmiennością gospodarczą, wywołaną szokami zewnętrznymi takimi jak pandemia czy wojna. Absorbowanie wynikających z tego zmian jest niemożliwe bez elastycznego i innowacyjnego sektora MŚP. Rola państwa powinna natomiast polegać głównie na redukowaniu efektów gwałtownych globalnych zmian: to jest na podtrzymaniu popytu w czasie pandemii przez transfery bezpośrednie, wyrównywaniu szans w dostępie do surowców w sytuacji kryzysu energetycznego i nade wszystko – w nieprzeszkadzaniu mechanizmom rynkowym i adaptacyjnym w działaniu.

Państwo tworzy otoczenie prawne, w którym działają firmy. Odpowiada za system podatkowy i transparentność zasad prowadzenia działalności ekonomicznej. Jednak, jak pokazuje najnowsze Badanie Polskiej Przedsiębiorczości oraz wynikający z niego Indeks InFakt za rok 2022 na poziomie -19,3 pkt, zdecydowana większość firm ocenia warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce negatywnie.

Brak zaufania do państwa

Na „pocieszenie” można dodać, że ocena ta już od lat jest bardzo negatywna. W ostatnim roku za sprawą wprowadzonych zmian podatkowych pogorszyła się szczególnie drastycznie wśród mikrofirm, a jednocześnie poprawiła się w oczach małych podmiotów. Znamienny jest fakt, że aż 69% wszystkich badanych przedsiębiorstw uznało, że sytuacja prawna pogorszyła się, a nikt nie ocenił zmian zdecydowanie dobrze. Martwi więc nie tyle sama niestabilność sytuacji ekonomicznej w obliczu ostatnich zakłóceń w gospodarce globalnej, ale ogólna tendencja. Pozbawia ona bowiem małe podmioty stabilności otoczenia, zwiększając dodatkowo niepewność wywołaną sytuacją rynkową. Co więcej, prognozy co do kolejnych ewentualnych poczynań władz są zdecydowanie negatywne. Aż 80% badanych ocenia je jako potencjalnie pogarszające jeszcze bardziej sytuację biznesu. Świadczy to o totalnym braku zaufania biznesu do państwa i traktowaniu instytucji państwowych jako opresyjnych. Mikro i mała firma to mikro i małe, ograniczone zasoby ludzkie, które utrudniają bieżące śledzenie zmian w przepisach. Za główne wady systemowe badani uznali brak stabilności prawa oraz formalności i obciążenia takie jak składki ZUS, przepisy, podatki itd. Co więcej, wprowadzone regulacje takie jak Polski Ład przez 80% respondentów uważane są za niesprawiedliwe.

Niejednolita sytuacja finansowa

Przyjmuje się, że sukces firmy to wypadkowa kilku czynników: jej wzrostu i rozwoju oraz pozycji konkurencyjnej i planów ekspansji, przy zachowaniu równowagi finansowej i pozytywnego wpływu społecznego. W ocenie 45% respondentów kondycja finansowa ich przedsiębiorstw w stosunku do ubiegłego roku jest dobra lub raczej dobra. Jednak równocześnie 46% ocenia ją jako gorszą niż w poprzednim roku. Przewidywania niemal połowy przedsiębiorców w odniesieniu do bieżącego roku są negatywne.

Jak widać nie ma jednolitego trendu. Część firm w roku ubiegłym wykorzystywała poduszkę finansową jeszcze z czasów pandemii, część odczuwała wyraźny spadek obrotów, co widać chociażby na wskaźniku PMI. Od kilku miesięcy wynosi on dla Polski poniżej 50 pkt., co oznacza spadek aktywności w sektorze produkcji.

Najcenniejszy kapitał ludzki

Widać wyraźnie, że główny kapitał mikro i małych firm to kapitał ludzki. Zaangażowani pracownicy i dobra jakość usług księgowych (które są outsourcowane średnio u 75% respondentów), wymieniane są jako podstawowa wartość dla przedsiębiorstwa. Na 84% badanych wpłynęła pandemia, która ograniczyła możliwości wzrostu biznesu i spowodowała spadek inwestycji. W niektórych firmach doprowadziła też do wzrostu wynagrodzeń, najprawdopodobniej w powiązaniu z rosnącą liczbą zadań i podniesieniem wydajności pracowników. Wszędzie jednak przyniosła konieczność redukcji kosztów. Przedsiębiorstwa odnotowały również wpływ wojny na prowadzoną działalność, szczególnie w takich sektorach jak handel, transport i logistyka. Jednak najsilniejsze konsekwencje dla nich miała w ostatnim roku inflacja.

W Polsce w lutym inflacja cen producentów była na bardzo wysokim poziomie – 26,7%. Firmy deklarują podwyższanie cen oferowanych produktów i usług średnio o 18%, ciągle zachowując konkurencyjność. Jednocześnie aż 62% badanych podmiotów podjęło działania zabezpieczające ciągłość działalności, takie jak szukanie nowych rynków, oszczędność energii i kosztów oraz – niestety – ograniczanie inwestycji.

Przedsiębiorca jest predestynowany do wprowadzania w życie innowacyjnych rozwiązań, udoskonalania oferty rynkowej, podejmowania ryzyka czy bycia proaktywnym. Sukces Schumpeterowskiego „małe jest piękne‘’ to współpraca bazująca na partycypacji, zaangażowaniu i aktywności. Nic więc dziwnego, że pomimo trudności poziom satysfakcji przedsiębiorców przekracza aż 60%, a jej podstawą jest niezależność i poczucie wpływu. Oczekiwania najmniejszych podmiotów na rynku są bardzo proste, że zacytuję jednego z respondentów: żeby przedsiębiorca był traktowany jak człowiek, a nie jak złodziej. Mniejsze kontrole, więcej zaufania. Tylko tyle.

Dr Anna Czarczyńskawykładowczyni Akademii Leona Koźmińskiego. Kierowniczka Akademii Kompetencji Menedżera oraz Centrum Zrównoważonego Rozwoju ALK. Doktor nauk ekonomicznych, studiowała na Uniwersytecie Warszawskim i Sussex University. Konsultantka i trenerka biznesu, liderka projektów międzynarodowych. Radczyni ekonomiczna ambasady RP w Helsinkach. Ekspertka, konsultantka i facylitatorka kultury organizacji. Autorka publikacji z dziedziny ekonomii, zarządzania oraz zrównoważonego rozwoju.

Badanie Polskiej Przedsiębiorczości: sytuacja jest stabilna, ale firmom brakuje optymizmu co do przyszłości

Ponad połowa przedsiębiorców zadeklarowała, że w 2022 roku ich sytuacja finansowa pozostała bez zmian lub poprawiła się względem roku 2021 – wynika z Badania Polskiej Przedsiębiorczości, zrealizowanego na zlecenie inFaktu. Podobnie jak w poprzednich latach, na podstawie wyników ankiety wyliczono wskaźnik nastrojów przedsiębiorców, tzw. inFakt Indeks. Za 2022 rok wyniósł on -19,3 pkt., o 1,5 pkt. więcej niż w pandemicznym 2021 roku.

inFakt Indeks kompleksowo ilustruje kondycję polskiego biznesu w 2022 roku. Został opracowany na podstawie odpowiedzi przedstawicieli mikro i małych firm w „Badaniu Polskiej Przedsiębiorczości”. Ankietowanych poproszono o skomentowanie m.in. poziomu satysfakcji z prowadzonego biznesu, łatwości prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce oraz bieżącej i prognozowanej sytuacji finansowej. Indeks może przyjmować wartości na skali od -100 pkt. do 100 pkt., gdzie -100 pkt. oznacza skrajny pesymizm, 0 pkt. – równowagę, a 100 pkt. – skrajny optymizm.

Indeks za 2022 rok wyniósł -19,3 pkt. – to wartość nieco wyższa niż w poprzedniej edycji badania. Złożyły się na nią następujące elementy:

  • łatwość prowadzenia działalności gospodarczej, oceniona na -62 pkt (-2 pkt rdr);
  • zmiana kondycji finansowej firmy w ciągu ostatniego roku, oceniona na -21 pkt (+8,3 pkt rdr);
  • spodziewana kondycja finansowa firmy w ciągu kolejnego roku, oceniona na -19,5 pkt (+4,2 pkt rdr);
  • poziom satysfakcji z prowadzenia własnego biznesu, oceniony na 25,5 pkt (-4,2 pkt rdr).

