Czy refinansowanie pożyczki jest zawsze opłacalne?

Ponieważ na rynku usług finansowych panuje coraz większa konkurencja, zarówno banki, jak i instytucje pozabankowe oferują swoim potencjalnym klientom różnorodne zobowiązania, które są idealnie dopasowane do ich indywidualnych potrzeb. Minimum formalności, krótki czas oczekiwania na wypłatę środków, wydłużony okres spłaty, niskie koszty — właśnie na takie atuty mogą liczyć osoby potrzebujące finansowego wsparcia. Wyjątkowym produktem firm pożyczkowych jest pożyczka refinansowa, która najlepiej sprawdza się, kiedy klient ma już przynajmniej jedno zobowiązanie i nie radzi sobie z jego regulowaniem. Dowiedz się więcej już teraz.

Co to jest refinansowanie pożyczki?

Szybkie pożyczki bardzo często wywołują zbyt pochopne decyzje w zakresie skorzystania, z jak się wydaje atrakcyjnej propozycji firmy pożyczkowej. Nierzadko brak weryfikacji wypłacalności klienta sprawia, że takie zobowiązania nabywane są impulsywnie, a pożyczkobiorca traci płynność finansową i nie stać go na regularną spłatę rat. Właśnie tak powstaje pętla zadłużenia, która generuje kolejne długi i z której niezwykle trudno wyjść. 

Pożyczka refinansowa okazuje się rzeczywistym wsparciem w tak trudnej sytuacji. Refinansowanie pożyczki polega na zaciągnięciu nowego zobowiązania, które pozwoli uzyskać środki na uregulowanie tego, z którego spłatą ma problem klient firmy pożyczkowej. Jakie zalety wykazuje pożyczka refinansowa, skoro pożyczkobiorca nie uwalnia się przecież od zobowiązań finansowych, spłaca jedno, ale nabywa kolejne? Tego rodzaju finansowe wsparcie jest przede wszystkim udzielane z wydłużonym okresem spłaty, przez co raty zostają podzielone na większą liczbę, za to o mniejszej wartości. Z takimi płatnościami na pewno poradzi sobie klient. 

Kiedy refinansowanie pożyczki naprawdę się opłaca?

W najlepszej sytuacji są osoby, które nie muszą korzystać z ofert firm pożyczkowych, natomiast trzeba przyznać, że takie szczęście mają tylko nieliczni. Jeśli już musisz skorzystać z tego rodzaju finansowej pomocy, potrzebujesz pieniędzy „na już”, w ramach niespodziewanych wydatków czy tzw. czarnej godziny, dokładnie zweryfikuj warunki współpracy z firmą pożyczkową. 

Jeśli chcesz pozbyć się pożyczki wziętej na nieatrakcyjnych, nieopłacalnych warunkach, których nie udaje Ci się spełnić, nie generuj jeszcze większych długów, ale zdecyduj się na refinansowanie pożyczki. Pamiętaj jednak, aby wybrać ofertę dopasowaną wedle własnych potrzeb i możliwości spłaty. Opłacalna pożyczka refinansowa to zobowiązanie, które charakteryzuje się:

  • wydłużonym okresem spłaty, 
  • ratami o mniejszej wartości, 
  • korzystnym oprocentowaniem, 
  • mniejszymi kosztami całkowitymi, aniżeli pożyczka spłacana na dotychczasowych warunkach. 

Uwzględnij, że każda instytucja pozabankowa realizuje własną politykę współpracy ze swoimi klientami, dlatego oferty zobowiązań mogą być różne. Najlepiej, jeśli skorzystasz z rankingu pożyczek refinansowych oraz kalkulatora pożyczkowego, aby dokonać analizy wybranego wsparcia.

Jak obliczyć VAT od sprzedaży?

Rozliczenia podatku VAT od sprzedaży dotyczą wszystkich firm prowadzących działalność handlową w kraju i za granicą. Obliczanie podatku VAT polega na zastosowaniu prostego wzoru matematycznego. Wystarczy pomnożyć wartość faktury netto przez obowiązującą stawkę VAT.

VAT od sprzedaży – obliczenia krok po kroku

Obliczanie podatku VAT wymaga znajomości aktualnych przepisów podatkowych oraz stawek VAT dla konkretnych towarów. Zanim przejdziesz do dokładnych obliczeń, musisz rozróżniać cztery kategorie podatkowe:

  • 0% – to stawka preferencyjna stosowana dla wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów oraz eksporcie.
  • 5% – obniżony VAT na podstawowe produkty żywnościowe, artykuły dla niemowląt i książki.
  • 8% – stawka VAT, która obejmuje budownictwo związane z programami mieszkaniowymi, usługi kulturalne oraz sport i rekreację.
  • 23% – podstawowa wartość stawki VAT dla towarów i usług.

Aby obliczyć VAT od sprzedaży, pomnóż całkowitą wartość netto towarów na fakturze przez obowiązującą stawkę podatku. Do wykonania kompletnych obliczeń potrzebujesz wszystkich faktur sprzedażowych za wybrany okres. Jako nowa firma możesz realizować rozliczenia kwartalnie. Starszych przedsiębiorców obowiązują rozliczenia miesięczne. Po zsumowaniu wyników obliczeń z poszczególnych faktur dowiesz się, ile wynosi całkowity koszt podatku VAT od sprzedaży.

Nie masz doświadczenia w finansach? A może nie chcesz narażać się na błędy w dokumentach księgowych? Skorzystaj z profesjonalnej pomocy w automatyzacji rozliczeń podatku VAT od sprzedaży. Sprawdź: taxology.co/pl/.

VAT od sprzedaży – jakie są terminy składania deklaracji?

Wiedza, jak obliczyć VAT od sprzedaży to nie wszystko. Jako przedsiębiorca musisz też dochować określonych terminów składania deklaracji podatkowych do urzędu. W Polsce obowiązują terminy rozliczeń:

  • do 25. dnia następnego miesiąca – w przypadku rozliczenia miesięcznego,
  • do 25. dnia miesiąca następującego po kolejnym kwartale – w przypadku rozliczenia kwartalnego.

Uwaga! Urząd Skarbowy za każdy dzień zwłoki może obciążyć przedsiębiorcę odsetkami karnymi. Na tę chwilę stawka podstawowa dla odsetek wynosi 8% rocznie od wartości całkowitego  zobowiązania. A może interesują Cię terminy rozliczeń podatkowych w innych krajach Europy? Jeśli prowadzisz sprzedaż na Amazonie, sprawdź terminy deklaracji VAT w popularnych krajach handlowych: https://taxology.co/pl/blog/vat-terminy.

VAT od sprzedaży a sprzedaż międzynarodowa

Przedsiębiorca zobowiązany do opłacenia VAT-u od sprzedaży może zdecydować się na rozliczenie VAT OSS. To uproszczona procedura stworzona z myślą o przedsiębiorcach handlujących na arenie międzynarodowej przez internet. Dzięki temu firmy e-commerce mogą rozliczać podatek VAT na podstawie jednej deklaracji i płatności. 

Wystarczy zgłosić VAT OSS w kraju, gdzie znajduje się siedziba przedsiębiorstwa. W takiej sytuacji wystarczy złożyć deklarację podatkową raz na kwartał. System VAT OSS przydzieli płatności do odpowiednich krajów, gdzie należny był podatek VAT od sprzedaży towarów.

Czy wiesz, jakie podatki obowiązują sprzedawców w e-commerce? Sprawdź tutaj: https://pasjabiznesu.pl/jakie-podatki-obowiazuja-sprzedawcow-w-e-commerce/

Wyposażenie instalacyjne do domu: gdzie je znaleźć?

Dostęp do bieżącej ciepłej i zimnej wody, oświetlenie czy ogrzewanie to minimum wyposażenia każdego domu. Jak bowiem funkcjonować bez tak podstawowych instalacji? Trudno to sobie wyobrazić przy tak zaawansowanych nowinkach technologicznych. Aby jednak móc się nimi cieszyć, wpierw konieczne jest ich zamontowanie. Gdzie nabyć niezbędne wyposażenie? Odwiedź sklep instalacyjny!

Czym jest hurtownia instalacyjna?

Hurtownia instalacyjna to miejsce, w którym zakupisz wszelkie niezbędne sprzęty i akcesoria z zakresu branży inżynieryjno-sanitarnej. Co to dokładnie oznacza? Mniej więcej tyle, że w jednym miejscu możesz nabyć instalacje sanitarne do łazienki, toalety i kuchni czy instalacje grzewcze i niezbędne do nich pompy ciepła. Nie są to oczywiście jedyne produkty, jakie znajdziesz w tym miejscu. Koniecznie odwiedź sklep instalacyjny Skarsan, by się przekonać, jak wiele rozwiązań może Ci zaproponować!

Sklep instalacyjny: co można w nim znaleźć?

Zarówno przy wyposażaniu nowego domu, jak i gruntownym remoncie tego już zamieszkanego, niezbędne będzie różnorodne wyposażenie instalacyjne. Bez niego komfort korzystania z mieszkania, ale i często bezpieczeństwo, nie będą na najwyższym poziomie, dlatego też ich zakup jest koniecznością. Co dokładnie zaproponować może hurtownia instalacyjna? Jest to kilka działów, do których zdecydowanie warto zajrzeć.

Hurtownia sanitarna – wyposażenie łazienek i kuchni

Technika sanitarna umożliwia korzystanie z dostępu do bieżącej wody w obrębie łazienki czy kuchni, dlatego też jest niezbędnym zakupem do każdego domu. Sklep sanitarny proponuje różnorodne wyposażenie sanitarne, m.in. pod postacią baterii łazienkowych, baterii kuchennych czy zlewozmywaków. Obszerna oferta pozwala na znalezienie najpraktyczniejszego, a jednocześnie najbardziej estetycznego elementu do własnej przestrzeni, dlatego warto się z nią zapoznać bez wychodzenia z domu w sklepie internetowym.

Ogrzewanie domu: zimowy komfort na wyciągnięcie ręki

Chłodne jesienne wieczory, mroźne zimowe poranki i nieprzyjemne początki wiosny przyczyniają się do nieprzyjemnej aury panującej w domu. Aby się jej pozbyć i móc się cieszyć ciepłym, przytulnym wnętrzem, niezbędne jest ogrzewanie domu. Wyposażenie instalacyjne z tym związane znajdziesz w sklepach instalacyjnych. 

Jaka technika grzewcza będzie najlepsza? Wiele zależy od Twoich oczekiwań i upodobań. Z pewnością warto stawiać na nowoczesne rozwiązania, np. takie jak pompy ciepła. Dlaczego? Duża wydajność, oszczędność energetyczna i niski poziom wytwarzanego hałasu to tylko niektóre wartości, jakie przemawiają za ich wyborem. Pompy ciepła są urządzeniami grzewczymi, wykorzystującymi energię pozyskaną z otoczenia, żeby ogrzać dany budynek. To sprawia, że są znacznie przyjaźniejsze środowisku niż klasyczne kotły, a tym samym warto rozważyć ich instalację we własnym domu. Rozejrzyj się wśród proponowanych przez hurtownię instalacyjną rozwiązań i wybierz najbardziej dostosowany do Twoich oczekiwań system ogrzewania.

Hurtownia klimatyzacji i wentylacji

Każdy dom czy mieszkanie wymaga odpowiedniego systemu wentylacji. Zbyt duża wilgotność powietrza czy wahania i różnice temperatur między wewnętrzną a zewnętrzną częścią to czynniki, które będą prowadziły do powstania idealnego środowiska dla wielu grzybów i drobnoustrojów chorobotwórczych. Brak dostępu do świeżego powietrza nie będzie też sprzyjał dobremu samopoczuciu domowników – towarzyszyć im będzie zmęczenie, senność, a często także bóle głowy. A to tylko niektóre powody wskazujące na to, jak ważna jest obecność wentylacji. Nie czekaj, zajrzy do hurtowni instalacyjnej i nabądź niezbędne wyposażenie.

W dzisiejszym budownictwie podstawą wyposażenia staje się również klimatyzacja. Upalne lato potrafi zmęczyć, a brak wytchnienia przekłada się na ciągłe zmęczenie domowników. Z tego też powodu warto odwiedzić instalacyjny sklep – klimatyzacja dostępna w jego ofercie przyniesie znaczną ulgę w gorące dni.

Baterie umywalkowe czy zlewozmywakowe, pompy ciepła i klimatyzacja nie są oczywiście jedynym dostępnym w hurtowniach instalacyjnych asortymentem. Znajdziesz w nich o wiele więcej! Zajrzyj do jednej z nich, np. Skarsanu, i wybierz wyposażenie instalacyjne, którego aktualnie potrzebujesz.

Skutki nowej ustawy antylichwiarskiej widoczne w styczniowych danych rynku pożyczkowego

W grudniu 2022 r. wg danych CRIF wartość finansowania w segmencie tradycyjnych pożyczek wyniosła 1,3 mld. Rynek zanotował wtedy spadek wartości finansowania względem listopada (- 7,4 proc.) Liczba udzielonych pożyczek w ujęciu miesięcznych także nieznacznie zmalała (-2,1  proc.) . W tym samym okresie rynek pożyczek buy now and pay later (BNPL) udzielił finansowania o wartości 215,2 mln PLN z dynamiką -16 proc. m/m i + 140,6 proc. r/r.

W grudniu oba segmenty rynku zanotowały  spadki w ujęciu miesięcznym.– mówi Agnieszka Wachnicka, Prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. – W przypadku tradycyjnego rynku pożyczek pozabankowych na zahamowanie sprzedaży prawdopodobnie wpłynęła nowa ustawa antylichwiarska, której część zapisów weszło w życie 18 grudnia. Jeśli chodzi o segment BNPL pomimo spadku w porównaniu do listopada, grudniowe dane pozostają bardzo dobre i wyższe chociażby od sprzedaży w październiku. Może to oznaczać, że spadek w ujęciu miesięcznym to efekt wysokiej bazy w listopadzie, będącej wynikiem m.in.  promocji black friday napędzających sprzedaż online.– dodaje Agnieszka Wachnicka.

Rynek pożyczkowy w styczniu

W styczniu br. wg. danych CRIF wartość finansowania w tradycyjnym sektorze pożyczek pozabankowych wyniosła 1,07 mld PLN. Rynek zanotował spadek wartości udzielonego finansowania o 17,8 proc. względem grudnia 2022 r., a liczba udzielonych pożyczek spadła o 2 proc. m/m. Jeśli chodzi o ujęcie roczne zmiany wyniosły odpowiednio 10,7 proc. oraz 14,4 proc. na plus.

Średnia kwota udzielonej pożyczki wróciła do poziomu poniżej 4 tys. PLN i wyniosła 3482 PLN. Zanotowano spadek zarówno w ujęciu rocznym jak i miesięcznym odpowiednio o 3,2 i 16,1 proc.

Dane sektora BNPL za grudzień

W grudniu rynek płatności odroczonych miał wartość na poziomie ok 16 proc. finansowania udzielonego przez firmy pożyczkowe. Dane z sektora BNPL pokazują wartość udzielonego finansowania w grudniu na poziomie 215,2 mln PLN, co oznacza spory spadek względem poprzedniego miesiąca (-16 proc. m/m). Liczba pożyczek BNPL także spadła w tym okresie (– 10,1 proc.  m/m). Średnia wartość pożyczki zmalała o 6,6 proc. względem listopada. W ujęciu rocznym nadal utrzymuje się trzycyfrowa dynamika wzrostu sprzedaży, co wynika z wczesnej fazy rozwoju tego produktu w Polsce. Możemy natomiast obserwować spadek średniej wartości pożyczki w formie płatności odroczonej w porównaniu do analogicznego okresu 2021 r (-17,2 proc.)

Choć w  grudniu 2022 r. zanotowano spadki na rynku BNPL, to i tak liczba transakcji zaraportowanych w tym segmencie była ponad dwa razy wyższa niż na rynku tradycyjnym. Możemy zaobserwować także spadek wartości średniej udzielonej pożyczki w formie płatności odroczonej. Oznacza to, że ta wartość już od trzech miesięcy kształtuje się na poziomie nie przekraczającym 300 zł.   podkreśla Piotr Badura, wiceprezes CRIF.

Czy polskie meble podbiją USA?

Stany Zjednoczone są największym odbiorcą mebli na świecie. Mimo, iż wśród głównych dostawców tego asortymentu prym wiodą Chiny, to ostatnie problemy z zaopatrzeniem z Azji, skłaniają coraz częściej amerykańskich dystrybutorów do szukania alternatywy. To otwiera szanse na coraz większy udział w tym gigantycznym rynku przed polskimi producentami mebli. Sprawdźmy, jak nasze firmy wykorzystają swój czas.

USA to największy importer polskich mebli poza Europą. Według danych Eurostat, w 2021 roku wartość polskiego eksportu mebli do tego kraju osiągnęła wartość 432 mln euro, co stanowi 25-procentowy wzrost w stosunku do 2020 roku. Warto dodać, że w roku ubiegłym, tylko w samym okresie styczeń-sierpień eksport polskich mebli do USA wyniósł aż 384 mln euro – to niemal tyle, co w całym 2018 roku. W dużej mierze jest to zasługa, koordynowanych przez Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Producentów Mebli, polskich wystąpień narodowych na największych targach meblowych na świecie, które odbywają się dwa razy w roku w High Point w USA. Targi te gromadzą około 2 tys. wystawców i przyciągają ponad 75 tys. osób związanych z branżą meblarską. Do dyspozycji meblarzy z całego świata oddawane jest około 1 mln mkw. powierzchni wystawienniczej w 180 budynkach. W ostatniej, jesiennej edycji imprezy, w ramach wspólnego pawilonu narodowego zaprezentowały się firmy: Black Red White, Meble Wójcik, Wajnert Meble, Timbart.net, Intermeble i Homenestry. Zapytaliśmy niektóre z nich, jak oceniają swój udział w targach High Point, skąd bierze się ich zdaniem zainteresowanie naszymi meblami w USA oraz jak polskie firmy mogą zaistnieć na amerykańskim rynku.

Kamil Kaczmarek, Export Department Director, Black Red White

Charakter targów High Point Market jest nieco inny niż większości targów w Europie. Odwiedzających stoiska jest mniej, natomiast spotkania są bardzo konkretne i ukierunkowane na nawiązanie współpracy. Mało odwiedzających przychodzi spontanicznie po prostu się rozejrzeć. Jesienne targi w High Point były dla nas drugą edycją, na której zaprezentowaliśmy naszą ofertę. W ciągu kilku dni targów odbyliśmy kilkadziesiąt spotkań z kontrahentami z Ameryki Północnej. Część z nich to firmy, z którymi relacje nawiązaliśmy wcześniej i już z nimi współpracujemy. Zorganizowaliśmy też spotkania z nowymi kontrahentami, do których wkrótce rozpoczniemy dostawy. Moim zdaniem dobrze działa formuła polskiego stoiska agregującego różnych dostawców. Dzięki temu, oprócz budowania indywidualnego wizerunku każdej z firm, prezentujemy Polskę jako jednego z liderów produkcji i eksportu mebli na świecie.

Zainteresowanie polskimi meblami to efekt pracy polskich producentów, w tym Black Red White, na rynku amerykańskim w ostatnich latach. Jesteśmy w stanie zaoferować bardzo dobrą jakość naszych produktów w atrakcyjnych cenach. Dużym atutem polskich producentów jest elastyczność i umiejętność adaptacji do nieco innych standardów i wymagań amerykańskiego rynku. Sprzyja nam też chęć dywersyfikacji portfela dostawców przez największe sieci handlowe w USA.

Rynek Ameryki Północnej jest ogromny i bardzo zróżnicowany. Bogactwo stylów, wzornictwa oraz różnych segmentów cenowych stwarza możliwości zaistnienia wielu producentom. Bardzo ważne są odpowiednio duże moce produkcyjne, szybki czas wdrażania nowych produktów i wysoka jakość. Dla mnie bardzo istotne jest to, że znajdujemy tam zainteresowanie niemal wszystkimi kategoriami produkowanych przez Black Red White mebli – począwszy od mebli skrzyniowych, stołów i krzeseł, po meble tapicerowane. Zaistnienie na tym rynku wymaga jednak zaangażowania i cierpliwości.

Piotr Wójcik, Prezes Meble Wójcik

Ostatnia edycja targów w High Point była debiutem targowym Meble Wójcik na rynku amerykańskim i jednocześnie sporym wyzwaniem. Mimo, że na targach wystawiamy się jako firma od 30 lat, to specyfika tego rynku jest całkowicie inna i wymaga od nas nowego podejścia. Główny cel, jaki sobie postawiliśmy, to przede wszystkim nauka tej specyfiki, poznanie reguł rządzących targami w High Point i nawiązanie relacji biznesowych, które będziemy mogli rozwijać wraz z kolejnymi edycjami.

Ameryka potrzebuje alternatywy dla mebli z Azji, co dobitnie pokazał czas pandemii. Kupcy amerykańscy coraz łaskawszym okiem patrzą na Europę Środkowo-Wschodnią jako bezpieczne i atrakcyjne miejsce do zakupu mebli. Dla amerykańskich kontrahentów liczy się zdecydowanie stabilna jakość naszej produkcji, elastyczność serwisu oraz konkurencyjność cenowa. O ile z pierwszymi dwoma elementami polscy producenci nie mają problemu, o tyle z tym trzecim wiąże się również stabilna polityka państwa w stosunku do całego sektora drzewnego, czyli przede wszystkim pełen dostęp do konkurencyjnego cenowo surowca oraz utrzymanie przez Lasy Państwowe certyfikacji FSC, która jest powszechnie respektowaną przepustką dla mebli i innych produktów na globalne rynki.

Uważam, że jest to dobry czas dla polskich mebli na rynku amerykańskim – musimy go właściwie wykorzystać i pokazać się jako rzetelny, jakościowy i elastyczny dostawca. Jeśli teraz przekonamy do siebie kupców amerykańskich, mamy szansę na stałe zakorzenić się na rynku za oceanem. Zdecydowanie większe szanse na zaistnienie na rynku USA upatruję we wspólnej promocji polskich mebli. Nie ma znaczenia, czy na jednym stoisku czy kilku niezależnych, sąsiadujących ze sobą. Chodzi o występowanie jako konkretna meblarska siła, która ma większy potencjał w przypadku wspólnej prezentacji.

Monika Henke, Dyrektor ds. Rozwoju i Innowacji, Intermeble

Jesteśmy bardzo zadowoleni z uczestnictwa w targach w High Point. Była to fantastyczna okazja do zaprezentowania naszych produktów. Podobał nam się poziom zainteresowania i zaangażowania uczestników. Cieszymy się, że mogliśmy poznać wielu nowych klientów i usłyszeć ich opinie na temat naszej oferty. Kontakt z innymi firmami i poznanie trendów meblowych na rynku USA były wartościowym doświadczeniem. Przed nami kolejne edycje, które ufamy okażą się owocne i przyniosą konkretne efekty w postaci nawiązanych relacji handlowych. Przy tej okazji pragniemy podziękować wszystkim, którzy odwiedzili nasze stoisko i przyczynili się do sukcesu targów!

Z czego wynika zainteresowanie polskimi meblami w Stanach Zjednoczonych?  Myślę, że jednym z ważniejszych aspektów jest to, że Polska jest znaczącym producentem mebli w skali światowej. Rodzima branża meblowa ma poważny potencjał eksportowy, co nie jest bez znaczenia w kontekście ogromnej skali i potrzeb rynku USA. Ponadto uważamy, że produkcja mebli w Polsce znana jest z wysokiej jakości oraz konkurencyjnych cen.  Są to wystarczające powody, aby Stany Zjednoczone okazały zainteresowanie polskimi meblami i upatrywały w nas solidną alternatywę dla innych rynków, chociażby Chin.

Jeśli chodzi o szanse na zaistnienie na rynku amerykańskim, w naszej opinii, jedną z ważniejszych kwestii jest właściwe poznanie rynku amerykańskiego, zrozumienie sposobu jego działania i organizowania kanałów sprzedaży. Aby na nim skutecznie zaistnieć, niezbędnym wydaje się także skorzystanie z dostępnych form, dających możliwości prezentacji firmy oraz jej oferty i możliwości produkcyjnych. Nie sposób nie wspomnieć ponadto o odpowiednim rozpoznaniu rodzaju asortymentu, obowiązującej kolorystyki oraz gabarytów mebli, bowiem produkty meblowe sprzedawane w USA różnią się znacząco od mebli sprzedawanych w Europie. Aby z powodzeniem sprzedawać meble na rynku amerykańskim, koniecznym wydaje się zatem właściwe dostosowanie kolekcji.

Magdalena Cierniewska, Sales Director, Homenestry (PUR)

Niezmiennie od 2003 roku Polska plasuje się w pierwszej 10-tce rankingu zarówno produkcji, jak i eksportu mebli. Dotychczas ich największym odbiorcą był nasz zachodni sąsiad, Niemcy. Sytuacja geopolityczna na świecie w ostatnich latach, a w szczególności trudne relacje pomiędzy potentatami rynku meblarskiego, USA i Chinami, zachwiały dotychczasowym statusem quo. Wojna handlowa i wzrastające koszty transportu zmusiły amerykańskich dystrybutorów do poszukiwania innego, stabilnego szlaku dostaw. Wielu polskich producentów, włączając Homenestry, spostrzegło wówczas możliwość ekspansji swoich wyrobów na ten rynek.

USA to największy rynek meblarski na świecie i poza Europą największy odbiorca polskich mebli. Wysoka klasyfikacja w rankingach nie zagwarantowała jednak rozpoznawalności Polakom. Wizerunek polskich mebli nadal skoncentrowany jest wokół niskiej ceny i wysokiej jakości. Budowanie silnej polskiej marki jest szczególnie istotne dla takich firm, jak Homenestry, gdzie poza jakością ogromny nacisk kładziemy na design, innowacyjność i dobór najwyższej klasy naturalnych tkanin. Udział w targach High Point, z ponad 100-letnią tradycją, to szansa nie tylko na zaistnienie na lokalnym rynku, ale również możliwość wzmocnienia rozpoznawalności polskich mebli na wschodnim wybrzeżu USA.

Jeff Holmes – amerykański specjalista w obszarze międzynarodowego rynku meblowego, podkreśla wagę i istotę zgłębienia i zrozumienia rynku, na którym chcemy operować. Był to jeden z celów, który chcieliśmy osiągnąć podczas wizyty w Karolinie Północnej. Uczestnictwo w targach w High Point zdecydowanie pomogło nam poszerzyć wiedzę z tego obszaru i jeszcze lepiej zrozumieć potrzeby jego konsumentów. Targi od lat przyciągają rzeszę profesjonalistów, designerów, architektów wnętrz, analityków biznesowych i inwestorów, dywersyfikując tym samym kanały marketingowe i źródło wiedzy.

Nasza obecność w High Point była dla nas szczególnie istotna, jako że był to nasz debiut w rozumieniu ogólnym, jak również na arenie międzynarodowej. Cieszymy się, że mogliśmy wystartować z tak silnej pozycji, stając ramię w ramię z takimi markami, jak: BRW, Wajnert, Meble Wójcik, Timbart czy Intermeble.

Dolar znów umacnia się kosztem złota, ale prognozy dla kruszcu wciąż dobre

Złoto w minionym tygodniu traciło zarówno w dolarze amerykańskim, jak i w polskim złotym. Cena kruszcu jest obecnie nieznacznie niższa niż na początku roku. Pomimo ostatnich spadków, aktualne prognozy dla królewskiego metalu nadal są optymistyczne.

Problemem dla ceny złota jest tradycyjnie dolar amerykański, który umocnił się po publikacji dobrych danych makroekonomicznych wskazujących na możliwość dalszych podwyżek stóp procentowych, a także po rozczarowujących odczytach inflacji za styczeń.

Jest to pewna zmiana w stosunku do tego, jak sytuacja wyglądała jeszcze kilka tygodni temu, kiedy negatywne dane otwierały perspektywę nawet do obniżki stóp procentowych jeszcze w tym roku. To pokazuje, że na dobrą sprawę trudno przewidzieć, jak do końca zachowa się amerykańska gospodarka, a co za tym idzie – dolar i złoto.

Pomimo ostatnich spadków, które trwają niemal od początku lutego, aktualne prognozy dla złota pozostają optymistyczne. Bloomberg Intelligence zakłada w razie recesji cenę na poziomie 2 000 USD, podobnie jak Bank of America, HSBC Securities – 2 005 USD, zaś UBS – 2 050 USD.

Średnia z ponad 50 prognoz, zebranych przez nas w raporcie podsumowującym rynek złota w 2022 roku, który wkrótce zostanie opublikowany, wynosi 2 180 USD za uncję. Wskazuje to, iż wielu analityków i ekonomistów dostrzega spore ryzyko w działaniach FED i innych banków centralnych.

