Inflacja w Polsce spada z werwą

Według wstępnych danych GUS, inflacja we wrześniu nagle spadła do poziomu jednocyfrowego i wyniosła 8,2 proc. r/r. Dwucyfrowa inflacja męczyła nas zatem przez 18 kolejnych miesięcy, od marca 2022 roku. Do tak gwałtownego spadku inflacji przyczyniły się niskie ceny benzyny w Polsce, nieadekwatne do wzrostu ceny ropy naftowej na świecie.

Wstępne dane GUS wskazują, że we wrześniu doszło do znacznego spadku inflacji do poziomu jednocyfrowego. Spadek jest nagły – z 10,1 proc. r/r w sierpniu do 8,2 proc. na dzień dzisiejszy. W ujęciu miesiąc do miesiąca, ceny spadły o 0,4 proc.

Tym samym, poziom inflacji obniża się już siódmy miesiąc z rzędu – od szczytu w lutym br. (który wyniósł 18,4 proc.). Ostatnio jednocyfrową inflację mieliśmy Polsce 19 miesięcy temu, czyli w lutym 2022 r. i wyniosła ona 8,5 proc. Duży spadek inflacji spowodowały między innymi niskie ceny benzyny i oleju napędowego utrzymywane przez Orlen, mimo że w tym samym czasie, na rynku światowym ceny ropy brent (kwotowane w dolarach) wzrosły o ponad 11 proc. Według GUS, ich ceny w Polsce we wrześniu poszły w dół o 3,1 proc.

Duży spadek inflacji we wrześniu może być argumentem dla dokonania przez RPP kolejnej obniżki stóp procentowych na posiedzeniu w przyszłym tygodniu (3-4 października). Można mieć jednak nadzieję, że po ostatnim mocnym osłabieniu złotego, po znacznie większej od oczekiwań wrześniowej obniżce stóp, Rada pozostanie ostrożniejsza w decyzjach.

Także Polacy coraz mniej obawiają się inflacji. Według najnowszego badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro, 32 proc. polskich inwestorów indywidualnych, w ciągu najbliższych 3 miesięcy najbardziej obawia się o stan polskiej gospodarki, plasując ten czynnik na pierwszym miejscu potencjalnych ryzyk zewnętrznych. Drugim największym zmartwieniem jest wysokość stóp procentowych (15 proc. odpowiedzi) a trzecim – inflacja, postrzegana jako największe zagrożenie przez 11 proc. inwestorów.

Nie tylko w Polsce inflacja znacząco spada w ostatnich dniach. W Niemczech spadła ona poniżej 5 proc. we wrześniu, osiągając 4,3 proc. r/r. Wcześniej, w okresie od czerwca do sierpnia, utrzymywała się w okolicach 6 proc. r/r.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Odbicie na rynkach po publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy

Wczoraj obserwowaliśmy odbicie na głównej parze walutowej. Wzrosły też indeksy giełdowe na Wall Street. Spadły natomiast rentowności amerykańskich obligacji. Tygodniowe dane z rynku pracy potwierdziły, że w tym sektorze nie dzieje się jak na razie nic złego. Rozczarowały dane z rynku nieruchomości oraz finalny odczyt PKB, który pokazał znaczny spadek konsumpcji. O polityce monetarnej wypowiadali się m.in. Barkin oraz Goolsbee. Można je było zaliczyć do tych mniej popierających dalsze podwyżki stóp w USA.

„Zejście” głównej pary walutowej poniżej 1,05 okazało się jak na razie chwilowym incydentem. Przez większość wczorajszego dnia obserwowaliśmy wzrosty kursu EURSUD co skutkowała osiągnięciem przez tę parę walutową poziomu zbliżonego do 1,06. Na rynku amerykańskiego długu widać było zdecydowany spadek rentowności. 2-latki osiągnęły poziom poniżej 5,04 proc. Papiery z 10-letim terminem zapadalności wskazują poziom 4,54 proc. Główne indeksy giełdowe odrobiły część strat poniesionych w ostatnich dniach. Na wielu z nich wcześniej wyrysowała się negatywna formacja RGR ale jak na razie realizacja ich nie materializuje się. Trzeba jednak mieć na uwadze fakt, że układ na wykresie bardziej w tym momencie faworyzuje spadki niż kontynuację wzrostów, przynajmniej w krótkim okresie.

Wczoraj rynek pracy ponownie pokazał siłę. Gorzej wypadł jednak raport na temat PKB USA w II kwartale. Przede wszystkim rozczarował spadek konsumpcji do 0,8 proc. Oczekiwano wyniku na poziomie 1,7 proc. Wzrost gospodarczy uplasował się na poziomie 2,1 proc. Wynik okazał się minimalnie niższy od prognoz, które wynosiły 2,2 proc.

W momencie publikacji danych o 14:30 mieliśmy w pierwszej kolejności spadek kursu EUR/USD. Szybko jednak notowania wróciły do tendencji rozpoczętej o poranku. Wysoka dynamik odreagowania, którą obserwujemy również dziś może wynikać z faktu, że część pozycji „short” na eurodolarze jest po prostu zamykana przez inwestorów, którzy „grali” na spadki w ostatnich tygodniach. Z fundamentalnego punktu widzenia wczoraj nie nastąpiła żadna zmiana. Moim zdaniem aktualnie obserwujemy korektę wzrostową po tym, jak notowania osiągnęły kluczowe wsparcie techniczne, korespondujące z minimami z lutego oraz marca tego roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Starbucks kontra niekorzystne otoczenie makroekonomiczne

Pumpkin Spice Latte to jedna z tych sezonowych pozycji w menu Starbucksa, która ekscytuje wszystkich fanów tej kawiarni. W 2023 roku świętujemy 20-lecie tej wyjątkowej kawy. Jak się okazuje, jest ona uwielbiana nie tylko przez klientów, ale i akcjonariuszy. W przeszłości szał na kawę szumnie nazywaną “smakiem jesieni” był sygnałem do giełdowych wzrostów. Ten natomiast teraz przydałby się jak nigdy wcześniej.

Jesień dla każdego kojarzy się z czymś innym. Jest jednak wiele sygnałów, które pokazują, że nadchodzi ten czas. Zimne noce, korony drzew niczym ozdobione złotem, coraz dłuższe noce, ciepłe swetry oraz… Pumpkin Spice Latte – to zestaw dla wielu niezbędny do tego, aby ogłosić wszem i wobec jesień. Co ciekawe, ma to również wpływ na rynki finansowe.

Posmak jesieni, który daje nadzieje

To może brzmieć surrealistycznie, ale wielu inwestorów (a pewnie i władze Starbucksa) z nadzieją patrzą na ostatni kwartał 2023 roku i to właśnie z powodu Pumpkin Spice Latte. W minionym roku ten okres przyciągnął do tej znanej sieci kawiarni aż o 25,7 proc. klientów więcej niż we wcześniejszych okresach. Nawet więcej, pierwszy tydzień powrotu sezonu na Pumpkin Spice Latte był najlepszym w historii firmy. Obecnie wielu chciałby powtórki z rozrywki.

W ciągu ostatniej dekady Starbucks rozwijał się w niezwykle szybko i miało to również odzwierciedlenie w kapitalizacji spółki. Ostatnie miesiąca to jednak wyraźny trend spadkowy. Wystarczy powiedzieć, iż obecnie wycena akcji spółki jest o 25 proc. niższa niż miało to miejsce w szczytowym momencie minionego roku. Szczególnie w ostatnich miesiącach widać negatywny sentyment. Ma to jednak swoje powody.

Czy Pumpkin Spice Latte osłodzi chińskie łzy?

Nie ma bardziej znanej marki kawiarni niż Starbucks. Ponad 37000 lokali, które zużywają aż 3 proc. globalnej rocznej sprzedaży kawy, są dostępne na całym świecie. Jednak spółka w ostatnim czasie mierzy się ze sporymi problemami – zarówno wizerunkowymi, jak i niekorzystnego otoczenia makroekonomicznego.

Pod względem wizerunkowym marka miała problemy związane z oskarżeniami o rasizm, co było szeroko dyskutowane w mediach. Ponadto, związki zawodowe głośno domagały się poprawy warunków pracy, a w tym przede wszystkim wzrostu wynagrodzeń. To natomiast negatywnie wpływa na marżowość biznesu.

Jednak największe obawy dotyczą sytuacji na rynku chińskim. Ten region znacząco wpływa na sprzedaż w Starbucksie (która ostatnio była na rekordowym poziomie). To największy region, poza USA, pod względem przychodów i kiedy wydawało się, że po pandemii COVID-19 sytuacja się znacząco poprawi to przyszły bardzo negatywne dane dotyczące kondycji chińskiej gospodarki. Niekorzystne dane makroekonomiczne powodują, iż tamtejsi konsumenci mogą wyraźnie ograniczyć swoje wydatki, a w takich przypadkach jednym z sektorów, który ma najtrudniej o klienta jest właśnie gastronomia. Co więcej, istnieje ryzyko, iż Chiny mogą być jedynie wierzchołkiem góry lodowej i popyt konsumpcyjny na całym świecie zacznie drastycznie spadać.

Nadzieja nie tylko w jesiennym trendzie

Chociaż popyt na Pumpkin Spice Latte to może być sygnał do wzrostów, to nie można na tym budować całego biznesu. Wiele wskazuje jednak na to, że Starbucks zakasuje rękawy i stara się maksymalnie wykorzystać swoje mocne strony. W ostatnich latach trend typowej kawiarni odszedł do lamusa. Aż 75 proc. sprzedawanych napojów to napoje zimne. Co więcej, coraz większe znaczenie odgrywa sprzedaż zautomatyzowana, m.in. za pomocą automatów samoobsługowych czy aplikacji mobilnych.

Dlatego nowa strategia biznesowa Starbucksa zakłada mocniejszy nacisk na rozwój tego kanału. W szczególności firma ma skupić się na rozwiązaniach technologicznych pozwalających na skrócenie czasu oczekiwania, bowiem ten przy natłoku zamówień staje się nieefektywny i może zniechęcać goniących za pędem życia konsumentów. Nowy system dystrybucji napojów ma być dostępny w 40 proc. kawiarni już do 2026 roku.

Wprowadzenie tego rozwiązania pozwoli zwiększyć dynamikę powstawania nowych lokali. Te nie będą potrzebowały takiej liczby pracowników oraz dużego metrażu. Dlatego sieć zakłada, iż do 2030 roku przekroczy liczbę 55000 tys. placówek. Równolegle plany uwzględniają wzrost lojalnej bazy klientów do ponad 75 mln “kawoszy”. To wszystko powoduje, że mimo niekorzystnego obecnie otoczenia makroekonomicznego, przyszłość Starbucks wygląda obiecująco.

Autor: Joaquin Robles, analityk XTB

Inflacja w Polsce jednocyfrowa

Za wrzesień inflacja w końcu spadła do poziomów jednocyfrowych i wyniosła 8,20% r/r. Wyraźnie poniżej prognozy wynoszącej 8,50%. Tym samym inflacja zameldowała się na poziomach najniższych od końca 2021 roku. W skali m/m ceny spadły i to o aż 0,40% wobec prognozy wynoszącej -0,10%. To najwyższy miesięczny spadek cen od 2016 roku.

Spadek inflacji to przede wszystkim zasługa spadku cen paliw -3,10% m/m, pomimo rosnących cen ropy. A także spadku cen żywności (-0,40% m/m) oraz energii (-0,80% m/m).

Kwestią dyskusyjną pozostaje na ile są to czynniki długotrwałe.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

EBC przed trudnym wyborem. Korekta na dolarze?

Patrząc na wrześniowe dane na temat inflacji, w Europejskim Banku Centralnym musi być spore zamieszanie. Zależnie gdzie spojrzeć, można uzasadniać zarówno obniżkę, jak i podwyżkę stóp. W tle mamy ruch, który może być początkiem korekty na dolarze.

Zmiany cen w Europie

Jesteśmy właśnie w trakcie dużego pakietu publikacji wskaźnika inflacji w ważnych gospodarkach europejskich. Wrzesień zdecydowanie nie był pod tym względem nudnym miesiącem. Wzrost cen w Hiszpanii przyspieszył zgodnie z oczekiwaniami z 2,6% na 3,5%. Dla przypomnienia ceny na Półwyspie Iberyjskim jeszcze w czerwcu rosły o zaledwie 1,9%. Pokazuje to, że wygrana z inflacją została ogłoszona zbyt wcześnie. Z drugiej strony Niemcy za wrzesień pokazały spadek inflacji z 6,1% na 4,5%. Ostatnio tak wolno ceny nad Odrą rosły w październiku, ale 2021 roku. Do tego warto dołożyć jeszcze dzisiejszy poranny odczyt z Francji, gdzie pomimo oczekiwań wzrostu – inflacja pozostała na poziomie 4,9% rocznie. Pokazuje to, że trzy z największych gospodarek w Strefie Euro są w trzech zupełnie różnych sytuacjach. W jednej mieliśmy silny wzrost, w drugiej silny spadek, a Francja, która leży pomiędzy, miała stabilizację. EBC ma przed sobą spore wyzwanie, by prowadzić politykę monetarną w takiej sytuacji.

Korekta na dolarze?

Wczoraj mieliśmy coś, co można powoli zacząć nazywać korektą na głównej parze walutowej. Po tak silnym umocnieniu amerykańskiej waluty nie może dziwić, że kurs dolara względem innych walut się odbija. Kiedyś inwestorzy muszą zrealizować zyski. Patrząc na wczorajsze dane, część analityków podejrzewa, że była to raczej chęć zamknięcia pozycji przed zamknięciem kwartału, które na rynkach ma miejsce dzisiaj. No chyba że zakładamy, że powodem do przeceny były dane z USA. PKB annualizowane zgodne z oczekiwaniami i drugi z rzędu bardzo niski wynik liczby wniosków o zasiłek bezrobotnych to nie są dane, które w normalnych warunkach mogą powodować, że inwestorzy postanawiają wycofywać się z dolara.

Obligacje amerykańskie

Rentowność dziesięcioletnich amerykańskich obligacji skarbowych jest obecnie najwyższa od 2007 roku. Jest to oczywiście powiązane z wysokimi stopami procentowymi, ale przede wszystkim pokazuje, jak dużej stopy zwrotu oczekują inwestorzy, by pożyczać pieniądze państwu. Z danych tych widać, że w najbliższym czasie możemy zapomnieć o niskich stopach procentowych za oceanem. Obligacje 10-letnie pokazują bowiem oczekiwanie co do tego, ile inwestorzy chcą otrzymywać pieniędzy za trzymanie papieru wartościowego z datą wykupu za dekadę. Tak wysoka rentowność teoretycznie powinna sprzyjać spekulacjom o dalszych podwyżkach stóp procentowych. Szanse na wzrosty jednak spadają.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – Włochy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Gaming Factory SA. zwiększa w H1 przychody o 120 proc. i koncentruje się na realizacji kluczowego tytułu

W pierwszym półroczu Grupa kapitałowa Gaming Factory wypracowała przychody netto na poziomie 1,4 mln zł, co oznacza wzrost o prawie 120 proc. względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Spółka w tym roku znacząco ograniczyła liczbę tytułów wydawniczych skupiając się na produkcji i rozwijaniu kluczowych gier. Jest to konsekwencja obranej w ubiegłym roku aktualizacji strategii rozwoju. Najważniejszym obecnie tytułem w portfolio Gaming Factory jest Japanese Drift Master. Wishlista gry w 5 miesięcy od ogłoszenia przekroczyła 170 tys. zapisów. Demo JDM zostanie oficjalnie zaprezentowane 9 października na festiwalu Steam.

– W tym roku konsekwentnie realizujemy nasze założenia, które obraliśmy w strategii rozwoju. Podchodzimy bardziej selektywnie do nowych tytułów wydawniczych i koncentrujemy się na dalszym rozwoju najbardziej dochodowych gier. Pierwsza połowa roku był dla nas okresem znacznej rozbudowy zespołu oraz wytężonej pracy nad tytułami, w tym naszej największej gry Japanese Drift Master. W maju opublikowaliśmy DLC Electrician Simulator, z którego pierwsze przychody zostaną zaksięgowane w trzecim kwartale. W czwartym kwartale z kolei pojawią się premiery konsolowe Electrician Simulator, Bakery Simulator i Zookeeper – zaznacza Mateusz Adamkiewicz, prezes Gaming Factory.

Od stycznia do czerwca 2023 r. Przychody Grupy kapitałowej Gaming Factory ze sprzedaży wyniosły 1,4 mln zł wobec 0,65 mln zł rok wcześniej. Strata netto w pierwszym półroczu wyniosła 0,37 mln zł wobec 0,76 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Gaming Factory, oprócz portowania swoich najlepszych sprzedażowo tytułów, w tym roku planuje wydać na PC Booze Masters (produkcja Asmodev) oraz na Meta Quest 2 grę VR Realm Protector (produkcja Ultimate VR).

Spółka podkreśla jednak koncentrację na swojej kluczowej produkcji Japanese Drift Master.

Niewątpliwie Japanese Drift Master może być kamieniem milowym w rozwoju Gaming Factory. Nie mieliśmy jeszcze nigdy produkcji, która tak szybko zbudowała zainteresowanie graczy, dlatego jest to gra, co do której mamy największe plany. Po pięciu miesiącach od premiery w ten tytuł chce zagrać już ponad 170 tys. graczy. Już 9 października, podczas festiwalu Steam, będziemy mogli zaprezentować wersję demo i liczymy, że przełoży się to na dalsze budowanie rozpoznawalności JDM. – podsumowuje Mateusz Adamkiewicz.

KI Chemistry zamierza doprowadzić do wycofania Ciechu z GPW

KI Chemistry, spółka z Grupy Kulczyk Investments, która posiada 92,45% akcji Ciechu, zamierza wycofać chemiczną spółkę z GPW. Akcjonariusze mniejszościowi będą mieli jeszcze jedną okazję do zbycia akcji na rzecz inwestora strategicznego po 54,25 zł za sztukę w ramach zaproszenia do sprzedaży akcji ogłoszonego 29 września. Oferty sprzedaży będą przyjmowane od 4 do 10 października br.

– Zgodnie z naszymi wcześniejszymi zapowiedziami, zamierzamy wycofać akcje Ciechu z obrotu giełdowego. KI Chemistry dysponuje dziś ponad 90% ogólnej liczby głosów w spółce, a zatem wystarczającą siłą głosów, aby podjąć uchwałę akcjonariuszy niezbędną dla przeprowadzenia procedury delistingu. Jednocześnie chcemy dać akcjonariuszom mniejszościowym szansę sprzedaży akcji po 54,25 zł za sztukę, zanim rozpoczniemy działania zmierzające do przekształcenia Ciechu w spółkę niepubliczną. Obecnie umożliwiamy akcjonariuszom mniejszościowym otrzymanie środków za posiadane akcje znacznie szybciej, niż w standardowej procedurze delistingowej – wskazał Dawid Jakubowicz, prezes Kulczyk Investments.

KI Chemistry zamierza nabyć do 3.981.190 akcji Ciechu stanowiących około 7,55% kapitału zakładowego spółki i tym samym zwiększyć swój udział do 100%. Oferty sprzedaży akcji będą przyjmowane od 4 do 10 października, a rozliczenie transakcji planowane jest na 13 października br. KI Chemistry nie przewiduje zmiany oferowanej ceny ani wydłużania terminu zaproszenia.

W przypadku osiągnięcia w wyniku rozliczenia transakcji progu przynajmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Ciech S.A., KI Chemistry zamierza przeprowadzić przymusowy wykup akcji należących do pozostałych akcjonariuszy.

W opinii KI Chemistry, utrzymywanie statusu spółki publicznej ogranicza możliwość szybkiego i elastycznego reagowania na dynamicznie zmieniające się uwarunkowania ekonomiczne, regulacyjne oraz geopolityczne, zawirowania na globalnych rynkach finansowych i surowcowych, a także w bezpośrednim otoczeniu spółki.

KI Chemistry zamierza nadal wspierać zrównoważony, międzynarodowy rozwój Grupy CIECH, w tym poprzez akwizycje. Celem jest wzmocnienie konkurencyjności Grupy w odpowiedzi na wyraźne pogorszenie koniunktury gospodarczej, które przekłada się na niższy popyt na produkty Grupy, a w konsekwencji także na jej tegoroczne wyniki finansowe. W ocenie KI Chemistry, zwiększanie konkurencyjności oraz dalszy rozwój Grupy CIECH będzie wymagać znacznych nakładów inwestycyjnych m.in. na realizację kompleksowej transformacji technologicznej oraz energetycznej, w tym nakładów na ograniczenie emisji CO2. Zarówno potencjalne akwizycje międzynarodowe, jak i intensywny kapitałowo program transformacji technologicznej i energetycznej w Grupie CIECH może skutkować koniecznością istotnego zwiększenia zadłużenia i w konsekwencji znacząco ograniczyć możliwości wypłaty dywidendy przez Spółkę w kolejnych latach.

Ważne terminy:

Rozpoczęcie przyjmowania ofert sprzedaży akcji 4 października 2023 r.
Zakończenie przyjmowania ofert sprzedaży akcji 10 października 2023 r.
Przewidywany dzień rozliczenia transakcji i nabycia akcji 13 października 2023 r.

 

Mex Polska notuje skokowy wzrost zysku netto i EBIT w I półroczu 2023 roku

Mex Polska, notowana na GPW spółka holdingowa, pomimo wymagającej sytuacji na rynku, zaraportowała w I półroczu 2023 roku satysfakcjonujące wyniki finansowe. Od stycznia do czerwca br. zysk netto Grupy liczył ponad 1,6 mln zł, kiedy to w analogicznym okresie 2022 roku (eliminując wpływ jednorazowego zdarzenia w kwocie 1,1 mln zł) Grupa odnotowała stratę netto na poziomie 0,5 mln zł. W tym czasie skonsolidowany zysk operacyjny (EBIT) przekroczył 2,4 mln zł i jeśli porównać go z I półroczem 2022 roku (eliminując ww. wpływ jednorazowego zdarzenia) wzrósł on prawie 4-krotnie. Zgodnie z oczekiwaniami, przychody  netto ze sprzedaży, także odnotowały solidny wzrost do poziomu 44,59 mln zł (+ 27 proc. rr). Wpływ na osiągane wyniki ma odpowiednio obrana strategia rozwoju Grupy. Jednym z jej bardziej dochodowych segmentów jest segment bistro, w ramach którego działa popularny wśród Polaków koncept ‘Pijalnia Wódki i Piwa’ oraz „Chicas&Gorillas’.

Ciągłe monitorowanie bardzo dynamicznie rosnących kosztów i systematyczna waloryzacja cen w naszej ofercie, a także zdywersykiwany model biznesowy i konsekwentne otwarcia nowych lokali własnych pozwalają nam osiągać coraz lepsze wyniki i z optymizmem patrzeć w przyszłość. Jesteśmy zadowoleni z wyników, jakie udało nam się osiągnąć w I półroczu 2023 roku. Skonsolidowany zysk netto przekroczył 1,6 mln zł, co stanowi znaczący postęp w porównaniu do analogicznego okresu 2022 roku, kiedy to po wyeliminowaniu wpływu jednorazowego zdarzenia w kwocie 1,1 mln zł, mieliśmy stratę netto w wysokości 0,5 mln zł. Stanowi to dla nas potwierdzenie, że obrana strategia rozwoju okazała się trafna, a my możemy spokojnie patrzeć w przyszłość, krok po kroku realizując wyznaczone kaminie milowe – mówi Dariusz Kowalik, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy w Mex Polska SA. – Naszym celem jest dalsze monitorowanie kosztów oraz dalsze zwiększanie marży i wartości sprzedaży, między innymi poprzez kolejne otwarcia. – dodaje.

Środki pieniężne Grupy Kapitałowej Mex Polska na koniec okresu rozliczeniowego, tj. 30 czerwca 2023 roku, liczyły ponad 9 mln zł.

Mex Polska SA konsekwentnie rozwija swój biznes, poprzez równoległy rozwój kilku niezależnych i rentownych konceptów gastronomicznych zlokalizowanych na terenie całego kraju.

Jednym z bardziej dochodowych segmentów Grupy jest segment bistro. Najmłodszym konceptem z tego segmentu jest Chicas&Gorillas. To klasyczny shot-bar, który kierowany jest przede wszystkim do młodej klienteli. Sieć liczy obecnie trzy lokale (mieszczące się w Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu). Najnowszy shot-bar ma powstać w stolicy. – Chcemy wykorzystać potencjał Warszawy i już w najbliższych tygodniach otrworzyć na tym rynku nasz koncept, który charakteryzuje się niskimi cenami i bogatą ofertą typu soft-drink. Z tej okazji planuejmy mały event dla naszych akcjonariuszy, a także pozostałych inwestorów i prasy. Już teraz serdecznie na niego zapraszam, a o jego szczegółach poinformujemy niebawem za pośrednictwem komunikatu prasowego, jak i na naszym kanale social media – mówi Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu w Mex Polska SA.

Bloober Team złożył prospekt do GPW

Polski producent gier Bloober Team zgodnie z zapowiedziami złożył prospekt do Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w celu przeniesienia akcji z NewConnect na rynek główny. Techniczne przejście, bez emisji nowych akcji, ma odbyć się jeszcze w tym roku. 

– Mój zespół ciężko pracował przez ostatnie kilka miesięcy by prospekt został złożony przed końcem trzeciego kwartału. Liczymy, że pozostałe formalności przebiegną sprawnie tak abyśmy mogli zadebiutować na rynku głównym jeszcze w tym roku. Będzie to dla nas również bardzo symboliczny krok, ponieważ w tym roku obchodzimy swoje 15-lecie. Tak jak wspominaliśmy wcześniej, przejście jest techniczne, bez nowej emisji akcji – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

Przejście na główny parkiet jest jednym w elementów ogłoszonej w tym roku nowej strategii na lata 2023-2027. Bloober Team zakłada oparcie długofalowej strategii na trzech filarach: tworzeniu horrorów psychologicznych z elementami akcji, ekspansji poprzez współpracę z wyspecjalizowanymi partnerami oraz wolności twórczej zespołu. Gra SILENT HILL 2, we współpracy z Konami, jest pierwszą produkcją w ramach nowej strategii. Dodatkowo spółka pracuje także m.in. nad projektem C – grze na własnym IP we współpracy z Private Division (Take-Two Interactive) oraz Projektem I – produkcją VR realizowanej wspólnie z Played With Fire oraz Metą.

