Dane MRiT: Przedsiębiorcy inwestują coraz mniej środków w SSE i PSI. Spadek rdr. wynosi ponad 90 proc.

Jak wynika z danych MRiT, w ub.r. faktycznie poniesione koszty inwestycji w SSE i PSI były o prawie 92% niższe niż w 2021 roku. W latach 2017-2022 wyniosły one łącznie przeszło 50 mld złotych, malejąc z roku na rok. W tym okresie największa część z tych środków przypadła na woj. warmińsko-mazurskie, małopolskie i śląskie. Do tego w 2022 roku o blisko 83% mniej inwestycji zostało formalnie wycofanych z realizacji w ramach SSE i PSI niż w 2021 roku. Z kolei w latach 2017-2022 takich przypadków odnotowano w sumie 365. Ministerstwo Finansów przedstawia też wykazane przez podatników dochody wolne od podatku, uzyskane z działalności gospodarczej prowadzonej na terenie specjalnych stref ekonomicznych. W 2021 roku kwota wzrosła o prawie 77% w porównaniu z 2020 rokiem.   

Faktyczne inwestycje

Jak informuje Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), w ubiegłym roku faktycznie poniesione koszty inwestycji w Specjalne Strefy Ekonomiczne (SSE) i Polską Strefę Inwestycji (PSI) wyniosły 312 mln zł. To o 91,9% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 3,859 mld zł. Przy tym dane są zbierane po zakończeniu inwestycji przez inwestora. Uwzględniając podział na województwa, ubiegłoroczne zestawienie otwiera łódzkie – 160 mln zł. Dalej widać podkarpackie – 65 mln zł, a także małopolskie – 37 mln zł. Natomiast przy sześciu województwach jest wynik 0 zł. To kujawsko-pomorskie, opolskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie.

– Możliwe jest to, że inwestorzy występują z wnioskami o przesunięcie terminu realizacji inwestycji z uwagi na obecne trudności, z jakimi się borykają. Wielu przedsiębiorców dotykają trudności wynikające ze spowolnienia gospodarczego, spadku wielkości zamówień, załamania łańcuchów dostaw, problemów ze źródłami energii, inflacją czy wysokimi kosztami obsługi zadłużenia – komentuje doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Jak podkreślają prof. Tomasz Dorożyński i prof. Janusz Świerkocki z Uniwersytetu Łódzkiego, SSE funkcjonują w Polsce od ponad 25 lat. Dane za jeden wybrany rok nie muszą świadczyć o ich atrakcyjności inwestycyjnej. Badania przeprowadzone przez ww. ekspertów dowodzą, że poszczególne strefy cieszyły się różnym zainteresowaniem inwestorów (mierzonym m.in. wartością nakładów inwestycyjnych oraz liczbą zezwoleń lub decyzji o wsparciu). W każdym makroregionie znajdziemy strefy, które lepiej lub gorzej radziły sobie z przyciąganiem inwestorów. Zróżnicowanie regionalne zależało przede wszystkim od atrakcyjności regionów i aktywności spółek zarządzających SSE lub PSI. Generalnie lepiej wypadają te, które leżą w bogatszych, a więc bardziej atrakcyjnych dla biznesu, częściach kraju.

Według danych resortu za lata 2017-2022, łączna kwota faktycznie poniesionych kosztów inwestycji wyniosła 50,179 mld zł. One zmniejszały się z roku na rok w analizowanym okresie. W 2017 roku były na poziomie 16,805 mld zł, w 2018 roku – 11,356 mld zł, w 2019 roku – 9,432 mld zł, a w 2020 roku – 8,414 mld zł. W tych latach największe faktycznie poniesione koszty inwestycji były w woj. warmińsko-mazurskim – 7,133 mld zł. Dalej w zestawieniu widać małopolskie – 6,520 mld zł, śląskie – 6,309 mld zł, podkarpackie – 4,841 mld zł, a także łódzkie – 4,551 mld zł. Na końcu rankingu mamy świętokrzyskie – 417 mln zł, podlaskie – 674 mln zł, jak również pomorskie – 837 mln zł.

– Kwota ok. 50 mld zł, rzeczywiście poniesionych kosztów inwestycji w okresie sześciu lat, zasługuje oczywiście na docenienie. Jednak odnotować należy, że była ona w gruncie rzeczy umiarkowana. Spadek kosztów ponoszonych w kolejnych latach, z blisko 17 mld zł do zaledwie 312 mln zł, można zapewne zinterpretować jako skutek wystąpienia w latach 2020-2022 ponadprzeciętnych turbulencji kryzysowych – analizuje prof. dr hab. Stanisław Flejterski z Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie.

Jednak „nie”

Zgodnie z danymi resortu, 10 inwestycji zostało formalnie wycofanych z realizacji w ramach w 2022 r. (rok wydania zezwolenia lub decyzji o wsparciu). To o 82,8% mniej niż w 2021 roku, kiedy było ich 58. Natomiast w okresie 2017-2022 łącznie takich przypadków odnotowano 365. Najwięcej z nich zarejestrowano w 2018 roku – 91 i 2017 roku – 84.

– Skalę rezygnacji z realizowania inwestycji w ramach SSE i PSI w 2022 roku można uznać za relatywnie niewielką, zwłaszcza w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Sytuacja jest nadzwyczaj dynamiczna, zarówno zainicjowanie inwestycji, jak i niekiedy decyzja o wycofaniu się z jej realizacji, wynika z uwzględnienia wielu rozmaitych okoliczności o charakterze makroekonomicznym, mezoekonomicznym  oraz mikroekonomicznym – mówi prof. Flejterski.

Powyższe dane nie są zaskakujące, co stwierdzają prof. Dorożyński i prof. Świerkocki. Jak zaznaczają eksperci, inwestowanie w SSE wymaga wypełnienia wielu warunków oraz sprostania procedurom i formalnościom. Finalnie nie wszystkie projekty okazują się skuteczne. Statystyki dowodzą, że od początku funkcjonowania stref blisko 50% zezwoleń zostało wyłączonych z obrotu prawnego w związku z cofnięciem, wygaszeniem, unieważnieniem bądź uchyleniem. Ok. 20% zezwoleń zostało cofniętych. Głównym powodem było niezrealizowanie przez przedsiębiorców określonych w nich warunków. Ponadto kończy się program SSE. To oznacza, że inwestor z zezwoleniem z 2017 roku lub późniejszym ma niewielką szansę, by do 2026 roku skonsumować ulgę w podatku, więc może się wycofać.

– Rezygnacje w latach 2017-2018 mogły wynikać z okresu przełomu, jakim było zastąpienie specjalnych stref ekonomicznych jedną Polską Strefą Inwestycji. Ustawą z 10 maja 2018 roku określono zasady udzielania przedsiębiorcom wsparcia na realizację nowych inwestycji w ramach PSI. Przedsiębiorcy, którzy wówczas byli zainteresowani realizacją inwestycji, mogli nie mieć pełnej wiedzy na temat tego, który instrument podatkowy będzie dla nich bardziej optymalny. Wielu z nich występowało o stare zezwolenie strefowe lub o nową decyzję o wsparciu. Gdy sytuacja się ustabilizowała, okazywało się, że podjęte decyzje być może nie były adekwatne do założeń odnośnie realizacji inwestycji, stąd rezygnacje – dodaje Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Ulgowe podejście

Z kolei Ministerstwo Finansów przedstawia dane podatników podatku dochodowego od osób prawnych oraz podatników podatku dochodowego od osób fizycznych, którzy w złożonych zeznaniach podatkowych wykazali dochody wolne od podatku. Mowa o tych uzyskanych z działalności gospodarczej prowadzonej na terenie specjalnych stref ekonomicznych, w tym dochodach z działalności gospodarczej określonej w decyzji o wsparciu. W 2021 roku (najnowsze dane) kwota ta wyniosła 21,372 mld zł. To o 76,9% więcej niż w 2020 roku, kiedy odnotowano 12,084 mld zł. Wynik z 2020 roku był najniższy z okresu 2017-2021. We wspomnianym 2017 rok było to 16,136 mld zł, w 2018 roku – 16,651 mld zł, a w 2019 roku – 18,674 mld zł.

– 3 lata temu przedsiębiorcy musieli zmierzyć się z nowymi wyzwaniami związanymi z pandemią. To wpłynęło na pogorszenie się wyników firm za rok 2020. Stąd zrozumiała jest najniższa wielkość dochodów wolnych od podatku właśnie wtedy. Natomiast wzrost na przestrzeni analizowanego okresu, za wyjątkiem 2020 roku, może świadczyć o stopniowym zwiększaniu efektywności działalności gospodarczej. Takie dane powinny cieszyć, gdyż są zgodne z założeniami przepisów o SSE i PSI, aby pobudzać rozwój gospodarczy poprzez nowe inwestycje – analizuje Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Eksperci z Uniwersytetu Łódzkiego zaznaczają, że dochód, co do zasady, nie musi rosnąć z roku na rok. Eksperci zwracają uwagę na dane przedstawione w Informacji o realizacji ustawy o SSE (stan na koniec 2021 rok). Z nich wynika, że dochód zwolniony od podatku, a więc sama wartość zwolnienia dla podatników prowadzących działalność gospodarczą w SSE, rosła w latach 1998-2020. Prawdopodobnie kwota co roku wzrastała, bo rosła produkcja (zyski) dająca prawo do ulgi. Zdarzały się wyjątki (lata 2004-2005, 2012 rok, 2017 rok oraz właśnie 2020 rok). Było to związane przede wszystkim ze zmieniającą się liczbą podatników oraz uzyskanym przez nich dochodem zwolnionym od podatku. Sytuacja, która miała miejsce w 2020 roku, nie była wyjątkowa, choć można ją prawdopodobnie powiązać z kryzysem pandemicznym.

Czy dziś pierwsze skrzypce będzie grała inflacja?

Nerwowość po upadku banków z USA pozostaje wysoka. Notowania innych instytucji regionalnych ponownie traciły. Rentowności obligacji USA zanotowały potężny spadek. Pomimo szybkiego działania amerykańskich regulatorów, które miało na celu wsparcie deponentów upadłych podmiotów, awersja do ryzyka pozostaje wysoka. Dziś rynek będzie spoglądał na inflację CPI ze Stanów Zjednoczonych za luty. Wycena futures dotycząca ścieżki stóp procentowych Fed wskazuje w dużej mierze redukcję marcowej podwyżki.

Amerykanie działają bardzo szybko, wszystko po to, żeby strach i awersja do ryzyka nie rozlały się szeroko po rynku. Sama Rezerwa Federalna zakomunikowała, że jest przygotowana na ewentualną presję płynnościową, która może się pojawić. Został stworzony Bank Term Funding Program. Będzie on oferował pożyczki na okres do jednego roku dla banków, stowarzyszeń oszczędnościowych, unii kredytowych i innych uprawnionych instytucji depozytowych. Program ten będzie akceptował jako zabezpieczenie amerykańskie papiery skarbowe, papiery dłużne agencji i papiery wartościowe zabezpieczone hipoteką oraz inne kwalifikujące się aktywa. Będą one wyceniane po wartości nominalnej.

Głos w tej sprawie zabrał prezydent Biden, który zadeklarował, że USA „zrobią wszystko co konieczne”, żeby wzmocnić system bankowy. Na zakup banku SVB zdecydował się HSBC. Wartość tej transakcji to symboliczny 1 funt.

Mocna przecen dotknęła wczoraj europejskie parkiety. DAX, CAC40, FTSE100 czy EuroStoxx50 wykonały znaczną korektę. Notowania znalazły się w interesującym miejscu od strony analizy technicznej. Aktualne spadki są bardzo zbliżone pod kątem wielkości do tych, które wystąpiły w II połowie grudnia ubiegłego roku.

Rynek w dużym stopniu dokonał rewizji dalszych kroków Rezerwy Federalnej. Prawdopodobieństwo ruchu o 25 pb w przyszłym tygodniu spadło do 59 proc. Z kolei możliwość ruchu o 50 pb została praktycznie wyeliminowana.

Dziś inwestorzy oczekują na informację jak kształtowała się inflacja w Stanach Zjednoczonych w lutym. Prognozy wskazują na spadek wskaźnika zasadniczego do 6 proc. (z 6,4 proc. w styczniu) oraz bazowego do 5,5 proc. (z 5,6 proc. poprzednio). Istotne jest pytanie, czy w tym newralgicznym okresie rynek będzie w stanie zmienić swoje oczekiwania co do dalszych decyzji Fed po publikacji dzisiejszych danych.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wyraźny wzrost liczby szybkich stacji ładowania od początku 2023 r.

Według danych z końca lutego 2023 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 70 263 osobowe i użytkowe samochody z napędem elektrycznym. Przez pierwsze dwa miesiące b.r. ich liczba zwiększyła się o 5 056 sztuk, tj. o 56% więcej niż w analogicznym okresie 2022 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

licznik elektromobilnosci

Pod koniec lutego 2023 r. po polskich drogach jeździło 66 685 elektrycznych samochodów osobowych. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 33 902 szt. tej części floty pojazdów (51%), a pozostałą część stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 32 783 szt. (49%). Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 3 578 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec lutego składała się z 16 602 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 506 344 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 846 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec lutego 2023 r. w Polsce funkcjonował0 2680 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (5266 punktów). 30% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 70% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W lutym uruchomiono 58 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (127 punktów).

W lutym b.r. miały miejsce dwa bardzo istotne zdarzenia dla rozwoju sektora zeroemisyjnej motoryzacji. Pierwsze to przyjęcie przez Parlament Europejski propozycji nowych celów redukcyjnych dla samochodów osobowych i dostawczych. W 2030 roku redukcja w przypadku samochodów osobowych musi osiągnąć 55%, w przypadku samochodów dostawczych – 50% a już w roku 2035 redukcja CO2 w obu tych kategoriach pojazdów będzie musiała wynosić 100%. Jednak jeszcze czekamy na ostateczne głosowanie, bo jeden z krajów członkowskich oczekuje, że do propozycji zostaną włączone zeroemisyjne samochody z silnikami spalinowymi zasilanymi e-paliwami.  Drugie istotne wydarzenie to propozycja Komisji Europejskiej redukcji poziomu CO2 dla pojazdów ciężkich – HDV i autobusów. Wynika z niej, że w 2030 roku redukcja CO2 od HDV ma wynieść 45%, w 2035 – 65%, a w 2040 – 90%. Obie propozycje utwierdzają branżę motoryzacyjną w przekonaniu, że dążenie do zeroemisyjnej mobilności jest jednym z najważniejszych długoterminowych celów władz Unii Europejskiej i krajów członkowskich mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

– Mimo że liczba stacji ładowania oddanych do użytku przez pierwsze dwa miesiące 2023 r. była tylko nieznacznie wyższa w porównaniu do wyniku z analogicznego okresu roku 2022 (115 do 102), na pewno cieszy wyraźny wzrost nowych instalacji w segmencie ładowarek DC (55 do 17). W konsekwencji Polska utrzymuje wysoki (30%) udział szybkich stacji na tle większości państw członkowskich UE. W związku z kolejnymi inwestycjami operatorów oraz finalizacją programu dopłat do infrastruktury spodziewamy się kontynuacji tego trendu w kolejnych miesiącach, w tym uruchamiania stacji o coraz wyższej mocy oraz instalowania coraz większej liczby hubów ładowania – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.   

Ponad 80 proc. światowych firm umożliwia pracę zdalną swoim pracownikom przynajmniej raz w tygodniu

Oczekiwania pracowników dotyczące sposobu organizacji pracy oraz konieczność pozyskiwania talentów na całym świecie sprawiają, że ponad jedna trzecia firm zezwala na wykonywanie obowiązków zawodowych z zagranicy. Za największe wyzwanie związane z pracą zdalną uznaje się konieczność wypracowania optymalnej strategii jej stosowania – wynika z raportu Global Remote Work Survey, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Według polskich przedsiębiorców zmiany w sposobie funkcjonowania zespołów spowodują konieczność wykształcenia nowych umiejętności menadżerskich.

Wzrost popularności pracy zdalnej i hybrydowej stwarza firmom szanse na przyciągnięcie utalentowanych pracowników z całego świata. Z drugiej strony zmiany, jakie zaszły na rynku pracy w ostatnich latach sprawiają, że przedsiębiorcy stają przed koniecznością weryfikacji strategii codziennej działalności. W tym celu firma doradcza Deloitte w sierpniu 2022 r. przepytała ponad 820 przedstawicieli firm pochodzących z 45 krajów, którzy podzielili się swoimi spostrzeżeniami na temat przyszłości pracy zdalnej.

Wyniki badania pokazują, że mimo zniesienia ograniczeń wprowadzonych w czasie pandemii cztery na pięć badanych przedsiębiorstw nadal umożliwia swoim pracownikom przynajmniej częściową pracę zdalną. Jednocześnie na popularności zyskuje hybrydowy model, którego stosowanie wskazała ponad połowa ankietowanych. Natomiast praca w pełni zdalna jest obecna w 27 proc. przedsiębiorstw, a zaledwie co dziesiąte nie umożliwia swoim pracownikom wykonywania obowiązków zawodowych na odległość.

– Realizacja potrzeb członków zespołu staje się obecnie jedną z najważniejszych kwestii dla dzisiejszych menadżerów. Takie osoby muszą brać pod uwagę oczekiwania swoich podwładnych dotyczące pracy zdalnej, a jednocześnie dbać o efektywność realizowanych zadań. Kluczem do sukcesu w najbliższych latach może się więc okazać umiejętność jasnego komunikowania przyczyn stacjonarnych spotkań zespołów. Pozwoli to bowiem na maksymalizację korzyści, jakie dają zdalne i hybrydowe modele pracy, jak i umożliwi budowę wizerunku elastycznego pracodawcy – mówi Anna Szabowska-Walaszczyk, manager, Human Capital, Deloitte.

Najczęściej wskazywaną przyczyną stosowania pracy zdalnej jest chęć poprawy doświadczeń pracowników dzięki większej elastyczności (84 proc. odpowiedzi). Sześć na dziesięć przedsiębiorstw postrzega ten model pracy jako sposób na przyciągniecie talentów, natomiast dla 40 proc. ankietowanych jest to narzędzie służące do osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju (m.in. dzięki ograniczeniu czasu, jaki pracownicy muszą przeznaczyć na dojazdy do pracy). Co czwarty badany jako główny powód wskazał możliwość zmniejszenia wydatków na przestrzeń biurową.

Wyniki badania Deloitte pokazują, że możliwość pracy zdalnej może być traktowana jako ważny atut w rywalizacji o przyciągnięcie kompetentnych i utalentowanych pracowników. O ile praca zdalna wykonywana w kraju macierzystym nie stanowi dużego problemu dla przedsiębiorców, to już świadczenie jej poza granicami może wiązać się z powstałymi w państwie wykonywania obowiązków służbowych konsekwencjami zarówno fiskalnymi, jak i w zakresie ubezpieczeń społecznych. Dotyczą one zarówno pracowników, jak i pracodawców. I to właśnie te obszary tworzą największe wyzwania dla firm poszukujących wykwalifikowanych pracowników na całym świecie – mówi Katarzyna Kurzawska-Puchała, doradczyni podatkowa, partnerka associate w Zespole ds. rozwiązań dla pracodawców, Deloitte.

Oprócz kwestii prawnych, przedsiębiorcy mierzą się z koniecznością wypracowania modelu pracy, który z jednej strony pozwoli spełnić oczekiwania pracowników, a z drugiej umożliwi sprawne osiąganie celów biznesowych. Wyniki badania wskazują, że najczęściej stosowaną metodą jest przyjęcie jednego podejścia (70 proc. odpowiedzi) we wszystkich oddziałach firmy. Jedynie co trzecia firma zdecydowała się na umożliwienie opracowania lokalnych polityk dotyczących sposobu organizacji codziennego funkcjonowania.

Krócej za granicą

Rozwój technologii oraz uelastycznienie modelu pracy skłoniły część osób aktywnych zawodowo do zmiany miejsca zamieszkania. Co więcej, część z nich postanowiła przeprowadzić się do innego kraju, jednocześnie pozostając zatrudnionym u dotychczasowego pracodawcy. Chociaż takie rozwiązanie może mieć korzystny wpływ na m.in. samopoczucie pracownika, to z punktu widzenia przedsiębiorstwa fakt zatrudnienia osoby przebywającej za granicą stanowi potencjalne wyzwanie. Kwestia ta znajduje swoje odzwierciedlenie w odpowiedziach na pytanie dotyczące lokalizacji pracownika: podczas gdy dwie trzecie firm umożliwia pracę zdalną na terenie kraju macierzystego, odsetek przedsiębiorstw pozwalających na wykonywanie obowiązków zawodowych z innego kraju wynosi już 35 proc. Co więcej, firmy te warunkują taką opcję m.in. koniecznością posiadania prawa do wykonywania pracy w obcym państwie lub wprowadzają limity liczby dni pracy zdalnej z zagranicy. Blisko 60 proc. z nich umożliwia działanie z innego państwa właśnie w ograniczonym zakresie czasowym – najczęściej jest to 20 dni w ciągu roku (19 proc. odpowiedzi).

Obostrzenia czasowe dotyczące pracy z innego kraju są o tyle istotne, że w zależności od lokalnych regulacji podatkowych w kraju wykonywania pracy mogą powstać obowiązki dla pracownika tudzież pracodawcy w zakresie rejestracji w tamtejszym urzędzie skarbowym. Dlatego też podejście danej firmy do pracy zdalnej, zwłaszcza tej wykonywanej zza granicy, w ogromnym stopniu zależy od takich kwestii jak podatki czy ubezpieczenia społeczne. Być może rozwiązaniem będzie wprowadzenie dodatkowych przepisów na poziomie międzynarodowym, uwzględniających potrzebę elastyczności osób pracujących zdalnie – mówi Maja Zabawska, doradczyni podatkowa, partnerka w Zespole ds. rozwiązań dla pracodawców, Deloitte.

Hybryda przede wszystkim

W Polsce odsetek firm, które w różnym stopniu umożliwiają prace zdalną, w niektórych branżach potrafi sięgnąć 90 proc. Najczęściej stosowaną formą organizacji działania jest model hybrydowy, zakładający jedynie 2 dni pracy biurowej w ciągu tygodnia. Jest to w pewnym stopniu wynik oczekiwań pracowników – blisko co trzeci uczestnik ankiety przeprowadzonej w ramach badania Deloitte „Stan pracy hybrydowej w Polsce” jako preferowany wskazał model zakładający 3 dni pracy zdalnej.

Możliwość wykonywania obowiązków zawodowych z kraju innego niż Polska jest rzadko spotykanym rozwiązaniem. Jedynie 13 proc. polskich przedsiębiorstw zezwala swoim pracownikom na pracę z dowolnej lokalizacji, czyli o 22 pkt. proc. mniej niż wynosi średnia globalna. Jednocześnie odsetek polskich pracowników oczekujących takiej możliwości wynosi 47 proc. Zdaniem autorów raportu zwiększenie przez pracodawcę liczby dni pracy zdalnej zza granicy może okazać się skutecznym sposobem na przyciągnięcie wysoce wykwalifikowanej kadry.

Polscy przedsiębiorcy są świadomi nie tylko zalet pracy zdalnej, ale również wyzwań, jakie się z nią wiążą. Do takich kwestii zaliczają się m.in. konieczność określenia zasad stosowania modelu zdalnego czy hybrydowego, wyraźna komunikacja celowości spotkań w biurze, jak i opracowanie nowych metod pomiaru jakości współpracy. Zdaniem przedstawicieli firm pochodzących z Polski, to właśnie zdolność do efektywnego zarządzania zespołem, którego członkowie pracują zdalnie, w najbliższej przyszłości stanie się jednym z bardziej oczekiwanych kompetencji liderskich.

Równie istotną kwestią co sposób organizacji działania są dla przedsiębiorców przepisy regulujące pracę zdalną. Te firmy, które chcą zapewnić swoim pracownikom maksymalną elastyczność, mogą napotkać bariery prawne utrudniające im wyjście naprzeciw oczekiwaniom osób zatrudnionych. Przedstawiciele firm wskazują także na konieczność opracowania przez regulatora wytycznych precyzujących kwestię zwrotu kosztów pracy zdalnej pracownikowi przez przedsiębiorcę.

– Niedawno opublikowana nowelizacja Kodeksu Pracy przewiduje, że praca zdalna będzie mogła mieć trzy formy: regularnej pracy zdalnej opartej na regulaminie pracy zdalnej bądź uzgodnieniu z pracownikiem, tzw. pracy zdalnej okazjonalnej oraz pracy zdalnej na polecenie pracodawcy wydawane w razie stanu siły wyższej. Każdy z tych reżimów łączy się z innymi obowiązkami, co sprawia, że przed pracodawcami chcącymi korzystać z tych rozwiązań szykuje się bardzo pracowity miesiąc zanim uchwalone przepisy zaczną obowiązywać – mówi Katarzyna Sarek-Sadurska, radca prawny, liderka Działu prawa HR, Deloitte Legal.

Upadek SVB uderza w aktywa ryzykowne, rynkowe obawy dotknęły również złotego

Uwaga na koniec tygodnia skupiła się na wieściach dotyczących pierwszej dużej ofiary rekordowo szybkich podwyżek stóp procentowych w USA, którą stał się Silicon Valley Bank z Kalifornii. Choć złoty początkowo oparł się presji, doścignęły go rynkowe obawy i kurs EUR/PLN wzrósł w poniedziałek 13.03 powyżej psychologicznego poziomu 4,70.

Akcje spadły przed zamknięciem piątkowego handlu, a postrzegane tradycyjnie jako bezpieczne frank szwajcarski i jen japoński były najlepiej radzącymi sobie walutami. Warto zauważyć, że euro się nie osłabiło, a funt nawet nieco zyskał, co sugeruje, że rynki postrzegają problem jako ograniczony do USA.

