Tak, jak przewidywali ekonomiści, pierwsze półrocze 2023 roku nie było łaskawe dla polskich przedsiębiorców. Od stycznia do czerwca niewypłacalność ogłosiło aż 2 528 firm. To prawie tyle, ile w ciągu całego 2022 roku, kiedy upadło 2752 przedsiębiorstwa. Eksperci podkreślają, że wskaźnik niewypłacalności od kilku lat ma tendencję wzrostową. Jest to widoczne również w najnowszym raporcie firmy Coface: liczba upadających firm zwiększyła się o 48% w stosunku do drugiego półrocza 2022 roku.
Na trudną sytuację polskiej gospodarki ma wpływ wiele czynników. Nieustannie oddziałuje na nas wojna za wschodnią granicą, a rynki zagraniczne nie rekompensują spowolnienia wewnętrznego. Istotny partner handlowy Polski, czyli Niemcy, boryka się obecnie z regresem technicznym. Odbicie tej sytuacji widać w liczbie niewypłacalnych firm. Która branża ucierpiała najmocniej i czy prognozy na drugie półrocze są bardziej optymistyczne?
Coraz więcej firm w Krajowym Rejestrze Zadłużonych
W pierwszym półroczu 2023 roku sądy ogłosiły postanowienia o upadłości i restrukturyzacji 786 polskich firm. Dodatkowo w tym czasie w Krajowym Rejestrze Zadłużonych (KRZ) opublikowano 1742 tzw. obwieszczenia o ustaleniu dnia układowego, czyli postanowienia pozasądowe. Spośród postępowań ogłoszonych przez sądy najwięcej było tych o zatwierdzenie układu – 451. Jest to wzrost o 36% w porównaniu do I półrocza 2022 roku. Ekonomiści zanotowali również więcej przyśpieszonych postępowań układowych.
Nie tylko transport i handel
Raport firmy Coface pokazuje, że wzrost niewypłacalności nastąpił we wszystkich branżach oprócz rolnictwa.
Barbara Kamińska, Dyrektor Działu Oceny Ryzyka Coface w Polsce
– Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami Coface, wzrostowy trend niewypłacalności w pierwszych 6 miesiącach br. został utrzymany, przy czym dynamika zjawiska jest niepokojąco wysoka – mówi Barbara Kamińska, Dyrektor Działu Oceny Ryzyka Coface w Polsce. – Tak naprawdę nie ma bezpiecznych sektorów, bo inflacja i spadek realnej siły nabywczej konsumentów oraz wysokie koszty finansowania bankowego dotyczą wszystkich przedsiębiorców – podkreśla ekspertka.
Największą dynamikę wzrostu niewypłacalności zanotowały takie branże jak: transport (wzrost o 259% względem pierwszego półrocza 2022 r., upadło 287 firm), handel (wzrost o 196%, 554 firm), produkcja przemysłowa (wzrost o 161%, 402 firmy) oraz usługi (wzrost o 166%, 768 firm).
Spadek liczby niewypłacalnych firm jest widoczny jedynie w rolnictwie, gdzie brak płynności ogłosiło 186 przedsiębiorstw. To o 9% mniej niż w analogicznym czasie w ubiegłym roku.
Gdzie i które przedsiębiorstwa upadają najczęściej?
Wśród firm, które w ostatnich 6 miesiącach ogłosiły niewypłacalność, najwięcej jest małych podmiotów – indywidualnych przedsiębiorców, którzy nie posiadają większej bazy kapitałowej, są uzależnieni od finansowania zewnętrznego, a często także od większych partnerów biznesowych.
W minionym półroczu upadło 1944 przedsiębiorstw, 447 spółek z o.o., 57 spółek komandytowych oraz 43 spółki akcyjne. Największą niewypłacalność zanotowano na terenie województwa mazowieckiego (459 firm), śląskiego (344) oraz wielkopolskiego (251), najmniejszą zaś w województwie opolskim (35 przedsiębiorstw).
Co czeka nas w drugiej połowie 2023 roku?
Eksperci z firmy Coface podkreślają, że ze względu na wymagające otoczenie ekonomiczne, w najbliższych miesiącach należy spodziewać się dalszego wzrostu liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw.
– Utrzymująca się dłużej dekoniunktura na rynkach zagranicznych może sprawić, że polskiej gospodarce będzie trudno podnieść się ze spowolnienia – mówi Grzegorz Sielewicz, Główny Ekonomista Coface w Polsce i w Regionie Europy Centralnej. – Jednak wydaje się, że rynek wewnętrzny najgorsze ma już za sobą. Konsumpcja gospodarstw domowych nadal pozostaje ograniczona i koncentrująca się na niezbędnych produktach pierwszej potrzeby, ale zaczyna poprawiać się optymizm konsumentów – dodaje.
Sytuacja firm nadal pozostanie trudna. Ekonomiści wskazują, że wiele z nich będzie mierzyło się z presją na marże. Okres ich zwiększania przy okazji ogólnego wzrostu cen dobiegł końca, a wiele przedsiębiorstw musi radzić sobie z nadmiarem zapasów. To właśnie ich zmniejszanie już na początku tego roku było główną przyczyną pogorszenia gospodarczego. Należy także zwrócić uwagę, że obecnie mamy do czynienia z dezinflacją, co oznacza, że ceny, choć wolniej, nadal rosną, a to może bezpośrednio przełożyć się na kolejną falę inflacji, tym razem związaną ze zwiększającym się popytem wewnętrznym.
Szczyt sezonu na rynku najmu jeszcze przed nami, ale zapowiada się, że w tym roku może on zacząć się wcześniej niż zwykle. W porównaniu do 2022 r. najemcy mają o 50% większy wybór ofert, a ostatnio tak dużo ogłoszeń było dostępnych pod koniec 2021 roku. Z reguły przed wakacjami zainteresowanie najmem spada, ale w tym roku jest wręcz przeciwnie. W czerwcu odnotowano zwiększoną aktywność najemców, którzy zachęceni szeroką ofertą i stabilnym poziomem stawek czynszów rozpoczęli poszukiwania – wynika z najnowszego, czerwcowego “Raportu z rynku najmu” Otodom.
Chociaż w czerwcu oferta lokali na wynajem utrzymała się na zbliżonym do majowego poziomie, to w ujęciu rocznym wyraźnie widać, że baza ogłoszeń odbudowuje się po ubiegłorocznych spadkach. Równocześnie uwzględniając dane archiwalne można zauważyć, że w tym roku sezon najmu rozpoczął się wcześniej niż w ubiegłych latach.
–W minionych latach czerwiec był zwykle czasem spadku zainteresowania najmem długoterminowym. Zwiększoną aktywność potencjalnych najemców można było zaobserwować z nadejściem sezonu studenckiego, czyli w sierpniu i wrześniu. Już w ubiegłym roku zauważyliśmy, że wynajmujący zaczęli z większą intensywnością szukać wcześniej, tzn. w lipcu, ale wtedy wytłumaczyć to można było okrojoną ofertą i dynamicznie rosnącymi stawkami najmu. W tym roku przyspieszenie widać już teraz. – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka Otodom.
Większa rotacja najemców
Liczba mieszkań wystawionych na wynajem w serwisie Otodom na koniec czerwca spadła o 1,5% m/m (poniżej 23 tys.), ale liczba tych, które zamknięto, była aż o 7% wyższa niż w maju. Jak to możliwe? Dodano o 1,5% więcej nowych ofert niż przed miesiącem i reaktywowano o 2% więcej tych, które już kiedyś w serwisie były wystawione. To sprawiło, że w ciągu całego miesiąca można było wynająć aż 44 tys. lokali, czyli o ponad 1000 więcej niż w maju.
– W ciągu ostatnich dwóch lat średnie kwoty najmu wzrosły o ok. 35%. Złożyły się na to różne czynniki. Zaliczyć można do nich wzrost kosztów eksploatacyjnych, stóp procentowych – a pamiętać trzeba, że jakaś część wynajmowanych lokali to te, których zakup wspierano kredytem – oraz zwiększony popyt na mieszkania do wynajęcia po wybuchu wojny w Ukrainie. Ograniczony wybór lokali sprawił, że mimo podwyżek czynszów ze strony wynajmujących część najemców nie zdecydowała się na zmianę mieszkania. Teraz jednak ceny się ustabilizowały, a dostępna oferta jest dużo szersza. To może zachęcać do poszukiwania mieszkań, które zapewniają korzystniejsze warunki najmu – tłumaczy Ewa Tęczak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.
Nie wszędzie jednak najemcy mieli do dyspozycji szeroką ofertę. Względem maja zdecydowanie mniejszy wybór mieli najemcy w Opolu (- 12%), w Poznaniu (-8%) i we Wrocławiu (-7%). W Trójmieście od początku roku utrzymuje się trend spadkowy, a w czerwcu oferta skurczyła się o kolejne 9% m/m. Z drugiej strony w miastach takich jak Kielce, Olsztyn i Białystok w czerwcu liczba dostępnych ofert na wynajem wzrosła o ponad 10%.
W najmniejszych miastach wynajmujący muszą starać się bardziej
Niezmiennie poszukujący mieszkań na wynajem najchętniej wybierają oferty w dużych miastach. W czerwcu częściej szukali oni lokali w takich miastach jak Wrocław (+10% m/m), Kraków (+8%) czy Warszawa (+6%). Warto zauważyć, że dużo rzadziej niż jeszcze przed rokiem najemcy poszukiwali mieszkań na wynajem w powiatach sąsiadujących bezpośrednio z dużymi ośrodkami miejskimi.
– Popularność mniejszych miast w obrębie aglomeracji rosła wraz ze wzrostem konkurencji do dostępnych cenowo lokali w tych największych. W warunkach rosnącej oferty i stabilizacji cen sytuacja się polaryzuje. Z jednej strony rośnie popularność tańszych lokalizacji w metropoliach, a z drugiej widzimy większe zainteresowanie miastami średniej wielkości – wciąż najtańszymi w skali kraju. One są z dużym prawdopodobieństwem wyborem tych, dla których przy wciąż wyraźnym wzroście inflacji przewyższającym wzrost płac obciążenie wynikające z wysokiego czynszu najmu jest nie do udźwignięcia. – komentuje Ewa Tęczak z Otodom.
Jakich mieszkań szukają najemcy?
Tu nic się nie zmieniło. Nadal 2-pokojowe mieszkania o powierzchni co najmniej 40 mkw. cieszą się największym zainteresowaniem najemców. W czerwcu dotyczyło ich już co szóste wyszukiwanie w serwisie Otodom. Co ciekawe, coraz mniej popularne wśród poszukujących stają się kawalerki powyżej 30 mkw. Po raz pierwszy w tym kwartale znalazły się one poza pierwszą dziesiątką preferencji najemców.
Równocześnie wraz z nadejściem letniej aury wyraźnie rośnie popyt na mieszkania wyposażone w klimatyzację i udogodnienia pozwalające na spędzanie czasu na świeżym powietrzu. W czerwcu tego roku liczba wyszukiwań mieszkań wyposażonych w klimatyzację była o 30% wyższa niż analogicznym okresie zeszłego roku, a lokali z balkonem – aż o 50%. Dane Otodom wskazują, że tego typu udogodnienia najczęściej poszukiwane są w lipcu, więc w kolejnym miesiącu możemy się spodziewać dalszego wzrostu zainteresowania nimi.
Więcej szczegółów w “Raporcie z rynku najmu” Otodom za czerwiec 2023 oraz na stronie https://www.otodom.pl/wiadomosci/
Walka ze skutkami globalnego ocieplenia w sektorze transportu stanowi istotny element pakietów klimatycznych Unii Europejskiej. Poprzez wprowadzenie m.in. bardziej ekologicznych technologii i redukcję emisji spalin, dąży się do osiągnięcia zrównoważonej gospodarki oraz lepszej ochrony środowiska. Do tych założeń nawiązuje elektromobilność, mająca na celu ochronę środowiska oraz większe korzyści ekonomiczne w eksploatacji. Jednak czy jest to faktycznie przyszłościowy kierunek dla transportu? Jak rozwój elektromobilności wygląda w Polsce? Na te pytania odpowiada Maciej Maroszyk, Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej.
Unia Europejska zainicjowała pakiet klimatyczny, który ma na celu redukcję emisji w różnych sektorach gospodarki. Inwencja ta obejmuje również sektor transportu drogowego, który ma duży wpływ na emisję gazów cieplarnianych, zwłaszcza pod względem przewozów ciężkich. Rozwiązania obejmują zastosowanie bardziej ekologicznych technologii, takich jak pojazdy elektryczne lub hybrydowe, które emitują mniej szkodliwych substancji i gazów cieplarnianych. Dlaczego ta kwestia jest ważna szczególnie dla Polski?
– Sektor transportu to znaczący element polskiej gospodarki. Pod względem wielkości floty samochodów ciężarowych, Polska piastuje pozycję lidera w Unii Europejskiej – w naszym kraju zarejestrowanych jest ponad 1,2 miliona pojazdów ciężarowych o DMC powyżej 3,5 t. Co więcej, polscy przewoźnicy odpowiadają za prawie 20% wszystkich przewozów w państwach członkowskich. Chcąc sprostać unijnym planom oraz wymaganiom dotyczącym neutralności klimatycznej, firmy z branży TSL stoją przed ogromnym wyzwaniem związanym z dekarbonizacją ciężkiego transportu drogowego. A elektromobilność, pojazdy na prąd oraz związana z nimi infrastruktura mają wyjść naprzeciw tym wymaganiom. – mówi Maciej Maroszyk, Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej.
Unia Europejska przyjęła rezolucję, w której zostało ustanowione ograniczenie emisji CO2 przez samochody osobowe i dostawcze o 100% do 2035 roku. Stąd też Polska, jako lider transportu, musi odegrać istotną rolę w procesie transformacji sektora, popularyzując inwestowanie w elektryczne pojazdy ciężkie. Co ważne, norma ta wymaga znaczącego przyśpieszenia wymiany pojazdów oraz rozbudowania infrastruktury ładowania. Na jakim etapie tych zmian znajdujemy się obecnie?
Niedostateczna infrastruktura
Transformacja branży oraz wprowadzenie elektrycznych pojazdów ciężarowych związana jest z inwestycją w infrastrukturę ładowania, która musi być wystarczająco rozwinięta, a tym samym – dostępna na terenie całego kraju. Niestety, mimo wzrostu liczby ogólnodostępnych stacji ładowania o prawie 28%, aktualnie w Polsce ani jedna z około 2,7 tys. stacji nie jest przeznaczona dla pojazdów powyżej 16 t. To z kolei znacząco utrudnia migrację aktualnych flot ciężarówek na zeroemisyjne rozwiązania.
– Choć oczywiście postęp w technologii akumulatorów i infrastrukturze ładowania staje się coraz bardziej widoczny, wprowadzenie elektromobilności w ciężkim transporcie drogowym w Polsce wciąż pozostaje w tyle za innymi państwami, które intensywnie inwestują w dalszy rozwój i innowacje w tej dziedzinie. Zmiany te wiążą się z potrzebą nie tylko znaczących inwestycji finansowych, ale także większego zaangażowania – zwłaszcza sektora elektroenergetycznego oraz administracji publicznej – wskazuje Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej i dodaje:
Mała flota, duże koszty i brak wsparcia
Nie bez znaczenia w zaistniałych okolicznościach jest także bardzo mała flota elektrycznych samochodów ciężarowych – w 2022 roku do Polski trafiło ich raptem kilka. Dodatkowo, koszty zakupu elektrycznych pojazdów ciężarowych są obecnie wyższe niż ich tradycyjnych odpowiedników. To może być utrudnieniem dla przedstawicieli branży TSL w Polsce, którzy nie będą w stanie pozwolić sobie na inwestycję w droższe pojazdy.
– W naszym kraju wciąż nie ma wystarczającej ilości instrumentów zachęcających przedsiębiorców do inwestycji w zeroemisyjne ciężarówki. Dotacje, ulgi podatkowe, preferencyjne warunki finansowania oraz rozbudowa infrastruktury ładowania są kluczowe dla zwiększenia atrakcyjności elektromobilności w sektorze ciężkiego transportu. Ponadto, edukacja i szkolenia w zakresie elektromobilności mogą pomóc przedsiębiorcom zdobyć zaufanie i wiedzę niezbędną do podjęcia decyzji inwestycyjnych – mówi Maciej Maroszyk z TC Kancelarii Prawnej.
Istnieją również wyzwania związane z przeszkoleniem i przystosowaniem kierowców do obsługi elektrycznych ciężarówek. Konieczne jest zapewnienie odpowiednich szkoleń oraz wsparcia technicznego dla kierowców, aby mogli efektywnie korzystać z nowej technologii.
Problematycznie mały zasięg
Nawet jeżeli wzrośnie liczba dostępnych pojazdów w elektrycznych flotach, wiąż pozostaje problem ich zasięgu. Tego typu samochody zasilane są bateriami, które mają określoną pojemność energetyczną – a im większa pojemność baterii, tym większy zasięg pojazdu. Obecnie dostępne na rynku elektromobile mają zasięgi rzędu kilkuset kilometrów, czyli nieporównywalnie mało w stosunku do tradycyjnych pojazdów spalinowych, które mogą przejechać setki kilometrów na jednym tankowaniu.
– Tu ponownie powraca kwestia infrastruktury ładowania – wciąż istnieje niedobór ładowarek, zwłaszcza w niektórych regionach. To może utrudniać podróżowanie na długie dystanse, gdy potrzebne są częste przystanki w celu naładowania baterii. Co więcej, także i czas ładowania jest zwykle dłuższy, niż czas tankowania pojazdu spalinowego. Ten problem widoczny jest obecnie nawet na poziomie samochodów osobowych – mówi Maciej Maroszyk z TC Kancelarii Prawnej.
Mimo nałożonych, unijnych rezolucji związanych z pakietem klimatycznym, Polska wciąż nie jest jeszcze w pełni przygotowana do pełnej adaptacji do elektromobilności. Wyższe koszty początkowe, brak rozbudowanej infrastruktury ładowania oraz wiedzy i doświadczenia są głównymi czynnikami hamującymi decyzje inwestycyjne. Aby przyspieszyć tę transformację, konieczne jest wprowadzenie skutecznych instrumentów wsparcia oraz równoległe inwestycje w rozbudowę zasobów oraz edukację przedsiębiorców. Dzięki temu możliwe będzie osiągnięcie pozytywnych zmian w branży ciężkiego transportu i realizacja celów związanych z redukcją emisji gazów cieplarnianych.
Apel Szczecińskiego Porozumienia Zawodów Zaufania Publicznego w przedmiocie należytej ochrony samorządności zawodowej został przygotowany i opublikowany w ostatnich dniach przez sygnatariuszy porozumienia. Wśród nich jest Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie. Apel dotyczy możliwości zrzeszania się osób wykonujących zawody zaufania publicznego poza strukturami istniejących samorządów zawodowych. – Nie po to latami pracowaliśmy nad budową odpowiednich struktur samorządów zawodowych, nad ich podmiotowością, opiniotwórczością i zaufaniem społecznym do nich, by teraz pozwolić na ich marginalizację. To poważny błąd, który może sprawić, że nie będzie żadnej kontroli nad tym, kto i jak wykonuje zawody zaufania publicznego, takie jak chociażby lekarz, prawnik, notariusz czy architekt – mówi dr Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.
Porozumienie Zawodów Zaufania Publicznego w województwie zachodniopomorskim, dostrzegając zagrożenia płynące z inicjatywy ustawodawczej zmierzająca do deregulacji samorządu zawodowego architektów i inżynierów budownictwa wszyscy członkowie Porozumienia poparli apel w tej kwestii. Rozwiązania dążące do deregulacji samorządów zawodowych w opinii sygnatariuszy porozumienia mogą wypaczyć funkcjonowanie samorządów zawodowych i sprawić, że działanie pojedynczych przedstawicieli zawodów (lekarzy, farmaceutów, prawników, architektów, weterynarzy itp.) będzie znajdować się poza nadzorem organów struktur zawodowych.
– W tym przypadku, kolejny raz zresztą, widzimy, że deregulacja dobrze działa tylko teoretycznie i tylko na papierze. Kiedy dochodzi do wypadku, tragedii, błędu ludzkiego to bardzo często mówi się: „lekarze to tacy są” czy „prawnicy to tacy są”. Odpowiedzialność zbiorowa nigdy nie jest właściwa, ale gdy dojdzie do błędu np. w sztuce lekarskiej to Izba Lekarska poprzez swoje jednostki m.in. Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej jest w stanie zweryfikować do czego doszło, czy ktoś zawinił. Obiektywnie oceniamy sytuację i stanowimy ważne źródło opiniotwórcze np. dla służb czy dla mediów – mówi dr Michał Bulsa, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.
– To przestrzeń do nadużyć, bo samorządy zawodowe mogą utracić kontrolę i wiedzę na temat tego, jaką pracę wykonują jej członkowie. Trudniej będzie wyjaśniać błędy w sztuce, a to przyczyni się do spadku zaufania obywateli do nas – dodaje Prezes Michał Bulsa.
Sygnatariuszami porozumienia są:
Szczecińska Izba Adwokacka
ZOIA Zachodniopomorska Okręgowa Izba Aptekarska
Zachodniopomorska Okręgowa Izba Architektów RP
Regionalny Oddział Polskiej Izby Biegłych Rewidentów w Szczecinie
Zachodniopomorski Oddział Krajowej Izby Doradców Podatkowych
Izba Komornicza w Szczecinie
Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie
Zachodniopomorska Izba Lekarsko-Weterynaryjna w Szczecinie
Izba Notarialna w Szczecinie
Szczecińska Izba Pielęgniarek i Położnych
OIRP w Szczecinie
Okręg Zachodniopomorski Polskiej Izby Rzeczników Patentowych
Główne europejskie indeksy kończą pierwsze półrocze 2023 r. na wyraźnym plusie, natomiast nastroje wokół europejskiego rynku IPO wciąż są słabe – niepewność związana z sytuacją makroekonomiczną i kierunkiem rozwoju europejskich rynków opóźniają oczekiwane ożywienie aktywności IPO. W Warszawie kolejny kwartał bez debiutu na rynku głównym, wynika z najnowszego raportu “IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.
Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym półroczu 2023 r. wyniosła 3,8 mld euro – to spadek aż o 27% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (5,2 mld euro). Drugi kwartał 2023 r. nie przyniósł lepszych nastrojów, a rynki IPO w Europie były w dużej mierze zamknięte. Aktywność na rynku pierwotnym pozostała ograniczona poprzez utrzymujące się na wysokich poziomach stopy procentowe, uporczywą inflację i obawy dotyczące wycen. Ograniczony apetyt na IPO był szczególnie widoczny na rynkach w Stanach Zjednoczonych i Europie, wskutek czego Chiny kontynentalne zdominowały rynek debiutów giełdowych w II kwartale 2023 r., odpowiadając za prawie 50% globalnej wartości środków pozyskanych w drodze IPO.
Podsumowanie I półrocza 2023 r. na GPW w Warszawie
W pierwszym półroczu 2023 roku na giełdzie w Warszawie było 6 IPO, wobec 9 IPO w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wszystkie tegoroczne i zeszłoroczne debiuty miały miejsce na alternatywnym rynku NewConnect, a łączna wartość przeprowadzonych transakcji wyniosła jedynie 14,7 mln zł (3,2 mln euro), co oznacza spadek o 46,2% w porównaniu do 2021 r., podczas którego w pierwszym kwartale łączna wartość IPO wynosiła 27,3 mln zł (6,9 mln euro).
Spośród 6 IPO przeprowadzonych na alternatywnym rynku NewConnect największą pod względem wartości ofertę przeprowadziła spółka z branży gier VRFabric z IPO o wartości 6,1 mln zł (1,3 mln euro). Drugie i trzecie miejsce przypadło odpowiednio spółce z sektora logistyki Robs Group Logistic (oferta o wartości 3,0 mln zł) oraz FrozenWay – spółce prowadzącej studio deweloperskie i wydającej gry (oferta o wartości 2,7 mln PLN).
Od początku roku 2023 indeksy WIG i WIG20 urosły odpowiednio 17% i 15%, przy czym w zasadzie całość wzrostu jest zasługą poprawy nastrojów w drugim kwartale właśnie (WIG i WIG20 w II kw. wzrosły odpowiednio 15% i 17%) – i to przy wciąż wysokiej inflacji i niezmienionym poziomie stóp procentowych.
“Po dość jałowym pierwszym kwartale zainteresowanie akcjami z rodzimego parkietu wzrosło i weszliśmy z powrotem w trend wzrostowy, zostawiając bessę z 2022 roku w tyle. Pierwszą spółką, która odważyła się na przeprowadzenie IPO była Dr. Irena Eris, która po ponad roku od złożenia wniosku o zatwierdzenie prospektu powróciła do procesu, żeby w drugiej połowie lipca zadebiutować na GPW. Tuż przed publikacją informacji o cenie i liczbie oferowanych akcji, spółka poinformowała, że IPO zostaje odwołane z powodu braku konsensusu przy ustalaniu ceny oferowanych akcji. Sama względna poprawa nastrojów na rynku nie wystarcza – wydaje się, że poza nimi wciąż kluczową rolę przy następnym IPO będą odgrywały nie tylko solidne fundamenty i perspektywy, ale i oczekiwania konkretnych inwestorów i ich ostrożne podejście, które łącznie będą uzasadniać wycenę biznesu. Pozostaje nam więc wciąż poczekać na kolejną próbę debiutu na rynku głównym GPW” – mówi Kamil Wardzyński, wicedyrektor PwC Polska w zespole ds. rynków kapitałowych.
Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I połowie 2023 r.
Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, w pierwszej połowie 2023 roku łączna wartość IPO w Europie wyniosła zaledwie 3,8 mld euro i spadła w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku o 27%. W okresie od stycznia do czerwca 2023 r. miało miejsce jedynie 45 debiutów (wobec 66 w I połowie 2022 r.).
W pierwszym półroczu 2023 r. największym rynkiem pod względem wartości IPO okazała się Borsa Istanbul z łączną wartością przeprowadzonych ofert (21 IPO) na poziomie 1,22 mld euro. Na drugim miejscu uplasowała się giełda Borsa Italiana (9 IPO o łącznej wartości 1,15 mld euro), a na trzecim – London Stock Exchange (7 IPO o łącznej wartości ofert 0,66 mld euro).
Największym IPO w Europie w drugim kwartale 2023 r. była oferta spółki Lottomatica Group (600 mln euro) przeprowadzona na Borsa Italiana. Na pozostałych miejscach uplasowały się Admiral Acquisition (oferta o wartości 507 mln euro, debiut na London Stock Exchange) oraz CW Enerji (debiut na Borsa Istanbul z ofertą o wartości 152 mln euro).
„Choć aktywność w zakresie IPO w pierwszym półroczu 2023 r. pozostawała daleka od oczekiwań, ożywienie przyniósł początek lipca, kiedy odnotowano kilka znaczących transakcji. Region Europy Środkowo-Wschodniej wraca na globalną mapę IPO za sprawą debiutu Hidroelectrica w Bukareszcie, który jest jak do tej pory największą ofertą pierwotną w Europie w 2023 r. (ponad 1.8 mld euro). Transakcja ta, wraz z innymi ofertami, m.in. ThyssenKrupp Nucera (Frankfurt) czy CAB Payments (Londyn) budują ostrożny optymizm na druga połowę 2023 r., mimo to oznak ewentualnego znaczącego ożywienia należy spodziewać się raczej w pierwszych kwartałach 2024 r.” – mówi Bartosz Margol, partner PwC Polska w zespole ds. rynków kapitałowych.
Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2019* r.
* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.
Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2017*
* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.
O raporcie IPO Watch Europe
Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2022.
Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii i Szwajcarii) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2023 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.
Począwszy od raportu za II kwartał 2019 roku IPO Watch Europe obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch Europe zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku w Warszawie, niezależnie od ich wartości.
SatRev, wrocławska spółka z sektora kosmicznego, przenosi się do ikonicznego wrocławskiego Sky Tower, w którym zajmie około 600 m2 powierzchni. SatRev świętował niedawno siedmiolecie istnienia, a przenosiny stanowią swego rodzaju podkreślenie drogi jaką firma przeszła od startupu do przedsiębiorstwa zarządzającego obecnie jedenastoma własnymi satelitami w przestrzeni kosmicznej i rozwijającego projekty w celu wyniesienia kolejnych.
Dotychczas biura i laboratoria spółki funkcjonowały w lokalizacji PORT w Praczach Odrzańskich, nowa siedziba będzie trzykrotnie większa, a ponadto znajdzie się w samym sercu Wrocławia.
„Z wielką radością informujemy, że SatRev otworzył swoje nowe biuro w Sky Tower! Rozszerzenie to umożliwi nam pomieszczenie rosnącego zespołu oraz wsparcie dalszego rozwoju Spółki. Cieszymy się, że możemy podzielić się tym znaczącym osiągnięciem, nowe biuro w tak znaczącym dla Wrocławia miejscu to również większy prestiż dla Spółki” – powiedział Grzegorz Zwoliński, założyciel i Prezes SatRev.
Nowe biuro pomieści nawet 80 osób, dzieli się na część biurową i część laboratoryjną. W części biurowej są 3 sale konferencyjne oraz 5 gabinetów specjalistów nietechnicznych. W części laboratoryjnej znajduje się laboratorium główne, w którym pracują wszyscy inżynierowie oraz laboratoria dedykowane: Clean Room, Laboratorium Optyczne oraz Laboratorium Mechaniczne.
Nowe, większe, biuro było niezbędne, ponieważ spółka szybko się rozwija. Nawiązuje kontrakty na dostarczanie danych satelitarnych (obrazowanie), między innymi rekordowy kontrakt na monitoring upraw z polskim KOWR (Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa) na 42 mln zł. Już w październiku kolejny jej satelita zostanie wyniesiony w przestrzeń kosmiczną, tym razem we współpracy z firmą SpaceX, w ramach misji Transporter-9 rakietą Falcon. Spółka jest zaangażowana we współpracę z Sułtanatem Omanu, dla którego dostarczy i będzie obsługiwać satelitę. Satelita AMAN oczekuje na wyniesienie, ale współpraca jest perspektywiczna. Spółka pomaga i edukuje oraz rozwija nowe, przyszłościowe projekty. SatRev negocjuje lub posiada podpisane kontrakty na różnego typu usługi m.in. w Kanadzie, Australii i krajach Afryki.
„Naszą ambicją jest nie tylko realizacja kontraktów na rzecz zewnętrznych partnerów, ale również uruchomienie i zarządzanie konstelacją własnych satelitów obrazujących, w skład której wejdą również najnowocześniejsze satelity wysokiej rozdzielczości, opracowane w naszej autorskiej technologii DeploScope, których prototypy już testujemy. Rozważamy też wejście na giełdę w Polsce lub za granicą” – dodał Zwoliński.
Z myślą o wytwarzaniu nawet 200 satelitów rocznie powstaje w Legnickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej fabryka satelitów, w której produkowane będą satelity SatRev.
Kilka dni temu Google zaktualizował Barda – opartego na sztucznej inteligencji chatbot’a mającego być konkurencją dla ChatGPT. Obecnie narzędzie to dostępne jest w 238 krajach, 40 językach, w tym w języku polskim. Aktualna wersja Google Bard przyniosła wiele nowości, m.in. możliwość wysłuchiwania odpowiedzi, dostosowywania tonu i stylu odpowiedzi, organizowanie i edytowanie rozmów, udostępnianie odpowiedzi znajomym, a także wysyłanie obrazów w zapytaniu składanym sztucznej inteligencji.
Nową wersję Google Bard ocenia ekspert – Jacek Bogocz, AI & Analytics Consultant w Capgemini Polska.
Ostatnie innowacje wprowadzone w Google Bard są nie tylko ciekawe, ale również mają potencjał do radykalnej zmiany sposobu, w jaki używamy narzędzi AI. Po debiucie ChatGPT-3, pod koniec 2022 roku, Google nie mógł pozostać na uboczu i odpowiedział wprowadzeniem Barda na początku 2023 roku. Od tego czasu narzędzie przeszło szereg istotnych aktualizacji, wprowadzając nowe funkcje i znacząco poprawiając swoją wydajność. Te nowe funkcje i ulepszenia sprawiają, że narzędzie Google jest ciekawym rozwiązaniem dla twórców treści i osób poszukujących informacji.
Google Bard zmieni układ sił na polskim rynku AI
Pojawienie się Google Bard’a na polskim rynku niewątpliwie przyspieszy transformację dynamiki naszego sektora technologii AI.
Ostatnie działania Microsoftu pokazują, że firma intensyfikuje swoje wysiłki w obszarze AI, wielomiliardowe inwestycje w OpenAI oraz startupy. W wyniku tych działań, firma nie tylko tworzy potężną infrastrukturę AI, ale także udostępnia swoje narzędzia programistom na skalę globalną, co ilustruje przykład GitHub Copilot. Jednakże, to nie koniec innowacji. Microsoft zintegrował również AI z PowerBi i pakietem Office 365, co przełożyło się na istotne usprawnienia tych popularnych narzędzi.
Z kolei zapowiedź integracji ChatGPT z systemem Windows to prawdziwa wisienka na torcie, z potencjałem do zrewolucjonizowania doświadczenia użytkowników na niespotykaną dotąd skalę.
Patrząc na te zmiany z mojej perspektywy, dostrzegam dwie kluczowe kwestie: czas wprowadzenia zmian oraz ich funkcjonalność. Świat AI jest jak burza innowacji – intensywny, dynamiczny i nieprzewidywalny. W ciągu ostatnich miesięcy, do rywalizacji dołączyły również liczne inicjatywy open-source. Chociaż niektóre z nich są w stanie konkurować z komercyjnym GPT-4 w pewnych aspektach, Bard, GPT oraz Bing AI – wyróżniają się prostotą użytkowania i funkcjonalnością, przewyższając konkurencję.
Debiut Barda na polskim rynku może przynieść wiele zmian, nie tylko wpływając na rynek AI, ale także wprowadzając nowy wymiar do rywalizacji między Google, Microsoft jak i również pozostałymi graczami. To jest niewątpliwie ekscytujący czas dla rynku technologii AI, a te zmiany mogą przynieść korzyści zarówno dla firm, jak i dla użytkowników końcowych.
Czy Google Bard ma szansę zawojować rynek AI tak jak kiedyś Chrome rynek przeglądarek?
Bez wątpienia Google posiada znaczne zasoby i doświadczenie, które mogą mu pomóc w osiągnięciu tego celu. Bard, który łączy funkcjonalności Bing AI i ChatGPT, posiada unikalną kombinację cech, która może przyciągnąć różne grupy użytkowników. Jeśli Google będzie kontynuowało prace nad ulepszaniem Barda i dalej łączyło go z ekosystemem Google, narzędzie to może zyskać znaczącą przewagę nad konkurencją.
Jednakże rynek narzędzi AI jest teraz o wiele bardziej złożony i konkurencyjny niż rynek przeglądarek internetowych w czasach, gdy Chrome zaczął zyskiwać popularność. Wielu graczy, takich jak Microsoft z Bing AI i Azure OpenAI, czy OpenAI z ChatGPT, oferuje silne i zaawansowane rozwiązania, które już zyskały uznanie użytkowników. Ponadto nie można ignorować inicjatyw takich jak innowacyjne startupy, które mogą wpłynąć na kształtowanie przyszłości AI.
Google Bard ma wiele potencjału do osiągnięcia sukcesu na rynku narzędzi AI, jednak istnieje wiele innych rozwiązań, które również zasługują na uwagę. Rynek AI jest teraz bardziej globalny i złożony niż kiedykolwiek wcześniej, z wieloma firmami na całym świecie wprowadzającymi innowacyjne rozwiązania. Oznacza to, że przyszłość AI jest niezwykle ekscytująca i pełna nieprzewidywalnych możliwości. Aby Bard mógł zdominować ten rynek, Google musi nadal wprowadzać innowacje i dostarczać wartość, która przewyższa oferty konkurencji.
Po czterech kwartałach stagnacji na rynku private equity spowodowanej niepewną sytuacją makroekonomiczną rośnie presja na sprzedaż aktywów posiadanych przez fundusze, wynika z raportu firmy doradczej Bain & Company. Szacowana wartość portfeli zgromadzonych przez fundusze na świecie osiągnęła rekordową kwotę 2,8 biliona dolarów i większość z nich zbliża się do założonego horyzontu inwestycyjnego.
Fundusze private equity posiadają obecnie w portfelach około 26 tys. spółek, z czego ponad połowa została zakupiona ponad cztery lata temu, a niemal jedna czwarta ponad sześć lat temu, wynika z analiz Bain & Company. W większości przypadków typowy horyzont inwestycyjny to pięć lat. Z powodu sytuacji gospodarczej wiele funduszy zawiesiło plany sprzedaży aktywów, co spowodowało, że tylko w pierwszym półroczu tego roku wartość wyjść z inwestycji spadła o 65 proc. do 131 miliardów dolarów. Eksperci zauważają, że wartość aktywów zarządzanych przez fundusze jest obecnie ponad czterokrotnie większa niż podczas ostatniego kryzysu finansowego.
– Zawirowania makroekonomiczne – w tym zwłaszcza inflacja i wynikający z niej wzrost stóp procentowych – oraz geopolityczne – na czele z wojną na Ukrainie – spowodowały zastój na rynku private equity. W tych warunkach wiele funduszy wstrzymało wyjścia z inwestycji, czekając na rozwój sytuacji – mówi Paweł Szreder, partner w Bain & Company. – Takie podejście nie może jednak trwać w nieskończoność, bo większość portfeli zbliża się do założonego horyzontu czasowego i sami inwestorzy lokujący kapitał w funduszach oczekują zwrotu powierzonych środków. To wszystko wzmacnia presję na sprzedaż aktywów.
Jak twierdzą eksperci Bain & Company, wstrzymanie transakcji sprzedaży aktywów powoduje, że mniej środków wraca do inwestorów funduszy, co negatywnie wpływa na płynność ich aktywów i ogranicza możliwość przeznaczenia nowych środków na inwestycje w private equity. W pierwszej połowie tego roku fundusze pozyskały na nowe inwestycje środki o wartości 517 miliardów dolarów, co stanowiło spadek o 35 proc. w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej. Spadek ten nie odzwierciedla w pełni aktualnej sytuacji, ponieważ finalizowane obecnie procesy fundraisingu zostały w większości zapoczątkowane w 2022 lub nawet 2021 roku.
Stagnacja na rynku private equity w tym roku dotyczyła także zakupu nowych aktywów. Jak wynika z szacunków Bain & Company, łączna wartość przejęć dokonanych przez fundusze w pierwszej połowie roku spadła o 58 proc. do 202 miliarda dolarów. Dokonano w tym okresie 863 transakcji, co oznacza spadek o 29 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Fundusze wstrzymywały nowe inwestycje, mimo że wartość wolnych środków wcześniej zebranych na ten cel osiągnęła rekordową kwotę 3,7 biliona dolarów.
– Dokonywanie transakcji w czasie niepewności jest trudne, między innymi ze względu na rozbieżności oczekiwań cenowych kupujących i sprzedających – twierdzi Paweł Szreder. – Dla funduszy private equity warunki makroekonomiczne nie muszą być atrakcyjne, ale powinny być stabilne. Inwestorzy potrzebują przewidywalnych pięcioletnich perspektyw dla branży i spółki, by właściwie wycenić wartość nabywanych aktywów.
Jak pokazuje najnowszy raport Bain & Company, w ostatniej dekadzie, czyli w okresie stałego wzrostu gospodarczego, niemal cały przyrost wartości spółek portfelowych i osiąganych przez fundusze wysokich stóp zwrotu z inwestycji był zasługą rosnących wycen spółek i wzrostu ich przychodów. Marginalna część przyrostu wartości portfela, bo jedynie niecałe 2 proc., wynikała z poprawy działalności operacyjnej i efektywności funkcjonowania samych spółek.
– Jeśli globalna niepewność utrzyma się, fundusze będą musiały dołożyć starań, by uzyskać zadowalające stopy zwrotu z inwestycji, których horyzont czasowy dobiega końca – dodaje Paweł Szreder. – Stagnacja na rynku i topniejące wyceny mogą wymagać rekalibracji strategii dużej części spółek portfelowych. Fundusze – inaczej niż w przeszłości – większy nacisk będą musiały położyć na rentowność niż wzrost. W przyszłości wyścig o inwestorów wygrają te fundusze, które w długofalowej strategii rozwoju spółek portfelowych położą nacisk na optymalizację ich funkcjonowania.
Cały raport nt. rynku private equity w pierwszym półroczu znajduje się na stronie: Stuck in Place: Private Equity Midyear Report 2023 | Bain & Company
Nie ulega wątpliwości, że przytoczenie okoliczności czy cech umożliwiających identyfikację konkretnej osoby może wywołać u odbiorców skojarzenie z daną osobą bez wskazania takich konkretnych danych osobowych. Dobra osobiste człowieka, jako dobra indywidualne, nierozerwalnie związane z konkretną osobą, pozostają zaś pod ochroną kodeksu cywilnego. Ich katalog jest otwarty, jednak niektóre z nich, takie jak cześć czy wizerunek zostały wymienione w Kodeksie cywilnym.
Wizerunek to nie tylko ustalony obraz danej osoby (np. fotografia czy film), ale także ukazanie zespołu charakterystycznych dla danej osoby cech fizycznych, poprzez które uzyskuje się wyobrażenie o jej wyglądzie. Poza dostrzegalnymi dla otoczenia cechami fizycznymi, tworzącymi wygląd danej osoby i pozwalającymi na jej identyfikację wśród innych ludzi może on obejmować dodatkowe utrwalone elementy związane z wykonywanym zawodem jak charakteryzacja, ubiór, sposób poruszania się i kontaktowania z otoczeniem (Wyrok Sądu Najwyższego z 20 maja 2004 r., sygn. akt II CK 330/03).
Cześć jest natomiast pojęciem, które obejmuje zasadniczo dwa dobra osobiste. Cześć wewnętrzna – godność osobista – stanowi wyobrażenie danej osoby o jej własnej wartości i związanego z nią oczekiwania szacunku ze strony otoczenia. Cześć zewnętrzna – dobre imię – jest zaś wyobrażeniem innych ludzi o wartości danej osoby, tj. reputacją tej osoby. Naruszenie godności osobistej polegać może na okazaniu komuś pogardy, obrażenie tej osoby. Naruszenie dobrego imienia następuje zaś poprzez zniesławienie, czyli pomówienie danej osoby o takie cechy lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii innych lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.
Co ważne, w celu ustalenia, że doszło do naruszenia dobra osobistego, konieczne jest stwierdzenie takiego działania naruszyciela, które daje się zindywidualizować jako podjęte przeciwko danej osobie ubiegającej się o udzielenie jej ochrony. Naruszenie musi zatem odnosić się do oznaczonego lub dającego się oznaczyć podmiotu, a powód musi wykazać, że jest osobą, której dobra osobiste naruszono. Istotne jest także, czy w danym przekazie umieszczono cechy wykluczające skojarzenie z daną osobą. Jeżeli działanie nie jest wymierzone przeciwko konkretnej osobie, nie dochodzi do naruszenia jej dóbr osobistych. Podobnie jeśli dana jednostka przynależy do pewnej zbiorowości , ale sama nie jest dostatecznie przez daną wypowiedź identyfikowana.
Ocena danego zachowania musi być także dokonana z uwzględnieniem obiektywizacji. Istotna jest tu odpowiedź na pytanie, czy przeciętny odbiorca – osoba zwykła, rozsądna i racjonalnie oceniająca, nieobciążona uprzedzeniami, nieskłonna do wyrażania ekstremalnych sądów, mająca przeciętną kompetencję językową i przeciętną znajomość kodów kulturowych – mógłby, kierując się powszechnym znaczeniem użytych słów oraz na podstawie okoliczności towarzyszących wypowiedzi i innych znanych mu faktów, powziąć uzasadnione przypuszczenie, że wypowiedź dotyczy konkretnej znanej mu osoby.
Poprzez nawiązanie do konkretnej osoby (spełniające ww. kryteria) można więc naruszyć jej dobra osobiste – nie trzeba wskazywać jej z imienia, nazwiska czy okazywać wizerunku – jeśli to nawiązanie będzie nosiło cechy bezprawności.
Za bezprawne uznawane jest przy tym każde działanie naruszające dobra osobiste, jeżeli nie zachodzi żadna ze szczególnych okoliczności, które takie działanie usprawiedliwiają. W każdym przypadku konieczne jest tu wzajemne wyważanie pozostających ze sobą w kolizji praw i wolności, którym porządek prawny przyznaje równą wartość.
Taką wartością kolizyjną może być wolność wypowiedzi, która wynika wprost z art. 54 ust. 1 Konstytucji i jest również gwarantowana przez art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Wolność ta obejmuje prawo do posiadania opinii i informacji, ich przekazywania oraz otrzymywania i jest fundamentem społeczeństwa demokratycznego, w ramach którego dochodzi do nieskrępowanej – co do zasady – wymiany myśli i poglądów na sprawy budzące zainteresowanie społeczeństwa.
Wolność wypowiedzi może być przy tym realizowana nie tylko poprzez wypowiedzi prasowe, ale także inne wypowiedzi, w tym o charakterze artystycznym. Z tego względu, gdy twórczość artystyczna odnosi się do spraw budzących zainteresowanie opinii publicznej, należy ją postrzegać jako element tzw. debaty publicznej.
Dotyczy to w szczególności wypowiedzi o charakterze satyrycznym. Typową cechą satyry jest dążenie do ośmieszenia tego, co jej autorowi wydaje się szkodliwe, bezwartościowe lub błędne. Przyjmuje się, że satyra przedstawia rzeczywistość „w krzywym zwierciadle”. Celem utworu satyrycznego jest nie tyle wywołanie u odbiorców pewnych doznań (duchowych czy estetycznych), co spowodowanie refleksji umysłowej na tematy poruszane w satyrze, często dotyczące zjawisk zachodzących w różnych dziedzinach życia. Satyra zmierza więc do przekazania pewnych treści, a sama forma utworu jest tylko metodą zwrócenie uwagi odbiorców na samą wypowiedź oraz zawartą w niej treść. Wypowiadanie w formie satyrycznej, przy uwzględnieniu jej wymienionych cech, opinii o zdarzeniach i ludziach jest zatem prawnie dozwolone i mieści się, co do zasady, w granicach konstytucyjnej wolności słowa.
Ważny jest przy tym cel krytyki utworu satyrycznego – chodzi o to, czy zmierza on do ochrony ważnych społecznie wartości. W takim przypadku dopuszczalna jest krytyka w tej formie także osoby publicznej nie pełniącej funkcji publicznej np. należącej do kręgu kultury masowej, jeżeli dotyczy ona prezentowanych publicznie przez tę osobę poglądów i postaw, mających wpływ na społeczeństwo, z wyłączeniem jej spraw ze sfery prywatnej, chyba że osoba ta sama zabiegała o zainteresowanie nimi opinii publicznej, wyrażając w ten sposób domniemaną zgodę do pozbawienia się części swojej prywatności (wyrok Sądu Najwyższego z 24 stycznia 2008 r., sygn. akt I CSK 341/07). Od wielu lat Europejski Trybunał Praw Człowieka podkreśla, że osoby podejmujące działalność publiczną w sposób nieunikniony, a zarazem świadomy i dobrowolny, wystawiają się na kontrolę i reakcję ze strony opinii publicznej. Muszą wykazywać zatem większy stopień tolerancji nawet wobec szczególnie brutalnych ataków przeciwko nim skierowanych. Tego wymaga w szczególności prawo do otwartej i nieskrępowanej debaty publicznej, stanowiącej jedną z podstawowych wartości państwa demokratycznego.
Należy przy tym rozważyć, czy naruszenie dóbr osobistych danej osoby objętej satyrą było niezbędne dla osiągnięcia celu utworu satyrycznego. Ocena sformułowań naruszających dobra osobiste powinna być dokonana z uwzględnieniem całego kontekstu utworu, w którym były one zawarte oraz ukształtowanych zwyczajów w ramach tej dziedziny kultury, do której zalicza się dany utwór.
Niewątpliwie rozstrzygnięcie takiego zagadnienia wymaga więc wielowarstwowej dedukcji. Ważne jest już prawidłowe ujęcie problemu: dokonanie przeglądu faktów (dokładnej weryfikacji ocenianej wypowiedzi, treści i odniesień w niej zawartych), rozpoznanie problemu i jego skonkretyzowanie. Konieczne jest też prawidłowe umieszczenie tego problemu w kontekście wzajemnie oddziałujących na siebie w systemie prawa dóbr i wartości oraz sformułowanie szczegółowych hipotez i prognoz. Ważne jest przy tym zachowanie obiektywizmu w dokonywaniu wszelkich dedukcji czy indukcji, co wymaga świadomości własnych schematów myślowych – naturalną tendencją człowieka jest bowiem poszukiwanie wyłącznie okoliczności potwierdzających daną hipotezę.
Autorka – r.pr. Edyta Oleszczuk-Romańska, Kancelaria Prawna „Chałas i Wspólnicy”
W pierwszym półroczu 2023 r. liczba dostępnych ofert pracy dla początkujących specjalistów IT skurczyła się o blisko 30 proc. względem drugiej połowy 2022 r. Jednocześnie średnie wynagrodzenie juniorów wzrosło o niemal 15 proc. – wynika z danych największego branżowego portalu pracy Just Join IT. Czy w Polsce kończy się era, w której każdy może zostać programistą i pracować z dowolnego miejsca na świecie?
Portal pracy Just Join IT przeanalizował ponad 85 000 ofert pracy dla osób z branży IT, na które mogły aplikować od stycznia do czerwca 2023 r. W tym okresie łączna liczba ogłoszeń zmniejszyła się o 1,75 proc., a miesięczna liczba aktywnych ofert była niższa średnio o 8,36 proc. niż w drugiej połowie 2022 r.
Największe spadki odnotowano w liczbie ogłoszeń dla juniorów. W H1 2023 r. pojawiło się ich o 26,76 proc. mniej niż w H2 2022 r. Wbrew temu, ich pensje wzrosły średnio o niemal 15 proc. Seniorzy mieli z kolei do dyspozycji o blisko 3000 ofert więcej niż w ostatnim półroczu (wzrost o 8,84 proc.), ale ich wynagrodzenia praktycznie się nie zmieniły. Co sprawia, że obserwujemy taki stan rynku?
Podatek od Eldorado
Rok 2023 nie jest tak łaskawy dla branży IT jak jego poprzednik. Rozpoczęły go szeroko zakrojone optymalizacje w firmach i presja na wyniki w najbardziej priorytetowych projektach. Skutkowało to m.in. wstrzymaniem części rekrutacji, ale także zwrotem tych wciąż rekrutujących pracodawców w kierunku bardziej doświadczonych pracowników. Choć łączna liczba ofert dostępnych na Just Join IT spadła w ostatnich 6 miesiącach o niecałe 2 proc., przetasowania dokonały się na poziomach seniority.
Zrobienie kariery od zera w branży IT jest coraz trudniejszym zadaniem. Czasy, w których “z lodówki” wyskakiwały komunikaty kuszące świetlaną przyszłością każdego, kto przekwalifikuje się na programistę, zdają się mijać. Rynek od początku roku przechodzi znaczące optymalizacje i studzi zapał chętnych na łatwy start oraz szybkie pieniądze w IT. Obecnie dla wielu firm kapitał i czas potrzebny na rozwój juniora to większy koszt niż zatrudnienie doświadczonego specjalisty, który dostarczy fukcjonalne rozwiązanie w krótszym terminie. Mamy więc do czynienia z przebiegunowaniem i powrotem do ścieżek sprawdzonych przed pandemią – mówi Michał Szum, Head of Customer Success w Just Join IT, analizujący dane.
Większy popyt na seniorów to więcej ofert pracy. Jednocześnie jednak, po redukcjach w dużych firmach tech, na rynku jest także większa podaż doświadczonych kandydatów, co nie pozostaje bez wpływu na ich pensje. Wynagrodzenia seniorskie przestały rosnąć w tak szybkim tempie, bo firmom nieco łatwiej znaleźć odpowiedniego kandydata.
W kontekście juniorów rynek staje się zaś niezmiernie konkurencyjny, dając pracodawcom szansę na wyłuskanie najlepszych talentów. Tu pensje rosną, ale zdobycie dobrze płatnej juniorskiej posady wiąże się często z posiadaniem umiejętności na poziomie mida.
Na pewno rozwój narzędzi AI wspierających programistów oraz całego technologicznego stacka narzędzi no-code, umożliwiającego tworzenie prototypów tanio i bez specjalistycznej wiedzy, sprawia że pracodawcy mniej chętnie rekrutują juniorów. Inżynieryjne czy kreatywne myślenie nadal jest w cenie, ale znacznie gorzej widzę przyszłość osób, które skupiły się tylko na nauce pisania kodu, bez większego zrozumienia tego, jakie problemy biznesowe rozwiązują – dodaje Piotr Durlej, Head of Product Just Join IT.
Kogo bardziej, a kogo mniej poszukują pracodawcy?
Z analizy pierwszego półrocza przeprowadzonej przez Just Join IT wynika także, że największy popyt niezmiennie panuje na programistów JavaScript (10 362 ofert). Również w tej kategorii odnotowano najwięcej aktywnych ogłoszeń w jednym miesiącu: 3755 w styczniu 2023 r. Kolejnymi kategoriami pod względem łącznej liczby dostępnych ogłoszeń – po JavaScript – były Java (8898), DevOps (6814), Data (5985) oraz .NET (5763).
Względem H2 2022 r., najwięcej ogłoszeń przybyło w kategorii Analytics, gdzie odnotowano ponad 50 proc. wzrost. Zauważalnie więcej ogłoszeń pojawiło się także w kategorii Security (+40,45 proc.), Data (+24,53 proc.) oraz DevOps (+24,09 proc.). Pod względem udziału w łącznej liczbie ogłoszeń dostępnych w H1 2023 r., kategoriami, które zaliczyły największy wzrost są DevOps i Analytics (o 1,65 p.p. więcej względem H2 2022 r.).
Najmniej kandydatów pracodawcy poszukiwali zaś w kategoriach Scala (330 ogłoszeń w okresie styczeń-czerwiec 2023 r.), HTML (413), Game (512) oraz Go (583). Kategoriami, które zanotowały spadki w liczbie dostępnych ogłoszeń, były Ruby (-48,78 proc. ogłoszeń mniej względem H2 2022 r.), Game (-32,19 proc.), Go (-25,54 proc.) oraz HTML (-24,22proc.), co niemal pokrywa się z listą kategorii, w których pojawiło się najmniej ofert pracy.
Najlepiej wynagradzani
Wracając do zarobków, z danych Just Join IT wynika, że mediana dla juniorów zatrudnionych na B2B wyniosła w H1 2023 r. 8500 PLN netto, co jak uprzednio wskazano oznacza wzrost o 14,78 proc. względem H2 2022 r. U midów pensje wzrosły średnio o 7,49 proc., a ich mediana wynosi 17 284 PLN netto. Stawki seniorów utrzymują się na praktycznie niezmienionym poziomie, z medianą 24 401 PLN netto.
W przypadku umowy o pracę, junior zarobi przeciętnie 7450 PLN brutto, co oznacza wzrost o 14,83 proc. względem H2 2022 r. Mid może liczyć na 14 500 PLN brutto, co oznacza „podwyżkę” o 3,27 proc. w porównaniu z ostatnimi sześcioma miesiącami 2022 r. Seniorzy zatrudnieni na UoP mogą liczyć na średnie wynagrodzenie na poziomie 21 000 PLN brutto, ze wzrostem 1,62 proc. względem poprzedniego półrocza.
U juniorów najlepiej płatnymi specjalizacjami są Architecture, Go, Security i Mobile. Mediana dla tej pierwszej wynosi między 20 750 a 23 000 PLN netto na B2B. Midzi również zarobią najlepiej będąc architektami systemów: tu mediana wynosi 22 000 – 27 500 PLN netto na B2B. Powyżej 20k zarobią także specjaliści od C, Security, Scali i Go. Architekci królują także na pozycjach seniorskich ze średnim wynagrodzeniem 30 000 PLN netto B2B. Powyżej 25k zarobią starsi specjaliści od danych, systemów ERP, DevOpsi, programiści Java oraz eksperci cyberbezpieczeństwa.
Wzrost stawek juniorskich potwierdza tezę, że próg wejścia jest dla nich wyższy, bowiem za większymi wynagrodzeniami stoją też większe wymagania. Warto przy tym podkreślić, że junior juniorowi nierówny: w przypadku początkujących Architektów, mówimy o osobach z kilkuletnim bagażem doświadczeń w pracy stricte programistycznej, stąd stawki dla tych osób są tak oszałamiające. Jednak uśredniony wzrost na poziomie blisko 15% na umowie B2B to i tak dobra informacja dla wszystkich juniorów, bowiem w dużej części rekompensuje to inflację, co nie dotyczy osób z większym doświadczeniem, szukających nowych wyzwań – podsumowuje Michał Szum.
XTPL zgodnie z wstępnymi szacunkowymi danymi wygenerował 5,6 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług w I półroczu 2023 roku, to wynik wyższy o 87% względem I półrocza ubiegłego roku. Spółka szacuje, że w samym II kwartale br. przychody ze sprzedaży produktów i usług wyniosły 2,6 mln zł, co oznacza wzrost o 27% względem analogicznego kwartału w 2022 roku. Do kolejnego z rzędu wzrostu sprzedaży w ujęciu rok do roku kontrybuują wszystkie trzy linie biznesowe, a zwłaszcza regularna sprzedaż i dostarczanie do międzynarodowych odbiorców urządzeń prototypujących Delta Printing System (DPS). Do dnia publikacji wstępnych szacunkowych danych, XTPL otrzymał w 2023 roku łącznie 7 zamówień na urządzenia DPS – co wyrównuje liczbę zamówień z całego 2022 roku. Spółka spodziewa się kolejnych zamówień w II półroczu i szacuje, że w okresie lipiec-grudzień dostarczy i rozliczy nie mniej niż 7 urządzeń, co wpłynie pozytywnie na wyniki finansowe kolejnych kwartałów. Jednocześnie w II półroczu Spółka dostarczy dwa moduły drukujące w ramach realizacji projektów przemysłowych, zwiększając swoją obecność wśród światowych producentów elektroniki.
– Sukcesywnie pozyskujemy kolejne zamówienia w ramach linii urządzeń prototypujących Delta Printing System. Od początku roku potwierdziliśmy już 7 takich zamówień wyrównując tym samym liczbę z całego 2022 roku, a przed nami jeszcze drugie półrocze i aktualnie prowadzimy zaawansowane rozmowy z kolejnymi potencjalnymi klientami na urządzenia DPS. Wykorzystując w pełni nasze obecne możliwości produkcyjne, spodziewamy się dostarczenia klientom do końca roku jeszcze co najmniej 7 urządzeń DPS. Rozwój tej linii biznesowej w dłuższym horyzoncie będzie wymagał inwestycji w zwiększenie zdolności produkcyjnych, tak aby móc odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie, które skutecznie kreujemy dla naszego rozwiązania technologicznego na międzynarodowych rynkach. Posłużą do tego środki z ostatniej emisji akcji serii V, która zakończyła się dla nas dużym sukcesem i pozyskaniem ponad 36,5 mln zł. Pozostałe linie biznesowe rozwijają się stabilnie i również pozytywnie kontrybuują do wyniku. W II kwartale przyjęliśmy dwa zamówienia na dostawę modułu drukującego w projektach przemysłowych i już w II półroczu dostarczymy je do budowy prototypowych urządzeń przez partnerów przemysłowych celem zrealizowania finalnych testów na liniach naszych końcowych klientów.Są nimi globalniproducencielektroniki nowej generacji w komponentach z branży półprzewodników i zaawansowanych wyświetlaczy. To oznaczać będzie naszą obecność na testowych liniach produkcyjnych w USA, Korei Południowej i na Tajwanie, gdzie dostarczyliśmy swój moduł w poprzednim roku. Nasz cel pozostaje niezmienny, chcemy wdrożyć technologię XTPL na przemysłowe linie największych producentów elektroniki i osiągnąć 100 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług do końca 2026 roku – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.
Drugim źródłem finansowania działalności XTPL są przychody z tytułu dotacji, które nie są kluczowe dla dalszego rozwoju Spółki, ale w dalszym ciągu stanowią ważną część współfinansowania prowadzonych projektów o charakterze B+R. Wartość pozyskanych dotacji w I półroczu wyniosła 1,4 mln zł w porównaniu do 2,4 mln zł w I półroczu 2022 roku. W samym II kwartale wartość pozyskanych dotacji przełożyła się na 0,4 mln zł względem 1,3 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Zgodnie z zasadą rozliczania grantów, tylko część środków zostanie uwzględniona w rachunku wyników za II kwartał 2023 roku, pozostała część będzie ujęta w bilansie w przychodach przyszłych okresów. XTPL realizuje obecnie projekty o charakterze B+R m.in. ze środków pozyskanych od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) oraz w obrębie międzynarodowego konsorcjum w ramach programu Horyzont Europa. Stan środków pieniężnych Spółki na dzień 30 czerwca 2023 roku wyniósł 2,6 mln zł względem 3,7 mln zł na koniec I kwartału 2023 roku.
W maju br. XTPL ogłosił plan 10-krotnego zwiększenia przychodów, do 100 mln zł w 2026 roku, a potencjał z wszystkich 9 rozwijanych obecnie projektów przemysłowych szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Aby go zrealizować, zamierza przeprowadzić inwestycje w kwocie ok. 60 mln zł w latach 2023-2026, mających zintensyfikować i przyspieszyć rozwój Spółki w celu pokrycia zapotrzebowania klientów m.in. zwiększając zdolności produkcyjne, wspierając działania sprzedażowe oraz prace z zakresu B+R. W ramach zaplanowanych inwestycji XTPL planuje wykorzystać środki pozyskane z emisji akcji, a pozostała część finansowania ma pochodzić głównie z środków własnych w ramach działalności operacyjnej, a także z grantów i finansowania dłużnego.
– Drugi kwartał był dla nas bardzo udany, kolejny raz zwiększyliśmy nasze przychody ze sprzedaży produktów i usług w ujęciu rok do roku i po raz pierwszy przedstawiliśmy inwestorom cele biznesowe w horyzoncie kolejnych lat, z sukcesem przeprowadzając ofertę akcji serii V, która istotnie przyczyni się do zrealizowania tego ambitnego planu. Nasze środki pieniężne na koniec czerwca wyniosły 2,6 mln zł, co wynika z zapotrzebowania na kapitał obrotowy związany z obsługą rosnącej sprzedaży, przede wszystkim poprzez budowanie zapasu pod aktualny portfel zamówień. Drugie półrocze otworzyliśmy potwierdzonymi zamówieniami na 7 urządzeń Delta Printing System i na 2 moduły przemysłowe, co jest historycznym dla nas wynikiem. Jednocześnie kontynuujemy wdrażanie usprawnień w organizacji, które pomogą nam zautomatyzować wiele procesów i wzmocnić kluczowe w firmie działy w związku z rosnącym popytem na nasze produkty, które komercjalizujemy w ramach wszystkich trzech naszych linii biznesowych– mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.
Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych o wysokim potencjale do generowania strumieni przychodów, wspieranych pracami B+R oraz ochroną IP dla zachowania długoterminowej przewagi konkurencyjnej. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące DPS (Delta Printing System) oraz nanotusze przewodzące prąd elektryczny. Spółka posiada na zaawansowanych etapach rozwoju 4 projekty nakierowane na przemysłowe wdrożenia swojej technologii, które obejmują wszystkie 3 strategiczne dla Spółki obszary: zaawansowane płytki PCB, półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.
XTPL od początku działalności realizuje starannie opracowaną politykę ochrony własności przemysłowej oraz intelektualnej, posiadając 7 przyznanych patentów i łącznie 26 zgłoszonych wniosków patentowych od września 2019 roku do lipca 2023 roku.
W 2022 roku wartość dynamicznie rosnącej branży elektroniki drukowanej wyniosła 51 mld USD (+8% r/r), a w 2026 roku prognozowana jest na poziomie 66 mld USD (za: IDTechEx). Oznacza to średnioroczny wzrost wartości rynku w latach 2022-2026 na poziomie 7%.
MCI Management sp. z o.o., główny akcjonariusz MCI Capital ASI SA, pozyskał od Raiffeisen Bank International finansowanie w wysokości 32 mln euro.
Finansowanie – podobnie jak niedawno sfinalizowana umowa z ING Bankiem Śląskim (w wysokości 200 mln zł) – jest odnawialnym finansowaniem typu commitment’owego, czyli elastycznym rozwiązaniem pozwalającym na świadome zarządzanie poziomem zadłużenia w odniesieniu do faktycznych potrzeb finansowych.
– Finansowanie zwiększa naszą płynność o około 150 mln zł i pozawala na bardziej optymalne zarządzanie płynnością w ramach grupy kapitałowej MCI. Dzięki tej linii pozyskaliśmy dodatkowe źródło spłaty zadłużenia spółki MCI Management do funduszy MCI, co istotnie zwiększa nasze zdolności inwestycyjne – mówi Ewa Ogryczak, wiceprezes MCI Capital.
– Cieszę się, że na poziomie głównego akcjonariusza udało nam się pozyskać dość duże finansowanie zagranicznego podmiotu, które podnosi wiarygodność całej Grupy MCI. Jest to efekt naszej wieloletniej i udanej współpracy z bankiem RBI opartej na bardzo dobrej znajomości Grupy i partnerskich relacjach – dodaje.
Łączna wartość płynność Grupy po zamknięciu obu transakcji wynosi ponad 800 mln zł.
Na polskim rynku obligacji korporacyjnych dominuje zmienny kupon. Patrząc na rynek Catalyst jest to obecnie 84% żyjących emisji obligacji. Oprocentowanie takich emisji wynosi WIBOR 3M/6M plus określona marża. Porównanie marży ponad WIBOR może pomóc we wstępnej selekcji emitentów, ale tylko wtedy, gdy otoczenie rynkowe, podczas którego plasowane są obligacje, też będzie podobne. Wtedy oferowana marża powinna mniej więcej odzwierciedlać kondycję finansową emitenta oraz sentyment do branży. 2022 r. i początek 2023 r. pokazały jednak, że wysokość marży zależy w równie dużym stopniu od otoczenia rynkowego.
Autor: Bartosz Wałecki – Analityk Michael / Ström Dom Maklerski
W obecnym roku możemy zaobserwować wzrost liczby rejestracji nowych aut. Według danych PZPM z maja br., od początku 2023 roku zarejestrowano 197 091 szt. nowych samochodów osobowych, o 14 proc. więcej niż w 2022 r. Rośnie również rynek aut premium, gdzie wzrosty były widoczne już w 2022 r. Jakie jeszcze trendy obserwujemy na rynku motoryzacyjnym w 2023 roku? Tłumaczy ekspert Santander Consumer Multirent.
Jak wskazuje analiza PZPM, w grupie nowych samochodów osobowych w maju 2023 r. odnotowano 38 575 rejestracji, czyli o 2 678 szt. (7,5 proc.) więcej niż rok wcześniej. Dane te dobrze rokują, biorąc pod uwagę wyzwania związane z kupnem takich pojazdów m.in. wysokie ceny, na które oddziałuje inflacja oraz długi czas oczekiwania. Jest to też dobra perspektywa na przyszłość aut używanych, zwłaszcza, że ten obszar ciągle doświadcza spadków importu. Wzrosty w segmencie nowych samochodów widać jednak nie tylko na polskim rynku.
–Jak podajeEuropejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA), w marcu br. w Europie zanotowano niemal 29-procentowy wzrost zarejestrowanych, nowych aut w porównaniu z analogicznym okresem 2022 r. – mówi Paweł Śnigurski, Menadżer ds. Finansowania Samochodów Używanych z Santander Consumer Multirent. – Największymi udziałowcami tego skoku byli Hiszpanie (66,1 proc.) oraz Włosi (40,7 proc.).Co nie jest zaskoczeniem,najwyższe współczynniki wzrostu zostały zarejestrowane wśród samochodów elektrycznych i hybryd, które wciąż zyskują na popularności.Jednak największy udział w rynku – na poziomie 37,5 proc. całości – wciąż zachowują auta benzynowe i diesle.
Auta premium poszukiwane
Wracając do polskiego rynku, wzrosty widać również w przypadku marek premium. Jak wskazuje IBRM Samar, już w listopadzie ubiegłego roku w naszym kraju zarejestrowano aż 7 451 nowych samochodów osobowych premium (o niemal 14 proc. więcej niż w listopadzie 2021 r.). Natomiast w okresie od stycznia do kwietnia 2023 r. wzrost rejestracji takich aut osiągnął poziom 12,3 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2022.
– Częściowy wpływ na tę sytuację mają rabaty, które zaczęły pojawiać się po długim okresie bez promocji oraz atrakcyjne oferty finansowania związane z samochodami z wyższej półki – komentuje Paweł Śnigurski z Santander Consumer Multirent. – Trzeba też pamiętać, że takich pojazdów szukają głównie firmy, więc taki zakup naturalnie jest związany z korzyściami podatkowo-rozliczeniowymi. Do tego, jak wynika z danych KPMG, stale powiększa się grono polskich konsumentów dóbr luksusowych, czyli przede wszystkim osób bogatych, o zarobkach przekraczających 50 tys. zł brutto miesięcznie. W 2020 roku było już ich 77 tys., czyli o 11,6 proc. więcej niż rok wcześniej.
Zainteresowanie elektrykami ciągle rośnie
Nie można zapominać również o elektromobilności. Jak wskazuje „Licznik Elektromobilności” PZPM i PSPA z końca maja 2023 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 42 859 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Ponadto przez pierwsze pięć miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 71 proc. w zestawieniu z analogicznym okresem 2022 r. Wzrosty w zielonych autach mogą być szansą dla Polski na stanie się europejskim hubem produkcyjnym. Dowodzą tego np. badania Instytutu Jagiellońskiego, które zwracają uwagę na korzystną pozycję naszego kraju w obszarze produkcji baterii, e-autobusów czy ładowarek.
– Szansę tę zwiększa duże zainteresowanie elektrykami po stronie polskiego konsumenta – komentuje Paweł Śnigurski z Santander Consumer Multirent. – Rosnącą popularność takich aut może potwierdzić fakt, że BOŚ Bank wnioskował o zwiększenie o 150 mln zł puli środków na dopłaty do leasingu pojazdów zeroemisyjnych w programie „Mój elektryk”. Na to zainteresowanie po stronie klienta reaguje również Santander Consumer Multirent, który bierze udział w inicjatywie i od marca br. przyjmuje wnioski o dofinansowanie, jakie można otrzymać w jej ramach. Na drodze do elektromobilności czekają jednak pewne wyzwania. Jednym z nich są koszty produkcji aut, które według szacunków Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów ACEA mogą wzrosnąć w związku z propozycją Euro 7 nawet 4-10 razy więcej niż przewidywała Komisja Europejska.
Dobrą wiadomością są jednak zmiany na rynku aut używanych – dynamika wzrostu cen zmalała, co może prognozować większą ich stabilizację. Widać to na przykładzie danych Indeksu cen Grupy AUTO1, dużego europejskiego hurtownika aut używanych. Według jego analizy, szczyt cen hurtowych przypadł na lipiec 2022 r. IV kwartał ubiegłego roku charakteryzował się ich spadkiem, natomiast jak na razie br. pokazuje stabilizację cen transakcyjnych. Z pewnością ułatwi to zakup auta używanego wielu zainteresowanym.
Creotech Instruments z powodzeniem realizuje kolejne fazy swojego kluczowego projektu w segmencie kosmicznym, czyli budowy polskiego mikrosatelity obserwacyjnego EagleEye. Pomyślnie zakończone testy środowiskowe miały na celu sprawdzenie czy satelita spełnia wymagania niezbędne do wystrzelenia na orbitę oraz czy jest odporny na warunki panujące w kosmosie. Wszystkie etapy badań EagleEye przeszedł pomyślnie, potwierdzając tym samym swoją niezawodność i zwiększając bezpieczeństwo planowanej w 2024 roku misji satelitarnej. Testy odbyły się w Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz w Berlinie, przy udziale firmy Exolaunch, która odpowiada za integrację satelity z rakietą Falcon 9 firmy SpaceX i zarządza misją. Projekt EagleEye zwieńczy rozwijany od kilku lat projekt autorskiej platformy satelitarnej HyperSat, która w przyszłości ma być szeroko komercjalizowana, m.in. w tym celu Creotech przystosuje około 2000 m2 powierzchni, w wynajmowanym od początku tego roku budynku w Piasecznie, do specjalistycznej produkcji elektroniki i montażu satelitów. Kwota podpisanej umowy to 3,7 mln zł netto. Pełne uruchomienie zaplecza produkcyjnego jest zaplanowane na grudzień 2023 roku.
– Wyniesienie na orbitę własnego satelity w ramach misji EagleEye będzie ważnym wydarzeniem dla Spółki. Z powodzeniem realizujemy kolejne etapy tego projektu, które przybliżają nas do momentu startu. Niedawno zakończyliśmy testy środowiskowe, które obejmowały m.in. symulację próżni, zmian temperatury, promieniowania słonecznego, a także testy wibracyjne. Przestrzeń kosmiczna to wymagające środowisko do pracy dla każdego urządzenia, dlatego tak kluczowe jest odtworzenie tych ekstremalnych warunków jeszcze gdy satelita jest na Ziemi i przetestowanie jego odporności oraz funkcjonalności. Nasze urządzenie z powodzeniem przeszło testy, tym samym spełniliśmy kolejne kryteria niezbędne do realizacji następnych etapów tego kluczowego dla naszej Spółki projektu. Przewidujemy, że na początku 2024 roku satelita EagleEye będzie gotowy do integracji z rakietą Falcon 9, amerykańskiej firmy SpaceX, która w 2024 roku wyniesie na orbitę naszego polskiego mikrosatelitę obserwacyjnego Ziemi. Tym samym zakończymy nasz wieloletni projekt autorskiej platformy satelitarnej HyperSat, którą – jak już informowaliśmy wcześniej – zamierzamy następnie szeroko komercjalizować. Wierzę, że to przełoży się na rosnące wyniki Spółki w kolejnych latach – komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.
Satelita EagleEye przeszedł również testy radiacyjne w Narodowym Centrum Badań Jądrowych, które miały na celu sprawdzenie odporności systemów awionicznych na promieniowanie kosmiczne.
Postępy projektu EagleEye istotnie przybliżają Creotech Instruments do komercjalizacji swojej autorskiej platformy HyperSat. Aby móc obsłużyć przyszłe zapotrzebowanie na ofertę produktową Spółki, na początku roku Creotech rozpoczął najem nowego budynku o powierzchni 2800 m2 w Piasecznie. 17 lipca 2023 roku Spółka podpisała umowę na przystosowanie części z tej powierzchni, o wielkości około 2000 m2, do specjalistycznej produkcji elektroniki i montażu satelitów. Creotech będzie dysponować m.in. dwoma clean roomami o łącznej powierzchni 250 m2. Okres najmu budynku wynosi 7 lat i potrwa do 31.12.2029 roku, a kwota umowy dotyczącej przystosowania około 2000 m2 zaplecza produkcyjnego wynosi 3,7 mln zł netto. Uruchomienie specjalistycznej powierzchni jest zaplanowane na grudzień 2023 roku.
– Sektor kosmiczny przyspiesza, podmioty, które do niedawna zastanawiały się czy potrzebują własnego rozpoznania satelitarnego, dziś wysyłają już swoje zapytania ofertowe. Widzimy rosnące zainteresowanie ze strony firm prywatnych, a także organów krajowych m.in. Polski, która istotnie zwiększy swoją składkę do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Chcemy odpowiedzieć na ten rosnący popyt i skorzystać z sytuacji rynkowej, dlatego z początkiem roku wynajęliśmy w Piasecznie na okres 7 lat budynek o łącznej powierzchni 2800 m2. Dziś podpisaliśmy umowę na przystosowanie znacznej części z tej powierzchni – około 2000 m2 – pod specjalistyczną obsługę elektroniki i montażu satelitów, w tym 250 m2 dwóch clean roomów, w których będzie odbywał się montaż satelitów. Uruchomienie tego zaplecza produkcyjnego nastąpi jeszcze w grudniu 2023 roku – dodaje dr hab. Grzegorz Brona.
Projekt satelity obserwacyjnego EagleEye o masie około 60 kg jest oparty na autorskiej platformie HyperSat, która pozwala na prowadzenie różnego rodzaju misji, od technologicznych i naukowych, poprzez misje obserwacyjne i telekomunikacyjne, aż po misje w daleki kosmos. Jej modułowa konstrukcja zapewnia pełną skalowalność w zakresie 25-100 kg, a w przyszłości także ponad 200 kg. Satelita EagleEye zostanie wyposażony w teleskop optyczny zaprojektowany przez Scanway S.A., zdolny do pozyskiwania wysokorozdzielczych obrazów Ziemi na poziomie około 1 m oraz komputer instrumentu opracowany przez Centrum Badań Kosmicznych PAN.
30 maja br. Creotech Instruments podpisał umowę z niemiecką spółką Exolaunch z siedzibą w Berlinie, w ramach której satelita EagleEye zostanie wyniesiony na orbitę na pokładzie rakiety Falcon 9, firmy SpaceX. Odbędzie się to za pośrednictwem firmy Exolaunch, która odpowiada za zarządzanie misją, świadczy usługi integracyjne i zapewnia własny system separacji mikrosatelitów CarboNIX.
Creotech Instruments jako jedyna firma w Polsce osiągnęła zdolność do budowy mikrosatelitów, czyli satelitów o wadze od 10 kg do 200 kg. Poza projektem EagleEye, współrealizuje również projekt PIAST, w ramach którego planuje umieścić na orbicie konstelację strzech satelitów obserwacyjnych, opartych na autorskiej platformie HyperSat.
Pod koniec maja br. spółka podpisała ze Skarbem Państwa – Agencją Uzbrojenia umowę na realizację projektu „Przemysłowe studium wykonalności projektu konstelacji mikrosatelitów optoelektronicznych Ziemi”, obejmujące fazę 0 i A przygotowania konstelacji zgodnie z metodologią ECSS (European Collaboration for Space Standarization). Projekt realizowany jest w konsorcjum, w którym liderem jest Creotech, natomiast członkiem Airbus Defence And Space, spółka z siedzibą we Francji.
Poza intensywnym rozwojem w segmencie kosmicznym, Creotech Instruments jest także wielokrotnie wybierany do przedsięwzięć o międzynarodowej skali w segmencie kwantowym.
Znaczące korzystne zaskoczenie odczytem inflacji w USA w czerwcu sprawiło, że rynki istotnie zrewidowały swoje oczekiwania dotyczące rychłego zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych Rezerwy Federalnej. Wyceny rynkowe sugerują, że przy braku znaczących niespodzianek makroekonomicznych w najbliższych tygodniach ruch w lipcu będzie zapewne ostatnim w obecnym cyklu Fedu, z czym się zgadzamy. Implikowane rynkowo prawdopodobieństwo dodatkowej podwyżki w listopadzie wynosi aktualnie mniej niż 30%.
Rentowności amerykańskich obligacji uległy gwałtownym spadkom, rynki zaczęły też coraz odważniej wyceniać obniżki stóp procentowych w USA w przyszłym roku. Nie może dziwić także, że dolar stracił grunt względem pozostałych głównych walut, a inwestorzy zwrócili się ku aktywom ryzykownym. Spośród walut G10 najlepiej w ubiegłym tygodniu radziły sobie waluty skandynawskie i frank szwajcarski, które doświadczyły aprecjacji nie tylko przez słabość dolara, ale też pokrywanie krótkich pozycji.
Reakcja rynków na odczyt inflacji w USA była zrozumiała, zastanawiamy się jednak, czy dolar nie spadł za mocno za szybko. W tym tygodniu szykuje się przytłumiony, letni handel na rynku walutowym, z niewieloma nowymi wieściami. Środowy (19.07) raport inflacyjny za czerwiec w Wielkiej Brytanii będzie istotny nie tylko dla funta, lecz także dla euro. Wciąż nie wiadomo, czy obecny w USA trend dezinflacyjny zawita wkrótce do Europy, a ów raport może dać w to pewien wgląd.
PLN
Druga część ubiegłego tygodnia przyniosła nieco zmienności, kurs EUR/PLN zakończył go jednak na tym samym poziomie, na jakim go rozpoczął. Biorąc pod uwagę znaczny wzrost pary EUR/USD i aprecjację podobnych złotemu walut, można to interpretować jako pewne rozczarowanie. Może to również wspierać naszą tezę, że polska waluta, która powinna pozostać silna, prawdopodobnie nie ma zbytnio przestrzeni na aprecjację w krótkim terminie.
Pojawiły się także pozytywne wieści. Zgodnie z danymi z zeszłego tygodnia również w maju bilans na rachunku obrotów bieżących był dodatni. Suma była znacznie wyższa, niż oczekiwano (1,4 mld EUR), a dane za poprzedni miesiąc zostały nieznacznie zrewidowane w górę. Ostatnie zmiany w bilansie płatniczym powinny wspierać walutę. W tym tygodniu poznamy wyjątkowo dużo odczytów z Polski. Rynki powinny skupić się głównie na twardych danych: produkcji przemysłowej (czwartek 20.07) i sprzedaży detalicznej w czerwcu (piątek 21.07).
EUR
Dezinflacyjne wieści z USA znacznie umocniły euro, które wybiło się z przedziału, w którym utrzymywało się przez większość 2023 r. i wzrosło do najmocniejszego poziomu od lutego 2022 r., powyżej poziomu 1,12 względem dolara. Ruch ten jest zrozumiały, biorąc pod uwagę oczekiwania zmniejszenia się różnicy między stopami procentowymi w USA i strefie euro, i zgodny z naszymi ogólnymi założeniami. Ponure nastroje względem wzrostu gospodarczego strefy euro mogą jednak stanąć na drodze dalszej aprecjacji w krótkim terminie. Gospodarka wspólnego bloku doświadcza obecnie recesji, a ostatnie miękkie dane sugerują, że również w III kwartale PKB może spaść.
