Dolar jeszcze mocniejszy

Najważniejszą informacją dla rynków były zapisy z rozmów amerykańskiego odpowiednika naszej RPP. W rezultacie pomimo dobrych danych z Niemiec dolar wciąż zyskuje względem euro.

Zapiski z rozmów FOMC

Pod skrótem FOMC znajduje się Federalny Komitet Otwartego Rynku, czyli taki amerykański odpowiednik naszej Rady Polityki Pieniężnej. Wczoraj poznaliśmy zapis ostatniego posiedzenia. Głównym zaskoczeniem były głosy mówiące o silniejszym zacieśnieniu polityki monetarnej. Rynek wiedział, że kolejne podwyżki mimo spadającego tempa wzrostu cen są planowane. Oceniał je jednak niżej niż przed opublikowaniem zapisów z rozmów. Warto również zwrócić uwagę, że pojawiły się głosy o konieczności utrzymania podniesionych stóp procentowych. Ten fragment sugeruje, że spekulacje o obniżce stóp jeszcze w tym roku kalendarzowym właściwie się zdezaktualizowały. Efektem tych zapisków jest wzrost zainteresowania inwestorów dolarem. Pozwoli on bowiem lepiej i dłużej zarobić na instrumentach opartych o stopę procentową.

Kolejny dobry indeks z Niemiec

Po dobrych danych z indeksu ZEW przyszedł czas na potwierdzenie z indeksu IFO. Dane były o 0,1 pkt niższe od oczekiwań, za to o cały punkt wyższe niż miesiąc wcześniej. Pomimo tego nie udało się odwrócić trendu na głównej parze walutowej. Dolar cały czas odrabia straty względem euro. Obecnie jest najsilniejszy od święta 3 króli. Dołek z tego dnia jest wyjątkowo niski, stąd jeszcze przez jakiś czas może nie zostać przekroczony. Obecny sentyment na rynku mocno jednak sprzyja dolarowi. Inwestorzy znów wierzą w poprawę sytuacji za oceanem. Rosną nawet szanse na wyższą podwyżkę stóp procentowych na marcowym posiedzeniu.

Finalne dane o inflacji

Wczoraj obyło się bez niespodzianek. Finalne odczyty inflacji znalazły się bardzo blisko oczekiwań. W Niemczech ceny rosną o 8,7% w skali roku. We Włoszech jest to z kolei równo 10%. To nawet o 0,1% poniżej oczekiwań. Dane ostateczne bardzo często są bliskie wstępnych odczytów. Niespodzianki mogą się jednak pojawiać przy dużej zmienności pod koniec miesiąca, kiedy nie ma jeszcze wszystkich danych lub w przypadku gdy ostateczne dane spływające dotyczą specyficznych segmentów gospodarki. Rynki przyjęły te dane bardzo spokojnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja konsumencka,
12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wzrost PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Automatyka przemysłowa – jak ją wykorzystać w Twoim zakładzie?

W dzisiejszych czasach trudno wyobrazić sobie prężnie rozwijającą się firmę produkcyjną bez automatyzacji przemysłowej. Procesy, które sprawiają, że linia produkcyjna jest bardziej wydajna, to duży krok do rozwoju przedsiębiorstwa, który powinien być przeprowadzony pod okiem profesjonalnej firmy zajmującej się tego typu wdrożeniami. Podpowiadamy, jak wykorzystać automatyzację procesów technologicznych do usprawnienia Twojej firmy oraz kto pomoże w przygotowaniu niezbędnych prac.

Co to jest automatyka przemysłowa?

Automatyka przemysłowa to dziedzina, która wykorzystuje wiele technologii takich jak sterowanie cyfrowe, informatyka przemysłowa, mechanika i elektronika, aby zautomatyzować procesy produkcyjne. W skład działań związanych z automatyzacją przemysłu wchodzą systemy sterowania, które mogą być wykorzystywane do wykonywania zadań wykonywanych zarówno przez ludzi, jak i maszyny, wspierając procesy związane z działaniem produkcji, magazynowaniem czy transportem.

Co daje zastosowanie przemysłowej automatyki w procesach produkcji?

Automatyka przemysłowa może być wykorzystywana do monitorowania i kontrolowania maszyn, urządzeń i systemów, aby zapewnić niezawodną oraz bezpieczną pracę. Dzięki nowoczesnym opracowaniom utrzymanie bezpieczeństwa i przestrzeganie zasad związanych z BHP będzie o wiele łatwiejsze, rzadziej będzie dochodzić również do wypadków i awarii. W niektórych przypadkach automatyzacja procesów przemysłowych ma na celu wyręczyć człowieka w niebezpiecznych, trudnych lub powtarzalnych pracach, co nie tylko zwiększa jakość związaną z zatrudnieniem, ale także sprawia, że linia produkcyjna jest bardziej wydajna. Dla wielu firm ważnym aspektem, który wynika z wprowadzonych wdrożeń, jest możliwość zmniejszenia kosztów związanych z zatrudnieniem, a często nawet z ograniczeniem zużycia energii elektrycznej. Firmy produkcyjne, które zdecydowały się na wdrożenie automatyzacji linii produkcyjnej, odnotowują realne oszczędności.

Ważną zaletą korzystania z automatyzacji procesów technologicznych jest zwiększenie kontroli nad wytwarzanym produktem, możliwość uzyskania większej powtarzalności oraz zmniejszenia odpadów czy braków, które powstają w procesie produkcji. Dzięki automatyzacji maszyn o wiele łatwiej jest sprostać wymaganiom, które nałożone są na producentów, co jest szczególnie ważne przy wytwórstwie produktów spożywczych na dużą skalę.

Jak wykorzystać automatykę przemysłową w zakładzie produkcyjnym?

Automatyka przemysłowa może być wykorzystana w zakładzie produkcyjnym w celu zwiększenia wydajności i poprawy jakości produktów. Możliwe zastosowania automatyki przemysłowej obejmują automatyzację procesów produkcyjnych takich jak sterowanie za pomocą sterowników PLC, zastąpienie pracowników wykonujących rutynowe czynności wykorzystaniem robotów przemysłowych, optymalizację procesu produkcyjnego poprzez wykorzystanie sztucznej inteligencji i algorytmów uczenia maszynowego.

Automatyka przemysłowa pozwala czuwać nad jakością wytwarzanych produktów poprzez wykorzystanie maszyn wizyjnych, automatyzację przesyłania danych oraz monitorowanie stanu maszyn za pomocą systemów łączenia sieciowego.

Jak wdrożyć automatyzację procesów wytwarzania?

Kluczem do sprawnej i skutecznej automatyzacji produkcji przemysłowej jest pełne wsparcie firmy, która nie tylko zaplanuje wdrożenie, ale także dostosuje rozwiązania do potrzeb danego przedsiębiorstwa. Bez indywidualnego planu popartego analizą trudno stworzyć rozwiązanie, które poprawi wydajność linii produkcyjnej, dlatego tak ważne jest, aby zadanie to zlecić firmie z doświadczeniem i renomą takiej jak ESOX Industrial Automation z Łodygowic koło Bielska-Białej.

Jeśli rozważasz wdrożenie w swoim przedsiębiorstwie automatyzacji procesów technologicznych, warto zapoznać się ze stroną internetową firmy – https://www.esox-automation.com/pl.

Polacy na krawędzi depresji. Już ponad 70 proc. odczuwa jej realne symptomy

Depresja wciąż stanowi temat tabu. Tymczasem ponad 70 proc. Polaków przyznaje, że doświadcza jej syndromów.

Depresja coraz bardziej daje się we znaki Polakom. Według najnowszego badania, obecnie już przeszło 70% dorosłego społeczeństwa obserwuje u siebie syndromy, które najczęściej są z nią kojarzone. W ciągu roku nastąpił też wzrost o ponad 11 p.p. Najczęściej rodacy mówią o obniżonym nastroju, zmęczeniu i braku energii, a także o zaburzeniach snu. Sytuacja mocno dokucza osobom wchodzącym w dorosłość i w sile wieku, a także seniorom. Z kolei najrzadziej sygnalizowane są myśli i czyny samobójcze. Z tym głównie zmagają się najmłodsi dorośli, tj. w wieku 18-22 lat. W obecnej sytuacji gospodarczej eksperci nie są zaskoczeni zatrważającymi wynikami sondażu. I alarmują, że depresja wciąż stanowi w Polsce temat tabu, co może utrudniać sięganie po pomoc.

Nie od dziś wiadomo, że depresja jest groźnym społecznie zjawiskiem. Dlatego autorzy badania przygotowali listę 10 objawów najczęściej kojarzonych z tym problemem. Ankietowani wybrali te symptomy, które dokuczają im od co najmniej 2 tygodni. I aż 72,8% dorosłych Polaków potwierdziło, że odczuwa minimum jeden syndrom. Dla porównania, dokładnie rok temu ten odsetek sięgał 61,4%. Takie wnioski płyną z cyklicznego raportu pt. „Zdrowie psychiczne Polaków. Depresja jest wśród nas…”, przedstawionego przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl.

– Od czasu poprzedniego badania wiele się wydarzyło. Wybuchła wojna w Ukrainie, wyraźnie wzrosły ceny w sklepach i wszelkie codzienne opłaty. To wszystko wstrząsnęło ludźmi i uaktywniło pesymistyczne myśli. A to przecież jeszcze nie koniec trudności. Zmiany łańcuchów dostaw, konsumpcji dóbr i usług wpłyną na rynek pracy, co w przypadku mniej konkurencyjnych pracowników z małych miejscowości może oznaczać długoterminową utratę dochodów – komentuje Michał Pajdak, jeden ze współautorów badania.

Jak stwierdza dr Aleksandra Piotrowska, psycholożka i wykładowczyni na Uniwersytecie Warszawskim, przez ostatni rok nie zdarzyło się nic, co wzmocniłoby poczucie bezpieczeństwa rodaków, zarówno w sferze zdrowia, jak i finansów. Dodatkowo ludzie mocno ograniczyli fizyczne spotkania na rzecz kontaktów w świecie online, a te nie zaspokajają ich potrzeb psychicznych. Ekspertka podkreśla też, że oczywiście pojedyncze objawy nie świadczą jeszcze o depresji. Ta choroba, jak każda, wymaga indywidualnej diagnozy. Natomiast z badania wynika, że obecnie 21,1% ankietowanych nie dostrzega u siebie żadnego symptomu wymienionego w ankiecie. Z kolei 6,1% respondentów nie potrafi się określić.

– Fakt, że w obecnych czasach jedna piąta Polaków nie odczuwa tego typu objawów, jest pozytywny. Niestety, część osób może jednak ukrywać swoje odczucia, np. obawiając się stygmatyzacji. W Polsce depresja to niestety, ale wciąż temat tabu, co może opóźniać decyzję o skorzystaniu z odpowiedniego wsparcia – alarmuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Najczęściej wskazywanym objawem jest obniżenie nastroju – 40,3%. Częściej deklarują to kobiety niż mężczyźni. Informują o tym głównie osoby w wieku 23-35 lat. Przeważnie zgłaszają ten problem Polacy z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł. Głównie też mówią o tym rodacy z wyższym wykształceniem, a także mieszkańcy miast liczących 50-99 tys. ludności.

– To zrozumiałe, że ludzie w sile wieku, dążący do niezależności i zarabiający poniżej średniej krajowej, nie są zadowoleni z życia. Zwłaszcza w mniejszych miastach jest mniej możliwości rozwoju niż w większych. Brakuje tam też odpowiedniej rozrywki – tłumaczy psycholożka Małgorzata Osowiecka, wykładowczyni na Uniwersytecie SWPS w Sopocie.

Drugie w zestawieniu jest uczucie zmęczenia i braku energii – 36,6%. Częściej wskazują je kobiety niż mężczyźni. Głównie dotyczy ono najmłodszych (18-22 lat) i najstarszych ankietowanych (56-80 lat), z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł. Tak deklarują przeważnie osoby ze średnim wykształceniem, a także mieszkańcy miast liczących 100-199 tys. ludności.

– Okres wchodzenia w dorosłość to czas sprawdzania się na różnych polach. W niepewnych gospodarczo czasach uczucie zmęczenia i braku energii może być konsekwencją braku perspektyw. Z kolei seniorzy mogą przeżywać kryzys drugiej połowy życia. Są wśród nich też osoby słabsze, obserwujące u siebie narastające problemy zdrowotne, co bywa wyjątkowo uciążliwe w przypadku trudnej sytuacji ekonomicznej – dodaje ekspertka z SWPS.

Trzecią pozycję na liście najczęściej wskazywanych objawów mają zaburzenia snu – 27,1%. Częściej mówią o nich kobiety niż mężczyźni. Ten problem dotyka głównie osoby w wieku 18-22 lat i dominuje wśród Polaków zarabiających 7000-8999 zł netto miesięcznie. Najczęściej zgłaszają go rodacy ze średnim wykształceniem, a także mieszkańcy miejscowości liczących 5-19 tys. ludności.

– Patrząc na strukturę wiekową, znów można powiedzieć, że problem najczęściej dotyczy młodych osób, wchodzących w dorosłość. Mogą to być np. studenci, a także młodzi pracownicy branż rozwijających się lub rodzinnych biznesów. Oni wszyscy mogą przedkładać rozwój zawodowy nad jakość snu – uważa Osowiecka.

Na kolejnych pozycjach w zestawieniu widać takie objawy, jak pesymistyczne, czarne widzenie przyszłości – 23,8%, osłabienie koncentracji i uwagi – 22,9%, a także brak przyjemności z wykonywania czynności, które wcześniej ją sprawiały – 22%. Mniej niż 20% wskazań ma niska samoocena i mała wiara w siebie. Natomiast na końcu listy są myśli i czyny samobójcze – 6,2%. Przed nimi widać zmniejszony apetyt – 8,3%, jak również poczucie winy i obniżonej wartości – 10,1%.

– Połączenie ww. objawów może dawać pierwsze sygnały o depresji. Dodatkowym ryzykiem jest niezdrowy styl życia, w którym brakuje aktywności fizycznej, a także dbałości o odpoczynek i właściwą dietę. Co ważne, symptomy ww. choroby mogą być inne w przypadku każdego pacjenta i zmieniać się z czasem. Każda osoba, która od dłuższego czasu doświadcza pogorszenia kondycji psychicznej i nie radzi sobie z tym, powinna jak najszybciej skorzystać z pomocy specjalisty – przekonuje Michał Murgrabia.

Myśli i czyny samobójcze częściej wskazują mężczyźni niż kobiety. Dotyczą one głównie osób w wieku 18-22 lat, z miesięcznym dochodem netto mniejszym niż 1000 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, a także mieszkańców miejscowości liczących 20-49 tys. ludności.

– Zarówno kobiety, jak i mężczyźni miewają myśli samobójcze, ale tendencja do ich realizacji jest znacznie częstsza wśród mężczyzn. Z kolei osoby młode i niemające wyższego wykształcenia wykazują się większą podatnością na stres i mają niedojrzałe mechanizmy obronne. Według badań literatury światowej, ubóstwo, niższe wykształcenie i zamieszkiwanie okolic wiejskich są czynnikami ryzyka prób samobójczych. Wrażliwość na nie mogą potencjalizować takie zjawiska, jak wojna czy pandemia – mówi prof. Jerzy Samochowiec, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Podsumowując, należy zaznaczyć, że wśród ankietowanych odczuwających przynajmniej jeden z ww. objawów aż 43% nie miało tego typu problemów przed wzrostem inflacji, czyli przed podwyżkami cen w sklepach, rat kredytów oraz spadkiem wartości dochodów. 47% respondentów twierdzi odwrotnie, a 10% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii.

Bez przełomu po „minutkach” FOMC

Wczorajsza publikacja “minutek” z ostatniego posiedzenia FOMC była elementem przyciągającym uwagę rynku. Dolar zdołał się lekko umocnić a indeksy skierowały się na południe. Ruch był jednak krótkotrwały a zmienność należy zaliczyć do tych z kategorii „umiarkowanych”. Para EUR/USD przez moment była notowana poniżej 1,06.

Nie było przełomu w zapiskach z lutowego posiedzenia Rezerwy Federalnej. Rynek jedynie otrzymał kolejne potwierdzenie, że kontynuacja podwyżek stóp jest w planach banku centralnego. Można powiedzieć, że informacje dały jeszcze większą pewność, że Fed nie kończy jeszcze z cyklem zacieśniania. Zmalała również szansa na to, że zobaczymy kosmetyczne obniżki pod koniec tego roku czy na początku kolejnego. Z komunikatu warto przytoczyć jedno ze zdań: „uczestnicy zauważyli, że restrykcyjne nastawienie polityki będzie musiało być utrzymane do czasu, gdy napływające dane dadzą pewność, że inflacja jest na trwałej ścieżce spadkowej do 2 proc., co prawdopodobnie zajmie trochę czasu.” Podano „prawie wszyscy” urzędnicy zgodzili się, że podwyżka o 25 pb była odpowiednia, podczas gdy „kilku” sprzyjało lub mogło poprzeć większą podwyżkę o 50 pb. W protokole podkreślono, że inflacja „pozostaje znacznie powyżej celu Fed, a rynek pracy wciąż jest bardzo napięty, przyczyniając się do ciągłej presji na wzrost płac i cen”. Kilku urzędników stwierdziło, że „niewystarczająco restrykcyjne” stanowisko polityki może zahamować ostatnie postępy w łagodzeniu presji inflacyjnej. Przedstawiciele amerykańskiej instytucji zauważyli jednocześnie, że dane dotyczące inflacji otrzymane w ciągu ostatnich trzech miesięcy pokazały mile widziane zmniejszenie miesięcznego tempa wzrostu cen, ale podkreślili, że potrzeba znacznie więcej dowodów na postęp w szerszym zakresie cen, aby mieć pewność, że inflacja jest na trwałej ścieżce spadkowej.

Rynek mogła zaskoczyć informacja, że aż kilku decydentów opowiadało sią za większym ruchem w górę na stopach. Oznacza to, że oprócz James-a Bullarda (najmocniejszego jastrzębia) oraz Loretty Mester jest jeszcze ktoś, kto uważa podobnie. To jednak nie wystarczyło, żeby dolar złapał wiatr w żagle.

Wycena rynkowa po wczorajszych „minutkach” nie zmieniła się prawie w ogóle. Kontrakty Fed Fund futures w pełni wyceniają podwyżki o 25 pb. na kolejnych trzech posiedzeniach w marcu, maju oraz czerwcu. Wskazują również, że szczyt całego cyklu wypadnie na poziomie 5,54 proc. oraz to, że Powell poluzuje minimalnie politykę do końca 2023 roku.

Notowania EUR/USD na moment znalazły się poniżej 1,06. Rentowność amerykańskich obligacji 2 letnich spadła minimalnie o 3 pb. do 4,69 proc. a 10-latków do 3,92 proc. Zdecydowany ruch w górę odbyła się na wtorkowej sesji. Indeksy zamknęły dzień wykazując kosmetyczne zmiany. Dow Jones spadł o 0,3 proc., SP500 stracił 0,2 proc. a Nasdaq Composite zyskał 0,1 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wybieramy samochód elektryczny do miasta

Jaki samochód najlepiej sprawdzi się w mieście? Przede wszystkim taki, którym z łatwością zaparkujemy w różnych miejscach, będzie zapewniał odpowiednią dynamikę do sprawnego poruszania się po mieście i bez problemu będziemy mogli wjechać nim w różne miejsca. Słowem, chodzi o mały samochód elektryczny. W Volkswagen Financial Services możesz sfinansować modele, które doskonale spełniają te kryteria.

Zatłoczone centra miast, ciasne uliczki, niewielkie przestrzenie parkingowe – wszystko to sprawia, że w miejskiej dżungli bardzo często rozmiar ma znaczenie. I w tym przypadku, jeżeli mówimy o poruszaniu się samochodem, często mniejsze auto ma znaczną przewagę. Dlatego, jeżeli poszukujemy samochodu z przeznaczeniem głównie do jazdy po mieście, powinniśmy poszukać zwrotnych i zwinnych aut o niedużych gabarytach.

Jednak, aby współcześnie swobodnie poruszać się po centrach wielu miast, powyższe kryteria nie są wcale wystarczające. Coraz więcej metropolii decyduje się bowiem na wyznaczanie tzw. stref bezemisyjnych, w których obowiązuje zakaz poruszenia się pojazdami z silnikami spalinowymi. Tym samym, jedyne auta, jakie mogą wjechać do tego typu stref mają napęd elektryczny. Łącząc wszystkie powyższe kryteria razem, możemy wywnioskować, że idealnym rozwiązaniem do miasta będzie mały samochód elektryczny.

Wśród aut dostępnych w atrakcyjnym finansowaniu VW FS znajdziemy również takie, które doskonale wypełniają kryteria bycia małym samochodem elektrycznym. Pierwsza propozycja to oczywiście wyjątkowo dopracowany i przemyślany Volkswagen ID.3. Jest to auto, które świetnie odnajduje się w warunkach miejskich, jednocześnie za sprawą m.in. dużego rozstawu osi jak na swoje gabaryty, zaskakuje przestronnością. Jak przystało na rasowego Volkswagena, został wyposażony w najnowocześniejsze rozwiązania techniczne, a także potrafi dostarczyć wielu wrażeń za kierownicą.

Jeżeli głównym czynnikiem decydującym o wyborze samochodu, obok walorów praktycznych, jest jego nietuzinkowość, a także niezapomniane wrażenia z jazdy, to bardzo ciekawą alternatywę stanowi CUPRA Born. To mały samochód elektryczny o sportowym zacięciu i wyrazistym designie. Pomimo ostrych linii nadwozia i sportowej charakterystyki, w tym także precyzyjnego układu kierowniczego, w warunkach miejskich potrafi zaskoczyć także komfortem i płynnością jazdy. Niewątpliwie jest to propozycja dla osób, które lubią się wyróżniać.

Zarówno CUPRA Born jak i Volkswagen ID.3 dostępne są w atrakcyjnym finansowaniu VW FS. Korzystając z tej ofert można mieć świetnie sprawdzający się w mieście samochód elektryczny przy niskiej miesięcznej racie. Oferty finansowe obejmują m.in. rozwiązanie JAK ABONAMENT, dzięki któremu można korzystać z samochodu przy minimalnych miesięcznych nakładach finansowych. Wszystko dlatego, że spłacamy jedynie część wartości pojazdu – jego przewidywaną utratę wartości w trakcie finansowania – a dopiero na koniec umowy podejmujemy decyzję, czy chcemy auto wykupić czy też zwrócić do salonu i zdecydować się np. na nowe finansowanie. Możliwe jest także uzyskanie dofinansowania na zakup samochodu elektrycznego z programu „Mój elektryk”.

Cloud Technologies sfinalizowało zakup platformy Demand-Side Platform (DSP)

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka koncentrująca się na sprzedaży danych cyfrowych do targetowania reklamy internetowej, sfinalizowała zakup platformy Demand-Side Platform (DSP). Na mocy podpisanej umowy spółka nabyła wszelkie prawa, w tym prawa własności przemysłowej i prawa autorskie, do kodu źródłowego platformy DSP za kwotę 3,7M euro. Zakup technologii jest jednym z kluczowych elementów strategii rozwoju spółki na lata 2021 – 2023.

 – Pod koniec poprzedniego roku debiutowaliśmy na głównym rynku GPW. Teraz mamy przyjemność ogłosić realizację kolejnego ważnego elementu naszej strategii jakim jest zakup technologii. Nabycie kodów źródłowych platformy DSP jest de facto finalizacją transakcji z 2019 roku, związanej z zakupem licencji na przedmiotową platformę. Przez kilka lat mieliśmy okazję dokładnie obserwować i analizować synergie zachodzące między platformą DSP a naszą autorską platformą DMP. Model biznesowy łączący te dwa rozwiązania jest sprawdzony i zapewnia wzrost efektywności działań w kluczowym dla nas segmencie jakim jest sprzedaż danych co daje odzwierciedlenie w sukcesywnie rosnących wynikach tego segmentu oraz zwiększy naszą niezależność na rynku reklamy internetowej. – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Platforma DSP służy do automatycznego zakupu powierzchni reklamowej oraz umożliwia monetyzację danych. Wcześniej grupa kapitałowa korzystała z licencji na zewnętrzną platformę DSP, bez prawa do kodów źródłowych i możliwości rozwoju technologii we własnym zakresie oraz jej dalszego sublicencjonowania. Zakup platformy DSP zwiększy niezależność w funkcjonowaniu grupy kapitałowej na rynku reklamy internetowej, a lepsza integracja z platformą DMP przyczyni się do zwiększenia efektywności monetyzacji danych.

