Nowoczesny ośrodek terapii kręgosłupa przyciąga światowych klientów do Łodzi

65 proc. Polaków nie uprawia sportu, ćwiczy jedynie 4 proc. dorosłych rodaków – wynika z badań Międzynarodowej Organizacji Zdrowia*. Gorzej wypadli jedynie Grecy i Portugalczycy. Brak aktywności fizycznej i wzrost masy ciała to prosta droga do przewlekłej choroby kręgosłupa – podkreślają eksperci z Columna Medica, specjalistycznego ośrodka rehabilitacji w Łasku obok Łodzi.

Adam Kszczot, wielokrotny medalista mistrzostw Europy
Adam Kszczot, wielokrotny medalista mistrzostw Europy

Eksperci uważają, że u 80 proc. Polaków do wzrostu problemów z kręgosłupem przyczyniła się pandemia. Dziś, problemy z kręgosłupem to najczęstszy powód wizyty Polaków u lekarza rodzinnego. Narzekają na ból pleców, szyi, stawów, ale po pomoc często zgłaszają się dopiero w momencie, gdy nie mogą już normalnie funkcjonować.  Rehabilitacja nie tylko przynosi ulgę w dolegliwościach bólowych kręgosłupa, ma także pewne znaczenie profilaktyczne. Fachowe porady i regularne ćwiczenia umożliwiają wyrobienie właściwych nawyków zapobiegając nawrotowi choroby i postępowi zmian, które pozostawione same sobie mogą prowadzić do obniżenia jakości życia, a nawet do niepełnosprawności – 0strzega Prof. Dariusz Jaskólski, neurochirurg i Konsultant Wojewódzki, konsultujący Pacjentów w Columna Medica.

Na skalę problemów z kręgosłupem wskazują nie tylko lekarze, lecz coroczne dane raportu GUS o stanie zdrowia ludności. Wynika z nich, że blisko 30 proc. Polaków skarży się na bóle dolnej partii pleców. Ponad 20 proc. zmaga się z bólami szyi, około 16 proc. ma bóle środkowej partii pleców oraz podobna liczba zmaga się z chorobą zwyrodnieniową stawów…

Tymczasem większość pacjentów, zmagających się z problemami ortopedycznymi (kręgosłup, stawy obwodowe) czeka z wizytą u fizjoterapeuty niemalże do końca. Mało kto poprosi o pomoc wcześniej, by uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji zdrowotnych. Jedynie osoby regularnie uprawiające sport mają większą świadomość swojego ciała – mówi Damian Danielski, fizjoterapeuta – lider zespołu medycznego Columna Medica.

Zdaniem ekspertów, ból kręgosłupa może świadczyć również o zmianach dyskopatycznych, które dotykają również młodych ludzi. Ma to często związek z wymuszoną, stałą pozycją w pracy, obciążającą kręgosłup i prowadzącą do trwałych uszkodzeń.

Rośnie potrzeba profilaktyki i rehabilitacji ortopedyczne

Wielu pacjentów poszukuje pomocy w wysoce specjalistycznych zabiegach za granicą. Tymczasem okazuje się, że w Polsce powstaje coraz więcej prywatnych szpitali i ośrodków rehabilitacyjnych, które nie tylko dorównują zachodnim placówkom, ale często wyprzedzają je poziomem kadry i sprzętu. Ośrodki i usługi są wielokrotnie tańsze, zarówno w zakresie usług ambulatoryjnych, jak i pobytowych o najwyższych standardach. Jednym z przykładów nowoczesnego ośrodka jest Columna Medica, klinika rehabilitacyjna położona w centralnej Polsce, koło Łodzi.

O wysokim poziomie polskiego lecznictwa i rehabilitacji kręgosłupa przekonali się już pacjenci m.in. z Kuwejtu, Niemiec i Izraela, którzy odbywają długie programy rehabilitacyjne. Ośrodek jest jednym z nielicznych miejsc w kraju, gdzie dokonywana jest trójwymiarowa analiza kręgosłupa, postawy ciała i chodu w warunkach statycznych i dynamicznych za pomocą aparatu Diers Formetric 4D.

W klinice nie brakuje polskich autorytetów w dziedzinie neurochirurgii takich jak Prof. D. Jaskólski, wybitny polski neurochirurg, specjalizujący się w zabiegach u pacjentów z urazami głowy i kręgosłupa, guzami mózgu. Z kliniką od dawna współpracuje również Dr Bartosz Bryszewski na co dzień pracujący na Oddziale Klinicznym Neurochirurgii i Onkologii Centralnego Układu Nerwowego UM w Łodzi. Każdy przewlekły ból pleców, stawów czy mięśni wymaga kompleksowej diagnostyki i terapii. Pozwala to nie tylko obniżyć koszty leczenia, ale przede wszystkim ograniczyć zasięg interwencji i w wielu przypadkach uniknąć skomplikowanych zabiegów chirurgicznych – podkreślają specjaliści łódzkiego ośrodka.

Lokum Deweloper podsumowuje rok 2022

Grupa Lokum Deweloper, należąca do grona wiodących deweloperów działających na dolnośląskim i małopolskim rynku nieruchomości, w 2022 roku przekazała klientom 727 lokali odnotowując marżę w wysokości 15,6%.

Pomimo przekazania o 28% większej liczby lokali niż w 2021 roku i wzrostu przychodu o 18% (do 366,7 mln zł), odnotowany zysk netto przypisany akcjonariuszom podmiotu dominującego wzrósł zaledwie o 3%, do wysokości 57,3 mln zł, co było pochodną istotnego wzrostu ponoszonych kosztów realizacji i finansowania inwestycji w otoczeniu nieadekwatnie wolno rosnących cen mieszkań. Przychody minionego roku rozpoznane zostały głównie z wrocławskich inwestycji Lokum Porto i Lokum Verde oraz krakowskich osiedli Lokum Vista i Lokum Salsa.

W 2022 r. Grupa zakontraktowała 435 lokali, o 42% mniej niż w roku ubiegłym. Lokale te pochodziły głównie z inwestycji Lokum Salsa I i II, Lokum Vista IIIa i IIIb, Lokum Porto II, IV i V oraz Lokum Verde II i III. Na koniec roku w ofercie dewelopera dostępne były 772 mieszkania, zaś w realizacji pozostawało 696 jednostek.

– Zeszły rok był bardzo trudny, naznaczony napaścią Rosji na Ukrainę, bardzo wysoką inflacją i podwyżkami stóp procentowych. Dotknęły one wszystkich uczestników rynku mieszkaniowego. Rosnące koszty życia i wprowadzenie rygorystycznych wymogów badania zdolności kredytowej sprawiły, że duża część potencjalnych nabywców mieszkań musiała zrezygnować z marzeń o własnym lokum, a przynajmniej odłożyć ich realizację w czasie. Sprzedaż w ubiegłym roku oparta była głównie na obsłudze klientów dysponujących gotówką lub o bardzo wysokich dochodach. Rosnące ceny materiałów i transportu, odpływ pracowników na Ukrainę, presja płacowa wywołana wysoką inflacją, jak też wysokie koszty finansowania działalności przełożyły się na ogólny wzrost kosztów realizacji mieszkań. Doświadczając jednocześnie spadku sprzedaży zmuszeni byliśmy podjąć trudną decyzję o ograniczeniu produkcji. W zeszłym roku zakończyliśmy budowę blisko 1000 lokali, przekazaliśmy klientom 727 mieszkań, podczas gdy uruchomiliśmy budowę zaledwie 133. W nowy rok wchodzimy z atrakcyjną ofertą, na którą składają się mieszkania gotowe i z bliskim terminem realizacji – w ciągu najbliższych miesięcy. Wraz ze stabilizacją wysokości stóp procentowych i złagodzeniem rekomendacji S przez KNF, w pierwszych miesiącach 2023 roku odnotowujemy rosnącą aktywność klientów wspomagających zakupy kredytem hipotecznym. Kolejnym impulsem zakupowym może być start programu Pierwsze Mieszkanie, do którego kwalifikuje się blisko 80% mieszkań z naszej oferty. Mamy przekonanie, że odrodzenie popytu będzie trwałe, zważywszy na duży deficyt mieszkań we Wrocławiu i Krakowie, gdzie działamy. Jesteśmy na to dobrze przygotowani dysponując dużym bankiem ziemi i projektami gotowymi do uruchomienia – gdy tylko sytuacja finansowa klientów będzie wystarczająco dobra, by zrealizować swoje plany mieszkaniowe. Dlatego z nadzieją patrzymy na bieżący rok, spodziewając się poprawy wyników sprzedaży i efektywności spółkikomentuje Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.

Grupa Lokum Deweloper w 2022 r. zakończyła realizację dziewięciu projektów na łączną liczbę 987 lokali. Były to: Lokum Monte etapy I i IIb, Lokum Porto etapy I-III, Lokum Verde etapy I-II na rynku wrocławskim oraz Lokum Salsa etap III i Lokum Vista etap IIIa w Krakowie. W inwestycji Lokum Vista rozpoczęto budowę etapu IIIb, w ramach którego powstaną 133 lokale. Na obu rynkach z końcem 2022 r. deweloper prowadził budowy obejmujące łącznie niespełna 700 lokali, co jest następstwem decyzji o nieuruchamianiu nowych inwestycji wobec trudnej sytuacji finansowej nabywców mieszkań.

W minionym roku Grupa zakontraktowała nieruchomości we Wrocławiu przy al. Kanonierskiej o łącznej powierzchni 34,9 ha za kwotę 45 mln zł netto oraz nabyła za 1,2 mln zł netto działkę w podwrocławskiej Sobótce o powierzchni 1,1 ha. Cały bank ziemi dewelopera wynosi obecnie 80 ha, co pozwala na realizację ok. 12,6 tys. lokali.

Pod koniec 2022 r. Grupa rozpoczęła proces redukcji zadłużenia poprzez przedterminowy skup obligacji serii F i G o wartości 100 mln zł, sfinalizowany na początku marca 2023 r. W obrocie na rynku giełdowym znajdują się jeszcze obligacje serii H oraz I o łącznej wartości nominalnej 150 mln zł i terminie zapadalności kolejno w 2024 i 2025 r. W 2022 r. spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 1,65 zł/akcję (29,7 mln zł).

Polski przemysł kosmiczny rośnie w siłę; powinien zadbać o ochronę innowacji na globalnym rynku

Polskie firmy z sektora przemysłu kosmicznego przyciągają coraz większą uwagę międzynarodowych inwestorów branżowych, uważają przedstawiciele kancelarii prawnej DLA Piper. Atutem polskich firm jest wysoki poziom innowacyjnych rozwiązań i kadra wykwalifikowanych specjalistów. Jednym z największych wyzwań dla branży jest ochrona praw autorskich i technologii na globalnym rynku oraz złożone przepisy prawa kosmicznego.

W Polsce ponad 300 firm i instytucji badawczych działa w sektorze przemysłu kosmicznego, jak wynika z danych Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA). Firmy te zatrudniają 12 tys. pracowników. Zajmują się tworzeniem oprogramowania dla technologii kosmicznych, projektowaniem i weryfikacją systemów informatycznych, pracują również nad specjalistycznymi materiałami i odpowiadają za procesy produkcyjne. Polskie firmy współpracują z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) i jej amerykańskim odpowiednikiem (NASA) oraz największymi firmami z sektora na świecie.

Przemysł kosmiczny jest bardzo innowacyjny i w ostatnich latach dokonał ogromnego postępu. Technologie rozwijane przez lokalnych przedsiębiorców są coraz częściej wykorzystywane w planowanych misjach kosmicznych oraz największych projektach komercyjnych – mówi Ewa Kurowska-Tober, szefowa praktyki IPT w DLA Piper w Warszawie współkierująca Globalnym Zespołem Ochrony Danych Osobowych, Prywatności i Cyberbezpieczeństwa. Wyzwaniem dla wielu firm są złożone regulacje prawne. Profesjonalne wsparcie staje się niezbędne, gdy dochodzi do współpracy z zagranicznymi podmiotami w zakresie transferu technologii, komercjalizacji rozwiązań czy tworzenia umów licencyjnych.

Z punktu widzenia przedsiębiorcy problem stanowi skomplikowana struktura prawa kosmicznego i nachodzenie na siebie kompetencji różnych instytucji, a także fakt, że jest to dziedzina operująca w obszarze o znaczeniu strategicznym dla państwa. Zdaniem prawników DLA Piper w przypadku prawa kosmicznego najważniejsza jest interpretacja przepisów i umiejętność zastosowania ich w praktyce.

– Innowacje często pojawiają się w małych podmiotach, tymczasem prawo kosmiczne to gąszcz informacyjny i administracyjny. Przedsiębiorcy skupieni na badaniach i rozwoju często zapominają o ochronie swojego biznesu – mówi Piotr Czulak, senior associate w zespole nowych technologii oraz własności intelektualnej DLA Piper w Polsce. Pracując z naukowcami i inżynierami wysokiego szczebla, zawsze upewniamy się, że ich prawa są odpowiednio zabezpieczone i doradzamy im w kwestiach regulacyjnych, zwłaszcza gdy sami mają do czynienia z gigantami branży.

Przepisy prawa kosmicznego regulują użytkowanie przestrzeni kosmicznej. Obejmują dziedziny prawa cywilnego, wojskowego, lokalnego i międzynarodowego. W dużej mierze dotyczą ochrony własności intelektualnej, prawa telekomunikacyjnego, ochrony danych osobowych, komercjalizacji i wykorzystania technologii kosmicznych na Ziemi.

– W wejściu na globalny rynek pomocne jest wsparcie doświadczonego przewodnika. Komercjalizacja innowacyjnych rozwiązań w zakresie oprogramowania często wymaga nawigowania w świecie postanowień licencyjnych, niejednokrotnie uwzględniając fragmenty kodu licencjonowane pod obcym prawem lub z wykorzystaniem licencji Open Source – mówi Karol Kuterek, junior associate w zespole nowych technologii oraz własności intelektualnej DLA Piper w Polsce. – Z drugiej strony zarówno polscy jak i międzynarodowi klienci wchodzący na rynek w naszym kraju często potrzebują wsparcia w odnalezieniu się w lokalnych meandrach prawnych, gdzie konieczna jest dobra znajomość praktyki organów regulacyjnych, jak chociażby Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Przykładem współpracy zespołu prawnego z firmą branży kosmicznej jest jedno z przedsięwzięć CIM-mes Projekt. Firma dostarcza zaawansowane oprogramowanie wykorzystywane w aktualnych oraz przyszłych misjach. Opracowała oprogramowanie do modelowania zanieczyszczeń cząstkami przy startach rakiet kosmicznych. ESA widząc złożoność kwestii ochrony własności intelektualnej, które dla firmy z sektora MŚP stanowią szczególne wyzwanie, zaproponowała finansowe wsparcie w rozwiązaniu tego problemu. DLA Piper na zlecenie CIM-mes opracował rekomendacje dotyczące zabezpieczenia praw własności intelektualnej, a także zasad współpracy z ESA.

Wiele projektów z branży kosmicznej rozwija się dzięki współpracy z partnerami zagranicznymi i z wykorzystaniem dofinansowania europejskiego. Rozwój polskiego sektora przyspieszył po przystąpieniu Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w 2012 roku. W ramach programów ESA polskie podmioty pozyskały kontrakty na kwotę 140 mln euro. Około 90 proc. składki wpłacanej przez państwo członkowskie na badania przestrzeni kosmicznej, programy edukacyjne i rozwój technologii powinno wracać do kraju w formie kontraktów dla przemysłu i jednostek naukowo-badawczych. Zasada tak zwanego zwrotu geograficznego jest stosowana w praktyce – jak pokazuje raport NIK w latach 2016-19 zwrot dla Polski miał równowartość 0,86-1,04 wpłaconej kwoty.

– Rozwój przemysłu kosmicznego na świecie sprzyja polskim firmom mówi prof. dr hab. Katarzyna Myszona-Kostrzewa, kierowniczka Zakładu Międzynarodowego Prawa Lotniczego i Kosmicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Mamy świetnych fachowców, innowacyjną myśl techniczną i rozwojowy rynek. Chcemy, żeby polskie firmy w pełni czerpały ze sprzyjających okoliczności i świadomie korzystały z przysługujących im praw.

Zakład Międzynarodowego Prawa Lotniczego i Kosmicznego organizuje dla przedsiębiorców spotkanie poświęcone prawnym aspektom eksploracji kosmosu. Wezmą w nim udział eksperci prawa kosmicznego, w tym prof. Steven Freeland i dr Donne Lawler oraz polskie firmy z branży. Przedstawiciele DLA Piper będą moderować dyskusję poświęconą partnerstwu biznesowemu polskich firm z sektora kosmicznego z globalnymi podmiotami.

Podwojenie skali działalności Vercom. Zysk netto w 2022 r. wyniósł 31 mln PLN

Vercom S.A., spółka technologiczna dostarczająca chmurowe rozwiązania w modelu CPaaS (Communication Platform-as-a-Service), podsumowuje 2022 r. W raportowanym okresie firma osiągnęła rekordowe wyniki, skokowo zwiększając przy tym skalę działalności na globalnym rynku. Przychody w 2022 r. wyniosły ponad 260 mln zł, co oznacza wzrost o 45 proc. rdr., marża brutto zwiększyła się ponad 2-krotnie do blisko 116 mln zł. Z kolei skorygowana EBITDA osiągnęła wartość  ponad 55 mln zł odnotowując 49 proc. wzrost rdr. Zysk netto osiągnął wartość 31 mln PLN, z którego zarząd będzie rekomendował wypłatę ok. 80 proc. w postaci dywidendy dla akcjonariuszy.

– Miniony rok był absolutnie wyjątkowy pod wieloma względami. Dzięki ekspansji na globalnym rynku nie tylko zapewniliśmy sobie przestrzeń do dalszego dynamicznego wzrostu w nadchodzących latach, ale również uniezależniliśmy się od czynników gospodarczych specyficznych dla naszego regionu. Obsługujemy już ponad 66 tys. klientów na całym świecie, co oznacza trzykrotny wzrost względem ubiegłego roku, a sprzedaż zagraniczna stanowi blisko połowę naszych przychodów – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Spółka w maju 2021 r. przeprowadziła z sukcesem IPO, podczas którego zapowiadała szereg akwizycji. Przejęcie MailerLite w było ostatnią z nich. W sumie Vercom na M&A przeznaczył ponad 400 mln PLN. Firma chce się teraz skupić na dalszym rozwoju działalności na międzynarodowym rynku oraz integracji przejętych podmiotów.

– Za nami intensywny okres inwestycji. Obecnie koncentrujemy się na dalszym rozwoju na rynkach zagranicznych, na których realizujemy sprzedaż wysokomarżowych, skalowalnych usług oferowanych w modelu self-service, charakteryzujących się jednocześnie wysoką dynamiką wzrostu. Historycznie podwajaliśmy wynik EBITDA co około 2 lata i mocno liczymy na to, że konsekwentna realizacja strategii pozwoli nam utrzymać podobną dynamikę wzrostu w przyszłości – mówi Łukasz Szałaśnik, dyrektor finansowy Vercom.

W związku z rekordowymi wynikami oraz zakończeniem intensywnego okresu inwestycji, zarząd podjął decyzję o ustanowieniu polityki dywidendowej. Zakłada ona wypłatę co najmniej 50% skonsolidowanego zysku netto za rok 2022 i kolejne. Zarząd planuje rekomendować WZA wypłatę dywidendy za miniony rok w wysokości ok. 80 proc. skonsolidowanego zysku netto, który osiągnął wartość 31 mln PLN.

Generujemy wysokie przepływy pieniężne, które pozwalają komfortowo obsługiwać zadłużenie i akumulować znaczne ilości środków pieniężnych. W związku z tym zamierzamy rekomendować najbliższemu Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy w wysokości odpowiadającej ok. 80% skonsolidowanego zysku netto. Będziemy dążyć do tego, aby jej wysokość z roku na rok była nominalnie coraz wyższa. W ten sposób chcemy podziękować akcjonariuszom za okazane zaufanie oraz podzielić się z nimi tym wspólnym sukcesem – dodaje Krzysztof Szyszka.

Polacy przytną nakłady na wielkanocne zakupy. Blisko 68 proc. wyda mniej na zakupy spożywcze

Jak wynika z najnowszego badania, niemal co trzeci konsument deklaruje wydać na wielkanocne zakupy żywnościowe do 200 zł na domownika. Jedna na cztery osoby wskazuje kwotę od 200 do 300 zł. Natomiast dwóch na trzech ankietowanych zamierza ograniczyć ww. wydatki w porównaniu z ubiegłym rokiem, z uwagi na rosnącą inflację i inne negatywne czynniki. Ponad 22% badanych chce dokonać redukcji o 10-15% lub 15-20%. Jednak najbardziej urosła grupa rodaków deklarujących przedział oszczędności 30-40%. Eksperci komentujący te dane uważają, że Polacy zdają sobie sprawę z tego, że czekają ich wyjątkowo drogie święta. I dodają, że koszyk wielkanocnej żywności może być droższy rdr. o nawet 30-40%.

Widoczne pogorszenie sytuacji

Z najnowszego badania opinii publicznej wynika, że 29% respondentów planuje przeznaczyć na zakupy wielkanocne do 200 zł na jednego domownika. W ubiegłym roku w ten sposób odpowiedziało niecałe 37% ankietowanych. Deklarowana kwota dotyczy wydatków na samą żywność, bez prezentów. W ankiecie pt. „Świąteczne wydatki Polaków na żywność. Edycja Wielkanoc 2023” wzięło udział 1400 konsumentów, którzy we własnych gospodarstwach domowych są odpowiedzialni za realizację codziennych zakupów.

– Wyniki tej ankiety są kolejnym dowodem na to, jak poważnie Polacy zaczęli oszczędzać. I nie jest to zaskoczeniem. Takich danych można było się raczej spodziewać. Od maja ub.r. spadają realne wynagrodzenia, a podwyższenie stóp procentowych doprowadziło do wzrostu kosztu kredytu. Te dwa czynniki w konsekwencji wymuszają oszczędzanie. Polaków stać na mniej. Mają świadomość tego i zmniejszają wydatki – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Dalej, w odpowiedzi na pytanie, dotyczące planowanych wydatków, są takie wskazania, jak od 200 do 300 zł – 26,4% rodaków (w ubiegłym roku – 25,8%) oraz od 300 do 400 zł – 16,5% osób (13,2%). Z kolei 10,3% ankietowanych jeszcze nie wie, ile pieniędzy przeznaczy na zakupy (poprzednio – 9,3%). Następnie w rankingu widzimy przedział od 400 do 500 zł – 9,5% konsumentów (wcześniej – 8,3%), a potem powyżej 500 zł – 7,1% shopperów (poprzednio – 4,8%). Dla 1,2% Polaków ta kwestia nie ma znaczenia (rok wcześniej – 1,7%).

– Wzrost deklarowanych wydatków można połączyć z efektem wysokiej inflacji. Polacy zdają sobie sprawę z tego, że czekają ich wyjątkowo drogie święta. Chcąc kupić tę samą ilość produktów, co w zeszłym roku, liczą się ze zwiększonym wydatkiem średnio o ponad 20 procent, gdyż taką inflację na artykuły żywnościowe obecnie mamy. W wielu przypadkach konsumenci będą szukać zamienników, lecz to nie jest takie proste, bo te też mocno poszły w górę – analizuje dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX.

Blisko 70 proc. ograniczy wydatki

Respondenci wskazali też, czy w tym roku przez rosnącą inflację i inne negatywne czynniki zamierzają ograniczyć wydatki na zakupy wielkanocne względem tego, ile inwestowali rok temu. 67,7% Polaków odpowiada twierdząco (rok temu – 63,7%), a 18,3% – przecząco (20,1%). 6,4% rodaków (poprzednio – 6,3%) jeszcze tego nie wie, a 6,5% (5,2%) nie potrafi się określić. Ta kwestia nie ma znaczenia tylko dla 1,1% konsumentów (4,7%).

– Ostatnie dane inflacyjne z lutego br. wskazują, że ceny w tym miesiącu przeciętnie były o 18,4% wyższe niż rok wcześniej. Z kolei w lutym 2022 roku inflacja wyniosła 8,5% rdr. A zatem, mimo bardzo wyraźnego przyśpieszenia wzrostu cen, liczba respondentów planujących ograniczać wydatki nie wzrosła jakoś znacząco – ledwie o 4 punkty procentowe – mówi ekonomista Marcin Luziński z Santander Bank Polska.

Jak podkreśla dr Łuczak, wzrost liczby osób, które rdr. chcą oszczędzać przed świętami, jest relatywnie niewielki. Ale mówimy tutaj o wyjątkowo dużej grupie. Winna temu jest oczywiście wysoka inflacja, która zerwała nam się z łańcucha. I ciężko obecnie przewidzieć, co będzie dalej. Na pewno przed świętami nic pozytywnego w tej kwestii się nie wydarzy, a już na pewno nie na półkach sklepowych. W opinii eksperta, Polacy oszczędzają, jak tylko się da. To w pewien sposób oczywiście świadczy o zubożeniu społeczeństwa.

–  Wydaje mi się, że choć drożyzna w sklepach jest mocno odczuwalna, to jednak Polacy nie chcą tak bardzo ograniczać się na święta. Warto tutaj podkreślić, że w styczniu br. doszło do podwyżki płacy minimalnej, a w marcu – do waloryzacji emerytur i rent. W ostatnich tygodniach spływają też zwroty podatku PIT. Gospodarstwa domowe zanotowały zatem świeży dopływ gotówki, co mogło wpłynąć na nieco większy optymizm wobec świąt lub może raczej mniejszy wzrost pesymizmu – dodaje Luziński.

Dwucyfrowe świąteczne cięcia

Z badania wiemy też, o ile procent respondenci zamierzają ograniczyć wydatki na tegoroczne zakupy wielkanocne względem ubiegłorocznych. Przedział od 15% do 20% wybiera 22,1% ankietowanych (poprzednio – 22,3%). Zdaniem dr. Łuczaka, widać że Polacy chcą pomniejszyć ww. wydatki o wskaźnik inflacji. Jednak w praktyce może to różnie wyglądać. Niektóre produkty świąteczne zdrożały przecież nawet o ponad 50% rdr.

– Koszyk wielkanocny w tym roku zanotuje rekordowy wzrost ceny w ujęciu rdr. Szacuję, że w stosunku do poprzednich świąt może on podrożeć nawet o 30-40%. Świadomość drożyzny oznacza, że konsumenci zdają sobie sprawę z konieczności poniesienia większych wydatków. Jeśli kogoś na to stać, to nie ograniczy zakupów, ale taka osoba wie, że musi wydać więcej. Jednak nie zmienia to tezy, że Polacy ubożeją – zaznacza Marek Zuber.

Dalej na ww. pytanie widzimy takie odpowiedzi, jak od 10% do 15% – 17,7% (rok wcześniej – 22,2%) i od 20% do 30% – 17,5% (16,2%). Nie potrafi się określić 9% ankietowanych (poprzednio – 8,9%), a jeszcze nie wie, jak bardzo ograniczy wydatki 8,8% badanych (9,5%). Następnie widać przedział od 30% do 40% – 8,5% respondentów (wcześniej – 6%), a potem zmniejszenie nakładów finansowych o 10% – 7,6% konsumentów (9,2%). Od 40% do 50% niższe kwoty zasygnalizowało 6,6% konsumentów (rok temu – 4,2%), a o 50% mniejsze – przewidziało 2,2% shopperów (1,5%). Według eksperta z Grupy BLIX, redukcję wydatków o 30-40% zapewne deklarują ci, których wyjątkowo mocno dotknęła obecna sytuacja finansowa. Prawdopodobnie spłacają oni kredyty, których oprocentowanie znacznie wzrosło, co dodatkowo niekorzystnie odbiło się na domowych budżetach.

– Sądzę, że największą redukcję wydatków świątecznych deklarują te osoby, które najmocniej odczuły wzrost inflacji i ich sytuacja finansowa pogorszyła się najbardziej. W ostatnich miesiącach drożały przede wszystkim dobra podstawowe, takie jak żywność czy nośniki energii. Szczególnie uderzyło to w gospodarstwa, które konsumują względnie więcej produktów tego typu od pozostałych. Inflacja jest najbardziej dotkliwa dla najuboższych osób – dodaje ekspert z Santander Bank Polska.

Do tego dr Krzysztof Łuczak dodaje, że obecnie w sklepach widać przecież duży wzrost cen. Jeśli mocno ograniczmy jeszcze wydatki względem roku poprzedniego, w którym przecież było zdecydowanie taniej niż teraz, to sytuacja będzie wyglądała naprawę fatalnie.

Od 2035 roku na drogi będą mogły trafiać tylko samochody bezemisyjne

Przełomowe dla całego europejskiego rynku transportu regulacje coraz bliżej wejścia w życie. Rada UE przegłosowała we wtorek wprowadzenie ograniczenia emisji CO2 samochodów osobowych i dostawczych o 100% do 2035 r., a posłowie Parlamentu Europejskiego oraz szwedzka prezydencja Rady osiągnęły porozumienie w kwestii rozporządzenia, które zastąpi dyrektywę ws. rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych. Oznacza to m.in., że za niecałe 13 lat nie kupimy już nowego samochodu z silnikiem spalinowym (z wyjątkiem pojazdów zasilanych e-paliwami), a mniej niż za 4 lata co 60 km sieci TEN-T będą musiały zostać rozmieszczone punkty ładowania o mocy co najmniej 400 kW. Jakie będą konsekwencje wprowadzenia nowych regulacji dla rozwoju elektromobilności w Polsce?

Opinia: Aleksander Rajch, dyrektor ds. relacji zewnętrznych PSPA

Ostateczne głosowanie Rady UE dotyczące ograniczenia emisji CO2 nowych samochodów osobowych i dostawczych o 100% od 2035 r. jest niewątpliwym sukcesem i potwierdzeniem kontynuacji obranego kierunku na drodze ku neutralności klimatycznej zjednoczonej Europy. Jednocześnie to końcowy etap procesu legislacyjnego, który został zainicjowany przez Komisję Europejską w lipcu 2021 r. w ramach pakietu „Fit for 55”. Podjęte decyzje oznaczają, że za niecałe 13 lat we wszystkich państwach członkowskich, również w Polsce, z salonów będą mogły wyjeżdżać przede wszystkim samochody całkowicie elektryczne (BEV) lub wodorowe (FCEV).  Jedyny wyjątek mogą stanowić pojazdy zasilane e-paliwami, które na wniosek Niemiec zostaną uznane jako neutralne pod względem emisji CO2. Biorąc jednak pod uwagę prognozowany poziom rozwoju tej technologii można założyć, że podobnie jak dziś, również w 2035 r. paliwa syntetyczne pozostaną rynkową niszą.

