Rosną kary, mimo że przestępczość w Polsce spada

Część doktryny i nauki prawa głosi teorię, że nie surowość a nieuchronność kary prowadzi do zmniejszenia przestępczości. Przestępca popełni czyn zabroniony pomimo grożącej mu kary jeśli nie będzie miał świadomości jej nieuchronności – bo będzie liczył na to, że jej uniknie. Tymczasem w Polsce od października nastąpi kolejne zaostrzenie sankcji przewidzianych w Kodeksie karnym, podczas gdy na ulicach brakuje kilkunastu tysięcy policjantów.

Wyższe kary

Od 1 października 2023 r. wejdzie w życie Ustawa z dnia 7 lipca 2022 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw, zaostrzająca przewiedziane w kodeksie kary (część przepisów wejdzie w życie od 1 marca 2024 r. i później). Nastąpi m.in. likwidacja kary 25 lat więzienia i podniesienie górnej granicy terminowej kary pozbawienia wolności z 15 do 30 lat. Jednocześnie zostanie wprowadzona kara bezwzględnego dożywocia – czyli bez możliwości ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie warunkowe. Z 3 lat do 10 lat pozbawienia wolności wzrośnie zagrożenie karą za szantaż. Nietrzeźwym kierowcom odbierane będą ich samochody. Już wcześniej znacznie podwyższono kary za wykroczenia i przestępstwa skarbowe. Za fałszowanie faktur można pójść na 25 lat do więzienia, czyli na tyle ile grozi m.in. za wszczęcie wojny, czy zabójstwo.

A przestępczość spada

Na stronach internetowych Policji dostępne są statystyki stwierdzonych przestępstw w latach 1999 – 2021. W latach 90-tych i na początku lat 2000 stwierdzano ich rok rocznie między 1,1 a 1,3 mln. Ostatnie lata – od 2015 roku to o niemal 40% mniej przestępstw w porównaniu do wczesnych lat 2000 bo między 700 a 820 tyś.

Na razie brak całościowych statystyk za 2022 rok, jednak m.in. Łódzki Garnizon Policji poinformował, że w ub. r. doszło na jego terenie do niemal 15% spadku liczby popełnionych w stosunku do 2021 roku. Również państwowy Instytut Wymiaru Sprawiedliwości w publikacji z 8 grudnia 2022 r. przyznał, że przestępczość w Polsce spada.

W tym kontekście rodzi się pytanie, jakie argumenty przemawiają za potrzebą podwyższania kar, skoro pomimo spadku liczby przestępstw pomiędzy 1999 rokiem a 2022 ich wykrywalność wciąż utrzymuje się na poziomie z 1999 roku.

Zagrożenie bezpieczeństwa

W marcu 2023 r. Rzeczpospolita napisała o rekordowych brakach kadrowych w Policji. Nieobsadzonych jest niemal 13 000 etatów, co zagraża bezpieczeństwu w kraju. Tak złej sytuacji nie było od 12 lat. Funkcjonariuszy brakuje szczególnie w dużych miastach, a alarmujące niedobory są w strategicznych jednostkach, jak np. w  biurze ds. ścigania cyberprzestępstw, w którym sięgają 50% zapotrzebowania, podczas gdy cyberataków

dynamicznie przybywa. Zaledwie po dwóch pełnych miesiącach 2023 roku ze służby odeszło 6,5 tys. funkcjonariuszy a przyjęto do niej zaledwie 772.

Czemu ma służyć to utrzymywanie stanu terroru w kraju?

W ostatnich latach w Polsce dąży się do zaostrzania kar za przestępstwa. Od dawna w doktrynie panuje przekonanie, że to nie surowość kary, ale wysokie prawdopodobieństwo jej wymierzenia jest czynnikiem, który wpływa na zmniejszenie przestępczości. Państwo powinno więc dążyć do zwiększenia egzekucji istniejącego prawa. Sprawca, który został popchnięty do popełnienia czynu zabronionego nie zastanawia się, czy grozić mu będzie 10 czy 15 lat. W większości przypadków ma bowiem nadzieję na uniknięcie kary. Dlatego to właśnie jej nieuchronności miałaby większy wpływ na jego decyzyjność. Pomimo, że już od wielu lat liczba przestępstw w Polsce nie ma tendencji wzrostowej, kary już wkrótce ulegną zaostrzeniu. Jednocześnie możliwości egzekucji kary maleją wraz z rosnącymi niedoborami w szeregach policji.

O tym, że nie surowość kary, ale jej nieuchronność powstrzymują przed przestępstwem pisał już w XVIII wieku włoski prawnik i pisarz Cesare Beccaria. Inny znany prawnik epoki Oświecenia, francuski filozof Monteskiusz mawiał – surowość kar lepiej odpowiada despotyzmowi, którego zasadą jest groza. W tych państwach Europy, które zwiększały kary, oddalano się od wolności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Sfinks z kolejnym wzrostem sprzedaży

Przychody gastronomiczne w restauracjach zarządzanych przez Sfinks Polska, należących do sieci SPHINX, Chłopskie Jadło, Lepione Pieczone by Chłopskie Jadło oraz The Burgers, wzrosły w lipcu o 8% r/r i wyniosły 17,72 mln PLN. To wynik wypracowany przez 75 lokali, czyli o 7 mniej niż rok wcześniej. Narastająco, w miesiącach styczeń – lipiec br. sprzedaż tych sieci osiągnęła poziom 107,56 mln PLN, czyli o 14,2% wyższy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Jednocześnie, przychody realizowane przez lokale porównywalne, działające zarówno na koniec raportowanego miesiąca, jak i na koniec analogicznego miesiąca roku ubiegłego (L2L), wyniosły 17,31 mln PLN w lipcu br. wobec 15,37 mln PLN rok wcześniej, co oznacza wzrost o 12,6% r/r.

– Nasze sieci mają za sobą kolejny dobry miesiąc, który potwierdza, że notowane zwiększenie sprzedaży jest trendem stałe wpisującym się w nasze działania. Warto podkreślić, że wzrosty te generujemy mimo mniejszej sieci niż rok wcześniej i to aż o 9%. Rok temu w ciepłych miesiącach mieliśmy do czynienia z wysoką sprzedażą, bo nie był to już okres naznaczony pandemią, zatem baza jest dość wysoka, tym bardziej wygenerowane wzrosty oceniamy pozytywnie. Narastająco, od początku roku na porównywalnej sieci notowaliśmy przychody gastronomiczne w wysokości 106,34 mln PLN, czyli o 19,8% wyższe niż rok wcześniej, co pokazuje potencjał do dalszego zwiększania wyników wraz z rozwojem sieci. Mamy zaawansowane plany w tym zakresie, tylko na ten rok zaplanowaliśmy otwarcia 10 lokali, a docelowo zakładamy odbudowę liczby zarządzanych restauracji do poziomu sprzed pandemii. Rozwój ten zamierzamy realizować w modelu franczyzowym, dzięki czemu wydatki inwestycyjne nie będą dociążać naszych wyników – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.

Wśród przygotowywanych przez Sfinks otwarć jest restauracja Sphinx w Jarocinie, która ruszy za kilka miesięcy. Gastronomiczna spółka uruchomiła już jednak w tym mieście wspólnie z franczyzobiorcą lokal w nowym formacie – SPHINX Coctail Bar, który działa na płycie jarocińskiego rynku pod zadaszoną konstrukcją –  tarrasolą, z elementami charakterystycznego dla sieci SPHINX wystroju.

Dramatycznie kurczy się oferta nowych mieszkań a ceny dalej rosną [RAPORT]

Także w lipcu deweloperzy nie dostarczyli na rynek tylu mieszkań, by zaspokoić popyt na nie. Eksperci portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl zwracają uwagę, że w metropoliach, w których oferta mieszkań kurczy się najszybciej, w szybkim tempie rosną także ich ceny.

Szczególnie dramatyczna jest sytuacja w Krakowie. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w ofercie tamtejszych firm deweloperskich było pod koniec lipca aż o 36% mniej mieszkań niż jeszcze siedem miesięcy temu! W efekcie ich średnia cena metra kwadratowego przebiła pułap 14 tys. zł i szybko zbliża się już do poziomu warszawskiego – mówi Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl.Wyk. 1 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-ofertaK

Co prawda, w stolicy oferta lokali skurczyła się w tym okresie aż o 29%, ale wygląda na to, że warszawscy deweloperzy są w dużo lepszej sytuacji, bo mają grunty z pozwoleniami na budowę, na których mogą zaoferować mieszkania w segmencie popularnym, a więc z myślą o tych, którzy posiłkują się kredytem. Tym bardziej, że od lipca prawdziwą furorę na rynku robi dotowany przez państwo „Bezpieczny Kredyt 2%”. Ponadto poprawiła się dostępność zwykłych kredytów hipotecznych, więc sięga po nie coraz więcej osób. Warszawscy deweloperzy wciąż mogą też liczyć na zamożnych klientów, którzy kupują mieszkania z wyższej półki. W lipcu średnia cena sprzedawanych lokali sięgała 15,1 tys. zł / m kw.Wyk. 2 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-ceny-wprowadzone-sprzedane

Ceny mieszkań na rynku pierwotnym

Niestety, w niektórych metropoliach deweloperzy najwyraźniej mają ograniczone możliwości ze względu na niską dostępność działek, a w efekcie ich bardzo wysokie ceny. W Krakowie, Trójmieście, Wrocławiu i Poznaniu wprowadzali w lipcu na rynek głównie drogie mieszkania, choć znacznie od nich tańsze znajdowały nabywców. To spowodowało wzrost średniej ceny metra kwadratowego, np. w Trójmieście aż o 4%! O wysokich podwyżkach, a do tego wyższych niż wynikało to z naszych wstępnych danych, można mówić w przypadku Krakowa (o 3%) i Wrocławia (o 2%). Natomiast w Poznaniu i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii podwyżka wyniosła „tylko” 1%.Wyk. 3 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-cenaM

Przy czym w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, a także w Warszawie i Łodzi mieszkania wprowadzane do sprzedaży miały cenę niższą od średniej. Mimo to tylko w tych dwóch ostatnich miastach średnia cena metra kwadratowego była o 1% niższa niż w czerwcu. Należy zwrócić uwagę, że w stolicy nie wzrosła ona także w czerwcu. Z kolei podwyżkę w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii trzeba tłumaczyć podwyżkami cen lokali będących, już od jakiegoś czasu, w ofercie deweloperów.

Trzeba też mieć na uwadze, że w zależności od tego, jakie mieszkania wchodzą na rynek, średnia w poszczególnych miesiącach może rosnąć lub maleć. Nie ulega jednak wątpliwości, że z koniecznością ponoszenia coraz większych wydatków muszą się liczyć szczególnie kupujący nowe mieszkania właśnie w Krakowie i Trójmieście, gdzie od grudnia ubiegłego roku średnia cena metra kwadratowego wzrosła aż o 13%.Wyk. 4 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-cenaK

W pozostałych metropoliach podwyżki nie były aż tak drastyczne. Najmniej, bo o 4%, wzrosła średnia cena metra kwadratowego w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Z kolei we Wrocławiu i w Łodzi podwyżka wyniosła 5%, w Poznaniu – o 6%, zaś w Warszawie – o 8%.

Skutki tych podwyżek lepiej obrazuje struktura cenowa oferty firm deweloperskich, która w okresie siedmiu ostatnich miesięcy tego roku dość mocno się zmieniła. Na przykład w Trójmieście oferta lokali z ceną poniżej 9 tys. zł skurczyła się w tym czasie z 24% do 15%. Za to odsetek mieszkań z ceną powyżej 15 tys. zł za metr zwiększył się z 17% do 29% (w czerwcu wynosił 25%). Równie spektakularne zmiany miały miejsce w Krakowie, gdzie – podobnie jak w Trójmieście – średnia cena metra kwadratowego wrosła w tym roku najbardziej. Można przypuszczać, że z oferty krakowskich i warszawskich deweloperów najpewniej znikną do końca roku mieszkania z cenami poniżej 9 tys. zł za m kw.Wyk. 5 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-struktura cen

Ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl obawia się rekordowego wzrostu średniej ceny metra kwadratowego w stolicach Pomorza i Małopolski. Najwyższa podwyżka miała tam miejsce w 2021 r.: w Trójmieście – o 18%, a w Krakowie – o 14%. Pesymistyczna prognoza wynika z faktu, że w ciągu 12 miesięcy nowe mieszkania w Krakowie podrożały średnio na metrze aż o 20%, a w Trójmieście o 17%.Wyk. 6 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-cenaR

Ceny mieszkań na rynku wtórnym

Niestety, także na rynku wtórnym oferta lokali skurczyła się w tym roku. Ponadto w Warszawie i Trójmieście średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki wciąż jest wyższa niż u deweloperów, a w Krakowie porównywalna.Wyk. 7 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-cena-pierwotny-wtórny

Największa różnica na korzyść rynku wtórnego jest w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Jednak ceny używanych mieszkań doganiają tu ceny lokali z rynku pierwotnego. I to nie tylko dlatego, że wyprzedają się najtańsze mieszkania, a równocześnie rosną oczekiwania sprzedających. Na rynku wtórnym rośnie też udział nowych mieszkań. To wszystko powoduje, że Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia jest tegorocznym liderem wzrostu średniej ceny metra kwadratowego mieszkań. Jak wynika z danych portalu GetHome.pl, od grudnia do lipca wzrosła ona aż o 17%. Dodajmy, że duża podwyżka miała miejsce w Krakowie (o 10%), Wrocławiu (o 8%) i Trójmieście (o 7%).Wyk. 8 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-cena-wtórnyK

Warto zwrócić jednak uwagę, że w ciągu 12 miesięcy w większości największych miast mieszkania z drugiej ręki drożały znacznie wolniej niż od deweloperów. Wyjątkiem jest wspomniana wcześniej Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia.Wyk. 9 Ceny mieszkań-lipiec 2023-zmiana cen-pierwotny-wtórny

Ponadto lipiec był kolejnym miesiącem stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego mieszkań w Poznaniu (od kwietnia) i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (od czerwca). We Wrocławiu średnia po raz pierwszy w tym roku spadła (o 1% ). Natomiast w pozostałych metropoliach nieruchomości podrożały. Najbardziej w Warszawie – o 3%, zaś w Trójmieście i Łodzi – o 2%  W Krakowie tempo podwyżek spadło do 1%.Wyk. 10 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-cena-wtórnyM

Jest to jednak słabą pociechą dla tych, którzy chcą kupić mieszkania za jak najniższą cenę.  Także na rynku wtórnym poprzeczka cenowa poszła w górę. W grudniu ubiegłego roku 93% mieszkań w ofercie śląskich agencji pośrednictwa kosztowało mniej niż 8 tys. zł za m kw. W lipcu tego roku udział takich lokali skurczył się do 75%. Z kolei z 5% do 20% zwiększył się odsetek mieszkań z ceną ofertową w przedziale 8-10 tys. zł za metr.Wyk. 11 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-struktura cen-wtórny

Autor: Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl

Inflacja znów głównym tematem

Kwestia zmian cen, to coś, co zostanie z nami na dłużej. To w końcu od inflacji zależą decyzje banków centralnych, a te mają istotny wpływ na kursy walut. Na razie inflacja zgodnie z oczekiwaniami wraca, ale w wielu krajach tempo wyraźnie zwalnia.

Inflacja w Europie

Dzisiaj od rana poznaliśmy odczyty inflacji z Niemiec i Węgier. Nad Odrą odbyło się bez większych niespodzianek. Wskaźnik inflacji miał spaść z 6,4% na 6,2% i tak się stało. W ujęciu miesięcznym mamy jednak 0,3% wzrostu, co pokazuje nam, że przy tych warunkach owszem możemy myśleć o spadku inflacji rocznej, ale by dotrzeć do celu, potrzeba jeszcze trochę wyhamować. Podobną inflację miesięczną mają Węgrzy. 0,3% w Budapeszcie jest jednak znacznie lepszym wynikiem niż w Berlinie. Problem w tym, że roczna stawka na Węgrzech to wciąż 17,6%. Jest to jednak pierwszy od niemal roku odczyt poniżej 20%, zatem mamy wyraźną poprawę.

Słabsze dane z niemieckiego przemysłu

Tytuł brzmi trochę jak marzenie niektórych komentatorów państwowej telewizji, ale niemiecka gospodarka naprawdę łapie zadyszkę. Od wielu miesięcy dane od naszego zachodniego sąsiada są po prostu słabe. W czerwcu przemysł skurczył się o kolejne 1,5%, mimo że analitycy spodziewali się spadku o 0,4%. Co ciekawe, usługi mają się całkiem dobrze. Najwyraźniej outsourcing przemysłu, by uciec przed drogą siłą roboczą nad Odrą, jest w przypadku przemysłu znacznie łatwiejszy niż w przypadku usług. Po samych danych euro delikatnie osłabło względem dolara, ale do końca dnia odrobiło straty.

Rumunia nie zmienia stóp procentowych

Stopy procentowe kolejny już miesiąc pozostają na niezmienionym poziomie. Inflacja, która jeszcze niedawno wyraźnie spowalniała, teraz owszem spada, ale w ciągu dwóch miesięcy spadła o niecały 1 punkt procentowy, co pozwala sądzić, że czas powrotu do celu inflacyjnego może być relatywnie długi. Warto pamiętać, że Rumunia poważnie myśli o wejściu do strefy euro w 2026. Data ta została pod koniec 2021 roku gwałtownie przyspieszona, gdyż wcześniej miało to być 3 lata później, dopiero w 2029 roku. Jeżeli rok 2026 ma być czasem wejścia do unii walutowej, to do tego czasu trzeba będzie dopasować wiele parametrów gospodarczych, w tym usztywnić kurs waluty względem euro. Patrząc jednak na notowania rumuńskiej lei, tam już nie ma wiele do usztywniania.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Milionerzy najchętniej inwestują w sztukę

Indeks inwestycji luksusowych prowadzony przez firmę Knight Frank – Knight Frank Luxury Investment Index – śledzi ceny 10 przedmiotów kolekcjonerskich. W ciągu ostatnich 12 miesięcy wartość tego koszyka wzrosła o 7%. Stanowi to o atrakcyjności tego segmentu, w szczególności w zestawieniu z nieruchomościami w centrum Londynu, które w tym okresie staniały o 1% lub wartością złota, które podrożało tylko o 1%.  Był to jednak najsłabszy roczny wynik indeksu od drugiego kwartału 2021 r., co dowodzi, że nawet aktywa materialne nie są odporne na niepewność rynkową.

Dzieła sztuki znajdują się na pierwszym miejscu w indeksie Knight Frank Luxury Investment Index z zanotowanym 12-miesięcznym wzrostem na poziomie 30%. Światowe ceny sztuki mierzone są przez AMR All Art Index i zgodnie z nimi  wyniki aukcji, które odbyły się w pierwszej połowie 2023 roku sugerują, że wzrost osiągnął już maksymalny poziom.

Zegarki (10%) i biżuteria (10%) plasują się odpowiednio na drugim i trzecim miejscu w rankingu Knight Frank Luxury Investment Index co dowodzi, że ludzie nadal są skłonni wydawać pieniądze na osobiste przedmioty luksusowe. Jednakże to spowolnienie na rynkach wina (5%) i samochodów klasycznych (5%), które często notowały dwucyfrowe wzrosły i stanowiły podstawę rosnącej średniej cen całego koszyka, tym razem wyhamowały jej wzrost.

Kolorowe diamenty zajmują ósme miejsce w indeksie, ze wzrostem średniej ceny o 4% w ciągu roku na koniec drugiego kwartału 2023 r. Ranking uzupełniają torebki (1%), meble (0%) i kolekcjonerskie whisky (-4%). Według indeksu opracowanego przez Rare Whisky 101 rzadkie butelki whisky, które od 10 lat osiągają najlepsze wyniki w indeksie Knight Frank Luxury Investment Index, są jedyną klasą aktywów, która odnotowała spadek cen w ujęciu r/r.

Knight Frank’s Luxury Investment Index, II kw. 2023 r.

% zmiana ceny w ciągu 12 miesięcy % zmiana ceny w ciągu 10 lat
Sztuka 30% 109%
Zegarki 10% 147%
Biżuteria 10% 39%
Monety 8% 59%
Knight Frank’s Luxury Investment Index – średnia koszyka 7% 116%
Samochody 5% 118%
Wino 5% 149%
Kolorowe diamenty 4% 13%
Torebki 1% 60%
Meble 0% 36%
Whisky -4% 322%

Giełdy spadają, rosną obawy o recesję

Po poniedziałkowym odbiciu w górę dziś rano kontrakty na główne amerykańskie indeksy giełdowe ponownie spadały (S&P 500 -0,34 proc. ok. godz. 9:55). Na rynkach akcji Azji i Oceanii przeważała dziś tendencja spadkowa, chociaż oparł się jej japoński Nikkei 225 (+0,38 proc.). Wtorek rozpoczął się od niewielkich spadków indeksów w Europie (DAX -0,15 proc., CAC 40 -0,01 proc. ok. godz. 9:55).

Na GPW również dominowała dziś rano tendencja spadkowa (WIG-20 -0,85 proc. ok. godz. 10:10). Poza WIG-Motoryzacja spadały wszystkie indeksy sektorowe GPW. Poza akcjami PZU taniały dziś rano akcje wszystkich składników WIG-u 20. Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy poziom od października 2021 zaliczył dziś kurs akcji spółki Tauron Polska Energia. Jeśli chodzi o akcje wchodzące w skład sWIG-u 80, to swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek Fabryka Farb i Lakierów Śnieżka, Selena FM oraz Medicalgorithmics.

Najniższy od tygodnia poziom osiągnęła dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych (4,014 proc. ok. godz. 10:00). Spadła również rentowność 10-latek polskiego rządu (5,52 proc.). Najwyższa od kwietnia 2020 była dziś rentowność 10-letnich obligacji rządu Rosji.

Kurs EUR/AUD osiągnął dziś rano poziom swego szczytu z października 2020, a nawet na chwilę go przekroczył docierając do swego najwyższego poziomu od maja 2020. Najwyżej od 2020 roku był dziś również kurs euro względem dolara nowozelandzkiego. Euro natomiast lekko słabło dziś ok. godz. 9:55 względem amerykańskiego dolara (EUR/USD -0,23 proc.). Najwyżej od 3 sesji był kurs USD względem japońskiego jena (+0,44 proc. ok. godz. 9:55).

Po dwóch dniach umocnienia słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,31 proc., USD/PLN +0,53 proc. ok. godz. 10:00).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w poniedziałek osiągnął przejściowo najniższy poziom od 21 czerwca br., ale później odrobił straty, był dziś rano stabilny (-0,05 proc. ok. godz. 10:00).

Ceny kontraktów na ropę naftową spadał dziś rano drugi dzień z rzędu (WTI -0,84 proc., Brent -0,84 proc. ok. godz. 9:40). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie korygowała dziś rano silny wczorajszy wzrost (-0,51 proc. ok. godz. 9:40). Taniały we wtorek rano metale (złoto -0,14 proc., srebro -0,17 proc., platyna –0,85 proc., pallad -0,64 proc., miedź -1,04 proc.). Srebro było najtańsze od prawie miesiąca. Cena kontraktów na miedź spadła do najniższego poziomu od tygodnia. Taniała dziś rano także kontrakty na pszenicę, soję, cukier i bawełnę.

Autor: Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Inflacja na Węgrzech spadła

Inflacja na Węgrzech spadła po raz szósty z rzędu, osiągając w lipcu poziom zgodny z prognozą na poziomie 17,60%. Skala spadków jest jednak dosyć wyważona, a szczyt inflacji jeszcze w styczniu tego roku wynosił u Węgrów 25,70%.

Rozbuchana polityka fiskalna i socjalna, rozbuchane wydatki rządowe (dotacje, regulacje cen itp.), słabość lokalnej waluty. To tylko część czynników, które czynią węgierską inflację najwyższą w Europie. I to pomimo również najwyższych w Europie stóp procentowych, główna z nich wynosi obecnie 13,00%. A między szefem banku centralnego Węgier, a rządem powstaje coraz więcej konfliktów i wzajemnego obwiniania się o zaistniałą sytuację. Do tego czynniki polityczne i kolejne konflikty z Unią Europejską nie czynią sytuacji Węgier łatwiejszą. Pozostaje wyciągnąć wnioski z błędów naszego sąsiada.