W reklamie online szczególnie dynamicznie rośnie model bazujący na danych, czyli reklama programmatic, która staje się modelem dominującym na kolejnych rynkach. W USA oraz Wielkiej Brytanii – kluczowych dla Cloud Technologies rynkach – już ponad 80% reklam cyfrowych realizuje się w właśnie w tym modelu. Według eMarketera w tym roku wydatki na reklamę programmatic na rynku amerykańskim wzrosną o ponad 15% r/r i przekroczą 141 mld USD.

Rosnący rynek reklamy programmatic wpływa na coraz większy popyt na dane, na których bazuje ten model reklamy. W całym 2022 roku średnia miesięczna dynamika sprzedaży danych Cloud Technologies rosła o blisko 50% r/r. Natomiast strategiczny i skalowalny segment obejmujący sprzedaż danych odpowiadał na koniec trzeciego kwartału za 80% przychodów spółki.

 – Zamknięcie transakcji pozwoli nam skoncentrować się na realizacji następnych kluczowych elementów strategii. W najbliższym czasie będziemy kontynuować skup akcji własnych, które następnie chcemy przeznaczyć na realizację programu motywacyjnego. – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Pod koniec 2021 r. Cloud Technologies zaprezentowała strategię na lata 2021 – 2023, której celem jest osiągnięcie pozycji wiodącego dostawcy na globalnym rynku danych. Grupa kapitałowa zaplanowała w ciągu trzech lat 2021 – 2023 zainwestować do 50 mln zł, finansowanie pochodzić będzie ze środków własnych, bez korzystania z długu lub emisji akcji. Najważniejszymi elementami strategii rozwoju są m.in. skoncentrowanie modelu biznesowego na sprzedaży danych, międzynarodowe akwizycje, zakup technologii, skup akcji własnych w ramach programu motywacyjnego oraz przejście na główny rynek GPW.

W III kwartale ubiegłego roku Cloud Technologies dzięki koncentracji na wysokomarżowym segmencie sprzedaży danych wypracowało rekordowe wyniki. Spółka wygenerowała przychody w wysokości 12,3 mln zł i zysk netto w wysokości 5,1 mln zł. EBITDA w kluczowym dla spółki segmencie sprzedaży danych wyniosła 6,2 mln zł, co oznacza wzrost o 39,9% r/r. Marżowość EBITDA sprzedaży danych sięgnęła 63,2%. W ujęciu od początku 2022 roku, tj. od 1 stycznia do 30 września br., spółka wypracowała zysk netto w wysokości 11 mln zł, a EBITDA sięgnęła 15,1 mln zł. Na koniec III kwartału 2022 roku spółka posiadała 37,5 mln PLN gotówki.

Sprzedaż kredytów – dane za styczeń 2023 r.

W styczniu 2023 r., w porównaniu do stycznia 2022 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów ratalnych o (+67,6%), kart kredytowych o (+36,8%) oraz kredytów gotówkowych o (+12,3%). Spadek o (-63,1%) odnotowały kredyty mieszkaniowe. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość limitów na kartach kredytowych (+48,7%), kredytów gotówkowych (+15,0%) oraz kredytów ratalnych (+1,1%). O (-65,2%) spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych.

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski oraz formułując stosowne opinie, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę udzielania poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, styczniowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym styczniu 2023 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet powyżej miesiąca od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w styczniu 2023 r. jest efektem wniosków składanych głównie w grudniu 2022 r.

Po drugie, z uwagi na konstrukcję Indeksów Jakości, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w ich odczytach dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty (czyli trzech niezapłaconych miesięcznych ratach), ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

W styczniu 2023 r. wzrosty w kredytach gotówkowych

– Styczniowe dynamiki wzrostu w ujęciu liczbowym o 12,3%, a w wartościowym o 15,0% potwierdzają dobrą koniunkturę na rynku kredytów gotówkowych. Dla pełnej oceny sytuacji należy wziąć pod uwagę, że dynamiki w ujęciu wartościowym pokazujemy według sprzedaży nominalnej. Gdy jednak posłużymy się ujęciem realnym, uwzględniającym inflację, to dynamika wzrostu wartości kredytów gotówkowych wypada gorzej, a wręcz jest ujemna na poziomie ok. -2%.

Analizując rynek kredytów gotówkowych z uwzględnieniem przedziałów kwotowych udzielanego finansowania, obserwujemy interesujące zjawisko. Zwracają uwagę kredyty zaciągane powyżej 50 tys. zł, w których wystąpiły najwyższe dodatnie dynamiki wzrostu zarówno w ujęciu liczbowym (+20,5%), jak i wartościowym (+23,7% ).

Co ciekawe, zjawisko to występowało w 2021 r., gdy najwyższa dodatnia dynamika wzrostów dotyczyła właśnie kredytów wysokokwotowych pow. 50 tys. zł. Inaczej niż w roku ubiegłym, gdzie najwyższą dodatnią dynamiką charakteryzowały się kredyty niskokwotowe do 5 tys. zł.

Obecnie kredyty pow. 50 tys. zł odpowiadają za 12% liczby udzielonych w styczniu br. kredytów gotówkowych i za 48% łącznej wartości sprzedaży. Na cały 2023 r. prognozujemy wartość akcji kredytowej na poziomie 65 mld zł – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Kredyty ratalne nadal na fali wzrostowej, ale tylko w ujęciu liczbowym

Styczniowe dodatnie dynamiki w przypadku kredytów ratalnych wystąpiły w ujęciu liczbowym (+67,6%), natomiast w ujęciu wartościowym były to jedynie niewielkie wzrosty nominalne na poziomie (+1,1%).

– Najwyższe dynamiki w ujęciu wartościowym, podobnie jak w roku ubiegłym, objęły kredyty ratalne do 1 tys. zł (+42,1%). Bardziej spektakularne odczyty w tym samym przedziale wystąpiły w ujęciu liczbowym, odnotowując wzrost o (+129,0%). Co ciekawe, podobnie jak w całym 2022 r. ujemną dynamikę odnotowały jedynie kredyty ratalne wysokokwotowe z przedziału powyżej 10 tys. zł (-3,6% L oraz -25,7% W), trend z zeszłego roku jest więc kontynuowany. Prognozujemy, że w 2023 r. banki udzielą kredytów ratalnych na łączną kwotę 18,5 mld zł – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość zaciągniętego w styczniu 2023 r. kredytu to 21 039 zł – to wzrost o 2,4% w stosunku do stycznia 2022 r.

Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w styczniu 2023 r. to 2 352 zł i jest ona niższa niż w styczniu rok temu aż o 39,7%.

Mierzony i analizowany przez BIK w miesięcznym cyklu poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – styczniowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 2,07%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Styczniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 5,09%.

– W porównaniu do stycznia 2022 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych pogorszyła się (wzrosła) o 1,44 pkt proc. Również w ujęciu miesięcznym nastąpiło widoczne pogorszenie wartości Indeksu, co jest niepokojące tym bardziej, że zjawisko, pogarszania się wartości Indeksu dotyczy również kwartału, pół roku czy dziewięciu miesięcy. Na pozytywną ocenę zasługuje jednak niski, bezpieczny odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. Co prawda, w okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu pogorszyła się (wrosła) o 0,98 p.p. to i tak nadal znajduje się na bezpiecznym poziomie, co wynika z faktu zaciągania kredytów ratalnych przez klientów o wysokiej wiarygodności kredytowej i pozytywnej historii kredytowej.

Pomimo, że oba Indeksy pogorszają się w ujęciu 12 -miesięcznym, to poziom wzrostów nie jest na razie na tyle wysoki, aby budzić istotne obawy co do jakości portfela kredytów gotówkowych i ratalnych. Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych kwartałach należy liczyć się z pogorszeniem jakości, a to wymaga jeszcze baczniejszej obserwacji tego zjawiska. Szczególnie należy analizować dynamikę wzrostu wartości Indeksów. Wzrost dynamiki świadczyłby o szybkim pogarszaniu się jakości tych kredytów – wyjaśnia główny analityk Grupy BIK.

Kredyty mieszkaniowe – historycznie najgorsze wyniki akcji kredytowej

W styczniu br. w porównaniu ze styczniem 2022 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy ogromny spadek zarówno liczby (-63,1%) jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (-65,2%). W styczniu 2023 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 329,17 tys. zł i była niższa w ujęciu rocznym o -5,7%.

– W styczniu br. nadal utrzymywał się spadkowy trend sprzedaży kredytów mieszkaniowych. Banki udzieliły ich tylko 6 217 szt., co jest najniższym wynikiem od 13 lat, czyli od stycznia 2010 r. Miesięczna wartość kredytów mieszkaniowych w styczniu 2023 r. wyniosła 2,047 mld zł – to odczyt, który należy do najniższych od stycznia 2010 r. Co może więc zmienić sytuację na rynku kredytów mieszkaniowych? Po pierwsze, zwiększenie popytu na kredyty mieszkaniowe, a to wymaga jak już wielokrotnie pisałem łącznego wystąpienia kilku zjawisk. Obniżki stóp procentowych, realnego wzrostu wynagrodzeń, liberalizacji wymagań nadzorczych w zakresie liczenia zdolności kredytowej (tu już mamy pierwszą jaskółkę), spadku cen nieruchomości (również widać już pewne symptomy wyhamowania cen). Po drugie, skłonność banków do udzielania kredytów mieszkaniowych. Kredyt mieszkaniowy jest produktem o najniższym ryzyku kredytowym, jednak obecnie o bardzo wysokim ryzyku prawnym. W jakimś sensie kredyt mieszkaniowy staje się dla konsumentów niczym nabycie opcji finansowej, a nie zobowiązującym kontraktem finansowym, co może zniechęcać banki do jego masowego udzielania. Wartość akcji kredytowej w całym 2023 r. prognozujemy na poziomie 28 mld zł – stwierdza prof. Rogowski.

Do 19 lutego br. banki zaraportowały do bazy BIK 1,11 mln rachunków kredytów mieszkaniowych objętych wakacjami kredytowymi o wartości do spłaty 277 mld zł.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w styczniu 2023 r. wyniósł 1,46%. W ostatnich 12 miesiącach (od stycznia 2022 r. do stycznia 2023 r.) jakość portfela pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,91 p.p.).

– Wartość Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych sukcesywnie pogarsza się (wzrost wartości Indeksu) w ujęciu 1, 3, 6 i 12 miesięcznym. Obecny odczyt Indeksu jest najwyższy od 2015 r. W 2022 r. zakładałem, że negatywny efekt pogarszania jakości zostanie ograniczony przez powszechne korzystanie z moratoriów kredytowych. Jednak partycypacja w moratoriach kredytowych nie wystarczyła, by w pełni wyhamować wzrost szkodowości złotówkowych kredytów mieszkaniowych. Nie można również abstrahować od kredytów walutowych. Widzimy w bazie BIK, że wzrost szkodowości dotyczy w większości kredytów udzielonych we franku szwajcarskim. W ich przypadku na utrzymaniu jakości zaważył nowy rodzaj ryzyka – nazwałem go prawnym. Przyczyną tego zjawiska może być wstrzymywanie się klientów ze spłatą zobowiązań do czasu rozstrzygnięć prawnych. Rok 2023 będzie w mojej opinii kluczowy dla jakości portfela kredytów mieszkaniowych w kolejnych latach – zapowiada główny analityk Grupy BIK.

Karty kredytowe – wzrosty wynikające efektu niskiej bazy

W styczniu 2023 r. banki wydały 48,4 tys. kart kredytowych na łączną kwotę 421 mln zł przyznanych limitów.

– Odczyty BIK dotyczące kart kredytowych w styczniu 2023 r. są dodatnie – przyznano więcej limitów kartowych (+36,8%) oraz na wyższą wartość (+48,7%) w relacji do roku ubiegłego. Głównie jest to efekt niskiej bazy ze stycznia 2022 r.

Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości w styczniu wyniosła 4,12%. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się – wzrosła o (+1,00 p.p.) i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższy wzrost ze wszystkich Indeksów produktowych – mówi prof. Rogowski.

Czasopisma marketingowe, z którymi staniesz się lepszym sprzedawcą i marketerem

Jesteś dopiero na początku swojej marketingowej drogi i wydaje Ci się, że dziedzina ta pełna jest gór, które trudno przeskoczyć? Nie musi tak być, jeśli wiesz, gdzie szukać sprawdzonych informacji oraz skutecznych rozwiązań. Magazyny marketingowe pomogą Ci zdobyć potrzebną wiedzę od podstaw oraz rozwiną i uzupełnią to, co już wiesz. Sprawdź, dlaczego warto postawić na czasopismo marketingowe.

Czasopisma marketingowe – zawsze na czasie

Praca marketingowca często polega na tym, że szuka on odpowiedzi na pytania związane z obszarem, jakim zajmuje się na co dzień. A to dlatego, że nie można polegać wyłącznie na wiedzy, którą nabyło się już wcześniej. Trzeba ciągle się uczyć i pamiętać o tym, że w marketingu wiele aspektów lubi się dynamicznie zmieniać. Dlatego właśnie warto sięgnąć po czasopismo o marketingu, ponieważ wydawane jest kilka razy w roku i podsuwa rozwiązania, które są aktualne. Masz pewność, że to, czego się nauczysz, sprawdzi się wtedy, kiedy tylko tego potrzebujesz.

Czasopisma marketingowe tworzą specjaliści, którzy marketingiem zajmują się od wielu lat. Jest to wiedza z pierwszej ręki, a dzięki ogromnemu doświadczeniu autorów, otrzymujesz tylko sprawdzone porady. Metody i rozwiązania, które proponowane są w artykułach, sprawdziły się już w wielu firmach, co świadczy też o tym, że są uniwersalne. Niezależnie od tego, do jakiej konkretnie branży wpisuje się Twój biznes, możesz z powodzeniem wykorzystać to, czego dowiesz się z czasopisma.

Na jakie czasopisma marketingowe warto postawić?

Jeśli zastanawiasz się, na jakie czasopisma marketingowe warto postawić, zwróć uwagę na „Marketera Plus” oraz „E-commerce w Praktyce”. Są to magazyny, które odpowiedzą Ci na wiele pytań związanych z poruszaniem się po różnych obszarach marketingu, a także sprzedaży w internecie. Dzięki temu nie tylko rozwiążesz problemy, które napotkasz na swojej drodze, ale także umocnisz pozycję eksperta.

„Marketer Plus” podejmuje przede wszystkim tematy związane z szeroko pojętym marketingiem, komunikacją i brandingiem. Dowiesz się z niego, jak sprzedawać w czasie recesji, jak tworzyć skuteczne reklamy w wyszukiwarkach, czy jak tworzyć content, który pozyska nowych klientów oraz ich uwagę. Tematów zresztą jest mnóstwo i przeglądając spis treści poszczególnych numerów „Marketera+”, z pewnością znajdziesz to, czego szukasz. B2B, B2C, CX, UX, UI, AI, automatyzacja, strategia, media społecznościowe – jeśli tylko szukasz informacji na ten temat, znajdziesz je w „M+”.

„E-commerce w Paktyce” skierowany jest głównie dla osób, które na co dzień zajmują się e-handlem. Dowiesz się z niego, jak planować strategię, jak zarządzać magazynem, zapasami i zwrotami, jak analizować sprzedaż czy ruch na stronie, a także poznasz sposoby na przyjazną obsługę klienta. Dzięki temu Ty oraz Twój sklep będziecie zarabiać więcej. Najnowsze oraz archiwalne numery magazynu pełne są niezwykle przydatnych informacji, dając Ci dostęp do rzetelnej wiedzy o sprzedaży w internecie.

Postaw na czasopisma „Marketer Plus” oraz „E-commerce w Praktyce” jeśli chcesz, by Twoja firma wyróżniała się na tle innych i dawała Ci satysfakcjonujące wyniki.

Pożyczki bez BIK i innych baz. Sprawdź gdzie je znaleźć

Chcesz wziąć pożyczkę, ale posiadasz negatywne wpisy w BIK lub innych bazach dłużników? Chcesz wiedzieć, czy mimo to masz szansę na dodatkowe wsparcie finansowe? W takiej sytuacji warto poszukać pożyczki bez BIK? Ale jak działają takie pożyczki i jak ich szukać? Na te pytania odpowiadamy w poniższym artykule.

Jak działa pożyczka bez BIK?

Pożyczki bez BIK to potoczna nazwa produktu oferowanego przez niektóre firmy pozabankowe. Na czym to polega? Każda instytucja finansowa ma obowiązek sprawdzania zdolności kredytowej klienta, przed udzieleniem pożyczki lub kredytu. Służą do tego przede wszystkim tzw. bazy dłużników. Jeśli posiadasz negatywny wpis w jednej z nich, Twoje szanse na otrzymanie pożyczki znacznie spadają. Firmy nie mają jednak obowiązku, aby sprawdzać każdą z baz. Dzięki temu, nawet posiadając negatywny wpis w jednej z nich, wciąż masz szansę na akceptację Twojego wniosku.

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) jest najpopularniejszy rejestr sprawdzany przez firmy pożyczkowe. Negatywny wpis w BIK znacznie utrudnia wzięcie pożyczki. Są jednak pożyczkodawcy, którzy nie sprawdzają BIK. Dla innych, negatywny wpis w tej bazie nie nie wiąże się z automatycznym odrzuceniem wniosku. Właśnie oferty od takich firm nazywane są potocznie pożyczkami bez BIK lub bez baz.

Czy każdy może otrzymać pożyczkę bez BIK?

Jak wspominaliśmy, każdy pożyczkodawca ma obowiązek sprawdzania zdolności kredytowej klientów. Nawet, jeśli odbywa się to z pominięciem bazy BIK, wciąż firma pożyczkowa musi ocenić, że pożyczkobiorca będzie w stanie spłacić zobowiązanie. Co prawda zwykle pożyczki bez BIK charakteryzują się wyższą przyznawalnością, ale nie oznacza to, że może je otrzymać każdy. Jeśli Twoja sytuacja finansowa jest zła, posiadasz liczne długi i nie masz stałego dochodu, Twoje szanse na otrzymanie pożyczki lub chwilówki bez BIK są minimalne.

Zalety i wady pożyczek bez sprawdzania baz

Czy warto decydować się na pożyczkę bez BIK? Odpowiedź nie jest niestety jednoznaczna. Aby ułatwić odpowiedź na to pytanie prezentujemy zestawienie wad i zalet pożyczek bez BIK.

Zalety pożyczek bez BIK:

  • możliwość wzięcia pożyczki nawet z negatywnym wpisem w bazie BIK,
  • wyższa akceptowalność wniosków, niż w przypadku innych pożyczek lub kredytów,
  • minimum formalności i dokumentów,
  • możliwość wnioskowania online,
  • szybka decyzja – nawet w 15 minut,
  • w niektórych firmach możliwość wzięcia pierwszej pożyczki za darmo lub na raty.

Wady pożyczek bez BIK:

  • często wyższe oprocentowania lub inne koszty niż w przypadku innych pożyczek,
  • niektórzy pożyczkodawcy wymagają dodatkowego zaświadczenia o dochodach.

Pamiętaj, że każdy pożyczkodawca ma własne zasady. W związku z czym przed podpisaniem umowy należy ją dokładnie przeczytać. Wtedy będziesz w stanie świadomie ocenić, czy proponowane warunki są dla Ciebie korzystne.

Gdzie znaleźć pożyczki bez BIK?

Aby znaleźć pożyczki bez BIK warto skorzystać z dostępnych w Internecie porównywarek i rankingów. Możesz także sprawdzić informacje o sprawdzanych bazach na stronach internetowych pożyczkodawców. Często piszą oni otwarcie jakich rejestrów używają do kontrolowania zdolności kredytowej klientów. Jeśli taka informacja nie jest podana, możesz spytać o to firmę pożyczkową. Można także poszukać opinii klientów danej firmy pożyczkowej.

Należy jednak pamiętać, że nie każdy pożyczkodawca, który sprawdza BIK, odrzuca wnioski klientów z negatywnym wpisem. W praktyce, znacznie częściej można się spotkać z ofertami pożyczkodawców, którzy akceptują wnioski pożyczkowe nawet od klientów, których historia kredytowa jest wątpliwa. Dużą rzadkością są natomiast pożyczki, gdzie baza BIK w ogóle nie jest sprawdzana. W związku z tym, nawet jeżeli dany pożyczkodawca sprawdza bazy, nie należy automatycznie rezygnować ze składania wniosku.

Wysoki popyt w czasie luki podażowej na rynku powierzchni biurowych w Polsce

2022 był dobrym, mocnym rokiem na rynku powierzchni biurowych w Polsce. Po okresie bessy nadszedł czas długo oczekiwanej hossy w popycie. Firmy przystosowały się do nowych warunków pracy, a w wyniku luzowania ograniczeń związanych z pandemią Covid-19 rozpoczęły kampanię zachęcającą do powrotu do biur. Z drugiej strony w najbliższych kwartałach zarówno w Warszawie, jak i na regionalnych rynkach biurowych będziemy obserwować niższą aktywność deweloperską, która powinna potrwać do 2024 r. AXI IMMO podsumowuje 2022 r. na polskim rynku biurowym.

Czwarty kwartał 2022 r. pod względem nowej podaży na polskim rynku biurowym był podobny do poprzednich. Po raz kolejny aktywność deweloperów była wyraźnie wyższa w miastach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Poznań, Szczecin i Lublin) gdzie w okresie od października do grudnia 2022 r. oddano łącznie 73,800 mkw., przy dość skromnym wyniku dla samej Warszawy wynoszącym jedynie 8,700 mkw. Największymi oddanymi projektami w IV kw. 2022 r. były te zlokalizowane w Krakowie tj. Brain Park A i Brain Park B (Echo Investment, 13,900 mkw. i 17,100 mkw.) oraz kolejne fazy kompleksu biurowego Fabryczna Office Park – budynek B4 (Inter-Bud, 12,200 mkw.). W Warszawie z kolei do użytku została oddana jedna inwestycja DPD HQ. W całym 2022 r. na polski rynek biurowy dostarczono łącznie 642,600 mkw. (+16,5% r/r) z podziałem 405,800 mkw. (+79,3% r/r) na rynkach regionalnych i 236,800 mkw. (-27,1% r/r) w stolicy. Tym samym na koniec 2022 r. całkowite zasoby sektora wyniosły ponad 12,7 mln mkw. (+4,24% r/r), z podziałem 6,26 mln mkw. w Warszawie i 6,43 mln mkw. w miastach regionalnych. Najwięcej powierzchni poza stolicą znajduje się w Krakowie (1,7 mln mkw.), Wrocławiu (1,32 mln mkw.) i Trójmieście (1,01 mln mkw.).

Wydarzeniem bez precedensu w 2022 r. było oddanie do użytku najwyższego w Unii Europejskiej wieżowca Varso Tower w Warszawie. Ten niebotyk to pewnego rodzaju metafora rozwoju i zwieńczenia kolejnej fazy dojrzałości na polskim rynku biurowym. Był to jeden z ostatnich projektów domykający dynamiczny okres deweloperskiej aktywności w Warszawie. Obecnie znajdujemy się w fazie luki podażowej, jest to efekt po pandemiczny, kiedy deweloperzy zdecydowali się wstrzymać część projektów z obawy przed niepewnym wówczas popytem. Z drugiej strony nieco odmienna sytuacja jest na rynkach regionalnych, gdzie wyniki pod względem nowej podaży są bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Być może sytuacja ta przyczyni się do dywersyfikacji planów rozwojowych dla części z Klientów,” komentuje Jakub Potocki, Starszy Konsultant w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

Obserwowane wzrosty w nowej podaży wraz ze zwiększoną aktywnością najemców nie wpłynęły znacząco na współczynnik pustostanów na rynku biurowym w Polsce, który utrzymuje status quo na poziomie 13,47% (- 0,08%). Wynik przekłada się na ponad 1,71 mln mkw. wolnej powierzchni. W ujęciu jednostkowym w Warszawie dostępne od ręki znajduje się 726,400 mkw. (-6,68% r/r) ok. 11,6% całkowitych zasobów stolicy, przy czym w strefach centralnych współczynnik pustostanów spadł do 10,5%, a poza centrum równa się 12,4%. Natomiast wolumen wolnej powierzchni w miastach regionalnych wynosi 985,100 mkw. (+15,4% r/r), z najwyższym wakatem w Łodzi na poziomie 21%.