FED znów “jastrzębi”

Rozczarowujący odczyt inflacji za styczeń oraz nieoczekiwanie dobre dane makroekonomiczne, świadczące o dużej odporności amerykańskiej gospodarki, spowodowały, że „jastrzębie” głosy w FED znów zyskały na sile. Aktualnie stopy procentowe w USA znajdują się na poziomie 4,5-5,75 proc., jednak obecnie mówi się o tym, że sięgną nawet 6 proc. To oznacza mocniejszego dolara i tańsze złoto – oczywiście do czasu.

Potencjalne zaostrzenie polityki banku centralnego zaowocowało sporymi przecenami na Wall Street. Traciły najważniejsze indeksy – Dow Jones Industrial Average zakończył 1,02 proc. na minusie, S&P500 stracił 1,05 proc., zaś Nasdaq Composite aż 1,69 proc. Na fali obaw o wzrost kosztu pieniądza tanieje także ropa naftowa, i to pomimo gróźb ze strony Rosji i potencjalnym ograniczeniu eksportu do zachodnich portów.

W NBP bez zmian

Podczas swojego wystąpienia na Światowym Kongresie Kopernikańskim w Toruniu Adam Glapiński zapowiedział, że inflacja znajdzie się na „dobrym poziomie” dopiero w 2025 roku. Jednak już na koniec tego roku możemy spodziewać się inflacji jednocyfrowej, zaś obniżki stop procentowych zobaczymy nie wcześniej niż w przyszłym. Glapiński przyznał także, że wpływ pandemii (czyt. dodruku pieniądza) na inflację był wyższy niż sądzono.

RPP utrzymuje stopy procentowe na poziomie 6,75 proc. od października ubiegłego roku. Ostatni, wstępny odczyt inflacji dotyczy stycznia, kiedy to ceny wzrosły o 17,7 proc. r/r, względem 16,5 proc. w grudniu. Według prognoz w lutym ceny będą rosły w tempie 19 proc.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Członkowie zarządu Grupy Radiowej Agory wzmacniają Eurozet – Maciej Strzelecki został prezesem, a Adam Fijałkowski wiceprezesem Eurozetu

Od 27 lutego 2023 r. zarząd Eurozetu działa w nowym składzie. Funkcję prezesa objął Maciej Strzelecki, zaś wiceprezesa Adam Fijałkowski – obaj pełnią te funkcje też w Grupie Radiowej Agory. Stanowisko członka zarządu Eurozetu odpowiedzialnego za finanse nadal będzie zajmować Tomasz Zakrzewski, co zapewni ciągłość funkcjonowania spółki.  

Eurozet, nad którym Agora przejęła kontrolę 27 lutego 2023 r., ma nowy zarząd. Decyzją Nadzwyczajnego Zgromadzenia Wspólników Eurozet Sp. z o.o. w jego skład wchodzą Maciej Strzelecki jako prezes oraz Adam Fijałkowski jako wiceprezes, czyli szefowie Grupy Radiowej Agory, którzy jednocześnie zachowują pełnione przez siebie dotychczas funkcje. W zarządzie Eurozetu pozostaje Tomasz Zakrzewski, odpowiedzialny za finanse. Zmiana ma zapewnić efektywne wykorzystanie sił obu organizacji oraz stworzenie wspólnej oferty handlowej połączonych grup radiowych.

– Połączenie Grupy Radiowej Agory i Eurozetu to początek zupełnie nowego etapu dla radia w Polsce – w szczególności dla naszych partnerów biznesowych. Cieszę się, że łączymy nasze siły z zespołem wybitnych dziennikarzy, świetnych prezenterów oraz wielu innych specjalistów tworzących stacje Eurozetu i całą ofertę tej grupy. Po długim czasie oczekiwania i wbrew wielu przeciwnościom w końcu możemy przystąpić do realizacji zaplanowanych działań – ich celem jest zbudowanie grupy radiowej gotowej na walkę o status lidera rynku radiowego w Polsce komentuje Maciej Strzelecki, nowy prezes zarządu Eurozetu, prezes Grupy Radiowej Agory. 

Grupa Radiowa Agory i Eurozet w pierwszej kolejności zamierzają skoncentrować się na stworzeniu nowej, wspólnej oferty dla swoich klientów reklamowych, przy jednoczesnym zachowaniu obecnych formatów wszystkich dziewięciu rozgłośni (Radio TOK FM, Radio Pogoda, Radio Złote Przeboje, Rock Radio, Radio ZET, Chillizet, Antyradio, Meloradio i Radio Plus).

– Rozpoczynamy nowy rozdział w historii polskiego rynku radiowego. Nasze łączne portfolio to dziewięć wyjątkowych stacji radiowych, których słucha każdego tygodnia ponad 18 milionów dorosłych Polaków. Warto podkreślić, że w ostatnich trzech latach Grupa Radiowa Agory notowała najwyższą dynamikę wzrostu udziału w słuchalności wśród wszystkich nadawców – na poziomie ponad 21 procent. W połączeniu z potencjałem Eurozetu stawia nas to w doskonałej sytuacji wyjściowej do walki o pozycję numer 1. – stwierdza Adam Fijałkowski, wiceprezes zarządu w Grupie Radiowej Agory i Eurozecie.

Maciej Strzelecki – prezes Eurozetu, prezes Grupy Radiowej Agory

Od lipca 2013 r. kieruje Grupą Radiową Agory Sp. z o.o. Odpowiada m in. za sprzedaż, IT i sprawy administracyjne. Pod jego kierownictwem w ciągu 5 lat, dzięki reorganizacji sprzedaży bezpośredniej oraz rozwojowi działalności brokerskiej na rynku agencyjnym, Grupa Radiowa Agory zwiększyła przychody o 40%, jednocześnie 2,5-krotnie zwiększając zysk na poziomie EBITDA. Dodatkowo spółka założyła Doradztwo Mediowe i działający w jego strukturach Tandem Audio Broker (wcześniej Tandem Media) – zespoły sprzedażowe oferujące klientom usługi związane z zakupem reklamy w radiostacjach Agory i rozgłośniach zewnętrznych, a także coraz popularniejszej reklamy audio.

Z radiem związany jest od 1994 r., kiedy ruszyła współtworzona przez niego stacja radiowa Stowarzyszenia Jowisz w Jeleniej Górze – Radio Jowisz. W Agorze pracuje od 2001 r. Początkowo zarządzał stacjami radiowymi w Jeleniej Górze i Wałbrzychu, następnie był dyrektorem operacyjnym regionu śląskiego Grupy Radiowej, później – regionu centralnego. W 2005 r. został powołany do zarządu Grupy Radiowej Agory.

Adam Fijałkowski – wiceprezes Eurozetu, wiceprezes Grupy Radiowej Agory

Adam Fijałkowski – wiceprezes Eurozetu, wiceprezes Grupy Radiowej Agory 
Adam Fijałkowski – wiceprezes Eurozetu, wiceprezes Grupy Radiowej Agory

Od 2007 r. jest związany z Grupą Radiową Agory, początkowo jako dyrektor programu i promocji, obecnie jako wiceprezes zarządu odpowiedzialny za działalność programową i marketingową. Zajmuje się rozwojem stacji nadających w eterze – zgodnie z założoną strategią pozyskał dla GRA ponad 20 nowych częstotliwości w postępowaniach organizowanych przez KRRiT. W ostatnich latach z sukcesem wprowadził na rynek nową markę Radio Pogoda – unikatową na polskim rynku stację zaprojektowana dla srebrnego pokolenia, czyli starszych słuchaczy. Odpowiada też za rozszerzenie działalności Radia TOK FM w świecie cyfrowym, m.in. uruchomienie 8 lat temu płatnego dostępu do treści audio – na koniec października 2022 r. liczba wykupionych dostępów Premium TOK FM przekroczyła 30 tys. Od momentu, w którym został odpowiedzialny za wszystkie programy Grupy Radiowej Agory, jej udział w rynku słuchalności wzrósł o ponad 70%.

W branży radiowej pracuje od ponad 30 lat. Zaczynał jako dziennikarz i prezenter regionalnej stacji Polskiego Radia w Gdańsku, gdzie m.in. pełnił funkcje kierownika redakcji i sekretarza programu. W latach 2001 – 2006 zajmował stanowisko Zastępcy Dyrektora Programu Trzeciego Polskiego Radia. Dzięki całościowej reformie stacji podniósł słuchalność Trójki o 40%, zdobywając ponad 600 tys. nowych słuchaczy.

Tomasz Zakrzewski – członek zarządu i dyrektor finansowy Eurozetu

Tomasz Zakrzewski - członek zarządu i dyrektor finansowy Eurozetu 
Tomasz Zakrzewski – członek zarządu i dyrektor finansowy Eurozetu

Od września 2020 r. pełni funkcję członka zarządu Eurozet Sp. z o.o., odpowiadając za obszar finansów, płac i administracji. W tym okresie Grupa Eurozet odnotowała historycznie najlepsze wyniki zarówno po stronie sprzedaży, jak i zyskowności. Ma 28 lat doświadczenia w finansach, w tym kilkanaście z pracy w firmach medialnych.

Swoją karierę zawodową rozpoczął 28 lat temu w firmie PriceWaterhouse (obecnie PwC), z którą był związany do 2000 r. Początkowo pracował w dziale audytu, a następnie był Managerem w dziale Business Process Outsourcing. Największy zrealizowany projekt to przeniesienie operacji finansowych klienta z fabryk zlokalizowanych we Francji i Wielkiej Brytanii do Polski. Później związany był z branżą mediową – pełnił funkcję Dyrektora Finansowego w Wirtualnej Polsce S.A. oraz – przez prawie 10 lat – w Grupie Reklamowej HAVAS. Zajmował w niej stanowisko CFO, a także Prezesa Zarządu spółki holdingowej HHP oraz spółki Euro RSCG Digital. Po odejściu z Havas otworzył własną spółkę, w której realizował projekty z obszaru digital i doradztwa. Jeden z nich, związany z wdrożeniem hurtowni danych Business Intelligence, zaowocował powołaniem na stanowisko Wiceprezesa w firmie produkcyjno-handlowej Bakalland, którą przygotowywał do sprzedaży przez inwestora (fundusz inwestycyjny).

Dolar znów mocniejszy w obliczu obaw inflacyjnych

Przybywa dowodów świadczących o tym, że sporo brakuje, by ujarzmić inflację w skali globalnej i że dotychczasowe podwyżki stóp procentowych to za mało, by sprowadzić ją do celu. Dane dotyczące dynamiki cen ponownie zaskakują rynki w górę, wzrost gospodarczy doświadcza odbicia, a rynki pracy pozostają bardzo ciasne. Biorąc to pod uwagę, docelowe stopy procentowe na poziomie 6% pozostają prawdopodobne – i to nie tylko w USA.

Wieści te nie sprzyjają rynkowemu sentymentowi – obligacje i akcje ponownie spadają, a dolar doświadcza aprecjacji dzięki rosnącym oczekiwaniom w kontekście stóp procentowych Rezerwy Federalnej i swojemu statusowi safe haven. W ubiegłym tygodniu, podobnie jak w dwóch poprzednich, dolar umocnił się znacznie względem wszystkich walut G10 i większości głównych walut rynków wschodzących.

W tym tygodniu uwaga skupi się na kluczowych odczytach gospodarczych – szczególnie ze strefy euro. W piątek 03.03 opublikowane zostaną globalne wskaźniki PMI, nie powinny one jednak znacząco odbiegać od znanych już odczytów wstępnych. Dzień wcześniej, w czwartek 02.03, ukaże się niezwykle istotny wstępny raport dotyczący inflacji w strefie euro w lutym. Kolejne zaskoczenie w górę może sprawić, że rynkowe wyceny ostatecznych stóp procentowych we wspólnym bloku przekroczą poziom 4%. Naszym zdaniem to wciąż nie wysoko, biorąc pod uwagę zadanie stojące przed Europejskim Bankiem Centralnym. Oczekiwalibyśmy, że umożliwi to euro powrót do górnych granic przedziału, w którym ostatnio się znajduje.

PLN

W ubiegłym tygodniu polski złoty kontynuował umocnienie w parze z euro, będąc jedną z najlepiej radzących sobie walut w regionie. Umocnienie to jest dość ciekawe, biorąc pod uwagę szerszy kontekst, w tym wyraźne wzrosty rentowności w USA, zwyżki dolara amerykańskiego i idący za tym spadek kursu EUR/USD. Aprecjacja złotego w takim otoczeniu nie jest oczywistością. Niemniej, uzasadnione wydaje się to, że złoty odrabia wcześniejsze straty, niwelując częściowo rozbieżność, jaka pojawiła się między niedawno słabszą polską walutą i relatywnie mocniejszymi walutami regionu.

Patrząc na publikacje makro z Polski, zeszłotygodniowe odczyty twardych danych za styczeń raczej rozczarowały. Widać jednak pewną poprawę w danych ankietowych, co może nastrajać pozytywnie w kontekście przyszłości. W tym tygodniu poznamy szczegółowe dane o PKB za IV kwartał (wtorek 28.02) oraz dane PMI dla przemysłu (piątek 03.03). Jeśli dane nie będą istotnie różne od oczekiwań, reakcja złotego powinna być niewielka. Nadal będziemy skupiać się przede wszystkim na sygnałach z zewnątrz.

EUR

Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane dotyczące strefy euro powinny położyć kres opiniom, że EBC zbliża się do końca cyklu podwyżek stóp procentowych. Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w lutym zaskoczyły na plus, co naszym zdaniem oznacza, że widmo recesji w strefie euro zniknęło. Co więcej, zrewidowano w górę dane dotyczące dynamiki cen – zarówno w przypadku miary bazowej, jak i głównej.

W tym tygodniu spodziewamy się utrzymania trendów – wstępny odczyt inflacji ponownie nie powinien wskazywać na spadek miary bazowej. Jak oczekiwaliśmy, EBC coraz wyraźniej sygnalizuje, że uporczywe utrzymywanie poziomu przez tę kluczową miarę jest źródłem obaw i uzasadnia jastrzębią retorykę. Naszym zdaniem powinno to ograniczyć wkrótce ryzyko osłabienia euro względem głównych walut.

USD

Odczyty z USA potwierdziły, że gospodarka wciąż pracuje na pełnych obrotach. Dane dotyczące rynku mieszkaniowego oraz wskaźniki zaufania przedsiębiorców i konsumentów były lepsze niż oczekiwano. Co ważniejsze, również preferowana przez Fed miara inflacji (PCE) zaskoczyła w górę – nie widać już oznak jej trendu spadkowego, a wręcz wydaje się, że zaczyna ponownie rosnąć.

W tym tygodniu nie poznamy zbyt wiele danych – rynki skupiają się na kolejnym istotnym odczycie, który zostanie opublikowany tydzień później, czyli raporcie z rynku pracy w lutym. W związku z tym na razie w centrum uwagi znajdą się przemówienia członków Fedu. Oczekujemy, że w większości ponownie przybiorą jastrzębi ton, pozostawiając szanse na co najmniej trzy podwyżki stóp procentowych o 25 pb. na kolejnych posiedzeniach FOMC w marcu, maju i czerwcu.

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady. Ebury nie ponosi odpowiedzialności za konsekwencje działań podjętych na podstawie informacji zawartych w raporcie.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Instytucje finansowe na celowniku hakerów. Jak zapobiegać dziurom w budżecie i nie stracić zaufania klientów?

Firmy z branży finansowej są narażone na cyberataki 300 razy częściej niż przedsiębiorstwa działające w innych obszarach. Instytucje finansowe przetwarzają cenne dane dotyczące m.in. aktywów i transakcji, dlatego cyberprzestępczość jest dla nich poważnym zagrożeniem. Zapobieganie atakom utrudnia też złożoność systemów informatycznych stosowanych w instytucjach finansowych.

Naruszenia systemów bezpieczeństwa w firmach z branży finansowej stają się coraz bardziej powszechne, a ich skutki – coraz bardziej poważne. Hakerzy biorą na celownik w szczególności amerykańskie firmy finansowe – 27% globalnych cyberataków jest wymierzona właśnie w przedsiębiorstwa z USA. W następnej kolejności atakowane są instytucje finansowe z Wielkiej Brytanii, Japonii i Rosji. Również polskie instytucje finansowe narażone są na niebezpieczeństwo. Według danych Komisji Nadzoru Finansowego z lutego zeszłego roku, przeciętne polskie przedsiębiorstwo z sektora bankowego jest atakowane około tysiąc razy w tygodniu. Wprost proporcjonalnie do liczby cyberataków rosną też koszty związane z usuwaniem ich skutków. Badanie Accenture wykazało, że średni roczny koszt związany z naruszeniem danych w firmach z sektora usług finansowych wynosi już 18,5 miliona dolarów. Jednocześnie trudno oszacować wpływ, jaki cyberataki mają na reputację organizacji.

Ryzyko związane z bezpieczeństwem danych dotyczy całego procesu obsługi klienta – od korzystania z aplikacji, poprzez obsługę w placówkach finansowych, po procedurę udzielania kredytu. Wraz z rozpowszechnieniem się bankowości mobilnej klienci oczekują całodobowego dostępu do swojego konta. Dodatkowo w Polsce bardzo prężnie działają fintechy, które oferują np. wygodne opcje płatności w internecie. Tymczasem według danych ImmuniWeb, 92% mobilnych aplikacji bankowych zawiera co najmniej jedną lukę bezpieczeństwa średniego ryzyka – mówi Niklas Enge, Dyrektor Regionalny, Nordics i Polska w firmie Progress.

Monitorowanie sieci ułatwia zarządzanie bezpieczeństwem

Odpowiedzią firm na coraz częstsze i bardziej niebezpieczne cyberataki jest zwiększanie działań w zakresie bezpieczeństwa danych. Inwestują w rozszerzony monitoring infrastruktury IT, aby skanować dane w poszukiwaniu przypadków naruszeń bezpieczeństwa, awarii, złośliwego oprogramowania i innych anomalii systemowych. Co więcej, firmy wprowadzają narzędzia, które mogą zautomatyzować procesy bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę zwiększającą się liczbę ataków na systemy finansowe, automatyzacja to niezbędna funkcja. Hakerzy nie przestaną wprowadzać innowacji i szukać nowych dróg dostępu do sieci finansowych dodaje Niklas Enge.

Dostępne są jednak rozwiązania eliminujące problemy, z którymi zespoły IT w sektorze usług finansowych borykają się najczęściej. Należy do nich kompleksowy monitoring IT, czyli jedno, dobrze dobrane narzędzie, które pozwala na szczegółową obserwację infrastruktury IT, czyli serwerów, routerów, rozwiązań w chmurze, aplikacji i systemów pamięci masowej. Kolejne rozwiązanie to inteligentne powiadomienia, czyli system alertów, który natychmiast sygnalizuje każdą niepokojącą aktywność. Należy pamiętać, że zbyt duża liczba alertów może przytłoczyć zespół IT. Według badań przeprowadzonych przez Ovum, ponad jedna trzecia (37%) banków dziennie otrzymuje średnio 200 tys. powiadomień związanych z bezpieczeństwem.  Ważne jest także szczegółowe monitorowanie ruchu sieciowego, aby sprawdzić, którzy użytkownicy, aplikacje i urządzenia zużywają najwięcej pasma. Nietypowe wykorzystanie i skoki aktywności mogą wskazywać na problem z bezpieczeństwem. Instytucje finansowe nie mogą zapomnieć o konfiguracji sieci w celu zabezpieczenia się przed przypadkowymi lub złośliwymi zmianami konfiguracji urządzeń sieciowych. Istotne jest również zarządzanie logami – monitorowanie ich i ustawianie alertów dla meta trendów, takich jak zmiany objętości oraz filtrowanie i archiwizowanie logów przez dowolny okres przechowywania, aby spełnić wymagania prawne.

Dodatkowe środki bezpieczeństwa

– Monitorowanie infrastruktury IT to podstawowa linia obrony instytucji finansowej przed cyberatakami. Firmy mogą korzystać z własnych polityki alertów w połączeniu z możliwościami AI i uczenia maszynowego, aby zobaczyć skąd pochodzą ataki i przewidzieć problemy zanim się pojawią. Innym rodzajem monitoringu jest rozwiązanie Network Detection and Response (NDR), które bada przepływ ruchu w sieci. NDR to wielowarstwowe podejście do bezpieczeństwa, wykorzystujące analizę zachowań, algorytmy, uczenie maszynowe, czy dane dotyczące reputacji firmy. Może być używane do przewidywania i automatyzacji reakcji na wykryte zagrożenia, które ominęły ochronę obwodową i zaczęły się rozprzestrzeniać w sieci. Oczywiście, sam monitoring sieci nie jest jedynym rozwiązaniem. Ważną rolę odgrywają zaktualizowane zasady dotyczące haseł, dwuskładnikowe uwierzytelnianie oraz kampanie edukacyjne dla użytkowników podsumowuje ekspert firmy Progress.

Szkolenia dla pracowników i weryfikowanie ich wiedzy związanej z bezpieczeństwem są równie istotne, aby mieć pewność, że zespoły specjalistów mają bieżące informacje na temat zagrożeń i sposobów ich zapobiegania.

Źródła:

Raport Federal Reserve Bank of New York, “Cyber Risk and the U.S. Financial System: A Pre-Mortem Analysis”

Raport Chinatechtreat.com, “High-Tech Heist: Chinese government, it vendors, and the threat to US banks”

Badanie Accenture, „Unlocking the Value of Improved Cybersecurity Protection”

Raport Związku Przedsiębiorstw Finansowych I EY Polska, „Nadużycia w sektorze finansowym. Edycja 2022”

Badanie ImmuniWeb, State of Application Security at S&P Global World’s 100 Largest Banks

Rosja legalizuje patriotyczne hakowanie? Polska szczególnie narażona na ataki

  • Według rosyjskiego serwisu informacyjnego TASS Aleksander Khinsztajn, szef komisji ds. polityki informacyjnej w Dumie Państwowej, chce zwolnienia hakerów z odpowiedzialności za ataki hakerskie.
  • Od czasu rozpoczęcia konfliktu na Ukrainie, skokowo rośnie liczba ataków cybernetycznych na państwa NATO. W okresie od września 2022 r. Estonia doświadczyła największego – niemal 57% – wzrostu prób ataków. W czołówce znajduje się również Polska oraz Dania z 31% przyrostami.

Rosja od dawna przymyka oko na swoich obywateli hakujących zagraniczne cele – o ile nie atakują miejscowych. Rosyjski parlament, znany jako Duma, rozważa obecnie ustawę, która oficjalnie zwolniłaby rosyjskich hakerów z odpowiedzialności prawnej za hakowanie „w interesie Federacji Rosyjskiej”.

Według rosyjskiego serwisu informacyjnego TASS Aleksander Khinsztajn, szef komisji ds. polityki informacyjnej w Dumie Państwowej, chce zwolnienia hakerów z odpowiedzialności. – Ogólnie rzecz biorąc, mówimy o wypracowaniu zwolnienia od odpowiedzialności osób, które działają w interesie Federacji Rosyjskiej w zakresie szerzenia informacji zarówno na terytorium naszego kraju, jak i za granicą – powiedział Aleksander Khinsztajn po posiedzeniu komisji, na której dyskutowano o cyberbezpieczeństwie Federacji Rosyjskiej.

Proponowana ustawa, o której po raz pierwszy doniesiono w rosyjskich mediach państwowych, miałaby zastosowanie zarówno do obywateli rosyjskich w Rosji, jak i za granicą, chociaż szczegóły propozycji nie zostały jeszcze ujawnione.

Proponowane zmiany dostarczają dalszych dowodów na to, że rosyjski rząd zamierza zmienić kraj w bezpieczną przystań dla wszelkiego rodzaju hakerów, od sponsorowanych przez państwo, przez kryminalistów, po motywowane politycznie.

Tymczasem z badań Check Point Research wynika, że od czasu rozpoczęcia konfliktu na Ukrainie, skokowo rośnie liczba ataków cybernetycznych na państwa NATO. W okresie od września 2022 r. Estonia doświadczyła największego – niemal 57% – wzrostu prób ataków. W czołówce znajduje się również Polska oraz Dania z 31% przyrostami. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone odnotowały wzrost odpowiednio o 11% i 6%. Do najbardziej aktywnych grup należy KillNet, organizacja stojąca za atakami typu DDoS, polegającymi na przeprowadzeniu ukierunkowanych działań wymierzonych w witryny internetowe oraz serwery firm i instytucji państwowych.

– Od czasu rozpoczęcia konfliktu średnia liczna ataków hakerskich na Polskę wzrosła ponad 1100, a na polski sektor użyteczności publicznej do ponad 3000 w tygodniu. Działania grup przestępczych, często wspieranych przez Rosję, ukierunkowane są na zwłaszcza przeciwko określonym krajom NATO, które są bardziej wrogo nastawione do Rosji. Niektóre z tych ataków to ataki złośliwego oprogramowania, a inne koncentrują się na operacjach informacyjnych związanych z określonymi wydarzeniami politycznymi, geopolitycznymi i wojskowymi. Cel prorosyjskich grup jest zawsze jeden – zakłócenie funkcjonowania porządku państwa i dezinformacja – mówi Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający na Polskę w firmie Check Point Software Technologies.

Źródło: https://cybernews.com/news/russia-cybercrime-for-homeland/, za: https://tass.ru/obschestvo/17021313
Źródło danych: Check Point Research

Nerwowo w gospodarce, nerwowo na giełdach. Nastroje inwestorów wciąż słabe

Przez wiele miesięcy inwestorzy oczekiwali na jakiekolwiek sygnały wskazujące na możliwe zawieszenie broni czy pokój. Nie wydaje się, żeby do takiej sytuacji miało dojść szybko. Wojna w Ukrainie stała się dla rynków finansowych czymś powszednim.

– Rynki mają to do siebie, że reagują na nowo napływające informacje, a gdy sytuacja nie zmienia się istotnie, to można mieć wrażenie, że inwestorzy tracą zainteresowanie każdym wątkiem, nie tylko tematem wojny w Ukrainie – mówi w rozmowie z Market News24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Inwestorzy oceniają, że niewiele się zmienia i nie przybliżamy się do zakończenia wojny.

Rynki zmieniły się przez te ostatnie 12 miesięcy, od inwazji w Ukrainie. Wzrosty czy spadki cen sięgały kilkudziesięciu czy nawet kilkuset procent, teraz obserwujemy redukcję tych ruchów, ale nawet ruchy zupełnie odwrotne.

Cały świat obawiał się, że wojna oznacza brak dostępu do rosyjskich surowców. Sama Rosja zdecydowała się na szantaż w przypadku kluczowego dla Europy rynku gazu. Okazuje się jednak, że po początkowym szoku na rynku gazu, ropy czy również węgla, ceny spadły i ustabilizowały się, a Europa znalazła innych dostawców kluczowych surowców. Choć Putin chciał zamarznięcia Europy podczas mijającej już zimy, to ograniczenie zużycia, znalezienie innych dostawców oraz łagodna pogoda doprowadziły do spadków cen poniżej poziomów sprzed wojny.

Oto kilka przykładów:
Gaz TTF: -42% r/r
Gaz amerykański: -57% r/r
Ropa Brent: -17% r/r
Węgiel ARA: +8% r/r.

Wzrosty cen surowców, zamknięcie niektórych szlaków komunikacyjnych doprowadziło do wzrostu inflacji na świecie, choć oczywiście trzeba pamiętać, że jeszcze przed wojną wykazywała ona wyraźne oznaki niekontrolowanego wzrostu.

– Wydaje się jednak, że banki centralne podwyższając stopy procentowe osiągnęły przynajmniej połowiczny sukces, choć jednocześnie duża część spadku tempa inflacji bierze się ze spadku cen surowców – komentuje ekspert XTB. – Bardzo istotny okazał się też łagodny przebieg zimy, gdy Europa uniknęła kryzysu energetycznego.

Na świecie widać rynki, które zyskały dzięki wojnie. Byli to nie tylko producenci uzbrojenia, ale również dostawcy takich produktów, które w mniejszym stopniu trafiały na rynki ze strony Ukrainy i Rosji. Amerykański Lockhead Martin wzrósł o 20,33% w ciągu roku.

Rynek akcji zawsze reaguje nerwowo na tak negatywne czynniki jak wojna. W tym wypadku mieliśmy również niezbyt ciekawą sytuację gospodarczą na świecie.

W środowisku rosnących stóp procentowych akcje traciły dosyć wyraźnie, choć jednocześnie informacje na temat kontrofensywy ze strony Ukrainy czy sygnały spowalniającej inflacji pozwalały na ożywienie na rynku akcyjnym.

Kiepsko wypada jednak warszawska giełda. WIG20 jest mocno zdominowany przez banki, które przeżywają swoje kłopoty, niezależnie od tego co się dzieje w Ukrainie. Na ich notowania mocno przekładały się wakacje kredytowe, a obecnie opinia rzecznika TSUE dotycząca kredytów frankowych.

