Vercom z 67 proc. wzrostem przychodów w I kw. 2021 r.

Vercom osiągnął w minionym kwartale bardzo dobre wyniki. Przychody wzrosły o 67 proc. rdr i wyniosły 38,5 mln zł, EBITDA zwiększyła się o 38%, do 7,7 mln zł, a zysk netto urósł o 28% i osiągnął wartość 5,8 mln zł. Dynamiczny wzrost skali biznesu to efekt pozyskania nowych klientów, rozwój skali biznesu obecnych klientów i dosprzedaży im nowych usług oraz przejęcia ProfiSMS.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników osiągniętych w I kwartale. Konsekwentnie budujemy jedną z wiodących platform CPaaS w regionie CEE. Realizujemy to poprzez organiczne pozyskiwanie nowych klientów jak i poprzez akwizycje, a także rozszerzenie zakresu współpracy oraz cross-selling naszych usług do obecnych klientów. Tak wysoka dynamika wzrostów w minionym kwartale cieszy w szczególności biorąc pod uwagę relatywnie wysoką bazę analogicznego kwartału roku poprzedniego. W marcu i kwietniu 2020 r. miał miejsce jednorazowy silny wzrost komunikacji kryzysowej, związanej z wprowadzeniem obostrzeń epidemicznych. – mówi Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

W I kw. 2021 r. liczba klientów Vercom zwiększyła się o 42 proc. rdr. i wyniosła 11,5 tys. Wskaźnik miesięcznego ARPU (średni przychód na klienta) osiągnął wartość 1,12 tys. zł, co oznacza wzrost 17 proc. rdr. Warty podkreślenia jest także wysoki wskaźnik NER (sprzedaż do powtarzalnej grupy klientów), który za ostatnie 12 miesięcy w I kw. 2021 r. wyniósł 124 proc. Vercom, dzięki wysokiemu tempu wzrostu EBITDA oraz efektywnemu zarządzaniu kapitałem obrotowym, dynamicznie zwiększył o 44 proc. poziom środków pieniężnych generowanych z działalności operacyjnej, które wyniosły 8,1 mln zł. Pozwala to generować wysokie nadwyżki gotówkowe oraz efektywnie realizować nakłady inwestycyjne.

Miniony kwartał to także okres poświęcony przygotowaniom do IPO, które zakończyło się sukcesem i pozyskaniem 180 mln zł, które Vercom przeznaczy na akwizycje. Akcje i prawa do akcji zadebiutowały na GPW 6 maja.

– Za nami okres bardzo intensywnej i angażującej pracy związanej z procesem IPO. Co warte podkreślenia, mimo to udało nam się wypracować w tym okresie bardzo dobre wyniki finansowe. Naturalnie teraz w pełni możemy poświęcić się rozwojowi biznesu i wykorzystaniu pozyskanych środków z IPO. Pierwszych akwizycji spodziewamy się w ciągu najbliższych miesięcy. – dodaje Tomasz Pakulski, członek zarządu Vercom.

Vercom chce dalej kontynuować dynamiczny wzrost, skupiając się na filarach rozwoju, którymi są akwizycje oraz wzrost organiczny. Spółka na akwizycje planuje przeznaczyć około 250 mln zł, z czego 170 mln zł będzie pochodzić z przeprowadzonej z emisji akcji. Z kolei pozostałe 80 mln zł ma pochodzić z finansowania dłużnego. Obecnie trwa analiza i selekcja podmiotów, pierwszych akwizycji należy spodziewać się w ciągu najbliższych miesięcy.

Historia jednego tweeta, który załamał giełdę kryptowalut

Elon Musk za pomocą jednego wpisu na portalu Twitter potrafi wywindować cenę Bitcoina do historycznych maksimów, ale także ma tę władzę, aby jego wartość znacznie obniżyć (przykładowo z ponad 200 tys. zł do nawet poniżej 140 tys. zł w maju br.). Czy więc można powiedzieć, że od jednego tweeta, który ma 280 znaków, często zależą życiowe oszczędności ludzi? Po ostatniej informacji opublikowanej przez Muska oraz decyzji chińskiego rządu, kurs kryptowaluty bardzo mocno ucierpiał – nawet o 30%. Sytuacja ta pokazuje jak niedojrzały jest jeszcze ten rynek. Czy to słuszne, że jeden człowiek posiada tak duży wpływ na finanse tak wielu? Tłumaczy Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex.

Bitcoin, ale także inne kryptowaluty, od kilku lat nieustannie są na ustach mediów, które chętnie informują o kolejnych zamieszaniach na tych rynkach. Warto wiedzieć, że od momentu powstania najpopularniejszej kryptowaluty (2009 rok) – Bitcoina – wciąż nie udało się jej uregulować. W wyniku tego, co jakiś czas obserwujemy gwałtowne korekty na wykresie cenowym wirtualnych walut (nawet ponad 30%). Przykładowo jeszcze na początku 2020 roku wartość BTC plasowała się na poziomie około 30 tys. zł, w marcu 2021 r. było to już ponad 220 tys. zł. Natomiast obecnie jest to nieco ponad 138 tys. zł. I cały czas się zmienia. Szerokim echem (i spadkami na rynkach) odbił się ostatni wydany w maju br. zakaz w Chinach dla instytucji finansowych w oferowaniu usług związanych z Bitcoinem. Pomimo upływu lat wciąż trudno znaleźć realne rozwiązanie na problemy związane z tym aktywem.

W zamieszaniu, które możemy obserwować od tygodnia, dużą rolę odgrywa jeden człowiek – Elon Musk. Na początku roku, po informacji o inwestycji 1,5 mld USD w Bitcoina przez Teslę, kurs kryptowaluty wzrósł momentalnie o 10% pokonując kolejne historyczne maksima, czyli wówczas 160 tys. zł. Odwrotna sytuacja miała miejsce w maju br., kiedy Tesla ogłosiła, że ze względów ekologicznych nie będzie akceptować płatności tym środkiem. W tym wypadku 280 znaków tweeta zadecydowało o miliardowych stratach i o gwałtownym zmniejszeniu się oszczędności wielu ludzi.

Warto również wspomnieć o tym, że Bitcoin ma bardzo duże potrzeby energetyczne, bez których nie ma możliwości jego pozyskania i utrzymania sieci. Działa to niestety na niekorzyść wartości aktywa – właśnie z tego powodu firma Elona Muska zrezygnowała z możliwości akceptacji płatności w Bitcoinach. Wskutek tego traci on względem innych kryptowalut, czy innych sposobów lokowania kapitału, w tym metali szlachetnych.

Rynek kryptowalut jest bardzo niestabilny – to wiemy od dawna. Kieruje się on sentymentem i samospełniająca się przepowiednią, która polega na fakcie, że dopóki ludzie wierzą we wzrosty to cena aktywa będzie rosła. Niestety podobnie, tylko w drugą stronę, jest ze spadkami. Są one bardzo bolesne dla mniej doświadczonych inwestorów, którzy trzymając dużą część swoich oszczędności w tym aktywie czekają na moment odbicia. Niestety w wielu przypadkach często wiąże się to z jeszcze większą stratą. Właśnie z tego powodu bardzo ważna jest dywersyfikacja portfela inwestycyjnego – przy takich sytuacjach ucierpi tylko część naszych środków finansowych.

Obserwując procesy, które mają miejsce w świecie wirtualnych walut, trzeba zdać sobie sprawę, że to miejsce cechujące się bardzo dużą zmiennością. Jednego dnia możemy zanotować podwojenie swoich oszczędności, a kolejnego stracimy 75% z nich. Warto, szczególnie na początku swojej drogi inwestycyjnej, rozlokować środki pieniężne w kilku miejscach.

Rynkiem charakteryzującym się większą stabilnością jest rynek metali szlachetnych – na przykład złota. Na tle Bitcoina oraz Ether (druga przodująca waluta cyfrowa) złoto aktualnie wyraźnie zyskuje. Wpływ na to ma m.in. rosnąca inflacja oraz korekty na rynku kryptowalut, które skłaniają inwestorów do transferu środków do bezpieczniejszego środowiska.

Dobre wyniki finansowe SPAR GROUP

SPAR GROUP odnotowała po 6 miesiącach roku finansowego zakończonego 31 marca 2021 roku wzrost obrotów na wszystkich rynkach, na których działa (RPA, Szwajcaria, Irlandia, Wyspy Brytyjskie, Sri Lanka i Polska) – łącznie o 7,5% do 64,2 mld randów. Zysk operacyjny wzrósł o 28,1% do 1,7 mld randów, dzięki wyjątkowo dobrym wynikom w Szwajcarii i Irlandii. SPAR w Polsce koncentruje się na zwiększaniu lojalności partnerów detalicznych i osiągnięciu rentowności – obroty w raportowanym okresie wzrosły o 32,2% (26,9% w złotych).

W pierwszym półroczu roku finansowego 2020/2021 SPAR w RPA zmodernizował 159 sklepów we wszystkich formatach, w tym 76 supermarketów SPAR. Grupa rozwinęła innowacyjne koncepty wewnątrz sklepów: Chikka Chicken, BeanTree, SPAR Natural. Zwiększył się także udział marek własnych w przychodach do 24,2% obrotów, w tym marki SPAR do 16,6% obrotów (wzrost o 5%).

“Jako GRUPA koncentrujemy się na wzmocnieniu łańcuchów dostaw, wzroście organicznym, budowaniu relacji z partnerami detalicznymi i jak najszybszym odpowiadaniu na potrzeby klientów. Takie założenia realizujemy także w Polsce – gdzie priorytetem jest ponadto osiągnięcie rentowności biznesu. Bardzo cieszy nas zakończony proces sanacji w spółkach z Grupy Piotr i Paweł, który wydłużył się ze względu na pandemię. Oczekujemy, że polski biznes jeszcze w tym roku finansowym istotnie zwiększy udział w przychodach całej Grupy SPAR. We wszystkich krajach mocno inwestujemy w digitalizację biznesu, systemy eko i modernizację infrastruktury w celu dalszego polepszania efektywności” – podkreśla Wayne Hodson, prezes zarządu Wasz Sklep SPAR.

70% Polaków popiera zmiany w kodeksie pracy dot. badania trzeźwości pracowników

Obecne przepisy nie pozwalają pracodawcy sprawdzić trzeźwości pracownika nie tylko wykonującego obowiązki zdalnie, ale nawet w biurze czy na budowie. Zdaniem prawie 70% Polaków powinno się to zmienić. W rządzie trwają prace w tym kierunku.

Niemoc pracodawców

Obecny kodeks pracy nie pozwala pracodawcy przeprowadzić wyrywkowej kontroli trzeźwości pracowników ani zleceniobiorców. Nie istnieje również możliwość niedopuszczenia do wykonywania pracy, nawet jeśli zachodzi uzasadnione podejrzenie, że pracownik znajduje się pod wpływem alkoholu bądź spożywał go w trakcie pracy. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy są przepisy dotyczące ochrony danych osobowych.

Ma się to niedługo zmienić. W III kwartale tego roku projekt zmian powinien zostać przyjęty przez Radę Ministrów i skierowany do Sejmu. Co istotne, kontroli trzeźwości będą mogli podlegać też pracownicy zdalni. Z badania SW Research dla AlcoSense Laboratories* wynika, że takie zmiany popiera prawie 70% Polaków. Z kolei przeciw jest jedynie 12% respondentów, a co piąty nie ma zdania.

Sprawdzanie trzeźwości przez pracodawców – wykresNa kacu w pracy

Z badań dla AlcoSense Laboratories** wynika też, że przychodzenie na kacu do pracy w Polsce jest realnym zjawiskiem. Prawie 29% respondentów przyznało się do kilkukrotnej pracy na kacu. Z kolei u niespełna 4% jest to rutyna.

Można domniemywać, że praca pod wpływem alkoholu również stanowi problem. Tym bardziej, że obecne przepisy mogą wzmagać poczucie bezkarności nietrzeźwych pracowników oraz zleceniobiorców. Szczególnie tych, którzy wykonują swoje obowiązki zdalnie.

Nawet pomijając aspekt nielegalności pracy pod wpływem alkoholu oraz zmniejszonej wydajności pracownika, nie można zbagatelizować zwiększonego ryzyka wypadków. Zmiany w prawie powinny spowodować, że pracownik kilkukrotnie się zastanowi, zanim stawi się do pracy pod wpływem alkoholu komentuje Hunter Abbott, ekspert z firmy AlcoSense Laboratories.

Badanie: Polacy o sztucznej inteligencji w rekrutacji

Blisko 2/3 Polaków nie miałoby nic przeciwko, gdyby przy ich rekrutacji do pracy wykorzystano sztuczną inteligencję – wynika z badania Pracuj.pl. Nie oznacza to jednak, że użycie AI (ang. artificial intelligence) przez działy HR nie budzi kontrowersji. Największe wątpliwości związane są z podejmowaniem przez nią ostatecznej decyzji o zatrudnieniu. Technologie coraz odważniej wchodzą w codzienność rekrutacji, a smartfony, sieć i media społecznościowe stały się codziennym narzędziem szukania pracy przez kandydatów.

Najważniejsze informacje:

  • 2/3 Polaków nie byłoby zniechęconych do rekrutacji, gdyby wspierała ją AI.
  • Najbardziej pozytywnie odbierane jest wsparcie AI przy przygotowaniu CV.
  • 9 na 10 badanych wykorzystuje smartfony i sieć przy szukaniu pracy.
  • Narzędzia szukania pracy: portale z ofertami, social media i wyszukiwarki.
  • Co trzeci szukający pracy sięga po rekrutacyjne aplikacje mobilne.

Cyfrowa rekrutacja tu i teraz

W pierwszym tekście z serii opartej na raporcie Pracuj.pl „Cyfrowa ewolucja kariery” wykazywaliśmy, że Polacy są świadomi rosnącej roli technologii i kompetencji cyfrowych w życiu zawodowym. W drugim materiale pokazywaliśmy, jak dużą rolę przy codziennym wykonywaniu obowiązków zajmują obecnie media społecznościowe. W trzeciej odsłonie badań przyglądamy się natomiast zagadnieniu budzącemu często duże kontrowersje – czyli rozwojowi sztucznej inteligencji i jej wdrażaniu w procesy HR. Analizujemy też wypowiedzi reprezentatywnej grupy ponad tysiąca Polaków na temat bardziej „przyziemnych” aspektów wykorzystania technologii przy szukaniu nowej pracy.Cyfrowa rekrutacja

Algorytmy nie takie straszne

Trudno ukryć, że w kontekście rynku pracy sztuczna inteligencja bywa często stawiana w roli czarnego charakteru i zagrożenia dla miejsc pracy. Jak szacuje McKinsey Institute, przy maksymalnym wykorzystaniu dostępnych współcześnie technologii w ręce robotów, inteligentnego oprogramowania i algorytmów mógłby być oddany ekwiwalent 64% czasu pracy w firmach produkcyjnych i 44% czasu działań finansistów w Polsce.

Rzeczywiście, wsparcie robota czy algorytmu w procesach HR jest dziś coraz częstszym zjawiskiem w biznesie. Większość realizacji wciąż nie odzwierciedla jednak wyobrażeń z filmów science fiction, a zadaniem sztucznej inteligencji wciąż jest głównie odciążanie rekruterów i kandydatów przy bardziej „mechanicznych” zadaniach.Cyfrowa rekrutacja 2

Eksperci Pracuj.pl zapytali respondentów o to, jak zareagowaliby na informację o zaangażowaniu AI we wstępną selekcję CV kandydatów na stanowisko pracy, które ich interesuje. Jak się okazuje, wspomniany fakt nie miałby negatywnego wpływu na postawy 64% respondentów – aż 43% badanych nie zmieniłoby swojego nastawienia do rekrutacji, a co piąta osoba (21%) byłaby nawet bardziej skłonna do aplikowania. W gronie osób zniechęconych do starań o pracę znalazło się 36% badanych.Cyfrowa rekrutacja 3

Badacze sprawdzili także, czy na postawę respondentów wobec wspomnianej rekrutacji miałyby dodatkowe analizy, które udowadniałyby pozytywny wpływ wykorzystania sztucznej inteligencji na trafność doboru dopasowanych kandydatów. Informacja ta wyraźnie zmieniłaby postawę znaczącego odsetka badanych. Po wprowadzeniu wspomnianej modyfikacji do pytania zmalało grono osób niechętnych rekrutacji z udziałem AI (26%), a zwiększyła się grupa badanych o neutralnej postawie (46%) oraz tych, których motywacja by wzrosła (29%).

