Prawie połowa pojazdów wyprodukowanych w UE w 2023 r. ma być elektryczna

Kraje UE mają w tym roku wyprodukować prawie dwa miliony w pełni elektrycznych pojazdów (BEV), pomimo obaw związanych z cenami materiałów i zmniejszeniem tempa spadku kosztów dot. baterii. Przewiduje się, że w 2023 r. około 50% samochodów produkowanych w UE zostanie zelektryfikowanych (wliczając w to miękkie hybrydy). Oczekuje się, że pojazdy typu BEV i hybrydy typu plug-in mające akumulator mogący zasilać sam samochód, będą stanowić 21% wyprodukowanych samochodów, co stanowi wzrost z 17% w 2022 r. Prognozy EY sugerują, że już w 2027 r. sprzedaż pojazdów w pełni elektrycznych w Europie prawdopodobnie przewyższy sprzedaż pojazdów wyposażonych w inne układy napędowe.

Krytycznie ważne warunki dla udanej transformacji

Podczas gdy transformacja przemysłu produkującego pojazdy i części motoryzacyjne utrzymuje stałe tempo, łańcuchy dostaw na wyższym szczeblu pozostają słabo rozwinięte. Pomimo znacznych zobowiązań inwestycyjnych do 2030 r. ukończono tylko 3% potrzebnych inwestycji w fabryki baterii (materiałów). To mniej niż w Chinach i USA. Na całym świecie ogłoszono znaczące inwestycje w produkcję chipów, ale tutaj podobnie UE nadal pozostaje w tyle za Stanami Zjednoczonymi, Chinami i Tajwanem.

– Prognozy dotyczące pojazdów elektrycznych to jasny element unijnego rynku motoryzacyjnego, który wciąż produkuje znacznie mniej samochodów niż przed pandemią. Ten wzrost będzie kontynuowany w nadchodzących latach, ale tylko wtedy, gdy pójdzie za tym transformacja łańcuchów dostaw – mówi Nils Poel zastępca dyrektora ds. rynku w CLEPA.

PwC Strategy& szacuje, że Europa wykorzystała obecnie 3% ze 131 miliardów euro potrzebnych na inwestycje w produkcję materiałów i ogniw zaprognozowanych do 2030 roku. Chiny przeprowadziły dotychczas 14% z 227 miliardów euro inwestycji potrzebnych do zaspokojenia popytu do 2030 roku, a Stany Zjednoczone stoją na poziomie 5% swojego zapotrzebowania wynoszącego 73 mld euro. W skali globalnej potrzeba około 500 miliardów euro inwestycji kapitałowych, aby osiągnąć 3,6 TWh zdolności produkcyjnej baterii, co odpowiada sprzedaży 42 milionów lekkich pojazdów. Niemniej jednak analitycy Goldman Sachs są przekonani, że UE może osiągnąć samowystarczalność w produkcji ogniw akumulatorowych do 2027 r. Jednak tam, gdzie Stany Zjednoczone prawdopodobnie staną się eksporterem netto ogniw akumulatorowych, UE raczej nie pójdzie w ich ślady ze względu na wyższe koszty energii i brak dotacji w stylu amerykańskim w celu obniżenia kosztów dla fabryk produkujących baterie.

– Stany Zjednoczone poprzez ustawę Inflation Reduction Act (IRA) i stworzenie dzięki niej mechanizmów wsparcia na 370 miliardów dolarów, starają się przyciągnąć do siebie firmy z całego świata. Transformacja przemysłowa i energetyczna zostanie tam dzięki tej kwocie mocno wsparta. Z tym że niekoniecznie będzie to korzystne dla europejskiej motoryzacji. W przestrzeni medialnej już pojawiły się informacje o zwiększaniu inwestycji w USA, które stały się atrakcyjnym miejscem do inwestowania w zielone technologie. Europa nie mogła pozostać dłużna i eksperci wiążą nadzieję z publikacją przez Komisję Europejską początkiem lutego „Planu Przemysłowego Zielonego Ładu” (Green Deal Industrial Plan). Wydaje się, że to nie koniec drogi dla ochrony konkurencyjności europejskiego przemysłu i zapewnienia sprawiedliwej transformacji w motoryzacji. Bez uproszczenia procedur, zmian zasad pomocy publicznej i zachęt dla inwestorów prywatnych założone przez UE cele klimatyczne nie zostaną osiągnięte lub odbędzie się to kosztem europejskiej gospodarki i motoryzacji – mówi Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM).

Podczas gdy popyt na chipy rośnie, inwestycje UE pozostają w tyle

Przewiduje się, że globalny popyt motoryzacyjny na chipy wzrośnie o kolejne 50% i będzie wart około 60 miliardów euro w 2023 roku. Do 2025 roku światowy popyt może przekroczyć 80 miliardów euro, przy czym cyfryzacja i elektryfikacja pojazdów będą odpowiadać odpowiednio za około 75% i 25% tej wartości. Zobowiązania inwestycyjne sugerują, że rynek półprzewodników przygotowuje się do zaspokojenia wzrostu popytu. Niemniej jednak inwestycje w czipy 65 nanometrów, stanowiące 60% całego popytu na chipy w motoryzacji, pozostają ograniczone. Obecne ogłoszenia dotyczące inwestycji sugerują, że UE zdołała przyciągnąć 32 mld euro do 2025 r., znacznie poniżej zobowiązań inwestycyjnych w USA i na Tajwanie oraz znacznie poniżej oczekiwań dotyczących inwestycji publicznych w Chinach.

Niestabilne koszty energii i surowców nadal stanowią wyzwanie

UE musi przeprowadzić transformację w czasach bardzo niestabilnych cen energii i surowców. Pomimo umiarkowanego spadku cen większości surowców, koszty surowców do produkcji baterii, takich jak lit i nikiel, pozostają na wysokim poziomie. Cena gazu pozostaje bardzo istotna w określaniu kosztów produkcji energii w Europie i pomimo ostatniego znacznego spadku jest nadal dwa do trzech razy wyższa niż w roku poprzedzającym COVID-19, kiedy wynosiła od 20 do 30 euro za MWh, daleko od obecnych ok 50 euro za MWH. Ponadto jest mało prawdopodobne, aby ceny gazu utrzymały się na tym poziomie i nie jest pewne, jaki może być szczyt cen w 2023 r. Ostatnia ankieta Reutersa przeprowadzona przez analityków wskazała średni przedział cenowy od 60 do 95 euro, choć trzeba przyznać, że w grudniu średnia prognoza czołowych ekspertów ds. surowców utrzymywała się na poziomie 130 euro.

– Ustanowienie solidnego i odpornego łańcucha dostaw dla elektromobilności jest decydującym czynnikiem sukcesu Europy w okresie przejściowym. Producenci części z branży motoryzacyjnej dużo inwestują, ale niepewność co do warunków ramowych, kosztów energii i dostępu do finansowania stanowi przeszkodę. Plan przemysłowy Zielonego Ładu i Prawo o Surowcach Krytycznych (Critical Raw Materials Act) zaproponowane przez Komisję pokazują, że konkurencyjność pozostaje w agendzie UE, ale pilnie potrzebujemy działań politycznych i ich efektów – wskazuje Benjamin Krieger, Sekretarz Generalny CLEPA.

Koji Sato nowym prezydentem Toyota Motor Corporation

  • Koji Sato nowym prezydentem i dyrektorem generalnym Toyota Motor Corporation (TMC)
  • Akio Toyoda, dotychczasowy prezydent Toyoty, obejmie stanowisko prezesa Zarządu spółki
  • Takashi Watanabe nowym prezydentem marki Lexus
  • Tomoya Takahashi stanie na czele TOYOTA GAZOO Racing
  • Yoshihiro Nakata nowym dyrektorem generalnym Toyota Motor Europe

1 kwietnia 2023 roku Toyota wprowadzi zmiany w Zarządzie spółki oraz w strukturze organizacyjnej. Koji Sato, obecny prezes marki Lexus oraz TOYOTA GAZOO Racing, zostanie nowym prezydentem i dyrektorem generalnym (CEO) Toyota Motor Corporation (TMC). Akio Toyoda, dotychczasowy prezydent i dyrektor generalny, zajmie stanowisko prezesa Zarządu i dyrektora reprezentatywnego. Takeshi Uchiyamada, który pełni tę funkcję obecnie, pozostanie członkiem Zarządu i dyrektorem reprezentatywnym. W Zarządzie jako nowy jego członek zasiądzie także Koji Sato.

Kazuaki Shingo, Yoichi Miyazaki, Koji Sato, Hiroki Nakajima, Simon Humphries
Kazuaki Shingo, Yoichi Miyazaki, Koji Sato, Hiroki Nakajima, Simon Humphries

Takashi Watanabe, dotychczasowy dyrektor działu Lexus Electrified Development, zastąpi Koji Sato na stanowisku prezydenta Lexus International Co. Nowym prezydentem TOYOTA GAZOO Racing zostanie Tomoya Takahashi, który pod kierunkiem Koji Sato pełnił funkcję dyrektora działu GR Vehicle Development.

Po objęciu nowych stanowisk, Koji Sato przeprowadzi reformę globalnej struktury zarządzania. Nadal jednak będzie ona zorientowana wokół dwóch filarów – produktów oraz regionów, zgodnie z koncepcją ustępującego prezydenta Akio Toyody.

„Będziemy dążyć do pełnej transformacji Toyoty w firmę zajmującą się szeroko rozumianą mobilnością. Tworzenie coraz lepszych samochodów i bycie najlepszą firmą motoryzacyjną w okolicy to dokładnie te wartości, które Toyota nadal będzie wyznawać. Te wartości zostały głęboko zaszczepione w firmie przez prezydenta Toyodę w ciągu ostatnich 13 lat, a nowy zespół przyspieszy ich wdrażanie” – powiedział Koji Sato.

Nowe władze Toyoty w Europie

Na początku kwietnia 2023 roku dyrektorem generalnym Toyota Motor Europe zostanie dotychczasowy zastępca dyrektora generalnego spółki, Yoshihiro Nakata. Matthew Harrison, obecny CEO europejskiej Toyoty, zajmie stanowisko dyrektora operacyjnego. Yoshihiro Nakata będzie odpowiedzialny za planowanie strategiczne i komunikację Toyoty w Europie oraz za ścisłą współpracę z centralą firmy w Japonii. Matt Harrison jako COO Toyota Motor Europe będzie odpowiedzialny za wdrażanie produktów, sprzedaż i pozycję rynkową Toyoty w Europie oraz kulturę organizacyjną i operacyjną firmy.

Koji Sato, nowy prezydent Toyota Motor Corporation

Koji Sato (ur. 19 października 1969) jest prezesem Lexus International Co. i GAZOO Racing Company oraz dyrektorem ds. brandingu Toyota Motor Corporation. Ukończył Waseda University z tytułem licencjata w dziedzinie inżynierii mechanicznej w 1992 roku i dołączył do Toyota Motor Corporation (TMC) w kwietniu tego samego roku.

W styczniu 2016 roku został głównym inżynierem Lexus International Co. W kwietniu 2017 roku awansował na stanowisko generalnego dyrektora wykonawczego i objął kierownictwo nad Lexus International Co. W styczniu 2019 roku został wiceprezesem wykonawczym Lexus International Co.

W styczniu 2020 roku awansował na stanowisko dyrektora operacyjnego i został prezesem Lexus International Co. We wrześniu 2020 roku otrzymał równoległe stanowisko prezesa GAZOO Racing Company. W styczniu 2021 roku otrzymał pozycję dyrektora operacyjnego i dyrektora ds. brandingu.

Jak rozwijać firmę w sieci? 5 wskazówek dla przedsiębiorców z sektora MŚP

Każdemu przedsiębiorcy zależy na tym, aby jego firma przyciągała jak najwięcej klientów i odnosiła świetne wyniki. Nie jest to jednak takie łatwe. Co więc zrobić, aby rozwinąć własną działalność i zwiększać sprzedaż? Odpowiedzią jest tu marketing internetowy. Obecność w sieci to dzisiaj podstawa. Trzeba także stale śledzić aktualne trendy oraz potrafić dostosować się do ciągłych zmian, jakie zachodzą na rynku. To jednak nie wszystko. Co jeszcze jest istotne? Poznaj praktyczne wskazówki dla małych i średnich firm oraz narzędzia, które wspomagają rozwój biznesu.

Jak rozwijać biznes dzięki aktywności w Internecie?

Obecnie właściciele małych i średnich firm borykają się z wieloma różnymi problemami. Trudna sytuacja gospodarcza, dynamicznie zachodzące zmiany na rynku, duża konkurencja i znacznie bardziej wymagający konsumenci – wszystko to sprawia, że prowadzenie swojej działalności nie jest wcale proste. Wielu przedsiębiorców zastanawia się, co robić, aby trafiać do większego grona  klientów i zachęcać ich do zakupu. Przepisem na sukces jest tu promocja w Internecie i prowadzenie aktywnych działań.

Liczba internautów jest coraz większa. Ludzie szukają produktów, usług i firm właśnie w świecie online. Dlatego przedsiębiorstwa, których nie ma w sieci, giną wśród licznej konkurencji. Trzeba bowiem przedstawić własną ofertę w Internecie i podążać za trendami, aby skutecznie się wypromować, zwiększać wyniki sprzedażowe i się rozwijać. Obecność online jest już koniecznością.

Pojawia się pytanie, jak z powodzeniem realizować działania? Niezbędne są narzędzia, których dostarcza e-marketing. Na początku należy jednak opracować odpowiednią strategię, przygotować dokładny plan, a dopiero później wdrażać działania. Co więc krok po kroku trzeba zrobić? Otóż bardzo istotne jest, aby:

  • sprecyzować własną grupę docelową, a więc odbiorców firmowej oferty,
  • określić cele biznesowe – powinny one być realne, mierzalne i rozłożone w czasie,
  • postawić na odpowiednie dla swojej branży narzędzia oraz wybrać kanały do prowadzenia spójnej komunikacji,
  • dbać o dobre relacje z klientami – tymi potencjalnymi, ale też obecnymi,
  • stale analizować działania, na bieżąco monitorować efekty i wyniki, a w razie konieczności wprowadzać potrzebne zmiany.

Marketing online daje mnóstwo możliwości, które bez wątpienia warto wykorzystywać. Poprzez odpowiednie działania można m.in. budować wizerunek firmy, zadbać o jej rozpoznawalność, docierać do zainteresowanych osób i zwiększać sprzedaż produktów lub usług.

Według badania Mediapanel liczba internautów wynosi dziś prawie 30 milionów[1]. Obecność firmy w Internecie to więc podstawa. Dzisiaj nie wystarczy już jednak tylko być w świecie online. Należy też prowadzić aktywne działania. Wiemy, że mali i średni przedsiębiorcy nie mają na to czasu. Często brakuje im też znajomości narzędzi, które pozwalają promować się w Internecie, a także doświadczenia. Chcemy więc im pomóc. Od 30 lat wspieramy firmy z sektora MŚP w ich rozwoju – mówi Marcin Durzyński, Wiceprezes Zarządu WeNet. – Działamy w wielu obszarach. Nasi eksperci budują strony WWW, zajmują się ich pozycjonowaniem, realizują kampanie reklamowe w Internecie. Wszelkie działania dopasowują do specyfiki i indywidualnych potrzeb danego biznesu – dodaje Marcin Durzyński.firma w sieci

Strona WWW jako wirtualna wizytówka firmy

Co jest podstawowym narzędziem do promocji biznesu w Internecie? Odpowiedź jest prosta: strona internetowa. Posiadanie firmowej witryny to już konieczność. Jest ona wirtualną wizytówką, miejscem do prezentowania oferty oraz kanałem, wspierającym sprzedaż. Strona WWW pomaga przedsiębiorstwu się rozwijać. Musi jednak pokazywać firmę z jak najlepszej strony oraz przedstawiać ofertę w czytelny, zrozumiały i atrakcyjny sposób. Witryna powinna też dawać klientom możliwość nawiązania wygodnego i szybkiego kontaktu.

Strona WWW to niejednokrotnie pierwsze miejsce styczności potencjalnego klienta z firmą. Powinna więc przyciągać uwagę i zachęcać do podjęcia decyzji zakupowej. Wyróżniać ją powinna funkcjonalność, nowoczesność i atrakcyjny wygląd. Witrynę trzeba zaprojektować zgodnie z zasadami User Experience (UX). Należy zadbać, aby strona wzbudzała u użytkowników pozytywne doświadczenia. Internauci powinni sprawnie odnajdować na niej niezbędne informacje i dane. Strona powinna szybko się ładować, być intuicyjna i wygodna w przeglądaniu oraz responsywna, czyli dostosowana do urządzeń mobilnych. Z ciekawostek warto wspomnieć, że według raportu E-commerce w Polsce 2022 już 75% badanych wykorzystuje do e-zakupów swoje smartfony[2].

Co ważne, firmowa witryna to także kanał, który wspiera sprzedaż usług czy produktów. Pomaga zdobywać nowych klientów, docierając do nich 24h na dobę 7 dni w tygodniu. Zamierzeniem jest więc tutaj zachęcanie odbiorców do skorzystania z oferty, ale również tworzenie pozytywnego wizerunku firmy.

Bez wątpienia strona internetowa wspiera rozwój biznesu, dlatego każdy przedsiębiorca powinien dziś ją mieć. Należy jednak przy tympamiętać, że tylko atrakcyjna i profesjonalna witryna przyniesie firmie korzyści. Zaprojektowanie i budowa strony wymaga posiadania nie tylko umiejętności technicznych, ale również zmysłu estetycznego i myślenia kreatywnego. Usługę tę warto powierzyć specjalistom, którzy dobrze znają się na technologii i wykorzystują najnowsze trendy.

Pozycjonowanie witryny, czyli sposób na budowę widoczności

Strona internetowa to jeszcze nie wszystko. Należy też zadbać o jej dobrą widoczność w wyszukiwarce. Jeśli będzie zajmowała wysoką pozycję, to przyciągnie kolejnych klientów. Jak to osiągnąć? Dzięki działaniom z obszaru pozycjonowania czy inaczej SEO.

SEO (Search Engine Optimization) to optymalizacja witryn internetowych pod kątem wymagań algorytmów Google, a także budowanie profilu linkowego. Działania optymalizacyjne podejmowane są po to, aby strona zyskała wyższą pozycję w organicznych (inaczej bezpłatnych) wynikach wyszukiwania. Dlaczego to takie ważne? To oczywiste – im wyżej witryna będzie wyświetlać się w wynikach Google, tym więcej będzie miała odwiedzin. Użytkownicy strony mogą stać się klientami.

Działania SEO są dosyć skomplikowane i zajmują trochę czasu. Wymagają wiedzy, kompetencji i umiejętności. Pozycjonowanie nie jest czynnością jednorazową – działania należy wykonywać regularnie i stale dostosowywać je do bieżących wytycznych wyszukiwarki. Trzeba je też dopasowywać do potrzeb danej firmy. To dlatego najlepiej oddać je w ręce ekspertów, którzy najpierw przeprowadzają audyt SEO. To dokładna analiza witryny, która pozwala sprawdzić, co wymaga poprawy.

Według statystyk Google 98% internautów zaczyna od szukania informacji w wyszukiwarce internetowej. 65% użytkowników szuka tam firm, produktów i usług[3]. Bez wątpienia należy więc zadbać o dobrą widoczność w Google. Atrakcyjna i nowoczesna witryna internetowa prezentuje ofertę i zachęca do skorzystania z niej. Powinna być jednak też odpowiednio zoptymalizowana, co m.in. wpłynie na jej widoczność w Internecie, a to zaś przełoży się na wzrost odwiedzin na stronie potencjalnych klientów – mówi Marcin Durzyński, Wiceprezes Zarządu WeNet. – Naszych specjalistów wyróżnia duże doświadczenie w pozycjonowaniu. Eksperci dbają o każdy aspekt działań SEO: od optymalizacji technicznej, przez linkowanie zewnętrzne, po optymalizację treści – dodaje Marcin Durzyński.

Dobrze przeprowadzone działania z zakresu pozycjonowania przynoszą biznesowi wiele korzyści. Najważniejsze z nich to:

  • lepsza widoczność strony WWW w wyszukiwarce,
  • wzrost ruchu w witrynie,
  • większa liczba klientów,
  • zdobycie rozpoznawalności.

Google Ads, czyli reklama kierowana do zainteresowanych osób

Jaki jest sposób na szybkie i skuteczne dotarcie do potencjalnych klientów? Przygotowanie kampanii reklamowej w Google Ads. Jest to system reklamowy, który daje ogromne możliwości m.in. pod kątem zasięgu czy wyboru formatów. Atrakcyjne reklamy w formie tekstowej, graficznej czy wideo mogą wyświetlać się użytkownikom Internetu w różnych umiejscowieniach – w tym w sieci wyszukiwania (wyszukiwarce Google) oraz sieci reklamowej GDN (Google Display Network), w skład której wchodzą zewnętrzne, partnerskie serwisy.

Niezaprzeczalne zalety kampanii reklamowej w Google Ads to:

  • efektywne targetowanie – przekaz reklamowy trafia do określonych odbiorców, którzy są zainteresowani firmową ofertą,
  • ogromny zasięg,
  • szybkie rezultaty,
  • mierzalne wyniki.

Google Ads to doskonałe narzędzie dla małych i średnich firm. Przedsiębiorcy dzięki umiejętnie przygotowanym reklamom mogą promować własną ofertę, budować rozpoznawalność oraz zdobywać nowych klientów.

Warto mieć na uwadze, że przygotowanie skutecznej kampanii reklamowej wiąże się z koniecznością posiadania wiedzy i doświadczenia oraz znajomości narzędzia, jakim jest Google Ads. Poza tym niezwykle ważne jest, aby na bieżąco monitorować i sprawdzać wyniki oraz optymalizować kampanię. Wówczas efekty będą jeszcze lepsze. Świetnym rozwiązaniem jest skorzystanie ze wsparcia specjalistów. Przykładem jest firma WeNet, która ma status Google Partner Premium, co świadczy o dużym doświadczeniu i profesjonalizmie.

GMB, czyli narzędzie do promocji na lokalnym rynku

Przedsiębiorcy z sektora MŚP, którzy chcą wypromować swoją ofertę na rynku lokalnym, powinni koniecznie założyć wizytówkę w Google Moja Firma (z ang. Google My Business, skrót GMB). Google Moja Firma to przydatne narzędzie, które pomaga promować biznes na określonym obszarze (np. w danym mieście). Ludzie często bowiem szukają w sieci za pomocą konkretnych fraz różnych usług i firm zlokalizowanych w miejscu, w którym mieszkają lub obecnie przebywają. Wizytówka w GMB pomaga zwiększyć widoczność w wyszukiwarce na zapytania lokalne, które stanowią aż 50% zapytań w Google[4].

Narzędzie to pozwala na atrakcyjne wyświetlanie informacji o firmie w wyszukiwarce oraz na Mapach Google. Internauta, czyli potencjalny klient już z pozycji wyników wyszukiwarki może szybko zobaczyć przykładowo dni i godziny otwarcia restauracji czy znaleźć numer telefonu. W tym miejscu może też sprawdzić opinie o firmie. Zgodnie z danymi Safari Digital 90% konsumentów wybierając usługi lokalne, szuka opinii w Internecie[5]. Są więc one jednym z głównych czynników, które decydują o skorzystaniu z oferty.

Założenie firmowego profilu w Google My Business to nie wszystko. Profil ten wymaga jeszcze aktywności, trzeba regularnie go prowadzić – dodawać wpisy, prowadzić komunikację z internautami, odpowiadać na opinie, pytania i inne komentarze.

Podsumowując, wizytówka w GMB znacząco potrafi wpłynąć na rozwój biznesu, gdyż:

  • pozycjonuje firmę na wyszukiwania lokalne,
  • dba o widoczność w Internecie,
  • buduje rozpoznawalność biznesu na lokalnym rynku,
  • umożliwia dotarcie z ofertą do większej liczby zainteresowanych osób,
  • pomaga w zdobywaniu zaufania klientów,
  • pozwala dbać o dobry wizerunek firmy.

Katalogi firm, czyli jak zwiększyć rozpoznawalność biznesu

Warto też wspomnieć o internetowych katalogach firm. Przykładem są BiznesFinder.pl oraz PanoramaFirm.pl. Wizytówki w tego typu serwisach zapewniają lepszą widoczność danej oferty w Internecie.

Dobrze przygotowana i uzupełniona wizytówka w wartościowym katalogu firm nie tylko pokazuje dane kontaktowe. Umożliwia też zaprezentowanie potencjalnym klientom najważniejszych informacji o usługach/produktach w postaci wyczerpujących opisów, które są napisane pod SEO. Ponadto rozbudowane katalogi dają też opcję dodawania dłuższych artykułów poradnikowych/eksperckich oraz zdjęć czy materiałów wideo.

Katalogi firm to także wartościowe źródło linków zewnętrznych do firmowej strony WWW (link building). To sposób na poprawę pozycji firmy w wyszukiwarce Google oraz szansa na pozyskanie nowych klientów.

Jak rozwijać firmę w Internecie – podsumowanie

Żaden przedsiębiorca nie powinien już mieć zastrzeżeń co do tego, że obecność i aktywność w sieci daje wiele korzyści i pozwala się rozwijać. Zdecydowanie warto inwestować w marketing online, żeby docierać do nowych klientów i odnosić jak najwięcej sukcesów. Konieczna jest jednak umiejętnie przygotowana strategia działania, w tym też wybór sprawdzonych narzędzi. Trzeba też znać bieżące trendy panujące na rynku oraz potrafić dostosować się do dynamicznych zmian, jakie zachodzą w branży. Dziś właściciele biznesów, którzy nie mają wystarczająco czasu, korzystają z pomocy specjalistów, takich jak np. doradcy internetowi WeNet. Nawiązanie takiej współpracy to doskonały sposób na to, aby rozwinąć firmę i wyprzedzić swoją konkurencję.

[1]     https://media-panel.pl/pl/aktualnosci/wyniki-badania-mediapanel-za-styczen-2023/

[2]     https://www.gemius.pl/wszystkie-artykuly-aktualnosci/raport-e-commerce-2022-juz-dostepny.html

[3]     Statystyki Google

[4]     https://www.safaridigital.com.au/blog/local-seo-statistics/

[5]     https://www.safaridigital.com.au/blog/local-seo-statistics/

Praca zdalna nieco mniej popularna

Wkrótce miną trzy lata od momentu wybuchu pandemii koronawirusa w Polsce. Dziś wiemy, że znacząco wpłynęła ona na sposoby pracy Polaków. Jak wynika z najnowszych badań Pracuj.pl, modele zdalny i hybrydowy wciąż trzymają się mocno. Widoczna jest też jednak tendencja powracania do biur. 28% pracujących Polaków deklaruje pracę w modelu zdalnym lub hybrydowym. Jeszcze w marcu ubiegłego roku było to o 6 punktów procentowych więcej. Wygląda na to, że zapowiadane powroty do pracy stacjonarnej tylko nieznacznie zmieniły modele wykonywania obowiązków. Sytuacja jest na tyle istotna, że praca zdalna zostanie na stałe wprowadzona do Kodeksu Pracy.