– Pojawił się tzw. podatek Sasina, który zdemolował nastroje inwestorów, a choć nie został wprowadzony to ich zaufanie zostało podkopane – wyjaśnia P.Kwiecień z XTB.

Na rynku walutowym wzmocniło się euro. Mocniejszy jest też złoty. Osłabieniu dolara sprzyjało otwarcie chińskiego rynku, odejście od polityki „zero covid”, zyskały waluty rynków wschodzących.

– Ożywienie w Chinach może sprzyjać obniżeniu inflacji, ale moim zdaniem rynek już to wycenił – dodaje ekspert.

Rzecznik MŚP: potrzebna pilna nowelizacja ustawy Mały ZUS Plus

Wysokości składek rosną, a trzeba je zapłacić niezależnie czy od tego czy przedsiębiorca na taką składkę ZUS zarobił.

– 210 tys. polskich rodzin jest już windykowanych przez ZUS za własne składki przedsiębiorcy, które nie zostały zapłacone – mówi w rozmowie z MarketNews24 Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. – Za pięć lat ta liczba wzrośnie do 300 tys., bo mamy zły system tworzący problem.

W 2023 r. duży ZUS wynosi 1418,48 zł. Mały ZUS to w okresie od stycznia do czerwca 2023 r. 331,26 zł, a w okresie od lipca do grudnia 2023 wyniesie 341,72 zł. Takie niższe składki można płacić nie dłużej niż przez 36 miesięcy.

Potrzebne jest znowelizowanie ustawy Mały ZUS Plus, które będzie jednocześnie znaczącym krokiem do złagodzenia negatywnych skutków utrzymywanego w Polsce – a nieistniejącego w żadnym innym kraju UE – kuriozalnego obowiązku opłacania przez przedsiębiorców wysokiej składki na własne ubezpieczenia społeczne bez uwzględnienia wysokości osiąganych przez nich dochodów.

– Na Słowacji i w Czechach jest składka ryczałtowa powiązana z dochodem, w Wielkiej Brytanii obowiązuje system przypominający nasz KRUS, czyli składki są niewielkie dla tych, którzy maja małe dochody, to tylko 70 zł w przeliczeniu na polską walutę. Natomiast w Niemczech składka dla małych firm jest dobrowolna – wyjaśnia A.Abramowicz. – Różnica jest więc bardzo duża, skoro w Polsce ZUS wzrósł do ponad 1 400 zł.

W Polsce powstał komitet obywatelski, który przygotował propozycje dotyczące „małego” ZUS. Konieczne jest zebranie 100 tys. podpisów. Do spełnienia tego limitu brakuje 2 tys. podpisów. Podpis można złożyć poprzez stronę internetową biura RMiSP.

Kapitał wciąż ucieka za ocean

Piątek był dniem wyraźnie na korzyść danych z USA względem Europy. Widać jednak istotne rysy na dobrym wizerunku gospodarki amerykańskiej. W tle kolejne przewidywania kryzysu, który wciąż nie nadchodzi.

Amerykanie wydają więcej

W piątek poznaliśmy dane na temat wydatków i dochodów Amerykanów. Wydatki rosną o 1,8% w skali miesiąca, z kolei dochody o 0,6%. Problem polega nie tylko na tym, że jednakowo wydatki rosły szybciej od oczekiwań a dochody wolniej. Oznacza to również, że przy relatywnie wysokich stopach procentowych tamtejsze społeczeństwo mocniej się zadłuża. Co ciekawe, inwestorzy uznają wzrost wydatków za dobry sygnał pobudzający gospodarkę. Jest to jednak przesuwanie problemów na później. Rynki walutowe przyjęły te dane jako korzystne dla amerykańskiej waluty. W tle mieliśmy co prawda jeszcze wsparcie ze sprzedaży nowych domów wyraźnie powyżej oczekiwań i solidny odczyt raportu Uniwersytetu Michigan. Dolar ponownie zbliżył się względem euro do najwyższych poziomów od początku stycznia. Co ciekawe, pomimo umacniania się amerykańskiej waluty złoty pozostaje wciąż dość mocny względem euro.

Słabsze dane z Niemiec

W piątkowy poranek poznaliśmy ostateczne dane o zmianach niemieckiego PKB w IV kwartale. W ujęciu kwartalnym mamy spadek o 0,4% i wiele wskazuje, że pierwszy kwartał ma też zakończyć się ujemnym wskazaniem. W rezultacie mielibyśmy wówczas dwa spadkowe kwartały z rzędu. Takie zjawisko jest uznawane za tzw. początek recesji technicznej. Nikt nie lubi oficjalnie stwierdzać, że jego kraj wszedł w recesję. Nawet jeżeli spodziewany spadek PKB w pierwszym kwartale 2023 roku to na razie symboliczne 0,1%. Słabsza sytuacja Niemiec, jako głównej siły napędowej strefy euro, często przekłada się na słabszą dyspozycję europejskiej waluty. Nie inaczej było wczoraj.

Spadek liczby wież wiertniczych

W piątek poznaliśmy liczbę wież wiertniczych dla rynku ropy w USA. Jest to informacja, na podstawie której przewiduje się zapotrzebowanie na ropę naftową w nadchodzącym czasie. Spadek oznacza, że inwestorzy redukują produkcję, by nie zalać rynku i dalej nie zdusić cen niżej. Po tych danych ceny ropy co prawda lekko podskoczyły, ale nadal na rynku widać w dłuższym okresie pewien negatywny trend. Zdaniem analityków spowodowany on jest obawami o nadchodzące spowolnienie w gospodarce światowej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – zamówienia na dobra,
16:30 – USA – Indeksy Dallas FED dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Branża gamingowa w Europie z 8% rocznym wzrostem przychodów w ciągu najbliższych pięciu lat

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, przychody firm gamingowych w Europie będą rosły w najbliższych pięciu latach w tempie 8% rocznie. Wysoka dynamika wzrostu związana jest z rosnącym gronem klientów, wdrażaniem technologii cyfrowych, inwestycjami firm oraz konkurencyjnymi warunkami do rozwoju. Według prognoz ekspertów Savills, rozwój tej branży przełoży się na wzrost zapotrzebowania na biura, a tym samym popytu na powierzchnie biurowe.

W większości biur firm gamingowych wydzielane są pomieszczenia, w których powstają nowe gry i technologie. Według Savills, globalne firmy z tego sektora zazwyczaj poszukują lokalizacji poza ścisłym centrum, umożliwiających łatwy dojazd i dostęp do utalentowanych specjalistów, a także renomowanych uniwersytetów. Większość niewielkich wytwórni i rozwijających się producentów gier zainteresowana jest najlepszymi budynkami w najbardziej prestiżowych lokalizacjach, które umożliwiałyby im przyciąganie pracowników.

„Możliwość pozyskiwania i zatrzymania pracowników w tej branży pozostaje jednym z największych wyzwań stojących przed najemcami, zwłaszcza że obecnie w całej Europie nowej pracy poszukuje ok. 5 tys. deweloperów gier. To przekłada się na duży popyt na powierzchnie najwyższej jakości w atrakcyjnych lokalizacjach, które wpisywałyby się w kulturę firm i ich cele w zakresie zrównoważonego rozwoju” – mówi Lauren Higgins, dyrektor w dziale usług dla najemców w regionie EMEA, Savills.

„Z uwagi na konkurencyjny rynek pracy firmy gamingowe zazwyczaj nie chcą sąsiadować z innymi spółkami ze swojej branży wynajmującymi powierzchnie w tym samym budynku biurowym. Ponadto przywiązują one niezwykle dużą wagę do kwestii własności intelektualnej i bezpieczeństwa. W związku z tym duże firmy z tego sektora przeważnie poszukują oddzielnych biur” – komentuje Rob Pearson, dyrektor w dziale usług doradztwa dla najemców w firmie Savills.

„Podobne obserwacje dotyczą polskiego rynku, na którym firmy z sektora IT stanowią ważną grupę najemców biurowych. W latach 2018-2022 przedsiębiorstwa z tej branży szczególnie upodobały sobie centralne lokalizacje, głównie w warszawskiej podstrefie biurowej Centrum Zachód, o czym świadczy ich 41-procentowy udział w całkowitym wolumenie transakcji w tym rejonie miasta, z wyłączeniem renegocjacji. Znane są przypadki dużych firm zawierających umowy z odpowiednimi klauzulami zabezpieczającymi integralność zespołów i własność intelektualną. Na drugim biegunie mamy mniejsze firmy opracowujące programy komputerowe, które chętnie decydują się na powierzchnie elastyczne ze względu na dynamicznie zmieniającą się wielkość zespołów pracowników w zależności od zawieranych umów podwykonawstwa” – dodaje Marcin Sabowicz, dyrektor w dziale reprezentacji najemców, Savills.

Raport jest dostępny na stronie: https://www.savills.co.uk/insight-and-opinion/research.aspx?rc=Europe&p=&t=&f=date&q=&page=1

W 2022 r. powierzchnia parków handlowych wzrosła o 1/3. W planach inwestorzy mają kolejne 400 tys. mkw

Parki handlowe cieszą się rosnącą popularnością wśród inwestorów. To efekt zmiany nawyków oraz oczekiwań klientów spowodowanych pandemią i nowymi zakupowymi przyzwyczajeniami, wskazują analitycy Emmerson Evaluation. Według danych zebranych przez nich w raporcie „Rynek parków handlowych w Polsce” w 2021 roku oddano do użytku około 225 tys. mkw. takiej powierzchni, a w 2022 roku już o ok. 1/3 więcej, bo ponad 300 tys. mkw. Natomiast w trakcie budowy jest aktualnie ponad 400 tys. mkw.

– Mimo wielu przeciwności jakie stoją przed inwestorami na polskim rynku, takich jak m.in. odczuwalny wzrost inflacji, kosztów budowy czy płac, a także problemy z uzyskaniem finansowania, inwestycje w segment parków handlowych nie zwalniają tempa. W ciągu najbliższego roku zakończyć się ma budowa 50 takich obiektów, a łączna powierzchnia obiektów w budowie lub planowanych na najbliższy rok to ponad 400 tys. mkw. Inwestorzy uważają ten segment rynku za względnie bezpieczny, bo skoro był odporny podczas Covid-19, to tym bardziej dobrze rokuje w popandemicznych czasach – mówi Agata Bazyly-Ciniewska, Członkini Zarządu Emmerson Evaluation.

Z uwagi na dojrzałość branży centrów handlowych i ryzyko, jakie pojawiło się w konsekwencji obostrzeń pandemicznych, a także wzrost kosztów budowy, inwestorzy skupiają się na tańszych, mniej ryzykownych obiektach. Nowa powierzchnia handlowa powstaje w szczególności w miastach o populacji mniejszej niż 100 tys. oraz w miastach satelickich aglomeracji. Od 2022 roku zainteresowaniem inwestorów cieszą się również miasta o populacji mniejszej niż 50 tys. (ponad 50% budowanej powierzchni handlowej).powierzchnia parków handlowych

Szczególnie atrakcyjne inwestycyjnie są parki handlowe, które posiadają stabilnego i długoterminowego najemcę z branży spożywczej. Zgodnie z przeprowadzoną przez nas analizą parków handlowych zlokalizowanych w całej Polsce, ok. 70% z nich posiada własnego najemcę z tej branży, kolejne 30% są w bezpośrednim sąsiedztwie istniejącego lub planowanego marketu spożywczego. Atrakcyjność parków handlowych potwierdza też fakt, że większość powierzchni wynajmowana jest już na etapie budowy. Pustostany w obiektach oddanych do użytkowania stanowią nie więcej niż 3-5% powierzchni, a w ponad 68% obiektów pustostany praktycznie w ogóle nie występują – wskazuje Agata Bazyly-Ciniewska.

powierzchnia parków handlowychNajczęstszą kategorią najemców w parkach handlowych okazują się dyskonty niespożywcze, określane często jako sklepy typu value retailers (np. Pepco, KiK, Action, TEDi itp.). W badanej próbie parków handlowych o łącznej powierzchni ponad 405 000 mkw. GLA, ich udział wynosił 25%. W zależności od kategorii, powierzchnie wynajmowanych lokali są zróżnicowane. Należy jednak zwrócić uwagę, że wielkość lokali w danej kategorii może mieć dużą rozpiętość np. z uwagi na politykę czy strategię firmy.powierzchnia parków handlowychpowierzchnia parków handlowych

Parki handlowe od kulis

Z zebranych przez Emmerson Evaluation danych wynika, że najbardziej popularne są lokale o przedziale powierzchni od 300 do 700 mkw., zajmowane często przez sklepy sieciowe oraz znacznie mniejsze powierzchnie, poniżej 100 mkw., wykorzystywane przez mniejszych operatorów, często lokalnych.

powierzchnia parków handlowychUmowy zawierane są zazwyczaj na okres 5 lat z możliwością przedłużenia na kolejne lata (stanowiły one około 65% wszystkich analizowanych umów). Zawierane są też kontrakty 10 letnie (ok. 11%). Pozostała część to umowy krótsze, w tym jednoroczne. Najmniej popularne są kontrakty na czas nieokreślony, ponieważ stanowią jedynie 2% wszystkich zawartych umów.

Raport wskazuje, że w dalszym ciągu zarówno czynsze, jak i opłaty eksploatacyjne są niższe niż w typowych centrach handlowych. Średnie czynsze w parkach handlowych wynoszą 13,4 euro/mkw./mies., podczas gdy w galeriach handlowych średnio 30 euro/mkw./mies. (bez uwzględnienia Warszawy, dla której średnie stawki plasują się na poziomie 100 euro/mkw./mies.). Opłaty eksploatacyjne sięgają do 5 euro/mkw./mies. w parkach handlowych, podczas gdy w centrach handlowych to średnio 20 euro/mkw./mies. Sporadycznie występuje czynsz od obrotu (maksymalnie 8% mies. w przypadku, gdy przewyższa czynsz bazowy). Zależnie od rodzaju umowy indeksacja następuje wg. HICP (wzrost cen konsumpcyjnych dla strefy euro) lub GUS. Dominują jednak czynsze zawierane w euro, które stanowią ponad 80%, pozostałe to umowy w złotówkach. W większości obiektów nie stosowano wyraźnych zachęt dla najemców. Coraz częściej jednak najemcy oczekują wykończenia lokali „pod klucz” lub partycypacji w kosztach. Tylko w około 30% badanych obiektów właściciele nie partycypowali w tych wydatkach. Średnie aktualne koszty wykończenia to ok. 250 EUR/mkw.

Raport „Rynek parków handlowych w Polsce” jest dostępny do pobrania na stronie: https://www.emmerson-evaluation.pl/wp-content/uploads/2023/02/raport-rynek-parkow-handlowych-w-polsce-2023.pdf?fid=694

Eurozet w Grupie Agora – historyczna transakcja Agory

W poniedziałek, 27 lutego 2023 r. sąd II instancji podtrzymał bezwarunkową zgodę na przejęcie kontroli nad Eurozet Sp. z o.o. przez Agorę. W ślad za tym spółka sfinalizowała swoją największą w historii inwestycję w media – na mocy podpisanej tego samego dnia umowy stała się właścicielem kontrolnego pakietu udziałów Eurozet Sp. z o.o. – Dzięki połączeniu sił Grupy Radiowej Agory i Eurozetu jako drugi największy nadawca w Polsce stajemy teraz do rywalizacji o pozycję lidera polskiego rynku radiowego – zapowiada Bartosz Hojka, prezes Agory. Agora

27 lutego 2023 r. Agora zawarła umowę z dotychczasowym większościowym wspólnikiem Eurozetu – czeską spółką SFS Ventures s.r.o., kupując 110 udziałów Eurozet Sp. z o.o., stanowiących 11% kapitału zakładowego i dających 11% ogólnej liczby głosów na zgromadzeniu wspólników Eurozet. Zgodnie z umową zapłaciła za to cenę wyjściową 9,17 mln EUR (ostateczna cena zostanie ustalona w oparciu o zapisy w umowie wspólników), finansując transakcję dzięki pożyczce udzielonej przez SFS Ventures (więcej informacji – w komunikatach giełdowych spółki – https://agora.pl/dla-inwestorow). 

Dzięki temu Agora stała się większościowym wspólnikiem Eurozetu z udziałami stanowiącymi 51% kapitału zakładowego i zapewniającymi 51% liczby głosów na zgromadzeniu wspólników. Przejęcie kontroli nad spółką Eurozet umożliwiła Agorze prawomocna decyzja sądu II instancji, który podtrzymał bezwarunkową zgodę na realizację tej transakcji.

 Zakup Eurozetu to największa w historii Agory inwestycja w media, zaplanowana i konsekwentnie realizowana przez nas wbrew przeciwnościom – komentuje Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory.  – Agora od ponad ćwierć wieku jest jednym z głównych graczy na krajowym rynku radiowym i ma ogromny wkład w budowę profesjonalnego radia w Polsce. Jesteśmy twórcami wielu formatów radiowych, w tym wyjątkowego Radia TOK FM – największego w mojej opinii sukcesu w polskich mediach ostatniej dekady. Grupa Eurozet to nadawca ze świetnym zespołem, gigantycznym dorobkiem i potencjałem. Dzięki połączeniu sił stajemy się drugim największym nadawcą w polskim eterze.  

Po dołączeniu Eurozetu do Grupy Agora w skład jej działalności radiowej, stanowiącej od tego momentu największy mediowy segment Grupy, wchodzić będzie 9 rozgłośni znajdujących się w TOP20 najczęściej słuchanych stacji w Polsce – każdego tygodnia włącza je ponad 18 milionów dorosłych Polaków. Ich łączny udział w słuchalności to ponad 26%. 

– To jednak nie finał, ale kolejny krok w strategicznym planie Agory, którym jest osiągnięcie pozycji numer 1 na rynku radiowym w Polsce pod względem słuchalności i sprzedaży – dodaje Bartosz Hojka. 

Już wkrótce Agora ogłosi plan działań zmierzających do połączenia sił Grupy Radiowej Agory i Eurozetu. W pierwszej kolejności będą one dotyczyły zmian organizacyjnych, a także wspólnej oferty handlowej. 

Agora jest mniejszościowym udziałowcem Eurozet Sp. z o.o. od 2019 r. W tym samym roku złożyła do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgłoszenie dotyczące zamiaru koncentracji polegającej na przejęciu kontroli nad Eurozet poprzez zakup pozostałych 60% udziałów tej spółki od większościowego inwestora SFS Ventures. Postępowanie w tej sprawie toczyło się prawie półtora roku i było jednym z najdłuższych w historii UOKiK. W styczniu 2021 r. Prezes Tomasz Chróstny zakazał Agorze przejęcia Eurozetu. 

Decyzja ta opierała się na przypuszczeniach i abstrakcyjnych hipotezach. W opinii ekspertów od rynku mediów, jak i od ekonomiki koncentracji argumenty Prezesa UOKiK były oderwane od sytuacji rynkowej, a zakaz – zastosowany po raz pierwszy w ciągu 9 lat – wydany został sprzecznie z prawem – przypomina Anna Kryńska-Godlewska, członkini zarządu Agory. – To dlatego dwa lata temu złożyliśmy odwołanie od tej decyzji i w maju 2022 r. doczekaliśmy się wyroku Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w postaci bezwarunkowej zgody na przejęcie Eurozetu. Rozstrzygnięcie to przypieczętował dziś prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego, dając nam – po kilkudziesięciu miesiącach urzędowej i sądowej batalii – możliwość realizacji kluczowych dla spółki planów.  

Agora do tej pory była właścicielem trzech sieci lokalnych stacji radiowych nadających pod markami: Radio Złote Przeboje, Radio Pogoda i Rock Radio, a także większościowym współwłaścicielem ponadregionalnego Radia TOK FM. Grupa Radiowa Agory intensywnie rozwija swoją obecność online, m.in. portal tokfm.pl, w tym ofertę premium – liczba wykupionych dostępów Premium TOK FM na koniec października 2022 r. przekroczyła 30 tys., a od listopada działa Tuba – nowy serwis muzyczno-podcastowy dla młodych odbiorców.  

W portfolio Eurozet jest pięć rozgłośni: Radio ZET, Antyradio, Chillizet, Meloradio i Radio Plus, a także serwisy internetowe, m.in. radiozet.pl, antyradio.pl, chillizet.pl, planeta.pl i radiostacja.pl. Eurozet prowadzi także Studio ZET produkujące reklamy oraz Eurozet Live – markę dedykowaną projektom cross-mediowym, marketingowi miejsc i wydarzeń.  

Digitalizacja a rozwiązania dla biznesu – poznaj system paperless!

Dziś trudno wyobrazić sobie świat bez Internetu. Przeniosło się tam ludzkie życie, w tym edukacja czy rozrywka. Z każdym dniem widać w nim również coraz więcej usług, które dotychczas świadczone były offline. Rozwój technologii, a co za tym idzie – zdigitalizowanie świata, niesie mnóstwo korzyści. Pozwala tworzyć rozwiązania, które ułatwiają codzienną pracę i umożliwiają oszczędzić czas na inne aktywności. O jakich produktach mowa? Czym jest paperless i dlaczego zyskuje na popularności?

Paperless – mniej formalności, więcej czasu

Możliwość załatwienia wielu formalności bez wychodzenia z domu nikogo już dziś nie dziwi. W dobie Internetu i rozwijającej się technologii rynek oferuje coraz więcej praktycznych rozwiązań, nie tylko dla osób fizycznych, ale także dla biznesu. To właśnie na nim warto się skupić, ponieważ paperless, który jest z nim niesamowicie związany, zyskuje dziś na popularności. Czym dokładnie jest? To stworzone rozwiązania IT z myślą o ograniczeniu formalności, wykorzystania papieru, a także i chyba przede wszystkim – zaoszczędzeniu czasu. Takie są systemy stworzone przez https://paperlesslite.pl/. Wyróżnia je to, że mogą z nich skorzystać nie tylko ogromne przedsiębiorstwa. Owoce pracy specjalistów dostępne są także dla małych firm czy jednoosobowych działalności gospodarczych.

Co znajduje się w ofercie PaperLess?

Bardzo ważnym i cenionym przez wiele firm produktem jest podpis elektroniczny. Umożliwia on dopełnienie wielu formalności bez wychodzenia z domu. Dzięki temu, że usługa dostępna jest jednakowo na telefonie, tablecie czy komputerze, każdy z pracowników czy właścicieli firm może swobodnie składać podpisy z dowolnego miejsca. Nie musi być to biuro! Podpis online jest w pełni bezpieczny, ponieważ szyfrowany certyfikatem bezpieczeństwa. Oznacza to, że dokumenty, które zostały oznaczone, nie trafią w niepowołane ręce. Tuż po złożeniu elektronicznego podpisu, wysyłane są mailem do wskazanych osób. Mogą to być pracownicy, klienci czy podwykonawcy usług.

Równie przydatną opcją jest elektroniczna wymiana dokumentów. EDI Lite, bo taką nosi nazwę, to platforma B2B, umożliwiająca obieg danych pomiędzy partnerami biznesowymi. Korzystając z niej, możesz w czasie rzeczywistym dostarczyć drugiej osobie umowę, NDA, formularz, awizo dostawy, faktury, korekty, wniosek czy inny dokument. W tym przypadku istnieje całkowita dowolność. Co ważne, wszystkie przesłane materiały pozostają w platformie. Dzięki czemu możesz mieć do nich swobodny dostęp o każdej porze. Transfer danych możliwy jest po wcześniejszym zalogowaniu.

Kolejną, nie mniej ważną usługą oferowaną przez https://paperlesslite.pl/ jest elektroniczne biuro obsługi klienta. To nowoczesne rozwiązanie, które pozwala przenieść całą komunikację z klientem w jedno miejsce. Jest nim wygodna i łatwa w obsłudze platforma. Co się w niej znajduje? Historia płatności, rozrachunki, umowy, faktury, wiadomości czy powiadomienia od klientów, a także listy zadań i historia postępu prac firmy świadczącej dla drugiej spółki usługi. To świetne rozwiązanie, dające pogląd na efekty pracy, a także pozwalające na szybki kontakt ze wszystkimi klientami z jednego miejsca! Nie wahaj się i idź z duchem czasu, sięgając po rozwiązania digital dla biznesu!

Dziewięciu na dziesięciu menadżerów jest świadomych potrzeby zmian w modelu pracy

Poprawa efektywności pracy zespołów dzięki technologii, porzucenie drobiazgowo opisanych stanowisk oraz zarządzanie ryzykami wynikającymi z otoczenia to niektóre z kwestii, jakie w najbliższych latach będą najistotniejsze dla dzisiejszych firm. Chociaż wiele przedsiębiorstw zamierza podjąć działania na rzecz zwiększenia elastyczności funkcjonowania, gotowość do zmian deklaruje mniej niż jedna trzecia z nich. Jak wynika z raportu “2023 Global Human Capital Trends Report”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, polscy menedżerowie zwracają dużą uwagę na ryzyko regulacyjne, które wpływa na codzienne funkcjonowanie przedsiębiorstw również w obszarze zatrudnienia.

W jedenastej edycji przeprowadzonego przez Deloitte badania udział wzięło 10 tys. liderów działów HR oraz członków kadr zarządzających, pochodzących ze 105 krajów, w tym z Polski. Ankietowani byli pytani o trendy dotyczące przyszłości miejsca pracy, wykorzystania technologii oraz wpływu zmian społecznych, organizacyjnych i biznesowych na funkcjonowanie przedsiębiorstw.

Wyniki badania pokazują powszechną świadomość konieczności redefinicji współczesnego miejsca pracy. 87 proc. wszystkich uczestników ankiety stwierdziło, że wybór właściwego modelu funkcjonowania jest kluczowy dla sukcesu ich organizacji. Z drugiej strony gotowość do wypracowania nowych zasad działania, uwzględniających takie kwestie jak swoboda wyboru miejsca wykonywania obowiązków zawodowych czy elastyczny czas pracy deklaruje jedynie 24 proc. uczestników badania. Chociaż firmy mają sporo do nadrobienia w tej kwestii, to większość z nich widzi korzyści wynikające ze zmian w obszarze sposobu organizacji pracy. Świadczy o tym deklaracja sześciu na dziesięciu badanych, którzy w najbliższych latach zamierzają podjąć działania w tym obszarze.

– Upowszechnienie pracy zdalnej oraz zmiany technologiczne, takie jak rosnąca popularność sztucznej inteligencji sprawiają, że rzeczywistość zawodowa wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. To, czy dana firma dostosuje się do bieżących trendów celem uzyskania przewagi konkurencyjnej, będzie w dużym stopniu zależało od umiejętności zarządczych liderów. Kluczowe mogą okazać się takie kwestie jak adaptacja elastycznego sposobu organizacji pracy zespołów oraz otwartość na nowoczesne technologie, mogące znacząco zwiększyć efektywność działań i skrócić czas pracy – mówi John Guziak, partner, Human Capital, Deloitte.

Koniec stanowisk

Konieczność redefinicji dotyczy nie tylko samego miejsca pracy, ale także sposobu organizacji funkcjonowania zespołów. Zdaniem autorów raportu dotychczasowe podejście, bazujące na ściśle określonych obowiązkach związanych z daną posadą, jest przestarzałe. Potwierdzają to wyniki ankiety: jedynie co piąty przedstawiciel kadry zarządzającej oraz co czwarty pracownik twierdzą, że jest to najlepszy sposób organizacji pracy. Jednocześnie 93 proc. badanych przyznało, że porzucenie dotychczasowego sposobu myślenia o kwestiach zawodowych będzie miało kluczowe znaczenie dla przyszłego sukcesu firmy. Z drugiej strony jedynie co piąty respondent stwierdził, że jego firma jest gotowa na taką zmianę. W przypadku polskiego rynku ta różnica jest jeszcze większa. Świadomość konieczności zmiany deklaruje bowiem 95 proc. pochodzących z Polski uczestników ankiety, natomiast odsetek przedstawicieli firm faktycznie gotowych do podjęcia działań jest aż o 80 punktów procentowych mniejszy.

Autorzy raportu wskazują na dobre praktyki, które mogą pomóc firmie w dostosowaniu się do nowych trendów. Są to m.in. redefinicja roli zawodowej – nie jako ogółu obowiązków oraz konkretnych zadań, ale raczej zbioru posiadanych umiejętności, które wspierają organizację w realizacji ważnych aktualnie celów. Zdaniem ekspertów zmiana podejścia może pomóc przedsiębiorstwu w pełniejszym wykorzystaniu potencjału pracowników.

Bardziej elastyczne podejście do roli zawodowej, skupione na umiejętnościach i ich wykorzystywaniu, daje osobie zatrudnionej większe możliwości wyboru i rozwoju kariery, co korzystnie wpływa nie tylko na satysfakcję pracownika, ale i postrzeganie danej firmy jako atrakcyjnego miejsca pracy – mówi Anna Szabowska-Walszczyk, manager, Human Capital, Deloitte.