Wiele treści dotyczących sztucznej inteligencji skupia się na potencjale przejmowania przez nią miejsc pracy czy na zagrożeniach związanych z nieodpowiedzialnym wykorzystaniem Big Data. To ważne wyzwania, ale zbyt rzadko podkreśla się zalety AI i jej wpływ na nasz codzienny komfort. Warto zwrócić uwagę na fakt, że niechęć części badanych wobec sztucznej inteligencji w rekrutacji maleje w wypadku, gdy dostają dowody jej korzystnego wpływu na trafność wyboru kandydata. To ważna informacja pokazująca, że proces adaptacji AI w HR powinien być prowadzony w sposób transparentny, przedstawiający efekty i rozwiewający wątpliwości co do przyczyn jej wykorzystania
-– komentuje Maciej Chwiłoc, Dyrektor ds. Rozwoju Technologii w Grupie Pracuj.

Jak podkreśla Maciej Chwiłoc, w Grupie Pracuj od lat testowane i sprawdzane są różne formy zastosowania sztucznej inteligencji. Należą do nich choćby modele uczenia maszynowego wspomagające mailing czy tzw. deep learning wspierający funkcjonowanie portalu Pracuj.pl i innych rozwiązań firmy. Testowane są także różnorodne rozwiązania pozwalające jak najlepiej zrozumieć układ i treść ogłoszeń.

Stopniowe oswajanie Big Data i AI

Wyzwaniem dla wdrożeń sztucznej inteligencji w rekrutacji w najbliższych latach są niewątpliwie mieszane odczucia, jakie znaczny odsetek badanych wyraża wobec wykorzystania jej przy bardziej strategicznych, zaawansowanych procesach HR. Według badania Pracuj.pl najmniejszy entuzjazm wykazywany jest wobec podejmowania przez AI ostatecznej decyzji o zatrudnieniu – takie działanie pozytywnie ocenia zaledwie 33,5% badanych, niewiele mniej ma do niego negatywny stosunek (31,5%). Tylko nieco mniej kontrowersji budzi prowadzenie rozmowy kwalifikacyjnej online przez bota (43% pozytywnych ocen) oraz wstępna selekcja CV przez AI (44,5%).Cyfrowa rekrutacja 4

Stosunkowo małe kontrowersje budzi wśród badanych wsparcie AI przy przygotowaniu się do aplikowania – ponad połowa badanych pozytywnie ocenia możliwość otrzymania sugestii do treści CV od sztucznej inteligencji lub autouzupełnianie przez nią CV na podstawie dostępnych danych. Negatywnie do tych dwóch aspektów odnosi się nieco ponad co dziesiąty badany. Niemal równie rzadko Polacy artykułują wyraźnie negatywny stosunek wobec porad zawodowych od AI i botów rekrutacyjnych.

Osobny charakter w stosunku do pozostałych kwestii miało pytanie o kontrolę wyników pracy przez sztuczną inteligencję, na podstawie analizy danych z komputera służbowego. Pytanie jako jedyne nie odnosiło się do kwestii rekrutacji – a do realizacji obowiązków. Respondenci w 39% przypadków mieli pozytywne podejście do kontroli przez AI.

Przy analizie danych o sztucznej inteligencji w rekrutacji warto zauważyć dość sporą liczbę odpowiedzi neutralnych. Można założyć hipotezę, że Polacy wstrzymują się od bardziej konkretnych ocen wielu kwestii związanych z AI ze względu na niedostateczną wiedzę lub brak osobistego stosunku do zagadnienia sztucznej inteligencji.

Cyfrowe szukanie pracy, czyli nie tylko portale

Sztuczna inteligencja to jeden z bardziej efektownych aspektów cyfryzacji świata rekrutacji. Warto jednak zwrócić uwagę, że niemal codziennie zachodzą w tym obszarze inne transformacje – na mniejszą skalę, ale równie istotne dla kandydatów i rekruterów.Cyfrowa rekrutacja 5

Korzystanie z telefonu komórkowego podczas poszukiwania pracy deklaruje aż 92% Polaków szukających obecnie nowej pracy. Niemal tyle samo (91%) respondentów deklaruje, że poszukując pracy korzysta z sieci. Badania Pracuj.pl potwierdzają także, że choć używanie obu tych narzędzi przy rekrutacji może wydawać się oczywiste, technologie wykluczają część pracowników 45+. W tej grupie wiekowej udział osób nie korzystających przy szukaniu pracy ze smartfona (13%) i internetu (14%) jest wyraźnie wyższy niż w innych grupach.

A jak wygląda sytuacja w przypadku narzędzi dostępnych online? Według odpowiedzi respondentów szukających nowego miejsca zatrudnienia najpopularniejsze pozostają portale z ofertami pracy – sięga po nie 72% badanych Polaków. Zamieszczane na nich ogłoszenia dla wielu z nich stanową podstawowe i bazowe źródło poszukiwania ofert w sieci. Ogłoszenia m.in. z Pracuj.pl dziś są nie tylko obecne na stronach głównych portali z ogłoszeniami, ale także publikowane na kanałach społecznościowych, udostępniane znajomym, promowane w wyszukiwarkach i na stronach firmowych.Cyfrowa rekrutacja 6

Badanie pokazuje rosnącą popularność w rekrutacji ogólnych mediów społecznościowych, takich jak np. Facebook czy Instagram. Sięga po nie 54% badanych poszukujących pracy – wynik ten podkreśla siłę tych kanałów, większą nawet od wyszukiwarek internetowych (52%). Jednocześnie jednak należy podkreślić, że dużo mniejszy udział w badaniu uzyskały biznesowe serwisy społecznościowe (28%).

Poszukiwania pracy – coraz bardziej mobilne

Warto zwrócić uwagę na stosunkowo duży udział badanych deklarujących korzystanie przy szukaniu pracy z aplikacji mobilnych (35%). Wpływ na to może mieć oczywiście rosnące znaczenie smartfonów w codziennej komunikacji, a także konsumpcji treści w sieci. Przykładem jest aplikacja Pracuj.pl – w 2020 roku za jej pośrednictwem szukało pracy 1,2 mln unikalnych użytkowników, którzy wyświetlili oferty 62 mln razy i wysłali ponad 8 mln CV.Cyfrowa rekrutacja 7

Otwartość Polaków na wykorzystanie tego narzędzia w rekrutacji pokazują także najnowsze badania Pracuj.pl. 64% respondentów podchodzi pozytywnie do perspektywy poszukiwania pracy przez aplikację mobilną. Kolejne 28% ma neutralny stosunek do tego rozwiązania, a tylko 5% – negatywny. Aplikacje z ofertami pracy mają także dodatkowy atut, którym są personalizowane powiadomienia o ogłoszeniach dopasowanych do preferencji użytkownika. 67% badanych chciałoby otrzymywać takie notyfikacje, 22% – ma do tego obojętny stosunek, a 10% – ocenia je negatywnie.

To dopiero początek

Według analiz WorkTech by Larocque fundusze venture capital przeznaczyły w 2020 roku aż 5 miliardów dolarów na inwestycje w projekty HR Tech – wspierające wdrożenia nowoczesnych technologii w procesach kadrowych i rekrutacyjnych. To drugi najwyższy wynik w ciągu ostatniej dekady, osiągnięty mimo pojawienia się pandemii koronawirusa. Można się więc spodziewać, że w najbliższych latach obserwować będziemy jeszcze większe wykorzystanie technologii w rekrutacji, w tym zastosowanie algorytmów do budowy bardziej skutecznych rozwiązań wspierających rekruterów i osoby aplikujące o pracę.

Wciąż czeka nas wiele pracy w obszarze szkolenia i zwiększania biegłości cyfrowej Polaków. Jednak technologie to część codziennego życia zawodowego większości z nas – nie tylko informatyków, ale także pracowników biurowych, specjalistów w różnych dziedzinach, fachowców pracujących fizycznie. Coraz odważniej wykorzystujemy sztuczną inteligencję do wsparcia rekrutacji, a sieć do szukania pracy. W którą stronę nie spojrzymy, tam dostrzegamy jedno: rosnącą rolę kompetencji cyfrowych w niemal wszystkich obszarach i specjalizacjach na rynku pracy -– podsumowuje Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl.

Większość notowanych w bazie KRD dłużników czynszowych nie płaci również innych zobowiązań

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że co prawda w 2020 r. suma nieuregulowanych zaległości czynszowych wzrosła o blisko 10 proc. i wyniosła 464 mln zł, jednak złożyły się na to głównie problemy czterech województw – śląskiego, mazowieckiego, łódzkiego i dolnośląskiego. W większości pozostałych zmiany były niewielkie, a w niektórych, zwłaszcza w drugiej połowie roku, poziom zadłużenia nawet nieznacznie spadał. Największe problemy z regulowaniem swoich zobowiązań mają osoby w średnim wieku oraz starsi. Dodatkowo dla 66 proc. dłużników niezapłacone rachunki za lokum to nie jedyne zaległe zobowiązania.

Łączne zadłużenie w bazie Krajowego Rejestru Długów osób mających problemy z terminowym regulowaniem opłat za czynsz wynosi obecnie blisko 426,5 mln zł. Prawie połowę zaległości (205,25 mln zł) stanowią niezapłacone rachunki lokatorów w wieku między 46 a 55 oraz 56 a 65 r.ż. Z największą liczbą zobowiązań (9 377) muszą się z kolei mierzyć osoby wieku 36-45 lat. Więcej do spłacenia mają kobiety, których zadłużenie w bazie KRD wynosi blisko 226 mln zł, czyli 52 proc. wszystkich zaległości czynszowych.

W 2020 r. zadłużenie systematycznie rosło aż do końca listopada, kiedy osiągnęło poziom ponad 467 mln zł. Zmiany w statystykach dotyczących dłużników czynszowych przyniósł początek 2021 r., kiedy to mogliśmy zaobserwować spadek sumy wszystkich zaległości.

Zadłużenie w wysokości ceny mieszkania

Najwięcej do oddania mają mieszkańcy województwa śląskiego. Ich zaległości czynszowe to ponad 160 mln zł. Kolejne na liście zadłużonych są Mazowsze (60,6 mln zł) i Opolszczyzna (49,6 mln zł). To ostatnie województwo, to intersujący przypadek, ponieważ ma najmniejszą w skali kraju liczbę mieszkańców. Dodatkowo, w przeciwieństwie do kilku pozostałych województw, w opolskim w 2020 r. łączne zadłużenie czynszowe regularnie spadało. Na dokładkę mieszka tu najbardziej zadłużony lokator w Polsce. To 81-letni mężczyzna z Opola, który ma do oddania blisko 540 tys. zł. Za tę kwotę można by kupić dobre mieszkanie i to zarówno nad morzem, jak i w stolicy.

Znacznie lepiej sytuacja wygląda w województwach podlaskim (560 tys. zł), lubuskim (1,6 mln zł) i świętokrzyskim (2,9 mln zł). Trzeba przy tym zaznaczyć, że zawdzięczają to one nie tylko oszczędności mieszkańców, ale również temu, że pod względem liczby ludności zajmują jedne z ostatnich miejsc w rankingu.

Śląskie, mazowieckie i łódzkie ze wzrostem

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, zadłużenie czynszowe malało nie tylko na Opolszczyźnie. Podobna sytuacja miała miejsce również w województwach: małopolskim, pomorskim, wielkopolskim i lubuskim, w których na przestrzeni całego 2020 roku kwota nieuregulowanych przez lokatorów płatności sukcesywnie spadała. Mniej do oddania mają także mieszkańcy województw: zachodnio-pomorskiego, podlaskiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego. Tam jednak łączna kwota zadłużenia zaczęła się zmniejszać w II połowie lub w ostatnim kwartale, jak w przypadku terenów położonych w północno-zachodniej części Polski, roku.

Nieco inną sytuację można zaobserwować na Mazowszu, gdzie poziom zadłużenia wzrósł mocno w pierwszym kwartale, następnie sukcesywnie, choć nieznacznie, spadał nie wracając jednak ostatecznie do początkowej kwoty. Zmiany w ciągu roku widoczne były również w województwie łódzkim, gdzie suma zaległości zwiększyła się na początku roku i w trakcie kolejnych miesięcy nie zaliczyła już znaczących zmian. Z kolei na Śląsku poziom zadłużenia czynszowego rósł sukcesywnie przez cały rok i na koniec 2020 był aż o 52 proc. wyższy. Na Dolnym Śląsku problemy z regulowaniem płatności za czynsz zwiększyły się dopiero w drugiej połowie 2020 r.

Pandemia nie miała wpływu na poziom zaległości czynszowych na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu i Kujawach, gdzie zadłużenie w skali roku nie zmieniło się znacznie.

Na przykładzie województw mazowieckiego i łódzkiego, gdzie suma zaległości wzrosła jeszcze na początku 2020 roku widać, że nie miało to większego związku z pandemią. Jej wpływ na zadłużenie byłby bowiem widoczny kilka miesięcy po wybuchu, czyli dopiero w drugiej połowie roku. Potwierdza to również sytuacja w pozostałych województwach, gdzie łączna kwota nieuregulowanych płatności albo się za bardzo nie zmieniła, albo wręcz zmniejszyła. Powodów takiego stanu rzeczy należy się doszukiwać w tym, że warunki finansowe lokatorów raczej się nie pogorszyły. Bezrobocie bardzo długo utrzymywało się na niezmienionym poziomie, a w pierwszych miesiącach pandemii i spółdzielnie mieszkaniowe i gminy podchodziły do ściągania długów jeszcze bardziej liberalnie niż zazwyczaj. W związku z tym, nie powinniśmy się spodziewać w najbliższym czasie wzrostu tego zadłużenia  – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Emeryci z największym zadłużeniem

Biorąc pod uwagę liczbę zobowiązań, na pierwszych miejscach trzeba wskazać województwa śląskie i mazowieckie. W ich przypadku mówimy odpowiednio o blisko 13,2 tys. na Śląsku i ponad 5,6 tys. na Mazowszu nieuregulowanych płatności za czynsz. Podium zamyka województwo łódzkie, którego mieszkańcy mają do zapłacenia prawie 2,6 tys. zobowiązań.

Średnio najwięcej do oddania mają z kolei mieszkańcy Opolszczyzny i Pomorza, gdzie przeciętny lokator zalega odpowiednio prawie 32,2 tys. zł i blisko 22 tys. zł. Uwagę należy zwrócić również na wysoki poziom średniego zadłużenia wśród osób powyżej 56 roku życia, które wynosi ponad 17,5 tys. zł. W przypadku młodszych lokatorów kwota ta to prawie 15,9 tys. zł wśród dłużników w wieku między 46 a 55 r.ż. oraz 14,8 tys. zł dla osób w średnim wieku (36-45 lat).

Lokatorzy zalegają nie tylko z opłatami za czynsz

Jak wynika z danych KRD, zaległości czynszowe to nie jedyne problemy, z którymi mierzy się opisywana grupa dłużników. 2/3 z nich zalega bowiem z płatnościami również w innych miejscach. Suma tego zadłużenia wynosi blisko 378 mln zł, to 90 proc. kwoty wszystkich zaległości czynszowych. Dominuje zadłużenie skupione przez wtórnych wierzycieli (208 mln zł) oraz niezapłacone alimenty (prawie 100 mln zł). Kolejne na liście są instytucje finansowe, które czekają na zwrot środków w wysokości blisko 32 mln zł, prawie 11 mln zł są winni operatorom telefonicznym i dostawcom Internetu.

