BLOOMGA SA notuje rekordowe wyniki. Prezes potwierdza debiut na NewConnect w 2018

BLOOMGA SA – polski deweloper produkujący gry komputerowe bardzo dynamicznie rozwija swoją podstawową działalność. Spółka przygotowuje się do międzynarodowej ekspansji z przeglądarkową grą ISLANDOOM. Trwają również prace nad kolejną produkcją „Clash of Ships”, w tym rekrutacja programistów do nowego projektu. Spółka przed przygotowywanym na początek 2018 roku debiutem na rynku NewConnect, w ramach private placement rozważa dodatkową emisję akcji dla funduszy inwestycyjnych i inwestorów prywatnych. Emisja akcji BLOOMGA SA tuż przed debiutem, ma wzmocnić bazę kapitałową i umożliwić w przyszłym roku pozyskanie miliona nowych graczy w Europie i USA.

Dawid Przygodzki - Bloomga
Dawid Przygodzki – Bloomga

Panie Prezesie, to nasza kolejna rozmowa. Czy może coś Pan więcej powiedzieć o bieżących dokonaniach spółki? Listopad miał przynieść rekordowe wyniki.

– Dzień dobry. Owszem. Tak się stało. Nie mogę ujawniać dokładnych danych, aby nie posądzano mnie o przekazywanie informacji poufnych, ale bardzo mocny trend wzrostowy we wszystkich kluczowych parametrach dla spółki odzwierciedlają dane z gry ISLANDOOM. W porównaniu do pierwszego miesiąca funkcjonowania gry z opcją fonetyzacji ma się to następująco:

  1. W zakresie ilości rejestracji Graczy nastąpił wzrost 11`17 vs. 09`17 o 426%.
  2. W zakresie ilości dokonywanych transakcji nastąpił wzrost 11`17 vs. 09`17 o 775%.
  3. W zakresie ilości graczy dokonujących płatności nastąpił wzrost 11`17 vs. 09`17 o 718%.
  4. W zakresie wartości transakcji nastąpił wzrost 11`17 vs. 09`17 o 1439%.

Wartość stale rosnącego przychodu cieszy nas najbardziej i pewnie on, jak i potencjał jaki dają nowe rynki zachęca inwestorów z jakimi prowadzimy rozmowy o emisji akcji. Pamiętajmy, że gra ma dopiero dwa światy, a przed nami jeszcze ponad sto światów gry i każdy będzie jeszcze ciekawszy. Taki mamy plan na 2018 rok. Obecnie wskaźnik ARPPU od września wzrósł o 178%, a ARPU o 299%. Potwierdza się, że balans gry ISLANDOOM jest dobrze zrealizowany, a Gracze pozytywnie oceniają produkt, chcą coraz więcej płacić za usługi premium, bardzo mocno aktywizują się w grze. Wszystko wskazuje na to, że w grudniu padną kolejne rekordy z polskiej wersji ISLANDOOM. Jakby tego było mało, już 12 grudnia planujemy otwarcie nowego świata z dodatkowymi funkcjonalnościami wraz z naszym największym wydawcą w Polsce. Zapewniam, że to będzie przełomowy etap dla pokazania inwestorom i Graczom naszych możliwości. Następnie przygotujemy wersję międzynarodową gry ISLANDOOM. Dziś wiem, że możemy mówić o około stu światach w IVQ2018. Jest to plan minimum, więc dzisiejsze wzrosty wskaźników są więc tylko wstępem do tego co pokażemy biznesowo już za rok. Z końcem 2018 ISLANDOOM będzie grywane w ponad dwudziestu krajach, z ponad 120 dostępnymi światami gry.

Kiedy gra ISLANDOOM może ustabilizować tak dynamiczne wzrosty przychodów i czy jest szansa, że dłuższy czas inwestorzy mogą się spodziewać takiego progresu ?

Co tydzień lub dwa możemy przyjąć do gry kilkadziesiąt tysięcy graczy, a w razie konieczności będziemy otwierać kilka światów jednocześnie. Ciekawe gry przeglądarkowe mogą generować rosnące zyski przez ponad dekadę i więcej. Z dużym prawdopodobieństwem ISLANDOOM pozwoli stać się nam spółką dywidendową. Jestem przekonany, że ISLANDOOM będzie rosło bardzo dynamicznie około trzech do pięciu lat i później sytuacja się ustabilizuje, a następnie powinien nastąpić renesans gry. Do czasu jej ustabilizowania będziemy mieć już kilka nowych produkcji. „Clash of Ships” to tylko jedna z naszych propozycji na lata 2018 – 2020.

Jaki jest dokładnie cel emisyjny, jeśli już dojdzie od zaproszenia inwestorów?

– Środki jakie zamierzamy pozyskać z nowej emisji akcji, która jest obecnie rozważana, posłużą spółce na produkcję nowej gry „Clash of Chips” (gra PvP) oraz na kampanie brandingowe ISLANDOOM, bo w ich efekcie pozyskujemy graczy bez udziału pośredników i nie musimy wówczas dzielić się zyskami. Jestem przekonany co do zasadności zwiększenia budżetów na taki sposób pozyskiwania Graczy, wyniki za listopad potwierdzają dobitnie, że mamy rację i dobrze zarządzamy budżetem reklamowym, a strategia działa niezawodnie. Chcemy zwiększać nakłady na sprawdzone formy reklamy, aby możliwie jak największy przychód z gry zostawał w spółce. Zawsze jednak będziemy pracować z partnerami lokalnymi w modelu RS – Revenue Share. Mają oni społeczność która czeka na produkt. Tylko tak wejdziemy z ISLANDOOM na praktycznie cały Świat w najdalej trzy lata, a projekt będzie się bardzo dynamicznie rozwijał i zyska międzynawową społeczność.

Panie Prezesie, spółka w listopadzie zorganizowała czat z inwestorami. Jakie są jego efekty?

– Można śmiało powiedzieć, że efekty chatu są bardzo pozytywne. Spółka jest coraz bliżej realizacji planów wejścia na NewConnect, po tym jak pozyskaliśmy w tym roku 860 tys. zł od inwestorów. Rozwijamy grę ISLANDOOM, bo to z tej gry generujemy codzienne przychody. Efekty biznesowe w Polsce oceniamy bardzo pozytywnie. Tego samego zdania są nasi inwestorzy i chcąc zachować skromność, to wspomniany czat internetowy był tego dowodem. Jak się to mówi „dowozimy kamienie milowe na czas” i inwestorzy to doceniają. Na czacie pojawiła się grupa nowych inwestorów zainteresowanych objęciem akcji BLOOMGA SA. Wymieniliśmy się poglądami i dostaliśmy wysoką ocenę bieżących dokonań. Przygotowujemy dokumenty pod emisję akcji, z której zamierzamy sfinansować wejście na zagraniczne rynki.

Obecnie szukacie nowych środków i prowadzi Pan rozmowy z inwestorami, ale kiedy można się spodziewać decyzji w zakresie uchwalenia emisji?

– Sądzę, że niebawem. Istnieje zbyt wiele pozytywnych przesłanek, aby się nie rozwijać dynamiczniej. Zbliżamy się do podjęcia decyzji tej decyzji, a nasi prawnicy pracują nad dokumentami. Mamy uchwalony kapitał docelowy, więc pozostaje nam seria spotkań z inwestorami i decyzja Rady Nadzorczej spółki w sprawie zgody na cenę emisyjną. Wiemy, że z nowej emisji chcemy pozyskać od 700 tys. zł do 1,5 mln zł ponad pozyskane już 0,9 mln zł.  Wielu obecnych akcjonariuszy wyraziło wolę zwiększenia zaangażowania kapitałowego, a to dobry znak w zakresie powodzenia emisji. Jeśli inwestorzy zaakceptują nasz plan, aby emisję  nowej serii akcji otworzyć jeszcze w grudniu tego roku i zamknąć w styczniu czy w lutym 2018 to jesteśmy zdania by iść tą drogą i nie przedłużać procesu, przyśpieszając jednocześnie debiut giełdowy i wykorzystać dużą dotację z programu 4Stock. Spółka rozwija się wyśmienicie, a doskonałe przyrosty sprzedaży i wszystkie wskaźniki z gry ISLANDOOM są na tyle dobre, że chcemy jeszcze mocniej pracować nad sprzedażą gry poza Polską i dalszym jej rozwojem. Nikt już nie ma wątpliwości, że pokazujemy światową jakość i potrafimy generować przychody. Wydawcy zagraniczni i agencje reklamowe są przygotowane na naszą grę i tylko kwestia budżetu zdecyduje jak szybko pojawimy się w Niemczech, Rosji i wielu innych krajach. Tak więc decyzję o otwarciu emisji przez zarząd spółki podejmiemy formalnie już w grudniu 2017. Możliwe, że grupa nowych inwestorów po czacie jeszcze mocno się powiększy i to im chcemy dać szansę aby poznali spółkę. Nie wykluczam scenariusza, że przed końcem grudnia inwestorzy będą tak mocno zainteresowani udziałem w planowanej emisji akcji, że pozyskamy górny poziom rozważanej emisji aby zatrudnić nowych programistów i przed wrześniem 2018 pokazać nową grę. Mimo, że rozmowy o planowanej emisji są bardzo zaawansowane, widzimy sens aby poznać jak najwięcej propozycji od inwestorów. Nie tylko gotówka zadecyduje o tym z kim podejmiemy decyzję o otwarciu emisji akcji. Pojawiają się ciekawi inwestorzy, którzy wywodzą się z rynku kapitałowego, czy znani sportowcy inwestujący w projekty na naszym stadium rozwoju. Jestem przekonany, że odrobina cierpliwości nam nie zaszkodzi.

Panie Prezesie, czyli debiut w roku 2018 to już decyzja przesądzona?

– Inny scenariusz nie wchodzi w grę. Z tak wyśmienitym zespołem jakim dysponujemy obecnie, szukamy partnera, z którym wejdziemy za najdalej trzy lata na główny parkiet, tak aby przyszłoroczny debiut na NewConnect nie był naszym rynkiem docelowym. Mamy dobry i bardzo mocno przemyślany pomysł na nową produkcję i nie ma co czekać z jego realizacją w pełnym składzie. Emisja akcji ułatwi nam zadanie, a to wiąże się z debiutem. Do dziś wszystkie cele biznesowe realizujemy z ogromną precyzją, a część planów nawet udało nam się przegonić i to przy mniejszym budżecie niż był dostępny. Debiut giełdowy będzie ważnym krokiem dla Spółki i nie chcemy go przekładać. Co więcej. Zamierzamy na poważnie zainteresować inwestorów zagranicznych spółką tuż po wejściu na giełdę. Wiemy, że spółka dziś planująca debiut musi dać duży potencjał zysku dla inwestorów, a duże fundusze z sektora gamedev chcą abyśmy byli notowani. Przede wszystkim dla transparentności i płynności ich kapitału zaangażowanego w rozwój. Z tego względu nie wykluczamy publicznej emisji akcji dla zagranicznych inwestorów w 2019 toku pod kolejną produkcję. Choć to plan odległy to sam fakt, że interesują się nami duże podmioty inwestycyjne jest budujący. Mamy już zainteresowane takim scenariuszem domy maklerskie i drugą stronę transakcji jaką są fundusze. To efekt moich spotkań w Niemczech i jakości gry ISLANDOOM. Sądzę, że przed debiutem planowanym na 2018 to ostatnia szansa aby objąć większy pakiet akcji ze strony inwestorów krajowych zanim zaczniemy największe wzrosty wartości po premierze gry w Niemczech – kolebce gier przeglądarkowych.

Panie Prezesie, a czy nie sądzi Pan, że wyceny polskich producentów gier są dość wysokie?

– Możliwe, ale my doskonale znamy realia bo sami od lat inwestujemy na giełdzie. Nie wyceniamy się tak aby zrobić „skok na kasę” tylko by pozyskać kapitał i dać realny potencjał inwestorom na zyski. Już ponad dwudziestu inwestorów nam zaufało, więc to dowód na to, że z pokorą podchodzimy do biznesu, jak i na to, że inwestorzy chcą nam powierzać gotówkę. Pracowaliśmy nad oceną sytuacji rynkowej z naszym doradcą transakcyjnym, giełdową Spółką MERIT INVEST SA i wiemy o jakich wycenach dla BLOOMGA SA możemy myśleć. Warto powiedzieć czytelnikom, że spółki z naszego sektora są bardzo różnorodne, a BLOOMGA SA jako przedstawiciel sektora zajmującego się grami przeglądarkowymi i mobilnymi jest najciekawszą alternatywą dla inwestorów na chwilę obecną. Nie jesteśmy też spółką jaka ma plan na produkcję gier tylko to robimy. Takie są fakty. Jeśli inwestorzy obawiają się przewartościowanych spółek to właśnie czas aby inwestorzy pomyśleli o nas. BLOOMGA jest w tym stadium rozwoju, gdzie możemy jeszcze wiele, wiele razy urosnąć. A jednocześnie jesteśmy już na takim etapie, że pokazujemy iż potrafimy generować przychody w poukładanym biznesie. Do tego naszą światową jakość można łatwo zweryfikować. Wystarczy zagrać w ISLANDOOM. Myślimy długofalowo i jesteśmy z Dorotą Denis-Brewczyńską profesjonalnymi, zawodowymi menadżerami. Nie możemy sobie pozwolić na niepoważne traktowanie inwestorów.

Proszę naszym czytelniom wyjaśnić model biznesowy.

– Wszystkie firmy wydawnicze z jakimi pracujemy w modelu RS – Revenu Share, to uznani i poważni partnerzy. Mamy dzięki nim zapewnioną stabilność i ciągłość codziennego pozyskiwania nowych graczy. Partnerzy inwestują w reklamę, ściągają graczy w oczekiwaniu na udział w zyskach. My w takim modelu nie wydajemy ani złotówki na promocję gry, a budujemy wartość dla partnerów i dla siebie. Biznesowo wygląda to tak, że dzielimy się zyskami z mikropłatności od ściągniętych przez partnerów Graczy. To przewaga gier przeglądarkowych. Kolejnym modelem jest pozyskiwanie Graczy poprzez wykorzystanie sieci afiliacyjnych, w których rozliczamy się za poprawne rejestracje. Dodatkowo zdobywamy ruch przy wykorzystaniu największych platform takich jak Facebook Ads oraz Google Adwords. Przez te platformy spółka posiada ogromnej ilości stargetowanych graczy. W ostatnim modelu wykorzystujemy ruch organiczny zdobywany np. z wyszukiwarek, poleceń graczy oraz naszych grup na Facebook. Dzięki ciągłemu budowaniu pozytywnego wizerunku notujemy z miesiąca na miesiąc coraz większą ilość rejestracji w tym modelu.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów oraz udanego debiutu.

– Ja również dziękuję.

Fintechowe państwo to zwinne państwo

Być w fintechu jak Singapur – tę myśl słychać było wielokrotnie w kuluarach Impact fintech’17. Bez rewolucji wspieranej przez cały ekosystem świata finansów, regulacji i technologii, nie dołączymy do globalnej ekstraklasy.

Teza o dogonieniu azjatyckiego lidera fintechu z Singapuru rozgrzewała głowy ponad 1,5 tys. uczestników Impact fintech’17, jednego z najważniejszych wydarzeń fintechowych w Europie Środkowo Wschodniej. Nic dziwnego – jedną z czołowych postaci drugiego dnia Impact fintech’17 był Sopnendu Mohanty, przedstawiający się jako CFO – Chief Fintech Officer w Singapurze.

– Trzy lata temu była ledwie myśl o tym, żeby przekształcić się w fintechowe państwo. Dostałem do ręki możliwość kreowania regulacji, jak i finansowania nowego segmentu rynku. Zachęciliśmy banki do budowy otwartej architektury, zbudowaliśmy prawne zasady outsourcingu, ściągnęliśmy talenty i międzynarodową publikę. No i nie zakładamy, że z założenia każdy pomysł na styku banki – technologia musi być pod pręgierzem licencji – podkreśla Sopnendu Mohanty.

Singapurska piaskownica regulacyjna nie narzeka na natłok chętnych. I takie było założenie: trafiać do niej mają tylko najtrudniejsze przypadki. Jakie? Odpowiedź dawać ma regtech czyli regulacje prawne w fintechu. Te staną się wkrótce gorącym tematem już w skali globalnej. Zdaniem Stephanie Magnus z Baker McKenzie, ubezpieczyciele, banki, ale i startupy wydają rocznie setki milionów dolarów, by dostosowywać się do nowych regulacji. Stąd kiełkujące w tym obszarze fintechy, które opierają się o sztuczną inteligencję (AI) i machine learning.

– Regulatorzy i ich wytyczne muszą być częścią ekosystemu mającego w DNA współpracę z fintechami. To nie mogą być dwa osobne światy – uważa Stephanie Magnus. Jaki jest wzorcowy regulator? W swej piaskownicy promuje innowacje i patrzy, czy nic w prawie ich nie blokuje.

Po wczorajszych, pojednawczych wobec fintechu deklaracjach przewodniczącego KNF, kolejną dobrą wiadomość dla branży na 2018 r. przywiózł do Katowic Maciej Kawecki z Ministerstwa Cyfryzacji.

– Po co jest połączenie danych osobowych i fintechu? Po to, żeby z nich korzystać możliwie szeroko. To dane osobowe są walutą i paliwem cyfrowego świata, dlatego zmieniamy ponad 150 ustaw, by usprawnić przetwarzanie danych osobowych w Polsce – tym twierdzeniem Maciej Kawecki wzbudził uznanie wśród całej czołówki polskiej bankowości, obecnej na Impact fintech’17.

O tym, że rok 2018 będzie czasem wyjątkowych szans – także legislacyjnych – dla polskiego fintechu, przekonany jest Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego. By je wykorzystać banki muszą wykazać się zwinnością. Mowa o strategii „agile”, której wdrażanie deklaruje już każdy szanujący się bank.

– Szczerze? Klientów nie obchodzi, czy jesteśmy „agile” czy nie. W ich oczach robimy albo dobre dla nich rzeczy albo słabe. Dlatego banki mocno pracują na to, żeby być organizacją coraz lepszą każdego dnia. My podzieliliśmy firmę na setki niezależnych, zwinnych, fintechowych organizacji i to jest nasza odpowiedź na wyzwania rynku – zdradził Brunon Bartkiewicz, jeden ze 150 speakerów na Impact fintech’17.

Yobie Benjamin, były szef technologii Citibanku, a obecnie prezes Token.io, dodał, że bez elastyczności i otwarcia na fintech, banki postawią siebie w pozycji taksówek tracących rynek na rzecz Ubera.

– Dyrektywa PSD2 to rozwiązanie dla bankowości, a nie zagrożenie. Token.io pracuje więc nad jednym, wspólnym API dla branży finansowej i fintechów. Nasze nadrzędne przesłanie? Bądźcie klientocentryczni – apeluje Yobie Benjamin.

Już dziś polski fintech i banki wyznaczają proklienckie standardy dla innych branż w Polsce. Taki wniosek płynie z raportu Energia cyfryzacji – stan i kierunki rozwoju cyfrowego kanału obsługi dostawców energii i gazu w Polsce przygotowanego przez Obserwatorium.biz.

– Digitalizacja, to jest to, czego operatorzy energii muszą się nauczyć od sektora finansowego. Idąc drogą bankowości, pora budować dobry serwis poprzez kanały cyfrowe. Szacujemy, że do 2020 r. odsetek pozyskiwanych klientów online w branży energii i gazu może skoczyć z 4 proc. do 20 proc. – wyjaśnia Miłosz Brakoniecki, partner Obserwatorium.biz.

– Co jest przyszłością naszej branży? Cyfrowa baza wiedzy o klientach, strukturyzowane dane o ich zachowaniach. Wówczas będziemy w stanie w inteligentny sposób oferować im np. usługi dodatkowe – dodaje Kamil Kamiński, wiceprezes Tauronu.

A danych, jak wyliczał Adam Sobczak, prezes Cenatorium, jest aż nadto. Zaczynają być już liczone w…zettabajtach. Usługi dodatkowe to też oczko w głowie tych, którzy w wyścigu na innowacje są kilka długości przed energetyką. Tu gra toczy się o wysoką stawkę. Zdaniem Vladimira Pajkovskiego z Cardlay, wobec ofensywy fintechu do 2020 r. europejskie banki mogą stracić nawet 30 proc. z obecnego strumienia przychodów.

– Dlatego banki już teraz muszą się nauczyć zarabiać na usługach dodatkowych. I wreszcie zacząć je sprzedawać – twierdzi Pajkovski.

Teza ta trafiła na podatny grunt: David Putts z Billona wieszczy rychłe nadejście blockchainowej rewolucji, wspierającej fintechowy trend budowy usług wokół banków. Yehuda Yehudai, którego DOV-E zdobył startupową nagrodę publiczności, zapowiedział, że chce być częścią tego procesu. Izraelczyk twierdzi, że najlepsze dopiero przed jego startupem.

Polska wprowadza podatek katastralny, uderzy w galerie handlowe

Bitcoin za 16000 USD. Nerwowość funta

Tuż przed jutrzejszym raportem z amerykańskiego rynku pracy obserwuje się skromne umocnienie dolara niemalże wobec wszystkich walut koszyka G10. Czwartkowym wyjątkiem pozostaje funt szterling (0,3 proc.) targany losami negocjacji na linii Bruksela-Londyn. Nerwowość uczestników rynku doskonale odzwierciedla reakcja na nagłówki o braku szans na odroczenie ostatecznego terminu zawarcia porozumienia, co od początku negocjacji wiązało się z kategorycznym sprzeciwem unijnych reprezentantów.

Niewielką skalę deprecjacji odnotowało euro (-0,1 proc.), które zachowało status quo za sprawą potwierdzenia kwartalnej dynamiki PKB na poziomie 0,6 proc. W tym przypadku lekką dawkę zaskoczenia spowodowała rewizja rocznego tempa wzrostu za minione trzy miesiące roku, bowiem została ona podniesiona przez Eurostat o 0,1 pp. do 2,6 proc. Fundamentem ożywienia w gospodarkach państw strefy pozostaje konsumpcja, której zaczynają wtórować coraz bardziej satysfakcjonujące nakłady na inwestycje.

Na koniec dnia nieco silniejszy ruch w stronę południa odnotowała norweska korona (-0,3 proc.), która przez moment znalazła oparcie w październikowej produkcji wytwórczej (0,7 proc. m/m, konsensus: 0,7 proc.). Wobec dzisiejszej wypowiedzi Cecilii Skingsley, wiceprezes Riksbanku, były zbudowane oczekiwania na dawkę bardziej jastrzębiego przekazu. Na pierwszym planie ponownie znalazł się rynek nieruchomości, który przeżywa chwilowy przestój. Skingsley zauważa, że pogorszenie się nastrojów wśród deweloperów jest naturalną koleją rzeczy, co na chwilę obecną nie implikuje zmian w prowadzonej polityce monetarnej. Zniżka na poziomie 0,4 proc. czyni z korony szwedzkiej najbardziej przecenioną walutę skandynawską w trakcie czwartkowych notowań.

Niewiele bardziej pokaźny ruch w stronę południa ma za sobą australijski dolar (-0,5 proc.), na którego wycenę wpłynęły rozczarowujące dane dotyczące wymiany handlowej (105 mld AUD, konsensus: 1 400 mln). Podobną skalę przeceny notuje nowozelandzki dolar. Jego 0,5 proc. zniżka pozwala na zejście NZD/USD poniżej poziomu 0,6850.

Wśród danych napływających zza oceanu uwagę próbowały zwrócić cotygodniowe szacunki ilości złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Wskazanie na poziomie 236 tys. nie było dalekie od rynkowych oczekiwań (240 tys.) sygnalizujących stabilizację tendencji.

Czwartek na europejskich parkietach stał pod znakiem próby odrobienia wczorajszych spadków. W cieniu bardziej satysfakcjonujących zwyżek madryckiego indeksu IBEX 35 (0,8 proc.) czy mediolańskiego FTSE MIB (0,7 proc.) znalazł się frankfurcki DAX (0,4 proc.), któremu udało się wrócić nad okrągły poziom 13 000 pkt. Ponownie listę niemieckich komponentów otworzył ProSiebenSat.1 (3,1 proc.) będący beneficjentem wczorajszej wypowiedzi prezesa spółki odnośnie silnych trendów sprzedażowych w dobie telewizji internetowej, optymizmu wobec planowanych przejęć oraz planowanej zmiany strategii. Swoje straty usilnie wymazywał Commerzbank (2,3 proc.) mający perspektywę szeroko zakrojonej restrukturyzacji. Potencjalny ruch w stronę północy najsilniej ograniczył BASF (-0,9 proc.), którego prezes poinformował o bliskim końcu fuzji spółek Wintershall oraz Dea.

Kontynentalnego optymizmu nie podzieliły spółki w Londynie. Najsilniej ciążącym komponentem okazało się być Babcock International (-3,5 proc.), któremu wtórowało przebijające średnią z ostatnich 50 notowań Admiral Group (-2,6 proc.). Prawdopodobieństwo zwyżki indeksu FTSE 100 (-0,4 proc.) istotnie podbijał Pearson (2,2 proc.) informujący w trakcie wczorajszej sesji o skupie akcji własnych od Citi. Jego zwyżkę goniło BT Group (2,2 proc.) pomimo konieczności zapłaty odprawy w wysokości 1,6 mln GBP byłemu szefowi włoskiej filii spółki.

Oczkiem w głowie inwestorów przy Książęcej stały się spółki z sektora energetycznego niesione uchwaleniem przez Sejm ustawy o rynku mocy. Liderem notowań zostało PGE (5,8 proc.), któremu na koniec dnia udało się wygenerować techniczny sygnał przebicia średniej z ostatnich 200 notowań. Niestety na koniec czwartkowej sesji WIG 20 (-0,1 proc.) nie wrócił nad okrągły poziom 2 400 pkt. Szansę na wzrosty ostatecznie przekreśliło Orange (-4,4 proc.), któremu wtórował Cyfrowy Polsat (-2,5 proc.) za sprawą realizacji zysków związanych z planowanym przejęciem Netii (-0,6 proc.).

Na rynku metali szlachetnych ponownie obserwuje się dość intensywny odpływ kapitału – na koniec dnia uncja złota (-0,9 proc.) wraca w okolicę poziomu 1 252,70 USD, a srebro (-1,2 proc.) dotyka lokalnych minimów z lipca przy 15,77 USD. Na pohybel spadkom staje pallad (2,0 proc.) korzystający ze świetnych nastrojów w branży motoryzacyjnej. Wśród surowców energetycznych kolejną dawkę rozgoryczenia zapewniają styczniowe kontrakty na gaz ziemny, których 4,7 proc. przecenie stawia się dość skromna zwyżka ropy WTI (1,2 proc.) do poziomu 56,60 USD za baryłkę. Niekwestionowaną gwiazdą dnia zostaje Bitcoin (13,80 proc.) przebijający pod koniec europejskich notowań okrągły poziom 16 000 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

WSA kwestionuje polskie przepisy podatkowe

Według polskiego prawa podatkowego wykazanie VAT należnego z tytułu wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów lub importu usług po upływie trzech miesięcy skutkuje naliczeniem dodatkowych odsetek. Jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie orzekł, że naliczanie odsetek z tego tytułu nie jest zgodne z unijnymi przepisami.

Obowiązek, którego nie było

Kwestia rozliczania należnego VAT z tytułu wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów lub importu usług stała się problematyczna dopiero na początku 2017 r. Do tego czasu podatnik, który nie wykazał w deklaracji tego rodzaju transakcji w ciągu trzech miesięcy, nie był obciążony żadnymi sankcjami prawnymi.

Jednak sytuacja uległa diametralnej zmianie wraz z wejściem w życie nowych przepisów 1 stycznia 2017 r. Zgodnie z nowym brzmieniem art. 86 ust. 10 Ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług „Prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego powstaje w rozliczeniu za okres, w którym w odniesieniu do nabytych lub importowanych przez podatnika towarów i usług powstał obowiązek podatkowy”. Istotny jest również zapis w art. 86 ust. 10b pkt 3 mówiący o tym, że prawo to powstaje „pod warunkiem, że podatnik uwzględni kwotę podatku należnego z tytułu tych transakcji w deklaracji podatkowej, w której jest on obowiązany rozliczyć ten podatek, nie później niż w terminie 3 miesięcy od upływu miesiąca, w którym w odniesieniu do nabytych towarów lub usług powstał obowiązek podatkowy”. Oznacza to, że podatnik powinien wykazać podatek należny z tytułu wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów lub importu usług w deklaracji podatkowej za miesiąc, w którym powstał obowiązek podatkowy. Naliczony VAT powinien zaś być wykazany w rozliczeniu bieżącym. Jeśli jednak podatek należny zostanie uregulowany później niż w ciągu trzech miesięcy, podatnik zostanie obciążony odsetkami wynikającymi z opóźnienia w rozliczeniu podatku.