Mimo zawirowań na ostatniej prostej za przyjętymi zmianami ostatecznie zagłosowały 23 państwa, w tym również Niemcy, które wcześniej zainicjowały sprzeciw względem nowych przepisów. 3 kraje wstrzymały się od głosu (Włochy, Bułgaria oraz Rumunia). Polska, jako jedyne państwo nie tylko w regionie CEE, ale również w całej Unii Europejskiej, opowiedziała się przeciwko zmianom. Sprzeciw naszego rządu trudno ocenić pozytywnie z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze był niepotrzebny – w żaden sposób nie wpłynął (bo wpłynąć nie mógł) na końcowy wynik głosowania i miał znaczenie czysto symboliczne. Po drugie postawił nasz kraj w opozycji do całej reszty Europy. A po trzecie – stanowi niepokojący sygnał chęci opóźnienia zmian, które nie tylko są nieuniknione, ale również stanowią szansę na rozwój gospodarczy Polski, umocnienie pozycji polskich firm w łańcuchu dostaw sektora motoryzacyjnego oraz zdecydowane ograniczenie emisji z sektora transportu.

Po dzisiejszym głosowaniu zakaz rejestracji samochodów spalinowych stanie się faktem. Na etapie proceduralnym to już w praktyce zamknięty rozdział. Nadszedł moment, by przystąpić do realizacji kolejnego, kluczowego etapu tworzenia optymalnych warunków do rozwoju elektromobilności w Unii Europejskiej: rozbudowy stacji ładowania. Czas ku temu najwyższy, ponieważ we wtorek zapadły jeszcze inne, bardzo ważne ustalenia: 28 marca posłowie Parlamentu Europejskiego oraz szwedzka prezydencja Rady osiągnęły wstępne porozumienie dotyczące projektu AFIR – rozporządzenia, które zastąpi dyrektywę z dnia 22 października 2014 r. w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych. To kolejny akt prawny zaproponowany pierwotnie w ramach pakietu „Fit for 55”. Jako rozporządzenie będzie obowiązywał bezpośrednio w każdym państwie członkowskim, bez potrzeby implementacji do prawa krajowego.

Nowe regulacje nałożą na każde państwo członkowskie konkretne wymagania dotyczące rozbudowy sieci stacji ładowania. Zakładają m.in. obowiązek podwyższania łącznej mocy infrastruktury w zależności od liczby zarejestrowanych samochodów z napędem elektrycznym. Komisja Europejska proponowała wcześniej, żeby na jeden BEV przypadał 1 kW mocy, a na jedną hybrydę plug-in – 0,66 kW. Zawarte porozumienie zakłada podwyższenie tych liczb o 30%. Oznacza to w praktyce, że państwa członkowskie będą musiały rozbudowywać infrastrukturę ładowania znacznie szybciej niż pierwotnie planowano. Inne propozycje są równie ambitne. Przykładowo, od 2025 r. w sieci bazowej TEN-T maksymalnie co 60 km muszą powstać stacje ładowania (dla elektrycznych samochodów osobowych i dostawczych) o mocy co najmniej 400 kW (w obu kierunkach). Dwa lata później podobne wymogi obejmą połowę sieci kompleksowej TEN-T, gdzie co maksymalnie 60 km ma być zainstalowana infrastruktura o mocy co najmniej 300 kW (w obu kierunkach). Celem AFIR jest również wsparcie zeroemisyjnego transportu ciężkiego. Na mocy rozporządzenia już w 2025 r. HUBy ładowania (dla elektrycznych ciężarówek) o mocy 1 400 kW będą musiały funkcjonować na 15% sieci TEN-T w maksymalnej odległości 120 km od siebie. W 2027 r. infrastruktura ładowania (HUBy o mocy 2 800 kW) ma pokryć 50% sieci TEN-T, a w roku 2030 (HUBy o mocy 3 600 kW) – 100%, przy czym rozmieszczenie stacji ulegnie znacznemu zagęszczeniu (do maksymalnie 60 km). Na państwach członkowskich spocznie również obowiązek rozbudowy stacji tankowania wodoru. Wzdłuż sieci TEN-T będą musiały funkcjonować co 200 km w jednym kierunku. Uzgodniony projekt AFIR zakłada także zapewnienie kierowcom przejrzystych i łatwych do porównywania informacji o cenach paliw alternatywnych (w ujęciu za kilowatogodzinę, sesję, minutę lub kilogram) oraz wprowadzenie możliwości korzystania z uproszczonych metod płatności za usługi ładowania lub tankowania paliw alternatywnych (za pomocą kart płatniczych, urządzeń zbliżeniowych lub kodów QR). Do 2027 r. Komisja Europejska ma ustanowić bazę danych o paliwach alternatywnych (zawierającą m.in. informacje o dostępności stacji i cenach za usługi ładowania).

Co to oznacza dla Polski? Z jednej strony sprostanie celom AFIR stanowi olbrzymie wyzwanie. W I kwartale 2022 r. moc zainstalowana w sieci ogólnodostępnej infrastruktury ładowania w naszym kraju wynosiła 77 MW – o 39 MW więcej niż przewidywał pierwotny, mniej ambitny projekt AFIR (zaproponowany przez Komisję Europejską). Biorąc jednak pod uwagę postępujący, bardzo dynamiczny rozwój polskiej floty samochodów elektrycznych (oparty na prognozowanych liczbach ujętych w raporcie PSPA „Polish EV Outlook”), a także wymogi rozporządzenia, już w 2025 r. moc stacji ładowania funkcjonujących w Polsce powinna wzrosnąć do 435,8 MW, w 2030 r. do 1383,5 MW, zaś w 2035 r. – do 2613,1 MW. Oznacza to konieczność podwyższenia mocy zainstalowanej w infrastrukturze ogólnodostępnej do 2035 r. o 34 razy. W praktyce – z uwagi na podniesienie wymogów co do łącznej mocy stacji ładowania – wzrost powinien być jeszcze większy. Wyzwaniem będzie również rozwój infrastruktury dla zeroemisyjnego transportu ciężkiego. Proces jej rozbudowy zaczynamy od zera – na 2680 ogólnodostępnych stacji ładowania, które funkcjonowały w Polsce pod koniec lutego 2023 r. ani jedna nie była przeznaczona dla elektrycznych ciężarówek. W konsekwencji realizacja wymogów AFIR oznacza konieczność nie tylko poniesienia znacznych nakładów finansowych, ale również mobilizacji wszystkich uczestników interesariuszy sektora e-mobility, z sektorem elektroenergetycznym i administracją publiczną na czele. Paradoksalnie jednak, wyznaczenie jak najbardziej ambitnych celów AFIR leży w interesie wszystkich państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej (w tym Polski), w których infrastruktura ładowania jest rozbudowana słabiej niż na zachodzie Europy. Będzie to bowiem w praktyce jedyny wiążący instrument natury prawnej, który może zmotywować administrację publiczną do zintensyfikowania wysiłków na rzecz rozwoju zeroemisyjnego transportu. W konsekwencji AFIR stwarza historyczną szansę na zdecydowane ograniczenie dysproporcji w zakresie rozbudowy infrastruktury pomiędzy krajami z obszaru CEE, a państwami UE 15. Wprowadzenie AFIR może mieć również pozytywny wpływ na kluczowe obszary gospodarki. Jednym z nich jest transport ciężki, którego Polska jest niekwestionowanym liderem w Unii Europejskiej (z największą flotą samochodów ciężarowych obsługujących prawie 1/3 przewozów transportowych w UE). W świetle nieuniknionej wymiany parków samochodów cieżarowych w państwach Wspólnoty przyspieszenie rozbudowy infrastruktury ładowania dla eHDV pozwoli na utrzymanie wysokiego poziomu konkurencyjności polskich przewoźników i tworzenie nowych miejsc pracy. Przede wszystkim jednak AFIR dysponuje potencjałem do zdecydowanego ograniczenie emisji z sektora transportu. Mimo wysiłków operatorów i realizacji nowych inwestycji, z powodu licznych barier systemowych rozbudowa infrastruktury ładowania w Polsce przebiega znacznie wolniej niż rozwój floty samochodów elektrycznych (o ile w 2019 r. na jeden punkt ładowania przypadało mniej niż 5 osobowych EV , o tyle w 2022 r. już ponad 12). Bez odwrócenia tego trendu rozwój elektromobilności na skalę masową nie będzie możliwy. W kontekście dotkliwych kar finansowych grożących państwom niewywiązujących się z wymogów AFIR, nowe rozporządzenie z perspektywy administracji publicznej stanowi kluczowy argument przemawiający za możliwie szybką nowelizacją prawa i stworzeniem operatorom optymalnych warunków do dalszej rozbudowy niezbędnej infrastruktury.

DRAGO entertainment S.A. rozpoczyna skup do 20 tys. akcji własnych

Zarząd DRAGO entertainment S.A. przystępuje do skupu akcji własnych. Transakcje będą mogły odbywać się od dziś tj. 29 marca do 21 sierpnia br. i obejmą – zgodnie z wcześniejszą decyzją NWZ – do 20.084 akcji, czyli nie więcej niż 1,85 proc. kapitału zakładowego Spółki. Cena maksymalna wynosi 100 zł za akcję. Dokonanie skupu akcji zostanie przeznaczone na realizację części programu motywacyjnego. W ustaleniu ww. warunków oraz przy realizacji procesu Spółkę wspiera Trigon Dom Maklerski S.A.

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynamy realizację skupu akcji własnych, w ramach podjętej w lutym uchwały NWZ. Istotne jest dla nas by przeznaczyć go przede wszystkim na realizację części programu motywacyjnego. Ponownie pragnę podkreślić, że uprawnione osoby w ramach programu motywacyjnego obejmować będą akcje z dyskontem do ceny rynkowej, ale jednocześnie będą objęte kilkuletnim lock-up’ em. Zależało nam na prostych i przejrzystych warunkach, co mam nadzieję udało nam się osiągnąć dzięki współpracy z naszym partnerem inwestycyjnym Trigon Dom Maklerski S.A. – mówi Joanna Tynor, Prezes Zarządu DRAGO entertainment S.A.

DRAGO entertainment S.A. zamierza nabyć akcje własne w ilości nie większej niż 20.084 akcji, tj. 1,85 proc. wartości kapitału zakładowego Spółki, po jednostkowej cenie nie niższej niż 33 zł oraz nie wyższej niż 100 zł za akcję.

Skup akcji potrwa maksymalnie do 21 sierpnia 2023 r.

DRAGO entertainment to producent i wydawca gier wideo. Krakowska spółka jest autorem m.in. jednego z najpopularniejszych symulatorów ostatnich lat – Gas Station Simulator. Tytuł zwrócił się w zaledwie 90 minut od globalnej premiery, a po 15 miesiącach jego sprzedaż wraz z płatnym dodatkiem przekroczyła 1 mln kopii.

Konsekwentnie realizowane kamienie milowe zapewniają spółce środki na dalszy rozwój oraz dają dobre perspektywy na przyszłość.

Jeszcze w tym roku – dokładnie w 25-lecie działalności spółki –  DRAGO zamierza przenieść notowania swoich akcji z rynku NewConnect na Główny Rynek GPW w Warszawie. Wniosek wraz z Prospektem Emisyjnym został złożony do Komisji Nadzoru Finansowego w styczniu br.

Bezpieczny kredyt 2%. Konsternacja na rynku. Z jednej strony napędza zainteresowanie mieszkaniami, z drugiej wstrzymuje decyzje

Więcej oglądających, ale decyzje nie zapadają. „Klienci czekają na Bezpieczny Kredyt 2% i programy dopłat do mieszkań”,

Kredyt „Bezpieczne 2%” zapowiedziany przez Rząd sprawił, że telefony w biurach nieruchomości znowu dzwonią częściej. Poprawia się zdolność kredytowa Polaków i wiele rodzin jest coraz bardziej zdeterminowana, by możliwie szybko kupić swoją nieruchomość. – Takie projekty mają swoje jasne i ciemne strony. Z jednej strony zainteresowanych jest więcej, a z drugiej są oni skłonni do wolniejszego podejmowania decyzji. Niektórzy mówią wprost, że teraz tylko oglądają i orientują się „co jest na rynku”, a na decyzje poczekają, aż rządowe i polityczne obietnice zostaną spełnione – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Rządowe obietnice rozgrzewają wyobraźnię konsumentów i… wstrzymują ich w podejmowaniu decyzji

Ceny wynajmu wciąż utrzymują się na wysokim poziomie. Nie ma nic dziwnego, że wiele rodzin jest naprawdę zdeterminowanych, by w najbliższych miesiącach doprowadzić do skutku plan zakupu mieszkania. Projekt „Bezpieczny kredyt 2%” pobudził rynek nieruchomości. Pytań jest więcej, zainteresowanych oglądaniem mieszkań również. Problem jednak pojawia się w innym miejscu.

– Zainteresowanych w Polsce może być nawet kilkadziesiąt tysięcy rodzin. Jeżeli więc program ruszy zgodnie z zapowiedzią w lipcu lub sierpniu, czeka nas fala wniosków kredytowych, analiz i sprawdzania zdolności Polaków do zaciągania zobowiązań. Równolegle obserwujemy duże wstrzymanie kolejnych inwestycji deweloperskich. Oczywiście w pierwszych miesiącach nie ma mowy o tym, by mieszkań dla wszystkich chętnych zabrakło, ale potem możliwe jest spowolnienie w tym zakresie – mówi Mirosław Król.

– Rozpędzony na nowo popyt może też doprowadzić do wzrostu cen. To spowoduje, że rodziny będą chciały kupować mieszkania jak najszybciej. Eksperci przestrzegają więc polityków, by projekty wsparcia wprowadzać, ale bardzo ostrożnie– dodaje.

Rodziny zainteresowane są już teraz, ale wiele nie zna jeszcze mechanizmów, jakie będą obowiązywać przy programie.

– Wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi, ale tutaj będziemy mogli szerzej informować potencjalnych chętnych dopiero, gdy ustawa zostanie przegłosowana. Jedno jest pewne: potrzeba takiego programu jest gigantyczna i na pewno konsumenci czekają na ułatwienia kredytowe. Czekają konsumenci, czekają deweloperzy, czekają banki – dodaje Mirosław Król.

Klienci chcą rezerwować sobie mieszkania. „Czekają na wdrożenie np. programu Bezpieczny Kredyt 2%”

Od 2023 roku widać, że zainteresowanie kupców mieszkaniami delikatnie wzrosło. Paradoksalnie takie projekty jak „Bezpieczny kredyt 2%” z jednej strony pobudzają, a z drugiej wstrzymują decyzje klientów.

– Na pewno I kwartał roku 2023 był lepszy niż III i IV 2022 dla rynku nieruchomości w Polsce. Poprawia się średnia krajowa, jest mniej niepewności związanej np. z kosztami energetycznymi, poprawia się także zdolność kredytowa Polaków. Oglądających jest więcej. Podpisywane są kolejne umowy. Możemy więc mówić o pierwszych jaskółkach zwiastujących, że kryzys na rynku deweloperskim powoli mija – mówi Mirosław Król.

– Rodziny są zainteresowane kupnem mieszkań, ale chcą poczekać do wdrożenia programów rządowych. Czekają na ułatwienia, dopłaty czy tak szeroko obiecywane przez polityków wsparcie. Zdarzają się także przypadki, że klienci chcą rezerwować mieszkania i proszą, by zatrzymać dla nich ofertę na czas wprowadzenia programu „Bezpieczny kredyt 2%”. To oczywiście w obecnie sytuacji jest absolutnie niemożliwe – mówi Mirosław Król.

Szwajcarski ślub pod przymusem – co dalej z bankami?

  • W niedzielę 19 marca UBS zgodził się na zakup krajowego konkurenta Credit Suisse w ramach przeprowadzonej przez rząd transakcji na wszystkich akcjach za 3,25 mld USD – jest to największa fuzja banków od czasu globalnego kryzysu finansowego. Połączony podmiot będzie miał bilans o wartości 1,7 bln USD, co uczyni go jednym z 10 największych banków świata (i porównywalnym pod względem wielkości do Santandera (Hiszpania), Wells Fargo (USA) czy Barclays (Zjednoczone Królestwo)).
  • Całkowity odpis aktualizujący kapitału uzupełniającego Tier 1 (AT1) Credit Suisse o wartości 17,3 mld USD jest nietypowy, ale zgodny z prawem. W przeciwieństwie do konwencjonalnej hierarchii umorzeń w strukturze kapitałowej banków, akcjonariusze (którzy zwykle zajmują pozycję niższą) nadal otrzymali część akcji UBS (choć z premią). Trwały odpis aktualizujący takich hybrydowych instrumentów kapitałowych jest jednak charakterystyczny dla dwóch dużych banków szwajcarskich; wszystkie inne duże banki europejskie wyemitowały instrumenty AT1, dzięki którym odpis aktualizujący ma charakter tymczasowy (lub jest zamieniany na kapitał własny), co ograniczy potencjalne efekty uboczne na rynku kapitału hybrydowego.
  • Europejskie banki wydają się dobrze zabezpieczone, ale koszty finansowania i kapitału prawdopodobnie wzrosną, co doprowadzi do ponownej wyceny i dostosowania rynku. Kondycja europejskiego sektora bankowego znacznie się poprawiła w ciągu ostatniej dekady, co łagodzi potencjalne skutki uboczne ratowania Credit Suisse.
  • Obawy związane ze stabilnością finansową będą miały wpływ na przyszłą ścieżkę stóp procentowych, ale nie będą jej warunkować. Wstrząsy w sektorze bankowym już zaostrzyły globalne warunki finansowania, ale nie na tyle szybko, by Rezerwa Federalna i EBC mogły zrezygnować z restrykcyjnego nastawienia. Dlatego pierwszą reakcją banków centralnych na napięcia na rynkach finansowych było zapewnienie dużej płynności. Wydaje się, że preferowaną opcją jest czekanie, aż inflacja będzie powoli spadać dzięki opóźnionym efektom polityki pieniężnej, bez wywoływania zakłóceń na rynkach kapitałowych.

UBS zgodził się na zakup krajowego konkurenta Credit Suisse w ramach przeprowadzonej przez rząd transakcji na wszystkich akcjach za 3,25 mld USD – jest to największa fuzja banków od czasu globalnego kryzysu finansowego. Połączony podmiot będzie miał bilans o wartości 1,7 bln USD, co uczyni go jednym z 10 największych banków świata (i porównywalnym pod względem wielkości do Santandera (Hiszpania), Wells Fargo (USA) czy Barclays (Zjednoczone Królestwo)).

Rząd Szwajcarii naraża na ryzyko wiele pieniędzy podatników. Umowa obejmuje kontynuację wsparcia płynnościowego ze strony Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) na kwotę 100 mld CHF oraz zabezpieczenie przed stratami do wysokości 9 mld CHF, jeśli UBS poniesie straty z tytułu sprzedaży trudnych do wyceny aktywów w księgach Credit Suisse przekraczające 5 mld CHF. Można to uznać za sugerujące, że mamy do czynienia z problemem wypłacalności, a nie tylko płynności. Cena zakupu odpowiada ~4% wartości księgowej i około 10% wartości rynkowej Credit Suisse na początku roku. Sugeruje to, że znaczna część aktywów Credit Suisse o wartości 575 mld USD może być zagrożona utratą wartości lub postrzegana jako zagrożona utratą wartości.

Wykres 1: Porównanie wskaźników kondycji finansowej – Credit Suisse i UBS (na koniec 2022 r.)

Porównanie wskaźników kondycji finansowej - Credit Suisse i UBS

Transakcja wiąże się dla UBS również z istotnym ryzykiem wynikającym z działań prowadzonych w przeszłości. Credit Suisse posiada znaczne ekspozycje pozabilansowe i wciąż leczy rany po kilku skandalach (w tym Archegos, Greensil i Credito Real), które kosztowały bank łącznie 7,3 mld USD. Na koniec ubiegłego roku bank miał już gwałtowny spadek depozytów i odpływ aktywów netto (8% całkowitych AUM tylko w IV kw. 2022 r., 15% w pionie zarządzania majątkiem), co obniżyło jego wskaźnik pokrycia płynności (LCR) ze 192% do 144%, a wskaźnik stabilnego finansowania netto (NSFR) ze 136% do 117% na koniec 2022 roku. Kontynuowane próby dokapitalizowania banku nie były wystarczające: Grupa zakończyła dwa podwyższenia kapitału w listopadzie i grudniu. Ostatnie sprawozdanie roczne wskazywało już na istotne słabości w sprawozdawczości finansowej i nawet jeśli Szwajcarski Bank Centralny zaoferował 54 mld USD ratunku, to ostatecznie nie wystarczyło to do rozwiania powszechnych wątpliwości dotyczących banku, co ostatecznie doprowadziło do forsowanej przez regulatora fuzji.

Przejęcie Credit Suisse przez UBS będzie miało negatywny wpływ na wkład branży usług finansowych w gospodarkę Szwajcarii. W 2021 r. usługi finansowe wniosły do szwajcarskiego PKB 40,1 mld CHF, z czego około 50% przypadło na same Credit Suisse i UBS (Wykres 2). Mimo że połączony bank z pewnością stanie się jednym z największych banków w Europie, zwolnienia pracowników i cięcia w biznesie inwestycyjnym i zarządzaniu majątkiem Credit Suisse zmniejszą połączone przychody do poziomu niższego niż suma obu banków. Tym samym Allianz Trade spodziewa się przyspieszonego spadku relatywnego wkładu banków do szwajcarskiego PKB, który już teraz spadł z 6,3% w 2009 roku do 5,5% w 2021 roku, a na koniec 2022 roku wyniósł 5,2%.

Wykres 2: Wartość dodana branży usług finansowych do szwajcarskiego PKB (w mld CHF i w % PKB)Wartość dodana branży usług finansowych do szwajcarskiego PKB

Wykres 3: Hierarchia umorzeń bankowych

Hierarchia umorzeń bankowych
[Loss Absorption Waterfall = Kaskada pokrycia strat; Seniority = Pierwszeństwo w spłacie długu; Deposits (unsecured) = Depozyty (niezabezpieczone); Other claims not excluded from conversion/write-downs = Inne wierzytelności niewyłączone z konwersji/odpisów aktualizujących; Bail-in bonds = Obligacje umorzeniowe; Subordinated bonds without capital adequacy eligibility = Obligacje podporządkowane bez kwalifikowalności adekwatności kapitałowej; Lower-trigger Tier 2 capital instuments = Instrumenty kapitałowe Tier 2 o dolnym poziomie aktywacji; Lower-trigger Tier 1 capital instuments = Instrumenty kapitałowe Tier 1 o dolnym poziomie aktywacji; High trigger on Tier 1 capital instuments = Instrumenty kapitałowe Tier 1 o górnym poziomie aktywacji; Equity (common CET1 capital) = ; Kapitał własny (kapitał podstawowy CET1); Credit Suisse: AT1 write-down disrupted the normal resolution framework) = Credit Suisse: odpis aktualizujący AT1 zakłócił normalne ramy restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji)]
Źródła: Credit Suisse, FINMA, Allianz Research

Nie widzimy żadnych efektów ubocznych wynikających z odpisu aktualizującego kapitału hybrydowego Credit Suisse

Całkowita utrata kapitału hybrydowego w Credit Suisse była nietypowa, ale zgodna z prawem. Jako warunek wstępny dla nadzwyczajnego wsparcia płynności ze strony SNB, Credit Suisse musiał zapewnić swoją dalszą rentowność, co było możliwe jedynie poprzez odpisanie wszystkich swoich niespłaconych podporządkowanych instrumentów kapitału uzupełniającego Tier 1 (AT1), tak zwanych warunkowych obligacji zamiennych (w skrócie „CoCo”). W związku z tym ryzykowne obligacje Credit Suisse o wartości około 17,3 mld USD są obecnie bezwartościowe, podczas gdy akcjonariusze (którzy zwykle zajmują niższą pozycję w hierarchii roszczeń) nadal otrzymują pewne akcje UBS (choć z premią) – w przeciwieństwie do konwencjonalnej hierarchii umorzeń w strukturze kapitałowej banków (Wykres 3). Odpis aktualizujący mógłby zatem negatywnie wpłynąć na tę konkretną klasę aktywów (która w Europie wynosi 270 mld USD), zwłaszcza gdyby inne banki miały kłopoty z CoCo i wysokimi poziomami aktywacji CET1 (Wykres 4). Trwały odpis aktualizujący takich hybrydowych instrumentów kapitałowych jest jednak charakterystyczny dla dwóch dużych banków szwajcarskich (Tabela 1); wszystkie inne duże banki europejskie wyemitowały CoCo, które sprawiają, że odpis aktualizujący ma charakter tymczasowy (lub jest zamieniany na kapitał własny)[1]. Ponadto Allianz Trade uważa, że podwyższenie kapitału pod koniec 2022 roku (4 mld CHF) – z czego prawie połowa została subskrybowana przez Saudi National Bank – zaważyło na decyzji regulatora, ponieważ akcjonariusze zainwestowali już dodatkowe pieniądze lub rozcieńczyli swoje udziały, próbując ratować spółkę przed przejęciem.

Wykres 4: Największe banki europejskie: aktywacje współczynnika kapitałowego dla niespłaconego długu zamiennego (%)Największe banki europejskie

[Avg. Trigger of AT1 Capital Instruments = Średni poziom aktywacji instrumentów kapitałowych AT1; Minimum CET1 capital ratio = Minimalny współczynnik kapitałowy CET1]

Źródła: EBA, EBC, Refinitiv, Allianz Research. Uwaga: AT1= kapitał uzupełniający Tier 1, CET1 = kapitał własny Tier 1; 1/ „dług zamienny” odnosi się do długu zamiennego AT1. 

Tabela 1: Największe banki europejskie: mechanizm pokrycia strat w instrumentach kapitału uzupełniającego Tier 1.

Największe banki europejskie: mechanizm pokrycia strat w instrumentach kapitału uzupełniającego Tier 1.

[Issuer = Emitent; Loss Absorption = Pokrycie strat; Equity conversion = Konwersja kapitału własnego; Temporary writedown = Tymczasowy odpis aktualizujący; Permanent writedown = Trwały odpis aktualizujący].

Źródła: dokumenty spółek, Allianz Research

Europejskie banki wydają się dobrze zabezpieczone, ale koszty finansowania i kapitału prawdopodobnie wzrosną, co doprowadzi do ponownej wyceny i dostosowania rynku. Kondycja europejskiego sektora bankowego znacznie się poprawiła w ciągu ostatniej dekady, co łagodzi potencjalne skutki uboczne ratowania Credit Suisse. Większe banki europejskie są nawet bardziej płynne niż ich amerykańskie i szwajcarskie odpowiedniki, posiadając ponad 3 bln EUR nadwyżki płynności oraz wciąż wysoki udział nieobciążonych aktywów, które mogłyby zostać wykorzystane do uzyskania dostępu do pieniędzy banku centralnego w przypadku napięć związanych z finansowaniem. Jednak niektóre małe/pojedyncze banki mogą być ograniczone pod względem płynności. Koncentrując się na największych bankach strefy euro (o łącznych aktywach wynoszących 80% PKB regionu), stwierdzamy, że sektor ten jest dziś w znacznie lepszej kondycji niż w 2015 r., dzięki lepszym i bardziej spójnym regulacjom i nadzorowi. Kredyty zagrożone (NPL) spadły do poziomu poniżej 3% portfela kredytowego (spadek z ponad 7%), natomiast średni wskaźnik kapitału podstawowego Tier 1 (CET1) wzrósł o ponad 2 pp. Poprawiła się również płynność, a wskaźnik pokrycia płynności (LCR) wzrósł ze 125% w 2015 r. do 150% w 2022 r., czyli znacznie powyżej regulacyjnego minimum wynoszącego 100%.

Na razie wydaje się, że w Europie nie ma „następnego Credit Suisse”. Przez kilka miesięcy Credit Suisse odstawał od reszty sektora bankowego na kontynencie, co czyniło go najbardziej podatnym na zakłócenia, które dwa tygodnie temu wystąpiły w amerykańskim sektorze bankowości regionalnej. W związku z tym mało prawdopodobne jest, że w najbliższym czasie będziemy świadkami znaczącego i strukturalnego wzrostu ryzyka systemowego dla europejskiego sektora bankowego. W każdym razie, jeśli sytuacja ulegnie pogorszeniu, europejscy decydenci będą mieli nieco więcej czasu na reakcję niż ich amerykańskie odpowiedniki. (Wykresy 5-6).

Wykres 5: Banki światowe – wzrost kredytów w stosunku do zwrotów z inwestycji

Wykres 5: Banki światowe - wzrost kredytów w stosunku do zwrotów z inwestycji

[Growth in loans, five year, % = Wzrost kredytów, pięcioletni, %; Annual investment returns at the fiscal year end, % = Roczne zwroty z inwestycji na koniec roku fiskalnego, %; The size of the bubble = core tier 1 capital = Wielkość bańki = kapitał podstawowy Tier 1; US = USA; Euro area = Strefa euro; Switzerland = Szwajcaria; UK = Zjednoczone Królestwo]

Źródła: Worldscope, Refinitiv Datastream, Allianz Research

Wykres 6: Średni wskaźnik P/BV (ceny rynkowej/wartości księgowej) banków w wybranych krajach (22 marca 2023 r.)

Wykres 6: Średni wskaźnik P/BV (ceny rynkowej/wartości księgowej) banków w wybranych krajach (22 marca 2023 r.)

[EZ = Strefa euro; US = USA; UK = Zjednoczone Królestwo; Switzerland = Szwajcaria]

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Wykres 7: Banki europejskie – wyniki kapitałowe od 2022 r. (przeliczone do 100)

[in EUR – w EUR; Dec = grudzień; Mar = marzec; Jun = czerwiec; Sep = wrzesień]Wykres 7: Banki europejskie – wyniki kapitałowe od 2022 r. (przeliczone do 100)

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Banki centralne będą łagodzić swoje restrykcyjne stanowisko monetarne, ale mają nadzieję, że bardziej konserwatywna akcja kredytowa banków pomoże im w ograniczeniu inflacji

Obawy związane ze stabilnością finansową będą miały wpływ na przyszłą ścieżkę stóp procentowych, ale nie będą jej warunkować. Wstrząsy w sektorze bankowym już zaostrzyły globalne warunki finansowania, ale nie na tyle szybko, by banki centralne mogły zrezygnować z restrykcyjnego nastawienia, bo ryzykują utratę oczekiwań inflacyjnych. Dlatego też pierwszą reakcją banków centralnych na napięcia na rynkach finansowych jest zapewnienie wystarczającej płynności, aby pogodzić cele polityki pieniężnej i stabilności finansowej. Preferowaną opcją wydaje się być złagodzenie restrykcyjnego stanowiska i oczekiwanie na powolny spadek inflacji dzięki opóźnionym efektom polityki pieniężnej, bez powodowania zakłóceń na rynkach kapitałowych. Zarówno EBC, jak i SNB podniosły w zeszłym tygodniu stopy o 50 pb pomimo obaw o stabilność finansową[2].

Wykres 8: Badanie EBC dotyczące kredytów bankowych: czynniki wpływające na zmianę standardów kredytowych NFC (lewy wykres) i popytu na kredyt NFC (prawy wykres)

[Risk tolerance = Tolerancja ryzyka; Risk perception = Postrzeganie ryzyka; Competition = Konkurencja; Costs = Koszty; Overall = Ogólnie]

[Working capital = Kapitał obrotowy; Alternative finance = Finansowanie alternatywne; Other financing needs = Inne potrzeby finansowe; Interest rates = Stopy procentowe]

Badanie EBC dotyczące kredytów bankowych: czynniki wpływające na zmianę standardów kredytowych NFC (lewy wykres) i popytu na kredyt NFC Badanie EBC dotyczące kredytów bankowych 2

Źródła: ECB, Allianz Research

Pogarszająca się dynamika podaży pieniądza i kredytów już sugeruje, że podwyżki stóp procentowych przez EBC mają realny wpływ i mogą potencjalnie przynieść jeszcze większy ból. Oczekujemy, że w lutym roczna dynamika podaży pieniądza i kredytów dla sektora prywatnego w strefie euro uległa dalszemu spowolnieniu (publikacja w poniedziałek). Przedłużająca się niepewność utrudniająca decyzje inwestycyjne i wyższe stopy procentowe wyraźnie wpłynęły na zaciąganie kredytów przez firmy i gospodarstwa domowe. Ostatnie badanie EBC dotyczące kredytów bankowych potwierdziła już, że spadek popytu netto na kredyty mieszkaniowe i korporacyjne będzie się utrzymywał (Wykres 8). Jednocześnie warunki kredytowe uległy znacznemu zaostrzeniu. Oczekujemy, że epizod CS-UBS pogłębi ostatnie trendy i banki znacząco zaostrzą kryteria udzielania kredytów.

Ubezpieczyciele są dotknięci raczej implikacjami odsetkowymi obecnej zmienności rynkowej niż bezpośrednią ekspozycją na banki

Główną różnicą między ubezpieczycielami a bankami jest ich odporne finansowanie poprzez dochody ze składek. Ubezpieczyciele mogą doświadczyć pogorszenia płynności z powodu rezygnacji z polis i ich wygaśnięcia, ale nie mogą doświadczyć masowego wycofywania depozytów w takim samym stopniu jak banki. Ubezpieczyciele są również znacznie mniej skłonni do przeprowadzania gwałtownej wyprzedaży aktywów o wartości ujemnej. Ryzyko wzrostu liczby rezygnacji z polis na życie nie powinno być przesadzone, ponieważ przegląd literatury dotyczącej produktów ujawnia, że istnieją znaczne kary za wcześniejszy wykup. Mówiąc szerzej, istnieje znaczna odporność na ryzyko związane z aktywami, biorąc pod uwagę stopień inwestycyjny ekspozycji aktywów ubezpieczycieli. Ubezpieczyciele posiadają bardzo bankowych AT1, biorąc pod uwagę uciążliwe regulacyjne traktowanie kapitału. Zdecydowana większość (~90%) ekspozycji finansowej dotyczy długu uprzywilejowanego.

Ogólnie rzecz biorąc, ubezpieczyciele najbardziej martwią się obecną niepewnością co do poziomu i przyszłego kierunku stóp procentowych, wraz z wysokim poziomem zmienności. Biorąc pod uwagę niższą wrażliwość wypłacalności na spadki stóp procentowych, stopy reinwestycji musiałyby znacznie spaść (>100 pb), aby dochody z inwestycji napędzające zyski uległy znacznemu pogorszeniu. Obecne przejście na MSSF 17 i 9 w zakresie rachunkowości nie jest jednak idealnie zaplanowane w czasie, a wpływ zmienności rynku kapitałowego na nowy system jest trudny do określenia. Przejście na rachunkowość wygeneruje lepszy wgląd w stan (i stabilność) przepływów pieniężnych w życiu oraz dokładniejsze odzwierciedlenie ekonomicznego wpływu poziomów stóp procentowych zarówno na aktywa, jak i zobowiązania (przypomnienie o dopasowaniu w odpowiednim momencie).

Rynki będą teraz musiały zrównoważyć ograniczenie ryzyka systemowego z prawdopodobnymi wyższymi kosztami finansowania i bardziej restrykcyjnymi warunkami udzielania kredytów

Na przyszłość ratunek dla Credit Suisse z pewnością zwiększył obawy o kondycję globalnego sektora bankowego i podniósł ryzyko niekorzystnych efektów ubocznych, skutkujących wyższym kosztem kapitału zarówno dla banków, jak i przedsiębiorstw niefinansowych. Obecnie rynki nie wydają się nadmiernie zaniepokojone, ale mniej odporne banki mogą stanąć przed wyzwaniami w przyszłości. Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade przewiduje, że rynki pozostaną niespokojne, a wszystkie kategorie aktywów doświadczą stosunkowo dużej zmienności w krótkim okresie ze względu na rosnącą niepewność rynkową i gospodarczą. Po początkowej wyprzedaży i ucieczce do bezpiecznych aktywów w zeszłym tygodniu, rynki dokonują obecnie podziału sektora bankowego na bezpieczny i ryzykowny, zastanawiając się jednocześnie, w jaki sposób obecne napięcia w bankach wpłyną na politykę banków centralnych i perspektywy gospodarcze. Niejasność co do ścieżki polityki stóp procentowych w USA i Europie będzie skutkować zwiększoną zmiennością rynku w najbliższym czasie. Korekta w dół obecnych krzywych rentowności obligacji skarbowych sugeruje, że banki centralne zakończą podwyżki stóp wcześniej, niż początkowo przewidywano, i że zbliża się poważniejsza recesja. Allianz Trade uważa, że wartość fundamentalna dla długiego końca krzywej leży gdzieś pomiędzy najbardziej jastrzębim punktem osiągniętym w pierwszym tygodniu marca a najbardziej gołębim punktem osiągniętym w ostatnim tygodniu. Ale przyznajemy również, że krótkoterminowa zmienność będzie nadal uniemożliwiać płynne zakotwiczenie zarówno krótkiego, jak i długiego końca krzywej (Wykres 9).

Wykres 9: Krzywe rentowności amerykańskich i niemieckich obligacji skarbowych (w %)

Wykres 9: Krzywe rentowności amerykańskich i niemieckich obligacji skarbowych (w %)

[Yield = Rentowność; Years to Maturity = Lata do zapadalności; US (8-Mar) = USA (8 marca); Germany (8-Mar) (rhs) = Niemcy (8 marca) (prawa skala); US (Last) = USA (ostatni tydzień); Germany (Last) (rhs) = Niemcy (ostatni tydzień) (prawa skala)]

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Kredyty korporacyjne są drugą najbardziej dotkniętą klasą aktywów pod względem zmian rynkowych i ponownej wyceny. Odpis aktualizacyjny obligatariuszy AT1 Credit Suisse był zgodny z prawem, ale zakłócił konwencjonalną mądrość na temat umorzeń bankowych, a tym samym spowodował, że rynek ponownie rozważył potencjalne przeszkody strukturalne dla europejskiego sektora bankowego w przyszłości. Oczekuje się, że działanie to z czasem podniesie koszt kapitału dla banków, co może dodatkowo ograniczyć warunki udzielania kredytów. Ponadto umorzenie długu korporacyjnego skłoniło uczestników rynku do ponownej oceny ryzyka niewykonania zobowiązań i migracji ratingu dla szerszego sektora kredytów korporacyjnych (Wykres 10).

Wykres 10: Spready kredytów korporacyjnych (w pb)

Wykres 9: Krzywe rentowności amerykańskich i niemieckich obligacji skarbowych (w %)

[EUR Corporates = Przedsiębiorstwa europejskie; EUR Banking corporates – Przedsiębiorstwa bankowe europejskie; US Corporates = Przedsiębiorstwa amerykańskie; US Banking corporates = Przedsiębiorstwa bankowe amerykańskie; Swiss Banking corporates = Przedsiębiorstwa bankowe szwajcarskie; Jan = styczeń; Feb = luty; Mar = marzec]

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Ograniczone efekty uboczne na rynkach wschodzących

Sektor finansowy w zaawansowanych gospodarkach (AE) odgrywa ważną rolę na rynkach wschodzących (EM), nie tylko poprzez inwestycje, ale także poprzez bezpośredni udział w lokalnym sektorze bankowym. Stwierdzamy, że banki szwajcarskie nie odgrywają znaczącej roli w lokalnych sektorach bankowych w krajach EM, co ogranicza możliwość wystąpienia bezpośrednich efektów ubocznych. Z kolei banki amerykańskie i brytyjskie są z pewnością bardziej istotne i mogłyby wywołać niekorzystne efekty zaufania, gdyby kłopoty w mniejszych bankach amerykańskich dotknęły również większych odpowiedników (Wykresy 11 i 12; Tabela 2). Jednak obecna niestabilność rynku i ucieczka w kierunku bezpieczeństwa nadal budzą obawy co do zarażania się ryzykownymi aktywami w przypadku EM[3].

Wykres 11: Wybrane gospodarki zaawansowane – udział wierzytelności banków wobec rezydentów EM (w stosunku do całości wierzytelności zagranicznych)Wybrane gospodarki zaawansowane

[USD bn = mld USD; LatAm = Ameryka Łacińska; Asia = Azja; Eastern Europe = Europa Wschodnia; M-E and Africa = Bliski Wschód i Afryka; Spain = Hiszpania; USA = USA; UK = Zjednoczone Królestwo; France = Francja; Japan = Japonia; Germany = Niemcy; Italy = Włochy; Switzerland = Szwajcaria]

Źródła: BIS, Allianz Research. Uwaga: próba obejmuje 30 krajów z czterech regionów (Ameryka Łacińska (6), Azja Wschodząca (9), Europa Środkowa i Wschodnia (w tym Rosja i Turcja) (8) oraz Afryka i Bliski Wschód (7)); dane na III kw. 2022 r.

Wykres 12 Szwajcaria – zobowiązania banków transgranicznych (wszystkie instrumenty, wszystkie waluty, wszystkie sektory)Wykres 12 Szwajcaria - zobowiązania banków transgranicznych (wszystkie instrumenty, wszystkie waluty, wszystkie sektory)

[USD mn = mln USD]

Źródła: Refinitiv, BIS, Allianz Research

Pośredni kanał zarażania jest trudniejszy do zmierzenia. Zazwyczaj masowe wycofywanie depozytów bankowych w krajach EM poprzedzone jest kryzysem warunków handlowych i/lub zmiennością stóp procentowych w krajach Azji Wschodzącej, co powoduje odpływy, ale katalizatorem może być również szok zaufania. Niektóre czynniki takiego szoku to: (1) duża ekspozycja na ten sam rodzaj aktywów, co inne banki mające problemy (w tym przypadku byłyby to aktywa uznawane zwykle za wysokiej jakości, które straciły dużo na wartości w wyniku gwałtownego wzrostu stóp procentowych); (2) istotne powiązania z innymi bankami mającymi problemy lub (3) inny bank w kraju (lub zagraniczny oddział banku działającego lokalnie), który ucierpiał z powodu masowego wycofywania depozytów.

Tabela 2: Udział wierzytelności banków zagranicznych wobec rezydentów wybranych gospodarek zaawansowanych w stosunku do wierzytelności ogółemTabela 2: Udział wierzytelności banków zagranicznych wobec rezydentów wybranych gospodarek zaawansowanych w stosunku do wierzytelności ogółem

[Penetration = Penetracja; Latin America = Ameryka Łacińska; Argentina = Argentyna; Brazil = Brazylia; Chile = Chile; Mexico = Meksyk; Columbia = Kolumbia; Peru = Peru; Asia = Azja; China = Chiny; Taiwan = Tajwan; Indonesia = Indonezja; Malaysia = Malezja; Philippines = Filipiny; Thailand = Tajlandia; India = Indie; S. Korea = Korea Południowa; Pakistan = Pakistan; Eastern Europe = Europa Wschodnia; Czechia = Czechy; Poland = Polska; Romania Rumunia = ; Turkey = Turcja; Hungary = Węgry; Croatia = Chorwacja; Ukraine = Ukraina; Russia = Rosja; Africa & Middle-East = Afryka i Bliski Wschód; South Africa = RPA; Nigeria = Nigeria; Morocco = Maroko; Tunisia = Tunezja; Egypt = Egipt; S. Arabia = Arabia Saudyjska; Kenya = Kenia]

Źródła: BIS, Allianz Research. Uwaga: dane na III kw. 2022 r. 1/ Penetracja ujęta jako suma wierzytelności banków zagranicznych wobec rezydentów w stosunku do PKB.

[1] W rzeczywistości Credit Suisse wyraźnie ostrzegł o możliwości odpisów aktualizujących w okólniku ofertowym swoich hybrydowych instrumentów kapitałowych („Jeśli wystąpi Zdarzenie Nieprzewidziane lub przed Dniem Ustawowego Pokrycia Strat, Zdarzenie Związane z Rentownością, pełna kwota główna Obligacji zostanie obowiązkowo i trwale odpisana. Obligacje nie podlegają zamianie na akcje Emitenta po wystąpieniu Zdarzenia Nieprzewidzianego lub Zdarzenia Związanego z Rentownością lub według opcji Posiadaczy w dowolnym czasie.”).

[2] Wraz z pięcioma innymi bankami centralnymi (BoE, BoJ, EBC, SNB i Riksbank) amerykański Fed ogłosił również, że wzmocni dolarowe linie swapowe, tj. zwiększy częstotliwość umów na linie swapowe z tygodniowych na codzienne, począwszy od 20 marca i będzie to kontynuował „co najmniej” do końca przyszłego miesiąca. Czyniąc to, banki centralne wzmacniają swoje zobowiązanie do służenia jako „ważna ochrona” w obliczu niepokojów na rynkach finansowych, pomagając w ten sposób utrzymać przepływ kredytów do gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.

[3] Zobacz nasz raport z września 2022 r. tutaj, kiedy chiński optymizm dotyczący ponownego otwarcia nie przyszedł na ratunek odpływom z rynków wschodzących, oraz jeden z naszych wczesnych alertów z kwietnia 2022 r. tutaj, kiedy stopa funduszy Fed (górny zakres) wciąż wynosiła 0,5%.

Zmiany w ustawie o cudzoziemcach pomogą w walce z nielegalnym zatrudnieniem

21 marca 2023 r. Prezydent RP Andrzej Duda podpisał Ustawę z dnia 9 marca 2023 r. o zmianie ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw. Nowela dostosowuje polskie prawo do regulacji zawartych w rozporządzeniach Unii Europejskiej, czyniąc je bardziej przejrzystym i spełniającym wymogi XXI wieku.

Nowelizacja ma zapewnić stosowanie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1860 z 28 listopada 2018 r. w sprawie użytkowania Systemu Informacyjnego Schengen do celów powrotu nielegalnie przebywających obywateli państw trzecich oraz rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1861 z 28 listopada 2018 r. w sprawie utworzenia, funkcjonowania i użytkowania Systemu Informacyjnego Schengen (SIS) w dziedzinie odpraw granicznych, zmiany konwencji wykonawczej do układu z Schengen oraz zmiany i uchylenia rozporządzenia (WE) nr 1987/2006 – w obszarze wjazdu i pobytu obywateli krajów trzecich do Polski i innych państw obszaru Schengen.

Zmiany dotyczą m. in. kwestii powrotów cudzoziemców nielegalnie przebywających w UE do krajów pochodzenia oraz zawierają uproszczoną procedurę wydawania polskich dokumentów podróży cudzoziemcom niemogącym uzyskać ich w swoim państwie. Ponadto nowelizacja zawiera szereg przepisów o charakterze kompetencyjnym, wskazującym organy właściwe do realizacji zadań przewidzianych w dwóch unijnych rozporządzeniach.

Zmiany oceniam jako korzystne, ponieważ odzwierciedlają nasze postulaty o usystematyzowanie procedur dotyczących obcokrajowców. Czekamy nadal na kolejną nowelizację ustawy o zatrudnieniu cudzoziemców, która w zamyśle prawodawców miałaby przyspieszyć procedury legalizujące ich zatrudnianie. Jak dotąd przewlekłość procedur w oczekiwaniu na wydanie decyzji administracyjnych dotyczących zatrudniania cudzoziemców jest za długa. Rozumiemy, że spowodowane jest to przeciążeniem organów, dlatego każda próba harmonizacji jest pożądana. Życie cudzoziemca w Polsce też będzie łatwiejsze, jeśli procedury zostaną uproszczone. Każda nowelizacja redukująca chaos proceduralny może w przyszłości ograniczyć liczbę przypadków nielegalnego powierzania pracy cudzoziemcom. – mówi Tomasz Bogdevic, dyrektor generalny Gremi Personal, międzynarodowej agencji zatrudnienia.

Ustawa wchodzi w życie 7 kwietnia – dwa tygodnie po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw 23 marca br.

Co dalej z sektorem bankowym w USA i Europie?

Nie zakończyły się kłopoty amerykańskich instytucji finansowych, a na horyzoncie pojawiły się problemy ze szwajcarskim bankiem Credit Suisse. W ostatnich dniach analitycy obserwują niepewność na rynku akcji wokół niemieckiego Deutsche Banku. Jest to konsekwencja wzrostu kosztów ubezpieczenia od niewypłacalności, który zostały zwiększone ponieważ wśród inwestorów rozprzestrzenia się panika, będąca efektem wątpliwości o stabilność europejskiego sektora bankowego.

Po awaryjnym ratowaniu Credit Suisse przez UBS i następstwach upadku amerykańskiego Silicon Valley Bank, wśród inwestorów pojawiły się obawy o zarażenie kolejnych podmiotów i całego rynku. Działania zaczęły podejmować instytucje publiczne zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Europie. Zapewnienia kluczowych polityków mają uspokoić sytuację na rynkach, jednak panika zaczyna dotyczyć kolejnych graczy na rynku finansowym.

– Wydaje się, że w obecnej sytuacji kluczowym trendem, jaki jest najistotniejszy dla rynków finansowych i rynków kapitałowych jest przede wszystkim sytuacja w sektorze finansowym oraz bankowym. Niepewność związana jest właśnie z bankami i ich funkcjonowaniem. Pierwsza kwestia to upadłość banku SVB. To spowodowało krótką przecenę na akcjach nie tylko spółek amerykańskich, ale również europejskich – zaznacza Maciej Kietliński, Ekspert Rynku Akcji w XTB. – Ale jak się okazuje problemy, czy jakieś ryzyko niepewności to nie jest tylko domena rynku amerykańskiego, ale również rynku europejskiego. W ostatnim czasie poznaliśmy informacje o tym, że bank Credit Suisse po kilkunastu latach agonii zostanie przyjęty przez UBS czyli największy bank szwajcarski. To jest zdawałoby się, że pozytywna informacja. Przynajmniej tak powinna być odebrana, że wreszcie tutaj sytuacja się stabilizuje.

Deutsche Bank przeszedł w ostatnich latach wielomiliardową restrukturyzację. Celem tych działań było zredukowanie kosztów i poprawa rentowności jego funkcjonowania. Stąd dziwią obawy o stabilność niemieckiego potentata. Tym bardziej, że banki centralne i regulatorzy zapewniali, iż transakcja ratunkowa Credit Suisse, w której pośredniczyły władze Szwajcarii uspokoi obawy inwestorów. Miała również wlać nieco stabilności do europejskiego sektora bankowego.

– Cały rynek finansowy jest pod dużą presją. Jest duży czynnik niepewności i ryzyka. Z jednej strony mamy wysoką inflację, która nie chcę tak szybko spadać jakby rynki oczekiwały, więc banki centralne powinny zacisnąć politykę monetarną czyli podnosić stopy procentowe. Natomiast w sytuacji, kiedy banki są pod dużą presją okazuje się, że problem tej niezrealizowanej straty powstaje w wyniku właśnie strat na portfelach obligacji – podkreśla Maciej Kietliński, Ekspert Rynku Akcji w XTB. – To jest duży problem. Z jednej strony banki centralne powinny podnosić stopy procentowe, bo jest wyższa inflacja. Ale z drugiej strony też powinny przystopować trochę swoją polityką z tego względu, że podnoszenie stóp procentowych będzie powodowało dalsze skalowanie problemu na portfelach obligacji.

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz zapewnił, że Deutsche Bank „gruntownie zreorganizował i zmodernizował swój model biznesowy i jest bardzo dochodowym bankiem”. Stąd nie ma podstaw do zastanawiania się nad jego przyszłością i rozważania ewentualnych scenariuszy upadku tej czołowej niemieckiej instytucji finansowej. Zdaniem analityków obawy wynikają z ekspozycji banku na nieruchomości komercyjne w USA i znaczącym portfelu instrumentów pochodnych.

– Zdecydowanie przyglądajmy się sektorowi bankowemu, dlatego że upadek banku w Dolinie Krzemowej, a także problemy sektora bankowego również w Europie mogą mieć bardzo duży wpływ na rynki kapitałowe – podkreśla Marcin Wenus, Prezes Fundacji Invest Cuffs. – Mogą spowodować duże perturbacje i spadki na tych rynkach, jeżeli chodzi o poziom zaufania.

Rynki znów lubią ryzyko

Ostatnie wydarzenia na rynkach spowodowały sporo niepokoju. Inwestorzy jednak, bardziej od unikania ryzyka, wolą zarabianie pieniędzy. Kapitał wraca powoli na ryzykowne rynki.

Lepsze dane z Niemiec

Wczorajszy odczyt indeksu Instytutu IFO okazał się wyraźnie lepszy od oczekiwań wynoszących 91 pkt. 93,3 pkt to najlepszy wynik od lutego 2022 roku. Nie pokrywa się on zupełnie jednak z wynikami ankiet PMI, co powoduje pewien dysonans. Co prawda, metodologia obydwu tych badań jest inna, co pozwala wyjaśnić tę różnicę. W piątek niemiecki przemysł spadł jednak do poziomu 44 pkt po wyraźnie gorszym od oczekiwań wyniku. Lepiej wypadł indeks dla usług, ale IFO jest bardziej odpowiednikiem przemysłowego indeksu. Rynki przyjęły to jednak jako dobre dane i wczoraj euro zyskało względem dolara.

Apetyt na ryzyko wraca

Jeszcze kilka tygodni temu upadały banki, inne były przejmowane lub wspierane w niestandardowych okolicznościach. Dzisiaj jednak rynki wracają do normalności czyli czegoś co nazywa sie z angielskiego „business as usual”. Niby miał być kolejny wielki kryzys, ale nagle widzimy odbicie na ropie naftowej w górę. W szczycie spadków czarne złoto spadło do 70 dolarów za baryłkę. Dzisiaj odbiło już do 78 dolarów, to 1-2 dolary od dołków przed problemami Silicon Valley Bank. Odbicie widać również na obligacjach amerykańskich. Tam powodem jest spekulacja na temat majowego wzrostu stóp procentowych. Jeszcze wczoraj wycena kontraktów dawała na ten scenariusz 16,8%, dzisiaj jest to 53,3%.

Spadki cen zbóż

Wydawać by się mogło, że wojna na Ukrainie i problemy z eksportem tamtejszych zbóż spowodują lokalne niedobory. Te z kolei powinny podnieść ceny. Tak się jednak nie stało. zarówno żyto jak i pszenica są obecnie tańsze o 20% niż przed rokiem. Nadal jesteśmy na dużo wyższych poziomach niż dwa lata temu, ale znając siłę producentów rolnych w Polsce czeka nas kolejne duże zamieszanie w roku przedwyborczym. Dlaczego piszemy o cenach zbóż w komentarzu walutowym? Korekta, bo o tym na tym rynku należy obecnie mówić, powinna być bowiem istotnym elementem wpływającym na ograniczenie inflacji. Jest to jednak ważny składnik przy produkcji żywności.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – Indeks zaufania konsumentów – Conference Board

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Jak szybko zwiększyć dostępność wody do celów przeciwpożarowych w firmie?

Zgodnie z przepisami prawa, każdy zakład produkcyjny musi zapewnić odpowiednią ilość wody na cele gaśnicze. Wartość ta podana jest w litrach na sekundę, jednak głównym źródłem takiej wody jest zazwyczaj sieć wodociągowa. Niestety – często jest to niewystarczające źródło. Dlatego też warto zainwestować w zbiorniki p.poż. Służą one do przechowywania dużej ilości wody na wypadek pożaru. Jednocześnie pozwalają one spełnić wymogi prawne, a dzięki temu zapobiegają nałożeniu wysokich kar w razie kontroli.

Wielkość zbiorników przemysłowych

Zbiorniki p.poż. mogą posiadać zróżnicowane rozmiary. Jednak coraz częściej spotyka się rozwiązania modułowe. Ich zaletą jest możliwość odpowiedniej rozbudowy w taki sposób, by optymalnie wykorzystać dostępne miejsce na pomieszczenie jak największej ilości wody do celów gaśniczych.

Dostępne w takich systemach rozwiązania pozwalają uzyskać objętość od 10 do nawet 2600 m³. Średnica zbiornika może sięgnąć od  3 do 15 m, a jego wysokość mieści się w zakresie od 1,8 do 13,2 m. Wybór odpowiedniej wielkości zależny jest oczywiście od zapotrzebowania na wodę, które wyliczyć można na podstawie rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych. W oszacowaniu zapotrzebowania na wodę bierze się pod uwagę takie czynniki jak:

  • Obciążenie ogniowe.
  • Obszaru zajmowanego przez zakład (ryzyka wystąpienia kilku pożarów jednocześnie).
  • Istniejące systemy gaśnicze w budynkach.

Każdy zakład produkcyjny musi wyliczyć minimalne zapotrzebowanie na wodę do celów gaśniczych, a następnie zapewnić dostęp do niej zastępom straży pożarnej na wypadek pożaru. Zbiorniki przemysłowe p.poż. to najskuteczniejszy sposób zwiększenia dostępnej wody.

Dlaczego warto wybrać sprawdzonego producenta zbiorników przemysłowych?

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych dostawców zbiorników p.poż. jest JR Tech. Dlaczego warto wybrać akurat ich usługi?

  • Możliwość ustawienia zbiornika o niemal dowolnych rozmiarach, dzięki ich modułowej konstrukcji.
  • Żywotność wyróżniająca się na rynku – dzięki zastosowaniu ochrony antykorozyjnej.
  • Stosunkowo niska cena w porównaniu ze zbiornikami żelbetonowymi, spawanymi czy wykonanymi z tworzywa sztucznego.
  • Zamówione elementy są prefabrykowane w zakładach JR Tech, a następnie błyskawicznie składane w miejscu docelowym, co pozwala na uzyskanie najkrótszych terminów realizacji.
  • Instalacja zbiornika może odbywać się przez cały rok, bez względu na średnią temperaturę występującą na zewnątrz.
  • Konstrukcja wznoszona jest bez ciężkiego sprzętu – a tym samym usługa jest wykonana szybciej i taniej.
  • Zakład będzie w przyszłości rozbudowany? Nic straconego. Zbiorniki p.poż. od JR Tech można w każdej chwili rozbudować lub przenieść w inne miejsce bez generowania ogromnych kosztów.
  • Łatwa konserwacja gotowego zbiornika przemysłowego producenta JR Tech.

Z tego względu bardzo dużo firm wybiera nowoczesne, modułowe rozwiązanie w zakresie zbiorników p.poż. Jest to nie tylko najtańsze, ale również najefektywniejsze rozwiązanie dostępne aktualnie na rynku.

Czy przemysłowy zbiornik p.poż. jest konieczny w każdej firmie?

Zbiorniki p.poż. mają na celu zapewnić odpowiednią ilość wody gaśniczej dla zastępów straży pożarnej na wypadek pojawienia się niekontrolowanego ognia. W przypadku firm posiadających odpowiednie zabezpieczenia na wypadek pożaru, których hale wykonane są z konstrukcji stalowych, a produkcja opiera się głównie o materiały niepalne (jak metal) – najczęściej wystarczy sieć wodociągowa zapewniająca odpowiedni pobór wody.

Jednak nadal warto przeliczyć zapotrzebowanie na taką wodę zgodnie z aktualnie obowiązującym rozporządzeniem. Okazać się może bowiem, że umowa z zakładem wodociągowym nie gwarantuje odpowiedniej wydajności. Oznacza to możliwość nałożenia kary w czasie kontroli w tym zakresie. Natomiast montaż niewielkiego zbiornika najczęściej w zupełności uzupełni te brakujące ilości.

Z kolei zakłady drewniane, wykorzystujące łatwopalne substancje w czasie produkcji, najczęściej muszą posiadać nawet kilka takich zbiorników na wodę gaśniczą.

Zakup nieruchomości? Uwaga na podatek VAT

Kupujący nieruchomość nie mają dziś łatwo. Muszą liczyć się z wciąż wysokimi cenami, utrudnionym dostępem do kredytu hipotecznego i podatkami wynikającymi z zakupu nieruchomości. W tym ostatnim przypadku nabywcy będą musieli zmierzyć się z podatkiem VAT, który ma skomplikowaną konstrukcję – twierdzi ekspert firmy doradczej Lege Advisors.

Przy sporządzaniu operatu szacunkowego dla potrzeb sprzedaży, rozsądnie będzie przyjąć wartość nieruchomości w kwocie netto. Wynika to z zasad panujących na rynku. Sprzedający chce otrzymać określoną kwotę za swoją nieruchomość i nie interesuje go, jaki podatek będzie musiał zapłacić kupujący. A jest szansa, że zapłaci. I to czasem niemały.

Kiedy VAT nie zostanie doliczony?

Podatek VAT nie zostanie doliczony, jeśli nieruchomość stanowiła prywatną własność sprzedającego i nie zostały w niej poczynione ulepszenia czy zmiany stanu prawnego oraz fizycznego. Chodzi głównie o działania wskazujące na profesjonalną działalność sprzedającego. Do takich działań można, choć teoretycznie, zaliczyć podział nieruchomości czy doprowadzenie mediów.  – wyjaśnia Adrian Borawski z firmy doradczej Lege Advisors.

Ale to nie wszystko. Zgodnie z pismem Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 19 kwietnia 2021 roku: w przypadku, gdy nieruchomość ma więcej niż jedno przeznaczenie w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego i sprzedawana jest przez czynnego podatnika VAT, część nieruchomości nieprzeznaczona pod zabudowę korzysta ze zwolnienia od podatku od towarów i usług.

Dla kupującego VAT stanowi składnik ceny. Gdy do wyboru będą dwie nieruchomości w podobnych cenach, to istotne będzie czy sprzedający jest płatnikiem VAT, bo nabywca będzie mógł go odliczyć.

Kiedy VAT zostanie doliczony?

Jeżeli kupujemy nieruchomość mieszkalną na rynku pierwotnym zapłacimy 8% VAT-u. W przypadku lokali o powierzchni 150 mkw, bądź budynków mieszkalnych jednorodzinnych powyżej 300 mkw, zapłacimy podatek VAT wynoszący 23%. Podwyższona stawka VAT-u będzie miała zastosowanie do powierzchni przekraczającej powyższe limity. Gdy kupujemy lokal niemieszkalny, tak jak w przypadku modnych ostatnio lokali poniżej 25 mkw, musimy liczyć się ze stawką VAT wynoszącą 23%.

W przypadku ustalania odszkodowania za wywłaszczenie na podstawie zezwolenia na realizację inwestycji drogowej, sprawa nie jest oczywista. Sądy i Polska Federacja Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych stoją na stanowisku, iż wartość musi być podana w kwocie netto. Problem jednak pojawia się, gdy otrzymujący odszkodowanie jest płatnikiem VAT i od wartości odszkodowania musi jeszcze zapłacić ten podatek.tłumaczy Adrian Borawski z firmy doradczej Lege Advisors.

Rosyjscy hakerzy korzystają z chińskich narzędzi

Cyberprzestępcy coraz częściej dzielą się między sobą umiejętnościami, napędzając wzrost liczby i możliwości zagrożeń. Badacze z firmy WithSecure udokumentowali migrację złośliwego narzędzia „SILKLOADER” od chińskich cyberprzestępców do rosyjskich gangów ransomware.

Narzędzie stworzone w Chinach

SILKLOADER to rodzaj złośliwego oprogramowania typu loader. Używa on techniki znanej jako DLL sideloading (jest to jeden ze sposobów ataku przy pomocy bibliotek dołączanych dynamicznie), aby uaktywnić Cobalt Strike (znane narzędzie do prowadzenia działań ofensywnych oraz testów penetracyjnych) na urządzeniach. Daje to atakującym stały dostęp do zainfekowanych urządzeń w celu ich dalszego wykorzystania.

Przed latem 2022 r. SILKLOADER był wykorzystywany wyłącznie przez chińskich cyberprzestępców przeciwko celom w Azji Wschodniej – głównie Hongkongowi i Chinom. Jego aktywność ustała jednak w lipcu. We wrześniu oprogramowanie  pojawiło się ponownie w innym zestawie ataków na różne cele w różnych krajach na różnych kontynentach w tym na Tajwanie, w Brazylii i we Francji.

Złośliwe oprogramowanie na sprzedaż

Badacze WithSecure, monitorując wykorzystanie tego oprogramowania, doszli do wniosku, że SILKLOADER przeniósł się do rosyjskiego ekosystemu cyberprzestępczego. Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest to, że chińscy hakerzy sprzedali go rosyjskim gangom.

Uważamy, że dystrybucja SILKLOADER odbywa się w ramach rosyjskiego ekosystemu cyberprzestępczego. Sprzedawany jest on jako gotowy program ładujący poprzez program Packer-as-a-Service dla grup ransomware lub  przez grupy oferujące Cobalt Strike/Infrastructure-as-a-Service zaufanym partnerom – tłumaczy badacz WithSecure Intelligence Mohammad Kazem Hassan NejadWydaje się, że większość podmiotów powiązanych z atakami była częścią lub miała bliskie relacje z prorosyjską grupą CONTI.

Omijanie mechanizmów obronnych

Według Hassana Nejada, loader został zbudowany w celu ukrycia beaconów Cobalt Strike,  by dzięki temu móc ominąć mechanizmy obronne ofiary.

Beacony Cobalt Strike są znane i wykrycie ich na dobrze zabezpieczonym urządzeni jest bardzo prawdopodobne. Jednak dodając dodatkowe warstwy złożoności, zawartości pliku i uruchamiając go za pośrednictwem znanej aplikacji, takiej jak Media Player, atakujący mają nadzieję na uniknięcie mechanizmów obronnych – powiedział.

Wyzwanie dla cyberbezpieczeństwa

Według wiceprezesa WithSecure Intelligence, Paolo Palumbo, dostępność loadera jako usługi, którą mogą kupić cyberprzestępcy, podkreśla potrzebę przeciwdziałania handlowi złośliwym oprogramowaniem.

Atakujący wykorzystują narzędzia i technologie innych gangów, dzięki czemu mogą szybko dostosowywać  operacje tak, aby omijać systemy obronne swoich celów. Przez to coraz trudniej jest nam powiązać konkretną grupę z danymi metodami ataków. Z drugiej strony, to współdzielenie narzędzi przez grupy przestępcze oferuje nam „defensywny multiplikator siły”. Jednocześnie możemy bronić się przed kilkoma grupami jednocześnie, tworząc strategie przeciwdziałania wspólnym technologiom, z których korzystają cyberprzestępcy – podkresla Palumbo.

Sądy bronią amortyzacji w spółkach nieruchomościowych

Od 1 stycznia 2023 roku w przypadku spółek nieruchomościowych odpisy dotyczące środków trwałych zaliczonych do grupy 1 Klasyfikacji nie mogą być wyższe w roku podatkowym niż dokonywane zgodnie z przepisami o rachunkowości odpisy amortyzacyjne lub umorzeniowe z tytułu zużycia środków trwałych, obciążające w tym roku podatkowym wynik finansowy jednostki. Wskazane ograniczenie przekłada się na bardzo negatywne konsekwencje finansowe dla przedsiębiorstw, w szczególności traktujących nieruchomości jako inwestycje i niedokonujących do nich odpisów amortyzacyjnych na potrzeby rachunkowe.

Stanowisko organów podatkowych

W interpretacjach indywidualnych organy podatkowe przyjmują, że skoro nieruchomości inwestycyjne są wyceniane w wartości godziwej, co oznacza, że ich amortyzacja na potrzeby rachunkowe jest równa 0 zł, to dla celów podatkowych te środki trwałe nie mogą być efektywnie amortyzowane tj. nie można dokonywać odpisów amortyzacyjnych zaliczanych do kosztów uzyskania przychodów – tak np. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z dnia 06.09.2022 r., sygn. 0111-KDIB2-1.4010.366.2022.1.ES.

W interpretacji tej organ podatkowy uznał stanowisko wnioskodawcy, zgodnie z którym ograniczenie wynikające z art. 15 ust. 6 Ustawy o CIT nie dotyczy Spółki i ma ona w dalszym ciągu prawo do dokonywania odpisów amortyzacyjnych według stawek określonych w Załączniku nr 1 do ustawy o CIT, za nieprawidłowe. Wskazywał przy tym w pierwszej kolejności na przepisy Konstytucji. W ocenie organu sprzeczne z art. 2 Konstytucji byłoby dopuszczenie możliwości uznania na podstawie art. 15 ust. 6 ustawy o CIT za koszty uzyskania przychodów odpisów amortyzacyjnych, jeżeli podmiot nie dokonuje amortyzacji składnika majątkowego na podstawie przepisów o rachunkowości.

Podobne stanowisko zajął Dyrektor KIS w interpretacji z dnia 25 kwietnia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-1.4010.107.2022.2.MF) czy przykładowo w interpretacji z dnia 31 marca 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-1.4010.31.2022.1.JD. Oznacza to, że zgodnie ze stanowiskiem organów podatkowych w przypadku spółek nieruchomościowych, które klasyfikują nieruchomość jako inwestycję wycenianą według ceny rynkowej bądź inaczej określonej wartości godziwej i w związku z tym nie dokonują od niej odpisów amortyzacyjnych zgodnie z przepisami o rachunkowości – nie są uprawnione do dokonywania odpisów amortyzacyjnych w tym zakresie na potrzeby podatku dochodowego od osób prawnych.

Stanowisko sądów administracyjnych

Pomimo, że przepisy Polskiego Ładu obowiązują nieco ponad rok, w kwestii interpretacji tego przepisu zaczęły pojawiać się już pierwsze wyroki wojewódzkich sądów administracyjnych. Sądy prezentują inne stanowisko niż organy podatkowe. W ocenie sądów spółka nieruchomościowa, która nie amortyzuje nieruchomości dla celów rachunkowych, ma prawo do kontynuowania amortyzacji podatkowej. Jeśli bowiem na gruncie rachunkowości nieruchomość nie jest traktowana jako środek trwały, to art. 15 ust. 6 CIT nie ma zastosowania – wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z 10 lutego 2023 r. o sygn. akt I SA/Po 789/22).

Podobne zdanie zaprezentowały sądy innych wyrokach dotyczących przedmiotowej kwestii. W wyroku WSA w Warszawie z 31.01.2023 r., sygn. III SA/Wa 1788/22 oraz WSA w Poznaniu z 01.02.2023 r., sygn. I SA/Po 752/22 sądy uznały, że sporna regulacja jest nieprecyzyjna i opowiedziały się za wyłączeniem nieruchomości inwestycyjnych spod zakresu regulacji limitującej amortyzację podatkową. Sądy zastosowały w szczególności wykładnię celowościową i odwołały się do uzasadnienia projektu ustawy, w którym wskazywano, że celem przepisu jest ujednolicenie odpisów amortyzacyjnych podatkowych i bilansowych, a od nieruchomości inwestycyjnych nie dokonuje się ich wcale. Ponadto wskazano, że jeżeli celem ustawodawcy było objęcie zakazem również grupy nieruchomości inwestycyjnych, to należałoby oczekiwać precyzyjnych regulacji.

Stanowisko wojewódzkich sądów administracyjnych jest bardzo korzystne dla podatników, jednak należy spodziewać się, że organy podatkowe je zaskarżą, dlatego należy poczekać na ostateczną decyzję Naczelnego Sądu Administracyjnego, chyba, że wcześniej regulacje doprecyzowujące ten przepis zostaną wprowadzone w życie. Warto zaznaczyć, że w sporze z podatnikami głównym argumentem organów podatkowych jest odwołanie się do Konstytucji i zasady równości opodatkowania, który to argument w tym przypadku może być łatwo kwestionowany przez sądy administracyjne, zwłaszcza biorąc pod uwagę aspekty celowościowe wprowadzenia przepisu. W związku z tym należy oczekiwać pozytywnego wyroku NSA.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

FPP: Jak przełamać impas w Trybunale Konstytucyjnym?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że można przełamać impas w Trybunale Konstytucyjnym. Jedyną receptą może być jednoznaczne określenie długości kadencji Prezesa TK w Konstytucji. Chaos, który spowodowały przepisy przejściowe z końca 2016 roku kosztuje Polskę stanowczo za dużo. Uzdrowienie sytuacji w TK pozwoli Polsce na uzyskanie środków z KPO, a także na rozstrzygnięcie ważnych spraw dla życia osobistego wielu Polaków.

Najważniejszą przeszkodą do nawet rozważania, czy środki z KPO i funduszy strukturalnych trafią do Polski, jest wejście w życie nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym z 13 stycznia 2023 r. Niestety, jak wiadomo, w Trybunale Konstytucyjnym doszło do impasu wskutek sporu o termin zakończenia kadencji Prezesa Trybunału. Sytuacja w Trybunale nie tylko wstrzymuje dalsze kroki w kierunku uwolnienia środków unijnych dla Polski, ale także odbiera prawo do rozpatrzenia spraw obywateli. Już dzisiaj w TK czekają na rozstrzygnięcie ważne sprawy „obywatelskie” – np. dotyczące obowiązku wnoszenia udziału i wpisowego przez osobę ubiegającą się o przyjęcie w poczet członków spółdzielni, zgody organu na przeznaczenie gruntów rolnych i leśnych na cele nierolnicze i nieleśne lub udokumentowania umocowania do reprezentowania spółki w KRS. Przełamanie impasu w Trybunale pozwoli na rozstrzyganie ważnych spraw dla życia osobistego wielu Polaków.

„Obecny kształt przepisów o Trybunale i szczególny status samego Trybunału oznaczają, że natychmiastowe wyjście z impasu, bez ustępstw ze strony sędziów, jest właściwie niemożliwe. Tymczasem warto przypomnieć, że Rada Ministrów, gdy jej funkcjonowanie jest znacznie utrudnione, może być odwołana przez Sejm. Natomiast ani Konstytucja, ani ustawy dotyczące Trybunału, nie przewidują mechanizmu, który pozwoliłby przeciąć spory paraliżujące jego prace. Dlatego potrzebne jest zdecydowanie działanie – z nowelizacją Konstytucji włącznie. Tego wymaga pobudzenie pogrążającej się w kryzysie gospodarki. Nie trzeba przypominać, jak potrzebne są środki z KPO. Wszystkie argumenty dotyczące KPO nabierają wielokrotnie większego ciężaru w odniesieniu do funduszy strukturalnych. Warto zatem podjąć się nawet najodważniejszych kroków, aby zwiększyć szansę na odblokowanie środków z KPO. Szkody wyrządzone polskiej gospodarce, a tym samym całemu społeczeństwu, mogą być nie do nadrobienia przez kolejne lata, a może nawet dekadę. Dlatego politycy wszystkich opcji, którzy podzielają pogląd, że środki z KPO i funduszy strukturalnych to sprawa najwyższej rangi, powinni na poważnie rozważyć pilną zmianę Konstytucji – która przetnie spory w dzisiejszym składzie Trybunału. Trudno przecież zgodzić się na sytuację, gdzie brak dobrej woli kilkunastu osób – na których spoczywa zresztą szczególna odpowiedzialność wobec obywateli – pozbawia kraj szansy na złagodzenie kryzysu wywołanego pandemią i wojną w Ukrainie. Sytuacja jest tym bardziej krytyczna, że prawdopodobnie jest to ostatnia perspektywa finansowa, w jakiej Polska jest beneficjentem netto budżetu Unii” – podkreśla Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Prezydent Andrzej Duda skierował do kontroli prewencyjnej nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym z 13 stycznia 2023 r. Ta nowelizacja zwiększa szansę, że środki dla Polski z Krajowego Planu Odbudowy zostaną odblokowane. Tymczasem w Trybunale powstał spór na tle terminu zakończenia kadencji Prezesa Trybunału, co zamroziło rozpatrywanie wniosku Prezydenta – a tym samym oddala Polskę od uzyskania środków unijnych.

Z doniesień medialnych wiadomo, że co najmniej sześciu sędziów uznaje, że kadencja sędzi Julii Przyłębskiej jako Prezesa TK zakończyła się. Innego zdania jest sama zainteresowana. Co istotne, prewencyjnej kontroli ustaw dokonuje Trybunał w pełnym składzie. Wprawdzie pod nieobecność Prezesa Trybunałem kieruje sędzia o najdłuższym stażu, którym – zgodnie z doniesieniami medialnym – jest również pani sędzia Przyłębska, to jednak trudno liczyć, że akurat w tej sytuacji zgodzi się z oponentami i podejmie działania jako kierująca Trybunałem wokresie wakatu na stanowisku Prezesa.

Wprawdzie 1 marca br. Biuro prasowe TK poinformowało, że Zgromadzenie Ogólne uznało, że kadencja pani sędzi Julii Przyłębskiej trwa nadal – to trudno jeszcze ocenić, czy szóstka sędziów podporządkuje się temu dokumentowi. W przestrzeni publicznej pojawiły się bowiem doniesienia sugerujące, że nie mają takiego zamiaru. Nawet jeżeli jednak tak się stanie, to ustawa o Trybunale – inaczej niż w przypadku ustawy budżetowej i ustawy o prowizorium budżetowym – nawet nie wskazuje terminu rozstrzygnięcia sprawy nowelizacji ustawy o SN. Jest zatem wysoce prawdopodobne, że sprawa nie zostanie zakończona przed upływem tego roku. Tymczasem środki z funduszu odbudowy w innych państwach już pracują.

Co napędza rynek mieszkaniowy w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej?

Końcówka 2022 roku przyniosła znaczący, rokroczny wzrost podaży mieszkań w sektorze PRS w całej Europie Środkowo-Wschodniej – wynika z najnowszego raportu firmy Colliers pt. „The Living Sector in CEE-6[1]”. Największy przyrost lokali odnotowano na Węgrzech (+301%), w Rumuni (+244%), w Polsce (+217%) i w Bułgarii (+173%).

Wysokinska-Kuzdra-Dorota Colliers
Dorota Wysokińska-Kuzdra, Senior Partner, Dyrektor Działu Corporate Finance i Living Services, Colliers

– Rynek mieszkaniowy – a w szczególności segmenty wynajmu instytucjonalnego (PRS), mieszkań studenckich i mieszkań współdzielonych – w Europie Środkowo-Wschodniej jest obecnie mniej rozwinięty niż w Europie Zachodniej. W analizowanych przez nas krajach nadal większość zasobów mieszkaniowych jest własnością osób prywatnych lub gmin. Jednak w ostatnich latach, szczególnie w stolicach – Warszawie, Pradze, Budapeszcie i Bukareszcie oraz w mniejszym stopniu w Sofii i Bratysławie – obserwuje się coraz większy udział prywatnych funduszy w rynku mieszkaniowym. Rozwój sektora living odnotowano także w miastach regionalnych, przede wszystkim w Polsce i Czechach – mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra, Senior Partnerka, Dyrektorka Działu Corporate Finance i Living Services na region Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers.

Główne czynniki napędzające rynek mieszkaniowy w Europie Środkowo-Wschodniej

Urbanizacja i migracja

Wraz z rozwojem miast w Europie Środkowo-Wschodniej rośnie zapotrzebowanie na mieszkania na wynajem w obszarach miejskich. Od lat obserwowana jest migracja ze wsi do miast w poszukiwaniu zatrudnienia, edukacji oraz poprawy stopy życiowej. Wiele osób, które decyduje się na zmianę miejsca zamieszkania, szuka wysokiej jakości lokali do wynajęcia na elastycznych warunkach, a to przekłada się bezpośrednio na wzrost popytu na mieszkania z sektora prywatnego i instytucjonalnego.

Luka w podaży

Kolejnym motorem wzrostu rynku mieszkaniowego w Europie Środkowo-Wschodniej jest luka w podaży mieszkań, a co za tym idzie, rosnąca liczba inwestorów instytucjonalnych, takich jak firmy private equity czy wyspecjalizowane fundusze, a także fundusze powiernicze inwestujące w nieruchomości, które zaczynają lokować swój kapitał w regionie CEE. Przyciągają ich stosunkowo niższe koszty i wyższe potencjalne zyski w porównaniu z Europą Zachodnią, a także rosnący popyt na mieszkania na wynajem.

Rosnąca klasa średnia

Wzrost liczebności klasy średniej w krajach Europy Środkowo-Wschodniej sprzyja zwiększeniu popytu na wynajem mieszkań od funduszy PRS. Z kolei poprawa stopy życiowej powoduje, że klienci są w stanie zapłacić więcej za wyższą jakość obsługi, standard wykończenia lokalu oraz lepszą lokalizację.

Obecnie coraz większy odsetek młodszych ludzi woli najem niż własność. Dokonują oni wyborów dotyczących stylu życia, które sprzyjają mobilności, oraz doceniają koncepcję gospodarki współdzielenia. Wynajem instytucjonalny, choć droższy od oferowanego przez indywidualnych właścicieli, niesie ze sobą wiele korzyści i dlatego jest preferowany przez najemców – już teraz w wielu istniejących aktywach PRS obowiązują listy oczekujących na wprowadzenie się.

Przystępność cenowa

Rosnące koszty kredytów mieszkaniowych powodują, że części społeczeństwa nie stać na zakup mieszkania. Wiele osób nie chce także wiązać się długoterminowymi zobowiązaniami kredytowymi. Wynajem instytucjonalny jest często tańszy niż rata kredytu, a do tego znacznie wygodniejszy i bardziej elastyczny.

Wojna w Ukrainie

Konflikt za naszą wschodnią granicą ma znaczący wpływ na popyt na obiekty mieszkaniowe w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, choć jego stopień może być różny w zależności od kraju i lokalizacji. Nagły wzrost liczby uchodźców spowodował rozwój rynku lokali na wynajem, w tym w segmentu PRS, jak również mieszkań studenckich, szczególnie w krajach takich jak Rumunia, Polska i Węgry. Choć mogło się wydawać, że wzrost popytu będzie chwilowy, utrzymuje się on na wysokim poziomie, co skutkuje ograniczoną dostępnością mieszkań i ciągle wysokimi cenami najmu w największych miastach. Przewiduje się, że sytuacja ta utrzyma się przez dłuższy okres.

Usługi wspólne

Europa Środkowo-Wschodnia jest najchętniej wybieranym regionem przez inwestorów z sektorów takich, jak outsourcing procesów biznesowych (BPO), centra usług wspólnych (SSC), IT czy badania i rozwój, które wciąż odnotowują wzrosty pod względem inwestycji oraz nowych miejsc pracy. Wynika to głównie z niższych kosztów operacyjnych, a także dostępności dobrze wykształconych pracowników. Czynniki te wpływają na zwiększenie zapotrzebowania na obiekty mieszkaniowe w największych miastach regionu.

Rosnąca rola wynajmu

Od lat kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają bardzo silny rynek kupujących mieszkania na własność. Ich odsetek jest znacznie wyższy niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie obserwujemy wyższy udział najemców. Oczekuje się, że w regionie CEE-6 trend posiadania własnego M będzie się stopniowo odwracać, a zmiana podejścia stanie się jednym z najważniejszych zjawisk kształtujących rynek mieszkaniowy w najbliższych latach.

Czechy liderem rynku PRS

Pod względem istniejących mieszkań na wynajem instytucjonalny, należących do deweloperów i inwestorów, wiodącym rynkiem pozostają Czechy z prawie 62 500 lokali (+10% w porównaniu do 2021 r.). Na drugim miejscu plasuje się Polska z około 10 000[2] lokali (+217% w porównaniu do 2021 r.). W ubiegłym roku obserwowaliśmy znaczące wzrosty podaży także na Węgrzech (+301%), w Rumunii (+244%), Słowacji (+173%) oraz Bułgarii (151 mieszkań w ciągu ostatnich dwóch lat).

– Warto zaznaczyć, że rynek PRS w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie, a istniejące zasoby sięgają obecnie prawie 11 000 lokali. Co więcej, spośród krajów Europy Środkowo-Wschodniej, Polska ma największą liczbę mieszkań przeznaczonych na wynajem instytucjonalny w budowie oraz najwięcej projektów tego typu w przygotowaniu. Większość z obecnie planowanych inwestycji ma trafić na rynek w latach 2023 i 2024 – mówi Michał Witkowski, Dyrektor Living Services na region Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers.

Rośnie rynek mieszkań studenckich i mieszkań współdzielonych

Po spowolnieniu w czasie pandemii rozpędu nabiera ponownie rynek mieszkań studenckich.  W krajach CEE-6 opiera się on w dużej mierze na akademikach należących do uczelni. Domy studenckie, będące własnością instytucjonalną, to wciąż stosunkowo nowy i rozwijający się segment rynku.

Nowym zjawiskiem w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jest także sektor mieszkań współdzielonych. W sześciu analizowanych przez Colliers krajach ta forma mieszkalnictwa znana jest tylko w Czechach, Polsce i na Słowacji.

Ceny domów wciąż rosną

W ciągu ostatnich 10 lat ceny domów w Unii Europejskiej wykazywały stałą tendencję wzrostową. Łącznie w latach 2015-2021 w 27 krajach UE nieruchomości te podrożały o 38%. Jedną z największych podwyżek zaobserwowano w Europie Środkowo-Wschodniej – na Węgrzech (+108%). Z wysokim skokiem cen borykały się także Czechy (+84%) i Słowacja (+54%), a dalej w zestawieniu uplasowały się Bułgaria (+49%), Polska (+48%) i Rumunia (+34%). Wśród krajów UE najniższy wzrost kosztów odczuto we Włoszech (+3%) i na Cyprze (+4%).

Rosnące znaczenie budynków energooszczędnych

Wzrost świadomości najemców w obszarze przyjaznych dla środowiska i energooszczędnych budynków, nie tylko w kontekście polityki ESG, lecz także w kwestii korzyści finansowych, może przyczynić się do coraz większego rozdźwięku w zakresie czynszów pomiędzy ekologicznymi a tradycyjnymi budynkami we wszystkich krajach z grupy CEE-6. Co więcej, trend ten powinien być widoczny we wszystkich sektorach rynku nieruchomości, również w segmencie mieszkaniowym.

[1] W raporcie przeanalizowano 6 krajów: Polskę, Słowację, Czechy, Węgry, Bułgarię i Rumunię.

[2] Stan na IV kw. 2022 r.

Branża cyfrowa ostrzega, że unijny Data Act jest zbyt restrykcyjny i może zaszkodzić rozwojowi nowych technologii

Przedstawiciele Związku Cyfrowa Polska, organizacji zrzeszającej najważniejszych graczy na polskim rynku nowych technologii, przekazali do polskiego rządu swoje zastrzeżenia do unijnego projektu Data Act. Kilka kwestii „budzi najwyższe zaniepokojenie” ekspertów, na co zwrócili uwagę w liście skierowanym do ministrów Janusza Cieszyńskiego i Pawła Lewandowskiego z Cyfryzacji KPRM.

Data Act, czyli akt w sprawie danych, ma na rynku europejskim regulować kwestie związane z dostępem do danych, możliwością ich przekazywania pomiędzy przedsiębiorcami, a także uzyskiwaniem do nich dostępu przez organy administracji publicznej. Projekt zakłada nałożenie na przedsiębiorców nowych obowiązków w zakresie ochrony danych osobowych.

O ile Związek Cyfrowa Polska nie polemizuje z samą koniecznością wprowadzenia aktu, o tyle „najwyższe zaniepokojenie” ekspertów budzi ogłoszona przez Prezydencję Szwedzką w UE chęć przyjęcia podstawowej wersji dokumentu jeszcze w tym półroczu. „Naszym zdaniem polski rząd powinien wyrazić sprzeciw wobec takiego procesu, ponieważ liczne zagadnienia pozostają dyskusyjne, zaś realne koszty jakie mogą być nałożone na podmioty byłyby niewspółmierne do zakładanych przyszłych korzyści” – czytamy w liście do ministrów.

Zapisy, które mogą zaszkodzić rozwojowi nowych technologii

Prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik przekonuje, że organizacja docenia znaczenie problemu odpowiedniego przenoszenia danych pomiędzy dostawcami, zwłaszcza usług chmurowych. Zwraca jednak na jeden istotny szczegół. ­­– Branża cyfrowa to szczególny obszar rynku, który, ze względu na brak wypracowanych przez lata rozwiązań i tradycji, musi się borykać z wieloma problemami wieku dziecięcego w obszarze prawnym. Regulatorzy muszą być szczególnie uważni, aby z jednej strony zagwarantować konsumentom przysługujące im prawa, w tym prawo do ochrony danych osobowych, ale by z drugiej strony nie zaszkodzić innowacji i przedsiębiorczości. Nowe technologie, jak żadne inne gałęzie rynku, napędzają dziś nasze gospodarki –  zaznacza Michał Kanownik.

W liście Cyfrowej Polski do Cyfryzacji KPRM znalazło się kilkanaście spostrzeżeń dotyczących poszczególnych punktów proponowanego Data Act. Wśród nich między innymi postulat urynkowienia wymagań. W ocenie ekspertów polskiej branży cyfrowej „dobrowolne, rynkowe rozwiązania oparte na międzynarodowych standardach i normach wydają się być lepszym sposobem na udostępnianie danych niż wprowadzanie ścisłych obowiązkowych wymagań dotyczących projektowania produktów. Cyfrowa Polska zwraca również uwagę na zapisy dotyczące przepisów w zakresie udostępniania danych. W jej opinii, „dostawcy nie mogą być zobowiązani do ich udostępniania konkurencji”.

Branża apeluje o prawo głosu

Przedstawiciele Związku Cyfrowa Polska zaapelowali także o większy udział branży cyfrowej w tworzeniu prawa. „Martwi nas bardzo to, że zasadnicze regulacje dot. chmury, big data itp. tworzone są w Polsce praktycznie bez udziału biznesu tylko wewnątrz aparatu państwowego” – podkreślili w piśmie skierowanym do przedstawicieli polskiego rządu.

Zgodnie z założeniami projektu, Data Act ma wejść życie po dwunastu miesiącach od jego ostatecznego ogłoszenia.

GfK: Pomimo kryzysu Polacy nie na wszystkim oszczędzają

Inflacja i rosnące koszty życia skłaniają Polaków do rozsądnego zarządzania budżetem. Większość z nas uważa, że ten stan rzeczy szybko się nie zmieni – wręcz przeciwnie, aż 59 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji gospodarczej naszego kraju w ciągu najbliższych 12 miesięcy. I choć trend powszechnego oszczędzania nabiera na sile, to nie we wszystkich przypadkach zamierzamy zaciskać pasa. Największy odsetek badanych deklaruje, że nie zrezygnuje z wydatków na odzież i obuwie, wakacje oraz platformy streamingowe. To wnioski z najnowszej edycji badania Current Consumer Mood przeprowadzonego przez GfK.

Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej Polacy nie chcą całkowicie rezygnować z rzeczy i usług, które sprawiają im przyjemność. Z marcowego raportu Current Consumer Mood wynika, że 28 proc. respondentów nie zamierza oszczędzać na ubraniach i obuwiu, 23 proc. na podróżach, a 19 proc. nie jest skora do ograniczania wydatków związanych z subskrypcją platform streamingowych oferujących muzykę, filmy, seriale i audiobooki. Zauważalna jest także różnica w podejściu do sprawiania sobie radości pomiędzy kobietami i mężczyznami. Panie częściej dogadzają sobie wizytami u kosmetyczki (21 proc.) i zakupem kosmetyków (23 proc). Z kolei mężczyźni bez oporu wydadzą więcej na wyjścia do kina i teatru (21 proc.) oraz zakup gadżetów elektronicznych (16 proc.).

Obecna sytuacja gospodarcza wymusiła na polskich konsumentach przemodelowanie dotychczasowego stylu życia. Za nasze pensje kupimy znacznie mniej niż jeszcze rok, czy dwa lata temu. Dlatego ściśle kontrolujemy wydatki i w większości przypadków rezygnujemy z produktów i usług, które nie są niezbędne. Są jednak obszary, w których bez względu na ogólną strategię oszczędzania wciąż będziemy zostawiać pieniądze, by sprawić sobie odrobinę przyjemności i zapewnić rozrywkę. To niezwykle ważne w tych trudnych i przepełnionych niepokojem czasach – mówi Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK.

Wiosna budzi do życia plany urlopowe

Rozpoczynająca się wiosna ma również duży wpływ na plany urlopowe Polaków. W najbliższym czasie aż 50 proc. badanych deklaruje wydatki na wyjazd urlopowo-wakacyjny. To o 12 p.p więcej niż w poprzedniej, grudniowej fali badania Current Consumer Mood. – Cieplejsze dni pobudziły naszą wyobraźnię i sprawiły, że coraz więcej z nas myśli o urlopowych wyjazdach. Przed nami bardzo długa majówka i spodziewamy się, że mimo niesłabnącego kryzysu, wiele osób spędzi ją w tym roku poza domem. Oszczędności poszukamy zatem gdzie indziej – kolejne miesiące pokażą, które kategorie stracą, a które najmocniej zyskają – komentuje Dominika Grusznic-Drobińska.

Odśrodkowe rynki wschodzące – analiza ekonomistów Allianz Trade

  • W czasie każdego kryzysu, gospodarki rynków wschodzących (RW) kwestionują globalny system finansowy zdominowany przez gospodarki zaawansowane i oparty na cyklu finansowym USA. Począwszy od łańcuchów dostaw osłabionych pandemią, poprzez ujawnione błędy na rynkach energetycznych i w koordynacji sankcji, aż po ostatnie wstrząsy w sektorze bankowym – fragmentacja wydaje się być nieunikniona. Tymczasem Chiny i kilka większych krajów RW stało się bardziej świadomych i podejmuje strategiczne działania promujące inicjatywy mające na celu osiągnięcie większej suwerenności monetarnej i zmniejszenie swojej zależności od transgranicznych przepływów kapitałowych z gospodarek rozwiniętych.
  • Wielobiegunowy system finansowy może być bardziej odporny i przyczynić się do wzrostu dobrobytu, szczególnie w przypadku mniejszych gospodarek zależnych od kapitału zagranicznego – ale jednocześnie podnosi poprzeczkę w zakresie większej koordynacji polityki. Głębsze lokalne rynki kapitałowe w krajach RW mogą pomóc w złagodzeniu wpływu wstrząsów zewnętrznych, szczególnie w sytuacji, gdy cykle nie są całkowicie zsynchronizowane. Jednak uniezależnienie oznacza również dostosowanie ram polityki i zarządzania w krajach RW do standardów leżących u podstaw obecnego globalnego systemu finansowego, co będzie wymagało czasu. Napięcia geopolityczne wymagają większej (a nie mniejszej) interakcji i koordynacji, aby pomóc w kształtowaniu globalnego systemu finansowego, który będzie uwzględniał większą rolę gospodarczą krajów RW.

Konsensus w sprawie światowych ram finansowych po systemie z Bretton Woods chyba się kruszy

W opinii Allianz Trade rosnąca fragmentacja i napięcia geopolityczne stanowią wyzwanie dla globalizacji właśnie wtedy, gdy koordynacja międzynarodowa jest najbardziej potrzebna. Ostatnie kryzysy spowodowały przeciążenie globalnych łańcuchów dostaw, wystawiły na próbę gotowość państw do koordynacji działań mających na celu opanowanie śmiertelnego wirusa i ujawniły krytyczne wady rynków energetycznych w wielu częściach świata. Jednocześnie decyzje polityczne podjęte w celu zaradzenia tym wstrząsom gospodarczym miały niezamierzone konsekwencje i, jeżeli były celowo wykorzystywane do osiągania korzyści ekonomicznych kosztem innych, mogłyby również spowolnić lub nawet zniweczyć dziesięciolecia globalnej integracji. W wielu krajach spadło publiczne poparcie dla otwartości gospodarczej, a transgraniczne przepływy towarów i kapitału od ponad dekady utrzymują się na stałym poziomie (w stosunku do PKB), mimo że przepływy danych ogromnie wzrosły. Ponadto obecne wstrząsy w sektorze bankowym jeszcze bardziej podnoszą poprzeczkę dla większej koordynacji polityki w celu złagodzenia ryzyka niekorzystnych skutków ubocznych wstrząsów finansowych.

Do tego dochodzą napięcia geopolityczne, które jeszcze bardziej utrudniły osiągnięcie międzynarodowego porozumienia w sprawie najważniejszych wyzwań i przybliżyły widmo rozpadu międzynarodowych finansów i handlu na rywalizujące ze sobą bloki gospodarcze. W ostatnim czasie trzy duże upadłości banków w USA i niedawne połączenie pod przymusem UBS i Credit Suisse ponownie wywołały traumę w sektorze finansowym w gospodarkach rozwiniętych, co zapowiada dalsze zakłócenia, które prawdopodobnie będą miały ogromne konsekwencje gospodarcze dla wielu gospodarek rynków wschodzących (RW). Według ostatnich badań MFW (2023), długoterminowy koszt samej fragmentacji handlu może wynieść od 0,2% globalnej produkcji w przypadku ograniczonej fragmentacji do prawie 7% w przypadku scenariusza poważnego. Jeżeli dodać do tego uniezależnienie w kwestiach technologicznych, niektóre kraje mogą odnotować straty w wysokości nawet 12% PKB.[1]

Kryzys energetyczny (i związane z nim sankcje nałożone przez Zachód[2]) wywołany wojną w Ukrainie stał się również katalizatorem działań zmierzających do demontażu obecnego globalnego systemu finansowego. Zamrożenie rezerw walutowych Rosji utrzymywanych przez inne banki centralne wzbudziło w kilku dużych krajach RW obawy dotyczące dominacji amerykańskiego systemu finansowego i stopnia uzależnienia światowego systemu monetarnego od polityki zagranicznej USA (i systemu – w większości zachodnich – sojuszników). Jednak jeszcze przed wojną w Ukrainie kraje należące do BRICS w sposób bardziej przemyślany i celowy zaczęły stopniowo odzwyczajać się od zdominowanej przez USA infrastruktury rynków finansowych i pośrednictwa w światowych przepływach kapitałowych.

Wiele krajów RW chce osiągnąć większą suwerenność monetarną i mniejszą zależność od kapitału zagranicznego poprzez większą regionalną integrację handlową i finansową.

Ze względu na ograniczony rozwój lokalnego rynku kapitałowego i dużą zależność od pożyczek zewnętrznych, kraje RW są zwykle bardzo wrażliwe na warunki finansowania w gospodarkach rozwiniętych. Na przykład podczas cykli zacieśniania banki centralne w krajach RW mają niewielkie pole manewru, aby nie zagrozić stabilności kursu walutowego (ponieważ wysoki udział fakturowania handlu denominowanego w USD ogranicza korzyści z tańszego eksportu). Jednym z warunków wstępnych suwerenności monetarnej w gospodarce otwartej jest wystarczająca wielkość. Chociaż Chiny podjęły pewne starania[3] w zakresie otwarcia rachunku kapitałowego w celu umiędzynarodowienia swojej waluty, udział chińskiego juana w rezerwach banku centralnego jest nadal niewielki (Ramka 1, Wykres 1.1). Mniejsze kraje EM zaproponowały wspólne obszary walutowe, które pozwalają osiągnąć większy rozmiar poprzez agregację. Jednak niewystarczająca integracja gospodarcza i finansowa ogranicza ich potencjał do tworzenia skutecznych i trwałych unii walutowych (Wykres 1). Alternatywnie, suwerenność walutową można osiągnąć poprzez akumulację rezerw, a w wielu krajach RW zauważamy wyraźny trend w kierunku większej akumulacji rezerw w aktywach innych niż USD, takich jak złoto (Ramka 1, Wykres 1.2). Tymczasowe jednostronne umocowanie rosyjskiego rubla w złocie w połączeniu z fakturowaniem eksportu energii w rublach przywróciło de facto złoty standard, co może stanowić przykład dla krajów eksportujących surowce odnośnie odejścia od systemu walut fiducjarnych systemu Bretton Woods i osiągnięcia większej suwerenności monetarnej.

Dążenie do większej suwerenności monetarnej oznacza również większe wzajemne wsparcie w sytuacjach kryzysowych, bez udziału gospodarek rozwiniętych. W ciągu ostatnich 30 lat, w wyniku bolesnych kryzysów w latach 80. i 90. ubiegłego wieku, wzrosło wsparcie monetarne między RW. W następstwie kryzysu azjatyckiego, Inicjatywa Chiang Mai (CMI)[4] iła regionalne porozumienie o swapach wielowalutowych, co przyczyniło się do większej koordynacji polityki pieniężnej w regionie Azji i Pacyfiku. Innym, nowszym przykładem są dwustronnie uzgodnione swapy walutowe między krajami RW, w tym eksperyment Banku Centralnego Turcji dotyczący „liryzacji” (Wykres 2), który prawdopodobnie powoduje kontynuację tego procesu.

Wykres 1: Propozycje wspólnej waluty na rynkach wschodzących (RW)Wykres 1: Propozycje wspólnej waluty na rynkach wschodzących (RW)

Źródło: Dział Analiz Allianz. Uwaga: Brazylia uczestniczy w inicjatywach Gaucho, Sur oraz R5. Obecna propozycja 1/ R5 to raczej waluta rezerwowa typu SDR niż wspólny obszar walutowy.

Wykres 2: Dwustronne umowy swapów walutowych z Bankiem Centralnym TurcjiWykres 2: Dwustronne umowy swapów walutowych z Bankiem Centralnym Turcji

Źródła: Bank Centralny Turcji, Dział Analiz Allianz. Uwaga: Wykres nie uwzględnia innych rodzajów wsparcia, które de facto pomogły krajowi w ten sam sposób (np. saudyjskie depozyty w USD w Banku Centralnym Turcji).

Niektóre kraje EM próbują również zmniejszyć swoją zależność od zdominowanego przez USA systemu walutowego i infrastruktury rynków finansowych. Ponieważ wiele banków amerykańskich zredukowało swoje sieci banków korespondentów i usługi[5], wiele krajów RW zostało bez wystarczającego lub przystępnego dostępu do światowego systemu finansowego. W związku z tym Chiny stworzyły własny system płatności hurtowych (CIPS)[6], aby ułatwić rozliczenia transgraniczne bez dostępu do globalnego systemu finansowego. Kraje członkowskie BRICS planują zbadać możliwość stworzenia własnej waluty rezerwowej, jak również interoperacyjnych walut cyfrowych banku centralnego. Systemy takie bezpośrednio łączyłyby waluty cyfrowe ze wspólna infrastrukturą techniczną (np. projekt „Project mBridge” realizowany przez Urząd Monetarny Hong Kongu, Bank Tajlandii, Ludowy Bank Chin oraz Bank Centralny Zjednoczonych Emiratów Arabskich).

Ponadto wiele krajów EM usiłuje dywersyfikować swoje transgraniczne przepływy kapitałowe. Tradycyjnie głównym źródłem finansowania zewnętrznego dla RW były gospodarki rozwinięte, głównie poprzez centra finansowe, które obsługiwały oszczędności RW. W związku z tym, znaczna część długu zewnętrznego emitowanego przez RW jest nadal denominowana w USD, a w mniejszym stopniu w EUR, ze względu na niższy koszt finansowania. Jednak kilka krajów RW odchodzi od tego „grzechu pierworodnego”, aby zróżnicować finansowanie i zmniejszyć swoją zależność od polityki monetarnej USA (Wykres 3). W takim samym stopniu, w jakim pożyczkobiorcy korzystają z większej puli pożyczkodawców, kraje takie jak Chiny i członkowie Rady Współpracy Zatoki Perskiej również zwiększyły swoje dwustronne pożyczki dla wrażliwych krajów RW lub rozszerzyły swoją działalność w zakresie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Przykładem jest Inicjatywa Pasa i Drogi, gwałtowny wzrost pożyczek udzielanych przez Chiny krajom afrykańskim oraz wzrost wpływów geoekonomicznych w wielu krajach Azji Środkowej i Południowo-Wschodniej.

Wykres 3: Zmiana struktury walutowej długu publicznego (% PKB) w wybranych krajach rynków wschodzącychWykres 3: Zmiana struktury walutowej długu publicznego (% PKB) w wybranych krajach rynków wschodzących

Źródła: Instytut Finansów Międzynarodowych (IIF), Dział Analiz Allianz

Ramka 1: Skład rezerw walutowych banków centralnych w krajach rynków wschodzących (RW).

Wykres 1.1: Skład oficjalnych rezerw banków centralnych

Wykres 1.1: Skład oficjalnych rezerw banków centralnych
Źródła: MFW, Refinitiv, Dział Analiz Allianz

Wykres 1.2: Wzrost posiadanej ilości złota w wybranych gospodarkach rozwiniętych i wschodzących

Wykres 1.2: Wzrost posiadanej ilości złota w wybranych gospodarkach rozwiniętych i wschodzących
Źródła: MFW, Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: 1/ dane dotyczące oficjalnych rezerw złota w Centralnym Banku Rosji były ostatnio ogłoszone w styczniu 2022; 2/ ilość złota w posiadaniu Węgier w 2013 roku była bliska zeru.

Wykres 1.3: Zestawienie ilości złota w posiadaniu gospodarek rozwiniętych i wschodzących (w mln uncji)Wykres 1.3: Zestawienie ilości złota w posiadaniu gospodarek rozwiniętych i wschodzących (w mln uncji)

Powstanie międzynarodowych instytucji finansowych – zwłaszcza pod przewodnictwem Chin – to kolejny znak rosnącego wpływu poprzez inwestycje. W wyniku niezadowolenia z ograniczonych wpływów w międzynarodowych instytucjach finansowych, takich jak Bank Światowy, Chiny stworzyły Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB), który w przeciwieństwie do Azjatyckiego Banku Rozwoju (ADB) nie obejmuje USA i Japonii[7]. Chociaż jego działalność inwestycyjna pozostaje niewielka w porównaniu z działalnością ADB, jest to wyraźna deklaracja polityczna mająca na celu zmianę wpływów w regionie. Grupa BRICS stworzyła również własną międzynarodową instytucję finansową, New Development Bank [Nowy Bank Rozwoju], która ma być ramieniem finansowym dla ambitnych planów grupy. Bank ten obejmuje nawet mniejsze kraje RW, które nie są członkami grupy BRICS (zestawienie potencjalnych członków grupy znajduje się na Wykresie 4).[8] Chiny szczególnie zwiększyły swoje bezpośrednie inwestycje zagraniczne w krajach RW, co było strategią opracowaną na posiedzeniu Kongresu Ludowego w 2000 r., która ostatecznie stała się częścią 10. Planu Pięcioletniego. Od 2015 roku kraj ten jest drugim co do wielkości inwestorem zagranicznym i od tego czasu rozszerza swoją strefę wpływów (Wykres 5). W tym kontekście, kapitał prywatny stał się z czasem głównym motorem BIZ.

Wykres 4: Przegląd członkostwa w BRICS (obecne i proponowane kraje członkowskie)Wykres 4: Przegląd członkostwa w BRICS (obecne i proponowane kraje członkowskie)

Źródło: Dział Analiz Allianz. Uwaga: rozszerzony skład (BRICS+) obejmowałby 50% ludności świata, a jego PKB byłby o 30% wyższy niż USA, przy czym uwzględniałby ważną kontrolę nad surowcami energetycznymi (zwłaszcza gazem ziemnym).

Wraz z początkiem finansowego uniezależnienia, globalne stosunki handlowe i polityczne również ulegają fragmentacji. Powstały nowe instytucje, takie jak Szanghajska Organizacja Współpracy (SCO),[9] podczas gdy ustalone fora negocjacji handlowych, takie jak WTO, straciły na popularności w stosunku do regionalnych umów handlowych (również częściowo z powodu protekcjonistycznego podejścia USA).

Wykres 5: Udział zadłużenia rynków wschodzących wobec Chin (%)Wykres 5: Udział zadłużenia rynków wschodzących wobec Chin (%)

Źródła: Bank Światowy, Dział Analiz Allianz

W opinii Allianz Trade wielobiegunowy świat finansów może być bardziej odporny i sprzyjać dobrobytowi, jeśli pomoże pogłębić lokalne rynki kapitałowe i złagodzić wpływ zewnętrznych wstrząsów na kraje RW. Jednak uniezależnienie oznacza również dostosowanie ram polityki i zarządzania w RW do standardów leżących u podstaw obecnego globalnego systemu finansowego, co będzie wymagało czasu.

[1] Pełny wpływ byłby prawdopodobnie jeszcze większy w zależności od tego, jak wiele kanałów fragmentacji zostanie uwzględnionych. Oprócz ograniczeń w handlu i barier w rozprzestrzenianiu się technologii, fragmentacja mogłaby być odczuwalna poprzez ograniczenia migracji transgranicznej, zmniejszenie przepływów kapitałowych i gwałtowny spadek współpracy międzynarodowej, co sprawiłoby, że nie bylibyśmy w stanie sprostać wyzwaniom bardziej podatnego na wstrząsy świata.

[2]  Zapraszamy do zapoznania się z pełnym raportem Rozpędzony rubel i militaryzacja finansów.

[3] Zapraszamy do zapoznania się z pełnym raportem na temat umacniania się CNY: Globalizacja finansowa: czy zdążamy w kierunku systemu spolaryzowanego?

[4] CMI jest pierwszym regionalnym porozumieniem w sprawie swapów walutowych, zainicjowanym przez kraje ASEAN+3 w maju 2000 r. na dorocznym spotkaniu Azjatyckiego Banku Rozwoju w celu rozwiązania krótkoterminowych problemów z płynnością w regionie i uzupełnienia istniejących międzynarodowych porozumień finansowych. Chociaż nie można jej uznać za inicjatywę wyłącznie dla krajów RW, ponieważ jej członkami są Japonia i Korea Południowa, jest to inicjatywa regionalna, która promuje pomoc finansową niezależną od instytucji i porozumień z udziałem USA.

[5] Chociaż zmniejszanie ryzyka jest tendencją ogólną, to w nieproporcjonalnym stopniu dotknęło kraje o słabszych systemach instytucjonalnych, z których wiele to kraje RW.

[6] System płatności hurtowych jest umownym i operacyjnym rozwiązaniem, za pomocą którego banki i inne instytucje finansowe przekazują sobie nawzajem środki pieniężne o dużej wartości, dla których istotnym czynnikiem jest czas. Jest on obsługiwany przez bank centralny lub koalicję banków i instytucji finansowych.

[7] Inne gospodarki zachodnie należą do członków spoza regionu i wnoszą istotny wkład: Australia, Kanada, kilka krajów strefy euro i Wielka Brytania.

[8] Argentyna jest podobno gotowa do przystąpienia, a inne kraje, takie jak Iran, Arabia Saudyjska, Egipt i Turcja, wykazują coraz większe zainteresowanie. Niezbędna jest jednomyślna akceptacja.

[9] Była to początkowo inicjatywa chińsko-rosyjska, mająca na celu rozwiązywanie sporów transgranicznych, jednak od kwestii bezpieczeństwa przeszła do stymulowania współpracy gospodarczej członków. Jej azjatyckie kraje członkowskie obejmują 40% ludności świata i 30% PKB. Wśród członków są Chiny, Indie, Rosja, Pakistan i Iran, a w planach jest przyciągnięcie Egiptu, Arabii Saudyjskiej i Turcji jako nowych członków.

61% Polaków chce zmienić pracę, co drugi w tym roku

Ponad połowa pracowników polskiego segmentu white collar chce zmienić pracę w ciągu najbliższego roku i aktywnie szuka nowego pracodawcy. 9 na 10 wyraża otwartość na zmianę – wynika z badania przeprowadzonego przez Wise Rabbit dla grupy portali pracy Just Join IT i Rocket Jobs.

Im bardziej niepewna przyszłość, tym mniejsza skłonność do podejmowania decyzji o zmianie pracy. Tymczasem polski rynek pracy w 2023 r. wciąż wykazuje dużą odporność na zawirowania gospodarcze. Świadczy o tym m.in. duża liczba ofert pracy, relatywnie niska stopa bezrobocia oraz wyniki badania przeprowadzonego dla grupy portali pracy Just Join IT i Rocket Jobs przez agencję badawczą Wise Rabbit. Jak się okazuje, 61% pracowników biurowych planuje obecnie zmianę pracy. Jednocześnie blisko 70% nie obawia się o utratę swojego aktualnego stanowiska w najbliższym półroczu.

Wbrew doniesieniom medialnym o studzeniu gospodarek, obserwujemy duży ruch na rynku pracy i rekordowe zainteresowanie ogłoszeniami na Just Join IT i Rocket Jobs. W 2022 r. oba portale odwiedziło łącznie 10 mln użytkowników. Postanowiliśmy sprawdzić, jakie są motywacje Polaków do szukania nowej pracy i czy czas inflacji oraz wyzwań gospodarczych to dobry moment na zmiany. Jak się okazuje, tak – aż 57% badanych aktywnie i regularnie przegląda oferty na portalach pracy. To badanie to także sygnał dla pracodawców, że w najbliższym roku warto pozostawać otwartym na talenty i wykorzystać ruch na rynkupowiedział Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Wysoka dynamika rynku white collar

Aktualnie aż 89% Polaków pracujących w segmencie white collar jest otwartych na zmianę pracy, a 61% już ją planuje. Połowa spośród wszystkich planujących ten ruch, już aktywnie szuka dla siebie nowego miejsca zatrudnienia. Co drugi pracownik chce znaleźć nowego pracodawcę jeszcze w tym roku. Widać, że trend jest powszechny. Spośród badanych, aż 58% wskazuje, że ich znajomi także planują zmianę pracy.

Kobiety chętniej zmienią branżę

W badaniu Just Join IT i Rocket Jobs sprawdzono także, ile osób jest otwartych na przebranżowienie. Jak się okazuje, skłonność do przekwalifikowania wykazuje niemal 1/3 badanych pracowników sektora white collar. Aż 63% osób, które planują reskilling, reprezentuje grupę badanych w wieku 28-45 lat. Co ciekawe, do podjęcia tej decyzji bardziej skłonne są kobiety (64%) niż mężczyźni (36%).

Dlaczego Polacy zmieniają pracę?

Główne motywacje badanych do zmiany pracy to lepsze zarobki (58%), możliwość rozwoju (30%) oraz elastyczny czas pracy (27%). 26% oczekuje spokojnej pracy bez obciążenia psychicznego, co wskazuje na wagę trendu work-life balance. Ankietowani wskazują także, że szukają zajęcia związanego z ich pasją (22%). Interesujące jest to, że wśród pracowników Generacji Z odesetek ten jest większy i wynosi 27%. Ponadto 11% badanych chce zmienić pracę dla lepszego stanowiska.

Jak szukają pracy pracownicy biurowi?

Z badania wynika, że 57% badanych przegląda aktywnie i regularnie oferty na portalach pracy, 46% dopracowuje CV, 23% buduje sieć kontaktów, a 31% polega na poleceniach od znajomych i rodziny. 34% badanych doszkala się i robi kursy, drugie tyle uczy się języków obcych.

Otwartość Polaków na zmiany przekłada się bezpośrednio na statystyki serwisów Just Join IT i Rocket Jobs. W 2022 r. ich użytkownicy wygenerowali 100 mln odsłon ogłoszeń o pracę. Spodziewamy się, że w 2023 r. ta liczba może się nawet podwoić. To idealny moment na to, żeby odpowiedzieć na potrzeby rynku. Dlatego chcemy dawać kandydatom największy wybór ofert, a pracodawcom największe możliwości do zatrudnienia pracowników. Aktualnie współpracujemy z 12 000 firm, a wyniki z systemu ATS TRAFFIT wskazują, że odpowiadamy za 40% wszystkich zatrudnień przez to źródło – podsumowuje Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Rekordowy ruch na portalach pracy

Zainteresowanie Polaków zmianą pracy lub przebranżowieniem przekłada się na wzrost odwiedzin w serwisach z ogłoszeniami o pracę oraz znaczny przyrost aplikacji. Z danych Rocket Jobs i Just Join IT wynika, że zainteresowanie ofertami pracy w styczniu i lutym 2023 r. było znacznie większe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Liczba aplikacji na obu portalach wzrosła ponad dwukrotnie.

W styczniu i lutym 2023 r. portal RocketJobs.pl odwiedziło blisko 60% unikalnych użytkowników więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z kolei Just Join IT, w pierwszych dwóch miesiącach tego roku zanotował wzrost odwiedzających o ponad 30%. Zwiększony ruch na portalach bezpośrednio przełożył się na wzrost liczby aplikacji. W przypadku Rocketjobs.pl kandydaci złożyli o 113% więcej CV r/r, na Just Join IT aż o 133% więcej r/rpowiedział Michał Szum, Head of Customer Care, Just Join IT.

W badaniu przeprowadzonym na przełomie lutego i marca 2023 przez Wise Rabbit na zlecenie grupy portali pracy Just Join IT i Rocket Jobs, wzięło udział 501 osób w wieku 19-45 lat. Ankietowani reprezentowali branżę IT, finansową, handlową, inżynieryjną, HR, marketingową i kreatywną. Spośród badanych 40% to specjaliści, 26% managerowie, a 22% to kadra zarządzająca. Pozostałe 12% stanowiły osoby zatrudnione na stanowiskach asystenckich.

36% ankietowanych pracuje zawodowo 1-4 lata, 37% 5-10 lat, a 28% dłużej niż 10 lat. 56% pracuje obecnie w biurze, 15% hybrydowo, a 29% zdalnie. Kobiety stanowią 60% badanej grupy.

Branża warta miliardy złotych – elektromobilność w Polsce nabiera rozpędu

Blisko 3 miliardy złotych – to łączna wartość największych, realizowanych obecnie projektów e-mobility, wynika z najnowszego raportu Bergman Engineering. O tym, że elektromobilność staje się ważnym kołem zamachowym całej polskiej gospodarki, świadczą także dane Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu. Zgodnie z wyliczeniami, tylko w 2022 roku zagraniczne firmy zainwestowały w Polsce ponad 3,7 mld euro, z czego ponad 1,4 mld euro stanowiły wydatki na projekty e-mobility. To setki nowych miejsc pracy i jeszcze większe możliwości dla polskich inżynierów.

Z raportu „Wskaźnik e-mobility 2022. Inwestycje. Trendy. Zatrudnienie. Eksport”, przeprowadzonego przez Bergman Engineering przy wsparciu Polskiej Izby Rozwoju Elektromobilności (PIRE), wyłania się obraz elektromobilności jako jednej z najbardziej rozwojowych gałęzi polskiej gospodarki. Pod lupą znalazły się najważniejsze dla sektora województwa, tj. dolnośląskie, wielkopolskie i lubuskie. Eksperci sprawdzili kluczowe inwestycje, zbadali trendy i kierunki rozwoju branży, a także ocenili sytuację na rynku pracy, w tym zarobki oraz poziom zapotrzebowania na specjalistów i inżynierów w tym sektorze.

mapa inwestycji

2,47 miliarda złotych – a to dopiero początek

Inwestycja realizowana przez LG Energy Solutions potwierdziła, że Polska jest bardzo atrakcyjnym miejscem dla międzynarodowych koncernów. – Dobrze rozwinięta infrastruktura transportowa i energetyczna, rządowe programy i dotacje, a także dostęp do wykwalifikowanej kadry pracowników, to argumenty, dzięki którym coraz więcej zagranicznych przedsiębiorstw rozważa ulokowanie swoich projektów w naszym kraju. Obecnie największe zainteresowanie obserwujemy ze strony Korei, Chin, Japonii, jak i krajów europejskich, w tym przede wszystkim Wielkiej Brytanii, Szwecji i Niemiec – mówi Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering.

Wspomniany projekt LG Energy Solutions to największa tego typu inwestycja w Polsce, realizowana w województwie dolnośląskim. Firma przeznacza 1,7 mld zł na rozbudowę zakładu i podwojenie mocy produkcyjnych – z obecnych 70 do 115 GHw, co pozwoli dostarczać baterie do ponad miliona aut rocznie. Tym samym firma stanie się największym na świecie producentem baterii do aut elektrycznych. Aby osiągnąć ten wynik, zatrudni dodatkowych 500 pracowników.

Na terenie tej samej strefy przeprowadzona jest jeszcze jedna potężna inwestycja. To rozbudowa zakładu roztworów elektrolicznych, na którą Enchem Poland przeznacza 240 mln zł. Po zakończeniu procesu, koreański koncern stanie się jedynym w Europie producentem soli litu, komponentu wykorzystywanego m.in. do produkcji baterii do aut elektrycznych.

W województwie lubuskim największą inwestycję przeprowadza z kolei Minth Group. Inwestując 380 mln zł i zatrudniając niemal 500 pracowników, firma buduje fabrykę, w której produkowane będą m.in. obudowy do baterii litowo-jonowych montowanych w samochodach elektrycznych.

Na ostatnim miejscu plasuje się województwo wielkopolskie z wynoszącą 50 mln zł inwestycją realizowaną przez Solaris Bus&Coach. W ramach projektu firma stawia nową linię produkcyjną przeznaczoną wyłącznie dla autobusów zasilanych wodorem i gazem oraz buduje nową halę z centrum szkoleniowym.

Tabela 1. Kluczowe projekty planowane do 2025 roku w woj. dolnośląskim, wielkopolskim i lubuskim:Kluczowe projekty planowane do 2025 roku

Pamiętajmy także, że Polska jest jednym z największych rynków eksportujących produkty sektora e-mobility. Jak wylicza Krzysztof Burda, prezes Polskiej Izby Rozwoju Elektromobilności: – Polska, z rocznym wynikiem na poziomie 74,2 mln euro, jest dziewiątym największym eksporterem ogniw i baterii galwanicznych. Z kolei pod względem produkcji akumulatorów litowo-jonowych wyprzedzamy nawet Koreę i Niemcy. Wartość eksportowa tego komponentu na przestrzeni 2021 i 2022 roku wyniosła ponad 6 mld euro. Aż 31% autobusów elektrycznych, które poruszają po ulicach krajów należących do Unii Europejskiej, to polska produkcja. Sumaryczna wartość eksportu z tego sektora w latach 2017-2021 wyniosła ponad 750 mln euro, co stanowi 37,9 % całkowitej wartości eksportu e-busów z Unii Europejskiej.

Ponad tysiąc wakatów – jakich pracowników potrzebuje elektromobility?

– Rozkwit sektora e-mobility pociąga za sobą zapotrzebowanie na wykwalifikowanych inżynierów i specjalistów, bez których elektromobilna rewolucja nie może mieć miejsca – tłumaczy Tomasz Szpikowski. Z danych Bergman Engineering wynika, że w 2023 roku w branży elektromobility pojawi się ponad 1,2 tys. wakatów. Największe zapotrzebowanie dotyczyć będzie analityków danych, inżynierów testów, techników ds. jakości baterii, inżynierów i techników serwisu stacji ładowania baterii elektrycznych oraz inżynierów i techników elektryków (zarówno do wsparcia w obszarze konstrukcji i projektowania instalacji elektrycznych, jak i do utrzymania ruchu).

Tabela 2. Wynagrodzenia w branży elektromobility (stawki brutto w zł.) w zależności od poziomu specjalizacji:Wynagrodzenia w branży elektromobility

Wynagrodzenia w branży elektromobility są atrakcyjne, jednak aby zdobyć pracę w sektorze, trzeba wykazać się określonymi kompetencjami twardymi i miękkimi.

Tabela 3. Profil kompetencyjny kandydata w e-mobility:
Profil kompetencyjny kandydata w e-mobility

Co przyniosą kolejne lata?

– W 2021 roku Komisja Europejska opublikowała pakiet regulacyjny „Fit for 55”, którego celem jest zmniejszenie emisyjności w Unii Europejskiej o 55% do 2030 roku. Wtedy zaproponowano również zmianę dyrektywy AFID na rozporządzenie AFIR, co dla transportu drogowego i elektromobilności wyznaczyło nowe cele, takie jak m.in. redukcja emisji w obszarze pojazdów lekkich i ciężkich oraz wprowadzenie nowych założeń do europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS). – mówi Krzysztof Burda.