Najważniejsze informacje:

  • Praca zdalna zostanie na stałe wprowadzona do Kodeksu Pracy. Nowe przepisy wejdą w życie 7 kwietnia 2023 roku.
  • 28% Polaków badanych przez Pracuj.pl pracuje obecnie zdalnie lub hybrydowo.
  • O 6 punktów procentowych wzrosła liczba pracowników deklarujących pracę stacjonarną.
  • Tylko 8% pracowników hybrydowych chciałoby wrócić do pracy wyłącznie z biura.
  • Najpopularniejszym dniem pracy z biura pozostaje poniedziałek.
  • Praca zdalna jest magnesem w ofertach pracy dla aż 38% respondentów.
  • 23% mniej chętnie zaaplikuje do firmy, która nie daje możliwości pracy z biura.

Cicha rocznica – głośne zmiany w Kodeksie Pracy

Temat pandemii COVID-19 oraz jej wpływu na rynek pracy nie elektryzuje już opinii publicznej tak, jak jeszcze rok czy dwa lata temu. Nie da się jednak ukryć, że zmiany, które zaszły w ciągu ostatnich trzech lat, trwale wpłynęły na sposoby wykonywania obowiązków służbowych. Są one na tyle rewolucyjne, że podjęto prace legislacyjne nad ustawą wprowadzającą pracę zdalną na stałe do Kodeksu Pracy. Nowe przepisy dot. pracy zdalnej wejdą w życie 7 kwietnia 2023 roku.

W zgodzie z regulacjami, praca zdalna oznacza wykonywanie pracy w całości lub częściowo poza siedzibą firmy, w miejscu wskazanym przez pracownika i każdorazowo uzgodnionym z pracodawcą, z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Co istotne, nowe regulacje dotyczące pracy zdalnej i hybrydowej będą obejmować nie tylko umowę o pracę, ale także inne stosunki pracy. Ustalanie konkretnych zasad dla danej firmy w tym zakresie będzie odbywać się w porozumieniu pomiędzy pracodawcą i pracownikami.

Co jeszcze zmienia ustawa? Praca zdalna od momentu wprowadzenia nowych przepisów będzie mogła być ustalona już w momencie zawierania umowy. W przeciwnych przypadkach, osoby zatrudnione będą musiały złożyć wniosek o możliwość pracy zdalnej. Ustawa określi także, w jakich przypadkach pracodawca nie może odmówić możliwości pracy zdalnej oraz wskaże, ile dni pracy zdalnej w ciągu roku będzie mógł wykorzystać pracownik w przypadkach losowych, wymagających pozostania w domu.

Ustawa będzie także zobowiązywać firmy do pokrycia kosztów pracownika związanych ze zużyciem energii czy gazu oraz innych kosztów związanych bezpośrednio z wykonywaniem pracy zdalnej. Dodatkowo, pracodawca będzie zobowiązany zapewnić zdalnym pracownikom materiały i narzędzia pracy oraz ich instalację, serwis oraz konserwację. Wszystkie sprzęty prywatne, które pracownik wykorzystuje na rzecz pracy (takie, jak np. laptop) będą musiały zostać wycenione, a ekwiwalent przekazany przez pracodawcę.

Zmiana, która ma miejsce na rynku pracy to bardzo duży i rewolucyjny temat, który wzbudza wiele emocji zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców. Aby sprawdzić, jak dokładnie na ten moment prezentuje się rozkład sił pomiędzy pracą zdalną i hybrydową a stacjonarną trzy lata od wybuchu pandemii, zespół Pracuj.pl przeprowadził badanie na reprezentatywnej grupie 1790 pracujących Polaków, w tym 506 wykonujących swoje obowiązki zdalnie lub hybrydowo. Badania te są podstawą do obserwacji tematu nowych regulacji w przyszłości oraz kolejnych badań Pracuj.pl.

Powrót do biur – tak, ale nie dla wszystkich

28% pracujących Polaków badanych przez Pracuj.pl w IV kwartale ub.r. deklaruje, że wykonuje pracę w nowo przyjętych modelach elastycznych – zdalnym lub hybrydowym. To oznacza, że popularność pracy poza biurem spadła o 6 punktów procentowych w porównaniu do I kwartału 2022 roku, a więc zauważalna jest zmiana w stosunkowo krótkim okresie. Widocznym trendem staje się stopniowy powrót do biur, który obserwujemy już właściwie od momentu znoszenia obostrzeń pandemicznych, a który z czasem zaczyna obejmować coraz więcej przedsiębiorstw w całym kraju. Nie objawia się on jednak na tak dużą skalę, jak w prognozach części ekspertów rynku HR czy branży nieruchomości biurowych.

Zmiany wymagają konsultacji

W IV kwartale 2021 roku odsetek pracowników wykonujących pracę w pełni zdalnie lub hybrydowo wynosił 35%. Dla porównania, w marcu ubiegłego roku liczba ta spadła do 34%, a w IV kwartale 2022 powroty do firmy nabrały większej dynamiki. Nie oznacza to jednak, że do biur wrócą wszyscy. Choć z biegiem czasu powracamy do pracy w siedzibie firmy, wyraźnie widać, że wykonywanie obowiązków zawodowych na odległość wpisało się na stałe w pejzaż rynkowy. Jednocześnie jednak widoczny jest także wpływ odgórnych decyzji firm o powrotach do biur, odzwierciedlający się w wyraźnym wzroście odsetka osób pracujących tylko z siedziby firmy.

Pracodawcy muszą dziś pamiętać, że praca zdalna wciąż pozostaje czynnikiem przyciągającym kandydatów oraz istotnym elementem dla kadry obecnej w organizacji. To jeden z powodów, dla których w nowej wersji Pracuj.pl do kluczowych i najmocniej widocznych filtrów wyszukiwania ofert należą te związane z elastycznymi modelami zatrudnienia. Tym bardziej powroty do biur muszą być poprzedzone konsultacją z zespołem i odpowiednim przygotowaniem. Pracownicy negatywnie odbierają narzucanie im odgórnie nowych zasad. To z kolei może skutkować niską motywacją osób zmuszonych do powrotu do modelu stacjonarnego, a nawet zwolnieniami lub tzw. quiet quitting, czyli „cichym odchodzeniem”, objawiającym się niskim poziomem zaangażowania pracowników w wykonywane obowiązki oraz życie firmowe. – mówi Jolanta Lewandowska-Bitkowska, HR Business Partner w Grupie Pracuj.

Pracownicy hybrydowi nie chcą zmian

Elastyczność, której nauczyła nas pandemia, pozwoliła wielu pracownikom odkryć nowe aspekty pracy. Nic więc dziwnego, że duża część badanych nie wyobraża sobie pełnego powrotu do biura. Spośród respondentów badania Pracuj.pl wykonujących swoje obowiązki zdalnie lub hybrydowo, tylko 8% chciałaby wrócić do pracy wyłącznie w siedzibie firmy. Największa liczba badanych wskazuje, że w ciągu najbliższych 1-2 lat chciałaby pracować hybrydowo z uwzględnieniem obecności w firmie minimum raz w tygodniu. Nieznacznie mniej, bo 30% badanych przez Pracuj.pl pracujących Polaków chciałoby pojawiać się w firmie 2-3 razy miesięcznie. Na pracę w pełni zdalną stawia obecnie 28% respondentów.

W ciągu pół roku wyniki badań zmieniły się właściwie nieznacznie w niemal wszystkich obszarach. Co jednak ciekawe w obliczu powrotów do pracy z biura, dane wskazują wyraźną zmianę w przypadku niechęci do pracy stacjonarnej. Osoby, które miały szansę pracować dotychczas w modelach elastycznych, nie chcą wracać już w pełnym wymiarze do wykonywania obowiązków z firmy. Ostatnie trzy lata pokazały w wielu środowiskach pracy, że nie musimy przebywać w siedzibie organizacji, by wykonywać zadania z odpowiednimi efektami. To ważne wnioski dla pracodawców, którzy obecnie poddają reorganizacji swoje polityki. – dodaje Jolanta Lewandowska-Bitkowska.

Poniedziałki niezmiennie na pracę z biura

Interesujące jest, że choć poprzednie badanie Pracuj.pl było wykonane w okresie bardziej rygorystycznych obostrzeń pandemicznych, a najnowsze w okresie zniesienia restrykcji – rzeczywisty rozkład pracy z domu i z siedziby firmy jest bardzo zbliżony. W tym zakresie mówimy więc o utrzymaniu tendencji. Zmianie nie uległa także kwestia preferowanych dni poświęcanych na pracę z biura. Na dobre już sztandarowym dniem na spotkania na żywo z zespołem pozostają poniedziałki. Tendencja ta była widoczna w 2021 i utrzymała się także w minionym roku, znacznie wyprzedzając wynik osiągnięty przez pozostałe dni.

Na obowiązki biurowe wciąż poświęcamy początek tygodnia. Pracę w biurze w poniedziałki preferuje obecnie 43% pracujących hybrydowo Polaków zbadanych przez Pracuj.pl. Firmy odpowiadają na te potrzeby i starają się właśnie w te pierwsze dni tygodnia koncentrować obecność pracowników hybrydowych. Tendencja utrzymuje się także w zakresie najrzadziej preferowanego czasu na spotkania w biurze – badani odpowiadający na to pytanie najbardziej niechętnie podchodzą do spotkań w siedzibie firmy w piątki, najchętniej zachowując koniec tygodnia na realizację zadań w domowym zaciszu.

Obecnie wśród osób pracujących hybrydowo największą grupę (30%) stanowią ci, którzy funkcjonują w modelu z 40-50 procentowym udziałem pracy zdalnej. We wrześniu 2022 roku grupa pracujących Polaków wykonujących pracę głównie zdalnie wynosiła 13%. W porównaniu z analogicznym okresem w 2021 roku ten odsetek spadł aż o 10 punktów procentowych.

Praca zdalna: i przyciąga, i odstrasza

Praca zdalna pozostaje magnesem na kandydatów. Kwestie takie, jak dofinansowanie kosztów pracy zdalnej czy możliwość wyboru modelu oraz otwartość na zatrudnienie osób z innych miast niż to, w którym mieści się siedziba firmy, zwiększają otwartość na ofertę pracy ponad połowy kandydatów. Sytuacja nie jest jednak czarno-biała, a opcja zdalna nie jest jedynym zwycięzcą.

Widzimy, że praca wyłącznie zdalna może być zarówno magnesem na kandydatów, jak i odstraszać  od aplikowania do firmy. Blisko co czwarty badany wskazuje, że będzie mniej skłonny aplikować na ofertę pracy do firmy, która pracuje wyłącznie zdalnie. Jednocześnie jednak to wciąż brak pracy zdalnej lub hybrydowej jest bardziej kontrowersyjny. Aż ponad 4 na 10 kandydatów mniej chętnie zaaplikuje na ofertę pracy stacjonarnej. Widać, że na rynku pracy mamy obecnie do czynienia z dwoma skrajnymi podejściami. Najlepszym rozwiązaniem zdaje się być dziś elastyczne podejście do form zatrudnienia i tworzenie środowisk pracy, które sprzyjają współpracy zarówno z biura, jak i w ramach wirtualnych zespołów. – komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.

Rynek nie będzie już jednolity

Moment, w którym oferty pracy w jednej branży różniły się od siebie wyłącznie poziomem wynagrodzenia czy oferowanymi benefitami, bezpowrotnie zakończył się trzy lata temu, kiedy musieliśmy stawić czoła pierwszym wyzwaniom pandemii. Tamten okres na stałe zmienił naszą zawodową rzeczywistość. Jako społeczeństwo wiele się wówczas nauczyliśmy, sprawnie przenosząc swoje obowiązki do przestrzeni domowych. Szybko okazało się, że początkowe problemy stworzyły nowe szanse, a osoby, które poznały te możliwości podzieliły się na dwie grupy: tych, którzy odnaleźli się w nowej rzeczywistości i jak najdłużej chcieliby pozostać przy zdalnym lub hybrydowym modelu pracy i tych, którzy jak najszybciej chcieliby wrócić do biurowej codzienności.

Szczęśliwie jednak rynek jest podzielony nie tylko w zakresie kandydatów, ale także ofert pracodawców. Jak wskazuje raport „Rynek Pracy Specjalistów 2022”, w serwisie Pracuj.pl w ubiegłym roku zamieszczono 1 103 000 ofert pracy, z czego 1/3 dotyczyła pracy zdalnej lub hybrydowej. Dziś, po trzech latach odkąd na rynku pracy zaszły rewolucyjne zmiany widzimy, że elastyczne modele pozostają popularne i najpewniej zostaną z nami na stałe, a jednocześnie widoczna tendencja powrotu do biur sprawia, że kandydatom oczekującym pracy zespołowej w modelu stacjonarnym łatwiej będzie się odnaleźć. W najbliższych miesiącach przekonamy się, w jaki sposób wpłyną na tę kwestię najnowsze regulacje dotyczące pracy zdalnej i nowelizacja Kodeksu Pracy w tym zakresie.

O BADANIU

Badanie zostało przeprowadzone w październiku 2022 roku przez ARC Rynek i opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI przeprowadzono na grupie 1790 Polaków, reprezentatywnej dla populacji osób czynnych zawodowo w wieku 18-65 pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania.

W ub.r. zarejestrowano w Polsce ponad milion pojazdów osobowych. To spadek rdr. o 13,5 proc.

Według danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, w ubiegłym roku liczba zarejestrowanych pojazdów osobowych spadła o ponad 13% w porównaniu z 2021 rokiem. W przypadku pojazdów nowych spadek ten wyniósł niespełna 5%, a używanych – przeszło 18%. Jednocześnie liczba przerejestrowanych pojazdów osobowych zmniejszyła się rdr. o ponad 20%. Eksperci nie są zgodni co do tego, czy 2023 rok będzie lepszy w ww. kwestiach. Jedni zwracają uwagę na wzrost, który na początku stycznia br. objął nowe auta osobowe. Inni powołują się na wstępne prognozy, które zakładają skurczenie się rynku o nawet 10%.

Jak wynika z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPIK), w Polsce w ub.r. zarejestrowano ponad 1,1 mln pojazdów osobowych. To o 13,5% mniej niż w 2021 roku. Wówczas takich przypadków odnotowano blisko 1,3 mln.

– Obserwujemy spadek liczby zarejestrowanych pojazdów nowych, przede wszystkim ze względu na ograniczony dostęp do ofert, rosnących cen i opóźnień w dostawach. Ten mniejszy dopływ aut prosto z salonów przekłada się na sytuację na rynku wtórnym. Na nim widzimy wzrost cen samochodów używanych, a ponadto zawężony wybór dla potencjalnych kupców – komentuje Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

Według udostępnionych danych, w 2022 roku zarejestrowano ponad 419,3 tys. nowych pojazdów osobowych (37,6% ogółu). To o 4,6% mniej niż w 2021 roku, kiedy takich przypadków było przeszło 439,7 tys. (34,1%). W ub.r. najwięcej ww. samochodów zostało zarejestrowanych w woj. mazowieckim – 141,6 tys. (33,8% wszystkich w kraju, rok wcześniej – 32%). Dalej są woj. śląskie – 48 tys. (w 2021 roku – 51,3 tys.), wielkopolskie – 38 tys. (43,7 tys.), małopolskie – 34,6 tys. (wcześniej 37,5 tys.), a także dolnośląskie – 31,9 tys. (35,4 tys.). Na końcu zestawienia widzimy świętokrzyskie, opolskie i podlaskie z wynikami od 5,9 tys. do 6,6 tys.

– Dla aut nowych kluczowa była pierwsza połowa 2022 roku. Ten okres cechowała beznadziejna sytuacja z podażą oraz niepewność, czy auto zostanie w ogóle wyprodukowane. Spadek rok do roku, który wtedy powstał, był na tyle duży, że nie byliśmy już w stanie tego przeważyć. Nie pomogło to, że druga połowa roku była znacznie lepsza i przez większość miesięcy notowano wzrosty rdr. Ta zmiana była spowodowana m.in. poprawiającą się dostępnością, rejestracjami aut zamówionych kilka lub kilkanaście miesięcy wcześniej – wyjaśnia Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów.

Ponadto z danych CEPIK wynika, że w 2022 roku zarejestrowano blisko 695 tys. używanych pojazdów osobowych (62,4% ogółu). To o 18,1% mniej niż w 2021 roku (65,9%). W minionym roku najwięcej ww. aut zostało zarejestrowanych w woj. mazowieckim – 91,3 tys. (rok wcześniej – 107,4 tys.). Następne w zestawieniu są woj. wielkopolskie – 90,4 tys. (w 2021 roku – 106,2 tys.), śląskie – 64,7 tys. (83,4 tys.), małopolskie – 60,2 tys. (73,8 tys.), a także dolnośląskie – 53,8 tys. (66 tys.). Natomiast na końcu rankingu znajdują się woj. opolskie, podlaskie i warmińsko-mazurskie z wynikami od 16,2 tys. do 22 tys.

– Na wyniki na pewno wpłynęła sytuacja podażowa dotycząca nowych aut. Druga przyczyna to otwarcie rynku ukraińskiego, który był zawsze zamknięty na używane pojazdy. Ale wiosną ubiegłego roku tamtejszy rząd, aby pobudzić gospodarkę, zdecydował się na parę miesięcy znieść bariery. Spowodowało to masowe wykupienie wielu, zwłaszcza najtańszych i najbardziej wysłużonych, lubianych też przez polskiego klienta, samochodów z rynków zachodnich. Trzecia przyczyna to być może początkowy objaw kryzysu. Auta używane są często kupowane za gotówkę, a jeżeli jest jej mniej albo sytuacja staje się niepewna, to i zakupy są mniejsze – dodaje prezes Tuzinek.

Z udostępnionych danych wynika też, że w 2022 roku w Polsce zostało przerejestrowanych 1,6 mln pojazdów osobowych. To o 20,5% mniej niż w 2021 roku, kiedy takich przypadków było nieco ponad 2 mln. W 2022 r. najwięcej takich aut zostało przerejestrowanych w woj. mazowieckim – 260 tys. (15,8% wszystkich w kraju, rok wcześniej – 321,7 tys. i 15,6%). Dalej widzimy śląskie – 186,2 tys. (rok wcześniej – 237,3 tys.),  wielkopolskie – 170,6 tys. (214,2 tys.), małopolskie – 144,3 tys. (182,6 tys.), a także dolnośląskie – 128 tys. Na końcu zestawienia mamy woj. opolskie – 37,8 (2021 rok – 46,3 tys.), lubuskie – 43,7 tys. (55,4 tys.), jak również świętokrzyskie – 46,2 tys. (wcześniej 60,2 tys.).

– Ceny na rynku wtórnym również rosną, a portfel zwykłego Kowalskiego za tym nie nadąża. Inflacja jest wysoka, więc zmieniają się priorytety. Widać to szczególnie wśród właścicieli aut. Zakup nowszego pojazdu schodzi na dalszy plan, bo można wydłużyć korzystanie z obecnie posiadanego pojazdu – zaznacza prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

Zdaniem prezesa Związku Dealerów Samochodów, najbliższe miesiące będą całkiem niezłe pod względem liczby zarejestrowanych aut osobowych. Świadczą o tym dane z pierwszych dziesięciu dni stycznia tego roku, kiedy nowych pojazdów zarejestrowano około 48% więcej niż rok wcześniej. W pierwszych miesiącach kluczowe będzie odbicie rynku w krajach zachodnich, co napędzi także sprzedaż w Polsce.

– Trudno przewidywać sytuację na rynku, ponieważ wpływa na nią wiele różnych czynników, nie tylko gospodarczych. Znaczenie ma to, co się dzieje za naszą wschodnią granicą. Niestety, wojna powoduje niepokój, więc inaczej zachowujemy się w kwestii wydatków. Według wstępnych prognoz, rynek skurczy się o nawet 10%. Przy tym trzeba zaznaczyć, że liczba dostępnych samochodów zdecydowanie się poprawiła w stosunku do tego, co było do niedawna. Widać to chociażby po działaniach wybranych producentów, którzy wracają już do akcji promocyjnych. To pokazuje, że klient jest wyczekiwany – podsumowuje Wojciech Drzewiecki.

Harmonogram czasu pracy – co to jest? Kiedy i jak go stworzyć?

O efektywnym funkcjonowaniu całej firmy decyduje nie tylko wyposażenie jej we właściwe sprzęty czy oprogramowanie, ale przede wszystkim – odpowiednie zarządzanie pracownikami. To właśnie ludzie są najważniejszymi zasobami każdego biznesu, stanowiąc jednocześnie jego szkielet i serce. Aby mogli pracować wydajnie, konieczne jest właściwe zaplanowanie czas ich pracy – tak, by obłożenie pracowników w danym dniu i godzinie odpowiadało ilości zadań, które trzeba wówczas wykonać. Właściwa organizacja zatrudnionych to jeden z podstawowych celów tworzenia harmonogramu czas pracy – ale nie jedyny. Czym dokładnie jest? Jak go prowadzić i czy musi funkcjonować w każdej firmie? Wyjaśniamy!

Czym jest harmonogram czasu pracy?

Harmonogram czas pracy, inaczej grafik, to plan informujący o tym, w jakich godzinach pracownicy będą pracowali w każdym dniu miesiąca. Jak wynika z art. 129. § 3. Kodeksu pracy, harmonogram musi być krótszy niż okres rozliczeniowy, ale obejmować minimum miesiąc. Może zatem stanowić rozkład pracy na dłuższy okres – np. 3 miesiące czy rok, zależnie od tego, jak długi jest okres rozliczeniowy. Harmonogram czasu pracy zawiera zwykle takie informacje, jak:

  • imiona i nazwiska pracowników, ewentualnie nazwa działu, wydziału, etc.,
  • wymiar czasu pracy,
  • zaplanowane godziny rozpoczęcia i zakończenia pracy przez każdą osobę w każdy dzień,
  • urlopy zaplanowane na dany okres w planie urlopowym,
  • oznaczenie świąt, weekendów, dni wolnych od pracy,
  • oznaczenie pracy zdalnej i stacjonarnej,
  • miejsce na wprowadzenie rzeczywistego czasu pracy w każdym dniu.

Grafik czasu pracy ma zatem za zadanie organizować dostępność pracowników na każdy dzień miesiąca i informować ich, o której godzinie powinni zacząć i zakończyć pracę w danym dniu. Co istotne, tuż obok list obecności oraz ewidencji czasu pracy, harmonogramy są jednymi z najważniejszych dokumentów pracowniczych. Na ich podstawie pracownicy mogą zgłaszać ewentualne roszczenia dotyczące np. wypłaty zaległego wynagrodzenia za przepracowane nadgodziny. Zgodnie z art. art. 291. § 1. Kodeksu pracy, roszczenia ze stosunku pracy ulegają przedawnieniu po 3 latach od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne. W związku z tym harmonogramy czasu pracy należy przechowywać przez 3 lata.

Czy prowadzenie harmonogramu czasu pracy jest obowiązkowe?

Zgodnie z art. 129. Kodeksu pracy prowadzenie harmonogramu czasu pracy jest obowiązkowe. Jak informuje paragraf trzeci tegoż artykułu, grafik może zostać sporządzony w formie pisemnej lub elektronicznej. Co istotne, harmonogram musi być przedstawiony pracownikowi co najmniej 1 tydzień przed rozpoczęciem pracy w okresie, którego dany rozkład dotyczy.

Istnieją jednak pewne wyjątki, w przypadku których pracodawca nie ma obowiązku sporządzania harmonogramu czasu pracy. Wskazuje je paragraf czwarty:

  • gdy rozkład czasu pracy pracownika wynika z prawa pracy, obwieszczenia, o którym mowa w art. 150. § 1, albo z umowy o pracę,
  • gdy pracodawca w porozumieniu z pracownikiem ustali czas niezbędny do wykonania powierzonych zadań, uwzględniając wymiar czasu pracy wynikający z norm określonych w § 1; w takim przypadku rozkład czasu pracy ustala pracownik,
  • gdy na pisemny wniosek pracownika stosuje do niego rozkłady czasu pracy, o których mowa w art. 1401,
  • gdy na pisemny wniosek pracownika pracodawca ustali mu indywidualny rozkład czasu pracy.

Jak prowadzić grafik pracowników?

Jak wspomnieliśmy, harmonogram czasu pracy może być prowadzony w formie papierowej, czyli po prostu na kartce albo elektronicznej. Ta druga opcja bez wątpienia jest wygodniejsza, zarówno pod względem tworzenia grafiku, jak i jego udostępniania czy przechowywania – szczególnie w przypadku zatrudniania dużej liczby pracowników.

Jednak nawet po zdecydowaniu się na elektroniczny grafik czasu pracy, pracodawca wciąż ma do wyboru kilka metod jego prowadzenia. Do najpopularniejszych rozwiązań należą:

Arkusz Excela to wygodne rozwiązanie; wystarczy regularnie wrzucać nowy harmonogram w chmurę lub na firmowy dysk wspólny i podsyłać link w momencie publikacji, by w kilka sekund rozesłać grafik wszystkim pracownikom. Jego tworzenie jest jednak czasochłonne, szczególnie za pierwszym razem, gdy trzeba wszystko sformatować czy wprowadzić każdego zatrudnionego. Należy również pamiętać o tym, by regularnie dopisywać nowozatrudnionych i usuwać z harmonogramu osoby, które rozwiązały współpracę.

Harmonogram czasu pracy w systemie HRM, takim jak np. tomHRM to jeszcze łatwiejsza opcja. Oprogramowania dla HR charakteryzują się maksymalną automatyzacją powtarzalnych czynności, które bez nich menedżerowie i kadrowcy wykonują ręcznie. Prowadzenie grafików czasu pracy w tomHRM wiąże się z takimi funkcjami przyspieszającymi ich tworzenie i udostępnianie, jak:

  • automatyczna aktualizacja listy osób pracujących,
  • automatyczne zaciąganie urlopów z planu urlopowego,
  • automatyczne wprowadzanie rzeczywistych godzin pracy przenoszonych z ewidencji czasu pracy,
  • wygodne kopiowanie grafików,
  • automatyczna wysyłka powiadomień e-mail,
  • automatyczne zliczanie tygodniowego czy miesięcznego czasu pracy
  • i wiele innych.

Jak podjąć współpracę z firmą marketingową?

Pomoc agencji marketingowej jest bardzo przydatna dla pozytywnego wizerunku oraz rozwoju firmy. Doświadczenie specjalistów pozwala na lepsze zbudowanie marki. Jak podjąć współpracę z firmą marketingową?

 

Czym jest agencja marketingowa?

Na początek skupmy się na samej agencji marketingowej oraz możliwościach jakie daje.

Działania marketingowe agencji opierają się na budowaniu pozytywnego wizerunku produktu, usługi lub danej marki. Do najważniejszych zadań należy stworzenie kompleksowego projektu promocji oraz czuwanie nad jego przebiegiem, prowadzenie działań reklamowych np. pośród mediów społecznościowych, kampanii promocyjnych, tworzenie środków przekazu oraz nawiązywanie nowych i utrzymywanie stałych kontaktów.

Pomoc agencji reklamowej najbardziej potrzebna jest podczas rozkręcania biznesu.

Właściwa promocja pozwala na lepsze przedostanie się na rynek branży, w której prowadzimy działalności. Rozreklamowana skutecznie marka będzie dużo lepiej widoczna, a co za tym idzie przyciągnie więcej potencjalnych klientów. Nie oznacza to jednak, że świadczone usługi przez agencję marketingową nie są potrzebne również później.

Sukcesem nie jest jedynie się wypromować, ale również być cały czas widocznym i wciąż umacniać swój pozytywny wizerunek. W tym właśnie największe korzyści może dać profesjonalna pomoc. Żeby skorzystać z niej wystarczy kontakt z Twojej strony do przedstawiciela.

Nim jednak zdecydujesz się rozpocząć współpracę z agencją reklamową poznaj korzyści jakie płyną z profesjonalnych kampanii reklamowych.

Korzyści ze współpracy z agencją marketingową

Szeroki wachlarz usług agencji marketingowej pozwala na kompleksowe podejście do zadania. Dzięki temu otrzymujemy pełny plan odpowiedniej pod nasze potrzeby promocji.

Nawiązując ścisłą współpracę z agencją sprawiamy, że duża część obowiązków związanych z wizerunkiem marki przechodzi w ręce profesjonalistów. To oni od tego czasu będą dbali nie tylko o to by powstały plan został wdrożony, ale żeby dobrze działał i przynosił korzyści.

Ponadto agencja marketingowa będzie nas wspierała i wskazywała kierunki, w któruych możemy się poruszać żeby zapewnić sobie rozwój. Zdobywanie nowych klientów, współpracy oraz pól, gdzie firma może działać jest w tym temacie kluczowa.

Firma marketingowa może zająć się również promowaniem marki w mediach społecznościowych, które w obecnych czasach są bardzo mocną siłą nośną dla rozprzestrzeniania się informacji. Jeżeli chcemy zaistnieć w sieci musimy tam się znaleźć, a co więcej być widoczni i przykuwać zainteresowanie.

Ważną rolą firmy marketingowej, w której może pomóc jest stworzenie dobrze zaplanowanej strony www. To ona jest bardzo ważną wizytówką, która jako pierwsza będzie docierać do nowych odbiorców.

Skontaktuj się z firmą!

Zastanawiasz się jak podjąć współpracę z firmą marketingową? Wystarczy skontaktować się z jej przedstawicielem.

Możemy dokonać tego osobiście, poprzez kontakt telefoniczny lub wypełnić formularz zgłoszeniowy, który znajdziemy na stronie internetowej agencji.

Podczas zgłoszenia ważne jest podanie danych, ale również budżetu jaki chcemy przeznaczyć na kampanie reklamową. Po tej informacji oraz opisie branży, w której chcemy działać lub w której działamy zespół będzie mógł zrobić szacunkową analizę sytuacji i przedstawić możliwości.

Po kontakcie zwrotnym będziesz miał obraz na strategię reklamową jaka jest najlepsza dla Twojego biznesu oraz dowiesz się czego się spodziewać po pomocy specjalistów.

Wraz z podjęciem współpracy z agencją marketingową JustIdea otrzymasz najlepsze wsaprcie z zakresu promowania swojej marki. Plan reklamowy zostanie dostosowany pod Twój konkretny przypadek oraz potrzeby jakie chcesz zeralizować. Dzięki temu możesz mieć pewność o jego większej skuteczości.

Jak dobrać odpowiednią odzież firmową dla pracowników?

Odzież firmowa pomaga w integracji pracowniczego teamu oraz sprawia, że zatrudnione osoby są bardziej widoczne i łatwiej je rozpoznać oraz powiązać z Twoją organizacją, kiedy wykonują swoje obowiązki służbowe. W niektórych branżach dobranie odpowiednich ubrań znacząco zwiększa satysfakcję klientów, którzy korzystają oferowanych przez firmę usług. Często takie ubrania pełnią także ważną funkcję ochronną, co wpływa pozytywnie na poziom bezpieczeństwa w środowisku pracy. Warto zdecydować się na zakup odzieży firmowej, aby poprawić funkcjonowanie swojej firmy na wiele różnych sposobów.

Dlaczego warto zainwestować w odzież firmową?

Inwestycja w zakup odzieży firmowej może przynieść wiele korzyści. Takie specjalnie zaprojektowane ubrania pomagają budować profesjonalny wizerunek firmy oraz wyróżnić ją na tle konkurencyjnych podmiotów. Noszenie takiej samej odzieży przez wszystkich pracowników pomaga ujednolicić ich wygląd, co znacznie ułatwia ich identyfikację klientom, ale również innym osobom, które mogłyby być zainteresowane informacjami na temat firmy.

Odzież firmowa buduje zaufanie do firmy, zwiększając jej wiarygodność. Jest to ponadto skuteczna forma reklamy i promocji, ponieważ widzą ją wszyscy, z którymi pracownicy stykają się w ciągu dnia. Wiele osób zaciekawionych takim działaniem marketingowym, może sprawdzić, czym zajmuje się takie przedsiębiorstwo i zainteresować świadczonymi przez nie usługami. Noszenie takiej samej odzieży może ponadto pomagać w budowaniu więzi między pracownikami i promować poczucie przynależności do zespołu, co ma ogromne znaczenie i świetnie służy budowaniu prężnie funkcjonującego biznesu. Zdecyduj się na zakup odzieży firmowej, a na pewno nie będziesz żałować tej decyzji.

Na co zwrócić uwagę, kupując odzież firmową?

Przy zakupie odzieży firmowej warto zwrócić uwagę na kilka ważnych czynników. Duże znaczenie ma na pewno jakość materiałów. Warto upewnić się, że takie ubrania są uszyte z trwałej, przyjaznej dla skóry i łatwej w konserwacji tkaniny. Weź również pod uwagę projekt. Powinien on być atrakcyjny i stylowy, ale jednocześnie funkcjonalny i wygodny w noszeniu. W zależności od tego, w jakiej działasz branży zastanów się nad specyficznymi cechami, jakie powinny mieć ubrania noszone przez pracowników. W przypadku, kiedy są to osoby pracujące na zewnątrz, w niebezpiecznych warunkach warto wyposażyć je w odblaskowe stroje.

Upewnij się ponadto, że rozmiar ubrań odpowiedni i nie będą za ciasne ani zbyt luźne. To bardzo ważne skoro pracownicy mają w nich spędzać całe dnie. Warto sprawdzić, czy wybrany produkt jest dostępny w wielu rozmiarach, jeszcze przed dokonaniem transakcji. Warto oczywiście również zastanowić się nad ceną, która musi mieścić się w zakładanym budżecie firmy. Duże znaczenie będzie tutaj na pewno miała liczebność załogi, ale także możliwości finansowe danego przedsiębiorstwa. Podejmij decyzję, która sprawdzi się najlepiej w Twoim wypadku. 

GIP60 – podsumowanie roku 2022

Za nami kolejny trudny rok pełen wyzwań i problemów, z którymi przyszło nam się mierzyć. Burzliwe otoczenie dotyka również naszego przemysłu a niełatwą sytuację w tym obszarze uchwycił Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) tracąc w rok niemal jedną czwartą wartości i zamknął cały 2022 rok wynikiem 874,80 punktów. Oznacza to, że po raz kolejny GIP60 powrócił poniżej swojej wartości początkowej ustalonej w 2016 roku na poziomie 1000 punktów.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za rok 2022::

„Z perspektywy pełnych dwunastu miesięcy 2022 roku wzrost produkcji w dziale przetwórstwo przemysłowe wyniósł 10,6% (za GUS). W całym sektorze przemysłowym, lepszą roczną dynamikę wzrostu, bo aż 13% zanotowano tylko w górnictwie i przemyśle wydobywczym, natomiast słabiej poradził sobie sektor energetyczny, w którym produkcja była 6,5% wyższa niż rok wcześniej.

Jednak w grudniu 2022 roku wartość produkcji sprzedanej przemysłu była wyższa jedynie o 3,4% w porównaniu z grudniem 2021 roku. W przypadku sektora energetyczno-ciepłowniczego produkcja w grudniu wyniosła jedynie 83,7% wielkości osiągniętej w tym samym miesiącu 2021 roku. Podobne obserwacje ujawnia analiza danych listopadowych, widać więc wyraźne osłabienie sektora produkcyjnego w ostatnim kwartale ubiegłego roku.

Jeszcze wyraźniej jest to widoczne analizując dynamikę produkcji w przekroju grup asortymentowych (dane na podstawie sprawozdań P-02. W grudniu produkcja wytworzona, w przypadku aż 72% ważniejszych wyrobów i grup asortymentowych, była mniejsza niż w analogicznym okresie 2021 roku). Agregując dane z wszystkich 12 miesięcy wskaźnik ten spada do 58%, a więc w przypadku ponad połowy analizowanych grup asortymentowych mieliśmy do czynienia ze spadkiem produkcji w 2022 roku.

Korzystniejszy obraz ujawnia dynamika produkcji sprzedanej przemysłu według wybranych działów PKD, gdzie największym wygranym 2022 roku jest dział produkcji odzieży, rosnący o jedną trzecią w porównaniu z 2021 rokiem. Pozytywnie należy też odebrać wzrost  w działach: produkcji pojazdów samochodowych, przyczep i naczep (18,2%), urządzeń elektrycznych (12,6%), wyrobów z metali (8,3%) I artykułów spożywczych (8,0%).

Największy względny spadek produkcji w 2022 roku zanotowano w dziale produkcji metali, gdzie produkcja spadła o 21,8%. Znaczne spadki obserwowano również w obszarze produkcji chemikaliów I wyrobów chemicznych (-10,7%), wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych  (10,3%) oraz papieru (-9,5%). Są to więc branże energochłonne, które ucierpiały w wyniku znacznych wahań cen energii i surowców.

Rynki akcji

Jak w tym czasie wyglądała sytuacja polskich publicznych spółek produkcyjnych notowanych na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych?

Należy zacząć od tego, że większa część 2022 roku była trudna dla rynków akcji w ogóle. Rozpoczynaliśmy go w duchu długo wyczekiwanej stabilizacji gospodarczej, a raczej nadziei na względnie „normalny” rok po dwóch latach walki z koronawirusem. Niestety nadzieje te prysły jeszcze w lutym, w momencie rosyjskiego ataku na Ukrainę, który swoją skalą przebił wszystkie europejskie konflikty zbrojne od czasów II Wojny Światowej. Zamiast stabilizacji powrócił stan wysoce niepewnej przyszłości dla wielu gospodarek na świecie, szczególnie w Polsce, która jako najbliższy sąsiad zaatakowanej Ukrainy, doświadczyła wszystkich możliwych konsekwencji pełnoskalowej wojny tuż przy swojej granicy. Z braku miejsca wymienię jedynie dwa najbardziej jaskrawe, takie jak kryzys migracyjny i (przypadkowy) atak rakietowy na swoim terytorium. O ile ten pierwszy oprócz zagrożeń przyniósł też szanse takie jak wzrost podaży pracy, tak potrzebnej w sytuacji marginalnego bezrobocia, o tyle drugi został odebrany przez inwestorów już jednoznacznie negatywnie. Niestety przykładów negatywnych skutków wpływających na nasz kraj, gospodarkę i rynki jest zdecydowanie więcej.

W rezultacie, w całym 2022 roku indeks szerokiego rynku WIG spadł o 18%, czyli na podobnym poziomie jak średnio akcje na rynkach rozwijających się (ang. Emerging Markets), gdzie spadek ten wyniósł średnio 18,6%. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała na chińskim rynku akcji, który stoczył się o ponad jedną czwartą w ciągu roku i ciągle nie może wydostać się z duszącego uścisku ograniczeń covidowych. Niemiecki DAX w tym czasie spadł o ok. 12%, a za oceanem przerwana została długa hossa na spółkach technologicznych, co wyraźnie widać po 33% spadku wartości nowojorskiego NASDAQ Composite, czyli największego indeksu technologicznego na świecie. Traciły obligacje, akcje oraz REITy (fundusze inwestujące w nieruchomości) oraz większość pozostałych aktywów. Wyjątkiem są surowce, które zyskały w tym czasie 22%.

WGPW

Wśród 60 największych polskich producentów wchodzących w skład Giełdowego Indeksu Produkcji, jedynie co czwartej udało się osiągnąć dodatnią stopę zwrotu w 2022 roku, ale zwykle była to dwucyfrowa stopa zwrotu. W przekroju branżowym sytuacja wygląda podobnie, w dwóch (na 11) branżach zidentyfikowanych w GIP60, mediana rocznych stóp zwrotu była dodatnia. Mowa tu o przemyśle lekkim, gdzie mediana stóp zwrotu wyniosła 34,31%, oraz przemyśle spożywczym gdzie mediana stóp zwrotu wyniosła 27,83%. Najwięcej tracili producenci z branży projektantów (odzież – projektowanie, produkcja i dystrybucja), wśród których mediana stóp zwrotu wyniosła minus 38,08%. Niewiele mniej spadały ceny akcji w branży przetwórstwa drewna (mediana na poziomie minus 35,23%), branży farmaceutycznej (minus 19,37%), wyrobów farmaceutycznych (minus 17,26%), metalurgicznej (minus 16,51%) i materiałów budowlanych (minus 12,05%).

Ranking GIP60

Największy wzrost zanotował jeden z nielicznych notowanych na GPW producentów z branży obronnej, czyli LUBAWA S.A, której akcje podrożały z początkowych 1,084 PLN do 2,24 PLN na koniec roku. Źródeł sukcesu papierów tej spółki nie trzeba tłumaczyć. Wybuch wojny w Ukrainie dla wielu spółek z GPW stanowił klasyczny przykład czarnego łabędzia i w wielu przypadkach ciąży cenom ich akcji do dziś, jednak w przypadku Lubawy sytuacja wygląda zgoła odmiennie, gdyż konflikt zbrojny tak blisko naszej granicy znacznie zwiększył popyt na produkty spółki. Analogii można doszukiwać się z przypadkami Biomedu I Mercatora, czyli spółek, które w kontrze do całego rynku rosły przy każdej fali koronawirusa.

Drugie miejsce w rocznym rankingu Giełdowego Indeksu Produkcji przydało spółce ZPUE S.A., której akcje podrożały z 205 PLN na początku roku, do 374 PLN na zamknięciu ostatniej sesji 2022 roku, co jest wynikiem lepszym o 82,44%. Również w tych przypadkach spółka skorzystała pośrednio z trudnej sytuacji za naszą wschodnią granicą i wynikającymi z niej problemami w sektorze energetycznym.

Trzecie miejsce dla PKM DUDA S.A. za wzrost ceny akcji z 4,5 PLN do 7,55 PLN, co dało 67,78% stopę zwrotu. Podobnie jak inne spółki z sektora spożywczego spółka skorzystała z szybszego wzrostu cen konsumenckich od wzrostu cen producentów, wśród których surowce spożywcze mimo sporych wahań nie drożały tak samo jak inne surowce. Wojna za nasza wschodnią granicą w niektórych przypadkach, takich jak rynek zbóż, znacznie zwiększyła podaż na polskim rynku. Dodatkowo przemysł spożywczy charakteryzuje się znacznie niższą energochłonnością niż przemysł ciężki. A pogarszająca się sytuacja konsumentów w naszym kraju, sprawia, że elastyczność popytowa produktów z tego sektora korzystniej wpływa na sprzedaż niż w przypadku innych branż (łatwiej zrezygnować z nowego telefonu lub wyjścia do kina niż z codziennego pieczywa). Sytuacja w najbliższym czasie nie powinna ulec zmianie, dlatego wybrane spółki z tego sektora ciągle cechują się wysokim potencjałem wzrostu, w kontrze do pozostałych branż.

Prognozy na 2023 rok

Co nas zatem czeka w 2023 roku? Nauka płynąca z wydarzeń trzech ostatnich lat podpowiada, że nie warto przykładać dużej wagi do prognoz. Z pewnością należy obserwować sytuację na froncie wojny w Ukrainie. Ważne wydarzenia związane z tym konfliktem bardzo szybko przekładają się na nastroje inwestorów, którzy często gwałtownie próbują uciec z kapitałem od ryzykownych klas aktywów (takich jak akcje). Równie silne, a może i jeszcze silniejsze oddziaływanie na rynek będzie miał amerykański Fed, który jest w fazie zacieśnienia polityki monetarnej (wzrost stóp procentowych jest jednym z aspektów tej fazy). Długo oczekiwana zmiana, czyli pokonanie inflacji i powrót do jastrzębiej polityki monetarnej, powinna dostarczyć paliwo do dużych wzrostów na rynkach akcji, czego przedsmak mamy przed każdym posiedzeniem Rezerwy Federalnej i komentarzami Jeromego Powella. Nie bez znaczenia (szczególnie dla przemysłu europejskiego) jest również sytuacja w Chinach, czyli w największym przemyśle na świecie. Sumując powyższe, nie należy porzucać nadziei, ale nie można też stawiać wszystkiego na optymistyczny scenariusz, ponieważ taka strategia może przynieść inwestorom giełdowym duże straty.”

Na elektryfikacyjny sukces pracują wszyscy pod egidą państwa – wywiad z Ambasador Królestwa Niderlandów w Polsce

Niewielkie Niderlandy są dziś elektromobilnym wzorcem i potęgą o czym świadczy ilość stacji ładowania, która w tym kraju jest większa niż w całej Unii Europejskiej. O recepcie na sukces, planowaniu, planach, transporcie ciężkim, celach emisyjnych i potrzebie wspólnych działań na rzecz poprawy jakości powietrza, mówi w rozmowie z elektromobilni.pl Daphne Bergsma, Ambasador Królestwa Niderlandów w Polsce.

Pani Ambasador, reprezentuje Pani absolutnego lidera Unii Europejskiej w zakresie elektromobilności. Widać to m.in. po ilości stacji ładowania.

Jeśli chodzi o stacje ładowania EV w Królestwie Niderlandów jest ich obecnie ponad 90 tysięcy, podczas gdy w Polsce nie przekroczyliśmy jeszcze progu 2500 (według Licznika elektromobilności na koniec grudnia 2022 r. w Polsce było 2565 stacji ładowania – przyp. red.).

Jaki jest przepis na taki sukces? Jakie mechanizmy wsparcia zostały wdrożone przez rząd holenderski, aby wymusić ten postęp? Czy to wsparcie polegało na dotacjach, preferencjach podatkowych, odliczeniach?

Średnio siedem na dziesięć holenderskich gospodarstw domowych polega na publicznych parkingach lub garażach. To sprawia, że niezawodna i gęsta sieć ładowania publicznego jest niezbędna do przyjęcia e-mobilności w Holandii. Holenderska strategia wdrażania infrastruktury ładowania publicznego ewoluowała w ciągu ostatniej dekady. Gminy zwiększyły swoją współpracę, pracując razem w regionalnych przetargach dla publicznej infrastruktury ładowania. Podejście to umożliwiło wprowadzenie nowej infrastruktury ładowania publicznego przy niewielkich lub żadnych dodatkowych inwestycjach rządowych. Wszystko to odbywa się pod sztandarem Narodowej Agendy Infrastruktury Ładowania, współpracy pomiędzy różnymi szczeblami rządów, firmami, instytucjami badawczymi i organizacjami branżowymi.

Jaki jest obecny stan rozwoju sektora transportu ciężkiego w Niderlandach?

Transport logistyczny jest ważnym fundamentem holenderskiej gospodarki i społeczeństwa. Łącznie, flota logistyczna składa się z około 140 000 ciężarówek. To tylko 1% wszystkich pojazdów drogowych, ale odpowiadają one za 19% emisji CO2 z tego sektora. Obecnie około 0,2% pojazdów transportu ciężkiego jest zeroemisyjnych; większość zasilana jest olejem napędowym. Coraz więcej firm logistycznych rozważa przejście na floty elektryczne.

Jakie są bariery i stymulatory holenderskiego sektora transportu ciężkiego?

Sektor logistyczny może odegrać znaczącą rolę w ograniczeniu emisji zmian klimatycznych i zwiększeniu jakości powietrza w miastach. Rząd holenderski stymuluje elektryfikację samochodów dostawczych i ciężarowych poprzez opracowanie 30-40 stref zeroemisyjnych dla dystrybucji miejskiej w głównych miastach holenderskich, dostępnych tylko dla pojazdów zeroemisyjnych. Do 2030 r. spodziewana ilość 250 000 samochodów dostawczych i 16 000 ciężarówek będzie poddanych elektryfikacji, aby umożliwić bezemisyjną logistykę miejską. Ładowanie pojazdów ciężkich wymaga znacznie bardziej skoncentrowanej infrastruktury w parkach biznesowych i przemysłowych o wyższym zapotrzebowaniu na energię elektryczną i ma znaczący wpływ na sieć. Obecna sieć energetyczna osiąga granice swoich możliwości, a globalna dostępność bezemisyjnych pojazdów ciężarowych jest nadal stosunkowo niska.

Czy firmy logistyczne w Holandii są w pełni przygotowane do przejścia na pojazdy elektryczne?

Firmy logistyczne przygotowują się bardzo dobrze, ale mają też kilka obaw, które traktujemy bardzo poważnie. Martwią się o przepustowość sieci i dostępność wystarczającej mocy ładowania we właściwych miejscach i we właściwym czasie. Kolejną obawą są wysokie koszty kapitałowe zeroemisyjnych ciężarówek, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw. Jako rząd dążymy do pokonania tych barier za pomocą dotacji oraz szybkiego upowszechnienia sieci i infrastruktury ładowania w oparciu o długoterminowe prognozy dotyczące potrzebnej pojemności sieci.

Jak możemy przyspieszyć transformację branży transportu ciężkiego i czy ocenia Pani zakończenie tego procesu do 2040 r. jako realne?

Istnieje kilka sposobów na przyspieszenie transformacji, ale jestem przekonana, że wszystko zaczyna się od ambicji. Holandia i CALSTART zainicjowały globalny list intencyjny w sprawie bezemisyjnych pojazdów średnich i ciężkich, w którym wiodące kraje skupiają się wokół ambicji sprzedaży ciężarówek i autobusów z zerową emisją na poziomie 30% w 2030 r. i 100% w 2040 r. W listopadzie 2022 r. grupa państw zróżnicowanych pod względem gospodarczym i geograficznym podpisała się pod tym ambitnym celem. Mam szczerą nadzieję, że wkrótce będziemy mogli powitać w tym gronie więcej polskich partnerów publicznych i prywatnych. Globalny list intencyjny poparty został przez ponad 70 rządów i partnerów branżowych, w tym głównych producentów pojazdów i organizacje branżowe. Aprobaty dają silny sygnał dla rynku, dlatego zapraszam wszystkich polskich graczy związanych z segmentem średnich i ciężkich pojazdów ciężarowych do przyłączenia się do Global MOU poprzez kampanię Global Drive to Zero. Jestem przekonana, że zanieczyszczające środowisko modele samochodów ciężarowych powoli odchodzą, a polityka zmierza w kierunku ich wycofania do 2040 r. Badania pokazują, że całkowity koszt posiadania największych ciężarówek o zerowej emisji zanieczyszczeń jest niższy niż w przypadku wariantu z silnikiem Diesla do około 2035 r. W przypadku wielu mniejszych pojazdów ten punkt krytyczny nastąpi znacznie wcześniej. Zasięg pojazdów rośnie, podczas gdy ceny akumulatorów i wykorzystanie rzadkich materiałów maleją.

Wodorowe czy elektryczne układy napędowe? Czy zastosowania różnią się w kontekście pojazdów osobowych i pojazdów ciężarowych?

Zarówno pojazdy elektryczne z ogniwami paliwowymi (wodór), jak i pojazdy elektryczne z akumulatorami rozwijają się szybko i mogą być wykorzystywane do różnych celów. Uważam, że mogą się wzajemnie uzupełniać. Wspieramy oba rozwiązania w zakresie m.in. dotacji oraz upowszechniania infrastruktury ładowania i tankowania wodoru.

Czy Królestwo Niderlandów posiada istniejącą infrastrukturę ładowania EV dla pojazdów ciężarowych? Jaka jest strategia dla tego segmentu?

Z naszych prognoz wynika, że w 2035 r. najprawdopodobniej będziemy potrzebować prawie 48 000 punktów ładowania dla pojazdów ciężarowych (prawie 3 GW – gigawaty). Większość (ok. 80%) będzie zlokalizowana na prywatnych bazach. Aby być gotowym na czas, mamy strategię składającą się z kilku kroków. Obecnie opracowujemy prognozy dotyczące tego, co kiedy i gdzie będzie potrzebne do ładowania pojazdów ciężarowych w przyszłości. Kolejnym krokiem jest opracowanie i zademonstrowanie skalowalnych najlepszych praktyk. Przekładamy prognozy na wizje i działania ze wszystkimi odpowiednimi interesariuszami, takimi jak rządy niższego szczebla. Prowadzi to do stworzenia podstawowej sieci dla stron logistycznych, które realizują dostawy w strefach czystego transportu. To z kolei przerodzi się w rozwój urządzeń do szybkiego ładowania wzdłuż głównych korytarzy, dostosowując się do ambicji UE w zakresie dobrze zabezpieczonej sieci ładowania. Gdy to zostanie ustalone, będziemy w stanie zrealizować dystrybucję infrastruktury ładowania w całej Holandii.

Mamy wycofanie ICE w 2035 r. w UE, a także zbliżające się wdrożenie AFRI, EPBD i innych ważnych przepisów. Co może zrobić UE, aby przyspieszyć dekarbonizację Europy, a w szczególności sektora transportu?

UE może podjąć wiele kroków, ale chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ważny i istotny akt prawny. Komisja Europejska pracuje obecnie nad przeglądem norm dotyczących emisji CO2. Wzywamy Komisję Europejską i państwa członkowskie do pracy nad 100% bezemisyjnością w 2035 r. dla nowych pojazdów ciężarowych o dużej ładowności, zgodnie z celem UE dotyczącym neutralności klimatycznej do 2050 r. Cel ten powinien być wsparty wzmocnionym celem na rok 2030, który opiera się na ambicjach wyrażonych przez wiodących producentów OEM i właścicieli flot. Uważamy również, że normy emisji CO2 powinny mieć zastosowanie do większej liczby kategorii pojazdów niż te objęte obecnym zakresem. Obecne cele w zakresie redukcji CO2 mają zastosowanie jedynie do niewielkiej części pojazdów towarowych poruszających się po drogach, pozostawiając prawie 35% emisji poza zakresem.

Autor: Elektromobilni.pl

Zmiana formy opodatkowania tylko do 20 lutego!

Podatnicy, którzy w 2023 roku osiągnęli pierwszy przychód w styczniu, do 20 lutego mogą zdecydować, jaką formą opodatkowania rozliczać 2023 r. Do wyboru mają skalę podatkową (zasady ogólne), podatek liniowy oraz ryczałt. Warto przeliczyć, który sposób wybrać, ponieważ pozwoli to na zoptymalizowanie wysokości podatków i składki zdrowotnej.

Przedsiębiorcy muszą się borykać nie tylko z prowadzeniem biznesu, ale również z poziomem skomplikowania przepisów podatkowych. Poprawne przeliczenie należnego podatku i wybór formy rozliczania z fiskusem są kluczowe. Mam przekonanie, że takie kalkulacje powinny być intuicyjne i nie mogą przysparzać przedsiębiorcom problemów. Jednak obecnie ustalenie odpowiedniej formy opodatkowania to nie lada wyzwanie. Podatnik musi brać pod uwagę nie tylko wysokość swoich przychodów i kosztów, ale również liczbę posiadanych dzieci, zatrudnienie i dochody współmałżonka. Konieczne jest też uwzględnienie planowanych inwestycji np. termomodernizacji, a także weryfikowanie, czy może korzystać z innych ulg.

Poza tym na początku roku trudno przewidzieć, co się stanie w jego trakcie. Dlatego też przyjęcie odpowiedniej formy opodatkowania mogłoby się odbywać wstecznie, po zakończeniu roku.

Podchwytliwa składka zdrowotna

Zmiany przepisów z 2022 roku spowodowały, że wybór odpowiedniej formy opodatkowania trudno jest skalkulować. Podatnicy nie tylko borykają się z wyliczeniem wysokości samego podatku, ale też składki zdrowotnej. Przykładowo przedsiębiorca może dojść do wniosku, że dana forma rozliczeń będzie dla niego najbardziej opłacalna, bo podatek będzie najniższy, ale za to okazuje się, że będzie wówczas musiał zapłacić wyższą składkę zdrowotną niż rozliczając się w inny sposób.