Upadek SVB w połączeniu z mieszanym piątkowym raportem dot. amerykańskiego rynku pracy (NFP) doprowadził także w ostatnich dniach do gwałtownego spadku rynkowych oczekiwań wobec poziomu stóp procentowych w USA, co dodatkowo obciążyło dolara. Wygląda na to, że podwyżka o 50 pb., którą – jak się wydaje – zasygnalizował we wtorek 7.03 przewodniczący FOMC Jerome Powell obecnie nie wchodzi w grę.

Od piątkowego zamknięcia byliśmy świadkami zdecydowanej interwencji władz amerykańskich w celu powstrzymania potencjalnego runu na banki, na zakup brytyjskiego oddziału SVB zdecydował się zaś HSBC. Uważamy, że interwencja ta wystarczy, by uspokoić deponentów amerykańskich banków regionalnych, i pozwoli rynkom walutowym ponownie skupić się na danych dotyczących inflacji i polityki banków centralnych.

Ten tydzień jest pod tym względem niezwykle istotny. We wtorek 14.03 opublikowany zostanie raport o inflacji w USA w lutym, a w czwartek 16.03 odbędzie się marcowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Przed informacjami o problemach SVB podwyżka o 50 pb. była uznawana za pewną, obecnie wyceny rynkowe doświadczyły sporej korekty. Niemniej ruch o takiej skali pozostaje naszym bazowym scenariuszem.

PLN

Ubiegły tydzień był dla złotego korzystny. W przeciwieństwie do innych głównych walut regionu oparł się on presji i znalazł się pod koniec tygodnia poniżej poziomu 4,70 w parze z euro. Rynkowe obawy doścignęły jednak złotego i kurs EUR/PLN wzrósł w poniedziałek 13.03 powyżej wspomnianego psychologicznego poziomu.

Zeszłotygodniowe posiedzenie RPP przeszło bez większego echa. Wyniki nowych projekcji niemal nie różnią się od listopadowych – największa różnica to niższa niż zakładana wcześniej inflacja w tym roku (11,9% zamiast 13,1%) za sprawą cen energii. Ton prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego na konferencji prasowej był optymistyczny, ale ostrożny. Nowe sygnały z banku centralnego nie zmieniają naszej opinii, że na obniżki stóp najpewniej przyjdzie poczekać do 2024 r.

W tym tygodniu krajowa uwaga skupi się na odczycie inflacji w lutym (środa 15.03). Dynamika cen najpewniej podbije wyraźnie powyżej 18%, osiągając szczyt. To powinno być jej ostatnie słowo – od marca inflacja powinna kierować się w dół.

EUR

Wyniki europejskiej gospodarki, podobnie jak presja inflacyjna, wciąż przewyższają oczekiwania, co oznacza, że podwyżka stóp procentowych o 50 pb. na zbliżającym się w tym tygodniu posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego pozostaje naszym bazowym scenariuszem. Spodziewamy się zdecydowanej rewizji w górę prognoz inflacji bazowej w 2023 r., jednak sygnały z EBC mogą nie być równie jednoznacznie jastrzębie jak zakładaliśmy wcześniej.

Wraz ze spadkiem oczekiwań wobec podwyżek stóp w USA obserwujemy podobne, choć nieco bardziej stonowane, cofnięcie oczekiwań wobec docelowej stopy EBC. Uważamy, że skala tych zmian była zbyt duża – jeśli oczekiwania ulegną korekcie, euro powinno wrócić na ścieżkę wzrostu.

USD

Wieści dotyczące Silicon Valley Bank przyćmiły inne informacje z USA. W raporcie z amerykańskiego rynku pracy widoczne były jednak pewne wstępne i znaczące oznaki jego rozluźnienia, co powinno być dobrą wiadomością dla Rezerwy Federalnej. Obawy dotyczące sytuacji sektora bankowego powinny zostać rozwiane dzięki działaniom podjętym w weekend, w tym pełnej gwarancji depozytów. Sprawi to jednak prawdopodobnie, że Fed będzie miał większe opory przed podnoszeniem stóp procentowych, co zdecydowanie negatywnie wpływa na dolara.

Wciąż znaczący w kontekście decyzji Fedu pozostaje wtorkowy (14.03) raport dotyczący inflacji. Spodziewamy się dalszych oznak stabilizacji miary bazowej na nieakceptowalnym poziomie ok. 5% w ujęciu zanualizowanym, co oznacza, że wspomniana wcześniej możliwa niechęć do podwyżek stóp procentowych może być krótkotrwała. Aby inwestorzy ponownie zaczęli rozważać możliwość podwyżki stóp o 50 pb. jeszcze w tym miesiącu, musielibyśmy odnotować jednak znaczną inflacyjną niespodziankę w górę.

CHF

Frank szwajcarski znalazł się w minionym tygodniu na szczycie zestawienia G10, umacniając się względem wszystkich innych walut G10. EUR/CHF spadł poniżej 0,98, najniższego poziomu od listopada 2022 r. Po raz pierwszy od dłuższego czasu waluta odniosła korzyść z tytułu swojego statusu bezpiecznej przystani, reagując pozytywnie na obawy związane z upadkiem SVB. Dodatkowe wsparcie zapewniła walucie także skromniejsza niż w przypadku innych krajów korekta oczekiwań dot. podwyżek stóp procentowych.

Przemawiający w ubiegłym tygodniu prezes SNB Thomas Jordan stwierdził, że nie można wykluczyć dalszego zacieśniania polityki monetarnej. W naszej opinii bank zdecyduje się na kolejną sporą podwyżkę już w przyszłym tygodniu. W międzyczasie skupimy się przede wszystkim na wiadomościach z zewnątrz, liczba odczytów ze Szwajcarii w najbliższych dniach będzie bowiem ograniczona – dotrą do nas jedynie wtorkowe (14.03) dane dot. cen producenckich i importowych za luty.

CNY

Juan zakończył ubiegły tydzień niżej zarówno w stosunku do dolara amerykańskiego, jak i w ujęciu ważonym handlem, nowy rozpoczyna jednak, odrabiając straty. Wśród zeszłotygodniowych odczytów z Chin szczególnie interesujące wydają się te dot. inflacji. Inflacja CPI nieoczekiwanie spadła o połowę, notując w lutym wartość 1% (w porównaniu do 2,1% w uprzednim miesiącu). Jest to najniższa stopa inflacji konsumenckiej od roku. W przypadku inflacji PPI dysproporcja między oczekiwaniami a rzeczywistym odczytem była łagodniejsza, spadek cen o 1,4% oznacza jednak, że luty był piątym miesiącem deflacji cen producenckich. Dane potwierdzają, że w przeciwieństwie do większości reszty świata Chiny nie muszą zbytnio przejmować się presją cenową.

Jednocześnie niekoniecznie jesteśmy zdania, że otwiera to drogę do większego wsparcia gospodarki przez rząd – władze wydają się raczej ostrożne, widać także pewne oznaki ożywienia popytu. Z kronikarskiego obowiązku warto dodać zaś, że Xi Jinping zapewnił sobie trzecią kadencję jako prezydent ChRL. Jego bliski sojusznik, Li Qiang został nowym premierem, zastępując na tym stanowisku Li Keqianga.

W tym tygodniu skupimy się na pakiecie twardych danych publikowanych w środę. Kompleksowy zbiór odczytów z pierwszych dwóch miesięcy roku da nam lepszy obraz w zakresie stanu chińskiej konsumpcji, sektora przemysłowego czy mieszkaniowego. Poza tym w środę ustalona zostanie stopa MLF. Jej zmiana nie jest oczekiwana, uwaga skoncentruje się więc na kwestii rolowania kredytów.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Bariery prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce – stałe problemy bez zmian

Wysokie podatki, niestabilność prawa i wysokie koszty pracy to utrzymujące się od 2019 r. „TOP 3” postrzeganych przez polskich przedsiębiorców barier na drodze do prowadzenia działalności gospodarczej. Od 2019 r., niestabilność prawa staje się coraz większą barierą dla prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce ( tak wskazało 36% przedsiębiorców w 2019 wobec 51% obecnie). Bariery na drodze do rozwoju działalności gospodarczej w Polsce są postrzegane przez przedsiębiorców porównywalnie. W „TOP3” wciąż znajdują się niejasne, skomplikowane i według polskich przedsiębiorców nieprzychylne im przepisy prawa oraz nazbyt rozbudowane procedury administracyjne.

Jednym problemem jest niestabilność prawa jako ogółu przepisów, natomiast jeszcze ważniejsze jest samo skomplikowanie prawa gospodarczego i podatkowego. Dla 7 na 10 przedsiębiorców z sektora handlu stanowi to poważną barierę na drodze do prowadzenia działalności gospodarczej – zauważa prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak.

Według polskich przedsiębiorców, najważniejszą przyczyną niezatrudniania większej liczby pracowników w małych i średnich przedsiębiorstwach są zbyt wysokie koszty z tym związane – od 2019 r. twierdzi tak niezmiennie ponad 60% polskich przedsiębiorców, bez względu na sektor. Natomiast głównymi przeszkodami w inwestowaniu kapitału przez MŚP są według 46% polskich przedsiębiorców zbyt niskie zyski przedsiębiorców, lęk przed utratą kapitału (45%) oraz obawa przed spadkiem popytu na świadczone przez firmę usługi / oferowane produkty (41% wskazań).

Potwierdza to nasze wyniki z badania Busometr na I półrocze 2023 r. Tam również przedsiębiorcy w zdecydowanej większości wskazywali na niechęć do inwestycji oraz problemy związane z kosztami zatrudnienia – stwierdził prezes ZPP.

Według 51% polskich przedsiębiorców, najważniejszą barierą na drodze do zakładania własnego biznesu w Polsce jest brak wolnych środków na start, niechęć do brania odpowiedzialności za ewentualne niepowodzenie firmy (tak uważa 46% badanych wobec 38% w 2019 r.) oraz brak pomysłu na działalność gospodarczą (dla 36% respondentów względem 46% w roku 2020 r.).

Najlepszymi zachętami do rozpoczęcia własnej działalności mogłaby być według 55% przedsiębiorców bezzwrotna pomoc finansowa (na start) ze strony państwa oraz wydłużony okres preferencyjnej składki ZUS (54% wskazań). Obniżenie składki ZUS lub innych podatków często pojawiało się także jako doprecyzowanie pytania o „inne” drivery rozpoczynania własnej działalności gospodarczej.

Pokazuje to, że nasze działania i postulaty związane np. z publikacją memorandum dot. pakietu dla małych firm, gdzie znalazły się postulaty wydłużenia okresu preferencyjnej składki ZUS czy obniżenia składki rentowej opłacanej przez mikroprzedsiębiorców, są podzielane przez przedstawicieli polskiego biznesu. Najbardziej pesymistyczne w tym badaniu jest to, że w zasadzie od lat nic się nie zmienia – dodaje prezes ZPP.

METODOLOGIA

W styczniu 2023 r., Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wspólnie z Domem Badawczym Maison przeprowadził badanie “Bariery prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce”. Jest to badanie cykliczne, prowadzone od roku od 2019 r. . CAWI, próba 534 firmy z sektora MSP.

Lock-up na akcjach EKIPY

Karol Friz Wiśniewski, Łukasz Wujek Łuki Wojtyca oraz JR Holding ASI SA ogłaszają lock-up na akcjach EKIPY. Trzech głównych akcjonariuszy Spółki zobowiązuje się do niesprzedawania akcji z możliwością zwalniania po 20% rocznie po 6 latach.

Karol Friz Wiśniewski, Łukasz Wojtyca oraz JR HOLDING ASI SA, zdecydowali się na zablokowanie swoich akcji serii F w spółce na okres 10 lat. Dodatkowo JR HOLDING objął zobowiązaniem, do września 2025 r. posiadane akcje notowane. Jest to krok mający na celu pokazanie stabilności spółki, długoterminową strategię oraz wiarę w jej sukces. Lock-up będzie miał również pozytywny wpływ na zaufanie inwestorów, którzy zyskają większe poczucie bezpieczeństwa inwestując w spółkę, wiedząc, że kluczowi akcjonariusze nie mogą sprzedawać swoich akcji w tym czasie.

Jesteśmy przekonani, że ta decyzja jest w najlepszym interesie naszych inwestorów i firmy jako całości. Chcemy, aby nasi fani i inwestorzy byli spokojni. Lock-up jest gwarancją naszego oddania EKIPIE oraz długoletnim planom. Powołaliśmy EKIPA Holding, aby naszą misję, czyli dostarczanie rozrywki, wynieść na wyższy level.” – powiedział Łukasz Wojtyca, Prezes Zarządu EKIPY.

Lock-up to zobowiązanie akcjonariuszy do niezbywania posiadanych przez nich akcji przez ustalony czas. W ramach tej decyzji tych trzech akcjonariuszy nie będzie miało możliwości sprzedaży żadnej swojej akcji serii F przez pierwsze 6 lat od podpisania umowy Lock-up. Dopiero po 6 latach zwalnia się po 20% swoich akcji rocznie, czyli dopiero w 7. roku każdy z tych akcjonariuszy będzie mógł sprzedać maksymalnie 20% z posiadanych akcji. Dla akcji notowanych JR HOLDING redukcja rozpocznie się końcem września 2023 r.

Pomysł Karola i Łukasza o zablokowaniu akcji to dojrzała i dobra decyzja. Ich największe projekty wymagają czasu i długoterminowych działań. Z chęcią dołączyliśmy do nich jako
JR HOLDING i również blokujemy swoje akcje. Pragnę zaznaczyć, że 10-letni lock-up to jeden z najdłuższych jaki znam w historii NewConnect. Wierzę głęboko w ogromny sukces EKIPY zarówno na rynku polskim jak i światowym.”
– dodaje January Ciszewski, Prezes Zarządu i główny akcjonariusz JR HOLDING.

Rynki wschodzące na celowniku najemców i deweloperów magazynowych

Rynek magazynowy niezmiennie pozostaje w czołówce sektorów nieruchomości, będąc na celowniku zarówno deweloperów i inwestorów, jak i najemców. W 2022 roku firmy podpisały umowy najmu opiewające 6,8 mln m kw. powierzchni magazynowej, co było drugim najwyższym wynikiem w historii tego sektora. Deweloperzy poszli krok dalej, bijąc dotychczasowy rekord w ramach nowej podaży – 4,4 mln m kw. Największy udział w wolumenie oddanej do użytku powierzchni miały rynki wschodzące.

Kondycja rynku magazynowego w Polsce kolejny rok z rzędu pokazuje, że ma się on bardzo dobrze i nie planuje zwalniać. Całkowite zasoby rynku magazynowego na koniec 2022 roku przekroczyły 28,3 mln m kw.

„Za dynamicznym rozwojem sektora magazynowego w Polsce stoi wiele przesłanek, ale do najważniejszych zaliczyłbym strategiczne położenie naszego kraju na obszarze Europy, stale rozwijającą się infrastrukturę dróg szybkiego ruchu, która ma tutaj kluczowe znaczenie oraz wciąż relatywnie niskie koszty siły roboczej, w porównaniu do krajów zachodnich,” – komentuje Michał Kozdrój, Dyrektor działu wynajmu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Knight Frank.

Z powierzchni magazynowych najczęściej korzystają firmy reprezentujące sektor logistyczny, produkcyjny, e-commerce, dystrybucji oraz produktów szybko zbywalnych.

„Rozmawiając z deweloperami o ich potrzebach, najczęściej swoje zainteresowanie kierują w stronę dostępnych gruntów z przeznaczeniem pod zabudowę magazynowo-przemysłową, która położona jest bezpośrednio przy trasach szybkiego ruchu. W tym kontekście z planem budowy magazynów typu BIG-BOX i BTS. Niemniej atrakcyjne z punktu widzenia deweloperów są również działki położone w bliskim sąsiedztwie miast, które są przeznaczone pod budowę magazynów miejskich SBU, czyli tzw. small business units oraz tzw. obiektów ostatniej mili z wysokiej klasy powierzchnią biurową,” – dodaje Michał Kozdrój.

Biorąc pod uwagę 5 głównych obszarów koncentracji powierzchni magazynowej w Polsce, w dalszym ciągu największy udział przypada Warszawie. Na koniec 2022 roku całkowity wolumen powierzchni magazynowej na stołecznym rynku wyniósł 5,7 mln m kw., co stanowiło 20% całkowitej podaży w Polsce.

„Z naszych analiz wynika, że rynek nieruchomości magazynowych w Polsce w latach przed pandemią, tj. 2017-2020 przyrastał o średnio 2 mln m kw. nowej powierzchni rocznie. Rok 2021 przyniósł znaczny wzrost i finalnie zakończył się rekordem nowej podaży na poziomie 3,3 mln m kw. Ubiegły rok przyniósł kolejny, nienotowany dotychczas wynik po stronie zrealizowanej powierzchni – 4,4 mln m kw., która powiększyła zasoby sektora magazynowego w Polsce o 17%,” – wyjaśnia Szymon Sobiecki, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

„Zadano mi kilka tygodni temu pytanie, który obszar koncentracji wybrałbym w celu inwestycyjnym. Odpowiedziałem bez wahania, że rynki wschodzące. Wiedziałem, że to byłby dobry wybór, a wyniki, które świadczą za tym kierunkiem tylko to potwierdzają. W 2022 roku pierwszy raz w historii największy przyrost nowej powierzchni magazynowej odnotowano właśnie na rynkach wschodzących, gdzie do użytku zostało oddane ponad 1 mln m kw. Kolejne pozycje w rankingu najdynamiczniej rosnących regionów w 2022 roku przypadły Polsce centralnej z wynikiem 650 000 m kw. oraz Górnemu Śląskowi z nową podażą na poziomie 550 000 m kw.,” – dodaje Michał Kozdrój.

Największymi projektami, które uzyskały pozwolenie na użytkowanie w 2022 roku były: Hillwood Bydgoszcz (104 300 m kw.) dla Zalando Lounge, EQT Exeter Park Świebodzin (100 000 m kw.), hala magazynowa w parku P3 Poznań II (82 000 m kw.) oraz Panattoni Park Sosnowiec III (82 000 m kw.).

„Rekordowej nowej podaży towarzyszył wysoki wolumen powierzchni w budowie, choć zdecydowanie niższy niż w 2021 roku. Osiągnięty na koniec 2022 roku wynik na poziomie 3,4 mln m kw. zanotował 30% spadek w ujęciu r/r. Najczęstsze powody, które wpływały na wstrzymywanie się z rozpoczynaniem nowych projektów wiązały się z wyraźnym wzrostem kosztów budowy, kosztów finansowania oraz słabszą koniunkturą gospodarczą w Polsce, a także niepewnością w globalnej gospodarce,” – wskazuje Szymon Sobiecki.

W 2022 roku utrzymywała się również wysoka aktywność najemców, co przełożyło się ma podpisanie umów opiewających 6,8 mln m kw. powierzchni logistyczno-produkcyjnej. Jest to drugi najwyższy wynik wynajętej powierzchni magazynowej, który był jedynie o 300 000 m kw. mniejszy od rekordowego wyniku z 2021 roku.

Największe transakcje sfinalizowane w 2022 roku podpisane zostały z firmami reprezentującymi branżę logistyczną oraz e-commerce w Panattoni BTS Sulechów (90 000 m kw.), Panattoni Park Poznań A2 (82 000 m kw.) oraz Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub (75 000 m kw.). Zdecydowanymi faworytami przy wyborze lokalizacji wśród najemców cieszyły się kluczowe rynki magazynowe w Polsce, tj. Warszawa, Górny Śląsk oraz Polska Centralna. Zyskujące regularnie wśród deweloperów i najemców rynki wschodzące, uplasowały się na czwartej pozycji.

„Pomimo rekordowej nowej podaży dostarczonej na rynek, utrzymująca się wysoka aktywność najemców przełożyła się na spadek ilości dostępnej powierzchni. Na koniec grudnia 2022 roku współczynnik pustostanów w Polsce wyniósł 4,1%, notując spadek o 0,3 pp. w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim, natomiast utrzymał się na tym samym poziomie co w III kwartale 2022 roku,” – dodaje Szymon Sobiecki.

Po latach stabilizacji, w II połowie 2022 roku czynsze wywoławcze w sektorze magazynowym zdecydowanie wzrosły. Wyższe koszty finansowania nowych projektów, wysokie koszty budowy oraz rosnące ceny usług i mediów znalazły swoje odzwierciedlenie również w warunkach najmu powierzchni magazynowej. Właściciele już na poziomie oferty uzależniają wywoławczą stawkę czynszu od długości umowy najmu, wielkości wynajmowanej powierzchni oraz szczególnych oczekiwań najemcy co do wykończenia powierzchni. Najdroższym rynkiem magazynowym był warszawski obszar koncentracji, gdzie czynsze wywoławcze kształtowały się na poziomie 3,50-6,50 EUR/m kw./miesiąc. W pozostałych regionach stawki wywoławcze utrzymywały się w przedziale od 3,50 do 4,50 EUR/m kw./miesiąc, wyjątkiem jest krakowski obszar koncentracji, który pozostawał droższy, a czynsze wywoławcze kształtowały się na poziomie 3,50–5,00 EUR/m kw./miesiąc.

„Nieustające zainteresowanie sektorem magazynowym widać również w obszarze inwestycyjnym. Przez dwa lata pandemii rynek magazynowy deklasował rywali, ale w 2022 roku zajął drugą pozycję w strukturze transakcji inwestycyjnych z udziałem sięgającym 34% oraz wolumenem transakcji powyżej 1,94 mld EUR. Trzeba tutaj wyjaśnić, że osiągnięty wynik w znacznym stopniu został ukształtowany przez transakcje pojedynczymi aktywami. Na transakcje portfelowe, które dominowały w wolumenie inwestycyjnym w poprzednich latach, przypadło w 2022 roku około 35% zainwestowanego kapitału,” – komentuje Michał Grabara, Dyrektor w dziale Rynków Kapitałowych w Knight Frank.

Największą ubiegłoroczną transakcją portfelową był zakup portfela magazynowego Hillwood przez CBRE IM o wartości przekraczającej 0,5 mld EUR. W 2022 roku sfinalizowano także, m.in. zakup portfolio 7R przez CTP, portfele obiektów magazynowych Panattoni nabyli ARES i Accolade, portfel Cromwell został sprzedany do Partners Group & Peakside.

„Najbardziej interesującym miernikiem z punktu widzenia rynku inwestycyjnego są stopy kapitalizacji, które wzrosły w przypadku aktywów magazynowych na koniec 2022 roku. Biorąc pod uwagę najlepsze wielkonajemcowe obiekty magazynowe zlokalizowane w głównych obszarach koncentracji, to stopy kapitalizacji były szacowane na poziomie około 5,5%-6,00%. Należy jednocześnie podkreślić, że ze względu na wysokie koszty finansowania i zmieniające się oczekiwania inwestorów, aktualnie negocjacje cenowe toczą się przy wyższych stopach kapitalizacji,” – dodaje Michał Grabara.

Najem instytucjonalny – mała skala, rosnący potencjał

Wysokie stopy procentowe, potencjalne zmiany legislacyjne oraz podatkowe dotyczące sektora najmu instytucjonalnego są jednymi z najczęściej wymienianych wyzwań wskazywanych przez kluczowych graczy, które mogą stanowczo zahamować dopiero raczkujący sektor najmu – wynika z raportu “Najem instytucjonalny – mała skala, rosnący potencjał. Przegląd rynku PRS w Polsce – podsumowanie 2022 roku” opracowanego przez PwC Polska. Według naszych ekspertów transakcje spadły o połowę w stosunku do roku 2021 – w ubiegłym roku byliśmy świadkami 13 transakcji, które dotyczyły ponad 2,800 lokali. Instytucjonalny rynek najmu mógłby w naturalny sposób łagodzić zmiany na rynku mieszkaniowym, jednak ze względu na swoją niewielką skalę wciąż nie ma szans na szybkie wypełnienie luki mieszkaniowej. Obecnie sektor najmu instytucjonalnego odpowiada za <1% rynku najmu w Polsce.

Istniejące zasoby Private Rented Sector (PRS) wynosiły prawie 11 tys. lokali, co oznacza wzrost o ponad 3 tys. jednostek w ciągu 6 miesięcy. Jednocześnie, pod względem istniejących jednostek trzech największych graczy zajmuje ponad 60% rynku. Przy ponad 17 tys. mieszkań w budowie i 44 tys. planowanych do 2028 roku, oczekiwania wobec rynku pozostają silne. Na koniec 2022 roku Warszawa jest największym rynkiem w Polsce posiadającym więcej lokali niż Wrocław i Kraków razem wzięte – (zajmują 2 i 3 miejsce).

“Raport podsumowuje aktualny stan rynku, koncentrując się na siedmiu najbardziej aktywnych miastach, dotychczasowych transakcjach, zawiera rynkowe komentarze liderów PRS, a także badanie rynku, które przeprowadziliśmy w celu weryfikacji sentymentu rynkowego wobec sektora w 2023 roku. Naszym zdaniem rynek PRS powinien rozwijać się równolegle do rynku mieszkaniowego. Oba rynki mogą się bowiem wzajemnie uzupełniać podwyższając tym samym standardy mieszkaniowe. Z kolei w przypadku spowolnienia na rynku nieruchomości mieszkaniowych na sprzedaż, złagodzi zawirowania po stronie deweloperów i generalnych wykonawców” – mówi Kinga Barchoń, partnerka PwC Polska i liderka zespołu ds. usług dla rynku nieruchomości.

Planując inwestycję w sektorze PRS należy wziąć pod uwagę skutki podatkowe, gdyż będą one istotnie wpływać na opłacalność inwestycji. W szczególności należy ocenić w jakim zakresie podatek VAT będzie neutralny i czy jest możliwa zmiana modelu biznesowego, która pozwoliłaby na poprawę pozycji VAT,  następnie ustalić zasady dokonywania odpisów amortyzacyjnych (wyłączonych lub ograniczonych w pewnych sytuacjach) oraz określić wysokość podatku od nieruchomości. Zapowiadane przez rząd zmiany w prawie ograniczające możliwość inwestowania w większej skali w mieszkania obejmują także wprowadzenie dodatkowych obciążeń podatkowych takich jak 6% podatek od czynności cywilnoprawnych przy nabyciu mieszkań ponad ustalony limit. Dotychczas nie opublikowano projektu ustawy, ale należy uważnie obserwować dalszy rozwój sytuacji.