Satysfakcja mimo trudności – duch polskiej przedsiębiorczości nie daje się złamać

Przedsiębiorcy w Polsce od lat uskarżają się na sytuację prawną i działania rządu, które nie sprzyjają prowadzeniu działalności gospodarczej. Zbyt wysokie są ich zdaniem składki ZUS (56% wskazań) oraz podatki (40%). Przepisy nie dość, że są skomplikowane (40%), to jeszcze często się zmieniają (52%). Odsetek osób, dla których największym obciążeniem jest wysokość podatków spadł tylko o 3 pkt. procentowe w porównaniu z rokiem 2021 – pomimo tego, że obniżono stawkę pierwszego progu podatkowego na skali do 12% i podniesiono kwotę wolną do 30 tys. zł.

Odsetek badanych którzy deklarują, że prowadzenie własnego biznesu przynosi im satysfakcję (61%), utrzymał się jednak na poziomie podobnym jak rok wcześniej. – Prowadzenie firmy na pewno jest mocno angażujące, praca nie kończy się wtedy o określonej z góry godzinie. Dodatkowo przedsiębiorcy odpowiadają nie tylko za siebie, ale również za pracowników. Jak pokazuje badanie, cenią sobie jednak swobodę jaką daje prowadzenie własnej działalności. Poczucie wpływu na swój biznes i kierunki jego rozwoju daje im wiele satysfakcji – komentuje Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w inFakcie.

Wyniki badania pokazują, że na poczucie satysfakcji z prowadzenia własnego biznesu najmocniej wpływa niezależność (61%). W dalszej kolejności przedsiębiorcy wskazywali na możliwość poświęcenia się temu, co naprawdę lubią robić (31%) oraz szansę samorealizacji (19%). Zdaniem 18% prowadzenie biznesu pozwala na poświęcanie większej ilości czasu rodzinie niż na etacie czy innej formie zatrudnienia.

Wśród najważniejszych czynników, które ułatwiają przedsiębiorcom prowadzenie biznesu są przede wszystkim wykwalifikowani pracownicy (33% wskazań) oraz dobra księgowość (26%). Warto podkreślić, że w roku 2022, pełnym zawirowań i niejasności podatkowych, tylko 5% badanych zmieniło obsługę księgową.

Najgorzej już było czy dopiero będzie?

Prawie co piąty ankietowany (17%) wskazał, że jednym z plusów prowadzenia działalności gospodarczej jest możliwość osiągania większych zarobków niż na etacie. 21% respondentów podkreśla natomiast, że towarzyszy im niepewność co do tej kwestii. Znaczna większość przedsiębiorców ocenia jednak ogólną kondycję finansową swojej firmy dobrze lub bardzo dobrze (45%). 36% badanych określa ją jako neutralną.

– Za nami okres, który dla przedsiębiorców był bardzo trudny: pandemia, wojna i w konsekwencji wysoka inflacja. Jednak większość z nich poradziła sobie z tą sytuacją. Jeśli znów nie wydarzy się coś nieoczekiwanego, to najprawdopodobniej w 2024 r. gospodarka powinna wrócić na odpowiednie tory – mówi Piotr Juszczyk.

Odpowiedzi badanych wskazują również na pewną stabilizację kondycji finansowej przedsiębiorstw. 54% zadeklarowało, że w 2022 roku ich sytuacja budżetowa pozostała przynajmniej na tym samym poziomie co rok wcześniej. W przypadku 34% przedsiębiorców pogorszyła się, a dla kolejnych 12% pogorszyła się zdecydowanie.

Brak wiary w pozytywne zmiany prawne

Respondenci nie byli jednak optymistycznie nastawieni na przyszłość. Ich zdaniem w 2023 roku trudno będzie utrzymać stabilność finansową. 44% przedsiębiorców uważa, że kondycja finansowa ich firmy pogorszy się, 28% że pozostanie bez zmian. Tylko 14% spodziewa się, że będzie osiągać wyższe dochody.

Zdecydowana większość przedsiębiorców (69%) nie oczekuje żadnych pozytywnych dla siebie zmian przepisów w 2023 roku. Co więcej, 80% badanych jest przekonanych, że działania rządu zdecydowanie utrudnią im pracę w bieżącym roku.

Metodologia opracowania Indeksu

W celu pozyskania informacji do Indeksu przeprowadzono badanie ankietowe wśród przedsiębiorców w styczniu 2023 roku. Badanie zrealizowała agencja Smartscope metodą mix-mode, na grupie 301 osób (przedstawiciele mikro i małych firm). Udzielając odpowiedzi na pytania wchodzące w skład Indeksu, respondenci posługiwali się pięciostopniową skalą ocen. Poszczególnym wariantom odpowiedzi przypisane zostały odpowiednie wagi – waga 1,0 dla wariantu bardzo pozytywnego, waga 0,5 dla wariantu umiarkowanie pozytywnego, waga 0 dla wariantu neutralnego, waga -0,5 dla wariantu umiarkowanie negatywnego oraz waga -1,0 dla wariantu bardzo negatywnego). Dla pytań tych obliczano następnie statystyki bilansowe (salda), które, po przeliczeniu, dały wynik tegorocznego

Sektor PRS z ambitnymi planami budowy

Przedłużający się konflikt w Ukrainie (fala uchodźców) oraz znacznie obniżona zdolność kredytowa ludzi zwiększają popyt na wynajem mieszkań i tym samym wpływają na rozwój rynku PRS w Polsce. Sektor najmu instytucjonalnego będzie rósł także dzięki zmieniającemu się postrzeganiu kwestii własności mieszkań przez młodych ludzi, którzy cenią sobie mobilność i nie muszą koniecznie posiadać mieszkania na własność. Według danych Eurostatu z 2021 roku, w Unii Europejskiej około 30 proc. ludności mieszka w wynajmowanych mieszkaniach, podczas gdy w Polsce tylko około 13 proc.

Wśród czynników stwarzających dobry grunt dla rozwoju sektora PRS Avison Young wymienia także lukę podażową jaką mamy w Polsce. Około 35 proc. osób mieszka w przeludnionych mieszkaniach, podczas gdy w UE wskaźnik ten szacuje się na 17 proc. (na podstawie Eurostat 2021).

Sektor PRS będzie się w Polsce rozwijał, co potwierdzają zapowiedzi inwestorów. W trakcie przygotowań są projekty na 20 – 25 tys. mieszkań na wynajem. Doradcy Avison Young dodają, że ze względu na wczesną fazę rozwoju tego sektora, polski rynek jest atrakcyjny, zarówno dla inwestorów krajowych, jak i zagranicznych, którzy mogą w Polsce uzyskać wyższe stopy zwrotu z inwestycji niż na rynkach zachodnioeuropejskich.

Warszawa a miasta regionalne

Według najnowszego raportu Avison Young, na koniec 2022 roku w puli mieszkań na wynajem instytucjonalny było w Polsce ponad 9,4 tys. lokali, a kolejne 13 tys. mieszkań znajdowało się w fazie budowy. Około 75 proc. realizowanych aktualnie projektów PRS należy do czterech funduszy inwestycyjnych, tj. Heimstaden Bostad, Echo Investment / Griffin Real Estate (Resi4Rent), TAG Immobilien (Vantage Rent) oraz Cavatina Holding (Resi Capital).

Co ciekawe, według zapowiedzi inwestorów, na mapie PRS niebawem pojawią się również mniejsze miasta regionalne, jak Szczecin czy Zielona Góra.

Około 40 proc. wszystkich istniejących lokali PRS zlokalizowanych jest w Warszawie. Na etapie budowy na warszawskim rynku znajduje się ponad 4000 kolejnych mieszkań w tej formule. Warszawa jest największym placem budowy PRS w Polsce, natomiast to miasta regionalne odpowiadają sumarycznie za największą ilość nowych projektów PRS – ilość mieszkań w budowie w miastach regionalnych już teraz przekracza ich łączne, istniejące zasoby. To świetnie pokazuje, jak duże zapotrzebowanie i zainteresowanie tym sektorem jest również w miastach regionalnych, nie tylko w stolicy.

Z kolei liderem pod względem udziału lokali PRS w istniejących zasobach mieszkaniowych miasta jest Wrocław z wynikiem 4,2‰; za nim plasuje się Warszawa (3,6 ‰.) i Kraków (3,6‰). Widać jednak wyraźnie, że są to ciągle marginalne udziały, znacznie poniżej 1%. Dla porównania w Berlinie, udział PRS w całkowitych zasobach mieszkaniowych wynosi 30%. Jeśli spojrzeć na liczby, w Warszawie na przełomie roku było prawie 3800 mieszkań na wynajem instytucjonalny, w Krakowie i Wrocławiu po około 1550, w Trójmieście około 1100, w Poznaniu ponad 700, a w Łodzi 550.