Działania legislacyjne pokazują, że elektromobilność przestaje być postrzegana jako przejściowy trend motoryzacyjny. Teraz traktuje się ją jako szansę na zmniejszenie negatywnego wpływu transportu na środowisko naturalne, poprzez m.in. redukcję emisji CO2, NOx pochodzących ze spalania paliw oraz wydobycia nieodnawialnych surowców naturalnych. Tym samym to ważny krok w stronę zrównoważonego rozwoju, jak i szansa na biznesowy rozwój krajowych przedsiębiorców. Wielu z nich korzysta z tego potencjału, tworząc przyszłościowe technologie i dając tysiące miejsc pracy, a przez to wpisując się do grona organizacji mających realny wpływ na kreowanie międzynarodowych trendów w obszarze gospodarczym e-mobility.

– Polska przez swoje położenie geograficzne ma dużą szansę odgrywać znaczącą rolę w elektromobilności, zarówno jako hub bateryjny, producent komponentów, ale także pojazdów, jak autobusy elektryczne, czy też infrastruktura ładowania. To jeden z kluczowych atutów naszego kraju przy pozyskiwaniu inwestycji zagranicznych. Eksport produktów i komponentów może odbywać się zarówno w kierunku zachodu, jak i państw CEE, gdzie również widać zdecydowany wzrost rynku elektromobilności. Nie bez znaczenia jest także rola międzynarodowego transportu drogowego. To jedna z szans na zbudowanie przewag konkurencyjnych w oparciu o pojazdy zeroemisyjne – podsumowuje Tomasz Szpikowski.

Link do raportu: https://bergman-engineering.pl/elektromobilnosc-w-polsce-raport

Ponad 4 miliony Polaków korzysta z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych

Na koniec 2022 roku liczba osób posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne wyniosła blisko 4,23 mln, czyli o 9,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Polacy przeznaczyli na prywatne polisy 1,3 mld zł, to jest o 17 proc. więcej r/r. W ten sposób staramy się odpowiedzieć na nasze główne obawy związane z życiem i zdrowiem. Według raportu PIU „Wpływ ubezpieczeń na polską gospodarkę i społeczeństwo” aż 80 proc. Polaków obawia się, że zabraknie im pieniędzy na leczenie poważnej choroby. Niemal 70 proc. obawia się o brak dostępu do opieki medycznej. Włączenie prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych do systemu ochrony zdrowia przyniosłoby wszystkim – chorym, systemowi opieki zdrowotnej oraz państwu jeszcze więcej korzyści.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne w 2022 r.:

  • 1,3 mld zł – składka przypisana brutto w ubezpieczeniach zdrowotnych na koniec 2022 roku.
  • 4,23 mln – liczba osób korzystających z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce na koniec 2022 roku.
  • Główne obawy Polaków dotyczą zdrowia i życia[1]:
    • 84 proc. obawia się śmierci najbliższej osoby.
    • 85 proc. obawia się ciężkiej choroby najbliższej osoby, 48 proc. uważa to za prawdopodobne.
    • 80 proc. obawia się braku pieniędzy na leczenie poważnej choroby, 54 proc. uważa to za prawdopodobne – ta obawa przesunęła się z piątej pozycji w badaniach w 2020 r. i 2021 r. na trzecią – w 2022 r.
    • 79 proc. obawia się nowotworów, 40% uważa, że taka choroba jest prawdopodobna w ich życiu.
    • 78 proc. obawia się braku dostępu do opieki medycznej, 40 proc. uważa to za prawdopodobne.
    • 75 proc. obawia się uszkodzenia mózgu skutkującego stanem wegetatywnym.

Prywatna opieka zdrowotna – opłaca się pracodawcom i państwu

– Na łatwiejszym dostępie do dobrej profilaktyki, opieki medycznej oraz lekarzy specjalistów, które oferują ubezpieczyciele, zyskują nie tylko ubezpieczeni, ale też państwo i pracodawcy. To zatrudniający są dominującym płatnikiem prywatnych składek zdrowotnych. Zależy im na zdrowiu pracowników, ponieważ absencja lub prezenteizm, czyli nieefektywność w pracy związana ze złym samopoczuciem, generują dodatkowe koszty i przekładają się na niższą wydajność pracy – mówi Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Jak pokazują analizy[2] podstawowymi przyczynami absenteizmu i prezenteizmu są choroby przewlekłe – układu kostno-stawowego, oddechowego i krążenia, a także rosnące w zastraszającym tempie choroby psychiczne. Wiele z nich ma związek z otyłością, nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą, nieprawidłowymi nawykami zdrowotnymi i zaniedbywaniem leczenia[3]. Okazuje się, że koszty tych chorób są zdecydowanie wyższe w części populacji, która nie posiada prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego.

Utrzymują się nasze obawy dotyczące tych chorób: 47 proc. Polaków obawia się cukrzycy, tyle samo uważa tę chorobę za prawdopodobną w swoim życiu, 38 proc. obawia się otyłości (34 proc. uważa otyłość za prawdopodobne zagrożenie). Ponad jedna trzecia Polaków uważa, że w ich życiu prawdopodobna jest choroba psychiczna, obawia się jej 59 proc. respondentów.

Ubezpieczyciele dbają o zdrowie Polaków

Ubezpieczyciele inwestują w profilaktykę, promocję zasad well-being i medycynę stylu życia. Wspierają przy tym klientów w nabywaniu zdrowych nawyków, np. aktywności fizycznej. Badania pokazują, że obecnie około 60 proc. Polaków wykazuje nadwagę, a co czwarty z nas jest otyły[4]. Ubezpieczyciele udostępniają nie tylko dostępy do klubów fitness czy rehabilitacji, ale także porady dietetyczne. Edukują i umożliwiają wsparcie psychologiczne.

– Około 70 proc. stanu zdrowia zależy od naszych nawyków, tj. właściwego odżywiania i aktywności fizycznej czy unikania nałogów. Główną przyczyną przedwczesnych zgonów są choroby przewlekłe. Ponad 66 proc. nadmiarowych zgonów byłoby do uniknięcia dzięki profilaktyce. Pozostałe – dzięki leczeniu chorób przewlekłych, zwłaszcza dobrze zorganizowanej opiece ambulatoryjnej i stałemu dbaniu o pacjenta. Z raportu PIU wynika, że ponad dwie trzecie respondentów obawia się braku dostępu do opieki zdrowotnej – komentuje Dorota M. Fal.

Dodatkowo w dobie pandemii ubezpieczenia zdrowotne obejmują ryzyka wielu powikłań po zarażeniu się wirusem SARS-CoV-2 i pomagają w powrocie normalnego funkcjonowania. Niestety naukowcy zauważają, że łagodnie przebiegający omikron pozostawia jeszcze więcej negatywnych długotrwałych zaburzeń, jak np. choroby płuc, problemy kardiologiczne, przewlekłe zmęczenie, kaszel, problemy z pamięcią i koncentracją (tzw. mgła covidowa), problemy neurologiczne. To tylko część schorzeń, a wciąż pojawiają się nowe. W czasie powrotu do pełnego zdrowia fizycznego i psychicznego niezbędne jest dodatkowe wsparcie. Są tym zainteresowani zarówno ubezpieczeni, jak i pracodawcy.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne – najlepsze wsparcie systemu

Co 10 Polak jest objęty dodatkowym ubezpieczeniem zdrowotnym, które zapewnia głównie opiekę ambulatoryjną. To dzięki temu ubezpieczona część społeczeństwa, korzystająca z dodatkowej opieki, ma mniejszą szansę trafić do szpitala. Koszty leczenia tych osób przenoszone są na opiekę ambulatoryjną, finansowaną przez ubezpieczycieli, a ich składka odprowadzana do NFZ może być przeznaczona na potrzeby innych osób.

– PIU nieustannie podkreśla, że ubezpieczenia zdrowotne mogą przynosić coraz więcej korzyści dla wszystkich pacjentów. By tak się stało, muszą stać się elementem systemu np. jako ubezpieczenia związane ze współpłaceniem za konkretne świadczenia, uzupełnianie koszyka świadczeń gwarantowanych. Ubezpieczenia zdrowotne mogą też funkcjonować jako suplementarne rozwiązania, równoległe do systemu, ze wsparciem w systemie fiskalnym. Nasze badania wskazują, że ponad 80 proc. Polaków jest gotowych ponosić dodatkowe miesięczne opłaty w tym obszarze – dodaje Dorota M. Fal.

[1] PIU, „Wpływ ubezpieczeń na polską gospodarkę i społeczeństwo”, 2023 – badanie „Mapa ryzyka Polaków” przeprowadzone na zlecenie PIU przez SW Research w 2020, 2021 i 2022 r.

[2] Medicover, „Jak kompleksowo zadbać o zdrowie fizyczne, psychiczne i społeczne pracowników?”, 2022.

[3] Biuro prasowe ZUS, „27 mln zwolnień lekarskich w 2022 r.”, https://www.zus.pl/-/27-mln-zwolnie%C5%84-lekarskich-w-2022-r.

[4] NFZ, „Otyłość – choroba wagi ciężkiej”,  https://www.nfz.gov.pl/aktualnosci/aktualnosci-centrali/otylosc-choroba-wagi-ciezkiej,7355.html

Gołębi Fed uderza w dolara

Rozbieżność w sygnałach płynących z Fedu oraz EBC przyczyniła się w znacznym stopniu do umocnienia euro, które zakończyło tydzień nieco wyżej względem amerykańskiej waluty. Po raz kolejny także złoty radził sobie dobrze w obliczu wzmożonej zmienności. Obok licznych posiedzeń banków centralnych w centrum uwagi ponownie znalazł się w minionych dniach sektor bankowy. Tym razem inwestorzy skoncentrowali się jednak na Deutsche Banku.

Ubiegły tydzień obfitował w istotne wydarzenia. Z jednej strony wymuszone przejęcie Credit Suisse przez UBS ostudziło nieco obawy dot. europejskiego systemu bankowego (choć nieco później ów temat znów trafił na tapet za sprawą Deutsche Banku). Z drugiej zaś „gołębia podwyżka” ze strony Fedu oraz obawy dot. kredytów bankowych w USA spowodowały gwałtowny spadek rentowności papierów skarbowych. Aktywa ryzykowne, rozdarte między obawami dot. sektora bankowego oraz niższymi oczekiwaniami względem docelowych stóp procentowych, zakończyły tydzień na niemal niezmienionym poziomie. Waluty rynków wschodzących na ogół odnotowały wzrosty. Wyróżniającą się walutą była norweska korona, zyskująca na jastrzębich komunikatach banku centralnego. Zmienność, szczególnie na rynku długu, pozostawała wysoka.

Nadchodzący tydzień zdominują odczyty inflacyjne oraz (najprawdopodobniej) wieści z sektora bankowego. Wstępny odczyt marcowej inflacji w strefie euro (piątek 31.03), stanowi w naszej opinii najważniejszą publikację makroekonomiczną tygodnia. Rynki spodziewają się kolejnego wzrostu miary bazowej. Publikowane tego samego dnia dane dot. amerykańskiej inflacji PCE dotyczyć będą lutego, nie powinny mieć więc równie dużego znaczenia. Kalendarz makroekonomiczny będzie obfitował w wiele odczytów, większość tych dotyczących głównych regionów gospodarczych będzie jednak drugorzędna, bez większego potencjału na wywołanie wzmożonej reakcji rynku.

PLN

Panika wokół globalnego sektora bankowego niemal nie wpłynęła na złotego. Podczas gdy w przypadku innych istotnych walut regionu na wykresach widać wyraźnie kształtowanie się rynkowych obaw, w przypadku kursu EUR/PLN zmiany były minimalne. Para nadal oscyluje w okolicach 4,70.

Złoty pozostaje stabilny nawet mimo minorowych wieści z polskiej gospodarki. Dwa kluczowe „twarde” odczyty, czyli produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna pokazały w lutym głębsze od oczekiwań spadki (-1,2% i -5% r/r w cenach stałych). Dane potwierdzają powszechne oczekiwania, że w pierwszym kwartale polska gospodarka zaliczy dość wyraźny spadek PKB w ujęciu rocznym – pierwszy od końcówki 2020 roku. W kontekście kruchego popytu wewnętrznego cieszyć może sytuacja rynku pracy – bezrobocie pozostaje niskie (5,5%), a dynamika płac mocna (13,6% r/r). Daje to nadzieję, że spowolnienie będzie krótkotrwałe. Niemniej jednocześnie dane te mogą wspierać obawy w kontekście uporczywości inflacji. W zeszłym tygodniu in plus zaskoczyły dane o inflacji producentów (PPI) w lutym – wyniosła ona wówczas 18,4%. Być może jeszcze ciekawsza, za sprawą jej skali, była rewizja odczytu styczniowego – z 18,5% do 20,1%.

W tym tygodniu, w piątek 31.03, skupimy się na danych o inflacji konsumenckiej. Dokładnie od tego miesiąca powinniśmy obserwować spadki rocznej dynamiki CPI. Kluczowe będzie to, jak szybko spadek ten będzie postępował, oraz szczególnie – jak będzie kształtowała się bazowa dynamika cen. Póki co jej momentum jest nadal zdecydowanie zbyt mocne.

EUR

Kontrast między jastrzębią retoryką Europejskiego Banku Centralnego oraz „gołębią podwyżką” stóp Fedu pomógł euro umocnić się w pierwszej części tygodnia. Niemniej pogłoski dot. słabości Deutsche Banku oraz ogólna nerwowość rynków, nawet pomimo spektakularnych danych PMI, doprowadziły w piątek do oddania przez walutę części zysków, co świetnie obrazuje obecną aktualnie na rynkach zmienność oraz niepewność. Wspomniane obawy dotyczące Deutsche Banku zostały odparte przez niemieckiego premiera, Olafa Scholza, co pozwoliło euro zakończyć tydzień nieco wyżej względem dolara.

Opublikowane w piątek dane o inflacji mają pokazać kolejny szczyt inflacji bazowej. Dodatkowo europejskie banki wydają się być w lepszej kondycji niż amerykańskie. Nie spodziewamy się więc rychłego końca cyklu zacieśniania EBC, co powinno być dla euro pozytywne.

USD

Po okresie wzmożonych wahań minionych tygodni rynkowe oczekiwania względem wzrostu stóp procentowych Fed w marcu ustabilizowały się na poziomie 25 pb. – decydenci nie zaskoczyli i o tyle podnieśli stopy. Niemniej komunikat towarzyszący decyzji, podobnie jak i konferencja prasowa, jednoznacznie dał nam do zrozumienia, że Fed oczekuje pewnego rodzaju zacieśnienia warunków finansowania w wyniku problemów sektora bankowego. To oznacza zaś, że kolejne decyzje banku będą podejmowane z wielką ostrożnością aż do czasu, kiedy skala owego zacieśniania stanie się jasna.

W świetle gołębiej retoryki Fedu oraz dynamicznego spadku amerykańskich rentowności od momentu upadku SVB rozbieżność w oczekiwanym poziomie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz po drugiej stronie Atlantyku szybko się zmniejsza. Powinno to negatywnie zaważyć na kursie dolara, który nie radzi sobie najlepiej, od kiedy ze wzmożoną paniką zmaga się sektor bankowy. Para USD/PLN oscyluje obecnie w okolicy poziomu 4,35, ok. 10 groszy niżej niż miesiąc wcześniej.

GBP

Bank Anglii, do czego zdążyliśmy już przywyknąć, ponownie zmienił retorykę. Wyjątkowo znacząca inflacyjna niespodzianka w pierwszej części tygodnia ugruntowała kolejny wzrost stóp o 25 pb. W jastrzębią stronę skierowała się także retoryka – nacisk położony został chociażby na niedawne pozytywne zaskoczenia związane z dynamiką wzrostu gospodarczego.

Nie mogło być jednak inaczej: inflacja bazowa znalazła się 0,5 p.p. powyżej konsensusu, sięgając 6,2%, całkowicie niwecząc skromny postęp z ubiegłych miesięcy. Biorąc pod uwagę względnie pozytywny wydźwięk ostatnich odczytów makroekonomicznych, gwałtowny wzrost inflacji oraz jastrzębi zwrot BoE, uważamy dalsze umocnienie funta za bardzo prawdopodobny scenariusz.

CHF

Frank szwajcarski kontynuował swoją wędrówkę w dół względem euro przez większą część ubiegłego tygodnia. W czwartek para EUR/CHF niemal sięgnęła poziomu parytetu, od tego czasu szwajcarska waluta zdążyła jednak odrobić część poniesionych strat, co można wiązać z kontynuacją cyklu zacieśniania przez SNB oraz przeniesieniem obaw dot. sektora bankowego z Credit Suisse na Deutsche Bank. Zgodnie z oczekiwaniami SNB podniósł w ubiegłym tygodniu stopy procentowe o 50 pb., do poziomu 1,5%, uzasadniając swoją decyzję „ponownym wzrostem presji inflacyjnej”. Podkreślono także gotowość banku do interwencji na rynku walutowym, wspominając, że w ostatnich miesiącach SNB skoncentrował się na wyprzedaży walut zagranicznych. Podniesiono też prognozy dotyczące inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Bank spodziewa się aktualnie wzrostu PKB w okolicach 1% w 2023 r. (poprzednio oczekiwano 0,5%). Bank nie wykluczył także dalszego zacieśniania polityki monetarnej.

W naszej opinii kolejna podwyżka stóp w czerwcu pozostaje możliwa, wiele jednak może się wydarzyć w ciągu najbliższych trzech miesięcy, prowadzących do kolejnego posiedzenia – na tym etapie ciężko stawiać więc trafne prognozy. Będziemy bacznie przyglądać się danym inflacyjnym oraz rozwojowi sytuacji sektora bankowego. Wydaje się, że szwajcarski organ regulacyjny oraz SNB faktycznie „położyli kres kryzysowi” Credit Suisse, o czym wspomniano w komunikacie banku. W tym tygodniu skoncentrujemy się na publikacji barometru ekonomicznego KOF oraz danych dotyczących sprzedaży detalicznej – oba odczyty ujrzą światło dzienne w piątek. Frank najprawdopodobniej wciąż będzie reagował głównie na zmiany rynkowego sentymentu.

CNY

Juan zakończył ubiegły tydzień na niemal niezmienionym poziomie względem dolara amerykańskiego oraz w ujęciu ważonym handlem, pozostając jednak w tyle za większością walut azjatyckich oraz rynków wschodzących. Wizyta Xi Jinpinga na Kremlu nie zaowocowała wieloma przełomowymi nagłówkami, wydaje się jednak, że rosnąca zależność Rosji od Chin może wspomóc internacjonalizację juana. Putin podkreślił, że Rosja „opowiada się za użyciem” juana w handlu z krajami azjatyckimi, afrykańskimi czy latynoamerykańskimi.

Ostatni tydzień nie dostarczył wielu wieści ekonomicznych z Chin. Opublikowane dziś dane dot. zysków sektora przemysłowego pokazały pokaźny spadek r/r (-22,9%) w dwóch pierwszych miesiącach roku, co wzmacnia argument, że ożywienie gospodarcze po odejściu od polityki zero-COVID nie jest jeszcze szerokie, a popyt wydaje się na tym etapie dość kruchy. Biorąc pod uwagę, że twarde dane makroekonomiczne wskazują na niejednorodny obraz ożywienia, nieoczekiwane cięcie RRR wcześniej w marcu wydaje się uzasadnione. Pomimo iż kredytodawcy pozostawili jedno- oraz pięcioletnie podstawowe stopy kredytów (LPR, Loan Prime Rates) na niezmienionym poziomie w ubiegłym tygodniu, pewne rozluźnienie polityki w przyszłości nie jest wykluczone. W tym tygodniu uwaga skupi się na marcowych danych PMI chińskiego urzędu statystycznego (piątek 31.03).

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan CFA, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Początek 2023 roku z rekordowym wzrostem zatorów płatniczych w firmach

W czasach „pełnoletniej” (18,4 proc.) niewidzianej od 24 lat inflacji oraz rosnących kosztów prowadzenia działalności, utrzymanie płynności finansowej firmy jest dla przedsiębiorców nie lada wyzwaniem. Potwierdzają to wyniki najnowszego badania Skaner MŚP wykonanego dla prowadzącego rejestr dłużników BIG InfoMonitor. W pierwszym kwartale znacząco pogłębił się problem zatorów płatniczych. Płatności opóźnione o ponad miesiąc ma już 62 proc. przedsiębiorstw, to o połowę więcej niż w październiku zeszłego roku. Niemal co druga mikro, mała i średnia firma nie może też doczekać się na pieniądze po upływie dwóch miesięcy. Rozliczenia B2B najbardziej pogorszyły się w branży handlowej i transportowej. Poprawa sytuacji widoczna jest jedynie w budownictwie.

Rosnące koszty prowadzenia działalności, podwyżki paliwa i energii elektrycznej oraz inflacja i wysokie stopy procentowe, który podrożyły obsługę kredytów sprawiają, że wiele polskich firm funkcjonuje na granicy rentowności i zyskowności, a nierzadko jest już „pod kreską”. Z tego powodu przedsiębiorcy często muszą wybierać, które faktury uregulują na czas, a czyje trafią do kolejki i zostaną opłacone z opóźnieniem lub wcale. Początek roku wyjątkowo dobitnie ujawnił, jak wiele podmiotów ma w szufladzie faktury, które miały być opłacone „już za chwilę”, a ostatecznie, choć zmienił się rok nadal czekają. W efekcie już ponad 88 proc. przedsiębiorców wskazuje, że ich klienci płacą faktury po terminie – wynika z cyklicznego badania wykonanego wśród przedstawicieli mikro, małych i średnich przedsiębiorstw dla BIG InfoMonitor. To rekordowy wynik. We wcześniejszych pomiarach na niesolidność płatniczą zleceniodawców skarżyło się od 73 proc. do 83 proc. sektora MŚP.

Rekordowy wzrost opóźnień o ponad 60 dni w relacjach B2B

Poprawa sytuacji dla faktur z dwumiesięcznym opóźnieniem, którą zanotowaliśmy jeszcze z końcem ubiegłego roku, była chwilowa. Pierwszy kwartał pokazuje, że już niemal połowa badanych firm (47 proc.) nie mogła doczekać się płatności i to aż o dwa miesiące po terminie. To wzrost w porównaniu z ostatnim kwartałem 2022 roku o 12 pkt. proc. Dwumiesięczne opóźnienia zgłaszają zwłaszcza małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249) oraz przedstawiciele branży handlowej – aż 63 proc.

– Przedłużające się oczekiwanie na płatność może skutecznie zachwiać płynnością finansową przedsiębiorcy-wierzyciela. Brak środków na koncie najczęściej prowadzi do problemów z terminowym regulowaniem własnych zobowiązań wobec kontrahentów, pracowników, instytucji finansowych i podatkowych, a w ekstremalnych sytuacjach może doprowadzić nawet do bankructwa. Jeśli zdarzy się współpracować z kontrahentami, którzy nie płacą w terminie, nie można biernie czekać aż problem sam się rozwiąże. Zwłaszcza dziś, gdy czasy są pełne wyzwań, troska o płynność finansową własnego biznesu powinna być priorytetem dla każdego przedsiębiorcy niezależnie od wielkości firmy i branży – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

wzrost zatorów płatniczych w firmach
Źródło: badanie Skaner MSP dla BIG InfoMonitor (1Q2023)

Problem zatorów dotyczy również faktur opóźnianych o ponad 30 dni, na które skarży się już powyżej 62 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP (wzrost w porównaniu z IV kw. 2022 roku o 19,3 pkt. proc.). Istotnie częściej ryzyko takich opóźnień jest w firmach mających na etacie 10 osób lub więcej (68 proc.) i również są to głównie przedstawiciele handlu (78 proc.).

Handel i transport szczególnie narażeni na brak płatności

W I kwartale br. wzrósł odsetek firm skarżących się na problemy z uzyskaniem płatności od kontrahentów o ponad 60 dni w czterech analizowanych cyklicznie sektorach. Szczególnie w handlu – o 28 pkt. proc. do 63 proc. oraz transporcie – o 18 pkt proc. do 44 proc. Spory skok widoczny jest też w usługach (o 10 pkt. proc.), gdzie już 38 proc. firm mówi o dwumiesięcznym oczekiwaniu na płatności od kontrahentów. Nieznacznie, ale jednak przybyło też opóźnień w płatnościach firmom z branży przemysłowej (o 3 pkt. proc. ) do 46 proc. Wyjątek stanowi w tym pomiarze jedynie budownictwo, które to odnotowało spadek problemów z zatorami o 11 pkt. proc. i obecnie prawie co czwarty (28 proc.) przedstawiciel tego sektora mówi o tym zjawisku. Co ciekawe, jeszcze pomiar temu to właśnie w budownictwie notowaliśmy najwyższy przyrost opóźnień o ponad 60 dni. – To pokazuje jak zmienna jest sytuacja. W przypadku firm handlowych występuje duża konkurencja. Firmy te działają zazwyczaj na niskich marżach. Jednym ze sposobów zwiększenia konkurencyjności swojej oferty jest udzielanie odroczonych terminów płatności. Niestety w obecnych czasach część kontrahentów firm handlowych z uwagi na pogorszenie nastrojów konsumenckich ma trudności z upłynnieniem swoich towarów. Opóźniają więc płatność dla firmy handlowej szczególnie handlu hurtowego. W przypadku firm transportowych z uwagi na wzrost ceny ich usług, część usługobiorców nie ma możliwości terminowego regulowania swoich zobowiązań wobec firm transportowych. Zjawisko to dotyczy również przewozów pasażerskich – podkreśla prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

Handel i transport szczególnie narażeni na brak płatności
Źródło: badanie Skaner MSP dla BIG InfoMonitor (1Q2023)

Według danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, zaległe zobowiązania przedsiębiorstw względem banków i kontrahentów wyniosły na koniec stycznia br. już prawie 40,2 mld zł. W ciągu roku wzrosły o ponad 2,5 mld zł. Ponad 313 tys. firm ma problemy z terminowym regulowaniem płatności.

Badanie „Skaner MSP” realizowane wśród mikro, małych i średnich firm, przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych (luty 2023 r.).

Za brak współpracy z radą nadzorczą – odpowiedzialność karna

Znowelizowane przepisy Kodeksu spółek handlowych (KSH), dotyczące dodatkowych uprawnień kontrolnych organów nadzorczych, zaczynają obecnie generować zagrożenia i problemy, nie tylko dla zarządów spółek, ale również dla osób fizycznych współpracujących z tymi podmiotami, w których ustanowiono rady nadzorcze. „Pracownicy oraz kontraktorzy współpracujący na podstawie umów B2B ze spółkami, w których funkcjonują rady nadzorcze, często nie wiedzą, że za brak dostarczenia w terminie wyjaśnień lub dokumentów, wymaganych przez ten organ, może grozić dotkliwa grzywna albo ograniczenie wolności. Pojawia się w tym przypadku też wiele zagrożeń związanych z ochroną tajemnicy czy danych osobowych, z którymi osoby zatrudnione lub świadczące usługi na rzecz spółek zmierzą się w najbliższym czasie” – mówi Cezary Miąskiewicz, Partner odpowiadający za praktykę transakcyjną w kancelarii Lawsome.

W październiku 2022 r. weszła w życie ustawa z dnia 9 lutego 2022 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. 2022 poz. 807) tzw. prawo holdingowe. W ramach nowelizacji wyposażono rady nadzorcze w nowe narzędzia kontroli nad działalnością spółek. Choć przepisy obowiązują już od kilku miesięcy, to z rynku zaczynają płynąć niepokojące sygnały, dotyczące wielu wątpliwości, jakie pojawiły się w związku z ich stosowaniem w praktyce.

„Zmiany wprowadzone w KSH, jak przedstawiano w uzasadnieniu do projektu ustawy, wynikały z braku skutecznych mechanizmów umożliwiających radzie nadzorczej pozyskiwanie informacji oraz dokumentów, od podmiotów obowiązanych do ich przedstawienia. Wydaje się jednak, że w toku nowelizacji ustalono bardzo szeroki krąg osób, co w połączeniu z rozszerzeniem dopuszczalnego zakresu żądania, oraz odpowiedzialnością karną związaną z brakiem przekazania informacji w odpowiednim terminie, naraża pracowników oraz współpracowników spółek na ryzyka, których większość z nich prawdopodobnie nie jest świadoma” – podkreśla Cezary Miąskiewicz.

Zgodnie ze znowelizowanym art. 219 par. 4 KSH, „rada nadzorcza może (…) żądać od zarządu, prokurentów i osób zatrudnionych w spółce na podstawie umowy o pracę lub wykonujących na rzecz spółki w sposób regularny określone czynności na podstawie umowy o dzieło, umowy zlecenia albo innej umowy o podobnym charakterze, sporządzenia lub przekazania wszelkich informacji, dokumentów, sprawozdań lub wyjaśnień dotyczących spółki, w szczególności jej działalności lub majątku.” Obowiązek ten powinien być zrealizowany niezwłocznie, nie później niż w terminie dwóch tygodni, chyba że ustalono dłuższy termin. Zbliżone przepisy obowiązują również w spółkach akcyjnych (art. 382 par. 4 KSH).

Każdy pracownik, ale również osoba zatrudniona w spółce na podstawie tzw. umowy B2B, jest zobowiązana do przekazania radzie nadzorczej wnioskowanych informacji lub dokumentów. O ile w spółkach akcyjnych, czy też większych podmiotach o rozbudowanym compliance w zakresie raportowania, nowe przepisy nie powinny stanowić problemu, o tyle dla osób współpracujących z mniejszymi spółkami, sytuacja nie jest już tak komfortowa. Przykładowo, w start-up’ach, które zazwyczaj przyjmują formę sp. z o.o., standardowym rozwiązaniem jest utworzenie rady nadzorczej, której członkowie są powoływani przez inwestorów na podstawie uprawnień osobistych, a takie powołanie, co do zasady, jest skuteczne z chwilą złożenia odpowiedniego oświadczenia. Wpis do KRS następuje z opóźnieniem i ma w zdecydowanej większości przypadków charakter deklaratoryjny, tj. jedynie potwierdzający. Pracownik lub kontrahent spółki, nie do końca może być więc pewien, czy osoba, która żąda od niego informacji jest faktycznie członkiem rady nadzorczej uprawnionym do zgłoszenia takiego żądania i najczęściej nie ma narzędzi, by to zweryfikować samodzielnie, tj. nie zna postanowień umowy spółki i może nie mieć wiedzy o inwestorach. Stwarza to pole do manipulacji i generuje ryzyka związane z ujawnieniem informacji poufnych, czy tajemnic przedsiębiorstwa, w szczególności, gdy w spółkach pojawiają się konflikty pomiędzy wspólnikami lub organami” – dodaje Damian Bednarczyk,  Associate z działu transakcyjnego Lawsome.