Luka podażowa to nie tylko zapowiedź daleko idących zmian i częściowego odejścia od rynku najemcy na rzecz dewelopera czy inwestora. Już dziś przy mocno szybujących w górę opłatach eksploatacyjnych i rosnących stawkach czynszu część z właścicieli biurowców wymaga dłuższej umowy najmu, aby zabezpieczyć środki pod wykończenie powierzchni tzw. fit-out. Dość nieoczekiwanie możemy spodziewać się, że na fali renegocjacji czy podczas podpisywania nowych kontraktów będziemy świadkami transakcji na min. 7 lat. Przy czym do modeli na zachodzie Europy, gdzie średni czas najmu potrafi trwać do 12 lat jest jeszcze długa droga,” dodaje Bartosz Oleksak, Starszy Konsultant w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

W całym 2022 r. wolumen transakcji najmu na polskim rynku biurowym wyniósł prawie 1,5 mln mkw. (+20% r/r), z czego w stolicy wynajęto blisko 870,000 mkw. (+34,1% r/r), a na regionalnych rynkach 624,100 mkw. (+4,9% r/r). W samym IV kw. 2022 r. aktywność najemców wyniosła 427,700 mkw. przy czym to na Warszawę (253,000 mkw.) przypadł wyższy udział wynajmu niż w regionalnych (174,000 mkw.). W strukturze popytu od października do grudnia 2022 r. dominowały nowe umowy (WAW 52% vs REG 50%), przed renegocjacjami i przedłużeniami (WAW 41% vs REG 40%), ekspansjami (WAW 6% vs REG 4%) oraz powierzchnią wynajętą na własny użytek (6% REG). Wśród największych transakcji najmu w IV kw. 2022 r. na ponad 10,000 mkw. znalazły się nowa umowa na prawie 14,000 mkw. w budynku Konstruktorska Business Center zawarta przez Lionbridge w Warszawie oraz renegocjację kontraktu poufnego najemcy z branży finansów i bankowości w budynku Green Day we Wrocławiu (14,500 mkw.).

„W 2022 r. obserwowaliśmy zwiększoną liczbę zapytań na nową powierzchnię biurową, co było wypadkową dwóch zjawisk. Po pierwsze kończył się okres renegocjowanych lub przedłużanych w czasie pandemii umów najmu o dodatkowe 12 lub 24 miesiące. Po drugie wojna na Ukrainie spowodowała przenoszenie biznesu ze wschodu do pierwszej bezpiecznej lokalizacji czyli Polski. W efekcie dodatkowe skokowe zwiększenie popytu wpłynęło na większą absorpcję powierzchni biurowej. Część z relokujących się firm zdecydowała się na umowy krótkoterminowe i  podnajem. Jednakże większość wybrała wynajęcie powierzchni w biurach serwisowanych lub coworkingach,” wyjaśnia Jakub Potocki.

W kontekście trendów na 2023 r. spodziewamy się, że zostaną ukończone prace legislacyjne nad ustandaryzowaniem pracy zdalnej. Czekamy na propozycje i uregulowanie kwestii dotyczących partycypacji pracodawców w kosztach za media czy energię elektryczną oraz tego, jaką w wyniku tych zmian strategię przyjmą Klienci. Z kolei po stronie podażowej wchodzimy w okres obniżonej aktywności deweloperów, co przy rosnącym popycie zapewne spowoduje obniżenie poziomu pustostanów. Być może na tej sytuacji skorzysta np. warszawski Służewiec-Przemysłowy, który powoli wychodzi z monokultury biurowej, przeobrażając się na zdecydowanie bardziej atrakcyjne miejsce nie tylko do pracy, ale także i życia,” mówi Bartosz Oleksak.

GfK: Polacy ograniczyli zakupy kosmetyków. Na popularności tracą też produkty eko

Kupując kosmetyki, polscy konsumenci wybierają głównie oferty korzystne cenowo. Największą popularnością cieszą się więc artykuły kupowane na promocjach lub oznakowane logo marek własnych. Wartość rynku wynosi obecnie 8,8 mld  i rośnie przede wszystkim dzięki inflacji. Ilościowo kupujemy bowiem nieco mniej niż przed rokiem. Takie dane płyną z najnowszych analiz Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

W 2022 roku konsumenci kupili blisko 180 tys. ton kosmetyków. Dla porównania największy samolot pasażerski świata – Airbus A380 – waży 276 ton, czyli aż 652 razy mniej. W zdecydowanej większości do koszyków nabywców trafiały produkty do higieny osobistej (ponad 155 tys. ton), m.in.: mydła, żele pod prysznic, kosmetyki do włosów, produkty do golenia oraz dezodoranty. Blisko 20 tys. ton sprzedanych artykułów służyło zaś do pielęgnacji skóry twarzy, a ponad 1 tys. ton – do makijażu. – W ubiegłym roku przeciętny polski konsument kupił średnio o 300 gramów mniej kosmetyków niż rok wcześniej. Mimo, że w ujęciu ilościowym odnotowaliśmy spadki, to wartościowo mówimy o wzrostach rzędu 8 proc. To kolejny przykład z ostatnich miesięcy, kiedy kupujemy mniej, a wydajemy więcejmówi Magdalena Pac-Pomarnacka, konsultant w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Eko schodzi na dalszy plan

W ostatnich latach istotną częścią rynku stały się produkty oznaczone jako bio, eko czy organic. Mimo, że stanowią one jedynie 2 proc. segmentu kosmetyków, to regularnie odnotowywały rekordowe wzrosty rok do roku. – W porównaniu do 2021 roku sprzedaż naturalnych kosmetyków w ujęciu ilościowym wzrosła zaledwie o 2 proc. Stanowi załamanie kilkuletniego trendu. Można uznać, że presja cenowa wpływa na wyhamowanie postaw ekologicznych i sprawia, że Polacy nie sięgają po tego typu produkty tak często, jak byłoby to możliwe w czasie dobrej koniunkturymówi Magdalena Pac-Pomarnacka.Warto jednak podkreślić, że wzrosty sprzedaży dotyczą głównie kosmetyków przeznaczonych do higieny osobistej. W przypadku produktów do makijażu odnotowaliśmy spadek aż o 40 proc. rdr., a przy kosmetykach do pielęgnacji skóry – o 16 proc. – dodaje ekspertka.

Szukamy okazji

W dobie coraz większych podwyżek, konsumenci poszukują ofert korzystnych cenowo. Z danych Panelu GfK wynika, że w 2022 roku aż 43 proc. kosmetyków (pod względem masy kategorii) zakupiono na promocjach, a co trzeci miał na sobie logo marki własnej. Podobną sytuację eksperci dostrzegają w przypadku chemii gospodarczej. Nabywcy kupili ponad 406 tys. ton produktów z tego sektora, czyli o 6 proc. mniej niż rok wcześniej. – Tu także prym wiodą artykuły kupowane na promocjach oraz marki własne. Z kolei produkty oznaczone jako bio, eko i organic stanowią niecałe 4 proc. rynku. Co szczególnie ciekawe, w tym przypadku odnotowaliśmy spadek o 4 proc. rok do roku w ujęciu ilościowymzaznacza Magdalena Pac-Pomarnacka.

Na zakupy do dyskontów

Zarówno w przypadku kosmetyków, jak i chemii gospodarczej penetracja zakupów największy wskaźnik osiągnęła w dyskontach – w obu przypadkach blisko 90 proc. W dalszej kolejności nabywcy kupowali kosmetyki w drogeriach (77 proc.), a chemię w supermarketach (55 proc.). Kanałem, który cieszył się najmniejszą popularnością były sklepy internetowe.

Sprzedaż realnie spada

W Polsce ostatnio zarówno w sprzedaży detalicznej, jak i we wzroście płac widzimy znaczące wzrosty. Problem w tym, że obydwa wskaźniki rosną wolniej niż inflacja. W tle indeksy koniunktury w głównych gospodarkach.

Sprzedaż detaliczna nie taka dobra

Polska jest ostatnio w bardzo dziwnej sytuacji. Cały czas notujemy istotne wzrosty sprzedaży detalicznej. W tym miesiącu było to 15,1%, czyli potencjalnie bardzo dobry wynik. Po odjęciu inflacji jednak robi się problem, bo to przecież spadek. Oczekiwania wynosiły 19%, czyli delikatny wzrost. Jak widać, pomimo licznych transferów socjalnych nawet ten parametr ostatnio w kraju kuleje. Ma się jednak znacznie lepiej niż publikowany przedwczoraj wzrost produkcji przemysłowej. Tej jednak nie da się oszukać transferami, bo przedsiębiorcy boją się inwestować, nie wiedząc, co za chwilę się zmieni. Wczorajsze dane nie wpłynęły znacząco na rynek. Mieliśmy zwiększoną zmienność, ale względem reszty dnia. Dzisiaj od rana wartość euro zmieniła się już mocniej niż przez cały miniony dzień.

Indeksy koniunktury

Wtorek był również dniem odczytów indeksów koniunktury. Strefa euro znów wchodzi w tryb, w którym usługi wciąż radzą sobie całkiem dobrze, ale widać zadyszkę w przemyśle. Jest to też spowodowane pewną bezwładnością tych branż w obliczu potencjalnego spowolnienia gospodarczego. Ankiety PMI prowadzone są wśród menedżerów zajmujących się zakupami. W rezultacie we wskaźniku przemysłowym wcześniej widać obawy o słabszą koniunkturę. Podobną tendencję widzimy w różnej skali oprócz strefy euro również w Wielkiej Brytanii oraz USA. W rezultacie na razie nie ma to większego wpływu na rynki walutowe. Gdyby jednak trend się zaczął odwracać w jednej z tych gospodarek, miałoby to najprawdopodobniej wpływ na notowania walut.

Indeks Instytutu ZEW

W Niemczech jednym z najważniejszych odczytów, a przynajmniej przez wielu za bardzo ważny uważany, jest indeksy Instytutu ZEW. Jest to drugi tego typu wskaźnik w tym kraju obok indeksu IFO. Indeks Instytut ZEW to wynik badań nastrojów wśród zarówno analityków, jak i inwestorów. Ten indeks przedstawia, jakie mają oni przewidywania względem sytuacji gospodarczej w Niemczech. Ankiety dotyczą najbliższych 6 miesięcy. Wczorajsze dobre dane są zatem dowodem na wzrost optymizmu w tym kraju. Co ciekawe, nie pokrywają się one z indeksem PMI dla przemysłu, który znów nurkuje. W rezultacie mamy pewien rozdźwięk w danych. Tłumaczy to ostrożne reakcje inwestorów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
10:00 – Niemcy – indeks instytutu IFO,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rok od wybuchu wojny w Ukrainie – rynek pracy po dwóch stronach granicy

Od 24 lutego 2022 r. do 20 lutego 2023 r. w Polsce przebywało ok. 1,884 mln uchodźców z Ukrainy. Fala migracji znacząco wpłynęła na polski rynek pracy oraz poszczególnie branże. I choć chęć pomocy uchodźcom była ogromna, to jednak niektórych ważnych deklaracji nie udało się zrealizować np. dostosować męskich stanowisk pracy do kobiet. Tymczasem sytuacja w Ukrainie zmieniała się jak w kalejdoskopie. Jednak, jak wynika z najnowszego raportu Grupy Progres analizującego rynek pracy po dwóch stronach granic rok od wybuchu wojny, wiele firm w Ukrainie – mimo wojny – starało się funkcjonować bez zmian lub w ograniczonym zakresie. Pozostałe musiały zawiesić lub zamknąć działalność. Skalę zwolnień obrazuje wskaźnik bezrobocia – w 2021 r. wynosiło ono 10,3 proc. a w styczniu 2023 r. było szacowane na 30 proc.

Mija rok od rozpoczęcia agresji wojskowej Rosji na Ukrainę. Od tego newralgicznego momentu miliony ludzi szukają schronienia przed wojną. Dla wielu z nich kierunkiem pierwszego wyboru jest Polska. Według danych straży granicznej od 24.02.2022 do 20.02.2023 do Polski z Ukrainy przyjechało 9,964 mln os. W tym samym czasie z Polski do Ukrainy wróciło ponad 8,083 mln os. Każdy z uchodźców po przybyciu do naszego kraju otrzymywał pomoc, mimo że nad Wisłą nikt nie spodziewał się skali potrzeb Ukraińców.

Gdy w lutym ubiegłego roku w Ukrainie wybuchła wojna, Polska gospodarka i przedsiębiorcy doświadczeni pandemią Covid 19 starali się wrócić do nowej normalności. W styczniu 2022 r. wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury kształtował się̨ na poziomie minus 12,4. Jego poprawę sygnalizowało 9,8 proc. przedsiębiorstw, a pogorszenie 22,2 proc. (w grudniu 2021 r. odpowiednio 8,9 proc. i 21,1 proc.). Pozostałe firmy (68 proc.) oceniały, że ich sytuacja nie ulega zmianie. Bezrobocie w styczniu i lutym 2022 r. wynosiło 5,9 proc. Wydawało, że wszystko powoli, ale wraca do normy. Niestety wszystkie starania o stabilizację przekreśliła wojna w Ukrainie rozpętana przez Rosję, która wywołała falę migracji Ukraińców z dnia na dzień porzucających swoje domy i szukających bezpiecznego miejsca w innych państwach. Większość z nich trafiła do Polski, a ich pojawienie się w naszym kraju przyniosło kolejne zmiany w prawie i zmobilizowało firmy, organizacje pozarządowe, instytucje, a także pracowników do udzielania wszelkiego rodzaju pomocy naszym wschodnim sąsiadom.

Rozpoznanie potrzeb uchodźców wojennych z Ukrainy okazało się bardzo sporym wyzwaniem. Wcześniej wszystko było jasne – jako pracodawcy wiedzieliśmy dużo o naszych wschodnich sąsiadach, którzy świadomie podejmowali decyzję o przyjeździe do Polski w celach zarobkowych. Jeszcze zanim przekroczyli granicę, znaliśmy ich kompetencje, plany na przyszłość, poziom znajomości języka polskiego, byliśmy informowani, czy przyjadą sami, czy w towarzystwie bliskich. Po 24 lutego 2022 r. zapanował chaos. Nie mieliśmy zbyt wielu informacji o uchodźcach i początkowo, żeby im pomóc, trzeba było działać instynktowniemówi Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres. – Potrzeby zmieniały się z czasem i zależały od wielu czynników. Ważne było nie tylko zapewnienie noclegu czy wsparcie w znalezieniu mieszkania, ale też dostęp do opieki psychologicznej dla ludzi, którzy jej potrzebowali. Później przyszła pora na pomoc w zorganizowaniu przedszkola lub szkoły dla dzieci, a z czasem pracy dla osób gotowych ją podjąć – dodaje Magda Dąbrowska.

Praca tak, ale bez relokacji

Z danych MRiPS (z dn. 6 lutego 2023 r.) wynika, że 1,5 mln osób ma nadany numer PESEL, z tego ok. 500 tys. to dzieci. 900 tys. osób z Ukrainy podjęło w Polsce zatrudnienie na uproszczonych zasadach. Resort podaje, że obywatele Ukrainy chcą u nas funkcjonować samodzielnie. Potwierdza to raport Grupy Progres analizujący aktywność zawodową Ukraińców w czasie wojny, według którego, spora część uchodźców ze Wschodu pracowała tymczasowo – w 2022 r. liczba Ukraińców, którzy decydowali się na ten rodzaj zatrudnienia była o 34 proc. wyższa niż w 2021 r. Najwyższy wzrost (aż o 31 proc.) zanotowano po wybuchu wojny – od marca do grudnia. Co więcej, z początkiem listopada nasiliło się zainteresowanie Ukraińców pracą tymczasową – o ponad 15 proc. w porównaniu do analogicznych miesięcy w 2021 r. Zauważalnie wzrosła także liczba kandydatów chętnych do podjęcia tego typu zatrudnienia od zaraz i gotowych do przyjazdu z Ukrainy nad Wisłę z dnia na dzień. Porównując czerwiec, lipiec i sierpień 2022 r. z październikiem czy listopadem wspomniany wzrost wyniósł także ok. 15 proc.

W I kw. 2022 r. uchodźców do pracy tymczasowej najczęściej zatrudniano w branżach tj.

przetwórstwo spożywcze, budownictwo, produkcja. W II i III kw. 2022 r. było to rolnictwo, handel i HoReCa, a w IV kw. 2022 r. – logistyka, e-commerce, produkcja i handel.

Zmianie uległ też czas współpracy Ukraińców z daną firmą. Jak wynika z analiz Grupy Progres, Ukraińcy na dłużej niż przed wojną, wiązali się z jednym pracodawcą. Czas ich pracy i obowiązującej umowy regulującej ich zatrudnienie tym samym wydłużył się o 10 proc. Niestety na niewielkim poziomie utrzymała się skłonność do relokacji – tylko nieco ponad 5 proc. badanych zgadza się na zmianę miejsca zamieszkania, jeśli dzięki temu może liczyć na dobrą pracę, mieszkanie i opiekę nad nimi oraz ich rodziną – podkreśla Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.

Niespełnione obietnice

Duża liczba firm od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę oferowała gotowość działań zmierzających do stworzenia dodatkowych miejsc pracy dla kobiet – przekształcenia części stanowisk, które dotychczas zajmowali mężczyźni. Niestety wiele z tych prób skończyło się niepowodzeniem, ponieważ realia związane z reorganizacją okazywały się zbyt trudne do pokonania. Wiele zapowiadanych działań pozostało na poziomie deklaratywnym. Z danych Grupy Progres wynika, że przyrost ofert pracy skierowanych do kobiet wyniósł około 20 proc. i raczej nie wynikał on z dywersyfikacji stanowisk.

Braki kadrowe w zawodach męskich, które jeszcze zwiększyła wojna, nie spowodowały dywersyfikacji stanowisk pod kątem płci – z męskich na damskie – a pod kątem narodowości.  Wzrost zapotrzebowania na pracowników z Azji, Afryki czy Ameryki Płd. – w 2022 r. był o 29 proc. wyższy niż w 2021 r.

Po drugiej stornie granicy

Wojna wywróciła do góry nogami życie Ukraińców i ukraińskich przedsiębiorców. Na rynku pracy zaszły radykalne zmiany. Jak wynika z najnowszego raportu Grupy Progres „Rok od wybuchu wojny w Ukrainie – rynek pracy po dwóch stronach granicy” po 24 lutego 2022 r. w Ukrainie nastąpił drastyczny spadek popytu na pracowników ze względu na brak możliwości zatrudnienia, zmniejszony popyt na towary i usługi, problemy logistyczne i niepewność co do przyszłości. Firmy zmuszone są ciąć koszty prowadzenia biznesu poprzez: redukcję etatów, wysyłanie pracowników na urlopy, zawieszanie stosunków pracy, obniżanie poziomu płac. Od początku wojny ogólna liczba wolnych miejsc pracy zmniejszyła się 25-krotnie w porównaniu z okresem przedwojennym.

Jak każdy kryzys, wojna to czas maksymalnej optymalizacji kosztów. Zarówno ludzie, jak i biznes byli początkowo wstrząśnięci tymi strasznymi wydarzeniami, ale później wszyscy musieliśmy odnaleźć się i dostosowywać do nowych ekstremalnych warunków. W regionach, w których nie ma aktywnych działań wojennych, większość firm kontynuuje pracę. Natomiast organy państwowe szybko zareagowały i wdrożyły różne programy wsparcia – zaznacza Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres.

Bezrobocie w Ukrainie – 20 proc. wzrostu w rok

W 2021 r. stopa bezrobocia w Ukrainie wynosiła 10,3 proc. Obecnie osiągnęła ona poziom ok. 30 proc. (dane Ministerstwa Gospodarki Ukrainy i szacunki Narodowego Banku Ukrainy, z dn.17.01.2023). Brakuje zweryfikowanych informacji na temat rzeczywistego poziomu bezrobocia w 2022 r., ponieważ Państwowa Służba Statystyki nie prowadziła badań na pełną skalę w związku z wojną wywołaną przez Rosję. Co więcej, prognozy dotyczące stopy bezrobocia mogą różnić się w zależności od tego, jakie dane będą analizowane. Czy tylko te dotyczące populacji, która obecnie mieszka w Ukrainie, czy te uwzględniające również osoby, które wyjechały do krajów UE.

Pokłosie wojny obrazują też dane z poszczególnych sektorów ukraińskiej gospodarki. Miesiące marzec i kwiecień 2022 r. były najtrudniejsze dla przedsiębiorstw z tego kraju. Najbardziej ucierpiało hutnictwo (straciło 60-70 proc. swoich mocy produkcyjnych), a także sektory, których nie da się przenieść do pracy zdalnej, tj. transport lotniczy i morski, sektor usług, czy rolnictwo na terenach okupowanych. Po wybuchu wojny w ubiegłym roku w pełni operacyjnych było kolejno: 17 proc. firm w marcu, 28 proc. w kwietniu i 47 proc.  w maju (wg. Europejskiego Stowarzyszenia Biznesu (EBA), ankieta wśród 118 menedżerów dużych firm z inwestycjami zagranicznymi).

Z danych Ministerstwa Gospodarki Ukrainy wynika, że jesienią ponad 50 proc. przedsiębiorstw ograniczyło zasięg terytorialny swojej działalności, 31 proc. zostało zmuszonych do zamknięcia części swoich biur lub punktów sprzedaży, a 3 proc. całkowicie zaprzestało działalności. Tylko w październiku 2022 r. aż 761 przedsiębiorstw relokowało się na bezpieczniejsze terytoria. Wśród nich 40 proc. to firmy zajmujące się handlem i naprawą pojazdów samochodowych, a prawie 32 proc. przemysłem przetwórczym. Kolejne 274 przedsiębiorstwa oczekiwały na relokację.

„Normalne życie” mimo wojny

Mimo wojny Ukraińcy starają się jakoś funkcjonować, a firmy poszukują chętnych do pracy. Według statystyk portalu Work.ua w 2022 r. największy popyt na pracowników dotyczył zawodów tj. menedżerowie, konsultanci ds. sprzedaży, księgowi, kierowcy, kucharze czy kasjerzy. Pojawiały się też etaty tworzone z myślą o obronie kraju, np. operatorzy dronów. Jeśli chodzi o branże, które mają największy udział w ukraińskim rynku pracy i zatrudnieniu, to należą do nich: rolnictwo, przemysł lekki, handel hurtowy i detaliczny, transport, edukacja i medycyna.

Ci, którzy nie mają pracy mogą liczyć na pomoc rządu. W 2022 r. w Ukrainie uruchomiono program wsparcia ekonomicznego dla pracowników, w ramach którego możliwe było otrzymanie jednorazowej pomocy w wysokości 6500 hrywien. Według stanu w listopadzie 2022 r. 133 tys. osób z 215 tys. oficjalnie zarejestrowanych bezrobotnych otrzymało zasiłek dla bezrobotnych. To stosunkowo niewielka liczba w porównaniu z liczbą osób, które straciły pracę. W związku z tym większość faktycznie bezrobotnych korzysta z innych możliwości zaspokojenia swoich bieżących potrzeb. Są to m.in.: zatrudnienie „na czarno”, ograniczanie bieżących wydatków, pomoc wolontariuszy, przekazy pieniężne od krewnych i znajomych z zagranicy.

Odbudowa Ukrainy

Z danych Rady Najwyższej Komisji Rozwoju Gospodarczego Ukrainy wynika, że wstępne szacunki szkód wyrządzonych Ukrainie w wyniku rosyjskiej agresji przekraczają już 700 miliardów dolarów. Około 40 proc. przypada na budynki mieszkalne, 10 proc. na przedsiębiorstwa, reszta to drogi i inne obiekty infrastrukturymówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.Odbudowa Ukrainy z pewnością potrwa lata i ten proces trzeba planować długofalowo. Gruntowne prace czekają zniszczone miasta tj. Mariupol, Awdijiwka, Siewierodonieck, Wołnowacha, Charków, Mikołajów czy Czernihów. Ukraińcy już podejmują działania, żeby w jakiś sposób naprawiać te zniszczenia. Przykładem jest projekt „Armia Odrodzenia”, który umożliwia bezrobotnym powrót do aktywnego życia zawodowego i jednocześnie odbudowę poszczególnych regionów kraju. Wzięło w nim udział już 6 tys. bezrobotnych Ukraińców dodaje Cezary Maciołek.