Dla przykładu: przedsiębiorca osiągający dochody na poziomie 200 000 zł i mający 30 000 zł kosztów, na skali podatkowej zapłaci 26 800 zł podatku, a na liniówce 32 300 zł. Do tego składka zdrowotna na skali wyniesie 15 300 zł, a na liniowym – 8 330 zł. A więc obciążenie łączne to odpowiednio 42 100 zł na skali i 40 630 zł na liniówce. Na pierwszy rzut oka skala wydawała się odpowiednim wyborem, jednak już po dodaniu składki zdrowotnej liniowy jest korzystniejszy. Dodatkowo w powyższym przykładzie liniowy będzie jeszcze korzystniejszy, gdyż zapłacona składka zdrowotna do limitu 10 200 zł w ciągu roku może być zaliczona do kosztów uzyskania przychodów. W konsekwencji o zapłaconą składkę zdrowotną obniży się jeszcze podatek i sama składka zdrowotna.

Warto zwrócić uwagę na koszty i ulgi

Charakterystyką skali podatkowej i podatku liniowego jest to, że można uwzględniać w tych formach opodatkowania koszty. Na skali kwota wolna wynosi 30 000 zł dla pierwszego progu dochodu do 120 000 zł opodatkowanego stawką 12%. Ponad tę wartość podatek wynosi już 32%. Na liniówce stawka jest stała i wynosi 19%. Przy ryczałcie z kolei opodatkowaniu podlega przychód, który może być pomniejszony o składki ZUS społeczne i 50% zapłaconej składki zdrowotnej. Dodatkowo na skali podatnik może skorzystać z takich preferencji, jak wspólne rozliczenie z małżonkiem czy też możliwość skorzystania z ulgi prorodzinnej (na dziecko). We wszystkich tych trzech formach można zastosować nowe ulgi PIT-0, czyli: dla seniorów, rodzin 4+ i na powrót. PIT-0 polega na tym, że pierwsze 85 528 zł przychodu nie podlega opodatkowaniu.

Za 2022 rok można dokonać wstecznej zmiany formy opodatkowania

Przedsiębiorcy mogą też jeszcze zmienić formę rozliczeń za 2022 rok. Możliwe jest przejście z ryczałtu albo liniówki na skalę. Jednak jest to wyjątek, który wynika z zamieszania, jakie zostało wygenerowane w 2022 r. Zmiany należy dokonać składając za 2022 r. PIT-36 w miejsc PIT-36L lub PIT-28. Złożenie zeznania PIT-36 za 2022 r. nie powoduje zmiany formy opodatkowania na cały 2023 rok. Wyjątkiem są tutaj podatnicy rozliczający się na ryczałcie, którzy dokonali zmiany formy opodatkowania w połowie roku 2022. Dla tych podatników obecnie formą opodatkowania jest skala. W związku z tym, jeśli chcą wrócić na ryczałt, muszą się pospieszyć.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Powrót dolara

Inflacja w USA wyhamowuje, ale ten proces znacznie się spowolnił. Rynek liczył na zaskoczenie niższym wynikiem. Inwestorzy chcieli kolejnego pozytywnego zaskoczenia, którego jednak nie było. Tym samym dolar kontynuował w minionych dniach ruch aprecjacyjny, który został zapoczątkowany wyjątkowo dobrym odczytem NFP na początku miesiąca. Inflacja po osiągnięciu najwyższego poziomu w czerwcu 2022 roku (9,1 proc.) spadła w styczniu do 6,4 proc..

W tym okresie widać wyraźnie niższą dynamikę wzrostu cen towarów oraz energii. Co innego jest w sektorze usług. Tu ceny wciąż zwyżkują, a to jest ściśle powiązane z kosztami pracy, które rosną dość szybko ze względu na utrzymującą się napiętą sytuację na rynku pracy. Dlatego też wskaźnik bazowy (po wyłączeniu cen energii i żywności) słabł znacznie wolniej od wskaźnika zasadniczego. Nie tylko ceny konsumenckie wytraciły dynamikę spadku. To samo dotyczy wskaźnika PPI, który pokazał wartość 6 proc., a mediana oczekiwań wskazywała 5,4 proc..

Silniejszy dolar to również pokłosie wypowiedzi wielu przedstawicieli Rezerwy Federalnej, którzy jeszcze dobitniej powtarzają o wyjściu głównej stopy procentowej powyżej poziom 5 proc.. Jeszcze bardziej prawdopodobny staje się scenariusz trzech kroków Fed (w marcu, maju i czerwcu), każdy o 25 punktów bazowych, a coraz mniej realne są obniżki w tym roku. Rynek sukcesywnie zmienia swoją wycenę i mocniej dostosowuje się do powszechnej opinii Fed-u.

W przyszłym tygodniu najważniejszą informacją będzie odczyt wskaźnika PCE-core z raportu nt. wydatków Amerykanów, ponadto w poniedziałek z powodu Dnia Prezydenta sesja w USA się nie odbędzie (w Kanadzie także). W strefie euro szczególną uwagę należy zwrócić na finalny odczyt inflacji za styczeń (publikacja będzie w czwartek). Można także spodziewać się sporej paczki danych z Polski w poniedziałek oraz wtorek. Warto także wspomnieć, że w środową noc RBNZ zdecyduje o poziomie stóp procentowych w Nowej Zelandii.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Kurs dolara w górę. Kapitał dalej ucieka za ocean

Dolar wrócił do łask. Dobre dane tylko pogłębiają tę tendencję. Ropa tanieje zarówno na rynkach, jak i na stacjach. W tle kapitał przenosi się z rynku obligacji na bardziej ryzykowne aktywa.

Dolar znów zyskuje

Po słabszej passie dolara amerykańskiego znów wracamy do sytuacji, gdzie rynki wierzą w tę walutę. Nie przeszkadzają w tym znów poprawiające się dane z USA. Inflacja producencka jest niższa niż konsumencka i spada, co jest dobrym sygnałem. Spada co prawda wolniej od oczekiwań, ale kierunek jest utrzymany. Do tego mamy bardzo solidne dane z tamtejszego rynku pracy, gdzie liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych znów spada poniżej 200 tysięcy tygodniowo. Jest to duży kontrast względem tego, jak straszą nas nagłówki o masowych zwolnieniach w amerykańskich korporacjach. Trochę słabiej wypadają dane z rynku nieruchomości, ale biorąc pod uwagę droższe kredytowanie, wciąż są to przyzwoite dane. Nie można się zatem dziwić, że dolar jest najdroższy względem euro od ponad miesiąca.

Korekta na ropie naftowej

Mocniejszy dolar zwyczajowo obniża cenę ropy naftowej, utrzymując jej pewną bezwładność w walutach krajowych. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na spadki cen czarnego złota są stany zapasów w USA. Ostatnie dane raportują wyraźny wzrost. Rynek zwraca uwagę, że rosnące zapasy są wynikiem obaw o spowolnienie gospodarcze. W rezultacie ropa jest najtańsza od ponad tygodnia. Do minimów z grudnia brakuje wciąż 7 dolarów, z drugiej strony do maksimów z listopada 16, więc nie powinniśmy narzekać. Co ciekawe, cena hurtowa jest obecnie niższa niż na początku roku, kiedy ropa była wyraźnie tańsza. Cuda na polskim rynku paliwowym stają się jednak ostatnio regułą i warto korzystać, skoro jest taniej, bo nie wiadomo, jak będzie potem.

Ucieczka kapitału z obligacji

Inwestorzy znów przychylnym okiem patrzą na inwestycje ryzykowne. Świadczy o tym najlepiej sytuacja na rynku obligacji. Widać w ostatnich tygodniach wyraźny wzrost rentowności. Oznacza to, że inwestorzy oczekują wyższych premii za inwestycje w obligacje. W USA przebiliśmy już górki z grudnia. W Polsce, czy Niemczech na razie nie, ale jeżeli ruch zostanie utrzymany, szybko się tam zameldujemy. W Niemczech brakuje niecałe 0,1%, by obligacje pokazały najwyższą rentowność od 2011 roku. Wynika to z faktu, że EBC później podnosił stopy procentowe i w USA mieliśmy wyższe szczyty rentowności w październiku i listopadzie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Warto zwrócić uwagę, że poniedziałek jest dniem wolnym zarówno w USA, jak i Kanadzie, więc może się dzisiaj przed zamknięciem więcej podziać.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Wiper bierze na cel nie tylko Ukrainę, cyberwojna przekracza granice państw

Dane zgromadzone przez badaczy z FortiGuard Labs firmy Fortinet wskazują, że w 2022 roku wiele ataków z wykorzystaniem wymazującego dane oprogramowania typu wiper wycelowanych było nie tylko w podmioty na terenie Ukrainy, ale również poza jej terytorium. Sięganie po takie narzędzia jest elementem współczesnej cyberwojny i może mieć poważniejsze skutki od ataków z powszechnie stosowanym oprogramowaniem ransomware.

Od wybuchu wojny w Ukrainie w lutym 2022 roku widoczny jest wzrost liczby wariantów złośliwego oprogramowania typu wiper. Tylko w pierwszej połowie zeszłego roku badacze FortiGuard Labs wykryli siedem nowych typów narzędzi wymazujących dane. W porównaniu z atakami ransomware, wymuszającymi okup za odszyfrowanie danych, wiper bezpowrotnie je usuwa, nie dając ofiarom szansy na odzyskanie informacji.

Wiper na wojennym froncie

Znaczna część wariantów narzędzi typu wiper zidentyfikowanych w pierwszej połowie 2022 roku została wycelowana w podmioty na terytorium Ukrainy. Atakowano głównie infrastrukturę wojskową, rządową, a także krytyczną, jak elektrownie czy wodociągi.

W zeszłym roku cyberwojenne działania przestępców wykroczyły nawet poza Ziemię. Jedną z odmian oprogramowania typu wiper, zidentyfikowaną przez FortiGuard Labs, był AcidRain. Narzędzie to wzięło na cel modemy globalnego dostawcy sieci komunikacji satelitarnej, powodując utratę połączenia z nią. W wyniku tego ataku tymczasowo przestało działać prawie 6 tysięcy turbin wiatrowych w Niemczech. Przesłanie cyberprzestępców było jasne: nawet jeśli kampania była kierowana przeciwko Ukrainie, jej skutki mogą łatwo rozprzestrzenić się na inne kraje i podmioty.

Wzrost aktywności złośliwego oprogramowania typu wiper podczas konfliktu zbrojnego nie jest zaskoczeniem. Jednak na takim działaniu z trudem można zarobić, w przeciwieństwie do ataków ransomware. Motywacją cyberprzestępców sięgających po narzędzia wymazujące dane w czasie wojny nie jest chęć wzbogacenia się, ale sianie zniszczenia, sabotaż i prowadzenie cyfrowej wojny – wskazują eksperci z Fortinet.

Haktywizm w Europie

Badacze z FortiGuard Labs zauważyli również wzrost liczby złośliwych kampanii wycelowanych w kraje inne niż Ukraina. W państwach nordyckich w kwietniu 2022 roku wykryto 4 miliardy ataków typu DDoS, a w październiku ich liczba wzrosła do 25 miliardów. Najwięcej przypadków naruszeń bezpieczeństwa zidentyfikowano w Danii i Finlandii.

W przypadku m.in. ataków w Europie Północnej niektórzy cyberprzestępcy zaczęli celowo modyfikować kod ransomware na wipery, nie dostarczając klucza deszyfrującego dane. Tak było również podczas kampanii z wykorzystaniem obecnego w fałszywym instalatorze oprogramowania narzędzia ransomware Somnia, które zostało użyte w kilku atakach na systemy ukraińskich podmiotów. Tak jak w przypadku większości działań z użyciem ransomware’u, przestępcy eksfiltrowali dane i utrzymywali dostęp do nich tak długo, jak było im to potrzebne. Jednak pod koniec ataku nie zaoferowano żadnego klucza deszyfrującego, co sprawiło, że pliki pozostały bezużyteczne dla ofiar.

Wiper Azov – nieudany żart cyberprzestępców

W drugiej połowie 2022 roku badacze FortiGuard Labs zidentyfikowali drugą wersję wipera Azov. Szybko zwrócił uwagę mediów, ponieważ dostarczał ofiarom wiadomość napisaną w imieniu znanych badaczy bezpieczeństwa. Oni jednak zaprzeczyli jakimkolwiek związkom z jego rzeczywistymi twórcami. Ponadto Azov wyświetlał ofiarom proukraińską wiadomość, aby zwrócić większą uwagę na aspekty dotyczące trwającej wojny.

Azov został napisany w asemblerze, podczas gdy większość złośliwego oprogramowania tworzona jest w językach python, .NET lub C/C++. Zaprzecza to pierwszemu wrażeniu, że był to żart wykorzystany do zrzucenia winy na badaczy bezpieczeństwa. Azov to wyrafinowany wiper, który implementuje wiele nowoczesnych technik, wyraźnie pokazując, że korzystają z niego groźne grupy przestępcze.

Autorzy złośliwych narzędzi rozumieją, że szybkość szyfrowania danych jest często kluczowa dla sukcesu całego ataku. Po rozpoczęciu tego procesu ścigają się z zespołem reagowania na incydenty, który może wykryć naruszenie bezpieczeństwa w dowolnym momencie. W rezultacie cyberprzestępcy opracowali sposób optymalizacji wydajności swoich kampanii. Kod stosowany przy niektórych nowych rodzajach ataku ransomware zawiera obecnie architekturę, która umożliwia równoległe uruchamianie wielu wątków szyfrowania. Inni przestępcy zdali sobie sprawę, że szyfrowanie plików w całości jest czasochłonne i może nawet nie być konieczne. To wszystko pokazuje, że w 2023 r. należy spodziewać się kolejnych prób optymalizacji ataków, również tych z użyciem oprogramowania wymazującego dane. Zespoły odpowiedzialne za cyfrowe bezpieczeństwo powinny być o krok przed przestępcami oraz przygotować się na ewentualny kolejny wzrost zagrożenia narzędziami typu wiper.

Branża motoryzacyjna po roku 2022 r.

Od początku 2020 roku prognozowanie w branży motoryzacyjnej stało się trudniejsze. Z problemów pandemicznych, płynnie przeszliśmy do zawirowań związanych z wojną w Ukrainie i widma kryzysu energetycznego. Dane na temat sytuacji na rynku produkcji i dystrybucji części motoryzacyjnych oraz napraw pojazdów po ostatnim kwartale 2022 r. prezentuje badanie przeprowadzone przez MotoFocus.pl we współpracy z Santander Bank Polska.

Producenci części IAM oraz OE

W 2022 r. produkcja części samochodowych była lepsza niż roku poprzednim. Tendencja  była zgodna z dynamiką wielkości handlu częściami zamiennymi w UE (+3%), a także dynamiką produkcji pojazdów osobowych w głównych krajach w UE, tj. w Niemczech (+11%), Czechach (+10%) i Hiszpanii (+7%). Prawie 3/4 ankietowanych zanotowało wzrost produkcji w porównaniu do poprzedniego roku.

Trwające obecnie ożywienie w produkcji motoryzacyjnej w Europie na pewno cieszy, ale trudno wyciągać na jego podstawie wniosek o trwałej poprawie sytuacji. Powodem wzrostu jest przede wszystkim polepszenie dostępności niektórych materiałów produkcyjnych. Niewiadomą stanowi charakter tej poprawy, bo z wielu miejsc wciąż docierają informacje o ograniczeniach produkcji, z uwagi choćby na problemy z dostawami półprzewodników. Z kolei patrząc od strony zamówień w UE, to utrzymująca się tendencja spadkowa obecnego i przyszłego popytu wskazywana przez dystrybutorów pojazdów oraz niskie wskaźniki deklarowanej skłonności do dokonywania przez konsumentów przyszłych ważnych zakupów, w tym samochodów, rodzą obawy o spadek popytu rozumiany jako napływające zamówienia na pojazdy – podkreśla Radosław Pelc analityk sektora motoryzacyjnego w Santander Bank Polska

Producenci twierdzą w większości, że w pierwszym kwartale roku 2023 trend zwyżkowy zostanie podtrzymany. Ponad 60% badanych spodziewa się wzrostów wielkości produkcji i przychodów. Znacznie gorzej w prognozach producentów na rok 2023 przedstawia się kwestia rentowności. Była ona dużym problemem dla firm już w roku 2022. Wówczas nie tylko spadła wobec roku 2021, ale przede wszystkim była znacznie niższa w porównaniu do poziomów z lat 2018-2019. Obecnie jedynie jedna trzecia respondentów spodziewa się wzrostów. Prawie połowa badanych producentów części motoryzacyjnych spodziewa się natomiast spadku rentowności. Spodziewać się można, iż bez dedykowanych branży programów wsparcia publicznego, przy jednoczesnym nakładaniu na branżę coraz to nowych obowiązków i celów do spełnienia, rentowność producentów może dalej spadać.

Ostatnie lata były wyzwaniem dla sektora motoryzacyjnego, który musiał poradzić sobie z zieloną i cyfrową transformacją, pomimo pandemii i wyniszczającej wojny w Ukrainie, skutkującymi niedoborami w łańcuchach dostaw, niestabilnymi cenami i spowolnieniem gospodarczym, a także protekcjonistycznych działań USA. Mimo to branża wykazała się dużą odpornością, nadal inwestuje i na coraz większą skalę dostarcza mobilność neutralną pod względem emisji dwutlenku węgla. Mimo tego sytuacja i perspektywy wcale nie wydają się być takie dobre – mówi Alfred Franke Prezes Grupy MotoFocus.pl

W ubiegłych dwóch latach producentom części dał się we znaki problem z dostępnością surowców. Z uwagi na to, że jest on sygnalizowany także jako potencjalne zagrożenie w 2023 r., producenci zostali zapytani o to, czy przygotowują większe zapasy surowców i komponentów. Okazuje się, że prawie 40% badanych zwiększyło zapasy w ostatnim kwartale minionego roku w porównaniu z poprzednim kwartałem. Jednocześnie zapasy spadły u ponad 25% badanych, co może świadczyć o tym, iż utrzymywanie zapasów w obecnej sytuacji gospodarczej nie jest prostym przedsięwzięciem.

Podczas XVII Kongresu Przemysłu i Rynku Motoryzacyjnego, organizowanego przez SDCM pod koniec 2022 r., producenci wskazali, że ich największe obawy względem nowego roku dotyczą wzrostów cen surowców oraz energii. Wysokie koszty produkcji w porównaniu z innymi regionami mogą oznaczać spadek konkurencyjności co negatywnie wpłynie na przemysł motoryzacyjny. Może jednak grozić także przenoszeniem zakładów poza UE. To powinno interesować i zachęcać do działania władze europejskie. Konieczne jest utrzymanie równych warunków działania na całym świecie. Rok 2023 będzie wymagał ponownego przemyślenia polityki przemysłowej, w tym zasad pomocy państwa i mądrzejszego wykorzystania środków publicznych w całej UE, ale także zapewnienia producentom części motoryzacyjnych dostępu do finansowania i danych – wskazuje Tomasz Bęben dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych

Dystrybutorzy części motoryzacyjnych – solidnie mimo trudnych czasów

Zarówno kryzys 2009 roku, jak i ten pandemiczny pokazały, iż w trudniejszych okresach lepiej radzi sobie ftermarketu. Nie dziwią więc dobre wyniki roczne dystrybutorów części. Znakomita większość badanych dystrybutorów (84,2%) zanotowała wzrosty przychodów w porównaniu z 2021 rokiem, z czego 68,4% ankietowanych zanotowało wzrosty powyżej 10%. Niewiele segmentów gospodarki może obecnie pochwalić się podobnymi wynikami. Ta sama liczba firm spodziewa się dalszych wzrostów w I kw. 2023 r. w porównaniu do tożsamego okresu rok wcześniej. Większość dystrybutorów zdaje się nie mieć obecnie problemów z zatowarowaniem. Jedynie 10% respondentów zanotowało w IV kw. 2022 r. nieznacznie niższy poziom dostępności części w magazynach w porównaniu z poprzednim kwartałem. Poprawa stanów magazynowych mogła wynikać również ze zwiększenia dostępności po stronie producentów.

Warsztaty motoryzacyjne w przededniu eko-wyzwań

Wydaje się, że obecna sytuacja warsztatów samochodowych jest stabilna. W ciągu kilku najbliższych lat rynek czeka jednak niemała rewolucja, na którą nakłada się trudna sytuacja w gospodarce. Dlatego w ankiecie MotoFocus.pl zawarto pytanie o najważniejsze aktualne problemy warsztatów. W obecnych realiach rynkowych nie powinien dziwić fakt, że odpowiedź „duże koszty prowadzenia działalności” wybrało ponad 98% badanych. Również bardzo popularna, co szczególnie niepokojące dla branży, okazała się odpowiedź „brak wykwalifikowanego personelu”. Dużym problemem dla ponad połowy warsztatów jest brak dostępu do danych technicznych, niezbędnych do przeprowadzania napraw.

Ponad 2-letnie minimum ceny kontraktów na gaz ziemny w USA. Kurs EUR/USD najniżej od 6 tygodni

Po rozczarowaniu danymi na temat PPI czwartkowa sesja na rynku akcji w USA zakończyła się spadkami głównych indeksów (S&P 500 -1,38 proc., DJIA -1,26 proc., Nasdaq Composite -1,78 proc.). Spadki głównych indeksów dominowały również dziś na giełdach Azji i Oceanii. Najsilniejszy – -1,28 proc. – zanotował Hang Seng.

Zniżkami rozpoczęła się również piątkowa sesja na giełdach europejskich (DAX -1,18 proc., CAC 40 -0,99 proc. ok. godz. 9:40).

WIG-20 spadał ok. godz. 9:40 o 0,92 proc., ale utrzymywał się powyżej swoich minimów z poprzednich 5 sesji. Wśród składników sWIG-u 80 swój najwyższy poziom w historii osiągnął dziś kurs akcji spółki Scope Fluidics.

Przekraczając 3,9 proc. najwyższy poziom od listopada ub.r. osiągnęła dziś rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych. Rentowność polskich 10-latek – 6,43 proc. – wyszła na najwyższy poziom od 6 tygodni. Rentowność 10-latek Belgii osiągnęła dziś najwyższy poziom od 2012 roku.

Cena notowanych na NYMEX-ie kontraktów na amerykański gaz ziemny (Henry Hub) spadła dziś rano do najniższego poziomu od końca grudnia 2020. Taniała również ropa naftowa (WTI -1,94 proc., Brent -1,82 proc. ok. godz. 9:25). Najdroższe od roku były dziś kontrakty na kakao na ICE. Taniały dziś rano metale szlachetne (złoto -1,24 proc., srebro -2,22 proc., platyna -1,29 proc., pallad -4,77 proc. ok. godz. 9:25).

Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena wyszedł dziś na najwyższy poziom od 20 grudnia ub.r. (+0,69 proc. ok. godz. 9:15). USD umacniał się dziś również w stosunku do pozostałych walut. Kurs EUR/USD spadł dziś do najniższego poziomu od 6 tygodni.

Lekko słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,13 proc., USD/PLN +0,4 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w środę wystrzelił w górę o 8,82 proc. osiągając okolice swego szczytu z połowy sierpnia ub.r, lekko spadł w czwartek (-0,58 proc.) i dziś rano kontynuował zniżkę (-1,4 proc. ok. godz. 9:10).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

W ub.r. firmy zadeklarowały inwestycje w SSE i PSI na poziomie 25 mld zł. Spadek rdr. wyniósł ponad 33 proc.

Według danych MRiT, w ubiegłym roku deklarowana wartość inwestycji w SSE i PSI była o ponad 33% mniejsza niż w 2021 roku.  Natomiast w porównaniu z 2020 rokiem wzrosła o przeszło 66%. Patrząc na dane za lata 2017-2022, widać, że łączna deklarowana wartość ww. inwestycji wyniosła prawie 127 mld zł. Blisko jedna trzecia z tego przypadła na wspomniany już 2021 rok. Z kolei biorąc pod uwagę podział na województwa, należy wskazać, że w minionym roku największa ww. wartość tych inwestycji była w dolnośląskim, a najmniejsza – w podlaskim.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), w 2022 roku deklarowana wartość inwestycji w Specjalne Strefy Ekonomiczne (SSE) i PSI (Polska Strefa Inwestycji) wyniosła 25,251 mld zł. To o 33,5% mniej niż w 2021 roku, kiedy było to na poziomie 37,947 mld zł. Z kolei porównując ubiegłoroczne dane z tymi z 2020 roku, widać wzrost o 66,3%. Wówczas było to 15,188 mld zł. Dane uwzględniają również te projekty, z których inwestorzy wycofali się w tym samym roku kalendarzowym, w którym uzyskali zezwolenie lub decyzję o wsparciu.

– Deklarowaną wartość inwestycji w 2022 roku, mniejszą niż w roku wcześniejszym, ale większą niż w 2020 roku, można ocenić jako satysfakcjonującą, z nadzieją na jej wzrost w 2023 roku. Wiele jednak zależy od tendencji światowej, jeszcze więcej – od krajowych trendów. Trudno precyzyjnie przewidzieć skalę spowolnienia w polskiej gospodarce, jeszcze trudniej – skuteczność co do przezwyciężania wielu starych i nowych zagrożeń. Jedno jest pewne, nie sposób przecenić roli inwestycji w rozwoju polskiej gospodarki, poszczególnych regionów i subregionów, rynku pracy, finansów prywatnych i publicznych – komentuje prof. dr hab. Stanisław Flejterski z Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie.

Patrząc na dane z lat 2017-2022, widać, że łączna deklarowana wartość inwestycji w SSE i PSI wyniosła 126,795 mld zł. Największa w tym okresie była we wspomnianym już 2021 roku – 37,947 mld zł, a najmniejsza w 2018 roku – 14,430 mld zł. Jak podkreślają prof. Tomasz Dorożyński i prof. Janusz Świerkocki z Uniwersytetu Łódzkiego, zróżnicowanie wartości nakładów inwestycyjnych w SSE w ostatnich latach może mieć związek zarówno z czynnikami zewnętrznymi, np. z pandemią czy z wojną w Ukrainie, jak i wewnętrznymi, tj. z uruchomieniem programu „Polska Strefa Inwestycji”. Załamanie w 2018 roku mogło mieć związek z końcem programu SSE, podczas gdy nowy PSI dopiero się rozkręcał.

– Dzięki realizacji zadeklarowanej inwestycji podatnik zyskuje ulgę w postaci zwolnienia z podatku dochodowego. Natomiast zniechęcać podatników do korzystania z tego instrumentu mogą warunki wynikające z kryteriów jakościowych, które trzeba spełnić w ramach inwestycji. Mogą one być dla niektórych zbyt wymagające – mówi doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Z badań prof. Dorożyńskiego i Świerkockiego wynika, że na napływ inwestycji do SSE, oprócz czynników lokalizacyjnych, istotny wpływ miały cechy konkretnej strefy. To np. powierzchnia, dostępność infrastruktury, wielkość działek, stopień uzbrojenia terenów inwestycyjnych, a także jakość pracy spółki zarządzającej. Do inwestowania w SSE najbardziej zachęcała możliwość uzyskania zwolnienia od podatku dochodowego, ale istotne były również inne formy wsparcia, np. dostęp do infrastruktury i uzbrojonych terenów inwestycyjnych oraz pomoc organizacyjna i prawna. Zniechęcać za to mogły wymogi formalne oraz procedury, np. konieczność zwrotu uzyskanej pomocy (z odsetkami), jeśli warunki zezwolenia nie zostały spełnione, a także ograniczenia wyboru lokalizacji (ustawa o SSE).

