Raport: Ferie Polaków – Jak, gdzie i za ile?

Zimowe urlopy poza domem to rzadkość. Zaledwie co ósmy Polak wyjeżdża zimą na narty lub do ciepłych krajów. Najczęściej wybiera rodzime góry, ewentualnie Austrię, Słowację, Czechy i Włochy. Na cieplejsze zakątki świata decydują się nieliczni. Średni koszt zimowego urlopu dla jednej osoby wynosi 1093 zł – wynika z badania wykonanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK.

Zima to czas, w którym mimo ferii w szkole, z wyjazdów korzysta najmniej osób. Jeśli już wchodzi w grę wypoczynek ze śniegiem w tle, to częściej w lutym niż styczniu czy grudniu, częściej są to również krótsze 3-4 dniowe wypady niż wyjazdy na tydzień – wynika z badania Instytutu ARC Rynek i Opinia wykonanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK. Badanie nie pozostawia wątpliwości, że zima nie jest ulubioną porą roku na wyjazdowy wypoczynek. Nawet z wypadami na przedłużone weekendy, większość rodaków czeka na ocieplenie. Jeśli chodzi o skłonność do krótszych i dłuższych wyjazdów, to od grudnia, stycznia, lutego i marca gorszy w roku jest jedynie listopad.

Na zimowy wypoczynek wybiera się 12 proc. ankietowanych Polaków w wieku od 25 do 60 lat. To niewiele w porównaniu z popularnością letnich wyjazdów, kiedy to w tym samym badaniu, wakacyjne wojaże deklaruje 65 proc. osób – pokazuje badanie zlecone przez BIG InfoMonitor oraz BIK.

Niska popularność zimowych wyjazdów może mieć związek z kosztami organizacji świąt Bożego Narodzenia a także wydatkami na zakupy w ramach popularnych na przełomie roku promocji i przecen – zaznacza Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. – Z danych BIG InfoMonitor wynika, że grudniowe święta potrafią uderzyć po kieszeni, bowiem w lutym w Rejestrze Dłużników przybywa znacznie więcej osób niż w innym miesiącach roku. Biorąc pod uwagę, że do wpisu dłużnika do Biura Informacji Gospodarczej dochodzi nie wcześniej niż po 60 dniach od terminu płatności, można wnioskować, że właśnie w okolicach Wigilii część osób nie płaci rachunków, czy rat pożyczek i wcale nie jest im łatwo nadrobić to w następnych miesiącach – dodaje Mariusz Hildebrand.

Święta i promocje sporą grupę Polaków skłaniają też do wzięcia w grudniu kredytu konsumpcyjnego. Nie inaczej było w minionym roku, z danych BIK wynika, że klienci banków otworzyli 690 tys. rachunków kredytowych na kwotę ponad 7 mld zł. Dla porównania w listopadzie wzięli 600,4 tys. kredytów konsumpcyjnych o wartości 6,4 mld zł. – Z pewnością nie ułatwia to późnej decyzji o poniesieniu kolejnego wydatku, tym razem na zimowy wyjazd – dodaje Mariusz Hildebrand.

Dobrze, bo w Polsce

Polacy zarówno latem jak i zimą najchętniej wybierają wypoczynek w kraju. Niezależnie od płci, wieku czy regionu, zimą średnio 61 proc. deklaruje podróże na terenie Polski. Szusowanie po stokach zagranicą bierze pod uwagę 24 proc. ankietowanych, najczęściej mieszkańcy Południowo-Zachodniej Polski (43 proc.) oraz Polski Centralnej (37 proc.). Co ciekawe dalsze kierunki, obierają chętniej niż reszta, rodzicie z co najmniej dwójką dzieci (37 proc.). Jak za granicę to przede wszystkim na stoki Austrii. W dalszej kolejności pod uwagę brana jest  Słowacja, Czechy i Włochy. Do ciepłych krajów w tym okresie wybiera się 19 proc. ankietowanych, częściej single (38 proc.) oraz pary bez dzieci (36 proc.). Najchętniej rozpatrywane w tym przypadku kierunki to: Hiszpania, Chorwacja i kraje Azji.

 Zimą, zdecydowanie rzadziej niż latem ruszają się z domu nie tylko dorośli, ale także dzieci. Na pytanie czy planujesz wysłać dziecko na wyjazd, obóz, kolonie – latem odpowiada 82 proc. ankietowanych, zimą – już tylko 5 proc., na lato i zimę jednocześnie również wskazuje niewielu, bo 11 proc. badanych rodziców. Na zimowy wypoczynek wyjeżdża więc ok. 16 proc. dzieci, czyli stosunkowo niewiele, przytłaczająca większość pozostaje w domach.

Średni koszt zimowych wojaży to 1093 złote

Wyjazd zimowy średnio na jedną osobę to wydatek 1093 zł, czyli o 308 zł niższy niż przeciętny koszt wyjazdów letnich – wynika z tego samego badania. Najwięcej na ten cel gotowi są przeznaczyć mieszkańcy Polski północno-wschodniej – 1311 zł na osobę, najmniej osoby z południowych regionów kraju – 914 zł. Zróżnicowanie w wielkości urlopowych budżetów najbardziej widać w zależności od liczby osób w gospodarstwie domowym. Największe wydatki gotowi są ponieść samodzielni single – 1685 zł, a najmniej osoby mieszkające jeszcze z rodzicami – 810 zł.

Ferie rzadziej wpędzają w długi

Co może wydawać się zaskakujące zimowe wojaże uplasowały się na ostatnim miejscu pechowej listy wojaży z kłopotami finansowymi w tle. Na pytanie: „Z powodu jakich wyjazdów zdarzyło ci się popaść w problemy finansowe?”, jedynie 11 proc. badanych odpowiedziało, że były to zimowe wypady. W tym nietypowym zestawieniu zimowy urlop znalazł się daleko za wyjazdami wakacyjnymi i co ciekawe nawet za okolicznościowymi, weekendowymi, a także świątecznymi. Niewykluczone, że również dlatego, że po prostu rzadko z tych wyjazdów korzystamy.

Aktywni wybierają Austrię

Jeśli już Polacy decydują się na wyjazd zimowy zagraniczny spędzony aktywnie na nartach lub snowboardzie, najchętniej wybierają Austrię (44 proc.), Słowację (22 proc.) oraz Czechy, co ciekawe zimowy wyjazd do Czech otrzymał 20 proc. wskazań wyłącznie mężczyzn. Panie chętniej wybierają Słowację 28 proc. do 19 proc. wskazań panów. Czechy cieszą się też popularnością głównie regionu centralnego Polski oraz południowo-zachodniego. Słowację z kolei wybierają zdecydowanie częściej mieszkańcy Polski północnej (59 proc.). Do górskich stoków Austrii mają słabość niemalże wszyscy, choć mężczyźni bardziej (50 proc. do 37 proc. kobiet). W ujęciu regionalnym z pewnością austriackie Alpy cieszą się uznaniem większości z wyjątkiem Polski północno-wschodniej, gdzie nikt z ankietowanych nie był zainteresowany feriami w tej części Europy.

 W zimie wypoczywamy w Hiszpanii

Ci, którym wyjazd w okresie zimowym spędzony na stoku nie odpowiada, wybierają cieplejsze kraje za granicą. Być może dlatego, że ponad 2/3 badanych preferuje wyjazdy spokojne, bez dużej aktywności fizycznej. Najchętniej jeżdżą wówczas do Hiszpanii (24 proc.), Chorwacji (20 proc.) oraz Turcji (14 proc.). Hiszpania zdecydowanie cieszy się większą popularnością wśród kobiet, jest też najchętniej odwiedzanym krajem przez mieszkańców północnej i południowej Polski (kolejno 38 i 52 proc.). Z kolei wśród mężczyzn przoduje Chorwacja (28 proc. do 11 proc. wskazań kobiet), a poza Europą także kraje azjatyckie (29 proc.). Co ciekawe wyjazdy zimowe do Azji zdobyły 100 proc. wskazań mieszkańców regionu północno-wschodniego Polski, podczas gdy pozostałe wskazane miejsca nie miały ani jednego głosu.

*Badanie ARC Rynek i Opinia wykonane metodą Computer Assisted Web Interview, na panelu internetowym, na reprezentatywnej próbie Polaków w wieku od 25 do 60 roku życia, N= 802

Czesi jak Szwajcaria? Dolar wciąż traci – kurs sięgnął 4 zł

Sytuacja czeskiej waluty coraz bardziej przypomina szwajcarskiego franka. Czy będziemy mieli lokalny 15 stycznia 2015 roku i uwolnienie waluty? Dolar wciąż traci – sięgnął 4 zł.

Czy Czesi pójdą drogą Szwajcarii?

Jak to często bywa analitycy starają się doszukiwać analogii przewidując przyszłe kryzysy. Pamiętając jak zakończyła się przygoda Szwajcarii z utrzymywaniem sztywnego kursu wymiany należy bacznie patrzeć na inne kraje próbujące tego samego eksperymentu. W naszym przypadku wcale nie trzeba daleko spojrzeć, bo już nasi południowi sąsiedzi spełniają te kryteria. Od 2013 roku Czeski Narodowy Bank broni parytetu wymiany wedle którego za euro płaci się przynajmniej 27 koron. Powodów tej decyzji było kilka. Po pierwsze chęć wywołania inflacji. Po drugie zwiększenie opłacalności eksportu i zmniejszenie opłacalności importu mające wspomagać gospodarkę mocno opartą na handlu zagranicznym ze strefą euro. Gdzie jest problem w tym podejściu? W bardzo podobnym miejscu co w przypadku Szwajcarii. Strefa Euro też opiera swój rozwój na niedopuszczaniu do umocnienia waluty. W rezultacie skoro chce się osłabiać walutę względem taniejącego euro koszty interwencji rynkowych zaczynają rosnąć. To właśnie te koszty zniechęciły Szwajcarów do obrony parytetu. Czesi oczywiście uważają, że w ich przypadku będzie zupełnie inaczej. Z polskiego punktu widzenia owszem, gdyż nasi obywatele nie mają kredytów zaciągniętych w koronach czeskich. Z drugiej strony gdyby uwolnieni korony przełożyło się na jej gwałtowne umocnienie z pewnością ucierpi czeski handel zagraniczny, a problemy gospodarcze sąsiada zawsze odbijają się czkawką.

Dolar znów po 4 zł

Na rynku walutowym znów oglądaliśmy wczoraj amerykańską walutę w okolicach 4 zł. Ostatni raz tak taniego dolara oglądaliśmy w okolicach wyborów w USA. Potem amerykańska waluta dotarła nawet powyżej 4,25 zł. Co takiego wydarzyło się na rynkach, że znów jest w okolicach 4 zł? Po pierwsze jest to zasługa parytetu wymiany dolara do euro. Polski złoty jest znacznie silniej powiązany z euro niż z dolarem. W rezultacie umacniający się dolar względem euro umacniał się również względem złotego i odwrotnie. W grudniu gdy dolar był najdroższy za jedno euro płacono dolara i 4 centy. Obecnie są to nawet 4 centy więcej. Drugim ważnym czynnikiem jest umacnianie się złotego w ostatnim czasie. Jeszcze na początku grudnia przez moment widzieliśmy euro w okolicach 4,50 zł. Dzisiaj znajdujemy się już poniżej 4,35 zł. Powodem tych zmian jest strach przed pierwszymi odważnymi decyzjami Donalda Trumpa oraz uspokojenie sytuacji w Polsce.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na publikację indeksów PMI dla najważniejszych europejskich gospodarek odbywające się w godzinach 9:00-10:00 oraz:

  • 14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
  • 20:00 – USA – posiedzenie komitetu otwartego rynku w sprawie stóp procentowych (oczekiwany brak zmian).

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

EY: nowe uprawnienia Krajowej Administracji Skarbowej mogą zaskoczyć przedsiębiorców

Krajowa Administracja Skarbowa (KAS), która zmieni nie tylko instytucjonalne otoczenie w zakresie podatków, zacznie funkcjonować 1 marca 2017 roku. Modyfikacji ulegną również uprawnienia i gwarancje procesowe firm. Z początkiem marca zaczną obowiązywać nowe zasady prowadzenia kontroli i postępowań podatkowych oraz rozpatrywania odwołań od decyzji wydanych przez organy nowej administracji skarbowej. Pracownicy kontroli dostaną więcej uprawnień, a w konsekwencji wprowadzenie KAS zmieni aktualny porządek prawny.

Nowe zasady przeprowadzania kontroli

Od 1 marca nowa administracja celno-skarbowa nie będzie już zawiadamiać o zamiarze wszczęcia postępowania kontrolnego. Zgodnie z nowymi regulacjami, przedsiębiorcy dowiedzą się o kontroli w chwili otrzymania upoważnienia do jej przeprowadzenia. Jednocześnie będzie to moment rozpoczęcia działań kontrolnych w firmie, czy też w mieszkaniu kontrolowanego. Niemniej czynności kontrolne będzie można przeprowadzać także w siedzibie urzędu czy każdym innym miejscu związanym z działalnością kontrolowanego podatnika. W ramach nowych uprawnień pracownicy KAS uzyskają możliwość żądania udostępnienia akt, ksiąg oraz dokumentów związanych z przedmiotem kontroli. Będzie to możliwe również za okres inny niż ten objęty kontrolą. Niektóre czynności dowodowe, takie jak przesłuchanie świadka czy wykorzystanie opinii biegłego będą mogły być przeprowadzone przez kontrolujących bez gwarantowanych do tej pory 7 dni na przygotowanie się przez przedsiębiorcę. Po 1 marca przedsiębiorcy będą zatem mieli mniej czasu oraz ograniczone możliwości wcześniejszego przygotowania się do planowanej kontroli celno-skarbowej i do czynności kontrolnych prowadzonych w jej trakcie.

W przypadku podejrzenia, że w firmie podatnika nie są przestrzegane przepisy oraz gdy wystąpią okoliczności faktyczne uzasadniające niezwłoczne przeprowadzenie czynności sprawdzających, kontrole będą mogły być wszczynane po okazaniu przez inspektora legitymacji służbowej.

Zmiany dotyczyć będą również czasu na złożenie korekty deklaracji. Podatnicy będą mieli możliwość ich składania w terminie 14 dni od chwili doręczenia upoważnienia do przeprowadzenia kontroli. Kolejnym dopuszczalnym terminem na złożenie korekty deklaracji w zakresie objętym kontrolą, będzie okres do 14 dni od chwili doręczenia wyniku kontroli. W tym miejscu warto zauważyć, że przedsiębiorcy nie będą mieli możliwości zgłaszania jakichkolwiek zastrzeżeń do otrzymywanych wyników kontroli.

– Trudno jednoznacznie ocenić nadchodzące zmiany. Z jednej strony kontrolowany przedsiębiorca będzie mógł skorygować deklarację w ciągu 14 dni od doręczenia upoważnienia do kontroli. Z drugiej zaś przestanie obowiązywać dotychczasowe rozwiązanie, zgodnie z którym podatnik mógł złożyć taką deklarację po doręczeniu zawiadomienia o zamiarze przeprowadzenia kontroli i przed jej wszczęciem. Oznacza to, że od 1 marca podatnik będzie miał więcej czasu na korektę deklaracji na początkowym etapie postępowania. Jednocześnie nie będzie mógł przygotować się z wyprzedzeniem do zapowiedzianej kontroli – tłumaczy Agnieszka Tałasiewicz, Parter w Dziale Doradztwa Podatkowego EY. – Zwiększy to skuteczność działań organów podatkowych – dodaje.

Kontrola powinna być prowadzona bez względnej zwłoki, ale nie dłużej niż 3 miesiące. Czas ten może jednak zostać wydłużony. Jasne określenie terminu trwania tych czynności jest bez wątpienia korzystną zmianą dla podatników.

– Gdy ruszały prace nad ustawą o Krajowej Administracji Skarbowej, można było mieć wrażenie, że będziemy mieli do czynienia z aktem o charakterze czysto ustrojowym – na wzór dotychczasowej ustawy o izbach i urzędach skarbowych. Szybko stało się jednak jasne, że ustawodawca zafunduje nam coś więcej, zupełnie nową procedurę kontrolną. Z jednej strony można zrozumieć potrzebę nadania administracji skarbowej szerszych uprawnień, większej elastyczności działania przy kontroli działalności przestępczej. Jednak z drugiej zastanawia łatwość, z jaką odchodzi się od fundamentów, na których oparta była dotychczas relacja podatnik – organ podatkowy, czyli ordynacji podatkowej i ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Czy przy okazji noweli wyważono właściwie interesy i fiskusa oraz podatników? Argument, że kontrola celno-skarbowa ma się koncentrować na najbardziej kryminalnych przypadkach wyłudzeń podatkowych może przekonywać Jednak nie jest oparty na treści ustawy (nie wskazano w niej na przykład przesłanek uzasadniających skorzystanie wobec podatnika z trybu kontroli celno-skarbowej, zamiast klasycznej kontroli podatkowej). Argument ten nie wynika również z dotychczasowej praktyki urzędów kontroli skarbowej, która w dużej mierze koncentrowała się na kontroli podmiotów prowadzących w pełni legalną działalność. A ta zasługuje na poszanowanie pełni praw przysługujących dziś przedsiębiorcom – uważa Michał Goj, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego EY.

Zmiana sposobu przeprowadzania postępowań

KAS zmieni sposób przeprowadzania postępowań. Od 1 marca postępowania dwuinstancyjne będą obowiązywały tylko i wyłącznie w przypadku tych postępowań podatkowych, które prowadzone są przez naczelników urzędów skarbowych. Natomiast wszystkie postępowania prowadzone przez KAS będą dwukrotnie rozpatrywane przez ten sam organ. Z formalnego punktu widzenia jest to zachowanie zasad dwuinstancyjności. Zniesiona zostanie jednak zasada dewolutywności, zgodnie z którą zaskarżone rozstrzygnięcie rozpatrywane jest przez organ wyższego stopnia w stosunku do tego, który je wydał. Ministerstwo Finansów tłumaczy to koniecznością usprawnienia i przyspieszenia prowadzonych postępowań.

– Trudno wyrokować czy wprowadzana zmiana w istocie całościowo przyspieszy uzyskiwanie ostatecznych rozstrzygnięć w sprawach podatkowych. Można spodziewać się szybszego rozpatrywania sprawy przez Krajową Administrację Skarbową, gdzie odwołanie w nowym systemie (bliższe raczej wnioskowi o ponowne rozpatrzenie sprawy) raczej dość sprawnie będzie rozpatrzone przez organ pierwszej instancji. Pytanie brzmi – czy nie doprowadzi to do zwiększenia liczby spraw, które trafiają do sądów administracyjnych. Do końca lutego swoistym buforem, czy filtrem pomiędzy pierwszoinstancyjnym organem kontroli skarbowej, a sądami administracyjnymi, będą izby skarbowe. Izby wcale nie tak rzadko decydowały się na uchylanie rozstrzygnięć organów kontroli skarbowej jeżeli podatnik w odwołaniu słusznie wskazywał na wady rozstrzygnięcia w pierwszej instancji. W nowym systemie, o ile naczelnik urzędu celno-skarbowego nie zmieni zdania, to sąd administracyjny będzie bezpośrednio kontrolował jego decyzję pod kątem zgodności z prawem. Oznacza to, że sądom może przybyć pracy, a czas rozpatrywania sprawy przed sądami administracyjnymi może się wydłużyć – mówi Tomasz Rolewicz, Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego EY.

Wydawanie interpretacji indywidualnej prawa podatkowego

Ustawa o KAS wprowadzi również zmiany dotyczące wydawania interpretacji indywidualnych przepisów prawa podatkowego. Z dniem wejścia w życie przepisów o KAS, to dyrektor Krajowej Administracji Skarbowej stanie się jedynym organem upoważnionym do wydawania interpretacji, rozpatrywania wezwań do usunięcia naruszenia prawa, stwierdzenia wygaśnięcia interpretacji oraz jej uchylenia. Zdaniem ustawodawcy, taka zmiana przyczyni się do zwiększenia jakości wydawanych interpretacji oraz zapewni ich spójność. Przepisy wprowadzające KAS uchylają przepisy Ordynacji podatkowej. Stanowiły one do tej pory podstawę prawną do wydania rozporządzeń w sprawie upoważnienia określonych Dyrektorów Izb Skarbowych do wydawania interpretacji przepisów prawa podatkowego oraz dokonywania niektórych innych czynności w zakresie interpretacji indywidualnych. W konsekwencji, z dniem wejścia w życie przepisów wprowadzających KAS, wydane na podstawie uchylanych przepisów akty wykonawcze przestaną obowiązywać.

Polskie rozwiązania na tle innych państw europejskich

W większości państw europejskich powszechnie przyjętą praktyką jest dwuinstancyjne postępowanie administracyjne z aktywnym udziałem organu drugiej instancji. W niektórych krajach (Cypr i Hiszpania) dwuinstancyjny model wręcz wpisano do konstytucji. Jednak przepisy, które zostaną wprowadzone w Polsce wraz z wejściem w życie ustawy o KAS, nie różnią się zasadniczo od zasad panujących w innych krajach. Każde państwo ma własne regulacje, które obowiązują podczas postępowań podatkowych i administracyjnych. Tam, gdzie procedura podatkowa przewiduje tylko jedną instancję (np. Holandia) – decyzja podatkowa w pierwszej instancji uznawana jest jako wyjątkowy akt o charakterze władczym. Istotną rolę pełnią tam negocjacje pomiędzy podatnikiem i władzą podatkową jeszcze przed wydaniem decyzji. Niemcy, Austria i Grecja to kraje, w których rozwiązania w zakresie odwołań od decyzji podatkowych podobne są do nowych rozwiązań KAS – odwołanie rozpatrywane będzie przez ten sam organ. Rozwiązania zbliżone do KAS (lub nawet dalej idące – tylko jedna instancja podatkowa) planowane są obecnie na Węgrzech.

Firmy budowlane widzą swoją przyszłości na rynku infrastrukturalnym

Firmy budowlane widzą swoją przyszłości na rynku infrastrukturalnym 1

Firmy budowlane widzą duży potencjał na rynku infrastrukturalnym, dlatego coraz częściej inwestują w rozwój tej działalności. Jedną z nich jest Fundamental Group, który chce rozwijać nie tylko część infrastrukturalną, lecz także budownictwo inwestycyjne. Firma chce też walczyć o pozycje poprzez rozwój projektów mieszkań na wynajem realizowanych pod klucz w układzie „projektuj i buduj”. Pod koniec I kw. tego roku ma zostać oddany do użytku budynek w Warszawie. Fundamental Group chce się także rozwijać w zakresie infrastruktury drogowej i przemysłowej. W planach spółka ma też budowę sieci akademików.

– W 2016 roku nasza spółka umocniła swoją pozycję na rynku generalnego wykonawstwa robót kubaturowych, pozyskaliśmy nowych inwestorów. Rozpoczęliśmy także działalność na rynku infrastrukturalnym i wygraliśmy pierwszy kontrakt na budowę mostu. Na koniec roku podjęliśmy decyzję o rebrandingu. Firma Budner, która od 25 lat funkcjonowała na rynku, od 29 grudnia 2016 roku zmieniła nazwę na Fundamental Group – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Leszek Stankiewicz, wiceprezes zarządu firmy Fundamental Group.

Firma stawia na budownictwo inwestycyjne. W Polsce powstaje coraz więcej obiektów z apartamentami i mieszkaniami na wynajem. Strategią firmy jest udział w tym szybko rosnącym sektorze, zwłaszcza że mieszkania na wynajem są coraz częściej poszukiwane nie tylko przez firmy, lecz także przez inwestorów indywidualnych ze względu na wyższe stopy zwrotu niż przy tradycyjnych lokatach.

– Stawiamy na budownictwo inwestycyjne w zakresie mieszkań na wynajem. Chcemy zajmować się działalnością design and build, będziemy pozyskiwali dla naszych inwestorów zarówno grunty, projektowali budynki zgodnie z ich wymaganiami, jak i finalnie budowali wraz z wyposażeniem wszystkie mieszkania i budynki – zapowiada Stankiewicz.

Pod koniec I kw. 2017 roku ma zostać ukończona budowa przy ul. Samochodowej w Warszawie. Kolejne budynki mają powstać w Krakowie, Gdańsku i Warszawie.

Rozwój tego typu działalności jest odpowiedzią spółki na trudniejszy dostęp do kredytów bankowych i konkurencję ze strony dużych funduszy inwestycyjnych i programu Mieszkanie Plus, który może obniżyć ceny najmu. Podniesienie wkładu własnego także może negatywnie wpłynąć na rynek, jednak w obliczu niskich stóp procentowych mieszkania na wynajem stanowią dobrą alternatywę dla inwestorów.

– Będziemy pozyskiwali dla naszych inwestorów zarówno grunty, projektowali budynki zgodnie z ich wymaganiami i budowali wraz z wyposażeniem wszystkie mieszkania czy budynki. Wydaje nam się, że jest to bardzo dobry segment rynku, który mocno się rozwija i jest alternatywą dla lokowania kapitału przez inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych – ocenia wiceprezes Fundamental Group.

Firma chce się też skupić na rozpoczętych w 2016 roku pracach w sektorze infrastrukturalnym. W listopadzie ubiegłego roku przedsiębiorstwo zostało głównym wykonawcą budowy stacji C17 II linii warszawskiego metra (na Targówku).

– Wierzymy, że będziemy mogli uczestniczyć w kolejnych projektach metra w Warszawie. Planujemy dalszy rozwój w zakresie infrastruktury drogowej i przemysłowej w różnych częściach Polski. Kolejnym projektem, który będziemy rozwijać w 2017 roku, jest budowa sieci komercyjnych akademików dla studentów. Planujemy realizację kilku budynków, zaczynamy od budynku w Warszawie, następne budynki powstaną w Krakowie i Trójmieście – wskazuje Stankiewicz.

Dell Well, czyli sieć komercyjnych akademików, którą buduje Fundamental Group, powstaje obecnie w Warszawie, przy ul. Sacharowa. Planowany termin zakończenia inwestycji to II połowa 2018 roku. Jednocześnie realizowana będzie budowa akademika przy ul. Grochowskiej. Łącznie oba obiekty pomieszczą ok. 800 łóżek. Firma chce rozwijać sieć w największych miastach akademickich.

– Planujemy realizację kilku budynków, zaczynamy od pierwszego budynku w Warszawie, kolejne powstaną w Warszawie, w Krakowie i Trójmieście – zapowiada Leszek Stankiewicz.

Coraz więcej firm zajmuje się wykupem długów konsumentów. Inwestycje pozwalają nawet na 20-proc. zyski

Coraz więcej firm zajmuje się wykupem długów konsumentów. Inwestycje pozwalają nawet na 20-proc. zyski 2

Polski rynek wierzytelności dynamicznie rośnie. Coraz więcej zaległych zobowiązań konsumentów i przedsiębiorstw jest obsługiwanych przez firmy windykacyjne. Zakup wierzytelności pozwala osiągnąć wysokie stopy zwrotu z inwestycji. Tylko przez 11 miesięcy 2016 roku stopy zwrotów sięgnęły 5,5 proc. przy średniej 1,5 proc. dla polskich akcji WIG. Firmy windykacyjne rywalizują ze sobą przede wszystkim w zakupie nieubezpieczonych długów konsumenckich.