Rodzaje prac społecznie użytecznych wykonywanych przez „Armię Odrodzenia” zależą od potrzeb konkretnego regionu. Najczęściej ludzie zajmują się wzmacnianiem tam, oczyszczaniem wybrzeża w pobliżu zbiorników wodnych i rzek, rozładunkiem pomocy humanitarnej, pracami remontowymi i restauratorskimi w lokalach socjalnych, urządzaniem, odnawianiem i odbudową poszczególnych elementów miast.

Rekordowo niewypłacalni, czyli dalszy ciąg problemów finansowych branży transportowej

Problem zadłużenia i niewypłacalności w branży TSL to temat rzeka. Niestety przez wiele nieprzychylnych okoliczności, wieloletnie zaniedbania i regulacje prawne sektor nieustannie bije kolejne niechlubne rekordy w zakresie finansowym, co szczególnie dotyczy transportu drogowego – diagnozuje Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Problemy finansowe branży transportowej to wielki słoń w pokoju, który ciągle rośnie, doprowadzając powoli do zawalania się ścian. Według najnowszego raportu firmy Coface w Polsce w 2022 r. liczba firm, o których niewypłacalności orzekły sądy, wzrosła o 10 proc. rok do roku, co więcej uwzględniając postępowania pozasądowe, liczba niewypłacalnych spółek wzrosła w ubiegłym roku łącznie o 30 proc. . Pytanie brzmi, kto został absolutnym rekordzistą tego zestawienia? Z pewnością po powyższym wstępie nikogo nie zdziwi informacja, że jest to branża transportu drogowego.

Kolejny niechlubny rekord

Sytuacja branży transportowej w 2022 r. była zdecydowanie najgorsza w porównaniu z innymi sektorami. Jak możemy wyczytać z raportu Coface, niewypłacalność firm z branży TSL, w porównaniu do 2021 wrosła aż o 105 proc.  ! Fakt, że mierzymy się z największą od 26 lat inflacją, nikogo nie nastrajał pozytywnie, jednak wynik, jaki przedstawiają nam dostępne dane, mrozi krew w żyłach nawet najgorszych pesymistów. Sektor transportowy ma również największą dynamikę wzrostu upadłości w porównaniu z innymi branżami. Tutaj warto zwrócić uwagę jeszcze na jeden, istotny szczegół. Jak wynika z innego raportu firmy Coface, dotyczącego zachowań płatniczych wśród przedsiębiorstw, opóźnienia w regulowaniu faktur przez spedytorów skróciły się z 89 dni do 52 dni w porównaniu z 2021 rokiem  .  Można zatem przyjąć, że na tej płaszczyźnie pojawiła się poprawa, która i tak nie uchroniła branży przed kolejnym rekordem niewypłacalności – chociaż możemy przewidywać, że gdyby ona nie nastąpiła, to ten rekord byłby znacznie wyższy. Niepokojące dla nas są również dane dotyczące handlu. W wyniku inflacji, obniżenia optymizmu konsumentów i związaną z tym powściągliwością w działaniach zakupowych, handel detaliczny odnotował wzrost niewypłacalności aż o 57 proc. Po tych danych możemy wnioskować, ze proces kurczenia się sektora TSL będzie postępował jeszcze przez dłuższy czas.

Sektor transportowy nieustannie się kurczy

Brak stabilizacji w zakresie zamówień na usługi transportowe, braki na rynku zawodowych kierowców oraz wzrost cen paliw to najważniejsze czynniki, które skutecznie uniemożliwiają branży TSL osiągnięcie stabilizacji. Dla wielu firm po wybuchu wojny zmniejszyła się też liczba dostępnych tras i obecnie wykonują transport jedynie na terenie kraju, a to przyczyniło się także do ograniczenia ogólnie dostępnej liczby zleceń. Chociaż  w kontekście otaczających nas wydarzeń coraz rzadziej wspomina się również o paliwach, to dla branży transportu drogowego, jest to nadal bardzo paląca kwestia. Ceny nadal są wysokie, a embargo na rosyjską ropę również wiąże się ze wzrostem kosztów. Nie można także pominąć problemu niedoboru kierowców, który wraca jak bumerang, a mimo to sytuacja nadal nie ulega poprawie,  wręcz przeciwnie – deficyt ciągle się pogłębia, a młode osoby nie są zainteresowane tym zawodem, głównie ze względu na trudne warunki pracy. Bezpieczna sytuacja dla przewoźnika jest tylko wtedy, kiedy liczba kierowców jest większa od liczby ciężarówek. Obecnie mało które przedsiębiorstwo może pochwalić się taką kadrą, a przecież ludzie chorują, biorą wolne, nie są nieustannie dostępni. Wszystkie te czynniki przyczyniają się do postępujących upadłości małych firm, czego na ten moment nie jesteśmy w stanie zatrzymać.

Nowa rzeczywistość i ekologia

Aspekt zmniejszania śladu węglowego jest niezwykle istotny, ale nie oszukujmy się, to pociąga za sobą kolejne koszty. Regularna wymiana floty jest koniecznością, jeżeli samochody naszej firmy mają spełniać rygorystyczne normy dopuszczalnej emisji spalin Euro 6. Dalej na liście są szkolenia kierowców jazdy w sposób jak najbardziej ekonomiczny i ekologiczny i oczywiście wprowadzanie pojazdów elektrycznych, czyli najdroższy punkt na liście. Nadzieją pozostaje nadal upowszechnienie biopaliw, metanolu i wodoru, jednak one również nie przyczynią się magicznie do znacznego zmniejszenia kosztów, które trzeba będzie ponieść. Nie zapominajmy również o konieczności rozwoju technologicznego. W technologii upatruje się nawet rozwiązania problemu niedoboru zawodowych kierowców poprzez pojazdy autonomiczne. Wszelka automatyzacja, nowe systemy, nowoczesne rozwiązania natury mechanicznej, to po raz kolejny kwestia przede wszystkim pieniędzy. Coraz trudniej mieć nadzieję, że obecny, rozproszony system polskiego sektora TSL, składającego się  z wielu małych firm przetrwa w dłuższej perspektywie. Centralizacja wydaje się nieunikniona  bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie. Jeszcze przed pandemią kondycja małych przedsiębiorstw nie prezentowała się optymistycznie, a od 2020 roku, mamy już tylko równię pochyłą.

Polska branża transportowa i optymizm z miesiąca na miesiąc stają się coraz bardziej rozbieżnymi pojęciami. Czy tego chcemy, czy nie zmiany postępują bardzo szybko na naszych oczach – nie jesteśmy w stanie ich zatrzymać, tak samo, jak postępującego procesu centralizacji. Wymagania prawne pod względem transportu będą się zaostrzać, koszta działalności rosnąć a rozwój technologiczny pogłębiać, jednocześnie unowocześniając oblicze branży. Nie każdy przetrwa to tąpnięcie, jednak miejmy nadzieję, że jak najwięcej przedsiębiorstw sektora TSL pozostanie w grze i że nie będziemy pobijać kolejnych rekordów niewypłacalności.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Spadek cen gazu w Europie ma swoje granice

Podczas poprzedniej wizyty Prezydenta Joe Bidena w Polsce w marcu 2022 roku wydawało się, że Europę może czekać gazowy Armagedon. Jednak udało się go uniknąć, a obecnie spadające ceny gazu poprawiają wskaźniki wzrostu gospodarczego w naszej części świata i pomagają rosnąć rynkom giełdowym na świecie. Wydaje się jednak, że osiągnięcie dalszych spadków cen może być trudne.

Rok wojny na Ukrainie przyniósł ogromne wahania ceny gazu ziemnego. Pierwsze miesiące konfliktu wywołały mocny skok ceny tego surowca, napędzany obawą o surową zimę i braki w dostawach. W Polsce skutkiem tego było zatrzymanie produkcji nawozów sztucznych oraz ograniczanie produkcji przez część firm. Potem ceny zaczęły spadać i od lata 2022 roku do teraz spadły już o 85 proc. Jeśli przeliczymy cenę gazu na energię jaką można z niego wyprodukować, to okaże się, że koszty MWh z gazu ziemnego i ropy naftowej jest obecnie zbliżone i kosztują około 50 euro. Nie można jednak nie zauważyć, że obecna cena gazu ziemnego Transfer Title Facility (TTF) jest wciąż trzykrotnie wyższa od poziomu z 2020 roku i stanowi poważny czynnik hamujący wzrost gospodarczy w Polsce i wielu innych krajach.

Bardzo prawdopodobne, że cena gazu ziemnego największe spadki ceny ma już za sobą i na poziomie zbliżonym do obecnego pozostanie na dłużej. Na utrzymanie obecnego poziomu cen największy wpływ może mieć otwarcie się chińskiej gospodarki, która zwiększa zapotrzebowanie na gaz LNG i gdzie może zostać przekierowana część dostaw z Europy. Tym bardziej, że Chiny chętnie kupują katarski surowiec nie chcąc zbyt mocno uzależnić się od dostaw z Rosji. Dodatkowo Rosja może także ograniczyć pozostałości swoich dostaw gazu do UE.

Dotychczasowe spadki cen gazu ziemnego TTF wynikały głównie z mniejszego popytu. A ten rozkładał się po połowie na mniejsze zapotrzebowanie gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Ciepła pogoda oraz wysokie ceny spowodowały znaczące spadki popytu. A w sezon zimowy UE weszła z maksymalnym zapełnieniem magazynów oraz wzrostem importu gazu LNG (w całym 2022 roku) o 70 proc. Obecnie, magazyny cały czas są wypełnione w 64 proc. (w Polsce jest to ponad 75 proc.), czyli o 10 pp. powyżej przeciętnego poziomu zapełnienia. Ułatwi to zapełnienie magazynów przed kolejna zimą i osiągniecie poziomu 90 proc. zaplanowanego na 1 listopada br.

TTF to holenderski hub, w którym handluje się gazem ziemnym, a ustalana tam cena jest najważniejszym benchmarkiem dla ceny gazu w Europie. Został założony w 2003 roku pierwotnie na potrzeby lokalnego rynku, jednak obecnie handel obejmuje 14-krotność ilości gazu wykorzystanego w Holandii. Jego rola jest zbliżona do tej jaką w USA pełni Henry Hub zlokalizowany w stanie Luizjana.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Cena kontraktów na emisję CO2 w Europie najwyżej w historii

O ok. 2 proc. spadły wczoraj główne indeksy amerykańskiego rynku akcji (S&P 500 -2 proc., DJIA -2,06 proc., Nasdaq Composite -2,5 proc.). Dziś na giełdach Azji i Oceanii jedynym spośród głównych indeksów, który wzrósł był nowozelandzki NZX 50 (+0,61 proc.). Największy spadek – o 1,68 proc. – zanotował dziś koreański Kospi.

Spadki cen akcji przeważały dziś rano również na giełdach europejskich (DAX -0,94 proc., CAC 40 -0,95 proc.).

Najsłabszym w Europie dziś rano był WIG-20 (-1,46 proc. ok. godz. 10:00). Spadały również wszystkie pozostałe główne indeksy GPW oraz indeksy sektorowe (najsilniej – o 3,65 ok. godz. 10:00 – WIG-Górnictwo). Wśród składników mWIG-u 40 najwyższy poziom od 2019 roku osiągnął dziś kurs akcji spółki Ciech. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś rano cen akcji spółek Sygnity oraz Rainbow Tours.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych wyszła dziś na najwyższy poziom od 3 lat. Najwyżej od 2012 roku była dziś rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Belgii.

Cena kontraktów na amerykański gaz ziemny notowanych na NYMEX-ie spadła dziś rano do najniższego poziomu od września 2020 (-2,07 proc. ok. godz. 9:40). Wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny notowanych na rynku w Holandii spadła do najniższego przełomu od przełomu sierpnia i września 2021. Ropa taniała dziś rano o ok. 1 proc. (WTI -1,17 proc., Brent -1 proc.). Wczoraj cena kontraktów na kakao na ICE osiągnęła wczoraj najwyższy poziom od roku. Cena kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla przekroczyły dziś po raz pierwszy w historii poziomu 100 euro/t.

Kurs amerykańskiego dolara niewiele się dziś rano zmieniał (USD/JPY -0,18 proc., EUR/USD +0,06 proc.).

Polski złoty minimalnie słabł (EUR/PLN 0,14 proc., USD/PLN +0,07 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara odbija się od poziomu 25000 USD ( to szczyt z sierpnia ub.r.) spadając dziś ok. godz. 9:25 o 1,51 proc. w okolice 25000 USD. Kusi myśl, że jesteśmy w trakcie formowania się trwającej od sierpnia ub.r. formacji „odwróconej głowy z ramionami”, w której brakuje jeszcze „prawego ramienia” („lewe ramię” czerwiec-sierpień 2022, „głowa” sierpień 2022-luty 2023, prawe ramię „luty 2023-kwiecień 2023?”.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Polska wciąż sprowadza ropę z Rosji, natomiast nie sprowadza już gazu rosyjskiego ani węgla

W 2022 roku Polska była w stanie zejść do zera z prawie 80 procent dostaw rosyjskiego węgla do gospodarstw domowych. Była też w stanie zejść do zera z dostaw gazu importowanego z Rosji do Polski. Między innymi dzięki temu, że Rosjanie sami zakręcili kurek z gazem, potęgując kryzys energetyczny. Tymczasem Polska wyszła z tego obronną ręką – nie było zagrożenia bezpieczeństwa dostaw, ponieważ zmieniono dostawy gazu na inne kierunki. Obecnie Polska sprowadza wciąż 10 proc. ropy naftowej z Rosji. Już w 2021 roku zeszliśmy z prawie 80% ropy z Rosji, a w 2022 roku do około 60%. Obecnie jest to już tylko 10% – co wynika z nadal obowiązującej umowy Orlenu z rosyjskim Tatneftem. To jest trader naftowy, z którym umowa Orlenu obowiązuje do końca 2024 roku. PKN Orlen nie chce zerwać tej umowy, by nie ponosić konsekwencji ekonomicznych – po pierwsze kar, po drugie utraty konkurencyjności w stosunku do państw Grupy Wyszehradzkiej na południu. Dotyczy to Słowacji, Węgier i Czech, gdzie ropa rosyjska dalej dociera, jest tańsza i powoduje, że tamtejsi producenci i tamtejsze rafinerie mogą oferować lepsze ceny – a więc być bardziej konkurencyjne w stosunku do polskich.

– Jest to decyzja ekonomiczna, choć kontrowersyjna. Można ją porównać np. z wprowadzeniem embargo na węgiel rosyjski. Polacy zdecydowali się wyjść przed szereg i jeszcze wiosną wprowadzić embargo na węgiel rosyjski, podczas gdy Unia Europejska wprowadziła je dopiero od sierpnia 2022 roku. Przez to Polska była gorzej przygotowana do odejścia od dostaw z Rosji – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – I stąd wzięły się problemy logistyczne, o których mówił cały kraj – kiedy wydawało się, że węgla może zabraknąć. Na szczęście nie zabrakło między innymi dzięki ciepłej zimie. Natomiast to już do oceny indywidualnej należy, czy Orlen powinien teraz porzucić ze względów pryncypialnych ropę rosyjską, wcześniej naruszając kontrakt – czy poczekać, bo na horyzoncie jest już decyzja samych Rosjan, którzy mogą zakręcić kurek, tak jak to zrobili na rynku gazu. Putin zapowiedział już, że zakręci kurek z ropą tym krajom, które zastosują się do ceny maksymalnej wprowadzonej przez G7, Unię Europejską i Australię. Oczywiście Polska będzie przestrzegać ceny maksymalnej – a zatem przepisy, które mają w Rosji obowiązywać od 1 marca, pozbawią ją dostaw ropy. Więc Polska będzie mogła zejść z 10 proc. do zera i nie ponosić negatywnych konsekwencji zerwania kontraktu. To najlepsze dla nas rozwiązanie – wyjaśnia Jakóbik.

W sklepach wciąż jest bardzo drogo. Podwyżki niektórych towarów sięgają nawet 60 proc. rdr.

W styczniu br. zdecydowana większość najczęściej kupowanych przez Polaków produktów zdrożała rok do roku dwucyfrowo. Największy wzrost sięgnął blisko 60% i dotyczył ręczników papierowych. O prawie 50% poszły w górę ceny margaryny do pieczenia i papieru toaletowego. Do tego o ponad 45% podrożały banany, a o przeszło 40% – jaja. Niewiele poniżej tego poziomu wyniosły podwyżki cen proszku do prania i mydła w kostce. Pierwszą dziesiątkę drożyzny zamykają tak popularne art. spożywcze, jak kasza jęczmienna, majonez i płatki kukurydziane, z ponad 30-procentowymi podwyżkami.

Z badania pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” wynika, że w styczniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 20% rdr. Analiza cen detalicznych z prawie 37 tys. sklepów wykazała, że większość spośród blisko stu najczęściej kupowanych artykułów zanotowała dwucyfrowy wzrost. Najbardziej podrożały ręczniki papierowe – o blisko 59% rdr. Z kolei trzecie miejsce w rankingu najbardziej drożejących produktów ma papier toaletowy z podwyżką o ponad 47% rdr.

– Produkcja tych artykułów pochłania dużo elektryczności i ciepła, więc ich ceny zwiększyły rosnące koszty energii i gazu. Jednak najistotniejszym czynnikiem jest drożejąca celuloza, której zaczęło brakować na światowym rynku w dobie pandemii. Jej niedobory zostały pogłębione przez wojnę w Ukrainie. Przy zmniejszonych dostawach z Azji, brak rosyjskiej celulozy szybko przełożył się na skok cen. Dodatkowo w sytuacji ograniczonej podaży i wysokiego popytu sami konsumenci mogą doprowadzić do niewspółmiernie wysokich cen, jeśli zaczną masowo kupować te towary – mówi dr Agnieszka Gawlik z Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Drugie miejsce w rankingu drożyzny ma margaryna do pieczenia. W relacji rocznej ten artykuł zdrożał o prawie 45%, podczas gdy cena masła poszła w górę – o niecałe 10%, a oleju – o ponad 8%.

– Firmy przetwórcze zmagają się z wysokimi kosztami i starają się przenosić je na poziom cen detalicznych. Jednak od wielu miesięcy tanieją tłuszcze roślinne zużywane do produkcji margaryn. Szczyt światowych notowań olejów roślinnych przypadł na drugi kwartał 2022 roku. W styczniu 2023 roku olej rzepakowy na rynku światowym był tańszy o 34% niż rok wcześniej, palmowy – o 30%, a sojowy – o 8%. Trudno więc tłumaczyć kosztami surowca tak wysoki roczny wzrost w styczniu – przyznaje Grzegorz Rykaczewski, ekspert analiz sektora rolno-spożywczego Banku Pekao.

Zaraz za pierwszą trójką w rankingu są banany ze średnim wzrostem o ponad 45% rdr. Dla porównania można wskazać, że w całym 2022 r. były droższe o przeszło 22% rdr.

– Ceny tych owoców rosły praktycznie przez cały 2022 rok. Powodem tego były głównie zwiększające się koszty produkcji. A z powodu jej ograniczenia w krajach Ameryki Południowej i Środkowej pojawiły się też problemy z podażą. Bardzo zdrożały banany sprowadzane do Polski z tamtej części świata. Można się domyślać, że w br. w znacznie większym stopniu niż to było w ubiegłym roku, sklepy przerzucają wzrost swoich kosztów na konsumentów. W przypadku bananów raczej trudno obarczyć nimi dostawców – wyjaśnia Witold Boguta, Prezes Zarządu Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.

Pierwszą piątkę drożejących produktów zamykają jaja, które zdrożały o ponad 41% rdr. Natomiast w całym 2022 roku poszły w górę średnio o 20,5% rdr.

– Przyczyną obecnego wzrostu cen jaj jest drastyczny spadek produkcji piskląt kur nieśnych, co zakłóciło proces wymiany stad w kurnikach. Na wzrost cen oddziałuje nie tylko obniżona podaż, ale też wysoka presja kosztowa, z jaką zmagają się producenci. Do tego przez cały 2022 r. byliśmy świadkami gwałtownie rosnącego eksportu jaj, gdyż na rynkach zagranicznych wytwórcy mogli liczyć na bardzo atrakcyjne ceny. Zainteresowanie towarem z Polski wzrosło w związku z tym, że epidemia ptasiej grypy zdziesiątkowała stada w USA i w wielu krajach UE. Należy również podkreślić, że aktualne wyższe cenny jaj od niedawna zaczęły pokrywać stale rosnące koszty produkcji – komentuje Marian Sikora, Przewodniczący Rady Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych.

Na szóstym miejscu w zestawieniu jest proszek do prania, a na siódmym – mydło w kostce. Te artykuły zdrożały odpowiednio o ponad 39% i blisko 39% rdr.

– Chemia gospodarcza i środki higieny osobistej zdrożały już w czasie pandemii ze względu na przerwane łańcuchy dostaw. Kolejnym ciosem dla producentów był wybuch wojny, a następnym – sankcje na komponenty chemiczne oraz surowce z Rosji i Białorusi. Szoki podażowe i rosnące koszty wytwórcze wraz z ceną pracy spotęgowały tendencję rosnącą w tej grupie produktów – wyjaśnia dr Edyta Wojtyla z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

W dziesiątce najbardziej drożejących produktów są też takie art. spożywcze, jak kasza jęczmienna, majonez i płatki kukurydziane. Zdrożały odpowiednio o blisko 38%, 37% oraz ponad 34% rdr.

– Wzrost cen majonezu jest wprost powiązany z sytuacją na rynku jaj, potrzebnych do jego produkcji. Szalejąca na świecie ptasia grypa, która wymusiła znaczne przetrzebienie hodowli, plus odchodzenie od chowu klatkowego spowodowały mocną presję na wzrost cen jajek pod koniec ub.r. Wprawdzie najnowsze dane wskazują, że ten trend zaczął zawracać. Jednak, moim zdaniem, przed Wielkanocą jaja i majonez pozostaną drogie, wyraźnie powyżej poziomów zanotowanych przed rokiem – podsumowuje Piotr Bielski, Dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska.

Przetargi pod lupą PZP Ochrona. 300 interwencji dotyczących zbyt niskich stawek

Zaniżanie stawek w przetargach to wciąż spory problem, szczególnie w usługach ochrony i utrzymania czystości. Czy podniesienie minimalnej stawki wynagrodzeń, które w tym roku rząd wprowadza aż dwukrotnie może wpłynąć na nasilenie tego zjawiska? Polski Związek Pracodawców Ochrona podsumowuje akcję interwencyjną (niemal 300 interwencji*).

Łódzki ZUS, Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, Urząd m.st. Dzielnicy Wola, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie, Teatr Narodowy w Warszawie, Instytut Medycyny Pracy w Łodzi, Prokuratura Okręgowa We Wrocławiu, czy nawet Państwowa Inspekcja Pracy. To tylko kilka pozycji, na długiej liście – niemal 300 interwencji, jakie w ciągu ostatnich sześciu lat zgłosił Polski Związek Pracodawców Ochrona (PZP Ochrona), w związku z podejrzanie niskimi stawkami godzinowymi, w ofertach wybranych w ogłoszonych przez te instytucje przetargach na usługę ochrony.

Przykład z ostatniego roku: Instytut Medycyny Pracy w Łodzi: wybrana stawka 14,40 zł. plus VAT za roboczogodzinę, podczas gdy określona ustawowo minimalna godzinowa stawka płacy do stycznia 2023 r. wynosiła 19,70 zł. Wynikałoby z tego, że firma oferująca tę usługę zamierza nie tylko nie zarabiać, ale wręcz dopłacać do każdego pracownika zatrudnianego do ochrony budynku Inspektoratu.

Podejrzanie niskie ceny

Od 2017 roku takie właśnie przetargi zapalają „czerwoną lampkę” w PZP Ochrona. Organizacja zrzeszająca firmy działające branży postawiła sobie za jeden ze statutowych celów zgłaszanie ich do Państwowej Inspekcji Pracy, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz Urzędu Zamówień Publicznych. Informacje o interwencjach publikowane są na stronie Związku, w dedykowanej zakładce (pzpochrona.pl/interwencje).