Szymon Gil, Makler Michael / Ström Dom Maklerski

W sklepach jest coraz mniej promocji. Spadki rdr. są dwucyfrowe

W I półroczu br. w gazetkach największych na rynku formatów było o kilkanaście procent mniej promocji niż rok wcześniej. Tak wykazała analiza ponad miliona akcji promocyjnych. Okazji do oszczędzania ubyło wszędzie, ale najbardziej w sklepach RTV-AGD. Tam liczba rabatów skurczyła się o przeszło 22% rdr. W hipermarketach „zniknęło” ponad 15% promocji. Cięcia powyżej 10% przeprowadziły też markety budowlane, drogerie i apteki oraz sieci convenience. Z kolei spadki poniżej 10% odnotowały dyskonty, supermarkety i cash&carry. Zdaniem ekspertów, przez inflację retailerzy zostali przyciśnięci do ściany, ale sytuacja głównie dotyka konsumentów, którzy w pół roku mogli stracić średnio nawet kilkaset złotych. Jednocześnie obserwatorzy rynku dodają, że w II półroczu br. sytuacja może się odwrócić. Wszystko zależy od tego, jak szybko będzie spadać inflacja.

Dwucyfrowy spadek liczby promocji

Analiza blisko 7 tys. gazetek handlowych wykazała, że w pierwszym półroczu br. ubyło w nich nieco ponad 12% promocji w stosunku do analogicznego okresu ub.r. Sprawdzono publikacje 8 największych formatów, w tym wszystkich dyskontów, hipermarketów, supermarketów, sieci convenience, cash&carry, drogerii i aptek, sieci DiY (marketów budowlanych) oraz sklepów RTV-AGD. Łącznie przeanalizowano ponad milion promocji. Tego zadania podjęli się eksperci z platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH, agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland i Grupy BLIX.

– Znacząca redukcja promocji i informacji perswazyjno-promocyjnej z pewnością odcięła dużą część klientów od nabywania produktów drugiej potrzeby, pożytecznych, ale niekoniecznych. Inflacja i nieco nieuczciwe wobec niektórych grup społecznych podsypywanie pieniędzy części obywateli nie ratuje sytuacji – komentuje wyniki dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni obserwator rynku detalicznego.

Z kolei dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX wyjaśnia, że ograniczenie promocji w gazetkach wynika z kilku powodów. – Po pierwsze, jest to efekt wzrostu kosztów druku i dystrybucji papierowych gazetek. Po drugie, widać, że sieci handlowe dokonują poważnych zmian w strategiach marketingowych. Coraz mocniej stawiają na cyfrowe kanały reklamowe, które są bardziej efektywne kosztowo i mają większe zasięgi w stosunku do papierowych folderów. Do tego przyłożyła się inflacja, która wymusiła na sieciach dodatkowe oszczędności, a one finalnie zostały przerzucone na konsumentów w postaci mniejszej ilości promocji – mówi dr Łuczak.

Konsumenci widzą swoje straty

Eksperci podkreślają, że Polacy są bardzo przyzwyczajeni do promocji i z pewnością widzą, że ich ubyło. – W mojej ocenie, dwucyfrowy spadek liczby promocji jest mocno odczuwalny przez konsumentów, ponieważ mieli oni mniej możliwości wyboru i oszczędzania pieniędzy. Ogólnie rzecz biorąc, klienci sieci handlowych mogli stracić przez te pół roku na zakupach średnio nawet kilkaset złotych – szacuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Ekspertka dodaje, że kiedyś tego rzędu kwota na przestrzeni 6 miesięcy mogłaby pozostać praktycznie niezauważona. Jednak w czasach wysokiej inflacji wielu Polaków liczy każdą złotówkę i porównuje swoje wydatki z wcześniejszymi po to, żeby jak najwięcej pieniędzy zachować w portfelu. Ponadto w sytuacji, gdy ludziom trudno jest związać przysłowiowy koniec z końcem, te kilkaset złotych znaczy naprawdę bardzo dużo.

– Spadek liczby promocji jest dostrzegany przez konsumentów w zależności od indywidualnych nawyków zakupowych. Zwłaszcza ci Polacy, którzy często korzystają z takich ofert, mogą rzeczywiście odczuć zmniejszenie liczby okazji do oszczędzania. To, ile dokładnie klienci stracili, zależy od wielu czynników, takich jak m.in. częstotliwość zakupów i ilość kupowanych produktów. Znaczenie ma także to, czy konsumenci zdecydowali się na nabywanie alternatywnych produktów w wyniku braku promocji na preferowane artykuły. Niemiej jednak te straty są widoczne w ich portfelach – analizuje dr Krzysztof Łuczak.

Każdy format „zabrał” rabaty

Należy podkreślić, że wszystkie analizowane formaty ograniczyły liczbę promocji w gazetkach, ale najbardziej – sieci ze sprzętem RTV-AGD, bo aż o ponad 22%. – Te sklepy mogły najmocniej odczuć zmiany na rynku, ze względu na swój charakter biznesowy. Ich klienci w dużej mierze przestawili się na zakupy online. Do tego zaczęli traktować placówki z takim sprzętem jako wystawę z towarem. Oglądają go na miejscu, ale kupują przez Internet. To zmusiło tego typu sieci do zmniejszenia nakładów na promocje. Pozostałe segmenty nie zdecydowały się na aż tak drastyczne cięcia, bo ich publikacje w dużej mierze wpływają na wybory konsumentów. Dotyczy to zwłaszcza dyskontów, których klienci mogą często być ubożsi niż np. nabywcy nowoczesnej elektroniki – tłumaczy ekspert z Grupy BLIX.

Drugie w rankingu są hipermarkety, które zmniejszyły liczbę akcji promocyjnych o przeszło 15%. Zdaniem obserwatorów rynku, spadki w tym segmencie są już pewnym trendem. Od dłuższego czasu tego typu sklepom słabiej idzie konkurowanie z dyskontami. Natomiast trzecim z „liderów” redukcji promocji są sieci DIY, czyli markety budowlane. Ograniczyły ich liczbę o blisko 14%.

– Jeśli chodzi o DIY, to powodów spadku jest trochę mniej niż w hipermarketach. Ale taką zasadniczą przyczyną jest to, że Polacy po pandemicznym boomie na remonty i naprawy swoich mieszkań lub domów, trochę sobie odpuścili. Natomiast drugim powodem jest to, że ostatnimi czasy art. remontowo-budowlane zaczęły znowu mocno drożeć i sieci zwyczajnie musiałyby wyhamować swoją dynamikę w obniżaniu cen, żeby nie stracić na tym. Stąd na rynku jest mniej promocji – wyjaśnia dr Łuczak.

Mniej akcji promocyjnych „zniknęło” z gazetek drogerii i aptek – prawie 13%, sklepów convenience – nieco ponad 10%, dyskontów – przeszło 9%, supermarketów – 9%, a także sieci cash&carry – blisko 6%. – Powyższe wyniki wskazują na pilną potrzebę powrotu do zrównoważonego popytowo rynku i obfitych w promocje gazetek. Inaczej w handlu trwać będzie rejs na sztormowych żaglach. Odchudzone publikacje z pewnością nie zapewnią sieciom zwrotów z inwestowania w ich wydawanie – przekonuje dr Faliński.

IV kwartał br. ma przynieść poprawę

Zdaniem ekspertki z Hiper-Com Poland, w drugim półroczu br. sklepy zaczną intensywniej wykorzystywać promocje, aby przyciągać do siebie więcej klientów, którzy już teraz mocno zaciskają pasa. Ale wszystko tak naprawdę zależy od poziomu inflacji.

– Jeśli inflacja jeszcze bardziej spadnie, to retailerzy mogą zdecydować się na zwiększenie liczby promocji, aby przyciągnąć do siebie więcej klientów. Ale jeżeli będzie utrzymywać się na wysokim poziomie – takim powyżej dwucyfrowych wartości, to niestety w drugiej połowie tego roku sieci handlowe będą dalej ograniczać swoje promocje. Jednak patrząc na to optymistycznie, można prognozować, że przed Bożym Narodzeniem liczba promocji w sklepach zwiększy się, pewnie nieznacznie, ale najważniejsze jest to, żeby wyhamować trend spadkowy w tej kwestii, bo konsumenci naprawdę czekają na to. I uważam, że jest na to realna szansa – przekonuje dr Krzysztof Łuczak.

– Po najnowszych danych GUS-owskich widać, że poziom inflacji spada, a więc może się to przyczynić do poprawy sytuacji. Chociaż trzeba też wyraźnie powiedzieć, że trend spadkowy w ww. kwestii jest stale obserwowany przez kilka ostatnich lat, z największym nasileniem w okresie pandemii, kiedy ogólne wartości spadkowe dochodziły średnio do 20% rdr. A w przypadku niektórych formatów były to ograniczenia nawet na poziomie ponad 40% – podsumowuje Julita Pryzmont.

Polacy LGBT+ boją się ujawniać orientację w pracy

Prawie połowa przedstawicieli społeczności LGBT+ w Polsce (46 proc.) boi się ujawnienia swojej orientacji w miejscu pracy z obawy przed odmiennym traktowaniem, a wynik ten jest wyższy od globalnego (39 proc.). Z kolei zróżnicowane środowisko pracy okazuje się być czynnikiem decydującym dla osoby, która szuka nowych wyzwań zawodowych. Globalne dane tylko potwierdzają istotność tej kwestii – sześciu na dziesięciu badanych sprawdzało otwartość organizacji na różnorodność pracowników przed wzięciem udziału w rekrutacji. Aspekt ten wpływa na poczucie bezpieczeństwa społeczności LGBT+ w pracy, na co wskazuje aż 63 proc. Polaków, wynika z najnowszego badania firmy doradczej Deloitte 2023 LGBT+ Inclusion @ Work. Jedna trzecia jej przedstawicieli chce zmienić pracodawcę na bardziej otwartego wobec ich orientacji psychoseksualnej.

W najnowszym raporcie Deloitte, w którym zbadana została sytuacja przedstawicieli społeczności LGBT+ zarówno w miejscu pracy, jak i poza nią, udział wzięło 5474 pracowników LGBT+ z całego świata, w tym 429 z Polski. 73 proc. polskich respondentów stanowiło pokolenie Z lub millenialsów, a 27 proc. osoby w wieku od czterdziestu lat wzwyż. Ankieta została przeprowadzona na przestrzeni 2 miesięcy (styczeń-luty) w 2023 roku, a jej wyniki są wypadkową danych zebranych w 13 państwach.

Jedynie czterech na dziesięciu polskich pracowników LGBT+, którzy doświadczyli w miejscu pracy zachowań wykluczających, zdecydowało się powiedzieć o tym głośno. Wielu z nich jest przekonanych, że te zdarzenia mają związek z ich orientacją seksualną lub tożsamością płciową. Polscy respondenci najczęściej zwracali się po pomoc do rówieśników czy bliskich współpracowników (40 proc.) lub do anonimowych programów wsparcia (36 proc.). W skali światowej o pomoc do tych grup zwracało się odpowiednio 35 proc. i 30 proc., co pokazuje zupełnie inną tendencję wśród globalnych respondentów. Badani z innych krajów najczęściej zgłaszali takie sytuacje bezpośrednio do osoby odpowiedzialnej za HR (43 proc.) lub swojemu przełożonemu (42 proc). Natomiast najczęstszymi formami pomocy ze strony pracodawców w Polsce, jak i na świecie było udzielanie wsparcia oraz poradnictwo (odpowiednio 30 proc. i 32 proc.). Wśród praktykowanych działań znalazły się również: ukaranie osoby dopuszczającej się zachowań wykluczających lub oddelegowanie jej na inne stanowisko czy do innego działu.

Mimo tego, że ostatnio mówi się coraz więcej o wsparciu osób LGBT+, okazuje się, że ta kwestia wciąż stanowi wyzwanie w miejscu pracy zarówno w skali globalnej, jak i w Polsce. Wciąż niewielki odsetek pracodawców może pochwalić się otwartością i dobrymi praktykami włączającymi społeczność LGBT+ w swojej organizacji. Nasze najnowsze badanie pokazało, że jedynie 26 proc. polskich firm uczestniczy w inicjatywach związanych z Pride Month, a światowy wynik jest niewiele wyższy i wynosi 37 proc. To pokazuje, jak dużo jeszcze musi się zmienić, aby każdy mógł czuć się swobodnie w miejscu pracy – mówi Joanna Świerzyńska, talent partnerka, liderka zespołu ds. rozwiązań dla pracodawców w dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte Polska.

Strach przed odmiennym traktowaniem

Polscy respondenci, którzy nie zgłosili zachowań dyskryminujących, nie zrobili tego ze strachu przed pogorszeniem swojej sytuacji (47 proc.) oraz z powodu braku wiary w jakąkolwiek zmianę i zaprzestanie takich praktyk (40 proc.). Natomiast wśród globalnych odpowiedzi przoduje inny powód – niewiara w poważne potraktowanie zgłaszanego zajścia (40 proc.), który w Polsce był najrzadziej wskazywany. Jak się okazuje, Polacy poważnie traktują podobne zgłoszenia, ale wynik badania pokazuje, że polskim pracodawcom może brakować dobrych praktyk, jeśli chodzi o rozwiązywanie podobnych problemów. Stąd też może wynikać obawa polskich respondentów co do tego, że dokonanie zgłoszenia negatywnie odbije się na ich sytuacji i może spowodować działania o charakterze odwetowym.

Obawa przed odmiennym traktowaniem powstrzymuje wiele osób LGBT+ przed ujawnieniem swojej orientacji w pracy (46 proc. w Polsce i 39 proc. na świecie). Innymi powodami, wskazanymi przez polskich badanych były: strach przed nieokazaniem szacunku i niechęć rozmawiania o swoim życiu prywatnym w pracy (36 proc.), doświadczenie dyskryminacji lub molestowania (29 proc.), czy troska o własne bezpieczeństwo (21 proc.). Te czynniki różnią się w zależności od orientacji seksualnej i tożsamości płciowej.

Osoby LGBT+ nierzadko spotykają się z nieakceptującym lub niewystarczająco włączającym traktowaniem przez współpracowników. Jeśli chcemy to zmienić, powinniśmy aktywnie i w sposób widoczny okazywać swoje sojusznictwo i solidarność wobec nich. Dla pracowników ze społeczności LGBT+ ma to ogromną wartość – czy będzie to zwrócenie uwagi na homofobiczny lub transfobiczny komentarz, czy tęczowa naklejka lub kubek współpracownika. Jednocześnie musimy pamiętać, że sojusznictwo i tworzenie włączającej kultury pracy to otwartość na wszystkie osoby, które mogą czuć się w jakikolwiek sposób marginalizowane czy dyskryminowane – mówi Maja Zabawska, partnerka w zespole ds. rozwiązań dla pracodawców w dziale Doradztwa Podatkowego, liderka Diversity, Equity & Inclusion dla Deloitte Polska.

Jak wskazują globalne wyniki raportu Deloitte, niecałe 60 proc. osób, które ujawnia swoją orientację seksualną oraz 54 proc. badanych, którzy ujawniają swoją tożsamość płciową, czuje się swobodnie, przebywając z najbliższymi współpracownikami, podczas gdy tylko 37 proc. czuje się komfortowo w otoczeniu swoich bezpośrednich przełożonych. Z kolei czterech na dziesięciu badanych w Polsce twierdzi, że czuje się dobrze, przebywając w pracy tylko z wybranymi osobami (39 proc.), co jest wyższym wynikiem od światowego o 3 pp.

Badanie pokazało, że wiele zależy również od zajmowanej pozycji. Osoby na stanowiskach kierowniczych czują się o wiele pewniej i bezpieczniej niż te na niższych. Nieco ponad połowa (51 proc. w Polsce i na świecie) pracowników LGBT+ na wyższych stanowiskach nie boi się rozmawiać otwarcie o swojej orientacji seksualnej z kolegami i koleżankami w pracy. Natomiast zdecydowanie mniej polskich specjalistów średniego szczebla czuje się dobrze wśród współpracowników (35 proc.) w porównaniu ze średnią światową (43 proc.). Prezesi, kierownicy czy managerowie nie muszą borykać się z taką skalą potencjalnych nieprzyjemności jak koleżanki i koledzy na niższych stanowiskach.

Otwartość firm i potencjał do zmiany

Autorzy raportu wskazują, że pracownicy ze społeczności LGBT+ czują się niekomfortowo, przebywając ze swoimi współpracownikami nawet poza biurem. Niektórzy z nich doświadczają wtedy nieprzyjemności czy nawet upokorzenia. Spędzanie czasu poza pracą z kolegami i koleżankami jest ważne dla badanych, ale ostatecznie mniej niż połowa z nich przebywa ze wszystkimi współpracownikami (43 proc.) – tak wskazują dane globalne. Wśród Polaków ten wynik jest jeszcze niższy – o 6 pp.

To, czy sytuacja będzie się zmieniała, zarówno w wewnętrznej strukturze firmy, jaki i poza nią, w dużej mierze zależy od pracodawców oraz kultury organizacyjnej panującej w danej firmie.

Odpowiedzi niemal 5,5 tys. osób LGBT+ z 13 krajów na całym świecie pokazują, że wiele organizacji ma duże możliwości poprawy jakości swoich działań na rzecz zaangażowania we włączanie społeczności LGBT+. Jednocześnie należy pamiętać, że zmiany te nie nastąpią od razu. Pracodawcy muszą sobie zdawać sprawę, że wielu pracowników LGBT+ spotyka się z zachowaniami nieakceptowalnymi, takimi jak mikroagresja i nękanie, również poza miejscem pracy. A kiedy czują, że ich szefowie nie robią wystarczająco dużo, by wspierać integrację LGBT+, są gotowi zmienić firmę, w której pracują, na bardziej przyjazną osobom nieheteronormatywnym. W ten sposób można utracić naprawdę utalentowanych pracowników – mówi Joanna Świerzyńska.

Jedynie jedna piąta polskich respondentów twierdzi, że ich pracodawca wykazuje zaangażowanie, mające na celu przeciwdziałanie dyskryminacji zarówno na zewnątrz, jak i w wewnątrz organizacji. Globalnie jest to 35 proc. pracowników. 17 proc. polskich badanych twierdzi z kolei, że ich firma nie zachęca do otwartości. Natomiast aż 60 proc. ankietowanych z Polski deklaruje, że w ich firmie nie podejmuje się żadnych działań mających na celu poprawę tego obszaru, podczas gdy średnia światowa jest o wiele bardziej korzystna i wynosi 43 proc. To pole, które zdecydowanie wymaga poprawy w perspektywie najbliższych lat, a najbardziej kluczowe okazuje się być dla pracowników z pokolenia Z oraz millenialsów.

O badaniu

Badanie Deloitte Global LGBT+ Inclusion @ Work to globalna ankieta, w której wzięło udział 5474 pracowników LGBT+ spoza Deloitte, która odbyła się między styczniem a lutym 2023 r. za pośrednictwem internetowych wywiadów ilościowych i indywidualnych, dogłębnych dyskusji jakościowych. Kraje objęte badaniem: Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Francja, Indie, Japonia, Meksyk, Holandia, Polska, RPA, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone. W badaniu wzięło udział 429 respondentów z Polski.

Branża reklamowa w Polsce na skraju kryzysu

Branża reklamowa rośnie, ale tylko pozornie. Wydatki marek na promocję zwiększą się w tym roku jedynie o 1,7 proc. Klienci tną budżety na promocję, a agencje próbują utrzymać płynność finansową. Według danych Krajowego Rejestru Długów firmy z branży kreatywnej mają ponad 118,6 mln zł długów, ale kontrahenci są im winni jeszcze więcej, bo niemal 126 mln zł.

Według prognoz Dentsu Global Ad Spend Forecasts w tym roku wydatki na reklamę zwiększą się w Polsce o niecałe 2 proc. Rynek zawdzięcza wzrost w głównej mierze inflacji cen usług medialnych, a nie wzrostowi działalności reklamowej. Wskazuje na to spadek wydatków na promocję według cen stałych wynoszący rok do roku -0,6 proc. Na to, ile pieniędzy firmy będą chciały przeznaczyć na marketing i reklamę, wpływają warunki ekonomiczne: poziom inflacji, wzrost PKB, ceny energii oraz indywidualne decyzje klientów, którzy coraz częściej szukają oszczędności. Należy pamiętać, że 2021 r. upłynął pod znakiem odbudowywania pandemicznych strat, dlatego miniony rok był okresem spowolnienia wzrostu. Eksperci szacują, że w 2024 r. rynek powiększy się o 2,6 proc., a w kolejnym o 2,9 proc.

Z „Raportu o rynku reklamy i mediów”, opublikowanego przez Publicis Groupe Polska, wynika, że w 2022 r. przychody w reklamie internetowej, radiowej, outdoorze i kinie rosły, a w prasie oraz telewizji malały.

Małe agencje z największymi długami

Branża kreatywna w Polsce to agencje reklamowe i marketingowe zajmujące się m.in. tworzeniem strategii reklamowych i realizacją kampanii, świadczące usługi kreatywne, lokujące reklamy w mediach, Internecie i na nośnikach zewnętrznych, a także agencje badania rynku oraz public relations.

Według najnowszych danych KRD zaległości mają 4103 podmioty z tego segmentu, a ich średnie zadłużenie wynosi 28,9 tys. zł. Najwięcej do oddania kontrahentom mają agencje reklamowe – 97,8 mln zł. W tej grupie jest też najwięcej dłużników – 3388. Firmy specjalizujące się w badaniu rynku i opinii publicznej muszą uregulować 8,5 mln zł, agencje public relations – 6,9 mln zł, a domy mediowe – 5,2 mln zł.

Segment ten tworzą nie tylko duże agencje sieciowe, ale także bardzo liczna grupa małych firm. Często są to jednoosobowe działalności gospodarcze i to właśnie do nich należy gros długu – aż 66 mln zł nieuregulowanych zobowiązań, a więc niemal połowa zaległości branży. Spółki prawa handlowego mają natomiast do zapłaty 51,9 mln zł.

Najwyższe zadłużenie branży odnotowaliśmy we wrześniu 2021 roku, a więc w trakcie pandemii, która zamroziła rynek. Sięgnęło ono wtedy 160 milionów złotych. Później zaczęło spadać, ale od końcówki ubiegłego roku ponownie rośnie. Branża mocno odczuwa niepewność panującą na rynku, spowodowaną zarówno wysoką inflacją, jak i wojną na Ukrainie. Te wszystkie wydarzenia zmieniły podejście do wydatków promocyjnych w wielu firmach. Osoby decyzyjne szukają dziś raczej kreatywnych rozwiązań, które nie będą pochłaniały dużych budżetów, a przyniosą satysfakcjonujące efekty. Marki przywiązują też większą wagę do jakości komunikacji, aby zdobyć zainteresowanie konsumentów i zyskać ich lojalność. Najbliższe miesiące pokażą, czy ta strategia działa i jak wpływa na kondycję firm reklamowych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Reklama i marketing pierwsze do redukcji

Z badania „Barometr wydatków firmowych”, zrealizowanego w II kwartale 2023 r. na zlecenie firmy faktoringowej NFG, wynika, że w ostatnich 12 miesiącach przedsiębiorcy najczęściej oszczędzali właśnie na reklamie i działaniach marketingowych – wskazało tak aż 55 proc. badanych.

Poważnym problemem branży kreatywnej są długie terminy płatności narzucane przez klientów. W takich sytuacjach podmioty sięgają po zewnętrzne finansowanie, aby mieć z czego opłacić podwykonawców, z którymi współpracują i utrzymać zlecenia.

Głównym celem działalności agencji reklamowych, PR-owych czy marketingowych jest realizacja różnorodnych projektów kreatywnych na rzecz zleceniodawców. Zwykle wykonują je do A do Z, zaś wynagrodzenie za pracę otrzymują po jej zakończeniu. Gdy trzeba wyprodukować większą partię materiałów reklamowych, agencje często muszą sięgać po zewnętrzne wsparcie finansowe, ponieważ zaliczki od klienta wciąż należą do rzadkości. Jednym z takich źródeł finansowania jest faktoring zaliczkowy. Formę zabezpieczania stanowi tutaj przyszła wierzytelność. Agencja otrzymuje od faktora pieniądze na poczet realizacji projektu i zachowuje płynność finansową do chwili zapłaty od klienta. Z naszych danych wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat z tego rozwiązania skorzystało kilkaset mikroprzedsiębiorstw, w tym także małych agencji reklamowych i marketingowych – informuje Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Blisko 1/3 zadłużenia branży reklamowej należy do firm z województwa mazowieckiego (42,4 mln zł). Tam też działa najwięcej zadłużonych podmiotów (5459). Drugie na podium są przedsiębiorstwa ze Śląska, gdzie uzbierało się 14,1 mln zł niezapłaconych zobowiązań, a trzecie miejsce zajmują przedsiębiorcy z Małopolski z kwotą 11,4 mln zł. Stamtąd też pochodzi rekordzistka – małopolska agencja reklamowa ma ponad 3 mln zł długów wobec firmy leasingowej i ubezpieczeniowej.

 

Najmniej do oddania mają agencje z Podlasia, ich łączny dług wynosi 695,1 tys. zł. Nieduże długi mają też firmy z województwa świętokrzyskiego – 1,1 mln zł, a także opolskiego – 1,2 mln zł.

Handel i budownictwo nie płacą za reklamę

Lista wierzycieli branży kreatywnej jest długa i zróżnicowana. Widnieją na niej – z kwotą 57,2 mln zł – fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli. Znaczne zaległości agencje mają także wobec banków, firm leasingowych, ubezpieczeniowych i faktoringowych – 31,3 mln zł. Z kolei operatorzy komórkowi, dostawcy Internetu i telewizji czekają na 9,9 mln zł. Branża niesolidnie rozlicza się też we własnym kręgu. Ma bowiem 882 tys. zł zaległości wobec podmiotów reklamowych, marketingowych i eventowych. Na liście ich wierzycieli „branżowych” są ponadto firmy poligraficzne i wydawnicze, które mają do odzyskania 1,2 mln zł.

Sytuacji nie poprawia fakt, że firmy reklamowe same mają do odzyskania kwotę, która przewyższa ich zaległości. Klienci są im winni 125,6 mln zł. Są to głównie przedsiębiorstwa z branży handlowej, które nie rozliczyły się z 30,4 mln zł oraz budowlanej, gdzie uzbierało się 24,1 mln niezapłaconych zobowiązań, a także firmy przemysłowe z niebagatelną sumą 12,6 mln zł.

Nieuregulowane faktury to zamrożone pieniądze, które utrudniają bieżące funkcjonowanie firm i wstrzymują ich rozwój. Dlatego tak ważne jest, aby starannie dobierać partnerów do współpracy. Lepiej czasem zrezygnować ze zlecenia, które z góry wiadomo, że może zakończyć się brakiem zapłaty niż przyjąć je z bagażem ryzyka i zrobić komuś dosłownie darmową reklamę – podsumowuje Adam Łącki.

Europa jest bardziej narażona na ponowny wzrost cen surowców niż Stany Zjednoczone

Kwietniowa edycja prognoz makroekonomicznych EY zasygnalizowała wysokie prawdopodobieństwo materializacji scenariusza „miękkiego lądowania” europejskiej gospodarki. Najnowsza prognoza wzrostu gospodarczego dla Europy, zaprezentowana w lipcu przez Zespół Analiz Ekonomicznych EY, pozostaje w dużej mierze niezmieniona i zakłada niski, ale dodatni wzrost PKB w najbliższych kwartałach. Nadchodzące ożywienie będzie jednak stopniowe, bo gospodarce nadal będą ciążyły relatywnie wysokie stopy procentowe.

Zdaniem ekonomistów EY, wzrost Produktu Krajowego Brutto w strefie euro spadnie z 3,5 proc. w 2022 r. do 0,7 proc. w bieżącym roku, ale choć wyniki będą się różnić pomiędzy krajami, to większość z nich uniknie spadku PKB w 2023 r. Najlepiej poradzą sobie pod tym względem gospodarki Europy Południowej – Portugalia i Hiszpania odnotują najsilniejszy wzrost w UE w 2023 r., który powinien przekroczyć 2 procent. Słabiej wypadną z kolei gospodarki o dużym udziale przemysłu w wartości dodanej – Niemcy, Czechy i Węgry, dla których przewidywany jest spadek PKB w br.

Zespół Analiz Ekonomicznych EY przewiduje, że w Polsce PKB wzrośnie w br. o 0,6 proc., a w kolejnych latach wzrost przyspieszy do 2,8 proc. w 2024 r. i 3,5 proc. w 2025 r. Zarówno w 2024, jak i 2025 r. wzrost PKB Polski będzie drugim najwyższym w Unii Europejskiej. Odbicie wzrostu PKB w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce, będzie znacznie silniejsze niż w Europie Zachodniej ze względu na wyższy potencjalny wzrost gospodarczy oraz szybszą dezinflację. Pomimo to niemal wszystkie gospodarki na naszym kontynencie pozostaną znacznie poniżej trendów sprzed pandemii Covid-19. Pokazuje to, że pandemia ma długokresowe negatywne skutki dla wzrostu, co dodatkowo pogłębiają konsekwencje wojny w Ukrainie.

Wsparciem dla wzrostu gospodarczego jest rynek pracy, który pozostaje mocny zarówno w Polsce, jak i innych krajach europejskich. Pomimo spowolnienia gospodarczego, zatrudnienie rośnie, a stopa bezrobocia utrzymuje się w pobliżu historycznie niskich poziomów. Wynika to częściowo ze strukturalnych niedoborów siły roboczej, które skłaniają przedsiębiorców do „chomikowania pracy”, czyli utrzymywania w swoich firmach wyższego zatrudnienia niż miało to miejsce podczas poprzednich okresów spowolnienia gospodarczego. Napięty rynek pracy wraz z wysoką inflacją przekłada się na przyspieszenie dynamiki płac. W Europie Środkowo-Wschodniej, w tym Polsce, dynamika wynagrodzeń pozostaje przy tym wyraźnie wyższa niż na Zachodzie czy Południu Europy.

Polska i Węgry niechlubnym wyjątkiem

Pomimo wysokiej dynamiki płac, inflacja w Europie obniża się w szybkim tempie – w strefie euro spadła już z 10,6% w szczycie do 5,3% w lipcu br., a w Polsce z 18,4% do 10,8% w lipcu. Wynika to przede wszystkim z wygasania efektów wcześniejszego wzrostu cen surowców i innych szoków podażowych, co przełożyło się w pierwszej kolejności na spadek inflacji cen energii, a później również spadek inflacji cen żywności i pozostałych towarów.

W krajach Europy Środkowo-Wschodniej inflacja pozostaje przy tym wyraźnie wyższa niż w pozostałych krajach europejskich ze względu na niekorzystny miks energetyczny z dużym udziałem paliw kopalnych, wyższy udział energii i żywności w koszyku inflacyjnym, napięte rynki pracy i wcześniejszą deprecjację kursu walutowego.

Ekonomiści EY przewidują, że dezinflacja w Europie będzie w najbliższych miesiącach dalej postępowała w szybkim tempie ze względu na dalsze wygasanie efektów wcześniejszych szoków podażowych, co przełożyły się na kontynuację spadku inflacji cen żywności i pozostałych towarów. W efekcie w większości krajów UE inflacja w przyszłym roku będzie bliska celom inflacyjnym banków centralnych. W strefie euro osiągnie ona cel Europejskiego Banku Centralnego na poziomie 2 proc. już w pierwszej połowie 2024 r., choć bilans ryzyka dla inflacji jest asymetryczny w górę.

Wyjątek będą stanowiły Polska i Węgry, gdzie inflacja wróci w pobliże celu dopiero w 2025 lub 2026 r. Wpływ na to będzie miał napięty rynek pracy, wysoka dynamika płac (wspierana podwyżkami płacy minimalnej) i ekspansywna polityka fiskalna. W Polsce inflację dodatkowo może podbić przywrócenie poprzednio obowiązujących stawek VAT na żywność.

Inflacja bazowa, tj. po wyłączeniu cen żywności i energii, w większości krajów również osiągnęła swój szczyt i ekonomiści EY przewidują, że będzie się w kolejnych kwartałach stopniowo obniżać. Dezinflację kategorii bazowych, a zwłaszcza usług, będzie jednak spowalniała wysoka dynamika wynagrodzeń. W efekcie inflacja bazowa w strefie euro pozostanie powyżej celu przez cały przyszły rok.

Szczyt inflacji jest już co prawda za nami, niemniej jej bazowy komponent pozostaje niezmiennie uporczywy. Pomimo szybkiego spadku inflacji, nominalny wzrost płac pozostaje wysoki, a stopy procentowe najprawdopodobniej będą pozostawać na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas. Będzie to oddziaływać w kierunku ograniczenia wzrostu wydatków konsumpcyjnych i inwestycji prywatnych – mówi Marek Rozkrut, Partner i główny ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.

Stopy procentowe pozostaną wysokie przez dłuższy czas

W warunkach napiętego rynku pracy, wysokiej dynamiki płac i podwyższonej inflacji bazowej, zwłaszcza w usługach, banki centralne utrzymują jastrzębie nastawienie oceniając, że koszty nadmiernego zacieśnienia polityki pieniężnej są mniejsze niż związane ze zbyt luźną polityką pieniężną. Zespół Analiz Ekonomicznych EY przewiduje zatem, że pomimo szybkiego spadku inflacji, Europejski Bank Centralny (EBC) podniesie stopy procentowe jeszcze raz we wrześniu, a następnie utrzyma je na tym poziomie przynajmniej do marca przyszłego roku, a prawdopodobnie nawet do czerwca, po czym rozpocznie bardzo stopniowe obniżanie stóp.

W przeciwieństwie do gospodarek rozwiniętych banki centralne Europy Środkowo-Wschodniej zakończyły cykl podwyżek stóp procentowych wiele miesięcy temu. Bank Węgier już rozpoczął luzowanie polityki pieniężnej (choć z bardzo wysokiego poziomu stóp procentowych – 18%), a NBP prawdopodobnie zacznie obniżać stopy procentowe w październiku, a być może nawet we wrześniu. Zważywszy jednak na utrzymującą się w Polsce podwyższoną inflację, cykl luzowania polityki pieniężnej przez RPP będzie stopniowy – ekonomiści EY oczekują dwóch obniżek łącznie o 0,5 pkt proc. w tym roku i dalszej redukcji stóp o 1,5 pkt proc. w przyszłym roku. Ww. oczekiwania dotyczące pierwszych cięć stóp procentowych w Polsce wynikają z komunikacji członków Rady Polityki Pieniężnej. Równocześnie zdaniem ekonomistów EY, obecna sytuacja makroekonomiczna w Polsce, w tym obecny i prognozowany poziom inflacji, nie uzasadnia obniżek stóp już w br.

Wysoka niepewność pozostanie z nami na dłużej

Niepewność dotycząca przyszłej sytuacji gospodarczej pozostaje na podwyższonym poziomie, a ryzyko pozostaje asymetryczne w kierunku wyższej inflacji i niższego wzrostu gospodarczego. Pomimo spadku cen i wysokiego poziomu zapełnienia magazynów gazu w Europie, ceny tego i pozostałych surowców energetycznych nadal są podatne na dużą zmienność. Źródłem ryzyka są też ceny surowców żywnościowych, zwłaszcza w świetle rekordowych upałów, pożarów i zagrożenia suszą oraz ryzyka geopolitycznego, w tym blokowania przez Rosję eksportu zboża z Ukrainy.

Europa jest bardziej podatna na ponowny wzrost cen surowców niż, na przykład, Stany Zjednoczone, a najbardziej wrażliwe są kraje Europy Środkowo-Wschodniej. W następstwie ewentualnego skoku cen energii i żywności PKB spadłoby najmocniej w Czechach, Rumunii i na Węgrzech, a inflacja wzrosłaby najsilniej w Polsce, na Węgrzech i Słowacji – wynika z najnowszego wydania cyklicznego European Economic Outlook przygotowanego przez Zespół Analiz Ekonomicznych EY.

Inwestorzy realizują zyski z ostatnich umocnień dolara

Inwestorzy najwyraźniej szukali pretekstu, by zrealizować zyski na ostatnich umocnieniach dolara i go znaleźli. Dane z rynków pracy Ameryki Północnej nie były wcale bardzo złe, były po prostu wystarczające, by zacząć korektę. W tle ropa znów szła w górę.

Na co liczyli inwestorzy?

W piątek poznaliśmy dane z amerykańskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia spadła z 3,6% na 3,5%. Zmiana zatrudnienia wyniosła 172 tysiące zamiast oczekiwanych 180 tysięcy. Spadła średnia długość tygodnia pracy o 0,1 godziny za to wzrosła płaca godzinowa o 4,4%, a nie 4,2%, jak oczekiwano. Brzmi jak neutralne dane? Niby tak, problem w tym, że po szczątkowych danych ze środy i czwartku wielu inwestorów zaczęło liczyć na więcej, ale tego nie otrzymali. W efekcie tych danych doszło do przeceny dolara i to dość gwałtownej. Względem euro amerykańska waluta straciła około centa. Względem polskiego złotego kurs dolara spadł z niemal 4,07 zł poniżej 4,02 zł.

Dane z Kanady

Równolegle z danymi z rynku pracy z USA swoje dane opublikowali Kanadyjczycy. Tam stopa bezrobocia zgodnie z oczekiwaniami wzrosła o 5,5%. Potwierdzeniem był ubytek 6,4 tysiąca miejsc pracy. Warto jednak zauważyć, że Kanadyjczycy prezentują dane z podziałem na miejsca pracy na pełen etat i część etatu. Na pełen etat przybyło miejsc pracy, za to ubyło na część etatu. Powoduje to, że odbiór danych o spadku miejsc pracy jest mniej pesymistyczny. Nie był to jednak wystarczający argument, by uznać dane za dobre. W rezultacie mieliśmy przecenę dolara kanadyjskiego względem dolara amerykańskiego. Warto zwrócić uwagę, że skoro dolar amerykański szeroko tracił tego dnia na rynku, to również dolar kanadyjski miał silną przecenę względem głównych walut.

Co się dzieje na rynku ropy?

Czarne złoto znów atakuje kwietniowe maksima. W piątek zabrakło do przebicia najwyższego poziomu z kwietnia 2023 zaledwie 84 centów na baryłce ropy notowanej w Londynie. Amerykańskiej ropie zabrakło 29 centów. Wydawać by się mogło, że skoro idziemy na kolejne szczyty, to zainteresowanie wydobyciem surowca będzie rosło. Patrząc jednak na dane z USA, nic bardziej mylnego. Piątkowe dane znów pokazały zamknięcie kolejnych czterech wież wiertniczych, zmniejszając łączną liczbę z 529 na 525 sztuk. Najwyraźniej oczekiwania spadku zapotrzebowania na surowiec cały czas obowiązują.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Prezydent podpisał ustawę o VAT. Od lipca 2024 roku obowiązkowe fakturowanie elektroniczne

Prezydent podpisał długo wyczekiwaną nowelizację ustawę o VAT. Jej głównym elementem jest wprowadzanie powszechnego obowiązku stosowania faktury ustrukturyzowanej, za pośrednictwem Krajowego Systemu e-Faktur, czyli KSeF. 

Długo wyczekiwana ustawa o podatku od towarów i usług została podpisana. Oznacza to zakończenie dywagacji odnośnie terminu, w którym wejdzie w życie obowiązkowe fakturowanie przez KSeF w narzuconym przepisami formacie xml.

Dla większości polskich przedsiębiorców i podatników wystawiających faktury, podpisanie ustawy oznacza, że do 1 lipca 2024 roku muszą przygotować się organizacyjne do zmiany procesów fakturowania.

Wdrożenie w organizacji KSeF wymaga przebudowania wielu procesów. Im większa organizacja i bardziej skomplikowanie systemy, tym więcej czasu potrzeba na przygotowanie się do nowych wymagań.

Cytując Heraklita z Efezu „Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”. Możemy być więc pewni, że KSeF znany w obecnie podpisanej formie, będzie ulegać ewolucji. Dlatego podchodząc do procesów fakturowania i sprzedaży, warto zastanowić się co oznaczają dla naszej firmy obecne zmiany oraz jakie mogą wystąpić w przyszłości. Na tej podstawie powinniśmy wybierać rozwiązania, które odpowiadają chociażby na potrzeby nowych wymogów fakturowania elektronicznego. Takie działanie usprawni zarówno wewnętrzne procesy fakturowania, jak również pozwoli na elastyczność implementacji wymagań biznesowych i prawnych stawianych przed firmą.

Michał Sieradzan, Product Manager Produktów Finansowo Księgowych w Symfonii

Główne kryptowaluty spadają, ponieważ na rynku brakuje letniej iskry

Czołowe kryptowaluty w zeszłym tygodniu nadal odnotowały spadki. Wygląda na to, że – pomimo pozytywnych ruchów w czerwcu – rynkowi brakowało dostatecznej iskry, która ożywiłaby to, w dużej mierze, słabe lato.

Bitcoin rozpoczął ubiegły tydzień tuż poniżej 29 000 dolarów, ale kontynuował swój trend spadkowy i spadł o około 1 proc., osiągając obecnie poziom 28 700 dolarów. Kryptowaluta odnotowała krótki wzrost w ciągu tygodnia, osiągając szczyt powyżej 29 650 dolarów na eToro, ale nadal odzwierciedla słabość rynku, która dominowała latem. Bitcoin powrócił do poziomów z początku maja.

Ethereum odnotowało podobny trend spadkowy w ciągu tygodnia, zaczynając tuż powyżej 1850 dolarów, ale spadając o około 1,8 proc. i obecnie handlując w okolicach 1810 dolarów. Kryptowaluta doświadczyła znacznego wahania cen w połowie tygodnia, ale ostatecznie spadła.

Bitcoinowy raport KPMG na temat ESG

Jedna z czterech największych firm księgowych KPMG opublikowała raport podkreślający potencjalne korzyści bitcoina dla inicjatyw ESG.

KPMG opisuje bitcoina jako „dojrzałe” aktywo, które w tym roku osiągnęło lepsze wyniki niż wszystkie inne klasy, ale raport potwierdza obawy środowiskowe związane z kryptowalutą, która jest znana z energochłonności.

Jednak pomimo wysokiego zużycia energii, KPMG twierdzi, że kryptowaluta ma do odegrania dużą rolę w ograniczaniu globalnych emisji poprzez promowanie zrównoważonych praktyk energetycznych. Firma wyszczególnia cztery sposoby, w jakie bitcoin może w tym pomóc: poprzez energię odnawialną, reakcję na popyt, ciepło z recyklingu i redukcję metanu.

Raport wskazuje, że to nie sam bitcoin generuje emisje, ale raczej procesy wytwarzania energii potrzebnej do jego działania. Bitcoin ma potencjał do nagradzania rozwoju energii odnawialnej poprzez łączenie odnawialnych źródeł energii z wydobyciem i zapewnianie rzeczywistych zachęt finansowych dla twórców zielonych technologii.

Musk twierdzi, że X (Twitter) nigdy nie uruchomi kryptowaluty

Elon Musk potwierdził, że jego platforma mediów społecznościowych X (dawniej Twitter) nigdy nie utworzy własnego krypto-aktywa, w odpowiedzi na ostrzeżenie o fałszywych tokenach, które mają wyglądać na powiązane z platformą.

Odpowiedź Muska pojawia się w momencie, gdy platforma walczy z rozmaitymi kwestiami. Społeczność kryptowalutowa nieustannie żyje plotkami na temat kolejnego ruchu Muska w kosmosie, więc jasność w kwestii tego, czy może on kiedykolwiek chcieć uruchomić natywny token, jest równie ważna.


Pozostawia to jednak wątpliwości co do tego, czy platforma może lepiej zintegrować istniejące kryptowaluty, aby ułatwić takie funkcje, jak płatności, napiwki lub subskrypcje. Konkurentami w tej materii od dawna są bitcoin i dogecoin – dwie kryptowaluty, które Musk zintegrował z innymi firmami, takimi jak Tesla.

Nie wiadomo jeszcze, czy w X dojdzie to do skutku. Każdy, kto interesuje się Muskiem (a obserwuje go wiele osób), powinien raczej starannie przemyśleć długoterminowe przypadki inwestycyjne, niż próbować odgadnąć jego następny ruch.

Valkyrie chce dodać ethereum do bitcoinowego funduszu ETF

Zarządzający aktywami Valkyrie chce dodać eter do swojego bitcoinowego funduszu ETF. ETF jest obecnie przedmiotem obrotu na Nasdaq i zamierza inwestować w kontrakty terminowe na bitcoiny, co jest już dozwolone przez organy regulacyjne.

Dodanie ethereum jest cichym potwierdzeniem dojrzałości kryptowaluty i elementu dywersyfikującego, który wnosi w połączeniu z bitcoinem. ETF będzie jednak handlował kontraktami futures na ethereum, a nie rzeczywistym aktywem, jak dzieje się w przypadku bitcoina.

Fundusze ETF, które zawierają kontrakty terminowe, wywołały szum na rynku kryptowalut, ale nie sięgają wystarczająco daleko w kwestii zwiększania dostępu do inwestorów zainteresowanych śledzeniem ceny. Kilka miesięcy temu, widzieliśmy silną reakcję rynku na sugestię, że BlackRock miałby uruchomić bitcoinowy ETF z handlem rzeczywistymi aktywami. Na razie pozostaje to niesprecyzowane, ale rynek bacznie obserwuje rozwój sytuacji.

Napiwki a podatki – jakie zasady obowiązują w restauracjach?

Napiwki otrzymywane m.in. w restauracjach mogą stanowić osobne źródło przychodu. Jednak to, czy napiwek jest opodatkowany zależy od formy jego wypłaty. Zasady z tym związane tłumaczy ekspert inFaktu.

Jeśli klient w restauracji przekaże napiwek w gotówce, to wówczas właściciel lokalu nie ma żadnych obowiązków podatkowych. Jednak kelner lub kelnerka, zgodnie z zasadami, powinien opodatkować te napiwki w swoim zeznaniu rocznym. Oznacza to, że nie płaci podatku od razu po otrzymaniu gotówki, lecz w swoim zeznaniu rocznym deklaruje wartość otrzymanych napiwków, które podlegają opodatkowaniu.

Napiwki bezgotówkowe

Coraz częstsze stało się korzystanie z form bezgotówkowych i doliczanie napiwku do rachunku. W takim przypadku wartość tego napiwku jest traktowana jako oddzielny element na rachunku, oprócz podstawowej kwoty do zapłaty. W restauracjach, w których posiłki są najczęściej opodatkowane stawką 8 proc. VAT, napiwek podlega opodatkowaniu 0 proc. VAT, nawet jeśli elementem kolacji były np. krewetki podlegające 23 proc. VAT.

W przypadku napiwku doliczanego do rachunku właściciel lokalu nie odprowadza podatku VAT od tego napiwku. Po otrzymaniu takiego napiwku restauracja dokonuje potrąceń, wliczając koszty obsługi terminala, ponieważ za każdą transakcję za jego pośrednictwem pobierane są opłaty.

Jednak, jeśli ktoś chce dać napiwek za pośrednictwem terminala, pracodawca jest zobowiązany do pobrania podatku dochodowego od tej kwoty i wpłacenia go do urzędu skarbowego. To na pracodawcy ciąży obowiązek pobrania i wpłacenia podatku, a pracownik otrzymuje już napiwek pomniejszony o podatek – wskazuje Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt..

Napiwki dla młodych

Warto pamiętać, że napiwki otrzymane przez osoby do 26 roku życia zatrudnione na podstawie umowy o pracę lub umowy zlecenia do limitu przychodu rocznego 85 528 zł korzystają ze zwolnienia z opodatkowania. Po przekroczeniu tej kwoty konieczne będzie zapłacenie podatku i wykazanie tej wartości w zeznaniu rocznym – wyjaśnia Piotr Juszczyk.

Podsumowując, jeśli kelner otrzymuje napiwek w gotówce, musi go opodatkować i wykazać w zeznaniu rocznym. Jeśli napiwek jest doliczany do rachunku, pracodawca nie płaci podatku VAT, ale pobiera podatek dochodowy i wypłaca pracownikowi kwotę netto pomniejszoną o podatek VAT. Zdaniem eksperta inFaktu napiwki powinny być zwolnione z opodatkowania. Warto zastanowić się nad wprowadzeniem limitu dla nieopodatkowanych napiwków, np. w kwocie 100 zł.

Krakowski rynek biurowy w II kwartale 2023 r.

Wolumen nowoczesnej powierzchni biurowej na koniec czerwca 2023 roku w Krakowie pozostał na niezmienionym poziomie 1,75 mln m kw. W II kwartale roku nie został oddany do użytku żaden projekt. Aktywność deweloperów względem rozpoczynanych nowych inwestycji również wyróżniała się ostrożnościowym podejściem.

Znaczna nadwyżka zasobów, którą krakowski rynek biurowy posiadał nad pozostałymi miastami, mimo braku nowej podaży w II kwartale 2023 roku, pozwoliła mu utrzymać pozycję lidera wśród regionów. W I połowie roku deweloperzy zrealizowali w Krakowie projekty biurowe o powierzchni ponad 42 600 m kw., co stanowiło blisko 37% całkowitego wolumenu powierzchni oddanej do użytku w miastach regionalnych.

„Wciąż niestabilna sytuacja gospodarcza, rosnące koszty budowy i finansowania w połączeniu ze wzrostem współczynnika pustostanów mają niewątpliwy wpływ na decyzje deweloperów. Ma to swoje odzwierciedlenie w rozpoczynaniu przez nich nowych projektów. Na koniec czerwca 2023 roku w Krakowie na etapie realizacji pozostawało jedynie 78 000 m kw. powierzchni biurowej, co jest wynikiem około czterokrotnie mniejszym niż w latach sprzed pandemii. Wówczas w budowie obserwowaliśmy średnio 250 000 – 300 000 m kw.,” – komentuje Katarzyna Bojar, konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Największymi realizowanymi obecnie projektami są: Kreo (23 000 m kw., Ghelamco Poland) oraz Mogilska 35 (13 500 m kw., Warimpex), których oddanie do użytku planowane jest na II połowę br.

„W pierwszej połowie roku najemcy podpisali umowy na 82 600 m kw. powierzchni biurowej. Wynik ten stanowił 25% całkowitego wolumenu transakcji na rynkach regionalnych i jednocześnie był drugim najwyższym odnotowanym w badanych miastach,” – uzupełnia Izabela Dąbrowska, dyrektor w dziale reprezentacji najemcy w Knight Frank.

Największy udział, ponad 56% stanowiły nowe umowy, renegocjacje odpowiadały za 32% wolumenu transakcji, a ekspansje wyniosły 12% wolumenu podpisanych umów.

Pomimo braku nowej podaży w II kwartale 2023 roku, wskaźnik pustostanów zanotował wzrost o 1 pp. względem poprzedniego kwartału i na koniec czerwca osiągnął wynik 18,4%. Porównując rezultat z analogicznym okresem w roku poprzednim wzrost jest jeszcze większy, bo o 2,2 pp.

Czynsze wywoławcze w Krakowie na koniec czerwca 2023 roku pozostały stabilne względem poprzedniego kwartału i wahały się od 10,00 EUR do 16,00 EUR za m kw. miesięcznie. Utrzymujące się wysokie koszty budowy, a także wciąż wysokie koszty obsługi kredytów budowlanych hamują możliwości negocjacyjne inwestorów, dlatego zwłaszcza w nowych budynkach możliwy jest wzrost stawek czynszów. Stawki opłat eksploatacyjnych wahały się od 16,00 do 29,00 PLN/m kw./miesięcznie.

Morze Bałtyckie a zmiany klimatu

Bałtyk jest stosunkowo małym i płytkim morzem śródlądowym charakteryzującym się niewielką wymianą wód z oceanem. Jego powierzchnia wynosi nieco ponad 415 000 km2, a zlewisko, w którym oprócz Polski leżą Dania, Estonia, Finlandia, Niemcy, Łotwa, Litwa, Szwecja, Białoruś, Islandia, Norwegia i Rosja, obejmuje obszar 1,7 mln km2. Procesy zachodzące w Bałtyku są wypadkową działań podejmowanych w całym zlewisku, w tym również zmian klimatu zachodzących na tym obszarze. W różnych rejonach zlewiska mają one różną intensywność i kierunek. Wszystkie te wzajemnie ze sobą powiązane czynniki powodują trudności w prognozowaniu wpływu zmian klimatu na nasze morze. Część powiązań nie jest jeszcze dobrze poznanych. Nakładają się na nie różnice w poszczególnych globalnych modelach i scenariuszach zmian klimatu.

Klimat Morza Bałtyckiego charakteryzują znaczące zmiany sezonowe wynikające z jego lokalizacji. Zimą znajduje się pod wpływem Oscylacji Północnoatlantyckiej wpływającej na cyrkulację atmosferyczną i opady na obszarze znacznej części zlewiska. Wzrost temperatury w zlewisku Morza Bałtyckiego wynoszący 0,08°C/dekadę jest wyższy od średniego wzrostu na całej Ziemi szacowanego na 0,05°C. Zmiany klimatu przejawiają się przede wszystkim przez zmniejszenie liczby bardzo zimnych dni, skrócenie czasu występowania pokrywy lodowej oraz zmniejszenie jej grubości na wielu rzekach i jeziorach, szczególnie tych we wschodniej i południowo wschodniej części zlewiska. Obserwuje się również wydłużanie okresu wegetacyjnego.

Prognozy

Prognozy zmian klimatu wskazują, iż temperatura powietrza w regionie Morza Bałtyckiego będzie nadal wzrastać. Przewiduje się, iż średnia roczna temperatura powietrza wzrośnie w XXI wieku o 3-5°C. Największe ocieplenie prognozowane jest w miesiącach zimowych na północy i wschodzie zlewiska, a w miesiącach letnich w jego południowej części. Może to spowodować wydłużenie okresu wegetacyjnego do końca wieku o 20-50 dni na północy zlewiska oraz 30-90 dni na południu.

Prognozuje się wzrost intensywności globalnego cyklu hydrologicznego. W zlewisku Morza Bałtyckiego w okresie zimowym opady będą wzrastały, a w okresie letnim wzrost spodziewany jest jedynie w północnej części zlewiska. Prognozy dla południowej części zlewiska są bardzo zróżnicowane w zależności od wykorzystywanego modelu. Część z nich wskazuje na przyszły spadek sum opadów. Zwiększy się prawdopodobieństwo występowania opadów nawalnych – ich wysokość i częstotliwość.

Modele matematyczne wskazują, iż generalnie niemal w całym zlewisku morza należy się spodziewać zmniejszenia grubości pokrywy śnieżnej oraz skrócenia okresu jej występowania. Jest to jedynie ogólna tendencja, która nie wyklucza wystąpienia lat o warunkach ekstremalnych, kiedy ilość wody zgromadzona w pokrywie śnieżnej będzie szczególnie wysoka. W południowej części zlewiska ilość śniegu może zostać zredukowana nawet o 75%.

Warunki klimatologiczne mają przełożenie na warunki hydrologiczne w zlewisku. Zmiany w odpływie rzecznym uzależnione będą m.in. od ewapotranspiracji[1] (na intensywność, której z kolei będzie oddziaływała wzrastająca temperatura) oraz od opadów. Prognozy wskazują, iż typowe wiosenne wezbrania będą występowały wcześniej, w I kwartale roku. Wynikać to będzie z rosnącej temperatury powietrza, wcześniejszych roztopów oraz ze zmian w rozkładzie rocznym opadów. W okresie letnim, w związku z mniejszymi opadami i wyższą temperaturą powietrza należy się natomiast spodziewać częstszego występowania okresów suchych.

Jak zmienią się warunki w samym Morzu Bałtyckim?

Należy się spodziewać wzrostu temperatury powierzchniowej warstwy wody. Największe zmiany wystąpią latem w Zatoce Botnickiej oraz Morzu Botnickim, a wiosną w Zatoce Fińskiej. Temperatura wody wzrośnie latem o około 2°C na południu akwenu, a w jego północnej części nawet o około 4°C. Zmiany temperatury będą dotyczyły przede wszystkim przypowierzchniowej warstwy wody, toteż proces ten wpłynie również na wzrost stratyfikacji termicznej morza.

Prognozowane zmiany klimatu będą prawdopodobnie miały wpływ na zmniejszenie zasolenia Morza Bałtyckiego. Największe będą one w rejonie cieśnin duńskich, a najmniejsze w Bałtyku północnym i wschodnim. Prognozowane zmiany będą jednolite w całym roku. Przewidywane zmiany w zasoleniu wód morskich wynikają z prognozowanych zmian w odpływie rzecznym. W całym zlewisku prognozuje się jego wzrost od kilku do kilkunastu procent.

Modele matematyczne wskazują również na przyszłą redukcję pokrywy lodowej na Bałtyku, co jest związane przede wszystkim z rosnącą temperaturą powietrza.

Skutki zmian klimatu

Jednym z najbardziej znanych skutków zmian klimatu jest wzrost poziomu mórz i oceanów wynikający z topnienia pokrywy lodowej. Prognozy dot. wielkości wzrostu poziomu Morza Bałtyckiego w XXI wieku są bardzo zróżnicowane, uzależnione od podejścia do modelowania, poziomu zaufania i niepewności. Wartości podawane przez specjalistów wahają się między 0,6 a 1,1 m. W tym miejscu warto zauważyć, iż wzrost poziomu morza jest częściowo kompensowany przez ruchy izostatyczne skorupy ziemskiej.

Działalność człowieka a życie w Bałtyku

Prognozowane zmiany warunków klimatycznych i związane z nimi warunki hydrologiczne w zlewisku Bałtyku będą miały swoje przełożenie na warunki biochemiczne wód, na życie biologiczne. Życie organiczne limitowane jest m.in. przez dostępność składników odżywczych, głównie związków fosforu i azotu, czyli tak zwanych biogenów. Człowiek, przede wszystkim w wyniku rozwoju intensywnego rolnictwa oraz przemysłu, dostarcza do morza znaczące ilości tych związków. Ich największy ładunek trafiał do Bałtyku około 1980 roku. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, w 2017 roku spośród krajów leżących w zlewisku Morza Bałtyckiego najwyższe zużycie sztucznych nawozów azotowych i fosforowych zanotowano w Niemczech (około 1 659 tys. ton) i w Polsce (około 1 150 tys. ton). Najmniej nawozów zużyto natomiast w Estonii (około 37 tys. ton) i na Łotwie (77 tys. ton). Ładunek substancji organicznych i biogennych dostarczanych rzekami z terenu Polski w ostatnich 20 latach stopniowo się zmniejsza (rys. 1). Jest on jednak uzależniony również od warunków panujących w danym okresie. Przykładowo, w 2010 roku w związku z wystąpieniem powodzi transport zanieczyszczeń do morza znacząco wzrósł. Zostały one wymyte przez rzeki z zalewanych terenów.

Mimo zmniejszenia ładunków biogenów trafiającego każdego roku do morza, w wodach przypowierzchniowych zaobserwowano tylko spadek stężeń azotanów w okresie zimowym. Nie dotyczy to jednak stężenia fosforanów. Znaczące stężenia biogenów, w połączeniu z korzystnymi warunkami termicznymi prowadzą m.in. do częstszych zakwitów glonów i sinic. Mogą one powodować zatrucia ludzi i zwierząt żyjących w Bałtyku. Ponadto, w procesie ich rozkładu wykorzystywane są znaczące ilości tlenu, w wyniku czego powstają obszary o jego deficycie, w których życie organiczne nie może się rozwijać w poprawny sposób.Morze Bałtyckie a zmiany klimatu

Rys. 1. Odpływ substancji organicznych i biogennych rzekami do Morza Bałtyckiego

(PGW WP, PMŚ, za Ochrona Środowiska 2020, 2021)

Podejmowanie działań i możliwe scenariusze

Modele matematyczne uwzględniające postulowane w ramach Bałtyckiego Planu Działań (The Baltic Sea Action Plan) działania mające na celu ograniczenie antropopresji na Morze Bałtyckie wskazują na przyszłe niewielkie zmniejszenie obszarów deficytu tlenu w morzu.

Z drugiej strony patrząc, wg modeli odwzorowujących utrzymanie obecnego stopnia antropopresji (scenariusz „business-as-usual”) obszar beztlenowy zostanie podwojony, a obszary o deficycie tlenu zwiększą się o około 30%. Już obecnie w związku z deficytem tlenu nawet 70 000 km2 Bałtyku pozbawione jest makrofauny.

Z punktu widzenia warunków życia organizmów żywych istotne znaczenie ma również odczyn wody. Modele matematyczne wskazują, iż pH przypowierzchniowej warstwy wody uzależnione jest przede wszystkim od zawartości CO2 w atmosferze. Przy założeniu najgorszego scenariusza dot. emisji CO2 należy się spodziewać znaczącego spadku odczynu.

Wpływ zmian na różnorodność biologiczną

Jednym z podstawowych czynników mających bezpośredni wpływ na funkcjonowanie organizmów jest temperatura. Wzrost temperatury może wpłynąć na strukturę gatunkową organizmów zamieszkujących Bałtyk. Zmiany klimatu mogą sprzyjać wypieraniu organizmów zimnowodnych przez gatunki ciepłowodne.

Oddziaływanie człowieka na Morze Bałtyckie w wielu przypadkach może potęgować niekorzystny wpływ zmieniających się warunków klimatycznych. Dotyczy to oczywiście wspomnianej wcześniej dostawy biogenów. Uwagę warto jednak zwrócić również na nadmierne połowy ryb. W ten sposób człowiek przyczynia się do zmniejszenia różnorodności biologicznej.

Ograniczenie zanieczyszczeń to konieczność

Jak wspomniano na wstępie, dokładny kierunek i intensywność niektórych zmian zachodzących w Morzu Bałtyckim nie są do końca poznane. Niejednokrotnie wyniki modeli matematycznych dają bardzo zróżnicowane wyniki, w zależności od przyjętych założeń. Wynika to ze wzajemnych powiązań szeregu procesów zachodzących nie tylko w samym morzu, ale w całym jego zlewisku. Z całą pewnością można jednak stwierdzić, iż w celu ograniczenia naszego negatywnego wpływu na Bałtyk konieczne jest dalsze ograniczanie antropopresji związanej z urbanizacją, rozwojem intensywnego rolnictwa oraz przemysłu. Liczne zanieczyszczenia pochodzące z tych źródeł za pośrednictwem rzek są transportowane do morza i negatywnie oddziałują na tamtejszy ekosystem i warunki fizyczno-chemiczne.

Więcej o zmianach klimatu i adaptacji do ich skutków możesz znaleźć na stronie projektu Klimada 2.0: https://klimada2.ios.gov.pl/o-projekcie/

Michał Marcinkowski, geograf, hydrolog, ekspert Krajowego Ośrodka Zmian Klimatu w Instytucie Ochrony Środowiska- Państwowym Instytucie Badawczym

Prezydent podpisał nowelizację ustawy o VAT

Cieszy nas zakończenie okresu niepewności w sprawie obowiązku KSeF. Z lekkim niepokojem obserwowaliśmy, jak kolejne zmiany i przesunięcia terminu wdrożenia powodowały, że temat e-faktur był odkładany na bok przez polskich przedsiębiorców. Tymczasem, czas i zasoby niezbędne na zmiany procesowe i technologiczne są kluczowe, aby od 1 lipca 2024 firmy były gotowe na wystawianie i odbieranie faktur z wykorzystaniem nowego rządowego rozwiązania. To już ostatni dzwonek, aby zdążyć na czas.

Przedsiębiorcy, którzy dopiero teraz zaczynają analizę pod kątem KSeF, powinni jak najszybciej zidentyfikować wszystkie źródła wystawiania faktur i procesowania dokumentów zakupu w firmach. W drugim kroku należy zweryfikować w swoim dziale IT lub u dostawców systemów, czy przygotowana jest aktualizacja oprogramowania, gwarantująca komunikację z KSeF. Jeśli taki warunek nie jest spełniony, lub z różnych względów taka opcja nie jest rozważana, wtedy potrzebne jest alternatywne rozwiązanie, aby sprostać zmianie prawa.

Michał Sosnowski – ekspert KSeF, Business Development Director, Exorigo-Upos

Wzrost rentowności amerykańskich obligacji pomógł dolarowi

Niepokojący wzrost rentowności amerykańskich obligacji, szczególnie długoterminowych, w dalszym ciągu ciążył na notowaniach walut europejskich oraz rynków wschodzących. Istotny w tym kontekście będzie czwartkowy odczyt inflacji CPI z USA. Jeśli dane rozczarują, rynek może czekać duża zmienność.

Rynek prawdopodobnie za bardzo przekonał się do założenia o deprecjacji dolara po sygnałach z Fedu sugerujących, że może być to koniec podnoszenia stóp procentowych. Krótkie pozycje na dolara są rozciągnięte, a popularne w tym roku transakcje (długie na waluty rynków wschodzących i euro, a krótkie na dolara) przeżywają gorsze chwile. Winą za to obarcza się obniżenie amerykańskiego ratingu kredytowego przez agencję Fitch, wątpimy jednak, że pojedynczy raport naprawdę miał aż takie znaczenie dla gospodarki i rynku, które poddawane są najgłębszym analizom na świecie.

Kalendarz na ten tydzień nie obfituje w publikacje. Najważniejszy będzie czwartkowy (10.08) odczyt amerykańskiej inflacji CPI za lipiec. Wzrost rentowności amerykańskich obligacji (a za nimi, jak zwykle, innych na świecie) wydaje nam się na razie zjawiskiem technicznym, po trosze niezgodnym z dobrymi wieściami, jakie dostawaliśmy w kontekście dynamiki cen. Raport o CPI za lipiec i potencjalne potwierdzenie dezinflacyjnego trendu w USA nabierają wobec tego dodatkowego znaczenia. Mniejsza rynkowa płynność, wynikająca z okresu wakacyjnego, może wpłynąć na zintensyfikowanie ruchów walutowych wywołanych publikacją raportu.

PLN

W ubiegłym tygodniu wspomnieliśmy o możliwości realizacji zysków na złotym i rzeczywiście niedługo później doświadczył on dość gwałtownej wyprzedaży. W ostatnich dniach niekorzystne dla złotego było również otoczenie zewnętrzne. Kurs EUR/PLN dokonał jednak zwrotu i w poniedziałek 7.08 na poziomie 4,42 jest niewiele powyżej ostatnich minimów. W stosunku do podobnych walut złoty cechuje się odpornością, co wzmacnia nasze pozytywne przekonania dotyczące jego perspektyw.

Dane z Polski w ubiegłym tygodniu były mieszane. Inflacja spadła poniżej oczekiwanego poziomu, do 10,8% w lipcu, co ośmieliło rynki do wyceny silniejszych cięć stóp procentowych. PMI dla przemysłu zawiódł, spadając do najniższego od listopada 2022 r. poziomu 43,5 pkt. Dane dotyczące krajowej aktywności gospodarczej są w ostatnim czasie kiepskie, co również przemawia za obniżeniem stóp procentowych w nadchodzących miesiącach. Publikowany pod koniec miesiąca sierpniowy odczyt inflacji będzie miał kluczowe znaczenie dla najbliższego, wrześniowego posiedzenia NBP, które jest obecnie postrzegane jako to, które może rozpocząć cykl obniżek.

EUR

Odczyt PKB w II kwartale i wstępny dotyczący inflacji w lipcu dostarczyły mieszanych danych. Zgodnie z pierwszym gospodarka w II kwartale nieco odżyła, choć dynamika jej wzrostu jest bardzo niska (0,3% w ujęciu kwartalnym). Drugi zaś nie wskazał na trend dezinflacyjny, przynajmniej w kontekście miary bazowej, która wyniosła 5,5%, przewyższając oczekiwania i jest bliska rekordowych wartości.

Zachowanie euro pozostaje zależne od polityki Europejskiego Banku Centralnego, dla której kluczowe będą nadchodzące publikacje danych. Nie jest dla nas jasne, jak rozwiązana zostanie dychotomia między słabą aktywnością gospodarczą i uporczywie wysoką inflacją bazową w strefie euro. Sądzimy jednak, że kwartalne raporty dotyczące płac – w dalszej części sierpnia z Niemiec i w połowie września ze strefy euro – będą w tym kontekście niezwykle istotne. Mocny wzrost zarobków może wzmocnić obawy dotyczące spirali płacowo-cenowej i wesprzeć zakłady za dodatkowym zacieśnieniem polityki EBC.

USD

Dane z lipcowego raportu NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy były mieszane. Główny odczyt był zgodny ze stopniowym rozluźnieniem sytuacji – przyrost wakatów spadł poniżej 200 tys. i drugi miesiąc z rzędu był niższy niż oczekiwano (po 14 miesiącach zaskakiwania w górę). Stopa bezrobocia pozostaje jednak blisko rekordowych minimów i niespodziewanie spadła do 3,5%, a co ważniejsze, wzrost płac zaskoczył w górę.

Istotniejsze niż raport NFP będą dla Rezerwy Federalnej czwartkowe (10.08) dane o inflacji. Rynki zakładają optymistycznie, że miesięczna dynamika cen bazowych będzie zgodna z inflacją rzędu 2–3% w skali roku, wpisując się w ostatni trend dezinflacyjny. Rozczarowanie w tym kontekście może spowodować znaczną zmienność rynkową, biorąc pod uwagę, jak wątły wydaje się stan rynku obligacji.

GBP

Sierpniowe posiedzenie Banku Anglii nie wsparło funta. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Rada opowiedziała się za małą podwyżką stóp procentowych o 25 pb. – wyłamały się 3 osoby, w tym 2 głosujące za podwyżką o 50 pb. i 1 za utrzymaniem stóp. Sygnały w oświadczeniu nie uległy zmianie od poprzedniego posiedzenia, wskazując, że jeśli inflacja będzie „uporczywa” konieczne mogą być dalsze podwyżki stóp procentowych. Niemniej obecnie panuje konsensus, że zakończenie zacieśniania może się zbliżać, a Rada stwierdziła, że stopy są już na „restrykcyjnych” poziomach.

Oczekiwania rynkowe dotyczące ostatecznego poziomu stóp procentowych oddalają się od poziomu 6%, co uderza w brytyjską walutę. Rada zasugerowała jednak również, że stopy pozostaną na wysokim poziomie na dłużej – biorąc pod uwagę, że będą najprawdopodobniej najwyższe wśród krajów G10, utrzymujemy naszą optymistyczną prognozę wobec funta. W tym tygodniu piątkowy (11.08) odczyt PKB w II kwartale da nam wsteczne dane o kondycji brytyjskiej gospodarki.

CNY

W trudnym dla walut rynków wschodzących tygodniu juan radził sobie dobrze – doświadczył tylko niewielkiej wyprzedaży względem dolara i zdecydowanie umocnił się w ujęciu ważonym handlem. Rozbudzony ponownie optymizm inwestorów związany z rządowymi działaniami stymulacyjnymi pomaga juanowi stawić czoła zewnętrznym niekorzystnym czynnikom. Rząd zalewa inwestorów kolejnymi nagłówkami wskazującymi na wolę wsparcia gospodarki i wydaje się to jak na razie przynosić efekty. Jesteśmy ostrożnie optymistyczni i zakładamy, że poprawa sentymentu wobec Chin może się utrzymać, jeśli pojawiać się będą kolejne oświadczenia podobne tym z Zhengzhou, stolicy prowincji Henan, skupione głównie na wsparciu rynku nieruchomości.

Odczyty PMI z zeszłego tygodnia były mieszane – indeksy zbiorcze od NBS i Caixin spadły, ogólnie dane nie były jednak takie słabe. Jakiś czas temu wspomnieliśmy, że chińskie dane gospodarcze stają się coraz bardziej zniuansowane. Obecnie wydaje się, że widać światełko na końcu tunelu. Warto zauważyć, że indeks zaskoczeń gospodarczych Citigroup dla Chin wzrósł od połowy lipca.

Kalendarz na ten tydzień dla Państwa Środka jest dość bogaty. Szczególnie istotne będą środowe (09.08) dane dotyczące dynamiki cen. Oczekuje się, że po raz pierwszy od ponad 2 lat Chiny doświadczą deflacji konsumenckiej.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

EURUSD odbija od linii trendu

Dane z amerykańskiego rynku pracy osłabiają dolara. Reakcja wydaje się być odpowiednia, ponieważ widać oznaki spowolnienia. Wynik na poziomie 187 tys. nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym jest najniższym rezultatem od grudnia 2020 roku. Ponadto dane z poprzednich miesięcy zostały zrewidowane w dół, łącznie o 49 tys. Publikacja w pewnym stopniu spowodowała wzrost prawdopodobieństwa tego, że lipcowa decyzja Fedu była ostatnią podwyżką w całym cyklu.

Raport o zatrudnieniu jasno wskazuje ochłodzenie. Obniżyła się znacznie średnia sześciomiesięczna. Od pewnego czasu równie silnie spada liczba pracowników tymczasowych, która to jest uznawana za pewnego rodzaju wyprzedzający wskaźnik. W lipcu zostało zlikwidowanych 22 tys. takich miejsc pracy.

Presja płacowa pozostała niezmieniona ale w tym wypadku należy poczekać na publikację innego wskaźnika a mianowicie na indeks płac Atlanta Fed, który jest bardziej znaczący. Stopa bezrobocia zredukowała się do 3,5 proc. z 3,6 proc. i prawdopodobnie zacznie rosnąć, gdy główny wskaźnik (NFP) jeszcze mocniej spowolni. Pamiętajmy, że około 100 tys nowych miejsc pracy jest niezbędnych każdego miesiąca, aby wchłonąć młode osoby które dopiero wchodzą na rynek.

Główna para walutowa rośnie do 1,10 co oznacza, że mamy jakąś reakcję, ale nie jest ona spektakularna. Z kolei rentowności amerykańskich 2-latek lekko się obniżyły i spadły poniżej 4,9 proc.

Wracajac do Fed, rynek pracy cały czas trzyma się scenariusza nakreślonego przez bank centralny. Tworzenie nowych miejsc pracy zmniejsza się stabilnie. Liczba wakatów spada, dzięki czemu podaż i popyt na rynku stają się bardziej zrównoważone. Dane, na które Fed zwraca szczególną uwagę – tj. dzisiejszy raport o zatrudnieniu, niedawno opublikowany indeks kosztów zatrudnienia i inflacja – sugerują, że nie ma potrzeby dalszego podnoszenia kluczowych stóp procentowych.

Kurs EUR/USD odbija od średnioterminowej linii trendu wzrostowego. Bariera techniczna jak na razie utrzymuje kurs głównej pary walutowej w tendencji wzrostowej. Dzisiejsze odbicie może być początkiem kolejnego większego impulsu na eurodolarze.

Autor: Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jak Polacy tankują swoje auta – badanie opinii

Nawyki konsumenckie i zwyczaje zakupowe związane z wyborem paliwa wśród Polaków. Podsumowanie wyników badania PAYBACK Opinion Poll.

Wyniki badania wskazują, że 43% ankietowanych kierowców ze względu na inflację zmieniło swoje nawyki za kierownicą. Ponad jedna trzecia (38,8%) z nich częściej stosuje ecodriving, a 26,3% respondentów zaczęło ograniczać jazdę samochodem. Badani coraz częściej szukają alternatywnych rozwiązań, np. w okresie letnim zamieniają samochód na rower (15,7%) lub wybierają komunikację miejską (10,5%). Niektórzy (5,8%) decydują się również na jazdę samochodem w większych grupach, aby dzielić koszty.

Wzrost cen dla wielu osób oznaczał również zmiany w planach wakacyjnych. Aż 40,2% ankietowanych ze względu na cenę paliwa zmieniło plany wakacyjne, wśród nich aż 21,4% zrezygnowało z nich kompletnie, a 27,3% zdecydowało się ograniczyć dodatkowe wyjazdy. 14,8% respondentów wybrało inny środek transportu, by dotrzeć do miejsca wypoczynku, a 13,3% zmieniło wakacyjną destynację na bliższą. Co dziesiąty Polak (12,6 % badanych) w celu optymalizacji kosztów planuje organizować wycieczki w większej grupie.

Czynniki decydujące o wyborze stacji benzynowej

Cena jest czynnikiem decydującym przy wyborze stacji benzynowej aż u 41,2% ankietowanych. Na drugim miejscu znajduje się lokalizacja stacji. To, czy znajduje się ona po drodze, jest najważniejsze dla 36% tankujących respondentów. Wśród ważnych czynników związanych z wyborem stacji benzynowej pojawiła się również dostępność programów lojalnościowych (9,7%) i promocje (9,6%).

Powody do zmiany stacji paliw

Aż 43,5% ankietowanych deklaruje, że znacząca obniżka cen skłoniłaby ich do tankownia na stacji benzynowej innej marki niż zwykle. Z tego aż 32,2% ankietowanych zdecydowałoby się na zmianę marki stacji przy obniżce ceny litra paliwa o 30-40 groszy. Z kolei dla 16% badanych obniżka nawet poniżej 30 gr byłaby wystarczającym argumentem na zmianę stacji. 24,6% respondentów do zmiany stacji skłoniłaby obniżka na poziomie 40-50 groszy/litr, a 27,3% przekonałoby się do nowej marki przy obniżeniu ceny powyżej 50 groszy za litr paliwa.

Optymalizacja kosztów

37,8% ankietowanych pojechałoby zatankować auto o konkretnej godzinie, gdyby cena paliwa była wtedy niższa. Ponad 28% (28,4%) badanych zaznacza, że nie są skłonni jechać zatankować samochód w określonych ramach czasowych po to, by skorzystać ze zniżki. Natomiast co trzeci respondent (33,8%) nie potrafił jednoznacznie określić, czy skusiłby go rabat dostępny w konkretnych godzinach.

Większość respondentów (61,5%) nie zwraca uwagi na to, czy tankują samochód w dni tygodnia, kiedy na stacji benzynowej jest dostępna promocja na paliwo.

Zachowania konsumenckie a programy lojalnościowe

Wyniki badania PAYBACK Opinion Poll wskazują, że programy lojalnościowe są jednym ze sposobów zarówno przyciągnięcia nowych klientów, jak i budowania bliższych relacji z już obecnymi. Aż 65,3% ankietowanych dołączyłoby do nowego programu lojalnościowego w zamian za możliwość skorzystania z promocji na paliwo. 29% osób nie deklaruje jednoznacznej odpowiedzi, a 6% badanych nie skorzystałoby z takiej opcji.

Podsumowanie

Inflacja i wysokie ceny paliw mają znaczący wpływ na zmiany nawyków konsumenckich i zwyczajów zakupowych związanych z wyborem paliwa wśród Polaków. Ze względu na wzrost cen paliwa, Polacy decydują się między innymi na ograniczanie wyjazdów samochodem, szukają oszczędności poprzez wybór alternatywnych środków transportu i analizują oferty różnych stacji paliw, aby znaleźć tę optymalną pod względem ceny, ale też lokalizacji.

Badanie przeprowadzone w ramach PAYBACK Opinion Poll potwierdza nasze wnioski i spostrzeżenia dotyczące tego, że w obliczu tak wysokiej inflacji Polacy szukają oszczędności wszędzie, a paliwo jest jednym z kluczowych punktów na listach optymalizacji budżetu wielu zmotoryzowanych osób. Ciągle pracujemy więc nad rozwiązaniami, które pozwoliłyby zarówno utrzymać konkurencyjność naszych partnerów, jak i zaspokoić potrzeby konsumentów, którym zależy na obniżeniu kosztów. – podkreśla Rafał Grędziszewski, Business Growth Director w PAYBACK Polska.

O badaniu:

Cel badania: przeanalizowanie kluczowych czynników wpływających na decyzje zakupowe związane z tankowaniem samochodu, przeanalizowanie wpływu inflacji na nawyki Polaków związane z jazdą samochodem. Badanie przeprowadzone zostało w lipcu 2023 roku. Liczba respondentów: 684.

Chcesz wesprzeć swój biznes? Zdecyduj się na własną aplikację!

Współcześnie coraz więcej osób decyduje się na założenie własnej firmy. Sprawia to, że trudniej o wyróżnienie się spośród konkurencji i pozyskanie grona lojalnych klientów. Z pomocą może przyjść stworzenie własnej aplikacji webowej lub mobilnej. Co warto wiedzieć w tym temacie?

Przedsiębiorcy sięgają po różne metody rozwoju swojego biznesu. Jedną z nich jest choćby stworzenie własnej aplikacji webowej lub mobilnej. Ty też możesz zdecydować się na takie rozwiązanie, korzystając z usług profesjonalnych firm, np. Unique devs. Jakie są największe zalety posiadania aplikacji i dlaczego warto? Przeczytaj poniższy artykuł!

Zalety posiadania aplikacji

Posiadanie własnej aplikacji biznesowej jest świetnym narzędziem marketingowym. Możesz wyróżnić się spośród konkurencji, podnieść prestiż całej firmy oraz bez ograniczeń tworzyć programy lojalnościowe dla swoich klientów. Dzięki temu jeszcze chętniej będą korzystać z Twoich usług lub kupować produkty. To inwestycja, która szybko się zwróci. Stanowi jednorazowy wydatek, w przeciwieństwie do klasycznych działań marketingowych, które należy opłacać regularnie.

Przemyślanie i rzetelnie stworzona aplikacja przekłada się na zwiększenie konwersji, satysfakcji i budowanie silnych więzi z marką. Twoja firma zyska na wiarygodności, wzmocni swoją pozycję na rynku i ukaże się jako profesjonalne, nowoczesne przedsiębiorstwo.

Do czego służy aplikacja?

Posiadając własną aplikację, możesz informować swoich klientów o aktualnej ofercie, promocjach, godzinach i dniach działania firmy, a także dowolnych innych kwestiach. Możesz prowadzić rozbudowane programy lojalnościowe, personalizować ofertę i treści dla konkretnego użytkownika, a nawet wysyłać powiadomienia do wybranych grup użytkowników.

Wszystko to jest dla klienta niezwykle komfortowe. W jednym miejscu ma dostęp do najważniejszych danych dotyczących danej firmy, do których może wrócić o dowolnej porze i z dowolnego miejsca. W dzisiejszych czasach niemal każdy posiada już telefon z ekranem dotykowym – zadba o to, aby w zbiorze zainstalowanych aplikacji znalazła się również Twoja.

Własna aplikacja – Ty też możesz ją mieć!

Samodzielne stworzenie aplikacji jest niemal niemożliwe bez rozbudowanej wiedzy i doświadczenia. Zajmują się tym umiejętni programiści, a cały proces składa się z kilku etapów. Dlatego chcąc cieszyć się własną aplikacją webową lub mobilną, skorzystaj z usług fachowców. Tworzenie aplikacji można przedstawić w 4 krokach:

  • poznanie potrzeb i wizji klienta, a także jego marki;
  • tworzenie dokumentacji projektowej i propozycji graficznych, przy wprowadzaniu zmian wskazanych przez klienta;
  • kodowanie i testowanie jako najważniejszy element każdej aplikacji;
  • uruchomienie działającego już narzędzia.

Otrzymasz sprawnie funkcjonującą aplikację, zgodną z Twoimi wszystkimi wymaganiami, gotową, aby służyć Tobie i Twoim klientom. Wesprzyj swój biznes w nowoczesny sposób, a szybko zauważysz różnicę.

Rynek pracy w USA kluczowy dla rynków walutowych

Dane z amerykańskiego rynku pracy to obok inflacji również z USA dwa najważniejsze odczyty dla rynków walutowych w ostatnim czasie. Brytyjczycy nie zaskoczyli i podnieśli stopy procentowe, a ropa naftowa znów szuka szczytów.

Rynek pracy w USA

Dzisiaj o 14:30 poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy. Jeszcze na początku tygodnia oczekiwania były dość neutralne. Obecnie jednak po dobrych danych w środę z Raportu Challengera i przyzwoitych wczoraj tygodniowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych, mamy nagły wzrost optymizmu. Jeżeli dane nie okażą się dobre, możemy być świadkami kolejnej ucieczki od dolara. Od dwóch tygodni amerykański dolar wyraźnie zyskuje i wielu inwestorów powoli zastanawia się, kiedy realizować zyski z tego ruchu. Na uwagę zasługuje szczególnie fakt, że obecnie rynek pracy jest w naprawdę bardzo dobrej sytuacji, zatem nie pozostaje już wiele miejsca na dalszą poprawę. Z drugiej strony nie można wykluczyć kolejnego zbliżania się w stronę rekordowo niskich poziomów i kontynuacji świetnej passy dolara.

Brytyjczycy podnoszą stopy procentowe

Zgodnie z oczekiwaniami wczoraj w Wielkiej Brytanii stopy procentowe wzrosły o 0,25% do poziomu 5,25%. Jedyną niespodzianką w samej decyzji był fakt, że za podwyżką głosowało 8 z 9 członków, a nie jak wcześniej oczekiwano 7. Oznacza to, że Bank Anglii jest bardziej zgodny, niż dotychczas sądzono. Przed samą decyzją rynki spodziewały się, że może jednak pojawić się komunikat o kończeniu cyklu. Z tego powodu trwała wyprzedaż funta, po samej decyzji okazało się, że strach miał wielkie oczy, a kurs funta względem euro, będącym głównym punktem odniesienia dla brytyjskiej waluty, grzecznie wrócił na poziomy z początku dnia.

Tania ropa na dzień wystarczy?

Wczorajszy dość niespodziewany spadek cen czarnego złota szybko został zanegowany. W środę cena spadła z 86 na 83 dolary. Wczoraj dzień kończył się już powyżej 85 dolarów, a dzisiaj od rana dalej idziemy w górę. W górę idzie również gaz, aczkolwiek obecna cena megawatogodziny względem absurdów cenowych sprzed roku wydaje się i tak symboliczna. Dla przypomnienia rok temu jedna megawatogodzina kosztowała niemal 200 euro i rozpoczynał się marsz w stronę rekordów na 340 euro. Dzisiaj mamy po ostatnich wzrostach 30,5 euro. Brzmi to mocno komfortowo.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Jakie są zalety kantoru internetowego?

Kantory internetowe zdobywają coraz większą popularność nie tylko wśród klientów indywidualnych, ale również firm. Jeszcze do niedawna, aby móc wymienić walutę trzeba było najpierw ją wypłacić, a następnie udać się do kantoru stacjonarnego, co w pewnych sytuacjach było uciążliwe. Obecnie, dzięki bankowości elektronicznej, możemy dokonać szybkiej wymiany waluty bez wychodzenia z domu. Jakie są zalety kantoru internetowego? Podpowiadamy.

Jak działają kantory internetowe?

Kantory internetowe funkcjonują w podobny sposób jak te stacjonarne. W takim przypadku jednak nie musimy udawać się osobiście do placówki kantoru, ponieważ wszelkie formalności, a także sama wymiana realizowana jest przez internet. Jeżeli chcemy wymienić walutę online, wówczas musimy najpierw założyć konto w kantorze internetowym. Aby je utworzyć będziemy musieli podać kilka danych osobowych, a także numery rachunków złotówkowego i walutowego. W przypadku kiedy decydujemy się na wymianę środków w zaufanym kantorze online, nie musimy obawiać się o bezpieczeństwo naszych danych. Są one jednak wymagane ze względu na ustawę o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Po założeniu konta należy wpłacić na nie odpowiednią sumę pieniędzy i zatwierdzić cenę waluty.

Kantory internetowe obsługują klientów indywidualnych i firmy

Dużą zaletą kantorów internetowych jest fakt, iż obsługują one zarówno klientów indywidualnych oraz podmioty rynku walutowego, które poszukują najkorzystniejszych kursów wymiany walut i błyskawicznych rozliczeń, ale także klientów biznesowych. Kantor dla firm, który działa online to doskonała opcja dla eksporterów, importerów i klientów firmowych, którzy są zainteresowani konkurencyjnymi kursami walutowymi, a także dla przedsiębiorstw realizujących płatności zagraniczne.

Kantory internetowe działają 24/7

Ze względu na szereg zalet kantorów internetowych, są one obecnie bardzo popularne nie tylko wśród klientów indywidualnych, ale także biznesowych. Zaletą kantorów online jest fakt, iż funkcjonują one bez przerwy, a więc 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Dzięki temu możemy dokonać wymiany waluty o każdej porze dnia i nocy, bez konieczności wychodzenia z domu i dojazdu do placówki stacjonarnej, a także wypłaty gotówki w bankomacie.

Wygoda realizowania transakcji przez kantory online jest jednym z aspektów, dla których z usług takich firm decydują się korzystać nie tylko duże przedsiębiorstwa, ale także klienci indywidualni. Co więcej, pieniądze na konto klienta trafiają błyskawicznie, ponieważ zazwyczaj kantory online współpracują z polskimi bankami, co maksymalnie skraca czas transakcji.

Korzystne kursy wymiany walut w kantorach internetowych

Ze względu na to, że koszt obsługi kantoru internetowego często jest niższy niż stacjonarnego, właściciele takich miejsc mogą pozwolić sobie na niższe marże. W związku z tym nierzadko kantory online mają korzystniejsze ceny wymiany walut niż placówki stacjonarne. Dodatkowo wyróżniają się szerszą dostępnością walut, dzięki czemu można w nich kupić również mniej popularne waluty, praktycznie z całego świata.

Rewolucyjne zmiany w podatku od nieruchomości po przełomowym wyroku TK

Przełomowy wyrok TK w sprawie podatku od nieruchomości  – co oznacza dla podatników dziś i za półtora roku?

Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 4 lipca 2023 r. stwierdził, że definicja budowli zawarta w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych jest niezgodna z Konstytucją RP. W związku z tym, przepis ten przestanie obowiązywać po upływie 18 miesięcy, co daje ustawodawcy półtora roku na wprowadzenie nowej definicji budowli. Podatnicy nie muszą jednak czekać tak długo na wykorzystanie skutków orzeczenia, ponieważ orzeczenie ma wpływ również na bieżące rozliczenia podatku od nieruchomości.

Według Trybunału niekonstytucyjność przepisu wynika z odwołania się do prawa budowlanego w ustawie podatkowej, co powoduje brak wystarczającej precyzji w definicji obiektów podlegających opodatkowaniu. W rezultacie wielokrotnie pojawiały się trudności w określeniu, czy dana budowla podlega opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości.

To nie pierwszy raz, gdy Trybunał zwrócił uwagę na tę kwestię. Już w 2011 r. wydano pierwsze ostrzeżenie w sprawie opodatkowania wyrobisk górniczych, a później, w 2020 r. sygnalizowano konieczność zmian. Jednak dopiero teraz, 4 lipca 2023 r., wydano to przełomowe orzeczenie.

Lipcowy wyrok TK stwierdza wprost niezgodność przepisu z Konstytucją i wskazuje termin jego wycofania z porządku prawnego. Na ustawodawcy wymusza to konieczność wprowadzenia nowego podatku od nieruchomości, co może być zadaniem niełatwym, ze względu na podobne wady prawne istniejące w definicji budynków.

Do czasu wprowadzenia nowych definicji przez ustawodawcę podatnicy będą mogli korzystać z wyroku  w trwających sporach podatkowych. Wydane orzeczenie daje mocny argument na ich korzyść w przypadkach, gdzie wcześniej nie było jasne, jak opodatkować m.in. urządzenia techniczne z częściami budowlanymi, stacje bazowe telefonii komórkowej, stacje transformatorowe i gazowe, silosy czy dystrybutory na stacjach paliw.

Ponadto wyrok umożliwia wznowienie zakończonych postępowań dotyczących opodatkowania budowli i składanie wniosków o zwrot nadpłaty podatku. Wnioski o wznowienie należy złożyć w terminie miesiąca od ogłoszenia wyroku, czyli do 10 sierpnia 2023 r.

Chociaż to orzeczenie nie rozwiąże wszystkich długotrwałych sporów między organami podatkowymi a podatnikami w kwestii przedmiotu opodatkowania podatkiem od nieruchomości, to daje ustawodawcy i sądom możliwość wprowadzenia zmian i wyjaśnienia wieloletnich wątpliwości.

Wojciech Pławiak – doradca podatkowy, radca prawny, LITIGATO Spory Podatkowe Kancelaria Prawno-Podatkowa Wojciech Pławiak.

Julia Karcz, radca prawny, LITIGATO Spory Podatkowe Kancelaria Prawno-Podatkowa Wojciech Pławiak.

Oliver Tuszik nowym prezesem Cisco na Europę, Bliski Wschód i Afrykę

Oliver Tuszik pokieruje działaniami firmy w Europie, na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce (EMEA). Ostatnio zajmował stanowisko starszego wiceprezesa Cisco Global Partner Sales and Routes to Market, gdzie wspierał rozwój globalnego ekosystemu partnerów i odpowiadał za utrzymanie najwyższych standardów obsługi klientów firmy. Ma ponad 25-letnie doświadczenie w zarządzaniu na różnych stanowiskach, w tym jako dyrektor generalny Computacenter w Niemczech oraz innych firmach IT. Jest to dla niego powrót do regionu EMEA, gdzie kierował on niemieckim oddziałem Cisco w latach 2013-2018.

Nominacja Tuszika nastąpiła w momencie, gdy Cisco wzmacnia działania na rzecz bezpiecznego połączenia technologii, ludzi, administracji i firm na całym świecie. W miarę jak priorytety informatyczne i ekologiczne stają się coraz bardziej powszechne, wszystkie branże muszą ponownie spojrzeć na swoje modele biznesowe i łańcuchy dostaw, aby poprawić zwinność, odporność i stać się bardziej zrównoważonymi. W swojej nowej roli Tuszik będzie realizował te cele poprzez ekosystem partnerów i klientów Cisco, aby przyspieszyć cyfryzację i wzmocnić innowacyjność w regionie EMEA.

„Miałem zaszczyt pracować z największymi organizacjami i najbystrzejszymi umysłami na całym świecie, a EMEA ma zdecydowanie największy niewykorzystany potencjał na tym polu na świecie. Siła, innowacyjność i różnorodność talentów w krajach tego regionu są niezrównane” – powiedział Oliver Tuszik, nowy prezes Cisco na region EMEA. „Technologia jest najważniejszym elementem przyspieszającym cyfryzację a Cisco jest w jej centrum – od bezpiecznej i zrównoważonej infrastruktury, przez transformacyjne technologie AI, po wzmacnianie przyszłości pracy”.

„Oliver wywarł na nas niesamowity wpływ przez 10 lat pracy w Cisco. Wielokrotnie udowodnił, że jest jednym z najbardziej inspirujących liderów w firmie i jednym z najlepszych rzeczników naszych klientów i partnerów. Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, co nasz niesamowity zespół w regionie EMEA osiągnie pod jego kierownictwem” – powiedział Jeff Sharritts, wiceprezes wykonawczy oraz globalny dyrektor Cisco ds. klientów i partnerów, któremu Tuszik będzie podlegać.

Bezwzględne dożywocie, 10 lat za szantaż, przepadek auta i inne obostrzenia kar

Już w październiku 2023 r. zaczną obowiązywać pierwsze z zaostrzonych kar za przestępstwa. Chodzi między innymi o karę bezwzględnego dożywocia, czyli dożywotniego pozbawienia wolności bez możliwości ubiegania się o wcześniejsze warunkowe zwolnienie. Pijani kierowcy będą tracić swoje samochody lub ich równowartość.

Zaostrzenie sankcji w Kodeksie karnym

Z dniem 1 października 2023 r. wejdzie w życie Ustawa z dnia 7 lipca 2022 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw, zaostrzająca przewidziane w nim kary. Z ich katalogu wykreślona zostanie oddzielna kara 25 lat pozbawienia wolności. W zamian podwyższeniu z 15 lat do lat 30 ulegnie górna granica kary więzienia. Sąd będzie mógł również wymierzyć dożywocie. Przy czym okres, po upływie którego skazani na tę karę będą mogli ubiegać się o zwolnienie warunkowe zostanie wydłużony z 25 lat do lat 30. Nowelizacja wprowadza również novum – karę bezwzględnego dożywocia – czyli karę pozbawienia wolności bez możliwości ubiegania się o wcześniejsze warunkowe zwolnienie.

Przestępstwa seksualne i rozboje

Zaostrzeniu ulegnie zagrożenie karą pozbawienia wolności: za pedofilię – z obecnych od 3 do 15 lat więzienia na od 5 do 30 lat, za gwałt ze szczególnym okrucieństwem – do 30 lat pozbawienia wolności (obecnie do 15 lat), a jeśli następstwem gwałtu będzie ciężki uszczerbek na zdrowiu – sąd będzie mógł wymierzyć nawet dożywocie. Wobec recydywistów stosowane będzie nadzwyczajne obostrzenie kary, czyli podniesienie jej dolnych i górnych granic o połowę.

W przypadku rozboju, górna granica zagrożenia karą pozbawiania wolności będzie wynosić 15 lat zamiast dotychczasowych 12, a za rozbój z użyciem broni grozić będzie do 20 lat więzienia. Za umyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu sąd będzie mógł orzec karę 20 lat więzienia w miejsce obecnych 15 lat.

Nowością jest, że w razie skazania za przestępstwo przeciwko wolności seksualnej lub obyczajności, sąd, na wniosek pokrzywdzonego, będzie zobligowany orzec wobec sprawcy środek karny w postaci zakazu przebywania w określonych środowiskach lub miejscach, kontaktowania się z określonymi osobami (także poprzez inne osoby i telefonicznie, czy przez Internet) i zbliżania się do nich lub zakaz opuszczania określonego miejsca pobytu bez zgody sądu, jak również w postaci nakazu czasowego opuszczenia lokalu zajmowanego wspólnie z pokrzywdzonym.

Inne obostrzenia

Wysoką karę – do 5 lat pozbawienia wolności, nowe przepisy przewidują dla osób uchylających się od naprawienia szkody wyrządzonej przestępstwem. Na 10 lat będzie mógł trafić do więzienia sprawca, który dokona wymuszenia mienia stosując szantaż. Dziś taki czyn zagrożony jest karą do 3 lat pozbawiania wolności. Jeśli śledczy udowodnią komuś przyjęcie zlecenia zabójstwa, to oskarżony będzie mógł trafić do zakładu karnego nawet na 15 lat. Tak wysoki wyrok grozić będzie nawet za samo przygotowanie do zabójstwa. Spośród innych obostrzeń, za zabójstwo kwalifikowane odpowiedzialność karną jak dorosły poniesie już 15-latek. Z kolei z 30 lat do lat 40 zostanie wydłużony okres przedawnienia karalności zabójstwa.