“PRS jest obiecującym i choć wciąż niszowym segmentem rynku nieruchomościowego. Segment ten nie jest jeszcze wystarczająco dobrze rozwinięty jeśli chodzi o praktykę podatkową, a specyficzne cechy inwestycji w PRS powodują, że utarte schematy (takie jak np. neutralność w podatku VAT) mogą nie mieć tu zastosowania. W połączeniu ze stale zmieniającym się otoczeniem legislacyjnym powoduje to, że skutki podatkowe inwestycji należy dobrze przemyśleć już na samym początku. Pozwala to bowiem dostrzec szanse i ograniczyć ryzyka, które mogłyby sprawiać w przyszłości problemy” – mówi Marta Pabiańska, partnerka PwC Polska, liderka Praktyki Sektora Nieruchomości.

Na koniec roku Warszawa oferowała 4,2 tys. lokali na wynajem w formie PRS, a ponad 6,3 tys. było w budowie. Kluczowymi graczami na rynku są Resi4Rent (ponad 1,2 tys. istniejących lokali i dodatkowe 375 w budowie), Polska Federacja Rynku Nieruchomości (blisko 600 istniejących lokali i 205 w budowie) oraz LRC Group (543 istniejące lokale i 1,500 w budowie). Inwestycje PRS w większości zlokalizowane są centralnie, jednak istnieje duża preferencja dla lewego brzegu Wisły, gdzie spośród znajdujących się tam dzielnic preferowanymi lokalizacjami są Wola, Śródmieście i Mokotów.

Mimo szerokiej oferty produktowej, wrocławski rynek zdominowany jest przez dwa podmioty: Vantage Rent, który posiada ponad 1 tys. mieszkań oraz Resi4Rent z 571 lokalami. Pozostała część zasobów zdywersyfikowana jest pomiędzy wielu mniejszych graczy. Budowa nowych inwestycji  na poziomie 1,866 lokali jest podzielona pomiędzy 5 podmiotów: Vantage Rent (516 lokali), R4R (481 lokali), Cavatina (336 lokali), Heimstaden Bostad (333 lokale) oraz AFI Europe (200 lokali).

Na koniec 2022 roku, w Krakowie było 1,2 tys. lokali do wynajęcia, były one podzielone pomiędzy Resi4Rent (535 lokali), PFRN (249 lokali), Van der Vorm (198 lokali), AFI Europe (132 lokali) oraz Atrium (109 lokali). Jeśli chodzi o jednostki w budowie, to było ich ponad  2 473 z czego 85% ich podaży podzielona była pomiędzy 4 graczy: Heimstaden Bostad (596), AFI Europe (552), Grupa GPP (500) i Revetas Capital (435). Pozostałe inwestycje PRS w budowie przypadły na R4R, Aurec Capital, Zeitgeist i Van Der Vorm.

Na koniec 2022 roku w Poznaniu było około 1,170 istniejących lokali. Trójmiasto, mimo że jest dużą aglomeracją, oferowało ograniczoną dostępność w zakresie produktów PRS – dostępne były 884 lokali. W tym zestawieniu Łódź jest stosunkowo małym rynkiem pod względem istniejących lokali – 554 dostępnych mieszkań. Najmniejszy rynek regionalny z 256 istniejącymi jednostkami, podzielonymi pomiędzy PFRN z 145 lokalami i GPP Group z 111 lokalami. W Katowicach w budowie jest 686 lokali (wszystkie budowane przez Cavatinę przy Zabrskiej 17, zarządzane przez ResiCapital). Jeśli chodzi o inne rynki regionalne, zwiększoną aktywność można zaobserwować jedynie w Szczecinie, gdzie 800 lokali planuje PFRN przy ulicy Starkiewicza.

Brak opodatkowania opłat za leasing zorganizowanej części przedsiębiorstwa

Wraz z nabyciem przedsiębiorstwa, bądź jego zorganizowanej części (ZCP), nabywca może zyskać też tzw. goodwill, czyli wartość dodatnią firmy, na którą składają się przewyższające cenę nabycia elementy inne niż wycenione rynkowo aktywa i zobowiązania, takiej jak: renoma, know-how, czy kontakty biznesowe. Po wprowadzeniu do ewidencji środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych taką „niematerialną wartość dodatnią” można amortyzować, a odpisy zaliczać do kosztów uzyskania przychodu. Czy oddanie w leasing takiej ZCP, wraz z goodwill, zrodzi po stronie firmy podlegający opodatkowaniu przychód?

Goodwill

Przedsiębiorstwo można przejąć po cenie wyższej lub niższej niż wartość godziwa jego aktywów netto. W pierwszym przypadku chodzi o sytuację, gdy nabywca przedsiębiorstwa, którego wartość składników majątkowych wynosi 1 mln zł, płaci cenę 1,5 mln zł. Zgadza się na taką cenę, bowiem prócz wycenianych na 1 mln zł maszyn, urządzeń, nieruchomości, otrzymuje dodatkowo kontakty biznesowe, dobrą renomę i pozycję rynkową przejmowanej firmy. Tę wartość dodatnią określa się mianem goodwill (dodatnia wartość firmy). Ponieważ przedsiębiorca ponosi realny koszt jej nabycia, może ją ująć w ewidencji wartości niematerialnych i prawnych i poddać amortyzacji. Zgodnie z zasadami rachunkowości, okres dokonywania odpisów amortyzacyjnych nie może być krótszy niż 60 miesięcy (5 lat), z czego wynika, że roczna stawka amortyzacyjna może wynosić max. 20%.

Drugi przypadek występuje wtedy, gdy firma kupuje aktywa lub inną firmę za mniej niż jej godziwa wartość rynkowa netto. Dzieje się tak zazwyczaj wtedy, gdy perspektywy dla przejmowanej firmy są szczególnie niekorzystne. Taka ujemna wartość firmy określana jest mianem badwill.

Nabycie ZCP wraz z wartością dodatnią firmy

Jedna z firm oferujących szeroki zakres usług doradczych, także w zarządzaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej, w 2019 r. dokonała zakupu zorganizowanej części przedsiębiorstwa (ZCP), w której skład wchodził zespół ekspertów podatkowych, księgowych i audytorskich. Około 30 proc. wartości tej goodwill przypisano do części ZCP związanej z usługami audytorskimi. Spółka przejmująca ujęła ją w ewidencji, wraz innymi środkami trwałymi i wartościami niematerialnymi i prawnymi nabytymi razem z zakupem ZCP, i rozpoczęła dokonywanie odpisów amortyzacyjnych.

Umowa leasingu zorganizowanej części przedsiębiorstwa

Spółka zdecydowała, z uwagi na rozrost działalności i liczby ekspertów świadczących różnego rodzaju usługi, o wydzieleniu usług audytorskich do odrębnego podmiotu powiązanego. Przeniesienie tej działalności do powiązanej spółki z o.o. miało nastąpić w formie umowy leasingu finansowego. Dokładniej, przedmiotem tej umowy było oddanie do odpłatnego korzystania zorganizowanej części przedsiębiorstwa, jaką stanowił dział audytu firmy leasingodawcy.

Spółka oddająca w leasing miała świadomość, że udostępnia przedsiębiorstwu korzystającemu z niego w pełni działającą, generującą zyski ZCP. Dokonywana na potrzeby tej umowy wycena rynkowa wartości ZCP, sporządzona przez rzeczoznawcę, przewyższy ustaloną na dzień jej zawarcia wartość rynkową składników majątkowych wchodzących w skład działu. Powstała różnica w tych wartościach będzie odpowiadać aktualnej wartości firmy leasingodawcy, niezależnie od ujętej już w księgach rachunkowych wartości goodwill, powstałej w dniu zakupu ZCP w 2019 roku.

Opłaty za spłatę goodwill nie stanowią przychodu leasingodawcy

Leasingodawca (finansujący) zwrócił się do organu podatkowego o potwierdzenie, że ustanowienie w umowie leasingu opłaty w części odpowiadającej spłacie wartości początkowej środków trwałych lub wartości niematerialnych i prawnych (dalej: ś.t.w.n.p.) przyjętych do odpłatnego korzystania przez korzystającego w wysokości w jakiej ta wartość początkowa zostanie ustalona w jego ewidencji, a także opłaty w części odpowiadającej spłacie goodwill powstałej w wyniku zawarcia umowy, nie będą stanowić dla leasingodawcy przychodu podatkowego.

Firma za podstawę swego stanowiska wzięła przepis art. 17f ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, zgodnie z którego brzmieniem do przychodów finansującego, i odpowiednio do kosztów uzyskania przychodów korzystającego, nie zalicza się opłat ustalonych w umowie leasingu ponoszonych przez korzystającego w podstawowym okresie umowy z tytułu używania ś.t.w.n.p., w części stanowiącej spłatę wartości początkowej ś.t.w.n.p., jeżeli są spełnione łącznie następujące warunki:

  1. umowa leasingu musi zostać zawarta na czas oznaczony,
  2. suma ustalonych opłat, pomniejszona o VAT, odpowiada co najmniej wartości początkowej środków trwałych lub wartości niematerialnych i prawnych, a w przypadku zawarcia przez finansującego następnej umowy leasingu ś.t.w.n.p. będących uprzednio przedmiotem takiej umowy odpowiada co najmniej jego wartości rynkowej z dnia zawarcia następnej umowy leasingu;
  3. umowa zawiera postanowienie, że w podstawowym okresie umowy leasingu:
  4. a) odpisów amortyzacyjnych dokonuje korzystający, albo
  5. b) finansujący rezygnuje z dokonywania odpisów amortyzacyjnych, w przypadku gdy korzystającym jest osoba fizyczna nieprowadząca działalności gospodarczej.

Umowa spełnia ustawowe warunki

Spółka uznała, że przedmiotowa umowa leasingu spełnia wszystkie ww. przesłanki. Została zawarta na czas oznaczony, a powstałą w wyniku jej zawarcia wartość firmy (goodwill) będzie amortyzować korzystający. Tak powstała goodwill odpowiadać będzie aktualnej wartości firmy ustalonej zgodnie z wyceną dokonaną na dzień zawarcia umowy leasingu, niezależnie od goodwill amortyzowanej przez leasingodawcę, powstałej w wyniku nabycia działu audytu w 2019 r. Spłata równowartości wartości początkowej ś.t.w.n.p. następować będzie w wysokości w jakiej ta wartość początkowa zostanie ustalona w ewidencji prowadzonej przez korzystającego z leasingu. Spłatę tę należy więc odnosić do sumy ustalonych w umowie leasingu opłat kapitałowych w części, w jakiej dotyczą przyjętych do odpłatnego korzystania ś.t.w.n.p. będących przedmiotem umowy.

Opłaty leasingowe niezaliczane do kosztów korzystającego, ani do przychodu finansujacego

Zgodnie ze stanowiskiem spółki ustawodawca tak ukształtował przepisy w tym zakresie, by rozliczenia podatkowe dokonywane przez leasingodawcę odzwierciedlały równoległe rozliczenia dokonywane odpowiednio przez leasingobiorcę. Dlatego też spłata wartości początkowej ś.t.w.n.p. nie powinna być ujmowana w kosztach korzystającego, jednocześnie nie powinna stanowić przychodu po stronie finansującego.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji ocenił, że przepisy ustawy o CIT nie wskazują jednoznacznie, czy sumę opłat ustalonych w umowie leasingu należy odnieść do wartości początkowej ustalonej przez korzystającego, czy też wartości początkowej, jaką ustaliłby finansujący, gdyby składnik majątku uznawał za własną wartość niematerialną i prawną. Zdaniem organu, po stronie korzystającego mogą wystąpić wydatki niemożliwe do ustalenia na etapie zawarcia umowy leasingu. Stąd, w momencie zawierania umowy leasingu możliwe jest wyłącznie ustalenie wartości początkowej, jaką ustaliłby finansujący, a nie korzystający. Dlatego też przywołana przez spółkę podstawa prawna nie będzie mieć zastosowania.

Wartość początkową firmy można ustalić także w dniu zawarcia umowy leasingu

Rozpoznający skargę spółki Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu pokreślił, że specyfika wartości niematerialnej i prawnej, którą jest wartość firmy charakteryzuje się tym, że może ona powstać zarówno na skutek nabycia, jak i przekazania do odpłatnego korzystania przedsiębiorstwa. Prowadzi to do konkluzji, że ustalenie wartości początkowej firmy nie jest niemożliwe w dniu zawierania umowy leasingu. Zgodnie z tym co przekazała we wniosku o wydanie interpretacji firma, cena nabycia działu audytu w związku z zawarciem umowy leasingu zostanie oszacowana przez rzeczoznawcę na poziomie rynkowym. Przewyższy ona ustaloną na dzień zawarcia umowy wartość składników majątkowych wchodzących w skład tego działu z uwzględnieniem związanych z nim zobowiązań. Dlatego możliwe do określenia będą wszystkie elementy kalkulacyjne wartości początkowej, czego dokonać będzie mógł korzystający. Nie da się obronić argumentacji organu, jakoby nie można było na etapie zawierania umowy leasingu ustalić wydatków, jakie mogą powstać po stronie korzystającego. W przeciwnym razie argumentację taką można by odnosić do każdego środka trwałego i wartości niematerialnej i prawnej stanowiącej przedmiot leasingu.

Organy nie mogą modyfikować przepisów ze skutkiem pogorszenia sytuacji podatnika

Sąd przychylił się do skargi firmy i potwierdził, że spłata wartości początkowej ś.t.w.n.p. przez korzystającego nie będzie stanowić dla niej przychodu podlegającego opodatkowaniu. Jednocześnie zwrócił organowi podatkowemu uwagę, że ten powinien przy rozpoznawaniu interpretacji podatników hołdować zasadzie in dubio pro tributario, zgodnie z którą zobligowany jest rozstrzygać powstałe wątpliwości co do rozumienia przepisów na korzyść podatników. „…nie wolno mu modyfikować otrzymanego rezultatu interpretacyjnego w oparciu o argumentację funkcjonalną, w tym celowościową, jeżeli prowadziłoby to do pogorszenia sytuacji prawnej podatnika lub innego podmiotu obowiązanego do świadczenia daniny publicznoprawnej” (wyrok z 16 lutego 2023 r., sygn. akt I SA/Po 632/22).

Korzystny podatkowo leasing przedsiębiorstwa

Umowa leasingu finansowego firmy lub zorganizowanej części przedsiębiorstwa może być korzystnym podatkowo rozwiązaniem dla firm o rozbudowanej strukturze prowadzonego biznesu, szukających skutecznych sposobów na obniżenie kosztów prowadzenia swojej działalności. Dodatkowo przedsiębiorcy nie muszą się obawiać, że sprzedaż czy oddanie w leasing firmy będzie obarczona wyższym podatkiem od czynności cywilnoprawnych z uwagi na wartość dodatnią goodwill. Naczelny Sąd Administracyjny w uchwale z 21 lutego 2022 r. (sygn. akt III FPS 2/21 orzekł, że dodatnia wartość firmy nie stanowi prawa majątkowego w rozumieniu art. 1 ust. 1 pkt 1 lit. a ustawy z dnia 9 września 2000 r. o podatku od czynności cywilnoprawnych. Wyrok ten statuuje więc, że przedsiębiorcy dokonując transakcji przejęcia firmy nie powinni uwzględniać dodatniej wartości firmy w podstawie opodatkowania PCC.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Polski biznes chce odbudować Ukrainę

Przed Ukrainą długi i kosztowny proces odbudowy, który będzie wymagał wsparcia. Priorytetem będą inwestycje w służbę zdrowia, infrastrukturę, energetykę, budownictwo, a także szkolnictwo i kulturę. Według szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego skala polskich inwestycji w Ukrainie może wzrosnąć prawie 30 – krotnie.

Minęła właśnie rocznica napaści Rosji na Ukrainę. Pamiętamy nieoczekiwaną wizytę prezydenta Joe Bidena w Ukrainie, jego przemówienie w Warszawie, deklaracje wsparcia polskich i europejskich polityków na rzecz ukraińskiego zwycięstwa. To wszystko ważne słowa, ale jeszcze ważniejsze jest to, by o Ukraińcach i tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą pamiętać cały czas. – pisze Jacek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

Business Centre Club od pierwszego dnia rosyjskiej agresji prowadził akcję wsparcia Ukrainy. Z dumą mogę powiedzieć, że firmy, które należą do naszej organizacji zdały egzamin. Jedne od samego początku dawały i wsparcie zarówno swoim biznesowym partnerom, ich pracownikom, jak i zwykłym ludziom. Inne angażowały się w pomoc, transport czy skomunikowanie przedsiębiorców. Nasi eksperci pomagali, chociażby w legalizowaniu pobytu i pracy uchodźców.  Nie brakowało też i takich firm należących do BCC, które nie zgadzając się z imperialną polityką Rosji, postanowiły same wycofać się z tamtego rynku nie czekając na nakładanie oficjalnych sankcji. Pamiętam, jak jedna z firm pisała, że będąc globalną firmą rodzinną, jest przekonana, że wolność i samostanowienie są wartościami niepodlegającymi negocjacjom. Wojna nigdy nie jest rozwiązaniem. Każdy taki konflikt zbrojny, przynosił wyłącznie ofiary. Dlatego szybko, tak jak wiele innych naszych firm, zaangażowali się w pomoc Ukrainie i niesienia wsparcia w sposób bezpośredni, natychmiastowy i mądry. – twierdzi Jacek Goliszewski.

Zdaniem prezesa BCC polski biznes cechuje zarówno dobre zrozumienie ukraińskich realiów gospodarczych, jak i bliskie więzi kulturowe z Ukrainą. Zatrudnienie znalazło u nas już ponad 500 tys. uchodźców. Goliszewski, otwierając obrady Międzysektorowego Okrągłego Stołu na rzecz wsparcia integracji na rynku pracy osób z Ukrainy, podkreślał – ja też byłem uchodźcą – wyjechałem w przeddzień stanu wojennego i wróciłem do Polski po dziesięciu latach. Mam świadomość, że nie można tego porównywać do sytuacji uchodźców z Ukrainy, ale wiem, co to znaczy być na obcej ziemi bez znajomości języka, bez pieniędzy, bez pracy, po prostu w trudnej sytuacji. Tym bardziej jednak rozumiem, jak ważnym wyzwaniem jest zapewnienie uchodźcom legalnego zatrudnienia i godnych warunków pracy. Jako przedsiębiorcy jesteśmy gotowi do tego, by wspierać wszystkie działania w tym zakresie. Przed nami jeszcze jedno, ogromne wyzwanie. Jest i będzie nim odbudowa Ukrainy oraz wspieranie w tym ogromnie trudnym czasie tamtejszej gospodarki. Pomimo istniejącego konfliktu, ukraiński rynek wciąż funkcjonuje. Potrzebuje dobrych i sprawdzonych partnerów biznesowych, niezakłóconych dostaw surowców i stabilnych rynków zbytu. 

Organizacja Business Centre Club na bieżąco informuje swoich członków, zarówno o potrzebach, jak i o możliwościach konkretnych działań. Odbudowa Ukrainy może być szansą dla polskich przedsiębiorstw na rozwój swoich usług. W marcu BCC zaprasza na webinar I Ty możesz odbudować Ukrainę, w którego agendzie przewidziano między innymi omówienie planu odbudowy Ukrainy (uzgodnienia z Lugano, Paryża i Berlina) oraz ONZ-towskiego mechanizmu koordynacyjnego i wieloletniego programu odbudowy Ukrainy, a także mechanizmu rejestracji w UN Global Compact i UN Market Place (potencjalna rola UN Web Buy w ramach UNOPS), i zagadnień takich jak odpowiedź na pytania – jakie warunki trzeba spełnić, aby wziąć udział w odbudowie Ukrainy w oparciu o system zamówień publicznych ONZ? Poruszony zostanie też temat gwarancji finansowych, eksportowych i inwestycyjnych.

Szacuje się, że łączny koszt projektów odbudowy Ukrainy wyniesie ponad 1 bln dol. – jak wskazali analitycy PIE. W myśl decyzji z konferencji w Lugano to Polska będzie odpowiedzialna za odbudowę Donbasu, jednego z bardziej zniszczonych ukraińskich regionów. Patrząc na wielkość tej części Ukrainy, projekty rozwojowe będą odpowiadały za około 15-20 proc. łącznej wielkość Planu Odbudowy, co stanowi wartość rzędu 150-200 mld dolarów – podkreślono.

A wszystko to w imię przesłania, które wiele lat temu pozostawił nam Jacek Kuroń. „Bez niepodległej Ukrainy nie ma niepodległej Polski, a bez niepodległej Polski nie ma niepodległej Ukrainy”. – dodał Jacek Goliszewski.

Czy to początek nowego kryzysu?

System bankowy w USA przeżywa obecnie duże problemy. Sam je sobie spowodował, co nie znaczy, że temat mimo relatywnie wczesnej diagnozy nie jest poważny.

Silicon Valley Bank upada

W amerykańskim systemie bankowym jest obecnie zakopana olbrzymia bomba. Są nią niezrealizowane straty wynikające z utraty wartości przez długoterminowe obligacje. Dlaczego banki kupiły tyle tych obligacji? Zrobiły to (jak zawsze w tej branży) z żądzy zysku. Program luzowania ilościowego został tak napisany, że aby z niego skorzystać, banki zostały „skłonione” do zakupu długoterminowych obligacji. Obecnie po wzroście stóp procentowych ich cena rynkowa gwałtownie zanurkowała. Teoretycznie można je trzymać i gdy stopy zaczną spadać, będą odzyskiwać wartość. Teoretycznie, bo czasem bank potrzebuje gotówki od razu, a czasem jak wspomniany SVB ma za mało kapitałów, by gwarantować depozyty. Wtedy zaczynają się problemy. Na razie na rynkach jeszcze jest w miarę spokojnie, ale widać, że może podziać się dużo.

Kapitał ucieka od ryzyka

Najlepszym barometrem sytuacji ku rozpaczy kredytobiorców okazuje się frank szwajcarski. Waluta Szwajcarii znów zyskuje względem euro. Obecnie za jedno euro trzeba płacić zaledwie 97,5 centa. Dzisiejsze ekstremum było najniższe od października zeszłego roku. Trochę strachu widać również na giełdach, które otwierają się nie tylko w Polsce gwałtownymi przecenami. W Europie główne parkiety na moment pisania tego tekstu już teraz nurkują około 2,5%. W górę idą również alternatywne inwestycje. Jesteśmy świadkami wzrostów zarówno na złocie, jak i na kryptowalutach. Traci również bojąca się recesji ropa naftowa.

Dane z rynku pracy

W piątek poznaliśmy ważne odczyty z USA. Z jednej strony mamy do czynienia ze wzrostem bezrobocia z 3,4% do 3,6%, co jest mocno niepokojącym elementem. Z drugiej strony zmiany zatrudnienia wypadły znacznie lepiej od oczekiwań. Sam fakt jednak, że przybyło miejsc pracy, nie wystarczył, by ubyło bezrobotnych. Ten swoisty fenomen spowodowany był napływem większej liczby osób chcących podjąć pracę, co spowodowało, że wskaźnik wzrósł. Łączna liczba osób pracujących z miesiąca na miesiąc wzrosła, w związku z czym nie należy wyciągać z tego daleko idących wniosków. Rynki zareagowały wycofywaniem się z dolara, ale tam ma to raczej powody problemów fundamentalnych w systemie finansowym.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Savills rozszerza skład zarządu w Polsce

Firma doradcza Savills wzmocniła skład zarządu w Polsce. Trzech nowych członków zarządu wyłonionych zostało spośród dotychczasowych dyrektorów poszczególnych linii biznesowych. Zmiany są efektem dynamicznego rozwoju firmy i znaczącego zwiększenia skali działalności, jaki nastąpił w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

Zmiany w strukturze zarządu Savills obejmują nominację dla nowych członków zarządu: Emilii Arciszewskiej, dyrektorki działu HR i zarządzania talentami, Michała Bryszewskiego, dyrektora działu zarządzania nieruchomościami oraz Tomasza Króla, dyrektora finansowego i operacyjnego. Nowe osoby dołączyły do dotychczasowego składu zarządu tworzonego przez Tomasza Burasa, prezesa zarządu, Jamesa Sparrowa, CEO Savills w Wielkiej Brytanii oraz regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu oraz Kamila Kowy, dyrektora działu Corporate Finance & Valuation.

„Poszerzenie składu zarządu to droga do zachowania dynamiki naszych działań wobec rosnącej skali prowadzonych operacji. Chcemy utrzymać i wzmocnić przewagi rynkowe Savills, za jakie doceniają nas nasi klienci, takie jak profesjonalizm, umiejętność przewidywania trendów oraz szybkiego odpowiadania na ich potrzeby – ale też zwinności i elastyczności w działaniu, które łatwo zatracić przy większej organizacji. Szerszy skład zarządu to również docenienie kompetencji i zasług nowych członków zarządu, którzy wymiernie przyczynili się do wzrostu skali naszej działalności” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

W wyniku rozszerzenia składu zarządu zmianie ulegają również obszary odpowiedzialności poszczególnych członków zarządu. Michałowi Bryszewskiemu, oprócz dotychczas nadzorowanego działu zarządzania nieruchomościami, podległy również będzie obszar doradztwa budowlanego i projektowego. W kompetencje Tomasza Króla trafi dodatkowo obszar innowacji i nowych technologii, a dział doradztwa strategicznego oraz badań i analiz rynku będą podlegały Kamilowi Kowie. Działy transakcyjne oraz obszar relacji z klientami pozostaną w sferze odpowiedzialności Tomasza Burasa, natomiast Emilia Arciszewska będzie odpowiedzialna za procesy administracyjno-kadrowe Savills w Polsce.