Aktywizacja pracowników

Jednym z bardziej istotnych czynników dla rozwoju firm jest dostępność osób posiadających odpowiednie kwalifikacje. Oczekiwania pracowników co do miejsca pracy sprawiają, że przedsiębiorcy muszą uważnie identyfikować i zaspokajać ich potrzeby celem utrzymania poziomu zatrudnienia umożliwiającego realizację strategii biznesowych. Jako przykład autorzy raportu Deloitte wskazują na społeczną odpowiedzialność biznesu czy wpływ funkcjonowania firmy na otoczenie jako kluczowe kwestie dla przedstawicieli pokolenia Z. Przytoczone w raporcie dane wskazują, że dwóch na pięciu pracowników urodzonych w latach 1997 – 2012 odrzuciło ofertę pracy, ponieważ dana firma nie spełniała ich oczekiwań dotyczących wpływu na społeczeństwo czy środowisko. Co więcej, młodsze pokolenia z dużym dystansem podchodzą do kwestii bezrobocia – jedna trzecia uczestników ankiety Deloitte przyznała się do rezygnacji z pracy nawet mimo braku alternatywy, m.in. dlatego, że są oni świadomi dostępności wielu ofert na rynku. Jednocześnie co druga z firm, jakie wyznaczyły sobie cele z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu i faktycznie je realizujących, odnotowuje mniejszą rotację kadry pracowniczej oraz wyższe wskaźniki dobrostanu pracowników.

Więcej ryzyk w Europie Środkowej

Ponad rok od wybuchu wojny w Ukrainie, pochodzący z krajów Europy Środkowo-Wschodniej uczestnicy badania Deloitte nadal odczuwają wpływ wojny na codzienność. 84 proc. ankietowanych przedstawicieli regionu CEE stwierdziło, że firmy podczas podejmowania decyzji mających wpływ na pracowników powinny zwracać większą uwagę na takie kwestie jak brak stabilności politycznej. W tym przypadku przedsiębiorstwa z regionu również mają sporo do nadrobienia: jedynie co piąta firma środkowoeuropejska jest uznawana za gotową do większego uwzględnienia tych czynników. W przypadku Polski oceny wyglądają podobnie. Dla sześciu na dziesięciu polskich ankietowanych główne zagrożenie stanowi jednak ryzyko regulacyjne.

Brak przewidywalności otoczenia gospodarczego sprawił, że pracodawcy traktują kwestie regulacyjne w kategoriach potencjalnych zagrożeń. Do tego dochodzi niestabilność geopolityczna, powodowana m.in. trwającą wojną. Z punktu widzenia skutecznego zarządzania ryzykami natury personalnej bardzo ważne jest, aby przedsiębiorcy z jednej strony planowali kwestie kadrowe z odpowiednim wyprzedzeniem, ale jednocześnie byli w stanie na bieżąco dokonywać zmian w strategii. Firmy stanowiące dla swoich pracowników bezpieczne środowisko odnotują dzięki temu konkretne korzyści – mówi Zbigniew Łobocki, senior manager, Human Capital, Deloitte.

Kearney: Europa wkracza do globalnej rywalizacji na rynku półprzewodników. Jak Polska może zyskać na akcie w sprawie czipów?

Pod koniec ubiegłego roku kraje Unii Europejskiej zatwierdziły European Chips Act, który zakłada przeznaczenie 43 miliardów euro na wsparcie produkcji chipów w Europie. Regulacje mają zaradzić niedoborowi na rynku półprzewodników w Europie i zwiększyć udział w globalnym rynku z 10 proc. do co najmniej 20 proc. do 2030 r. Celem jest rozwinięcie tego sektora przemysłu w Europie, a zarazem zwiększenie suwerenności technologicznej naszego kontynentu. To też szansa dla podmiotów z Polski, na dołączenie do sektora wysokich technologii. Według międzynarodowej firmy doradczej Kearney zaangażowanie się w ekosystem produkcji półprzewodników będzie się wiązać z koniecznością utworzenia setek tysięcy nowych miejsc pracy wśród dostawców, kooperantów oraz w obszarze badań i rozwoju. W jaki sposób to osiągnąć?

W ciągu ostatnich 20 lat Europa z globalnego lidera w produkcji półprzewodników stała się regionem uzależnionym od dostaw czipów z krajów takich jak Stany Zjednoczone, Chiny i Tajwan, tracąc technologiczną suwerenność. Z tego powodu Unia Europejska postawiła sobie za cel, by ponad dwukrotne zwiększyć swój potencjał produkcyjny i powrócić do globalnej rywalizacji na rynku. Jednak, aby ten ambitny plan został zrealizowany, Europa potrzebuje znaczących zachęt, które sprawią, że lokalna produkcja półprzewodników będzie konkurencyjna. Taką rolę ma spełniać, zatwierdzony pod koniec listopada minionego roku, European Chips Act. Na jego mocy zostanie przeznaczone 43 mld euro na wsparcie badań i rozwoju, finansowanie zdolności produkcyjnych oraz monitorowanie rynku i identyfikowanie nadchodzących niedoborów zanim takie wystąpią. Szansę mogłaby wykorzystać także Polska, która może stać się atrakcyjną lokalizacją dla nowoczesnych fabryk oraz skorzystać na zaangażowaniu wykwalifikowanych specjalistów niezbędnych do rozbudowy sektora.

Europa odbudowuje swoją konkurencyjność

European Chips Act ma przede wszystkim zwiększyć konkurencyjność Wspólnoty na globalnym rynku półprzewodników, dzięki czemu Europa ponownie stanie się jednym z regionów mających największy udział w branży na całym świecie. Stworzenie takiego ekosystemu wiąże się z ogromnym postępem, ale przede wszystkim zrekompensuje problem niedoboru chipów. Jednocześnie pobudzi to podaż na wysokokwalifikowanych specjalistów oraz przyśpieszy badania, napędzając cały ekosystem wprowadzania innowacji.

Poza bezpośrednimi korzyściami dla branży, znaczące są również te pośrednie dla całej europejskiej gospodarki. Inwestycja w przemysł półprzewodników wymaga stworzenia dodatkowych zdolności produkcyjnych. Otworzenie fabryki to inwestycja w wysokości do 18 mld euro, a udostępnienie infrastruktury będzie wymagać kolejnych dodatkowych wkładów finansowych o wartości około 2 mld euro, w zależności od dokładnej lokalizacji fabryki. Stworzy to nowe wysokopłatne miejsca pracy. Jednak pozytywny wpływ finansowy na gospodarkę Europy jest znacznie szerszy i obejmuje zwiększoną aktywność gospodarczą, wpływy do systemów budżetowych i tysiące nowych miejsc pracy. Kearney w raporcie „Europe’s urgent need to invest in a leading-edge semiconductor ecosystem” szacuje, że dzięki odbudowie ekosystemu półprzewodników wzrost PKB wyniesie od 77 mld euro do 85 mld euro i od 7 mld euro do 9 mld euro dodatkowych wpływów budżetowych oraz zostanie stworzonych od 17 do 20 tys. nowych miejsc pracy.

Kearney, Economic impact of 5nm mega fab with foundry capacity
Kearney, Economic impact of 5nm mega fab with foundry capacity

– European Chips Act w krótkim i średnim okresie będzie najbardziej zmieniać rzeczywistość przez finansowe wsparcie mocy produkcyjnych już istniejących przedsiębiorstw. Dzięki temu zwiększy się liczba wytwarzanych w Europie czipów starszej generacji. Należy mieć jednak na uwadze, że nie zlikwiduje to technologicznej przepaści w produkcji półprzewodników między Europą a wiodącymi w branży krajami azjatyckimi. Jednak wkład w tworzenie najnowocześniejszych rozwiązań nie musi nastąpić już teraz, bo europejski przemysł, np. samochodowy, bazuje na czipach mniej zaawansowanych niż te, które można znaleźć w nowych modelach smartfonów – mówi Dawid Krzysiak, Partner z warszawskiego biura Kearney, odpowiedzialny za Digital Center of Excellence.

Jak Polska może wygrać na półprzewodnikach?

Walka o wielkie fabryki będzie dla Polski trudna. European Chip Act oraz producenci tacy jak Intel stawiają na lokalizacje, które poza dostępnością specjalistów, muszą spełniać warunek taniej i czystej energii. Dla porównania: we Francji emisja CO2 na kWh energii wynosi ok. 60g, w Niemczech 400g a w Polsce niemal 800g. Z tego powodu rozważane lokalizacje tzw. „kuźni” czipów znajdują się w krajach, w których te ekosystemy już istnieją. Warto jednak stanąć do rywalizacji, bo zakłady zaangażowane w produkcję półprzewodników utworzą setki tysięcy miejsc pracy wśród dostawców, kooperantów oraz w badaniach i rozwoju. To duża szansa, a Polska mogłaby skorzystać z niej kształcąc więcej wysokokwalifikowanych pracowników oraz zwiększając swoją atrakcyjność dla inwestorów z branży nowoczesnych technologii.

By stało się to możliwe, konieczne jest jednak wsparcie i finansowanie ze strony państwa. Rząd musi najpierw zidentyfikować korzyści płynące z europejskiej współpracy, a następnie przeanalizować łańcuch wartości dla branży i określić punkty, w których polska gospodarka mogłaby osiągać największą konkurencyjność. Wymaga to jednak sporego zaangażowania na szczeblu centralnym w budowanie innowacyjności Polski. Co ważne, producenci chipów jako najważniejsi interesariusze, nie powinni być pomijani w tych ustaleniach. Muszą poprawić swoje stosunki z rządami, aby upewnić się, że przyszłe regulacje będą korzystne zarówno dla firm, państw, jak i celów innych administracji rządowych w zakresie bezpieczeństwa narodowego, konkurencyjności i innowacji.

Firmy w obliczu rozwoju półprzewodników w Europie

Firmy, które chcą skorzystać z pomocy zdefiniowanej przez Europejski Akt o Półprzewodnikach powinny wykonać szereg analiz przed przystąpieniem do proponowanych programów. Muszą ocenić ekspozycję na ryzyko, precyzyjnie zidentyfikować odpowiadające im programy, zorientować się w możliwości partnerstw i budowania wspólnych przedsięwzięć (joint ventures), a także w pomocach rządowych i wreszcie ocenić przyszłe inwestycje kapitałowe. Złożoność europejskiego prawa powoduje, że ważne jest określenie konkretnych programów, w jakie mogłaby zaangażować się firma. W najbliższym czasie Unia Europejska chce zainwestować 11 mld euro w ramach dwóch programów – „Cyfrowa Europa” i „Horyzont Europa” oraz pracuje nad ramami prawnymi dla państw członkowskich i firm, które mają ułatwić inwestowanie związane z sektorem półprzewodników.

– Angażując się w produkcję półprzewodników warto też postawić na kooperację. Możliwość ta stała się obecnie bardziej widoczna niż kiedykolwiek, bo amerykańskie zakazy dotyczące chińskiego udziału w łańcuchu dostaw stworzyły większą przestrzeń. Na przykład GlobalFoundries rozwinęło wiele wspólnych przedsięwzięć na całym świecie — w tym w Nowym Jorku z Qualcomm i we Francji z STMicroelectronics — w celu zmniejszenia nakładów inwestycyjnych i szybkiego zwiększenia produkcji chipów na całym świecie. Producenci chipów powinni również zadbać o podobne wspólne przedsięwzięcia w Unii Europejskiej. Takie, dzięki którym będzie można szybciej uruchomić nowe obiekty i przy mniejszych nakładach finansowych, niż w przypadku działania w pojedynkę – mówi Łukasz Wiśniewski, Konsultant z warszawskiego biura Kearney.

Jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że UE nie jest jedynym na świecie graczem, który zdecydował się przyjąć rozwiązania, takie jak te określone w European Chips Act. Już wcześniej podobną aktywność podjęły Stany Zjednoczone opracowując CHIPS and Science Act, który posiada cele analogiczne do programu europejskiego. Na podobne ruchy decydują się także Chiny. Oba te kraje w wyścigu o technologie krzemowe są daleko przed Europą, a analizując wydatki na wsparcie produkcji półprzewodników, już na samym starcie plasujemy się dopiero na trzeciej pozycji. W ciągu najbliższych 5 lat USA planuje zainwestować w branżę 52 miliardy dolarów, a Chiny 150 miliardów dolarów w ciągu 10 lat. Plany europejskie mówią natomiast o 43 miliardach euro na przestrzeni 7 lat. Jednak dzięki dużemu doświadczeniu i wysokokwalifikowanym specjalistom mamy duże szanse na rozwój, co przyniesie wymierne korzyści dla europejskiej gospodarki.

Fundusz Unfold.vc inwestuje w Wally Health z USA, czyli dentystę na abonament

  • Notowany na GPW fundusz venture capital vc dołączył do rundy amerykańskiego startupu tworzącego sieć klinik dentystycznych połączonych z innowacyjnym, subskrypcyjnym modelem sprzedaży.
  • Wally Health z siedzibą w Nowym Jorku pozyskał od inwestorów łącznie 3 mln USD, a rundzie przewodniczył fundusz Bling Capital z USA. Startup środki przeznaczy m.in. na rozwój nowoczesnych gabinetów, które uzupełnią opiekę w trybie online, a także wzmocnienie zespołu wykwalifikowanych lekarzy i specjalistów.
  • Wrocławski Unfold.vc poszerzył tym samym portfel inwestycyjny o kolejny startup z branży medycznej. Poza Wally Health, w portfelu rodzimego VC są m.in. Infermedica, Intelliseq czy neurocare group.

Wrocław, 27.02.2023 Amerykański Wally Health z misją zrewolucjonizowania stomatologii poprzez łączenie innowacyjnych klinik dentystycznych z modelem subskrypcyjnym przykuł uwagę międzynarodowych inwestorów, w tym wrocławskiego Unfold.vc. Fundusz dołączył do rundy o wartości 3 mln USD, w której środki na rozwój spółki wyłożyły też fundusze: Bling Capital i GFR Fund ze Stanów Zjednoczonych, Myelin VC z Hiszpanii czy inwestor Jack Abraham, szef amerykańskiego Atomic.vc.

– To inwestycja, na którą wpływ miało wiele czynników, tych wręcz wypisanych w podręcznikach o Venture Capital. Założyciele z doświadczeniem, świetna trakcja, spółka rosnąca kilkadziesiąt procent miesiąc do miesiąca, olbrzymi rynek stomatologiczny w Stanach Zjednoczonych, a do tego realny problem związany z wieloma patologiami sektora zdrowotnego w USA. Nieco uśpiony tam segment dentystyczny potrzebuje innowacji –  mówi Rafał Sobczak, partner zarządzający w Unfold.vc – Misją naszego funduszu jest wspieranie liderów zmian, a Wally Health należy do grona game changerów. Rozwiązanie startupu uzupełnia lukę rynkową, oferując Amerykanom nową jakość leczenia. Dlatego zdecydowaliśmy się zainwestować w spółkę – dodaje.

Wally Health oferuje dostępne w trybie 24/7, korzystne cenowo i skupione na potrzebach pacjentów kompleksowe usługi stomatologiczne w modelu subskrypcyjnym. Startup powstał w 2020 roku. Do grona founderów należą doświadczeni już m.in. w branży fintech i mediowej: Tyler Burnett, Stipe Latkowic i Chelsea Patel. Zdobyty kapitał spółka przeznaczy na rozwój sieci nowoczesnych klinik dentystycznych oraz wzmocnienie kadry, zarówno lekarzy dentystów jak i higienistek.

Hollywódzki uśmiech vs liczby

Legendarne śnieżnobiałe uśmiechy amerykańskich gwiazd to symbol, ale już na pewno nie standard. Struktura  rynku stomatologicznego w USA powoduje, że pacjenci ze względu na potencjalne wysokie koszty leczenia nie kontrolują regularnie stanu uzębienia, a często w ogóle odwlekają decyzje o pójściu do specjalisty. Potwierdzają to niechlubne statystyki. Jak podaje spółka powołując się na dane branżowe, ponad połowa Amerykanów powyżej 65 r.ż. nie korzysta z opieki dentystycznej wcale, a 85 proc. ‘millenialsów’ ma próchnicę.

– Prywatna opieka zdrowotna w Stanach Zjednoczonych równa się bardzo wysokim kosztom leczenia. Pacjenci nie wiedzą, jaki ostatecznie dostaną rachunek i co zostanie pokryte przez ubezpieczyciela. Nie wszyscy też z ubezpieczenia zdrowotnego korzystają, nie zawsze zawiera ono tzw. dental care plan. Gabinety dentystyczne często wykorzystują te sytuacje. Rynek nie koncentruje się na prewencji i proaktywnej opiece dentystycznej, bo to naturalnie ogranicza zyski z kolejnego, bardziej wymagającego finansowo etapu leczenia. Zdarza się niejednokrotnie, że lekarze wykonują zabiegi, które nie są niezbędne. Przykład? Plombowanie jest wręcz nagminne, a często zupełnie niepotrzebne – wyjaśnia Tyler Burnett, założyciel Wally Health, który sam doświadczył tego problemu. Dlatego postanowił działać.

Podejście hybrydowe

Wally Health koncentruje się więc na prewencji i opiece proaktywnej pacjentów, a z innowacyjnych, opartych na najnowocześniejszych technologiach praktyk klinicznych i doradztwa wykwalifikowanej kadry można korzystać zarówno stacjonarnie, jak i online. W ramach rocznej opłaty abonamentowej w wysokości 199 USD spółka oferuje nielimitowaną możliwość przeglądów stomatologicznych, usług higienizacji, obrazowania 3D, a także samodzielnego wybielania zębów z użyciem dostarczanych przez firmę nowatorskich narzędzi i materiałów. W diagnozach lekarze wykorzystują zaawansowaną analitykę opartą na sztucznej inteligencji oraz zautomatyzowane i precyzyjne metody oceny stanu zdrowia pacjenta. Subskrybenci mają możliwość skorzystania z wizyty online dzięki intuicyjnej platformie „one click booking” czy customer service w trybie 24/7.

W ostatnim czasie Wally Health otworzył swoją drugą klinikę dentystyczną w Nowym Jorku – po Upper Eastside, w dzielnicy Tribeca. Ambicją jest rozszerzenie działalności stacjonarnej najpierw na NYC, a docelowo na cały kraj. Do społeczności Wally Health w szybkim tempie dołączają kolejne tysiące członków.

Amerykanie nie chcą płacić 450 USD za jednorazową usługę, która i tak najczęściej mnoży kolejne wizyty u dentysty. Szacujemy, że aż 22 mld USD każdego roku wydawanych jest na niepotrzebne zabiegi dentystyczne. Na tę sytuację wpływ mają m.in. duzi gracze ubezpieczeniowi, którzy zdążyli opanować rynek. My pomijamy pośredników. Powstaliśmy, by dać nową jakość, wsłuchując się w potrzeby pacjentów i reagując odpowiednio wcześniej. Dzięki naszym zaawansowanych rozwiązaniom, łączącym ofertę online i offline, usługi stomatologiczne to komfort, oszczędność czasu i pieniędzy mówi Tyler Burnett.

Rynek stomatologiczny w USA wyceniany jest na ponad 120 mld USD. Spółka swoich klientów widzi przede wszystkim w Amerykanach nie mających ubezpieczenia zdrowotnego obejmującego leczenie dentystyczne – mowa tu o ok. 76 mln osób. Sam Nowy Jork to 8 mln potencjalnych subskrybentów Wally Health.

DJIA najniżej od 2 miesięcy

Średnia przemysłowa Dow Jonesa spadła w piątek do najniższego poziomu od 2 miesięcy (-1,02 proc.). S&P 500 (-1,05 proc.) i Nasdaq Composite (-1,69 proc.) znalazły się w piątek na najniższych poziomach od drugiej połowy stycznia. Dziś rano ok. godz. 9:40 ontrakty na S&P 500 na CME odbijały w górę o 0,38 proc.

Na rynkach akcji Azji i Oceanii wśród głównych indeksów minimalnie rósł dziś jedynie malezyjski KLCI (+0,06 proc.). Pozostałe główne indeksy spadały (najsilniej – o 2,03 proc. – filipiński PSEi).

Inaczej było w Europie, gdzie rano przeważały zwyżki korygujące piątkowe spadki (DAX +1,07 proc., CAC 40 +1,04 proc.).

WIG-20 rósł ok. godz. 9:45 o 0,41 proc. Wśród składników mWIG-u 40 swe historyczne maksimum osiągnął dziś rano kurs akcji spółki 11 bit studios. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś rano ceny akcji spółek Synektik, Cognor Holding, Sygnity oraz Scope Fluidics.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych utrzymywała się w okolicach swoich ostatnich 3-miesięcznych maksimów. Lekko odbijała w górę dziś rano rentowność 10-latek polskiego rządu.

Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie rosła dziś rano o ponad 3 proc. docierając do poziomu swoich lokalnych maksimów z ostatnich 3 tygodni. Minimalnie rosła dziś rano cena kontraktów na amerykańską ropę naftową (WTI; +0,09 proc.), natomiast lekko spadała cena kontraktów na ropę Brent (-0,37 proc. ok. godz. 9:20). Kurs palladu spadł w piątek do poziomu swego dołka z marca 2020, a dziś rano odbijał w górę o 2 proc. Lekko rosły również ceny kontraktów na pozostałe metale szlachetne (złoto +0,09 proc., srebro +0,11 proc., platyna +0,44 proc. ok. 9:20). Cena kontraktów na pszenicę na CBOT spadła w piątek do najniższego poziomu od września 2021, a dziś rano ok. godz. 9:25 odbijała w górę o 1,57 proc.

Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena wzrósł w piątek po raz pierwszy od dwóch miesięcy powyżej poziomu 136 JPY, a dziś rano lekko korygował tą zwyżkę (-0,23 proc. ok. godz.9:05). Kurs EUR/USD minimalnie odreagowywał dziś rano lutego spadki (+0,08 proc. ok. godz. 9:05).

Stabilny był dziś rano kurs polskiego złotego (EUR/PLN -0,01 proc., USD/PLN -0,1 proc. ok. godz. 9:05).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego spadał w piątek i sobotę na poniżej 23000 USD, ale później wrócić powyżej tego poziomu. Dziś rano kurs BTC/USD minimalnie spadał -0,15 proc. ok. godz. 9:00.

Wojciech Bialek, OANDA TMS Brokers S.A. 

Intensyfikacja działań wojennych w Ukrainie doprowadziła do wyprzedaży na GPW

Okazuje się, że wojna mocno wpływa na wyobraźnię inwestorów. Jednak są trzy spółki, które właśnie ostatnio zyskały w ich oczach.

– Pierwsza reakcja była taka, że traciły wszystkie spółki z WIG20, gdy indeks ten był wcześniej w trendzie bocznym lub w korekcyjnym trendzie spadkowym – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Kietliński, ekspert XTB.

Jest jednak nieliczne grona spółek z warszawskiego parkietu, które rosną w takiej sytuacji. To Lubawa SA, Zremb-Chojnice SA i Protektor SA.

Lubawa SA jest znana z produkcji kamizelek kuloodpornych, ale to nie jest dominująca produkcja tej spółki. W jej przychodach najważniejsze jest wytwarzanie materiałów wykorzystywanych do parasoli w ogródkach piwnych i zewnętrznych reklam.

Spółka zwiększyła swoje przychody z segmentu kamizelek, co nie oznacza jednak, że w raporcie za trzeci kwartał pokazała zaskakującą eksplozję zysków.

– Inwestorzy bardzo emocjonalnie podchodzą do tej spółki, choć kamizelki kuloodporne to jej produkcja poboczna – komentuje ekspert XTB.

Podobna jest sytuacja z Protektorem, producentem obuwia specjalistycznego. W strukturze przychodów spółki najważniejsze jest obuwie medyczne, gdy obuwie militarne bądź paramilitarne to kilkanaście procent przychodów.

Natomiast Zremb-Chojnice SA to producent kontenerów specjalistycznych, w tym także dla wojska.

Inwestowanie w te trzy spółki należy traktować przede wszystkim krótkoterminowo. Dla przykładu 52-tygodniowe minimum kursu akcji to 0,98 zł, gdy maksimum – to 5,00 zł. W drugiej połowie lutego kurs akcji znajdował się w okolicach 3,20 zł, nie był więcej wyjątkowo wysoki, ale jednocześnie w ciągu miesiąca rósł od poziomu 2,30 zł.

Czy wodór będzie napędzał samochody w Polsce?

Wydaje się, że są takie obszary rynku, w których wodór nie będzie odgrywał istotnej roli. To jest segment choćby samochodów osobowych czy samochodów dostawczych. Warto jednak przyglądać się z zainteresowaniem segmentowi transportu ciężkiego – gdzie jest bardzo wiele wyzwań i Polska musi z całą pewnością zająć należne jej miejsce na samym szczycie rankingu. Polscy przewoźnicy przeważają w Unii Europejskiej, do tego rejestrujemy wiele nowych samochodów powyżej 3 ton. Zajmujemy w Europie wśród rejestracji nowych samochodów trzecie miejsce – tylko Niemcy i Francja nas wyprzedzają. Zatem musimy być otwarci na to, jak będzie się zmieniać sektor transportu ciężkiego – a on może się zmieniać także w oparciu o rozwiązania wodorowe. PSPA skupia w tej chwili ponad 220 podmiotów, które realizują swoją wizję rozwoju w obszarze transportu – zarówno w kontekście elektromobilności bateryjnej, jak też wodorowej.

– Mamy powołany specjalny Komitet do spraw Technologii Wodorowych, który zajmuje się tym, jak może zmieniać się sektor wodoru i wpływać na branżę transportową. My jako organizacja jesteśmy otwarci na zmiany technologiczne i absolutnie widzimy potencjał wodoru. Na razie oczywiście udział samochodów na ogniwa wodorowe jest skrajnie niski. To jest zaledwie ponad 100 rejestracji w całej Polsce – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA). – Ale musimy z całą pewnością być otwarci na to, jak technologia może wspierać cele dekarbonizacji. Pamiętajmy, że z wodorem mamy bardzo wiele wyzwań. My chcemy, żeby ten wodór miał jeden określony kolor – bo oceniamy wodór w kolorach. Wodór musi być zielony – czyli pochodzić ze źródeł odnawialnych, bo wtedy cel dekarbonizacji będzie faktycznie wspierany. Widzimy potencjał zielonego wodoru w kontekście zwłaszcza transportu ciężkiego, dalekobieżnego, przy ciężarówkach o dopuszczalnej masie całkowitej 40 ton. Widzimy też możliwość współpracy pomiędzy rozwiązaniami bateryjnymi a rozwiązaniami ogniw wodorowych – podkreśla Mazur.

 

Reorganizacja Software House’u: jak zmienić profil technologiczny i wybrać specjalizację na rynku IT?

Każda firma programistyczna ma swój profil technologiczny. Często dla osób technicznych jest on ważniejszy od profilu domenowego firmy. Dzieje się tak dlatego, że developerzy IT raczej postrzegają się przez pryzmat technologii, w której pracują, np. jestem programistą systemów budowanych w C#. Natomiast czy robią oni projekt dla firmy zajmującej się szkoleniami, czy produkcją pudełek ma to drugorzędne znaczenie. Oczywiście wiedza domenowa zawsze przydaje się programistom, ale nie zmienia to ich postrzegania siebie przez wymiar technologiczny – Mówi Robert Marek, CTO i współzałożyciel FINGO.

FINGO to polski software house świadczący usługi programistyczne ponad 20 lat. W 2022 r. organizacja z sukcesem zmieniła swój profil technologiczny. Do oferowanych usług programistycznych w technologiach Java i .NET dodała Node.js oraz zakończyła wszystkie projekty tworzone do tej pory w PHP.

Dlaczego zdecydowano się na taki ruch? Jak wyglądał proces samoorganizującej się zmiany? I jaki był tego rezultat? Dowiesz się, czytając nasz wywiad z Robertem Markiem.

Zanim zaczniemy rozmawiać o samym procesie zmiany profilu technologicznego. Czy możesz opowiedzieć, jak wyglądała firma przed reorganizacją?

Jeśli prześledzić portfolio FINGO z 20 lat, znajdziemy tam projekty dla branż finansowej, nieruchomości, automotive, e-commerce i wielu innych, mniej lub bardziej powiązanych ze sobą. Trochę wynika to z przypadku – na przestrzeni lat pojawiały się takie projekty i to pod nie rozwijaliśmy nasz zespół. Ale na taki stan rzeczy duży wpływ miał właśnie nasz profil technologiczny (Java, .NET, PHP), pod który szukaliśmy kolejnych zleceń.