– Interweniujemy w przypadkach, kiedy wybrane przez oferenta ceny, są naszym zdaniem podejrzanie niskie. Staramy się w ten sposób zwracać uwagę zamawiającym, że być może wybrali ofertę, która jest zbyt tania, w związku z czym oferowana jest przez firmę, wobec której można podejrzewać, że nie jest w stanie do końca wypełnić zobowiązań publiczno-prawnych, czyli mówiąc potocznie, działa w szarej strefie – mówi Tomasz Wojak, prezes zarządu PZP Ochrona.

Przykładem takich działań może być zatrudnianie osób, które mają zajęcia komornicze i nie są zainteresowane legalnym zatrudnieniem, bo zarobki zabiera im komornik. Firma nie zgłasza takiego pracownika do ZUS i płaci mu „w kopercie” oszczędzając na kosztach. W wielu przypadkach firmy tłumaczą niską cenę faktem otrzymywania dofinansowania z PFRON dla osoby niepełnosprawnej. Zdaniem Związku jest to jednak niewykonalne w praktyce.

– Bardzo trudno zdobyć kwalifikowanego pracownika ochrony, z orzeczeniem niepełnosprawności, a z tych kalkulacji wychodzi, że firma musiałaby przeznaczyć do ochrony obiektu wszystkich pracowników niepełnosprawnych. To nierealne! – mówi Albert Czyżyk, współwłaściciel Sign 4 Security Sp. z o.o.   i wiceprezes zarządu Mazowieckiego PZP Ochrona.

Tomasz Wojak dodaje: – Mówimy tu oczywiście o marginesie, ale chcemy mocno zwracać uwagę zamawiających na ten problem. Dopóki jest ktoś kto będzie chciał kupić nielegalnie wykonaną usługę, niestety znajdzie się ktoś, kto mu ją dostarczy. Dlatego jednym z naszych statutowych zobowiązań wobec rynku, branży i naszych firm jest promowanie etycznych zasad postępowania na rynku – dodaje Tomasz Wojak.

Osobną kwestią, na którą zwracają uwagę firmy zrzeszone w PZP Ochrona jest brak wiedzy osób, które w instytucjach zajmują się zamówieniami.

– Często są to ludzie zajmujący się administracją, BHP, a przy okazji ochroną. Zdarza się, że nawet zamawianiem ochrony obiektów infrastruktury krytycznej zajmują się osoby, które nie mają odpowiedniej wiedzy na ten temat, a przygotowywane przez nie oferty są wręcz kopiowane z roku na rok, bez uwzględnienia sytuacji rynkowej – mówi Albert Czyżyk.

I podaje przykład przetargu ogłoszonego przez Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku:

– Wygrywamy ten przetarg i w momencie podpisywania umowy dowiadujemy się, że pracownicy muszą być uzbrojeni w paralizatory powyżej 10 mA, na które trzeba posiadać pozwolenie. Tymczasem w zamówieniu nie było o tym ani słowa. Wynagrodzenie pracownika z pozwoleniem na broń (paralizator powyżej 10 mA) jest wyższe niż pracownika kwalifikowanego, a dodatkowo, trzeba zakupić paralizatory, zorganizować na miejscu magazyn broni, dokonać odbioru sejfu przez policję i ustalić z nią plan ochrony. Koszty są więc zupełnie inne niż te przedstawione w ofercie! – mówi Rafał Łyszyk, współwłaścicieli spółki Sign 4 Security. Dodaje, że sprawy takie jak ta zazwyczaj kończą się zgłoszeniem do Krajowej Izby Odwoławczej.

Wzrost płacy minimalnej i… szarej strefy?

Od stycznia 2023 roku minimalne wynagrodzenie brutto za pracę wzrosło z 3010 do 3490 zł, a minimalna stawka godzinowa wynosi 22,80 zł., a rząd wprowadził już kolejną podwyżkę najniższej krajowej – od 1 lipca wzrośnie ona do 3600 zł. Ta bezprecedensowa podwójna waloryzacja jest ogromny wyzwaniem dla rynku. Już w styczniu wpłynęły na podwyższenie koszty usług o około 20 procent. Zdaniem części ekspertów może to stanowić pokusę i uzasadnienie do grania w przetargach za pomocą nieuczciwych praktyk, takich, jak zaniżanie cen.

Marek Kowalski, Przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) przyznaje, że dotychczas problem zaniżania cen usług był widoczny i najbardziej dotyczył branż: ochrony i utrzymania czystości. Jego zdaniem jednak podwyżki wpłyną na rynek w inny sposób.

– W przypadku usług szpitalnych nasza organizacja skierowała pisma do PIP (trzy przypadki), w wyniku czego zostały wdrożone skuteczne kontrole – mówi Marek Kowalski. – Obecnie jednak wobec wysokiej inflacji praktyki te zostały bardzo ograniczone. Bardziej spodziewanym zjawiskiem będzie szukanie oszczędności przez stosowanie alternatywnych form zatrudnienie, takich, jak umowy zlecenia i samozatrudnienie – dodaje.

Zarówno PZP Ochrona jak FPP stawiają na edukowanie klientów. PZP Ochrona służy zamawiającym pomocą w przygotowywaniu rzetelnej wyceny usług z pomocą specjalnego kalkulator, uwzględniającego wszystkie koszty pracy. Z kolei FPP przygotowuje zbiór dobrych praktyk wspólnie z Urzędem Zamówień Publicznych i prokuratorią, które będą prezentowane na spotkaniach z zamawiającymi.

– Zawarliśmy to w programie prac FPP na rok 2023/2024. W chwili obecnej ustalamy terminy realizacji – mówi Marek Kowalski.

*
W latach 2017-2022 PZP Ochrona zgłosiła 296 interwencji. Otrzymała 147 odpowiedzi na nie z Urzędu Zamówień Publicznych. W 69 przypadkach zostały przeprowadzone kontrole, w 37 poinformowano o planowanych kontrolach / postępowaniu wyjaśniającym. W jednym przypadku postępowanie w sprawie wszczęła prokuratura.

Link do podanej jako przykład interwencji: https://pzpochrona.pl/interwencje/instytut-medycyny-pracy-w-lodzi/

Słaby początek roku w budownictwie mieszkaniowym

Jeśli przyjąć zasadę, wg której „jaki styczeń, taki cały rok”, to najnowsza informacja GUS, prezentująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w pierwszym tegorocznym miesiącu, jawi się prognostycznie w zdecydowanie pesymistycznych barwach.

Styczeń pod znakiem kontynuacji poszukiwania dna

Początek bieżącego roku bardzo wyraźnie zasygnalizował perspektywę utrzymania, a nawet przyspieszenia procesu słabnięcia koniunktury inwestycyjnej rynku mieszkaniowego w kolejnych miesiącach. Tym razem silnie korekcyjny charakter styczniowych danych GUS solidarnie dotyczy wszystkich trzech tematów statystyk inwestycyjnych mieszkaniówki, czyli mieszkań oddanych do użytkowania, nowych pozwoleń oraz inwestycji rozpoczętych.

Te ostatnie, jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl, mają fundamentalne znaczenie dla oceny stanu bieżącej koniunktury. Tymczasem w styczniu rozpoczęto ogółem budowę ledwo 9,4 tys. mieszkań, co jest wynikiem gorszym licząc rok do roku o jedną piątą, a jednocześnie najsłabszym od wielu lat. Z kolei sami deweloperzy ruszyli z budową zaledwie 5,8 tys. lokali, co także jest rezultatem tylko minimalnie lepszym od dna z sierpnia ub. roku. Budownictwo mieszkaniowe I 2019 - I 2023

W przypadku budownictwa mieszkaniowego, niezależnie od stanu koniunktury rynkowej, dość mocno utrwaloną od lat tradycją jest widoczne hamowanie aktywności inwestycyjnej w pierwszych tygodniach każdego roku. W efekcie styczeń zazwyczaj jest od lat najsłabszym miesiącem w mieszkaniówce pod względem statystyk nowo rozpoczynanych budów. Ich wolumen w pierwszym miesiącu roku jest najczęściej znacząco niższy od średniej całorocznej, wyznaczając tym samym dołek, od którego w kolejnych okresach następuje odbicie.

Tym razem jednak rynek znajduje się w głębokiej defensywie, wydając się mocno zaabsorbowany procesem poszukiwania koniunkturalnego dna dla swoich statystyk inwestycyjnych, a w związku z tym nie ma żadnej gwarancji, że w kolejnych miesiącach nastąpi tradycyjne ich odbicie. Za sprawą solidarnego załamania danych nowych budów deweloperskich i budownictwa indywidualnego, statystyki ogółem sięgnęły dna, zniżkując do poziomu jednego z najgorszych wyników miesięcznych w historii. Początek bieżącego roku może więc sugerować, że inwestorzy wyraźnie przymierzają się do dalszego ograniczenia swojej aktywności inwestycyjnej nie tylko w kolejnych miesiącach, ale i kwartałach.

Załamanie w nowych pozwoleniach

Tymczasem w przypadku statystyk nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, styczeń zaowocował korekcyjnym rozstrzygnięciem o dawno nie widzianym, spektakularnym wymiarze. GUS doliczył się ich ogółem w ubiegłym miesiącu zaledwie nieco ponad 15 tys., czyli niemal dokładnie o jedną czwartą mniej w stosunku do grudnia 2022 r. i jedną trzecią mniej w relacji rok do roku. Tej skali tąpnięcia w pozwoleniach nie notowano od dawna, podobnie jak i najsłabszego od lat samego wyniku miesięcznego.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl statystyki pozwoleń na budowę wciąż pozostają bardzo wiarygodnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Warto więc odnotować ich rekordowo niski wynik styczniowy na poziomie 10 tys. decyzji administracyjnych. Tym samym także nowe pozwolenia wyraźnie zapowiadają radykalne pogorszenie oceny perspektyw rynkowych przez przedsiębiorców.

Mieszkania oddane również z impulsem spadkowym

W ostatnich czasach najmocniejszym ogniwem GUS-owskich danych z budownictwa mieszkaniowego pozostawały statystyki mieszkań oddanych do użytkowania. Tymczasem styczeń przyniósł ich wyraźną korektę do poziomu 18,2 tys., co oznacza liczony miesiąc do miesiąca regres rzędu jednej czwartej, jednak w relacji rok do roku wzrost o 9 proc.

Statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą jednak od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury inwestycyjnej sprzed około dwóch lat, a więc okresu odpowiadającego cyklowi budowlanemu w mieszkaniówce. W związku z tym, w tym przypadku, w odróżnieniu od nowych pozwoleń i budów rozpoczętych, można wciąż liczyć na odbicie w kolejnych miesiącach.

Koniunktura inwestycyjna rynku pierwotnego w najbliższych miesiącach będzie podporządkowana procesowi poszukiwania koniunkturalnego dna dla GUS-owskich danych budownictwa mieszkaniowego. Na chwilę obecną nie jest do końca przesądzone dalsze drastyczne ich pogorszenie. Tegoroczny styczeń dla deweloperów sprzedażowo okazał się  okresem o umiarkowanie optymistycznej wymowie, co w przypadku ewentualnego zahamowania regresu kontraktacji w kolejnych miesiącach może zaowocować nieco śmielszym podejściem przedsiębiorców do uruchamiania nowych inwestycji.

Niestety legislacyjne pomysły ograniczania popytu pierwotnego segmentu mieszkaniówki, przez wprowadzanie nowych podatków i wyznaczanie limitów zakupów inwestycyjnych, mogą na długie miesiące skutecznie storpedować wszelkie nadzieje na choćby umiarkowane odbicie w danych GUS budownictwa mieszkaniowego.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Coraz wolniej biedniejemy

Informacja, że nasze pensje wystarczają nam średnio na coraz mniej, nie jest pocieszająca. Można jednak trochę odetchnąć z ulgą, bo miesiąc temu zbiednieliśmy bardziej.

Płace w górę, ale zatrudniamy wolniej

Wczorajsze dane GUS na temat rynku pracy są mocno niejednoznaczne. Z jednej strony dobrze, że pensje rosną. Wzrost o 13,5% to nadal nie jest tempo wzrostu cen, ale brakuje obecnie „zaledwie” 3,7%, miesiąc temu było to 6,3%. Nadal zatem jako społeczeństwo biedniejemy, ale wolniej, co jest z pewnością poprawą. Z drugiej strony zatrudnienie rośnie o 1,1%. Jest to nadal wzrost, ale już wolniejszy od oczekiwań. Patrząc jednak, jak blisko jesteśmy obecnie rekordowo niskich poziomów bezrobocia w Polsce, nadal możemy oczekiwać kolejnych rekordów po rozpoczęciu prac sezonowych za kilka miesięcy. Mówimy oczywiście o rekordach, które nie uwzględniają fikcji pełnego zatrudnienia minionej epoki gospodarczej.

Produkcja przemysłowa słabsza od oczekiwań

Ceny producentów podobnie jak w innych krajach również w Polsce zaczynają rosnąć wolniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jest to jednak elementem większego problemu, jakim jest przygotowywanie się do nadchodzącego kryzysu. Produkcja przemysłowa w ciągu roku wzrosła o 2,6%. Jest to z jednej strony wynik wyraźnie słabszy od oczekiwań wynoszących 4,2%. Z drugiej strony miesiąc temu wzrost był 1%. Nawet ta wartość 2,6% wzrostu jest jednak raczej bardzo niskim poziomem dla kraju na naszym poziomie rozwoju gospodarczego. Co ciekawe, rynki uznały te dane za na tyle korzystne, by dokupić wczoraj złotego. Pierwszy raz od 9 lutego mogliśmy oglądać euro poniżej 4,75 zł.

Nuda na rynku pod nieobecność Amerykanów

Joe Biden obchodził Dzień Prezydenta, odwiedzając sojuszników w Europie Środkowo-wschodniej, dając jednoznaczny wyraz poparcia dla działań Ukrainy. Dotychczas jednak nie pozwolił sobie na bezpośrednie odwiedzenie zaatakowanego przez Rosjan kraju. Rynki bardziej czekają jednak na konkretne działania, a nie symbole, stąd wizyta na razie nie ma większego oddziaływania. Wpływ za to miał dzień wolny, podczas którego ta wizyta miała miejsce. Nieobecność części inwestorów spowodowała, że na sporej części aktywów mieliśmy wczoraj po prostu nudę. Najlepiej było widać to na EURUSD, gdzie mogło się wydawać, że wykres niemal zamarł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

10:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,
11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW,
14:30 – Kanada- inflacja producencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Deweloperzy jak sprinterzy – czekają na sygnał do startu

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że w 2022 roku nie nastąpił gwałtowny spadek uzyskiwanych pozwoleń na budowę nowych mieszkań. W ubiegłym roku wydano ich 59 tys., zaś rok wcześniej niecałe 63 tys. Znacząco spadła jednak liczba rozpoczynanych budów deweloperskich. Różnica rok do roku wynosi aż 20 tys. lokali. Zdaniem ekspertów serwisu tabelofert.pl, deweloperzy wierzą, że obecne problemy rynku są jedynie chwilowe i czekają na poprawę sytuacji gospodarczej.

W całym 2022 roku, na sześciu największych rynkach w Polsce: Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi oraz Trójmieście, rozpoczęto 35 849 budów deweloperskich, co stanowi spadek ich liczby o 35% w stosunku do 2021 r., w którym rozpoczęto 55 928 inwestycji. Deweloperzy nie zrezygnowali w ubiegłym roku z pozyskiwania odpowiednich zgód budowlanych, których wydano im 59 181, w roku poprzednim było ich tylko 6% więcej, bowiem 62 864.

Pozwolenia na budowę i rozpoczęte budowy deweloperskie

– Z opublikowanych przez GUS danych jasno wynika, że deweloperzy czekają na lepsze czasy. Przygotowane projekty lądują na „półce”, w oczekiwaniu na lepszą sprzedaż i niższe koszty finansowania, czyli niższe stopy procentowe mówi Robert Chojnacki, z serwisu tabelaofert.pl. – Musimy jednak pamiętać, że w momencie, kiedy te wszystkie projekty nagle trafią do wyceny u generalnych wykonawców, zaobserwujemy znaczny wzrost kosztów budowy – dodaje ekspert.

Spowolnienie rynku nieruchomości wynika z kilku czynników. Jedną z przyczyn jest rekordowa aktywność deweloperów w latach ubiegłych, przede wszystkim w 2021 r., to wtedy osiągnięto rekordowe wyniki w kwestii oddanych do użytku nieruchomości.

Do obecnej sytuacji przyczynił się również rząd, który z myślą o kupujących mieszkania nałożył na deweloperów kolejną opłatę. Mowa o nowelizacji ustawy deweloperskiej, która weszła w życie 1 lipca 2022 r. Wprowadziła ona Deweloperski Fundusz Gwarancyjny (DFG), który ma chronić konsumentów, ale jednocześnie nakłada na przedsiębiorców obowiązek odprowadzania składek od wpłat dokonywanych przez klientów na mieszkaniowe rachunki powiernicze. Decyzja ta spowodowała, że od dnia jej ogłoszenia – 30 czerwca 2021 r. – większą wagę zaczęto przykładać do finalizacji rozpoczętych budów, niż rozpoczynania nowych inwestycji.

– Po latach dobrej koniunktury cała branża zderzyła się z kryzysem, który przyniósł ogromne spadki popytu, mające wpływ również na podaż. Problemy te zostały wywołane kilkoma czynnikami m.in galopującą inflacją, cyklem podwyżek stóp procentowych, nową rekomendacją KNF, wprowadzeniem DFG oraz wybuchem wojny w Ukrainie. Targani problemami deweloperzy postanowili przeczekać trudny okres i wyczekują poprawy realiów gospodarczych – mówi Ewa Palus, dyrektor REDNET Consulting.

Stan rzeczy poprawić powinien ogłoszony w grudniu 2022 roku program „Bezpieczny Kredyt 2%”, który ma pomóc Polakom w zakupie premierowej nieruchomości. Ma być to system dopłat do kredytu na zakup pierwszego mieszkania. Program ma wejść w życie nie później niż w III kwartale 2023 r.

– Zapowiadany projekt powinien nie tylko ułatwić zakup pierwszego mieszkania, ale również zaktywizować przedsiębiorców, którzy będą chcieli skorzystać ze zwiększonego popytu. Należy podkreślić, że deweloperzy niczym sprinterzy, czekają w blokach startowych z gotowymi projektami i przy okazji poprawy koniunktury, rozpoczną nowe inwestycje podsumowuje Ewa Palus.

Rozliczenie PIT 36 w 2023 – porady i wskazówki dla podatników

Sezon rozliczeń podatkowych rozpoczął się na całego. Do końca lutego podatnicy rozliczający się przez płatnika otrzymają PIT-11, a następnie mogą przystąpić już do swojego obywatelskiego obowiązku. Jednak dla wielu osób jest to procedura niezwykle stresująca i generująca mnóstwo pytań. Odpowiedzmy więc na te najczęstsze już dziś, by w czasie wykonywania rozliczenia nie było już żadnych wątpliwości. 

PIT 2022 — jaki formularz wybrać?

Wybór odpowiedniego formularza to pierwsza rzecz, o jakiej należy pamiętać, rozliczając swój podatek dochodowy. Jest to kwestia, która budzi naprawdę wiele pytań. I właściwie nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ rodzajów formularzy do wyboru jest całkiem sporo. Każdy z nich służy do rozliczenia innego rodzaju przychodów, zależnie od ich źródeł, czy też sposobu rozliczania podatku. Jednak choć jest ich tak wiele, to każdego roku tylko kilka z nich wypełniana jest przez największą ilość podatników.

PIT 36

PIT 36 to deklaracja, którą wypełniają przede wszystkim przedsiębiorcy prowadzący pozarolniczą działalność gospodarczą. Dotyczy ona tych działalności, których przychody opodatkowane są na zasadach ogólnych, przy zastosowaniu skali podatkowej 12% oraz 32%, a także działów specjalnych produkcji rolnych.

Deklarację PIT 36 w 2023 roku złożą również podatnicy którzy:

  • uzyskiwali przychód z najmu, podnajmu, dzierżawy i poddzierżawy nieruchomości.
  • uzyskiwali przychód za granicą
  • prowadzili działalność nierejestrowaną z przychodem nieprzekraczającym minimalnej miesięcznej pensji
  • mają inne źródła przychodów, od których nie mają obowiązku odprowadzania składek.

Warto dodać, że dostępny jest także formularz PIT 36L. Nie należy mylić go z deklaracją PIT 36, ponieważ ta pierwsza dotyczy przychodów rozliczanych na innych zasadach. Mianowicie PIT 36L dotyczy osób, które prowadziły działalność gospodarczą opodatkowaną na zasadach liniowych.

PIT 37

PIT 37 to najpopularniejsza deklaracja podatkowa. Za każdym razem rozlicza ją bowiem najwięcej podatników. I właściwie nie powinno to nikogo zdziwić, ponieważ dotyczy ona osób, które rozliczają się przez płatnika. W praktyce, oznacza to, że PIT 37 składają przede wszystkim podatnicy, którzy w 2022 roku otrzymywali wynagrodzenie z tytułu umowy o pracę, zlecenie, czy też umowy o dzieło. Taką deklarację wypełnia się oczywiście na podstawie otrzymanego od pracodawcy formularza PIT 11.

PIT 37 służy również do rozliczenia różnego rodzaju świadczeń i zasiłków. Za pomocą tej deklaracji rozliczyć powinni się także emeryci, renciści i uczniowie pobierający stypendia naukowe oraz osoby generujące zyski z praw autorskich.

Inne popularne deklaracje podatkowe

PIT 28 składają przede wszystkim podatnicy, którzy uzyskali przychód z jednoosobowej działalności gospodarczej opodatkowanej ryczałtem. Dotyczy to również działalności prowadzonej w formie spółki. Inna deklaracja, o której często słychać to PIT 2. Jest to przede wszystkim nie rozliczenie, a oświadczenie i można złożyć je dobrowolnie. Pozwala ono między innymi na pomniejszania miesięcznych zaliczek na PIT o kwotę zmniejszającą podatek.

Do kiedy PIT w 2023 roku?

Rozliczenie PIT musi być terminowe. I nie ma od tej zasady żadnych wyjątków. Urząd Skarbowy nie lubi spóźnień – każde jest zresztą obarczone szeregiem kar finansowych i innych konsekwencji. Terminowe rozliczenie PIT to obowiązek każdego generującego dochód obywatela.

Termin składania deklaracji PIT nie różni się, w zależności od rodzaju formularza, czyli typu rozliczanych dochodów. Najpopularniejsze deklaracje podatkowe, czyli PIT 28, PIT 37, PIT 38 i PIT 39 należy dostarczyć do Urzędu skarbowego do ostatniego dnia kwietnia. W 2023 roku przypada on jednak w niedzielę. Natomiast kolejny dzień, czyli 1 maja, jest wolny od pracy. W związku z tym, w najbliższym okresie rozliczeniowym podatnicy rozliczający wcześniej wymienione formularze, mają aż 2 dodatkowe dni na dopełnienie tej formalności. Ostateczny termin to bowiem 2 maja 2023.

Jak rozliczyć PIT online?

W dzisiejszych czasach PITy rozlicza się przez internet. Jest to naprawdę niezwykle proste, a co najważniejsze, pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu. Całą formalność można bowiem dopiąć w dosłownie kilkanaście minut i to bez czekania w długich kolejkach. Przed przystąpieniem do wypełniania swojej deklaracji, warto sprawdzić, jaka jest obowiązująca składka zdrowotna 2023, czy też dostępne ulgi oraz odliczenia.

Obecnie jest kilka sposobów na łatwe rozliczenie PIT online. Jednak bez wątpienia dwa z nich cieszą się największą popularnością. Jest to Twój ePIT oraz programy do wypełniania PIT. Oba te rozwiązania są naprawdę świetne. Warto więc je sobie nieco przybliżyć.

Twój e-PIT

Twój e PIT to rozwiązanie wprowadzone przez Ministerstwo Finansów w celu usprawnienia procedury rozliczania PIT. I tak też się stało. Usługa ta pozwala na błyskawiczne załatwienie sprawy. Wystarczy wejść na podatki gov. Tam dostępny jest e urząd skarbowy, do którego należy się zalogować. Można zrobić to między innymi przez swój profil zaufany. Na stronie czekać będzie już gotowy PIT – wystarczy sprawdzić jego poprawność i uzupełnić brakujące informacje.