Normalność na horyzoncie, ale bez nauki do niej nie dopłyniemy. W nauce przyszłość

Dla jednych jest źródłem nadziei, dla innych postępu lub szansy na powrót do normalności. W Polsce nauka w obliczu pandemii zyskuje na wartości. Częściej ufamy naukowcom, inżynierom oraz lekarzom. Pandemia koronawirusa, mimo negatywnych skutków społeczno-gospodarczych, zatrzymała negatywny dla nauki trend. Dzisiaj jesteśmy mniej sceptyczni wobec nauki niż Brytyjczycy, Niemcy czy Amerykanie.

Od czterech lat firma 3M regularnie monitoruje postawy społeczne wobec nauki. Badanie State of Science Index jest realizowane w Polsce i kilkunastu krajach Europy, Ameryki Północnej i Południowej, Azji oraz Afryki na reprezentowanych próbach osób w wieku powyżej 18 r.ż. Najnowsze dane pochodzą z lutego i marca br.

Jesteśmy mniej sceptyczni wobec nauki niż Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi

W obliczu pandemii koronawirusa Polacy chętniej ufają naukowcom (89 proc.), ale są nieufni wobec kwestii, których nie rozumieją (53 proc.), a samych naukowców punktują za sprzeczne poglądy (62 proc.). To ewenement, bo pandemia sprawiła również, że odsetek naukowych niedowiarków w naszym kraju zaczął spadać – teraz to jedynie jedna piąta badanych (20 proc.), podczas gdy jeszcze trzy lata temu, co czwarty (27 proc.) kwestionował głos nauki. W porównaniu z innymi badanymi krajami Polacy są teraz jednym z najmniej sceptycznych wobec nauki narodów. Ze stwierdzeniem „Jestem sceptyczny/sceptyczna wobec nauki” zgadza się przykładowo jedna czwarta Brytyjczyków (24 proc.) i Francuzów (26 proc.), niemal jedna trzecia Niemców (31 proc.) i ponad jedna trzecia Amerykanów (35 proc.).

Polacy pytani o powody zaufania do nauki wskazują przede wszystkim na zaufanie do metod badawczych stosowanych przez naukowców (55 proc.).wykres_zaufanie_do_nauki_State_of_Science_Index_2021

Z kolei jedna piąta Polaków, która przyznaje się do sceptycyzmu wobec nauki, twierdzi, że taka postawa wynika z ich obserwacji – opinie naukowców są ich zdaniem sprzeczne (ten powód wskazało 62 proc. respondentów deklarujących sceptyczne podejście do nauki). Równocześnie 53 proc. zadeklarowanych sceptyków zaznacza, że co do zasady są sceptyczni wobec rzeczy, których nie rozumieją.wykres_sceptyczni_wobec_nauki_State_of_Science_Index_2021

– W ostatnich latach wyniki badania State of Science Index pokazywały nam, że coraz mniej doceniamy naukę. Pandemia koronawirusa, mimo negatywnych skutków społeczno-gospodarczych, zatrzymała negatywny dla nauki trend. Dzisiaj jesteśmy mniej sceptyczni wobec nauki niż Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi – mówi Radosław Kaskiewicz, dyrektor zarządzający 3M w Polsce.

– Nasze oczy zwróciły się ku naukowcom, inżynierom i lekarzom, z których pracą wiążemy nadzieje na lepszą przyszłość. Zauważyliśmy, jak bardzo ważna jest ich rola i jednogłośnie uważamy, że należy podejmować działania, by zachęcać młodych ludzi do kształcenia się w obszarze nauk ścisłych, przyrodniczych, inżynieryjnych i technologicznych – zaznacza Kaskiewicz.

W nauce pokładamy nadzieje, ale połowa z nas ma na myśli naukę zgodną z własną wizją świata

Jedna trzecia (27 proc.) Polaków uważa, że potrzebujemy trzech, a nawet czterech lat, aby wrócić do normalności sprzed pandemii. Jedna piąta (18 proc.) sądzi natomiast, że świat nigdy nie wróci do normalności, którą kiedyś znaliśmy. Nadzieję na lepsze „jutro” daje nam nauka. W opinii 74 proc. badanych to właśnie osiągnięcia nauki poprawią nasze życie w przyszłości.

W okresie pandemii poziom zaufania Polaków do nauki wzrósł z 85 do 89 proc. Blisko co drugi Polak (43 proc.) wierzy, że pozytywny trend dla nauki utrzyma się na dłużej. Jednocześnie tyle samo naszych rodaków (43 proc.) wierzy tylko w naukę, która jest zgodna z ich poglądami. Dla porównania w Wielkiej Brytanii taki sposób wiary w naukę deklaruje zaledwie co czwarta osoba (24 proc.), czyli niemal dwa razy mniej osób niż w Polsce.

Ufamy naukowcom, inżynierom oraz lekarzom

Polacy zapytani o zawody, którym ufają najbardziej, wskazują naukowców i inżynierów (60 proc.), lekarzy (58 proc.) oraz nauczycieli (37 proc.). Równocześnie jedna trzecia (29 proc.) Polaków deklaruje, że nie ma w zwyczaju ufać komukolwiek, bazując na jego profesji.

– Jakość naszego życia jest uzależniona przede wszystkim od postępu w kluczowych dziedzinach gospodarki wynikającego z osiągnięć nauki. Z kolei osiągnięcia nauki są uzależnione od poziomu i ukierunkowania badań naukowych realizowanych na uczelniach, integracji środowiska naukowego oraz jego współpracy z podmiotami gospodarczymi. Ważne jest również, jak wielu mamy w kraju naukowców, inżynierów i wynalazców – komentuje dr inż. Barbara Malinowska, biotechnolożka i chemiczka. – Pandemia zwiększyła widoczność specjalistów od nauk ścisłych w przestrzeni publicznej. Zdaniem badanych to szansa na wzrost zainteresowania tą ścieżką kariery wśród młodych. Aby edukacja technologiczna zdała egzamin, potrzebne jest także zaangażowanie ze strony sektora prywatnego – zaznacza Malinowska, która pracuje obecnie jako inżynier produktu w firmie 3M.

Walka z nowotworami ważniejsza niż COVID-19, a ochrona klimatu ważniejsza niż walka z bezrobociem

Polacy uważają, że dziś ważniejsze od znalezienia leku na pojawiające się wirusy, w tym COVID-19 (68 proc.), jest wypracowanie terapii na choroby, które towarzyszą nam od dawna, w tym nowotwory czy choroby serca. Tak uważa trzy czwarte społeczeństwa (75 proc.). Z kolei, jak wynika z danych, walka ze zmianami klimatu (54 proc.) jest zdaniem Polaków ważniejsza niż ograniczanie bezrobocia (50 proc.).

– Zanim pojawił się koronawirus, największym problemem były nowotwory i choroby przewlekłe. Pandemia zepchnęła je na dalszy plan, ale problem nie przestał istnieć. Dla Polaków jest on cały czas priorytetem, co pokazuje najnowsza i poprzednia, jesienna, edycja naszego badania. To, co cieszy, to zwiększone zainteresowanie wyzwaniami klimatycznymi i tym jak nauka może je rozwiązywać. Zrównoważony rozwój przestał być ideą funkcjonującą tylko na papierze. To już element naszej codzienności – zarówno konsumentów, jak i największych przedsiębiorstw działających w Polsce – mówi Mariusz Wawer, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju z 3M w Polsce, który obecnie pełni także funkcję przewodniczącego Komitetu ds. Zrównoważonego Rozwoju w Amerykańskiej Izbie Handlowej w Polsce.

Najbardziej tęsknimy za życiem bez maseczek

70 proc. badanych Polaków chce zniesienia zakazu zakrywania ust i nosa. Bardziej niecierpliwi od nas są tylko mieszkańcy Korei Południowej. Tam aż 77 proc. badanych nie może się doczekać odejścia od maseczek. Gdy tylko będzie to możliwe, najchętniej wrócimy do podróżowania po kraju i świecie. Ponad połowa naszych rodaków zajmie się odwiedzaniem znajomych i rodziny (53 proc.), a niemal co drugi Polak rzuci się w wir poznawania świata (47 proc.) i życia kulturalnego (47 proc.).wykres_na_co_czekaja_Polacy_State_of_Science_Index_2021

State of Science Index – o badaniu

„State of Science Index” to badanie postaw społecznych wobec nauki i technologii realizowane przez firmę 3M na reprezentatywnej grupie osób (N=1000 respondentów w każdym kraju, 18+) w 17 krajach. Badanie przeprowadzane jest metodą CAWI. Ankieta badawcza dotyczy czterech zidentyfikowanych przez 3M kluczowych obszarów prezentujących postawy społeczne wobec nauki i technologii, tj. zaufanie do nauki (1), kapitał społeczny w dziedzinie nauk ścisłych, przyrodniczych i inżynieryjno-technicznych (2), zrównoważony rozwój (3) oraz wspólna odpowiedzialność (4). Badaniem są objęte takie kraje, jak: Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Meksyk, Polska, Singapur, Korea Południowa, Hiszpania, Francja, Wielka Brytania i USA oraz Emiraty Arabskie, Kolumbia, Australia i Włochy, które dołączyły do przedsięwzięcia w tej edycji (luty-marzec 2021). W 2021 r. zrealizowano piątą edycję badania (pierwsza edycja została przeprowadzona w 2017 r.). Polska jest uwzględniona w badaniu od początku.

Dla 70% Polaków przy zakupie mieszkania decydująca jest cena

Po roku od wybuchu pandemii na rynku mieszkań zauważono zmianę frontu po stronie klientów. Część Polaków w wyniku sytuacji pandemicznej zostało zmuszonych do rezygnacji z kupna własnego „M” – wynika z II edycji badania „Jak Polacy kupują mieszkania?” zrealizowanego na zlecenie Gumtree.pl przez ARC Rynek i Opinie. Wśród tych, którzy zdecydowali się na nabycie mieszkania, co czwarty śpieszył się z realizacją transakcji ze względu na obawy przed wzrostem cen w niedalekiej przyszłości.

Pandemia odcisnęła piętno na wyborach mieszkaniowych Polaków

W czasie, kiedy rynek został naznaczony przez pandemiczną niepewność, a poczucie bezpieczeństwa zostało zaburzone przez liczne obawy, wielu z nas zrewidowało poglądy na kupno nowego mieszkania. Aż 73% Polaków, którzy planowali zakup mieszkania, całkowicie zrezygnowało z zamiaru nabycia nowego „M” właśnie ze względu na pandemię. Wśród powodów wymieniano najczęściej:

  • niepewną sytuację na rynku pracy (48%),
  • rosnące ceny mieszkań (47%),
  • niewystarczający budżet (45%).

Prawie co piąty respondent porzucił swoje plany ze względu na utratę pracy lub obniżenie dochodów. Dla blisko 30% rezygnacja z zakupu miała bezpośredni związek z Covid-19, a 47% wskazało, że na ich decyzje wpłynęło połączenie pandemii oraz innych, niezwiązanych z nią czynników.

Bariery w zakupie mieszkania podkreślały szczególnie osoby, które przez pandemię musiały wstrzymać się z realizacją planu (52% ankietowanych). Spośród nich, prawie 2/3 powstrzymanie od zakupu motywuje lękiem przed pogorszeniem sytuacji finansowej lub utratą pracy. 38% liczy na spadek cen w przyszłości, a co trzeci ankietowany obawia się, że nie dostanie kredytu. Choć w tym trendzie łatwo dopatrzyć się masowej niepewności o przyszłość, warto zwrócić uwagę na rosnącą rozwagę i świadomość Polaków.

Kupić czy poczekać? Prawie 10% żałuje decyzji

Decyzja o zakupie mieszkania lub powstrzymaniu się od niego jest trudna i nierzadko czasochłonna, szczególnie, gdy w grę wchodzą duże zobowiązania finansowe. Jak wynika z badania Gumtree, 10% osób, które porzuciły plany zakupu mieszkania, żałuje swojej decyzji – prawie 3/4 z nich zwraca uwagę na znaczący wzrost cen nieruchomości w ostatnich miesiącach. Wśród tych, którzy zadowoleni są z wycofania się z zakupu mieszkania, ponad połowa (57%) motywuje swój wybór faktem, iż ich sytuacja finansowa w ostatnim czasie nie uległa poprawie.

Wciąż kupujemy, lecz spokojniej i świadomiej

Pandemia nie zahamowała jednak całego popytu – Polacy po prostu zaczęli uważniej analizować rynek nieruchomości. Wyniki badania Gumtree pokazują, że wśród planujących zakup mieszkania 26% osób zdecydowało się sfinalizować transakcję mimo wszystko. Covid-19 sprawił jednak, że cały proces był trudniejszy (dla 62% badanych) ze względu na:

  • wydłużony czas poszukiwania mieszkania (15%),
  • zmianę oczekiwań co do standardu, lokalizacji lub powierzchni kupowanej nieruchomości (15%),
  • mniejszy budżet (13%),
  • problem z uzyskaniem kredytu (11%).

To jednak nie koniec elegii o trudnościach, z którymi borykają się osoby kupujące mieszkania. Co drugi Polak (51%), który kupił mieszkanie w trakcie pandemii, miał w tym czasie liczne obawy związane z tak dużą inwestycją. Dotyczyły one głównie kwestii finansowych (58%) – obawiano się zaostrzenia warunków przydzielania kredytów przez banki. Co drugi badany bał się, że nie będzie go stać na spłatę rat. Przede wszystkim przeważała jednak niepewność dotycząca zdolności kredytowej (64%). Obawą napawały ponadto wysokie koszty wykończenia mieszkania i remontu, na które wskazała blisko jedna trzecia respondentów, a także obawy związane z finansowaniem wykończenia mieszkania (21%).

Mieszkanie pod home office, spotkanie z inwestorem w wirtualnym świecie. Nowe trendy

Optymizmem napawa wzrastająca zapobiegliwość Polaków – coraz częściej zakup podejmowano ze względów inwestycyjnych, jako zabezpieczenie na przyszłość (15%).

– Polski konsument zmuszony był zmienić dotychczasowe nawyki w rekordowo krótkim czasiemówi Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl. – Przed pandemią popularnością cieszyły się np. targi mieszkań, które pozwalały „opatrzeć się” z inwestycją i zbliżały obie strony transakcji. Tymczasem w warunkach nowej rzeczywistości inwestor spotyka się z konsumentem prawie wyłącznie online. Dzięki naszym badaniom chcieliśmy wyciągnąć rękę do tych, którzy jeszcze szukają, oraz tych, którzy już znaleźli swoje wymarzone mieszkanie. Dowiedzieliśmy się więcej o potrzebach Polaków i nowych trendach, powstałych w wyniku pandemii, takich jak mieszkania kupowanie mieszkania z uwzględnieniem miejsca do pracy zdalnej – dodaje.

Praktyczni i pragmatyczni: konsumenci w świetle przemian 2020/21 roku

Raport „Jak Polacy kupują mieszkania?” unaocznił szybkie, gwałtowne zmiany zaistniałe na rynku nieruchomości w krótkim czasie, w wyniku pandemii. Skurczył się sektor wynajmu krótkoterminowego, który stracił na znaczeniu wraz z odpływem przyjezdnych do miast – chociażby studentów, studiujących w trybie online. Kontakty z deweloperem również przeniosły się do sieci, zmniejszając rolę kontaktu face to face. Zmiany te w przyszłości mogą także wpłynąć na wydłużenie procesu decyzyjnego podczas zakupu, za sprawą kontaktu zdalnego oraz portali inwestorów (portali dla inwestorów?).

Polski konsument w post-pandemicznym świecie pozostał zdeterminowany, choć świadomy swoich problemów. Pomimo zawirowań na rynku, spokojnie kalkuluje ryzyko, czekając często na bardziej sprzyjającą koniunkturę. Czas pandemii nauczył Polaków także lepszej oceny swoich zdolności finansowych oraz cierpliwości. Badanie ARC Rynek Opinie i Gumtree stanowi dziś wart refleksji drogowskaz nie tylko na rynku mieszkań, ale również przy podejmowaniu decyzji konsumenckich w innych dziedzinach.