Naciągnięte rynkowe pozycje mogą dodatkowo utrudnić aprecjację euro w najbliższym czasie. Możliwe, że na dalsze wzrosty waluty będziemy musieli zaczekać do momentu, kiedy wyklaruje się sytuacja europejskiej gospodarki, a pesymistyczne wskaźniki PMI zostaną zweryfikowane przez twarde dane makroekonomiczne.
W tym tygodniu nie poznamy wielu danych ze strefy euro. Najważniejsza będzie środowa (19.07) rewizja inflacji.
USD
Czerwcowy raport inflacyjny potwierdził, że dynamika cen w USA podąża we właściwym kierunku. Obie miary – główna i bazowa – były poniżej oczekiwań (odpowiednio 3,0% i 4,8%). Co więcej, stanowiąca wartościowe przybliżenie inflacyjnego momentum, 3-miesięczna zannualizowana miara bazowa, spadła do 4% – od początku trwającego epizodu inflacyjnego tylko raz była niższa (we wrześniu 2021 r.).
Fed prawdopodobnie i tak podniesie w lipcu stopy procentowe – niemal się do tego zobowiązał. Do kolejnych ruchów w górę konieczne byłyby jednak prawdopodobnie istotne zaskoczenia w górę inflacją oraz aktywnością gospodarczą, a do tych naszym zdaniem raczej nie dojdzie. Rynki wydają się z tym zgadzać i w kontraktach futures wyceniają obecnie tylko ok. 1/4 prawdopodobieństwa na dodatkowy ruch w górę po lipcu. Zbliżanie się Fedu do zakończenia cyklu podwyżek sprawia, że sytuacja sprzyja naszemu bazowemu przekonaniu, że waluty rynków wschodzących będą doświadczać dalszej aprecjacji.
GBP
Funt w ubiegłym tygodniu umocnił się względem dolara, podobnie jak inne waluty, uległ jednak pewnej deprecjacji względem euro i większości pozostałych walut G10. Można to zapewne wyjaśnić częściowo wyceną – funt po tegorocznej aprecjacji znajduje się już na bardzo wysokich poziomach. Wysokie stopy procentowe i lepsze od oczekiwań dane w dalszym ciągu wspierają brytyjską walutę. Dotyczy to w szczególności podwyższonej presji płacowej, która pozostaje w okolicy rekordowych poziomów.
Mimo dodatkowego dnia wolnego związanego z koronacją dane o PKB w maju były lepsze, niż się spodziewano (-0,1% m/m względem konsensusu -0,3%). Strajki pracownicze stają się coraz mniej uciążliwe – liczba straconych dni w maju była najniższa od połowy 2022 r. Najważniejszy dla funta będzie teraz środowy (19.07) raport inflacyjny za czerwiec. Rynki oczekują spadku głównej miary i utrzymania się bazowej, co w naszej ocenie powinno sprzyjać kolejnej podwyżce stóp procentowych o 50 pb. na sierpniowym posiedzeniu Banku Anglii. Nie jest ona jeszcze w pełni wyceniania, więc naszym zdaniem istnieje pole do tego, żeby funta dalej charakteryzowała siła.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury
Inflacja za I półrocze 2023 wg danych GUS z 14 lipca 2023 roku wyniosła 15 proc. Na podstawie tych danych Minister Finansów wyda obwieszczenie o opłatach i podatkach lokalnych. Zgodnie z przepisami są one co roku podnoszone o wskaźnik inflacji za I półrocze danego roku, więc tym razem wzrosną o historyczne 15 proc.
Podwyżka opłat lokalnych to kolejny czynnik, który wpłynie na wzrost ponoszonych przez nas wydatków. Gospodarstwa domowe i przedsiębiorcy już teraz odczuwają wyższe opłaty eksploatacyjne lokali, np. za ogrzewanie czy energię. Dodatkowo jeszcze będą musieli zmierzyć się z podniesieniem podatków lokalnych.
Przykładowo: w 2024 roku maksymalne stawki podatków od posiadania lokalu mieszkalnego wzrosną o 0,15 zł za 1 m2, a w przypadku lokali związanych z działalnością gospodarczą o 4,32 zł za 1 m2. Nowe stawki wyniosą odpowiednio 1,15 zł i 33,10 zł za 1m2. Dla posiadacza mieszkania 50m2 oznacza to wzrost podatku o 7,50 zł, a przedsiębiorca za 50-metrowe biuro zapłaci w 2024 roku o 216 zł więcej.
– Pamiętajmy, że obwieszczenie, które wyda Minister Finansów określi najwyższe możliwe do zastosowania stawki. Ostatecznie mogą być niższe, ponieważ decyzję o ich wysokości podejmują samorządy. Jednak obciążenia związane z posiadaniem lokalu w największych miastach, takich jak Warszawa, Wrocław czy Gdańsk w roku 2023 były ustalone na najwyższym możliwym poziomie. Trudno spodziewać się, że w 2024 roku będzie inaczej – ocenia Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.
Istnieją jednak i takie miasta, w których na rok 2023 nie zastosowano maksymalnych stawek. Jest to np. Kraków, gdzie podatek od lokali wynosi 0,98 zł za m2 w przypadku lokali mieszkalnych oraz 28,31 zł w przypadku lokali związanych z działalnością gospodarczą. Jednak, jeśli tamtejsza rada miasta postanowi przyjąć na 2024 r. maksymalne stawki, to podwyżka będzie bardziej odczuwalna niż w Gdańsku czy Warszawie, bo wyniesie odpowiednio 0,17 zł i 4,79 zł.
Nie tylko lokale w górę
Należy pamiętać, że wzrost opłat lokalnych dotyczy nie tylko lokali, ale również zwierząt. Kiepskie wiadomości czekają m.in. właścicieli psów. Podatek od posiadania czworonoga ma wzrosnąć w 2024 roku o niemal 23 zł, ze 150,91 do 173,55 zł. Wyższe będą również opłaty uzdrowiskowe pobierane w kurortach. Ich maksymalna wysokość wyniesie 6,20 zł za dobę, podczas gdy obecnie jest to 5,40 zł.
Wzrost podatków też w transporcie
Niemała podwyżka czeka również firmy transportowe. Przykładowo podatek od samochodów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej, odpowiednio wyniesie:
a) od 3,5 tony do 5,5 tony włącznie – 1173,18 zł zamiast dotychczasowych 1020,16 zł,
b) powyżej 5,5 tony do 9 ton włącznie – 1957,12 zł w miejsce 1701,84 zł,
c) powyżej 9 ton – 2348,52 zł zamiast aktualnych 2042,19 zł.
Dla posiadaczy autobusów o mniejszej liczbie siedzeń tj. do 22 poza kierowcą, stawka podatku wzrośnie o 361,72 zł i wyniesie 2773,16 zł. Przy minimum 22 miejscach siedzących podatek będzie kosztował przedsiębiorców 3605,02 zł co stanowi wzrost o 457,31 zł.
Ostateczne maksymalne stawki podatków lokalnych poznamy po ogłoszeniu obwieszczenia, które najprawdopodobniej ukaże się w ciągu najbliższych dwóch tygodni.
Amerykanie nie są zainteresowani mocną walutą. Inflacja w Polsce spada zgodnie z oczekiwaniami. Na cenach ropy wreszcie chwila oddechu, ciekawe czy odczujemy ją również na stacjach.
Co z dolarem?
Amerykańska waluta przeżywa ciężkie chwile. Po tym, jak kurs dolara amerykańskiego względem euro dotarł do najniższych poziomów od ponad roku, nawet na chwilę nie zawrócił. W piątek mieliśmy stabilizację słabości zielonego. Dzisiaj od rana znów trwają testy kontynuacji ruchu na korzyść euro. Widać, że jest to fragment pewnej większej całości, bo w dół idą również długoletnie obligacje. Pokazuje to, że skoro mniej można zarobić na inwestycjach, to też zainteresowanie będzie mniejsze. Spadek rentowności obligacji połączony jest oczywiście z prognozami co do mniejszych (niż jeszcze półtora tygodnia temu sądzono) podwyżek stóp procentowych w tym roku. Czy Amerykanie niepokoją się o dolara? Oficjalnie tak, praktycznie słabszy dolar to dobre lekarstwo na potencjalne spowolnienie gospodarki, nie tylko wesprze eksport, ale też producentów lokalnych względem importu.
Inflacja w Polsce 11,5%
Potwierdziły się wstępne dane z Polski. Poziom wzrostu cen spowolnił w ciągu roku z 13% do 11,5%. Ceny nie rosły w skali miesiąca. Problem w tym, że ciężko wyciągać z tego dalsze wnioski. Miesięczny brak wzrostu cen nie zmienia przecież faktu, że w skali roku ceny wciąż rosną jak szalone. Czerwiec był korzystny, by wykazać chwilowe dobre dane. Z jednej strony zbiory powodują pewną ulgę w produktach spożywczych. Z drugiej strony podobnie jak w maju mieliśmy najniższe ceny ropy naftowej od wielu kwartałów. Pierwszy z tych elementów w lipcu oczywiście nie zniknie, ale ceny ropy naftowej są wyższe o około 5 dolarów za baryłkę w lipcu niż w czerwcu. Wiadomo, mamy dopiero połowę miesiąca, ale jeżeli sytuacja się utrzyma, możemy w lipcu mieć wyższy od oczekiwań poziom wzrostu cen.
Korekta cen ropy
Piątek przyniósł koniec wyraźnego rajdu ropy naftowej w górę. Czarne złoto od przełomu czerwca i lipca podrożało z 72 dolarów za baryłkę do 81 dolarów. Po piątkowych spadkach jest już poniżej 79 dolarów. Ze względu na wzrosty cena surowca podskoczyła tak bardzo, że nawet ten dziwny mechanizm odgórnych cen unijnych, mający ograniczyć eksport rosyjskiej ropy, zaczął działać. Dotychczas ceny rynkowe były bowiem tak niskie, że nie było zagrożenia, że ktoś kupi od Rosjan drożej. W dłuższej perspektywie widać, że chęć kupna z tamtego kierunku może wciąż nie być duża. Powodem jest przygotowywanie się świata na nadmiar surowca. W USA kolejny tydzień spadała liczba odwiertów, a kolejne państwa OPEC ograniczają produkcję, by utrzymać ceny.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – inflacja bazowa.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Projekt wymyślony, potencjalne źródło finansowania znalezione, co dalej? To pytanie zadaje sobie wiele osób aplikujących o środki finansowe z grantów lub innych źródeł. Poniżej przedstawiamy 3 kroki, które zapewnią ci sukces.
Dobry wniosek, czyli jaki?
Dla każdej osoby rozpoczynającej swoją przygodę z projektami finansowanymi ze środków publicznych, dużym problemem jest zrozumienie terminologii i przestawienie się na wysoce uporządkowany sposób prezentacji własnego pomysłu. Tymczasem systematyczne podejście obejmujące wszystkie obszary wniosku, ułatwia sporządzenie dobrego wniosku i zwiększa szansę na pozyskanie środków finansowych. W tym celu powstał CeZaR, czyli opracowana na podstawie wieloletniego doświadczenia aplikacja. Wspomaga ona pisanie wniosków o finansowanie i pomaga uniknąć błędów, które powodują niski poziom oceny projektów.
1. Użyteczność projektu jako główny czynnik oceny
Należy wykazać użyteczność projektu nie tylko dla wnioskodawcy, ale także w ramach funduszu, który zapewnia finansowanie – co jest parametrem decydującym przy ocenie przez ekspertów. Układając programy finansowania, instytucje publiczne określają obszary, które wymagają poprawy poprzez wsparcie finansowe i definiują odpowiednie cele. Przykładowo, może to być poprawa jakości kształcenia, wzrost liczby prac badawczo-rozwojowych w firmach, zwiększenie użytkowania OZE… Powoduje to, że projekty, które liczą na finansowanie, muszą prowadzić do realizacji zdefiniowanych potrzeb i celów. Pisząc projekt, należy w klarowny sposób pokazać, że realizuje on ten zakres – od dobrze określonego celu głównego projektu, poprzez zadania prowadzące do realizacji celu, aż po odpowiednie, kwantyfikowalne wskaźniki jego wykonania.
2. Wykonalność projektu
Konieczne jest wykazanie wykonalności projektu w czasie. Wszystkie zadania projektu muszą stanowić spójną logiczną strukturę, posiadającą dobrze zdefiniowane kamienie milowe, które przekonają oceniających do tego, że wnioskujący o środki wie, jak osiągnąć zaplanowany cel. To z kolei przyczyni się do realizacji programu.
3. Odpowiednio rozpisane koszty
Trzeba pamiętać o pokazaniu jednoznacznej niezbędności wszystkich zaplanowanych w projekcie wydatków do realizacji celu. Wymaga to przypisania ich do poszczególnych zadań i celów, a także podmiotów realizujących dany projekt i kategorii wydatków.
CeZaR – zalety korzystania z programu
Z pomocą przychodzi aplikacja CeZaR, która jest efektem ponad 10-letniego doświadczenia we wnioskowaniu o środki publiczne. Co najistotniejsze, system przyśpiesza i ułatwia tworzenie poprawnego projektu, pozwalając skupić uwagę na uporządkowanym o nim myśleniu. Strukturę tworzą jasno wydzielone: cel główny, cele szczegółowe, zadania, kamienie milowe, produkty i rezultaty. W aplikacji zabudowane są również podstawowe narzędzia zarządcze, o których należy pamiętać, gdyż są standardowo wymagane we wnioskach o finansowanie. Ułatwiają one napisanie dobrego, wysoko ocenianego, projektu.
Funkcje programu CeZaR
Użytkownicy CeZaRa najbardziej doceniają to, że mogą w szybki i uporządkowany sposób przygotować swój projekt, jednocześnie patrząc na niego z różnych perspektyw: czasowej, budżetowej, logicznej. Jakie jeszcze funkcje proponuje program?
Łatwą ocenę dobrze rokującego przebiegu czasowego projektu zapewnia wykres Gantta. Generowany jest na podstawie danych wprowadzonych przez użytkownika: nazwy zadań, kamieni milowych, odpowiednich dat. Wizualizacja harmonogramu pozwala szybko ocenić sensowność założeń czasowych przy realizacji projektu.
Automatycznie generowana jest matryca, pokazująca logiczne zależności między celami, rezultatami, produktami i zadaniami projektu i pozwalająca dopracować wewnętrzną spójność logiczną projektu.
Oddzielną, dużą funkcjonalnością jest układanie budżetu projektu z podziałem na kategorie, zadania, partnerów, z możliwością zdefiniowania kosztów pośrednich i wkładu własnego. Serwis automatycznie podsumowuje koszt całkowity.Tworzony jest także podział na poszczególne kategorie, zadania i podmioty z uwzględnieniem wkładu własnego i kosztów pośrednich dzięki czemu można z łatwością przeprowadzać różne symulacje dystrybucji budżetu z zachowaniem jego spójności.
Wykres Gantta, budżet jak i matryca mogą być wyeksportowane do plików xlsx, gdzie można dowolnie je sformatować.
Przy pracy na wielu projektach, nie do przecenienia jest również fakt ujednoliconej struktury i możliwości tworzenia raportów ze wszystkich lub wybranych projektów użytkownika.
Dodatkowym plusem jest możliwość pracy zespołowej – udostępnienie projektu w trybie edycji lub przeglądania bez możliwości edycji członkom swojego zespołu.
Wszystkie te cechy czynią z CeZaRa narzędzie dopasowane do potrzeb pracy nad projektami finansowanymi z funduszy publicznych. Więcej o programie przeczytasz na: https://go.cezar.synestia.pl/.
Parlament zakończył prace nad zmianą przepisów, dzięki której gminy będą mogły kontrolować samochody wjeżdżające do stref czystego transportu (SCT) za pomocą urządzeń zdalnego monitoringu zamiast obowiązkowych do tej pory nalepek. Oznacza to korzyści zarówno z perspektywy samorządów, jak i kierowców – ocenia PSPA. Nowe przepisy oczekują teraz na podpis Prezydenta.
Jednostki samorządu terytorialnego w Polsce zyskają możliwość szybszej i skuteczniejszej kontroli samochodów wjeżdżających do stref czystego transportu. Umożliwi to wejście w życie nowelizacji przepisów Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Na podstawie nowych regulacji gminy, które ustanawiają strefy czystego transportu, mogą określić sposób kontroli wjazdu do SCT za pomocą danych pozyskiwanych z centralnej ewidencji pojazdów. Pozwoli to na weryfikację pojazdów wjeżdżających do strefy dzięki urządzeniom automatycznego rozpoznawania tablic rejestracyjnych, w szczególności kamer. Gminy nadal mają również możliwość prowadzenia kontroli za pomocą pierwotnie przewidzianych w ustawie nalepek, umieszczanych w lewym dolnym rogu przedniej szyby. O wprowadzenie alternatywnej formy kontroli od wielu miesięcy zabiegał Komitet Samorządowy PSPA w ścisłej współpracy z Unią Metropolii Polskich oraz Górnośląsko – Zagłębiowską Metropolią.
– Nowelizacja przepisów z pewnością pomoże zdynamizować dyskusje o strefach czystego transportu w wielu polskich miastach. Zmiana, o którą samorządy zabiegały od wielu miesięcy eliminuje bardzo duże wyzwanie logistyczne i finansowe, przed którym stawały wszystkie gminy rozważające wprowadzenie strefy czystego transportu. W przypadku największych polskich miast mówimy o wielomilionowych oszczędnościach. Dodatkowo samorządy będą mogły zastosować zaawansowane technologicznie rozwiązania, które z powodzeniem są stosowane w innych europejskich miastach – mówi Adam Wieczorek, Wiceprezydent Miasta Łódź oraz Przewodniczący Komitetu Samorządowego PSPA.
Samorządy zwracają uwagę, że w gminach, które zdecydują się na prowadzenie kontroli wjazdu do strefy czystego transportu z wykorzystaniem technologii rozpoznawania tablic rejestracyjnych, cały proces ulegnie większej automatyzacji. Po podaniu numeru rejestracyjnego, samorządy otrzymają dane z CEP m.in. o normie EURO, rodzaju paliwa oraz roku produkcji pojazdu. W konsekwencji kierowcy nie będą musieli dodatkowo przedstawiać dowodu rejestracyjnego i dokumentować tych danych. W obecnym stanie prawnym uprawnienie do wjazdu w obręb SCT może wiązać się z obowiązkiem oznakowania pojazdu wieloma różnymi nalepkami. Za brak odpowiedniej nalepki grozi mandat w wysokości do 500 zł. Co więcej umieszczone na przedniej szybie nalepki ograniczają widoczność, a na wielu pojazdach (szczególnie pozbawionych szyby motocyklach) nie można ich prawidłowo przykleić.
– W trakcie konsultacji społecznych ws. SCT, które prowadziliśmy na początku roku, wielokrotnie zwracano uwagę na potrzebę wprowadzenia zmian w tym zakresie. Zaznaczaliśmy wówczas, że konieczna jest nowelizacja ustawy, by móc skorzystać z nowoczesnych narzędzi – mówi Tamas Dombi, dyrektor Biura Zarządzania Ruchem Drogowym Miasta Stołecznego Warszawy.
PSPA liczy na to, że wprowadzone zmiany przepisów zmotywują kolejne samorządy do ustanawiania stref czystego transportu. Polskie prawo przewiduje taką możliwość od 2018 r. a do tej pory – nie licząc próby podjętej przez Kraków w 2019 r. – SCT Nie funkcjonuje w żadnej polskiej gminie.
– Wprowadzona zmiana oznacza korzyści zarówno dla samorządów, jak i kierowców, a ponadto koresponduje z praktykami stosowanymi w wielu europejskich miastach, które zdecydowały się na wdrożenie obszarów niskoemisyjnych. Polskie prawo regulujące ustanawianie SCT nadal nie jest jednak doskonałe. Wychodząc naprzeciw potrzebom samorządów PSPA zaproponowało pakiet odpowiednich postulatów zmian regulacyjnych w ramach projektu „Biała Księga Nowej Mobilności”. Proponujemy m.in. zniesienie ograniczeń godzinowych dopuszczenia wjazdu do SCT, rezygnację z ograniczenia możliwości poboru opłat jedynie do 3 lat od dnia ustanowienia SCT, nadanie dodatkowych kompetencji zgromadzeniu związku metropolitalnego do uchwalania uchwały określającej zasady ustanawiania stref na terenie gmin wchodzących w skład związku metropolitalnego, czy też wykorzystywanie przychodów pochodzących z opłat za wjazd do SCT na finansowanie uruchomienia i utrzymywania systemów teleinformatycznych do monitoringu ruchu. Pełen zakres postulatów przedstawimy już we wrześniu podczas Kongresu Nowej Mobilności 2023 – podsumowuje Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.
Strefy czystego transportu funkcjonują już w ok. 320 miastach w całej Europie, a ich liczba systematycznie wzrasta. Obszary niskoemisyjne już wkrótce pojawią się również w Polsce. W Krakowie strefa czystego transportu rozpocznie funkcjonowanie od 1 lipca 2024 r.
Wbrew twierdzeniu organu wypłata na rzecz wspólnika zysków wygenerowanych w spółce cywilnej, ale dokonana już po jej przekształceniu w spółkę z o.o. nie może podlegać podatkowi dochodowemu. Doszłoby bowiem do dwukrotnego opodatkowania tego samego przychodu. Tak w wyroku z 16 maja 2023 r. orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu (sygn. akt I SA/Wr 615/22).
Przekształcenie spółki cywilnej w spółkę z o.o.
Przedsiębiorca jest wspólnikiem spółki cywilnej. Osiągane z jej działalności gospodarczej zyski w części niewydatkowanej na cele prywatne były gromadzone w kasie spółki. Wraz ze wspólnikiem zamierzali przekształcić spółkę cywilną w spółkę z o.o. Po sporządzeniu bilansu wspomniane zyski zostaną wykazane w kapitale własnym nowopowstałej spółki z o.o.
Opodatkowanie zysków osiągniętych przed przekształceniem spółki cywilnej w spółkę z o.o.
Przedsiębiorca wystąpił do organu podatkowego z wnioskiem o wydanie interpretacji indywidualnej, odpowiadającej na pytanie czy wypłacając sobie w przyszłości te zyski, powodując obniżenie kapitału zapasowego, będzie zobowiązany do zapłaty podatku dochodowego? W swoim wniosku wspólnik zaznaczył, że w ramach tej wypłaty nie zostaną umorzone czy zbyte udziały w spółce, ani nie dojdzie do obniżenia ich nominalnej wartości, czyli nie dojdzie do odpłatnego zbycia udziałów. Przedsiębiorca poprosił o potwierdzenie, że wypłata zysku nie będzie podlegać opodatkowaniu. W przeciwnym razie doszłoby bowiem do jego podwójnego opodatkowania, bo zysk osiągnięty w ramach spółki cywilnej został już opodatkowany PIT jako przychód z pozarolniczej działalności gospodarczej.
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stwierdził, że stanowisko wspólnika jest błędne i wypłacany przez spółkę z o.o. zysk będzie stanowić dla niego przychód z tytułu udziału w zyskach osób prawnych i jako dywidenda podlegać 19% PIT.
Skutki wniesienia i wypłaty „starych zysków”
Wspólnik zaskarżył interpretację organu. WSA we Wrocławiu zgodził się ze skargą i przyznał rację przedsiębiorcy. Sąd wskazał na przepis art. 93a § 1 Ordynacji podatkowej, zgodnie z którym osoba prawna powstała w wyniku przekształcenia innej osoby prawnej lub spółki niemającej osobowości prawnej wstępuje we wszelkie przewidziane w przepisach prawa podatkowego prawa i obowiązki przekształcanej osoby lub spółki. Powstała z przekształcenia spółka z o.o. jest podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych (CIT), a w przypadku spółki cywilnej, niemającej osobowości prawnej, jej wspólnicy są podatnikami podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Spoczywające więc na wspólnikach, osobach fizycznych, obowiązki wynikające z ustawy o PIT nie mogą przechodzić na podstawie art. 93a § 1 O.p. na osobę prawną, która podlega przecież reżimowi innej ustawy (o CIT). Inaczej jest np. w przypadku sukcesji obowiązków w zakresie podatku VAT, bo regulacje w zakresie tego opodatkowania są wspólne zarówno dla poprzednika, jak i jego następcy prawnego. Jak orzekł sąd, zyski spółki cywilnej opodatkowane PIT i przypisane do osób jej wspólników, nie stają się z chwilą przekształcenia zyskami spółki z o.o., podlegającymi opodatkowaniu CIT. WSA zgodził się ze skarżącym, że przyjęcie stanowiska Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej doprowadziłoby do niedopuszczalnego podwójnego opodatkowania tego samego dochodu.
Ochrona majątku prywatnego
Przykład tej sprawy potwierdza, że w zderzeniu z administracją skarbową podatnicy muszą się liczyć z profiskalną interpretacją przepisów urzędników. Dlatego w przypadku niekorzystnych dla podatnika rozstrzygnięć, warto podjąć się obrony swoich interesów przed sądem. Zwłaszcza gdy organy podejmują się niedopuszczalnych działań skierowanych przeciw majątkowi podatnika. W opisanej sprawie WSA we Wrocławiu przypomniał, że podwójne opodatkowanie tego samego dochodu jest sprzeczne z konstytucyjnymi zasadami wyrażonymi w art. 84 i 217 (Każdy jest obowiązany do ponoszenia tylko tych ciężarów, które zostały ustanowione w ustawie).
Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców
Powietrze, którym oddychamy ma ogromny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. W biurach, gdzie spędzamy znaczną część naszego czasu, jakość powietrza ma również szczególne znaczenie dla naszej wydajności i komfortu pracy. Zła jakość powietrza może powodować bóle głowy, zmęczenie, problemy z koncentracją i produktywnością. Ponadto, zanieczyszczone powietrze może sprzyjać rozwojowi chorób układu oddechowego, takich jak astma i alergie. W tym artykule wyjaśnimy, dlaczego warto dbać o jakość powietrza w biurze i jak to zrobić.
Dlaczego warto zadbać o czyste powietrze w biurze?
Badanie przeprowadzone przez Harvard T.H. Chan School of Public Health potwierdza, że zanieczyszczenie powietrza negatywnie wpływa na nasze funkcje poznawcze. Jest to kolejne badanie, które potwierdza, że zanieczyszczenie powietrza ma bezpośredni wpływ na nasz mózg. W szczególności dotyczy to pracowników biurowych, których wydajność, czas reakcji i zdolność koncentracji mogą być znacząco pogorszone.
Mimo że wiadomo, że cząsteczki PM2,5, czyli pył zawieszony, mogą przenikać do środowiska wewnętrznego, niewiele badań dotyczyło bezpośredniego wpływu narażenia na te cząsteczki wewnątrz pomieszczeń oraz szybkości wentylacji powietrza na nasze funkcje poznawcze. Jest to istotne zagadnienie, zwłaszcza biorąc pod uwagę dużą ilość czasu, jaki spędzamy w biurach.
Wzrost stężenia cząstek PM2,5 został powiązany z nagłym pogorszeniem funkcji poznawczych. Co więcej, te krótkoterminowe skutki zostały po raz pierwszy zaobserwowane u młodszych osób dorosłych. Odkrycia te, opublikowane przez Jose Guillermo Cedeno Laurent, pracownika naukowego w Departamencie Zdrowia Środowiskowego i głównego autora badania, wskazują również, że niskie wskaźniki wentylacji negatywnie wpływają na nasze zdolności poznawcze. Ogólnie rzecz biorąc, badanie sugeruje, że słaba jakość powietrza w pomieszczeniach ma znacznie większy wpływ na nasze zdrowie i produktywność niż wcześniej sądzono. Dlatego coraz większą uwagę przykładamy do utrzymania dobrej jakości powietrza wewnątrz biur. W tej walce z zanieczyszczeniami, oczyszczacze powietrza stają się nieocenionym sprzymierzeńcem.
Skuteczna walka z zanieczyszczeniami – postaw na oczyszczacz powietrza!
Dzięki zaawansowanym systemom filtracyjnym, oczyszczacze powietrza skutecznie eliminują różnego rodzaju zanieczyszczenia, takie jak cząsteczki smogu, alergeny, kurz, pyłki roślin, nieprzyjemne zapachy, wirusy i bakterie. Te łatwe w obsłudze i kompaktowe urządzenia mogą być łatwo umieszczone w każdym biurze, a na rynku dostępne są modele dostosowane do różnych metraży pomieszczeń.
Szczególnie warto rozważyć wybór oczyszczaczy powietrza w biurze, gdzie przebywamy przez wiele godzin w ciągu dnia. Dla alergików może to przynieść ulgę, ponieważ oczyszczacze powietrza mogą łagodzić objawy uczuleniowe. Niektóre modele posiadają również dodatkowe funkcje, takie jak nawilżanie powietrza, jonizacja czy tryby automatyczne, które jeszcze bardziej podnoszą jakość powietrza w biurze.
Dlaczego do biura warto wybrać oczyszczacz Sharp?
Oczyszczacze powietrza Sharp to dobre rozwiązanie do pomieszczeń biurowych. Są to atrakcyjne cenowo, ciche urządzenia, dlatego nie będą przeszkadzały w pracy, a także mają kompaktowe rozmiary, dzięki czemu nie przytłoczą przestrzeni. Takie dodatkowe funkcje jak nawilżanie powietrza i jonizacja (opatentowana technologia Plasmacluster) pozwalają kompleksowo zadbać o jakość powietrza w pomieszczeniach – powietrze jest oczyszczone, a wilgotność utrzymana na optymalnym, zdrowym poziomie). Oczyszczacze powietrza Sharp są wyposażone w precyzyjne czujniki, dzięki którym mogą dostosowywać pracę do warunków panujących w pomieszczeniu. Warto także dodać, że w ofercie oczyszczaczy Sharp można znaleźć modele przeznaczone do różnych metraży, dlatego można łatwo dopasować je do wielkości konkretnego pomieszczenia / gabinetu.
Jak działa oczyszczacz Sharp?
Oczyszczacze powietrza Sharp (sprawdź na https://loveair.pl/oczyszczacze-powietrza-sharp) wykorzystują opatentowaną technologię Plasmacluster, która pozwala na skuteczne usuwanie z powietrza zanieczyszczeń, takich jak kurz, roztocza, dym tytoniowy, alergeny i bakterie. Technologia Plasmacluster polega na wytwarzaniu jonów ujemnych i dodatnich, które łączą się z zanieczyszczeniami i sprawiają, że opadają na dno urządzenia lub są wydmuchiwane na zewnątrz.
Oczyszczacze Sharp mają również funkcję nawilżania powietrza, która jest szczególnie ważna w okresie jesienno-zimowym, kiedy powietrze jest suche. Funkcja nawilżania powietrza poprawia komfort pracy i pomaga zapobiegać suchości w nosie, gardle i oczach.
Rok po inwazji Rosji na Ukrainę sprzedaż detaliczna w Europie okazała się bardziej odporna niż oczekiwano, pomimo rekordowo wysokiej inflacji i słabego zaufania konsumentów. Wzrost dochodów (częściowo) złagodził szok inflacyjny. W szczególności silny wzrost dochodów z pracy, głównie dzięki dużemu przyrostowi liczby miejsc pracy we Francji i podwyżce płac w Niemczech, Włoszech i Hiszpanii, wsparł siłę nabywczą gospodarstw domowych. Ogólnie rzecz biorąc, skumulowane oszczędności pandemiczne miały drugorzędny wpływ na wsparcie wydatków konsumpcyjnych, a jakaś szersza akcja kredytowa wsparła ją tylko w niewielkim stopniu we Francji i Włoszech. Jednak w opinii Allianz Trade konsumpcja prawdopodobnie nabierze tempa dopiero po drugiej połowie 2024 roku.
Paradoks zakupów: W przeciwieństwie do poprzednich okresów spowolnienia gospodarczego, wydatki na dobra nietrwałe (głównie żywność, ale także energię elektryczną i paliwo samochodowe) spadły najbardziej (od -2% we Włoszech do -7% w Niemczech). Z drugiej strony, większe wydatki, takie jak dobra trwałe (samochody, elektronika użytkowa, meble, sprzęt AGD) lub półtrwałe (odzież, zabawki, dobra kultury) generalnie nadal rosły w niskim jednocyfrowym tempie pomimo gwałtownego wzrostu kosztów utrzymania, a usługi, w tym transport lotniczy (+42% r/r), usługi gastronomiczne (+13% r/r) i zakwaterowanie (+30% r/r) kwitną.
Jednym z możliwych wyjaśnień jest asymetryczny charakter szoku inflacyjnego dla gospodarstw domowych. Ponieważ największe zagrożenie wzrostem cen stwarzają dobra, których koszty rosną najszybciej, takie jak żywność i koszty zamieszkania, to najmniej zarabiające gospodarstwa domowe nie mają innego wyboru, jak tylko ograniczyć podstawowe wydatki, podczas gdy bardziej zamożne gospodarstwa domowe mogą utrzymać wydatki uznaniowe. Nasze obliczenia pokazują, że w pierwszej połowie 2023 r. przeciętne gospodarstwo domowe wydało dodatkowe +132 EUR na ten sam koszyk towarów i usług w Hiszpanii, +244 EUR we Francji, +301 EUR we Włoszech i +290 EUR w Niemczech, w porównaniu z pierwszą połową 2022 r.
Niższy wzrost, wyższe stopy procentowe i trudniej dostępne finansowanie najbardziej zagrażają firmom z kategorii fashion (odzież, obuwie, akcesoria), domom towarowym i handlowi elektronicznemu. W miarę zanikania pozytywnego wpływu dotychczasowych programów wsparcia w związku z COVID-19, spowolnienia konsumpcji i niedoboru kredytów, powracają duże niewypłacalności, z 16 przypadkami w 2022 r. o łącznym obrocie przekraczającym 5 mld EUR. Już w I kwartale 2023 r. tempo pogarszania się sytuacji uległo dalszemu przyspieszeniu, z 11 przypadkami o łącznej wartości 2,4 mld EUR w grze, torując drogę do powrotu do poziomów ostatnio obserwowanych w 2019 r., jeśli trend ten utrzyma się w ciągu roku.
Wzrost dochodów chroni konsumpcję
Wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych strefy Euro pozostały odporne w obliczu historycznie wysokiej inflacji. Inwazja Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. zapoczątkowała erę wyższej inflacji i niższego zaufania konsumentów w krajach europejskich. W ciągu ostatniego roku wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych były jednak bardziej odporne niż początkowo oczekiwano, a dane za I kwartał 2023 r. wykazały wzrost kwartał do kwartału i rok do roku we wszystkich głównych gospodarkach strefy euro, z wyjątkiem Niemiec (wykres 1).
Silny wzrost dochodów (częściowo) złagodził szok inflacyjny w konsumpcji europejskich gospodarstw domowych. Jak pokazano na wykresie 2 w przypadku Francji, silny wzrost dochodów nominalnych wsparł konsumpcję w warunkach wysokiej inflacji. Wzrost dochodów gospodarstw domowych przewyższył inflację o 1,7 punktu procentowego w Niemczech i 2,9 punktu procentowego we Francji w okresie od końca 2019 r. do końca 2022 roku. Odwrotna sytuacja ma jednak miejsce w Hiszpanii, a zwłaszcza we Włoszech: inflacja przewyższyła dochody gospodarstw domowych odpowiednio o -2 punkty procentowe i -4,3 punktu procentowego. Oszczędności generalnie pozostały na wysokim poziomie w dużych krajach europejskich, co dodatkowo hamuje wzrost konsumpcji, z wyjątkiem Włoch, gdzie gospodarstwa domowe oszczędzają mniej od końca 2022 r., aby pomóc sfinansować swoje wydatki w obliczu podwyższonej inflacji.
Wykres 2: Czynniki wzrostu konsumpcji finalnej (w ujęciu ilościowym) we Francji (skumulowana stopa wzrostu od IV kwartału 2019 r., %)
Źródła: Eurostat, Insee, Allianz Research. Uwaga: ujemny słupek „oszczędności” oznacza, że gospodarstwa domowe zwiększają oszczędności, co ceteris paribus zmniejsza konsumpcję.
Silny wzrost dochodów z pracy napędza wzrost dochodów gospodarstw domowych (zdecydowanie większa część całkowitego dochodu), ale istnieją duże różnice między krajami. W Niemczech i we Włoszech wyższe wynagrodzenie na osobę pracującą (obejmujące płace i inne zmienne zarobki, takie jak premie) wspierało dochody z pracy, ale tworzenie miejsc pracy było ograniczone (wykres 3). I odwrotnie, w Hiszpanii, a zwłaszcza we Francji, dochody z pracy wzrosły w wyniku silnego tworzenia miejsc pracy, a nie dużych wzrostów wynagrodzeń. W rezultacie w Niemczech i we Włoszech realna konsumpcja na osobę pracującą prawdopodobnie spadła w mniejszym stopniu niż we Francji i Hiszpanii[1] .
Wykres 3: Wzrost dochodów z pracy (stopa wzrostu między IV kw. 2019 r. a IV kw. 2022 r., %)
Źródła: Eurostat, Allianz Research.
A co z innymi źródłami wykorzystywanymi do finansowania konsumpcji? Trudno jest ocenić dokładny wkład kredytów konsumenckich w wydatki konsumpcyjne, ale prawdopodobnie będzie on dość niewielki. We Francji stan niespłaconych kredytów konsumpcyjnych wzrósł o 85 mld EUR między IV kwartałem 2019 r. a I kwartałem 2023 r., w porównaniu ze skumulowanym przepływem całkowitych wydatków konsumpcyjnych w wysokości 4200 mld EUR (tj. około 2% skumulowanej konsumpcji). We Włoszech wkład ten również wynosi około 2%, ale w Niemczech i Hiszpanii stan kredytów konsumpcyjnych w rzeczywistości spadł. Co więcej, dowody sugerują, że gospodarstwa domowe prawie nie wykorzystały swoich pandemicznych oszczędności do sfinansowania konsumpcji. Depozyty gospodarstw domowych – tj. płynne aktywa, z których można łatwo skorzystać – spadły w Hiszpanii, choć nadal rosną w Niemczech i Francji. We Włoszech maleją one od sierpnia 2022 r., ale część tych płynnych oszczędności może zostać przeniesiona na mniej płynne, wyżej oprocentowane aktywa.
Ogólna odporność konsumpcji przesłania zróżnicowaną dynamikę pomiędzy kategoriami. W przeciwieństwie do poprzednich okresów spowolnienia gospodarczego, towary nietrwałe (głównie żywność, ale także energia elektryczna i paliwo samochodowe) odnotowały największy spadek wydatków konsumpcyjnych w ciągu ostatniego roku we wszystkich głównych gospodarkach strefy euro. Z drugiej strony, większe pozycje, takie jak dobra trwałe (samochody, elektronika użytkowa, meble, urządzenia) lub półtrwałe (odzież, zabawki, dobra kultury) nadal rosły pomimo gwałtownego wzrostu kosztów utrzymania (wykres 4).
Wykres 4: Ostateczne wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych według kategorii (wolumen, zmiana % r/r, I kw. 2023 r.)
Źródła: Eurostat, Allianz Research
Usługi były generalnie bardziej odporne i korzystały z rotacji wydatków, po części dlatego, że wydatki na czynsze rzeczywiste, czynsze kalkulacyjne lub ubezpieczenia (około połowa agregatu „usługi”) nie są uznaniowe, a po części dlatego, że usługi gastronomiczne, noclegowe i transportowe odnotowały silny popyt. Po skorygowaniu danych o obrotach o inflację obserwujemy, że aktywność w tych trzech segmentach wzrosła odpowiednio o + 13%, +30% i +42% w pierwszych czterech miesiącach 2023 r. w porównaniu z 2022 r. (wykres 5).
Wykres 5: Zdeflowany wzrost obrotów w wybranych usługach, UE27 (zmiana % od początku roku, r/r)
Źródła: Eurostat, Allianz Research
Prognozy wzrostu na 2023 r. w jeszcze szerszym zakresie towarów i usług potwierdzają antagonistyczne trendy w konsumpcji towarów i usług, przy czym usługi rekreacyjne osiągają lepsze wyniki, a kilka kategorii dóbr trwałych i półtrwałych, takich jak motoryzacja i luksusowe dobra osobiste, nadal cieszy się silnym wzrostem (wykres 6).
Rysunek 6: Prognozy wzrostu na 2023 r., Europa (zmiana % r/r)
Źródła: IATA, Risposte Turismo, IDC, Bain, Altagamma, informacje firmowe, Allianz Research
Patrząc na sprzedaż detaliczną w celu potwierdzenia podziału między towarami nietrwałymi a innymi towarami, znajdujemy potwierdzenie paradoksu, przy czym podstawowe artykuły konsumpcyjne (żywność) spadają bardziej (-5% r/r w I kwartale 2023 r.) niż artykuły nieżywnościowe (-1% r/r), które mają być cykliczne (wykres 7).
Wykres 7: Sprzedaż detaliczna w UE-27 (styczeń 2019 = 100)
Źródła: Eurostat, Allianz Research
Co wyjaśnia tę zagadkową prawidłowość? Uważamy, że jest to asymetryczny charakter obecnego szoku inflacyjnego. Wykreślając inflację produktów i usług na tle ich względnej wagi w wydatkach konsumpcyjnych 20% najbiedniejszych gospodarstw domowych według dochodu (pierwszy kwintyl) i 20% najbogatszych gospodarstw domowych według dochodu (piąty kwintyl), stwierdzamy, że najbiedniejsze gospodarstwa domowe są nieproporcjonalnie narażone na artykuły o wysokiej inflacji. W szczególności żywność (wzrost cen o 17% r/r) i „schronienie” (wzrost cen czynszów, wody, energii elektrycznej itp. o 9% r/r) stanowią łącznie ponad 57% ich całkowitych wydatków w porównaniu z zaledwie 41% w przypadku piątego kwintyla (wykres 8). Z kolei restauracje, artykuły rekreacyjne, odzież i transport, które mają większy udział w konsumpcji zamożniejszych gospodarstw domowych, odnotowały stosunkowo niższe wzrosty cen. Innymi słowy, obecny szok inflacyjny sprawia, że najbiedniejsze gospodarstwa domowe nie mają innego wyboru, jak tylko ograniczyć wydatki na wszystko, w tym na artykuły pierwszej potrzeby, podczas gdy osoby lepiej sytuowane nadal mogą pozwolić sobie na wydatki uznaniowe.
Wykres 8: Stopy inflacji i udział wybranych artykułów w konsumpcji gospodarstw domowych (UE27, %)
Źródła: Eurostat, Allianz Research
Inflacja kosztuje europejskie gospodarstwa domowe od +130 do +300 EUR miesięcznie . Aby pomóc w ilościowym określeniu wpływu wyjątkowego szoku inflacyjnego na gospodarstwa domowe, analizujemy nominalną konsumpcję gospodarstw domowych według kategorii produktów w ciągu ostatniego roku w największych gospodarkach strefy euro, w celu rozróżnienia wkładu wolumenów i cen. Po obliczeniu wkładu cen, tj. inflacji, na poziomie makro dla pierwszej połowy 2023 r., przeliczamy go na miesiąc i na gospodarstwo domowe. Nasze obliczenia pokazują, że przeciętne gospodarstwo domowe wydaje dodatkowe +132 EUR na ten sam koszyk towarów i usług w Hiszpanii, +244 EUR we Francji, +290 EUR w Niemczech i +301 EUR we Włoszech (wykres 9). We wszystkich krajach i pomimo tego, że stanowią mniej niż 30% całkowitej konsumpcji gospodarstw domowych, towary nietrwałe są największym lub drugim co do wielkości czynnikiem przyczyniającym się do wzrostu kosztów utrzymania, wraz z usługami (50-55% całkowitej konsumpcji gospodarstw domowych).
Wykres 9: Miesięczny koszt inflacji na gospodarstwo domowe (I poł. 2023 r. vs I poł. 2022 r., EUR)
Źródła: Eurostat, szacunki Allianz Research. Dane dla Hiszpanii nie pozwalają na dalszą segmentację.
Wzrost w połowie 2024 r.
Allianz Trade spodziewa się, że konsumpcja pozostanie na niskim poziomie do połowy 2024 r., a następnie nieznacznie wzrośnie wraz z poprawą realnych wynagrodzeń i nastrojów gospodarstw domowych. Allianz Trade spodziewa się, że konsumpcja gospodarstw domowych pozostanie słaba do połowy 2024 r. w dużych gospodarkach strefy euro. Zamiary konsumentów dotyczące dużych zakupów dóbr trwałych są niskie w obliczu napiętych warunków kredytowych i wysokich stóp procentowych. Ponadto, wyższe stopy procentowe prawdopodobnie będą w coraz większym stopniu zachęcać gospodarstwa domowe do przenoszenia zgromadzonych oszczędności na wyższe, ale mniej płynne rachunki i/lub do utrzymywania stopy oszczędności na wysokim poziomie. Według ankiet, plany oszczędnościowe na kolejne 12 miesięcy pozostają na historycznie wysokich poziomach. Allianz Trade oczekuje, że konsumpcja gospodarstw domowych spadnie w tym roku o -1,4% w Niemczech i -0,8% w Hiszpanii (wykres 10), przy czym nasze prognozy są obarczone ryzykiem spadku ze względu na słabą majową sprzedaż detaliczną.
Jednak średnioterminowe perspektywy konsumpcji powinny się poprawić dzięki lepszym perspektywom wzrostu realnych dochodów gospodarstw domowych. Umacniający się wzrost płac, odporne rynki pracy i normalizująca się inflacja powinny pobudzić wzrost dochodów gospodarstw domowych i wesprzeć przyspieszenie konsumpcji. Realny (skorygowany o inflację) wzrost płac zaczął już przybierać dodatnie wartości w 2. kwartale 2023 r. w Niemczech i Hiszpanii, a w 3. kwartale 2023 r. oczekuje się, że będzie on dodatni we Francji i Włoszech. Oczekuje się, że wzrost realnych wynagrodzeń w 2024 r. zwiększy realny dochód do dyspozycji gospodarstw domowych (siłę nabywczą) o +16,8 mld EUR (+1%) we Francji w całym 2024 r., +36,5 mld EUR (+1,5%) w Niemczech i +13,4 mld EUR (+1,1%) we Włoszech – co w przeliczeniu na gospodarstwo domowe wyniesie odpowiednio 545 EUR, 877 EUR i 522 EUR.
Allianz Trade spodziewa się jednak, że ożywienie konsumpcji będzie stosunkowo słabe i nabierze tempa dopiero od drugiej połowy 2024 roku. Wzrost płac realnych tylko stopniowo przełoży się na wyższe wydatki, ponieważ restrykcyjne warunki finansowania będą ograniczać zaufanie gospodarstw domowych i utrzymywać wysoki poziom oszczędności.
Wykres 10: Perspektywy realnego wzrostu wydatków konsumpcyjnych (% r/r)
Źródła: Eurostat, Allianz Research.
Spadek wydatków konsumpcyjnych do połowy 2024 r. będzie miał negatywny wpływ na środowisko handlu detalicznego. Nasze oczekiwania dotyczące niższych wydatków konsumenckich będą nadal wpływać na wolumeny sprzedaży w nadchodzących kwartałach, podczas gdy łagodzenie inflacji będzie stopniowo powodować, że wzrost obrotów będzie spadał do ujemnego poziomu. Oznacza to odwrócenie trendu z okresu po pandemii. Patrząc na medianę wzrostu sprzedaży i zysków dla panelu europejskich detalistów, stwierdzamy, że zyski i sprzedaż powróciły powyżej poziomów z 2019 r. we wszystkich segmentach z wyjątkiem handlu elektronicznego i domów towarowych, a zyski rosły szybciej niż sprzedaż wśród detalistów z branży rekreacyjnej, dyskontowej, wyposażenia wnętrz, mebli i dóbr luksusowych (wykres 11). Oprócz silnego popytu bazowego i wysokiej inflacji, sprzedaż i zyski wiodących firm skorzystały również na wzroście udziału w rynku nieistniejących już sieci detalicznych i niezależnych sklepów, które nie zostały ponownie otwarte po pandemii.
Wykres 11: Obroty i EBITDA w 2023 r. w porównaniu z 2019 r. (zmiana %, wartość mediany)Źródła: Eikon, Allianz Research
Patrząc na rentowność nie w euro, ale jako procent sprzedaży, stwierdzamy, że marże brutto wzrosły o medianę +0,7 punktu procentowego i były kluczowym czynnikiem przyczyniającym się do wzrostu mediany marż EBITDA o +1,8 punktu procentowego. Również w tym przypadku poprawa jest powszechna w poszczególnych podsegmentach. Wyższa rentowność detalistów w porównaniu z poziomami sprzed pandemii jest zgodna z szerszym trendem, zgodnie z którym zyski przedsiębiorstw częściowo wyjaśniają skalę wzrostu inflacji w Europie. Jednak dodatkowe zyski z lat 2021-2022 nie zawsze rekompensowały straty z 2020 roku.
Wykres 12: Mediana marż brutto i EBITDA w 2022 r. (%) oraz zmiana w stosunku do 2019 r. (p.p.)
Źródła: Eikon, Allianz Research
Koncentrując się na wskaźnikach kredytowych, stwierdzamy, że mediana wskaźnika zadłużenia netto do EBITDA we wszystkich kategoriach spadła o -0,3 do 1,9 w latach 2019-2022, podczas gdy wskaźnik pokrycia odsetek wzrósł o 1,5, osiągając 9,7-krotność kosztów odsetkowych netto. Innymi słowy, po bardzo trudnym 2020 r. i pierwszej połowie 2021 r., naznaczonych bezprecedensowymi zakłóceniami biznesowymi, wzrost rentowności był wystarczający, aby znacznie poprawić profil ryzyka mediany spółek.
Wykres 13: Mediana wskaźników kredytowych dla notowanych na giełdzie europejskich detalistów dyskrecjonalnych
Segment
Dług netto do EBITDA (2022)
Zmiana zadłużenia netto do EBITDA (2022 vs 2019)
Wskaźnik pokrycia odsetek (2022)
Zmiana wskaźnika pokrycia odsetek (2022 vs 2019)
Centra handlowe
2.1
-2.1
6.0
0.9
Dyskonty
2.4
-0.7
14.5
2.2
Handel internetowy
4.2
-0.8
4.4
0.2
Elektronika
1.8
-0.7
17.8
10.9
Moda
1.8
-0.0
8.6
1.4
Meble
3.0
0.2
13.1
2.5
Wyposażenie domu
2.2
-0.8
10.9
2.2
Rekreacja
1.9
-0.5
9.8
3.8
Dobra luksusowe
1.0
-0.3
25.0
8.8
Odzież sportowa
0.8
-0.1
22.9
7.1
Źródła: Eikon, Allianz Research
Niższy wzrost, wyższe stopy procentowe i bardziej restrykcyjne warunki finansowania najbardziej zagrażają specjalistom z branży modowej, domów towarowych i handlu elektronicznego. Wraz z nadchodzącym niższym wzrostem, uważamy, że zaostrzenie warunków finansowania w Europie jeszcze bardziej zwiększy ryzyko i obnaży słabości firm, które do tej pory były w stanie utrzymać się na powierzchni. Podczas gdy koszty odsetek stanowią niewielką pozycję kosztową dla większości detalistów (mniej niż 1% sprzedaży w naszej próbie), kilka dużych firm, które odważyły się na przejęcia lub karkołomną ekspansję, wykazuje większą wrażliwość na wyższe koszty finansowania. Co bardziej niepokojące, zaostrzenie warunków finansowania może ograniczyć zdolność detalistów do finansowania swojej działalności. W przeciwieństwie do handlu detalicznego artykułami spożywczymi, gdzie zapotrzebowanie na kapitał obrotowy jest ujemne, sprzedawcy detaliczni mają zazwyczaj równowartość dwóch do trzech miesięcy sprzedaży zablokowanej w należnościach i zapasach.
Aby zidentyfikować segmenty najbardziej narażone na ryzyko, tworzymy prostą kartę wyników ryzyka, przypisując wynik od 1 (najlepszy) do 10 (najgorszy) w oparciu o ranking sektorów pod względem wzrostu obrotów od 2019 r., zadłużenia netto do EBITDA i wskaźnika pokrycia odsetek. Okazuje się, że domy towarowe, handel elektroniczny i specjaliści ds. mody wyróżniają się jako trzy największe obszary ryzyka, z wynikami powyżej 20. Z drugiej strony, luksus i odzież sportowa wyróżniają się jako najbezpieczniejsze segmenty.
Rysunek 14: Karta wyników ryzyka: ranking segmentów detalicznych według wskaźników
Segment
Wzrost sprzedaży w latach 2022-2019
Wskaźnik pokrycia odsetek
Dług netto do EBITDA
Całkowity wynik ryzyka
Domy towarowe
10
9
6
25
Zniżka
2
4
8
14
Handel elektroniczny
1
10
10
21
Elektronika
8
3
3
14
Moda
9
8
4
21
Meble
5
5
9
19
Ulepszanie domu
4
6
7
17
Wypoczynek
3
7
5
15
Luksus
7
1
2
10
Odzież sportowa
6
2
1
9
Źródła: Eikon, Allianz Research
Nasza karta wyników znajduje potwierdzenie w ostatnich głośnych przypadkach niewypłacalności w handlu detalicznym z udziałem spółek z trzech wymienionych segmentów. Podczas gdy restrukturyzacja segmentów mody i domów towarowych trwa prawdopodobnie od ponad dekady, sytuacja jest nowa w segmencie e-commerce, w którym obfite i tanie finansowanie od dawna pozwalało na przedkładanie wzrostu nad rentowność. Równanie jest teraz inne, a cierpliwość inwestorów zostanie przetestowana w czasie, gdy wolumeny sprzedaży online spadały w ujęciu rok do roku w ciągu ostatnich trzech kwartałów.
Dane dotyczące dużych niewypłacalności również potwierdzają pogorszenie się warunków ryzyka. Nasz monitoring pokazuje, że po początkowym szoku związanym z pandemią w 2020 r., niewypłacalność przedsiębiorstw detalicznych o obrotach przekraczających 50 mln EUR gwałtownie spadła w wyniku silnego wsparcia rządowego dla MŚP, w tym m.in. gwarantowanych pożyczek, częściowych programów dla bezrobotnych i odroczenia składek na ubezpieczenie społeczne. Gdy pozytywny wpływ tych programów wsparcia zaczął słabnąć, a otoczenie gospodarcze zaczęło się pogarszać, duże niewypłacalności powróciły, z 16 przypadkami w 2022 r. przy łącznych obrotach przekraczających 5 mld EUR (wykres 15). Tempo pogarszania się sytuacji uległo dalszemu przyspieszeniu, a w samym tylko pierwszym kwartale 2023 r. w grę wchodziło 11 spraw o łącznej wartości 2,4 mld EUR, co toruje drogę do powrotu do poziomów ostatnio obserwowanych w 2019 r., jeśli trend ten utrzyma się w 2023 r.
Wykres 15: Niewypłacalność dużych przedsiębiorstw detalicznych (obroty > 50 mln EUR)
Źródło: Allianz Research
[1] Osoby niepracujące również konsumują; dlatego możliwe jest, że osoby te ograniczyły swoje wydatki bardziej niż osoby pracujące (obniżając zagregowane wydatki konsumpcyjne), a tym samym osoby pracujące nie ograniczyły ich tak bardzo.
W 2022 roku Grupa Empik zanotowała dalszy wzrost przychodów, napędzany rozwojem biznesów online i digital. Udział tych kanałów w łącznej sprzedaży Grupy przekroczył w ostatnim roku symboliczny próg 50%.
2022 to także kontynuacja rozbudowy unikatowego, omnikanałowego ekosystemu Grupy i realizacja założonej strategii ekspansji. Spółka zakończyła rok liczbą 343 salonów Empik i Papiernik by Empik, zwiększając geograficzny zasięg w Polsce.
Grupa Empik zamknęła rok dwucyfrowymi wzrostami sprzedaży. Wzrost zanotowały wszystkie spółki. Przychody Grupy na poziomie +15,5%, obrót GMV +22% r/r. EBITDA ze wzrostem do poziomu 221 mln zł.
Grupa Empik opublikowała raport finansowy za 2022 rok. Pokazuje on wzmocnienie we wszystkich obszarach działalności oraz konsekwentną realizację ambitnego planu inwestycyjnego.
Wyniki finansowe
Przychody Grupy osiągnęły w 2022 roku poziom 2,46 mld zł, a wartość obrotu GMV wzrosła do 2,85 mld zł. To odpowiednio +15,5% i +22% rok do roku, co jest wynikiem wzrostu we wszystkich obszarach działalności Grupy. EBITDA Grupy Empik wyniosła 221 mln zł.
– W 2022 roku wyniki finansowe wszystkich spółek z Grupy uległy znaczącej poprawie. Zanotowaliśmy dwucyfrowy wzrost przychodów, mimo wymagającej sytuacji na rynku i szeregu niekorzystnych czynników, wywołanych m.in. wybuchem wojny w Ukrainie, inflacją i wzrostami cen energii. Mimo spowolnienia popytu w lutym i marcu 2022 roku, w kolejnych miesiącach wróciliśmy na ścieżkę szybkiego wzrostu i kontynuowaliśmy zaplanowane inwestycje. Omnichannel w wydaniu Empiku zapewnia nam stabilność mimo rynkowych zawirowań i otwiera drzwi na kolejne możliwości rozwoju – mówi Ewa Szmidt-Belcarz, Prezeska Grupy Empik.
Empik w 2022 roku
Empik to omnikanałowy ekosystem, łączący sieć ponad 340 salonów stacjonarnych, odwiedzanych przez niemal 90 mln klientów rocznie oraz TOP3 platform e-commerce w Polsce, docierającej miesięcznie do ponad 10 mln użytkowników (Gemius/Mediapanel, XII 2022), co równa się zasięgowi 36% polskich internautów. To także aplikacja mobilna utrzymująca się w TOP najlepiej ocenianych aplikacji zakupowych w Polsce i wiodący ekosystem kliencki – Empik Premium, do którego należy już ponad 8,5 mln klientów. Wreszcie, to dynamicznie rosnący marketplace jako element omnichannel, gdzie swoje sklepy prowadzą tysiące Sprzedawców zewnętrznych.
Wszystko to buduje unikatową pozycję Empiku na rynku jako jednej z najbardziej lubianych i rozpoznawalnych marek o 75-letniej tradycji.
Czołowa platforma marketplace
Dalszy dynamiczny rozwój platformy e-commerce to kluczowy element długofalowej strategii Grupy, zarówno na poziomie rozbudowy oferty, jak i rozwoju kanałów sprzedaży – z naciskiem na aplikację mobilną i funkcjonalności wielokanałowe. Kanał online, który przekroczył w 2022 r. 50% udziału w sprzedaży Grupy, napędzany jest również przez dynamiczny rozwój platformy marketplace (EmpikPlace). Odpowiada już ona za 26% GMV Empik.com, co czyni EmpikPlace kluczową dźwignią wzrostu online. Według konsumentów Empik.com to dziś druga najpopularniejsza platforma zakupowa w Polsce (OC&C Retail Proposition Index 2022).
W ciągu ostatniego roku do EmpikPlace dołączyło ponad 2200 nowych Sprzedających, a liczba ofert wzrosła do ponad 6 mln. Platforma przekroczyła również próg 6 mln zamówień realizowanych przez Sprzedawców zewnętrznych.
– W 2022 roku postawiliśmy na szereg inicjatyw rozwojowych EmpikPlace, które pozwoliły nam zamknąć rok z rekordowym tempem wzrostu w 5-letniej historii platformy. Koncentrowaliśmy się mocno na doświadczeniu Sprzedawcy oraz optymalizacji procesów ich pozyskiwania i wdrażania. Pracowaliśmy także dalej nad rozwojem komercyjnych możliwości współpracy ze Sprzedawcami i markami – tłumaczy Karol Ignatowicz, Członek Zarządu, Chief E-commerce, Customer Value & Supply Chain Operations Officer i dodaje:
Kontynuowaliśmy również inwestycje w technologiczny rozwój i dalsze usprawnienia platformy Empik.com. Do kluczowych inicjatyw minionego roku należy zaliczyć m.in. nowe podejście do pricingu i rekomendacji w ramach marketing automation oraz kontynuację przejścia na nową architekturę mikro-serwisową. Bardzo duży nacisk został także położony na optymalizację i podniesienie efektywności działań performance marketingowych.
Wzrost geograficznego zasięgu
W 2022 r. Empik konsekwentnie realizował strategię rozwoju sieci fizycznej. Na mapie Polski pojawiło się 20 nowych salonów Empik, głównie w retail parkach, w mniejszych ośrodkach miejskich. To także dalsza koncentracja na zagęszczaniu mapy salonów oraz penetracji dużych miast, przede wszystkim w formacie convenience. Sieć powiększyła się również o 5 nowych lokalizacji Papiernik by Empik. Spółka zamknęła 2022 rok z 343 salonami w obu formatach.
Synergia kanałów online i offline
Jednocześnie Empik kontynuuje cyfryzację procesów w sieci fizycznej i dalszy rozwój omnikanałowych funkcjonalności. Przez ostatni rok wzrost zanotowały wszystkie flagowe usługi łączące kanały online i offline, takie jak click&collect czy call&collect. Okazywalność aplikacji w salonach stacjonarnych wzrosła w ostatnim roku dwukrotnie – prawie połowa wszystkich transakcji w salonach odbywa się z użyciem aplikacji Empik. Synergia ta jest widoczna również w najchętniej wybieranych sposobach dostawy – prawie 70% wszystkich zamówień na Empik.com w modelu sprzedaży własnej jest odbieranych w salonach Empik. Co istotne, większość takich zamówień pozbawiona jest opakowań i wypełniaczy, co w 2022 pozwoliło ograniczyć wykorzystanie kartonów, folii czy kopert o niemal 800 ton. Tą najbardziej ekologiczną formą dostawy w polskim e-commerce objętych jest już 90% wszystkich zamówień odbieranych w salonach.
2022 to także rozwój omnikanałowej, multikategoryjnej oferty. Empik czerpie z synergii kanałów online i offline, m.in. tworząc nowe koncepty produktowe i rozszerzając ofertę znaną klientom z Empik.com w salonach stacjonarnych, a także stawiając na rozwój marek własnych.
Skuteczność konsekwentnie realizowanej strategii sprzedaży omnikanałowej potwierdziła także nagroda Best in Omnichannel przyznana marce przez ekspertów w konkursie e-Commerce Polska Awards.
Stabilność operacji w łańcuchu dostaw
Rozwój Centrum Dystrybucyjnego i logistyki centralnej zapewniają stabilność i realizację przyjętej strategii Spółki. W 2022 roku zakończył się rozpoczęty w 2018 r. projekt modernizacji centrum dystrybucji połączony z wdrożeniem nowego systemu informatycznego (WMS). Ponadto w maju 2022 r. nastąpiło przejęcie operacji magazynowych od dotychczasowego operatora logistycznego przez spółkę z Grupy – Empik Fulfilment. Miało to wpływ na wzrost efektywności operacyjnej magazynu oraz większą stabilność infrastruktury wspierającej operacje.
Wzrost w całej Grupie
Pozostałe spółki z Grupy Empik również zanotowały bardzo dobre wyniki, napędzając rozwój całego ekosystemu.
W obszarze digital content, dynamiczny rozwój kontynuowała aplikacja Empik Go, lider rynku treści cyfrowych. Rok 2022 to m.in. koncentracja na rozwoju oferty produkcji własnych – w minionym roku powstały 32 seriale i słuchowiska oraz 20 serii podcastów oryginalnych. Rozwój aplikacji wspierany jest przez bliską współpracę z Virtualo – czołowego dystrybutora produktów cyfrowych. Pod koniec 2022 roku w jego ofercie dostępnych było ponad 126 tys. ebooków oraz audiobooków i podcastów. Katalog powiększył się o 55% względem 2021 r.
2022 w Grupie Wydawniczej Foksal był rokiem głośnych, popularnych premier, co poskutkowało wzrostem sprzedaży o 15%.
To także wzrost przychodów spółki e-Muzyka o 67% r/r., która utrzymuje pozycję lidera w obszarze dystrybucji cyfrowej muzyki i jest najważniejszym podmiotem agregującym kontent polskich niezależnych wytwórni muzycznych. Ścisła współpraca ze spółką Going., zajmującą się dystrybucją biletów na wydarzenia i event discovery, pozwala na budowanie unikatowej oferty w ramach Grupy. Rozwój sprzedaży biletów w modelu agencyjnym przez Going. (+127%) i nawiązanie kolejnych strategicznych współprac wpłynęły istotnie na wzrost GMV sprzedaży detalicznej Grupy.
Również spółka Empik Foto kontynuowała dynamiczny rozwój na polskim i zagranicznym rynku, notując 15% wzrost przychodów r/r. Udział sprzedaży na rynkach zagranicznych (Czechy, Słowacja i Rumunia) osiągnął w 2022 już ponad 18%. Pod kątem dynamiki wyróżniał się rynek rumuński ze wzrostem na poziomie 347% r/r.
Za rozwój Grupy Empik w segmencie hurtowym odpowiadają natomiast spółki Platon i Pol Perfect. W 2022 r. Platon kontynuował wzrosty sprzedaży, pozyskując nowych dostawców i zwiększając szerokość oferty oraz umacniając strategiczne współprace.
Fundusz Smartlink Partners, współtworzony przez polskich przedsiębiorców dokonał pierwszej inwestycji podpisując umowy ze spółką Thorium Space. Smartlink zainwestuje 4 mln zł w producenta przełomowych rozwiązań komunikacyjnych i łącznościowych dla branży kosmicznej.
Działalność Thorium Space polega na rozwoju macierzy mikrofalowych wykorzystujących technologię AESA w pasmach radiowych Ku, Ka i E-Band oraz na produkcji gotowych modułów telekomunikacyjnych do płaskich terminali segmentu naziemnego FPA oraz satelitarnych payloadów komunikacyjnych do zastosowań na różnych orbitach LEO/MEO/GEO.
„Fundusz Smartlink Partners jest kolejnym dużym inwestorem, który dołącza do grona akcjonariuszy Thorium Space, dzięki pozyskanym środkom będziemy mogli zintensyfikować komercjalizację naszych produktów na rynkach międzynarodowych szczególnie w Europie., współpracując przy tym z globalnymi graczami w branży Space” – powiedział Paweł Rymaszewski, pomysłodawca, założyciel i Prezes Thorium Space.
Precyzyjne elektroniczne kierowanie wiązką fal radiowych zmniejsza znacząco możliwość przechwycenia przesyłanych danych oraz podnosi odporność na zakłócenia intencjonalne w stosunku do rozwiązań opartych o bardziej klasyczną technologię. Jest to szczególnie ważne w sytuacji trwających obecnie konfliktów i napięć geopolitycznych.
„Nasz zespół to interdyscyplinarna grupa kilkudziesięciu inżynierów technologii kosmicznych oraz specjalistów z różnych dziedzin – połączonych wspólnym celem, jakim jest wniesienie znaczącego wkładu w rozwój światowego rynku technologii kosmicznych i transmisji satelitarnej. Thorium Space pracuje nad projektami, które faktycznie przyczyniają się do rozwoju naszego potencjału w ultra zaawansowanych technologiach w skali globalnej. Jednocześnie opracowane rozwiązania składają się na produkty, które już są przetestowane i wdrażane, ciesząc się szerokim zainteresowaniem klientów i partnerów z branży” – dodał Rymaszewski.
Smartlink Partners to fundusz venture capital, który wykorzystuje synergię płynącą z połączenia kompetencji inwestycyjnych osób zarządzających z wiedzą i doświadczeniem czołowych polskich przedsiębiorców (w tym tych skupionych w strukturach Corporate Connections, obecnie w Polsce najprężniej działającej pod kątem biznesowym organizacji skupiającej właścicieli dużych firm). Dzięki temu unikalnemu połączeniu fundusz może selekcjonować do portfela spółki, które mają niezwykły potencjał wzrostu, a jednocześnie dzięki sieci kontaktów skutecznie wspierać je na rynku i w sferze finansowej w osiąganiu sukcesu ułatwiając relacje biznesowe i przekazując cenny know-how.
„Inwestycja w Thorium Space wpisuje się idealnie w strategię inwestycyjną Smartlink Partners VC, zgodnie z którą wspieramy kwotami do 2 mln EUR spółki, również z branży deeptech i space tech, które mają już zaawansowane technologicznie produkty idealnie pasujące do rynku, na którym działają i są w fazie szybkiego wzrostu lub skalowanie ich biznesu, nie tylko w Polsce jest wysoce prawdopodobne. Taką spółką jest Thorium Space, której rozwiązania są wysoce pożądane przez producentów satelitów oraz operatorów na całym świecie” – informuje Bartłomiej Kurylak, Partner zarządzający Smartlink Partners, oraz CFO JR Holding ASI SA.
Smartlink Partners ASI został formalnie zarejestrowany w maju 2023 r., wspiera wybrane przez zespół zarządzający przedsiębiorstwa z szeroko pojętej branży digital business (w tym m.in. SaaS, AI software, marketplace), renewable energy oraz deeptech (w tym także spacetech oraz greentech), w fazie rozwoju od seed, poprzez growth do rundy A kwotami do 2 mln EUR. Thorium Space jest pierwszą inwestycją funduszu.
Cały ubiegły tydzień przyniósł osłabienie dolara amerykańskiego, wzrosty indeksów giełdowych oraz spadek rentowności amerykańskich obligacji. Kluczowym wydarzeniem była publikacja inflacji konsumenckiej w Stanach Zjednoczonych, która zaskoczyła rynki pozytywnie spadając o więcej niż oczekiwano. Piątkowy raport Uniwersytetu Michigan przyniósł wysoką wartość, co spowodowało, że szansa na wrześniową podwyżkę przez Fed urosła, choć wciąż rynek daje jej mniej szans niż 20 proc.
Głównym tematem w ubiegły piątek było silne odbicie rentowności amerykańskich obligacji skarbowych po wzroście zaufania konsumentów w USA. Roczne oczekiwania inflacyjne z ankiety konsumenckiej Uniwersytetu Michigan były wyższe niż oczekiwano. Umocniło to szanse na podwyżkę stóp procentowych o 25 pb w przyszłym tygodniu i wzbudziło obawy, że Fed będzie musiał zrobić jeszcze więcej w przyszłości. Ogólnie rzecz biorąc, ubiegły tydzień był pozytywny dla ryzykownych aktywów. Akcje zyskały, rentowności amerykańskich obligacji spadły, a dolar obniżył się do najniższego poziomu od 15 miesięcy.
Rozpoczął się sezon wyników na Wall Street. W ubiegły piątek trzy duże amerykańskie banki opublikowały lepsze od oczekiwań wyniki finansowe (JPMorgan Chase, Citigroup, Wells Fargo).
Przychody JPMorgan Chase wzrosły do rekordowego poziomu w drugim kwartale, dzięki podwyżkom stóp procentowych przez Rezerwę Federalną i przejęciem First Republic Bank. Przychody firmy w wysokości 41,3 mld USD pobiły oczekiwania analityków. Wells Fargo uzyskał wyższy dochód odsetkowy netto niż wskazywał konsensus rynkowy. Bank podniósł swoje prognozy na cały rok. Akcje tego pierwszego banku zyskiwały ponad 2,5 proc. ale ostatecznie zamknęły dzień z wynikiem 0,6 proc. na plusie. „Papiery” drugiej instytucji po silnych wzrostach na otwarciu straciły ostatecznie 0,34 proc.
Akcje firmy United Health urosły o ponad 7 proc. po tym, jak gigant ubezpieczeniowy odnotował lepsze niż oczekiwano zyski i przychody. Firma zarobiła 6,14 USD na akcję przy przychodach w wysokości 92,9 mld USD. Analitycy ankietowani przez Refinitiv spodziewali się zysku w wysokości 5,99 USD na akcję przy przychodach w wysokości 91 mld USD. UnitedHealth podniósł również dolną granicę swoich całorocznych prognoz zysków.
Na jutro zaplanowane są raporty takich instytucji jak Bank of America, Goldman Sachs oraz Morgan Stanley.
Przejdźmy teraz na rynki surowcowe. Umowa wspierana przez ONZ, która pozwoliła Ukrainie na eksport zboża i innych produktów spożywczych podczas trwającej inwazji Rosji, wygasa już dziś. Znane jako Inicjatywa Czarnomorska, porozumienie osiągnięte w lipcu ubiegłego roku pozwoliło na międzynarodowe dostawy kukurydzy, pszenicy, jęczmienia i innych produktów spożywczych z trzech wyznaczonych portów na Ukrainie, która została nazwana „spichlerzem Europy”. Teraz przyszłość porozumienia jest niejasna. Prezydent Rosji Władimir Putin twierdzi, że część umowy, która ułatwiłaby podobny eksport z jego kraju, nie została spełniona. Według Kremla, Putin powiedział w rozmowie telefonicznej z prezydentem RPA Cyrilem Ramaphosą w sobotę, że Rosja nadal napotyka przeszkody w eksporcie żywności i nawozów, wbrew zobowiązaniom zawartym w umowie, które miały znieść takie bariery. Z kolei prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, który pomógł pośredniczyć w zawarciu umowy, powiedział w piątek, że wierzy, iż Putin odnowi umowę. Z przekazanych dziennikarzom imformacji, Erdogan rozmawiał z Moskwą przez telefon i rzekomo on oraz Putin są „po tej samej stronie” jeśli chodzi o przedłużenie umowy.
Pszenica na CBOT w piątek rosła o 3,4 proc. To już trzeci z rzędu dzień zysków. Aktualnie buszel jest wyceniany w okolicach 670 centów.
Event Sourcing w świecie IT to ostatnio bardzo modne i często powtarzane hasło. Nic dziwnego, ma naprawdę wiele zalet. Ale czym właściwie jest Even Sourcing? Mówiąc najprościej, jest to sposób tworzenia systemów, opartych na przetwarzaniu zdarzeń. I chociaż wielu uważa, że to trudna koncepcja, to tak naprawdę Event Sourcing jest świetnym narzędziem, które dobrze użyte, może przynieść wiele korzyści przy naprawdę niewielkim koszcie obsługi.
Dlaczego warto zaprzyjaźnić się z Event Sourcingiem?
Najważniejsza kwestia to ta dotycząca trudności. Event Sourcing odstrasza przy pierwszym zapoznaniu, bo wydaje się być trudny w obsłudze. Nic bardziej mylnego – wystarczy zmienić sposób myślenia, żeby przekonać się, że to bardzo efektywna koncepcja. Polega na tym, że wszystkie zdarzenia, które składają się na ostateczną formę danego obiektu czy też aplikacji, są zapisane w swojego rodzaju dzienniku. Tym dziennikiem jest właśnie Event Sourcing. Architektura Event Sourcingu pozwala cofnąć się do konkretnych zdarzeń i zdobyć na ich temat wiedzę. Można śmiało powiedzieć, że bazuje ona na storytellingu, co jest korzystne dla procesów biznesowych. Dlaczego? Ponieważ pozwala maksymalnie uprościć komunikację projektową.
Event Sourcing upraszcza, nie utrudnia
Jest wiele opinii, które przeczą temu, że Event Sourcing upraszcza projektowanie, a jest zupełnie odwrotnie. Dzięki temu, że porządkuje następujące po sobie zdarzenia, daje jasny pogląd na zachodzące procesy. Wykorzystywanie dodatkowo wzorców takich, jak CQRS, Domain Driven Design, wspomaga działanie systemów informatycznych i ułatwia ich utrzymanie. Warto jednak pamiętać, że choć te metodyki świetnie ze sobą współgrają, nie jest konieczne korzystać ze wszystkich na raz. Event Sourcing nie narzuca też żadnego konkretnego sposobu gromadzenia i przechowywania baz danych. Istotne jest tutaj wyłącznie zapis następujących po sobie zdarzeń. Jest to klucz do zrozumienia ES. Stosowana jest tu agregacja, czyli dokładne zapisywanie jednego zdarzenia po drugim. Uzyskujemy w ten sposób stan obiektu, a więc tak zwaną projekcję. Zdarzenia można zapisać w tabeli w postaci wiersza, zaś projekcje jako wiersz zdarzeń w tabeli relacyjnej. Umożliwia to logiczny i przejrzysty podział pracy, nie wymaga jednak wbrew pozorom posiadania dwóch baz danych.
Event Sourcing naprawdę jest wydajny
Event Sourcing opiera się na 2 założeniach: zdarzenia są niezmienialne (immutable) oraz zdarzenia dodawane są jedno za drugim (append only). U podstaw metody Event Sourcingu znajduje się storage, a założenia, na których opiera się ES pozwalają zwiększyć jego wydajność dzięki optymalizacji. W gruncie rzeczy Event Sourcing może okazać się dużo szybszy niż tradycyjne rozwiązania. Fakt, że oprogramowanie ES nie jest banalnie proste, ostatecznie to system rozproszony, ale które oprogramowanie jest proste? Wszystko zależy od tego, jak podejdziemy do tematu.
Agio Smart Money FIZ, zarządzany przez Pawła Sugalskiego – jednego z najbardziej doświadczonych specjalistów finansowych z obszaru gamedev w Polsce, zwiększył udział w akcjonariacie DRAGO entertainment. Obecnie Fundusz reprezentowany przez AgioFunds jest właścicielem 108 572 akcji, co stanowi ponad 10 proc. w kapitale zakładowym Spółki i ogólnej liczbie głosów na WZ. Obecnie DRAGO entertainemnt jest na dynamicznym etapie rozwoju. Studio intensywnie rozbudowuje swoje kompetencje wydawnicze, równolegle szykując się do premiery swojego największego autorskiego tytułu – Winter Survival (EA). Ponadto Spółka zbliża się do przełomowego momentu przeniesienia notowań z NewConnect na rynek regulowany GPW w Warszawie.
– Indeks WIG Gry urósł w bieżącym roku blisko 20% podczas gdy wycena Drago Entertainment w dniu przekroczenia progu spadła w tym samym okresie o ponad 20%. Fundusz ciągle szuka oportunistycznych transakcji w obszarze małych i średnich spółek i za taką okazję zarządzający uznał zwiększenie inwestycji w spółkę, szczególnie w kontekście zbliżającego się przejścia na GPW, przeniesienia Winter Survival na silnik Unreal Engine 5 oraz planów wydawniczych na kilka najbliższych kwartałów – komentuje Paweł Sugalski, zarządzający Agio Smart Money FIZ.
DRAGO entertainment to działający od końca lat 90-tych polski producent i wydawca gier wideo, specjalizujący się w grach typu symulator premium oraz survival.
Spółka ma na swoim koncie jeden z najgłośniejszych i najlepiej ocenianych symulatorów ostatnich lat – Gas Station Simulator. Uniwersum gry, jak i całe portfolio Studia jest na bieżąco rozwijane. Aktualnie Spółka prowadzi zintensyfikowane prace nad ukończeniem swojego nowego i zarazem największego tytułu o nazwie Winter Survival. Zarząd Studia upatruje w projekcie duży potencjał finansowy. Równolegle krakowski zespół intensywnie rozbudowuje swoje kompetencje wydawnicze, zarówno pod kątem produktów własnych, jak i projektów wykonanych przez zewnętrznych partnerów.
– Cieszymy się, że Fundusz specjalizujący się w rynku technologicznym, w tym branży gamedev, zwiększa swoje zaangażowanie w DRAGO. To potwierdzenie wiary w potencjał i skalę rozwoju naszej spółki. Obecnie jesteśmy na etapie dynamicznego rozwoju, w związku z czym chcemy jeszcze bardziej uwiarygodnić spółkę w oczach Inwestorów i zwiększyć ich zainteresowanie – mówi Joanna Tynor, prezes zarządu w DRAGO entertainment SA.
DRAGO przez lata działalności osiągnęło stabilną sytuację rynkową, która pozwala Zarządowi na wyznaczanie Spółce coraz to ambitniejszych planów rozwoju. Aktualnie firma szykuje się przeniesienia swoich notowań z NewConnect na rynek regulowany GPW w Warszawie. Prospekt został niedawno zatwierdzony przez KNF.
Warto też dodać, że obecnie trwa skup akcji własnych w DRAGO entertainment, który zgodnie z przyjętym harmonogramem potrwa do 21 sierpnia 2023 r. Nabyte akcje zostaną przeznaczone na realizację części programu motywacyjnego.
W Stanach Zjednoczonych podniesiono od marca 2022 roku główną stopę procentową o 500 punktów bazowych. Daje to największy wzrost od wczesnych lat 80-tych. Biorąc pod uwagę ten agresywny manewr hamujący i odwróconą krzywą dochodowości od połowy 2022 r., większość ekonomistów od pewnego czasu zakłada, że Fed wywoła recesję. Rynek obligacji jest podobnego zdania. Jak dotąd nie było jednak wielu dowodów rozpoczynającego się spowolnienia. Gospodarka USA w ostatnich miesiącach nadal rosła a miesięcznie tworzono średnio prawie 280 tys. nowych miejsc pracy – to znacznie więcej, aby rosnąca populacja w wieku produkcyjnym została wchłonięta przez rynek pracy.
Można powiedzieć, że im dłużej rynek nie będzie otrzymywał pesymistycznych danych, ty coraz częściej będzie padało pytanie czy w ogóle recesja może nadejść.
Polityka monetarna działa z długim i zmiennym opóźnieniem. Historycznie od pierwszej podwyżki stóp do startu recesji musiało minąć od 21 do 43 miesięcy. Z kolei okres od momentu zakończenia cyklu do mocnego spowolnienia gospodarki trwał od 2 do nawet 19 miesięcy. Oznacza to jedno: na recesję w USA może być po prostu być jeszcze za wcześnie. Od startu procesu zacieśniania minęło dopiero 16 miesięcy. Powinniśmy to wziąć pod uwagę. Pamiętajmy również, że Fed nie zakończył cyklu. Lipcowy ruch o 25 punktów bazowych jest raczej pewny. W tym tygodniu i pod koniec ubiegłego, dane z USA napędziły spekulacje, że decyzja o kolejnej podwyżce będzie tą ostatnią, a następne nie będą już potrzebne, mimo, że z ostatniego posiedzenia FOMC wynikało zupełnie co innego.
Pamiętajmy, że Fed w tym cyklu ustanowił szybsze tempo zacieśniania niż w poprzednich dwóch. Należy również wziąć pod uwagę realne stopy procentowe. Jeśli obliczymy je poprzez odjęcie stopy inflacji mierzonej deflatorem wydatków na konsumpcję osobistą z wyłączeniem cen energii i żywności (PCE core, 4,6 proc. r/r) od kluczowej stopy procentowej (5,25 proc.), okazuje się, że realna stopa procentowa jest obecnie dużo niższa niż w okresach poprzedzających wcześniejsze recesje. Pamiętajmy, że jesteśmy w procesie deflacyjnym, co oznacza dalszy spadek dynamiki wzrostu cen a to oznacza, że realne stopy będą się jeszcze zwiększać. Ten aktualny stan rzeczy nie do końca przemawia za recesją, co może oznaczać, że to nie II połowa roku będzie niekorzystna dla amerykańskiej gospodarki a dopiero pierwsze półrocze 2024 roku.
Przeszłość pokazuje, że Rezerwa Federalna rzadko była w stanie uniknąć mocnego spowolnienia po drastycznych podwyżkach stóp procentowych. Kiedy występowały dodatkowo problemy z inflacją (tak jak obecnie) wówczas „miękkie lądowanie” nigdy się nie zdarzyło.
Za tym, że recesja w USA jednak nadejdzie przemawia kilka argumentów: tempo oraz zakres podwyżek stóp (Fed potrafił na jednym posiedzeniu zdecydować o zmianie kosztu pieniądza aż o 75 pb) a także reakcja, a dokładnie mówiąc wzrost rynkowych stóp procentowych i wytworzenie się zjawiska odwróconej krzywej dochodowości (obecnie 2-latki są na poziomie 4,68 proc. a 10-latki wskazują 3,78 proc.).
W przyszłym tygodniu brakuje kluczowych danych z USA czy strefy euro. Rynek z pewnością będzie żył rozpoczynającym się sezonem wyników kwartalnych spółek z Wall Street i to on może napędzać nastroje. Dodatkowo będziemy w okresie wyczekiwania na posiedzenie FOMC oraz EBC, które to wydarzenia zaplanowane są dopiero na ostatni, pełny tydzień lipca.
13 lipca Sejm zakończył prace nad ustawą o systemie kaucyjnym na opakowania po napojach. Ze względu na wielkość naszego kraju oraz trzy frakcje materiałowe objęte kaucją, polski system będzie jednym z najpotężniejszych modeli gospodarki obiegu zamkniętego w Europie, gwarantujący recykling 10 miliardów jednorazowych butelek plastikowych i puszek oraz ponowne użytkowanie 3,5 miliarda wielorazowych butelek szklanych.
Bez względu na to, gdzie w Polsce zostanie zakupiony produkt w opakowaniu z kaucją, będzie można go zwrócić w dowolnym sklepie o powierzchni co najmniej 200 m2 bez potrzeby pokazywania paragonu. Dodatkowo, będzie również możliwość zwrotu w mniejszych sklepach, o ile zdecydują się one przystąpić do tego systemu. Przegłosowana ustawa umożliwia im przestąpienie do systemu na zasadach dobrowolności.
Systemowe rozwiązanie zaproponowane przez rząd jest połączeniem różnych europejskich modeli. Warto zaznaczyć, że oryginalna propozycja, w której miało uczestniczyć państwo, została całkowicie odrzucona. Projekt przeszedł znaczącą transformację, począwszy od oryginalnej propozycji, poprzez konstrukcję opartą na zasadach wolnego rynku z udziałem wielu operatorów. Ostateczny kształt projektu jest ukłonem w stronę tych, którzy wprowadzają opakowania na polski rynek – to oni będą jedynymi akcjonariuszami podmiotu zarządzającego systemem kaucyjnym.
– Dzięki kaucji, będącej finansową zachętą, Polska znacznie zwiększy ilość gromadzonych odpadów opakowaniowych. Bezpośrednio wpłynie to na rozwój przemysłu recyklingu i umożliwi produkcję ponad 200 tys. ton butelek i puszek z materiałów zebranych i przetworzonych lokalnie. – mówi Anna Larsson, dyrektor ds. rozwoju GOZ w Reloop Platform.
Podobnie jak w innych krajach można oczekiwać, że wprowadzenie systemu kaucyjnego w ogólnokrajowej skali przyczyni się do znacznego wzrostu świadomości Polaków na temat wartości surowców wtórnych i znaczenia selektywnej zbiórki – nie tylko odpadów po napojach, ale również wszelkich innych rodzajów.
Rządowa propozycja wprowadzenia systemu kaucyjnego jako metody zbiórki butelek i puszek została poparta przez znakomitą większość partii politycznych.
Hydra Games, warszawski producent gier komputerowych, ogłasza zmianę nazwy na Eneida Games. Ta transformacja symbolizuje nowy rozdział dla spółki i jej aspiracje do odrodzenia się. Motywacją wyboru nazwy „Eneida Games” było odwołanie do mitologii grecko-rzymskiej i odzwierciedlenie pełnej trudności historii spółki, porównywanej do nieustannego boju Herkulesa z Hydrą. Po wyczerpującej walce, spółka zdecydowała się symbolicznie „uśmiercić” Hydrę, aby ożywić ją na nowo pod inną nazwą.
– Zmieniając nazwę, nie zapominamy o naszych korzeniach w mitologii grecko-rzymskiej. Historia spółki była pełna trudności i przypominała nieustanny bój Herkulesa z Hydrą. Jednak dzięki naszemu uporowi i determinacji, pokonaliśmy te przeszkody i ponownie zaczęliśmy tworzyć nowe gry. Ta walka była jednak tak wyczerpująca, że zdecydowaliśmy się symbolicznie uśmiercenie Hydry, aby ożywić ją na nowo pod inną nazwą. Teraz nadszedł czas na budowę i nowy początek. Zainspirowani Eneidą Wergiliusza porzucamy upadłą Troję, aby udać się na tereny przyszłego Rzymu i stworzyć Nowe Miasto – Nową Spółkę – tłumaczy Michał Rudowski, Prezes Zarządu Hydra Games. – Podczas wczorajszego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy został przegłosowany renaming, obecnie oczekujemy na potwierdzenie zmiany w KRS, by w pełni móc posługiwać się nową nazwą.
Spółka, która była rozpoznawalna jako Hydra Games, teraz przyjmuje nową tożsamość, pragnąc odciąć się od przeszłości i zainicjować nowy start. Nowi właściciele i Zarząd dostrzegli potencjał marki, ale jednocześnie zdawali sobie sprawę, że konieczne są znaczące zmiany, aby zredefiniować strategię i dostosować ją do zmieniającego się rynku gier.
– Wybór nazwy „Eneida Games” jest odzwierciedleniem naszego pragnienia stworzenia nowego rozdziału i unikalnej tożsamości. Chcemy odciąć się od przeszłości i rozpocząć nową historię jako Eneida Games.Jesteśmy pełni zapału, by wprowadzić spółkę na zupełnie nowe tory. Zaczynając od podstaw, skupiamy się na odbudowie reputacji składającej się z solidnej jakości, innowacyjności i pasji w tworzeniu gier. Nasze plany obejmują nowe pomysły, projekty i cele. Zespół Hydra Games jest gotowy, aby wykorzystać swoje doświadczenie i potencjał w celu stworzenia gier, które przyciągną uwagę graczy na całym świecie – kończy Michał Rudowski.
Przeobrażenie Hydra Games w Eneida Games to o wiele więcej niż tylko zmiana nazwy. To deklaracja, że firma odcina się od dotychczasowego modelu działania oraz jest gotowa do podjęcia wyzwań i rozwoju na nowych obszarach. Wśród nowych projektów spółki znajdują się: druga część horroru Don’t Be Afraid oraz gra Kanashimi: Path of Samurai. Ta druga gra to strategia turowa z elementami RPG i roguelike zapowiadana wcześniej jako „Road to Yokoshima”. Spółka prowadzi także negocjacje w zakresie dalszego rozszerzenia swojego portfolio produkcyjnego i wydawniczego.
Najem instytucjonalny zyskuje na popularności. Wyjaśniamy czy taki wariant najmu jest bardziej korzystny niż najem okazjonalny.
Zmiany prawne, które niejako skazały właścicieli mieszkań prowadzących prywatny najem na ryczałtowe rozliczenia z fiskusem mogą być argumentem za przejściem na wynajem firmowy. Tej sytuacji znacząco nie zmieni niedawna decyzja Sejmu i Senatu przyznająca małżonkom dwukrotnie wyższy limit przychodów (200 000 zł) objętych niższą stawką ryczałtu (8,5%). Warto zdawać sobie sprawę, że wybór firmowego wynajmu pozbawia możliwości podpisywania umów najmu okazjonalnego. Ten wariant najmu jest bowiem dopuszczalny tylko dla osób prywatnych. Przedsiębiorcom ustawodawca oferuje tak zwany najem instytucjonalny. Postanowiliśmy wyjaśnić, jakie są cechy takiej formy najmu, która zyskuje na popularności.
Nasz artykuł w dużym skrócie:
Najem instytucjonalny został zastrzeżony dla przedsiębiorców. Znaczenia nie ma wielkość firmy oferującej taki wariant najmu. Może być to nawet jednoosobowy przedsiębiorca. Wymogiem jest natomiast status najemcy jako osoby fizycznej.
Kilka aspektów najmu instytucjonalnego zostało uregulowanych bardziej korzystnie dla właściciela mieszkania niż w przypadku najmu okazjonalnego. Chodzi między innymi o możliwość pomniejszenia kaucji o zaległości czynszowe. Poza tym najem instytucjonalny bardzo przypomina najem okazjonalny pod względem ogólnych zasad i procedury eksmisyjnej.
Przepisy przewidują możliwość „instytucjonalnego” wynajęcia mieszkania ze stopniowym dojściem do własności. W takim wariancie najemca stopniowo spłaca własność lokalu razem z czynszem. Jest to jednak opcja mało opłacalna dla przedsiębiorców.
Poniżej prezentujemy więcej informacji o tym, jak działa najem instytucjonalny. Wielokrotnie porównujemy go z wynajem okazjonalnym.
Najem instytucjonalny nie tylko dla dużych firm …
Wielu osobom najem instytucjonalny może kojarzyć się z ofertą wynajmu mieszkań przez dużych inwestorów (np. w tak zwanym segmencie PRS – ang. Private Rented Sector). Warto pamiętać, że ten rodzaj najmu został wprowadzony do polskiego prawa w 2017 roku, czyli podczas przygotowań do realizacji programu Mieszkanie Plus. „Ustawodawca zdecydował się wówczas na pozostawienie najmu okazjonalnego jako rozwiązania tylko dla osób prowadzących prywatny wynajem” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Natomiast najem instytucjonalny od razu wprowadzono z myślą o osobach fizycznych, osobach prawnych lub jednostkach organizacyjnych niebędących osobami prawnymi, prowadzących działalność gospodarczą w zakresie wynajmowania lokali. Warto zwrócić uwagę, że drugą stroną umowy najmu instytucjonalnego (najemcą) może być jedynie osoba fizyczna (zobacz: K. Krzekotowska, M. Malinowska-Wójcicka [w:] K. Krzekotowska, M. Malinowska-Wójcicka, Ochrona praw lokatorów i mieszkaniowy zasób gminy. Komentarz, wyd. II, Warszawa 2021, art. 19(f)).
Korzyści są podobne jak przy okazjonalnym najmie
Komentarze do ustawy o ochronie praw lokatorów potwierdzają to, co nietrudno można zauważyć po przeanalizowaniu przepisów dotyczących najmu instytucjonalnego. Mianowicie, ta forma najmu w bardzo wielu aspektach przypomina najem okazjonalny. Warto zatem skupić się na różnicach, które dzielą najem okazjonalny oraz instytucjonalny. Mowa o następujących aspektach:
najem instytucjonalny jest zarezerwowany dla osób, firm oraz instytucji prowadzących działalność gospodarczą w zakresie wynajmu mieszkań, podczas gdy najem okazjonalny od 2017 r. to opcja wyłącznie dla prywatnych wynajmujących
przy najmie instytucjonalnym nie ma limitu czasowego dotyczącego trwania umowy na czas określony (w najmie okazjonalnym analogiczny limit czasowy wynosi 10 lat)
przepisy dotyczące najmu instytucjonalnego nie przewidują dla najemcy obowiązku przedstawiania informacji o „awaryjnym” mieszkaniu lub domu na wypadek eksmisji, posiadania oświadczenia osoby posiadającej tytuł prawny do wspominanego lokum oraz powiadamiania wynajmującego o zmianie zapasowego lokalu/domu („instytucjonalny” najemca w umowie jedynie deklaruje, że jest świadomy pozbawienia prawa do mieszkania socjalnego i pomieszczenia tymczasowego)
w przypadku najmu instytucjonalnego, wynajmujący ma prawo potrącenia z kaucji zaległości czynszowych i późniejszego wezwania najemcy do uzupełnienia kaucji w określonym terminie – nawet bardzo krótkim (jeśli termin nie został wyznaczony wcześniej w umowie, to właściciel mieszkania sam go określa)
Powyższe informacje sugerują, że najem instytucjonalny jest w pewnych aspektach bardziej korzystny dla właściciela lokalu aniżeli najem okazjonalny i jednocześnie dzieli te same zalety (brak ustawowego limitu podwyżek czynszu oraz uproszczona procedura eksmisyjna). Niestety, obydwa analizowane rodzaje najmu posiadają ten sam mankament. „Mowa o możliwości zablokowania przyspieszonej eksmisji przez najemcę, który złoży skuteczne zażalenie na postanowienie sądu o nadaniu klauzuli wykonalności oświadczeniu o poddaniu się egzekucji” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Dojście do własności mieszkania to ciągle rzadkość
W ramach podsumowania warto zaznaczyć, że ustawa o ochronie praw lokatorów przewiduje również możliwość prowadzenia najmu instytucjonalnego z dojściem do własności. Takie rozwiązanie wprowadzono z myślą o zakończonym już programie Mieszkanie Plus. Mimo tego, instytucjonalny najem z opcją dojścia do własności mogą oferować również przedsiębiorcy. Praktyka pokazuje jednak, że w obliczu fiaska programu Mieszkanie Plus najem instytucjonalny z dojściem do własności nie zyskał dużego znaczenia. Taka sytuacja na pewno wynika z podejścia przedsiębiorców, dla których spłacanie przez najemcę co miesiąc niewielkiej części wartości mieszkania raczej nie jest szczególnie atrakcyjną opcją. „Umowa najmu instytucjonalnego z dojściem do własności (uwzględniająca dodatkowo rozliczenie partycypacji) może zdobyć natomiast pewną popularność w przypadku SIM-ów, czyli społecznych inicjatyw mieszkaniowych” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Na parkomatach w Krakowie pojawiły się naklejki z fałszywymi kodami QR. Miasto informuje, że to oszustwo i inicjatywa cyberprzestępców. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa przestrzegają, że w okresie wakacyjnym mogą pojawiać się także inne mutacje tego typu ataków.
Cyberprzestępcy obrali sobie za cel turystów odwiedzających w sezonie wakacyjnym Kraków. Nalepki, jakie pojawiły się na parkomatach, sugerowały, że może być to prosty i szybki sposób na opłacenie miejsca parkingowego. Były jednak fałszywe, a znajdujące się na nich kody QR kierowały na strony wyłudzające dane kart płatniczych. Miasto szybko zareagowało, ale specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa przestrzegają, że sytuacja może się powtarzać. Oszustwa na fałszywe kody QR to niestety znana, ale sprawdzona metoda.
– To znaczące, że w okresie wakacyjnym oszuści po raz kolejny sięgają po sprawdzony sposób, jakim są fałszywe kody QR. Cyberprzestępcy są niestety wytrawnymi obserwatorami i doskonale wiedzą, że w miejscach turystycznych przewija się teraz wiele ludzi, którzy chcą szybko i sprawnie zaparkować. Część z nich to turyści np. z zagranicy, którzy nie mają świadomości, jak w nowym miejscu wygląda system parkingowy. Na tym m.in. żerują oszuści. Preparowane przez nich QR kody mogą wyglądać bardzo wiarygodnie, zawierać logotypy najpopularniejszych systemów płatności czy hasła zachęcające do szybkiego uiszczania opłat. Celem było wyłudzenie danych pozwalających na nadużycia finansowe.
Pamiętajmy, aby każdorazowo sprawdzać w nowym miejscu informacje o sposobach uiszczania opłat parkingowych np. na oficjalnej stronie miasta. Korzystajmy z oficjalnych i znanych aplikacji do płatności za parkowanie. Zainstalowanie na telefonie oprogramowania zabezpieczającego, popularnie zwanego antywirusem, umożliwi zablokowanie stron phishingowych, które wyłudzają dane kart płatniczych w celu rzekomej opłaty za parkowanie. Dobrym sposobem ochrony jest też korzystanie z aplikacji skanujących kody, które umożliwiają podgląd całego adresu URL przed przejściem na stronę internetową. Jeśli adres wyda nam się podejrzany – w żadnym przypadku nie klikajmy w niego.
Kod QR może wydawać się przyjaznym rozwiązaniem, ale powinien wzbudzić podejrzenia m.in. jeśli nie jest integralnym elementem urządzania takiego jak parkomat, ale pojawił się na nim w postaci naklejki, tzw. wlepki czy ulotki. Można sobie wyobrazić inne mutacje tego oszustwa i kody umieszczane np. na plakatach informujących o wydarzeniach kulturalnych, koncertach, ogłoszeniach np. o sprzedaży mieszkań, a nawet bilbordach reklamujących usługi i aplikacje bankowe. Tuż po agresji Rosji na Ukrainę w niektórych polskich miastach pojawiały się także plakaty z fałszywymi kodami QR i informacją o rzekomym zbieraniu danych o obywatelach Ukrainy zamieszkałych w Polsce. Każdorazowo należy bardzo uważnie przyglądać się takim komunikatom i nie działać mechanicznie. – komentuje Kamil Sadkowski, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET.
Rynek motoryzacyjny i flotowy w Polsce powoli powracają do normalności po kryzysie spowodowanym pandemią COVID-19 oraz wywołaną w jej wyniku ograniczoną dostępnością nowych samochodów. W pierwszym kwartale bieżącego roku poziom sprzedaży nowych aut do firm w Polsce osiągnął bardzo dobre wartości, notowane przed rokiem 2020. Jeszcze w zeszłym roku rynek motoryzacyjny, zarówno w naszym kraju, jak i całej Europie znajdował się pod silnym wpływem kłopotów z produkcją i podażą nowych aut. Pierwsze trzy miesiące roku 2023 wskazują jednak na wyraźne odbicie i odrabianie strat. Duże wzrosty sprzedaży, osiągnięte w części przypadków dzięki efektowi tzw. niskiej bazy, odnotowane zostały w każdej formie finansowania. Zgodnie z danymi PZWLP, branża wynajmu długoterminowego aut w Polsce urosła o 10,8% r/r pod względem łącznej liczby aut, co oznacza, że tempo jej rozwoju nieprzerwanie zwiększa się już od 2 lat. Wzrost został odnotowany również w przypadku branży Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) i na koniec pierwszego kwartału wyniósł 6,9% r/r.
1 z 6
W pierwszym kwartale bieżącego roku pojawiły się pierwsze sygnały ożywienia na rynku motoryzacyjnym w Polsce po okresie zmniejszonej podaży nowych samochodów, a w konsekwencji znaczące wzrosty sprzedaży aut w salonach. Wiele wskazuje na fakt, że rynek powoli zaczyna powracać do normalności, jednak z ostatecznymi ocenami warto wstrzymać się przynajmniej do zakończenia pierwszego półrocza.
Ze względu na bardzo słabe wyniki sprzedaży nowych aut w zeszłym roku, w pierwszym kwartale bieżącego roku zanotowane zostały duże wzrosty sprzedaży, przekraczające nawet 20%, w porównaniu rok do roku, będące efektem tzw. niskiej bazy z roku 2022. W związku z tym, najwyższe wzrosty zostały odnotowane w tych formach finansowania samochodów, które w zeszłym roku najmocniej ucierpiały i zanotowały najwyższe spadki z powodu kryzysu podażowego, a także wysokiej inflacji i stóp procentowych. Łącznie z polskich salonów wyjechało w pierwszym kwartale ponad 123 tys. samochodów, z czego blisko 87 tys. nabyły firmy i przedsiębiorcy, co stanowiło 70,6% łącznej sprzedaży.
Rynek motoryzacyjny odbija po problemach związanych z podażą nowych aut
Firmy i przedsiębiorcy nabyli w pierwszym kwartale o 22,6% więcej nowych aut osobowych niż w analogicznym okresie rok temu. Jeszcze większy wzrost został odnotowany w przypadku zakupu ze środków własnych, kredytu i klasycznego leasingu liczonych razem – w tym przypadku, przede wszystkim ze względu na niską bazę porównawczą (względem I kwartału 2022), osiągnął on poziom 28,4% r/r. Inaczej sytuacja wyglądała natomiast, jeśli chodzi o wynajem długoterminowy, gdzie również odnotowany został wzrost, ale o relatywnie niższej wartości 7,2% r/r.
Zdaniem ekspertów PZWLP, głównym powodem dużych różnic w dynamice wzrostu sprzedaży pomiędzy poszczególnymi rodzajami finansowania samochodów jest przede wszystkim niska baza porównawcza z I kwartału 2022 r. w części przypadków.
W przypadku wynajmu długoterminowego aut od wielu lat obserwowana jest duża odporność na zewnętrzne czynniki i zawirowania na rynku, przez co sprzedaż nie różni się znacząco w poszczególnych okresach, niezależnie od sytuacji na rynku – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – W czasie kiedy cały rynek motoryzacyjny zmagał się z takimi negatywnie wpływającymi na rozwój czynnikami jak pandemia koronawirusa, ograniczona dostępność samochodów, czy wysoka inflacja, poziom sprzedaży w wynajmie długoterminowym pozostawał mimo wszystko na zbliżonym poziomie do lat z lepszą koniunkturą i w przeciwieństwie do konkurencyjnych form finansowania samochodów, nie podlegał dużym wahaniom.
W pierwszym kwartale 2023 roku branża wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce nabyła na potrzeby oferowanych usług 20,8 tys. nowych aut osobowych, co stanowiło 24% łącznej sprzedaży samochodów do firm w naszym kraju w tym czasie.
Wynajem długoterminowy aut rozwija się coraz szybciej
Pod względem najważniejszego ze wskaźników, którym mierzona jest dynamika rozwoju wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce, a więc łącznej liczby aut w usłudze Full Serwis Leasing na krajowym rynku, branża wynajmu długoterminowego urosła w pierwszym kwartale 2023 roku o 10,8% r/r. Oznacza to, że tempo wzrostu wynajmu długoterminowego aut w Polsce nieprzerwanie przyśpiesza od 2 lat.
Tempo wzrostu wynajmu długoterminowego w Polsce rośnie nieprzerwanie od dokładnie 2 lat i w pierwszym kwartale roku znajdowało się już na poziomie znanym nam z czasów przed pandemią, czyli początkiem perturbacji w całej gospodarce – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – Spodziewamy się, że dynamika będzie się jeszcze zwiększać, przynajmniej w najbliższym czasie, powoli znika bowiem jeden z bardziej hamujących rozwój naszej branży czynników, a więc kwestia ograniczonej dostępności nowych samochodów. Równolegle coraz silniejsze stają się argumenty, które zachęcają przedsiębiorców do korzystania z wynajmu długoterminowego, jak na przykład stałe koszty związane z finansowaniem i pełnym zakresem obsługi auta przez cały okres umowy, co w obecnych czasach jest coraz większą wartością. W efekcie, z wynajmu długoterminowego coraz częściej korzystają mali, a nawet mikro przedsiębiorcy, często zastępując nim wcześniej wykorzystywany do finansowania samochodu kredyt czy klasyczny leasing finansowy.
Udział Diesla w wynajmie długoterminowym topnieje w oczach – na koniec marca to już niewiele ponad 1/3 wszystkich pojazdów
Dane PZWLP po pierwszym kwartale roku potwierdzają, że aut z silnikami Diesla ubywa w wynajmie długoterminowym bardzo szybko. Na koniec marca b.r. samochody napędzane wysokoprężnymi jednostkami stanowiły już niewiele ponad 1/3 ogółu. W ciągu zaledwie roku udział Diesla zmniejszył się o aż 8,4 p.p. Samochody z silnikami dieslowskimi tracą swoją pozycję przede wszystkim na rzecz aut z napędami benzynowymi, które na koniec pierwszego kwartału stanowiły 53,5% łącznej floty, a ich udział urósł o 7,7 p.p. w ciągu roku. Przybywa także aut napędzanych ekologicznymi jednostkami, a więc wszelkiego rodzaju hybryd i samochodów w pełni elektrycznych, które na koniec marca stanowiły już 8,9% ze wzrostem udziału w łącznej flocie w wynajmie długoterminowym w ciągu roku o 0,7 p.p. Udział aut w pełni elektrycznych wynosił na koniec pierwszego kwartału 1,4% i urósł o 0,8 p.p. w ciągu roku.
Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w pierwszym kwartale 2023 roku była o 1,2% i 1,6 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 129,3 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 149 g/km i była wyższa o 17,8% i 22,5 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2022.
Tempo wzrostu branży Rent a Car w Polsce ponownie przyśpiesza
Dane PZWLP po pierwszym kwartale 2023 roku wskazują, że branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) odnotowała wzrost na poziomie 6,9% r/r. Oznacza to odwrócenie trwającego przez trzy poprzednie kwartały trendu spadkowego w tym zakresie. Dla przypomnienia – po pierwszym kwartale 2022 r. branża Rent a Car rozwijała się w tempie ponad 20% r/r, a na koniec roku było to już jedynie 3,5% r/r.
Branża Rent a Car najszybciej i najmocniej spośród całego sektora wynajmu samochodów reaguje na wszelkie zawirowania i negatywne dla rozwoju zjawiska w gospodarce – mówi Maciej Tórz, Członek Zarządu PZWLP. – Dobitny przykład tego mieliśmy w trakcie pandemii i lockdownów w 2020 roku.Nieznaczne zwiększenie tempa wzrostu, po kilku miesiącach tendencji spadkowej możemy bardzo ostrożnie traktować jako prawdopodobny powrót na ścieżkę szybszego wzrostu. Zmniejszająca się w zeszłym roku dynamika rozwoju wynikała z problemów z dostępnością nowych samochodów, a także z wysokiej inflacji. W 2023 roku czynniki te są już znacząco słabsze, więc jest szansa, że faktycznie mamy do czynienia z początkową fazą rynkowego odbicia w kierunku większych wzrostów. Z ostatecznymi ocenami sytuacji musimy jednak poczekać przynajmniej do momentu, w którym poznamy dane po pierwszym półroczu.
Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 7 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec marca 2023 roku 13,8 tys. aut.
O 12,5 procent – w stosunku do analogicznego okresu 2022 – spadła w pierwszym półroczu tego roku liczba rejestracji (czyli de facto sprzedaży) nowych ciągników rolniczych. Zarejestrowano ich teraz 4900. To o 698 szt. mniej niż w pierwszych sześciu miesiącach 2022 – wynika ze sporządzonego przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych na podstawie danych CEPiK raportu. Tendencję spadkową widać też w innej podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych czyli przyczep. W ciągu całego pierwszego półrocza zarejestrowano ich 3252, a więc o 1168 szt. mniej niż w tym samym okresie w 2022 roku. Oznacza to spadek rok do roku o 26,4%. Inną tendencję zaobserwować zaś można na rynku maszyn używanych. Tu na koniec czerwca 2023 roku PIGMiUR odnotowuje 12 114 szt. zarejestrowanych ciągników „z drugiej ręki”. To o 1322 szt. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Wzrost wynosi 12,2%. Tak samo jest z używanymi przyczepami, bowiem zarejestrowano ich 3341 szt. czyli o 321 szt. więcej niż przed rokiem. To wzrost o 10,6 %.
Dane dotyczące rejestracji nowych maszyn rolniczych za sam czerwiec zdają się potwierdzać spadkowy trend: 768 szt. nowych ciągników. To 10 szt. mniej niż przed miesiącem, a zarazem drugi najgorszy wynik w tym roku – tylko w styczniu zarejestrowano mniej ciągników. W stosunku do czerwca 2022 jest to o 160 rejestracji mniej, a do czerwca 2021 roku – aż o 469 szt. mniej. W segmencie innej podstawowej kategorii maszyn rolniczych – przyczep – szósty miesiąc przynosi pod względem rejestracji najlepszy – co prawda – wynik w tym roku: 647 szt., jednak porównując go do zeszłych lat widać spadek. W stosunku bowiem do czerwca 2022 to o 166 szt. mniej, a do czerwca 2021 – o 360 szt. mniej. Dane za całe pierwsze półrocze prezentują się zaś tak: o 12,5 procent – w stosunku do analogicznego okresu 2022 – spadła liczba rejestracji (czyli de facto sprzedaży) nowych ciągników rolniczych. Zarejestrowano ich teraz 4900. To o 698 szt. mniej niż w pierwszych sześciu miesiącach 2022. Tendencję spadkową widać też w nowych przyczepach. W ciągu całego pierwszego półrocza zarejestrowano ich 3252, a więc o 1168 szt. mniej niż w tym samych okresie w 2022 roku. Oznacza to spadek rok do roku o 26,4%.
– Nabywcy nowych maszyn rolniczych z coraz większym dystansem planują swoje inwestycje w sprzęt, biorąc pod uwagę głównie to, co dziś miejsce ma w branży rolno spożywczej, a także ogólną sytuację ekonomiczną – mówi Michał Spaczyński, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych. Dodaje, że na podejście potencjalnych użytkowników nowych maszyn wpływ może mieć np. ostatni kryzys zbożowy i wynikająca z niego niepewność na rynku. – Trudno dziś o gwarancję powodzenia działań wśród przedsiębiorców rolnych, tym bardziej, że brak jest dla nich ewidentnie długofalowej wizji wsparcia ze strony państwa. Mamy bowiem do czynienia jedynie z działaniami doraźnymi, bez wystarczającej dbałości o tych, na których barkach spoczywa rozwój gospodarki rolno spożywczej w Polsce – zauważa Michał Spaczyński.
Wśród najpopularniejszych nowych ciągników są: John Deere (854 czyli o 96 szt. więcej niż przed rokiem. Udziały tej marki na koniec czerwca to 17,4 % – o 3,9 punktu procentowego więcej niż rok wcześniej), New Holland (775, o 176 szt. mniej niż w 2022 roku. Udziały tej marki to 15,8%.) czy Kubota (553, o 21 szt. więcej niż przed rokiem, z udziałami 11,3%.). Na dalszych miejscach plasują się m.in.: Deutz Fahr, Case IH czy Massey Ferguson. Najpopularniejszą marką nowych przyczep rolniczych jest zaś Pronar (1120 szt., o 585 szt. mniej niż przed rokiem), a następnie MetalFach (365, z udziałami 11,2%) i Metaltech, (8,4% udziałów rynkowych i 273 szt.). Zarówno w segmencie nowych przyczep, jak i ciągników na pierwszych miejscach plasują się Mazowsze i Wielkopolska.
– Pomimo obiektywnych trudności, polski producent rolny pozostaje aktywny i ma na uwadze swój rozwój, dlatego pozwala sobie na takie zakupy sprzętu, na jakie go w obecnej sytuacji stać – w ten sposób Michał Spaczyński tłumaczy większe zainteresowanie rejestracjami maszyn używanych.
Na tym rynku, na koniec czerwca 2023 roku, PIGMiUR notuje 12 114 szt. zarejestrowanych ciągników. To o 1322 szt. więcej niż w tym samym okresie 2022 roku. Wzrost wynosi tu 12,2%. Z przyczepami sytuacja jest w podobna. W okresie styczeń-czerwiec zarejestrowano ich 3341 szt. To o 321 szt. więcej niż przed rokiem. Oznacza to, że obecnie Izba notuje tu wzrost o 10,6 %.
O tym, że na danej giełdzie jest tanio, świadczyć może przykładowo brak nowych emitentów chcących trafić na dany parkiet czy pojawiające się wezwania na akcje spółek już istniejących. Mało jaka spółka może bowiem chcieć wyemitować nowe akcje po niskiej cenie, natomiast inwestorów branżowych czy finansowych, chcących skupić w takiej sytuacji większy pakiet akcji, może być wielu.
Gdyby iść tym tokiem rozumowania, na GPW w Warszawie może być rzeczywiście tanio. O ile nowych emitentów właściwie nie ma lub czekają na bardziej dogodny moment pod względem rynkowych wycen, o tyle o kolejnych wezwaniach możemy usłyszeć coraz częściej. A większość z nich, jeżeli nie wszystkie, dotyczy wezwań na 100% akcji danej spółki, z chęcią delistingu w kolejnym kroku.
Takie wezwania dokonują się z różnym skutkiem. Są te nieudane z punktu widzenia wzywającego (Ciech), kontrowersyjnie przeprowadzone (Kernel Holding) czy zakończone powodzeniem (Alumetal). A w kolejce czekają już kolejne ogłoszone wezwania, m.in. na akcje TIM i STS Holding.
Co warte odnotowania, rezultaty wezwań będą miały swój wpływ na indeksy giełdowe. Zgodnie z metodyką polskich indeksów administrowanych przez GPW Benchmark w indeksach z rodziny WIG mogą uczestniczyć tylko te spółki, których akcje w wolnym obrocie (tzw. free float) wynoszą minimum 10%. Po udanym (dla wzywającego) zakończeniu wezwania dana spółka tego podstawowego kryterium nie będzie już spełniała. W konsekwencji, po opublikowaniu odpowiedniego raportu bieżącego, w indeksach nastąpi zmiana nadzwyczajna polegająca na wykluczeniu spółki, której dotyczyło wezwanie, i jednoczesnym zastąpieniu jej odpowiednią spółką z listy rezerwowej (w przypadku indeksu o stałej liczbie składników) – uważa Dawid Bąbol, zarządzający BETA ETF.
Pierwsza taka nadzwyczajna zmiana została dopiero co ogłoszona w sWIG80, w którym Alumetal zostaje zastąpiony przez Mangata Holding. A kolejne już są na horyzoncie. Być może już w lipcu poznamy decyzję KNF ws. delistingu Kernel Holding, która może poskutkować zmianami w mWIG40 w sierpniu lub wrześniu, w zależności od tego, na kiedy przypadnie ostatni dzień notowań tej spółki (o ile taki delisting w ogóle zostanie dopuszczony do przeprowadzenia). Jeśli kolejne wezwania się powiodą, to – zapewne również na przełomie sierpnia i września – główne indeksy z rodziny WIG mogą opuścić wspomniane już STS Holding (mWIG40) czy TIM (sWIG80). A po drodze być może usłyszymy o następnych wezwaniach.
Choć wydawać się to może nieintuicyjne, wezwania na akcje jednych spółek będą miały w horyzoncie kilku dni wpływ na notowania również innych spółek – właśnie w związku ze zmianami w indeksach i w konsekwencji ze zmianami w portfelach funduszy naśladujących te indeksy. Co prawda ten wpływ nie powinien być znaczny, ponieważ na ten moment polski rynek funduszy pasywnych nie jest jeszcze zbyt duży, jednak śladowe ruchy będą zauważalne – dodaje Dawid Bąbol.
Movens ogłasza plany drugiego funduszu o wartości 60 mln EUR na pierwszym zamknięciu, docelowo z limitem do 100 mln Movens Fund 2 zainwestuje w ponad 30 spółek technologicznych z regionu Europy Środkowo-Wschodniej.
Nowy fundusz ruszy w pierwszej połowie 2024 r. gromadząc polskich i europejskich inwestorów prywatnych oraz instytucjonalnych. Będzie koncentrować się na startupach z międzynarodowym potencjałem m.in. w sektorach enterprise software, health care, climate tech. Podobnie jak w Movens Fund 1 preferowane będą spółki wykorzystujące AI i machine learning.
Zespół Movens ma dobrą rękę do inwestycji w spółki technologiczne. Dotychczasowe inwestycje zespołu to ponad 30 spółek, z których 5 zakończyło się już udanymi exitami z ponad 10-krotnym ważonym zwrotem z kapitału. Tylko w 2023 r. spółki portfelowe Woltair i Vue Storefront z Movens Fund 1 pozyskały w kolejnych rundach 40 mln euro. W sumie inwestycje Movens VC zebrały już 85 mln euro.
Movens zapowiada drugi fundusz o docelowej maksymalnej wielkości 100 mln euro, gotowy sfinansować nawet 34 innowacyjnych firm z regionu CEE, przy pojedynczej inwestycji od 250 tysięcy do 2,5 mln euro dla spółek pre-seed i seed oraz do 5 mln euro dla spółek w późniejszych etapach rozwoju. Na dziś, wszyscy zagraniczni inwestorzy z pierwszego funduszu potwierdzili już gotowość inwestowania w nowy projekt. Movens Fund 2 zostanie uruchomiony już w pierwszej połowie 2024 r., z pierwszym planowanym zamknięciem szacowanym na poziomie 60 mln euro.
Rynek startupów w CEE najlepsze ma wciąż przed sobą – w końcu technologia to DNA globalnej gospodarki. W Movens Fund 2 celujemy nie tylko w diamenty technologiczne na etapach rund pre-seed i seed. Nowy fundusz będzie inwestował także nieco później – na etapie rund A+. W najciekawsze projekty będziemy inwestować do 5 mln EUR. Jesteśmy funduszem generalistycznym, ale koncentrujemy się na wspieraniu firm wybranych obszarach: oprogramowanie dla przedsiębiorstw, technologie klimatyczne, opieka zdrowotna, fintech, e-commerce enablers, edtech oraz future of work. Od lat inwestujemy aktywnie w AI/ML i mamy dobrze zmapowane najciekawsze projekty w tym obszarze. Jesteśmy fanami efektów sieciowych i open source, ale unikalne IP może być również źródłem solidnej przewagi konkurencyjnej – podkreśla Artur Banach, partner i współtwórca Movens Capital.
Filarem nowej strategii inwestycyjnej jest region CEE: połączenie potencjału 1 mln wysoce wykwalifikowanych programistów z rosnącą liczbą doświadczonych założycieli potrafiących budować skalowalne firmy międzynarodowe oraz z kapitałem ze strony VC zaowocowało ponad 40 jednorożcami z tego regionu[1]. Jednocześnie obecna sytuacja rynkowa powoduje dziś, że wyceny młodych spółek znacznie obniżyły się tworząc doskonałe otoczenie dla doświadczonych zespołów inwestycyjnych.
Mocny team i uznanie globalnych inwestorów
Mocnym filarem drugiego funduszu Movensa pozostaje zespół zarządzający. Pierwszą wspólną inwestycję przeprowadził on w 2014 r. Zanim w 2020 r. uruchomił pierwszy fundusz – łącznie zainwestował w 9 spółek, z których 5 zakończyło się bardzo udanymi exitami. Obecnie mają już na koncie łącznie blisko 30 inwestycji. Duży wpływ na DNA funduszu mają wieloletnie doświadczenia przedsiębiorcze liderów funduszu, wyniesione z takich spółek jak Netsprint, Skycash czy Datarino.
Trzonem zespołu Movens Fund 2 będą zatem Artur Banach, Michał Olszewski, Radosław Rejman, Łukasz Pawłowski, Maciej Kraus, Przemysław Jurgiel-Żyła oraz Yaroslav Krempovych. Specjalizują się oni m.in. w fundraisingu, strategii, ekspansji międzynarodowej, pricingu, czy wspieraniu spółek w procesach M&A.
Naszą siłą są także m.in. relacje w ekosystemie na całym świecie. Na bazie pierwszego funduszu, Movens VC wypracował skuteczny proces inwestowania i zbudował ponad 300 relacji z zachodnimi funduszami VC i późniejszego etapu, umożliwiając wsparcie dla międzynarodowych koinwestycji. Współinwestujemy więc z dużymi graczami VC z samego topu, takimi jak Creandum (pierwszy inwestor Spotify), The Westly Group (pierwszy inwestor Tesli) czy z Earlybird (pierwszy inwestor UIPath) – zaznacza dr Maciej Kraus, ekspert ds. pricingu i partner w Movens Capital.
Movens Capital przez ostatnie lata dał się poznać jako świetny partner dla firm technologicznych wyznaczających nową jakość w sektorach climate tech, fintech, martech, wsparcia dla e-commerce, logistyki, medtech, industry 4.0 i deeptech czy sport & wellness. To Movens stoi za finansowaniem takich spółek jak Vue Storefront, Packhelp, StethoMe, Woltair, Doctor.one, The Village Network, SKY ENGINE AI or Talkie.ai. Tylko w tym roku spółki portfelowe Movens zebrały w kolejnych rundach 40 mln euro, a a łącznie zebrały już ponad 85 mln euro od inwestorów.
Portfel pełen perełek
Kilka dni temu czeski Woltair, spółka portfelowa Movens Capital, ogłosiła nową rundę inwestycyjną, w której pozyskała dodatkowe 20,5 mln euro, oprócz 16,3 miliona euro zebranych we wrześniu 2022 roku. Jest to platforma cyfrowa łączącą konsumentów, którzy chcą zainstalować rozwiązania cleantech, takie jak pompy ciepła czy panele słoneczne z instalatorami. Firma rośnie w tempie ponad 300% rocznie, jest liderem rynku w Czechach, dynamicznie rośnie w Polsce i ogłosiła plany ekspansji w Niemczech.
To Movens Capital wspiera również od rundy pre-seed rozwój Vue Storefront, który zebrał w ostatniej rundzie aż 20 mln USD, co okazało się największą rundą finansowania w pierwszym kwartale 2023 r. w ekosystemie w Polsce. Runda została przeprowadzona przez Felix Capital z Wielkiej Brytanii, z udziałem Creandum, Earlybird i SquareOne. Vue Storefront to globalny lider szybko rosnącej kategorii FEaaS (Frontend as a Service), który dostarcza nowoczesna platformę do budowy frontendu w ponad 2.000 dużych i średnich sklepach na całym świecie.
W zeszłym roku Movens Capital uplasował się wśród 5 topowych funduszy venture capital w Polsce wg Dealroom Prominence Rank, a także został finalistą konkursu Anioł Biznesu Roku 2022 Venture Awards. Movens VC postrzegany jest jako przyjazny i pomocny founderom – w popularnym serwisie Landscape, w którym to założyciele oceniają fundusze, Movens Capital uzyskał rating na poziomie 4,8 /5. Dobra reputacja buduje potencjał funduszu do pozyskiwania przyszłych jednorożców z regionu – rocznie zgłasza się do niego ponad 1.000 spółek z naszego regionu.
Zaczął się długo wyczekiwany przez kredytobiorców złotowych spadek stopy WIBOR. To ona nadal jest bazą dla większości kredytów złotowych w tym kraju. Nie są to jeszcze zmiany, które odmienią nasze życie, ale z pewnością ulga.
Dolar w odwrocie
Ostatnie dane z USA napędzają słabość dolara. Co ciekawe, nie przerwały tego nawet wczorajsze solidne dane z tamtejszego rynku pracy. Mniejsza liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych to oczywiście ważna kwestia. Okazuje się jednak, że znacznie ważniejszy był spadek inflacji producenckiej. Podobnie jak w przypadku konsumenckiej, spadek wskaźnika bazowego jest niższy. Potwierdza to, że ogólny wynik jest zniekształcony przez znaczny spadek cen surowców energetycznych. Nie zmienia to faktu, że tendencja jest bardzo wyraźna i rynki już zaczynają kalkulować, że stopy procentowe mogą nie rosnąć tak bardzo, jak dotychczas sądzono. A nawet jeżeli będą to mogą być szybciej obniżane, niż dotychczas przewidywano. To właśnie między innymi dlatego dolar ostatnio wyraźnie traci na wartości.
Spadek WIBOR
Rynki przygotowują się już na spadki cen. Od kilku dni trwają spadki stawki rynkowej WIBOR. Co więcej, wreszcie oczekiwania zaczynają wyglądać racjonalnie. Piszemy racjonalnie, gdyż jeszcze dwa tygodnie temu roczny WIBOR był wyższy niż 6 czy 3-miesięczny, co jest typowym sygnałem oczekiwania wzrostu stóp procentowych. Obecnie im dłuższy horyzont, tym niższa stop WIBOR. Pokazuje to wyraźnie oczekiwania spadku stóp procentowych w nadchodzących kwartałach. Patrząc na stawkę 3-miesięczną, może to się odbyć nawet na wrześniowym posiedzeniu RPP. Będzie to z pewnością ulga dla kredytobiorców, którzy pozostali na zmiennej stopie procentowej.
Ropa naftowa wciąż zyskuje
Ostatnie posiedzenie kartelu kontrolującego pokaźną część światowego wydobycia ropy naftowej skończyło się jego sukcesem. Ropa naftowa jest najdroższa od końca kwietnia. Jako jeden z głównych powodów analitycy wskazują zwiększone zapotrzebowanie na surowiec w przyszłym roku. Nawet w scenariuszu spowolnienia gospodarczego zapotrzebowanie ma wzrosnąć o 2%. Jak widać, uniezależnianie się od ropy naftowej, o którym szczególnie dużo się mówiło w kontekście rosyjskiej agresji na Ukrainę, nie jest skuteczne. Warto też pamiętać, że obecny spadek tempa wzrostu cen wynika między innymi z wyraźnego spadku cen surowców energetycznych. Obecne wzrosty powinny jednak negatywnie wpłynąć na ten proces.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – ceny importu i eksportu,
16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Jak podał właśnie Główny Urząd Statystyczny, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu 2023 r. wzrosły rdr o 11,5 proc., a w porównaniu z poprzednim miesiącem ceny nie zmieniły się. Dzisiejszy odczyt zgodny jest z wcześniej opublikowanym szacunkiem.
Dzisiejsze dane GUS dot. poziomu inflacji w czerwcu komentują Maciej Pawłowicz z ASM Group oraz Sebastian Błaszkiewicz z Unity Group.
Maciej Pawłowicz – Dyrektor sprzedaży i rozwoju w ASM Group:
Tempo wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce spowalnia – przypomnijmy, z rekordowych 18,4 proc. w lutym do 11,5 proc. na koniec czerwca. W najnowszym raporcie o inflacji, NBP przewiduje, że w ostatnim kwartale tego roku spadnie ona do ok. 8 proc., pod koniec przyszłego roku do niecałych 5 proc., i dopiero na koniec 2025 r. do ok. 3,5 proc. Ważne w ocenie krajobrazu rynku handlowego będą kolejne kwartały, m.in. dlatego, że konsumenci zaczynają wykorzystywać wyższe płace wynegocjowane w ostatnich miesiącach – zimą nadwyżki przeznaczali bowiem na pokrycie wysokich cen energii. Polepszenie nastrojów konsumentów i wzrost wydatków konsumpcyjnych prognozowany na drugą połowę roku powinien znaleźć odzwierciedlenie w sektorze detalicznym, ale również w usługach czy innych segmentach z obszaru dóbr konsumpcyjnych, jak np. AGD, RTV i meble, bo powoli otwieramy się na aktywności i obszary, które dotychczas nie były priorytetowe, jak choćby remonty czy wyposażenie domu. Najnowszy sondaż IBRIS dla „Rzeczpospolitej” wskazuje jednocześnie, że dla Polaków wciąż najistotniejszym tematem debaty pozostaje inflacja i drożyzna. Jesteśmy ostrożni wobec zakupów ponad normę. Niezmiennie szukamy okazji i promocyjnych cen, te nawyki pozostaną z nami na długo. Konsumenci kupują mniej, przy czym niekoniecznie mniej wydają, i to nie tylko w Polsce, bo dane Eurostatu pokazują, że wolumen sprzedaży detalicznej w 20 krajach będących w strefie euro, nie zmienił się od kwietnia br. i był niższy o blisko 3 proc. rok do roku. W Polsce dyskusję wokół inflacji wzmacniają dodatkowo zapowiedzi rządu, m.in. w sprawie podwyżki płacy minimalnej o ok. 20 proc. Bo argumentem za tym jest przecież wysokie tempo wzrostu kosztów życia. Ale analitycy zwracają uwagę, że jeśli płace będą drastycznie rosły, utrudnią tłumienie inflacji. Dlatego eksperci przewidują, że wbrew optymistycznym prognozom NBP okres szybkiego wzrostu cen towarów i usług może się wydłużyć, tym bardziej wobec sygnałów, że obniżka stóp procentowych jest coraz bliżej.
Sebastian Błaszkiewicz – Head of Sales Excellence w Unity Group:
Inflacja nie bierze urlopu. Towarzyszy Polakom w kraju i za granicą
Rozpoczęte pod koniec czerwca wakacje to dla niektórych czas długo wyczekiwanego urlopu. W ostatnich miesiącach wielu z Polaków ograniczyło krótkie urlopy, wypady majówkowe i przedłużane weekendy m.in. właśnie w celu odłożenia odpowiednich środków z przeznaczeniem na wypoczynek w trakcie wakacji. To ich sposób na dostosowanie się do aktualnej sytuacji gospodarczej, w której przyrost wartości wynagrodzeń nie nadąża za tempem wzrostu cen towarów i usług. Pamiętajmy jednak, że dobra pogoda, brak w gospodarce innych niespodziewanych i istotnych wydarzeń budzących niepokój raczej pozwalają na stabilizację nastrojów a nawet skromny optymizm. Ale ma to swoje konsekwencje dla kondycji handlu, w tym e-commerce, który wyraźnie wyhamował w czasie okresu wakacyjnego. Tak powinno być do jesieni i kolejnego przedświątecznego okresu, przypuszczalnie z lekkim wzrostem sprzedaży w międzyczasie – pod koniec wakacji handel doświadcza bowiem ożywienia w odpowiedzi na konkretne potrzeby zakupowe, takie jak rozpoczęcie roku szkolnego i wchodzenie w nową porę roku.
Ale inflacja daje się nam we znaki również poza granicami naszego kraju, w trakcie wakacyjnych wyjazdów zagranicznych – czasami bardziej np. w uwielbianym przez Polaków Egipcie, gdzie roczna dynamika inflacji w czerwcu wyniosła 36,8 proc., a czasami mniej np. w równie popularnej Chorwacji, w której po wejściu do strefy euro inflacja spadła do 12,5 proc. w styczniu i 11,7 proc. w lutym 2023 r., podczas gdy średnia inflacja w strefie euro jest od kilku miesięcy o blisko połowę mniejsza niż w Polsce (5,5 proc. vs 11,5 proc.).
Najnowsza projekcja inflacji NBP jest optymistyczna i budująca – po ponad roku przerwy mamy bowiem wreszcie obserwować wzrost realnego przeciętnego wynagrodzenia. To jednak tylko modele ekonometryczne. Rzeczywisty odbiór cen przez polskich konsumentów i przedsiębiorców jest zupełnie inny i to ich postrzeganie obecnej inflacji i oczekiwania inflacyjne mogą być decydujące dla kształtu realiów gospodarczych w kolejnych miesiącach.
W 2022 roku wielokrotnie udowodniliśmy, że również w trudnych czasach galopującej inflacji znajdujemy rozwiązania, które pozwalają nam nieprzerwanie zapewniać naszym klientom zarówno bogatą ofertę, jak i niskie ceny – mówi Alexandre Saussard, dyrektor Generalny Auchan Polska. Równocześnie konsekwentnie budowaliśmy przewagę konkurencyjną stawiając na dalszy rozwój naszego opartego na wielokanałowości modelu sprzedaży. Wprowadzaliśmy nowe koncepty sprzedaży, innowacyjne ścieżki zakupowe i usługi, zarówno offline jak i online, cały czas dbając o to, by w ramach tego zintegrowanego ekosystemu nasi klienci mieli pełną swobodę wyboru dogodnej dla nich formy zakupów. Ten kierunek rozwoju kontynuujemy także w tym roku. Najlepszym tego przykładem jest uruchomiony niedawno pierwszy bezobsługowy sklep formatu Auchan GO, w którym wykorzystane zostały zaawansowane rozwiązania oparte na technologii sztucznej inteligencji. Czynny 24 godziny przez 7 dni w tygodniu umożliwia klientom robienie zakupów w sposób wyjątkowo szybki i komfortowy.
W 2022 r. w Auchan zapoczątkowany został proces modernizacji hipermarketów sieci według innowacyjnego konceptu firmy, uwzględniającego zmieniające się potrzeby klientów i nowe trendy rynkowe. Jako pierwszy zmodernizowany został flagowy hipermarket Auchan w Piasecznie. Obecnie podobne zmiany i nowe rozwiązania wprowadzane są w sklepach sieci w całej Polsce, także innych formatów. Firma kontynuowała rozwój usługi Auchan Drive uruchamiając drugi taki punkt dla swoich klientów. Miniony rok był także okresem dalszej digitalizacji przedsiębiorstwa i rozwoju usług e-commerce, w tym wprowadzenia możliwości zamówień przez stronę zakupy.auchan.pl z dostawą do domu w kolejnych 8 miastach. Obecnie usługa ta jest już dostępna w 14 największych miastach Polski wraz z okolicznymi miejscowościami. W przypadku produktów przemysłowych usługa dostawy do domu oferowana jest na terenie całej Polski. W 2022 r. pilotażowo wdrożone zostały w pierwszych sklepach sieci elektroniczne etykiety cenowe (ESL). Obecnie system ten funkcjonuje już w blisko 30% sklepów własnych Auchan, umożliwiając zdalną, systemową aktualizację cen na sklepowych półkach w czasie rzeczywistym.
W 2023 roku firma zarządza siecią 104 sklepów w Polsce: 70 hipermarketów i 33 supermarketów, oraz sklep autonomiczny Auchan GO, zatrudniając 17 000 osób. Ponadto sieć współpracuje z 29 sklepami franczyzowymi. Auchan Retail Polska jest częścią obecnej w 12 krajach sieci Auchan Retail.