Program PIT

W internecie można znaleźć wiele takich programów. Warto pamiętać jednak, by stawiać jedynie na te sprawdzone i zaufane. W takich programach można wypełnić ePITy. Dostępne są tam wszystkie obowiązujące formularze. Gotowe PITy można wysłać online lub wydrukować i dostarczyć osobiście, bądź pocztą.

PITax.pl krok po kroku przeprowadzi rozliczenie PIT 2023

Biden w Polsce. Indeksy PMI z Europy w centrum uwagi

Wczorajsza sesja na rynkach finansowych przebiegła spokojnie, co wynikało w głównej mierze z dnia wolnego w USA oraz braku publikacji danych makro ze Stanów Zjednoczonych oraz strefy euro. Z Polski poznaliśmy paczkę danych, z których wynika, że przemysł spowalnia i coraz mocniej widoczne są procesy dezinflacyjne co jest spójne z oczekiwaniami Rady Polityki Pieniężnej. Do Polski przyjechał prezydent Biden.

Na rynku w tym momencie dominują tematy geopolityczne. Jesteśmy coraz bliżej rocznicy wybuchu wojny w Ukrainie i rośnie ryzyko niespodziewanej reakcji ze strony Rosji. Symboliczna była 10-godzinna podróż pociągiem prezydenta USA do Kijowa. W ten sposób zostało pokazane wsparcie dla prezydenta Zelenskiego. Biden zakomunikował, że jego celem było potwierdzenie „niezachwianego i niesłabnącego zaangażowania w demokrację, suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy”. Dziś przywódca USA wizytuje w Polsce i wygłosi przemówienie.

W Europie odbyła się dość płaska sesja. Dax stracił zaledwie 0,03 proc. a francuski CAC40 zniżkował o 0,16 proc. Indeksy w Polsce radziły sobie gorzej. WIG zamknął dzień pod kreską z wynikiem -0,36 proc. a WIG20 jest niżej o ponad 0,5 proc.

W ostatnim czasie giełdy Europejski pokazują siłę. Główne benchmarki z UK czy Francji albo wyrównały albo przekroczyły historyczne szczyty. Niemieckiemu Dax-owi brakuje jednak jeszcze ponad 750 pkt. aby osiągnąć podobny rezultat. W lutym notowania jego znajdują się w konsolidacji ograniczonej od góry poziomem 15.600 pkt. a od dołu obszarem 15.290 pkt. Z układu na wykresie można wyczytać, że jeśli nie dojdzie w najbliższych dniach do podwyższonej awersji do ryzyka, wówczas impuls wzrostowy, który został zapoczątkowany w październiku, będzie kontynuowany.

Dziś poznamy wskaźniki PMI dla strefy euro. Prawdopodobnie wskażą one poziomy powyżej 50 pkt. sygnalizując tym samym wzrost wyników gospodarczych drugi miesiąc z rzędu, co wynika z silnego sektora usług. Dane tego typu zazwyczaj mają drugorzędne znaczenie dla euro. Aktualnie może być nieco inaczej. EBC czeka na sygnały, że zacieśnianie polityki pieniężnej dotarło do realnej gospodarki. Te na razie nie pojawiają się. W tym momencie dominuje euforia związana z tym, że Europa uniknęła głębokiej recesji w wyniku kryzysu energetycznego – co można w dużym stopniu przypisać łagodnej zimie. Lepsze dzisiejsze dane będą jednak oznaczać, że bank może w mniejszym stopniu liczyć na spadek popytu, który w konsekwencji stłumi inflację. Ostatnio oczekiwania co do stóp EBC rosną – to wspiera euro, nie pozwalając walucie znacznie się osłabić. Wyższe stopy utrzymane dłużej to prawdopodobnie realny scenariusz dla europejskiej instytucji. Polityki monetarne EBC oraz Fed są coraz bardziej podobne, dlatego też EUR/USD od dłuższego czasu oscyluje wokół 1,07 i brakuje większego impulsu do nadanie dalszego kierunku. To, która waluta będzie miała lepszą passę w średnim terminie, będzie w dużej mierze zależeć od tego, który bank będzie dłużej utrzymywał „wyższą stopę procentową”.

Patrząc na kontrakty terminowe Fed Funds, rynek w pełni wycenia podwyżki o 25 pb na dwóch kolejnych spotkaniach w marcu oraz maju oraz zakłada 80 proc. szans na trzeci ruch o taką samą wartość w lipcu. W tym tygodniu kluczowe dla dolara będą minutki z ostatniego posiedzenia FOMC oraz piątkowe dane na temat wydatków Amerykanów.
W przypadku EBC, rynek OIS wycenia kolejny ruch w górę na stopach łącznie o 123 pb. do końca roku, co oznaczałoby, że stopa depozytowa urośnie do poziomu 3,73 proc. Nieco łagodniejsze podejście oczekiwane jest ze strony Banku Anglii. Tutaj rynek terminowy wskazuje podwyżkę o 48 pb. do sierpnia 2023 roku co „wywinduje” główną stopę do poziomu 4,48 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

USA jako złota potęga, jak wypada przy niej Polska?

Przez najbliższe dni głównym tematem wielu rozmów będzie przyjazd prezydenta Stanów Zjednoczonych do Polski. Jest to druga wizyta głowy potęgi ekonomicznej świata od początku inwazji Rosji na Ukrainę. Ciężko jest porównywać nasz kraj z USA, ale czy faktycznie jest to aż tak nierealne? Niekoniecznie. Podobnie jak Polacy, Amerykanie w zestawieniu TOP3 aktywów, w które warto zainwestować, posiadają nieruchomości oraz złoto. Czy coś jeszcze nas łączy? Tłumaczy ekspert firmy Tavex?

Czy myślimy podobnie?

Wizyta prezydenta USA w Europie kilka dni przed rocznicą napaści Rosji na Ukrainę jest istotna zarówno dla Europy, jak i samych Stanów Zjednoczonych.

Przez ostatni rok na wielu polach mogliśmy zaobserwować odniesienia do Stanów Zjednoczonych, głównie w odniesieniu do stóp procentowych oraz siły amerykańskiej waluty. Ze względu na rozmiar i międzynarodowe powiązania, rozwój sytuacji w USA wywiera znaczący wpływ na całą gospodarkę światową, w tym również Polskę.

Czy jednak różnimy się aż tak na wielu polach? Co ciekawe, z sondażu Gallupa wynika, że Amerykanie zapytani o najlepszą długoterminową inwestycję – jako TOP3 – wskazywali nieruchomości (45%), akcje (18%) oraz złoto (15%). Dane te nie odbiegają znacząco od naszych wyborów. Polscy respondenci w badaniu firmy Tavex zapytani o to, w co warto inwestować – wybierali najczęściej nieruchomości (34%), złoto (28%) oraz obligacje (16%).

Zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych doceniane są takie aktywa jak nieruchomości i złoto. Nic dziwnego, są one bowiem inwestycjami, które nie tylko zabezpieczają nasz kapitał, ale również – w perspektywie długofalowej – mogą przynieść zysk – wskazuje Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex. Wartość kruszcu doceniają nie tylko inwestorzy indywidualni. Niepewność geopolityczna i wysoka inflacja wpłynęły na to, że wiele banków centralnych zwiększyło swoje rezerwy tego aktywa – dodaje.

Trochę inne spojrzenie na bezpieczeństwo

Najnowsze dane Światowej Rady Złota za IV kwartał 2022 roku wskazują, że Stany Zjednoczone są liderem w ilości posiadanego złota w rezerwach banku centralnego (8,133.46 tony). Polska nie ma może aż tak ogromnej ilości kruszcu, jednak nasze 228.67 tony dają nam trzecie miejsce w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Wyprzedza nas Federacja Rosyjska (2,298.53 tony) oraz Turcja (541.80 tony).  Co ciekawe, sumując nasze rezerwy z zasobami USA, wyprzedzamy Rosję prawie czterokrotnie.

Przy okazji wizyty Joe Bidena w Polsce wiele mówi się na temat bezpieczeństwa państw w obliczu zbliżającej się rocznicy wybuchu wojny w Ukrainie. Warto więc wiedzieć, że złoto – tak licznie wykupywane w 2022 roku przez banki centralne wielu państw – jest rozwiązaniem rezerwowym, które dywersyfikuje ryzyko geopolityczne w czasie kryzysów oraz w okresie napięć w sferze politycznej. Daje ono również pewnego rodzaju niezależność, ponieważ nie jest związane z nim ryzyko kredytowe, a także bezpośrednio polityka gospodarcza konkretnego kraju. Dlatego państwo posiadające duże rezerwy złota jest bardziej wiarygodne w oczach inwestorów i pożyczkodawców – podsumowuje Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex.

Warto wspomnieć, że złoto może stanowić wsparcie w momencie, znacznego osłabienia waluty wybranego kraju. Sprzedając zasoby kruszcu istnieje możliwość jej wzmocnienia.

Innowacje w przemyśle. Polskie firmy oferują specjalistyczne rozwiązania

Przemysł to dziedzina gospodarki, która stale się rozwija i dąży do maksymalnej automatyzacji procesów, aby nie wymagały one aktywnego udziału pracowników. Przedsiębiorstwa, które działają w tym sektorze, szukają również innowacyjnych, pozytywnie wpływających na jakość oferowanych przez nich produktów, a także ich trwałość rozwiązań. Obecnie na rynku funkcjonuje wiele firm oferujących specjalistyczne narzędzia, które mogą w wielu przypadkach okazać się innowacyjne. O czym mowa w praktyce? Podpowiadamy.

Jakich obszarów mogą dotyczyć innowacje w przemyśle?

Polskie firmy oferują wiele ciekawych i specjalistycznych rozwiązań, które mogą korzystnie wpłynąć na różne procesy w przedsiębiorstwach z branży przemysłowej. Oferują one innowacje produktowe, marketingowe, procesowe, a także organizacyjne. 

Przedmiotem zainteresowania większości biznesów są jednak innowacje produktowe i procesowe. Te pierwsze odnoszą się do wprowadzenia nowej oferty lub ulepszenia funkcjonalności czy wygody użytkowania już obecnych wyrobów. Innowacje procesowe z kolei dotyczą zmiany sposobu produkcji i dystrybucji produktów i usług. Specjalistyczne rozwiązania w dziedzinie innowacji produktowych w przemyśle możemy znaleźć na przykład na stronie https://g-source.pl/.

Jakie specjalistyczne rozwiązania oferują polskie firmy?

Obecnie na rynku funkcjonuje wiele rodzimych firm, które inwestują w działy R&D , czyli Research and Development, gdzie zatrudniani są najlepsi specjaliści w swoich dziedzinach, zajmujący się opracowywaniem koncepcji nowych produktów i technik ich wytwarzania. Tacy fachowcy badają również bezpieczeństwo, funkcjonalność i skuteczność wyrobów. Dlatego często wprowadzenie na rynek nowego, innowacyjnego produktu trwa miesiącami, a nawet latami. Działy R&D funkcjonują we wszystkich firmach, które stawiają na rozwój, a więc zarówno w przedsiębiorstwach działających w przemyśle paliwowo-energetycznym, metalurgicznym, elektromaszynowym, chemicznym, mineralnym, lekkim, drzewnym spożywczym, ogólnym, jak i wielu innych.

Przykładem przedsiębiorstwa, które oferuje innowacyjne, specjalistyczne rozwiązania jest wspomniana wcześniej firma G-Source. Specjalizuje się ona między innymi w produkcji różnego rodzaju taśm i klejów, dostosowanych do zastosowań przemysłowych. Mogą one służyć zarówno do montażu, uszczelniania, jak i izolacji. Specjaliści są w stanie zaprojektować taśmy i kleje do nawet najbardziej wymagających aplikacji, co pozwala przedsiębiorstwom z wielu różnych branż na stworzenie nowych, innowacyjnych produktów, w których takie taśmy zostaną zastosowane. Tak właśnie działa innowacja w przemyśle. Dzięki specjalistycznym rozwiązaniom oferowanym przez jedną firmę, kolejne przedsiębiorstwa mogą rozwijać swoją ofertę produktową i park maszynowy, tworząc kolejne, innowacyjne wyroby.

Najciekawsze zimowe transfery w Europie

Transfery w świecie piłki nożnej to temat zawsze aktualny i niemal za każdym razem tak samo mocno fascynujący. Wszelkie przesunięcia w drużynach mają znaczenie dla gry poszczególnych klubów, dlatego też warto na bieżąco śledzić tematy związane z wykupowaniem oraz wypożyczaniem najlepszych zawodników. Okres zimowy 2022/2023 to czas wielu transferów w europejskiej piłce nożnej. Te najciekawsze zebraliśmy dla Was w jednym artykule.

Cristiano Ronaldo – z Manchesteru United do Al-Nassr

Opuszczenie angielskiej PREMIER LEAGUE przez mistrza Cristiano Ronaldo to wydarzenie, o którym dużo się mówi. Utalentowany Portugalczyk rozpoczął kontrakt z arabskim klubem Al-Nassr. Piłkarz ma zarabiać tam nawet 200 milionów euro w skali roku. Umowa, jaką zawarł Ronaldo będzie obowiązywać do czerwca 2025. Oficjalnie już wiadomo, że gwiazda piłki nożnej zagra z numerem 7 na koszulce.

Cody Gakpo – z PSV Eindhoven do Liverpoolu

Bardzo ciekawego zawodnika zyskuje Liverpool. Cody Gakpo, bo o nim mowa, to utalentowany piłkarz z Holandii, który pokaz swoich umiejętności dał nam wszystkim podczas ostatniego mundialu. Wiadomo, że jego osobą interesowało się wiele europejskich klubów, ale ostatecznie Cody Gakpo będzie grał jako napastnik w angielskiej PREMIER LEAGUE. Kontrakt ten potrwa do 30 czerwca 2028 roku.

Lucas Roman – z Ferro Carilo Oeste do FC Barcelona

Argentyńczyk Lucas „Pocho” Roman został wykupiony przez FC Barcelonę za 400 milionów euro. Młody piłkarz ma dopiero 19 lat i już wiadomo, że zagra na pozycji napastnika. Na boisku Lucas Roman jest bardzo szybki, umie dobrze strzelać z dużego dystansu i jest uznawany za jeden z klejnotów argentyńskiej piłki nożnej.

Jesteś ciekaw, jak spiszą się nowi zawodnicy? Pamiętaj, że GO+ bet – zakłady bukmacherskie oferuje możliwość obstawiania spotkań, w których ci biorą udział.

Tymoteusz Puchacz – z Unionu Berlin do Panathinaikosu Ateny (wypożyczenie)

Reprezentant Polski, Tymoteusz Puchacz przez okres 0,5 roku będzie grać w Panathinaikos Ateny. Jest to drużyna mistrzowska Grecji, a piłkarz będzie grał w tym klubie na pozycji pomocnika. Wypożyczanie nastąpiło 30 grudnia 2022 i może stanowić nie lada szansę dla 24-latka.

Guillermo Ochoa –z America do US Salernitana (wolny transfer)

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych bramkarzy w świecie piłki nożnej, Guillermo Ochoa po 3-letniej przerwie wraca oficjalnie do europejskiego klubu. Meksykanin podczas ostatniego mundialu doskonale poradził sobie z obroną rzutu karnego Roberta Lewandowskiego. Reprezentacja, w której grał odpadła z Mistrzostw Świata w fazie grupowej, ale piłkarz został wyróżniony nagrodą zawodnika meczu Polska – Meksyk (0:0).

Julien Le Cardinal – z Paris FC do RC Lens

26-latek zagra na pozycji środkowego obrońcy w klubie Ligue 1 Lens w koszulce z numerkiem 25. Jego kontrakt został potrwa do 2025 roku. Media podają, że opłata transferowa, jaką uzyskała z tego tytułu drużyna Paris FC wyniosła 2,3 miliona euro z dodatkowymi 300 000 euro premii. Wartość rynkowa tego zawodnika to 1,00 milion euro.

Mateusz Klich –z Leeds do DC United (wolny transfer)

Europę opuszcza Mateusz Klich, który dotychczas grał w barwach Leeds. Wychowanek Cracovi w nowym klubie będzie tzw. designated player, co w praktyce oznacza, iż otrzyma jedno z największych wynagrodzeń, jakie można dostawać w drużynie. Polak będzie trenować pod kierunkiem Wayne Rooney’a przez dwa lata, ale kontrakt może zostać przedłużony.

Obstawianie zakładów bukmacherskich niesie ze sobą ryzyko uzależnienia. Pamiętaj, że nie może być sposobem na życie. W Polsce korzystanie z usług nielegalnych bukmacherów jest zabronione, możesz grać wyłącznie u tych operatorów, którzy posiadają zezwolenie Ministerstwa Finansów.

GO BET Sp. z o.o. to legalny polski bukmacher internetowy. Zakłady wzajemne urządzane przez spółkę GO BET Sp. z o.o. przez sieć Internet przyjmowane są na stronie internetowej Spółki pod adresem goplusbet.pl na podstawie zezwolenia Ministerstwa Finansów z dnia 29 listopada 2021 r. (PA11.6831.11.2021).

KANTAR: Ponad 80 proc. badanych uważa, że gazetki z promocjami powinny zaczynać się od ofert żywności

Jak wynika z badania pracowni KANTAR, obecnie prawie każdy konsument robi przynajmniej część zakupów w sklepach, których oferty widział w gazetkach. Ponad 90% shopperów, przeglądając tego typu publikacje, najbardziej zwraca uwagę na czytelność pokazywanych cen, jasny opis zasad promocji i terminy obowiązywania okazji zakupowych. Badanie wykazało też, że warzywa i owoce oraz mięso to najchętniej przeglądane i zarazem najczęściej oczekiwane na pierwszych stronach kategorie produktów. Do tego raport pokazuje, że 80% ankietowanych uważa, iż gazetki powinny zaczynać się od rabatów na żywność. Mało atrakcyjne promocje potrafią zniechęcić aż 41% konsumentów do zapoznania się w pełni z daną publikacją.

Łącznie aż 98% badanych realizuje przynajmniej część zakupów w sklepach, których oferty wcześniej widziało w gazetkach. Wśród nich 42% wybiera placówki handlowe tylko w oparciu o to źródło informacji. Zaledwie 2% respondentów nie kupuje produktów w sieciach, których oferty widziało w publikacjach. Tak wynika z sondażu, przeprowadzonego przez KANTAR Polska, wśród blisko 4,1 tys. aktywnych konsumentów.

– Zdaniem marketerów, gazetki promocyjne są dla sieci handlowych najskuteczniejszym kanałem komunikacji z klientem, wspierającym realizację celów sprzedażowych. Znaczenie tego typu publikacji w wersji digitalowej wzrosło podczas pandemii, ze względu na bezpieczeństwo, a także oszczędność czasu potrzebnego na zaplanowanie i zrobienie zakupów. Z kolei w czasie wysokiej inflacji gazetki pomagają konsumentom obniżać wydatki, poprzez możliwość porównywania i wyszukiwania najkorzystniejszych cenowo ofert – mówi Maria Ożana z Grupy BLIX.

Według raportu, w gazetkach konsumenci najlepiej oceniają czytelność elementów graficznych, cen, a także samej gazetki. Atrakcyjność oferowanych promocji jest dopiero na czwartym miejscu w zestawieniu. W ciągu roku ta kwestia spadła z pierwszej, najlepiej ocenianej pozycji na ostatnią, aż o 28 p.p.

– Szczuplejący portfel konsumenta wpływa na krytyczne podejście do promocji. Rośnie znaczenie selekcji ofert na podstawie walorów cenowo-użytkowych. Zwycięża kupowanie na serio, a nie pod wpływem chwili i wrażenia – komentuje dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni ekspert rynku retailowego.

Respondenci wskazali też najważniejsze elementy gazetki. Zestawienie otwiera czytelność pokazywanych cen. Drugie miejsce ma jasne opisanie zasad promocji. Na trzeciej pozycji są terminy poszczególnych ofert produktowych.

– Zanim klient uda się do sklepu, chce mieć pewność, w jakiej cenie jest interesujący go produkt i jak długo obowiązuje konkretna oferta. Użytkownik gazetki chce, aby to było jasne na pierwszy rzut oka. Szczególnie w obecnej, finansowo niepewnej sytuacji, kiedy sklepy prześcigają się w wymyślaniu nowych mechanizmów promocji, ważna jest zrozumiałość przekazu. Wprowadzona niedawno unijna dyrektywa Omnibus nie ułatwia retailerom tego zadania. Obowiązek umieszczania dodatkowych informacji cenowych stawia przed nimi kolejne wyzwania w zakresie czytelności całego przekazu – zauważa Maria Ożana.

Z raportu wiemy też, jakie kategorie produktów są najchętniej przeglądane. To zestawienie otwierają warzywa i owoce – 26% (wzrost o 6 p.p.). Dalej widzimy mięso ¬– 18% (wzrost o 3 p.p.), art. dla domu – 12%, produkty przemysłowe ¬– 11% (spadek o 18 p.p.), jak również nabiał – 8% (bez zmian). Elektronika i zabawki dla dzieci mają najmniej wskazań – po 1%.

– Największym zainteresowaniem cieszy się drożejąca żywność, z której nie można rezygnować. Głównie chodzi o produkty świeże, mięso i nabiał. Zatem kategorie naznaczone walorem pewnej zbytkowności, czyli elektronika, zabawki i niektóre urządzenia kuchenne, spadają z list zakupowych. Dla handlu to wyraźny sygnał, by dostosować strategie promocyjno-rabatowe i informacyjne do tego trendu – podkreśla dr Faliński.

Ankietowani wybrali też preferowaną kategorię produktową na pierwszej stronie gazetki. Najczęściej wskazywali warzywa i owoce – 62%, mięso – 44%, a także nabiał – 39%. Dalej w rankingu widać art. dla domu i chemię gospodarczą – po 32%.

– Najchętniej przeglądane i preferowane na pierwszych stronach kategorie produktów są zbieżne. Jak pokazuje badanie, w obu przypadkach na czele wskazywano owoce i warzywa oraz mięso. Retailerzy wiedzą, że właśnie tego typu artykuły w atrakcyjnych cenach przyciągają klientów do sklepów – stwierdza ekspertka z Grupy BLIX.

Respondenci wypowiedzieli się również w kwestii preferowanych ofert na pierwszych stronach gazetek. Zdecydowanie najwięcej wskazań mają promocje na żywność. Dalej są rabaty na art. przemysłowe. Potem mamy 50% zniżki na drugą sztukę, a następnie 3 towary w cenie 2 oraz 3+1 gratis. Akcje lojalnościowe lub ceny z kartą bądź z aplikacją lojalnościową są na dalszych pozycjach.

– Promocje na podstawowe produkty zawsze były na pierwszych stronach gazetek. Niemniej w czasie wysokiej inflacji, zamiast rabatów na dany artykuł czy dwie sztuki, częściej widzimy zniżki na 6 czy nawet 12 opakowań mleka bądź cukru albo też ceny promocyjne lub nawet produkt gratis przy osiągniętym, pożądanym progu wydatku na całe zakupy – zwraca uwagę Maria Ożana.

Konsumenci określili też elementy, które ich zniechęcają do zapoznania się z daną gazetką do końca. Najbardziej odpychająca jest mała atrakcyjność promocji – 41%. Dla badanych oznacza to niski procent obniżki lub rabaty na niepreferowane produkty. Dalej ankietowani wskazali ogólną, słabą czytelność gazetki i samego opisu zasad promocji – po 23%. Do tego tyle samo procent respondentów stwierdziło, że takie publikacje nie mają kiepskich elementów.

– Brak słabych stron gazetki wskazywany przez 23% badanych nie powinien być zadowalającym wynikiem dla sieci handlowych, szczególnie w zestawieniu z tym, że 41% ankietowanych zauważa nieatrakcyjne promocje. Na taki odbiór rabatów oczywiście wpływa jednak inflacja – podsumowuje ekspertka.

Sprzedaż pożyczek w styczniu 2023 r.

W styczniu 2023 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 273,4 tys. nowych pożyczek o wartości 761 mln zł. W porównaniu do stycznia 2022 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o (+8,3%), natomiast w ujęciu liczbowym udzielono ich o (-1,6%) mniej.

W porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, najwyższą dynamikę wzrostu w styczniu 2023 r. odnotowały pożyczki z przedziału 2–3 tys. zł w ujęciu liczbowym (+16,6%) i w wartościowym (+18,7%). Najsłabiej wypadły pożyczki niskokwotowe z przedziału do 500 zł. W ujęciu liczbowym firmy pożyczkowe udzieliły ich mniej o (-29,3%), a w wartościowym mniej o (-12,6%).

W styczniu 2023 r. 42,6% wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły jednak tylko 11,7% udzielonych pożyczek. W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 38,0% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty do 1 tys. zł miały jedynie 9,1% udział w sprzedaży.

Średnia wartość nowo udzielonej w styczniu 2023 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 491 zł i była o 6,3% wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w styczniu 2022 r.

***

Informacje statystyczne przedstawione w Newsletterze pożyczkowym BIK wynikają z aktualnego stanu bazy danych BIK, która opiera się na danych przekazywanych do BIK przez instytucje pozabankowe, w tym największe firmy pożyczkowe w Polsce raportujące do BIK, z wyłączeniem odroczonych płatności.

Rośnie sprzedaż danych Cloud Technologies. Technologiczna spółka w grudniu zwiększyła sprzedaż o 50%

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka koncentrująca się na sprzedaży danych cyfrowych do targetowania reklamy internetowej, opublikowała raport z szacunkową dynamiką sprzedaży cyfrowych informacji w grudniu ubiegłego roku. Sprzedaż danych cyfrowych do kluczowych klientów wzrosła w grudniu ubiegłego roku o 50% r/r.

 – Bardzo dobre wyniki finansowe jakie osiągamy to efekt systematycznej realizacji strategii na lata 2021 – 2023, bazującej na naszym unikalnym know-how i doświadczeniu. Dynamiczny wzrost sprzedaży danych pokazuje potencjał kluczowego dla nas segmentu, który charakteryzuje wysoka rentowność. Nasza autorska technologia doskonale odpowiada na coraz większe zapotrzebowanie na wysokiej jakości dane. Rośniemy znacznie szybciej niż rynek, co potwierdza, że posiadamy kompetencje, by stać się wiodącym dostawcą na globalnym rynku danych – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Raportowany wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies. 80% przychodów ze sprzedaży danych Cloud Technologies pochodzi z największego rynku reklamowego świata, czyli z USA. Jest to jeden z najbardziej wymagających i konkurencyjnych rynków reklamy na świecie, a warszawska spółka dzięki własnej technologii i dostarczanych danych wysokiej jakości jest w stanie skutecznie konkurować z największymi firmami w branży.

 – Obecnie na rynku obserwujemy trend wzrostu zainteresowania sztuczną inteligencją. Bez wątpienia staniemy się jednymi z jego beneficjentów, ponieważ dane Cloud Technologies zasilają od dawna wiele systemów AI związanych z rynkiem reklamy internetowej. Wysokiej jakości dane są paliwem dla algorytmów maszynowego uczenia. Wierzymy, że to właśnie jakość naszych danych, jak również ich duży wolumen stanowi klucz do sukcesu na globalnym rynku. – podkreśla Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Notowana na głównym parkiecie GPW Cloud Technologies od lat pozyskuje dane i wykorzystuje algorytmy AI np. w celu zaawansowanego klasyfikowania treści. Spółka zasila danymi algorytmy maszynowego uczenia największych platform odpowiedzialnych za emitowanie reklam internetowych. W wyniku właściwego targetowania reklamodawcy osiągają lepsze wyniki oraz tym samym zwrot z inwestycji.

W III kwartale ubiegłego roku Cloud Technologies dzięki koncentracji na wysokomarżowym segmencie sprzedaży danych wypracowało rekordowe wyniki. Spółka wygenerowała przychody w wysokości 12,3 mln zł i zysk netto w wysokości 5,1 mln zł. EBITDA w kluczowym dla spółki segmencie sprzedaży danych wyniosła 6,2 mln zł, co oznacza wzrost o 39,9% r/r. Marżowość EBITDA sprzedaży danych sięgnęła 63,2%. W ujęciu od początku 2022 roku, tj. od 1 stycznia do 30 września br., spółka wypracowała zysk netto w wysokości 11 mln zł, a EBITDA sięgnęła 15,1 mln zł.

Czym powinien charakteryzować się smartfon dla budowlańca ?

Ciężko wyobrazić sobie codzienne funkcjonowanie bez smartfona. Przydaje się do komunikacji z innymi osobami, ale też do zabawy, nauki i pracy. Szczególnie w tym ostatnim miejscu trudno obejść się bez funkcjonalnego smartfona. Czasem jednak smartfon do pracy musi znieść naprawdę trudne warunki. Przykładem jest wykorzystanie go w pracy na budowie. Czy jest możliwe znalezienie telefonu, który sprawdzi się w tym miejscu?smartfon dla budowlańca (1)

Smartfon dla budowlańca

O ile bez trudu potrafimy wyobrazić sobie smartfony dla seniora, telefony skierowane do nastolatków, czy urządzenie dla graczy, smartfon dla budowlańca raczej nie jest zbyt często spotykanym produktem. Zagłębiając się w ten temat odkryjemy jednak, że taka grupa telefonów komórkowych naprawdę istnieje. Co je charakteryzuje?

Smartfony dla budowlańca są przede wszystkim bardzo wytrzymałe. Znajdziemy w nich obudowę z elementami gumowymi, często wykonaną z trwałego tworzywa i z elementami metalu. Wyświetlacz jest chroniony wytrzymałym szkłem hartowanym. Dla możliwości wykorzystania takiego telefonu w każdych warunkach, często jest on wodoodporny i niewrażliwy na dostęp kurzu. Pomagają w tym przemyślane uszczelki użyte podczas składania telefonu. Wszystkie porty, mikrofony i  głośniki także mają odpowiednią budowę.

Praktyczne udogodnienia, które doceni każdy budowlaniec

Poza odpornością na złe traktowanie i trudne warunki pracy, smartfon dla budowlańca powinien być też funkcjonalny. Dziś możemy to powiedzieć właściwie każdym nowoczesnym telefonie, choćby ze względu na mnogość aplikacji. Smartfony do zadań specjalnych mogą być wyposażone w specjalistyczne oprogramowanie dostępne już w momencie zakupu urządzenia. Nie brakuje też udogodnień w postaci dodatków ‘fizycznych”, nie w oprogramowaniu .Mowa o mocnej latarce, żywotnej baterii, wbudowanej poziomicy, czy donośnym głośniku. Wszystko to bez wątpienia przyda się na budowie.

Ze względu na mocną konstrukcję i dodatkowe udogodnienia, takie telefony sprawdzą się także w innych zastosowaniach. Wytrzymały smartfon przyda się też:

  • rolnikom, ogrodnikom
  • osobom pracującym na zewnątrz, także podczas deszczu
  • podróżnikom, wielbicieli turystyki górskiej
  • osobom uprawiającym wspinaczkę górską

Czy smartfon dla budowlańca musi być taki “pancerny”?

Szukając smartfona, którego przeznaczeniem jest praca w ciężkich warunkach, najczęściej trafimy na modele z gumowaną obudową. Mają spore rozmiary, dużą wagę i nie zawsze trafiają w gusta klientów. Czy można znaleźć “zwykły” telefon, który spełni rolę smartfona dla budowlańca? Typowe telefony nie są aż tak wytrzymałe. Jeśli szukamy solidnego telefony, zwróćmy uwagę na smartfony z wyższej półki. Często mają metalowy korpus i wodoszczelną obudowę. W konstrukcji użyte jest szkło hartowane (np. Gorilla Glass), co znacznie podnosi wytrzymałość. Jeśli taki telefon jest dla Ciebie zbyt drogi, wybierz urządzenie jednej z poprzednich generacji. Nie ma najnowszych podzespołów, jednak powinno zapewnić sporą solidność wykonania.

Aby zmienić zwykły telefon w smartfon dla budowlańca, można też użyć dodatkowego pokrowca. Solidne etui są dostępne dla każdego modelu telefonu na rynku.

Rynek wycenia wyższe stopy procentowe

Mocne dane ze Stanów Zjednoczonych i jastrzębia retoryka amerykańskich decydentów spowodowały zwiększenie oczekiwań inwestorów wobec wysokości stóp procentowych w USA, co zapoczątkowało szerszy trend. Na jego fali zmniejszyły się także oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych w Polsce, co przynajmniej w części wydaje się stać za umocnieniem złotego względem euro.

Inflacja w USA w styczniu okazała się wyższa niż oczekiwano. Istnieją przesłanki, że trend spadkowy, w którym tak wiele osób pokłada nadzieję, wygasa, a dynamika cen stabilizuje się na nieakceptowalnie wysokich poziomach. Przewidywania dotyczące docelowych poziomów stóp wzrosły na całym świecie, bowiem rynki dokonują rewizji wcześniejszych oczekiwań odnośnie do łagodzenia polityki przez banki centralne – zaczynają akceptować, że prawdopodobnie stanie się to najwcześniej w 2024 r. Zaznaczamy w szczególności, że oczekiwane docelowe stopy procentowe Fedu i EBC osiągnęły w zeszłym tygodniu nowe rekordowo wysokie wartości. W związku z tym, że rentowności rosły w ujęciu globalnym dolar nie doświadczył istotnej aprecjacji. Większość walut G10 utrzymywała się w wąskich przedziałach.

W tym tygodniu naszą uwagę ponownie koncentrować będziemy na wskaźnikach makroekonomicznych. Kluczowe będą indeksy PMI dla kluczowych krajów, które opublikowane zostaną we wtorek 21.02 – szczególną uwagę zwrócimy na dane dla strefy euro. W piątek 24.02 poznamy wysokość inflacji PCE w USA, która jest miarą preferowaną przez Fed. Pod względem komunikatów banków centralnych zapowiada się spokojny tydzień – istotne będą jedynie minutki z lutowego posiedzenia Fedu (środa 22.02).

PLN

Polski złoty zakończył tydzień umocnieniem w parze z euro. Ostatnie zmiany wydają się niejako odreagowaniem po wcześniejszej słabości. Może to być także po części efekt zmian rynkowych oczekiwań w zakresie obniżek stóp procentowych w Polsce – o ile wcześniej rynek zakładał, że w perspektywie 9 miesięcy stopy powinny być niższe o ok. 50 pb., o tyle teraz widzi przestrzeń na cięcia o jedynie ok. 25 pb. Choć powściągliwe wypowiedzi członków Rady mogły mieć pewne znaczenie dla wycen, korekta wydaje się następować głównie w obliczu zmian zewnętrznych, w tym szczególnie istotnego wzrostu wycen podwyżek w USA. Dane krajowe stanowią wręcz argument w przeciwnym kierunku – dynamika PKB w IV kwartale rozczarowała (2% r/r), zaś inflacja w styczniu okazała się wyraźnie niższa od oczekiwań (17,2%).

Kalendarz ekonomiczny jest w tym tygodniu wyjątkowo obfity. Zaczynamy od mieszanych styczniowych danych z rynku pracy (mocne płace i słaba dynamika zatrudnienia – choć tutaj specyfika danych sugeruje powściągliwość), dość słabej produkcji przemysłowej i kontynuującej spadek inflacji producentów. Przed nami jeszcze kluczowe dane o sprzedaży detalicznej (wtorek 21.02), które rzucą więcej światła na krajową konsumpcję, oraz odczyt stopy bezrobocia (czwartek 23.02). Choć krajowe dane mogą mieć pewne znaczenie dla rynku, bardziej istotne dla złotego będą prawdopodobnie sygnały z zewnątrz.

EUR

Ostatni tydzień dla euro był dość spokojny. Odczyty PMI z tego tygodnia mogą jednak naszym zdaniem zapewnić więcej emocji, tworząc potencjał do aprecjacji wspólnej waluty. Konsensus wycenia ich dalszy niewielki wzrost, jego szacowana skala może jednak nie w pełni uwzględniać optymistyczne sygnały dotyczące europejskiej gospodarki, które pojawiają się na wielu frontach, w szczególności rozmywającego się ryzyka kryzysu energetycznego. Zaskoczenie w górę oczywiście zwiększyłoby presję na Europejski Bank Centralny, by nadrobił stracony czas i zdecydowanie podnosił stopy procentowe, jesteśmy więc pozytywnie nastawieni względem euro.

Poza wtorkowymi (21.02) danymi PMI pewne znaczenie dla ukierunkowania oczekiwań wobec polityki monetarnej EBC i sytuacji euro może mieć również czwartkowy (23.02) raport dotyczący inflacji w styczniu, choć należy zaznaczyć, że jest to rewizja.

USD

Zaskoczenie inflacyjne w USA nie było wielkie, wystarczyło jednak, by wstrzymać przywoływany przez nas niejednokrotnie trend spadkowy bazowej miary inflacji, która jest najbardziej wiarygodnym wskaźnikiem przyszłej dynamiki cen. Główne miary bazowej dynamiki cen wydają się stabilizować na poziomie powyżej 4%, płace doganiają ceny i wydaje się, że potrzeba jeszcze kolejnych działań ze strony banku centralnego, żeby sprowadzić inflację we właściwe miejsce.

Fed wydaje się zgadzać z tym poglądem i zdecydowanie odsuwa domysły, że zbliża się koniec podwyżek stóp procentowych oraz, co jeszcze mniej prawdopodobne, że wkrótce będzie mógł dokonać ich cięć. Warty uwagi jest naszym zdaniem fakt, że dolar nie doświadczył w zeszłym tygodniu znacznej aprecjacji, co może wskazywać, że jego ostatni okres wzrostów na przekór trendowi dobiega końca.

GBP

W zeszłym tygodniu inflacja w Wielkiej Brytanii pozytywnie zaskoczyła, co zdarza się rzadko. Szczególnie dobre były dane o inflacji usług. To pierwsza oznaka, że miara bazowa dynamiki cen może – z opóźnieniem – podążać tą samą drogą, co w USA, wchodząc teraz w stopniowy trend spadkowy po tym, jak osiągnęła szczyt jesienią 2022 r. Prawdopodobnie zmniejszy to presję na Bank Anglii w kontekście kontynuacji podwyżek stóp procentowych w nadchodzących miesiącach – już teraz rynki ograniczyły oczekiwania dotyczące dalszego zacieśniania przez komitet decyzyjny i ich scenariuszem bazowym jest wzrost stóp łącznie o 50 pb. do połowy roku.

Zeszłotygodniowy raport inflacyjny dokłada się do ogólnego pozytywnego zwrotu w brytyjskich danych, w szczególności z rynku pracy. Również sprzedaż detaliczna zaskoczyła na plus. Podsumowując, zgadzamy się z opiniami, że pesymizm dotyczący brytyjskiej gospodarki jest przesadzony, i utrzymujemy pozytywny pogląd w zakresie perspektyw brytyjskiej waluty.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

W których miastach, przez ostatnich kilka lat, nie sprzedało się żadne nowe mieszkanie?

Intensywna działalność krajowych deweloperów nie skupia się wyłącznie na terenie największych miast. Przykład mogą stanowić podwarszawskie powiaty i okolice Poznania oraz Wrocławia, gdzie komercyjni inwestorzy mieszkaniowi działają bardzo aktywnie. Z drugiej strony, poza metropoliami znajdziemy również takie miasta, gdzie przez ostatnich kilka lat nie sprzedało się żadne nowe mieszkanie od dewelopera. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl poszukali takich deweloperskich „białych plam” na mapie Polski.Tab. 1 - Obrót nowymi lokalami 2019 - 2021

Główny Urząd Statystyczny dopiero niedawno podał dane z 2021 r. o sprzedaży nowych mieszkań w skali powiatów. Na podstawie tych informacji oraz wcześniejszych danych GUS z lat 2019 – 2020, eksperci RynekPierwotny.pl sprawdzili, w których miastach liczących ponad 10 000 mieszkańców nie sprzedało się żadne nowe mieszkanie.

Na powyższej liście znalazły się nie tylko miasta liczące 10 000 – 15 000 mieszkańców. Widzimy również kilka większych ośrodków miejskich. W przypadku wszystkich badanych miast, brak aktywności deweloperów budujących lokale raczej nie jest dobrym prognostykiem. Aktywność branży deweloperskiej stanowi bowiem barometr sytuacji demograficznej i gospodarczej.

Należy oczywiście pamiętać, że powyższe informacje nie uwzględniają deweloperów sprzedających nowe domy. Jednakże w przypadku mniejszych miast, budowa domu zdecydowanie najczęściej jest realizowana samodzielnie przez osoby prywatne.

W Polsce stabilnie

Kolejna weryfikacja ratingu naszego kraju przeszła bez echa. W kolejnych krajach spada tempo wzrostu cen u producentów. Gaz ziemny notuje kolejne wielomiesięczne minima.

Rating Polski bez zmian

W piątek poznaliśmy decyzję agencji S&P w sprawie ratingu dla naszego kraju. Zarówno wiarygodność krótka i długoterminowa, jak i w walucie krajowej i zagranicznej zostały utrzymane na niezmienionym poziomie. To już nie czasy, kiedy to z wypiekami czekamy na wyrok każdej kolejnej agencji. Obecnie rating ma perspektywę stabilną, co powoduje, że o ile nie zdarzy się coś niesamowitego najpierw i tak czeka nas zmiana perspektywy. Warto zwrócić uwagę, że utrzymujemy stabilność pomimo kolizyjnego kursu, który przyjęliśmy z Unią Europejską. Z drugiej strony nie wiadomo, czy gdybyśmy nie prowadzili tutaj innej polityki, rating nie byłby wyższy. Po co nam ten rating? Inwestorzy sugerują się ratingami podczas inwestycji w papiery dłuższe. Lepszy rating powinien oszczędzić nam na koszcie obsługi długu.

Spadki inflacji producenckiej

W wielu krajach widzimy obecnie spadki inflacji producenckiej. W Niemczech w ciągu miesiąca stawka spadła z 21,6% na 17,8%. W Kanadzie w ciągu miesiąca spadła z 7,7% na 5,4%. To tylko dane z piątku. Czym to jest spowodowane? Firmy starają się ograniczać wzrosty cen, by utrzymać udział w rynku, bojąc się gorszych czasów. Jest to kolejny efekt lęku przed nadchodzącym potencjalnym spowolnieniem gospodarczym. Dla nas jako konsumentów to dobra wiadomość, gdyż najprawdopodobniej ograniczy to presję na wzrost cen w detalu.

Gaz poniżej 50 EUR na giełdzie

Gaz ziemny znów idzie w dół. Obecnie megawatogodzina kosztuje już poniżej 50 dolarów, a w dołku przebiła minima z września 2021. Pokazuje to, że da się ustabilizować dostawy tego surowca w naszej części świata bez udziału Rosji. Sytuacja ma miejsce pomimo tego, że wiele państw, jak np. Niemcy, przestawiały się w swoim miksie energetycznym z atomu na gaz jako uzupełnienie źródeł odnawialnych. Obecna sytuacja spowoduje najprawdopodobniej dalsze zmiany energetyczne, a to z kolei spowoduje, że popyt na gaz w celu produkcji energii elektrycznej powinien maleć. To z kolei powinno ograniczać cenę gazu jako surowca grzewczego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Warto zwrócić uwagę, że mamy dzień wolny zarówno w USA, jak i Kanadzie. Zwyczajowo wpływa to negatywnie na aktywność inwestorów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Badanie Bain & Company: Polacy nie chcą oszczędzać na opiece zdrowotnej

Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej, Polacy niechętnie oszczędzają na prywatnej opiece zdrowotnej, a co czwarty planuje zwiększyć wydatki na ten cel w tym roku, wynika z badania międzynarodowej firmy doradczej Bain & Company. Ankietowani deklarują, że są gotowi płacić zwłaszcza za prywatne wizyty u stomatologa i ginekologa.

Z powodu wysokiej inflacji prawie połowa Polaków już ograniczyła wydatki w ramach budżetu domowego, a druga połowa też ma takie plany w najbliższych miesiącach. Jednak tylko jedna czwarta ankietowanych (25 proc.) deklaruje chęć zmniejszenia wydatków na leki i usługi medyczne, przy czym prawie tyle samo osób (26 proc.) twierdzi, że zamierza wręcz zwiększyć te kwoty.

– Z naszego badania wynika, że dla Polaków zdrowie jest priorytetem. O ile ankietowani wskazują, że są w stanie w pierwszej kolejności zaoszczędzić na posiłkach na mieście czy rozrywce, to takie prawdopodobieństwo dla wydatków na opiekę medyczną jest sześć razy mniejsze – mówi Patryk Rudnicki, młodszy partner Bain & Company. – Polacy nie zamierzają drastycznie zmniejszać wydatków na leczenie, a zwłaszcza nie chcą oszczędzać na prywatnych wizytach u specjalistów. Bez wątpienia, te wydatki będą też po części rosnąć ze względu na inflację i wzrost kosztów prywatnej opieki medycznej.

Jak pokazuje badanie, Polacy najczęściej deklarują korzystanie z prywatnych wizyt u stomatologa (57 proc.), psychologa (41 proc.) i ginekologa (39 proc.). Właśnie stomatolog znajduje się na pierwszym miejscu listy specjalistów, za których porady ankietowani gotowi są nadal płacić. Następne pozycje zajmują ginekolog, kardiolog i endokrynolog. Jednak niemal co piąty ankietowany gotowy jest zrezygnować z wydatków na wizyty u psychologa.

Choć zarówno młodsi respondenci – do 35 roku życia, jak i starsi nie chcą oszczędzać na opiece zdrowotnej, to pacjenci ze starszej grupy wiekowej deklarują, że staranniej będą przeglądać oferty usług prywatnych lub częściej korzystać z usług w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ).

– Co ciekawe, gdy porównujemy wydatki związane z ochroną zdrowia sprzed pandemii, widzimy, że aż połowa Polaków nie zamierza niczego zmieniać w swoich budżetach. Jedynie wzrasta odsetek młodych osób poniżej 35 roku życia, które chętniej płacą za prywatne usługi medyczne. Pozostała część szuka oszczędności, ale stara się, by wciąż mieć dostęp do prywatnych usług medycznych – dodaje Patryk Rudnicki.

Część ankietowanych wprowadza też pewne strategie oszczędzania dotyczące wydatków w aptekach. Co czwarty z nich (26 proc.) w poszukiwaniu niższych cen zamierza robić zakupy w aptekach sieciowych, które mają lepszą percepcję cenową.

Pomimo ogólnej niechęci do oszczędzania na zdrowiu, spora część respondentów, bo aż 39 proc. chce szukać tańszych zamienników produktów kupowanych w aptekach – twierdzi Patryk Rudnicki.

Internetowe badanie zachowań konsumenckich Bain & Company zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie Polaków na platformie Dynata w czwartym kwartale 2022 roku.

Zmiany w Zarządzie Spółki Millennium Leasing

Z dniem 31 stycznia 2023 r. Marek Łazarz zrezygnował z funkcji Członka Zarządu Spółki Millennium Leasing sp. z o.o. Jednocześnie Zgromadzenie Wspólników Millennium Leasing sp. z o.o. powołało Dorotę Kotelską na stanowisko Członkini Zarządu. Zarząd Millennium Leasing będzie wykonywał obowiązki w czteroosobowym składzie, w którym pozostają w swoich funkcjach Marcin Balicki jako Prezes Zarządu, Agnieszka Kozakiewicz-Pietrzak oraz Piotr Maj – jako Członkowie Zarządu.

– Bardzo dziękuję Markowi za dotychczasowe zaangażowanie w sprawy spółki Millennium Leasing. Jego merytoryczna wiedza i osobiste cechy sprawiały, że dla wielu był przez lata nauczycielem, wsparciem i mentorem. Cieszę się, że zostaje z nami i będzie nadzorował w imieniu Zarządu obszar AML, ale również wspierał całą organizację w tych obszarach, w których jego wiedza i doświadczenie będą pomocne w realizacji zadań biznesowych powiedział Andrzej Gliński, Członek Zarządu Banku Millennium S.A. i Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Millennium Leasing sp. z o.o.

– Prawie dwudziestoletni udział w pracach Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o. był dla mnie niezwykle intensywnym, pełnym wyzwań oraz inspirującym okresem. Miałem zaszczyt budować tę organizację i pracować ze wspaniałymi, kompetentnymi współpracownikami, dla których firma i jej ludzie byli bardzo ważni i za to wszystkim bardzo dziękuję. Zdobyte doświadczenie w czasie pełnienia funkcji Członka Zarządu jest bezcenne. Koleżankom i Kolegom z Zarządu życzę dalszych sukcesów w kierowaniu firmą, szczególnie w tym pełnym wyzwań czasie  – powiedział Marek Łazarz, Millennium Leasing sp. z o.o.