Badanie Gumtree.pl zostało zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia w marcu i kwietniu 2021 metodą wywiadów online (CAWI) na reprezentatywnej grupie 1014 Polaków w wieku 18-65 lat oraz metodą wywiadów FGI na 3 grupach respondentów.

Ogłoszenie wyników konkursu „Szybka Ścieżka – Agrotech”

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, agencja wykonawcza Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ogłosiło wyniki konkursu „Szybka Ścieżka – Agrotech”. Dofinansowanie w łącznej wysokości ponad 362 milionów złotych przyznano 54 projektom.

Polska jest jednym z czołowych dostawców żywności w Unii Europejskiej, a o konkurencyjności naszego rolnictwa w najbliższych latach decydować będzie jego poziom technologiczny. Zwłaszcza, że upowszechnienie innowacji w sektorze rolno-spożywczym ma pozytywny wpływ na ochronę klimatu i zdrowie nas wszystkich, czyli konsumentów.

Rolnictwo to zasób strategiczny każdego państwa. Wzmacnianie współpracy pomiędzy branżą rolno-spożywczą i światem nauki pozwoli na rozwój tego obszaru polskiej gospodarki. Temu właśnie służy konkurs „Szybka Ścieżka Agrotech” i realizacja wybranych projektów. Gratuluję wszystkim inicjatywom, które będą mogły skorzystać z dofinansowania – powiedział Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek.

O wsparcie w ramach konkursu Szybka Ścieżka „Agrotech” ubiegały się przedsiębiorstwa, zarówno MŚP, jak i duże firmy oraz konsorcja składające się z przedsiębiorców lub przedsiębiorców i jednostek naukowych.

– Dzięki ponad 3 i półkrotnemu podniesieniu pierwotnie planowanej alokacji, ze 100 do 362 mln zł zostaną zrealizowane 54 najlepsze projekty. Będą to kolejne innowacje w polskiej gospodarce, które z całą pewnością przyczynią się do zwiększenia jakości produkcji żywności. Co więcej, dzięki tym projektom w coraz większym stopniu mamy szansę stać się eksporterem nie tylko żywności, ale również liczącym się dostawcą wysokich technologii towarzyszących jej produkcji. To zmiana, która zachodzi dzięki Funduszom Europejskim – stwierdziła Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej.

Celem konkursu jest wsparcie innowacyjnych projektów w ramach sześciu obszarów tematycznych, takich jak:

  1. Automatyzacja i robotyzacja w rolnictwie;
  2. Mechanizacja w rolnictwie;
  3. Aplikacje i zaawansowane usługi cyfrowe dla optymalizacji, predykcji i symulacji procesów, oraz efektywna digitalizacja produkcji, przetwarzania i zarządzania w rolnictwie;
  4. Rolnictwo precyzyjne (smart fields);
  5. Zrównoważone rolnictwo i przetwórstwo rolno-spożywcze, innowacyjna żywność, biotechnologia rolnicza;
  6. Bioenergia i biomateriały.

Każdy projekt, na jaki zostało przyznane dofinansowanie po zakończeniu będzie musiał zostać wdrożony na rynek. Dodatkowo projekty będą realizowane w  regionach o niższym stopniu zamożności tj. poza województwem mazowieckim.

Realizacja tych projektów przyczyni się do szerszego stosowania zaawansowanych technologii w polskim sektorze rolno-spożywczym. Liczba, ale przed wszystkim jakość zgłaszanych wniosków przekonała nas o konieczności zwiększenia alokacji. To świadczy o dobrej kondycji branży i dużym potencjale rozwoju jej zaplecza B+R. W efekcie dofinansujemy 54 innowacje z zakresu digitalizacji, automatyki, robotyki czy rozwiązań typu smart fields – powiedział dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Nauki i Rozwoju.

Nabór był prowadzony od 10 sierpnia do 6 listopada ubiegłego roku. Ocenie zostało poddanych 164 wnioski, z czego 54 zostały wybrane do dofinansowania. Wśród przedsiębiorstw, którym przyznano grant są takie firmy jak chociażby OPTIDATA Sp. z o.o., Spółdzielnia Mleczarska „Mlekpol” w Grajewie, Polmlek Grudziądz Sp. z o.o. Wskaźnik sukcesu (liczba zaakceptowanych wniosków wobec wszystkich skierowanych do oceny), po odjęciu wniosków wycofanych lub nierozpatrywanych, wyniósł 33 %.

Przyznane dofinansowanie oscyluje w granicach 800 tysięcy złotych do blisko 36 milionów złotych. Najwyższą liczbę punktów, oprócz wspominanych wcześnie, otrzymały projekty jeszcze takich firm jak White Hill Sp. z o.o. (system regulacji oświetlenia w szklarniach ze sprężeniem zwrotnym od sygnałów emitowanych przez rośliny (plant-talk) oraz ConnectedLife Sp. z o.o. (opracowanie autorskich sensorów oraz inteligentnej platformy Industril IoT przeznaczonej do monitorowania warunków i poprawy efektywności produkcji szklarniowej).

Zmagania początkujących w IT. Aż 67% uważa, że wymagania pracodawców względem nich są za wysokie

Początkujący w branży IT, czyli tzw. juniorzy, aktywnie poszukują swojej pierwszej pracy lub możliwości zdobywania nowych, kolejnych doświadczeń. Jednak, jak się okazuje, podczas tych poszukiwań trafiają na pewne przeszkody. Jak pokazały pierwsze wyniki badania „Junior Candidate Experience 2021” przeprowadzanego przez No Fluff Jobs, w aż 62 proc. ogłoszeń do nich kierowanych wciąż brakuje informacji o wynagrodzeniu, a 67 proc. respondentów twierdzi, że wymagania pracodawców względem zaczynających swoją przygodę w branży są za wysokie – głównie w kwestii znajomości danych technologii.

Oferty niedopasowane względem doświadczenia

Z danych No Fluff Jobs wynika, że rynek IT obecnie stawia początkującym wyższe wymagania – tak uważa aż 67 proc. ankietowanych. Według nich najbardziej niedopasowane elementy do proponowanego stanowiska to przede wszystkim wymagane technologie (61 proc.) oraz zadania na stanowisku pracy (43 proc.). Co ciekawe, najmniej, bo 31 proc. jako jeden z tych elementów wskazało widełki płacowe.

– Zapotrzebowanie na rozwiązania technologiczne, które zdecydowanie zwiększyło się podczas pandemii, sprawiło, że rynek jeszcze bardziej niż kiedyś potrzebuje wysoko wykwalifikowanych specjalistów – szczególnie IT. Stąd juniorom jest trudniej się przebić i znaleźć zatrudnienie – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs. – Należy jednak pamiętać, że juniorzy z czasem stają się ekspertami i warto w nich inwestować. Dlatego też, jako partner strategiczny, bierzemy udział w bezpłatnych targach pracy online IT Future3 w dniach 25-26 maja. Serdecznie zachęcamy do udziału wszystkich, którzy chcą stać się widoczni dla rekruterów i nawiązać kontakty z firmami, które otwarte są na początkujących w branży IT.

Początkujący w branży zdeterminowani. Nie zarobki, a technologie mają największe znaczenie na początku drogi zawodowej w IT

No Fluff Jobs, portal z ofertami pracy dla branży IT, postanowił sprawdzić, co ma największe znaczenie w ogłoszeniach – zarówno dla tych osób, które dopiero poszukują swojej pierwszej pracy w IT oraz tych, mających w niej już pierwsze zawodowe doświadczenia. Okazuje się, że dla pierwszej grupy nie są to widełki wynagrodzeń, a wymagane technologie – wskazało na nie aż 86 proc. respondentów. Na kolejnych pozycjach znalazły się kwestie takie jak lokalizacja miejsca pracy (72 proc.) oraz zadania na oferowanym stanowisku (71 proc.). Widełki wynagrodzeń zostały wskazane przez nieco ponad 60 proc. i znalazły się dopiero na czwartej pozycji. W przypadku grupy drugiej, tych bardziej doświadczonych, najważniejsze okazały się być widełki (84 proc.), ale zaledwie dwa procent mniej (82 proc.) wskazało na wymagane technologie, a na miejscu trzecim znalazły się zadania na oferowanym stanowisku (71 proc.). I jak się jednak okazuje, ich oczekiwania nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością – według nich aż 62 proc. pracodawców nie umieszcza w ogłoszeniach informacji o wynagrodzeniu, a 41 proc. zadań przypisanych do stanowiska. Z kolei, jeśli chodzi o technologie, ich zdaniem brakuje ich w ponad jednej czwartej ogłoszeń.

Publikacja pełnej wersji raportu „Junior Candidate Experience 2021” już wkrótce

Jak juniorzy wspominają rekrutacje, w których wzięli udział? Z jaką formą sprawdzania wiedzy i umiejętności się spotkali? Którą uważają za najefektywniejszą, a którą woleliby wyeliminować? Jakie są najczęstsze błędy rekruterów? Odpowiedzi na te i więcej pytań znajdą się w pełnej wersji raportu „Junior Candidate Experience 2021”, który ukaże się już w czerwcu.

Obecne wyniki badania opracowane zostały na próbie 1203 uczestników (początkujących w branży IT) na podstawie kwestionariusza online (CAWI).

Zasady dokonywania korekty odliczonego podatku naliczonego w przypadku zmiany stopnia wykorzystania nieruchomości do celów działalności gospodarczej

Podatnicy podatku VAT użytkujący nieruchomości do celów mieszanych, czyli związanych zarówno z działalnością gospodarczą, jak i użytkiem mieszanym, powinni weryfikować zakres wykorzystania nieruchomości celem odliczenia kwoty podatku VAT tylko w proporcji przypadającej na działalność gospodarczą. Dotyczy to także sytuacji, gdy nieruchomość została przyjęta na działalność, a później w trakcie jej użytkowania nastąpiła zmiana przeznaczenia i sposobu jej użytkowania.

Proporcjonalne odliczenie VAT w przypadku nieruchomości do użytku „mieszanego”

Generalną zasadę dotyczącą odliczenia podatku VAT naliczonego w przypadku poniesienia nakładów na nabycie lub wytworzenie nieruchomości stanowiących majątek przedsiębiorstwa podatnika wykorzystywanego do celów mieszanych, tj. do działalności gospodarczej i do celów osobistych, określa art. 86 ust. 7b ustawy o VAT. Zgodnie z tym przepisem w przypadku wykorzystywania nieruchomości na obie potrzeby przy jednoczesnym braku możliwości przypisania nakładów w całości do działalności gospodarczej podatnika, kwotę podatku naliczonego odlicza się proporcjonalnie do procentowego udziału wykorzystania nieruchomości na cele gospodarcze. Ustawodawca nie wskazał podatnikowi konkretnej metody ustalania proporcji, jednak wydaje się, że w tym przypadku można skorzystać z regulacji art. 86 ust. 2c ustawy o VAT, gdzie wymienione są cztery sposoby kalkulacji proporcji, z czego w przypadku wykorzystania nieruchomości na cele gospodarcze najsensowniejszy wydaje się sposób określony w punkcie 4), tj. ustalenie proporcji w oparciu o średnioroczną powierzchnię wykorzystywaną do działalności gospodarczej w ogólnej średniorocznej powierzchni użytku mieszanego.

Podatnik przed rozpoczęciem wykorzystywania danej nieruchomości powinien określić, do jakich celów będzie ją wykorzystywał oraz ustalić proporcje do odliczenia VAT.

Korekta odliczonego podatku VAT

Zgodnie z art. 90a ust. 1 ustawy o VAT podatnik ma ustawowy obowiązek dokonania korekty rozliczenia podatku naliczonego w przypadku zmiany stopnia wykorzystania nieruchomości. Oznacza to, że jedynym powodem dokonania korekty podatku naliczonego jest zmiana sposobu wykorzystywania nieruchomości na cele związane z działalnością gospodarczą. Wyżej wymieniona zmiana stopnia wykorzystania nieruchomości musi nastąpić w okresie 10 lat, licząc od miesiąca oddania nieruchomości stanowiącej część przedsiębiorstwa podatnika do użytkowania. Sformułowanie „nieruchomość oddana do użytkowania” jest niezbyt fortunne, ponieważ wprowadza pewne zamieszanie. Istotnie lepszym określeniem byłoby po prostu odniesienie się do daty rozpoczęcia wykorzystania nieruchomości na cele związane z działalnością gospodarczą przez podatnika.

W przypadku zaistnienia zmiany stopnia wykorzystania nieruchomości podatnik powinien dokonać korekty podatku naliczonego przy nabyciu lub wytworzeniu nieruchomości. Korekta jest dokonywana, jeżeli stopień wykorzystania zmniejszył się bądź zwiększył. Intencją ustawodawcy było więc korygowanie jedynie VAT naliczonego związanego z nabyciem lub wytworzeniem, a nie z remontami i utrzymaniem nieruchomości.

Korekty nie trzeba robić w sytuacji, gdy podatnik wykorzystuje nieruchomość jedynie do wykonywania czynności opodatkowanych VAT, jak i zwolnionych. W takich sytuacjach zastosowanie znajdą przepisy art. 90 i 91 ww. ustawy. Korektę należy wykonać jedynie, gdy zmienia się stopień wykorzystania nieruchomości do działalności gospodarczej i celów prywatnych podatnika. Oznacza to, że w przypadku, gdy podatnik wykonuje działalność opodatkowaną i zwolnioną z VAT oraz zmienia się stopień wykorzystania nieruchomości do celów działalności gospodarczej i prywatnej, podatnik jest zobowiązany do dokonania korekty z uwzględnieniem proporcji określonej w art. 90 ust. 3-10a ustawy o VAT.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku zmiany sposobu wykorzystania nieruchomości w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Innymi słowy, jeżeli podatnik w nieruchomości pierwotnie prowadził działalność gospodarczą np. produkcyjną, ale na skutek pewnych zdarzeń zdecydował, że nieruchomość ta będzie wynajmowana, co stanowić będzie czynność opodatkowaną VAT, to w zaistniałej sytuacji nie ma obowiązku korekty, gdyż nie nastąpiła zmiana stopnia wykorzystania nieruchomości do prowadzonej działalności w rozumieniu tego przepisu (por. interpretacja indywidualna z dnia 14 lipca 2020 r., sygn. 0113-KDIPT1-3.4012.379.2020.2.JM).

Okres korekty

Zgodnie z treścią przepisu korekty dokonuje się za okres rozliczeniowy, w którym nastąpiła zmiana. Ustawodawca nie zmusza więc podatnika do dokonywania korekty wcześniejszych rozliczeń i zapłaty odsetek. Ponadto korekty należy dokonać w kwocie proporcjonalnej do pozostałego okresu korekty. Oznacza to, że podatnik musi na bieżąco weryfikować stopień wykorzystania nieruchomości w związku z prowadzoną działalnością oraz dokonywać stosownych korekt deklaracji w przypadku wystąpienia zmiany. W praktyce oznacza to konieczność prowadzenia stosownej ewidencji, którą w razie potrzeby można łatwo dostosować do zmienionego stopnia wykorzystania nieruchomości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rejestracja suplementów diety w Polsce

Zdawało się, że jeszcze kilka lat temu stosowanie suplementów diety traktowano jako chwilową modę. Dziś to innowacyjny element stylu życia, mający niemały wpływ na codzienną, zbilansowaną dietę. Polacy coraz chętniej sięgają po preparaty witaminowo-mineralne oraz roślinne, chcąc zwiększyć odporność stres lub wesprzeć dobre samopoczucie. Jakich formalności musi dopełnić podmiot spożywczy, aby jego produkt znalazł się na sklepowej półce?

Powszechna dostępność suplementów diety

Zgodnie z prawem żywnościowym suplementy diety są środkami spożywczymi. Celem takich produktów jest uzupełnienie codziennej diety w składniki wykazujące efekt odżywczy lub inny fizjologiczny, które dostępne są w skoncentrowanej formie umożliwiającej dawkowanie.

Dynamiczny wzrost sprzedaży suplementów diety podyktowany jest kampaniami reklamowymi, które prowadzone są na szeroką skalę. Powszechna dostępność oraz bogactwo różnorodnych składników oznacza z kolei rosnące zainteresowanie konsumentów.

Suplementy diety a leki – różnice

Zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie żywności i żywienia z 25 sierpnia 2006 roku podmiot spożywczy powinien powiadomić Głównego Inspektora Sanitarnego o wprowadzeniu suplementu diety do obrotu. Celem takiej notyfikacji jest umożliwienie kontroli oraz ewentualne wykluczenie niezgodnego z prawem produktu z rynku spożywczego.

Podmiot wprowadzający suplement diety do obrotu musi mieć pewność, że jego produkt nie posiada właściwości produktu leczniczego. Pomimo że forma, w której dostępne są w sprzedaży suplementy diety i leki, może być identyczna – np. tabletki, kapsułki, drażetki. To jednak zasadnicza różnica tkwi w sposobie działania. Produkty lecznicze wykazują właściwości lecznicze oraz zapobiegania chorobom. Natomiast suplementy diety uzupełniają normalną dietę w składniki wykazujące efekt odżywczy lub inny fizjologiczny – z wyłączeniem produktu posiadającego właściwości produktu leczniczego).

Kolejną różnicą jest sposób rejestracji. Produkty lecznicze muszą być zarejestrowane w jednej z dostępnych procedur. Dopiero po uzyskaniu pozwolenia można wprowadzić produkt leczniczy do obrotu. Natomiast rejestracja suplementów diety następuje na podstawie prawidłowo przygotowanego zgłoszenia do Głównego Inspektoratu Sanitarnego i dostarczenia wzoru oznakowania. Po dokonaniu właściwej notyfikacji suplement diety może być wprowadzany na rynek.

Rejestracja suplementów diety

Aby wprowadzić do obrotu suplement diety na terenie Polski, należy dokonać powiadomienia w systemie elektronicznym. W zgłoszeniu należy podać dokładną nazwę produktu oraz postać, w jakiej wprowadzany jest do obrotu, szczegółowy skład (jakościowy oraz ilościowy), a także załączyć etykietę w języku polskim. Administracja Głównego Inspektoratu Sanitarnego po zweryfikowaniu przesłanego formularza powiadomienia umieszcza produkt w publicznym rejestrze produktów dopuszczonych do obrotu na terenie Polski.

Partnerem artykułu jest kancelaria FoodMedLaw zajmująca się doradztwem w sprawach rejestracji suplementów diety.

Biuro Inwestycji Kapitałowych publikuje wyniki za I kw. 2021 r.

Grupa BIK opublikowała wyniki finansowe, zgodnie z którymi w I kwartale 2021 roku osiągnęła 5,4 mln zł skonsolidowanych przychodów, czyli o 47% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wartość kapitałów własnych wzrosła do 102,3 mln zł.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych i handlowych w I kwartale 2021 r. osiągnął 5,4 mln zł skonsolidowanych przychodów. Był to wynik o 47% wyższy niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Grupa BIK w pierwszych trzech miesiącach br. wypracowała jednocześnie 3,5 mln zł zysku na działalności operacyjnej oraz 0,8 mln zł zysku netto. W analogicznym okresie poprzedniego roku było to odpowiednio: 13,7 mln zł oraz 5,5 mln zł. Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) wzrosła od początku roku o blisko 1% do 102,3 mln zł. Z kolei wartość nieruchomości inwestycyjnych zwiększyła się o około 1,5% do 177,5 mln zł.

„Początek roku był dla nas kolejnym udanym okresem. Branża magazynowa pozostaje odporna na kryzys wywołany pandemią COVID-19. Żadna z naszych umów najmu nie została rozwiązana z powodów związanych z pandemią. Popyt na nowoczesne powierzchnie utrzymuje się jednocześnie cały czas na wysokim poziomie. Dlatego ruszyliśmy już z rozbudową naszego parku logistycznego pod Wrocławiem, który do końca tego roku dostarczy około 22,5 tys. m2 nowej powierzchni komercyjnej. Oddanie do użytkowania, wiosną zeszłego roku, pierwszego etapu tej inwestycji przełożyło się teraz na znaczący wzrost przychodów z najmu. W związku ze stabilizacją kursu euro w pierwszym kwartale br. znacznie mniejszy wpływ miała natomiast aktualizacja wyceny nieruchomości inwestycyjnych. W analogicznym okresie minionego roku istotnie podbiła ona wynik na działalności operacyjnej i w konsekwencji także wynik netto” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Grupa BIK zarządza aktualnie czterema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II, BIK Park Sosnowiec II oraz BIK Park Wrocław I.

Konsumenci mówią ‘sprawdzam’. Trendy w e-commerce

Ostatnie miesiące wymusiły przeniesienie swojego czasu i oszczędności do Internetu. Romans z e-zakupami kwitł w najlepsze: zachwyciliśmy się szybką dostawą, doceniliśmy nowe metody płatności i odkryliśmy morze możliwości w trybie online. Ale po fazie fascynacji nadszedł czas, aby związek wskoczył na następny poziom. Teraz chcemy, aby Internet odwzajemnił uczucie i zaczął odgadywać nasze potrzeby. W końcu ostatni rok pozwolił nam się poznać bliżej, prawda?

Obostrzenia znikają – ale czy miłość do e-commerce przetrwa próbę czasu? Kilka słów o nowych trendach i personalizacji zakupów online.

O e-commerce w ostatnim roku powiedziano wiele. Jest to jedna z tych branż, której pandemia zdecydowanie bardziej pomogła, niż zaszkodziła. Przybyło zarówno sprzedawców, kupujących, jak i samych platform zakupowych. Pomimo, iż handel stacjonarny wraca do norm, może się okazać, że przyzwyczajenia z okresu lockdownu i nabyta ostrożność wezmą górę nad chęcią wizyty w kolejnym centrum handlowym. Konsumenci jednak nie są bezinteresowni i oczekują od zakupów online coraz więcej – w tym – personalizowanych ofert. Jakie są główne trendy, które zawładną 2021? Nadchodzi kolejna rewolucja? Jakie nowe standardy pandemia narzuciła e-commerce? O zdanie zapytaliśmy przedstawicieli najbliżej związanych z branżą.

– Dynamika rozwoju polskiego e-commerce jest zauważalna każdego roku, jednak takiego rocznika jak 2020 jeszcze nie było. W czasie domowej izolacji i zamkniętych sklepów oraz galerii handlowych wielu przedsiębiorców szukało szansy na sprzedaż swoich towarów w internecie. Sytuacja w kraju i na świecie stała się impulsem do otwarcia sklepu internetowego i zaowocowała rekordowymi wynikami w branży e-commerce i jej dynamicznym wzrostem.

Dywersyfikacja kanałów sprzedaży, odkładana często w czasie, okazała się konieczna. Pozostali, prowadzący już sprzedaż online, zintensyfikowali swoje działania w sieci zarówno w poszukiwaniu nowych klientów, jak i podtrzymaniu relacji z dotychczasowymi. Dostęp do prostych rozwiązań z obszaru e-commerce pozwalających jednym wygodnie kupować, a drugim szybko i skutecznie sprzedawać, okazał się kluczowym czynnikiem przyspieszonej transformacji rynku – mówi Artur Halik, Head of Sales w Shoper.

Wiktor Pyrzyk, Plantwear: Konkurencja w świecie online jest coraz większa. Trzeba stawiać na solidny produkt, świetną prezentację i wysoką jakość obsługi klienta. Całość handlu na pewno nie przejdzie do e-commerce przez najbliższe 10-20 lat, ale jego udział będzie stopniowo rósł. W 2021 należy postawić na omni-channel. Jeżeli sprzedawcy stacjonarni nie mają jeszcze własnego serwisu e-commerce, to dziś jest najlepszy czas, aby to zmienić.

Personalizacja ofert

Jak wynika z raportu Four Fundamental Shifts In Media & Advertising During 2020 autorstwa DoubleVerify oraz Sapio Research, w miarę, jak reklamodawcy zmieniają podejście jasne jest, że targetowanie kontekstowe będzie odgrywało ważną rolę w ich przyszłych strategiach. Ponad dwie trzecie konsumentów (69%) twierdzi, że jest bardziej skłonnych spojrzeć na reklamę, która jest związana z oglądaną przez nich treścią. To z kolei przekłada się na zakupy – prawie połowa (44%) twierdzi, że ostatnio wypróbowała nową markę dzięki odpowiednio umieszczonej reklamie.

Potwierdza to Paweł Rybak, Shoper: jednymi z ważniejszych trendów będą nowe i obecnie rozwijane technologie. W Shoper widzimy wysokie zainteresowanie udostępnioną w tym roku i w pełni zautomatyzowaną, działającą z wykorzystaniem sztucznej inteligencji oraz mechanik machine learning, usługą Shoper Rekomendacje. Technologia ta pozwala na wysoki poziom dopasowania proponowanych produktów do indywidualnych upodobań danego klienta.

Systemy rekomendacji stanowią dziś fundamenty najpopularniejszych aplikacji i serwisów VOD. Podobną technologię stosują też globalne platformy sprzedażowe. Amazon np. podaje, że jego silnik rekomendacji przekłada się już na 35% generowanych przychodów sprzedawców internetowych. Klienci chętniej ufają i robią zakupy u marek, które rozpoznają ich intencje zakupowe i przedstawiają trafne rekomendacje produktów. Rozwiązania korzystające ze sztucznej inteligencji to jeden z trendów, który będzie z pewnością zyskiwał na znaczeniu w najbliższych latach, nie tylko w 2021r.

Dedykowany marketing

Razem ze sklepami online rosną w siłę także firmy wspierające ich działanie. Nowe rozwiązania muszą być efektywne i kompleksowo stawiać czoła kolejnym wyzwaniom. O tym, jak wygląda obecny rynek z perspektywy spółki oferującej narzędzia marketingowe dla e-commerce opowiada Rafał Gawłowski, prezes i współzałożyciel SAMITO:

– Rynek e-commerce rozwinął się dynamicznie w stosunkowo krótkim czasie i widać to we wzroście zainteresowania naszymi narzędziami. Właściciele i managerowie stanęli przed wyzwaniem, które jest efektem zwiększonego ruchu w e-sklepach – jak budować relacje z klientami i zagwarantować wysokiej jakości komunikację marketingową na stronie przy dużej liczbie klientów? To, co nas cieszy, to coraz większa świadomość osób z branży e-commerce – trafiają do nas coraz bardziej świadomi klienci, którym zależy na indywidualnym podejściu do klienta i korzystaniu z wielu różnych kanałów komunikacji, ale tak, aby jednocześnie odciążać zespoły obsługujące sklepy – widzimy to w popularności zautomatyzowanych kampanii i naszego doradztwa. Z drugiej strony dużo nowych, mniejszych butików stawia z nami swoje pierwsze kroki w marketing automation. – Potwierdza to Bartosz Berliński, wiceprezes ds. marketingu Arena.pl.

– Już dawno temu zauważyliśmy wyższość spersonalizowanych działań marketingowych nawet nad tymi ogólnymi, o szerokich – często ogólnopolskich – zasięgach. Wiemy, jak ważne jest trafienie do naszego odbiorcy i idealnie skrojone na miarę kampanie. Ba. Cała nasza strategia marketingowa jest dostosowana do tego trendu. Co takiego się zadziało w przestrzeni online, że marketingowcy zaczęli przyglądać się jeszcze bardziej swoim odbiorcom? Z pewnością rozwój kanałów społecznościowych, który z jednej strony umożliwia kontakt z poszczególnymi osobami, a także ich poznanie – w zakresie chociażby zainteresowań. Egzaminem takiego podejścia był na pewno rok 2020, kiedy sprzedaż przeniosła się w dużej mierze do internetu, a także my jako konsumenci – przecież również nim jestem – coraz częściej mówimy „sprawdzam”. I to właśnie s-commerce jest jednym z kluczowych działań, które realizujemy w Arena.pl.

Łatwy dostęp

Relatywnie nowymi dziedzinami sprzedaży, które mają obecnie bardzo szerokie pole do rozwoju, internetowej są m-commerce oraz s-commerce. Nie ma w tym fakcie nic zaskakującego: wg danych DoubleVerify i Sapio Research, 42% konsumentów jest najbardziej otwarta na reklamy w social mediach (np. Facebook, Twitter) oraz grach wideo i mobilnych (21%).

Według Dawida Cichego, Dyrektora sprzedaży w Tpay, trend ten będzie teraz intensywnie rozwijany:

– Pandemia wpłynęła na skokowy wzrost zainteresowania zakupami online, zwłaszcza tymi robionymi w urządzeniach mobilnych, czyli w m-commerce. Według badań 64% Europejczyków kupuje przez Internet, a 55% z tych zakupów to tzw. mobile. Ten trend będzie rósł, ponieważ codzienny czas użytkowania smartfonów konsekwentnie wzrasta. W efekcie, branża e-commerce cały czas inwestuje w rozwój i optymalizację swoich aplikacji czy stron internetowych tak, aby zaoferować użytkownikom jak najlepszy UX oraz przyjazne płatności, które odpowiadają na szybko rosnące wymagania e-konsumentów. Dotyczy to również kwestii płatności przy odbiorze. W zeszłym roku GLS i InPost wprowadzili bezdotykowe płatności BLIKIEM bezpośrednio u kuriera.

Media społecznościowe coraz bardziej napędzają sprzedaż internetową, czyli s-commerce. Dzięki nim internauci mogą robić zakupy jeszcze szybciej – bez opuszczania swojego profilu w social mediach. Na przykład w Chinach zakupy w sieciach społecznościowych stały się powszechną praktyką – prawie 55% użytkowników deklaruje, że robi zakupy poprzez aplikacje. Aż 87% kupujących online uważa, że sieci społecznościowe pomagają im w podjęciu decyzji o zakupie. Polska nie pozostaje w tyle! Niedawno wprowadzone płatności w Messengerze wyznaczają nowe trendy rynkowe. Działa to tak, że klient rozpoczyna rozmowę w Messengerze marki, a bot proponuje mu pasujący produkt i możliwość opłacenia zamówienia BLIKIEM – bez przechodzenia do innej strony.

Liczby mówią same za siebie: 44% konsumentów deklaruje, że od czasu rozpoczęcia pandemii częściej korzysta z urządzeń CTV, a 54% częściej używa swoich smartfonów. Należy więc spodziewać się raczej tendencji wzrostowej i rozbudowy nowych kanałów.

Czas na fintech

Ostatnim mocnym trendem 2020/21 jest zawiązywanie współpracy pomiędzy e-commerce a podmiotami fintech. W końcu, gdy już reklama pojawi się tam, gdzie powinna, ścieżka sprzedaży będzie możliwie najprostsza i produkt trafi do naszego koszyka, przychodzi czas na płatności. I tutaj oczekiwania klientów bynajmniej nie odbiegają od tych, wobec innych ogniw łańcucha zakupów. O twiście fintech – e-commerce opowiada Maria Bogajewska, prezes Arena.pl.

– Forma płatności jest równie ważnym składnikiem ogólnej oceny zakupów, co działanie platformy czy dostawa. I tak jak samo jak w przypadku pozostałych składowych, tutaj konsumenci również oczekują zróżnicowanych możliwości. Nowoczesne aplikacje czy odroczone formy płatności pozwalają na większą elastyczność. Naturalnym kierunkiem więc było szukanie tych rozwiązań we współpracy z instytucjami finansowymi. Dlatego ważną częścią rozwoju Arena.pl są współprace, które podejmujemy. W zeszłym roku przeprowadziliśmy kampanię z PKO BP. W ciągu trzech miesięcy od wprowadzenia szybkich płatności metodą iPKO, aż 10% transakcji opłaconych było w ten sposób. Niedługo uruchamiamy także skierowaną do zarejestrowanych sprzedawców możliwość skorzystania z usług serwisu brutto.pl. Widzimy, że potencjał na współpracę na tym polu jest ogromny i w niedługim czasie na rynku pojawi się zapewne jeszcze więcej dedykowanych rozwiązań finansowych, które pozwolą na kolejny krok w rozwoju e-commerce.