Wrocław tuż za stolicą

Wrocław jest aktualnie drugim największym po stolicy rynkiem w Polsce pod względem zasobów mieszkaniowych PRS (istniejących i planowanych). Na koniec 2022 roku liczba mieszkań oferowanych na wrocławskim rynku w formule PRS przekroczyła 1500, a kolejne 3100 było w fazie budowy. Wrocław ma 16 proc. udział w funkcjonujących krajowych zasobach mieszkań na wynajem. Od 2020 roku liczba oddanych w mieście lokali PRS podwoiła się.

Oferta mieszkań na wynajem instytucjonalny we Wrocławiu skoncentrowana jest głównie w centrum miasta. Obecnie rozszerza się również powoli w kierunku północno-zachodnim, czyli w okolicę Popowic, Nadodrza i ulicy Legnickiej, gdzie ze względu na atrakcyjną lokalizację powstaje wiele osiedli z mieszkaniami przeznaczonymi na wynajem.

Avison Young zwraca uwagę na ciekawą enklawę mieszkań na wynajem, która powstała w Wojszycach, na południu Wrocławia – dynamiczny rozwój tej okolicy przyciąga nie tylko inwestorów indywidualnych, ale również instytucjonalnych. Vantage Rent dostarczył w 2021 roku 150 lokali PRS, a później Life Spot wprowadził na rynek kolejne 244 mieszkania.

Wiodącym operatorem PRS we Wrocławiu jest Resi4Rent z 37 proc. udziałem na tym rynku, odpowiedzialny również za ponad 40 proc. mieszkań na etapie budowy. Aktywnym inwestorem w tej lokalizacji jest też TAG Immobilien (Vantage Rent), który posiada ponad 30 proc. wrocławskiego rynku PRS w budowie. Z Wrocławiem swoje plany ekspansji wiąże również Heimstaden Bostad, który w 2021 roku kupił portfolio od Budimexu, w tym część nieruchomości we Wrocławiu.

Jak duże jest zainteresowanie mieszkaniami w formule PRS we Wrocławiu pokazuje inwestycja Vantage Rent, w której w kilka miesięcy wynajęte zostały wszystkie mieszkania od wejścia oferty na rynek w połowie 2021 roku. Podobnie szybko rozeszły się zasoby Funduszu Mieszkań na Wynajem, gdzie nie ma już wolnych lokali. A spośród 570 mieszkań oferowanych przez Resi4Rent na koniec 2022 roku dostępnych było około 10 mieszkań.

Na koniec 2022 roku, średnia stawka wynajmu mieszkania jednopokojowego w inwestycji Resi4Rent przy ulicy Zakładowej we Wrocławiu wynosiła 2400 zł brutto, a przy ulicy Mieszczańskiej 2900 zł. W przypadku mieszkań dwupokojowych czynsze kształtowały się na poziomie 3400 – 3900 zł, a trzypokojowych zamykały się w przedziale 4600 zł – 4900 zł. Jednak stawki te również wzrastają, pod wpływem inflacji i wzrostu kosztów operacyjnych.

Z analizy danych rynkowych Avison Young wynika, że mieszkania instytucjonalne charakteryzują się we Wrocławiu niższymi o ok. 5% cenami za metr kwadratowy w porównaniu z ofertami prywatnych właścicieli, które jednak średnio mają większy metraż. Należy wspomnieć, że jednostki PRS, w przeciwieństwie do prywatnych mieszkań oferują przy tym dodatkowe usługi, jak całodobowa ochrona, udogodnienia w częściach wspólnych, profesjonalne zarządzanie i wsparcie operatora.

Autor: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska, Research and Data Manager Avison Young

Archicom podsumowuje 2022 r.

Archicom odnotował w 2022 r. satysfakcjonujące wyniki operacyjne, sprzedając 827 mieszkań, a także wypracowując zysk na poziomie 110 mln zł. Ubiegły rok wiązał się z wieloma wyzwaniami dla firm deweloperskich, spośród których należy wymienić m.in. zmniejszenie popytu na rynku nieruchomości spowodowane niepewnością makroekonomiczną, wzrost kosztów bieżącej działalności w efekcie rosnącej inflacji, a także ograniczone możliwości nabywcze potencjalnych klientów, spowodowane zaostrzeniem kryteriów kalkulowania zdolności kredytowej oraz rosnącymi stopami procentowymi. Mimo niesprzyjających okoliczności Archicom utrzymał pozycję lidera na rynku wrocławskim, niezmiennie będąc dla nabywców godnym zaufania partnerem.

  • W 2022 r. Archicom sprzedał 827 mieszkań, co przełożyło się na zysk na poziomie 110 mln zł.
  • Biorąc pod uwagę procentowy udział Archicom w sprzedaży mieszkań na rynku wrocławskim, który wynosi 16%, firma niezmiennie znajduje się na czele stawki.
  • Klucze do własnego M we Wrocławiu odebrało od Archicom 928 nabywców, co zaowocowało prawie 500 mln przychodów ze sprzedaży.
  • W 2022 r. Grupa Archicom opublikowała pierwsze wydanie raportu ESG, który stanowił podsumowanie zrealizowanych do tego czasu działań związanych z troską o środowisko, społeczności oraz ład korporacyjny.
  • Spośród podejmowanych w tym okresie inicjatyw warto wymienić współorganizację wydarzenia PlayFair, którego celem było pobudzenie międzybranżowej dyskusji na temat zrównoważonego rozwoju.

Ponad 35 lat obecności na rynku nieruchomości sprawia, że Archicom ma doświadczenie w prowadzeniu działalności w ramach każdego z etapów cyklu koniunkturalnego. Dzięki temu firma sprawnie dostosowała się do nowych okoliczności rynkowych, a zmniejszony popyt na mieszkania czy też inne wyzwania, które zdominowały 2022 r., nie okazały się barierą uniemożliwiającą efektywne funkcjonowanie. Know-how zgromadzone na przestrzeni lat oraz strategiczna współpraca z Echo Investment przekładają się na większą zwinność organizacji, usprawnienie digitalizacji procesów i rozwoju nowych kompetencji, a także zdolność adaptacji do wszelkich zmian realiów gospodarczych.

Choć mijający rok był pewnego rodzaju niewiadomą, mieliśmy pełną świadomość cykliczności rynku mieszkaniowego. W związku z tym, bazując na wypracowanych solidnych fundamentach finansowych, niezmiennie realizowaliśmy naszą wieloletnią strategię stawiając czoła pojawiającym się wyzwaniom. Okres zmiennej sytuacji rynkowej wykorzystaliśmy na optymalizację procesów, a także doprowadzanie kolejnych inwestycji do statusu pełnej gotowości przed wprowadzeniem do sprzedaży. Odnotowaliśmy przy tym stabilne tempo sprzedaży, które pozwoliło nam zarówno na zabezpieczenie finansowe spółki, jak i konsekwentny, zrównoważony rozwój. W mojej ocenie możemy spodziewać się, że rozbudzenie rynku kredytowego już wkrótce doprowadzi do ponownego wzrostu zainteresowania nieruchomościami mieszkaniowymi wśród nabywców. Zapewniam, że jesteśmy na ten moment doskonale przygotowani – mówi Waldemar Olbryk, Prezes Zarządu w Archicom.

Prym na rynku wrocławskim

Biorąc pod uwagę procentowy udział Archicom w sprzedaży mieszkań na rynku wrocławskim, który wynosi 16%, firma niezmiennie znajduje się na czele stawki. Mimo ograniczonego popytu i średnich cen stabilizujących się na poziomie 11 tys. zł za metr kwadratowy, klucze do własnego M we Wrocławiu odebrało od Archicom 928 nabywców, co przełożyło się na prawie 500 mln przychodów ze sprzedaży. Nie bez znaczenia dla osiągniętych wyników okazują się tym samym renoma marki, portfolio inwestycji, które z biegiem lat pozostają atrakcyjnym miejscem do życia, a także niesłabnące zaangażowanie środowiskowe oraz społeczne. Wszystkie wspominane czynniki wskazują, że Archicom jest deweloperem, którego warto obdarzyć zaufaniem, aby nawiązać wieloletnie i owocne partnerstwo – zarówno jako potencjalny nabywca mieszkania, jak i inwestor. Było to szczególnie ważnym kryterium w okresie zawirowań gospodarczych i geopolitycznych.

