Bartosz Kwiatkowski dołącza do zespołu ds. doradztwa regulacyjnego i rozwiązywania sporów PwC

0

Do zespołu ds. doradztwa regulacyjnego i rozwiązywania sporów w dziale prawno-podatkowym firmy doradczej PwC dołączył Bartosz Kwiatkowski, obejmując stanowisko Public Policy Managera. Będzie odpowiedzialny za wspieranie klientów PwC w zakresie doradztwa regulacyjnego i polityki gospodarczej.

Bartosz Kwiatkowski
Bartosz Kwiatkowski

Bartosz Kwiatkowski ma 10-letnie doświadczenie w doradztwie regulacyjnym w Polsce, współpracował także przy projektach lobbingowych na poziomie Unii Europejskiej. W ostatnich latach prowadził m.in. projekt doradczy związany z realizacją polskiego programu jądrowego, a w przeszłości jego klientami były m.in. firmy reprezentujące branżę samochodową, cementową, farmaceutyczną, odpadową oraz handlową, a także oferujące technologie płatnicze i zgazowania węgla.

„Jednym z istotnych celów PwC jest budowania rozpoznawalnej na polskim rynku praktyki doradztwa regulacyjnego oraz analiz politycznych i ekonomicznych. W tym unikatowym zespole już teraz łączymy wiedzę i doświadczenie prawników, podatkowców i ekonomistów. Dołączenie Bartosza w znaczący sposób poszerza nasze kompetencje o sprawy polityki gospodarczej i komunikację strategiczną” – mówi Tomasz Barańczyk, partner zarządzający działem prawno-podatkowym w PwC.

Bartosz Kwiatkowski jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Stopień MBA uzyskał na Akademii im. Leona Koźmińskiego w Warszawie. Od 2006 do 2015 roku współpracował z CEC Government Relations, gdzie w ostatnim czasie pełnił funkcję doradcy zarządu. W latach 2012-2015 był ekspertem w projekcie Instrument Szybkiego Reagowania PARP. Przed podjęciem pracy w sektorze prywatnym w latach 2004-2005 pracował w Kancelarii Prezydenta RP.

Zespół ds. doradztwa regulacyjnego i rozwiązywania sporów w PwC wspiera klientów PwC w zakresie zmian regulacyjnych, analiz i ocen skutków regulacji, udziału w procesie tworzenia prawa opartego na dowodach (evidence-based policy making), współtworzenia dyskusji publicznej oraz mediacjach i negocjacjach z centralnymi i lokalnymi organami administracji.

Koszty utrzymania mieszkania rosną dwa razy szybciej niż inflacja

Choć przez ostatnie 12 miesięcy GUS informuje nieprzerwanie o deflacji, to przez cały ten czas rosną koszty utrzymania mieszkań. Te drugie w ciągu ostatnich lat wzrosły dwa razy mocniej niż ogólny poziom cen.

Już po raz 12 z rzędu GUS poinformował, że w Polsce mamy do czynienia z deflacją, czyli spadkiem ogólnego poziomu cen. Oczywiście fakt, że mamy do czynienia z deflacją nie znaczy, że wszystko tanieje. W ostatnich 12 miesiącach najmocniej podrożały: łączność (1,4% r/r), restauracje i hotele (1,3% r/r), rekreacja i kultura (1,2% r/r) oraz edukacja (1,1% r/r). Więcej niż przed rokiem trzeba też płacić za dobra i usługi zaliczane do kategorii „zdrowie” (1% r/r) oraz „mieszkanie” (0,7% r/r). W większości przywołanych przypadków wzrosty są niewielkie, ale wyniki te i tak są wyraźnie wyższe niż ogólny wskaźnik deflacji sugerujący przeciętny spadek cen wszystkich dóbr i usług o 0,8% (r/r). Z drugiej strony w czerwcu mniej trzeba było płacić za: transport (o 7,3% r/r, głównie za sprawą taniejących paliw), odzież i obuwie (0 4,8% r/r) oraz żywność, napoje i tytoń (o 1,2% r/r).

Ceny związane z użytkowaniem nieruchomości na tle inflacji

ceny związane z użytkowaniem nieruchomości na tle inflacjiKoniec deflacja przed końcem bieżącego roku

Już niebawem deflacja zmieni się w inflację – wynika z lipcowej projekcja inflacji (NBP). Sugeruje ona, że w całym 2015 roku średni spadek cen będzie na poziomie 0,8%, a w kolejnym inflacja wyniesie już 1,5%.

Ciekawe dane publikuje też cyklicznie Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC), które co miesiąc przygotowuje prognozę dotyczącą możliwych zmian wskaźnika inflacji (obecnie deflacji). Opublikowany przez nich Wskaźnik Przyszłej Inflacji w czerwcu zanotował skromny wzrost. I choć do takiego ruchu doszło po raz trzeci z rzędu, to eksperci biura uważają, że presja na wzrost cen jest niewielka.

Wciąż są to więc prognozy pozytywne z punktu widzenia osób zadłużonych lub tych, które myślą o zaciągnięciu długu. Obie grupy mogą korzystać na rekordowo niskim koszcie kredytu hipotecznego, co skutkuje nie tylko niskim poziomem comiesięcznych rat, ale też wzrostem zdolności kredytowej, a więc kwoty, którą banki są skłonne pożyczyć. Niestety coraz więcej danych każe im przygotować się na stopniowo rosnący koszt kredytu. Z najnowszych prognoz wynika, że na pierwszą od dłuższego czasu podwyżkę stóp procentowych przyjdzie czekać do połowy 2016 roku.

892 zł miesięcznie za mieszkanie

Na koszty utrzymania mieszkania składają się m.in. koszty eksploatacyjne, wywóz śmieci, kanalizacji, energii i wody. Na podstawie tempa wzrostu cen można szacować, że dziś na utrzymanie mieszkania czteroosobowa rodzina wydaje 892 zł. Wynik ten jest identyczny jak przed miesiącem, a w perspektywie ostatnich 12 miesięcy podniósł się o skromne 8,9 zł – niby niewiele, ale w tym samym czasie ogólny poziom cen dóbr i usług spadł. Warto w tym miejscu zauważyć, że w dłuższym terminie koszt utrzymania nieruchomości rośnie przeważnie znacznie szybciej niż inflacja. Na przykład przez ostatnie 5 lat rachunki związane z mieszkaniem wzrosły przeciętnie o ponad 17%, podczas gdy inflacja w tym czasie wyniosła niecałe 8,4%, czyli wzrost ogólnego poziomu cen był ponad dwa razy mniejszy.

Koszt użytkowania nieruchomości na osobę w gospodarstwie domowym

koszt użytkowania nieruchomości na osobę w gospodarstwie domowym
Lion’s Bank

Bartosz Turek, Lions Bank

Polskie kluby piłkarskie coraz lepiej zarządzane

0

Nasze ekstraklasowe kluby piłkarskie zarabiają coraz więcej pieniędzy i systematycznie zmniejszają swoje zadłużenie. W 2014 r. siedem z nich (na 16 możliwych) osiągnęło zyski, a prawie wszystkie zwiększyły przychody – wynika z najnowszego raportu „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu”. W porównaniu z sytuacją sprzed jeszcze kilku lat widać ogromną poprawę.

Raport został opracowany przez firmę doradczą EY i spółkę Ekstraklasa S.A. Znajduje się w nim szczegółowa analiza sytuacji finansowej klubów grających w sezonie 2014/2015 na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce oraz ich osiągnięć sportowych, marketingowych i medialnych. „Nasz raport jest pewnego rodzaju zabawą. Ma głównie walor informacyjny” – mówi serwisowi infoWire.pl Marcin Opiłowski z EY.

Zwycięzcą rankingu biznesowego, który przedstawiono w raporcie, został mistrz Polski – Lech Poznań. Drugie miejsce zajęła Legia Warszawa (wicemistrz kraju), a trzecie – Lechia Gdańsk. Na końcu zestawienia znalazły się Górnik Łęczna, PGE GKS Bełchatów i Zawisza Bydgoszcz. „Ten ranking to podsumowanie ostatniego sezonu w takich obszarach, jak: wynik sportowy, wynik finansowy i kwestie związane z medialnością i marketingiem” – informuje wiceprezes spółki Ekstraklasa S.A. Marcin Animucki.

Lech został uznany również za klub najlepiej zarządzający finansami. Za nim uplasowały się Legia i Cracovia Kraków. Wicemistrz Polski osiągnął natomiast w 2014 r. największe przychody w całej lidze (115 mln zł). Dwa ekstraklasowe kluby miały z kolei w ubiegłym roku wpływy niższe niż w roku 2013. Są to Śląsk Wrocław i Górnik Zabrze. W kategorii marketingu i medialności wygrała wyraźnie Legia przed Lechem i Wisłą Kraków. Ostatnią klasyfikacją braną pod uwagę przy ustalaniu rankingu biznesowego była efektywność sportowa. Tu najlepszy okazał się Lech, który zostawił za plecami Legię i Lechię.

„Z perspektywy naszego raportu sukces odniósł Lech, który w rankingu biznesowym pokonał Legię. Mówić można jednak o sukcesie obu tych klubów […]. Nie są one już drogimi drużynami ze słabą administracją, tylko dużymi organizacjami biznesowymi, które wiedzą, na czym zarabiać pieniądze. A kilka kolejnych klubów aspiruje do tego, aby móc tak o nich powiedzieć” – zauważa Krzysztof Sachs, Partner EY.

Sprawdź: Przychody klubów Ekstraklasy w sezonie 2014/2015

Jeśli chodzi o kwestie biznesowe, w porównaniu z sytuacją sprzed kliku lat polskie ekstraklasowe kluby piłkarskie poprawiły się we wszystkim. Przykładowo uzyskują wyższe przychody, są mniej zadłużone, przyciągają na stadiony i przed telewizory większą liczbę widzów czy też sprzedają w swoich sklepach więcej koszulek. Ciągle jest jednak wiele rzeczy, które należy poprawić – jak np. przyciąganie sponsorów czy zarabianie na tzw. dniu meczowym – a może wtedy sukces biznesowy przerodzi się w sukces sportowy polskich drużyn na arenie międzynarodowej.

Spotkanie klubowe Executive Club 15 września 2015 roku: w siedzibie Google o nowych technologiach.

Już trzecie w tym roku spotkanie klubowe Executive Club będzie poświęcone innowacyjnemu zarządzaniu. Swój głos w debacie pod hasłem: ,,Innowacyjne zarządzanie. Nowe technologie w służbie biznesu” przedstawią reprezentanci spółek, które mogą  poszczycić się bardzo wysokim poziomem zastosowania nowoczesnych rozwiązań technologicznych.

Spotkanie klubowe Executive Club 15 września 2015 roku

Trudno sobie wyobrazić bardziej adekwatne miejsce do dyskusji na temat innowacyjnych technologii niż siedziba polskiego oddziału Google. Spotkanie w warszawskiej siedzibie firmy, usytuowanej w Warsaw Financial Center, otworzy prezentacja, którą przedstawi Magdalena Dziewguć – Head of Google for Work CEE. Do dyskusji na temat nowych technologii zaproszeni zostali: Agnieszka Hryniewicz-Bieniek – Country Director Google Polska, Dariusz Fabiszewski – Dyrektor Generalny Cisco Systems Poland, Adam Leszkiewicz – Prezes Zarządu Grupy Azoty ZAK S.A., Maciej Nuckowski – Dyrektor Działu Usług Global Document Outsourcing w Xerox Polska, prof. dr hab. Piotr Płoszajski – Kierownik Katedry Teorii Zarządzania w Szkole Głównej Handlowej.

Program spotkania klubowego skoncentruje się wokół aspektów jak: szanse i zagrożenia związane z implementacją nowych technologii dla przedsiębiorstw, fenomen serwisów społecznościowych i platform komunikacyjnych w strategii rozwoju przedsiębiorstw, zastosowanie innowacyjnych rozwiązań i jego wpływ na konkurencyjność przedsiębiorstw, prognozowane trendy technologiczne na 2016 rok.

Inicjatywa spotkań klubowych Executive Club jest nieodłącznym elementem strategii organizacji, która w tym roku będzie obchodzić swój jubileusz dziesięciolecia. Executive Club z powodzeniem promuje najlepsze standardy przywództwa i  zrzesza reprezentantów managementu polskich przedsiębiorstw oraz wybitne osobistości świata nauki i polityki. Organizowane przez klub spotkania odbywają się średnio raz na kwartał, a ich tematyka dotyczy najbardziej aktualnych tematów gospodarczych. Ważnym obszarem działalności spółki jest organizacja renomowanych konferencji branżowych oraz European Executive Forum – międzynarodowego summitu dla przywódców politycznych i liderów ze świata biznesu oraz nauki.

Partnerami wydarzenia są: Grupa Azoty, Xerox Polska, Google Polska.

Szefowa FED straszy podwyżką stóp

Sytuacja z Grecją rozwija się bez większych komplikacji. Giełda w Chinach nie budzi już aż takich emocji. Do gry wrócił za to FED. Pojawiła się deklaracja o możliwej podwyżce stóp procentowych jeszcze w tym roku. Czy to możliwy wariant? Obecnie wydaje się niemal nierealny, ale rynki nauczyły nas ostatnimi laty, że wiele rzeczy potencjalnie nierealnych się wydarzyło.

Grecki parlament uchwalił pakiet oszczędnościowy. Poparło go ¾ deputowanych. Na uwagę zasługuje fakt, że z 64 przeciwników porozumienia aż 38 pochodziło z koalicji rządowej. Wedle relacji komentatorów dyskusja poprzedzająca była burzliwa, a wszyscy powtarzali, że bardzo nie chcą, ale w zależności od wersji – muszą lub nie mogą. Cipras przyznał, że porozumienie jest sprzeczne z obietnicami wyborczymi oraz referendum, ale uznał je za konieczne i niemające alternatyw. Co ciekawe były minister finansów Janis Warufakis głosował przeciwko porozumieniu, a obecna wiceminister finansów złożyła rezygnację.

Janet Yellen szefowa FED wyraziła przekonanie, że stopy procentowe mogą wzrosnąć jeszcze w tym roku. Oczywiście gospodarka przyspiesza, bezrobocie spada i w ogóle. Przypominamy, że FED nie podniósł stóp już prawie 10 lat. Od ponad 5 lat są one rekordowo niskie. Nie wykluczony jest scenariusz brytyjski. Jeszcze rok temu mówiło się, że należy bacznie obserwować posiedzenia Banku Anglii, bo lada moment podniosą stopy. Owszem dane makroekonomiczne były przyzwoite, ale państwa te nie żyją w próżni. Liberalne gospodarki anglosaskie lepiej wychodzą z kryzysu, ale ich wymiana handlowa w dużej mierze oparta jest na krajach, które przeżywają poważne spowolnienie. Obecnie do listy problemów dołączają Chiny. Gdyby patrzeć tylko na USA, deklaracja FED jest jak najbardziej prawdopodobna. Ze względu na sytuację na świecie, trzeba jednak spojrzeć na nią ze znacznie większym dystansem. Pamiętajmy, gdy stopy procentowe rosną, waluta się umacnia. USA już ma problem z za mocnym dolarem, co dodatkowo powoduje, że przewidywane podwyżki stóp są mniej realne.

Spełniły się słowa Bronisława Komorowskiego z kampanii prezydenckiej. Na Wyspach Brytyjskich jednak rośnie bezrobocie. Jest to co prawda pierwszy taki wzrost od dwóch lat. Analitycy są zdziwieni takim obrotem sprawy. Wzrost jest minimalny, z 5,5% na 5,6%, ale towarzyszy mu nadal wyraźny brak ludzi do pracy w większości regionów i branż. Nie chodzi tylko o wysoko wykwalifikowany personel, ale również o zwykłych pracowników fizycznych.

Złoto znowu spada. Powodów tej tendencji jest kilka. Po pierwsze cena tego kruszcu wyrażana jest w umacniającej się amerykańskiej walucie. Po drugie inwestorzy nie zignorowali zupełnie deklaracji Janet Yellen o możliwej podwyżce stóp procentowych. Jeżeli na rynku pojawiają się “bezpieczne” instrumenty, dające wyższe stopy zwrotu, surowce tracą. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że potencjalny kryzys w Chinach daje słabsze perspektywy długoterminowe dla tego surowca.

EUR/PLNKomentarz walutowy 16.07.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 16.04.2015 do 16.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem do wybicia była linia na 4,1450. kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1100, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLNKomentarz walutowy 16.07.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 16.04.2015 do 16.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Najbliższym wsparciem dla ruchu spadkowego są ważne minima na 3,9200.

USD/PLNKomentarz walutowy 16.07.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 16.04.2015 do 16.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Korekta przebiła wsparcie na poziomie 3,7300. Kolejnym wsparciem są ważne maksima na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 16.07.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 16.04.2015 do 16.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie kanału na 5,8000.

Maciej Przygórzewski – główny dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Co zyskasz płacąc z góry za mieszkanie w budowie

Czy dostaniemy rabat, jeśli wpłacimy całość za mieszkanie, zamiast dokonywać wpłat według harmonogramu w miarę postępu prac na budowie? Analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl sprawdzili, czy w takim przypadku deweloperzy udzielają upustu i co kupujący mogą zyskać w drodze indywidualnych negocjacji.

Andrzej Przybek, dyrektor sprzedaży Grupy Kapitałowej Euro Styl

W większości realizowanych przez nas inwestycji prowadzimy rachunki powiernicze, co powoduje, że zapłata gotówką za mieszkanie nie ma wpływu na jego ostateczną cenę. Pieniądze wpłacone przez klienta trafiają do banku, a nie do dewelopera. Bank uwalnia środki stopniowo, w zależności od stopnia realizacji projektu. Reasumując, deweloper i tak nie otrzymuje całości płatności z góry, tylko w transzach rozłożonych w czasie do momentu zakończenia budowy.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży Dolcan

Przez 25 lat działalności i zdobytemu w trakcie tych lat doświadczeniu stworzyliśmy stabilną politykę cenową w ramach, której wykorzystujemy różne narzędzia promocyjne. Do każdego klienta podchodzimy indywidualnie, udzielając rabatów nie powielamy schematów.
Zasadniczy wpływ na formę płatności ma zawansowanie budowy. Jeżeli inwestycja jest w trakcie realizacji wówczas klient wpłaca środki zgodnie z harmonogramem, który jest indywidualnie ustalany z klientem. Natomiast, jeżeli projekt jest zakończony klient przed obiorem mieszkania wpłaca całość środków.

Aktualnie mamy klika promocji okresowych. W inwestycji Kamyk Zielony udzielamy rabatu 30 tys. zł na gotowe mieszkania z ogrodem, z kolei na segmenty w Rembertowie dajemy 10 proc. rabatu. Na Ochocie obniżyliśmy cenę gotowych mieszkań do kwoty 7100 zł/m kw., a w inwestycji Miasteczko Rubikon przy zakupie MiniApartamentów powyżej 25 m kw. klienci mają wykończenie mieszkania w cenie zakupu. Nabywcy mieszkań w inwestycji w Częstochowie otrzymują w prezencie miejsce postojowe w garażu podziemnym.

Tomasz Kaleta, dyrektor ds. sprzedaży LC Corp S.A.

Nie ma możliwości wcześniejszej wpłaty, jest to bowiem sprzeczne z zapisami ustawy deweloperskiej, która mówi o tym, że wypłaty dokonywane przez klienta mają odzwierciedlać koszty faktycznie poniesione przez dewelopera w związku z realizacją danej inwestycji.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

Rabaty negocjujemy z klientami indywidualnie i trudno mówić o „średnich” upustach, bez względu na to, czy nabywca płaci od razu całą kwotę gotówką, czy też posiłkuje się kredytem hipotecznym. Mamy elastyczne podejście w ustalaniu harmonogramu wpłat rat za zakup lokum w każdym projekcie.

Ewa Gwiazdowska, dyrektor finansowy w Atlas Estates

W związku ze zmianami legislacyjnymi w ostatnich latach zmniejszyły się możliwości negocjowania rabatu przez nabywców, którzy z góry wpłacają całą kwotę za nowe mieszkanie. Od 2012 roku deweloperzy mają prawny obowiązek stosowania rachunków powierniczych. Co prawda zwiększa to finansowe bezpieczeństwo klienta, ale oznacza też, że deweloper nie może otrzymać całości środków finansowych w początkowej fazie budowy osiedla. Przelewanie kolejnych transz przez bank obsługujący rachunek powierniczy na konto dewelopera jest bowiem uzależnione od postępu prac na budowie. Innymi słowy, dziś deweloperzy z zasady nie mogą skorzystać finansowo na wpłacie przez klienta całej kwoty z góry, są więc mniej skłonni udzielać z tego tytułu rabatów.

W tym kontekście, atrakcyjniejsze są upusty przyznawane nabywcom mieszkań w ramach okresowych promocji, na przykład na samym początku budowy lub na zakończenie projektu inwestycyjnego. Z tą ostatnią sytuacją mamy do czynienia w przypadku oferty „Ostateczna wyprzedaż”, która aktualnie obowiązuje w naszym budynku ConceptHouse Mokotów. Znacznie obniżone ceny za m kw. sprawiają, że łączna wartość rabatu może sięgać w tym przypadku nawet 10 proc. wartości cennikowej lokalu.

Wojciech Stisz, odpowiedzialny za sprzedaż i marketing w Barc Warszawa S.A.