Kupujący mówią ‘sprawdzam’

Czy konsumenci docenią starania i nie odwrócą się od e-commerce? To pokaże czas. Jednego możemy być pewni: nadchodzące miesiące będą poważnym sprawdzianem, którego wyniki mogą okazać się zaskakujące dla obydwu stron.

Droższe euro zaczyna przeszkadzać EBC

Zaskakująco nie ze strony Fed, jak to rynek się dotychczas obawiał, ale z EBC zaczęły dochodzić sygnały, które mogą zahamować wzrosty EUR/USD. Droższe euro zaczyna przeszkadzać EBC, nawet jeśli presja wzrostowa wynika z nastawienia do dolara.

Zaskakująco gołębio starał się wczoraj wybrzmieć członek Rady Zarządzającej EBC Villeroy. Przypomniał, że bank posiada potężne narzędzia, by utrzymać łagodną politykę, a EBC jest co najmniej tak samo akomodacyjny i będzie co najmniej tak samo cierpliwy jak Fed. Vilelroy starał się uciąć spekulacje, jakoby EBC był blisko decyzji stopniowego ograniczania tempa skupu aktywów. Powiedział też, że obecna stopa depozytowa EBC nie jest dolną granicą. Członek Rady odhaczył wszystkie punkty gołębiej polityki EBC, mimo że sytuacja w gospodarce strefy euro zaczyna się wyraźnie poprawiać, czego w ubiegłym tygodniu dowodziły silne odczyty PMI czy wczoraj niemiecki indeks Ifo. Sugeruje to, że powód reakcji EBC musi leżeć gdzieś indziej, prawdopodobnie w umacniającym się euro. Podkreślenie, że EBC prowadzi równie ekspansywną politykę co Fed ma za zadanie zmusić rynek do równego traktowania euro i dolara. Wątpię, aby tym kanałem się to powiodło. Kreacja płynności ze strony Fed jest większa niż działalność EBC. Bilans Fed zbliża się 8 bln USD, podczas gdy suma bilansowa EBC jest bliżej 6,7 bln USD. Dodatkowo za słabością dolara przemawia wykorzystywanie go jako waluty finansującej zakup ryzykownych aktywów. Jednak komentarze Villeroya mogą sygnalizować nowy trend w narracji EBC, na który w kolejnych tygodniach rynek może zacząć być bardziej wrażliwy, szczególne jeśli EUR/USD wytraci aktualny pęd wzrostowy.

W międzyczasie do inwestorów chyba dotarło, jaka jest dominująca myśl w Fed. Na pewien sposób jastrzębie wzmianki wiceprezesa Claridy we wtorek nie wywołały reakcji dolara. Clarida zasygnalizował, że na najbliższych spotkaniach FOMC będzie można rozpocząć dyskusję o redukcji tempa skupu aktywów, ale będzie to uzależnione od napływających danych. Potwierdza się to, o czym pisałem wczoraj. Start dyskusji o redukcji tempa QE nie oznacza od razu ustalenia terminów całkowitego wygaszenia skupu aktywów, a ponadto dane z gospodarki nie dają jeszcze zielonego światła dla takiej operacji. Inwestorzy zaczynają to rozumieć i już nie popadają w niepotrzebna panikę. Jednak fakt, że to właśnie wiceprezes Clarida (tj. przedstawiciel rdzenia FOMC) rzuca takie komentarze, sugeruje, że Fed stara się mimo wszystko przygotowywać rynki na przyszłą zmianę nastawienia w taki sposób, aby nie zaprzepaścić pozytywnych efektów luzowania i zaszkodzić ożywieniu gospodarczemu. W drugim półroczu temat redukcji QE z pewnością będzie jednym z głównych dla rynków, ale wydaje się, że Fed będzie chciał zrobić wszystko, aby nie miało to negatywnych implikacji dla gospodarki i rynków. Z tego względu nagły skok dolara nie powinien być scenariuszem, którego powinniśmy się teraz obawiać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Badanie opinii społecznej: Na akcje charytatywne Polacy najczęściej wpłacają od 50 do 300 zł rocznie

Jak wynika z najnowszego sondażu opinii społecznej, blisko 60% dorosłych Polaków angażuje się finansowo w akcje charytatywne. Najaktywniejsze w tym zakresie są osoby w wieku 36-55 lat, z wyższym wykształceniem i zarobkami ponad 9 tys. zł. Mocno wyróżniają się mieszkańcy woj. opolskiego, podlaskiego i świętokrzyskiego. Do tego wychodzi, że darczyńcy wpłacają na zbiórki przeważnie od 50 do 300 zł rocznie. Jak podkreślają eksperci, na podstawie tych danych można szacować, że każdego roku do potrzebujących trafia nawet kilkaset mln złotych.

Z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH wynika, że 58,9% dorosłych Polaków finansuje akcje charytatywne, zarówno tradycyjne, jak i internetowe. Natomiast 36% ankietowanych w ogóle w to się nie angażuje. Dla Piotra Kuczyńskiego, analityka rynków finansowych, te proporcje nie są zaskakujące. Wynikają z poziomu zamożności społeczeństwa. Według eksperta, prawie 40% rodaków ma problemy ze związaniem końca z końcem. I im więcej będą zarabiali, tym chętniej będą się dzielili.

– Biorąc pod uwagę możliwości społeczno-gospodarcze naszego kraju i wyjątkowo trudny czas pandemii, wyniki badania oceniam pozytywnie. Widać, że Polacy są ofiarnym i uczynnym narodem, zwłaszcza wobec ludzi znajdujących się w potrzebie. Nawet osoby ze skromnym budżetem chcą się dzielić z tymi, których dotykają prawdziwe tragedie – mówi Aleksandra Kamińska, współautorka badania i wiceprezes zarządu serwisu szczytny-cel.pl.

Szczegółowe dane pokazują, że najczęściej finansują akcje charytatywne Polacy w wieku od 36 do 55 lat. Na drugim miejscu są osoby mające od 23 do 35 lat, na trzecim – od 56 do 80 lat. Procent poparcia jest bardzo podobny w dwóch ostatnich grupach. Mocniej wyróżnia się natomiast pierwsze miejsce.

– Najaktywniejszą grupę reprezentują ludzie mocno osadzeni na rynku pracy, z dobrze wypracowaną pozycją i wynagrodzeniem. Poza tym mają już zgromadzony majątek lub przynajmniej zabezpieczone podstawowe potrzeby. To w sposób oczywisty bardziej skłania właśnie tę część społeczeństwa do dzielenia się pieniędzmi – podkreśla Piotr Kuczyński.

Wyniki badania pokazują, że najwięcej osób wspierających tego typu akcje mieszka w woj. opolskim, podlaskim i świętokrzyskim. Zdaniem Aleksandry Kamińskiej, to może na pozór wydawać się dość zaskakujące, że liderami nie są najbogatsze województwa. Jednak jest w tym pewnego rodzaju logika. Z obserwacji eksperta wynika, że w mniej zamożnych częściach kraju ludzie mają bardziej ofiarne serca.

– Nie jestem absolutnie zaskoczony tymi wynikami. Tam, gdzie występują trudniejsze warunki, np. na rynku pracy, ludzie lepiej rozumieją tych, którym brakuje pieniędzy, zwłaszcza na kosztowne leczenie czy operację dziecka za granicą. Są oni bardziej solidarni z potrzebującymi – uzasadnia ekonomista Marek Zuber.

Jednak analizując zarobki, łatwo zauważyć, że akcje charytatywne najczęściej są finansowane przez osoby z najwyższymi dochodami, tj. przekraczającymi 9 tys. zł netto. Kolejni w zestawieniu są Polacy zarabiający od 7 do blisko 9 tys. zł i od 5 do prawie 7 tys. zł. Do tego różnica między drugą i trzecią grupą jest dość niewielka.

– Warto zwrócić uwagę na to, że w pierwszej grupie są osoby o pensjach dwa razy wyższych od średniej w sektorze przedsiębiorstw, czyli w Polsce uznawanych za wysokie. Osoby będące w tak komfortowej sytuacji finansowej mogą łatwiej dzielić się z innymi częścią gromadzonych oszczędności. I tak też deklarują – zaznacza Piotr Kuczyński.

Ponadto potrzebujących przeważnie wspierają osoby, które mają wykształcenie wyższe, podstawowe lub gimnazjalne. Wyniki są dość wyrównane. Jak komentuje współautorka badania, to pokazuje, że często w obliczu tragedii nawet skrajne wobec siebie grupy zachowują się podobnie. Poziom wykształcenia w takich sytuacjach nie do końca określa wrażliwość na ludzką krzywdę.

– Często właśnie osoby o najniższym wykształceniu są najbardziej ofiarne i gotowe do pomocy innym, również finansowej. Dzielą się tym, co mają, nie kalkulując przy tym, ile im zostanie albo co ewentualnie będą z tego miały. O hojności nie decydują przecież dyplomy ani certyfikaty – stwierdza Marek Zuber.

Wyniki badania pokazują też, że najaktywniejsi są Polacy, którzy zamieszkują miejscowości liczące od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców. Na drugim miejscu są rodacy z miast mających od 100 tys. do 199 tys. ludności, a na trzecim – z ośrodków zamieszkałych przez 20-49 tys. osób.

– Podobnie jak w przypadku wykształcenia, wielkość zamieszkiwanej miejscowości nie określa chęci dzielenia się z innymi. Jak widać po wynikach badania, w mniejszych miejscowościach ludzie bardzo aktywnie wspierają akcje charytatywne. Tak też wynika z moich obserwacji – zaznacza Aleksandra Kamińska.

Ponadto badanie pokazuje szczegółowe zaangażowanie. W skali roku Polacy wydają na tego typu akcje średnio od 50 do 100 zł – 24,5%, do 50 zł włącznie – 16,2%, od 150 do 200 zł – 13,6%, a także od 100 do 150 zł – 13,3%. Z kolei wyższe kwoty, tj. od 200 do 300 zł, wskazuje 11% respondentów, powyżej 500 zł – 5,6%, od 400 do 500 zł – 5%, a od 300 do 400 – 4,4%.

– Jednostkowe wyniki mogą wydawać się niewielkie, ale finalne połączenie tych sum daje już spore wartości. Skoro blisko 60% rodaków wspiera tego typu cele, to rocznie w Polsce do potrzebujących może trafiać nawet kilkaset milionów złotych. A to już robi wrażenie. Trzeba też dodać, że w dobie pandemii coraz większy udział ma w tym Internet. Ludzie chętnie pomagają innym poprzez e-zbiorki, co jeszcze bardziej podnosi szansę na zwiększenie przychodów w tym zakresie – zwracają uwagę analitycy z UCE RESEARCH.

Częściej mężczyźni niż kobiety wpłacają najwyższe kwoty, tj. od 400 do 500 zł i powyżej 500 zł. Głównie są to osoby w przedziale wiekowym 36-55 lat. Marek Zuber przypomina, że Polki częściej od innych mieszkanek Europy nie pracują zawodowo. A nawet jeśli zajmują wysokie stanowiska i cieszą się prestiżem, to z reguły dostają mniejsze pensje niż ich koledzy.

– Mężczyźni, mimo akcji afirmatywnych, nadal zarabiają więcej niż kobiety, więc to oczywiste, że są bardziej skłonni do dzielenia się z innymi. Poza tym częściej też zarządzają finansami rodziny. To, że mężczyzna wpłaca większy datek, nie oznacza wcale, że kobieta nie chce się dzielić pieniędzmi – wyjaśnia Piotr Kuczyński.

Do tego trzeba dodać, że największe wsparcie płynie z woj. podlaskiego, opolskiego i małopolskiego, głównie od osób zarabiających powyżej 9 tys. zł i od 7 do prawie 9 tys. zł. Najwięcej wpłacają Polacy z wykształceniem zawodowym i wyższym, z miejscowości liczących co najmniej 500 tys. mieszkańców oraz od 20 tys. do 49 tys. ludności.

Dane pochodzą z internetowego badania przeprowadzonego w połowie maja br. przez UCE RESEARCH dla serwisu szczytny-cel.pl. W ankiecie wzięło udział 1122 respondentów, którzy odpowiadają strukturze Polaków powyżej 18. roku życia pod względem kluczowych cech społeczno-demograficznych.

Polska Rada Centrów Handlowych pozyskuje kolejnych członków

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) jest największym w Polsce stowarzyszeniem not-for-profit działającym na rzecz sektora centrów handlowych. Do ponad dwustu firm zrzeszonych w stowarzyszeniu właśnie dołączyły kolejne podmioty, które będą wspierać PRCH w prowadzonych inicjatywach. Nowi członkowie Rady to kancelaria prawna Salenter, agencja marketingowa Emblemat.com, firma Klüh oferującą obsługę utrzymania czystości oraz dostawca ekologicznych rozwiązań sanitarnych – EcoUse.

Polska Rada Centrów Handlowych reprezentuje interesy branży centrów handlowych i występuje jako strona w dialogu z administracją państwową. Eksperci stowarzyszenia przygotowują do dyspozycji członków raporty i analizy, monitorują i komentują najważniejsze procesy zachodzące w branży. Stowarzyszenie pełni także rolę doradczą, promuje dobre praktyki i wspiera rozwój firm członkowskich.

Każda nowa firma, która dołącza do naszego stowarzyszenia wzmacnia głos PRCH, jako przedstawiciela branży. Im liczniejszą grupę stanowimy, tym większy jest przepływ wiedzy wewnątrz naszego stowarzyszenia, dlatego też cieszymy się, że nowe firmy dołączają do naszego grona” – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.

Do grona  członków PRCH dołączyła  Agencja Marketingowa Emblemat.com, która od lat świadczy usługi na rzecz centrów handlowych. Przewodnią zasadą  firmy jest hasło 3K: kompleksowość, kreacja i komunikacja. Emblemat.com jest agencją 360 o zasięgu ogólnopolskim, która specjalizuje się w prowadzeniu mediów społecznościowych marek, działań brandingowych, kampanii digital i outdoor. Agencja ma także doświadczenie w organizacji różnego rodzaju eventów i bogate portfolio akcji przeprowadzonych dla branży centrów handlowych.

PRCH wita także firmę Klüh Facility Services, która jest częścią międzynarodowej Grupy Przedsiębiorstw Klüh. Spółka działa w Polsce od 20 lat i oferuje m.in. kompleksową obsługę utrzymania czystości i terenów zewnętrznych dla galerii handlowych. Doświadczenie menadżerów Klüh i innowacyjne podejście do usług sprzątania sprawdziły się szczególnie w trakcie pandemii w związku z intensyfikacją działań na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa pracowników i klientów obiektów handlowych. Klüh odpowiadając na te wyzwania, stworzył QUSEC – nowy standard usługi w zakresie serwisów dziennych, a więc tej części sprzątania, z którą bezpośrednio stykają się kupujący i która stanowi istotny element wizerunku centrum handlowego. Nowy standard bazuje na zarządzaniu usługą poprzez narzędzie informatyczne, pozwala na monitorowanie frekwencji w obszarach krytycznych obiektu i kierowanie pracowników serwisów dokładnie w te miejsca, w których gromadzą się klienci.