Poczucie odpowiedzialności społecznej i środowiskowej

W 2022 r. Grupa Archicom opublikowała pierwsze wydanie raportu ESG, który stanowił podsumowanie zrealizowanych do tego czasu działań związanych z troską o środowisko, społeczności oraz ład korporacyjny. Już wkrótce swoją premierę będzie miała kolejna edycja publikacji, opisującej tym razem inicjatywy podjęte wyłącznie w mijającym roku. Wierność zasadzie, która stawia człowieka i środowisko w centrum działań  doprowadziła m.in. do zacieśnienia współpracy ze Stowarzyszeniem Aktywności Lokalnej – Rewir Twórczy, w ramach której długofalowego wsparcia udzielono wielu uchodźcom z Ukrainy. Poczucie odpowiedzialności społecznej i środowiskowej niezmiennie stanowi główny element strategii firmy. W poszukiwaniu nowych idei dotyczących działań na rzecz planety i lokalnych społeczności, Archicom jako współinicjator zorganizował wydarzenie PlayFair, którego celem było pobudzenie międzybranżowej dyskusji na temat zrównoważonego rozwoju. Jednym z pierwszych efektów nawiązanych wówczas partnerstw jest uruchomienie pierwszego Ubraniomatu na osiedlu mieszkaniowym w ramach inwestycji Olimpia Port. Projekt wspierający gospodarkę cyrkularną w branży tekstylnej polega na współpracy Archicom z markami 4F oraz Ubrania do Oddania. To wyraz zaangażowania w kwestie środowiskowe, ale także ukłon w stronę mieszkańców, którzy chcą brać udział w ekologicznych działaniach.

2 na 10 firm IT mówi o redukcji etatów, ale jeszcze więcej organizacji chce otwierać nowe rekrutacje

W drugim kwartale 2023 roku 19% firm z branży IT mówi o konieczności zwolnień, ale 27% z nich chce powiększać swoje zespoły. Niemal połowa (46%) pracodawców obszaru nowych technologii nie przewiduje żadnych zmian personalnych w nadchodzących miesiącach, a 8% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na najbliższy czas – takie dane płyną z najnowszego raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od kwietnia do końca czerwca. Choć firmy z obszaru IT w Polsce deklarują dodatnią prognozę rekrutacyjną na poziomie +8%, to jest to jeden z najniższych wyników spośród wszystkich analizowanych sektorów.

Według danych płynących z raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” dla II kwartału 2023 roku, prognozy rekrutacyjne pracodawców branży nowych technologii są optymistyczne. Prognoza netto zatrudnienia dla tego sektora, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr wynosi +8%. Oznacza to, że od kwietnia do końca czerwca specjaliści branży IT mogą liczyć na więcej nowych ofert pracy, niż w I kwartale tego roku. Jest to wynik wyższy o 5 punktów procentowych w ujęciu kwartalnym, jednak analizując dane rok do roku można zauważyć spadek na poziomie 3 punktów procentowych.

– Prognoza zatrudnienia dla IT na nadchodzące miesiące wynika z wielu czynników, jednak głównie sprowadzają się one do szeroko rozumianej sytuacji makroekonomicznej. Obszar ten zawsze był podatny na zawirowania w koniunkturze między innymi dlatego, że stosunkowo łatwo i szybko można go wykorzystywać do optymalizacji kosztów – mówi Adam Wojtaszek, dyrektor Experis w Polsce. – Dobrze jest widzieć wzrost prognoz rekrutacyjnych wśród pracodawców. Wierzę, że to wiosenne odbicie jest zapowiedzią powrotu do stabilnego, może już nie tak dynamicznego jak w czasie postcovidowym, ale nadal wzrostu ofert pracy dla specjalistów. Zapotrzebowanie na pracowników obszaru nowych technologii w ujęciu globalnym nie maleje, co pozwala patrzeć w przyszłość z optymizmem – dodaje ekspert.

Według danych Job Market Insights, od początku stycznia do połowy marca tego roku w polskiej sieci ukazało się niemal 93 tysiące ofert pracy kierowanych do specjalistów branży IT. – Liczba ogłoszeń o pracę dla specjalistów IT w polskiej sieci w lutym pokazuje nieznaczny wzrost i jest w moim odczuciu sygnałem powrotu do pewnego normalnego dla branży trendu. Musimy pamiętać, że nawet jeśli sektor lekko wyhamował, to niedobór talentów z tego powodu nie zmalał, jest niezmiennie duży, szacowany w Polsce na około 50 tysięcy specjalistów – dodaje dyrektor Experis w Polsce.

Na najwięcej ofert pracy mogli liczyć kandydaci starający się o stanowisko DevOps Engineera, Java Developera oraz Frontend Developera. Jak mówi Adam Wojtaszek, niezmiennie organizacje będą także poszukiwać specjalistów od cyberbezpieczeństwa, data scientists i machine learnig. – Jest to spowodowane pędem firm w kierunku automatyzacji procesów, co wymaga niezwykłej umiejętności panowania nad ogromnymi zasobami danych. Jednak te rzeczy nie mają racji bytu bez dobrze przygotowanej, optymalnej, wydajnej infrastruktury, dla której coraz częściej synonimem jest chmura. Z tego powodu również inżynierowie DevOps różnych specjalizacji nie powinni mieć kłopotu ze zmianą otoczenia projektowego. Stale brakuje także deweloperów. Tutaj potrzeby są niezmienne i jeszcze długo nie zostaną zaspokojone- dodaje.

Plany pracodawców na drugi kwartał 2023 roku w branży IT regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) pokazują, że 43% firm planuje zwiększyć zatrudnienie, 16% mówi o konieczności zwolnień, 38% nie chce wprowadzać zmian personalnych, a 3% nie zna planów na najbliższy czas. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze w regionie EMEA od kwietnia do końca czerwca to +27%.

– Należy pamiętać, że z perspektywy zachodnich inwestorów Polska nadal stanowi źródło wysoko wykwalifikowanych pracowników, którzy zdążyli wyrobić sobie swego rodzaju markę, będąc niezmiennie konkurencyjnymi w odniesieniu do stawek obowiązujących w krajach Europy Zachodniej, czy w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie polscy deweloperzy cenią sobie pracę w kulturach skandynawskiej czy amerykańskiej. Natomiast pojawienie się w Polsce nowych, znaczących inwestycji konsumujących zasoby z obszaru IT tylko powiększy lukę talentów i spowoduje, że wszystkie sposoby na radzenie sobie z nią, takie jak reskilling czy upskilling tylko zyskają na znaczeniu – podsumowuje Adam Wojtaszek.

Polacy uważają, że ubrania w sklepach są coraz gorszej jakości

Prawie połowa badanych konsumentów skarży się, że ubrania, kupowane w sklepach w ostatnich 6-12 miesiącach, są produkowane z coraz to gorszych materiałów. Częściej narzekają na to kobiety, które – zdaniem ekspertów – zazwyczaj lepiej znają się na tkaninach. Pogorszenie jakości odzieży przeważnie dostrzegają najmłodsi shopperzy. Według znawców tematu, problemy zaczęły się już podczas pandemii, gdy zostały zaburzone łańcuchy dostaw. Do tego doszła wysoka inflacja. Widać również, że gorszą jakość wymusza polityka klimatyczna. Jak dodają eksperci, powrót do wysokogatunkowych towarów może być dość trudny i trwać długo, bo producentom cała ta sytuacja jest raczej na rękę.

Zauważalne obniżenie jakości

Niemal co drugi badany Polak (49 proc.), kupując w ostatnim półroczu lub roku ubrania, zauważył, że pogorszyła się ich jakość. Tak wynika z ogólnopolskiego badania przeprowadzonego dla Grupy SkipWish. Konsumenci obserwują, że teraz nawet renomowane marki szyją odzież ze słabszych gatunkowo materiałów i stosują tańsze zamienniki. Dla przykładu, zastępują tkaninę ze stuprocentowej bawełny podobną, ale ze sporą domieszką poliestru. Natomiast tylko nieco ponad 20 proc. badanych nie zauważyło żadnych zmian. Niecałe 22 proc. konsumentów stwierdziło, że nie ma na ten temat dostatecznej wiedzy. Blisko 6 proc. ankietowanych nie pamiętało, czy wcześniej jakość odzieży była lepsza. Z kolei lekko ponad 3 proc. respondentów w ogóle nie interesuje ten temat.

– Skoro tyle osób zauważa ten problem, to może znaczyć, że producenci zaczęli porządnie oszczędzać na materiałach, bo – jak wiemy przecież z wielu badań rynkowych – konsumenci naprawdę bardzo rzadko czytają etykiety lub metki podczas kupowania ubrań – komentuje Maciej Tygielski, wieloletni ekspert rynku retailowego z Grupy SkipWish.