Jak wskazują specjaliści, oprócz problemów związanych z weryfikacją osób kierujących żądanie, na gruncie znowelizowanych przepisów rodzi się też wiele wątpliwości, jak osoby obowiązane do udzielenia informacji radzie nadzorczej mają się zachować, gdy uznają, że nie są uprawnione do udzielenia odpowiedzi, lub nie rozumieją treści żądania.

„Nie wiemy dziś, jak osoba, która ma udzielić informacji, powinna się zachować, w obliczu rygoru tajemnicy zawodowej, informacji poufnej i przepisów dotyczących ochrony danych osobowych. Często też nie jest jasne, z kim taka osoba może się komunikować w ramach organizacji, w zakresie żądania rady nadzorczej. Wątpliwości mogą również wynikać z treści żądania, gdyż rada nadzorcza może zwrócić się również o sporządzenie dodatkowych opracowań. Powstaje w takim przypadku pytanie, jak traktować takie polecenie i czy spółka wynagrodzi współpracownika, który poza umówionym zleceniem, zrealizował dodatkowe opracowania na żądanie rady, poświęcając swój czas. Właściwym wydaje się, by w oczekiwaniu na wykładnię lub doprecyzowanie przepisów, firmy uzupełniły swoje regulaminy, polityki compliance i stosowane wzory umów” – podsumowuje Cezary Miąskiewicz.

Sankcje za niewykonanie żądania rady nadzorczej reguluje art.  5871 par. 1 KSH. Zakłada on, że za nieprzekazanie informacji, dokumentów, sprawozdań lub wyjaśnień w terminie, lub przekazanie ich niezgodne ze stanem faktycznym, lub zatajenie, grozi odpowiedzialność karna, w tym grzywna w wysokości od 20 tys. do 50 tys. zł. Osoba, która nie spełniła żądania rady nadzorczej, w zakresie precyzowanym przez ustawę, może także podlegać karze ograniczenia wolności – potencjalne konsekwencje są więc bardzo dotkliwe. W Polsce obecnie jest prawie 8,4 tysiąca aktywnych spółek akcyjnych, które zobligowane są do posiadania rady nadzorczej oraz ponad 448 tys. spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, z których część ustanowiła ten organ, przez co problem może dotykać znacznej części rynku.

Mocny wzrost rentowności amerykańskiego długu

Wczoraj powrócił optymizm na rynki. Rentowność amerykańskich obligacji wzrosła na skutek osłabienia obaw o „zarażenie” sektora finansowego. Akcje amerykańskich banków regionalnych zyskały po doniesieniach o tym, że upadły bank SVB został zakupiony przez inny podmiot. To spowodowało, że 2-latki USA ponownie znalazły się powyżej 4 proc. Cena złota osunęła się poniżej 1950 USD i na wykresie kształtuje się potencjalna formacja podwójnego szczytu.

Inwestorów pocieszył też weekendowy raport Bloomberga o tym, że władze USA rozważają rozszerzenie awaryjnego instrumentu kredytowego, który oferowałby bankom większe wsparcie. Indeks sektora finansowego S&P wzrósł o 1,4 proc.. Tymczasem akcje spółek technologicznych spadły po dwudniowym rajdzie co jest konsekwencją wzrostu rentowności amerykańskich obligacji.

Najwyższe amerykańskie organy nadzoru bankowego powiedziały w poniedziałek, że planują poinformować Kongres, że cały system finansowy pozostaje na solidnych podstawach po ostatnich upadkach banków. Jednocześnie instytucje te będą kompleksowo przeglądać swoją politykę w celu zapobiegania przyszłym upadkom.

Obawy jednak nie zniknęły całkowicie, gdyż członek Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej Rezerwy – Philip Jefferson – powiedział w poniedziałek, że stres wśród małych banków może najbardziej uderzyć w małe firmy.

W tym tygodniu kluczową informacją będzie piątkowy deflator PCE. Przypomnijmy, ze jest to preferowana przez Fed miara inflacyjna i z pewnością odczyt ten będzie miał wpływ na kształtowanie się przyszłej ścieżki stóp procentowych w USA.

Na rynku walutowym obserwowaliśmy wczoraj lekkie osłabienie USD co skutkowały wyższymi poziomami EUR/USD. Para „wyszła” nad poziom 1,08. Więcej działo się na rynku surowców. Złoto ze względu na wzrost rentowności amerykańskiego długu straciło i na wykresie utworzyła się potencjalna formacja podwójnego szczytu z przebiegającą w okolicach 1935 USD linią szyi. Dopiero przekroczenie tego poziomu da nam negatywny sygnał. Jak na razie próba wyjścia powyżej 2000 USD skończyła się dwukrotnie kapitulacją kupujących.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rolnicy z mniejszymi długami. Sytuacja pogorszy się w połowie roku

W Krajowym Rejestrze Długów na koniec ub.r. było o 12,4% mniej zadłużonych rolników niż rok wcześniej. Jeszcze mocniej spadło zadłużenie – o 19,3% rdr. Do tego średnia kwota zaległości zmniejszyła się o 7,9% rdr. Z kolei według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, o 5,7% rdr. przybyło dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Nieco mniejszy był wzrost długu, bo o 5% rdr. Natomiast zmalało średnie zadłużenie – o 0,6% rdr. Ponadto z danych KRD wynika, że statystyczny dłużnik na koniec ub.r. zalegał ze spłatą zobowiązań krócej niż rok wcześniej. Komentujący te dane eksperci nie mają złudzeń, że nie oddają one realnej sytuacji. I przewidują, że najgorsze jest dopiero przed rolnikami.

Mało znaczący spadek

Na koniec 2022 roku w Krajowym Rejestrze Długów (KRD) widniało 3,8 tys. zadłużonych rolników. To o 12,4% mniej niż rok wcześniej, gdy było ich 4,4 tys. Natomiast według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, o 5,7% rdr. wzrósł odsetek dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Na koniec ub.r. było ich ponad 1,5 tys. (dokładnie 1533). Z kolei rok wcześniej odnotowano niespełna 1,5 tys. (1451) takich zadłużonych. Jak zauważa Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, specjalizujący się w obsłudze sektora rolnego, spadek jest dość niewielki. Prawnik dodaje, że powyższe dane raczej nie oddają obecnych realiów. Kolejne miesiące tego roku mocniej pogłębią problemy finansowe ww. grupy, co pewnie będzie można zauważyć w odczycie kolejnych danych. Podobnego zdania są też inni eksperci.

– Bardziej jestem skłonny przyznać, że sytuacja rolników pogorszyła się na przestrzeni roku. Ceny energii, paliwa oraz środków produkcji, w tym m.in. nawozów i preparatów do ochrony roślin, horrendalnie poszły w górę. A rosnące koszty produkcji wpływają na to, że wielu rolników nie jest w stanie spłacić zaciągniętych kredytów – mówi prof. Marian Podstawka ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Ekspert dodaje również, że niestety, ale żadnego typu działalność rolnicza nie jest już opłacalna. Zarówno uprawy polowe, jak i produkcja zwierzęca przynoszą straty. Szansę na funkcjonowanie gospodarstwom i ich rodzinom daje tylko i wyłącznie wsparcie Unii Europejskiej.

Unijne środki oczywiście są ważne, co potwierdza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, specjalizujący się m.in. w obsłudze sektora rolnego. Jednak, w opinii eksperta, nie zastąpią one bieżącego obrotu, który musi wygenerować sam rolnik. Owszem, wspomagają go biznesowo, ale mimo wszystko to tylko dodatek do szerszej działalności.

– Środki pomocowe z Unii Europejskiej oznaczały dofinansowanie przy zakupie maszyn i technologii. Im droższe kupowało się wyposażenie, tym dopłaty były większe. Jednak często zdarzało się, że wsparcie przekraczało rzeczywiste potrzeby danego gospodarstwa, co skutkowało m.in. brakiem realizacji założonych dochodów. Tak było zwłaszcza na południu naszego kraju, gdzie rolnicy i tak dzielnie sobie poradzili, ale to raczej dzięki działalności pozarolniczej – komentuje prof. Czesław Nowak z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.

Łączne i średnie zadłużenie

Według KRD, na koniec 2022 roku łączne zadłużenie rolników wyniosło 254,6 mln zł. To o 19,3% mniej niż rok wcześniej, kiedy było na poziomie 315,3 mln zł. Z kolei z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że rdr. o 5% wzrosła kwota zaległości dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Ostatnio była na poziomie 502,6 mln zł, a 12 miesięcy wcześniej – 478,5 mln zł.

– Rolnicy przeznaczali wcześniej wypracowane zyski na spłatę i obsługę bieżących oraz starszych zobowiązań. Do tego wiele osób zrezygnowało z działalności rolniczej i uciekło w inne sektory, by się ratować. Dlatego właśnie w statystykach sytuacja nie jest rażąca, a nawet w jednym rejestrze nastąpił spadek o prawie jedną piątą. Natomiast w tym sezonie koszty produkcji będą naprawdę bardzo wysokie. I przez to rolnicy zdecydowanie mniej zarobią, o czym już od dawna głośno mówią. Jeśli to nastąpi, trudniej im będzie wyjść z długów. Kolejne osoby mogą też stanąć na granicy zadłużenia. Dlatego absolutnie uważam, że jeszcze w tym roku mocno wzrośnie łączny dług w branży rolniczej – podkreśla Adrian Parol.

W KRD średnie zadłużenie rolników na koniec 2022 roku spadło o 7,9% w porównaniu z końcem 2021 roku. Ostatnio wyniosło 66,5 tys. zł, a rok wcześniej – 72,2 tys. zł. Natomiast z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że średnia kwota zaległości spadła rdr. o 0,6% w kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Na koniec 2022 roku wyniosła 327,8 tys. zł, a 12 miesięcy wcześniej – 329,8 tys. zł.

– Średnie zadłużenie jest dla mnie jak najbardziej niepokojące. Nie widzę żadnych przesłanek do tego, aby szybko się zmniejszyło. Ceny środków produkcji przecież z dnia na dzień nie potanieją. Generalnie w kryzysie najsłabszym ogniwem jest producent rolny, bo nie jest w stanie przechować towaru na lepszą koniunkturę. Mięso, warzywa czy owoce są poddane silnej presji czasu – przekonuje prof. Podstawka.

Z kolei prof. Nowak wyjaśnia, że nastąpił wprawdzie wyraźny wzrost wydatków w sklepach detalicznych na żywność, ale to kompletnie nie przełożyło się na poprawę dochodów rolników. Udział ich w cenie detalicznej żywności szacuje się w Polsce na ok. 15%. Dodatkowo sytuację wytwórców pogarsza zmiana modelu żywienia Polaków. Z uwagi na brak czasu, coraz mniej osób gotuje w domach, a to bezpośrednio powoduje spadek relatywnych dochodów rolników. Kiedy bowiem rośnie udział wydatków na żywność spożywaną poza domem, maleje ww. udział producenta w cenie. Ponadto, gdy w czasach wysokiej inflacji ludzie zaczynają zaciskać pasa, to rezygnują z wielu mniej koniecznych produktów, np. pochodzących z gospodarstw ekologicznych.

Idą czarne chmury?

– Rolnicy niestety będą funkcjonować z coraz większymi długami. Ostrożnie szacuję, że średni dług zadłużonego rolnika urośnie jeszcze w tym roku w granicach 5-10% rdr. A najgorszy będzie przełom II i III kwartału br. Wówczas skumuluje się szereg czynników, które wystąpiły pod koniec ub.r. i przez dłuższy czas gromadziły się w sektorze rolnym, aby w końcu się ujawnić. Sytuacja gospodarcza, wywołana najpierw pandemią, a potem – wysoką inflacją i wybuchem wojny w Ukrainie, jest już bardzo trudna do udźwignięcia dla wielu gospodarstw – zapewnia mec. Łukasz Goszczyński.

Z danych KRD wynika również, że statystyczny zadłużony rolnik na koniec 2022 roku zalegał ze spłatą zobowiązań średnio 861 dni. To oznacza niewielki spadek, bo rok wcześniej odnotowano 879 dni. Jak zaznacza Adrian Parol, w zasadzie to mało pocieszająca różnica. W tym roku, zdaniem eksperta, sytuacja na pewno się pogorszy już na wiosnę. Wówczas rolnicy będą musieli ponosić znaczące koszty, celem uruchomienia bieżącej produkcji. Przy wysokiej inflacji i wzroście opłat za prąd czy gaz będzie się to wiązało z dalszym zadłużaniem się. Do tego ekspert przypomina też, że rolnik musi czekać na zapłatę za swoje produkty nawet do 180 dni. A dodatkowo w ostatnich czasach kontrahenci często zalegają z nią. Czasem płacą długo po terminie, co tylko pogarsza już i tak nienajlepszą sytuację.

– W tym roku, jak zawsze i tak najwięcej będzie zależało od pogody oraz czynników plonotwórczych. Gdyby do tych wszystkich ww. problemów, z jakimi obecnie mierzą się rolnicy, doszła jeszcze susza bądź pojawiłyby się inne, nieoczekiwane, złe zjawiska pogodowe, które wpłynęłyby na zbiory, to sytuacja automatycznie uległaby dramatycznemu pogorszeniu – ostrzega prof. Podstawka.

Podobnego zdania jest Łukasz Goszczyński, który do powyższego dodaje, że w rozmowach z nim rolnicy sami wskazują, iż bardzo boją się zatorów płatniczych, ale też anomalii pogodowych. I twierdzą, że gdyby do tego wszystkiego dołączyła susza, wówczas sytuacja mocno by się skomplikowała. Byłoby to na tyle poważne zdarzenie, że ich problemy finansowe mogłyby być już nie do udźwignięcia.

– W przestrzeni publicznej rzadko o tym się mówi, ale jest też inne zagrożenie, które może wpłynąć na pogorszenie się sytuacji finansowej rolników w tym roku. Twierdzą oni, że poważnie borykają się ze zjawiskiem wzmożonego napływu produktów rolnych z Europy Wschodniej. To oczywiście nie tylko problem naszych rolników, ale również Węgrów, Słowaków, Czechów i Rumunów. Natomiast to nie zmienia faktu, że on istnieje i trzeba go rozwiązać – szczególnie we Wschodniej Polsce. Póki co zagrożenie jest realne i rolnicy słusznie upatrują w tym kolejny gwóźdź do swojej finansowej trumny – stwierdza mec. Adrian Parol.

Jak informuje Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych, do Polski przywieziono tak wiele zboża z Ukrainy, że nasze magazyny są przepełnione. Jeżeli nie będzie możliwości wyeksportowania tego towaru, zwłaszcza przed żniwami, to może nastąpić olbrzymi krach. Wówczas nasi rolnicy nie będą mieli komu sprzedać swoich produktów i wpadną w poważne kłopoty finansowe. W ocenie eksperta z KRIR, jest to całkiem realnym zagrożeniem, ponieważ część sąsiednich krajów też zmaga się z taką nadwyżką zboża. Do tego prezes Szmulewicz alarmuje, że polski rynek jest bardzo niestabilny. I jeżeli w dalszym ciągu ceny surowców rolnych będą tak szły na dół, jak obserwujemy to od końca zeszłego roku, to sytuacja wielu gospodarstw będzie naprawdę trudna.

Deloitte: Dla połowy polskich CFO zwiększenie efektywności działania to kluczowa korzyść z inwestycji w chmurę

Chmura staje się nieodłącznym elementem funkcjonowania nowoczesnych firm na polskim rynku – dwie trzecie z nich już wykorzystuje lub planuje wdrożyć to rozwiązanie. Zdaniem blisko połowy dyrektorów finansowych główną zaletą chmury jest możliwość poprawy efektywności działania przedsiębiorstwa i uzyskania optymalizacji kosztowych. Jednak pełne wykorzystanie potencjału tej technologii może stać się katalizatorem innowacyjności w biznesie – wynika z raportu “CFO Survey 2023. Gdzie leży wartość z chmury? Perspektywa polskich CFO”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

W ramach najnowszej edycji badania CFO Survey przedstawiciele firmy Deloitte przepytali 559 dyrektorów finansowych (CFO) z Europy Środkowej, spośród których 100 pochodziło z Polski. Ankietowani podzielili się spostrzeżeniami w obszarze kluczowych wyzwań dla swoich organizacji oraz roli rozwiązań chmurowych w procesie przyspieszania transformacji biznesowej.

Jak wynika z badania Deloitte, blisko dwie trzecie ankietowanych CFO reprezentujących największe organizacje na polskim rynku już rozpoczęło lub w ciągu najbliższych miesięcy przystąpi do wdrożenia rozwiązań chmurowych, a kolejne 10 proc. polskich firm jest na etapie analizy lub planowania migracji. Co ważne, jedna trzecia badanych jest już na bardziej zaawansowanym etapie tego procesu, czyli przeniosła lub jest w trakcie migracji przynajmniej około połowy swoich zasobów. Jedynie co czwarta z ankietowanych organizacji nie ma obecnie takich planów.

Zarządzający polskimi firmami coraz lepiej rozumieją rolę rozwiązań chmurowych w budowaniu elastyczności i zwinności biznesu, do czego w dużej mierze przyczyniła się pandemia. Migracje do chmury często prowadzone były wówczas pod presją czasu i w odpowiedzi na bieżące potrzeby związane np. z tworzeniem środowiska do pracy zdalnej. Obecnie warto zastanowić się, jakie inne wartości można uzyskać z przeprowadzonych wcześniej inwestycji chmurowych. Ostatnio impulsem do wdrożenia rozwiązań chmurowych staje się coraz częściej dostrzegana przez polskie przedsiębiorstwa potrzeba zachowania ciągłości biznesu, w tym disaster recovery, co ma związek wystąpieniem dodatkowych ryzyk geopolitycznych związanych z wojną w Ukrainie – mówi Sławomir Lubak, partner, lider zespołu transformacji chmurowych, Deloitte.

Chmura katalizatorem innowacyjności w organizacji

Obecnie polscy przedsiębiorcy postrzegają rozwiązania typu cloud przede wszystkim jako sposób na poprawę efektywności i zwinności, no co wskazał co drugi pochodzący z Polski dyrektor finansowy. Równie istotna okazuje się wskazywana przez 46 proc. CFO możliwość uzyskania optymalizacji kosztowej m.in. poprzez oszczędności wynikające ze skuteczniejszego zarządzania infrastrukturą IT. Co czwarty badany przyznał z kolei, że przenoszenie zasobów do chmury stało się dla jego organizacji okazją do usprawnienia istniejących bądź stworzenia nowych procesów. Co istotne, obecnie w sumie jedynie jedna trzecia wskazań dyrektorów finansowych dotyczy korzyści związanych ze wzrostem innowacyjności, w tym tworzenia nowych metodyk i sposobów działania (18 proc.), uzyskiwania przychodów z rozwoju nowych (6 proc.) oraz istniejących produktów i usług (5 proc.).

Organizacjom rozpoczynającym inwestycje chmurowe najłatwiej jest dostrzec korzyści związane z efektywnością operacyjną czy kosztową niż wykorzystać możliwości w obszarze innowacyjności. Nie jest to domena tylko Polski czy Europy. Przykład rynku amerykańskiego pokazuje, że przedsiębiorstwa mniej zaawansowane pod względem stosowania rozwiązań chmurowych skupiają się przede wszystkim na zwiększaniu skuteczności i elastyczności działania, podczas gdy rozwój innowacji znajduje się niżej na ich liście priorytetów. Wydaje się, że element budowy nowoczesnych rozwiązań poprzez chmurę wciąż jest za mało doceniany. Technologia ta powinna być katalizatorem zmian i transformacji biznesowej, a także nośnikiem innowacyjności w organizacji – mówi Sławomir Lubak.

Wyzwania w drodze do chmury

Blisko 20 proc. odpowiedzi polskich CFO wskazuje, że w firmach nie dostrzega się znaczących przeszkód dla implementacji rozwiązań chmurowych. Jednocześnie zdaniem respondentów trzema największymi wyzwaniami w migracji do chmury pozostają określenie rzeczywistych korzyści finansowych (33 proc.), kwestie natury prawnej i regulacyjnej (32 proc.), oraz koszt projektu (31 proc.).

Rola CFO w transformacji cyfrowej jest kluczowa ze względu na umiejętność połączenia perspektywy biznesowej z technologiczną, a tym samym możliwość biznesowego uzasadnienia dla transformacji chmurowej oraz wydobycia rzeczywistych korzyści finansowych z inwestycji. Z naszego badania wynika, że większość ankietowanych wskazała, że rozliczenie projektów chmurowych obciążyło w całości wynik finansowy firmy, podczas gdy tylko w co dziesiątym przypadku wydatki na zakup i wdrożenie chmury zostały skapitalizowane. Warto pamiętać, że biorąc pod uwagę cel i sposób realizacji projektów chmurowych, przedsiębiorcy mają możliwość kapitalizowania zakupu chmury, rozwiązań chmurowych i kosztów ich wdrożenia – mówi Monika Warmbier, partner w zespole finansów i rachunkowości, Deloitte.

W odróżnieniu od większości rynków naszego regionu, aspekty technologiczne migracji znacznie rzadziej okazują się barierą dla polskich CFO – znalazły się na czwartym miejscu na liście wyzwań, w porównaniu do pierwszej pozycji w krajach Europy Środkowej. Z jednej strony taka ocena sytuacji może mieć związek z wyższą pozycją ryzyk prawnych, które zajmują drugie miejsce na liście wyzwań polskich CFO. Z drugiej strony może to być efekt relatywnie dobrej, w porównaniu do innych rynków regionu, oferty edukacyjnej polskich uczelni i dostępu do specjalistów na rynku pracy, a także posiadanych kompetencji w zakresie technologii chmurowych w polskich przedsiębiorstwach. Nadal jednak konieczność rozwoju nowych kompetencji w firmie pozostaje jedną z głównych barier w drodze do chmury dla co piątej polskiej firmy.

Gdzie szukać wartości z rozwiązań chmurowych?

Sygnalizowana przez ankietowanych CFO trudność w określeniu korzyści biznesowych z rozwiązań chmurowych w odniesieniu do spodziewanych nakładów na wdrożenie, nakazuje bardziej dokładnie poszukiwać uzasadnienia biznesowego dla migracji.

Przeprowadzone wśród przedsiębiorstw funkcjonujących na rynku amerykańskim badanie Deloitte wykazało, że dziewięć na dziesięć firm postrzega wykorzystanie chmury w połączeniu ze sztuczną inteligencją czy technologią machine learning jako katalizator dla rozwoju biznesu. Co więcej, chmurowi liderzy byli w stanie uzyskać blisko dwukrotnie większą wartość z prowadzonych inwestycji w porównaniu do firm mniej zaawansowanych w tym obszarze.

Analityka i sztuczna inteligencja już od kilku lat pojawiają się na liście priorytetów inwestycyjnych CFO w Polsce. Rozwój tych technologii nie jest jednak jednorodny. Polskie przedsiębiorstwa np. z sektora gamingowego znajdują się w innowacyjnej czołówce, podczas gdy inne branże dopiero przyglądają się korzyściom płynącym z wykorzystania AI. Rosnąca świadomość możliwości, jakie daje sztuczna inteligencja sprawia, że w nieodległej przyszłości możemy się spodziewać dynamicznego wzrostu zainteresowania sztuczną inteligencją – mówi dr Marcin Kruczyk, dyrektor w Zespole Artificial Intelligence & Data, Deloitte.

Inwestycje szansą na rozwój

Tegoroczna edycja badania Deloitte była prowadzona w okresie spowolnienia gospodarczego oraz toczącej się wojny, co zdaniem autorów raportu znajduje odzwierciedlenie w wynikach ankiety. Ponad trzy czwarte polskich dyrektorów finansowych liczy się ze wzrostem inflacji CPI oraz jej wpływem na popyt krajowy. W konsekwencji siedmiu na dziesięciu ankietowanych przewiduje wzrost niepewności finansowej i biznesowej w ich organizacjach w trakcie najbliższych 12 miesięcy, co z kolei znajduje odzwierciedlenie w planach inwestycyjnych firm. Ponad połowa polskich respondentów ankiety wskazała, że planowany budżet na inwestycje IT w ich firmach wynosi mniej niż 3 proc przychodów przedsiębiorstwa. Co czwarty uczestnik badania zakłada, że będzie to od 3 do 5 proc., natomiast jedynie 16 proc. badanych przewiduje inwestycje o wartości równej lub większej niż 10 proc. przychodów.

  W tej sytuacji strategiczne podejście do wdrażania nowych rozwiązań skoncentrowanych na uzyskaniu jak najszerszych korzyści biznesowych i oczekiwanych zwrotów z inwestycji nabiera jeszcze większego znaczenia. Dwa najpopularniejsze obszary inwestycyjne wskazane w tegorocznej edycji badania związane są z optymalizacją kosztów oraz bezpieczeństwem infrastruktury. Jednocześnie jednak coraz więcej respondentów zastanawia się nad modernizacją systemów IT. Może to oznaczać, że firmy – choć skoncentrowane na bieżącej działalności i wyzwaniach kosztowych – przygotowują się na lepsze czasy, kiedy to znów będziemy obserwować dużą dynamikę rozwoju usług opartych o technologie i cyfrowe kanały sprzedaży – podkreśla Maciej Żwirski, partner associate, Deloitte.

3 na 10 firm obszaru przemysłu i surowców będzie powiększać zespoły, ale niemal połowa nie chce zmieniać poziomu zatrudnienia

W drugim kwartale tego roku 29% pracodawców z branży przemysłu i surowców chce zatrudniać nowych pracowników, zmniejszenie liczby etatów przewiduje 23% organizacji, a 2% nie zna planów rekrutacyjnych na najbliższy czas. Blisko połowa firm (46%) planuje pozostawienie liczby pracowników na niezmienionym poziomie. To dane raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od kwietnia do końca czerwca.

Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” pokazuje, że w drugim kwartale 2023 roku plany rekrutacyjne pracodawców z obszaru przemysłu i surowców są optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia dla tej branży, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr wynosi +8%. W praktyce oznacza to, że firmy chcą rekrutować nowe talenty. W ujęciu kwartalnym wskaźnik ten wzrósł o 8 punktów procentowych, a w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku jest wyższy o 22 punkty procentowe.

– Wzrost prognozy zatrudnienia dla tej branży w ujęciu rocznym i kwartalnym wskazuje na pozytywną zmianę sytuacji gospodarczej w tym sektorze. Z jednej strony wynika to z corocznego ożywienia gospodarki po okresie zimowym, ale może być też kwestią nowych inwestycji – mówi Przemysław Sienkiewicz, ekspert rynku pracy i lider zespołu sprzedaży w Manpower. – Obserwujemy pozytywny trend poprawy sytuacji gospodarczej w sektorze przemysłowym w całej Polsce, w szczególności w regionach północno-zachodnim oraz wschodnim, co oznacza więcej ofert pracy oraz większą konkurencję między pracodawcami o najlepszych pracowników. Dla kandydatów jest to większa szansa na znalezienie nowej pracy, a także możliwość negocjacji wynagrodzenia, czy warunków zatrudnienia. Dla pracodawców natomiast oznacza konieczność oferowania coraz to bardziej atrakcyjnych warunków zatrudnienia, tak aby przyciągnąć do organizacji najlepszych pracowników – dodaje ekspert.

Według danych Job Market Insights, od początku stycznia do połowy marca tego roku w polskiej sieci ukazało się niemal 49 tysięcy ogłoszeń pracy kierowanych do kandydatów produkcji i rzemiosła. Najwięcej pracowników poszukiwały firmy z okolic Warszawy, Wrocławia, Poznań i Krakowa. Jak mówi Przemysław Sienkiewicz, poprawa nastrojów rekrutacyjnych jest widoczna wśród wszystkich badanych sektorów, także w obszarze przemysłu. – To potwierdza również udział inwestycji choćby w sektorze energetycznym. Choć Polska wciąż korzysta z węgla jako głównego źródła energii, to branża ta przeszła już duże zmiany w kierunku bardziej zrównoważonej produkcji. Inwestycje w sektorze energetycznym skupiają się na modernizacji istniejącej infrastruktury oraz rozwoju energii odnawialnej, w tym farm wiatrowych czy instalacji fotowoltaicznych. Pomimo rosnącej inflacji, produkcja w Polsce nie zatrzymuje się, a nabiera tempa – mówi ekspert Manpower.

Plany organizacji branży przemysłu i surowców w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) na drugi kwartał tego roku są jeszcze bardziej optymistyczne, niż te deklarowane przez polskich pracodawców. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze dla regionu EMEA na czas od kwietnia do końca czerwca tego roku to +15%. 35% firm tej branży planuje zatrudnić nowych pracowników, 18 % wskazuje na konieczność redukcji etatów, a 4% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. 43% pracodawców chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

– W najbliższym czasie możemy spodziewać się więcej miejsc pracy w sektorze zielonej energii. W szczególności obszar źródeł energii odnawialnej będzie potrzebował nowych rąk do pracy ze względu na globalną sytuację klimatyczną i jej niewątpliwe zmiany. Na znaczeniu zyskają także umiejętności kandydatów związane z efektywnością energetyczną i recyklingiem, jak również w sprzedaży w tym sektorze. Ponadto, wraz z postępem technologicznym oraz automatyzacją produkcji, mogą zwiększyć się potrzeby związane z programowaniem oraz zarządzaniem systemami do tego niezbędnymi, jak również analizą danych, czy sztuczną inteligencją – podsumowuje ekspert Manpower.

Komu opłaca się pracować w Polsce? Porównanie koszyków zakupowych w 2023 roku

Wysoka inflacja daje się we znaki mieszkańcom niemal całej Europy. W obliczu rosnących cen Polska wciąż stanowi atrakcyjny kierunek emigracji zarobkowej dla pracowników ze wschodu. Dla obywateli Ukrainy, Mołdawii, Białorusi czy Gruzji miesięczna płaca minimalna w Polsce jest nawet cztery razy większa, podczas gdy ceny produktów spożywczych są niższe lub pozostają na zbliżonym poziomie.

[PL] koszyk zakupowy 2023

Do momentu wybuchu wojny, obywatele Ukrainy stanowili główne wsparcie dla polskiego rynku pracy. Względy ekonomiczne sprawiały, że chętnie podejmowali oni zatrudnienie w Polsce, gdzie płaca minimalna jest nawet cztery razy większa niż w Ukrainie. Wojna ograniczyła napływ do Polski mężczyzn z Ukrainy, którzy nie mogli opuścić ojczyzny, co wygenerowało luki kadrowe na polskim rynku pracy. Pracodawcy musieli otworzyć się na obywateli innych państw wschodnich oraz Azji. Część luk kadrowych z powodzeniem wypełnili pracownicy z Białorusi, Gruzji i Mołdawii, dla których warunki pracy i płacy w Polsce są zdecydowanie lepsze niż w ich rodzimych krajach. Według danych ZUS na koniec stycznia 2023 do ubezpieczenia zgłoszonych zostało 1,057 mln cudzoziemców. Najwięcej obcokrajowców pochodziło z Ukrainy – 737,7 tys., Białorusi – 110,3 tys., Gruzji – 26,5 tys.

Ile trzeba pracować na koszyk zakupowy w 2023 roku?

Rosnąca inflacja i niewspółmiernie rosnące zarobki sprawiają, że obywatelom Ukrainy, Białorusi, Gruzji i Mołdawii łatwiej utrzymać się w Polsce niż w ojczyźnie. Obecnie płaca minimalna w Ukrainie wynosi około 647 zł netto, w Mołdawii 799 zł, w Białorusi 981 zł, a w Gruzji 1360 zł, podczas gdy w Polsce minimum jakie musi otrzymać pracownik to 2709 zł netto, czyli nawet cztery razy więcej. Z kolei zestawienie koszyków zakupowych, opracowane przez OTTO Work Force Central Europe, pokazuje, że ceny zakupów spożywczych są najniższe na Białorusi i w Polsce (odpowiednio 73 i 77 zł), a najwyższe w Ukrainie (97zł), Gruzji (102 zł) i Mołdawii (107 zł). W porównywanych koszykach zakupowych znalazły się podstawowe artykuły spożywcze w takich samych ilościach, według uśrednionych cen największych supermarketów w danym kraju: chleb biały, mleko w kartonie, masło, jajka, ser żółty, schab, cukier, mąka pszenna biała, ryż biały, makaron, ziemniaki, jabłka.

Ile zatem dni trzeba pracować na podstawowy koszyk zakupowy? W Polsce na wymienione produkty spożywcze zarobimy w ciągu 0,6 dnia, na Białorusi i w Gruzji w ciągu 1,5 dnia, w Mołdawi zajmie nam to 2,7 dnia, a w Ukrainie aż 3 dni. Największą dysproporcję między kosztami życia a poziomem wynagrodzenia widać zatem w Mołdawii i Ukrainie.

Porównanie kosztów życia względem 2021 roku

„Kiedy porównany aktualne koszty życia i poziom wynagrodzeń minimalnych względem 2021 roku widać, że inflacja jeszcze bardziej pogłębiła istniejące dysproporcje. Dla przykładu w Ukrainie, jeszcze dwa lata temu na podstawowe zakupy spożywcze trzeba było pracować 1,8 dnia, a dziś już 3 dni. Podobnie w Mołdawii, gdzie wartość ta wzrosła z 2 dni do 2,7 dnia. Wartość koszyka zakupowego wzrosła oczywiście także w Polsce, jednak podniesienie płacy minimalnej zniwelowało wartości w zestawieniu. W 2021 roku na koszyk zakupowy trzeba było pracować pół dnia, a obecnie 0,6 dnia. Pamiętać jednak należy, że w zestawieniu porównujemy płacę minimalną, która wzrosła w ciągu ostatnich dwóch lat o 31%. W przypadku średniego wynagrodzenia obserwowaliśmy niższy wzrost płac i nadal pozostał on niewspółmierny do poziomu inflacji” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Faktoring a ryzyko kredytowe: jak zminimalizować ryzyko w prowadzeniu biznesu?

Prowadzenie własnej firmy wiąże się nie tylko z uzyskiwaniem przychodów, ale także z kosztami oraz ryzykiem. Zdarza się, że przedsiębiorstwo zagrożone jest utratą płynności finansowej, która prowadzić może do ograniczenia rozwoju, powstania zatorów płatniczych, a w ostateczności – do bankructwa. Co więc zrobić, aby zmniejszyć ryzyko w prowadzeniu biznesu?

Prowadzenie własnej firmy wiąże się nie tylko z uzyskiwaniem przychodów, ale także z kosztami oraz ryzykiem. Zdarza się, że przedsiębiorstwo zagrożone jest utratą płynności finansowej, która prowadzić może do ograniczenia rozwoju, powstania zatorów płatniczych, a w ostateczności – do bankructwa. Co więc zrobić, aby zmniejszyć ryzyko w prowadzeniu biznesu?

Minimalizacja ryzyka biznesowego

Aby zmniejszyć ryzyko pojawienia się strat warto skupić się na trzech działaniach:

  • odnalezienie potencjalnych zagrożeń – określenie charakteru i rodzaju prawdopodobnych zagrożeń, które mogą pojawić się m.in. w obszarze finansowym i handlowym. Dzięki temu możliwe jest podjęcie akcji prewencyjnych,
  • analiza oraz ocena ryzyka – ważne, aby zadanie to było powierzone specjalistom wewnętrznym lub zewnętrznym,
  • monitorowanie działań w firmie – kluczem do podejmowania odpowiednich decyzji biznesowych jest analiza danych, która pomaga w ocenie kondycji przedsiębiorstwa.

Analiza płynności finansowej przedsiębiorstwa oraz ocena jego zadłużenia

Minimalizacja ryzyka niepowodzenia w biznesie polega m.in. na stałej kontroli płynności finansowej przedsiębiorstwa, czyli zdolności do terminowego regulowania zobowiązań bieżących. Wyniki tej analizy istotne są zarówno dla osób zarządzających firmą, jak również dla instytucji finansowych, które decydują o przyznaniu lub odmowie udzielenia kredytów na ich podstawie.

Doskonałym uzupełnieniem analizy płynności finansowej przedsiębiorstwa jest ocena zadłużenia. Jej wynik ułatwia podejmowanie trafnych decyzji biznesowych. Wskaźnik ogólnego zadłużenia, jeden z głównych wskaźników oceny zadłużenia, to zestawienie sumy zobowiązań wraz z majątkiem firmy, wskazujący stopień finansowania przedsiębiorstwa kapitałem obcym. Informuje, czy firma jest w stanie pozwolić sobie na kolejne zobowiązania oraz umożliwia oszacowanie ryzyka kredytowego.

Faktoring – zewnętrzne źródło finansowania przedsiębiorstw

Jednym ze sposobów na utrzymanie płynności finansowej jest skorzystanie z pomocy zewnętrznego źródła finansowania, np. firmy faktoringowej, która oferuje m.in. usługi faktoringu z przejęciem ryzyka. Faktoring polega na wykupie od Klienta nieprzeterminowanych należności, związanych ze sprzedażą towarów lub usług. Do głównych korzyści, płynących z faktoringu należą:

  • możliwość elastycznego finansowania działalności bieżącej,
  • oferowanie dogodnych terminów płatności dla kontrahentów,
  • uzyskanie pozytywnego efektu bilansowego.

W przypadku faktoringu pełnego dodatkową korzyścią jest przejęcie przez faktora ryzyka niewypłacalności partnera biznesowego. Oznacza to, że klient otrzyma zapłatę za zrealizowaną usługę lub dostarczenie towaru nawet w momencie, gdy kontrahent jest niewypłacalny.

Warto również wspomnieć, że usługa faktoringu księgowana jest jako koszt działalności i nie wpływa na zdolność kredytową przedsiębiorstw. Nie będzie to więc dla banku przeszkoda w udzieleniu pozytywnej decyzji kredytowej.

Bezpieczny Kredyt na 2% pozwoli kupić mieszkanie większe nawet o 50%?

Zdolność kredytowa to obecnie największy problem dla nabywców mieszkań. Wg wyliczeń ekspertów portalu RynekPierwotny.pl program Bezpieczny Kredyt 2% powiększy tę zdolność np. o 50%, co będzie miało duże znaczenie.

Nie ulega wątpliwości, że w obecnych warunkach to właśnie zdolność kredytowa jest największym problemem dla potencjalnych nabywców mieszkań. Znaczenie programu Bezpieczny Kredyt 2% będzie polegało na tym, że przynajmniej częściowo skompensuje on skutki szybkich wzrostów głównej stopy procentowej NBP oraz WIBOR-u. Większa zdolność kredytowa względem obecnej, trudnej dla kredytobiorców sytuacji oznacza po prostu wzrost powierzchni mieszkania, które będzie mogło kupić gospodarstwo domowe o danym dochodzie. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, z jaką korzyścią wyrażoną w metrach kwadratowych może się wiązać skorzystanie z nowego programu kredytowych dopłat.

Wyliczenia dotyczące powierzchni nowego mieszkania, które można kupić za określoną kwotę, często pomijają koszty wykończenia takiego lokum. Tymczasem zakup „M” w stanie deweloperskim nadal jest bardzo popularnym rozwiązaniem. Właśnie dlatego eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili uwzględnić w kalkulacjach koszt związany z wykończeniem na poziomie 1200 zł/mkw. Doliczenie kredytowanych kosztów wykończenia oczywiście pomniejsza metraż możliwy do zakupu w ramach określonej zdolności kredytowej. Takie założenie czyni jednak wyniki obliczeń bardziej realistycznymi.

Kawalerka dla singla jedynie z dopłatą do raty?

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl w ramach swojej analizy najpierw postanowili sprawdzić przypadek singla z dochodem 5000 zł netto, który w ramach aktualnej oferty banków miałby zdolność kredytową na poziomie zaledwie 210 000 zł (oprocentowanie zmienne: 8,90%, 25 lat spłaty). Program Bezpieczny Kredyt 2% może powiększyć taką zdolność o około 50%, co potwierdzają informacje przedstawione przez rząd. Obliczenia analityków RynekPierwotny.pl wskazują natomiast, że rządowy program podniesie zdolność kredytową przykładowego singla do 320 000 zł.

Taka podwyżka zdolności kredytowej oznacza, że średnia powierzchnia nowego mieszkania z wykończeniem możliwa do zakupienia w dziesięciu największych miastach wzrośnie z 20 mkw. do 31 mkw. W tym kontekście warto przypomnieć, że na rynku pierwotnym nie znajdziemy lokali mieszkalnych mniejszych niż 25 mkw. To ograniczenie wynikające z przepisów. Mniejsze mogą być tylko mikrokawalerki zakwalifikowane jako lokale użytkowe. Wyk. 1 - Metraż mieszkania za zwykły kredyt i BK2% - singiel

Rodzina zakupi mieszkanie większe o duży pokój

Obliczenia ekspertów RynekPierwotny.pl uwzględniają również sytuację rodziny „2+1”, która dysponuje dochodem wynoszącym 9000 zł netto. W obecnych warunkach taki poziom dochodów pozwoli nabyć w największych miastach nowe mieszkanie z wykończeniem o powierzchni 27 mkw. (Warszawa) – 39 mkw. (Bydgoszcz/Łódź). Średni wynik z dziesięciu analizowanych miast na poziomie 34 mkw. na pewno nie wygląda zachęcająco względem potrzeb trzyosobowej rodziny. Jednak w ramach Bezpiecznego Kredytu 2% to samo gospodarstwo domowe mogłoby kupić wykończony nowy lokal o powierzchni 50 mkw. To już metraż niewiele mniejszy od średniej rynkowej.

Analitycy portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że wszystkie prezentowane wyniki dotyczą mieszkań deweloperskich o przeciętnej cenie 1 mkw. oraz lokalizacji. Wybór lokalu położonego w bezpośrednim sąsiedztwie jednego z największych miast na pewno pozwoliłby poprawić metrażowe wyniki. Dane z systemu BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują, że przykładowo w sąsiedztwie Warszawy czeka na nabywców około 2500 lokali o średniej cenie ofertowej 8800 zł/mkw.Wyk. 2 - Metraż mieszkania za zwykły kredyt i BK2% - rodzina 2+1

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Informacja JR HOLDING ASI S.A. w sprawie komunikatu KNF

Zarząd JR HOLDING ASI S.A. z siedzibą w Krakowie (dalej „Emitent”) informuje o powzięciu wiadomości o opublikowaniu w dniu 27 marca 2023 r., w godzinach popołudniowych, na stronie internetowej Komisji Nadzoru Finansowego (dalej „KNF”) komunikatu w sprawie wszczęcia postępowania wyjaśniającego dotyczącego obrotu akcjami niektórych spółek, których akcjonariuszem jest Emitent. W nawiązaniu do przedmiotowego komunikatu Zarząd Emitenta informuje, że do czasu publikacji niniejszego raportu nie otrzymał w przedmiotowej sprawie żadnej korespondencji z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego (dalej „UKNF”).

Emitent w dniu 14 maja 2022 r. złożył do KNF wniosek o zatwierdzenie prospektu, sporządzonego w związku z ubieganiem się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW akcji zwykłych, na okaziciela, serii A, B, C, D i F. W związku z toczącym się postępowaniem o zatwierdzenie prospektu Emitent jest w stałym kontakcie z UKNF oraz odpowiada na wszystkie stawiane przez UKNF pytania.

Zarząd Emitenta nie posiada informacji ani podejrzeń odnośnie jakichkolwiek naruszeń regulacji Rozporządzenia MAR w kontekście Emitenta ani akcji jego spółek portfelowych.

Zarząd Emitenta deklaruje dalszą, pełną współpracę z UKNF i wyraża nadzieję na szybkie przeprowadzenie postępowania przez UKNF oraz zatwierdzenie złożonego prospektu Emitenta.

Złoto znów ociera się o 2 000 USD

Złoto rozpoczęło ubiegły tydzień od skutecznego ataku na 2 000 USD za uncję, przebijając ten poziom pierwszy raz od marca 2022 roku. Przed środowym posiedzeniem FED-u dolar przez chwilę umacniał się, a rynki żyły w dużej niepewności.

W miniony wtorek kruszec zszedł do poziomu 1 940 USD, na którym przebywał do momentu wygłoszenia przemówienia przez przewodniczącego FED-u Jerome’a Powella. Od tego momentu złoto ponownie wróciło do trendu wzrostowego, osiągając na moment pułap 2 000 USD/oz w czwartek po południu. Nowy tydzień królewski metal zaczął w okolicach 1 970 dolarów za uncję.

W polskim złotym wykres wygląda podobnie z tą różnicą, że od ogłoszenia FED-u na znaczeniu rosła także relacja złoty-dolar. Dolar osłabiał się względem złota, ale też złotego, więc odbicie w czwartek nie było aż tak spektakularne.

FED przed coraz trudniejszym zadaniem

Zadanie FED-u było trudne – zwalczyć inflację nie wywołując przy tym kryzysu. Wszystko wskazuje na to, że na razie sytuacja inflacyjna daleka jest od ideału, a brak kryzysu też nie jest pewny. W związku z tym zadanie FED-u staje się jeszcze trudniejsze, bo gzyms, po którym lawiruje, robi się coraz cieńszy.

Dlatego w środę rynki wstrzymały oddech, mnożyły się scenariusze na temat tego, jakie decyzje podejmie Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC, odpowiednik Rady Polityki Pieniężnej) zarówno w kwestii bieżących działań, jak i przyszłości.

FED podniósł stopy o 25 punktów bazowych, jednak to, co wydarzy się w przyszłości pozostaje wielką zagadką. Sugestia przedstawicieli komitetu wskazuje na możliwość dokonania jeszcze jednej podwyżki, ale na dobrą sprawę będzie to uzależnione od najbliższych wydarzeń. Warto wspomnieć, że gdy FED jedną ręką zacieśnia politykę pieniężną, drugą wypuszcza na rynek 300 mld dolarów, by ratować płynność w sektorze bankowym. Nie brzmi to jak przepis na sukces.

Wiadomo, że wysokie stopy procentowe mogą pomóc stłumić inflację. Jednocześnie są one problemem np. dla sektora bankowego i dla rynku długu. I to problemem, który narasta – niezależnie od tego, czy stopy wynosiły 4,50-4,75 czy 4,75-5 proc., kapitał się kurczy.

Zbankrutowały Silicon Valley Bank i Signature Bank, które okazały się najmniej odporne. Credit Suisse zmagał się z problemami, których natura nie jest do końca poznana i jeszcze przez długi czas na jaw wychodzić będą nowe fakty. Nie pomogła pożyczka z banku centralnego i ostatecznie dojdzie do przejęcia przez UBS.

Przy okazji wyszło na jaw, że zarówno Credit Suisse, jak i UBS są przedmiotem śledztwa prokuratury federalnej USA w sprawie pomaganiu rosyjskim oligarchom w omijaniu sankcji. Obrazuje to, że problemy banków mają zróżnicowaną naturę i na dobrą sprawę nie wiemy, co jeszcze wydarzy się w najbliższych dniach, tygodniach, miesiącach.

Oszczędności Polaków topnieją

W odniesieniu do światowej zawieruchy, sytuacja w Polsce wydaje się względnie spokojna. Choć to tylko pozory. Kluczową informacją okazać się może to, czy w lutym mieliśmy szczyt inflacyjny, czy nie. Jeśli inflacja w marcu okaże się niższa, będziemy mogli mieć nadzieję, że wszystko idzie zgodnie z planem. Jeśli będzie wyższa niż w lutym (18,4 proc.), będzie to oznaczało, że albo prognozy są mylne, albo dynamika aktualnych zdarzeń ma na nas większy wpływ niż sądzimy.

Tym, co budzi niepokój, są topniejące oszczędności Polaków. Według raportu „Oszczędzanie Polaków w inflacji” Krajowego Rejestru Długów, aż 70 proc. Polaków uważa, że obecnie odkładanie jakichkolwiek pieniędzy jest trudne, a aż 40 proc. musiała ze swoich oszczędności skorzystać w ostatnim czasie.

Warto mieć na uwadze, że gdy nawet inflacja zacznie spadać, nie będzie to oznaczało spadku cen, a jedynie spadek tempa ich wzrostu. Taniej już było.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Uzyskanie pożyczki stanie się trudniejsze, ale niekoniecznie bezpieczniejsze

  • Nowelizacja tzw. ustawy antylichwiarskiej zakłada m.in. wprowadzenie maksymalnych kosztów pozaodsetkowych kredytów. Kredyty staną się coraz mniej opłacalne do udzielania dla instytucji pożyczkowych.
  • W konsekwencji pożyczki będą trudno dostępne. Wielu konsumentów już zostało, albo zostanie pozbawionych możliwości pozyskania zewnętrznego finansowania.
  • To może zwiększyć ryzyko rozwoju szarej strefy, przez którą wielu konsumentów może wpaść w spiralę zadłużenia.

Rynek pożyczkowy w Polsce rósł do pewnego momentu. W badaniu Związku Przedsiębiorstw Finansowych 13 pożyczkodawców przekazało, że tylko w I połowie 2022 roku udzielili pożyczek na cele konsumpcyjne o łącznej wartości 2,41 mld zł – o blisko 30% więcej niż w analogicznym okresie roku 2021.

Wkrótce sytuacja ta jednak ulegnie zmianie. Wszystko za sprawą nowelizacji ustawy antylichwiarskiej, która weszła w życie w grudniu 2022 r. Według założeń prawodawcy nowe przepisy mają chronić konsumentów m.in. przed wysokimi kosztami kredytów czy pożyczek. Zdaniem branży – ustawa tylko z pozoru brzmi prokliencko.

Udzielanie pożyczek stanie się nierentowne

Wątpliwości budzą przede wszystkim te zapisy ustawy, które dotyczą limitów kosztów pozaodsetkowych kredytów. Ustawa antylichwiarska w brzmieniu przyjętym przez Sejm obniża je do poziomu 20% (w ujęciu rocznym), a w całym okresie kredytowania nie mogą one wynieść więcej niż 45% wartości pożyczki. Według szacunków Ministerstwa Finansów sprzed kilku lat koszty te ponoszone przez kredytodawców – w tym instytucje pożyczkowe – mieściły się w przedziale 49,5-76% kwoty  pożyczki.

Tylko na podstawie tych danych ewidentnie widzimy, że ustawodawca uznaje, że instytucje pożyczkowe mają działać w warunkach nierentownych. Taka zmiana będzie powodować obniżenie podaży na rynku pożyczkowym. Produkty pożyczkowe będą coraz mniej dostępne lub pozyskają je tylko nieliczni – mówi Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Konsumenci znajdą finansowanie w tzw. szarej strefie

Najmniej dostępne staną się pożyczki na większe kwoty, udzielane na dłuższy czas spłaty. Wynika to z ustalenia limitu 45% wartości pożyczki w całym okresie finansowania. Wprowadzenie maksymalnych kosztów sprawia, że staną się one dla pożyczkodawców nieopłacalne. Zmniejszenie liczby rat, a co za tym idzie zwiększenie ich wysokości, jest natomiast nieosiągalne dla większości wnioskujących ze względu na ich zdolność kredytową. Instytucje pożyczkowe nie będą ryzykowały udzielania finansowania w wielu przypadkach aplikujących klientów.

W badaniu ZPF „Sytuacja na rynku consumer finance” w III kw. 2022 r. ponad połowa badanych zadeklarowała chęć sięgnięcia w części lub w całości po kredyt przy zakupie dóbr trwałych, w tym aż 78% przy zakupie samochodu.

Należałoby więc zadać pytanie, co zrobią osoby, które otrzymają odmowę finansowania od ograniczonych limitami pożyczkodawców. Część z pewnością zrezygnuje z zakupu, reszta poszuka pieniędzy gdzie indziej. To stwarza okazję do rozkwitu działalności firm z tzw. szarej strefy. Ustawa nie wzmocni więc ochrony konsumentów, bo to nie było celem tych przepisów. Konsumenci już dziś są wystarczająco chronieni na podstawie ustawy o kredycie konsumenckim, a promilowa liczba reklamacji i skarg konsumentów na pożyczki udowadnia, że klienci doceniają ten produkt i chcą, aby był on dla nich dostępny. Będzie natomiast sprzyjała tym instytucjom lub nawet osobom fizycznym, które często działają na granicy prawa, nie licząc się w ogóle z klientem – wyjaśnia Marcin Czugan z ZPF.

Jak wynika z danych KNF w ostatnich latach jakość obsługi kredytów konsumpcyjnych w sektorze bankowym poprawia się. Odsetek kredytów z utratą wartości (udział kredytów zagrożonych, faza 3) wyniósł na koniec 2021 roku 9,4%, wobec 11% na koniec 2020 roku. Jest to najlepszy poziom od kilkunastu lat. Można zatem wysnuć wniosek, że konsumenci są coraz bardziej świadomi tego, z jakimi produktami mają do czynienia i konsekwencji związanych z ich niespłacaniem. Zdaniem branży utrudnienie klientom dostępu do finansowania nie pomoże więc wyeliminować zjawiska, jakim jest spirala zadłużenia. Szukanie pożyczek w szarej strefie, może wręcz zwiększyć jego skalę.

Witold Orłowski: Polski Ład skompromitował państwo

Polski Ład wprowadzony w 2022 roku miał być planem rozwoju państwa na całą dekadę. Według założeń miał przynieść Polakom szereg korzyści. Jego efektem miała być lepsza i bardziej dofinansowana służba zdrowia, niższe podatki, wyższa płaca i zamożniejsze polskie rodziny. Rządowy plan rozwoju miał pomóc wyjść z kryzysu wywołanego pandemią COVID-19 i zrobić epokowy skok cywilizacyjny.

– Ja myślę, że warto przede wszystkim zapytać o Polski Ład Pana Premiera. Rządzący już zdążyli zapomnieć o tym, co wprowadzili – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Polski Ład był wprowadzany szumnie jako wielka zmiana systemu podatkowego, która miała zwiększyć jego agresywność, spowodować, żeby za cenę pewnego większego skomplikowania stanie się bardziej sprawiedliwy. Miał promować równość w większym stopniu. Ale niestety nie promuje. Znaczy to, co obiecano, że dostarczy, nie dostarczył. Natomiast komplikacja, niejasność oczywiście się zwiększyła i do tego ten kompromitujący sposób wprowadzania. Przez nieudolność wprowadzający skompromitowali nie tylko siebie, ale też państwo. To bardzo źle świadczy o jakości naszego aparatu urzędniczego. A więc poza skomplikowaniem spraw i oczywiście lekkimi zmianami, Polski Ład wiele nie zmienił – ocenia Orłowski.

W 2022 r. ceny nieruchomości w Dubaju wzrosły o 44,2%. Miasto stało się hubem dla multimilionerów

Według The Wealth Report, sztandarowego, globalnego raportu Knight Frank, ceny luksusowych nireuchomości w Dubaju zdrożały w 2022 r. o 44,2%, utrzymując pozycję numer jeden w indeksie prowadzonym przez Knight Frank Prime International Residential Index (PIRI 100) i jednocześnie cementując swój status hubu dla grupy osób o bardzo wysokich dochodach, których majątek przekracza 30 milionów USD (Ultra-High Net Worth Individuals, UHNWI). Mają na to wpływ ułatwienia wizowe. PIRI 100 to indeks śledzący ceny nieruchomości luksusowych w 100 lokalizacjach na świecie – miastach oraz kurortach nadmorskich i narciarskich.

Spośród 100 rynków śledzonych przez indeks PIRI 100, który analizuje ceny nieruchomości mieszkaniowych premium w 100 lokalizacjach na całym świecie, 85 odnotowało dodatni lub stały wzrost cen w 2022 r. Obie Ameryki odnotowały wzrost cen na poziomie 7% nieznacznie prześciagając region EMEA (6,5%) oraz Azji i Pacyfiku, w którym ceny wzrosły nieznacznie, bo o 0,4%.

Resorty wypoczynkowe odnotowały wyższe wzrosty cen. Lokalizacje nadmorskie i podmiejskie w odnotowały średni wzrost cen o 8,4%, nieznacznie wyprzedzając ośrodki narciarskie, w których ceny wzrosły średnio o 8,3%. Słabszy wzrost cen odnotowano w miastach, gdzie ceny rosły średnio o połowę mniej niż w kurortach nadmorskich i podmiejskich (4,2%).

„Rok 2021 nazwaliśmy „anomalią”, dlatego, ze był to rok charakteryzujący się niespotykanym wzrostem cen, po tym jak kraje ponownie otworzyły się po pandemii. Po takim boomie trudno było oczekiwać, że w 2022 r. nastąpi powrót do normalnego rynku. Pomijając rok 2021, rok 2022 zanotował najwyższy poziom wzrostu cen nieruchomości premium w ujęciu rocznym (5,2%) od czasu światowego kryzysu finansowego. Ucieczka kapitału do bezpiecznych przystani i ograniczenia w podaży odegrały swoją rolę w napędzaniu wzrostu cen najlepszych nieruchomości, ale to gwałtowny wzrost sprzedaży po pandemii powodował wzrost cen,”powiedziała Kate Everett-Allen, partner, residential research w Knight Frank.

„Boom na światowych rynkach mieszkaniowych po pandemii dał impuls do jeszcze większego wzrostu cen w ciągu ostatnich 12 miesięcy, ale nawet rynki dóbr luksusowych nie są odporne na wahania stóp procentowych, które obecnie obserwujemy. Wzrost cen spowolni w 2023 r., ale rynki raczej ulegną deflacji niż załamaniu – to nie jest rok 2008,” – dodała Liam Bailey, global head of research w Knight Frank.

Analitycy Knight Frank ujawniają, że wolniejszy wzrost cen nie jest wszędzie na takim samym poziomie. Niektóre kraje bardziej od innych odczuwają wahania w światowej gospodarce. W 2022 r. 15 państw z indelksu PIRI 100 odnotowało spadek cen. W 2021 r. było to tylko 7. Prawie połowa  tych, które odnotowały spadki jest w regionie Azji i Pacyfiku. Rynki, które odnotowały najwyższy wzrost cen w czasie pandemii, obecnie należą do tych notujących najwyższe spadki: Wellington (-24%); Auckland (-19%); Sztokholm (-8%); Vancouver (-7%) i Seul (-5%). Miasta odczuwają spadki cen bardziej niż kurorty zimowe czy letnie.

Indeks Knight Frank Prime International Residential Index (PIRI 100)

% zmiana cen nieruchomości luksusowych w 2022 w ujęciu r/r: Top 5 miast

No. Miasto Zmiana % w ujęciu r/r  
1 Dubaj 44.2  
2 Aspen 27.6  
3 Riyadh 25.0  
4 Tokio 22.8%  
5 Miami 21.6%  

 

Średnia roczna zmiana wg. typu rynku: Top 5 lokalizacji

Miasto +4.2% Resort letni +8.4% Resort narciarski  + 8.3%
Dubaj Dubaj Aspen
Riyadh Miami St Moritz
Tokio Algarve Verbier
Miami Bahamy Gstaad
Praga Ateny Val d’Isere

Średnia roczna zmiana wg. regionu: Top 5 lokalizacji

Ameryki +7.0% EMEA +6.5% Azja i Pacyfik +0.4%
Aspen Dubaj Tokio
Miami Riyadh Mombaj
Bahamy Praga Mombaj
Hamptons Algarve Bangkok
Mustique Ateny Gold Coast

Niespodzianka w indeksach koniunktury

Potencjalne problemy gospodarcze skutkują wyraźnym pesymizmem w przemyśle. Usługi wciąż jednak trzymają się mocno. W tle spadek zamówień w USA oraz stabilny rating polski w Moody’s.

Indeksy PMI zaskoczyły

Piątkowe odczyty indeksów PMI wyraźnie rozminęły się z oczekiwaniami. Wyraźnie lepsze perspektywy widać obecnie w strefie euro przed usługami niż przemysłem. Indeks PMI to badanie ankietowe wśród menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. W przypadku usług, wzrost do 55,6 pkt oznacza wyraźną przewagę odpowiedzi pozytywnych nad negatywnymi. Z kolei wynik przemysłu – 47,1 pkt znajduje się poniżej magicznej granicy 50 pkt rozdzielającej przewagę pozytywnych od negatywnych odpowiedzi. Warto również zwrócić uwagę, że oczekiwania względem usług były niższe a przemysłu wyższe, co dodatkowo wzmacnia siłę tej rozbieżności. W Wielkiej Brytanii również usługi wypadły lepiej niż przemysł, nie było jednak aż takiej rozbieżności jak w strefie euro.

Słabsze dane z zamówień

W USA analitycy zasadniczo nie docenili optymizmu menedżerów w przypadku indeksów PMI. Zarówno indeks dla przemysłu, jak i dla usług zostały wyraźnie niedocenione. Ci sami analitycy jednak zbyt optymistycznie szacowali zamówienia na dobra. Ponownie słabiej z tej dwójki wypadają zamówienia na dobra trwałego użytku niż te bez środków transportu. Pokazuje to, że od początku pracy zdalnej branża samochodowa wyraźnie traci. W latach 2015-2019 po odrobieniu strat z kryzysu w 2008 roku sprzedawano ich około 17 mln rocznie. Od początku pandemii nie udało się ani razu sprzedać więcej niż 15 mln sztuk samochodów osobowych.

Agencja Moody’s potwierdziła rating Polski

Przeglądy zdolności do spłaty zadłużenia dokonywane przez agencje ratingowe przestały być jak jeszcze kilka lat temu wiadomościami dnia. Nie mniej cieszy, że mimo tego jak nasz rząd testuje odporność budżetu na nowe wydatki, a pieniądze z UE kapią coraz wolniej, nasz rating jest stabilny. Wciąż otrzymujemy przyzwoitą notę A2. Jest to zdecydowanie lepszy wynik od naszych przyjaciół z Budapesztu. Z drugiej strony kolejne państwo, z którym nas się często porównuje, czyli Czechy ma już znacznie lepszy wynik niż Polska.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg. CBI,
16:30 – USA – indeks Dallas FED

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl