Marcin Kiepas: koniec dobrej passy złotego?

0

Wczorajszy zwrot na EUR/USD stał się pretekstem do korekty na złotym. O tym, czy dziś będzie ona kontynuowana, zdecydują publikowane po południu dane z amerykańskiego rynku pracy.

Dziś o godzinie 08:50 za euro płacono 4,3170 zł, dolar kosztował 4,0115 zł, szwajcarski frank 4,0390 zł, a brytyjski funt 5,0244 zł. Są to poziomy zbliżonych do tych z końca wczorajszych notowań, gdy złoty osłabił się do 3. pierwszych z walut i umocnił do funta. W tym ostatnim przypadku była to reakcja na jego przecenę na świecie w reakcji na sygnały płynące z Banku Anglii.

W czwartek dobra passa złotego trwała do około godziny 16:00. Na fali dobrych nastrojów i pozytywnych sygnałów płynących z rodzimej gospodarki, kontynuował on umocnienie do euro, dolara i szwajcarskiego franka, które to waluty były najtańsze od pierwszej połowy listopada. Zmianę układu sił sprowokował zwrot na EUR/USD. Kurs tej pary, po początkowym wzroście z 1,0767 do 1,0828 dolara, następnie zaczął spadać i zamknął dzień na poziomie 1,0762. To cofnięcie notowań stało się zaś pretekstem do realizacji zysków na złotym.

Innym wytłumaczeniem czwartkowej realizacji zysków na złotym, być może nieco naciąganym, jest widoczne już wyprzedanie na wykresach EUR/PLN i USD/PLN (w dużo mniejszym stopniu na CHF/PLN) i wykorzystanie psychologicznych poziomów 4,30 zł za euro i 4 zł za dolara do kupna tych walut.

Dziś po tygodniowej przerwie do gry wrócili inwestorzy z Chin. Nie był to powrót zbyt udany. Tamtejsze indeksy giełdowe lekko spadły, a opublikowany w nocy wskaźnik PMI dla chińskiego sektora przemysłowego rozczarował. Niepokoić też mogą sygnały z Ludowego Banku Chin mogące sugerować, że ten będzie odchodził od luźnej polityki monetarnej i podejmie działania na rzecz normalizacji sytuacji na rynku nieruchomości.

Czytaj również:  Dane w centrum uwagi

Doniesienia z Chin póki co nie zdominowały rynkowej narracji. Stąd też w piątek ton wydarzeniom będą nadawać publikowane dane makroekonomiczne. Przed południem światło dzienne ujrzą styczniowej indeksy PMI dla sektora usług wybranych państw europejskich i całej strefy euro. Niespodzianki nie będzie. Pozostaną one na wysokich poziomach, potwierdzając trwające ożywienie gospodarcze.

Po południu analogiczne indeksy zostaną opublikowane dla USA (PMI, ISM). Jednak to nie one znajdą się w centrum uwagi. Kluczowa będzie publikacja raportów z rynku pracy. Oczekuje się, że w styczniu stopa bezrobocia w USA pozostanie na poziomie 4,7%, zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrośnie o 175 tys., a płaca godzinowa o 0,3% M/M. Po ostatnim bardzo dobrym odczycie raportu ADP nt. zatrudnienia rosną oczekiwania na lepsze dane. Dla dolara jednak znacznie silniejszym wsparciem niż skok zatrudnienia będzie wyższy od prognoz wzrost płac, które w sposób bezpośredni mogą przełożyć się na inflację, a następnie na decyzje Fed.

Dziś jeszcze zostanie opublikowany raport o zamówieniach w amerykańskim przemyśle. Nie będzie on miał jednak dużego wpływu na nastroje. Taki wpływ za to mogą mieć kolejne doniesienia z Białego Domu. Tyle tylko, że z uwagi na brak konkretów jeżeli chodzi o gospodarkę, a przy nasilających się wypowiedziach prezydenta Trumpa sugerujących potencjalną nieprzewidywalność amerykańskiej polityki, będą to raczej czynniki szkodzące niż pomagające dolarowi.