Rozszerzeniem składu zarządu zbiega się z uproszczeniem formy administracyjno-prawnej polskiego oddziału firmy, który polega na konsolidacji dwóch dotychczasowych spółek w jedną – Savills Sp. z o.o.

Savills to jedna z najdynamiczniej rozwijających się firm doradczych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Od 2019 roku firma odnotowała 50% wzrost przychodów i zwiększyła zatrudnienie do ponad 200 osób. Polski oddział Savills od lat uczestniczy w najważniejszych transakcjach na rynku nieruchomości, będąc również regularnie docenianym w prestiżowych plebiscytach branżowych, w 2022 roku zdobywając m.in. tytuł doradcy roku w konkursie Prime Property Prize oraz inwestycyjnej agencji roku w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE Investment Awards).

Szwecja – osiągnięcie granic dalszego zacieśniania – barometr strefy euro?

Podczas gdy Riksbank stara się kontrolować inflację napędzaną przez podaż, zaostrzone warunki finansowania już sieją spustoszenie na rynku mieszkaniowym. Kompromis w polityce pieniężnej staje się coraz bardziej kosztowny. Czy Szwecja jest barometrem strefy euro?

W opinii Allianz Trade Riksbank wciąż stara się przezwyciężyć presję cenową wynikającą w dużej mierze ze strony podaży, gdy gospodarka pogrąża się w recesji. Szwecja jest jednym z nielicznych krajów europejskich, w których inflacja osiągnęła swój szczyt dopiero niedawno. W ubiegłym miesiącu inflacja nieznacznie spadła do 9,3% r/r (spadek z 10,2% r/r) za sprawą uporczywie wysokich cen energii[1]. Tymczasem inflacja bazowa zaskoczyła na plus zaskakującym wynikiem 8,5% r/r za sprawą wyższych cen towarów[2]. Podobnie jak EBC, Riksbank działał zbyt późno, podczas gdy na początku 2022 r. narastała już znaczna presja inflacyjna; jednak trudno byłoby również podnieść stopy wcześniej niż EBC, biorąc pod uwagę jego reżim monetarny polegający na stabilizowaniu kursu walutowego w stosunku do euro. Jak dotąd Riksbank przedkładał walkę z inflacją (i powstrzymanie osłabienia waluty) przed ryzykiem recesji. Ostatnio podniósł swoją główną stopę procentową o 50 pb do 3,0% i podtrzymał jastrzębią retorykę, nie zważając na obecne spowolnienie gospodarcze. Był to właściwy wybór, biorąc pod uwagę ryzyko utrwalenia się wysokiej inflacji w gospodarce poprzez wyższe płace i importowaną inflację w związku z otwartością gospodarczą Szwecji. Riksbank ogłosił również zacieśnienie ilościowe, począwszy od kwietnia, poprzez sprzedaż obligacji rządowych, a także emisję większej liczby certyfikatów Riksbank w celu zlikwidowania nadwyżki płynności, a tym samym utrzymania krótkoterminowych stóp rynkowych na poziomie zbliżonym do podstawowej stopy procentowej.

Załamanie rynku mieszkaniowego i słabsza aktywność gospodarcza sugerują, że liczba przyszłych podwyżek stóp procentowych jest ograniczona – wynika z analiz Allianz Trade. Gwałtownie zaostrzające się warunki finansowania w drugiej połowie ubiegłego roku już teraz obniżyły zagregowany popyt w całej gospodarce, zwiększając koszty i ryzyko inwestowania oraz zachęcając do oszczędzania, co doprowadziło do znacznej korekty cen na rynku mieszkaniowym. Szwecja ma stosunkowo wysoki odsetek gospodarstw domowych, które mają kredyt hipoteczny. Ponadto połowa z nich ma oprocentowanie zmienne (Wykres 1), a pozostała część ma oprocentowanie stałe, które resetuje się po okresie od roku do pięciu lat. Po okresie gwałtownego wzrostu, kiedy indeks cen domów wzrósł o +16,8% w 2021 r., oraz po wzroście o +6,6% w 2022 r. (który skutecznie podwoił ceny domów w nieco ponad dekadę)[3], ceny spadły o -14% od połowy 2022 r. ze względu na wyższe stopy procentowe. Ceny domów spadły teraz o -17% w ujęciu realnym w stosunku do szczytowego poziomu z 2022 r. (Wykres 2). To najgorsze załamanie rynku od czasu krachu w latach 1991-92; jednak oczekiwany spadek prawdopodobnie będzie raczej korektą nowego środowiska stóp procentowych niż krachem na rynku mieszkaniowym. W opinii Allianz Trade niedawna korekta cen domów tylko nieznacznie poprawiła przystępność cenową mieszkań, która pogarszała się przez ponad trzy dekady.

Wykres 1. Szwecja: ceny domów i stosunek ceny do dochodu

Szwecja ceny domów i stosunek ceny do dochodu

[Nominal house prices, yoy% = Nominalne ceny domów, r/r%; Annualized rate of growth in HPI during the decade = Roczna stopa wzrostu HPI w ciągu dekady; Price to income ration, 100=31/12/1990, rhs = Stosunek ceny do dochodu, 100=31/12/1990, prawa skala]

Źródła: SCB, OECD, Refinitiv Datastream, Allianz Research

Wykres 2. Szwecja: oprocentowanie kredytów hipotecznych i udział kredytów hipotecznych o zmiennym oprocentowaniuSzwecja oprocentowanie kredytów hipotecznych i udział kredytów hipotecznych o zmiennym oprocentowaniu

[MFI’s mortgage rate on outstanding Lorans = Oprocentowanie kredytów hipotecznych MIF dla niespłaconych kredytów; Riksbank policy rate = Stopa procentowa Riksbanku; Share of outstanding loans at variable rate (%, rhs) = Udział niespłaconych kredytów o zmiennej stopie procentowej (%, prawa skala)]

Źródła: ECB, Riksbank, Refinitiv Datastream, Allianz Research

Idąc dalej, na stanowisko monetarne Riksbanku będą miały wpływ w najbliższym czasie kurs walutowy i obecne negocjacje płacowe, które prawdopodobnie zakończą się wyższym porozumieniem niż w przeszłości. Przyszła ścieżka stóp niewątpliwie zależy jednak od skali załamania gospodarczego, w dużej mierze napędzanego przez pogarszającą się sytuację na rynku mieszkaniowym. W opinii Allianz Trade Riksbank prawdopodobnie odzwierciedli podwyżkę stóp procentowych na posiedzeniu Rady Prezesów EBC w przyszłym tygodniu. Spodziewamy się podwyżki o 50 pb w marcu, a następnie co najmniej dwóch podwyżek do lata, co da końcową stopę procentową 4%. Allianz Trade spodziewa się spadku PKB o -1,2% r/r w tym roku (a następnie płytkiego ożywienia +0,9% w przyszłym roku), ponieważ rynek mieszkaniowy nadal spada, a Riksbank dłużej zachowuje restrykcyjność.

[1] Rządowe środki wsparcia Szwecji mające na celu złagodzenie szoku związanego z cenami energii były niewielkie w porównaniu z innymi gospodarkami europejskimi, co ogranicza zakres sterowania fiskalnego.

[2] Dla porównania, inflacja ogólna i bazowa w strefie euro wynoszą odpowiednio 8,5% r/ri 5,6% r/r.

[3] Liczby te są obliczane przy użyciu indeksu SCB dla mieszkań zajmowanych przez właścicieli w całej Szwecji.

Interwencja władz USA – pełna gwarancja dla depozytów w SVB i Signature Bank

Pozostając pod wpływem informacji o upadku Sillicon Valley Bank (18-tego największego pod względem aktywów banku w USA) główne indeksy amerykańskiego rynku akcji spadły w piątek (S&P 500 -1,45 proc., DJIA 1,07 proc., Nasdaq Composite -1,76 proc.). S&P 500 i Nasdaq Composite osiągnęły najniższe poziomy od stycznia, a średnia przemysłowa Dow Jonesa spadła do najniższego poziomu od początku listopada ub.r. W trakcie łikendu rząd USA podjął zaskakującą decyzję o objęciu klientów SVB oraz Signature Bank, który znalazł się w podobnej sytuacji, gwarancją odzyskania wszystkich ulokowanych w tych bankach środków.

Ta próba zatrzymania przez władze Stanów Zjednoczonych rodzącej się paniki spowodowała silny wzrost cen kontraktów na amerykańskie indeksy na początku poniedziałkowej sesji (S&P 500 +2,16 proc. ok. godz. 9:15).

Na rynkach akcji w Azji i Oceanii brak było dziś dominującej tendencji (najsilniej – o 1,95 proc. – zwyżkował Hang Seng, największy spadek – o 1,28 proc. – notował singapurski Straits Times).

Spadki cen akcji dominowały na początku nowego tygodnia na giełdach europejskich (DAX -1,05 proc., CAC 40 -1,12 proc. ok. godz. 9:45).

Na GPW po wzroście na początku poniedziałkowej sesji ok. godz. 9:50. WIG-20 tracił 1,46 proc. spadając do najniższego poziomu od końca grudnia. Spadały również pozostałe główne indeksy polskiego rynku akcji. Wśród składników WIG-u 20 swój najwyższy historii poziom zaliczyła na początku poniedziałkowej sesji cen akcji spółki Dino Polska. Wśród składników mWIG-u 40 najwyższy poziom w historii osiągnął dziś kurs spółki ASBISc Enterprises, zaś najniżej od 2020 roku była cena akcji spółki DataWalk. Wśród składników sWIG-u 80 najwyżej od 2021 roku był dziś rano kurs akcji spółki R22, natomiast najniżej w swej rozpoczętej w 2020 roku historii notowań była cen akcji spółki PCF Group.

Kontynuowana była rozpoczęta 7 sesji temu fala spadkowa rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA. Dziś rano znajdowała się ona najniżej od ponad miesiąca poniżej poziomu 3,7 proc. Spadała również rentowność 10-latek polskiego rządu (6,036 proc).

W piątek o ponad 21 proc. podskoczyły w górę ceny kontraktów na gaz ziemny notowanych na w Holandii i Wielkiej Brytanii. Taki wzrost cen gazu nie nastąpił w USA (-4,44 proc. w piątek), a dziś rano ok. godz. 9:35 cena tych kontraktów na NYMEX-ie odbijała w górę o 1,48 proc.). Niewielkie były dziś rano zmiany cen kontraktów na ropę naftową (WTI -0,13 proc., Brent -0,14 proc.). Drożały dziś rano metale szlachetne (złoto +0,91 proc., srebro +1,51 proc., platyna +0,45 proc., pallad +1,61 proc. ok. godz. 9:40).

Słabł amerykański dolar. Dziś rano kurs EUR/USD osiągnął najwyższy poziom od 15 lutego (+0,82 proc. ok. godz. 9:25). Również najniżej od lutego był dziś rano kurs USD/JPY (-0,35 proc.).

Kurs USD/PLN spadł dziś rano do najniższego poziomu od początku lutego (-0,57 proc. ok. godz. 9:25), zaś kurs EUR/PLN lekko rósł (+0,15 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara osiągnął w piątek najniższy poziom od stycznia przez jakichś czas schodząc poniżej poziomu 20000 USD. W sobotę, niedzielę i poniedziałkowy poranek te straty były jednak odrabiane i kurs wrócił powyżej poziomu 22000 USD (+2,74 proc. ok. godz. 9:20).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Prywatna wyszukiwarka to coś, na co warto postawić

DuckDuckGo to prywatna wyszukiwarka internetowa, która nie gromadzi ani nie udostępnia informacji o swoich użytkownikach. Wyszukiwarka ta wykorzystuje wiele źródeł, takich jak Bing, Yahoo!, Wolfram Alpha, czy OpenStreetMap, aby dostarczać użytkownikom wysokiej jakości wyniki wyszukiwania. Wykorzystuje również wiele funkcji i narzędzi, takich jak kalkulatory, definicje, informacje o czasie, a nawet gry, aby zapewnić jak najbardziej kompleksowe odpowiedzi.

Bezpieczeństwo jest mocną stroną

DuckDuckGo zapewnia wysoki poziom bezpieczeństwa dzięki kilku czynnikom. Po pierwsze: szyfrowanie SSL/TLS. DuckDuckGo automatycznie szyfruje połączenia między użytkownikami a serwerami wyszukiwarki za pomocą protokołu SSL/TLS, co zapobiega podsłuchiwaniu i manipulowaniu danymi.

Po drugie, mamy ochronę przed witrynami phishingowymi. Wyszukiwarka stworzona przez znanego przedsiębiorcę Gabriela Weinberga korzysta z bazy danych witryn phishingowych, aby chronić użytkowników przed oszustami i niebezpiecznymi witrynami internetowymi.

Dodatkowo zyskujemy bezpieczne DNS-y. DuckDuckGo oferuje użytkownikom bezpieczne serwery DNS, co zapobiega atakom typu „man-in-the-middle”, które mogą przechwytywać dane użytkowników i podszywać się pod legitymacyjne strony internetowe. No i mamy też brak śledzenia. Wyszukiwarka nie gromadzi ani nie śledzi danych użytkowników, co oznacza, że użytkownicy nie są narażeni na ataki hakerskie i cyberprzestępców, którzy mogą wykorzystać ich prywatne dane do oszustw lub kradzieży tożsamości.

Brak reklam ukierunkowanych to kolejna mocna strona projektu. DuckDuckGo nie wyświetla reklam ukierunkowanych na podstawie przeszłych działań użytkowników. Reklamy są mniej uciążliwe i bardziej zrównoważone.

Podsumowując, warto korzystać z DuckDuckGo, jeśli zależy ci na prywatności, bezpieczeństwie i neutralności wyników wyszukiwania. Sprawdź też, co napisał serwis Enterthecode.pl na temat wyszukiwarki. To solidna porcja wiedzy.

Początek krachu na rynkach finansowych?

Sektor finansowy w USA odnotował wczoraj największe spadki od niemal 3 lat. Przecena dotknęła również banki na GPW. Powodem jest panika na akcjach Silicon Valley Bank, którego walory straciły wczoraj podczas sesji 60% oraz tracą dzisiaj w handlu przedsesyjnym niemal 60%. 

Drugi Lehman Brothers?

Drastyczna wyprzedaż spowodowana była wymuszoną sprzedażą przez Silicon Valley Bank części portfela obligacji o wartości 21 mld USD w celu zachowania płynności. W efekcie bank odnotował stratę w wysokości 1,8 mld USD. Bank ogłosił emisję akcji, z której zamierza pozyskać 2,25 mld USA w celu pokrycia tej straty. Rynek obawia się jednak wystąpienia efektu domina w sytuacji, w której podwyższenie kapitału nie będzie wystarczające, biorąc pod uwagę pogarszającą się sytuację wielu start-upów technologicznych obsługiwanych przez bank.

Co było powodem odnotowania tak dużej straty?

Banki amerykańskie posiadają w swoich portfelach znaczące ilości amerykańskich obligacji skarbowych. W wyniku podwyżek stóp procentowych przez FED wartość tych obligacji spadła, więc i wartość portfeli obligacji również odnotowała straty. Ale jedynie “na papierze”, określana jako niezrealizowana strata. Żeby doszło do zrealizowania tej straty, bank musi sprzedać posiadane obligacje wcześniej, przed terminem ich wykupu, w formie wymuszonej sprzedaży spowodowanej np . koniecznością utrzymania płynności. Ten scenariusz miał miejsce w przypadku Silicon Valley Bank. Potencjalny problem rosnących niezrealizowanych strat na portfelach obligacji dotyczy nie tylko Silicon Valley Banku, ale również największych amerykańskich banków. Skalę zjawiska obrazuje poniższe zestawienie z bohaterem dzisiejszej historii wyróżnionym czerwonym kolorem.

Bankierzy z Wall Street siedzą na beczce prochu

Źródło: Bloomberg

Bankierzy z Wall Street siedzą na beczce prochu?

Jak się okazuje wartość niezrelizowanych strat w portfelach największych banków na Wall Street jest pokaźna i znacząco urosła w efekcie podwyżek stóp procentowych. Federalna Agenda ds. Ubezpieczeń Depozytów w lutym poinformowała, że niezrealizowane straty amerykańskich banków na papierach wartościowych utrzymywanych do terminu zapadalności na dzień 31 grudnia wyniosły łącznie 620 miliardów dolarów w porównaniu z 8 miliardami dolarów rok wcześniej, zanim Fed rozpoczął podwyższenie stóp procentowych. Warto spojrzeć jak kształtowała się wysokość niezrealizowanej straty na portfelach papierów wartościowych wielkiej czwórki amerykańskich banków.Silicon Valley Bank pierwszą kostką domino

Źródło: Bloomberg

Silicon Valley Bank pierwszą kostką domino?

W sytuacji, w której emisja akcji nie odniesie oczekiwanego rezultatu i Silicon Valley Bank będzie musiał sprzedać kolejne transze posiadanych obligacji w celu zachowania płynności, panika dotycząca sektora bankowego i obaw o “powtórkę z rozrywki w 2008 r.” może chwilowo zawitać na Wall Street. Pierwsze oznaki były widoczne wczoraj. Akcje First Republic, banku z siedzibą w San Francisco, spadły o ponad 16,5% po osiągnięciu najniższego poziomu od października 2020 r., co stanowi drugą co do wielkości stratę wśród spółek z  indeksu S&P 500. Zion Bancorp spadł o ponad 12%, a SPDR S&P regional banking ETF spadł o 8% po osiągnięciu najniższego poziomu od stycznia 2021 r.

Ucierpiały również główne amerykańskie banki, przy czym Wells Fargo & Co spadł o 6%, JPMorgan Chase & Co o 5,4%, Bank of America Corp o 6% i Citigroup Inc o 4%. Czwartkowy kryzys spowodował “wyparowanie” ponad 80 miliardów dolarów wartości giełdowej z 18 banków wchodzących w skład indeksu banków S&P 500, w tym spadek wartości JPMorgan o 22 miliardy dolarów.

Głos zdrowego rozsądku

Zdaje się jednak, że z wieszczeniem wystąpienia kryzysu finansowego w wersji 2.0 należy zachować daleko idącą powściągliwość.

Z trzech powodów.

Po pierwsze obligacje posiadane przez banki są w znacznym stopniu amerykańskimi obligacjami skarbowymi, a nie toksycznymi obligacjami “zabezpieczonymi” niespłacalnymi kredytami hipotecznymi, jak miało to miejsce w 2008 r.

Po drugie, banki zrealizują straty na portfelu obligacji tylko wtedy, gdy będą musiały sprzedać je wcześniej, przed ich ustalonym terminem wykupu.

Po trzecie, jeżeli banki nie będą miały problemów z bieżącą płynnością, nie będą musiały wcześniej upłynniać portfela obligacji.

Krótko mówiąc, wszystko rozbije się o bieżącą płynność sektora bankowego, płynność Silicon Valley Bank oraz o to, na ile zapowiadana emisja akcji załata dziurę wielkości 1,8 mld USD i przywróci płynność wspomnianego banku. Pozostaje nam przeczekać te kilka dni niepewności do czasu, aż inwestycyjny kurz wzniecony przez “panic sale’sów” opadnie i giełdowe pole bitwy znów wróci w ręce giełdowych weteranów kierujących się (w większym stopniu) racjonalnymi pobudkami, niż emocjami.

Autorzy: Maciej Kietliński, analityk XTB

Spadek pustostanów, przewaga nowych umów – tak Poznań zakończył 2022 r.

W 2022 roku w Poznaniu zawarto umowy najmu na ponad 48 tys. mkw. powierzchni biurowej. Stolica Wielkopolski plasuje się na szóstym miejscu wśród miast regionalnych pod względem podaży powierzchni z ponad 623 tys. mkw. biur.

– Na poznańskim rynku biurowym widać znaczną aktywność najemców, gdzie w 2022 r. nowe umowy i relokacje stanowiły 53% wszystkich transakcji. Widoczny jest też spadek współczynnika pustostanów, który wynosi obecnie 10,5%. Miniony rok był też dobry dla Colliers, udało nam się utrzymać pozycję lidera wśród firm doradczych na lokalnym rynku – mówi Sebastian Bedekier, Partner, Dyrektor Regionalny Colliers w Poznaniu.

Sektor IT potrzebuje biur

W ubiegłym roku największy popyt na nowe biura zaobserwowaliśmy w sektorze usług dla biznesu (22%) oraz w sektorze handlowym (20%). Ze względu na dynamiczny rozwój sektora nowoczesnych uług biznesowych oraz IT w Polsce, duży napływ zagranicznych inwestorów oraz ogromną atrakcyjność rynków regionalnych, w kolejnych latach zapotrzebowanie na powierzchnie z tych sektorów będzie rosnąć.

W 2022 r. największą transakcją, w której doradzał Colliers w Poznaniu była renegocjacja umowy firmy z branży e-commerce w budynkue Maraton A (7,5 tys. mkw.). Do nowych umów o dużej powierzchni najmu można zaliczyć wynajęcie biura przez firmy: DFDS w Globis Poznań (3,1 tys. mkw.), Phoenix Contact w kompleksie Nowy Rynek budynek D (1,3 tys. mkw.) oraz relokację Wunderman Thompson do budynku Nowy Rynek budynek E (ponad 2 tys. mkw.). W minionym roku nowe umowy stanowiły 53% całego popytu, tuż za nimi uplasowały się renegocjacje – 41%. Podobny trend widoczny jest w ogólnym ujęciu struktury regionalnej – najwyższy udział przypadł nowym transakcjom – 59%, a przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 31% zarejestrowanego zainteresowania, zaś ekspansje za 6%.

Coraz mniej pustostanów

Aktywność na rynku najmu oraz brak nowych powierzchni sprawiły, że Poznań jest na drugim miejscu wśród rynków regionalnych o najniższym poziomie pustostanów – 10,5%.. Od 2021 roku w Poznaniu do użytku nie oddano żadnego budynku biurowego. Pierwszy od tego czasu projekt – Nowy Rynek budynek E – zostanie dostarczony w połowie 2023 roku przez Skanksa. Jednym z pierwszych najemców w budynku będzie Wunderman Thompson, firma z sektora IT, która relokuje swoje biuro do centrum Poznania i zajmie tu ponad 2 tys. mkw. powierzchni. Kolejne otwarcie planowane jest dopiero na III kwartał 2025 r. i będzie to wieżowiec Andersia Silver.

Czynsze idą w górę

Czynsze wywoławcze za najlepsze powierzchnie biurowe w miastach regionalnych wyraźnie rosną i wszystkie rynki prócz Lublina oraz Szczecina odnotowały wzrost maksymalnych stawek od 0,5 do 1,5 EUR/mkw./msc. w porównaniu z końcem roku 2021. Podobny trend wzrostowy obserwuje się także w kategorii opłat serwisowych.

– Rosnące koszty najmu sprawiają, że notujemy rosnacą ofertę biur przeznaczonych na podnajem – aktualnie jest to prawie 27 tys. mkw. Choć zjawisko może być niepokojące dla deweloperów biurowych, przewidujemy, że trend ten się utrzyma – mówi Blanka Klawińska-Okonek, Associate w Dziale Powierzchni Biurowych Colliers.

Najemcy poszukują elastycznych rozwiązań

Okres zawirowań na rynku w 2022 roku i utrzymujący się czas niepewności ekonomicznej sprawił, że najemcy poszukują bardziej elastycznych rozwiązań. Coraz częściej widoczny jest wzrost zainteresownia krótszymi umowami najmu, a powierzchnie typu flex, to
w większości przypadków „must have”.

– Obserwujemy widoczny trend związany ze wzrostem zapytań o mniejsze powierzchnie i zainteresowanie podnajmem. W poprzednich latach wielkość powierzchni plasowała się w przedziałach 500-700 mkw. Teraz najemcy pytają już o powierzchnie o metrażu 300-500 mkw. Widoczne jest również zjawisko redukcji wynajmowanych powierzchni przy renegocjacjach umowy. Wynika to z kilku czynników: rosnących kosztów energii, kosztów eksploatacyjnych i poszukiwania oszczędności, wdrażanego już na szeroką skalę hybrydowego modelu pracy i analizowania skali zajętości biura, ale także z większej świadomości dotyczącej tego, jak ważna jest odpowiednio dobrana strategia wynajmu biura w sukcesie biznesowym firmy – mówi Hubert Filipczak, Senior Associate w Dziale Powierzchni Biurowych Colliers.

Huntsman zapowiada wzrost zatrudnienia do 200 osób w nowo otwartym centrum usług biznesowych GBS w Krakowie

  • Firma planuje zatrudnić ponad 200 specjalistów w zakresie księgowości, kredytów, zasobów ludzkich, bezpieczeństwa i zdrowia pracy, zakupów, automatyki i zaawansowanej analityki, planowania i analizy finansowej, obsługi klienta, zarządzania łańcuchem dostaw oraz komunikacji.
  • Z Polski firma będzie świadczyć usługi w Europie i na świecie.

Huntsman Corporation (NYSE: HUN), globalna firma chemiczna z siedzibą w Woodlands w Teksasie, zainaugurowała wczoraj działalność swojego krakowskiego centrum Global Business Services (GBS) dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) w Polsce. Peter Huntsman, Prezes i Dyrektor Generalny firmy, poprowadził uroczystość, do której dołączyli liderzy biznesu oraz 60 pracowników już zatrudnionych w centrum. Uroczystości towarzyszyło symboliczne przecięcie wstęgi.

Zatrudnienie w centrum usług biznesowych GBS w Krakowie, ma wzrosnąć do końca 2023 roku do 200 osób. Centrum będzie wspierać operacje firmy na całym świecie, ze szczególnym uwzględnieniem działań w regionie EMEA. Nowe biuro w Krakowie umożliwi firmie lepsze zrównoważenie kosztów, usług i szybkości działania, przy jednoczesnym ciągłym doskonaleniu w każdym aspekcie działalności.

Firma planuje zatrudnić specjalistów w zakresie księgowości, kredytów, zasobów ludzkich, bezpieczeństwa i zdrowia pracy, zakupów, automatyki i zaawansowanej analityki, planowania i analizy finansowej, obsługi klienta, zarządzania łańcuchem dostaw oraz komunikacji.