W przypadku wcześniejszej wpłaty za mieszkanie nabywane w inwestycji Tarasy Dionizosa, którą realizujemy na warszawskiej Białołęce, możemy zaproponować klientom upust w wysokości 10 tys. zł.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Jesteśmy elastyczni w negocjacjach z klientami, ale sytuacje w której klienci wpłacają całość za mieszkanie oddawane za rok, czy półtora praktycznie się nie zdarzają.
Rabaty w naszych inwestycjach – gdańskim Wolnym Mieście i warszawskim Hubertusie są ustalane indywidualnie z każdym klientem. Nie możemy tutaj generalizować. Jeżeli klient jest zainteresowany przecenionym mieszkaniem rabat jest minimalny, jeżeli natomiast chce kupić na przykład 3 mieszkania, może liczyć na większy upust.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

Klienci, którzy nabywają lokale za gotówkę, chcąc bezpiecznie ulokować oszczędności w celu osiągnięcia zysku, mogą obecnie skorzystać z 15 procentowego rabatu w ramach promocji, która obejmuje wybrane mieszkania we wszystkich naszych inwestycjach. Zdarza się, że klient negocjuje cenę zakupu mieszkania i uzyskuje upust, ale są to indywidualne przypadki, a gotowość zapłaty z góry nie jest wtedy jedynym argumentem w negocjacjach.

Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom S.A.

Zgodnie z ustawą deweloperską nasze inwestycję mieszkaniowe są chronione rachunkiem powierniczym. Środki klientów trafiają najpierw na rachunek powierniczy banku, a nie na rachunek spółki, na który są wypłacane transzami po zrealizowaniu poszczególnych etapów przedsięwzięcia. Zapłata całej kwoty z góry nie skraca terminu przekazania środków z banku do spółki. Skutkowałoby to tylko tym, że środki klienta leżałyby dłużej w banku.
Zatem deweloper nie ma żadnych korzyści z zapłaty z góry, ponieważ tych pieniędzy i tak nie otrzymuje. Tym samym niestety nie mamy podstawy do przyznawania z tego tytułu upustów. Inaczej jest w przypadku sprzedaży domów w naszych inwestycjach, gdzie zapłata z góry jak najbardziej jest podstawą do negocjowania warunków i uzyskania korzystniejszej ceny.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Wszystkie nasze inwestycje mają zapewnione finansowanie. Ze względu na bezpieczeństwo naszych klientów, pieniądze przez nich wpłacane trafiają na rachunek powierniczy, z którego bank według harmonogramu pobiera określoną kwotę. Kwestia rabatów ustalana jest indywidualnie w drodze negocjacji.

Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest

Po wejściu w życie ustawy deweloperskiej, a w ślad za nią rachunków powierniczych, kwestia dokonania wcześniejszej wpłaty przez klientów jest sprawą dość skomplikowaną. Według przepisów obowiązujących od 2012 roku, pieniądze z rachunku powierniczego, deweloper otrzymuje po zakończeniu kolejnego etapu prac budowlanych. Tak więc klient może dokonać wcześniejszej wpłaty, przedpłacając niewykonane jeszcze etapy prac, ale deweloper uzyska te pieniądze dopiero po wykonaniu danych etapów realizacji inwestycji.

W przypadku nieruchomości przekazanych do użytkowania sytuacja wygląda inaczej. Nie obowiązują przepisy ustawy deweloperskiej, ale mieszkanie jest już gotowe, a harmonogram realizacji inwestycji wykonany. W inwestycjach zrealizowanych udzielamy rabatów w wysokości ustalanej indywidualnie z klientem. Gotowe mieszkania mamy w sprzedaży na warszawskiej Pradze Południe i na Bemowie.

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Polski Prąd inwestuje w sprzedaż paneli słonecznych

Paweł Owczarski

Według ostatniego raportu New Energy Outlook, przygotowanego przez Bloomberg New Energy Finance, energia słoneczna stanie się tak tania, że wyprzedzi paliwa kopalne. Dzięki spadkowi cen samych paneli fotowoltaicznych w ciągu następnych 25 lat ten rodzaj odnawialnych źródeł energii być może prześcignie węgiel. Stąd już dziś producenci i dystrybutorzy prądu poświęcają temu zagadnieniu szczególną uwagę.

Jak przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Owczarski, prezes zarządu firmy Polski Prąd SA, istnieje ogromne zainteresowanie fotowoltaiką, zarówno wśród klientów indywidualnych, jak i przedsiębiorców.

Rozpoczęliśmy sprzedaż tego typu instalacji w ostatnich miesiącach – mówi Paweł Owczarski. – Klienci są świadomi tego, że fotowoltaika jest ekonomicznie opłacalna i korzystna dla naszej planety – wyjaśnia.

Wzrost zainteresowania panelami słonecznymi wynika przede wszystkim ze względów ekonomicznych. Jak wynika z raportu BNEF, spadek cen samych instalacji doprowadzi do tego, że będzie to najtańsze źródło produkcji energii. Już w ciągu najbliższych dziesięciu lat wielkopowierzchniowe farmy fotowoltaiczne będą sporą konkurencją dla tradycyjnych elektrowni, a w ciągu następnych 25 lat koszty ich produkcji i utrzymania mają spaść aż o połowę. Do 2040 roku natomiast fotowoltaika będzie stanowić jedną trzecią rynku wytwarzania energii.

Jak przypomina Paweł Owczarski, trzeba pamiętać o tym, że z tego powodu coraz więcej gospodarstw i firm będzie wytwarzać prąd samodzielnie.

Z racji tego, że klient wyprodukuje sobie część energii z własnego źródła, wolumen energii dostarczonej przez nas spadnie. Można zatem powiedzieć, że nasze przychody też spadną – wyjaśnia prezes Polskiego Prądu. – Ale z drugiej strony, po pierwsze, umożliwiamy zbudowanie długoterminowej relacji z klientem. Ten będzie potrzebował pomocy przy utrzymaniu i serwisowaniu instalacji. Jesteśmy przekonani, że będziemy w stanie zrobić dobry biznes i na tym zarobić.

Plany spółki są odpowiedzią na zmieniający się rynek, zarówno w Polsce, jak i w Europie.

Myślę, że są dwa trendy, które w nas uderzą w ciągu najbliższych lat. Pierwszy z nich to spadające hurtowe ceny energii. Polska zwiększy portfel energii odnawialnej, a jednocześnie zwiększy przepustowość konektorów transgranicznych, dlatego zostaniemy wystawieni na import tańszej energii z Niemiec i Czech – wymienia Paweł Owczarski. – I to jest oczywiście wyzwanie dla sprzedawców energii elektrycznej, bo spadające ceny, to też niższe marże – dodaje.

W pierwszym kwartale br. w Polsce wybudowano instalacje fotowoltaiczne o mocy 12,7 MW. W 2014 roku moc paneli słonecznych w naszym kraju przekroczyła 23 MW. W 2013 roku było to tylko 2 MW. Według prognoz Instytutu Energetyki Odnawialnej w całym 2015 roku ilość sprzedanych paneli słonecznych umożliwi wytworzenie 100 MW.

Ustawa o odnawialnych źródłach energii, obowiązująca od początku maja, wprowadziła w naszym kraju możliwość wytwarzania energii w domowych instalacjach o niewielkiej mocy. Od przyszłego roku natomiast elektrownie będą miały obowiązek odbierać nadwyżki wyprodukowane przez przydomowe instalacje.

Według statystyk, przeciętne polskie gospodarstwo domowe będzie w stanie wytworzyć ok. 1000 kWh rocznie za dużo. Stawki za sprzedaną energię są określone przez ustawę o OZE i wynoszą w przypadku instalacji o mocy do 3 kW 75 groszy za kilowatogodzinę, a do 10 kW 65 groszy za kilowatogodzinę. W czerwcu jednak rząd zgłosił projekt nowelizacji ustawy. Ministerstwo Gospodarki chce wprowadzić minimalną i maksymalną kwotę wsparcia, a te mogą się znacznie różnić od obecnych stawek.

Reputacja w Internecie – dlaczego recenzja hoteli ma znaczenie?

Z rankingu Global Review Index (GRI), będącego częścią raportu PwC „Reputacja w Internecie. Dlaczego recenzja hoteli ma znaczenie i jak hotele się z tym mierzą” wynika, że użytkownicy Internetu najlepiej oceniają hotele w regionie Europy Wschodniej, choć to Cape Town zajmuje pierwsze miejsce w tym zestawieniu. Warszawa znalazła się na 7. pozycji.

Global Review Index jest zestawieniem ocen klientów zebranych ze 142 agencji podróży on-line i stron internetowych, na których zamieszczane są recenzje hoteli. Dane dotyczą okresu marzec 2014 – luty 2015 i hoteli 3-, 4- oraz 5-gwiazdkowych w 48 miastach (ponad 11 tysięcy obiektów), zgrupowanych w cztery regiony: Europa Środkowa i Zachodnia, Europa Wschodnia, Środkowy Wschód i Afryka oraz Indie.

W czołówce najlepiej ocenianych miast pod względem jakości hoteli nie znajdziemy wielu popularnych turystycznych destynacji. Za to aż 4 miasta z Europy Wschodniej znajdują się w pierwszej dziesiątce tego zestawienia (Wilno, Praga, Warszawa, Ryga). W podziale na regiony to właśnie hotele z Europy Wschodniej wypadają najlepiej (81,5%), na kolejnej pozycji znajduje się Środkowy Wschód i Afryka (80%), a dopiero później Europa Zachodnia (79,4%) i Indie (76,1%).

Global Review Index – pierwsze 10 pozycji

Pozycja w rankingu

Miasto

Ocena

1

Cape Town

86,0%

2

Wilno

84,6%

3

Johannesburg

84,2%

4

Edynburg

83,7%

5

Marrakesz

83,5%

6

Praga

83,4%

7

Warszawa

83,0%

8

Lizbona

82,7%

9

Ryga

82,6%

10

Abu Dhabi

82,3%

Czystość i położenie to jedne z najmocniejszych stron ocenionych hoteli, zaś pokoje i cena wypadają zdecydowanie najsłabiej.

Polacy słyną z gościnności, która stała się przysłowiowa, więc wysoka pozycja Warszawy nie jest zaskoczeniem. Ponadto znani jesteśmy ze świetnej kuchni, a zaplecze gastronomiczne hoteli jest bardzo istotne dla wielu gości” – mówi Ewa Biernacik, menedżer ds. zakupów w PwC. „W porównaniu z krajami Europy Zachodniej mamy stabilniejszą kadrę. W miastach takich jak Londyn, Oslo czy Berlin rotacja personelu jest ogromna, czego konsekwencją jest spadek jakości usług. Od zagranicznych gości coraz częściej słyszymy pochlebne opinie na temat obiektów hotelowych w Warszawie i wszystko wskazuje na to, że ten trend się utrzyma” – dodaje Biernacik.

Jak dowodzą autorzy raportu PwC menedżerowie hoteli zdają sobie sprawę ze znaczenia ocen wystawianych ich hotelom przez internautów i coraz częściej wykorzystują te informacje, aby poprawić swój serwis.

Polskie firmy nie wykorzystują potencjału pracowników w wieku 55+

Polska znalazła się na 30. miejscu wśród przebadanych 34 krajów OECD w rankingu PwC „Golden Age Index”, oceniającym poziom wykorzystania potencjału osób w wieku 55+ w pracy. Gdyby stopa zatrudnienia osób 55+ w Polsce była taka jak w Szwecji, PKB mogłoby wzrosnąć od ok. 4% do nawet ok. 8%, szacują eksperci PwC.

Ranking „Golden Age Index” obejmuje wszystkie 34 kraje z grupy OECD, oceniając je na podstawie 7 kluczowych wskaźników, m.in. liczby zatrudnionych osób w wieku powyżej 55 lat, ich zarobków, udziału w szkoleniach czy liczby umów na część etatu.

Na pierwszym miejscu rankingu niezmiennie od 2003 roku znajduje się Islandia. Kolejne pozycje zajmują Nowa Zelandia i Szwecja. Polska plasuje się na 30. miejscu (w poprzedniej edycji rankingu z 2007 r. była na 33.).

Miejsce w rankingu

Kraj

2003

2007

2013

1

1

1

Islandia

9

9

2

Nowa Zelandia

3

4

3

Szwecja

12

11

4

Izrael

2

7

5

Norwegia

14

13

6

Chile

4

5

7

Stany Zjednoczone

6

6

8

Korea Płd.

5

3

9

Japonia

13

8

10

Estonia

26

33

30

Polska

Autorzy raportu PwC zwracają uwagę, że właściwa aktywizacja zawodowa osób w wieku 55+ ma znaczenie nie tylko w wymiarze korzyści biznesowych dla danej firmy, ale także ekonomicznym dla całego kraju.

Stopa zatrudnienia w grupie wiekowej 55+ w Polsce wynosi obecnie ok. 23%, podczas gdy w Szwecji, która ze wszystkich krajów UE jest najwyżej w rankingu Golden Age Index, wskaźnik ten kształtuje się na poziomie 34%. Należy pamiętać, że aktywna zawodowo grupa osób starszych ma bezpośredni wpływ na wartość PKB. Według szacunków PwC, gdyby stopa zatrudnienia osób 55+ w Polsce była taka jak w Szwecji, nasze PKB – w zależności od produktywności tej grupy wiekowej – mogłoby wzrosnąć od ok. 4% do nawet ok. 8% – twierdzi Mateusz Walewski, starszy ekonomista PwC.

Firmy w Polsce rzadko posiadają przemyślane, wieloletnie strategie zatrudnienia, które określałyby kluczowe kompetencje niezbędne do rozwoju biznesu w przyszłości. Niewiele przedsiębiorstw zadaje sobie również pytanie o strukturę demograficzną swoich zespołów w horyzoncie kilkuletnim i pod jej kątem planuje programy rozwojowe” – zwraca uwagę Katarzyna Sowińska-Bonder, menedżer w dziale doradztwa biznesowego PwC.

W efekcie braku wieloletniej strategii zatrudnienia organizacje wpadają w dwie pułapki:

  • nie kształcą pracowników pod kątem przyszłościowych potrzeb, więc pozwalają na stopniową degradację kompetencji pracowników 55+
  • jeśli szkolą to nieefektywnie, nie dostosowując metod ani narzędzi do potrzeb pokoleń 55+

Aby zwiększyć w Polsce wykorzystanie pracowników 55+, należy podchodzić długofalowo do rozwoju kluczowych kompetencji w organizacji oraz dostosowywać programy rozwoju i szkoleń do schematów uczenia się osób dorosłych” – dodaje Sowińska-Bonder.

 

Ebury Polska chce pozyskać klientów wśród polskich małych i średnich firm handlujących z zagranicą

0

Jakub Makurat

Ebury Polska liczy na zdobycie nawet kilkudziesięciu tysięcy klientów wśród małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Firma zajmująca się rozliczaniem transakcji w walutach obcych ocenia nasz kraj jako bardzo perspektywiczny i chce z niego osiągać kilka procent przychodów w skali globalnej. Potencjał tkwi w rosnącym handlu zagranicznym polskich firm.

Głównym odbiorcą naszych usług będą małe i średnie firmy. To jest dla nas najistotniejsze, żeby ofertę kierować właśnie do tych przedsiębiorstw. Rynek małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce jest najbardziej dynamiczną częścią gospodarki. Oceniamy, że jest kilkadziesiąt, a nawet sto tysięcy przedsiębiorstw, z którymi chcielibyśmy porozmawiać o zabezpieczeniu ryzyka kursowego – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Makurat, dyrektor generalny Ebury Polska.

Ebury jest światowym koncernem, który dopiero wchodzi do Polski. Zajmuje się głównie rozliczaniem i zabezpieczeniem transakcji walutowych małych i średnich przedsiębiorstw. Oferuje m.in. wiele rozwiązań opartych o transakcje terminowe, co redukuje ryzyko wahań kursowych. W swojej ofercie ma 140 walut.

Firma ocenia Polskę jako bardzo perspektywiczny rynek, ponieważ przedsiębiorstwa z naszego kraju coraz częściej handlują z zagranicznymi kontrahentami. Z uwagi na zdobywanie nowych rynków transakcje te coraz częściej nie są rozliczane w euro czy dolarach, lecz w bardziej egzotycznych i mniej stabilnych walutach.

Grupa rozwija się dosyć dynamicznie, ale polski rynek wydaje się jednym z najbardziej ciekawych przede wszystkim dlatego, że polscy importerzy i eksporterzy coraz bardziej wychodzą w świat, są coraz bardziej odważni we wkraczaniu na nowe rynki i chcemy im ten rozwój umożliwić i przyspieszyć – mówi Makurat.

Dodaje, że w początkowym okresie rozwoju firmy w Polsce kilka procent przychodów całej Grupy Ebury ma pochodzić z naszego kraju.

Makurat podkreśla, że spółka cały czas inwestuje w rozwój nowych produktów. Według niego to podstawa sukcesu na rynku finansowym.

To są na pewno miliony euro rocznie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że na rynku finansów bez innowacji niewiele można zrobić w obecnym świecie – mówi Makurat.

Już teraz spółka oferuje innowacyjne produkty. Jednym z nich jest możliwość zawierania kontraktów terminowych. Dzięki umowie z Ebury przedsiębiorca ma gwarancję, że należność otrzymana od zagranicznego kontrahenta lub zapłata dla niego zostanie rozliczona po przewidywalnym kursie.

To pozwala ograniczyć ryzyko związane ze zmianami kursów walut. Korzystają na tym szczególnie firmy handlujące ze spółkami z Nigerii, Tajlandii czy Meksykiem. Wszystkie te waluty notują w ostatnich miesiącach dużą zmienność wobec dolara.

U nas można zrobić tego typu operacje, zabezpieczyć ten kurs, umówić się, że rozliczenie nastąpi przy pewnym poziomie kursowym i nie będzie on podlegał wahaniom – mówi Makurat.

M. Jasiewicz (Grupa Recykl): Pierwsza dywidenda już w połowie 2017 roku. Do inwestorów trafi 20-25 proc. zysku

0

Maciej Jasiewicz, prezes zarządu Recykl Organizacja Odzysku i wiceprezes Grupy Recykl

Według planów notowanej na rynku NewConnect Grupy Recykl wypłata dywidendy nastąpi już w połowie 2017 roku. Wcześniej, bo już na początku przyszłego roku, poznamy szczegółowe plany dotyczące przejęcia jednego z producentów wyrobów gumowych. Finalizacja procesu akwizycji ma nastąpić w ciągu kilkunastu miesięcy. Według informacji zarządu przejmowanym podmiotem może zostać m.in. jeden z dotychczasowych kontrahentów grupy. Wartość transakcji ma wynieść ok. do 6-7 mln zł.

Obecnie oprócz tego, że zbieramy sami opony, przerabiamy je, robimy granulaty, które są wykorzystywane przez producentów, nie robimy jeszcze wyrobów gotowych. Jest to jedyna rzecz, której nam brakuje w całym łańcuchu naszej strategii – tłumaczy Maciej Jasiewicz, prezes zarządu Recykl Organizacja Odzysku i wiceprezes Grupy Recykl.

Obecnie zarząd spółki dogłębnie analizuje wszystkie możliwe formy finansowania transakcji. W grę wchodzi zaciągnięcie kredytu lub emisja nowych akcji. Ostateczną decyzję poznamy już w pierwszym kwartale przyszłego roku.

Spółki, o których mówię, to podmioty działające na polskim rynku już od kilku lat, które cały czas rozszerzają swoją linię produktową. Gama tych produktów jest dostępna w całej Europie i właśnie z takim podmiotem chcielibyśmy się związać na najbliższe lata – mówi prezes Jasiewicz.

Szacunkowa wartość planowanego przejęcia nie powinna przekroczyć ok. 6-7 milionów zł. Na podobną kwotę opiewała transakcja kupna spółki ABC Recykling, która została sfinalizowana przez Grupę Recykl SA pod koniec 2013 roku. Dokonana akwizycja pozwoliła na skokowe zwiększenie przychodów spółki. W raporcie finansowym za 2014 rok Grupa wykazała 30,2 mln zł przychodów ze sprzedaży. Wzrost w stosunku do poprzedniego roku wyniósł ponad 50 proc. Z kolei zysk netto wyniósł 1,22 mln zł, czyli o 280 proc. więcej w skali roku.

Grupa Recykl jest największym podmiotem zajmującym się recyklingiem opon na polskim rynku. Obecnie przerabiamy ponad 60 tys. opon rocznie – informuje Maciej Jasiewicz.

Spółka ma łącznie trzy zakłady produkcyjne – w Śremie, na terenie cementowni Chełm oraz w Krośnie Odrzańskim, należący przed przejęciem do PGE Energia Odnawialna i działający pod szyldem ABC Recykling.

Wspomniane przejęcie z całą pewnością pozwoli nam zwiększyć skalę działalności, zarówno w zakresie wzrostu przychodów, jak i rentowności, gdyż potencjalnie sprzedaż wyrobów gotowych jest wysokomarżowym segmentem naszego biznesu. Natomiast tempo tego wzrostu uzależnione będzie od wielkości przejmowanych udziałów oraz szczegółów technicznych związanych z procesem akwizycji – mówi wiceprezes giełdowej spółki.

Pierwsze efekty akwizycji powinny być widoczne już w skonsolidowanym raporcie finansowym spółki za drugie półrocze 2016 roku. Jak mówi przedstawiciel notowanej na NewConnect Grupy Recykl SA, transakcja otworzy również drogę do skompletowania całego łańcucha produkcji, począwszy od zbiórki i przerobu zużytych opon, aż po wytworzenie gotowych wyrobów.

Oferujemy trzy podstawowe rodzaje produktów: paliwo alternatywne dla cementowni, granulat SBR, wykorzystywany przez producentów wyrobów gotowych oraz na potrzeby budowy boisk sportowych, a także drut stalowy – wylicza Maciej Jasiewicz, pytany o perspektywy wzrostu dla głównych segmentów działalności spółki.

Wiceprezes Grupy Recykl SA prognozuje, że w zakresie produkcji paliw dla cementowni wielkość sprzedaży może wzrosnąć nawet dwukrotnie. Z kolei w przypadku drutu stalowego ograniczeniem są jedynie moce produkcyjne spółki, a dynamika przychodów w tym segmencie wykaże w tym roku ok. 10-proc. wzrost.

W planach spółki jest również przejście na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Do tej pory plany komplikowała sytuacja ekonomiczna Grupy i brak odpowiedniej kapitalizacji.

Zakładamy, że po przejęciu producenta wyrobów gotowych będziemy już w stanie tego skoku dokonać. Chcielibyśmy również, żeby odbyło się to w ciągu najbliższych 2-3 lat – mówi prezes Jasiewicz.

Wewnętrzne analizy Grupy Recykl zakładają możliwość podzielenia się z inwestorami zyskiem za 2016 rok. Oznacza to, że już za dwa lata udziałowcy otrzymają pierwszą w historii spółki dywidendę. Rekomendacja zarządu będzie przewidywać wypłatę ok. 20-25 proc. osiągniętego zysku netto.

Polska powyżej unijnej średniej pod względem dostępności do internetu mobilnego. Korzysta z niego 6 mln Polaków

Dawid Piekarz, rzecznik prasowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej

Wartość rynku internetowego w ubiegłym roku wzrosła o 11,5 proc. – wynika z raportu UKE. Coraz więcej osób wybiera internet mobilny. Tylko za pośrednictwem modemów, kluczy i kart z dostępu mobilnego korzysta już blisko 6 mln użytkowników. Pod względem dostępności do sieci mobilnej Polska jest w czołówce państw unijnych. W kraju odsetek ten przekracza 80 proc. i jest o 14 pkt proc. wyższy niż unijna średnia.

Ponad 7 mln abonentów korzysta z internetu stacjonarnego, prawie 6 mln korzysta z internetu mobilnego i co warto podkreślić, pod względem dostępności internetu mobilnego jesteśmy na piątym miejscu w Europie, czyli dwa miejsca wyżej niż rok wcześniej. Ponad 80 proc. populacji ma dostęp do internetu mobilnego, w Unii Europejskiej ten wskaźnik kształtuje się na poziomie około 67 proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dawid Piekarz, rzecznik prasowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Z raportu UKE wynika, że dostęp do sieci ma już 90 proc. gospodarstw domowych. Ubiegłoroczny wynik jest lepszy o 7 pkt proc. od sytuacji z 2013 roku. Najczęściej użytkownicy korzystają z dostępu do sieci o przepustowości 2-10 Mbps (45 proc.).

Ponad 1/5 przyłączy internetowych to szybki stacjonarny internet między 30 a 100 Mbps, który pozwala na korzystanie z bardzo zaawansowanych usług wymagających internetu o dużej przepustowości, a to tak naprawdę w znacznym stopniu przybliża nas do celów wyznaczanych przez Agendę Cyfrową – mówi Dawid Piekarz.

W ubiegłym roku wartość rynku internetowego wzrosła o 11,5 proc. i przekroczyła 5 mld zł. Dane UKE wskazują, że ceny internetu – zarówno stacjonarnego, jak i mobilnego – są w Polsce zbliżone do średniej europejskiej lub od niej niższe.

To wynika z bardzo dużej konkurencyjności naszego rynku – mówi rzecznik UKE. – Operatorzy, rywalizując ze sobą, obniżają ceny, co czyni usługi internetowe z roku na rok coraz tańszymi i coraz bardziej dostępnymi dla przeciętnego obywatela.

Cały rynek telekomunikacyjny w ubiegłym roku był wart 39,2 mld zł. Jego wartość spadła rok do roku o 2,6 proc., na co największy wpływ miał wzrost konkurencyjności rynku – z jednej strony abonenci więcej dzwonią i częściej korzystają z internetu, z drugiej strony operatorzy obniżają ceny, co wpływa na ich przychody.

Przeciętny przychód z jednego abonenta w przypadku usług dostępu do internetu to w 2014 roku 32,90 zł, a więc o 2,24 zł mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie wzrosła długość prowadzonych rozmów i o ponad 100 proc. wzrosła liczba danych przesyłanych przez internet w sieciach mobilnych. To pokazuje, że pomimo korzystania z coraz większej liczby usług czy coraz większej intensywności korzystania z tych usług ze względu na bardzo konkurencyjny rynek spadają ich ceny, a to oznacza, że za te usługi płacimy mniej – mówi Dawid Piekarz.

Największy spadek – o 12,7 proc. – odnotował segment telefonii stacjonarnej. Zmalała też liczba jej klientów.

Z kolei przychody telefonii mobilnej to 45 proc. wartości całego rynku telekomunikacyjnego – mówi Piekarz. – W 2014 roku operatorzy mieli zarejestrowanych w swoich bazach prawie 58 mln kart SIM, czyli przeciętny Polak ma 1,5 karty SIM, której używa do różnych usług. To oznacza 150-proc. penetrację rynku, a więc bardzo wysoką.

Największą część przychodów generują użytkownicy post-paid, czyli korzystający z usług abonamentowych, wciąż jednak dominują klienci pre-paid, czyli korzystający z usług na kartę (54 proc. rynku). W ubiegłym roku rekordowo dużo osób zdecydowało się na zmianę operatora – 1,8 mln klientów (o blisko 17 proc. więcej niż rok wcześniej).

Coraz większy segment rynku stanowią usługi wiązane, które w ubiegłym roku wygenerowały blisko 2 mld zł przychodów. Korzysta z nich już ponad 4 mln Polaków. Najpopularniejszy pakiet to internet stacjonarny z telewizją.

Optymistyczne prognozy NBP dla Polski. Deflacja napędzi konsumpcję, a ta wzrost gospodarczy

Jacek Kotłowski, wicedyrektor Instytutu Ekonomicznego NBP

Coraz lepsza sytuacja na rynku pracy, niskie ceny oraz rosnąca dynamika inwestycji przedsiębiorców napędzą wzrost polskiego PKB. NBP szacuje, że gospodarka wzrośnie w tym roku o 3,6 proc., a w kolejnych dwóch latach tempo będzie zbliżone. Bank prognozuje także spadek bezrobocia, powrót inflacji przed końcem tego roku oraz stopniowe umacnianie złotego.

Polska gospodarka znajduje się w fazie ożywienia. Spodziewamy się, że w tym roku i w kolejnych dwóch latach tempo wzrostu będzie stosunkowo wysokie, zwłaszcza w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej. W tym roku będzie to 3,6 proc., a w kolejnych dwóch latach 3,4  proc. i 3,6 proc. – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Kotłowski, wicedyrektor Instytutu Ekonomicznego NBP. – Myślę, że jest to scenariusz ostrożnie umiarkowany.

Wzrost PKB będzie wynikał przede wszystkim ze zwiększenia popytu wewnętrznego, a szczególnie poziomu konsumpcji gospodarstw domowych. Jak podkreśla Kotłowski, będzie on rósł z uwagi na coraz lepszą sytuację na rynku pracy oraz utrzymujący się niski poziom cen. Drugim czynnikiem gwarantującym wzrost PKB jest wysoka dynamika inwestycji przedsiębiorców.

Poza utrzymującym się na poziomie 3,4-3,6 proc. rocznie wzrostem PKB bank centralny prognozuje także dalszy spadek bezrobocia. Jak przyznaje Kotłowski, powodem są dwa czynniki: z jednej strony coraz większa liczba osób pracujących, z drugiej strony spadek aktywności zawodowej. Stopa bezrobocia odnosi się bowiem tylko do osób, które szukają i nie mogą znaleźć pracy, nie obejmuje zaś osób, które w ogóle zrezygnowały z jej poszukiwania.

Właściwie już od paru kwartałów obserwujemy, że przedsiębiorstwa dużo chętniej zatrudniają pracowników – przypomina Kotłowski.

W ocenie NBP jeszcze przed końcem tego roku powinna zakończyć się deflacja, a ceny znów powinny rosnąć. Inflacja ma powrócić mimo presji związanej z niskimi cenami paliw oraz deflacją w Europie Zachodniej. Jak zwraca uwagę Kotłowski, dopóki towary tanieją na Zachodzie, dopóty w Polsce nie są możliwe podwyżki ich cen.

Bardzo duża część dóbr importowanych jest tania dlatego, że ich ceny w strefie euro są niskie, a kurs złotego w horyzoncie ostatnich kilku kwartałów jest relatywnie stabilny – tłumaczy Kotłowski. Dodaje: – Mamy niską dynamikę cen, co będzie podnosiło dochody gospodarstw domowych w ujęciu realnym i stwarzało im możliwości wydawania więcej na inne kategorie niż żywność i energia. Spodziewamy się również spadku stopy bezrobocia. Dla konsumentów to scenariusz optymistyczny.

Prognoza NBP mówi też o stopniowym umacnianiu się złotego. Bank centralny nie przewiduje kursów poszczególnych par walut, zamiast tego ocenia tzw. efektywny kurs walutowy. Wskaźnik ten uwzględnia kurs najpopularniejszych walut (m.in. euro i dolara) i jest korygowany inflacją.

Realny efektywny kurs walutowy w horyzoncie naszej projekcji stopniowo się aprecjonuje, co wynika z tego, że gospodarka polska przechodzi proces realnej konwergencji, czyli stopniowo zbliża się poziomem rozwoju do gospodarek rozwiniętych – tłumaczy Kotłowski.

Ekspert podkreśla, że prognozy dla Polski są szczególnie dobre na tle całej UE i regionu. Zaznacza jednak, że trudno odnosić się do całej UE lub strefy euro, bo są w niej bardzo różnorodne kraje: od dobrze radzących sobie Niemiec, przez skutecznie odbijające się Włochy i Hiszpanię, po znajdujące się w najsłabszej kondycji Portugalię i Grecję.

Coraz trudniejszy dostęp do inżynierów. Akcje edukacyjne mają zachęcać najmłodszych do nauk ścisłych

Robert Firmhofer, dyrektor Centrum Nauki Kopernik

Rosnące zapotrzebowanie na surowce oraz rozwój nowych technologii i źródeł energii sprawiają, że energetyka jest perspektywiczną branżą na rynku pracy. Eksperci ostrzegają jednak, że dostęp do wykwalifikowanej kadry inżynierów jest coraz trudniejszy. Poprawić zasoby kadrowe mają akcje edukacyjne, zresztą już prowadzone wśród najmłodszych, które mają zachęcać do nauk ścisłych. 

W tej chwili powstaje nieprawdopodobnie dużo nowych miejsc pracy w branżach związanych z naukami przyrodniczymi, niekoniecznie w nauce, ale właśnie przemyśle. Często brakuje jednak informacji na temat tego, jak fascynująca i ciekawa jest to praca oraz czym w ogóle jest dzisiaj praca inżyniera. A ta się diametralnie różni od pracy inżyniera sprzed 30 czy 40 lat – mówi Robert Firmhofer, dyrektor Centrum Nauki Kopernik.

Popularyzowanie wiedzy na temat energetyki, zwłaszcza na temat skroplonego gazu ziemnego (LNG), to zadanie, które postawiła przed sobą spółka Polskie LNG, odpowiedzialna za budowę terminalu LNG w Świnoujściu. Firma od dwóch lat współpracuje w tym zakresie z Centrum Nauki Kopernik, prowadząc różne akcje edukacyjne kierowane również do najmłodszych.

Energetyka jest bardzo perspektywiczną dziedziną i jej znaczenie będzie rosło. Z kolei LNG będzie odgrywał coraz ważniejszą rolę w światowym miksie energetycznym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Kryczka z Polskiego LNG. – Dlatego właśnie zależy nam na przekazywaniu wiedzy na temat rynku gazu, rynku LNG. Chcemy, by jak najwięcej Polaków dowiedziało się, czym tak naprawdę jest LNG, na czym polega regazyfikacja [zmiana gazu skroplonego w lotny – red.]. W końcu z gazem większość z nas spotyka się na co dzień. Warto zatem wiedzieć skąd on się bierze i jakie ma dodatkowe zastosowania.

Część problemu związanego z brakiem zainteresowania naukami przyrodniczymi i ścisłymi wiąże się ze sposobem, w jaki uczymy przyrody i matematyki. Trochę uczymy ich jak religii, czyli tłumaczymy coś na wiarę, rzadko zaś pokazujemy jako dziedzinę, która pozwala na dużo twórczości i kreatywności. To jest coś, czemu można oczywiście zaradzać – mówi Robert Firmhofer.

Współpraca firm z instytucjami naukowymi pozwala młodym poznać potencjał nauk ścisłych, często poprzez praktykę.

Polskie LNG jest partnerem laboratorium fizycznego w Centrum Nauki Kopernik. Warszawskie laboratorium edukacyjne odwiedza rocznie około 10 tys. uczniów z całej Polski. Tam z bliska prezentowane są badania z wykorzystaniem profesjonalnych urządzeń pomiarowych. Zainteresowanie jest bardzo duże.

W laboratorium zorganizowaliśmy specjalne pokazy, podczas których uczniowie mogli dowiedzieć się, na czym polega proces regazyfikacji. Mogą z bliska poznać procesy, które tam zachodzą. W ciągu 6 miesięcy w tych spotkaniach wzięło udział ponad 2 tys. osób. W zorganizowanych w tamtym roku wspólnie z Centrum Nauki Kopernik dniach „Fizyka na zimno” wzięło udział ponad 6 tys. osób. Uczestnicy dowiedzieli się, czym jest skroplony gaz ziemny – mówi Dariusz Kryczka.

Najważniejszym eksperymentem, który wykonywaliśmy w laboratorium, było pokazanie, że gaz przy przejściu z fazy lotnej do ciekłej drastycznie zmniejsza swoją obecność – tłumaczy Jacek Błoniarz-Łuczak z Centrum Nauki Kopernik. – Eksperyment miał pokazać, jak istotna jest ta cecha z punktu widzenia dywersyfikacji dostaw gazu. Przykładowo jeden metanowiec wypełniony ciekłym gazem ziemnym potrafił przetransportować tyle tej substancji, że gdybyśmy ją z powrotem ulotnili, to potrzebnych do jej przewiezienia byłoby aż sześćset takich statków – wyjaśnia naukowiec.

Prognozy mówią, że znaczenie LNG w miksie energetycznym będzie coraz większe. Do tej pory na terenie Świnoujścia wybudowano dwa zbiorniki, które pozwolą przyjmować nawet do 5 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Na początku kwietnia br. została podpisana umowa na opracowanie Studium Wykonalności w zakresie budowy trzeciego zbiornika na terenie powstającego terminalu w Świnoujściu, który zwiększyłby możliwości regazyfikacyjne nawet do 7,5 mld metrów sześciennych rocznie oraz pozwoliłby na świadczenie nowych usług, w tym bunkrowanie statków czy przeładunek na mniejsze jednostki.

Nowa polityka energetyczna krajów Europy polegająca na budowie terminali LNG i połączeń rurociągowych służy uniezależnieniu się od dostaw z jednego kierunku. Obecnie w Polsce aż 80 proc. zużywanego gazu pochodzi zza wschodniej granicy.

Duże zainteresowanie Funduszem Mieszkań na Wynajem. W Poznaniu 64 proc. lokali znalazło najemców

Ryszard Słowiński, prezes zarządu BGK Nieruchomości

Fundusz Mieszkań na Wynajem przyciąga młodych ludzi. W inwestycji w Poznaniu wynajęto dwie trzecie ze 124 mieszkań. Projektem zainteresowane są przede wszystkim osoby w wieku 25-35 lat, single lub pary z dzieckiem, na początku kariery zawodowej i z małymi szansami na kredyt. Najchętniej wynajmowane są kawalerki i mieszkania dwupokojowe. Fundusz udostępnił kolejną inwestycję – 122 mieszkania w Piasecznie. Od sierpnia mieszkania na wynajem dostępne będą również dla firm.

Pierwsze projekty, które przedstawiliśmy najemcom, cieszą się dużym zainteresowaniem. Do tego w Poznaniu w pierwszych dniach zgłosiło się kilkaset chętnych osób do wynajmu 124 mieszkań. Obecnie zweryfikowane propozycje wynajmu mieszkań doprowadziły do tego, że ponad 60 proc. mieszkań zostało wynajętych. Większość z nich to kawalerki i mieszkania dwupokojowe – mówi agencji Newseria Biznes Ryszard Słowiński, prezes zarządu BGK Nieruchomości, który utworzył i finansuje Fundusz Mieszkań na Wynajem.

Program przyciąga przede wszystkich osoby w wieku 25-35 lat, singli i rodziny, najczęściej z jednym dzieckiem. Taki wynajem to dla nich często jedyna możliwość na własne M. To zwykle osoby na początku kariery zawodowej, z niewysokimi zarobkami, więc na kredyt hipoteczny szanse mają niewielkie, tym bardziej że przy jego zaciągnięciu wymagany jest 10-proc. wkład własny, a w kolejnych latach udział będzie rósł.

Profil osób, które zgłaszały się do poznańskiej inwestycji, to osoby będące na początku swojej kariery zawodowej, które jeszcze nie są w stanie spełnić kryteriów kredytowych, by nabyć nieruchomości na własność – wskazuje Słowiński.

Od sierpnia projekt BGK może się cieszyć znacznie większym zainteresowaniem. Wówczas w ofercie pojawi się również możliwość wynajęcia mieszkań firmom.

Od 14 lipca dostępne są mieszkania w podwarszawskim Piasecznie. 122 lokale przy ul. Jana Grochowskiego, w przeciwieństwie do dotychczas dostępnych w Funduszu, są kompletnie wyposażone w meble, sprzęt AGD, RTV i drobny sprzęt codziennego użytku.

Podobnie jak w przypadku Poznania również lokalizacja w Piasecznie jest dobrze skomunikowana. Dojazd do największego w Polsce centrum biurowego przy ulicy Domaniewskiej zajmuje kilkanaście minut – przekonuje prezes BGK Nieruchomości.

Słowiński liczy na to, że mieszkania w Piasecznie również spotkają się z dużym zainteresowaniem. Najmniejszy lokal o powierzchni 34 mkw. będzie można wynająć za niewiele ponad 1 tys. zł. To kilkanaście procent mniej niż wynosi cena rynkowa.

Zainteresowane osoby mogą zgłaszać się poprzez rejestrację na stronie Funduszu lub dzwonić do centrum obsługi telefonicznej.

Procedura jest bardzo prosta, a liczy się przede wszystkim kolejność zgłoszeń. Osoby zgłaszające się podlegają procedurze weryfikacji zdolności do uiszczenia czynszu i po spełnieniu tych kryteriów każdy może wynająć mieszkanie – tłumaczy Słowiński.

Przygotowywane są następne inwestycje, w Gdańsku Wrzeszczu, na warszawskich Bielanach i Żoliborzu, w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Łącznie do 2018 roku zostanie udostępnionych ponad 1000 mieszkań.

Rynek produktów ekologicznych w Polsce rośnie w tempie 20 proc., ale wciąż jest dużo mniejszy niż na Zachodzie

Jacek Skowroński, prezes zarządu spółki Symbio, producenta zdrowej żywności

Polski rynek produktów ekologicznych wyceniany jest na 600-650 mln złotych. Mimo 20-proc. wzrostów jego udział w całym ryku spożywczym to zaledwie 0,3 proc. Na Zachodzie jest on dziesięciokrotnie większy, a dynamika wzrostu nie słabnie.

Polska jest w zasadzie na początku rozwoju rynku produktów ekologicznych, czyli certyfikowanych. W krajach zachodnich, które mają ten rynek o wiele bardziej rozwinięty, jego udział w całym rynku spożywczym to ok. 3 proc. W Polsce kształtuje się on na poziomie 0,3 proc. – mówi Jacek Skowroński, prezes zarządu spółki Symbio, producenta zdrowej żywności.

Początkowa faza rozwoju oznacza przede wszystkim dobre perspektywy dla rynku. Sprzedaż co roku rośnie w tempie dwucyfrowym – ok. 20 proc. rocznie. Rynek żywności ekologicznej jest jednak inaczej postrzegany przez firmy na nim działające i konsumentów. Firmy utożsamiają go z segmentem żywności certyfikowanej.

Są to produkty, których wytworzenie jest kontrolowane na każdym etapie: począwszy od zasadzenia ziarna w glebie, poprzez proces dojrzewania, proces zbioru, przetwarzania produktu, aż do momentu dostarczania go do sklepów. To jest regulowane przepisami i dlatego ten produkt ma certyfikat ekologiczności. Ogólnie jest to produkt uprawiany bez stosowania nawozów sztucznych, pestycydów czy ulepszeń genetycznych – wyjaśnia Skowroński.