Dla większości klientów najważniejsza jest cena, a dla producentów liczą się koszty. – Problem oczywiście jest globalny. I nie ma właściwie znaczenia, czy producent jest z Polski, z Niemiec czy z Chin. Dlatego wyeliminowanie takich praktyk na rynku będzie procesem bardzo trudnym i długotrwałym – zauważa Ewa Polkowska, wykładowczyni materiałoznawstwa w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubiorów w Warszawie.

– Uważam, że problem dotknął marki zarówno ekonomiczne, jak i premium. Niemniej te drugie bardzo długo broniły się przed obniżeniem oferowanej jakości – dodaje Tygielski.

Problem mężczyzn

O stosowaniu coraz gorszych lub tańszych materiałów lub słabych zamienników częściej mówią kobiety niż mężczyźni. – Kobiety po prostu przykładają do tego większą wagę, bardziej znają się na materiałach, ich jakości i zastosowaniu. W branży mówi się też, że akurat na ubraniach producenci najczęściej oszukują mężczyzn. Potwierdzają to wyniki wielu kontroli przeprowadzonych przez UOKiK. Wykazały one np. to, że błędne informacje dotyczące składu tkanin producenci przeważnie umieszczali na metkach męskich koszul, marynarek czy garniturów – wyjaśnia Maciej Tygielski.

Ponadto najczęściej zauważają to zjawisko osoby w wieku 18-24 i 25-34 lat. Zwykle są to Polacy osiągający miesięczny dochód netto powyżej 9000 zł. Zazwyczaj dotyczy to też konsumentów z wyższym wykształceniem, a także mieszkańców miast liczących od 200 tys. do 499 tys. ludności.

– Fakt, że rozpoznają problem głównie młodzi ludzie, a do tego świetnie zarabiający i dobrze wykształceni Polacy, może też świadczyć o tym, że stanowią oni bardzo aktywną grupę zakupową, szczególnie w kategoriach ubrań i obuwia. Do tego są najlepiej rozeznani na rynku w różnego rodzaju sytuacjach konsumenckich. Mają również większą świadomość, a także znają swoje prawa – dodaje ekspert ze SkipWish.

Cena wymusza tańsze zamienniki

Tendencja zamiany lepszych materiałów na gorsze jest coraz bardziej widoczna na rynku, a ogromny wpływ na nią ma to, co się dzieje na świecie. Najpierw burzę w branży odzieżowej wywołała pandemia. Przerwane łańcuchy dostaw, głównie z Chin, postawiły firmy przed poważnym wyborem. Musiały szukać materiałów ze źródeł zastępczych albo ograniczać produkcję, rezygnując z nowych kolekcji lub wręcz zamykając się. Jak wyjaśnia ekspertka, potem inflacja i kryzys wymusiły stosowanie tańszych zamienników, aby jak najmniej podnosić ceny towarów, bo dla większości kupujących jest to podstawowe kryterium wyboru.

Wyedukowani ekologicznie klienci potrafią zrozumieć, dlaczego na jednym wieszaku wiszą t-shirty kosztujące przykładowo 19 zł, a na drugim – 99 zł, bo wiedzą choćby, jak droga jest produkcja bawełny ekologicznej. – Chodzi o to, że świadomi i wymagający konsumenci aprobują wyższe ceny w zamian za dobrej jakości ubrania, wyprodukowane w duchu zrównoważonego rozwoju. Jednak nie wszyscy muszą akceptować takie zmiany bądź nie każdy chce nosić ubranie uszyte z innowacyjnych materiałów, wykonanych na przykład ze skórki pomarańczy czy też z liści z ananasa – dodaje ekspertka.

Firmy wrócą do lepszej jakości?

Eksperci są bardzo sceptyczni co do tego, czy normalizacja sytuacji na rynkach, w tym zakończenie podwyżek cen, skłonią producentów branży odzieżowej do szycia ubrań z lepszych materiałów.

– Uważam, że to zjawisko zostanie z nami na dłużej. Po pierwsze – główna przyczyna, czyli inflacja, szybko nie odpuści. Po drugie – i co ważniejsze – producenci niechętnie będą wracać do wcześniejszych praktyk. Mogą ich skłonić do tego tylko konsumenci, którzy zaczną bojkotować poszczególne marki. Jednak na naszym rynku zdarza się to niezmiernie rzadko – uważa Maciej Tygielski.

Niektóre firmy na pewno zaczną wracać do lepszych materiałów bądź zdecydują się na ich zamienniki, które są bardziej przyjazne dla naszego środowiska w produkcji, jak np. tencel, albo zaczną stawiać na tkaniny z recyklingu.

Warto też dodać, że ponad 61 proc. ankietowanych uznało, iż pogorszenie jakości dotyczy zarówno ubrań krajowych, jak i zagranicznych. Niecałe 19 proc. respondentów wskazało na odzież pochodzącą z innych krajów, a przeszło 10 proc. – na wyprodukowaną u nas. Więcej niż 3 proc. konsumentów stwierdziło, że nie zwraca na to uwagi. Z kolei 3 proc. uznało, że nie pamięta tego. I tyle samo osób nie potrafiło tego ocenić.

– Cała sytuacja trochę przypomniana obecny trend na rynku spożywczym. Wytwórcy żywności zaczęli zmniejszać opakowania, nie zmieniając przy tym cen. Producenci odzieży niemal identycznie postępują. Dlatego uważam, że całe to zjawisko będzie naprawdę trudno powstrzymać, nie mówiąc już o powrocie do sytuacji sprzed pandemii – podsumowuje Maciej Tygielski z Grupy SkipWish.

„Z” jak zmiana – o tym, jak pokolenie Z odmienia rynek pracy

Aż 63,05 proc. Polaków w wieku 18-24 uważa, że wypłata jest dla nich najmniej istotna w pracy – wynika z raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”. Jakie jest tak naprawdę pokolenie Z, budzące na rynku pracy tak wiele kontrowersji? Są to osoby, którym nie zależy już na etatach jak ich starszym kolegom. Wolą work-life balance od wysokich stanowisk i spokój po pracy od podwyżek.

Pokolenie Z wkroczyło na rynek pracy dość niezauważenie, jednak po czasie – zaczęło być o nich głośno. Wszystko to za sprawą podważania dotychczasowego, od lat niezmiennego porządku. Począwszy od częstych zmian pracy w poszukiwaniu dobrej atmosfery, bez zwracania uwagi na to, jak ich kariera będzie prezentowała się w CV, kończąc na stawianiu swojego zdrowia psychicznego ponad etatem.

Zdrowie psychiczne priorytetem

3xzdrowie

Dorastali w czasach przemian, w których Internet był powszechnie dostępny, a świat stał przed nimi otworem. Wchodząc w dorosłość z nieograniczonym dostępem do informacji byli, bardziej niż starsze pokolenia, świadomi istoty dobrostanu psychicznego. Z tego też względu „Zetki” oczekują od swoich pracodawców dbania i mówienia o zdrowiu psychicznym w pracy. Jak jednak wynika z raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, aż 21,46 proc. przedstawicieli pokolenia Z przyznaje, że nie czuje wsparcia swojego managera w obszarze zdrowia psychicznego. Co więcej, co piąta osoba (20,8 proc.) w wieku 18-24 uważa, że ich pracodawca nie robi nic na rzecz dobrego samopoczucia w miejscu pracy. Co jednak istotne, 1/3 młodych pracowników zauważa drobne działania firm na rzecz promocji zdrowia psychicznego – 29,42 proc. z nich potwierdza, że ich pracodawca wspiera prawo do „wyłączenia się” po godzinach pracy.

Pokolenie Z wywołało swoistą rewolucję na rynku pracy, twardo rozgraniczając życie zawodowe od prywatnego. Postępują odważnie, mówiąc swoim pracodawcom, czego od nich oczekują i zmieniając pracę, gdy tego nie otrzymają. Jednym z istotnych dla nich aspektów jest zdrowie psychiczne i promowanie go w miejscu pracy. Pracodawcy muszą uwzględnić te potrzeby i na nowo zdefiniować benefity pozapłacowe – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Co równie istotne, jednocześnie dla młodych niesamowicie ważny jest rozwój w miejscu zatrudnienia i możliwość budowania kultury organizacyjnej – dodaje ekspertka. Jak wynika z raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, powodem niezadowolenia z pracy u co trzeciej osoby (36,23 proc.) w wieku 18-24 jest brak progresu.