Problematyczne faktury

W znowelizowanej ustawie duże znaczenie ma również art. 86 ust. 10b pkt 2a, który stanowi, że prawo do obniżenia podatku należnego powstaje pod warunkiem, że podatnik „otrzyma fakturę dokumentującą dostawę towarów, stanowiącą u niego wewnątrzwspólnotowe nabycie towarów, w terminie trzech miesięcy od upływu miesiąca, w którym w odniesieniu do nabytych towarów powstał obowiązek podatkowy”. Tu pojawia się poważny problem. Podatnicy korzystający z wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów lub importu usług otrzymują bowiem faktury po upływie trzech miesięcy. I chociaż nie dzieje się tak z ich winy, to oni są obciążeni odsetkami za późniejsze rozliczenie podatku.

Polskie przepisy niezgodne z dyrektywą

29 września 2017 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie wydał wyrok w sprawie ze skargi na interpretację indywidualną Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej w przedmiocie podatku od towarów i usług (sygn. akt I SA/Kr 709/17). Orzeczenie wskazuje, że polskie przepisy nakładające odsetki na podatnika, który wykazał należny VAT po trzech miesiącach, są niezgodne z unijnymi dyrektywami.

Po pierwsze, WSA podniósł, że nowe przepisy podatkowe obowiązujące w Polsce są niezgodne z zapisami Dyrektywy 112 WE w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej. Sąd zwrócił szczególną uwagę na art. 167 ww. Dyrektywy, który wskazuje, że „Prawo do odliczenia powstaje w momencie, gdy podatek, który podlega odliczeniu, staje się wymagalny”. Sąd powołał się również na art. 178 Dyrektywy 112 WE, który określa warunki konieczne do skorzystania z prawa do odliczenia, czyli konieczność posiadania faktury. Podkreślił również, że wymagany przez polskie organy podatkowe okres trzech miesięcy nie występuje w unijnej dyrektywie.

WSA w Krakowie powołał się również na kilka wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE (m.in. z 18 marca 1987 r. w sprawie 56/86 Société pour l’exportation des sucres, z 30 czerwca 1987 r. w sprawie 47/86 Roquette Frères, z 26 czerwca 1990 r. w sprawie C-8/89 Zardi czy z 9 lipca 2015 r. w sprawie C-183/14), rozważając, czy naliczanie przez polskie organy podatkowe odsetek za rozliczenie po trzech miesiącach jest zgodne z unijnym prawem. Legalność nakładania obciążeń finansowych na podatników jest zależna od tego, czy będą one właściwe i konieczne do realizacji celów, do których zmierza konkretne uregulowanie. Ponadto, jeżeli można wybierać spośród wielu środków, należy stosować te, które będą najmniej restrykcyjne, oraz dbać o to, by nałożone ciężary nie były zbyt duże w stosunku do zamierzonych celów. Odwołując się w tym kontekście do procedury odliczania VAT, tworzone wymogi formalne nie mogą godzić w istotę instytucji, która jest oparta na zasadzie neutralności podatku, co jest równoznaczne z nieobciążaniem nim ekonomicznie podatnika. W związku z tym WSA orzekł, że w szczególności art. 86 ust. 10b i 10i ustawy o podatku od towarów i usług są sprzeczne z zasadami ustawodawstwa unijnego i powszechnie akceptowanym sposobem jego wykładni.

Zmiany w prawie w oderwaniu od rzeczywistości

WSA krytycznie ocenił polskie regulacje dotyczące przesunięcia w terminie rozliczenia podatku. Według wyroku są one nieuzasadnionym utrudnieniem ekonomicznym dla podatników, które jest wykorzystywane bez odniesienia do skali naruszenia wymogów formalnych oraz do tego, czy w danym przypadku doszło do prób oszustwa, wyłudzeń czy świadomego zaniżenia wysokości należnego podatku. Wprowadzona w styczniu 2017 r. nowelizacja sprawia, że wszyscy podatnicy są mierzeni jedną miarą i traktowani jako potencjalni oszuści. Dla organu podatkowego nie ma znaczenia fakt, że opóźnienia w rozliczeniu wynikają chociażby z braku posiadania wymaganych faktur. Wyrok WSA w Krakowie wskazuje, że wprowadzone przez Ministerstwo Finansów regulacje są oderwane od polskiej i unijnej rzeczywistości gospodarczej. Jakby jedynym celem było karanie podatnika bez względu na jego winę, a nie rzeczywiste wsparcie w prowadzeniu działalności na polskim rynku.

Wyrok WSA w Krakowie nie jest jedynym wyrokiem wskazującym niezgodność polskiego prawa podatkowego z prawem unijnym. Jednak na razie to podatnik musi dochodzić w sądzie swoich praw i niezgodnego z prawem Unii działania organów podatkowych.

Prewencyjnym działaniem byłoby wystąpienie o indywidualną interpretację przepisów, w tym zakresie i powołanie się na orzecznictwo, aby uniknąć procesu sądowego.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Chytre plany fiskusa

Ministerstwo Finansów przygotowało kolejną nowelizację przepisów ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw. Celem jest uszczelnienie systemu podatkowego w Polsce. Najnowszy projekt resortu finansów przewiduje, że zaliczenie wydatków do kosztów firmy będzie możliwe wyłącznie w sytuacji, gdy zapłata zostanie dokonana na zarejestrowany przez fiskusa rachunek bankowy. Czy nową propozycję Ministerstwa Finansów należy oceniać jako nadmierne ograniczenie prowadzenia działalności gospodarczej?

Zdaniem Ministerstwa Finansów kolejne zmiany w prawie podatkowym wprowadza się przede wszystkim po to, by spełnić postulaty przedsiębiorców, którzy oczekują m.in. narzędzi pozwalających im na sprawdzenie kontrahentów. Poza tym nowelizacja, według przedstawicieli rządu, jest konieczna, by usprawnić zwalczanie przestępstw osób zakładających działalność pod nazwą innego podmiotu w celu wyłudzenia należności podatkowych, a co za tym idzie – by zmniejszyć liczbę oszukiwanych firm.

Jednak analiza zmian przepisów prawa podatkowego w formie zaproponowanej przez resort finansów świadczy raczej o tym, że głównym celem ministerialnych założeń jest uszczelnienie systemu podatkowego poprzez nałożenie na przedsiębiorstwa dodatkowych, często nadmiernie obciążających obowiązków, aniżeli stworzenie regulacji wspomagających prowadzenie działalności gospodarczej. Nie można bowiem ocenić inaczej pomysłu uzależnienia możliwości zaliczenia wydatków do kosztów firmy od tego, czy zapłata została dokonana na zarejestrowany przez fiskusa rachunek bankowy.

Czas na kolejne uszczelnienia systemu podatkowego?

Ministerstwo Finansów uważa, że w ostatnich latach zauważalne jest zjawisko wykorzystywania mechanizmów konstrukcji podatku od towarów i usług (VAT) do uzyskiwania nielegalnych i nienależnych korzyści finansowych. Dotyczy to przede wszystkim uszczuplania należności budżetu państwa poprzez wyłudzanie nienależnego zwrotu tego podatku lub nieodprowadzanie należności podatkowych z tego tytułu. W ocenie resortu liczba nierzetelnych przedsiębiorców w Polsce i na terenie Unii Europejskiej wzrosła do takich rozmiarów, że niezbędne było przygotowanie kolejnej odsłony uszczelniania systemu podatkowego, czyli nowelizacji i tak już obszernych przepisów.

W ramach przedstawionego przez Ministerstwo Finansów projektu z dnia 20 września 2017 r. proponuje się zmiany w kilku obowiązujących aktach prawnych:

  • w Ustawie z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. z 2017 r., poz. 1221, dalej jako: „ustawa o VAT”),
  • w Ustawie z dnia 13 października 1995 r. o zasadach ewidencji i identyfikacji podatników i płatników (Dz.U. z 2017 r., poz. 869),
  • w Ustawie z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2017 r., poz. 201, dalej jako: „Ordynacja podatkowa”),
  • w Ustawie z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. z 2016 r., poz. 2032, dalej jako: „ustawa o PIT”),
  • w Ustawie z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz.U. z 2016 r., poz. 1888, dalej jako: „ustawa o CIT”) oraz
  • w Ustawie z dnia 5 listopada 2009 r. o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych (Dz.U. z 2016 r., poz. 1910).

Ministerstwo Finansów podkreśla, że w jego projekcie znajdą się szczególnie ważne zmiany, które umożliwią firmom sprawdzenie historii działalności ich kontrahentów. Jednak w istocie rzeczy nowelizacja zmierza ku temu, by wprowadzić kolejny instrument zmierzający do uszczelnienia systemu VAT kosztem nałożenia na przedsiębiorców dodatkowych obowiązków weryfikacyjnych.

Najnowszy pomysł resortu finansów uzależni bowiem możliwość zaliczenia wydatków do kosztów firmy od tego, gdy zapłata zostanie dokonana na zarejestrowany przez fiskusa rachunek bankowy. To kolejny przykład formalizowania i utrudniania prowadzenia działalności gospodarczej – przed rozliczeniem transakcji firmy będą zmuszone sprawdzać, czy konto wskazane na fakturze znajduje się na wykazie prowadzonym przez fiskusa. Konsekwencją niedopatrzenia i pomyłki przedsiębiorców będą straty finansowe.

„Dobra zmiana” nie dla przedsiębiorców

Projekt ustawy z dnia 20 września 2017 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw w art. 1 proponuje wprowadzenie zmian do art. 96 ustawy o VAT poprzez dodanie ust. 15, na podstawie którego utworzony zostanie wykaz podmiotów zarejestrowanych jako podatnicy VAT czynni. Będzie on zawierał dane identyfikujące osoby fizyczne i osoby prawne, m.in. numer NIP podatnika, jego imię i nazwisko lub nazwę, adres miejsca prowadzenia działalności gospodarczej (adres siedziby), a w szczególności numery rachunków rozliczeniowych podatnika lub imiennych rachunków podatnika w spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej, której jest członkiem, wskazanych w zgłoszeniu identyfikacyjnym lub w zgłoszeniu aktualizacyjnym, związanych z prowadzoną działalnością. Projekt omawianej nowelizacji zakłada, że organem odpowiedzialnym za prowadzenie w formie elektronicznej wykazu podatników VAT czynnych będzie szef Krajowej Administracji Skarbowej (art. 96 ust. 17).

Celem powyższych zmian jest umożliwienie firmom sprawdzenia historii działalności ich kontrahentów. Powyższej regulacji nie można jednak rozpoznawać w oderwaniu od postanowień ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw, które przewidują wprowadzenie nowych obowiązków przedsiębiorców. W art. 2 i art. 3 projektowanej ustawy zmienia się ustawę o PIT oraz ustawę o CIT w ten sposób, że podatnicy nie mogą zaliczać do kosztów uzyskania przychodów kosztu w tej części, w jakiej płatność dotycząca transakcji określonej w art. 22 ustawy z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej (Dz.U. z 2015 r., poz. 584 z późn. zm.) została dokonana bez pośrednictwa rachunku płatniczego lub, w przypadku transakcji z podatnikiem zarejestrowanym na potrzeby podatku od towarów i usług jako podatnik VAT czynny, na rachunek inny niż zawarty w wykazie, o którym mowa w art. 96 ust. 15 ustawy o podatku od towarów i usług. Regulacja ta precyzuje, że w przypadku osób fizycznych należy mieć na myśli podatników prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą.

A zatem do kosztów uzyskania przychodów nie będzie można zaliczyć wydatków w tej części, w jakiej zapłata, której jednorazowa wartość przekracza równowartość 15 tys. złotych, została dokonana bez pośrednictwa rachunku bankowego (w przypadku transakcji na rzecz podatnika innego niż podatnik VAT czynny) albo nie została dokonana na zarejestrowany rachunek bankowy (w przypadku transakcji na rzecz podatnika VAT czynnego). Wynika to z projektowanej zmiany brzmienia ust. 1 i 2 w art. 22p ustawy o PIT oraz ust. 1 i 2 w art. 15d ustawy o CIT.

Konsekwencją nowelizacji będzie też odpowiedzialność solidarna podatników?

Ponadto zgodnie z projektowaną treścią art. 117ba przedmiotowej ustawy, jeżeli przedsiębiorca dokona zapłaty na rachunek podatnika inny niż rachunek bankowy zawarty w wykazie podatników VAT czynnych, wówczas będzie odpowiadał solidarnie ze zbywcą za zaległości podatkowe w części podatku proporcjonalnie przypadającej na tę dostawę lub świadczenie usług. Takie rozwiązanie będzie mieć daleko idące konsekwencje.

Podsumowując, korzyści dla przedsiębiorców, o których mowa we wspomnianym wyżej uzasadnieniu MF, będą wiązać się z dodatkowymi obowiązkami, których niedopełnienie wpłynie na możliwość rozliczenia płatności w kosztach uzyskania przychodów.

Projektowane zmiany, wraz z innymi przepisami ustawy z dnia 20 września 2017 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw, mają wejść w życie po upływie 6 miesięcy od dnia ogłoszenia. Natomiast wyłączenia dotyczące kosztów uzyskania przychodów mają być stosowane do wydatków zaliczonych do kosztów uzyskania przychodów po wejściu w życie ustawy.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Jakub Krawczyk – były Dyrektor Zarządzający Saatchi & Saatchi IS jako CEO Spacecamp

Od listopada br. stanowisko CEO w agencji kreatywno – technologicznej Spacecamp objął Jakub Krawczyk, były Chief Digital Officer w Publicis Communications oraz Dyrektor Zarządzający w Saatchi & Saatchi IS. Wcześniej związany m.in. z Ogilvy & Mather czy K2 Internet.

Jakub Krawczyk, CEO Spacecamp– Spacecamp to unikalna kombinacja utalentowanych ludzi, którzy przez ostatnie lata pracowali dla największych globalnych marek, realizując projekty z Genewą, Londynem, Nowym Jorkiem czy Dubajem. Są autorami strategii, designu i wdrożeń kompleksowych ekosystemów digitalowych. Jestem ogromnie podekscytowany tym projektem, bo z góry zakładamy nieustanny rozwój, który jest połączony z ciągłymi zmianami w innowacyjnych technologiach i zachowaniach konsumenckich – mówi Jakub Krawczyk, CEO Spacecamp.

Przynależność do platformy marketingowo – technologicznej Brand New Galaxy, daje ogromne możliwości wykorzystania efektu synergii. Jestem przekonana, że Kuba idealnie sprawdzi się w nowej roli i miejscu, w 100% czerpiąc z potencjału zarówno Spacecampu jak i BNG – dodaje Olga Adamkiewicz, CEO platformy Brand New Galaxy.

Jestem pewien, że wspólnie z Kubą będziemy w stanie realizować projekty na niespotykanym do tej pory poziomie, tworząc nową jakość na rynku digitalowym, która nie ma konkurencji nie tylko w Polsce, ale i na świecie  – dodaje Marek Palak, Managing Partner Spacecamp.

Spacecamp jest agencją kreatywno – technologiczną, która wykorzystując możliwości digital, projektuje komunikację marki z konsumentami, pomagając klientom rozwijać biznes. Zaczynając od strategii, UX, desingu po development aplikacji web i mobilnych, optymalizacje KPI czy lokalizacje platform na poziomie zarówno regionalnym, jak i globalnym.

Jakub jest Absolwentem Informatyki i Ekonometrii na Uniwersytecie Łódzkim. Zasiadał w jury takich konkursów jak Effie czy Media Trendy.

Więcej informacji o Spacecamp: www.spacecampx.com

Branża IT stawia na Rumunię. Polska akademia programowania otwiera tam swój oddział

Rumunia stanowi obecnie jedno z większych w Europie centrów technologicznych i ma największą liczbę pracowników IT w Europie Środkowo-Wschodniej. Szacuje się, że do 2020 roku zatrudnionych zostanie tam nawet 300 tys. specjalistów IT[1]. Potencjał tego kraju dla rozwoju swojej firmy postanowiło wykorzystać również Software Development Academy, które od stycznia 2018 roku, jako pierwsza akademia programowania w Polsce, będzie obecne na zagranicznym rynku szkoląc w Rumunii przyszłych programistów. Co czyni Rumunię coraz bardziej atrakcyjnym krajem dla zagranicznych inwestorów z sektora IT?

Według danych Eurostatu, Rumunia jest krajem, który zanotował największy ekonomiczny przychód w 2016 roku w Unii Europejskiej. Jest to spowodowane ogromnym wzrostem przychodów w branży IT, które w 2017 roku przekroczą 4 miliardy euro. Relatywnie niskie koszty pracy, w porównaniu do innych państw UE, a także brak podatku dochodowego dla programistów w Rumunii – to wszystko sprawia, że jest to bardzo atrakcyjny rynek pod względem warunków pracy dla sektora IT.

Rumunia wyprzedza Polskę pod względem liczby programistów

Szacuje się, że w Rumunii około 110-150 tys. osób pracuje obecnie w obszarze Komunikacji i IT. Rumunia ma zatem największą liczbę pracowników w tym sektorze w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla porównania, w Polsce szacuje się, że w tym samym sektorze pracuje około 100 tys., a na Ukrainie – 90 tys. pracowników[2]. IT to popularny kierunek rozwoju również ze względu na wysokie zarobki – średnie wynagrodzenie netto w sektorze IT wyniosło w czerwcu 1 tys. euro, czyli dwukrotnie więcej niż średnia płaca netto w Rumunii[3].

W Bukareszcie, a także okręgu Cluj, Iasi i Timis zlokalizowanych jest ponad 70% rumuńskich specjalistów IT, gdzie znajdują się główne centra technologii informacyjnych. To właśnie w Bukareszcie w styczniu 2018 roku zostanie otwarty pierwszy zagraniczny oddział największej w Polsce akademii programowania Software Development Academy, prowadzącej kursy w kilkunastu miastach naszego kraju. Od lutego kursy SDA będą również dostępne w Cluj-Napoca i Jassy. SDA to pierwsza tego typu firma w Polsce, otwierająca się biznesowo na Rumunię i planująca w najbliższym czasie wejście na rynki innych krajów CEE.

–– Rumunia zajmuje obecnie szóste miejsce w światowym indeksie, jeśli chodzi o liczbę certyfikowanych specjalistów IT[4] – wyjaśnia Piotr Mazur, wiceprezes Software Development Academy. – Przyjazne środowisko biznesowe przyciąga do Rumunii coraz więcej inwestorów, co z kolei generuje rosnące zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów. Ze względu na chłonność branży, nasz model działalności idealnie wpasowuje się w tamtejsze potrzeby i stanowi alternatywę dla tradycyjnych kanałów rekrutacji. Wejście na zagraniczny rynek to dla nas naturalny krok w dalszym rozwoju spółki.

SDA dostarczy na rynek rumuński nawet kilkaset programistów w ciągu 12 miesięcy

Według ekspertów liczba specjalistów IT w Rumunii wciąż jest zbyt niska – rynek może potrzebować nawet ponad 300 000 programistów w tym kraju. Najbardziej pożądanymi specjalistami na rumuńskim rynku pracy są programiści, testerzy i programiści aplikacji mobilnych. W ciągu 12 miesięcy Software Development Academy chce wprowadzić na rynek rumuński kilkuset przeszkolonych programistów, przybliżając się do aktualnych wyników biznesowych w Polsce.

Rumunia to obecnie najszybciej rozwijająca się gospodarka w Europie. Rumuni są niezwykle pracowici i szybko się uczą, co skłania do inwestycji liczne, znaczące na rynku międzynarodowym, przedsiębiorstwa mówi Costin Alexandru, Country Manager w Rumunii.SDA to odpowiedź zarówno na indywidualne potrzeby osób pragnących rozwinąć swoją karierę w dynamicznym środowisku oraz dla szybko wzrastających przedsiębiorstw ICT, zatrudniających wysoko wykwalifikowanych pracowników. Jestem przekonany, że SDA Romania szybko przeistoczy się w młodszą, odnoszącą sukcesy „siostrę” SDA Polska.

Software Development Academy planuje przełożyć na nowy rynek europejski najlepsze praktyki wypracowane przez 4 lata na polskim rynku. Realizowane w akademii kursy prowadzone będą przez trenerów – aktywnych zawodowo programistów z lokalnego rynku pracy. Kursanci dostaną ponadto kompleksowe wsparcie – od doboru kursu, po doradztwo zawodowe oraz pomoc w znalezieniu pracy. Dla kursantów dostępny będzie również Student Success Program zrzeszający międzynarodową społeczność kursantów i absolwentów akademii. Ponadto na rumuńskich kursantów SDA czeka szereg lokalnych partnerów. W dowód uznania oraz zaufania dołączą do nich również partnerzy, z którymi współpracuje akademia SDA w Polsce.

[1] Business Review, By 2020, the Romanian IT industry will need 300,000 specialists, artykuł dostępny pod adresem: http://bit.ly/2BmPtGp

[2] Badanie rumuńskiej firmy rekrutacyjnej Brainspotting, dane dostępne pod adresem: http://bit.ly/2k9sYkO  

[3] Badanie rumuńskiej firmy rekrutacyjnej Brainspotting, dane dostępne pod adresem: http://bit.ly/2k9sYkO  

[4] Emerging Europe, Romanian IT business statistics are promising, artykuł dostępny pod adresem: http://bit.ly/2AjuKDO  

Herkules zamierza w grudniu wydać 5 mln zł na skup akcji własnych

Herkules S.A. – notowany na GPW lider wynajmu żurawi i dźwigów, opublikował zaproszenie do składania ofert sprzedaży akcji. Dokument zawiera szczegóły rozpoczynanej 11 grudnia br. kolejnej transzy Programu Skupu Akcji Własnych, która obejmuje maksymalnie 1,2 mln akcji po cenie jednostkowej 4,20 zł za akcję, tj. 33% powyżej kursu zamknięcia z 6 grudnia. Powyższą transzę Programu Skupu poprowadzi ponownie dom maklerski Noble Securities. Zarząd mimo identyfikacji zdarzeń jednorazowych obniżających wyniki 2017 r., niezmiennie oczekuje bardzo dobrych perspektyw dla spółki w 2018 r. i uważa proponowaną cenę za atrakcyjną zarówno dla Spółki, jak i jej Akcjonariuszy.

Zarząd Herkules 6 grudnia 2017 r. podjął uchwałę dotyczącą maksymalnej liczby Akcji Własnych objętych drugą transzą skupu (do 1,2 mln szt.) oraz ceny jednostkowej nabycia (4,2 zł), a dziś Spółka opublikowała zaproszenie do składania Ofert Sprzedaży Akcji. Skup będzie trwał w okresie od 11 do 20 grudnia br. W dniu 28 grudnia spółka poda ewentualną stopę redukcji i zaakceptuje oferty, a rozliczenie transakcji odbędzie się maksymalnie do 29 grudnia.

– Przeznaczeniem skupu akcji jest ich umorzenie i tym samym zmniejszenie liczby akcji, dzięki czemu, oprócz wypłat dywidend, w ten sposób chcemy docenić naszych Akcjonariuszy. Z drugiej strony umożliwiamy tej części z nich, którzy nie czują się usatysfakcjonowani obecnym kursem akcji, wycofanie się z inwestycji. Jesteśmy pewni, że założenia grudniowego skupu są atrakcyjne zarówno dla Spółki, jak i jej Akcjonariuszy, a proponowana cena nie odzwierciedla jeszcze w pełni korzystnych perspektyw, które stoją przed Spółką w kolejnych latach – powiedział Tomasz Kwieciński, Wiceprezes Zarządu Herkules S.A.

Spółka dotychczas skupiła akcje stanowiące 3,32% kapitału, wobec 11%, na które zgodę wyraziło NWZ z lutego br.

–  W 2017 r. chcemy w naszych wynikach ująć zidentyfikowane niekorzystne czynniki i rozpocząć kolejny rok, w taki sposób, by móc zaprezentować potencjał wynikowy Grupy Herkules. Mimo dobrych warunków rynkowych, w ostatnich kwartałach spotkały nas jednorazowe negatywne zdarzenia mające charakter czynnika losowego, związane z sytuacją spółki zależnej Viatron oraz jednym z naszych wieloletnich kontrahentów, tj. Grupą Vistal. Warto zauważyć, że powyższe odpisy mają charakter księgowy i nie wpływają na przepływy w Spółce – dodał Tomasz Kwieciński.

Herkules 6 grudnia poinformował o jednorazowych czynnikach, które prawdopodobnie obciążą skonsolidowany wynik Grupy z 2017 r. Łączna kwota odpisów może wynieść ok. 7,2 mln zł i składają się na nią następujące zdarzenia – 1,5 mln zł obejmuje saldo aktywowanych dotychczas kosztów poniesionych przez spółkę zależną Viatron w 2016 r. na inwestycję w pozyskanie rynków zagranicznych. Spółka Viatron zmuszona była przerwać realizację prowadzonych projektów w wyniku wypadku i uszkodzenia technicznego kluczowego żurawia. Ze zdarzeniem tym wiąże się drugi negatywny czynnik dotyczący Viatronu, czyli odpis aktualizujący wartość księgową inwestycji Herkules S.A. w akcje tej spółki zależnej, co może wynosić do 4,7 mln zł. Trzecią przesłanką jest odpis nieuregulowanych należności ze strony Grupy Kapitałowej Vistal, który wyniesie do 1 mln zł.

–  Sądzimy, że w 2018 r. koniunktura rynkowa będzie sprzyjać Herkulesowi. Rynek budowlany jest w dobrej kondycji, zarówno w sektorze deweloperów mieszkaniowych, jak i komercyjnych, oferujących obiekty biurowe bądź handlowe. W tym obszarze ostatnio osiągnęliśmy porozumienie w zakresie dzierżawy żurawi wieżowych z wykonawcami budów najwyższych wysokościowców w Warszawie, m.in. 195-metrowego Skylinera oraz pozyskaliśmy obsługę jednego z etapów kompleksu Varso, czyli najwyższego budynku w Unii Europejskiej. Od listopada pracujemy też na budowie 140-metrowego Mennica Legacy Tower – zaznaczył Tomasz Kwieciński.

W grudniu spółka informowała o pozyskaniu zlecenia na najem jednostek na rzecz budowy wieżowca Skyliner, dla którego Herkules udostępni dwa żurawie wieżowe marki Potain MD365 oraz MD238 o udźwigach 16 t i 12t. wraz z kompleksową obsługą. Całkowita wysokość podnoszenia pierwszego z nich wynosi 219,1 m (wierzchołek żurawia znajdzie się na wys. 232,25 m). Okres współpracy przy tej inwestycji wyniesie ok., 27 mies., a jej wartość 3,4 mln zł.

Herkules poszukuje też rynków za granicą. W obliczu zamknięcia sektora energetyki wiatrowej w Polsce, Spółka niedawno o rozszerzyła współpracę z niemieckim producentem turbin wiatrowych Enercon i zakontraktowała na farmach wiatrowych w Niemczech swoje żurawie gąsienicowe. Wartość tej transakcji w okresie najbliższego półrocza to 5 mln zł.

Dobre prognozy dla polskiego rynku HoReCa

W porównaniu do roku ubiegłego rynek gastronomiczny w Polsce wzrósł o ponad 10,5 pp. i jest wart niemal 36,12 mld zł.

Liczba aktywnych placówek całorocznych wzrosła o 1,8 pp. Z wyjątkiem lokali zaliczanych do kategorii klubów nocnych, pubów i sieci fast food, w każdym z segmentów rynku gastronomicznego w ciągu ostatnich 12 miesięcy zwiększyła się liczba punktów.

Jednocześnie, o ponad 13 pp. spadła liczba punktów gastronomicznych uruchamianych sezonowo, w porównaniu do 2016 roku.

Odsetek Polaków w wieku 15+, którzy deklarują, iż odwiedzili punkt gastronomiczny w ciągu ostatnich 12 miesięcy, spadł o 5 pp. w porównaniu do rekordowego roku 2016 i wynosi obecnie 49 proc. Jest on jednak nadal na poziomie wyższym niż ten notowany w latach 2012-2015. Znacznie zwiększyła się z kolei częstotliwość wizyt w lokalach gastronomicznych – do poziomu średnio 3,7 odwiedzin w skali miesiąca. Wart podkreślenia jest również fakt ciągłego wzrostu średniej liczby odwiedzanych rodzajów punktów obserwowany rokrocznie od 2014 roku.

Lidia Kucharska, analityk w dziale Consumer Goods and Retail GfK podsumowuje: „Rosnąca liczba lokali i ich coraz bardziej różnorodna oferta wydaje się wpływać na wzrost intensywności korzystania przez konsumentów z gastronomii, zarówno w formie rosnącej częstotliwości wizyt, jak i odwiedzania/próbowania różnych typów lokali”. Konsumenci, którzy odwiedzali punkty gastronomiczne, wydawali w nich średnio 98 zł miesięcznie (jest to najwyższa wartość na przestrzeni ostatnich 9 lat).

Polacy najczęściej odwiedzali punkty gastronomiczne w celu spotykania się ze znajomymi lub spontanicznie, bez szczególnej okazji. Wybór danego lokalu najczęściej uzależniali od smaku serwowanych posiłków, napojów, dogodnej lokalizacji lub decydowali się na niego z przyzwyczajenia. Ogólnie rzecz biorąc, frytki, burgery, mięsne zestawy posiłków, pizza i lody to najbardziej popularne produkty zamawiane w placówkach gastronomicznych, co jest odbiciem niezmiennie dominujących typów odwiedzanych przez Polaków lokali. Bowiem pizzerie, restauracje i fastfoody to najbardziej popularne rodzaje placówek odwiedzanych przez konsumentów. Jednak popularność tych ostatnich spadła w stosunku do ubiegłego roku.

Jeśli chodzi o sieci gastronomiczne, na czele pozostaje McDonald’s. Prawie dwie trzecie Polaków w wieku 15+ deklaruje, iż odwiedziło punkt tej sieci w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Sieci KFC i Pizza Hut nadal pozostają w czołówce rankingu popularności.

Ponad jedna czwarta konsumentów odwiedzających punkty gastronomiczne skorzystała z możliwości zamawiania potraw za pośrednictwem telefonu i/lub internetu. Ten sposób składania zamówienia cieszył się największą popularnością w przypadku pizzerii. Niemal dwie trzecie klientów gastronomii korzystało z opcji zamawiania wynos – najczęściej działo się tak w przypadku sieci McDonald’s i KFC.

O badaniu
Powyższe dane pochodzą z raportu „Rynek gastronomiczny 2017”, który opisuje rynek z perspektywy: właścicieli i kierowników punktów gastronomicznych oraz konsumentów odwiedzających poszczególne lokale, a to wszystko na tle bieżącego otoczenia rynkowego. Prezentowana jest między innymi liczba punktów gastronomicznych, wartość rynku, obroty punktów gastronomicznych oraz udział kategorii produktowych w obrotach. Szczegółowo zostały również przeanalizowane kwestie współpracy punktów z dostawcami/ producentami i przedstawicielami handlowymi.

Ceny ropy, złota, srebra i platyny w dół. Słabe dane z Niemiec

Pomimo działań OPEC ropa po chwilowych wzrostach wyraźnie spada. Słabe dane z Niemiec na temat produkcji przemysłowej. Metale szlachetne udowadniają, że nie są pewną lokatą kapitału.

Ropa idzie w dół

Pomimo decyzji o obniżeniu wydobycia przez OPEC przedłużonej do końca roku ceny czarnego złota idą w dół. Powodem jest fakt, że nie jest to jedyny producent. Wydobycie w USA stabilnie wzrasta i zajmuje coraz większą część luki. Warto również zwrócić uwagę na ostatnie dane o zapasach. Były one dość niejednoznaczne. Z jednej strony spadły zapasy ropy o 5,6 miliona baryłek, co jest naprawdę istotnym spadkiem. Z drugiej strony zapasy benzyny wzrosły jeszcze bardziej, bo niemal o 7 milionów baryłek. Rynek boi się, że jest to efekt słabnącego popytu na surowiec przy tym poziomie cen. Gdyby ta tendencja się utrzymała w USA byłby to bardzo zły sygnał dla rynku. Warto zwrócić uwagę, że od szczytów z początków grudnia ropa spadła już o niemal 5%. Jest to zła informacja dla krajów i  walut, których gospodarka mocno zależy od czarnego złota.

Dane z Europy

Dzisiaj od rana poznaliśmy dane z niemieckiego przemysłu. Produkcja przemysłowa wbrew oczekiwaniom nie wzrosła aż tyle ile oczekiwali analitycy. Różnica pomiędzy spodziewanym 4,3% a uzyskanym 2,7% może niepokoić. Było zresztą widać drobne tąpnięcie na głównej parze walutowej pokazujące, że inwestorzy nie przyjęli dobrze tych danych. Te same dane dobrze wypadły z kolei w Czechach. Różnica pomiędzy 10,3% a ogłoszonym 10,5% spowodowała zaledwie krótkotrwały wzrost zmienności na rynku. O 0,1% od oczekiwań lepiej wypadło PKB strefy euro, które rośnie o 2,6% w skali roku.

Metale szlachetne w niełasce

Dobra koniunktura ma też swoje słabsze strony. Gdy na rynkach jest bezpiecznie inwestorzy opuszczają tzw. bezpieczne przystanie. Zaczynają lokować środki w bardziej ryzykowne, a co za tym często idzie bardziej dochodowe instrumenty. Ofiarom takich działań padł np. frank szwajcarski, który do momentu gdy na rynkach było niepewnie zbliżał się ceną do euro. Obecnie jest około 15% tańszy. W odwrocie są też inwestycje w metale szlachetne. Ceny zarówno złota jak i srebra czy platyny w ostatnich tygodniach wyraźnie spadają.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Czy przywództwo transformacyjne sprawdzi się w twojej firmie?

Dynamiczne otoczenie biznesowe i kolejne pokolenie na rynku pracy stawiają przed liderami nowe wyzwania. W sprostaniu im może pomóc zarządzanie w myśl koncepcji przywództwa transformacyjnego. Na czym ona polega i czy jej zastosowanie sprawdzi się tylko w przypadku kierowania zespołem millenialsów?

Co oznacza transformacja?

Coraz więcej organizacji dostrzega, że przywództwo opierające się na nagrodach i karach nie najlepiej się sprawdza. Kiedy szef proponuje transakcję – oferuje coś w zamian za wykonanie czegoś – koncentruje się na nadzorowaniu i egzekwowaniu, a w pracownikach kształtuje motywację zewnętrzną. Choć początkowo wyniki takiego działania mogą przynosić efekty, w dłuższej perspektywie takie rozwiązanie może przyczynić się do niskiego zaangażowania pracowników i spadku ich poczucia odpowiedzialności za realizowane zadania. Co zrobić, aby tak się nie stało? Rozwiązaniem może być przywództwo transformacyjne. – W myśl tej koncepcji lider to charyzmatyczny wizjoner, który formułuje ambitne, a zarazem realne cele i potrafi zainspirować zespół do ich realizacji. Pobudza motywację wewnętrzną i zaangażowanie, ponieważ ma indywidualne podejście do pracowników, zależy mu na ich rozwoju, stymuluje ich intelektualnie. Zachęca także do kreatywności, innowacyjności oraz samodzielnego myślenia. Inspiruje nie tylko optymistycznym i realistycznym obrazem przyszłości, ale także własnym przykładem – wyjaśnia Łukasz Gabryś, trener z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Właśnie takiej postawy poszukują w pracodawcy przedstawiciele pokolenia Y.

Szef tylko dla millenialsów?

Według badań za 10 lat millenialsi, czyli osoby urodzone między początkiem lat 80. a połową 90., będą stanowić 75% zatrudnionych, dlatego tak ważne jest to, aby już dziś zwrócić uwagę na ich potrzeby, wartości i sposób myślenia. Dla przedstawicieli tego pokolenia motywacja finansowa nie jest już najważniejsza. Są świetnie wyedukowani i zarazem gotowi na dalszy rozwój. Zależy im na równowadze pomiędzy pracą a życiem prywatnym, chcą robić to, co ich interesuje. Jedynie wtedy są w stanie się zaangażować. – Rodzaj wykonywanej pracy to jednak nie wszystko, kluczowa jest bowiem również postawa lidera. Millenialsi oczekują od niego nie tylko myślenia strategicznego i umiejętności podejmowania decyzji, ale też charyzmy, inspiracji oraz nakierowania na rozwój pracowników – mówi Łukasz Gabryś z Integra Consulting Poland. – Budowanie kompetencji członków zespołu powinno być wspólnym celem ich samych oraz przełożonych, niezależnie od wieku. W tym wyzwaniu może pomóc wiedza o funkcjonowaniu naszego mózgu – dodaje.

Trzy sieci, które powinien znać nowoczesny przywódca (i nie chodzi o internet)

Według ekspertów przywództwo transformacyjne ma uzasadnienie nie tylko w kontekście oczekiwań przedstawicieli pokolenia Y, ale również w neuronauce. Dla nowoczesnego przywódcy istotna jest znajomość trzech sieci w naszym mózgu – bezpieczeństwa, wykonawczej i domyślnej. Pierwsza z nich to tzw. mózg emocjonalny, w tym kontekście najważniejsze jest to, aby pracownicy nie czuli zagrożenia, ponieważ chroniczny stres obniża ich efektywność. Kiedy już zapewnimy członkom zespołu poczucie bezpieczeństwa, możemy rozpocząć wzmacnianie ich kompetencji. Odpowiedzialny za to zadanie jest tzw. mózg poznawczy, który możemy pobudzać poprzez udzielanie konstruktywnej informacji zwrotnej, czyli reagowanie na zachowanie i aktywność podwładnych, wyraźnie odróżniając od siebie pozytywy od ograniczeń. Trzecia sieć to tzw. mózg kreatywny, który potrzebuje inspirowania do twórczego myślenia. – Ważne, aby lider miał na uwadze rozwój pracowników w tych wszystkich trzech obszarach, bowiem na przykład o kreatywność znacznie trudniej, gdy brakuje poczucia bezpieczeństwa. Kwestią istotną dla budowania kompetencji jest także dawanie uprawnień i traktowanie podległych pracowników jako współpracowników. Przywódca transformacyjny pracuje razem z zespołem, jest jego częścią, identyfikuje się z nim, chętnie dzieli się wiedzą i doświadczeniem. W sytuacjach trudnych pomaga, ale nie wyręcza – jest więc zarazem przewodnikiem oraz partnerem. Taka postawa lidera buduje jego autorytet, a jednocześnie zwiększa morale zespołu i eliminuje niezdrową rywalizację. Myślę, że kształtowana w ten sposób atmosfera wzajemnego szacunku i zaufania w firmie jest pożądana nie tylko przez millenialsów – podsumowuje Łukasz Gabryś z Integra Consulting Poland.

Rada Doradcza ds. Bezpieczeństwa poza Granicami (Overseas Security Advisory Council – OSAC)

Powodzenie w prowadzeniu działalności gospodarczej, szczególnie za granicą, zależy w dużym stopniu od właściwego rozpoznania środowiska biznesowego w danym kraju lub regionie świata. Amerykańskie przedsiębiorstwa sektora prywatnego świetnie zdają sobie z tego sprawę i w ramach rozpoznania często przeprowadzają wywiad gospodarczy.

Badania firmy konsultingowej Futures Group wykazały, że 60% amerykańskich korporacji poddanych badaniu posiadało dobrze zorganizowane systemy wywiadu gospodarczego, a wszyscy respondenci wykazali, iż zbierają informacje wywiadowcze w różnych obszarach rozwijanej działalności. Natomiast badania Global Intelligence Alliance z 2007 r. pokazują, że niemal 100% wielkich amerykańskich przedsiębiorstw wykorzystuje wywiad gospodarczy do wspierania procesu podejmowania decyzji (nie oznacza to jednak, że wszystkie mają etatowe struktury). Wynika z tego, że niemal każda amerykańska firma swoje działania biznesowe poprzedza samodzielnym, gruntownym rozpoznaniem środowiska i warunków, w jakich przyjdzie jej działać.

W swoich działaniach rozpoznawczych amerykańskie firmy nie są pozostawione samymi sobie. W prezentowanym artykule chcemy zwrócić Państwa uwagę na to, że działalność prywatnych firm amerykańskich otrzymuje wsparcie ze strony administracji rządowej USA. Dzięki swego rodzaju partnerstwu prywatno-publicznemu amerykański prywatny biznes za granicą otrzymuje znaczące wsparcie informacyjne ze strony Departamentu Stanu, amerykańskich ambasad i konsulatów. Przekazywane informacje dotyczą m.in. zagrożeń i bezpieczeństwa prowadzenia biznesu w prawie każdym miejscu na świecie. Wspomniane partnerstwo prywatno-publiczne realizowane jest poprzez Amerykańską Radę Doradczą ds. Bezpieczeństwa poza Granicami (OSAC).

Amerykańska Rada Doradcza ds. Bezpieczeństwa poza Granicami (OSAC) służy interesom prywatnego sektora gospodarki Stanów Zjednoczonych prowadzącemu interesy poza granicami kraju. Z jej usług korzystać mogą: organizacje gospodarcze, organizacje pozarządowe, uczelnie, związki wyznaniowe, a także wszelkie inne instytucje amerykańskiego sektora prywatnego działające za granicą.

OSAC została utworzona w 1985 r. na podstawie ustawy federalnej, tzw. Federal Advisory Committee Act, w celu promowania współdziałania amerykańskiego prywatnego biznesu i Departamentu Stanu w zabezpieczeniu amerykańskich interesów gospodarczych na świecie. Z czasem OSAC rozwinęła się. Dziś można ją uznać za niezwykle udane przedsięwzięcie typu joint venture, w skład którego weszły amerykańskie firmy i organizacje gospodarcze, i skuteczne narzędzie umożliwiające im radzenie sobie w obcym dla nich środowisku.

OSAC posiada swoją „Radę (nadzorczą)”, która składa się z ponad 30 organizacji sektora prywatnego i 5 instytucji publicznych reprezentujących określone branże lub gałęzie gospodarki. Organizacje członkowskie desygnują swoich przedstawicieli do „Rady” OSAC i dostarczają wskazań i instrukcji, na podstawie których tworzone są najbardziej korzystne programy funkcjonowania amerykańskiego prywatnego biznesu za granicą. OSAC przygotowuje również specjalne rekomendacje dla Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych, które wprowadzane są w życie przez Biuro Bezpieczeństwa Dyplomatycznego (DS) tego Departamentu. Rekomendacje te przygotowywane są głównie przez Centrum Wsparcia Badań i Informacji (Research and Information Support Center – RISC), stronę internetową OSAC i tzw. Program Rady Krajowej (Country Council Program).

Ważnym celem działalności OSAC było stworzenie efektywnej i bezpiecznej sieci łączności, z której korzystają jej członkowie. Członkostwo w OSAC nie wiąże się z żadnymi kosztami po stronie amerykańskich firm.

OSAC dostarcza przedsiębiorstwom informacji niezbędnych do bezpiecznego prowadzenia interesów za granicą, w tym związanych z identyfikacją i śledzeniem zagrożeń danych – takich jak:

  • charakterystyka osób zatrudnionych w sektorze prywatnym,
  • udogodnienia i utrudnienia gospodarcze,
  • bezpieczeństwo inwestycji,
  • interesy różnych podmiotów gospodarczych,
  • ochrona własności intelektualnej,
  • informacje na temat rozwoju nowych rynków z dokładną oceną bezpieczeństwa działania na tych rynkach teraz i w przewidywalnej przyszłości.

Te informacje OSAC dostarcza amerykańskim firmom i instytucjom w systemie całodobowym, siedem dni w tygodniu. Mają one postać analiz eksperckich, które są najczęściej odpowiedzią na konkretne pytania firm i dotyczą m.in. wyzwań związanych z bezpieczeństwem prowadzenia biznesu w konkretnym kraju.

Struktura OSAC

Radzie Doradczej ds. Bezpieczeństwa poza Granicami (OSAC) przewodniczą: Dyrektor Służby Bezpieczeństwa Dyplomatycznego w Departamencie Stanu oraz, jako współprzewodniczący, wybrany reprezentant sektora prywatnego.

Wybierani na okres od 2 do 6 lat, reprezentanci organizacji członkowskich OSAC spotykają się raz na kwartał w celu podjęcia ważnych dla Rady decyzji. Uczestniczą również w pracach podkomitetów OSAC, które zajmują się takimi kwestiami jak ochrona informacji gospodarczej czy ograniczenie wpływów transnarodowych organizacji przestępczych. Pod auspicjami kierownictwa OSAC inicjowane są coroczne dyskusje i oceny pięcioletnich planów organizacji. Pozwala to na bieżąco je aktualizować i dostosowywać do potrzeb organizacji członkowskich OSAC.

W strukturach OSAC funkcjonują cztery zasadnicze ośrodki, za pomocą których przekazywane są informacje niezbędne amerykańskiemu sektorowi prywatnemu do działania za granicą:

  • „Rada” OSAC kieruje organizacją i określa jej strategiczne kierunki działania, cele i zadania. Jej struktura gwarantuje, że cele i zadania OSAC określane są przez przedstawicieli sektora prywatnego jedynie z niewielkim wsparciem sektora publicznego.
  • Centrum Wsparcia Badań i Informacji (RISC) jest przeznaczone wyłącznie dla amerykańskiego sektora prywatnego. Centrum szacuje zagrożenia dla amerykańskich biznesmenów, ich nieruchomości i własności intelektualnej za granicą. Posiadając dostęp do wielu informacji tajnych i jawnych raportów amerykańskich misji dyplomatycznych z całego świata, a także opracowane informacje ze źródeł otwartych, zespół RISC jest w stanie na bieżąco śledzić społeczne, polityczne i ekonomiczne kwestie mające wpływ na prowadzenie działalności amerykańskiego sektora prywatnego za granicą. Centrum RISC składa się z trzech odrębnych działów: Informacji i Rad Krajowych, Bezpieczeństwa Globalnego oraz Analiz Regionalnych.
  • Rady Krajowe stanowią replikę partnerstwa prywatno-publicznego OSAC na terenie 135 lokalizacji zagranicznych, jednocząc amerykańskie ambasady lub konsulaty z amerykańską społecznością biznesową w danym regionie w celu dzielenia się informacjami dotyczącymi bezpieczeństwa.
  • Strona internetowa OSAC to mechanizm, za pomocą którego OSAC rozpowszechnia jawne informacje o incydentach związanych z bezpieczeństwem prowadzenia biznesu i zagrożeniami dla amerykańskiego sektora prywatnego za granicą.

Korzyści dla firm i organizacji członkowskich OSAC

Sieć informacyjna OSAC zapewnia dostęp do wiarygodnych informacji i analiz dotyczących bezpieczeństwa prowadzenia biznesu na terenie całego globu. Sieć OSAC umożliwia w szczególności:

  • bezpośredni dostęp do RISC i rozbudowanej waszyngtońskiej strony WEB; informacje w obu tych bazach danych są na bieżąco aktualizowane,
  • natychmiastowy dostęp do wiarygodnych informacji o zagrożeniach dla amerykańskiego sektora prywatnego w konkretnym kraju lub rejonie świata dzięki dostępowi do baz danych Rad Krajowych,
  • możliwość korzystania z globalnej sieci łączności dla ok. 3,7 tys. organizacji członkowskich i ponad 135 Rad Krajowych wspieranych przez federalnych agentów prawnych urzędujących w amerykańskich ambasadach i konsulatach na całym świecie.

Strona internetowa OSAC.gov jest jedną z najpopularniejszych stron Departamentu Stanu USA. Zawartość tej strony jest w dużej części powszechnie dostępna. Składają się na nią:

  • raporty dot. dziennych nowości i streszczenia e-maili z ambasad i konsulatów,
  • raporty o wydarzeniach publicznych (gospodarczych i politycznych),
  • porady Departamentu Stanu dla podróżujących za granicę.

Oprócz dostępu do powszechnie publikowanych danych członkowie OSAC mają również dostęp do kont chronionych specjalnymi hasłami. Informacje znajdujące się na tych kontach obejmują m.in.:

  • raporty nt. większości incydentów dotyczących kwestii bezpieczeństwa na świecie i dotyczącą tych wydarzeń analizę porównawczą opartą na bieżących potrzebach członków,
  • opracowania związane z bezpieczeństwem podczas ważnych światowych wydarzeń, takich jak Igrzyska Olimpijskie, Puchar Świata w piłce nożnej, szczyt państw G-8 (G-7), Światowe Forum Ekonomiczne; w opracowaniach tych członkowie mogą znaleźć szczegółowe informacje nt. nadchodzących wydarzeń i aktualnych zagrożeń dla realizowanych przez konkretnego członka OSAC przedsięwzięć gospodarczych,
  • potrzebne konkretnym członkom OSAC raporty na ściśle określony temat lub dotyczące określonego regionu,
  • bibliotekę źródłową zawierającą informacje potrzebne członkom do planowania działalności gospodarczej, w tym planowania awaryjnego, a także wzorcowe modele prezentacji, które członkowie OSAC mogą wykorzystać do szkolenia swojego personelu,
  • komunikaty alarmowe przesyłane przez Biuro Spraw Konsularnych Departamentu Stanu USA z amerykańskich ambasad i konsulatów za granicą.

Członkami OSAC są firmy lub organizacje gospodarcze, a nie osoby indywidualne. Członkami Rady zostać mogą również amerykańskie organizacje „not-for-profit” i przedsiębiorstwa zarejestrowane w USA (przedsiębiorstwa macierzyste, a nie filie lub oddziały). Obecnie członkami OSAC są: małe i średnie firmy, wielkie korporacje wchodzące w skład Fortune 500, ośrodki akademickie, związki wyznaniowe i inne amerykańskie organizacje działające za granicą. Każda z tych organizacji wyznacza jednego przedstawiciela – „punkt kontaktowy” do kont (baz danych) OSAC. Zwykle takim „punktem kontaktowym” jest osoba reprezentująca szefa firmy (organizacji) w kwestiach bezpieczeństwa. Osoba ta jest upoważniona do tego, by dać dostęp do kont OSAC innym przedstawicielom danej firmy (organizacji).

OSAC jest najlepszym dowodem na to, że w Stanach Zjednoczonych silne jest przekonanie, iż powodzenie amerykańskich inwestycji i pomyślna ekspansja tego kraju za granicą zależy od posiadania aktualnej wiedzy o warunkach działania w środowisku gospodarczym danego kraju lub regionu. Potwierdza również, że prywatne przedsiębiorstwa w swoim działaniu poza granicami USA mogą liczyć na informacyjne wsparcie administracji rządowej.

Autor: Krzysztof Surdyk, radca prawny Robert Nogacki

Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Bank Kanady utrzymuje stopy

Kanadyjski dolar tracił po ogłoszeniu decyzji Banku Kanady o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie i w związku z ostrożnymi wypowiedziami przedstawicieli instytucji. Decyzja była – co prawda – zgodna z oczekiwaniami analityków, ale ton wypowiedzi oficjeli Banku Kanady w sprawie ewentualnego podniesienia stóp procentowych w przyszłości był bardziej ostrożny niż oczekiwał rynek. Z kolei na wartości zyskiwał brazylijski real po tym, jak Bank Centralny Brazylii – zgodnie z oczekiwaniami analityków – obniżył główną stopę procentową o 50 pkt. bazowych do 7%. Przedstawiciele banku zwrócili uwagę na sygnały wskazujące na odbudowę brazylijskiej gospodarki.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,32%), brytyjskiego funta (+0,24%), dolara kanadyjskiego (+0,9%), dolara australijskiego (+0,52%) oraz japońskiego jena (+0,33%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,179, GBP/USD – 1,338, USD/CAD – 1,281, AUD/USD – 0,754 i USD/JPY – 112,6. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,01%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,881. Złotówka traci do głównych walut poza frankiem szwajcarskim. W czwartek rano dolar kosztuje 3,57 zł, euro – ponad 4,21 zł, funt – 4,78 zł, a frank – poniżej 3,61 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,28%, frankfurcki indeks DAX stracił 0,38%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,02%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,01%, meksykański indeks Bolsa stracił 0,95%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 1%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei zyskał 1,45%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,67%, a hongkoński indeks Hang Seng wzrósł o 0,26%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych spadkach ceny ropy naftowej idą w górę. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,86 USD (+0,65%), a ropy WTI – 57,62 USD (+0,26%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 66 USD. Z kolei cena złota po wcześniejszych wzrostach idzie w dół. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1268 USD. To 7 USD mniej (-0,55%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 7:45 – Szwajcaria – Stopa bezrobocia, listopad – 3% (prognoza 3,1%)
  • 8:00 – Niemcy – Produkcja przemysłowa (r/r), październik – 2,7% (prognoza 4,3%)
  • 11:00 – Strefa euro – PKB (r/r), III kw. (prognoza 2,5%)
  • 13:30 – USA – Raport Challengera, listopad (poprzednia wartość 29,8 tys.)
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 240 tys.)
  • 17:00 – Strefa euro – Wystąpienie szefa EBC

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

PKN ORLEN wśród światowych gigantów na liście Global Finance

PKN ORLEN został wyróżniony jako najlepsza spółka w obszarze zarządzania ryzykiem walutowym w Europie Centralnej i Wschodniej w prestiżowym rankingu magazynu Global Finance. Koncern trafił na prestiżową listę już po raz drugi z rzędu, sytuując się globalnie w gronie takich firm jak Apple, Siemens, Ford, United Technologies, Philips czy Sabic.

Kategoria zarządzania ryzykiem walutowym Global Finance wyróżnia firmy, które z sukcesem utrzymały marże zysku, przepływy pieniężne i globalną konkurencyjność na optymalnym poziomie. Wśród głównych kryteriów oceny znalazły m.in. się klarowna polityka zarządzania ryzykiem i sytuacjami kryzysowymi, pomiar ryzyka walutowego i koszty hedgingu.

Wyróżnienie prestiżowego „Global Finance” zobowiązuje nas do dalszego sukcesywnego budowania kompetencji i konsekwentnego, niezakłóconego przynoszenia dodatniego wyniku na scentralizowanym zarządzaniu ryzykami finansowymi w Grupie Kapitałowej. Ten sukces nie byłby możliwy bez zaangażowania całego zespołu zarządzania ryzykiem finansowym i płynnością. Obrana przez nas droga stopniowego rozwoju kompetencji zespołu oraz połączenie systematycznego podejścia do identyfikacji i analizy ryzyka z rozwojem kompetencji tradingowych zostały docenione przez rynki i przyczyniły się do poprawy naszej stabilności finansowej i przewidywalności wyniku – powiedział Jacek Matyjasik, Dyrektor Wykonawczy ds. Zarządzania Finansami w PKN ORLEN.

Wyróżnienie przyznane PKN ORLEN jest elementem prestiżowego rankingu Global Finance, honorującą także dostawców usług walutowych. W 18 edycji zestawienia znalazły się firmy ze 104 krajów, reprezentujących 7 globalnych regionów. Wybór laureatów dokonywany jest w oparciu o opinie analityków, menadżerów wyższego szczebla i ekspertów bankowych. Pod uwagę brane są wolumen transakcji, udział w rynku, zakres usług, obsługa klienta, konkurencyjne ceny oraz innowacyjne technologie.

Eksperci: W gazetkach brakuje spójnych opisów, treści są układane chaotycznie. Z estetyką też nie jest najlepiej

Kapituła Programu AdRetail Inspirio (AdRI) sprawdziła kilka tysięcy gazetek sieci dyskontów, supermarketów, hipermarketów i convenience, opublikowanych w I półroczu br. Większość z 8-osobowego składu wskazała, że dostępne na rynku publikacje są mało czytelne. Wynika to z nadmiaru prezentowanych blisko siebie produktów. Nagminnym błędem jest też pokazywanie towarów z różnych kategorii na jednej stronie. Ponadto ceny są przedstawiane na źle dobranych tłach, a przez to wyglądają niewyraźne. Co gorsza, nielogiczne łączenie ich z artykułami często może wprowadzać w błąd. Sieci zapominają również o tym, że obecnie, poza rabatami, konsumenci oczekują inspiracji do zakupów i informacji o walorach asortymentu.

Ekspert Komisji Europejskiej i jeden z członków Kapituły AdRI, Andrzej Wojciechowicz, stwierdza, że większość sieci komunikuje promocje w sposób dość chaotyczny, czyli przypadkowy w kwestii łączenia produktów na stronach swoich gazetek. Prezentowanie artykułów z różnych grup towarowych obok siebie często zaburza percepcję odbioru, dekoncentruje i limituje wybory klientów. Pokazywanie proszku do prania tuż obok świeżych warzyw i owoców niestety nie należy do rzadkości. Nie zawsze też dobór asortymentu pasuje do strategii handlowej danej sieci.

– Podstawą jest oczywiście prostota i logiczne ustawienie produktów. Im więcej sieci chcą nam pokazać w gazetce, tym gorzej z jej czytelnością. W dzisiejszych czasach konsumenci lubią proste i przyjazne rozwiązania, a więc w tym kierunku należy zmierzać. Zalecam też usystematyzowanie kategorii i zachowywanie wyraźnej przestrzeni pomiędzy prezentowanymi artykułami, w celu lepszej ekspozycji – mówi Norbert Kowalski, przewodniczący Kapituły Programu AdRetail Inspirio.

Eksponowanie cen i promocji

Jak zaznacza kolejny ekspert, dr Maria Andrzej Faliński, cena nie powinna być dominującym przekazem w gazetce. Taki zabieg zachęca do zakupów na tzw. biednym rynku. Tymczasem polscy konsumenci już zdążyli się oswoić z produktami wysokiej jakości i takich obecnie poszukują. Z reguły niskie ceny kojarzą im się z asortymentem gorszego sortu. Dlatego, w ocenie eksperta, wyraźne zaznaczanie, że produkt jest niezwykle tani bardziej szkodzi, niż pomaga w sprzedaży.

– Z przeprowadzonej analizy wynika, że tylko w części gazetek ceny są lepiej widoczne. Cenówki w formie jednobarwnego tła, np. żółtego, lub prostych kresek na białym kolorze często nie dają komfortu oglądającemu, gdyż zlewają się z częścią wyeksponowanych produktów na stronie. Dla przykładu, zielona etykieta cenowa w wielu miejscach spełni swoją rolę, ale obok awokado czy groszku już nie za bardzo – ocenia Sebastian Starzyński, prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA i członek Kapituły AdRI.

W opinii Andrzeja Wojciechowicza, ceny są bardzo często źle eksponowane i nie dominują w przekazie. Najgorsze jest to, że są niewłaściwie przypisywane do produktów, z punktu widzenia intuicyjnego kojarzenia. Przedstawiane rabaty nie zawsze są oczywiste. Czasem wręcz szkodzą wizerunkowi sieci, gdy są prezentowane w sposób nieczytelny.

– Uważam, że dla konsumentów pomocne jest przede wszystkim tematyczne grupowanie promocji. To pomaga im łatwo i szybko wyszukiwać interesujące obniżki, a dodatkowo pozwala je zapamiętać. Jak wykazała analiza, duża część graczy na rynku coraz lepiej korzysta z tej zasady, m.in. tworząc oferty dnia lub tygodnia. Niemniej, jest jeszcze wiele atrybutów promocji wykorzystywanych w dość małym zakresie, a docenianych przez konsumentów, np. darmowa dostawa produktów kupionych przez Internet czy rabat na następne zakupy – stwierdza Katarzyna Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarządzająca Mobile Institute, członek Kapituły AdRI.

Prezentowanie produktów

Natomiast Michał Rosiak zaleca umieszczanie w gazetkach treści kontekstowych, które uzasadniają wybór danego produktu. W niektórych publikacjach pojawiają się opinie lub użyteczne informacje na temat asortymentu. Jednak w wielu przypadkach wciąż jeszcze brakuje pomocnych porad odnośnie wykorzystania konkretnego artykułu. I to jest jednym z najczęściej pojawiających się błędów. Takie podpowiedzi mogą zachęcać do nabywania wielu towarów spoza list zakupowych konsumentów.

– Trzeba zaznaczyć, że generalnie gazetki prezentują zbyt wiele modułów na swoich stronach – średnio kilkanaście. W związku z tym, poszczególne produkty są gorzej widoczne. Natomiast korzystne jest eksponowanie artykułów w aranżacjach tematycznych. I ten zabieg stosuje coraz więcej sieci, co było widoczne w analizowanych gazetkach – zwraca uwagę Marcin Dobek, członek zarządu platformy TakeTask S.A.

Jak podkreśla dr Faliński, w gazetkach jest zdecydowanie za mało informacji o walorach produktów. A to jest podstawą do budowania trwałej relacji z konsumentem, opartej na szacunku do niego. Bez tego klienci mają odczucie instrumentalnego traktowania ich, jedynie jako źródła zysku. Dobra oferta w życzliwy i nienachlany sposób przedstawia nowości. W ocenie eksperta, „bezduszna” optymalizacja powierzchni promocyjnej gazetek może skutkować spadkiem liczby kupujących.

– Gazetki w dużej części poprawnie prezentują swoje oferty. Ale częstym błędem jest upychanie dużej ilości produktów na małej powierzchni. Tymczasem mniejsza liczba artykułów pozwala lepiej je eksponować. Natomiast więcej informacji na temat danego artykułu na pewno pomogłoby konsumentom w lepszym rozumieniu propozycji sieci – doradza Dawid Firkowski, członek Kapituły Programu AdRetail.

Problem z estetyką

– Ogólnie występuje problem w zakresie czytelności oraz estetyki graficznej w dostępnych na rynku gazetkach. Przede wszystkim produkty i ich opisy nie tworzą spójnej całości. A to jest bardzo ważne, bo powiązane ze sobą przekazy często wpływają na łączny zakup kilku rzeczy. Poza tym, sieci powinny wyraźnie oddzielać od siebie grupy towarowe i artykuły – podpowiada dr Faliński, członek Kapituły AdRI.

Tymczasem Sebastian Starzyński stwierdza, że wśród kilku tysięcy analizowanych gazetek ani jedna nie została w całości źle zaprojektowana graficznie. Ale w większości zdarzały się błędy, często poważne. W  poszczególnych miejscach były to zwykle zbyt małe i słabej jakości zdjęcia produktów lub strony bardzo zbliżone kolorem do asortymentu. Ekspert stwierdza, że sieci powinny bardziej zwracać uwagę na tego typu szczegóły.

– Są pewne podstawowe zasady w kwestii doboru kolorystyki i motywów do skojarzeń, których nie wolno łamać. Niestety bezkrytyczna kreatywność i przekonanie o własnej nieomylności twórców gazetek często obracają się przeciwko emitentom. To, co sieciom wydaje się nowoczesne, przemawiające i estetyczne, niekoniecznie musi być tak odbierane przez konsumenta masowego, a to przecież do niego kierowany jest przekaz – przypomina Andrzej Wojciechowicz.

Gazetki zniechęcają?

Według Norberta Kowalskiego, jeśli gazetka jest nieczytelna i nie przekazuje klientowi oczekiwanych informacji, to teoretycznie może go zniechęcać do wizyt w danej sieci. Jednak w praktyce większość konsumentów zwykle odwiedza sklepy, które są blisko ich domów. W związku z tym, źle skomponowana gazetka nie powinna być wystarczającym powodem do rezygnacji z zakupów w danej sieci.

– Tego typu publikacja oczywiście ma realny wpływ na postrzeganie danej sieci. To jej wizytówka. Jeśli wygląda nieestetycznie, konsumenci to szybko zauważają. Obecnie nie wystarczy już duże zdjęcie produktu na białym tle z przekreśloną ceną, żeby zachęcić klientów do zakupów. Nowoczesne gazetki muszą przyciągać uwagę ofertami tematycznymi. Dotyczy to zarówno żywności, jak i asortymentu non-food. W przypadku produktów spożywczych zachęcającym dodatkiem są przepisy kulinarne – zapewnia Marcin Dobek, członek Kapituły AdRI.

Z obserwacji Sebastiana Starzyńskiego wynika, że odbiór danej gazetki głównie zależy od nastawienia klientów. Jeśli są wypoczęci i chcą dokładnie poznać ofertę sieci, aby wybrać sklep, to żadna gazetka ich nie zmęczy. Jednak tak niestrudzonych konsumentów jest coraz mniej. Większość osób ma mało czasu dla siebie, dlatego przejrzystość i zapewnianie inspiracji zakupowych działa najbardziej zachęcająco.

– Źle skomponowana gazetka, np. mało czytelna, w najlepszym razie nie zachęci odbiorcy do zakupów. W najgorszym przypadku, wpłynie ujemnie na postrzeganie sieci. Oba efekty oznaczają straty dla takiego gracza na rynku. Powinny być unikane. W diagnozowaniu błędów mogą pomóc wnikliwe badania i analizy. Potem trzeba oczywiście stosować się do zaleceń. Innej drogi niestety nie widzę – podsumowuje Michał Rosiak, zastępca przewodniczącego Kapituły Programu AdRetail Inspirio.

Najlepsze 25 startupów z regionu CEE rozpoczyna akcelerację w ramach Bridge to MassChallenge Warsaw

,Bridge to MassChallenge Warsaw ogłosił listę 25 startupów z regionu CEE, które zakwalifikowały się do pilotażowej edycji programu. Program jest dedykowaną krajom Europy Środkowo-Wschodniej odsłoną jednego z największych na świecie akceleratorów dla startupów – MassChallenge.

Celem programu jest przyciągnięcie do Polski najlepszych startupów technologicznych z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, pomoc w rozwoju ich biznesu, a także wsparcie w wyskalowaniu na rynki zagraniczne. Bridge to MassChallenge Warsaw rozpoczął swoją działalność w Warszawie z inicjatywy Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej oraz PKO Banku Polskiego – największego banku w regionie CEE. Partnerami programu są także: Visa – światowy lider płatności cyfrowych oraz PGE – lider rynku energetycznego w Polsce.

Dwumiesięczny nabór do akceleratora Bridge to MassChallenge Warsaw zakończył się 6 listopada. Do projektu zgłosiło się w sumie prawie 300 startupów z 26 krajów Europy Środkowo-Wschodniej i Bliskiego Wschodu.

Przesłane zgłoszenia były oceniane przez zespół międzynarodowych mentorów i ekspertów akceleracji oraz przedstawicieli partnerów programu.

Najbardziej obiecujące 25 startupów, których aplikacje zostały rozpatrzone pozytywnie i które otrzymały zaproszenie do udziału w programie Bridge to MassChallenge Warsaw, pochodzą finalnie z 12 krajów, w tym z Polski, Izraela, Estonii, Rumunii, Węgier, Łotwy, Słowacji, Rosji, Ukrainy, Bułgarii, Czech i Białorusi. Tak duże zróżnicowanie pochodzenia firm przyjętych do akceleratora potwierdza ambicje i realny potencjał drzemiący w innowacyjnych przedsiębiorcach wywodzących się z tej części Europy.

To, co najbardziej zaimponowało nam w startupach z regionu CEE, to ich globalne ambicje – twierdzi Kara Shurmantine, Senior Director of Global Partnership w MassChallenge – Czują potrzebę ciągłego rozwoju i ekspansji na nowe rynki od samego początku swojego istnienia. Właśnie ta ambicja sprawia, że idealnie wpisują się w wymagania, które stawiamy uczestnikom akceleratora MassChallenge.

Dzięki Bridge to MassChallenge Warsaw, najlepsze 25 startupów z Europy Środkowo-Wschodniej, w ramach dwóch 4-dniowych warsztatów w Warszawie i Bostonie, będzie mogło skorzystać z doradztwa lokalnych i globalnych ekspertów i mentorów, a także uzyskać dostęp do szerokiej sieci przedsiębiorców i inwestorów współpracujących z MassChallenge – czołowego akceleratora startupów na świecie. Na startupy, których rozwiązania zainteresują partnerów programu, czeka realna perspektywa zdobycia nowych klientów oraz szybkiej i bezpiecznej inwestycji.

PKO Bank Polski zainicjował program Bridge to MassChallenge Warsaw, aby zapewnić dojrzałym startupom wsparcie w osiąganiu skalowalności ich biznesów.  Liczymy że program wzmocni pozycję Polski w regionalnym ekosystemie startupowym, co ułatwi nam korzystanie z potencjału tkwiącego w innowacjach – mówi Grzegorz Pawlicki, Dyrektor Biura Innowacji i Doświadczeń Klienta w PKO Banku Polskim.

Finaliści zakwalifikowani do programu akceleracyjnego oferują rozwiązania wykorzystywane w wielu sektorach, między innymi Fin-tech oraz High-tech. – Wśród startupów zakwalifikowanych do udziału w programie znajdziemy niezwykle szerokie spektrum oferowanych rozwiązań i technologii – tłumaczy Joanna Misiewicz z Bridge to MassChallenge Warsaw – Usprawniają przepływy pieniężne w sektorze bankowym, tworzą nowatorskie platformy edukacyjne czy prowadzą analizę behawioralną dzieci z autyzmem, wspierając ich leczenie – dodaje.

Lista startupów zakwalifikowanych do programu akceleracji Bridge to MassChallenge Warsaw:

ShelfWise zapewnia oprogramowanie do natychmiastowego rozpoznawania półek sklepowych w czasie rzeczywistym, umożliwiając firmom weryfikację i ocenę planogramów – tj. sposobu prezentacji produktów w sklepie. Dzięki sztucznej inteligencji, w ciągu zaledwie kilku sekund, aplikacja pozwala firmom ocenić obecność i ekspozycję produktu oraz zgodność z planogramami już na etapie wizyty przedstawiciela handlowego w sklepie. Rozwiązanie kierowane jest przede wszystkim do firm z branży FMCG oraz sprzedawców detalicznych.

KLEAR Lending to platforma kredytowa P2P, oferująca alternatywną w stosunku do tradycyjnych formę pożyczania pieniędzy. Firma zbudowała środowisko łączące ludzi, którzy potrzebują pieniędzy z ludźmi poszukującymi wyższego zwrotu z oszczędności. Celem Klear Lending jest połączenie usług finansowych P2P
i bezpłatnej edukacji finansowej.

DOV-E oferuje rozwiązanie, które wykorzystuje technologię umożliwiającą bezprzewodową łączność pomiędzy portfelem mobilnym konsumenta a dowolnym, zlokalizowanym w pobliżu głośnikiem, bez konieczności interakcji ze stroną trzecią.

Edurio pomaga agencjom edukacyjnym oraz szkołom monitorować jakość prowadzonej edukacji, w sposób uwzględniający czynniki wybiegające poza tradycyjne oceny. Wykorzystując informację zwrotną od wszystkich zainteresowanych, Edurio zbiera i analizuje pozaakademickie dane, takie jak kultura, atmosfera w szkole, postrzeganie danej szkoły przez uczniów i ich rodziców.

FunSave pomaga zmieniać dzisiejsze dzieci w przyszłych klientów banków. Firma oferuje bankom kompleksowe rozwiązania B2B, które wspierają wdrażanie dzieci w świat bankowości, zamieniając świat finansów w świat zabawy. Rozwiązanie obejmuje mobilną aplikację z elementami sprzętu IoT.

bNesis oferuje platformę służącą bankom i instytucjom finansowym w integracji zewnętrznych aplikacji za pośrednictwem API. Za pomocą kilku kliknięć, potencjalni kredytobiorcy dzielą się swoimi miernikami finansowymi w czasie rzeczywistym ze wszystkich swoich rachunków w bankach, zamiast łączyć niezbędne systemy osobno. System scoringowy banku analizuje wydatki, dochody i inne dane kredytobiorcy, w tym informacje z innych banków i instytucji, a nawet sklepów internetowych i serwisów społecznościowych, a po kilku minutach generuje zgodę lub brak zgody na udzielenie kredytu.

CertChain – sieć certyfikacji oparta o technologie blockchain. Certchain to pierwsza globalna, zdecentralizowana platforma, na której każdy może śledzić cały cykl procesu potwierdzania jakości każdego produktu lub usługi.

Funtronic oferuje interaktywne narzędzia dydaktyczne, które z powodzeniem mogą być stosowane  na różnych poziomach kształcenia. Znajduje również zastosowanie w rehabilitacji i zabawie.

Smart Technology Group opracowała czytniki, które łączą wszystkie kluczowe technologie IoT w jednym urządzeniu (RFID, Beacon, WiFi, ZigBee i GSM/GPRS). Ich urządzenia sprawiają, że detekcja jest bezbłędna, szybsza i tańsza – dzięki smart RFID są w stanie wykryć setki przedmiotów w ciągu kilku sekund, z dużej odległości i podczas ruchu.

Wowworks zapewnia platformę, która pozwala na łączenie bieżących potrzeb sieci sklepów/punktów sprzedaży w zakresie utrzymania obiektu, IT, sprzątania i innych potrzeb operacyjnych, z lokalnymi, wykwalifikowanymi wykonawcami. Wowworks poprawia czas realizacji zadań, redukując koszty i prowadząc do znacznych oszczędności dla sprzedawców detalicznych (co najmniej 40%).

TakeTask dostarcza firmom aplikację, która w zintegrowany sposób pozwala realizować działania w firmie z wykorzystaniem geograficznie rozproszonych zasobów ludzkich. Dzięki aplikacji firmy mogą rozdzielać swoje zadania między własnych pracowników oraz społeczności zewnętrzne (crowdsourcing), gwarantując im elastyczność, skalowalność i opłacalność w obszarze zasobów ludzkich.

Spaceflow to aplikacja, która cyfryzuje życie w budynkach, co pozwala na bardziej efektywne wykorzystanie pełnego potencjału środowiska i udogodnień budynku, a także potencjału ludzi skupionych w każdej lokalnej społeczności.

Talk-A-Bot to kompleksowe rozwiązanie dla klientów korporacyjnych i największych marek. Talk-A-Bot obsługuje 50+ języków i wszystkie popularne platformy. Ich unikatowe boty zbudowane są z ponad 30 zintegrowanych modułów funkcyjnych i wykorzystują wiedzę marketingową chatbotu, zbudowaną na bazie dziesiątek milionów rozmów.

IC Solutions oferuje technologię cyfrowego długopisu, która umożliwia jednoczesne tworzenie dokumentów zarówno w formie pisemnej, jak i elektronicznej. Rozwiązanie IC Pen – automatycznie cyfryzuje pismo odręczne, zapisując dane w pamięci wewnętrznej długopisu i przesyłając te do komputera za pośrednictwem Bluetooth lub USB, pozwala na natychmiastowe przetwarzanie wypełnianych formularzy.

SNAPS redefiniuje modę, którą znamy. Firma opracowała produkty, które eliminują potrzebę wiązania sznurowadeł. SNAPS sprawia, że zakładanie i zdejmowanie sznurowanych butów staje się proste i szybkie.

IntelFlows oferuje system monitorowania zanieczyszczeń powietrza dla Smart Cities. Wykorzystując najnowsze osiągnięcia w dziedzinie technologii czujników oraz Internetu rzeczy, IntelFlows tworzy mapę zanieczyszczenia powietrza w miastach, instalując swoje czujniki na środkach transportu publicznego. W połączeniu z innymi źródłami danych IntelFlows opracowuje mapy termiczne, a także raporty i zalecenia dotyczące sposobów radzenia sobie z zanieczyszczeniem powietrza w przestrzeni miejskiej.

DrOmnibus stworzyło platformę cyfrową opartą na Stosowanej Analizie Behawioralnej, która wspiera terapię dzieci z autyzmem. Aplikacja DrOmnibus automatycznie dostosowuje się do indywidualnych możliwości każdego dziecka, aby pomóc mu w nauce podstawowych umiejętności społecznych i kognitywnych, koncentrowaniu się na ćwiczeniach, podtrzymywaniu uwagi, koordynacji wzrokowo-ruchowej oraz usprawnieniu logicznego myślenia i pamięci.

Docsify opracowało narzędzie, które pomaga handlowcom podejmować właściwe działania sprzedażowe w oparciu o zachowanie odbiorców. Zapewnia możliwość śledzenia poczty e-mail, dokumentów i stron internetowych oraz elastyczną automatyzację poczty elektronicznej i lead scoring. Dzięki temu ich użytkownicy spędzają czas mądrzej, szybciej finalizują transakcje i zwiększają produktywność swojego zespołu.

Younify ułatwia życie klientów banków poprzez agregację wszystkich dokumentów cyfrowych w jednym miejscu, ich przechowywanie, sortowanie i przygotowywanie, tak aby mogli czytać, płacić lub podpisywać je bezpośrednio za pośrednictwem bankowości elektronicznej.

Skriware opracowało ekosystem drukowania 3D dla domu i szkoły, składający się z intuicyjnych, łatwych w obsłudze drukarek 3D, interaktywnej platformy e-learningowej oraz e-biblioteki gotowych do druku modeli 3D. Misją firmy jest pomoc użytkownikom w rozwijaniu ich interdyscyplinarnych umiejętności (z zakresu nauki, technologii, inżynierii i matematyki) poprzez proces projektowania, budowania i programowania robotów.

SafeKiddo to rozwiązanie stworzone przez rodziców dla rodziców, aby pomóc im chronić dzieci w mobilnym świecie Internetu. SafeKiddo oferuje mobilną aplikację do kontroli rodzicielskiej, która integruje monitorowanie i kontrolę każdego urządzenia z dowolną możliwą metodą dostępu.

Apzumi Spatial tworzy zestaw narzędzi AR wzbogaconych o sztuczną inteligencję, dzięki którym procesy przemysłowe są bardziej precyzyjne i efektywne. Firma łączy w sobie zrozumienie potrzeb przemysłowych, doświadczenie i funkcje AR w złożone, ale łatwe w rozbudowie rozwiązanie. Najczęstsze obszary do usprawnień obejmują procesy edukacyjne, wsparcie pracowników linii montażowych, logistykę czy prototypowanie.

UnitDoseOne to zrobotyzowana apteka, która dla pacjentów szpitali przygotowuje dawki leków w indywidualnych zestawach. UnitDoseOne zajmuje się także logistyką leków szpitalnych – system wie, które leki będą potrzebne danego dnia, kto i kiedy umieścił je w aptece, kto je przepisał i kto dostarczył je pacjentowi.

StructView zapewnia interaktywne rozwiązania 3D dla miast i rynku nieruchomości. Firma oferuje zestaw innowacyjnych rozwiązań wspierających prezentację przestrzenną produktów, nieruchomości, a także całych miast.

Feedbeo to rozwiązanie do udzielania feedbacku w czasie rzeczywistym, w każdych warunkach, mające zastosowanie praktycznie w każdym sektorze. Aplikacja pomaga w szybkim zdefiniowaniu problemu po stronie użytkownika, przyspieszając proces jego naprawy.

Polacy chętnie korzystają z bankowości mobilnej. Jakie są zagrożenia?

Według badania opublikowanego przez NBP[1] na początku 2017 roku ponad połowa młodych Polaków (w wieku do 24 lat) korzysta z usług bankowych na urządzeniach mobilnych. Polacy są w europejskiej czołówce pod względem liczby osób korzystających z cyfrowych rozwiązań w bankowości – aż 91% przynajmniej raz w miesiącu dokonuje transakcji finansowych online lub przez aplikację mobilną[2]. Wśród zalet bankowości mobilnej najbardziej doceniane są: łatwość użycia (63%), oszczędność czasu (59%) oraz bezpieczeństwo (51%). Istnieją jednak pewne zagrożenia, na które warto zwrócić uwagę podczas korzystania z usług banku na urządzeniu mobilnym.

Spreparowana sieć Wi-Fi

Jedną z metod stosowaną przez hakerów jest próba przejęcia danych logowania do banku przy pomocy spreparowanej sieci Wi-Fi. Podatne na tego typu cyberataki są osoby, które logują się do publicznie dostępnych punktów sieciowych (tzw. hotspotów). Cyberprzestępca może z łatwością zabrać swój własny router do galerii handlowej i stworzyć sieć Wi-Fi, którą dla niepoznaki nazwie tak samo jak restaurację, w której akurat będzie przebywać potencjalna ofiara. W dodatku może przyciągać ogólną dostępnością bez konieczności wpisywania loginu i hasła. Po połączeniu się z taką siecią, a następnie skorzystaniu z usług bankowych (w szczególności z poziomu przeglądarki internetowej zamiast dedykowanej aplikacji), haker mógłby podejrzeć, jakie dane logowania do banku zostały wprowadzone przez użytkownika.

Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure
Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure

– Najczęściej bezpieczeństwo sesji bankowej naruszają tzw. ataki man-in-the-middle (MITM) –cyberprzestępca stara się znaleźć pomiędzy dwiema stronami, które wymieniają informacje, monitoruje przepływ danych oraz może wpływać na ich przekaz. Korzystając z bankowości internetowej, używamy informacji, które haker może przechwycić i wykorzystać do własnych celów – w praktyce włamać się na nasze konto ­mówi Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure.

Przestarzały system operacyjny 

Cyberprzestępcy mogą również wykorzystać luki w starych wersjach systemu, aby przejąć kontrolę nad słabo zabezpieczonym urządzeniem, co stanowi kolejne zagrożenie dla sesji bankowych. Według raportu Gartnera[3] opublikowanego w maju 2017 roku z systemu Android korzysta 86% użytkowników smartfonów na świecie. Najpopularniejszy mobilny system jest również najczęstszym celem ataków hakerskich. Wynika to w dużej mierze z braku masowych, regularnych aktualizacji systemu – tak jak odbywa się to w przypadku systemu Apple iOS. Na kilka miesięcy po premierze wersji Androida Oreo korzysta z niego zaledwie 0,3% użytkowników[4], a z wersji poprzedniej – Nougat – niewiele ponad 20% posiadaczy smartfonów z Androidem. Według doniesień Labu firmy F-Secure na przestrzeni 8 miesięcy (styczeń – sierpień 2017) liczba złośliwego oprogramowania atakująca systemy Android wzrosła o 70%[5].

Nieoficjalna aplikacja bankowa

Cyberprzestępcy wykorzystują również niski poziom autoryzacji aplikacji w sklepie Google’a oraz możliwość instalacji oprogramowania z niezaufanych źródeł. W październiku 2017 roku polskie instytucje finansowe przestrzegały przed aplikacją do śledzenia kursu kryptowalut, która była dostępna do pobrania z autoryzowanego sklepu. Po jej zainstalowaniu wyświetlała się specjalna nakładka udająca oficjalną aplikację bankową, w której użytkownicy byli proszeni o wpisanie swoich danych logowania. Tym samym cyberprzestępcy otrzymywali dostęp do konta. Wirus przejmował również kontrolę nad telefonem i dawał możliwość podsłuchiwania połączeń telefonicznych, a także wysyłania i odczytywania treści SMS-ów (w tym wiadomości potwierdzających transakcję z bankiem).

Aplikacje bankowe na urządzeniach mobilnych są z reguły dobrze chronione, ponieważ nie przechowują poufnych danych w pamięci podręcznej, a wylogowanie użytkownika następuje już po kilku minutach bezczynności. Mogą jednak stanowić realne zagrożenie, jeżeli przez przypadek użytkownik pobierze spreparowaną aplikację, która w praktyce będzie wykradała dane logowania. Aby ustrzec się od tego typu niebezpieczeństw, można skorzystać z oprogramowania Ochrona Internetu z funkcją Bezpiecznej Przeglądarki, która w momencie logowania się na stronę banku blokuje wszystkie inne połączenia i dba o bezpieczeństwo sesji tłumaczy Marek Nowowiejski, kierownik ds. rozwoju usług w sieci Plus.

Źródło:
https://www.nbp.pl/systemplatniczy/obrot_bezgotowkowy/Polacy-na-temat-uslug-bankowych_2016.pdf
Europejskie badanie bankowości cyfrowej przeprowadzone na zlecenie Mastercard w maju 2017 r.
https://www.gartner.com/newsroom/id/3725117
https://developer.android.com/about/dashboards/index.html
https://business.f-secure.com/android-threats-in-2017
[1] https://www.nbp.pl/systemplatniczy/obrot_bezgotowkowy/Polacy-na-temat-uslug-bankowych_2016.pdf

[2] Według badania przeprowadzonego na zlecenie Mastercard w maju 2017 r. Próba obejmowała 11 915 respondentów z 11 krajów Europy, w tym 1082 ankietowanych z Polski.

[3] https://www.gartner.com/newsroom/id/3725117

[4] Dane z 9 listopada 2017 roku: https://developer.android.com/about/dashboards/index.html

[5] https://business.f-secure.com/android-threats-in-2017

WDX kupuje od francuskiej grupy Feralco połowę udziałów w spółce zależnej za kwotę 3 mln zł i przejmuje na nią pełną kontrolę

WDX, notowana na GPW Spółka oferująca kompleksowe rozwiązania z zakresu wyposażenia magazynów podpisała umowę nabycia 50 proc. udziałów w spółce Wandalex-Feralco na kwotę ok. 0,72 mln euro, finansowanych ze środków własnych. Przejęcie pozwoli WDX na swobodną dystrybucję rozwiązań regałowych w całej Europie oraz przyczyni się do ograniczenia kosztów produkcji i samodzielnego wyznaczania kierunków rozwoju spółki.

Wandalex-Feralco funkcjonuje na rynku od 2000 r. i zajmuje się produkcją elementów regałów magazynowych w Zgierzu. Prawie cały wolumen produktów i rozwiązań trafiał do spółki WDX, która dotychczas dysponowała 50-proc. udziałów w kapitale spółki. Przejęcie wynika z chęci silniejszego rozwoju spółki zależnej, wynikającej z oczekiwanych sprzyjających warunków rynkowych.

Z sukcesem zakończyliśmy rozmowy z grupą Feralco i obecnie dysponujemy 100-proc. udziałów w spółce zależnej. To krok wpisujący się w naszą strategię, dzięki któremu poprawiamy pozycję konkurencyjną WDX, posiadając pełną decyzyjność w spółce – powiedział Marek Skrzeczyński, Prezes Zarządu WDX S.A.

Suma bilansowa Wandalex-Feralco na 30.09.2017 wynosiła 12,8 mln zł, przy przychodach po 9 mies. rzędu 21,5 mln zł i zysku EBIT i zysku netto rzędu 0,5 i 0,4 mln zł.

Przejęcie z jednej strony otwiera przed nami znaczne mozliwości dystrybucji rozwiązań regałowych w całej Europie – dotychczas w ramach porozumienia z francuskim partnerem oferowaliśmy nasze produkty w Europie Wschodniej. Z drugiej strony, ograniczamy koszty działalności – prawie całość sprzedaży spółki trafiała do WDX, co przy dotychczasowej konsolidacji połowy udziałów, obecnie oznacza istotny spadek kosztów – dodał Marek Skrzeczyński.

W 2016 r. sprzedaż Wandalex-Feralco do WDX S.A. stanowiła 91 proc., a w trzech kwartałach 2017 roku było to 99 proc.

W ramach umowy, grupa Feralco zobowiązało się do zapewnienia WDX do końca 2020 r. dostępu do elementów do dalszej produkcji i do oprogramowania obliczeniowego i jego aktualizacji.

Efekt Fake news (w biznesie, nauce, mediach)

Internet jest główną wylęgarnią fake news’ów uważa trzy czwarte respondentów, którzy wzięli udział w badaniu PAYBACK Opinion Poll. Problem fałszywych treści będzie narastał wraz z postępem technologicznym, bo pomaga mu w tym… ludzka natura.

Fake news to dezinformacja, która w swojej definicji zawiera celowe manipulowanie treścią. Skala zjawiska wskazuje jednak na powszechniejszy problem – elementarnej nieumiejętności rozróżnienia prawdy od fałszu. Na konferencji Marketing & Media Summit 2017 (Organizowanej przez Uniwersytet SWPS i PRConnect) temat został podjęty w formie dyskusji przedstawicieli środowisk: naukowego, dziennikarskiego oraz biznesowego, którzy zgodnie podkreślali, że sprawa dotyczy całego społeczeństwa.

Źródła fake news: 54 proc media, 41 proc. politycy

W czasach królowania mediów tradycyjnych istniał klasyczny podział na prasę prestiżową charakteryzującą się rzetelnością oraz tabloidy traktujące rzeczywistość nie całkiem poważnie. Dzisiaj podobne rozbicie nie jest już tak oczywiste i proste. Sami dziennikarze podkreślają, że istotne jest na ile nierzetelność jest intencjonalna lub całkowicie niezamierzona. – Codziennie moi czytelnicy próbują złapać mnie na nieprawdzie. Presja jest ogromna i cały zespół wspólnie pracuje nad utrzymaniem statusu prasy prestiżowej – mówi Bogusław Chrabota, redaktor naczelny Rzeczpospolitej. Anonimowość w Internecie prowokuje powielanie niesprawdzonych informacji, ale jak podkreśla Chrabota, w jego dzienniku nie ma ludzi ukrywających się pod pseudonimem. – Każdy bierze osobistą odpowiedzialność za słowo – dodaje, nie ukrywając, że zdarzają się wpadki nawet w tak znaczącym medium. – W dziennikarstwie sportowym fake news wykazuje mniejszą szkodliwość społeczną niż w serwisach informacyjnych czy w opiniotwórczej prasie politycznej – mówi Maciej Pol, dyrektor programowy segmentu sport w grupie Onet-RASP. – Wywołane przez fałszywe wiadomości zamieszanie ma najczęściej jeden cel – wpłynąć na negocjacje transferowe – zaznacza Pol.

83 proc. respondentów uważa, że zjawisko będzie się pogłębiać

– Człowiek nie jest stworzony do dociekania prawdy, a do tego by po prostu dobrze żyć – wyjaśnia profesor Maciej Mrozowski, wykładowca Uniwersytetu SWPS, który w powszechności fake news widzi istotę ludzkiej natury. Wobec tak idealnego w swej różnorodności i szybkości systemu informacyjnego jaki stanowi Internet odbiorca błyskawicznie zaspokaja swoją ciekawość nie dociekając, czy informacje, które przyswoił są sprawdzone. Dla uzasadnienia swojej opinii Mrozowski przytacza antropologiczne aspekty dzieląc mózg człowieka na systemy. Pierwszy – charakterystyczny dla praludzi, którzy bezrefleksyjnie i emocjonalnie podejmowali decyzje najlepsze dla przeżycia oraz system drugi – refleksyjny, czyli zdolność abstrakcyjnego myślenia, w tym rozróżniania prawdy od kłamstwa. – Sztuka refleksji, w dużej mierze stworzona jest dzięki mediom, dzięki czytaniu – zauważa prof. Mrozowski. – Z biegiem czasu przekaz w mediach przyspieszał i był upraszczany. W sieci komunikacja jest tak szybka, że… system drugi, rozwaga, nie zdąży się włączyć! I to sprawia, że fake news jest efektywny – konkluduje.

79 proc. badanych miała osobiście styczność z fake news

Dr Mirosław Kachniewski, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, zauważa iż w badaniu PAYBACK Opinion Poll w tematach, których najczęściej dotyczy fake news respondenci nie wymienili biznesu, co faktycznie ma potwierdzenie w rzeczywistości. W długofalowej działalności gospodarczej po prostu bardziej opłaca się być uczciwym. Nie bez znaczenia jest fakt, że w biznesie działają ludzie racjonalni, niepodatni na różne emocje. Giełda Papierów Wartościowych jest środowiskiem, gdzie szybka reakcja ma ogromne znaczenie, więc niesprawdzona informacja może wywołać niemałe zamieszanie. Ale – jak podkreśla Kachniewski – z takim zagrożeniem giełda żyła od lat. Dlatego stworzono Elektroniczny System Przekazywania Informacji (ESPI), za pośrednictwem którego wszystkie ważne i wiarygodne informacje giełdowe powinny spływać. Nieuchronność kary i ewentualne wykluczenie ze środowiska ogranicza ryzyko posługiwaniem się fałszywymi informacjami w biznesie – podsumowuje.

Powody pojawiania się fake news: chęć manipulacji odbiorcami, chęć zwrócenia na siebie uwagi, chęć zarobku, nierzetelność dziennikarzy

Karać? Zabraniać? Technologicznie ograniczać? – mnożą się pomysły na walkę z fałszywymi treściami. Natłok wiadomości, różnorodność ich formy niweluje podstawową różnicę między informacją a opinią. A tymczasem rozpoznanie propagandowych treści, pseudonauki czy fake news powinno być podstawową wiedzą uczniów już w szkole elementarnej. – Młodzież jest kompletnie bezbronna. Nikt nie uczy dzieci jak prawidłowo korzystać z nowych technologii, z nowych mediów – zauważa Igor Janke, Prezes Instytutu Wolności. – A skalę dezinformacji dobrze obrazuje fakt, że nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się tak prostej rzeczy, ile osób było na danej demonstracji – dodaje. Dyskutujący pozostali zgodni, że edukacja wypiera wątpliwości, a krytyczne myślenie sprzyja rozróżnieniu prawdy od fałszu.
Otwarte jednak pozostaje pytanie Bogusława Chraboty: czy używając określenia fake news przypadkiem nie oswajamy rzeczywistości, usprawiedliwiając zwykłe kłamstwa w rzeczywistości medialnej?

Śródtytuły to podsumowanie wyników badania PAYBACK Opinion Poll. Badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w listopadzie 2017 r. metodą ankiety online na grupie 1 221 osób na zlecenie PRConnect. Grupa badawcza w wieku 16-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.
Wszystkie cytaty pochodzą z konferencji Marketing & Media Summit 2017 – komunikacja w erze cyfryzacji zorganizowanej przez Uniwersytet SWPS i PRConnect.

Pierwszego wykorzystania Blockchain na świecie w relacji podatnik – rząd należy spodziewać się w ciągu pięciu lat

Rewolucja technologiczna obejmuje coraz więcej sfer życia. Nie omija to również podatków. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów raportu „Technologia Blockchain i jej potencjał w podatkach”, jednym z rozwiązań, który może mieć największy wpływ na relację podatników z organami podatkowymi jest Blockchain. Potencjalnie zrewolucjonizuje sposób dokonywania płatności, przechowywania danych i zawierania transakcji. Mimo ogromnych kosztów, które są potrzebne do jego wdrożenia w systemie podatkowym, możliwe, że wpłynie na jego uszczelnienie, a co za tym idzie skuteczniejszą egzekucję podatków. Wciąż jednak nie brakuje nieścisłości i mitów wokół Blockchain. Dlatego niezbędne jest zrozumienie tej technologii.

Podstawowym warunkiem zrozumienia działania technologii Blockchain jest poznanie koncepcji sieci P2P, czyli Peer-to-Peer. Oznacza to, że wszystkie komputery przypisane do jednej sieci mają równe prawa, nie istnieje bowiem administrator centralny. Przekazują sobie wszelkie zasoby i dane dostępne w sieci P2P, bez konieczności korzystania z centralnego serwera. Głównym celem takiego rozwiązania jest umożliwienie – w czasie rzeczywistym – bezpośredniej współpracy urządzeń sieciowych.

Blockchain podatny na kradzież danych użytkowników

Mimo, że Blockchain do tej pory najczęściej kojarzony był z kryptowalutą Bitcoin, to przechowywane w nim dane nie muszą dotyczyć walut. Mogą to być zupełnie inne informacje. Przesyłanie danych odbywa się w formie zaszyfrowanej, co pozwala na identyfikację ich nadawców i odbiorców. Dodatkowo, jeśli użytkownik chce dodać do zbioru jakąkolwiek informację musi zostać ona zaakceptowana przez pozostałych.

Transparentność w czasie zbliżonym do rzeczywistego

Każdy blok jest wyposażony w unikatowy identyfikator („hash”), który jest czymś w rodzaju cyfrowego odcisku palca i łączy bloki w ciąg. Modyfikacja przechowywanych informacji jest niemożliwa bez jego zmiany we wszystkich blokach, co zapewnia użytkownikom pełną transparentność i praktycznie uniemożliwia sfałszowanie danych w oparciu o mechanizm konsensusu.

Automatyzacja podatkowa

Poszukując możliwości zwiększenia wydajności i zapewnienia zgodności z przepisami, organy podatkowe coraz częściej wykorzystują technologie cyfrowe do gromadzenia i analizowania danych. Zdaniem ekspertów Deloitte ze względu na zdolność dostarczania w czasie zbliżonym do rzeczywistego rzetelnych informacji z wielu poziomów do dużych grup odbiorców, na przykład w sferze podatków, i to w skali międzynarodowej, Blockchain jest jedną z najbardziej obiecujących technologii, która może zrewolucjonizować sposób poboru podatków.

– Ponieważ technologia ta jest wciąż w początkowej fazie rozwoju, wprowadzenie jej do urzędów skarbowych wymagałoby całkowitej zmiany zarówno centralnych baz danych, jak i systemów sieciowych. Poza wielopoziomową integracją systemów niezbędne byłyby zmiany prawa, poprawki do ustaw dotyczących baz danychi tożsamości. Nie można jednak nie dostrzegać korzyści płynących z takiego wdrożenia. Długoterminowo Blockchain może być czynnikiem wymuszającym wdrożenie zautomatyzowanych procesów rozliczeń podatkowych, zachodzących w czasie zbliżonym do rzeczywistego, dotyczących zarówno małych, jak i dużych firm – mówi Ernest Frankowski, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Blockchain w VAT i cenach transferowych

Blockchain może dać przede wszystkim korzyści w podatkach pośrednich. Przykładów jego możliwego zastosowania jest naprawdę wiele. Jednym z nich jest podatek VAT. Jest on w tej chwili kluczową daniną w każdym systemie i źródłem największych wpływów budżetowych. Z tego powodu organy podatkowe poszukują sposobów podniesienia skuteczności jego ściągania, co pozwoli zwiększyć przychody budżetowe i zredukować deficyt. Najbardziej zaawansowane rozwiązania zastosowano w Brazylii, gdzie wprowadzono obowiązek wystawiania faktur elektronicznych, które organy podatkowe otrzymują w czasie realnym. Takie rozwiązania chcą również wprowadzić niektóre kraje europejskie, na przykład Węgry.

Blockchain to potencjalnie nie tylko podatki pośrednie. Równie skuteczne zastosowanie mógłby znaleźć również w przypadku cen transferowych czy odprowadzaniu składek i podatku od wynagrodzeń. Dziś już w wielu krajach jest on odprowadzany kanałami cyfrowymi. Wykorzystywane obecnie systemy mają jednakże znaczącą wadę: obejmują dużą liczbę instytucji rządowych, z których każda ma własny rejestr, co de facto oznacza dublowanie danych, gromadzonych przez inne instytucje.

– Wdrożenie systemu opartego o Blockchain spowoduje, że pracodawcy nie będą już musieli pełnić roli pośredników, odpowiedzialnych za naliczanie i przekazywanie odpowiednim instytucjom zaliczek na podatek i składek ZUS od wynagrodzenia swoich pracowników. Można to osiągnąć wykorzystując smart contracts, które mogą zapewnić pełną automatyzację procesu w zależności od precyzyjności umowy i klarowności przepisów prawa – mówi Piotr Barański, Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Blockchain nie jest jedynym rozwiązaniem na ograniczenie oszustw podatkowych

System podatkowy, zarówno na poziomie poszczególnych krajów, jak i Unii Europejskiej, działa w oparciu o scentralizowane księgi. Ponieważ system pobierania podatku VAT sprzyja dokonywaniu oszustw, Blockchain mógłby rozwiązać wiele związanych z tym problemów. Główną różnicę między DICE (międzynarodowy system elektronicznej wymiany faktur), a aplikacjami działającymi w oparciu o Blockchain jest osiąganie konsensusu. DICE zabezpiecza transakcje w czasie realnym, ale przechowywany jest w scentralizowanej księdze, prowadzonej przez organy skarbowe. Blockchain natomiast przeprowadza analizę ryzyka w czasie realnym, a mechanizm osiągania konsensusu jest ostatnim etapem, poprzedzającym oficjalne wystawienie faktury VAT.  Dla każdego towaru czy usługi w obrocie istniałaby oddzielna księga, z wykazem pierwotnych właścicieli, pośredników i aktualnych właścicieli. Każda zweryfikowana transakcja byłaby nowym blokiem, dodawanym do łańcucha, co zapewniłoby trwałe powiązanie wszystkich informacji w jednym, niezmiennym ciągu. – Blockchain minimalizuje ryzyko pomyłek, ale też nadużyć, a to oznacza, że przestrzeń dla tzw. karuzeli podatkowych zostałaby drastycznie zredukowana. System do rozliczania transakcji VAT, oparty na Blockchain pozwoliłby na wielowymiarowe sprawdzanie i weryfikację transakcji od strony zarówno prawnej, jak i biznesowej – mówi Ernest Frankowski.

VAT Coin, czyli kryptowaluta podatkowa

Z Blockchain w podatkach związana jest koncepcja VATCoin, który ma być zbliżony do Bitcoina. Jest to również waluta cyfrowa, ale przeznaczona wyłącznie do rozliczeń podatku VAT. Jej kurs wymiany byłby stały, nie podlegałby zmianom wartości. Co więcej, transakcje sieciowe w tej walucie byłyby weryfikowane przez organy rządowe, a nie przez członków społeczności, jak w przypadku Bitcoina. Jeżeli chodzi o dostępność sieci, każda firma uczestnicząca w transakcjach VATCoin miałaby dostęp do rekordów transakcji wszystkich VATCoinów, w których brała udział.

Kiedy Blockchain zrewolucjonizuje świat podatków? Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w ubiegłym roku zapytano specjalistów w dziedzinie technologii, kiedy władze poszczególnych państw zastosują Blockchain do ściągania podatków. Większość z nich wskazała rok 2023 lub 2025. Obecnie, pojawiają się liczne analizy w zakresie wykorzystania Blockchain w sferze publicznej. Organizacja lub państwo, które pierwsze opracują implementację Blockchain łączącą jego zalety i wymogi obrotu publicznego będą miały szansę stać się prekursorem „blockchainowej” rewolucji w podatkach. Wdrożenia te będą najpewniej realizowane na poziomie organizacji międzypaństwowych. Sukces implementacji Blockchain w sferze publicznej może doprowadzić do ujednolicenia zasad opodatkowania w skali kontynentów, a może nawet globalnej. Dla środowiska biznesu jednolite i transparentne otoczenie prowadzenia działalności gospodarczej jest dobrą wiadomością.

– Ze względu na koszty i rewolucję systemową, która się z tym wiąże, trudno jednak podać jakąś wiążącą datę. Pierwszych wdrożeń Blockchain w relacji podatnik – rząd należy spodziewać się w ciągu pięciu lat. Niewątpliwie jednak digitalizacja podatków przyspiesza i nie tylko państwa rozwinięte wdrażają różnorodne formy elektronicznego raportowania podatkowego, ale również te rozwijające się. Pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy rewolucja Blockchain wkroczy w świat podatków i diametralnie go zmieni – podsumowuje Piotr Barański.

Co piąta firma myśli o inwestycji we Wrocławiu

22% przedsiębiorców, którzy planują geograficzny rozwój swoich firm, jako rozważaną lokalizację wskazało Wrocław. To daje miastu drugą pozycję, za Warszawą, wśród najbardziej atrakcyjnych inwestycyjnie miejsc dla biznesu. Do stolicy Dolnego Śląska najbardziej przyciąga inwestorów dostępność pracowników (7,8 pkt. w 10-stopniowej skali), w szczególności z branży IT – wynika z raportu „Potencjał inwestycyjny Wrocławia” przygotowanego przez Antal i CBRE.

– Wrocław jest jedną z najbardziej atrakcyjnych lokalizacji do pracy dla specjalistów i menedżerów. To dobra informacja zarówno dla firm, które już ulokowały swoje oddziały w stolicy Dolnego Śląska, jak i dla inwestorów, którzy myślą o ulokowaniu w tym mieście swojego biznesu. Wrocław dysponuje ogromnym potencjałem zarówno w kontekście wiedzy i doświadczenia pracujących tu specjalistów, infrastruktury jak i wsparcia władz lokalnych. W ciągu kilku ostatnich lat zakończone zostały duże inwestycje infrastrukturalne, które zdecydowanie poprawiły jakość życia mieszkańców miasta i usprawniły prowadzenie biznesu. Do regionu ciągnie zwłaszcza firmy z branż IT, finansów, automotive czy SSC, ponieważ mogą liczyć na pozyskanie kompetentnych specjalistów i na solidne zaplecze akademickie – mówi Michał Wolski, Branch Manager Antal we Wrocławiu.

Respondentów raportu „Potencjał inwestycyjny Wrocławia” (który jest częścią zainicjowanego przez Antal projektu „Business Environment Assessment Study”) poproszono o ocenę otoczenia biznesowego w stolicy Dolnego Śląska biorąc pod uwagę główne aspekty wpływające na ich decyzje inwestycyjne. Dzięki zestawieniu kilku wskaźników, dla każdego z obszarów w raporcie została przedstawiona kompleksowa ocena wyrażona w skali 0-10, gdzie 0 oznacza najgorszą możliwą ocenę, a 10 najlepszą możliwą ocenę. Średnia całościowa ocena dla Wrocławia wyniosła 7 pkt. w 10-stopniowej skali.

Do Wrocławia po specjalistów ds. IT i finansów

W opinii przedsiębiorców Wrocław to dobra lokalizacja biznesowa przede wszystkim z uwagi na dostęp do wykwalifikowanej kadry w przyszłości. Potencjał edukacyjny rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników zajął pierwsze miejsce wśród ocenianych aspektów (7,8 pkt.). Warto podkreślić, że co dziesiąty student w Polsce studiuje na jednej z 32 uczelni znajdujących się w województwie dolnośląskim (źródło: GUS).

Obecnie dla firm na wagę złota jest dostępność wykwalifikowanego personelu w poszczególnych obszarach zawodowych. Zdaniem przedsiębiorców, w stolicy Dolnego Śląska najłatwiej o kadry średniego i wyższego szczebla z obszaru IT (7 pkt.), co jest wynikiem lepszym niż średnia ogólnopolska wynosząca 6.6 pkt., oraz posiadających kompetencje analityczne i finansowe (7 pkt.).

Katarzyna Lica z Antal IT Services uważa, że duży potencjał kadrowy wynika z ogromnej liczby firm zatrudniających takich kandydatów. – Są tutaj zarówno modne start-upy, jak i firmy spoza branży IT, oferujące najczęściej bardzo atrakcyjne warunki zatrudnienia. One przyciągają nie tylko programistów i innych specjalistów IT z samego Wrocławia, ale również mieszkających w innych częściach Polski. Konkurencja o specjalistów w całym kraju jest bardzo duża, co sprawia, że dostępność kandydatów zależy w głównej mierze od ciekawych projektów, sprawnie przeprowadzonego procesu rekrutacyjnego oraz elastyczności organizacji. A potencjał rozwojowy Wrocławia ciągle rośnie, miasto regularnie przyciąga inwestorów, którzy osadzają tu swoje centra R&D, nowe oddziały firm, czy też centra SSC zatrudniające specjalistów IT. Prognozuję, że ten trend utrzyma się przez najbliższe lata – mówi Katarzyna Lica, Team Leader & Senior Consultant, Antal IT Services.

Dobra jakość wrocławskiego życia

Jak wynika z raportu Antal „Potencjał inwestycyjny Wrocławia”, stolica Dolnego Śląska to doskonałe miejsce do życia nie tylko dla studentów, ale i przedsiębiorców. Ten aspekt został oceniony na 7,7 pkt. w 10-stopniowej skali, co jest też lepszym wynikiem niż średnia dla całej Polski (7,3 pkt.). W szczególności kadra zarządzająca zwróciła uwagę na ofertę kulturalną oraz ofertę handlową.

Piotr Pikiewicz z CBRE wskazuje, że wielu inwestorów bierze pod uwagę jakość życia w danym mieście, dzięki czemu mogą oszacować czy okolica pomoże im przyciągnąć nowych pracowników. – Za wysoką ocenę jakości życia we Wrocławiu odpowiadają oferta kulturalna, potężna baza akademicka, a także szeroka oferta handlowa. Wrocław jest miastem z wysokim nasyceniem nowoczesnej powierzchni handlowej w przeliczeniu na mieszkańca. Warto również wspomnieć, że stolica Dolnego Śląska jest na drugim miejscu, zaraz po Warszawie, biorąc pod uwagę tempo wzrostu populacji. Widać tutaj również wysoki wkład władz miasta, ponieważ Wrocław w badaniu Forbesa z 2016 roku został uznany za najbardziej przyjazne miasto do prowadzenia biznesu w Polsce – mówi Piotr Pikiewicz, Starszy Konsultant, Research & Consultancy, CBRE.

Duża konkurencja zaletą dla przyszłego inwestora

Firma, która myśli o lokalizacji swojego biznesu w wybranym mieście, zawsze sprawdza jak duża konkurencja w nim panuje. W przypadku Wrocławia respondenci ocenili ten aspekt na 6,8 pkt. Wskaźnikiem było nasycenie rynku firmami konkurencyjnymi, gdzie 0 oznacza brak konkurencji, a 10 – praktycznie wszystkie firmy konkurencyjne są obecne w lokalizacji.

Eksperci Antal zwracją uwagę, że we Wrocławiu powstał specyficzny ekosystem, który z konkurencji uczynił zaletę przynoszącą korzyści wszystkim uczestnikom rynku. – Wrocław to najlepiej wyprofilowana i wyspecjalizowana biznesowo przestrzeń w Polsce. Silna koncentracja na R&D, IT i technologiach przyciąga zarówno inwestorów, jak i kandydatów. Marki obecne we Wrocławiu silnie wspierane przez inicjatywy samorządowe oraz napędzane silnymi zasobami edukacyjnymi stworzyły swoiste środowisko zdolne do replikowania kompetencji w zdumiewającym tempie. Obecność wielu firm o podobnym profilu okazuje się największą zaletą w kontekście potencjału biznesowego – mówi Karolina Korzeniewska, Account Executive Europe, Antal SSC/BPO.

Z wrocławskiego biura samochodem, pociągiem i samolotem do Krakowa czy Niemiec

Ważnymi czynnikami, które stanowią o potencjale inwestycyjnym Wrocławia, są biura oraz infrastruktura transportowa. Oba wskaźniki zostały ocenione na 6,9 pkt. w 10-stopniowej skali. Z analiz CBRE wynika, że wrocławski rynek biurowy jest jednym z najlepiej rozwiniętych rynków regionalnych, a zasób blisko 900 tys. m2 nowoczesnej powierzchni biurowej zapewnia miastu aktualnie 3. miejsce w Polsce. Na tak wysoką ocenę w szczególności miały wpływ: dojazd do biura komunikacją publiczną (7,7 pkt.), jakość dostępnej powierzchni biurowej oraz jej dostępność (odpowiednio 7,3 pkt. oraz 7 pkt.).

Biorąc pod uwagę infrastrukturę transportową, stolica Dolnego Śląska została najlepiej oceniona pod względem jakości transportu drogowego – 7,9 pkt, a następnie kolejowego i lotniczego – po 7,7 pkt.

Zuzanna Witkowska z Antal zwraca uwagę, że średnia ocena ze wszystkich czynników dla Wrocławia, która wyniosła 7 pkt., odnosi się nie tylko do stolicy Dolnego Śląska, ale i jej obrzeży. – Wrocław jest miastem, którego otoczenie rozwija się niezwykle prężnie. Powstają nowe zakłady produkcyjne, w szczególności przoduje tutaj branża automotive. Rynek obfituje w specjalistów i managerów z obszaru inżynierii, którzy często posiadają niszowe kwalifikacje. Pozornie zatem dostępność kadry inżynierskiej jest  duża, są jednak dwie strony tego medalu. Skupienie firm produkcyjnych wokół Wrocławia powoduje, że o specjalistów i managerów zabiega wiele firm jednocześnie. Kandydaci otrzymują w miesiącu kilka telefonów od rekruterów. Stąd coraz częściej firmy muszą świadomie opracowywać plany retencji pracowników w organizacjach. Z kolei pozyskanie kompetentnego specjalisty lub managera staje się tym trudniejsze, im bardziej niszowe kwalifikacje są poszukiwane – podsumowuje Zuzanna Witkowska, Senior Consultant, Antal Engineering & Operations.

Polscy e-konsumenci ufają zagranicznym sklepom internetowym. Już ponad 40% kupuje transgranicznie

Zachowania zakupowe Polaków potwierdzają, że granice w e-handlu coraz bardziej się zacierają. Ponad połowa kupujących online ufa zagranicznym sprzedawcom w takim samym stopniu, jak krajowym – wynika z badania wykonanego na zlecenie PayU. Najpopularniejszym kierunkiem e-zakupów transgranicznych są Chiny. Polscy internauci kupują za granicą ubrania, elektronikę i biżuterię.

E-handel bez granic

41% osób, które robią zakupy w sieci, skorzystało z oferty zagranicznych sklepów i serwisów internetowych w ciągu ostatnich 6 miesięcy. 59% z nich dokonuje takiej transakcji co najmniej raz w miesiącu. Najpopularniejsze kierunki zakupowe wskazują, że w e-handlu odległości i granice nie są barierami. Polacy najczęściej kupują w Chinach, co wynika z dużej popularności AliExpress. Azjatycką platformę sprzedażową zna 73% badanych, którzy robią e-zakupy za granicą. Poza Chinami, chętnie wybierane są także sklepy internetowe z Niemiec (29%), Wielkiej Brytanii (29%) i Stanów Zjednoczonych (20%).

Zakupy w zagranicznych sklepach internetowych zyskują na popularności. Według prognoz, do 2020 roku aż jedna trzecia światowego rynku e-commerce będzie transgraniczna – mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, Country Manager PayU w Polsce. Zachowania polskich e-konsumentów odzwierciedlają globalne trendy. Kluczowymi czynnikami, które mogą skłonić Polaków do jeszcze częstszych zakupów w zagranicznych sklepach internetowych są niższe ceny produktów, połączone z darmową dostawą, a także możliwość skorzystania z dobrze znanych, lokalnych metod płatności.

Priorytet bezpieczeństwa

85% badanych uważa bezpieczeństwo za najważniejszą cechę transakcji w zakupach transgranicznych. Biorąc pod uwagę, że 53% osób, które kupują w sieci, ufa zagranicznym sklepom w takim samym stopniu, jak tym krajowym, można wnioskować, że zagraniczni sprzedawcy dobrze radzą sobie ze spełnieniem tego wymagania. Jedną z gwarancji bezpieczeństwa jest dla konsumentów możliwość skorzystania ze znanego sposobu płatności, np. PayU. Kupujący z Polski najchętniej płacą w zagranicznych sklepach internetowych szybkim przelewem za pośrednictwem operatora (35% wskazań) lub kartą (34,6% wskazań).

Handel transgraniczny to zdecydowanie jedno z najciekawszych i bardzo dynamicznie rozwijających się̨ zjawisk w branży e-commerce na całym świecie. Jak wynika z raportu PayU polscy konsumenci są klientami zagranicznych e-sklepów, ufają im. Cross – border już ma znaczący wpływ na lokalny e-commerce, dlatego w e-Izbie wsparcie polskich przedsiębiorców w ekspansji międzynarodowej traktujemy priorytetowo, zarówno w obszarze aktywności legislacyjnej jak i edukacyjnejmówi Patrycja Sass- Staniszewska, Prezes Zarządu Izby Gospodarki Elektronicznej.

Unikalne i tanie produkty

Kupując w zagranicznych e-sklepach Polacy szukają przede wszystkim unikalnych produktów, które są niedostępne w kraju. Do zakupów transgranicznych skłaniają ich także atrakcyjne ceny i szeroki asortyment. Jak wynika z badania PayU, w zagranicznych sklepach internetowych polscy e-konsumenci wydają średnio 1 282 zł miesięcznie. Najchętniej kupują ubrania (42%) – to najpopularniejszy wybór w każdej grupie wiekowej. Na drugim miejscu plasuje się drobna elektronika (24%) i biżuteria, w tym zegarki (24%).

###

Badanie zwyczajów zakupowych polskich e-konsumentów w zagranicznych sklepach i serwisach internetowych „Cross-border e-commerce” zostało przeprowadzone przez firmę badawczą SW Research, na zlecenie PayU. Badanie przeprowadzano metodą CAWI na grupie 1 250 respondentów w październiku 2017 r.

RPP ciąży złotemu. Kurs euro powyżej 4,217

Poprawa nastrojów na globalnym rynku wzmacnia polskie obligacje skarbowe. Pod ciężarem gołębiej RPP złoty słabnie. W środę kurs EURPLN wzrósł powyżej 4,217.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Złoty nasilił spadek. Podczas środowej sesji, pozostając pod wpływem bardzo łagodnej RPP momentami podchodził już pod 4,218. Zgodnie z oczekiwaniami Rada pozostała bowiem gołębio nastawiona do polityki monetarnej NBP, pomimo publikacji serii solidnych danych gospodarczych (w tym inflacji CPI uderzającej w cel NBP). Prezes Adam Glapiński nadal utrzymuje więc stanowisko, że stopy nie powinny zostać zmienione aż do końca 2018 r., jeśli „rzeczywistość będzie bliska projekcji”. Co ciekawe w tym przekonaniu utwierdziły go właśnie ostatnie dane makroekonomiczne. Prezes NBP zwrócił uwagę na wciąż niski poziom inflacji bazowej, malejącą presję płacową i spadającą dynamikę jednostkowych kosztów pracy podkreślając jednocześnie, że obecnie w polskiej gospodarcze nie dzieje się nic, co mogło poddać w wątpliwość zakładany przez niego scenariusz. Co więcej wskazał, że za substytut zaostrzenia polityki monetarnej można przyjąć ostatnie ponad 5% umocnienie złotego.

Obok gołębiej RPP, w środę złotemu ponownie nie sprzyjała też sytuacja na rynku głównej pary walutowej, gdzie pomimo lepszych od oczekiwanych danych gospodarczych euro do dolara traciło na wartości pozostając pod presją oczekiwanych uzgodnień w USA dot. zarówno budżetu (uruchomienie krótkoterminowych funduszy pozwalających na funkcjonowanie administracji rządowej do 22 grudnia bez formalnego podwyższania limitu zadłużenia), jak i reformy podatkowej, która obecnie czeka w Kongresie na wypracowanie wspólnego stanowiska. Kolejne dobre dane nie zdołały więc pomóc wspólnej walucie. Tymczasem, po workowej publikacji zrewidowanych wskaźników PMI dla wiodących gospodarek Starego Kontynentu, napawających optymizmem przed szacunkami dynamiki PKB za 4Q17, wczoraj lepiej niż oczekiwali ekonomiści zaprezentowały się zamówienia w niemieckim przemyśle. W październiku ich dynamika wzrosła o 0,5% wobec oczekiwanego 0,3% spadku.

Obok polityki w środę dodatkowym wsparciem dla dolara była też publikacja raportu ADP z rynku pracy USA, o którym jeszcze do niedawna mówiło się, że jest dobrym prognostykiem dla danych rządowych, tzw. payrollsów, których publikacja zaplanowana została na piątek. Choć statystyki pokazują, że rozbieżności pomiędzy wydźwiękami raportów ADP i NFP bywały często spore, to jednak już samo czysto psychologiczne podejście wiele pomaga, podbudowując oczekiwania na przyszłotygodniową podwyżkę stóp przez Fed. Jak się okazało, wg ADP w listopadzie przybyło 190 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym amerykańskiej gospodarki, czyli o 5 tys. więcej niż szacował rynek. Dane pokazują, że po zaburzeniach związanych z huraganem, które dotknęły wrześniową listę płac (96 tys.), co wywołało odbicie w październiku (235 tys.), wzrost zatrudnienia powraca do poprzedniego trendu między 150 tys. a 200 tys. miesięcznie. Piątkowy raport NFP powinien więc pokazać równie solidne odczyty dodatkowo osłabiając złotego.

Na krajowym rynku stopy procentowej środowa sesja przyniosła spadek rentowności obligacji skarbowych. Umocnienie notowań było widoczne przede wszystkim w dłuższych terminach, powyżej 5 lat. Najwyraźniej krótkiemu końcowi krzywej ciąży cały czas perspektywa podwyżek stóp procentowych w Polsce w przyszłym roku, co w środę skutkowało brakiem zmian rynkowych. Z kolei w przypadku dłuższego końca krzywej czynnikiem determinującym wyceny pozostaje sentyment na rynku globalnym. Na świecie widać było lekkie spadki rentowności obligacji skarbowych, mające jednak raczej charakter krótkoterminowej korekty. W przypadku 10-letnich Bundów notowania spadły poniżej 0,3%, natomiast US Treasuries poniżej 2,35%.

Do końca tygodnia spodziewać się można stabilizacji notowań na rynku długu, szczególnie przed piątkową publikacją raportu NFP. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na nastroje inwestorów będzie również kwestia konieczności wydania zgody przez Kongres na podniesienie limitu zadłużenia w USA (bez którego nie będzie można zaciągać nowych zobowiązań). Chociaż ostatecznie należy zakładać, że zostanie on podniesiony, to jednak w krótkiej perspektywie obawy części uczestników rynku w tym zakresie mogą wprowadzać dodatkową zmienność notowań.RPP ciąży złotemu

Autorzy: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki – PKO Bank Polski

Bit Evil ogłasza emisję akcji i pozyskanie finansowania na dalszy rozwój oraz globalną ekspansję

Bit Evil, innowacyjna spółka technologiczna, która specjalizuje się w marketingu internetowym nie zwalnia tempa rozwoju. Po niezwykle udanym debiucie na rynku NewConnect w lipcu br., który wzmocnił pozycję firmy, spółka zarządzana przez Marię Belkę ogłasza emisję akcji zwykłych na okaziciela serii E w ramach subskrypcji zamkniętej. Emisja akcji jest realizacją strategii globalnego rozwoju spółki. Jej celem jest sfinansowanie rozbudowy dynamicznie rozwijających się kluczowych produktów firmy – platform EraCoin, pierwszej polskiej kryptowaluty oraz BrandSabbath, platformy do realizacji kampanii z influencerami, co
z kolei pozwoli wprowadzić te produkty na światowe rynki. Maria Belka, która stoi za sterami Bit Evil zapowiada zwiększenie funkcjonalności flagowych platform, konkurencyjności i zyskowności firmy, a już wkrótce wejście na rynki zagraniczne z nowatorskimi produktami.

Bit Evil zarządzana przez Marię Belkę po dwóch latach działalności zadebiutowała z sukcesem na rynku NewConnect w lipcu br. Do obrotu wprowadzonych zostało łącznie 1 340 000 akcji przy kursie odniesienia ustalonym na poziomie 1,75 zł. Na zamknięcie drugiego dnia notowania cena transakcyjna osiągnęła poziom 5,58 zł, co oznaczało wycenę całej Spółki na poziomie ok. 7,47 mln zł. Spółka charakteryzuje się wysoką płynnością obrotu. W okresie od dnia pierwszego notowania do 06.12.2017 r. łączny obrót akcjami Spółki wyniósł 6,8 mln sztuk akcji. Kurs zamknięcia z dnia 05.12.2017 r. wyniósł 4,24 zł.

Bit Evil, która specjalizuje się w marketingu internetowym, a także w tworzeniu nowatorskich rozwiązań informatycznych, takich jak alternatywne platformy marketingowe i sprzedażowe, konsekwentnie realizuje strategię rozwoju. Ogłoszona właśnie emisja akcji firmy ma na celu rozbudowę funkcjonalności kluczowych platform firmy – Brand Sabbath oraz EraCoin. BrandSabbath jest pierwszą siecią współpracy dla blogerów i vlogerów umożliwiająca zamianę ich potencjału marketingowego na realne pieniądze. Działania blogerów są mierzone przez kody śledzenia, a następnie przeliczane na zarobki, które w czasie rzeczywistym trafiają do ich wirtualnych portfeli. EraCoin zaś jest pierwszą polską kryptowalutą, dostępną dla wszystkich posiadaczy smartfona.

Maria Belka, CEO Bit Evil
Maria Belka, CEO Bit Evil

Od początku istnienia Bit Evil naszym celem jest wejście z innowacyjnymi produktami na światowe rynki. Wkraczamy w kolejny kluczowy etap rozwoju, jakim jest rozbudowa funkcjonalności sztandarowych produktów – platform BrandSabbath i EraCoin. Kapitał pozyskany z emisji akcji Bit Evil pozwoli sfinansować dalszy rozwój tych platform. Zależy nam na tym, aby były coraz przyjaźniejsze dla użytkowników, a tym samym coraz szerzej dostępne. BrandSabbath, która w tej chwili współpracuje z blisko dwoma tysiącami influencerów, dzięki nowemu panelowi będzie dostępna nie tylko dla agencji reklamowych, ale również firm prywatnych. Planujemy liczne automatyzacje – m.in. w procesie zamówień wpisów w kampaniach, co umożliwi skalowalność; poprawienie skuteczności kodów śledzących, aby wyeliminować fraudy będące plagą influencer marketingu. Zwiększymy również dopasowanie blogerów w kampaniach pod kątem wybranych kryteriów, a całą kampanią będzie można zarządzać z aplikacji mobilnej. W ramach dalszego rozwoju EraCoin sfinansujemy uruchomienie giełdy, która pozwoli wymieniać walutę tokenów EraCoin na inne waluty. Będziemy też pozyskiwać sklepy, w których możliwa będzie płatność eracoinami. Rozbudowanie produktów o nowe funkcjonalności to wynik autentycznego zapotrzebowania rynków. Dzięki temu nasze unikalne platformy będą jeszcze bardziej innowacyjne, konkurencyjne i gotowe do wyjścia w światmówi Maria Belka, CEO Bit Evil.

Warunki emisji akcji

Spółka chce zaoferować do 1 340 000 nowych akcji serii E. Cena emisyjna została ustalona na poziomie 4,10 zł za akcję. Oferta nabycia nowych akcji skierowana jest w pierwszej kolejności dla dotychczasowych akcjonariuszy w dowód wdzięczności za okazane dotychczas zaufanie oraz w celu umożliwienia dotychczasowym akcjonariuszom utrzymania obecnego udziału w Spółce Bit Evil.

Bez ruchów wyprzedzających

W ogólnym ujęciu w ostatnich godzinach rynek walutowy jest spokojny, a główne pary walutowe respektują dotychczasowe zakresy wahań. Widać brak chęci do silniejszego zaangażowania w obranie kierunku, czekając na wyklarowanie się sytuacji w temacie ustawy podatkowej USA, NFP i negocjacji Brexitu.

W ostatnich godzinach wokół USD jest więcej nadziei niż obaw, co pomaga w poprawie notowań. Nie jest to zmiana nastawienia mocno podparta fundamentalnie, gdyż po rentownościach obligacji skarbowych nie widać spójnego ruchu (10-latki są na 2,34 proc. względem 2,40 proc. na początku tygodnia). Jednak napływające informacje są wspierające. Republikanie z obu izb Kongresu zdają się zdeterminowani, by prędko przygotować jednolity tekst ustawy podatkowej i jeszcze przed świętami podsunąć je prezydentowi do podpisania. Środa przyniosła start rozmów między delegatami obu izb. Nawet jeśli bezpośrednie korzyści z ustawy dla USD są dyskusyjne, to przynajmniej na razie pozostaje to motywem przewodnim dla sentymentu wokół waluty. Dodatkowo wszytko wskazuje na to, że Kongresowi uda się do końca tygodnia uchwalić kolejną rezolucję dla finansowania budżetu, czyli oddalić tzw. government shutdown. Wreszcie, raport ADP w punkt pokazał przyrost zatrudnienia w listopadzie o 190 tys. i dobrze rokuje przed jutrzejszym rządowym raportem NFP.

W defensywie są natomiast waluty surowcowe. W Kandzie bank centralny zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopę overnight bez zmian, ale w komunikacie w temacie przyszłych zmian stóp procentowych wykazał większą ostrożność niż rynek się spodziewał. W efekcie szanse na kolejną podwyżkę w marcu przyszłego roku spadły z 75 proc. do 60 proc. USD/CAD jest 1 proc. wyżej, ale przy kontynuowanej presji na ceny ropy naftowej, zakładamy dalsze ucinanie długich pozycji w CAD. Jednak słabnie nie tylko ropa naftowa, ale też np. miedź i ruda żelaza. AUD/USD dziś rano znalazł się najniżej do czerwca, a rozczarowujące dane o bilansie handlowym z Australii przepełniły czarę goryczy. Sądzimy, że przed kursem jeszcze miejsce na pogłębienie spadków. W całym tym pakiecie najmniej uzasadniona jest przecena NZD, ale widocznie Nowozelandczyka dosięga kojarzenie po sąsiedzku.

Rewizja PKB z Eurolandu, wnioski o zasiłek z USA i Ivey PMI z Kanady nie są publikacjami mogącymi wyraźnie namieszać na rynku walutowym. Dziś rano rynek akcji stabilizuje się po wczorajszych spadkach, więc dolarowi powinno być łatwiej zdobywać pole na USD/JPY i USD/CHF. GBP pozostaje jak chorągiewka na wietrze w zależności, jaki wydźwięk będą miały najnowsze informacje dotyczące negocjacji Brexitu. Najświeższe doniesienia The Sun mówią, że nowa rewolta w Partii Konserwatywnej chce wysunąć na lidera rządu ministra ds. Brexitu Davida Davisa. Tymczasem wciąż nie ma porozumienia w sprawie irlandzkiej granicy – kluczowego punktu dla postępów negocjacji z UE. Zanosi się na kolejny dzień ze sporym szumem politycznym wokół funta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Coraz lepszy standard podróży służbowych w MŚP

Niemal połowa (49 proc.) mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wysyła pracowników w  podróże służbowe. Najwięcej wyjazdów organizowanych jest w firmach przemysłowych (43 proc.) oraz usługowych (32 proc.). Choć dwa lata temu delegacji było nieco więcej, to standard podróżowania był niższy – w 2017 r. już 70 proc. przedsiębiorstw korzysta z  samochodów służbowych, a  prawie co piąta firma rozlicza się bezgotówkowo.

W 2015 r. w podróż służbową wysyłało pracowników 53 proc. firm z sektora MŚP. Natomiast w  2017  r. odsetek przedsiębiorstw delegujących reprezentantów poza miejsce pracy spadł do 49 proc. Obecnie najwięcej delegacji odbywa się w  branży przemysłowej (organizuje je 43 proc. firm) i  usługowej (32 proc.).  W porównaniu do ostatnich dwóch lat, ponad trzykrotnie zmalała liczba delegacji w sektorze handlowym – aktualnie służbowo wyjeżdżają pracownicy tylko niemal co piątej z  nich, ale to oni właśnie najwięcej czasu przebywają w podróży.

Polskie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa wysyłające pracowników w podróże służbowe. Dynamika zmian z podziałem na poszczególne branże.

Podróże służbowe w polskich MŚP w 2017Źródło: Badanie „Podróże służbowe w polskich MŚP w 2017” (realizowane we wrześniu 2017 r.) i „Podróże służbowe w polskich MŚP w 2015” (realizowane we wrześniu 2015 r.), IBRIS na zlecenie Diners Club Polska.

Życie na walizkach

Mimo, że tylko 18 proc. firm handlowych wysyła swoich pracowników w delegacje, to właśnie reprezentanci tego sektora w podróży spędzają najwięcej czasu. Prawie 40 proc. z nich poza miejscem pracy przebywa średnio raz na tydzień lub częściej, a  ponad 80 proc. tych delegacji trwa co najmniej dwa dni lub dłużej. Najwięcej wyjazdów organizują firmy przemysłowe, jednak reprezentanci tej branży nie spędzają na nich tak dużo czasu – ponad połowa przedsiębiorców przyznała, że ich pracownicy w delegacji bywają rzadziej niż raz w miesiącu.

Jak często zdarzają się w Pani/Pani firmie podróże służbowe?

Podróże służbowe w polskich MŚP w 2017 2Źródło: Badanie „Podróże służbowe w polskich MŚP w 2017” (realizowane  we wrześniu 2017 r.), IBRIS na zlecenie Diners Club Polska.

– Dwa lata temu w delegacje pracownicy jeździli również znacznie częściej – co trzecia firma poza miejsce pracy wysyłała reprezentantów co najmniej raz w tygodniu lub częściej. Jednak porównując wyniki dwóch edycji badań, możemy zauważyć, że podniósł się standard organizacji podróży. Jednym z powodów może być za pewne sytuacja finansowa przedsiębiorstw, gdyż ponad 67 proc. właścicieli zadeklarowało, że kondycja ich firmy jest na bardzo dobrym lub dobrym poziomie – mówi Katarzyna Fatyga z  Diners Club Polska.

Firmowy samochód i karta służbowa coraz popularniejsze

Firmowym samochodem posługuje się już prawie 70 proc. MŚP. Podróżuje się nim w większości przedsiębiorstw przemysłowych (86 proc.) oraz handlowych (85 proc.). Prywatne auto natomiast, w  celach służbowych użytkują najczęściej  reprezentanci sektora rolniczego (100 proc.)

Z kart służbowych w delegacjach korzysta już 17 proc. MŚP. Najbardziej przekonały się do nich firmy handlowe (30 proc. z nich w podróży posługuje się kartą służbową) oraz przemysłowe – spośród których już co piąta firma rozlicza się bezgotówkowo.

– W porównaniu do 2015 r. korzystanie z kart firmowych wzrosło o 7 punktów procentowych. To oznacza, że firmy coraz bardziej doceniają przejrzystość i wygodę tego typu transakcji. Niektóre karty firmowe gwarantują przedsiębiorcom szerokie pakiety usług dodanych, które wbrew pozorom mogą wygenerować sporą oszczędność czasu i pieniędzy. Na przykład karta Premium Vintage oferuje ubezpieczenie w podróży zagranicznej, którym objęty jest posiadacz oraz podróżujący wraz z nim pracownicy – dodaje Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Organizacja podróży na barkach delegowanego

52 proc. firm organizację wyjazdu służbowego powierza delegowanemu pracownikowi. Osobne stanowisko dla osoby lub zespołu zajmującego się tylko i wyłącznie tymi zadaniami deklaruje 14 proc. przedsiębiorców. Co trzeci właściciel przyznał natomiast, że podróżami zarządza konkretny pracownik, ale nie jest to jedyny obowiązek, który wykonuje.

W 2015 r. odsetek wyjazdów organizowanych „na własną rękę” był niższy (45 proc.), a co czwarte MŚP dysponowało osobnym stanowiskiem dla osoby zajmującej się podróżami. Obecnie, najwięcej tzw. „travel managerów” posiadają firmy handlowe (co trzecia) i przemysłowe (co piąta).

– Przy tak dużej liczbie wyjazdów organizowanych przez pracowników samodzielnie, w pierwszej kolejności powinno się zadbać o przejrzystą formę monitorowania i rozliczania wydatków. Warto zastanowić się także nad tym, czy zarządzanie formalną stroną wyjazdów nie jest dla pracowników zbyt czasochłonne – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club. – W optymalizacji kosztów i procesów mogą pomóc produkty finansowe przeznaczone dla firm. Często oferują one także usługi dodatkowe zwiększające komfort podróżowania, a niektóre wręcz posiadają funkcje „concierge osobisty”, który może w  całości przejąć obowiązki związane z organizacją podróży – dodaje.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) na zlecenie Diners Club Polska we wrześniu 2017 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski, metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc. poziom ufności 0,95.

Problemy polskich firm na rynku OZE

Sytuacja odnawianych źródeł energii w ostatnich latach w Polsce nie jest dobra. Rząd prowadzi negocjacje w Unią Europejską na temat różnych polityk energetycznych, w tym pakietu zimowego, dyrektyw BAT, a teraz także reformy ETS-u. Wszystkie elementy dotyczące inwestycji zostały więc zablokowane. Podmioty polskie upadają albo są przejmowane przez banki, a te posiadające zagranicznych udziałowców mogą skorzystać z opcji arbitrażu. W ramach podpisanych umów międzynarodowych mogą dochodzić swoich praw o naruszenie zasad konkurencji i pogorszenie ich.

– Spółki energetyczne, w których swój udział ma państwo polskie, wypowiadają m.in. tzw. umowy CPA – długoterminowe na dostawy certyfikatów, które wcześniej były podstawą do pozyskania finansowania przez spółki celowe, np. produkujące prąd z energii wiatrowej – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Niektóre z nich były zawierane skandalicznie. Na towarowej giełdzie energii mamy teraz dwa rynki – bezpośrednie kwotowania zielonych certyfikatów na rynku spotowym i ceny wynikające z umów długoterminowych, których jest o wiele więcej i są wyraźnie wyższe od ceny giełdowej. Trudno mówić o rynku zielonych certyfikatów, który jest kompletnie rozregulowany. Takie jest niestety tło tego sporu. Polskie podmioty mają problemy, a zagraniczne mogą dochodzić swoich praw w sądach arbitrażowych – podsumował Roszkowski.

Bankowość w kieszeni: Polacy coraz więcej operacji wykonują na smartfonie

Za pomocą smartfona robimy przelewy i monitorujemy stan naszego konta, ale też coraz częściej płacimy za zakupy. Aż 70% z nas korzysta z BLIK-u. Kanałami mobilnymi zaciągamy również kredyty. Millenialsi nie wyobrażają sobie bankowości bez aplikacji na telefon. Aby nadążać za potrzebami młodego pokolenia, banki muszą nieustannie opracowywać nowe rozwiązania mobilne.

Kredyt przez aplikację mobilną

Klienci z chęcią korzystają z mobilnych usług bankowych. Nie tylko zlecają przelewy i sprawdzają saldo rachunku czy historię operacji. „Coraz częściej płacą za zakupy za pomocą smartfona, chętnie zaciągają też kredyty. W PKO Banku Polskim co trzeci kredyt zaciągnięty w kanale zdalnym jest brany właśnie przez aplikację mobilną” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Michał Macierzyński, zastępca dyrektora Centrum Bankowości Mobilnej i Internetowej w PKO Banku Polskim.

Bankowość mobilna niezbędna dla młodych

Bankowość mobilna dla młodszych posiadaczy kont jest standardem, bez którego nie wyobrażają sobie oni korzystania z usług bankowych. Dotyczy to przede wszystkim pokolenia millenialsów. Nie założą oni konta w instytucji finansowej, która nie oferuje wygodnych w użyciu aplikacji. Osoby po 45. roku życia do bankowości mobilnej mają większy dystans. Nie oznacza to jednak, że z niej nie korzystają. Robią to po prostu w inny sposób. Aplikacji mobilnych używają rzadziej, wolą za pomocą smartfonów wchodzić na stronę internetową banku i z jej poziomu logować się do konta.

Opinie klientów wyznaczają kierunki rozwoju

Korzystając z różnych aplikacji, przyzwyczajamy się do pewnych standardów. Banki muszą wprowadzać nowe rozwiązania, aby nadążać za rynkiem i rosnącymi potrzebami klientów. Monitorowanie opinii użytkowników jest kluczowe w dostosowywaniu się do ich wymagań.

Grupa Sage wybuduje w Warszawie centrum obsługi kadrowo-płacowej. Firma rośnie w Polsce szybciej niż rynek

Grupa Sage wybuduje w Warszawie centrum obsługi kadrowo-płacowej. Firma rośnie w Polsce szybciej niż rynek 1

Sage notuje w Polsce rekordowo wysokie wyniki. Polski oddział spółki uzyskał w roku fiskalnym 2017 przychody wielkości 87,5 mln zł, osiągając wzrost na poziomie 19 proc. rdr. Silnej dynamice wzrostu przychodów towarzyszył 17-proc. wzrost zysku netto do poziomu 1,8 mln zł. Elementem strategii rozwoju spółki jest otwarcie w Warszawie centrum usług wspólnych związanych z obsługą kadrowo-płacową. To już trzeci kluczowy projekt inwestycyjny dostawcy oprogramowania obok Centrum Deweloperskiego, które prowadzi prace badawczo-rozwojowe, oraz centrum usług wspólnych obsługującego procesy IT.

– Ten rok był dla nas rekordowy pod względem wyników finansowych. Zanotowaliśmy wzrost przychodów o 19 proc., za którym poszedł też 17-proc. wzrost zysków. Wyniki Sage w Polsce są najwyższe spośród wszystkich oddziałów w Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Ciski, dyrektor zarządzający Sage w Polsce.

Polska i region Europy Centralnej są najszybciej rosnącymi rynkami w brytyjskiej grupie Sage, która jest jednym z międzynarodowych liderów w systemach finansowo-księgowych i kadrowo-płacowych. Przychody w roku fiskalnym 2017 sięgnęły 87,5 mln zł, a zysk netto wyniósł 1,8 mln zł. Stabilny wzrost spółki w kolejnych okresach zapowiada 32-proc. przyspieszenie w obszarze przychodów odnawialnych – ze sprzedaży usług abonamentowych i oprogramowania w modelu subskrypcyjnym.

– Za tym sukcesem poszła filozofia unowocześnienia i wprowadzenia na rynek nowych produktów. Bardzo ważny jest obszar rozwiązań w chmurze, natomiast dzisiaj polski rynek jeszcze nie jest na nią gotowy. Klienci w dalszym ciągu obawiają się o swoje dane i my to szanujemy. Dlatego proponujemy rozwiązania hybrydowe – klient zaczyna z rozwiązaniem w wersji desktopowej, natomiast później, kiedy jest gotowy, może włączyć komponent chmurowy, aż do pełnego przeniesienia danych do chmury. Ta strategia przynosi nam bardzo widoczne efekty w postaci wzrostu sprzedaży – mówi Piotr Ciski.

Technologie chmurowe to jeden z głównych motorów wzrostu Sage w Polsce. W tym roku firma wprowadziła na rynek nowe rozwiązania hybrydowe, które udało się skutecznie skomercjalizować. W przyszłym zapowiada kolejne nowości i unowocześnienie portfolio swoich usług.

Rozwój spółki będą też determinować zmiany prawne, m.in. nowe przepisy dotyczące ochrony danych osobowych i Jednolity Plik Kontrolny, który od stycznia 2018 roku zacznie obowiązywać również segment mikroprzedsiębiorstw. Obowiązek comiesięcznego sporządzania JPK, który zawiera ewidencję zakupu i sprzedaży VAT (JPK_VAT), w tej chwili obejmuje już małe, średnie i duże przedsiębiorstwa.

W ramach wsparcia dla mikrobiznesu Sage udostępnia już bezpłatne oprogramowanie z zakresu raportowania JPK_VAT, które ma ułatwić współpracę mikrofirm z biurami rachunkowymi. To rozwiązanie dla mniejszych podmiotów, które nie zdecydują się na zakup odrębnego oprogramowania.

– Bardzo ważnym elementem zmian prawnych jest wejście mikropodmiotów do systemu JPK, które nastąpi z początkiem stycznia. Następnie split payment – duża zmiana, do której przygotowują się zarówno przedsiębiorcy, jak i producenci oprogramowania i banki. Jest też RODO, czyli zmiana, która będzie dotyczyła szerokiego grona firm. Od dłuższego czasu realizujemy strategię zapewnienia klientom bezpieczeństwa prawnego, dlatego spodziewamy się, że nasze rozwiązania będą bardzo chętnie wybierane przez rynek – mówi Piotr Ciski.

Z kolei split payment, czyli dzielenie płatności, ma zacząć obowiązywać w kwietniu przyszłego roku. Kupujący będzie przelewał należność dla sprzedawcy na dwa konta – kwotę netto na zwykły rachunek bankowy oraz równowartość podatku od towarów i usług na specjalne, odrębne konto (każdy podatnik VAT będzie musiał założyć w tym celu dodatkowy rachunek). Ta zmiana wymierzona jest przede wszystkim w oszustwa VAT.

 Oprócz naszych planów biznesowych związanych z rozwojem rynku, bardzo ważnym elementem jest budowa centrum usług wspólnych na rzecz grupy Sage. W zeszłym roku rozpoczęliśmy dwie duże inwestycje. Development Lab to jeden z pięciu labów Sage na całym świecie. W tej chwili finalizujemy też otwarcie następnego ITIS – czyli struktury IT, która będzie wspierać działania Sage we wszystkich krajach. Wiadomość z ostatniej chwili – dostaliśmy również trzeci duży projekt: centrum usług wspólnych związanych z obsługą kadrowo-płacową większości spółek Sage. To bardzo ważny element rozwoju naszego biznesu w Polsce – podkreśla Piotr Ciski.

People Services Hub wkrótce wystartuje w Warszawie. Otwarte w sierpniu Development Lab to centrum deweloperskie, które tworzy zaplecze badawczo-rozwojowe dla globalnych produktów brytyjskiej grupy. To jeden z pięciu takich ośrodków na świecie (pozostałe znajdują się w Newcastle, Johannesburgu, Atlancie i Barcelonie). Centrum Usług Wspólnych (ITIS) ma wspierać procesy IT w całej grupie. Spółka podkreśla, że rozwój polskiego oddziału wiąże się ze wzrostem zatrudnienia – w najbliższym czasie pracę w Sage ma podjąć prawie 250 osób.

Przyszły rok będzie pełny rewolucyjnych zmian dla ubezpieczycieli. Aby im sprostać, sektor musi postawić na innowacje i IT

Przyszły rok będzie pełny rewolucyjnych zmian dla ubezpieczycieli. Aby im sprostać, sektor musi postawić na innowacje i IT 2

W 2018 roku sektor ubezpieczeń czeka rewolucja, głównie ze względu na nowe regulacje prawne. RODO, czyli dyrektywa o dystrybucji ubezpieczeń, i dyrektywa regulująca rynek płatności, czyli PSD2, wymuszą duże zmiany, ale stworzą też szanse na rozwój całej branży, nowych produktów, usług oraz na lepsze dostosowanie oferty do potrzeb klientów. Ubezpieczyciele muszą mocniej postawić na innowacje i inwestować w infrastrukturę IT, jeżeli chcą tę szansę wykorzystać – oceniają eksperci firmy doradczej Sollers Consulting. W nadchodzących miesiącach skupią się jednak przede wszystkim na dostosowywaniu do nowych przepisów.

Chcą czy nie, ubezpieczyciele muszą być innowacyjni. Regulacje prawne, które pojawią się za chwilę – takie jak RODO, PSD2 i dyrektywa o pośrednictwie ubezpieczeniowym – wymuszą na ubezpieczycielach klientocentryczność. W tym celu trzeba stworzyć całe otoczenie innowacyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Pastuszka, menadżer w firmie doradczej Sollers Consulting.

W maju zacznie obowiązywać RODO, czyli unijne Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych. Nałoży ono szereg restrykcyjnych obowiązków na wszystkie podmioty, które gromadzą i przetwarzają informacje o swoich klientach. Unijne prawo oznacza dla ubezpieczycieli konieczność wymiany większości formularzy, klauzul i zgód na przetwarzanie danych, zweryfikowania wszystkich procesów pod kątem bezpieczeństwa takich informacji i wdrożenia nowej infrastruktury IT, która to zagwarantuje.

Kolejne wyzwanie – i zarazem szansa rozwoju dla branży ubezpieczeniowej – to unijna dyrektywa PSD2 (Payment Services Directive), która jest odpowiedzią Unii Europejskiej na dynamiczny wzrost e-commerce oraz pojawienie się firm i start-upów, które oferują usługi finansowe za pośrednictwem nowych technologii. Nowe prawo zacznie obowiązywać w styczniu 2018.

PSD2 wpłynie na kształt całego rynku usług finansowych, przede wszystkim banków. Wprowadzi nowe rodzaje usług – usługę inicjowania transakcji (PIS – payment initiation service) oraz usługę dostępu do informacji o rachunku (AIS – account information service). Dzięki nim ubezpieczyciele mogą zyskać dostęp do informacji o klientach, które dotychczas były zarezerwowane tylko dla banków (np. dane transakcyjne, informacje zgromadzone na rachunku bankowym). To szansa na nowe usługi, produkty i lepsze dostosowanie oferty do profilu klienta.

Klient będzie mógł za pośrednictwem jednego narzędzia finansowego korzystać z dobrodziejstw bankowych, ubezpieczeniowych i inwestycyjnych. Ubezpieczyciele muszą się stać innowacyjni w otwarciu swojej architektury na świat. To jedno z wyzwań. Kolejnym jest koncentracja na kliencie i bycie smart. Wykorzystując narzędzia business intelligence i sztuczną inteligencję, ubezpieczyciele będą mogli wyłapać najbardziej korzystny moment i doradzić klientowi, co ma kupić, przy okazji spełniając wymagania regulacji IDD – mówi Piotr Pastuszka.

IDD, czyli unijna dyrektywa o dystrybucji ubezpieczeń, będzie mieć największy wpływ na kształt rynku ubezpieczeniowego. Termin jej wdrożenia upływa 23 lutego 2018 roku. Jak zauważa Polska Izba Ubezpieczeń, to jeden z ważniejszych aktów prawnych organizujących sprzedaż i zarządzanie produktów ubezpieczeniowych. Obejmie zarówno brokerów, jak i zakłady ubezpieczeniowe, a jej głównym zadaniem jest ograniczenie missellingu, czyli nieetycznej sprzedaży i zapewnienie klientom obiektywnej, rzetelnej porady dotyczącej usług ubezpieczeniowych.

Nowe prawo nałoży na dystrybutorów polis większe wymogi informacyjne wobec klientów i obowiązek dopasowywania produktów do ich rzeczywistych potrzeb. Sprzedawca będzie musiał poinformować klienta o tym, w jakim charakterze występuje (broker lub agent) i na jakich zasadach pobiera prowizję lub wynagrodzenie. IDD ma zapewnić klientom wyższą ochronę, dlatego sprzedawca musi przedstawić rzetelne i zrozumiałe informacje dotyczące polisy.

Dla pośredników i towarzystw ubezpieczeniowych IDD oznacza konieczność dostosowania dokumentacji, infrastruktury IT i zmiany wielu procesów. Za nieprzestrzeganie nowych przepisów grożą kary sięgające 5 proc. przychodów albo (minimum?) 3 mln zł.

W przyszłorocznych inwestycjach sektora ubezpieczeń istotne będą zmiany narzucone przez wchodzące w życie regulacje prawne. RODO czy dyrektywa dystrybucyjna nakładają nowe obowiązki, wymuszają dostosowanie wszystkich centralnych systemów, zostawiając niewiele miejsca na innowacyjne rozwiązania – powiedział Michał Trochimczuk, partner zarządzający w Sollers Consulting, podczas swojego przemówienia na konferencji „Innovation in Insurance”.

Ekspert podkreśla, że obecnie branża ubezpieczeniowa w Polsce jest dosyć innowacyjna na tle innych rynków, procesy i infrastruktura IT są bardziej nowoczesne. To może się jednak zmienić, ponieważ na Zachodzie powstaje bardzo wiele start-upów związanych z ubezpieczeniami, które wykorzystują nowe technologie.

Michał Hucał, członek zarządu Nationale-Nederlanden, ocenia, że ubezpieczyciele muszą inwestować przede wszystkim w IT, ponieważ większość dotychczasowych systemów jest już przestarzała. Efektem jest luka między możliwościami sektora ubezpieczeń a tym, co oferują klientom inne gałęzie gospodarki.

– Klienci zauważają, że w innych branżach rozwój nowoczesnych technologii był większy niż w ubezpieczeniach. Dlatego ubezpieczyciele muszą nadgonić ten dystans. Przyszłość produktów ubezpieczeniowych to prostota i wyjście naprzeciw potrzebom klientów – powinny one odpowiadać na konkretną potrzebę klienta w danym czasie i być na tyle proste, żeby klient je zrozumiał i chciał je kupić – podkreśla Michał Hucał.

Ekspert Nationale-Nederlanden zauważa, że ubezpieczyciele powinni brać przykład z sektora bankowego, który w ostatnich latach bardzo się rozwinął i postawił na innowacje. To w dużej mierze zasługa konkurencji ze strony fintechów, czyli innowacyjnych podmiotów oferujących usługi płatnicze za pośrednictwem nowych technologii. Szacuje się, że w ciągu kilku najbliższych lat fintechy mogą przejąć nawet jedną trzecią światowego rynku usług finansowych. Ubezpieczyciele nie mają tak silnej motywacji do zmian i wdrażania innowacji, ponieważ w tej branży konkurencja ze strony insurtechów nie jest na razie zbyt silna, ale to się może zmienić.

O wyzwaniach i szansach związanych z innowacjami w sektorze ubezpieczeniowym eksperci z całej Europy z branży dyskutowali podczas konferencji „Innovation in Insurance”, którą Sollers Consulting już po raz szósty zorganizował 4 grudnia.

Rak nie musi boleć. Pacjenci mają coraz więcej możliwości egzekwowania prawa do łagodzenia bólu nowotworowego

Rak nie musi boleć. Pacjenci mają coraz więcej możliwości egzekwowania prawa do łagodzenia bólu nowotworowego 3

75 proc. pacjentów z zaawansowaną chorobą nowotworową boryka się z przewlekłym bólem. Ma to wpływ zarówno na jakość życia chorych, jak i motywację do walki z chorobą. Leczenie przeciwbólowe jest istotnym elementem terapii onkologicznej, w Polsce wciąż jednak nie jest ono stosowane w optymalny sposób. Lekarze niechętnie stosują środki opioidowe, pacjenci mają zaś zbyt małą wiedzę w zakresie swoich praw odnośnie do łagodzenia bólu – podkreślali eksperci podczas debaty zorganizowanej przez agencję informacyjną Newseria.

Na ból nowotworowy skarży się ponad 50 proc. wszystkich pacjentów onkologicznych i blisko 75 proc. chorych w późnym stadium raka. Występuje on w różnych stadiach choroby, najczęściej bardziej zaawansowanych, gdy nie można go traktować wyłącznie jako ostrzeżenie ze strony organizmu o nieprawidłowym procesie toczącym się w jego wnętrzu. Ból może być wynikiem zarówno przebiegu choroby nowotworowej, jak i terapii, jakiej poddawany jest pacjent. Już w latach 80. XX wieku Światowa Organizacja Zdrowia opracowała drabinę analgatyczną – schemat stosowania leków przeciwbólowych w leczeniu onkologicznym. Terapie te są dostępne również dla polskich pacjentów onkologicznych, wciąż nie są jednak odpowiednio stosowane w praktyce. Wśród pacjentów nadal krąży bowiem wiele mitów o bólu nowotworowym.

– Chorzy boją się zażywać silne leki opioidowe, uważając, że stracą one skuteczność przy dłuższym stosowaniu lub negatywnie odbiją się na stanie osłabionego chorobą organizmu. Uśmierzanie bólu jest natomiast istotnym elementem terapii onkologicznej. Przyczynia się bowiem do lepszej kondycji psycho-fizycznej pacjenta, a tym samym do większej aktywności organizmu do walki z chorobą – przekonuje Beata Ambroziewicz, wiceprezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

Zgodnie ze schematem WHO podstawą walki z bólem nowotworowym jest farmakoterapia. Przy mniejszym natężeniu bólu stosowane powinny być leki nieopioidowe, w przypadkach silniejszych dolegliwości lub większego zaawansowania choroby wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia obejmują użycie opioidów. Stopień nasilania się bólu nowotworowego powinien być stale monitorowany, tak by pacjent mógł zostać objęty jak najlepszym leczeniem, bez konieczności dodatkowego cierpienia.

Kłopot polega na tym, że brak jest egzekutywy ze strony lekarzy. Lekarze niestety często mówią pacjentom, że rak musi boleć, że leczenie bólu jest niedostępne, ponieważ nie mają do tego uprawnień i leków, co jest oczywiście nieprawdą – mówi agencji informacyjnej Newseria Szymon Chrostowski, prezes Koalicji na Rzecz Walki z Bólem „Wygrajmy z Bólem”.

Każde doznanie bólowe jest obarczone reakcją emocjonalną, ale ból to nie tylko emocje, lecz także doznanie z układu nerwowego wywołujące strach, lęk, depresję i panikę. Trzeba zaopatrzyć pacjenta w leki przeciwbólowe, by nie odczuwał depresji w chorobie o złym rokowaniu – mówi dr n. med. Jadwiga Pyszkowska, anestezjolog, kierownik Poradni Leczenia Bólu w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Katowicach.

Polacy mają coraz większą świadomość swoich praw w zakresie walki z bólem, także nowotworowym.

– Państwo wreszcie daje pacjentom szerszy wachlarz możliwości – 11 maja 2017 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta z 2008 roku, która nałożyła na lekarzy obowiązek łagodzenia bólu pacjenta na każdym etapie choroby, a nie jak dotąd wyłącznie w stanie terminalnym. Dzięki wysiłkowi Koalicji na Rzecz Walki z Bólem oraz Polskiemu Towarzystwu Badania Bólu 29 listopada wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz poinformował o przygotowanym wspólnie z jego resortem projekcie rozporządzenia określającego standardy opieki w zakresie rozpoznania, leczenia i monitorowania bólu – Kartę Monitorowania Bólu – mówi Szymon Chrostowski.

Projekt rozporządzenia dotyczyć ma opieki na wszystkich szczeblach, a więc zarówno w leczeniu szpitalnym, jak i w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej. W przypadku nieprzestrzegania przez personel medyczny praw pacjenta chory może się zgłosić do Rzecznika Praw Pacjenta, ten natomiast na podstawie Karty będzie mógł interweniować w imieniu pacjenta u świadczeniodawcy.

Karta monitorowania bólu będzie dokumentem, na którym rzecznik w postępowaniach wyjaśniających będzie mógł się podeprzeć, że informacja została pacjentowi udzielona, ból był uśmierzany lub nie, czy karta została w ogóle wypełniona, jeżeli pacjent sygnalizował, czy cokolwiek z tym zostało zrobione – mówi Marzanna Bieńkowska, dyrektor Wydziału Interwencyjno-Poradniczego Rzecznika Praw Pacjenta.

Edukację w zakresie praw do walki z bólem prowadzi wśród polskich pacjentów Koalicja na Rzecz Walki z Bólem „Wygrajmy z Bólem”. Najważniejszym elementem były poradniki rozdysponowane w ramach kampanii „Nie ból się” i „Nie kłaniaj się bólowi” po ośrodkach leczniczych w kraju.

40 proc. kierowniczych stanowisk zajmują kobiety. Wciąż jednak ich wynagrodzenia są o 1/5 niższe niż mężczyzn

40 proc. kierowniczych stanowisk zajmują kobiety. Wciąż jednak ich wynagrodzenia są o 1/5 niższe niż mężczyzn 4

W Polsce odsetek kobiet na najwyższych, kierowniczych stanowiskach sięga już 40 proc. – pokazały tegoroczne badania Grant Thornton. Choć sytuacja się poprawia, kobietom na rynku pracy wciąż jest trudniej ze względu na pełnione role społeczne, obowiązki rodzinne i stereotypy. Luka płacowa w zarobkach kobiet i mężczyzn sięga w Polsce blisko 20 proc., a z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że kobiety ponaddwukrotnie częściej pracują w niepełnym wymiarze czasu pracy. Szansą – coraz częściej wykorzystywaną przez kobiety – jest własny biznes.

– Ciągle jeszcze są szklane sufity. Dane statystyczne jasno pokazują, że kobiety w dalszym ciągu mają problem, żeby uzyskać awans. Mamy bardzo pracowite, zaradne i mądre kobiety na bardzo wysokich stanowiskach, ale ten problem dotyczy średniej, gdzie przebić się przez męski świat jest bardzo trudno. Czasami – niezależnie od tego, jak ciężko pracujemy i jak bardzo dbamy o swój rozwój – w określonym środowisku jesteśmy skazane na to, że nie będziemy awansować. Dlatego zawsze polecam otworzyć swój własny biznes, by udowodnić światu, że też potrafimy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Rogozińska, międzynarodowy ekspert z zakresu komunikacji międzykulturowej i etyki w biznesie.

Z badania „Women in Business 2017”, które opracowała firma audytorsko-doradcza Grant Thornton, wynika, że w Polsce odsetek kobiet zajmujących kierownicze stanowiska (zarządy, szefowie pionów) rośnie z roku na rok i wynosi już 40 proc. Choć nadal 13 proc. polskich dużych i średnich firm nie ma w zarządzie ani jednej kobiety, to i tak Polska wyprzedza pod tym względem Niemcy czy Japonię, gdzie kobieta na kierowniczym stanowisku jest rzadkością. Na świecie i w krajach Unii Europejskiej średni odsetek kobiet na szczeblu kierowniczym wciąż oscyluje w okolicach 25 proc. Polska wypada na tym tle zaskakująco dobrze.

– Rzeczywiście, kobiety stają się dużo bardziej przedsiębiorcze, aktywniejsze. Widać, że faktycznie sobie radzą, przebijają szklane sufity, jest dużo lepiej. Natomiast gdy wychodzimy na polskie ulice albo wyjeżdżamy z dużych miast, widzimy, że kobiety są zblokowane. Wciąż mamy jeszcze w Polsce wiele szklanych sufitów – powiedziała Agnieszka Zydroń, dziennikarka i felietonistka, podczas ubiegłotygodniowego VIII Polish Businesswoman Congress w Warszawie.

Choć sytuacja kobiet się poprawia, statystyki pokazują też ogromne dysproporcje w zależności od branży. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że z około siedem milionów pracowników zatrudnionych w sektorze ICT tylko 30 proc. to kobiety, które są niedostatecznie reprezentowane zwłaszcza wśród kadry zarządzającej – zaledwie 19 proc. pracowników branży ICT ma kobietę za szefa.

Badania Microsoftu pokazują, że 60 proc. kobiet boi się nierówności czekających na nie na rynku pracy w sektorze technologicznym. Natomiast z ubiegłorocznego raportu koncernu kosmetycznego L’Oreal („Piękne umysły – rola kobiet w świecie nauki” 2016) wynika, że kobiety zajmują zaledwie ok. 10 proc. najwyższych stanowisk akademickich w UE i 11 proc. najwyższych stopniem naukowców. W ciągu dwóch minionych dekad liczba kobiet naukowców wzrosła zaledwie o 3 pkt proc.

– Prawdopodobnie wynika to z faktu, że jednak kobiety nie pracują tylko na jednym etacie. Mają o wiele więcej obowiązków niż mężczyźni. Są żonami i matkami. Żadna matka nie postawi swoich dzieci na drugim planie. Z tego powodu nie będzie w pełni dyspozycyjna, nie będzie mogła uczestniczyć w każdych negocjacjach ani w każdym projekcie, więc nie będzie mogła się znaleźć na szczycie – mówi Ewa Rogozińska.

Ekspertka podkreśla, że chociaż kariera niekoniecznie musi oznaczać rezygnację z życia rodzinnego, to jednak sukces i dochodzenie do wysokich stanowisk nie odbywają się bez wyrzeczeń.

– Kobiety należy podziwiać, ponieważ pracują o wiele więcej niż mężczyźni, muszą o wiele więcej udowodniać. Czasami nie otrzymują nagrody w postaci wyższego stanowiska czy równego wynagrodzenia. Umiemy tyle samo, uczymy się tyle samo, podejmujemy trudne decyzje, natomiast wynagrodzenie to zupełna inna bajka. Uważam, że współcześnie jest to bardzo duża niesprawiedliwość społeczna – podkreśla Ewa Rogozińska.

Luka płacowa w zarobkach kobiet i mężczyzn sięga w Polsce blisko 20 proc., a dysproporcje w wynagrodzeniach są widoczne na wszystkich szczeblach kariery, niezależne od wielkości przedsiębiorstwa i stażu pracy – wynika z ubiegłorocznego Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń na zlecenie Sedlak & Sedlak. Rok temu kobiety zarabiały średnio o 800 zł mniej niż mężczyźni. W dużej mierze przyczyniają się do tego stereotypy i przerwy w pracy spowodowane urlopami macierzyńskimi i życiem rodzinnym. Potwierdza to raport GUS „Kobiety i mężczyźni na rynku pracy 2016”, że kobiety ponaddwukrotnie częściej niż mężczyźni pracują w niepełnym wymiarze czasu pracy.

– W Polsce wciąż 26 proc. mężczyzn uważa, że dzieckiem powinna się zajmować kobieta. To daje pewien obraz tego, jak funkcjonują kobiety w biznesie – łączą wiele ról. Jest coaching, powstają różnego rodzaju kluby, ale potem idziemy do domu i musimy radzić sobie z całym ciężarem codziennego życia. Kobiety, które nie mają siły przebicia, chęci i rewolucji w sobie, mają trudniej, bo pozostają bez wsparcia – mówi ekspertka z zakresu komunikacji międzykulturowej i etyki w biznesie.

Agnieszka Zydroń zauważa, że paradoksalnie kobiety są bardziej predestynowane tego, żeby odnosić sukcesy w biznesie ze względu na silnie rozwinięte kompetencje miękkie.

– Ważną kwestią jest też solidarność kobiet. Kobiety są niesamowite, kiedy ze sobą współpracują. Mężczyźni – gdy tylko pojawia się problem – często zaczynają konkurować i walczyć, idą w konflikt. Natomiast kobiety są empatyczne, bardziej komunikatywne, potrafią bardziej miękko podchodzić do człowieka, ale twardo do problemu – mówi Agnieszka Zydroń.

Stomatologia jest coraz bardziej innowacyjna. Obrazowanie 3D i lasery są wykorzystywane w nowoczesnym leczeniu zębów

Stomatologia jest coraz bardziej innowacyjna. Obrazowanie 3D i lasery są wykorzystywane w nowoczesnym leczeniu zębów 5

Coraz więcej innowacyjnych urządzeń wkracza do gabinetów dentystycznych. Tradycyjne zdjęcia rentgenowskie są zastępowane przez trójwymiarowe modelowanie, a lokalizowanie ubytków odbywa się przy pomocy bardzo precyzyjnych laserów. Mimo coraz większej dostępności nowoczesnych technologii, barierą pozostają koszty. Tylko 5 proc. warszawskich gabinetów ma możliwość trójwymiarowego diagnozowania zębów.

– Są dzisiaj dostępne metody, które pozwalają na wczesne wykrywanie próchnicy, szczególnie w miejscach pomiędzy zębami, które czasem widać, ale bardzo często nie widać i najlepiej tę próchnicę złapać na wczesnym etapie. Są testery laserowe, które znacznie lepiej niż oko stomatologa pozwalają powiedzieć, czy jest próchnica, czy jej nie ma – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Wiśniewski z kliniki Naturaldens.

Coraz częściej stomatologom pomagają nowe technologie. Trójwymiarowe wizualizacje zęba pozwalają znacznie lepiej zdiagnozować problemy pacjenta niż tradycyjne, dwuwymiarowe zdjęcie rentgenowskie. Skanowanie 3D ma także zastosowanie w protetyce. Na jego bazie przygotowywane są protezy. Według eksperta pozwala to wyeliminować błędy.

– Dzisiaj są możliwości, które powodują, że skanujemy trójwymiarowo taki obszar, przesyłamy skan do laboratorium, które ma możliwość odczytania tego skanu, potem frezarki o wysokiej precyzji wycinają zęby na bazie tego skanu, nie ma tu już miejsca na błędy ludzkie, w tej chwili robią to maszyny – mówi Paweł Wiśniewski.

W Polsce wydatki NFZ na stomatologię są dramatycznie niskie. Przyszłoroczny budżet NFZ ma wynieść nieco ponad 83 mld zł, z czego na leczenie stomatologiczne przeznaczono 1,9 mld zł. Na roczne leczenie stomatologiczne przeciętnego obywatela zaproponowano 50 zł. Braki są widoczne także w wyposażeniu gabinetów dentystycznych.

– W Polsce jest bardzo niewiele gabinetów, w których są dostępne możliwości trójwymiarowego diagnozowania. W samej Warszawie jest to tylko około pięć proc. gabinetów – twierdzi ekspert.

Polska ma jedną z najniższych w Europie liczb praktykujących dentystów. Wśród 28 krajów, dla których Eurostat opublikował najświeższe dane, mniej dentystów jest tylko w Czarnogórze, gdzie w 2015 roku na 100 tys. mieszkańców przypadało czterech stomatologów. W naszym kraju jest to 33 stomatologów. Oo europejskiego lidera, Lichtensteinu, z jego ponad 138 stomatologami na 100 tys. mieszkańców dzieli nas przepaść.

Jak prognozują analitycy z firmy Grand View Research, do 2024 roku światowy rynek stomatologii estetycznej osiągnie wartość niemal 28 mld dol. Z kolei Markets & Markets donosi, że wartość rynku stomatologii zachowawczej z endodoncją będzie rosła w średniorocznym tempie 6,4 proc., a jego wartość w 2022 roku wyniesie 21,3 mld dol.

Branża motoryzacyjna rośnie w siłę. Na przeszkodzie w jej rozwoju może stanąć brak pracowników

Branża motoryzacyjna rośnie w siłę. Na przeszkodzie w jej rozwoju może stanąć brak pracowników 6

Sektor motoryzacyjny notuje w tym roku wyjątkowe wzrosty. Eksperci zauważają, że ten rozwój może jednak zahamować niedobór pracowników i pogłębiające się luki kadrowe. Problem jest na tyle poważny, że firmy motoryzacyjne nawzajem podkupują sobie pracowników. Z brakiem wykwalifikowanego personelu boryka się już 36 proc. przedsiębiorstw. Producenci rozwijają więc automatyzację produkcji, aby temu zaradzić.

– Główny problem branży to pracownicy. Kadra inżynierska i zarządzająca jest bardzo dobra i w zasadzie zapewniona. Rozwój branży hamuje brak ludzi, którzy obsługują maszyny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Roman Kantorski, prezes Polskiej Izby Motoryzacji.

Przy produkcji pojazdów samochodowych w Polsce pracuje ponad 202 tys. osób, co stanowi 7,4 proc. całego zatrudnienia w przemyśle. W porównaniu z ubiegłym rokiem zatrudnienie w branży wzrosło o 8,3 proc. W sumie motoryzacja i powiązane z nią sektory gospodarki tworzą łącznie blisko 1,1 mln miejsc pracy.

Z listopadowego raportu „MotoBarometr 2017” opracowanego przez Exact Systems wynika, że 44 proc. firm motoryzacyjnych chce w najbliższych miesiącach zwiększać zatrudnienie. Jednak rekrutacja nowych pracowników nie jest łatwa, ponieważ na rynku pracy ich brakuje. Z brakiem wykwalifikowanego personelu boryka się już 36 proc. przedsiębiorstw. Luki kadrowe są coraz poważniejszą barierą w rozwoju branży motoryzacyjnej w Polsce.

Problem jest duży, firmy podkupują sobie nawzajem ludzi. Także Słowacy i Czesi podkupują naszych pracowników, bo dziś do tamtejszych fabryk dojazd ze Śląska zajmuje około godziny w jedną stronę, a przecież przemysł motoryzacyjny jest ulokowany w takim rogaliku od Poznania przez Polkowice, Legnicę, Dolny Śląsk i Górny Śląsk do Mielca – wszystko opiera się na autostradzie A4. Jak sobie radzimy? Zatrudniamy trochę ludzi z Ukrainy, poza tym powoli wchodzi automatyzacja produkcji – podkreślił Roman Kantorski podczas Top Industry Summit, zorganizowanego przez Executive Club.

Prezes Polskiej Izby Motoryzacji ocenia, że branża nie ucieknie przed automatyzacją produkcji i robotyką. Producenci muszą wprowadzać innowacje, żeby wytwarzać więcej i szybciej, a z drugiej strony – poradzić sobie z niedoborem pracowników.

Około 90 mln samochodów rocznie produkowanych na świecie to olbrzymia masowość i seryjność. Jeżeli fabryka produkuje 200 tys. samochodów rocznie, brak ludzi wymusza na niej automatyzację. To będzie się rozwijać w kierunku Przemysłu 4.0, który dzisiaj jest hasłem bardzo ogólnym, jednak w przeciągu 2–3 lat bardzo się rozwinie w produkcji części samochodowych. Bez tego sobie nie poradzimy – mówi Roman Kantorski.

Jedną z głównych przewag polskiej branży motoryzacyjnej była do niedawna tania siła robocza. W tej chwili kluczowe znaczenie ma jakość produkcji. Rośnie też znaczenie innowacyjności. Od dwóch lat działa program sektorowy INNOMOTO, zainicjowany przez NCBiR oraz PIM, którego celem jest wspieranie innowacji w branży motoryzacyjnej. Już w tej chwili produkcja motoryzacyjna przoduje pod tym względem wśród innych sektorów przemysłu. W 2015 roku łączne nakłady na ten cel sięgnęły 3,4 mld zł. Prezes Izby ocenia, że w perspektywie kolejnych lat Polska może też awansować do miana jednego z liderów rozwoju elektromobilności.