Polska doskonale wpisuje się w kulturę organizacyjną firmy Huntsman, zapewnia dostęp do talentów, wysoko wykwalifikowanych pracowników oraz nowoczesnej infrastruktury. Wierzymy, że kompleksowe i wielofunkcyjne centrum zapewni naszym współpracownikom doskonały start zawodowy i możliwości rozwoju – powiedział Paul Rollé, Site Leader centrum GBS firmy Huntsman w Krakowie. Centra GBS firmy Huntsman są integralną częścią długoterminowej strategii naszej organizacji. Do biura w Krakowie poszukujemy osób, które identyfikują się z wartościami określającymi nasz zespół GBS i całą firmę: uczciwość, odpowiedzialność, szacunek i rzetelność, będącymi w centrum wszystkiego, co robimy.

Huntsman prowadzi aktywną rekrutację do nowego centrum GBS. Od kandydatów wymagana jest umiejętność komunikowania się w języku angielskim w zakresie tematyki biznesowej i technicznej zarówno w formie pisemnej, jak i ustnej. Firma oferuje programy szkoleniowe dla pracowników w zakresie podnoszenia kwalifikacji oraz pogłębiania wiedzy branżowej. Obejmują spersonalizowane plany rozwojowe oraz i ścieżki kariery, a także możliwość nauki wirtualnie, jak i stacjonarnie.

Huntsman posiada ponad 50-letnie doświadczenie w produkcji i sprzedaży 7 500 produktów dla kluczowych sektorów, takich jak: lotnictwo, transport, budownictwo, konserwacja żywności oraz energetyka i paliwa. Innowacyjne rozwiązania firmy Huntsman przyczyniają się do redukcji gazów cieplarnianych o około 750 milionów ton rocznie, odgrywając ważną rolę w tworzeniu zrównoważonej przyszłości. Wykorzystywane są m.in. do zwiększania efektywności energetycznej budynków, zmniejszania zapotrzebowania na paliwo w transporcie naziemnym i powietrznym, do redukcji ilości odpadów czy też umożliwiają stosowanie alternatywnych rozwiązań energetycznych.

Dalszy spadek rejestracji nowych ciągników i przyczep

1494 czyli o 29 szt. mniej niż w analogicznym okresie 2022 roku nowych ciągników zarejestrowali ich użytkownicy w styczniu i lutym 2023 roku. To najmniej w porównaniu do dwóch poprzednich lat – podaje Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Spadek rejestracji miał także miejsce w przypadku nowych rolniczych przyczep. W dwóch pierwszych miesiącach tego roku, w stosunku do analogicznego okresu 2022 roku, wyniósł on prawie 16 procent. Zdaniem PIGMiUR spadek ten spowodowany jest ogólną sytuacją ekonomiczną, która nie zachęca do inwestycji i zakupów. Wzrosty natomiast mają miejsce na rynku wtórnym. W styczniu i lutym rejestracja, a więc de facto sprzedaż, rolniczych ciągników oraz przyczep używanych była wyższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

1494 szt. tyle nowych ciągników zarejestrowano w ciągu dwóch pierwszych miesięcy 2023 roku – wynika z danych Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Zgromadziła je ona na podstawie informacji z bazy CEPiK. To o 29 szt. mniej niż w styczniu i lutym 2022 roku. Izba podaje, że w samym lutym tego roku użytkownicy, czyli głównie producenci rolni, zarejestrowali 782 szt. nowych ciągników, podczas gdy rok wcześniej było to 804.

Najmniej zarejestrowanych ciągników w porównaniu z ostatnimi dwoma latami

1494 to najmniej w porównaniu do dwóch poprzednich lat, kiedy to rejestrowali odpowiednio 848 szt. i 804 nowych ciągników. Rejestracja oznacza de facto kupno pojazdu. – Z jednej strony na początku roku zawsze jest mniej rejestracji. Ale rzeczywiście w tym roku notujemy spadki w stosunku do ostatniego roku i dwóch lat wcześniej – komentuje Hubert Seliwiak z PIGMiUR. Zwraca on uwagę, że tendencja spadkowa w sprzedaży czyli rejestracji dwóch podstawowych kategorii maszyn rolniczych, jakim i są ciągniki i przyczepy, jest już zauważalna, co potwierdziły dane za cały 2022 rok. – Wiązać się to może z ogólnymi nastrojami branży maszyn i urządzeń rolniczych, które regularnie badamy co pół roku – dodaje, przypominając, że w ostatnim badaniu ankietowani gorzej oceniali m.in. administrację państwową, koniunkturę czy planowanie inwestycji.

Liderem rynku po pierwszych dwóch miesiącach 2023 roku jest marka New Holland, która wraca na fotel lidera po miesięcznej przerwie. Zarejestrowano 234 ciągniki tej marki, to o 52 szt. mniej niż przed rokiem.  Udziały marki New Holland na koniec lutego to 15,7 proc. – o 3,1 punktu procentowego mniej niż rok wcześniej. Marka John Deere z ilością 228 szt. zajmuje drugie miejsce. To o 27 szt. więcej niż w 2022 roku. Udziały marki John Deere to 15,3 proc, to o 2,1 pp więcej niż rok wcześniej. Kubota na trzecim miejscu notuje 182 szt. zarejestrowanych maszyn. To o 6 szt. więcej niż przed rokiem. Udziały tej marki wynoszą 12,2 proc. Na czwartym miejscu znajduje się marka Deutz Fahr. 154 szt. zarejestrowanych ciągników, to o 57 szt. więcej niż przed rokiem. Deutz Fahr osiąga 10,3 proc udziałów rynkowych, to aż o 3,9 pp. więcej niż po dwóch miesiącach 2022 roku. Case IH zajmuje piąte miejsce. 105 szt. zarejestrowanych maszyn pozwoliło na osiągnięcie 7,0 proc udziałów rynkowych.

Liderzy: geograficznie, pod względem mocy i topowych modeli

Pod względem geograficznym pozycję lidera w lutym tego roku utrzymuje województwo mazowieckie. W regionie tym w ciągu dwóch pierwszych miesięcy roku użytkownicy zarejestrowali czyli zakupili 231 nowych ciągników, (o 39 szt. mniej niż przed rokiem), a na drugie miejsce pod tym względem przypada województwu wielkopolskiemu z ilością 166 szt.

Średnia moc ciągników nowo rejestrowanych po dwóch miesiącach 2023 roku była najwyższa w województwie warmińsko-mazurskim i wynosiła 180,8 KM. Średnią 177,3 KM notujemy w lubuskim. Ciągniki o najniższej mocy (średnia – 85,2 KM) rejestrowane są w województwie małopolskim.

Po dwóch miesiącach 2023 roku najpopularniejszym modelem ciągnika jest model Deutz Fahr 5080 D Keyline, którego zarejestrowano 32 szt. Tym samym pokonał on o 1 szt. dotychczasowego lidera – model John Deere 6155M, którego zarejestrowano 30 szt. Trzecie miejsce przypadło modelowi Zetor Major CL 80 – 27 szt. Farmtrac Tractors Europe z modelem 26 4WD zajmuje czwarta pozycję z ilością 25 szt. John Deere 6120 M oraz Solis 26-4WD 9+9 z ilością po 23 szt. zajmują piąte miejsce.

Na rynku wtórnym w na koniec lutego 2023 roku notujemy 4182 szt. ciągników używanych. To o 554 szt. więcej niż w tym samym okresie 2022 roku. Wzrost jest znaczący i wynosi 15,2 proc.

Liderem tego rynku w lutym jest John Deere. Zarejestrowano 680 szt. ciągników używanych tej marki. John Deere notuje 16,3 proc. udziałów w rynku używanych ciągników i jest liderem w trzech kategoriach wiekowych: 3-5, 6-10 i 11-20 lat. W najstarszej kategorii, powyżej 20 lat, liderem jest Ursus z udziałami (w tej kategorii wiekowej) na poziomie 16,8 proc.

Przyczepy rolnicze: spadek rejestracji nowych i wzrost używanych

W lutym br. użytkownicy, a więc głównie producenci rolni, zarejestrowali 454 szt. nowych przyczep rolniczych. To o 134 szt. mniej niż w lutym przed rokiem. W ciągu dwóch pierwszych miesięcy roku zarejestrowali oni ogółem 956 szt. nowych przyczep rolniczych. To o 178 szt. mniej niż w tym samych okresie w 2022 roku. Wynik ten oznacza spadek rok do roku o 15,7 proc.

Marka Pronar z ilością 358 szt. zarejestrowanych nowych przyczep tradycyjnie jest liderem na rynku. To 92 szt. mniej niż przed rokiem. Oznacza to spadek ilościowy rejestracji przyczep marki Pronar o 20,4 proc. Udziały marki Pronar na koniec lutego wynoszą 37,4 proc. Druga w zestawieniu jest marka Metal-Fach z 92 rejestracjami i udziałami 9,6 proc. Trzecia w zestawieniu marka Metaltech, notuje 8,8 proc. udziałów rynkowych i 84 szt. zarejestrowanych przyczep. Marka Wielton zajmuje czwarta pozycję – 65 szt. zarejestrowanych przyczep i 6,8 proc. udziałów rynkowych. Pierwszą piątkę zamyka marka Wodziński z 48 szt. zarejestrowanych przyczep. Udział rynkowy tej marki to 5,0 proc.

Zdaniem Huberta Seliwiaka z PIGMiUR spadków, zarówno w sprzedaży nowych ciągników, jak i przyczep rolniczych, upatrywać należy w ogólnej sytuacji ekonomicznej, która nie zachęca do inwestycji i zakupów. – Dziś, co widać choćby po wynikach naszego ostatniego badania nastrojów w branży, przyszłość jest niepewna i utrzymanie tego samego poziomu rejestracji może być uznane za dobry wynik – uważa Hubert Seliwiak z Izby. Jego zdaniem wyniki zakupu dwóch podstawowych rodzajów maszyn rolniczych w styczniu i lutym tego roku mogą potwierdzać pewien trend, jaki dał się zauważyć w całym 2022. – Już pod koniec roku mieliśmy informacje od dealerów maszyn, że zmniejsza się ilość zamówień na przyszłość i teraz ma to odbicie w ilości rejestracji – wnioskuje. Według niego trend ten rzutuje w pewnym stopniu na rynek wtórny.

– W tym przypadku spadek zakupu nowych maszyn odwrotny jest do liczby rejestracji używanych – odnotowuje Hubert Seliwiak.

Wzrost miał bowiem miejsce także na rynku rolniczych przyczep używanych. W styczniu i lutym 2023 roku użytkownicy zarejestrowali ich 1047 szt. To o 75 szt. więcej niż przed rokiem. Oznacza to, że obecnie notujemy wzrost na rynku wtórnym o 7,7 proc.

W całym 2022 roku PIGMiUR zanotowała ponad 17 proc. spadek sprzedaży nowych ciągników w stosunku do 2021. Podobnie było z inną podstawową kategorią maszyn rolniczych, jaką są przyczepy. Tu spadek sprzedaży wyniósł 6,5 procenta.

Badania rynku i opinii, czyli dlaczego klient nie musi być nieprzewidywalny i anonimowy

Sukces nigdy nie jest dziełem przypadku. Wręcz przeciwnie – jego osiągnięcie wymaga podejmowania kompleksowych działań, opartych na faktach i rzetelnej wiedzy. Badanie rynku i opinii daje możliwość poznania m.in. preferencji zakupowych konsumentów, a także potencjału firmy czy marki w dotarciu do konkretnej grupy docelowej. Dzięki takiemu narzędziu dowiesz się, jakie zdanie o Twoim produkcie mają klienci, oraz co sprawi, że będą bardziej skłonni go nabyć. Ta wiedza to klucz do zyskania przewagi konkurencyjnej na rynku.

Gruntowna analiza sytuacji rynkowej

Badania rynku to szereg działań, których podstawowym celem jest zebranie i zinterpretowanie informacji (podaż, popyt, konkurencja, ceny, oczekiwania klientów, systemy sprzedaży, sieci dystrybucji, kanały komunikacji) o wszelkiego rodzaju procesach, zjawiskach i przyczynach ich zaistnienia w danej sytuacji na współczesnym rynku.

Ze względu na szerokie zastosowanie badań rynkowych, można je sklasyfikować pod względem:

  • celu badania
  • horyzontu czasowego branego pod uwagę podczas badania
  • sposobu pozyskiwania danych (wybranie metody ilościowej lub jakościowej)
  • rodzaju analizowanych danych (wtórne lub pierwotne)
  • metody organizacji badania (wewnętrzne i zewnętrzne)

Ankiety CAWI, wywiady IDI, badania CATI

Badania rynku i opinii (https://www.exacto.pl/badania-rynku-i-opinii/) są zazwyczaj realizowane z wykorzystaniem ankiet online (CAWI), głównie ze względu na stosunkowo niski koszt i szybki czas realizacji całego badania. Jednak tego typu badania przeprowadzane są również za pomocą bardziej tradycyjnych metod typu desk research, indywidualne wywiady pogłębione (IDI) czy badania telefoniczne (CATI). Nie można zapominać również o ankietach papierowych (PAPI) oraz bardziej nowoczesnej metodzie ankietyzacji, wykorzystującej w tym celu urządzenia mobilne (CAPI).

Komu najbardziej opłaca się wykonywać badania rynku i opinii? Takie rozwiązanie będzie na pewno cenne dla firm zaangażowanych w konkurencję bezpośrednią, dla których najważniejszą kwestią w strategii biznesowej jest gruntowna analiza otoczenia rynkowego.

Badania rynku to możliwość pozyskania cennych danych z zakresu preferencji i potrzeb konsumentów. Analizom podlegają ich cechy osobiste, oddziaływanie czynników psychologicznych, preferencje i motywacje zakupowe, nawyki oraz wpływ ceny na atrakcyjność konkretnego produktu lub usługi. To również pogłębiona analiza opinii na temat oferty danej marki, które stanowią podstawę podejmowania przez konsumentów decyzji zakupowych, a te przekładają się właśnie na wysokość słupków sprzedażowych.

Zalety badania rynku i opinii

pozyskanie niezbędnych informacji dotyczących oczekiwań klientów

  • lepsze zrozumienie potrzeb konsumentów
  • precyzyjna analiza atrakcyjności oferty firmy
  • zdefiniowanie nowych sposobów wykorzystania obecnego produktu czy usługi
  • wsparcie w zrozumieniu procesu decyzyjnego w zakresie zakupu danego produktu lub usługi

Jak prowadzone są badania rynku i opinii?

Badania rynku i opinii rozpoczynają się od określenia szczegółowych celów badania, grupy docelowej, czyli konkretnych respondentów oraz dobrania odpowiedniej metodologii, która pozwoli na sprawne dotarcie do nich. Następnie przygotowywany jest kwestionariusz ankiety. W kolejnym etapie przeprowadzone zostają badania. Uzyskane podczas nich odpowiedzi zostają zweryfikowane pod kątem spójności logicznej, kodowane, a następnie poddawane analizie. Kluczowe wyniki, wnioski i rekomendacje końcowe z badania przedstawia się w ostatnim etapie w szczegółowym raporcie końcowym.

Inwestorzy uciekają od ryzyka

Konferencja prezesa NBP oczywiście była interesująca, ale rynkami nie wstrząsnęła. Dużo ciekawiej dzieje się w USA po wystąpieniu Jerome Powella, prezesa FED.

Cykl podwyżek trwa

Wczorajsza konferencja prasowa Adama Glapińskiego nie zawiodła fanów tej dość specyficznej rozrywki. Jak zawsze nie brakowało ozdobników i odważnych prognoz doganiania kolejnych państw i ogólnie mocarstwowej pozycji Polski na świecie. W krótkich przerwach pojawiały się również wątki merytoryczne. Dowiedzieliśmy się, że (pomimo iż to już szósta z rzędu decyzja o braku zmian stóp procentowych) nie mamy jeszcze końca cyklu podwyżek stóp procentowych. Od marca ma rozpocząć się dezinflacja w Polsce, a na koniec roku wskaźnik cen ma rosnąć o wartość jednocyfrową. Co więcej, prezes ma nadzieję, że stanie się to już na przełomie sierpnia i września. Rynki walutowe zignorowały konferencję, nie znajdując tam ważnych wskazań.

Co Powell chciał uzyskać?

Ostatnie wystąpienie Jerome Powella spowodowało gwałtowne zmiany na rynkach. Powodem była interpretacja jego wypowiedzi jako zapowiedź ostrzejszych podwyżek stóp procentowych. Dzisiaj rynki zaczęły już wątpić, czy to dobry kierunek i powoli spada szansa na wzrost o 0,5% na marcowym posiedzeniu. Szansa na taki wzrost spadła z 68% na 54% i nie możemy wykluczyć, że słabsze dane z rynku pracy mogą doprowadzić do dalszych spadków. Na rynku wciąż jednak widać awersję do ryzyka mimo spadków szans na wzrosty stóp. Widać to po wyraźnym wzroście zainteresowania obligacjami i spadkami na giełdzie. Biorąc pod uwagę zamieszanie, trzeba będzie poczekać, czy FED nie postanowi wyjaśnić sytuację, bo to może mieć silny wpływ na rynki.

Kryptowaluty nurkują

Potencjalne przyspieszenie wzrostu stóp procentowych w USA ponownie powoduje przecenę na rynku kryptowalut. Bitcoin pierwszy raz od pierwszej połowy stycznia zameldował się poniżej poziomu 20 000 dolarów. W tle mamy co prawda problemy Silvergate Bank. Jest to jednak dość nietypowa sytuacja jak na podmioty z tej branży, gdyż pomimo tego, że zapowiada się na bankructwo, na razie nie ma informacji, aby brakowało środków dla klientów. Są one na bieżąco wypłacane podmiotom wycofującym depozyty. Określenie afera, które czasem używane jest w mediach na ten moment, wygląda na nadużycie. Nie zmienia to faktu, że to kolejny sygnał powodujący, że cały ten rynek ma po prostu gorszy PR.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Dodatkowo w weekend Amerykanie zmieniają czas z zimowego na letni, w rezultacie w przyszłych dwóch tygodniach dane z USA i Kanady będą przesunięte o jedną godzinę.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Polski sektor bankowy czeka konsolidacja

Niewielka koncentracja polskiego sektora bankowego będzie w najbliższych latach sprzyjać procesom konsolidacyjnym.

Chociaż sektor bankowy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej lepiej radzi sobie ze spowolnieniem gospodarczym w porównaniu z poprzednim kryzysem, to pogarszająca się koniunktura i zmiany regulacyjne mają negatywny wpływ na przewidywania co do przyszłości branży i aktywności M&A w sektorze instytucji finansowych. Zdaniem autorów raportu „CEE Banking M&A Study”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, środowisko wysokich stóp procentowych będzie miało szczególnie negatywny wpływ na najmniejsze podmioty, co z kolei może przyczynić się do przejmowania ich przez większych graczy. Zmiany w sektorze nie pozostaną bez wpływu na zarówno polski, jak i środkowoeuropejski rynek fintechów.

Piąta edycja raportu autorstwa Deloitte wnikliwie analizuje bieżącą sytuację sektora bankowego w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem największych wyzwań dla uczestników rynku. W publikacji ujęto także tendencje dotyczące procesów fuzji i przejęć oraz po raz pierwszy opisano rynek fintechów pochodzących z regionu CEE.

Obecnie głównym determinantem kondycji banków są działania instytucji centralnych, podejmowane celem ograniczenia wzrostu inflacji. Chociaż rosnące stopy procentowe z jednej strony tworzą okazje do zwiększania marż odsetkowych, to wyższe koszty kapitału powodują jednocześnie spadek zapotrzebowania na kredyt wśród konsumentów indywidualnych. W przypadku polskiego rynku dodatkowe wyzwanie stanowią kredyty frankowe oraz wprowadzone w 2022 roku wakacje kredytowe, które miały znaczący wpływ na wyniki finansowe banków. Z drugiej strony istniejące od lat regulacje, mające na celu ochronę branży przed powtórką kryzysu z 2008 roku sprawiły, że banki wydają się przygotowane na trudniejsze czasy dla gospodarki. Świadczy o tym chociażby średni współczynnik wypłacalności sięgający 20 proc. – o 5 pkt. proc. wyższy niż najwyższa stopa wskaźnika określona przepisami.

Polski sektor bankowy zmaga się obecnie z kumulacją różnego rodzaju czynników negatywnie wpływających na zdolność kredytową i dochodowość wielu modeli biznesowych. Jednocześnie rodzime banki dzięki racjonalnej polityce kredytowej uniknęły znaczących strat związanych z ekspozycją na rynki objęte wojną lub sankcjami. Nie zmienia to faktu, że ryzyka prawno-regulacyjne ciążą sektorowi i mimo relatywnie dobrej kondycji gospodarki sprawiają, że jest on postrzegany przez inwestorów jako mało atrakcyjny. Możemy więc stwierdzić, że przed polskim rynkiem trudne czasy. Tym ważniejsza staje się stabilność i przewidywalność prawno-regulacyjna, aby dostęp do kredytu mógł pomóc napędzić polską gospodarkę – Przemysław Szczygielski, partner, lider zespołu doradztwa regulacyjnego i zarządzania ryzykiem, Deloitte

Powolna konsolidacja

Podobnie jak w przypadku pozostałych krajów regionu, polski sektor bankowy charakteryzuje się sporym rozdrobnieniem. Jak wynika z raportu Deloitte, co drugi rodzimy bank posiada mniej niż 1 proc. udziałów w rynku, natomiast wartość wskaźnika Herfindahla–Hirschmana, oceniającego poziom natężenia konkurencji, w przypadku Polski wynosi mniej niż 800 (średnia dla regionu CEE przekracza 1,5 tys.). Jednocześnie najbardziej odporne na zawirowania rynkowe są największe podmioty, co oznacza, że w czasach spowolnienia gospodarczego i powszechnej niepewności spodziewana jest dalsza konsolidacja poprzez fuzje i przejęcia. Tempo zachodzenia tych procesów będzie jednak ograniczane przez niepewność gospodarczą i regulacyjną.

W latach 2015 – 2022 na polskim rynku bankowym odnotowaliśmy łącznie trzynaście transakcji M&A, w znacznej części będących efektem naturalnych procesów rynkowych. Chociaż w najbliższych latach rosnący koszt kapitału będzie spowalniał tempo konsolidacji sektora to powszechna chęć zdobycia większych udziałów w rynku oraz uzyskania efektów skali będzie na tyle duża, że możemy się spodziewać kolejnych akwizycji – Tomasz Ochrymowicz, partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte

Fintechy jak banki

Kondycja polskiego sektora bankowego nie pozostaje bez wpływu na sytuację firm zajmujących się technologiami finansowymi. Dostarczające przede wszystkim oprogramowanie, usługi umożliwiające zarządzanie finansami czy płatności elektroniczne polskie fintechy w ostatnich latach notowały dynamiczny wzrost. Był to efekt m.in. zamiłowania Polaków do rozliczeń elektronicznych oraz popularność bankowości cyfrowej lub mobilnej, z której w Polsce korzysta 20,5 mln użytkowników. Silne powiązanie branży z bankami sprawiają jednak, że jest ona bezpośrednio narażona na konsekwencje spowolnienia gospodarczego. Jednocześnie powodowany turbulencjami gospodarczymi spadek wyceny podmiotów typu fintech może przyczynić się do wzrostu liczby fuzji i przejęć ze względu na wzrost liczby okazji rynkowych.

W Polsce mamy obecnie ponad 300 firm, z których większość powstała w ostatnich 4-5 latach. Oznacza to, że polski rynek technologii finansowych jest młody i niewielki w porównaniu z np. Europą Zachodnią. Silne powiązania z bankami sprawiają, że w najbliższej przyszłości wiele firm będzie musiało zmierzyć się z pierwszym w ich historii poważniejszym kryzysem. Dla niektórych będzie to szansa na zdobycie większego udziału w rynku, natomiast inne albo upadną, albo staną się przedmiotem transakcji akwizycyjnej. Kluczowa dla rozwoju rynku jest również kwestia regulacji, które powinny nadążać nad zmianami i jednocześnie unikać tworzenia barier – Wiesław Kotecki partner, lider Customer Strategy & Design, Deloitte.

Obiekty handlowe i hotele wracają do łask inwestorów

Połowa europejskich inwestorów planuje zwiększyć aktywność na rynku nieruchomości komercyjnych lub utrzymać ją na poziomie z zeszłego roku – wynika z raportu CBRE „Europe Investor Intentions  Survey”. Najbardziej pożądanym sektorem pozostają biura, które mimo 10 proc. spadku zainteresowania, nadal wybiera niemal 3 na 10 inwestorów. Na kolejnych miejscach znajdują się budynki mieszkaniowe i magazynowe. W porównaniu do zeszłego roku widać rosnące zainteresowanie hotelami oraz obiektami handlowymi, co jest efektem odbicia po pandemii. Liczba inwestorów preferujących strategie oportunistyczne i value-add jest większa niż w poprzednich latach. Inwestorzy poszukują nieruchomości, które obecnie są tańsze, ale mają dobre perspektywy na przyszłość. 

– Nasz raport pokazuje, że mimo trudniejszego otoczenia gospodarczego, europejscy inwestorzy wykazują znaczne zainteresowanie inwestycjami w nieruchomości. Ponad połowa z nich przewiduje, że w 2023 roku zwiększy swoją aktywność lub utrzyma ją na dotychczasowym poziomie. Trzy czwarte inwestorów instytucjonalnych prognozuje, że procentowe alokacje w inwestycje nieruchomościowe (w stosunku do całego portfela) w tym roku utrzymają poziom lub wzrosną. Mimo to spodziewamy się obniżek cen, co będzie wynikiem spowolnienia gospodarczego i wyższych stóp procentowych. Te czynniki powodują też, że coraz więcej strategii inwestycyjnych koncentruje się na poszukiwaniu okazji cenowych – mówi Przemysław Łachmaniuk, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Mimo znacznego spadku w porównaniu z minionym rokiem, sektor biurowy zajmuje pierwsze miejsce pod względem zainteresowania europejskich inwestorów nieruchomościowych. Niemal 3 na 10 z nich poszukuje tego typu obiektów. To spadek o 10 pp. w porównaniu rok do roku, gdy w biura inwestować chciało aż 39 proc. inwestorów. Rynkowi biurowemu po piętach depczą obiekty mieszkaniowe, które odnotowały wzrost o 2 pp. w ciągu roku i obecnie są interesujące dla jednej czwartej inwestorów. Wysoki poziom trzymają budynki przemysłowo-logistyczne, którym z uwagą przygląda się 23 proc. inwestujących, czyli o 2 pp. więcej niż w zeszłym roku.