Nowym członkiem PRCH jest także Salenter Kancelaria Radców Prawnych Adamowicz Wróbel i Partnerzy Spółka Partnerska. Kancelaria od lat specjalizuje się w obsłudze prawnej podmiotów działających na rynku nieruchomości komercyjnych. Do grona klientów Salenter należą m.in. polscy i międzynarodowi deweloperzy, inwestorzy, wykonawcy robót budowalnych, centra i parki handlowe, najemcy, a także inne podmioty świadczące usługi dla sektora nieruchomości. Zespół kancelarii  Salenter doskonale zna realia sektora nieruchomościowego również od strony biznesowej i na bieżąco monitorują trendy rynkowe. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu we współpracy z liczącymi się deweloperami i organizacjami zajmującymi się inwestycjami i komercjalizacją, kancelaria jest w stanie zapewnić kompleksową obsługę prawną każdemu podmiotowi w branży nieruchomości.

Wśród nowych członków Rady znalazła się również firma EcoUse oferującą ekologiczne rozwiązania sanitarne, które pomagają w redukcji kosztów eksploatacji wody i energii. EcoUse wykorzystuje potencjał BIO i NANO technologii, aby zapewnić najwyższe standardy higieny, bez negatywnego wpływu na środowisko naturalne. Spółka jest liderem w technologii oszczędzania wody za pomocą systemu pisuarów bezwodnych, higienicznego mycia i suszenia rąk, technologii NANO dezynfekcji powierzchni i powietrza. Rozwiązania EcoUse są dedykowane są dla budynków użyteczności publicznej, m.in. takich jak galerie handlowe.

PRCH zaprasza przedstawicieli firm działających w sektorze nieruchomości komercyjnych, do dołączenia do grona firm członkowskich. Zrzeszone podmioty zyskują wszechstronne merytoryczne wsparcie i dostęp do aktualnej wiedzy, jednocześnie wzmacniając głos sektora w dyskusji o najważniejszy kwestiach dotyczących branży centrów handlowych.

ROBYG planuje 3500 sprzedanych lokali, potencjał przekazań 3000 mieszkań do końca 2021 roku

Grupa ROBYG planuje w 2021 podpisać 3500 umów deweloperskich oraz przekazać 3000 lokali. Spółka ma w ofercie 2500 lokali i cały czas wprowadza nowe inwestycje oraz kolejne etapy osiedli. W 2021 roku ROBYG uruchomił już 14 nowych projektów i wprowadził do oferty 1100 lokali, zamierza także rozpocząć sprzedaż w Poznaniu. Tylko 3% oferty to lokale gotowe – co potwierdza dużą popularność mieszkań budowanych przez ROBYG.

Grupa ROBYG zainwestowała w pierwszym kwartale 2021 roku ponad 340 mln zł w bank ziemi w Warszawie i Gdyni. Łącznie daje to potencjał budowlany na około 170 tys. powierzchni użytkowej. Zakupy te uzupełniły grunty zakupione w 2020 roku za ponad 375 mln zł w Warszawie, Gdańsku, Gdyni i Wrocławiu (ponad 330 tys. powierzchni użytkowej). Łączne zasoby gruntów zapewniają Grupie ROBYG potencjał sprzedaży około 22.000 lokali. Spółka planuje przeznaczyć na zakup gruntów łącznie ponad 600 mln zł.

Grupa ROBYG realizuje program skokowego wzrostu biznesu. Spółka regularnie akumuluje wypracowany zysk, który za lata 2019-2020 wyniósł około 400 mln. Ponadto otrzymała dodatkowy kapitał w wysokości 100 mln zł od akcjonariusza – Bricks Acquisition Limited z Grupy Goldman Sachs, a także rozważa emisję obligacji do kwoty 150 mln zł w ramach programu emisji obligacji na okaziciela na kwotę do 500 mln zł. ROBYG ma doskonałą pozycję gotówkową, sięgającą 400 mln zł i planuje istotne inwestycje w bank ziemi.

W pierwszym kwartale 2021 roku Grupa ROBYG zawarła 1110 umów rezerwacyjnych netto oraz podpisała 888 umów deweloperskich w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Spółka przekazała 560 lokali.

„Pierwszy i drugi kwartał bieżącego roku pokazują, że popyt na mieszkania rośnie. ROBYG ma w ofercie 2500 lokali w 3 miastach i systematycznie rozbudowujemy możliwości sprzedażowe. Zainteresowanie klientów jest bardzo duże – ze względu na atrakcyjność naszych inwestycji. W tym roku uruchomiliśmy 14 nowych projektów i wprowadziliśmy do oferty 1100 lokali w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu, przygotowujemy się także do rozpoczęcia sprzedaży w Poznaniu. Ale nasze plany są bardzo ambitne – dlatego intensywnie zwiększamy bank ziemi. Podwyższyliśmy prognozy sprzedaży na ten rok i jestem przekonany, że są to bardzo realne założenia. Planujemy skokowe zwiększenie działalności i cały czas szukamy nowych gruntów” – wskazuje Zbigniew Wojciech Okoński, prezes Zarządu ROBYG SA.

W pierwszym kwartale 2021 roku Grupa ROBYG zawarła 1110 umów rezerwacyjnych netto oraz podpisała 888 umów deweloperskich w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Spółka przekazała 560 lokali.

ROBYG przykłada szczególną wagę do idei ESG, na którą składa się ekologia, społeczne zaangażowanie i ład korporacyjny. Już dzisiaj wiele ze stosowanych przez ROBYG rozwiązań w budownictwie oraz podejmowane inicjatywy społeczne i pracownicze wskazują na zaangażowanie firmy w filozofię zrównoważonego rozwoju. Dlatego ROBYG zawarł z jedną z wiodących firm na świecie – JLL – umowę o współpracy w zakresie opracowania kompleksowej strategii ESG. Współpraca obejmie wyznaczenie strategicznych kierunków zrównoważonej działalności, a także usystematyzowanie dotychczasowych działań. Jest to element działań na rzecz społeczeństwa oraz  środowiska realizowanych wspólnie z Goldman Sachs – właścicielem ROBYG. Współpraca z JLL ma zapewnić dalszy rozwój w tym obszarze.

Jaki rodzaj mebli wybrać do pokoju dziecięcego?

Dzieci to najbardziej wymagający klienci. Ich zdrowie i bezpieczeństwo to wartości nadrzędne dla każdego rodzica. Z tego powodu wybór mebli dla dzieci sprawiać może nie lada problem – każdy chce przecież, aby pokój dla malucha był nie tylko ładny, ale i funkcjonalny.

  1. Jakie meble dla dzieci przydadzą się w pokoju?
  2. Na co zwracać uwagę przy wyborze mebli dziecięcych?

Przyjrzyjmy się zatem, jakie rodzaje mebli dedykowane na rynku mogą spełnić wymagania rodziców.

Jakie meble dla dzieci przydadzą się w pokoju?

Wyposażenie dziecięcego pokoju nie różni się zasadniczo od wyposażenia pokoju dorosłego. Jedyne, na co zdecydowanie bardziej należy zwrócić uwagę to dostosowanie mebli do wieku dziecka i ich bezpieczeństwo. Warto wybrać zatem meble dla dzieci dedykowane właśnie najmłodszym. Różnią się one nieco rozmiarem i wzornictwem, co pozwoli zaaranżować pokój tak, aby mały domownik czuł się w nim bezpiecznie. Szczególnie warte uwagi są meble Pinio. Ta polska firma produkuje piękne dziecięce meble, wykonane z drewna. Dzięki wysokiej jakości materiałom produkty te są bezpieczne dla zdrowia dzieci. Ponadto ich wykonanie jest wyjątkowo estetyczne i urocze. Pomimo tego nie są jednak wzorniczo przytłaczające – stonowane kolory i delikatność w doborze ozdób sprawia, że pokój, wyposażony w meble pinio będzie wyglądał jak pokój dziecka, lecz nie będzie przesadnie zdobiony.

Na co zwracać uwagę przy wyborze mebli dziecięcych?

Najistotniejszym kryterium zawsze powinno być bezpieczeństwo dziecka. Z tego powodu warto wybrać meble, wykonane z naturalnych materiałów, które zapobiegną wystąpieniu u maluchów alergii. Istotne jest także sprawdzenie, czy były one w jakiś sposób testowane. Warto także zadbać, by dziecięce meble były w stonowanych kolorach, które pozwolą maluchowi na spokojny odpoczynek w bezpiecznej przestrzeni. Ponadto istotne jest aby meble do pokoju dziecięcego były dostosowane do wzrostu dziecka. Ta kwestia ma szczególne znaczenie kiedy maluch jest nieco starszy i próbuje sam sięgać po zabawki czy książki. Dzięki temu, że meble będą nieco mniejsze, dziecko będzie miało poczucie, że samo potrafi działać i ma wpływ na organizację przestrzeni wokół siebie. Da mu to szansę na zdrowy rozwój i samodzielną zabawę.

Meble dla dziecka to niezwykle istoty wybór w życiu każdego rodzica. Przez kilka lat towarzyszą one maluchom na ich drodze rozwoju. Wybór najwyższej jakości produktów – takich jak na przykład meble pinio – pozwoli na zagwarantowanie dziecku bezpieczeństwa i estetycznego otoczenia.

Podpis elektroniczny – co warto o nim wiedzieć?

Podpis elektroniczny to rozwiązanie, które wciąż nie wszystkim jest znane. Często zastanawiamy się, czy korzystanie z niego na pewno jest bezpieczne i zgodne z prawem. Czasem też po prostu nie wiemy, jak zacząć wykorzystywać podpis elektroniczny w codziennej pracy. Co warto o nim wiedzieć? Oto podstawowe informacje, które z pewnością rozwieją liczne wątpliwości. 

Co to jest podpis elektroniczny?

Podpis elektroniczny to narzędzie, dzięki któremu możliwa jest identyfikacja konkretnej osoby, która przesyła dokumenty drogą elektroniczną. We współczesnym świecie – gdy coraz częściej ważne sprawy załatwia się online – takie rozwiązanie usprawnia naszą pracę i sprawia, że załatwianie niezbędnych formalności staje się znacznie bardziej komfortowe.

Podpis elektroniczny jest połączeniem różnych danych, które umożliwiają zidentyfikowanie konkretnej osoby – tej, która złożyła podpis. Jeden podpis może być przyporządkowany tylko do jednej osoby. Dane, które powiązane są z konkretnym podpisem, posiadają pewną istotną właściwość – jakakolwiek zmiana w nich musi być łatwo rozpoznawalna.

Kiedy można wykorzystywać podpis elektroniczny?

Podpis elektroniczny ma taką samą moc prawną, jak podpis złożony na dokumentach własnoręcznie. Można więc korzystać z niego w każdej sytuacji, która wymaga od nas dokonania podpisu. Przykładami jego zastosowań jest:

  • Składanie deklaracji podatkowych
  • Podpisywanie umów – o pracę, o dzieło, umowy zlecenia
  • Podpisywanie umów sprzedaży, inwestycyjnych
  • Podpisywanie umów NDA
  • Podpisywanie protokołów
  • Podpisywanie dokumentów składanych w urzędach
  • Podpisywanie faktur elektronicznych

Jak uzyskać podpis elektroniczny?

Jak uzyskać podpis elektroniczny we Wrocławiu lub innym, dowolnym mieście? Podstawowa wersja podpisu elektronicznego – ta nieposiadająca certyfikatu kwalifikowanego – jest darmowa. Jeśli jednak zależy nam na bezpieczniejszej wersji podpisu, musimy liczyć się z kosztami. Podpis kwalifikowany można zakupić między innymi w Krajowej Izbie Rozliczeniowej lub w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

By uzyskać bezpieczny podpis elektroniczny, należy podpisać odpowiednią umowę, a certyfikat odebrać osobiście, potwierdzając na miejscu, że dane w nim są prawidłowe. Kupując podpis elektroniczny z certyfikatem otrzymujemy narzędzia, które umożliwią nam jego użytkowanie: potrzebne oprogramowanie oraz kartę kryptograficzną. Z podpisu korzysta się za pośrednictwem komputera – odpowiednie oprogramowanie szyfruje podpis, umieszczając go w dokumencie – który staje się gotowy do wysłania.

Podpis elektroniczny – czy jest bezpieczny?

Podpisy elektroniczne dzielą się na dwa rodzaje: zwykły podpis elektroniczny i bezpieczny podpis elektroniczny.

Zwykły podpis elektroniczny to taki, który nie posiada certyfikatu kwalifikowanego. Nie gwarantuje całkowitego bezpieczeństwa danych – stosowany jest więc zazwyczaj do przesyłania tych mniej poufnych i mniej istotnych.. Typowym przykładem wykorzystania tego typu podpisu jest wymiana e-maili.  Zwykłe podpisy elektroniczne stosowane są powszechnie, jednak nie sprawdzą się w sytuacji, gdy potrzebujemy gwarancji bezpieczeństwa danych i pracujemy z dokumentami wysokiej wagi.

Bezpieczny podpis elektroniczny posiada certyfikat kwalifikowany. Dzięki temu można z niego korzystać przy przesyłaniu praktycznie wszystkich dokumentów – na przykład podczas załatwiania spraw w urzędach. Przykładem wykorzystania tego typu podpisu elektronicznego jest składanie deklaracji podatkowej online.

Dlaczego warto posiadać podpis elektroniczny?

Posiadanie podpisu elektronicznego to doskonały sposób na ułatwienie sobie wielu codziennych spraw. Przydaje się podczas pracy, załatwiania formalności, składania dokumentów w urzędach. Mogąc podpisać ważne dokumenty z domu – oszczędzamy ogromną ilość czasu, gdyż nie musimy składać podpisów osobiście, odwiedzając poszczególne instytucje. Przesłanie dokumentów przez Internet jest znacznie szybsze, niż przesyłanie ich pocztą lub dostarczanie osobiście – co sprawia, że wszelkie formalności trwają krócej.

Wykorzystywanie podpisu elektronicznego staje się coraz popularniejsze wśród przedsiębiorców – którzy szczególnie cenią sobie oszczędność czasu. Nabycie podpisu elektronicznego z certyfikatem może być sporym wydatkiem dla początkujących, niedużych firm – jednak zazwyczaj jest to inwestycja bardzo opłacalna.

Podpis elektroniczny to nowoczesne rozwiązanie, które ułatwia życie i sprawia, że załatwianie wszelkich formalności staje się znacznie mniej skomplikowane. Z roku na rok korzysta z niego coraz więcej osób – gdyż jest to rozwiązanie wygodne, a przy tym zapewniające wysoki poziom bezpieczeństwa. Warto pamiętać o tym, że najbezpieczniejsze są podpisy elektroniczne posiadające certyfikat kwalifikowany – można je stosować nawet do przesyłania najbardziej poufnych dokumentów.

COVID-19 a porady psychologiczne i psychiatryczne

COVID-19 a zainteresowanie poradami psychologicznymi i psychiatrycznymi.

Pandemia COVID-19 spowodowała wzrost zainteresowania konsultacjami psychologicznymi i psychiatrycznymi o ponad 20% w porównaniu do 2019 roku. Z danych zebranych przez TU Zdrowie wynika, że w 2020 roku z porad tego typu dużo częściej korzystali zarówno ubezpieczeni posiadający pakiety firmowe, jak i klienci indywidulani.

Szczegółowe dane wskazują, że dynamika wzrostu zainteresowania poradami psychiatrycznymi i psychologicznymi w 2020 roku porównaniu do roku 2019 w przypadku firm wynosi ponad 108%, natomiast w przypadku ubezpieczonych posiadających pakiety indywidualne przeszło 117%.COVID-19 a zainteresowanie poradami psychologicznymi i psychiatrycznymi

Specjaliści biją na alarm, że długotrwały lęk wynikający z izolacji, ograniczenia relacji społecznych i strachu przed zarażaniem może negatywnie wpłynąć na zdrowie psychiczne. Dotyczy to zarówno osób, które nie chorowały na COVID-19, jak i tych, które były z tego powodu hospitalizowane, a także ozdrowieńców, którzy przeszli chorobę w sposób łagodny, ale obawiają się powikłań w przyszłości.

