Kolejny krok na drodze do połączenia biznesu mieszkaniowego Grupy Echo-Archicom

Trwa proces konsolidacji biznesu mieszkaniowego Echo Investment i spółki Archicom, który zaowocuje powstaniem ogólnopolskiego dewelopera z większym potencjałem wzrostu, synergiami i szerszą rozpoznawalnością na rynku. Zgodnie z zawartym w kwietniu 2023 r. porozumieniem, w zamian za wniesienie aportem biznesu mieszkaniowego Echo Investment zawierającego m.in. mieszkaniowe projekty deweloperskie , zespół pracowników oraz bank ziemi, Echo obejmie nowe akcje w kapitale zakładowym Archicom. W opublikowanym Sprawozdaniu Zarządu, Archicom przedstawił oszacowaną przez niezależnego biegłego wartość aportu, która opiewa na blisko 830 mln zł.

Wnoszone do Archicom aktywa będą stanowiły istotne wzmocnienie spółki, zarówno pod względem zwiększenia zasobów organizacyjnych i powiększenia majątku, jak i poprawy pozycji konkurencyjnej oraz rozwoju potencjału ludzkiego. Transakcja istotnie poszerzy geograficznie i produktowo biznes spółki Archicom, której działalność skoncentrowana była dotychczas na rynku wrocławskim, gdzie zajmuje wiodącą pozycję. Po zmianie Archicom będzie obecny także w Warszawie, Poznaniu, Krakowie i w Łodzi. W efekcie powstanie ogólnopolski deweloper o silnej pozycji i wysokim potencjale dalszego rozwoju.

Zgodnie z uzyskaną wyceną, rynkowa wartość aportu wnoszonego przez Echo Investment wynosi blisko 830 mln złotych, natomiast proponowana cena emisyjna po której Echo Investment ma objąć akcje nowej emisji Archicom, została określona na poziomie 36,34 złotych za jedną akcję, w oparciu o wycenę Archicom, wykonaną zgodnie takim samymi zasadami jakie zostały zastosowane do wyceny aportu.

„Polski rynek mieszkaniowy pozostaje fundamentalnie bardzo atrakcyjny i naszą ambicją jest jak najlepsze wykorzystanie jego potencjału. Ekspansja geograficzna była jednym z naszych celów biznesowych – rozpoczęliśmy ją, kupując na potrzeby naszych przyszłych projektów działki w Poznaniu, Warszawie czy Krakowie. Dzięki przejęciu biznesu mieszkaniowego Echo Investment „wrzucimy wyższy bieg” w rozwoju, skokowo rozbudowując bank ziemi, struktury i zwiększając rozpoznawalność poprzez obecność na najbardziej atrakcyjnych i perspektywicznych rynkach w Polsce. Oprócz gruntów w atrakcyjnych pod względem potencjału sprzedaży miastach, w naszej działalności niezwykle istotna jest też sprawna organizacja realizująca i komercjalizująca projekty. Stworzenie takiej struktury od zera jest czasochłonne i wiąże się z wysokimi kosztami, a efekty są odroczone w czasie. W realizowanym obecnie scenariuszu ograniczamy te ryzyka, a pozytywne efekty uzyskujemy od razu. Po transakcji, Archicom z pozycji silnego, lecz lokalnego dewelopera wrocławskiego, awansuje do grona największych ogólnopolskich deweloperów, z ambicjami objęcia w niedługim czasie pozycji jednego z liderów.” mówi Waldemar Olbryk, prezes Archicom.

W zamian za wniesienie aportu, Echo Investment ma objąć 22.825.700 nowych akcji Archicom w cenie emisyjnej 36,34 złotych, osiągając udział w kapitale Archicom na poziomie 89,30 % . Zgodnie ze standardową metodologią i dla zapewnienia pełnej porównywalności, wycena aportu i określenie ceny emisyjnej zostały dokonane w oparciu o wyceny sporządzone przez niezależnego biegłego dwiema metodami: dochodową – zdyskontowanych przepływów pieniężnych oraz metodą rynkową, bazującą na analizie porównawczej obejmującej porównywalne spółki notowane na GPW.
Konsolidacja biznesu mieszkaniowego zapewni spółce Archicom ogólnopolską skalę z większym potencjałem wzrostu, synergiami i szerszą rozpoznawalnością. Taka kumulacja specjalistów, aktywów i know-how zwiększy możliwości operacyjne i pozwoli dostarczać jeszcze lepsze projekty dla naszych klientów. Intencją grupy Echo Investment jest, by Archicom rozwijał się nie tylko organicznie, ale także z wykorzystaniem możliwości rynku kapitałowego. Co więcej, pozycja ogólnopolskiego lidera sektora mieszkaniowego przełoży się na większe zainteresowanie akcjami spółki i zwiększy ich płynność, co powinno prowadzić do zbliżenia kursu rynkowego do wartości fundamentalnej. – Maciej Drozd, wiceprezes ds. finansowych Echo Investment

Zmiana uporządkuje strukturę Grupy Echo Investment, w której Archicom stanie się filarem mieszkaniowym, a Echo Investment będzie dalej wzmacniało swoją pozycję w sektorze nieruchomości komercyjnych i mieszkań na wynajem, a także przez tworzenie wielofunkcyjnych projektów ‘destinations’, jak Browary Warszawskie czy Towarowa 22.

Czekają nas głodowe emerytury?

ZUS został stworzony w czasach, kiedy dużo ludzi pracowało, niedużo było emerytów, którzy dodatkowo dość krótko żyli na emeryturze. Dzisiaj ludzie żyją coraz dłużej. Wiek 65 lat dla przechodzenia na emeryturę został ustalony ponad 100 lat temu – w okresie wprowadzania pierwszego systemu w Niemczech przez Bismarcka. System ten działa w taki sposób, że dopóki jest więcej pracujących, to można wypłacać wysokie emerytury. Niestety od kiedy demografia zaczęła działać w drugą stronę – czyli pracujących jest mniej niż emerytów – to systemy ZUS mają duży problem. Jednak zreformowanie tego systemu z ekonomicznego punktu widzenia jest dość trudne. Oczywiście będą wypłacane emerytury – ale tylko takie, na jakie będzie stać system. I to oznacza, że systemowi nie grozi bankructwo – ale grozi to, że emerytury będą spadać z obecnych ponad 40% ostatniej płacy do 30%. A za 15-20 lat to będzie jeszcze mniej – nawet 25% płacy, czyli poziom, który generalnie określa się mianem głodowego. Niestety, z samego opodatkowania pracujących nie da się wypłacać przyzwoitej emerytury. Dlatego ludzie muszą więcej oszczędzać i dłużej pracować.

– Oczywiście może się zdarzyć, że ludzie się zbuntują, zażądają dopłat do państwowej emerytury. Dzisiaj zarządzający ZUSem są dumni, bo mówią, że system nie zbankrutuje. Choć hipotetycznie może dojść do sytuacji, w której ZUS będzie zmuszony podwyższyć na przykład dwukrotnie emerytury – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Wówczas nawet taka instytucja może zbankrutować. Więcej – całe państwo może zbankrutować. Także problem nie jest rozwiązany i nie ma prostego rozwiązania tego problemu. Mówiąc najkrócej – z samego opodatkowania pracujących nie da się wypłacać przyzwoitej emerytury. Ludzie muszą więcej oszczędzać i dłużej pracować. Ale to są rzeczy, których Polacy nie chcą. Niestety, przyszli emeryci będą musieli usłyszeć tę bolesną prawdę w momencie, kiedy zobaczą, że emerytury kurczą się do żałośnie niskiego poziomu – przewiduje Orłowski.

LG Energy Solution i Hyundai Motor Group zakładają spółkę Joint Venture produkującą ogniwa litowo-jonowe w USA

  • Nowa inwestycja spółki Joint Venture będzie zlokalizowana w hrabstwie Bryan, w Savannah (stan Georgia), gdzie obecnie powstaje Hyundai Motor Group Metaplant America
  • Łączna kwota inwestycji wynosi ponad 4.3 miliarda dolarów; LG Energy Solution i Hyundai Motor Group mają odpowiednio po 50% udziałów w projekcie
  • Produkcja baterii spółki Joint Venture ma rozpocząć się pod koniec 2025 r., a roczna moc produkcyjna jest szacowana na 30 GWh, co pozwoli wyprodukować 300 000 baterii do samochodów EV
  • Budując drugą fabrykę produkującą baterie EV, spółka Joint Venture zawarta przez LG Energy Solution i Hyundai Motor Group honoruje wieloletnie partnerstwo na rzecz elektryfikacji

LG Energy Solution Wrocław 2LG Energy Solution i Hyundai Motor Group ogłosiły budowę fabryki baterii do aut elektrycznych w ramach spółki Joint Venture.

LG Energy Solution i Hyundai Motor Group podpisały porozumienie dotyczące produkcji baterii EV w Stanach Zjednoczonych i wzmożonych wysiłków Grupy w zakresie elektryfikacji w Ameryce Północnej. Ceremonia podpisania miała miejsce 26 maja b.r. w siedzibie głównej LG Energy Solution w Seulu i uczestniczyli w niej: Youngsoo Kwon, CEO LG Energy Solution oraz Jaehoon Chang, dyrektor generalny Hyundai Motor Company.

LG Energy Solution i Hyundai Motor Group będą posiadać po 50% udziałów w spółce Joint Venture, co w sumie przełoży się na ponad 4.3 miliardów dolarów (5.7 bilionów wonów) inwestycji.

“Dwóch silnych liderów w branży motoryzacyjnej i elektromobilności połączyło siły. Razem jesteśmy gotowi do przeprowadzenia transformacji EV w Ameryce!” – powiedział Youngsoo Kwon, CEO LG Energy Solution. “Poprzez dalszy rozwój konkurencyjności naszych produktów i zwiększanie globalnej wiedzy operacyjnej, LG Energy Solution dołoży wszelkich starań, aby oferować naszym klientom najlepsze rozwiązania w zakresie zrównoważonej energii.”

“Koncentracja Hyundai Motor Group na wysiłkach elektryfikacyjnych ma na celu zapewnienie sobie pozycji lidera w globalnym przemyśle motoryzacyjnym. Wspólnie stworzymy silny fundament, by przewodzić globalnej zielonej transformacji energetycznej. Stanie się to m.in. dzięki utworzeniu nowej fabryki baterii do samochodów EV z LG Energy Solution, wiodącym światowym producentem baterii do pojazdów elektrycznych i wieloletnim partnerem biznesowym.” zapewniał Jaehoon Chang, Dyrektor generalny Hyundai Motor Company.

Roczna moc produkcyjna nowego wspólnego przedsięwzięcia Joint Venture wynosi 30 GWh, co przełoży się na produkcję 300 000 baterii EV rocznie. Zakład produkcyjny zostanie ulokowany w hrabstwie Bryan, w Savannah (stan Georgia) gdzie obecnie powstaje Hyundai Motor Group Metaplant America.

Rozpoczęcie budowy planowane jest na drugą połowę 2023 r. Spółka Joint Venture ma rozpocząć produkcję baterii EV najwcześniej pod koniec 2025 r.

Zgodnie z postanowieniami porozumienia Hyundai Mobis złoży zestaw akumulatorów EV, wykorzystując ogniwa pochodzące z zakładu, a następnie dostarczy je do amerykańskich zakładów produkcyjnych Grupy LG Energy Solution w celu produkcji baterii EV do modeli elektrycznych marek Hyundai, Kia and Genesis. Nowa fabryka pomoże stworzyć stabilny łańcuch produkcyjny baterii EV w regionie i pozwoli LG Energy Solution szybko reagować na rosnące zapotrzebowanie na baterie do aut elektrycznych na rynku amerykańskim.

Z wspomnianą spółką Joint Venture LG Energy Solution ma obecnie 7 zakładów produkujących baterie EV działających lub budowanych w USA, gdzie firma koncentruje większość swoich zasobów na zwiększenie mocy produkcyjnych. Rozwijając lokalną produkcję, LG Energy Solution dąży do błyskawicznego dostarczania innowacyjnych rozwiązań na szeroką skalę, przyspieszając w ten sposób przejście Stanów Zjednoczonych na czystą energię.

LG Energy Solution i Hyundai Motor Group od dawna są partnerami w branży elektromobilności, pracując nad dostawami baterii EV do wersji elektrycznych modeli: Elantra Hybrid, Kona Electric i IONIQ 6. Hyundai Elantra Hybrid, hybrydowy pojazd LPG wprowadzony w 2009 r., był pierwszym zelektryfikowanym modelem Grupy. W 2021 r. obie spółki pod szyldem Joint Venture rozpoczęły budowę fabryki baterii do samochodów elektrycznych w Indonezji. Zakład ma rozpocząć produkcję w pierwszej połowie 2024 r.

LG Energy Solution i Hyundai Motor Group dążą do dalszego zacieśniania współpracy w ramach produkcji baterii do samochodów elektrycznych.

Udzielanie pożyczek a VAT – analiza stanu prawnego i konsekwencje dla podatników

Żeby wiedzieć czy i jaki podatek należy zapłacić przy udzieleniu pożyczki, trzeba ustalić czy w konkretnym stanie faktycznym udzielenie pożyczki stanowi usługę w rozumieniu przepisów o VAT.

Zgodnie z ustawą o podatku od czynności cywilnoprawnych zawarcie umowy pożyczki wiąże się z koniecznością zapłaty PCC w wysokości 0,5% kwoty pożyczki (art. 7 ust. 1 pkt 4 ustawy o PCC). Jednocześnie przepis ten nie znajdzie zastosowania do pożyczek, które opodatkowane są podatkiem VAT (korzystają ze zwolnienia przedmiotowego – art. 43 ust. 1 pkt 38 ustawy o VAT) – art. 2 pkt 4 lit. b ustawy o PCC.

W tym zakresie podstawowym kryterium jest ustalenie czy usługa udzielenia pożyczki jest realizowana przez podatnika VAT i czy jest odpłatna.

– Okazuje się jednak, że nawet spełnienie obu tych warunków może być niewystarczające dla przyjęcia, że udzielana pożyczka podlega VAT – mówi w rozmowie z MarketNews24 Agnieszka Ławnicka, Senior Associate, radca prawny, doradca podatkowy, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Wyrokiem z dnia 26 kwietnia 2023 r. (sygn. III FSK 1989/21), NSA ponownie potwierdził pojawiające się już wcześniej stanowisko, że nawet w sytuacji odpłatnego udzielenia pożyczki przez podatnika VAT, koniecznym jest zbadanie czy pożyczka udzielana jest w ramach działalności zarobkowej podatnika.

W ocenie NSA jednorazowe (nawet jeśli nie tylko jeden raz) udzielanie pożyczek, w szczególności podmiotom powiązanym, może nie być wystarczające dla przyjęcia, że mamy do czynienia z usługą w rozumieniu ustawy VAT. Przeciwko uznaniu takiej pożyczki za usługę, może świadczyć m.in. brak usług finansowych wskazanych jako przedmiot działalności w PKD podmiotu.

Jest to kolejny wyrok NSA wskazujący na potrzebę każdorazowego badania czy pożyczka faktycznie może być uznana za usługę, wyłączoną z PCC.

Tak kształtująca się linia orzecznicza, nawet jeśli niekorzystna dla podatników – z pewnością mogłaby zostać oceniona co do zasady pozytywnie, przede wszystkim z uwagi na potrzebę pewności prawa w obrocie gospodarczym. Nawet niekorzystne rozstrzygnięcia sądów, dają bowiem podatnikom niezbędne wytyczne, pozwalające na bezpieczniejsze poruszanie się w świecie podatków.

– Na pewność w tym obszarze nie można jednak liczyć, ponieważ równolegle z orzecznictwem NSA wydawane są kolejne interpretacje indywidualne Dyrektora KIS, który potwierdza stanowiska podatników, co do wyłączenia z PCC umów pożyczek nawet gdy są one udzielane jednorazowo – wyjaśnia Agnieszka Ławnicka, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Tylko w 2023 r. Dyrektor KIS wydał kolejne interpretacje (m.in. z dnia 3 kwietnia 2023 r., znak: 0111-KDIB2-3.4014.68.2023.1.BD), w których potwierdził, że czynności polegające na udzielaniu oprocentowanych pożyczek, spełniają przesłanki uznania za podlegające opodatkowaniu podatkiem VAT, niezależnie od częstotliwości i celu ich udzielania, czy statusu nabywcy. Udzielanie pożyczek przez podmiot prowadzący działalność gospodarczą, w związku z jej prowadzeniem, można identyfikować i zaliczać do zawodowej płaszczyzny jednostki, a więc uznać za rodzącą obowiązki w podatku VAT.

Nie sposób nie zauważyć, że chociaż wydawane są korzystne interpretacje indywidualne, to już w postępowaniach nadpłatowych dotyczących zwrotu nadpłaty PCC, orzecznictwo sądów administracyjnych poszło w odwrotnym kierunku, generując jeszcze większą niepewność w wystarczająco już skomplikowanej rzeczywistości podatkowej.

Rewolucja w prawie energetycznym. Jakie narzędzia zyskają odbiorcy energii elektrycznej? Czy będzie można zmienić sprzedawcę energii w 24 godziny?

Rada Ministrów w dniu 18 kwietnia 2023 r. przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo energetyczne oraz projekt ustawy o zmianie ustawy o przygotowaniu i realizacji strategicznych inwestycji w zakresie sieci przesyłowych oraz niektórych innych ustaw. Zmiany te wynikają z konieczności dostosowania polskiego prawa do przepisów Unii Europejskiej poświęconych energetyce.

Czy zmiany przyczynią się do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego państwa oraz do lepszego wykorzystywania odnawialnych źródeł energii? Taki jest cel. Poniżej wskażemy kilka najistotniejszych zmian.

Zmiana sprzedawcy energii elektrycznej w 24 godziny – możliwe?

Okazuje się, że tak. Od 2026 r. będzie można technicznie zmienić sprzedawcę energii elektrycznej w 24 godziny. Zmiana ta uwzględnia powstanie w Polsce centralnego systemu informacji rynku energii, w skrócie „CSIRE”. Po wdrożeniu CSIRE zgłoszenie takiej zmiany nie będzie wysyłane przez odbiorcę do operatora systemu dystrybucyjnego i operatora systemu przesyłowego, a bezpośrednio do systemu CSIRE i tam nastąpi automatyczna weryfikacja zgłoszenia. W związku z tym, czas trwania procesu zmiany zostanie znacznie skrócony.

Porównywarka cenowa

Nowe rozwiązania przewidują, że odbiorcy energii elektrycznej w gospodarstwach domowych i mikro przedsiębiorcy o rocznym zużyciu poniżej 100 tys. kWh, uzyskają dostęp do narzędzia porównywania ofert sprzedaży energii elektrycznej. Zostanie w tym celu utworzona przez URE specjalna porównywarka wszystkich dostępnych na rynku ofert sprzedaży energii elektrycznej. Jest to także obowiązek sprzedawców energii – będą musieli udostępniać swoje oferty na potrzeby tworzenia porównywarki, w przeciwnym wypadku narażą się na sankcje.

Nowe umowy – ceny dynamiczne energii elektrycznej

W projektowanej ustawie wprowadzono definicję umowy z ceną dynamiczną energii elektrycznej, z minimalną częstotliwością rozliczeń co 15 min. O co chodzi? Chodzi o umowę sprzedaży energii między sprzedawcą, a odbiorcą końcowym, która odzwierciedla wahania cen na rynkach transakcji natychmiastowych, w tym na rynkach dnia bieżącego i następnego. Oferować takie umowy mają sprzedawcy, obsługujący powyżej 200 tys. odbiorców końcowych. Warunek – odbiorca końcowy będzie musiał mieć licznik zdalnego odczytu.

Kim jest agregator rynku energii?

Projekt zawiera także definicje agregatora rynku energii i odbiorcy aktywnego, który ma możliwość zużywania, magazynowania lub sprzedaży wytworzonej we własnym zakresie energii elektrycznej, świadczenia usług systemowych lub usług elastyczności. Jedynym warunkiem jest, aby działalność nie stanowiła podstawowej działalności gospodarczej czy zawodowej tego odbiorcy. W nowej ustawie przewidziano korzystanie z usług agregacji na podstawie umowy o świadczenie usług agregacji zawartej pomiędzy odbiorcą końcowym, wytwórcą lub posiadaczem magazynu energii elektrycznej a agregatorem. Zawarcie takiej umowy ma się odbywać niezależnie od zawartej z przedsiębiorstwem energetycznym umowy sprzedaży energii elektrycznej i bez zgody przedsiębiorstwa elektrycznego.

Wydaje się, że nowe przepisy ułatwią konsumentom zarządzanie tym kto i za ile będzie dostarczał im energię elektryczną, a w konsekwencji umożliwią aktywne uczestnictwo w rynku energii. Z drugiej strony mogą przyczynić się do usprawnienia polskiej energetyki i rozpocząć jej stopniową digitalizację. Zmiany rewolucyjne? Z pewnością. Jednakże będziemy musieli jeszcze trochę na nie poczekać, gdyż wejdą w życie dopiero w 2026 r. Termin wydaje się długi, ale do tego czasu koniecznie będzie wprowadzenie dodatkowych rozwiązań, takich jak m.in. Centralny System Informacji Rynku Energii.

Autor: Radca prawny, Sylwia Werpachowska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

37 mld złotych – rekordowa wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce

Po raz kolejny powiększyło się grono polskich konsumentów dóbr luksusowych, czyli przede wszystkim osób bogatych, o zarobkach brutto przekraczających 50 tys. zł miesięcznie. W 2021 roku było ich blisko 83 tys., czyli o 7,4% więcej niż rok wcześniej. Zwiększyła się również liczba Polaków, którzy zarabiają rocznie powyżej 1 mln zł brutto – w 2021 roku było ich już ponad 37 tys. Wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce w 2022 wyniosła 37 mld złotych i była o blisko 19% większa niż w 2021 roku – wynika z raportu KPMG w Polsce pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Luksus w niepewnych czasach”. Największym segmentem pozostają samochody premium i luksusowe, którego wartość osiągnęła blisko 25 mld złotych w ubiegłym roku. Największy wzrost (45,6%) r/r odnotował sektor luksusowych hoteli i SPA, którego wartość wyniosła 2,6 mld złotych. Globalnie, sektor dóbr luksusowych okazał się być bardziej odporny na zawirowania ostatnich trzech lat niż rynek dóbr masowych.

131 tys. zł średnio miesięcznie zarabiają bogaci Polacy

Po raz kolejny wzrosła w Polsce liczba osób zamożnych oraz bogatych, które są kluczowymi odbiorcami rynku dóbr luksusowych. W 2021 roku dochody powyżej 20 tys. zł miesięcznie osiągało 320 tys. osób – o blisko 13% więcej niż w 2020 roku. Łączne dochody zamożnych Polaków były z kolei wyższe o 9,8% r/r i wyniosły 220 mld złotych. Grono osób bogatych, o miesięcznych zarobkach powyżej 50 tys. złotych w 2021 roku wzrosło o 7,4% r/r i wyniosło 83 tys., a ich dochód wyniósł 130 mld złotych. Najwięcej osób, z takimi zarobkami zamieszkiwało Mazowsze,  Wielkopolskę, Śląsk oraz Małopolskę. Średnie miesięczne zarobki bogatych Polaków w 2021 roku wynosiły 131 tys. złotych.

Najważniejszą grupą docelową dla firm z branży dóbr luksusowych pozostają osoby bardzo bogate, z zarobkami powyżej 1 mln złotych brutto rocznie. W 2021 roku w Polsce mieszkało 37 tys. takich osób (wzrost o 4,8% r/r). Ich zarobki osiągnęły 94 mld złotych i były o 2,6% wyższe r/r. Najwięcej bardzo bogatych Polaków w 2021 roku zamieszkiwało Mazowsze (8,56 tys. osób), Wielkopolskę (4,24 tys.) oraz Śląsk (4,21 tys.), gdzie liczba bardzo bogatych zwiększyła się o 34,1% r/r. Średnie miesięcznie zarobki bardzo bogatych Polaków w 2021 roku wynosiły 211,4 tys. złotych.

Od wielu lat liczba bogatych i zamożnych Polaków systematycznie rośnie. Nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, że Polacy w szybkim tempie się bogacą w obliczu rekordowej inflacji, która istotnie wpływa na ich majątki. Wyniki poszczególnych segmentów rynku dóbr luksusowych w Polsce wskazują jednak, że zainteresowanie towarami luksusowymi i premium nie słabnie.  Wręcz przeciwnie, w niepewnych czasach coraz więcej osób bogatych lokuje kapitał na rynku dóbr luksusowych lub poszukuje możliwości inwestycyjnych – mówi Andrzej Marczak, Partner, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce

100 tys. Polaków dysponuje majątkiem netto przekraczającym 1 mln dolarów

W 2022 roku nastąpiła rewizja dotychczasowych szacunków poziomu bogactwa dla Polski, na niezgodność szacunków wartości aktywów niefinansowych z szacunkami OECD, czego konsekwencją było zrewidowanie w dół liczby HNWI dla wszystkich lat. Wg nowych danych na koniec 2021 roku Polskę zamieszkiwało ponad 100 tys. osób zaliczanych do grupy HNWI (ang. high net worth individuals), których majątek netto wynosi minimum 1 mln dolarów, a ich liczba wzrosła o 9,7% r/r. Największy odsetek milionerów w Polsce – 91%, stanowią osoby, których wartość majątku wynosi pomiędzy 1 a 5 milionów dolarów. Polacy, których aktywa netto opiewają na więcej niż 50 milionów dolarów stanowią jedynie 0,3% wszystkich HNWI, jednak to właśnie ta grupa powiększyła się w ciągu roku najbardziej – o 15,1% r/r. Pod względem liczby HNWI Polska wyprzedziła: Grecję, Czechy i Rumunię.

Natomiast na koniec 2022 roku suma majątku zgromadzonego przez gospodarstwa domowe w Polsce wyniosła 2 805 mld zł, co stanowi niewielki 1,4% wzrost względem 2021 roku. Warto jednak podkreślić, że w związku w wysokim poziomem inflacji realna wartość majątku Polaków w 2022 roku spadła szacunkowo o około 10%. Wartość zobowiązań wyniosła 833 mld zł, o 3,3% mniej r/r. Struktura aktywów gospodarstw domowych nie uległa znaczącym zmianom – Polacy na pierwszym miejscu stawiają depozyty. Przechowywane w ten sposób środki są warte 1111 mld zł (wzrost o 3,5%) i stanowią blisko 40% aktywów.

Rynek dóbr luksusowych w 2022 roku osiągnął wartość 37 mld złotych

Całkowita wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce w 2022 roku wzrosła o blisko 19% r/r i wyniosła 37 mld złotych – przewyższając swoją wartość sprzed wybuchu pandemii. Największą część rynku dóbr luksusowych stanowią, jak co roku, producenci samochodów premium i luksusowych. Wartość tego segmentu wyniosła 24,7 mld zł – po dużym wzroście sprzedaży zarówno w ujęciu wolumenowym (5,1%), jak i wartościowym (20,5%). W ubiegłym roku Polacy zarejestrowali 95,7 tys. nowych samochodów marek premium oraz 329 sztuk samochodów luksusowych.

Rynek luksusowej odzieży i akcesoriów w 2022 roku powiększył się o 9,9% r/r (290 mln zł) osiągając wartość 3,2 mld złotych – przewyższając rekordową wartość tego segmentu (3,1 mld złotych z roku 2019). Segment luksusowych kosmetyków i perfum osiągnął w Polsce w ubiegłym roku wartość 1,2 mld złotych – co przełożyło się na wzrost 7,7% r/r. Za ponad połowę wartości tego segmentu odpowiadają perfumy. Z kolei sprzedaż na rynku luksusowej biżuterii i zegarków w Polsce wzrosła w 2022 roku w porównaniu do roku poprzedniego o 10,3% r/r wynosząc 540 mln zł. Według prognoz ten segment rynku dóbr luksusowych przekroczy wartość sprzed pandemii już w tym roku. Obecnie biżuteria szlachetna, głównie damska, odpowiada za największy wzrost w segmencie biżuterii (12,4% r/r), podczas gdy w segmencie zegarków, to męskie zegarki odpowiadają za większy wzrost sprzedaży (8% r/r.).

W ubiegłym roku największy wzrost wartości (45,6% r/r) odnotował segment luksusowych hoteli i SPA. Wartość tego segmentu w 2022 roku wyniosła 2,6 mld złotych. Zgodnie z prognozami w 2024 roku branża hoteli premium i luksusowych powinna osiągnąć wyższą wartość niż przed pandemią. W ubiegłym roku w Polsce znajdowało 87 hoteli pięciogwiazdkowych – najwięcej w Krakowie (16), Warszawie (14) oraz Wrocławiu (6).wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce

Notowania globalnych spółek sektora dóbr luksusowych: luksus jest w cenie

KPMG w Polsce przeanalizowało reakcję na pandemię, konflikt zbrojny w Ukrainie oraz globalne spowolnienie gospodarcze, dwóch znaczących segmentów globalnego sektora spółek dóbr luksusowych: osobiste dobra luksusowe (ubrania, akcesoria, kosmetyki, biżuterię i zegarki oraz alkohole) odpowiadające za około 25% rynku dóbr luksusowych oraz samochody luksusowe i premium, obejmujące około 40% tego rynku. Jako punkt odniesienia dla zachowania spółek giełdowych z powyższych segmentów rynku posłużył indeks S&P Global 1200, który agreguje indeksy akcji spółek notowanych na giełdach w ponad 30 krajach, obejmując około 70% kapitalizacji światowego rynku akcji. Na koniec kwietnia 2023 roku wartość akcji spółek uwzględnionych w tym indeksie wynosiła ponad 54 biliony dolarów.