Powołana od 1 lutego 2023 r. Dorota Kotelska jest związana z Grupą Banku Millennium od 23 lat.  Do tej pory pełniła obowiązki Dyrektora Departamentu Zarządzania Ryzykiem w Millennium Leasing. Dorota Kotelska jest absolwentką Politechniki Warszawskiej, na Wydziale Inżynierii Produkcji. Od ponad 23 lat zajmuje się ryzykiem kredytowym w Millennium Leasing, a od 20 lat – pełni w niej funkcje kierownicze w obszarze zarządzania ryzykiem kredytowym. Jest Wiceprzewodniczącą Komitetu Kredytowego Millennium Leasing sp. z o.o. i blisko współpracuje z odpowiednimi jednostkami organizacyjnymi pionu ryzyka Banku Millennium S.A.

– Pomimo niesprzyjających okoliczności zewnętrznych, takich jak wzrost stóp procentowych, inflacja czy utrzymująca się niepewność w gospodarce, naszym wyzwaniem pozostaje utrzymanie zbalansowanego charakteru wzrostu: z jednej strony akwizycji nowych klientów, a z drugiej – utrzymanie spadkowego trendu w zakresie kosztów ryzyka. Jestem przekonany, że kompetencje i doświadczenie Doroty pozwolą nam realizować oczekiwane cele w tym zakresie, a struktura Zarządu, w której znajduje się miejsce dla kierującej Departamentem Zarządzania Ryzykiem, we właściwy sposób oddaje znaczenie obszaru ryzyka w zarządzaniu spółką – powiedział Marcin Balicki, Prezes Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o.

– Nominacja na stanowisko Członkini Zarządu to dla mnie duże uznanie i wyróżnienie. Cieszę się, że będę mogła wykorzystać swoje dotychczasowe doświadczenie pracując dla organizacji w nowej roli, jednak mój główny obszar działania pozostaje niezmieniony – zapewnienie bezpiecznego wzrostu poprzez odpowiednie kształtowanie polityki kredytowej, dbanie o jakość portfela leasingowego oraz optymalizacja procesu kredytowego – skomentowała Dorota Kotelska, Członkini Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o.

Powrót do rekordowego poziomu popytu na warszawskim rynku biurowym

W 2022 r. warszawski rynek biurowy odnotował jeden z najwyższych w historii poziomów popytu, który wyniósł ponad 860 tys. m kw., przy strukturze obejmującej przewagę nowych umów najmu i relokacji oraz ekspansji nad renegocjacjami. Jak podaje firma doradcza Savills pomimo, że czynsze nominalne pozostają stabilne i rosną głównie w wyniku indeksacji, to coraz większy udział w całkowitym koszcie najmu mają opłaty eksploatacyjne.

Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Savills, absorpcja netto, czyli zmiana powierzchni wynajmowanej, w Warszawie w 2022 r. wyniosła około 286 700 m kw., czyli prawie trzykrotnie więcej niż w 2021 r. (102 000 m kw.). Od wybuchu pandemii wartości tego wskaźnika były zdecydowanie wyższe dla stref centralnych, które odpowiadały za 84% całkowitego wyniku. Popyt w 2022 r. osiągnął jeden z najwyższych poziomów w historii i był na poziomie ostatnich rekordowych lat przed pandemią (850 000 – 870 000 m kw.). Odpowiadał za to m.in. efekt pandemii, w której najemcy przedłużali umowy krótkoterminowo lub opóźnień w podpisywaniu umów najmu. W ciągu ostatnich 12 miesięcy musieli jednak podjąć decyzje o relokacji lub podpisaniu wieloletniej umowy z właścicielem.

Na warszawskim rynku biurowym doszło do podpisania wielu dużych transakcji, w tym 25 umów najmu na powierzchnie biurowe przekraczające 5000 m kw., oraz ośmiu transakcji powyżej 10 000 m kw. Najemcy z branży IT są jednymi z głównych najemców biurowych w Warszawie. W latach 2018-2022 najemcy z tego sektora wynajęli blisko 561 000 m kw., co stanowi 14,6% udziału w popycie brutto na powierzchnię biurową stolicy.

Udział renegocjacji w 2022 r. ukształtował się na poziomie 39%. Nowe umowy najmu i relokacje odpowiadały za 42% całkowitego popytu. Z kolei ekspansje najemców, którzy zdecydowali się na rozbudowę obecnego biura, stanowiły 9% popytu.

„2022 rok okazał się czasem długo wyczekiwanego odbicia na rynku nieruchomości biurowych. Aktywność najemców powróciła do poziomu sprzed pandemii. Firmy oswoiły się już z pracą hybrydową i coraz częściej mają już wyraźną wizję tego, jak ma wyglądać ich biuro, by optymalizować koszty i odpowiedzieć na nowe potrzeby pracowników. Stosunkowo duży udział w liczbie transakcji maja umowy do 500 m kw. Dla firm zainteresowanych tego typu powierzchnią otwierają się nowe możliwości, zwłaszcza że na rynku rośnie udział ofert podnajmu powierzchni biurowych. Z drugiej strony widzimy też klientów, którzy kosztem mniejszej powierzchni lub dłuższej umowy, będą chcieli zagwarantować swoim pracownikom najlepszą lokalizację, w nowym budynku i w jak najwyższym standardzie” – komentuje Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills.

Zgodnie z danymi Savills, w 2022 r. Warszawa wzbogaciła się o 236 800 m kw. nowej powierzchni biurowej, a całkowite zasoby wynoszą 6,27 mln m kw. Na nową podaż złożyło się 12 projektów, z których osiem znajduje się w strefach centralnych, a które odpowiadają za 80% wolumenu nowej podaży. Największe z nich to dwa projekty zrealizowane przez HB Reavis: Varso Tower (63 800 m kw.) i Forest Tower (51 500 m kw.). Kolejną znaczącą inwestycją ukończoną w ubiegłym roku był kompleks Skysawa o łącznej powierzchni 31 300 m kw. zrealizowany przez PHN. Na koniec 2022 r. w budowie znajdowało się 185 600 m kw. w projektach, których oddanie do użytkowania planowane jest w latach 2023-2025. Jest jednak jeszcze kilka inwestycji, których budowa się jeszcze się nie rozpoczęła, ale jeśli deweloperzy spełnią swoje zapowiedzi, to nowa podaż w latach 2023-2024 może wynieść około 187 000 m kw. Z drugiej strony, kiedy sytuacja gospodarcza się unormuje i deweloperzy zdecydują się na realizację już rozpoczętych projektów, w 2025 roku może dojść do oddania ponad 314 000 m kw.

Od dłuższego czasu czynsze nominalne za najlepsze nieruchomości biurowe w Warszawie pozostają na stabilnym poziomie. Miesięczne stawki w najbardziej prestiżowych lokalizacjach strefy Centrum utrzymały się w przedziale 21-25,5 euro za m kw. miesięcznie. Najemcy zainteresowani ostatnimi piętrami w centralnie położonych wieżowcach muszą być przygotowani na wyższe stawki za wolne moduły, odbiegające od średnich stawek rynkowych. Na Służewcu czynsze nadal plasują się w przedziale 13-15 euro za m kw. miesięcznie. Zgodnie z danymi Savills, na koniec 2022 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wynosił 11,6% i jest w to wynik o 1,1 pkt. proc. niższy niż w 2021 r. W strefach centralnych miasta wyniósł 10,5%, a w strefach pozacentralnych 12,5%.

Urząd m.st. Warszawy, jeden z partnerów raportu Savills, podkreśla fakt, że stolica jest jednym z najprężniejszych ośrodków gospodarczych, akademickich i kulturalnych w Polsce. To także drugie miasto w europejskim rankingu fDi Intelligence – European Cities & Regions of the Future 2022/2023 w kategorii ośrodków przyjaznych biznesowi. Zdaniem Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH) 2022 rok był rekordowy pod względem liczby wspieranych inwestycji. Organizacja dofinansowała 126 inwestorów, którzy zdecydowali się ulokować swojej inwestycje w Polsce. Z tej liczby aż 71 projektów to inwestycje z obszaru nowoczesnych usług dla biznesu (IT/SSC/BPO/R&D). Na silną obecność sektora IT zwraca również uwagę agencja zatrudnienia HAYS, której eksperci podkreślają, że w Warszawie znajduje się najbardziej dojrzały rynek pracy w tym sektorze w Europie Środkowo-Wschodniej. O sile lokalnego rynku świadczy bogate portfolio udanych projektów inwestycyjnych i rozwój nie tylko dużych światowych marek jak m.in. Google, Netflix czy Samsung, ale również startupów.

„W najbliższych miesiącach najemców czekają indeksacje czynszów oraz dalsze podwyżki opłat eksploatacyjnych, których pierwsze zmiany obserwowaliśmy w ubiegłym roku. Trend, który nasilił się w ostatnim czasie to wydłużenie okresu na jaki podpisywane są umowy najmu, co pozwala uzyskać od właściciela nieruchomości odpowiedni poziom pokrycia kosztów aranżacji powierzchni” – komentuje Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.

Najwięcej nowoczesnych biurowców jest w Krakowie, a najmniej w Łodzi

Wśród budynków klasy A i B, nieruchomości tej pierwszej stanowią zdecydowanie największy procentowy udział w Krakowie – 73,2% (172 budynki klasy A, 63 budynków klasy B), Wrocławiu 66,7% (116 klasy A, 58 klasy B oraz Poznaniu 66,1% (82 klasy A, 42 klasy B) – wynika z raportu #shorts portalu finne (brand należący do REDD Group).

Dlaczego w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu mamy do czynienia z największym udziałem budynków klasy? – Są to rynki, które w ostatnich latach bardzo intensywnie się rozwijały, a większość budynków biurowych powstała w ciągu ostatnich 10 lat. Pozwoliło to na ich budowę w wysokim standardzie i zastosowaniu nowoczesnych technologi — mówi Krzysztof Foks, head od research REDD i finne.

Na drugim biegunie są rynki, gdzie sektor biurowy w znacznym stopniu rozwinął się wcześniej lub istniejące zasoby nie przeszły odpowiedniej modernizacji.

Wśród nich znajduje się Warszawa (55,4% budynków klasy A), gdzie intensywny rozwój komercyjnego rynku biurowego rozpoczął się pod koniec XX wieku i obecnie obserwujemy stosunkowo duży nacisk na modernizację istniejących budynków oraz przebudowę nieruchomości. Są to także Łódź (47,3% budynków klasy A) oraz Katowice (52,5% budynków klasy A) – gdzie stosunkowo duży udział powierzchni biurowych znajduje się w budynkach pofabrycznych czy kamienicach, co znacząco utrudnia osiągnięcie nieruchomościom specyfikacji klasy A oraz znaczna część istniejących budynków biurowych powstała u schyłku XX wieku — mówi Krzysztof Foks, head od research REDD i finne. 

Biorąc pod uwagę wszystkie nieruchomości biurowe w Polsce, blisko 60% (1186 budynków) można określić jako budynki klasy A.

Działania z zakresu zrównoważonego rozwoju są priorytetem dla 98% dyrektorów zarządzających

  • Według badania dotyczącego zrównoważonego rozwoju, przeprowadzonego przez UN Global Compact i Accenture, zdecydowana większość dyrektorów zarządzających (93 proc.) przyznaje, iż w obliczu globalnego kryzysu, zmaga się w swojej działalności z wieloma jednoczesnymi wyzwaniami (od 10 wzwyż).
  • Jednocześnie 87 proc. badanych ostrzega, iż obecna sytuacja może mieć wpływ na opóźnienie realizacji celów zrównoważonego rozwoju.
  • Prawie wszyscy ankietowani (tj. 98 proc. – liczba ta wzrosła o 15 proc. w ciągu ostatnich 10 lat) przyznają, iż w obliczu doświadczanych trudności, działania z zakresu zrównoważonego rozwoju znalazły się na liście ich priorytetów.

W 12. edycji badania United Nations Global Compact – Accenture CEO Study, która objęła ponad 2600 dyrektorów zarządzających ze 128 krajów i 18 branż oraz ponad 130 pogłębionych wywiadów, uczestniczyła największa od momentu zainicjowania badań w 2007 r. grupa zarządzających, w tym największa liczba prezesów firm z krajów globalnego Południa. Ankietowani liderzy ostrzegają przed potencjalnymi negatywnymi skutkami dla świata biznesu oraz społeczności, wynikającymi z kumulacji niekorzystnych zjawisk takich jak: kryzys na tle gospodarczym i społecznym, słabnący multilateralizm, niestabilna sytuacja społeczno-ekonomiczna, zakłócenia w łańcuchach dostaw oraz skutki zmian klimatycznych.UNGC_MediaRelations_PL-01 UNGC_MediaRelations_PL-02

Jak pokazują wyniki najnowszego badania, w świecie targanym przez konflikty, kryzys energetyczny, rosnącą inflację i widmo recesji, osoby stojące na czele przedsiębiorstw przestały wierzyć, że świat jest rzeczywiście tak odporny na zawirowania, jak można było przypuszczać. Biznes doświadcza fali wstrząsów, co sprawia, iż w sytuacji kryzysu klimatycznego oraz pogłębiających się nierówności społeczno-ekonomicznych, działania firm ukierunkowane na osiągnięcie ambitnych celów zrównoważonego rozwoju do 2030 r. okazują się niewystarczające – powiedziała Sanda Ojiambo, Assistant Secretary General, CEO and Executive Director UN Global Compact.

Zdaniem ankietowanych, w obliczu piętrzących się wyzwań, problemy globalne – takie jak zmiany klimatu czy konflikty społeczno-polityczne, które standardowo leżą poza działalnością korporacyjną – mogą być powodami do zmartwień związanych z dostarczaniem wartości przez firmy i wywieraniem wpływu na wszystkich interesariuszy. Mając niespełna osiem lat na realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju, prawie połowa ankietowanych w globalnym badaniu (43 proc.) ocenia, iż ich osiągnięcie jest utrudnione z powodu niekorzystnej sytuacji geopolitycznej. Przy czym odsetek ten jest jeszcze wyższy w przypadku prezesów firm z krajów rozwijających się (51 proc.). Z kolei analizując cele zerowej emisji netto wyznaczone przez największe firmy na świecie, Accenture wyliczyło, iż o ile firmy nie podwoją tempa redukcji emisji CO2 do 2030 r., prawie żadnej z nich nie uda się osiągnąć wyznaczonych celów.

Części ankietowanych udaje się jednak kontynuować działalność z korzyścią dla wszystkich interesariuszy oraz zachować przewagę konkurencyjną, kształtując jednocześnie zrównoważoną przyszłość na drodze innowacji i współpracy. Jak zaznacza większość badanych (66 proc.), ich firmy angażują się w długoterminowe partnerstwa strategiczne dla kształtowania odporności organizacji. Tak działają liderzy, którzy decydują się na modyfikację podstawowych łańcuchów dostaw oraz zmianę kwalifikacji pracowników. To zarządzający, którzy zmieniają swoje podejście w  zakresie korzystania z zasobów naturalnych oraz respektowania granic planetarnych i tworzą przełomowe rozwiązania z obszaru technologii, fizyki, digitalizacji i biologii.

Niespełnienie w wyznaczonym terminie oczekiwań w zakresie ESG jest realnym zagrożeniem, ale również szansą dla firm, którym uda się przekształcić swoją działalność i wykorzystać zrównoważony rozwój do napędzania zmian w ciągu następnej dekady – powiedział Peter Lacy, Global Sustainability Services Lead i Chief Responsibility Officer w Accenture. – Realizacja celów zrównoważonego rozwoju będzie możliwa, jeśli liderzy wezmą pod uwagę cele ESG przy kształtowaniu odporności swoich organizacji, a także tworzeniu nowych rynków, produktów i usług. Takie działania pozwolą przedstawicielom biznesu na odwrócenie obecnej trajektorii i generowanie wzrostu pomimo czasów kryzysu.

Zdaniem ankietowanych, aby skutecznie stawiać czoła globalnym wyzwaniom i stymulować wzrost biznesu, należy skupić się na wypracowaniu nowych rozwiązań technologicznych. Niektórym liderom już się udało włączyć produkty i usługi z obszaru zrównoważonego rozwoju do swojej działalności (63 proc.), optymalizować gromadzenie danych na temat ESG w ramach swoich łańcuchów wartości (55 proc.) oraz inwestować w odnawialne źródła energii (49 proc.). Prawie połowa z nich (49 proc.) deklaruje przejście na cyrkularne modele biznesowe, a 40 procent zwiększenie funduszy R&D na rzecz zrównoważonych innowacji.

– Wojna w Ukrainie oraz kryzys energetyczny, będący jej skutkiem, spowodowały zmianę priorytetów w działaniu rządów i firm, jednak problem emisji CO2 nie znika – musimy intensywniej pracować nad prowadzeniem biznesu w sposób odpowiedzialny. Dzięki inwestycjom technologicznym terminowa realizacja celów zrównoważonego rozwoju jest w naszym zasięgu. Dane pokazują, że wielu zarządzających firmami jest już świadomych, że technologia jest jednym z kluczowych elementów, który pozwala zwiększyć odporność organizacji i osiągnąć cele zrównoważonego rozwoju. Co więcej część z nich aktywnie wykorzystuje ją w swoich organizacjach – mówi Karol Mazurek, Managing Director, Accenture w Polsce.

Jak wynika z przeprowadzonych wywiadów, kluczowe inicjatywy mające na celu kształtowanie odporności organizacji obejmują: wyznaczenie potwierdzonych naukowo celów klimatycznych, różnorodność w zatrudnieniu, międzybranżową współpracę w zakresie rozwiązań technologicznych, a także zwiększenie widoczności w łańcuchu dostaw i rozwój różnorodności biologicznej. Ponadto prezesi firm nie przestają wzywać rządzących do wprowadzenia zmian1 sprzyjających priorytetyzacji długoterminowych, wymiernych celów ESG w zakresie standaryzacji raportowania obszaru ESG, globalnego rynku emisji dwutlenku węgla, a także propagowania zrównoważonych modeli biznesowych.

Jak dodaje Sanda Ojiambo: Pomimo doświadczanych trudności, nie wszystko jest przesądzone. Coraz większa grupa ankietowanych prezesów firm dostrzega możliwość budowania wiarygodności i wartości swojej marki, poprzez działania zgodne z 10 zasadami UN Global Compact oraz z ESG. Nie tylko dlatego, iż jest to słuszne, ale również uzasadnione biznesowo.

O badaniu CEO Study

Badanie CEO Study, organizowane przez United Nations Global Compact oraz Accenture, ma na celu zacieśnianie relacji oraz pogłębianie współpracy pomiędzy UN Global Compact a sektorem prywatnym. Jego wyniki dostarczają szczegółowych informacji w zakresie rozwoju zrównoważonego biznesu oraz prezentują główne poglądy CEO, liderów biznesu oraz szefów UN Global Compact, obrazujące zmiany w zakresie zrównoważonego rozwoju.

O United Nations Global Compact

United Nations Global Compact jest specjalną inicjatywa Sekretarza Generalnego ONZ wzywającą firmy na całym świecie, aby dostosowały swoje działania i strategie do 10 zasad w obszarach praw człowieka, pracy, ochrony środowiska i przeciwdziałania korupcji. Celem UN Global Compact jest maksymalizacja globalnego wpływu biznesu na zrównoważony rozwój poprzez przestrzeganie zasad sformułowanych przez UN Global Compact, prowadzenie odpowiedzialnej działalności oraz tworzenie ekosystemów, które umożliwią realizację celów ESG. UN Global Compact, dzięki ponad 17 000 firm i 3 000 sygnatariuszy spoza świata biznesu, w ponad 160 krajach oraz 69 sieciach lokalnych, jest największą na świecie inicjatywą działającą na rzecz zrównoważonego rozwoju. To globalne porozumienie przedstawicieli biznesu na rzecz budowania lepszego świata. Aby uzyskać więcej informacji, śledź nas w mediach społecznościowych (@globalcompact) i odwiedź stronę unglobalcompact.org.

Raport Poranny dotyczący sytuacji na rynku giełdowym, walutowym oraz surowcowym

Piątkowa sesja na rynku akcji w USA nie przyniosła jakichś szczególnych rozstrzygnięć (S&P 500 -0,28 proc., DJIA +0,39 proc., Nasdaq Composite -0,58 proc.). Dziś na giełdach Azji i Oceanii przeważały spadki (największy – -1,28 proc. – notował Hang Seng).

Na giełdach europejskich swe nowe przynajmniej roczne maksima ustanowiły dziś rano główne indeksy giełd w Grecji, Wilnie i Hiszpanii. Zmiany indeksów głównych rynków były kosmetyczne (DAX +0,05 proc., CAC 40 0,05 proc. ok godz. 10:05).

Ok. godz. 10:05 WIG-20 spadał o 0,35 proc. (słabe była akcje wchodzących w skład indeksu banków). Wśród składników mWIG-u 40 swe najwyższe od przynajmniej roku poziomu osiągnęły kursy akcji spółek Benefit Systems, Huuuge Inc, XTB oraz Dom Development. Wśród składników sWIG-u 80 swe przynajmniej roczne rekordy osiągnęły ceny akcji spółek Action, Sygnity, Playway, Ryvu Therapeutics, Cognor Holdings oraz Scope Fluidics.

Amerykański rynek obligacji jest zamknięty 20 lutego z racji obchodów w USA federalnego święta – „Washington’s Birthday” – obchodzonego coroczne w trzeci poniedziałek lutego.

Do najniższego poziomu od września 2021 spadła wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny z Holandii. Najwyżej od ponad roku była cena kontraktów na kakao na ICE.

Niewiele się działo na rynku walutowym (EUR/USD +0,02 proc., USD/JPY +0,06 proc.). Najsilniejszy od kwietnia 2018 było dziś względem amerykańskiego dolara meksykańskie peso.

Niewielkie zmiany notował również kurs polskiego złotego (EUR/PLN +0,03 proc., USD/PLN +0,06 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, dotarł w ostatnich dniach do poziomu swego lokalnego szczytu z sierpnia ub.r. (ok. 25000 USD), ale na razie nie był w stanie go pokonać (dziś ok. godz. 9:25 -0,04 proc.). Piątkowa sesja na rynku akcji w USA nie przyniosła jakichś szczególnych rozstrzygnięć (S&P 500 -0,28 proc., DJIA +0,39 proc., Nasdaq Composite -0,58 proc.). Dziś na giełdach Azji i Oceanii przeważały spadki (największy – -1,28 proc. – notował Hang Seng).

Na giełdach europejskich swe nowe przynajmniej roczne maksima ustanowiły dziś rano główne indeksy giełd w Grecji, Wilnie i Hiszpanii. Zmiany indeksów głównych rynków były kosmetyczne (DAX +0,05 proc., CAC 40 0,05 proc. ok godz. 10:05).

Ok. godz. 10:05 WIG-20 spadał o 0,35 proc. (słabe była akcje wchodzących w skład indeksu banków). Wśród składników mWIG-u 40 swe najwyższe od przynajmniej roku poziomu osiągnęły kursy akcji spółek Benefit Systems, Huuuge Inc, XTB oraz Dom Development. Wśród składników sWIG-u 80 swe przynajmniej roczne rekordy osiągnęły ceny akcji spółek Action, Sygnity, Playway, Ryvu Therapeutics, Cognor Holdings oraz Scope Fluidics.

Amerykański rynek obligacji jest zamknięty 20 lutego z racji obchodów w USA federalnego święta – „Washington’s Birthday” – obchodzonego coroczne w trzeci poniedziałek lutego.

Do najniższego poziomu od września 2021 spadła wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny z Holandii. Najwyżej od ponad roku była cena kontraktów na kakao na ICE.

Niewiele się działo na rynku walutowym (EUR/USD +0,02 proc., USD/JPY +0,06 proc.). Najsilniejszy od kwietnia 2018 było dziś względem amerykańskiego dolara meksykańskie peso.

Niewielkie zmiany notował również kurs polskiego złotego (EUR/PLN +0,03 proc., USD/PLN +0,06 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, dotarł w ostatnich dniach do poziomu swego lokalnego szczytu z sierpnia ub.r. (ok. 25000 USD), ale na razie nie był w stanie go pokonać (dziś ok. godz. 9:25 -0,04 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers