SoftServe przejmuje polską spółkę IT

Ukraińska firma SoftServe podjęła decyzję o przejęciu polskiego przedsiębiorstwa, a transakcja została zamknięta 17 stycznia br.

Założona w 2014 roku spółka Coders Center, specjalizuje się w dziedzinie ECMS, czyli zintegrowanych systemach zarządzania zasobami informacyjnymi, a także platformach e-commerce.

Obsługa cyfrowych agencji marketingowych, startupów oraz przedsiębiorstw sprawiła, że Coders Center w ciągu zaledwie trzech lat otworzyło placówki oraz przedstawicielstwa sprzedażowe m.in. w: Nowym Jorku, Szwecji, Finlandii, Luksemburgu i Szwajcarii oraz stworzyło ponad dwadzieścia niestandardowych rozwiązań dla swoich klientów. Spółka w tym czasie przygotowała projekty dla takich marek, jak: Bossard Holding AG, General Electric Healthcare, International Personal Finance, Oriflame Sweden, Saint-Gobain oraz NES Global. To także jedyne przedsiębiorstwo w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, które posiada status Złotego Partnera platformy Sitecore.

Potencjał polskiej spółki został dostrzeżony przez zagranicznego inwestora – firmę SoftServe, czyli globalnego giganta IT z Ukrainy, który zdecydował się na jej przejęcie. Działanie to ma umocnić pozycję SoftServe na globalnym rynku handlu detalicznego i IT. Transakcja pozwoli na rozszerzenie oferty rozwiązań cyfrowych oraz usług konsultingowych świadczonych przez SoftServe, a także zwiększy możliwości rozwoju oprogramowania.

Wraz z zamknięciem transakcji, które miało miejsce 17 stycznia, Tomasz Gibas (CEO) oraz Jakub Koba (CTO) objęli stanowiska kierownicze w zespole SoftServe’s. Ich zadaniem jest pomoc w płynnym przejściu pracowników oraz klientów z Coders Center do SoftServe.

“Jesteśmy podekscytowani połączniem z SoftServe, czyli firmą będącą globalnym liderem w dziedzinie rozwoju oprogramowania. Naszą wspólną pasją jest tworzenie innowacyjnych rozwiązań cyfrowych. Przejęcie zapewni naszym klientom i programistom dostęp do dodatkowych zasobów i globalnej sieci ponad 4 tysięcy specjalistów IT. To wszystko oznacza jeszcze więcej korzyści dla nowoczesnych przedsiębiorstw” – komentuje Tomasz Gibas.

Złoty Partner technologii Sitecore, nawiązał również współpracę z Adobe oraz innymi liderami z branży. To już druga transakcja dla SoftServe, która jest związana z dziedziną ECMS. Firma w ostatnim czasie nawiązała podobne partnerstwo z firmą ADAM Software. Teraz nadszedł czas na polską spółkę.

“Kierownictwo Coders Center wykonało doskonałą pracę, czego efektem jest stworzenie firmy cieszącej się zaufaniem w branży marketingu cyfrowego oraz handlu na światowym rynku przedsiębiorstw. Coders Center posiada cenne doświadczenie we wdrażaniu systemów zarządzania treścią w przedsiębiorstwach, wobec czego przejęcie spółki zapewni wsparcie dla strategii SoftServe, która ma na celu wzmocnienie platformy” – skomentował Brian Borack, dyrektor operacyjny SoftServe.

Operatorzy wyciągają rękę do startupów

Polski rynek telekomunikacyjny należy do kilku najważniejszych graczy, którzy w najbliższych latach stawiają na startupy jako źródło nowych pomysłów i technologii.

Pod koniec 2016 r. w Polsce zarejestrowanych było ok. 2,7 tys. startupów, z których większość zajmuje się tworzeniem oprogramowania dla firm (dane Startup Poland). Najwięcej powstałych aplikacji jest kierowanych do branży telekomunikacyjnej. Jednak polskie startupy również aktywnie starają się wdrażać światowe trendy IT, takie jak Internet Rzeczy czy Big Data, czyli przetwarzanie wielkiej ilości danych.

Obserwując ten nieustannie rozwijający się rynek, polscy giganci telko postanowili wyciągnąć rękę do startupów. W dniach 6-7 marca w Warszawie odbędzie się największa ogólnopolska konferencja dla branży telekomunikacyjnej PLNOG, podczas której reprezentanci m.in. Orange, T-Mobile oraz UPC odpowiedzą na pytania dotyczące tego jak poszukują oraz wspierają działalność startupów, dlaczego zdecydowali się wesprzeć innowacyjne projekty oraz na jakie korzyści liczą w tym zakresie. – PLNOG-a organizujemy już od 9 lat, a w tym roku po raz pierwszy zdecydowaliśmy się sięgnąć po tematykę startupów w telekomunikacji. To z jednej strony efekt obserwacji i znajomości prężnie rozwijającego się rynku startupowego, a z drugiej – zapotrzebowania na innowacyjne rozwiązania ze strony korporacji telekomunikacyjnych. Chcemy stworzyć miejsce, gdzie te dwie strony dialogu spotkają się osobiście. Mamy nadzieję, że dzięki takim spotkaniom rozwój rynku telekomunikacyjnego w Polsce przyspieszy – mówi Jakub Kozioł, COO PROIDEA i PLNOG.

Giganci o innowacjach w startupach

Obecnie T-Mobile aktywnie prowadzi program akceleracyjny hub:raum WARP Sprints, który jest skierowany do startupów z całej Europy. Program gwarantuje zasoby, infrastrukturę i mentoring, co pozwala na rozwój produktu oraz szybsze wejście na europejskie rynki. Dotychczas we wcześniejszej wersji programu – WARP Accelerator –  przeanalizowanych zostało 3 tys. projektów, z czego akceleracji poddanych zostało 58 startupów z 18 krajów. Wg T-Mobile współpraca dużych korporacji, zwłaszcza telekomunikacyjnych, ze startupami może być idealnym połączeniem. Najważniejsze jest tutaj obustronne zrozumienie – zarówno wzajemnych potrzeb, oczekiwań, jak i różnic dzielących obie strony. Bardzo ważne w korporacyjnej akceleracji jest przygotowanie samej korporacji do absorpcji innowacji i wyznaczanie obszarów, w których są one najbardziej poszukiwane. Zbliżająca się edycja WARP Sprints obejmie trzy obszary: smart city, transport i logistykę oraz omnichannel, które zostały wyselekcjonowane w pełnej zgodzie ze strategią T-Mobile. – W hub:raum poszukujemy projektów, których telekom naprawdę potrzebuje i zgłasza gotowość do współpracy z zespołami z danego obszaru. Przed faktycznym rozpoczęciem akceleracji przygotowujemy także struktury wewnątrz korporacji, aby być gotowymi do absorpcji innowacji. Takie podejście jest korzystne zarówno dla T-Mobile, jak i dla współpracujących z nami startupów – mówi Jakub Probola, dyrektor zarządzający Hub:raum dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Równolegle do T-Mobile swój program prowadzi Orange – Orange Fab, który jest adresowany do małych i średnich firm, z którymi operator chce wspólnie rozwijać zaawansowane technologicznie rozwiązania. – W Orange Polska już od 3 lat rozwijamy program akceleracyjny dla startupów, Orange Fab. W każdej edycji zapraszamy do współpracy 4 młodych przedsiębiorców z potencjałem rozwojowym, wybranych spośród wielu zgłaszających się do programu. Warto przy tym podkreślić, że nie jesteśmy funduszem kapitałowym, ale akceleratorem, co oznacza, że startupom dajemy nie rybę, a wędkę. Zapraszamy ich do firmy, oferujemy spektrum możliwości – dystrybucję, infrastrukturę, badana marketingowe, doświadczenie ekspertów. Zapraszamy na duże imprezy branżowe (m.in. Wolves Summit, czy Viva Tech w Paryżu), kontaktujemy z inwestorami – ale to w ich rękach pozostaje odpowiedzialność za produkt i zakres naszej współpracy. Te 3 lata intensywnych doświadczeń utwierdziły nas w przekonaniu, że takie podejście, choć bardziej wymagające, finalnie przynosi korzyści obu stronom – mówi Piotr Muszyński, Wiceprezes Zarządu ds. Strategii i Transformacji Orange Polska.

UPC ze swoim programem Think Big z kolei chce dawać szanse przedsiębiorcom z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, którzy mogą skorzystać z globalnego doświadczenia i wiedzy ekspertów firmy, a w którym walczą również o wsparcie finansowe. Dotychczas w ich programie udział wzięło ponad 500 przedsiębiorców, a wśród projektów wyróżnionych znalazło się m.in. rozwiązanie z zakresu smart security: pierwszy inteligentny system alarmowy dla mieszkań Elephant Door. – Idea programu THINK BIG narodziła się 4 lata temu. Dla wielu startupów stał się on przepustką do globalnego rozwoju ich biznesu. Uczestnicy Think Big nie tylko nawiązują w trakcie jego trwania nowe kontakty, ale także przyciągają uwagę inwestorów i najważniejszych mediów śledzących biznesowe trendy. W tym roku postanowiliśmy wspierać innowacje, które są bliskie temu, co robimy i po raz pierwszy, oprócz nagrody pieniężnej, chcemy zaoferować współpracę z nami. Przyglądamy się zatem przede wszystkim rozwiązaniom wykorzystującym możliwości szybkiego internetu i bogactwo treści wideo, które sprawdzą się w obszarze B2B, a także usprawniającym obsługę klientów i budującym pozytywne relacji z nimi. Chcemy też przyczynić się do dalszego wzrostu gospodarki cyfrowej zarówno w Polsce, jak i w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej – komentuje Frans-Willem de Kloet, Prezes UPC Polska.

Jedno jest pewne: startupy to obecnie źródło innowacyjnych i przyszłościowych pomysłów, które operatorzy chcą wdrażać do swoich struktur.

Źródło: PROIDEA

Euler Hermes – prognozy ekonomiczne na rok 2017

Pomimo ekonomicznych i politycznych zaburzeń dotyczących niepewności co do zmiany modelu gospodarki chińskiej, Brexitu oraz niespodziewanego wyniku amerykańskich wyborów prezydenckich, ogólnoświatowy wzrost PKB powinien na koniec roku 2016 utrzymywać się na poziomie +2,5%, zgodnie z przewidywaniami Euler Hermes, lidera światowego rynku w dziedzinie ubezpieczeń transakcji handlowych z odroczonym terminem płatności. W roku 2017 stopa wzrostu światowego PKB powinna wynieść +2,8%, co oznacza jednak, że już siódmy rok z rzędu pozostanie ona niższa od +3% – wartość stanowiąca prawdziwy „szklany sufit”, z roku na rok coraz trudniejszy do zbicia.

Szereg nieprzewidzianych zdarzeń stanowiło poważne zagrożenie dla globalnego wzrostu gospodarczego w roku 2016. Równocześnie z wzrostem poparcia dla partii głoszących hasła populistyczne i protekcjonistyczne, ogólny wzrost obrotów w światowym handlu wyniósł zaledwie +1,9%, co oznacza poziom najniższy od roku 2009” – mówi Ludovic Subran, główny ekonomista Euler Hermes.

Niemniej jednak, poszczególne części rynku globalnego i lokalnych wykazały się odpornością na wszelkie występujące trudności i turbulencje. Wzrost PKB wyniósł +6,7% w Chinach i +2% w Wielkiej Brytanii, cena ropy naftowej na koniec roku to 50 USD za baryłkę, a rynki giełdowe osiągnęły rekordowy poziom po wyborze prezydenta Donalda Trumpa – nie wszystkie okoliczności były więc przygnębiające.

Oczekiwana w roku 2017 nieznaczna poprawa sytuacji, jeżeli chodzi o wzrost obrotów na światowych rynkach jest związana głównie z sytuacją w USA, wyjściem z recesji Rosji oraz Brazylii, a także odpornością rynków Europy i Azji. Można jednakże oczekiwać większego zróżnicowania pomiędzy poszczególnymi regionami:

  • Stany Zjednoczone, czyli Kapitan Ameryka, skorzystają z obniżki podatków i powinny osiągnąć w roku 2017 stopę wzrostu wynoszącą +2,4%. Po roku pełnym niepewności i przestoju gospodarczego po wyborach prezydenckich na rynki powróciło zaufanie. W swoim scenariuszu podstawowym, firma Euler Hermes przewiduje częściową realizację obietnic wyborczych, w tym wprowadzenie pakietu ulg podatkowych już w roku 2017. Aktywna polityka gospodarcza powinna przyczynić się do wzrostu inwestycji prywatnych pod warunkiem, że zaburzenia polityczne, rygorystyczna polityka Fed (Rezerwy Federalnej) oraz tendencje protekcjonistyczne zostaną ograniczone.
  • W przypadku Spidermana, czyli strefy euro robiącej użytek ze swoich wyrzutni sieci, wzrost w roku 2017 powinien wynieść +1,6%. Wciąż będzie ona musiała stawiać czoła pewnym trudnościom, począwszy od Brexitu aż po skomplikowaną sytuację włoskich banków, ale silne tymczasowe środki używane przez instytucje europejskie (akomodacyjna polityka monetarna, stymulacja fiskalna i programy europejskie) umożliwią ograniczenie ryzyka. Powrót multilateralizmu (skoordynowanej polityki wielu członków UE) będzie również oznaczać koncentrację europejskiej polityki na zagadnieniach dotyczących przemysłu, innowacyjności i handlu, aby starać się uniknąć w ten sposób ciosów pochodzących z USA i Chin. Napięty harmonogram wyborów politycznych spowoduje prawdopodobnie, że poważne decyzje polityczne zostaną odłożone na rok 2018, jednak większość kluczowych rozwiązań powinna zostać opracowana już w roku bieżącym, aby umożliwić ich realizację przez kraje członkowskie.
  • Chiński Iron Man będzie usiłował poradzić sobie ze swoimi słabościami, na przykład dotyczącymi ryzyka kredytowego oraz nadwyżek potencjału produkcyjnego, starając się uniknąć dalszej niestabilności. Silne wsparcie publiczne oraz ostrożna, akomodacyjna polityka monetarna powinny zapewnić w tym roku wzrost PKB o +6%. Niemniej jednak, nieudana próba uzyskania statusu gospodarki rynkowej oraz oczekiwana protekcjonistyczna polityka USA mogą pociągnąć za sobą efekt rewanżu i rosnące napięcia polityczne pomiędzy dwiema największymi gospodarkami świata. UE i Japonia poczynią prawdopodobnie pewne ustępstwa, aby zachować dobre relacje handlowe z Chinami. W konsekwencji, Chiny będą starać się intensyfikować swoją politykę zagraniczną: w zakresie koncepcji Nowego Jedwabnego Szlaku, kompleksowej umowy o partnerstwie gospodarczym z grupą państw regionu Pacyfiku oraz nadania swojej walucie Renminbi statusu międzynarodowego środka płatniczego.
  • Jeżeli chodzi o rynki wschodzące, brak ogólnego przyspieszenia gospodarczego pociągnie za sobą większą selektywność, a Fantastyczna Czwórka krajów wschodzących będzie naprawdę potrzebować super-mocy, aby przyciągać do siebie inwestorów. Niektóre z krajów będą wykorzystywać posiadane zapasy (Korea Południowa), dla innych (np. Rosja i Indie) kluczową rolę odgrywać będą inwestycje w sektorze prywatnym, a w przypadku pozostałych (Brazylia i RPA) cykl rozwoju gospodarczego może zostać ograniczony ze względu na konieczność wprowadzenia niezbędnych korekt. W przypadku kolejnej grupy krajów należących do tej kategorii możemy mieć do czynienia ze zjawiskiem coraz większego braku równowagi (Meksyk, Turcja).

grafika

Ekosystem spowolnionego wzrostu gospodarczego pociąga za sobą pewne kluczowe zmiany w światowej gospodarce. Podobnie, jak w komiksach z X-Men’em, mamy więc zarówno bohaterów pozytywnych, jak i czarne charaktery. Reflacja (zwiększanie skali inflacji po okresie cen poniżej kosztów produkcji), izolacjonizm w dziedzinie handlowej i finansowej, a także niepewność co do sytuacji politycznej będą wyznaczać w latach 2017-18 czynniki ryzyka, ale także wzrostu dla przedsiębiorstw na całym świecie” – twierdzi Ludovic Subran.

Kilka czynników sprzyjających w 2017 roku odbiciu cen, pociągając za sobą zjawisko reflacji w światowej gospodarce

Niska stopa wzrostu spowoduje konieczność korekt budżetowych w wielu krajach i sektorach, w których przypadku w roku 2016 występowało poważne zadłużenie. Słabszy przyrost popytu oznacza, że wzrost cen towarów oraz ogólnego poziomu cen na rynkach zostaną zahamowane, pociągając za sobą niższy wzrost obrotów przedsiębiorstw i brak motywacji do inwestowania.

Niemniej jednak, istnieje wiele czynników, które mogą przyczynić się do pewnej poprawy sytuacji, jeśli chodzi o poziom cen. Po pierwsze, w przypadku kursu ropy naftowej będziemy mieli do czynienia z pozytywnym efektem bazowym, a cena za baryłkę powinna wynosić w roku 2017 około 54 USD. Po drugie, aktywna polityka gospodarcza USA spowoduje wzrost cen na rynkach, które są obecnie praktycznie nasycone. Po trzecie, tego rodzaju polityka stymulacyjna przyczynia się również do wzrostu popytu. W Chinach ponownie dynamicznie rozwija się sektor budownictwa, co pociąga za sobą wzrost cen metali na światowych rynkach. Konsekwencją tego zjawiska będzie ograniczenie deflacji cen dla chińskich producentów oraz powolny wzrost całego sektora produkcyjnego. Pozytywne będą również konsekwencje akomodacyjnej polityki monetarnej – niskie koszty kredytów powodują w skali całego świata powrót dynamicznego wzrostu inwestycji w dziedzinie budownictwa mieszkaniowego, a prognozy dotyczące inflacji w USA to mniej więcej +2%. Ponadto, obietnice polityczne dotyczące wsparcia inwestycji infrastrukturalnych także przyczyniają się do wzrostu cen.

(De)globalizacja: czy to koniec „Magneto” – kumulacji i wystrzału światowych przepływów handlowych i finansowych?

Ogólny wzrost obrotów handlowych na światowych rynkach powinien wynieść w roku 2017 około +3,5%, w szczególności dzięki zwiększeniu importu w przypadku USA, Europy oraz krajów wschodzących. Przewidywany na rok 2017 wzrost wolumenu światowego handlu (pod względem ilości) wyniesie +2,9%. Tendencja ta jest związana z modyfikacjami w zakresie popytu (większe zrównoważenie gospodarki chińskiej, autonomia energetyczna USA, korekty gospodarcze w krajach wschodzących), a także z rosnącym protekcjonizmem (bezpośrednim, jak i ukrytym) oraz rozwojem usług i technologii cyfrowych. W dalszej perspektywie, eskalacja nacisków politycznych w zakresie lokalizacji inwestycji przemysłowych w medialnych branżach (np. w sektorze motoryzacji), skrócenie łańcuchów zaopatrzenia oraz dalsze zatrzymywanie przenoszenia działalności o wysokiej wartości dodanej będzie stanowić pewną normę, ponieważ w tym kierunku rozwija się sytuacja zarówno w przypadku USA, jak i Chin.

Kolejny istotny trend wiąże się z finansową „bałkanizacją”, czy raczej de-globalizacją – jeżeli tendencja ta nie zostanie zatrzymana, będzie prowadzić do przyspieszenia izolacjonizmu. Wartość przepływów finansowych pomiędzy krajami martwi, gdyż: (i) kapitał nie jest inwestowany w realnej gospodarce, a jednocześnie warunki kredytowe w regionach Azji, Pacyfiku i Ameryki Łacińskiej są wciąż zbyt konserwatywne; (ii) oszczędności pozostają skoncentrowane na rynkach o wysokich przychodach, nawet w sytuacji, kiedy stopy oprocentowania nie są zbyt atrakcyjne. Całkowita wartość finansowania krajowego wykazywała skumulowany roczny wskaźnik wzrostu wynoszący +5% w okresie od roku 2011 do 2015, gdy tymczasem transgraniczne kredyty bankowe zaledwie +0,5%.

Czynniki dotyczące niepewności co do rozwoju sytuacji politycznej – oczekiwane praktycznie wszędzie – będą stanowić dodatkową trudność

W roku 2017 uwarunkowania polityczne będą mieć bardzo istotne znaczenie dla światowej gospodarki. Wszyscy zastanawiają się, jaka będzie polityka Stanów Zjednoczonych wobec partnerów zagranicznych tego kraju – administracja nowego prezydenta Trumpa zamierza odgrywać kluczową rolę w tym zakresie. Ryzyko wystąpienia efektu odwetu jest poważne. Mogą również pojawić się tendencje dotyczące naśladowania tej polityki wynikające z tego, że USA są nie tylko największą gospodarką świata, ale też równocześnie o największej współzależności ekonomicznej (wysoki deficyt rachunków bieżących, hegemonia dolara) oraz najważniejszym rynkiem dla większości towarów i usług.

Także w Europie sytuacja polityczna będzie mieć kluczowe znaczenie: wybory będą mieć miejsce w Holandii w marcu, we Francji w kwietniu oraz w Niemczech we wrześniu. Największe tradycyjne partie polityczne są coraz bardziej zagrożone. Niemniej jednak, jak do tej pory kraje Europy radziły sobie z niestabilnością polityczną i powinny poradzić sobie z niespodziankami.

W Chinach obserwujemy coraz większy nacisk na realizację obietnic politycznych oraz przywrócenie zaufania obywateli chińskich do rozwoju gospodarczego ich kraju – jest to niezbędne dla sfinansowania dalszego wzrostu gospodarczego z ich oszczędności. Ważne decyzje dotyczące reform oraz mniej intensywnych środków wsparcia gospodarczego powinny zostać podjęte podczas kongresu partii w październiku 2017 r. Jeżeli chodzi o inne kraje wschodzące (Iran, RPA, Meksyk, Brazylia), także w ich przypadku prognozy dotyczące rozwoju gospodarczego są w znaczącym stopniu uzależnione od wyników wyborów.

Odpowiednia reakcja polityczna tradycyjnych sił politycznych a także odporność sektora prywatnego będą decydujące dla przezwyciężenia niepewności politycznej oraz zmniejszenia płynności finansowej światowych rynków” – podsumowuje Subran. “Praktyki przerzucania kosztów na innych (Beggar-thy-neighbor policies dosł. zubażania krajów sąsiednich, m.in. poprzez dewaluację waluty i bariery w handlu mające służyć walce z inflacją, bezrobociem, nierównowagą w wymianie handlowej etc.) stanowią poważne ryzyko, a firmy prowadzące działalność na terenie całego świata muszą odkrywać na nowo pewne aspekty ryzyka gospodarczego i politycznego w poszczególnych krajach, opracowując odpowiednie scenariusze rozwoju oraz plany awaryjne, wykorzystując równocześnie w odpowiedni sposób dostępne instrumenty hedgingowe.”

Polska idzie swoja drogą, stąd krajowi „superbohaterowie”

W ocenie Tomasza Starusa, członka zarządu Euler Hermes odpowiedzialnego za ocenę ryzyka: „Jakkolwiek zmiana akcentów w polskiej gospodarce przypomina zwrot Iron Mana – Chin ku stymulacji popytu wewnętrznego, to jednak ma zupełnie inny, lokalny charakter. Nie jest bowiem efektem systemowej zmiany polityki gospodarczej, odwrotu od wzrostu napędzanego poprzez duże inwestycje infrastrukturalne czy eksport. One nadal są pożądane – ale z różnych przyczyn były chwilowo niedostępne (inwestycje – zmiana perspektywy budżetowej UE plus kilka innych czynników, eksport – szukanie nowych rynków wobec dobijania do bariery popytowej w UE i blokady rynków wschodnich). Uruchomiono więc dzięki transferom socjalnym popyt wewnętrzny jako główny czynnik wzrostu gospodarczego, co zgrabnie łączy ekonomiczną potrzebę chwili ze społecznym programem wyborczym rządu. W 2017 z trochę lepszym skutkiem – wzrost PKB powinien podnieść się do około 3-3,1%.

Dziś oczy inwestorów zwrócone na dolara

Oczekiwania przed dzisiejszym raportem z rynku pracy USA są wysokie dzięki dużej niespodziance w odczycie ADP w środę. Raport ADP wskazał na wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym w styczniu o 246 tys. przy prognozie 168 tys. W reakcji kilka prognoz dla dzisiejszego NFP zostało zrewidowanych w górę, ale konsensus wciąż jest relatywnie nisko – 180 tys. Może się to brać z faktu, że ADP nie jest dobrym prognostykiem dla danych rządowych. Od 2011 r. 8 razy zdarzyło się, że aktualny wynik ADP był wyższy od konsensusu o więcej niż 50 tys., ale przy średniej różnica na poziomie 82 tys. (aktualny minus konsensus) różnica między aktualnym odczytem NFP a medianą prognoz wyniosła tylko 8 tys.

Pomimo tego oczekiwania uczestników rynku walutowego powinny być ustawione wysoko, w rezultacie czego pozytywna reakcja USD może zaczynać się dopiero od ok. 200 tys., przy czym bezdyskusyjny impuls do kupna raczej zacznie się od okolic 220 tys. Dużo będzie zależeć od wydźwięku dynamiki płac. Jeśli przy wysokiej dynamice zatrudnienia wynagrodzenia wzrosną mocniej od prognoz (0,3 proc. m/m), rynek zacznie spekulować, czy Fed nie jest spóźniony z dostosowaniem polityki pieniężnej do rozpędzonej gospodarki i dyskusja o marcowej podwyżce stóp procentowych może rozgorzeć na dobre. Odczyt na poziomie 0,3 proc. już wydaje się silny (szczególnie po 0,4 proc. w grudniu), ale trzeba pamiętać, że od początku roku aż 19 stanów podniosło płacę minimalną, co trochę zaburza wyniki. Bez wątpienia USD ma szanse na zyskanie po publikacji raportu, ale żeby reakcja była trwała niespodzianka musi być naprawdę duża. Biorąc pod uwagę obecny sentyment wokół dolara, skromne zaskoczenia będą skłaniać inwestorów do szybkiego spieniężania zysków. Handel w tym roku dalej pozostaje wymagający z uwagi na brak przekonania inwestorów, że analiza fundamentalna jest w stanie wygrać z emocjami.

Wczoraj Bank Anglii zgodnie z naszymi oczekiwaniami podtrzymał neutralne nastawienie, nie dając wskazówek, że jest bliżej podwyżek stóp procentowych. W Raporcie o Inflacji prognozy wzrostu PKB zostały podwyższone, jednak BoE nie pozbył się obaw, że Brexit może dalej ciążyć na perspektywach wzrostu i inwestycji. Dodatkowo Bank zdeprecjonował ostatnie skoki inflacji i prognozy CPI utrzymał w większości niezmienione. Przed decyzją rynek jastrzębio rysował ścieżkę polityki pieniężnej (60 proc. szans na podwyżkę przed końcem roku), a dziś oczekiwania spadły (do 40 proc.). GBP był silny w ostatnim czasie po części przez jastrzębie oczekiwania względem BoE. Teraz funt stracił to wsparcie, a od strony ryzyk związanych z Brexitem jest teraz bardziej wrażliwy na negatywne zaskoczenia. Słabsze dane o konsumpcji, płacach i zatrudnieniu lub spięcia w negocjacjach Londyn-

Bruksela mogą być zapalnikiem dla nowej fali wyprzedaży GBP.

USD/JPY ma za sobą dość zmienną noc przy zamieszaniu wywołanym przez Bank Japonii. BoJ ponownie podniósł wolumen skupu obligacji skarbowych 5-10 lat z 410 bln JPY do 4,50 bln JPY, ale rynek uznał to za niewystarczające działania dla odpowiedzi na wczorajszy wzrost rentowności 10-latek do najwyższego poziomu do roku (0,115 proc.). USD/JPY spadł, ale po kilku godzinach powrócił ponad 113, kiedy BoJ powrócił na rynek długu z nielimitowanym popytem, aby „sprowadzić rentowności w okolice 0 proc.”. Nie można jednak zapominać, że w relacji USD/JPY kontra różnica w rentownościach obligacji USA i Japonii to papiery amerykańskie mocniej determinują zmiany na rynku walutowym.

Aktywność BoJ może być argumentem za wzrostami USD/JPY w długim terminie, ale na teraz należy przede wszystkim zerkać na rentowności 10-latek USA. Także w obliczu popołudniowych danych z rynku pracy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Praca i przedsiębiorczość kobiet – potencjał do wykorzystania w Polsce

Wnioski z raportu „Praca i przedsiębiorczość kobiet – potencjał do wykorzystania w Polsce”, zrealizowanego przez Deloitte na zlecenie firmy Coca-Cola, partnera ogólnopolskiego programu aktywizacji zawodowej kobiet „Sukces TO JA”.

Jak wynika z najnowszego raportu „Praca i przedsiębiorczość kobiet – potencjał do wykorzystania w Polsce”, przygotowanego przez Deloitte na zlecenie Coca-Cola, wskaźnik aktywności zawodowej kobiet w Polsce wynosi obecnie 61,4 proc. Oznacza to, że aż 4 na 10 Polek w wieku produkcyjnym nie pracuje i nie szuka pracy. Jeśli jednak liczba pracujących Polek w najbliższych latach osiągnie poziom UE, polska gospodarka może zyskać od 90 mld do 180,7 mld zł w perspektywie do 2025 r. PKB Polski może wzrosnąć nawet o blisko 1 proc.

Raport Deloitte i Coca-Cola został zaprezentowany 2 lutego br. podczas spotkania inaugurującego Forum Rynku Pracy, realizowanego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

W 2015 roku ludność w wieku produkcyjnym (15-64 lat) w Polsce wynosiła 23,98 mln, z czego zaledwie 16,10 mln było aktywne zawodowo. Autorzy raportu wskazują, że taka sytuacja ogranicza wzrost gospodarczy w Polsce. Bez podjęcia stosownych działań nie dogonimy krajów rozwiniętych w poziomie dobrobytu. Motorem zmian na lepsze może być poprawa sytuacji kobiet na rynku pracy.

Inwestycje w kapitał społeczny stanowią jedną z najsilniejszych dźwigni rozwoju. Dostrzegając to i kierując się potrzebą współdziałania na rzecz rozwoju Polski, postanowiliśmy podjąć działania w zakresie aktywizacji kobiet. Opublikowany przez nas raport to punkt wyjścia do dyskusji na forum publicznym o tym, co możemy zrobić, aby obecną sytuację zmienić i wspólnie pomóc kobietom m.in. w godzeniu ról rodzinnych i zawodowych – wskazała Anna Solarek, Dyrektor ds komunikacji i kontaktów zewnętrznych w Coca-Cola Poland Services. Promocja aktywności zawodowej kobiet jest blisko związana z naszą działalnością inwestycyjną, którą Coca-Cola prowadzi w Polsce od ponad 25 lat – dodała.

Według prognoz proces starzenia się społeczeństwa szczególnie mocno dotknie polską gospodarkę po 2020 r. Jednym z najważniejszych sposobów na ograniczenie tego negatywnego efektu jest zwiększenie aktywności zawodowej osób, które mogą i chcą pracować, w tym m.in. kobiet. W przypadku tych ostatnich, kluczowe są zmiany, które zachęcą Polki jednocześnie do pracy i macierzyństwa.

Jak pokazuje symulacja, którą przedstawiliśmy w raporcie, jeśli stopa aktywności zawodowej Polek w wieku 20-64 w najbliższych latach osiągnie średni poziom krajów UE-15, to liczba pracujących kobiet wzrośnie o ponad pół miliona. Dzięki temu polska gospodarka do 2025 r. może zyskać od 90 mld do 180,7 mld zł dodatkowego.  Tym samym wzrost PKB w tym okresie może wynieść średnio o ok. 0,4 proc.-0,94 proc więcej. Jednakże, aby to osiągnąć potrzebne są systemowe zmiany. Warto wziąć przykład z Norwegii, Finlandii, Szwecji, czy Islandii – te kraje notują jedne z wyższych stóp aktywności zawodowej kobiet i stosują zaawansowane mechanizmy umożliwiające godzenie pracy zawodowej i obowiązków rodzicielskich – podkreśla Julia Patorska, zastępca dyrektora w firmie doradczej Deloitte.

Coraz częściej przedsiębiorczość jest postrzegana jako alternatywa do tradycyjnego zatrudnienia na podstawie umowy o pracę, bo oferuje elastyczniejsze podejście do planowania zajęć w ciągu dnia. Pozwala przez to kobietom łatwiej godzić role rodzinne i zawodowe. Badania pokazują, że kobiety deklarują duże zainteresowanie założeniem własnej firmy. Ponad 70 proc. Polaków ma pozytywne nastawienie do przedsiębiorczości, ale tylko niespełna 40 proc. jest gotowych założyć własną firmę.

Polki oceniają swoje umiejętności w obszarze przedsiębiorczości podobnie pozytywnie jak przeciętna Europejka. Jednocześnie osiągamy trzeci najgorszy wynik w Unii, jeśli chodzi o obawę przed niepowodzeniem w prowadzeniu swojego biznesu. Okazuje się, że miękka sfera potrafi blokować kobiety w rozwoju zawodowym. W ramach projektu Sukces to JA staramy się rozwiewać tę niepewność i budować wiarę we własne możliwości. Spotykamy się z paniami osobiście na warsztatach i konferencjach, później zachęcamy do pracy indywidualnej i budowania swoich kompetencji na platformie wiedzy sukcestoja.pl  – powiedziała Anna Solarek.

Zwiększenie aktywności zawodowej kobiet w Polsce wiązałoby się z wieloma korzyściami społecznymi i ekonomicznymi. Wśród nich wymieniana jest m.in. większa konkurencyjność na rynku pracy, a przez to także wzrost produktywności, zwiększenie przedsiębiorczości, kapitału społecznego czy też większe wpływy do finansów publicznych.

Raport „Praca i przedsiębiorczość kobiet – potencjał do wykorzystania w Polsce” jest częścią ogólnopolskiego programu aktywizacji zawodowej kobiet „Sukces TO JA”, realizowanego przez Sukces Pisany Szminką, którego partnerem jest Coca-Cola. Działanie stanowi element globalnej strategii firmy Coca-Cola „5by20”, która zakłada aktywizację 5 milionów kobiet na całym świecie do 2020 roku.

Cały materiał do przeczytania pod adresem: http://sukcespisanyszminka.pl/Raport.pdf

Ekspert Deloitte: Czy mieliśmy właśnie zmasowany, groźny cyberatak na sektor finansowy?

Jak wynika z przekazów medialnych w ostatnim czasie, co najmniej kilka banków w Polsce było przedmiotem ataku. Być może był to najpoważniejszy atak na banki z jakim mieliśmy w naszym kraju do czynienia.

To co odróżnia ten atak od innych, o których zwykle słyszeliśmy w mediach, to kwestia celu – nie byli nim klienci banków, ale same banki – atakowano bezpośrednio infrastrukturę bankową. Do ataku wykorzystano wyrafinowane oprogramowanie złośliwe, które infekowało serwery i stacje robocze wewnątrz sieci bankowej. Cel infekcji nie jest jasny, możemy przypuszczać, że po włamaniu na stacje końcowe lub serwery można właściwie robić wszystko – wykradać informacje o klientach, transakcjach, atakować połączone fragmenty sieci bankowej (np. sieć sterowania bankomatami, itd.).

Połączenie ataku na sektor bankowy (infrastruktura krytyczna), jak również stosowanie wyrafinowanego oprogramowania złośliwego, mają znamiona ataku APT (zwykle wykonywane przez motywowane politycznie lub biznesowo grupy hakerskie lub służby specjalne przy zastosowaniu zaawansowanych narzędzi, specjalistycznej wiedzy i z założeniem długotrwałego ukrycia w systemie ofiary). Pytanie oczywiście, jaki był prawdziwy motyw działania i czy sektor bankowy rzeczywiście był celem. Jednocześnie nie jest jasny do końca wektor ataku (sposób przekazania wirusa do sieci bankowej) – czy był to zwykły phishing na pracowników banku przekierowujący do strony ze złośliwym oprogramowaniem lub posiadający załącznik, czy wykorzystano podatności 0 day lub również charakterystyczny dla ataków APT tzw. watering hole (atak na organizację poprzez zaufaną witrynę lub serwer – do których wcześniej się włamano i zainstalowano złośliwe skrypty infekujące odwiedzających stronę). Warto więc zadać pytanie, czy do ataków na banki nie wykorzystano potencjalnie bezpiecznych stron lub serwerów innych organizacji. W tym kontekście zastanawiająca jest trwająca od dwóch dni konserwacja strony Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.

Analizując tego typu ataki trzeba brać pod uwagę, że złośliwe oprogramowanie (mimo iż ukierunkowane na konkretne cele), może powodować straty również w innych firmach, które niejako dostaną rykoszetem i zostaną zainfekowane oprogramowaniem złośliwym przypadkowo. Skutkuje to ekspozycją firmy na zagrożenia kradzieży lub utraty danych, szantażu, a nawet potencjalnie kary regulacyjne (np. w kontekście nowych przepisów dotyczących danych osobowych wynikających z unijnej dyrektywy GDPR – nakładających wysokie kary za ich naruszenie). Mają to na uwadze warto zwracać uwagę nie tylko na prewencję, ale również zdolności wykrywania potencjalnych zagrożeń a także posiadać zdolności w zakresie reagowania na incydenty i regularnie testowanie organizację pod kątem ataków sieciowych socjotechnicznych i fizycznych.

Jednocześnie warto pamiętać, że banki i służby na bieżąco zbierają informacje o zagrożeniach ze źródeł otwartych i zamkniętych, tj. profilują osoby/podmioty, które za takimi zagrożeniami stoją, ich metody działania i oczywiście analizuję inne elementy związane z ich działalnością. Jednocześnie cały czas poprawiany jest obieg informacji o zagrożeniach. Dlatego, informacja o atakach na sektor bankowy w Polsce, nawet w dużej skali i o charakterystyce, nie jest niczym nowym dla banków, podobnie jak ataki na infrastrukturę krytyczną państwa dla ABW. Dlatego należy zachować spokój w kwestii oceny skutków tego zdarzenia i być spokojnym o swoje pieniądze. W ostatnich latach infrastruktura krytyczna jest szczególnie narażona na ataki grup hakerskich powiązanych z rządami różnych państw.

Do powszechnego obiegu weszły nazwy grup powiązanych z rządami – APT 28 (Rosja), PLA 61938 (Chiny), Equation Group (USA), które dysponują dużą wiedzą techniczną oraz nakładami finansowymi umożliwiającymi prowadzenie długoterminowych działań w celu szpiegostwa przemysłowego lub sabotażu. Jednocześnie grupy przestępcze również coraz bardziej zbliżają się do tego poziomu – np. grupa Carbanak.

Autor komentarza: Marcin Ludwiszewski, Dyrektor, lider obszaru cyberbezpieczeństwa w Deloitte

Marcin Kiepas: koniec dobrej passy złotego?

Wczorajszy zwrot na EUR/USD stał się pretekstem do korekty na złotym. O tym, czy dziś będzie ona kontynuowana, zdecydują publikowane po południu dane z amerykańskiego rynku pracy.

Dziś o godzinie 08:50 za euro płacono 4,3170 zł, dolar kosztował 4,0115 zł, szwajcarski frank 4,0390 zł, a brytyjski funt 5,0244 zł. Są to poziomy zbliżonych do tych z końca wczorajszych notowań, gdy złoty osłabił się do 3. pierwszych z walut i umocnił do funta. W tym ostatnim przypadku była to reakcja na jego przecenę na świecie w reakcji na sygnały płynące z Banku Anglii.

W czwartek dobra passa złotego trwała do około godziny 16:00. Na fali dobrych nastrojów i pozytywnych sygnałów płynących z rodzimej gospodarki, kontynuował on umocnienie do euro, dolara i szwajcarskiego franka, które to waluty były najtańsze od pierwszej połowy listopada. Zmianę układu sił sprowokował zwrot na EUR/USD. Kurs tej pary, po początkowym wzroście z 1,0767 do 1,0828 dolara, następnie zaczął spadać i zamknął dzień na poziomie 1,0762. To cofnięcie notowań stało się zaś pretekstem do realizacji zysków na złotym.

Innym wytłumaczeniem czwartkowej realizacji zysków na złotym, być może nieco naciąganym, jest widoczne już wyprzedanie na wykresach EUR/PLN i USD/PLN (w dużo mniejszym stopniu na CHF/PLN) i wykorzystanie psychologicznych poziomów 4,30 zł za euro i 4 zł za dolara do kupna tych walut.

Dziś po tygodniowej przerwie do gry wrócili inwestorzy z Chin. Nie był to powrót zbyt udany. Tamtejsze indeksy giełdowe lekko spadły, a opublikowany w nocy wskaźnik PMI dla chińskiego sektora przemysłowego rozczarował. Niepokoić też mogą sygnały z Ludowego Banku Chin mogące sugerować, że ten będzie odchodził od luźnej polityki monetarnej i podejmie działania na rzecz normalizacji sytuacji na rynku nieruchomości.

Doniesienia z Chin póki co nie zdominowały rynkowej narracji. Stąd też w piątek ton wydarzeniom będą nadawać publikowane dane makroekonomiczne. Przed południem światło dzienne ujrzą styczniowej indeksy PMI dla sektora usług wybranych państw europejskich i całej strefy euro. Niespodzianki nie będzie. Pozostaną one na wysokich poziomach, potwierdzając trwające ożywienie gospodarcze.

Po południu analogiczne indeksy zostaną opublikowane dla USA (PMI, ISM). Jednak to nie one znajdą się w centrum uwagi. Kluczowa będzie publikacja raportów z rynku pracy. Oczekuje się, że w styczniu stopa bezrobocia w USA pozostanie na poziomie 4,7%, zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrośnie o 175 tys., a płaca godzinowa o 0,3% M/M. Po ostatnim bardzo dobrym odczycie raportu ADP nt. zatrudnienia rosną oczekiwania na lepsze dane. Dla dolara jednak znacznie silniejszym wsparciem niż skok zatrudnienia będzie wyższy od prognoz wzrost płac, które w sposób bezpośredni mogą przełożyć się na inflację, a następnie na decyzje Fed.

Dziś jeszcze zostanie opublikowany raport o zamówieniach w amerykańskim przemyśle. Nie będzie on miał jednak dużego wpływu na nastroje. Taki wpływ za to mogą mieć kolejne doniesienia z Białego Domu. Tyle tylko, że z uwagi na brak konkretów jeżeli chodzi o gospodarkę, a przy nasilających się wypowiedziach prezydenta Trumpa sugerujących potencjalną nieprzewidywalność amerykańskiej polityki, będą to raczej czynniki szkodzące niż pomagające dolarowi.

Złoty będzie pozostawał w piątek pod wyłącznym wpływem rynków globalnych. Wzorem dnia wczorajszego będzie to głównie zachowanie EUR/USD. Spadek tej pary przedłuży korektę na złotym. Wzrosty zaś będzie zachęcał do jego ponownego kupna.

Marcin Kiepas, niezależny analityk 

10 prognoz IDC dla dyrektorów IT na 2017 r.

Aktywna rola dyrektorów ds. informatyki w kształtowaniu strategii cyfrowej spowoduje, że 60% z nich stanie się liderami cyfrowej transformacji w swoich przedsiębiorstwach w 2017 roku.

Działy IT bardziej niż kiedykolwiek poddawane są olbrzymiej presji aby wspierać transformację w swoich przedsiębiorstwach i osiągnąć sukces dzięki efektywnemu wykorzystaniu technologii cyfrowych. Brak właściwie przygotowanej strategii cyfrowej spycha działy informatyczne do podrzędnej roli zarządzania długiem technicznym i niesprawnymi procesami biznesowymi. Aby pomóc dyrektorom i menedżerom IT w efektywnym kierowaniu podległymi im jednostkami poprzez przyspieszenie transformacji cyfrowej, firma International Data Corporation (IDC) opublikowała raport IDC FutureScape: Worldwide CIO Agenda 2017 Predictions (IDC FutureScape: Prognozy i plany działania na rok 2017 dla dyrektorów informatyki na całym świecie). Zawiera on prognozy dotyczące dziesięciu najważniejszych zmian przewidywanych w działach informatycznych w ciągu najbliższych 36 miesięcy.

Oto 10 najważniejszych prognoz, których mogą się spodziewać działy informatyczne przedsiębiorstw w ciągu najbliższych 36 miesięcy i plany działania na 2017 rok dla dyrektorów IT:

  • Prognoza 1: W 2019 roku 40% projektów informatycznych będzie dotyczyło tworzenia nowych usług cyfrowych oraz strumieni przychodów opartych na monetyzacji danych.
  • Prognoza 2: W 2018 roku 65% działów informatycznych będzie tworzyć nowe usługi udostępniane wewnętrznym lub zewnętrznym klientom, aby dostosować się do wymagań cyfrowej transformacji w przedsiębiorstwach.
  • Prognoza 3: Brak wizji, wiarygodności lub zdolności do wywierania wpływu powoduje, że w 2017 roku 40% dyrektorów ds. informatycznych nie stanie się liderami cyfrowej transformacji w swoich przedsiębiorstwach.
  • Prognoza 4: Do 2019 roku 75% dyrektorów ds. informatycznych odczuje ograniczenia tradycyjnego modelu zarządzania usługami IT i coraz częściej będzie uwzględniać w swoim działaniu zintegrowane praktyki zarządcze pozwalające skutecznie dokonywać cyfrowej transformacji
  • Prognoza 5: Do 2018 roku 40% dyrektorów ds. informatyki podejmie inicjatywy w zakresie cyfrowej transformacji, które będą obejmować tworzenie powiązań organizacyjnych z zespołami odpowiedzialnymi za technologie w poszczególnych jednostkach biznesowych oraz innymi niezintegrowanymi jednostkami organizacyjnymi przedsiębiorstwa, aby ułatwić zmiany sposobu myślenia i działania oraz kultury przedsiębiorstwa.
  • Prognoza 6: W 2019 roku 80% bimodalnych działów informatycznych będzie obciążonych poważnym długiem technicznym, który spowoduje spiralę wzrostu kosztów oraz ograniczy zdolności do świadczenia nowoczesnych usług IT
  • Prognoza 7: Do 2018 roku 45% dyrektorów ds. informatycznych przesunie swoje najważniejsze działania z obszaru fizycznego do cyfrowego; będzie przeznaczać mniej czasu na optymalizację procesów biznesowych i zarządzanie nimi, aby skupić się na zapewnieniu skalowalności, przewidywalności i szybkości uruchamiania nowych usług.
  • Prognoza 8: W 2018 roku 45% dyrektorów ds. informatycznych będzie się koncentrować na tworzeniu i wdrażaniu platform oraz wykorzystaniu środowiska programistyczno-operacyjnego (DevOps) w celu przyspieszenia tworzenia oprogramowania, obniżenia kosztów i zwiększenia elastyczności przedsiębiorstwa.
  • Prognoza 9: Do 2019 roku 70% działów informatycznych zmieni swoją kulturę poprzez wprowadzenie środowiska pracy na wzór startupów, z procedurami programowania zwinnego (Agile) i społecznościami open source.
  • Prognoza 10: W 2017 roku 80% dyrektorów ds. informatycznych będzie wspierać tworzenie globalnych portfeli ryzyka, które umożliwiają elastyczne reagowanie na problemy dotyczące bezpieczeństwa takie jak zgodności z przepisami, zapewnienie ciągłości działania i zdarzenia katastroficzne.

Prawdopodobnie wielu polskich przedsiębiorców czytając takie prognozy zadaje sobie pytanie czy wyzwania przed jakimi stoją działy IT dotyczą tylko przedsiębiorstw globalnych, które muszą bacznie obserwować co dzieje się na rynku technologii i szybko na to reagować. Czy budowanie strategii cyfrowej przez lokalne przedsiębiorstwa nie jest przypadkiem fanaberią i niepotrzebną stratą czasu, szczególnie w sytuacji gdy poziom wykluczenia cyfrowego znacznych grup konsumentów, często studzi ambitne projekty wielu lokalnych startupów.

Powstaje bardzo racjonalne pytanie jak biorąc pod uwagę lokalne uwarunkowania najlepiej wykorzystać możliwości gospodarki cyfrowej, tak aby nakłady inwestycyjne przynosiły oczekiwane rezultaty.

Nie ulega wątpliwości, że tempo zmian modeli biznesowych oraz możliwości tworzenia nowych produktów i usług dzięki technologiom cyfrowym w rozmaitych sektorach gospodarki będzie różne. Dużego tempa zmian należy się spodziewać w ochronie zdrowia, rozrywce czy mediach a znacznie wolniejszego np. w przemyśle wydobywczym. Nie ma zatem uniwersalnej recepty zarówno dla firm globalnych jak i lokalnych w jaki sposób najlepiej przygotować się do nadchodzących zmian. Dlatego tak ważne jest aby każde przedsiębiorstwo posiadało własną strategię cyfrową, która z jednej strony identyfikuje zagrożenia dla konkretnej działalności i jednocześnie wskaże przemyślany kierunek transformacji cyfrowej, która pozwali uniknąć błędnych decyzji oraz nietrafionych inwestycji.

Polski przedsiębiorca vs. zagraniczny inwestor – coraz silniejsza rywalizacja o pracowników

Z roku na rok rośnie liczba inwestycji zagranicznych w Polsce. Tylko w styczniu b.r. Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych prowadziła obsługę 198 potencjalnych projektów inwestycyjnych o łącznej wartości 4,3 mld euro i docelowym zatrudnieniu dla ponad 50 tys. osób. Choć systematyczny napływ zagranicznych inwestycji cieszy rząd, dla polskich przedsiębiorców oznacza on jeszcze większe trudności z pozyskaniem i utrzymaniem kadr.

Mniejsze lub większe problemy z pozyskaniem pracowników o odpowiednich kompetencjach komunikują firmy z niemal wszystkich branż. Według danych Millward Brown 33,9 proc. firm ma problem ze znalezieniem osób o odpowiednich kwalifikacjach, a ¾  pracodawców obawia się, że nie będzie w stanie utrzymać obecnej kadry. Brakuje inżynierów i wykwalifikowanych pracowników fizycznych w sektorze produkcyjnym, a związku z dynamicznymi zmianami technologicznymi i rozwojem licznych centrów usług dla biznesu, już dziś niedobór chociażby specjalistów IT w naszym kraju sięga ponad 50 tys. osób. Barometrem zmian na polskim rynku pracy staje się branża rekrutacyjna, która swój dynamiczny rozwój w dużej mierze zawdzięcza tworzącemu się w Polsce rynkowi pracownika.

– Rynek rekrutacyjny ma się bardzo dobrze, na co bezpośredni wpływ ma zmniejszające się bezrobocie – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Skiba, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia. – Ma to bezpośredni wpływ na liczbę pojawiających się ofert dla kandydatów. Rekordziści wśród specjalistów i menadżerów, na przykład w branży IT, otrzymują nawet 18–19 propozycji w ciągu roku, a średnia oscyluje wokół sześciu, co pokazuje, jak silny jest obecnie rynek pracownika. Propozycji dla dobrych kandydatów jest dużo więcej niż dobrych kandydatów.

Nowe inwestycje, a o dobrego pracownika coraz trudniej

Brexit i potencjalne cła wwozowe do krajów Unii Europejskiej sprawiają, że przemysłowcy, którzy przez ostatnie kilkadziesiąt lat prowadzili fabryki i centra produkcyjne w Wielkiej Brytanii, szukają dla swoich biznesów nowych lokalizacji. Jak podaje PAIIZ, w Polsce bardzo mocno rozwija się sektor nowoczesnych usług, w którym może powstać nawet 70 ośrodków Share Service Centres, ICT czy BPO. Oznacza to możliwość stworzenia aż 20 tys. nowych miejsc pracy. Silne poruszenie obserwuje także sektor motoryzacyjny czy spożywczy. Nowe inwestycje w Polsce zapowiedzieli już m.in. tacy giganci jak Daimler, Amazon czy IKEA. Jak twierdzą eksperci, wysoki napływ inwestycji zagranicznych, a co za tym idzie – większa ilość miejsc pracy, może wpłynąć na umocnienie się rynku pracownika i pogłębić problemy polskich pracodawców, którzy w porównaniu z inwestorami z Europy Zachodniej, Ameryki Północnej czy Azji mogą okazać się mniej konkurencyjni w walce o najlepszych kandydatów. Z drugiej strony zagraniczni inwestorzy, którzy chcą ulokować biznes w Polsce, coraz częściej, podobnie jak Polscy przedsiębiorcy, muszą mierzyć się z trudnościami w dotarciu do kandydatów o porządanych kompetencjach.

– Inwestorowi, który nie zna specyfiki polskiego rynku pracy trudno jest samodzielnie dotrzeć do kandydatów o wysokich kwalifikacjach, przede wszystkim dlatego, że oni nie szukają aktywnie pracy. Należy również pamiętać, że zagraniczna firma decydując się na uruchomienie biznesu w Polsce, nie poszukuje jednego czy dwóch pracowników, ale często kilkudziesięciu czy kilkuset. Dlatego zagraniczni inwestorzy zazwyczaj korzystają z usług firm rekrutacyjnych, które nie tylko są w stanie pozyskać wartościowe kadry, ale również w krótkim czasie wskazać, jakie są koszty pracy na określonych stanowiskach i  jakie problemy kadrowe mogą się pojawić – twierdzi Małgorzata Bielawska, Managing Partner w Relyon Recruitment & IT Services, jednej z najdynamiczniej rozwijających się polskich firm rekrutacyjnych obsługujących m.in. zagraniczne inwestycje w Polsce.

Rekrutacje coraz kosztowniejsze i dłuższe

Jak wynika z badania SARATOGA Human Capital Benchmarking, wydatki związane z pozyskaniem nowego pracownika wzrosły o 40 proc. Proces ten pochłania też o 43 proc. więcej czasu niż przed czterema laty. To wynik m.in. spadającego od wielu miesięcy bezrobocia. W przypadku dużych inwestycji, których realizacja wymaga zatrudnienia wielu pracowników o pożądanych kwalifikacjach, rekrutacje coraz częściej rozpoczynane są ze znacznym wyprzedzeniem. Widać to chociażby na przykładzie Xeosu, spółki joint venture zawiązanej przez GE Aviation i Lufthansa Technik, która pomimo, iż jej nowa fabryka serwisowania w Środzie Śląskiej ma zostać oddana dopiero we wrześniu 2018 roku, już w połowie stycznia b.r. rozpoczęła rekrutację do powstającej jednostki. Obecnie trwa nabór 120 pracowników – przede wszystkim inżynierów, którzy dodatkowo będą  kształceni w centrum szkoleń w okolicach Wrocławia.

Zagraniczni inwestorzy widzą, że sytuacja na polskim rynku pracy zmieniła się znacząco na przestrzeni lat. Wchodzimy w etap intensywnej walki o najlepszych kandydatów, co oczywiście w niektórych branżach może wzmocnić tendencję do tworzenia się rynku pracownika. To z kolei przełoży się na większe problemy z rekrutacją nie tylko dla polskich przedsiębiorców, ale również zagranicznych inwestorów – dodaje Małgorzata Bielawska.

Czy unijny „Sojusz Drogowy” wpłynie na Polską gospodarkę?

Na początku tygodnia w Paryżu zostało podpisane porozumienie nazwane „Sojuszem Drogowym”, które wprowadza szereg niekorzystnych zmian m.in. dla polskich kierowców zawodowych. Ministrowie resortów transportowych z 9 państw Starej Europy, chcą w ten sposób ograniczyć konkurencyjność firm i pracowników z krajów środkowo-wschodniej Europy.

Ministrowie z Francji, Niemiec, Belgii, Luksemburga, Austrii, Włoch, Danii, Szwecji i Norwegii spotkali się na naradzie w Paryżu, aby przedyskutować aktualne przepisy prawa, które sprzyjają m.in. konkurencyjności pracowników delegowanych.

Postulaty zawarte w „Sojuszu drogowym” w głównej mierze dotyczą bardziej restrykcyjnego przestrzegania miejsc odbierania tygodniowych odpoczynków kierowców. „Założeniem tej dyrektywy jest ograniczenie obecności kierowców zawodowych z Europy środkowo-wschodniej na terenie państw sygnatariuszy. Chodzi o to, aby kierowcy dni wolne odbierali nie w szoferce samochodu ciężarowego, lecz przebywając w swoich domach. Jednak ze względu na rozmiar Europy czy długość pokonywanych tras, logistycznie często nie jest to możliwe” – mówi Bartosz Najman, Prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. „Celem zmian w przepisach jest wyrównanie konkurencji na rynkach Unii Europejskiej. Jednak w praktyce, sytuacja ta może prowadzić potencjalnie do nieuczciwej konkurencji pomiędzy przedsiębiorstwami” – dodaje Najman.

Kolejna z poruszonych w porozumieniu kwestii, dotyczy wzmożonych kontroli wypłacania przez firmy transportowe wynagrodzeń dla kierowców, według stawek minimalnych. Obecnie, pracownik delegowany do pracy za granicą musi, zgodnie z przepisami europejskimi, otrzymywać przynajmniej najniższe wynagrodzenie obowiązujące na terenie kraju, w którym przebywa. Dodatkowo, wszelkie inne koszty, takie jak m.in. ubezpieczenie społeczne, podatek dochodowy, nadal są opłacane w kraju, w którym zarejestrowana jest firma. Nie dotyczy to jednak wszystkich państw, które podpisały porozumienie, natomiast uderza w znacznej mierze w polskie firmy transportowe.

Temat delegowania pracowników był poruszany również przez Komisję Europejską. W marcu ubiegłego roku KE przedstawiła reformę dyrektywy z 1996 roku o delegowaniu pracowników. Proponowane zmiany miały na celu ujednolicenie warunków pracy i tym samym niwelowanie różnic miedzy pracownikami miejscowymi a delegowanymi. W tym samym projekcie, Komisja Europejska planowała ograniczyć okres delegowania pracownika na terenie UE do maksymalnie dwóch lat.
W odpowiedzi na to stanowisko, po raz trzeci w historii została uruchomiona procedura tzw. żółtej kartki, czyli sprzeciwu grupy złożonej z przynajmniej 1/3 krajów zrzeszonych w UE. Zastrzeżenia wobec powyżej propozycji Komisji Europejskiej zgłosiły wtedy parlamenty: Polski, Bułgarii, Czech, Chorwacji, Danii, Estonii, Litwy, Łotwy, Słowacji, Rumunii i Węgier.

Kurs funta po posiedzeniu Banku Anglii spada. Co z innymi walutami?

Posiedzenie Banku Anglii przynosi osłabienie funta na szerokim rynku. Konferencja Carneya nie przyniosła żadnych symptomów zmiany polityki monetarnej. Inwestorzy oczekują dobrych danych z rynku pracy z USA. Polska waluta nadal radzi sobie dobrze.

Bez zmian polityki monetarnej

Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem decyzji kolejnego ważnego banku centralnego. Lutowe posiedzenie Banku Anglii nie zmieniło prowadzonej polityki monetarnej. Zarówno stopy procentowe jak i wielkość skupu aktywów pozostała bez zmian. Zaskoczenia tym samym nie było, wszystkie oczy były jednak zwrócone na późniejszą konferencję Marka Carneya.

Wzrost w górę, inflacja bez zmian

Szczególnie, że poznaliśmy nowe projekcje makro, w których został podwyższony wzrost gospodarczy na kolejne lata, natomiast inflacja pozostała na niezmienionym poziomie. Większość ekonomistów uważała, że tempo inflacji może dojść nawet do 3% w 2017 i 2018 roku. Tymczasem Bank Anglii założył poziom 2,7%. To może świadczyć o tym, że póki co Mark Carney nie bardzo chce zmieniać prowadzoną łagodną politykę.

Nudna konferencja prezesa BoE

Część ekonomistów liczyła chyba na podniesienie prognoz a tym samym jakieś głosy od prezesa BoE o konieczności podwyższenia stóp procentowych być może jeszcze w tym roku. Takie słowa nie padły co poskutkowało sporą przeceną funta na szerokim rynku. Carney wskazał również na to, że stopa bezrobocia niewywołująca presji inflacyjnej to 4,5% a nie jak wcześniej 5%. Jak to było wcześniej w przypadku Janet Yellen i Mark Carney wypowiadał się bardzo ogólnikowo powtarzając to co wszyscy już wiedzą nie wskazując na żadne nawet niewielkie sygnały, które zmusiły by do zmiany polityki monetarnej. Jest to zrozumiałe, wzrost presji inflacyjnej wywołały wzrosty cen ropy naftowej. Trzeba jednak pamiętać, że były to tylko chwilowe ruchy więc póki co i inflacja powinna stać raczej w miejscu.

Czy dane muszą być dobre

Ciekawe dane poznaliśmy też wczoraj z USA. Liczba zasiłków dla bezrobotnych była na historycznym minimum. Dokładając do tego bardzo dobre dane ADP można się spodziewać, że dzisiejsze payrollsy będą również powyżej prognoz. Warto więc zwrócić uwagę na 14.30. Wydaje się więc, że ruch w dół na EUR/USD jest właśnie tym spowodowany. Po nieudanym ataku na 1,0820 kurs zawrócił i jest już poniżej 1,0750. Bardzo ciekawe więc jak dolar zareaguje w przypadku odczytów wyższych od przewidywań analityków. To będzie świadczyć o tym czy rynek nadal jest tak negatywnie nastawiony do dolara. Gdyby reakcja była niewielka nawet w przypadku utrzymania bezrobocia na poziomie 4,7% i wzrostu zatrudnienia o ponad 200 tysięcy to można się spodziewać, że dolar się osłabi w kolejnych dniach.

Wyhamowanie aprecjacji złotówki

Jeśli chodzi o krajową walutę to cały czas pozostaje mocna. Ale trzeba zauważyć, że trendy spadkowe na głównych parach ze złotym nieco wyhamowały. Słabość funta na szerokim rynku spowodowała, że GBP/PLN znalazł się poniżej 5,00. Dzisiaj polska waluta nieco traci ale póki co nie ma co mówić o jakiejś większej korekcie. Brak danych z rodzimej gospodarki spowoduje, że złotówka będzie uzależniona od trendów na szerokim rynku a tam wszyscy czekają na dane z rynku pracy z USA.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Radio zwiększyło wpływy z reklamy. Dobra sytuacja ma się utrzymać także w tym roku

Radio zwiększyło wpływy z reklamy. Dobra sytuacja ma się utrzymać także w tym roku 1

Przychody reklamowe polskich stacji radiowych w ubiegłym roku wzrosły o kilka procent. W tym roku reklamodawcy nie powinni zwolnić tempa. Ich wydatki na promocję w radiu – zgodnie z oczekiwaniami branży i ekspertów – mają rosnąć szybciej niż w telewizji. Radio może zaoferować wiele możliwości, których nowoczesne i inne tradycyjne media nie są w stanie. Nie ma drugiego tak intymnego i bliskiego odbiorcy medium jak radio – ocenia Łukasz Suda, dyrektor programowy Radia Kolor.

– Rok 2016 był dla branży radiowej bardzo dobry, a prognozy mówią, że 2017 rok będzie nawet nieco lepszy. Wszystkie stacje, poza publicznymi, utrzymują się wyłącznie z przychodów reklamowych. Średnio przychody wzrosły o 4–8 procent, w zależności od źródła. W 2017 roku prognozowany jest minimum 3-procentowy wzrost przychodów na wydatki reklamowe w radiu – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Alina Strześniewska, prezes zarządu MFM.

Dom mediowy Zenith ocenia, że wydatki reklamowe w Polsce w 2016 roku wyniosły ok. 6,9 mld zł (wzrost o 2,7 proc. rdr.). W tym roku zyskają kolejne 2,7 proc. i na koniec 2017 roku osiągną blisko 7,1 mld zł. Wydatki reklamowe w radiu mają w tym roku wzrosnąć o 3,1 proc. i pod tym względem radio będzie drugim medium. Tylko w internecie tempo wzrostu będzie szybsze (12 proc.). Prognozowana dynamika dla telewizji to 0,7 proc., a w kinach – 1,3 proc. Spadki zanotuje prasa, gdzie wydatki zmaleją o blisko 17 proc. (w dziennikach) i 14,5 proc. (w magazynach).

– Reklama w radiu jest skuteczna i stosunkowo tania w porównaniu z telewizją czy z prasą – tłumaczy dobrą sytuację rozgłośni radiowych Alina Strześniewska.

– Radio może zaoferować wiele środków i możliwości, jakich tradycyjne albo nowoczesne media nie są w stanie. Zaryzykuję stwierdzenie, że tak intymnego i bliskiego odbiorcy medium jak radio nie ma i nikt chyba jeszcze nie wymyślił – dodaje Łukasz Suda, dyrektor programowy Radia Kolor.

Dane Komitetu Badań Rynkowych wskazują, że radia codzienne słucha 72 proc. Polaków. To niewielki spadek względem 2015 roku (o 1,8 proc.), ale wciąż zdecydowanie więcej niż w innych krajach Europy. Ponad 90 proc. słucha radia co najmniej raz w tygodniu. Tym samym to najbardziej masowe medium w Polsce, które towarzyszy słuchaczom przez cały dzień (wysoki poziom słuchalności kwadransowej).

 Radio towarzyszy nam w każdym momencie. W trakcie podróży samochodem trudno mieć kontakt z rzeczywistością za pomocą portali internetowych czy telewizji. Teoretycznie to się zmienia, ale wciąż radio rządzi. Jesteśmy niezniszczalni, mimo że już wielokrotnie wróżono nam śmierć – przekonuje Suda.

Średnio statystyczny odbiorca słucha radia prawie 5 godzin każdego dnia, a jak pokazują badania, im wyższą pozycję społeczną, wykształcenie i zarobki ma konsument, tym więcej czasu spędza z radiem, a mniej przed telewizorem, np. właściciele firm słuchają radia ponad 5,5 godziny dziennie.

 Radio powinno zostać sobą, szukać nowych form dystrybucji sygnału, co tak naprawdę już robi. Każda szanująca się stacja ma swój sygnał w internecie oraz aplikacje mobilne, które umożliwiają słuchanie na telefonie komórkowym – podkreśla Łukasz Suda.

Radio Kolor niedawno świętowało 24. urodziny. Rozgłośnia gra muzykę pop, soul i R’n’B.

Pensje informatyków nadal rosną. Brakuje nawet 50 tys. pracowników tej branży i zapotrzebowanie będzie rosło

Pensje informatyków nadal rosną. Brakuje nawet 50 tys. pracowników tej branży i zapotrzebowanie będzie rosło 2

Zawody związane z sektorem IT są wymieniane w czołówce najbardziej perspektywicznych i najbardziej poszukiwanych na polskim rynku pracy. Według różnych szacunków w Polsce brakuje od 30 do 50 tys. informatyków i programistów, a luka ta może się powiększać. Warunki na rynku pracy dyktują kandydaci, którzy mogą liczyć na rosnące wynagrodzenia i pewne zatrudnienie. Dlatego dużą popularnością cieszą się szkoły i kursy, dzięki którym potrzebne kwalifikacje można zdobyć w ciągu kilku tygodni.

Wszystko kręci się wokół IT. Zawody programisty, serwisanta, administratora danych czy projektanta interfejsów to są profesje przyszłości. Oprogramowanie zmienia nasz świat i ułatwia nam życie, jest potrzebne w pralkach, komputerach i telefonach. Potrzebne są osoby, które umieją je tworzyć. Tymczasem tych specjalistów z zawodów przyszłości bardzo brakuje – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Oleksy, prezes zarządu szkoły programowania Kodilla.com.

Większość ekspertów jest zgodna, że przyszłością rynku pracy są zawody związane z nowymi technologiami i sektorem IT. Wśród najbardziej poszukiwanych i przyszłościowych wymienia się informatyków, specjalistów od big data i programistów.

Z Raportu Płacowego 2017 agencji doradztwa Hays wynika, że w sektorze IT od wielu miesięcy utrzymuje się rynek kandydata, a w bieżącym roku pojawi się wiele atrakcyjnych ofert w obszarze Java, .NET oraz security (cyberbezpieczeństwo), big data i technologii mobilnych. Jak prognozuje Hays, najlepsi mogą się spodziewać wynagrodzeń większych o 5–10 proc. względem minionego roku.

Mediana wynagrodzeń pracowników w branży IT kształtuje się na poziomie 5–6 tys. zł, a więc jest wyższa niż średnia krajowa. Osoby, które dopiero wchodzą na ten rynek, nie dostaną od razu takiej płacy, ale już po kilku latach mogą liczyć na zarobki rzędu 10 tys. zł. Ten zawód stwarza pewne bezpieczeństwo życiowe – mówi Maciej Oleksy.

Przeciętne wynagrodzenie oferowane na stanowisku JavaScript Developer wynosi 12 tys. zł brutto. Administrator baz danych zarobi przeciętnie od 10 do 16 tys. zł brutto, natomiast PHP Developer może liczyć na wynagrodzenie rzędu 8–12 tys. zł brutto.

Eksperci Hays podają, że najbardziej poszukiwani są programiści wszystkich specjalizacji. Największym zainteresowaniem niezmiennie cieszą się jednak programiści Java, ponieważ jest to język o szerokim zastosowaniu w wielu branżach. Dlatego pracodawcy prześcigają się w walce o wykwalifikowanych kandydatów.

Zgodnie z szacunkami Komisji Europejskiej do 2020 roku zabraknie w Europie około 825 tys. specjalistów od IT. W tym czasie uczelnie skończy ok. 400 tys. informatyków, co nie zaspokoi rynkowego zapotrzebowania. W Polsce natomiast już w tej chwili brakuje ok. 30 tys. specjalistów IT – podaje Fundacja Pro Progressio. Z wyliczeń kancelarii Sedlak & Sedlak wynika, że niedobory kadrowe są jeszcze większe, a na polskim rynku pracy potrzeba nawet 50 tys. informatyków.

Unia Europejska szacuje, że w 2020 roku będzie brakować około miliona specjalistów od IT, połowę z nich stanowią programiści. W Polsce jest co roku około 12 tys. absolwentów uczelni na kierunkach informatycznych. To oznacza, że w stosunku do zapotrzebowania firm i liczby wolnych wakatów, jest ich zbyt mało – mówi Maciej Oleksy.

Prezes szkoły kodowania Kodilla.com zaznacza, że luka kadrowa wynika po części z tego, że wiele osób rezygnuje ze studiów informatycznych z przekonaniem, że mają niewystarczające umiejętności techniczne. W kontrze do tego stereotypu w ostatnich latach na rynku wyrastają szkoły programowania, w których podstawy nowego zawodu może zdobyć każdy. Aby zdobyć podstawowe kompetencje w zawodzie junior front-end developera, wystarczy kilka tygodni nauki.

Zbyt mało osób decyduje się na studia techniczne, często przez stereotypy. Wydaje im się, że nie będą w stanie sprostać wymaganiom albo że konieczne są niesamowite predyspozycje techniczne, aby zdobyć zawód związany z IT. Natomiast powstają różnego typu szkoły i szkółki, które umożliwiają przekwalifikowanie się i rozpoczęcie pracy w zawodzie programisty. Mamy przykłady osób takich, jak ratownik medyczny, fizjoterapeuta, pracownik biurowy albo marketingowiec, którzy podejmują takie wyzwanie – mówi Maciej Oleksy.

Na przebranżowienie i rozpoczęcie kilkumiesięcznej, intensywnej nauki programowania decydują się zazwyczaj osoby w wieku 25–35 lat. Niektórzy z nich mają dzieci albo wciąż studiują. Szkoła programowania jest w tym przypadku czymś w rodzaju „zawodówki IT”, która ma umożliwić im zdobycie nowego, perspektywicznego zawodu.

– Pojawia się pytanie, czy w takim zawodzie nie są potrzebne studia na kierunku informatycznym. Ale przyszedł do nas trend ze Stanów Zjednoczonych i w tej chwili bardziej liczą się umiejętności i fach niż posiadanie papierka. Podobnie mówią kandydatom polskie firmy: „przyjdź z umiejętnościami, a nie z tytułem magistra” – mówi Maciej Oleksy.

Infrastrukturalne przetargi publiczne na zmienionych zasadach. W najbliższych miesiącach pojawią się nowe wzorce umów

Infrastrukturalne przetargi publiczne na zmienionych zasadach. W najbliższych miesiącach pojawią się nowe wzorce umów 3

W najbliższych miesiącach resort budownictwa ma opublikować pierwsze wzory dokumentacji przetargowej dla publicznych inwestycji drogowych. Pracuje nad nimi Rada Ekspertów złożona z przedstawicieli wszystkich zainteresowanych stron. Rada proponuje także, by w przetargach publicznych przywrócić instytucję komisji rozjemczej. Ma to uporządkować rynek zamówień publicznych i zmniejszyć liczbę sporów sądowych pomiędzy zamawiającymi a wykonawcami inwestycji.

– Wszystkie prace w Radzie Ekspertów koncentrują się teraz na zamówieniach publicznych. Pracujemy nad wzorcami umów w formule „zaprojektuj i wybuduj”, ponieważ głównie takie przetargi są teraz realizowane. Dotychczas udało nam się ustalić matrycę ryzyk przy tego typu kontraktach, a to jest już ważny punkt wyjścia do tworzenia umowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Barbara Dzieciuchowicz, prezes zarządu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa i członek Rady Ekspertów utworzonej przy Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa.

Powołana w połowie ubiegłego roku Rada Ekspertów ma zoptymalizować proces realizacji publicznych inwestycji drogowych i uporządkować rynek zamówień publicznych. W jej skład weszli przedstawiciele zarządców dróg, wykonawców, zamawiających i organizacji branżowych. Zgodnie z zapowiedzią ministra Jerzego Szmita działania Rady mają się przyczynić do tego, aby koszty budowy dróg były niższe, przy zachowaniu standardów i jakości, a budownictwo drogowe rozwijało się stabilnie.

Jednym z głównych zadań przyresortowej Rady Ekspertów jest wypracowanie wzorców dokumentacji przetargowej dla publicznych inwestycji drogowych. Według zapowiedzi pierwsze wzory umów, które będą rekomendowane przez resort w publicznych postępowaniach przetargowych, zostaną opublikowane w ciągu najbliższych miesięcy.

– Finalizujemy projekty umów, które będą zalecane przez ministra dla tej branży. Myślę, że dwa pierwsze dokumenty, czyli umowa „zaprojektuj i wybuduj” oraz umowa na projektowanie, zostaną opublikowane na przełomie I i II kwartału – zapowiada Barbara Dzieciuchowicz.

„Zaprojektuj i wybuduj” to rodzaj procedury przetargowej, w której obowiązek sporządzenia dokumentacji projektowej spoczywa na wykonawcy inwestycji. Na nim skupia się również ryzyko związane z wadliwą, niekompletną albo błędną dokumentacją i ewentualne roszczenia z tego tytułu. W tej formule większość postępowań przetargowych ogłasza GDDKiA, największy podmiot zamawiający w zakresie publicznych inwestycji drogowych. Rada Ekspertów pracuje również nad warunkami kontraktów i wzorcami umów w formule „buduj” oraz „optymalizuj i buduj”.

Prezes OIGD zauważa, że jednolite wzorce umów powinny uporządkować sytuację w zamówieniach publicznych i będą dużym ułatwieniem zwłaszcza dla mniejszych podmiotów, które realizują publiczne przetargi.

– Największym i najsilniejszym merytorycznie zamawiającym jest GDDKiA. Inne podmioty, szczególnie te najmniejsze, często korzystały z umów i warunków przetargowych publikowanych na stronie Dyrekcji. Często odbywało się to na zasadzie „kopiuj–wklej” i nie zawsze pasowało do innych zamówień publicznych. Teraz, kiedy wypracujemy wzorce umów dostosowane również do mniejszych inwestycji, powinno to uporządkować sytuację na rynku – mówi Barbara Dzieciuchowicz.

Jednym z kamieni milowych w pracach Rady Ekspertów był przyjęty niedawno katalog pozacenowych kryteriów ofert. W dotychczas rozstrzyganych przetargach poza ceną stosowane były kryteria gwarancji i terminu realizacji, ale w praktyce wielu wykonawców dawało skrajne warunki. Dlatego wybór wykonawcy był dokonywany na podstawie kryterium najniższej ceny.

– To bardzo ważny katalog, ponieważ nawet Urząd Zamówień Publicznych nie dał zamawiającym wskazówek, z jakich kryteriów pozacenowych mogą korzystać. Kryteria pozacenowe stanowią obecnie minimum 40 proc. oceny ofert. Istotne, żeby były one przemyślane i faktycznie spełniały swoją rolę, a nie były martwymi kryteriami albo przysparzały kłopotów zarówno zamawiającym, jak i wykonawcom – mówi Barbara Dzieciuchowicz.

Zdaniem prezes OIGD te rozwiązania mogą sprawić, że zmniejszy się liczba sporów pomiędzy zamawiającymi a wykonawcami. Natomiast te, które się pojawią, mają być rozstrzygane już na etapie kontraktów lub przez komisje rozjemczą. Rada Ekspertów będzie postulować wprowadzenie takiej instytucji w postępowaniach przetargowych.

– Proponujemy powrót komisji rozjemczej i pracujemy nad formułą tego rozwiązania. Będzie specjalny dokument określający, w jaki sposób ma funkcjonować komisja rozjemcza. Mam nadzieję, że pewne spory uda się rozstrzygać już na etapie kontraktów i będzie mniej sytuacji konfliktowych, a wykonawcy rzadziej będą musieli dochodzić swoich praw w sądach – mówi Barbara Dzieciuchowicz.

Rada Ekspertów według zamierzeń resortu budownictwa ma z czasem docelowo przekształcić się w Narodowe Forum Kontraktowe, które będzie pełnić rolę pośrednika między zamawiającymi a branżą budowlaną oraz nadzorować rynek zamówień publicznych i pilnować przestrzegania dobrych praktyk. W skład Rady wchodzi obecnie blisko 30 specjalistów z branży budownictwa drogowego.

– To pionierski zespół, bo dotychczas eksperci od budownictwa drogowego nie rozmawiali w takim gronie. Są w nim przedstawiciel wszystkich zamawiających, jeśli chodzi o drogi publiczne, wojewódzkie, powiatowe, gminne, miasta i metropolie. Poza tym przedstawiciele rynku, wykonawcy, projektanci, nadzór i oczywiście GDDKiA  jako wiodący organ zamawiający. Dotychczas nie było takiej płaszczyzny do rozmów i nie było wspólnego dialogu, a każdy okopywał się na własnej pozycji. Brak dialogu wiązał się z wieloma problemami – mówi Barbara Dzieciuchowicz.

1,4 mld zł trafi do przedsiębiorców na innowacje. W marcu pierwszy nabór w ramach „szybkiej ścieżki”

1,4 mld zł trafi do przedsiębiorców na innowacje. W marcu pierwszy nabór w ramach „szybkiej ścieżki” 4

Ruszają nowe konkursy programu „szybka ścieżka” organizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Do małych i średnich firm trafi 1 mld zł, a na wsparcie innowacji w dużych przedsiębiorstwach – 400 mln zł. W programie formalności ograniczono do niezbędnego minimum i skrócono czas na wydanie decyzji. To sprawia, że konkursy cieszą się dużą popularnością wśród przedsiębiorców.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w lutym ogłosiło dwa konkursy w kolejnej już edycji programu „szybka ścieżka”.

W tym roku dla małych i średnich przedsiębiorców mamy 1 mld zł dofinansowania podczas wiosennej edycji i 400 mln dla dużych przedsiębiorców. Nabór rozpoczynamy 1 marca, a kończymy 30 czerwca. Co ważne, nabory są prowadzone w terminach miesięcznych, co oznacza, że po miesiącu naboru zaczynamy ocenę, a wnioskodawcy mogą już czekać na wyniki związane ze swoimi projektami – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Daniel Maksym, szef sekcji programów dla przedsiębiorców w NCBiR.

Oprócz naboru wniosków prowadzonego etapami dla przedsiębiorców korzystny jest również krótki czas wydania decyzji o dofinansowaniu (60 dni) i formalności ograniczone do minimum. W tegorocznej edycji zmniejszono liczbę kryteriów, które będą podlegać ocenie. Najważniejsze pozostaną jednak kryteria jakościowe, m.in. jakość zespołu zarządzającego, adekwatność prac badawczo-rozwojowych czy budżet.

Od tego roku po ocenie formalnej odbędzie się tzw. wizyta domowa. Wnioskodawcy powinni się spodziewać, że zespół oceniający z NCBiR zjawi się w ich siedzibie lub miejscu realizacji projektu, żeby zweryfikować, czy są zręby zasobów do realizacji projektu. Myślę, że będzie to z korzyścią dla wnioskodawców, którzy poważnie myślą o aplikowaniu. Następnie odbywa się ocena panelowa, podczas której będzie można się wypowiedzieć przed ekspertami i odpowiedzieć na pytania związane z projektem – wskazuje Maksym.

Na wsparcie mogą liczyć zarówno mali, średni, jak i najwięksi przedsiębiorcy, przede wszystkim ci, którzy stawiają na rozwój strategii biznesowej w oparciu o prace badawczo-rozwojowe i postęp technologiczny. Jak podkreśla ekspert, NCBiR finansuje proces tworzenia nowych technologii, które zostaną wdrożone w przedsiębiorstwie.

Jeśli przedsiębiorca chce wybudować tylko linię technologiczną z istniejących elementów, nie przyznamy na to dofinansowania. Jeżeli jednak chce tę linię wytworzyć z zupełnie nowych elementów, zbadać pewne zależności i dokonać eksperymentów, czyli pokonać niepewność technologiczną, to jest to jak najbardziej konkurs dla niego. Efektem projektu musi być wdrożenie, czyli technologia, którą rozpocznie świadczenie usług, udzieli licencji albo sprzeda innemu przedsiębiorcy w celu wdrożenia do działalności gospodarczej – wyjaśnia szef sekcji programów dla przedsiębiorców w NCBiR.

Jak podkreśla Maksym, zapotrzebowanie na tego typu programy jest ogromne, o czym świadczy zainteresowanie firm. W 2016 roku w „szybkiej ścieżce” dla małych i średnich przedsiębiorstw zostało złożonych ok. tysiąca wniosków na łączną kwotę dofinansowania 5,5 mld zł, zaś dla dużych przedsiębiorstw 74 wnioski na kwotę 900 mln zł. Z beneficjentami podpisano w ubiegłym roku umowy na nieco ponad 0,9 mld zł. Dzięki tym pieniądzom przedsiębiorcy pracują m.in. nad prototypem tomografu do zastosowań biomedycznych i wspomagania badań nad terapiami nowotworowymi, wieloczujnikowym systemem parkingowym czy nad nowoczesnym materiałem do wykorzystywania w wyświetlaczach i cienkowarstwowych ogniwach fotowoltaicznych.

Przedsiębiorca nie musi się zastanawiać, czy mieści się w jakiejś agendzie badawczej, czy działa w tej dziedzinie nauki lub gospodarki, która jest akurat modna. Aby startować do konkursu, wystarczy być w jednej z krajowych inteligentnych specjalizacjach – zaznacza ekspert.

Przyjazne jest również samo dofinansowanie. Decyzja wydawana jest szybko, a Centrum podchodzi elastycznie do umów, akceptuje zmiany, wprowadza aneksy do umowy. Dlatego NCBiR liczy, że zainteresowanie konkursami w tym roku będzie na podobnym poziomie, co w 2016 roku.

– W marcu rusza sesja wiosenna, ale nie zapominajmy, że w sierpniu ogłaszamy kolejny konkurs, od września będzie kolejny nabór, który będzie trwał do końca roku. Za każdym razem zbieramy doświadczenia i udoskonalamy system, więc przedsiębiorca może być pewny, że jeżeli nie zdąży teraz złożyć wniosku, to może zrobić to w sesji jesiennej – zachęca przedstawiciel NCBiR.

Istotna dla przedsiębiorców jest również możliwość współdzielenia ryzyka. Jeżeli prowadzone prace nie rokują powodzenia, wnioskodawca wspólnie z Centrum podejmują decyzję o dalszych losach projektu i ewentualnie jego zakończeniu.

Jeżeli wszystko było prowadzone zgodnie z zasadami sztuki, to rozstajemy się. Firma nie zwraca dofinansowania, które zostało przez nas wypłacone, a my zamykamy umowę, a pozostałe środki możemy przeznaczyć dla innych wnioskodawców. W ten sposób dzielimy się z wnioskodawcą ryzykiem, a to właśnie ryzyko jest immanentną cechą prac badawczo-rozwojowych – ocenia Daniel Maksym.

Bank Światowy: W 2017 roku globalny wzrost gospodarczy wyniesie 2,7 proc. Zagrożeniem niestabilność w Europie i USA

Bank Światowy: W 2017 roku globalny wzrost gospodarczy wyniesie 2,7 proc. Zagrożeniem niestabilność w Europie i USA 5

Globalna niepewność polityczna może się przełożyć na inwestycje na rynkach wschodzących i w krajach rozwijających się – ocenia Franziska Ohnsorge, ekonomista Banku Światowego odpowiedzialna za flagowy raport tej instytucji na temat perspektyw światowej gospodarki. Indeks niepewności jest wedle Banku Światowego najwyższy od 20 lat. W 2016 roku wzrost gospodarczy wyniósł 2,3 proc., a w tym może przyspieszyć do 2,7 proc. Niepewność sprawia jednak, że prognoza ta jest obarczona dużym ryzykiem.

– W 2016 roku globalny wzrost był najniższy od czasów kryzysu i wyniósł 2,3 proc. To spowolnienie w przeważającej mierze wynikało z głębokiej recesji w krajach, które są dużymi eksporterami surowców – na rynkach wschodzących i w gospodarkach rozwijających się. Spodziewamy się, że to się skończy i w 2017 roku prognozujemy ożywienie. Ale jest ono jednak obarczone wyjątkowo dużym marginesem błędu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Franziska Ohnsorge, ekonomista Banku Światowego.

Wzrost gospodarczy na poziomie 2,3 proc. w 2016 roku był najsłabszym wynikiem od kryzysu z 2008 roku. Blisko 60 proc. krajów określanych jako rynki wschodzące zanotowało wzrost niższy od wieloletniej średniej. Kraje rozwijające się eksportujące surowce wzrosły zaledwie o 0,3 proc.

Ekonomiści Banku Światowego w zimowej edycji prognoz wskazują, że słaby wzrost gospodarczy w 2016 roku był wynikiem nie tylko mniejszej aktywności gospodarczej czy spadku bezpośrednich inwestycji zagranicznych, lecz także niepewności politycznej.

W tym roku, wedle prognoz Banku Światowego, globalna gospodarka może wzrosnąć o 2,7 proc. W krajach rozwiniętych tempo wzrostu może być na poziomie 1,8 proc., a w krajach rozwijających się – nawet 4,2 proc. Będzie to jednak możliwe tylko przy stabilnych cenach surowców, które powinny umocnić gospodarki Rosji, Brazylii czy Argentyny, oraz większej stabilności politycznej.

 Głównym powodem do obaw, który sygnalizujemy jako najważniejsze zagrożenie, jest wysoki poziom niepewności politycznej. Jest wyraźne powiązanie pomiędzy niepewnością polityczną a skłonnością do inwestowania. Z naszych badań wynika, że globalna niepewność może się przełożyć na rynki lokalne i inwestycje na rynkach wschodzących i w krajach rozwijających się – ocenia Ohnsorge.

Indeks niepewności jest – według BŚ – najwyższy od 1997 roku. Wpływ na to mają następujące zmiany polityczne, m.in. w USA.

 W oczywisty sposób dojdzie do zmiany kierunku politycznego w Stanach Zjednoczonych, a także w Europie. Już w ciągu ostatnich pięciu lat doszło do wzrostu niepewności politycznej na wielu rynkach wschodzących – wymienia ekonomistka.

W 2016 roku odbyły się wybory w krajach odpowiadających za 40 proc. światowego PKB. W tym roku wybory odbędą się w krajach generujących 30 proc. gospodarki, m.in. w Chinach, Niemczech i Francji.

– Niepewność polityczna wokół kryzysu w Europie, kryzysu w strefie euro, mogła obniżyć wzrost inwestycji w europejskich krajach rozwijających się o 1,3–1,6 punktu procentowego. Jest więc wyraźne powiązanie pomiędzy niepewnością a inwestycjami – przekonuje Franziska Ohnsorge.

Raport Banku Światowego wskazuje, że w krajach rozwijających się – odpowiadających za 1/3 globalnego PKB – wzrost inwestycji obniżył się z 10 proc. w 2010 roku do 3,4 proc. w 2015 roku.

KNF: nie wszystkie dodatkowe usługi biegłych rewidentów wpływają na sprawozdania finansowe spółek

KNF: nie wszystkie dodatkowe usługi biegłych rewidentów wpływają na sprawozdania finansowe spółek 6

Usługi dodatkowe przeprowadzane przez firmy audytorskie nie są zagrożeniem dla jakości sprawozdań spółek publicznych, a pomysł wprowadzenia audytu przeprowadzanego przez dwie firmy nie przełoży się na poprawę funkcjonowania rynku kapitałowego – podkreślają przedstawiciele Komisji Nadzoru Finansowego. Ich zdaniem łączony audyt powinien się znaleźć w nowej ustawie o biegłych rewidentach nie jako obowiązek, ale możliwość dla firm.

Krajowa Rada Biegłych Rewidentów postuluje wprowadzenie wspólnego badania prowadzonego przez dwie niezależne firmy audytorskie. W opinii ekspertów pozwoliłoby to zwiększyć niezależność firm audytorskich w procesie badania i odporność na naciski zarządów czy rad nadzorczych, a także doprowadziłoby do dekoncentracji rynku audytorskiego.

 Łączony audyt można rozważać, ale nie jako przymusowy, ale jako stanowiący zachętę w sytuacji, gdybyśmy mieli rozważyć przedłużenie pięcioletniego okresu rotacji. Zmuszenie jednostek do łącznego audytu wydaje nam się nadmiernym obciążeniem. Nie wydaje się, aby miało to bezpośredni wpływ na jakość badania. Dlatego będziemy postulować rozważenie łączonego badania nie w kategorii przymusu, ale pewnej zachęty, w konstrukcji, w której te mniejsze jednostki mogłyby być rzeczywiście włączone – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ilona Pieczyńska-Czerny, dyrektor Departamentu Ofert Publicznych i Informacji Finansowej w Komisji Nadzoru Finansowego.

Proponowane przepisy zawierają też szeroką listę usług zakazanych, których biegły rewident nie może świadczyć na rzecz firmy, którą bada. Na czarnej liście znalazły się m.in. usługi podatkowe dotyczące przygotowywania formularzy podatkowych, rozliczania podatku od wynagrodzeń czy świadczenia doradztwa podatkowego w zarządzaniu i procesie decyzyjnym.

 Z naszej perspektywy najistotniejsze spośród tych dodatkowych usług są wyceny dokonywane przez biegłego, który później będzie się wypowiadać co do tej wyceny, badając sprawozdanie finansowe jednostki. Może to prowadzić do konfliktu interesu, z którego niekorzystnie wyjdzie dana jednostka – ocenia Pieczyńska-Czerny.

Warunkowo dopuszczone są te usługi podatkowe i wyceny, które nie mają lub mają w nieznacznym stopniu wpływ na badanie sprawozdania finansowego. Część wycen dotyczy jednak istotnych aktywów, dlatego w opinii KNF wycena powinna być weryfikowana przez niezależną osobę. Zajmowanie przez biegłego stanowiska w tych dwóch kwestiach może wpływać na niezależność

– Wycena istotnych aktywów i wycena w zakresie podatku odroczonego to najważniejsze usługi, które w naszej ocenie powinny być rozdzielone, bo mają istotny wpływ na treść wydanej opinii i samo sprawozdanie – podkreśla Ilona Pieczyńska-Czerny.

Kontrowersje dotyczą także skrócenia czasu z 10 do 5 lat, w którym firma audytorska może badać jeden podmiot – jednostkę zainteresowania publicznego. Taka propozycja pojawiła się już na ostatnim etapie blisko dwuletnich prac nad nową ustawą o biegłych rewidentach, wdrażającą założenia unijnej reformy rynku audytorskiego.

 W naszej ocenie jest to jeden z aspektów, który może poprawić funkcjonowanie rynku, pozytywnie wpłynąć na jakość opinii oraz jakość sprawozdania finansowego. Nie wydaje się natomiast, aby był to istotny problem dla banków i zakładów ubezpieczeń, bo te jednostki były już przyzwyczajone do 5-letniego okresu. Istotnego znaczenia nie powinno to mieć nawet przy działaniu w grupie kapitałowej, gdzie rotacja 5-letnia jest akceptowana – podkreśla Ilona Pieczyńska-Czerny.

Pięcioletni okres rotacji jest najkrótszym w UE. Z zestawienia Accountancy Europe wynika, że 21 państw członkowskich, które już wdrożyły unijne przepisy, zdecydowało się na obowiązkową zmianę audytora co 10 lat. Część ekspertów alarmowała, że skrócenie czasu rotacji może powodować problem dla międzynarodowych grup kapitałowych. Zdaniem Pieczyńskiej-Czerny te obawy są jednak przesadzone.

 Właścicielami naszych banków są jednostki zagraniczne. Spółki matki mogą mieć w związku z tym inny okres rotacji, natomiast nie wpływa na to fakt, że nasza jednostka jest poddana nieco innemu reżimowi. Banki to już akceptowały, dobrze sobie z tym radziły również grupy kapitałowe – przekonuje przedstawicielka KNF.

Bank Anglii zwleka z podwyżką stóp procentowych pomimo szybko rosnącej inflacji

W dniu dzisiejszym Bank Anglii zgodnie z rynkowym konsensusem pozostawił stopy procentowe na poziomie 0,25 proc. Za taką decyzją głosowało wszystkich 9 członków Komitetu Polityki Monetarnej. Również program skupu aktywów pozostał na niezmienionym poziomie. Bank Anglii podwyższył natomiast swoje prognozy ekonomiczne po raz drugi od głosowania na temat Brexitu. Członkowie Komitetu Polityki Monetarnej przewidują 2 proc. wzrost PKB w tym roku, podczas gdy jeszcze w listopadzie przewidywali, iż brytyjska gospodarka urośnie o 1,4 proc. Prognozują oni również osiągnięcie celu inflacyjnego Banku Anglii na poziomie 2 proc. już w obecnym kwartale 2017 roku oraz osiągnięcie poziomu 2,7 proc. w tym roku, a także dojście aż do poziomu 2,8 proc. w 2018 roku. Tak szybki wzrost presji inflacyjnej wynika m.in. z ponad 15 proc. osłabienia funta względem głównych walut od czasu głosowania społeczeństwa za Brexitem. Członkowie Komitetu obawiają się dalszych silnych wahań na kursie funta podczas negocjacji w sprawie Brexitu, które mają rozpocząć się już w marcu.

Pomimo mocnej rewizji oczekiwań inflacyjnych w górę, funt w dniu dzisiejszym traci na wartości. Dzieje się tak, ponieważ Bank Anglii nie widzi obecnie potrzeby podwyżki stóp procentowych. Członkowie Komitetu uważają, iż stopa bezrobocia może spaść jeszcze mocniej – z obecnego poziomu 4,8 proc. do 4,5 proc. w tym roku – bez wywoływania dodatkowej presji inflacyjnej. Również chcą poczekać na początek negocjacji w sprawie Brexitu i ich wpływu na wycenę funta przed podejmowaniem dalszych decyzji. Podczas konferencji prasowej po decyzji Banku Anglii, gubernator Mark Carney zapowiedział, iż jeśli wzrost gospodarczy oraz pensje będą rosnąć szybciej od oczekiwań to możliwe jest szybsze dostosowanie stóp procentowych do  zmieniających się warunków ekonomicznych. Ostrzegł on również, że niepewność związana z w pływem opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanią na rynki finansowe jest wciąż przed nimi, a Bank Anglii musi być przygotowany na szybką reakcję.

Funt po ogłoszeniu decyzji Banku Anglii początkowo umacniał się przez podwyższenie prognoz dotyczących tempa wzrostu inflacji. Jednak podczas konferencji Marka Carneya osunął się do głównych walut. Para GBPUSD traci obecnie 0,8 proc. i handluje w okolicy poziomu 1,2560 a para GBPJPY traci aż 1,7 proc. i handluje w pobliżu poziomu 141 jenów. Para EURGB rośnie 1,3 proc. i handluje w pobliżu poziomu 0,8610. Również polski złoty umacnia się około 1,2 proc. do funta a para GBPPLN zmaga się obecnie z psychologicznym poziomem 5,00 zł.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Niespokojny rok 2016 sprawił, że czujemy się coraz mniej bezpiecznie

Niespokojny rok 2016, który przyniósł m.in. zamachy terrorystyczne na świecie, Brexit i zaskakujące wybory prezydenckie w USA, znacząco wpłynął na poczucie bezpieczeństwa milenialsów. O ile przedstawiciele pokolenia Y w krajach rozwijających się myślą o przyszłości z optymizmem, o tyle w krajach rozwiniętych jedynie 34 proc. reprezentantów tej generacji uważa, że będzie szczęśliwsza niż ich rodzice. Jak wynika z szóstej edycji międzynarodowego badania firmy doradczej Deloitte „Millennial Survey. Apprehensive millennials: seeking stability and opportunities in an uncertain world” milenialsi są coraz mniej skłonni do zmiany pracy i coraz bardziej cenią zatrudnienie na etacie. Jednocześnie za pośrednictwem swoich pracodawców chcą wpływać na rozwiązywanie najpoważniejszych problemów społecznych.

71 proc. milenialsów z rynków wschodzących oczekuje, że ich sytuacja finansowa będzie lepsza niż sytuacja ich rodziców. Z kolei 62 proc. spodziewa się poprawy na polu osobistym w porównaniu do poprzedniego pokolenia.. Takie nastawienie znacząco różni się od postaw osób z rynków rozwiniętych., na których tylko 36 proc. oczekuje lepszych warunków materialnych, a 31 proc. osobistych. Ów pesymizm był szczególnie widoczny w Japonii, Korei Południowej oraz krajach Europy (w tym we Francji i w Niemczech).

USA to jedyny dojrzały rynek, na którym większość milenialsów oczekuje, że ich sytuacja materialna będzie lepsza niż sytuacja rodziców. Tylko w jedenastu z trzydziestu krajów objętych badaniem większość respondentów uważa, że będą szczęśliwsi od swoich rodziców. „Wydarzenia geopolityczne, których świadkami byliśmy w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy znacząco wpłynęły na optymizm pokolenia Y. Jeszcze cztery lata temu milenialsi najbardziej bali się zmiany klimatu i wyczerpania zasobów naturalnych. Teraz wśród zjawisk, którymi przejmują się najbardziej wymieniają przestępczość, korupcję, wojnę i napięcia polityczne” – mówi Michał Olbrychowski, Dyrektor, Leader Communications Consulting CE w Deloitte.

Prawdopodobnie właśnie ów niepokój powoduje, że coraz mniej młodych ludzi myśli o zmianie pracy. Ilość osób, które rozważają taki ruch w perspektywie najbliższych dwóch lat zmniejszyła się o 6 punktów procentowych i wynosi 38 proc. Dodatkowo rok temu 27 proc. osób deklarowało, że chce pozostać w obecnym miejscu pracy przynajmniej jeszcze przez pięć lat, a obecnie ten odsetek wzrósł do 31 proc.

Wyraźnym sygnałem wskazującym na potrzebę bezpieczeństwa jest też to, że choć milenialsi zdają sobie sprawę z korzyści związanych z pracą w wolnych zawodach –  poznawania różnych branż, nabywania nowych umiejętności i wyjazdów za granicę – niemal dwie trzecie badanych deklaruje zainteresowanie pracą na etacie. Warto zauważyć, że bezrobocie stanowiło trzecie najczęściej wskazywane zagrożenie na liście osiemnastu umieszczonych w ankiecie.

Milenialsi stawiają na odpowiedzialny biznes

Przedstawiciele pokolenia Y mają poczucie odpowiedzialności za różnorodne zjawiska społeczne występujące zarówno w miejscu pracy, jak i w szerszym otoczeniu. Jeżeli chodzi o wywieranie wpływu na otoczenie, to w ich odczuciu największe możliwości daje im miejsce pracy. Zaangażowanie w działania „w słusznej sprawie” na poziomie lokalnym, często inicjowane przez pracodawców, zwiększa poczucie skuteczności przedstawicieli pokolenia Y. W ich opinii zmiany na małą skalę wywołują efekt domina, dzięki czemu pojedyncza osoba może oddziaływać na całe społeczeństwo. Ponad połowa milenialsów twierdzi, że w miejscu pracy mają możliwość podejmowania działań charytatywnych lub innych wartościowych inicjatyw społecznych. „Takie osoby są mniej pesymistycznie nastawione do ogólnej sytuacji społecznej, politycznej i ekonomicznej oraz mają lepsze zdanie na temat biznesu. Poza tym ich lojalność wobec pracodawców, której deficyt charakteryzował tę generację, rośnie” – wyjaśnia Michał Olbrychowski. Milenialsi chcą dłużej pracować dla firm, które umożliwiają im angażowanie się w inicjatywy społeczne, takie jak wspieranie edukacji, zwalczanie bezrobocia czy ochrona zdrowia.

Nadal poprawia się nastawienie milenialsów do biznesu.  Już trzeci rok z rzędu deklarują oni, że firmy przestrzegają zasady etyki, a kierownictwo firm w których pracują działa na rzecz społeczeństwa. Zdaniem pokolenia Y coraz mniej firm nastawia się wyłącznie na zysk i ustala plan działania bez oglądania się na dobro społeczne.

Choć sześciu na dziesięciu respondentów twierdzi, że firmy międzynarodowe podejmują działania, aby złagodzić najbardziej palące problemy, jednocześnie są zdania, że przedsiębiorstwa mogłyby zrobić znacznie więcej. „Rosnąca lojalność Y-ków wobec pracodawcy idzie w parze z rosnącymi oczekiwaniami młodych ludzi wobec firm. Milenialsi chcą aby firmy w coraz większym stopniu pozytywnie wpływały na otoczenie. Działania firm w obszarze odpowiedzialnego biznesu to dla generacji Y argument za wyborem  pracodawcy oraz powód do pozostania w organizacji na dłużej” – mówi Irena Pichola, Partner, Lider Sustainability Consulting CE w Deloitte.

Elastyczność oznacza poprawę wyników

Aż 84 proc. badanych przyznało, że ich pracodawcy dopuszczają jakiś element elastyczności zatrudnienia, zaś 39 proc. stwierdziło, że ich firmy zapewniają bardzo elastyczne warunki pracy. Zdaniem milenialsów takie rozwiązania sprzyjają wzrostowi wydajności i zaangażowania pracowników, jednocześnie poprawiając ich samopoczucie, zdrowie i zadowolenie z życia.

Osoby zatrudnione w bardziej elastycznych firmach wykazują większą lojalność wobec pracodawców i dwa i pół razy częściej niż pracownicy firm o sztywnych systemach zatrudnienia przyznają, że elastyczne warunki pracy pozytywnie wpłyną na wyniki finansowe. Trzy czwarte osób korzystających z takich rozwiązań jest zdania, że pracownicy mają szacunek do tego typu modeli zatrudnienia, a 78 proc. ma poczucie, że bezpośredni przełożeni okazują im w ten sposób zaufanie.

Dodatkowe wybrane wnioski z badania:

  • Poszukiwanie celu i pasji a nie radykalizmu. Respondenci z pokolenia Y nie lubią kontrowersyjnych i radykalnych przywódców, zwolenników rewolucji jako przeciwieństwa zmian wprowadzanych krok po kroku. Lubią, gdy szefowie i politycy mówią prostym, bezpośrednim językiem.
  • Sceptyczna ocena współpracy biznesu i władz. Jeżeli chodzi o rozwiązywanie problemów społecznych, milenialsi dzielą się po równo na tych, którzy wierzą w możliwość efektywnej współpracy ludzi biznesu i polityków (49 proc.) i tych, którzy w nią nie wierzą (48 proc.). Co więcej, zaledwie 27 proc. badanych uważa, że obywatele lub społeczeństwo to ostateczni beneficjenci współpracy biznesu i władz.
  • Uznanie dla kreatywności i kwalifikacji generacji Z. Milenialsi mają dobre zdanie
    o pokoleniu Z (obecnych osiemnastolatkach i młodszych nastolatkach). Uważają, że grupa ta doskonale radzi sobie z systemami informatycznymi i umie twórczo myśleć. Sześciu na dziesięciu badanych twierdzi, że wchodzące właśnie w dorosłe życie pokolenie Z pozytywnie wpłynie na otoczenie. Przekonanie to jest silniejsze na rynkach wschodzących (70 proc. badanych) niż na rynkach rozwiniętych (52 proc. badanych).

Informacje o badaniu:

Wnioski w raporcie powstały na podstawie badania przeprowadzonego wśród grupy blisko 8.000 milenialsów z 30 krajów (Australia, Argentyna, Belgia, Brazylia, Chile, Chiny, Filipiny, Francja, Hiszpania, Holandia, Indie, Indonezja, Irlandia, Japonia, Kanada, Kolumbia, Korea Płd., Meksyk, Malezja, Niemcy, Tajlandia, Singapur, Szwajcaria, Peru, Rosja, RPA, Turcja, Włochy, Wielka Brytania, USA). Ankieta Deloitte została przeprowadzona we wrześniu 2016 roku. Pytania screeningowe zadawane w fazie wyboru respondentów były tak dobrane, aby uczestnicy badania należeli do pokolenia Y (czyli osób urodzonych po roku 1982), mieli wykształcenie wyższe, oraz aby pracowali przede wszystkim w dużych firmach sektora prywatnego (zatrudniających ponad 100 osób).

Kurs dolara poniżej 4 zł, euro po 4,30 zł

Pozytywne wieści z polskiej gospodarki i dobre nastroje na rynkach globalnych wspierają notowania złotego, który w relacji do euro, dolara i szwajcarskiego franka jest najsilniejszy od prawie 3 miesięcy.

W czwartek rano za euro trzeba było zapłacić 4,30 zł, szwajcarski frank kosztował  4,0240 zł, a dolar 3,9870 zł. We wszystkich trzech przypadkach były to najniższe kursy od listopada. Jest prawdopodobne, że to jeszcze nie koniec tej tendencji i za wymienione waluty przyjdzie nam zapłacić jeszcze mniej.

Obecnie niemal wszystko sprzyja złotemu. Nastroje na rynkach globalnych, pomimo nawracających co pewien czas obaw o skutki polityki prezydenta Trumpa, pozostają pozytywne, co zwiększa apetyt na ryzyko i przekłada się na większy popyt na waluty rynków wschodzących.

Wczoraj tych nastrojów nie popsuł Fed, który zgodnie z szerokim konsensusem, zdecydował o pozostawieniu stóp procentowych bez zmian, utrzymując stopę funduszy federalnych w przedziale od 0,50% do 0,75%. Jednocześnie wymowa komunikatu towarzyszącego tej decyzji była neutralna. Podkreślono w nim, że nastroje konsumentów i przedsiębiorców w USA poprawiły się, sytuacja na rynku pracy ulega dalszej poprawie, a inflacja powoli zmierza w kierunku długoterminowego celu. Nie znalazło tam się jednak nic, co mogłoby sugerować podwyżkę stóp procentowych na marcowym posiedzeniu. Stąd też inwestorzy uznali, że Fed przyjmie postawę wyczekującą i będzie przyglądał się nie tylko wskaźnikom makroekonomicznym, ale przede wszystkim przyszłym decyzjom administracji prezydenta Donalda Trumpa.

Złotego mocno wspierają też dobre informacje płynące z rodzimej gospodarki. Doskonale pokazuje to chociażby opublikowany wczoraj indeks PMI dla polskiego przemysłu. W styczniu wzrósł on do 54,8 pkt. z poziomu 54,3 pkt. miesiąc wcześniej, przekraczając rynkowe prognozy (54 pkt.). To najwyższy odczyt od 22 miesięcy. Dane te wpisują się w oczekiwania przyspieszenia gospodarczego w tym roku. Aczkolwiek trzeba mieć na uwadze, że ten scenariusz jest już w dużej mierze uwzględniony w cenach. Dlatego obecnie kluczowym pytaniem jest, czy ta poprawa ma trwały charakter i czy przełoży się na trwały wzrost inflacji, a w konsekwencji na przyszłe decyzje Rady Polityki Pieniężnej.

Dziś nie ma wielu istotnych publikacji makroekonomicznych, które mogłyby odcisnąć trwałe piętno na notowaniach złotego. Dlatego do końca dnia powinien pozostawać on mocny. Pewnym wyjątkiem jest tylko para GBP/PLN. Rano za funta trzeba było zapłacić 5,05 zł wobec 5,0610 zł w środę na koniec dnia. Po tym jak wczoraj brytyjski parlament zezwolił rządowi na podjęcie działań ws. BREXIT-u, dziś głównym tematem będzie posiedzenie Banku Anglii (BoE). Jego wyniki inwestorzy poznają o godzinie 13:00. Wówczas też zostanie opublikowana nie tylko decyzja ws. stóp procentowych (prognoza: bez zmian, główna stopa 0,25%), ale też protokół z tego posiedzenia, a także kwartalny raport BoE nt. inflacji. Pół godziny później natomiast rozpocznie się konferencja prasowa Marka Carneya, prezesa banku centralnego. Wszystkie te publikacje oraz słowa Carneya mogą rzucić nieco więcej światła na kształtowanie się polityki monetarnej na Wyspach w przyszłości i tym samym stać się impulsem dla notowań funta.

Marcin Kiepas, niezależny analityk 

Co z kursem funta? Czy dolar będzie kontynuować spadki?

Dolar jest niżej w czwartek, nie będąc w stanie na dłużej utrzymać zysków z tytułu solidnych danych z USA. Blady komunikat FOCM tutaj nie pomógł. Rynek zdaje się dalej pozostawać w obawie, że polityka kursowa Białego Domu podkopie wszelkie próby fundamentalnego odbicia. Dziś uwaga przenosi się na Wielką Brytanię, gdzie mamy Super Czwartek Banku Anglii.

Wczoraj USD miał się dobrze po odczytach raportu ADP i indeksu PMI dla przemysłu, które wypadły dużo lepiej od prognoz i wskazują na silny start gospodarki w 2017 r. Projekcja wzrostu w I kw. przygotowywana przez Fed Atlancie skoczyła z 2,3 proc. do 3,4 proc. Jednak cały optymizm prysł po publikacji komunikatu FOMC, który szczerze powiedziawszy nie oferował żadnych gołębich wzmianek. Komitet podtrzymuje zdanie, że przy stopniowym dostosowaniu polityki monetarnej aktywność gospodarcza będzie się rozwijać w umiarkowanym tempie, a inflacja wzrośnie do celu 2 proc. Przekaz był bardzo zbliżony do komunikatu z grudnia z niewielkimi zmianami w postaci podkreślenia pozytywnych zmian w nastrojach biznesu i konsumentów. Nie otrzymaliśmy też żadnych wskazówek, czy Fed zamierza prędko wcielić w życie swój plan trzech podwyżek w tym roku (w oparciu o grudniową projekcję). Jeśli marcowe posiedzenie miałoby być momentem kolejnej podwyżki, wczoraj Fed zmarnował szanse na rozpoczęcie procesu przygotowania rynku. Jednak przy rynku wyceniającym obecnie trochę ponad dwie podwyżki w tym roku (i taki też jest nasz bazowy scenariusz: czerwiec i grudzień), nie był to powód do rozczarowania. Zatem uzasadnienie kapitulacji USD musi leżeć w obecnych nastrojach wśród inwestorów.

Przy całej uwadze skupionej na komentarzach odnośnie USD ze strony administracji Trumpa, część uczestników mogła widzieć Fed nadzieję na przypomnienie o solidnych fundamentach dolara. Tak się nie stało, a przy niskiej skłonności inwestorów do utrzymywania pozycji przez dłuższy czas, zyski z wcześniejszego umocnienia zostały prędko spieniężone. W tym tygodniu czeka nas jeszcze jeden test w postaci piątkowego raportu z rynku pracy USA, ale przekonanie inwestorów do kupowania USD na średni termin jest niepokojąco niskie.

W czwartek możemy na chwilę zapomnieć o rozterkach USD (o ile prezydent Trump pozwoli) i przenieść uwagę na Wielką Brytanię. Proces Brexitu idzie zgodnie z planem po tym, jak wczoraj Izba Gmin przegłosowała zaproponowany przez brytyjski rząd Theresy May projekt ustawy o uruchomieniu procedur przewidzianych w art. 50 traktatu lizbońskiego. Jednocześnie odrzucono poprawkę zaprezentowaną przez Szkocką Partię Narodową w sprawie wyłączenia edynburskich władz z procedury opuszczenia UE. Zatem ryzyko polityczne (na razie) nie zagraża eskalacją mogącą uderzyć w funta, ale dziś zaszkodzić może stanowisko Banku Anglii. Jest powszechnie oczekiwane, że Bank Anglii utrzyma główną stopę procentową na 0,25 proc. oraz nie będzie dalej zwiększał programu skupu aktywów (ale będzie dalej reinwestował środki z zapadających obligacji). W Raporcie o Inflacji powinny się znaleźć rewizje w górę prognoz wzrostu i inflacji bazujące na ostatnich solidnych odczytach z gospodarki (PKB, PMI, CPI), co jednak powinno już być zdyskontowane w wartości funta. Jednakże zakładamy też, że BoE podtrzyma neutralne nastawienie bez wskazówek oznak zbliżania się do jastrzębiego zwrotu. Taki wydźwięk może być rozczarowujący dla rynku, który wycenia na 56 proc. szanse na podwyżkę o 25 pb do końca tego roku. GBP ma więcej do stracenia niż zyskania po dzisiejszej decyzji BoE.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Marcin Lipka o skutkach inflacji i wzroście cen w 2017 r.

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Inflacja w najbliższych miesiącach prawdopodobnie przyspieszy do okolic 1.5 proc. Wielu z nas będzie jednak odczuwać znacznie bardziej dotkliwy wzrost cen niż ten publikowany przez GUS. Wynika to z faktu, że wyraźnie droższe niż przed rokiem będą te produkty, które kupujemy najczęściej – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Problem z inflacją jest podobny do tego, który występuje ze średnią pensją. Według danych GUS przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w ub.r. wynosiło 4277 zł brutto. Ta kwota wielu Polakom wydaje się nierzeczywista. Średnią zawyżają dochody z wysokopłatnych branż pracowników mieszkających w dużych miastach.

Blisko dwie trzecie otrzymywanych wynagrodzeń (ostatnie dane GUS są za październik 2014 r.) mieści się poniżej średniej. Mediana zarobków wynosi 80 proc. średniej, z czego można wyliczyć, że obecnie połowa Polaków zarabia mniej niż 3420 zł brutto, a połowa ma umowę powyżej tej kwoty. Oznacza to również, że po odliczeniu podatku i ubezpieczenia emerytalnego czy zdrowotnego „na rękę” zostaje nieco ponad 2300 zł, co niewiele ma wspólnego z szeroko dyskutowaną średnią.

Analogiczne uogólnienia stosowane są w przypadku inflacji. Wskaźnik cen towarów i usług jest budowany dla statystycznego gospodarstwa domowego. Takie jednak praktycznie nie istnieje. Jeżeli zarabiamy stosunkowo mało, to prawdopodobnie wydajemy znaczną część dochodu na żywność czy utrzymanie mieszkania, a unikamy chodzenia do restauracji i nie kupujemy nowych mebli. Z kolei studenta mieszkającego w akademiku nie interesują opłaty za użytkowanie mieszkania, ale za to koncentruje uwagę na koszcie materiałów naukowych. W rezultacie konsumpcyjny koszyk jest różny od tego, który przedstawiają popularne statystyki.

Osobista stopa inflacji

Problem rozbieżności indywidualnego odbioru zmian cen jest jednak globalny. W Stanach Zjednoczonych od lat ogólny średnioroczny poziom inflacji jest niewielki. Według danych amerykańskiego Biura Statystyki Pracy (BLS) wyniósł on w latach 2008-2016 ok. 1.5 proc., czyli przez 9 lat koszty życia wzrosły nieco ponad 14 proc.

W tym samym czasie jednak usługi zdrowotne zdrożały o 31 proc., co powoduje, że np. osoby starsze zupełnie inaczej odbierają inflację. Również pogląd ludzi młodych dotyczący zmian cen prawdopodobnie jest negatywny. Opłaty związane z edukacją (w tym czesne za studia) wzrosły od 2008 r. o 42 proc., czyli trzy razy szybciej niż wynikałoby to z ogólnego poziomu inflacji.

Z drugiej strony powyższe grupy społeczne nie korzystają ze spadku cen niektórych produktów. Najbardziej jaskrawym przykładem są telewizory. Ich średni koszt dla konsumenta według danych BLS spadł o 82 proc. w ciągu 9 lat. Jednak akurat zarówno ludzie starsi, jak i studenci raczej nie kupują telewizorów masowo. A nawet jeśli taki zakup im się przytrafi, to stosunkowo szybko o nim zapominają, a rachunki za czesne czy leczenie napływają w sposób ciągły i bez przerwy rosną.

Teoretycznie rozwiązaniem tego problemu jest osobisty kalkulator inflacji. Takie narzędzie w 2007 r. uruchomiło Brytyjskie Biuro Statystyki Narodowej (ONS Personal Inflation Calculator). Jest on dość ciekawym pomysłem, dającym możliwość wpisywania regularnych i okazjonalnych wydatków. Zawiera także pola związane z kosztami utrzymania mieszkania czy samochodu, a osobisty poziom inflacji można porównać z ogólnym wzrostem cen na wykresie.

Praktycznie jest to jednak skomplikowane do zastosowania. Trudno wszak, żeby konsumenci sumowali rachunki z każdego dnia i wpisywali je w oddzielne kategorie. Dodatkowo każda pomyłka czy pominięty produkt znacznie zaburzyłby całkowity wskaźnik i generowałyby jeszcze więcej nieporozumień niż podstawowy odczyt inflacji. Dopóki znaczny odsetek transakcji przeprowadzany jest w gotówce, a banki wraz ze sklepami nie oferują nam zaawansowanych narzędzi do analizy zakupów, raczej trudno nam będzie obliczyć indywidualny poziom inflacji.

Odczujemy wyraźny wzrost cen

Niezależnie jednak od trudności w kalkulacjach wielu Polaków poważnie odczuje wzrost cen w porównaniu z poprzednim rokiem. Według danych GUS paliwo stanowi ok. 5.5 proc. wydatków statystycznego koszyka inflacyjnego. W uproszczonym przykładzie zakładamy, że nasze gospodarstwo domowe składa się z jednej osoby posiadającej samochód i wydającej ok. 70 proc. przeciętnego wynagrodzenia netto na towary i usługi konsumpcyjne, czyli 2,1 tys. zł. Oznaczałoby to, że na paliwo przeznacza miesięcznie niespełna 120 zł.

Jednak każdy, kto użytkuje auto, wie, że taka kwota jest praktycznie nierealna do osiągnięcia. Należy założyć, że benzyna czy olej napędowy kosztuje nas ponad 200 zł miesięcznie, co stanowi już 10 proc. hipotetycznego budżetu. Ceny paliw natomiast w grudniu 2016 r. były wyższe w porównaniu do analogicznego miesiąca ub.r. o 8.9 proc.

W styczniu ten wzrost prawdopodobnie ulegnie podwojeniu, gdyż według danych Eurostatu dla Polski średnia detaliczna cena diesla czy benzyny zwiększyła się w ciągu roku o blisko 20 proc. Tylko z powodu wzrostu cen paliw inflacja dla przykładowego kierowcy wyniesie 2 proc. Wyższe koszty transportu spowodują również konieczność zmniejszenia wydatków na inne towary czy usługi.

Nie należy zapomnieć o zmianach cen pozostałych produktów. Żywność według danych GUS w ciągu roku zdrożała o 2.5 proc., w tym masło o 16.7 proc., owoce 4.1 proc., cukier 27.7 proc., ryby i owoce morza 5.3 proc., a mięso wieprzowe 8.9 proc. Warto także pamiętać, że mniej zamożne osoby statystycznie wydają większą część swojego budżetu na żywność niż bogatsza część społeczeństwa.

Prócz efektu finansowego tegoroczne wzrosty cen będziemy dobrze pamiętać, gdyż dotyczą one produktów często nabywanych. Spowoduje to, że odbiór wyższych kosztów utrzymania przez społeczeństwo będzie nawet bardziej dotkliwy niż pokazują to realne obliczenia.

Analiza EY: 5 trendów, które wpłyną na rynek fuzji i przejęć w 2017 roku

Rok 2016 był, niezależnie od geopolitycznej niepewności, jednym z najlepszych dla transakcji M&A. Według danych Dealogic oraz EY, globalna wartość fuzji i przejęć wyniosła 3,5 biliona USD – było to o 17% mniej niż w 2015 roku, który pod tym względem był rekordowy. Ale wynik 2016 roku był o 9% lepszy niż w 2014 roku i 44% lepszy od 2013. Na 2017 rok firma doradcza EY wskazała pięć najważniejszych trendów, które będą wpływać na rynek fuzji i przejęć.

Poszukiwanie czynników wzrostu będzie głównym zadaniem na 2017 rok dla zarządów. Gwałtowne zmiany, jakie zachodzą w biznesie będą miały większy wpływ na ich decyzje niż niepewność wynikająca z sytuacji geopolitycznej na świecie. Transakcje fuzji i przejęć (M&A), są najszybszą metodą rozwoju i dlatego stały się jednym z najważniejszych elementów strategii przedsiębiorstw, obok joint ventures, sojuszy czy partnerstw. Na globalny rynek M&A w 2017 roku wpłynie pięć najważniejszych trendów:

Patrzenie przyszłościowe – dzisiejsze transakcje jutro mogą okazać się przełomowymi.

Tempo rozwoju przyszłościowych modeli biznesowych przyspieszy, ponieważ przedsiębiorstwa dostosowują się do cyfrowej transformacji. Oznacza to, że granice między tradycyjnymi sektorami będą się zacierać. Równocześnie będą się także zmieniały preferencje konsumentów.

Spośród wszystkich transakcji fuzji i przejęć w 2016 roku aż 9616 było transakcjami międzysektorowymi, których całkowita wartość wyniosła 937 miliardów USD – o 11% więcej niż w 2015 roku. To pokazuje, że firmy przede wszystkim kupują innowacje, które pomogą stworzyć nowe modele biznesowe i wyjść poza tradycyjny sektor gospodarki.

– Prezesi przedsiębiorstw muszą patrzeć przyszłościowo i brać pod uwagę tempo zmian technologicznych w wyjątkowo zmiennym otoczeniu. Organiczny wzrost już nie wystarcza. Transakcje fuzji i przejęć są szybszym sposobem na innowacyjność i wzrost. Przyszłościowe firmy odegrają znaczącą, jeśli nie główną rolę w transakcjach M&A w 2017 roku – mówi Bartłomiej Smolarek, Partner w Dziale Doradztwa Transakcyjnego EY.

Łatwo dostępne transakcje transgraniczne

W 2016 roku w artykułach prasowych na całym świecie pojawiały się informacje o chińskich nabywcach. Wartość dokonanych przez nich transakcji wyniosła 210 miliardów USD – o 127% więcej niż w 2015 roku.

W sumie w 2016 roku było 8731 transgranicznych transakcji fuzji i przejęć wartych 1,3 biliona USD (37% wartości wszystkich transakcji). Do tego wyścigu w 2017 roku dołączą inne kraje, które chcą zapewnić sobie wzrost oraz łańcuchy dostaw w czasie geopolitycznej niepewności.

– Firmy funkcjonują w globalnym otoczeniu, z globalnymi łańcuchami dostaw, które muszą być zabezpieczone. Transakcje fuzji i przejęć stają się jednym z efektywniejszych instrumentów gwarantujących bezpieczeństwo łańcucha dostaw. Jestem pewien, że rok 2017 będzie rokiem wzrostu transgranicznych fuzji i przejęć, zwłaszcza pomiędzy krajami azjatyckimi i północnoamerykańskimi. Oczywiście, nadal bardzo aktywne będą chińskie przedsiębiorstwa – mówi Bartłomiej Smolarek

Waluty zwiększają atrakcyjność transakcji

Zmiany kursów walut, w tym spadek wartości funta brytyjskiego czy euro, mogą mieć wpływ na czas dokonywania transakcji oraz podnieść atrakcyjność europejskich aktywów.

– Strategiczne plany rozwoju przedsiębiorstw kładą większy nacisk na transakcje niż operacje walutowe. Nie kupujemy domu tylko dlatego, że jego cena spadła o 10%, zwłaszcza jeśli nam się nie podoba. Tak samo jest z transakcjami fuzji i przejęć” – mówi Michał Płotnicki, Doświadczony Menedżer w Dziale Doradztwa Transakcyjnego EY. – Ale europejskie firmy z przepływami gotówkowymi denominowanymi w zagranicznych walutach, w tym przede wszystkim w USD, będą miały lokalnie silniejszą pozycję, która pozwoli na wzrost liczby transakcji. Różne wyniki gospodarcze w poszczególnych regionach świata będą z jednej strony stanowiły wyzwanie, ale z drugiej szansę dla nabywców. I przyśpieszą decyzje o transgranicznych transakcjach – dodaje.

Regulacje – tak czy nie?

W zeszłym roku z powodów antymonopolowych i regulacyjnych wstrzymano rekordową liczbę transakcji. W tym roku te kwestie nadal będą w centrum zainteresowania, zwłaszcza w USA, gdzie w wyniku wyborów prezydenckich może dojść do poluzowania wymogów antymonopolowych.

W wielu krajach tendencje do tworzenia narodowych czempionów, zdolnych do uczestniczenia w coraz bardziej konkurencyjnym otoczeniu biznesowym, stają się silniejsze. Regulatorzy rynków rozwiniętych, w tym przede wszystkim USA i Europy, powinni poważnie przyjrzeć się tym trendom.

– W tym roku firmy powinny zadać sobie pytanie: czy władze antymonopolowe będą miały równie duży wpływ na transakcje, jak to miało miejsce w 2016 roku? Czy zaakceptują tworzenie narodowych czempionów? Czy będą blokować transakcje M&A prowadzone przez „cudzych” czempionów, czy też będą preferować własnych? – mówi Bartłomiej Smolarek.

Moda na przyspieszenie zmian w portfolio

Niezależnie od niepewności geopolitycznej i gwałtownych zmian 2017 będzie rokiem wzmożonej aktywności transakcyjnej.

– Priorytetem pozostanie przegląd portfolio, tak, by znajdowały się w nim jedynie zdrowe i silne firmy. Przedsiębiorstwa nie mogą sobie pozwolić na utrzymywanie aktywów, które nie przyczyniają się do wzrostu. To oznacza odrodzenie się firm private equity, zwłaszcza na rynku MSP, bo przedsiębiorstwa będą się pozbywać aktywów osiągających gorsze wyniki. A te z kolei są w centrum zainteresowania firm PE” – dodaje Smolarek.

Zarządzający przedsiębiorstwami będą szukać większej liczby firm, które mogliby przejąć, korzystając ze zróżnicowanych form transakcji. W 2017 roku coraz chętniej będą nabywać przedsiębiorstwa spoza swojego sektora, by zwiększyć konkurencyjność, zdobyć nowych klientów i wprowadzić na rynek nowe produkty i usługi.

– Świat fuzji i przejęć nieustannie się zmienia, wymaga więc od zarządów innego sposobu myślenia, obejmującego szeroki wachlarz kwestii – od geopolityki i regulacji, poprzez cyfrową rewolucję i gwałtowny wzrost liczby danych, aż po nową strukturę transakcji oraz integrację transgraniczną – podsumowuje Michał Płotnicki.

Nienajlepsze perspektywy dla eksportu polskiego mięsa drobiowego. Producenci muszą konkurować z Ameryką Południową

Nienajlepsze perspektywy dla eksportu polskiego mięsa drobiowego. Producenci muszą konkurować z Ameryką Południową 7

Rosnąca konsumpcja drobiu napędza rozwój i inwestycje w polskim przemyśle drobiowym. W 2016 roku produkcja wzrosła o 10 proc. – wynika z danych SuperDrob. Polska jest też największym eksporterem drobiu w Unii Europejskiej. Producenci mają ambitne plany zdobywania kolejnych rynków, m.in. w Azji i Afryce. Dynamikę eksportu mogą jednak spowolnić ptasia grypa i silna konkurencja, m.in. ze strony południowoamerykańskich producentów.

– Konsumpcja mięsa drobiowego w Polsce rośnie bardzo stabilnie, choć już nie tak spektakularnie jak jeszcze kilka lat temu. Jest to najbardziej przyswajalne i jednocześnie dostępne cenowo białko zwierzęce, tak ważne w naszej diecie. W 2016 roku konsumpcja wyniosła 28,5 kg na mieszkańca, nieco więcej niż średnia w Europie, która wynosi 26,8 kg. Prognozujemy, że będzie w dalszym ciągu rosła – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Panasiuk-Krasińska, wiceprezes ds. handlu w SuperDrob.

Choć w Polsce wciąż jeszcze najchętniej sięgamy po wieprzowinę (ok. 40 kg rocznie na osobę), to spożycie drobiu systematycznie rośnie. Prognozy Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej Państwowego Instytutu Badawczego wskazują, że w 2017 roku konsumpcja również przekroczy 28 kg. Rośnie również popyt na świecie. Część ekspertów prognozuje, że w perspektywie kilku lat na świecie drób może wyprzedzić wieprzowinę.

– Dzięki wzrastającej konsumpcji mamy możliwość rozwijania się. Od kilku lat sektor drobiarski rozwija się bardzo spektakularnie. W 2016 roku osiągnęliśmy po raz kolejny wzrost blisko 10 proc. w produkcji drobiu przy wzroście europejskim na poziomie tylko 4 proc. Jesteśmy więc w dalszym ciągu dominującym producentem – ocenia Panasiuk-Krasińska.

Polska należy też do czołowych eksporterów drobiu na świecie. Jak wynika z danych Zintegrowanego Systemu Informacji Rolniczej analizowanych przez Krajową Izbę Producentów Drobiu i Pasz, w ciągu 11 miesięcy ubiegłego roku wielkość eksportu (w tonach) wzrosła do 929 tys. ton – to o ponad 21 proc. (czyli o 161 tys. ton) więcej niż w analogicznym okresie 2015 roku. Na ostateczne wyniki za 2016 rok wpływ z pewnością będą miały pierwsze przypadki ptasiej grypy, które wykryto w grudniu.

– Branża jest przygotowana na to, by wciąż rosnąć. Pojawiły się jednak pewne wydarzenia w 2016 roku, jak brexit, który zmienia nieco zasady współpracy z klientami w Anglii. W listopadzie ubiegłego roku faktem stała się zaś grypa ptaków na terenie Polski – analizuje wiceprezes ds. handlu w SuperDrob.

W 2016 roku Polska zwiększyła znacząco eksport do Wielkiej Brytanii (na koniec października wzrost wyniósł 25 proc.). Decyzja Brytyjczyków nie wpłynęła jeszcze na polski przemysł drobiowy, kiedy jednak brexit stanie się faktem, eksport zdaniem ekspertów może znacznie spaść.

Dla polskich eksporterów złą wiadomością jest też ptasia grypa. 31 stycznia Główny Lekarz Weterynarii poinformował o 36. ognisku wysoce zjadliwej grypy ptaków wykrytym w gospodarstwie w województwie małopolskim.

– Z tym wirusem hodowcy mogą walczyć, stosując bioasekurację i naprawdę odpowiedzialny sposób zabezpieczenia. Osoby, które mają stada hodowlane, powinny się zastosować do tego, o co wnioskuje Główny Inspektorat Weterynarii, bo nawet małe stada mogą wpływać na całą sprzedaż branży drobiarskiej za granicą – mówi Magdalena Panasiuk-Krasińska

Wykrycie ptasiej grypy w danym województwie uruchamia w Unii Europejskiej procedurę regionalizacji. Produkty drobiowe mogą być eksportowane tylko z województw, na terenie których nie stwierdzono występowanie ogniska choroby. Podobną procedurę stosują niektóre kraje trzecie, jednak większość spoza unijnych państw wyklucza jakikolwiek przywóz mięsa drobiowego z krajów, w których wykryto ptasią grypę.

Przepisy związane z wystąpieniem w Polsce ptasiej grypy nakazują hodowcom m.in. odosobnienie drobiu lub innych ptaków w zamkniętych obiektach budowlanych, które uniemożliwiają kontakt z drobiem lub innymi ptakami utrzymywanymi w innych gospodarstwach oraz ograniczają ich kontakt z dzikimi ptakami.

– Mamy ambicje, żeby rozwijać się dalej na rynkach trzecich, wyjść poza kraje europejskie do Azji czy Afryki. Muszą być jednak spełnione warunki dopuszczenia, nad którymi pracuje Krajowa Rada wraz z Głównym Inspektoratem Weterynarii, jak też kwestia uporania się z ptasią grypą – podkreśla wiceprezes ds. handlu w SuperDrob.

Z Polski drób jest przede wszystkim eksportowany do krajów europejskich. Do końca października z ok. 800 tys. ton, blisko 600 tys. trafiło do 14 europejskich odbiorców. Perspektywy na rynku europejskim są jednak znacznie gorsze, niż te, które dzięki rosnącemu popytowi na drób generują kraje trzecie – przede wszystkim z Azji i Afryki. Chiny i Hongkong już znalazły się wśród 16 największych odbiorców polskiego drobiu.

Produkty SuperDrobu trafiają do kilkunastu krajów. Już w 2015 roku eksport wzrósł o 11 proc., obecnie eksport w przychodach spółki przekraczają 50 proc. SuperDrob dostarczał też drób do Chin, które ze względu na wykrycie w Polsce ognisk ptasiej grypy zamknęły swój rynek dla polskich firm. Jak zapowiada Panasiuk-Krasińska, już w tym roku produkty SuperDrob mogą trafić do kolejnych krajów trzecich.

– GIW prowadzi bardzo dużo rozmów i uzgadnia świadectwa z poszczególnymi krajami. Rozmawiamy z Wietnamem, Tajwanem i Koreą, Chiny to już też jest nasz partner biznesowy, z którym od kilku lat prowadzimy kooperację. Niemniej jednak nowe kraje typu RPA czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, to kierunki, które mogą zostać otwarte dzięki wspólnym działaniom branży i GIW-u – zapowiada Magdalena Panasiuk-Krasińska.

KIPDiP ocenia, że problemem dla polskich producentów może być także silna konkurencja ze strony m.in. eksporterów południowoamerykańskich, głównie brazylijskich. Silnymi rywalami na rynkach azjatyckich i afrykańskich są producenci z Rosji, Ukrainy i Turcji.

Innowacyjne produkty zazwyczaj spotykają się z oporem klientów. Konieczne przekonanie ich do podjęcia ryzyka

Innowacyjne produkty zazwyczaj spotykają się z oporem klientów. Konieczne przekonanie ich do podjęcia ryzyka 8

Innowacyjność często wymaga przełamania pewnych oporów po stronie klientów – uważa Łukasz Urban, prezes biotechnologicznej firmy BioMaxima. Podkreśla, że firmy wchodzące z innowacyjnym produktem na rynek muszą przełamać opory i zachęcić klientów do poniesienia pewnego ryzyka. W 2017 roku BioMaxima planuje wydatki inwestycyjne na poziomie ponad 5 mln zł. Największą część tej kwoty pochłonie budowa nowoczesnego centrum badawczo-rozwojowego w Lublinie. 

BioMaxima to podmiot wyspecjalizowany w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej. Spółka została założona w 2002 roku. Od 2010 jej akcje notowane są na rynku giełdowym NewConnect. Na koniec III kwartału 2016 roku spółka zatrudniała 82 osoby.

Badania i rozwój zawsze były w BioMaximie bardzo istotną pozycją. Rocznie spółka wydawała na nie kilkaset tysięcy złotych. Ten rok ze względu na inwestycje w centrum badawczo-rozwojowe będzie znowu rokiem rekordowym. Z własnych środków na badania i rozwój wydamy kilka milionów złotych –mówi agencji Newseria Łukasz Urban, prezes zarządu spółki BioMaxima

Zgodnie z deklaracjami prezesa w 2017 roku BioMaxima planuje wydatki inwestycyjne na poziomie przekraczającym 5 mln zł. Największy wydatek stanowić będzie budowa centrum badawczo-rozwojowego w Lublinie. Całkowita wartość projektu to ponad 3,8 mln zł, z czego blisko 2,3 mln zł spółka otrzymała ze środków unijnych.

W zeszłym roku jako jedną z innowacyjności produktowych wprowadziliśmy na rynek nowy analizator biochemiczny. W tym roku ze względu na poszerzenie oferty mikrobiologicznej wprowadzimy cały szereg nowych produktów właśnie z zakresu podłoży służących do badań mikrobiologicznych w przemyśle – informuje Łukasz Urban.

Wśród oferowanych przez BioMaximę produktów znaleźć można m.in. aparaturę służącą do badań hematologicznych, analityki krwi, analityki chemicznej, szereg testów i markerów służących do wykrywania chorób i oceny stanu zdrowia oraz aparaturę z zakresu chemii klinicznej.

Zapowiadane przez Łukasza Urbana poszerzenie oferty o produkty mikrobiologiczne jest z kolei w dużej mierze pochodną przejęcia przez BioMaximę spółki Biocorp. Finalizacja transakcji miała miejsce w grudniu 2016 roku. Zarząd liczy, że dzięki niej uda się istotnie poprawią się zarówno przychody, jak i osiągana rentowność.

Nie tracimy czasu i każdy rok, zarówno w kwestii sprzętu, jak i odczynników czy testów, zawsze przynosi coś nowego – stwierdza prezes spółki.

Łukasz Urban dodaje, że wprowadzenie na rynek jakichkolwiek innowacji początkowo zawsze napotyka opór popytu.

– Klienci są przyzwyczajeni do pewnego sposobu postępowania. Wchodząc z produktem innowacyjnym, musimy te przyzwyczajenia przełamać, zachęcić klienta do poniesienia pewnego ryzyka. W przypadku klientów przemysłowych mamy też do czynienia z normami ISO. Potrzeba trochę czasu, zanim innowacja znajdzie się w zapisach tych norm ISO, co umożliwi jej stosowanie w praktyce – wyjaśnia.

Dobre prognozy dla spółek giełdowych z branży IT i budownictwa. Szczególnie optymistycznie zapowiada się pierwsze półrocze

Dobre prognozy dla spółek giełdowych z branży IT i budownictwa. Szczególnie optymistycznie zapowiada się pierwsze półrocze 9

Powrót inflacji, wzrost na rynkach surowcowych i dobra sytuacja na globalnych rynkach akcji sprawiają, że perspektywy na I półrocze dla warszawskiej giełdy są bardzo dobre. Optymistyczne prognozy na ten rok dotyczą zwłaszcza spółek z sektorów IT i budownictwa, co ma związek z uruchomieniem inwestycji publicznych ze środków UE. Druga połowa roku dla giełdy może być równie dobra, pod warunkiem że tempo wzrostu gospodarczego przyspieszy – ocenia Jacek Wojton z Copernicus Capital TFI.

Pierwsze półrocze bieżącego roku rysuje się optymistycznie dla warszawskiej giełdy i notowanych na niej spółek – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jacek Wojton, zarządzający funduszami w Copernicus Capital TFI. – Na to nakłada się dobra globalna sytuacja na rynku akcji, powracająca inflacja, stymulowanie fiskalne zapowiadane przez nowego prezydenta USA oraz wzrosty na rynkach surowcowych. Jeśli natomiast koniunktura nie będzie wsparta silniejszym wzrostem gospodarczym, to druga połowa roku może być słabsza, a zwyżki zostaną zredukowane w znaczący sposób zarówno na światowych parkietach, jak i w Polsce.

Ostatnie lata były słabe dla warszawskiej giełdy. Po trzech latach spadków w ubiegłym roku indeks WIG20 zanotował wzrosty (o ponad 4,7 proc.). W ciągu ostatniego miesiąca wzrósł o ponad 6,7 proc. W połowie grudnia jego wartość wynosiła około 1930 punktów, w ostatnich dniach natomiast kształtuje się w okolicach 2060. Z kolei indeks średnich spółek mWIG40 wzrósł w ostatnim miesiącu o ponad 10 proc. Wzrost w całym 2016 roku przekroczył 18 proc.

– Myślę, że średnie spółki w dalszym ciągu będą preferowane przez inwestorów. One nadal mają szansę, choć część z nich po dużych wzrostach w 2016 roku jest już droga – podkreśla Jacek Wojton. – Duża część tych spółek z mWIG40 ma strategię globalną, mają produkty eksportowe i mogą się rozwijać w większym stopniu niż te, których rozwój oparty jest o rynek krajowy, więc to jest pozytyw.

Jak podkreśla, w tym segmencie wyceny są na tyle wysokie, że niewykluczona jest korekta lub zahamowanie wzrostów.

W ubiegłym roku o kilka procent wzrósł także – choć nie tak szybko jak mWIG40 – indeks małych podmiotów, czyli sWIG80. Wojton spodziewa się kontynuacji tego trendu.

W tym roku wzrost gospodarczy w Polsce ma przekroczyć 3 proc., przy wysokim popycie wewnętrznym i rosnących inwestycjach publicznych finansowanych z Unii Europejskiej. Atrakcyjnie wyglądają więc sektory rozwijające się w oparciu o te środki, m.in. informatyka. Branża budowlana może odrobić straty, które odnotowała w 2016 roku. Dzięki niskim oczekiwanym przez rynek stopom procentowym nadal pozytywnie wypada segment deweloperski. Kredyty hipoteczne powinny nadal stymulować sprzedaż inwestycyjną mieszkań, ale popyt przez najbliższe dwa lata będzie też wspierać program MdM – wyjaśnia Jacek Wojton.

WIG-budownictwo w ubiegłym roku zanotował ponad 2,3 proc. spadku, z kolei WIG-informatyka wzrósł o 33 proc., a indeks bankowy – o blisko 3 proc.

Polskie banki są jednymi z droższych na świecie, oczywiście rozwijają się, ale w umiarkowanym stopniu, bo ciążą na nich kredyty frankowe, większe wymogi kapitałowe i różnego rodzaju ograniczenia, pomysły ustaw dotyczących sprzedaży poszczególnych produktów. Widzimy więc ograniczenia dla dalszego wzrostu cen akcji banków – twierdzi Jacek Wojton.

Według prognoz eksperta WIG20 ma w tym roku szansę na wzrost na poziomie do 5 proc., pozostałe indeksy spółek powinny urosnąć do 10 proc.

– Na giełdzie nadal ciążą poważne ryzyka zewnętrzne, polityczne, natomiast mimo wszystko rośnie. Wydaje się, że największym zagrożeniem jest obecnie idące z zewnątrz ryzyko zmian w polityce stóp procentowych banków centralnych. Dalsze wysokie podwyżki mogłyby zachwiać koniunkturą – podkreśla zarządzający funduszami w Copernicus Capital TFI.

System rejestrujący transakcje w bitcoinach może zrewolucjonizować tradycyjne systemy płatnicze. W Estonii służy do rozliczania podatków i rejestracji aut

System rejestrujący transakcje w bitcoinach może zrewolucjonizować tradycyjne systemy płatnicze. W Estonii służy do rozliczania podatków i rejestracji aut 10

Technologia blockchain wykorzystywana jest przede wszystkim jako zasadniczy element kryptowalut, takich jak bitcoin czy ethereum. Eksperci od cyberbezpieczeństwa oceniają, że system rejestrowania i przechowywania danych oparty na łańcuchach bloków jest niemożliwy do złamania i rozszyfrowania, a do tego dużo prostszy i tańszy niż tradycyjne zabezpieczenia. Dlatego może w przyszłości znaleźć zastosowanie w nowych systemach płatniczych. Taka zdecentralizowana baza danych ma także szeroką paletę zastosowań w e-administracji. W Estonii technologię tę wykorzystuje się m.in. do rozliczania podatków i rejestrowania samochodów. Nad podobnymi rozwiązaniami zastanawia się Ministerstwo Cyfryzacji.

– Aplikacje blockchain stosuje wielu klientów i organizacji, z którymi współpracujemy. Zwłaszcza tych, którzy mają do czynienia z danymi osobistymi i poufnymi. Są obecne przede wszystkim w branży ochrony danych, IT i opiece zdrowotnej. Także w branży finansowej, która jest bardzo wrażliwa na bezpieczeństwo transferów pieniężnych. Aplikacje blockchain są też stosowane w sektorze publicznym i agendach rządowych zajmujących się na przykład emigracją, danymi wrażliwymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes John Velissarios, globalny ekspert Accenture odpowiedzialny za technologię blockchain.

Blockchain jest uważany za najbezpieczniejszą obecnie technologię zapisu i przechowywania danych. To system rozproszonej bazy danych, oparty na algorytmach matematycznych i kryptografii. Służy do rejestrowania informacji o zdarzeniach gospodarczych albo transakcjach finansowych dokonywanych pomiędzy jego użytkownikami .

Podstawowym elementem blockchain jest blok danych. Zawiera on pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych transakcjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch (stąd nazwa: łańcuch bloków).

System jest zdecentralizowany i rozproszony, co oznacza, że nie tworzy jednej centralnej jednostki, w której zapisane są wszystkie poufne informacje. Każdy z użytkowników blockchaina, ma identyczną kopię bazy danych, zaś nowe bloki z danymi dopisywane są zgodnie z przyjętym przez sieć algorytmem konsensusu. Dzięki temu system jest odporny na cyberataki, ponieważ hakerom trudniej jest uzyskać dostęp do wielu kont użytkowników, niż złamać zabezpieczenia pojedynczej bazy danych.

Blockchain określa się mianem rozproszonej bazy danych albo rozproszonego rejestru, w którym informacje wraz z czasem są zapisane nieodwracalnie i nie da się ich sfałszować. Jest to szczególny typ zdecentralizowanej bazy danych, ponieważ wymaga oznaczenia czasowego bloków i transakcji, dlatego doskonale nadaje się do zapisu i przechowywania informacji o wydarzeniach gospodarczych, transferze aktywów czy środków pieniężnych. Danych przechowywanych w blockchain nie można zmodyfikować bez autoryzacji, bo zamiast jednego bloku należałoby zmienić cały łańcuch. Szacuje się, że aby złamać zabezpieczania blockchain użyte w bitcoinie potrzebna byłaby moc obliczeniowa równa połowie całego internetu.

– Częścią technologii blockchain są rozwiązania kryptograficzne. System może zagwarantować bezpieczeństwo transakcji, gdy są one wzajemne i nie mogą podlegać zmianom, gdy nie ma dostępu do informacji, które znajdują się w środku blockchain i w samych blokach. Chroni to przejrzystość całej transakcji od początku do końca – mówi ekspert Accenture.

Sama technologia nie jest nowa – powstała w 2008 roku jako fundamentalny element bitcoina, kryptowaluty służącej do przeprowadzania transakcji bezpośrednich (peer to peer) w internecie. Bitcoiny są najbardziej znanym i pierwszym zastosowaniem blockchain, ponieważ dotąd był on przede wszystkim wykorzystywany właśnie na potrzeby zapisu transakcji w wirtualnej walucie.

Zdaniem ekspertów zabezpieczenia użyte w blockchain są praktycznie niemożliwe do rozszyfrowania, w ciągu wielu lat funkcjonowania udowodniły swoją wysoką odporność na wszelkie próby złamania ich bezpieczeństwa. Do tego są dużo tańsze i bezpieczniejsze niż tradycyjne systemy rejestrujące, prostsze i nie potrzebują instytucji pośredniczących. Dlatego technologią wykorzystywaną dotąd głównie w bitcoinach, od niedawna interesują się również inne branże.

– Usługi finansowe to bardzo dobry przykład, ponieważ ten sektor stosuje wiele z tych aplikacji. Inny obszar to aplikacje dla rządu. Wielki potencjał tkwi również w handlu i w dużych korporacjach. Wiele aplikacji blockchain można wykorzystać w zarządzaniu łańcuchem dostaw. Kluczowe obszary, w których technologia blockchain może być użyteczna, to właśnie usługi finansowe, administracja rządowa, łańcuch dostaw i duże korporacje – mówi John Velissarios, ekspert Accenture.

Eksperci od nowych technologii prognozują, że kiedy technologia blockchain przestanie być niszowa i zacznie być wykorzystywana na masową skalę – w przyszłości może na jej bazie powstać zupełnie nowy system płatniczy, który nie będzie wymagał istnienia tradycyjnych pośredników. Dlatego instytucje finansowe z zainteresowaniem, ale i ostrożnością przyglądają się nowej technologii. W 2015 roku łącznie 45 globalnych instytucji finansowych (w tym JP Morgan, Goldman Sachs, Morgan Stanley, Deutsche Bank, Bank of America) powołało wspólnie konsorcjum R3, którego celem jest zbadanie możliwości i rozwijanie blockchain. Sektor bankowy widzi w nowej technologii po części szansę rozwoju, a po części zagrożenie, które może w przyszłości zachwiać tradycyjną bankowością.

– Nie powinniśmy postrzegać blockchain w ten sposób. Częścią wyzwania, które przed nami stoi, jest podniesienie poziomu świadomości tego, co może sprawić ta technologia i w jaki sposób może nam pomóc. Mam nadzieję, że to nieufne nastawienie się zmieni – mówi John Velissarios.

Możliwości zastosowania technologii blockchain są bardzo szerokie. Poza usługami finansowymi i rejestrowaniem płatności w sieci może ona posłużyć również do wymiany walut, płatności międzynarodowych i międzybankowych, digitalizacji dokumentów.

– Dzięki blockchain można realizować pewne zadania znacznie taniej. W bankowości i usługach finansowych mamy wiele aplikacji, które wpływają na obniżenie kosztów pośredników i zaplecza biurowego. Poza tym jest wiele nowych produktów i usług, o których dotąd nie myśleliśmy. Ta technologia ma potencjał do tworzenia nowych modeli, lokalizowania rozwiązań szybciej, bardziej efektywnie, przy mniejszych kosztach. Zapewnia również możliwości tworzenia nowych usług i produktów dla klientów i wprowadzania ich na rynek – mówi John Velissarios.

Obszarem, w którym technologia blockchain może znaleźć powszechne zastosowanie, jest publiczna administracja. Przykładem jest śledzenie podatków i składek, obieg elektronicznych faktur, elektroniczny rejestr ludności albo rejestrowanie samochodów za pośrednictwem elektronicznego systemu opartego na blockchain.

Kilka lat temu Estonia gnębiona przez cyberataki na pojedyncze jednostki administracyjne zdecydowała się wdrożyć dużo bezpieczniejszy system rozproszonej bazy danych (DLT), który jest dzisiaj wykorzystywany m.in. do rozliczania podatków i głosowania przez internet. Nad wdrożeniem projektów opartych na blockchain bądź DLT zastanawia się wiele innych państw, w tym Polska. W ubiegłym roku minister cyfryzacji Anna Streżyńska powołała grupę ekspercką pod nazwą „Blockchain i kryptowaluty”, której głównym celem jest stworzenie warunków dla rozwoju polskich projektów związanych z kryptowalutami i umożliwienie wykorzystania technologii blockchain na potrzeby administracji i biznesu.

– Wiele zależy od kraju i systemu prawnego, który w nim panuje. Polska ma duży poziom wiedzy i wysokie standardy. Są tu ogromne możliwości dla technologii blockchain, tak jak wszędzie indziej. Jestem bardzo podekscytowany możliwością realizowania tutaj takich projektów – mówi John Velissarios, ekspert Accenture.

Technologia blockchain to jeden z elementów tegorocznej edycji raportu Accenture Technology Vision 2017. Opublikowany 26 stycznia dokument promuje pięć najistotniejszych trendów technologicznych, jakie ukształtują gospodarkę i biznes w najbliższym czasie.

Od 2018 roku nowe przepisy o danych osobowych. Ochroną danych będą objęte również dzieci

Od 2018 roku nowe przepisy o danych osobowych. Ochroną danych będą objęte również dzieci 11

Za niespełna półtora roku zaczną być stosowane nowe unijne przepisy dotyczące danych osobowych. Firmy muszą się liczyć z nowymi obowiązkami. Za niewywiązanie się z nich grożą duże kary finansowe. Zmiany odczują również konsumenci, którzy uzyskają prawo do przenoszenia danych, ograniczenia profilowania, prawo do bycia zapomniany i szerszej informacji o tym, jak przetwarzane są ich dane. Zgody na przetwarzanie danych osobowych w internecie będą mogły udzielać samodzielnie również dzieci, które ukończyły 16 rok życia. Tę granicę w krajowej ustawie można obniżyć do 13 lat.

Nowe przepisy, które będą obowiązywały od maja 2018 roku, wprowadzają pewne modyfikacje do obecnie obowiązującej ustawy o ochronie danych osobowych. Zmieniają się zasady uzyskiwania zgody na przetwarzanie tych danych. Jest też dużo nowych obowiązków nałożonych na administratorów – mówi agencji Newseria Biznes dr Dominik Lubasz, radca prawny z Kancelarii Lubasz i Wspólnicy.

Za półtora roku (dokładnie 25 maja przyszłego roku) wejdzie w życie unijne rozporządzenie RODO dotyczące ochrony danych osobowych. Nowa regulacja ma ujednolicić przepisy we wszystkich 28 państwach członkowskich Unii Europejskiej. Z jednej strony zwiększy ono kontrolę konsumentów nad ich danymi osobowymi, a z drugiej – nałoży szereg nowych obowiązków na firmy.

Jedną z kluczowych zmian, które wprowadza rozporządzenie RODO, jest obowiązek zadbania o ochronę danych osobowych już na etapie projektowania wdrażanych rozwiązań związanych z przetwarzaniem danych, np. aplikacji, portali internetowych, w tym społecznościowych, organizowania konkursów itp. Administratorzy będą musieli wdrożyć właściwe rozwiązania techniczne i organizacyjne, które zagwarantują odpowiedni poziom bezpieczeństwa danych.

– Administrator danych osobowych musi zweryfikować ryzyko związane z przetwarzaniem danych osobowych i stosownie do tego ryzyka wdrożyć odpowiednie rozwiązania. Może to być szyfrowanie, backupowanie danych albo rozwiązania pseudonimizacyjne, a zatem pozbawiające danych pewnych cech wewnętrznych do celów operacyjnych, tak by nie można było ich przypisać określonej osobie bez użycia dodatkowych informacji. Administrator musi podjąć decyzję dotyczącą zabezpieczeń i to on odpowiada za błąd w tejże decyzji – mówi Dominik Lubasz.

Zgodnie z nowymi przepisami nasze dane mają być chronione w sposób domyślny („by default”), co oznacza, że ustawienia dostępności naszych danych, zakresu, czasu czy ich ilości zbieranej przez firmy wiedzy muszą być domyślnie ustawione na minimum, które jest wyznaczane przez ograniczony przesłankę niezbędności do osiągnięcia celu przetwarzania. Firmy i programiści będą musieli uwzględnić ten przepis zwłaszcza przy tworzeniu nowych produktów i usług.

 Domyślna ochrona danych i ochrona danych w fazie projektowania to dwa zespolone ze sobą obowiązki. Mają dać impuls do tego, aby administratorzy danych zrozumieli, że już w fazie kreacji rozwiązań, opracowywania nowej aplikacji internetowej czy mobilnej trzeba uwzględnić ochronę danych. Potem, w trakcie użytkowania tej aplikacji, trzeba zadbać, aby dane klienta były w odpowiedni sposób zabezpieczone, aż do zakończenia współpracy – wyjaśnia radca prawny z Kancelarii Lubasz i Wspólnicy.

Ponadto obowiązek informacyjny wobec klientów zostanie rozszerzony, co w praktyce oznacza konieczność wymiany wszystkich formularzy, zarówno papierowych, jak i elektronicznych. Dotychczas klauzula zawierająca zgodę na przetwarzanie danych zawierała się w kilku zdaniach. Po wejściu w życie nowych przepisów znacznie się rozszerzy.

– W pozostałym zakresie mamy przesłanki zbliżone do obecnie obowiązujących. Przykładowo, gdy zawieramy umowę dotyczącą prowadzenia konta internetowego, umowę o dzieło lub zlecenie, nie musimy wyrażać zgody na przetwarzanie naszych danych osobowych. Przesłanką legalizacyjną, czyli uprawniającą do przetwarzania danych, jest po prostu zawarcie umowy – mówi dr Dominik Lubasz.

Nowością w przepisach jest za to możliwość uzyskania zgody na przetwarzanie danych osobowych bezpośrednio od dziecka, które ukończyło 16 rok życia. Dotyczy to „usług społeczeństwa informacyjnego”. Dopiero uzyskanie zgody na przetwarzanie danych osobowych dziecka w związku z korzystaniem przez nie z usług internetowych i mediów społecznościowych poniżej tej granicy wiekowej będzie wymagało zgody rodzica lub opiekuna prawnego. Natomiast obowiązkiem firmy będzie zweryfikować i upewnić się, że wyrażona zgoda jest wiarygodna.

Dotychczas – w przypadku korzystania z poczty elektronicznej, gier czy portali społecznościowych – w regulaminie zwykle były określone wymogi wiekowe. Jednak dostawcy tych usług w zakresie dotyczącym ochrony danych nie mieli ani możliwości, ani wprost obowiązku weryfikowania wieku użytkownika. Nowe przepisy mają to zmienić.

– Rozporządzenie wyznacza 16 rok życia jako granicę, powyżej której dziecko może podejmować samodzielne decyzje związane z udzieleniem zgody na przetwarzanie jego danych osobowych w związku z usługami internetowymi bezpośrednio mu świadczonymi. Co ciekawe, ustawodawca krajowy będzie mógł obniżyć tę granicę do 13 lat, ale nie wiadomo jeszcze, czy taka decyzja zostanie podjęta – mówi dr Dominik Lubasz.

Naruszenie bezpieczeństwa danych osobowych, zniszczenie, nieuprawnioną modyfikację czy wyciek danych firmy będą zmuszone raportować do GIODO, a także w pewnych przypadkach powiadamiać o tym swoich klientów. Eksperci podkreślają fakt, że nowe unijne prawo „zauważa” również małe i średnie przedsiębiorstwa, różnicując obowiązki na nich nakładane. Dotychczasowa ustawa traktowała je na równi z dużymi koncernami czy spółkami akcyjnymi.

Za nieprzestrzeganie nowych przepisów o ochronie danych osobowych, które wejdą w życie w maju 2018 roku, przedsiębiorstwom grozić będą kary finansowe. O ich wysokości stosownie do naruszonych przepisów będzie decydował organ nadzorujący, czyli GIODO.

 Obecna ustawa o ochronie danych przewiduje sankcje karne za naruszenie przepisów. Rozporządzenie RODO wprowadza natomiast kary finansowe. Są to dość istotne kary, bo w zależności od przepisów naruszonych przez administratora będą sięgać do 20 bądź do 40 mln euro albo w przypadku przedsiębiorców 2–4 proc. rocznego światowego obrotu przedsiębiorstwa. Jeżeli te sankcje będą nieuniknione, to może stanowić impuls do urzeczywistnienia funkcjonowania ochrony danych osobowych w Polsce – mówi radca prawny.

Hossa na rynku mieszkaniowym napędza sprzedaż ziemi. Inwestorzy chętnie kupują też grunty pod biura i hotele

Hossa na rynku mieszkaniowym napędza sprzedaż ziemi. Inwestorzy chętnie kupują też grunty pod biura i hotele 12

Zainteresowanie działkami przeznaczonymi pod inwestycje mieszkaniowe przewyższa podaż i napędza wzrost cen. Dzięki dobrym wynikom sprzedaży mieszkań deweloperzy dysponują pieniędzmi na budowę własnych banków ziemi. Tylko między styczniem a listopadem 2016 roku liczba mieszkań oddanych do użytku przez deweloperów wzrosła o ponad 26 proc w porównaniu z tym samym okresem 2015 r. Zdaniem ekspertów ceny gruntów inwestycyjnych pod mieszkaniówkę powinny się niedługo ustabilizować, ale hossa będzie trwać. 

 Na rynku gruntów inwestycyjnych ubiegły rok był bardzo intensywny, zarówno pod względem liczby, jak i wartości transakcji. Charakteryzował się też relatywnie szybkimi transakcjami, a deweloperzy mocno przyspieszyli z analizą techniczno-prawną i finalizowaniem transakcji, tak aby jak najszybciej wprowadzić produkt na rynek mieszkaniowy, biurowy czy hotelowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Puchalski, dyrektor działu gruntów inwestycyjnych w JLL.

Z podsumowania firmy doradczej JLL wynika, że ubiegły rok był korzystny dla rynku gruntów inwestycyjnych. Na wysokim poziomie, szczególnie w dużych miastach, utrzymywało się zainteresowanie gruntami pod zabudowę mieszkaniową. Dużą popularnością cieszyły się też grunty pod parki handlowe i inwestycje hotelowe. W segmencie gruntów pod zabudowę biurową utrzymywał się wysoki popyt. Eksperci JLL zauważają, że to po części efekt strategii inwestorów opierających się na budowie banków ziemi.

 Transakcje na rynku gruntów inwestycyjnych, przy których doradzaliśmy, uległy podwojeniu rok do roku. Jednakże, jeśli policzymy wszystkie transakcje zamknięte w ubiegłym roku, w tym te związane z przetargami publicznymi, zakupami indywidualnymi oraz deweloperskimi, to ich wartość była niemal pięciokrotnie wyższa w porównaniu do 2015 roku – mówi Daniel Puchalski.

W ubiegłym roku najtrudniej było pozyskać grunty pod zabudowę komercyjną w najbardziej atrakcyjnych punktach Warszawy, Krakowa i Gdańska. Zainteresowaniem cieszyły się natomiast grunty przeznaczone pod budowę parków handlowych w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców.

Średnia cena gruntu pod inwestycje handlowe w miastach powyżej 400 tys. mieszkańców wyniosła 400–1,2 tys. zł za mkw. Eksperci zauważają, że nasycenie powierzchnią handlową rośnie, a białych plam na handlowej mapie Polski jest coraz mniej. Dlatego deweloperzy przed podjęciem decyzji o zakupie dokładnie analizują konkurencję, siłę nabywczą i nawyki zakupowe potencjalnych klientów na danym rynku.

Na rynku biurowym ubiegły rok był rekordowy. Do użytku oddano blisko 800 tys. mkw. biur, czyli o jedną czwartą więcej niż w 2015 roku. W 2016 roku łączne zasoby biurowe w Polsce przekroczyły 9 mln mkw., a w Warszawie 5 mln mkw. Na wysokim poziomie utrzymywał się również popyt. W związku z dobrą kondycją rynku inwestorzy zaczęli aktywnie szukać gruntów pod zabudowę biurową poza Warszawą, na przykład w Lublinie, Szczecinie czy Rzeszowie.

W stolicy średnia cena za mkw. gruntu pod inwestycje biurowe (w Centralnym Obszarze Biznesu) oscylowała w ubiegłym roku w przedziale 2,2–3,5 tys. zł. Na obrzeżach centrum koszty zakupu mkw. gruntu wahały się w przedziale 1,6–2,1 tys. zł, W pozostałych stołecznych lokalizacjach ceny wynosiły od 600 do 1,3 tys. zł za mkw. Eksperci JLL zauważają, że na przykładzie Warszawy widać zmiany w preferencjach inwestorów, którzy dużo chętniej rozważają teraz zakup gruntów pod zabudowę biurową po prawej stronie Wisły i w sąsiedztwie II linii metra niż na popularnym jeszcze kilka lat temu Służewcu Przemysłowym.

Na rynku mieszkaniowym w 2016 roku utrzymywała się hossa, a sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym rosła już trzeci rok z rzędu. Zainteresowanie działkami przeznaczonymi pod zabudowę mieszkaniową utrzymywało się na podobnym poziomie jak rok wstecz. Dysproporcja pomiędzy wysokim popytem a niską dostępnością gruntów pod mieszkaniówkę przełożyła się na wzrost cen.

 Deweloperzy zgłosili zapotrzebowanie na grunty pod kolejne fazy inwestycji mieszkaniowych. Zapotrzebowanie to wielokrotnie przewyższyło podaż na rynku, co skutkowało wzrostem cen. Był on różny na poszczególnych rynkach lokalnych, ale w wielu przypadkach wzrost cen gruntów był dużo większy niż wzrost cen mieszkań – tłumaczy Jacek Kamiński, dyrektor w dziale wycen w JLL.

Z prognoz JLL na 2017 rok wynika, że w przyszłym roku zainteresowanie deweloperów gruntami pod inwestycje mieszkaniowe wciąż będzie wysokie. Poza tym chcą oni uzupełniać swoje banki ziemi, a dzięki bardzo dobrym wynikom sprzedaży mieszkań dysponują pieniędzmi na ten cel.

 Możemy się spodziewać, że praktycznie w całej Polsce deweloperzy będą szukali gruntów pod inwestycje mieszkaniowe. W pierwszej kolejności w największych aglomeracjach, ale też w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców – mówi Daniel Puchalski.

– Największym zainteresowaniem będą się cieszyć inwestycje i grunty w dobrze skomunikowanych lokalizacjach. Przykładowo, w Warszawie są to grunty wzdłuż II linii metra, czyli Wola, Bemowo oraz prawa strona Wisły – dodaje Jacek Kamiński.

Dyrektor w dziale wycen w JLL zauważa, że najważniejszym czynnikiem, który obecnie kształtuje rynek, jest historycznie niski koszt pieniądza. Jeżeli w 2017 roku utrzyma się on na dotychczasowym poziomie, to na rynku mieszkaniowym nie będzie znaczących zmian.

– Spodziewamy się, że w tym roku tempo wzrostu cen gruntów zmaleje lub ceny mieszkań zaczną rosnąć, co jest mniej prawdopodobne – mówi Jacek Kamiński.

Eksperci prognozują, że na rynku gruntów inwestycyjnych w 2017 roku największą popularnością w dalszym ciągu będą się cieszyć działki przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową. Stabilnie będzie wzrastać też sprzedaż gruntów pod inwestycje hotelowe. W segmencie gruntów pod zabudowę biurową utrzyma się wysokie zainteresowanie deweloperów miastami regionalnymi, takimi jak Wrocław, Kraków, Poznań, Trójmiasto i Łódź.

 Wszystko wskazuje na to, że w 2017 roku powinny padać kolejne rekordy na rynku gruntów inwestycyjnych, mieszkaniowych i prawdopodobnie również usługowych – mówi dyrektor działu gruntów inwestycyjnych w JLL.

Eksperci dodają, że w ubiegłym roku aktywność spadła tylko w segmencie gruntów rolnych – z uwagi na zmianę prawa. Od wejścia w życie ustawy ograniczającej obrót ziemią rolną w maju ubiegłego roku znacząco spadła liczba chętnych zainteresowanych zakupem tego typu terenów.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – styczeń 2017 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 48,7% rdr, a wartości obrotu akcjami łącznie – o 52,1% rdr
  • Wzrost wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 0,1% rdr, przy czym największą dynamikę wzrostu wolumenu odnotowały kontrakty na akcje (+107,2% rdr) oraz kontrakty na stopę procentową (+201,6% rdr)
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowymi na Catalyst w ramach arkusza zleceń o 34,2% rdr
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem o 41,1% rdr

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku wyniosła w styczniu 2017 r. 21,8 mld zł, czyli o 52,1% więcej niż rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 48,7%, do poziomu 20,8 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w styczniu 2017 r. poziom 990,7 mln zł. Wartość indeksu WIG na koniec stycznia 2017 r. wyniosła 55 232,32 pkt i była o 24,7% wyższa niż rok temu.

Również na rynku NewConnect odnotowano wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń, o 20,0% rok do roku. Łącznie wartość obrotu akcjami na rynku alternatywnym w styczniu 2017 r. wyniosła 133,1 mln zł, a w ramach arkusza zleceń – 121,8 mln zł.

W styczniu 2017 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 604,9 tys. szt., o 0,1% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 307,0 tys. szt., co oznacza spadek o 22,0% wobec stycznia 2016 r. O 4,4% rdr spadł w styczniu 2017 r. także wolumen obrotu kontraktami walutowymi. Jednocześnie odnotowano istotny wzrost wolumenu obrotu pozostałymi kontraktami terminowymi. W przypadku kontraktów na akcje wyniósł on +107,2% rdr (wolumen w styczniu 2017 r. – 169,0 tys. szt.), a w przypadku kontraktów na stopę procentową +201,6% rdr, do poziomu 1,9 tys. szt.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec stycznia 2017 r. 81,7 mld zł, co oznacza wzrost o 16,8% rok do roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 34,2%, do poziomu 218,8 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w styczniu r. 44,2 mld zł i była o 26,2% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w styczniu 2017 r. 13,2 TWh, o 41,1% więcej niż rok wcześniej, przy czym największa dynamikę wzrostu odnotowano na rynku terminowym, gdzie wolumen obrotu osiągnął poziom 8,7 TWh (+54,1 rdr). Z kolei łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w styczniu 2017 r. wyniósł 7,5 TWh, czyli o 35,9% mniej niż rok wcześniej.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2] na rynkach spot i terminowym wyniósł 3,3 TWh, co oznacza spadek o 11,4% w stosunku do stycznia 2016 r. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wyniósł w styczniu 2017 r. 15,3 ktoe[3].

Kapitalizacja 434 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku (GR) na koniec stycznia 2017 r. wyniosła 592,5 mld zł. Łączna kapitalizacja 487 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW wyniosła na koniec stycznia 2017 r. 1 167,4 mld zł.

W styczniu 2017 r. na Głównym Rynku zadebiutowała spółka Setanta, na rynku NewConnect zadebiutowały dwie spółki: Money Makers TFI oraz Kofama Koźle.

W styczniu 2017 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, o 2 więcej niż rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

1 Transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych.

2 Świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg).

3 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

[1] Transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych.

[2] Świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg).

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Dolar umacnia się przed dzisiejszym posiedzeniem Fed-u

Dolar umacnia się dziś do koszyka walut po tym, jak zaliczył najgorszy miesiąc od marca zeszłego roku w związku z obawami o nieprzewidywalną politykę Donalda Trumpa. W dniu dzisiejszym inwestorzy oczekują na posiedzenie FOMC, podczas którego poznamy decyzję odnośnie poziomu amerykańskich stóp procentowych. Pomimo iż szanse na dzisiejszą podwyżkę stóp wynoszą jedynie około 4 proc., to ważne znaczenie będzie mieć treść oświadczenia Fed-u publikowanego z decyzją. Członkowie Fed-u powinni odnieść się do napływających danych ekonomicznych, pokazujących silny wzrost gospodarczy, stabilny napływ nowych miejsc pracy oraz rosnącej powoli inflacji. Ciekawe jest natomiast czy i jak członkowie Fed-u odniosą się do zapowiedzi prezydenta Trumpa odnośnie przyszłej polityki fiskalnej oraz ostatnich komentarzy odnośnie kursu dolara względem chińskiego juana, japońskiego jena czy euro. 

Para EURUSD traci obecnie 0,5 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,0740, natomiast para USDJPY zyskuje 1 proc. handlując w pobliżu poziomu 113,80. Dolara wspierają dziś dobre dane z amerykańskiego rynku pracy opublikowane przez prywatny instytut ADP. Według niego w styczniu w sektorze prywatnym przybyło 246 tys. nowych miejsc pracy wobec konsensusu rynkowego na poziomie 168 tys. Dane są dobrym prognostykiem przed oficjalnymi rządowymi danymi, które zostaną opublikowane w piątek. Dolar zyskuje dziś również nieznacznie do złotówki po nieudanej próbie przebicia przez parę USDPLN psychologicznego poziomu 4 zł.

Funt brytyjski umacnia się w oczekiwaniu na wynik pierwszego głosowania parlamentarnego odnośnie wprowadzenia w życie artykułu 50 Traktatu o Unii Europejskiej, czyli formalnego rozpoczęcia procedury Brexitu. Nie oczekujemy tutaj jakiejś niespodzianki, ponieważ parlamentarzyści powinni zagłosować zgodnie z wolą narodu. Funta wspierają również mocne dane z brytyjskiej gospodarki. Przemysłowy PMI wyniósł tam w styczniu 55,9 proc., co jest w pobliżu 2,5 rocznego maksimum. Para GBPUSD rośnie 0,6 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,2650, a para GBPJPY aż 1,6 proc., handlując w pobliżu poziomu 144 jenów. Para EURGBP traci 1 proc., handlując w pobliżu poziomu 0,8490. Funt zyskuje też ponad 1 proc. do złotówki i trzeba już za niego płacić ponad 5,08 zł. Inwestorzy oczekują również na jutrzejsze posiedzenie Banku Anglii i komentarze gubernatora Marka Carneya odnośnie polityki pieniężnej.

Na europejskich i amerykańskich parkietach panują dobre nastroje po lepszych od oczekiwań wynikach finansowych za 2016 rok, opublikowanych przez takich gigantów jak Apple Inc, Siemens AG czy Volvo AB. 73 proc. spółek z indeksu S&P500, które już opublikowało swoje wyniki miało w zeszłym roku zyski lepsze od oczekiwań analityków.  Dlatego też, indeks ten rośnie 2 dzień z rzędu handlując w pobliżu poziomu 2280 punktów. Wyjątkowo dobrą sesję zalicza niemiecki DAX, rosnąc ponad 1,5 proc. i handlując w pobliżu poziomu 11700 punktów. Również WIG20 zyskuje już ponad 1,2 proc. i handluje w pobliżu 2080 punktów. W dniu dzisiejszym swoje raporty ogłoszą m.in. Facebook Inc. oraz Amazon.com Inc.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Winter is coming…

Na rynku kapitałowym panuje skrajny, wręcz przesadny optymizm. Każdy spodziewa się dalszych wzrostów, ochota inwestorów na kupno sięga zenitu. Banki komercyjne zaczynają przedzwaniać do klientów detalicznych, przecież niektóre spółki zawsze rosną. Facebook pobija nowe rekordy, Netflix posiada coraz większą liczbę abonentów. Można zarobić 10-20 procent rocznie, ale to tylko iluzja. W ostatnim czasie media zaczęły rzucać coraz więcej światła na obecną hossę, obecna sytuacja zaczyna przypominać 2007 rok, gdzie również panowała euforia. Pamiętacie co się później stało? Po euforii przyszedł niepokój, a ostatecznie depresja i załamanie rynku.

Winter is coming... 13

Źródło: Buffet

Media przedstawiają, że wszystko jest w porządku, natomiast spoglądając głębiej możemy dowiedzieć się bardzo ciekawych rzeczy. Po pierwsze, insiderzy sprzedają coraz więcej akcji.

Insider trading (lub insider dealing) – transakcje papierami wartościowymi notowanymi na rynku giełdowym danej spółki dokonywane przez osoby mające dostęp do informacji niejawnych dotyczących tej spółki i wykorzystujące te informacje do osiągnięcia prywatnego zysku.

Poniżej znajdują się ostatnie transakcje insiderów. Niestety, kwoty na które zostały sprzedane akcje są o wiele większe, niż w przypadku transakcji kupna.

Winter is coming... 14

Źródło: zerohedge

Kolejnym powodem do obaw mogą być bardzo niskie notowania indeksu strachu (VIX). Indeks może być nazwany również jako indeks zmienności. Od momentu powstania uznawany jest za barometr sentymentu inwestorów, rynkowej zmienności oraz koniunktury. Jeżeli krótkoterminowa zmienność rośnie.

Winter is coming... 15

Źródło: Chicago Board Options Exchange, Goldman Sachs Global Investment Research

Według danych opracowanych przez Goldman Sachs, od 1990 roku na obecnych poziomach VIX był notowany jedynie przez 1.7% czasu. W większości przypadków notowania VIX-a odbywały się w przedziale od 10 do 14. Z tego względu powinniśmy spodziewać się niebawem rosnącej zmienności. Niskie notowania indeksu strachu nie są także potwierdzone przez indeks niepewności politycznej.

Winter is coming... 16

Źródło: Bloomberg

Na rynek spływa coraz większa ilość negatywnych informacji, doinformowani inwestorzy wiedzą, co może być tego następstwem. Z drugiej strony stoją niedoświadczeni inwestorzy, którzy mogą śledzić oficjalne media podające tylko informacje pozytywne.

Więcej informacji na temat obecnej hossy dowiesz się podczas spotkania „Smart Inwestor”, które zaplanowano na 8 lutego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Dopłaty MdM 2017 wyczerpane. Co dalej?

Tegoroczne środki przewidziane na Mieszkanie dla Młodych zostały wykorzystane
w miesiąc. Sprawdzamy, czy koniec rządowych dopłat zmieni sytuację na rynku oraz co to oznacza dla klientów?

Rządowy program Mieszkanie dla Młodych (MdM) zaplanowano na lata 2014-2018. W każdym roku obowiązuje odrębny budżet. Zainteresowanie programem rośnie z każdym rokiem jego funkcjonowania. W 2014 roku klienci skorzystali z 35% środków, a w 2015 roku z nieco ponad 70%. Od 2016 roku rządowe pieniądze są wykorzystywane w całości. W tym roku taka sytuacja miała miejsce już po miesiącu.

Na naszym osiedlu zauważyliśmy zwiększone o 30% w stosunku do I półrocza ubiegłego roku zainteresowanie mieszkaniami z dofinansowaniem – mówi Roma Peczyńska, marketing manager poznańskiego Red Parku. Klienci często pytali o MdM. Wiedzieli, że pozwala on zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, które można przeznaczyć między innymi na wykończenie nieruchomości – dodaje.

To jeszcze nie koniec

Zdaniem ekspertów szybkie zakończenie przyjmowania wniosków na 2017 rok doprowadzi do wzrostu liczby zainteresowanych mieszkaniami z dofinansowaniem z 2018 roku. Umożliwiają to założenia programu, według którego wypłacenie środków może nastąpić na końcu transakcji, czyli w momencie oddania budynku do użytkowania – mówi Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży inwestycji Alpha Park, gdzie wciąż można znaleźć lokale w ramach MdM.

Osoby, które zamierzają skorzystać z rządowego dofinansowania muszą pamiętać o obowiązujących limitach. Dotyczą one wielkości mieszkania i ceny za metr kwadratowy.

Powierzchnia nie może przekraczać 75 mkw. Przy trójce dzieci wzrasta o 10 mkw. Ograniczenie dotyczy również ceny. Próg dla Warszawy wynosi 6433 zł/mkw. Podejmując decyzję należy pamiętać, że mieszkania w Warszawie mieszczące się w limicie Mieszkanie dla Młodych to rzadkość – mówi Andrzej Marczakiewicz, doradca finansowy Finamax.

Co dalej?

Eksperci firmy Reas przewidują, że dostępny budżet MdM na 2018 rok skończy się już w II kwartale br. Wygaśnięcie programu MdM może spowodować pewną zmianę na rynku nieruchomości.

Lokale dostępne dzisiaj w programie Mieszkanie dla Młodych mogą stać się mniej osiągalne bez dofinansowania dla pewnej grupy klientów, szczególnie dla młodych małżeństw i rodzin, dla których jest to często znaczące wsparcie finansowe – mówi Tomasz Wilczek, dyrektor generalny RED Real Estate Development. Wówczas na znaczeniu mogą zyskać preferencyjne warunki i harmonogramy płatności, które są znane klientom wszystkich naszych inwestycji – dodaje.

Preferencyjne systemy płatności znają między innymi klienci inwestycji premium, które z racji niskiego limitu programu Mieszkanie dla Młodych, nie kwalifikowały się do rządowego dofinansowania.

Proponujemy naszym klientom wygodny, oszczędny system płatności 20/80 – 20% wartości nieruchomości wpłacają przy podpisaniu umowy deweloperskiej, a pozostałą część przy odbiorze kluczy – mówi Anna Osiecka, marketing manager Nowej Papierni Ultra Novej, apartamentów i soft loftów z wykończeniem w cenie, które powstają we Wrocławiu.

Mieszkanie dla Młodych będzie funkcjonowało do końca 2018 roku.

3 ważne zmiany w obszarze ubezpieczeń społecznych w 2017 r.

Krótszy okres przedawnienia należności z tytułu składek ZUS i roszczeń o zwrot nadpłaconych składek, nowe zasady zatrudniania i rozliczania pracowników ze Wschodu, a także większa kontrola umów o dzieło – to najważniejsze zmiany w obszarze ubezpieczeń społecznych, jakie czekają nas w 2017 roku. Co oznaczają one dla przedsiębiorstw? Wyjaśniają eksperci Ayming Polska.

Nowy rok przynosi kolejne zmiany w obszarze ubezpieczeń społecznych, które będą miały istotny wpływ na działalność przedsiębiorstw. Już od stycznia 2017 r. zaczął w pełni obowiązywać 5-letni (o połowę krótszy niż do tej pory) okres przedawnienia należności z tytułu składek oraz roszczeń o zwrot nadpłaconych składek ZUS. Już wkrótce firmy przyjmujące do pracy cudzoziemców ze Wschodu będą musiały zmierzyć się z nowymi zasadami zatrudniania i wynagradzania tych pracowników. Z kolei w związku z dążeniem do uszczelnienia systemu ubezpieczeń społecznych, w tym roku przedsiębiorstwa powinny liczyć się ze wzmożonymi kontrolami ZUS i szczegółową weryfikacją zawartych umów o dzieło.

  1. Szybsze przedawnienie należności z tytułu składek ZUS i roszczeń o zwrot nadpłat

Począwszy od stycznia 2012 r., należności z tytułu składek odprowadzanych do organu rentowego ulegają przedawnieniu po upływie 5 lat licząc od dnia, w którym minął termin ich płatności. Do grudnia ubiegłego roku obowiązywały dwa okresy przedawnienia należności z tytułu składek: 5-letni i 10-letni, a stosowany był okres „korzystniejszy” dla firmy. Natomiast od stycznia 2017 r., w praktyce przedsiębiorcy będą zobowiązani rozliczyć się ze składek co do zasady maksymalnie do 5 lat wstecz. I tak składki za grudzień 2012 r. przedawniły się z dniem 16 stycznia 2017 r., z kolei składki za styczeń 2013 r. przedawnią się z dniem 15 lutego 2017 r. Temu samemu ograniczeniu ulega możliwość dochodzenia przez organ rentowy należności składkowych sprzed 5 lat. Wspomniana regulacja będzie miała istotne znaczenie dla przedsiębiorców, zwłaszcza w przypadku zidentyfikowania przez nich nienależnie opłaconych składek na ubezpieczenia społeczne czy też roszczeń związanych ze zwrotem nadpłaconych składek w okresach przeszłych.

  1. Nowe zasady zatrudniania i rozliczania cudzoziemców zza wschodniej granicy

Już wkrótce mają obowiązywać nowe zasady przyjmowania pracowników z Białorusi, Ukrainy, Gruzji, Rosji, Mołdawii i Armenii. Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w 2017 r. zostanie wprowadzona nowelizacja  przepisów w zakresie zatrudniania cudzoziemców w Polsce. Intencją zapowiadanych zmian jest wdrożenie dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej w sprawie warunków wjazdu i pobytu obywateli państw trzecich w celu zatrudnienia w charakterze pracownika sezonowego. Planowane zmiany przepisów mają uszczelnić procedurę uproszczoną i ograniczyć nadużycia związane z rejestrowaniem oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy w Polsce. Do tej pory przedsiębiorcy chcąc zatrudnić obcokrajowca składali w powiatowym urzędzie pracy oświadczenie o zamiarze powierzenia pracy, które umożliwiało wykonywanie obowiązków bez zezwolenia przez 6 miesięcy. Po nowelizacji wymagane będzie posiadanie zezwolenia: sześciomiesięcznego na pracę krótkoterminową (dla obywateli Ukrainy, Białorusi, Armenii, Gruzji, Rosji i Mołdawii) oraz ośmiomiesięcznego na pracę sezonową (dla obywateli wszystkich państw trzecich). Dokument będzie obowiązywał w danym roku kalendarzowym, a nie jak było do tej pory – w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Zezwolenie wyda starosta, a uzyskanie dokumentu będzie wymagało uiszczenia opłaty w wysokości 30 zł, co w przypadku przedsiębiorców zatrudniających na dużą skalę, oznacza wzrost kosztów zatrudnienia. Zgodnie z zapowiadanymi zmianami, wynagrodzenie obcokrajowca będzie musiało być porównywalne do wynagrodzenia polskiego pracownika na podobnym stanowisku, a godzinowa stawka nie będzie mogła być niższa niż tzw. minimalna, która w 2017 r. wynosi 13 zł. Nawet jeśli przedsiębiorstwo rozpocznie z obcokrajowcem współpracę w ramach umowy zlecenia, będzie miało obowiązek przestrzegania wysokości godzinowej stawki, która jest stosowana w przypadku zawierania umów o pracę. Każdy pracownik powinien także podlegać ubezpieczeniu zdrowotnemu. W związku z powyższym, coraz większym wyzwaniem związanym z zatrudnianiem cudzoziemców, stanie się rozliczanie ich składek na ubezpieczenia społeczne.

„Już teraz działy kadr i płac coraz częściej wskazują na trudności w zatrudnianiu i rozliczaniu cudzoziemców ze Wschodu. Obszarem, który przysparza szczególnych trudności, jest sposób zgłaszania obcokrajowców do ZUS oraz rozliczanie za nich należnych składek na ubezpieczenia społeczne. Firmy nie do końca wiedzą, w jaki sposób realizować ten proces, co wymusza częste konsultacje z ZUS. Biorąc pod uwagę, że pracownicy z Ukrainy i Białorusi w coraz większym stopniu uzupełniają deficyt kadrowy na polskim rynku pracy, kwestia trudności w rozliczaniu ich pracy staje się powszechnym problemem, zwłaszcza w branżach często korzystających z takiego wsparcia, np. transporcie, budownictwie czy przetwórstwie przemysłowym. Dobra polityka informacyjna mogłaby skutecznie rozwiązać ten problem – podkreśla Robert Adamczyk, Project Manager w Dziale Ubezpieczeń Społecznych i Środowiska Pracy w Ayming Polska.

  1. Umowy o dzieło pod lupą ZUS

W ostatnim czasie Zakład Ubezpieczeń Społecznych kładzie duży nacisk na weryfikację prawidłowości zawierania umów cywilnoprawnych, zwłaszcza umów o dzieło. W związku z tym firmy powinny pamiętać, że wybór określonego rodzaju kontraktu wiąże się z koniecznością przestrzegania obowiązujących przepisów. Charakter prawny umowy określa przede wszystkim jej treść oraz warunki i okoliczności towarzyszące jej wykonywaniu. ZUS wskazuje na najważniejsze cechy wyróżniające właściwie zawartą i realizowaną umowę o dzieło. Są to m.in.: właściwy przedmiot i cel umowy, odpowiedzialność wykonawcy, pewność rezultatu oraz sprawdzian na istnienie wad fizycznych. Przedsiębiorstwa zawierające umowy o dzieło powinny mieć na względzie wskazane kryteria, ponieważ w toku kontroli ZUS będą one szczegółowo weryfikowane. Zgodnie ze znowelizowanymi przepisami ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, od 1 stycznia 2017 r. kontrole ZUS będą wszczynane po tzw. wstępnej analizie ryzyka. Będzie ona identyfikować obszary podmiotowe i przedmiotowe, w których ryzyko naruszenia przepisów jest największe. Firmy nie będą już typowane do kontroli w sposób przypadkowy. Teraz to algorytm stosowany przez ZUS może wybrać do weryfikacji tych płatników, u których zauważono np. zawarcie znaczącej liczby umów o dzieło.

„Umowa o dzieło jest wciąż jedną z nielicznych, które nie podlegają oskładkowaniu. Sytuacja ta jednak już wkrótce może ulec zmianie. Zgodnie z zapowiedziami rządu, w ramach uszczelnienia systemu ubezpieczeń społecznych, rozważane jest częściowe oskładkowanie umów o dzieło. Oznacza to, że od takich umów byłyby odprowadzane składki rentowe i emerytalne (z wyłączeniem składki wypadkowej i chorobowej). Ozusowanie umów zleceń oraz zapowiedź oskładkowania umów o dzieło to informacja dla firm, że warto poszukać rozwiązań w innych obszarach ubezpieczeń społecznych. To może być składka wypadkowa, korzystanie z programów pomocowych skierowanych dla rynku pracy czy modyfikacja elementów systemów motywacyjnych” – komentuje Robert Adamczyk, Project Manager w Dziale Ubezpieczeń Społecznych i Środowiska Pracy w Ayming Polska.

Podsumowując, od 2017 r. ZUS będzie miał mniej czasu na upomnienie się o zaległe należności z tytułu składek, ale i przedsiębiorstwa będą mogły odzyskać ewentualne nadpłaty maksymalnie do 5 lat wstecz. Działy kadr i płac w firmach zatrudniających cudzoziemców zza wschodniej granicy będą coraz częściej sięgać po opinie specjalistów i ZUS, aby mieć pewność, że prawidłowo rozliczają pracowników. W 2017 r. na celowniku ZUS na pewno będą umowy o dzieło, dlatego przedsiębiorstwa powinny z dużą ostrożnością stosować ten rodzaj umowy cywilnoprawnej. Co jeszcze przyniesie 2017 r.? Przekonamy się wkrótce.

Raport CBRE: Warszawski Rynek Biurowy po 2016 roku

Stołeczny rynek biurowy jest w doskonałej kondycji. Rok 2016 był rekordowy pod względem nowej powierzchni oddanej do użytkowania, a łączna podaż na koniec roku przekroczyła 5 milionów mkw. Na rynek trafiły jedne z największych projektów w stolicy Q22 oraz Warsaw Spire. Mimo dużego nasycenia, aktywność deweloperów wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie – w budowie znajduje się ponad 60 projektów, które dostarczą na rynek 850 000 mkw.

Według najnowszego raportu Office Market View – Warszawski Rynek Biurowy po IV kw. 2016 przygotowanego przez firmę CBRE wynika, że wysokiej aktywności deweloperów towarzyszy stabilny popyt. Aktywność najemców była niewiele niższa niż w rekordowym 2015 roku, aczkolwiek wciąż utrzymywała się na poziomie ponad 750 tys. mkw. – nieosiągalnym dla poprzednich lat. Dostępność wysokiej jakości powierzchni biurowej wciąż przyciąga do Warszawy nowych graczy, ale prawdziwym wyzwaniem staje się utrzymanie najemcy w starszych biurowcach. Zauważalna jest tendencja rozwoju organizacji, które dobierają przestrzenie, rearanżują istniejące lub wynajmują większe biura.

Są obszary, których wpływu na rynek nieruchomości nie jesteśmy obecnie w stanie jednoznacznie oszacować. Mamy tu na myśli niepewność odczuwalną w krajach europejskich oraz nieznaną jeszcze w pełni, nową politykę Stanów Zjednoczonych. Rok 2017 będzie rokiem wyzwań i sprawdzianem dla elastyczności rynku, na pewno utrzyma się aktywność firm budowlanych, a warszawski rynek biurowy urośnie o kolejne 360 tys. mkw. Niewiadomą jest natomiast czy utrzyma się dotychczasowa aktywność najemców, choć wstępne szacunki wskazują, że tak.” komentuje Łukasz Kałędkiewicz, Senior Director, Head of Advisory & Transaction Services, Office, CBRE

W ostatnich kwartałach miał miejsce stopniowy spadek wartości czynszów w Warszawie. Czynsze umowne szacowane są obecnie na poziomie 23,00 EUR/mkw./m-c. za najbardziej atrakcyjne powierzchnie biurowe. CBRE przewiduje, że wartości te powinny pozostać na podobnym poziomie w najbliższym okresie.

GUS: firmy reklamują się na „chybił trafił”, zalewając internet śmieciowymi banerami

Najnowsze badanie GUS dowodzi, że polscy przedsiębiorcy sięgają po reklamy internetowe ochoczo, jednak nawet w połowie nie wykorzystują drzemiącego w nich potencjału. W efekcie, polski internet pęka w szwach od nikomu niepotrzebnych banerów i wyskakujących nachalnie okienek, które powodują, że już 42 proc. rodzimych internautów zainstalowało wtyczki blokujące reklamy. Receptą na to może być Big Data marketing, pozwalający docierać z precyzyjnie dopasowanym przekazem do potrzeb i zainteresowań.

Coraz więcej firm reklamuje się w sieci. Według badania PwC AdEx, zrealizowanego na zlecenie IAB Polska, po trzech kwartałach 2016 roku wartość reklamy online w Polsce wzrosła o prawie 370 mln zł względem roku wcześniejszego, notując 17 proc. wzrost. Okazuje się jednak, że są to często pieniądze wyrzucone w błoto.

Reklama online? Jak kulą w płot

Z najnowszych danych GUS wynika, że w Polsce już 27,7 proc. przedsiębiorstw decyduje się na dotarcie z przekazem do potencjalnych klientów za pośrednictwem Internetu. Przemawia za tym stosunkowo niski koszt powierzchni reklamowej i wysoki zwrot z inwestycji, jednak eksperci zwracają uwagę, że aby reklama była skuteczna, konieczne jest jej umiejętne targetowanie – dopasowanie do preferencji i zainteresowań internautów. Dane opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny nie pozostawiają w tej materii jednak żadnych złudzeń. Jedynie 6,9% przedsiębiorstw korzysta z geolokalizacji, by wyświetlać reklamy w oparciu o geograficzne położenie internautów. Podobnie wygląda sytuacja z dopasowaniem reklam do zainteresowań użytkowników sieci. W zaledwie 7,3 proc. przypadków reklamodawcy wykorzystują ich wcześniejszą aktywność, by wyodrębnić odpowiednio sprofilowaną grupę, a następnie dotrzeć do niej z dopasowanym przekazem. – Oznacza to, że mimo dostępności coraz bardziej zaawansowanych i skutecznych narzędzi do targetowania, w polskim Internecie treści marketingowe podróżują bezwiednie, a reklamodawcy umieszczają je tam niemal na „chybił trafił”. Taki sposób dystrybucji jest nie tylko mało skuteczny, lecz także nachalny i często irytujący – zwraca uwagę Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, największej hurtowni danych w Europie zbierającej dane o preferencjach i zainteresowaniach internautów.

Nic więc dziwnego, że Polacy notorycznie zalewani krzykliwymi banerami, głośnymi spotami promocyjnymi i natrętnymi kreacjami, coraz częściej sięgają po oprogramowanie blokujące wyświetlanie reklam w przeglądarce. Według raportu OnAudience.com, nad Wisłą korzysta z niego najwięcej na świecie, bo aż 42 proc. internautów. Z tego powodu cierpią zarówno przedsiębiorcy, jak i wydawcy. Jak podaje serwis eMarketer, w 2016 r. z powodu adblocków ich globalne straty sięgnęły nawet 27 mld dolarów.

Reklamodawcy często planują kampanie internetowe sugerując się ogólnymi statystykami przedstawiającymi najpopularniejsze portale w danej kategorii. Takie podejście jest mało skuteczne, ponieważ zakłada wyświetlanie reklam wszystkim czytelnikom, niezależnie od ich zainteresowań. I tak np. osoba zainteresowana kupnem sportowych butów natknie się na baner zachwalający prostownicę do włosów, a ktoś, kto właśnie wziął kredyt na mieszkanie, zobaczy reklamę nowej inwestycji. Na szczęście dysponujemy już technologią, która wykorzystuje dane o zachowaniach i zainteresowaniach internautów do personalizacji i targetowania reklam. Big Data marketing daje reklamodawcom niespotykane dotychczas możliwości i dostarcza nadzwyczajne wyniki. Dzieje się tak za sprawą głębokiej analizy anonimowych profili internautów i wygenerowanych przez nie rozległych zbiorów danych – przekonuje Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Według IDC, w roku 2016 wartość globalnego rynku danych i analityki biznesowej poszła mocno w górę. Wycenia się go już na 130 mld dolarów. To o ponad 18 mld dolarów więcej niż w roku poprzednim. Z prognoz wynika, że w kolejnych latach rynek będzie rósł w tempie dwucyfrowym, a w 2020 roku przekroczy próg 203 mld dolarów.

O połowę taniej

Dostrzegają to najwięksi gracze na rynku, tacy jak Facebook czy Google. Ten ostatni zapowiedział właśnie kolejną istotną zmianę na należącym do korporacji portalu YouTube. Niebawem wyświetlane tam reklamy mają być dopasowane do zainteresowań użytkowników na podstawie kolejnego sposobu targetowania, w tym przypadku za pomocą historii wyszukiwania. Takie rozwiązanie wpisuje się w trend korzystania z danych do celów marketingowych. Eksperci przekonują, że jego zignorowanie, to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Firmy płacą za realizacje kampanii, które w znikomym stopniu docierają do grupy docelowej, kiedy nowoczesne rozwiązania pozwalające na precyzyjne targetowanie są już na wyciągnięcie ręki. Dobrym przykładem może być kampania zrealizowana przy wykorzystaniu Big Data przez agencję Audience Network dla jednej z wiodących firm ubezpieczeniowych. Zanotowała ona 50 proc. wzrost liczby konwersji, przy kosztach mniejszych o 33 proc. Koszt za kliknięcie spadł o 48 proc.

Możliwości Big Data są ogromne, niestety firmy przyzwyczajone do utartych schematów postępowania nie zdają sobie z tego sprawy i wciąż sięgają po te same rozwiązania, co 10 lat temu. Rozrzutność i nieefektywność nie musi być domeną reklamy w Internecie. Nachalna reklama internetowa tylko zachęca użytkowników do stosowania wtyczek typy AdBlock – zwraca uwagę Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

W ubiegłym roku firma opracowała UnBlock, czyli nowy sposób emisji reklamy internetowej, który omija adblocki i umożliwia wydawcom wyświetlenie zablokowanych wcześniej reklam w dowolnym formacie. Ponadto, dzięki wykorzystaniu danych z należącej do Cloud Technologies platformy OnAudience.com, która przetwarza już ponad 3 mld cyfrowych profili internautów, wyświetlane reklamy docierają z wyjątkową dokładnością do potencjalnych konsumentów.

– – –

Komunikat prasowy powołuje się na raport GUS „Wykorzystanie technologii informacyjno-(tele)komunikacyjnych w przedsiębiorstwach i gospodarstwach domowych w 2016 roku”.

Scabrosus: Sztuczna inteligencja pomoże w optymalizacji kosztów

Scabrosus wykorzystuje technologię, która pozwala przetwarzać pozostałości poprodukcyjne z różnych gałęzi przemysłu – głównie spożywczego i drzewnego – na pełnowartościowe włókna pokarmowe i przemysłowe. Mają one bardzo szerokie zastosowanie w wielu przemysłach – najpopularniejszymi są spożywczy, tworzywowy, paszowy oraz farmaceutyczny i budowlany. Skala zastosowań jest obszerna.

Firma opiera się na własnych rozwiązaniach wykorzystujących sterowanie procesami przemysłowymi. Pozwala to na uzyskiwanie lepszej jakości i trwałości niż produkty konkurencyjne. Scabrosus podpisał umowę z PARPem na dofinansowanie technologii w kwocie 500.000 zł. To nie jedyna instytucja, która zaufała spółce i zdecydowała się wesprzeć projekt – wcześniej 700.000 zł przekazał Świętokrzyski Inkubator Technologii.

– Tworzymy nowe, innowacyjne produkty pozwalające optymalizować koszty naszych klientów – powiedział agencji eNewsroom.pl Przemysław Borgosz, prezes zarządu Scabrosus – Istotny jest fakt, że na rynku nikt nie prowadzi tego typu działalności, a konkurenci oferują standardowe produkty. Z tego względu mocno inwestujemy w rozwój infrastruktury maszynowej i w technologię związaną ze sztuczną inteligencją. Maszyneria pozwalałaby sama dostosowywać różne procesy, które optymalizowałaby według założonych parametrów. Komputer jest w stanie dużo lepiej zarządzać niż człowiek. Byłby to kolejny krok w ograniczeniu kosztów i zwiększeniu rentowności.

Część ze wspomnianych rozwiązań jest już wdrażana, lecz brakuje nam oprogramowania i systemu sterowania całą linią. Dlatego poszukujemy obecnie środków, a prace wdrożeniowe chcielibyśmy zakończyć w pierwszym półroczu 2017 roku – powiedział Borgosz.

Geotrans szacuje podwojenie przychodów i znaczący wzrost zysków

Geotrans, podmiot zajmujący się gospodarką odpadową w branży ochrony środowiska, zaprezentował szacunki wyników finansowych minionego roku w ujęciu jednostkowym, dotyczącym podstawowej działalności spółki. Przychody ze sprzedaży wyniosły 15,84 mln zł, zysk EBITDA wzrósł o ponad 50 proc. do 3,18 mln zł., a zysk netto – zwiększył się do 2,39 mln zł (+35 proc.). Na rezultaty przejętej Kompanii Elektrycznej i tym samym wynik skonsolidowany – mogą mieć niekorzystny wpływ skutki finansowe sporu z jednym z kontrahentów.

Spółka w 2016 r. nawiązała współpracę m.in. z jednostkami samorządowymi w Katowicach, Wrocławiu, Cieszynie i Chorzowie. W 2015 r. Geotrans S.A. raportował 7,89 mln zł przychodów ze sprzedaży 2,03 mln zł EBITDA oraz 1,76 mln zł zysku netto

Miniony rok był udanym okresem dla Geotransu. Udało nam się podwoić skalę działalności
i wypracować istotny na każdym poziomie wyników. Systematycznie zdobywamy kolejne kontrakty w zakresie odbioru i zagospodarowywania osadów ściekowych oraz ubocznych produktów spalania i liczymy, że 2017 rok również przyniesie dalsze wzmocnienie naszej pozycji konkurencyjnej, popartej zwyżką wyników finansowych
– powiedział Przemysław Weremczuk, Prezes Zarządu Geotrans S.A.

Spółka poinformowała także o sporze jednostki zależnej – Kompanii Elektrycznej z Torpol S.A. na wykonanie robót budowlanych w zakresie instalacji elektrycznych na inwestycji Dworzec Podziemny – Nowa Łódź Fabryczna. Kwota sporu wynosi 4,1 mln zł; ponadto ze strony kontrahenta została naliczona kara umowna w wysokości 3,7 mln zł.

Spór Kompanii Elektrycznej ze spółką Torpol rodzi ryzyko niezrealizowania naszej prognozy wyniku EBIT w wysokości 4,6 mln zł w minionym roku, choć jesteśmy dobrej myśli co do korzystnego rozwoju sytuacji. Podobnie jak Zarząd Kompanii Elektrycznej sądzimy, że nie zachodzą podstawy do naliczenia kary umownej. Kompania będzie wnioskować o  zapłatę za wykonane dodatkowe prace oraz należne odszkodowanie – dodał Przemysław Weremczuk.

Firma funkcjonująca w trzech segmentach – odbiorze komunalnych osadów ściekowych, usługach rekultywacji zdegradowanych terenów i zagospodarowywaniu ubocznych produktów spalania, w czerwcu 2016 r. nabyła 51% udziałów w Kompanii Elektrycznej, firmy inżynieryjno-projektowo-budowlanej. Krok pozwala na opracowanie kompleksowej oferty przede wszystkim dla sektora wodno-kanalizacyjnego i energetycznego.

Raport: Smart Working wspiera cele biznesowe przedsiębiorstwa

Według danych Future Workplace, najbardziej cenionym przez pracowników benefitem jest dziś elastyczność, która wyprzedza m.in. bonusy związane z opieką medyczną. Jednak, na skalę międzynarodową, elastyczny model pracy oferuje zaledwie jedna trzecia firm. Jak wygląda sytuacja na rodzimym rynku pracy?

Mikomax Smart Office we współpracy z ABSL opublikował właśnie wnioski z pierwszego w Polsce projektu badawczego poświęconego smart workingowi. Wynika z niego, że wiodący pracodawcy już wdrażają takie rozwiązanie i – biorąc pod uwagę doświadczenia firm zagranicznych – mogą liczyć na wymierne korzyści płynące z elastycznej pracy, w postaci nie tylko optymalizacji kosztów działania przedsiębiorstwa, ale także zwiększenia produktywności i kreatywności. Opracowanie stanowi także pierwszy tego typu praktyczny przewodnik poświęcony wprowadzeniu smart workingu, zawierający zestaw narzędzi pomocnych na poszczególnych etapach przeprowadzania zmian.

Według definicji firmy doradczej Variazioni smart working to model biznesowy, który zakłada,
że obowiązki służbowe wykonywane są w miejscu i czasie wybranym przez pracownika
i uzgodnionym wcześniej z pracodawcą. Co ważne, z założenia taka organizacja pracy przynosi obopólne korzyści w postaci większej efektywności, kreatywności, ale także wzrostu zaangażowania w wykonywane zadania i łatwiejszego łączenia ról prywatnych z zawodowymi.

Centra usług dla biznesu uczestniczące w projekcie badawczym Mikomax Smart Office i ABSL wykazują dużą gotowość do wprowadzenia smart workingu we wszystkich czterech obszarach analizowanych w ankiecie przygotowanej przez Variazioni. Są to polityka wewnętrzna, przywództwo, technologia i aranżacja przestrzeni biurowej.  Badanie pokazało, że zainteresowani smart workingiem są zarówno pracownicy, jak i pracodawcy. Co ciekawe, najbardziej otwarci na zmiany w modelu pracy są menedżerowie wysokiego szczebla. Ich zdaniem smart working może mieć pozytywny wpływ na kluczowe obszary funkcjonowania firmy. Jeśli chodzi o powody wprowadzenia elastycznego modelu pracy, najwyższą ocenę w badaniu otrzymała możliwość przyciągnięcia najlepszych kandydatów. Poza budowaniem marki pracodawcy bardzo istotne korzyści smart workingu to lepsza efektywność, redukcja absencji czy zmniejszenie ilości podróży służbowych – komentuje Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu oraz Członek Zarządu Mikomax Smart Office.

Opisane w raporcie doświadczenia grupy włoskich pracodawców pokazują, że smart working przynosi wymierne korzyści.

Przeanalizowaliśmy wpływ elastycznej pracy za pomocą badania przeprowadzonego na grupie 1000 pracowników i menedżerów. Obliczyliśmy, że każdy ze specjalistów realizujących zadania w tym trybie zyskuje średnio 11 godzin w ciągu sześciu miesięcy. Zaledwie w pół roku oszczędności w zakresie transportu sięgnęły 43 tys. euro. 94 proc. menedżerów przyznało, że zmiany wiązały się ze wzrostem lub utrzymaniem dotychczasowego poziomu efektywności. Jednocześnie każda z analizowanych firm czerpała korzyści ze zmian w organizacji pracy, jednocześnie dostosowując go do własnych potrzeb. Na przykład ABB umożliwiło specjalistom skorzystanie z 25 dni w roku pracy poza biurem, dopuszczając możliwość wykonywania obowiązków z domu lub innego miejsca. Dni w których dany pracownik korzysta ze smart workingu uzgadniane są wcześniej z menedżerem. Z kolei inny z pracodawców biorących udział w projekcie – Banco Popolare – zezwala na dwa dni pracy w trybie smart workingowym w tygodniu, przy czym pracownicy mogą wykonywać swoje obowiązki z domu, albo wybranych oddziałów banku tłumaczy Arianna Visentini, CEO Variazioni.

12 kroków do smart workingu

Autorzy opracowania nie tylko wskazali na korzyści elastycznej pracy, ale także stworzyli pierwszy na polskim rynku zestaw dwunastu kroków umożliwiających sprawne i efektywne wprowadzenie tego modelu. Narzędzia te można pogrupować wokół czterech kategorii: kultura przedsiębiorstwa, organizacja pracy, technologia i uwarunkowania prawne. Warto podkreślić, że smart working nie oznacza tylko zmian na poziomie infrastruktury, ale stanowi przede wszystkim filozofię zarządzania zespołem. Według opracowania, specjaliści realizujący zadania w trybie smart workingowym oceniają, że taki model pozytywnie wpływa na rozwój kompetencji, jakość wykonywanej pracy, satysfakcję i zaangażowanie, a także zachowanie równowagi między pracą a życiem prywatnym. Dlatego planując zmiany w organizacji warto szczególny nacisk położyć na zagadnienia związane z kulturą organizacyjną.

Aby czerpać pełne korzyści z elastycznego modelu pracy, konieczne jest też rozwijanie w zespole odpowiednich umiejętności i postaw. Zdaniem menedżerów HR należą do nich dzielenie się wiedzą, postawa proaktywna, zorientowanie na cel, a także sprawna komunikacja w kanałach wirtualnych.

Z punktu widzenia kultury organizacyjnej do najważniejszych elementów wdrażania smart workingu należy jasne zdefiniowanie wartości i celów przedsiębiorstwa, zbadanie opinii i satysfakcji pracowniczej, a także usprawnienie komunikacji wewnętrznej. Rzeczywista trwała zmiana, możliwa jest pod warunkiem, że współpracować i komunikować się ze sobą będą pracownicy na wszystkich szczeblach organizacji – komentuje Arianna Visentini, CEO Variazioni.

Niemniej ważnym aspektem wprowadzenia smart workingu jest zapewnienie odpowiednich narzędzi i organizacja pracy w nowym modelu.

Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Marketingu i Handlu, Członek Zarządu Mikomax Smart Office
Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Marketingu i Handlu, Członek Zarządu Mikomax Smart Office

Smart working bywa mylnie rozumiany jako praca w kawiarni czy w domowym zaciszu, jako alternatywa czy uzupełnienie pracy przy służbowym biurku. Tymczasem zmiany powinny dotyczyć również sposobu, w jaki korzystamy z biura. Elastyczność to także stanowiska umożliwiające bardziej ergonomiczną pracę w pozycji stojącej czy możliwość swobodnego przemieszczania się po biurze i wyboru strefy, która najlepiej odpowiada naszym aktualnym potrzebom. Jednego dnia będzie to pomieszczenie do pracy w skupieniu, innego miejsce do pracy zespołowej, firmowy taras albo strefa relaksu. Celem modelu smart workingowego jest kreowanie takiej przestrzeni, która stworzy optymalne warunki do realizacji zadań, ale też wpłynie dodatnio na komfort i motywację zespołu. Szefowie HR ankietowani w badaniu Workplace Trends przyznali, że samopoczucie pracowników (employee experience) jest kluczowe dla sukcesu firmy. Aby je poprawić 51 proc. pracodawców planuje zwiększyć inwestycje w przestrzeń biurową. – komentuje Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.

Pozostałe kluczowe elementy implementacji smart workingu to zapewnienie odpowiedniego zaplecza technologicznego (m.in. wdrożenie urządzeń mobilnych) i kwestie związane z regulacjami prawnymi. Zdaniem ekspertów uczestniczących w projekcie, obecne przepisy kodeksu pracy jak najbardziej  pozwalają na wdrożenie bardziej elastycznego sposobu wykonywania obowiązków.

– Organizacje mają do dyspozycji szereg rozwiązań, które pozwalają na większą swobodę co do miejsca i czasu pracy, zgodnie ze specyfiką działania danej firmy. Oprócz rozwiązań takich jak telepraca, możliwe jest tzw. okazjonalne świadczenie pracy z domu. Szczegółowe zasady tego ostatniego rozwiązania nie są określone przez Kodeks Pracy, ale może być ono praktykowane w oparciu o wewnętrzne regulacje pracodawcy i za zgodą obu stron – pracodawcy i pracownika. Możliwe jest także świadczenie pracy z innego miejsca niż dom pracownika – wyjaśnia Marek Wiewiórski, Partner Zarządzający w Wiewiórski Law Firm.

Smart Working Guidebook for Poland – pierwszy tego typu projekt badawczy w Polsce – został zrealizowany przez Mikomax Smart Office we współpracy z ABSL. Partnerami projektu są firma konsultingowa Variazioni, odpowiedzialne za część badawczą, IBM, GSK, Luxoft, Transition Technologies i Wiewiórski Law Firm. Pełna wersja przewodnika dla pracodawców wraz z zestawem narzędzi do wprowadzenia smart workingu dostępna jest na stronie:

http://www.mikomaxsmartoffice.pl/smart-working-guidebook

Dziś ważny dzień dla kursu dolara

Przed nami dzień bogaty w wydarzenia, które będą trafiać na niepewny grunt. Negatywne komentarze ze strony administracji Trumpa wstrząsnęły dolarem, a szok potęgowały przetasowania portfelowe związane z rozliczeniem miesiąca. Nowy miesiąc oznacza czysty rachunek i nowe możliwości, ale wątpliwości pozostają stare.

Wczoraj USD tracił na wartości przez dwa komentarze z otoczenia Białego Domu sugerujące przesadna słabość innych walut. Najpierw Peter Navarro, doradca prezydenta USA ds. handlu, stwierdził, że Niemcy wykorzystują „rażąco niedowartościowane” EUR do bogacenia się kosztem USA i innych partnerów w UE. Potem sam Donald Trump zaatakował Chiny i Japonię za „granie rynkiem pieniężnym” i celową dewaluację. Główny szok wynikający z tych komentarzy wiąże się z silnym zwrotem w polityce kursowej w porównaniu z dotychczas panującym zwyczajem. Mimo to dyskusyjnym jest, na ile efekt będzie trwały. W końcu, jeśli administracja Trumpa ma być wierna wszystkim swoim postulatom z kampanii wyborczej, w kolejce do realizacji czekają bodźce fiskalne pobudzające ożywienie gospodarcze, które będą wzmacniać USD. Na razie jednak rynek otrzymuje werbalne interwencje przy braku informacji o wdrażaniu reform fiskalnych. W krótkim terminie ryzykiem dla dolara pozostaje, że komentarze ze strony administracji Trumpa przełożą się na destabilizację innych klas aktywów USA (rynek długu, akcji), co pchnie dolara niżej.

Na takim tle rynki rozpoczynają nowy miesiąc przy obfitości bodźców po stronie wydarzeń makro. Główna uwaga naturalnie będzie na decyzji FOMC wieczorem, gdzie generalnie oczekuje się utrzymanie korytarza dla stopy rezerw federalnych na 0,50-0,75 proc. Fed nie ma powodu, by modyfikować swój przekaz z grudniowego posiedzenia, kiedy dokonał podwyżki i zasugerował kolejne trzy w tym roku. Dane z USA opublikowane od tego czasu były neutralne (nieco słabszy NFP, ale wzrost oczekiwań inflacyjnych). Niewiele więcej też wiadomo o planach fiskalnych Trumpa. To skłania do stanowiska „wait-and-see”. Dziś inwestorzy będą musieli opierać się tylko na komunikacie FOMC, co zwykle oznacza niższą zmienność. Niezależnie od tego, przy obecnej słabości USD, konsekwencja Fed może być czynnikiem wspierającym dolara. Pierwsi łowcy okazji już w nocy kupowali USD względem innych walut G10, ale handel w dalszym ciągu przypomina żeglowanie po nieznanych wodach, więc pozycjonowanie jest bardziej taktyczne pod wydarzenia z szybką realizacją zysków.

Z innych pozycji z kalendarza za nami słaby raport z rynku pracy Nowej Zelandii za IV kw. z zaskakującym wzrostem stopy bezrobocia o 0,3 pkt proc. do 5,2 proc. i spadku wynagrodzeń. Dane psuja pozytywny obraz gospodarki i bez wątpienia szkodzą popytowi na NZD. Rynek może zacząć powątpiewać w ostatnią siłę waluty, która jest nie po myśli RBNZ, co warto pamiętać przed lutowym posiedzeniem banku. Dziś rano silny PMI dla przemysłu z Polski (54,8, prog. 54) nie zmienia obrazu złotego. To wzmacnia przekonanie, że za ostatnim umocnieniem stoi domykanie spekulacyjnych krótkich pozycji w PLN (otwieranych po zwycięstwie Trumpa w wyborach) oraz pozytywne wyróżnianie się krajowego rynku akcji. Poza tym nastawienie wobec złotego jest neutralne.

Rewizja PMI z Eurolandu wnosi niewiele, by ruszyć rynkiem EUR. Nastroje w brytyjskim przemyśle pozostają dobre i nie widzimy powodu, by odczyt PMI mógł wyraźnie zaważyć na handlu GBP. Po południu ADP ma wskazać wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym USA o 168 tys. – wskazówka przed piątkowym NFP. Indeks ISM dla przemysłu z USA powinien wskazać podtrzymanie optymizmu z grudnia w ślad za innymi ankietami z sektora. Decyzja Fed będzie jednak najważniejsza.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.