– Funkcjonowanie w PSI/SSE nadal wiąże się z wieloma wątpliwościami, które wcale nie są interpretowane na korzyść podatników. Niektóre aspekty funkcjonowania w ramach PSI są wykładane zdecydowanie bardziej restrykcyjnie aniżeli na podstawie wcześniejszych przepisów o SSE. Przykładowo, na podstawie Objaśnień podatkowych MF z 6 marca 2020 roku wykluczono z kosztów kwalifikowanych w PSI nakłady na infrastrukturę towarzyszącą, administrację, biura i parkingi – podkreśla Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Uwzględniając podział na województwa, w 2022 roku największą deklarowaną wartość inwestycji w SSE i PSI widzimy w dolnośląskim – 6,608 mld zł (rok wcześniej – 4,382 mld zł). Dalej mamy woj. łódzkie – 3,799 mld zł (w 2021 roku – 2,239 mld zł), mazowieckie – 2,170 mld zł (1,477 mld zł), śląskie – 1,829 mld zł (4,368 mld zł), a także kujawsko-pomorskie – 1,738 mld zł (2,202 mld zł). Natomiast na końcu zestawienia zanotowano podlaskie – 61 mln zł (wcześniej – 1,042 mld zł), warmińsko-mazurskie – 388 mln zł (1,187 mld zł), jak również lubelskie – 432 mln zł (948 mln zł).

– Na decyzję o ulokowaniu inwestycji w poszczególnych regionach, również w danej strefie czy podstrefie, wpływa wiele czynników. Jedną z kluczowych przesłanek jest bez wątpienia bliskość dużej aglomeracji. Zatem nie dziwią liczby odnoszące się do regionów z takimi ośrodkami centralnymi, jak Wrocław, Łódź, czy Warszawa. Niskiej wartości inwestycji w trzech województwach ze stolicami w Białymstoku, Olsztynie i Lublinie nie sposób zinterpretować bez pogłębionej analizy. Można jedynie przypuszczać, że istotnym czynnikiem było przygraniczne położenie. W warunkach pokoju bywa ono atutem. Jednak w związku z wojną w Ukrainie mogło być okolicznością zniechęcającą potencjalnych inwestorów – stwierdza prof. Flejterski.

Jak zaznacza doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina, w woj. podlaskim, podkarpackim, lubelskim, warmińsko-mazurskim wielkość przysługującego zwolnienia z podatku jest największa. Zdecydowanie niższa jest w dolnośląskim czy mazowieckim, a jednak wielkość deklarowanych inwestycji jest dokładnie odwrotna. Możliwe jest, że nie wszyscy potencjalni inwestorzy wiedzą o szansie na zwolnienie z podatku. Nie jest wykluczone, że podmioty z woj. dolnośląskiego, mazowieckiego, łódzkiego czy śląskiego są w zaawansowanym stadium swojej działalności gospodarczej i świadomie analizują korzyści płynące z PSI.

Polacy wstrzymują decyzje o zakupie mieszkań, bo czekają na rządowe programy wsparcia

Eksperci rynku nieruchomości mówią o tym, że w lutym pierwszy raz od wielu miesięcy widoczny jest wzrost zainteresowania kupnem mieszkań. Pojawia się więcej odpowiedzi na oferty, widoczna jest także poprawa zdolności kredytowej Polaków. – Trudno jeszcze mówić o odwilży na rynku nieruchomości, ale na pewno jest więcej optymizmu – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Wiele rodzin rozgląda się za mieszkaniami, ale jednocześnie przyznaje, że czeka na rządowe programy wsparcia o których politycy mówią od wielu miesięcy.

Pierwsze Mieszkanie i Bezpieczny Kredyt 2% z pozytywnymi opiniami rynku nieruchomości. „Ten program musi być prosty, dostępny i bezpieczny”

Miał być program Mieszkanie Plus, a teraz mówi się więcej o programie Pierwsze Mieszkanie czy projekcie Bezpieczny Kredyt 2%. Choć oba tematy są jeszcze w fazie planowania to nie da się ukryć, że dla rynku nieruchomości oraz klientów to obiecujące propozycje.  Bezpieczny Kredyt 2% ma być przeznaczony dla osób do 45 roku życia, osoby bez własnego mieszkania będą mogli liczyć na dopłaty do kredytu nawet przez 10 lat. Maksymalna wysokość kredytu będzie wynosić 600 tysięcy złotych.

– Stagnacja na rynku nieruchomości nie wynika z faktu, że Polacy nie chcą kupować mieszkań. Wręcz przeciwnie zapotrzebowanie na nowe mieszkania jest gigantyczne. Problemem jest zdolność kredytowa Polaków oraz fakt, że po wzrostach stóp procentowych mocno spadło zaufanie konsumentów do systemu kredytowania mieszkań – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Polacy bardzo oczekują na wszelkie programy społeczne, które będą dla nich wsparciem w zakupie pierwszego mieszkania. To musi być program prosty, dostępny, ale jednocześnie bezpieczny. Tak, by rodziny, które będą go brały, miały pewność, że po tym kiedy skończy się czas preferencyjny, nadal miały szansę na spłatę rat kredytowych. Po ogłoszeniu założeń programu Pierwsze Mieszkanie czy Bezpieczny Kredyt 2% wiele osób zaczęło znowu interesować się zakupem mieszkania. Inni mówili, że chcą kupić mieszkanie, ale poczekają na ofertę pomocy ze strony Rządu – dodaje Mirosław Król.

Na konkrety oczekują zarówno konsumenci jak i rynek nieruchomości. Enigmatyczne zapowiedzi przedłużają stagnację

Eksperci rynku nieruchomości przyznają, że oferty pomocy państwa dla młodych rodzin są istotnym czynnikiem polityki prorodzinnej i mogą być generatorem ruchu w sektorze budowlanym oraz na rynku nieruchomości.

– Ale taki program musi wreszcie wystartować, a nie tylko być obietnicą. Jeżeli słyszymy, że program ma wystartować za pół roku, a nie ma konkretnych dat czy wytycznych terminowych to dla konsumenta jest to powód do czekania, a dla rynku nieruchomości przedłużanie stanu stagnacji i niepewności. Program Bezpieczny kredyt 2% zapowiedziano na III kwartał tego roku. To jeszcze pół roku oczekiwania – mówi Mirosław Król.

Czy na rynku mieszkaniowym widać poprawę sytuacji? – Wielu klientów wciąż czeka, inni interesują się ofertami. Ceny są kilka procent niższe niż w 2021 roku, ale ogólnie mamy wrażenie wielkiego wyczekiwania. Na pewno pierwszy kwartał tego roku jest lepszy niż ostatnie miesiące. Klienci jednak czekają na większą dostępność kredytów oraz obiecywane programy społeczne. To więc  moment, gdy polityka ma duże przełożenie na rynek nieruchomości – mówi Mirosław Król,

Czy zakup Bitcoina jest inwestycją doskonałą?

Ogromna popularność, a zarazem stosunkowo stabilny kurs sprawiają, że handel bitcoinem jest coraz częściej brany pod uwagę przez profesjonalnych inwestorów. BTC jest kryptowalutą, która stanowi doskonały sposób na rozbudowę oraz dywersyfikację portfela inwestycyjnego. Jest wartym uwagi uzupełnieniem takich elementów portfela inwestora jak akcje giełdowe, obligacje spółek skarbu państwa czy jednostki udziału w funduszach inwestycyjnych. W dzisiejszym artykule rozważamy, czy zakup bitcoina jest inwestycją doskonałą. Zapraszamy do lektury!

Historia Bitcoina

Sama historia bitcoina ma swój początek w 2008 roku, kiedy Satoshi Nakamoto (nie wiadomo jednak, czy była to jedna osoba, czy grupa osób) wspomniał o tej kryptowalucie w swoim manifeście. BTC zostało natomiast wprowadzone w 2009 r. Wówczas wykopano pierwszego coina i przeprowadzono pionierską transakcję. Warto wspomnieć, że pilotażowa płatność bitcoinem została dokonana 22 maja 2010 roku, kiedy to za 2 pizze zapłacono 10 tys. BTC (wg ówczesnego kursu była to równowartość 40 USD).

Obecnie bitcoin staje się uznanym na arenie międzynarodowej środkiem płatniczym. Pierwszym państwem, które ustanowiło go oficjalną walutą, jest Salwador. Jego zalety i popularność dostrzegają również przedsiębiorcy. Coraz więcej firm umożliwia płacenie bitcoinem w swoich placówkach stacjonarnych oraz sklepach internetowych. W artykule przyjrzymy się bliżej, czy BTC to dobre narzędzie inwestycyjne.

Czy kurs bitcoina będzie rósł także w przyszłości?

Wielu początkujących inwestorów zastanawia się, czy kurs bitcoina będzie rósł także w przyszłości. Sporo wskazuje na to, że wciąż inwestycja w BTC może zaoferować dużą stopę zwrotu. Większość osób, które zdecydowały się na kupno bitcoina przed kilkoma laty, obecnie może się cieszyć zyskiem. Poza okresowymi wahaniami kursu, na przestrzeni dekady wspomniana waluta cyfrowa wykazuje tendencję wzrostową.

bitcoiny

Co wpływa na kurs bitcoina?

Nie ulega wątpliwości, że inwestycja w kryptowaluty takie jak BTC stanowi atrakcyjną metodę pomnażania kapitału. Warto jednak wiedzieć, co wpływa na kurs bitcoina.

  • Prawo popytu i podaży – musimy mieć świadomość, że architektura kryptowaluty zakłada jej ograniczoną ilość, jaką można wykopać. W konsekwencji może to mieć wpływ na większą niedostępność waluty i wzrost jej wartości.
  • Koszty wydobycia – rosnące ceny energii, wykorzystywanej do zasilania tzw. koparek kryptowalut, również wpływają na opłacalność wydobywania bitcoina. W efekcie wraz ze wzrostem opłat energetycznych może rosnąć kurs BTC.
  • Trend cenowy – niezależnie od tego, czy mówimy o kryptowalutach, czy akcjach giełdowych, mamy do czynienia z trendami kursowymi. Na wzrosty i spadki mają wpływ nastroje inwestorów oraz sytuacja makroekonomiczna.
  • Reputacja kryptowaluty – ważnym czynnikiem jest również zaufanie inwestorów oraz użytkowników do danego kryptoaktywa. W przypadku bitcoina mamy do czynienia z dobrą reputacją, która pozytywnie wpływa na perspektywy wzrostu kursu BTC.
  • Popularność – ostatnim, lecz równie ważnym co pozostałe czynniki aspektem jest powszechne zainteresowanie bitcoinem. Coraz większa liczba przedsiębiorców decyduje się na umożliwienie klientom zawierania transakcji z użyciem BTC.

Rozważając perspektywy opłacalności inwestycji w bitcoina, warto również uwzględnić stosunek rządów do BTC oraz wypowiedzi wpływowych osób na temat kryptowalut.

Czy bitcoin może zostać zdetronizowany przez inną kryptowalutę?

Często można spotkać się z głosami wieszczącymi kres BTC. Czy bitcoin może zostać zdetronizowany przez inną kryptowalutę?

Wiele wskazuje na to, że bitcoin będzie stosowany jako środek inwestycyjny i płatniczy przez kolejne dekady. Jego stabilność i popularność pokazują, że najlepsze dopiero przed nim. Oczywiście należy mieć na uwadze, że w przypadku degradacji bitcoina i pojawienia się nowych, atrakcyjniejszych projektów kryptowalutowych, jego kurs może spadać. Trzeba o tym pamiętać, decydując się na inwestycję w kryptowalutę BTC.

Do najpoważniejszych konkurentów bitcoina zalicza się kryptowaluta ethereum. ETH nie jest jednak tylko walutą cyfrową, lecz rozbudowanym projektem opartym o technologię blockchain. Stanowi zdecentralizowaną platformę rozwijaną zgodnie z oprogramowaniem open source. Umożliwia zawieranie smart contractów, czyli inteligentnych kontraktów Peer-to-peer (P2P), a także tworzenie zdecentralizowanych aplikacji DApps.

ethereum

Jak ważna jest dywersyfikacja podczas inwestowania w kryptowaluty?

Nierzadko inwestorzy – szczególnie początkujący – zapominają, jak ważna jest dywersyfikacja podczas inwestowania w kryptowaluty. Nawet najbardziej stabilna waluta cyfrowa czy stablecoin może odnotować znaczny spadek kursu wywołany np. przez czynniki makroekonomiczne. Właśnie dlatego warto dywersyfikować portfel inwestycyjny, kupując zarówno inne kryptowaluty jak i rozmaite aktywa – akcje czy obligacje skarbu państwa.

Dlaczego kryptowaluty warto przechowywać na giełdzie kryptowalut – niezależnie od ich typu?

Wiesz już, że zakup bitcoina może być dobrą inwestycją, która oczywiście jest obarczona pewnym poziomem ryzyka. Możemy je zmniejszyć, pamiętając o dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Jeżeli decydujemy się na inwestowanie w bitcoina, to dobrym miejscem na jego przechowywanie i zakup będzie bezpieczna giełda kryptowalut – niezależnie od ich typu. Na co zwrócić uwagę wybierając giełdę kryptowalutową?

  • Bezpieczeństwo – dobra platforma powinna wzbudzać zaufanie i gwarantować bezpieczne i szybkie transakcje przez całą dobę.
  • Bogata oferta – warto zwrócić uwagę, czy giełda kryptowalut oferuje szeroki wybór kryptoaktywów oraz tokenów inwestycyjnych przydatnych do dywersyfikacji.
  • Wsparcie – nowoczesne serwisy giełdowe oferują zazwyczaj wsparcie klienta w wielu kanałach, tj. telefonicznie, mailowo oraz na Facebooku czy Telegramie.
  • Pasywny dochód – dużą zaletą profesjonalnych giełd krypto jest też możliwość uzyskiwania dochodu pasywnego poprzez programy afiliacyjne oraz mechanizmy umożliwiające staking tokenów.

Jeżeli szukasz sprawdzonej platformy kryptowalutowej, to giełda kryptowalut Kanga Exchange umożliwi Ci bezpieczne inwestowanie oraz generowanie dochodu pasywnego. Załóż konto i ciesz się możliwością bezpiecznego inwestowania w BTC!

Pesymizm wśród przedsiębiorców

Komisja Europejska obniżyła prognozę wzrostu PKB Polski na 2023 r. z 0,7 proc. do 0,4 proc. zastępując perspektywę niskiego wzrostu gospodarczego jeszcze niższym. A jak swoje perspektywy na ten rok widzą przedsiębiorcy? Niestety również źle. Prawie połowa firm przewiduje, że sytuacja w ich branży pogorszy się. Największym pesymizmem wykazują się budownictwo i handel oraz mikrofirmy – wynika z cyklicznych badań wśród MŚP dla BIG InfoMonitor.

W tym tygodniu Komisja Europejska zweryfikowała prognozy wzrostu gospodarczego na 2023 r. dla wszystkich krajów UE, w tym dla Polski. Jesienią zeszłego roku prognozowała wzrost PKB na poziomie 0,7 proc. obecnie zeszła do 0,4 proc. – Co oznacza, że KE spodziewa się głębszego spowolnienia polskiej gospodarki w bieżącym roku. Negatywnie zaskoczył też podany przez GUS poziom zmian PKB w czwartym kwartale 2022 r. PKB ujęty w cenach stałych okazał się wyższy o 0,3 proc. niż przed rokiem i niższy o 2,4 proc. w porównaniu z trzecim kwartałem ub.r. Wynik jest słaby i nie stanowi najlepszego punktu wyjścia na nadchodzące miesiące. Biznes to czuje. Prawie połowa respondentów badania Skaner MŚP ocenia, że w 2023 r. sytuacja w branży w jakiej działają pogorszy się – zwraca uwagę Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor i BIK.

Bardziej optymistycznie patrzą jedynie średnie firmy, zatrudniające od 50 do 249 osób. W ich przypadku 30 proc. uważa, że sytuacja w branży w jakiej działają przybierze niekorzystny obrót. Bardziej pesymistycznie nastawione do rzeczywistości gospodarczej w 2023 r. są firmy mikro (1-9 zatrudnionych) oraz małe (10-49 osób). W obu przypadkach negatywnie sytuację w swojej branży ocenia ponad połowa (ok. 51 proc.) respondentów – pokazują wyniki badania Skaner MŚP, przeprowadzanego regularnie wśród mikro, małych i średnich firm, na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

– Firmy średnie są bardziej odporne na pogorszenie koniunktury gospodarczej i spowolnienie niż mikro i małe. A z uwagi na to, że produkcją przemysłową zajmują się głównie średnie i duże podmioty, na tle pięciu analizowanych przez nas branż: budownictwa, handlu, przemysłu, transportu i usług, w przemyśle jest stosunkowo mniej pesymistów (37 proc.). Mniej jest ich również w transporcie (33 proc.), gdzie po doświadczeniach z lockdownami, wojną i wzrostem cen paliwa, połowa zakłada, że tym razem gorzej już być nie może – mówi Waldemar Rogowski.

jak swoje perspektywy na ten rok widzą przedsiębiorcy
Źródło: badanie Skaner MŚP dla BIG InfoMonitor

O losy branży, w najbliższych miesiącach najmocniej obawia się budownictwo. 61 proc. firm budowlanych spodziewa się, że będzie trudniej niż rok wcześniej. Następny jest handel, obawy towarzyszą tu 53 proc. ankietowanych oraz usługi – 48 proc. podmiotów uważa, że 2023 r. będzie gorszy od 2022 r.

– Niestety branże te mają powody do negatywnych prognoz. Budownictwu szkodzą m.in. utrzymujące się wysokie stopy procentowe, które praktycznie zamroziły popyt na kredyty mieszkaniowe, co przełożyło się z kolei na spadek zapotrzebowania na usługi budowlane. Ubywa też ofert na realizację inwestycji publicznych. Natomiast handel i usługi znajdują się pod presją wysokiej inflacji, która dusi konsumpcję, czyli inaczej mówiąc entuzjazm Polaków do wszelkiego rodzaju zakupów. Najnowsze dane o wzroście cen w styczniu znów przebiły 17 proc. Do osłabienia konsumpcji dokłada się również spadek oszczędności Polaków spowodowany pandemią. Dodatkowo mamy obniżkę realnego poziomu wynagrodzeń. Prognozy niskiego wzrostu gospodarczego KE dla Polski, są właśnie m.in. rezultatem oczekiwań ograniczenia popytu wewnętrznego – wyjaśnia Waldemar Rogowski.

Czy ktoś w MŚP spodziewa się, że ten rok będzie bardziej sprzyjający niż miniony? W najlepszym przypadku, optymistów można policzyć na palcach dwóch rąk, jest ich od 4 proc. w budownictwie do 10 proc. w usługach. – Wygląda na to, że przejawem optymizmu stało się założenie, że nie będzie gorzej niż w zeszłym roku – puentuje Waldemar Rogowski.

Badanie wykonane przez Keralla Research w ramach projektu „Skaner MŚP”, prowadzonego co kwartał na próbie N=500 mikro, małych i średnich firm. Technika wywiady telefoniczne. Termin: grudzień 2022 r.

Opinia Polaków o nowych formach mobilności

Barometr Nowej Mobilności 2022/23” to już 6. edycja cyklicznego opracowania PSPA zawierającego wnioski z badania opinii społecznej dotyczącego elektromobilności, w tym potencjału zakupowego Polaków w zakresie nabywania samochodów elektrycznych oraz ich preferencji związanych z infrastrukturą ładowania. Barometr powstał na podstawie odpowiedzi od 1515 respondentów uzyskanych od grupy polskich kierowców, którzy realnie rozważają zakup nowego pojazdu w okresie najbliższych 3 lat. Badanie zostało zrealizowane w dniach 18/11/2022 – 30/11/2022 r.Barometr Nowej Mobilności – Nowa Mobilność

Nowa Mobilność

Nowa Mobilność to usługi transportu umożliwiające przemieszczanie się przy użyciu współdzielonych pojazdów w zorganizowanym systemie informatycznym, stanowiące uzupełnienie tradycyjnego transportu zbiorowego oraz realizujące ideę zrównoważonej mobilności.

Jest to obecnie dynamicznie rozwijająca się, nowoczesna forma zaspokojenia potrzeb mieszkańców w zakresie przemieszczania się, polegająca na samodzielnym wypożyczaniu lub zamawianiu za pomocą aplikacji mobilnych różnych typów pojazdów: samochodów oraz dwukołowych pojazdów małych rozmiarów (skuterów, rowerów, hulajnóg itp.).

Podejście Polaków do nowych form mobilności

Polacy, wybierając inną formę transportu niż prywatny samochód lub komunikacja zbiorowa, preferują w pierwszej kolejności najstarszą z dostępnych usług – Taxi (43%). Udział tej formy dominuje zwłaszcza wśród starszych grup pokoleniowych.

Sytuacja ta jest odmienna w przypadku kolejnych pozycji takich jak systemy rowerów miejskich oraz mobilności na żądanie. Usługi te cieszą się niemal równie wysokim zainteresowaniem (odpowiednio 38 i 36% wskazań), a wybierane są głównie przez najmłodsze grupy pokoleniowe.Podejście Polaków do nowych form mobilności

Wyzwaniem rozwoju Nowej Mobilności jest zapewnienie sprawnego i rozbudowanego systemu mobilności, który dopasuje się do oczekiwań większości mieszkańców miast. W tym wypadku kluczowy kamieniem milowym będzie rozwój aplikacji MaaS (Mobility-as-a-Service), która pozwoli zintegrować cały system komunikacji w jednej aplikacji, usprawniając przemieszczanie się mieszkańców oraz optymalizując koszty do potrzeb.

Przy takich założeniach aż 63% Polaków byłoby skłonnych zrezygnować z posiadania własnego samochodu, co wskazuje ogromny potencjał nowych form mobilności na drodze do poprawy jakości życia w miastach poprzez dekarbonizacje transportu, zmniejszenie ruchu ulicznego oraz zwiększenie przestrzeni bytowej mieszkańców.Podejście Polaków do nowych form mobilności 2

Podejście Polaków do nowych form mobilności

Rezygnując z posiadania prywatnego samochodu Polacy w pierwszej kolejności chcieliby mieć możliwość skorzystania z wypożyczalni rowerów miejskich (24%). Jest to najtańsza, często darmowa forma transportu, która jednoczenie pozwala na szybki transport.Podejście Polaków do nowych form mobilności 3

Ważnym czynnikiem, który może stanowić zachętę do rezygnacji z prywatnego samochodu, będzie koszt miesięcznego, zintegrowanego transportu. Aż 53% Polaków uważa, że nie powinien być wyższy niż 200 zł, co jest dużym wyzwaniem. Obecnie, przykładowo cena miesięcznego biletu ZTM w Warszawie to koszt 110 zł (strefa 1) lub 180 zł (strefa 1+2).Podejście Polaków do nowych form mobilności 4

Polacy a carsharing

Co czwarty Polak (28%) mający dostęp do usług carsharingu deklaruje, że korzysta z takiej formy mobilności, z czego łącznie aż 41% wskazuje, że robi to codziennie (12%) lub kilka razy w tygodniu (29%). Głównym powodem braku zainteresowania usługami współdzielenia samochodów wśród Polaków, którzy mają dostęp do takich usług jest fakt posiadania przez nich prywatnego samochodu (65%), na kolejnych miejscach znajdują się wysokie koszty (20%) oraz obawa o potencjalne konsekwencje wynikające z uszkodzenia pojazdu (10%).Podejście Polaków do nowych form mobilności 5

Elektryczne samochody w carsharingu

Jak wynika z raportu „6 lat carsharingu w Polsce” opublikowanego przez Mobilne Miasto, samochody w pełni elektryczne stanowią ok 3,5% floty wszystkich pojazdów dostępnych w polskich systemach carsharingu. Choć odsetek ten jest niewielki, wśród respondentów badania korzystających z usług współdzielonych samochodów i którzy mają dostęp do elektrycznych samochodów współdzielonych, aż 69% zadeklarowało, że zdarza im się wybierać pojazdy zeroemisyjne. Co ważne, wśród tych osób samochody te cieszą się dużym zainteresowaniem. Niemal co druga osoba wybiera samochód elektryczny, gdy tylko ten jest w pobliżu, co piąta korzysta praktycznie tylko z takich samochodów oraz niemal co druga osoba odbywa średnio co drugi przejazd samochodem bezemisyjnym.Podejście Polaków do nowych form mobilności 6

Głównym powodem, dla którego Polacy nie sięgają po elektryczne samochody w systemach carsharingu, jest brak ich dostatecznej dostępności. Aż 37% badanych wskazało, że nie zdarzyło się jeszcze, aby taki pojazd był w ich pobliżu.

Na kolejnym miejscu zaobserwowano brak dostatecznej wiedzy o elektromobilności, 18% badanych boi się o zasięg, a 17% nie wie jak się używa takich pojazdów. Kwestie finansowe znajdują się dopiero na czwartej pozycji z wynikiem zaledwie 14%.Barometr Nowej Mobilności – Nowa Mobilność 2

Polacy a rowery miejskie

Chociaż wypożyczalnie miejskich rowerów są wskazywane przez respondentów na pierwszym miejscu wśród preferowanych w pierwszej kolejności form mobilności, z tego rodzaju transportu korzysta 40% badanych, co stanowi wynik identyczny jak w przypadku hulajnóg elektrycznych.

Głównym powodem, dla którego Polacy nie chcą korzystać z takiej formy mobilności, jest fakt posiadania prywatnego roweru (31%), a w dalszej kolejności brak takiej potrzeby (19%), ponadto 9% badanych wskazuje wprost, że nie lubi jeździć rowerem.Barometr Nowej Mobilności – Nowa Mobilność 3Barometr Nowej Mobilności – Nowa Mobilność 5

Polacy a wypożyczalnie skuterów

Jak wynika z badań Barometru, skutery wypożyczane na minuty cieszą się najmniejszą popularnością wśród społeczeństwa, korzysta z nich 25% badanych. Głównym powodem braku zainteresowania tym rodzajem transportu jest brak umiejętności jazdy skuterem (30%) oraz brak takiej potrzeby (28%), ponadto 8% Polaków uważa to z niebezpieczne.Barometr Nowej Mobilności – Nowa Mobilność 6

Polacy a wypożyczalnie hulajnóg elektrycznych

Z hulajnóg elektrycznych korzysta 40% badanych. Głównym powodem, dla którego 60% respondentów nie wybiera tej formy mobilności, jest brak umiejętności obsługi tego typu urządzeń (23%) oraz brak potrzeby (20%). Ponadto, aż 13% Polaków uważa tę formę mobilności za niebezpieczną, a 8% za zbyt drogą.

Barometr Nowej Mobilności – Nowa Mobilność 7

Autor: Elektromobilni.pl

Normy CO2 dla pojazdów ciężarowych: gdzie infrastruktura do ładowania i tankowania?

Komisja Europejska opublikowała w Walentynki swoją propozycję rewizji norm emisji CO2 dla pojazdów ciężkich (HDV), proponując niezwykle ambitne cele pośrednie na lata 2030 (45%) i 2035 (65%). Chociaż wniosek dopuszcza różnorodność technologiczną, z celem 90% do 2040 r., głównym problemem pozostają warunki mające pomóc w realizacji zaprezentowanych celów.