Konfiskata samochodów

Państwo będzie bardziej srogo karać pijanych kierowców. Kierujący, który będzie miał we krwi powyżej 1,5 promila alkoholu straci samochód, za kierownicą którego go zatrzymano i to bez względu na to, czy spowodował wypadek, czy nie. Choć w tym drugim przypadku sąd będzie mógł odstąpić od orzeczenia przepadku. Wystarczy więc, że policja zatrzyma kierującego w tym stanie, by sąd mógł orzec przepadek jego auta. Obligatoryjnie samochody tracić będą natomiast kierujący, którzy spowodowali wypadek w stanie nietrzeźwości (co najmniej 0,5 promila alkoholu we krwi), a także ci, których w stanie nietrzeźwości zatrzymano za kierownicą kolejny raz w okresie ostatnich 2 lat. Obowiązkowy przepadek obejmie też sprawcę wypadku, który zbiegł z miejsca zdarzenia – niezależnie czy był nietrzeźwy czy nie.

Nowelizacja przewiduje też sytuację, gdy za kierownicą samochodu nie siedzi jego właściciel. Wówczas zostanie wobec niego orzeczony przepadek równowartości auta. Im więc droższe auto, tym wyższą stratę poniesie kierujący. Największe ryzyko majątkowe siadając po spożyciu za kierownicę podejmować będą nie tylko osoby w luksusowych autach należących do nich, ale także pożyczonych, czy wynajętych w leasingu. Samochody należące do pracodawcy, a prowadzone przez nietrzeźwego kierowcę zawodowego, nie będą podlegać przepadkowi ani nie będzie orzekany przepadek równowartości. Sąd w ich przypadku orzeknie nawiązkę w wysokości od 5 000 do 100 000 zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Spoza zmian o charakterze majątkowym najważniejsza dotyczy karalności sprawców wypadków. Obecnie nietrzeźwemu sprawcy ciężkiego wypadku grozi od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. Na mocy nowelizacji będzie to od 3 do 16 lat (lub od lat 5, gdy wypadek będzie miał skutek śmiertelny). Dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów zostanie rozszerzony na kierowców, którzy po spowodowanym wypadku, a przed poddaniem się badaniu na zawartość alkoholu lub środka odurzającego, spożyli alkohol lub zażyli taki środek.

Podsumowanie

Nowe przepisy dotyczące przepadku samochodu (lub jego równowartości) wejdą w życie 14 marca 2024 r. Natomiast już od 1 października 2023 roku zaczną obowiązywać wyższe kary dla nietrzeźwych kierowców. Co do pozostałych zmian – na ich tle może dochodzić do licznych sporów w zakresie wyceny zniszczonych samochodów sprawców wypadków (także aut należących do innych właścicieli, leasingodawców) na potrzeby ustalenia kwoty ich równowartości do orzeczenia przepadku. Zgodnie z nowymi przepisami ma być ona ustalana według wartości pojazdu określonej w polisie ubezpieczeniowej na rok, w którym popełniono przestępstwo, a w razie braku polisy – według średniej wartości rynkowej.

Na uwagę zwraca nowy typ przestępstwa wymuszenia rozbójniczego, tj. wymuszenia mienia poprzez szantaż. Na mocy bowiem § 2 dodanego do art. 282 Kodeksu karnego, karze pozbawienia wolności od 1 do 10 lat podlegać będzie ten, kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, groźbą rozgłoszenia dotyczącą innej osoby, lub osoby dla niej najbliższej, wiadomości uwłaczającej czci lub istotnie naruszającej prywatność lub rozgłoszenia zarzutu, który może poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, doprowadza inną osobę do rozporządzenia mieniem własnym lub cudzym albo do zaprzestania lub ograniczenia działalności gospodarczej. Przed nowelizacją taki szantaż zagrożony był znacznie niższą karą – do 3 lat pozbawienia wolności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Bank Anglii nie powiedział ostatniego słowa

Bank Anglii podniósł po raz 14 stopy procentowe. Tym razem ruch był mniejszy od poprzedniego i wyniósł 25 punktów bazowych. Można powiedzieć, że część rynku była rozczarowana mniejszym krokiem niż poprzednio. Funt tracił jedynie przez chwilę po decyzji. Na koniec dnia kurs GBP/USD uplasował się powyżej poziomu 1,27. Notowania znajdują się w bardzo interesującym miejscu. Dużo działo się również na rynku ropy naftowej. Ta urosła po doniesieniach, że Arabia Saudyjska zamierza przedłużyć okres dobrowolnych cięć produkcji. Dziś poznamy raport z amerykańskiego rynku pracy.

Wczoraj Bank Anglii brzmiał w sposób jastrzębi. Pojawiło się stwierdzenie, że stopy procentowe będą restrykcyjne przez wystarczająco długi czas, wszystko po to, żeby przywrócić inflację do celu. Ta niestety w ostatnich miesiącach nie spada tak silnie jak w innych gospodarkach. Co prawda wskaźnik zasadniczy osiągnął swój szczyt (ponad 11 proc.) jesienią 2022 roku i aktualnie wskazuje 7,9 proc. co daje wciąż wysoki poziom. Bazowa miara do tej pory wciąż zaskakiwała swoją uporczywością i dopiero ostatni odczyt pokazał lekki spadek do 6,9 proc. r/r.

Rynek na ten moment zakłada, że dwie kolejne podwyżki stóp są bardzo realne. Trzecia, ta grudniowa – tu szanse są określane na ok 45 proc. Oznacza to jedno, BoE będzie wciąż restrykcyjny, choć istnieje duże ryzyko, że rynek będzie musiał zmienić w pewnym momencie swoją wycenę, ponieważ Bank Anglii może nie spełnić tych oczekiwań i zmienić swoją retoryką, za którą pójdą odmienne działania. Wcześniej jednak musielibyśmy otrzymać mocniejszy spadek inflacji, bo to w głównej mierze ten czynnik może spowodować, że instytucja złagodzi swój ton.

Kurs GBPUSD znajduje się obecnie w interesującym miejscu. Zniżki, które trwają od 14 lipca dotarły do horyzontalnego wsparcia, które zostało wyznaczone przez szczyt z wiosny tego roku oraz dołek z końca czerwca. Do tego dochodzą dwa zniesienie wewnętrzne Fibo (38,2 proc. oraz 61,8 proc.) dwóch impulsów wzrostowych (od marca oraz od końca maja 2023 roku). Sam układ ostatniej korekty spadkowej jest również bardzo regularny. Jeśli do tego dodamy widoczną dywergencję ceny z wykresem oscylatora stochastycznego, tworzy się ciekawy układ, który wskazuje, że to właśnie w okolicach 1,26 utworzył się lokalny dołek pary GBP/USD.

Interesująco zrobiło się również na rynku ropy. Doniesienia o tym, że Arabia Saudyjska przedłuży dobrowolne cięcia wydobycia o 1 mln baryłek dziennie do końca września spowodowało, że odmiana brent urosła powyżej 85 USD i zyskała ponad 2,3 proc. . Redukcja może być przedłużona oraz pogłębiona w przyszłości – taki komunikat również otrzymaliśmy. Ten czynnik fundamentalny spowoduje prawdopodobnie, że prognozowany deficyt podaży w II połowie roku przez EIA może się powiększyć.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Kolejny solidny kwartał Banku Pekao, wzrosty we wszystkich kluczowych segmentach

Wyraźne odreagowanie w bankowości detalicznej i mocny wynik bankowości dla firm przy braku nietypowych zdarzeń zaowocował kolejnym bardzo dobrym pod względem wyników kwartałem dla Banku Pekao. Siła bilansu i niezwykła odporność Banku Pekao została potwierdzona ostatnim testem warunków skrajnych EBA, w którym Pekao okazało się  najbezpieczniejszym bankiem w Europie.

Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.
Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Za nami bardzo dobry drugi kwartał i całe półrocze. To w mojej ocenie dowodzi, że skutecznie i szybko odpowiadamy na potrzeby naszych klientów i proponujemy naprawdę atrakcyjną ofertę, a przy tym efektywnie zarządzamy naszymi aktywami i kosztami. Dzięki takiemu wynikowi możemy jeszcze skuteczniej finansować potrzeby polskiej gospodarki, polskich rodzin i przedsiębiorców, np. wychodząc z ofertą kredytów dla rolników oraz biorąc udział w rządowych programach wspierających mieszkalnictwo – mówi Leszek Skiba, prezes Banku Pekao. – Nie sposób nie wspomnieć o naszej kapitałowej sile i fakcie, że w ostatnim teście EBA zajęliśmy pozycję numer 1 w Europie.

Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w II kw. 2023 r. wyniósł 1,693 mld zł i był ponad trzy razy wyższy niż w analogicznym okresie 2022 roku oraz o 17 procent wyższy niż w pierwszym kwartale bieżącego roku. Całe pierwsze półrocze Bank Pekao zamknął zyskiem netto w wysokości 3,140 mld zł w porównaniu do 1,375 mld zł rok wcześniej. Wzrost skali działania, korzystne wyniki wszystkich segmentów działalności, wyższy wynik odsetkowy, mniejsze w ujęciu rok do roku rezerwy i składki, były głównymi czynnikami stojącymi za znaczącym wzrostem zysku.

W tegorocznej edycji ogólnoeuropejskich testów warunków skrajnych, przeprowadzonych przez Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) Bank Pekao S.A. okazał się najbardziej odpornym na negatywne scenariusze makroekonomiczne bankiem w Europie, spośród 70 objętych badaniem podmiotów. Jako jeden z tylko dwóch banków z zestawienia nie zanotował spadku wskaźników kapitałowych w scenariuszu skrajnym.

Zgodnie z wynikami testów, skonsolidowany współczynnik kapitału podstawowego Tier 1 (CET1) Banku Pekao byłby w 2025 r. na poziomie 18,6 proc. w scenariuszu bazowym z 3-letnim zyskiem na poziomie 12,3 mld zł oraz 15,4 proc. w scenariuszu skrajnym z 3-letnim zyskiem na poziomie 6,4 mld zł.

Silne odbicie w bankowości detalicznej, sprzedaż kredytów hipotecznych i gotówkowych zdecydowanie wyższa

II kwartał 2023 przyniósł silne odreagowanie w bankowości detalicznej. Nowa sprzedaż kredytów hipotecznych była w okresie kwiecień-czerwiec prawie dwa razy wyższa niż kwartał wcześniej, sięgając 1,3 mld zł. Korzystne trendy sprzedażowe oraz udział w rządowych programach mieszkaniowych dają szansę na wzrost wolumenu w kolejnych kwartałach.

Wyróżniała się również nowa sprzedaż pożyczek gotówkowych, która urosła w ujęciu kwartał do kwartału o ponad jedną piątą. A tempo wzrostu sprzedaży, licząc od początku roku było dwukrotnie wyższe niż średnio w sektorze bankowym. Skuteczne ucyfrowienie klientów sprawiło, że aż 82 proc. tego rodzaju pożyczek sprzedano zdalnie.

Okres pierwszego półrocza przyniósł rekord pod względem sprzedaży nowych rachunków bieżących dla klientów indywidualnych. Przybyło 305 tys. kont osobistych, o 14 procent więcej niż w pierwszej połowie zeszłego roku, z czego aż ponad 100 tys. to konta dla młodych poniżej 26. roku życia. Warto wspomnieć, że Bank Pekao został podwójnym zwycięzcą prestiżowego rankingu Złoty Bankier za najlepsze konto osobiste oraz najlepsze konto dla dziecka.

Liczba aktywnych klientów bankowości mobilnej Banku Pekao na koniec półrocza po raz pierwszy sięgnęła blisko 3 mln osób wobec 2,6 mln rok wcześniej, nieuchronnie zbliżając się do strategicznego celu na 2024 rok – 3,2 mln aktywnych klientów mobilnych.

Koszty pod ścisłą kontrolą

Tradycyjnie już Bank Pekao utrzymywał koszty pod ścisłą kontrolą. Wskaźnik koszty/dochody za II kwartał znalazł się na poziomie 31 proc. Koszty operacyjne urosły w II kwartale w tempie zbliżonym do inflacji, pomimo wzrostów cen oraz płac.

Odpowiedzialne podejście do zarządzania bilansem pozwoliło utrzymać Bankowi Pekao standardowe koszty ryzyka w II kw. 2023 pod kontrolą na poziomie 51 pb. Cel strategiczny na koniec okresu strategii w 2024 roku to 50-60 pb.

O 273,1% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lipcu 2023 r.

O 273,1% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lipcu 2023 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM). Wartość Indeksu oznacza, że w lipcu 2023 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 273,1% w porównaniu do lipca 2022 r.

W lipcu 2023 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 43,47 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 14,1 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o 208,3%. W porównaniu do czerwca 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o 97,5%.

Nie przebiło to jednak liczby osób wnioskujących o kredyt pomiędzy lutym a lipcem 2021 r., gdy był ogromny boom na kredyty mieszkaniowe wywołany historycznie niskimi stopami procentowymi.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w lipcu br. wyniosła 410,42 tys. zł i była wyższa o 21,0% w relacji do wartości z lipca 2022 r. W porównaniu do czerwca 2023 r. była wyższa o 7,4%.

– Lipcowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wystrzelił jak rakieta i pokazuje, że w lipcu br. złożono wnioski kredytowe na wartość aż o 273,1% wyższą niż przed rokiem. Jest to historycznie najwyższy wynik od 2008 r., czyli od kiedy w BIK posiadamy dane dla Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe. Są trzy powody tak wysokiej wartości odczytu Indeksu w lipcu br.

Pierwszym czynnikiem wzrostu popytu na hipoteki jest trzykrotny wzrost liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy. Jest to niewątpliwie z jednej strony efekt dużego zainteresowania kredytem w ramach programu „Bezpieczny Kredyt 2 proc.”.

Szacuję, że ok. 60% wśród osób ubiegających się o kredyt mieszkaniowy w lipcu br. to potencjalnie osoby w wieku do 45 lat, nieposiadające wcześniej kredytu mieszkaniowego, składające wniosek o kredyt do kwoty 600 tys. zł w banku uczestniczącym w programie. W procesie weryfikacji wnioskodawcy przez bank, w bazie BIK nie ma możliwości oznaczenia, że zapytanie zostało złożone w związku z programem. Po części wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe wynika z poprawy sentymentu do kredytów mieszkaniowych wśród potencjalnych kredytobiorców, którzy z przyczyn formalnych nie mogą być beneficjentami programu, ale wzrosła ich zdolność kredytowa. Zdolność kredytowa rośnie również w wyniku wzrostu wynagrodzeń – w czerwcu pierwszy raz od 12 miesięcy wynagrodzenia realnie wzrosły, spadku WIBOR-u w oczekiwaniu na spadki stóp procentowych, jak również działań regulacyjnych – obniżenie przez KNF poziomu bufora na stopę procentową. W konsekwencji nastąpił wzrost dostępności kredytu mieszkaniowego, co bezpośrednio przyczyniło się do wzrostu popytu. Dla uczestników Programu „Bezpieczny Kredyt 2 proc.” zdolność kredytowa wzrosła nawet o około 30%. wobec standardowej, rynkowej hipoteki.

Wpływ na tak wysoką wartość popytu na hipoteki miał także wzrost średniej wartości wnioskowanego kredytu aż o 1/5 wyższy w porównaniu do lipca 2022 r. Pozwoliła na to wyższa zdolność kredytowa. Wzrosły również ceny na rynku nieruchomości, dostosowując się do poziomu limitów cenowych z „Programu Bezpieczny Kredyt 2 proc.” (dla singla 700 tys. zł, i dla pary do 800 tys. zł.)

Po trzecie, interpretując odczyt Indeksu trzeba jednak pamiętać, że od maja 2021 r. aż do sierpnia 2022 r., gdy odnotowaliśmy najniższy odczyt wartości Indeksu i był on w silnym trendzie spadkowym, tworzy on więc obecnie oraz aż do sierpnia br. niską bazę porównawczą. Właśnie efekt statystyczny niskiej bazy z lipca 2022 r. częściowo odpowiada za tak wysoki lipcowy odczyt BIK Indeksu PKM – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Nadal warto więc śledzić zachowanie dwóch składowych Indeksu, tj. liczbę osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy oraz średnią kwotę wnioskowanego kredytu. Reasumując można już mówić, że lato mamy za oknem, a na rynku kredytów mieszkaniowych wręcz upały. Pytanie, czy wysokie temperatury na rynku kredytów mieszkaniowych zostaną z nami również na jesieni? Czyli jak długo będzie występował „efekt kredytu 2 proc.” – puentuje główny analityk Grupy BIK.
kredyty mieszkaniowe w lipcu 2023

Problem ze STIR-em. Temat wymaga interwencji ustawodawcy

Ustawodawca powinien pilnie zmienić przepisy dot. STIR-u. Obecnie stosowana praktyka daje duże pole do nadużyć.

Według Ministerstwa Finansów, w I kw. br. liczba zablokowanych rachunków bankowych z wykorzystaniem STIR rdr. zwiększyła się o ponad połowę. Tendencja wzrostowa może być niepokojąca. To narzędzie daje organom możliwość blokowania rachunków podatników do trzech dni, bez podlegania kontroli i ponoszenia konsekwencji tych działań. Nie wymagają one postępowań dowodowych. Co więcej, przedsiębiorcy nie są informowani o przyczynach i nie mają żadnych instrumentów obronnych czy odwoławczych. To bardzo groźne rozwiązanie dla działalności gospodarczej i samych podatników. Wymaga pilnej interwencji ustawodawcy. Ponadto należy rozważyć np. wprowadzenie domniemania winy Szefa KAS za wyrządzone szkody, związane z blokadą rachunku, która nie została przedłużona.

Niepokojące tendencje

Jak wynika z ostatnich danych, które przekazało opinii publicznej Ministerstwo Finansów, w I kwartale br. liczba blokad rachunków bankowych z wykorzystaniem STIR zwiększyła się o ponad 54 proc. rdr. Powodem takiego wzrostu raczej nie był nadzwyczajnie pogłębiający się problem z nieuczciwymi podatnikami. Bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest większa determinacja organów podatkowych, takich jak KAS i NUCS, w wykorzystywaniu tego środka do walki z oszustwami podatkowymi. Warto też dodać, że tendencja wzrostowa w używaniu ww. narzędzia jest obserwowana od momentu wprowadzenia go do przepisów.

Organy podatkowe coraz częściej i śmielej wykorzystują ten instrument. Darzą to narzędzie zaufaniem co do trafności w typowaniu nieuczciwych podatników. System ten jest stale ulepszany w zakresie identyfikacji potencjalnych nadużyć, a przez to bardziej efektywny i precyzyjny. Ponadto orzecznictwo administracyjne, które opowiada się po stronie organów podatkowych w kwestii wykorzystania blokady rachunku bankowego, może dodatkowo zachęcać do częstszego sięgania po to rozwiązanie.

Mimo ww. wzrostu procentowego, narzędzie to w dalszym ciągu jest relatywnie rzadko stosowane. Z danych GUS-u z początku br. wynika, że w Polsce mamy prawie 5 mln firm, a zatem zbliżoną ilość rachunków bankowych możliwych do zablokowania. Z tej perspektywy, ponad 90 blokad dokonanych w I kw. 2023 roku nie jest zatrważającym zjawiskiem. Rok wcześniej takich przypadków było prawie 60. A na etapie projektowania sytemu resort szacował, iż rocznie będzie blokowanych ok. 4,6 tys. rachunków.

Choć wykorzystywanie narzędzia wciąż jest marginalne i rzadziej stosowane, niż pierwotnie szacowano, odnotowany wzrost należy uznać za niepokojący. W przywołanym okresie łączna wartość zatrzymanych środków wyniosła ponad 22 mln zł, co można przełożyć na przeszło 40% wzrost rdr. To sugeruje, że pojedyncze blokady mają duże znaczenie finansowe.

Niebezpieczne narządzie

Blokada rachunku bankowego, zarówno krótka (na 72 godziny), jak i tym bardziej długa (na maksymalnie 3 miesiące), stanowi środek dolegliwy i głęboko ingerujący w sferę praw podatnika. Zasadniczo prowadzi do braku możliwości dysponowania środkami pieniężnymi zgromadzonymi na tych rachunkach, w tym uniemożliwia realizowanie zobowiązań pieniężnych wobec kontrahentów. Tak daleka ingerencja wymaga szczególnej ostrożności oraz efektywnej i realnej kontroli, ponieważ jest to niebezpieczne narzędzie, które często może zagrażać nawet bytowi przedsiębiorstwa.

Brak dostępu do własnych środków finansowych może uniemożliwić legalną działalność podmiotu, który bez nich może wpaść w spiralę kolejnych problemów. Co bardzo kontrowersyjne, decyzja Szefa KAS o zastosowaniu blokady rachunku nie wymaga przeprowadzenia żadnego postępowania dowodowego. Przed podjęciem decyzji o zablokowaniu rachunku, Szef KAS robi jedynie analizę ryzyka, uwzględniając różnorodne czynniki. Bierze pod uwagę np. przelewy środków pieniężnych na rachunkach bankowych podatnika, historię zatrudnienia w ostatnich latach czy strukturę transakcji wewnątrzwspólnotowych.

Natomiast podatnik nie jest informowany o blokadzie rachunku, a wszystkie kwestie związane z wytypowaniem jego konta do zablokowania, pozostają mu nieznane. Taka sytuacja powinna być niedopuszczalna, ponieważ państwo prawa wymaga, aby daleko idąca ingerencja w prawa jednostki była jej odpowiednio uzasadniona.

W obecnej sytuacji prawnej podatnik jest praktycznie bezbronny, szczególnie na wczesnym etapie. Postanowienie o zastosowaniu krótkotrwałej, 72-godzinnej blokady rachunku ma charakter żądania, które jest przekazywane przez Szefa KAS lub Naczelnika Urzędu Celno-Skarbowego do banku lub SKOK-u. Nie jest to formalna decyzja, którą podatnik mógłby podważyć, ponieważ nie przysługują mu żadne samodzielne środki odwoławcze. W rezultacie przedsiębiorcy, których konta zostały zablokowane, mają niewielkie szanse na zmianę tej sytuacji na tym etapie.

Procedura stosowania 72-godzinnej blokady stawia podatnika w roli oszusta podatkowego, podczas gdy narzędzie, jakim jest blokada STIR, nie jest stosowane wyłącznie wobec podatników, którzy są zaangażowani w wyłudzenia skarbowe. Przesłanki do założenia blokady nie mówią o pewności co do nielegalnych transakcji, a jedynie – o prawdopodobieństwie wykorzystywania przez właściciela rachunku działalności banków lub SKOK-ów do celów związanych z wyłudzeniami skarbowymi. Blokada może zatem dotknąć i dotyka nierzadko również podmioty niewinne, których działalność zostaje wówczas poważnie narażona na problemy.

Po założeniu blokady

Sytuacja przedsiębiorcy, którego rachunek zablokowano, jest bardzo niekorzystna, a na dodatek pozostaje on bez żadnych instrumentów obronnych czy odwoławczych. Co więcej, przepisy nie precyzują, czy krótkiej blokady rachunku dokonuje się jednorazowo. Istnieje możliwość, że organ podatkowy dokona kilkukrotnej blokady rachunku na 72 godziny, aby uniknąć wydawania formalnych postanowień w tej sprawie. W tej kwestii trzeba też mieć na uwadze to, że do 72-godzinnego czasu jej trwania nie wlicza się sobót i dni ustawowo wolnych od pracy, zatem w praktyce blokada może potrwać jednorazowo znacznie dłużej niż 3 doby.

Choć 72-godzinna blokada rachunku może utrudnić funkcjonowanie firmy, nie zagraża raczej jeszcze jej istnieniu. Niestety, dotychczasowe doświadczenie w stosowaniu blokad STIR wskazuje, że w większości przypadków czas ten jest przedłużany nawet do 3 miesięcy, a to już stanowi bardzo poważne zagrożenie dla istnienia przedsiębiorstwa. Postanowienie o przedłużeniu blokady może zostać wydane, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa, że podmiot kwalifikowany nie wykona istniejącego lub mającego powstać zobowiązania podatkowego bądź powstałego z tytułu odpowiedzialności podatkowej osób trzecich, a przekraczającego 10 tys. euro.

Konsekwencją braku możliwości zaskarżenia blokady rachunku na 72 godziny mogą być problemy z uzyskaniem potencjalnego odszkodowania, gdy podatnik w wyniku błędnego zablokowania rachunku poniesie szkodę. Dochodzenie odszkodowania wymaga bowiem rozstrzygnięcia o niezgodności z prawem działania państwa.

Dopiero decyzja o przedłużeniu blokady, która wydawana jest w formie postanowienia, podlega zaskarżeniu. Podatnik może złożyć na nie zażalenie do Szefa KAS (w przypadku wydanego przez niego postanowienia) lub do właściwego Dyrektora Izby Administracji Skarbowej (w razie przedłużenia blokady przez Naczelnika Urzędu Celno-Skarbowego). Po wyczerpaniu trybu zażaleniowego postanowienie można zaskarżyć do sądu administracyjnego, który powinien rozpatrzeć skargę w ciągu 30 dni. Warto tutaj zwrócić uwagę na to, że w orzecznictwie dopuszcza się możliwość zakwestionowania w zażaleniu lub skardze na postanowienie o przedłużeniu blokady rachunku bankowego także przyczyn jej zastosowania (tj. dokonania krótkiej blokady).

Potrzebna interwencja ustawodawcy

Decyzje dotyczące ww. blokady niosą za sobą ogromną odpowiedzialność, ponieważ mogą prowadzić do poważnych konsekwencji. Do tego istnieje ryzyko wykreślenia podatnika z rejestru czynnych podatników VAT, co może dodatkowo pogorszyć jego sytuację. Naczelnik Urzędu Skarbowego ma uprawnienie do skreślenia podatnika z rejestru, jeśli istnieją informacje wskazujące na to, że prowadzi on działania mające związek z wyłudzeniami skarbowymi, wykorzystując działalność banków lub SKOK-ów. Wykreślenie z rejestru jest szczególnie problematyczne, ponieważ może skutkować niechęcią kontrahentów do nawiązywania relacji z takim przedsiębiorcą.

Brak kontroli nad legalnością takich działań, niepoprzedzonych postępowaniem dowodowym, wymaga pilnej interwencji ustawodawcy, gdyż daje duże pole do nadużyć. Na ten moment ustawodawca argumentuje, że procedura odwoławcza przy krótkotrwałej blokadzie wymagałaby uzasadniania jej przyczyn, co mogłoby spowodować ujawnienie informacji istotnych dla postępowania.

Należy jednak wprowadzić środek odwoławczy, a zatem konieczność odpowiedniego poinformowania o nałożeniu blokady i jej przyczynach. Alternatywnym rozwiązaniem, które było sugerowane przez praktyków przy tworzeniu przepisów, jest wprowadzenie domniemania winy Szefa KAS za wyrządzone szkody związane z blokadą rachunku, która nie została przedłużona. Taki krok przynajmniej umożliwiłby ubieganie się o odszkodowanie.

Autorem komentarza jest doradca podatkowy Ewa Flor

Ceny ubezpieczeń na świecie nadal umiarkowanie rosną, notując 3% wzrost w drugim kwartale 2023 r.

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 3% w drugim kwartale 2023 r. (spadek z 4% w Q1 2023) – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index. Jest to 23. kwartał z rzędu, w którym odnotowano wzrost stawek.

W drugim kwartale wzrost cen we wszystkich regionach kształtował się podobnie, co było spowodowane spadkami w liniach finansowych i profesjonalnych oraz kontynuacją umiarkowanego tempa wzrostu stawek dla ryzyk cybernetycznych, które zostały zrównoważone przez podwyżki ubezpieczeń majątkowych. W Wielkiej Brytanii stawki wzrosły o 1% (spadek z 3% w Q1 2023), w regionie Pacyfiku o 2% (spadek z 7% w Q1), a w Azji wypłaszczyły się (spadek z 1% w Q1). Pozostałe regiony odnotowały identyczne wzrosty, jak w poprzednim kwartale: w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach ceny wzrosły o 8% (8% w Q1), w Europie kontynentalnej o 5% (5% w Q1), a w Stanach Zjednoczonych o 4% (4% w Q1).

Kluczowe wnioski:

  • Ceny polis majątkowych wzrosły średnio o 10% w drugim kwartale 2023 r. (tyle samo, co w poprzednim kwartale); jednocześnie stawki ubezpieczeń OC wzrosły o 3%, pozostając także na tym samym poziomie, co w Q1.
  • Czwarty kwartał z rzędu obserwujemy spadek cen w liniach finansowych i profesjonalnych. W wyniku dalszych obniżek i zwiększonej pojemności – szczególnie w Wielkiej Brytanii – ceny ubezpieczeń spadły średnio o 8% w drugim kwartale, w porównaniu do 5% spadku w Q1.
  • Ceny polis cybernetycznych spadły do 1%, w porównaniu z 11% w poprzednim kwartale i 28% w Q4 2022. Główną przyczyną było znaczne spowolnienie tempa wzrostu stawek w Stanach Zjednoczonych, gdzie odnotowano 4% wzrost (11% w Q1).
  • Obawy dotyczące wpływu inflacji na wartość aktywów i kosztów szkód wciąż pozostawały istotnym tematem, na którym koncentrowali się ubezpieczyciele przy odnowieniach polis w większości regionów.

„Utrzymujące się umiarkowane ceny w liniach cybernetycznych i D&O napawają nas optymizmem, jednocześnie nieustanne wzrosty notowane na rynku ubezpieczeń majątkowych, szczególnie w przypadku ryzyk katastroficznych, pozostają przedmiotem troski dla naszych klientów, a dla nas głównym obszarem zainteresowania. Nasza współpraca z klientami w drugiej połowie 2023 r. skupia się na odkrywaniu wachlarzu opcji, które pomogą im sprostać nadchodzącym wyzwaniom w obliczu trwającej niepewności gospodarczej, inflacyjnej i geopolitycznej, a także osiągnąć optymalne rezultaty na rynku ubezpieczeniowym” – komentuje wyniki raportu Pat Donnelly, President, Marsh Specialty and Global Placement w Marsh.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego podsumowuje: „Na polskim rynku  stawki w Q2 w ubezpieczeniach majątkowych pozostają na porównywalnym poziomie do Q1 – wzrosty wynoszą średnio około 20%. Głównym czynnikiem determinującym utrzymujące się wzrosty jest inflacja, która ma wpływ m.in. na koszt likwidacji szkody. Problemem, który jest coraz bardziej odczuwalny na naszym rynku jest brak wystarczającej pojemności zakładów ubezpieczeń. Klienci dostosowują sumy ubezpieczenia do wskaźnika inflacji, co wymusza większą pojemność po stronie ubezpieczycieli”.

Marcin Zimowski – Dyrektor w Pionie Klienta Strategicznego dodaje: „Z punktu widzenia poszukujących ochrony ubezpieczeniowej, w Polsce zapewne równie ważnym elementem, co wzrost kosztów ubezpieczenia jest wciąż skrupulatna ocena ryzyka prowadzona przez ubezpieczycieli. W wielu przypadkach uzyskanie ochrony ubezpieczeniowej uzależnione jest od spełnienia szeregu wymagań, które z jednej strony przyczyniają się do poprawy ogólnego poziomu ryzyka i standardów zabezpieczeń w Polsce, jednak z drugiej niejednokrotnie generują istotne koszty dodatkowe związane z koniecznymi a nie zawsze planowanymi inwestycjami.”

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO, Praktyka FINPRO i PEMA Marsh Polska, podsumowuje: “W ostatnim kwartale nie odnotowaliśmy wyraźnych zmian w stawkach ubezpieczeń finansowych. Inflacja oraz wyższe koszty reasekuracji nadal wpływają na przeciętnie kilku-kilkunasto procentowe zwyżki stawek vs koszt tych polis rok temu i nie są to jedyne czynniki kształtujące wyższy koszt ochrony. W przypadku warstw podstawowych polis wciąż największy (i często jedyny) apetyt, pochodzi z rynku lokalnego, co odsuwa kwestie kosztowe na dalszy plan”.

Maciej Kalbus – Zastępca Dyrektora Departamentu Ryzyk Kredytowych, Marsh Polska: „W pierwszym półroczu 2023 roku polski rynek ubezpieczenia należności pozostaje wciąż rynkiem miękkim, ale obserwujemy pierwsze sygnały świadczące o zmianie polityki ubezpieczycieli. Wobec stagnacji lub spadków sprzedaży w wielu branżach – wynikających z aktualnej sytuacji gospodarczej – i jednocześnie rosnących przeterminowań, zgłoszeń windykacyjnych i szkód, ubezpieczyciele będą zmuszeni albo do podwyższenia cen za polisy albo do zaostrzenia polityki oceny ryzyka.  Wzrost cen polis wciąż hamuje bardzo duża konkurencja na rynku, która sprawia, że pole manewru jest mocno ograniczone. W efekcie nie powinna zaskakiwać większa restrykcyjność w podejściu do oceny ryzyka, której skutkiem są  co raz liczniejsze sygnały o redukcjach limitów lub problemów z uzyskaniem ochrony na oczekiwanym poziomie. Jeśli działania w zakresie oceny ryzyka nie przyniosą rezultatów wzrostów stawek nie uda się uniknąć”.

Imperia upadają powoli

Agencja Fitch zaskoczyła na początku sierpnia decydując się na obniżenie ratingu kredytowego USA, z najwyższego możliwego AAA, do poziomu AA+. Tym samym po nieco ponad 10 latach druga agencja ratingowa zdecydowała się na obniżenie oceny wiarygodności amerykańskiego długu, co wywołało ograniczone ruchy na rynkach, ale jednocześnie spore oburzenie amerykańskich władz. Co stoi za decyzją Fitch? Czy inne agencje zdecydują się na rewizję swoich ocen? Co to znaczy dla rynków i czy inne kraje również powinny bać się potencjalnych problemów?

Decyzja Fitch poprzedzona wcześniejszym ostrzeżeniem

Agencja Fitch wystosowała ostrzeżenie w maju tego roku, że może dojść do cięcia oceny kredytowej, jeśli Stany Zjednoczone nie rozwiążą problemu kwestii limitu zadłużenia. Problem ten został rozwiązany poprzez zniesienie limitu zadłużenia do 2025 roku, ale nie zmienia to problemów, na które zwracała uwagę agencja Fitch. Instytucja wskazała na pogarszające się standardy zarządzania w USA w ostatnich 20 latach, potencjalne problemy fiskalne w najbliższych 3 latach i potężny wzrost kosztów odsetkowych w ostatnich latach. W 2020 roku po pierwszym uderzeniu pandemii annualizowany koszt odsetek z amerykańskiego długu wynosił nieco ponad 500 mld dolarów. Obecnie jest to niemal 1 bilion dolarów, czyli prawie dwukrotnie więcej!

Oczywiście decyzja Fitch spotkała się z dezaprobatą ze strony amerykańskich władz, w szczególności sekretarz skarbu Janet Yellen oraz prezydenta Joe Bidena. Podkreślali oni siłę amerykańskiej gospodarki, choć jednocześnie prognozy dotyczące długu wskazują na to, że z obecnego zadłużenia względem PKB na poziomie nieco powyżej 100%, do 2050 roku dojdziemy do niemal 200%!

Czego uczy nas historia?

W 2011 roku Stany Zjednoczone straciły swoją „koronę” potrójnego AAA. To właśnie wtedy agencja S&P zdecydowała się na obniżenie ratingu, którego nie podniosła od tamtego momentu. Wtedy był to pewnego rodzaju kamień milowy. Stany Zjednoczone w jednym momencie przestały być pozbawione ryzyka. The Financial Times pisał wtedy, że decyzja S&P podkreśla osłabiającą się pozycję finansową najpotężniejszego kraju na świecie. Z kolei magazyn Time na okładce pokazał George’a Washingtona z podbitym okiem, a tytuł okładki głosił „Wielka Amerykańska Degradacja”. Rynek zareagował wtedy tąpnięciem na rynku akcji, choć trzeba pamiętać o kontekście tamtych ruchów – szczególnie problemach fiskalnych Europy i obawach o rozpad strefy euro. Okazało się jednak, że rynek długu nie zrobił sobie nic z takiego ostrzeżenia i ceny obligacji nawet zyskały! Było to związane z napływem kapitału do bezpiecznych przystani i mimo obniżenia oceny kredytowej, dług amerykański wciąż uważany jest za jeden z bezpieczniejszych na świecie. Mocno skorzystało na tym złoto, którego ceny osiągnęły rekordowe na wtedy poziomy.

Stan gospodarki był oczywiście wtedy zupełnie inny. Stopy procentowe wciąż były na zerowym poziomie, a Fed znajdował się między jednym programem skupu aktywów (QE), a drugim. Do tego wszystkiego trwał kryzys zadłużenia w Europie, który również wpływał pozytywnie na amerykańskie aktywa, a w ostateczności amerykański indeks S&P 500 zyskał około 20% w perspektywie 12 miesięcy po decyzji S&P.

Rynek zawsze reaguje gwałtownie za pierwszym razem. Kiedy coś ma miejsce drugi, trzeci i kolejny raz, reakcja rynkowa nie jest już taka gwałtowna. Co więcej, sytuacja z 2011 roku pokazała, że koszty zaciągania nowego długu w USA w zasadzie nie wzrosły i większa reakcja miała miejsce na rynku giełdowym, walutowym czy również surowcowym. Wobec tego, czy teraz mamy jakiekolwiek powody do obaw?W 2011 roku najgorzej zareagował indeks S&P 500

W 2011 roku najgorzej zareagował indeks S&P 500, a największym beneficjentem było złoto, choć to wynikało z rajdu cen obligacji. Już w miesiąc po decyzji mieliśmy spadek rentowności o ponad 50 punktów bazowych! Jak widać sytuacja walutowa była stabilna, choć również wynikała ona z problemów europejskich. Chociaż teraz w strefie euro nie mamy kryzysu zadłużenia, to jednak widać spore problemy ze spowolnieniem gospodarczym. Źródło: Bloomberg Finance L.P., XTB Research

Czy obniżki ratingu w innych krajach miały znaczenie?

Mamy pewien trzon gospodarek, które nie schodzą z potrójnego ratingu AAA, do których możemy zaliczyć np. Australię, Szwecję czy Niemcy. Z drugiej strony w ostatniej historii zdarzały się negatywne zmiany ratingu spowodowane różnymi czynnikami. W przypadku Kanady było to znaczne zwiększenie wydatków i tym samym zadłużenia w trakcie pandemii Covid-19, natomiast w przypadku Wielkiej Brytanii było to związane z referendum w sprawie Brexitu. Okazuje się jednak, że w perspektywie kilkudziesięciu sesji od obniżki ratingu, nie tylko nie obserwowaliśmy negatywnego wpływu, a bardzo często dane obligacje zyskiwały! Oczywiście nie chcemy przez to powiedzieć, że obniżka ratingu jest pozytywna dla emitenta. Natomiast takie decyzje często po prostu odzwierciedlały stopniowo odbywające się zmiany i przez inwestorów traktowane były jako pewnego rodzaju potwierdzenie, a nie nowa “szokująca” informacja.

zmiany rentowności, znormalizowane do 100 na datę decyzji o obniżeniu ratingu

Wykres pokazuje zmiany rentowności, znormalizowane do 100 na datę decyzji o obniżeniu ratingu. Jak widać w początkowych kilkudziesięciu sesjach rentowności spadały! Źródło: Bloomberg Finance L.P., XTB Research

Czy będzie ucieczka od amerykańskiego długu?

Fitch wykazał w uzasadnieniu swojej decyzji, że zarządzanie polityką fiskalną uległo znacznemu pogorszeniu w ostatnich 20 latach. Takie ostrzeżenia miały miejsce już w 2011 roku ze strony S&P, a Moody’s również w maju zasugerowało, że mogłoby zdecydować się na taki ruch. Warto w tym miejscu wspomnieć, że polityka inwestycyjna niektórych funduszy pokazuje, że pieniądze mogą być lokowane jedynie w najbezpieczniejszy dług z ratingiem AAA. Zwykle wtedy jako komitety inwestycyjne zwracają uwagę na dominujący rating i z tej perspektywy mogłoby się wydawać, że decyzja Fitch jest kluczowa, bo teraz ratingiem dominującym dla USA jest nie AAA a AA+. Jednak jest pewien “problem”. Otóż obecnie rynek długu USA jest niemal 5-krotnie większy niż łączny rynek wszystkich innych rządowych emitentów mających rating AAA u wszystkich agencji i niemal 4-krotnie uwzględniając kraje z dominującym AAA. Gdzie zatem miałyby przenieść się pieniądze z amerykańskiego długu, gdyby zarządzający mechanicznie chcieli je przenieść? Jeśli nawet dług USA nie ma dla danej instytucji odrębnego statusu (co często ma miejsce), to łatwiej będzie zmienić zapisy, niż faktycznie odejść od amerykańskich obligacji. Swoją drogą sam ten fakt też oznacza, że dług rządów, które zachowały AAA może być szczególnie ceniony przez inwestorów (ponieważ jest go już tak mało).

Jakie zatem znaczenie ma decyzja Fitch?

Imperia upadają powoli. Decyzja Fitch może nie wywołać obecnie wielkich rynkowych ruchów, a nawet te, które widzimy są efektem zaskakującego momentu, w którym się pojawiła, a nie uzasadnienia, które za nią stoją. Jest jednak pewnego rodzaju pieczęcią braku akceptacji dla polityki gospodarczej USA. Czy Waszyngton będzie mieć od razu problem z finansowaniem deficytu? Absolutnie nie. Czy dolar straci przez Fitch status pieniądza rezerwowego. Z pewnością nie nastąpi to jeszcze przez wiele lat. Decyzję należy postrzegać jako sygnał alarmowy, że przy braku zmian hegemonia finansowa USA będzie podupadać. Tak może być nawet przy zdrowej polityce gospodarczej wobec rosnącej konkurencji ze strony Azji. Natomiast Fitch wskazuje na zagrożenia, które przekazanie pałeczki lidera mogą przyspieszyć. Tak naszym zdaniem należy tę decyzję postrzegać.

Autor: Michał Stajniak, CFA, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Ceny ofertowe nowych mieszkań – lipiec 2023 (wstępne dane)

W lipcu 2023 r. średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Krakowie przebiła pułap 14 tys. zł – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl. Z kolei w Łodzi  i Poznaniu lipiec przyniósł jej niewielki spadek.

Czy mieszkania mogą drożeć, a ich średnia cena w przeliczeniu na metr kwadratowy być na tym samym poziomie? Tak, to jest możliwe, o ile w sprzedaży pojawi się duża pula mieszkań z ceną poniżej średniej w dotychczasowej ofercie. Wygląda na to, że z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia w Warszawie – mówi Marek Wielgo, ekspert RynekPierwotny.pl.

Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Warszawie średnia cena metra kwadratowego utrzymała się na tym samym poziomie co w czerwcu. A warto dodać, że w czerwcu również nie wzrosła. Najprawdopodobniej warszawscy deweloperzy budują obecnie mieszkania już nie tylko głównie w segmencie premium dla zamożnych klientów, ale też w segmencie popularnym z myślą o tych, którzy posiłkują się kredytem. Dzieje się tak dlatego, że poprawia się dostępność kredytów hipotecznych,  a od lipca furorę na rynku robi dotowany przez państwo „Bezpieczny Kredyt 2%”.Wyk. 1 - Ceny nowych mieszkań w lipcu 2023

Prawdopodobnie z tego samego powodu w lipcu spadła średnia cena metra kwadratowego w Łodzi (-1%) i Poznaniu (-1%). Także w tych miastach deweloperzy dostrzegli potencjał w klientach kredytowych, co oznacza konieczność dostarczenia na rynek mieszkań w akceptowalnych dla nich cenach.

Niestety, czasem deweloperzy mają ograniczone możliwości ze względu na niską dostępność działek, a w efekcie ich bardzo wysokie ceny – mówi Marek Wielgo.

Między innymi tym można tłumaczyć wzrost cen mieszkań w Krakowie, gdzie średnia cena metra kwadratowego przebiła w lipcu pułap 14 tys. zł i szybko zbliża się już do poziomu warszawskiego. Nie można wykluczyć, że jeszcze w tym roku Kraków zdetronizuje Warszawę w rankingu najdroższych metropolii. Tym bardziej, że pod względem wysokości średniego miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw stolica była w czerwcu dopiero na czwartym miejscu. W Krakowie dobrze płatnych miejsc pracy jest najwyraźniej więcej, bo to tu przeciętna płaca była najwyższa w kraju. Lepsze niż warszawiacy zarobki (statystycznie) mają też mieszkańcy Gdańska. W Trójmieście metr kwadratowy mieszkań w ofercie firm deweloperskich podrożał w lipcu średnio aż o 3%. Według BIG DATA RynekPierwotny.pl „tylko” o 1% wzrosła też średnia we Wrocławiu.

Pamiętajmy jednak, że zmiany są dość dynamiczne. W zależności od tego, jakie mieszkania wchodzą na rynek, średnia może rosnąć lub maleć. Nie ulega jednak wątpliwości, że z koniecznością ponoszenia coraz większych wydatków muszą się liczyć szczególnie kupujący nowe mieszkania właśnie w Krakowie i Trójmieście, gdzie od grudnia ubiegłego roku średnia cena metra kwadratowego wzrosła aż o 12% i 13%.Wyk. 2 - Średnie ceny nowych mieszkań - grudzień 22 - lipiec 23

W pozostałych metropoliach podwyżki nie były aż tak drastyczne. Najmniej , bo o 4%, wzrosła średnia cena metra kwadratowego w Poznaniu, Wrocławiu i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Z kolei w Łodzi podwyżka wyniosła 5%.

Warto zwrócić uwagę, że można dać się zwieść lipcowym spadkom średniej ceny metra kwadratowego. Choć wolniej niż w ubiegłym roku, to koszty budowy wciąż rosną. W górę idzie więc również dolna granica cen. Widać to po kurczącej się ofercie mieszkań z ceną poniżej 9-10 tys. zł za m kw. Na przykład w Trójmieście, gdzie średnia cena metra kwadratowego wrosła w tym roku o 13%, oferta lokali z ceną poniżej 9 tys. zł skurczyła się z 24% do 16%. Za to odsetek mieszkań z ceną powyżej 15 tys. zł za metr zwiększył się z 17% do 29% (w czerwcu wynosił 25%). Można przypuszczać, że z oferty warszawskich i krakowskich deweloperów najpewniej znikną do końca roku mieszkania z cenami poniżej 9 tys. zł za m kw.Wyk. 3 - Ceny mieszkań-lipiec 2023-struktura cen

Autor: Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl

Inflacja spada, ale ceny jeszcze nie. Przedsiębiorcy są ostrożnymi optymistami

Ostatnie statystyki inflacyjne niewątpliwie cieszą gospodarkę. Prognozowane tempo spadku inflacji jest utrzymane, a w tym roku zobaczymy wskaźnik na poziomie jednocyfrowym. Eksperci Północnej Izby Gospodarczej jednoznacznie przekonują, że wiele zależy od sytuacji geopolitycznej, a ta wciąż jest niespokojna. – Wiele zależy od tego, czy dalej trwać będzie wojna oraz od tego, czy ustabilizuje się cena surowców energetycznych – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Gospodarka czeka na bodźce rozwojowe i inwestycyjne”

10,8% inflacji w lipcu 2023 to wynik pozytywny. Szczególnie, gdy początek roku przynosił nam rekordowe wskaźniki.  Przedsiębiorcy póki co jednak są ostrożni z optymizmem.

– Inflacja może spadać, ale nie oznacza to, że automatycznie spadać będą ceny. Przed nami trudny gospodarczo rok. Polacy przyzwyczajeni do wzrostu cen mocno zaciskają pasa, co widać choćby po trwającym sezonie wakacyjnym. Spadek popytu widać także w przemyśle, usługach, transporcie. Spadek inflacji będzie odczuwalny w kieszeniach Polaków i w działaniu przedsiębiorców dopiero za jakiś czas – mówi prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

– Inflacja może być niestety stymulowana przez działania polityczne. Wzrost płacy minimalnej czy ewentualny spadek stóp procentowej to czynniki, które będą napędzać inflacje – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Spodziewam się stabilizacji cen. Pieniądze nie będą więc tak szybko znikały z kieszeni Polaków. Dla przedsiębiorców spadek inflacji jest dobrą wiadomością. Gospodarka czeka na bodźce rozwojowe i inwestycyjne – dodaje dr Piotr Wolny.

Prof. Zelek: „Sytuacja inflacyjna zależy od koniunktury światowej”

Profesor Aneta Zelek, ekonomistka z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu przyznaje, że mocny trend antyinflacyjny utrzymuje się w gospodarce od kilku miesięcy.

– Niestety, zmuszona jestem schłodzić ten hurra optymizm. Ścieżka dezinflacji w kolejnych miesiącach i kwartałach będzie znacznie trudniejsza niż dotąd, a więc spadek będzie wolniejszy. Problem w tym, że do tej pory redukcji inflacji sprzyjały taniejące na rynkach światowych surowce energetyczne i żywnościowe. Te czynniki dzisiaj odwracają swoje oddziaływanie. Właśnie obserwujemy powolny wzrost cen ropy naftowej na świecie i wyraźny wzrost cen zbóż – mówi prof. Aneta Zelek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.

Ekspertka Północnej Izby Gospodarczej podziela opinię dra Piotra Wolnego. Inflacja będzie spadać wolniej przez napędzanie konsumpcji.

– Wzrost płacy minimalnej o niebagatelne 20%, rewaloryzacja 500+ o 60%, 14-ta emerytura jako świadczenie stałe, dopłaty do programu „bezpieczny kredyt” narażają nas na wzrost podaży pieniądza i dalsze wzrosty cen. Odczujemy wyższą subiektywnie inflację również dlatego, że rząd planuje zakończyć programy osłonowe i antyinflacyjne. Nie bez znaczenia dla cen będzie także polityka stopy procentowej – dodaje prof. Zelek.

Czy Polacy są otwarci na nowe produkty tytoniowe?

Produkty nowej generacji tzw. NGP (ang. next generation products) są lepiej postrzegane od tradycyjnych wyrobów tytoniowych – takie wnioski płyną z najnowszego badania zrealizowanego przez dom badawczy SW Research. Ze stwierdzeniem tym zgadza się 80% osób korzystających z urządzeń do podgrzewania tytoniu i 32% pozostałych ankietowanych. Wpływ mają na to takie czynniki jak m.in. mniejsza ilość substancji smolistych (55%) oraz przyjemniejsze doznania sensoryczne (29%).nowe produkty tytoniowe

Branża tytoniowa oferuje coraz więcej zróżnicowanych produktów, spełniających oczekiwania konsumentów. Wśród nich oddzielną kategorię stanowią nowatorskie wyroby tytoniowe, w tym m.in. podgrzewacze tytoniu. W jaki sposób podchodzą do tych rozwiązań Polacy? Między innymi tę kwestię sprawdzono w badaniu przeprowadzonym przez dom badawczy SW Research, na zlecenie marki PULZE. Jeden z jego głównych wniosków wskazuje, że Polacy coraz bardziej przekonują się do idei podgrzewania tytoniu, a produkty wykorzystujące technologie heated tobacco są lepiej postrzegane – tak twierdzi 32% ankietowanych. W grupie osób regularnie palących opinia ta jest jeszcze silniejsza – zgadza się z nią 37% badanych. Z kolei wśród użytkowników urządzeń do podgrzewania tytoniu jest to aż 80% badanych.

Wśród głównych czynników wymienianych przez respondentów, skłaniających ich do wyboru nowatorskich wyrobów są: mniejsza ilość substancji smolistych (55%) oraz przyjemniejsze doznania sensoryczne (29%). Innymi powodami wskazywanymi przez Polaków są kwestie związane z mniejszą szkodliwością dla zdrowia, większą swobodą w korzystaniu, atrakcyjniejszym smakiem, modą oraz estetyką.

Różnice w postrzeganiu nowatorskich wyrobów tytoniowych

Nowatorskie wyroby, takie jak np. podgrzewacze tytoniu zdobywają coraz większą popularność. Spośród grupy badanych osób niepalących aż połowa uważa, że jest to kwestia mody, z kolei z taką tezą zgadza się zaledwie co piąty użytkownik nowatorskich wyrobów tytoniowych.

Ponad połowa osób korzystających z nowatorskich wyrobów tytoniowych, posiada obecnie o nich lepsze zdanie niż na początku używania tych produktów. Tak stwierdziło 56% badanych. Wpływ na to miały takie czynniki jak: mniejsza wyczuwalność zapachu (53%), lepsze samopoczucie (43%), lepszy wygląd urządzenia (43%) oraz doznania smakowe (40%). Z kolei wśród wad wpływających na negatywne postrzeganie nowatorskich wyrobów tytoniowych badani wskazują głównie na konieczność ładowania urządzeń (33%).

W jakich sytuacjach Polacy są bardziej przychylni nowatorskim produktom tytoniowym?

Nowatorskie wyroby tytoniowe są bardziej akceptowalne i lepiej postrzegane w sytuacji spotkania towarzyskiego. 22% badanych osób uważa je za coś normalnego, 13% uznało, że im to nie przeszkadza, natomiast 25% przyznało, że nie zwraca na to uwagi. Dodatkowo, mimo zakazu używania produktów z kategorii NGP w miejscach publicznych, panuje wobec nich większe społeczne przyzwolenie – taką odpowiedź wskazało 34% niepalących respondentów.

– Według przeprowadzonego badania SW Research, coraz więcej Polaków przekonuje się do idei podgrzewania tytoniu. Użytkownicy nowatorskich wyrobów tytoniowych przyznają, że ich opinia dotycząca produktów zmieniła się na korzyść. Przyczyniły się do tego takie kwestie jak mniejsza wyczuwalność zapachu, czy wygląd produktu. Zdajemy sobie sprawę z tego, że alternatywne produkty tytoniowe z pewnością stanowią nowy rozdział w przyszłości branży tytoniowej, a polscy konsumenci są nimi coraz bardziej zainteresowani – stwierdza Armella Mocydlarz, dyrektorka ds. marketingu konsumenckiego w Imperial Tobacco Polska, producenta marki PULZE.

Badanie zostało zrealizowane na próbie 806 osób, wśród osób palących papierosy, korzystających z podgrzewaczy tytoniu bądź niepalących, w wieku 18-65+ lat.

Co osłabia złotego?

Wczoraj złoty miał najsłabszy dzień od dawno. Niemal 5-groszowa przecena względem euro, to nie jest codzienność dla naszej waluty. W tle mamy wiele teorii wyjaśniających nagłą słabość, w tym incydent z białoruskimi helikopterami.

Indeksy PMI w Europie

Finalne odczyty indeksu PMI dla przemysłu nie różnią się w strefie euro od prognoz. Rynek spodziewał się słabego wyniku (42,7 pkt) i go otrzymał. Dopiero przy 50 pkt mamy równowagę pomiędzy odpowiedziami pozytywnymi i negatywnymi. Jest zatem obecnie w eurolandzie wyraźna przewaga pesymistów. Najlepiej widać to po danych z Niemiec, które są obecnie na poziomie 38,8 pkt. To wyniki, jakich niektóre państwa nie osiągają nawet w trakcie kryzysów, taki bardzo covidowy wynik. Inne gospodarki nie pokazują jednak tak niskich wskazań. Rynki zareagowały kolejnym wycofywaniem się od euro w stronę dolara.

Co osłabiło złotego?

Po wielu dobrych dniach wczoraj złoty gwałtownie stracił. Dzień zaczynał ledwo powyżej 4,40 zł za euro. Pod koniec dnia doszło do złamania poziomu 4,45 zł. Analitycy podają wiele różnych wyjaśnień obecnej sytuacji. Najbardziej racjonalna wydaje się hipoteza o oczekiwaniu rynków na moment do realizacji zysków. Patrząc na rynek obligacji, nie ma tam żadnych sygnałów. W danych makroekonomicznych również niewiele widać. Część obserwatorów wskazuje na słabe odczyty z Niemiec, ale te z kolei były owszem słabe, za to zgodne z oczekiwaniami. Niezgodna była stopa bezrobocia, ale była lepsza od oczekiwań, więc to raczej nie powód. Jest też próba tłumaczenia słabości złotego siłą dolara, ale patrząc na siłę umocnienia dolara względem euro, to słabość złotego jest nieproporcjonalnie duża.

Hipoteza helikopterowa

Lubiący teorie spiskowe komentatorzy wskazują, że powodem słabości złotego mógł być strach związany z naruszeniem przez białoruskie śmigłowce polskiej przestrzeni powietrznej. W analizach geopolitycznych mocno analizowany jest udział Białorusi w wojnie po stronie Rosji, czy to samodzielnie, czy też poprzez jakieś oddziały „prywatne” w rodzaju grupy Wagnera. Teoria ta zakłada jednak otwarcie kolejnych linii frontu przy północnej granicy Ukrainy a nie atak na Polskę. Gdyby to właśnie ten incydent miał odpowiadać za słabość złotego, to należy się spodziewać w kolejnych dniach gwałtownego powrotu po uspokojeniu sytuacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

GfK: Polski rynek gastronomiczny rośnie wartościowo, ale jest w złej kondycji

Polska gastronomia wciąż nie wyszła z zapaści po pandemii. Choć 57 proc. Polaków deklaruje, że przynajmniej raz w roku korzysta z usług restauracji i barów, to obecnie odwiedzają oni mniej lokali niż jeszcze rok temu. Mimo to wartość rynku rośnie i w 2022 roku przekroczyła próg 31 mld zł. Takie wnioski płyną z Raportu Gastronomicznego opracowanego przez Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Konsekwencje wybuchu pandemii oraz lockdownów były szczególnie dotkliwe dla restauratorów. Teraz, 3 lata później, sytuacja nadal jest trudna, a liczba lokali wciąż spada. Chociaż w 2022 roku 57 proc. Polaków skorzystało z gastronomii przynajmniej raz, dane z Raportu Gastronomicznego Panelu GfK pokazują, że odwiedzili oni mniej lokali w porównaniu z rokiem 2021 (średnio 2,4 vs 4,2). Mimo że wartość polskiego rynku gastronomicznego rośnie i wynosi już 31,3 mld zł, to wzrost ten jest spowodowany przede wszystkim wyższymi cenami, za którymi stoją wysokie koszty prowadzenia działalności. – Niestety 9 proc. wzrost wartości względem 2021 roku nie jest sterowany wzrostem popytu, a wzrostem cen na rachunkach. Dla porównania, obecny wynik to o 15 proc. mniej niż w przedpandemicznym 2019 roku. Przez ostatnie lata, kiedy najpierw towarzyszyła nam pandemia, a potem rosnące koszty, rynek pod względem liczby lokali skurczył się do wielkości z roku 2010 mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia. Niestety, cały czas mamy do czynienia z utrzymującą się na wysokim poziomie inflacją oraz słabymi nastrojami konsumenckimi. Ze względu na kurczące się budżety, Polacy nadal ograniczają część przyjemności, w tym między innymi korzystanie z usług gastronomii – dodaje.

Z Raportu Gastronomicznego Panelu GfK wynika, że pomimo kryzysu nadal ponad połowa Polaków choć raz w roku odwiedza restauracje, bary lub inne lokale serwujące jedzenie i napoje. Najczęściej wymienianą okazją do spożycia posiłku poza domem jest spotkanie ze znajomymi – takiej odpowiedzi udzieliło aż 58 proc. ankietowanych. Z kolei aż 44 proc. osób deklaruje, że głównym celem wizyty w lokalach gastronomicznych jest zjedzenie posiłku. Spora część respondentów, bo aż 43 proc., wskazuje, że jada poza domem podczas podróży.

– Co trzeci Polak odwiedzający restauracje jako okazje ku temu wskazuje robienie zakupów lub wizytę w centrum handlowym. Jest to o tyle ciekawy wynik, że odnotowaliśmy tu spadek aż o 8 proc. w porównaniu do 2021 roku. To kolejny dowód na to, że Polacy rozważniej planują budżety i unikają impulsowych wydatków – podkreśla Szymon Mordasiewicz.

Blisko co czwarty Polak deklaruje, że w ogóle nie korzysta z usług lokali gastronomicznych. Decydujące są przede wszystkim kwestie finansowe. Aż 44 proc. osób z tej grupy twierdzi, że nie stać ich na tego typu usługi, a 43 proc. wskazuje na zbyt wysokie ceny. Prawie co trzeci Polak zaznacza, że woli spożywać domowe posiłki, ponieważ są one zdrowsze i smaczniejsze.

Dolar mało wrażliwy na obniżenie ratingu USA

Rynek został w pewnym stopniu zaskoczony wczorajszą obniżką ratingu amerykańskiego długu przez agencję Fitch. Kurs EUR/USD na moment wzrósł lekko powyżej 1,10 ale aktualnie ponownie notowania znajdują się poniżej tego pułapu. Nie było również silnej reakcji na wczorajszy odczyt ISM dla amerykańskiego przemysłu. W Brazylii dziś prawdopodobnie bank centralny obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych.

Dolar osłabił się jedynie na moment po zaskakującej decyzji agencji Fitch. Rating USA został obniżony z poziomu AAA do AA+ z perspektywą stabilną. Fitch wymienia pogorszenie sytuacji fiskalnej w ciągu „najbliższych trzech” lat i podwyższony dług publiczny jako główne powody obniżenia ratingu, który jest pierwszym od 1994 roku. To sprawia, że dyskusja fiskalna w USA ponownie staje się przedmiotem zainteresowania inwestorów po tym, jak saga dotycząca pułapu zadłużenia została szybko odsunięta na dalszy plan. EUR/USD wzrósł po tej wiadomości, ale ucierpiały na tym waluty o wysokim współczynniku beta, a dolar wydaje się być chroniony przez popyt na bezpieczną przystań.

Sekretarz skarbu Janet Yellen określiła obniżenie ratingu jako „przestarzałe”, a rynki prawdopodobnie będą postrzegać je w podobny sposób, zwłaszcza w tygodniu pełnym ważnych publikacji danych. Dziś kluczową publikacją będzie ta o zatrudnieniu ADP. W lipcu dane ADP ponad dwukrotnie przekroczyły konsensus szacunkowy (prawie 500 tys.), ale oficjalne dane o zatrudnieniu wyniosły 209 tys. osób.

Raport ISM dla przemysłu nie zrobił większego wrażenia na rynku. Zobaczyliśmy wzrost do poziomu 46,4 pkt. z 46 pkt. poprzednio, choć rynek zakładał minimalnie lepszy wynik. Indeks cen płaconych urósł do 42,6 pkt. z 41,8 pkt. co okazało się wynikiem poniżej konsensusu. Bez echa przeszedł również wynik liczby wakatów wg JOLTS (9,58 mln), który okazał się lekko poniżej prognoz. Wydaje się, że istotniejszy dla USD może być czwartkowy raport o usługach a z całą pewnością miesięczny NFP, który poznamy w piątek.

Brazylijski bank centralny (Banco Central do Brasil, BCB) jako pierwszy zareagował na szok inflacyjny związany z pandemią w 2021 r., inicjując w marcu agresywny cykl podwyżek stóp procentowych. Dziś może stać się jednym z pierwszych banków centralnych, który ponownie obniży stopę procentową. Wynika to ze znacznego sukcesu w walce z :drożyzną”. Dzięki znacznemu spadkowi inflacji i stopie procentowej wynoszącej obecnie 13,75 proc., Brazylia ma najwyższą realną stopę procentową w naszym uniwersum walutowym.

Kurs EUR/USD zbliża się do średnioterminowej linii trendu wzrostowego, która to łączy dołki z jesieni 2022 roku a także minima z początku czerwca 2023 roku. Wydaje się, że w tym momencie to jest kluczowa bariera, która może ograniczać spadki. Jeśli jednak nastąpi jej sforsowanie, wówczas spadek do 1,0650 wydaje się być bardzo realny.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Fundacje rodzinne nie unikną podatku od pożyczek

W ostatnim czasie toczyła się publiczna dyskusja wokół tego, że art. 24q pkt. 6 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych przewiduje rozstrzygnięcie, które może być furtką do unikania podatku przez fundacje rodzinne. Pojawiały się też pytania, czy to kwestia niewłaściwego sprecyzowania przepisu czy też luka prawna. Ministerstwo Finansów przekonuje, że nie doszło do żadnych błędów w legislacji. Jednocześnie dodaje, iż przepis należy rozumieć tak, że do ukrytych zysków zalicza się pożyczkę udzieloną przez fundację rodzinną beneficjentowi na co najmniej 10 lat, ale także na okres krótszy, jeżeli ostateczny termin obowiązywania umowy wyniósł minimum 10 lat. Zdaniem komentujących to oświadczenie doradców podatkowych, wyjaśnienia resortu są słuszne, gdyż interpretacja taka jest zgodna z wykładnią celowościową przepisu. Jednak eksperci przekonują, że kluczowe okażą się finalne interpretacje samych organów kontrolnych.

Nieprecyzyjnie brzmiący przepis, ale cel jasny

Fundacja rodzinna to nowa instytucja w polskim porządku prawnym. Jej zadaniem jest ułatwienie sukcesji w przedsiębiorstwach rodzinnych i umożliwienie akumulacji majątku rodzinnego oraz jego ochronę. Jednak w ostatnim czasie w przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że w przepisach znajduje się luka, która umożliwia uniknięcie zapłacenia podatku. Chodzi tu o pożyczki na czas nieokreślony albo bez określonego terminu zwrotu. Czy rzeczywiście problem na rynku istnieje? Doradca podatkowy Ewa Flor uważa, że mamy tu do czynienia raczej z nieprecyzyjnie sformułowanym przepisem, a nie z luką prawną.

– W dokładnym brzmieniu przepis mówi nie o zawarciu umowy, a o tzw. udzieleniu pożyczki na okres co najmniej 10 lat albo krótszy niż ten, jeżeli ostateczny termin obowiązywania umowy wyniósł co najmniej 10 lat. Można to po pierwsze rozumieć jako konieczność zawarcia umowy pożyczki na określony okres trwania. W takim przypadku, jeśli jest ona udzielana na czas nieokreślony lub bez terminu zwrotu, nie spełniałaby wymogu przepisu, co oznaczałoby, że nie podlegałaby opodatkowaniu z tytułu ukrytego zysku. Udzielenie pożyczki na 10 lat można jednak interpretować także jako faktyczne przekroczenie tego okresu odnośnie jej zwrotu. Wówczas wszystkie pożyczki, których zwrot następuje po okresie 10-letnim, będą stanowiły ukryty zysk, a więc również te bez terminu zwrotu i na czas nieokreślony – dodaje ekspertka.

W jej opinii, pełna konstrukcja normy prawnej zdaje się wskazywać na pierwszą z tych wykładni. Niemniej doradca podatkowy przypuszcza, że organy podatkowe będą innego zdania. Ekspertka została też zapytana o to, czy brak wskazania daty zwrotu pożyczki nie powoduje, że nie jest ona objęta katalogiem przewidzianym w art. 24q. Tym samym wykładania językowa mogłaby wówczas działać na korzyść podatników. W odpowiedzi Ewa Flor zwraca uwagę na to, że pomimo prymatu wykładni językowej prawa podatkowego, w interpretacji nie można pomijać wykładni celowościowej. Przy niej racją przepisu jest cel, który zadecydował o ustanowieniu danej regulacji.

– Choć uzasadnienie ustawy o fundacjach rodzinnych nie obejmuje kwestii ukrytych zysków – ponieważ regulacje te zostały dodane później w wyniku nowelizacji ustawy o obligacjach, ustawy o funduszach inwestycyjnych i zarządzaniu alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi i innych ustaw – to cel wprowadzenia konstrukcji ukrytych zysków raczej jest jasny. Wydaje się, iż kategoria ta, podobnie jak w przypadku estońskiego CIT, służy uszczelnieniu systemu. Inaczej mówiąc, celem przepisów o ukrytych zyskach było zapobieganie sytuacji, w której podatnicy wykorzystywaliby fundację rodzinną jako wehikuł optymalizacyjny – wyjaśnia Ewa Flor.

W świetle takiej wykładni pominięcie pożyczek bezzwrotnych w ukrytych zyskach, podczas gdy ustawodawca ujął pożyczki długoterminowe, byłoby sprzeczne z samym celem ustawy. Zatem skoro wykładnia językowa w tym przypadku prowadzi do wniosków sprzecznych z celem regulacji, umożliwia to zastosowanie wykładni celowościowej.

Brak dokładności źródłem wątpliwości

– Wykryte nieprecyzyjności przepisów z pewnością staną się przedmiotem zapytań podatników, kierowanych we wnioskach o interpretacje. Katalog ukrytych zysków w ustawie o fundacji rodzinnej jest zamknięty. Jeśli nie zostanie doprecyzowany, jego wykładnia będzie zawsze budzić kontrowersje. Z tej perspektywy przyjęcie wykładni, że pożyczka bezzwrotna i na czas określony nie podlega opodatkowaniu w fundacji rodzinnej, jest bardzo ryzykowne i wstrzymałabym się z podejmowaniem decyzji co do jej nieopodatkowania do czasu zabrania głosu przez organ interpretacyjny – stwierdza Ewa Flor pytana o to, czy przepisy w obecnym brzmieniu mogą doprowadzić do sporów ze skarbówką w kwestii ewentualnego uniknięcia zapłacenia podatku.

Z kolei doradca podatkowy prof. Adam Mariański, prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych, jest zdania, że szukanie luk, które umożliwią unikanie płacenia podatków przy wykorzystaniu fundacji rodzinnych, jest domeną „doradców zajmujących się nieodpowiedzialnym doradztwem, zmierzającym do oferowania niedozwolonej optymalizacji podatkowej”. – Zamiast prowadzić proces planowania rodzinnego, oferują oni produkty, które mogą być potraktowane jako unikanie opodatkowania, a tym samym kreują problemy podatkowe dla beneficjentów, zamiast rozwiązywać poważniejsze zagadnienia sukcesyjne – mówi prof. Mariański.

– Dodatkowo należy pamiętać, że przepisy regulujące zwolnienia podatkowe należy intepretować ściśle, tak, aby nie przysługiwały one w sytuacji niezgodnej z celem takiej preferencji podatkowej. Nowelizacja z 14 kwietnia 2023 roku, polegająca na wprowadzeniu nowej kategorii ukrytych zysków, zmierzała do wyeliminowania takich praktyk, jak prezentowane przez pseudodoradców. Dlatego też należy przyjąć, że każda umowa pożyczki zawarta na okres dłuższy niż 10 lat bądź nieokreślająca terminu spłaty wypełnia te przesłanki – uważa ekspert.

W jego opinii, z tych względów nowelizacja tych przepisów, jest zbędna zaś właściciele firm rodzinnych powinni zrozumieć, że „fundacja rodzinna nie jest wehikułem służącym optymalizacji podatkowych”. – To nie zmienia faktu, że przy okazji realizowania procesu budowy firmy wielopokoleniowej, możliwe jest korzystanie z preferencji podatkowych. Jednak nie może to prowadzić do braku opodatkowania ostatecznych transferów do beneficjentów – przekonuje prof. Adam Mariański.

Jednoznaczne stanowisko Ministerstwa Finansów

Do wątpliwości dotyczących uregulowania pożyczki w ustawie o fundacjach rodzinnych odnosi się samo Ministerstwo Finansów. Zdaniem urzędników, nie ma mowy o istnieniu jakiejkolwiek luki w tym zakresie. Resort wyjaśnia, że przepis art. 24q pkt. 6 dot. należy rozumieć w ten sposób, że do ukrytych zysków zalicza się pożyczkę udzieloną przez fundację rodzinną beneficjentowi na okres co najmniej 10 lat, ale także na okres krótszy niż 10 lat, jeżeli ostateczny termin obowiązywania umowy wyniósł co najmniej 10 lat.

– Wskazane zastrzeżenie jednoznacznie, naszym zdaniem, wskazuje na wolę ustawodawcy objęcia pojęciem ukrytych zysków tych wszystkich pożyczek, których faktyczny okres obowiązywania będzie dłuższy niż 10 lat – zdając sobie sprawę z możliwości zawierania kilku pożyczek na krótsze okresy lub właśnie na czas nieokreślony. Inna interpretacja tego zapisu narusza jego cel i jako taka może stanowić postawę do zastosowania ogólnej klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania – informuje Ministerstwo Finansów.

Zdaniem Ewy Flor, taka interpretacja – zgodna z wykładnią celowościową przepisu – jest słuszna, ponieważ uznanie, iż pożyczka bezterminowa czy bezzwrotna nie podlega opodatkowaniu, podczas gdy pożyczki długoterminowe już tak, byłoby absurdalne. – Niemniej jednak redakcja przepisu może budzić słuszne wątpliwości w tej kwestii, gdyż objęcie pożyczek bezzwrotnych i bezterminowych definicją ukrytych zysków nie wynika z nich wprost. Kluczowe znaczenie ma tu jednak interpretacja organów. Dobrze więc, że Ministerstwo Finansów już zajęło konkretne stanowisko w tej sprawie – podsumowuje ekspertka.