Tegoroczna premiera Layers of Fear (2023) była zwieńczeniem naszego (wewnętrznie nazwanego przez nas) etapu 2.0. Teraz, zgodnie ze wszystkimi planami, skupiamy się na realizacji naszej długoterminowej strategii, aby zostać światowym liderem szeroko pojętego horroru w ciągu najbliższych lat. Zarówno przejście na GPW, jak i ostatnie nabycie akcji polskiego studia VR Played With Fire, a także nawiązanie współpracy z Metą zbliżają nas do realizacji tego celu. Nadal jednak, przy wszystkich naszych działaniach, pozostajemy w zgodzie z naszym DNA i wartościami. Budujemy firmę nie najbliższe kwartały, ale na dziesięciolecia. Mamy nadzieję, że celebracja 15-lecia działalności będzie udana dla wszystkich naszych Akcjonariuszy i Sympatyków – komentuje Piotr Babieno.

Zadłużenie spółek giełdowych spadło o połowę

Kolejna edycja badania „Długi spółek giełdowych” przeprowadzonego przez Rzetelną Firmę pod patronatem Krajowego Rejestru Długów pokazuje, że zadłużenie krajowych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych spadło prawie o połowę. Obecnie dłużnicy mają do spłacenia 290 zobowiązań o wartości 8,55 mln zł. Dla nich niewiele, dla ich kontrahentów dużo.spółki giełdowe zadłużenie

Spośród 370 krajowych spółek notowanych w połowie września na GPW, 47, czyli 13 proc., było też notowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Tyle, że za długi. Na spłatę 290 przeterminowanych zobowiązań w kwocie 8,55 mln zł oczekiwało 95 wierzycieli. Największe zadłużenie – ponad milion złotych – widniało na koncie spółek, których wartość rynkowa wyceniona była odpowiednio na 470 mln, 1 mld zł i ponad 10 mld zł. Zatem nie brak pieniędzy jest powodem niepłacenia. Na zwrot 1,5 mln zł od rekordzisty z tej trójki oczekiwało 20 wierzycieli.

Łączna wartość zadłużonych spółek giełdowych wynosiła ponad 68 mld zł, zatem kwota zaległości była niezauważalna w budżetach dłużników. Spółka o największej kapitalizacji (30,7 mld zł.) miała do oddania niespełna 14 tys. zł.

To najbardziej jaskrawy przykład. Ale także w przypadku tych dłużników, którzy mają zaległości na ponad milion złotych, nijak ma się to do ich wartości rynkowej. To są sporadyczne przypadki, kiedy poziom zadłużenia jest bardzo duży w stosunku do kapitalizacji dłużnika. Mamy np. w rejestrze spółkę, której wartość wyceniono na 780 tys. zł, a zalega 7 kontrahentom 193 tys. zł. I tu można podejrzewać, że jest to efekt jakiś kłopotów finansowych. W większości przypadków podejrzewam, że to jest świadoma decyzja, żeby nie płacić – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

W budownictwie najgorzej

W porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania z listy dłużników zniknęło wiele spółek przemysłowych i handlowych, które dominowały przed rokiem. Nie poprawiła się natomiast sytuacja spółek budowlanych. Jest ich łącznie 8 (1 więcej) z długiem 5,84 mln zł (1,5 mln zł mniej). Na pieniądze od nich czeka 21 wierzycieli.

Pod względem wartości rynkowej w gronie dłużników dominowały spółki o najmniejszej kapitalizacji. Tych, które zostały wyceniona do 100 mln zł było 23, z zadłużeniem 2,47 mln zł wobec 54 wierzycieli. Na drugim biegunie znajdowało się 7 giełdowych gigantów o wartości powyżej 1 miliarda złotych każdy z długiem 2,79 mln zł wobec 14 wierzycieli.

W tym zestawieniu istotne jest nie to, jak kwota zaległości ma się do wartości czy obrotów dłużników, ale wierzycieli. To często są małe firmy, podwykonawcy giełdowych olbrzymów, którzy podpisując z nimi umowę liczyli na rozwój swoich firm. Tymczasem zamiast tego jest stres i problem z regulowaniem własnych zobowiązań, bo klient który miał być impulsem rozwoju nie zapłacił. Niestety obecność na giełdzie nie oznacza płatniczej rzetelności. A powinna, bo skoro jakaś firma trafia do biznesowej elity, to powinna też dbać o to, aby jak żona Cezara, być poza wszelkimi podejrzeniami. To powinien być wzór do naśladowania przez resztę rynku. Cieszy natomiast to, że zadłużenie giełdowych spółek w ciągu ostatniego roku tak znacząco spadło, podczas gdy w całej gospodarce rośnie. To może być znak, że część zarządów wzięła sobie do serca te zalecenia – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Badanie „Długi spółek giełdowych” zostało przeprowadzone na 370 krajowych spółkach, które 13 września 2023 roku były notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. To już jego 11. edycja. Obecne zestawienie zostało przygotowane wspólnie z ekspertami programu Rzetelna Firma pod patronatem KRD.

Wrzesień pod znakiem stabilnych nastrojów konsumenckich

We wrześniu br. wskaźnik nastrojów konsumenckich pozostał na podobnym poziomie jak przed miesiącem i wyniósł -4,7. Utrzymujący się od maja br. wynik na średnim poziomie -5 może zwiastować ich trwałą stabilizację. Takie dane płyną z najnowszego Barometru Nastrojów Konsumenckich opracowanego przez firmę GfK– An NIQ Company.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, we wrześniu 2023 r. wyniósł -4,7, co oznacza spadek o 0,2 jednostki w stosunku do poprzedniego miesiąca.

We wrześniu poziom nastrojów konsumenckich w Unii Europejskiej również spadł: średnia unijna wyniosła -18,7 wobec -17 w sierpniu 2023 r.wskaźnik nastrojów konsumenckich

Według badań GfK – An NIQ Company we wrześniu 2023 r. respondenci ocenili swoją aktualną sytuację finansową podobnie jak miesiąc wcześniej. Wynik ten wciąż pozostaje na minusie, nieznacznie wzrastając o 0,1 jednostki (-8,5 wobec -8,6 w sierpniu 2023 r.). W nieco jaśniejszych barwach Polacy widzą swoją przyszłość – jednak i ten wskaźnik wciąż pozostaje ujemny (-2,7 wobec -3,7 w sierpniu 2023 r.).

Równocześnie prawie co trzeci Polak spodziewa się, że kolejne miesiące przyniosą wzrost bezrobocia. Tym samym obawy dotyczące rynku pracy zmniejszyły się o 5,6 p.p. względem sierpnia 2023 r. Znaczący wpływ na nastroje konsumenckie mają też rosnące z miesiąca na miesiąc ceny – aż 85,2 proc. Polaków odczuwa ich wzrost w porównaniu z wrześniem 2022 r. Trzech na czterech respondentów jest również zdania, że towary i usługi wciąż będą drożeć, przy czym już ponad 35,2 proc. uważa, iż inflacja – wbrew zapowiedziom Rady Polityki Pieniężnej – utrzyma dwucyfrową dynamikę.

– Okres wakacyjny niewątpliwie pozytywnie wpłynął na nastroje konsumenckie. Chociaż wskaźnik konsekwentnie utrzymuje się na minusie, a Polacy nadal mają szereg obaw, to w ostatnich miesiącach z większym spokojem patrzą w swoją przyszłość ekonomiczną. Po blisko pół roku trwania tego trendu nieśmiało możemy mówić o pewnej stabilizacji. Na jak długo? Oczywiście kluczowe będą kolejne miesiące, a przede wszystkim wydarzenia rozgrywające się na arenie gospodarczej i politycznej. Ale póki co niepokój związany ze zbliżającymi się wyborami jest równoważony słoneczną pogodą za oknem. – mówi Barbara Lewicka, Senior Director Marketing & Consumer Intelligence w GfK – An NIQ Company.

We wrześniu 2023 r., podobnie jak miesiąc wcześniej, dodatnie nastroje konsumenckie dotyczyły dwóch z sześciu grup wiekowych wytypowanych przez GfK – An NIQ Company. U młodzieży w wieku od 15 do 22 lat, wynik wyniósł 10,2 i wzrósł o 2,2 jednostki. Wśród pozostałych dwudziesto-kilku latków wskaźnik wyniósł 7,8 i spadł o 9,5 p.p. Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy wyniki badań w tej grupie zmieniały się bardzo dynamicznie – szczególnie biorąc pod uwagę sierpniowy skok o 15,4 jednostki oraz niski wynik w lipcu (1,8), który z kolei był rezultatem spadku nastrojów konsumenckich. Na przeciwnym biegunie znaleźli się pięćdziesięciolatkowie: grupa osiągnęła wynik -17,8. Wskaźnik obniżył swój poziom o niemal 2 jednostki względem sierpnia i ponad trzykrotnie względem lipca 2023 r. Badani w tym wieku zwracają również uwagę na największy regres jakości życia na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. Złe nastroje podzielają wszystkie pozostałe grupy wiekowe, natomiast tylko w przypadku trzydziestolatków wskaźnik się obniżył (-8,3 wobec -1,9 w sierpniu 2023).

Duża dysproporcja pojawia się w zestawieniu różnych poziomów wykształcenia: najlepsze nastroje GfK – An NIQ Company odnotowało wśród konsumentów z wykształceniem podstawowym, które ponownie są na plusie (7,5 wobec 4 w sierpniu 2023 r.), zaś najgorsze u osób z wykształceniem wyższym (-12 wobec -7 w sierpniu 2023 r.).

We wrześniu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:wskaźnik nastrojów konsumenckich 2

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 4-9 sierpnia 2023 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Zarobki absolwentów szkół wyższych w Polsce. Warszawa na czele, Lublin na końcu

Tylko w Warszawie świeżo upieczeni absolwenci uczelni mogą liczyć na wynagrodzenie w wysokości ponad 5 tysięcy złotych. Na drugim miejscu jest metropolia górnośląsko-zagłębiowska z kwotą 4 851 zł, a podium zamyka Wrocław, w którym średnie zarobki wynoszą 4 616 zł – wynika z analiz Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu

Zarobki absolwentów, którzy właśnie ukończyli szkoły wyższe i wchodzą na rynek pracy, są niższe od przeciętnego wynagrodzenia o prawie dwa tysiące złotych. Eksperci Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu, największego programu płatnych staży w Polsce, w którym biorą udział firmy z całego kraju, przeanalizowali dane zebrane w ogólnopolskim systemie monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych dla 12 miast w kraju. Wynika z nich, że absolwenci, którzy ukończyli studia w 2021 r. (najświeższe dane zebrane w systemie) zaraz po uzyskaniu dyplomu zarabiali średnio 4 403,45 zł brutto ze wszystkich źródeł. W tym czasie średnie wynagrodzenie w Polsce wynosiło 6 346,15 złotych.

Warszawa króluje, Lublin na końcu

Analiza przeprowadzona przez Program Kariera pokazuje, że na najwyższe zarobki mogą liczyć ci, którzy właśnie opuścili mury stołecznych uczelni – średnio to 5 309,57 zł. O prawie 460 złotych mniej dostawali na start absolwenci szkół wyższych z Górnego Śląska i Zagłębia. Ich przeciętne zarobki to 4 850,97 zł. Osoby, które właśnie zamknęły za sobą drzwi uczelni wrocławskich, otrzymywały od pracodawców 4 616,24 zł miesięcznie.Zarobki absolwentów

Najgorzej wśród analizowanych miast wygląda sytuacja w Lublinie. Absolwentom tutejszych szkół wyższych pracodawcy płacą 4 050,61 złotych. Tylko o niecałe dwa złote więcej wynosi wynagrodzenie osób z dyplomem z Krakowa. Osoby, które właśnie zdobyły tytuł zawodowy licencjata lub magistra w Białymstoku dostaną 4 091,64 złotych pensji.

Wielu studentów podejmuje pracę jeszcze podczas pobierania nauki i fakt, że dopiero co zdobyli wyższe wykształcenie wcale nie oznacza, że są nowicjuszami na rynku pracy. Inaczej ich zarobki byłyby jeszcze niższe. Dlatego tak ważne jest, żeby już na studiach brać udział w stażach i w ten sposób zdobywać doświadczenie. Warto przy tym wybierać najlepsze staże w danej branży, nawet jeśli odbywają się w innych miastach niż te, w których znajduje się uczelnia – mówi Marian Owerko, twórca i szef Programu Kariera, wiceprezes Polskiej Rady Biznesu.

Licencjaci i magistrzy

Świeżo upieczeni absolwenci z tytułem licencjata zarabiali przeciętnie 4 057,52 złotych. Ci, którzy ukończyli studia drugiego stopnia, już dużo lepiej – ich średnie pensje to 4 834,99 zł. To więcej niż absolwenci jednolitych studiów magisterskich, których średnia wynagrodzeń wyniosła 4 236,11 złotych.

Najbliżej średniej zarabiali licencjaci z Olsztyna – ich zarobki wyniosły przeciętnie 4 023,62 zł. Więcej zarabiali absolwenci studiów pierwszego stopnia z Wrocławia, Szczecin, metropolii górnośląsko-zagłębiowskiej i Warszawy. W przypadku dwóch ostatnich ośrodków miejskich licencjaci z tamtejszych uczelni dostawali więcej niż średnia dla wszystkich stopni studiów w analizowanych miastach. Z kolei osoby z tytułami zawodowymi licencjatów z Poznania, Trójmiasta, Łodzi, Bydgoszczy i Torunia, Krakowa, Białegostoku i Lublina musiały zadowolić się zarobkami niższymi od średniej dla badanych miast.Wynagrodzenia absolwentów

Co ciekawe, w przypadku niektórych ośrodków akademickich wynagrodzenia absolwentów jednolitych studiów magisterskich były niższe od tych, które otrzymywali ich koledzy po ukończeniu studiów I stopnia. Tak było w przypadku Krakowa, Lublina, Olsztyna i Warszawy.

­– Kształcenie magistrów w trybie jednolitym dotyczy tylko wybranych kierunków. Absolwenci kierunków medycznych i weterynaryjnych otrzymują na wczesnych etapach kształcenia niższe stawki niż ogół studentów. Wbrew stereotypowi, również początkujący prawnicy i psycholodzy nie zarabiają wiele – tłumaczy Marian Owerko.

Nie wszędzie lepiej z roku na rok

Aż w siedmiu badanych ośrodkach miejskich zarobki studentów w 2021 r. były niższe niż rok wcześniej. Największy spadek odnotowano w Białymstoku – tu pensje absolwentów stopniały aż o 327,56 zł. Licencjaci z tego miasta utracili 299,02 zł, a magistrzy aż 420,47 zł w porównaniu do koleżanek i kolegów, którzy obronili się rok wcześniej. Mocno dostali po kieszeni też absolwenci uczelni z metropolii katowickiej – średnio o 216 zł i 08 groszy w porównaniu z rokiem poprzednim, w tym najwięcej osoby, które właśnie ukończyły jednolite studia magisterskie w tamtejszych uczelniach – aż o 537,15 zł! Trzycyfrowy spadek wynagrodzenia (145,39 zł) odczuli także absolwenci z Lublina.

Cieszyć się powinny osoby, które ukończyły studia w Olsztynie – ich pensje były wyższe o 164,10 zł w porównaniu do absolwentów z roku poprzedniego. W Bydgoszczy i Toruniu, Trójmieście i Warszawie zwyżki wahały się od 70 do 90 złotych, przy czym w przypadku magistrów, którzy zdobyli wcześniej tytuł licencjata w Bydgoszczy i Toruniu, słupki skoczyły o 244,61 zł – najwięcej we wszystkich badanych miastach i analizowanych trybach studiów. Na lekkim plusie w porównaniu do wcześniejszego rocznika wyszli absolwenci z Poznania (15,29 zł).Zarobki absolwentów

Rok 2021 to był czas pandemii. Najmocniej ją odczuły ośrodki typowo akademickie, w których nie ma mocno rozwiniętego przemysłu oraz zaawansowanych usług, za to silne są gastronomia, sektor hotelarski i handel. To branże, których funkcjonowanie wówczas było zawieszone, a w których najczęściej pracują studenci. Zebrane dane pokazują, że nierzadko zostają w nich po uzyskaniu dyplomu – wyjaśnia Marian Owerko.

I dodaje, że budowanie kariery to proces długotrwały. Dlatego nie ma nic dziwnego w tym, że rzadko kiedy moment odebrania dyplomu uczelni pokrywa się ze zmianami ścieżki zawodowej. – Sęk w tym, żeby zawodową przygodę zacząć w miarę wcześnie i lata studiowania wykorzystać na sprawdzenie się w różnych zawodach i branżach. To nie tylko sposób na zdobycie doświadczenia, ale także na znalezienie odpowiedzi na pytanie „Co chcę robić w życiu?”. Wydatnie w tym pomagają staże, które mają odpowiednio skonstruowany program, zapewniają opiekę na uczestnikami i pozwalają osadzić zawodowe obowiązki w szerszym kontekście. To właśnie dzięki temu mogą być wstępem do wielkiej kariery – mówi Marian Owerko.

Srebrne budownictwo: jak zapewnić seniorom komfortowe warunki życia?

Automatyczne drzwi i szerokie korytarze. Windy z informacją dźwiękową. Bezpieczne łazienki, kuchnie dostosowane do potrzeb osób starszych a nawet systemy teleopieki umożliwiające seniorom kontakt ze służbami medycznymi. To tylko niektóre funkcje budynków lub mieszkań dopasowanych do potrzeb (ale również i ograniczeń) osób starszych. Budownictwo senioralne, według ekspertów, będzie coraz bardziej popularne, zwłaszcza, że społeczeństwo starzeje się. Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM przypomina, że srebrne budownictwo to dobry kierunek, ale równie ważne jest przystosowywanie dotychczasowych mieszkań do potrzeb seniorów. Bo nie każdy chce kupować nowe lokum i przenosić się w nieznane.

Aż 68 proc. ekspertów przebadanych przez firmę doradzą ThinkCo uważa, że w 2030 roku mieszkania senioralne staną się popularne.[1] Srebrne budownictwo będzie się zresztą odnosić nie tylko do budowy nowych mieszkań (a nawet całych osiedli) przystosowanych do potrzeb seniorów, ale również domów opieki, czy nieruchomości na wynajem, przeznaczonych dla emerytów.

Starsi mają inne potrzeby

Nowy trend nie dziwi, zwłaszcza, że polskie społeczeństwo starzeje się. Z danych GUS wynika, że już co piąty mieszkaniec naszego kraju ma ponad 65 lat. GUS prognozuje, że w 2030 roku liczba ludności w wieku 60+ wyniesie 10,8 mln a w 2050 roku 13,7 mln, co będzie stanowiło ok. 40 proc. całego społeczeństwa.[2]

Z danych Eurostatu wynika natomiast, że (choć starzeje się cała Unia Europejska) Polska jest jednym z najszybciej starzejących się krajów w UE. Współczynnik obciążenia demograficznego osobami starszymi zwiększył się w ciągu ostatniej dekady o 5,9 pkt. proc. w UE. Natomiast w Polsce zwiększył się o 9,6 proc.[3] Niskie świadczenia emerytalne i coraz niższa stopa zastąpienia to niejedyne problemy starzejących się państw. Kolejnym są braki w mieszkaniach, domach opieki, czy domach spokojnej starości, które byłyby dostosowane do potrzeb oraz ograniczeń emerytów, a tych przybywa z wiekiem.

Srebrne budownictwo można odnieść do kilku obszarów

Odpowiedzią na te problemy wydaje się być srebrne budownictwo, które w Polsce dopiero raczkuje. Mowa tu nie tylko o specjalnie zaprojektowanych mieszkaniach z udogodnieniami takimi jak szerokie drzwi, podłogi antypoślizgowe, czy dostępne łazienki. Mowa również o całych osiedlach, a nawet społecznościach budowanych wokół takich miejsc – skupiających seniorów, oferujących im różne aktywności, wsparcie oraz opiekę zdrowotną. Budownictwo senioralne można, a nawet trzeba odnosić również do mieszkań na wynajem oraz do domów opieki. Już dziś powstają w Polsce pierwsze osiedla wielopokoleniowe, a deweloperzy – planując nowe inwestycje – zaczynają zwracać uwagę na potrzeby osób starszych.

Jak przystosować stare mieszkanie?

Co z osobami, które nie chcą się przeprowadzać? Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM przekonuje, że budownictwo senioralne to pieśń przyszłości, która jest potrzebna. Zwraca jednak uwagę na obecne warunki mieszkaniowe seniorów oraz zachęca do takich zmian w nieruchomościach zamieszkiwanych przez osoby starsze, które będzie można wprowadzić „tu i teraz”.

Z badania PolSenior wynika, że mieszkania emerytów są słabo przystosowane do ich potrzeb. Aż 24 proc. emerytów nie ma bieżącej ciepłej wody, a tylko 49 proc. posiada balkon lub taras.[4] Respondenci, zapytani o przystosowanie mieszkań do potrzeb osób starszych i bariery architektoniczne, z którymi muszą borykać się na co dzień, przyznają, że nie posiadają wielu udogodnień, a jedną z przyczyn są koszty. Tylko 4,5 proc. ma uchwyty i poręcze zamontowane w łazience, 2,3 proc. podłogi antypoślizgowe, 4,7 proc. urządzenia domowe do ćwiczeń i rehabilitacji. Jak się okazuje bariery przed wychodzeniem z domu napotyka ponad 40 proc. seniorów. Wśród najczęściej spotykanych są wysokie i strome schody (52,6 proc.), brak windy (47,8 proc.), brak podjazdu dla osób poruszających się na wózku inwalidzkim (30,3 proc.).

– Trzeba pamiętać, że dla seniorów dużym wydatkiem są bieżące koszty związane z utrzymaniem i opłaceniem mieszkania. Nie mówiąc już o remontach czy wydatkach związanych z wymianą instalacji albo okien. Za granicą hipoteka odwrócona jest wsparciem emerytów w takich sytuacjach. Pieniądze z tej usługi można przeznaczyć m.in. na remont, a na dodatek opłaty za czynsz są po stronie funduszu hipotecznego lub świadczeniodawcy – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Jakie są koszty?

Ile kosztuje przystosowanie mieszkania do potrzeb, ale też ograniczeń osoby starszej? Wszystko zależy od zakresu prac. Wymiana armatury, płytek na antypoślizgowe, czy hydraulika może kosztować łącznie około 6000 zł. Wszystko zależy jednak od użytych materiałów i standardu wykończenia. Według Remonty Mieszkanie średni koszt remontu łazienki w 2023 roku oscyluje wokół kwot 3000-5000 zł za m kw. ale prace można wykonać taniej i nie trzeba wymieniać wszystkich elementów.[5]

Łazienka to jednak nie wszystko. Czasem trzeba wymienić łóżko dla seniora (ceny specjalistycznych, rehabilitacyjnych łóżek to koszty rzędu 900-3500 zł) albo przebudować kuchnię i korytarz, by były bardziej funkcjonalne. Kolejnym tematem jest zamontowanie systemu teleopieki dla seniora, który będzie monitorował jego samopoczucie, ciśnienie i inne parametry (czasem wystarczy opaska bezpieczeństwa z sygnałem GPS oraz czujnikiem upadku), a czasem warto zainstalować w domu system monitorujący np. z czujnikami dymu i czadu. Aby kompleksowo przystosować mieszkanie senioralne do jego – zmieniających się potrzeb – trzeba czasem wydać ok. 10-20 tys. zł.

– Pieniądze z hipoteki odwróconej, wypłacane na start podczas podpisania umowy, mogą w takim remoncie pomóc. Zwłaszcza, że można dostać 10 tys. zł a równie dobrze 100 tys. zł. Wszystko zależy od wartości nieruchomości, wieku oraz płci emeryta – podsumowuje Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Rzeczpospolita Nieruchomości, „PRS-y atrakcyjne dla seniorów”, 18.08.2023, tekst Anety Gawrońskiej

[2] https://www.prawo.pl/kadry/ile-osob-starszych-bedzie-mieszkac-w-polsce-w-2050-r-i-jaka,512580.html

[3] https://obserwatorgospodarczy.pl/2023/02/22/polska-jednym-z-najszybciej-starzejacych-sie-spoleczenstw-w-ue/

[4] Badanie PolSenior2, Gdański Uniwersytet Medyczny, Gdańsk 2021. Część czwarta społeczno-ekonomiczna, rozdział 4: „Warunki mieszkaniowe”, Zofia Szweda-Lewandowska, str. 899

[5] https://monterbudowy.pl/ile-kosztuje-wykonczenie-lazienki/

Praca hybrydowa czy tradycyjna? Beata Drzazga o plusach i minusach

O zarządzaniu w dobie 5% stopy bezrobocia i sporu nad wyższością modeli pracy – hybrydowej nad stacjonarną i stacjonarnej nad hybrydową.  O tym który model okazuje się być bardziej efektywny i jakie są ich plusy i minusy, opowiada – założycielka firmy BetaMed SA – Beata Drzazga.

Przedsiębiorcy mają dziś dylemat czy pozwolić na prace hybrydowa i przyciągnąć lub zatrzymać pracowników czy jednak wrócić do tradycji?

Jedni widzą więcej korzyści w hybrydowej, a drudzy spierają się, że niestety dla przedsiębiorstw zdecydowanie więcej jest negatywów, ale w świetle deficytu pracowników, pracodawcy są często zmuszeni do przyjęcia tego modelu, a czasem nawet zgody na prace wyłącznie on-line. Moim zdaniem praca w biurze ma swoje zalety, dużo więcej zalet niż zdalna, tak dla pracodawcy jak i pracownika. Ludzie potrzebują fizycznego kontaktu, który stwarza okazję do spontanicznych rozmów i interakcji, prowadzących do nowych pomysłów. Z psychologicznego punktu widzenia, gdy kontakt między pracownikami jest mniej bezpośredni może dojść do izolacji i utraty poczucia przynależności do zespołu. Oczywiście, istnieją sytuacje, w których praca hybrydowa jest korzystna, zwłaszcza w projektach, które nie wymagają stałej obecności w biurze.

Jakie korzyści z pracy hybrydowej widzą prywatni przedsiębiorcy, jeśli w ogóle je widzą?