– Rok 2016 był bardzo udany rok zarówno dla branży windykacyjnej, jak i dla nas. Spółki osiągnęły stopy zwrotu z certyfikatów inwestycyjnych na poziomie 5,5 proc., licząc od stycznia do listopada. Dla porównania dla szerokiego rynku polskich akcji WIG w tym okresie stopa zwrotu wyniosła ok. 1,5 proc. Różnica 4 punktów procentowych to mniej więcej premia, którą uzyskuje statystyczny inwestor, inwestując w spółki albo w obligacje windykacyjne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Inwestor Marek Sokolnicki, wiceprezes spółki Suisse Légiste.

Dane KPF wskazują, że na koniec III kw. 2016 roku wartość zaległych zobowiązań obsługiwanych przez firmy windykacyjne wzrosła w ciągu roku o 22 proc. do poziomu 85,4 mld zł. Dobra koniunktura na rynku windykacyjnym przekłada się na większe zainteresowanie ze strony inwestorów funduszami sekurytyzacyjnymi. Wartość aktywów funduszy niededykowanych na koniec 2016 roku wyniosła 2,2 mld zł (wzrost 38 proc. rdr.).

– Spółki windykacyjne nabywają portfele wierzytelności, finansując się zarówno z certyfikatów inwestycyjnych, jak i z obligacji. Środki te przeznaczone są na zakup portfeli wierzytelności, które można podzielić na konsumpcyjne masowe charakteryzujące się jednostkowym saldem rzędu kilkadziesiąt, może 100–200 zł, oraz portfele duże, korporacyjne, gdzie saldo dochodzi nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych – wymienia Sokolnicki.

Jak podkreśla wiceprezes Suisse Légiste, w segmencie portfeli B2C spółki rywalizują ze sobą na etapie licytacji, podczas których sprzedający wystawia portfele. Ze względu na dużą konkurencję ceny mogą być wyższe. W sektorze B2B ceny portfeli korporacyjnych sięgają 50–500 mln zł. W związku z tym na ich zakup mogą sobie pozwolić nieliczne firmy windykacyjne.

– Nasza spółka zdecydowanie skupia się na portfelach masowych, konsumpcyjnych, niezabezpieczonych. Mamy know-how, który pozwala nam na dokonywanie selekcji takich portfeli. Wyceniamy je, nasza oczekiwana średnioroczna stopa zwrotu na takim portfelu to minimum 20 proc. Pewna pula firm, z którymi współpracujemy, przede wszystkim spółki z sektora energetycznego, pożyczkowego pozwala nam na dokonywanie takiej selekcji. To podaż, z której na co dzień pozyskujemy portfele – podkreśla Marek Sokolnicki.

Duża konkurencja na rynku kurierskim. Firmy, aby pozyskać klienta, obniżają ceny

Duża konkurencja na rynku kurierskim. Firmy, aby pozyskać klienta, obniżają ceny 3

Dynamiczny wzrost e-handlu i poprawa nastrojów konsumenckich przełożą się w tym roku na dalszy rozwój rynku usług kurierskich. Duża konkurencja i oczekiwania klientów powodują, że operatorzy paczkowi muszą wdrażać nowe rozwiązania i udogodnienia, aby zachować udziały w rynku. Ceny usług już są jednymi z najniższych w Europie. 

 Polska jest jednym z najbardziej konkurencyjnych rynków w Europie, wszyscy silni gracze są na nim obecni i nie ma mowy o tym, żeby ktoś odpuścił. Ten efekt wzmożonej konkurencji jest cały czas widoczny, ponieważ ceny na polskim rynku kurierskim są jednymi z najniższych w Europie. Myślę, że w najbliższym czasie w tym zakresie niewiele się zmieni – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Nawłoka, prezes zarządu firmy kurierskiej DPD Polska.

Z opublikowanych w połowie ubiegłego roku prognoz firmy doradczej PwC wynika, że w latach 2016–2018 polski rynek KEP (przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych) będzie rósł w tempie ok. 12 proc. rocznie. W 2018 roku jego wartość ma sięgnąć 6,4 mld zł, a operatorzy obsłużą około 440 mln paczek. Z prognoz PwC wynika, że średnie ceny przesyłek dla osób indywidualnych nie powinny już spadać.

Zdaniem prezesa DPD Polska tylko w tym roku rynek usług kurierskich urośnie o około 10 proc. Będzie to spowodowane przede wszystkim dynamicznym wzrostem handlu internetowego.

 Bardzo mocno na rynek wpłynie handel w internecie, który na pewno wzrośnie co najmniej o 15–20 proc. Cały czas czekamy na nowe regulacje, nowe ustawy o handlu transgranicznym, ale zwracamy również uwagę na to, jak kształtuje się w Polsce konsumpcja – mówi Rafał Nawłoka.

Polski rynek e-commerce, który napędza usługi kurierskie, jest w fazie intensywnego wzrostu i rok do roku rośnie w dwucyfrowym tempie. Z  badania Gemius „E-commerce w Polsce 2016” wynika, że już niemal co drugi Polak dokonuje zakupów w polskich sklepach internetowych (10 proc. w zagranicznych). Natomiast eksperci Sociomantic Labs szacują, że do 2020 roku w internecie będzie działało ponad 30 tys. polskich e-sklepów, a wartość rodzimego rynku e-commerce sięgnie 63 mld zł (wzrost z 35,8 mld zł w 2016 roku).

Na rozwój rynku usług kurierskich wpływa również zwiększona konsumpcja. Na dobre nastroje konsumenckie wskazuje GUS. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej w styczniu tego roku wzrósł o 2,5 p. proc. w ujęciu miesięcznym i 5,8 p. proc. rok do roku.

 Pewna część wzrostu konsumpcji w 2016 roku, szczególnie w ostatnim kwartale, była związana z programem Rodzina 500 plus, ale trudno w tej chwili ocenić całościowy wpływ tego programu na rynek kurierski – mówi Rafał Nawłoka.

Coraz wyższe oczekiwania klientów wymuszają pewne zmiany na rynku. Eksperci PwC prognozują, że w najbliższych latach operatorzy przesyłek paczkowych będą wdrażać nowe udogodnienia i rozwijać istniejące rozwiązania, takie jak click & collect, odbiór paczek na stacjach benzynowych lub w paczkomatach. Firma kurierska DPD jako pierwsza uruchomiła w ubiegłym roku pilotażową usługę płatności kartą za pobraniem u kuriera.

– Jesteśmy pierwsi w Polsce i jedni z pierwszych w Europie, którzy oferują takie rozwiązanie. Usługa płatności przy odbiorze jest bardzo popularna szczególnie w krajach Europy Wschodniej, gdzie stanowi około 50 proc. całości wysyłek e-commerce’owych. Brak płatności kartą do tej pory był mocno odczuwalny. Mieliśmy wiele sygnałów od strony odbiorców, że bardzo chętnie widzieliby taką formę płatności. Dlatego możliwość płatności kartą przy odbiorze u kuriera będziemy oferowali w całej Polsce od połowy lutego – zapowiada Rafał Nawłoka.

Z badania Gemius „E-commerce w Polsce 2016” wynika, że płatność przy odbiorze jest jedną z najchętniej wybieranych przez konsumentów i często decyduje o wyborze konkretnego e-sklepu. Prezes DPD spodziewa się, że paczki opłacane kartą płatniczą będą w niedługim czasie stanowiły około 10 proc. wszystkich przesyłek.

 Spodziewamy się, że docelowo około 10 proc. płatności pobraniowych będzie dokonywanych za pomocą karty płatniczej. Poczekamy i zobaczymy, czy stanie się to już w 2017 roku, czy dopiero w przyszłym roku. Dużo będzie zależało od konsumentów – mówi Rafał Nawłoka.

W bieżącym roku firma zamierza rozwinąć też sieć punktów Pickup, czyli międzynarodowego systemu miejskich punktów nadań i odbiorów przesyłek (w oparciu o sklepy partnerskie). Klienci mogą w tych punktach nadać przesyłkę krajową lub zagraniczną, a DPD zamierza pod koniec tego roku utworzyć sieć liczącą 2 tys. takich punktów w całej Polsce.

Inwestorzy boją się podwójnego opodatkowania środków zgromadzonych w funduszach. W grudniu wycofali z nich aż 8 mld zł

Inwestorzy boją się podwójnego opodatkowania środków zgromadzonych w funduszach. W grudniu wycofali z nich aż 8 mld zł 4

W grudniu 2016 roku z funduszy inwestycyjnych wycofano blisko 8 mld zł, z czego większość z funduszy dedykowanych. Pod względem salda wpłat i umorzeń był to drugi najgorszy miesiąc w historii. Jak tłumaczy Maciej Bitner z WiseEuropa, tak gwałtowna reakcja inwestorów to skutego obaw, że znajdujące się tam środki zostaną podwójnie opodatkowane. Projekt zakładający tego typu zmianę trafił już do Sejmu.

– Gwałtowny odpływ środków był przede wszystkim skoncentrowany w funduszach inwestycyjnych zamkniętych. Wynikał głównie z przeprowadzonych, ale też i zdeklarowanych zmian w prawie podatkowym. Nawet nie przypisywałbym tego konkretnym przepisom, bardziej sam fakt, że rząd się tym zajął, że to znalazło się na radarze – mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Bitner główny ekonomista WiseEuropa.

Według raportu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami w grudniu 2016 roku inwestorzy lokujący swoje środki w funduszach inwestycyjnych wycofali z nich ponad 7,93 mld zł. Był to drugi najsłabszy wynik w historii. Największa część odpływów, bo aż 7,75 mld zł, była skutkiem umorzeń w segmencie funduszy dedykowanych działających w formule funduszy inwestycyjnych zamkniętych.

– Nie wszystkie te operacje były z punktu widzenia interesów fiskalnych polskiego państwa korzystne. Mogło się to odbywać jakoś na granicy prawa. Po prostu ci inwestorzy, którzy używali tego typu funduszy jako tzw. wehikułu optymalizacji podatkowej, się przestraszyli – tłumaczy Bitner.

W listopadzie ubiegłego roku opublikowany został projekt nowelizacji ustaw o podatkach PIT i CIT. Projekt zakładał, że środki zgromadzone w zamkniętych funduszach inwestycyjnych byłyby opodatkowane w podobny sposób, jak ma to miejsce m.in. w przypadku spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Obecnie fundusze tego typu zwolnione są z podatku dochodowego CIT. Rozliczenie z fiskusem następuje dopiero w momencie umorzenia środków, czyli wypłaty pieniędzy z funduszu.

– Nie wszyscy inwestorzy, nawet ci bogaci, śledzą doniesienia z Sejmu dzień po dniu. Wystarczyło, że poszła taka plotka, że fundusze zamknięte będą podwójnie opodatkowane czy będą opodatkowane jak spółki z o. o., to ludzie uznali, że może lepiej już teraz wycofać z nich pieniądze – wyjaśnia główny ekonomista WiseEuropa.

Autorzy projektu nowelizacji ustaw o PIT oraz CIT wyliczyli, że w skutek proponowanych zmian dochody budżetowe zwiększyłyby się o 2–2,5 mld zł rocznie. Zdaniem przeciwników reformy skutek byłby odwrotny. Nowela wywołałaby gwałtowny odpływ pieniędzy ulokowanych w FIZ-ach za granicę i tym samym spadek wpływów do budżetu.

– Jeżeli rząd chce coś zrobić i nie wykazuje daleko posuniętej ostrożności, tylko ostro mówi: weźmiemy się za tych, którzy unikają opodatkowania, to inwestorów płoszy. Tym właśnie tłumaczyłbym grudniową reakcję inwestorów – stwierdza ekonomista.

Ostatecznie w 2017 roku większość FIZ-ów w dalszym ciągu będzie zwolniona z podatku dochodowego CIT. Zapłacą go wyłącznie podmioty lokujące swój kapitał w jurysdykcjach pozwalających na tzw. optymalizację podatkową np. w Luksemburgu.

ULC pracuje nad regulacjami dotyczącymi dronów. Mają one zwiększyć wykorzystanie tych maszyn w gospodarce i poziom bezpieczeństwa w ruchu lotniczym

ULC pracuje nad regulacjami dotyczącymi dronów. Mają one zwiększyć wykorzystanie tych maszyn w gospodarce i poziom bezpieczeństwa w ruchu lotniczym 5

W 2016 roku wartość rynku dronów wzrosła o blisko 23 proc. do 201 mln zł – wynika z raportu Instytutu Mikromakro. Bezzałogowe statki powietrzne są coraz częściej wykorzystywane nie tylko dla rozrywki, lecz także do celów biznesowych, jak np. w transporcie przesyłek, ochronie czy nadzorze inwestycji. Na dynamicznie rosnącym rynku w szybkim tempie przybywa podmiotów, co oznacza duże wyzwanie dla bezpieczeństwa.

– Krajowy rynek dronów jest jednym z rozwijających się najbardziej dynamicznie – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Samson, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC). – Jego progres jest na tyle szybki, że nawet trudno przewidzieć, jak wielka będzie jego dynamika i w którą stronę pójdzie.

W 2015 roku wartość rynku dronów Fundacja Instytutu Mikromakro szacowała na 164 mln zł. W 2016 roku przekroczyła ona 200 mln zł. Za większość przychodów odpowiadała sprzedaż sprzętu rekreacyjnego, sprzętu przeznaczonego do profesjonalnej fotografii i filmu oraz usługi (w tym szkolenia dla operatorów). Chociaż waga handlu w wartości rynku wciąż jest dominująca (55 proc.), to na znaczeniu szybko zyskują usługi (33 proc. w 2016 vs. 17 proc. w 2015 roku).

– Użycie dronów z jednej strony idzie w kierunku użytku prywatnego, czystej rozrywki, ale z drugiej strony będzie w dużej mierze zmieniać biznes. Ja porównuję to do zmian w telekomunikacji. Telefony komórkowe zrewolucjonizowały cały system telekomunikacyjny. Wprowadzenie dronów może natomiast zrewolucjonizować np. cały system logistyczny, sposób, w jaki firmy przemieszczają towary z punktu A do punktu B – mówi Piotr Samson.

Jak podkreśla Piotr Samson, za dynamicznym rozwojem rynku muszą iść też kwestie regulacyjne. Chodzi o zapewnienie z jednej strony bezpieczeństwa w ruchu lotniczym, z drugiej – możliwości dalszego rozwoju rynku. Jednym z kluczowych obszarów jest zbudowanie świadomości wśród użytkowników i ogólnie, w społeczeństwie, co jest bezpieczne dla ruchu lotniczego.

 Nie istnieją obecnie żadne wiążące przepisy międzynarodowe, które regulowałyby kwestię użytkowania bezzałogowych statków powietrznych (BSP). Na szczeblu europejskim uregulowane są jedynie kwestie związane z eksploatacją cywilnych BSP, których masa startowa przekracza 150 kg. Określenie zasad użytkowania wszystkich innych BSP pozostawiono narodowym władzom lotniczym – mówi prof. Anna Konert, dyrektor Instytutu Prawa Lotniczego i Kosmicznego Uczelni Łazarskiego.

Jak podkreśla, w polskiej ustawie Prawo lotnicze jest jeden artykuł (art. 126) dotyczący bezzałogowych statków powietrznych, który jednak wymaga dokładnej analizy i ewentualnej nowelizacji.

Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której wskazuje na konieczność opracowania przez Komisję Europejską przepisów regulujących użycie bezzałogowych statków powietrznych. Komisja ma przedstawić propozycję w tej sprawie. Do czasu powstania nowych regulacji europejskich, co może potrwać kilka lat, poszczególne państwa członkowskie UE muszą jednak same znaleźć rozwiązania legislacyjne, najlepiej uwzględniając propozycje, które pojawiają się i pojawiać się będą w trakcie prac nad stworzeniem nowego rozporządzenia europejskiego – mówi prof. Anna Konert.

Problem pogłębia dodatkowo fakt, że w przeciwieństwie do lotnictwa rynek dronów jest bardzo rozproszony.

– W Polsce mamy 12 zarejestrowanych linii lotniczych. A w przypadku dronów będziemy mówić za chwilę o milionach. W związku z tym z naszego punktu widzenia nie jest możliwe zbudowanie systemu, który będzie kontrolował 5 mln użytkowników dronów – mówi Samson. – Bardziej chodzi o stworzenie pewnego ogólnego systemu, dzięki któremu drony będzie można bezpiecznie używać dla dobra gospodarki.

Pod koniec listopada 2016 roku przyjęto Deklarację Warszawską. Zawiera ona listę konkretnych działań, których celem jest przyspieszenie budowy jednolitego rynku dronów. Jak podkreślali przedstawiciele resortu infrastruktury i budownictwa, kwestie regulacyjne powinny się opierać na trzech filarach – przepisach dotyczących dronów i ich użytkowania, przepisach ruchu lotniczego w zakresie operacji na małych wysokościach oraz aspektach Urban Traffic Management, czyli wprowadzeniu zasad ruchu bezzałogowców w przestrzeni miejskiej.

Spaliny z silników diesla są równie groźne co azbest. Koncerny będą odchodzić od tych napędów i stawiać na hybrydy i wodór

Spaliny z silników diesla są równie groźne co azbest. Koncerny będą odchodzić od tych napędów i stawiać na hybrydy i wodór 6

To może być zmierzch diesli. Spaliny z takich silników przyczyniają się do zanieczyszczenia powietrza i są uznane przez WHO za substancje rakotwórcze. Dlatego koncerny motoryzacyjne będą raczej stawiać na alternatywne napędy. Toyota inwestuje w rozwój hybryd, w tym w wersji plug-in, oraz samochody elektryczne. W ofercie koncernu w Europie dostępny jest także model Mirai – pierwszy na świecie seryjnie produkowany sedan zasilany wodorowymi ogniwami paliwowymi. 

– Smog to nie tylko piecyki i pyły. Jeżeli mówimy o szkodliwych i odpowiedzialnych za wiele chorób nowotworowych substancjach, jak np. tlenki azotu czy cząstki stałe, to duży wkład ma tutaj transport samochodowy. Światowa Organizacja Zdrowia umieściła spaliny silników diesla na liście substancji rakotwórczych. To już nie tylko hipotezy, ale badania naukowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Pawlak, prezes Toyota Motor Poland i Toyota Central Europe.

Światowa Organizacja Zdrowia uznała spaliny oleju napędowego za równie szkodliwe dla zdrowia ludzi, co azbest, arsen czy gaz musztardowy i zakwalifikowała do najwyższej kategorii substancji rakotwórczych. Wedle ekspertów spaliny z silników diesla są bezpośrednią przyczyną nowotworu płuc. Dlatego coraz więcej miast decyduje się zakazać wjazdu dla samochodów z takim napędem. Takie restrykcje zapowiedziały, m.in. Oslo, Paryż, Madryt czy Ateny.

– W Polsce w wielu miastach zanieczyszczenie przekracza wszelkie dopuszczalne normy. Warto więc podyskutować, czy także nie chcielibyśmy czegoś zmienić w zakresie transportu samochodowego, czy nie chcielibyśmy zachęcić użytkowników, żeby kupowali samochody niskoemisyjne zamiast wysokoemisyjnych. Hybrydy przykładowo emitują kilkanaście razy mniej tlenków azotu czy cząstek stałych niż silniki wysokoprężne – ocenia Pawlak.

Toyota stawia na rozwój samochodów nisko- i bezemisyjnych. Po drogach jeździ blisko 10 mln samochodów hybrydowych wyprodukowanych przez Toyotę. W 2016 roku sprzedanych w Europie zostało blisko 930 tys. aut tej marki (wzrost o 6 proc.), z czego 295 tys. to samochody hybrydowe (41 proc. wzrost rdr.). Auta z tym napędem stanowiły więc ok. 30 proc. wszystkich nowych pojazdów, które opuściły salony Toyoty i Lexusa, podczas gdy jeszcze w 2015 roku w napęd hybrydowy było wyposażone co czwarte auto. Koncern chce, by do 2020 roku udział ten wzrósł do 50 proc.

W Polsce na blisko 43 tys. sprzedanych samochodów Toyoty 8,3 tys. (19 proc.) stanowiły hybrydy, a wzrost w skali roku sięgnął 119 proc. W tym roku również marka chce ten wynik podwoić.

– Jest coraz więcej użytkowników, którzy dostrzegają zalety hybryd, nie tylko niskoemisyjność, lecz także czystą ekonomię. Samochody hybrydowe są tanie w eksploatacji, mają gigantyczne oszczędności w paliwie. To także pojazdy, które praktycznie się nie psują. Większość komponentów, które się psują we współczesnych samochodach, w hybrydach nie występuje. Z pewnością to technologia, która pojawi się w ogromnej liczbie modeli i która będzie coraz bardziej powszechna – prognozuje prezes Toyota Motor Poland.

Toyota w Europie ma w ofercie siedem modeli hybrydowych. W  ostatnich 12 miesiącach największą popularnością cieszyły się Yaris Hybrid (86,6 tys. sprzedanych aut), Auris Hybrid (85,8 tys.) oraz RAV4 Hybrid (44,7 tys.). Z kolei Prius zanotował największy wzrost – o 11 proc. W Polsce dostępnych jest pięć modeli z napędem hybrydowym.

Jak podkreśla Jacek Pawlak, przyszłością mogą okazać się samochody hybrydowe w wersji plug-in, które można ładować w gniazdku. Wkrótce do sprzedaży ma trafić nowy model Toyota Prius Plug-in Hybrid, który będzie mógł przejechać na silniku elektrycznym ok. 50 km, a średnie zużycie paliwa wyniesie litr na 100 km.

– 50 km to zasięg, jaki potrzebny jest do dojechania do pracy i z powrotem do domu, co stanowi 80 proc. dziennego dystansu. Jeżeli natomiast potrzebujemy pojechać nad morze czy w góry, to nie ma problemu, bo ten samochód nie ma ograniczonego zasięgu, jak samochód elektryczny. Kiedy skończy się energia z akumulatorów, można jechać dalej na oszczędnym napędzie hybrydowym – wyjaśnia Pawlak.

W grudniu Toyota zainwestowała w budowę komercyjnych samochodów elektrycznych, które mają rozszerzyć ofertę ekologicznych pojazdów. Jak jednak wskazuje Pawlak, lepszym nośnikiem energii jest wodór i to on może się okazać przyszłością. Pierwszy model Toyoty wyposażony w ogniwa paliwowe – sedan Toyota Mirai – jest dostępny na rynku od 2014 roku w Japonii, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Danii, Belgii, Norwegii i Holandii. Toyota oferuje także miejski autobus na ogniwa paliwowe oraz pracuje nad ciężarówką w tej technologii. Koncern wprowadził również do swoich fabryk wózki widłowe z napędem na ogniwa paliwowe.

– Coraz więcej mówimy o wodorze. Mamy już tę nową technologię dostępną w samochodach, które są produkowane seryjnie i sprzedawane. Samochód wodorowy to nic innego jak elektryczny, który zamiast drogich i ciężkich baterii ma zbiornik z wodorem. Taki samochód możemy zatankować bardzo szybko, podobnie jak samochód na LPG, ale nie ma problemu zasięgu, ponieważ zasięg samochodu z wodorem to ok. 600 km – podkreśla Jacek Pawlak.

Zmiany koncernów motoryzacyjnych w podejściu do emisji spalin wymuszają m.in. regulacje unijne. Eksperci wskazują, że nie wszyscy producenci spełnią wymagania UE dotyczące ilości dwutlenku węgla emitowanego przez ich auta. To może się wiązać z wysokimi karami.

Raport: Powierzchnie biurowe polskich BPO/SSC w 2016 roku

Polska umacnia pozycję wiodącej europejskiej lokalizacji dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu. W kraju działa już ponad 1000 centrów BPO/SSC, w których zatrudnionych jest ponad 200 tys. osób. W ciągu ostatnich lat roczne tempo wzrostu branży dochodziło do 20 proc. Nic nie wskazuje na to, żeby rozwój tej gałęzi polskiej gospodarki w najbliższym czasie miał wyhamować. Sektor BSS od dawna generuje większość popytu na powierzchnię biurową w miastach regionalnych. Specjaliści Walter Herz szacują, że w ciągu najbliższych 3-4 lat branża będzie potrzebowała miliona mkw. powierzchni biurowej.

Najwięcej centrów nowoczesnych usług dla biznesu ulokowało się w Warszawie. Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych podała niedawno, że na warszawskim rynku działa już 160 centrów usług wspólnych. Pod względem liczebności centrów Warszawa plasuje się na pierwszej pozycji w kraju. W firmach sektorowych w stolicy pracuje prawie 36,7 tys. osób, co daje aglomeracji warszawskiej  drugą pozycję po Krakowie pod względem zatrudnienia w tym segmencie rynku.

Kraków z największą liczbą pracowników, Warszawa z największą liczbą centrów

W stolicy Małopolski branża skupia ponad 50 tys. pracowników, a szacunkowe prognozy mówią, że do 2020 roku zatrudnienie w krakowskich centrach BPO, IT, SSC, R&D może się zwiększyć do 70 tys. osób. Szybki wzrost sektora dopinguje do większej aktywności deweloperów działających w segmencie biurowym. Walter Herz podaje, że w Krakowie trwa obecnie budowa 300 tys. mkw. powierzchni biurowej, głownie z myślą o firmach outsourcingowych.

W minionych latach uwaga inwestorów branżowych skupiona była głównie na Krakowie, a także Wrocławiu, w którym zatrudnienie w sektorze usług dla biznesu jest porównywalne z Warszawą. W ubiegłym roku to jednak Warszawa, która stale zyskuje na atrakcyjności wśród międzynarodowych firm, zaczęła mieć przewagę konkurencyjną nad innymi ośrodkami. Głównym powodem zwrotu jest nie tylko największy w kraju wybór wysokiej klasy powierzchni biurowej (w budowie pozostaje prawie 700 tys. mkw. biur, a całkowita podaż przekracza 5 mln mkw.),  ale przede wszystkim największy dostęp do wykwalifikowanych kadr.

Ośrodki BSS w 40 miastach

To właśnie odczuwalne ostatnio braki kadrowe w dużych aglomeracjach, szczególnie w Krakowie i Wrocławiu, otwierają możliwości szybszego rozwoju branży, nie tylko w aglomeracji warszawskiej, ale także w lokalizacjach regionalnych. Atutem naszego kraju jest też duża liczba ośrodków BSS. Sektor rozwija się już w ponad 40 miastach w Polsce.

Wyraźną tendencją, która rysuje się w ostatnim czasie w branży usług dla biznesu  jest masowa automatyzacja i robotyzacja mniej wymagających procesów. Ale jednocześnie, jak zaznaczają eksperci Walter Herz, centra operacyjne zlokalizowane w Polsce coraz szerzej zaczynają obsługiwać zaawansowane procesy m.in. analityczne i finansowe, które wymagają specjalistycznej wiedzy i doświadczenia.

W ostatnim roku Polska ze swoimi czołowymi lokalizacjami biznesowymi kolejny raz awansowała w światowych rankingach. Specjaliści zwracają uwagę, że w naszym kraju obsługiwana jest znacząca liczba największych, światowych instytucji finansowych i banków. Firmy z sektora usług dla biznesu największe zapotrzebowanie zgłaszają obecnie na wysoko wykwalifikowanych informatyków, programistów i analityków, a także specjalistów finansowo-księgowych.

W 2016 roku mogliśmy obserwować liczne duże transakcje zawierane przez firmy sektorowe, które dotyczyły nie tylko nowych inwestycji i ekspansji na rynku polskim, ale także związane były z relokacją i konsolidacją firm.

Warszawa rozwija skrzydła

WarszawaW minionym roku bank Credit Suisse uruchomił w Warszawie centrum operacyjne, pod które wynajął 7,5 tys. mkw. w biurowcu Atrium 2 usytuowanym przy rondzie ONZ. Do tego samego biurowca na powierzchnię ponad 4 tys. mkw. wprowadziła się też globalna kancelaria prawna DLA Piper.

Ponad 6 tys. mkw. w Gdańskim Business Center w Warszawie wynajęła spółka duńskiej firmy informatycznej KMD, która zapowiada dynamiczny rozwój w Polsce. Podobne plany ma globalny bank Goldman Sachs, który wiosną ubiegłego roku wynajął ponad 5 tys. mkw. na ostatnich piętrach warszawskiego biurowca Warsaw Spire. Tym samym zwiększył zatrudnienie do 240 osób. W tym roku firma planuje podwojenie liczby pracowników, wśród których znajdują się głównie informatycy, specjaliści od księgowości i bankowcy.

Również Luxoft Holding, dostawca usług rozwoju oprogramowania i innowacyjnych rozwiązań IT dla globalnej bazy klientów ogłosił w zeszłym roku otwarcie nowego centrum w Warszawie. Firma, która ma już centra w Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku, gdzie zatrudnia ponad 2 tys. osób, do swojego biura w Warszawie rekrutowała głównie programistów i analityków biznesowych.

Na Warszawę postawiła również firma technologiczna GFT, dostarczająca rozwiązania IT i usługi konsultingowe dla czołowych banków inwestycyjnych świata. Latem tamtego roku poinformowała o otwarciu placówki w Warszawie (po Łodzi i Poznaniu), gdzie docelowo ma pracować 250 osób.

W 2016 roku także globalna firma prawnicza Dentons wynajęła 1,5 tys. mkw. w biurowcu Atrium Centrum, w którym uruchomiła centrum usług wspólnych obsługujące oddziały w Europie, na Bliskim Wschodzie i Afryce. Także firma William Demant zdecydowała o utworzeniu w Warszawie centrum odpowiedzialnego za badania i rozwój, które mieści się na powierzchni 3 tys. mkw. w biurowcu Q22 przy alei Jana Pawła II.

Kraków z dużymi graczami

KrakówW Krakowie firma ABB, światowy lider na rynku technologii energetyki i automatyki, latem ubiegłego roku zdecydowała się rozszerzyć dotychczasową umowę najmu w budynku Axis o kolejne 10 tys. mkw. W ten sposób utworzyła największe na świecie Globalne Centrum Usług Wspólnych ABB. Centrum zatrudniające około 2 tys. osób świadczy usługi z zakresu finansów, zarządzania łańcuchem dostaw, IT oraz HR.

Jesienią 2016 roku firma Delphi Poland z sektora B+R zacieśniła współpracę z krakowskim kompleksem Enterprise Park, w którym jest obecna od 2012 roku. W realizowanym budynku wynajęła kolejne 6,3 tys. mkw. powierzchni biurowej.

Krakowskie centrum biznesowe koncernu Shell zwiększyło zaś zatrudnienie o około 660  osób. Zespół krakowskiego ośrodka, który jest jednym z 3 największych centrów firmy na świecie liczy 2,5 tys. pracowników i jest odpowiedzialny za prowadzenie i wspieranie globalnych operacji biznesowych firmy z zakresu finansów, księgowości, zaopatrzenia, zakupów, HR i obsługi klienta.

W 2016 roku celem amerykańskiej firmy Epam Systems z branży IT było z kolei podwojenie liczby pracowników w Polsce, dzięki zatrudnieniu ponad 600 osób w nowym biurze w Krakowie. W oddziałach w Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu firma zatrudniała wcześniej ponad 650 osób.

Wiosną ubiegłego roku centrum usług wspólnych w Krakowie otworzyła także działająca w 170 krajach, szwajcarska grupa ubezpieczeniowa Zurich Insurance Group. Ma w nim pracować ponad 160 specjalistów m.in. z dziedziny rachunkowości i sprawozdawczości finansowej.

W uruchamianym w Krakowie w ubiegłym roku w swoim centrum kontaktowym pracowników zatrudniały też linie lotnicze Cathay Pacific Airways z Hongkongu. Biuro z zespołem 100 osób obsługuje klientów z całego świata.

W 2016 miała też miejsce ekspansja Shell Business Operations, które zwiększyło powierzchnię w Dot Office o 5,8 tys. mkw.

Firma Aon, świadcząca usługi w zakresie zarządzania ryzykiem, wynajęła prawie 11 tys. mkw. w powstającym budynku E krakowskiego kompleksu Enterprise Park. Umowę przednajmu na 10 tys. mkw. podpisała również firma Euroclear w Bonarka for Business, a kontrakt na 5,7 tys. mkw. w Vinci Office Center odnowiło Centrum Heineken Global Shared Services.

Wrocław na podium

WrocławWe Wrocławiu, trzeciej największej lokalizacji dla sektora BPO/SSC w Polsce w pierwszym kwartale 2016 roku umowę na wynajem 10,8 tys. mkw. powierzchni biurowej podpisał bank Credit Suisse. Kontrakt związany był z renegocjacją powierzchni zajmowanej przez bank we wrocławskim biurowcu Grunwaldzki Center.

W czasie minionych wakacji we Wrocławiu 5,75 tys. mkw. powierzchni biurowej w kompleksie Pegaz wynajęła również międzynarodowa firma ubezpieczeniowa i reasekuracyjna XL Catlin. Wrocławski zespół firmy zapewnia wsparcie, nie tylko w zakresie ubezpieczeń i reasekuracji, ale także księgowości, finansów, kadr i usług informatycznych.

W połowie tamtego roku centrum usług wspólnych przy ulicy Dubois 41 na Nadodrzu we Wrocławiu otworzył także międzynarodowy koncern 3M. Centrum jest jedną z trzech takich placówek firmy na świecie, zajmie się m.in. realizacją procesów finansowych, zakupowych, kadrowych, wsparciem IT w zakresie jakości, raportowania i analiz, a także zarządzania bazami danych. Będzie obsługiwało 52 kraje regionu EMEA. Zatrudnienie znalazło w nim 400 osób, ale firma planuje poszerzyć team.

Z kolei firma Becton Dickinson (BD) działająca w obszarze technologii medycznych wprowadziła  się do kompleksu Business Garden, zajmując łącznie ok. 5,6 tys. mkw. powierzchni biurowej. Także firma Qiagen dla swojego centrum usług wspólnych zdecydowała się na przedłużenie umowy i powiększenie powierzchni najmu do 3,5 tys. mkw. we wrocławskiej wieży Sky Tower.

W budynku biurowym Centrum Biznesu Magdalena 1,5 tys. mkw. wynajęła firma Ocado Technology, która zapewnia obsługę i wsparcie IT jednemu z największych na świecie supermarketów online Ocado. Obecnie zatrudnia blisko 8,5 tys. pracowników w trzech placówkach: Hatfield w Wielkiej Brytanii oraz w Krakowie i Wrocławiu.

Na początku tamtego roku centrum R&D otworzyła także we Wrocławiu firma Red Embedded Consulting, dostarczająca usługi doradztwa IT.  Centrum IT we wrocławskim  biurowcu przy ulicy Świętego Mikołaja uruchomiły również irlandzkie linie lotnicze Ryanair.

W stolicy Dolnego Śląska centrum biznesowe otworzył też INFOR, trzeci na świecie dostawca aplikacji biznesowych. Do 2018 roku firma ma zatrudnić  w nim pół tysiąca osób. Centrum usług wspólnych z 600 pracownikami przy placu Dominikańskim we Wrocławiu uruchomił także największy szwajcarski bank UBS.

Trójmiasto kusi nowymi biurami  

TrójmiastoTrójmiasto w ostatnich latach cierpiało na deficyt nowoczesnej powierzchni biurowej, co było przeszkodą dla inwestorów, chcących wykorzystać potencjał kadrowy, jaki oferuje aglomeracja. Przez ostatnie dwa lata Trójmiasto przeżywa jednak boom inwestycyjny z dużym udziałem sektora SSC/BPO.

W ubiegłym roku w gdańskim kompleksie Olivia Business Centre biuro otworzył m.in. amerykański koncern Quad/Graphics. W centrum usług wspólnych jednej z największych firm poligraficznych w Europie, w którym realizowane są projekty dla największych globalnych marek, pracę znalazło 100 grafików i informatyków, a w polskich oddziałach firmy pracuje już ponad 1700 osób.

Pod koniec minionego roku Intel, światowy lider branży nowoczesnych technologii specjalizujący się w produkcji procesorów i rozwiązań informatycznych wynajął w biurowcu Tryton Business House blisko 10 tys. mkw. Firma przeniosła do Trójmiasta obsługę istotnych procesów z Rosji i Czech.

Ekspansję planuje również Lufthansa Systems Poland. Decyzję o strategicznym rozwoju w Trójmieście podjęła Nordea IT. Dalszą ekspansję planuje także Thomson Reuters.

Amerykański bank State Street zarządzający funduszami na całym świecie wynajął całą wieżę w gdańskim kompleksie Alchemia, gdzie sukcesywnie zwiększa zatrudnienie. W Krakowie i Gdańsku dla State Street pracuje 3 tys. osób, dzięki czemu polski oddział banku jest największym w Europie.

W minionym roku także Nordea Bank AB wynajął 9,6 tys. mkw. powierzchni w biurowcu Tensor w Gdyni. Polski oddział świadczy kompleksowe usługi z zakresu IT oraz finansów.

Poznań wyrównuje do czołówki  

PoznańNa początku 2016 roku nowym najemcą Business Garden w Poznaniu została firma MAN, która zajmie 2,68 tys. mkw. w budynku przy ulicy Marcelińskiej. Firma świadczy usługi w zakresie obsługi procesów finansowo-księgowych i wsparcia procesów zakupów dla spółek grupy MAN na terenie Europy.

Centrum kompetencji Rockwool przeniosło się z kolei do poznańskiego budynku Maraton, zlokalizowanego w centrum miasta, gdzie znalazło zatrudnienie 100 nowych pracowników. Z myślą o nich Rockwool wynajęło ponad 1,5 tys. mkw. powierzchni biurowej przy ulicy Królowej Jadwigi, gdzie firma ulokuje centrum kompetencji, które zajmie się między innymi usługami z zakresu IT oraz finansów.

Firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu szczególnie upodobały sobie poznański Maraton. Powierzchnię w budynku wynajęły także m.in. firmy: Duni European Finance Function, Bridgestone EBS i APS. Firma CenturyLink zajęła również na terenie obiektu powierzchnię niespełna tysiąca mkw.

Do grona najemców biurowca dołączyła też firma REHAU Business Services, która zajęła powierzchnię 700 mkw. Firma, która jest jednym z czołowych dostawców produktów i gotowych rozwiązań systemowych dla branży budowlanej, motoryzacyjnej, meblarskiej i przemysłowej stworzyła w Maratonie swoje pierwsze w Europie centrum usług biznesowych.

Na nowa siedzibę Maraton wybrała także firma Sii, która wynajęła w budynku 3,4 tys. mkw. powierzchni, by zaaranżować nowe biuro dla obecnego zespołu i 200 nowych pracowników.

Dwie umowy najmu firmy outsourcingowe podpisały też w ubiegłym roku w poznańskim kompleksie Business Garden. Międzynarodowa firma farmaceutyczna GSK wynajęła ponad 2 tys. mkw. powierzchni dla rosnącego centrum usług biznesowych GSK IT. A Bank Zachodni WBK zdecydował się na powiększenie przestrzeni biurowej o dodatkowe 770 mkw.

Katowice

KatowiceW Katowicach PwC, jedna z najbardziej znanych globalnych firm doradczych rozszerzyła umowę najmu w kompleksie Silesia Business Park o ponad 2 tys. mkw. Zwiększyła także zatrudnienie o ponad 300 pracowników. Katowickie centrum usług wspólnych zajmuje się obsługą w zakresie audytu finansowego, podatków i usług działów wewnętrznych. W biurach spółki przy ulicy Chorzowskiej pracę znalazło już ponad tysiąc osób.

W budynku B  kompleksu Silesia Business Park 2,7 tys. mkw. wynajęły również spółki Navo Orbico i Distribev Orbico, będące częścią międzynarodowej Grupy Orbico.

Największa na świecie firma zajmująca się automatyką przemysłową – Rockwell Automation wynajęła z kolei ponad 7 tys. mkw. w nowym budynku rozbudowującego się kompleksu A4 Business Park przy ulicy Francuskiej.

W pierwszej połowie 2016 roku umowę na wynajem 4,3 tys. mkw. powierzchni biurowej w budynku Brema podpisała także firma BPSC.

Autor: Walter Herz

Apetyt na grunty inwestycyjne w Polsce

Firma doradcza JLL podsumowała 2016 r. oraz wskazała trendy na 2017 r. w segmencie gruntów pod inwestycje mieszkaniowe, biurowe, handlowe, hotelowe oraz gruntów rolnych w Polsce.

Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL, informuje: „Rok 2016 był bardzo dobry dla większości uczestników rynku gruntów inwestycyjnych w Polsce. Zainteresowanie terenami pod zabudowę mieszkaniową utrzymywało się, podobnie jak w 2015 r., na wysokim poziomie, szczególnie w największych miastach. Popularnością cieszyły się także tereny, na których możliwa jest realizacja parków handlowych oraz inwestycji hotelowych. Popyt na grunty pod zabudowę biurową utrzymywał się na stabilnym poziomie pomimo rosnącej w szybkim tempie podaży i coraz większej konkurencji na rynku najmu. Jest to efekt, między innymi, powrotu inwestorów do długofalowych strategii opierających się na budowie banków ziemi”.

W 2016 r. najtrudniej było pozyskać ziemię pod inwestycje komercyjne w atrakcyjnych, dobrze skomunikowanych obszarach Warszawy, Krakowa czy Gdańska. Relatywnie wyższą dostępność gruntów obserwowano we Wrocławiu, Łodzi czy Katowicach, co miało przełożenie na liczbę prowadzonych negocjacji i sfinalizowanych transakcji sprzedaży gruntów.

Grunty pod zabudowę mieszkaniową

Sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym rosła już trzeci rok z rzędu. Wobec nisko oprocentowanych lokat bankowych, nabycie nieruchomości wielu inwestorów uznało za najlepszą lokatę kapitału.

„W przypadku gruntów mieszkaniowych, nierównowaga między popytem na atrakcyjne grunty a ich niską podażą miała przełożenie na wzrost cen gruntów w przeliczeniu na metr kwadratowy powierzchni użytkowo-mieszkaniowej planowanych projektów. Ceny ofertowe i transakcyjne nie osiągnęły tak zawrotnych poziomów jak w 2007 r., a deweloperzy starali się być bardziej ostrożni. Nadal jednakże mamy rekordowo niskie koszty finansowania połączone z bardzo dobrymi wynikami sprzedaży. Wiele mieszkań kupowanych jest inwestycyjnie oraz z pominięciem finansowania bankowego. Brak silnego wzrostu cen mieszkań wraz z wizją zakończenia rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych” oraz wzrostem wymagań banków dotyczących wysokości wkładu własnego kredytobiorcy studzą jednakże optymizm deweloperów. W dłuższym okresie czasu wartości gruntów nie mogą rosnąć szybciej niż ceny mieszkań. W 2017 r. stabilizacja cen gruntów wydaje się bardziej prawdopodobna niż duże wzrosty cen mieszkań lub też spadki marż deweloperskich”, wyjaśnia Jacek Kamiński, Dyrektor w Dziale Wycen, JLL.

Średnie ceny gruntów pod inwestycje mieszkaniowe w 2016 r.

Obszar Cena (PLN / mkw. PUM*)
Warszawa Śródmieście 2 200 – 4 000** PLN
Warszawa – pozostałe dzielnice 650  – 2 500 PLN
Miasta powyżej 400 000 mieszkańców 550 – 2 000 PLN

Polska jest nadal postrzegana jako atrakcyjny rynek mieszkaniowy w Europie. W 2016 r. nastąpił wzrost zainteresowania ze strony podmiotów z zagranicznym kapitałem inwestycjami w segmencie mieszkaniowym – m.in. deweloperów z Ukrainy, Turcji i Skandynawii.

„W 2017 r. nie należy oczekiwać kolejnych rekordów sprzedaży na rynku pierwotnym. Nie oznacza to jednak spadku zainteresowania gruntami pod projekty mieszkaniowe. Deweloperzy chcą uzupełnić banki ziemi, a dzięki bardzo dobrym wynikom sprzedaży dysponują środkami finansowymi na realizację tego celu”, informuje Jacek Kamiński.

Grunty pod zabudowę biurową

2016 r. był intensywnym rokiem na rynku biurowym – na rynek trafiła rekordowa liczba metrów kwadratowych, a i popyt utrzymywał się na wysokim poziomie. Inwestorzy analizowali z większym niż w ubiegłych latach zainteresowaniem oferty gruntów poza Warszawą, w tym również w mniej oczywistych lokalizacjach, takich jak Lublin, Szczecin czy Rzeszów.

Warto zaznaczyć, że rynek nieruchomości gruntowych, chociaż związany z rynkiem najmu biur, nie jest jego lustrzanym odbiciem. W efekcie, gdy na rynku najmu rośnie konkurencja i współczynnik pustostanów, ceny gruntów przeznaczonych pod inwestycje biurowe z reguły wykazują jedynie nieznaczną tendencję zniżkową. Nowe transakcje zakupu terenów inwestycyjnych mają miejsce, często z perspektywą rozpoczęcia budowy dopiero za parę lat.

Średnie ceny gruntów pod inwestycje biurowe w 2016 r.

Obszar Cena (PLN / mkw. PUB**)
Warszawa COB* 2 200 – 3 500 PLN
Warszawa obrzeża COB* 1 600 – 2 100 PLN
Warszawa pozostałe 600 – 1 300 PLN
Miasta powyżej 400 000 mieszkańców 600 – 1 500 PLN

„Podobnie jak w ubiegłym roku, w 2017 inwestorzy będą musieli zmierzyć się ze znacznie wyższą podażą pieniądza nad produktem w postaci dostępnych, atrakcyjnych gruntów inwestycyjnych. W szczególności dotyczy to najbardziej pożądanych, centralnych i dobrze wyeksponowanych lokalizacji. Zainteresowaniem będą cieszyć się nie tylko atrakcyjnie położone działki z budynkami do wyburzenia, przebudowy lub rozbudowy, ale też tereny wymagające ponadstandardowych nakładów finansowych z uwagi na obowiązek przeprowadzenia kosztownej remediacji gruntu lub objęcie ochroną konserwatorską. Pod warunkiem oczywiście, że ich lokalizacja będzie spełniać kryteria inwestora”, wyjaśnia Daniel Puchalski.

Z uwagi na zmieniające się trendy na rynku i rozwój infrastruktury, niektóre lokalizacje, a wraz z nimi działki inwestycyjne, zyskują lub tracą zainteresowanie potencjalnych nabywców. Zmiany w preferencjach inwestorów są szczególnie widoczne w Warszawie. Dużo chętniej analizują oni obecnie działki w sąsiedztwie II linii metra, w tym tereny po prawej stronie Wisły, niż popularne jeszcze parę lat temu grunty na Służewcu Przemysłowym.

Grunty pod zabudowę handlową

W związku z wysokim nasyceniem powierzchnią handlową, przed podjęciem decyzji o zakupie nieruchomości inwestorzy bardzo dokładnie analizują ten współczynnik, jak również siłę nabywczą i nawyki zakupowe okolicznych mieszkańców oraz konkurencyjne projekty. Głównym czynnikiem decydującym o ich zainteresowaniu danym gruntem jest jednak taki poziom zainteresowania potencjalnych najemców, który umożliwi szybkie wynajęcie projektowanego obiektu handlowego na warunkach gwarantujących rentowność inwestycji.

Białych plam na mapie handlowej Polski jest coraz mniej. W efekcie nie każdy obszar, dla którego zagwarantowano w planie miejscowym możliwość realizacji obiektu wielkopowierzchniowego, stanowi obiekt zainteresowania inwestorów. W szczególności właściciele gruntów o dużych areałach oraz terenów zlokalizowanych blisko budowanej lub funkcjonującej już galerii handlowej stają przed dylematem określenia nowego sposobu ich zagospodarowania.

„W ubiegłym roku zainteresowaniem cieszyły się grunty m.in. pod parki handlowe w miastach powyżej 100 000 mieszkańców. Obserwujemy jednocześnie wzrost liczby ofert sprzedaży, których przedmiotem są obiekty handlowe mające lata świetności już za sobą, jak również grunty przeznaczone pod obiekty wielkopowierzchniowe, wymagające stworzenia nowej strategii sprzedażowej z uwagi na brak rynkowego uzasadnienia dla realizacji planowanej wcześniej galerii handlowej”, informuje Daniel Puchalski.

Średnie ceny gruntów pod inwestycje handlowe w 2016 r.

Obszar Cena (PLN / mkw. PUU*)
Warszawa – tereny przeznaczone pod handel wielkopowierzchniowy 2 000 – 5 000 PLN
 Warszawa – tereny przeznaczone pod parki handlowe i wolnostojące budynki handlowe 1 500 – 2 000 PLN
Miasta powyżej 400 000 mieszkańców 400 – 1 200 PLN

* PUU – Powierzchnia Użytkowa Usług

Źródło: JLL

Grunty pod zabudowę hotelową

Do najbardziej aktywnych operatorów na rynku w 2016 r., pod których marką otworzyły się lub powstają obiekty hotelowe, należą AccorHotels / Orbis, Hilton Worldwide, Marriott International, Best Western, InterContinental Hotels Group, Louvre Hotels Group, Carlson Rezidor Hotel Group czy B&B Hotels. W minionym roku można było zaobserwować również rosnącą liczbę inwestycji i projektów w segmencie condo również w dużych miastach, a nie tylko w popularnych miejscowościach wypoczynkowych. Deweloperzy dostrzegli w tym szansę na dywersyfikację swojej oferty. Natomiast niewystarczająca dla zaspokojenia potrzeb studentów podaż akademików zwróciła uwagę inwestorów prywatnych na ten obszar rynku – komfortowe prywatne akademiki mogą śmiało konkurować z ofertą mieszkań na wynajem.

„W kolejnych latach branża hotelarska w Polsce może liczyć na dalszy rozwój. Będziemy obserwować rosnącą ofertę condoapartamentów w miastach oraz rozwój turystyki medycznej, co przełoży się na zapotrzebowanie na grunty umożliwiające realizację tego typu inwestycji. Ponadto, rosnący udział młodego pokolenia w grupie gości hotelowych będzie sprzyjać powstawaniu obiektów hotelowych, uwzględniających ich gusta i oczekiwania”, komentuje Daniel Puchalski.

Grunty rolne

Po przyjęciu w maju 2016 r. ustawy ograniczającej obrót ziemią rolną, liczba chętnych na jej zakup znacząco zmalała. Niska aktywność rynku sprawiła, że ceny pod koniec pierwszej połowy roku stały w miejscu, a następnie wykazywały tendencję spadkową. Deweloperzy nierzadko rezygnowali z podejmowania analizy nieruchomości, jeśli tylko zachodziły jakiekolwiek przesłanki wskazujące na możliwość podlegania gruntu pod przepisy nowej ustawy.

„W 2016 r. nastąpiło również bardzo wyraźne, w porównaniu z ubiegłymi latami, zmniejszenie zainteresowania inwestycjami na rynku ziemi rolnej ze strony podmiotów z kapitałem zagranicznym. Inwestorzy gotowi do zaangażowania posiadanych środków finansowych w długoletniej perspektywie zwracają uwagę na stabilność prawa dającą możliwość bezpiecznego planowania. Nagła zmiana zasad obrotu gruntami rolnymi zaowocowała w wielu przypadkach wstrzymaniem decyzji o rozwoju w Polsce. Co ciekawe jednak, inni inwestorzy postrzegają nowe ustawodawstwo jako szansę. Transakcje na poziomie akcji i udziałów w spółkach stanowią okazję do przejęcia tego typu aktywów”, wyjaśnia Daniel Puchalski.

Perspektywa na 2017

Dotychczasowe zainteresowanie inwestorów gruntami inwestycyjnymi w Polsce, jak również ilość kierowanych do JLL zapytań o tereny w IV kwartale 2016 r. oraz na początku tego roku, pozwala sądzić, że 2017 będzie równie dobry albo nawet lepszy dla wszystkich uczestników rynku nieruchomości.

„Spodziewamy się kontynuacji aktywności deweloperów w segmencie gruntów mieszkaniowych, jak też równie wysokiego jak w 2016 r. zainteresowania terenami, na których można zrealizować projekty hotelowe w dużych i średnich miastach oraz gruntami handlowymi w miastach powyżej 50 000 mieszkańców. Atrakcyjnie zlokalizowane i przygotowane pod względem prawnym nieruchomości przeznaczone na cele biurowe również znajdą swoich nabywców, jeśli będą położone w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Trójmieście, Katowicach czy Łodzi. W przypadku gruntów rolnych, pomimo zmiany ustawodawstwa, dostrzegamy zainteresowanie ze strony podmiotów posiadających duże areały ziemi, co daje szanse na sporadyczne transakcje w tym segmencie rynku”, podsumowuje Daniel Puchalski.

Wzrost gospodarczy Polski niższy o 1,1% r/r. Brak korekty za 2015

Polski PKB rośnie niemal dokładnie tyle co oczekiwali analitycy. Wzrost 2,8% jest niższy o 1,1% niż rok wcześniej, ale wciąż bardzo dobry. GUS nie zamierza skorygować parametrów za 2015 rok.

PKB Polski o 2,8% w górę

Wzrost gospodarczy wyniósł 2,8%. Jest to wyraźnie niżej niż to co przewidywali specjaliści jeszcze na początku zeszłego roku. Dla przypomnienia w początkach 2016 nawet zwyczajowo ostrożniejszy MFW czy Komisja Europejska w swoich prognozach wyraźnie przekraczały 3% wzrostu PKB. Dane rządowe były bardziej optymistyczne. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te prognozy. Na jesieni mówiło się nawet o spadku do 2,5%, ale ten czarny scenariusz na szczęście się nie ziścił. Po publikacji złoty delikatnie się umacniał. Ruch ten nie był zbyt silny, gdyż 2,8% było bardzo blisko oczekiwań analityków, którzy przeważnie w okolicach 2,7% umieszczali swoje oczekiwania.

Co spowodowało, że wzrost był taki a nie inny? Na minus zadziałały przede wszystkim inwestycje. To ich spadek odpowiada za zwolnienie o ponad 1%. Z drugiej strony lepiej niż rok temu wypadły wydatki publiczne, konsumpcja oraz zapasy. Gospodarka polegająca jednak na takich podstawach ma mizerne szanse na utrzymanie tempa wzrostu. W tym kontekście szczególnie martwią słowa wicepremiera mówiące o tym, że tempo wzrostu jest nieistotne, a liczy się jego jakość. Wypowiedź ta pozwala bagatelizować niższy wynik wzrostu PKB. Problemem wciąż jednak pozostaje wspomniana jakość. Wynik 2,8% jest pewnym przybliżeniem. Za kilka miesięcy możemy podobnie jak rok temu zobaczyć aktualizację. W zeszłym roku była ona wyjątkowo wysoka i dodała aż 0,3%.

GUS o wzroście w 2016

Fikcyjne faktury VAT, które zdaniem wicepremiera Mateusza Morawieckiego miały sztucznie zawyżać wzrost PKB w 2016 roku wcale nie są bombą. GUS zajął się sprawą jednakże nie przychylił się do koncepcji. Zwrócił uwagę, że do fikcyjnego eksportu potrzebny jest import. A gdyby nie było towaru to należałoby odjąć go od obydwóch stron rachunków. Zwrócono również uwagę na źródła danych i to ich aktualizacja jest konieczna by móc mówić o korektach wzrostu gospodarczego za poprzednie lata.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – Indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wiceprezes EFL podsumowuje rok 2016

W 2016 roku firmy leasingowe w Polsce sfinansowały środki trwałe o łącznej rekordowej wartości ponad 58 mld zł i tym samym wypracowały 16,6% wzrost w porównaniu do poprzedniego roku – wynika z danych Związku Polskiego Leasingu. Motorem wzrostu były pojazdy, których udział w rynku wzrósł aż do 71%. Skurczył się natomiast segment maszyn i urządzeń (-3,4% r/r). Nieco lepiej od rynku poradził sobie EFL, który z portfelem umów wartych 5,1 mld zł odnotował 17,3% wzrost r/r. Przedstawiciele spółki spodziewają się, że w 2017 roku zostanie pobity kolejny rekord wartości udzielonego finansowania, a inwestycje w maszyny i urządzenia będą już mocno wspierane przez dotacje unijne.

Radosław Woźniak Wiceprezes Zarządu
Radosław Wożniak, wiceprezes zarządu EFL

– Wiele osób, w tym przedsiębiorców, obawiało się w ubiegłym roku, że zawirowania, zarówno w polskiej gospodarce jak i w Unii Europejskiej wywołane Brexitem, mogą odbić się na stanie polskiego sektora przedsiębiorstw. Wyniki branży leasingowej pozwalają jednak odetchnąć z ulgą i zasugerować, że sytuacja jest dobra. Po raz pierwszy w historii branży, roczny wynik udzielonego przez firmy leasingowe finansowania przekroczył granicę 50 md zł i zamknął rok na sporym plusie. Bardzo dobrze w 2016 roku poradził sobie także sam EFL. Nie tylko zakończyliśmy rok ponadrynkowym wynikiem, ale podczas gdy cały rynek zanotował spadek w maszynach i urządzeniach, my jesteśmy na sporym plusie i zwiększyliśmy nasz udział w segmencie z 8,6% do ponad 10% – mówi Radosław Woźniak, wiceprezes EFL.

Pojazdy z coraz większym udziałem w rynku

Kluczowym czynnikiem 16,6% wzrostu i rekordowej wartości udzielonego finansowania w 2016 roku były pojazdy (40,6 mld zł, +29% r/r). Właściwie wszystkie segmenty tego rynku odnotowały wzrost, największy – autobusy (+41% r/r), osobówki (+31% r/r) oraz dostawczaki do 3,5t (+27% r/r). Biorąc pod uwagę wartość aktywów, największą popularnością cieszył się leasing osobówek (blisko 20 mld zł). – Jest to skorelowane z najlepszym rocznym wynikiem sprzedaży samochodów osobowych w Polsce w tym stuleciu. Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że Polacy zarejestrowali łącznie ponad 416 tys. nowych aut osobowych, aż o 17,2% więcej niż rok temu, a ponad 2/3 z nich trafiło w ręce przedsiębiorców. Warto przy tym podkreślić, że firmy leasingowe odegrały w tym wyniku bardzo ważną rolę. W sumie z firmami CFM w ubiegłym roku mają aż 66% udział w rejestracjach nabywców instytucjonalnych – podkreśla Radosław Woźniak z EFL.

Dynamiczny rozwój finansowania dostawczaków i transportu ciężkiego jest natomiast pochodną rosnącego popytu krajowego i eksportu.

Maszyny i urządzenia pod kreską

Dobrego tempa z ubiegłego roku, kiedy roczny wzrost przekraczał 12%, nie utrzymały maszyny i urządzenia. Głównie z uwagi na kończące się środki z perspektywy unijnej 2007-2013 i brak jeszcze wydatkowania z perspektywy 2014-2020. Ten segment w 2016 roku odnotował 3,4% spadek r/r, przede wszystkim za sprawą mniejszego finansowania udzielonego na maszyny rolnicze (-23% r/r) i poligraficzne (-10% r/r).

EFL radzi sobie lepiej niż rynek

Od stycznia do grudnia 2016 EFL sfinansował leasingiem i pożyczką ruchomości warte rekordową dla firmy wartość ponad 5,1 mld zł. Wypracowany wynik i ponadrynkowy wzrost na poziomie 17,3% r/r, w najnowszym zestawieniu Związku Polskiego Leasingu, daje firmie pozycję numer 2 wśród leasingodawców w Polsce z 8,8% udziałem w rynku. Rekordowy dla EFL okazał się także sam grudzień, w którym firma udzieliła finansowania na kwotę przekraczającą 500 mln zł (529 mln zł, +7,7% r/r). Tak dobry wynik firma osiągnęła dzięki zrównoważonemu portfelowi finansowanych środków trwałych. W ciągu 12 miesięcy EFL sfinansował pojazdy o łącznej wartości 3,5 mld zł (+18% r/r) oraz wypracował bardzo dobry wynik w segmencie maszyn i urządzeń. EFL leasingując sprzęt o wartości blisko 1,5 mld zł, może pochwalić się jako jedna z nielicznych firm w pierwszej dziesiątce dynamiką rok do roku i to na poziomie blisko 15% r/r. Ponadrynkowy wzrost (+302% r/r) EFL osiągnął także w finansowaniu statków i samolotów (rynek: +57% r/r).

W 2017 roku przekroczymy kolejną granicę 60 mld zł

Jak zakończymy 2017 rok? Wiceprezes EFL z optymizmem patrzy w przyszłość i spodziewa się podobnej do tej za 2016 rok (ok.16,5%) bardzo dobrej dynamiki rok do roku. Tym samym branża stoi przed szansą pobicia kolejnej granicy, tym razem 60 mld zł udzielonego finansowania. – W nadchodzących miesiącach, podobnie jak w minionym półroczu, nasza gospodarka powinna być pod wpływem dobrej koniunktury, szczególnie w handlu detalicznym. Wzrosty będą napędzane zarówno większymi zamówieniami z zagranicy jak i wewnętrznym popytem krajowym. Po drugie, dalej motorem rynku będą pojazdy. I po trzecie, spodziewamy się, że w drugiej części roku, przede wszystkim za sprawą rozpoczęcia wydatkowania środków z perspektywy unijnej 2014-2020, drgnie segment maszyn i urządzeń. Potwierdzeniem tych przypuszczeń mogą być wyniki zrealizowanego przez nas wśród przedsiębiorców badania „Inwestycje MŚP. Pod lupą”, z których wynika, że w najbliższych miesiącach połowa firm planuje inwestycje, z czego 15% w maszyny produkcyjne, a 12% w pojazdy mówi Radosław Woźniak, wiceprezes EFL.

Najdroższe mieszkania sprzedane w Polsce w 2016 r.

Ponad 11 mln złotych za 330-metrowe mieszkanie w odremontowanym apartamentowcu Park Lane przy ul. Podchorążych w Warszawie – to zdecydowanie najdroższe mieszkanie sprzedane w Polsce w 2016 r. W top 4 zestawienia przygotowanego przez urban.one znalazły się jeszcze trzy inne warszawskie adresy. Co ciekawe na liście rekordowych transakcji nie ma jeszcze Złotej 44, ponieważ budynek zostanie oddany do użytkowania w I kw. bieżącego roku. Zapewne będzie pretendentem do rekordów cenowych w 2017 roku. Za to coraz droższe stają się luksusowe mieszkania w Trójmieście, które zajmują kolejne miejsca na rekordowym podium zaraz po Warszawie.

Apartament w Park Lane choć niebotycznie drogi, pod względem ceny za 1m2 ustępuje pola mieszkaniom przy nieodległej Parkowej 19.  Po rocznej przerwie, to właśnie tam po raz kolejny odnotowano najwyższą cenę w Polsce za 1m2 lokalu – 49 tys. zł. Kupujący zapłacił więc za 137- metrowy apartament 6,8 mln zł. Jak wynika z wyliczeń urban.one – narzędzia online do natychmiastowej analizy wartości mieszkania – różnica pomiędzy ceną 1m2 tego lokum a średnią w Śródmieściu wyniosła niemal 40 tys. zł. Metr kwadratowy mieszkania na rynku wtórnym kosztuje bowiem w tej dzielnicy przeciętnie 10 tys. zł. – mówi Barbara Bugaj, starszy analityk rynku nieruchomości z urban.one.

Zgodnie z ofertą zamieszczoną w serwisie otodom.pl, kumulacja w Lotto pozwoliłaby na zmianę sąsiedztwa i dołączenie do elitarnego grona mieszkańców Parkowej 19. Na nowego właściciela lokalu w rezydencji sąsiadującej z Łazienkami, czeka przecież 130-metrowy
apartament na drugim piętrze za 5 mln zł, czyli ponad 38 tys. zł za 1m2.

Apetyt na Sopot

Na tym nie kończą się nieruchomościowe rekordy w Warszawie. Na rynku wtórnym przodują takie adresy jak Wybrzeże Kościuszkowskie, gdzie za 240-metrowy apartament kupujący zapłacił 8,5 mln zł (35,8 zł/m2). Z grupy najdroższych apartamentowców w Polsce nie wypadł również wieżowiec Cosmpolitan przy ul. Twardej. Ktoś zapłacił tam 6,7 mln zł za niemal dwustumetrowe mieszkanie. Wysoka cena gwarantuje w tym przypadku nie tylko doskonałą lokalizację, ale też sąsiedztwo artystów, z których słynie Cosmpolitan.

Wśród pozostałych miast Polski niemało płacą też koneserzy i fani luksusu w Trójmieście. Po Warszawie, to właśnie tam urban.one odnotował transakcje, które znalazły się wysoko w rankingu rekordów. W Gdańsku apartament zlokalizowany przy marinie, przy ul. Szafarnia, kosztował ponad 1,5 mln zł (cena za 1m2 – aż 32 tys. zł). W Sopocie najdroższe transakcje na podobnym poziomie cenowym miały miejsce w nowych apartamentach przy ulicy Parkowej. Kto wie, czy w przyszłości to właśnie sopocka Parkowa nie zdetronizuje tej warszawskiej?

Mniejsze miasto, mniejsza cena

Okazji cenowych w 2016 roku można szukać w kamienicach, ale raczej w mniejszych miastach. W Piotrkowie Trybunalskim, lokal mieszkalny na ostatnim piętrze przedwojennej kamienicy kosztował jedyne 40 000 zł. W województwie dolnośląskim, w Świdnicy za 75 000 zł można było kupić 132 metrowe mieszkanie w kamienicy z 1912 roku. Niestety nie wiadomo nic o stanie lokalu.

Majątek w ziemi

Stolica zdominowała też ranking rekordów cen gruntów, gdzie jest już coraz mniej działek do zagospodarowania na lokale o przeznaczeniu biurowo – usługowym. W warszawie po latach zapomnienia do łask inwestorów i deweloperów wróciła Wola. Tuż obok Warsaw Spire, doszło do transakcji o wartości 151,4 mln zł, gdzie 1m2 działki kosztował 26 tys. zł. W przypadku gruntów pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną i usług rekord dotyczył działek w pobliżu Centrum Handlowego Arkadia. 3 hektary kosztowały inwestora ponad 168 mln zł. (5,4 tys. zł za 1m2).

Po drugiej stronie skali są najtańsze działki. Za 0,5 ha gruntu rolnego w miejscowości Sobota, w województwie łódzkim kupujący zapłacił 1 tys. zł. Natomiast w niewielkiej Wilkowej w Świętokrzyskim działkę budowlaną o powierzchni 1 hektara sprzedano za jedyne 2 tys. zł.

Mała stabilizacja

Badanie danych dotyczących obrotu pod względem powierzchni mieszkania staje się dość monotonne, ponieważ od kilku lat niewiele się zmienia. W 2016 roku podobnie jak w 2015 najwyższy, 27% obrót lokalami mieszkalnymi stanowiły mieszkania o metrażu od 40 do 50 m2. Zaraz za nimi plasowały się nieco większe lokale 50 – 60 metrowe. Zmiany w strukturze w porównaniu do poprzedniego roku wynosiły jedynie 1 pp. i dotyczyły mieszkań do 30m2 (spadek z 6% do 5%) oraz tych od 60 do 70 m2 (wzrost z 13% do 14%).

Taxify o pracach nad uregulowaniem usług ridesharingowych

Aplikacje do zamawiania przejazdów zmieniły oblicze rynku przewozu osób. Rosnąca popularność usług ridesharingowych jest wyzwaniem dla organów ustawodawczych bowiem w polskim prawodawstwie brakuje rozwiązań dla nowego modelu biznesowego. Właściciel aplikacji Taxify podjął działania zmierzające do wspólnego przygotowania regulacji.

Wraz z nadejściem ery smartfonów, narodził się nowy model biznesowy oparty na rosnącej digitalizacji usług. Aplikacje mobilne dostarczają nie tylko rozrywki, ale także pozwalają korzystać z nowych rozwiązań. Jedną z gałęzi gospodarki, której model zmieniła powszechna smartfonizacja, a co za tym idzie, rozwój  mobilnych rozwiązań biznesowych, jest transport w miastach. Do klasycznych form komunikacji w miastach jak autobusy, metro tramwaje i taksówki, dołączyła nowa usługa – ridesharing, czyli przejazdy współdzielone. Ridesharing przekształcił dobrze znane usługi transportu samochodowego w nową formę, wykorzystując je w sposób bardziej efektywny. Przejazdy współdzielone wypełniły niezagospodarowaną niszę. Nowe rozwiązanie ułatwiające transport w miastach, stało się konkurencyjne i wygodniejsze.

Dziś trudno wyobrazić sobie komunikację w miastach bez aplikacji mobilnych. Pomagają one korzystać z komunikacji publicznej czy zapłacić za parking, ale to co niewątpliwe jest rewolucyjne to ridesharing. – mówi Piotr Boulangé, dyrektor operacyjny, Taxify. Korzystanie z usługi, która jest wygodna, prosta i tania, w krótkim czasie stało się popularne na całym świecie. Szybki rozwój i digitalizacja społeczeństwa wymagają dostosowania przepisów do nowej kategorii usług, kategorii, która dotychczas nie funkcjonowała na taką skalę. – dodaje Boulangé.

Bez regulacji

W kwietniu 2016 Ministerstwo Infrastruktury zapowiadało nowelizację przepisów regulujących rynek przewozowy w Polsce. Zmiany dotychczasowego prawa w krajach europejskich pokazują, że jest to możliwe. Na Litwie operator aplikacji Taxify miał duży wkład w opracowanie jednolitych regulacji prawnych dla przejazdów współdzielonych. Dzięki współpracy Taxify, instytucji regulujących i rządu, Litwa jako pierwsze państwo w Europie, w styczniu 2017 roku wprowadziła kompleksowe rozwiązania prawne dla ridesharingu. Oprócz nowej kategorii prawnej dla kierowców świadczących usługi wyłącznie za pośrednictwem aplikacji, stworzono udogodnienia, dzięki którym mogą oni odprowadzać podatki i co się z tym wiąże, całkowicie legalnie zajmować się przewozem osób. Debata na temat regulacji prawnych trwa także w Estonii. W pracach również bierze udział Taxify.

Operator aplikacji Taxify podjął działania zmierzające do wprowadzenia przepisów normujących ten rynek w Polsce. W tym celu Piotr Boulangé wziął udział w konsultacjach parlamentarnych, których celem było wypracowanie podstaw do stworzenie regulacji dostosowanych do nowych usług. W debacie uczestniczyli przedstawiciele taksówkarzy, przewoźników, Sejmu i ekonomiści. Na grudniowym spotkaniu w Sejmie rozmawiano  o  mechanizmach regulacyjnych, funkcjonowania systemów i rozwiązaniach prawnych dla nowego segmentu usług.

Oprócz konsultacji społecznych w parlamencie, w grudniu Taxify brało udział w spotkaniach z przedstawicielami palestry w Radzie Adwokackiej w Warszawie, a także debatach i spotkaniach przedstawicieli biznesu. W nowym roku przedstawiciele Taxify kontynuują działania z grudnia 2016. 27 stycznia Piotr Boulangé uczestniczył w konsultacji z parlamentarzystami klubu Nowoczesna, na których dyskutowano na temat regulacji prawnych dla ridesharingu. Dyrektor operacyjny Taxify, tak tłumaczy swoją aktywność:

Taxify, jako jeden z dostawców aplikacji ridesharingowych uczestniczy w debacie, jaka toczy się w Polsce na temat regulacji rynku przejazdów współdzielonych. Chcemy podzielić się naszymi doświadczeniami zdobytymi na innych rynkach oraz zachęcić do działania wszystkich zainteresowanych, stąd też nasze zaangażowanie w dyskusję. Zdajemy sobie sprawę z tego, że proces tworzenia prawa wymaga czasu, ale będziemy dążyć do stworzenia takich przepisów, które będą korzystne dla każdej ze stron. – kończy Boulangé.

Raport: Branża leasingowa w 2016 r. i prognozy na 2017r.

  • 58,1 mld zł wyniosła łączna wartość aktywów sfinansowanych przez firmy leasingowe w 2016r.
  • Dynamika branży leasingowej w 2016r. osiągnęła poziom 16,6% (r/r).
  • Firmy leasingowe ponad ¾ swoich usług kierują do firm mikro i małych.

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor przedsiębiorstw leasingowych podał, że branża leasingowa w 2016r., sfinansowała inwestycje o łącznej wartości 58,1 mld zł, przekraczając wynik z 2015 roku (49,8 mld zł).

„Sektor leasingowy obsługuje głównie mikro i małe firmy, w mniejszym stopniu firmy średnie i duże. 16,6 proc. dynamika branży leasingowej i 58,1 mld zł wartości sfinansowanych aktywów wskazują na to, że w 2016 r. polskie firmy nie wstrzymywały inwestycji realizowanych przy udziale leasingu. To bardzo dobra wiadomość, a jednocześnie zapowiedz dalszego stabilnego finansowania firm MŚP przez sektor leasingowy – powiedział Andrzej Krzemiński, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.

Na koniec 2016r. łączna wartość aktywnego portfela branży leasingowej w kwocie 105,1 mld zł (97,8 mld zł dla ruchomości i 7,3 mld zł dla nieruchomości) była porównywalna z wartością salda kredytów inwestycyjnych udzielonych firmom przez banki (114,5 mld zł, wg. stanu na koniec 2016). Leasing to wciąż główne, obok kredytu, zewnętrzne źródło finansowania inwestycji pracujących w gospodarce.

Leasingodawcy bazują na aktywach

Eksperci firm leasingowych specjalizują się w zakresie finansowania aktywów. W strukturze finansowania przedmiotów należy wyróżnić zarówno pojazdy osobowe, dostawcze i ciężarowe do 3,5 tony (stanowiące łącznie 42,1%), jak i środki transportu ciężkiego, tj.: ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki, środki transportu kolejowego (z łącznym udziałem w rynku na poziomie 29,7%). Kolejną grupą aktywów finansowanych przez branżę są maszyny i inne urządzenia wykorzystywane w rolnictwie, budownictwie, produkcji tworzyw sztucznych i obróbce metali, przemyśle spożywczym, sektorze IT czy sektorze medycznym. Łączny udział maszyn i urządzeń, liczonych łącznie z IT, wynosi 26,4%. Natomiast zaledwie 1,2 % stanowią transakcje dotyczące finansowania nieruchomości.leasing 2016

Kto korzysta z usług firm leasingowych?

Branża leasingowa obsługuje głównie sektor mikro i małych firm. Związek szacuje, że 53% stanowią klienci o rocznych obrotach do 5 mln zł, czyli kwalifikowane jako firmy mikro wg. kryteriów Ministerstwa Gospodarki (obecnie Ministerstwa Rozwoju).

Ponad 70 % stanowią usługi dla firm o obrotach do 20 mln zł. Grupa ta obejmuje całość firm mikro oraz istotną część firm małych (firmy o obrotach do 10 mln EURO). Można przyjąć, że ponad ¾ swoich usług branża leasingowa kieruje łącznie do firm mikro i małych. Pozostali odbiorcy usług to firmy o obrotach powyżej 20 mln zł. Branża leasingowa w marginalnym stopniu finansuje sektor publiczny. Również klienci indywidualni stanowią niewielki obszar działalności firm leasingowych.

struktura leasing 2016

Aktywa sfinansowane przez branżę leasingową w 2016r.

Pojazdy lekkie (czyli osobowe, dostawcze i ciężarowe do 3,5 tony) pozostają długoterminowym motorem rozwoju rynku leasingu. Przy czym w strukturze przedmiotowej tego segmentu dominują pojazdy osobowe (82%).

W 2016r. branża leasingowa sfinansowała pojazdy OSD o łącznej wartości 24,4 mld zł, przy 30,9 proc. dynamice (r/r) dla tego segmentu. Wynik ten jest mocno skorelowany z wyraźnym wzrostem rejestracji nowych aut osobowych i dostawczych: o 16,6% r/r za cały 2016 rok, do 475,9 tys. sztuk. Dobre wyniki na rynkach motoryzacyjnych obserwujemy także w innych krajach Europy.

W 2016r. równie dynamiczny, bo 27,7 proc. r/r, był wzrost finansowania transportu ciężkiego, obserwowany w większości kategorii tego segmentu (tj. w zakresie finansowania ciągników siodłowych, naczep/przyczep, poj. ciężarowych pow. 3,5 t, autobusów czy samolotów, statków i środków taboru kolejowego). Rozwój ten pozostaje skorelowany z 22,5 proc. dynamiką rejestracji nowych pojazdów ciężarowych w ubiegłym roku.

W 2016r. branża leasingowa sfinansowała środki transportu ciężkiego o łącznej wartości 17,2 mld zł. Wzrosty finansowania wynikają głównie z wymiany używanego taboru na nowe pojazdy z normą Euro 6 oraz z procesów zachodzących w gospodarce: strefa euro stopniowo się rozwija (dzięki czemu rośnie nasz eksport) i rośnie popyt krajowy w Polsce. Równie istotne są: współpraca firm leasingowych z przedsiębiorstwami miejskimi (w zakresie finansowania autobusów), utrzymujące się niskie ceny paliw oraz pojedyncze transakcje na leasing samolotów.

Transakcje dotyczące maszyn i innych urządzeń (liczone łącznie z IT) odnotowały ujemną     -3,4% dynamikę (r/r), przy wartości nowych umów na poziomie 15,3 mld zł. Finansowanie maszyn w 2016r. pozostawało pod dużym wpływem okresu przejściowego pomiędzy kolejnymi perspektywami finansowymi ze środkami unijnymi. Widać to przede wszystkim w rynku maszyn rolniczych w segmencie pożyczki, gdzie w I półroczu 2016 finansowanie spadło o 38,9% r/r, z -46,8 proc. dynamiką dla II kwartału. Spadki miały miejsce również w innych kategoriach mocno powiązanych z absorpcją funduszy unijnych.

Sektor finansowania maszyn wyłącznie za pośrednictwem leasingu jeszcze w I półroczu 2016 notował relatywnie słaby, bo 2,1-proc. wzrost w ujęciu rocznym. Dynamika ta przyspieszyła do 12,3% r/r w II półroczu, z 26,2-proc. wynikiem za sam grudzień. Wyniki drugiego półrocza były już zgodne ze wzrostem gospodarczym, w coraz większym stopniu bazującym na popycie wewnętrznym oraz z wysokim poziomem wykorzystania zdolności produkcyjnych w polskich firmach. Pozwala to oczekiwać wyższych dynamik dla maszyn finansowanych leasingiem w dalszej części 2017 roku.

Spadek finansowania nieruchomości w 2016 roku o 49,6% r/r, był w dużej mierze następstwem wyraźnego spowolnienia I kwartału, kiedy sfinansowano aktywa o wartości zaledwie 82,5 mln zł. W całym roku wartość sfinansowanych nieruchomości wyniosła 719 mln zł. Ubiegłoroczny spadek wartości sfinansowanych aktywów wynika też ze znacznie niższej średniej wartości transakcji (5,3 mln zł w 2016 roku wobec 8,1 mln zł rok wcześniej). Jednocześnie o 19,3% spadła liczba zawartych umów (w 2016 r. zaraportowano 134 umowy, wobec 166 w 2015 roku).

Wyniki badania koniunktury branży leasingowej

Związek Polskiego Leasingu kwartalnie realizuje Badanie koniunktury branży leasingowej. Badanie jest przeprowadzane wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach zrzeszonych w ZPL. Dane dotyczą oceny mijającego okresu oraz trendów w kolejnym kwartale.

W I kw. 2017r. ankietowane firmy oczekują wzrostu zatrudnienia oraz przyspieszenia aktywności sprzedażowej. Jednocześnie spodziewają się nieznacznego pogorszenia jakości portfela leasingowego. Badane firmy oczekują też wyższego poziomu finansowania dla wszystkich głównych grup środków trwałych, przy czym zdecydowanie najlepsze perspektywy widzą dla finansowania pojazdów lekkich oraz transportu ciężkiego. Nieco słabsze perspektywy rysują się dla maszyn i IT. W przypadku finansowania nieruchomości respondenci nie oczekują już utrzymania spadków (jak to było w poprzednim badaniu) lecz widzą szansę na wzrost produkcji.

Prognoza na 2017r.

W 2017 roku branża leasingowa oczekuje wzrostu na poziomie 16,5% i 67,7 mld zł łącznej wartości udzielonego finansowania. Analizy przygotowane przez Marcina Nieplowicza, dyrektora ds. Statystyki i Monitorowania Rynku ZPL zakładają, że dynamika rynku w 2017r. będzie zgodna z prognozowanym wzrostem inwestycji prywatnych i scenariuszem rozwoju gospodarczego kraju. Prognozowany rozwój rynku w zrównoważony sposób będzie oparty o pojazdy lekkie, ze względu na mocny popyt krajowy i korzystne przepisy fiskalne, pojazdy ciężkie (za sprawą wymiany starego taboru samochodowego na nowe pojazdy z normą spalania Euro 6 i utrzymujący się wzrost eksportu) oraz finansowanie maszyn.

Oczekiwane przyspieszenie wzrostu gospodarczego w 2017 roku oraz start funduszy unijnych z perspektywy finansowej na lata 2014-2020 spowodują, że finansowanie maszyn stanie się ważnym i stabilnym motorem rozwoju branży leasingowej.

Wyniki w 2016r. branży wynajmu długoterminowego aut (CFM) i Rent a Car

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, branża wynajmu długoterminowego samochodów może zaliczyć rok 2016 do bardzo udanych. Tempo jej rozwoju osiągnęło poziom 11,5% r/r i zwiększało się w każdym kolejnym kwartale roku. Według informacji PZWLP, co piąty nowy samochód osobowy kupowany w minionym roku przez firmy i przedsiębiorców w Polsce, znajdował się w wynajmie długoterminowym. Znaczenie tej formy finansowania flot dla kondycji rynku motoryzacyjnego w kraju jest z roku na rok coraz większe. W ostatnim roku branża zakupiła o ponad 1/5 więcej nowych aut osobowych niż rok wcześniej i aż o ponad 1/3 więcej niż 2 lata temu. Wysokie tempo wzrostu odnotował także rynek Rent a Car, który zgodnie z danymi dużych sieciowych wypożyczalni samochodów należących do PZWLP, w 2016r. urósł o 19,7% r/r.   

Branża motoryzacyjna w Polsce na długo zapamięta rok 2016, który zapisze się jako jeden
z najlepszych w jej historii, z powodu od dawna nie notowanego poziomu sprzedaży nowych samochodów osobowych. W minionym roku z polskich salonów wyjechało bowiem aż 416 tys. aut, z czego aż ponad 2/3 (67,7%), czyli 281,7 tys., zostało nabyte przez klientów instytucjonalnych (firmy). W porównaniu z 2015r. sprzedaż była aż o ponad 61 tys. większa. Warto jednak zwrócić uwagę, że wzrost ten wygenerowały przede wszystkim firmy, które łącznie nabyły blisko 50,5 tys. samochodów osobowych więcej, niż rok wcześniej.

Firmy filarem sprzedaży nowych samochodów w Polsce – co piąte auto osobowe nabywane przez przedsiębiorców w wynajmie długoterminowym

Rok 2016 był również bardzo udany dla branży wynajmu długoterminowego (CFM) samochodów. Z tej formy finansowania pojazdów służbowych skorzystał bowiem już co piąty przedsiębiorca, nabywający na potrzeby prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej nowe auta osobowe. W minionym roku branża wynajmu długoterminowego zakupiła w polskich salonach 54 tys. samochodów osobowych. Liczba ta jest o ponad 1/5 (21,1%) większa niż w roku 2015 oraz o ponad 1/3 większa niż 2 lata temu. W 2016 r. branża miała 19,2% udział w łącznej sprzedaży aut osobowych do firm.

Na wciąż dynamicznie rosnącą popularność usług CFM wśród firm i przedsiębiorców w Polsce, zarówno w dużych korporacjach, jak i w sektorze MŚP, wskazuje również tempo wzrostu branży wynajmu długoterminowego w 2016r., które wyniosło aż 11,5% r/r. Oznacza to, że łączna liczba samochodów w najważniejszej z usług CFM, czyli Full Serwis Leasingu, była na koniec grudnia minionego roku o ponad 12 tys. (12.225) większa niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Dynamika rozwoju branży rosła w każdym kolejnym kwartale 2016 r.

wynajem długoterminowy rent car

Wysokie i wciąż rosnące tempo wzrostu liczby aut w wynajmie długoterminowym jest potwierdzeniem, że branża ta ma przed sobą nadal bardzo duży potencjał, a rynek
w Polsce jest jeszcze wciąż mocno nienasycony
– mówi Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska. – Jeszcze dekadę temu wynajem długoterminowy był usługą znaną niemalże wyłącznie międzynarodowym korporacjom, obecnie z rozwiązania tego korzysta już co piąta firma z sektora MŚP, a branża CFM generuje znaczącą, bo ok. 20-procentową część całkowitej sprzedaży nowych samochodów do firm. Należy się spodziewać, że w perspektywie najbliższych kilku lat znacząco wzrośnie odsetek małych i średnich firm korzystających z tej formy finansowania floty. Dalszemu szybkiemu rozwojowi usług CFM w Polsce będzie sprzyjał coraz bardziej widoczny wśród przedsiębiorców w naszym kraju trend, polegający na odchodzeniu od modelu posiadania aut na rzecz ich używania oraz kompleksowej obsługi przez zewnętrzną, wyspecjalizowaną firmę. Wynajem długoterminowy samochodów doskonale się w ten trend wpisuje. Branża będzie również odgrywała coraz bardziej istotną rolę dla całego rynku motoryzacyjnego – i chodzi tu nie tylko o rosnący udział w sprzedaży nowych samochodów. Należy bowiem pamiętać, że wynajem długoterminowy jest usługą, która składa się nie tylko z finansowania aut, ale i szeregu dodatkowych świadczeń związanych z obsługą floty. Większa liczba zakupionych samochodów oznacza zatem zawsze także większą ilość pojazdów naprawianych
w serwisach, większy wolumen nabywanych do nich opon, ubezpieczeń itd.    

Na koniec 2016 roku należące do PZWLP firmy wynajmu długoterminowego, reprezentujące ok. 80% tego rynku w Polsce, dysponowały łączna flotą niemalże 132 tys. (131.995) samochodów. Zdecydowana większość z nich, bo aż 89,6%, znajdowała się w usłudze Full Serwis Leasingu, gwarantującej nie tylko finansowanie aut służbowych w ramach leasingu operacyjnego, ale również pełną obsługę administracyjną i serwisową samochodów. Pozostałą część floty, a więc 10,4%, stanowiły auta znajdujące się w usłudze Leasingu z Serwisem, która podobnie jak Full Serwis Leasing, zapewnia przedsiębiorcy zewnętrzne finansowanie aut flotowych, jednakże z częściowym zakresem ich obsługi (np. tylko serwis mechaniczny wraz z ubezpieczeniem i assistance).

Auta ekologiczne nadal z marginalnym udziałem, ale ich liczba rośnie

2016 rok nie przyniósł istotnych zmian jeśli chodzi o najchętniej wykorzystywane rodzaje napędów w łącznej flocie pojazdów firm PZWLP w wynajmie długoterminowym. Najpopularniejsze są wciąż samochody wyposażone w silniki wysokoprężne (Diesla), które stanowią 70,8% całego parku aut. Zmiany technologiczne zachodzące w ostatnich latach
w silnikach benzynowych, powodujące znaczące obniżenie poziomu spalania, a w efekcie zbliżenie kosztów ich eksploatacji do Diesli, dotychczas nie wpłynęły na wzrost odsetka aut tego typu w wynajmie długoterminowym. Na koniec grudnia minionego roku silniki benzynowe występowały w przypadku 28,9% samochodów.

Udział samochodów ekologicznych, a więc z silnikami hybrydowymi i elektrycznymi, pozostawał wciąż na marginalnym wręcz poziomie 0,3%, ale ich liczba znacząco wzrosła, bo o blisko 1/3 (29,7%) w stosunku do stanu z końca roku 2015. Aut z napędami hybrydowymi było 382, a elektrycznymi 20.

Popularność aut ekologicznych we flotach nie wzrośnie w istotny sposób do momentu,
w którym użytkowanie tego typu samochodów nie stanie się dla przedsiębiorców opłacalne pod względem ekonomicznym –
mówi Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Alphabet Polska Fleet Management. – Cena aut ekologicznych, w szczególności elektrycznych, jest bowiem wciąż dużo wyższa od samochodów o porównywalnych parametrach z klasycznymi napędami. Konieczne jest wprowadzenie dla firm wykorzystujących takie pojazdy szeregu ulg i ułatwień, np. podatkowych, rekompensujących wysokie koszty finansowania tego typu aut. Bardzo istotną kwestią jest również rozbudowa wciąż bardzo ubogiej infrastruktury publicznego ładowania samochodów elektrycznych, pozwalającej na ich komfortową codzienną eksploatację.

Na koniec 2016 roku w gronie najpopularniejszych samochodów wykorzystywanych w wynajmie długoterminowym znalazły się: Skoda Octavia, Ford Focus, Toyota Yaris, Skoda Fabia i Opel Astra.

Branża Rent a Car urosła o 19,7% r/r

2016 rok przyniósł także powody do zadowolenia dla branży Rent a Car w Polsce, która na podstawie danych 8 dużych, sieciowych (polskich i międzynarodowych) wypożyczalni samochodów należących do PZWLP, odnotowała na koniec grudnia tempo rozwoju (wzrost łącznej liczby aut) na poziomie 19,7% r/r. Łączna flota skupionych w organizacji wypożyczalni aut, czyli Avis, Budget, Express, Hertz, PANEK, Rentis, Sixt oraz 99rent wyniosła nieco ponad 13,4 tys. samochodów (13.422).

rent car 2016

Co ważnego wydarzyło się w 2016r., a czego należy się spodziewać w bieżącym roku?

Rok 2016 upłynął bez istotnych zmian w przepisach dotyczących samochodów służbowych. Stabilizacja pod względem prawnym i podatkowym jest według ekspertów PZWLP zawsze ważnym czynnikiem, który sprzyja rozwojowi branży wynajmu długoterminowego i Rent a Car. Do ważniejszych zjawisk minionego roku należy zaliczyć wzrost stawek ubezpieczeń komunikacyjnych OC. Ponadto, warta odnotowania jest również zapowiedź rządowego programu rozwoju elektromobilności w Polsce. Wreszcie, trendy, o których jeszcze rok temu cała branża motoryzacyjna w Polsce wypowiadała się raczej w kategoriach odległej przyszłości, jak np. car sharing, stały się rzeczywistością już w 2016 roku. Na rynku pojawiły się bowiem pierwsze usługi car sharingu, zarówno dla osób prywatnych, w postaci współdzielonych aut miejskich (np. usługa Traficar w Krakowie), jak i klientów firmowych, świadczone przez firmy CFM.

Do najbardziej istotnych wydarzeń w 2017 roku należy z pewnością planowana zmiana przepisów w zakresie akcyzy od samochodów – mówi Grzegorz Szymański, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Arval Service Lease Polska. – Należy się również spodziewać dalszego wzrostu stawek ubezpieczeń komunikacyjnych OC. Pod względem rozliczeń podatku VAT od zakupu i eksploatacji samochodów służbowych, rok 2017 będzie bardzo stabilny, ponieważ obowiązujący dotychczas w tym zakresie stan prawny zostanie utrzymany do końca roku 2019. Ważnym wydarzeniem, które w efekcie mogłoby znacząco wpłynąć na przyśpieszenie wzrostu liczby aut ekologicznych we flotach, byłoby wcielenie w życie zapowiedzianego przez stronę rządową programu rozwoju elektromobilności. Dla branży flotowej w szczególności istotna jest w tym przypadku rozbudowa infrastruktury publicznego ładowania samochodów elektrycznych oraz wprowadzenie ułatwień i ulg dla przedsiębiorców, zachęcających ich do korzystania z samochodów elektrycznych.     

Rośnie znaczenie PZWLP – firmy należące do organizacji kupiły 100 tys. nowych aut osobowych

W 2016 roku liczba członków PZWLP powiększyła się o 1 firmę. Do organizacji przystąpiła kolejna polska, sieciowa wypożyczalnia samochodów Rentis, dzięki czemu PZWLP skupia obecnie 22 firmy. W efekcie dynamicznego rozwoju skupianej w Związku branży wynajmu długoterminowego aut oraz Rent a Car, znaczenie organizacji dla całego rynku motoryzacyjnego w Polsce nieustannie rośnie. Biorąc pod uwagę całokształt działalności 22 firm należących do Związku, a więc przede wszystkim usługi wynajmu krótko-, średnio- i długoterminowego samochodów, ale również klasyczny leasing finansowy aut, firmy PZWLP zakupiły w roku 2016 łącznie 100 tys. nowych samochodów osobowych (więcej o 35,7% niż w 2015r.). Oznacza to, że ponad 1/3 (35,5%) nowych aut osobowych kupowanych w minionym roku przez przedsiębiorców w polskich salonach zostało nabyte przez firmy należące do PZWLP*, a ich udział w tym zakresie w porównaniu do 2015 r. zwiększył się o 3,5%.

2016 wyniki

*– Firmy PKO Leasing, Volkswagen Leasing, mLeasing i Raiffeisen Leasing Polska  są również członkami ZPL (Związku Polskiego Leasingu).

30 zachowań, które pozwolą poznać złego kandydata

Nie tylko to, co mówi, ale też jak mówi i jak się zachowuje rozmówca, powinno zwrócić naszą uwagę. Często już podczas pierwszego kontaktu można dostrzec oznaki, które zwiastują złego kandydata do pracy.

Początkujący zatrudniający czuje czasem, że kandydat do pracy, który siedzi właśnie naprzeciwko niego nie jest odpowiedni.

Rekruterzy zazwyczaj starają się odrzucić negatywne przeczucia i nie oceniać ludzi po pierwszym wrażeniu. Czasem warto jednak zaufać intuicji i być wyczulonym na kilka zachowań, które wskazują na ignorancję czy brak profesjonalizmu kandydata – podpowiada Joanna Żukowska ekspert międzynarodowego serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

W jakich sytuacjach powinna zapalić się nam czerwona lampka ostrzegawcza?

Potencjalnie zły kandydat:

  1. Nie odbiera telefonu o umówionej godzinie.
  2. Umawia się na spotkanie i nie przychodzi.
  3. Nie uprzedza o spóźnieniu na spotkanie.
  4. Jest niemiły, traktuje z góry pracowników firmy (recepcjonistów, asystentów).
  5. Brakuje mu opanowania, puszczają mu nerwy w oczekiwaniu na rozmowę – nie może usiedzieć spokojnie w wyznaczonym miejscu, kręci się, przechadza bez celu.
  6. Nie pamięta z kim ma umówione spotkanie.
  7. Kandydat jest nieprzygotowany do spotkania – nie wie nic o firmie, nie pamięta opisu zadań.
  8. Jest niedbale ubrany.
  9. Wyolbrzymia swoje zasługi, umniejsza kolegów.
  10. Za bardzo spoufala się w trakcie rozmowy.
  11. W kandydacie nie ma za grosz entuzjazmu, kiedy omawiacie potencjalne zadania.
  12. Chce się rozwijać w obszarze całkowicie niezgodnym z oferowanym przez Ciebie stanowiskiem.
  13. Nie potrafi przyznać się do błędu. Kiedy pytamy o przykład niewłaściwej decyzji, którą podjął, wykręca się.
  14. Mówi, że nie ma rzeczy, której musiałby się nauczyć.
  15. Unika wchodzenia w szczegóły. Odpowiada lakonicznie.
  16. Dyskredytuje poprzedniego pracodawcę.
  17. Jest niedyskretny. Zdradza tajemnice byłego (bądź aktualnego) pracodawcy.
  18. Nie zadaje pytań, dotyczących zespołu, warunków pracy, możliwości rozwoju.
  19. Interesują go tylko profity, długość urlopu i wakacji.
  20. Kłamie w sprawie swojego doświadczenia lub kompetencji.
  21. Długo rozwodzi się na temat zadań, których nie chce lub nie lubi robić.
  22. Nie słucha uważnie pytań, które mu zadajemy. Odpowiada nie na temat.
  23. Kandydat odpowiada wyuczonymi formułkami.
  24. Wysłał aplikacje na kilka różnych stanowisk w firmie. Czy aby na pewno, wie czego szuka?
  25. Pyta wyłącznie o kwestie, związane z wynagrodzeniem.
  26. Dużo narzeka: na korki po drodze, na pogodę czy na brak miejsca parkingowego.
  27. Nie wyłącza dźwięku w telefonie.
  28. Używa wulgaryzmów.
  29. Ma niewiele do powiedzenia, zapytany o osiągnięcia.
  30. Na rozmowę przychodzi z mamą, dziewczyną lub chłopakiem.

Michał Krajkowski: jak korzystać z MdM w 2017 i 2018 roku

Ponad 370 mln zł miało wystarczyć na rok 2017, a może się okazać, że już w styczniu pieniądze się skończą. Bank Gospodarstwa Krajowego na swoim profilu na Twitterze podał dane dotyczące programu Mieszkanie dla Młodych. Zgodnie z tą informacją do 11 stycznia do godz. 14 z puli 2017 roku złożone zostały wnioski o dopłatę o łącznej wartości 318,4 mln złotych.

– Środki w programie Mieszkanie dla Młodych z puli roku 2017 skończyły się praktycznie po miesiącu od ponownego przyjmowania wniosków. Osoby, które chcą skorzystać z programu i uruchomić dopłatę w bieżącym roku już praktycznie nie mają takiej możliwości. Dostępne są ciągle środki z puli roku 2018. W tej chwili wykorzystane jest ok. dwadzieścia procent. Z tym, że przed rozpoczęciem 2018 roku możemy wykorzystać maksymalnie 50 proc. z tej puli. Możemy też przypuszczać, że te środki wyczerpią się relatywnie szybko – mówi newsrm.tv Michał Krajkowski, główny analityk Notus Doradcy Finansowi.

Przed rozpoczęciem 2017 roku z puli tegorocznej zarezerwowane na dopłaty zostało 362,427 mln złotych, co stanowiło 48.58 proc. łącznej kwoty na cały 2017 rok. Jeżeli zgodnie z informacją z BGK od 1 do 11 stycznia zarezerwowane zostało 318,4 mln złotych, to oznacza to, że łącznie zarezerwowaliśmy już prawie 680 mln złotych, co stanowi ponad 91 proc. łącznej puli środków.

Kiedy BGK wstrzyma przyjmowanie wniosków?

Zgodnie z Art. 37 Ust. 1 ustawy o pomocy państwa w nabyciu mieszkania przez młodych ludzi Bank Gospodarstwa Krajowego wstrzymuje przyjmowanie wniosków o dopłaty po osiągnięciu poziomu 95 proc. przyznanego limitu. Jesteśmy zatem bardzo blisko tego granicznego poziomu i obserwując tempo składania wniosków w 2017 roku. W takim przypadku, zgodnie z przepisami ustawy, od następnego dnia banki przestaną przyjmować wnioski o dopłaty.

Złożenie wniosku w jednym z banków oznacza już zarezerwowanie środków. Zatem jeśli nawet po wstrzymaniu przyjmowania wniosków przez BGK będziemy chcieli złożyć wniosek kredytowy w innej instytucji, to będziemy mogli to zrobić, w sytuacji gdy wcześniej złożyliśmy wniosek i zarezerwowaliśmy środki w innym banku.

65% dzieci rozpoczynających dziś edukację będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją

Jak wynika z międzynarodowych badań firmy Accenture „Harnessing Workforce”, 87% pracowników twierdzi, że część ich pracy zostanie zautomatyzowana w ciągu najbliższych 5 lat. Do 2035 roku sztuczna inteligencja może podwyższyć efektywność pracy w 12 czołowych gospodarkach świata o 40%. Maszyny zabiorą nam robotę? Nie, jeśli liderzy firm już dziś zainwestują w kompetencje techniczne, analityczne i zdolności do nauki u pracowników – odpowiadają badacze. Pozytywnych przykładów nie brak – także w Polsce.                   

Sama Edyta Gałaszewska-Bogusz rozpoczynała karierę w sektorze operacji biznesowych kilkanaście lat temu na szeregowym stanowisku. Dziś należy do kierownictwa firmy w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka). W Polsce rośnie liczba liderów i specjalistów podążających podobną ścieżką. Centra biznesowe zatrudniają nad Wisłą już 212 000 osób. Dzięki wyszkolonym kadrom centra takie, jak prowadzone przez Accenture Operations pracują coraz częściej przy ważnych projektach finansowych czy technologicznych o międzynarodowej skali. I rekrutują tysiące ekspertów, których pracę trudno zautomatyzować. To jedna z odpowiedzi na trudne wyzwanie, jakim staje się przyspieszająca automatyzacja.

Wybrać robotę nie dla robota

Rozwój stanowisk eksperckich, takich jak w czołowych centrach biznesowych, jest ważny w kontekście perspektyw współczesnej gospodarki. Według raportu Accenture „Harnessing Workforce”, przeprowadzonego wśród 10 000 osób na świecie, cyfryzacja i automatyzacja mogą przynieść pozytywne skutki dla całego globalnego rynku pracy. Warunkiem jest jednak inwestycja firm w trzy czołowe umiejętności specjalistów: kompetencje technologiczne, umiejętność rozwiązywania skomplikowanych zadań oraz gotowość do zmiany i nauki. Obecna szeroka automatyzacja obejmuje bowiem w zdecydowanej większości proste, powtarzalne zadania, przede wszystkim w sektorze produkcyjnym. Coraz częściej podlegają jej jednak też np. najprostsze procesy księgowe czy część działań kiedyś zarezerwowanych dla maklerów giełdowych. Stąd kierunek zmian kształcenia kadr: w stronę wiedzy trudnej do zautomatyzowania.

Zgodnie z prognozami Światowego Forum Ekonomicznego 1/3 umiejętności, które będą pożądane w 2020 r. na większości stanowisk pracy, dziś nie uchodzi za kluczowe.

– Co więcej, według OECD 65% dzieci rozpoczynających dziś edukację będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją – uzupełnia Edyta Gałaszewska-Bogusz. – Głód wiedzy to dziś ogromny atut na rynku pracy w dobie tak zwanej IV rewolucji przemysłowej. Nabywanie zupełnie nowych umiejętności czy zainteresowanie nowymi rozwiązaniami technologicznymi, czyli krótko mówiąc zdolność poszerzania swojej wiedzy, będzie coraz ważniejszą kompetencją dla pracodawców. Równie ważne jest kształcenie pracowników przez firmy. Sami dajemy zespołowi możliwość uczestniczenia w wielu różnorodnych kursach, ale przed wszystkim tworzymy środowisko stymulujące rotację ról, a w konsekwencji nabywanie nowych umiejętności poprzez wykonywanie nowych obowiązków i zastosowanie nabytych umiejętności w realnych projektach dla klientów – dodaje.

Gotowi na zmianę?

Aż 95% pracowników na świecie badanych przez Accenture zdaje sobie sprawę, że muszą zdobywać nowe kompetencje, jeśli chcą pozostać na rynku pracy w przyszłości. Czy są gotowi na tę zmianę? Odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana i będzie się różnić w zależności od sektora, jego specyfiki. Jednak ustalenia Accenture dają podstawy do pewnego optymizmu.  85% badanych jest gotowych zainwestować swój czas w naukę nowych umiejętności, by pozostać przydatnymi na rynku. 65% uznaje z kolei, że kształcenie kompetencji w pracy jest najlepszym sposobem na poszerzanie zawodowych horyzontów.

Ciekawym przykładem transformacji kadr z ostatnich lat jest działanie AT&T, amerykańskiego giganta telekomunikacji. Firma musiała się zmierzyć z przestarzałymi kompetencjami kadry. Uruchomiła więc program „Workforce 2020”, który objął 140 000 pracowników i ich reedukację. AT&T ograniczyło 250 typów stanowisk do 80. Cel: uproszczenie i standaryzacja ról. Wśród rozwiązań wykorzystanych w projekcie jest duża platforma e-learningu odwiedzona 6 mln razy w ciągu roku. Pracownicy odbyli 1,8 mln kursów technologicznych, firma dofinansowywała także czesne na uczelnianych kursach IT. Proces trwa, a jednym z jego priorytetów jest inwestowanie w obecne kadry zamiast prostego zastępowania ich nowymi osobami.

Gotowość na zmianę, wzajemne otwarcie na nowe potrzeby ze strony pracowników i firmy – to ważne elementy przepisu na sukces w cyfrowej gospodarce. Jak podkreśla raport Accenture, przed wyzwaniem stają przede wszystkim menedżerowie, którzy mają zarządzać tą transformacją.

– Niezależnie od specjalizacji, oprócz twardej wiedzy ze swojej dziedziny liderzy i menedżerowie na tzw. seniorskich stanowiskach muszą rozwijać umiejętności miękkie i kompetencje technologiczne. Te pierwsze są niezbędne do zarządzania zespołami, składającymi się coraz częściej z osób znajdujących się w wielu lokalizacjach, o różnym podłożu kulturowym.  Z kolei kompetencje technologicznie będą coraz bardziej niezbędne w nowej gospodarce – komentuje Edyta Gałaszewska-Bogusz.

Ciemna strona Internetu rzeczy

Według przewidywań Gartnera do 2020 roku na świecie będzie ponad 20 miliardów urządzeń z kategorii Internetu rzeczy (IoT)[1]. Z punktu widzenia firm w nadchodzących latach najistotniejszą dziedziną związaną z IoT będzie jego bezpieczeństwo[2]. Jednocześnie producenci prześcigają się w implementowaniu modułów Wi-Fi nawet w drobnym AGD, co zwiększa ryzyko uzyskania dostępu do naszych sieci przez osoby niepożądane już nie za pomocą komputera, a przykładowo tostera czy ekspresu do kawy.

Czasy rewolucji IoT

Podczas tegorocznej konferencji CES w Las Vegas firma LG zapowiedziała, że wszystkie jej urządzenia z kategorii premium będą połączone z Wi-Fi i łatwo obsługiwane przez użytkownika z poziomu smartfona. Rewolucja IoT rozpoczęła się na dobre – najwięcej urządzeń pojawia się w dziedzinie sportu i zdrowego trybu życia, transportu oraz wyposażenia domu. W przypadku rozwijania się tzw. inteligentnych miast (smart cities) najistotniejsze sektory to zarządzanie ruchem drogowym i komunikacją miejską, oszczędzanie energii (np. automatyzacja oświetlenia) czy bezpieczeństwo publiczne (inteligentny monitoring).  Dla wielu zwolenników nowych technologii popularyzacja IoT to dobra wiadomość, ale z punktu widzenia bezpieczeństwa taka informacja powinna wzmagać dodatkową czujność.

Armia kamerek internetowych

Urządzenia IoT były w 2016 roku często wykorzystywane przez hakerów do przeprowadzania ataków DDoS – polegających na wysłaniu masowych zapytań do serwera, co prowadzi do jego przeciążenia. Największy z nich, który w jednej chwili sparaliżował działanie takich serwisów jak Twitter, Spotify, Netflix czy PayPal odbył się przy użyciu „armii” kamerek internetowych oraz Smart TV, przejętych dzięki złośliwemu oprogramowaniu Mirai. Ten sam rodzaj malware’u został wykorzystany do zaatakowania 900 000 ruterów popularnego dostawcy usług telekomunikacyjnych Deutsche Telekom (DT). Znane są również przypadki ataków w Polsce – we wrześniu ubiegłego roku popularna firma hostingowa OVH została zaatakowana przez botnet składający się ze 150 000 kamerek internetowych.

W czym tkwi problem?

Bezpieczeństwo IoT jest obecnie bagatelizowane, ponieważ brakuje odpowiednich regulacji, które wymagałyby od producentów podjęcia środków ostrożności. Nowe produkty masowo wypuszczane są na rynek – ich tworzenie nie jest drogie i zajmują się tym często młode firmy oraz startupy. Celem jest jak najszybsze wprowadzenie urządzenia, a często brakuje doświadczenia lub budżetu, by zabezpieczyć usługę lub produkt. W takiej sytuacji trudno wymagać ostrożności ze strony konsumentów:

Wyznacznikami podczas kupna sprzętu RTV i AGD są: cena, wygląd i możliwości. Mało kto zwraca uwagę na to, czy urządzenie jest odpowiednio zabezpieczone. Niezwykle istotne jest zatem wprowadzenie odpowiednich certyfikatów, ograniczeń, ustaw, które sprawiłyby, że firmy będą musiały zadbać o kwestie bezpieczeństwa, bo w przeciwnym wypadku ich produkty nie będą mogły zostać dopuszczone do sprzedaży – mówi Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w F-Secure.

W poszukiwaniu podatności

Gartner przewiduje, że koszty ochrony przed atakami z użyciem urządzeń IoT będą stanowiły aż 20 procent rocznego budżetu przeznaczanego na środki bezpieczeństwa w porównaniu do 1 procenta przeznaczanego w 2015 roku[3]. Jednocześnie na rynku pracy ciągle brakuje specjalistów do spraw cyberbezpieczeństwa, aby firmy mogły lepiej zadbać o diagnozę swoich produktów i usług:

Ciągle poszukujemy nowych podatności, aby chronić użytkowników. W tego typu badania angażują się ogromne firmy takie jak Microsoft czy Facebook – w zeszłym roku dziesięciolatek otrzymał równowartość 10 000 dolarów za znalezienie luki w Instagramie, która pozwalała na usuwanie treści dowolnego użytkownika. F-Secure również docenia trud włożony w wyszukiwanie podatności i przewiduje nagrody w wysokości od 100 do 15 000 euro w zależności od stopnia zagrożenia znalezionej luki – mówi Michał Iwan, dyrektor zarządzający F-Secure w Polsce.

Co dalej z Internetem rzeczy?

Destrukcyjne możliwości botnetów i ataki DDoS z wykorzystaniem IoT mogą w najbliższych latach stanowić poważne zagrożenie, jeżeli producenci sprzętu oraz rządzący nie zadbają o kwestie bezpieczeństwa. A co, jeśli cyberprzestępcy wykorzystają w tej dziedzinie ransomware? Czarny scenariusz to konieczność zapłacenia okupu w celu odpalenia samochodu czy wydostania się z własnego domu.

Po stronie użytkownika pozostaje zwracanie uwagi na kwestie bezpieczeństwa podczas kupna oraz dbanie o to, by urządzenie miało zainstalowaną najnowszą wersję oprogramowania. W przypadku wykrycia infekcji przez użytkownika trzy podstawowe kroki, które natychmiast należy podjąć, to: zresetowanie urządzenia, zmiana hasła (szczególnie, jeśli było to domyślne hasło producenta) i kontakt z dostawcą usług.

Źródła

Gartner Says 6.4 Billion Connected „Things” Will Be in Use in 2016, Up 30 Percent From 2015
Gartner Says By 2020, More Than Half of Major New Business Processes and Systems Will Incorporate Some Element of the Internet of Things
Gartner Identifies the Top 10 Internet of Things Technologies for 2017 and 2018

[1] http://www.gartner.com/newsroom/id/3165317

[2] http://www.gartner.com/newsroom/id/3221818

[3] http://www.gartner.com/newsroom/id/3185623

Dzień wolny, udzielony za pracę w niedzielę, to nie urlop. W przypadku choroby, całkowicie przepada

Jeżeli pracodawca wymaga świadczenia pracy w święto lub w weekend, w zamian za odpoczynek w wybranym dniu roboczym, to zatrudniony nie może odmówić. Ale, jeśli potem ten sam pracownik zachoruje i nie skorzysta w pełni z „odpracowanego” przez siebie czasu, wówczas nie będzie miał już do tego prawa w innym terminie. 

Katarzyna Dobkowska Kancelaria Prawa Pracy Raczkowski Paruch
Katarzyna Dobkowska, Kancelaria Prawa Pracy Raczkowski Paruch. Fot. serwis agencyjny MondayNews™

Gdy pracownik nie może rozpocząć urlopu wypoczynkowego z powodu choroby, wówczas pracodawca ma obowiązek przesunięcia przerwy w świadczeniu pracy na późniejszy termin. Zobowiązuje go do tego art. 165 pkt 1 kodeksu pracy. W sytuacji, gdy urlop zatrudnionego zakłóca niespodziewana choroba, również nie traci on dni, przysługujących na wypoczynek. Na podstawie art. 166 pkt 1 k.p., pod warunkiem dostarczenia do kadr zwolnienia lekarskiego, niewykorzystana część urlopu musi zostać „zwrócona” w innym czasie. Za okres choroby, przypadającej w terminie, na który został zaplanowany urlop, osoba zatrudniona otrzyma wynagrodzenie chorobowe.

– Jeśli jednak chodzi o dzień wolny, niebędący urlopem, lecz otrzymany w zamian za pracę w sobotę, niedzielę lub święto, nie ma uregulowań, jakie nakładałyby na pracodawcę obowiązek „oddania” go w innym terminie, z uwagi na chorobę pracownika. Nie istnieje bowiem podstawa prawna do tego, żeby obniżyć w takim przypadku wymiar czasu pracy zatrudnionej osoby, przypadający w danym okresie rozliczeniowym. I uważam, że nie ma uzasadnienia do tego, aby zmieniać istniejący stan prawny – stwierdza Katarzyna Dobkowska z Kancelarii Prawa Pracy Raczkowski Paruch.

Jak wyjaśnia ekspert, jest to analogiczna sytuacja do tej, w której pracownik choruje w dniu rozkładowo wolnym od pracy, czyli np. w sobotę. Wówczas nie występuje on do pracodawcy z roszczeniem o to, żeby „naprawił jego krzywdę”, poprzez udzielenie innego dnia wolnego lub rekompensatę finansową. Radca prawny przypomina, że pracownik ma prawo uzyskać zwolnienie lekarskie, a wraz z nim płatną nieobecność, ale wówczas, gdy przypada ona na dzień roboczy. Zgodnie z art. 130 par. 3 k.p., usprawiedliwiona absencja pomniejsza odpowiednio wymiar czasu pracy w danym okresie rozliczeniowym.

– Wedle art. 92 k.p., pracownik za czas choroby, jeżeli przypada ona na dni robocze, zachowuje prawo do wynagrodzenia, mimo że nie wykonuje w tym czasie pracy. Podobnie jest w przypadku urlopu, który także jest udzielany w dni robocze. Wynika to z art. 1542 par. 1 k.p. Dlatego, zatrudniony, który zachorował w dniu udzielonym mu jako wolny, w zamian za pracę w święto lub w weekend, nie powinien czuć się poszkodowany i nie ma prawa prosić szefa o rekompensatę. Nie istnieją od tego żadne wyjątki. Różnica polega jedynie na tym, że zatrudniony nie musi przynosić zwolnienia od lekarza i omawiana sytuacja nie ma wpływu na wysokość jego wynagrodzenia – dodaje Katarzyna Dobkowska.

W ocenie radcy prawnego, nałożenie na pracodawców obowiązku udzielania dnia wolnego w nieskończoność, w zamian za obowiązki wykonane w jedną niedzielę czy też święto, aż pracownik będzie zdrowy i z tego skorzysta, w znacznym stopniu destabilizowałoby proces całej pracy. Utrudniałoby to właściwą organizację działań w danej firmie. Oczywiście także przesuwanie urlopu wypoczynkowego może być uznane za zakłócanie planów pracodawcy. Celem kodeksu pracy jest jednak godzenie interesów obu stron. W przypadku urlopu ustawodawca przyznał, że prawo pracownika do realnego odpoczynku i regeneracji sił jest niepodważalne. Należy także zaznaczyć, że mówimy tylko o osobach zatrudnionych na umowę o pracę, bowiem do tych stosuje się kodeks pracy.

– Ponadto, w odróżnieniu od urlopu, praca w niedzielę lub święto występuje raczej sporadycznie. Zasadą jest świadczenie pracy w dniach, na które została ona zaplanowana. Tylko ze względu na szczególne potrzeby, pracodawca może wymagać od pracownika pracy w nadgodzinach lub w dniach wolnych. W tym przypadku słusznie ustawodawca przyznał pierwszeństwo interesom pracodawcy – ocenia Katarzyna Dobkowska.

Pracownik nie może odmówić pracodawcy świadczenia pracy w niedzielę lub święto. Nie ma przepisu, z którego bezpośrednio wynikałoby, że ma obowiązek wykonywania swoich obowiązków w dniu wolnym. Natomiast są przepisy, które taką sytuację regulują i stanowią, jaka rekompensata należy się wówczas zatrudnionemu. Obowiązek pracowniczy można wywieść z art. 100 par. 1 k.p. Wprost wynika z niego, że pracownik jest obowiązany wykonywać swoje obowiązki sumiennie i starannie, a także stosować się do poleceń przełożonych.

TMS Brokers: W pierwszej połowie roku złoty będzie się osłabiał. W drugim półroczu dobra sytuacja gospodarcza powinna umocnić polską walutę

TMS Brokers: W pierwszej połowie roku złoty będzie się osłabiał. W drugim półroczu dobra sytuacja gospodarcza powinna umocnić polską walutę 7

W pierwszej połowie 2017 roku na kurs złotego dominujący wpływ będą mieć czynniki zewnętrzne. Umacniająca się gospodarka amerykańska i niepokoje polityczne w Europie osłabią polską walutę – ocenia Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers. W drugiej połowie roku powinny wziąć górę czynniki lokalne. Przyspieszenie wzrostu gospodarczego, rosnące inwestycje i konsumpcja napędzana programem Rodzina 500 plus mogą wzmocnić krajową walutę.

– Złoty w 2017 roku to dwa różne scenariusze. Pierwszy to przede wszystkim wpływ czynników zewnętrznych. Od końca 2016 roku silny dolar wysysa kapitał z rynków wschodzących. Widać odejście inwestorów z ryzykownych inwestycji na rynkach wschodzących w kierunku Stanów Zjednoczonych, tamtego rynku akcji, rynku obligacji i oczekiwania, że ekspansja fiskalna pod rządami Donalda Trumpa będzie wzmacniać amerykańską gospodarkę – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.

W Stanach Zjednoczonych w grudniu Fed podniósł stopy procentowe. Dobra sytuacja na rynku pracy i rosnący popyt wewnętrzny sprawiają, że w 2017 roku planowane są trzy podwyżki stóp procentowych, zamiast wcześniej planowanych dwóch podwyżek. Inwestorów mogą przyciągnąć pozytywne dane o sprzedaży detalicznej. W skali roku wskaźnik wzrósł o 3,3 proc. (przy 2,3 w 2015 roku).

– Polska jest krajem ościennym dla strefy euro, wszelkie problemy Eurolandu będą się odbijać na nas rykoszetem. To przede wszystkim ryzyko polityczne, rosnące ruchy antyestablishmentowe, antyeuropejskie mogą próbować zdobyć większość w zbliżających się wyborach, zwłaszcza we Francji. Ryzyko i niepewność, co do przyszłości politycznej Francji będą wywierać dodatkową presję na złotego – analizuje ekonomista.

Odpływ inwestorów z rynków wschodzących, postrzeganych jako ryzykowne, w kierunku rynku amerykańskiego w połączeniu z niespokojną sytuacją polityczną w części krajów unijnych sprawiają, że skutki tego odczuje polska waluta.

– Kurs euro do złotego powinien oscylować w okolicach 4,40, przy różnicy pięciu, sześciu groszy. Powinien to być taki punkt odniesienia, do którego euro-złoty będzie zakotwiczony. Dla dolara scenariusz jest dużo gorszy z uwagi na zachowanie euro-dolar i problemy z sytuacją polityczną w Europie. Zrównanie się wartości euro z dolarem może spowodować, że kurs dolar-złoty będzie na takim samym poziomie, co euro-złoty, czyli 4,40 – podkreśla Białas.

W drugiej połowie roku – jak przekonuje główny ekonomista TMS Brokers – sytuacja powinna się zmienić, a złoty umocnić się wobec głównych walut. Będzie to możliwe dzięki wskaźnikom lokalnym, które będą miały większy wpływ na kurs złotego niż sytuacja na świecie. Wzrost gospodarczy wedle analiz NBP powinien w 2017 roku znaleźć się w przedziale 2,2–4,4 proc. PKB. Według zapowiedzi rządu pod względem inwestycji w tym roku Polska znajdzie się na 4. miejscu w Europie. Rosnąć będzie też konsumpcja napędzana przez program Rodzina 500 plus.

– To powinny być elementy, które znowu pokażą, że nasza gospodarka ma się dobrze, że wszelkie zagrożenia związane z krajową polityką nie mają takiego destrukcyjnego przełożenia na polskie fundamenty. Powinno to wzmacniać złotego w drugiej części roku. Naszym zdaniem na koniec 2017 roku za euro powinniśmy płacić 4,30, za dolara zaś 3,91 – prognozuje Białas.

Zawirowania kursowe nie powinny natomiast wpłynąć na programy wsparcia dla frankowiczów. Ostatnie propozycje zakładały przewalutowanie kredytów zaciągniętych we frankach szwajcarskich, jednak zdaniem eksperta rząd będzie czekać, aż sytuacja przycichnie.

– Drenowanie wyników banków jest niekorzystne dla rządu z uwagi na podatek bankowy. Jeśli banki miałyby pokrywać koszty z tytułu przewalutowań kredytów hipotecznych, oznaczałoby to, że mniej pieniędzy trafi od nich do budżetu. Wydaje nam się, że ten problem jest cały czas odwlekany, aby umarł śmiercią naturalną i nie skupiał tak dużej uwagi mediów – ocenia Konrad Białas.

iTaxi podwaja przychody. W tym roku planuje wymianę floty i myśli o ekspansji zagranicznej

Właściciel aplikacji taksówkarskiej iTaxi myśli o przejęciach tradycyjnych korporacji w krajach regionu, by rozwinąć działalność zagraniczną. Na razie jednak plany nie są skonkretyzowane. Na pewno zamierza ułatwić współpracującym z nim kierowcom wymianę aut na nowe dzięki umowie z producentem i poprawić obsługę.

– Pod względem wyników rośniemy ponad sto procent rok do roku, więc jesteśmy bardzo zadowoleni. Obecnie mamy pozycję lidera w Polsce, jeżeli chodzi o zasięg, bo w tej chwili już 15 mln Polaków ma dostępność do naszej usługi, patrząc w skali całej Polski i to będziemy rozwijać dalej w tym roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Lech Kaniuk, prezes zarządu iTaxi.

iTaxi to firma, w której można zamówić taksówkę przez internet, z aplikacji lub przez telefon. Oferuje nie tylko przewóz osób, lecz także zwierząt, dowóz zakupów, odprowadzenie samochodu czy odpalenie unieruchomionego przez akumulator auta z kabli. Firma jest obecna w 150 miastach Polski. Na 2017 rok zapowiada przede wszystkim pracę nad wymianą floty oraz jakością obsługi przez kierowców.

– Planujemy partnerstwo z producentem samochodowym, żeby wesprzeć kierowców w zadaniu odnowienia floty i to jest naszym dominującym zajęciem w tym roku, czyli poprawa jakości, lepsze samochody, czyste samochody i dobra praca kierowców – zapowiada Kaniuk. – To są duże inwestycje, które musimy zrobić. Wydaje nam się jednak, że częściowo też i partner – producent samochodowy – weźmie część na siebie, bo jest w naszym interesie, żeby taksówkarze mieli dostępne dobre samochody.

Jak podkreśla, dzięki współpracy z producentem iTaxi będzie mogło zaoferować kierowcom wymianę samochodu na warunkach, których nie byliby w stanie uzyskać w inny sposób. W ten sposób zamierza zachęcić współpracujących taksówkarzy do odnowienia taboru. Z opracowanego przez firmę raportu „Polskie taksówki 2016” wynika, że najwięcej aut korzystających z aplikacji wyprodukowano w latach 2004–2005 oraz 2007. Mają już więc 10 i więcej lat.

Wspomniany raport informuje też, że choć dla pasażerów najistotniejszym kryterium wciąż jest cena przejazdu (85,4 proc.), to jakość obsługi jest istotna dla 47,3 proc. pytanych pasażerów, a standard samochodu – dla 38,9 proc. Dla niemal 80 proc. liczy się natychmiastowa dostępność taksówki.

– Rozważamy też ekspansję za granicę. Bardzo możliwe, że stanie się to w tym roku, jednak planów konkretnych na dzisiaj nie mamy – zastrzega prezes iTaxi. – To będą sąsiadujące kraje. Na tym etapie nie mogę zdradzić, które są w pierwszej kolejności, jednak to jest Europa. Na razie cały czas finansują nas obecni inwestorzy i niewykluczone, że będziemy patrzeć na inne możliwości, ale cały czas obecni inwestorzy są mocno zaangażowani w spółkę.

Z doniesień medialnych wynika, że jednym z rynków, o których myśli prezes iTaxi, może być Szwecja. Lech Kaniuk zaznacza też, że nie myśli o akwizycjach innych właścicieli aplikacji, bo rynek jest zbyt płytki (oprócz iTaxi istnieje tylko Mytaxi), jednak rozważa przejmowanie korporacji, zwłaszcza jako część strategii ekspansji w innych krajach.

EFIX DM: polska giełda może być jednym z hitów 2017 roku

EFIX DM: polska giełda może być jednym z hitów 2017 roku 8

Branże metalowa, budowlana, handlowa i motoryzacyjna są sektorami, w których można się spodziewać wzrostu kursów akcji w tym roku. Według prognoz EFIX Domu Maklerskiego WIG20 może wzrosnąć jeszcze dwucyfrowo, a najlepiej sobie radzący w ubiegłym roku mWIG40 – o ok. 7–8 proc.

– Naszym zdaniem polska giełda może być jednym z hitów 2017 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Marek, członek zarządu EFIX Domu Maklerskiego. – Jak widać po obecnych zmianach indeksów w ciągu ostatnich parunastu tygodni, na razie wyniki pokrywają się z naszymi prognozami. Oczekujemy kontynuacji trendu wzrostowego na naszej giełdzie.

W ciągu ostatnich czterech miesięcy indeks 20 największych spółek na GPW wzrósł o ponad 20 proc., podobnie jak WIG30 i oba są na drodze do poziomów z przełomu kwietnia i maja 2015 roku, choć z prognoz EFIX Domu Maklerskiego wynika, że ówczesnych wartości raczej nie osiągną. WIG20 przekraczał wówczas 2500 punktów.

– Duże spółki, które są opisywane przez dwa indeksy – WIG20 i WIG30, naszym zdaniem zakończyły w 2016 roku średnioterminowe korekty, które trwały od 2011 roku i w tej chwili powinniśmy mieć co najmniej znaczące skorygowanie tych ruchów spadkowych, jeśli nawet nie początek nowej fali wzrostowej, którą oglądaliśmy w latach 2009–2011. Nasze dość ostrożne oceny, jeśli chodzi o potencjał WIG20, to jest 2300 punktów na ten rok – przewiduje Tomasz Marek.

Przed spadkami z sierpnia 2011 roku WIG20 przekraczał nawet 2900 punktów. Jednak nawet indeksy, które lepiej sobie poradziły w tym czasie, mają jeszcze według rozmówcy Newserii potencjał wzrostu. mWIG40, który w 2016 roku zwiększył wartość o jedną piątą i jest najwyżej od końca 2007 roku, może jeszcze w tym roku urosnąć o jakieś 7–8 proc. do 5000 punktów.

– Będzie sprzyjać temu z jednej strony obraz techniczny, z drugiej strony sytuacja fundamentalna – tłumaczy. – Na naszym rynku, jak i też na innych rynkach rozwijających się czy rozwiniętych da się dostrzec tzw. cykl Kitchina, czyli czteroletni cykl koniunkturalny. Minima gospodarcze powinny być według tego cyklu osiągnięte w ostatnim kwartale 2016 roku, najpóźniej w I kw. 2017 roku, giełda wyprzedza o kilka miesięcy zazwyczaj zmiany w realnej gospodarce, w związku z tym te wzrosty będą miały mocne poparcie fundamentalne i w drugiej części przyszłego roku należy oczekiwać bardzo wyraźnego odbicia w polskiej gospodarce.

Ubiegły rok pod względem tempa wzrostu PKB był słabszy od dwóch poprzednich, gdy gospodarka rozwijała się odpowiednio w tempie 3,3 oraz 3,9 proc. W 2016 było to 2,7–2,8 proc. Zdaniem ekonomistów ożywienie w polskiej gospodarce zacznie być widoczne najpóźniej w III kwartale 2017 roku wraz z odbiciem inwestycji publicznych związanych z napływem środków europejskich z perspektywy 2014–2020. Będzie to miało też wpływ na koniunkturę w poszczególnych branżach.

– Zarządzający zwracają mocno uwagę na sektory związane z branżą metalową ze względu na oczekiwane inwestycje infrastrukturalne, np. Stalprodukt. Ciepło wypowiadają się również o spółkach z branży związanej z budownictwem kolejowym, jak Torpol i Trakcja – przewiduje Tomasz Marek.

Indeks WIG-budownictwo w ostatnim roku spadł lekko o 2,35 proc. W styczniu zwiększył już swoją wartość o ponad 9 proc. Niewiele mniej, o 8,9 proc., wzrosły spółki motoryzacyjne. Tomasz Marek perspektywy wzrostu dostrzega także w branży detalicznej, np. odzieżowej. Nie chodzi jedynie o dobrze znane spółki, jak LPP, której jedna akcja kosztuje ponad 5300 zł, a w 2014 przekraczała 10 tys., lecz także o nowe podmioty.

– Naszym zdaniem w cenie powinny być spółki zajmujące się handlem detalicznym, aczkolwiek tutaj reprezentacja jest ograniczona. Ostatnio pod postacią PDA weszła spółka Textil Media, ona zaliczana jest przez naszych zarządzających do tego segmentu, ciepło się o niej wypowiadają w perspektywie najbliższych miesięcy –  zauważa członek zarządu EFIX DM. – Jeśli chodzi o pozostałe branże, dobrze też wypowiadamy się i uważamy, że trendy wzrostowe mogą być kontynuowane, w szeroko rozumianej branży automotive, tutaj Groclin i Alumetal to są te spółki, na które zwracamy uwagę.

Pokolenie millenialsów będzie napędzać handel internetowy i mobilny. Wzrost rynku powoduje rosnący popyt na zasoby IT i cyberochronę

Pokolenie millenialsów będzie napędzać handel internetowy i mobilny. Wzrost rynku powoduje rosnący popyt na zasoby IT i cyberochronę 9

Pokolenie millenilasów napędza rynek e-commerce. Szacuje się, że jego wartość przekroczyła 36 mld zł. Dynamika wzrostu sprzedaży w zależności od segmentu może sięgnąć blisko 100 proc. Mocno zyskuje sprzedaż elektroniki, AGD, a także artykułów spożywczych i odzieży. Klienci stopniowo przechodzą na urządzenia mobilne. To powoduje wzrost zapotrzebowania ze strony e-sklepów na zasoby informatyczne, a także na ich ochronę.

 W naszej ocenie rynek e-commerce’owy będzie silnie rósł. To widać już na podstawie danych z 2016 roku, gdzie sprzedaż e-commerce’owa wzrosła o wiele więcej niż w 2015 roku. Ten rynek będzie się powiększał ze względu na pokolenie millenialsów, które na niego napływa. Są oni bardziej skłonni dokonywać zakupów w świecie internetowym i mobilnym – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Robert Zaklika, wiceprezes ATM SA.

Polacy coraz częściej kupują w sieci. Rynek e-commerce w 2016 roku mógł sięgnąć 36 mld zł. W 2020 roku może to już być ponad 60 mld zł. Czołówkę stanowią trzy kategorie produktowe: odzież, obuwie i akcesoria, książki, płyty, filmy oraz produkty RTV i AGD. W grudniu co trzeci użytkownik sieci zajrzał do sklepu oferującego sprzęt AGD, RTV, elektronikę, fotografię i komputery (badanie Gemius).

– Na pewno przyspieszy sprzedaż odzieży, obuwia czy różnego rodzaju produktów aptecznych, które niebawem staną się jeszcze bardziej dostępne online – zapowiada wiceprezes ATM.

Rośnie też sprzedaż w segmencie artykułów spożywczych. Raport Kantar Worldpanel „Accelerating the growth of e-commerce” z 2015 roku wskazuje, że globalna sprzedaż online w sektorze FMCG osiągnie do 2025 roku wartość 130 mld dol. (przy 36 mld dol. w 2014 roku). W Polsce sprzedaż internetowa w branży FMCG jest znacznie mniejsza, choć systematycznie się rozwija.

– W 2017 roku rynek e-commerce będzie rósł proporcjonalnie do poprzednich okresów. Wzrost sprzedaży może więc wynieść w perspektywie roku 50–100 proc. w zależności od segmentu artykułów – wskazuje Zaklika.

Coraz więcej osób robi zakupy za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Wedle raportu Criteo „Mobile Commerce” na świecie już 39 proc. transakcji odbywa się w kanale mobilnym. W państwach MENA (Middle East and North Africa) – blisko połowa. W Polsce udział mobile w transakcjach e-commerce plasuje się na poziomie 17 proc., ale potencjał jest znacznie większy.

Z badania Gemius wynika, że 41 proc. kupujących online korzysta do zakupów ze smartfona (częściej kobiety), a 24 proc. – tabletu (częściej mężczyźni).

 Nowym trendem są zakupy mobilne, które występują coraz częściej. To powoduje, że potrzeby w zakresie centrów danych, które obsługują tego typu sprzedaż, są coraz większe. Widać to zwłaszcza wśród naszych stałych klientów, którzy notują rosnące zapotrzebowanie na zasoby informatyczne w zakresie obsługi mobilnej. W naszej ocenie cały rynek przechodzi z obsługi przez komputer do obsługi przez telefon, palmtop czy laptop – ocenia Zaklika.

Wzrost zakupów dokonywanych przez internet oznacza również coraz więcej cyberataków. Analiza firmy Menlo Security wskazuje, że 46 proc. największych globalnych witryn, wśród których klasyfikowane są m.in. allegro.pl, wp.pl czy onet.pl, jest niezabezpieczonych przed szkodliwą działalnością cyberprzestępców.

Rynek taksówkarski szybko się rozwija. Większość kursów to przejazdy służbowe

Rynek taksówkarski szybko się rozwija. Większość kursów to przejazdy służbowe 10

Cena przejazdu i dostępność są decydujące przy wyborze taksówki, ale już na trzecim miejscu jest jakość usług – wynika z raportu iTaxi. W Polsce inaczej niż na rynkach sąsiadujących z taksówek korzysta wiele firm niejako w zastępstwie aut służbowych. Średnia wartość kursu biznesowego jest ponad 7 zł wyższa niż prywatnego. 

 Rynek taksówkarski w Polsce rozwija się dość dynamicznie – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Lech Kaniuk, prezes zarządu iTaxi. – Jego specyfika polega między innymi na tym, że bardzo dużo firm korzysta z taksówek w zastępstwie samochodów służbowych. Wyróżnia to Polskę od sąsiadów, gdzie większość kursów zlecanych jest jednak przez osoby prywatne.

Jeśli już korzystamy z taksówek w sytuacjach prywatnych, to najczęściej są to wieczorne wyjścia, późny powrót do domu lub podróż na dworzec czy lotnisko oraz z powrotem.

– Służbowe przejazdy częściej odbywają się w ciągu dnia, raczej w tygodniu, prywatne natomiast w weekendy, późnym wieczorem czy nawet w nocy i związane są zwykle z imprezą, wyjściem do teatru czy pubu – mówi Kaniuk.

Jak wynika z badania iTaxi, 86 proc. pasażerów zamawiając taksówkę, bierze pod uwagę cenę przejazdu. Dla blisko 80 proc. ważna jest dostępność taksówki w danym momencie. Na kolejnych pozycjach znalazły się jakość usług (47,3 proc.) oraz standard samochodu (38,9 proc.). Przywiązanie do danej korporacji jest decydujące dla 7,1 proc. ankietowanych.

 W Warszawie za kurs płacimy średnio niecałe 33 zł. Najdroższe przejazdy mamy w Katowicach (33,66 zł) i Trójmieście (33,23 zł). Tu też przebywany dystans jest najdłuższy – odpowiednio 11,4 km, 10,8 km i 11,5 km. Z kolei najtańsze przejazdy i najkrótszy dystans są w Kaliszu (15,38 zł i 3,74 km) – wyjaśnia Lecha Kaniuk.

Z raportu iTaxi wynika jednak, że najdłużej trwające kursy, zapewne także z powodu uciążliwych korków, odbywają się w Warszawie. Przeciętny czas przejazdu w stolicy wynosi 19 minut, podczas gdy w Kaliszu – ok. 10 min.

W całym kraju średnia wartość kursu taksówką w iTaxi to 29,95 zł.

W przypadku przejazdów służbowych bardzo rzadko opłata jest regulowana gotówką, znacznie częściej jest to faktura na koniec miesiąca lub karta. W przypadku przejazdów prywatnych 10 proc. pasażerów płaci w aplikacji, a reszta – gotówką – mówi Lech Kaniuk.

Jak podkreśla, przeciętne zarobki kierowców, podobnie jak opłaty zależą przede wszystkim od miejsca świadczenia usług. W przypadku intensywnej pracy w pełnym wymiarze średnio wynoszą od 6–12 tys. zł.

– Zarobki są bardzo różne, bo w mniejszych miejscowościach kursy są krótsze, inne stawki i opłaty – tłumaczy Lech Kaniuk. – Ale z zarobków kierowca musi spłacać samochód, pokryć wydatki związane z naprawą, paliwem itp. Dochód nie powinien być jednak niższy niż kilka tysięcy złotych.

Nowy obowiązek dla dużych firm. Do 30 września muszą przeprowadzić audyt energetyczny

Nowy obowiązek dla dużych firm. Do 30 września muszą przeprowadzić audyt energetyczny 11

Zgodnie z nowymi przepisami duże firmy muszą do końca września przeprowadzić audyt energetyczny. Wbrew pozorom nie zostało dużo czasu – przestrzegają eksperci, gdyż przy średniej komplikacji taki audyt może trwać ok. 3–4 miesięcy. Za niedopełnienie tego obowiązku firmom grożą kary w wysokości nawet 5 proc. rocznych obrotów. Przeprowadzenie audytu nie tylko musi być kolejnym obowiązkiem, lecz także może być dużą korzyścią.

 Zgodnie z ustawą o efektywności energetycznej i polską normą audyt energetyczny musi obejmować 90 proc. nośników energii zużywanych w ramach działalności gospodarczej przedsiębiorstwa – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Banaszak, szef sprzedaży energii elektrycznej i gazu ziemnego w Gaspol Energy, oferującej firmom usługi audytu. – Tak naprawdę trzeba więc najpierw zebrać wiedzę o tym, jakie nośniki energii oraz jakie ilości energii są wykorzystywane, a później sprawdzić, czy dzieje się to w najlepszy możliwy sposób. Stąd biorą się też później oszczędności.

Zgodnie z ustawą o efektywności energetycznej z 20 maja 2016 roku audyty muszą wprowadzić wszystkie duże przedsiębiorstwa w rozumieniu ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Procedurze podlegają firmy, które w ciągu ostatnich dwóch lat obrotowych spełniły jeden z dwóch warunków: zatrudnienie powyżej 250 pracowników lub roczne obroty powyżej 50 mln euro i suma aktywów bilansu sporządzonego na koniec 2014 lub 2015 roku w wysokości nie mniejszej niż 43 mln euro. Audyt powinien być powtarzany co cztery lata. W tym roku firmy mają czas do końca września na spełnienie tego obowiązku.

– Wbrew pozorom to mało czasu na realizację, bo przy średniej komplikacji audyt może potrwać około 3–4 miesięcy – wskazuje Adam Banaszak. – To, czy firma zdążyć wykonać ten obowiązek w terminie, tak naprawdę zależy od przedsiębiorców. Im dłużej będą zwlekać, tym mniejsza jest na to szansa.

Prawo precyzuje, że audyt energetyczny może być przeprowadzony tylko przez podmiot niezależny od badanego przedsiębiorcy, mający wiedzę oraz doświadczenie zawodowe w przeprowadzaniu tego rodzaju procedur bądź eksperta wyznaczonego przez weryfikowaną firmę, ale tylko wtedy, gdy nie jest on bezpośrednio zaangażowany w badaną pod kątem energetycznym działalność przedsiębiorstwa.

 Wykonanie najlepiej zlecić firmie mającej doświadczenie – radzi Adam Banaszak. – Ustawa nie wskazuje dokładnie uprawnionych do tego podmiotów. Z naszej działalności w tym obszarze wynika jednak, że najlepiej procedurę taką powierzyć firmie zajmującej się od lat zarządzaniem mediami. Na pewno należy unikać podmiotów proponujących wykonanie audytu za 5, 10 czy 20 tys. zł. Zaangażowanie prawdziwych ekspertów jest niestety dużo droższe.

Niewykonanie audytu, jak przypomina Adam Banaszak, objęte jest sankcją, która może sięgnąć nawet 5 proc. rocznego obrotu firmy.

 To dosyć dotkliwa kara – uważa Banaszak. – Myślę więc, że taki audyt warto jednak wykonać.

Tym bardziej że firma może odnieść wiele korzyści z takiej procedury.

 Audyt daje przede wszystkim inwentaryzację, dzięki której właściciel firmy wie, na co zużywa media oraz ile dokładnie go to kosztuje – precyzuje przedstawiciel Gaspol Energy. – Informacje o tym bardzo często są w przedsiębiorstwach rozproszone, zebranie ich w jednym miejscu i przeanalizowanie jest wartościowe same w sobie. Najważniejszy jest natomiast kolejny krok, czyli identyfikacja działań mogących zmniejszyć takie nakłady lub użycie nośników energii.

Zgodnie z ustawą prezes Urzędu Regulacji Energetyki w ciągu pięciu lat od złożenia oświadczenia o wykonaniu audytu ma prawo go zweryfikować, czyli zrobić kontrolę i sprawdzić, czy procedura taka faktycznie została przeprowadzona, jakie z niej wypływały wnioski i czy zalecone po niej zmiany zostały wprowadzone.

 Tak naprawdę zalecamy weryfikacje konieczności podlegania pod ten obowiązek przez każdego przedsiębiorcę, bo kryteria są dosyć ogólne i to, czy audyt w firmie jest konieczny, w zasadzie trzeba sprawdzić w każdym przypadku – wyjaśnia Adam Banaszak. – Czasami proponujemy przeprowadzenie procedury firmom, które nie są do tego zobowiązane, bo oszczędności wynikające z wdrożenia zmian wykrytych w ramach audytu bardzo często wielokrotnie przekraczają koszty. Dlatego czasem opłaca się to zrobić nawet, jeżeli się nie ma takiego obowiązku.

W 2017 roku na rynek trafi 400 tys. mkw. powierzchni handlowej. Nowe centra powstaną m.in. w Warszawie i Wrocławiu

W 2017 roku na rynek trafi 400 tys. mkw. powierzchni handlowej. Nowe centra powstaną m.in. w Warszawie i Wrocławiu 12

Dobra sytuacja na polskim rynku nieruchomości handlowych. W ubiegłym roku inwestorzy oddali do użytku prawie 0,5 mln mkw. nowoczesnej powierzchni, w tym 14 centrów handlowych. Rynkowi eksperci prognozują, że w tym roku utrzyma się wysoka aktywność inwestycyjna, a polski rynek będzie zyskiwać w oczach inwestorów. Wpłynie na to niestabilna sytuacja polityczna i ekonomiczna oraz spadek rentowności obligacji, które powodują, że inwestorzy szukają bezpiecznych aktywów zapewniających wysokie i stabilne zyski.

 Przed Polską kilka dobrych lat. Warunki finansowe są bardzo korzystne, jest wielu inwestorów, którzy mają pieniądze. Czekają, szukając okazji albo są pod presją, by inwestować. Banki pożyczają i wydaje się, że w tej chwili robią to chętnie. Rok 2017 zapowiada się więc bardzo dobrze – mówi agencji Newseria Craig Smith z wydawnictwa EuropaProperty.

Jak wynika z danych JLL, międzynarodowej firmy doradczej specjalizującej się w rynku nieruchomości, w ubiegłym roku na polskim rynku przybyło 470 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej, z czego najwięcej przypadło na 14 nowych centów handlowych. Największe oddane do użytku w ubiegłym roku to poznańska galeria Posnania i gdańska Galeria Metropolia.

Rynek centrów handlowych to w tej chwili 406 obiektów o łącznej powierzchni najmu 9,5 mln mkw. Łączna podaż nowoczesnej powierzchni handlowej na polskim rynku wynosi już 13,4 mln mkw., natomiast poziom nasycenia wzrósł do 248 mkw. na 1 tys. mieszkańców. To więcej niż wynosi europejska średnia (206 mkw.), jednak wciąż poniżej średniej dla państw Europy Zachodniej (264 mkw.).

Eksperci JLL zwracają uwagę na to, że polski rynek handlowy staje się coraz bardziej konkurencyjny. Wciąż jest na nim miejsce na nowe projekty, ale kluczowe jest dobre rozeznanie w rynku i potrzebach klientów oraz umiejętność przewidywania trendów. Niebanalne inwestycje – takie jak otwarta w ubiegłym roku Hala Koszyki, Koneser czy Soho Factory – powstają przede wszystkim w Warszawie.

JLL prognozuje, że w 2017 roku na rynku handlowym przybędzie nawet 400 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej, z czego większość przypadnie na główne miasta i aglomeracje. To właśnie na największych krajowych rynkach będą się koncentrowali deweloperzy.

Polski rynek nieruchomości handlowych charakteryzuje bardzo duża aktywność. Jest tu wielu inwestorów, rynek jest płynny, gracze nie boją się kupować i sprzedawać. Wielu ekonomistów twierdzi, że Polska osiągnęła swój szczyt, jeżeli chodzi o wzrost PKB i poziom aktywności, ale osobiście nie jestem do tego przekonany – mówi Craig Smith.

Natomiast eksperci Cushman & Wakefield przewidują, że w 2017 roku wysoka aktywność inwestycyjna na rynku komercyjnym utrzyma się w całej Europie pomimo niestabilności politycznej. Głównym tego powodem są spadające ceny obligacji i rosnące zainteresowanie inwestorów aktywami, które zapewnią wzrost i bezpieczeństwo.

Nieruchomości są bezpieczną, długoterminową inwestycją. Nie są to zbytnio płynne aktywa, poza tym biorąc pod uwagę globalną niepewność nieruchomości wciąż są dobrą opcją, by ulokować w nich swoje pieniądze – mówi ekspert EuropaProperty.

Bieżący rok upłynie pod znakiem niepewności. Brexit i wyniki ostatnich wyborów prezydenckich w USA oraz niestabilność strefy euro i sektora bankowego w Europie już przekładają się na rynki. Na dodatek w tym roku odbędą się również wybory we Francji, Holandii i w Niemczech, które wpłyną na sytuację ekonomiczną i w najgorszym scenariuszu mogą zagrozić funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Wobec niestabilnej sytuacji politycznej oraz spadku rentowności obligacji inwestorzy będą bardziej zainteresowani nieruchomościami, które są postrzegane jako stabilne i długoterminowe aktywa przynoszące wysokie zyski. Eksperci Cushman & Wakefield przewidują, że głównym celem inwestorów będą duże obiekty handlowe i budynki biurowe w Warszawie oferujące czynsze na stabilnym poziomie.

W całej Warszawie buduje się wiele biurowców. Inwestorzy liczą, że część firm zdecyduje się na przeprowadzkę na ten rynek – mówi Craig Smith.

Według prognoz Cushman & Wakefield europejski rynek centrów handlowych do końca 2017 roku powiększy się o 8,1 mln mkw. nowej powierzchni. Natomiast w Polsce zostanie oddane do użytku ok. 380 tys. mkw. powierzchni w centrach handlowych. Największe projekty, które trafią na rynek, to warszawska Galeria Północna i wrocławska galeria Wroclavia.

Wygląda na to, że duże centra handlowe stają się podstawowym celem inwestorów. Krótko mówiąc, dobre lokalizacje pod budowę dużych galerii nokautują konkurencję, a inwestorzy są zainteresowani ich zakupem – mówi Craig Smith.

Jak wynika z informacji JLL, w ubiegłym roku właściciela zmieniły nieruchomości, których łączna wartość wyniosła prawie 2 mld euro. To trzeci historycznie największy wynik na polskim rynku komercyjnym. Największą transakcją była sprzedaż krakowskiej galerii Bonarka City Center, która została sprzedana za 361 mln euro.

Głównym magnesem przyciągającym inwestorów są generujące dochody aktywa sprzedawane przez fundusze, których działalność dobiega końca i muszą przenosić swoje portfele. Obecnie na sprzedaż trafia wiele portfeli będących dotychczas w posiadaniu funduszy, które kończą swoją działalność – wyjaśnia Craig Smith.

Podsumowanie sytuacji w nieruchomościach handlowych na polskim i europejskim rynku było głównym tematem konferencji CEE Retail Real Estate Awards organizowanej przez wydawnictwo EuropaProperty. W trakcie wydarzenia rok do roku nagradzane są najlepsze firmy i inwestycje z regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Tegoroczna gala CEE Retail Awards odbyła się 26 stycznia w warszawskim hotelu InterContinental i przyciągnęła kilkuset inwestorów i ekspertów z branży nieruchomości komercyjnych z całej Europy.

Zaostrza się walka o klientów telefonii komórkowej. Virgin Mobile rusza z ofertą abonamentową

Zaostrza się walka o klientów telefonii komórkowej. Virgin Mobile rusza z ofertą abonamentową 13

Duża konkurencja na rynku telefonii komórkowej sprawia, że operatorzy walczą o klientów nie tylko ceną, lecz także konstrukcją umowy. Klienci oczekują jasnych rozwiązań i dużej dowolności. Virgin Mobile zdecydował się wprowadzić swoją pierwszą ofertę na abonament. Ma ona wzmocnić pozycję operatora na rynku i zwiększyć liczbę klientów do 650 tys. do końca roku.

– Wprowadzenie oferty abonamentowej jest dla nas naturalnym krokiem w rozwoju firmy. Nie chcemy być tylko firmą pre-paidową, już kilka miesięcy temu zakupiliśmy i wdrażaliśmy nową platformę IT, która pozwala nam wprowadzić bardzo innowacyjne oferty, jakich na rynku po prostu nie ma. To kolejny krok w rozwoju firmy i odpowiedź na oczekiwania klientów, którzy chcieli mieć ofertę post-paidową dostępną w Virgin – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes Virgin Mobile Polska.

Virgin Mobile, dotychczas znany z ofert na kartę, 27 stycznia wprowadził ofertę post-paid, czyli „Albonament”. Klienci mają możliwość układania abonamentu, tworzą go sami poprzez wybór pakietów cyklicznych, pakietów jednorazowych i okresu umowy.

– Nie wymagamy od klienta zobowiązań długoterminowych, 12- czy 24-miesięcznych, gdzie za zerwanie takich umów z reguły u operatorów grozi kara. U nas podpisuje się umowę jednorazowo, na czas nieokreślony, ale bez żadnych zobowiązań miesięcznych. To klient sam komponuje ofertę, decydując, czy chce mieć ofertę wyłącznie na transmisję danych, SMS-y, czy rozmowy – mówi Piotrowska-Oliwa.

Jak wskazuje prezes Virgin Mobile, oferta post-paid powinna przyciągnąć klientów, zwłaszcza że w związku z przepisami ustawy antyterrorystycznej również przy zakupie kart pre-paid jest już konieczne podawanie danych osobowych.

– Konstrukcja oferty jest de facto równie elastyczna dla klienta jak pre-paid. Płaci się tylko za te elementy, z których chce się korzystać. Stąd też nazwa oferty „Albonament”. Albo płacę, albo nie płacę, albo korzystam, albo nie. To od klienta zależy, ile zapłaci i z jakich usług chce korzystać – podkreśla Piotrowska-Oliwa.

– Oferta łączy wiele unikalnych cech. Jest elastyczna, wprowadza nowy produkt, coś między ofertą pre-paidową a tradycyjnym abonamentem – dodaje Piotr Suchodolski, dyrektor marketingu Virgin Mobile Polska.

To pierwsza tego typu oferta na polskim rynku. Klienci coraz częściej zwracają uwagę na elastyczność, chcą wiedzieć, za co i ile płacą. Virgin Mobile szacuje, że „Albonament” będzie stanowił znaczną część przyrostu bazy klientów.

– Liczę, że w tym roku może jeszcze nie większość, ale na pewno kilkadziesiąt procent przyrostu klientów, bliżej 50 niż 20, będą stanowić klienci oferty post-paidowej – zapowiada Suchodolski.

Nowy model ma przyciągnąć do sieci nowych klientów. Już na koniec 2016 roku baza klientów przekroczyła 412 tys. Obecnie jest ich ok. 430 tys. Z danych UKE wynika, że w ubiegłym roku przeniesiono łącznie ponad 1,7 mln numerów. Virgin Mobile z wynikiem netto 52 771 numerów uplasował się na drugiej pozycji. Jak wskazuje prezes Virgin Mobile, marka mimo niższych nakładów marketingowych jest dobrze rozpoznawalna.

– W 2016 roku zgodnie z założeniami zwiększyliśmy dwukrotnie przychody z 40 do 80 mln zł, na ten rok cele również mamy bardzo ambitne. Chcemy zakończyć 2017 rok powyżej 100 mln. Zakładamy kilkudziesięcioprocentowy wzrost klientów, do ponad 600 tys. na koniec roku – ocenia Grażyna Piotrowska-Oliwa.

Prof. L. Balcerowicz: bez reform Polska ugrzęźnie na poziomie 60 proc. niemieckiego dochodu na mieszkańca

Prof. L. Balcerowicz: bez reform Polska ugrzęźnie na poziomie 60 proc. niemieckiego dochodu na mieszkańca 14

57,5 proc. – taką część dochodu przeciętnego Niemca miał w ubiegłym roku do dyspozycji statystyczny Polak. Choć w 2016 roku polska gospodarka rozwijała się szybciej niż niemiecka, to jednak wolniej niż w poprzednich dwóch latach i wolniej od oczekiwań. Zdaniem Leszka Balcerowicza Polska unikając reform, za to ograniczając wolność gospodarczą i obniżając wiek emerytalny, przestanie nadrabiać dystans do bogatszego sąsiada.

– FOR jeszcze przed wyborami przedstawił trzy scenariusze, z których tylko jeden się zrealizuje – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Rady Forum Obywatelskiego Rozwoju. – Scenariusz reform, który by oznaczał, że staramy się neutralizować spadającą liczbę ludzi w wieku produkcyjnym, utrzymując podwyższony wiek emerytalny. Drugi scenariusz – zły – bez reform. I trzeci – jeszcze gorszy – bez reform plus antyreformy. W scenariuszu reform Polska nadal nadganiałaby stracony czas i dochodziła stopniowo do poziomu Niemiec.

Niemiecki PKB w ubiegłym roku wzrósł o 1,8 proc., Polski – o 0,91,0 pkt proc. więcej (wstępne dane GUS poda we wtorek o 10:00). Według szacunków Factbooka CIA na statystycznego Niemca przypadało 48,2 tys. dolarów, podczas gdy na Polaka – 27,7 tys. dolarów. To mniej niż 60 proc. zamożności zachodnich sąsiadów. Tymczasem lęk przedsiębiorców i samorządów przed inwestowaniem i rosnące obciążenia budżetowe powodują, że tempo skracania dystansu między oboma krajami może osłabnąć.

– Rządząca partia realizuje najgorszy scenariusz, tzn. nie ma żadnych reform rozszerzających wolność gospodarczą, przeciwnie, mamy wzrost ingerencji polityków w gospodarkę i mamy coś niesłychanego w Europie: mimo że ludzi w wieku produkcyjnym będzie ubywać, to my obniżamy wiek emerytalny, co spowoduje, że więcej ludzi będzie na emeryturze, a mniej ludzi będzie na nich pracować – mówi prof. Balcerowicz. – Jeżeli tego rodzaju polityka by się utrzymała, to Polska stopniowo lub być może raptownie wytracałaby szybkość i najprawdopodobniej ugrzęzłaby gdzieś na poziomie 60 proc. dochodu na jednego mieszkańca w Niemczech.

Nawet strona rządząca szacuje koszt obniżenia wieku emerytalnego z zakładanych wcześniej 67 lat dla mężczyzn i 65 dla kobiet do odpowiednio 65 i 60 lat na średnio 10 mld zł rocznie. Nowe zasady mają wejść w życie w ostatnim kwartale 2017 roku. Oznacza to nie tylko dłuższy okres pobierania świadczenia, lecz także krótszy czas odprowadzania składek, a więc niższą emeryturę.

Zdaniem Leszka Balcerowicza kwestia wprowadzania reform jest niezbędna dla dalszego nadrabiania różnic między Polską a bogatszymi krajami Europy, a historyczne przykłady polityki gospodarczej w różnych krajach o podobnej tradycji kulturowej i mentalności społeczeństw potwierdzają wagę decyzji rządzących.

– Rola różnic w ustrojach jest ogromna i to łatwo zrozumieć, jeżeli porówna się dwa kraje, np. Koreę Północną, Koreę Południową, to jest ten sam naród, a skrajnie różne systemy. Przypomnę, w Korei Północnej jest despotyczny system, który pozbawił ludzi wszelkich wolności, w Korei Południowej – sprawny kapitalizm – daje przykład szef Rady FOR. – Na początku lat 60. oni mieli podobnie niski poziom życia, a teraz Korea Północna ma tylko 9 proc. poziomu życia Korei Południowej.

Dane Factbooka CIA o produkcie krajowym brutto na głowę mieszkańca pokazują nawet większy rozziew. O ile na Koreańczyka z północy przypadało w ubiegłym roku 1800 dol., o tyle na jego rodaka z południa – 37,9 tys. dol. Nieco mniej kontrastowymi, ale też różnymi drogami potoczyły się po upadku komunizmu losy Polski i Ukrainy. Średni PKB na głowę mieszkańca nad Wisłą to jak już wspomniano 27,7 tys. dol., za wschodnią granicą – 8,2 tys. dol.

– Polska w socjalizmie straciła mnóstwo wobec Zachodu, ale po 1989 roku dużo nadrobiliśmy, gdy tymczasem Ukraina ze względu na inną historię nadrobiła dużo mniej. W chwili startu w 1989 roku mieliśmy podobny poziom życia, teraz Polska ma trzy razy większy dochód na mieszkańca niż Ukraina – podkreśla Leszek Balcerowicz. – Czyli jak się nie reformuje złego systemu, to społeczeństwo płaci cenę, jak się reformuje, to się idzie do przodu.

Ustawa o kredycie hipotecznym nie na rękę małym bankom

Ustawa o kredycie hipotecznym i nadzorze nad pośrednikami, może wprowadzić duże zmiany na rynku i być kosztowna dla klientów. Banki będą musiały rozwinąć swoje oddziały terenowe, co przełoży się na wyższe koszty samych banków i wyższe koszty kredytu hipotecznego dla klienta.

– Banki które mają dobrze rozwinięte sieci będą w lepszej sytuacji, te które dziś bardziej polegają na działających na rynku pośrednikach mogą mieć problem – uważa w rozmowie z MarketNews24 Adam Buczel, doradca zarządu Związku Firm Doradztwa Finansowego.

Propozycja zmian, które mają wejść w życie oznaczają zdaniem branży negatywne skutki też dla konsumentów, którzy utracą możliwość bezpłatnego, profesjonalnego wsparcia przy porównaniu ofert kredytowych. 17. stycznia w Ministerstwie Finansów została złożona petycja o wycofanie przepisów.

Dolar będzie odrabiał straty. Prognoza kursu dolara, euro, franka

Trendy spadkowe na wszystkich głównych parach ze złotym. Możliwy test nawet 4,30 na EUR/PLN. Nieprzewidywalność polityki Trumpa ryzykiem dla rynków wschodzących. USD/PLN raczej bez szans na zejście poniżej 4,00. Ważny tydzień dla funta, posiedzenie Banku Anglii. Posiedzenie Fed może wesprzeć walutę amerykańską na najbliższe dni.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 01.12-30.01.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,3250 4,0475 4,0380 4,9600
Maksimum 4,5040 4,1500 4,2600 5,3330

EUR/PLN

EUR-PLN

Trend spadkowy na EUR/PLN cały czas jest kontynuowany. Kurs porusza się w ramach wyrysowanego kanału spadkowego. Wydaje się, że może to nie być koniec umocnienia polskiej waluty. Droga do testowania psychologicznego poziomu 4,30 jest otwarta. Nastroje na rynkach są cały czas dobre. W tym momencie sprzyja krajowej walucie to, że dolar pozostaje słaby na szerokim rynku. Początek prezydentury Trumpa nie okazał się tak dobry dla amerykańskiej waluty jak się wydawało. Póki co królują hasła i działania protekcjonistyczne a o tematach gospodarczych słychać niewiele. Słabe dane z piątku z USA na temat PKB także zatrzymały odreagowanie na dolarze. W efekcie krajowa waluta nadal się umacnia. Co istotne złoty jest także mocniejszy w relacji do innych walut krajów wschodzących. Pomijając dobry sentyment na szerokim rynku to jednak również wewnętrzne dane makro zadziałały in-plus. Obawy o wzrost gospodarczy w Polsce nieco przycichły. W tym tygodniu jednak sporo ciekawych wydarzeń nas czeka. Szczególnie środowe posiedzenie Fed może przynieść zwrot na dolarze. Co skutkowało by osłabieniem się złotówki. Oporem w przypadku korekty będzie 4,35.

CHF/PLN

CHF-PLN

Identyczną sytuację mamy na CHF/PLN. Kurs cały czas osuwa się na dół w wyrysowanym kanale spadkowym. Powody są identyczne jak w przypadku EUR/PLN. Na rynkach panuje bardzo dobry nastrój stąd frank nie jest już tak atrakcyjny. Co ważne kurs CHF/PLN przestał już reagować na notowania EUR/CHF gdzie od kilku dni kurs podąża na południe, co świadczy o sile szwajcarskiej waluty. CHF/PLN ma jeszcze niewielkie pole do umocnienia. Wsparciem w tym momencie będzie 4,04. Pamiętajmy jednak jak nieprzewidywalną osobą jest Trump, warto zwracać na to uwagę. W obecnym czasie wystarczy jedno zdanie, które może wywołać panikę na rynkach. W przypadku ruchu w górę oporem będzie 4,08.

USD/PLN

USD-PLN

USD/PLN cały czas ustanawia nowe minima. Kurs spadł nawet poniżej 4,04. Obecnie jesteśmy grosz wyżej. Dolar pozostaje od początku stycznia słaby na szerokim rynku. Inwestorzy przestali wierzyć w pomysły nowego prezydenta. Póki co początek sprawowania władzy to głównie działania mające na celu zamykanie się USA na świat, a więc hasła protekcjonistyczne. O tak szumnie zapowiadanej ekspansji fiskalnej nawet nie było mowy. Stąd inwestorzy zaczęli wątpić w zapowiadane 3 podwyżki stóp w tym roku. Z pomocą może przyjść środowe posiedzenie Fed, które znów o tym wspomni. W tym tygodniu jest sporo danych z USA, które mogą wesprzeć notowania dolara. A więc ruch na USD/PLN w kierunku 4,00 jest mało prawdopodobny. Cały czas trzeba o tym pamiętać, że w dłuższej perspektywie fundamenty dolara są niezaprzeczalne. Program QE w strefie euro będzie trwał nadal. Ceny ropy naftowej, które miały wspierać wzrost inflacji wyhamowały. W przypadku ruchu w górę pierwszy opór stanowić będą okolice 4,06 a dalej 4,11 i zniesienie Fibonacciego.