Globalny sektor dóbr luksusowych okazał się być bardziej odporny na zawirowania ostatnich trzech lat niż rynek dóbr masowych. Kursy akcji spółek liderów sektora, które w zdecydowanej większości obejmują osobiste dobra luksusowe, po pandemicznej zapaści na początku 2020 roku, gdzie spadki były podobne do indeksu szerokiego rynku, od końca 2020 roku radzą sobie zdecydowanie lepiej niż cały rynek. Co więcej, notowania akcji tych gigantów biją rekordy wszechczasów. Siła spółek z sektora dóbr luksusowych (pięciu z sześciu czołowych graczy w tym segmencie to podmioty francuskie) spowodowała, że giełda w Paryżu stała się największą giełdą w Europie wyprzedzając Londyn – mówi Tomasz Wiśniewski, Partner, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Polsce.

Przeprowadzone przez KPMG analizy potwierdziły, że podobnie jak w przypadku poprzednich kryzysów (na początku 2000 roku oraz w latach 2007-2008), także w sytuacji ostatnich negatywnych wydarzeń gospodarczych rynek dóbr luksusowych zachował się znacząco lepiej od podobnych produktów w segmencie masowym oraz od całego rynku. Jednak (podobnie jak w przypadku osobistych dóbr luksusowych) kumulacja negatywnych wydarzeń w pierwszych trzech kwartałach 2022 roku dotknęła także segment samochodów luksusowych i premium, których kursy podlegały silnym wahaniom. Jednak gdy nastroje się poprawiają, pierwszymi beneficjentami tej zmiany stają się producenci dóbr luksusowych. Także prognozy analityków roztaczają przed rynkiem dóbr luksusowych obiecujące perspektywy w nadchodzących miesiącach, uzasadniając taki stan rzeczy wyższą zdolnością do utrzymania stałego poziomu marż przez spółki z tego segmentu oraz szerszej i bardziej odpornej na kryzysy gospodarcze bazy klientów w porównaniu do poprzednich załamań rynkowych.

Zarząd STS Holding rekomenduje wypłatę dywidendy za 2022 rok w wysokości ok. 86,2 mln zł

Zarząd STS Holding – jednego z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lidera rynku w Polsce – w dniu 24 maja br. przyjął uchwałę, w której rekomenduje WZA spółki wypłatę dywidendy za 2022 rok w wysokości ok. 86,2 mln zł. W przeliczeniu na jedną akcję jest to 0,55 zł. Rekomendacja została pozytywnie zaopiniowana przez Radę Nadzorczą.

W dniu 31 października 2022 roku STS Holding wypłacił akcjonariusz zaliczkę na poczet dywidendy w wysokości ok. 42,3 mln zł. Obie płatności dają łączną kwotę 128,6 mln zł.

Ponadto Zarząd STS Holding podejmie decyzję o wypłacie akcjonariuszom STS zaliczki na poczet dywidendy za 2023 rok po zatwierdzeniu i publikacji skonsolidowanego skróconego sprawozdania finansowego na dzień 30 czerwca 2023 roku.

Zgodnie z naszymi deklaracjami transferujemy do akcjonariuszy cały zysk netto, który mamy możliwość wypłacenia w formie dywidendy lub zaliczki na poczet dywidendy. Grupa STS ma strukturę holdingową, co wymusza przesunięcia w czasie w dystrybuowaniu zysku generowanego przez naszą główną spółkę operacyjną, czyli STS S.A. Niemniej docelowo cały jej wynik trafia do naszych inwestorów mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Grupa STS wygenerowała od stycznia do marca br. przychody w wysokości 153 mln zł, co oznacza wzrost o 7% rok do roku. Zysk netto Grupy wzrósł w I kwartale 2023 roku o 20% rok do roku, osiągając poziom 54 mln zł. Zysk netto głównej spółki operacyjnej Grupy – STS S.A. – wyniósł 70 mln zł, co oznacza wzrost o 18% rdr. Skorygowana EBITDA dla Grupy STS w pierwszym kwartale br. wyniosła 80 mln zł, czyli o 12% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Co więcej, skorygowana EBITDA dla Grupy STS w Q1’23, z wyłączeniem działalności na licencji brytyjskiej i estońskiej, wyniosła ponad 82 mln zł.

Wartość zawartych zakładów w I kwartale 2023 roku w STS S.A. (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii) – głównej spółce operacyjnej w Grupie STS – wyniosła 1,193 mld zł i była wyższa o 16% rok do roku, gdy w I  kwartale 2022 roku wyniosła 1,026 mld zł. Od stycznia do marca br. NGR dla STS (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii) wzrósł o 12% rdr. z 156 mln zł do 175 mln zł. W trzech pierwszych miesiącach br. STS wypracował GGR na poziomie 305 mln zł (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii), przed rokiem było to 279 mln zł. Jest to wzrost o 9% rdr.

Agora S.A. – Wyniki finansowe Grupy Agora w 1. kwartale 2023 r.

W 1. kwartale 2023 r. Grupa Agora odnotowała wzrost przychodów niemal we wszystkich swoich biznesach. Zdecydowały o tym zwłaszcza rosnące wpływy reklamowe i z działalności kin Helios, a także konsolidacja z grupą Eurozet prowadzona od marca br. Mimo zwiększenia kosztów, wynikającego również z konsolidacji i z uwarunkowań gospodarczych, Grupa zauważalnie poprawiła swoje rezultaty operacyjne, dwukrotnie zwiększając zysk na poziomie EBITDA, a jednocześnie osiągnęła zysk netto w wysokości prawie 35 mln zł. Dodatkowo, rekordową dla 1. kwartałów wartość miały przychody cyfrowe i internetowe Grupy Agora, co potwierdza konsekwentny rozwój jej projektów właśnie w tym obszarze.infografika 1Q 2023

Początek 2023 był bardzo dobry dla Agory. Istotnie zwiększyliśmy przychody, wykorzystując niezłą koniunkturę na rynku reklamy i frekwencji kinowej. Wyniki 1. kwartału br. sygnalizują też, jak duże znaczenie miało dołączenie Eurozetu do Grupy Agora, choć nie widać jeszcze pełnych efektów tej inwestycji. Zobaczymy je w kolejnych miesiącach. Większym, silniejszym zespołem pracujemy nad realizacją ogłoszonych kilka tygodni temu planów rozwoju Agory i z rosnącym optymizmem oceniamy nasze szanse na dalszy wzrost skali Grupy i awans na podium największych firm medialnych w Polsce – mówi Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory.

W 1. kwartale 2023 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 295,8 mln zł, rosnąc o niemal 17% w stosunku do tych odnotowanych przed rokiem. To głównie efekt powrotu kin do pełnej skali działalności, a także konsolidacji z grupą Eurozet prowadzonej od 1 marca br. Grupa Agora zanotowała wzrost przychodów prawie we wszystkich kategoriach, zwłaszcza wpływów z działalności kinowej i reklamy. Co ważne, do poziomu rekordowego dla 1. kwartałów – 93,8 mln zł – zwiększyła się wartość przychodów cyfrowych i internetowych Grupy. W ciągu ostatnich 4 lat wpływy te rosły średniorocznie o niemal 12%.

Przychody ze sprzedaży usług reklamowych Grupy Agora zwiększyły się o prawie 19% r/r do 124,3 mln zł. Najbardziej przyczynił się do tego wzrost wpływów z reklamy radiowej w segmencie Radio, po dołączeniu grupy Eurozet sięgający ponad 88%. Przychody z tej kategorii były wyższe też w Reklamie Zewnętrznej i w kinach. W pierwszym przypadku zwiększenie przychodów reklamowych nastąpiło głównie dzięki wydatkom na kampanie realizowane na nośnikach typu citylight, digital, billboard18 oraz city transport, natomiast w drugim wynikało z pełnego przeniesienia tego obszaru działalności z segmentu Radio do segmentu Film i Książka – od stycznia br. spółka Helios Media przejęła bowiem reklamową obsługę agencyjną sieci kin Helios. W pozostałych biznesach wpływy ze sprzedaży usług reklamowych były niższe. Warto jednak odnotować, że w Internecie zdecydowało o tym zmniejszenie wpływów z reklam w spółce Yieldbird, przy wyższych wpływach reklamowych Gazeta.pl.

Zgodnie z szacunkami Agory rynek reklamy w Polsce wzrósł w 1. kwartale 2023 r. o ponad 5,5% r/r. Reklamodawcy wydali w tym czasie na promowanie swoich produktów i usług 2,53 mld zł1. Wartość ta była wyższa również w porównaniu z analogicznymi okresami 2019, 2020 i 2021 r. Mimo tego spółka nie zdecydowała się zmienić swoich oczekiwań odnośnie tempa wzrostu całego krajowego rynku reklamowego i jego poszczególnych segmentów – zarząd Agory oczekuje, że dynamika wydatków na reklamę w Polsce w 2023 r. będzie na poziomie około 2-4%.

Przychody ze sprzedaży biletów do kin sieci Helios wzrosły o przeszło 31% do 62,0 mln zł, a przychody ze sprzedaży barowej w kinach o ponad 51% do 33,9 mln zł. W 1. kwartale 2023 r. w kinach Helios sprzedano 2,9 mln biletów – o 16% więcej niż przed rokiem. Na całym polskim rynku liczba sprzedanych biletów w omawianym okresie wyniosła blisko 12,8 mln, co oznacza wzrost o ponad 23% r/r2.

Wartość wpływów ze sprzedaży wydawnictw wyniosła 33,5 mln zł, nieznacznie rosnąc w porównaniu z 1. kwartałem 2022 r. Rzutowały na to wyższe przychody Wydawnictwa Agora, przy podobnym poziomie wpływów segmentu Prasa Cyfrowa i Drukowana co przed rokiem. Zmieniła się jednak struktura przychodów działalności prasowej Grupy – rosły te z prenumeraty cyfrowej Gazety Wyborczej, a spadały wpływy z jej papierowego wydania. Udział przychodów cyfrowych w całkowitych wpływach ze sprzedaży Wyborczej wyniósł 44,2%, zaś udział sprzedaży wszystkich cyfrowych wydawnictw Grupy Agora stanowił 40,3%. Warto jeszcze dodać, że liczba aktywnych płatnych prenumerat cyfrowych Wyborczej na koniec marca 2023 r. wyniosła 300 tys. Z kolei liczba sprzedanych subskrypcji Premium TOK FM wzrosła do ponad 33 tys.

Grupa Agora odnotowała też wzrost przychodów z działalności gastronomicznej w związku ze zwiększeniem wpływów z działalności spółki Step Inside poszerzającej sieć swoich lokali, a także z pozostałej sprzedaży, m.in. dzięki wyższym wpływom ze sprzedaży usług poligraficznych oraz pozostałej sprzedaży towarów i materiałów. Jedyną spadkową kategorią przychodów Grupy były przychody z działalności filmowej – ich niższy poziom wynikał z wysokiej bazy, którą zapewniły duża popularność produkcji wprowadzonych do kin w poprzednim roku oraz wpływy z tytułu produkcji dla platformy streamingowej.

Koszty operacyjne netto

Grupy Agora w 1. kwartale 2023 r. wzrosły o ponad 9% do 300,8 mln zł. Były one wyższe we wszystkich biznesach poza Internetem. Istotny wpływ na poziom kosztów Grupy, poza ogólnymi warunkami rynkowymi – w tym podwyżkami cen i inflacją, miała konsolidacja z grupą Eurozet prowadzona od 1 marca 2023 r.3.

Już tradycyjnie, największą pozycję wśród wydatków Grupy stanowiły nakłady na usługi obce, zaś najwyższa dynamika wzrostu wystąpiła w pozycji kosztów zużycia materiałów i energii oraz wartości sprzedanych towarów i materiałów. Nakłady na wynagrodzenia i świadczenia na rzecz pracowników zwiększyły się niemal we wszystkich segmentach operacyjnych Grupy i jej pionach wspomagających. Wyjątkiem były tu segmenty Prasa Cyfrowa i Drukowana oraz Film i Książka, w których w 4. kwartale 2022 r. nastąpiły procesy restrukturyzacyjne. Zatrudnienie etatowe w Grupie Agora na koniec marca 2023 r. wyniosło 2 579 etatów i było wyższe o 223 etaty w porównaniu z marcem ub.r. – wzrost ten wynikał głównie z uwzględnienia w danych Grupy Agora liczby zatrudnionych w grupie Eurozet (359 etatów). Jedyny spadek w obszarze kosztów Grupa odnotowała w wydatkach na reprezentację i reklamę.

Ostatecznie w 1. kwartale 2023 r. Grupa Agora istotnie poprawiła swoje rezultaty, osiągając zysk na poziomie EBITDA w wysokości 35,7 mln zł, czyli dwukrotnie większy niż przed rokiem, oraz zmniejszając stratę na poziomie EBIT do 5,0 mln zł. Dodatkowo, Grupa wypracowała zysk netto na poziomie 34,7 mln zł, natomiast zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 32,6 mln zł. Pozytywny wpływ na wartość zysku netto miała wycena udziałów Eurozetu na dzień przejęcia kontroli nad tą grupą w wysokości 47,9 mln zł4.

Oprócz poprawy wyników 1. kwartał 2023 r. przyniósł też dwa ważne dla Agory wydarzenia. Były nimi zgoda Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy na wydzielenie spółek z Agory S.A. oraz przejęcie Eurozetu, czyli realizacja kolejnego etapu największej inwestycji w media w historii Grupy. Dzięki tej transakcji Grupa Agora zajmuje pozycję 4. grupy medialnej w Polsce, po największych stacjach telewizyjnych.

Wydarzenia z początku br. stanowią fundament dla rozwojowych działań całej organizacji, które realizowane będą zgodnie ze strategicznymi kierunkami ogłoszonymi pod koniec kwietnia br. przez Zarząd Agory. Bazują one na silnych stronach Grupy, jakimi są przede wszystkim wysoka jakość oferowanych treści i usług, atrakcyjna grupa odbiorców oraz bardzo szeroki zasięg mediów, a także przewagi związane z dotychczasowym rozwojem rozwiązań cyfrowych i subskrypcyjnych.

Strategicznymi kierunkami rozwojowymi dla Grupy Agora na lata 2023-2026 są: rozwój mediowych biznesów i ich zasięgu wśród odbiorców w Polsce; różnorodność i autonomia biznesów oraz otwarcie na zewnętrznych inwestorów; nowy zarządczy model operacyjny, pozwalający na standaryzację procesów back-office’owych z uwzględnieniem samodzielności biznesów; zwiększanie wartości dla akcjonariuszy oraz podniesienie efektywności finansowej całej organizacji, a także osiągnięcie wyniku na poziomie EBITDA powyżej 200 mln zł. W efekcie w 2026 r. Grupa Agora chce być w TOP3 największych polskich firm medialnych, docierając do kilkudziesięciu milionów osób z ważnymi, atrakcyjnymi treściami i zapewniając klientom najefektywniejszą ofertę reklamową.

Myśląc o realizacji zakładanych planów, zarząd spółki stawia jednocześnie na rozwój całej Grupy Agora prowadzony w zrównoważony, społecznie odpowiedzialny sposób. W tym celu powstaje Strategia ESG Grupy Agora na lata 2023-2027, której szczegóły zostaną przedstawione w najbliższych dniach.

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe Grupy Agora wg MSSF za 1. kw. 2023 r.

Przypisy:

1 Rynek reklamy – szacunki Agory (prasa na podstawie Kantar Media oraz monitoringu Agory, radio na podstawie Kantar Media), IGRZ (reklama zewnętrzna), Publicis Media (TV, kino, internet).

2 Frekwencja w kinach – dane szacunkowe Helios S.A., sporządzane w oparciu o dane Boxoffice.pl (kinowy) na podstawie danych przekazywanych od dystrybutorów kopii filmowych oraz w oparciu o wyniki filmów dystrybutora UIP uzyskanych w sieciach multipleksów.

3 W pierwszym kwartale 2023 r. nie wystąpiły żadne zdarzenia o charakterze jednorazowym. Natomiast w tym samym okresie ubiegłego roku w segmencie Film i Książka dokonano odpisu aktualizującego wartość aktywów na kwotę 0,6 mln zł.

4 W ujęciu bez uwzględniania wpływu standardu MSSF 16 Grupa Agora odnotowała w 1. kwartale 2023 r. zysk na poziomie EBITDA w wysokości 10,5 mln zł. W tym samym ujęciu strata na poziomie EBIT wyniosła 11,3 mln zł.

Dane z CEIDG: Widać lekkie odbicie w nastrojach. Więcej firm się zakłada, niż likwiduje

W pierwszym kwartale br. do rejestru CEIDG wpłynęło ponad 80 tys. wniosków dot. założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. Tym samym nastąpił wzrost o przeszło 6% rdr. A do tego zaobserwowano przewagę zakładanych JDG nad zamykanymi. Eksperci komentujący te dane twierdzą, że wyniki byłyby gorsze, ale Ukraińcy podnieśli statystyki. Ponadto w pierwszych trzech miesiącach br. 41,5 tys. zawieszonych jednoosobowych firm wnioskowało o wznowienie. To aż o ponad 24% więcej niż w analogicznym okresie ub.r. I jak w tym przypadku mówią obserwatorzy rynku, widać lekką poprawę nastrojów po bardzo trudnych ekonomicznie czasach. Niektórzy też uważają, że jak sytuacja w gospodarce się poprawi, to wznowień będzie więcej.

Ukraińcy ratują statystyki

Ministerstwo Rozwoju i Technologii informuje, że w pierwszym kwartale br. do rejestru CEIDG wpłynęło 80,1 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG). To o 6,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy złożono ich 75,3 tys. Do tego statystyki z ww. okresu br. pokazują, że było więcej wniosków o otwarcie niż o zamknięcie JDG (80,1 tys. vs 59,7 tys.). Podobnie było rok wcześniej, przy czym wówczas różnica była mniejsza (75,3 tys. vs 63,2 tys.).

– Powyższe dane wskazują na popularyzację jednoosobowej działalności gospodarczej. Świadczy to o potrzebie elastyczności i – w pewnych przypadkach – odchodzenia od tradycyjnego etatu. Zapewne zwiększa się również popularność współpracy B2B, głównie z uwagi na korzyści podatkowe. W okresie rosnących kosztów część osób woli uzyskać wyższe wynagrodzenie w relacjach B2B niż posiadać stabilność zatrudnienia, wynikającą z umowy o pracę. Z pewnością ilość powstających nowych firm zwiększają uchodźcy z Ukrainy, którzy nie tylko zasilają kadry pracownicze, ale również prowadzą aktywną działalność gospodarczą – komentuje radca prawny Szymon Witkowski, ekspert Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Jak podkreśla doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol, wysoka aktywność zawodowa wielu obcokrajowców na naszym rynku niestety nie stanowi zabezpieczenia dla polskiej gospodarki. Takie osoby mogą swobodnie przenosić się do innych krajów, nie ponosząc przy tym obciążeń ZUS-owskich, przed którymi nie są w stanie uciec pracujący tu Polacy. – Nie chciałbym też przeceniać wagi wzrostu liczby nowych JDG czy też przewagi otwarć nad zamknięciami. Z moich obserwacji jednak wynika, że pracownicy, często również fizyczni, bywają zmuszani przez swoich pracodawców do zakładania działalności, by móc po prostu zarabiać na chleb. W wielu przypadkach samozatrudnienie nie jest podyktowane własną preferencją, tylko koniecznością – dodaje Parol.

Dane z resortu pokazują też, ile wniosków dot. założenia jednoosobowej działalności gospodarczej było w poszczególnych województwach. W pierwszych trzech miesiącach br. najwięcej odnotowano ich w woj. mazowieckim ¬– ponad 8 tys. (rok wcześniej – 8,1 tys.). Dalej w zestawieniu widać woj. małopolskie – 4,6 tys. (4,6 tys.), wielkopolskie – 4,3 tys. (4,5 tys.), a także śląskie – 4,1 tys. (4,5 tys.). Natomiast najwięcej nowych jednoosobowych firm powstało bez wskazania obszaru wykonywanej działalności – ponad 35 tys. (rok wcześniej – 28,5 tys.). Z kolei najmniej ww. wniosków złożono w woj. opolskim – 852 (928), w świętokrzyskim – 1,2 tys. (1,4 tys.), jak również w podlaskim – 1,3 tys. (1,3 tys.).

– To zrozumiałe, że wiele osób, nie mając obowiązku podawania informacji o miejscu prowadzenia działalności, rezygnuje z ujawniania jej. Samozatrudnieni zyskują dzięki temu większą swobodę. Poza tym wielu z nich przyjmuje zlecenia z całego kraju, np. pracując zdalnie. Natomiast odnosząc się do danych z konkretnych województw, można stwierdzić, że najwięcej nowych firm powstaje tam, gdzie można dotrzeć do najszerszej grupy klientów – wyjaśnia doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Dwucyfrowy wzrost wznowień

W pierwszych trzech miesiącach br. wpłynęło do rejestru CEIDG 41,5 tys. wniosków dot. wznowienia jednoosobowej działalności gospodarczej. To aż o 24,1% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 33,4 tys. – Wysoki wzrost liczby firm wznawiających swoją działalność po okresie zawieszenia może wskazywać na pewne polepszenie nastrojów po bardzo trudnych czasach dla naszej gospodarki. Sytuacja oczywiście wciąż jest ciężka, ale wraz z jej poprawą z pewnością coraz więcej przedsiębiorców będzie wracało na rynek – przewiduje Szymon Witkowski.

Z tak optymistycznym podejściem nie do końca zgadza się radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński. – Obecnie przedsiębiorcy są mocno zadłużeni, a do tego mają kłopoty z pozyskaniem bieżącego finansowania. Wznowie działalności raczej trzeba potraktować, jako danie sobie ostatniej szansy. Na rynku niewiele się zmieniło. Przecież firmy wciąż funkcjonują w bardzo trudnym otoczeniu gospodarczym i prawnym. I to szybko się nie zmieni. Dlatego niestety, ale spodziewam się, że wiele wznawianych działalności nie przetrwa próby czasu – zaznacza ekspert.

Wiadomo też, ile wniosków dot. wznowienia JDG było w poszczególnych województwach. W pierwszym kwartale br. najwięcej takich przypadków odnotowano w woj. mazowieckim – ponad 5,4 tys. (rok wcześniej – 4,6 tys.). Dalej widać woj. śląskie – 3,6 tys. (I kw. 2022 r. – 3,1 tys.), małopolskie – 3,5 tys. (2,8 tys.), jak również wielkopolskie – 2,9 tys. (2,4 tys.). Natomiast najwięcej wniosków było bez wskazanego województwa – 8,2 tys. (poprzednio 5,6 tys.). Na końcu zestawienia mamy opolskie – 735 (589), świętokrzyskie – 743 (659), a także lubuskie – 879 (733). Zdaniem Adriana Parola, statystyki dot. wznowień są analogiczne do danych nt. otwarć JDG.

– Trudno przewidzieć, w jakim tempie będą się polepszały statystyki dotyczące otwierania nowych firm i wznawiania działalności. Same prognozy gospodarcze wciąż są niepewne. Jednak najważniejsze szoki cenowe na rynkach są już za nami. Ceny większości kluczowych surowców są na poziomie sprzed napaści Rosji na Ukrainę. Nie pomagają natomiast liczne zmiany prawne, które nakładają na przedsiębiorców szereg dodatkowych obowiązków – przyznaje ekspert Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Jak podsumowuje Łukasz Goszczyński, oczywiście wszystko ostatecznie będzie zależało od dalszego  zachowania gospodarki. Same zmiany przepisów mocno komplikują i tak już trudne prowadzenie działalności, co ma realny wpływ na zakładanie i wznawianie JDG. Jeżeli sytuacja w gospodarce się unormuje, to można założyć, że przedsiębiorcy w kolejnych miesiącach nieco chętniej niż teraz będą „odmrażać” swoje działalności, ale nie spodziewałbym się tutaj zbyt dużego skoku.

Mieszkania w wielkomiejskich „sypialniach” – czy jest taniej?

Tzw. sypialnie, a więc miejscowości okalające metropolię, są lokalizacjami, w których potencjalnie mamy szansę na znalezienie tańszego mieszkania niż bezpośrednio w dużym mieście. Na ten krok decyduje się wielu kupujących, zrażonych drożyzną w wielkomiejskich lokalizacjach. Czy jednak rzeczywiście w “sypialniach” jest taniej? Sprawdziliśmy to.

Poszukiwanie tańszych lokalizacji, choć oczywiście zawsze ma miejsce, zyskało na znaczeniu zwłaszcza w obecnej sytuacji rynkowej, przy splocie dwóch niekorzystnych czynników dla kupujących – z jednej strony bardzo wysokich kosztów kredytowania, wynikających z zeszłorocznej serii podwyżek stóp procentowych NBP, a z drugiej z bardzo wysokich (i ciągle rosnących) cen mieszkań. Mieszanka to zabójcza dla siły nabywczej na rynku mieszkaniowym. Jeśli nabywca nie ma gotówki, musi starać się o wysokooprocentowany kredyt na zakup bardzo drogiego mieszkania. Siłą rzeczy kończy się to wypchnięciem na rynek najmu dla tych, którzy nie mają odpowiednio wysokiego wkładu własnego i odpowiedniej zdolności kredytowej. Z kolei ci, którzy zdolność mają, są zmuszeni zadowolić się zakupem znacznie mniejszego mieszkania, niż oczekują.

Rozwiązaniem jest więc poszukiwanie tańszej oferty – najczęściej w puli mieszkań do remontu, lub w bardziej oddalonych lokalizacjach. Tzw. sypialnie mogą stanowić atrakcyjną alternatywę – głównie dlatego, że choć znajdują się już poza rogatkami miasta, to jednak są w bezpośredniej jego bliskości, często dysponując lepszym i szybszym połączeniem drogowym i komunikacją miejską, niż niektóre dzielnice w obrębie samej metropolii.

Ceny mieszkań w metropoliach

Wg analityków niewiele wskazuje na to, byśmy mieli do czynienia z głębszą korektą cen na rynku mieszkaniowym. Wręcz przeciwnie – eksperci portalu często wskazują na nowy impuls wzrostu popytu a wraz z nim cen, a mianowicie program Bezpieczny Kredyt 2 proc., który zacznie obowiązywać od lipca. Już teraz obserwuje się, że część sprzedających na rynku wtórym wstrzymuje się z transakcjami, w oczekiwaniu na start programu, by móc dać wyższą cenę.

Z danych BIG DATA portalu RynekPierwotny.pl wynika, że na największych rynkach mieszkaniowych w Polsce, średnie ceny nowych mieszkań  w większości  przekroczyły już 10 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Najdroższym rynkiem jest oczywiście Warszawa, gdzie średnie stawki wynoszą już blisko 15 tysięcy za metr kwadratowy.

Zgodnie z tymi stawkami, kupno zaledwie 40 mkw. w stolicy oznacza przeciętny wydatek rzędu blisko 600 tys. zł. Dwudziestoprocentowy wkład własny wynosi natomiast 120 tysięcy. Taka drożyzna może demotywować, choć oczywiście należy pamiętać, że ceny średnie są zawyżane przez stawki z ultra drogiego segmentu apartamentowego.

Wykres 1 – ceny mieszkań ceny mieszkań

Ceny mieszkań wokół Warszawy

Jak przedstawia się rzeczywistość cenowa w około warszawskich sypialniach? Na pewno jest taniej, w porównaniu do średnich stawek ze stolicy. Ceny za budownictwo wielorodzinne w segmencie popularnym wynoszą przeciętnie 8 – 9 tys. zł/mkw. W Józefosławiu, tuż za granicami stolicy, mieszkania w inwestycji wielorodzinnej Blask Jutrzenki, zaczynają się w promocji od 7235 zł/mkw.  W Ząbkach, tuż przy granicy Warszawy, w projekcie Skrajna 34 zamieszkamy już od 8400 zł/mkw. Projekt Comfort Residence również w Ząbkach, cenowo zaczyna się od 9500 zł/mkw. W Pruszkowie – 6 km od Warszawy, stawki za mieszkania w ramach inwestycji Corner Park wynoszą od 7900 zł/mkw. Auta Vita 2 to wydatek 8400 zł za metr kwadratowy.