– Aby zdekarbonizować logistykę, UE potrzebuje przystępnych cenowo, neutralnych dla klimatu rozwiązań. Doceniamy utrzymanie różnorodności technologii, poprzez brak ustanowienia mandatu wycofywania (silników spalinowych – przypomnienie), jednak zwiększenie celów na 2030 i 2035 rok jest bardzo wymagające. Zaledwie cztery lata temu wyznaczono cel na 2030 r., który już był ambitny, i to ten cel powinien zostać skorygowany – mówi sekretarz generalny CLEPA, Benjamin Krieger.

Jak wskazuje CLEPA (europejskie stowarzyszenie reprezentujące interesy producentów części motoryzacyjnych) spełnienie warunków penetracji pojazdów bezemisyjnych (ZEV) potrzebnych do osiągnięcia obecnego celu redukcji o 30% w 2030 r. jest już teraz niepewne, ponieważ wymaga zarówno przyspieszonej redukcji kosztów technologii, jak i zdecydowanej polityki wspierającej infrastrukturę i zachęcającej do zakupu pojazdów.

CLEPA wzywa decydentów, aby nie zwiększali celu na 2030 r. i rozważyli rozsądną trajektorię do 2035 r. Wskazuje, że aby transformacja się powiodła, nie możemy polegać wyłącznie na ustalaniu celów. Należy zapewnić sprzyjające warunki, takie jak infrastrukturę do ładowania i tankowania, a także odnawialną energię elektryczną, wodór i paliwa. W końcu komercyjny transport drogowy to rynek B2B napędzany popytem, który obejmuje szeroki zakres przypadków użycia i potrzeb operatorów, wymagających szerokiej gamy przystępnych cenowo opcji czystej technologii.

Branżę motoryzacyjną czekają wyzwania

Oceniając propozycję Komisji, przedstawiciele branży motoryzacyjnej wskazują, że pomija się w niej również kompleksowe podejście do pomiaru rzeczywistego śladu węglowego pojazdu, skupiając się wyłącznie na emisjach z rury wydechowej. CLEPA opowiada się za podejściem LCA, zaczynając od „well-to-wheel” jako pierwszego kroku. Podejście to uwzględnia sposób wytwarzania energii do zasilania pojazdu. Jeśli Europa nie podejmie pracy nad opracowaniem zharmonizowanej normy, ryzykuje pozostawanie w tyle za innymi regionami.

– Branża docenia fakt, że wniosek zawiera klauzulę przeglądową w 2028 r., która będzie miała ogromne znaczenie dla oceny postępów w zakresie warunków sprzyjających osiąganiu wyznaczonych celów i czynników zewnętrznych, takich jak przystępność cenowa i dostępność energii odnawialnej. Doceniamy także brak wyznaczenia daty końcowej produkcji pojazdów ciężarowych z napędem konwencjonalnym jak miało to miejsce w przypadku pojazdów osobowych. Zostawia to trochę miejsca na różnorodność technologiczną. Jednakże cele na 2030 i 2035 są niezwykle ambitne, a ich spełnienie zależne od sprzyjających czynników jak na przykład budowa infrastruktury do ładowania, dostępność energii odnawialnej etc. W większości są to czynniki zewnętrzne, na które motoryzacja nie ma wpływu, a jednak jest od nich zależna – mówi Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), członek zarządu CLEPA.

Propozycja Komisji Europejskiej będzie teraz przedmiotem debaty w Parlamencie Europejskim i w państwach członkowskich (Radzie). Gdy obie instytucje przyjmą swoje stanowiska, rozpoczną się negocjacje nad ostatecznym kształtem przepisów. Procedura ta musi zostać sfinalizowana do marca 2024 r. przed wyborami europejskimi, w przeciwnym razie musiałaby zostać ponownie podjęta przez nowo wybrany Parlament.

Eggflacja – nowy składnik ulubionych wypieków?

W tym roku do składu pączka dołączył nowy składnik – eggflacja. Tym terminem określa się mocny wzrost cen jajek na światowych rynkach. W Polsce w ciągu ostatniego roku ich ceny wzrosły o około 50 proc. przy rocznej inflacji wynoszącej 17,2 proc. A to jeszcze nie koniec wzrostów – wkrótce nie kupimy już jajek za mniej niż 10 zł za 10 sztuk.

W ciągu ostatnich miesięcy, symbolem wzrostu cen towarów żywnościowych stały się jajka. Wzrost cen jest na tyle wysoki, że pojawił się nowy termin – eggflacja, oznaczający właśnie inflację cen jajek. Eggflacja to coś o czym ostatnio dyskutujemy a także żartujemy. To standardowy mechanizm pozwalający w jakiś sposób oswoić się z sytuacją, kiedy cena jakiegoś dobra rośnie w sposób dramatyczny i mocno obciążający nasze portfele.

Jajka drożeją z kilku powodów. Z jednej strony stada kur są dziesiątkowane przez ptasią grypę. Choroba bardziej uderza w kury nioski niż w kurczaki hodowane na mięso, które zwykle żyją zbyt krótko by zachorować. To obniża podaż jajek na świecie. Z drugiej strony mocno wzrosły koszty ogrzewania kurzych ferm, które stanowią ważny element kosztu każdego jajka. Gdy dodamy do tego wzrost cen paszy oraz paliwa, uzyskujemy idealny przepis na mocny skok cen.

Na sklepowych półkach w Polsce cena opakowania 10 jajek wynosi około 9 zł (przy odrobinie szczęścia można kupić jajka w dyskoncie za 7,99 zł). Jeszcze rok temu było to 6 zł. To oznacza wzrost ceny o 50 proc. Jednak wzrosty cen jajek w hurcie są jeszcze większe i sięgają nawet 70 proc. A to oznacza, że to jeszcze nie koniec wzrostów cen i wkrótce cena w sklepach już na stałe przekroczy 10 zł.

To jednak nic wobec wzrostu cen jaki nastąpił w USA. W ciągu roku cena 12 jajek klasy A wzrosła z niespełna 2 dolarów do 4,80 dolara. Większość tego wzrostu przypada na ostatnie miesiące – od grudnia do stycznia. Przeciętny Amerykanin, odwiedzając supermarket co kilka dni mógł (i cały czas może) na bieżąco obserwować ten festiwal podwyżek. A to poskutkowało pojawianiem się bardzo wielu żartów i memów na ten temat, a także narodzinami terminu eggflacja.

Galopujące ceny jajek nie pozostają także bez wpływu na ceny pączków, które także mocno rosną. Czy to oznacza jednak, że powinnyśmy kompletnie zatracić się w ich jedzeniu zanim znowu zdrożeją? Zdecydowanie nie – zalecamy umiar, co będzie korzystne dla naszych portfeli i zdrowia. Warto także pamiętać, że na rynku dóbr rolnych często bywa, że wzrost cen wywołuje zwiększenie produkcji, która w dłuższej perspektywie skutkuje spadkiem cen. Zatem w długiej perspektywie po wygaśnięciu przyczyn obecnych wzrostów cen, jajka być może znowu stanieją. A przynajmniej przestaną drożeć.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Spada dynamika cen materiałów budowlanych

Od szczytu dynamiki cen materiałów budowlanych z wiosny ub. roku na śr. poziomie 34 proc. rdr , w styczniu tempo drożyzny zniżkowało już dokładnie o połowę, zrównując się z wysokością inflacji. Tym samym trend hamowania parametrów, uciążliwej dla budowlanki, materiałowej hossy ma się wciąż całkiem nieźle. Pytanie, czy jest szansa na zejście poziomu wskaźnika w najbliższych miesiącach do wartości jednocyfrowych.

Dynamika wzrostu cen materiałów budowlanych w styczniu stopniała do 17 proc., osiągając tym samym wartości zbliżone do krajowej inflacji. Oznacza to trwający, już dziewiąty miesiąc z rzędu, trend spadkowy tempa materiałowej drożyzny. W optymistycznym wariancie tego typu sytuacja daje nadzieję na powrót parametrów wzrostu cen do wartości jednocyfrowych, jeszcze przed końcem bieżącego roku.

Najnowszy odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych, autorstwa Grupy PSB, potwierdza utrwalenie tendencji z ostatnich miesięcy. W dalszym ciągu jedyną pozycją coraz mocniej zwyżkującą jest cement z wapnem, drożejące rdr już o 55 proc. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl jest to jednak jedyna pozycja z wciąż przybierającym na sile tempem wzrostu cen. We wszystkich pozostałych przypadkach dynamika drożyzny wyraźnie maleje, a na drugim biegunie klasyfikację zamykają płyty OSB i drewno z ujemną dynamiką rzędu 6 proc. Dokładnie przed rokiem właśnie ta grupa towarowa była na samej górze wzrostów cen materiałów z wynikiem 54 proc. rdr., natomiast cement i wapno zamykały stawkę z zaledwie 6-procentową dynamiką zwyżki.Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Silne wzrosty cen cementu były trafnie prognozowane już przed rokiem, kiedy to wybuch wojny w Ukrainie drastycznie ograniczył możliwości importu tego spoiwa ze Wschodu, głównie z Białorusi, a także stał się katalizatorem wzrostu cen energii, która w tym przypadku stanowi nawet połowę kosztów produkcji. Do tego dochodzą koszty uprawnień do emisji CO2, które ostatnio ponownie wybiły w okolice rekordowych poziomów, a za które musi zapłacić końcowy odbiorca.

W dalszym ciągu notowania giełd surowcowych, które często mają decydujący wpływ na ceny materiałów budowlanych, dość wyraźnie sugerują zdecydowane zastopowanie hossy najważniejszych dla realizacji inwestycji budowlanych pozycji. Główny wskaźnik globalnych trendów surowcowych – CRB Index od lipca ub. roku utrzymuje się w trendzie bocznym i wąskim przedziale ruchu w okolicach 300 pkt.

Z kolei surowce energetyczne z ich głównymi reprezentantami – węglem,  ropą naftową i gazem ziemnym znajdują się od miesięcy w zdecydowanych trendach spadkowych liczonych w dziesiątkach procent. Tymczasem do niedawna to właśnie ceny energii i ich wpływ na produkcję materiałów budowlanych stanowiły największą rynkową niewiadomą. Dynamika cen materiałów budowlanych - sty 2023 2

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl obserwowane słabnięcie wzrostowej dynamiki cen materiałów budowlanych ma – poza koniunkturą na giełdach surowcowych – bezpośredni związek z sytuacją na rodzimym pierwotnym rynku mieszkaniowym, na którym załamanie sprzedaży nowych mieszkań skutkuje postępującym ograniczeniem aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. Wg danych GUS budownictwa mieszkaniowego deweloperzy w 2022 r. rozpoczęli budowę 115 tys. lokali, czyli o prawie jedną trzecią mniej w relacji rok do roku. Tymczasem wg prognoz PZFD rok bieżący zaznaczy się kolejnym regresem uruchamianych inwestycji mieszkaniowych do poziomu nawet 70 tys. lokali. Gdyby prognoza ta miała się sprawdzić, oznaczałoby to drastyczny spadek popytu na materiały budowlane oraz presję na zniżkę ich cen.

Mimo wszystko trudno jest oczekiwać, by materiały budowlane taniały na potęgę tylko z powodu spowolnienia w mieszkaniówce. Po względnym zrównaniu dynamiki ich cen z inflacją, najbardziej prawdopodobną opcją jest utrzymanie tej korelacji w przyszłości. Stąd wniosek, że zejście tempa wzrostu cen materiałów do wartości jednocyfrowych w przewidywalnej przyszłości jest możliwe tylko pod warunkiem podobnego ruchu wartości CPI.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rzecznik Generalny TSUE staje po stronie Frankowiczów

16 lutego br. to ważny dzień dla wszystkich Frankowiczów: Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ogłosił swoją opinię, zgodnie z którą banki nie mają prawa do dodatkowego wynagrodzenia za korzystanie z kapitału.

Rzecznik TSUE potwierdził, że roszczenia banków są niezasadne i zgodnie z dyrektywą konsumencką te muszą rozliczyć się jedynie w zakresie udzielonego kredytu i spłaconych dotychczas rat. Przyznanie wynagrodzenia bankom byłoby poważnym naruszeniem dyrektywy.

Opinia Rzecznika jest bardzo istotna, ponieważ przeważnie pokrywa się z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE. Chociaż finalne orzeczenie poznamy dopiero w połowie 2023 roku, dzisiejsze stanowisko zdradza, iż będzie ono najprawdopodobniej korzystne dla Kredytobiorców.

Dotychczasowa linia orzecznicza TSUE także opowiadała się po stronie Frankowiczów. Nie ma więc powodów, by Kredytobiorcy zwlekali ze składaniem pozwów o unieważnienie umów z bankami. Wielu z nich obawiało się wchodzenia na drogę prawną z obawy przed roszczeniami.

Dzisiejsza opinia i przyszły, prawdopodobnie korzystny, wyrok TSUE z pewnością przyczynią się do kolejnej fali pozwów sądowych ze strony Frankowiczów.

Należy zgodzić się z Rzecznikiem Generalnym TSUE, że dyrektywa konsumencka nie stoi na przeszkodzie dochodzeniu dodatkowych roszczeń przez konsumentów ponad zwrot wpłaconych rat. Wynika to jednoznacznie z dyrektywy konsumenckiej, która ma szczególnie chronić konsumentów.

Rzecznik Generalny TSUE Anthony Collins słusznie uznał, że bankom nie należy się żadne dodatkowe wynagrodzenie poza zwrotem przekazanej kwoty kredytu. Jak potwierdza Rzecznik Generalny – bank nie może czerpać korzyści na skutek swojego bezprawnego działania.

Opinia Rzecznika w mojej ocenie słusznie chroni konsumentów i odrzuca roszczenia banków, albowiem celem dyrektywy jest zniechęcenie banków do stosowania wobec konsumentów nieuczciwych warunków.

Komentarz Marcina Szołajskiego – radcy prawnego, CEO Szołajski Legal Group.

JR Holding angażuje się w SpeedGames – wyścigi samochodowe gwiazd

Rozwijane od kilku lat przez Kubę Przygońskiego i Dawida Steckiego wspólnie z marką TikTok oraz Nadią Smolarek eventy motoryzacyjne pod nazwą SpeedGames pozyskały nowego partnera – udziałowca, jest nim zarządzana przez Januarego Ciszewskiego firma inwestycyjna JR Holding. Wyścigi gwiazd to elitarne wydarzenia, które dzięki zmaganiom gwiazd i influencerów w zawodach, profesjonalnym pokazom driftingu oraz przejazdom supersamochodów promują sporty motorowe.

Kuba Przygoński to polski kierowca rajdowy, były motocyklista, Mistrz Polski w Driftingu, wielokrotny uczestnik Rajdu Dakar, pod jego auspicjami organizowane są eventy pod nazwą SpeedGames, będące rywalizacją największych gwiazd i influencerów na torze. Dotychczas odbywało się pięć imprez rocznie, na torze Modlin, w których uczestniczyła plejada gości ze świata biznesu, show biznesu i szeroko pojmowanej rozrywki w tym takie gwiazdy i influencerzy jak Dorota Gardias, Michał Koterski, Joanna Przetakiewcz, Wiktoria Gąsiewska, Kickster, Gała, Poczciwy Krzychu, Wersow i wiele innych. Uczestnicy ścigali się w Wyścigu Gwiazd, poza tym publiczność mogła obserwować treningi oraz liczne pokazy związane z motoryzacją. Wydarzenia były relacjonowane w telewizji Polsat.

Pierwszy w Polsce Festiwal Motoryzacji

W 2023 roku SpeedGames będą ponadto organizatorem Dfitingowych Mistrzostw Polski (DMP) zawodników profesjonalnych. W związku z tym w najbliższym sezonie wydarzenie przyjmie formę pierwszego w Polsce Festiwalu Motoryzacji, będą to dwudniowe eventy, na czterech polskich torach. Organizatorzy przewidują, że każde z wydarzeń odwiedzi około 50 tysięcy widzów, którzy oprócz DMP i zmagań gwiazd w SpeedGames, będą mogli obserwować również pokazy ponad 100 supersamochodów w car-show oraz odwiedzić strefę gastro.

– Zaprosiliśmy do współpracy Januarego wraz z JR Holding ze względu na jego doświadczenie we współpracy z influencerami oraz wiele synergii, jakie zamierzamy razem wykorzystać rozwijając eventy w tym roku. Poszerzenie formuły SpeedGames pozwoli nam zrealizować budżet kilkunastu milionów zł obrotów – deklaruje Dawid Stecki współzałożyciel i CEO SpeedGames.

Organizatorzy zamierzają pozyskać kolejnych inwestorów. Partnerem wydarzeń jest platforma TikTok, która zapewnia obszerne pokrycie w mediach społecznościowych, co wraz z udziałem wielu osobowości medialnych pozwala na szeroką promocję wydarzeń. Plany rozwojowe zawierają nie tylko pozyskiwanie przychodów od sponsorów i z biletów, ale również z transmisji, uruchomienie marki odzieżowej, projekty NFT itp.

– Ekspozycja na tak nowatorskich i prestiżowych wydarzeniach jak SpeedGames nie tylko przyczyni się do wzrostu rozpoznawalności JR Holding, ale także wpisuje się w naszą strategię wspierania projektów związanych z nowoczesnymi mediami oraz rozrywką. Dotychczas w naszym portfelu tą branżę reprezentowała Ekpa Holding, a od teraz będziemy również partycypować w rozwoju tych niezwykle emocjonujących zmagań, które stanowią nie tylko świetną rozrywkę, ale jestem przekonany, że okażą się dla nas również korzystną inwestycją – podkreślił January Ciszewski, inwestor i Prezes JR Holding.

Oprócz platformy TikTok i Grupy Polsat przedsięwzięcie wspierały lub wspierają również takie marki jak RedBull, Samsung, XTB, Goodyear, Betclic, Kaufland oraz Motul itd.

Ceny rosną o „zaledwie” 17,2%

Wzrost cen w Polsce owszem jest bardzo wysoki, ale analitycy spodziewali się, że będzie jeszcze wyższy. Ceny spadają za to na Wyspach Brytyjskich. W tle brak regulacji pozwala odbić się w górę kryptowalutom.

Inflacja rośnie, ale wolniej od oczekiwań

Nasz polski płaskowyż inflacyjny jest wyjątkowo pofałdowany. W styczniu wskaźnik wzrostu cen przyspieszył z 16,6% na 17,2%. Biorąc pod uwagę oczekiwania na poziomie 17,6% to i tak nieźle wyszło. Co ciekawe, rynek uznał, że niższa od oczekiwań inflacja to informacja dobra dla polskiej waluty. Logika stojąca za tym wnioskiem jest dość prosta. Rada Polityki Pieniężnej i tak nie weźmie tych danych pod uwagę na kolejnych posiedzeniach a mniejszy wzrost cen to lepsza informacja dla gospodarki. Problemem może się okazać odczyt za luty. W lutym zeszłego roku zaczęły działać tarcze antyinflacyjne, więc punkt odniesienia dla dużego wzrostu jest bardzo korzystny. Straszenie jednak 20% inflacją wydaje się nadużyciem.

Ceny w Wielkiej Brytanii

Wczoraj poznaliśmy również ważny odczyt z Wysp Brytyjskich. Inflacja konsumencka spowolnił do 10,1%. To wynik o 0,4% niższy niż miesiąc temu i 0,2% niższy od oczekiwań. To, co jest jednak najważniejsze, to spadek cen w ujęciu miesięcznym oraz spadek inflacji bazowej z 6,3% na 5,8%. Pokazuje to stabilizację sytuacji. W rezultacie wczoraj byliśmy świadkami przeceny funta z okolic 5,41 zł na 5,36 zł. Waluta traciła, gdyż po tych odczytach inwestorzy przestali wierzyć w dalsze silne podwyżki stóp procentowych przez Bank Anglii. Skoro nie będzie wyższych stóp procentowych to perspektywy stóp zwrotu z instrumentów i niskim ryzyku spadają, a kapitał szuka lepszych miejsc do inwestowania.

Mniej regulacji to kryptowaluty w górę

Wczoraj w górę wyraźnie szedł rynek kryptowalut. Większość analityków w swoich komentarza łączy ten wzrost z odsunięciem regulowania tego rynku za oceanem. Wzrost o 10% w tak krótkim czasie nie jest niczym standardowym nawet na tak zmiennym rynku, jak kryptowaluty. Należy jednak pamiętać, że próby regulowania tych aktywów mogą powrócić. Biorąc pod uwagę fakt, jak regulowany jest rynek finansowy, nie można zakładać, że standardy te nie będą przekładane na kryptoaktywa. Każda taka regulacja na istotnym rynku, a takim oczywiście jest USA, będzie ciągnęła za sobą ryzyko wyprzedaży.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – strefa euro – publiczne wystąpienie szefa Bundesbanku,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Sprzedaż opon w 2022 roku – spadek w większości segmentów, wzrosty w segmencie SUV i motocykli

W 2022 roku sprzedaż opon na rynek zmniejszyła się w większości segmentów: opony do samochodów osobowych spadły o -4%, dostawczych -4%, do maszyn rolniczych -17%, a przemysłowych -11%. Wzrosty zanotowano tylko w segmencie opon motocyklowych +4,8% oraz do SUV +8%, zaś w segmencie samochodów ciężarowych sprzedaż opon była bez zmian (0%). Spadki widać też w większości segmentów na rynkach europejskich.

W czwartym kwartale odczyt danych był nieco mniej optymistyczny – rosła sprzedaż tylko w segmencie opon ciężarowych (+1%), bez zmian zaś do SUV (0%). Pozostałe segmenty zanotowały głębokie spadki: opony do samochodów osobowych -18%, dostawczych -10%, do maszyn rolniczych -33%, przemysłowe -28%, a motocyklowe -22,3%PL POLSKA SEZONOWE 2022 PL POLSKA Q4 2022 PL POLSKA 2022

– Spadki sprzedaży opon na rynek potwierdzają spowolnienie gospodarcze i wyczekiwanie rynku na to, co wydarzy się w 2023 roku – zarówno w kontekście niższego popytu na samochody, jak i oszczędzania na wydatkach w gospodarstwach domowych. I chociaż w porównaniu do czasów pandemii sprzedaż opon jest znacznie wyższa, to jednak widać niepewność w tym segmencie motoryzacji. Rok 2023 jest wyzwaniem dla całego rynku – chociaż oczekuje się, że w drugiej połowie roku otoczenie rynkowe może być nieco bardziej sprzyjające niż na jego początku podkreśla Jacek Pryczek, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

– Ostatni kwartał charakteryzował się spadkami w niemal wszystkich segmentach, poza oponami do SUVów i ciężarówek. Spadki te nie są tak głębokie, jak w bardzo trudnym roku 2020. W perspektywie całego roku opony do SUVów i aut ciężarowych, a także motocykli wyszły na plus. – wskazuje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO. – Ciekawe zmiany są także w porównaniu kategorii opon letnich, zimowych i całorocznych. W 2022 roku opony zimowe zmniejszyły swój udział w rynku o 4 punkty procentowe do 43%. Z kolei letnie i całoroczne zwiększyły udział o 3 i 1 pp. Do odpowiednio 39% i 18%. Tym samym dynamika sprzedaży opon całorocznych znacząco spadła po kilku latach mocnych wzrostów i wydaje się, że osiągnęła docelową pozycję na rynku – dodaje.

Europejski rynek opon

Jeśli chodzi o cały rynek europejski to segment opon konsumenckich odnotował spadek o -2% w 2022 r. w porównaniu do 2021 r., przy spadku o -10,1% w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Rynek opon do samochodów ciężarowych i autobusów pozostał stabilny (+1%), pomimo gwałtownego spadku o -8,2% w drugiej połowie roku. Podobny trend widać również w segmencie opon motocyklowych, gdzie sprzedaż pozostała stabilna (0%), pomimo spadku w ostatnim kwartale o -11%. Opony rolnicze odnotowały ujemne wartości przez cały rok, co spowodowało łączny spadek o -22%. W przypadku opon z oryginalnego wyposażenia (OE) wyniki na koniec roku są nieco bardziej pozytywne, przy wzroście sprzedaży opon konsumenckich o +3,4% oraz o +4,7% w przypadku samochodów ciężarowych i autobusów. W porównaniu z 2019 r. sprzedaż opon OE do samochodów ciężarowych i autobusów wzrosła o +6,8%. Opony do samochodów osobowych OE pozostają nadal poniżej poziomu sprzed COVID (-26%).PL EUROPA 2022 PL EUROPA SEZONOWE 2022 PL EUROPA Q4 2022

– Ubiegły rok charakteryzował się dwoma kontrastującymi wynikami półrocznymi dla europejskich producentów opon. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy zaobserwowaliśmy pozytywny trend w przypadku zamiennych opon konsumenckich z 7,4% wzrostem w porównaniu z 2021 r., a także wzrost o +10,3% w przypadku opon ciężarowych i autobusowych. Jednak druga połowa roku okazała się bardzo trudna. Nie ma wątpliwości, że wojna na Ukrainie, a następnie wzrost cen energii i wyższe koszty utrzymania wpłynęły na spadek sprzedaż opon w 2022 r. – powiedział Adam McCarthy, nowo mianowany sekretarz generalny Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

Nowelizacja ustawy antyzatorowej – nadzieja czy szansa dla przedsiębiorców?

Wszelkie mechanizmy prawne ograniczające możliwości przedsiębiorców do uzyskania szybkiego i taniego finansowania są niekorzystne nie tylko dla nich samych, ale również dla całej gospodarki. W obecnym systemie gospodarczym umowny zakaz cesji nie przynosi żadnych korzyści stronom umów handlowych. Wprost przeciwnie, uważam, że działa na ich szkodę, poprzez zahamowanie rozwoju i wzrostu konkurencyjności dostawców towarów i usług. Prawo to jest nadmiernie wykorzystywane przez odbiorców posiadających dominującą pozycję na rynku, osłabiając konkurencję.

Przedsiębiorca sam z gigantem nie wygra

Na poparcie tej tezy, mogę przytoczyć przykład sprawy, jaka miała miejsce kilka lat temu. Jedna z dużych sieci handlowych, standardowo stosująca w umowach handlowych zapisy o zakazie cesji wierzytelności, wyraziła zgodę na ich nabycie przez faktora. Po pewnym czasie bezproblemowej współpracy odmówiła jednak zapłaty za faktury, powołując się na dokonanie kompensaty z rzekomo należnymi jej roszczeniami, wynikającymi z naliczenia kar umownych wobec faktoranta – przedsiębiorcy wykonującego zlecenia transportowe na terenie kraju. Po długim i żmudnym procesie sądowym, wymagającym dużego nakładu pracy wykwalifikowanych prawników, faktor wygrał sprawę i odzyskał te wierzytelności dla swojego klienta. Oczywistym było, że przedsiębiorca ten, gdyby działał w pojedynkę, postawiony by został przez swojego kontrahenta, czyli sieć handlową, w bardzo trudnej sytuacji finansowej i prawdopodobnie nie udźwignąłby kosztów postępowania sądowego. Znamienne jest również to, że po zakończeniu tego sporu, pozwana sieć handlowa odmawia już udzielania dalszych zgód na cesje dla faktorów. Powyższy przykład pokazuje niezbicie, że zakazy cesji są rozwiązaniem, z którego korzystają duże i silne podmioty kosztem małych i słabych.