Czułem jednak, że nie jest to dobre dla naszej firmy. Duży rozstrzał technologiczny ogólnie nie jest dobry dla software house’u wielkości FINGO. Może i łatwiej znaleźć projekt, ale trudniej zapewnić wymienialność ludzi. Przykład. Załóżmy, że do projektu potrzebujesz 5 programistów. Na ławeczce siedzi 6, ale tylko 2 zna wymaganą w projekcie technologię. Taki stan rzeczy sprawia, że dalej bez pracy jest 4 wysoko opłacanych specjalistów, którym musisz zapewnić pracę. A do tego, musisz pozyskać 3 osoby znające wymaganą technologię, aby zapewnić obsadzenie projektu.

Mimo to od wdrożenia zmian powstrzymywał nas komfort wynikający z dobrze działającego biznesu. Mieliśmy projekty, stałych wieloletnich klientów, doświadczonych programistów. W takim otoczeniu trudno jest podjąć decyzję, żeby zacząć coś zmieniać.

Co zatem zadecydowało o zmianie profilu technologicznego w FINGO?

Na początku pandemii rynek zamarł. Firmy nie wiedząc, co będzie dalej, wstrzymywały się z kontynuacją bieżących lub rozpoczęciem nowych projektów IT. Był to czas, kiedy nawet u programistów pojawił się strach związany z możliwością utraty pracy. Zastanawialiśmy się, co zrobić. Nie chcieliśmy zwalniać ludzi, ale z drugiej strony potrzebowaliśmy czegoś, co nas wyróżni.

W okolicach maja 2020 roku, jako właściciele firmy, stwierdziliśmy, że bez podjęcia odważnych decyzji sytuacja może się pogarszać. Najwięcej projektów, a zatem i doświadczania, mieliśmy w sektorze finansowym. Poza tym mamy część produktową, która oferuje oprogramowanie umożliwiające realizację sprawozdawczości obligatoryjnej w sektorze bankowym. Naturalnym wyborem był dla nas sektor finansowy.

W tamtym czasie wydawało mi się, że FinTech i sektor finansowy raczej nie wykorzystują PHP w swoich projektach. Zakładałem więc, że stawiając na ten sektor, odejdziemy od PHP i zostaniemy tylko przy Java i .NET. Z taką informacją wyszliśmy do zespołu na ogólnym spotkaniu firmy.

Czyli to wybuch pandemii zmusił Was do podjęcia decyzji o zmianie technologicznego profilu FINGO?

Tak i nie. Po podzieleniu się informacją o specjalizacji powołaliśmy zespół roboczy składający się z kilku naszych doświadczonych programistów z zacięciem biznesowym. Jego zadaniem było sprawdzenie, jakie są trendy, technologie i popularne rozwiązania w poszczególnych krajach, jeśli chodzi o sektor finansowy. Ich analiza potwierdziła wcześniejsze przypuszczenia – PHP w projektach finansowych był rzadkością. Równocześnie zarekomendowali oni rozwinięcie kompetencji w Node.js, który jest ceniony, chociażby w świecie start-upów.

W naszej firmie pielęgnujemy koncepcję turkusowego zarządzania, gdzie m.in. znaczące dla organizacji projekty otwarcie konsultujemy z całym zespołem. Dzięki temu ludzie czują wpływ na kształtowanie się firmy, ale też współodpowiedzialność za podjęte decyzje.

Zatem inicjatywa przejścia na Node.js, która wyszła oddolnie od zespołu roboczego, musiała być jeszcze zaakceptowana przez resztę zespołu FINGO. Szybko jednak okazało się, że jest silna chęć rozwijania się w tym kierunku. Być może sprzyjał temu szczególny czas, gdzie wszyscy w różnych wymiarach (ekonomicznym, zdrowotnym itp.) baliśmy się o przyszłość. Paradoksalnie zwiększyło to akceptację dla decyzji o podjęciu wyzwania.

Ile osób musiało nabyć nowe kompetencje technologiczne?

W sumie zmiana dotyczyła 15 osób. Musiały one podjąć decyzję, czy chcą się rozwijać jako frontend developerzy, czy pozostać backend developerami i tworzyć rozwiązania w Java, .NET lub Node.js.

Jedną z tych osób był programista full-stack, który już wcześniej deklarował bycie frontend developerem, więc w jego przypadku decyzja była prosta. 2 osoby zdecydowały się na Javę, a pozostałe 10 wybrało Node.js.

W reorganizacji brało także udział 2 testerów, którzy również musieli nauczyć się nowej technologii. Nasza polityka firmy zakłada pisanie testów w tożsamej technologii, co wytwarzany produkt. Gdy tester jest chwilowo niedostępny, takie podejście zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa – pisanie testów może chwilowo przejąć programista.

Nie obyło się też bez odejść, ale były to indywidualne decyzje. Jedna osoba dość szybko zrezygnowała z pracy w FINGO, ale wynikało to z faktu rozwijania przez niego społeczności PHP we Wrocławiu. Siłą rzeczy nasze oczekiwania co do współpracy zaczęły się rozmijać. W trakcie trwającego procesu, z różnych przyczyn, odeszły z firmy jeszcze 2 osoby.

Podjęcie decyzji to dopiero początek drogi. Czy firma jakoś pomagała programistom w nabywaniu nowych kompetencji?

Powstał projekt strategiczny, którego celem było wsparcie programistów w przygotowaniu do możliwie szybkiego świadczenia usług w projektach komercyjnych. Na początku poprosiliśmy ich, aby subiektywnie określili, ile czasu potrzebują na zdobycie niezbędnej wiedzy. Takiej, która umożliwi im pewnie podjąć się pracy dla klientów zewnętrznych, zakładając 2 scenariusze. Pierwszy – ze wsparciem bardziej doświadczonego kolegi z zespołu. Drugi – bez takiego wsparcia. W odpowiedzi uzyskaliśmy różne estymacje.

Niektórzy deklarowali, że ze wsparciem doświadczonego programisty Node.js są w stanie nawet po miesiącu dołączyć do projektu komercyjnego. Inni, że dopiero po kilku miesiącach. Wszystko zależało od tego, jakie kto miał wcześniejsze (prywatne lub zawodowe) doświadczenia i jak bardzo czuł w sobie odwagę. Warto też zaznaczyć, że w FINGO też mieliśmy doświadczenia z tym środowiskiem. Mieliśmy zatem jakąś bazę.

Natomiast nie narzucaliśmy im sposobu pozyskiwania wiedzy. Wszyscy ci ludzie to doświadczeni programiści, którzy chcą stale się uczyć. Mają preferowany styl nauki. W ogóle ciągłe nabywanie wiedzy jest wpisane niejako w branżę nowych technologii. Dlatego uznaliśmy, że najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie po prostu zapewnienie im środków i czasu na naukę.

Przeorganizowaliśmy też firmę. Powstały samoorganizujące się gildie, gdzie ludzie pracujący w danej technologii, ale niekoniecznie przy tych samych projektach, wymieniają się zdobytą wiedzą. W ramach gildii Node powstał też wewnętrzny projekt, na którym można było testować nowo zdobytą wiedzę. Dla chętnych były organizowane zewnętrzne kursy.

To, co jednak dawało najwięcej, to okazja szybkiego dołączenia do projektów. Najlepszym przykładem było jedno ze realizowanych zleceń, gdzie potrzebowaliśmy rąk do pracy. Po uzyskaniu zgody klienta, do projektu dołączył doświadczony programista PHP, pracujący także w JavaScript, który nie miał jako takiego doświadczenia z samym Node.js. Natomiast w projekcie byli już doświadczeni programiści, potrafiący wesprzeć kolegę i zadbać o jakość kodu.

Porozmawiajmy trochę więcej o klientach. Jak przyjęli decyzję o Waszym odejściu od PHP?

Największy wewnętrzny opór i smutek mieliśmy przy projekcie tworzonym dla klienta od 10 lat. To dość zabawne, bo jeden z naszych programistów pracował przy nim od samego początku.  Siłą rzeczy miał on większą wiedzę na temat systemu niż niejeden menedżer w tamtej firmie. Trudno nam było przedstawić im naszą decyzję. Mimo że mieliśmy miesiąc wypowiedzenia, to chcieliśmy jak najlepiej zadbać o tego klienta. Zgodziliśmy się być dostępni dla nich jeszcze przez pół roku. Co ciekawe, po 3 miesiącach klient sam zakończył współpracę, z powodu wewnętrznej reorganizacji firmy. To też pokazało, że nie należy rozgrzebywać rzeczy zbyt długo. Należy je robić i tyle.

Z innymi projektami poszło łatwiej. Jakby sumą innych zdarzeń, zadziało się to dość naturalnie. Przykładowo, mieliśmy klienta rozwijającego część systemu w Node.js. Umówiliśmy się, że nasi programiści, którzy do tej pory wspierali projekt w technologii PHP, przez pierwsze kilka miesięcy będą świadczyć usługi po niższych stawkach. Niejako miało to zrekompensować zakładaną niższą wydajność zespołu, który niedawno zmienił technologie.

Jak Twoim zdaniem programiści postrzegają tę zmianę teraz?

Wydaje mi się, że są zadowoleni. Ludzie w tej branży lubią się uczyć. W tamtym okresie mieli zapewniony czas i środki finansowe na naukę. Uczyli się w ramach pełnego etatu, dostawali pełne wynagrodzeniem oraz mogli korzystać z dofinansowania na naukę. To na pewno pozytywnie wpłynęło na ich odczucia.

Czy Node.js jest lepszy od PHP? To oczywiście sprawa dyskusyjna. Na pewno ta technologia jest teraz na czasie, więc weszliśmy w okres wznoszącego trendu.

Niektóre osoby na początku czuły żal, gdy opuszczały wieloletni projekt rozwijany w PHP. Ale już po krótkim czasie same przyznały, że wyrwały się z pewnego rodzaju stagnacji. I poczuły ekscytujący powiew nowych wyzwań.

Ogólnie myślę, że dobrze się stało.

Jak długo trwała zmiana?

Cały proces przeciągnął się w czasie. Dość długo trwała weryfikacja rynku. Wypracowanie i przeorganizowanie się firmy i rozstawanie się z klientami też pochłonęło sporo czasu. W sumie od założenia taska w Jira i jego zamknięcia minęły blisko 2 lata.

Warto jednak zauważyć, że najdłuższa przerwa między przejściem programisty z projektu PHP do Node.js zajęła 3 miesiące. Było to związane z jego deklaracją czasu, jaki potrzebuje, aby dołączyć do projektu z bardziej doświadczonymi kolegami.

Co było najtrudniejsze?

Myślę, że samo dochodzenie do decyzji, że czas coś zmienić. Aczkolwiek świadomość, że jeśli nie zmienimy tego teraz to za rok, dwa nie będzie czego zmieniać, znacznie pomogła w szybszym podjęciu decyzji.

Trudnością okazało się też rozstawanie z klientami, kiedy na horyzoncie nie widać było jeszcze wyraźnie alternatywy, a sytuacja ekonomiczna nie była stabilna.

W całym tym procesie zależało nam, aby zadbać o naszych wieloletnich klientów. Sprawić, żeby spokojnie znaleźli alternatywę. Ale też zadbać o siebie. Zadbać o przygotowanie programistów i ich gotowość do szybkiego podjęcia zleceń w nowej technologii.

Gdyby przyszedł do Ciebie CTO innej firmy i powiedział, że również myśli o zmianie profilu technologicznego firmy, jakie dałbyś mu 3 rady?

Miej wizje. Wiedz, dlaczego chcesz to zrobić i jasno powiedz swojemu zespołowi, gdzie i po co idziecie.

Współpracuj z zespołem. Rozmawiaj z ludźmi, dostosowuj działania do tego, co słyszysz i bierz pod uwagę ich możliwości. Wszystko rób z ludźmi.

Działaj konsekwentnie, pomimo momentów zawahania.

W jaki sposób outsourcing usług IT obniża firmowe koszty?

Twoja firma potrzebuje pomocy informatycznej, ale masz obawy, że dodatkowi pracownicy wygenerują zbyt wysokie koszty? Bardzo słusznie! W wielu przypadkach bardziej opłacalne okazuje się bowiem postawienie na outsourcing IT. Przeczytaj niniejszy artykuł i dowiedz się, dlaczego to rozwiązanie pozwala na znaczne ograniczenie firmowych wydatków.

Brak potrzeby tworzenia nowych etatów

Każdego roku Forbes tworzy listę G2000, czyli ranking 2000 największych firm na świecie, które klasyfikowane są na podstawie czterech wyznaczników: sprzedaży, zysków, aktywów oraz wartości rynkowej. W zestawieniu obecne są takie marki, jak: Amazon, Apple, Microsoft, Samsung czy Shell. Czy wiesz, że 92% z nich korzysta z outsourcingu IT? To aż 9 na 10 największych rynkowych wyjadaczy. Firmy o takim prestiżu nie mogą się mylić!

Największą oszczędnością, która wynika z takiego posunięcia, jest brak potrzeby tworzenia nowych etatów. Warto zaznaczyć, że jeden pracownik w pojedynkę może nie być w stanie zapewnić wsparcia informatycznego, jakiego potrzebuje dany biznes. W większych firmach niezbędny jest cały zespół specjalistów IT, co proporcjonalnie zwiększa koszty. Tymczasem usługi IT oferowane przez zewnętrzne firmy są na tyle kompleksowe, że można by nimi obdzielić przynajmniej kilka etatów. Kwestie finansowe już na tym etapie jednoznacznie przemawiają na korzyść outsourcingu, a to dopiero początek oszczędności.

Pominięcie procesów rekrutacji oraz wdrożenia

Koszty związane z utrzymaniem kolejnego etatu to jedno. Na sam początek do listy wydatków należy doliczyć również żmudny proces rekrutacji, a po jego zakończeniu – wdrożenie nowego pracownika. Eksperci wyliczyli, iż przy założeniu, że okres szkolenia na dane stanowisko trwa 3 miesiące, koszt poniesiony z tego tytułu może wynieść nawet siedmiokrotność pensji! Jeśli zamiast nowego pracownika wybierzesz outsourcing, proces rekrutacji pominiesz zupełnie, a czas wdrożenia zostanie skrócony do minimum z uwagi na doświadczenie wybranego opiekuna IT w tym zakresie

Oszczędność powierzchni biurowej

Kolejna kwestia, która często bywa pomijana na etapie planowania nowych etatów, to dodatkowa powierzchnia biurowa. W przypadku tworzenia całego działu IT może to oznaczać potrzebę wygospodarowania lub wynajęcia dodatkowego pomieszczenia. Następnym wydatkiem najprawdopodobniej będzie serwerownia, która również wymaga osobnego pomieszczenia, a także specjalistycznych zabezpieczeń. Oprócz samego metrażu do kosztów należy doliczyć też dużo wyższe rachunki za pobór energii elektrycznej.

Brak konieczności zakupu dodatkowego sprzętu

Nowy pracownik to kolejne stanowisko pracy – informatyk będzie potrzebował sprzętu komputerowego najwyższej klasy, dodatkowego monitora, klawiatury czy słuchawek – w przypadku jednego etatu w skali firmy nie będą to ogromne koszty, ale co w sytuacji, gdy trzeba zatrudnić cały zespół oraz zakupić serwery? Warto doliczyć do tego również konserwację i serwis urządzeń elektronicznych. Firmy świadczące wsparcie informatyczne dysponują natomiast własnym sprzętem i to za jego pośrednictwem wykonują swoją pracę.

Bezrobocie w Polsce rośnie

W Polsce rośnie bezrobocie. Turcja znów dąży do katastrofy, tym razem finansowej. Maleją szanse na obniżki stóp procentowych przed wyborami.

Wzrost bezrobocia w Polsce

Wczoraj poznaliśmy odczyt stopy bezrobocia. Zgodnie z oczekiwaniami wynosi ono 5,5%. Jest to o tyle problematyczny wskaźnik, że wynosi dokładnie tyle, co rok temu. Oznacza to, że bezrobocie w ciągu roku, mimo wzrostu zatrudnienia, nie spadło. Styczeń jest momentem, kiedy bezrobocie sezonowo rośnie, stąd wynik ten nie jest dużym zaskoczeniem. Pytanie, jak mocno spadnie na wiosnę i latem, gdy wrócą prace sezonowe w rolnictwie i turystyce. Wzrost bezrobocia teoretycznie powinien osłabiać złotego. Polska waluta faktycznie traciła chwilę po publikacji, jednak do końca dnia niespodziewanie odrobiła straty i wyraźnie zyskała.

Turcja wielu katastrof

Kraj, który zmaga się z katastrofą naturalną, dokłada właśnie dodatkową katastrofę. Tym razem inflacyjną. Jak inaczej można oceniać obniżkę stóp procentowych w kraju, w którym inflacja przekracza 50%? Owszem, tendencja jest spadkowa, ale ceny nie rosną głównie przez ubożenie społeczeństwa. Aż strach pomyśleć jak będzie wyglądał kolejny odczyt zmian cen, kiedy okaże się, że na rynku brakuje pewnych rzeczy z powodu strat wywołanych przez trzęsienia ziemi. Racjonalna analiza działań banku centralnego Turcji ma jednak jedną poważną wadę – bank ten jest bardzo silnie uzależniony politycznie od prezydenta Erdogana. Osoby, które nie realizują jego szalonych wizji, tracą pracę. Co ciekawe, od października udało się w miarę ustabilizować notowania liry tureckiej kosztem rozpływających się rezerw walutowych.

Presja na obniżki stóp nieskuteczna?

Ostatni wywiad Henryka Wnorowskiego, członka RPP z nadania prezydenta, pokazuje, że klimat do obniżek stóp procentowych jest słaby. Wśród członków Rady mamy sporą asymetrię ze względu na fakt, że 6 z 9 wskazanych jest przez obecny obóz rządowy. Senaccy członkowie są zdecydowanie antyinflacyjni, stąd ewentualne obniżki musiałyby się odbyć głosami części wskazanej przez władze. Jasne wskazanie członka prezydenckiego wskazuje, że wcale nie będzie tak łatwo skonstruować większość do obniżki. Na ostatnim posiedzeniu odżegnywał się od tego nawet prezes NBP. Z drugiej strony wypowiedzi premiera jasno wskazują jaka będzie presja. Ewentualna obniżka będzie bodźcem osłabiającym złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rok wojny na Ukrainie: ekonomiczne podsumowanie

W piątek mija rok od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W tym czasie, konflikt był źródłem wielu ekonomicznych szoków. Oczywiście wojna jest najbardziej dotkliwa i dramatyczna dla Ukraińców. Jednak jej skutki ekonomiczne dotknęły całego świata. Polska jest jednym z krajów, które ekonomiczne skutki wojny odczuwają najbardziej.

Wojna wywołała szokowy wzrost cen ropy naftowej i gazu ziemnego oraz innych surowców, co przyczyniło się do wzrostu inflacji na świecie. Ten mechanizm dobrze widać na przykładzie gazu ziemnego. Pierwsze miesiące konfliktu wywołały mocny skok ceny tego surowca, napędzany obawą o surową zimę i braki w dostawach. W Polsce, skutkiem tego było zatrzymanie produkcji nawozów sztucznych oraz ograniczanie produkcji przez część firm. Potem ceny zaczęły spadać i od lata 2022 roku do teraz spadły już o 85 proc. Jeśli przeliczymy cenę gazu na energię jaką można z niego wyprodukować, to okaże się, że koszty MWh z gazu ziemnego i ropy naftowej jest obecnie zbliżone i kosztują około 50 euro. Nie można jednak nie zauważyć, że obecna cena gazu ziemnego TTF jest wciąż trzykrotnie wyższa od poziomu z 2020 roku i stanowi poważny czynnik hamujący wzrost gospodarczy w Polsce i wielu innych krajach. Jednak wysoka cena gazu skłania także przedsiębiorców do innowacji i poszukiwania alternatywnych technologii i źródeł energii.

Dla Polski ogromne znaczenie ekonomiczne miał także napływ ukraińskich uchodźców. Przez nasz kraj mogło przewinąć się nawet 8 mln z nich, z czego około 2 miliony pozostały na dłużej. To z jednej strony dodatkowe wydatki dla polskiego budżetu, ale z drugiej, szansa na wsparcie gospodarki, która w ostatnich latach zmaga się z bardzo niskim bezrobociem i brakiem rak do pracy (szczególnie w dużych miastach). Prawdopodobnie część z uchodźców, którzy obecnie przebywają w Polsce pozostanie na stałe, co może poprawić sytuację demograficzną Polski w najbliższych latach. Zwiększy także wpływy do budżetu oraz zmniejszy deficyt systemu emerytalnego. Im dłużej trwa konflikt zbrojny na Ukrainie, tym większe prawdopodobieństwo, że część uchodźców ułoży sobie życie w innych krajach i nie będzie gotowa by wrócić na Ukrainę.

Dla inwestorów, konflikt na Ukrainie jest źródłem dodatkowych szoków i zwiększonej niepewności. Według badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro w 4 kwartale 2023 roku, 17 proc. polskich inwestorów uważało, że ten konflikt stanowi największe zewnętrzne zagrożenie dla ich portfeli (na rosnącą inflację wskazywało 33 proc. badanych). W ostatnim czasie obserwujemy ponowny wzrost obaw dotyczących wojny, po ich stopniowym spadku w 2 i 3 kwartale 2023 roku.

Jednak oddziaływanie konfliktu na globalne rynki jest ograniczony i następuje głównie poprzez kanał wpływu na inflację (która obecnie zaczęła spadać w większości krajów świata). Jeśli prześledzimy notowania indeksu zmienności VIX (nazywanego czasem „indeksem strachu”) to po inwazji wzrósł on do poziomu 35, co jest dużym wzrostem, jednak znacznie niższym od tego z pierwszych dni pandemii. Od początku grudnia VIX utrzymuje się w okolicach 20 punktów, co wskazuje, że poziom niepewności na rynkach spadł.

Konflikt bardzo oddziałuje na lokalne giełdy. Widać to wyraźnie w wycenie indeksu WIG-UKRAINA, który składa się z 8 akcji ukraińskich spółek notowanych w Warszawie (z branży rolnej i wydobywczej). Indeks ten w ciągu ostatniego roku stracił 50 proc. swojej wartości.

Wojna wywołała także znaczący wzrost globalnego zapotrzebowania na produkty przemysłu obronnego, a także inne produkty jakie mogą być wykorzystane na wojnie. Obserwujemy wzrost popytu na takie cywilne produkty jak agregaty prądotwórcze, samochody pick-up czy drony. Skutkiem wojny będzie także wzrost w najbliższych latach wydatków na obronność w Europie. Wiele państw prawdopodobnie szybciej zwiększy swoje wydatki na armię do poziomu co najmniej 2 proc. PKB. A niektóre, jak Polska, prawdopodobnie przekroczą ten pułap.

Na koniec warto przyjrzeć temu jak wojna wpłynęła na PKB w poszczególnych krajach. Według danych ukraińskiego Ministerstwa Ekonomii PKB tego kraju skurczył się w 2022 roku o 30,4 proc. Bank Światowy ocenia, że PKB Rosji w 2022 roku w wyniku sankcji zmniejszył się o 3,5 proc. Jest to znacznie mniej niż wynikało z wcześniejszych prognoz. A rosyjska gospodarka okazała się w krótkoterminowo odporna na skutki sankcji. Wydaje się jednak, że w średni i długim terminie ich skutki mogą być znacznie bardziej dotkliwe.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Kurs EUR/USD nadal lekko poniżej poziomu 1,06

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji, odbiły się w wczoraj w górę z najniższych od stycznia poziomów (S&P 500 +0,53 proc., DJIA +0,33 proc., Nasdaq Composite +0,72 proc.). Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii brak było dominującej tendencji. Najsilniej – o 1,29 proc. – zwyżkował japoński Nikkei 225, zaś największy spadek zanotował Hang Seng (-1,68 proc.).

W Europie na początku piątkowej sesji na rynkach akcji przeważały niewielkie wzrosty głównych indeksów (DAX +0,22 proc., CAC 40 +0,57 proc.).

Na GPW ok. godz. 9:20 był notował minimalną zmianę (+0,02 proc.). Wśród składników mWIG-u 40 najwyższy od końca 2019 roku był dziś rano kurs Fabryki Maszyn Famur. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek PlayWay, Sygnity oraz Synektik.

Trzeci dzień z rzędu spadały dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych.

Lekko – o ok. 1,1 proc. – odbijały w górę dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE. Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie, która w środę spadła do najniższego poziomu od września 2020, utrzymywała się w okolicach swego 6-sesyjnego maksimum (+1,85 proc. ok. godz. 9:05). Ceny kontraktów na pszenicę na CBOT spadła dziś rano do najniższego poziomu od miesiąca.

Kurs amerykańskiego dolara do japońskiego jena przekraczając wczoraj poziom 135 JPY osiągnął najwyższy poziom od 2 miesięcy, ale nie zdołał utrzymać zdobytego terytorium (dziś rano 0,11 proc. ok. godz. (9:55). Kurs EUR/USD wczoraj spadł poniżej poziomu 1,06 i poranne próby powrotu powyżej tego poziomu okazały się na razie nieudane.
Zmiany kursu złotego dziś rano były niewielkie (EUR/PLN -0,01 proc., USD/PLN +0,06 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara po tym jak odbił się w ostatnich dniach od znajdującego się w okolicach poziomu 25000 USD oporu wyznaczanego przez jego szczyt z sierpnia znajdował się dziś rano nieco poniżej poziomu 24000 USD (-0,06 proc. ok. godz. 8:55).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Niemal jedna trzecia uchodźców z Ukrainy w Polsce nie znalazła dotychczas pracy

– Po rosyjskiej inwazji miliony obywateli Ukrainy przekroczyły polską granicę, a znaczna część z nich zatrzymała się w Polsce. Firma doradcza Deloitte, we współpracy z Social Progress Imperative i Play Verto, przeprowadziła badanie wśród ponad 1,2 tys. ukraińskich uchodźców, chcąc przybliżyć ich punkt widzenia i umożliwić uwzględnienie ich głosu w debacie. Niemal co piąty ankietowany ma pracę w swoim zawodzie, ale zaledwie co dziesiąty uważa, że udało mu się utrzymać dotychczasowy poziom życia. Co piąty respondent deklaruje chęć pozostania w Polsce.

Internetowe badanie Ukraine Refugee People’s Pulse przeprowadzono w okresie od 24 października do 31 grudnia 2022 r., z udziałem 1206 ukraińskich uchodźców zamieszkałych w Polsce. Wsłuchanie się w ich potrzeby pozwoli na optymalne wykorzystanie zasobów przeznaczanych na pomoc w czasie kryzysu uchodźczego. Przyczyni się także do ochrony kapitału ludzkiego ukraińskiej społeczności, co będzie miało kluczowe znaczenie dla odbudowy kraju po powrocie do domu.

– Zdecydowana większość uczestników naszego badania twierdzi, że ich elementarne życiowe potrzeby są zaspokajane. Poważniejsze braki zgłaszają jednak w zakresie kondycji fizycznej i psychicznej, szczególnie w kwestii dostępu do opieki zdrowotnej i usług edukacyjnych. Barierą jest w tym przypadku koszt, jak również brak znajomości języka, a co za tym idzie trudność w uzyskaniu odpowiednich informacji. Musimy mieć na uwadze, że niedostateczna pomoc psychologiczna w kwestiach radzenia sobie z obciążeniami związanymi z konfliktem przyniesie długofalowe konsekwencje, odczuwane całe życie przez ludzi, którzy doświadczyli tego kryzysu, a nawet w kolejnych pokoleniach – mówi Aleksander Łaszek, starszy menadżer w zespole ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

Wykształcone, młode kobiety opiekujące się bliskimi

Nie wszyscy biorący udział w badaniu, którzy w konsekwencji rosyjskiej inwazji na Ukrainę przyjechali do Polski, dysponują numerem PESEL – 91 proc. ma paszport ukraiński, a 96 proc. zarejestrowało się w bazie PESEL. Zdecydowana większość z tych osób to kobiety (85 proc.), a niemal dwie trzecie (59 proc.) reprezentuje grupę wiekową 18-39 lat. Badani uwzględnieni w próbie to w przeważającej części osoby dobrze wykształcone: 45 proc. respondentów ma tytuł magistra lub wyższy poziom edukacji, a 24 proc. tytuł licencjata.

Większość udzielających odpowiedzi wskazało, że są w znacznym stopniu obciążeni koniecznością sprawowania opieki nad innymi. 53 proc. przyjechało z dziećmi w wieku poniżej 16 lat, a dodatkowe 13 proc. ze starszymi niepełnoletnimi. 18 proc. zajmuje się starszymi krewnymi, a niemal co dziesiąty (9 proc.) osobami z niepełnosprawnościami.

Pytania w ankiecie dotyczyły też planów na przyszłość. Co istotne z punktu widzenia opracowywania długofalowych strategii, co piąty respondent (22 proc.) deklaruje chęć pozostania w Polsce. Większość pytanych planuje jednak powrót do Ukrainy: 8 proc. już planuje wyjazd; 48 proc. wróci, gdy pozwolą na to okoliczności.