Optymistycznie na rynku handlu i hoteli

Sektory handlowy i hotelowy zostały najmocniej doświadczone w pandemii. Aktualnie trend na tych rynkach zaczyna być pozytywny. Zainteresowanie hotelami wzrosło o 4 pp. w porównaniu do 2022 roku i obecnie chce w nie inwestować 8 proc. europejskich inwestorów. Tyle samo (8 proc.) przygląda się obiektom handlowym, podczas gdy jeszcze rok temu było to 6 proc.

– Wśród obiektów hotelowych największą uwagę przyciągają tradycyjne hotele z pełną obsługą, w które chce inwestować ponad połowa badanych. Hotelami resortowymi zainteresowana jest jedna trzecia z nich. Natomiast jeśli chodzi o handel, to największe zainteresowanie utrzymuje się w sektorze parków handlowych, ale ulice handlowe i centra handlowe również przykuwają wzrok europejskich inwestorów  – dodaje Przemysław Łachmaniuk.

Czy Republikanie pozwolą USA dalej pomagać Ukrainie?

Uzyskanie przewagi przez Republikanów w Kongresie i tym samym wyznaczenie na stanowisko spikera przedstawiciela Partii Republikańskiej, może utrudnić prezydentowi Bidenowi i administracji USA udzielanie pomocy Ukrainie. Niestety są obawy co do dalszych decyzji Republikanów – szczególnie frakcji republikańskiej reprezentowanej przez nowego spikera Kevina McCarthy’ego – bo oto oni mają najwięcej wątpliwości, co zresztą pokazali w czasie wizyty Prezydenta Zełeńskiego. Część z nich nawet nie wstała, nie biła braw, zachowywała się zupełnie odmiennie od reszty – również kongresmenów republikańskich, co spotkało się z dużą krytyką tego środowiska.

– Jak widzieliśmy, pewne działania na rzecz Ukrainy zostały podjęte. Służyła temu chociażby wizyta Prezydenta Zełeńskiego w Kongresie i zaakceptowanie na cały 2023 roku budżetu pomocowego w kwocie ponad 40 mld dolarów – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Matysiak, ekspert Fundacji Stratpoints, wykładowca ANS Gniezno. – A więc administracja prezydenta Bidena będzie korzystała z tej puli i pierwsza transza już została zakwalifikowana. Około 3 mld dolarów zostanie przekazanych Ukrainie – w tej puli są bojowe wozy piechoty Bradley, wiele amunicji i innego sprzętu, haubice. W przyszłości pewne utrudnienia mogą mieć miejsce – póki co jednak administracja prezydenta Bidena nadal będzie miała najwięcej do powiedzenia i zakładam, że pomoc będzie udzielana – przewiduje Matysiak.

FPP: Ustawa o 7 proc. PKB na zdrowie nie przynosi efektów

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że zmieniona składka zdrowotna – zgodnie z założeniami autorów Polskiego Ładu – powinna przynieść 7 mld zł rocznie dodatkowych wpływów do NFZ. Jednak na mocy nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, zniesiono dotacje z budżetu państwa do NFZ na realizację zadań o wartości 5,9 mld zł rocznie, a jednocześnie przeniesiono z budżetu państwa na NFZ obowiązek finansowania zadań kosztujących 1,2 mld zł rocznie – czyli łącznie 7,1 mld zł. W praktyce oznacza to, że Polski Ład wygenerował dodatkowe 7 mld zł rocznie wpływów do NFZ z tytułu składki zdrowotnej, a następnie całość tych środków została wykorzystana nie na leczenie pacjentów – lecz po to, by budżet państwa zaoszczędził na dotacjach.

Obiecywanych efektów nie przyniosła również ustawa o 7% PKB na zdrowie. Za sprawą przyjętej metody obliczania nakładów na ochronę zdrowia w relacji do poziomu PKB sprzed dwóch lat, regulacje te są w praktyce martwe i nie wywierają żadnego wpływu na poziom środków wydatkowanych na ochronę zdrowia. Wystarczy wspomnieć, że – porównując wydatki i PKB z tych samych lat – nakłady na zdrowie systematycznie maleją od 2021 r. z 5,4% do 4,8% PKB. Realny poziom nakładów na zdrowie wymagany ustawowo w tym samym czasie wzrósł z 4,60% do 4,74% PKB, co w praktyce stanowiło nieistotną zmianę.

„Rzeczywistość bardzo surowo zweryfikowała zapowiedzi. Składka zdrowotna w nowej formule znacząco utrudniła prowadzenie działalności gospodarczej. Przedsiębiorcy dokonujący wyboru formy opodatkowania na kolejny rok stają przed nie lada wyzwaniem – muszą trafnie przewidzieć wielkość swoich dochodów i wskaźnik rentowności wybiegając co najmniej 10 miesięcy do przodu, aby wskazać w oświadczeniu optymalne dla nich rozwiązanie. Sama umiejętność trafnego przewidywania przyszłości jednak nie wystarczy, w sytuacji, gdy każda forma opodatkowania wiąże się z inną stawką oraz inną metodą ustalania podstawy wymiaru składki zdrowotnej, które muszą być jednocześnie zestawione z konkretnym sposobem obliczania podatku do zapłaty, co w wielu przypadkach wymaga skorzystania z płatnego doradztwa. Pułapki w składce zdrowotnej czyhają na firmy również w trakcie samego roku podatkowego – na przykład ryczałtowcom może nie opłacać się realizowanie zleceń na rzecz klientów pod koniec roku, bo dopłata składki z wyższego progu byłaby wyższa od ich zarobków. Skoro na przedsiębiorców nałożono dodatkowe obciążenia, należałoby przynajmniej oczekiwać przełożenia się ich w pozytywny sposób na poziom dofinansowania oraz jakość funkcjonowania publicznego systemu ochrony zdrowia” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Ogłoszony w 2021 r. program Polski Ład obiecywał znaczącą poprawę sytuacji w publicznej ochronie zdrowia. Zapowiadane zmiany obejmowały w szczególności systematyczne zwiększanie nakładów na zdrowie do 7% PKB w ciągu 6 lat oraz zmiany w składce zdrowotnej, które miały zapewnić osiągnięcie tego celu. Podkreślano przy tym, że pandemia COVID-19 wyraźnie uwidoczniła znaczenie sprawnego systemu ochrony zdrowia, który od tej pory powinien znaleźć się w samym centrum zainteresowania polityki społecznej i gospodarczej w Polsce.

Jednocześnie narastają wyzwania związane z pokryciem bieżących kosztów funkcjonowania systemu. Od 1 lipca nastąpi kolejna waloryzacja najniższych wynagrodzeń osób wykonujących zawody medyczne, niosąca ze sobą miliardowe koszty. Wobec przekazania w praktyce do budżetu państwa całości dodatkowych wpływów NFZ wynikających z Polskiego Ładu oraz czysto teoretycznym działaniu przepisów o nakładach w relacji do PKB na zdrowie, pacjenci w dalszym ciągu nie mogą liczyć na poprawę dostępności i jakości świadczeń opieki zdrowotnej.

Wartość inwestycji Eesti Energia wzrosła do blisko pół miliarda euro w 2022 r.

Skorygowany zysk netto Eesti Energia, estońskiej państwowej grupy energetycznej, wyniósł w 2022 roku 128 mln euro, prawie trzykrotnie więcej niż w roku ubiegłym. To pozwoliło grupie na rekordowo wysokie inwestycje, których wartość w 2022 roku osiągnęła blisko pół miliarda euro, z czego większość została przeznaczona na rozwój odnawialnych źródeł energii. W ubiegłym roku Eesti Energia systematycznie zwiększała swój portfel klientów na wszystkich rynkach, na których grupa prowadzi działalność – w tym w Polsce, gdzie liczba klientów wzrosła aż o 89%.

W 2022 r. Eesti Energia zainwestowała 447 mln euro, najwięcej w historii grupy, i aż o 200 milionów euro więcej niż w 2021 r. Znaczna część tych środków została przeznaczona na budowę farm wiatrowych i fotowoltaicznych, podnoszenie niezawodności linii dystrybucyjnych w Estonii i podłączanie mikro-producentów do sieci.

– Dynamiczny wzrost na rynkach bałtyckich umożliwia nam inwestowanie rekordowych kwot w dalszy rozwój. Systematycznie zwiększamy portfolio naszych klientów, a także wolumeny produkowanej energii – komentuje Andri Avila, członek zarządu i dyrektor finansowy Eesti Energia.

Nakłady inwestycyjne zwiększył także Enefit Green, jeden z wiodących producentów energii odnawialnej w regionie. W raportowanym roku spółka zainwestowała 161 milionów euro, czyli czterokrotnie więcej niż w 2021 r. – Jednocześnie podjęliśmy kolejne sześć decyzji dotyczących inwestycji za pół miliarda euro, które w przyszłości pozwolą nam rozwinąć trzy lądowe farmy wiatrowe i trzy fotowoltaiczne. Pozwoli nam to produkować bardziej przystępną cenowo i przyjazną środowisku energię elektryczną. Pod koniec zeszłego roku Enefit Green budował sześć farm wiatrowych o łącznej mocy 546 MW energii i cztery farmy fotowoltaiczne, o mocy sięgającej 50 MW – dodaje Andri Avila.

Ponad 100 tys. nowych klientów

W 2022 roku o ponad jedną piątą wzrosła liczba klientów grupy w krajach bałtyckich, Finlandii i Polsce, do rekordowych 605 tysięcy. Największy udział w tym przyroście miało czterokrotne zwiększenie liczby klientów na Litwie. Liczba ta wzrosła również na pozostałych rynkach, na których grupa prowadzi działalność – na Łotwie o 71%, w Polsce o 89%, a w Finlandii o 24%.

W dobie kryzysu energetycznego, rosnąca liczba i satysfakcja naszych klientów są dla nas niezwykle ważnymi wskaźnikami, które pokazują, że pomimo trudności na światowych rynkach energetycznych, Enefit oferuje skuteczne rozwiązania – wskazuje Andri Avila.

Większość energii elektrycznej Eesti Energia sprzedała poza Estonią: w Finlandii, na Łotwie, Litwie i w Polsce. Grupa zajmuje obecnie drugie miejsce pod względem udziałów w rynkach na Łotwie i Litwie.

Przychody Eesti Energia ze sprzedaży wzrosły w 2022 roku o 69% i wyniosły 2,2 mld euro, a 56% tego zysku pochodziło ze sprzedaży na rynkach poza Estonią.

Działalność Eesti Energia w Polsce

Od 2016 roku w Polsce działa Enefit, należący do grupy Eesti Energia. Rok 2022 był rekordowy dla spółki pod względem kontraktacji. Najwyższe wyniki firma odnotowała w zakresie sprzedaży energii elektrycznej – wysoki wzrost dotyczył wszystkich kanałów, tj. dużych przedsiębiorstw (+140 proc.), agencyjnym (+90 proc.) i MŚP (+132 proc.). Na polskim rynku firma współpracuje z ponad 3000 klientami biznesowymi, oferując im inteligentne rozwiązania energetyczne i wpierając ich w dążeniu do neutralności emisyjnej.

Enefit konsekwentnie działa na rzecz rozwoju OZE w Polsce, m.in. oferując swoim klientom kontrakt Corporate Power Purchase Agreement (CPPA). Corporate PPA przyszłościowe rozwiązanie, które pozwala na dalszy rozwój energetyki odnawialnej, jednocześnie generując korzyści dla wszystkich zaangażowanych stron. Przedsiębiorcy zyskują dostęp do zielonej energii w dobrej cenie i z gwarancją pochodzenia, natomiast deweloper ma zapewnione bezpieczeństwo odbioru oraz długoterminowy kontrakt na finansowanie źródła. Więcej o tej formie umowy prezes Zarządu Enefit Polska, Maciej Kowalski opowie 22 marca w trakcie najbliższej edycji Re-Source Poland.

Wyniki Eesti Energia w 2022 r.

Znormalizowana EBITDA grupy, z wyłączeniem skutków zmian wartości długoterminowych umów na zakup energii, wyniosła w 2022 roku 333 mln euro i wzrosła o 37% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Znormalizowany zysk netto Eesti Energia wyniósł 128,3 mln euro i był ponad trzykrotnie wyższy niż w ubiegłym roku.

 

 

  2021 2022
Przychody ze sprzedaży mln EUR 1 313,0 2 218,2
*EBITDA mln EUR 243,0 333,0
Inwestycje mln EUR 253,3 447,4
w tym inwestycje w rozwój energii odnawialnej mln EUR 42,4 161,2
*Zysk netto mln EUR 36,9 128,3

 *Normalizacja wyników, która nie obejmuje aktualizacji wyceny instrumentów pochodnych

Dane makro w Stanach Zjednoczonych zaczynają niepokoić, bo są zbyt dobre

Jerome Powell, szef Fed, wypowiadał się 7 marca przed komisjami Senatu i Izby Reprezentantów bardzo „jastrzębio” wskazując, że dane makro są zdecydowanie lepsze od oczekiwań, co pozwala na prowadzenie ostrzejszej walki z uporczywą inflacją. Należy zatem spodziewać się większej skali podwyżek stóp procentowych i wyższego ich poziom. 

Kończyłem w poprzednim miesiącu tekst pisząc o tym, że świat finansów czekał na raport o amerykańskiej inflacji CPI. Ostrzegałem, że jeśli spadek będzie niewielki to rynki mogą się przestraszyć. Był niewielki (zamiast spadku z 6,5 proc. na 6,2 proc. było 6,4 proc.). Rynki się nie wystraszyły, ale potem zaczęli się pojawiać mówcy z Fed i to rynek akcji dobiło, a dolara umocniło. Nawiasem mówiąc nieoczekiwane wzrosty inflacji w Hiszpanii, Holandii i Francji też rodziły niepokój o losy procesu dezinflacji.

Podczas tej korekty na rynku walutowym i rynku  akcji, bo to była korekta i daleko jej było do kontynuacji bessy, właśnie wypowiedzi członków Fed miały największy wpływ na nastroje. Mówili oni o konieczności walki z uporczywą inflacją oraz o opornym rynku pracy, którego stan nie pogarsza się mimo podwyżek stóp procentowych. Poza tym na rynek napływały dane makro, które mogły niepokoić.

Szczególnie zaniepokoił indeks PCE (wskaźnik osobistych wydatków konsumpcyjnych Amerykanów), bo jest podobno ulubionym wskaźnikiem Fed. Okazało się, zarówno na poziomie głównej liczby, jak i w jego bazowej mierze dynamika wzrostu wydatków zwiększyła się, a przecież oczekiwano spadku. Zdecydowanie rosła więc obawa o to, że Fed będzie podnosił stopy procentowe jeszcze przynajmniej 3 razy, być może nawet do 6 proc. (to najbardziej pesymistyczne prognozy).

Wydawało się, że kropkę nad „i” postawił Jerome Powell, szef Fed, podczas swoich wypowiedzi przed komisjami Senatu i Izby Reprezentantów USA (co pół roku ma taki obowiązek). Były bardzo „jastrzębie” – Powell mówił, że dane makro są zdecydowanie lepsze od oczekiwań, co prowadzić powinno do wyższego od dotychczasowych prognoz poziomu stóp procentowych i zwiększenia skali podwyżek.

Rynek zaczął zakładać, że 22 marca stopy wzrosną o 50 pb (do 5,25 proc.), a nie jak wcześniej oczekiwano o 25 pb. Umocnienie dolara po tych wypowiedziach było potężne, a indeksy na Wall Street zanurkowały. To nie znaczy jednak, że wracamy do bessy. „Byki” z „niedźwiedziami” toczą dyskusję na temat tego, czy podwyżki są już zdyskontowane w cenach akcji. Dane z USA o inflacji lutowej (15 marca) i z rynku pracy (10 marca) mogą dać wskazówkę, która chwilowo rozstrzygnie tę dysputę.

Dla GPW ważne było to, że rzecznik TSUE przedstawił swoją opinię na temat wynagrodzenia dla banków za bezumowne korzystanie z kapitału. W skrócie: bankom nic się nie należy, a kredytobiorcy mogą pozywać banki o dodatkowe opłaty. Za kilka miesięcy TSUE podejmie decyzję, która zazwyczaj jest spójna z opinią rzecznika. Według mnie wyrok TSUE bezpośrednio nowych strat bankom by nie przysporzył, ale znacznie zwiększyłby liczbę spraw w polskich sądach i to rzeczywiście uderzyłoby w sektor bankowy.

Uważam, że problem kredytów frankowych powinien być rozwiązany „od góry” – ustawą, która zamykałaby ten temat (i rodzącą się kwestię spraw sądowych związanych z WIBOR-em). Rządzący się do tego nie palą (wspominają o 2024 roku) – nie chcą antagonizować 20 proc. zadłużonych zapominając o 80 proc. (złotowych). Poza tym rządzący zastawiają pułapkę – jeśli przegrają wybory to kryzys bankowy uderzy w nowy rząd…

Autor: Piotr Kuczyński, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, DI Xelion

Ile można zyskać, kupując „elektryka” do firmy?

  • Aż 45% Polaków zamierza w perspektywie najbliższych dwóch lat kupić samochód, a wśród nich aż co drugi badany myśli o samochodzie elektrycznym.
  • Pół roku temu co trzeci polski przedsiębiorca obawiał się, że będzie musiał poszukiwać nowych źródeł oszczędności w swojej firmie. Od nowego roku koszty prowadzenia działalności wzrosły, w związku z czym optymalizacja kosztów stała się jeszcze bardziej konieczna.
  • Jedną z możliwości optymalizacji kosztów jest wymiana floty samochodowej na elektryczną. Oszczędności wynikają nie tylko z kosztów paliwa, ale także z braku opłat za parkowanie, zwolnienia z akcyzy czy większego limitu amortyzacji.

Jak wskazują badania EY Mobility Consumer Index 2022, w ciągu najbliższych dwóch lat aż 45% Polaków zamierza kupić auto. Jest to widoczny wzrost – o 12 p.p. w stosunku do tego samego badania z 2020 r. Co więcej, jak się okazuje, aż połowa zainteresowanych zakupem samochodu wskazuje, że rozważa nabycie pojazdu elektrycznego.

„Elektryki” to dobry pomysł, zwłaszcza jeśli do dyspozycji mamy prąd pozyskiwany w ramach OZE. Samochody o napędach elektrycznych i hybrydowych to szereg oszczędności i profitów, które wynikają nie tylko z tańszego „paliwa”, ale m.in. z możliwości bezpłatnego parkowania, zwolnienia z akcyzy, większego limitu amortyzacji czy nawet poruszania się po buspasach! Zatem auta elektryczne to dobra inwestycja, jeśli stawiamy na optymalizację kosztów.

Na specjalnych warunkach

Szczególnie odczuwalny w ostatnich miesiącach kryzys energetyczny, ale także polityka Unii Europejskiej i coraz większa świadomość ekologiczna, obligują nas do poszukiwania i wykorzystywania rozwiązań przyjaznych naszej planecie. Jednym z ważniejszych obszarów do zagospodarowania jest transport. Tylko w Unii Europejskiej transport drogowy odpowiada za ok. 1/5 emisji dwutlenku węgla, dlatego wszelkie działania na rzecz dekarbonizacji transportu są szczególnie premiowane.

Dostrzegamy w Polsce coraz większe zainteresowanie samochodami elektrycznymi. Tylko w zeszłym roku zarejestrowano 11,3 tys. „elektryków”, tym samym zbliżając liczbę pojazdów z zielonymi tablicami do 62 tys. (auta elektryczne oraz hybrydy plug-in). Choć nie plasuje nas to w europejskiej czołówce, to dostrzegam tutaj pozytywny trend, na który wpływ mają m.in. dofinansowania z programu „Mój Elektryk”, rozwój infrastruktury, popularyzacja OZE i chęć optymalizacji negatywnego wpływu na środowisko oraz optymalizacja kosztów – mówi Nuno De Oliveira Dyrektor Generalny Cofidis Polska.

Warty zwrócenia uwagi jest fakt, że właściciele aut elektrycznych otrzymują szereg benefitów, który również wspiera optymalizację kosztów związanych z transportem. Jednym z takich przywilejów jest możliwość bezpłatnego parkowania w strefach płatnego parkowania dla samochodów o tradycyjnych napędach. Kierowcy też nie są obligowani do ubiegania się o specjalne zgody – zielona tablica rejestracyjna ułatwia identyfikację pojazdu i jest wystarczającym pretekstem do nieuiszczenia opłaty za postój w miejskiej strefie płatnego parkowania. Za 8-godzinny postój w Warszawie samochodu z tradycyjnym napędem należy zapłacić 38,8 zł. W skali roku jest to kwota powyżej 9 tys. zł. Kierowcy „elektryków” nie muszą obawiać się takich kosztów.

Do 1 stycznia 2026 r., według obowiązujących przepisów, właściciele aut elektrycznych mogą poruszać się buspasami. To przywilej, który szczególnie cieszy mieszkańców dużych miast, którzy w godzinach szczytu zwykle muszą ćwiczyć swoją cierpliwość w korkach. Zielone tablice pozwalają znacznie skrócić czas dotarcia do celu i ograniczyć zbędne stanie w miejskich korkach.

I więcej benefitów…

– W Polsce przedsiębiorcy mogą liczyć ze strony państwa na dofinansowanie samochodu o napędzie elektrycznym w kwocie do 70 tys. zł. Dla porównania – maksymalna kwota takiego wsparcia zakupu „elektryka” dla osób fizycznych wynosi 27 tys. zł. Zatem prowadząc działalność warto rozważyć wymianę floty samochodowej na elektryczną – ocenia Bartłomiej Pszeniczny Kierownik Działu Rozwoju Produktów w Cofidis Polska.

Co więcej, nawet na zwolnienie z akcyzy za zakup samochodu elektrycznego, hybrydy plug-in lub pojazdu napędzanego wodorem, również można liczyć, o ile złoży się wniosek do właściwego urzędu skarbowego. Ponadto dodatkowym benefitem dla kierowców „elektryków” jest większy limit amortyzacji, czyli odpis z tytułu zużycia. Dla samochodów o silnikach spalinowych oraz hybrydowych amortyzacja wynosi maksymalnie 150 tys. zł, natomiast w przypadku aut elektrycznych limit ten podniesiono do 225 tys. zł.

Także w Polsce znajduje się wiele punktów, które w ramach zachęty, promocji lub działań z zakresu ESG proponują darmowe punkty ładowania samochodów.

W przypadku samochodowych podróży zagranicznych można spodziewać się innych profitów za wybór „elektryka”, wśród których znajdują się m.in. darmowe przejazdy płatnymi autostradami, wyznaczone miejsca parkingowe czy możliwość poruszania się w tzw. strefach niskoemisyjnych, które coraz częściej pojawiają się w europejskich stolicach.

Perspektywa oszczędności

W obliczu wysokiej wartości pojazdów, z którą obecnie mamy do czynienia, wiele używanych aut nie straciło na wartości, a w niektórych przypadkach auta mogły nawet zwiększyć swoją wartość rynkową. Toteż sprzedaż samochodu może okazać się dobrym – niestratnym – biznesem.

Pieniądze pozyskane ze sprzedaży samochodu o tradycyjnym napędzie i dofinansowanie z tytułu „Mój Elektryk” może w wielu przypadkach finansować zakup pojazdu elektrycznego. Jeśli decydujemy się na coś droższego, warto też poznać propozycje instytucji finansowych, które oferują preferencyjne finansowania „elektryków”. Inwestycje te dość sprawnie zwracają się w codziennym użytkowaniu, więc z pewnością możemy tutaj mówić o perspektywie optymalizacji kosztów, a nawet atrakcyjnych oszczędnościach – podsumowuje Bartłomiej Pszeniczny.

Z raportu przygotowanego w czerwcu 2022 r. przez ERIF BIG wynikało, że nawet co trzeci polski przedsiębiorca miał obawę, że będzie zobligowany poszukiwać oszczędności w swojej firmie. Wraz z początkiem 2023 r. wzrosły koszty prowadzenia działalności, więc tym bardziej perspektywa oszczędności lub optymalizacji kosztów staje się realna i wręcz konieczna. Inwestycja w „elektryki” z perspektywy firmy może przynieść atrakcyjne oszczędności i ograniczyć rosnące koszty związane z utrzymaniem samochodów o napędach tradycyjnych.

Prawie 5 mld złotych może kosztować wymiana prawie 10 mln dekoderów spowodowana przez Lex Pilot

Konieczność wymiany niemal wszystkich dekoderów w Polsce czeka abonentów, jeśli w życie wejdą przepisy dotyczące Lex Pilot. Wymienionych będzie musiało być prawie 10 mln urządzeń. Szacunkowy koszt wymiany dekoderów może wynieść prawie 5 miliardów złotych.

Wprowadzenie obowiązku odbioru telewizji hybrydowej i wdrożenie modelu a la carte spowodują konieczność wymiany niemal wszystkich dekoderów telewizji płatnej. Takie zapisy przewidują bowiem poprawki do projektu ustawy wprowadzającej Prawo Komunikacji Elektronicznej (tzw. Lex Pilot). Telewizja hybrydowa umożliwia łączenie tradycyjnej emisji sygnałów telewizyjnych z treściami multimedialnymi za pośrednictwem szerokopasmowego Internetu. W celu jej odbioru niezbędny jest odpowiedni dekoder.