Cesja faktur z długim terminem płatności

W mojej ocenie, wprowadzane w polskim systemie prawa gospodarczego zmiany powinny uwzględniać daleko idącą modyfikację umownych zakazów cesji. Mogłyby one ograniczyć jego stosowanie przy wierzytelnościach handlowych ze znacznie odroczonym terminem zapłaty. Osobiście uważam, że takiemu wyłączeniu powinny podlegać wszelkie wierzytelności o okresie płatności dłuższym niż 7 dni, bez rozróżnienia czy przysługują one względem dużego, średniego, małego czy mikroprzedsiębiorcy.

Postulowane przez wiele środowisk ograniczenie bądź zniesienie umownych zakazów cesji było więc bardzo oczekiwane. W mojej opinii, nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych nie spełniła oczekiwań branży finansowej, gdyż nadal pozostawiona została możliwość zakazu swobodnego rozporządzania wierzytelnością od momentu jej powstania. Nowelizowana ustawa umożliwia dokonanie cesji wierzytelności jedynie w momencie braku zapłaty w terminie płatności przez dużego przedsiębiorcę. Jednakże faktoring nie polega na finansowaniu wierzytelności, które są już po terminie płatności, tylko wierzytelności niewymagalnych.

Przypomnijmy, podstawową funkcją usługi faktoringu a jednocześnie największym i najważniejszym obowiązkiem faktora jest zapewnienie udzielania stałego finansowania klientowi faktoringowemu w zamian za nabywane wierzytelności. Dla przedsiębiorcy oznacza to poprawę płynności finansowej, dzięki czemu może płacić za wszelkiego rodzaju koszty, usługi, produkty czy inne towary w znacznie krótszym terminie, co często przekłada się również na niższą cenę, którą musi zapłacić. Wpływa to zatem na poprawę wyników finansowych danego przedsiębiorstwa, a także może skutkować obniżeniem marż na produkowane przez niego towary, lub wykonywane usługi, a zatem skutkuje poprawą konkurencyjności na rynku.

Zmiany są potrzebne

W mojej ocenie, pozytywnym aspektem wprowadzonych zmian jest to, że po raz pierwszy ustawodawca zauważył problem i wdrożył pewne rozwiązania idące w dobrym kierunku, choć są one nadal niewystarczające. Instytucjom faktoringowym pozostaje nadzieja na szersze otwarcie furtki uchylenia zakazu cesji, które jako rozwiązanie archaiczne i nieprzystosowane do obecnych standardów usług finansowych oferowanych w ramach wierzytelności handlowych B2B, powinno zostać zniesione.

Komentarz przygotował Andrzej Łuczak, Kierownik Zespołu ds. Restrukturyzacji i Windykacji Należności w Bibby Financial Services

Bartosz Ciołkowski mianowany dyrektorem generalnym na Europę Południowo-Wschodnią w Mastercard

W nowej roli Ciołkowski będzie odpowiadać za realizację strategii w regionie obejmującym Albanię, Bośnię i Hercegowinę, Bułgarię, Chorwację, Czarnogórę, Izrael, Kosowo, Macedonię Północną, Rumunię i Serbię, rozwój płatności elektronicznych, a także za współpracę z partnerami biznesowymi czy rządowymi.

Ciołkowski dołączył do Mastercard w 2005 roku. Wcześniej pełnił funkcję dyrektora generalnego na Polskę, znacząco przyczyniając się do dynamicznego rozwoju sektora płatności elektronicznych, m.in. poprzez wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań i produktów, a także zwiększanie sieci akceptacji. Odegrał kluczową rolę w powołaniu Fundacji Polska Bezgotówkowa oraz w inwestycji Mastercard w Polski Standard Płatności (PSP), właściciela marki BLIK.

Zarządzał również działalnością Mastercard na rynku czeskim i słowackim.

Wraz z awansem, Ciołkowski dołącza do ścisłego kierownictwa Mastercard Europe.

„Z wielką przyjemnością ogłaszam Bartosza dyrektorem generalnym na Europę Południowo-Wschodnią. Jego ogromny wkład w rozwój dynamicznego ekosystemu płatności w Polsce jest nieoceniony i nie mam wątpliwości, że ta nominacja będzie miała kluczowe znaczenie dla sektora płatności elektronicznych w Europie Południowo-Wschodniej” – powiedział Mark Barnett, prezes Mastercard Europe.

Ciołkowski jest obecnie członkiem rady nadzorczej Polskiego Standardu Płatności i pozostanie w tej roli. Utrzyma również funkcję członka rady nadzorczej Fundacji Polska Bezgotówkowa.

Do czasu wyboru następcy Bartosza, będzie on nadal zarządzać działalnością Mastercard w Polsce.

Ceny ofertowe mieszkań nadal rosną, ale wolniej od wskaźnika inflacji

Zauważalny spadek obrotów na rynku mieszkaniowym, załamanie popytu na kredyty hipoteczne i poważne spowolnienie w branży budowlanej nadal nie przekładają się na spadki cen ofertowych – wynika z danych Otodom. We wszystkich miastach branych pod uwagę przez analityków serwisu ceny nominalne w styczniu br. wzrosły, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Nowe mieszkania najszybciej drożały w Katowicach, Lublinie i Szczecinie. Używane – w Gorzowie Wielkopolskim.

Ceny nadal w górę

Sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym w 2022 r. w siedmiu największych miastach w Polsce wyniosła 40,9 tys. mieszkań, czyli aż o 38% mniej niż przed rokiem. Sprzedaż mieszkań była też o 22% mniejsza niż nowe wprowadzenia. Wyraźnie maleje też liczba wprowadzanych do sprzedaży lokali. Mocny spadek podaży nowych mieszkań i lekka zmiana jej struktury na rzecz budynków w lepszych lokalizacjach bliżej centrów miast, gdzie cena za metr kwadratowy jest wyższa, ale i większa liczba klientów gotówkowych, to powody dla których ceny nadal idą w górę.

Katowice, Lublin, Szczecin z największą dynamiką wzrostu cen

W styczniu br. największą dynamikę cen ofertowych w serwisie Otodom widać było w Katowicach, gdzie stawki na rynku pierwotnym wzrosły rok do roku aż o 14,5% do 10,6 tys. zł. Analitycy Otodom zastrzegają jednak, że tak znacząca zmiana to efekt wprowadzenia do sprzedaży dużej i relatywnie drogiej inwestycji przy dość ograniczonej puli mieszkań dostępnych do zakupu. Niewiele wolniej ceny ofertowe rosły w Lublinie i Szczecinie, Kielcach i Białymstoku, gdzie z uwagi na relatywnie ograniczoną ofertę mieszkaniową, przy okazji również nowych wprowadzeń miasta te mogą być bardziej podatne na wahania cen. W największych aglomeracjach dynamika wyhamowała, choć w Warszawie i Wrocławiu kilkunastoprocentowe wzrosty cen w ofertach mogą sugerować, że to klienci zapłacą za rosnące koszty budowy.

– Wśród największych aglomeracji jedynie Kraków i Gdańsk wyraźnie odstają pod względem dynamiki. Wzrosty na poziomie niecałych 5% można uznać za umiarkowane, zwłaszcza biorąc pod uwagę potencjał turystyczny tych lokalizacji. Zaskakiwać może natomiast symboliczny – pomimo intensywnej migracji osób z Ukrainy – wzrost cen nowych mieszkań w Rzeszowie. Średnie ceny na rynku pierwotnym pozostają tu nadal względnie niskie (7,9 tys. zł/mkw) – komentuje Karolina Klimaszewska, analityczka Otodom.

Mieszkanie z drugiej ręki drogie, choć nadal tańsze

Od dynamiki nowych mieszkań wyraźnie odstaje rynek wtórny. Owszem, mieszkania z drugiej ręki drożały szybciej niż inflacja w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie ceny wzrosły średnio aż o 19% do 6,4 tys. zł/mkw, a w Opolu o 13% do 7,5 tys. zł/mkw. Ale nadal są o kilkaset złotych za metr kwadratowy tańsze od mieszkań deweloperskich. Droższe mieszkania z drugiej ręki są tylko w Gdańsku, Krakowie, Rzeszowie i w Warszawie.

Miasto średnia cena m/m r/r
pierwotny wtórny pierwotny wtórny pierwotny wtórny
Białystok 9006 8352 -0.2% 0.0% 11.8% 5.4%
Bydgoszcz 8169 7121 -0.5% 0.4% 10.5% 7.6%
Gdańsk 11882 12978 0.4% 0.6% 4.8% 6.1%
Gorzów Wlkp. 6862 6362 0.0% 0.8% 12.1% 19.2%
Katowice 10603 7379 1.4% -0.1% 14.5% 3.9%
Kielce 8579 7312 -0.6% -0.2% 12.9% 6.7%
Kraków 11949 12540 0.3% 0.3% 4.3% 5.4%
Łódź 8673 7259 5.0% 0.6% 10.6% 6.1%
Lublin 9514 8457 1.1% 0.2% 14.0% 3.1%
Olsztyn 8968 7550 0.3% 0.3% 8.7% 3.2%
Opole 8146 7481 1.1% -0.1% 9.7% 13.8%
Poznań 10173 9472 0.6% 0.4% 9.4% 6.5%
Rzeszów 7863 8691 0.5% 0.1% 2.3% 8.4%
Szczecin 11255 8318 -0.4% 0.7% 13.7% 5.9%
Toruń 8665 7629 1.7% -0.3% 9.2% 3.1%
Warszawa 13996 14336 2.7% 1.0% 13.0% 5.4%
Wrocław 11178 10705 0.7% 0.5% 12.1% 8.8%
Zielona góra 7354 7242 0.3% 0.9% 8.8% 9.5%

Źródło: Otodom Analytics

Dwucyfrowe wzrosty cen na rynku wtórnym to już jednak rzadkość. Na szesnastu z osiemnastu analizowanych rynków dynamika cen jest wyraźnie niższa. W Lublinie, Toruniu czy Olsztynie to ledwie nieco ponad 3% rok do roku. To może wskazywać, że rynek wtórny jest bardziej wrażliwy na wzrosty kosztów kredytowania zakupu nieruchomości – zauważa Karolina Klimaszewska.

Na trwające niemałe wzrosty cen ofertowych na rynku mieszkaniowym warto jednak nałożyć czynnik inflacyjny. GUS nie wlicza cen mieszkań do koszyka inflacyjnego, ale w warunkach wzrostu wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych kilku, a nawet kilkunastoprocentowe wzrosty cen lokali mieszkalnych oznaczają, że ujęciu realnym ich rynkowa wartość nie rośnie, a maleje. A analizy rynkowe wskazują, że średni czas oczekiwania na kupca na mieszkanie się wydłuża.

Pośrednicy: trudno liczyć na wyraźne spadki cen nieruchomości na rynku wtórnym

– Ceny nieruchomości na rynku wtórnym ustabilizowały się, ale to może być krótkotrwałe. Jeśli znów wystąpi nierównowaga między popytem a podażą, może mieć to wpływ nawet na kolejne wzrosty cen – uważają agenci biorący udział w debacie „Kupno i sprzedaż nieruchomości w czasie zastoju” zorganizowanej przez Nieruchomosci-online.pl.

– Widzimy tendencję do stabilizowania się cen ofertowych na rynku wtórnym, chociaż wiele zależy od segmentu. W przypadku kawalerek nie widać jeszcze przechylenia: w wielu dużych miastach ceny wciąż rosną, w niektórych delikatnie spadają. Stabilizacja cen występuje natomiast w popularnych mieszkaniach dwu- i trzypokojowych, a prognozy są takie, że w najbliższym czasie to się nie zmieni. Korekty pojawiają się jedynie w przypadku mieszkań czteropokojowych. Porównując IV kwartał 2022 r. do III kwartału 2022 r., zaobserwowaliśmy to w 12 miastach wojewódzkich – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Właściciel bardziej elastyczny niż deweloper

Uczestnicy debaty „Kupno i sprzedaż nieruchomości w czasie zastoju” przedstawili swoje prognozy na 2023 r. Ich zdaniem ceny w niektórych segmentach nieruchomości na rynku wtórnym mogą wprawdzie nieco spadać, ale nie będzie gwałtownych przecen i wysypu tanich ofert.

– Być może będą jakieś obniżki cen, jeżeli chodzi o duże domy, duże mieszkania, grunty inwestycyjne oraz lokale biurowe i użytkowe. Tutaj nie przewiduję dobrych czasów dla właścicieli i podejrzewam, że przesunie się to na 2024 r. – mówi Łukasz Gilis, właściciel biura nieruchomości RE/MAX Family.

Jak zaznacza Agnieszka Grotkowska, dyrektor sprzedaży w sieci biur Freedom Nieruchomości, poziom cen będzie jednak mocno uzależniony od poziomu podaży. Jej zdaniem niewykluczone są nawet ponowne wzrosty.

– Wieszczy się spadki cen, ale ja nie byłabym tak optymistyczna. To co nazywane jest korektą, ja nazywam stabilizacją. Obecna stabilizacja cen bierze się m.in. stąd, że mamy w tej chwili równowagę pomiędzy popytem a podażą. Podaż jest jeszcze na rynku pierwotnym z inwestycji, które zostały oddane. Rynek wtórny też funkcjonuje w miarę niezmiennie. Niestety, bardzo mocno zatrzymała się produkcja nowych mieszkań, wobec czego w perspektywie czasu – i to krótszego niż nam się wydaje – zanotujemy spadki podaży. Znów wystąpi nierównowaga między popytem a podażą i to może mieć wpływ na kolejne wzrosty cen – komentuje ekspertka.

Zdaniem Łukasza Gilisa, utrzymywanie wysokich cen na rynku pierwotnym i ograniczenie nowych inwestycji sprawi, że poszukujący mocniej zwrócą uwagę na rynek wtórny. – Rynek wtórny jest w o tyle dobrej sytuacji, że o cenie decyduje właściciel nieruchomości. Może on być bardziej elastyczny niż deweloper, który ma ścisłe wyliczenia, w tym koszty budowy i pracy. I nawet jeśli jeden sprzedający nie będzie chciał zareagować na propozycję kupującego, to już drugi właściciel mieszkania może być w sytuacji, która go do tego skłoni. Warto też pamiętać o ogromnej zalecie rynku wtórnego: mamy tam już gotowy produkt, otoczenie, infrastrukturę – podkreśla pośrednik.

Kryzys? Zastój? Stabilizacja? Zależy gdzie

Uczestnicy debaty Nieruchomosci-online.pl zwracali uwagę, że mimo wyhamowania rynku w 2022 r., sytuacja wciąż jest niejednoznaczna. Mniejszy popyt spowodowany spadkiem zdolności kredytowej nieco inaczej zaznaczył się na rynku wtórnym i pierwotnym, podobnie jak w poszczególnych segmentach nieruchomości.

– Na rynku wtórnym kryzysu nie ma. Sytuacja unormowała się, chociaż oczywiście wiele zależy od tego, co będzie działo się w gospodarce. Różne segmenty nieruchomości reagują inaczej. Najem cieszy się dużym zainteresowaniem, małe mieszkania również. Sam zajmuję się działkami budowlanymi i one też cieszą się zainteresowaniem. Spadł natomiast popyt na duże domy, duże mieszkania i większe tereny inwestycyjne – mówi Łukasz Gilis z RE/MAX Family.

Zdaniem pośredników, sytuacja różni się też mocno w zależności od wielkości lokalnego rynku.

– Duże rynki mają to do siebie, że sytuacja jest tam bardziej zrównoważona, wahania są mniej odczuwalne. Pośrednicy pracujący na dużych rynkach mówią więc o stabilizacji. Trudniej jest na mniejszych rynkach. Zdecydowanie widać tam odpływ gotówki u klientów i ograniczenie akcji kredytowej. Klienci napływają tam mniejszą falą, sprzedających jest troszeczkę więcej – komentuje Agnieszka Grotkowska z Freedom Nieruchomości.

Zwraca jednak uwagę na lekkie ożywienie, które na początku tego roku widoczne jest wśród poszukujących: – Na rynku, na którym pracujemy, najczęściej swoje potrzeby zaspokajają klienci indywidualni. Ktoś chce kupić swoje pierwsze mieszkanie, ktoś planuje sprzedać nieruchomość, ponieważ chce zamienić na większą lub chciałby się wybudować. (…) Każdy moment za zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych jest dobry. Jeżeli zakup jest realizowany dla siebie lub dla dzieci, po prostu szukamy takiej nieruchomości, która nam odpowiada i sprawdzamy, czy dysponujemy budżetem. W przypadku własnych potrzeb mieszkaniowych nie ma złego czasu.

W ocenie uczestników debaty rynek dostosowuje się do nowej rzeczywistości, w której realizowanych jest mniej transakcji, a kupujący mają więcej czasu na znalezienie nieruchomości.

– Nie ma już, jak wcześniej, długich kolejek po mieszkania, domy czy działki. Nie ma już presji na szybką decyzję. Kupujący ma więcej czasu, swobody i oddechu, aby podjąć decyzję racjonalnie. Czas sprzedaży nieruchomości wydłuża się i dotyczy to szczególnie domów i większych mieszkań. Największy popyt widoczny jest przy kawalerkach i małych powierzchniach. Tam decyzje muszą być więc podejmowane niestety szybciej, żeby oferty nie zniknęły z rynku – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Polska w pierwszej piątce kierunków inwestorów na rynku nieruchomości w Europie

Trudniejsza sytuacja gospodarcza na europejskich rynkach nie wszystkich napawa pesymizmem. Połowa inwestorów z rynku nieruchomości spodziewa się, że ich aktywność zakupowa i sprzedażowa wzrośnie w 2023 roku lub pozostanie na tym samym poziomie co rok wcześniej – wynika z raportu CBRE „European Investor Intentions Survey 2023”. Wśród europejskich krajów, w których inwestorzy spodziewają się największych zwrotów z nieruchomości, piąte miejsce zajmuje Polska. Warszawa, wśród europejskich miast, uplasowała się na dziewiątej pozycji, wyprzedzając m.in. Pragę czy Sztokholm. Najbardziej pożądanym kierunkiem inwestorów w Europie jest Wielka Brytania, która wyprzedziła Niemcy.

– Pomimo gorszych warunków gospodarczych, z którymi mamy obecnie do czynienia, widzimy znaczne zainteresowanie inwestycjami w nieruchomości w Europie wśród funduszy inwestycyjnych. Ponad połowa z nich pozytywnie patrzy na swoją aktywność zakupową i sprzedażową w 2023 roku, a trzy czwarte przewiduje, że inwestycje w nieruchomości pozostaną odporne na spowolnienie. Liczba inwestorów preferujących strategie oportunistyczne i value-add jest większa niż w poprzednich latach. Najbardziej popularnym sektorem w Europie pozostają biura, szczególnie te najwyższej klasy, oraz mieszkania na wynajem. Wielu inwestorów uważnie obserwuje rynek, poszukując okazji wynikających m.in. ze wzrostu stóp kapitalizacji – mówi Przemysław Łachmaniuk, dyrektor w dziale rynków kapitałowych CBRE.

Jak wskazuje badanie CBRE „European Investor Intentions Survey 2023”, po raz pierwszy od 2021 roku Wielka Brytania wyprzedziła Niemcy jako kraj, wobec którego inwestorzy mają największe oczekiwania dotyczące zwrotów z inwestycji w nieruchomości. Swoją pozycję pod tym względem ugruntował także Londyn, zajmując pierwsze miejsce wśród europejskich stolic. W 2023 roku miasto może spodziewać się znacznie większego zainteresowania inwestorów niż inne główne europejskie miasta.

Polska wśród najlepszych

Wśród krajów, do których swoje kroki w 2023 roku będą kierować inwestorzy nieruchomościowi, Polska zajęła piąte miejsce. W pierwszej czwórce, oprócz Wielkiej Brytanii, znalazły się kolejno Niemcy, Francja i Hiszpania. Natomiast naszemu krajowi wyprzedzić udało się m.in. Holandię, Szwajcarię, Norwegię, Irlandię i Portugalię. Tuż poza pierwszą dziesiątką znalazły się Włochy. Największy skok od poprzedniej edycji raportu zaliczyła Hiszpania, która znalazła się aż o trzy miejsca wyżej.

Warszawa w pierwszej dziesiątce

W przypadku europejskich stolic, największy wzrost zainteresowania inwestorów zyskały miasta Europy Południowej. Madryt, Lizbona i Barcelona trafiły do pierwszej dziesiątki, zajmując odpowiednio piąte i ex aequo szóste miejsce. W pierwszej czwórce, oprócz wiodącego prym Londynu, znalazły się jeszcze kolejno Paryż, Amsterdam i Berlin. Warszawa zajęła dziewiąte miejsce, zaraz za ósmą na liście Kopenhagą, wyprzedzając m.in. Frankfurt, Sztokholm czy Pragę.

– Rynek nieruchomości w Europie jest cały czas w procesie poszukiwania równowagi w nowej rzeczywistości. Dlatego główne wyzwania na 2023 rok wymieniane przez inwestorów obejmują niedopasowanie oczekiwań cenowych kupujących i sprzedających, rosnące koszty finansowania i bardziej restrykcyjne warunki udzielania kredytów oraz obawy przed recesją. Mimo to większość z nich planuje pozostać aktywna na rynku nieruchomości – mówi Przemysław Łachmaniuk, CBRE.

Recesja w USA coraz mniej prawdopodbna

Najsilniejszy wzrost sprzedaży detalicznej od prawie dwóch lat podkreślił coś, co powinno być już oczywiste – gospodarka amerykańska rozpoczęła nowy rok w sposób znacznie bardziej solidny niż oczekiwano, a Fed będzie musiał podnieść stopy mocniej niż wcześniej zakładano, aby zapewnić spadek inflacji w kierunku celu.

Aktualny stan rzeczy jest korzystny dla dolara, ponieważ Fed pozostaje bardzo wiarygodny. Słabość USD, którą obserwowaliśmy od listopada, opierała się na założeniu, że zbliża się koniec cyklu podwyżek stóp przez Fed, a w dalszej kolejności nastąpi ich redukcja. Rynek nie zakładał, że bank centralny straci z oczu swój cel inflacyjny. Powszechna interpretacja była taka, że w obliczu spadającej dynamiki wzrostu cen i zwiększonego prawdopodobieństwa recesji, osiągnięcie go jest już przesądzone i tym samym amerykańska instytucja będzie miała pole do łagodzenia polityki pieniężnej.

Mocne styczniowe dane (sprzedaż detaliczna, NFP, inflacja) spowodowały, że ten wyżej opisany scenariusz możliwych zdarzeń stał się mniej prawdopodobny. Wysoka wiarygodność Fed nie jest kwestionowana. Dopóki spadek inflacji nie wydaje się wystarczająca pewnym, Rezerwa Federalna będzie kontynuować zacieśnianie, co może pomagać dolarowi. Silne dane sygnalizują, że gospodarka amerykańska jest odporna na dotychczasowe podwyżki stóp.

Wczorajszy odczyt sprzedaży detalicznej spowodował, że indeksy giełdowe traciły na początku sesji. Później jednak akcje zyskiwały i ostatecznie Nasdaq Composite zamknął się wyżej o 0,9 proc. a SP500 o 0,3 proc. Dolar uległ aprecjacji, jednak główna para walutowa nie pokonała trwale poziomu 1,0670 i aktualnie ponownie jest powyżej 1,07. Rentowność amerykańskich obligacji 2-letnich wzrosła o około 1,5 pb do 4,63 proc., podczas gdy rentowność „10-latek” wspięła się o 6 pb do 3,80 proc..

Kontrakty terminowe na Fed Funds wyceniają aktualnie podwyżkę o 64 pb do lipca, wówczas górna granica docelowej stopy będzie w okolicach 5,40 proc. Dodatkowo do końca roku rynek wciąż widzi pierwszą obniżkę – jednak dużo skromniejszą niż jeszcze niedawno.
Wczoraj dodatkowo mogliśmy wysłuchać prezeski EBC – Christine Lagarde. Po raz kolejny wyjaśniła, czego można się spodziewać po EBC: kolejnej podwyżki stóp o 50 punktów bazowych w marcu, po której bank oceni dalszą ścieżkę polityki pieniężnej. Czyli w zasadzie dokładnie to, co EBC obiecał na swoim ostatnim posiedzeniu. Wówczas rynek zareagowała na to rozczarowaniem, co skutkowało obniżeniem oczekiwań odnośnie stóp procentowych. Tym samym euro straciło. Wczoraj nie widać było większej reakcji.

W Wielkiej Brytanii inflacja zaskoczyła na minus, co wywołało spadek oczekiwań co do kolejnych podwyżek kosztu pieniądza. W efekcie funt stracił a para GBP/USD przetestowała poziom 1,20. Już na ostatnim posiedzeniu BoE pokazał, że jest bardziej ostrożny w kwestii dalszego zacieśniania warunków monetarnych.

Również w Australii oczekiwania co do stóp procentowych zostały stłumione po słabych danych z rynku pracy (stop bezrobocia wzrosła do 3,7 proc. a zmiana zatrudnienia wyniosła -11 tys.). AUD osłabił się dziś w nocy, ale w kolejnych godzinach zdołał nadrobić poniesione straty. Rynek czeka na przyszłotygodniowe wskaźniki wynagrodzeń za czwarty kwartał. Po tym jak inflacja zaskoczyła wyższym wynikiem, Bank Rezerw Australii jeszcze uważniej będzie przyglądał się danym o płacach.

Dziś oprócz publikacji amerykańskiej inflacji PPI i informacji z rynku nieruchomości USA, rynek otrzyma szereg wypowiedzi z Fed (Mester, Bullard, Cook), z EBC (Guindos) oraz z RBA (Lowe), co może się przyczynić do większej zmienności.

Łukasz Zembik Onada TMS Brokers

JR Holding inwestuje w sieć stacji ładowania samochodów elektrycznych NOXO ENERGY

NOXO to jedna z najdynamiczniej rozwijających się sieci stacji ładowania pojazdów elektrycznych w Polsce, która posiada już ponad 250 punktów ładowania. JR Holding zainwestuje 10 mln zł w zamian za 40% udziałów w spółce. Inwestor dostarczy również NOXO ENERGY co najmniej 7 mln zł finansowania dłużnego.

NOXO jest czwartym co do wielkości operatorem stacji ładowania w Polsce, posiadającym ponad 250 punktów ładowania. Sieć stacji ładowania NOXO obejmuje swoim zasięgiem m.in. miejsca atrakcyjne turystycznie, 4 i 5 gwiazdkowe hotele, parki rozrywki, pola golfowe oraz galerie handlowe. NOXO ENERGY finansuje w 100% zakup i montaż stacji, a także pokrywa koszty wykorzystanej energii na potrzeby ładowania samochodów. Partnerzy zintegrowani w ramach sieci NOXO otrzymują możliwość oznaczenia dodatkowego udogodnienia dla swoich gości w postaci posiadania stacji ładowania samochodów elektrycznych w filtrach wyszukiwarek portali rezerwacyjnych, np. booking.com. Dodatkowo NOXO ENERGY wspiera Partnerów poprzez własne działania promocyjne w ramach programu „Podróżuj z NOXO”, zachęcając do podróżowania po Polsce autami elektrycznymi. Spółka osiąga przychody z opłat za ładowanie wnoszonych przez kierowców, korzystających z punktów ładowania.

– Od początku naszej działalności przyświecały nam idee proekologiczne – wyjaśnia Jakub Bańkowski z NOXO ENERGY – Głęboko wierzymy, że możemy mieć realny wpływ na środowisko, przy okazji nie rezygnując z komfortu podróżowania samochodem. Inwestujemy w elektromobilność, bo to przyszłość motoryzacji – mówi Bańkowski.