Główne grzechy pracodawców

Przedstawiciele młodego pokolenia, mimo że rozważnie dobierają miejsce pracy, stosunkowo często bywają w nim niezadowoleni. Za główne powody można uznać zwiększanie zakresu obowiązków, niepołączonych ze wzrostem wynagrodzenia (39,13 proc.), brak wsparcia ze strony przełożonych (28,99 proc.) oraz brak wyzwań na swoim stanowisku (24,64 proc.). Jednak to nie koniec czynników utrudniających pokoleniu Z pracę. Wśród najczęściej wymienianych stresorów w miejscu zatrudnienia wskazują długość dnia pracy (27,06 proc.), problemy natury technicznej (22,82 proc.) i codzienne przychodzenie do biura (16 proc.).

Pieniądze za wolność

Dla przedstawicieli pokolenia Z również ważna jest elastyczność godzin pracy, za którą aż 35,18 proc. ankietowanych z tej grupy wiekowej jest gotowych zmniejszyć wysokość swojej pensji, byle by móc pracować w wybranym przez nich czasie. Co więcej, żadne inne pokolenie aż tak bardzo jak „Zetki” nie wskazuje na potrzebę wdrożenia takiego rozwiązania.

Dorastając w dobie Internetu, elastyczności i skupieniu na samorealizacji młodzi przyzwyczaili się, że pewne aktywności mogą wykonywać w dogodnym dla siebie czasie. Tym samym ich preferowany rytm dobowy różni się od tego, który utrzymują starsze pokolenia. Innymi słowy, „Zetki” przyzwyczajone są do dysponowania swoimi zasobami według własnego uznania. Nie do końca odnajdują się w modelu pracy, jaki znamy i jaki jest w Polsce powszechny – mówi dyrektorka HR ADP Polska, Anna Barbachowska.

Według danych ADP, aż 62,39 proc. młodych oczekuje elastycznych godzin pracy, które mogliby przenosić wedle uznania. – Wiele wątpliwości budzi kwestia elastyczności godzin pracy wśród pracodawców. Po pierwsze – czy pozwalając niedoświadczonym jeszcze pracownikom wykonywać obowiązki zawodowe mogą liczyć na ich sumienność i obowiązkowość. Po drugie, czy będą oni dotrzymywać ustalonych deadlinów oraz chętnie korzystać z porad starszych kolegów. Pokolenie Z dopiero uczy się kultury pracy, terminowości i dopełniania swoich obowiązków, dlatego szczególnie ważna jest komunikacja i ustalenie przejrzystych zasad dotyczących elastycznej pracy – komentuje Anna Barbachowska.

Wymiar godzin pracy to nie jedyne wyzwanie, przed jakim stoją „Zetki”. W obliczu nadchodzących regulacji pracy zdalnej, które wejdą w życie z dniem 7 kwietnia br., będą musieli odnaleźć się w sytuacji możliwych masowych powrotów do biur, co według danych z raportu może być dla nich wyzwaniem. Jak wynika z badania ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, aż 42,48 proc. „Zetek” na pytanie, czy szukaliby innego miejsca pracy, gdyby ich pracodawca nalegał na powrót do biura, odpowiedziało twierdząco.

Spadek na rynku kredytów mieszkaniowych. Rośnie liczba pożyczek, rat i kart kredytowych

W lutym 2023 r., w porównaniu do lutego 2022 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów ratalnych o (+101,3%), kart kredytowych (+33,2%) oraz kredytów gotówkowych (+5,4%). Spadek o (-55,2%) odnotowały kredyty mieszkaniowe. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość limitów na kartach kredytowych (+34,5%), kredytów ratalnych (+11,8%), kredytów gotówkowych (+5,7%), a o (-57,2%) spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych. W okresie styczeń – luty 2023 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku ujemne dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały jedynie kredyty mieszkaniowe (-59,4%, -61,4%). W pozostałych trzech rodzajach produktów wystąpiły dodatnie dynamiki w obu ujęciach liczbowym i wartościowym: w kredytach ratalnych (+81,9%, +7,1%), w kartach kredytowych (+35,2%, +41,0%), w kredytach gotówkowych (+8,9%, +10,2%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski oraz formułując stosowne opinie, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę udzielania poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, lutowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym lutym 2023 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet powyżej miesiąca od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w lutym 2023 r. jest efektem wniosków składanych głównie w styczniu 2023 r., a nawet w grudniu 2022 r.

Po drugie, z uwagi na konstrukcję Indeksów Jakości, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w ich odczytach dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty (czyli trzech niezapłaconych miesięcznych ratach), ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

W lutym 2023 r. kontynuacja wzrostów w kredytach gotówkowych

– Lutowe dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym o 5,4% oraz w wartościowym o 5,7% potwierdzają wzrosty na rynku kredytów gotówkowych. Dla pełnej oceny sytuacji należy jednak wziąć pod uwagę, że dynamiki w ujęciu wartościowym pokazujemy według sprzedaży nominalnej. Gdy jednak posłużymy się ujęciem realnym, uwzględniającym inflację, to dynamika wzrostu wartości kredytów gotówkowych wypada gorzej, a wręcz jest ujemna na poziomie ok. -11%. Pozytywnym zjawiskiem jest więc jedynie wzrost liczby udzielonych kredytów gotówkowych. Analizując rynek kredytów gotówkowych z uwzględnieniem przedziałów kwotowych udzielanego finansowania, obserwujemy interesujące zjawisko. Zwracają uwagę kredyty zaciągane na kwotę powyżej 50 tys. zł, w których w okresie pierwszych dwóch miesięcy 2023 wystąpiły najwyższe dodatnie dynamiki wzrostu zarówno w ujęciu liczbowym (+14,4%), jak i wartościowym (+16,8%). To samo zjawisko występowało również w 2021 r. Z odmienną sytuacją mieliśmy do czynienia w roku 2022, gdzie najwyższa dodatnia dynamika wystąpiła w kredytach niskokwotowych do 5 tys. zł. Obecnie kredyty pow. 50 tys. zł odpowiadają za 12% liczby udzielonych w okresie styczeń – luty br. kredytów gotówkowych i za prawie połowę (48,6%) łącznej wartości sprzedaży. Wiąże się to w dużej części z konsolidacją kredytów, która odpowiada już za 50% akcji kredytowej. 24% wartości udzielonych kredytów gotówkowych to drugi i kolejny kredyt, co pokazuje duże zapotrzebowanie na finansowanie wydatków gospodarstw domowych kredytem – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Kredyty ratalne nadal na wysokiej fali wzrostowej głównie w aspekcie liczby udzielanych kredytów

Lutowe dodatnie dynamiki w przypadku kredytów ratalnych wystąpiły w ujęciu liczbowym (+101,3%), natomiast w ujęciu wartościowym były to wzrosty nominalne na poziomie (+11,8%).

– W okresie styczeń – luty najwyższe dynamiki w ujęciu wartościowym, podobnie jak w roku ubiegłym, objęły kredyty ratalne do 1 tys. zł (+103,1%). Jeszcze bardziej spektakularne odczyty w tym samym przedziale wystąpiły w ujęciu liczbowym, odnotowując wzrost o (+201,3%). Za tak ekstremalnie wysokie dynamiki w niskokwotowych kredytach ratalnych odpowiadają kredyty ratalne powstałe w wyniku transformacji BNPL w kredyt ratalny. Co ciekawe, podobnie jak w całym 2022 r. ujemną dynamikę odnotowały jedynie kredyty ratalne wysokokwotowe z przedziału powyżej 10 tys. zł (-9,8% L oraz -21,3% W), trend z zeszłego roku jest więc kontynuowany – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość zaciągniętego w lutym 2023 r. kredytu to 22 034 zł – to wzrost o 0,3% w stosunku do lutego 2022 r. Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w lutym 2023 r. to 2 252 zł i jest ona niższa niż w lutym rok temu aż o 44,5%.

Mierzony i analizowany przez BIK w miesięcznym cyklu poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – lutowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 2,09%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Lutowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 5,12%.

– W porównaniu do lutego 2022 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych pogorszyła się (wzrosła) o 1,44 pkt. proc. najwięcej ze wszystkich produktów. W ujęciu miesięcznym nastąpiła niewielka poprawa wartości Indeksu. To co jest niepokojące, to zjawisko pogarszania się wartości Indeksu również w ujęciu kwartału, pół roku czy dziewięciu miesięcy. Na pozytywną ocenę zasługuje nadal niski, bezpieczny odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. Co prawda, w okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu pogorszyła się (wrosła) o 0,96 p.p. to i tak nadal znajduje się na bezpiecznym poziomie, co wynika z faktu zaciągania kredytów ratalnych przez klientów o wysokiej wiarygodności kredytowej i pozytywnej historii kredytowej.