Wśród konsumentów takie postrzeganie rynku nie jest powszechne. Patrzą na niego szerzej, zaliczając do niego również zdrową żywność, która jednak certyfikatów nie ma. Ekspert podkreśla, że uznanie żywności za zdrową odbywa się arbitralnie. Producenci oferujący produkty tego typu przyjmują jedynie, że zaspokajają potrzeby zdrowotne organizmu człowieka.

Prezes Symbio liczy na to, że spółka zdoła znacząco zwiększyć jej udział w rynku. Podstawę do tak optymistycznych założeń daje między innymi analiza tendencji na zagranicznych rynkach.

Pracujemy dosyć mocno na rynkach eksportowych, w krajach zachodnich, i tam tempo wzrostu jest podobne. Dynamika się nie zatrzymała, mimo że udział jest znaczący. To pozwala nam wyciągnąć wniosek, że w Polsce przez najbliższe dziesięciolecia będziemy mieli mocny wzrost rynku, który wynika z rosnącego zainteresowania ludzi ekologiczną żywnością – prognozuje Jacek Skowroński.

Spółka Symbio w jednostkowym raporcie rocznym za 2014 roku wykazała przychody ze sprzedaży netto na poziomie 18,2 miliona złotych. Oznacza to wzrost o ponad 13 proc. w stosunku do 2013 roku. Choć poprzedni rok zakończył się stratą na poziomie 470 tys. zł, to jednak była ona dwukrotnie mniejsza niż w poprzednich czterech kwartałach. W I kwartale br. sprzedaż produktów detalicznych była o 42 proc. większa niż przed rokiem.

Media społecznościowe kluczowe dla budowania wizerunku firm. Mogą być skuteczniejsze niż reklama

Piotr Bucki, wykładowca, trener, specjalista od komunikacji w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku

Rośnie odsetek firm w Polsce, które aktywnie korzystają z internetu, wciąż jednak możliwości sieci nie są przez nie w pełni wykorzystywane. Tylko co piąta firma prowadzi sprzedaż przez internet i jest obecna w mediach społecznościowych. Social media pomagają budować relacje z klientami, słuchać ich opinii i odpowiednio na nie reagować. Dobrze prowadzana komunikacja w internecie może być skuteczniejsza niż reklama.

Zdecydowanie warto być social. Media społecznościowe wymagają od nas szczególnej kompetencji, bardzo bliskiej kompetencjom związanym z komunikacją interpersonalną. Firmy często o tym zapominają i zdarzają się sytuacje, że jest monolog zamiast dialogu. Portale społecznościowe służą budowaniu relacji, a te buduje się mikro-, a nie metanarracją – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Piotr Bucki, wykładowca, trener, specjalista od komunikacji w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku.

Dzięki mediom społecznościowym możemy obserwować reakcje klientów, słuchać ich opinii i natychmiastowo odpowiadać na ich komentarze. Eksperci wskazują, że prowadzenie dialogu z konsumentami jest dla firmy kluczowe. Z badań firmy Locowise wynika jednak, że to wciąż rzadkość i 87 proc. wpisów pozostaje bez odpowiedzi. Odpowiednie zareagowanie na komentarze można przekuć w sukces, co pokazuje przykład firmy Virgin Trains.

Młody człowiek, który korzystał ze składu tej komunikacji, napisał twitta o braku papieru toaletowego. Mądra marka monitoruje to i od razu idzie z odsieczą – mówi Bucki. – To dobry przykład, po akcji całość została opublikowana przez takie pisma, jak „The Guardian” czy „New York Post”. Poszedł sygnał, że to jest marka, która w każdej chwili – jak Spiderman czy Batman – ratuje z opresji.

Wciąż jednak nawet te firmy, które decydują się na obecność w portalach społecznościowych, ograniczają aktywność do wrzucania postów. Nie reagują na komentarze, nie odpowiadają na pytania. To błąd, przekonuje Bucki i podkreśla, że wystarczą do tego proste narzędzia do monitoringu marki, które umożliwiają szczegółową analizę wizerunku w oczach potencjalnych klientów.

Warto też skorzystać z pomocy community managera, czyli osoby, która będzie odpowiednio zarządzać tworzącą się wokół danej marki społecznością.

Marka może nawet sprawdzić, czy ktoś robi sobie zdjęcie z jej atrybutem, logotypem. Mądre marki robią to dobrze. Starbucks prawie nic nie wydaje na tradycyjne, ATL-owe formy marketingu, bazuje na własnej społeczności i tym, co ta społeczność opublikuje na Instagramie czy Facebooku. Marka Go Pro z bohaterów marki robi swoich użytkowników – mówi specjalista od komunikacji.

Z raportu CBOS wynika, że regularnie z internetu korzysta 64 proc. dorosłych mieszkańców Polski, z czego blisko połowa regularnie zagląda na portale społecznościowe. Firmy wciąż jednak nie potrafią wykorzystać potencjału internetu. Badania Millward Brown pokazują, że choć rośnie liczba firm, które mają własną stronę w sieci (71 proc. przy 47 proc. w 2012 roku), to z mediów społecznościowych korzysta zaledwie 20 proc. małych i średnich przedsiębiorstw. Dla porównania w UE jest to 42 proc.

Dla wielu marek, a w szczególności dla małych firm, to bardzo istotne, żeby budować takie relacje. Oczywiście dużym obciążeniem dla kogoś, kto prowadzi własny biznes, jest monitorowanie marki i badanie, co na jego temat mówią fani. Ale reagowanie i normalna rozmowa czasami potrafią zbudować o wiele lepszą relację, niż wydawanie pieniędzy na tradycyjne formy reklamy – przekonuje Piotr Bucki.

Ekspert podkreśla, że profesjonalna obecność w mediach społecznościowych może zdziałać tyle, co dobry rzecznik prasowy, który nawet negatywny komunikat potrafi obrócić w coś pozytywnego. W internecie trzeba liczyć się również z falą agresji, istotne jest to, by umieć ją ukrócić, często w formie żartu.

Norweski Burger King miał na swoim profilu 30 tys. fanów, jednak część z nich to byli hejterzy, wielbiciele McDonalds. Firma postanowiła dać takim osobom talon na cheeseburgera z McDonald&HASH39;s i możliwość odlubienia fanpage’a, ale bez powrotu. Część z antyfanów z tego skorzystała, a Burger King został z mniejszą liczbą fanów, ale za to zaangażowanych w markę – wskazuje Bucki.

Związek Banków Polskich: Za pomysły PO zapłacą klienci

Propozycja PO w zakresie przewalutowania kredytów walutowych hipotecznych jest próbą poszukiwania kompromisu pomiędzy bardzo złym rozwiązaniem i złym rozwiązaniem – mówi dr Mieczysław Groszek ze Związku Banków Polskich.

Gdyby ją oceniać w kategoriach mniejszego zła, to można powiedzieć, że dobrze, że się pojawiła. Jednak w kategoriach absolutnych, to można by powiedzieć, że ona musi przynieść negatywne skutki dla systemu bankowego.

Jako reprezentant tego systemu nie mogę o tym mówić z entuzjazmem. To rozwiązanie przynosi mierzalne skutki dla obniżenia jakości i odporności systemu bankowego na różnego rodzaju szoki kryzysowe. Banki zostaną bardzo obciążone, ale część kosztów zapłacą klienci – mówi dr Mieczysław Groszek ze Związku Banków Polskich.

Kryzys w Grecji silnie wpływa na oceny przyszłej sytuacji gospodarczej Europy

Wyniki barometru europejskich nastrojów konsumenckich GfK Consumer Climate Europe za drugi kwartał 2015 roku

Długie negocjacje między Grecją a jej wierzycielami wyraźnie wpłynęły na nastroje konsumenckie w większości państw europejskich w drugim kwartale tego roku. Równie negatywny wpływ na nastroje Europejczyków, zwłaszcza w państwach Europy Wschodniej, ma trwający konflikt między Rosją a Ukrainą. Pomimo tych niesprzyjających okoliczności barometr europejskich nastrojów GfK Consumer Climate Europe dla 28 krajów Unii wzrósł od marca br. o 1 punkt i wynosi obecnie 10,8 punktu.

GfK Consumer Climate Europe

Kryzys w Grecji negatywnie wpływał na nastroje europejskich konsumentów w drugim kwartale tego roku. Tendencja ta w wielu krajach objawiła się m.in. stagnacją lub pogorszeniem notowań wskaźnika ocen przyszłej sytuacji gospodarczej, czyli jednego ze składowych wskaźników całego indeksu nastrojów. Równocześnie należy podkreślić zbieżność terminu ostatniej fali badania z czerwcowym załamaniem negocjacji między Grecją a jej wierzycielami, co bez wątpienia wzbudziło dodatkowy niepokój wśród europejskiej opinii publicznej. Co więcej w sondażu nie miały szansy znaleźć odzwierciedlenia także późniejsze znaczące wydarzenia: zamknięcie banków greckich, referendum, wreszcie końcowe uzgodnienia otwierające drogę do porozumienia i uratowania Grecji przed bankructwem i wyjściem ze strefy euro.

Pomimo, przynajmniej tymczasowego, pozytywnego rozstrzygnięcia, analitycy GfK prognozują, iż dalsze spadki nastrojów europejskich konsumentów mogą się utrzymać w kolejnym kwartale, głównie w państwach należących do strefy euro. Niekorzystne prognozy dotyczą w szczególności takich państw jak Niemcy, Włochy, Francja i Hiszpania, które albo spłacają większą część długów Grecji, albo też same borykają się z trudną wewnętrzną sytuacją gospodarczą.

Kierunek zmian w zakresie kolejnych składowych wskaźników głównego barometru, czyli ocen przyszłej sytuacji własnej gospodarstwa domowego oraz skłonności do zakupów, różni się między poszczególnymi krajami. Wpływ okoliczności i uwarunkowań wewnętrznych, specyficznych dla poszczególnych rynków, w drugim kwartale był silniejszy niż wizja skutków ewentualnego wyjścia Grecji z europejskiej unii walutowej. Niemniej jednak główny barometr GfK Consumer Climate Europe dotyczący wszystkich 28 krajów wzrósł od marca o 1 punkt i na koniec drugiego kwartału wyniósł 10,8 punktu.

Polska: nastroje konsumenckie nieznacznie pogorszyły się pomimo poprawy danych ekonomicznych

Polska: nastroje konsumenckie nieznacznie pogorszyły się pomimo poprawy danych ekonomicznych

Pomimo, iż gospodarka Polski jest obecnie jedną z najszybciej rozwijających się w Europie, polscy konsumenci nie oceniają jej przyszłej sytuacji adekwatnie do pozytywnych wskaźników makroekonomicznych. Na koniec czerwca poziom wskaźnika ocen przyszłej sytuacji gospodarczej kraju wyniósł 19,2 punktu, niecałe 5 punktów mniej niż w marcu i spadek ten z pewnością nie jest powiązany ze skalą pozytywnych sygnałów płynących z rynku. Pomimo kwartalnego spadku należy jednocześnie przypomnieć, iż jeszcze w kwietniu wskaźnik osiągnął 25,6 punktu, czyli najwyższy poziom od października 2008 roku. Obserwowany obecny spadek ocen przyszłej sytuacji gospodarczej kraju może być, tak jak i w większości krajów unii, spowodowany kryzysem w Grecji i niepokojem konsumentów o kierunek jego rozwoju i ewentualne skutki. Na nastroje panujące w Polsce bez wątpienia wpływa także niejasna sytuacja za wschodnią granicą i nieustanne napięcia między UE a Rosją.

Wyniki barometru europejskich nastrojów konsumenckich GfK Consumer Climate Europe za drugi kwartał 2015 roku

Analogicznie do wskaźnika ocen ogólnej sytuacji gospodarczej kraju, także i oceny przyszłej sytuacji własnej gospodarstwa domowego spadły w ostatnim kwartale. Obecnie wartość tego wskaźnika wynosi 16,4 punktu i jest niższa o 1,5 punktu w stosunku do marca. Jednocześnie poziom wskaźnika z kwietnia (26,2 punktu) również był najwyższą wartością od marca 2010 roku.

Dodatkowe informacje o badaniu

GfK Consumer Climate Europe jest badaniem nastrojów konsumenckich prowadzonym w krajach Unii Europejskiej i współfinansowanym przez Komisję Europejską. Co miesiąc ankietowanych jest około 40 000 respondentów we wszystkich 28 państwach członkowskich. Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem wyliczanym według niezmienionej formuły od roku 1985. Z comiesięcznego zestawu 12 pytań, do opracowania głównego indeksu nastrojów wybrano pięć składowych – oczekiwania gospodarcze, cenowe i dochodowe, skłonność do zakupów oraz do oszczędzania.

Indeks jest obliczanych w następujący sposób:

  • podstawą obliczania poszczególnych składowych są salda odpowiedzi pozytywnych i negatywnych udzielanych w poszczególnych pytaniach – składowych indeksu
  • sumy pozytywnych odpowiedzi (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego poprawi się w istotny sposób) jest odejmowany od sumy odpowiedzi negatywnych (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego pogorszy się w istotny sposób).
  • w kolejnym kroku, sumy są ujednolicane przy wykorzystaniu standardowych metod statystycznych, a następnie przeliczane tak, że długoterminowa średnia wskaźnika wynosi 0 punktów, przy teoretycznym zakresie wartości od +100 do -100 punktów. Na podstawie empirycznych danych gromadzonych od 1980 roku do analiz przyjmuje się wartości składowych w przedziale +60 i -60 punktów.
  • dodatnia wartość składowej świadczy o ocenie tej zmiennej powyżej średniej w ujęciu długookresowym; odwrotna sytuacja ma miejsce dla wartości ujemnych. Standaryzacja ułatwia porównywanie wyników z różnych krajów, likwidując różnice kulturowe, charakterystyczne dla danej populacji.

Pełne wyniki badania, wyniki szczegółowe dla składowych wskaźników barometru, mapy – na stronie www.gfk.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Dekpol: blisko 45% wzrost sprzedaży mieszkań w I półroczu 2015 r.

Giełdowa spółka Dekpol odnotowała blisko 45% wzrost sprzedaży mieszkań w pierwszym półroczu 2015 roku w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. W okresie od stycznia do czerwca br. firma podpisała łącznie 97 umów deweloperskich w ramach 6 inwestycji zlokalizowanych w województwie pomorskim.

Ponad 88% mieszkań sprzedanych przez Dekpol SA w pierwszych sześciu miesiącach 2015 roku stanowią lokale w ramach inwestycji: Nowe Rokitki w miejscowości Rokitki przy ulicy Tczewskiej oraz Osiedle Zielone w Gdańsku przy ulicy Potęgowskiej. W pierwszym półroczu 2015 roku firma rozpoczęła realizację kolejnej inwestycji w Rokitkach – Nowe Rokitki II oraz sprzedała ostatnie mieszkania dostępne w kameralnej inwestycji Delta w Tczewie.

Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol SA
Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol SA

„Obserwujemy systematyczny wzrost sprzedaży w inwestycjach realizowanych przez Dekpol. W ubiegłym roku odnotowaliśmy wzrost sprzedaży o 134%, podpisując 220 umów deweloperskich. Osiągnięte wyniki w I półroczu tego roku pozwalają nam optymistycznie patrzeć na przyszłość” – powiedział Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol SA.

Nowością w ofercie dewelopera są apartamenty w kompleksie Nowa Motława na Wyspie Spichrzów w Gdańsku, gdzie powstanie aparthotel oraz 298 lokali mieszkalnych o powierzchniach od 27 do 74 m2. Projekt inwestycji autorstwa pracowni Kozikowski Design przewiduje szereg nowoczesnych udogodnień. Do dyspozycji zarówno mieszkańców, jak i gości hotelowych będzie m.in. strefa wellness o powierzchni 453 m2 z basenem wewnętrznym o powierzchni 80m2, a także saunami, jacuzzi i siłownią. Deweloper prowadzi również rozmowy w sprawie rozbudowy infrastruktury nadbrzeża i zbudowania mariny jachtowej przy inwestycji. Inna, obecnie realizowana przez Dekpol SA inwestycja mieszkaniowa, to malowniczo położone osiedle Młoda Morena przy ul. Dolne Migowo
w Gdańsku.

Łączna liczba mieszkań pozostających w aktualnej ofercie sprzedaży dewelopera na dzień 30 czerwca 2015 roku wyniosła 533 lokale.

Zarobki członków zarządów spółek z WIG20, mWIG40 i sWIG80

W niniejszym artykule prezentujemy analizy wynagrodzeń w spółkach należących do trzech głównych indeksów publikowanych na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych: WIG20, mWIG40 i sWIG80.

W 2014 roku najwyższe pensje otrzymywały osoby zarządzające spółkami z indeksu WIG20. Mediana ich rocznych wynagrodzeń wyniosła 1,6 mln PLN. Menedżerowie spółek zaliczanych do indeksu mWIG40 zarabiali o 498 tys. mniej – 1,1 mln PLN. Najniższe pensje otrzymali zarządzający spółkami z sWIG80. Mediana ich wynagrodzeń wyniosła 711,8 tys. i była o 36% niższa niż w przypadku menedżerów z mWIG40 oraz o 56% niższa niż mediana wynagrodzeń menedżerów z WIG20.

Schemat 1. Mediana wynagrodzeń finansowych osób zarządzających w spółkach zaliczanych do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 (osoby pracujące cały 2014 rok)

Schemat 1. Mediana wynagrodzeń finansowych osób zarządzających w spółkach zaliczanych do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 (osoby pracujące cały 2014 rok)
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu
„Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

Na przestrzeni ostatnich pięciu lat największe wzrost wynagrodzeń, o 42% odnotowano w średnich firmach zaliczanych do indeksu mWIG40. Mediana wynagrodzeń w tych spółkach w 2010 roku wyniosła 782,5 tys. PLN, a w 2014 – 1,1 mln PLN. Natomiast najmniejsze wahania wynagrodzeń top menedżerów występowały w spółkach z WIG20. W odniesieniu do roku 2010 ich wynagrodzenia wzrosły o 8%.

W porównaniu z rokiem ubiegłym największy wzrost wynagrodzeń menedżerów – 21% wystąpił w spółkach z indeksu mWIG40. Natomiast w spółkach z WIG20 wynagrodzenia kadry zarządzającej były na porównywalnym poziomie jak w roku 2013, a w spółkach z sWIG80 wzrosły o 4%.

Wykres 1. przedstawia medianę wynagrodzeń top menedżerów zarządzających spółkami zaliczanymi do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 w latach 2010 – 2014.

Wykres 1. Mediana wynagrodzeń menedżerów w spółkach zaliczanych do różnych indeksów w latach 2010-2014

Wykres 2. Mediana wynagrodzeń prezesów zarządów spółek z różnych indeksów giełdowych w latach 2010-2014r (osoby, które przepracowały cały rok)
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu
„Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

Schemat 2 prezentuje mediany wynagrodzeń prezesów zarządów w 2014 roku.
Najlepiej wynagradzani w 2014 roku byli prezesi pracujący przez cały rok w spółkach z indeksu WIG20. Mediana ich rocznych zarobków sięgnęła 2,2 mln PLN i była 1,6 razy wyższa od mediany wynagrodzeń prezesów spółek z mWIG40 oraz 2,7 razy wyższa niż wynagrodzenia prezesów spółek z sWIG80.

Schemat 2. Mediana wynagrodzeń finansowych prezesów zarządów spółek zaliczanych
do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 (osoby, które przepracowały cały 2014 rok)

Schemat 2 prezentuje mediany wynagrodzeń prezesów zarządów w 2014 roku.  Najlepiej wynagradzani w 2014 roku byli prezesi pracujący przez cały rok w spółkach z indeksu WIG20. Mediana ich rocznych zarobków sięgnęła 2,2 mln PLN i była 1,6 razy wyższa od mediany wynagrodzeń prezesów spółek z mWIG40 oraz 2,7 razy wyższa niż wynagrodzenia prezesów spółek z sWIG80.  Schemat 2. Mediana wynagrodzeń finansowych prezesów zarządów spółek zaliczanych  do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 (osoby, które przepracowały cały 2014 rok)
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu
„Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

Wykres 2. prezentuje wynagrodzenia osób pełniących funkcje prezesów zarządów w latach 2010-2014. Wśród spółek zaliczanych do indeksu WIG20 najwyższe pensje prezesów odnotowano w 2010 r, kiedy mediana ich wynagrodzeń wyniosła 2,22 mln PLN. Natomiast w 2014 roku zrobili oni o 24 tys. PLN mniej (mediana 2,2 ,mln PLN). Prezesi zarządzający spółkami z mWIG40 otrzymywali najwyższe wynagrodzenia (1,5 mln PLN) w 2012 roku, natomiast prezesi spółek z sWIG80 w 2010 roku – 1,03 mln PLN.

Wykres 2. Mediana wynagrodzeń prezesów zarządów spółek z różnych indeksów giełdowych w latach 2010-2014r (osoby, które przepracowały cały rok)

Wykres 1. Mediana wynagrodzeń menedżerów w spółkach  zaliczanych do różnych indeksów w latach 2010-2014

O raporcie

Raport „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW” ukazuje się po raz jedenasty. W tegorocznej edycji przeanalizowaliśmy dane na temat wynagrodzeń 1 276 menedżerów (w tym 969 osób, które przepracowały cały 2014 rok) z 347 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Raport składa się z pięciu części:

  1. W części I przedstawiono analizę praktyk w zakresie udzielania przez spółki informacji na temat wynagrodzeń menedżerów.
  2. Część II zawiera analizy ogólne na temat wynagrodzeń członków zarządów spółek giełdowych w 2014 roku.
  3. W części III przedstawiono analizy wynagrodzeń w poszczególnych spółkach. Analizy przeprowadzono w zależności od takich charakterystyk jak: wielkość aktywów, przychodów, zatrudnienia, wynik finansowy czy poziom EBITDA, EBIT czy EPS. Dane przedstawiono z uwzględnieniem menedżerów pracujących cały rok.
  4. Część IV zawiera analizy całkowitych funduszy przeznaczonych na wynagrodzenia top menedżerów.
  5. Część V zawiera zestawienia i rankingi wynagrodzeń menedżerów.

Fundusz Sekurytyzacyjny Pragmy Inkaso po 2 kwartale 2015 r.

15 lipca br. Zarząd Pragma Inkaso SA przedstawił dane finansowe dotyczące Pragma 1 FIZ Niestandaryzowanego Funduszu Sekurytyzacyjnego za II kwartał 2015 roku. Fundusz w tym okresie odnotował wysoki poziom wpłat gotówkowych z portfela wierzytelności tj. 3.613 tys. zł (wzrost o 76 proc. w stosunku do I kwartału br.), co po rozliczeniu kosztów operacyjnych pozwoliło wygenerować 3.194 tys. zł gotówki (w porównaniu z I kwartałem stanowi 81 proc. wzrost) i po pomniejszeniu o odpisy amortyzujące w czasie wartość portfeli, dało kwartalny wynik brutto na poziomie 1.294 tys. zł (61 proc. wzrost w stosunku do I kwartału). O 126 proc. w porównaniu z I kwartałem br. wzrosła również wartość portfeli wierzytelności osiągając wartość 32.001 tys. zł. 

Wybrane dane finansowe Pragma 1 FIZNFS za II kwartał 2015 r. (w tys. zł)

Wpłaty z portfela 3 613
Koszty operacyjne* 419
Wynik brutto 1 294
Ebitda gotówkowa** 3 194
Aktywa 36 251
w tym:
Portfel wierzytelności 32 001
Gotówka 4 250
Aktywa netto 25 470
Zobowiązania*** 10 781
Wpłaty/wartość portfela na początek kwartału 25%

* w tym: koszty stałe funkcjonowania Funduszu, wynagrodzenie serwisera, nakłady na windykację portfeli
(opłaty sądowe i egzekucyjne)

** wpłaty pomniejszone o koszty operacyjne Funduszu
*** w tym: zobowiązanie z tytułu nabycia portfela wymagalne po 30.06.2015, zobowiązania z tytułu umów przedwstępnych zbycia składników aktywów Funduszu (otrzymane od potencjalnych nabywców zaliczki gotówkowe), zobowiązania bieżące.

Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA
Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA

Rozwój funduszu Pragma 1 jest kluczowym elementem strategii Grupy. Zgodnie z założeniami zwiększamy swój udział w rynku windykacji biznesowych portfeli bankowych. Planujemy w tym roku osiągnąć w nim udział na poziomie przekraczającym 20% Ten segment rynku w mojej ocenie ma ogromny potencjał rozwoju z uwagi na wciąż sporo niższy poziom sprzedaży przez banki portfeli gospodarczych niż to ma miejsce na bardziej dojrzałym rynku portfeli detalicznych oraz mniejszą konkurencję w stosunku do rynku detalicznego, przy stosunkowo dużych barierach wejścia.komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA.

Strategia Grupy Kapitałowej Pragma Inkaso zakłada nabywanie wyłącznie portfeli o charakterze biznesowym. Ten segment rynku w ocenie Zarządu ma duży potencjał rozwoju z uwagi na dotychczas stosunkowo niski poziom podaży biznesowych portfeli bankowych wobec bardziej dojrzałego rynku portfeli detalicznych oraz mniejszą konkurencję.

Pragma Inkaso S.A. posiada wyjątkowe predyspozycje, by znaleźć się wśród liderów tego rynku. Wyróżnia nas wysoka specjalizacja w zakresie obrotu gospodarczego, postępowania egzekucyjnego, poszukiwania majątku, doświadczenie kadr oraz wypracowany przez lata know-how.dodaje Tomasz Boduszek.

Wartość nominalna portfeli wierzytelności nabytych przez fundusz Pragma 1 Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Niestandaryzowany Fundusz Sekurytyzacyjny w II kwartale r. wyniosła 519,4 mln zł,

a łączna wartość portfela osiągnęła wartość 748,3 mln zł. Całość portfela Funduszu stanowią wierzytelności o charakterze gospodarczym (przede wszystkim należności nabywane od banków w stosunku do przedsiębiorców z sektora MSP, w zakresie windykacji którego od kilkunastu lat specjalizuje się Pragma Inkaso), w tym należności zabezpieczone rzeczowo (głównie hipotecznie).

Dobry, gotówkowy wynik Funduszu przełożył się na wycenę jego certyfikatów – po II kwartale br. aktywa netto przypadające na każdy certyfikat wzrosła o 5,3%.

Będzie więcej zamówień i pracy w branży motoryzacyjnej w Polsce

Z trzeciej edycji „Badania opinii i nastrojów przedstawicieli Automotive” przeprowadzonego przez Exact Systems, firmę kontrolującą części samochodowe, wynika, że przedstawiciele sektora motoryzacyjnego w Polsce są bardzo optymistyczni, jeśli chodzi o produkcję i zatrudnienie w branży. Aż 59% przedstawicieli Automotive spodziewa się, że produkcja w ich fabrykach w najbliższych sześciu miesiącach wzrośnie. Jest to wynik o 11 p.p. wyższy w porównaniu do poprzedniego roku i jednocześnie najlepszy, od kiedy badanie jest realizowane. Co więcej, 39% przedsiębiorstw zamierza w drugiej części tego roku zwiększyć zatrudnienie.

– Aby celnie ocenić szanse i perspektywy branży motoryzacyjnej w naszym kraju, należy w pierwszej kolejności spojrzeć na rynek europejski, od którego jesteśmy uzależnieni. A tam dzieje się bardzo dobrze. Sprzedaż samochodów osobowych rośnie nieprzerwanie od niemal dwóch lat, a w związku z tym i fabryki europejskie więcej produkują.Co więcej, od kilku miesięcy mamy do czynienia z utrzymującymi się niskimi cenami ropy, co lekko stymuluje rynek i zachęca do zakupów,To pozytywnie wpływa na kondycję zakładów motoryzacyjnych w Polsce, których wyroby w ponad 80% trafiają do państw Unii Europejskiej, w tym głównie do Niemiec – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. – Dobry klimat w branży potwierdzają opinie samych dostawców części samochodowych, których prognozy, zarówno w zakresie wzrostu produkcji jak i zatrudnienia, są najlepsze od trzech lat. Takie informacje w połączeniu z dobrymi wskaźnikami makroekonomicznymi i danymi dotyczącymi polskiego przemysłu skłaniają mnie do optymistycznego przypuszczenia, że obecny rok będzie bardzo dobry dla branży motoryzacyjnej w Polsce – dodaje Paweł Gos.

Dostawcy będą produkować więcej części samochodowych

Tegoroczna edycja „Badania opinii i nastrojów przedstawicieli Automotive” pokazuje, że w odniesieniu do przewidywanej produkcji mamy do czynienia z największym optymizmem przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych w Polsce od trzech lat. Więcej niż połowa respondentów (59%) spodziewa się, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy produkcja w ich fabrykach wzrośnie. Jest to wynik o 11 p.p. lepszy niż rok temu (2014r.: 48%). Jedna czwarta zapytanych uważa, że wartość produkowanych przez nich części pozostanie na podobnym poziomie (24%, 2014 r.:50%), a tylko 3%, że spadnie (2014 r.: 2%).

Produkcja w sektorze Automotive w ciągu najbliższych 6 miesięcy

 

Skąd tak dobra ocena koniunktury w polskiej motoryzacji? – Polska od lat jest postrzegana jako kraj o stabilnej sytuacji politycznej, silnym otoczeniu prawnym i ekonomicznym, z rozwijającą się i nowoczesną infrastrukturą. Jeśli dodamy do tego konkurencyjne koszty pracy i wysokiej jakości zaplecze inżynierskie z szeroką bazą już istniejących fabryk dostawców dla Automotive, to mamy argumenty, aby definiować Polskę jako Best Cost Country. Już nie mówimy o naszym kraju „Low Cost Country”, gdyż ten termin przesunął się obecnie w kierunku Rumunii, Bułgarii czy krajów bałkańskich. To polskim fabrykom daje szanse na kolejne zamówienia, a całemu krajowi na nowe inwestycje motoryzacyjne w perspektywie kolejnych lat – ocenia Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems.

… i zatrudniać więcej pracowników                    

Rosnące zamówienia na części i podzespoły samochodowe będą miały efekt w postaci zwiększenia zatrudnienia. Aż 39% zapytanych przez Exact Systems przedstawicieli sektora Automotive planuje w drugiej części tego roku wzrost liczby etatów w swoich fabrykach. Jest to wynik podobny do ubiegłorocznego (2014 r.: 38%). Ogłoszenia rekrutacyjne będą dotyczyć głównie pracowników produkcyjnych (59%), koordynatorów (8%), a 5% przedsiębiorców deklaruje, że będzie poszukiwać menadżerów i kierowników. Jedna trzecia respondentów (34%) zamierza utrzymać zatrudnienie na podobnym poziomie, co obecnie. Tylko 2% myśli o jego redukcji, a jedna czwarta nie potrafiła określić, jakie są plany firmy dotyczące zatrudnienia.

Zatrudnienie w sektorze Automotive w ciągu najbliższych 6 miesięcy

 

Jeśli spojrzymy na plany przedsiębiorców dot. wynagrodzenia pracowników, to widzimy, że 5% z nich planuje podwyższenie płac, a 17% ich utrzymanie na niezmienionym poziomie. O obniżce myśli tylko 1%.

Obserwacje przedstawicieli Work Service, największej agencji zatrudnienia w Polsce, potwierdzają wyraźne ożywienie w branży Automotive. – W ostatnich miesiącach motoryzacja notuje jedne z największych wzrostów zapotrzebowania na pracowników. Mamy w tym sektorze powoli do czynienia z rynkiem pracownika, ponieważ deficyty zatrudnienia przekraczają już 30%. W takich regionach jak Wielkopolska czy Śląsk, gdzie mamy do czynienia z relatywnie niskim poziomem bezrobocia i gdzie lokowane są największe inwestycje motoryzacyjne, występują w wielu przypadkach trudności ze znalezieniem odpowiednich specjalistów. Dlatego to wykwalifikowani pracownicy zaczynają w coraz większym stopniu dyktować warunki na rynku, co branża Automotive zaczyna wkalkulowywać w swoich budżetach po stronie potencjalnych wzrostów wynagrodzeń – mówi Tomasz Hanczarek, prezes zarządu Work Service S.A.

Mniejsze nadzieje na nowy zakład i model samochodu

Zdaniem przedstawicieli polskiego Automotive, w najbliższych trzech latach siłą napędową polskiej motoryzacji może być uruchomienie nowego zakładu produkcyjnego lub produkcja nowego modelu samochodu w Polsce. Jednak w porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania takie przekonanie jest mniej wyraźne. Podczas gdy rok temu aż 31% respondentów dostrzegało największą możliwość rozwoju polskiej motoryzacji w nowym zakładzie produkcyjnym, w tym roku zadeklarowało tak 23% zapytanych osób. Na nowy model samochodu liczyło w 2014 r. 30% firm, w tym roku tylko 18%. Podobnie jak rok temu, na kolejnych miejscach znalazły się systematyczna poprawa jakości (15%) i rozwój nowych technologii (14%).

– Na prosperity w branży motoryzacyjnej w danym kraju wpływają przede wszystkim dwa czynniki – uruchomienie produkcji nowego modelu auta w już istniejącym zakładzie lub zbudowanie nowej fabryki pod produkcję nowych podzespołów samochodowych. One w konsekwencji przynoszą polskiej gospodarce kilka tysięcy nowych miejsc pracy oraz lepszą infrastrukturę. Tego życzą sobie nie tylko przedstawiciele branży motoryzacyjnej, co wynika z naszych badań, ale także polski rząd, który dokłada wszelkich starań, żeby przyciągnąć do Polski nowych inwestorów. Jak wynika z ostatnich danych PAIiIZ, motoryzacja była branżą, w której w pierwszym półroczu tego roku zostało zrealizowanych najwięcej inwestycji zagranicznych – mówi Paweł Gos z Exact Systems.

Czy rzeczywiście Polska ma szansę na nowe inwestycje? – W ostatnich miesiącach pojawiły się nowe wieści o planach budowy fabryki przez Jaguar Land Rover należącego do indyjskiego producenta samochodów Tata Motors. Lista rozważanych lokalizacji skróciła się obecnie do Polski i Czech. Jeśli udałoby nam się taką inwestycję zdobyć, zatrudnienie otrzymałoby ok. 6 tysięcy osób – dodaje Opala.

Metodologia badania

„Badanie opinii i nastrojów przedstawicieli Automotive” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems w maju i czerwcu 2015 r. na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora Automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczek, szyb samochodowych, dachów, kolumn kierowniczych czy elementów bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 100 respondentów. Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI).

Lech wygrywa ranking biznesowy klubów Ekstraklasy. Rosną przychody 14 z 16 klubów. Straty najniższe w historii

Lech Poznań zwyciężył w rankingu w klasyfikacjach finansowej i efektywności sportowej rankingu biznesowego klubów piłkarskich, opublikowanego w raporcie „Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu”. Legia Warszawa okazała się najlepsza na polu marketingowo-medialnym. Trzecia w rankingu biznesowym była Lechia Gdańsk. Największy awans odnotowała natomiast Jagiellonia Białystok – z dziewiątej pozycji w poprzedniej edycji raportu klub z Podlasia awansował na piątą.

Firma doradcza EY i Ekstraklasa S.A. już po raz siódmy opublikowały raport „Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu”. Zawiera on między innymi ranking biznesowy 16 klubów Ekstraklasy za sezon 2014/2015. Kibice piłki nożnej znajdą w nim nie tylko wszelkie informacje o klubowych osiągnięciach sportowych, marketingowych i medialnych w sezonie 2014/2015, ale także informacje dotyczące klubowych finansów za rok 2014.

– Ekstraklasa to dziś liga utrzymana na stabilnym poziomie. Pracujemy nad tym, aby każdy klub prezentował wysoką jakość sportową i organizacyjną po to, abyśmy byli silni jako grupa. Dzięki ścisłej współpracy wszystkich akcjonariuszy nasza liga scentralizowała dużą część praw mediowych i marketingowych, a w ramach wynegocjowanych kontraktów centralnych przelewa do klubów znacznie większe kwoty w porównaniu do innych lig tej części Europy. Kluby się profesjonalizują, działania marketingowe są coraz częściej na poziomie spotykanym w dużym biznesie – komentuje Dariusz Marzec, prezes zarządu Ekstraklasy od 1 lipca 2015 roku. – Przed nami teraz sporo pracy w zakresie podnoszenia poziomu sportowego i atrakcyjności dnia meczowego, by coraz większa liczba kibiców uwierzyła w atrakcyjną ofertę Ekstraklasy – zaznacza.

(Znów) rekordowa Legia i 14 klubów z wyższymi przychodami

14 z 16 klubów Ekstraklasy zwiększyło swoje przychody w roku 2014 w porównaniu do 2013. Mimo to nie udało się osiągnąć łącznego poziomu wpływów sprzed roku, kiedy to wyniosły one 459 mln PLN. W całym 2014 roku przychody klubów osiągnęły wartość 454 mln PLN, a spadek ich wysokości spowodowany był degradacją do 1.Ligi Zagłębia Lubin, które rokrocznie plasowało się w czołówce klasyfikacji finansowej klubów w raporcie EY i Ekstraklasy. – Warte odnotowania są dwa fakty. Po pierwsze: Legia Warszawa pobiła własny rekord sprzed roku, jeśli chodzi o wysokość przychodów. Wyniosły one ponad 115 milionów złotych i są najwyższymi przychodami jednego polskiego klubu w historii. Po drugie: w tym roku, po raz pierwszy odkąd publikujemy nasz raport, klub o najniższych przychodach przekroczył granicę 10 mln złotych wpływów. Był to Górnik Łęczna z blisko 11 milionami – mówi Krzysztof Sachs, Partner w firmie doradczej EY i pomysłodawca raportu „Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu”.

Mistrz Polski został mistrzem finansów

Mimo kolejnego rekordu, Legia nie zdołała wygrać klasyfikacji finansowej rankingu. Zwycięzcą został piłkarski Mistrz Polski, Lech Poznań. Kolejorz miał przychody prawie o połowę niższe od warszawian (65,5 mln PLN), za to były one najbardziej zdywersyfikowane w lidze. Klub z Poznania wykazał też lepszą płynność finansową i niższe zadłużenie od Legii. Trzecie miejsce w klasyfikacji finansowej rankingu biznesowego zajęła, tak jak rok wcześniej, Cracovia. Pasy wyróżniły się najniższym poziomem zadłużenia w lidze oraz drugim najbardziej korzystnym wskaźnikiem płynności finansowej (po Podbeskidziu Bielsko-Biała). Czwartą siłą finansową Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk, która odnotowała trzecie najwyższe przychody w lidze (ponad 40 mln PLN).

– Już siódma edycja naszego wspólnego raportu, jak co roku, może być nieco zaskakująca dla kibiców – mówi Marcin Animucki, wiceprezes zarządu Ekstraklasy S.A. – Nie zawsze bowiem wyniki z boiska przekładają się jeden do jednego na biznes. Przykładem miejsce na finansowym podium Cracovii, która w Ekstraklasie była dziewiąta – dodaje Marcin Animucki.

Koniec życia ponad stan – kluby zaciskają pasa

Sytuacja finansowa klubów Ekstraklasy w roku 2014, w porównaniu do roku 2013, uległa poprawie. Prawie wszystkie (za wyjątkiem Śląska Wrocław i Górnika Zabrze) zwiększyły swoje przychody. 7 klubów osiągnęło zysk (rok wcześniej tylko 3), a łączna strata wszystkich spółek wyniosła zaledwie 42 mln PLN. Po raz drugi z rzędu w siedmioletniej historii raportów „Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu” strata nie przekroczyła 100 mln PLN i w porównaniu do roku 2013 zmniejszyła się aż o ok. 6 mln.

– Możemy już z pełnym przekonaniem powiedzieć, że większość klubów skutecznie wdraża polityki oszczędnościowe. W tym roku nie ma już takich przypadków, które były złym „standardem”, kiedy wydawaliśmy raport po raz pierwszy. Chodzi o sytuację, w której koszty klubu ponad dwukrotnie przewyższają jego przychody. W poprzedniej edycji raportu były jeszcze dwa takie przypadki: w Koronie Kielce i Ruchu Chorzów. Teraz nie ma już żadnego – mówi Marcin Opiłowski, Dyrektor w firmie doradczej EY, odpowiedzialny za branżę sportową. – Zresztą w Ruchu akurat spadły koszty operacyjne w porównaniu z rokiem 2013. Widać więc, że ten klub również dąży ku bilansowaniu budżetu. Musi jednak martwić sytuacja Korony, w której koszty operacyjne rosną od 3 lat, mimo bardzo słabej kondycji finansowej całego klubu – dodaje Opiłowski.

Legia najsilniejszą piłkarską marką w Polsce

W klasyfikacji marketingowo-medialnej rankingu biznesowego Wicemistrz Polski nie pozostawił konkurencji złudzeń. Legia umocniła pozycję najsilniejszej marketingowo marki w Polsce, wygrywając w trzech na cztery kategorie w klasyfikacji: średniej oglądalności meczów na platformie nc+, wartości sprzedanych gadżetów klubowych oraz ekwiwalentu reklamowego (czyli umownej wartości, jaką przedstawia koszulka meczowa klubu dla sponsorów). Jedyna kategoria, w której warszawianie musieli uznać wyższość innych klubów to frekwencja na stadionie. I tu mieliśmy do czynienia z kolejną niespodzianką w rankingu. Pierwsze miejsce z najwyższą średnią liczbą widzów na trybunach zajął Lech (20 261), ale druga nie była Legia (średnio 16 596 kibiców), lecz Lechia (16 608).

W całej klasyfikacji marketingowo-medialnej trzecie miejsce zajęła Wisła Kraków, której mecze były trzecimi najchętniej oglądanymi przez kibiców w nc+. Krakowski klub był też trzeci pod względem wartości sprzedanych gadżetów klubowych (za Legią i Lechem) oraz czwarty w kategorii frekwencji na stadionie (12 159).

– Wisła to wciąż uznana piłkarska marka i marketingowo, razem z Legią i Lechem, tworzą Wielką Trójkę. Do tego grona aspiruje Lechia, ale naturalnie jest to klub z mniejszymi tradycjami. W Wiśle jest na czym budować przyszłość klubu. Baza kibiców jest na pewno porównywalna z tą, jaką mają Legia z Lechem. Nawet pomimo tego, że Wisła w swoim mieście ma przecież wielką konkurencję w postaci Pasów z drugiej strony Błoń – mówi Marcin Opiłowski.

Jednym z największych wygranych klasyfikacji marketingowo-medialnej jest Jagiellonia Białystok, która zajęła miejsce piąte (rok wcześniej była dwunasta). Stało się tak głównie dzięki najwyższemu w lidze wzrostowi frekwencji na stadionie. Otwarty w całości w listopadzie 2014 roku Stadion Miejski w Białymstoku dał Jadze 123% wzrost liczby dopingujących klub na żywo kibiców (o ponad 5900 osób – do liczby 10 755). Znaczący wzrost frekwencji odnotowała także Lechia – o 28% sezon do sezonu, co dało ponad 3500 więcej kibiców na mecz.

Młodzieżowcy dali Lechowi zwycięstwo w rankingu biznesowym

Ponieważ mistrz i wicemistrz kraju triumfowali w kategoriach finansowej i marketingowo-medialnej (w rankingu biznesowym te kategorie mają równe wagi – po 40%), decydująca o pierwszym miejscu w rankingu biznesowym okazała się klasyfikacja efektywności sportowej. Tu Lech dostał maksymalną liczbę punktów za zwycięstwo w Ekstraklasie. Oba kluby zajęły pierwsze miejsce ex aequo w kategorii liczby kadrowiczów (po sześciu w Lechu i Legii). Wojskowi, by wygrać z Kolejorzem klasyfikację efektywnościową i tym samym cały ranking, musieli zdystansować rywala z Poznania w liczbie piłkarzy poniżej 21. roku życia, którzy grali w rozgrywkach Ekstraklasy. Takich zawodników w szeregach Lecha było dziesięciu w sezonie 2014/2015. W Legii natomiast dziewięciu. Warto dodać, że najwięcej młodzieżowców, bo aż dwunastu wystawiła do gry Lechia. Tym samym po walce pasjonującej prawie tak jak końcówka rozgrywek Ekstraklasy w sezonie 2014/2015, Lech wyprzedził Legię w rankingu biznesowym o… jednego zawodnika urodzonego po 1 stycznia 1993 roku. Dało to poznaniakom końcowy triumf. – Pokazuje to wyraźnie jak zacięta jest walka między dwiema dominującymi siłami w polskim futbolu klubowym. Jest też wyraźna trzecia i czwarta siła w postaci Lechii i… mimo wszystko Wisły. Do czołówki biznesowej, przy dobrych wynikach sportowych, mogą aspirować też Jagiellonia i Śląsk oraz Cracovia. Na końcu rankingu są Bełchatów i Łęczna. Podsumowując, widać coraz wyraźniej, że miejsce dużej piłki jest w dużych miastach – mówi Krzysztof Sachs, Partner EY. – Zresztą gdyby ranking biznesowy podzielić, tak jak Ekstraklasę, na grupy A i B, to w tej walczącej o mistrzostwo mielibyśmy jeden klub z miasta poniżej 300 tys. mieszkańców (Jagiellonię), a w grupie B tylko jeden z miasta liczącego więcej niż 300 tys. (Zawiszę) – konkluduje Krzysztof Sachs.

Gdzie się podziało 39 mld zł na „mieszkaniówkę”?

W latach 1995-2014 budżet państwa wydał 38,71 mld zł na sferę mieszkaniową. Podana kwota wydaje się mniej imponująca, po porównaniu jej z innymi wydatkami budżetowymi i poziomem polskiego PKB. Tym niemniej warto sprawdzić, na jakie cele wydano prawie 39 mld zł. W odpowiedzi pomogą dane Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.

Najwięcej kosztowały nas premie do książeczek mieszkaniowych

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju (MIiR) udostępnia szczegółowe zestawienie środków przeznaczonych na „mieszkaniówkę” (lata 1995 – 2014). Dane MIiR dotyczą dwudziestu kolejnych budżetów. W każdym z nich kwota bezpośrednich wydatków na cele mieszkaniowe wynosiła od 0,86 mld zł (2010 r.) do 3,96 mld zł (2001 r.). Dzięki informacjom przedstawionym na wykresie można zauważyć, że rekordowy wynik z 2001 r. był rezultatem dużej premii dla posiadaczy książeczek mieszkaniowych i wykupu odsetek w wielu kredytach ze starego portfela – tłumaczy Andrzej Prajsnar, analityk portalu RynekPierwotny.pl.

Gdy suma środków przeznaczonych na wspomniane cele zaczęła spadać, zmniejszył się również poziom bezpośrednich wydatków mieszkaniowych z budżetu państwa (patrz poniższy wykres). Dodatnia zmiana pod koniec minionej dekady to efekt realizacji kosztownego programu Rodzina na Swoim (RnS). Mimo dalszych kosztów RnS oraz rozpoczęcia kolejnego programu dopłat (MdM), wydatki mieszkaniowe w 2014 r. były o 44% niższe od analogicznej kwoty z 1995 r. Trzeba jednak pamiętać o sporej zmianie wartości pieniądza przez 20 lat. Jeśli uwzględnimy skumulowaną inflację CPI, to okaże się, że spadek realnych wydatków na „mieszkaniówkę” wynosi aż 76% (w relacji do 1995 r.).
Gdzie się podziało 39 mld zł na mieszkaniówkę

Bardziej szczegółowe dane potwierdzają, że to książeczki mieszkaniowe oraz kredyty ze starego portfela stanowiły największe obciążenie dla budżetu w latach 1995 – 2014 (patrz poniższa tabela). Premie gwarancyjne kosztowały 14,21 mld zł (36,70% całkowitych wydatków mieszkaniowych), a wykupione odsetki – 8,69 mld zł (22,45%). Znacznie mniejsze były koszty działania Krajowego Funduszu Mieszkaniowego (4,29 mld zł), dodatków mieszkaniowych (3,74 mld zł) oraz Rodziny na Swoim (2,84 mld zł). Program RnS będzie jednak działał do 2020 roku, a jego łączne koszty wyniosą około 7 – 8 mld zł. W przypadku MdM-u analogiczna suma nie przekroczy 3,17 mld zł (przy maksymalnym wykorzystaniu środków na dopłaty od 2015 r. do 2018 r.).

Ważne bezpośrednie wydatki budżetu państwa na sferę mieszkaniową w latach 1995 – 2014
Cel mieszkaniowy, który był lub jest finansowany z budżetu państwa(Cele mieszkaniowe, które są kontynuowane po 2014 r.) Lata w których budżet wydatkował/planowobędzie wydatkowałśrodki na podany cel (analiza od 1995 r.) Wysokość środków z budżetu państwa, które w latach 1995 – 2014 zostały przeznaczone na podany cel mieszkaniowy
Refundacja premii gwarancyjnych w książeczkach mieszkaniowych od 1995 r. 14,21 mld zł
Wykup odsetek od kredytów mieszkaniowych od 1995 r. 8,69 mld zł
Krajowy Fundusz Mieszkaniowy 1995 r. – 2009 r. 4,29 mld zł
Dotacje dla gmin na dofinansowanie dodatków mieszkaniowych 1995 r. – 2003 r. 3,74 mld zł
Dopłaty w programie Rodzina na Swoim 2007 r. – 2020 r. 2,84 mld zł
Fundusz Termomodernizacji i Remontów od 1999 r. 1,86 mld zł
Dotacje dla spółdzielni mieszkaniowych 1995 r. – 1998 r. 1,37 mld zł
Dopłaty na mieszkania socjalne, mieszkania chronione, noclegownie i domy dla bezdomnych 2005 r. – 2014 r. 0,60 mld zł
Rekompensaty dla kandydatów do spółdzielni mieszkaniowych 1995 r. – 1999 r. 0,35 mld zł
Dotacje dla gmin na uzbrojenie terenów pod budownictwo mieszkaniowe 1995 r. – 1998 r. 0,27 mld zł
Dopłaty w programie Mieszkanie dla Młodych 2014 r. – 2018 r. 0,21 mld zł (w 2014 r.)
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju

Od 1995 r. PKB wzrósł pięciokrotnie, a wydatki mieszkaniowe spadły

Na uwagę zasługuje również udział bezpośrednich wydatków mieszkaniowych budżetu w polskim PKB. Na początku analizowanego okresu (1995 r.) ten udział przekraczał 0,80%. Obecnie analogiczna wartość wynosi tylko 0,09% (patrz powyższy wykres). Tak duża zmiana wynika z faktu, że przez dwadzieścia lat produkt krajowy brutto w cenach bieżących wzrósł aż pięciokrotnie. Równocześnie nominalne wydatki na sferę mieszkaniową spadły o 44%. Ich poziom w relacji do PKB (0,09%) nie zmienił się w latach 2011 – 2014 – tłumaczy analityk portalu RynekPierwotny.pl.

Stosunek bezpośrednich wydatków na „mieszkaniówkę” do polskiego PKB jest niski w porównaniu z wynikami, które notuje się w niektórych krajach Europy Zachodniej. Dane OECD z 2011 r. wskazują, że znacznie wyższe wydatki na mieszkalnictwo zaplanowały między innymi rządy Wielkiej Brytanii (1,5% PKB), Francji (0,8% PKB), Danii (0,7% PKB), Niemiec (0,6% PKB), Irlandii (0,4% PKB) oraz Holandii (0,4% PKB). Niski poziom zaangażowania państwa w „mieszkaniówkę” (ok. 0,1% PKB) od 1995 r. do 2011 r. był widoczny m.in. w Czechach i Austrii. Dwa wymienione kraje cechują się jednak lepszym zaspokojeniem potrzeb mieszkaniowych niż Polska. To wskazuje, że wysokość publicznych wydatków nie musi być decydującym kryterium. Kluczowe znaczenie ma też koncentracja polityki mieszkaniowej na tych obszarach, które tego rzeczywiście potrzebują.

W przypadku Polski, najbardziej problematyczną i zaniedbaną częścią „mieszkaniówki” jest budownictwo socjalne. Chroniczny niedobór lokali socjalnych utrudnia liberalizację przepisów dotyczących eksmisji i rozwój profesjonalnego najmu. Warto również wspomnieć o odszkodowaniach, które samorządy muszą płacić wynajmującym w związku z brakiem możliwości eksmisji. Tylko w 2013 r. czternaście dużych miast (m.in. Kraków, Wrocław, Poznań i Łódź) na ten cel wydało ponad 30 mln zł.

Andrzej Prajsnar – RynekPierwotny.pl

W ostatnim roku liczba wycieków danych w sektorze ochrony zdrowia wzrosła aż o 20 proc.

Ponad 25 proc. wszystkich wycieków poufnych danych w ostatnim roku miało swoje źródło w placówkach sektora ochrony zdrowia . Eksperci alarmują, że w ostatnich latach liczba tzw. leaków w sektorze medycznym podwoiła się. W 2013 roku było ich zaledwie 7,6 proc., z kolei w 2014 już ponad jedna czwarta wszystkich wycieków pochodziła z placówek medycznych . Ze względu na specyfikę branży healthcare znajduje się tam wiele wrażliwych danych takich jak np. PESEL, NIP, historia choroby, ubezpieczenie, adres zameldowania i wiele innych. Czym są spowodowane wycieki tak kluczowych danych i czym mogą skutkować?

Pracownicy podmiotów z branży medycznej często nie do końca zdają sobie sprawę z wagi danych do jakich mają w swojej pracy dostęp. Wystarczy, że ktoś nie wyloguje się z systemu i odejdzie na chwilę od stanowiska pracy i może to skutkować wyciekiem poufnych danych pacjentów czy wrażliwych informacji o danej placówce. Nagminne jest przekazywanie kompetencji, dostępu do systemów i haseł osobom, które nie są odpowiednio w tym zakresie przeszkolone. Niezbędna jest też okresowa weryfikacja znajomości i przestrzegania stosownych procedur.

„Każdego dnia w polskich placówkach medycznych przybywa informacji osobistych zapisanych na papierowych i cyfrowych nośnikach danych. Właściwe ich zabezpieczenie wymaga dużych nakładów finansowych i odpowiedniego przeszkolenia, a w obecnych warunkach mało którą placówkę na to stać. Przechowywane dane to nie tylko adresy zamieszkania czy numery telefonów, ale także przede wszystkim – lista chorób oraz przyjmowanych leków, PESEL, historia przebytych operacji itp. Nietrudno wyobrazić sobie, że kiedy tak cenne informacje wpadną w niepowołane ręce to straci na tym nie tylko placówka medyczna, z której był wyciek, ale przede wszystkim pacjenci. Musimy sobie uzmysłowić, że ponad 90 proc. wszystkich wycieków poufnych danych, bez względu na branżę, zawiera dane osobowe”komentuje Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska.

Do 2017 r. – zgodnie z planami rządu – nowoczesne systemy informatyczny mają zastąpić papierową dokumentację medyczną. Dla wielu organizacji będzie to ogromne wyzwanie. Placówki medyczne oprócz wdrożenia nowych systemów będą musiały przede wszystkim pozbyć się dotychczasowej dokumentacji, zgromadzonej na papierze oraz na nowoczesnych nośnikach danych. Kompleksowe przygotowanie do bezpiecznej i profesjonalnej utylizacji będzie według ekspertów skomplikowanym i czasochłonnym procesem, wymagającym zastosowania najnowszego sprzętu oraz zachowania odpowiednich norm bezpieczeństwa.

„Jak wynika z badań ekspertów, liczba leaków w branży healthcare i służbie zdrowia w ostatnich latach wyraźnie wzrosła. Jest to o tyle niepokojące, że właśnie w tym sektorze powinniśmy położyć duży nacisk na edukowanie zarówno pracowników medycznych, jak i pacjentów, ponieważ jest to w interesie nas wszystkich. Przecież w zasadzie każdy z nas korzysta z usług medycznych czy hospitalizacji w ośrodkach służby zdrowia. Szerzenie świadomości o tym, jak ważne jest właściwe obchodzenie się z dokumentacją medyczną oraz wykorzystanie nowoczesnych narzędzi do utylizacji nośników danych wewnątrz placówek medycznych, pozwoli znacznie zmniejszyć ryzyko potencjalnego wycieku. Oddzielną sprawą jest informatyzacja służby zdrowia, która jest w rządowych planach. Wiąże się z tym ogromny proces archiwizacji oraz utylizacji zbędnych dokumentów. Wszystko powinno być przeprowadzone zgodnie z obowiązującą norma bezpieczeństwa DIN 66399 i za pomocą nowoczesnych niszczarek do papierowych i cyfrowych nośników danych. Do takich działań powinni być dedykowani specjalnie przeszkoleni eksperci, a cały proces powinien zostać przeprowadzony wewnątrz tych organizacji. Chyba nikt z nas nie chciałby, aby jego poufne dane trafiły na śmietnik lub też stały się przedmiotem handlu” – dodaje Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska.

Wyciek poufnych informacji może być dla pacjentów dużym zagrożeniem. Wyobraźmy sobie sytuację, w której ubezpieczyciel posiada informację o tym, że dana osoba przeszła poważną chorobę czy operację. Może to skutkować tym, że ubezpieczyciel odmówi ubezpieczenia takiej osobie albo zaproponuje odpowiednio wysoką składkę. Podobnie wygląda sytuacją w przypadku pracodawców. Informacja o przewlekłej chorobie potencjalnego pracownika może działać na jego niekorzyść w procesie rekrutacyjnym.

Gdzie Grecja znajdzie 50 mld euro?

W poniedziałek ogłoszono, że Grecja w zamian za przeprowadzenie poważnych reform dostanie w ramach pomocy od wierzycieli ponad 80 mld euro. Jednym z warunków jest jednak utworzenie specjalnego funduszu, którego zadaniem będzie sprywatyzowanie majątku państwowego o wartości 50 mld euro. Czy uzyskanie takiej kwoty jest w ogóle możliwe? Tłumaczy Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Po wielomiesięcznych rozmowach greccy wierzyciele zgodzili się na rozpoczęcie negocjacji dotyczących uruchomienia trzyletniego pakietu pomocy na kwotę 85 mld euro. Ateny jednak będą musiały w środę (15 lipca) uchwalić ustawy zmieniające zasady naliczania podatku VAT. Konieczne będzie także przegłosowanie planu naprawy systemu emerytalnego oraz zapewnienie niezależności narodowego biura statystycznego.

Prawdopodobnie w kolejnych czterech tygodniach Grecja zostanie zobowiązana do przeprowadzenia zmian w sądownictwie i na rynku pracy oraz uelastycznienia zasad sprzedaży detalicznej, czyli m.in. otwarcia sklepów w niedzielę. Najciekawszym pomysłem jest jednak program prywatyzacji. Według wierzycieli ma przynieść Atenom dochody w wysokości 50 mld euro. Trzy czwarte z tej kwoty zostanie przeznaczone na spłatę długów i dokapitalizowanie greckich banków. Pozostała część, czyli około 12 mld euro, będzie przekazana na inwestycje.

To już było

Cztery lata temu, czyli w momencie negocjowania poprzedniego programu pomocowego, przedstawiono niemal identyczny plan. W czerwcu 2011 r. „The Wall Street Journal” informował, że Ateny w ramach nowego programu pomocowego będą musiały sprywatyzować majątek o wartości 50 mld euro. Wtedy też Grecja dostała zalecenie, aby realizacja sprzedaży krajowego majątku zakończyła się w 2015 r.

Co z tych zaleceń zostało zrealizowane? Zgodnie z informacjami przedstawionymi pod koniec 2014 r. przez Hellenic Republic Asset Development Fund (HRADF), czyli specjalną jednostkę zajmującą się sprawami prywatyzacji w Grecji, od 2011 r. sprzedano majątek o wartości 7.7 mld euro. Do tej pory na konto państwa wpłynęło jednak tylko 3.1 mld euro. Poprzednie zobowiązania Greków nie zostały wypełnione. Trudno więc się dziwić, że najbardziej zainteresowana sprawą delegacja niemiecka pierwotnie chciała, by fundusz prywatyzacyjny znajdował się w Luksemburgu i stamtąd był zarządzany pod nadzorem Brukseli.

Okazało się jednak, że instytucja znajdować się będzie na terenie Grecji, a kierować nią będą krajowe władze pod nadzorem strefy euro. Innym, być może jeszcze poważniejszym problemem, jest kwestia majątku, który ma zostać sprzedany prywatnym właścicielom. Dla dziesięciomilionowego państwa, którego sytuacja makroekonomiczna jest katastrofalna, 50 mld euro to dość znacząca kwota. Transakcje przeprowadzone w ostatnich latach przez HRADAF pokazują, że to, co było łatwe do spieniężenia lub mało kontrowersyjnie społecznie, zostało sprzedane.

Według danych HRADF, od 2011 r. uzyskano do budżetu 380 mln euro między innymi ze sprzedaży licencji telefonii komórkowej, prawie miliard euro z licencji na operowanie kasynami czy 770 mln euro za 12-letni kontrakt zarządzania państwową loterią.

Spoglądając na projekty, których przetarg się już rozpoczął, trudno znaleźć oferty o wartości pozwalającej na miliardowe przychody. Wśród kilkunastu propozycji znajduje się między innymi była amerykańska baza wojskowa w Heraklionie czy pole golfowe „Kassandra”. Nawet jeżeli nieruchomości te znajdą kupców, przychody z ich sprzedaży będą symboliczne w relacji do potrzeb kraju.

Spółki skarbu państwa też nie wystarczą

Premier Alexis Tsipras w przeszłości wielokrotnie powtarzał, że nie będzie prywatyzował przedsiębiorstw użyteczności publicznej. Nawet jeżeli rzeczywiście w ostatnich dniach zmienił zdanie, to wartość projektów w planach HRADF jest niska w relacji do wymagań wierzycieli. Zaliczają się do nich między innymi firmy zajmujące się publiczną dystrybucją gazu ziemnego, elektryczności, wody czy odprowadzaniem ścieków. Do prywatnego właściciela mogłoby także także trafić 30 proc. udziałów greckiej rafinerii. Ponieważ jej giełdowa wartość obecnie wynosi półtora mld euro, raczej nie można się spodziewać, że uzyska się za nią więcej niż 500 mln euro.

Zakładając, że sprzedaż spółek publicznych zostanie przeprowadzona w całości i porównując ich wycenę do analogicznych podmiotów za granicą, nie należy oczekiwać więcej niż 10 mld euro wpływów z prywatyzacji na przestrzeni najbliższych lat. Dodatkowym warunkiem jest także ustabilizowanie się sytuacji ekonomicznej w Grecji oraz porozumienie ze związkami zawodowymi, które już zapowiadają protesty.

Niewykluczone więc, że w kwestii „zastawienia” greckiego majątku premier Tsipras okazał się sprytniejszy od europejskich decydentów, wiedząc, że wpływy uzyskane z prywatyzacji będą wielokrotnie mniejsze niż 50 mld euro. Możliwe także, że Bruksela jest świadoma tego, że majątek państwowy w Grecji jest znacznie mniej warty, a jego celowe przewartościowanie miałoby jedynie uspokoić niezadowolenie społeczne w krajach wierzycieli.