Podstawowe potrzeby zapewnione, ale doskwierają niskie dochody i wysokie bezrobocie

Uchodźcy z Ukrainy mieszkający w Polsce wskazują na niski poziom dochodów i wysoką stopę bezrobocia jako największe problemy, z którymi muszą się mierzyć. Choć niemal co piąty ankietowany ma pracę w swoim zawodzie (19 proc.), 28 proc. nie udało się jej dotąd znaleźć. 19 proc. zarabia, ale w ich odczuciu jest to zajęcie o standardzie niższym niż dotychczas wykonywane w Ukrainie. Co istotne, aż 17 proc. deklaruje chęć podjęcia pracy, ale nie może sobie na to pozwolić ze względu na konieczność sprawowania opieki nad dzieckiem.

To wszystko powoduje, że zaledwie 9 proc. respondentów uważa, że udało się im utrzymać dotychczasowy poziom życia, a 31 proc. ma poczucie, że może zaspokoić podstawowe potrzeby. Większość ankietowanych wskazuje na niedostatki finansowe: 36 proc. nie dysponuje wystarczającym dochodem, a 24 proc. deklaruje, że w ogóle nie zarabia i korzysta z oszczędności oraz z pomocy opieki społecznej.

Mimo tych wyzwań, zdecydowana większość ankietowanych twierdzi, że ich potrzeby w zakresie wyżywienia, zaopatrzenia w wodę, dostępu do urządzeń sanitarnych i odpowiedniego zakwaterowania są zaspokajane.

Jeśli chodzi o przeszkody, które utrudniają dostęp do tych elementarnych usług, 62 proc. respondentów wymienia ich koszty, ale połowa przypisuje też problem barierze językowej. Ankietowani podobnie ocenili także niedostatki w obszarze troski o sferę kondycji fizycznej i psychicznej. Według 56 proc. to koszty stanowią najistotniejszą barierę utrudniającą dostęp do usług zdrowotnych, ale bariera językowa (37 proc.) i brak informacji (32 proc.) są również ważne.

Według ekspertów ukraińscy uchodźcy doświadczają wysokiego poziomu stresu traumatycznego, a wielu z nich nie ma dostępu do adekwatnego wsparcia psychologicznego – z takich usług korzysta tylko 19 proc. ankietowanych. Zważywszy na bezpośrednie i długoterminowe negatywne skutki traumy, rozszerzenie dostępu do opieki psychologicznej powinno stać się priorytetem działań międzynarodowych.

Siła kapitału ludzkiego uchodźców

Jednym z kluczowych obszarów, umożliwiającym samodzielne funkcjonowanie osobom przybywającym do Polski, jest sytuacja na rynku pracy. Na tle innych kryzysów integracja uchodźców z Ukrainy przebiega stosunkowo szybko. Szacunkowy wskaźnik zatrudnienia w tej grupie po pierwszych pięciu miesiącach od wybuchu wojny wyniósł 30 proc. – w poprzednich kryzysach uchodźczych taki wynik był osiągany po 48 miesiącach od przybycia do kraju UE.

Uchodźców z Ukrainy powinniśmy postrzegać jako znaczący kapitał ludzki. Zajęcie się problemem bezrobocia i niedostatecznego zatrudnienia wśród tej wysoko wykwalifikowanej grupy pomogłoby im zwiększyć wkład w gospodarkę w czasie ich pobytu w Polsce. Zadbanie o zaspokojenie ich zdrowotnych i psychologicznych potrzeb na tym etapie pozwoli zwiększyć efektywność ich zaangażowania w odbudowę Ukrainy po powrocie do domu – mówi Michael Green, prezes Social Progress Imperative.

Relatywnie szybkie dostosowanie uchodźców z Ukrainy do polskiego rynku pracy nie oznacza jednak łatwej sytuacji indywidualnej. Osoby te wymagają pomocy, która zapewniana jest m. in. przez urzędy pracy. Deloitte od kilku miesięcy realizuje projekt wsparcia Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej w transformacji strategicznej publicznych służb zatrudnienia. Jednym z celów jest redukcja barier w dostępie uchodźców do rynku pracy.

Wszyscy mamy nadzieję, że w przyszłości Ukraina odbuduje się jako silniejszy kraj. Dziś jednak nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak długo ta wojna potrwa. To, co możemy zrobić, to wspierać uchodźców w zakresie ich doraźnych potrzeb i tworzyć takie rozwiązania, które zapewnią im stabilność i możliwość rozwoju w Polsce, nawet jeśli tylko tymczasowo. Część z nich pozostanie w naszym kraju również po zakończeniu inwazji. Wyniki naszego badania mogą być pomocne w opracowywaniu długofalowych strategii radzenia sobie z kryzysem uchodźczym – zarówno dla władz centralnych i samorządów, instytucji międzynarodowych, organizacji pozarządowych, jak również przedstawicieli biznesu – mówi Tomasz Konik, prezes Deloitte w Polsce i krajach bałtyckich.

Inspektorzy PIP zrobili o ponad 6 proc. więcej kontroli u pracodawców niż rok wcześniej. Wykrywalność wzrosła o 16% rdr.

Jak wynika z danych GIP, w ubiegłym roku Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła ponad 59 tys. kontroli u pracodawców. To o blisko 6,5% więcej niż w 2021 roku. Najwięcej takich działań zostało podjętych w Katowicach, a najmniej – w Opolu. W tym okresie liczba decyzji dotyczących BHP wzrosła o przeszło 20%, a nakazujących wypłatę świadczeń pieniężnych – o prawie 15%. Z kolei wniosków w wystąpieniach było rdr. więcej o ponad 23%, a wykroczeń – o 16%.

Według niepełnych jeszcze danych Głównego Inspektoratu Pracy, w 2022 r. pracownicy PIP przeprowadzili ponad 59,4 tys. kontroli u pracodawców. Dla porównania, w 2021 roku było ich przeszło 55,8 tys. W ubiegłym roku najwięcej takich działań zostało podjętych przez Okręgowy Inspektorat Pracy w Katowicach – blisko 7,7 tys. (rok wcześniej – 7 tys.), Warszawie – 6,1 tys. (prawie 6,5 tys.), a także w Poznaniu – 5,2 tys. (4,8 tys.). Natomiast na końcu listy widać Opole – 1,6 tys.  (w 2021 roku – 1,8 tys.), Zieloną Górę – 1,7 tys. (1,5 tys.), jak również Kielce – niecałe 2 tys. (wcześniej 1,7 tys.).

– Z planów na 2022 rok wynikało, że PIP zamierza przeprowadzić 52 tys. kontroli. Jak widać, udało się ten wynik osiągnąć, a nawet go przewyższyć. Na 2023 rok zaplanowanych jest 60 tys. kontroli, czyli o 8 tys. więcej niż w ubiegłym roku. Nie jest to ogromna liczba, ze względu na rosnącą ilość zadań inspekcji oraz stan zatrudnienia w urzędzie. W Polsce działa 2,62 mln firm, które w większości zatrudniają pracowników. Zestawiając te dane z przytoczonymi statystykami, można powiedzieć, że skala kontroli nie jest zbyt wysoka – komentuje Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. prawa pracy z Pracodawców RP.

Ze wstępnych danych wynika, że w 2022 roku liczba decyzji dotyczących BHP wyniosła ponad 211,3 tys. To o 20,2% więcej niż rok wcześniej, kiedy było ich przeszło 175,7 tys. Natomiast liczba decyzji nakazujących wypłatę świadczeń pieniężnych wzrosła rdr. o 14,7%. 2 lata temu wyniosła ona niecałe 4,4 tys. Natomiast w minionym roku lekko przekroczyła 5 tys.

– Statystycznie jedna kontrola wykryła ponad 3,5 naruszenia BHP. Od dawna podkreślam, że przepisy z tego zakresu są niezwykle drobiazgowe. Można więc założyć, że pewna część tych sankcji nie wynika z naruszeń niebezpiecznych dla zdrowia czy życia. Tylko mamy do czynienia z czymś w rodzaju np. o stopień za wysokiej lub za niskiej temperatury w pomieszczeniu. Oczywiście do BHP trzeba podchodzić z największą powagą, bo to obszar niezwykle doniosły – mówi adwokat Bartłomiej Raczkowski.

Jak zaznacza Katarzyna Siemienkiewicz, decyzja BHP oznacza dla pracodawcy, że musi poprawić w firmie stan bezpieczeństwa i higieny pracy, a także bardziej skupić się na prewencji wypadkowej. Według ekspertki, więcej takich przypadków może oznaczać, że pracownicy są bardziej świadomi zagrożeń występujących w środowisku pracy i zgłaszają inspekcji nieprawidłowości.

– Ten istotny wzrost liczby decyzji dot. BHP może wynikać z większej wnikliwości kontrolerów. Być może też pracodawcy lżej podchodzą do tych spraw, na których opiera się działanie zakładów pracy. Może to dotyczyć zwłaszcza firm działających w przemyśle, bo tam jest wiele maszyn. W takich miejscach prawidłowe przestrzeganie przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy często decyduje o zachowaniu zdrowia, a czasami nawet życia – wyjaśnia mec. Raczkowski.

Według wstępnych danych GIP, w 2022 roku było przeszło 233,8 tys. wniosków w wystąpieniach. To o 23,1% więcej niż w 2021 roku, kiedy wydano ich niecałe 190 tys. W 2022 roku stwierdzono 49,3 tys. wykroczeń. To z kolei oznacza wzrost o 16,3% w porównaniu z 2021 rokiem, kiedy było ich 42,4 tys. Katarzyna Siemienkiewicz podkreśla, że pracodawca nie ma obowiązku podporządkowania się zaleceniom wskazanym w wystąpieniu inspektora pracy. Jednak powinien poinformować odpowiedni organ PIP, w terminie określonym w tym dokumencie, że wykonał określone w nim wnioski. Ekspertka dodaje, że wystąpienie to tak naprawdę zalecenie czy też postulat usunięcia naruszenia prawa przez pracodawcę.

– Mam nadzieję, że część wykroczeń to są naruszenia błahych, formalistycznych przepisów, które nie mają wpływu na prawidłowość procesów zatrudnienia i pracy. Według Kodeksu pracy, wymogiem jest prowadzenie tzw. ewidencji czasu pracy dla każdego pracownika. W niej musi być godzina i minuta rozpoczęcia oraz zakończenia pracy, a także wyliczenie, ile ona trwała. Skądinąd wiemy, że mało kto tego przestrzega, a brak ewidencji jest wykroczeniem. Łatwo więc dać za to grzywnę, choć nie ma tutaj mowy o żadnej szkodliwości społecznej – stwierdza adw. Bartłomiej Raczkowski.

Według planu PIP na 2023 rok, kontroli będzie więcej niż w 2022 roku, co podkreśla Katarzyna Siemienkiewicz. Najistotniejsze działania skoncentrują się na kontrolowaniu prawidłowości zatrudnienia na podstawie umów cywilnoprawnych, ograniczeniu naruszeń przepisów o czasie pracy oraz wypłacie wynagrodzeń i innych świadczeń ze stosunku pracy. Jak informuje ekspertka, nowością w Kodeksie pracy są takie zagadnienia, jak m.in. praca zdalna i nowe uprawnienia rodzicielskie. Być może więc statystyki dotyczące decyzji ulegną zmianie na niekorzyść pracodawców. Jednak będzie to wynikało bardziej z nieznajomości i wielu wątpliwości związanych ze stosowaniem nowych przepisów niż raczej ze złą wolą.

Obywatele Ukrainy w Polsce – aktualne dane migracyjne

Rok po rosyjskiej agresji na Ukrainę z ochrony czasowej w Polsce korzysta obecnie prawie 1 mln obywateli Ukrainy, głównie kobiet i dzieci. Łącznie ważne zezwolenia na pobyt w kraju posiada natomiast 1,4 mln osób.

Od 24 lutego 2022 r. sytuacja migracyjna w Polsce zdominowana jest przez wzmożony napływ obywateli Ukrainy. Są oni zdecydowanie najliczniejszą grupą cudzoziemców w Polsce, stanowiąc nieco ponad 80 proc. ogółu osiedlających się w kraju obcokrajowców.

Większość Ukraińców przebywa w Polsce korzystając z ochrony czasowej, czego potwierdzeniem jest otrzymanie numeru PESEL zgodnie z ustawą o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. Obecnie zarejestrowanych na tej podstawie jest prawie 1 mln osób.

Kobiety i dzieci stanowią ok. 87 proc. tej grupy. Dzieci i młodzież to ok. 43% obywatel Ukrainy posiadających numery PESEL. Wśród osób pełnoletnich kobiety stanowią natomiast 77% osób.

Ponadto, 360 tys. obywateli Ukrainy posiada ważne zezwolenia na pobyt czasowy. W zdecydowanej większości są one wydawane w związku z podejmowaniem pracy. Nieco ponad 65 tys. osób dysponuje natomiast zezwoleniami na pobyt stały lub rezydenta długoterminowego UE.

Rozmieszczenie terytorialne Ukraińców osiedlających się w Polsce charakteryzuje się koncentracją w województwach z dużymi aglomeracjami miejskimi. Najbardziej popularnymi regionami są województwa: mazowieckie – 21% osób, dolnośląskie – 11% osób, wielkopolskie – 11% osób, małopolskie – 10% oraz pomorskie – 7% osób.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz.

Wyniki połączonej Grupy ORLEN za czwarty kwartał 2022 r.

Na wynik Grupy ORLEN w czwartym kwartale 2022 roku niewielki wpływ miała sprzedaż na stacjach paliw w Polsce, która odpowiadała za zaledwie ok. 3% zysku operacyjnego EBIDA LIFO. Po raz pierwszy zaprezentowany zostały wyniki uwzględniające działalność czterech firm: PKN ORLEN, Energa, LOTOS oraz PGNiG. Połączona Grupa ORLEN wypracowała w czwartym kwartale przychody na poziomie ponad 100 miliardów złotych, z których tylko 8% to zysk netto w wysokości 8,1 miliarda złotych*. Fakt, że obecnie Grupa ORLEN osiąga stabilne przychody to m.in. efekt wyeliminowania nielegalnego obrotu paliwami, który przed 2016 r. negatywnie wypływał na wyniki legalnie działających firm paliwowych w Polsce. Tylko w 2022 r. Grupa ORLEN odprowadziła do budżetu Państwa 39 mld zł z tytułu podatków, czyli o ok. 13 miliardów złotych więcej niż w 2015 r. W całym 2022 r. Grupa ORLEN przeznaczyła 19,6 mld zł na realizację projektów trwale zwiększających bezpieczeństwo energetyczne i niezależność surowcową, w tym m.in. rozwój energetyki odnawialnej. Tak wysokie nakłady inwestycyjne były możliwe dzięki połączeniom i wypracowanym zyskom.

– Wyniki za czwarty kwartał jednoznacznie pokazują, że połączenie PKN ORLEN, Grupy LOTOS i PGNiG miało sens i już przynosi wymierne rezultaty. Powstał silny koncern o mocnych fundamentach, gwarantujących stabilność finansową oraz trwałą wartość i potencjał do dalszych zysków dla akcjonariuszy. Mamy solidną bazę do dalszego rozwoju i realizacji strategicznych projektów, kluczowych dla przyszłości Grupy ORLEN i polskiej gospodarki. Inwestujemy wypracowane zyski. Tylko w minionym roku na realizację największego w historii koncernu programu inwestycyjnego przeznaczyliśmy, już jako jedna grupa, rekordową kwotę 19,6 mld zł. W tym roku wzrośnie ona aż do 36 mld zł. To ogromne środki, które w dużej mierze przeznaczymy na skuteczną transformację energetyczną, w tym rozwój energetyki odnawialnej oraz zeroemisyjnej technologii jądrowej. Pozwoli nam to budować długoterminowe bezpieczeństwo energetyczne Polski. Dzięki realizowanym przez nas inwestycjom powstają nowe miejsca pracy, a rodzime firmy, które są ich wykonawcami, mogą się rozwijać, napędzając polską gospodarkę. W efekcie połączenia w tym roku przeznaczymy także prawie 14 mld zł na zamrożenie cen gazu dla 7 mln polskich domów i 35 tys. podmiotów wrażliwych, takich jak szpitale, szkoły, czy żłobki, chroniąc Polaków przed skutkami kryzysu energetycznego – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W czwartym kwartale 2022 r. Grupa ORLEN wypracowała*:

  • Przychody na poziomie: 102,3 mld zł
  • EBITDA LIFO na poziomie: 16,1 mld zł
  • Zysk netto w wysokości: 8,1 mld zł

*wyniki oczyszczone o jednorazowy zysk na okazyjnym nabyciu PGNiG

W 2022 r. Grupa ORLEN osiągnęła**:

  • Przychody na poziomie: 278,5 mld zł
  • EBITDA LIFO na poziomie: 38,7 mld zł
  • Zysk netto w wysokości: 21,5 mld zł

**wyniki oczyszczone o jednorazowy zysk na okazyjnym nabyciu Grupy LOTOS i PGNiG

Akwizycje i inwestycje

W listopadzie ub.r. PKN ORLEN sfinalizował proces połączenia z Grupą PGNiG, a trzy miesiące wcześniej z Grupą LOTOS. Tym samym powstała największa w Europie Środkowej grupa paliwowo-energetyczna, która pod względem przychodów jest wśród 150 firm na świecie i obsługuje ponad 100 milionów klientów. Koncern w ostatnim kwartale minionego roku skutecznie realizował środki zaradcze uzgodnione z Komisją Europejską w ramach przejęcia Grupy LOTOS. PKN ORLEN sfinalizował m.in. transakcje z Saudi Aramco, której nieodłącznym elementem jest umowa na dostawy ropy do całej połączonej Grupy ORLEN, nie tylko w Polsce, ale też w regionie. Dodatkowo PKN ORLEN, Saudi Aramco i jej spółka zależna SABIC podpisały porozumienie o współpracy przy potencjalnym projekcie petrochemicznym w Gdańsku. W ramach przejęcia Grupy LOTOS realizowane były także środki zaradcze w segmencie detalicznym. Grupa ORLEN przejęła i rozpoczęła rebranding 79 stacji paliw na Węgrzech, funkcjonujących dotąd pod marką Lukoil. Ponadto do połowy 2024 roku koncern nabędzie kolejne 103 stacje paliw zlokalizowane na Słowacji i Węgrzech. W czwartym kwartale ub.r. Grupa ORLEN rozpoczęła także proces rebrandingu i włączania stacji paliw LOTOS do swojej sieci sprzedaży w Polsce, a obecnie wszystkie funkcjonują już pod marką ORLEN.

Koncern kontynuował również prace związane z rozwojem odnawialnych źródeł energii, w tym  powstaniem farmy wiatrowej na morzu. Podjęta została strategiczna decyzja o budowie pierwszego na polskim morzu terminala instalacyjnego dla morskich farm wiatrowych. Terminal powstanie w Porcie Świnoujście i będzie jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie. Wspólny projekt Grupy ORLEN i Northland Power wykorzysta 76 nowoczesnych turbin o mocy 15 MW firmy Vestas, których elementy będą produkowane w nowej fabryce w Szczecinie. Fabryka turbin, która zatrudni nawet 700 osób, zostanie ukończona w 2024 roku, natomiast terminal instalacyjny Grupy ORLEN w Porcie Świnoujście rozpocznie pracę w 2025 roku.

Grupa ORLEN pod koniec ubiegłego roku zakończyła też realizację jednej z największych farm fotowoltaicznych w kraju, zlokalizowanej w okolicach Wielbarka, w województwie warmińsko-mazurskim. Farma o łącznej mocy 62 MW osiągnie pełne zdolności produkcyjne jeszcze w tym kwartale i będzie w stanie zasilić czystą energią ponad 30 tys. gospodarstw domowych. Jednocześnie trwają prace związane z budową kolejnej farmy fotowoltaicznej, o mocy 65 MW, która powstanie w miejscowości Przykona, w województwie wielkopolskim. Rozpoczęcie prac budowlanych planowane jest na połowę tego roku.

Koncern inwestuje także w produkcję biogazu i biometanu, budując pierwszą w Polsce ekologiczną biogazownię, która realnie przełoży się na ograniczenie emisji dwutlenku węgla w transporcie ciężarowym. Pilotażowa instalacja, która powstaje w Głąbowie (woj. warmińsko-mazurskie), umożliwi produkcję ponad 7 mln m3 biometanu rocznie, przekształcanego następnie w paliwo – bioLNG. Taka ilość pozwala na przejechanie 22 mln km pojazdem ciężarowym. Uruchomienie inwestycji, której wartość szacowana jest na 180 mln zł, planowane jest w drugiej połowie 2024 r.

Grupa ORLEN skutecznie realizuje także działania w obszarze wydobycia ropy i gazu. W grudniu ub. r. spółki PGNiG Upstream Norway i LOTOS Exploration & Production Norge uzyskały udziały w czterech koncesjach poszukiwawczych na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Tym samym Grupa ORLEN posiada w Norwegii już 98 koncesji.

Przeznaczając miliardy złotych na inwestycje koncern obniżył jednocześnie zadłużenie o 7,2 mld zł (kw/kw) i o 14,6 mld zł (r/r), a stosunek długu netto do wyniku operacyjnego EBITDA kształtował się na poziomie (-) 0,08x. W efekcie skutecznie zrealizowanych fuzji PKN ORLEN z Grupą LOTOS i PGNiG oraz stabilnej sytuacji finansowej koncern otrzymał najwyższe w historii oceny ratingowe. Agencja Moody’s Investors Service podwyższyła ocenę do poziomu A3, a Agencja Fitch Ratings podniosła aż o dwa poziomy długoterminowy rating koncernu do „BBB+”. Solidne fundamenty finansowe i konsekwentna realizacja celów biznesowych we wszystkich obszarach działalności umożliwiły 3 października br. wypłatę dywidendy za 2021 rok na przyjętym w strategii koncernu poziomie 3,5 zł na akcję.

W IV kwartale ubiegłego rok zysk operacyjny EBITDA LIFO Grupy ORLEN, oczyszczony o jednorazowy zysk z tytułu okazyjnego nabycia Grupy PGNiG, wyniósł 16,1 mld zł. Przychody przekroczyły 100 mld zł, głównie w efekcie konsolidacji wyników przejętej Grupy LOTOS oraz Grupy PGNiG, z czego 35% pochodziło ze sprzedaży za granicą. Pozytywny wpływ fuzji na wyniki koncernu odzwierciedlają w szczególności: obszar rafinerii, który zanotował wolumenowo o ponad 40% wyższą sprzedaż (r/r) oraz silny segment wydobycia ropy i gazu na świecie z łącznymi zasobami wydobywalnymi 2P na poziomie 1,3 mld boe/d (baryłek ekwiwalentu ropy naftowej). Natomiast sprzedaż na stacjach paliw w Polsce odpowiadała za zaledwie ok. 3% całego wyniku EBITDA LIFO.

W czwartym kwartale ub.r. segment rafinerii wypracował zysk EBITDA LIFO w wysokości 10,9 mld zł, z czego 3,6 mld zł to wynik przejętej Grupy LOTOS. Na rezultat osiągnięty przez ten obszar wpłynęło sprzyjające otoczenie makroekonomiczne. Przerób ropy w rafineriach Grupy ORLEN wyniósł 11,2 mt, co oznacza 98% wykorzystania mocy. W czwartym kwartale  koncern odnotował wzrost sprzedaży o 43% (r/r), w tym sprzedaż benzyny wzrosła o 30%, oleju napędowego o 53%, LPG o 61%, paliwa lotniczego JET o 40%, przy niższej sprzedaży COO o (-) 3%. W Polsce sprzedaż była wyższa o 75%, w Czechach o 14%, a na Litwie o 3%.

Zysk operacyjny segmentu wydobycia ropy i gazu w ostatnim kwartale wyniósł 6,3 mld zł. To przede wszystkim korzystny efekt konsolidacji wyników PGNiG i Grupy LOTOS, które łącznie kształtowały się na poziomie ok. 6,1 mld zł. Sprzedaż w trzecim kwartale wzrosła o 73% (r/r), w tym: wyższa 7-krotnie była sprzedaż ropy, gazu ziemnego o 3% i kondensatu gazowego o 42%. W efekcie przejęcia Grupy PGNiG istotnie wzrosły zasoby ropy i gazu oraz poziom wydobycia, głównie w Polsce i Norwegii. Na koniec roku łączne zasoby ropy i gazu wynosiły 1,3 mld boe.

Pomimo niższego popytu na produkty petrochemiczne w efekcie spowolnienia gospodarczego, segment petrochemii wypracował solidny zysk operacyjny EBITDA LIFO na poziomie 583 mln zł. Zgodnie z prognozami do 2030 roku, wartość globalnego rynku petrochemikaliów i bazowych tworzyw sztucznych ma się podwoić. Dlatego PKN ORLEN, zgodnie z założeniami strategicznymi, inwestuje w rozwój aktywów w tym segmencie z naciskiem na nowoczesną petrochemię, w tym recykling.

Segment energetyki w ostatnim kwartale 2022 r. osiągnął EBITDA w wysokości 364 mln zł. W tym czasie łączna produkcja w Grupie ORLEN wyniosła 3,8 TWh energii elektrycznej i po uwzględnieniu nowych źródeł wytwórczych była o 17% wyższa (r/r). Blisko połowa energii została wyprodukowana z odnawialnych źródeł energii oraz w jednostkach zasilanych gazem.

Segment detaliczny Grupy ORLEN osiągnął w czwartym kwartale 2022 r. EBITDA na poziomie 665 mln zł, przy wzroście sprzedaży w Polsce o 6%, w Czechach o 5%, na Litwie o 2%.

Na koniec 2022 r. w sieci detalicznej Grupy ORLEN funkcjonowało 3097 stacji paliw, co oznacza wzrost o 216 obiektów (r/r). Nowe stacje zostały otwarte głównie w Polsce i na Węgrzech w efekcie realizacji środków zaradczych w ramach przejęcia Grupy LOTOS, a także na Słowacji w wyniku uruchomienia i rebrandingu samoobsługowych stacji przejętych od lokalnej sieci. W sieci ORLEN w regionie funkcjonuje już łącznie 2459 punktów sprzedaży pozapaliwowej w tym: 1847 w Polsce, 334 w Czechach, 173 w Niemczech, 29 na Litwie i 17 na Słowacji i 59 na Węgrzech. PKN ORLEN rozwijał również sieć tankowania paliw alternatywnych i obecnie do dyspozycji klientów jest już 637 punktów alternatywnego tankowania, w tym: 493 w Polsce, 125 w Czechach i 19 w Niemczech.

W efekcie zmniejszonego popytu na gaz i spadku wolumenów sprzedaży oraz dystrybucji segment gazu zanotował w czwartym kwartale wynik EBITDA na poziomie (-) 2,1 mld zł. Import gazu do Polski w wyniósł w tym czasie 39,7 TWh, w tym 52% stanowiło LNG. W terminalu LNG w Świnoujściu rozładowano 18 statków. Wolumen gazu zmagazynowanego przez Grupę ORLEN na koniec 2022 r. wyniósł  28,7 TWh, tym samym stan napełnienia instalacji magazynowych w Polsce osiągnął 97%.

Handel z GB po brexit: przerzucanie formalności na unijne firmy

Po trzech latach od brexitu, unijni przedsiębiorcy wciąż mają pod górkę w handlu z Wielką Brytanią. Mimo, iż w październiku 2022 roku wreszcie w pełni zaczęły funkcjonować granice celne, po stronie brytyjskiej wciąż są problemy. Dodatkowo, Brytyjczycy nie chcąc ponosić żadnych konsekwencji wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, przerzucają formalności prawne na unijnych sprzedawców.

Opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię 31 stycznia 2020 r. spowodowało zmiany w obrocie towarowym i Wielka Brytania musiała dostosować się do wymogów granic celnych Unii Europejskiej, czyli m.in. uruchomienie kontroli granicznych przez: służbę celną, sanepid, inspekcję fitosanitarną i służby weterynarii.

Wielka Brytania miała rok czasu na dostosowanie się do nowych procedur, ale 1 stycznia 2021 roku okazało się, że w pełni działająca granica funkcjonuje tylko po stronie UE, a brytyjskie organy kontrolne wpuszczały wszystkie towary bez kontroli. Taki stan rzeczy trwał aż do październiku 2022 roku, kiedy to wreszcie zaczęła funkcjonować granica celna po stronie Wielkiej Brytanii, wraz z deklaracjami bezpieczeństwa.

Jak sytuacja wygląda obecnie? Z czym mierzą się unijni, w tym polscy, przedsiębiorcy?