– Szacujemy, że mniej niż 5% dekoderów do odbioru TV płatnej wykorzystywanych w Polsce umożliwia dziś odbiór funkcjonalności telewizji hybrydowej. Wdrożenie obowiązku umożliwienia odbioru tej telewizji oznaczałoby wymianę prawie całego sprzętu dla 10 milionów gospodarstw domowych. Zamówienie nowych dekoderów, następnie ich produkcja, zmiana umów z klientami i na koniec montaż to wieloletni proces. Szacujemy, że koszty z nim związane pochłoną prawie 5 miliardów złotych. Wprowadzenie takich zmian może oznaczać problemy wielu operatorów i w konsekwencji utratę dostępu do płatnej tv przez część klientów. – mówi Jerzy Straszewski, prezes Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej.

Branża zrzeszająca operatorów i nadawców apeluje o wykreślenie szkodliwych zapisów oraz o dialog z rynkiem.

Jak fiskus próbuje ściągać z firm wyższe podatki

Jak ściągać z firm większe podatki? Uchwalając nowe, lub wyższe. Ale nie tylko. Można również podciągnąć określone działania podatnika pod katalog czynności podlegających opodatkowaniu, nawet jeśli takimi nie są. Również bezpodstawnie. W zakończonej wyrokiem z 10 lutego 2023 r. sprawie firmy, którą fiskus objął obowiązkiem poboru podatku u źródła z tytułu jej wydatków na zakup usług ubezpieczenia, WSA w Poznaniu orzekł, że taka interpretacja organu „nie odpowiada prawu”. Uchylając ją wskazał, że organ jest zobowiązany dokonać prawidłowej wykładni prawa.

Wysokie podatki i urzędnicze – samowole

W opublikowanym przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców raporcie „Bariery prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce”, w 2020 roku wśród 10 głównych przeszkód przedsiębiorcy aż w 8 przypadkach wskazali na przyczyny związane z podatkami i stosowaniem prawa. Na pierwszym miejscu barier szkodliwych dla rozwoju działalności prowadzący firmy umieścili wysokie podatki – wskazało na nie aż 65% respondentów. Na drugim były koszty pracy – 54%. Pierwszą trójkę zamyka „nadmiar obowiązków biurokratycznych” – 52%. Na kolejnych miejscach przedsiębiorcy umieścili: niestabilność prawa – 46%, skomplikowane prawo gospodarcze – 43%, „urzędy i urzędnicy” – 36%, samowolne i arbitralne decyzje urzędników – 33%, kontrole urzędu skarbowego i innych instytucji – 27%, powolne rozstrzyganie sporów sądowych – 25% i bariery inwestycyjne – 15%.

Usługi ubezpieczenia a podatek u źródła

Rekapitulując całokształt powyższych rozważań należy stwierdzić, że zaskarżona interpretacja indywidualna nie odpowiada prawu” – podsumował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu stając po stronie przedsiębiorcy i wniesionej przez niego skargi przeciw Dyrektorowi Krajowej Informacji Skarbowej. W sprawie tej polska firma w związku z charakterem prowadzonej przez siebie działalności nabywała szereg usług od kontrahentów niemających w Polsce siedziby ani zarządu. By minimalizować wynikające z takiej współpracy ryzyka, firma sama, lub za pośrednictwem swoich podmiotów powiązanych, nabywała usługi ubezpieczeniowe. Jeden z zagranicznych podmiotów powiązanych zawierał polisy o globalnym zasięgu, których przedmiotem była ochrona prawna, odpowiedzialność cywilna, ubezpieczenie mienia, od szkód i na wypadek przerw w działalności. Drugi odpowiedzialny był za ubezpieczenia transportu do granicy RP. Koszty ubezpieczenia refakturowane były na skarżącego przedsiębiorcę. Czasem spółki powiązane doliczały swoją marżę z tytułu pośrednictwa w zawarciu umów ubezpieczenia.

Firma zwróciła się do Dyrektora KIS o potwierdzenie, że dokonując zapłaty za polisy na rzecz zagranicznych ubezpieczycieli nie będzie zobowiązana do poboru podatku u źródła na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Przepis ten stanowi, że 20% podatek obciąża przychody osiągnięte na terytoriom RP z tytułu świadczeń: doradczych, księgowych, badania rynku, usług prawnych, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, usług rekrutacji pracowników i pozyskiwania personelu, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze. Zdaniem przedsiębiorcy, w katalogu usług podlegających podatkowi u źródła zawartym w art. 21 ust. 1 pkt 2a, nie wskazano usług ubezpieczenia.

Organ podatkowy stwierdził, że stanowisko firmy jest nieprawidłowe. Wyjaśnił, że ów katalog to katalog otwarty, bowiem dopuszcza objęcie opodatkowaniem również świadczenia o podobnym charakterze. A za takie należy uznać usługi ubezpieczenia jako podobne w swym charakterze do usług gwarancji. Dyrektor KIS, choć przyznał, że pomiędzy oboma świadczeniami istnieją pewne różnice, to jednak nie są na tyle istotne, by nie można było obu nazwać świadczeniami o podobnym charakterze.

Nie ma usprawiedliwienia dla nadmiernego rozszerzenia ram opodatkowania

Przedsiębiorca zaskarżył taką interpretację organu. WSA w Poznaniu, przywołując wyrok NSA z 5 lipca 2016 r., sygn. akt II FSK 2369/15 przypomniał, że aby świadczenie nie wymienione w spornym przepisie można było objąć jego regulacją, elementy charakterystyczne świadczeń w nim wymienionych muszą przeważać nad cechami charakterystycznymi niewymienionego świadczenia. Decydujące w tej kwestii są ustalenia dokonane przez NSA w wyroku z 17 sierpnia 2021 r., sygn. akt II FSK 587/21. NSA stwierdził, że wnioski o podobieństwie umów ubezpieczenia do umów gwarancji są zbyt daleko idące i wykraczają poza ramy wykładni językowej art. 21 ust. 1 pkt 2a, jak i poza zakres wykładni celowościowej i systemowej. Użycie przez ustawodawcę pojęcia świadczeń o podobnym charakterze, czyniącym zbiór tych podlegających opodatkowaniu świadczeń katalogiem otwartym, nie może stanowić usprawiedliwienia dla nadmiernej swobody organów przy jego interpretacji, ani dla nadmiernego rozszerzania ram tej regulacji. Podatnikowi działającemu w zaufaniu do państwa i stanowionego przez nie prawa należy zapewnić możliwość racjonalnego rozumienia przepisu. A na tle językowym uwidaczniają się istotne różnice między pojęciami ubezpieczenia i gwarancji. Cechy ubezpieczenia, mające doniosłe znaczenie dla zdefiniowania tego rodzaju świadczeń w słowniku języka polskiego, nie znajdują się w opisie słownikowego pojęcia gwarancji.

Ustawodawca podatkowy sam wyraźnie odróżnił ubezpieczenie od gwarancji

Sąd zwrócił wreszcie uwagę na brzmienie art. 15e ust. 1 pkt 1 tej samej ustawy obowiązujące do 31 grudnia 2021 r. Stanowił on, że podatnicy są zobowiązani wyłączyć z kosztów uzyskania przychodów koszty usług doradczych, badania rynku, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze. Przepis ten, analogicznie jak przepis art. 21 ust. 1 pkt 2a, zawierał katalog otwarty usług, których zakupu nie można było odliczyć w ramach prowadzonej działalności. W tymże uchylonym już przepisie ustawodawca wprost wymienił koszty ubezpieczeń obok kosztów gwarancji. Wprowadzone rozróżnienie obu świadczeń wyklucza więc możliwość uznania ubezpieczenia za świadczenie o charakterze podobnym do świadczenia gwarancji.

Organy podatkowe nie mogą lekceważyć orzecznictwa sądów

Sąd uchylając zaskarżoną przez firmę interpretację Dyrektora KIS stwierdził, że dopuścił się on naruszenia zasady prowadzenia postępowania podatkowego w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych. WSA potępił również lekceważenie przez Dyrektora orzeczeń sądów przywołanych przez przedsiębiorcę we wniosku o wydanie interpretacji. Organy podatkowe powinny analizować orzecznictwo sądów w postępowaniu interpretacyjnym, szczególnie gdy na takie orzecznictwo powołuje się osoba wnosząca o wydanie interpretacji – orzekł sąd.

Podsumowanie

Zgodnie z jedną z podstawowych zasad, wyrażoną w art. 2a Ordynacji podatkowej, niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść podatnika. Jak widać w praktyce urzędnicy potrafią czynić tę regułę martwą, dokonując profisklanej, sprzecznej z interesem podatnika interpretacji. Dobrze, gdy zderzenie podatnika ze skarbówką kończy się „tylko” takimi podciągnięciami podejmowanych przez niego w obrocie gospodarczym czynności pod obowiązek podatkowy. Zdarza się bowiem, że organy potrafią pójść znacznie dalej. Jak na przykład w sprawie I SA/Bk 203/20 WSA w Białymstoku uchylając zaskarżoną przez spółkę decyzję i udzielając jej ochrony prawnej stwierdził: „… organ podatkowy niejako z góry założył, że skarżąca jest świadomym uczestnikiem karuzeli podatkowej i starał się działalność skarżącej dopasować do z góry przyjętego, oszukańczego schematu…” (wyrok z 22 lipca 2020 r.).

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Chińczycy szpiegują w Wietnamie, Tajlandii i Indonezji

  • Według raportu Check Point Research chińskie grupy szpiegowskie atakowały jednostki rządowe w Azji Południowo-Wschodniej przy użyciu złośliwego oprogramowania
  • Ataki rozpoczęły się na początku 2022 roku i były przeprowadzane przy użyciu e-maili typu spear phishing zawierających linki do złośliwych stron internetowych. Po wejściu do sieci celu atakujący stosowali różne taktyki w celu zebrania poufnych informacji.
  • Check Point Research uważa, że ataki są częścią większych wysiłków chińskich agencji wywiadowczych w celu gromadzenia danych wywiadowczych i wywierania wpływu w Azji Południowo-Wschodniej, regionie strategicznie ważnym dla geopolitycznych interesów Chin.

Chińska kampania cyberszpiegowska rozszerza się na kolejne rządy Azji Południowo-Wschodniej – Wietnam, Tajlandię i Indonezję. Kampania, przypisywana chińskiej grupie APT SharpPanda, wykorzystuje platformę szkodliwego oprogramowania o nazwie „Soul” do kradzieży informacji i szpiegowania działań rządu – informują analitycy bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research, którzy szczegółowo opisali łańcuch infekcji w swoim raporcie.

Eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego alarmują, że są swiadkami kampanii cyberszpiegowskiej, której celem są rządy Azji Południowo-Wschodniej, w tym Wietnam, Tajlandia i Indonezja. W czerwcu 2021 r. grupa badawcza Check Point Research zidentyfikowała chińską grupę APT o nazwie SharpPanda, która wykorzystywała luki w zabezpieczeniach i kampanie typu spear phishing w celu uzyskania dostępu do sieci docelowych. Od tego czasu analitycy nadal śledzą aktywność SharpPanda.

W nowych atakach, realizowanych od końca 2023 roku, „ładunki” wykorzystują tak zwaną modułową strukturę Soul, wcześniej nieprzypisaną modułową strukturę szkodliwego oprogramowania. Chociaż platforma Soul jest używana od co najmniej 2017 r., stojący za nią cyberprzestępcy stale ją aktualizują, udoskonalając jej architekturę i możliwości.

Atak rozpoczyna się jako phishing ze złośliwym dokumentem zawierającym zdalny szablon z exploitem. Exploit uruchamia wbudowany downloader, który pomaga uruchomić backdoor Soul.

Chociaż struktura złośliwego oprogramowania Soul była wcześniej opisana przez firmę Semantic na podstawie kampanii szpiegowskiej skierowanej do sektorów obrony, opieki zdrowotnej i ICT w Azji Południowo-Wschodniej, nigdy wcześniej nie była przypisywana ani powiązana z żadnym znanym ugrupowaniem cyberprzestępczym. Obecnie nie jest pewne, czy framework Soul jest wykorzystywany wyłącznie przez jedną grupę.

– Jesteśmy świadkami chińskiej operacji cyberszpiegowskiej wymierzonej w jednostki rządowe Azji Południowo-Wschodniej, w tym Wietnam, Tajlandię i Indonezję. Po raz pierwszy dostrzeżono interesujące połączenie między dwoma zestawami narzędzi do ataku. Na podstawie ustaleń technicznych przedstawionych w naszym badaniu uważamy, że kampania ta jest zorganizowana przez zaawansowanych cyberprzestępców wspieranych przez Chiny, których inne narzędzia, możliwości i pozycja w szerszej sieci działań szpiegowskich nie zostały jeszcze zbadane – wyjaśnia Eli Smadia, kierownik grupy badawczej w Check Point Software.

Zdaniem specjalistów z Check Point Research, związek między narzędziami Sharp Panda a wspomnianymi wcześniej atakami w Azji Południowo-Wschodniej to kolejny przykład kluczowych cech charakterystycznych dla chińskich operacji APT, takich jak dzielenie się niestandardowymi narzędziami między grupami lub specjalizacja zadań cyberprzestępców. Według analityków Check Pointa głównym motywem napastników jest kradzież danych i szpiegowanie podmiotów rządowych.

– Podczas gdy poprzednie kampanie Sharp Panda dostarczyły niestandardowego i unikalnego backdoora o nazwie VictoryDll, ładunkiem tego konkretnego ataku jest nowa wersja programu SoulSearcher, który ostatecznie ładuje modułową strukturę Soul. Chociaż próbki tego środowiska z lat 2017-2021 były analizowane wcześniej, jest to najobszerniejszy udokumentowany łańcuch infekcji z rodziny złośliwego oprogramowania Soul, w tym pełna analiza techniczna najnowszej wersji, skompilowana pod koniec 2022 r. – dodaje ekspertka firmy Check Point Software.

Wpływ zacieśnienia ilościowego na pieniądz i kredyt w strefie euro

  • Od 2014 r. skup aktywów i ukierunkowane dłuższe operacje refinansujące (TLTRO) to dwa główne elementy luzowania ilościowego (QE) w strefie euro. Skup aktywów przez EBC doprowadził do znacznej kompresji spreadów terminowych, złagodzenia warunków finansowania w celu podniesienia inflacji do celu stabilności cen. TLTRO uzupełniły skup aktywów, zapewniając tanią płynność sektorowi bankowemu, a tym samym wzmacniając kanał pożyczkowy polityki pieniężnej, zwłaszcza w czasie kryzysu Covid-19. Jednak TLTRO odegrały drugorzędną rolę za programami skupu aktywów animujących rynek (APP i PEPP).
  • Teraz stopniowe zmniejszanie utrzymywania aktywów w ramach strategii zacieśniania ilościowego (QT) EBC przeniesie punkt ciężkości na wycofanie finansowania TLTRO, co usunie większość ogólnosystemowej nadwyżki płynności. Allianz Trade oczekuje, że spłata i umorzenie TLTRO przyczynią się do około trzech czwartych redukcji bilansu EBC do połowy 2024 r. w związku ze stosunkowo powolnym wycofywaniem się ze skupu aktywów.
  • Zakończenie finansowania TLTRO będzie miało znaczący wpływ zarówno na kredyty bankowe, jak i na rynki kapitałowe. Z jednej strony wycofanie nadwyżki płynności zwiększy płynność rynku poprzez uwolnienie zabezpieczeń; pomoże to zawęzić spready asset swap, będące miarą niedoboru zabezpieczeń, co ułatwia animację rynku na rynkach opartych na kwotowaniach, takich jak obligacje rządowe i korporacyjne. Z drugiej strony Allianz Trade szacuje, że usunięcie TLTRO jako taniego źródła finansowania dla banków wzmocni obecny spadek dynamiki kredytów (r/r) średnio o około 1,4 pp miesięcznie. W przypadku rynków kapitałowych spodziewamy się istotnego wpływu na wycenę korporacyjnego ryzyka kredytowego, przy czym segmenty zarówno o ratingu inwestycyjnym, jak i o wysokiej rentowności wzrosną odpowiednio o +10-15 punktów bazowych i +40-50 punktów bazowych.
  • Jeżeli inflacja utrzyma się na wyższym poziomie przez dłuższy czas, EBC może zostać zmuszony do dalszego zaostrzenia polityki pieniężnej, w tym poprzez zmniejszenie posiadanych aktywów powyżej stopy amortyzacji; mogłoby to zintensyfikować efekty. Chociaż oczekuje się, że EBC zwiększy tempo wycofywania aktywów pasywnych, proaktywna redukcja bilansu wydaje się mało prawdopodobna ze względu na jej znacząco zakłócający wpływ na dynamikę rynku; na przykład uwolnienie zabezpieczeń przez bardziej wrażliwe rządy i przedsiębiorstwa ze strefy euro może pobudzić rozszerzenie spreadu i zwiększyć ryzyko fragmentacji w czasie dalszego zacieśniania polityki monetarnej.

TLTRO: Nieopowiedziana historia luzowania ilościowego

Od 2014 r. zarówno skup aktywów, jak i ukierunkowane dłuższe operacje refinansujące (TLTRO) są filarami luzowania ilościowego (QE) w strefie euro. W szczytowym momencie w 2021 r. bilans EBC osiągnął prawie 9 bln euro, z czego ponad połowę (5 bln euro) stanowiły programy skupu aktywów (APP) i pandemiczny program zakupów awaryjnych (PEPP). Skup aktywów przez EBC doprowadził do znacznej kompresji spreadów terminowych, złagodzenia warunków finansowania w celu podniesienia inflacji do celu EBC w zakresie stabilności cen. Jednak jedna czwarta wzrostu bilansu była spowodowana mniej znaczącą operacją rynkową: aukcjami TLTRO, które oferowały bankom finansowanie długoterminowe (do trzech lat) po korzystnych stawkach pod warunkiem utrzymania akcji kredytowej dla gospodarki realnej poprzez kredyty korporacyjne i kredyty konsumenckie.

Aby uzyskać dostęp do tego finansowania, banki musiały zastawić EBC zabezpieczenie w postaci kwalifikowanych papierów wartościowych i wykorzystać środki na udzielanie kredytów przedsiębiorstwom niefinansowym. Pierwsza seria została ogłoszona w czerwcu 2014 r., następnie TLTRO-II w marcu 2016 r. i TLTRO-III w marcu 2019 r. TLTRO-III zakończyło się w II kwartale 2021 r. i będzie w całości spłacane do połowy 2024 r.

Podczas pandemii Covid-19 nowa seria TLTRO odegrała kluczową rolę w zapewnieniu taniej płynności sektorowi bankowemu, przyczyniając się do wzrostu akcji kredytowej dla przedsiębiorstw niefinansowych o 1,2 pp (prawie trzykrotnie więcej niż w poprzednich operacjach). Ponowna kalibracja warunków TLTRO przez EBC na początku pandemii, wraz z powiększonym zestawem aktywów kwalifikowanych, które można było zastawić jako zabezpieczenie, znacznie zwiększyła zainteresowanie TLTRO.

W rezultacie nierozliczony wolumen TLTRO osiągnął prawie 2,2 bln EUR (1% wszystkich aktywów bankowych i 20% całkowitej płynności systemu euro) do połowy 2021 r. Ten rozszerzony dostęp do taniego pieniądza banku centralnego pomógł zapobiec niepożądanemu kryzysowi kredytowemu, który mógł doprowadzić do poważnej i przedłużającej się recesji. Biorąc pod uwagę wykorzystanie zabezpieczeń dostępu do finansowania TLTRO, około 30% do 40% finansowania opartego na TLTRO było bezpośrednio związane z działalnością kredytową (banki „recyklingowały” nowe kredyty, zastawiając je jako zabezpieczenie finansowania) (Wykresy 1 i 2).

Wykres 1: Aktywa bilansowe EBC (2014-22, bln EUR)Aktywa bilansowe EBC

Wykres 2: Wykorzystanie zabezpieczeń w EBC (bln EUR) (zmiana od grudnia 2019 r.)

Wykres 2: Wykorzystanie zabezpieczeń w EBC (bln EUR) (zmiana od grudnia 2019 r.)

Handlowe kredyty korporacyjne również znacznie skorzystały na środowisku nadwyżki płynności. Utrzymując rynkowe ryzyko kredytowe na akceptowalnym poziomie, borykające się z trudnościami przedsiębiorstwa mogłyby uzyskać dostęp do finansowania po niższych średnich kosztach, co spowodowałoby zaspokojenie przyszłych potrzeb finansowych i wydłużenie średniego terminu zapadalności profili dłużnych będących przedmiotem obrotu i niebędących przedmiotem obrotu (Wykres 3).

Wykres 3: Emisja kredytów korporacyjnych w EURWykres 3: Emisja kredytów korporacyjnych w EUR

Autorzy: Allianz Research

Przemysław Berendt pokieruje Tech Hubem Volvo Cars w Krakowie

Samochody Volvo Cars i wszystkie ich funkcje są coraz częściej definiowane przez oprogramowanie. Nowe centrum technologiczne w Krakowie to krok w kierunku dalszego rozwoju naszych możliwości w zakresie inżynierii związanej z oprogramowaniem. Centra R&D, wzmocnione o Tech Hub w Krakowie, pozwolą zrealizować ważny cel: w połowie bieżącej dekady 50% software’u Volvo Cars ma być stworzona wewnątrz organizacji.

Przemysław Berendt dołącza do zespołu Volvo Cars and R&D Software Engineering jako szef naszego nowego centrum technologicznego w Krakowie od 1 marca. Przemek będzie odgrywał kluczową rolę w kierowaniu budową nowego centrum. Będzie też odpowiadał za rekrutację i pozyskiwanie talenów w dziedzinie oprogramowania i analityki danych. Celem tych działań jest osiągnięcie przez krakowski oddział sprawności operacyjnej do końca bieżącego roku.

Rozległe doświadczenie Przemka w rozwijaniu i prowadzeniu firm technologicznych w różnych regionach geograficznych, firmach średniej wielkości i start-upach sprawia, że idealnie pasuje do tej roli — mówi Alwin Bakkenes, Head of Software Engineering Volvo Cars. Naprawdę nie mogę się doczekać współpracy z nim i lokalnym zespołem w celu stworzenia naszego najnowszego centrum oprogramowania w Krakowie, które będzie uzupełnieniem naszych istniejących centrów inżynieryjnych na całym świecie.

Od 15 lat Przemek buduje zespoły technologiczne i tworzy marki technologiczne zajmujące się softwarem w Polsce i na świecie. Ostatnio rozwijał firmę Talent Alpha: od małego start-upu do globalnej platformy talentów programistycznych wraz z inteligentną platformą ich doboru, działającej w ponad 40 krajach.

Dołączenie do Volvo Cars w celu stworzenia i kierowania nowego centrum technologicznego w Krakowie to wyjątkowa i bardzo ekscytująca szansa na zastosowanie wszystkich moich umiejętności i sieci kontaktów w zakresie produktów, technologii i oprogramowania mówi Przemysław. To, co szczególnie przyciągnęło mnie do dołączenia do Volvo Cars, to jasna strategia stania się w pełni elektryczną marką i prawdziwym liderem w dziedzinie nowych technologii, a także poczucie silnego osobistego związku z wartościami firmy.

SVB i NFP – o tym mówi obecnie globalny rynek finansowy

Ostatnie wypowiedzi Jerome Powella przed Kongresem potwierdziły znaczenie dzisiejszych danych z amerykańskiego rynku pracy. Jeśli raport ponownie będzie mocny, wówczas będzie to kolejny argument dla Fed-u za agresywnymi podwyżkami stóp procentowych. Wczoraj sentyment na Wall Street popsuł bank SVB, który sprzedał swój portfel obligacji aby poprawić płynność. Instytucja w głównej mierze finansuje startup-y z Doliny Krzemowej.

Indeks banków SP500 spadł w czwartek o prawie 6 proc.. Był to największa jednodniowa strata od ponad dwóch lat. Akcje SVB Bank (Silicon Valley Bank) zniżkowały o prawie 60 proc. – była to z kolei największa strata w historii notowań tych papierów. To pokłosie ogłoszenia decyzji o sprzedaży obligacji o wartości 1,75 mld USD. Instytucja wzmacnia tym samym swoją płynność z powodu malejących depozytów startup-ów, które mają problemy w finansowaniu.

Cały sektor bankowy w USA uległ przecenie. Wzmacniają się obawy o to, że gwałtownie podwyżki stóp procentowych w USA powodują erozję bilansów w całej branży finansowej. Akcje innych dużych instytucji bankowych (Bank of America, JP Morgan) również mocno traciły a zniżki przekraczały poziom 5 proc. Cały sektor jest obecnie w posiadaniu dużej ilości amerykańskiego długu. Agresywne podwyżki stóp przez Fed spowodowały, że niezrealizowane straty cały czas rosną.

Startup-y borykają się z problemem braku dywersyfikacji finansowania. Wyższe stopy procentowe, obawy przed recesją i słaby rynek pierwszych ofert publicznych utrudniły tym firmom pozyskanie dodatkowego kapitału.

Na skutek wczorajszych doniesień rentowności amerykańskich 2-letnich obligacji spadły z poziomu 5,06 do 4,76 – najniższego do 24 lutego.

Trudna sytuacja Silicon Valley Bank sprawia, że społeczeństwo zaczyna obawiać się jak przedstawia się kondycja innych instytucji sektora finansowego. SVB był do tej pory bardzo silnym, dobrze zarządzanym bankiem. Teraz ta reputacja została zachwiana, a awersja do ryzyka może „rozlać się” szeroko.

Wracając do dzisiejszych danych NFP, rynek zakłada zmianę zatrudnienia w sektorze pozarolniczym na poziomie 225 tys. a stopa bezrobocia ma pozostać na historycznie niskim poziomie 3,4 proc. Miesięczne dane z amerykańskiego rynku pracy zawsze podgrzewały atmosferę, wpływały na nerwowość i powodowały podwyższoną zmienność. Ostatnio jednak znaczenie tego raportu było nieco mniejsze ze względu na to, że głównym problemem stała się inflacja i to uwaga rynku była skupiona na odczytach CPI oraz PCE. Teraz, kiedy sam Powell wskazuje wprost, że to właśnie ten raport będzie miał duży wpływ na marcową decyzję w sprawie stóp, ranga publikacji diametralnie rośnie. Oznacza to jedno – w przypadku zaskoczenia w danych – dolar amerykański oraz indeksy giełdowe odczują to najmocniej. Lepsze dane od konsensusu umocnią USD i wpłyną negatywnie na giełdy. Po raz kolejny lepsze dane to gorsze dane. Brzmi to paradoksalnie – ale takimi regułami rządzi się obecnie rynek finansowy.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Freelancer vs software house – komu zlecić wykonanie projektu?

Rynek oferuje szeroki zakres usług informatycznych i programistycznych. Pewne wątpliwości może wzbudzać jedynie jakość wykonywanych usług oraz duża rozbieżność cenowa. Jak wybrać specjalistę godnego zaufania? Warto podjąć współpracę z freelancerem, czy lepiej postawić na software house? Poniższy artykuł ułatwi Ci podjęcie dobrej decyzji.

Czym jest studio software – krótka definicja

Studio software jest firmą specjalistyczną, zajmującą się tworzeniem wszelkiego rodzaju oprogramowania na indywidualne zamówienie klienta. Niejednokrotnie profil działalności obejmuje rozwijanie własnego oprogramowania komercyjnego. Takie firmy to swego rodzaju nowość na rynku IT. Powstały w wyniku specjalizacji branży interaktywnej, jednakże nie należy utożsamiać ich z agencjami interaktywnymi.

Software house cechuje wszechstronność, szerokie możliwości, a przede wszystkim wiedza i doświadczenie. Z tego powodu współpraca z zespołem specjalistów studia software może stać się doskonałym wsparciem dla nowoczesnych, stawiających na digitalizację przedsiębiorstw. Ponadto będzie dobrym wyborem w przypadku firm, które nie zatrudniają stałego zespołu IT.

Freelancer vs software house – jaką współpracę wybrać?

Zacznijmy od tego, że freelancer i software house diametralnie różnią się nie tylko pod względem struktury, ale również sposobu wykonywania zlecenia. W obu przypadkach przewidziane zadania zostaną zrealizowane, jednak sposób wykonania, dobór rozwiązań oraz czas będą inne.

Freelancer jest osobą pracującą jako „wolny strzelec” i niejednokrotnie łączy to zajęcie np. z pracą na etacie. Zlecenia najczęściej wykonuje zdalnie i w wybranych przez siebie godzinach. Realizacją całego projektu zajmuje się samodzielnie – od obsługi klienta, poprzez planowanie, projektowanie i programowanie, aż po testowanie i wdrożenie.

Ceny takich usług bywają niższe, jednak należy się liczyć z dłuższym oczekiwaniem na rezultaty oraz mniejszym zaangażowaniem i niższą wydajnością, choć oczywiście nie jest to regułą. Wspomniane aspekty należy jednak brać pod uwagę, zwłaszcza przy dużych i skomplikowanych projektach.

Jak wygląda współpraca z software house? W tym przypadku mamy do czynienia z całym zespołem specjalistów posiadających określone kwalifikacje oraz szeroką wiedzę techniczną. W pracach nad projektem biorą udział osoby odpowiedzialne m.in. za przeprowadzenie analizy biznesowej, projektowanie, programowanie i testowanie. Jak widać, prace przebiegają wielopłaszczyznowo, a klient ponosi mniejsze ryzyko.

Software house dla startupów oraz małych i dużych przedsiębiorstw

Wiele firm na stałe korzysta z rozwiązania, jakim jest outsourcing zadań z zakresu IT. Do najważniejszych korzyści należy zaliczyć oszczędność czasu oraz środków finansowych. Jest to szczególnie istotne w przedsiębiorstwach, które nie posiadają własnego działu IT. Ponadto zatrudnienie nowych pracowników lub współpraca z freelancerem nie zawsze przynosi zamierzone efekty.

Interesuje Cię nowe rozwiązanie informatyczne lub udoskonalenie wykorzystywanego dotychczas systemu? Zastanawiasz się nad wyborem wykonawcy? Sprawdźmy, co może zaoferować zespół ekspertów – przykładowo Gloo Software House.

Mowa tutaj o project managerach, testerach, grafikach oraz przede wszystkim programistach. Zespół Gloo skupia się na tworzeniu indywidualnych aplikacji oraz systemów webowych z wykorzystaniem technologii PHP, a także frameworków CodeIgniter i Laravel. Ponadto oferuje zaawansowane aplikacje mobilne typu webview na Android i iOS, projektowanie sklepów internetowych, stron WWW oraz interfejsów aplikacji.

Rynek pracy w Polsce jest stabilny

Nadchodzi globalne osłabienie koniunktury. Jednak rynek pracy w Polsce ma bardzo silne fundamenty – co potwierdza niskie bezrobocie. Polski wskaźnik jest jednym z najniższych w Europie, co jest wynikiem kilku czynników. Po pierwsze pracodawcy mierzyli się z deficytem kadrowym już od dłuższego czasu – co pokazuje, że cały czas jest za mało rąk do pracy. Po drugie choć wiele osób z Ukrainy przybyło do Polski – to jednak doszło także do zjawiska przeciwnego, czyli masowego powrotu mężczyzn do Ukrainy. Odczuła to branża transportowa, branża budowlana, które mają cały czas problemy ze znalezieniem pracowników. Poziom napływu cudzoziemców widać w danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej – w 2022 roku do Polski przyjechało o pół miliona cudzoziemców więcej wobec roku 2021. Inne wskaźniki, które mówią o tym, że fundamenty polskiego rynku pracy są całkiem niezłe, to wzrost wynagrodzeń. Jest on nadal widoczny – w ostatnim okresie o 13,5%. Jak widać te wzrosty są mniejsze niż inflacja, która przekroczyła 17%.

– Wzrosty płac nie rekompensują rosnących cen, jednak proces podwyżek cały czas trwa. Z ostatniego barometru polskiego rynku pracy wynikało, że nadal około połowa firm w Polsce planowała podwyżki dla swoich pracowników. Pracodawcy mają świadomość, że jeżeli chcą zatrzymać pracowników, to muszą oferować im podwyżki, żeby wyrównać inflację – powiedziała serwisowi eNewsroom Monika Banyś, ekspertka rynku pracy w Personal Service. – Zasób bezrobotnych jest bardzo niewielki. Jeżeli ktoś jest bezrobotny, to jest najprawdopodobniej bezrobotny długotrwale – czyli będzie bardzo trudno zaktywizować go na rynku pracy. Przełomowym elementem, który mógłby w znaczący sposób spowodować jakościową zmianę na rynku pracy, to rozwijająca się automatyzacja. Pracodawcy coraz odważniej mówią o tym, że chcą wprowadzać automatyzację w swoich firmach. Chcą w długim terminie obniżać koszty i w dużym stopniu zastąpić pracę ludzką – zwłaszcza przy czynnościach powtarzalnych. Z pewnością automatyzacja będzie wymagała od pracowników przekwalifikowania, zdobywania nowych umiejętności, udowodnienia, że potrafimy robić coś więcej niż przysłowiowy robot. To będzie przyszłość rynku pracy – wyjaśnia Banyś.

Sklep Max&Mrau z nagrodą „Laur konsumenta – Odkrycie 2023”

Sklep Max&Mrau został wyróżniony nagrodą Laur Konsumenta Odkrycie 2023. Przyznawany od 17 lat certyfikat jest świadectwem szczególnego zaufania klientów do produktów i usług oferowanych przez marki.

Dla każdej marki, niezależnie od branży, niezwykle ważne jest zadowolenie klientów. To właśnie te firmy, do których chce się wracać cieszą się największym zaufaniem i wiernością konsumentów. Sklep zoologiczny Max&Mrau otrzymał w tym roku potwierdzenie w postaci wyróżniania przyznanego właśnie przez klientów.

Rośnie znaczenie jakości usług dla zwierząt

Nie od dziś wielu opiekunów definiuje swoich pupili jako członków rodziny. W ostatnich latach miłość i szacunek do podopiecznych zaczęły jednak przekładać się na znacznie większą świadomość ich potrzeb gatunkowych i wymagań żywieniowych.

Szeroki dostęp do internetu i mediów społecznościowych sprawił, że klienci branży zoologicznej zaczęli przykładać coraz większą wagę do jakości produktów i usług. Dotyczy to przede wszystkim sposobu żywienia. W karmach dla psów, kotów, czy małych ssaków coraz rzadziej zwraca się uwagę na markę, a coraz częściej na skład produktu.

Podobnie dzieje się w przypadku zabawek, akcesoriów spacerowych, czy klatek i terrariów dla małych zwierząt. Konsumenci są coraz bardziej świadomi, a jednocześnie coraz bardziej wymagający.

Spośród licznych sklepów zoologicznych, także tych internetowych zauważane i wyróżniane są właśnie te, które przykładają dużą wagę nie tylko do komunikacji z klientem i reklamy, ale także do szerokiego i naprawdę jakościowego asortymentu.

Max&Mrau – sklep dla wymagających opiekunów

Laur Konsumenta 2023 jasno wskazuje na to, że sklep Max&Mrau w pełni spełnia oczekiwania swoich klientów. Chociaż od jej debiutu na rynku minęło zaledwie kilka lat, marka stała się rozpoznawalna i ceniona przez opiekunów zwierząt bardzo różnych gatunków.

Asortyment sklepu internetowego Max&Mrau nie ogranicza się wyłącznie do psów i kotów. Coś dla siebie znajdą tam również opiekunowie małych ssaków, gadów i płazów a także ptaków i koni. Co szczególnie istotne w ofercie znalazły się różnorodne produkty wysokiej jakości, pochodzące od uznanych i cenionych producentów.

Klientów przyciąga do sklepu nie tylko świetny asortyment i szybka dostawa. Każdy, to przynajmniej raz odwiedził jego stronę internetową poznał dwójkę sympatycznych brand heros. Kot Mrau i pies Max zerkają na nas z logo, pomagają w wyborze produktu i towarzyszą na wszystkich etapach robienia zakupów.

Dzięki spójnej strategii marketingowej i olbrzymiej dbałości o asortyment sklep internetowy w stosunkowo krótkim czasie zyskał wielu wiernych klientów. Fakt, że Max&Mrau zostało docenione w kategorii odkrycie roku świadczy o tym, że marka nie powiedziała jeszcze na rynku ostatniego słowa i na pewno nie zamierza spocząć na laurach.

Laur konsumenta – szczególne wyróżnienie od klientów

Plebiscyt „Laur Konsumenta” to inicjatywa, która pozwala wyróżnić najlepsze produkty i usługi na polskim rynku. Nagroda jest wyjątkowym wyróżnieniem przede wszystkim dlatego, że jest przyznawana przez samych konsumentów.

Głosowanie polega na wypełnianiu dostępnych w internecie anonimowych ankiet. Trwa zazwyczaj przez kilka tygodni a po jego zakończeniu zwycięzcy poszczególnych kategorii otrzymują tytuł „Laureata Lauru Konsumenta”.

Plebiscyt przeprowadzany jest nieprzerwanie od 2004 roku. Cieszy się nie tylko dużym zainteresowaniem głosujących, ale także olbrzymim prestiżem. Wybrane produkty i usługi są bowiem wybierane bezpośrednio przez samych konsumentów.

Nagroda w kategorii „Odkrycie Roku” przyznawana jest produktom i usługodawcom, którzy wyróżniają się ciekawymi rozwiązaniami, oryginalnością przekazu i naprawdę jakościowym asortymentem. Wyróżnienie dla sklepu internetowego Max&Mrau jasno wskazuje na to, że dążenie do wysokiej jakości w branży zoologicznej jest naprawdę cenione i zauważane przez konsumentów.

Wpływy z VAT maleją

  • Dochody z VAT zmalały w styczniu 2023 r. o ponad 21%.
  • Na przełomie roku dochody z VAT dziwnie się zmieniały. Powstaje wątpliwość, czy czasem celowo nie sterowano zwrotami, aby sztucznie podnieść dochody w 2022 roku. To wymaga wyjaśnienia. Ministerstwo Finansów powinno szybko opublikować dane o zwrotach podatku VAT.
  • Relacja dochodów z VAT w styczniu spadła do poziomu 7,2 proc. PKB – to w zasadzie tyle samo co na początku 2016 r. Oznacza to powrót do punktu wyjściowego z początku kadencji obecnego rządu.
  • Prognoza dochodów z tytułu VAT w budżecie na 2023 jest kompletnie nierealna. Aby zrealizować tę prognozę, w każdym z miesięcy – począwszy od lutego – dochody VAT musiałyby rosnąć w ujęciu rok do roku o ponad 32%.
  • To oznacza szukanie oszczędności w budżecie w ciągu roku. Rząd będzie musiał dokonywać trudnych wyborów: albo 14 emerytury, albo osłony energetyczne. Albo 14 emerytury, albo świadczenia dla opiekunów osób niepełnosprawnych.

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w styczniu 2023 r. dochody budżetu państwa z tytułu VAT mocno tąpnęły. Mimo niemal 20% inflacji oraz wciąż wyższego PKB niż przed rokiem, dochody z VAT były niższe o ponad 21% r/r. Różnica to aż minus 7 mld złotych.. Tak ogromnego spadku nie wyjaśniają obniżone stawki VAT. Zresztą przywrócenie stawek, jak pokazuje historia, nie musi przynieść symetrycznego odbicia dochodów w górę. Ponadto mafie VAT-owskie mogą wykorzystywać momenty istotnych zmian stawek podatkowych, szczególnie, jeżeli dotyczy to np. paliw.

Ręczne sterowanie zwrotami VAT?

Kształtowanie się VAT na przełomie roku było dość zaskakujące. W grudniu 2022 r. po słabych wskaźnikach z października i listopada dane o VAT nagle skoczyły w górę (zanotowano wzrost aż o 18,6% r/r), a potem – w styczniu nagle tąpnęły. Pojawia się wątpliwość, czy znowu nie mieliśmy do czynienia z ręcznym sterowaniem zwrotami VAT, tak aby poprawić wynik roku ubiegłego, a wyniki za 2022 r. lepiej wyglądały na propagandowej konferencji premiera na stadionie narodowym.

Wykres 1: Dynamika VAT na przełomie 2022 i 2023 r.Kłamstwa Vatowskie wróciły

Źródło: Instytut Finansów Publicznych na podstawie danych MF.

Zresztą z publikacją danych za grudzień resort długo zwlekał, przekroczył znacząco dotychczasowe, zwyczajowe terminy publikacji. To potęguje wątpliwości. Ale jeśli nawet zsumujemy wzrost grudniowy ze spadkiem styczniowym, to wyniki VAT-u są bardzo słabe. Powód? Łącznie w tych dwóch miesiącach zanotowano spadek o prawie 8,5% r/r przy wzroście PKB w IV kw.

Wzrost dochodów z podatku VAT wynika z wielu czynników. W grę wchodzi dobra koniunktura, wzrost PKB czy poziom inflacji. Jak to wygląda w praktyce?  Wyższa cena chleba to wyższy VAT od jednego bochenka chleba. Płaci nie mafia, lecz zwykły konsument. To z pewnością nie jest efekt uszczelniania. Oczywiście na dochody wpływają też efekty uszczelniania systemu podatkowego. Wzrost dochodów z VAT ponad to, co wynika ze wzrostu PKB i inflacji, można w przybliżeniu przypisać efektom uszczelniania.

Przy ocenie tendencji dochodów z VAT nie możemy więc abstrahować od inflacji i dynamiki PKB, chyba że chodzi o efekt propagandowy. Premier Mateusz Morawieckie na konferencji na stadionie narodowym epatował rzekomymi, ogromnymi efektami uszczelniania tego podatku. Na kolorowych slajdach pokazywał ogromne przyrosty VAT w miliardach złotych – to były ogromne procenty. Na slajdach pokazywał, że dochody z VAT od 2016 r. do końca 2023 r. wzrosły o 163 mld zł, czyli o 132%.

Nadużycia premiera

Pierwsze nadużycie to fakt, że do policzenia tych ogromnych kwot premier użył prognozy na ten rok, a w opisie posłużył się trybem dokonanego: „wzrosły”. Nie ma żadnych gwarancji, że prognoza będzie zrealizowana. Bieżące dane pokazują, że jest ona kompletnie nierealna, ale o tym – niżej.

Drugie nadużycie to przypisywanie całej zmiany w VAT efektom uszczelniania. To już nie nadużycie, ale kłamstwo VAT-owskie, o którym już wielokrotnie pisałem. Szacując efekty uszczelniania, musimy odjąć efekty wzrostu PKB i efekty wzrostu inflacji. To elementarz analiz podatkowych. Efekty uszczelniania można obliczyć na podstawie luki VAT lub analizy dochodów VAT w relacji do PKB. Ostatnie dane Komisji Europejskiej pokazują, że efekty uszczelniania liczone na podstawie luki VAT są wielokrotnie niższe niż pokazywane przez premiera 132 miliardy złotych przyrostu tego podatku. Efekty uszczelniania liczone na podstawie luki vatowskiej wynoszą co najwyżej 20-30 mld zł.  To mniej niż połowa tylko trzech sztandarowych programów rządu, a więc 500+, 13-tki i 14-tki.

Używanie nominalnych wartości VAT przy galopującej inflacji to absurd do kwadratu. Przykład: w Turcji dynamika VAT jest jeszcze lepsza niż w Polsce, tam tylko do 2021 r. zanotowano wzrost VAT o 220% w porównaniu do 2015 r. Co ciekawe, w Argentynie był jeszcze lepszy wynik – wzrost VAT o 340%. Czy oznacza to, że wyłapano tam mafie VAT-owskie? Nie, po prostu VAT tam rósł, bo była gigantyczna inflacja. Ostatnie wzrosty VAT w Polsce to efekt niemal wyłącznie inflacji. To żadne uszczelnianie ani sukces rządu. Chyba że rząd uważa za swój „sukces” wywołanie galopującej inflacji.

Nikt nie neguje pewnych efektów uszczelniania VAT. Ale największym szkodnikiem w dostrzeżeniu tych sukcesów jest wybujała fantazja premiera, tępa propaganda rządu, a wręcz kłamstwa vatowskie, które wbrew logice i faktom próbują rozmnożyć te efekty do niebotycznych rozmiarów.

Niestety aktualne dane o VAT odniesione do nominalnego PKB pokazują bardzo niebezpieczne tendencje. Relacja ta od początku 2022 r. gwałtownie spada. Spadek ten jest bardzo gwałtowny i trudno wyjaśnić go czasowym obniżeniem niektórych stawek VAT.

Wykres 2. Relacja dochodów z VAT do PKB (suma krocząca, %PKB)Kłamstwa Vatowskie wróciły 2

Źródło: Instytut Finansów Publicznych na podstawie danych MF, interpolacja liniowa.

Przyjmując prognozy rynkowe dla PKB w I kw. można oszacować, że relacja dochodów z VAT do PKB w styczniu spadła do 7,2%. To niemal tyle samo, co na początku 2016 r. Słabe dane w styczniu mogą być efektem recesji. W okresach recesji luka VAT rośnie. Coraz więcej firm nie wywiązuje się w pełni ze swoich obowiązków podatkowych. Może to wynikać z czynników obiektywnych, takich jak: upadłości, zatory płatnicze czy zgodna z prawem optymalizacja podatkowa. Ale może być też efektem wzrostu szarej strefy i działalności przestępczej. Okazją do łatwego przestępczego zarobku są sytuacje, kiedy zmieniane są stawki VAT. Powstaje pytanie, czy rząd nie stracił potrójnie na tak zwanej tarczy anty inflacyjnej? Dlaczego? Po pierwsze, miał standardowy ubytek w dochodach. Po drugie, stworzył okazję do spekulacyjnych zarobków i przestępczych działań warunkach zmieniania stawek VAT. I wreszcie po trzecie, poniósł kompletną porażkę w ochronie gospodarstw domowych przed galopującą inflacją.

Nierealna prognoza na 2023

Słabe dane za styczeń pokazują jeszcze inny problem. Prognoza dochodów z VAT zapisana w ustawie budżetowej na 2023 rok jest kompletnie nierealna. Od lutego musielibyśmy obserwować skokowy wzrost dochodów. W każdym z miesięcy obecnego roku – począwszy od lutego – dochody z VAT musiałyby być wyższe rok do roku o blisko 32%. To oznacza, że w budżecie z tytułu VAT może zabraknąć od 10 do 20 mld złotych – w skrajnym scenariuszu może być to nawet 30 miliardów złotych. Efekt? Szukanie oszczędności w budżecie w ciągu roku. Rząd będzie musiał dokonywać trudnych wyborów: albo 14 emerytury, albo osłony energetyczne. Albo 14 emerytury, albo świadczenia dla opiekunów osób niepełnosprawnych.

AUTOR: dr Sławomir Dudek – założyciel, prezes i główny ekonomista Instytutu Finansów Publicznych. Ekspert w zakresie finansów publicznych z ponad 23-letnim doświadczeniem w Ministerstwie Finansów. Przez wiele lat jako dyrektor kierował Departamentem Polityki Makroekonomicznej. W latach 2012-2019 przewodniczył polskiej delegacji na osiedzeniach Economic Policy Committee przy OECD. Był członkiem Rady Statystyki, Rządowej Rady Ludnościowej, Rady Edukacji Statystycznej. Zasiadał w radach nadzorczych Narodowego Funduszu Zdrowia, Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, Aplikacji Krytycznych. W 2020 roku został powołany w skład Rady Gospodarczej – Zespołu Doradców ds. Gospodarczych przy Marszałku Senatu RP. Był członkiem władz Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Pełnił wiele znaczących funkcji, m.in. koordynatora Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej przy Radzie Przedsiębiorczości. Uznany komentator gospodarczy w mediach branżowych i ogólnoinformacyjnych. Absolwent Akademii Ekonomicznej (ob. Uniwersytetu Ekonomicznego) w Poznaniu. Doktoryzował się w Szkole Głównej Handlowej.

Chcesz zabezpieczyć swoją firmę przed szkodnikami? Skorzystaj z usługi DDD

Zarówno w firmie, jak i w gospodarstwie domowym, wszelkie szkodniki są bardzo niemile widziane. Kiedy już się pojawią, nikt nie ma wątpliwości, że należy podjąć z nimi walkę. Sprawdź, w jaki sposób pomogą Ci usługi DDD!

Usługi DDD, czyli kompleksowe wsparcie

W ramach usług DDD wykonywane są w zasadzie wszelkie możliwe działania prowadzące do likwidacji szkodników. Firmy, które oferują tego typu wsparcie, likwidują zarówno gryzonie, jak i insekty oraz drobnoustroje, ponieważ rozwinięcie skrótu oznacza: deratyzację, dezynsekcję i dezynfekcję.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że deratyzacja a dezynsekcja, czy też dezynsekcja i dezynfekcja, to zupełnie inne zabiegi. Owszem, wiedza i doświadczenie w jednym z tych obszarów przydają się również w pozostałych, przez co zwykle usługi te są realizowane przez te same firmy.

Dezynsekcja, gdy pojawią się owady

Zabieg dezynsekcji polega na usuwaniu insektów. Przewidzenie prawdopodobieństwa pojawienia się danego rodzaju owada jest niezwykle trudne. Każdy gatunek szkodnika z tej grupy może wymagać wdrożenia nieco innych działań. Dlatego w zakresie dezynsekcji zwykle nie stosuje się profesjonalnej profilaktyki.

Działania wdraża się dopiero wtedy, kiedy dojdzie do zagnieżdżenia się insektów. Na co dzień można co najwyżej pilnować czystości w obiekcie. Jeśli jednak szkodniki już się pojawią, koniecznie będzie skorzystanie z pomocy firm takich jak Stander oferujący usługi DDD

Dezynfekcja i deratyzacja dla firm – alarmowo i profilaktycznie

Dobre firmy oferujące usługi DDD, takie jak wspomniany wcześniej Stander, przeprowadzają dezynfekcję i deratyzację zarówno w trybie alarmowym, jak i profilaktycznie. Identyfikacja zagrożenia w postaci drobnoustrojów oznacza konieczność wykorzystania środków chemicznych lub fizycznych. W tym artykule skupiamy się na wsparciu dla firm, niemniej warto zaznaczyć, że dezynfekcja mieszkania jest przeprowadzana w ten sam sposób. Natomiast deratyzacja dla firm i osób prywatnych w formie alarmowej to likwidacja gryzoni poprzez zastosowanie pułapek i trutek.

Profilaktyka w zakresie walki z owadami jest ograniczona, jednak co innego ochrona przed drobnoustrojami i gryzoniami. Jeśli chcesz ochronić siebie i swoich pracowników przed zakażeniami, powinieneś regularnie zlecać dezynfekcję zakładu pracy.

Profesjonalne firmy świadczące usługi DDD korzystają z metod, których przeprowadzenie zabiera niewiele czasu i nie powoduje u nikogo dyskomfortu. Natomiast jeśli chodzi o walkę ze szczurami, deratyzacja dla firm to usługa, z której przedsiębiorstwa korzystają obligatoryjnie.

Obowiązujące w Polsce prawo nakazuje zabezpieczać obiekty przed zagrożeniami higienicznymi, a takim jest z pewnością każdy gryzoń. W przypadku deratyzacji działania profilaktyczne wygląda podobnie jak alarmowe. Zwykle jednak liczba pułapek lub trutek jest mniejsza. Ważne jest też uszczelnienie budynku.

Ochrona firmy przed szkodnikami powinna być dla przedsiębiorców priorytetem. Szczególnie że dzisiaj nie stanowi ona wcale wielkiego wyzwania. Wystarczy zatrudnić fachowców, oferujących profesjonalne usługi DDD.