Pomimo, że oba Indeksy pogarszają się w ujęciu 12 -miesięcznym, to skala wzrostów nie jest na razie na tyle wysoka, aby budzić istotne obawy co do jakości portfela kredytów gotówkowych i ratalnych w kolejnych miesiącach. Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych kwartałach należy liczyć się z pogorszeniem jakości, a to wymaga jeszcze baczniejszej obserwacji tego zjawiska. Szczególnie należy analizować dynamikę wzrostu wartości Indeksów – wyjaśnia główny analityk Grupy BIK.

Kredyty mieszkaniowe – historycznie najgorsze wyniki akcji kredytowej

W lutym br. w porównaniu z lutym 2022 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy ogromny spadek zarówno liczby (-55,2%) jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (-57,2%). W lutym 2023 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 331,72 tys. zł i była niższa w ujęciu rocznym o -4,5%.

– Dla kredytów mieszkaniowych luty podobnie jak poprzednie miesiące był katastrofalny.
W ujęciu liczbowym wynik był bardzo słaby, bowiem banki udzieliły tylko 6 778 kredytów. W ujęciu wartościowym banki udzieliły w lutym kredytów mieszkaniowych o wartości 2,248 mld zł. W porównaniu do lutego 2021 jest to o 63% niższa wartość. Co może więc zmienić sytuację na rynku kredytów mieszkaniowych? Po pierwsze zwiększenie popytu na kredyty mieszkaniowe, a to wymaga jak już wielokrotnie pisałem łącznego wystąpienia kilku zjawisk. Obniżki stóp procentowych, realnego wzrostu wynagrodzeń, liberalizacji wymagań nadzorczych w zakresie liczenia zdolności kredytowej (tu już mamy pierwszą jaskółkę), spadku cen nieruchomości (również widać już pewne symptomy wyhamowania cen). Czynnikiem ograniczającym popyt może być w najbliższych miesiącach oczekiwanie na uruchomienie rządowego programu kredytu na 2%. Po drugie, wymaga to chęci udzielania kredytów mieszkaniowych przez banki. Choć kredyt mieszkaniowy nadal jest produktem o najniższym ryzyku kredytowym, jednak obecnie o ogromnym ryzyku, a nawet niepewności prawnej. W jakimś sensie kredyt mieszkaniowy przestał być kontraktem finansowym, którego zapisy nie są podważane przez żadną ze stron.– stwierdza prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lutym 2023 r. wyniósł 1,62%. W ostatnich 12 miesiącach (od lutego 2022 r. do lutego 2023 r.) jakość portfela pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+1,00 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu jest co prawda lepszy od tego sprzed miesiąca (poprawa o -0,02 p.p.), to jednak wartość Indeksu kredytów mieszkaniowych sukcesywnie pogarsza się (wzrost wartości Indeksu) w ujęciu 3, 6 oraz 12 miesięcznym. W 2022 r. zakładałem, że negatywny efekt pogarszania jakości zostanie ograniczony przez powszechne korzystanie z moratoriów kredytowych. Jednak partycypacja w moratoriach kredytowych nie wystarczyła, by w pełni wyhamować wzrost szkodowości złotówkowych kredytów mieszkaniowych. Nie można również abstrahować od pogarszania się jakości kredytów walutowych, w większości udzielonych we franku szwajcarskim. Przyczyną tego zjawiska jest wstrzymywanie się przez klientów ze spłatą zobowiązań do czasu rozstrzygnięć prawnych. Rok 2023 będzie w mojej opinii bardzo istotny dla jakości portfela kredytów mieszkaniowych w kolejnych latach – podkreśla główny analityk Grupy BIK.

Karty kredytowe – wzrosty wynikające częściowo z efektu niskiej bazy

W lutym 2023 r. banki wydały 51,0 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 414 mln zł.

– W lutym 2023 r. mamy dodatnią dynamikę w ujęciu liczbowym (+33,2%) oraz wartościowym (+34,5%) w porównaniu do lutego 2022 r. Głównie jest to efekt niskiej bazy z lutego zeszłego roku. Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości w lutym wyniosła 4,17%. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się – wzrosła o (+1,03 p.p.) i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższy wzrost ze wszystkich Indeksów produktowych – mówi prof. Rogowski.

Fed podnosi stopy o 25 pb ale zmienia forward guidance

Dwudniowe posiedzenie FOMC przyniosło podwyżkę stóp procentowych o 25 punktów bazowych. To tyle ile zakładał rynek. Amerykańska instytucja zdecydowała się dalej zacieśniać warunki monetarne mimo ostatnich zawirowań na rynku. To co najbardziej wpłynęło na wczorajszą zmienność rynkową to informacja, że koniec cyklu jest bliski. Dolar stracił na wartości co spowodowało, że para EURUSD znajduje się obecnie powyżej poziomu 1,09.

Fed „dowiózł” podwyżkę o ćwierć punktu procentowego – co oznacza, że zrealizował się scenariusz najbardziej prawdopodobny. Aktualnie przedział głównej stopy procentowej plasuje się na poziomie 4,75 – 5 proc. Decyzja była jednogłośna.

Tak jak przypuszczano Rezerwa Federalna odniosła się w swoim oficjalnym oświadczeniu po posiedzeniu do sytuacji w sektorze bankowym. Podkreślono, że jest on zdrowy i odporny oraz przyznano, że upadłość banków oraz wycofywanie depozytów prawdopodobnie zaostrzą warunki kredytowe dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, co tym samym obciąży gospodarkę i wpłynie na inflację.

Kluczową zmianą okazała się nieco inna retoryka Fed. Instytucja oczekuje obecnie jedynie, że „niektóre” dodatkowe podwyżki stóp „mogą” być konieczne. W poprzednich wypowiedziach Fed nadal wyrażał zdecydowane oczekiwanie, że „ciągłe” podwyżki stóp będą odpowiednie. Jest to wyraźna zmiana w forward guidance. W tym samym kierunku zmierza również opublikowana wczoraj aktualizacja „dot plot” – czyli wykres przedstawiający medianę oczekiwań członków FOMC dotyczącą przyszłej ścieżki stóp procentowych w najbliższych latach. Jest ona bardzo zbliżona do tej grudniowej, ale to co najważniejsze to fakt, że koniec cyklu (5,1 proc.) wypada na tym samym poziomie jak wskazywały założenia pod koniec ubiegłego roku. Rozkład głosów został jedynie nieco bardziej rozproszony. Wnioski z wykresu płyną jedne: przed nami prawdopodobnie jeszcze tylko jeden ruch o 25 punktów bazowych. Powell dodatkowo przyznał, że Komitet rozważał pauzę w zacieśnianiu (ze względu na kryzys bankowy) ale jednak dane od ostatniego posiedzenia były silniejsze niż oczekiwano i faktycznie przemawiały za silniejszymi ruchami w górę.

Prognozy gospodarcze uległy niewielkim zmianom. Uczestnicy spotkania oczekują nieco niższego wzrostu w 2024 roku (+1,2 proc. zamiast +1,6 proc. w grudniowej projekcji), po oczekiwanym wzroście o 0,4 proc. w 2023 roku. Projekcja dla wskaźnika inflacji bazowej nieznacznie wzrasta, do 3,6 proc. w 2023 i 2,6 proc. w 2024.

Do kolejnej decyzji Fed-u jest jeszcze trochę czasu (3 maja). Wówczas sytuacja w sektorze bankowym powinna być już nieco bardziej klarowna. Pamiętajmy jednak, że presja inflacyjna w USA wciąż jest na wysokim poziomie a ostatnie spadki dynamiki są kosmetyczne. Presja cenowa w usługach jest nadal silna dlatego też nie możemy powiedzieć na 100 proc., że w maju cykl zostanie zakończony, choć po wczorajszej konferencji prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza wzrosło. Rynek ponownie zakłada cięcia stóp w tym roku, czego Powell nie potwierdził a wręcz odrzucił taką opcję. Dlatego nadal dla dolara ważne będą kolejne publikacje z gospodarki amerykańskiej.

USD wczoraj stracił na wartości. Kurs EUR/USD wzrósł powyżej 1,09 i zmierza do szczytu na 1,10, którego osiągnięcie wydaje się być formalnością. Indeksy giełdowe w pierwszej reakcji rosły. Ostatecznie jednak sentyment okazała się negatywny i główne benchmarki z Wall Street odnotowały straty na środowej sesji.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Podwyżka stóp w USA. Co dalej?

Rezerwa Federalna, pomimo dodatkowego zamieszania na rynku, kontynuuje politykę podwyżek. Patrząc na wyceny, mogliśmy być wczoraj świadkami ostatniego jej elementu.

Jest podwyżka stóp w USA

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe w USA zostały podniesione o 0,25%. Nowy przedział, bo w USA operuje się przedziałem o szerokości ćwierć procenta, wynosi obecnie 4,75%-5,00%. Nie było to zaskoczeniem dla rynków. Patrząc na wyceny kontraktów terminowych na stopę procentową, ruch taki był już w 82% w cenach. 18% było pewną furtką, że stopy procentowe jednak nie wzrosną. Biorąc pod uwagę problemy banków, można było się tego spodziewać. Z drugiej strony obligacje są obecnie blisko półrocznych minimów, zatem niezrealizowane straty na długoterminowych papierach nie ważą aż tak mocno w bilansach banków. FED jednak zadbał o nadzwyczajne kredytowanie w oparciu o wartość nominalną, a nie realną, obligacji. Ewentualny wzrost rentowności będzie miał zatem większy wpływ na sumę bilansową niż na sytuację banków.

Co dalej ze stopami w USA

W komunikacie znajduje się sformułowanie o dalszych podwyżkach stóp procentowych. Następne posiedzenie mamy jednak 6 tygodni po tym. W rezultacie rezerwa federalna pozna jeszcze dane inflacyjne za marzec i przynajmniej wstępne za kwiecień. Biorąc pod uwagę fakt, że obecnie różnica pomiędzy inflacją konsumencką a stopami procentowymi spadła do 1,25%, nie można wykluczyć, że przed kolejnym posiedzeniem – patrząc na trend – będzie jeszcze niższa. Rynki na razie dają około 45% na kolejny wzrost o 0,25% w maju. Wczoraj dawały prawie 60%. Widać zatem wyraźną zmianę. Na rynkach walutowych również się dzieje. Wczoraj dolar stracił kolejny procent na wartości względem euro. W rezultacie od początku tygodnia dolar spadł z okolic 4,42 zł na 4,28 zł.

Ceny na Wyspach znów rosną

Analitycy przewidywali, że Wielka Brytania opuści wczoraj mało prestiżowy klub dwucyfrowej inflacji rocznej. Okazuje się, że nie tylko nie mieliśmy spadku z 10,1% na 9,9% ale pojawił się wzrost do 10,4%. O tą samą wartość rozminęła się prognoza inflacji bazowej, co pokazuje, że problemy są strukturalne, wewnątrz. Funt ma – zresztą podobnie jak dolar – bardzo słabą passę w tym tygodniu. Waluta jest pod silną presją względem euro. Dane te nie spowodowały jednak odbicia z powodu zmian oczekiwań stóp procentowych. Funta dobił dodatkowo słabszy indeks zamówień wg CBI.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:30 – Wielka Brytania – Decyzja w sprawie stóp procentowych oraz protokół z posiedzenia BOE.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

JR HOLDING inwestuje 1 mln dolarów w spółkę AI CLEARING z USA

JR HOLDING ASI, notowana na NewConnect spółka inwestycyjna, podpisała umowę o udzieleniu finansowania dłużnego zamiennego na akcje spółki AI CLEARING INC. Spółka dostarcza oparty na sztucznej inteligencji system do monitoringu postępów realizacji projektów budowalnych i infrastrukturalnych. Jest to pierwsza inwestycja JR HOLDING w spółkę zagraniczną o globalnym zasięgu.

JR HOLDING udzieliła AI CLEARING finansowania dłużnego w wysokości 1 mln USD w ramach pożyczki zamiennej na akcje zwykłe AI CLEARING oprocentowanej 4% rocznie z terminem zapadalności 24 miesiące od daty podpisania umowy. JR HOLDING w zamian za udzieloną pożyczkę obejmie akcje AI CLEARING wyemitowane w ramach najbliższej rundy finansowania (rundy A).

AI CLEARING to firma oferująca rozwiązanie oparte o sztuczną inteligencję, znacznie ułatwiające monitoring postępów na dużych budowach lub instalacjach. Oferowany system jest już sprawdzony przez dużych klientów z różnych państw świata i spotyka się z dużym zainteresowaniem kolejnych – mówi Michael Mazur, CEO & Co-Founder AI Clearing.

Rozwiązanie oferowane przez AI CLEARING odpowiada na potrzeby inwestorów projektów budowlanych, którzy mierzą się z opóźnieniami harmonogramu oraz przekroczeniami budżetów. Dodatkowym problemem jest rosnący niedostatek wysoko wykwalifikowanych inżynierów mogących sprawować nadzór nad realizacją inwestycji. Wykorzystanie sztucznej inteligencji automatyzuje i przyspiesza monitoring w branży budowlanej co pozwala minimalizować opóźnienia realizacji oraz przekroczenia budżetów. Klienci spółki wysoko oceniają skuteczność narzędzia oferowanego przez AI CLEARING. Spółka posiada kontrakty z największymi firmami budowlanymi m.in. z USA, Francji, Indii, Arabii Saudyjskiej czy Polski.

System AI CLEARING porównuje dane z dronów z projektem i budżetem dostarcza informacje w czasie rzeczywistym. Porównanie danych do planów następuje w ciągu kilku godzin nawet w przypadku największych projektów budowlanych. Informacje przechowywane są w chmurze z zachowaniem należytych standardów bezpieczeństwa wymaganych przez duże korporacje.

Zgodnie z zapowiedziami realizujemy pierwszą transakcję zagraniczną, od razu w USA i najbardziej dziś rosnącej branży jaką jest branża AI. Dostarczamy AI CLEARING finansowania przed przeprowadzeniem zaplanowanej za kilka miesięcy kolejnej rundy finansowania. Inwestujemy w spółkę o globalnym zasięgu, z intencją objęcia akcji wyemitowanych w rundzie A. Spółka posiada doświadczony zespół założycieli z międzynarodowym doświadczeniem w tworzeniu rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję oraz w nadzorze budowalnym. Ta transakcja jest wyrazem naszych ambicji do wyjścia poza Polskę, AI CLEARING pasuje doskonale do portfela JRH i daje szansę na zadowalający zwrot z inwestycji – podsumował January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING.

Co warto wiedzieć o nowelizacji Kodeksu pracy?

Nowelizacja Kodeksu Pracy nakłada na pracowników pracujących zdalnie nowe obowiązki. Gdy miejsce wykonywania pracy jest wyłączone spod bezpośredniego nadzoru pracodawcy, część obowiązków BHP ma spoczywać na pracownikach.

Jednak, to najpierw szef będzie musiał prawidłowo wykonać swoje zadania w tym zakresie, aby umożliwić podwładnym przystosowanie zdalnego stanowiska pracy do wymaganych standardów, w tym w zakresie ergonomii.

– Zanim dojdzie do powierzenia pracownikom wykonywania pracy w trybie zdalnym, pracodawca musi przygotować ocenę ryzyka zawodowego. Nie jest to nowy obowiązek, jednak nowelizacja doprecyzowuje, że przy ocenie ryzyka zawodowego pracodawca powinien w szczególności uwzględnić wpływ pracy zdalnej na wzrok, układ mięśniowo-szkieletowy oraz uwarunkowania psychospołeczne tej pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paulina Grotkowska, Counsel z praktyki prawa pracy kancelarii Bird & Bird.

Warto podkreślić, że nowelizacja umożliwia stworzenie uniwersalnej oceny ryzyka zawodowego dla poszczególnych grup stanowisk pracy zdalnej, co jest dużym ułatwieniem dla pracodawców.

Kolejnym, nowym krokiem, ale już po stronie pracodawcy, jest sporządzenie informacji zawierającej zasady bezpiecznego i higienicznego wykonywania pracy zdalnej, która powinna zawierać zasady i sposoby właściwej organizacji stanowiska pracy zdalnej, z uwzględnieniem wymagań ergonomii, zasady bezpiecznego i higienicznego wykonywania pracy zdalnej, czynności do wykonania po zakończeniu pracy zdalnej oraz zasady postępowania w sytuacjach awaryjnych stwarzających zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego.

– Pracodawca będzie zobowiązany przedstawić załodze powyższe dokumenty. Przed dopuszczeniem do wykonywania pracy zdalnej, każdy pracownik będzie zaś musiał złożyć oświadczenia, w których potwierdzi, że zapoznał się z przygotowaną przez pracodawcę oceną ryzyka zawodowego, zapoznał się z informacją zawierającą zasady bezpiecznego i higienicznego wykonywania pracy zdalnej wraz ze zobowiązaniem do ich przestrzegania oraz oświadczy, że na jego stanowisku pracy zdalnej są zapewnione bezpieczne i higieniczne warunki pracy – dodaje Paulina Grotkowska z Bird & Bird.