Przychody klubów Ekstraklasy w sezonie 2014/2015

Przychody klubów Ekstraklasy wynoszą 375 mln zł

Legia Warszawa czwarty rok z rzędu jest liderem wśród polskich klubów piłkarskich pod względem osiąganych przychodów. W przypadku stołecznego klubu po raz pierwszy przekroczyły one poziom stu mln zł. Przychody z 2014 roku w wysokości 101,5 mln zł pozwoliły Legii osiągnąć ponad dwa razy lepszy wynik niż następny w zestawieniu Lech Poznań. Łączne przychody wszystkich klubów grających w Ekstraklasie wyniosły 375 mln zł i ich wysokość była niemal identyczna jak rok wcześniej, a tymczasem aż 13 z 16 klubów zwiększyło swoje wpływy – to główne wnioski z IX edycji raportu „Piłkarska Liga Finansowa” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Jak wskazują eksperci śladem najlepszych i największych lig piłkarskich w Europie w polskich klubach polepsza się stosunek wypłacanych wynagrodzeń do osiąganych przychodów, co powoduje że wskaźniki i struktura finansów najlepszych polskich klubów jest coraz zdrowsza.

Zestawienie przygotowane po raz dziewiąty przez Deloitte przedstawia przychody klubów, grających w rozgrywkach Ekstraklasy w sezonie 2014/2015, osiągnięte w roku 2014. Na podium oprócz Legii Warszawa i Lecha Poznań (które utrzymały pozycję sprzed roku) znalazła się Wisła Kraków (awans z piątego miejsca). Pierwszą piątkę uzupełniają Lechia Gdańsk (awans z szóstego miejsca) i Pogoń Szczecin (awans z ósmego miejsca).

Przychody klubów Ekstraklasy w sezonie 2014/2015
Przychody klubów Ekstraklasy w sezonie 2014/2015 Źródło: Deloitte

Legia Warszawa tegoroczne zdecydowane zwycięstwo zawdzięcza zwiększeniu przychodów o 6,6 mln zł, co stanowi wzrost o 7 proc. rok do roku. „Po raz czwarty w naszym zestawieniu warszawski klub jest niezaprzeczalnym liderem. Póki co żaden z pozostałych klubów pod względem przychodów nie ma nawet szans, by się do niego zbliżyć. Przychody Legii są większe niż trzech następnych klubów razem wziętych” – mówi Marcin Diakonowicz, Partner w Dziale Audytu, Lider Sports Business Group Poland, Deloitte. „Ten znakomity wynik jest zasługą dobrze rozwiniętych przychodów komercyjnych, które stanowią największą grupę wpływów klubu. Awans do fazy grupowej europejskich rozgrywek, jak również wygranie swojej grupy w Lidze Europy dodatkowo pozytywnie wpłynęły na wysokość uzyskanych przychodów w roku 2014” – dodaje Marcin Diakonowicz.

Wraz z rozpoczęciem sezonu 2015/2016 warszawski klub ponownie stanie przed szansą występów w fazie grupowej Ligi Europy. Warunkiem koniecznym jest zwycięstwo w eliminacjach. Pierwszym przeciwnikiem stołecznej drużyny będzie rumuńskie FC Botosani. Prócz stołecznej drużyny w eliminacjach biorą udział także Jagiellonia Białystok oraz Śląsk Wrocław. Wraz z początkiem sezonu 2015/2016 w walce o Ligę Mistrzów staje Lech Poznań. Wraz z ewentualnym awansem do fazy grupowej, Lech ma szansę na dogonienie warszawskiej ekipy.

W 2014 roku aż 13 z 16 klubów, które znalazły się w rankingu, zwiększyło swoje przychody. Oprócz Legii, największe wzrosty należą do Cracovii (o 4,77 mln zł) oraz GKS Bełchatów (o 4,39 mln zł). Z kolei największy spadek analizowanych kategorii przychodów zanotowały Śląsk Wrocław (o 9,3 mln zł) oraz Górnik Zabrze (o 2,6 mln zł).

Łączne przychody klubów Ekstraklasy wyniosły w analizowanym czasie 375 mln zł. Jednoprocentowy spadek (o ok. 4 mln zł) w porównaniu do 2013 roku był spowodowany degradacją osiągającego wysokie przychody Zagłębia Lubin. W tym roku, w związku z tym, że klub z Lubina ponownie znalazł się wśród najlepszych klubów i wraz z początkiem sezonu 2015/2016 rozpocznie rozgrywki w Ekstraklasie, spodziewany jest ponowny wzrost przychodów Ekstraklasy. Kluby najwyższej kategorii rozgrywek krajowych zanotowały największy wzrost przychodów z praw do transmisji (o 9 proc. do 131,2 mln zł). Przychody komercyjne zanotowały spadek o 8 proc. (do 174 mln zł), a przychody z dnia meczu utrzymały się na zeszłorocznym poziomie około 70 mln zł.

Eksperci Deloitte przeanalizowali także wpływ reformy rozgrywek Ekstraklasy (m.in. zwiększenie liczby kolejek o siedem, działania monitorujące, raportowanie przez kluby) na jej przychody. „Zmiany te miały wpłynąć znacząco na zwiększenie przychodów z dnia meczu oraz z transmisji telewizyjnych i wpłynąć na zrównoważenie budżetów klubowych. W analizowanym przez nas sezonie zmian tych jeszcze jednak wyraźnie nie widać. Być może ich wpływ będzie bardziej widoczny już w kolejnym sezonie wraz z podpisaniem nowej umowy na transmisję meczy” – mówi Przemysław Zawadzki, Starszy Menedżer w Dziale Audytu, ekspert grupy sportowej, Deloitte.

W 2014 roku przychody komercyjne miały 46-procentowy udział w przychodach klubów Ekstraklasy (spadek o 4 p.p.), przychody z transmisji telewizyjnych 35 proc. (wzrost o 4 p.p.), a przychody z dnia meczu 19 proc. (bez zmian). Spośród klubów najbardziej zrównoważoną strukturę przychodów mają Legia Warszawa, Lech Poznań i Wisła Kraków.

W tegorocznej edycji rankingu (wzorem największych lig europejskich) w Ekstraklasie poprawił się stosunek wypłacanych wynagrodzeń do osiąganych przychodów. Wskaźnik ten spadł z poziomu 76 proc. do 72 proc. Według ekspertów Deloitte optymalny poziom to 60 proc. Najniższy współczynnik osiągnęły GKS Bełchatów (51 proc.) i Legia Warszawa (52 proc.). Z kolei w trzech klubach wskaźnik ten przekroczył 100 proc.: Piaście Gliwice (115 proc.), Górniku Zabrze (120 proc.) oraz Koronie Kielce (129 proc.), czyli kluby więcej płaciły (łączna wysokość plac zawodników, szkoleniowców, administracji, zarządu etc) niż generowały przychodów z działalności stricte sportowej.

Biorąc pod uwagę wysokość przychodów Ekstraklas y w porównaniu z ligami zagranicznymi – między Ekstraklasą a najlepszymi ligami świata „Big 5” nadal istnieje przepaść, której nie zmniejszymy z wielu powodów. Na ogromną różnicę wpływów pomiędzy Ekstraklasą a ligami „Wielkiej Piątki” wpływa wiele aspektów, m.in. wysokie kontrakty sponsorskie, globalność marek a co za tym idzie zagraniczni kibice, lukratywne umowy na sprzedaż praw do transmisji meczów oraz regularne występy drużyn z tych krajów w europejskich pucharach (przede wszystkim w Lidze Mistrzów). Spośród europejskich lig średniej wielkości wciąż największą pozostaje liga holenderska, która z łącznymi przychodami na poziomie 439 mln euro jest prawie pięciokrotnie większa od Ekstraklasy, ale z roku na rok dystans między nimi zmniejsza się.

Przychody klubów Ekstraklasy wynoszą 375 mln zł
Przychody klubów Ekstraklasy w sezonie 2014/2015 Źródło: Deloitte

Poprawa w ostatnim czasie infrastruktury stadionowej przekładała się na wzrost frekwencji na meczach Ekstraklasy. „Należy przy tym pamiętać że dwa kluby Ekstraklasy wciąż rozbudowują swoją infrastrukturę meczową co negatywnie wpływa na ten wskaźnik. Trend nieznacznie wzrósł w porównaniu do zeszłego roku. Średnia liczba kibiców oglądających „na żywo” mecz klubowy wzrosła o 1 proc., do poziomu 8,3 tys. osób na spotkanie” – wyjaśnia Przemysław Zawadzki.

Osiągana frekwencja ma bezpośrednie przełożenie na uzyskane przychody w dniu meczu. Oceniając średnie zapełnienie stadionu polskiej ligi do największych lig na świcie – stadiony podczas rozgrywek Ekstraklasy są zapełnione w 41% wobec np. angielskiej Premier League 96%, niemieckiej Bundesligi 90% czy hiszpańskiej La Liga 65%. Wyzwaniem dla Ekstraklasy jest wzrost zapełnia stadionów, Wzrost frekwencji na meczach zależy również od poziomu prezentowanych widowisk sportowych.

„Pozytywnie na liczbę kibiców na stadionach i związane z tym przychody może wpłynąć wzmocnienie wizerunku klubów i meczy jako bezpiecznych, dzięki czemu mecz byłby alternatywą na spędzenie wolnego czasu dla całych rodzin” – mówi Aleksandra Stanek-Kowalczyk, Starszy Menedżer w Zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, Deloitte. „Co prawda jak pokazuje badanie przeprowadzone przez MillwardBrown rozgrywki Ekstraklasy są postrzegane jako przestrzeń do wzmacniania więzi społecznych i integracji, w tym okazji do męskich spotkań (72 proc.) oraz wspólnych przeżyć (69 proc.), ale też wciąż budzą negatywne emocje związane z korupcją i układami (48 proc.) oraz brakiem bezpieczeństwa (42 proc. )[i]” – dodaje.

„Przed polskimi klubami niezmiennie stoi zadanie przyciągnięcia większej liczby widzów na stadiony. Jednak możliwość generowania większych przychodów nie wynika tylko z wyższej frekwencji, ale także m.in. z infrastruktury gastronomicznej, stref i loży dla klientów biznesowych. Zmniejszanie dystansu do mniejszych lig europejskich będzie niemożliwe również bez gry w fazie grupowej europejskich rozgrywek” – podsumowuje Marcin Diakonowicz.

O raporcie:

Raport Deloitte został sporządzony w oparciu o przychody klubów Ekstraklasy, pochodzących z trzech źródeł: z dnia meczu (wpływy ze sprzedaży biletów, karnetów i cateringu), praw do transmisji (uwzględniające również premie za udział w pucharach) oraz komercyjnych (wpływy reklamowe, sponsoring, sprzedaż gadżetów). Ranking analizuje przychody klubów, które w sezonie 2014/2015 grały w rozgrywkach Ekstraklasy. Dane pochodzą ze sprawozdań finansowych za rok kalendarzowy 2014. Zostały one dostarczone przez same kluby i nie były weryfikowane przez Deloitte. Warto zauważyć, że wszystkie kluby przekazały swoje dane, co jest dowodem na wzrost transparentności w polskiej piłce nożnej w ostatnich latach. Do porównań z klubami oraz ligami zagranicznymi wykorzystano dane z globalnych raportów Deloitte „Annual Review of Football Finance” (największe ligi) oraz „Football Money League” (największe kluby) z 2015 r.

Ranking polskich klubów piłkarskich oparto na wielkości przychodów pochodzących z działalności tzw. sportowej. Wpływy klubów nie uwzględniają takich kategorii jak np. transfery bądź wypożyczenia piłkarzy, ponieważ są to często wydarzenia jednorazowe i nie odzwierciedlają możliwości generowania stałych przychodów przez klub (transfery nie stanowią trwałego źródła budowania całościowej wartości futbolu, ponieważ przychody z transferu jednego klubu są kosztem innego). Ponadto, w rankingu nie zostały uwzględnione przychody z niesportowej działalności gospodarczej (np. dzierżawa gruntu).

[i] Źródło: „Fakty i mity o Ekstraklasie”, badanie CAPI, październik 2014 r., MillwardBrown na zlecenie Ekstraklasa S.A., N= 1200 osób w wieku 13-65 lat.

Robert Majkowski członkiem Komisji Etyki i Zespołu ds. Audytu KPF

0

Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych już po raz trzeci powołała Roberta Majkowskiego, Prezesa Funduszu Hipotecznego DOM, w skład Komisji Etyki KPF, w której objął funkcję wiceprzewodniczącego i członka Zespołu ds. Audytu Etycznego. Do zadań Roberta Majkowskiego należeć będzie między innymi audyt i ocena praktyk gospodarczych stosowanych przez członków KPF pod kątem zgodności z Zasadami Dobrych Praktyk.  

Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych zrzesza kilkadziesiąt kluczowych firm z polskiego rynku finansowego. Jej misją jest promowanie odpowiedzialnego i etycznego podejścia w biznesie, wyznaczanie wysokich standardów postępowania w relacjach z klientami i kontrahentami oraz nadzorowanie stosowania się do nich.

Zasady Dobrych Praktyk to dokument, który stanowi zbiór zasad postępowania, opartych na ogólnych normach moralnych i zgodnych z obowiązującym prawem, przyjętych do stosowania przez przedsiębiorstwa działające na rynku finansowym, w szczególności związane z rynkiem finansów konsumenckich.

– Narzędziem sprawdzającym stosowanie Zasad Dobrych Praktyk jest audyt, nad którym czuwa Zespół ds. Audytu Etycznego. Potwierdzeniem, że dana firma stosuje powyższe Zasady w relacjach ze swoimi klientami oraz partnerami biznesowymi, jest z kolei Certyfikat Etyczny. Może go uzyskać każdy członek Konferencji, pod warunkiem, że uzyska pozytywną ocenę Komisji Etyki – mówi Andrzej Roter, Dyrektor Generalny Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych.Robert Majkowski

Robert Majkowski jest jednym z założycieli i akcjonariuszy Funduszu Hipotecznego DOM S.A. Na polskim rynku finansowym pracuje od 1997 r. Przez ponad 6 lat związany był z grupą BRE Banku – pracował w Skarbiec TFI oraz Skarbiec Asset Management Holding, m.in. na stanowiskach Dyrektora Sprzedaży oraz Dyrektora Generalnego odpowiedzialnego za sprzedaż i marketing funduszy inwestycyjnych i emerytalnych Skarbca. Pracował w Finplus S.A. (obecnie Sygma Bank Polska) na stanowisku Dyrektora Sprzedaży, Marketingu i Rozwoju oraz w Xelion. Doradcy Finansowi, gdzie odpowiadał za rozwój sieci doradców. Robert Majkowski jest absolwentem warszawskiej SGH oraz Politechniki Świętokrzyskiej. Ukończył również podyplomowe studia z zakresu ubezpieczeń na Warszawskiej Akademii Finansów. Od 2008 roku nieprzerwanie pełni funkcję Prezesa Zarządu Funduszu Hipotecznego DOM S.A.

Poprawka w ustawie warta miliard złotych

Akcje brytyjskiej firmy International Personal Finance (IPF) straciły w poniedziałek ponad 25% wartości. Wszystko przez poprawkę jednego posła zmieniającą treść antylichwiarskiej ustawy, a konkretnie sformułowania dotyczącego włączenia do ustawowego limitu wszystkich opłat ponoszonych przez klienta w związku z zawarciem umowy kredytowej.

– Nowa ustawy wprowadza maksymalną wysokość pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego, co ma służyć ukróceniu stosowania przez firmy pożyczkowe „lichwiarskiego oprocentowania”, np. bardzo wysokich opłat za przedłużanie terminu spłaty pożyczek. Wprowadzono też maksymalną wysokość odsetek za opóźnienie w spłacie kredytu konsumenckiego oraz limit dopuszczalnych opłat windykacyjnych. Wprowadzona do ustawy poprawka oznacza także, że każda usługa sprzedawana przy okazji zawierania umowy kredytowej musi być uwzględniona w limicie, np., opłata za odstąpienie roszczeń wobec spadkobierców po śmierci pożyczkobiorcy. Nie zmienia to faktu, że ustawa antylichwiarska zawiera wiele luk prawnych, które umożliwiają obchodzenie tego limitu, np., sprzedaż kart przedpłaconych lub udzielanie pożyczek na dłuższy termin – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Nowy limit kosztów pożyczek wynosi 25% kosztów bazowych plus 30% w skali roku, co oznacza, że miesięcznie nie może on przekroczyć 27,5% (25%+1/12*30%). Innymi słowy, pożyczając 1 tys. zł na miesiąc, maksymalnie należy oddać 1275 zł.

Poniedziałkowe załamanie kursu akcji IPF jest konsekwencją wprowadzenia poprawek do ustawy, która pierwotnie była korzystna dla tej spółki. Poprawkę zgłosił poseł Jacek Brzezinka (PO), a konkretnie zamianę sformułowania „pod limit wchodzą wszystkie koszty, jakie klient musi ponieść w związku z umową o kredyt” na „pod limit wchodzą wszystkie koszty, jakie klient ponosi w związku z umową o kredyt”. Na pierwszy rzut oka różnicy nie widać, ale zmiana tego sformułowania ma kolosalne znaczenie, bo oznacza, że opłaty za dobrowolne usługi również należy włączyć pod limit (jak wszystkie to wszystkie). Najwięcej na tej poprawce traci Provident.

– Rynek zwykle wie lepiej, co jest groźne dla spółki. W konsekwencji notowania firmy IPF na londyńskiej giełdzie (LSE) w zaledwie dzień spadły o 25%. Z szacunków wynika, że 60% zysków brutto IPF pochodzi z działalności w Polsce. Dlatego napływ informacji o potencjalnym zmniejszeniu dochodów na skutek nowych regulacji musiał zakończyć się poważną przeceną. Kapitalizacja firmy zmniejszyła się o przeszło 200 mln funtów, czyli 1 mld zł – dodaje Piechowiak.

SaveCart ratuje internetowe koszyki

Jak pokazują badania, aż 7 na 10 osób kupujących online porzuca koszyk z wybranymi produktami i nie kończy zakupów. Polski start-up SaveCart znalazł na to rozwiązanie. Firma wprowadziła na rynek autorskie narzędzie e-commerce, które pozwala zwiększyć liczbę realizowanych transakcji. Monitorując zachowania i preferencje kupujących oraz tworząc spersonalizowane oferty, SaveCart angażuje i inspiruje do dalszych zakupów.

Klienci sklepów internetowych, już po dodaniu produktów do koszyka, często zmieniają zdanie i nie kończą zakupów. Niecierpliwi ich długość całego procesu lub skomplikowana nawigacja, bywają zaskoczeni ceną końcową lub znajdują tańszą ofertę. Jest jednak sposób, aby to zmienić.

Ponad 1 milion złotych – to wartość transakcji online uratowanych przez SaveCart, firmę, która zadebiutowała na polskim rynku e-commerce zaledwie kilka miesięcy temu. Jesteśmy jedną z pierwszych firm w Polsce, która oferuje tak kompleksowy system wsparcia sprzedaży w e-commerce. Sklepy, które zdecydowały się wdrożyć nasze rozwiązanie w ciągu zaledwie kilku miesięcy zyskały dodatkowe 1 mln złotych w uratowanych przez SaveCart transakcjach. Nadal pracujemy nad rozwojem oferty i wprowadzamy nowe usługi, które pozwalają na jeszcze bardziej spersonalizowane podejście do klientów, a przez to tworzenie angażujących i co najważniejsze skutecznych kampanii – mówi Piotr Ziółkowski, Business Development Director w SaveCart.

SaveCart monitoruje i zapisuje pełną aktywność klientów e-sklepu, w tym niezarejestrowanych gości, niezalogowanych użytkowników oraz zalogowanych stałych klientów. Na bazie zebranych danych tworzy ich profile i zapamiętuje preferencje. Następnie, w czasie rzeczywistym rekomenduje konkretne produkty na podstawie zdiagnozowanych intencji zakupowych. Narzędzie jest tak skonstruowane, że umożliwia dotarcie z wybranym komunikatem do konkretnego klienta lub całej grupy, zaś dynamiczna modyfikacja layoutu pozwala na zwiększenie widoczności rekomendowanych  produktów oraz tworzenie personalizowanych przekazów.

SaveCart zadebiutował na polskim rynku e-commerce w listopadzie 2014 roku. Dotychczasowe kampanie zrealizowane przez firmę pokazują, że dzięki systemowi obroty w e-sklepach wzrastają średnio o 20 proc.

 

Coraz więcej ofert pracy

Drugi kwartał tego roku okazał się jeszcze lepszy dla szukających pracy niż pierwszy. Licznik rynku InfoPraca pokazuje, że pracodawcy z większości branż otworzyli się na nowych pracowników, a wśród nich na szczególne wyróżnienie zasługują branże IT, produkcyjna, handlowa i budowlana.

Najpopularniejsze branże  

W porównaniu do pierwszego kwartału, w drugim pojawiło się niemal o 20 proc. więcej ofert pracy. Kategorie sprzedażowe osiągnęły poziom 7303 ofert, z czego 2257 dotyczy sprzedaży detalicznej, a 5046 jest udziałem przedstawicieli handlowych, account managerów i telemarketingu. Branża IT przekroczyła poziom 6000 ofert, branża produkcyjna – 5790. Dla programistów i analityków IT pojawiło się 3297 ofert, obsługi klienta/call centre – 2093 i pracowników budowlanych – 2000.

