Deflacja po raz trzeci

0

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły we wrześniu o 0,3% w ujęciu rocznym – poinformował dziś GUS. Oznacza to, że po raz trzeci z rzędu wskaźnik CPI przyjął ujemną wartość. Stan taki utrzymuje się nad Wisłą już od trzech miesięcy. W lipcu zanotowano spadek cen o 0,2%, a w sierpniu o 0,3% w ujęciu rocznym.

– Deflacja cenowa w Polsce jest zjawiskiem przejściowym i wynika z równoczesnego pojawienia się dwóch nadzwyczajnych zdarzeń: silnego spadku cen ropy i rosyjskiego embarga na europejską żywność. Po drugie, umiarkowana deflacja jest stanem naturalnym dla wolnorynkowej gospodarki i sama w sobie nie jest zjawiskiem negatywnym, jakim jest inflacja – czyli spadek siły nabywczej pieniądza – przekonuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

W porównaniu do sierpnia ceny nie zmieniły się

Analitycy spodziewali się odczytów na poziomie -0,4 r/r i -0,1 m/m. Patrząc na poszczególne kategorie CPI, nasuwa się jeden wniosek: Polska osiągnęła postulowaną od jakichś 40 lat stabilność cen. W ujęciu miesięcznym ceny towarów i usług we wszystkich głównych kategoriach nie zmieniły się o więcej niż 1,1%. W ujęciu rocznym minimalna deflacja cenowa była efektem taniejącej żywności i paliw. Mocno – bo aż o 4% rdr – podrożała jedynie łączność.

– Spadek cen raczej powinien cieszyć konsumentów, którzy za mniejsze pieniądze mogą kupić więcej dóbr. To co w teorii jest dobre dla przeciętnego Kowalskiego nie musi mieć takiego charakteru dla całej gospodarki, opartej głównie o kredyt bankowy. Pamiętajmy też, że deflacja oznacza zmniejszone wpływy podatkowe do budżetu, a to sytuacja najmniej pożądana przez rząd. Firmy i banki wiedzą jak planować swoją działalność w warunkach inflacji, ale gdy występuje deflacja to w praktyce nie mają pojęcia co robić. Na razie odczuwalny spadek cen ma minimalny wpływ na finanse przeciętnego obywatela, ale kolosalny dla całej gospodarki. W tych warunkach ekonomicznych i panującej doktrynie deflacja jest postrzegana jako „większe zło” i należy spodziewać się reakcji RPP, która raczej obniży stopy procentowe – przekonuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Czytaj również:  Unia Europejska nie odbierze nam pracowników z Ukrainy – w Polsce ich liczba może podwoić się w ciągu roku