Nasza pozycja w Europie jest bardzo dobra, dlatego że zapewniamy wysoką jakość. Skomunikowanie południowej części Polski z resztą Europy jest doskonałe, co też przekłada się na terminowość dostaw, która jest bardzo istotna – podkreśla Roman Kantorski.

Jak wynika z październikowego raportu KPMG i PZPM, branża motoryzacyjna jest kołem zamachowym polskiej gospodarki i systematycznie notuje wzrosty. W ubiegłym roku wypracowała 3,8 proc. całkowitej wartości dodanej brutto w gospodarce. Z taśm montażowych polskich fabryk zjechało 554,6 tys. samochodów osobowych (ta liczba rośnie od dwóch lat), a łączna wartość produkcji sprzedanej przemysłu motoryzacyjnego wzrosła o 10 proc. w ujęciu rocznym, przekraczając kwotę 152 mld zł.

Firmy związane z branżą motoryzacyjną odpowiadają za wpływy do budżetu państwa sięgające 25 mld zł. Są też kluczowym eksporterem – w 2016 roku sprzedaż zagraniczna produktów motoryzacyjnych z Polski wzrosła o 13 proc., sięgając 133,5 mld zł. Największą wartość mają sprzedawane za granicą części i akcesoria (86 mld zł) oraz samochody osobowe (30 mld zł).

Rozwój branży napędza dobra jakość i zakupy zewnętrzne, czyli zakupy producentów samochodów. Ten rok również jest rekordowy, choć jeszcze się nie skończył. Mamy dużą sprzedaż samochodów nowych, ale niestety też duży import samochodów używanych. Jeśli chodzi o część produkcyjną, czyli komponenty, w tym roku wygląda to bardzo dobrze. Nie znam w Europie żadnej marki, dla której Polska nie dostarcza części. Rośnie eksport, bo zapewniamy doskonałą jakość – podsumowuje Roman Kantorski.

Prezes Polskiej Izby Motoryzacji prognozuje, że w najbliższych miesiącach zawirowania czekają producentów, którzy wytwarzali dotąd części dla Opla. W lipcu marka została przejęta za 1,3 mld euro przez francuską grupę PSA.

Będą pewne zachwiania związane z zakupem Opla przez PSA, ale nie mamy jeszcze pełnej informacji, jak to będzie wyglądać. Niewątpliwie nastąpi ujednolicenie płyt podłogowych, a to jest najdroższa część produkcji. W Polsce produkuje się tego bardzo dużo, zajmuje się tym kilka firm. Zmiany dotkną zwłaszcza te, które produkowały dla Opla – mówi Roman Kantorski.

Analitycy KPMG w ostatnim raporcie przewidują dalszy rozwój przemysłu motoryzacyjnego w Polsce i podkreślają, że w dużym stopniu jest on napędzany przez bezpośrednie inwestycje zagraniczne. W ubiegłym tygodniu Toyota ogłosiła, że w 2020 roku rozpocznie produkcję nowej generacji silników w fabryce w Jelczu-Laskowicach. Przy tej okazji wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy w Polsce zostanie zapoczątkowanych dziesięć nowych inwestycji z branży automotive o wartości przekraczającej 400 mln zł.

Samochody elektryczne nawet 3,5 razy ekonomiczniejsze niż auta spalinowe. Koszt ich zakupu może się zwrócić po czterech latach

Samochody elektryczne nawet 3,5 razy ekonomiczniejsze niż auta spalinowe. Koszt ich zakupu może się zwrócić po czterech latach 7

Zakup auta na prąd staje się coraz bardziej opłacalny. Specjaliści wyliczają, że zakup auta elektrycznego może zwrócić się po około czterech latach użytkowania. Ponadto samochody elektryczne emitują znacznie mniej szkodliwych substancji do środowiska niż pojazdy spalinowe. Przyszłością transportu są także w pełni elektryczne, nieduże samoloty, choć na razie ograniczeniem pozostaje zasięg ich pracy oraz liczba pasażerów.

– Auta elektryczne są około 2,5–3,5 razy bardziej ekonomiczne. Prąd elektryczny jest produkowany w dużych elektrowniach, ale warunki ekologiczne, podczas których jest wytwarzany, są dużo lepsze niż dla silników spalinowych pojedynczych samochodów i pracują w optymalnych warunkach, mają założone w tej chwili doskonałe filtry, więc emitują niewiele związków szkodliwych do środowiska – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. Wojciech Jarzyna z Katedry Napędów i Maszyn Elektrycznych Politechniki Lubelskiej.

Specjaliści Leonardo-energy.pl w swoim raporcie podkreślają, że samochody z napędem elektrycznym są przyjazne dla środowiska, bo nie wytwarzają spalin zawierających m.in. dwutlenku węgla, tlenków azotu czy drobnych cząstek. Jak czytamy w analizie, emisja węgla od szybu do kół to równowartość emisji zaledwie 78 g dwutlenku węgla w porównaniu do 185 g w przypadku silników benzynowych i 145 g w przypadku silników Diesla.

– Przy autach elektrycznych liczba podzespołów, które muszą być wykorzystane, jest dużo mniejsza niż w spalinowych. Brakuje układu wydechowego, brakuje skrzyni biegów. Zostaje w zasadzie tylko układ zawieszenia, układy konstrukcyjne, które są również w autach spalinowych. Silnik elektryczny i przekształtnik na pewno ważą mniej niż silnik spalinowy, więc produkcja powinna być mniej szkodliwa, bo związana z mniejszą ilością wymaganego materiału – tłumaczy dr hab. Wojciech Jarzyna.

Według opracowania Applied Energy pt. „Total cost of ownership and market share for hybrid and electric vehicles in the UK, US and Japan”, już choćby w Wielkiej Brytanii czy stanach Teksas i Kalifornia po czterech latach użytkowania łączny koszt posiadania samochodu elektrycznego jest niższy niż w przypadku tradycyjnego pojazdu.

Popyt na osobowe samochody elektryczne będzie rosnąć. Zainteresowanie będzie zależało jednak przede wszystkim od cen, które zależą m.in. od kosztów baterii i ewentualnych ulg ze strony państw dla posiadaczy elektryków. Z szacunków ekspertów zawartych w raporcie „Global EV Outlook 2017” wynika, że w 2020 roku na całym świecie może jeździć od 9 do 20 mln takich pojazdów, a w 2025 – nawet do 70 mln sztuk.

Przyszłość to jednak nie tylko samochody elektryczne. Naukowcy już teraz pracują nad innymi środkami transportu w całości zasilanymi prądem.

– Niewielkie samoloty elektryczne są w fazie projektów i przypuszczalnie niedługo też będą dostępne. Oczywiście będą to pojazdy na niewielkie odległości ze względu na zasobniki energii, akumulatory moglibyśmy zastosować i wykorzystać większe, ale one ważą i będą nam ograniczały zasięg i tak jak w przypadku autobusów elektrycznych – liczbę pasażerów, których można zabrać na pokład – zauważa ekspert z Politechniki Lubelskiej.

Jak wynika z danych Międzynarodowej Agencji Energii zawartych w raporcie „Global EV Outlook 2017”, pod koniec ubiegłego roku na całym świecie jeździło ponad 2 mln samochodów z napędem elektrycznym lub hybrydowym. 60 proc. tej liczby stanowiły auta osobowe na baterie, a w ich liczbie przodowały Chiny z zarejestrowanymi 483 tys. pojazdów tego typu. W 2016 r. łączna sprzedaż aut elektrycznych wyniosła globalnie 751 tys. sztuk. W Europie prym wiodą m.in. Norwegia, Austria, Francja i Holandia.

W Polsce te liczby nie są już tak imponujące. Według KPMG i Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego w ubiegłym roku w Polsce zarejestrowano 556 pojazdów z napędem elektrycznym lub hybrydowym. Oznacza to wzrost o 65 proc. w porównaniu do 2015 roku.

eBay: Co trzeci Polak dostaje co najmniej jeden niechciany prezent na Święta

Z najnowszego badania eBay przeprowadzonego przez Kantar TNS wynika, że co trzeci Polak otrzymał w ubiegłym roku co najmniej jeden niechciany podarunek na Święta. Co robimy z prezentami, które niekoniecznie przypadły nam do gustu i jakie zachowania uważamy za złamanie świątecznej etykiety?

W grudniu świąteczny szał zakupów trwa w najlepsze. Średnio każdy z nas kupi w tym roku 7 prezentów i wyda na nie łącznie około 530 zł. Jak się okazuje, dosyć często z prezentami nie trafiamy w gusta obdarowanych – ponad 30% ankietowanych deklaruje, że otrzymało w ubiegłym roku co najmniej jeden niechciany prezent. Gdzie trafiają prezenty, które nie do końca spełniają nasze oczekiwania? Zdecydowanie najwięcej osób (42%) zachowuje podarowaną rzecz i tylko co dziesiąta osoba decyduje się na jej sprzedaż. Dlaczego? W większości uważamy, że takie działanie jest zwyczajnie niegrzeczne. Zdarza się również, że oddajemy niechciany podarunek w formie prezentu dla kogoś innego.

Niechciany prezent 1

Co zatem należy zrobić, żeby uniknąć świątecznego faux pas? Jak wynika z badania przeprowadzonego przez eBay, należy przede wszystkim celować w prezenty, które odzwierciedlają zainteresowania i osobowość obdarowanego. Aż 46% respondentów przyznaje, że właśnie taki prezent otrzymałoby najchętniej.Świąteczna etykieta

 – Znalezienie prezentu, który wpisuje się w często wyszukane zainteresowania naszych najbliższych, nie jest łatwym zadaniem. Żeby ułatwić polskim kupującym świąteczne zakupy, udostępniliśmy dziesiątki ofert z darmową i szybką wysyłką do Polski z całego świata. W ten sposób chcemy zachęcać do znalezienia idealnych prezentów, które będą odzwierciedlać osobowość i nawet najbardziej oryginalne hobby. Na pewno jest z czego wybierać, bo oferta eBay sięgnęła w tym roku ponad 1,1 miliarda produktów – mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

Wyniki badania potwierdzają, że ponad połowa polskich kupujących co najmniej raz kupiła świąteczny prezent online m.in. dlatego, że konkretnej rzeczy nie udało się znaleźć nigdzie indziej. Prezenty kupujemy także od sprzedawców zza granicy: najczęściej są to zabawki, biżuteria, kosmetyki, i ubrania.

***

W listopadzie eBay uruchomił na polskim rynku program „Okazje”, w ramach którego limitowane oferty z darmową dostawą objęte są rabatami od 20 do nawet 90 procent. Poza Polską, program z sukcesem funkcjonuje już na wielu innych rynkach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, USA, Francji, czy Hiszpanii.

Przemyślana ekspansja zagraniczna kluczem do sukcesu

Rozpoczęcie działalności poza granicami kraju powinno poprzedzać opracowanie solidnej, długofalowej strategii. Warto, by uwzględniała ona skrupulatne badanie docelowego rynku, zaplanowanie dedykowanych lokalnej grupie docelowej działań marketingowych i sprzedażowych oraz realną analizę opłacalności eksportu.

W 2016 roku polski eksport wzrósł o 2,3 proc., a jego wartość sięgała prawie 184 mln EUR. W pierwszym półroczu 2017 roku eksport wzrósł o 8 proc.[1]. Wspomniane dane pokazują, że polskie firmy coraz śmielej wychodzą poza granice naszego kraju. Rozpoczęcie działalności na rynkach zagranicznych wiąże się jednak z wieloma wyzwaniami i wymaga rzetelnego przygotowania się.

Eksport receptą na stagnację i zaspokojenie ambicji

Dlaczego firmy decydują się na ekspansję zagraniczną? Z jednej strony ma to miejsce w momencie, gdy organizacja dobrze prosperuje, ale jej właściciele wciąż mają chęć i ambicje na dalszy wzrost przychodów. Międzynarodowe skalowanie biznesu staje się więc kolejnym, naturalnym krokiem na drodze rozwoju przedsiębiorstwa. Z drugiej strony to też często remedium na stagnację czy też ograniczone pole do rozwoju oferty na rynku wewnętrznym. Osiągnięcie pewnego, nieprzekraczalnego pułapu zmusza przedsiębiorców do poszukiwania nowych szans na zwiększanie zysków. Internacjonalizacja biznesu popłaca – poza aspektami czysto finansowymi, to szansa na budowanie sieci cennych kontaktów handlowych, czerpanie nowej wiedzy na temat danej branży, rozwój kompetencji pracowników, czy też okazja do promocji polskich brandów na arenie międzynarodowej. Poszerzanie działalności o kolejne rynki oznacza też budowanie szerokiego zasięgu i grupy odbiorców oraz wzrost przewagi konkurencyjnej. Zanim jednak zdecydujemy się na ekspansją zagraniczną, warto wziąć pod uwagę czynniki, które mogą wpłynąć na pomyślność podboju międzynarodowych rynków przez naszą firmę.

Rzetelne badanie rynku to podstawa

Zanim przystąpimy do dalekosiężnych planów ekspansji, warto zaplanować rzetelną strategię rozwoju naszej firmy poza granicami kraju. Pierwszym krokiem w tym kierunku powinno być namierzenie rynku (lub rynków), na których chcemy rozwijać swoją działalność i analiza jego potencjału. – Badanie rynku powinno uwzględniać poznanie lokalnej specyfiki danego kraju – jego historii, kultury, mentalności mieszkańców, etykiety biznesowej czy charakterystyki branży. Kolejna sprawa to analiza rynku pod kątem konkurencji, cen i dostępności towarów czy usług, które oferujemy. Należy przy tym wziąć pod uwagę np. konieczność dostosowania naszej oferty do lokalnych warunków, a także pozyskania niezbędnych certyfikatów czy uprawnień – mówi Wojciech Kryński, współwłaściciel firmy Ground Frost, zajmującej się usługami z zakresu modelowania finansowego, a w szczególności wycenami przedsiębiorstw, wartości niematerialnych oraz instrumentów finansowych. W końcu warto też kierować swoją uwagę na te kraje, gdzie mamy już kontakty i partnerstwa handlowe oraz gdzie barierą wejścia nie są zawiłe regulacje i formalności związane z eksportem produktów czy usług. W tym kontekście przydatne jest wsparcie podmiotów, które ułatwiają wejście rodzimym firmom na międzynarodowe rynku oraz korzystanie z rozwiązań rządowych czy unijnych stymulujących polski eksport. Kolejny temat to zaplanowanie formy wejścia na dany rynek, tzn. czy chcemy działać bezpośrednio czy np. poprzez lokalnych przedstawicieli. Istotny jest również dobór kanałów sprzedaży, narzędzi promocji, jak również logistyki. Warto dokładnie zdefiniować i przeanalizować grupę docelową i lokalne wzory zachowań konsumenckich, zadbać o stronę internetową dedykowaną lokalnym odbiorcom oraz zaplanować dostosowaną do ich specyfiki i oczekiwań strategię komunikacji.

Zaplanuj długofalowy budżet

– Zebrane informacje powinny posłużyć nam do opracowania analizy opłacalności ekspansji zagranicznej, na którą składa się zestawienie kosztów produkcji i działań marketingowych z przewidywanymi zyskami. Musimy przy tym uwzględnić potencjalne ryzyka związane z wejściem na zagraniczny rynek, np. zmiany kursów walutowych oraz warunków polityczno-administracyjnych, problemy z płynnością finansową, rosnącą konkurencję czy zmienne koszty prowadzenia działalności gospodarczej – mówi Wojciech Kryński z Ground Frost. W związku z tym wspomniana analiza powinna obejmować działania długofalowe.

Trzeba też pamiętać, że każda ekspansja, a szczególnie zagraniczna przynosi nowe koszty. Konieczne jest utworzenie nowego biura, często w stolicy innego kraju, gdzie czynsze są zwykle najwyższe. Dodatkowo sukces może być osiągnięty tylko, gdy działalność tam będziemy kontrolować tak, jak działalność we własnym kraju (a nawet bardziej). Trzeba koniecznie zatrudnić oddanych firmie ludzi, czasami oznacza to konieczność wysłania tam obecnych pracowników, co będzie generowało koszty (mieszkania, przeloty, często też dodatki za rozłąkę lub konieczność sprowadzenia rodziny). Istotne jest również, aby mieć na uwadze, iż polskie firmy zwykle nie mają doświadczenia w zagranicznej ekspansji. To powoduje, że muszą zabudżetować koszty błędów i porażek, nawet jeżeli ostatecznie decyzja zakończy się sukcesem. Firmom z zachodniej Europy czy USA, które dokonują ekspansji od dziesiątek lat, łatwiej jest zdobywać nowe rynki, gdyż mają doświadczenie, know-how w tym zakresie, a wręcz gotowe procedury. Właściciele polskich firm muszą się liczyć z płaceniem „frycowego” wynikającego z chęci naśladowania zagranicznych konkurentów bez odpowiedniego zaplecza infrastrukturalnego. Jednak z czasem te braki będą nadrabiane.

Pamiętajmy, że wchodząc na rynki zagraniczne zaczynamy praktycznie od zera, zwykle z nieznaną nikomu marką, sukces nie przyjdzie więc z dnia na dzień i może wymagać od nas zwiększonych nakładów finansowych oraz osobowych. Dlatego, przy pracy nad strategią ekspansji zagranicznej powinniśmy zakładać nie optymistyczne, a realne scenariusze rozwoju.

[1] https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/polski-eksport-do-ue-rzad-wspiera-polski,244,0,2368244.html

Bank Kanady nie daje rady

Środowe notowania zostały zdominowane przez komunikat płynący z Banku Kanady, który pozostawiając benchmarkową stopę O/N niezmienionym poziomie zdecydował się na podtrzymanie ostrożnego podejścia wobec dalszego zacieśniania. Za chwilowym „wait-and-see” przemawia nie tylko inflacja CPI podbita czynnikami o charakterze tymczasowym, ale również rewizja tempa wzrostu ważąca na szacunkach luki popytowej. Dodatkowy cios w siłę dolara kanadyjskiego wymierzyły przetasowania na światowym rynku ropy – obecnie baryłka West Texas Intermediate (-2,3 proc.) wraca w okolicę poziomu 56,30 USD, wówczas gdy Brent (-2,0 proc.) osuwa się tuż pod 61,60 USD.

Obecnie miano najsilniej przecenionej waluty koszyka G10 dzierży szwedzka korona (-0,8 proc.), która miała za sobą całkiem udaną wtorkową sesję. W połowie dnia SEK znalazł wsparcie w wypowiedzi Pera Janssona, wiceprezesa Riksbanku, opowiadającego się za utrzymaniem obecnie obowiązującego celu oraz bazowaniu na oczekiwaniach inflacyjnych. Zdecydowanie mniej spektakularny ruch notuje GBP/USD, który na koniec dnia próbuje utrzymać się stosunkowo blisko poziomu 1,3390. Chwilowy cios w wycenę funta szterlinga (-0,4 proc.) wymierzyła Demokratyczna Partia Unionistyczna poprzez zablokowanie osiągnięcia konsensusu w trakcie środowych negocjacji. Dzisiejszej sile dolara w dalszej mierze opiera się japoński jen (0,2 proc.), który w trakcie azjatyckiej części sesji może ponownie zaatakować poziom 112,00.

W paczce danych napływających z amerykańskiej gospodarki na pierwszy plan próbowały się wysunąć świeże szacunki zmiany zatrudnienia wyliczone przez ADP. Wartość na poziomie 190 tys. etatów była szeroko spodziewana przez rynkowy konsensus, aczkolwiek za zaskakującą należy uznać dekompozycję w podziale na sektory – tym bardziej, że wczorajszy spadek subindeksu zatrudnienia w pozaprodukcyjnym ISM nie sugerował dominującego wpływu usług (155 tys.). Zmienność na rynku surowców energetycznych chwilowo podbił raport Departamentu Energii USA, który wskazał na spadek rezerw ropy o 5,6 mln baryłek. Zbliżoną wartość zmiany stanów zapasów sugerował wczorajszy raport API, gdzie opublikowano wartość o 129 tys. wyższą.

Środa na europejskich parkietach nie należała do stosunkowo udanych. Ze spadkowych nastrojów skutecznie wyłamała się giełda w Londynie, na czele której stanął Whitbread z imponującą zwyżką na poziomie 7,6 proc. Za powyższych ruchem stoi informacja o 3,4 proc. udziale Sachem Head Capital Management. W cieniu zwyżki właściciela Costa Coffee znalazło się British American Tobacco (3,7 proc.), któremu udało się wrócić nad średnią z ostatnich 50 notowań. Euforyczne nastroje wśród spółek indeksu FTSE 100 (0,3 proc.) studził Hammerson planujący pozyskanie Intu Properties za kwotę 3,4 mld GBP. Na fali powrotu optymizmu spółek z sektora technologicznego nie znalazł się Micro Focus, którego 1,9 proc. zniżce starał się wtórować Worldpay (-1,8 proc.).

Zejście pod okrągłe 13 000 pkt odnotował frankfurcki DAX (-0,4 proc.), którego ruch w stronę południa ponownie podsycał Volkswagen (-2,8 proc.). Wczorajszym doniesieniom o zmianach w chińskim prawie w zakresie emisji spalin przez pojazdy mechaniczne udało się przyćmić wyraźnie lepsze perspektywy w brazylijskim sektorze motoryzacyjnym. Po drugiej stronie niemieckiej giełdy znalazły się walory ProSiebenSatu.1 (2,9 proc.) za sprawą przychylnej wypowiedzi prezesa spółki, który pozostaje nie tylko optymistą w sprawie planowanych przejęć, ale również silnych trendów sprzedażowych przy rosnącej konkurencyjności kanału internetowego.

Giełdowy pesymizm uderzył również w spółki notowane przy Książęcej, którym udało się uplasować indeks WIG 20 (-0,5 proc.) tuż pod okrągłym poziomem 2 400 pkt. Do dzisiejszej zniżki najsilniej przyczynił się Cyfrowy Polsat (-4,8 proc.) przełamujący średnią z ostatnich 200 notowań za sprawą realizacji zysków po wezwaniu na akcje Netii (-0,6 proc.). Udanej sesji również nie notują bankowi giganci – na koniec dnia walory Banku Pekao oraz PKO Banku Polskiego znalazły się odpowiednio 2,6 proc. oraz 2,4 proc. niżej względem wczorajszego zamknięcia. Na szczycie polskiej giełdy znalazły się spółki z sektora paliwowego. Dzisiejsze wzrosty Orlenu (2,8 proc.) przebił Lotos (3,5 proc.), który zdecydował się na kupno 80 tys. ton słodkiej amerykańskiej ropy.

Kolejną pechową sesję z rzędu obserwuje się na rynku metali szlachetnych. Dzisiejszej zniżce srebra (-0,9 proc.) oraz platyny (-1,7 proc.) przeciwstawia się pallad, który zdołał wypracować ruch na poziomie 0,8 proc. W przypadku złota należy mówić o próbie zachowania status quo wynikającego z wczorajszego zamknięcia – obecnie uncja żółtego kruszcu jest wyceniana po 1 264,60 USD, tj. zaledwie 0,1 proc. taniej niż obserwowano to na koniec wtorkowej sesji.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Kolejne dni powinny przynieść dalsze osłabienie złotego

Presja na wzrost krótkiego końca krzywej zostanie utrzymana. Zgodnie z oczekiwaniami gołębi wydźwięk grudniowego posiedzenia RPP negatywnie wpłynął na złotego, a kolejne dni powinny przynieść jego dalsze osłabienie.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Wtorkowa sesja na krajowym rynku finansowym upływała w oczekiwaniu na komunikat, a jeszcze bardziej na konferencję prasową po decyzyjnym posiedzeniu RPP. W oczekiwaniu na wyniki grudniowego spotkania złoty nadal oscylował w okolicach 4,20 na EURPLN, co miało miejsce przy pozycjonujących się notowaniach euro do dolara w okolicach 1,186. W tym samym czasie na rynku długu doszło do spadku rentowności obligacji skarbowych, widocznego głównie na dłuższym końcu krzywej dochodowości. Powodem umocnienia notowań papierów była głównie poprawa nastrojów na rynkach bazowych.

Zgodnie z oczekiwaniami RPP pozostawiła stopy NBP na niezmienionych wysokościach, utrzymując tym samym główną stawkę rynkową na historycznie niskim poziomie 1,5%. Treść komunikatu pozostała bez większych zmian. Zgodnie z oczekiwaniami Rada odniosła się do wysokiej dynamiki PKB w III kw. wskazując, że motorem wzrostu była wysoka dynamiki konsumpcji i eksportu netto oraz wzrost inwestycji publicznych. Rada zwróciła uwagę na utrzymującą się jednocześnie ujemną dynamikę inwestycji prywatnych oraz rosnącą inflację głównie dzięki cenom żywności i paliw przy wciąż niskiej inflacji bazowej. W rezultacie nie tylko prezes NBP, ale też dwaj pozostali członkowie Rady obecni na konferencji prasowej (Eryk Łon i Rafał Sura) wypowiadali się w gołębim tonie, a Adam Glapiński podtrzymał oczekiwanie co do stabilizacji stóp w 2018 r. (dodając jednak, że nie wszyscy członkowie Rady muszą ten pogląd podzielać).

Po konferencji RPP złoty lekko tracił na wartości, zmianom nie uległy zaś notowania obligacji. Zapewne gdyby nie słabsze dane z USA (w listopadzie indeks ISM dla usług spadł do 57,4 z 60,1 miesiąc wcześniej) wzrosty EURPLN byłyby wyraźniejsze. Niemniej w najbliższym czasie można spodziewać się pogłębienia przeceny naszej waluty.

Po posiedzeniu Rady scenariusz dla rynku stopy procentowej również nie uległ zmianie. Nie jest wykluczone, że w najbliższych tygodniach publikowane dane makroekonomiczne dalej tworzyć będą presję na RPP i determinować wzrost rentowności instrumentów na krótkim końcu krzywej dochodowości. Ta presja powinna być, jak dotychczas, bardziej widoczna na rynku instrumentów pochodnych. W przypadku papierów skarbowych ten negatywny efekt będzie łagodzony przez niską podaż papierów skarbowych. Jedynym z głównych argumentów przemawiających za tym scenariuszem jest bardzo konserwatywny i umiarkowany scenariusz makroekonomiczny dla Polski prezentowany przez NBP (m.in. w zakresie wzrostu płac, inflacji i PKB). W efekcie pod wpływem publikowanych kolejnych danych część członków Rady może nieco zaostrzać swoją retorykę determinując wzrosty notowań instrumentów krótkoterminowych.

We wtorek, obok RPP presję na PLN wywierała też sytuacja na szerokim rynku, na którym wspólna waluta pozostawała pod presją dość słabych danych gospodarczych. W listopadzie indeks PMI dla sektora usług w strefie euro wyniósł 56,2 pkt (co było zgodne z oczekiwaniami), zaś dla Niemiec rozczarował pokazując wartości 54,3 pkt wobec 54,9 oczekiwanych (co więcej indeks ten okazał się też niższy od październikowego wyniku na poziomie 54,7 pkt). Do tego październikowa sprzedaż detaliczna w krajach wspólnoty spadła o 1,1% m/m wobec -0,7% prognozowanych przez ekonomistów. Optymizmem powiało jedynie z Francji, gdzie odczyt PMI dla usług, który przekroczył 60 pkt. okazał się wyższy od odczytu z Niemiec czy z Włoch. Notowania euro oparte są na kondycji wielu państw, a w największym stopniu z Niemiec, stąd zapewne ta mająca miejsce podczas wtorkowej sesji europejskiej stabilizacja pary EURUSD.

W środę, 6 grudnia dzieci będą liczyły na prezenty, zaś inwestorzy na tzw. raj Świętego Mikołaja. Sam kalendarz makro nie zawiera zbyt wielu kluczowych danych. Uwagę przyciągać mogą statystyki z amerykańskiego rynku pracy (raport ADP i wydajność pracy w 3Q17). Z punktu widzenia złotego ciekawsza będzie dopiero piątkowa sesja, podczas której poznamy bilans handlowy Chin za listopad oraz comiesięczny raport amerykańskiego Biura Statystyki Pracy. Oczekiwane słabe dane Państwa Środka i raport NFP (przypieczętowujący trzecią w tym roku i piątą od grudniowej z 2015 rozpoczynającej obecny cykl podwyżkę stóp w USA) powinny umocnić dolara, co nastąpiłoby z nikorzyścią dla złotego.Bieżąca retoryka RPP pozostaje bardzo łagodna

Autorzy: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki

Źródło: PKO Bank Polski