Ceny za mieszkania w sypialniach bezpośrednio przylegających do stolicy są niższe niż ceny średnie, ale nie odbiegają znacznie od cen za odległe lokalizacje w granicach miasta, takiej jak Bielany, Białołęka, Wawer itp. Wyraźnie taniej jest natomiast kilkanaście – kilkadziesiąt kilometrów za Warszawą. W Górze Kalwarii, 15 km od miasta stołecznego, nowe mieszkanie w ramach inwestycji Osiedle Polna, kupimy już za 5900 zł/mkw. Z kolei np. W Ożarowie Mazowieckiem w inwestycji Miasto – Ogród zamieszkamy już w cenie od 7000 zł/mkw.

Ceny mieszkań wokół Krakowa

Bardzo podobnie przedstawia się rzeczywistość cenowa sypialni wokół Krakowa, choć jest nieco taniej od realiów sypialni warszawskich. Rząd wielkości za bliskie lokalizacje wynosi przeciętnie 7,5 – 8,5 tys. zł/mkw., natomiast nieco dalej – w promieniu kilkunastu kilometrów –  ceny spadają do stawek wynoszących około 6,5 – 7,5 tys. zł/mkw.

W Niepołomicach, za granicami miasta, ceny mieszkań w inwestycji wielorodzinnej Batorego House wynoszą od 7300 zł/mkw. W Wieliczce w ramach projektu Różana 52 zaczynają się od 7500 zł. Arka Nova w Skawinie pod Krakowem, wyceniana jest na 7900 zł/mkw.

Kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów od miasta, ceny wyraźnie spadają, choć generalnie – im dalej, tym trudniej o budownictwo wielorodzinne, rośnie za to liczba inwestycji w domy- najczęściej w zabudowie bliźniaczej lub szeregowej. Stawki najczęściej mieszczą się w przedziale 4 – 6 tys. zł/mkw.

Ceny mieszkań wokół Wrocławia

Wrocław jest kolejnym miastem, gdzie przeciętne stawki za mieszkanie wynoszą kilkanaście tysięcy złotych za metr kwadratowy. We wrocławskich sypialniach jest jednak wyraźnie taniej. W Siechnicach około 10 km od rogatek miasta znajdziemy oferty ze stawką wynoszącą około 7000 zł/mkw. W Radwanicach, na południowo -wschodnich obrzeżach miasta, ceny za mieszkania w projekcie Osiedle Parkowe Aleje wynoszą od 7600 zł/mkw. W Smolcu, tuż za południowo – zachodnimi rogatkami miasta, mieszkania w ramach inwestycji Osada Sportowa, etap II, kosztują od 6500 zł/mkw.

Podsumowanie

Tzw. sypialnie z całą pewnością stanowią kuszącą alternatywę wobec ofert wielkomiejskich, bezpośrednio w granicach metropolii. Ceny są niższe, choć należy pamiętać, że spadają tym bardziej, im większy dystans dzieli je od granic dużego miasta.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Powierzchnia handlowa polskich centrów handlowych osiągnęła blisko 13 mln mkw.

Z raportu PRCH Retail Research Forum wynika, że na koniec 2022 r. powierzchnia handlowa polskich centrów handlowych osiągnęła 12,96 mln mkw. GLA. W drugim półroczu, po uruchomieniu 18 nowych obiektów przybyło 228 tys. mkw. GLA, a w budowie jest kolejne 275 tys. mkw. GLA z terminem otwarcia w 2023 r. W efekcie nasycenie powierzchnią handlową wyniosło na koniec 2022 r. 341 mkw. na 1000 mieszkańców. W całym 2022 r. zrealizowano też 44 transakcje inwestycyjne w nieruchomości handlowe, to o 5 więcej niż średnia z trzech ostatnich lat. Ich łączna wartość przekroczyła 1,45 mld euro, to najlepszy wynik od 2018 r.

W 2022 r. wyraźnie wzrosła skala inwestycji w nieruchomości handlowe. Szczególnym zainteresowaniem inwestorów cieszyły się mniejsze formaty, parki handlowe i centra typu convenience. Nie zabrakło również dużych inwestycji duże galerie, czego przykładem mogą być transakcje z udziałem NEPI Rockcastle, który kupił Forum Gdańsk i Atrium Copernicus w Toruniu za łączną kwotę ponad 377 mln euro.

Centra handlowe, po trudnym dla nich okresie lockdownów i epidemicznych ograniczeń, stopniowo w 2022 r. odbudowywały swoją pozycję rynkową. Trend stabilnego wzrostu był widoczny w wielu wskaźnikach, m.in.: w obrotach, odwiedzalności czy transakcjach inwestycyjnych i umocnił się w drugiej połowie roku. To warte odnotowania, zwłaszcza gdy pamiętamy o niestabilnej sytuacji ekonomicznej, rosnącej inflacji oraz efektach wojny w Ukrainie – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Zaliczyliśmy trzy lata wstrząsów: najpierw zamrożenie gospodarki spowodowane pandemią COVID-19, potem wybuch wojny w Ukrainie, kryzys energetyczny i wystrzał inflacji. Gospodarka europejska – ale i nasza – zniosła te ciosy dzielnie – ocenia w autorskim komentarzu makroekonomicznym do raportu PRCH Retail Research Forum Maciej Samcik, dziennikarz ekonomiczny, twórca i autor bloga Subiektywnie o Finansach.

Największymi, nowymi obiektami handlowymi oddanymi do użytku w II półroczu 2022 r., były centrum handlowe Karuzela w Kołobrzegu, parki handlowe Atut Ruczaj 2 i Atut Galicyjska w Krakowie oraz Aniołów Park w Częstochowie. W budowie, z terminem otwarcia na 2023 r., pozostają obiekty o łącznej powierzchni handlowej ponad 275 tys. mkw. GLA. Większość z nich stanowią parki handlowe zlokalizowane w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców.

W strukturze nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce niezmiennie największy, 83% udział mają centra handlowe, kolejne 15% przypada na parki handlowe, a 2% na centra wyprzedażowe. Nasycenie kraju nowoczesną powierzchnią handlową staje się coraz bardziej równomierne. Obecnie ponad 53% powierzchni znajduje się w największych aglomeracjach, 35% w miastach od 200 tys. do 100 tys. mieszkańców, a 22% w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców.

Z wyliczeń firmy badawczej GfK wynika, że potencjał zakupowy przypadający na 1 mkw. istniejącej i budowanej powierzchni w 8 największych aglomeracjach wynosi obecnie średnio 67,8 tys. złotych rocznie. Z kolei potencjał zakupowy przypadający na 1 mkw. istniejącej i budowanej powierzchni dla wszystkich miast z centrami handlowymi wynosi średnio 62 tys. złotych rocznie.

Jeśli chodzi o konsumpcję przypuszczamy, że najgorsze jest już za nami. Wraz z absorbcją przez gospodarkę wyższych cen energii i surowców, w 2024 r. wróci ona do pozytywnej dynamiki i odzyska swoją pozycję w strukturze polskiego PKB – komentuje Katarzyna Michnikowska, Assocciate Director w Colliers.

Nvidia nową gwiazdą Wall Street?

Sztuczna inteligencja tchnęła drugie życie w potężnie, do niedawna, wyprzedawany indeks Nasdaq. Znany z dużego udziału technologicznych spółek indeks w zeszłym roku zaliczył największe spadki od czasu pęknięcia bańki internetowej. Rok 2023 przyniósł nieoczekiwany zwrot akcji, byki masowo wracają do technologii. Powód?

Powiew świeżości związany ze sztuczną inteligencją. Paliwa do wzrostów dostarczyła dziś Nvidia, która po niemal 400%, bezprecedensowym rajdzie od październikowego dołka z niemal 1 bln USD kapitalizacją znalazła się na 5. miejscu wśród najwyżej wycenianych amerykańskich spółek giełdowych. Po wynikach finansowych akcje Nvidia notują największy jednodniowy wzrost kapitalizacji rynkowej w historii amerykańskiej giełdy. Wycena firmy wzrosła o zawrotne 200 mld USD w ciągu tylko jednego dnia.   

Trzeba zapiąć pasy

Globalna rozgrywka wokół sztucznej inteligencji nabiera tempa, a spółki z nafaszerowanego technologicznymi spółkami indeksu Nasdaq 100 przeżywają prawdziwą wiosnę za sprawą zwiększonego popytu na zaawansowane półprzewodniki umożliwiające skalowanie mocy obliczeniowej, wykorzystywanej w tzw. sieciach neuronowych. Trwający od kilku miesięcy trend otrzymał dziś nowy zastrzyk paliwa. Giełda uwielbia technologiczne nowości rozpalające wyobraźnię spekulantów, a poprzednia hossa dot-com napędzana wynalezieniem internetu może być tego dobitnym przykładem. Rzeczy abstrakcyjne i przełomowe wynalazki trudno wycenić przez co (jak pokazała historia) rynki mają skłonność do popadania w stany skrajne. Od paniki do wielkiej euforii. Choć trend AI “narodził się” w nieprzyjaznych rynkowym nowościom okolicznościach makro (niższa płynność, wysokie stopy procentowe, utrudniony dostęp do drożejącego, zewnętrznego finansowania) kwitnie niczym kwiat rosnący na pustyni.

Rynkowe wahadło

W 2022 roku sektor półprzewodników był jednym z największych przegranych, ponieważ inwestorzy wycenili ryzyko spowodowane czynnikami geopolitycznymi oraz spowolnieniem w sektorach chmury obliczeniowej i gamingu. W tle zeszłorocznych spadków pojawił się zagrożony chińską agresją militarną Tajwan – centrum globalnej produkcji wydajnych układów scalonych oraz amerykańsko-chińska wojna gospodarcza. Jej skutkiem są bezprecedensowe sankcje nałożone przez USA na Chiny, w czym możemy dopatrywać się zdecydowanych ruchów mających zabezpieczyć amerykańską dominację technologiczną. Bez dostępu do najnowszych technologii i chipów wykonywanych w technologii 5 nm i 3 nm, Chinom będzie niezwykle trudno nawiązać z Zachodem rywalizację pod względem rozwoju AI. Ale rynek przestał przejmować się geopolityką.

Pierwsze rozdanie

To, co obserwujemy dziś to zapewne tylko “pierwsze rozdanie”, a ostateczny zwycięzca całej partii nie jest jeszcze znany. Giełda dostrzegła jednak w sektorze półprzewodników najbardziej “oczywistego” beneficjenta AI. O ile oprogramowanie czy platformy technologiczne mogą zawodzić i przegrywać z konkurencją, o tyle popyt na chipy wydaje się niemal oczywisty jeśli globalna moc obliczeniowa miałaby wzrosnąć.

Dodatkowo największe firmy z branży chipów posiadają pewną przewagę Budowa nowych fabryk przemysłu precyzyjnego i przekierowanie łańcuchów dostaw logistycznych jest niezwykle kosztowne i prawdopodobnie mogłoby trwać lata. To między innymi dlatego konkurencja dla takich firm jak Nvidia, AMD, Intel czy innych gigantów z sektora nie jest nawet widoczna na horyzoncie. Podobnie jak podczas gorączki złota, najwięcej zarabiali na niej sprzedający przysłowiowe kilofy i łopaty, tak teraz rynek dostrzegł szansę dla chipów. Słabość gamingu, spowolnienie w chmurze obliczeniowej a nawet ryzyko konfliktu w Cieśninie Tajwańskiej odeszły na drugi plan. Gdzie Wall Street pokrywa największe nadzieje?

Nvidia – ulubieniec byków

Od wielu miesięcy faworyzowana przez byki jest właśnie Nvidia. To w niej rynki widzą głównego, globalnego beneficjenta wyższego popytu na wydajne chipy. Giełda jest skłonna “przepłacać” za jej akcje, ponieważ prognozy przyszłości wyglądają niezwykle optymistycznie. Firma wskazała, że odpowiednio wcześnie rozpoczęła produkcję dla sektora AI – już od sierpnia 2022 roku. Na 3 miesiące przed publicznym udostępnieniem ChatGPT 3 przygotowywała się by zaspokajać rynkowe zapotrzebowanie. Spółka dostarcza super-wydajne procesory graficzne (GPU), masowo wykorzystywane w centrach danych. Komentując wyniki za I kwartał spółka powołała się na szereg przewag biznesowych, określiła obecny czas mianem rewolucji komputerowej i podkreśliła “szarżujący popyt” na rozwiązania w aplikacjach AI.

Wraz z wyceną jej akcji zyskują też AMD, Intel, Arista Networks ale nie tylko – wiatr w żagle złapały niemal wszystkie firmy, które mogą zyskać dzięki AI. Konkurencja między największymi firmami BigTech, jak Microsoft czy Google, które prześcigają się w doskonaleniu modeli językowych oraz przełomowe możliwości generatywnej sztucznej inteligencji zwiastują prawdziwy przełom zarówno pod względem technologicznym jak i biznesowym. Pamiętajmy jednak, że prawdziwa euforia związana z AI trwa do tej pory zaledwie kilka miesięcy, a rynek bywa kapryśny. Niewykluczone jest, że sentyment będzie przenosił się “z firmy na firmę” w zależności od technologicznych innowacji i kamieni milowych. Czy Nasdaq złapał się kolejnego rewolucyjnego narzędzia porównywanego z internetem? To bardzo prawdopodobne.

Autorzy: Eryk Szmyd, analityk XTB

Kapitał ucieka za ocean

Kolejne dni znów pokazują siłę amerykańskiej waluty. Tak jak powodem osłabienia były oczekiwania względem stóp procentowych, tak ich zmiana teraz pomaga. W tle drożeje ropa a Nowa Zelandia kończy cykl podwyżek stóp.

Dolar znów zyskuje

Amerykańska waluta jest najsilniejsza względem euro od połowy marca. Po tym, jak jeszcze miesiąc temu za euro trzeba było zapłacić 1,11 dolara, dzisiaj jest to już niemal 1,07 dolara. Jednym z powodów jest zmiana oczekiwań względem stóp procentowych za oceanem. Jeszcze nie tak dawno dominował scenariusz trzech obniżek do końca roku. To właśnie z tego powodu kapitał powoli opuszczał stany. Teraz mówi się o zaledwie jednej, co z kolei wpływa coraz korzystniej. W połączeniu z przyzwoitymi danymi dolar umacnia się pomimo problemów politycznych z limitem zadłużenia.

Ropa najdroższa od początku maja

Ceny ropy naftowej wciąż są jednymi z najniższych w ostatnich kwartałach. Wczoraj jednak mieliśmy kolejny ich wzrost. Jednym z powodów były wczorajsze dane o zmianach zapasów ropy naftowej. Spadek o 12,45 mln baryłek w ciągu tygodnia to duże zaskoczenie dla rynków. Tym bardziej że prognoza zakładała delikatny wzrost. Wygląda na to, że Amerykanie znów uwalniają rezerwy na rynek by zdusić ceny. Warto zwrócić uwagę, że jest to ekwiwalent niemal jednodniowej produkcji USA. By lepiej oddać skalę, jest to niemal 2% światowej produkcji w ciągu tygodnia, czyli bardzo duża ilość surowca, której ubyło z magazynów. Tak duży spadek zapasów spowodował spekulacje, że może USA będą odkupywać surowiec, więc zaczęło się kupowanie a cena rosła.

Nowa Zelandia podnosi stopy procentowe

Zgodnie z oczekiwaniami Królewski Bank Nowej Zelandii podniósł dzisiaj w nocy stopy procentowe. Podwyżka z 5,25% na 5,5% była zgodna z oczekiwaniami rynków. Niespodzianką była natomiast twarda zapowiedź zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych. Powodem jest spadek tempa wzrostu cen, czyli modna ostatnio w mediach dezinflacja. Jaki wpływ miał na rynki ten komunikat? Pomimo podwyżki stóp (czyli czegoś co powinno wesprzeć dolara nowozelandzkiego) mieliśmy do czynienia z gwałtownym osłabieniem waluty. Jeszcze przed decyzją jeden USD był wart okrągłe 1,6 NZD. Po kilku godzinach kurs ustabilizował się w okolicach 1,640, czyli 2,5% straciła na wartości waluta Nowej Zelandii.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Accor nawiązuje współpracę z Grupą PHH

Accor i Grupa Polski Holding Hotelowy ogłaszają rozpoczęcie współpracy, w ramach której światowy lider branży hotelarskiej i największa grupa hotelowa w kraju z wyłącznie polskim kapitałem planują realizację pierwszego wspólnego przedsięwzięcia. Dzięki niemu, już w przyszłym roku wchodzący w skład Grupy PHH Interferie Hotel Medical Spa Świnoujście przyjmie pierwszych gości jako hotel należącej do grupy Accor marki Mövenpick.

Accor nie zwalnia tempa rozwijania portfolio niezastąpionych marek w Europie Wschodniej. Po zapowiedziach pierwszy obiektów Mövenpick w Polsce, Świnoujście będzie już piątą destynacją wiodącej marki hoteli premium w kraju. Obok obiektów miejskich we Wrocławiu i Poznaniu już wkrótce gości powitają także górskie kurorty w Karpaczu i Zakopanem. Mövenpick dynamicznie zdobywa rynek hoteli premium w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, przede wszystkim w miejscowościach o dużych walorach wypoczynkowych, m.in. w Serbii i na Węgrzech, wraz z planowanymi otwarciami w Czechach i Estonii.

Cieszymy się z rozpoczęcia współpracy z tak prężnie działającą grupą, jaką jest Polski Holding Hotelowy. Doceniamy zaangażowanie naszego partnera w rozwój hotelarstwa w Polsce i wierzymy, że zawarte porozumienie wzmocni krajową pozycję obu grup. Jesteśmy dumni, że Polski Holding Hotelowy wybrał dla swojego prestiżowego obiektu w Świnoujściu naszą markę Mövenpick. Jej wysoka rozpoznawalność w Niemczech oraz rosnąca popularność w Polsce z pewnością przyczynią się do zwiększenia atrakcyjności hotelu, zwłaszcza dla segmentu gości indywidualnych i konferencyjnych. – Jacek Stasikowski, Development Director Poland, Accor

Grupa Polski Holding Hotelowy jest największą w kraju grupą hotelową z wyłącznie polskim kapitałem, której portfolio obejmuje obecnie ponad 50 obiektów z blisko sześcioma tysiącami pokoi, w tym hotele o profilu biznesowym i wypoczynkowym położone w dużych i małych miastach oraz w miejscowościach turystycznych.

Swoją współpracę z Accor grupa rozpocznie od dołączenia do portfela marki Mövenpick kurortu Interferie Hotel Medical Spa w Świnoujściu. W 2024 roku obiekt już pod nową marką zaoferuje gościom szukającym wypoczynku nad Bałtykiem 308 pokoi z restauracją, browarem, kawiarnią oraz rozbudowaną strefą spa i wellness. Klienci zainteresowani zorganizowaniem wydarzenia w Świnoujściu docenią natomiast obszerne centrum konferencyjne hotelu obejmujące siedem sal o łącznej powierzchni 740 mkw.

Wybór brandu Mövenpick nie był przypadkowy. Ta marka bardzo dobrze pasuje do usług świadczonych przez Interferie Medical Spa w Świnoujściu. Dodatkowo nasza współpraca z kolejną międzynarodową siecią rozpoczyna się w momencie, gdy Accor jest w trakcie prac nad budową grupy hoteli na terenie całej Europy, posiadających i rozwijających współpracę z obiektami oferującymi usługi medyczne. Mövenpick w Świnoujściu będzie wspaniałym uzupełnieniem naszej kolekcji o hotel wypoczynkowy w modnej destynacji, gdzie główny segment gości stanowi rynek niemiecki, na którym Accor ma bardzo silną i ugruntowaną pozycję. Jesteśmy przekonani, że współpraca z tak silnym graczem zabezpieczy świetlaną przyszłość naszemu obiektowi, a także jeszcze bardziej podwyższy jakość naszych usług hotelowych, pozwalając nam przyjmować gości w standardzie sławnej i cieszącej się rosnącą popularnością marki premium. – Gheorghe Marian Cristescu, prezes zarządu Polskiego Holdingu Hotelowego

Zarówno Accor, jak i Grupa Polski Holding Hotelowy nie wykluczają kolejnych wspólnych działań w ramach nawiązanego właśnie partnerstwa.

Mövenpick to pochodząca ze Szwajcarii marka premium o globalnym zasięgu, która skupia się na drobnych gestach i podstawowych przyjemnościach życia, by zaprosić swoich gości do uczestnictwa w niezapomnianych chwilach. Jej historia sięga lat 40. XX wieku, a dziś pod jej szyldem działa ponad 110 obiektów na świecie – zarówno wielkomiejskich hoteli, jak i kurortów zlokalizowanych w topowych destynacjach turystycznych. Marka słynie z holistycznego podejścia do zrównoważonego rozwoju połączonego z głębokim zaangażowaniem w życie lokalnych społeczności, o czym świadczy rekordowa liczba przyznanych certyfikatów Green Globe.

Nowelizacja prawa energetycznego – komentarz eksperta BCC

24 maja br. odbyło się pierwsze czytanie rządowego projektu nowelizacji ustawy dotyczącej prawa energetycznego. Ustawa wprowadzi spore zmiany na rynku energii, które dotyczyć będą przede wszystkim samych odbiorców, ale także wytwórców energii ze źródeł odnawialnych. Nowelizacja obejmuje m.in. linie bezpośrednie, taryfy dynamiczne, porównywarki ofert, ale także możliwość zmiany sprzedawcy energii w 24 godz. Najważniejsze założenia nowelizacji ustawy prawa energetycznego komentuje Paweł Pisarczyk, ekspert BCC ds. transformacji energetycznej i nowoczesnej energetyki.

Przyjęta przez Radę Ministrów ustawa Prawo energetyczne, określana jako UC74, wprowadza szereg zmian, których celem jest dostosowanie polskiego prawa do przepisów Unii Europejskiej, w szczególności do zgodności z Dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/944 w sprawie wspólnych zasad rynku wewnętrznego energii elektrycznej. Paweł Pisarczyk, ekspert BCC podkreśla, że część zmian wprowadzonych w nowelizacji UC74 stanowi implementację tej Dyrektywy, co należy przyjąć z uznaniem, jednak niektóre ze zmian zawierają uszczegółowienia, które wydają się zmieniać intencje Dyrektywy.

Przykładem mogą być przepisy dotyczące obywatelskich społeczności energetycznych, które wreszcie po wielu latach pojawiają się w nowelizacji i dają nadzieję na rozwój energetyki lokalnej i obywatelskiej. W Dyrektywie 2019/944 pojawia się definicja „obywatelskiej społeczności energetycznej” jako osoby prawnej, która opiera się na dobrowolnym i otwartym uczestnictwie i jest skutecznie kontrolowana przez członków lub udziałowców będących osobami fizycznymi, organami samorządowymi, w tym gminami, lub małymi przedsiębiorstwami i ma za główny cel zapewnienie nie tyle zysków finansowych, co raczej środowiskowych, gospodarczych lub społecznych korzyści dla swoich członków, lub udziałowców, lub obszarów lokalnych, na których prowadzi ona działalność. Dodatkowo w Dyrektywie wyjaśniono, że członkostwo w obywatelskich społecznościach energetycznych powinno być otwarte dla podmiotów wszelkich kategorii, ale uprawnienia decyzyjne w obywatelskiej społeczności energetycznej powinny należeć wyłącznie do tych członków lub udziałowców, którzy nie prowadzą działalności komercyjnej na dużą skalę i dla których sektor energetyczny nie jest obszarem podstawowej działalności gospodarczej. – wskazuje ekspert BCC.

Jak wskazuje Paweł Pisarczyk, w nowelizacji UC74 także znajduje się podobny zapis, ale działalność społeczności zostaje ograniczona (Rozdział 2c) poprzez eliminację form działalności w postaci spółek kapitałowych i co najważniejsze poprzez pozbawienie uprawnień decyzyjnych większości członków takich społeczności. Decyzyjność pozostawiono średnim przedsiębiorstwom i podmiotom.

Te dwa uszczegółowienia dotyczące decyzyjności powodują, że działalność obywatelskich społeczności przestaje mieć sens. Po pierwsze, większość członków nie będzie posiadać wpływu na działanie takiej społeczności. Po drugie, decyzyjność została pozostawiona wyłącznie średnim firmom i podmiotom związanym ze szkolnictwem i nauką. Jednostki samorządu terytorialnego zostały wykluczone z podejmowania decyzji. Niepokój budzi także zapis o konieczności uzyskania koncesji w przypadku prowadzenia działalności koncesjonowanej, za którą może być uważane obracanie energią wewnątrz społeczności. – dodaje ekspert.

Ekspert BCC ds. transformacji energetycznej i nowoczesnej energetyki zakłada także, że intencją Dyrektywy było zapewnienie, by społeczności energetyczne nie zostały „zawłaszczone“ przez podmioty operujące na istniejącym, scentralizowanym rynku energetycznym i zapewnienie ich niezależności oraz charakteru obywatelskiego, a nie pozbawienie sensu ich rozwoju.  Niestety czytając zapisy nowelizacji, odnosi się wrażenie, że społeczności energetyczne mają być podmiotami, których powoływaniem nikt nie będzie zainteresowany. – zauważa.

Ponadto w nowelizacji pominięto zapisy Dyrektywy mówiące o tym, by państwa członkowskie, zapewniły obywatelskim społecznością energetycznym dostępu – bez dyskryminacji – do wszystkich rynków energii elektrycznej, bezpośrednio lub za pośrednictwem agregacji oraz nie odniesiono się do relacji pomiędzy społecznością energetyczną, a operatorem systemu dystrybucyjnego.

Wprowadzona nowelizacja UC74 w zakresie społeczności energetycznych powoduje mieszane uczucia. Z jednej strony wprowadzanych jest szereg długo oczekiwanych zmian, jednak wniknięcie w szczegóły powoduje, że entuzjazm szybko mija, ponieważ nowe mechanizmy są ograniczone dodatkowymi zapisami pozbawiającymi je w wielu miejscach sensu biznesowego. Pozostaje mieć nadzieję, że te ograniczenia zostaną wyeliminowane w najbliższej przyszłości i intencją nowelizacji pozostaje rozwój nowoczesnej energetyki obywatelskiej. – podsumowuje ekspert BCC.

Dłuższy urlop rodzicielski i nie tylko. Co jeszcze wniosły zmiany w Kodeksie pracy?

Wraz z nowelizacją Kodeksu pracy z dnia 26 kwietnia 2023 roku w Polsce zaczęto wdrażać dwie unijne dyrektywy – tzw. dyrektywę rodzicielską oraz work-life balance. Najważniejsze zmiany dotyczą wydłużenia urlopu rodzicielskiego. Według nowych przepisów jego wymiar będzie liczony łącznie dla obojga opiekunów, przy czym każdy z rodziców otrzyma prawo do wyłącznego wykorzystania 9 tygodni urlopu i prawa tego nie można przenieść na drugiego z rodziców. Co jeszcze niesie ze sobą nowelizacja?

Nowy wymiar urlopu rodzicielskiego

Bycie rodzicem nazywane jest często „drugim etatem”. W ostatnim czasie dużo się mówi się o równowadze między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów. Wraz ze zmianą art. 1821a § 1 Kodeksu pracy oboje rodziców dziecka ma prawo do urlopu rodzicielskiego w łącznym wymiarze do 41 tygodni – w przypadku urodzenia jednego dziecka przy pojedynczym porodzie oraz 43 tygodni – w przypadku porodu mnogiego. Ponadto każdy z opiekunów otrzymuje indywidualne prawo do 9 tygodni, których nie będzie mógł przenieść na drugiego z rodziców.

– Celem zmian jest wydłużenie urlopu i nadanie jego odrębności dla każdego z rodziców. Do tej pory w większości przypadków to matki wykorzystywały cały ten okres w celu sprawowania opieki nad dzieckiem – tłumaczy Małgorzata Parzych,  Starszy specjalista ds. administracji personalnej i legalizacji zatrudnienia cudzoziemców, Grafton Recruitment.

Oprócz tego pracownicy, których dziecko ma zaświadczenie stwierdzające ciężkie i nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę zagrażającą życiu powstałe w prenatalnym okresie rozwoju dziecka lub w czasie porodu, są uprawnieni do dodatkowego wydłużenia urlopu rodzicielskiego o 24 tygodnie. Warto jednak pamiętać, że gdy zostanie on przedłużony odpowiednio do 65 lub 67 tygodni, to w dalszym ciągu 9 tygodni z tego okresu przysługuje na wyłączność jednemu z rodziców.

Zmiany również w zasiłku

Zmiany w urlopach rodzicielskich dotyczą również aspektu płacowego, czyli wysokości zasiłku, jaki przysługuje pracownikowi za okres tego urlopu. Po wejściu w życie nowych przepisów wysokość zasiłku za czas urlopu rodzicielskiego wyniesie 70% lub 81,5% za urlop w pełnym wymiarze (tzw. długi wniosek). Drugie rozwiązanie będzie stosowane, jeśli w ciągu 21 dni po porodzie matka złoży wniosek do ZUS-u lub pracodawcy o wypłacenie jej zasiłku za okres urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego. Wtedy jednak za dodatkowe 9 tygodni urlopu przysługującego drugiemu rodzicowi zasiłek będzie wypłacony w wysokości 70% wynagrodzenia.

Dotychczas wysokość zasiłku macierzyńskiego za czas urlopu rodzicielskiego wynosiła 100% za okres 6 tygodni w przypadku urodzenia jednego dziecka i 8 tygodni w przypadku ciąży mnogiej, a za pozostałą część wypłacane było 60% świadczenia. Pracownik mógł też zdecydować się pobierać za cały okres urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego 80% zasiłku.

Elastyczne formy zatrudnienia dla rodziców dzieci do lat 8

Na podstawie nowych regulacji, każdy pracownik wychowujący dziecko do 8 roku życia może złożyć wniosek o elastyczną organizację pracy. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że jeśli dane uprawnienie przysługuje obojgu rodzicom, muszą oni zdecydować, który z nich będzie z niego korzystał.

Zgodnie z nowymi przepisami rodzice w ramach elastycznej organizacji pracy mogą korzystać m.in. z pracy zdalnej, systemu skróconego tygodnia czy indywidualnego rozkładu czasu pracy. Żeby skorzystać z uprawnienia, pracownik powinien złożyć wniosek w terminie nie krótszymi niż 21 dni przed planowanym rozpoczęciem korzystania z elastycznej organizacji pracy. Pracodawca może odmówić m.in. z uwagi na brak możliwości wykonywania przez pracownika pracy zdalnej. Jest on wówczas zobowiązany poinformować pracownika w postaci papierowej lub elektronicznej o przyczynie odmowy w ciągu 7 dni – tłumaczy Małgorzata Parzych,  Starszy specjalista ds. administracji personalnej i legalizacji zatrudnienia cudzoziemców, Grafton Recruitment.

Odrzucenie wniosku oparte może być także na niezgodności z prawem wnioskowanego rozwiązania. Tak będzie wówczas, gdy wskazana we wniosku organizacja pracy prowadziłaby do naruszania przepisów, np. wniosek o indywidualny rozkład czasu pracy z pracą w każdą niedzielę, co byłoby naruszeniem art. 151(12) k.p. Zgodnie ze zmianami w ustawie pracodawca naruszający przepisy o elastycznej organizacji pracy podlega karze grzywny od 1000 zł do 30 000 zł. Naruszeniem przepisów byłoby m.in. niezachowanie terminu odpowiedzi na wniosek.

Nowe dodatkowe uprawnienia dla rodziców

Pracownicy zyskali także prawo do kolejnego rodzaju urlopu. tj. bezpłatnego urlopu w nowym art. 173 k.p. Zgodnie z tym zapisem pracownik ma prawo do wspomnianego urlopu w celu wsparcia osoby będącej członkiem rodziny lub zamieszkującej w tym samym gospodarstwie domowym z poważnych względów medycznych. Wymiar urlopu opiekuńczego to 5 dni w roku kalendarzowym. Udziela się go na wniosek pracownika najpóźniej na jeden dzień przed planowanym rozpoczęciem. Okres urlopu opiekuńczego jest wliczany do okresu zatrudnienia, od którego zależą uprawnienia pracownicze.

Kolejnym uprawnieniem wprowadzonym 26 kwietnia br. jest prawo do 2 dni lub 16 godzin zwolnienia w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą, lub wypadkiem  przy zachowaniu prawa do połowy wynagrodzenia za pracę. Wniosek powinien być złożony najpóźniej w dniu wykorzystania zwolnienia w danym roku kalendarzowym.

Jaki jest cel nowych rozwiązań?

Dyrektywa unijna ma być ułatwieniem w osiągnięciu celu, jakim jest wyrównywanie nierówności między kobietami a mężczyznami w obszarze równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

– Aktualizacja przepisów w ramach dyrektywy work-life balance ma pozwolić na większe wspieranie pracowników-rodziców w prawie do korzystania z uprawnień rodzicielskich i ich pełne zaangażowanie w życie rodzinne. Obecnie główny ciężar rodzicielstwa, szczególnie w początkowym okresie życia dziecka, spoczywa na kobiecie. Nowe rozwiązania w obszarze urlopu rodzicielskiego, które przede wszystkim będą dotyczyć ojców, mają na celu przerzucenie części obowiązków związanych z opieką nad dziećmi na drugiego z rodziców, który zwykle z tego uprawnienia nie korzystał – podsumowuje Małgorzata Parzych,  Starszy specjalista ds. administracji personalnej i legalizacji zatrudnienia cudzoziemców, Grafton Recruitment.

Fundacje rodzinne w ofercie IPOPEMA i CRIDO

W Polsce działa ok. 830 tys. firm rodzinnych, które generują rocznie 332 mld zł. W ciągu najbliższych pięciu lat w ręce kolejnej generacji przejdzie ponad połowa firm rodzinnych, ale tylko 8 proc. następców deklaruje chęć ich poprowadzenia. Jak zabezpieczyć rodzinny majątek?  Na to odpowiedzi chce udzielić fundusz IPOPEMA TFI i firma CRIDO.

Od maja br. wspólnie zaoferują kompleksową usługę planowania sukcesji, zabezpieczenia majątku prywatnego oraz jego efektywnego pomnażania. Potencjał rynku jest duży a przedstawiciele CRIDO podkreślają, że fundacja rodzinna to wyczekana instytucja, która może przyczynić się do nowego otwarcia debaty o sukcesji w polskich przedsiębiorstwach. O ile przedsiębiorcy mieli możliwość korzystania z różnych form prowadzenia działalności gospodarczej, o tyle wciąż brakowało instrumentu, który ułatwiałby elastyczną sukcesję biznesu i jego zachowanie na pokolenia. Braki w tym zakresie miały również szerszy, makroekonomiczny wymiar, bowiem nieudana sukcesja mogła w rezultacie prowadzić do rozproszenia kapitału oraz – pośrednio – powodować większą ekspozycję polskiego biznesu na przejęcia – uważa Mateusz Baran, partner w CRIDO.

Filarem oferty IPOPEMA TFI/ CRIDO ma być nie tylko aktywne zarządzanie zgromadzonymi aktywami rodzin (raportowanie i wycena aktywów, które fundator i zarząd fundacji zdecydują się powierzyć specjalistom IPOPEMA TFI w zarządzanie), lecz także doradztwo podatkowo-prawne związane z przeprowadzeniem procesu sukcesji (planowanie mechanizmu uposażania przedstawicieli młodszego pokolenia w majątek przez założyciela fundacji), doradztwo w strategii ograniczenia ryzyka (przenoszenie określonych aktywów do fundacji w sposób eliminujący regres do tego mienia ze strony potencjalnych wierzycieli fundatora).

– Wraz z CRIDO dokonamy pewnych wspólnych ustaleń, już na etapie tworzenia fundacji rodzinnej, które przełożą się na wygenerowanie optymalnej struktury tworzenia wartości oraz jej dystrybucji na przestrzeni kolejnych pokoleń. Tworząc fundację rodzinną chodzi nam m.in o to, by członkowie rodziny – również ci młodsi – mieli możliwość zrozumienia zasad pomnażania wartości rodzinnych aktywów – podkreśla Maciej Jasiński, dyrektor zarządzający IPOPEMA TFI.

Edukacja beneficjentów i rodzin

Podejście obu firm będzie kompleksowe – stąd w ofercie znajdzie się niespotykany na rynku m.in. dostęp do dedykowanych wydarzeń oraz analiz dotyczących różnych segmentów rynku finansowego czy rozwiązań prawno-podatkowych. Dodatkowo, zarówno CRIDO, jak IPOPEMA TFI będą otwarte na umożliwienie odbywania praktyk studenckich dla zainteresowanych beneficjentów i członków ich rodzin.

W ramach usługi asset management docelowo przewidziany jest szeroki zakres raportowania inwestycyjnego, a także planowanie strategii o długoterminowym horyzoncie. Chcemy wykorzystać doświadczenie 16 lat na polskim rynku w ramach usług zarządzania portfelowego – w tym zdobyte po przejęciu polskiej spółki zarządzającej aktywami z grupy Credit Suisse, czy zarządzania polskim portfelem akcyjnym największego na świecie norweskiego rządowego funduszu emerytalnego – dodaje Maciej Jasiński z IPOPEMA TFI.

Z racji na „uwspólnienie” procesu dotarcia do potencjalnych klientów, IPOPEMA i CRIDO liczą na przewagę konkurencyjną, ze względu na bogate doświadczenie w sukcesji oraz współpracę z podmiotami z zagranicy, gdzie tego typu struktury działają od wielu lat. Dzięki temu będą mogły zaproponować ciekawe, atrakcyjne rozwiązania dla klientów w Polsce.

Podstawą koncepcji nowej, wspólnej oferty na rynku jest wchodząca w życie 22 maja br. ustawa o fundacji rodzinnej. Nowe przepisy wprowadzają do naszego obrotu gospodarczego zupełnie nowy rodzaj osoby prawnej – w bezprecedensowy sposób ułatwiając międzypokoleniowy transfer majątków polskich przedsiębiorców wytworzonych przez ostatnie dziesięciolecia, a także umożliwiając efektywne ekonomicznie pomnażanie tych aktywów. To nowe podejście pozwala zarówno na całkowite zwolnienie z podatku dochodowego od generowanych zysków w ramach fundacji, jak i umożliwia zastosowanie preferencyjnych stawek opodatkowania kwot wypłacanych już końcowym beneficjentom. Dotychczas wielokrotnie zdarzało się, że jedynym rozwiązaniem – zwłaszcza w przypadku znacznego majątku – było skorzystanie z zagranicznych fundacji prywatnych (rodzinnych).

Wprowadzenie do polskiego prawa fundacji rodzinnych to zatem krok w dobrym kierunku. Od strony prawnej taka fundacja daje dużą elastyczność – znacznie większą niż dotychczas obowiązujące przepisy prawa spadkowego – dodaje Mateusz Baran z CRIDO.

Polacy coraz bardziej zamożni

IPOPEMA i CRIDO kierują ofertę do grupy zamożnych klientów indywidualnych o aktywach ponad 5 mln zł oraz przedsiębiorców – właścicieli firm rodzinnych, menedżerów, przedstawicieli wolnych zawodów. Wśród 19 wybranych państw europejskich Polska w bezwzględnej liczbie zamożnych osób (powyżej 1 mln USD) wyprzedza takie kraje jak Portugalia, Finlandia, Grecja czy Czechy. W tym samym rankingu Polska zbliżyła się̨ nieco do Norwegii (177 tys.) oraz Irlandii (182 tys.).

5 najbardziej obiecujących startupów EdTech w Polsce i na świecie

Gwałtowny rozwój nowoczesnych technologii w szeroki sposób wpływa na nasze życie, w tym także na edukację. Najbardziej innowacyjne startupy EdTech (Education Technology) wykorzystują najnowsze rozwiązania technologiczne, aby zrewolucjonizować sposób nauki i zdobywania wiedzy. Zarówno w Polsce, jak i na całym świecie, popularność zdobywają setki projektów EdTech. Warto przyjrzeć się kilku najciekawszym z nich.

Co to jest EdTech?

EdTech to skrót od pojęcia Education Technology, które oznacza Technologię Edukacyjną. Za tą enigmatyczną nazwą kryją się wszelkie rozwiązania technologiczne, których celem jest rozwój edukacji i nauki wśród zainteresowanych osób. Tego typu działalności łączą w sobie praktykę nauczania z nowinkami technicznymi – aplikacjami, platformami internetowymi czy oprogramowaniem komputerowym.

Główne zadania EdTech dotyczą następujących elementów:

  • Pokonywanie przeszkód w nauczaniu wynikających z felernego systemu edukacji.
  • Dopasowywanie sposobu uczenia się do indywidualnych potrzeb ucznia.
  • Wsparcie nauki na wielu płaszczyznach w zakresie edukacji nieformalnej.

Projekty i startupy EdTech oferują zainteresowanym użytkownikom mnóstwo zalet. Wielowymiarowe wsparcie uczących się stwarza szansę na szybszy i skuteczniejszy rozwój nowych umiejętności. Warto jednak pamiętać, że poszczególne starupy mogą adresować inne potrzeby uczących się.

Jeden z najbardziej skutecznych startupów ostatnich lat, który jest dziś potężną i rozbudowaną firmą, to platforma korepetytorska BUKI. Na BUKI znaleźć można ogłoszenia wykwalifikowanych i doświadczonych nauczycieli z całej Polski, zaś innowacyjna platforma EdTech wspiera nowatorskie prowadzenie zajęć online. Projekt ten stale się rozwija, będąc najlepszym dowodem na opłacalność inwestycji w startupy.

Sprawdź, jakich 5 najbardziej obiecujących startupów EdTech warto wypróbować w 2023 roku!

Funtronic

EdTech dotyczyć może również sprzętu elektronicznego, jaki przydaje się w codziennej edukacji, Przykładem firmy realizującej takie zadania, jest polski startup Funtronic. Ten producent interaktywnych urządzeń projekcyjnych krok po kroku rewolucjonizuje podejście do organizacji lekcji w przedszkolach i szkołach.

Urządzenia marki Funtronic nie są jeszcze powszechnie wykorzystywane, choć ich renoma wśród nauczycieli stale rośnie. Dzięki czujnikom ruchu i zdalnemu sterowaniu, sprzęt wykorzystywać można do zajęć ruchowych, jakie inicjują wsparcie nauki poprzez sensorykę. Magiczny Dywan – flagowy produkt tej marki – to idealne rozwiązanie dla nowoczesnych szkół.

Duolingo

Wśród aplikacji mobilnych do nauki języków obcych, to właśnie Duolingo od lat pozostaje najczęstszym wyborem uczniów. Osoby polskojęzyczne mogą tutaj uczyć się wyłącznie angielskiego, lecz ci, którzy znają już angielski, mają znacznie więcej języków do wyboru.

Aplikacja Duolingo jest bardzo często aktualizowana, aby gwarantować użytkownikom coraz bardziej innowacyjne metody nauki. Startup wykorzystuje grywalizację celem motywowania uczniów do regularnej i systematycznej nauki. Wystarczy 15 minut dziennie, aby nauczyć się kilku tysięcy słów w zaledwie parę miesięcy.

Udacity

Użytkownicy języka angielskiego mogą skorzystać z bogatej oferty startupu Udacity. Jest to platforma specjalizująca się w prowadzeniu kursów z zakresu technologii, biznesu czy nauk informatycznych. Dzięki stałej współpracy z czołowymi instytucjami akademickimi i firmami IT, platforma dostarcza najnowocześniejsze rozwiązania EdTech.

Ten startup stale się rozwija, co sprawia, że katalog dostępnych kursów nieustannie się powiększa. Wśród najnowszych kierunków nauki można znaleźć kursy AI, uczenia maszynowego czy też programowania aplikacji mobilnych i webowych. Udacity to dobry wybór dla każdego, kto chce rozwijać się w biznesie.

Coursera

Coursera to międzynarodowy startup EdTech, gdzie znaleźć można wysokiej jakości kursy online. Zajęcia te prowadzone są przez wykwalifikowanych ekspertów z czołowych uniwersytetów i instytucji z całego świata. Firma stale odpowiada na zapotrzebowanie swoich klientów na wysokiej jakości zajęcia przez Internet.

Platforma Coursera umożliwia uczniom zdobycie wiedzy z różnych dziedzin. Należą do nich nauki ścisłe, nauki społeczne, informatyka, biznes, sztuka i wiele innych. Kursy są interaktywne i elastyczne, umożliwiając uczestnikom naukę we własnym tempie i w dogodnym czasie.

Brainly

Pochodzący z Polski startup EdTech o nazwie Brainly, to jeden z najpopularniejszych serwisów społecznościowych w dziedzinie edukacji. Podstawowym kryterium działania platformy jest wzajemna pomoc zarejestrowanych użytkowników. Uczniowie zadają pytania, a inni internauci udzielają na nie odpowiedzi.

Sporą zaletą Brainly jest fakt, że serwis zapewnia dostęp do szerokiej gamy przedmiotów, a także dziedzin nauki. Interaktywne podejście do uczenia się sprawia, że zrozumienie języków obcych czy matematyki może stać się znacznie prostsze. Platforma promuje współpracę i aktywizację użytkowników, co przekłada się na pozytywne efekty w edukacji.

Podsumowanie

Dostępne w sieci najbardziej obiecujące startupy EdTech to tylko wierzchołek góry lodowej, jaką jest dzisiejsza technologia edukacyjna. Wymienione powyżej platformy stanową arcyciekawe rozszerzenie codziennej nauki, z jakiej korzystać można na każdym etapie szkolnictwa. Nie pozostaje nic innego, jak wypróbować oferowane przez serwisy możliwości i znaleźć ten, który idealnie odpowie na Twoje potrzeby, a także oczekiwania.

Rekordzista dopłacił ponad milion złotych składki zdrowotnej

22 maja upłynął termin rozliczania się przedsiębiorców z rocznej składki zdrowotnej za 2022 rok. Według danych ZUS-u rekordzista musiał dopłacić z tego tytułu aż 1,06 mln złotych. Z kolei najwyższa kwota zwrotu, o którą wnioskował podatnik, wyniosła 4,41 mln złotych.

Po raz pierwszy w historii przedsiębiorcy opłacali składkę zdrowotną na podstawie osiąganego dochodu, przez co nabrała ona cech kolejnego podatku dochodowego. Obecnie wielu z nich czeka na wniosek o zwrot składki zdrowotnej. Pieniądze na ich kontach powinny się pojawić do 1 sierpnia, o ile nie mają oni żadnych zadłużeń.

Zatwierdzenie dokumentów tylko do 1 czerwca

Warunkiem otrzymania zwrotu środków jest prawidłowe wypełnienie wniosku (RZSRI). ZUS automatycznie wystawia taki dokument, a zadaniem podatnika jest sprawdzenie poprawności danych w nim zawartych – zwłaszcza numeru rachunku bankowego, na który miałyby zostać przekazane pieniądze – i zatwierdzenie dokumentu.

Obecnie ZUS wystawił już prawie 1,3 miliona takich wniosków, a wróciło do niego tylko 436 000. Łączna kwota nadpłat, o zwrot których wnioskowali przedsiębiorcy, wyniosła ponad 823 miliony złotych. Jak widać, pierwsze historyczne rozliczenie składki zdrowotnej generuje dość spore kwoty zarówno po stronie dopłat, jak i po stronie zwrotów. Warto nie zwlekać ze złożeniem deklaracji, aby mieć pewność, że należne środki wrócą w wyznaczonym przepisami terminie.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Autopoprawka UC 74 – zmiany w Prawie energetycznym niekorzystne dla OZE

Kolejne szkodliwe regulacje na rynku energii. Ministerstwo Klimatu i Środowiska forsuje — w autopoprawce do projektu zmian w Prawie energetycznym (nr UC 74) — rozwiązania niekorzystne dla sektora OZE. To będzie miało opłakane skutki  – uważa Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki.

Projektowane przepisy w sposób skrajnie szkodliwy dla przedsiębiorców modyfikują sposób obliczania odpisu na Fundusz w zakresie uwzględniania przychodów ze sprzedaży gwarancji pochodzenia oraz rozliczeń z tytułu instrumentów finansowych i innych przychodów, wynikających z dodatkowych rozliczeń pieniężnych – zwraca uwagę Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki.

Gwarancje pochodzenia wliczane do limitu ceny

Proponowana przy okazji autopoprawki do projektu nr UC 74 zmiana art. 23 ustawy zamrażającej ceny energii zakłada, że przy obliczaniu odpisu na Fundusz będzie należało uwzględnić także przychody ze sprzedaży gwarancji pochodzenia oraz z rozliczeń dokonywanych w ramach instrumentów finansowych, w zależności od tego, czy uzyskana przez danego wytwórcę cena rynkowa przekracza limit ceny wskazany w przepisach. Zdaniem PSF tego typu propozycje są zbyt dużą ingerencją w rynek, która nie znajduje żadnego uzasadnienia.

Skutki wejścia w życie przepisów w proponowanym przez twórców autopoprawki brzmieniu byłyby katastrofalne dla rynku obrotu gwarancjami pochodzenia, powodując praktyczne zamrożenie transakcji tymi instrumentami” – stwierdza PSF w swoim stanowisku.

Zapłacą wytwórcy, zapłacą odbiorcy. A w finale zapłaci konsument

Projektowane regulacje są także szkodliwe dla potencjalnych odbiorców zielonej energii. Zwłaszcza dla przemysłu, który w ramach unijnych wymogów ESG i korporacyjnych zobowiązań do osiągania neutralności klimatycznej, musi wykazywać, że opiera swoją działalność na zielonej energii. Jedną z metod jest właśnie nabywanie gwarancji pochodzenia.

PSF: Nie niszczyć umów cPPA

Podobnie sytuacja ma się z przychodami z instrumentów finansowych stosowanych przy umowach cPPA. Jest to faktyczne zniechęcanie, poprzez zmiany regulacyjne, do zawierania umów długoterminowych typu cPPA. A są one najlepszym sposobem zapewnienia wytwórcom finansowania nowych źródeł OZE a odbiorcom – stabilności cen.

Proponowane zmiany podtrzymają stagnację na rynku i zablokują zawieranie nowych umów cPPA. Utrudnią też, głównie odbiorcom biznesowym, zabezpieczenie cen energii w długim terminie. Co więcej, dotychczas cPPA były na rynku finansowym traktowane pod względem rentowności niemal analogicznie jak projekty otrzymujące wsparcie z systemu aukcyjnego. Nowe regulacje spowodują, że instytucje finansowe będą co najmniej z rezerwą podchodzić do finansowania inwestycji, które zabezpieczone są tego typu kontraktami, co może przełożyć się na spadek mocy z OZE w systemie.

Przepisy niezgodne z polską racją stanu

Propozycje zmian w ustawie o zamrożeniu cen energii uderzają bezpośrednio w nasze bezpieczeństwo energetyczne. Zbyt wysokie obciążenia i zbyt niskie limity cen mogą wpływać na ograniczenie powstawania nowych projektów i falę upadłości obecnych. Na przestrzeni ostatnich miesięcy źródła odnawialne zapewniały ilość mocy niezbędną do bezpiecznego funkcjonowania Krajowego Systemu Energetycznego w obliczu wielu awarii, wyłączeń i remontów źródeł konwencjonalnych.

Wejście życie tych przepisów będzie kolejnym na przestrzeni ostatnich miesięcy ciosem w rentowność funkcjonujących instalacji OZE oraz przyczyni się do zahamowania rozwoju nowych mocy.  Będzie to miało wypływ konkurencyjność polskiej gospodarki oraz uderzy w odbiorców końcowych, gdyż oznacza nieuchronny wzrost cen energii elektrycznej.

Nowy kapitał, napływający do Polski celuje w tańsze aktywa

W całej Europie w sektorze nieruchomości komercyjnych możemy obserwować w tym roku spadek aktywności inwestorów. Wartość wolumenu inwestycyjnego w pierwszym kwartale 2023 spadła w Polsce o ponad 60 proc. licząc rok do roku, a na niektórych rynkach zachodnioeuropejskich nawet o 90 proc. Polski rynek broni się wyższymi stopami zwrotu niż oferuje Europa Zachodnia i nadal wypada korzystnie na tle rynków europejskich.

– Zmiany w światowej gospodarce i drogie finansowanie projektów wyhamowały działania największych, międzynarodowych graczy. Mocno zmienił się bowiem rynek pieniądza. Wysokie koszty finansowania powodują, że fundusze nie mogą liczyć na optymalne zyski przy zakupie nieruchomości typu core. W przypadku tych aktywów oczekiwania cenowe właścicieli i potencjalnych nabywców są mocno rozbieżne. Stąd mniejsze zainteresowanie nieruchomościami prime i wyczekiwanie dużych podmiotów inwestycyjnych na stabilizację stóp procentowych, a tym samym, stóp kapitalizacji, które odzwierciedlałyby ich poziom. Najwięksi gracze przyjęli strategię wyczekiwania. Niestabilność rynków finansowych powoduje, że rośnie presja na obniżkę wycen aktywów. Większe możliwości niż rynek nieruchomości w Europie w obecnych warunkach stwarza inwestorom na  przykład rynek amerykański – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz.

W 2022 roku jedna trzecia inwestorów aktywnych w Polsce pochodziła z USA, a kolejną, największą grupę stanowił kapitał z Europy Zachodniej. – W 2023 roku nadal względną aktywność wykazują podmioty z USA, mocno osłabło natomiast zainteresowanie inwestowaniem ze strony firm z Europy Zachodniej, przede wszystkim z Niemiec. Polski rynek przyciąga natomiast nowych, lokalnych graczy z regionu CEE, którzy skupiają się na aktywach magazynowych i biurowych. W naszym kraju kupują teraz podmioty z Czech (Investika czy Trigea) oraz Węgier (Indotek czy Adventum) i pojawiają się nowi gracze, m.in. z Litwy jak fundusz Eika Asset Managment czy Lords AB. Ponadto, do Polski napływa nowy kapitał z krajów bałtyckich oraz Skandynawii – mówi Katarzyna Tencza, Associate Director Investment & Hospitality w Walter Herz.

Przede wszystkim zakupy oportunistyczne

Nieruchomości nabywają teraz głównie podmioty, które inwestują środki własne i firmy, które mają możliwość zdobycia finansowania w banku. Bartłomiej Zagrodnik zauważa, że na naszym rynku sporo inwestorów poszukuje okazji. – Inwestorzy nastawieni są na zakupy oportunistyczne. Nie ma jednak transakcji sprzedaży, do których właściciele byliby zmuszeni ze względu na presję i trudności finansowe. Inwestorzy z regionu Europy Środkowo – Wschodniej, którzy zastąpili obecnie podmioty inwestycyjne z Zachodniej Europy nie celują w zakupy portfelowe, ale poszukują pojedynczych nieruchomości, w które można zainwestować i w krótkim czasie podnieść ich wartość i rentowność – informuje.

W pierwszych trzech miesiącach 2023 roku inwestorzy ulokowali w Polsce najwięcej kapitału w nieruchomości z sektora magazynowego. Powodzeniem cieszył się też segment handlowy oraz warszawskie biurowce. Większość zainwestowanego kapitału pochodziła z krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Znacznie mniejszy udział w wolumenie inwestycyjnym mieli gracze z USA i kapitał z Bliskiego Wschodu.

W pierwszym kwartale br. sektor przemysłowo-magazynowym zwiększył ponad dwukrotnie wolumen inwestycyjny w porównaniu r/r. Największym powodzeniem cieszyły się aktywa z rynku pierwotnego zlokalizowane głównie w zachodniej części kraju. Wśród sprzedających w tym segmencie rynku pozycję lidera nadal utrzymuje firma Panattoni. W początkach tego roku największą transakcją magazynową była sprzedaż Panattoni Campus we Wrocławiu o powierzchni 184 tys. mkw. do P3 za 138,5 mln euro.

W sektorze biurowym natomiast w pierwszym kwartale br. debiutujący na polskim rynku, litewski fundusz Eika Real Estate Fund, reprezentowany przez podmiot Eika Asset Management nabył od White Stone warszawski budynek Celebro. W skład portfela Eika wchodzą zdywersyfikowane w różnych segmentach nieruchomości zlokalizowane głównie na Litwie, ale inwestor wychodzi teraz na inne rynki Europy Środkowo-Wschodniej.

Transakcje w sektorze handlowym zdominowały w pierwszych miesiącach 2023 roku oportunistyczne zakupy pojedynczych, niewielkich obiektów, z których największą akwizycją była sprzedaż Atrium Molo Szczecin przez G City Europe za 46,3 mln euro. Wzięcie w tym roku miały regionalne parki handlowe, umożliwiające wzrost wartości po doinwestowaniu. – W sektorze hotelowym także poszukiwane są aktywa value-add, usytuowane w największych polskich aglomeracjach, ale rynek nie oferuje wielu tego typu nieruchomości na sprzedaż – przyznaje Katarzyna Tencza.

Magazyny nadal górą

W drugim kwartale br. nadal największym powodzeniem inwestorów cieszy sektor magazynowy. Panattoni sfinalizowało transakcję sprzedaży centrum logistycznego o powierzchni 33 tys. mkw. w Uniejowie, który jest czwartym obiektem w ramach campusu, który przeszedł w ręce LCN Capital Partners, inwestora inwestor private equity, prowadzącego działalność w Europie i Ameryce Północnej, z którym Panattoni współpracuje od lat. W kwietniu br. LCN Capital Partner nabył również produkcyjno-magazynowy obiekt BTS o powierzchni 30 tys. mkw. zrealizowany przez Panattoni w Tczewie.

Skandynawski fundusz NREP przygotowuje się natomiast  do przejęcia udziałów 7R. W tej sprawie złożony został wniosek do UOKiK. Inwestor planuje umocnić swoją pozycję na polskim rynku nieruchomości przemysłowych i logistycznych. Spółka Nordic Strategies Fund V Limited Partnership z siedzibą w Luksemburgu, należąca do NREP ma w planach przejęcie kontroli nad 7R, która zrealizowała 1,8 mln mkw. powierzchni magazynowej w wielkopowierzchniowych parkach logistycznych w całej Polsce oraz magazynach miejskich pod marką 7R City Flex. Nasz kraj jest pierwszym rynkiem poza Skandynawią, na który wszedł NREP.

W sektorze biurowym natomiast pod koniec kwietnia br. Develia podpisała umowę sprzedaży za 69,3 mln euro warszawskiego biurowca Wola Retro ze spółką WR Office, należącą do funduszu inwestycyjnego zarządzanego przez Adventum Group.

Na rynku handlowym z kolei firma JWG Invest kupiła od międzynarodowego funduszu inwestycyjnego cztery obiekty handlowe – Starą Cegielnię w Szczecinie, Galerię Kosmos w Koszalinie, OK Centrum Wałbrzych i OK Centrum Strzegom.

Eksperci prognozują, że wartość transakcji w tym roku będzie jednak znacznie niższa niż w roku ubiegłym (5,8 mld euro). Główne wyzwania rynku inwestycyjnego to rosnące koszty finansowania i coraz bardziej restrykcyjne warunki udzielania kredytów, niedopasowanie oczekiwań cenowych kupujących i sprzedających oraz widmo spowolnienia gospodarczego w skali globalnej.

7 lat programu Mieszkanie Plus: sukces czy porażka

Minister rozwoju i technologii zapowiedział zamknięcie programu Mieszkanie Plus, który zakłada budowę dostępnych cenowo mieszkań na wynajem. Eksperci portalu GetHome.pl podsumowali siedem lat funkcjonowania tego programu.

Mieszkanie Plus jest częścią Narodowego Programu Mieszkaniowego, która zakłada nie jedną, a trzy formy wsparcia budownictwa czynszowego. W tym także mieszkań komunalnych oraz społecznych czynszowych, budowanych przez gminne spółki zwane towarzystwami budownictwa społecznego (TBS) lub społecznymi inicjatywami mieszkaniowymi (SIM).

Jak przypominają eksperci GetHome.pl rzecz w tym, że te dwie formy wsparcia budownictwa czynszowego funkcjonują od dawna, np. TBS-y od 1996 r., a rząd jedynie modyfikował je w ostatnich latach. Natomiast nowością jest program, który zakłada budowę na zasadach rynkowych dostępnych cenowo mieszkań na wynajem, także z możliwością dojścia do własności. I to właśnie do tej rynkowej części, którą realizuje spółka PFR Nieruchomości, przylgnęła nazwa Mieszkanie Plus. Zgodnie z zapowiedziami ministra Waldemara Budy najprawdopodobniej ta część programu ma zostać zamknięta.

Ile wybudowano mieszkań w ramach programu Mieszkanie Plus?

W komunikatach spółki PFR Nieruchomości trudno obecnie znaleźć informację, ile mieszkań udało się jej wybudować, a ile jest w trakcie realizacji lub w planach inwestycyjnych. W spółce podkreślano, że pierwsze trzy lata funkcjonowania programu należy traktować jako okres przygotowawczy. W 2019 r. rozpoczęto budowę 1244 mieszkań, a prawdziwy wysyp inwestycji miał się zacząć w 2020 r. Spółka zapewniała, że ma zapewnione finansowanie na budowę nawet 50 tys. mieszkań.

Tymczasem dotychczasowe efekty programu Mieszkanie Plus są raczej skromne. W 18 miastach powstało bowiem łącznie 3468 lokali, najwięcej w Katowicach i Krakowie. Warto dodać, że w budowie jest 1571 mieszkań w ramach inwestycji realizowanych w pięciu miastach: Zgorzelcu – 221 mieszkań, Katowicach – 523, Sianowie – 168, Wrocławiu – 469 i Nakle nad Notecią – 190.

Z ostatnich komunikatów PFR Nieruchomości wynika, że w przygotowaniu są inwestycje w kolejnych czterech miastach: Lublinie (388 mieszkań), Elblągu (150), Szczecinie (800) i Wrocławiu (450 lokali). Ministerstwo Rozwoju i Technologii wymienia też Skawinę (168), Warszawę (558) i Sochaczew (246 lokali). Łącznie we wszystkich tych miastach ma powstać niemal 2,8 tys. mieszkań na wynajem.

Warto odnotować, że niektórzy próbują jeszcze przedstawiać program „Mieszkanie Plus” w korzystniejszym świetle dodając statystyki dotyczące mieszkań komunalnych i społecznych czynszowych.Mieszkanie Plus-mieszkania w częsci rynkowej

–  Okazało się, że bez subwencji budżetowej nie da się budować dostępnych cenowo mieszkań czynszowych. Zwłaszcza w warunkach lawinowo rosnących kosztów budowy. Sytuacji nie uratował program „Mieszkanie na Start”, czyli dopłaty do czynszów – komentuje Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl.

Jak przyznają eksperci GetHome.pl rząd postawił krzyżyk na rynkowej części Mieszkania Plus, ale równocześnie zwiększył wsparcie budownictwa czynszowego realizowanego przez gminy oraz społeczne inicjatywy mieszkaniowe.

Bo do tanga trzeba dwojga

Od ponad dwóch lat gminy mogą uzyskać dofinansowanie w wysokości nawet 80% kosztów inwestycji, a nie jak wcześniej – 35-45%. Przy czym to dofinansowanie z Funduszu Dopłat przy Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) dotyczy zarówno budowy mieszkań komunalnych, jak też remontów pustostanów. Mimo to, inwestycji mieszkaniowych wciąż nie ma na liście priorytetów większości gmin.

GUS podaje, że w 2022 r. powstało w całym kraju 629 mieszkań komunalnych, czyli o połowę mniej niż rok wcześniej. To bodaj najgorszy wynik po 1989 r.  Fatalne są także statystyki dotyczące rozpoczynanych budów. Lekkim optymizmem mogą napawać tylko dane o pozwoleniach na budowę.

Portal przypomina, że jeszcze na początku tego roku na rządowej stronie internetowej dedykowanej programowi „Mieszkanie Plus” można było znaleźć zapowiedź zwiększenia zasobów mieszkaniowych gmin o ponad 150 tys. lokali czynszowych w okresie od 2019 do 2025 r. W Narodowym Programie Mieszkaniowym rząd zadeklarował, że do 2030 r. zniknie kolejka pod mieszkanie komunalne. Z danych GUS wynika, że w 2021 r. czekało na nie ponad 129 tys. gospodarstw domowych.  Oznacza to, że w kolejnych 9 latach musiałoby powstawać  średnio co najmniej 14 tys. lokali na rok.Mieszkanie Plus-komunalne

Warto zauważyć, że statystykom budowlanym GUS umyka odzyskiwanie tzw. pustostanów, czyli mieszkań opuszczonych z powodu złego stanu technicznego. W całym kraju jest ich blisko 64 tys. Ministerstwo Rozwoju i Technologii podało, że w 2022 r.  dofinansowanie z Funduszu Dopłat przy BGK przyznano 195 gminnym inwestycjom remontowym. Mają one objąć łącznie blisko 4,7 tys. mieszkań.

Z drugiej strony nieudanym okazał się rządowy program „Mieszkania za grunt”, który miał zwiększyć pulę tanich mieszkań czynszowych. Gminy miały je uzyskać od deweloperów w zamian za przekazane im grunty.

Społeczne czynszowe rozpędza się

Mieszkania czynszowe budują też towarzystwa budownictwa społecznego (TBS) i społeczne inicjatywy mieszkaniowe (SIM), czyli spółki, których udziałowcami są najczęściej gminy. Do rozpoczynania inwestycji mają je przekonać nie tylko państwowe grunty przekazane na ten cel z Krajowego Zasobu Nieruchomości, ale i spory zastrzyk gotówki z budżetu państwa. Dotacja dla SIM/TBS z Funduszu Dopłat przy BGK sięga 35% kosztów budowy. Ponadto spółki mogą skorzystać z preferencyjnego kredytu z BGK, zaś lokatorzy partycypujący w kosztach budowy mogą wykupić mieszkania.

Czy przełożyło się to na statystyki budowlane? W 2022 r. TBS-y wybudowały 1,6 tys. mieszkań, czyli niemal o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. Równocześnie GUS odnotował potężny, bo aż 35% regres, jeśli chodzi o liczbę rozpoczętych mieszkań. W pozwoleniach na budowę wzrost wyniósł 14%.Mieszkanie Plus-społeczne czynszowe

Ten segment budownictwa czynszowego najpewniej będzie się rozwijał. Oczywiście, o ile będą pieniądze na wsparcie TBS i SIM także w kolejnych latach – ocenia Marek Wielgo. Wskazują też na to tegoroczne statystyki budowlane.  GUS podał, że w okresie czterech miesięcy TBS-y i SIM-y rozpoczęły budowę blisko 1,1 tys. mieszkań. To wynik przeszło dwukrotnie lepszy od ubiegłorocznego.

Dlaczego euro spadło poniżej 4,50 zł?

Ostatnie miesiące mogły być dużym szokiem dla osób zainteresowanych kupnem walut obcych. Jeszcze w lutym tego roku widzieliśmy, jak euro dociera do 4,80 zł. Wiele osób zastanawiało się, czy podobnie jak dolar i frank na przełomie III i IV kwartału euro złamie barierę 5 zł. Barierę testowaną chwilowo w pierwszych dniach rosyjskiej agresji. Nie tylko nie doszło ponownie do tego testu, ale od kilku dni oglądamy atak w drugą stronę na poziom 4,50 zł. Co spowodowało te zmiany? Korzenie tego ruchu jak się okazuje, są znacznie głębsze niż nam się na pierwszy rzut oka wydaje.

Czy to naprawdę wina wojny?

Żeby lepiej zrozumieć specyfikę obecnych wydarzeń, trzeba spojrzeć na powody, przez które polski złoty był w tak silnym odwrocie. Oczywiście rosyjska inwazja na terytorium Ukrainy zmieniła trochę na rynkach, ale jej wpływ nie jest tak duży, by wyjaśniać całość problemów. O ile jeszcze kilka miesięcy temu można było mówić o istotnym czynniku inflacyjnym z powodu wzrostu cen surowców energetycznych to obecnie zarówno ropa jak i gaz są wyraźnie tańsze niż przed rokiem. Nie zmienia to faktu, że raz rozpędzoną inflację teraz ciężko jest zatrzymać. A to właśnie utrata siły nabywczej przez pieniądz powoduje, że traci on na wartości. Tym bardziej że Rada Polityki Pieniężnej wstrzymała cykl podwyżek stóp procentowych.

A może w tej inflacji jest trochę naszej winy?

Problem zaczął się znacznie wcześniej. Walka z negatywnymi skutkami pandemii skutkowała rozdawaniem pieniędzy. Dzięki temu stopa życia wielu osób nie ucierpiała gwałtownie pomimo ogromnych problemów. Problem w tym, że rozdaliśmy ich naprawdę dużo, a do tego, by ulżyć kredytobiorcom, gwałtownie obniżyliśmy stopy procentowe. O ile nie ruszyło to chęci przedsiębiorców do inwestycji, ze względu na olbrzymią niepewność, o tyle konsumpcja ruszyła jak szalona. Nie wzbudziło to zaufania inwestorów, co powodowało, że pomimo przyzwoitych danych makroekonomicznych, złoty tracił na wartości. Z drugiej strony czemu dane miały być złe, skoro do kraju napłynęły pieniądze na kredyt. W rezultacie, o ile przed pandemią euro kosztowało 4,20-4,40 zł to od tego czasu rozpoczął się wyraźny ruch osłabiający naszą walutę, który w 2,5 roku doprowadził ją stabilnie pod poziom 4,90 zł.

Co jeszcze przeszkadzało złotemu?

Gdy inflacja zaczęła wymykać się spod kontroli, działania RPP były niespieszne. Owszem reagowała znacznie szybciej niż FED czy EBC, ale też problem był znacznie większy. Władza znacznie bardziej bała się recesji niż inflacji. W rezultacie tańszy pieniądz i słabsza waluta wyglądały zupełnie nie najgorzej. Na to wszystko nakładała się w końcowej fazie tego ruchu jeszcze pewna wizja światowej recesji. Jeszcze kilka miesięcy temu wyglądała ona na znacznie poważniejszą niż obecnie, stąd nie można było się dziwić, że kapitał uciekał do bezpiecznych przystani.

Co się zmieniło, że nagle jest taniej?

Z jednej strony część analityków może powiedzieć, trochę parafrazując prezesa Glapińskiego, że jak coś idzie w górę, to potem spada. Najwyraźniej ta mądrość dotyczy nie tylko stóp procentowych, ale również walut. O ile nie jest to oczywiście frank szwajcarski w długim okresie, o czym kredytobiorcy walutowi na pewno szybko przypomną. Faktycznie po tak długim ruchu nagle się okazało, że złoty zaczął być atrakcyjny dla potencjalnych inwestorów. W rezultacie był to pewien sygnał sugerujący rozpoczęcie korekty. Jest to ciekawa historia, brakuje tylko jednej rzeczy – sygnału do tego ruchu. Z jakiegoś powodu, ktoś zaczął kupować złotego, a reszta podłączyła się do tego ruchu.

Czy wybory pomagają złotemu?

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że jeszcze niedawno z okazji roku wyborczego wielu analityków spodziewało się niesamowitych działań w ramach tzw. kiełbasy wyborczej. Dzisiaj wiemy, że rząd zaproponował darmowe autostrady, waloryzację flagowego projektu 500 oraz finansowanie darmowych lekarstw dla określonych grup. Rynki spodziewały się znacznie więcej, a skoro jest rozsądniej (nie mylić z rozsądnie), to patrzą na Polskę przyjaźniejszym okiem. Do tego warto dodać, że recenzujemy pomysły koalicji dlatego, że one mają szansę wejść w życie. Program głównej siły opozycyjnej jest taki sam tylko bardziej wpływający na inflację i deficyt, za to bez szans na realizację.

Miał być kryzys, a nie ma

Polska oprócz inflacji ma bardzo przyzwoite dane makroekonomiczne. Jest oczywiście pewien problem z inwestycjami, ale przy wysokim koszcie pieniądza nie jest to niczym zaskakującym. Tym bardziej, biorąc pod uwagę niestabilność oczekiwań związanych chociażby z pandemią. Rynek pracy ma się bardzo dobrze. Zatrudnienie cały czas rośnie pomimo wspomnianych problemów. Wyniki wzrostu PKB są solidne. Płace rosną niewiele poniżej inflacji, co powoduje, że wraz z silnymi transferami socjalnymi obecnej władzy wcale tak mocno nie biedniejemy. Rośnie co prawda zadłużenie, ale zaczynaliśmy z relatywnie niskiego poziomu, więc na tle innych państw wciąż nie wygląda to dramatycznie. W rezultacie dane makroekonomiczne wyraźnie wsparły w ostatnim czasie złotego.

Co ze stopami procentowymi?

Kwestia stóp procentowych w dalszej perspektywie wcale nie wygląda bardzo źle. Rynki spodziewały się, że różnica pomiędzy Polską a Zachodem będzie znacznie mniejsza. Teraz jednak trochę oddalają się obniżki u nas w kraju. Wygląda na to, że USA może obniżyć stopy szybciej niż my, mimo że cykl podwyżek zaczęto tam później. Również w strefie euro nie wygląda na to, że w przyszłości stopy osiągną niebotyczne poziomy. W rezultacie powód przeceny trochę znika.

Podsumowując

Polski złoty może nie tyle zyskuje, ile otrzepuje się po stratach z lat 2020-2022. Patrząc jednak, że w sporej części jest to odbicie tamtych osłabień można mieć wątpliwości, jak nisko zejdziemy realnie w tym ruchu. Z drugiej strony za kilka miesięcy czekają nas wybory w kraju. Może pojawić się wiele nowych zmiennych. Scenariuszy jest bardzo dużo, a i na świecie może się jeszcze wiele wydarzyć. Rok 2023 nie powinien być nudny na rynku walutowym.

Autor: Maciej Przygórzewski – Główny analityk walutowy Walutomat.pl

Pierwszy kwartał z rekordową podażą w historii rynku magazynowego

Zainteresowanie powierzchnią logistyczną i przemysłową nie słabnie. Od początku 2023 r. do użytku oddano 1,9 mln mkw. nowej powierzchni magazynowej, co było najwyższą wartością w historii polskiego rynku. Tym samym, zasoby sektora magazynowego osiągnęły 29,6 mln mkw. Eksperci Colliers szacują, że w kolejnych kwartałach wolumen nowej podaży będzie niższy.

Sektor 3PL liderem

W I kw. 2023 r. wolumen popytu brutto wyniósł 1,2 mln mkw. Wśród najemców najwięcej powierzchni w tym okresie wynajęły firmy z sektora 3PL (Third Party Logistics) – 39%. Warto również wspomnieć o branży farmaceutycznej, gdyż odpowiada ona za 10% wolumenu popytu brutto, co w jej przypadku jest wyjątkowo wysokim udziałem w rynku.

Pod względem struktury umów najmu od kilku ostatnich kwartałów widoczna jest zmiana. W I kw. 2023 r. 49% stanowiły nowe umowy i aż 45% ich odnowienia, podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku udziały te wynosiły odpowiednio 66% i 27%.

Nowe magazyny i nowe powierzchnie w budowie

Wśród największych inwestycji oddanych do użytku w I kw. 2023 r. można wskazać m. in. obiekt Zalando zrealizowany przez Panattoni w Bydgoszczy (146 tys. mkw.), kolejną fazę Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub (125 tys. mkw.) oraz CTPark Warsaw South (77,6 tys. mkw.) zrealizowany w okolicach Mszczonowa.

Jednak na rynku widoczny jest spadek wolumenu powierzchni w budowie. Obecnie w realizacji jest jej 2,2 mln mkw., podczas gdy w I kw. 2022 r. było to aż 4,8 mln mkw. To efekt decyzji deweloperów, którzy w ciągu ostatniego roku rozpoczęli mniej inwestycji – na początku 2022 r. wolumen nowo rozpoczętych budów wyniósł około 1,5 mln mkw., podczas gdy na koniec roku nowych inwestycji było zaledwie około 300 tys. mkw.

– Spadek powierzchni w budowie widoczny od II kw. 2022 r. spowodowany jest m.in. niepewnością inwestorów, trudnościami związanymi z finansowaniem inwestycji, a także nieprzewidywalnymi kosztami budów – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers. – W I kw. 2023 r. widzimy jednak wzrost liczby nowo rozpoczętych inwestycji w stosunku do IV kw. 2022 r. O ile na koniec ubiegłego roku było to 300 tys. mkw., o tyle na koniec marca 2023 ich wolumen wyniósł około 830 tys. mkw. Wśród realizowanych obiektów 48% powierzchni stanowią obiekty budowane czysto spekulacyjnie, mimo że obecnie możliwość realizacji tego typu projektów jest ograniczona ze względu na wysokie wymagania podmiotów finansujących.

Coraz więcej pustostanów

Od początku 2022 r. zauważalny jest trend wzrostowy liczby pustostanów. W okresie I kw. 2022 r. – I kw. 2023 r. wzrosła ona o 3,1 p. p., wynosząc na koniec marca 6,2%, co jest najwyższą wartością tego wskaźnika od I kw. 2021 r. Pustostany w obiektach dostarczonych w samym pierwszym kwartale wyniosły aż 31%. Poziom wynajęcia w obiektach w budowie wynosi obecnie 47%, i jest to najniższa wartość tego wskaźnika w ostatniej dekadzie. Analitycy Colliers prognozują, że rok 2023 będzie się charakteryzował wyższą stopą pustostanów niż rok 2022.

– Ta sytuacja będzie spowodowana niższym popytem netto niż w roku ubiegłym. Udział renegocjacji w popycie brutto może stanowić wyższy odsetek niż w ostatnich trzech latach. Wolumen powierzchni w budowie powinien się utrzymać natomiast na poziomie między 2 – 3 mln mkw. Po wysokich fluktuacjach stawek czynszów od początku ubiegłego roku, rok bieżący powinien przynieść ich stabilizację – tłumaczy Antoni Szwech, Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

– Wzrost wolumenu powierzchni niewynajętej spowodowany był głównie dostarczeniem ogromnej ilości nowej powierzchni w ostatnich latach, która cechowała się relatywnie wysokimi pustostanami. Jednak ich wysoki współczynnik nie powinien niepokoić, gdyż stopa ta wciąż znajduje się na dość niskim poziomie i przy ograniczonym wolumenie nowej podaży zapobiega wystąpienia niedoboru rynkowego i pozytywnie wpływa na konkurencyjność na nim – dodaje Maciej Chmielewski.

Własność intelektualna w dobie pracy zdalnej

Jednym z największych atutów firm technologicznych jest ich własność intelektualna. Popularyzacja pracy zdalnej i umożliwienie korzystania z prywatnych urządzeń w organizacji może wywołać obawy pracodawców dotyczące IP. Kto jest właścicielem praw autorskich do dzieł stworzonych przez pracowników zdalnych? Jak globalne zespoły chronią swoją własność intelektualną?

– Unikalna własność intelektualna (ang. intellectual property – IP) firmy może być zagrożona nie tylko przez hakerów i konkurencję, ale także przez klientów oraz obecnych i byłych pracowników. Aby chronić swoje aktywa, firmy technologiczne muszą posiadać solidne, kompleksowe systemy bezpieczeństwa. Konieczne jest również dostosowanie zasad korzystania z własności intelektualnej do obecnych standardów pracy zdalnej – mówi Liina Laas, dyrektor ds. ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej w Deel. – Home office oznacza, że globalnie rozproszone zespoły mogą pracować niemal wszędzie, o każdej porze dnia. Jednak część pracodawców nie wie o dodatkowych zawiłościach w ochronie ich IP, które pojawiają się, gdy w grę wchodzą przepisy międzynarodowe.

„Workation” a własność intelektualna

Oferowanie elastycznych godzin pracy skutecznie przyciąga i zatrzymuje ekspertów w firmie. To kluczowy czynnik w trwającej walce o talenty. Pracownicy chcą decydować o tym, jak i skąd wykonują swoje obowiązki.

– Wraz ze wzrostem popularności pracy zdalnej powstają nowe narzędzia, oferowane przez firmy takie jak Deel, które pozwalają na szybkie i efektywne zarządzanie zespołami rozproszonymi po całym świecie. Dzięki nim pracownicy mogą wykonywać swoje obowiązki nie tylko na domowej kanapie, ale także na plaży na Malediwach. Pracodawcy z kolei nie muszą martwić się o kwestie związane z ochroną własności intelektualnej firmy – mówi Liina Laas z Deel.

Własność intelektualna stworzona w domu pracownika

Wszelkie wynalazki, utwory, a także kody komputerowe i oprogramowanie, które pracownik stworzył w wyniku wykonywania obowiązków wynikających ze stosunku pracy, w godzinach pracy, przy użyciu sprzętu firmowego, prawnie należą do pracodawcy. Dotyczy to również sytuacji, gdy zatrudniony pracuje w domu, a nie w biurze. Coraz częściej pracownicy zdalni używają własnego sprzętu do celów służbowych i odwrotnie. Dane i dokumentacja na prywatnych urządzeniach są często niekontrolowane i niezabezpieczone przed kradzieżą.

– Jedną z oferowanych przez nas usług jest możliwość wynajmu przez klientów sprzętu, który może być wyposażony w systemy zapewniające bezpieczeństwo własności intelektualnej firmy. Deel współpracuje z globalnym dostawcą sprzętu Hofy, co oznacza, że oprócz naszych usług kontraktowych i płacowych, pracodawcy mogą teraz wypożyczyć wysokiej jakości sprzęt potrzebny do pracy zdalnej – mówi Liina Laas z Deel – Dla polskiej firmy, która chce wypożyczyć niezbędny sprzęt dla pracownika np. w Hiszpanii lub Wielkiej Brytanii, wystarczy kilka kliknięć. Pracodawca może mieć pewność, że wybrany sprzęt dotrze do pracownika w ciągu maksymalnie pięciu dni roboczych, w zależności od lokalizacji.

Pracownik czy pracodawca? Kto ponosi odpowiedzialność za kradzież własności intelektualnej?

Co w sytuacji, gdy pracownik popełni wykroczenie, np. dopuści się kradzieży kodu informatycznego innej firmy, a pracodawca przejmie prawa autorskie do tego utworu? Przełożony może ponosić taką samą odpowiedzialność, jak pracownik, jeżeli: zlecił popełnienie czynu zabronionego, udzielił pomocy w jego popełnieniu lub nakłonił do naruszenia prawa. W pozostałych przypadkach nie powinien martwić się o swoją odpowiedzialność karną.

Co zrobić, aby się chronić?

Co może zrobić firma, aby chronić swoje IP? Przydatne może być szkolenie i ostrzeganie pracowników o konsekwencjach kradzieży własności intelektualnej. Pracodawca powinien również utrzymywać stały kontakt z członkami swojego zespołu. Ponadto, pomocne może okazać się zatrudnienie coraz bardziej pożądanego specjalisty ds. pracy zdalnej, którego głównym zadaniem jest kontrolowanie pracy zatrudnionych wykonujących swoje obowiązki poza biurem.

Nasze rozwiązanie może pomóc w ochronie własności intelektualnej podczas zatrudniania zespołów zbudowanych z osób z różnych zakątków świata. Model pracodawcy Deel oferuje dostosowane, regularnie sprawdzane pod kątem zgodności z lokalnymi przepisami kontrakty, które przenoszą własność intelektualną na pracodawcę. Wspieramy także firmy w podpisywaniu umów z niezależnymi wykonawcami. Wbudowane klauzule dotyczące własności intelektualnej przypisują organizacji całą stworzoną przez nich pracę. W Deel oferujemy również kompleksowe funkcje compliance i onboarding, w tym bezpłatne generowanie i przechowywanie standardowych umów o zachowaniu poufności. Skuteczna ochrona własności intelektualnej pozwoli Twojemu zespołowi rozwijać się na całym świecie – podsumowuje Liina Laas, dyrektor ds. ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej w Deel.

Wyniki Grupy PHN na koniec I kwartału 2023 r.

Grupa Kapitałowa PHN, mimo trudnych warunków rynkowych i makroekonomicznych wypracowała w pierwszym kwartale br. 137,3 mln PLN skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 26 proc. licząc rok do roku. To efekt konsekwentnie realizowanej polityki dywersyfikacji działalności. Dzięki niej oraz ścisłej kontroli kosztów skorygowana EBITDA wyniosła 19,9 mln PLN.

W pierwszym kwartale 2023 r. skonsolidowane przychody ze sprzedaży Grupy PHN, uzyskane w m.in. segmentach najmu, deweloperskim i usług budowlanych wzrosły o 26 proc. do 137,3 mln PLN, w porównaniu do tego samego okresu 2022 r. Grupa, dzięki kontroli kosztów, wypracowała 10,1 mln PLN zysku EBITDA, co jest dużym sukcesem w turbulentnych warunkach rynkowych. Ze względu na wzrost kosztów finansowania dłużnego, spowodowany wysokimi stopami procentowymi oraz zmianę wartości godziwej nieruchomości inwestycyjnych, w pierwszym kwartale 2023 r. Grupa PHN odnotowała stratę z działalności kontynuowanej na poziomie 8,5 mln PLN netto.

Już od ponad trzech lat mierzymy się z dużymi wyzwaniami, jakie przed branżą nieruchomości stawiała najpierw pandemia COVID-19, czy w 2022 r. agresja Rosji na Ukrainę ze wszystkimi konsekwencjami: kryzysem energetycznym, inflacją czy zawirowaniami na rynkach walutowych. Jednak, mimo tych licznych trudności, w pierwszym kwartale 2023 r. udało się nam zwiększyć przychody oraz poprawić wynik z naszego kluczowego segmentu, czyli najmu. Pozostałe segmenty, czyli działalność deweloperska i budowlana, również odnotowały wzrosty, dzięki czemu nasza działalność podstawowa pozostaje dochodowa – powiedział Marcin Mazurek, prezes zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Portfel Grupy PHN obejmuje ponad 150 wydzielonych biznesowo nieruchomości o wartości rynkowej około 3,7 mld  PLN, co plasuje ją w ścisłej czołówce największych firm nieruchomościowych w Polsce. Wzrost przychodów i poprawę wyniku odnotowano we wszystkich perspektywicznych segmentach, czyli najmu powierzchni biurowych i magazynowych.

Wzrost kosztów obsługi zadłużenia to konsekwencja wysokiej inflacji, a zmiana wartości godziwej to efekt wzrostu stóp procentowych w strefie euro i zakładanej przez rzeczoznawcę większej awersji do ryzyka wśród inwestorów zainteresowanych nabyciem nieruchomości. Rynek widzi szansę na pierwsze obniżki stóp w ciągu kilku najbliższych kwartałów, a prognozy wzrostu gospodarczego są podwyższane dla UE, w tym Polski przez coraz więcej firm ratingowych czy instytucji finansowych, co powinno również przełożyć się na poprawę nastrojów na rynku nieruchomości. Pewnym wyzwaniem może być za to umacnianie się złotego wobec euro – wyjaśnił Marcin Mazurek, prezes zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Jednak jak widać po zysku EBITDA dzięki zdywersyfikowanej działalności mamy solidne podstawy, które doceniają inwestorzy finansowi. Przedwczoraj zamknęliśmy emisję obligacji korporacyjnych o wartości 220 mln PLN, pożyczając pieniądze na trzy lata na bardzo dobrych warunkach, np. pod względem marży. Pozyskane środki pozwolą nam na sfinansowanie rozpoczętych inwestycji i przygotowanie kolejnych. Nasze projekty, takie jak na przykład SKYSAWA czy Yacht Park, pokazują, że warto nam zaufać – dodał Marcin Mazurek.

W segmencie biurowym udało się zwiększyć przychody ze wszystkich kluczowych aktywów, jak np. warszawski wieżowiec INTRACO, czy Alchemia II w Gdańsku, głównie dzięki podpisaniu nowych umów, co dodatkowo daje perspektywę na utrzymanie wyników w przyszłości. Jednocześnie Grupa PHN finalizowała aranżację (tzw. fit out) części kompleksu biurowego SKYSAWA klasy A w Warszawie zlokalizowanego w ścisłym centrum stolicy, o łącznej powierzchni około 35 tys. mkw. GLA. Ten prestiżowy, wielokrotnie nagradzany biurowiec, ostatnio przez Stowarzyszenie Architektów Polskich, jako lider rankingu „Zrównoważony rozwój i budynki certyfikowane” został w całości wynajęty przez PKO Bank Polski, największą polską instytucję finansową, która utworzy w nim swoją nową siedzibę. Obecnie odbywają się odbiory 9-piętrowego budynku A, o powierzchni około 10 tys. mkw. GLA, co pozwoli na rozpoznawanie przychodów z najmu tych powierzchni w drugim półroczu br. Wieża B, której wewnętrzna aranżacja już trwa, powinna być przekazana do użytkowania w czwartym kwartale 2023 r., co pozytywnie wpłynie na wyniki segmentu biurowego. Grupa PHN aktywnie poszukuje najemców do INTRACO Prime, drugiego swojego nowego prestiżowego biurowca, zlokalizowanego na warszawskim Muranowie, obok charakterystycznego wysokościowca INTRACO.

W segmencie powierzchni magazynowych również odnotowano wzrosty, po tym jak na początku 2023 r. zakończono rozbudowę parku PHN Pruszków, realizowaną na potrzeby jednego z kluczowych najemców – firmy DPD Polska, która zwiększyła tym samym o blisko 30 proc., tj. do  ok. 18 tys. mkw. powierzchnię zajmowaną w obiekcie zlokalizowanym w podwarszawskim Brwinowie. W związku z ogromnym zainteresowaniem najmem wysokiej klasy powierzchni magazynowych położonych w atrakcyjnych lokalizacjach, przy dużych miastach i trasach szybkiego ruchu, Grupa PHN kontynuuje działania zmierzające do zagospodarowania posiadanych gruntów poprzez budowę nowoczesnych parków logistycznych. Równocześnie trwają prace przygotowawcze przed rozpoczęciem budowy kompleksu logistycznego w Zgorzelcu z potencjałem ok. 220 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej i uzupełniającej powierzchni biurowej, który ma zbudować joint venture PHN i Hillwood – amerykańskiego dewelopera specjalizującego się w budowie i zarządzaniu obiektami z segmentu magazynowo-przemysłowych nieruchomości komercyjnych.

Grupa PHN pozostawała także aktywna w segmencie mieszkaniowym, przekazując lokale w osiedlach w Warszawie – Młoda Białołęka i INSTA 21. Chcąc zapewnić sobie przychody w przyszłych okresach, Grupa PHN kontynuuje budowy dwóch kompleksów mieszkalnych: we Wrocławiu – Osiedla ŁAN oraz z segmentu premium KOLEJ NA 19, z doskonałą lokalizacją w centrum miasta, przy ulicy Kolejowej w Warszawie. Przewidziana podaż z obu lokalizacji to 320 nowych mieszkań, których przekazanie nastąpi w 2024 r. PHN posiada także bank ziemi z potencjałem pod kolejne projekty.

Celem strategicznym Grupy PHN jest konsekwentne zwiększanie wartości aktywów i dalsza poprawa efektywności. Budowane budynki biurowe i mieszkalne charakteryzują się wysoką  jakością i designem. Dzięki stosowaniu innowacyjnych i proekologicznych rozwiązań są nie tylko funkcjonalne, ale też energooszczędne, co plasuje firmę wśród liderów rynku nieruchomości w Polsce. Projekty realizowane przez spółkę znajdują uznanie nie tylko międzynarodowych ekspertów, ale też wśród inwestorów, którzy współfinansują rozwój portfela poprzez udział w emisjach obligacji.

Polacy odzyskują zdolność kredytową. Niektórzy chcą rezerwować mieszkania i kupować je… jesienią

Eksperci rynku nieruchomości przyznają, że osób zainteresowanych zakupem mieszkania w II kwartale 2023 roku jest więcej niż w poprzednich miesiącach. Przyczyn jest kilka – wiele osób liczy na rządowe wsparcie w ramach programu „Bezpieczny kredyt 2%”, a inni przez ostatnie miesiące oszczędzali na wkład własny i obecnie mogą pochwalić się lepszą zdolnością kredytową. – Rynek nieruchomości nie może trwać w stagnacji tyle miesięcy nie dlatego, że deweloperzy mają potrzebę, by sprzedawać mieszkania. Ten ruch zaczyna się, bo klienci podejmują decyzję, że muszą już kupić mieszkanie. Mają dosyć życia u rodziców, mają dosyć wynajmowania mieszkań, takie są podstawowe motywy osób, które w ostatnich dniach do nas przychodzą – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Król dodaje jednak, że wiele rodzin rozgląda się, a nawet chce… rezerwować mieszkania. Przyznają oni jednocześnie, że zakup sfinalizowaliby dopiero za kilka miesięcy.

Większe zarobki, oszczędności i nadzieja na „Bezpieczny kredyt 2%”

IV kwartał roku 2022 i I kwartał roku 2023 był fatalny dla sektora nieruchomości. Mieszkań sprzedawało się niewiele, a szacunkowy spadek ilości budowanych obiektów deweloperskich w poszczególnych regionach Polski waha się od 20 do nawet 40%.

Brak zainteresowanych zakupem mieszkań nie sprawił jednak, że ceny nieruchomości zaczęły drastycznie spadać. Inwestycje deweloperskiej niemal utrzymały cenę. Wzrosły ceny kawalerek na rynku wtórnym. Taniej kupimy za to bliźniaki i mieszkania na rynku wtórnym o metrażu powyżej 60 metrów kwadratowych.

– Polacy powoli odzyskują zdolność kredytową w bankach, co jest dobrą wiadomością zarówno dla deweloperów jak i dla klientów. Obniżenie buforów kredytowych w bankach, wzrost wynagrodzeń oraz to, że przez ostatnie miesiące wiele osób intensywnie oszczędzało na wkład własny, powoduje, że widzimy, że transakcji jest coraz więcej – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Rynek nieruchomości napędza sytuacja finansowa klasy średniej, a ta się w ostatnim czasie poprawiła. Oczywiście nie jest tak, że sytuacja wróciła do stanu sprzed podwyżki stóp procentowych, ale są już na rynku nieruchomości, które są w zasięgu osób, które mają kilkadziesiąt tysięcy złotych wkładu własnego i planują kredyt na poziomie ok. 300 tysięcy złotych – przyznaje Mirosław Król.

Większe zainteresowanie rynkiem wtórnym. Deweloperzy muszą poczekać

Ekspert dodaje, że w ostatnich miesiącach dziesiątki rodzin decydują się na oglądanie mieszkań, co jest zwiastunem tego, że rozważają zakup nieruchomości.

– Jest zainteresowanie. Szczególnie mieszkaniami na rynku wtórnym o średnim metrażu. Wciąż mniej osób ogląda bliźniaki oraz inwestycje deweloperskie, bo ich ceny są wysokie. Na pewno nadzieje Polaków na mieszkanie rozbudziły polityczne obietnice dotyczące programu „Bezpieczny kredyt 2%”. Wciąż jednak nie wiemy jak w szczegółach on będzie działać i kiedy zostanie uruchomiony konkretnie, stąd rynek nieruchomości ma obawy, że korzystanie z niego nie nastąpi tak szybko, jak wszyscy, by chcieli – dodaje Mirosław Król.

Wśród kupujących pojawiły się osoby, które licytują ceny lub proszą o… rezerwacje nieruchomości.

– To bardzo częste, ale zazwyczaj niemożliwe. Przychodzą klienci, którzy mówią: jak tylko rządowa dopłata do kredytów wejdzie w życie to bierzemy to mieszkanie. Inni proszą żeby poczekać ze sprzedażą tego mieszkania do jesieni, bo wtedy już będą środki. Zazwyczaj nie można na takie zachowanie ze strony sprzedającego liczyć. Podmioty sprzedające mieszkania również czekają na klientów i rezerwowanie mieszkań na wiele miesięcy do przodu nie jest w ich interesie – dodaje Mirosław Król.

Eksperci spodziewają się, że wyraźny wzrost ruchu na rynku nieruchomości będzie mieć miejsce w ostatnim kwartale 2023 roku.

Polski zew migracji zarobkowej – nie przeszkadza nawet brak znajomości języka

Jak wynika z danych raportu IOM „World Migration Report 2022”, zdecydowana większość światowej populacji mieszka w kraju swojego urodzenia. Tylko 1 osoba na 30 jest migrantem szukającym lepszych możliwości na nowych terenach. Analiza danych pokazuje jednak, że z dekady na dekadę zmieniających miejsce zamieszkania jest więcej. Szacuje się, że w 2020 roku migrantów międzynarodowych było około 281 mln. Polaków i osób polskiego pochodzenia za granicą również nie brakuje – jest ich ok. 21 mln (dane Stowarzyszenia Wspólnota Polska). Co więcej, jak wynika z raportu Grupy Progres, żeby dostać etat w innym kraju często nie trzeba nawet mówić w obcym języku – niemal połowa ofert pracy nie wymaga takiej znajomości.

  • Szacuje się, że poza granicami naszego kraju mieszka około 21 mln Polaków i osób polskiego pochodzenia.
  • Główną motywacją Polaków decydujących się na wyjazd jest często chęć zarobku.
  • Sytuacja na rynku pracy za naszymi granicami pozwala na to, by dorobić mógł każdy, kto się na taki wyjazd zdecyduje.
  • Jak wynika z analizy zagranicznych ofert dostępnych w Polsce, przeprowadzonej przez Grupę Progres, jedna czwarta propozycji pracy skierowana jest do osób, które nie mają żadnego doświadczenia zawodowego, a w blisko połowie ogłoszeń (42 proc.) nie wymienia się znajomości języka jako warunku koniecznego do podjęcia zatrudnienia.
  • Co ważne, aż 94 proc. ofert gwarantuje zakwaterowanie, a 16 proc. także transport do miejsca wykonywania obowiązków. Zatrudnienie znajdzie także ktoś, kto wyjechać chciałby ze swoim partnerem czy partnerką, bo 21 proc. przeanalizowanych ofert skierowanych było właśnie dla par.

W 2020 r. migranci międzynarodowi stanowili 3,6 proc. światowej populacji (raport IOM „World Migration Report 2022”). Ta liczba wzrosła w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. W 1990 r. migrantów było o 128 mln mniej niż obecnie, a w 1970 r. swoje ojczyzny opuszczało trzy razy mniej osób niż teraz. Skalę migracji odzwierciedlają również dane, gromadzone przez Bank Światowy, dotyczące międzynarodowych przekazów pieniężnych. Okazuje się, że w ostatnich dziesięcioleciach nastąpił ponad 5,5-krotny wzrost transferów finansowych lub rzeczowych dokonywanych przez migrantów bezpośrednio do rodzin lub społeczności w ich krajach pochodzenia (ze 126 mld USD w 2000 roku do 702 mld w roku 2020). Nie zmieniła tego znacząco nawet pandemia COVID-19. Mimo przewidywań w 2020 r. odnotowano niewielki spadek przekazów w porównaniu do roku poprzedniego (o 2,4 proc.).

Nasi rodacy stanowią ponad 7 proc. wszystkich migrantów międzynarodowych. Szacuje się bowiem, że poza granicami naszego kraju mieszka ich około 21 mln. Najwięcej, bo ok. 10 mln Polaków, mieszka w Stanach Zjednoczonych, jednak od lat najpopularniejszym miejscem poszukiwań nowego domu jest dla nas Europa – najczęściej Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. Jak pokazują dane GUS, od 2004 roku – przystąpienia Polski do Unii Europejskiej – do roku 2021 do różnych krajów Starego Kontynentu wyemigrowało ponad 312 tys. osób. W tym samym czasie na tereny Ameryki Północnej i Południowej wyjechało nieco ponad 40 tys. naszych rodaków. We wspomnianym czasie ponad 138 tys. Polaków za nowe miejsce do życia wybrało naszych zachodnich sąsiadów (Niemcy), przeszło 84 tys. – Wielką Brytanię, natomiast amerykański sen postanowiło spełnić więcej niż 30 tys. osób z Polski.

Wyjazdy migracyjne na pobyt stały powodowane są nie tylko kwestiami finansowymi, ale często sytuacją rodzinną, chęcią rozwoju, realizacji marzeń czy po prostu ciekowością świata. Inaczej jest z sezonowym podejmowaniem pracy zagranicą.  Z tym zjawiskiem mamy w ostatnim czasie do czynienia coraz częściej. Główną motywacją Polaków decydujących się na kilkutygodniowy czy kilkumiesięczny wyjazd na Zachód są właśnie pieniądze.

O ile jeszcze jakiś czas temu osoby wyjeżdżające z Polski sezonowo podawały różne powody swojej decyzji, tak z ostatnich badań wynika, że teraz to finanse odgrywają w procesie podjęcia decyzji kluczową rolę. Wszystko tak naprawdę sprowadza się do niewystarczającego wynagrodzenia nad Wisłą. Oczywiście na taki stan rzeczy wpływ ma m.in. sytuacja geopolityczna i gospodarcza. Co więcej, wynagrodzenia nie rosną tak szybko, jak inflacja, więc chęć podreperowania domowego budżetu jest oczywista i zrozumiała. I nie mówimy tu o tzw. budżecie rekreacyjnym – na nasze przyjemności, tylko o pieniądzach na pierwsze i najważniejsze potrzebymówi Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres.

Na szczęście sytuacja na rynku pracy – również sezonowym – za naszymi granicami pozwala na to, by dorobić mógł każdy, kto się na taki wyjazd zdecyduje. Jak wynika z analizy zagranicznych ofert dostępnych w Polsce, przeprowadzonej przez Grupę Progres, jedna czwarta propozycji pracy skierowana jest do osób, które nie mają żadnego doświadczenia zawodowego, a w blisko połowie ogłoszeń (42 proc.) nie wymienia się znajomości języka jako warunku koniecznego do podjęcia zatrudnienia. Co ważne, aż 94 proc. ofert gwarantuje zakwaterowanie, a 16 proc. także transport do miejsca wykonywania obowiązków. Zatrudnienie znajdzie także ktoś, kto wyjechać chciałby ze swoim partnerem czy partnerką, bo 21 proc. przeanalizowanych ofert skierowanych było właśnie dla par.*

Wśród popularnych obszarów, w których Polacy angażują się w pracę sezonową, jest budownictwo. Swoje umiejętności wnoszą zarówno specjaliści budowlani, którzy zwykle wyjeżdżają na z góry określone czasowo kontrakty, ale także robotnicy szukający zleceń na bieżąco. W takich jak Hiszpania, Holandia czy Niemcy, pracownicy sezonowi znajdują zatrudnienie w rolnictwie, szczególnie w okresach zbiorów. Ich praca jest nieoceniona w zapewnieniu wystarczającej siły roboczej w sektorze rolnym, który często wymaga większej liczby pracowników o określonych porach roku. Branża gastronomiczna i hotelarska jest kolejną, w której Polacy odgrywają istotną rolę. Zarówno jako kucharze, kelnerzy, jak i personel hotelowy, przyczyniają się do obsługi gości i tworzenia przyjemnego doświadczenia dla turystów.

Zatrudnienie Polaków w tych różnorodnych sektorach za granicą, nawet na krótki czas, nie tylko przynosi korzyści ekonomiczne obu stronom, ale również przyczynia się do wymiany kulturowej, tworzenia więzi między narodami i rozwoju umiejętności zawodowych. W ten sposób Polacy odgrywają istotną rolę w globalnym krajobrazie pracy, wspierając rozwój i postęp w różnych dziedzinach gospodarki – podkreśla Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres.Nie da się jednak zaprzeczyć, że byłoby lepiej, gdyby kształtowanie współczesnego świata, wpływanie na ekonomię i kulturę, odbywało się z innych przyczyn niż zła sytuacja gospodarcza i niewystarczające zarobki we własnym kraju – dodaje.

*Dane dot. analiz ponad 7 tys. ofert pracy w innych krajach opublikowanych w Polsce na największych portalach rekrutacyjnych.

Pożyczamy coraz więcej

  • Ponad 9,7 mln pożyczek (w tym e-commerce) na kwotę ponad 16 mld zł Polacy mieli w 2022 r. Jest to znaczący wzrost wobec 2021 r., kiedy to blisko 5,5 mln posiadanych zobowiązań opiewało na kwotę ponad 11 mld zł – wynika z danych CRIF Polska.
  • 2,7% zobowiązań pożyczkowych w ramach e-commerce w minionym roku nie było spłacanych regularnie – wskazuje CRIF Polska. Dla porównania rok wcześniej – w 2021 odsetek obciążonych długiem nie przekraczał 1,5%. Natomiast w przypadku zobowiązań gotówkowych odsetek niespłacanych z 2021 – 18,7% nieco spadł w 2022 r. do 18,6%.
  • Czy tak dynamiczny wzrost liczby pożyczek i ich wolumenu świadczy o tym, że portfele Polaków stają się coraz zasobniejsze?

W 2021 r. średnia wartość jednego zobowiązania pożyczkowego (w tym e-commerce) wynosiła 2005 zł, rok później średnia wysokość takiej pożyczki zmniejszyła się o 358 zł. Niemniej skala udzielonych wszystkich udzielonych wsparć zewnętrznych była już znacznie większa – z 9,7 mln zobowiązań wzrosła w perspektywie roku aż do 16 mln! W skład tych pożyczek wchodzą nie tylko tzw. szybkie kredyty gotówkowe na dowolny cel, ale również zakupy na raty lub transakcje e-commerce związane z odroczoną płatnością.

Czy skoro pożyczamy więcej pieniędzy i kupujemy też więcej, to czy można wnioskować, że Polacy się bogacą?

Więcej zarabiamy? Więcej pożyczamy

2 800 zł brutto wynosiła minimalna płaca w Polsce w 2021 r. O 210 zł podniesiono tę kwotę w 2022 r. Dla porównania w 2015 r., czyli 8 lat temu polski pracownik mógł zarabiać minimum 1750 zł brutto, czyli ponad 1700 zł mniej niż obecnie.

Na przestrzeni ostatnich lat płaca minimalna dynamicznie rośnie. W tym roku nawet Polacy zarabiający najmniej mogą liczyć na dwukrotną podwyżkę pensji, jednak sama kwota nie jest właściwym wyznacznikiem bogacenia się społeczeństwa. Warto weryfikować, co za tę minimalną pensję można w danym momencie nabyć. Jednym z takich podstawowych produktów jest chleb – zgodnie z danymi GUS w marcu b.r. cena 0.5 kg bochenka wynosiła 4,81 zł, gdy dla przykładu w analogicznym okresie 2015 r. za taką samą ilość chleba należało zapłacić 2,2 zł. Zatem blisko 100% wzrost pensji minimalnej nie spowodował, że Polacy mogą nabyć więcej tego produktu, wręcz przeciwnie.

Jednocześnie z danych CRIF wynika, że w 2022 r. Polacy chętniej niż w 2021 r. sięgali po zewnętrzne finansowanie w postaci pożyczek – także w ramach zakupów online. Tylko w 2022 r. wartość takich decyzji zakupowych wyniosła w sumie 1,8 mld zł, gdy rok wcześniej CRIF odnotował ich wartość na kwotę prawie 756 mln zł. Pomijając zobowiązania e-commerce, Polacy w 2022 r. zaciągnęli pożyczki na łączną kwotę 14,2 mld zł, czyli o 3,958 mld zł więcej niż w poprzednim roku.

Z pewnością mniejsze zainteresowanie pożyczkami w 2021 r. było spowodowane obawami Polaków wynikającymi z pandemii COVID-19 – lockdownu oznaczającego zamknięcie w domach i ograniczonej możliwości robienia zakupów, chociażby przez limity liczby klientów w sklepie. Wówczas wielu z nas odczuwało również niepewność związaną z zatrudnieniem i płynnością finansową, co przełożyło się na odłożenie niektórych wydatków czy zakupów w czasie. W minionym – 2022 r. sytuacja uległa poprawie, co ma swoje odzwierciedlenie w liczbie zawartych umów pożyczkowych – zauważa Jolanta Pytel z CRIF Polska.

Mamy pożyczki, mamy też długi

W przypadku zobowiązań e-commerce Polacy wykazują się większą dyscypliną w płatnościach – tutaj w 2022 r. procent zobowiązań, których nie spłacaliśmy regularnie wynosił 2,7%, a wartość zadłużenia mierzona na koniec roku, wynosiła blisko 35 mln zł. Dla przykładu, rok wcześniej opóźnienia w płatnościach dotyczyły 1,5% pożyczek, a kwota zaległości nie przekraczała 14 mln zł.

Zobowiązania e-commerce, w postaci głównie odroczonych płatności, z uwagi na swą specyfikę oraz cel, który często niekoniecznie jest związany z czystą potrzebą kredytową, a raczej potrzebą zakupu, za który zapłacimy dopiero po zdecydowaniu się na pozostawienie zakupionego towaru, a także poziom kwot, znacznie niższy niż klasyczna pożyczka, częściej regulowane są w terminie. W 2022 r. średnia wysokość takiej umowy wynosiła ok. 295 zł, więc z pewnością dużo łatwiej jest wygospodarować taką kwotę z domowego budżetu. Pożyczki gotówkowe w tym czasie miały średnią wartość bliską 4 tys. zł, co w wielu przypadkach może wiązać się z wyższą ratą, którą już dużo trudniej jest uregulować wielu pożyczkobiorcom – komentuje Jolanta Pytel z CRIF Polska.

Kto pożycza i kto nie spłaca?

Na umowy pożyczkowe w obszarze e-commerce najchętniej decydują się trzydziestolatkowie. Tylko w zeszłym roku aż 2,5 mln osób w wieku 30-39 lat miało na swoim koncie właśnie taki rodzaj zobowiązania. Osoby w tej grupie wiekowej stanowią też najliczniejsze grono tych, którzy jednocześnie zalegali z regulacją tych zobowiązań – taki dług miało blisko 66,3 tys. osób.

W przypadku pożyczek gotówkowych w 2022 r. prym również wiedli trzydziestolatkowie, choć rok wcześniej chętniej na taką opcję finansowania decydowały się osoby z grupy wiekowej 20-29 lat. Mimo że w 2022 r. aż 1,1 mln osób pomiędzy 30 a 39 r.ż. miało najwięcej zobowiązań tego typu, to jednak częściej w zadłużenia z tego tytułu wpadali młodsi pożyczkobiorcy – 190 tys. osób w wieku 20-29 lat.

Trzydziestolatkowie mają już znacznie częściej ustabilizowaną sytuację zawodową w porównaniu ze swoimi młodszymi koleżankami lub kolegami, co przekłada się na większą płynność finansową i sprawniejsze zarządzanie budżetem, toteż fakt, że lepiej od dwudziestolatków radzą sobie z regulowaniem płatności w terminie jest dość naturalny. Po 39 r.ż. z wiekiem spada z kolei zainteresowanie produktami pożyczkowymi – w przypadku zobowiązań e-commerce odsetek osób po 40 r.ż. jest zdecydowanie niższy – podkreśla Jolanta Pytel z CRIF.

Najchętniej po pożyczki sięgają mieszkańcy Mazowsza i Śląska, natomiast najrzadziej decydują się na takie zobowiązania osoby mieszkające w województwie łódzkim. Również te dwa regiony – woj. mazowieckie i śląskie mają większe problemy ze spłatą pożyczek w porównaniu z innymi obszarami Polski. Co ciekawe, mimo sporadycznego zaciągania pożyczek przez mieszkańców woj. łódzkiego to właśnie na tym terenie występuje jednocześnie największy odsetek osób mających problemy ze spłatą zobowiązań e-commerce – pokazują dane CRIF.

O ile rzeczywiście dane wskazują na wzrost zainteresowania Polaków takimi produktami jak pożyczki gotówkowe, zakupy ratalne czy zakupy z odroczoną płatnością, to ciężko mówić o bogaceniu się społeczeństwa. Sprawy nie ułatwia utrzymujący się kryzys energetyczny, z którym się borykaliśmy, wysoka inflacja, wysokie stopy procentowe, które na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy mocno podniosły raty kredytów. Płaca minimalna rośnie, ale nieustannie rosną także ceny podstawowych produktów spożywczych i rachunki – choćby czynsze. Pożyczki, które zaciągają Polacy, mogą być wynikiem odwlekanych w czasie pandemii zakupów i wydatków, a także aktem wsparcia codziennego budżetu. Dlatego też za każdym razem decyzja o zewnętrznym finasowaniu powinna być podejmowana w kontekście możliwości późniejszej obsługi zaciągniętych zobowiązań i skorelowana z realizacją pragnień, na które nas stać – podsumowuje Jolanta Pytel z CRIF Polska.

Atom w Polsce ma ruszyć w 2033 roku

Duży atom w Polsce ma stanąć w 2033 roku – kiedy według planu ma powstać pierwszy reaktor. Już na dniach mamy poznać model funkcjonowania konsorcjum projektowego – czyli wehikułu, który połączy Polaków i Amerykanów na pokładzie projektu jądrowego. Dodatkowo mamy w tym roku poznać model finansowy po to, aby można było rozpocząć budowę w 2026 roku. Harmonogram jest napięty – nie może być opóźnień, jeżeli chcemy mieć pierwszy reaktor w 2033 roku. Luka twórcza prognozowana przez Urząd Regulacji Energetyki na prawie 5 GW w 2035 roku sprawia, że atom Polski – nawet opóźniony do 2035 roku – i tak musi powstać, bo brakuje elektrowni w systemie elektroenergetycznym. A zatem nawet z opóźnieniem Polska jest wręcz skazana na energetykę jądrową.

– Natomiast w debacie o atomie w Polsce pojawiły się też małe reaktory jądrowe, które są ciekawą propozycją dla przemysłu. Potencjalnie mogą dać stabilne i tanie dostawy energii do różnych zakładów przemysłowych – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Dlatego tym rozwiązaniem interesują się największe firmy w Polsce. Natomiast należy podkreślić, że jest to technologia, która nie weszła jeszcze nigdzie na rynek. Są zapowiadane szybkie kroki na rzecz jej wdrożenia najpierw w Kanadzie, potem w USA i następnie w Polsce. To jest wymagający proces, który może się nieco opóźnić. Jeżeli jednak małe reaktory jądrowe w Polsce powstaną, będą one kolejną formą energetyki rozproszonej – która zapewni stabilne dostawy energii po atrakcyjnej cenie, zwiększając konkurencyjność przedsiębiorstw. Także ze względu na to, że spadnie ich tzw. ślad węglowy – czyli emisja gazów cieplarnianych towarzysząca produkcji przemysłowej. Dlatego jest to bardzo ciekawa opcja. Natomiast przed nią jest jeszcze wiele kroków, aby weszła na rynek – wyjaśnia Jakóbik.

Fed jest skłonny do „pauzy” w czerwcu

Wczoraj poznaliśmy protokół z majowego posiedzenia FOMC, na którym to podjęto decyzję o podniesieniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. W pewnym stopniu odzwierciedla on komentarze, które poznawaliśmy w ostatnim czasie od przedstawicieli Fed-u. Niektórzy z nich wyraźnie uważają, że jest jeszcze dużo do zrobienia, aby ograniczyć inflację. Z kolei kilku urzędników jest zdania, że Rezerwa Federalna do tej pory zrobiła już wystarczająco dużo. W tym momencie rynek w ok 30 proc. wycenia możliwy ruch w górę w kolejnym miesiącu oraz obniżki kosztu pieniądza w II połowie roku.