Oczywiście, widzę także korzyści z pracy hybrydowej. Każdy model ma swoje plusy i minusy. Dla pracodawcy są nimi np. mniejsze zapotrzebowanie na przestrzeń biurową. Wielu z nich może sobie dziś pozwolić na zwolnienie kilkuset metrów powierzchni biurowej co również łączy się z oszczędnościami na najmie oraz np. na prądzie. Mniejsze są koszty eksploatacji biura. Natomiast w czasach deficytu pracowników, przede wszystkim jednak przedsiębiorcy muszą dawać możliwość wyboru. Pracownicy go zdecydowanie preferują, bo możemy dostosować czas pracy do swoich indywidualnych potrzeb. Dla niektórych pracowników może to oznaczać więcej czasu spędzanego z rodziną, a dla innych większą elastyczność w planowaniu swojego dnia. Praca on-line pozwala również na rekrutowanie talentów z różnych miejsc, niezależnie od lokalizacji, co w sytuacji bezrobocia jest akurat dużym plusem bo możemy sięgać z zatrudnieniem nie tylko do innych regionów Polski ale i poza granice. Natomiast praca hybrydowa otwiera drzwi do elastyczności i umożliwia pracownikom dostosowanie swojego harmonogramu do swoich potrzeb życiowych. Jednakże zawsze podkreślam, że kiedy część zespołu pracuje zdalnie, a część w biurze, musimy dbać o to, aby wszyscy czuli się zaangażowani i dobrze poinformowani. Wymaga to uważnego, często tez empatycznego wręcz zarządzania komunikacją, bo komunikacja zdalna jest zdecydowanie bardziej narażona na niedomówienia, nawet stosując narzędzia do pracy zdalnej, takie jak platformy do wideokonferencji.

Co można zrobić, aby utrzymać kreatywność i dyscyplinę w zespole pracującym tradycyjnie a zdalnie?

Osobiście staram się organizować regularne spotkania i sesje kreatywne, które pomagają pracownikom pozostać zaangażowanymi i inspirowanymi. To też doradzam początkującym przedsiębiorcom, którzy pytają mnie o radę. Ponadto, wspieram rozwijanie umiejętności interpersonalnych i komunikacyjnych, które są kluczowe w pracy zespołowej. Spotkania twarzą w twarz i współpraca nadal stanowią fundament naszej pracy. Natomiast kluczem do efektywnego zarządzania zespołem pracującym hybrydowo jest elastyczność i bardzo klarowna komunikacja. Musimy umieć zrozumieć różne potrzeby pracowników i zapewnić, że wszyscy mają dostęp do niezbędnych narzędzi i informacji. Regularne spotkania online oraz wyraźne cele i oczekiwania są kluczowe. Niektóre firmy wymagają podłączenia on-line przez cały dzień, by w ten sposób kontrolować zaangażowanie w godziny pracy swojego zespołu, ale dla mnie przypomina to coś jakby „podsłuch” w biurach i nie do końca się z tym zgadzam. Jestem raczej za tym by tak dobierać ludzi do zespołu, by można im jednak zaufać. To już jest zadanie dla HR’owców, dlatego moim zdaniem dzisiejsi HR’owcy muszą być lepszymi psychologami niż kiedykolwiek wcześniej.

Czy widzi pani plusy i minusy modelu hybrydowego w kontekście równowagi między pracą a życiem prywatnym, modnym dziś „work-life-balance”?

Oczywiście, istnieją pewne aspekty pracy hybrydowej, które mogą pomóc w utrzymaniu lepszej równowagi między pracą a życiem prywatnym. Dla niektórych pracowników może to oznaczać możliwość spędzenia więcej czasu z rodziną i ograniczenie dojazdów do biura. Jestem zdania, że równowagę między pracą a życiem prywatnym można osiągnąć zarówno w pracy hybrydowej, jak i tradycyjnej, pod warunkiem odpowiedniego zarządzania czasem i priorytetami. W modelu tradycyjnym widzę to w takich aspektach jak: wyraźne rozdzielenie pracy od życia osobistego, bo pracując w biurze, masz określone godziny pracy, co ułatwia wyznaczanie granic między czasem przeznaczonym na pracę a czasem wolnym. Fizyczna separacja od obowiązków zawodowych, bo opuszczając biuro, możesz zostawić pracę za sobą i skupić się na sprawach prywatnych. Praca w biurze daje możliwość spotykania się i interakcji na żywo z kolegami z pracy, co może być ważne dla budowania relacji międzyludzkich i wsparcia emocjonalnego.

Inflacja w Niemczech i Hiszpanii wciąż jest wysoka

Inflacja CPI w Hiszpanii po raz kolejny wzrosła. Tym razem jest to jednak dość znacząca zwyżka, spowodowana przede wszystkim wzrostem cen energii elektrycznej i paliw. Inflacja w ujęciu r/r wyniosła 3,5%. Dla przypomnienia odczyt w czerwcu wyniósł 1,9% i był już bliski celowi EBC. Inflacja bazowa utrzymuje się jednak nadal dużo wyżej. Wyniosła 5,8% wobec 6,1% w sierpniu.

W Niemczech inflacja wyniosła 4,5% r/r. Odczyt okazał się lekko niższy niż konsensus (4,6%) i dużo niższy niż miesiąc temu, kiedy to inflacja wyniosła 6,1% r/r. W ujęciu miesięcznym nastąpił wzrost o 0,3%, jest to już czwarty miesiąc z analogicznym wzrostem cen.

W danych CPI obserwujemy dwa przeciwstawne kierunki. Hiszpania, która doszła do celu kilka miesięcy temu, a teraz za sprawą rosnących cen energii i paliw inflacja ponownie wzrasta. Niemcy, gdzie inflacja w ujęciu miesięcznym pozostaje stabilna, a roczna dynamika kontynuuje trend spadkowy.

Nie zmienia to faktu, że inflacja bazowa w obydwu gospodarkach pozostaje wysoka. Odczyt z Niemiec będzie miał wyraźny wpływ na wstępne dane o inflacji w całej strefie euro. Głównie na podstawie tej danej EBC będzie podejmował decyzje o dalszej polityce monetarnej. Odczyty wskazują na tendencje dezinflacyjne, jednak jak widać np. w danych z Hiszpanii walka z inflacją nie została jeszcze zakończona. Przypominam słowa prezes Lagarde, która wskazywała, że stopy pozostaną wysokie tak długo, jak to będzie konieczne. Wydaje się, że ta konieczność nadal pozostaje w mocy.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Trans Polonia w I półroczu br. z ponad 100 mln zł sprzedaży i 10 mln zł EBITDA

Trans Polonia (TPG), notowany na GPW wiodący operator transportowo-logistyczny, przedstawił wyniki finansowe za I półrocze 2023 roku. Spółka w tym okresie wypracowała 102,4 mln zł przychodów ze sprzedaży (+11,7 r/r), przy zysku EBITDA w wys. 10,2 mln zł (+0,3% r/r) i zysku netto: 4,3 mln zł (+68,3% r/r). TPG odnotowuje najwyższe wzrosty skali biznesu w obszarze logistyki płynnej chemii i stale zwiększa udział sprzedaży realizowanej poza granicami Polski (80,8% wobec 73,5% r/r). Trans Polonia zakłada utrzymanie pozytywnych trendów rynkowych w kolejnych okresach i dalszej dodatniej trajektorii sprzedażowo-wynikowej.

Zgodnie z założeniami zwiększamy skalę naszej działalności, szczególnie w strategicznym obszarze płynnej chemii, w którym przewozy realizujemy przede wszystkim w krajach Europy Zachodniej. Korzystne wyniki finansowe, przepływy operacyjne i sytuacja bilansowa pozwalają nam na systematyczny wzrost dysponowalnej floty, realizację nowych przedsięwzięć, jak i wypłatę dywidendy. Liczymy na systematyczny wzrost biznesu w najbliższych kwartałach, choć obserwujemy pewne spowolnienie gospodarcze, szczególnie w Niemczech mówi Krzysztof Luks, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych Trans Polonia S.A.

W I półroczu TPG wypracowała istotnie wyższe r/r przepływy z działalności operacyjnej rzędu 14,9 mln zł (wobec 4,9 mln zł w analogicznym okresie 2022 r.) i dysponowała na 30 czerwca 2023 r. 52,9 mln zł środków pieniężnych. Ponadto wg stanu bilansowego na ww. dzień, Grupa posiadała nieznaczne zadłużenie finansowe netto w wys. 3,7 mln zł, rzutujące na wskaźnik dług netto/EBITDA LTM w wys. 0,16 pkt.

28 sierpnia br. TPG wypłaciła Akcjonariuszom 0,50 zł dywidendy na akcję, tj. niemal 9,4 mln zł. Akcjonariusze podjęli decyzję w niniejszej sprawie podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia 28 lipca.

–  W 2023 r. spodziewamy się dalszych wzrostów sprzedaży, której poziom systematycznie zbliża się do skali biznesu sprzed sprzedaży udziałów w spółce OTP, przewożącej paliwa. W perspektywie średnioterminowej dążymy do przekroczenia bariery 300 mln zł przychodów, połączonego z utrzymaniem rentowności i kontynuacją redystrybucji zysków do naszych Akcjonariuszy w formie dywidend – uzupełnia Krzysztof Luks.

Trans Polonia prowadzi działania operacyjne bezpośrednio z Polski oraz poprzez dwie włączone do Grupy w ostatnich latach spółki transportowe: przejętą w 2021 r. J. Deckers & Zn NV z siedzibą w mieście Brecht w Belgii, zlokalizowaną w okolicach portów morskich ARA (Amsterdam–Rotterdam–Antwerpia), oraz TPG International GmbH, zlokalizowaną w Hilden w Niemczech, w rejonie Zagłębia Ruhry. Obie spółki specjalizują się w transporcie płynnych ładunków chemicznych na terenie Europy Zachodniej.

KI Chemistry zwiększa zaangażowanie w Ciechu do 92,45%

Akcjonariusze mniejszościowi Ciechu zgłosili do sprzedaży łącznie 14,75% akcji chemicznej firmy w odpowiedzi na zaproszenie ogłoszone przez KI Chemistry. W wyniku rozliczenia transakcji, udział spółki z Grupy Kulczyk Investments wzrósł z dotychczasowych 77,70% do 92,45%.

Oferty sprzedaży akcji Ciechu na rzecz KI Chemistry po cenie 54,25 zł za akcję przyjmowane były od 18 do 25 września br. Akcjonariusze mniejszościowi, w tym zarówno inwestorzy indywidualni, jak i instytucjonalni, zgłosili do sprzedaży łącznie 7.770.828 akcji. Rozliczenie transakcji nastąpiło 28 września, a jej łączna wartość wyniosła około 422 mln zł.

Oferowana przez KI Chemistry cena w wysokości 54,25 zł za akcję była o ponad 20% wyższa od kursu Ciechu na GPW w ostatnich tygodniach poprzedzających ogłoszenia zaproszenia. Po takiej samej cenie inwestor strategiczny nabywał akcje Ciechu w ramach wezwania przeprowadzonego w marcu, a także w ramach pierwszego zaproszenia do sprzedaży akcji oraz transakcji pakietowych zrealizowanych w czerwcu tego roku.

Pokolenie Z zmienia zasady gry na rynku pracy

27% – tylu przedstawicieli pokolenia Z zmieniło pracę w ciągu ostatnich trzech miesięcy. W silver generation takiej zmiany dokonało tylko 2% respondentów. W ciągu ostatniego roku wśród najstarszej aktywnej zawodowo grupy wynik ten osiąga 7%, a wśród najmłodszej aż 62%. Jak wynika z badania Pracuj.pl, generacja Z pod kątem mobilności zawodowej znacznie przewyższa wszystkie pozostałe grupy wiekowe. Czy to oznacza, że na rynek wchodzą niepewni pracownicy? Wprost przeciwnie – wchodzą na niego pracownicy, którzy wiedzą, czego chcą i nie boją się o tym mówić. Są skłonni zmieniać pracę do skutku, którym jest osiągnięcie zawodowej satysfakcji. Młode talenty zostaną w tych organizacjach, które tworzą środowiska równie otwarte i elastyczne, co oni sami.

Najważniejsze informacje:

  • 62% przedstawicieli pokolenia Z deklaruje, że zmienili pracę w ciągu ostatniego roku.
  • Tylko 35% z nich wierzy, że ponadprzeciętne zaangażowanie w obowiązki się opłaca.
  • 45% „Zetek” deklaruje, że w pracy skupiają się wyłącznie na formalnych obowiązkach.
  • 47% twierdzi, że praca nie stanowi ważnego elementu życia, a jest źródłem utrzymania.
  • 56% najmłodszych uczestników rynku deklaruje, że szuka obecnie nowej pracy.
  • 50% badanych z pokolenia Z jako powód szukania pracy podaje za niskie zarobki.

Młodzi nie wybierają pracy raz na zawsze

Tylko 2% badanych w wieku 55-65 lat zmieniło pracę w przeciągu ostatnich trzech miesięcy. Dla porównania, wśród przedstawicieli pokolenia Z taką zmianę deklaruje 27% badanych. Różnica ta jest jeszcze bardziej widoczna, kiedy weźmiemy pod uwagę ostatni rok. W ciągu ostatnich 12 miesięcy pracę zmieniło 7% przedstawicieli pokolenia silver, 10% osób w wieku 45-54 lata, 18% badanych z przedziału wiekowego 35-44 lata, 26% respondentów w wieku 25-34 i aż 62% najmłodszych uczestników rynku (osoby pomiędzy 18 a 24 rokiem życia).

Wyniki jasno wskazują, że wśród pokoleń jest bardzo widoczna różnica w podejściu do pracy i przywiązaniu, jakie mają do pracodawcy. Najmniej przywiązują się najmłodsi, a w ich CV często zobaczyć można wiele pozycji z różnych branż, w których spędzili krótsze okresy. Z pewnością nie mamy już do czynienia z pracownikami, którzy wybierając miejsce pracy, chcą pozostać w nim do emerytury. Dzisiejszy pracownik, to osoba otwarta na szukanie własnej drogi metodą prób i błędów. Nowi pracownicy kształtują nowe prawa rekrutacji. By sprawdzić, jakie to prawa, serwis Pracuj.pl przeprowadził badanie na grupie 2120 badanych zróżnicowanych pod kątem płci, wieku i miejsca zamieszkania. Ankietę przeprowadzono we wrześniu 2023 roku.

Zaangażowanie na miarę potrzeb

Polacy w pracy są raczej zadowoleni – aż 58% respondentów wskazuje, że ich praca przynosi im satysfakcję i lubią ją wykonywać. W tym zakresie mocno widoczna jest różnica pomiędzy pokoleniem Z a silver generation. Choć wśród najmłodszych zadowolenie deklaruje ponad połowa – 54% badanych – to wśród ich najstarszych współpracowników wynik ten wynosi aż 65%.

Mimo deklarowanego zadowolenia, pokolenie Z w najmniejszym stopniu ze wszystkich badanych wierzy, że ponadprzeciętne zaangażowanie w obowiązki zawodowe opłaca się pracownikowi (35%). Ich podejście opiera się na realizacji zadań w takim zakresie, jaki wynika bezpośrednio z umowy. Niemal połowa badanych z tej grupy wiekowej (45%) deklaruje, że w swojej pracy skupiają się wyłącznie na swoich formalnych obowiązkach i starają się unikać dodatkowych zadań. Młodzi przodują także pod kątem innej istotnej deklaracji – aż 47% z nich twierdzi, że wykonywana praca nie stanowi dla nich ważnego elementu życia, a jest wyłącznie źródłem utrzymania. Ten procent wśród osób w wieku 25-34 lata spada do 44%, z kolei wzrasta wśród nieco starszych i dla grupy w wieku 35-44 lata wynosi 46%. Najstarsze pokolenia obecne na dzisiejszym rynku pracy różnią się w tym podejściu od pokolenia Z – praca jest wyłącznie źródłem utrzymania dla 39% z nich.

Na rynku funkcjonuje również oczywiście grupa mniej zadowolonych pracowników, ale co ciekawe – wbrew temu, jak wiele osób postrzega najmłodszych – to nie oni są grupą, która w pracy jest zaangażowana w najmniejszym stopniu. ¼ badanych przedstawicieli grup wiekowych mieszczących się w przedziale od 25 do 44 lat wskazuje, że praca nie przynosi im satysfakcji, więc starają się w niej robić tylko absolutne minimum. Takie deklaracje składa mniej, bo 23% przedstawicieli pokolenia Z, 20% osób w wieku 45-54 lata oraz 18% badanych z pokolenia silver.

Mimo to, dziś 56% badanych najmłodszych uczestników rynku deklaruje, że szuka obecnie nowej pracy lub planuje w najbliższym czasie zmienić obecną. Z czego to wynika?

Choć często można spotkać się z opinią, że „Zetki” zbyt często zmieniają pracę, to w rzeczywistości nie ma w tym nic złego. Rodzaj nonkomformizmu, który reprezentuje ta grupa, prowadzi nas ku budowie bardziej skupionych na pracowniku środowisk pracy. Ich duch przedsiębiorczości i chęć wykonywania zadań, które mają znaczenie, skłaniają do poszukiwania możliwości zgodnych z ich osobistymi wartościami i pasjami. Kiedy je znajdą – zostaną z pracodawcą na dłużej. Co więcej, przedstawiciele generacji Z bardzo chętnie współpracują, cenią pracę zespołową i różnorodność w miejscu pracy. To pokolenie na nowo kształtuje środowiska firmowe, ale i rekrutację, kładąc nacisk na przejrzystość, poszukując autentycznej kultury firmowej i ceniąc misje zorientowane na cel. Jeśli firmy dostosują się dziś do oczekiwań nowych pracowników, wytworzą się nowe standardy miejsc pracy, w których łatwiej będzie o retencję – mówi Jolanta Lewandowska-Bitkowska, Ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju pracowników w Pracuj.pl.

Co skłania do poszukiwań?

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o… pieniądze. I to właśnie wynagrodzenie stanęło tym razem na czele powodów, dla których młode osoby poszukują nowej pracy – 50% badanych przedstawicieli pokolenia Z wskazało, że chcieliby więcej zarabiać. Czynnik ten był najbardziej znaczący dla każdej z badanych grup wiekowych. Największy nacisk na ten aspekt w swoich poszukiwaniach kładą osoby w wieku 25-34 lata (58%), a najmniejszy, ale niedaleki od średniej, pokolenie silver (46%).

Pieniądze jednak to nie wszystko, czego od potencjalnego pracodawcy oczekują osoby poszukujące obecnie nowej pracy. Dla młodych ważny jest rozwój. Przedstawiciele pokolenia Z deklarują, że rozglądają się za nowymi możliwościami dlatego, że w ich obecnej organizacji nie mają możliwości rozwoju lub awansu na wyższe stanowisko.

Pokolenie Z oczekuje od pracodawcy, że zapewni im satysfakcjonujące wynagrodzenie i pozwoli im się rozwijać, przy jednoczesnej trosce o ich dobrostan. Pracodawcy, który będzie potrafił ich docenić, zadba o to, by w firmie panowała odpowiednia atmosfera i umożliwi elastyczność. Kto z nas nie chciałby pracować w takich warunkach? No właśnie. Różnica pomiędzy starszymi pokoleniami, a „Zetkami” polega na tym, że ich bezkompromisowość pozwala dążyć do takich „wymarzonych” środowisk pracy. Tych młodych pracowników nie krępują ich własne oczekiwania, potrafią mówić o nich głośno. Wiedzą, że praca to wzajemna korzyść – oni czerpią od pracodawcy, ale pracodawca także czerpie od nich. Trudno się z tym nie zgodzić – mówi Konstancja Zyzik, Ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju talentów w Pracuj.pl.

Najmłodsi aktywni na rynku pracy respondenci Pracuj.pl nowej pracy upatrują nie tylko u innych pracodawców, ale także w innych obszarach i specjalizacjach. Istotny odsetek tych osób jest otwarty na duże zmiany – 17% badanych deklaruje, że poszukuje pracy, bo chce zmienić branżę lub zawód. Ich podejście do ścieżki kariery jest zupełnie inne niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu, kiedy pracownicy obierając drogę zawodową, często myśleli o niej w perspektywie długofalowej, na lata, a nawet na całe życie. Dziś rynek pracy cechuje większa swoboda i otwartość na szukanie własnej drogi, nawet jeśli oznacza to wiele zmian – w końcu stawką jest ostateczna satysfakcja z wykonywanej pracy.

Dla części młodych pracowników liczy się elastyczność – 14% z nich wskazuje, że nowej pracy szukają dlatego, że chcą pracować zdalnie, a ich obecny pracodawca tego nie umożliwia. 13% respondentów w wieku 18-24 lata deklaruje, że poszukują nowej pracy, bo w obecnym miejscu nie czują się docenieni. Dla części „Zetek” ważna jest troska o odpowiednią kulturę pracy. Zła atmosfera w organizacji to powód do odejścia dla 13% badanych z tej grupy.

Duża grupa badanych (34%) to osoby, które nie posiadają obecnie pracy, ale zaczynają rozglądać się za potencjalnym pracodawcą.

Kiedy zmiany są dobre

Odkrywanie różnych ról na początku kariery zawodowej oferuje wiele korzyści. Pozwala młodym osobom zdobyć różnorodne umiejętności, zdolności adaptacyjne i szersze spojrzenie na rozmaite branże i środowiska pracy. Taka ekspozycja sprzyja głębszemu zrozumieniu własnych mocnych stron i zainteresowań, co ostatecznie prowadzi do bardziej satysfakcjonującej i zorientowanej na cel ścieżki kariery. Choć osobom wchodzącym na rynek pracy często wydaje się, że za dużo pozycji w CV może świadczyć o braku stałości, to w rzeczywistości wielu pracodawców postrzega tę chęć próbowania różnych zawodów jako pozytywną cechę. Świadczy to bowiem o zdolnościach adaptacyjnych, wszechstronności i chęci do nauki. Pokazuje zdolność do radzenia sobie z różnymi wyzwaniami, co z perspektywy organizacji może pomóc współtworzyć dynamiczną i innowacyjną kulturę pracy. Zróżnicowane doświadczenie zawodowe może być potężnym atutem, umożliwiającym pracownikom zastosowanie wieloaspektowego podejścia do rozwiązywania problemów i kreatywności na swoich stanowiskach.

Tworzenie środowiska pracy odpowiadającego potrzebom i wartościom pokolenia Z ma z kolei ogromne znaczenie dla sukcesu i rozwoju nowoczesnych firm. Nie mniej istotne jest budowanie mostów między pokoleniami – ma ono kluczowe znaczenie dla harmonijnego miejsca pracy. Zachęcanie do programów mentorskich, projektów międzypokoleniowych i dialogu umożliwia dzielenie się wiedzą i innowacje, prowadząc do bardziej produktywnego i spójnego środowiska pracy dla wszystkich. Stosując te strategie, firmy mogą nie tylko przyciągnąć i zatrzymać najlepsze talenty z pokolenia Z, ale także zapewnić prosperującą i przyszłościową kulturę pracy.

O BADANIU

Badanie „Nowe prawa rekrutacji” zostało przeprowadzone we wrześniu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 2120 Polaków w wieku 18-65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Polska największym rynkiem transakcji fuzji i przejęć w Europie Środkowo-Wschodniej. Na celowniku inwestorów firmy z branży technologicznej

Polski rynek transakcyjny pomimo trudnego otoczenia gospodarczego rozwija się i wzbudza niesłabnące zainteresowanie inwestorów. W latach 2020-2022 w regionie Europy Środkowo-Wschodniej Polska zajmowała pierwsze miejsce zarówno pod względem liczby transakcji M&A, jak również ich wartości. Głównym motywem inwestycyjnym dla inwestorów strategicznych jest przejęcie portfolio klientów, kanału dystrybucji, a także przejęcie portfolio produktowego lub usługowego. Dla inwestorów finansowych kluczowymi motywami są zysk na planowanej odsprzedaży oraz konsolidacja branży w ramach posiadanego portfela inwestycyjnego. Najbardziej atrakcyjną dla inwestorów w Polsce będzie branża nowych technologii – wynika z badania KPMG w Polsce pt.: „Charakterystyka procesów transakcyjnych w Polsce”. W ciągu ostatnich 4 lat znacznie wydłużył się czas potrzebny na przeprowadzenie transakcji fuzji lub przejęcia w Polsce. Dalszy rozwój rynku M&A będzie uzależniony od dostępności surowców, cen energii, inflacji oraz implikacji wciąż toczącej się wojny w Ukrainie.

W Europie Środkowo-Wschodniej Polska po raz kolejny była największym rynkiem fuzji i przejęć w 2022 roku. Pomimo wielu wyzwań makroekonomicznych nasz rynek okazał się wystarczająco silny i odporny na zawirowania związane z inflacją czy cenami energii. Wartość transakcji osiągnęła najwyższy od dekady poziom – 74,9 mld zł, co stanowi wzrost o jedną trzecią w porównaniu z rokiem 2021. W 2022 roku na polskim rynku przeprowadzono ponad 340 transakcji fuzji i przejęć. Najbardziej atrakcyjnym dla inwestorów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej okazał się rynek energetyczny. Pięć z dziewięciu największych transakcji M&A w sektorze energetycznym i użyteczności publicznej w tym regionie Europy zostało przeprowadzonych w Polsce.

Motywy inwestycyjne różnią się w zależności od typu inwestora. W grupie inwestorów strategicznych 40% respondentów, na pierwszym miejscu wskazało przejęcie portfolio klientów/kanału dystrybucji jako główny motyw inwestycyjny oraz przejęcie portfolio produktu/usługi, które uplasowało się na drugim miejscu. Dla inwestorów finansowych kluczowymi motywami są zysk z planowanej odsprzedaży oraz konsolidacja branży w ramach posiadanego portfela inwestycyjnego – wskazała na nie ponad połowa (57%) respondentów.

Specyfika transakcji fuzji i przejęć w Polsce

Przeciętna wartość transakcji deklarowana przez ankietowanych różni się w przypadku dwóch typów inwestorów. W grupie inwestorów strategicznych dla prawie połowy przeprowadzonych transakcji jest ona niższa niż 100 mln złotych, natomiast 16% przewyższa kwotę 500 mln złotych. Jedna piąta respondentów przyznała, że w okresie ostatnich trzech lat nie zrealizowała żadnych transakcji. Warto w tym miejscu podkreślić, że pod uwagę był brany okres rozpoczynający się w momencie pierwszych miesięcy pandemii koronawirusa. Respondenci z grupy inwestorów finansowych najczęściej (43% wskazań) brali udział w transakcjach, których wartość mieściła się w przedziale 50-100 mln złotych.

Czas potrzebny do przeprowadzenia transakcji M&A na polskim rynku od daty pierwszego kontaktu do czasu podpisania umowy SPA zajmuje przeciętnie 10 miesięcy. Na różnicę w czasie może wpływać szereg czynników takich, jak złożoność transakcji czy liczba etapów, które poprzedzają jej sfinalizowanie. Porównując obecne wyniki badania KPMG w Polsce z tymi z 2019 roku, można zauważyć, że wydłużył się maksymalny czas potrzebny do przeprowadzenia transakcji M&A w przypadku zarówno inwestorów strategicznych (z 14 do 36 miesięcy), jak i finansowych (z 11 do 24 miesięcy).

Od czasów pandemii COVID-19 transakcje M&A są realizowane w warunkach dużo większej zmienności otoczenia. Każdy kolejny rok przynosi nowe wyzwania i powodzenie transakcji zależy w dużej mierze od determinacji stron do realizacji transakcji (w tym akceptacji poziomów cenowych odbiegających od pierwotnych oczekiwań i poziomów sprzed kilku lat) oraz od szukania instrumentów transakcyjnych (np. mechanizmów earnout), które ułatwiają osiągnięcie takiego porozumienia. Trudno oczekiwać, aby otoczenie transakcyjne wyraźnie się poprawiło i ustabilizowało w najbliższym czasie, w związku z tym podmioty rozważające sprzedaż czy nabycie spółki powinny realizować swoje plany i nie odkładać ich na przyszłość – mówi Tomasz Pasiewicz, Partner, Szef Zespołu Fuzji i Przejęć w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Zbyt wygórowane oczekiwania cenowe sprzedającego najczęstszą przyczyną niepowodzeń transakcji na polskim rynku

Z badania KPMG w Polsce wynika, że główne powody niepowodzeń przy realizacji transakcji mogą być różnie postrzegane przez dwie analizowane grupy inwestorów. Jednak dwie trzecie inwestorów strategicznych i wszyscy inwestorzy finansowi uważają, że najczęściej są to zbyt wysokie oczekiwania cenowe sprzedającego. Inwestorzy strategiczni, zaraz po kwestii oczekiwań cenowych sprzedającego, deklarują, że istotne jest zmieniające się otoczenie ekonomiczne oraz problemy i ryzyka wynikające z badań due diligence. Natomiast inwestorzy finansowi na kolejnych miejscach wymienili brak przygotowania po stronie doradcy (częściej niż po stronie celu przejęcia) oraz podobnie, jak inwestorzy strategiczni, wyniki badania due diligence w zakresie ryzyka. Inwestorzy, poza oczekiwaniami cenowymi sprzedającego, na które nie mają wpływu, przykładają bardzo dużą uwagę do przeprowadzenia badania due diligence, gdyż pomaga ono zidentyfikować istotne ryzyka w spółce będącej przedmiotem potencjalnej transakcji.

Dla inwestorów doświadczonych w prowadzeniu inwestycji kapitałowych na polskim rynku, nie będzie zaskoczeniem fakt, że transakcje kapitałowe często nie spełniają oczekiwań inwestorów. Niepowodzenia dotyczą zarówno tego, gdy pomimo zaangażowania znacznych środków i czasu nie dochodzi do rozważanej transakcji, jak i sytuacji, gdy niespodziewane problemy pojawiają się już po podpisaniu umowy przejęcia targetu inwestycyjnego. Jakkolwiek, w efekcie przeprowadzonego badania, nie udało nam się ustalić jakiegoś remedium na wszystkie rozczarowania inwestorów, to jednocześnie nie można tu przecenić nieustająco ważnej roli profesjonalnych doradców transakcyjnych. Rola każdego doradcy transakcyjnego na etapie rozważania transakcji kapitałowej powinna polegać na identyfikacji istotnych ryzyk związanych z rozważaną transakcją, oszacowaniem ich ewentualnego wpływu na wycenę targetu oraz określenie odpowiednich środków zaradczych w celu ograniczenia lub, jeśli to możliwe, eliminacji zidentyfikowanych ryzyk. W momencie realizacji transakcji, profesjonalny doradca zabezpiecza interesy strony, którą reprezentuje tak, aby ostateczna cena targetu nie odbiegała od jego wcześniej ustalonej wartości – mówi Rafał Owczarek, Partner, Szef Zespołu Doradztwa Transakcyjnego w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Sytuacja gospodarcza wpływa na decyzje inwestorów

W latach 2020-2022 pandemia COVID-19 nie tylko wpłynęła na obniżenie wartości przedsiębiorstw, ale jej gospodarcze konsekwencje często przyczyniały się do zaniechania rozważanych transakcji M&A. Dwie trzecie badanych przez KPMG w Polsce inwestorów uważa, że pandemia najbardziej negatywny wpływ wywarła na branżę turystyczną, gastronomiczną i hotelarską. W 2022 roku rynkami na całym świecie natomiast wstrząsnęły inflacja i wysokie stopy procentowe. Zdaniem respondentów badania KPMG w Polsce najbardziej negatywny wpływ inflacja wywarła na rynek budownictwa i nieruchomości (55% odpowiedzi). Na drugim i trzecim miejscu uplasowały się handel detaliczny i hurtowy (53%) oraz turystyka, gastronomia i hotelarstwo (52%).

Otoczenie makroekonomiczne i możliwość recesji w nadchodzących miesiącach prawdopodobnie negatywnie wpłyną na rynek fuzji i przejęć, jednak w perspektywie średnioterminowej prognozy są bardziej optymistyczne. Największym zainteresowaniem inwestorów w kontekście potencjalnych transakcji fuzji i przejęć w najbliższym czasie będą się cieszyły spółki dojrzałe (78% wskazań) i organizacje w fazie wzrostu (57%). Z kolei najbardziej atrakcyjną pod kątem planowanych transakcji M&A jest branża nowych technologii (47% wskazań). W najbliższych miesiącach wielu transakcji można się spodziewać również w branży e-commerce, IT, ochrony zdrowia i energetyki odnawialnej.

Dalszy rozwój rynku M&A będzie uzależniony od dostępności surowców, cen energii, inflacji oraz implikacji wciąż toczącej się wojny w Ukrainie. W obliczu zmian otoczenia gospodarczego zdaniem respondentów badania, w procesach fuzji i przejęć rośnie rola jakości kadry kierowniczej w zakresie dostosowania firmy do nieprzewidywalnych zdarzeń (89% odpowiedzi) oraz dostępność pracowników z odpowiednim doświadczeniem branżowym na rynku pracy (76% ankietowanych). 75% inwestorów zarówno strategicznych, jak i finansowych duże nadzieje wiąże z nowoczesną technologią prowadzenia produkcji/świadczenia usług oraz z dostosowaniem działalności firm do kryteriów ESG.

Bezpieczny Kredyt 2%: szansą dla branży budowlanej – komentuje Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena

Sytuacja rynkowa, choć wyjątkowo wymagająca ze względu na wysoką wartość pieniądza, który obniża popyt, pozwala branży budowlanej z optymizmem patrzeć w przyszłość. A to za sprawą wprowadzenia programu „Bezpieczny Kredyt 2%”.

Od kilku miesięcy zwiększa się zarówno wolumen udzielanych przez banki kredytów, jak i składanych wniosków. Zgodnie z danymi przedstawionymi przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii na 31 sierpnia br., a więc tylko w ciągu dwóch pierwszych miesięcy działania programu, złożono blisko 42 tys. wniosków o bezpieczny kredyt 2 proc. oraz podpisano ponad 5,7 tys. umów.

Co prawda, liczba oddanych mieszkań utrzymuje się na podobnym poziomie, jak w poprzednich latach, ale w lipcu br., zgodnie z danymi GUS, rozpoczęto budowę o 10,4 proc. więcej lokali niż rok wcześniej. Nie jest więc wykluczone, że wprowadzenie rządowego programu kredytowego zachęciło deweloperów do uruchomienia kolejnych inwestycji, w nadziei na znalezienie kupców.

A to dla branży budowlanej dobry znak – budowane mieszkania trzeba będzie wykończyć. To pozwala prognozować, że zacznie rosnąć popyt na materiały wykończeniowe, dzięki czemu zwiększą się również wolumeny sprzedaży. Oczywiście nie nastąpi to tak szybko, jak udzielane kredyty. Należy poczekać, aż mieszkania powstaną i zostaną przekazane ich nowym właścicielom. Dlatego w branży szacuje się, że odbicie najwcześniej nastąpi w II połowie kolejnego roku.

Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena

Ropa naftowa zbliża się do 100 dolarów za baryłkę

Ropa naftowa była jednym z czynników, który w największym stopniu przyczynił się do problemu nadmiernej inflacji na całym świecie. Gdy Rosja dokonała ataku na Ukrainę, niepewność dostaw doprowadziła do rajdu cen do niemal 130 dolarów za baryłkę. Kiedy jednak rynek zobaczył, że nie ma problemów z dostawami ropy na świecie, cena dosyć dynamicznie spadła od czerwca zeszłego roku do czerwca roku bieżącego.

Niskie poziomy długo się nie utrzymały, a widmo 100 dolarów za baryłkę znów powróciło. Wszystko za sprawą rekordowego globalnego popytu i mocnego ograniczenia produkcji na świecie przez OPEC+. To może oznaczać, że walka z inflacją wcale nie jest zakończona.

Potężny deficyt i dalsze cięcie produkcji

OPEC+ już wcześniej ograniczał produkcję, ale w momencie nadmiernego spadku cen zdecydował się na interwencję. Najpierw w kwietniu cały powiększony kartel zdecydował się o ograniczeniu celu produkcyjnego o nieco ponad 1 mln brk na dzień. Warto jednak podkreślić, że wtedy wiele krajów z kartelu miało problem z wcześniejszym podniesieniem produkcji po początkowych cięciach w trakcie pandemii. Rynek jednak nie dowierzał we wpływ tego działania, dlatego dopiero po zwiększeniu cięć w czerwcu, ceny zaczęły wyraźnie odbijać. To jednak nie wszystko! W okresie wakacyjnym Arabia Saudyjska poinformowała o dodatkowym dobrowolnym cięciu o 1 mln baryłek na dzień, a Rosja ograniczyła eksport o 0,3 mln brk na dzień. Ostatecznie oba te działania zostały przedłużone do końca tego roku. Jeszcze wcześniej rynek oczekiwał, że deficyt sięgnie 2 mln brk na dzień do końca tego roku, ale już teraz wiadomo, że deficyt ten będzie większy!

Tak ogromny deficyt ostatnio był widoczny w latach 2007-2008, kiedy ceny wzrosły do blisko 150 dolarów za baryłkę. Oczywiście wtedy podaż nie nadążała za rosnącym popytem, a obecnie podaż jest ograniczona sztucznie. Niemniej obecnie mamy rekordowy popyt powyżej 100 mln brk na dzień, dlatego przy niedoborze ropy ceny surowca dalej rosną i obecnie nikt nie oczekuje większych spadków.

Biden nie ma już awaryjnego rozwiązania

W zeszłym roku oraz na początku bieżącego Stany Zjednoczone mocno walczyły o obniżenie cen na rynku. Trzeba przyznać, że do pewnego czasu działało to bardzo dobrze. Stany Zjednoczone skorzystały z gigantycznych rezerw ropy naftowej, które utworzone były po kryzysach naftowych sprzed 40 lat. Amerykańskie agencje rządowe sprzedawały w pewnym momencie 1 milion baryłek dziennie. Może nie wydawać się to dużo, ale dobrze zbilansowany rynek dosyć wyraźnie to odczuł. Trzeba jednak podkreślić, że rezerwy tworzone były na tzw. „czarną godzinę”. Chociaż USA są już w tym momencie największym producentem ropy na świecie, to jednak nie są samowystarczalne. Uwalnianie rezerw było podyktowane czynnikami politycznymi – Biden chciał niskich cen na wybory mid-term. Rezerwy zostały wydrenowane do poziomów najniższych od lat 80, a amerykańscy producenci nawet przy dosyć wysokich cenach nie chcą inwestować mocno w rozwój produkcji, co jest związane z dosyć restrykcyjną polityką obecnej administracji. Wobec tego scenariusz spadku zapasów komercyjnych do najniższych poziomów od 2015 roku wydaje się niemal pewny.

Gigantyczny wzrost cen

Ropa przez długi czas w tym roku była notowana na niższych poziomach niż w analogicznym okresie rok wcześniej, co prowadziło do szybkiego ograniczenia inflacji. To już jednak przeszłość. Obecnie ceny są nawet 15% wyższe niż we wrześniu zeszłego roku i ponad 40% wyższe niż lokalne dołki z marca czy maja tego roku. Patrząc na kontrakty terminowe widać, że w krótkim terminie mamy ogromny wzrost popytu na surowiec przy ograniczonej podaży. Przyszłe kontrakty notowane są wyraźnie niżej co mówi nam o zjawisku tzw. „backwardation”. Oczywiście, jeśli produkcja ropy nie wzrośnie znacznie w przyszłym roku, ceny mogą pozostać na wysokich poziomach. Z drugiej strony kartel OPEC+ wie o tym, że nie może doprowadzić do destrukcji popytu, czyli czegoś co miało miejsce w 2008 roku czy w czerwcu zeszłego roku, kiedy ceny dosyć szybko osunęły się z okolic 130 do 100 USD za baryłkę. Właśnie dlatego raczej nie powinniśmy oczekiwać dalszego nadmiernego wzrostu cen i utrzymania się ich powyżej 100 USD. Poziom ten raczej , choć najprawdopodobniej później powinniśmy oczekiwać stabilizacji i ewentualnego dostosowania polityki OPEC+. Oczywiście jeśli doszłoby do recesji, która również w tym momencie napędzana jest obawami związanymi z nadmierną wysokością cen ropy, wtedy ceny mogłyby spaść dosyć drastycznie. Jednak bez tego, dalsze utrzymywanie podaży w ryzach przez OPEC+ najprawdopodobniej zgotuje nam okres wysokich cen, przynajmniej do końca tego roku.

Dlaczego do końca tego roku? Saudi Aramco planuje powtórną emisję akcji w kwocie nawet 50 mld USD. Wiadomo, że dostanie najlepszą cenę przy wysokich poziomach ropy naftowej. Oprócz tego oczekuje się możliwego spowolnienia popytu ze strony Chin w przyszłym roku oraz spowalniającego wzrostu związanego z utrzymaniem wysokich stóp procentowych.

Co na to inflacja?

W pewnym momencie, kiedy inflacja w Polsce zbliżała się do poziomu 20%, ceny energii odpowiadały za blisko 50% całej inflacji. Na ten moment ceny paliw pozostają niskie, co pozwoli na spadek inflacji do poziomów dwucyfrowych. Jednak jeśli ceny na stacjach w końcu zaczną reagować na fundamenty, nie można wykluczyć powrotu cen powyżej 7 zł za litr benzyny czy diesla. W takim wypadku możliwe będzie, że inflacja ponownie da o sobie znać i spowolni osiągnięcie celu inflacyjnego, co oczekiwane jest i tak dosyć późno i z niskim 50% prawdopodobieństwem, na koniec 2025 roku.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Rynki akcji w trendzie spadkowym. Dolar mocniejszy

Spadający od 31 lipca br. WIG-20 lekko naruszył dziś rano poziom swego minimum 31 maja br. Rozmiary opuszczonej dołem przez WIG-20 6 września br. 3-miesięcznej formacji „głowy z ramionami” sugerują okolice poziomu minimalnie niższego niż 1800 pkt. jako cel trwającego ruchu, który mógłby być osiągnięty w trakcie „tradycyjnego” sezonowego dołka cen akcji.

Wczoraj główne indeksy amerykańskiego rynku akcji zaliczyły swoje 3-miesięczne minima, ale zakończyły dzień niewielkimi zmianami (S&P 500 +0,02 proc., DJIA -0,2 proc., Nasdaq 100 +0,24 proc.). Na rynkach akcji Azji i Oceanii przeważały dziś spadki cen (Nikkei -1,54 proc., All Ordinaries -0,1 proc.). W Europie niemiecki DAX był dziś najniżej od pół roku, a francuski CAC 40 próbował trzymać się powyżej poziomu swego półrocznego minimum osiągniętego we wtorek.

Dziś na GPW swe nowe cykliczne maksima osiągnęły kursy akcji Cyfrowego Polsatu (najniżej od 2012 roku) i Pepco (najniżej w sięgającej 2021 roku historii notowań). Wśród akcji wchodzących w skład mWIG-u 40 i sWIG-u 80 swe nowe cykliczne minima osiągnęły kursy akcji spółek Selvita, Grodno i Captor Therapeutics.

„Tradycyjnie” powrócił temat limitu zadłużenia rządu Stanów Zjednoczonych. Nowy rok fiskalny zaczyna się w USA 1 października br. i do tego czasu Kongres musi zgodzić się na nowy poziom finansowania działalności rządu, jeśli działalność tego ostatniego ma nie zostać mocno ograniczona. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych wielu krajów rozwiniętych nadal ustanawiają swe nowe cykliczne maksima. Dziś rano tak był w przypadku 10-latek Austrii, Belgii, Niemiec, Finlandii, Francji i Kanady. Wczoraj z podobną sytuacją mieliśmy także do czynienia z przypadku rentowności 10-latek rządów USA, Francji, Hiszpanii, Australii i Nowej Zelandii. Rentowność 10-latek polskiego rządu (5,815 proc.) oscyluje w okolicach swojego 2,5-miesiecznego maksimum.

Spadający od połowy lipca br. kurs EUR/USD dotarł wczoraj do poziomu 1,05 USD (1,05124 ok. godz. 9:30). To najniższy poziom kursu tej pary walutowej od stycznia br. 5 września br. kurs EUR/USD opuścił dołem lekko zwyżkującą strefę konsolidacji rozpoczętą w grudniu ub.r. Rozmiary tej konsolidacji mogą sugerować, że obecna zniżka osiągnie swój krótkoterminowy cel w drugiej połowie października tuż poniżej poziomu 1,03 USD. Zbliżenie się rosnącego od stycznia br. kursu amerykańskiego dolara względem japońskiego jena do poziomu 150 JPY (149,301 dziś ok. godz. 9:30), którego osiągnięcie w październiku ub.r. sprowokowała japoński bank centralny do podjęcia interwencji w celu obrony japońskiej waluty, zaczyna prowokować spekulacje, że niebawem czekać nas może powtórka tego scenariusza.

Polski złoty był wczoraj najsłabszy względem amerykańskiego dolara od pół roku (dziś ok. godz.9:30 -0,08 proc.). Kurs EUR/PLN był dziś rano stabilny (-0,04 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara w sierpniu i wrześniu br. spadał do poziomu kluczowego wsparcia wyznaczanego w okolicach 25000 USD przez jego maksima z sierpnia ub.r. i lutego br. Dopóki kurs BTC/USD nie przełamie w dół tego wsparcia, można zakładać, że średnioterminowym celem dla ceny tego instrumentu są wynikające z rozmiarów opuszczonej górą w marcu br. 9-miesiecznej formacji „głowy z ramionami” okolice poziomu 40000 USD.

Cena kontraktów na amerykańską ropę naftową (WTI, West Texas Intermediate) dotarła dziś do poziomów swoich lokalnych szczytów z października i listopada ub.r., a nawet je minimalnie przekroczyła osiągając swój najwyższy poziom od końca sierpnia 2022 roku. Niepokój rynku może wzbudzać to, że strategiczne rezerwy ropy naftowej USA spadły ostatnio do najniższego poziomu od 40 lat. Rząd USA wykorzystywał te rezerwy do obniżania ceny ropy naftowej od początku agresji Rosji na Ukrainą. Cena kontraktów na złoto spadła wczoraj do swego najniższego od pół roku poziomu, a dziś rano się lekko odbijała w górę (+0,13 proc. ok. godz. 9:50). Ceny pozostałych metali (srebro, platyna, pallad, miedź) jeszcze utrzymują się powyżej swoich sierpniowych minimów.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Rekordowa podaż na rynku magazynowym w Polsce

W pierwszej połowie 2023 r. na rynku powierzchni przemysłowo-magazynowych w Polsce deweloperzy oddali rekordową powierzchnię 2,6 mln m kw., przy jednoczesnym wyraźnym wyhamowaniu tempa uruchamiania nowych inwestycji. Według firmy doradczej Savills, w ciągu ostatnich pięciu lat ten sektor podwoił swoją skalę, plasując Polskę wśród najdynamiczniej rozwijających się rynków logistycznych Europy.

Nigdy wcześniej, w ciągu sześciu miesięcy, nie oddano w Polsce tak dużo nowej powierzchni magazynowej. Liderem nowej podaży po pierwszej połowie 2023 r. jest strefa warszawska (I i II), gdzie deweloperzy dostarczyli 499 100 m kw. nowej powierzchni magazynowej. Na kolejnych miejscach podium znajdują się regiony Górnego Śląska (414 300 m kw.), Polski Zachodniej (338 500 m kw.) oraz Wrocławia (316 900 m kw.). Do końca czerwca br., całkowita nowoczesna powierzchnia przemysłowo-magazynowa w Polsce przekroczyła 30,6 mln m kw. Wśród największych ukończonych projektów znajdują się Panattoni BTS Zalando Bydgoszcz (146 000 m kw.), CTPark Iłowa (131 200 m kw.) oraz Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub (125 000 m kw.).

Zgodnie z obserwacjami Savills, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy widoczny był spadek aktywności deweloperów. Pod koniec I półrocza 2023 r. około 2,13 mln m kw. nowej powierzchni znajdowało się w trakcie budowy, co oznacza spadek o 51% w skali roku. Najwięcej inwestycji budowlanych odnotowano w Warszawie, Polsce Centralnej i Wrocławiu.

„W obliczu wciąż niesprzyjających uwarunkowań gospodarczych spodziewamy się, że druga połowa 2023 r. będzie charakteryzować się ograniczoną nową podażą. Mimo tych trudności, wierzymy, że będą one miały charakter przejściowy, a rynek najmu nadal będzie korzystał z trendów, które kształtowały sektor przez ostatnią dekadę. Chociaż perspektywa makroekonomiczna jest obecnie pełna wyzwań, kluczowe czynniki napędzające sektor do rozwoju pozostają niezmienione dla Polski, która odpowiada za 10% europejskiego popytu logistycznego” – mówi Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, dyrektorka Industrial Services Hub w Savills.

Zgodnie z analizami Savills, w kolejnych miesiącach spadek nowej podaży w szczególności odczuje sektor inwestycji realizowanych na zasadach spekulacyjnych. Według szacunków doradcy, całkowita podaż pod koniec 2023 r. wyniesie około 3,5 mln m kw.

Po okresie wysokiego popytu w poprzednich latach ostatnie miesiące 2022 r. i pierwsza połowa 2023 r. przyniosły spadek zainteresowania powierzchniami przemysłowymi i logistycznymi. W porównaniu z I półroczem 2022 r. wynajęto 2,25 mln m kw. powierzchni magazynowej, co oznacza spadek o 39%. Warto jednak zaznaczyć, że dwa ostatnie lata były okresem rekordowej aktywności najemców, z wolumenami najmu przekraczającymi poziomy sprzed pandemii o 30-40%. Trend ten widoczny jest na wszystkich rynkach europejskich. Po wysokich wzrostach widoczny jest powrót do poziomów z lat 2018-2019, sprzed okresu pandemii.

„Przewidujemy, że utrzymujący się w 2023 r. wskaźnik pustostanów na poziomie 6,5% spowoduje dalsze spowolnienie wzrostu czynszów w większości regionów. Spodziewamy się za to nieznacznego wzrostu stawek czynszu w najlepszych lokalizacjach. Całkowite koszty najmu, obejmujące koszty mediów i opłaty eksploatacyjne, znacząco wzrosły z powodu inflacji, zmuszając najemców do priorytetowego traktowania efektywności operacyjnej w obszarze logistyki. Ograniczona dostępność gruntów skłoniła z kolei deweloperów do inwestowania na rynkach wschodzących oraz do przebudowy starszych obiektów o dużym potencjale lokalizacyjnym. Wobec wysokiej inflacji, wzrostu cen energii i wymogów klimatycznych, priorytetem na nadchodzące lata dla rynku magazynowego staje się zrównoważony rozwój i zielona energia, co dodatkowo umocni, już teraz bardzo silny, trend ESG” – podsumowuje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk z Savills.

Kolejny dobry dzień dolara

Dobra passa dolara trwa. Co ważne, nie jest to seria oderwana od danych makroekonomicznych. Coraz głośniej jednak słychać wypowiedzi zapowiadające korektę.

Kolejne lepsze dane z USA

Wczoraj zobaczyliśmy wyraźnie lepsze od oczekiwań dane na temat zamówień w USA. Teoretycznie 0,3% to nie jest olbrzymia zmiana, ale należy pamiętać, że to miesięczne odczyty. Lepiej od oczekiwań wypadł nawet słaby ostatnio subindeks zamówień na dobra trwałego użytku. Na rynku można mówić o euforii. Kurs dolara umacnia się do euro niemal bez przerwy od wielu tygodni. Jeszcze w lipcu za 1 euro płacono ponad dolara i 12 centów. Dzisiaj jest to już 7 centów mniej. W rezultacie przebiliśmy marcowe minima na parze EURUSD. Do minimów ze stycznia brakuje już naprawdę niewiele. Patrząc na ogromny entuzjazm inwestorów, pojawia się wątpliwość gdzie jest granica tego ruchu. Po tak silnym umocnieniu dolara korekta wydaje się naturalną konsekwencją. Szczególnie, że gdzieś z tyłu głowy mamy budżet w USA, a tamtejszy klimat polityczny nie gwarantuje, że unikniemy niespodzianek.

Dolar australijski pod presją

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji w Australii. Zgodnie z oczekiwaniami wzrosła ona do poziomu 5,2% z zeszłomiesięcznego 4,9%. Przy głównej stopie procentowej na poziomie 4,1% nie jest to jeszcze duży problem, ale na pewno nie powinien być ignorowany. Inwestorzy nie wierzą w dalsze podwyżki, bo po samej publikacji dolar australijski lekko tracił na wartości do amerykańskiego.

W Czechach bez zmian

Podobnie jak Węgrzy we wtorek, wczoraj Czesi nie zmienili sóp procentowych. Czesi są co prawda w lepszej sytuacji, bo inflacja konsumencka przekracza stopy procentowe już tylko o 1,5%. W tym tempie jeszcze w tym roku jest szansa ujrzeć realnie dodatnie stopy procentowe u naszego południowego sąsiada. Kurs czeskiej korony po samej decyzji umocnił się o około 1%. Dzisiaj od rana jednak widzimy wyraźną korektę umocnienia. Powodem był fakt, że część analityków widząc spadające tempo wzrostu cen, oczekiwało, że Czeski Narodowy Bank może chcieć, podobnie jak w Polsce RPP, dać ulżyć społeczeństwu mającemu kredyty na zmiennej stopie kosztem utrzymania wysokiej inflacji na dłużej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – PKB,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Sektor e-commerce w Polsce – stan obecny, rozwój, możliwości

W erze cyfrowej transformacji, która znacząco zmieniła nasze życie i sposób prowadzenia biznesu, sektor e-commerce stał się jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się segmentów gospodarki nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Od momentu, gdy internet stał się nieodłączną częścią naszej codzienności, handel elektroniczny przeszedł długą drogę, stając się potężną siłą napędową gospodarki. Dla przedsiębiorców, inwestorów i konsumentów stał się nie tylko nową rzeczywistością, ale również źródłem niezliczonych możliwości i wyzwań.

W niniejszym artykule zajmiemy się bieżącym stanem sektora e-commerce w Polsce, przyjrzymy się jego dynamicznemu rozwojowi w ostatnich latach oraz zbadamy perspektywy, jakie stoją przed tym sektorem w przyszłości. Dowiemy się, jakie czynniki wpłynęły na jego sukces, jakie trendy kształtują obecną rzeczywistość i jakie innowacje mogą zmienić grę w e-commerce. Będziemy również analizować możliwości, jakie stwarzają się dla przedsiębiorców chcących wejść na ten konkurencyjny rynek oraz jakie wyzwania trzeba stawić czoła, by odnieść sukces w e-commerce w Polsce.

E-commerce w Polsce. Od boomu do nieustannej ewolucji

Sektor e-commerce w Polsce przeżył niezwykłą transformację od czasu swoich początków. W ciągu ostatniej dekady widzieliśmy eksplozję platform zakupowych, dynamiczny wzrost sprzedaży online i zmieniające się preferencje konsumentów. Jednak teraz, kiedy rynek staje się bardziej dojrzały, stajemy przed wyzwaniami związanymi z utrzymaniem wzrostu i innowacjami. Przyjrzyjmy się temu, jak sektor e-commerce przekształcił się w Polsce, i co może przynieść przyszłość. Z całą pewnością należy stwierdzić, że ostatnia dekada przyniosła eksplozję platform zakupowych i dynamiczny wzrost sprzedaży online. Dziś trudno wyobrazić sobie osobę młodą lub w średnim wieku, która nie dokonuje zakupów online.

Trendy konsumenckie wpływające na polski e-commerce

Klienci stawiają coraz wyższe wymagania, a ich preferencje ewoluują w szybkim tempie. Wpływa to nie tylko na produkty i usługi, ale także na sam sposób ich zakupu. Rozważając aspekty takie jak personalizacja, zrównoważony rozwój i zakupy mobilne, warto przyjrzeć się najważniejszym trendom konsumenckim wpływającym na polski sektor e-commerce i jakie wyzwania stwarzają one dla przedsiębiorców. Z pewnością obecni klienci kładą coraz większy nacisk na personalizację, zrównoważony rozwój i zakupy mobilne, co stawia wyzwania przed przedsiębiorcami. Dziś praktycznie każdy sklep internetowy ma swoją wersję mobilną, a wiele z nich – własną aplikację mobilną.

Nie można zapominać o coraz większym znaczeniu bezpieczeństwa i stosownej dokumentacji. Każdy sklep internetowy powinien zabezpieczać dane dotyczące swoich użytkowników. Przykładowo, jedna z kancelarii prawniczych, stworzyła generator regulaminu sklepu internetowego, gdzie w ramach rocznego abonamentu możliwe jest stworzenie zgodnych z aktualnym prawem dokumentów, takich jak:

– regulamin sklepu www: https://kreator.legalgeek.pl/regulamin-sklepu-internetowego/

– polityka prywatności: https://kreator.legalgeek.pl/polityka-prywatnosci-rodo-i-cookies/

Zakupy online a covid-19

Pandemia Covid-19 zrewolucjonizowała handel online na całym świecie, a Polska nie była wyjątkiem. Skoki w sprzedaży online i zmiany w zachowaniach zakupowych były powszechne. Jednak, poza krótkoterminowymi korzyściami, jakie przyniosła pandemia, jakie trwałe zmiany zostawiła za sobą na polskim rynku e-commerce? Z pewnością sklepy internetowe stały się lepsze jakościowe, lepiej dostosowane pod kątem UX, a bezkontaktowe formy dostawy stały się standardem.

Przyszłość E-commerce w Polsce – wyzwania i perspektywy

Przedsiębiorcy w sektorze e-commerce w Polsce stają obecnie przed wyzwaniami związanymi z konkurencją, logistyką, i rosnącymi oczekiwaniami konsumentów. Niemniej jednak, rozwój technologii, innowacje i globalne trendy otwierają również drzwi do nowych możliwości. Warto zastanowić się jakie strategie mogą pomóc firmom odnieść sukces w dynamicznie zmieniającym się środowisku e-commerce. Z pewnością ważną i wartą podkreślenia strategią jest dywersyfikacja źródeł ruchu – od e-mail marketingu, przez social media, po SEO i kampanie PPC. Ważnym czynnikiem jest również UX – obecni klienci muszą w prosty, szybki i intuicyjny sposób „dopłynąć do brzegu”, czyli dodać produkty do koszyka, złożyć i opłacić zamówienie.

Artykuł powstał przy współpracy z firmą oferującą dokumentację dla sklepów internetowych – Kreator Legal Geek

Co 5. konsument w Polsce wydaje za dużo

Nadchodzący raport Intrum “European Consumer Payment Report 2023” skupia się na sytuacji finansowej europejskich gospodarstw domowych, na którą coraz bardziej negatywnie wpływają inflacja i wysokie stopy procentowe. Czy jest wyjście z tego impasu? Jak radzą sobie polscy konsumenci? O tym – Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

  • 35% konsumentów w Europie i 34% w Polsce nie zapłaciło przynajmniej jednego rachunku w ciągu ostatnich 12. miesięcy. 1 na 3 osoby ma z tego powodu mniejsze poczucie winy niż miało to miejsce w przeszłości (średnia europejska, Polska – 29%).
  • 24% Europejczyków regularnie przekracza swój budżet – średnio o 232 euro. W Polsce robi to 20% konsumentów i wydajemy za dużo o blisko 455 zł.
  • 1 na 5 konsumentów w Europie nie posiada oszczędności, z których mogliby skorzystać w razie przejściowych problemów (Polska – 27%).
  • W Europie 71% pytanych i 67% w Polsce – twierdzi, że nie zgadza się na stosowanie nieuczciwych praktyk przez przedsiębiorców określanych jako ‘greed-flacja’ i powstrzymałoby się od kupowania w firmach, które zostały przyłapane na takim postępowaniu

Jak wynika z nadchodzącego raportu Intrum, ”European Consumer Payment Report 2023”, 3/4 (76%) konsumentów w Europie przyznaje, że ledwo starcza im pieniędzy na pokrycie bieżących wydatków lub przekraczają swój budżet. Odsetek ten wzrasta do 79%, jeżeli chodzi o konsumentów w Wielkiej Brytanii. Podobną presję odczuwają konsumenci w Szwajcarii (78%), Irlandii (80%), Niemczech (83%) i Grecji (87%). Europejscy konsumenci, którzy każdego miesiąca wydają zbyt dużo, przekraczają swój budżet średnio o 232 euro. W Polsce jest to 99 euro, czyli ok. 455 zł.

Badanie przeprowadzone przez Intrum wśród 20 000 konsumentów w 20 europejskich krajach pokazuje, że wysoki poziom inflacji oraz stopy procentowe są wyzwaniem dla terminowego wywiązywania się z zobowiązań finansowych.

Ponad 1/3 (35%) konsumentów w Europie przyznaje, że w ciągu ostatnich 12. miesięcy nie zapłacili na czas co najmniej jednego rachunku. Jest to najwyższy odsetek w corocznym badaniu Intrum 2019 r. Jeżeli chodzi o Polskę, sytuacja wygląda podobnie – 34% konsumentów przyznaje, że spóźniło się
z zapłatą przynajmniej jednego rachunku.

Głównym powodem niepłacenia rachunków jest po prostu brak pieniędzy (43%). Jednak 1 na 3 osoby (33%) w Europie twierdzi, że gdyby obecnie mieli ominąć płatność jakiegoś rachunku, mieliby mniejsze poczucie winy z tego powodu, niż jeszcze kilka lat temu. Pokazuje to pewną tendencję – uważamy, że uchylanie się od płatności jest naturalną i konieczną konsekwencją funkcjonowania w trudnym otoczeniu gospodarczym.

European Consumer Payment Report 2023Źródło: Intrum, 2023.

Połowa konsumentów w Europie doświadczyła spadku dochodów, 1 na 5 osób nie posiada żadnych oszczędności

Pogarszająca się sytuacja makroekonomiczna oznacza, że połowa (49%) konsumentów w Europie ma obecnie mniej pieniędzy po opłaceniu podstawowych rachunków niż rok temu. W Polsce ten odsetek wynosi 64%.

Konsumentom również brakuje poduszki finansowej – środków, które mogliby wykorzystać
w trudniejszych, nagłych przypadkach.  Co niepokojące, 1 na 5 konsumentów (20%) w Europie przyznaje, że nie ma żadnych oszczędności (w Polsce ten odsetek jest jeszcze wyższy i wynosi 27%), a kolejne 17% posiada je w kwocie wynoszącej mniej niż miesięczny dochód (Polska – 15%).

W rezultacie, więcej niż 3 na 4 europejskich konsumentów (78%) może zażądać podwyżki wynagrodzenia od swojego pracodawcy w tym roku, podczas gdy 41% przewiduje zaciągnięcie dodatkowego kredytu czy pożyczki, aby związać koniec z końcem. Pogorszyły się również prognozy europejskich konsumentów dotyczące przyszłości. Tylko 45% pytanych spodziewa się poprawy swojej sytuacji finansowej w ciągu najbliższych 12. miesięcy. W Polsce tego samego zdania jest 43% respondentów.

„Greedflation”, czyli inflacja napędzana chciwością firm odstrasza 71% konsumentów

Wraz z rosnącą inflacją i malejącą siłą nabywczą, konsumenci zwracają się ku firmom, które rozumieją ich trudną sytuację.  Połowa (50%) konsumentów w Europie twierdzi, że są bardziej skłonni do wydawania pieniędzy w firmach, które oferują elastyczne warunki płatności – w Polsce ten odsetek wynosi 48%. Większość ankietowanych (67%) uważa, że firmy powinny oferować konsumentom specjalne warunki płatności w trudnych okresach gospodarczych (Polska – 73%).

Ponad 71% konsumentów w Europie i 67% w Polsce twierdzi, że przestałoby wydawać pieniądze w danej firmie, gdyby uważali, że stosuje ona praktyki, które podpadają pod zjawisko zwane greedflation.

Polega ona na tym, że firmy podnoszą ceny, gdy ich koszty rosną, ale nie obniżają ich ponownie, gdy koszty spadają, lub po prostu wykorzystują wymówkę dot. wysokiej inflacji, aby podnieść ceny w celu zwiększenia swoich zysków.

Oczywiste jest, że konsumenci nie są osamotnieni w odczuwaniu presji związanej z finansami osobistymi. Miliony ludzi w całej Europie, każdego dnia stają przed trudnymi decyzjami dotyczącymi ich finansów, które pozwolą im zaoszczędzić. Jednym z głównych problemów polskich firm, są klienci niepłacący na czas. Jednak konsumenci nie płacą dlatego, że nie chcą być rzetelnymi płatnikami, ale po prostu nie mogą sobie na to pozwolić. Firmy, które przyjmują wobec nich niepotrzebnie agresywną postawę, nie zauważą znaczącej poprawy swojej sytuacji – komentuje Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

W czasach zmienności i niepewności gospodarczej konsumenci mogą czuć się przytłoczeni i nie wiedzieć, do kogo się zwrócić. – Dlatego firmy muszą znaleźć rozwiązanie, które poprawi nie tylko ich sytuację, ale również ich klientów. Branża zarządzania wierzytelnościami odgrywa kluczową rolę w dostarczaniu takich wskazówek dla firm. Z doświadczenia wiemy, że możliwe jest zbudowanie zaufania i zapewnienia przewagi konkurencyjnej poprzez przyjęcie pragmatycznego podejścia – dodaje Krzysztof Krauze.

O raporcie European Consumer Payment Report 2023

Raport European Consumer Payment Report pozwala uzyskać wgląd w codzienne życie europejskich konsumentów, ich wydatki i zdolność do zarządzania finansami gospodarstwa domowego każdego miesiąca. Raport opiera się na zewnętrznym badaniu przeprowadzonym przez firmę Longitude w 20 krajach Europy. W tegorocznej edycji badania wzięło udział łącznie 20 000 konsumentów. Badanie zostało przeprowadzone w okresie od 19 lipca do 1 września 2023 roku.

Nowe wyzwania i oczekiwania konsumenckie w branży mody

Konsumenci w coraz większym stopniu oczekują od marek posiadania wyższego – powiązanego ze zrównoważonym rozwojem – celu ich istnienia, z którym będą mogli utożsamiać się klienci. Z najnowszego badania firmy doradczej Deloitte Brand Purpose. Rynek Mody 2023 wynika, że średnio niemal 3 na 5 kupujących stara się wybierać tylko marki zaangażowane i odpowiedzialne społecznie oraz dbające o środowisko. Z kolei 37 proc. Polaków wskazuje, że na ich wybory zakupowe ma wpływ filozofia wartości, które promuje dana firma. Marki, chcąc utrzymać swoją pozycję na rynku, muszą dostrzegać zmiany kontekstu rynkowego, w jakim funkcjonują.

Najnowszy ogólnopolski raport Deloitte analizuje postawy i zachowania zakupowe oraz stosunek konsumentów do poszczególnych marek. Ankietowani reprezentowali regularnie kupujących (przynajmniej raz na 2 miesiące) ubrania lub akcesoria modowe fabrycznie nowe lub używane. Wśród uczestników badania wyróżniona została grupa zainteresowanych modą lub w nią zaangażowanych. Badanie Deloitte sprzed 2 lat pokazało, że aż 78 proc. konsumentów łatwiej zapamiętuje te marki, które realizują istotny i zrównoważony cel, a ubiegłoroczny raport „Global Marketing Trends 2022” dowiódł, że Brand Purpose stał się wiodącym trendem na rynku. Analizy prowadzone przez Deloitte potwierdzają, że firmy kierujące się celem innym niż tylko zysk osiągają zdecydowanie lepsze wyniki niż ich konkurenci. Według raportu Światowego Forum Ekonomicznego, różnica ta potrafi być nawet dziesięciokrotna.

– W odpowiedzi na rosnącą presję społeczną i rynkową, marki muszą zredefiniować zarówno narrację określającą ich tożsamość, jak i strategie komunikacyjne tak, aby były one spójne ze strategią ESG. Okazuje się, że nie wszystkie marki nadążają za oczekiwaniami konsumentów i partnerów biznesowych, coraz rozsądniej podchodzących do problemu konsumpcjonizmu czy zanieczyszczenia środowiska i oczekujących odpowiedzialności w tym zakresie od marek, których produkty kupują. Ten nurt jest szczególnie zauważalny w branży modowej. Z naszego badania wynika, że aż 80 proc. konsumentów oczekuje od firm bardziej zrównoważonych działań – mówi Anna Niewiadomy, starsza menedżerka, liderka Brand & Marketing Portfolio w Deloitte Polska

W budowaniu wiarygodnego wizerunku i konkurencyjności marki wsparciem może okazać się strategia Brand Purpose. Eksperci podkreślają, że jest to zdecydowanie coś więcej niż strategia marketingowa – dla firm staje się niczym innym, jak nowym czynnikiem napędowym w kierunku ewolucji marki.

 W odpowiedzi na rosnący lęk klimatyczny oraz niepokoje związane z nierównościami społecznymi, marki zaczynają odgrywać rolę członka życia społecznego. Jako konsumenci, a właściwie jako obywatele, wymagamy od marek zaangażowania w kwestie społeczne i środowiskowe. Chcemy widzieć, że narracja komunikowana przez marki nie ogranicza się wyłącznie do storytellingu, ale jest wiarygodną i wspieraną dowodami historią o pozytywnym wpływie, do której my – jako konsumenci – jesteśmy zapraszani – mówi Marta Karwacka, starsza menedżerka, ekspertka Sustainability & Circular Economy w Deloitte Polska.

Nowe trendy w branży modowej

Eksperci i ekspertki Deloitte wyłonili trendy kulturowe podzielone na 3 segmenty, które będą odgrywały kluczową rolę w budowaniu strategii Brand Purpose w branży fashion. Stanowią je: działania ukierunkowane na ludzi, innowacje technologiczne w modzie oraz działania wspierające środowisko naturalne.

W ramach aspektów ekologicznych marki będą musiały zwrócić uwagę na cyrkularność produktów i bioróżnorodność. Kolejnym wyzwaniem są eko technologie, które mają pomóc w tworzeniu prośrodowiskowych rozwiązań dla przemysłu tekstylnego. Trzecim z trendów, który ma bardziej angażować klientów poprzez dostarczanie im doświadczeń na styku świata realnego i cyfrowego jest hiperrzeczywistość. W ramach segmentu ukierunkowanego na ludzi, firmy powinny zwrócić uwagę na transparentność, w ramach której marki komunikują swój wpływ społeczny i środowiskowy w całym łańcuchu wartości produktu.

Bardzo ważnym wyzwaniem dla branży fashion jest uznanie, że konsumenci to obywatele, którzy aktywnie współtworzą wizerunek marek. Pamiętajmy, że w obliczu dzisiejszych wyzwań społecznych i środowiskowych marki są coraz częściej krytykowane za brak lub niewystarczające działania na rzecz   zrównoważonego rozwoju. Współcześnie zdecydowanie bardziej istotne niż dotychczas jest wejście z konsumentami i konsumentkami w realny dialog, w czym zdecydowanie może pomóc transparentne komunikowanie przez markę swojego wyższego celu istnienia i powiązanych z nim działań – mówi Marta Karwacka

Ostatnim z trendów w ramach tego segmentu jest zrównoważony styl życia i odpowiedzialna konsumpcja, który ma na celu minimalizowanie szkodliwego wpływu na środowisko poprzez świadome i racjonalne korzystanie z dostępnych dóbr. Jako dobry przykład w tym zakresie może posłużyć serwis ogłoszeniowy dedykowany branży modowej, który wprowadza artykuły w obieg dając im drugie życie, a już 27 proc. polskich konsumentów deklaruje, że przegląda platformy z ubraniami „z drugiej ręki”.

Nadchodzi zrównoważona transformacja

Na przestrzeni ostatnich 10 lat miały miejsce wydarzenia i zmiany w obszarze zrównoważonej transformacji, wobec których marki nie mogą być już dłużej obojętne. Autorzy raportu jako początek dużej przemiany w branży odzieżowej wskazują tragiczną w skutkach katastrofę w stolicy Bangladeszu (2013 r.). Doszło wówczas do zawalenia się ośmiokondygnacyjnej fabryki odzieżowej, która dostarczała ubrania do międzynarodowych firm. Od tego momentu media zaczęły nagłaśniać przypadki pracy szwaczek w niehumanitarnych warunkach. To tragiczne wydarzenie uświadomiło branży potrzebę zmian.

Jeszcze w tym samym roku zostało podpisane międzynarodowe porozumienie ACCORD, które miało na celu zwiększenie bezpieczeństwa w przemyśle odzieżowym w Bangladeszu. Wynikiem tych działań było m.in. przeprowadzenie 53 tys. audytów bezpieczeństwa w fabrykach. Następujące od tego czasu zmiany w branży są także efektem wprowadzanych i opracowywanych w UE zmian, jak np. Plan Działania na rzecz gospodarki o obiegu zamkniętym czy Strategia Zrównoważonych Cyrkularnych tekstyliów w 2020 r. Ostatnie regulacje, w tym tegoroczny projekt Dyrektywy „Green Claims” ws. oświadczeń środowiskowych, powinny skłonić marki do wzięcia większej odpowiedzialności za procesy produkcji, sprzedaży i marketingu – mówi Anna Niewiadomy

Wraz z rosnącą świadomością społeczną, zainteresowaniem zrównoważonym rozwojem oraz rosnącym lękiem o bezpieczeństwo, oczekiwania konsumentów wobec biznesu od kilku lat konsekwentnie ulegają zmianie. Konsumenci wymagają większego i proaktywnego zaangażowania ​w rozwiązywanie problemów społecznych ​i środowiskowych.

Dla konsumentów ważnym jest, aby marka była łatwo dostępna i warta swojej ceny. Nasze badanie wykazało jednak, że również inne kwestie zyskują na znaczeniu. Wśród nich znalazła się odpowiedzialność społeczna, przyjazność środowisku, uczciwość i postępowanie etycznie. Jak się okazuje, średnio co 4 polski konsument wskazuje, że istotnym aspektem kupowania ubrań jest troska o środowisko i własne zdrowie. Z naszej analizy wynika, że zarówno polscy, jak i zagraniczni konsumenci są skłonni do podejmowania działań, by kupić coś bliższego tym wartościom. Aż 50 proc. Polaków jest skłonnych do wyrzeczeń, aby zainwestować w bardziej odpowiedzialną modę – mówi Bartosz Bobczyński, partner, lider Marketing and Commerce w Deloitte Digital.

Wdrożenie Brand Purpose wymaga inwestycji i długoterminowego zaangażowania, natomiast potencjalne korzyści mogą pozytywnie wpłynąć na rentowność, rozwój i ogólny sukces marki. Ważne jest, aby marki zaczęły budować swoją tożsamość w oparciu o realne zaangażowanie społeczne lub środowiskowe.

Kryzys w branży meblarskiej: maleje popyt, rosną koszty produkcji i liczba niesolidnych dłużników

Pandemia z rekordowym wzrostem sprzedaży, to były czasy – wzdychają dziś przedstawiciele branży meblarskiej. W tym roku meble kupowane są zdecydowanie mniej chętnie. Wzrosła natomiast płaca minimalna, a także ceny surowca drzewnego, energii i paliw, spadły jedynie ceny transportu. Efekt, więcej upadłości i 249 nowych niesolidnych płatników, choć sama kwota zaległości przez rok wzrosła o 3 proc. do 266 mln zł – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Szansę na poprawę w dłuższej perspektywie stanowi Bezpieczny Kredyt 2 proc. i spodziewane odbicie na rynku mieszkaniowym.

Wymagające otoczenie gospodarcze sprawia, że wielu firmom, nawet tym z ugruntowaną pozycją na rynku, nie tylko coraz trudniej generować zyski, ale co gorsza – regularnie opłacać bieżące zobowiązania. Jedną z branż, wystawioną w ostatnim czasie na próbę są producenci mebli. – W okresie od lipca 2022 do lipca 2023 w bazach BIG InfoMonitor i BIK przybyło tu 249 przedsiębiorstw z przeterminowanymi zobowiązaniami. Obecnie aktywnych, zawieszonych i zamkniętych firm z zaległościami jest niemal 2,8 tys., czyli 5,5 proc. w całej branży. Z problemami borykają się zatem nie tylko podmioty, które miały je już wcześniej, ale także firmy, które dotychczas były solidnymi płatnikami. Samo zaległe zadłużenie firm posługujących się PKD 31 przez 12 miesięcy wzrosło o ponad 3 proc. W lipcu 2022 r. kwota zgłoszonych do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor nieopłaconych faktur oraz opóźnionych o min. 30 dni rat kredytów wynosiła niemal 258 mln zł, obecnie jest to 266,2 mln zł – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.Kryzys w branży meblarskiej

Najwyższe średnie zaległe zadłużenie, bo aż 142 053 zł na firmę, mają działalności zarejestrowane w warmińsko-mazurskim. W całym województwie problemy ma też sporo, bo 6 proc. branży – 127 firm zalega z płatnościami na kwotę przekraczającą 18 mln zł. Suma zaległości, w porównaniu do innych regionów, wydaje się być jednak stosunkowo niska. Tytuł niechlubnego rekordzisty przypadł bowiem Wielkopolsce. Tam 416 podmiotów nie opłaciło w terminie zobowiązań o łącznej wartości 57,5 mln zł. Województwo zajmuje też 2. miejsce pod względem średniej kwoty zaległego długu z wynikiem 138 320 zł. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że najlepiej radzą sobie stolarze z Opolszczyzny. Tam zarówno suma zaległości meblowych biznesów, jak i średnie zadłużenie są najniższe w kraju – wynoszą odpowiednio 2,9 mln zł i 44 891 zł. Generalnie średni przeterminowany dług ogółu firm związanych z produkcją mebli to 96 216 zł, w przypadku pomiotów aktywnych niemal 108 tys. zł.

Coraz mniejszy popyt i coraz wyższe koszty produkcji

Na popyt na wyroby branży meblarskiej w ciągu ostatniego roku negatywnie oddziaływało przede wszystkim niesprzyjające otoczenie gospodarcze. Wybuch wojny w Ukrainie bezpośrednio przełożył się na niepewność jutra, zwłaszcza w kontekście domowych finansów. Tych, co planowali remont lub nabyli nowe mieszkanie, od inwestycji powstrzymywały nie tylko rosnące ceny, ale także coraz wyższe stopy procentowe, utrudniające pozyskanie finansowania zewnętrznego, często niezbędnego przy obecnych kosztach robót wykończeniowych. Na sytuację firm meblarskich wpłynęło też obniżenie realnych dochodów konsumentów[1], którzy wykazywali mniejszą gotowość do zakupu dóbr trwałego użytku. Stali się też ostrożniejsi w podejmowanych decyzjach zakupowych, co potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego. W lipcu 2023 dynamika sprzedaży detalicznej w kategorii „meble, RTV, AGD” w cenach stałych zmniejszyła się o 11,6 proc. rdr[2]. Skutki spadku sprzedaży widać także w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK – przedsiębiorcy prowadzący sklepy z tego typu produktami (PKD 4759Z) w lipcu br. zwiększyli swoje zadłużenie o 13,6 proc. rdr do 70,8 mln zł. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku agentów zajmujących się hurtową sprzedażą mebli, artykułów gospodarstwa domowego i drobnych wyrobów metalowych (PKD 4615Z). Tam kwota nieopłaconych w terminie zobowiązań zwiększyła się r/r o przeszło 2,5 mln zł. To wzrost o 21 proc. Nieco lepiej radzą sobie hurtownie (PKD 4647Z), które w okresie od lipca 2022 do lipca 2023 zmniejszyły kwotę zaległości o 24,5 proc. do 21 mln zł

Kolejną przeszkodą na drodze do stabilizacji finansowej była wysoka cena surowca drzewnego z Lasów Państwowych, która jest kluczowa w koszcie wytworzenia mebli. Jak wskazuje Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego (PIGPD), miała ona największy wpływ na utratę konkurencyjności polskich produktów z drewna, w tym mebli, w pierwszym półroczu 2023 r. Średnia cena sprzedaży drewna sosnowego tartacznego w LP wzrosła bowiem z 260 zł/m3 w 2019 do 425 zł/m3 w pierwszej połowie 2023[3]. – Nie należy zapominać także o tym, że przemysł drzewny, a zatem i meblarski, jest niezwykle energochłonny. Na problemy z płynnością finansową podmiotów z sektora wpłynęły także wysokie ceny energii oraz paliw, które przełożyły się na rosnące koszty produkcji i transportu. Budżetom przedsiębiorstw nie pomógł także wzrost płacy minimalnej – komentuje Sławomir Grzelczak.

Piętrzące się stosy nieopłaconych w terminie faktur to jednak nie wszystko. Według danych GUS, w okresie od stycznia do lipca br., w stosunku do analogicznego okresu ub. roku, spadek sprzedaży mebli (w cenach stałych) wyniósł aż 12,9 proc[4]. Jak podaje PIGPD, sektor ma obecnie do czynienia z redukcją zatrudnienia na poziomie kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy. Wiele firm było zmuszonych do ograniczenia tygodnia pracy do czterech dni lub zmniejszyło system zmian do jednej. Przeciwności, z którymi mierzą się producenci mebli sprawiły, że nawet najwięksi gracze zatrzymują obecnie ciągi technologiczne na wielotygodniowe przestoje ze względu na brak możliwości sprzedaży swoich wyrobów[5]. Sytuacja wydaje się bez wyjścia. Potwierdzają to dane zebrane przez Dun & Bradstreet – w pierwszych sześciu miesiącach 2023 roku liczba ogłoszonych w sądach gospodarczych upadłości firm zajmujących się produkcją mebli wyniosła 39, co wobec 12 w analogicznym okresie roku ubiegłego stanowi wzrost o 225 proc. Co więcej, w całym 2022 ogłoszono ich 39, wobec 23 w 2021 roku i 14 w 2020 roku. W tym miejscu warto dodać, że liczba upadłości w ostatnich pięciu przedpandemicznych latach oscylowała w granicach 10[6]. Wzrost działalności znikających z rynku jest zatem niezaprzeczalny.

Raport Dun & Bradstreet pokazuje również, że w czerwcu 2023 roku niespełna 3 proc. spośród 12,5 tys. firm jest w bardzo dobrej kondycji finansowej, a kolejne 45 proc. w dobrej. Tym samym 47,5 proc. w słabej a blisko 5 proc. w bardzo złej.

Perspektywy na przyszłość

Niestety, według prognoz Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO BP, w całym 2023 nominalna wartość produkcji sprzedanej branży meblarskiej może spaść o 3-5 proc. r/r. Autorzy opracowania zwracają uwagę także na różne rodzaje ryzyka w otoczeniu konkurencyjnym. Przy coraz wyższych kosztach produkcji w Polsce, przewagi cenowe zyskują̨ bowiem producenci z innych rynków Europy Środkowo-Wschodniej, a także rynków azjatyckich. Sytuacji nie poprawia fakt, że wątpliwości wciąż budzi kwestia przedłużenia certyfikacji FSC przez Lasy Państwowe[7], a ta – jak podkreśla Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego – dla wielu firm jest niezbędna dla zachowania sprzedaży poza granicami kraju[8].

Eksperci wskazują jednak, że w dalszej perspektywie sprzyjająco będzie działać uruchomienie Bezpiecznego Kredytu 2% i spodziewane odbicie na rynku mieszkaniowym w 2024. Pozytywnym sygnałem jest także spadek cen drewna w procedurach sprzedaży Lasów Państwowych na 2h23 – w sprzedaży ofertowej o 1,4 proc., a w aukcjach systemowych o 32,5 proc. względem 1h23[9]. – Miejmy nadzieję, że rodzimemu biznesowi meblarskiemu uda się podnieść po trwającym kryzysie i utrzymać silną pozycję na światowym rynku mebli – puentuje Sławomir Grzelczak. W 2021 r. Polska była 4. największym eksporterem z udziałem na poziomie 5,4 proc.[10]

[1] Departament Analiz Ekonomicznych PKO BP, Kwartalnik Branżowy, 2q23 (222), https://www.pkobp.pl/media_files//ddc7fad2-8164-4f47-a1ee-5c648178eb95.pdf, 15.08.2023 r.

[2] GUS, Dynamika sprzedaży detalicznej w lipcu 2023 roku, 22.08.2023 r.

[3] Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, List otwarty przemysłu drzewnego w Polsce do Premiera Mateusza Morawieckiego, https://pigpd.pl/list/, 14.08.2023 r.

[4] GUS, Dynamika produkcji sprzedanej przemysłu w lipcu 2023 r., 21.08.2023 r.

[5] Tamże, 14.08.2023 r.

[6] Dun & Bradstreet, czerwiec 2023.

[7] Departament Analiz Ekonomicznych PKO BP, Kwartalnik Branżowy, 2q23 (222), https://www.pkobp.pl/media_files//ddc7fad2-8164-4f47-a1ee-5c648178eb95.pdf, 15.08.2023 r.

[8] Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, List otwarty przemysłu drzewnego w Polsce do Premiera Mateusza Morawieckiego, https://pigpd.pl/list/, 14.08.2023 r.

[9] Departament Analiz Ekonomicznych PKO BP, Kwartalnik Branżowy, 2q23 (222), https://www.pkobp.pl/media_files//ddc7fad2-8164-4f47-a1ee-5c648178eb95.pdf, 15.08.2023 r.

[10] Departament Analiz Ekonomicznych PKO BP, Branża meblarska. Pozycja międzynarodowa polskich producentów i prognozy rozwoju rynku do 2026 r., https://www.pkobp.pl/media_files/713af039-a526-4bcd-a267-6b7501f3eae2.pdf, 11.09.2023 r.

AML – jakie firmy powinny wdrożyć nowe procedury?

W dobie globalnej gospodarki i coraz bardziej złożonych struktur finansowych, walka z praniem brudnych pieniędzy (AML – Anti-Money Laundering) stała się priorytetem dla instytucji finansowych oraz przedsiębiorstw na całym świecie. AML to zbiór procedur i regulacji mających na celu zapobieganie wykorzystywaniu legalnych struktur finansowych do prania pieniędzy pochodzących z działalności przestępczej. Pytanie, które często się pojawia w przypadku omawiania tego tematu, brzmi: Jakie firmy powinny wdrożyć nowe procedury AML?

Dlaczego AML staje się coraz ważniejsze dla dzisiejszego biznesu?

Walka z praniem brudnych pieniędzy (AML) staje się coraz bardziej istotna w dzisiejszym świecie biznesu z kilku kluczowych powodów. Po pierwsze, globalizacja handlu i finansów sprawia, że przepływy pieniężne przekraczają granice narodowe, co ułatwia przestępcom ukrywanie źródła swoich środków. Po drugie, rosnąca liczba przepisów i regulacji wymagających przestrzegania AML stawia przed firmami wyzwania w zakresie zgodności z prawem. Wreszcie, ryzyko reputacyjne i finansowe związane z nieprzestrzeganiem przepisów AML jest ogromne, co sprawia, że ​​jest to priorytetem dla wielu firm.

Które branże są szczególnie narażone na ryzyko prania brudnych pieniędzy?

Niektóre branże są szczególnie narażone na ryzyko prania brudnych pieniędzy ze względu na swoją naturę i specyfikę działalności. Przykłady to sektor finansowy, nieruchomości, kasyna i zakłady bukmacherskie, a także branże związane z handlem luksusowymi towarami oraz eksportem/importem. Dlaczego te branże są bardziej narażone na pranie pieniędzy? Po pierwsze ze względu na duże przepływy gotówki, po drugie – skomplikowane struktury transakcji. Po trzecie – wartościowa własność, m.in. nieruchomości, dzieła sztuki, luksusowe pojazdy. Po czwarte – brak regulacji lub niewystarczające przestrzeganie przepisów.

Korzyści wynikające z wdrożenia skutecznych procedur AML

Wdrożenie skutecznych procedur AML przynosi firmom liczne korzyści. Po pierwsze, pomaga w zapobieganiu sankcjom prawowitym i finansowym karom, co chroni interesy firmy. Po drugie, poprawia reputację firmy i buduje zaufanie klientów oraz inwestorów. Po trzecie, efektywne procedury AML mogą pomóc w identyfikacji i zminimalizowaniu ryzyka finansowego związanego z działalnością firmy.

Aby zminimalizować ryzyko prania pieniędzy, firmy w tych branżach powinny podjąć szereg środków, takich jak wdrożenie skutecznych procedur AML, przeprowadzanie dokładnych kontroli KYC (Know Your Customer), monitorowanie transakcji, raportowanie podejrzanych aktywności organom ścigania, oraz odpowiednie szkolenia personelu w zakresie identyfikacji i zwalczania prania pieniędzy. Te działania pomagają firmom nie tylko przestrzegać przepisów, ale także chronić swoją reputację i interesy finansowe.

EMA zatwierdza pierwszy biopodobny lek na stwardnienie rozsiane

Ważny krok dla polskiego sektora biotechnologicznego. Komisja Europejska zatwierdziła pierwszy na świecie biopodobny natalizumab wykorzystywany w leczeniu stwardnienia rozsianego. Decyzja Komisji została ogłoszona na podstawie pozytywnej opinii Komitetu ds. Produktów Leczniczych Stosowanych u Ludzi (CHMP) Europejskiej Agencji Leków (EMA), zalecającą Komisji Europejskiej wydanie pozwolenia na dopuszczenie do obrotu w krajach UE biopodobnego natalizumabu. Lek został w całości opracowany i jest produkowany przez Polpharma Biologics. Decyzja Komisji Europejskiej oraz wcześniejsza akceptacja przez FDA umożliwi dostępność leku już nie tylko na amerykańskim, ale również europejskim rynku. Prawa do dystrybucji zostały przekazane firmie Sandoz – partnerowi komercyjnemu Polpharma Biologics.

Natalizumab opracowany i produkowany przez Polpharma Biologics jest pierwszym na świecie lekiem biopodobnym do leku referencyjnego Tysabri®[1]. Został dopuszczony do obrotu w Europie jako pojedyncza terapia modyfikująca przebieg choroby (DMT) u dorosłych z wysoce aktywnym rzutowo-remisyjnym stwardnieniem rozsianym (RRMS). Jest to postępująca, przewlekła i zapalna choroba neurodegeneracyjna ośrodkowego układu nerwowego, która może mieć duży wpływ na mobilność pacjenta i wymaga leczenia przez całe życie.

W sierpniu 2023 roku biopodobny natalizumab otrzymał certyfikację od FDA (Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków). Pozytywna decyzja kolejnej agencji rejestracyjnej to milowy krok dla całego sektora biotechnologii medycznej w Polsce. Biopodobny natalizumab został opracowany w Polsce, a teraz otwierają się możliwości w zakresie jego dostępności na światowych rynkach.

– Polski sektor biotechnologii medycznej nabiera teraz dużo większego znaczenia. Pokazaliśmy na globalnym rynku, że w naszym kraju można tworzyć leki biopodobne i produkować je na globalne rynki. Stworzyliśmy odpowiednie warunki laboratoryjno-produkcyjne, a pracownikom umożliwiliśmy pozyskanie specjalistycznych kompetencji. Teraz mamy tego efekt: po raz kolejny uzyskaliśmy zgody na dopuszczenie na rynek od dwóch kluczowych agencji regulacyjnych, EMA i FDA – mówi Piotr Korycki, Prezes Zarządu Polpharma Biologics w Polsce.

– Substancją aktywną leku Tyruko® jest biopodobne przeciwciało monoklonalne o nazwie natalizumab. Jest ono wytwarzane przez komórki ssacze i ma bardzo skomplikowaną strukturę. Wymaga ona od biotechnologów specjalistycznych umiejętności, a sam proces opracowania leku biologicznego trwa wiele lat. Sierpniowa zgoda na dopuszczenie do obrotu przez FDA, a teraz pozytywna decyzja Komisja Europejskiej potwierdzają, że stawiliśmy czoła wyzwaniu. Teraz z niecierpliwością patrzymy w przyszłość i pracujemy nad rozwojem kolejnych leków biopodobnych – dodaje dr Rafał Derlacz, Dyrektor Programu odpowiedzialny za rozwój biopodobnego natalizumabu w Polpharma Biologics.

Biopodobny natalizumab został opracowany, a następnie rozwijany przez naukowców, biotechnologów, klinicystów i ekspertów ds. rejestracji pracujących w zespołach Polpharma Biologics. Firma jest odpowiedzialna za rozwój i produkcję leku a wyłączne prawa do komercjalizacji i globalnej dystrybucji leku, na podstawie umowy licencyjnej, ma firma Sandoz.

Akceptacja EMA jest ważna we wszystkich krajach członkowskich, a także tych należących do Europejskiego Obszaru Gospodarczego: Islandii, Liechtensteinu, Norwegii oraz Irlandii Północnej.

Natalizumab to drugi po ranibizumabie[2] lek biopodobny produkowany przez Polpharma Biologics zatwierdzony przez EMA i FDA. Firma koncentruje się na rozwoju leków biologicznych, które poszerzają dostęp do terapii chorób przewlekłych z zakresu m.in. neurologii, immunologii, okulistyki i innych chorób przewlekłych.

[1] Tysabri® to zastrzeżony znak towarowy firmy Biogen MA Inc.

[2] Biopodobny ranibizumab do leku referencyjnego Lucentis®. Lucentis® to zastrzeżony znak towarowy firmy Genentech Inc.

Cena OC idzie w górę! Od początku roku ceny wzrosły już o 10%

III kwartał 2023 r. jest pierwszym od 6 lat okresem, który zakończył się podwyżką cen OC w skali roku. Średnia składka obowiązkowego ubezpieczenia komunikacyjnego wzrosła w tym czasie o 7% w porównaniu do tego samego okresu roku ubiegłego i wyniosła 532 zł. Podwyżki dotyczą każdego regionu Polski; najwyższe sięgają ponad 20%.  

Kończy się pięcioletni cykl spadków średniej ceny obowiązkowego ubezpieczenia OC pojazdu. Jak wynika z raportu RanKING, przygotowanego przez porównywarkę ubezpieczeń i produktów finansowych rankomat.pl, trzeci kwartał tego roku był pierwszym od momentu rozpoczęcia nowej wojny cenowej na rynku ubezpieczeniowym, w którym cena polisy rok do roku poszła w górę. Kiedy poprzednim razem w 2015 roku doszło do zakończenia wojny cenowej, polisy OC podrożały o 85 proc. w ciągu zaledwie dwóch lat. Jeśli ten scenariusz powtórzy się, to kierowcy będą musieli płacić za ubezpieczenie nawet ponad 1000 zł rocznie.

W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki OC w minionym kwartale i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli. Zmiany średnich cen w Q3

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w III kwartale br.?

Średnia cena OC w III kwartale 2023 roku wyniosła 532 zł, czyli była o 7 proc. wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W ostatnim kwartale odnotowano podwyżkę również w stosunku do II kwartału 2023 roku. Wyniosła ona 16 zł, co można traktować jako zapowiedź dynamicznego wzrostu cen w kolejnych kwartałach. Wrzesień 2023 roku jest trzecim miesiącem z rzędu z podwyżkami cen OC.

W III kwartale 2023 r. średnia cena OC wyniosła 532 złote i była wyższa o 3,1% w porównaniu do poprzedniego kwartału. Nie jest to pierwszy tegoroczny wzrost przeciętnej składki w kraju. W II kwartale br. odnotowaliśmy podwyżkę 5,3%. Bardzo prawdopodobne, że tendencja wzrostowa utrzyma się też w kolejnych miesiącach. Poszczególni ubezpieczyciele będą stosować różną politykę cenową. Kierowcy powinni więc zwrócić szczególną uwagę na te zmiany. Mogą oni zaoszczędzić na OC porównując oferty różnych firm i wybierając najlepszą polisę. – komentuje Tomasz Masajło, prezes zarządu rankomat.pl. Kwartalna zmiana średniej ceny OC od 2020

Najdrożej na Pomorzu i na Mazowszu

W III kwartale 2023 r. najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województwa pomorskiego (637 zł), mazowieckiego (604 zł) i dolnośląskiego (587 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województwa podkarpackiego (453 zł), opolskiego (458 zł) i świętokrzyskiego (466 zł). Ceny ubezpieczenia OC były wyższe niż przed rokiem we wszystkich województwach. Podwyżki wyniosły od 4% (woj. kujawsko-pomorskie) do 10,2% (woj. łódzkie).

Największe odchylenia od średniej ceny OC odnotowano w województwach: pomorskim (+19,7%), podkarpackim (-14,8%) i opolskim (-13,9%) – wynika z danych rankomat.pl. Ceny OC w województwach Q3 2023

Najtańsze i najdroższe miasta

Z analizy cen OC porównywarki rankomat.pl wynika, że w III kwartale 2023 r. najwięcej za obowiązkowe ubezpieczenie płacili kierowcy z Gdańska (738 zł), Wrocławia (717 zł) i Warszawy (685 zł). Towarzystwa ubezpieczeniowe proponowały najtańsze polisy OC mieszkańcom Opola (487 zł), Katowic (507 zł) i Rzeszowa (517 zł). Różnica cen OC pomiędzy najtańszym Opolem a najdroższym Gdańskiem wyniosła aż 51,5%. We wszystkich miastach wojewódzkich ceny OC wzrosły w porównaniu do roku ubiegłego. Największe wzrosty dotyczyły mieszkańców Olsztyna (18,1%), Szczecina i Wrocławia (10,6%).Ceny OC w miastach Q3 2023

Kto płacił najwięcej?

W dalszym ciągu za OC najwięcej płacą najmłodsi kierowcy – w III kw. 2023 r. 18-latkowie wydawali średnio na obowiązkowe polisy 2034 zł. Największe zniżki otrzymują zaś 60-latkowie (452 zł). Najtańsze w ubezpieczeniu były samochody marki Fiat (497 zł), a najdroższe BMW (644 zł). Biorąc pod uwagę napęd, to właściciele hybryd musieli nastawić się na największe wydatki (średnio 564 zł), natomiast aut w pełni elektrycznych na najmniejsze (446 zł). Najwyższe i najniższe ceny OC

Analiza powstała w ramach raportu RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych. 

Wyzwania dla polskich eksporterów – wszystkie oczy zwrócone na politykę fiskalną w strefie euro

  • Trudny 2024 rok – kumulacja wpływu na gospodarkę działań EBC i oszczędności czynionych przez poszczególne rządy strefy euro
  • Mimo, że EBC zapewne zacznie obniżać stopy procentowe w połowie 2024 r., realna stopa procentowa (jako stopa procentowa pomniejszona o inflację) wzrośnie w wyniku trwającej dezinflacji
  • Polityka pieniężna wpływa na gospodarkę realną z opóźnieniem. Ponieważ krańcowa nominalna stopa procentowa została prawdopodobnie osiągnięta dopiero teraz, a realna krańcowa stopa procentowa zostanie osiągnięta w 2024 r., polityka pieniężna nadal więc będzie miała bardzo restrykcyjny wpływ (na gospodarkę) w dającej się przewidzieć przyszłości.
  • Kraje strefy euro są na kursie konsolidacji fiskalnej – ograniczania deficytów, ale w sposób nieskoordynowany, każda z dużych gospodarek strefy ma na to inny pomysł
  • Problem z powrotem do zaleceń fiskalnych UE po pandemii i kryzysie energetycznym. Nie są też wyłącznie naszą specyfiką fundusze specjalne, pozabudżetowe – w Niemczech to „budżet cieni”
  • Mało prawdopodobny jest pozytywny bodziec wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych strefy Euro, ponieważ trwający wzrost płac nominalnych ledwo zrekompensuje duże straty, które wystąpiły w wyniku wysokich stóp inflacji w latach 2022-23

Polityka budżetowa – w centrum uwagi kwestie fiskalne

  • Toksyczna mieszanka polityczna w 2024 roku? Strefa euro zmierza w kierunku trudnego roku 2024, w którym zarówno polityka fiskalna, jak i pieniężna staną się restrykcyjne, ponieważ realne stopy procentowe będą coraz bardziej ograniczać aktywność gospodarczą (wysoki realny koszt finansowania kredytem), a dodatkowo rządy zacisną pasa ograniczając wydatki publiczne. Ponieważ nominalna stopa końcowa została prawdopodobnie osiągnięta właśnie teraz, a realna stopa końcowa zostanie osiągnięta dopiero w 2024 r. w związku z trwającą dezinflacją, polityka pieniężna będzie miała bardzo restrykcyjny wpływ w dającej się przewidzieć przyszłości. Jednocześnie, po dużych pakietach stymulacyjnych w reakcji na pandemię Covid-19 i wojnę na Ukrainie, kraje strefy euro zwracają się obecnie w kierunku konsolidacji fiskalnej poprzez rygorystyczne środki budżetowe. Oczekuje się, że bodźce fiskalne w strefie euro spadną o -0,8% w 2024 r., tj. więcej niż spadek o -0,5% w 2023 r.
  • Konsolidacja fiskalna to długa droga przed nami, a ryzyka poślizgu nie należy lekceważyć. Nadszedł sezon budżetowy, a pierwsze spojrzenie na zobowiązania rządów pokazuje, że kraje wielkiej czwórki w strefie euro wytyczyły różne ścieżki:
    • Niemcy dążą do konsolidacji fiskalnej poprzez ścisły kurs budżetowy w nadchodzących latach (deficyt ma spaść z 2,6% w 2022 r. do 1,0% w 2025 r.) – ale może to zostać osłabione przez tzw. budżet pomocniczy;
    • Tymczasem Francja rozpoczyna skromną konsolidację fiskalną w trudnych warunkach makroekonomicznych (deficyt spadnie tylko nieznacznie, do 4,6% w 2024 r.);
    • We Włoszech wydatki związane z ulgami podatkowymi zachmurzyły niebo perspektyw fiskalnych (deficyt na poziomie 5,0% w tym roku, z ryzykiem skierowanym w dół);
    • Hiszpania ma dobry plan konsolidacji (prognozuje się, że deficyt wyniesie średnio 4,0% w latach 2023-26), ale o jego skuteczności dopiero się przekonamy.
    • Rządy i instytucje strefy euro ciężko pracują nad ustaleniem podstawowych zasad powrotu do bardziej rozsądnego stosowania unijnych ram fiskalnych. Chociaż jest to pilne, osiągnięcie porozumienia już w przyszłym roku będzie wyzwaniem

Nakładanie się efektów decyzji EBC i polityki fiskalnej państw członkowskich

Strefa euro zmierza w kierunku trudnego 2024 r., ponieważ stopy procentowe EBC staną się bardziej restrykcyjne w ujęciu realnym w tym samym czasie, gdy rządy zaciskają pasa. Podczas gdy Allianz Trade spodziewa się, że EBC zacznie obniżać stopy procentowe w połowie 2024 r., realna stopa procentowa, przybliżona jako stopa procentowa pomniejszona o inflację, wzrośnie w wyniku trwającej dezinflacji. W rzeczywistości zbliży się ona do szacunków neutralnej naturalnej stopy Laubacha Williamsa, do której nigdy w historii strefy euro nawet się nie zbliżyła.

Stopa depozytowa EBC w ujęciu nominalnym i realnym oraz szacunki Laubacha Williamsa dotyczące naturalnej stopy procentowej w strefie euroStopa depozytowa EBC w ujęciu nominalnym i realnym oraz szacunki Laubacha

Źródła: Datastream, Allianz Research. Uwaga: Kropki oznaczają prognozę Allianz Research.

Po drugie, polityka pieniężna wpływa na gospodarkę realną z opóźnieniem. Ponieważ krańcowa nominalna stopa procentowa została prawdopodobnie osiągnięta dopiero teraz, a realna krańcowa stopa procentowa zostanie osiągnięta w 2024 r., polityka pieniężna będzie miała bardzo restrykcyjny wpływ w dającej się przewidzieć przyszłości. W międzyczasie, po dużych pakietach stymulacyjnych podczas pandemii Covid-19 i wojny na Ukrainie, kraje strefy euro zwracają się obecnie w kierunku konsolidacji fiskalnej poprzez bardziej rygorystyczne środki budżetowe (wykresy poniżej). Oczekujemy, że bodźce fiskalne w strefie euro spadną o -0,8% w 2024 r., Nieco więcej niż spadek o -0,5% w 2023 roku. Co więcej, jest mało prawdopodobne, aby strefa euro odnotowała jakiekolwiek znaczące wsparcie wzrostu ze strony konsumpcji gospodarstw domowych, ponieważ trwający wzrost płac nominalnych ledwo zrekompensuje duże straty poziomu, które wystąpiły w wyniku wysokich stóp inflacji w latach 2022-23 (wykres 15). Krótko mówiąc, tym razem konsument również nie przyjdzie na ratunek.

Wkład spożycia publicznego we wzrost (pps)Wkład spożycia publicznego we wzrost

Bodźce fiskalne w strefie euro i krajach jej Wielkiej Czwórki

Bodźce fiskalne w strefie euro i krajach jej Wielkiej CzwórkiŹródła: Komisja Europejska, Refinitiv Datastream, Allianz Research. Uwaga: Bodziec fiskalny jest definiowany jako roczna delta salda sektora instytucji rządowych i samorządowych z wyłączeniem odsetek, skorygowana cyklicznie w oparciu o potencjalny produkt krajowy brutto.

Niemcy dążą do konsolidacji fiskalnej poprzez ścisły kurs budżetowy w nadchodzących latach – ale może to zostać zakłócone przez budżet pomocniczy. Niemiecka polityka fiskalna pozostanie znacznie bardziej wspierająca (gospodarkę) niż w okresie przed pandemią. W związku z obecnymi cyklicznymi i strukturalnymi przeciwnościami, wezwania do stymulacji fiskalnej są wyraźne, a rząd ogłosił pakiet gospodarczy o wartości 32 mld EUR w postaci cięć podatków od osób prawnych – rozłożony na cztery lata i prawdopodobnie finansowany raczej z cięć budżetowych niż ze zwiększonych wydatków. Wyjaśnienie perspektyw fiskalnych jest zatem trudne, ponieważ wiele kwestii budżetowych pozostaje otwartych.

Duża część działań fiskalnych w ostatnich latach dotyczyła wydatków pozabudżetowych i prawdopodobnie nadal tak będzie. Pomimo rekordowych wydatków, rząd federalny znajduje się w trudnej sytuacji. Pragnienia koalicji rządowej są zbyt wysokie, a zatem pożyczki są znacznie wyższe niż oficjalnie podano. Aby zachować zgodność z hamulcem zadłużenia zakotwiczonym w ustawie zasadniczej („Grundgesetz”), zaciąganie pożyczek netto jest możliwe tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Zgodnie z projektem budżetu, nowy dług powinien wynieść 16,6 mln EUR w 2024 r., czyli około 30 mln EUR mniej niż w 2023 r. Saldo fiskalne jako procent PKB poprawi się z -3,7% w 2023 roku do -1,9% w 2024 roku. Oczekuje się, że deficyt budżetowy spadnie z 2,6% PKB w 2022 r. do około 2,25% w 2023 r., 1,25% w 2024 r. i nawet 1% w 2025 r., głównie ze względu na zmniejszenie wydatków na wsparcie związane z pandemią i kryzysem energetycznym.

Ogólnie rzecz biorąc, oczekuje się, że polityka fiskalna Niemiec pozostanie luźniejsza niż przed pandemią, z deficytem budżetowym prognozowanym na 2025 r. w porównaniu z nadwyżką w latach poprzedzających 2019 r. Podczas gdy strukturalny budżet pierwotny prawdopodobnie ponownie stanie się dodatni w 2025 r., nadwyżka będzie mniejsza niż przed pandemią. Ta zrównoważona polityka fiskalna wydaje się rozsądna, biorąc pod uwagę obecny poziom inflacji w Niemczech i napięty rynek pracy, a także uznanie, że polityka fiskalna przed pandemią mogła być zbyt restrykcyjna i przyczynić się do inflacji poniżej celu.

Jednak ze względu na specjalne fundusze federalne poza budżetem federalnym, takie jak Bundeswehra lub fundusz klimatyczny i transformacyjny, rzeczywiste wydatki rządowe w 2024 r. wyniosą około 540 mld EUR zamiast oficjalnie deklarowanych 445,7 mld EUR. Ponadto rząd zaksięgował już prawie 90 mld EUR w budżecie, gdy hamulec zadłużenia został tymczasowo zawieszony. Fundusze specjalne zostały skrytykowane, ponieważ kolidują z ustawą budżetową Parlamentu. Ponadto bardziej trafne byłoby mówienie o „długach specjalnych”, ponieważ ukryte są w nich długi i programy wydatków warte miliardy. Oficjalna ścieżka konsolidacji fiskalnej w Niemczech jest zatem podważana przez budżet cieni.

Tymczasem Francja rozpoczyna skromną konsolidację fiskalną w trudnych warunkach makroekonomicznych. Francuski rząd przedstawił projekt budżetu na 2024 r. 27 września. Ministerstwo Finansów chce zaoszczędzić około 16 mld EUR (około 0,6% PKB), aby osiągnąć deficyt fiskalny na poziomie -4,4% PKB po -4,9% w 2023 roku. Ogłosiło już, że prognozuje wzrost realnego PKB na poziomie +1,4% w 2024 r., co oznacza obniżenie o -0,2 punktu procentowego w porównaniu z poprzednim rokiem. Niemniej jednak rządowy wzrost realnego PKB nadal wygląda optymistycznie w porównaniu z konsensusem prognoz (+0,8%; Allianz: +0,7%). Docelowy deficyt na poziomie -4,4% może być zatem trudny do osiągnięcia przy niższych wpływach z podatków.

Dochody podatkowe od początku roku były już słabe z powodu spadających wpływów z podatku VAT. W przyszłym roku mogą one być niższe z powodu słabnących składek na ubezpieczenia społeczne przy znacznie wolniejszym tworzeniu nowych miejsc pracy. Większość oszczędności, na które będzie liczył rząd, będzie pochodzić ze stopniowego wycofywania tarczy taryfowej i innych dotacji energetycznych – powinno to przynieść około 10 mld EUR niższych wydatków w stosunku do 2023 roku. Oprócz tych „automatycznych” cięć wydatków w miarę ustępowania kryzysu energetycznego, rząd szuka oszczędności w wydatkach na zdrowie i rynek pracy (potencjalnie 1,7 mld EUR oszczędności na tym ostatnim).

Po stronie przychodów rząd planuje podnieść lub utworzyć nowe podatki w celu sfinansowania zielonej transformacji, takie jak podatek od lotów odlatujących z Francji. Oczekuje się również zaostrzenia polityki mieszkaniowej: na przykład ulga podatkowa „Pinel” (subsydiowanie inwestycji w nowe mieszkania na wynajem) może zostać usunięta, a zakres dopłat do kredytów mieszkaniowych o „zerowym oprocentowaniu” może zostać ograniczony. W tym kontekście rząd ogłosił, że podniesie przedziały podatkowe zgodnie z inflacją, aby uniknąć wzrostu efektywnej stawki podatku dochodowego dla podatników (obietnica prezydenta Macrona od wielu lat). Będzie to oznaczać dla państwa utratę znacznych dochodów w wysokości 6 mld EUR. Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade spodziewa się, że rząd nie osiągnie docelowego deficytu na poziomie -4,4% PKB (oczekujemy -4,6%), ale zasadniczo będzie trzymał się swoich planów konsolidacji pomimo braku większości w parlamencie.

We Włoszech ulgi podatkowe dodatkowo pogorszyły perspektywy fiskalne. Chociaż środowisko wysokiej inflacji pomogło obniżyć wskaźnik długu publicznego w ciągu ostatnich kilku lat (-10,5 punktu procentowego, do 144,4% w 2022 r.) dzięki wyższemu mianownikowi i wzrostowi dochodów budżetowych, salda fiskalne nie uległy znaczącej poprawie od czasu ogromnego rozciągnięcia w czasie pandemii i kontynuacji kryzysu energetycznego. We Włoszech hojny system ulg podatkowych wygenerował wydatki większe niż początkowo oczekiwano, powodując również korekty deficytów fiskalnych za lata 2021-22.

Rząd przedstawił właśnie aktualizację budżetu na 2023 r. (27 września), a wkrótce potem przedstawi nowe cele fiskalne na kolejne lata. Chociaż Allianz Trade spodziewa się pewnych wysiłków konsolidacyjnych, również w świetle prawdopodobnego przywrócenia Paktu Stabilności i Wzrostu w 2024 r., rząd będzie musiał pokryć nieplanowane koszty, a także spełnić obietnice wyborcze (tj. obniżkę klina podatkowego). Najnowsze oficjalne szacunki opublikowane w czerwcu przewidują deficyt budżetowy na poziomie 4,5% w 2023 r. i 3,7% w przyszłym roku (w porównaniu z naszą prognozą wynoszącą odpowiednio -5% i -3,8%), ale wyższe potrzeby finansowe (związane głównie z ulgą podatkową, rewaloryzacją emerytur i opóźnioną wypłatą trzeciej raty środków z NGEU) nie są kompensowane przez wciąż wyższe przychody zwiększone przez inflację. Co więcej, aktywność gospodarcza we Włoszech spowalnia.

Wreszcie, płatności odsetek będą stanowić dalsze wyzwanie dla sytuacji fiskalnej, ponieważ obciążenie długiem stopniowo rośnie, gdyż obowiązywać dla długu, który musi zostać zrolowany. Po dekadzie trendu spadkowego szacujemy, że w nadchodzących latach stosunek płatności odsetkowych do PKB utrzyma się na poziomie zbliżonym do 4%.

Hiszpania ma dobry plan konsolidacji fiskalnej, ale dopiero się okaże, jak jest skuteczny. Niezależnie od wyniku wyborów parlamentarnych w lipcu 2023 r., potrzeba zajęcia się finansami publicznymi była nieunikniona, wpływając na ograniczenie wszelkich prób prowadzenia bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej. Rzeczywiście, program stabilności na lata 2023-2026 przedstawiony przez rząd proponuje stopniową redukcję deficytu budżetowego, napędzaną ożywieniem hiszpańskiej gospodarki ze wzrostem  4,8% PKB w 2022 r. do 3,9% w 2023 r. i 2,5% w 2026 roku.

Podczas gdy ożywienie gospodarcze w latach 2021-2022 i rosnąca inflacja w wyniku kryzysu energetycznego pomogły poprawić wskaźniki deficytu i zadłużenia, następny hiszpański rząd będzie musiał w przyszłości podjąć dalsze działania. Podczas gdy lewicowy rząd prawdopodobnie podniósłby podatki, prawicowy sojusz prawdopodobnie skupiłby się na cięciu kosztów. Należy zauważyć, że wysiłek fiskalny w ciągu najbliższych kilku lat będzie prawdopodobnie znaczący, biorąc pod uwagę presję wynikającą z reformy emerytalnej, która weszła w życie w tym roku, która łączy emerytury z indeksem inflacji z poprzedniego roku. MFW szacuje, że reforma ta może zwiększyć wydatki na emerytury o 3,2-3,5% do 2050 r., oprócz wzrostu o 1 punkt procentowy wynikającego ze starzenia się społeczeństwa. W ramach Narodowego Planu Odbudowy i Odporności (NRPP) Komisja Europejska zwróciła się do hiszpańskiego rządu o ponowne wprowadzenie współczynnika korygującego, który dostosowałby początkowe świadczenia emerytalne do zmian w oczekiwanej długości życia i mechanizmu sprawiedliwości międzypokoleniowej. Brak przyjęcia tych środków zmniejszyłby przyszłe transze unijnych funduszy naprawczych przyznanych Hiszpanii, która jest jednym z głównych beneficjentów tego mechanizmu. Allianz Trade spodziewa się, że deficyt budżetowy wyniesie średnio 4% PKB w latach 2023-2026, a zadłużenie brutto powoli poprawi się ze 112% PKB w 2022 r. do 108% PKB w 2026 r.

Rządy i instytucje strefy euro pracują nad ustaleniem podstawowych zasad powrotu do stosowania zalecanych ram fiskalnych UE, przewidzianych na 2024 rok. Negocjacje wciąż trwają, ale jasne jest, że potrzebna będzie pewna forma dyscypliny, również po to, aby nie zniweczyć wszystkich dotychczasowych wysiłków w zakresie polityki pieniężnej. Negocjacje koncentrowały się na bardziej elastycznych i dostosowanych zasadach, aby uniknąć szkodzenia wzrostowi gospodarczemu krajów i uniknąć zasad procyklicznych, a także stymulować zielone inwestycje i zieloną transformację. Chociaż jest to pilne, Allianz Trade spodziewa się, że osiągnięcie porozumienia politycznego będzie bardzo trudne. Wierzymy jednak, że kraje dołożą wszelkich starań w nadchodzących miesiącach, aby zapewnić, że ich ścieżki redukcji zadłużenia będą zrównoważone i wiarygodne w perspektywie średnioterminowej.

Strefa euro – płace realne (indeks: 100 = 4 kwartał 2019r. )Strefa euro - płace realne

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

600 elektrycznych Fordów E-Transitów dla InPost

  • Ford i InPost zacieśniają współpracę przy kolejnych kontraktach na dostawę w pełni elektrycznych E-Transitów, najpopularniejszych samochodów dostawczych napędzanych energią elektryczną w Polsce.
  • Obie firmy łączy jednak nie tylko samochód, a cała strategia transformacji rynkowej. Ford i InPost inwestują w ekologiczne rozwiązania, które pozwalają zwiększać efektywność przy jednoczesnym zmniejszaniu emisji dwutlenku węgla.

Ford razem ze swoimi partnerami biznesowymi od lat tworzy i wdraża rozwiązania, które czynią świat lepszym i bardziej zrównoważonym. Wraz z transformacją rynku motoryzacyjnego na samochody zelektryfikowane, marka wykorzystuje szanse na wspólne działania z innymi znaczącymi podmiotami. Potwierdzeniem tego są kontrakty na dostawę 600 elektrycznych samochodów dostawczych Ford E-Transit dla InPost, wiodącej firmy logistycznej w Polsce.

Wspólna przyszłość obu firm

Kontrakty na 600 elektrycznych samochodów dostawczych to nie tylko znakomita wiadomość dla Forda i InPostu, ale także wyraźny sygnał, że elektromobilność jest przyszłością transportu. Ford w Europie chce do 2035 roku być producentem samochodów neutralnym pod względem emisji dwutlenku węgla. Do 2030 roku dwie trzecie sprzedaży pojazdów użytkowych mają stanowić wersje elektryczne albo hybrydowe plug-in. W parze z planami idą także inwestycji – Ford do 2026 roku zainwestuje ponad 50 miliardów dolarów w samochody elektryczne na całym świecie. To największa transformacja w 120-letniej historii Forda. Sieć ładowania BlueOval już teraz ma 450 000 punktów ładowania w całej Europie, a ich liczba dynamicznie rośnie.

InPost przekroczył właśnie imponujący próg 1 000 samochodów elektrycznych we flocie, a także zainstalował już ponad 400 stacji ładowania samochodów elektrycznych we współpracy z GreenWay. Inwestycja dotyczy zarówno sieci ładowarek na terenie oddziałów firmy, jak i publicznie dostępnych ładowarek w pobliżu sieci urządzeń Paczkomat. Celem obu firm jest obniżenie kosztów przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności prowadzonej działalności, a także zmniejszanie emisji dwutlenku węgla będące częścią szeroko zakrojonych działań dekarbonizacyjnych.

Dostarczane samochody to E-Transity w wersji nadwozia L3 o mocy maksymalnej 184 KM i pojemności użytkowej akumulatorów 67 kWh. Zamówione pojazdy zapewniają rozwiązania, które wyróżniają model na tle konkurentów. To m.in. dostępne w standardzie podgrzewane fotele, czujniki parkowania, automatyczna klimatyzacja czy kamera 360 stopni. Funkcje samochodu obsługuje się za pomocą 12-calowego ekranu systemu informacyjno-rozrywkowego SYNC4, a lista systemów asystujących kierowcy jest długa i zawiera m.in. tempomat czy system zapobiegania kolizjom z funkcją automatycznego hamowania. Dzięki wielu zaawansowanym rozwiązaniom E-Transit jest zdecydowanym liderem segmentu elektrycznych samochodów dostawczych w Polsce.

Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska
Robert Antczak,, Dyrektor Generalny Arval Polska

Finansującym pojazdy jest Arval Service Lease Polska. – Pojazdy dostawcze są dziś prawdziwą siłą napędzającą rozwój elektromobilności w Polsce. Niemal połowa z wynajmowanych przez nas zeroemisyjnych aut to właśnie eLCV. Takie pojazdy, jako element logistyki ostatniej mili, będą błyskawicznie zyskiwać na popularności wraz z rozwojem stref czystego transportu w miastach. Jest też aspekt ekonomiczny. Wszędzie tam, gdzie koszty transportu stanowią kluczową przewagę biznesową, elektromobilność przyjmuje się najszybciej. To właśnie dzięki temu coraz częściej spotykamy kurierów, którzy rozwożą przesyłki pojazdami z zieloną rejestracją. Cieszę się, że nasza modelowa współpraca z firmami takimi jak InPost i Ford pozwala przyspieszać tę ważną, zieloną zmianę na polskich drogach – powiedział Robert Antczak, dyrektor generalny Arval Service Lease Polska.

Jedyne takie rozwiązania dla biznesu

Ford Pro nie zamierza poprzestać na dostarczaniu pojazdów. Firma intensyfikuje swoje zaangażowanie w elektromobilność poprzez rozwijanie innowacyjnych produktów i usług, takich jak FordLIIVE. Usługa ta jest obecna także w Polsce i pozwala na maksymalizację czasu efektywnej pracy poprzez zmniejszenie liczby awarii i ograniczenie czasu wizyt serwisowych dzięki innowacyjnym rozwiązaniom i specjalnie dedykowanemu zespołowi specjalistów.

To jedyna taka usługa na rynku, będąca elementem budowania przewagi konkurencyjnej przez Forda, która jednocześnie może pomóc zbudować konkurencyjność firm decydujących się na pojazdy z niebieskim owalem. Ford chce bowiem być liderem w dziedzinie elektrycznych samochodów dostawczych, dostarczając rozwiązania, które nie tylko przyczynią się do ochrony środowiska, ale także pomogą przedsiębiorstwom osiągnąć większą wydajność i rentowność.

Ford Pro obecnie ma w swojej ofercie w pełni elektrycznego E-Transita, ale wkrótce dołączą do niego kolejne modele – E-Transit Custom i E-Transit Courier. Tym samym marka będzie posiadała gamę elektrycznych samochodów dostawczych każdej wielkości, które pozwolą klientom wyróżnić się na drodze i zmaksymalizować wydajność prowadzonej działalności dzięki usłudze FordLIIVE.

Attila Szabó, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska
Attila Szabó, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska

– Jesteśmy zaangażowani w tworzenie ekologicznej przyszłości, która jest bardziej wydajna i zrównoważona. Nasza współpraca z InPost, jednym z najbardziej innowacyjnych dostawców usług logistycznych, jest kamieniem milowym na naszej drodze do transformacji w kierunku elektromobilności. To jedno z największych wyzwań w już ponad 120-letniej historii Forda, ale jesteśmy na nie doskonale przygotowani – powiedział Attila Szabó, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska.

Archicom z 220 milionami zł na kontynuację strategii rozwoju i wzrost skali biznesu

Zakończył się proces przyspieszonej budowy księgi popytu na akcje Archicom, w wyniku którego Archicom, Echo Investment i DKR Investment, tj. spółki należące do Grupy Echo Investment, ustaliły cenę sprzedaży istniejących akcji Archicom i cenę emisyjną 10 mln nowych akcji serii D i E na poziomie 22 zł za sztukę. Pozyskane w ten sposób środki Archicom przeznaczy przede wszystkim na zintensyfikowanie działań w obszarze akwizycji gruntów pod kolejne inwestycje.

W wyniku zakończenia procesu budowania księgi popytu oraz oferty nowo emitowanych akcji serii D i E spółka Archicom zgromadzi kapitał na poziomie 220 mln zł, który pozwoli na kontynuację strategii rozwoju i wzrost skali biznesu Spółki. Docelowo Archicom planuje sprzedawać 4 tys. mieszkań rocznie w perspektywie średnioterminowej.

Emisja akcji serii D została przeprowadzona w drodze oferty publicznej skierowanej wyłącznie do inwestorów spełniających określone w uchwale emisyjnej kryteria. Oferta akcji serii E skierowana była wyłącznie do DKR Investment, będącego akcjonariuszem Spółki i spółką zależną Echo Investment. Jednocześnie akcjonariusze Archicom posiadający na koniec dnia rejestracji uczestnictwa w Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu, na którym została podjęta uchwała emisyjna akcje reprezentujące powyżej 0,20% kapitału zakładowego Archicom mieli możliwość zachowania dotychczasowego udziału w kapitale zakładowym Spółki.

Naszą intencją jest wykorzystanie możliwości, jakie daje obecność na rynku kapitałowym do wsparcia rozwoju Archicomu. Chcemy jeszcze szybciej reagować na okazje do zakupu najbardziej atrakcyjnych działek w największych miastach w Polsce. To w takich lokalizacjach tworzymy najwyższej jakości projekty mieszkaniowe i przestrzeń do życia. Docelowo chcemy sprzedawać 4 tys. mieszkań rocznie w perspektywie średnioterminowej. Taki wynik powinien uplasować nas w ścisłej czołówce deweloperów mieszkaniowych w kraju, ale jego realizacja wymaga intensywnych zakupów działek pod nowe projekty”, mówi Waldemar Olbryk, prezes Archicom S.A.

Oferta skierowana do inwestorów kwalifikowanych obejmowała do 3,89 mln nowych akcji serii D oraz do 6,11 mln nowych akcji serii E Archicom. Jednocześnie DKR Investment przeznaczył do sprzedaży 6,11 mln istniejących i dopuszczonych do obrotu akcji Spółki. Akcjonariusz równocześnie potwierdził intencję objęcia takiej samej liczby nowo emitowanych akcji serii E Spółki.

W Grupie Echo Investment konsekwentnie wdrażamy strategię rozwoju po przejęciu przez Archicom kompetencji w obszarze nieruchomości mieszkaniowych. Cel to osiągniecie przez naszą spółkę mieszkaniową pozycji ogólnopolskiego dewelopera pierwszego wyboru, wzrost ogólnopolskiej rozpoznawalności marki oraz zaufania i satysfakcji klientów, z korzyścią dla naszych interesariuszy. Środki pozyskane poprzez emisję nowych akcji będą wykorzystane przede wszystkim do przyspieszenia i zintensyfikowania  działań w obszarze akwizycji gruntów pod kolejne inwestycje”, komentuje Maciej Drozd, wiceprezes Echo Investment ds. finansowych.

Creotech Instruments rozpoczyna ofertę Akcji Serii J

Creotech Instruments, notowany na GPW polski producent satelitów, systemów i podzespołów satelitarnych, rozpoczął budowę księgi popytu w ramach oferty Akcji Serii J. W dniu 27 września 2023 r. Zarząd Spółki podjął decyzję o przeprowadzeniu oferty łącznie do 396.557 akcji zwykłych na okaziciela serii J w trybie subskrypcji prywatnej skierowanej do wybranych inwestorów na zasadach przewidzianych w uchwale emisyjnej Walnego Zgromadzenia Spółki z dnia 31 sierpnia 2023 r., w tym akcjonariuszy posiadających prawo pierwszeństwa. Cena jednej Akcji Serii J zostanie ustalona po zakończeniu procesu budowy księgi popytu. W procesie Spółkę wspiera cc group – stały doradca IR oraz doradca finansowy, Menadżerami Oferty są Pekao Investment Banking S.A., Trigon Dom Maklerski S.A. oraz Bank Polska Kasa Opieki S.A. – Biuro Maklerskie Pekao.

W lipcu br. Creotech Instruments przedstawił strategię finansowania projektów kosmicznych związanych z wykorzystaniem produkowanych przez Spółkę platform mikrosatelitarnych. W celu osiągnięcia pozycji wiodącego dostawcy technologii mikrosatelitarnych w Unii Europejskiej w projektach obronnych i komercyjnych, Creotech Instruments zamierza zrealizować w kolejnych latach plan inwestycyjny obejmujący trzy kluczowe obszary: rozbudowę portfolio produktowego, w tym przeskalowanie autorskiej platformy HyperSat do 200 kg, zwiększenie zdolności produkcyjnych, a także wzmocnienie działu sprzedażowego. Zaplanowane inwestycje mają zostać sfinansowane ze środków pozyskanych z emisji akcji serii J. Creotech Instruments zamierza pozyskać środki z emisji akcji serii J w łącznej kwocie brutto około 72-87 mln PLN.

Rozpoczęta oferta Akcji Serii J, skierowana do wybranych inwestorów, i środki z niej pozyskane mają na celu umożliwić nam zajęcie istotnej pozycji w skali całej Unii Europejskiej – jako wiodącego dostawcy technologii mikrosatelitarnych. Planujemy inwestycje w trzy strategiczne obszary: rozbudowę portfolio produktowego, zwiększenie zdolności produkcyjnych i wzmocnienie działu sprzedażowego. W obrębie rozbudowy portfolio zamierzamy przede wszystkim przeskalować rozwijaną przez nas platformę HyperSat do 200 kg, co pozwoli nam aktywnie uczestniczyć w bardzo perspektywicznym segmencie rynku satelitarnego, czyli mikro i mini satelitów. Planujemy przeznaczyć na ten obszar około 60%-70% środków z emisji. W zakresie rozbudowy zdolności produkcyjnych, chcemy szybciej móc dostosować się do zwiększonego popytu na produkty Spółki m.in. rozwijając i doposażając nasze zaplecze produkcyjne oraz laboratoryjne. Na ten cel zamierzamy alokować około 15%-25% środków z emisji. Ostatni obszar to istotne wzmocnienie działu sprzedażowego, gdzie zakładamy podwojenie dedykowanego zespołu i większą liczbę działań zorientowanych na budowę globalnej rozpoznawalności Creotech. Zamierzamy przeznaczyć na to około 15%-20% środków z emisji komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Wybrani trzej akcjonariusze posiadający łącznie ok. 36,5% akcji Spółki, tj. Pan Grzegorz Brona, Pani Katarzyna Kubrak i Pan Paweł Kasprowicz zawrą w dniu 13 października 2023 r. lub w zbliżonym terminie umowy typu lock-up, zgodnie z którymi zobowiążą się, że w okresie do dnia 31 lipca 2024 r. nie będą rozporządzać, w tym zbywać, posiadanych akcji bez uzyskania zgody wskazanych w umowie lock-up Menadżerów Oferty, z zastrzeżeniem typowych wyłączeń dla ofert podobnych do Oferty. Ponadto umowy lock-up będą przewidywały wyjątek umożliwiający zbycie nie więcej niż 30.000 akcji po dniu 31 stycznia 2024 r. przez każdego z trzech ww. akcjonariuszy Spółki, obejmujący przeznaczenie środków pozyskanych ze sprzedaży takich akcji w pierwszej kolejności na rozliczenie i spłatę wierzytelności wobec Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. i na warunkach określonych w umowie lock-up.