– Przy okazji pomagamy zwierzętom – część zysków z każdego ładowania przeznaczamy na wsparcie małych nosorożców z sierocińca Zululand Rhino Orphanage w RPA. Nosorożec znajduje się w naszym logo – jesteśmy dumni z powiązania z tym imponującym i silnym zwierzęciem – dodaje Pawel Włudyga, również przedstawiciel NOXO ENERGY.

Środki pozyskane z inwestycji JR Holding spółka zamierza w większości przeznaczyć na wydatki związane z zakupem i instalacją nowych stacji ładowania pojazdów, podłączeniem nowych stacji ładowania do sieci oraz na sprzęt lub ulepszenie podłączeń do sieci dla już istniejących.

– Inwestycja w NOXO ENERGY jest dla nas kolejnym projektem w sektorze odnawialnych energii. Jest to dla nas jedna z priorytetowych branż. Po zakończeniu inwestycji w Columbus Energy reinwestujemy zyski w przedsięwzięcia, które w naszej ocenie będą się szybko rozwijać. Mamy w swoim portfelu już producenta innowacyjnych pomp ciepła, firmy IGLOO i MILOO ELECTRONICS, magazyny energii LAserTec czy producenta przełomowych baterii The Batteries. NOXO dołącza do tego portfolio i jestem przekonany, że zapewni nam w przyszłości oczekiwany zwrot z zainwestowanego kapitału – deklaruje January Ciszewski, inwestor i Prezes JR Holding.

Hakerzy z rosyjskiej grupy KillNet zaatakowali serwery Naczelnego Sądu Administracyjnego

Hakerzy z rosyjskiej grupy KillNet, łączonej z rosyjskim rządem, zaatakowali wczoraj (15.02.2023) serwery dwóch polskich urzędów państwowych w Poznaniu i Warszawie – poinformowali analitycy firmy Check Point Research, którzy monitorują działalność cybernetycznych grup przestępczych na terenie krajów, wspierających Ukrainę. Jednym z potwierdzonych celów ataków rosyjskich hakerów były serwery Naczelnego Sądu Administracyjnego.Hakerzy z rosyjskiej grupy KillNet zaatakowali serwery Naczelnego Sądu Administracyjnego 2Hakerzy z rosyjskiej grupy KillNet zaatakowali serwery Naczelnego Sądu Administracyjnego

Jak informują eksperci Check Point Research hakerzy z grupy Killnet ogłosili niedawno na swoim kanale Telegram, że „ich 2-miesięczna obserwacja krajów wspierających nazizm i rusofobię” została zakończona i są gotowi do ataku hakerskiego na rządy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Litwy, Estonia, Łotwa, Rumunia, Niemcy, Polska i Ukraina. Akcję zorganizowaną akcje rozpoczął lider – KillMilk i nawoływał rosyjskich cyberprzestępców do wspólnego ataku na wybrane strony administracji państwowych.

Killnet specjalizuje się w atakach typu DDoS, które są odmianą cyberataków zaprojektowanych w celu powodowania tymczasowych zakłóceń, w działalności systemów ofiar, poprzez wysłanie dużej ilości żądań na serwery.

– Dziś znakomita większość usług dostarczana jest online, stąd zakłócenia spowodowane atakami DDoS ataki mogą być wyjątkowo szkodliwe. Celem takich akcji jest zakłócenie funkcjonowania instytucji publicznych oraz wywołanie paniki w dobrze zorganizowanym państwie. Działania grupy KillNet stanowią ostrzeżenie, że rządy państw oraz instytucji o znaczeniu strategicznych muszą istotnie zwiększyć nakłady i nadać priorytet zabezpieczeniu swoich systemów – komentuje ataki Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software w Polsce.

Już w maju 2022 roku przedstawiciele Pełnomocnika rządu ds. Cyberbezpieczeństwa (CSIRT) informowali, że w ostatnim czasie zwiększyła się częstotliwość ataków typu DDoS wymierzonych w instytucje i podmioty krajowe. Może to powodować utrudnienia w dostępie do usług realizowanych za pomocą strony internetowej. Ataki te nie wpływają na poufność danych przetwarzanych przez zaatakowane podmioty.

KPMG: co trzecia firma zaobserwowała wzrost liczby prób cyberataków w 2022 roku

W 2022 roku 58% firm w Polsce odnotowało przynajmniej jeden incydent polegający na naruszeniu bezpieczeństwa, natomiast 33% firm zauważyło wzrost intensywności prób cyberataków, z kolei 20% organizacji odnotowało wzmożoną aktywność cyberprzestępców w związku trwającą wojną w Ukrainie. Największym zagrożeniem dla firm są wyłudzenia danych uwierzytelniających, a blisko jedna trzecia respondentów wskazała, że padła w przeszłości ofiarą ataku ransomware. Z badania KPMG w Polsce wynika, że aż 57% firm nie przegląda regularnie logów bezpieczeństwa. Najpopularniejszym podejściem w reakcji na cyberataki stosowanym przez firmy w Polsce, jest opracowanie ogólnofirmowych procedur reagowania na wypadek ich wystąpienia, które przygotowano w 73% badanych organizacji. 24% firm posiada wykupioną polisę ubezpieczeniową od skutków cyberataku.

58% badanych organizacji odnotowało w 2022 roku incydenty polegające na naruszeniu bezpieczeństwa. Oznacza to, że ubiegły rok mógł być bezpieczniejszy pod względem prób cyberataków w porównaniu do 2021 roku. Optymizm studzi jednak fakt, że w przypadku aż jednej na trzy badane firmy wzrosła intensywność prób naruszeń bezpieczeństwa. Jest to najwyższy wynik od pięciu lat. Jednocześnie w ubiegłym roku aż 12% firm przyznało, że zanotowało 30 i więcej incydentów bezpieczeństwa, co świadczy o wzroście aktywności cyberprzestępców. 1/5 ankietowanych organizacji odnotowała w 2022 roku wzmożoną aktywność cyberprzestępców w związku trwającą wojną w Ukrainie.

Firmy obawiają się cyberprzestępczości wspieranej przez obce państwa

Bez zmian w stosunku do poprzednich edycji badania KPMG, firmy najbardziej obawiają się zagrożeń ze strony szeroko rozumianej cyberprzestępczości. Wskazało na nią 88% firm, co oznacza nieznaczny spadek, o 4 punkty procentowe w stosunku do ubiegłego roku. Firmy w Polsce najbardziej obawiają się zorganizowanych grup cyberprzestępczych, na które wskazało 70% ankietowanych firm. O połowę zmniejszył się odsetek osób obawiających się niezadowolonych lub podkupionych pracowników (21% wskazań), znacząco zwiększył się z kolei odsetek firm obawiających się zagrożeń płynących ze strony grup wspieranych przez obce państwa – na to zagrożenie wskazuje obecnie aż 38% firm w Polsce.

Agresja rosyjska w Ukrainie i towarzysząca jej cyberwojna zmieniły oblicze cyberbezpieczeństwa. Polskie organizacje, a w szczególności operatorzy usług kluczowych, bardziej niż kiedykolwiek zrozumiały, że są ciągłym celem zaawansowanych cyberataków, prowadzonych przez grupy wspierane przez obce państwa. Obrona przed tak dobrze zorganizowanymi cyberprzestępcami wymaga proaktywnego podejścia wspartego wyspecjalizowanymi narzędziami. Polskie firmy powinny krytycznie przyjrzeć się swojej architekturze bezpieczeństwa i skuteczności wdrożonych zabezpieczeń – mówi Michał Kurek, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Wyłudzenia danych uwierzytelniających największym zagrożeniem dla firm

Firmy biorące udział w badaniu KPMG zadeklarowały, że największym cyberzagrożeniem są dla nich wyłudzenia danych uwierzytelniających (phishing) oraz zaawansowane ataki ze strony profesjonalistów (Advanced Persistent Threat). W czołówce głównych cyberzagrożeń znajdują się również wycieki danych za pośrednictwem malware. Za całkowicie nieistotne blisko jedna trzecia firm uznała włamania do urządzeń mobilnych oraz ataki na sieci bezprzewodowe (odpowiednio 28% i 27%). W ostatnich miesiącach nasileniu uległy ataki typu ransomware polegające na szyfrowaniu danych firmowych znajdujących się na dysku lub blokowaniu dostępu do systemu i żądaniem zapłacenia okupu w zamian za przywrócenie dostępu. Blisko jedna trzecia respondentów wskazała, że padła w przeszłości ofiarą tego typu ataku. Żadna z badanych firm nie przyznała się jednak do zapłacenia okupu, twierdząc, że udało im się obronić przed atakiem i odtworzyć ciągłość działania.

Brak wystarczającego budżetu największą barierą w budowaniu bezpieczeństwa IT

57% firm przyznało, że największą barierą utrudniającą budowanie odpowiedniego poziomu zabezpieczeń jest brak wystarczających budżetów. 47% wskazało natomiast na trudności w znalezieniu oraz utrzymaniu odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Aż o 10 punktów procentowych w porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania wzrósł odsetek firm wskazujących na ograniczenia wynikające z braku dobrze zdefiniowanych mierników. Firmy starają się adresować te wyzwania, powierzając outsourcing funkcji i procesów bezpieczeństwa zewnętrznym dostawcom. 81% respondentów badania przyznało, że w ich organizacjach kwestie bezpieczeństwa danych są realizowane przez zewnętrznych dostawców, z czego 68% zleca na zewnątrz wiele funkcji. Firmy najczęściej korzystają z zewnętrznej pomocy w przypadku wsparcia w reakcji na cyberataki (53%), analizy złośliwego oprogramowania (49%) oraz testów podatności infrastruktury (48%).

57% firm przyznaje, że nie przegląda regularnie logów bezpieczeństwa

Organizacje podchodzą do kwestii monitorowania bezpieczeństwa na wiele sposobów. Regularne monitorowanie bezpieczeństwa zostało już formalnie wpisane w obowiązki pracowników w 61% badanych organizacji, a w 36% powierzono je zewnętrznej firmie. Również 36% firm powołało w swoich strukturach komórkę SOC (Security Operations Center) do monitorowania zagrożeń, ale w większości przypadków nie działa ona całodobowo. W ponad jednej trzeciej firm monitoruje się bezpieczeństwo kontrahentów (37%), a 26% prowadzi tzw. Threat Hunting, poszukując cyberprzestępców, którzy mogą być już w chronionej infrastrukturze. Niestety aż 57% respondentów przyznało, że logi bezpieczeństwa nie są jednak w ich organizacjach przeglądane regularnie.

Firmy stosują szeroki wachlarz rozwiązań mających na celu wykrycie cyberataków. Najczęściej (68% wskazań) wykorzystują w tym celu zewnętrzne źródła informacji o cyberzagrożeniach. Dużą popularnością cieszą się również centralne repozytoria logów, stosowane przez 64% badanych organizacji oraz wewnętrznie rozwijane bazy wiedzy o cyberzagrożeniach typu Indicator of Compromise oraz Tactics, Techniques, and Procedures, z których korzysta ponad połowa firm. Najrzadziej spotykanym w Polsce rozwiązaniem są systemy typu Deception stanowiące swego rodzaju pułapki zastawiane na cyberprzestępców (14%) oraz rozwiązania klasy SOAR (Security Orchestration, Automation and Response) usprawniające monitorowanie bezpieczeństwa i reakcję (16%).

Cyberataki są dziś zjawiskiem powszechnym. Łupem hakerów stają się najbardziej zaawansowane technologicznie firmy. Nie należy dziś pytać „czy?”, ale „kiedy?” nastąpi cyberatak w organizacji. Nie ma zabezpieczeń gwarantujących bezpieczeństwo, w związku z czym krytyczne stają się inwestycje w procesy monitorowania bezpieczeństwa i reakcji na cyberataki. Tylko dzięki nim możliwe jest skrócenie czasu, w jakim niewykryty haker bezkarnie działa w firmowej infrastrukturze. Czasu, który wynosi obecnie średnio ponad pół roku i mocno skorelowany jest z poziomem poniesionych strat – mówi Michał Kurek, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Zaledwie 21% firm powołało wewnętrzny zespół do reagowania na incydenty

Najpopularniejszym podejściem w reakcji na cyberataki stosowanym przez firmy w Polsce, jest opracowanie ogólnofirmowych procedur reagowania na wypadek ich wystąpienia. Takie rozwiązanie jest zastosowane w 73% badanych organizacji. 42% respondentów posiada podpisane umowy ramowe z zewnętrznymi firmami na wypadek konieczności wsparcia przy obsłudze cyberataku. Co trzecia badana organizacja korzysta z testów penetracyjnych typu Red Teaming do weryfikowania własnej skuteczności w obronie przed cyberatakami. 24% firm posiada wykupioną polisę ubezpieczeniową od skutków cyberataku, a 21% powołało wewnętrzny zespół do reagowania na incydenty.

Firmy, które w przeszłości zetknęły się z cyberatakiem, w zdecydowanej większości deklarują, że w jego wyniku zwiększyła się świadomość zarządu na temat cyberbezpieczeństwa (83% wskazań). 60% organizacji zwiększyło budżet na zabezpieczenia, a połowa przyznała, że cyberatak wpłynął na gruntowną zmianę podejścia firmy do kwestii związanych z bezpieczeństwem cyfrowym. Natomiast 10% badanych firm, które w przeszłości doświadczyło cyberataku przyznało, że jego wystąpienie nie zmieniło niczego w podejściu organizacji do zapewnienia bezpieczeństwa.

Zmiany w zarządzie i nowa strategia spółki Moonlit SA

Wraz z początkiem nowego roku spółka Moonlit SA rozpoczyna realizację działań naprawczych. Nowo powołany prezes Jakub Rozenek rozpoczął restrukturyzację spółki a pierwsze przychody za prace na zlecenie spółka zamierza otrzymać od Creative Forge Games SA w pierwszym kwartale 2023, natomiast finansowanie działalności w długim terminie mają zapewnić prace nad całymi grami zlecanymi przez wydawcę. 

O trudnościach finansowych spółka informowała już w maju zeszłego roku, następnie we wrześniu 2022 r. niespodziewanie zrezygnował z pełnienia funkcji dotychczasowy prezes, a po uruchomieniu w spółce działań naprawczych, w listopadzie 2022 r. rezygnację złożył drugi członek zarządu. Następnie działania pomocowe zostały rozpoczęte dzięki skoordynowanej pomocy ze strony kilku podmiotów: Playway SA, strategiczny inwestor sprzedał 15,5% z posiadanych 21,8% akcji z przeznaczeniem na pomoc spółce; część z współzałożycieli spółki tj. Maciej Siwek, Grzegorz Chyb, Piotr Gardeła, jak również były wiceprezes Maciej Kowalówka, sprzedali łącznie 7,7% akcji, częściowo w celu wsparcia działań naprawczych w spółce – dzięki tej sprzedaży m.in. do dotychczasowych akcjonariuszy spółki, zgodzili się oni na udzielenie pożyczek konwertowalnych na akcje w nowej emisji, przez co w krótkim czasie zasilili kasę spółki. Dodatkowo GMG Ltd. umorzył 60 tys. z 142 tys. EUR zobowiązań i zrezygnował z zabezpieczenia pożyczki na akcjach Moonlit umożliwiając emisję w ramach uchwalonego już kapitału docelowego w zamian przejmując prawa do Model Buildera. W połowie grudnia 2022 r. został powołany nowy prezes zarządu, który realizuje swój pomysł na strategiczne zmiany w Moonlit SA.

Skupiamy nasze działania na dwóch obszarach: pierwszym z nich jest pozyskanie niskobudżetowych małych projektów z rzadko eksplorowanej niszy, które możemy wdrożyć w okresie poniżej jedengo roku, przez co liczymy na szybkie pozyskanie przychodów z kilku projektów, a następnie udziału w zyskach ze sprzedaży tych gier. Drugi obszar to, ustabilizowanie sytuacji w spółce poprzez pozyskanie od wydawcy całej gry do realizacji na zlecenie. Z mojego doświadczenia wiem, że jest to do zrealizowania w kilka miesięcy, bo aktualnie jest zapotrzebowanie wśród wydawców na doświadczony zespół, który już zrealizował cały projekt, a my mamy za sobą wdrożenie Model Builder z wysokim współczynnikiem recenzji graczy na Steam (aktualnie 79%). Wydawcy oferują wdrożenie całego projektu, gwarantując finansowanie kosztów produkcji i późniejszy udział w zyskach ze sprzedaży gry oraz zapewniając marketing i sprzedaż gry” – mówi Jakub Rozenek, prezes Moonlit.

Dodatkowo spółka kontynuuje prace nad projektem High Definition Water System współfinansowanym przez GameInn, zmierzające do komercjalizacji produktu. Dalsze prace nad dodatkami do gry Model Builder będą realizowane na zlecenie GMG Ltd., natomiast wdrożenie Dog Trainer oraz rozwój Sector Sweep zostały wstrzymane.

Doświadczenie które zdobył Rozenek między innymi przy projektach: Ancient Space, Aircraft Carrier Survival, Stargate:TimeKeepers, Battleship Commander czy Ancient Arenas Charriots, daje realne szanse na poprawę sytuacji w Spółce.

– Zanim dołączyłem do Moonlit SA, poprzedni jednoosobowy zarząd rozpoczynając działania naprawcze dokonał znaczącego ograniczenia kosztów w firmie. Zatrudnienie zostało zredukowane tylko do najbardziej doświadczonych programistów, którzy zrealizują wszystkie niezbędne prace do rozliczenia dotacji z programu GameInn. Po pozyskaniu nowych projektów przeskaluje kadrowo firmę tak aby móc wykonać zlecane pracę lub całą grę. Pozyskanie kadry dla projektów, o których rozmawiamy z wydawcami, będzie umiarkowanie łatwo wykonalnym zadaniem, ponieważ aktualnie jest na rynku pracy dostępnych sporo utalentowanych twórców z branży gamedev” – dodaje prezes.

Rośnie liczba rejestracji samochodów elektrycznych

Według danych z końca stycznia 2023 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 67 097 osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym. W pierwszym miesiącu b.r. ich liczba zwiększyła się o 2 376 sztuk, tj. o 56% więcej niż w analogicznym okresie 2022 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

Wzrost rejestracji samochodów elektrycznych 

Pod koniec stycznia 2023 r. po polskich drogach jeździło 63 701 elektrycznych samochodów osobowych. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 32 555 szt. tej części floty pojazdów (51%), a pozostałą część stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 31 146 szt. (49%). Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 3 396 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec stycznia składała się z 16 416 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 490 907 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 837 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec stycznia 2023 r. w Polsce funkcjonowały 2612 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (5139 punktów). 29% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 71% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W styczniu uruchomiono 57 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (123 punkty).

– W styczniu 2023 r. zarejestrowano wyraźnie więcej samochodów elektrycznych niż na początku ubiegłego roku, mimo nadal odczuwalnego ograniczenia podaży nowych pojazdów na polskim rynku. W  celu podtrzymania trendu wzrostowego warto rozważyć aktualizację zasad udzielania dotacji w ramach programu „Mój Elektryk” – z uwagi na wysoki poziom inflacji, coraz niższa liczba wersji poszczególnych modeli BEV mieści się w ustalonym limicie pozwalającym na objęcie pojazdu dofinansowaniem (pod koniec I połowy 2022 r. – 63, pod koniec połowy II już tylko 46). Celowe jest także m.in. objęcie wsparciem zeroemisyjnych samochodów dostawczych o DMC do 4,25 t, czy też zwiększenie dostępu do informacji na temat środków finansowych wciąż dostępnych w ramach programu – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

– Podjęta właśnie przez Parlament Europejski decyzja w sprawie redukcji CO2 w przypadku pojazdów osobowych i dostawczych oraz  propozycja Komisji Europejskiej dla pojazdów ciężarowych upewnia branżę motoryzacyjną, że rok 2035 będzie rokiem granicznym, od którego nie będzie możliwe rejestrowanie pojazdów innych niż bateryjne i wodorowe pojazdy osobowe i dostawcze, zaś redukcja CO2 w przypadku pojazdów ciężkich musi wynieść 65%. Cel pośredni to rok 2030 i ograniczenie emisji CO2 dla samochodów osobowych o 55%, dla dostawczych 50% i 45% dla ciężarowych. Jednak aby te ambitne cele udało się osiągnąć, niezbędne jest oprócz wysiłku branży zbudowanie sieci ładowania i tankowania wodorem, tak działania te przełożyły się na sukces rynkowy pojazdów zeroemisyjnych – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.   

Do sądów w ub.r. wpłynęło ponad 63 tys. spraw frankowych. Wzrost rdr. wynosi tylko 9 proc.

Według danych pochodzących z sądów okręgowych z całej Polski, w ubiegłym roku wpłynęło do nich o 9% więcej spraw frankowych niż w 2021 roku. Zdecydowanie najwięcej pozwów złożono w SO Warszawie – przeszło 41% wszystkich w kraju. Natomiast na drugim końcu zestawienia znajduje się Łomża. Jednocześnie, jak wynika z informacji z wybranych sądów, rośnie aktywność banków w składaniu pozwów przeciwko kredytobiorcom. Zdaniem ekspertów, takie działanie ma odstraszyć kolejnych frankowiczów przed dochodzeniem swoich praw. Jednak nie wszyscy są zgodni co do tego, czy w najbliższych miesiącach dojdzie do znaczącego wzrostu liczby spraw frankowych. Jedni zwracają uwagę na wysoką już bazę, inni zaś – na statystyki z początku tego roku.

Niewielki wzrost

Jak wynika z danych uzyskanych z 47 sądów okręgowych, w 2022 roku wpłynęło do nich ponad 63 tys. spraw frankowych. To o 9% więcej niż w 2021 roku, kiedy takich przypadków było ok. 58 tys. Zdaniem radcy prawnego Adriana Goski z Kancelarii SubiGo, pozwów jest bardzo dużo, co będzie stanowić spore wyzwanie dla sądów. Ekspert zwraca też uwagę na znaczący wpływ spraw w 2021 roku, co – w jego ocenie – oznacza wysoką bazę. Wzrost nie jest zaskoczeniem, ale to istotna zmiana w liczbach bezwzględnych.

– Dynamika wzrostu w 2022 roku jest pewnego rodzaju rozczarowaniem. Przy ugruntowanej linii orzeczniczej można było spodziewać się prawdziwej lawiny pozwów w zeszłym roku. Wynik zapewne byłby znacznie wyższy, gdyby nie szeroko zakrojona propaganda banków. Ona obliczona jest przede wszystkim na zniechęcenie frankowiczów do składania pozwów poprzez straszenie działaniami odwetowymi. Fatycznie część konsumentów obawia się wciąż pozwania banku z uwagi na potencjalne pozwy zwrotne – komentuje Kamil Chwiedosik z inicjatywy „Życie Bez Kredytu”.

Analizując dane z całego ubiegłego roku, można stwierdzić, że zdecydowanie najwięcej spraw frankowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie – 26,1 tys. (rok wcześniej – 25,8 tys.). Na drugim miejscu jest Sąd Okręgowy w Gdańsku – 4,9 tys. (w 2021 roku – 4,2 tys.). Dalej plasuje się kolejno SO Warszawa-Praga w Warszawie – 3 tys. (2 tys.), SO w Poznaniu – 2,9 tys. (2,8 tys.), jak również SO w Szczecinie – 2,3 tys. (poprzednio 1,6 tys.). Natomiast na końcu listy widać Łomżę – 60 (rok wcześniej – 56), Zamość – 89 (74), a także Krosno – 102 (84).

– W stolicy sędziowie mają dużo większe doświadczenie w tego typu sprawach. Kredytobiorcy wolą więc pozywać kredytodawców zgodnie z właściwością miejscową, czyli siedzibą banku. Ponadto w Warszawie działa tzw. specjalny wydział frankowy, który radykalnie zmienił podejście sędziów do możliwości wstrzymania płatności rat kredytowych przez frankowiczów, czyli do tzw. zabezpieczenia roszczenia. Przy spełnieniu pewnych kryteriów, można przestać płacić raty, mimo że jeszcze wyrok nie zapadł – dodaje Chwiedosik.

Odpowiedź banków

Patrząc na dane z wybranych sądów, widać też rosnącą aktywność banków w składaniu pozwów przeciwko kredytobiorcom. Dla przykładu, w 2022 roku w SO Warszawa-Praga w Warszawie było 805 takich pozwów, a rok wcześniej – 457.  W Krakowie było to odpowiednio 375 i 225, w Słupsku – 49 i 18, we Włocławku – 32 i 15, w Sieradzu – 30 i 11, w Łomży 12 i 2, a w Tarnobrzegu – 12 i 0. Jak stwierdza Kamil Chwiedosik, w jego ocenie pozwy banku stanowią jedynie próbę odwodzenia frankowiczów od walki o swoje prawa. Jednocześnie kredytodawcy starają się wymóc zawieranie niekorzystnych ugód, a raczej aneksów, zmieniających kredyty waloryzowane we franku na złotówkowe. Ekspert podkreśla, że banki zapoczątkowały ten plan niemal dwa lata temu, ale nie przyniósł im pozytywnych skutków.

– Banki poniekąd badają sądy w przedmiocie roszczeń o korzystanie z kapitału. Nie sądzę, aby takie pozwy eskalowały. Ich liczba póki co jest mała z kilku przyczyn. Po pierwsze, zdecydowana większość prawników skazuje na niepowodzenie pozwy kredytodawców, co powiększa koszty dla banków. Po drugie, dopóki nie wyklaruje się stabilna linia orzecznicza w tym zakresie, banki nie podejmą ryzyka masowego pozywania kredytobiorców. W pewnym stopniu, ma to stanowić też efekt odstraszający – analizuje Adrian Goska.

Zdaniem Kamila Chwiedosika, działania kredytodawców nie wpływają w istotny sposób na postawę frankowiczów. Banki już wiedzą, że będą przegrywać w sądach, dlatego dokonują coraz wyższych odpisów na ryzyko frankowe. Po I półroczu 2022 roku poziom rezerw w całym sektorze wyniósł ok. 30 mld zł. Pod koniec ubiegłego roku, zgodnie z szacunkami analityków, wzrósł już do ok. 39 mld zł. Ekspert zwraca też uwagę na najnowszy Raport o stabilności systemu finansowego, sporządzony przez Narodowy Bank Polski. Wynika z niego, że sektor bankowy będzie musiał przeznaczyć na to ryzyko prawne dodatkowe środki w wysokości od 27 mld zł do nawet 50 mld zł.

– Uważam, iż napływ pozwów do sądów będzie stabilny i znacząco już nie wzrośnie. Mamy bardzo wysoką bazę. Wzrost byłby możliwy, gdyby do Sądów Okręgowych wpłynęło więcej niż 15% wszystkich umów frankowych rocznie. A przecież to bardzo duża liczba. Raczej rozciągnie się ona na najbliższe 5-6 lat – prognozuje radca prawny z Kancelarii SubiGo.

Jak zaznacza ekspert z inicjatywy „Życie Bez Kredytu”, w styczniu 2023 roku frankowicze masowo zaczęli składać pozwy. Tylko w tym jednym miesiącu wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie niemal 5 tys. nowych spraw, przy 2200 w analogicznym okresie ub.r. Przy tym dane te są na podstawie sygnatur sądowych. Szacuje się, że w tym roku nastąpi nawet około trzykrotny wzrost tej liczby. Według eksperta, zwiększenie dynamiki jest związane przede wszystkim z korzystnym wyrokiem, który zapadł 12 stycznia br. w TSUE (sygn. C-395/21). Wynika z niego, że przedsiębiorcom nie należy się żadne dodatkowe wynagrodzenie w ramach nieważnej umowy zawierającej klauzule abuzywne.