Granica celna pomiędzy UE a GB ma jedną zasadniczą różnicę, w porównaniu z innymi granicami celnymi Unii Europejskiej. Wbrew pozorom różnica ta spowodowana jest … wymogami rynku brytyjskiego. Jak informuje dr Izabella Tymińska, ekspert ds. ceł i handlu zagranicznego:

„Nie wjedziemy z towarem na teren Wielkiej Brytanii bez zgłoszenia celnego na tym terytorium. Brytyjskie służby celne nie pozwolą wjechać w Eurotunel czy na prom, jeżeli towar, który przewozimy, nie będzie posiadał odprawy celnej po stronie Wielkiej Brytanii”.
dr Izabella Tymińska, ekspert ds. ceł i handlu zagranicznego

Tranzyt lekarstwem na mogące wystąpić problemy

Standardowy wywóz towaru z UE charakteryzuje się tym, że towar opuszcza terytorium UE na dokumentach celnych unijnych. Dojeżdżając do kolejnej granicy celnej kraju poza UE, mamy prawo zdecydować co robimy dalej. Otwiera się albo procedurę tranzytu, aby wjechać w głąb danego kraju, albo odprawia towar na granicy. Wyjątkiem są te kraje z którymi UE ma podpisaną umowę o wspólnej procedurze tranzytowej. Wówczas procedurę tranzytu można otworzyć wcześniej na terenie UE.

„Wielka Brytania również jest we wspólnej procedurze tranzytowej” – mówi dr Izabella Tymińska, „niestety polscy przedsiębiorcy nie wyrobili sobie jeszcze nawyków otwierania procedury tranzytowej (to też jest odprawa celna), dzięki której mieliby mniejsze komplikacje na przejściach granicznych” – dodaje ekspert celny.

Oczywiście sama procedura tranzytowa w handlu z Wielką Brytanią nie eliminuje wszystkich problemów, jakie mają polscy eksporterzy i importerzy. Największym problemem są bowiem przyzwyczajenia brytyjskich przedsiębiorców, którzy cały czas funkcjonują, tak jakby GB nie opuściła UE. Brytyjczycy po prostu chcą mieć towar u siebie i niczym się nie przejmować . W takich sytuacjach niestety to na naszych unijnych przedsiębiorcach ciąży obowiązek wykonania czynności formalno-prawnych po stronie brytyjskiej. „Z mojego doświadczenia wynika, iż obecnie transakcje, jakie najczęściej dokonują brytyjscy przedsiębiorcy z przedsiębiorcami z UE, są na warunkach DDP, czyli Delivery Duty Paid” – twierdzi dr Tymińska. Oznacza to, że unijny przedsiębiorca ma obowiązek dostarczyć towar, wykonać formalności importowe po stronie GB oraz dokonać zapłaty danin publiczno-prawnych.

„Innymi słowy, Brytyjczyk nie chce ponosić żadnych konsekwencji formalno-prawnych wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej” – konkluduje dr Izabella Tymińska.

Przewidywania i zmiany w branży transportowej w 2023 r. – rozmowa z Filipem Czerwińskim

Pandemia Covid-19 zmieniła hierarchię czynników, które wpływają na rozwój biznesowy. Dla branży transportowej rok 2022 był inny niż wszystkie pod wieloma względami; spowolnienie gospodarcze, zmiany w łańcuchach dostaw oraz braki kierowców. Jak te nowe uwarunkowania przełożą się na najbliższe dwanaście miesięcy? Wywiad z Filipem Czerwińskim, Prezesem Zarządu DSV Road.

Jak zmienił się rynek transportu drogowego w 2022? Jak te zmiany będą rzutowały na rok 2023?

W 2022 mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdzie ścierały się ze sobą mocno dwa zjawiska: presja kosztowa i widoczny od drugiej połowy roku spadek wolumenów transportowych. Firmy z naszej branży stale borykają się z rosnącymi kosztami paliw, energii czy wynagrodzeń. Rok 2022 i wybuch wojny pogłębiły też poważny niedobór kierowców. Choć spadek wolumenów transportów standardowo powinien się przekładać na obniżenie stawek frachtowych, to presja inflacyjna spowodowała, że mieliśmy raczej do czynienia ze zmniejszeniem skali podwyżek. Była to swego rodzaju anomalia. W 2023 roku czeka nas prawdopodobnie kontynuacja tych wszystkich zjawisk.

Transport drogowy jest barometrem gospodarczym dla całej Unii Europejskiej. Jakie trendy dostrzega DSV i co one mogą oznaczać dla polskich przedsiębiorstw?

W tym roku będziemy mierzyli się ze znaczącym wzrostem konkurencji rynkowej, co przekłada się na dużą presję na rentowność. Dla wielu firm może to oznaczać potrzebę szukania oszczędności poprzez ograniczanie inwestycji czy nawet konieczność zakończenia działalności. Są to zjawiska, z którymi w takiej skali nie mieliśmy wcześniej do czynienia na rynku polskim. Obawiamy się, że konsekwencje dla branży transportowej mogą być trudne. Dochodzi do tego jeszcze czynnik demograficzny, tj. coraz więcej kierowców przechodzi na emeryturę, a jednocześnie bardzo trudno jest znaleźć i wykształcić ich następców.

Jak polskie firmy mogą dostosować swoje łańcuchy logistyczne do nowej rzeczywistości gospodarczej?

Nowa rzeczywistość gospodarcza, w tym zamknięcie się dla eksporterów kierunku wschodniego oraz spadek popytu na rynku lokalnym, spowodowała, że coraz więcej polskich firm szuka możliwości ekspansji zagranicznej. Jednym z kluczowych, jeśli nie najważniejszym elementem budowy odpowiedzi na te potrzeby jest rozwój usług z zakresu transportów drobnicowych. W przeciwieństwie do transportów pełnopojazdowych, w ramach jednej naczepy podróżują ładunki różnych marek. Dzięki maksymalnemu wypełnieniu pojazdów przekłada się to na niższy koszt usługi logistycznej dla przedsiębiorstw. Wszyscy wiodący gracze na rynku logistycznym aktualnie pracują nad rozwojem swojej oferty w zakresie oferty drobnicowej i DSV nie jest tutaj wyjątkiem. Mamy w planach otworzenie około dziesięciu nowych, bezpośrednich połączeń drobnicowych, m.in. na kierunku włoskim, francuskim, hiszpańskim czy czeskim. Jak wykazały nasze analizy, są to kluczowe i rosnące rynki dla polskich firm. Stałe połączenia przekładają się na wyższą przewidywalność czasu dostaw, co w trudnych czasach jest jedną z kluczowych zmiennych, które kontrahenci biorą pod uwagę: staramy się zapewnić rodzimym firmom rozwiązania wspierające ich konkurencyjność.

DSV posiada także jedną z największych sieci terminali drobnicowych w Polsce, zlokalizowanych w pobliżu strategicznie ważnych centrów przemysłowych na terenie całego kraju. Dzięki temu firmy mogą nam przekazać swój ładunek szybko i bezpośrednio, a produkty szybko wyruszają w drogę do odbiorcy końcowego.

Coraz ważniejszym trendem wśród firm jest również budowa i implementacja strategii ESG.
Świat logistyki ma znaczącą rolę w wysiłkach na rzecz ochrony klimatu. Osobiście cieszy mnie także to, że również klienci korzystający z usług logistycznych coraz częściej dopytują potencjalnych partnerów logistycznych o ich działania w tym zakresie. Odpowiedzialność społeczna i klimatyczna stała się jednym z kryteriów, jakie rynek bierze pod uwagę w procesach zakupowych. Jako DSV planujemy nasze działania z uwzględnieniem ESG już od dawna i wdrażamy kolejne innowacyjne projekty, które zmniejszają nasz ślad węglowy.

Odpowiadając na zapotrzebowanie rynku, testujemy różnego rodzaju rozwiązania, szczególnie w zakresie elektryfikacji. Równolegle rozwijamy połączenia intermodalne w Europie tak, by jak najdłuższe dystanse ładunki naszych klientów pokonywały koleją, która jest obecnie najmniej emisyjnym środkiem transportu. Mamy pierwsze, bardzo pozytywne doświadczenia z transportami na rynek hiszpański, zarówno w zakresie eksportu, jak i importu do Polski. W mojej ocenie perspektywy dla rozwoju transportu kolejowego zarówno w ramach oferty DSV, jak i generalnie na rynku, wydają się jak najbardziej optymistyczne.

Czy z perspektywy Państwa firmy zjawisko „nearshoringu”, o którym mówi się coraz więcej w ostatnich latach jest już widoczne? Czy Polska faktycznie jest jego beneficjentem?

Zdecydowanie tak. Zjawisko nearshoringu, czyli przenoszenia funkcji i procesów produkcyjnych do krajów bliskich przedsiębiorstwu, odbiorcy końcowemu jest nie tylko widoczne, ale jest też jednym z głównych silników rozwoju całej branży logistycznej, nie tylko logistyki drogowej. Firmy poszukują możliwości skracania łańcuchów dostaw. Polska jest pod tym względem idealną lokalizacją ze względu na bardzo konkurencyjny stosunek jakości do cen usług, wysokość kosztów pracy na tle Europy Zachodniej, dogodne położenie geograficzne, czy stale rozwijaną sieć szlaków komunikacyjnych, zwłaszcza w kierunku zachodnim. Wszystkie te elementy czynią nasz kraj jest jednym z głównych beneficjentów tego trendu.

Dyskusje na ten temat stały się jeszcze bardziej aktualne w czasach pandemii, gdy doświadczyliśmy zjawiska przerwania łańcuchów logistycznych. Także wojna w Ukrainie i ograniczenie kontaktów gospodarczych z Rosją pokazały, jak istotne jest lokowanie biznesu nie tylko w bliskim sąsiedztwie, ale również w przyjaznym i stabilnym gospodarczo oraz politycznie środowisku. Pamiętajmy jednak, że z punktu widzenia globalnych korporacji, proces przenoszenia produkcji, reorganizacja łańcuchów dostaw, rozpisany jest często na długi okres. Efekty tych procesów decyzyjnych będziemy mogli zaobserwować w pełnej skali w kolejnych latach.

Coraz częściej mówimy o konieczności szybkiego wdrażania elektromobilności. Jak wygląda ta kwestia w przypadku firm transportowych?

Elektromobilność, stanowi jeden z elementów szerszego trendu, jakim jest redukowanie wpływu środowiskowego logistyki. Klienci coraz częściej wprost wyrażają oczekiwanie, aby transporty realizowane były w sposób możliwie jak najmniej szkodliwy dla natury. Jak wspominałem wcześniej, w naszej firmie testujemy szereg rozwiązań proekologicznych. Wśród nich najbardziej zaawansowanym projektem jest wstępne zamówienie 500 naczep typu e-trailers. W „elektrycznych naczepach” ich oś napędzana jest silnikami elektrycznymi. Wspierają one główny, spalinowy motor pojazdu, dzięki czemu zużycie paliwa, wg naszych analiz, powinno obniżyć się o ok. 20%. Pierwsze tego typu naczepy zostały już odebrane i będą niedługo wyjeżdżały w pierwsze trasy, abyśmy mogli potwierdzić te założenia.

Elektryfikacja transportu drogowego będzie na pewno przyspieszała w kolejnych latach, zarówno ze względu na wspomniane wcześniej oczekiwania klientów dot. większego zrównoważenia transportu, jak i presję regulacyjną. Najlepszym przykładem jest opublikowana przez Komisję Europejską propozycja przepisów z 15 lutego tego roku dot. stopniowej redukcji emisji przez samochody ciężarowe. Komisja postuluje w tym projekcie ich obniżenie o 90% do 2040 roku – to istotne wyzwanie. Jako DSV chcemy być częścią pozytywnej zmiany.

Rok inwazji Rosji na Ukrainę. Jak zmieniły się rynki?

W tym tygodniu przypada rocznica rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Chociaż oczekiwano, że konflikt nie będzie długotrwały, realia okazały się zupełnie inne. Ukraina broni się dzięki swojej determinacji, wsparciu sprzętowym z Zachodu oraz licznym sankcjom nałożonym na Rosję. Z kolei najeźdźca nie chce odpuścić pomimo wielu porażek. Tymczasem rynki finansowe wyraźnie zmieniły się przez te ostatnie 12 miesięcy, choć niektóre zmiany cen mogą zaskakiwać. Wzrosty czy spadki nierzadko sięgały kilkudziesięciu czy nawet kilkuset procent, a dzisiaj nie tylko obserwujemy redukcję tych ruchów, ale nawet ruchy zupełnie odwrotne.

Surowce energetyczne

Rosja była jednym z największych dostawców surowców energetycznych nie tylko w Europie, ale również na całym świecie. Cały świat obawiał się, że wojna oznacza brak dostępu do rosyjskich surowców. Sama Rosja zdecydowała się na szantaż w przypadku kluczowego dla Europy rynku gazu. Okazuje się jednak, że po początkowym szoku na rynku gazu, ropy czy również węgla, ceny spadły i ustabilizowały się, a Europa znalazła innych dostawców kluczowych surowców. Choć Putin chciał zamarznięcia Europy podczas mijającej już zimy, to ograniczenie zużycia, znalezienie innych dostawców oraz łagodna pogoda doprowadziły do spadków cen poniżej poziomów sprzed wojny.

  • Gaz TTF: -42% r/r
  • Gaz amerykański: -57% r/r
  • Ropa Brent: -17% r/r
  • Węgiel ARA: +8% r/r

Ceny gazu spadły do poziomów przedwojennych w EuropieCeny gazu spadły do poziomów przedwojennych w Europie, choć jednocześnie ceny nie mogą poniżej notowań na gaz LNG w Azji. Obecnie gaz LNG stanowi dużą część dostaw do Europy, dlatego ceny na Starym Kontynencie muszą pozostać konkurencyjne. Co więcej, ceny wciąż pozostają nawet 2 krotnie wyższe niż w latach przed pandemią oraz wojną. Źródło: Bloomberg, XTB

Surowce rolne

Ukraina i Rosja nazywane były spichlerzem Europy. Chociaż udział tych państw w produkcji pszenicy, kukurydzy, rzepaku czy słonecznika nie jest duży, to jednak kraje te są kluczowymi eksporterami na świecie. Ważniejsze jest jednak to, że w ostatnich latach głównymi odbiorcami tych produktów rolnych były biedniejsze kraje rozwijające się. Biedniejsze kraje straciły w pewnym momencie swoich głównych dostawców oraz nie były w stanie kupować potrzebnych surowców po astronomicznych wtedy cenach. Ostatecznie doszło do porozumienia o kontynuacji dostaw z Ukrainy, dzięki czemu ceny wróciły na zdecydowanie niższe poziomy.

  • Pszenica: -15% r/r
  • Kukurydza: 0,0% r/r
  • Słonecznik: +5,2% r/r

Rynek akcji

Rynek akcji zawsze reaguje nerwowo na tak negatywne czynniki jak wojna. W tym wypadku mieliśmy również niezbyt ciekawą sytuację gospodarczą na świecie – inflacja dosyć mocno rosła ze względu na pandemiczne działania banków centralnych oraz ożywienie gospodarcze, co musiało spotkać się z odpowiedzią w postaci podwyżek stóp procentowych. W takim środowisku akcje traciły dosyć wyraźnie, choć jednocześnie informacje na temat kontrofensywy ze strony Ukrainy czy sygnały spowalniającej inflacji pozwalały na ożywienie na rynku akcyjnym.

Na świecie widać rynki, które zyskały dzięki wojnie. Byli to nie tylko producenci uzbrojenia, ale również dostawcy takich produktów, które w mniejszym stopniu trafiały na rynki ze strony Ukrainy i Rosji. Amerykański Lockhead Martin (LMT.US) wzrósł o 20,33% w ciągu roku. Raytheon Technologies (RTX.US) również działający w branży zbrojeniowej zyskał 8%. Nie sposób również nie wspomnieć o spółkach paliwowych, które doprowadziły swoje marże do ekstremalnych poziomów. W Polsce wygranymi była Lubawa (LBW.PL), producent kamizelek kevlarowych, który wzrósł o 161%, natomiast Protektor (PRT.PL) zyskał 117%. Spółka zajmuje się produkcją obuwia militarnego.

Lockhead Martin czy BP zyskały dzięki wojnieLockhead Martin czy BP zyskały dzięki wojnie. Na przestrzeni rok Lockhead zyskał ponad 20%, natomiast BP ponad 40%. Źródło: xStation5

Sankcje, gospodarka, inflacja i Chiny

Na ten moment konflikt wciąż trwa pomiędzy Rosją oraz Ukrainą. Zachód jednak mocno wspiera Ukrainę w tej walce, poprzez potężne wsparcie dla rządu i armii. Oprócz tego nałożono szereg sankcji dotyczący sfery finansów czy również najważniejszych towarów eksportowych. Gospodarka Rosji korzystała w dużej mierze na fali ekstremalnie wysokich cen surowców, dlatego spadek gospodarczy nie był tak silny jak w przypadku Ukrainy.

Wzrosty cen surowców, zamknięcie niektórych szlaków komunikacyjnych doprowadziło do wzrostu inflacji na świecie, choć oczywiście trzeba pamiętać, że jeszcze przed wojną wykazywała ona wyraźne oznaki niekontrolowanego wzrostu. Wydaje się jednak, że banki centralne osiągnęły przynajmniej połowiczny sukces, choć jednocześnie duża część spadku tempa inflacji bierze się ze spadku cen surowców.

Nie należy również zapominać o Chinach, których ambicją była zmiana kierunku uzależnienia z Rosją. Obecnie przychody z surowców rosyjskich są generowane przez sprzedaż głównie w Azji. Z drugiej strony Chiny nie zdecydowały się na podobny krok jak Rosja i nie zdecydowały się na otwarty atak Tajwanu, gdyż to mogłoby oznaczać totalną destrukcję tej gospodarki, mocno zależnej od eksportu swoich produktów na cały świat.

Czy koniec wojny oznaczałby rynkową hossę?

Przez wiele miesięcy w 2022 roku inwestorzy oczekiwali na jakiekolwiek sygnały wskazujące na możliwe zawieszenie broni czy pokój. Aktualnie nie wydaje się, żeby do takiej sytuacji miało dojść szybko. Wojna stała się dla rynków finansowych czymś powszednim. Oczywiście nie można wykluczyć dalszych ograniczeń dostaw surowców ze strony Rosji na inne kierunki, biorąc pod uwagę m.in. stosowanie przez wiele krajów ceny maksymalnej na ropę czy gaz. Z drugiej strony nie wydaje się, aby był to scenariusz bazowy. Zakończenie wojny byłoby przede wszystkim dobrą informacją dla Ukrainy,  ale dla rynków najprawdopodobniej nie oznaczałoby to przełomu, a jedynie szybsze wyjście z takiego problemu jakim jest obecnie inflacja czy ryzyko recesji gospodarczej. Z drugiej strony rynki finansowe są przesycone negatywnymi informacjami, dlatego tak dobra wiadomość mogłaby stać się zalążkiem powrotu rynków do dłuższej hossy.

Autorzy: Michał Stajniak i Maciej Kietliński, analitycy XTB

Jak wojna w Ukrainie wpłynęła na rynek nieruchomości?

24 lutego minie rok od napaści Rosji na Ukrainę. Eksperci portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl zbadali, jak wojna w Ukrainie wpłynęła na nasz rynek mieszkaniowy, zarówno na sprzedaż, jak i wynajem.

–  Niewątpliwie wojna w Ukrainie największe piętno odcisnęła na rynki najmu w największych miastach. Do naszego kraju napłynęły w krótkim czasie setki tysięcy uchodźców, którzy szukali schronienia przede wszystkim tam, gdzie łatwiej jest o pracę – mówi ekspert RynekPierwotny.pl i GetHome.pl Marek Wielgo.

Na rynku najmu zostały najdroższe mieszkania

Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w ciągu zaledwie dwóch miesięcy od napaści Rosji na Ukrainę aż o 60-80% skurczyła się oferta mieszkań na wynajem w agencjach pośrednictwa w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu i Warszawie.

Pamiętajmy jednak, że popyt na wynajem w największych miastach zaczął się dużo wcześniej, bo wraz z podwyżkami oprocentowania kredytów mieszkaniowych. Napływ uchodźców spotęgował problem kurczącej się oferty mieszkań na wynajem.Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-wynajem oferty

W lutym doszła niepewność związana ze skutkami gospodarczymi wojny w Ukrainie, więc wiele osób wstrzymało się z zakupem mieszkania za kredyt. Ludzie muszą jednak gdzieś mieszkać, więc rosło zainteresowanie najmem.

Problem w tym, że dodatkowy popyt w warunkach niskiej podaży nakręcał czynsze. Niemal wszyscy pośrednicy, którzy wzięli udział w ankiecie portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl przyznali, że wojna przyczyniła się do ich wzrostu. Według portalu GetHome.pl już w drugim miesiącu exodusu Ukraińców do Polski podwyżki średnich stawek czynszu sięgały 30%. Ich skokowy wzrost miał jednak po części charakter statystyczny. –  Oferta mieszkań skurczyła się, bo wynajęte zostały najtańsze lokale. Pozostały drogie mieszkania, na które nie ma zbyt wielu chętnych. I to właśnie one tak wywindowały średnią stawkę czynszu – wyjaśnia ekspert RynekPierwotny.pl i GetHome.pl.Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-wynajem czynsze

Z drugiej strony, przedłużanie ubiegłorocznych umów najmu lub zawieranie nowych było dla właścicieli mieszkań okazją do podwyżek czynszu. Korzystali z tej sposobności zwłaszcza ci, którzy zainwestowali w mieszkania pod wynajem posiłkując się kredytem. Wyższy czynsz miał zrekompensować wzrost wysokości miesięcznych rat spłaty.

Czynsze wywindowane do granic możliwości najemców

W drugiej połowie 2022 r. sytuacja na rynkach najmu w części metropolii zaczęła się stabilizować, bo część ukraińskich uchodźców wyjechała do innych krajów UE. Jednak oferta mieszkań na wynajem w portalu GetHome.pl nie wróciła już do poziomu sprzed wojny. Np. w Warszawie jest ich aż o blisko 80% mniej! Za to średnie stawki czynszu są dużo wyższe. Np. w stolicy ta średnia sięga już 79 zł za m kw. i jest niemal o jedną czwartą wyższa niż przed rokiem. Najbardziej, bo aż o 47%, wzrosła przez ostatnich 12 miesięcy średnia stawka czynszu w Krakowie. Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-wynajem czynszeR

Zdaniem pośredników, którzy wzięli udział w naszej ankiecie, w tym roku czynsze powinny zastopować. Właściciele zdają sobie sprawę, że coraz trudniej im będzie przerzucać na najemców rosnące koszty utrzymania mieszkań. GUS podał, że w grudniu 2022 r. opłaty za mieszkanie, w tym opłaty za media były aż o 22,8% wyższe niż w analogicznym okresie rok wcześniej.  Najbardziej dotkliwe dla kieszeni właścicieli mieszkań i najemców były podwyżki kosztów ogrzewania i cen energii.

Czy wojna w Ukrainie wpłynęła na sprzedaż mieszkań?

W tej sprawie zdania są podzielone. Np. ośmiu na dziesięciu ankietowanych przez nas deweloperów przyznało, że wojna negatywnie wpływa na ich biznes. Natomiast wśród pośredników odsetek podobnych ocen jest dużo niższy, bo wynosi 44%.Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-sprzedaż

Sęk w tym, że sprzedaż mieszkań zaczęła się kurczyć na kilka miesięcy przed najazdem Rosjan na Ukrainę. Z powodu rosnącej inflacji wzrosło też oprocentowanie kredytów mieszkaniowych. Z drugiej strony, wojna przyspieszyła ten proces, a w efekcie pogłębiła zapaść na rynku kredytów hipotecznych. W marcu Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) podwyższyła tzw. bufor bezpieczeństwa na wypadek wzrostu oprocentowania kredytów. Banki licząc zdolność kredytową musiały brać pod uwagę cenę kredytu wyższą od rzeczywistej o 5 pkt proc., co w praktyce wyeliminowało z rynku ogromną część potencjalnych nabywców mieszkań. Ponadto niepewność wywołana gospodarczymi reperkusjami wojny zniechęciła wielu potencjalnych nabywców mieszkań do podejmowania długoterminowych zobowiązań kredytowych.

Mimo to, niemal jedna trzecia ankietowanych pośredników uznała, że rynek wtórny nie odczuł tak boleśnie jak rynek pierwotny skutków drożejących kredytów mieszkaniowych. Sprzedaż używanych mieszkań wręcz wzrosła, bo cześć nabywców znalazła je na rynku wtórnym, gdzie oferta tańszych lokali jest większa niż w ofercie firm deweloperskich.

Coraz więcej Ukraińców kupuje mieszkania

W naszej ankiecie zadaliśmy też pytanie, czy w ubiegłym roku wzrosło zainteresowanie zakupem mieszkań ze strony obywateli Ukrainy. Okazuje się, że jeśli kupują oni mieszkania, to głównie na rynku wtórnym, czyli takie, które są do zamieszkania od zaraz. Niemal sześciu na 10 pośredników i tylko dwóch na dziesięciu deweloperów zaobserwowało większą aktywność Ukraińców na rynku mieszkaniowym.Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-ankieta-Ukraińcy

Jednak wciąż stanowią oni margines wśród wszystkich kupujących. Popyt ze strony ukraińskich klientów będzie się jednak najpewniej zwiększał wraz z ustabilizowaniem ich sytuacji na rynku pracy i zdobyciem zdolności kredytowej. Dodajmy, że już od połowy poprzedniej dekady obywatele Ukrainy są największą grupą kupujących mieszkania z obcym paszportem. Np. w 2021 r. obywatele Ukrainy sfinalizowali transakcje dotyczące co najmniej 4,5 tys. mieszkań. Pod względem metrażu kupili ich więcej, niż łącznie obywatele kolejnych 16 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii.Komunikat-wpływ wojny w Ukrainie na rynek mieszkaniowy-sprzedażMSWiA

Autor: Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl

Microsoft Windows 11 Home czy Pro?

System operacyjny to najważniejsze oprogramowanie na komputerze bądź laptopie. Zdecydowanym faworytem na rynku produktów technologicznych tego typu jest firma Microsoft. Najnowszą propozycją od marki jest Windows 11, stworzony w wersji Home oraz Pro. Jaki wariant sprawdzi się w przypadku klienta indywidualnego, na jaki natomiast zdecydować powinien się klient biznesowy?

Windows 11 Home – zawartość oprogramowania

Firma Microsoft słynie z tworzenia niezawodnych systemów operacyjnych, dedykowanych każdemu rodzajowi urządzenia. Doskonale sprawdzają się one zarówno w warunkach domowych, jak i na sprzęcie firmowym, niezależnie od branży, w jakiej przedsiębiorstwo działa. Najnowsza wersja oprogramowania systemowego Windows 11 od Microsoft pojawiła się na rynku pod koniec 2021 roku. System operacyjny dostępny jest w dwóch wersjach – Home oraz Pro – dzięki czemu klient bez problemu znajdzie idealne oprogramowanie dla swojego urządzenia.

Windows 11 Home to propozycja zarówno dla klienta indywidualnego, jak i wariant ten spokojnie wykorzystywany może być także w celach komercyjnych. Oprogramowanie systemowe zapewnia użytkownikowi znacznie unowocześnioną oraz ulepszoną przestrzeń do pracy, nauki i rozrywki. W Windows 11 producent zawarł takie programy jak: Microsoft Store, Microsoft Edge, Microsoft Teams, Windows Defender, PowerPoint, OneDrive, Poczta, Eksplorator plików, Twój telefon czy Zdjęcia.

Windows 11 Home – zawartość oprogramowania

Indywidualnie wygenerowany klucz licencyjny

Aby móc legalnie nabyć dożywotni klucz licencyjny konieczne jest skorzystanie z oferty renomowanego sprzedawcy, który zajmuje się sprzedażą tego typu produktów – np. teamnet software. Możliwość zakupu klucza w formie cyfrowej jest niezwykle łatwa i wygodna, bowiem użytkownik nabywa system operacyjny poprzez sklep internetowy. Następnie po zaledwie kilkunastu minutach na jego skrzynce pocztowej pojawia się indywidualnie wygenerowany klucz licencyjny. Oczywiście w asortymencie sklepu znajdziemy także inne propozycje od firmy Microsoft – np. najnowszą wersję pakietu biurowego Office 2021 lub nieco starszy pakiet Office 2019.

Microsoft Windows 11 Pro stworzony został z myślą o wykorzystaniu komercyjnym. Jest to zatem produkt przeznaczony dla klienta biznesowego. Względem poprzednich wersji oprogramowanie wyśrodkowało ikony – pasek zadań i wyszukiwanie. News Feed to natomiast rozbudowane narzędzie, w którym znajdziemy najważniejsze informacje ze świata. Nowy wygląd sklepu Microsoft Store pozwala szybciej znaleźć wybrane aplikacje. Zmiany widoczne są także w odniesieniu do Microsoft Edge, gdzie użytkownik otrzymuje możliwość zmiany układu okien. Jednym ze sklepów internetowych gdzie można w dobrej cenie kupić oprogramowanie biurowe jest teamnet-software.pl

SoDA: rok 2023 będzie pełen wyzwań dla polskiego sektora IT

Presja rosnących wynagrodzeń, rekrutacja pracowników i sytuacja geopolityczna to obszary, które zarządzający firmami IT postrzegają jako najtrudniejsze dla swojej działalności w 2023 roku – wynika z najnowszego Barometru Nastrojów, przeprowadzonego przez polską Organizację Pracodawców Usług IT – SoDA. 38% badanych wskazuje, że w br. chce się skoncentrować na pozyskiwaniu nowych klientów. Dla co czwartego respondenta kluczowe będzie zmniejszenie rotacji w zespole i efektywne pozyskiwanie nowych pracowników.

Pomimo pojawiających się na rynku wyzwań, 67% prezesów i właścicieli firm IT, którzy wzięli udział w Barometrze Nastrojów, badaniu przeprowadzonym przez SoDA i firmę badawczą Valueship, pozytywnie ocenia ostatnie 4 kwartały ub.r. Ponad połowa firm (53%) z optymizmem zapatruje się na rozwój swojego biznesu w perspektywie kolejnych 12 miesięcy, podczas gdy negatywne nastroje wykazuje 32% respondentów. W porównaniu do poprzedniej edycji Barometru, przeprowadzonego w lipcu 2022 r., można zauważyć spadek negatywnych nastrojów o 7 pkt procentowych i wzrost tych pozytywnych o 8 pkt. Nie zmienił się zasadniczo odsetek firm, które podchodzą do tego aspektu neutralnie.

Rok 2022 od początku stawiał przed nami trudne wyzwania. Zaczynając od ataku Rosji na Ukrainę, przez zawirowania z Polskim Ładem, kryzys gospodarczy i szalejącą inflację. To wszystko wzbudziło w nas dużą niepewność i zmusiło do tego, by z ostrożnością patrzeć w przyszłość. Poprawa nastrojów, zauważalna pod koniec roku, może wynikać z tego, że firmy zweryfikowały swoją pozycję i podjęły kroki, by zabezpieczyć się przed kryzysem – powiedział Konrad Weiske, Wiceprezes SoDA, Założyciel i Prezes Spyrosoft.

Główny cel na 2023 – pozyskiwanie klientów

38% przedstawicieli przebadanych firm wskazuje, że zbieranie leadów i pozyskiwanie nowych klientów jest dla nich głównym celem w nadchodzącym roku. Co więcej, 60% podmiotów wykazuje negatywne nastroje w tym aspekcie, a pozytywne jedynie 16%. Co ciekawe, co czwarty badany (25%) wykazuje sentyment neutralny, co może oznaczać oczekiwanie na rozwój sytuacji w nadchodzących miesiącach.

Wyniki Barometru Nastrojów pokazują, że obecnie mamy do czynienia z wieloma wyzwaniami, takimi jak rosnące wynagrodzenia, trudności w rekrutacji pracowników oraz niepewna sytuacja geopolityczna. Niemniej jednak, cieszy mnie fakt, że większość firm IT w Polsce nadal ocenia ostatnie kwartały pozytywnie i z optymizmem patrzy na przyszłość. Polskie firmy IT mają wiele do zaoferowania klientom na całym świecie i są w stanie skutecznie konkurować z innymi podmiotami jakością swojej pracy, etyką czy bliskością kulturową. Ważne jest, abyśmy nadal inwestowali w rozwój naszej wiedzy, doświadczenia i umiejętności, by utrzymać naszą pozycję na rynku. Musimy także być elastyczni
i gotowi na zmiany, ponieważ trudno przewidzieć, jakie wyzwania będą nas czekać w przyszłości. Wierzę, że z determinacją i zespołowym wysiłkiem, jesteśmy w stanie przetrwać trudne czasy i osiągnąć sukces w nadchodzących latach
– skomentował Paweł Pustelnik, wiceprezes w SoDA i Managing Director oraz Członek Zarządu w Future Processing.

Wzrost wynagrodzeń i rekrutacja personelu wśród największych wyzwań firm IT

76% organizacji jest zdania, że presja związana ze wzrostem wynagrodzeń to jedno z kluczowych wyzwań dla branży IT w nadchodzącym roku z największym prawdopodobieństwem wystąpienia. Blisko 80% respondentów ocenia, że sytuacja ta może mieć negatywny wpływ na przychody firm w najbliższych 12 miesiącach. Tylko 4% wskazuje pozytywny sentyment w tym kontekście. Kwestia wynagrodzenia jest szczególnie istotna, jeśli weźmiemy pod uwagę czynnik taki jak wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK), który przedstawia zaufanie konsumentów i oszczędności w perspektywie roku, wynoszący -27,6. Oznacza to silną presję na pracodawców, aby zwiększyli wysokość wynagrodzeń, niwelując przy tym spadek wartości pieniądza.

Drugim kluczowym wyzwaniem, które spędza sen z powiek zarządzającym w sektorze IT, jest rekrutacja pracowników – wskazuje 57% respondentów. Aż 71% uczestników badania stwierdziło również, że poważne trudności w rekrutacji mogą mieć wpływ na obroty firmy w 2023 r., a tylko 14% wykazało pozytywne nastroje w tym obszarze. Dla polskiego sektora IT jest to niepokojący sygnał, bowiem oczekiwania płacowe pracowników są wysokie, a luka kompetencyjna według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego i SoDA sięga nawet 150 tysięcy etatów względem średniej krajów Unii Europejskiej.

Inną kwestią jest wysoka rotacja pracowników. Chociaż tylko 24% uczestników badania wskazuje ten obszar za krytyczny dla działalności firmy, to nadal blisko połowa (48%) ocenia, że może on mieć negatywny wpływ na poziom przychodów. Co czwarta firma (24%) wykazuje spokój w tym aspekcie. W efekcie zatrzymywanie talentów i pozyskiwanie nowych pracowników są uznawane przez co czwartą firmę (26%) za jeden z głównych celów dla organizacji w nadchodzącym roku.

Ostatnie 3 lata na rynku pracy IT to przykład „rynku pracownika”. Potężny niedobór specjalistów, który odczuwało ponad 90% firm, sprawił, że często dyktowali oni warunki, w tym finansowe. Wzrost wynagrodzeń sięgał nawet 20-30% r/r, kandydaci mogli wybierać często z kilku albo nawet kilkunastu ofert pracy. Obecnie można zauważyć pewne zmiany. W ostatnim kwartale 2022 r. zaczęliśmy zauważać zamrożenie części projektów i odczuwalna była duża niepewność. Od stycznia br. firmy zaczęły podejmować decyzje, zarówno te o starcie projektów, jak i wstrzymaniu nowych inwestycji
i zwolnieniach pracowników. Coraz częściej kandydaci sami się do nas zgłaszają, informują, że projekt, w jaki mieli być zaangażowani, nie doszedł do skutku. Ale też nie mamy najmniejszego problemu, żeby znaleźć dla nich ciekawe i atrakcyjne zajęcie. Powiedziałabym, że sytuacja zbliża się do równowagi między pracodawcami i pracownikami, jest więcej przestrzeni na dialog. Pracownicy biorą coraz częściej pod uwagę nie tylko kwestie finansowe
podsumowuje Anna Szczepowska, ekspertka rynku pracy IT w SoDA i CEO Awareson.

Wojna w Ukrainie nadal ma wpływ na sektor IT

Sytuacja geopolityczna na świecie w dalszym ciągu jest postrzegana jako czynnik wpływający negatywnie na rozwój sektora IT w naszym kraju, na co wskazuje 57% badanych.  Niemal co trzeci respondent (71%) ma duże obawy związane z długofalowymi konsekwencjami wojny w Ukrainie w kontekście generowania przychodów przez swoją firmę, a tylko 14% wskazuje, że nie będzie to miało wpływu na jej działalność.

Cyberbezpieczeństwo – jesteśmy gotowi na wszystko

Organizacje z optymizmem zapatrują się na kwestie związane z cyberbezpieczeństwem. 42% firm ma pod tym względem pozytywne odczucia, a 41% badanych neutralne. Tego typu nastawienie wynika przede wszystkim z odpowiedniego zaplecza kompetencyjnego w postaci ekspertów, ale też rozwiązań w zakresie ochrony przed atakami hakerskimi i wyciekiem danych. Z drugiej strony, pomimo wzrostu liczby cyberincydentów w ostatnich latach, podmioty w Polsce w przeszłości nie były poddawane poważnym wyzwaniom w tym zakresie, co również może powodować ich sceptyczne podejście.

Podatki i regulacje prawne – firmy nie spodziewają się rewolucji

Niepewność regulacyjna to czynnik, który może sugerować pewną równowagę w nastrojach u respondentów, z lekką przewagą tych negatywnych (39%). Aż 35% firm wykazuje tutaj neutralne nastroje, a 26% pozytywne. Wpływ na to ma fakt, że w badanym kwartale nie zostały wprowadzone zmiany prawne, mające istotny wpływ na funkcjonowanie firm z sektora IT, w odróżnieniu od początku roku 2022, kiedy zaczęły obowiązywać zasady Polskiego Ładu. Wyniki mogą wskazywać, że respondenci nie obawiają się specjalnie żadnych rewolucyjnych zmian w rodzimym prawie.

W obliczu widma recesji, rosnącej inflacji czy niepewnej sytuacji geopolitycznej, nie może dziwić, że firmy IT w Polsce kładą obecnie największy nacisk na pozyskiwanie nowych klientów czy chcą zadbać o utrzymanie i pozyskanie talentów. To właśnie zabezpieczenie źródła przychodów i niezbędnych zasobów kadrowych do realizacji projektów wydaje się być teraz najwłaściwszą strategią na budowanie swojej odporności w trudniejszych czasach. Jednocześnie, w momencie fali zwolnień na świecie w sektorze nowych technologii, polskie firmy świadczące usługi IT dla biznesu mają szansę kolejny raz udowodnić, że są wiarygodnym i niezwykle wartościowym partnerem dla największych graczy. Jest to niewątpliwie jeden z pozytywnych aspektów, który daje dobre perspektywy na przyszłość dla krajowej branży IT w kolejnych miesiącach.

Całą treść raportu można znaleźć pod tym linkiem:

https://sodapl.com/wp-content/uploads/2023/01/Barometr-nastrojow-Q4-2022.pdf

Metodologia:

Barometr Nastrojów SoDA 2022 został przygotowany przy współpracy badawczej firmy Valueships na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród 86 kierowników wyższego szczebla w polskich software house’ach, zrzeszonych w SoDA.

Wyborcze wyzwania Nigerii

Nigeria – po wyborczej transformacji. W Nigerii, gdzie 25 lutego odbędą się wybory, nasilają się trudności gospodarcze. Nowy rząd będzie musiał zająć się spadającą siłą nabywczą i pokazać, jak największa gospodarka kontynentu zamierza nadążać za zmianami społecznymi i ekologicznymi.

W Nigerii, gdzie 25 lutego odbędą się wybory, nasilają się trudności gospodarcze. W przeciwieństwie do innych eksporterów surowców, największy afrykański producent ropy nie skorzystał z gwałtownego wzrostu cen ropy w 2022 roku. Ponieważ ciągłe problemy z bezpieczeństwem spowodowały zamknięcie odwiertów, a ataki na infrastrukturę doprowadziły do ograniczenia przepływów, wydobycie spadło o -32% w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku, pozostając znacznie poniżej limitu produkcji OPEC. Na domiar złego, kosztowne dotacje do paliw w Nigerii jeszcze bardziej powiększyły deficyt fiskalny (Nigeria zajmuje 9 miejsce na świecie pod względem najniższych cen benzyny), a możliwe do wykorzystania rezerwy walutowe spadły do poziomu poniżej sześciu miesięcy importu.

Wykres 1:  Rezerwy międzynarodowe brutto Nigerii i ceny ropy naftowejRezerwy międzynarodowe brutto Nigerii i ceny ropy naftowej

Źródła: Bank Centralny Nigerii, OPEC, Dział Analiz Allianz

Inwestorzy przygotowują się na dużą dewaluację nairy po wyborach. W grudniu 2022 roku, udział portfeli zagranicznych w nigeryjskim obrocie giełdowym spadł do 16% z poziomu 49% przed pandemią. W połowie lutego, na równoległym rynku walutowym naira kosztowała 750 NGN za 1 USD – o 63% mniej niż kurs oficjalny oraz w porównaniu z różnicą 36% rok wcześniej. W celu ustabilizowania inflacji i pozyskania środków pieniężnych, bank centralny wprowadził politykę zmiany projektu nairy, której celem była wymiana banknotów o wyższych nominałach N200 (0,43 USD), N500 (1,09 USD) oraz N1000 (2,17 USD). Termin wymiany banknotów został jednak przesunięty na połowę lutego, a ostatecznie zawieszony z powodu braku nowych banknotów w nigeryjskich bankach i nasilających się ataków klientów na oddziały i personel. W przypadku dużej dewaluacji po wyborach, gospodarka może stanąć w obliczu jeszcze poważniejszego kryzysu kosztów utrzymania.

Wykres 2: Kursy walut lokalnych w stosunku do USD (Ilość waluty lokalnej potrzebna do zakupu 1 USD, styczeń 2022 = 100)Kursy walut lokalnych w stosunku do USDŹródła: Macrobond, Dział Analiz Allianz

Wykres 3: Urzędowy kurs nigeryjskiej nairy i kurs równoległy w stosunku do USD

Urzędowy kurs nigeryjskiej nairy i kurs równoległy w stosunku do USDŹródło: CBN, Nigeria Galleria, Aboki FX, Dział Analiz Allianz

Nowy rząd będzie musiał zająć się spadkiem siły nabywczej, aby zmniejszyć ryzyko dalszych niepokojów społecznych, a także zabezpieczyć gospodarkę na przyszłość w związku z globalnym przejściem na energię ekologiczną. Wobec szkód spowodowanych powodziami w 34 z 36 stanów Nigerii w III kwartale 2022 roku, a także inflacji utrzymującej się w IV kwartale na poziomie ponad 20%, niepokoje społeczne i przemoc nadal stanowią poważne zagrożenie. Tylko w styczniu w Nigerii odnotowano 280 zdarzeń, które pociągnęły za sobą ponad 900 ofiar śmiertelnych. W perspektywie średnioterminowej gospodarka Nigerii stoi w obliczu bardzo realnego ryzyka związanego z globalną transformacją energetyczną, która według Międzynarodowego Funduszu Walutowego może w ciągu najbliższych siedmiu lat zmniejszyć dochody państw afrykańskich z ropy naftowej o jedną czwartą. Uruchomienie od dawna zapowiadanej rafinerii i dodatkowych mocy produkcyjnych w zakresie LNG mogłoby pomóc w uzyskaniu wzrostu wydajności, ale jeszcze bardziej istotne jest dostosowanie strukturalne.

Jakie szanse rozwoju ma sektor PRS w Polsce – deweloperzy odpowiadają

W jakim tempie, zdaniem deweloperów, będzie się rozwijał się w Polsce sektor najmu instytucjonalnego – PRS? Czy inwestorzy są nadal zainteresowani zakupem budynków pod wynajem? Jakie są największe przeszkody w rozwoju tego segmentu? Co mu sprzyja? Czy współpraca z sektorem PRS jest aktualnie opłacalna dla firm deweloperskich? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Andrzej Oślizlo, prezes zarządu Develia S.A.

Rynek PRS w Polsce ma dobre perspektywy rozwoju. Oferta nowoczesnych mieszkań w dobrych lokalizacjach, wynajmowanych na przejrzystych zasadach od profesjonalnych operatorów to coś, czego brakowało na naszym rynku. Niepokoją nas ostatnie zapowiedzi dotyczące ograniczeń w nabywaniu lokali mieszkalnych na wynajem. W rękach funduszy znajduje się zaledwie kilka tysięcy lokali, co stanowi mniej niż 1 proc. rynku najmu w Polsce. Skala inwestycji w tym obszarze drastycznie spadła w minionym roku z uwagi na rosnące koszty finansowania czy wzrost kosztów materiałów budowlanych. Dalsze utrudnienia dla inwestorów będą dodatkowo zmniejszać wolumen nowych projektów, których również w sektorze detalicznym uruchamianych jest mniej z powodu trudnej sytuacji na rynku kredytów hipotecznych. To będzie pogłębiać lukę mieszkaniową i pogarszać warunki mieszkaniowe w naszym kraju.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Do rozwoju rynku PRS, który przyczyni się do większej dostępności mieszkań, potrzebne są sprzyjające warunki stworzone przez Państwo, preferencyjne rozwiązania podatkowe, a przede wszystkim odpowiednie rozwiązania prawne. Tymczasem nastawienie do funduszy czy osób inwestujących w mieszkania na wynajem jest zgoła inne. Podejście zakładające że fundusze czy osoby wynajmujące klika mieszkań są zbyt zamożne więc należy je dodatkowo opodatkować nie sprzyja rozwojowi rynku PRS.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Aktualna oferta sektora PRS w Polsce obejmuje zaledwie 1 proc. ogółu zasobów mieszkaniowych na wynajem. Najszybciej rozwija się on w Warszawie, ale w wielu miastach rynek ten w ogóle nie jest wykorzystywany. Specjaliści rynku mieszkaniowego są zdania, że mieszkań na wynajem powinno być 2-3 razy więcej niż jest obecnie, by można było zaspokoić potrzeby. Również widzimy potencjał w rozwoju tego rynku, dlatego dostosowaliśmy naszą ofertę do nowego profilu klienta. Obecnie mamy w sprzedaży apartamenty inwestycyjne na warszawskim Ursynowie, a w planach kolejne tego typu projekty. Mamy doświadczenie w realizacji takich przedsięwzięć w Warszawie.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Zainteresowanie inwestorów zakupem nieruchomości z przeznaczeniem na wynajem jest cały czas duże. Widzimy to po strukturze naszych klientów. W świetle styczniowych zapowiedzi dotyczących ustawowego ograniczenia hurtowych zakupów mieszkań w Polsce trudno jest prognozować szczególnie duży wzrost rynku PRS. Zarówno my, jak i fundusze inwestycyjne działające w tym obszarze, obserwujemy dynamiczne zmiany rynku i otoczenie prawne, i wyczekujemy wyklarowania sytuacji legislacyjnej.

Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że fundusze rynku PRS mogłyby znacząco wesprzeć rynek mieszkaniowy w Polsce i zaoferować wynajem osobom, które z różnych względów nie mają aktualnie szans, żeby kupić mieszkanie na własność. A potrzeby mieszkaniowe w Polsce cały czas są bardzo duże.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal

Fundusze PRS stoją w obliczu wielu niewiadomych co do przyszłych warunków działania w Polsce. Świadczą o tym na przykład ostatnie propozycje opodatkowania hurtowych zakupów mieszkań. Na pewno transakcjom sprzyja rozgrzany rynek najmu i niestety będzie sprzyjało wysokie oprocentowanie kredytów hipotecznych klientów indywidualnych. Kursy walutowe to z kolei czynnik ryzyka, gdyż fundusze inwestycje i zyski z nich przeliczają na euro lub dolara. Aktualnie rynek PRS stanowi 1 proc. przy m.in. wymienionych wyżej ograniczeniach. W naszej ocenie rozwój tego sektora potrwa dekady.

Damian Tomasik, założyciel Alter Investment

Moim zdaniem, rozwój tego rynku jest nieunikniony. Zmiany kulturowe, stylu życia oraz potrzeb pokolenia, które wchodzi w dorosłe życie, idealnie wpisuje się w sektor PRS. Rozwojowi sektora PRS sprzyjać też będzie utrzymująca się luka podażowa to znaczy brak wystarczającej dostępności mieszkań w odpowiednim standardzie. Wprawdzie niepewność co do planów opodatkowania tego segmentu rynku oraz wysokie stopy procentowe mogą nieco spowolnić dynamikę wzrostu rynku instytucjonalnego wynajmu, ale tylko przejściowo. W ubiegłym roku sprzedaliśmy dwa projekty z przeznaczeniem na wynajem w formule PRS i nie mamy wątpliwości, że istnieją bardzo dobre perspektywy rozwoju współpracy w tym obszarze.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Biorąc pod uwagę dane na temat zawartych w ostatnich latach transakcji na wspomnianym rynku, rozwija się on i będzie rozwijał. W Polsce nadal brakuje mieszkań, a stopy zwrotu możliwe do uzyskania z tego typu inwestycji są atrakcyjne dla funduszy inwestycyjnych. Najnowsze raporty podają, że w perspektywie najbliższych siedmiu lat sektor ma osiągnąć nawet 100 tysięcy mieszkań wynajmowanych przez profesjonalne podmioty. Bylibyśmy jednak ostrożni z prognozowaniem tempa rozwoju rynku PRS w perspektywie kilku, kilkunastu lat. Jest to trudne do przewidzenia, gdyż zależy w dużej mierze od otoczenia makroekonomicznego, a to jest od nas z kolei niezależne.

Widzimy zainteresowanie inwestorów zakupami budynków na wynajem, jednak w ostatnim czasie ze względu na uwarunkowania makroekonomiczne, jak i konflikt w Ukrainie widzimy lekkie zahamowanie. Inwestorzy wstrzymują się z decyzjami zakupowymi, cały czas obserwując i analizując polski rynek.

Jeżeli chodzi największe przeszkody dla rozwoju sektora PRS, to warto pamiętać o takich czynnikach jak waluta (PLN vs EUR), niestabilny rynek najmu, konflikt w Ukrainie, niestabilna sytuacja prawno-podatkowa, jak i niejasne, niespójne przepisy.

Na pewno rozwojowi rynku PRS w Polsce sprzyja jego wczesna faza. Jest to wciąż raczkujący w Polsce sektor, a niedobór mieszkań jest wciąż znaczny. Młodzi ludzie coraz częściej decydują się na wynajem. Sektor najmu instytucjonalnego wychodzi naprzeciw tym wymaganiom, oferując komfortowe mieszkania, w dobrych lokalizacjach z udogodnieniami dla mieszkańców budynku. Ponadto, najem instytucjonalny łączy dwie istotne kwestie: elastyczność i poczucie bezpieczeństwa, jakie gwarantuje profesjonalny operator nieruchomości. Co więcej, aktualna sytuacja makroekonomiczna w kraju tzn. spadek sprzedaży związany ze wzrostem stóp procentowych czy inflacją powoduje to, że deweloperzy coraz bardziej interesują się sprzedażą całych projektów do inwestorów instytucjonalnych.

Z pewnością współpraca taka może być opłacalna, ale obarczona jest ryzykiem, chociażby w związku ze zmianami cen materiałów budowlanych. Marża możliwa do uzyskania jest niższa niż w przypadku sprzedaży do klientów indywidualnych i zależy od wielu czynników m.in. stabilności cen materiałów i usług, rodzaju transakcji: forward funding/forward purchase i samych warunków umowy.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Pod koniec 2021 roku uruchomiliśmy własny projekt PRS. Kiedy decydowaliśmy się rozwinąć ten filar biznesu, naszym głównym argumentem była chęć odpowiedzi na potrzeby młodych i mobilnych Polaków. W dzisiejszej sytuacji rynkowej PRS spełnia potrzeby młodych rodzin, których nie stać na zakup własnego mieszkania. Grupa klientów zainteresowanych najmem instytucjonalnym będzie naszym zdaniem rosła.

Na potrzebę tego przedsięwzięcia stworzyliśmy platformę LivinGo, która zajmie się obsługą inwestycji wynajmowanych. Nasza oferta powstaje w ramach dotychczas budowanych inwestycji mieszkaniowych, co gwarantuje wysoką jakość realizacji oraz konkurencyjność najmu. Pierwsza pula 121 mieszkań będzie oddana w Q3 2023 roku w inwestycji Ursus Centralny, a bank ziemi jest zabezpieczony na blisko 1800 lokali.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Jesteśmy jednym z nielicznych deweloperów, którzy mają na swoim koncie transakcje z funduszem PRS. Pod koniec 2021 roku podpisaliśmy przedwstępną umowę sprzedaży budynku zawierającego 236 lokali na warszawskich Bielanach.

Obecnie obserwujemy spowolnienie na rynku PRS w Polsce i mniejszą ilość transakcji. Inwestorzy nadal są zainteresowani zakupem całych budynków, ale mają problem z finansowaniem. Natomiast niektórzy wstrzymują się z decyzjami, gdyż oczekują okazji inwestycyjnych na rynku. Czas jednak działa na niekorzyść funduszy, gdyż obserwujemy wzrost zainteresowania klientów indywidualnych, którzy chcą kupować mieszkania. Dodatkowo zapowiadany przez rząd nowy program może spowodować łatwiejszy dostęp do kredytów, co przełoży się na większą ilość transakcji. Przy takich okolicznościach deweloperzy będą bardziej skłonni do sprzedaży klientom indywidulnym niż funduszom.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Fundamenty rynku PRS są dość silne. Sektor PRS stanowi jedynie 1 proc. całego rynku najmu w Polsce. Zrealizowane projekty zostały wynajęte. Nowe inwestycje będą pozytywnym czynnikiem, który będzie wspierać sytuację branży deweloperskiej w okresie pogorszenia warunków makroekonomicznych. Jednakże nieprzewidywalność w obszarze podatkowym oraz możliwość nałożenia kolejnych obciążeń przez rządzących jest zagrożeniem dla rozwoju rynku RRS.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

PRS, czyli najem instytucjonalny oraz powstające na jego potrzeby budynki na wynajem to dla polskiego rynku nieruchomości wciąż nowy model biznesowy, który dopiero się kształtuje. Istnieje jednak wiele przesłanek przemawiających za tym, że będzie się on prężnie rozwijał na polskim rynku. Eksperci szacują, że w najbliższym czasie średnioroczny przyrost PRS wyniesie ok. 12 tys. mieszkań, czyli w roku 2028 powinien osiągnąć poziom bliski 100 tys. lokali na wynajem. Patrząc na najem instytucjonalny, widać jednak, że w Polsce brakuje infrastruktury i regulacji dotyczących tego sektora. Ministerstwo Rozwoju i Technologii prowadzi obecnie prace nad regulacją hurtowego rynku mieszkań i wprowadzeniem nowego podatku dla firm, które mieszkania kupują hurtowo.

Trzeba pamiętać, że w Polsce brakuje nadal około 2 mln mieszkań. Wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych oraz napływ uchodźców za wschodniej granicy spowodował bardzo duży popyt na wynajem. Efektem tego był gwałtowny wzrost stawek czynszów za wynajem w głównych miastach Polski. Dodatkowo spadek sprzedaży indywidualnej mieszkań, skłania niektórych deweloperów do współpracy z funduszami inwestującymi w PRS.

Niezmiennie dominującym modelem na rynku nieruchomości jest zakup pakietów mieszkań od deweloperów skoncentrowanych na sprzedaży indywidualnej, a nie hurtowej. Deweloperzy nie chcą dawać zniżek na pakietowe zakupy, bo wiedzą, że i tak bez problemu sprzedadzą mieszkania. Nasza firma nie podejmuje obecnie kroków w kierunku sprzedaży instytucjonalnej. Skupiamy się na sprzedaży mieszkań klientom indywidualnym, jednak nie zamykamy się na taką współpracę w przyszłości.

Marcin Michalec, CEO Okam

Pomimo sytuacji makroekonomicznej czy konfliktu za naszą wschodnią granicą, Polska pozostaje atrakcyjnym rynkiem do inwestowania. Sektor PRS ma perspektywy rozwoju.
Sprzyja mu niewątpliwie fakt, że ostatnie kilkanaście miesięcy to w Polsce rosnące zainteresowanie najmem krótko i długookresowym z uwagi m.in. na przyrost liczby cudzoziemców czy trudności wielu konsumentów w zakupie własnego mieszkania ze względu na politykę banków.

Dodatkowym wspomagającym czynnikiem jest podejście osób młodych, bardziej mobilnych, którzy nie chcą wiązać się na stałe z żadną lokalizacją. Warto zauważyć, że część deweloperów, którzy dotychczas finansowali zewnętrznie projekty, traci taką możliwość, gdyż instytucje finansowe nie są do tego skore. Dodatkowo dochodzi do tego wzrost cen materiałów budowlanych czy stawek podwykonawców. Dla części firm deweloperskich współpraca z funduszami inwestycyjnymi i wejście w najem instytucjonalny jest rozwiązaniem pozwalającym sprzedać projekty już na etapie realizacji z promesą zakupu po wybudowaniu.

Segment PRS ma pewną szansę rozwoju również na coraz mocniej rozwijających się w Polsce inwestycjach związanych z modernizacją obiektów czy dostosowaniem ich do nowych, mieszkaniowych funkcjonalności. Czynnikiem negatywnym są z kolei obecnie wysokie ceny najmu, a także niepewność legislacyjna – surowe przepisy prawne, w tym dodatkowe opodatkowanie, mogą wpłynąć na zablokowanie rozwoju tego sektora rynku nieruchomości.