GBP/PLN

GBP-PLN

Na GBP/PLN cały czas mamy trend spadkowy. Co prawda po konferencji Theresy May kurs funta zaczął odrabiać straty docierając do poziomu 5,11. Była to zaskakująca reakcja biorąc pod uwagę to, że pani premier nie wykluczyła twardego brexitu. Decyzja Sądu Najwyższego o tym kto ma zainicjować brexit nie wpłynęła znacząco na notowania brytyjskiej waluty. Dobra passa polskiej waluty pozwoliła odrobić nieco i zejść do poziomu 5,06-5,07. Spotkanie premier May z prezydentem USA też niewiele wniosło dla notowań brytyjskiej waluty. W tym tygodniu istotne dla notowań GBP/PLN będzie posiedzenie Banku Anglii. Owszem parametry polityki monetarnej pozostaną bez zmian. Istotne będą nowe projekcje dotyczące inflacji, które wymuszają jakby działania władz monetarnych. Stąd po samej decyzji Mark Carney wypowie się w tej kwestii. W przypadku ruchu w górę opór będzie stanowić 5,1050 czyli linia trendu spadkowego. Gdyby funt stracił choćby po konferencji Marka Carneya to wsparcie stanowić będzie 23,6% zniesienie Fibonacciego.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Cyfrowe miejsca pracy przynoszą firmom oszczędności i rozwiązują realne problemy

  • Niemal połowa przedstawicieli kadry kierowniczej postrzega cyfrowe miejsce pracy (digital workspace) jako narzędzie rozwiązujące kwestię zgodności z przepisami i bezpieczeństwa
  • Łatwość zarządzania i ograniczenie kosztów wsparcia technicznego postrzegane są jako główne korzyści płynące z wdrożenia cyfrowych miejsc pracy

Firma VMware zaprezentowała rezultaty globalnego badania „State of the Digital Workspace 2016”, przeprowadzonego pośród przedstawicieli kadr kierowniczych, decydentów IT oraz specjalistów w dziedzinie informatyki. Wynika z nich, że wdrożenie technologii cyfrowych miejsc pracy przynosi przedsiębiorstwom wymierne korzyści finansowe i operacyjne.

„W 2017 r. branża wchodzi w następny etap rozwoju mobilnych przedsiębiorstw, które muszą zapewniać pracownikom, klientom i partnerom dostęp do aplikacji i wszelkich zasobów za pomocą dowolnego urządzenia połączonego z Internetem” ¾ powiedział Dave Grant, wiceprezes, product marketing, End-User Computing, VMware. „Raport »State of the Digital Workspace« pokazuje, że przedstawiciele kadry kierowniczej i decydenci IT dostrzegają wymierne korzyści, jakie oferują przedsiębiorstwom cyfrowe miejsca pracy. Rozwiązanie VMware Workspace™ ONE™ cechują łatwość obsługi i bezpieczeństwo klasy korporacyjnej. To prosta i bezpieczna platforma, która pomaga klientom z każdej branży przeprowadzić cyfrową transformację.”

Kluczowe dane z badania „State of the Digital Workspace 2016”

Wysoka stopa zwrotu z inwestycji i ograniczenie kosztów

  • Średnia stopa zwrotu z inwestycji w rozwiązania z obszaru mobilności biznesowej wynosi 150%
  • 41% przedstawicieli kadry kierowniczej i decydentów IT przyznało, że wdrożenie cyfrowych miejsc pracy spowodowało zmniejszenie ogólnych kosztów zarządzania
  • 39% osób odpowiedzialnych za decyzje biznesowe w firmach zadeklarowało, że wdrożenie cyfrowych miejsc pracy obniżyło koszty wsparcia technicznego dla użytkowników końcowych

Szybsze uruchamianie nowych źródeł przychodów

  • Niemal połowa firm (48%), które zrealizowały projekty w zakresie mobilności biznesowej, deklaruje, że dzięki nowym cyfrowym miejscom pracy mogą szybciej czerpać przychody z nowych źródeł.
  • W przypadku przedsiębiorstw, które zrealizowały 10 lub więcej inicjatyw z obszaru mobilności biznesowej, odsetek tych, które dostrzegły możliwość szybszego wdrażania nowych źródeł przychodów, wynosi 52%.

Cyfrowe miejsca pracy rozwiązują kluczowe problemy

  • Kwestia bezpieczeństwa stanowi kluczowy problem dla przedstawicieli kierownictwa firm. Niemal połowa (45%) osób decyzyjnych, które wzięły udział w badaniu, postrzega cyfrowe miejsca pracy jako odpowiedź na wyzwania z obszaru bezpieczeństwa, a także zgodności z przepisami i zarządzania tożsamością.
  • W branży usług finansowych 43% przedstawicieli kadry zarządzającej uznaje oprogramowanie do zarządzania tożsamością za rozwiązanie niezbędne w swoim sektorze.

Pełny raport z badania VMware “State of the Digital Workspace 2016” dostępny jest tutaj: https://www.vmware.com/radius/dwr/.

Informacje o raporcie „State of the Digital Workspace”

Raport VMware „State of the Digital Workspace 2016” opracowano na podstawie przeprowadzonego w lipcu 2016 r. badania dotyczącego wdrażania cyfrowych miejsc pracy przez globalne przedsiębiorstwa z różnych branż. Dane zostały zgromadzone na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród 1 263 osób odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji biznesowych oraz decydentów IT z Kanady, Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Holandii, Japonii, Australii, Nowej Zelandii i Chin. Badanie  miało na celu zbadanie postępów w zastępowaniu modelu klient-serwer technologiami mobilnymi opartymi na chmurze.

OPEC przekonał inwestorów do skuteczności cięć produkcji ropy

Wydaje się, iż OPEC przekonał inwestorów, że cięcia produkcji będą przebiegały zgodnie z planem. W styczniu członkowie OPEC najprawdopodobniej zmniejszyli produkcję ropy o 900 tys. baryłek dziennie. To 75 proc. cięć uzgodnionych przez grupę w listopadzie zeszłego roku. Państwa, takie jak Arabia Saudyjska, Kuwejt i Algieria twierdzą, iż obcięłi swoją produkcję o więcej niż wymagało to z porozumienia. Arabia Saudyjska twierdzi wręcz, że 80 proc. planowanych cięć produkcji zostało już wdrożonych w życie. Dodatkowe cięcia ma zapewnić 11 krajów spoza OPEC, w tym Rosja, która również twierdzi, iż tnie produkcję szybciej niż to wcześniej zapowiadała.

Z drugiej strony mocno wzrasta wydobycie ropy ze złóż łupkowych w USA. Liczba otwartych wiertni w zeszłym tygodniu wzrosła o 15 do 566. Jest to najwyższy poziom od listopada 2015 roku. Przy tym tempie otwierania nowych wiertni produkcja z amerykańskich złóż wzrośnie o milion baryłek dziennie w 2017 roku.

Mimo tego rynek wciąż bardziej reaguje na wyjątkowo sprawnie wdrażane w życie cięcia produkcji ze strony członków OPEC niż na szybki powrót do produkcji zawieszonych amerykańskich wiertni. Fundusze hedgingowe są nastawione najbardziej optymistycznie od dekady co do dalszych wzrostów cen ropy. Dlatego też zwiększyły one długie pozycje netto na ropę naftową WTI w zeszłym tygodniu aż o 6,1 proc.

W dniu dzisiejszym ropa naftowa nieznacznie traci na wartości. Za baryłkę ropy WTI należy obecnie płacić 52,80 dolarów, czyli 0,6 proc. mniej niż pod koniec zeszłego tygodnia. Za baryłkę ropy Brent należy zapłacić 55,40 dolarów, czyli 0,2 proc. mniej niż pod koniec zeszłego tygodnia.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Obniżka ratingu Turcji. Wzrost PKB w Polsce

Zgodnie z oczekiwaniami agencja ratingowa Fitch podobnie jak dwie pozostałe najważniejsze firmy z branży obniżyła rating Turcji. Już jutro poznamy wzrost PKB Polski. Słabsze dane z USA i Japonii.

Rating Turcji w dół

Zgodnie z oczekiwaniami trzecia z dużych agencji ratingowych również obniżyła rating. Fitch w swojej aktualizacji przesunął ocenę z BBB- do BB+. Oznacza to przekroczenie bariery od której papiery dłużne kraju tracą miano inwestycyjny a zaczynają być spekulacyjne. Co ciekawe pomimo obniżki Fitch przyznał Turcji ocenę stabilną. Swój komunikat dorzuciło natomiast S&P, które zaktualizowało perspektywę na negatywną. Ruchy te w długim okresie powinien mieć wpływ na rentowność obligacji. Obecnie nie było widać jeszcze zmian, aczkolwiek rentowność tureckich obligacji istotnie rosła w 4 kwartale 2016 roku. Koszt obsługi długu od kilka miesięcy przekracza 10% i jest najwyższy od lat. Nie może też dziwić, że lira turecka pogłębia minima kursowe wobec dolara i innych walut. W perspektywie kolejnych miesięcy nie widać za dużych szans na poprawę. Istotnym problemem jest przedłużający się stan wyjątkowy, który nie zachęca nikogo do inwestowania w tym kraju.

Wzrost PKB w Polsce

Już we wtorek poznamy dane GUS na temat wzrostu PKB. Analitycy nie są zgodni co do oczekiwanych poziomów. Najwięcej ocen oscyluje w okolicach 2,7%-2,8%. Ministerstwo Finansów odmówiło podania własnej prognozy ze względu na to, że już jutro poznamy dane GUS. Wśród obserwatorów jedno jest pewne. Duży udział konsumpcji we wzroście napędzany programami socjalnymi. W 2015 roku gospodarka rozwijała się w rewelacyjnym tempie 3,9% zatem nie może dziwić słabszy odczyt teraz będący swoistym powrotem do średniej. Jeżeli odczyt GUS okaże się lepszy od oczekiwań możemy oczekiwać kontynuacji lepszej passy złotego z ostatnich dni. Z drugiej strony jest duża szansa, że słabsze dane zostaną wykorzystane przez inwestorów do zrealizowania zysków na ostatnich umocnieniach naszej waluty.

Dane ze świata

Dzisiaj od rana poznaliśmy słabszy od oczekiwań odczyt sprzedaży detalicznej z Japonii. Rośnie ona o 0,6% przy oczekiwanych 1,3%. Ważniejsze były jednak piątkowe dane z USA. PKB wzrósł o 1,9% wobec oczekiwanych 2,2%. Ważniejsze jednak okazały się zamówienia na dobra trwałego użytku. W ciągu roku spadły one o 0,4% przy oczekiwanym wzroście 2,6%. Winny jest przemysł samochodowy, który odpowiada za większość spadków. Reakcja rynków na te dane była przewidywalna. Słabnący dolary oraz spadki na kontraktach terminowych na stopę procentową, gdyż wolniej rosnąca gospodarka to mniej prawdopodobne podwyżki stóp.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

92% Polaków nie chce proponowanych zmian w przepisach o pośrednictwie kredytowym

  • Według badań, wybór kredytu hipotecznego jest trudny dla 85% Polaków, a 3/4 badanych chciałoby, żeby ktoś im w tym pomógł.
  • Większość Polaków dobrze ocenia porady doradców bankowych oraz pośredników kredytowych, jednak ci drudzy lepiej wypadają w ocenie uczciwości i niezależności.
  • Aż 92% Polaków nie chce zmian w przepisach o pośrednictwie kredytowym w proponowanym przez rząd kształcie.

W mediach od tygodni toczy się debata o kształcie ustawy o kredycie hipotecznym oraz nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami. Profesjonalni pośrednicy kredytowi są zdania, że nowe regulacje są niezbędne do rozwoju odpowiedzialnego rynku i bezpieczeństwa kredytobiorców. Jednak niektóre z proponowanych przez rząd zapisów, będą miały bardzo negatywny wpływ na całą branżę, mogąc wręcz doprowadzić do jej upadku. Mowa o zakazie wynagradzania pośredników przez banki i przerzucenie płatności za usługi pośredników i doradców kredytowych na klientów.

O zdanie Polaków na ten temat zapytała Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych i ANG Spółdzielnia Doradców Kredytowych przy pomocy domu badawczego Maison&Partners.

Polacy nie chcą sami wybierać kredytu

Z badań wynika, że dla 85% Polaków wybór dobrego kredytu hipotecznego jest trudny, a 76% badanych chciałoby, aby ktoś im pomógł w podjęciu decyzji. Jest to zdanie zarówno osób, które już przechodziły przez proces kredytowy, jak i tych, które dopiero zamierzają wziąć kredyt. Osoby, które spłacają obecnie kredyt, aż w 43 % przypadków korzystali z pomocy pośrednika kredytowego. Natomiast 64% tych, którzy dopiero rozważają taką decyzję, wyraża chęć skorzystania z jego porad.

– Zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie badań by móc potwierdzić to, co ci z nas, którzy na co dzień zajmują się pośrednictwem kredytowym wiedzą – że pełnimy ważną rolę społeczną, że znakomita większość z prawie 20 tys. ludzi pracujących w tej branży rzetelnie i uczciwie wykonuje swoją pracę. Polacy chcą pośredników i bezpłatnego do nich dostępu– tłumaczy Artur Nowak – Gocławski z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych, Przewodniczący Komitetu KPF.

Jeżeli przepisy wejdą w życie w proponowanym przez rząd kształcie, zaledwie 29% Polaków, którzy już spłacają kredyt, skorzystałoby ponownie z usług pośrednika. Jeszcze gorzej na płatne usługi pośredników reagują osoby, które decyzje kredytowe mają przed sobą – tylko 20% z nich gotowych jest na dodatkowe koszty. Dla porównania, gdyby w tej kwestii przepisy się nie zmieniły, to skorzystanie z takich usług deklaruje aż 2/3 Polaków.

80% kredytobiorców jest zadowolonych z pomocy pośrednika

W badaniu zapytano także, jak pracę pośrednika oceniają osoby, które skorzystały z jego usług. Okazuje się, że aż dla 80% osób porady były pomocne, rzetelne i wiarygodne oraz świadczyły o dużym rozeznaniu w rynku. Podobnie osoby te oceniały doradztwo pracowników banku, jednak pośrednicy zostali ocenieni jako bardziej uczciwi i niezależni. Pomimo tak dobrej oceny pracy pośredników kredytowych, zaledwie 1/3 osób spłacających kredyt, zdecydowałaby się na ponowne skorzystanie z ich usług, jeżeli byłyby one płatne.

Lata rzetelnej pracy większości pośredników kredytowych sprawiły, że ta profesja stała się użyteczna i oczekiwana przez klientów. Staliśmy się też ważnym, efektywnym partnerem dla banków.  Mamy świadomość, że mimo odpowiedzialnych działań profesjonalnej części rynku, nie uniknęliśmy błędów w naszej pracy i  chcemy zrobić wiele, by tych błędów uniknąć w przyszłości. Dlatego też nie mówimy tylko o negatywnych konsekwencjach proponowanych zapisów ustawy, ale przede wszystkim o tym, że mamy rozwiązania, które uczynią branżę jeszcze bardziej transparentną i bezpieczną dla jej interesariuszy. Wsłuchując się w głosy uczestników parlamentarnej Komisji Finansów Publicznych, której posiedzenie odbyło się 24 stycznia br.,  głosy przedstawicieli urzędów oraz posłów, dostrzegliśmy szansę na takie właśnie podejście do tej bardzo ważnej dla rynku sprawy, w którym koncentrujemy się na szukaniu najlepszych dla klientów rozwiązań. – dodaje Artur Nowak – Gocławski.

Polacy chcą mieć wybór

Zdecydowana większość, bo aż 92% Polaków jest zdania, że zmian w przepisach nie powinno się wprowadzać, a przynajmniej nie w planowanym kształcie: ponad jedna trzecia (36%) jest za pozostawieniem obecnego modelu wynagradzania, przy jednoczesnym zwiększeniu kontroli nad jakością pracy pośredników. 56% natomiast chce mieć wybór, czy skorzystać z bezpłatnego pośrednictwa, czy z płatnego doradztwa i uważa, że najlepsze byłoby równoległe funkcjonowanie obu tych modeli. Wyniki badań jednoznacznie wskazują jednak, jak dużą barierę skorzystania z usług pośredników kredytowych może stanowić konieczność ich opłacenia z własnej kieszeni – przypuszczalnie przy dopuszczeniu obu modeli, więcej osób decydowałoby się korzystać z usług doradców opłacanych z prowizji bankowej.

Tylko 8% respondentów oczekuje wprowadzenia (jako wyłącznego) modelu doradztwa odpłatnego przez klientów.

– Polacy, co obrazują jednoznacznie wyniki badań, nie tylko potrzebują, ale już dziś doceniają pozytywną rolę usług, świadczonych przez pośredników w zakresie kredytu hipotecznego. I jest to niezwykle ważny głos. Ten rodzaj mądrości zbiorowej winien być ważną wskazówką dla legislatorów, a w większym jeszcze stopniu dla Ustawodawcy – Polacy oczekują zdecydowanie, że model pośrednictwa, jaki obecnie funkcjonuje będzie utrzymany. Jednocześnie klienci, zarówno Ci którzy już skorzystali z usług pośrednika, jak i ci, którzy dopiero zamierzają to zrobić, nie chcą tracić tego co dobre, co już posiadają, a oczekują, że aktualny model bezpłatnego pośrednictwa zostanie uzupełniony przez model  płatnego doradcy. Co ważne w kontekście procesu implementacji dyrektywy hipotecznej, realizacja tej społecznej rekomendacji byłaby zgodna z duchem europejskim tej dyrektywy – podsumowuje Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF.

Badanie zostało zrealizowane przez firmę Maison&Partners na Ogólnopolskim Panelu Badawczym Ariadna na zlecenie Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych.

Popularność wynajmu długoterminowego samochodów w sektorze MŚP nadal rośnie

Już 18,5 proc. firm z sektora MŚP korzysta z wynajmu długoterminowego samochodów – wynika z badania Instytutu Keralla zrealizowanego na zlecenie Carefleet S.A. pod koniec 2016 roku. To o 0,5 proc. więcej niż przed sześcioma miesiącami. Wzrost zainteresowania usługą widać przede wszystkim w mikroprzedsiębiorstwach. 

Infografika - wynajem długoterminowyCoraz większa popularność wynajmu długoterminowego wśród małych i średnich podmiotów to dobra informacja dla branży Car Fleet Management, tym bardziej, że według danych GUS przedsiębiorstwa MŚP stanowią  99 proc. wszystkich firm w Polsce.

Bartosz Olejnik, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Carefleet S.A.
Bartosz Olejnik, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Carefleet S.A.

To sektor z ogromnym potencjałem dla firm oferujących długoterminowy wynajem samochodów. Mali i średni przedsiębiorcy, którzy jeszcze kilka lat temu preferowali zakup służbowych aut za gotówkę lub na kredyt, są otwarci na outsourcingowe modele finansowania flot – mówi Bartosz Olejnik, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Carefleet S.A., jednej z czołowych polskich firm specjalizujących się w wynajmie długoterminowym samochodów.

W porównaniu do poprzedniej edycji badania, realizowanej w 2. kwartale 2016 roku, największy (niemal 2 proc.) wzrost zainteresowania usługą można zaobserwować w mikroprzedsiębiorstwach. Obecnie 9,3 proc. przedstawicieli firm zatrudniających od 1 do 9 osób deklaruje korzystanie z wynajmu długoterminowego samochodów. Wciąż jednak rozwiązanie to jest zdecydowanie popularniejsze w małych (18,5 proc.) i średnich (32,7 proc.) firmach.

Polska branża CFM konsekwentnie podąża tą samą drogą, którą przeszły kraje Europy Zachodniej, gdzie obecnie większość aut służbowych finansowana jest w formie wynajmu długoterminowego. Tam również z  usługi początkowo korzystały korporacje i duże przedsiębiorstwa, a dopiero później, kaskadowo,  mniejsze podmioty. Obecnie polskie firmy CFM  coraz bardziej dostosowują swoje oferty do potrzeb najmniejszych przedsiębiorców, dzięki czemu również wśród nich zainteresowanie wynajmem długoterminowym systematycznie rośnie – dodaje Bartosz Olejnik.

Wyniki sprzedaży Toyota Motor Corporation w 2016 roku

Toyota Motor Corporation (TMC) opublikowała wyniki sprzedaży na świecie w 2016 roku. Koncern zanotował wzrost sprzedaży o 0,2% i po raz trzeci z rzędu przekroczył liczbę 10 milionów sprzedanych samochodów w ciągu roku.

Toyota, Lexus, Daihatsu i Hino uzyskały łączny wynik 10,175 mln sprzedanych samochodów. W Japonii udział w rynku motoryzacyjnym tych marek wzrósł o 1,9% do 44,9%, natomiast udział marek Toyota i Lexus w rynku samochodów osobowych wzrósł o 2,7% do 34%.

W Europie roczna sprzedaż Toyoty i Lexusa wyniosła 928 500 samochodów, o 6 procent więcej niż w roku poprzednim. Koncern zwiększył swój udział w europejskim rynku do 4,7 procent.

  Toyota i Lexus Daihatsu Hino Razem
Sprzedaż w Japonii 1 581 000 587 000 63 300 2 231 200
Sprzedaż poza Japonią 7 643 000 193 000 107 000 7 943 000
Łączna sprzedaż na świecie 9 224 000 780 000 170 000 10 175 000

 

iPOS ze wsparciem funduszy inwestycyjnych TFI Capital Partners

Spółka iPOS SA, twórca pierwszego w Polsce kasoterminala dla małych i średnich sklepów oraz punktów usługowych, uzyskała finansowe oraz kompetencyjne wsparcie ze strony funduszy należących do Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Capital Partners. iPOS pozyskał już doinwestowanie, a całkowite zamknięcie transakcji planowane jest w pierwszym kwartale obecnego roku.

„Do decyzji o inwestycji przekonał nas ogromny potencjał rozwiązania. Unikatowy produkt, który został stworzony przez iPOS, zrewolucjonizuje pracę małych detalistów oraz punktów usługowych. Jest to przykład technologii, która wpływa nie tylko na jakość i komfort pracy, ale pozwala przedsiębiorcom również mierzyć się z dynamicznie zachodzącymi zmianami na rynku fiskalnym. Wierzymy, że produkt będzie powszechnie używany, ponieważ stoi za nim nie tylko innowacyjny pomysł, ale również ważny dla grupy odbiorców niski koszt wdrożenia. Cieszy nas fakt, że możemy wesprzeć projekt, który zmienia oblicze polskiego handlu”– powiedział  Adam Chełchowski, Prezes Zarządu TFI Capital Partners.

iPOS został założony z inicjatywy menedżerów z doświadczeniem na rynku rozwiązań dla branży handlu detalicznego. Pomysłem na biznes było stworzenie pierwszego w Polsce produktu, który połączy świat fiskalny i płatniczy. Rozwiązaniem opracowanym przez iPOS jest jedyny na polskim rynku kasoterminal. Model iPOS duet bazuje na drukarce fiskalnej, a nie na kasie fiskalnej. Drugim głównym elementem urządzenia jest terminal płatniczy wyposażony w klawiaturę i ekran dotykowy. Całość rozwiązania jest zintegrowana z platformą iPOS web, która pozwala na zdalne zarządzanie urządzeniami, usługami, asortymentem i personelem, a równocześnie w łatwy sposób zapewnia wgląd do bieżących informacji o kluczowych aspektach prowadzonej działalności.

„Posiadamy produkt, który podoba się zarówno klientom, jak i dealerom. Dostarczamy rozwiązanie, które pomimo ścisłych regulacji daje użytkownikowi możliwość personalizacji. Nasza mocna oferta wraz ze wsparciem ze strony TFI Capital Partners umożliwi dokonanie na rynku rewolucji, której największymi beneficjentami będą mali przedsiębiorcy” – powiedział Jacek Kucharzewski, współzałożyciel iPOS SA, odpowiedzialny za rozwój produktu.

 

Zakup dużych systemów o rozbudowanych funkcjonalnościach wiąże się z koniecznością poniesienia przez przedsiębiorców kosztów rzędu kilku tysięcy złotych. Kasoterminal iPOS, oferowany w cenie porównywalnej do średniej klasy fiskalnej tj. 1699 zł netto, łączy w sobie natomiast niewielkie gabaryty z zaawansowanymi funkcjonalnościami i możliwością personalizacji. Dodatkowo jest wygodny i łatwy w obsłudze. Rozwiązanie, które wypełnia obowiązek fiskalnej rejestracji sprzedaży, posiada terminal płatniczy, a jego aplikacja jest na bieżąco aktualizowana o kolejne nowe funkcjonalności.

„Większość polskich małych i średnich detalistów korzysta z kas fiskalnych, mających formę zamkniętych i niezintegrowanych urządzeń. Ich oprogramowanie jest ściśle certyfikowane, co oznacza, że właściciele nie mogą w nie ingerować i dostosowywać go do wymagań biznesowych. Mali przedsiębiorcy korzystający z kas fiskalnych rzadko decydują się również na wdrożenie terminali, które funkcjonują wyłącznie w modelu dzierżawnym, co wiąże się z koniecznością ponoszenie oprócz kosztów transakcji również kosztu dzierżawy terminala wynoszącego średnio 50 złotych miesięcznie. O ile koszty transakcji nie stanowią obecnie już dużego problemu, ponieważ są coraz niższe, to dla większości mniejszych punktów detalicznych posiadających kasy fiskalne dodatkowy wydatek wynikający z dzierżawy terminala jest barierą nie do przejścia –  ponad 80 proc. polskich detalistów korzystających z kas fiskalnych nie posiada urządzeń do obsługi płatności bezgotówkowych. Na ok. 1,2 mln kas fiskalnych wykorzystywanych przez detalistów przypada zaledwie ok. 200 tys. terminali płatniczych. W naszym rozwiązaniu terminal stanowi integralną część rozwiązania – jest on własnością przedsiębiorcy. Brak potrzeby dzierżawy terminala oznacza w 5-letnim okresie funkcjonowania stanowiska kasowego 2 – 3 tys. zł oszczędności” – powiedział Michał Pawłowski, współzałożyciel iPOS SA, odpowiedzialny za sprzedaż.

Zbliża się obowiązek stosowania tzw. kas on-line i jednocześnie urządzeń umożliwiających akceptację płatności elektronicznych. Przedsiębiorcy wykorzystujący kasoterminale iPOS będą mogli w łatwy sposób dostosować się do zachodzących zmian – w ich wypadku wystarczy jedynie wymiana drukarki fiskalnej, ponieważ system webowy i aplikacja nie są certyfikowane. Oznacza to, że w momencie wejścia zmian w regulacjach, będą oni już dysponowali danymi analitycznymi ze swoich sklepów i będą mogli w łatwy sposób kontynuować pracę, dostosowując tylko jeden z elementów urządzenia do nowych warunków.

iPOS poszerza zakres oferowanych usług i funkcjonalności, zmierzając do zbudowania systemu pozwalającego małym sklepom konkurować z dużymi organizacjami i sieciami handlowymi.