Tradycyjnie dobrą passę podtrzymała branża IT, notując wzrost na poziomie 18 proc. w porównaniu do pierwszego kwartału. Kroku dotrzymała jej księgowość. Obiecująco wygląda sytuacja w marketingu i PR (+20 proc.), a to jeden z sygnałów świadczących o poprawie koniunktury. Ten wynik podzieliła branża nieruchomości. W sprzedaży bardzo dobry wynik ilościowy przełożył się na wzrost na poziomie 4 proc. Spore, bo ponad 40-procentowe wzrosty stały się udziałem transportu i dystrybucji oraz branży restauracyjnej i cateringowej. Niewiele ustąpiły im logistyka, budownictwo i prace produkcyjne, o 27 proc. poprawiła się inżynieria, a o 24 proc. administracja.

Gdzie po pracę?

Dobra wiadomość jest taka, że niemal we wszystkich województwach przybyło ofert pracy. Ich łączna liczba wyniosła 43 000. Liderem wśród województw zostało mazowieckie, które osiągnęło imponujące 12 000 ofert. Na niemal 5500 ofert mogą liczyć zainteresowani śląskim, 5200 dolnośląskim, ponad 4400 małopolskim, ponad 3100 wielkopolskim. Pomorskie z wynikiem przekraczającym 2100 ofert wspięło się na szczyt rankingu wzrostu (37 proc.), równie dobrze pod tym względem wypadło świętokrzyskie (33 proc.), mazowieckie (27 proc.), łódzkie (25 proc.) i opolskie (23 proc.). Tylko w jednym województwie drugi kwartał był gorszy niż pierwszy – w warmińsko-mazurskim liczba ofert zmniejszyła się o 12 proc.

Kto szuka pracy?

Zauważalna jest dysproporcja między popytem na programistów IT a podażą. O  ile ofert pracy dla nich systematycznie przybywa, to nie idzie to w parze z odpowiedziami na nie. Zgodnie z Licznikiem rynku InfoPraca, w drugim kwartale 2015 r. w tej kategorii blisko 30 proc. pochodzi z Mazowsza, 25 proc. z Małopolski, 15 proc. z Dolnego Śląska, a ok. 11 proc. ze Śląska. Niemal 1/5 aplikacji w branży produkcyjnej pochodzi z województwa śląskiego. Administracja szczególną popularnością cieszy się na Mazowszu, wyprzedzając małopolskie i śląskie. Widać zainteresowanie branżą budowlaną. Lideruje mazowieckie, za nim uplasowało się śląskie, a następnie małopolskie. Nieznacznie branży budowlanej ustąpiła praca przedstawiciela handlowego. Zauważalna jest przewaga Mazowsza, kolejne miejsca należą do Śląska, Małopolski, Dolnego Śląska i Wielkopolski.

Po trzecim kwartale możemy spodziewać dalszych wzrostów, które będą udziałem wszystkich województw. Firmy sygnalizują coraz większe zapotrzebowanie na specjalistów, których niestety zaczyna brakować. To oznacza, że ich pozycja staje się coraz silniejsza. Na znaczeniu powinna zyskać branża turystyczna, co wiąże się z rozpoczętym właśnie sezonem urlopowym – komentuje Marek Jurkiewicz, General Manager InfoPraca.

Grecja czy Chiny?

Na rynkach panuje w dalszym ciągu duża ostrożność. Niby Grecy mają porozumienie, ale jest ono niepewne i wymaga jeszcze kilku potwierdzeń. Niby chińska giełda się stabilizuje, ale wczoraj spada już ponad 4%. Wielu inwestorów chciałoby, aby ten tydzień już się skończył, a odpowiedzi na nurtujące pytania leżały na stole.

Temperatura wokół Grecji wciąż rośnie. Obecne porozumienie ciężko nazwać docelowym, gdyż jest jeszcze wiele zagrożeń. Czynniki te mogą spowodować, że pomimo ogłoszenia wielkiego przełomu w poniedziałek i tak nie dojdzie do porozumienia.

Dzisiaj do północy w greckim parlamencie musi zostać zaakceptowany wstępny pakiet reform. Uwagę obserwatorów budzi niepewna podstawa koalicjanta oraz bunt 30 posłów wewnątrz partii rządzącej. Brzmi to bardzo źle, na szczęście, w tym jakże ciekawym państwie, opozycja bierze również odpowiedzialność za państwo i prawdopodobnie to jej głosami Cipras uzyska większość. Otwartym pozostaje co stanie się z rządem pokiereszowanym porozumieniem wprost zaprzeczającym niedawnemu referendum. Pomimo, że rząd Syrizy nie jest entuzjastycznie przyjmowany na rynkach ewentualne wybory niemal z pewnością dalej osłabią euro, a co za tym idzie złotego.

Problemem jest również to kto solidarnie ma za Greków zapłacić. Ostatnie mechanizmy stabilizacyjne zakładały brak udziału państw z poza strefy euro. Obecnie ze względu na olbrzymie potrzeby znowu do zabawy w ramach solidarności wciągana jest Wielka Brytania i kraje Skandynawskie. Unia ma nadzieje, że w żadnym kraju członkowskim nie dojdzie do referendum w sprawie pomocy dla Grecji. O ile wynik pytania się Greków o to czy chcą spłacać zadłużenie wydawał się pewny, tak spytanie się drugiego państwa czy chce zapłacić za rozrzutność Greków wydaje się mieć przesądzony efekt.

Chiny podały dane na temat PKB. Rośnie ono podobno o 7%. Dlaczego pisze podobno? Ponieważ wiarygodność tamtejszych danych makroekonomicznych, biorąc pod uwagę to co dzieje się w kraju, jest delikatnie mówiąc umiarkowana. Również dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej zostały opublikowane delikatnie powyżej oczekiwań. Za wiarygodnością tych danych przemawiają 3 obniżki stóp procentowych, które miały pobudzić akcje kredytową w tym kraju. Jak się kończy takie działanie pokazuje chińska giełda, która pomimo niespotykanych na świecie interwencji rządowych dalej budzi zdecydowanie więcej strachu niż nadziei. Nie bez znaczenia jest inflacja w aglomeracjach miejskich. Ten parametr jest akurat weryfikowalny i wynosi – 11,4%.

Jak widać Chiny utrzymują wysokie, acz nie na pewno 7-procentowe tempo wzrostu, natomiast dzieje się to dużym kosztem zamiatanym pod dywan. Pytanie jak długo będzie można zamiatać kolejne bańki pod dywan. Z najpoważniejszych mamy już oprócz wspomnianej giełdy branżę budowlaną, która buduje niezależnie od popytu, by utrzymać tempo wzrostu. Moment kiedy na rynkach padnie symboliczne pokerowe “sprawdzam” może się odbić nie tylko czkawką i to na całym świecie. Skala spodziewanych problemów w czarnym scenariuszu jest porównywana z kryzysem 2008 roku.

EUR/PLNKomentarz walutowy 15.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 15.04.2015 do 15.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem do wczorajszego wybicia była linia na 4,1450. kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1100, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLNKomentarz walutowy 15.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 15.04.2015 do 15.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Aktualnie obserwujemy odreagowanie tego ruchu. Kolejnym ważnym technicznie poziomem jest testowane wczoraj 38,2% zniesienie Fibonacciego tj. 3,9630

USD/PLNKomentarz walutowy 15.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 15.04.2015 do 15.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Korekta przebiła wsparcie na poziomie 3,7300. Kolejnym wsparciem są ważne maksima na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 15.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 15.04.2015 do 15.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie kanału na 5,8000.

Maciej Przygórzewski – główny dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

P. Obłój (CVC): Podpisanie transakcji sprzedaży PKP Energetyka w perspektywie kilku tygodni. Fundusz da gwarancję zatrudnienia i utrzymania inwestycji

CEO Magazyn Polska

CVC Capital Partners otrzymał wyłączność na prowadzenie negocjacji w sprawie przejęcia PKP Energetyka. Obecnie trwa proces audytu portfela sprzedażowego spółki. Zawarcie transakcji ma się odbyć w ciągu kilku tygodni. Jej finalizacja jest uzależniona od zgody ze strony Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju oraz UOKiK-u. Dyrektor inwestycyjny funduszu Przemysław Obłój mówi jednak, że powinna być to jedynie formalność.

Jak podkreśla dyrektor inwestycyjny CVC Capital Partners, PKP Energetyka to interesująca spółka o zdywersyfikowanych źródłach przychodów.

– Po pierwsze jest to firma dystrybuująca energię elektryczną, po drugie usługowa, która zajmuje się remontami i budową sieci energetycznych i energetycznych sieci kolejowych, a po trzecie jest to spółka handlująca energią elektryczną – wylicza Przemek Obłój.

Według najnowszego dostępnego raportu przychody ze sprzedaży spółki PKP Energetyka w 2013 roku wyniosły 3,7 mld zł. Było to o prawie 15 proc. więcej niż rok wcześniej. Jeszcze większa dynamika widoczna była w przypadku zysku netto. Spółka w 2013 roku zarobiła 90 mln zł, podczas gdy w 2012 roku jedynie 66 mln zł.

– Rozmowy toczą się teraz i mam nadzieję, że zostaną wkrótce zakończone. Mamy wyłączność na prowadzenie negocjacji i obie strony starają się jak najszybciej je zakończyć – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dyrektor inwestycyjny CVC Capital Partners.

Fundusz private equity CVC Capital Partners zadeklarował, że po przejęciu PKP Energetyki utrzyma inwestycje w modernizację sieci oraz udzieli gwarancji pracowniczych. Aktualny poziom zatrudnienia w spółce z Grupy PKP wynosi 7 tysięcy osób.

– Mamy zamiar inwestować w tę spółkę bardzo duże pieniądze. PKP Energetyka musi wydawać kilkaset milionów złotych rocznie na poprawę i rozbudowę swojej sieci energetycznej, my to będziemy robić. I chcemy też rozwijać dział usług, zarówno po stronie energetycznej, jak i po stronie kolejowej – mówi Obłój.

Łączny wolumen energii sprzedanej w 2013 roku przez PKP Energetyka wyniósł 6,6 TWh. Mimo znacznego wzrostu w stosunku do poprzedniego roku w dalszym ciągu jest to jedynie 3 proc. całkowitej ilości energii sprzedawanej w Polsce. Inwestycje mają prowadzić do wzrostu sprzedaży prowadzonej przez spółkę.

– Musi być gotowa do tego. Myślę, że to zajmie przynajmniej kilka lat – mówi dyrektor Przemysław Obłój pytany o moment, kiedy fundusz CVC Capital Partners zdecyduje się na sprzedaż udziałów w spółce PKP Energetyka.

Według jego oceny wyjście funduszu z inwestycji docelowo odbędzie się poprzez prywatyzację spółki PKP Energetyka na giełdzie. Spośród spółek Grupy PKP na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie obecna jest tylko PKP Cargo. Spółkę upubliczniono w 2013 roku.

J. K. Bielecki: Przy prywatyzacji sektora bankowego należy kierować się względami biznesowymi, a nie ideologią. Każda regulacja systemowa może negatywnie wpłynąć na branżę

CEO Magazyn Polska

Za proces prywatyzacji branży bankowej powinien odpowiadać zespół doświadczonych ekspertów, a nie względy polityczne – takie jest stanowisko Jana Krzysztofa Bieleckiego w kwestii repolonizacji sektora bankowego w Polsce. Działania na tym polu powinny być uzależnione od konkretnego przypadku, a nie być prowadzone na zasadzie systemowej. Choć obecnie sytuacja banków jest dobra, to jednak rozwiązania ustawowe, takie jak podatek bankowy czy przewalutowanie kredytów frankowych, mogą istotnie zagrozić branży.

Nikt nie powinien myśleć o żadnej doktrynie jako o jedynie słusznej, która ma prowadzić do udomowienia, repolonizacji czy wielkiej prywatyzacji sektora bankowego. Mamy dobry sektor. Natomiast, jeśli są okazje biznesowe, to w procesie konsolidacji powinny uczestniczyć polskie banki – mówi agencji informacyjnej Newseria Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Partnerów EY.

Były premier ocenił, że prawidłowy przebieg konsolidacji polskiego sektora bankowego możliwy jest jedynie przy udziale odpowiedniego zespołu ludzi. Kluczowe jest posiadanie odpowiednich kompetencji i doświadczenia wyniesionego z poprzednich transakcji tego typu.

Musi być kapitał, zrozumienie, że jest to istotne wzmocnienie centrum decyzyjnego w Polsce, i odpowiednie warunki do rozwoju grupy menedżerskiej. Musimy do tego podchodzić na zasadzie case by case, a nie na zasadzie ideologii – wyjaśnia ekspert.

Pełniący do niedawna stanowisko szefa Rady Gospodarczej przy premierze Jan Krzysztof Bielecki zwrócił uwagę na różne koncepcje systemowe, które mogą mieć wpływ na wyniki osiągane przez sektor bankowy.

Każda regulacja frankowa powoduje, że jest grupa banków, gdzie ten portfel jest większy i ten wpływ może być o wiele większy. Jeśli będziemy mieć do czynienia ze zbyt wysokim podatkiem i jednocześnie ze zbyt wysokimi kosztami przewalutowania, to sytuacja dla niektórych banków może się zrobić bardzo trudna – ocenia Jan Krzysztof Bielecki.

Według danych Domu Maklerskiego BPS SA wśród banków o największym udziale kredytów hipotecznych denominowanych w walutach obcych znajdują się Bank Millennium, mBank oraz Getin Noble Bank. W przypadku pierwszego z wymienionych udział jest bliski aż 40 proc.

Z kolei w przypadku forsowanego przez Prawo i Sprawiedliwość podatku bankowego najbardziej eksponowane są instytucje o największej sumie bilansowej. Propozycja PiS mówi o kwocie w wysokości 0,39 proc. ogólnej wartości aktywów banku. W odniesieniu do całego sektora mowa jest o 5-6 mld zł.

W podobnym tonie na temat polskiego sektora bankowego wypowiada się także prezes zarządu PZU SA Andrzej Klesyk.

– Bardzo nie lubię słów udomowianie czy repolonizacja banków, bo to ma znaczenie raczej polityczne. Ja jestem biznesmenem i uważam, że dla dobra kraju bardzo ważne jest to, gdzie znajduje się centrum decyzyjne danego banku. Mniejsze znaczenie ma zaś struktura właścicielska oraz własność kapitału. Najważniejsze jest to, by bank czy instytucja finansowa miały centrum decyzyjne w kraju – mówi.

Według danych NBP za maj 2015 roku aktywa polskiego sektora bankowego wynosiły blisko 1,6 bln zł.

Wprowadzenie podatku obrotowego od sklepów wielkopowierzchniowych może kosztować branżę 3 mld zł rocznie. Najbardziej zagrożone są duże sieci detaliczne.

CEO Magazyn Polska

Objęcie sklepów wielkopowierzchniowych podatkiem obrotowym negatywnie odbije się na wynikach sieci handlowych. Propozycja forsowana przez Prawo i Sprawiedliwość może kosztować przedsiębiorców nawet 3 miliardy złotych rocznie. Najbardziej zagrożeni są wielcy detaliści, tacy jak Jeronimo Martins Polska, Emperia i EuroCash. Istnieje realne ryzyko, że część kosztów nowego podatku zostanie przerzucona na klientów. Podatek może wyjść w życie już w 2017 roku.

– Podatek obrotowy, którego wprowadzenia możemy się spodziewać od 2017 roku, będzie miał na pewno negatywny wpływ na wyniki dużych sieci handlowych, detalicznych i franczyzowych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Czachor, analityk Erste Securities.

Wprowadzenie podatku obrotowego w największym stopniu dotknie dystrybutorów produktów żywnościowych. Przeciętne marże w tej branży wahają się na poziomie zaledwie około 2 proc., więc nawet niewielkie opodatkowanie uzyskiwanych przychodów spowoduje znaczne zmniejszenie zysku netto spółek z tego sektora.

– Z notowanych spółek według mnie najbardziej negatywnie wprowadzenie podatku obrotowego odbije się na wynikach Jeronimo Martins Polska. Natomiast jak wiemy, spółka należy do grupy Jeronimo Martins, która jest notowana w Lizbonie – ocenia Marek Czachor.

W przypadku polskich spółek negatywny wpływ podatku prawdopodobnie w największym stopniu odczuje Emperia. Poprzez grupę zakupową Stokrotka, spółka osiąga aż 2 mld zł obrotu rocznie. Zysk netto jest jednak na niskim poziomie. W 2014 roku było to zaledwie 30,5 mln zł.

– Spółki będą szukały jakiejś możliwości ucieczki przed podatkiem. Natomiast PiS mówi wyraźnie, że będzie starał się, żeby spółki nie przerzuciły tego podatku na konsumentów – komentuje analityk Erste Securities.

W reakcji na wprowadzenie nowego podatku możliwe jest niewielkie podwyższenie cen.

– Każda forma opodatkowania negatywnie wpływa na wyniki spółek, w wyniku czego ogranicza się możliwości do wypłaty dodatkowych dywidend – tłumaczy ekspert.

Marek Czachor w gronie spółek najbardziej narażonych na wpływ podatku obrotowego widzi także EuroCash. Wchodząca w skład indeksu WIG20 spółka posiada sieć franczyzową Delikatesy Centrum. Obroty są tutaj podobne jak w przypadku Stokrotki i wynoszą około 2 mld zł.

– Sam fakt, że w Polsce może przyjść forma opodatkowania jakichkolwiek form działalności oczywiście wpływa negatywnie wizerunkowo także na nasz rynek. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia na rynku węgierskim kilka lat temu – podsumowuje ekspert.

Zamiar opodatkowania sieci wielkopowierzchniowych w Polsce jest drugim – obok opodatkowania systemu bankowego – systemowym pomysłem, który pojawił się w ostatnim czasie. W opinii Marka Czachora zagraniczni inwestorzy dopiero zapoznają się z tymi propozycjami, a wyceny spółek handlowych prawdopodobnie jeszcze nie w pełni odzwierciedlają negatywny wpływ nowych regulacji.

Trudny czas dla banków w Polsce. Zarabiają mniej niż instytucje finansowe w innych krajach

Wojciech Sobieraj, prezes zarządu Alior Banku

W ubiegłym roku zysk netto sektora bankowego wyniósł 16,2 mld zł, a wyniki I kwartału 2015 roku przekroczyły 4 mld zł, jednak w całym roku branża spodziewa się pogorszenia wyników finansowych. Koszty banków wzrosły (m.in. podwyżka wpłat na BFG). Spada za to wskaźnik rentowności aktywów  w I kwartale poniżej 10 proc. Kondycja sektora może być jeszcze słabsza, jeśli zostanie wprowadzony podatek bankowy. Stracić mogą zwłaszcza te podmioty, które aktywnie udzielają kredytów firmom.

Sektor bankowy nie jest w najlepszej sytuacji. To rok, w którym wszystkie złe wiadomości się kumulują. Zaczęło się od niskich stóp procentowych, mniejszych stawek interchange, doszły wyższe wpłaty na BFG i podatki. To już nie jest ta branża, gdzie osiągało się 15-20 proc. zwrotu z kapitału – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wojciech Sobieraj, prezes zarządu Alior Banku.

W tym roku opłaty interchange, czyli prowizje za płatności kartowe, wynoszą maksymalnie 0,3 proc. wartości transakcji. Na rekordowo niskim poziomie utrzymują się też stopy procentowe (1,50 proc.). Dane KNF-u za I kwartał. 2015 roku wskazują, że zysk netto banków wyniósł nieco ponad 4 mld zł, co oznacza minimalny wzrost względem analogicznego okresu ubiegłego roku (1,7 proc.).

Wszyscy ekscytują się tym, że sektor zarobił 16 mld zł. Ale zwrot z kapitału jest już rzędu tylko 10 proc. Polskie banki zarabiają mniej niż inne branże i mniej niż banki w innych krajach – przekonuje Sobieraj. – Nie będę płaczliwym bankowcem, który tylko narzeka. Alior wierzy w Polskę, w nasz rozwój gospodarczy i w zadanie banków, by wspierać przedsiębiorstwa i klientów indywidualnych w ich rozwoju. Jednak uczciwie przyznając, to nie są najlepsze lata ze względu na makroekonomię dla polskich banków.

W tym roku i w kolejnych latach wyniki finansowe mogą ulec obniżeniu, dużo będzie jednak zależeć od koniunktury gospodarczej i od ewentualnych podatków nałożonych na sektor.

Rozumiem nałożenie podatków, jeżeli służą dobremu celowi, jak podatki bankowe w krajach europejskich nakładane na jedne banki, żeby ratować inne. Ukrytą formą podatku, który już został zwiększony w ubiegłym roku i prawdopodobnie to nie koniec, jest składka na BFG – podkreśla prezes Alior Banku.

Od tego roku wpłaty na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego wzrosły, w przypadku banków to 1,89 proc. wielkości posiadanych aktywów (przy 1 proc. w 2014 roku). Wpływa to na wyniki sektora, przede wszystkim na wzrost kosztów działania. W I kwartale tego roku wzrosły o 335 mln zł, czyli blisko 5 proc.

Prawo i Sprawiedliwość zapowiada z kolei wprowadzenie podatku od aktywów banków (mowa jest o stawce 0,39 proc.)

Wydaje mi się, że są lepsze formy nakładania podatków niż te na aktywa. Podatek od transakcji bankowych tak, ale jakikolwiek inny, żeby nie karać tych banków, które były aktywne w udzielaniu kredytów, zwłaszcza w sektorze firm – ocenia Sobieraj.