Czerwcowa „pauza” wydaje się w tym momencie nieco bardzie prawdopodobna, choć nie możemy być do końca jej pewni. „Zapiski” pokazują, że istnieje rozbieżność co do tego, czy będzie potrzeba dalszego zacieśniania monetarnego. „Niektórzy” członkowie uważali, że w oparciu o dotychczasowe doniesienia, powrót inflacji do celu „może być nadal niedopuszczalnie powolny”, co oznaczałoby, że dodatkowe zaostrzenie polityki byłoby prawdopodobnie uzasadnione na przyszłych posiedzeniach. Czytamy również, że kilku uczestników było zdania, że jeśli gospodarka będzie ewoluować zgodnie z aktualnymi prognozami, wówczas zaostrzanie warunków monetarnych nie będzie konieczne. Teraz nasuwa się pytanie ilu przedstawicieli Fed stanowi grupa „niektórzy” a ilu to „kilku” i kto w związku z tym ma przewagę. Warto też zauważyć, że „wielu uczestników” wyraża potrzebę zachowania opcjonalności po tym posiedzeniu i warunkowania dalszych decyzji od napływających danych makro.

Przedstawiciele Fed-u ocenili, że inflacja pozostaje bardzo wysoka, choć stwierdzili, że ryzyko perspektyw dla gospodarki jest „ważone w dół”. W „minutkach” pojawia się stwierdzenie, że pracownicy Rezerwy Federalnej uważają, że skutki oczekiwanego dalszego zaostrzenia warunków udzielania kredytów bankowych, przy już napiętych warunkach finansowych, doprowadzą do łagodnej recesji rozpoczynającej się pod koniec tego roku, po której nastąpi umiarkowane ożywienie.

Protokół odzwierciedla pewnego rodzaju równowagę komentarzy Fed, które padały w ostatnich tygodniach. Jeśli chodzi o samego Powella – on osobiście skłania się ku pauzie. Tak również wynika z ostatniej konferencji prasowej po posiedzeniu oraz z jego wypowiedzi z minionego piątku.

Oczywiście nie brakuje mocno „jastrzębich” słów. James Bullard opowiada się za jeszcze dwoma podwyżkami w tym roku – choć on sam nie należy obecnie do grona głosujących. Z kolei posiadający aktualnie głos Kashkari oraz Waller sugerują, że przedwczesne jest deklarowanie, że cykl zacieśniania się zakończył.

Wydaje się jednak, że opcja pominięcia czerwcowego posiedzenia i ponowne rozważenie sytuacji w lipcu jest dominująca. Ci wszyscy, którzy opowiadają się za takim rozwiązaniem, zgadzają się, że polityka pieniężna działa z dużym opóźnieniem, zanim faktycznie wywrze wpływ na gospodarkę.

Od ostatniego posiedzenia, które skończyło się 3 maja, wycena rynkowa tego co zrobi Fed nieco się zmieniła. Na początku rynek zakładał, że stopy proc. osiągnęły swój szczyt a pierwsze cięcie kosztu pieniądza nastąpi we wrześniu. W tym momencie istnieje 30 proc. szans na to, że zobaczymy ruch o 25 bps. Obniżki wciąż są „w grze” ale już nie w takim stopniu jak kilka tygodni temu.
Wczoraj w godzinach wieczornych nie widać było większej reakcji na dolarze. Aprecjacja USD dziś rano jest kontynuowana i wpisuje się w średnioterminową tendencję. Główna para walutowa osiągnęła dziś nowe lokalne minima w okolicach 1,0720, co oznacza, że kurs jest najniżej od marca.

Do kolejnego posiedzenia FOMC otrzymamy serię danych za maj. Już jutro zaprezentowany zostanie raport na temat wydatków amerykanów. Rynek w szczególności będzie zwracał uwagę na preferowaną przez Fed miarę inflacji – PCE core. Prognozy wskazują stabilizację na poziomie 4,6 proc. rok do roku. Przyszły tydzień to raport NFP. Wskaźnik CPI poznamy dopiero za niespełna 3 tygodnie. Do tej pory z pewnością otrzymamy rozwiązanie sprawy limitu zadłużenia USA.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Galeria musi zwrócić najemcy 100 tys. zł

Sąd Najwyższy, uchylając wyrok Sądu Apelacyjnego, nakazał przyjąć, że praktyka faworyzowania dużych najemców i obciążania tym rabatem małych najemców jest czynem nieuczciwej konkurencji. I wskazał, że czyn nieuczciwej konkurencji powoduje szkodę po stronie małego najemcy i tę szkodę galeria powinna naprawić najemcy przez zwrot nienależnie pobranych opłat wspólnych. Sąd Apelacyjny – będąc związany taką wykładnią Sądu Najwyższego –musiał obliczyć, jaka kwota została nadpłacona przez najemcę, który był reprezentowany przez kancelarię Henclewski&Wyjatek. W wyniku obliczeń uznał, że jest to łączna kwota razem z odsetkami ponad stu tysięcy złotych. Oznacza to, że najemca przez 3-4 lata spłacał bardzo dużą kwotę, nie będąc tego świadomym i Sąd Najwyższy wskazał, gdzie jest ta granica. Wskazał, że należy się zwrot pieniędzy.

– Jest to przełomowy wyrok, pierwszy powołujący się na czyn nieuczciwej konkurencji dokonany przez Galerię Handlową i nakazujący zwrot nienależnie pobranych pieniędzy najemcy. Po drugie. Wyrok wskazuje również, jak należy wyliczyć te nadpłacone kwoty – powiedział serwisowi eNewsroom.pl adw. dr Tomasz Henclewski, partner w Kancelarii Henclewski&Wyjatek. – Wydaje się, że ten wyrok będzie bardzo szeroko komentowany, będzie pewnym wyznacznikiem dla innych składów orzekających oraz dla całego rynku. Teraz nie będzie już tak prosto twierdzić, że dana praktyka faworyzowania dużych najemców kosztem małych jest dopuszczalna i można w sposób bezkarny pobierać dodatkowe opłaty od mniejszych najemców. Wynajmujący nie będą mogli twierdzić, że jest to „standard rynkowy”. Dotychczasowe działania w galeriach handlowych powodują, że duzi stają się jeszcze więksi, a mali są jeszcze słabsi i giną. System faworyzowania dużych najemców kosztem małych wspiera monokultury i nie pozwala wybić się mniejszym lokalnym firmom – ocenia dr Henclewski.

Papier toaletowy będzie droższy

Papier toaletowy to obecnie jeden z najmocniej drożejących produktów codziennego użytku. W kwietniu br. Polacy płacili za niego o ponad 63% więcej niż jeszcze rok temu. Eksperci tłumaczą to m.in. wysokimi kosztami produkcji, które są przerzucane na konsumentów. Jednak złe prognozy dopiero nadchodzą. Kolejny impuls do podwyżek dadzą nowe przepisy unijne. Rada UE zatwierdziła rozporządzenie zapobiegające tzw. wylesianiu. Branża wskazuje, że niektórzy wytwórcy nie są przygotowani do zmian, bo brakuje im odpowiednich certyfikatów. Najtańsze rolki mogą więc zniknąć z rynku. Znawcy tematu dodają także, że w sklepach będzie drożej, ale uleganie panice tylko pogorszy sprawę. Uważają też, że UOKiK powinien już teraz lepiej przyglądać się praktykom retailerów, bo może dojść do zupełnie nieuzasadnionych podwyżek.

Rośnie cena, spada dostępność

Jak wykazała ostatnia analiza pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, papier toaletowy w kwietniu br. podrożał aż o 63,2% rdr. I wśród 100 najczęściej kupowanych przez konsumentów produktów zajął aż 3. pozycję w tym zestawieniu. – Podstawowy produkt higieniczny, jakim jest papier toaletowy, tak mocno drożeje głównie z powodu coraz większych kosztów energii, niezbędnej do jego produkcji. Do tego dochodzą rosnące ceny celulozy, spowodowane jej brakami na rynku. W mojej opinii, jeszcze przez dłuższy czas będą widoczne dalsze wzrosty cen, tylko mniej dynamiczne niż teraz to obserwujemy – komentuje Katarzyna Grochowska, ekspertka rynku retailowego z Hiper-Com Poland.

Ponadto eksperci branżowi zwracają uwagę na widoczny dość gwałtowny wzrost cen produktów higienicznych, głównie wywołany przez kryzys energetyczny. Mówią też o droższej produkcji masy papierniczej, co z kolei przekłada się na podwyżki cen w sklepach. Informują, że np. w Niemczech niektórzy producenci, przez wysokie ceny gazu, musieli nawet zamknąć swoje biznesy. Dodają również, że drożyzna w sklepach jest skutkiem zerwanych w czasie pandemii łańcuchów dostaw i jest spowodowana mniejszym importem taniej celulozy z Azji.

– W przypadku papieru toaletowego kluczowym surowcem do jego produkcji jest makulatura, obok masy celulozowej pierwotnej. W dobrze funkcjonującym systemie selektywnej zbiórki odpadów materiały do produkcji akurat tego wyrobu powinny mieć realistyczne ceny i być dostępne. Potrzebne jest właściwe zarządzanie nimi. Jednak w obecnych czasach podstawowym problemem przedsiębiorstw są wysokie koszty produkcji przemysłowej, w tym energii, chemikaliów, transportu czy pracy. W efekcie tej kumulacji część z nich producenci są zmuszeni przenosić na konsumentów – stwierdza Janusz Turski, dyrektor generalny Stowarzyszenia Papierników Polskich.

Z kolei autorzy ww. indeksu cen zauważają, że konsumenci ostatnio coraz głośniej narzekają na niedostateczne ilości papieru toaletowego w sklepach. – Niedługo wejdą w życie nowe unijne przepisy, które mają zapobiegać deforestacji. Producenci i importerzy produktów, wytwarzanych m.in. z drewna, przygotowują się właśnie do wprowadzenia odpowiednich zmian w zakresie pozyskiwania surowców tylko ze zrównoważonych źródeł. I już teraz podejmują działania, by móc sprawnie funkcjonować. Na rynku faktycznie może więc brakować papieru toaletowego. Nie należy jednak wpadać w panikę, bo masowe wykupowanie towaru gwarantuje puste półki w sklepach i przede wszystkim – wyższe ceny – przekonuje Katarzyna Grochowska.

Nowy impuls do podwyżek

16 maja br. Rada Unii Europejskiej dała ostateczną zgodę na rozporządzenie, którego celem jest zapewnienie, że konsumpcja i handel produktami w UE nie przyczynią się do wylesiania i dalszej degradacji ekosystemów leśnych. Przyjęte rozporządzenie zostanie opublikowane w Dzienniku Urzędowym UE najprawdopodobniej w czerwcu br. A 20 dni później wejdzie w życie. Eksperci ostrzegają, że od tego momentu kryzys na rynku papieru toaletowego może jeszcze bardziej się pogłębić. I wyjaśniają, że UE chce właściwie zabronić sprzedaży na jej terenie wyrobów, których produkcja w jakiś sposób wiąże się z nielegalną wycinką lasów.

– Zgodnie z zapowiadanymi zmianami w prawie, producenci i handlowcy będą musieli udowodnić, że ich produkty zostały wyprodukowane na gruntach, które nie podlegały wylesianiu po 31 grudnia 2020 roku. Będą też musieli wskazać dowody na to, że powstały one zgodnie ze wszystkimi przepisami obowiązującymi w kraju produkcji. Po wejściu w życie rozporządzenia producenci i importerzy będą mieli 18 miesięcy na przygotowanie strategii działania w nowych uwarunkowaniach prawnych. W mojej ocenie, będzie to duża zmiana, która doprowadzi do pewnego zachwiania rynku – uważa dr Anna Semmerling z Uniwersytetu WSB Merito.

Według znawców tematu, sporo producentów papieru toaletowego obecnie korzysta z materiałów pochodzących ze zrównoważonych i sprawdzonych źródeł. Są jednak też tacy, którzy mieszają surowce, tj. część mają z recyklingu, a resztę – z legalnie pozyskanego drewna, ale też często dokładają do tego jeszcze kolejne materiały. I m.in. dlatego UE chce „uderzyć” swoimi regulacjami właśnie w tych wytwórców. Zdaniem Katarzyny Grochowskiej, wielu z nich zniknie z rynku, a pozostali będą zmuszeni zmienić swoje strategie. To oczywiście przełoży się na podwyżki cen i ograniczenie ilości produktów w sklepach.

– Można się spodziewać, że będzie to kolejny impuls do wzrostu cen w sklepach tego rodzaju produktów. Jednak dużo zależeć będzie od pozostałych czynników, czyli od niestabilnej sytuacji na rynku np. cen nośników energii i od braku stabilizacji inflacji – analizuje ekspertka z WSB Merito. Ponadto niektórzy eksperci z zwracają uwagę na to, że UOKiK powinien już teraz mocno przyglądać się praktykom retailerów w tym zakresie, bo może dojść do zupełnie nieuzasadnionych podwyżek.

Jak podkreśla ekspert ze Stowarzyszenia Papierników Polskich, koszty produkcji rosną również w wyniku zwiększania obciążeń legislacyjnych i administracyjnych. Jednak niektórzy producenci nie są przygotowani do zmian w prawie, bo nie zadbali wcześniej o odpowiednie certyfikaty dot. pochodzenia wykorzystywanych surowców. I oni mogą mieć duże problemy. – Dla własnego bezpieczeństwa konsumenci powinni być czujni w tym zakresie. Tańszy papier toaletowy może być nie tylko gorszy jakościowo lub pochodzić ze źródeł nieposiadających transparentnego śladu środowiskowego. Może też zawierać domieszki substancji chemicznych, które są na liście czynników zagrażających bezpieczeństwu zdrowia i życia ludzkiego – dodaje Turski.

Do tego Komisja Europejska w swoich komunikatach zapowiadała, że powstanie specjalny system oceny, pozwalający producentom stwierdzić, czy surowce pochodzące z danego kraju bądź obszaru wiążą się z wysokim, ze średnim czy z niskim ryzykiem dla środowiska. Wobec tego niektórzy konsumenci obawiają się, że będą musieli kupować głównie zagraniczny papier toaletowy, wyprodukowany z droższego surowca. – Prawo będzie wymagało od producentów podawania informacji nt. współrzędnych geograficznych gospodarstw, z których pochodziły użyte przez nich surowce. Papier toaletowy, skądkolwiek będzie sprowadzany, będzie musiał posiadać odpowiednie certyfikaty. Polscy wytwórcy będą mieli pod tym względem takie same szanse na rynku, jak zagraniczni – podsumowuje dr Anna Semmerling.

Wyniki połączonej Grupy ORLEN za pierwszy kwartał 2023 r.

W efekcie m.in. spadku marży paliwowej wpływ segmentu detalicznego na wynik Grupy ORLEN w pierwszym kwartale tego roku był niewielki. Sprzedaż na stacjach paliw w Polsce odpowiadała zaledwie za ok. 1% zysku operacyjnego EBITDA LIFO. Wynik o połowę niższy w stosunku do poprzedniego kwartału zanotował także segment rafinerii. Połączona Grupa ORLEN wypracowała przychody na poziomie ponad 110 mld zł, z których tylko 8% stanowi zysk netto w wysokości 9,2 mld zł. To proporcje na poziomie zbliżonym do okresu sprzed wojny w Ukrainie. Koncern inwestuje wypracowane zyski. W tym roku na realizację projektów trwale zwiększających bezpieczeństwo energetyczne i niezależność surowcową Polski oraz regionu przeznaczy rekordowe 36 mld zł. Kontynuowane będą inwestycje m.in. w zero- i niskoemisyjną energetykę. Zwiększenie skali działalności połączonej Grupy ORLEN oznacza także wyższe wpływy do budżetu państwa. Jako największy płatnik podatków w Polsce PKN ORLEN w pierwszym kwartale tego roku wpłacił już 16,5 mld zł, znacząco przyczyniając się do rozwoju gospodarczego i społecznego Polski.

-– Inwestujemy w bezpieczeństwo i przyszłość Polaków. Przeznaczamy miliardy złotych na realizację strategicznych projektów, które pozwolą skutecznie przeprowadzić zieloną transformację, a w efekcie zapewnią polskim rodzinom i przedsiębiorcom stabilne dostawy taniej, pewnej i czystej energii. Jako połączona Grupa ORLEN zyskaliśmy solidną bazę do dalszego rozwoju, a wyniki finansowe, które wypracowujemy, umożliwiają nam zwiększenie tempa  realizacji założonego celu. W tym roku nakłady inwestycyjne wzrosły do rekordowego poziomu 36 mld zł. W dużej mierze przeznaczymy je na rozwój energetyki odnawialnej oraz bezpiecznej małej energetyki jądrowej, tworząc tym samym nowe miejsca pracy i napędzając koniunkturę gospodarczą w kraju -– mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W pierwszym kwartale 2023 r. połączona Grupa ORLEN wypracowała:
– Przychody na poziomie: 110,3 mld zł
– EBITDA LIFO na poziomie: 17,2 mld zł
– Zysk netto w wysokości: 9,2 mld zł

Koncern w lutym br. zaktualizował swoją strategię do 2030 roku, w której mocny nacisk postawił na projekty transformacyjne. Do końca tej dekady nakłady na inwestycje wyniosą w sumie ok. 320 mld zł, z czego ok. 40%, czyli 120 mld zł, Grupa ORLEN przeznaczy na zielone inwestycje, w tym energetykę wiatrową na morzu i lądzie, fotowoltaikę, biogaz i biometan, biopaliwa, elektromobilność oraz zielony wodór. Z łącznej puli środków, 36 mld zł inwestowane jest już w tym roku.

W ramach rozwoju morskiej energetyki wiatrowej, ORLEN jako pierwszy w Polsce rozpoczął w gminie Choczewo budowę lądowej stacji elektroenergetycznej, która będzie odbierała moc z farmy wiatrowej Baltic Power. Wybrany został również wykonawca bazy serwisowej dla morskich farm w Łebie, a spółka LOTOS Petrobaltic wyposażyła pierwszy w Polsce statek w system wiertniczy pozwalający na prowadzenie badań geologiczno-inżynierskich na głębokości do 120 metrów.

Uruchomione zostały dwie kolejne farmy fotowoltaiczne – PV Wielbark (woj. warmińsko-mazurskie) o mocy 62 MW i PV Gryf (woj. wielkopolskie) o mocy 25 MW, których moc będzie sukcesywnie zwiększana. Grupa ORLEN uzyskała też komplet pozwoleń na instalację 65 MW mocy w ramach budowy pierwszego etapu farmy fotowoltaicznej Mitra.

Koncern rozwija także projekty wodorowe. W marcu tego roku uruchomiona została stacja tankowania wodoru w czeskiej Pradze. Natomiast unijne dofinansowanie, które otrzymała Grupa ORLEN, umożliwi budowę pięciu stacji w Polsce. W pierwszym kwartale ruszyła także pierwsza w kraju Akademia Wodorowa dla studentów. Celem tego innowacyjnego projektu jest szkolenie przyszłych ekspertów, którzy będą budować polski przemysł wodorowy.

Jednym ze strategicznych projektów energetycznych jest także budowa małych reaktorów jądrowych. Przedsięwzięcie to realizuje spółka ORLEN Synthos Green Energy, powołana przez Grupę ORLEN i jej partnera w tym projekcie Synthos Green Energy. W tym roku wybrane zostało siedem potencjalnych lokalizacji, w których prowadzone są dalsze prace geologiczne. Do 2030 roku spółka planuje zbudować w Polsce co najmniej jeden nowoczesny i w pełni bezpieczny SMR, który zapewni Polakom tanią i czystą energię przez 60 lat, z możliwością przedłużenia produkcji do 90 lat.

W Grudziądzu rozpoczęła się budowa jednej z najnowocześniejszych elektrowni gazowych w Europie o mocy 560 MW, która zostanie oddana do użytku w 2025 roku. Rozwój energetyki gazowej wymaga zabezpieczenia odpowiednich wolumenów paliwa, dlatego Grupa ORLEN zintegrowała aktywa wydobywcze w Norwegii, pozyskała również cztery nowe koncesje i ma ich obecnie blisko 100. W Polsce natomiast potwierdziła dodatkowe 500 mln m sześć. gazu ziemnego w złożu Jastrzębiec, w okolicach Biłgoraja.

Koncern w celu optymalizacji transportu LNG rozwija także własną flotę ośmiu nowoczesnych gazowców. W marcu pierwszy z nich dotarł ze Stanów Zjednoczonych do Gazoportu w Świnoujściu z pierwszą dostawą 70 tys. ton skroplonego gazu ziemnego.

Z kolei w styczniu Grupa ORLEN zawarła umowę z Sempra Infrastructure, która przewiduje odbiór 1 miliona ton LNG rocznie z terminalu skraplającego Port Arthur w Teksasie. Kontrakt będzie obowiązywać przez 20 lat, a pierwsze dostawy spodziewane są w 2027 roku.

Grupa ORLEN inwestuje także w rozwój segmentu detalicznego. W pierwszym kwartale br. do 650 obiektów zwiększyła się europejska sieć punktów tankowania paliw alternatywnych Grupy ORLEN, a liczba punktów sprzedaży pozapaliwowej przekroczyła 2,5 tysiąca. Rebranding przeszło już 100 stacji na Węgrzech i Słowacji, ponadto finalizowane było przejęcie 17 stacji w Niemczech.

Dzięki realizacji kontraktu na dostawy ropy z Arabii Saudyjskiej przerób surowca z tego regionu w Grupie ORLEN osiągnął historycznie rekordowy poziom i aktualnie stanowi kluczowy wsad dla rafinerii koncernu. Trwają również analizy dotyczące możliwość realizacji wspólnej inwestycji petrochemicznej w Gdańsku.

W pierwszym kwartale realizowane były też projekty logistyczne, zwiększające bezpieczeństwo energetyczne Polski. Grupa ORLEN inwestuje ponad pół miliarda złotych w terminal do obsługi jednostek morskich na Martwej Wiśle w Gdańsku, który już od 2025 roku umożliwi przeładunek ponad miliona ton produktów, w tym olejów bazowych, paliw żeglugowych czy biododatków do paliw.

W lutym ORLEN uruchomił, wspólnie z PERN, rurociąg paliwowy na trasie Boronów-Trzebinia. Nowo powstały odcinek, liczący 97 kilometrów, zwiększa bezpieczeństwo, stabilność i szybkość dostaw oleju napędowego oraz benzyny dla klientów na Śląsku i w Małopolsce.

Przeznaczając miliardy złotych na inwestycje koncern obniżył jednocześnie w pierwszym kwartale br. zadłużenie o (-) 9,2 mld zł (kw/kw), a stosunek długu netto do wyniku operacyjnego EBITDA kształtował się na poziomie (-) 0,26. W efekcie skutecznie zrealizowanych połączeń PKN ORLEN z Grupą LOTOS i PGNiG oraz mocnych fundamentów finansowych utrzymane zostały najwyższe w historii oceny ratingowe – A3 przyznana przez Agencję Moody’s Investors Service i „BBB+”, która została podniesiona aż o dwa poziomy przez Agencję Fitch Ratings.

Dobra i stabilna sytuacja finansowa oraz konsekwentna realizacja celów biznesowych we wszystkich obszarach działalności umożliwiły Zarządowi PKN ORLEN zarekomendowanie wypłaty dywidendy za 2022 rok na rekordowym poziomie 5,5 zł na akcję. Zgodnie ze zaktualizowaną strategią, spółka będzie chciała utrzymać progresywną politykę dywidendową przy ambitnym programie inwestycyjnym. Finalną decyzję o wysokości dywidendy za 2022 rok podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie. Jeśli rekomendowana wysokość zostanie zaakceptowana, w drugiej połowie tego roku koncern wypłaci swoim Akcjonariuszom blisko 6,4 mld zł.

W pierwszym kwartale br. zysk operacyjny EBITDA LIFO Grupy ORLEN wyniósł 17,2 mld zł. Przychody przekroczyły 110 mld zł, głównie w efekcie konsolidacji wyników przejętej Grupy LOTOS i Grupy PGNiG, z czego 35% pochodziło ze sprzedaży za granicą. Pozytywny wpływ połączenia na wyniki koncernu odzwierciedlają w szczególności: obszar rafinerii, który zanotował wolumenowo o 26% wyższą sprzedaż (r/r) oraz silny segment wydobycia z łącznymi zasobami 2P ropy i gazu na poziomie ok. 1,3 mld boe (baryłek ekwiwalentu ropy naftowej), który zwiększył średnie wydobycie o ok. 190 tys. boe/d (r/r). Natomiast sprzedaż na stacjach paliw w Polsce odpowiadała za zaledwie ok. 1% całego wyniku EBITDA LIFO.

Segment rafinerii w pierwszych trzech miesiącach wypracował zysk EBITDA LIFO w wysokości 5,5 mld zł, niższy o 5,5 mld zł (kw/kw), z czego 0,9 mld zł to wynik przejętej Grupy LOTOS. Na rezultat osiągnięty przez ten obszar wpłynęło sprzyjające otoczenie makroekonomiczne. Rafinerie Grupy ORLEN pracowały na 90% mocy, przerabiając 9,5 mt surowca. Koncern odnotował wzrost sprzedaży o 26% (r/r), w tym sprzedaż benzyny wzrosła o 21%, oleju napędowego o 25%, LPG o 34%, paliwa lotniczego JET o 36% oraz COO o 20%. W Polsce sprzedaż była wyższa o 54%, przy niższej sprzedaży w Czechach o (-) 8% i na Litwie o (-) 7%.

Zysk operacyjny EBITDA segmentu wydobycia ropy i gazu w ostatnim kwartale wyniósł 2,3 mld zł. Wzrost o 2,1 mld zł (r/r) to przede wszystkim korzystny efekt konsolidacji wyników PGNiG i Grupy LOTOS, które łącznie wyniosły niemal 2,2 mld zł. W pierwszym kwartale br. istotnie wzrosły zasoby ropy i gazu, które na koniec marca wynosiły 1,3 mld boe, a także poziom wydobycia, głównie w Polsce i Norwegii, który osiągnął ok. 190 tys. boe/d.

Ze względu na mniejszy popyt na produkty petrochemiczne w efekcie spowolnienia gospodarczego, segment petrochemii w pierwszych trzech miesiącach br. osiągnął wynik EBITDA LIFO na poziomie 98 mln zł. Jednak zgodnie z prognozami do 2030 roku, wartość globalnego rynku petrochemikaliów i bazowych tworzyw sztucznych będzie systematycznie rosła, dlatego kontynuowane są inwestycje w rozwój aktywów w tym segmencie, w szczególności w obszarze nowoczesnej petrochemii, w tym recyklingu.

Segment energetyki w pierwszym kwartale 2023 roku wypracował EBITDA w wysokości 3,3 mld zł, z czego 2,9 mld zł to wynik przejętej Grupy Energa i PGNiG. W tym czasie 60% energii zostało wyprodukowane z odnawialnych źródeł oraz w jednostkach zasilanych gazem. Łączna produkcja w Grupie ORLEN wyniosła 4,7 TWh energii elektrycznej i 30,2 PJ ciepła.

W efekcie spadku marży paliwowej na wszystkich rynkach segment detaliczny Grupy ORLEN osiągnął w pierwszym kwartale 2023 roku wynik EBITDA na poziomie 233 mln zł, niższy o (-) 352 mln zł (r/r). Wolumeny sprzedaży były porównywalne (r/r). Sprzedaż benzyny wzrosła o 4%, LPG o 3%, z kolei oleju napędowego spadła o (-) 3%. W pierwszym kwartale br. sieć detaliczna Grupy ORLEN zwiększyła się o 244 stacje, głównie w Polsce i na Węgrzech, w efekcie połączenia PKN ORLEN z Grupą LOTOS i realizacji środków zaradczych, a także na Słowacji w wyniku uruchomienia i rebrandingu samoobsługowych stacji przejętych od lokalnej sieci. Tym samym w europejskiej sieci koncernu na koniec marca funkcjonowały już 3122 stacje paliw. O 230 wzrosła także (r/r) liczba punktów sprzedaży pozapaliwowej, których jest już 2530, w tym: 1888 w Polsce, 336 w Czechach, 181 w Niemczech, 62 na Węgrzech, 34 na Słowacji i 29 na Litwie. PKN ORLEN dynamicznie rozwija również sieć tankowania paliw alternatywnych. Obecnie do dyspozycji klientów jest już 650 punktów alternatywnego tankowania, w tym: 503 w Polsce, 128 w Czechach i 19 w Niemczech. Grupa ORLEN inwestuje także w segment usług kurierskich, w efekcie czego „ORLEN paczkę” można już odebrać w ponad 9 tys. punktów w całej Polsce.

W efekcie połączenia z PGNiG segment gazu zanotował w pierwszym kwartale wynik EBITDA na poziomie 6,2 mld zł. Import gazu do Polski wyniósł w tym czasie 33,1 TWh, w tym 51% stanowiło LNG. W terminalu LNG w Świnoujściu rozładowano 14 statków. Wolumen gazu zmagazynowanego przez Grupę ORLEN na koniec marca wyniósł 11,3 TWh. Koncern, by chronić Polaków przed skutkami kryzysu energetycznego wywołanego przez wojnę w Ukrainie, przekaże w tym roku łącznie prawie 14 mld zł na zamrożenie cen gazu dla 7 mln polskich domów i 35 tys. podmiotów wrażliwych (m.in. szpitali, szkół i przedszkoli). To pomoc, która zapewnia milionom Polaków tańsze koszty ogrzewania na poziomie 200,17 zł/MWh. Koncern obniżył także ceny gazu dla klientów biznesowych (m.in. piekarni, cukierni i drobnych zakładów), które w pierwszym kwartale spadły (-) o 55% do poziomu 353,56 zł/MWh.

Grupa Mex Polska szacuje 33 proc. wzrost przychodów i znaczący wzrost zysku netto w I kw.

Mex Polska, notowana na GPW spółka holdingowa zarządzająca m.in. siecią lokali Pijalnia Wódki i Piwa oraz The Mexican, opublikowała szacunkowe skonsolidowane wyniki za I kwartał br. Na koniec podsumowanego okresu Grupa odnotowała 20,1 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co dało wzrost rdr o 33 proc. Wzrosła także wartość EBITDA do poziomu prawie 2,8 mln zł (+58 proc. rdr). Co istotne, zysk netto osiągnął wartość prawie 0,3 mln zł, kiedy to w analogicznym okresie roku ub. odnotowano stratę na poziomie 0,8 mln zł (wzrost o 1,1 mln zł). W ocenie zarządu odnotowanie znaczącego wzrostu wyników finansowych jest konsekwencją skutecznie obranej strategii rozwoju i dostosowania funkcjonowania lokali gastronomicznych do obecnej sytuacji gospodarczej w kraju.

Grupa Kapitałowa Mex Polska opublikowała szacunkowe dane finansowe za I kwartał 2023 r. Od stycznia do marca br. skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży wyniosły 20,1 mln zł vs 15,1 mln zł w analogicznym okresie roku ub. W minionym kwartale wynik EBITDA wzrósł z poziomu 1,7 mln zł do 2,8 mln zł, notując wzrost rdr o ponad 58 proc. Zysk netto osiągnął wartość 0,3 mln zł w porównaniu do straty 0,8 mln zł w analogicznym okresie roku poprzedniego,notując wzrost o 1,1 mln zł.

Cieszę się, że pomimo utrzymującej się trudnej sytuacji makroekonomicznej i wysokiej inflacji, Grupie Mex Polska udaje się konsekwentnie rozwijać, a nasze lokale przyciągają coraz to szerszą grupę klientów. To zasługa zdywersyfikowanej mapy lokalizacji, odpowiednio dobranej polityki prowadzenia poszczególnych konceptów, przemyślanej oferty, a także kontroli rentowności poszczególnych lokali. Dzięki temu sukcesywnie rośniemy i osiągamy coraz lepsze wyniki finansowe. Zgodnie z szacunkowymi danymi, w I kwartale br. odnotowaliśmy znaczący wzrost zarówno skonsolidowanych przychodów netto ze sprzedaży, jak i wyniku EBITDA, odpowiednio o 33 i 58 proc. rdr. Miniony kwartał to także okres, który dał nam zarobić. Pierwsze trzy miesiące tego roku zamknęliśmy z zyskiem netto na poziomie 0,3 mln zl, kiedy to w analogicznym okresie ub. roku odnotowaliśmy stratę na poziomie 0,8 mln zł. To wynik w pełni nas satysfakcjonujący, który mamy nadzieję zwiększyć w kolejnych okresach rozliczeniowych. – mówi Dariusz Kowalik, członek zarządu i Dyrektor Finansowy w Mex Polska SA.

Znaczący wpływ na osiąganą sprzedaż Grupy ma oferta rozpoznawalnego w całej Polsce konceptu ,,Pijalnia Wódki i Piwa’’. To marka, która od lat cieszy się ogromnym powodzeniem, zarówno w mniejszych, jak i większych aglomeracjach. Obecnie na wszystkie 44 lokale Grupy, 32 należą do tego konceptu.

Pozostałymi konceptami Grupy są: największa sieć restauracji meksykańskich ,,The Mexican’’, sieć restauracji ,,Pankejk’’, nowoczesny koncept ,,Prosty Temat’’ oraz najnowsza oparta o pomysł shot-baru   marka  w segmencie bistro – ,,Chicas&Gorillas’’.  Pilotażowy lokal uruchomiono w 2022 roku we  Wrocławiu, a najnowszy powstał w styczniu br. w Łodzi.

Nadrzędnym celem Mex Polska pozostaje dalsze skalowanie biznesu, poprzez równoległy rozwój kilku niezależnych i rentownych konceptów gastronomicznych zlokalizowanych na terenie całego kraju.

– Podchodzimy do naszych planów długoterminowo i w takiej perspektywie oceniamy aktualne pozycje naszych konceptów portfelowych. Dlatego chcemy na bieżąco pozyskiwać nowe atrakcyjnie zlokalizowane lokale, których budowa będzie finansowana ze środków własnych lub będzie wynikiem umów franczyzowych. – mówi Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu. – Aktualnie prowadzimy kilka rozmów z  nowymi potencjalnymi partnerami. Liczę, że ich finał przebiegnie pomyślnie i już niedługo będziemy mogli się pochwalić nowymi lokalizacjami  – dodaje.

Inwestycja deweloperska? Dzisiaj tylko z tą analizą

Inwestorzy mają coraz większy problem z zakupem pustych działek w dużych miastach. Bardzo często zmuszeni są wykorzystywać parcele zabudowane, na których koszt przygotowania pod inwestycje jest z oczywistych przyczyn wyższy. Coraz większego znaczenia nabiera więc analiza chłonności inwestycyjnej działki.

Analiza chłonności inwestycyjnej to proces, w wyniku którego ustala się, jaka jest maksymalna możliwa do uzyskania powierzchnia użytkowa: mieszkań (PUM), usług (PUU), budynków użytkowych (PUŻ) lub najmu brutto (GLA) na danym gruncie.

Analiza taka wykonywana jest nie tylko w przypadku wyceny pustego gruntu. Możliwa jest także w przypadku działek zabudowanych w celu oszacowania wartości rynkowej nieruchomości dla najkorzystniejszego sposobu jej wykorzystania, np. przy założeniu rozebrania zabudowań.

– Wskaźniki tej analizy znacznie więcej mówią o realnej wartości działki niż po prostu jej metraż. Są więc niezwykle ważne dla oceny rentowności inwestycji w dany grunt. Taka analiza wykonywana jest zwykle przez architektów na zlecenie potencjalnych inwestorów. Może być ona dobrym źródłem informacji dla rzeczoznawcy majątkowego. – mówi Anna Kowalczyk z firmy doradczej Lege Advisors.

Przy ocenie potencjału inwestycyjnego nieruchomości najważniejszym parametrem branym pod uwagę są uwarunkowania planistyczne. Chodzi o warunki zabudowy i zagospodarowania terenu wynikające z miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu lub studium.

Z dokumentów planistycznych dowiadujemy się nie tylko jakie jest przeznaczenie terenu, ale też jaka jest maksymalna: intensywność zabudowy, wysokość, ilość kondygnacji, powierzchnia zabudowy czy też minimalny wskaźnik powierzchni biologicznie czynnej.

– Profesjonalna i rzetelna analiza chłonności inwestycyjnej gruntu powinna także obejmować następujące parametry: cechy fizyczne działki, w tym kształt, ukształtowanie terenu i jego zagospodarowanie, występowanie stref ochronnych i napowietrznych linii elektroenergetycznych, istnienie i rozmieszczenie infrastruktury podziemnej czy też występowanie cennego drzewostanu, zieleni, czy rowów. – wyjaśnia Anna Kowalczyk z firmy doradczej Lege Advisors.

Każdy z opisanych wyżej parametrów należy przeanalizować pod kątem wpływu na inwestycję oraz na optymalne wykorzystanie terenu wraz z jego maksymalną chłonnością PUM/PUU/PUŻ/GLA. A co za tym idzie, na możliwą do uzyskania cenę nieruchomości. Analiza chłonności pozwala m.in. na odniesienie ceny lub wartości gruntu nie w stosunku do 1 mkw. gruntu, a w stosunku do 1 mkw. PUM/PUU/PUŻ/GLA.

Przedsiębiorcy przeciwni ograniczeniu obrotu gotówkowego. Wskazują szereg zagrożeń

– Pęd do ograniczenia transakcji gotówkowych oraz aktualizacja limitów transakcji to dla nas niezrozumiały temat. Przedsiębiorcy rozumieją, że nowoczesność wymaga od nich tego, by posługiwać się bankowością elektroniczną raz prowadzić rozliczenia z klientami raczej poprzez przelewy niż gotówkę wyciąganą z portfela. Ustawodawca zapomniał jednak, że główna struktura biznesu w Polsce opiera się na sektorze MŚP. A Ci najmniejsi przedsiębiorcy widzą, że zaplanowane od 2024 roku limity płatności spowodują, że system płatności będzie dla nich bardziej skomplikowany, a czas transakcji ulegnie wydłużeniu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Komplikacje, które najmocniej uderzą w sektor MŚP

Postulat tego, by uchylić ustawę, która wprowadza restrykcyjne limity płatności gotówkowych popiera również Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz. Od przyszłego roku przedsiębiorcy będą mogli płacić gotówką do kwoty 8 tys. zł, a klienci – do 20 tys. zł. W opinii przedsiębiorców zrzeszonych w Północnej Izbie Gospodarczej limit ten jest zbyt niski szczególnie w relacjach przedsiębiorca – przedsiębiorca. Sytuacja może być kłopotliwa dla sektora MŚP, a szczególnie dla handlu.

– Wprowadzanie surowszych limitów dla płatności gotówkowych to ruch, który zdecydowanie zmniejsza swobodę prowadzenia działalności i dysponowania własnymi środkami. Obrót gotówkowy daje poczucie bezpieczeństwa transakcji. Ponadto, jak wskazują dane statystyczne około 19 proc. dorosłych  Polaków nie posiada konta w banku. Wprowadzanie zatem kolejnych limitów stwarza zatem obszar wykluczenia społecznego dla sporej grupy ludzi. Dla przedsiębiorców to sytuacja zupełnie niezrozumiała – mówi dr Piotr Wolny, ekonomista, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Upór rządzących, by ograniczyć transakcje bezgotówkowe będzie mieć konsekwencje dla przedsiębiorców na kilku poziomach. Te podstawowe to przede wszystkim wzrost kosztów prowadzenia działalności, skomplikowanie rozliczeń czy możliwość opóźnień w płatnościach. Gdy dochodzi do transakcji gotówkowej, przedsiębiorca otrzymuje środki od razu, gdy dochodzi do przelewów sytuacja się komplikuje, a wiele faktur jest opłacanych długo po czasie – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

Negatywne konsekwencje zmian: wzrost kosztów, wydłużenie procesów i… nowa przestrzeń dla nieuczciwych przedsiębiorców

Wobec zmian krytyczni są również przedsiębiorcy zajmujący się rozliczeniami finansowymi i współpracą z przedsiębiorcami w zakresie doradztwa finansowego i windykacji.

– To jeszcze większe ograniczanie swobody rozliczeń, nadzoru czy wręcz inwigilacji biznesu. Fiskus i aparat Państwa zapewnił już sobie wcześniej swobodny dostęp do danych na rachunkach bankowych przedsiębiorców, zatem obliczając limity w istocie zmusza wszystkich do ujawniania rozliczeń, nie zawsze tam, gdzie to jest potrzebne – komentuje Michał Wojtas, członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Jeśli taka jest specyfika biznesu – sprzedaż detaliczna na targowiskach, w gastronomii, to niskie limity płatności gotówkowych oznaczają konieczność przechowywania gotówki lub jej wpłaty do banku – w obu przypadkach to albo ryzyka albo koszty. To też kwestia towaru lub usługi, którego wartość przekracza limit gotówkowy dla klientów, np. zakup samochodu z komisu – wydłuży to czas transakcji, bo komis będzie musiał poczekać na zaksięgowanie przelewu, lub zapłaci prowizję od transakcji przez terminal, co z kolei zwiększy koszty transakcyjne. Zatem koszty poniosą przedsiębiorcy realizujący sprzedaż czy usługi poza lokalem będą musiały zapewnić płatności bezgotówkowe. Mieć terminal lub aplikację – dodaje Michał Wojtas.

Windykatorzy obawiają się za to, że nowe limity wykorzystają nieuczciwi przedsiębiorcy i klienci.

– Według statystyk prawie 50% przedsiębiorców odczuwa niepokój związany z terminowością opłaty faktur przez swoich klientów. 72% ma regularny problem z otrzymaniem zapłaty, a średni czas opłacania faktur wynosi 13,2 dnia. Nie ma nic dziwnego w tym, że przedsiębiorcy, szczególnie Ci mniejsi, wybierają gotówkę, a nie transakcje online. Gotówka to dla nich pewność zapłaty. Nowe limity będą to poczucie bezpieczeństwa znów wystawiać na próbę – mówi windykator Małgorzata Marczulewska.

Północna Izba Gospodarcza w tym temacie popiera postulaty Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców. Uznajemy limity, które mają wejść w życie w 2024 roku za zbyt restrykcyjne.

Rynek nieruchomości magazynowo-przemysłowych w Polsce w I kw. 2023 r.

Firmy Axi Immo, BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, Knight Frank, Newmark Polska oraz Savills opublikowały zagregowane dane dotyczące polskiego rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w I kwartale 2023 roku. Informacje dotyczą zasobów istniejącej nowoczesnej powierzchni, wolumenu nowej podaży, powierzchni w budowie, wielkości transakcji wynajmu oraz powierzchni niewynajętej.

Na koniec marca 2023 roku rynek nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej osiągnął ponad 29,9 mln m kw., a trzy województwa z największymi zasobami to: mazowieckie (6,133 mln m kw.), śląskie (5,086 mln m kw.) i łódzkie (4,254 mln m kw.).

W I kwartale 2023 roku na rynek dostarczono około 1,903 mln m kw. nowej powierzchni. Najwięcej nowej powierzchni w I kwartale dostarczono w województwie mazowieckim (367 tys. m kw.), śląskim (256 tys. m kw.) oraz dolnośląskim (248 tys. m kw.).

Na koniec marca 2023 aktywność deweloperów wynosiła 2,123 mln m kw. w całej Polsce, a największy jej udział przypadł na województwa: mazowieckie (około 18,3% budowanej powierzchni), łódzkie (16,6%) i śląskie (12,6%).

Na koniec I kwartału 2023 r. wskaźnik pustostanów osiągnął 6,42% (wzrost o 2,3 pkt. proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 3,2 pkt. proc. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2022 roku). Najwyższą wartość odnotowano w województwie świętokrzyskim (12,9%), zachodniopomorskim (10,6%) oraz podlaskim (10,0%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwie pomorskim (0,9%), małopolskim (1,7%) i warmińsko-mazurskim (2,6%).

W okresie styczeń-marzec 2023 roku popyt na nowoczesne powierzchnie magazynowo-przemysłowe osiągnął ponad 1,2 mln m kw. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się województwa: mazowieckie (popyt brutto na poziomie 202 tys. m kw.), łódzkie (195 tys. m kw.) oraz śląskie (około 191 tys. m kw.).

Najwyższy udział w strukturze popytu odnotowały nowe umowy (w tym projekty typu BTS) oraz ekspansje – łącznie 55%, a renegocjacje istniejących umów stanowiły 45%.

Tesla w Libero Katowice – pierwszy showroom luksusowych samochodów elektrycznych na południu Polski

Drugi w Polsce salon Tesli powstał w ramach Libero Katowice. To nowoczesna i wyjątkowa koncepcja odchodząca od ram typowego, wielkopowierzchniowego salonu samochodowego. Światowa marka i lider w dziedzinie elektromobilności znacząco wzbogaca portfolio Libero i umacnia innowacyjny charakter galerii.

Nowy salon Tesla w Libero Katowice to prawdziwy symbol nowoczesności, innowacyjnych technologii i elegancji. Klienci mają możliwość obejrzenia najnowszych modeli marki, takich jak Model 3, Y, S lub X (w tym także w najnowszym kolorze Midnight Cherry Red), które łączą w sobie niezwykłe osiągi, fascynujący design i zaawansowane funkcje. Mogą także umówić się na jazdę testową wybranym modelem. Co istotne, samochody do jazd próbnych stacjonują bezpośrednio na parkingu Libero. Personel salonu prowadzi również  indywidualne doradztwo w wyborze modelu i konfiguracji pojazdu, a także udziela niezbędnych informacji na temat marki.

W Libero Katowice stawiamy na nowoczesność, innowacyjne rozwiązania i z entuzjazmem podchodzimy do nowinek technologicznych. Od samego początku jesteśmy także przyjaźni elektromobilności, dlatego wybór naszej galerii na lokalizację drugiego w Polsce i pierwszego, flagowego na południu kraju salonu marki Tesla to dla nas ogromne wyróżnienie. To jednocześnie potwierdzenie silnej pozycji Libero na rynku i dowód stale rosnącego potencjału naszej galerii. Jesteśmy przekonani, że obecność globalnej marki Tesla w Libero Katowice pomoże w popularyzacji tego nowoczesnego transportu przyszłości. Wielkie otwarcie showroomu, które zgromadziło wielu zainteresowanych, jest tego najlepszym potwierdzeniem. – mówi Tomasz Domoń, Dyrektor Regionalny odpowiedzialny za komercjalizację Libero Katowice.

Otwarcie salonu Tesli w Libero Katowice odbyło się w sobotę 20 maja i spotkało się z ogromnym zainteresowaniem klientów. Podczas wydarzenia można było usiąść za kierownicą nowoczesnych elektryków, umówić się na jazdę testową oraz posłuchać interesujących ciekawostek o tym, jakie możliwości oferuje ten jeden z najbardziej innowacyjnych producentów samochodów.

Symbol nowoczesności w Libero

Showroom Tesli w Libero Katowice to drugie takie miejsce w Polsce, w którym stacjonarnie można złożyć zamówienie na te pojazdy. Marka Tesla, której właścicielem jest prekursor i wizjoner Elon Musk, produkuje wyłącznie samochody elektryczne. Tym samym zrewolucjonizowała branżę automotive i we współczesnym świecie stała się ikoną elektromobilności oraz synonimem nowoczesności. Od 2012 roku szturmem zdobywa światowy rynek motoryzacyjny, będąc największym na świecie producentem pojazdów tego typu i wyznaczając trendy w rozwoju. Samochody Tesli znane są z zaawansowanych rozwiązań technologicznych, takich jak możliwość autonomicznej jazdy, daleki zasięg akumulatorów, licznych systemów bezpieczeństwa czy  niesamowitego przyśpieszenia.

Współpraca z Libero Katowice oparta jest o wysokie standardy. Długo poszukiwaliśmy ciekawego i oryginalnego miejsca na lokalizację naszego salonu. Obiekt musiał spełnić liczne, określone wymagania i oferować dogodną lokację, umożliwiającą rozwój nowego showroomu. Niewątpliwie Libero spełniło nasze oczekiwania i umożliwiło nam dogodne miejsce na sukcesywny rozwój. – mówi Bartosz Gorzoch, Store Manager Tesla.

Zmiana przepisów dot. pierwszeństwa dla pieszych na pasach i jej niezamierzone efekty

W dniu 1 czerwca 2023r. mijają 2 lata obowiązywania nowych przepisów Kodeksu drogowego dotyczących pierwszeństwa pieszych na przejściach dla pieszych. W niniejszym artykule dowiesz się, czy i w jaki sposób przepisy te zmieniły zachowania kierowców na drodze, jak w praktyce wygląda przestrzeganie tych przepisów, a także, czy zmiana pierwszeństwa na pasach wpłynęła na liczbę wypadków drogowych.

Pieszy ma pierwszeństwo przed pojazdem

Przypomnijmy, że przed dniem 1 czerwca 2021r. kierowca pojazdu musiał ustąpić pierwszeństwa pieszemu dopiero, gdy pieszy znajdował się już na przejściu dla pieszych. Gdy pieszy dopiero zbliżał się do krawędzi jezdni, a nawet przy niej stał, chcąc wejść na pasy, miał obowiązek przepuścić wszystkie samochody. Zatrzymywanie się kierowców przed tzw. „zebrą” celem umożliwienia osobie pieszej przejścia przez jezdnię, było wyłącznie efektem zwyczajowej uprzejmości.

Od dnia 1 czerwca 2021r. pieszy ma pierwszeństwo przed pojazdami już w momencie wchodzenia na przejście dla pieszych. Jednakże zmiana ta nie dotyczy tramwajów, którym osoba piesza zawsze musi ustępować pierwszeństwa, nawet gdy znajduje się już na pasach.

Jak wygląda stosowanie przepisów w praktyce?

Pomimo że zdecydowana większość kierowców pamięta o pierwszeństwie pieszych i zatrzymuje się przed pasami, widząc zbliżającą się do nich osobę, to jednak nadal bardzo często można zaobserwować przypadki nieustępowania pieszym pierwszeństwa. „Pomimo zmiany przepisów nadal dochodzi do licznych potrąceń na przejściach dla pieszych i to nawet w sytuacjach, gdy chwilę wcześniej na przeciwnym pasie ruchu zatrzymał się inny pojazd, aby ustąpić pierwszeństwa osobie pieszej” – mówi Kamila Barszczewska, Prezes Zarządu AUXILIA S.A. z siedzibą we Wrocławiu, firmy pomagającej od 20 lat ofiarom wypadków drogowych uzyskać adekwatne odszkodowania.

Do takich wypadków często przyczyniają się również sami piesi, którzy uważają, że pierwszeństwo na pasach zwalnia ich z obowiązku sprawdzenia sytuacji na drodze. Tymczasem należy pamiętać, że pomimo korzystnej dla pieszych zmiany przepisów, nadal spoczywa na nich obowiązek zachowania szczególnej ostrożności podczas wchodzenia na pasy i przechodzenia przez jezdnię.

Konsekwencje zaniedbania pieszych w tym zakresie mogą być bardzo dolegliwe. Pomijając tutaj samą kwestię utraty zdrowia a nawet życia w wyniku potrącenia przez samochód, w przypadku niezachowania ostrożności przez pieszego i przyczynienia się do zaistnienia wypadku zakład ubezpieczeń pomniejszy należne pieszemu zadośćuczynienie i odszkodowania o ustalony przez siebie procent przyczynienia. Jak wyjaśnia Kamila Barszczewska z firmy AUXILIA S.A.: „Towarzystwa ubezpieczeń w takich sytuacjach dokonują pomniejszenia należnych poszkodowanemu kwot nawet o 50%. Oczywiście istnieje możliwość podważenia tego przyczynienia i jego znacznego zmniejszenia, a czasami nawet całkowitego wykluczenia, ale najczęściej wiąże się to z koniecznością skierowania sprawy do sądu i powołania biegłego odpowiedniej specjalności.”

Czy zmiana pierwszeństwa na pasach wpłynęła na liczbę wypadków drogowych?

Jak wynika z danych publikowanych przez Komendę Główną Policji, wbrew oczekiwaniom, zmiana przepisów nie wpłynęła na zmniejszenie się liczby wypadków na przejściach dla pieszych. Jest wręcz przeciwnie – statystyki pokazują, że dochodzi do większej liczby potrąceń pieszych, niż przed zmianą!wykres1-wypadki-na-przejsciach-dla-pieszych

Przepisy zostały wprowadzone 1 czerwca 2021r. W celu uchwycenia długofalowych tendencji porównujemy 4 ostatnie pełne lata. Widać wyraźnie, że liczba wypadków na przejściach dla pieszych rok do roku ulegała zmniejszeniu. Jednak w roku 2022, czyli pierwszym pełnym roku obowiązywania nowych przepisów, liczba wypadków na przejściach wzrosła!

2693 takich zdarzeń w roku 2022 w porównaniu do 2586 w roku 2021 daje wzrost wypadków na przejściach dla pieszych o 4,14%. Wydaje się, że cztery procent to niedużo, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w roku 2021 liczba takich zdarzeń zmniejszyła się o 9,93% w porównaniu z rokiem 2020, a rok 2020 do 2019 oznacza 22,32% zmniejszenia liczby wypadków, to widać wyraźnie, że doszło do całkowitego odwrócenia trendu.

Inaczej mówiąc efekt wprowadzenia przepisów dotyczących pierwszeństwa na przejściach dla pieszych okazał się zupełnie odwrotny do zamierzonego.

Pytanie tylko jak to wytłumaczyć? Przecież każdy, kto czyta ten artykuł jest kierowcą – każdy z nas zwalnia i zatrzymuje się przed przejściem dla pieszych o wiele częściej niż kiedyś. Widać wyraźnie zmiany w zachowaniu innych kierowców. Można by nawet powiedzieć, że na lepsze.

A jednak wypadków na przejściach dla pieszych jest więcej?

Prawdopodobnym wyjaśnieniem może być taka oto okoliczność. W związku ze zmianą przepisów, piesi przyzwyczaili się, że stanowią uprzywilejowanych uczestników ruchu na przejściach. W związku z tym przestali zachowywać ostrożność. Przechodząc przez jednię, robią to niejako „na ślepo”.

Patrząc na tendencję ostatnich 4 latach, liczba ofiar śmiertelnych na przejściach dla pieszych rok do roku malała o dobrych kilkanaście procent – w roku 2020 o 14,8%, w roku 2021 o 25,35%, aż w roku 2022 wzrosła o 1,26%.

W gruncie rzeczy brak wyraźnej zmiany w liczbie osób zmarłych w wyniku takich zdarzeń (161 w 2022 do 159 w 2021) oraz wzrost liczby rannych (2709 w 2022 do 2576 w 2021) może wskazywać na to, że kierowcy faktycznie uważają i zwalniają, ale prawdopodobnie trudno jest zachować pełne bezpieczeństwo, jeśli pieszy wchodzi bezpośrednio pod koła pojazdu!wykres2-ranni-i-zabici-w-wypadkach-na-przejściach-dla-pieszych

W którym momencie kierowca musi się zatrzymać przed pasami?

Wielu kierowców zastanawia się, w którym momencie pieszy uzyskuje pierwszeństwo zbliżając się do pasów, a tym samym kiedy kierowca ma bezwzględny obowiązek zatrzymania się przed przejściem dla pieszych. Na polskich drogach można zauważyć sytuacje, gdy kierowcy samochodów zatrzymują się przed pasami już w momencie, gdy pieszy jest dopiero kilka metrów od krawędzi jezdni.

Nie ma jednak takiej potrzeby, gdyż ustąpienie pierwszeństwa należy traktować jako przeciwieństwo wymuszenia pierwszeństwa. Jeśli więc kierowca, przejeżdżając przez pasy nie zmusza pieszego, zbliżającego się dopiero do jezdni, do zatrzymania się albo zwolnienia kroku, to raczej trudno mówić w takiej sytuacji o nieustąpienia pierwszeństwa pieszemu. Ale jeśli pieszy znajduje się już na przejściu dla pieszych, to kierowca powinien się przed pasami zatrzymać, aby umożliwić mu swobodne pokonanie jezdni.

Jak wygląda sytuacja na przejściu dla pieszych rozdzielonym tzw. wysepką?

Sytuacja wygląda nieco odmiennie, jeśli przejście dla pieszych jest rozdzielone tzw. wysepką, co najczęściej ma miejsce na drogach dwujezdniowych. Zgodnie z art. 13 ust. 8 ustawy Prawo o ruchu drogowym, w takiej sytuacji przejście na każdej jezdni uważa się za przejście odrębne. Oznacza to, że kierowca, widząc pieszego przechodzącego przez jezdnię na przeciwnym pasie ruchu, który dopiero dochodzi do wysepki, nie musi zatrzymywać się i ustępować mu pierwszeństwa. Natomiast jeśli pieszy znajduje się już na wysepce, to wówczas pojazd trzeba zatrzymać. Z drugiej strony pieszy, który przechodzi przez pasy na pierwszej jezdni, po wejściu na wysepkę powinien sprawdzić sytuację na drugiej jezdni zanim na nią wejdzie. Wejście w takiej sytuacji na przejście dla pieszych bez uprzedniego sprawdzenia sytuacji może zostać potraktowane jako niezachowanie szczególnej ostrożności, a w razie zaistnienia wypadku – jako przyczynienie się do zdarzenia.

Wniosek z analizy statystyk jest jednoznaczny – paradoksalnie zmiana przepisów zaszkodziła bezpieczeństwu

Wniosek z wprowadzenia przepisów jest jednoznaczny. Nie tylko nie pomogły one zachować bezpieczeństwo na przejściach dla pieszych, ale wręcz spowodowały odwrotny skutek.

Co w takim razie dalej? Jak powinien zareagować ustawodawca i co zmienić? Odpowiedź jak zawsze jest prosta – należy zwiększyć bezpieczeństwa uczestników ruchu każdym możliwym i zgodnym z prawem sposobem. Niestety poza obostrzeniami i zwiększaniem kar oraz restrykcji dla uczestników ruchu, pod uwagę należy wziąć psychikę ludzką i behawioralne kwestie dotyczące wszystkich uczestników ruchu – także pieszych.