Jednocześnie akcje posiadane przez Pana Grzegorza Kasprowicza (łącznie ok. 9,66%) pozostają objęte zobowiązaniem lock-up wynikającym z umowy akcjonariuszy Spółki do dnia 12 października 2024 r.

Kraków odnotuje w tym roku największy przyrost nowej podaży biurowej w regionach

Chłonność biurowych rynków regionalnych w Polsce w pierwszym półroczu tego roku okazała się zbliżona do poziomu zeszłorocznego. Pod względem popytu Kraków i Wrocław szły niemal łeb w łeb. Kraków uplasował się na drugiej pozycji z nieznacznie niższym wolumenem najmu. W stolicy Małopolski zakontraktowane zostało 83 tys. mkw. powierzchni biurowych, a w strukturze najmu przeważały nowe umowy, podaje Walter Herz.

Kraków pozostaje także regionalnym liderem, jeśli chodzi o wzrost zasobów, które w pierwszym półroczu 2023 zwiększyły się o 43 tys. mkw. powierzchni. Na krakowski rynek weszło niespełna 40 proc. całkowitej powierzchni oddanej do użytku w regionach. Między innymi rozbudowany został kompleks Ocean Office Park i oddany projekt Fabryczna Office Park B5, które weszły na rynek w pierwszym kwartale 2023 roku. W drugim kwartale br. nie został ukończony żaden projekt.

Szerokie plany inwestycyjne

Krakowski rynek biurowy wybija się w regionach ilością powierzchni biurowych w budowie. W aglomeracji powstaje prawie 100 tys. mkw. powierzchni biurowych, co w porównaniu z okresem sprzed pandemii, gdy w Krakowie było w budowie około 250 – 300 tys. mkw. biur, oznacza spory spadek aktywności deweloperów.

W regionie realizowany jest m.in. projekt Kreo (22,9 tys. mkw.), Mogilska 35 (12,4 tys. mkw.), Brain Park C (13 tys. mkw.), The Park Cracow 2 (11,7 tys. mkw.), których oddanie do użytku planowane jest przed końcem roku. Jak oblicza Walter Herz, około 90 proc. powierzchni będących w trakcie realizacji ma zostać ukończonych jeszcze w 2023 roku.

Kraków dysponuje aktualnie zapleczem liczącym 1,75 mln mkw. nowoczesnych powierzchni. Na terenie miasta przygotowywane są kolejne projekty biurowe. Planowane są m.in. takie inwestycje, jak Aleja Pokoju, Lubicz, Dekerta, Kapelanka, Ten Office, The Park Cracow 5-8, Podium Park 3, Dot Office, Wadowicka, Wita Stwosza, czy Chopin Office.

–  Tak, jak na wszystkich regionalnych rynkach biurowych, w Krakowie zwiększa się dostępność biur. Wskaźnik pustostanów od początku tego roku wzrósł na krakowskim rynku o 3 punkty procentowe i przekroczył 18 proc. Wysokie koszty budowy i nadal wysokie koszty obsługi kredytów budowlanych ograniczają jednak możliwości negocjacyjne inwestorów, szczególnie w najnowszych budynkach. Najemcy uważnie analizują teraz wydatki związane z wynajmem biur, przyglądając się przede wszystkim kosztom eksploatacyjnym w poszczególnych budynkach. Widoczny jest trend zmniejszania zajmowanej powierzchni przez firmy, przy jednoczesnym podnoszeniu jej standardu i dostosowaniu do dzisiejszego systemu pracy – informuje Kamil Kowalewski, Associate Director w Walter Herz.

Elastyczny najem

Kraków jest drugim, po Warszawie co do wielkości rynkiem coworkigowym w Polsce. Jest w nim ponad 40 przestrzeni coworkingowych na wynajem, a łączne zasoby elastycznych biur przekraczają 47 tys. mkw. powierzchni, co stanowi blisko 15 proc. zaplecza, jakim dysponuje ten segment w całym kraju. Powierzchnie coworkigowe i biura współdzielone można znaleźć na terenie całego miasta. Cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród najemców. Ceny  jednoosobowego stanowiska są zróżnicowane, koszt wynajmu kształtuje się w przedziale od około 700 zł do 1 450 zł miesięcznie. Stabilne czynsze i wysoki poziom obłożenia powoduje, że ten segment krakowskiego rynku biurowego stale rośnie.

Stawki najmu powierzchni biurowych kształtują się w Krakowie w przedziale od 10 euro do 18 euro/mkw./miesiąc. Koszty eksploatacyjne mieszczą się w zakresie od 16 zł do 29 zł/mkw./miesiąc. Kraków jest relatywnie jednolitym rynkiem biurowym. Stawki najmu są najwyższe w centrum, a biura w najniższych cenach oferowane są w budynkach zlokalizowanych w Czyżynach i Mistrzejowicach.

Deweloperzy koncentrują się na dobrze skomunikowanych częściach miasta, jak Grzegórzki, Podgórze, czy Zabłocie.

Sony ofiarą kolejnego cyberataku? Na forach hakerskich pojawiły się dane

Przedstawiciele Sony przyznali, że badają wątek potencjalnego cyberataku, jaki miał mieć miejsce w tym tygodniu. Firma podjęła inicjatywę po tym, jak różne grupy cyberprzestępców zaczęły twierdzić, że są odpowiedzialne za rzekome włamanie do systemów firmy – donosi Bleeping Computer.

Do rzekomego ataku na systemy Sony przyznała się początkowo trudniąca się wymuszeniami grupa o nazwie RansomedVC, ale jej stanowisko podważyła kolejna organizacja cyberprzestępcza, która stwierdziła, że to ona zainicjowała atak.

Do tej pory na forach hakerskich pojawiło się ponad 3,14 GB nieskompresowanych danych, rzekomo należących do Sony. Najgłośniejszy dotąd cyberatak, wymierzony w Sony miał miejsce w 2014 roku, kiedy północnokoreańscy hakerzy włamali się do systemów Sony Pictures, próbując zakłócić pokaz filmu The Interview.

– Informacja o tym, jaka grupa jest dokładnie inicjatorem ataku, ma często drugorzędne znaczenie dla zaatakowanych. Bywa natomiast ważna dla samych cyberprzestępców, którzy szczycą się swoimi osiągnięciami. Grupy cyberprzestępcze bywają przewrażliwione na punkcie „autorstwa” swoich ataków m.in. dlatego że często szukają poklasku dla swoich działań wśród swoich społeczności i na forach internetowych. Niezależnie jednak od tego, kto stoi za wyciekiem danych, najważniejszym pytaniem, jak zawsze jest to, jak do niego doszło. Mało prawdopodobne, aby ta sytuacja była w jakikolwiek sposób powiązana z głośnym wyciekiem danych z 2014 roku.

Grupy ransomware w ciągu ostatnich kilku lat przekształciły się w gangi wymuszające haracze, działając agresywnie i nie pozostawiając ofiarom szans. Atakowanie, a następnie szantażowanie dużych organizacji i wymuszanie okupu to jeden z podstawowych modeli ich działania. Grożą, że w przypadku nieuiszczenia żądanej opłaty, ujawnią dane lub wystawią je na sprzedaż. Taka sytuacja w przypadku wielu firm skutkować może nie tylko paraliżem działania, ale także utratą reputacji. To bardzo poważne zagrożenie, szczególnie w przypadku organizacji, które przechowują duże wolumeny danych o użytkownikach. – komentuje Beniamin Szczepankiewicz, analityk laboratorium antywirusowego ESET

Duże podwyżki w serwisach wulkanizacyjnych – przez ostatni rok ceny wzrosły o ponad 20 proc.

  • Według danych z platformy Automarket.pl jesienią 2023 r. rynkowy koszt wymiany opon będzie o 10 proc. wyższy niż wiosną i 20 proc. wyższy w ujęciu r/r.
  • Jedną z przyczyn obecnych podwyżek jest spadek popytu na serwis opon wiosną 2023 r., który warsztaty zrekompensują wzrostem cen jesienią.
  • Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego, sprzedaż opon w II kw. 2023 r. była o 12 proc. niższa niż rok wcześniej. Przy rosnącej sprzedaży samochodów oznacza to, że stan ogumienia aut na polskich drogach pogarsza się.
  • Wzrost cen ominie klientów, którzy użytkują samochód w finansowaniu z pakietem serwisowym. Tacy kierowcy nie muszą się także martwić o przechowanie, transport czy utylizację opon.

Według danych pochodzących z Centrum Technicznego platformy Autpomarket.pl, koszt zmiany opon w tradycyjnym zakładzie wulkanizacyjnym jesienią 2023 roku będzie o 10 proc. wyższy niż wiosną. To kolejne podwyżki – w ujęciu r./r. stawki zwiększyły się o 20 proc., a względem roku 2021 – aż o 46 proc. Wraz ze wzrostami cen wymiany rosną także koszty pozostałych usług. Przechowanie opon będzie tej zimy o 21 proc. droższe niż rok temu, usługa door to door (w której klient nie musi angażować się w proces wymiany i samodzielnie jechać do zakładu wulkanizacyjnego) podrożeje o 27 proc., a utylizacja zużytego ogumienia – aż o 54 proc. Oprócz rosnących kosztów obsługi odnotowano także wzrost cen samych opon.

– Każdego roku koordynujemy wymianę opon w tysiącach aut użytkowanych przez klientów platformy Automarket. Według naszych najnowszych danych średnia cena zimowych modeli ogumienia wzrosła na przestrzeni ostatniego roku do 4 proc. w zależności od rozmiaru. Zmiany są jeszcze bardziej zauważalne, kiedy porównamy obecne ceny z tymi z roku 2021. Aktualnie opony zimowe są bowiem nawet o 34 proc. droższe, niż przed dwoma laty. Jednak dzięki temu, że korzystamy z długoterminowych umów z warsztatami partnerskimi, udaje nam się częściowo niwelować odczuwalność tych podwyżek, z czego korzystają również nasi klienci – mówi Tomasz Otto, Dyrektor Departamentu Strategii i Marketingu PKO Leasing, odpowiedzialny za rozwój platformy Automarket.pl.

Słaby popyt na usługę wymiany opon wiosną przyczynił się do podwyżek cen jesienią

Wzrost cen usług w serwisach specjalizujących się w obsłudze opon samochodowych jest przede wszystkim konsekwencją utrzymującej się inflacji. Wynikający z niej wzrost kosztów pracy, energii, czynszów za wynajem lokali czy rat leasingu sprzętu wykorzystywanego w serwisach jest natomiast dodatkowo napędzany przez politykę cenową samych warsztatów. Dodatkowo na polskim rynku obserwuje się stały wzrost udziału opon wielosezonowych w strukturze sprzedaży. Dzięki takiemu ogumieniu użytkownicy mogą znacznie wydłużyć czas pomiędzy kolejnymi wizytami w serwisie. Ze względu na niski popyt na usługi wulkanizacyjne w pierwszej połowie roku warsztaty są zmuszone do nałożenia dodatkowej marży na klientów jesienią.

– Z serwisów zajmujących się zmianą opon dochodzą do nas sygnały, że jesienne podwyżki wynikają nie tylko ze wzrostu kosztów prowadzenia działalności, czy rosnącej popularności opon wielosezonowych, ale także z potrzeby nadrobienia nienajlepszych wyników z wiosny tego roku. Przedłużająca się zima doprowadziła do tego, że wielu kierowców przez długi czas odkładało wymianę opon na letnie, aby w końcu zupełnie jej zaniechać i ostatecznie poruszać się na zimowych także w ciepłych miesiącach. Chociaż ogumienie w ich samochodach uległo przyspieszonemu zużyciu, wielu z nich najprawdopodobniej nie skorzysta z usług wulkanizatorskich także jesienią. W związku z tym warsztaty, zmuszone do pokrycia rosnących kosztów stałych, zdecydowały się na podwyżki cen. Zmiany w cennikach mają pozwolić im na uregulowanie zaległości oraz pokrycie kosztu niezbędnego serwisu urządzeń – mówi Tomasz Otto.

Przyczyny wzrostu cen opon są podobne do podwyżek obserwowanych w przypadku usług wulkanizatorskich. Oprócz inflacji, a w szczególności jej oddziaływania na sektor energetyczny, podwyżki mają zrekompensować także rosnące ceny surowców, wynikające z trwającej wojny w Ukrainie i konieczności przemodelowania łańcuchów dostaw przez europejskich producentów.

Polacy kupują mniej opon – jak długo można odkładać zakup nowego ogumienia?

Jak podaje Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego sprzedaż ogumienia do samochodów osobowych (w tym SUV-ów i aut dostawczych) w Polsce w drugim kwartale 2023 roku była o 12 proc. niższa niż w podobnym okresie rok wcześniej. W zestawieniu ze wzrostem rejestracji nowych samochodów w tym roku (o prawie 11 proc. od stycznia do sierpnia r/r wg Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego) i rekordową liczbą aut sprowadzanych z zagranicy w sierpniu (o 15,5 proc. więcej niż przed rokiem według Instytutu Samar) może oznaczać to, że kierowcy rzadziej zmieniają ogumienie. Dłuższy czas użytkowania opony odbywa się niestety kosztem bezpieczeństwa.

Według producentów prawidłowo użytkowane opony powinny wytrzymać przebiegi od 50 do 80 tys. kilometrów. Oprócz pokonywanych kilometrów na ogumienie negatywnie oddziałuje też czas. Minimalna dopuszczalna przepisami w Polsce głębokość bieżnika w oponach to 1,6 mm. Według zaleceń producentów letnie powinny mieć jednak co najmniej 3 mm głębokości, a zimowe co najmniej 4 mm. Jeśli te parametry są mniejsze lub gdy na oponie widać odkształcenia, (bąble, pęknięcia, deformacje) to znak, że ogumienie należy wymienić.

GAMIVO podsumowuje skup akcji własnych

Zakończył się czas na składanie ofert sprzedaży akcji GAMIVO po cenie 100 zł za sztukę. Notowana na NewConnect spółka ogłosiła wyniki drugiego zaproszenia, które – podobnie jak pierwsze – spotkało się z dużym zainteresowaniem. Złożono oferty na sprzedaż 882.569 akcji  – stopa redukcji wyniosła 94,33 proc. Właśnie zakończono rozliczenia. 

Zaproszenie do składania ofert sprzedaży akcji trwało od 7 do 20 września. Obejmowało nabycie przez spółkę 50 tys. akcji stanowiących maksymalnie 2,48 proc. kapitału zakładowego spółki po cenie 100 zł za sztukę. Procedura została już rozliczona. W ramach zaproszenia złożono oferty na sprzedaż 882.569 akcji, co daje stopę redukcji na poziomie 94,33 proc.

Cieszymy się, że obie nasze oferty wywołały tak duże zainteresowanie – mówi Mateusz Śmieżewski, prezes GAMIVO. – Zgodnie z decyzją akcjonariuszy łącznie na skup akcji własnych możemy przeznaczyć 15 mln zł. Dlatego nie wykluczamy realizacji kolejnych zakupów w ramach skupu w najbliższym czasie – dodaje Mateusz Śmieżewski.

W ramach pierwszego zaproszenia do sprzedaży akcji (ogłoszonego 9 sierpnia br. i rozliczonego 25 sierpnia br.) GAMIVO nabyło 50 tys. akcji za łączną kwotę 5 mln zł. Akcje te stanowią 2,48 proc. kapitału zakładowego spółki. Inwestorzy zgłosili do sprzedaży 906.150 akcji, co przełożyło się na stopę redukcji w wysokości 94,48 proc.

Łącznie w wyniku skupu GAMIVO posiada 100.000 akcji własnych, stanowiących 4,96 proc. w kapitale zakładowym i uprawniających do 100.000 głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki. Jak informuje zarząd, będzie rekomendował akcjonariuszom umorzenie skupionych akcji. Skup akcji własnych oraz emisja akcji gratisowych to alternatywna względem wypłaty dywidendy forma podziału zysków, na którą podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia zdecydowali się akcjonariusze GAMIVO.

GAMIVO od początku istnienia rozwijała się bardzo dynamicznie. W lipcu liczba zarejestrowanych użytkowników platformy przekroczyła próg 5 mln, którzy kupili już łącznie ponad 21,5 mln gier, programów, kart podarunkowych oraz innych produktów cyfrowych. Zaufanie graczy odzwierciedla się także w wynikach finansowych.

Spółka zakomunikowała w sierpniu swoje wyniki finansowe. Przy obrocie rzędu 43 mln zł, zanotowała przychody w wysokości 10,5 mln zł i zysk netto w kwocie 1,5 mln zł. GAMIVO nieustannie dąży do rozwoju swojej platformy. Obecnie do najważniejszych planów należy przebudowanie procesu zakupowego, by był jeszcze bardziej przyjazny dla użytkownika i przekładał się na wyższą konwersję. Wśród priorytetów firmy wysoko figuruje także poszukiwanie nowych, nieoczywistych sposobów promocji i rozwoju. Choćby w sierpniu ogłoszono współpracę z Alior Bankiem. Wśród partnerów GAMIVO już wcześniej znalazły się tak uznane marki jak Coca-Cola, Wargaming, ISIC czy sieć Żabka.

Większość ludzi na świecie ma niezdrowy stosunek do pracy

  • Tylko 27% pracowników umysłowych twierdzi, że ma zdrowy stosunek do pracy; w Indiach wskaźnik jest najwyższy, w Japonii najniższy
  • 83% pracowników umysłowych jest dziś skłonnych zarabiać mniej, by być szczęśliwszymi w pracy
  • Liderzy przyznają, że inteligencja emocjonalna jest kluczowa, podczas gdy pracownicy twierdzą, że nie doświadczają jej wpływu w wystarczającym stopniu
  • W globalnym badaniu HP Work Relationship Index zidentyfikowano sześć głównych czynników, wpływających na zdrowy stosunek ludzi do pracy, które przedstawiono wraz z komentarzem dla liderów biznesu i pracowników

HP Inc. przedstawia przełomowe wyniki badania HP Work Relationship Index. To kompleksowy raport, który analizuje globalne relacje pracowników z firmami i pracą rozumianą jako taką. Badanie, w którym wzięło udział ponad 15 600 respondentów z różnych branż w 12 krajach, wykazało, że na całym świecie relacje pracownik – praca znajdują się w punkcie krytycznym, a skutki tego są wszechobecne.

„Istnieje szansa, by wzmocnić relacje ludzi z pracą i to w sposób, który jest zarówno dobry dla nich, jak i dla biznesu” – powiedział Enrique Lores, prezes i CEO HP Inc. „Jako liderzy zawsze powinniśmy odrzucać pozorną konieczność wyboru pomiędzy produktywnością a szczęściem. Firmy odnoszące największe sukcesy opierają się na kulturze, w której pracownikom umożliwia się osiąganie doskonałych wyników w karierze zawodowej i jednocześnie rozwijanie się poza pracą”.

W badaniu przeanalizowano ponad 50 czynników, mających wpływ na stosunek ludzi do pracy, w tym rolę pracy w ich życiu, umiejętności, zdolności, narzędzia i miejsca wykonywania pracy oraz oczekiwania zatrudnionych osób wobec kadry kierowniczej. Zbadano również wpływ pracy na dobre samopoczucie pracowników, ich produktywność, zaangażowanie i kulturę. Na tej podstawie HP opracowało wskaźnik badający relację praca – pracownik. Okazało się, że tylko 27% badanych pracowników umysłowych ma obecnie zdrowy stosunek do pracy.

Niezdrowe relacje z pracą wpływają na psychikę, emocje i fizyczne samopoczucie pracowników

Do badania, HP zaangażowało liderów biznesu, decydentów IT i pracowników umysłowych, by uzyskać wgląd w czynniki decydujące o znaczeniu pracy, produktywności i celu doświadczeń zawodowych. Wyniki badania podkreślają negatywny wpływ niezdrowego stosunku do pracy na życie pracowników i działalność firm.

Kiedy pracownicy niezdrowo podchodzą do pracy, odbija się to na biznesie:

  • Morale i zaangażowanie: Pracownicy umysłowi zgłaszają mniejszą produktywność (34%), słabe zaangażowanie w pracę (39%) i większe poczucie oderwania (38%).
  • Utrzymanie: Nawet jeśli pracownicy mają neutralny stosunek do pracy, ponad 71% z nich rozważa odejście z firmy. Kiedy są zupełnie niezadowoleni, współczynnik ten wzrasta do 91%.

Niezdrowe podejście do pracy może wpływać na samopoczucie pracowników:

  • Psychiczne: Ponad połowa (55%) z przebadanych pod tym kątem pracowników zgłasza niską samoocenę i towarzyszące im poczucie porażki.
  • Emocjonalne: 45% zauważa, że cierpią przy tym ich osobiste relacje z przyjaciółmi i rodziną, a ponad połowa (59%) jest zbyt wyczerpana, by realizować swoje osobiste pasje.
  • Fizyczne: problemy ze zdrowiem psychicznym i emocjonalnym mogą wpływać na samopoczucie fizyczne. 62% pracowników zgłasza kłopoty z zachowaniem zdrowego trybu życia, które dotyczą odżywiania, ćwiczeń i wystarczającej ilości snu.

Identyfikacja czynników wpływających na zdrowy stosunek do pracy

Według prawie 60% respondentów, oczekiwania pracowników wobec pracy uległy znacznym zmianom, szczególnie w ciągu ostatnich dwóch, do trzech lat. 57% ankietowanych zauważyło, że wzrosły również ich oczekiwania co do sposobu, w jaki są traktowani jako pracownicy i w odniesieniu do samego miejsca wykonywania obowiązków.

W badaniu przeanalizowano ponad 50 czynników, które mają wpływ na zdrowy stosunek do pracy. W tym zidentyfikowano sześć głównych, które reprezentują kluczowe obszary zainteresowania i imperatywy dla liderów biznesu.

  1. Spełnienie: Dla pracowników bardzo ważne jest poczucie celowości, wzmocnienie pozycji i autentyczny związek z pracą. Jednak tylko 29% pracowników umysłowych konsekwentnie ich doświadcza. Aby dostosować się do zmieniających się oczekiwań, firmy muszą nadać priorytet satysfakcji pracowników poprzez zwiększenie roli ich głosu i sprawczości.
  2. Przywództwo: Według opinii 68% liderów w biznesie, nowe sposoby pracy wymagają nowego podejścia kadry zarządzającej. Z kolei tylko jeden na pięciu pracowników uważa, że liderzy odpowiednio zmienili swoje style przywództwa. Promowanie inteligencji emocjonalnej i przejrzystego, empatycznego zarządzania ma kluczowe znaczenie dla dzisiejszych firm.
  3. Koncentracja na ludziach: Tylko 25% pracowników umysłowych jest zdania, że otrzymuje należny im szacunek i uznanie, na które uważają, że zasługują. Jeszcze mniej doświadcza elastyczności, autonomii i równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Aby temu zaradzić, liderzy muszą kłaść widoczny nacisk na stawianie ludzi na pierwszym miejscu i umieszczanie swoich zespołów w centrum procesu decyzyjnego.
  4. Umiejętności: Podczas, gdy 70% pracowników umysłowych ceni wysokie kompetencje i umiejętności techniczne, tylko 31% z nich czuje się pewnie w każdej z tych dziedzin. Firmy mają możliwość uzyskania istotnej przewagi w zakresie rozwoju umiejętności i zaangażowania pracowników poprzez inwestowanie w kompleksowe szkolenia i wsparcie.
  5. Narzędzia: W obecnych czasach pracownicy chcą mieć wpływ na technologie dostarczane przez pracodawcę. Jednak przekonanie, że firmy wdrożą odpowiednie narzędzia wspierające pracę hybrydową jest niskie i wynosi zaledwie 25%. Portfolio technologiczne nie jest już tylko narzędziem użytkowym, ale staje się ważnym czynnikiem napędzającym zaangażowanie pracowników, buduje związek z firmą i daje dodatkowe możliwości.
  6. Przestrzeń robocza: Pracownikom umysłowym zależy na płynnej, niezakłóconej pracy podczas przemieszczania się i wyborze miejsca, w którym pracują każdego dnia. Hybrydowe modele pracy, elastyczność i autonomia będą miały istotne znaczenie dla wykazania zaufania do pracowników i wspierania pozytywnych doświadczeń zawodowych.

Zaufanie i więzi emocjonalne są kluczowe w pozyskaniu i zatrzymaniu pracowników

Badanie HP Work Relationship Index pokazuje, że we współczesnych czasach należy na nowo zdefiniować stosunek pracownika do pracy i zwrócić uwagę na obszary związane z zaufaniem i budowaniem emocjonalnej więzi z miejscem pracy.

Prawie trzech na czterech liderów przyznaje, że prowadzone w inteligentny sposób emocjonalnie przywództwo jest jedynym sposobem, by odnieść sukces w przyszłości. Co ważne, badanie wykazało, że inteligencja emocjonalna oraz wyższy poziom zaufania i poczucie sprawczości, mają duże znaczenie dla pracowników. 83% z nich twierdzi, że są gotowi zarabiać mniej, aby znaleźć pracodawcę, który ceni te aspekty w pracy.

  • Wysoka kultura pracy: Pracownicy umysłowi zgodziliby się na 11% obniżkę wynagrodzenia, aby pracować w miejscu, gdzie kadra zarządzająca kieruje się empatią i inteligencją emocjonalną a pracownicy ponadprzeciętnie angażują się i spełniają.
  • Elastyczność: Ta sama grupa zrezygnowałaby z 13% swojego wynagrodzenia, by pracować w miejscu, które pozwala im wykonywać obowiązki gdzie i kiedy chcą.

O badaniu:

HP zleciło przeprowadzenie ankiety internetowej przez Edelman Data & Intelligence (DxI), która została wykonana w dniach 9 czerwca – 10 lipca 2023 w 12 krajach: USA, Francji, Indiach, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii, Australii, Japonii, Meksyku, Brazylii, Kanadzie i Indonezji. HP przebadało łącznie 15 624 respondentów – 12 012 pracowników umysłowych (~ 1000 w każdym kraju); 2 408 decydentów IT (~ 200 w każdym kraju); oraz 1 204 liderów biznesowych (~ 100 w każdym kraju).