Na podstawie badań przeprowadzonych podczas obecnej pandemii, a także poprzednich epidemii, można wnioskować, że u pacjentów z COVID-19 częściej pojawiają się zaburzenia lękowe i depresyjne, a także problemy związane z używaniem substancji psychoaktywnych. Osoby, które przeszły COVID-19 uskarżają się też na zaburzenia pamięci i problemy z koncentracją oraz większe zmęczenie, problemy ze snem i ogólne przygnębienie, co skutkuje spadkiem efektywności w pracy nawet o 50%. [1]

Z obserwacji lekarzy zajmujących się zdrowiem psychicznym wynika, że kolejną bardzo niepokojącą konsekwencją COVID-19 może być Zespół Stresu Pourazowego (PTSD). Może być on wynikiem przeżyć związanych z przebiegiem choroby: lęku i izolacji, czy długotrwałej hospitalizacji. Dodatkowym czynnikiem zwiększającym poziom stresu jest brak możliwości zobaczenia się z najbliższymi, ze względu na zakaz odwiedzin. Kolejnym ubocznym skutkiem COVID-19 może być też tzw. „mgła mózgowa” czy też „mgła covidowa”, czyli zaburzenia funkcji poznawczych, pamięci, koncentracji, płynności w posługiwaniu się językiem i  spowolnienie funkcji psychicznych.[2]

Taki stan rzeczy powoduje, że pacjenci częściej, niż w okresie sprzed pandemii, korzystają z porad psychiatrów i psychologów.

W związku z pandemią już w marcu 2020 roku uruchomiliśmy dodatkowe porady u psychologa w postaci telekonsultacji i od początku spotkały się one z zainteresowaniem ubezpieczonych. Obecnie w wybranych wariantach ubezpieczenia konsultacje i e-konsultacje psychologa i psychiatry dostępne są dla ubezpieczonych – pracowników i członków ich rodzin.  Zainteresowanie tego rodzaju świadczeniami nie słabnie także w tym roku – mówi Teresa Domańska, Dyrektor Biura Ubezpieczeń TU Zdrowie.

Ubezpieczenie zdrowotne w starciu z pandemią

Mimo kolejnych fal pandemii, ubezpieczeni w TU Zdrowie nieprzerwanie korzystają ze wszystkich oferowanych usług medycznych. Nie dotyka ich problemodwoływania wizyt i przekładania konsultacji oraz badań na kolejne miesiące tak jak to bywa w przypadku placówek publicznej opieki zdrowotnej.

Analiza liczby wykonanych świadczeń medycznych w 2020 roku wskazuje, że klienci TU Zdrowie ograniczyli kontakt z lekarzami wyłącznie na samym początku pandemii. W kolejnych miesiącach zarówno liczba konsultacji jak i badań była wyższa niż w latach ubiegłych. Dowodzi to, że w modelu ubezpieczeniowym pacjent nie ma problemów związanych z realizacją świadczeń zawartych w umowie nawet w czasie utrudnień związanych z COVID-19. Jest to szczególnie istotna informacja dla tych osób, które chcą rozpocząć leczenie, ale obawiają się, że kolejna fala zarażeń spowoduje odcięcie ich od kontaktu z lekarzem. W przypadku ubezpieczenia zdrowotnego, ciągłość świadczenia pozostaje zachowana, umożliwiając komfortowy kontakt np. z psychologiem czy psychiatrą.

[1] https://www.uptodate.com

[2] https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C87018%2Cpsychiatra-prof-dudek-covid-19-wplywa-rowniez-na-psychike.html

Prawie 80 proc. wzrostu zysku netto Grupy R22 w I kwartale 2021 r.

Notowana na GPW grupa technologiczna R22 wypracowała w I kwartale 2021 r. 67,3 mln zł przychodów. To wynik o 36 proc. lepszy niż rok wcześniej. W tym okresie skorygowana EBITDA wzrosła o 27 proc. do 17,7 mln zł. Jeszcze szybciej rósł zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej, który po wzroście o 77 proc. r/r wyniósł 6,9 mln zł. Dynamiczne zwiększanie wyników to efekt zarówno dynamicznego rozwoju organicznego, jak i pierwszej zagranicznej akwizycji w segmencie CPaaS.

– Kontynuujemy dynamiczny rozwój działalności, który widać również we wzroście wyników finansowych. Warto podkreślić, że w I kwartale osiągnęliśmy rekordowy poziom zysku przypisanego akcjonariuszom R22. Rozwijamy się w zrównoważony sposób, zarówno dzięki działaniom organicznym, jak i efektywnemu prowadzeniu przejęć. – mówi Jakub Dwernicki, prezes R22.

W segmencie CPaaS Grupa osiągnęła 38,5 mln zł przychodów, czyli aż o 67 proc. więcej niż rok wcześniej. Wynik EBITDA wyniósł 7,7 mln zł i był o 38 proc. wyższy r/r. Za segment CPaaS dopowiada spółka Vercom, która 8 maja br. zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych. Z emisji akcji spółka pozyskała ok. 170 mln zł netto, które przeznaczy na akwizycje. Łącznie z finasowaniem bankowym, Vercom może przeznaczyć na akwizycje nawet 250 mln zł.

W ubiegłym roku zrealizowaliśmy pierwsze zagraniczne przejecie w segmencie CPaaS. Na przełomie kwietnia i maja z sukcesem przeprowadziliśmy IPO Vercom, a pozyskane w ten sposób środki zamierzamy przeznaczyć na realizację planów związanych z ekspansją zagraniczną. – dodaje Jakub Dwernicki.

W segmencie hostingu Grupa osiągnęła 24,7 mln zł przychodów, czyli o 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Wynik EBITDA wyniósł 9,7 mln zł i był o 34 proc. wyższy r/r. W 2020 r. Grupa wprowadziła na rynek markę cyber_Folks, pod którą jest już ponad 100 tys. klientów, w 2021 r. planowane jest dołączenie kolejnych marek.

– Wychodzimy poza schemat firmy hostingowej, w kierunku dostarczania dodatkowej wartości dla klienta. Pierwsze efekty tych działań widać w bardzo dobrych wynikach osiągniętych w całości dzięki działaniom na dotychczasowej grupie klientów, zauważamy też organiczny wzrost liczby naszych klientów. Korzystamy na rosnącym rynku e-commerce oraz automatyzacji i cyfryzacji życia gospodarczego. – dodaje Dwernicki.

(tys. zł) Q1 2020 Q1 2021 Zmiana
01.01.2020-31.03.2020 01.01.2021-31.03.2021
Przychody ze sprzedaży 49 489 67 279 36%
EBIT 9 410 12 682 35%
Skorygowana EBITDA1) 13 895 17 671 27%
Koszty transakcyjne 293 0
Zysk netto 5 303 8 518 61%
Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jedn. dom. 3 889 6 899 77%
  • Skorygowana EBITDA nie uwzględnia kosztów transakcyjnych.

Polsko-czeski spór o Turów – kto ma rację?

Spór polsko-czeski o przyszłość kopalni Turów dotyczy de facto samej elektrowni Turów, której moc zainstalowana wynosi 2 gigawaty. Sama elektrownia dla polskiego sytemu elektro-energetycznego stanowi strategiczny element bezpieczeństwa tej części kraju. Elektrownia zapewnia od 3,5% do nawet 5% zapotrzebowania całego kraju na energię elektryczną. Pozwala także stabilizować i bilansować przepływ energii elektrycznej – nie tylko między Polską, Niemcami i Czechami – ale w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Przez tę elektrownię przepływa prąd z farm wiatrowych położonych na południu Niemiec, na przykład do Austrii.  Środek zaradczy, który zastosował Trybunał Sprawiedliwości UE z jednej strony był przesadzony – ale z drugiej zmusił polską i czeską stronę do rozmów, ponieważ nie pozostawił żadnego innego pola manewru. Bez tego środka zaradczego przyspieszone rozmowy zarówno na poziomie regionalnym w Libercu, jak i w Brukseli między stroną polską i czeską by się nie odbyły.

– Ta elektrownia jest czymś w rodzaju stabilizatora w regionie, nie tylko w Polsce. Trudno mówić, że ktoś uwziął się na polską energetykę – można powiedzieć, że wina leży po każdej ze stron. I faktycznie Polacy mają rację mówiąc o tym, że podjęli rozmowy ze stroną czeską – czego wyrazem są dokumenty przedstawione przez Polską Grupę Energetyczną. Są uzgodnienia dotyczące działań kompensacyjnych, jakie miała wdrożyć PGE. Podpisali się pod tym przedstawiciele czeskich władz, chodzi jednak o rok 2019 – mówi serwisowi eNewsroom Bartłomiej Sawicki, ekspert Biznes Alert. – W tym czasie Polacy podjęli decyzje o wydaniu tymczasowej koncesji na 6 lat dla Turowa z pewnymi brakami administracyjnymi, które wytknęła Polsce Komisja Europejska. Problem po stronie polskiej polega na tym, że nie wywiązaliśmy się w 100 procentach z rygoru administracyjnego i wyprzedziliśmy pewne daty – zamiast poczekać i udzielić koncesji długoterminowej do 2040 roku. Paradoksalnie orzeczenie i środki zaradcze mogą wydawać się zbyt rygorystyczne – ale z drugiej strony, gdyby nie one, to do obecnych rozmów mogłoby nie dojść. Na razie są wstępne deklaracje co do konsensusu – nie ma jednak żadnych konkretów, a skarga jest nadal w Trybunale Sprawiedliwości UE. Może ona być wycofana jednak dopiero, kiedy obie strony podpiszą ostateczną umowę. Dlatego dziś mowa jest raczej o wstępnych deklaracjach, które dopiero mogą przekuć się w ostateczne porozumienie – wyjaśnia Sawicki.

Deweloperzy nie mają gdzie budować

Grunty rolne stanowią prawie jedną czwartą obszaru Warszawy, jedną trzecią Poznania i Gdańska, zaś w Krakowie pod uprawy rolne jest przeznaczona niemal połowa miasta – ustalił portal GetHome.pl. Czy na tych terenach można budować domy i mieszkania?

– Pewnie mało kto zdaje sobie sprawę, że w miastach grunty rolne i leśne często zajmują większą powierzchnię niż tereny zurbanizowane – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo. Z danych Geoportal.gov.pl wynika, że najbardziej „wiejskimi” miastami  są Rzeszów i Opole, gdzie grunty rolne stanowią ponad połowę obszaru tych miast. Z kolej najmniej rolnicza, co zrozumiałe, jest stolica Górnego Śląska – Katowice.Wykres 1

Co ciekawe, wbrew obiegowej opinii, nie jest to szare, przemysłowe miasto. Aż 43% powierzchni Katowic to tereny leśne. Udział terenów przemysłowych wynosi tu niespełna 8%.Wykres 2

Uściślijmy, że w skład kategorii „grunty rolne” wchodzą m.in. grunty orne, sady, łąki, pastwiska, grunty pod stawami, a także nieużytki. Tych ostatnich najwięcej jest w Warszawie. Zajmują aż 366 ha, czyli 3 mln 660 tys. m kw. Gdyby podzielić je na np. na 1000-metrowe działki, mogłoby na nich powstać 3660 domów jednorodzinnych, czyli mniej więcej tyle, ile inwestorzy indywidualni wybudowali w stolicy w ciągu ostatnich siedmiu lat. Problem w tym, że od 30 kwietnia 2016 r. obowiązują ustawowe ograniczenia w handlu gruntami rolnymi. Początkowo w wolnym obrocie mogły być tylko działki o powierzchni nie przekraczającej 0,3 ha, czyli 3 tys. m kw., zaś od czerwca 2019 r. – poniżej 1 ha.

– Większe co do zasady mogą kupować rolnicy, którzy spełniają określone warunki dotyczące kwalifikacji, stażu i miejsca zamieszkania – wyjaśnia Marek Wielgo.

Równocześnie podkreśla, że tego typu ograniczenia nie dotyczą gruntów rolnych objętych planem zagospodarowania przestrzennego, który przewiduje na tym terenie zabudowę, np. mieszkaniową. Takie rozwiązania mogłyby zahamować zjawisko niekontrolowanego rozlewania się miast, które wiąże się m.in. z dewastacją środowiska naturalnego, a do tego słono kosztuje, bo wymusza budowę infrastruktury na obszarach o niskiej gęstości zaludnienia. Niestety gminy nie palą się do uchwalania takich planów. Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD) ocenia, że pokrywają one przeciętnie ok. 43,5% powierzchni największych miast. Stopień ich pokrycia planami zwiększa się co rok o zaledwie jeden punkt procentowy.Wykres 3

Kompromisowym rozwiązaniem miała być ustawa o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących, zwana powszechnie specustawą mieszkaniową. Pozwala ona „uruchamiać” grunty rolne w granicach administracyjnych miast. Wystarczy, że radni podejmą uchwałę o lokalizacji na tych terenach inwestycji realizowanej w trybie specustawy mieszkaniowej. – Jednak, żeby skorzystać z uproszczonej ścieżki inwestycja musi spełnić określone wymagania i standardy urbanistyczne – podkreśla Wielgo.

Mimo to specustawa mieszkaniowa jest nieprzychylnie przyjmowana przez władze dużych miast. W efekcie deweloperzy rzadko z niej korzystają.

Jak sobie radzą w tej sytuacji? Wiele firm jeszcze przed wejściem ograniczeń w 2016 r. tworzyło banki ziemi. Mając już w posiadaniu grunt rolny, najlepiej słabej jakości, deweloper może zacząć myśleć o jego zabudowie. – Wymaga to zmiany przeznaczenia gruntu rolnego na budowlany oraz wyłączenie go z produkcji rolnej – tłumaczy mecenas Michał Urbański z kancelarii JDP.

Podkreśla, że dopiero po przeprowadzeniu takiej procedury, która jest dość długotrwała, deweloper może wystąpić o decyzję o warunkach zabudowy. – Oczywiście nie wszystkie grunty rolne można wykorzystać do budowy mieszkań czy domów. Jeśli są to gleby dobrej jakości, minister rolnictwa najprawdopodobniej odmówi zmiany przeznaczenia. Trzeba też wiedzieć, że aby uzyskać decyzję o warunkach zabudowy, co najmniej jedna sąsiednia działka musi być zabudowana. Ponadto konieczny jest także dostęp do drogi oraz możliwość podłączenia prądu – wyjaśnia mecenas Urbański.

Dyrektor generalny PZFD Konrad Płochocki przyznaje, że deweloperom kończą się zapasy terenów inwestycyjnych. Dlatego coraz częstsze będą próby obejścia ograniczeń, które uniemożliwiają zakup gruntów rolnych. W tym celu można zawrzeć stosowną umowę z rolnikiem, który np. za pośrednictwem pełnomocnika, przeprowadzi procedurę tzw. odrolnienia gruntu, a następnie sprzeda go już jako inwestycyjny. – W dużych aglomeracjach mało żyzne grunty rolne zawsze stanowiły rezerwuar tanich terenów budowlanych – podkreśla Konrad Płochocki.

W PZFD liczą, że uda się przekonać rząd do przywrócenia stanu prawnego sprzed września 2014 r., gdy działki rolne w obrębie miast w praktyce były traktowane jak budowlane. Nie miało znaczenia, czy obejmował je plan zagospodarowania przestrzennego, czy też trzeba było występować o warunki zabudowy. Zmiana przeznaczenia gruntu rolnego na budowlany następowała w trakcie procedury związanej z uzyskiwaniem pozwolenia na budowę. – W poprzedniej kadencji Sejmu grupa posłów PiS, z obecną marszałek Sejmu Elżbietą Witek na czele, zaproponowała wyłączenie użytków rolnych położonych w granicach administracyjnych miast spod działania ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych. Oznaczałoby to zwolnienie z długotrwałej procedury odrolnienia oraz ewentualnych kosztów związanych z wyłączeniem tego gruntu z produkcji rolnej. Ostatecznie projekt trafił jednak do kosza – przypomina ekspert GetHome.pl.

Tymczasem z powodu zbyt niskiej podaży gruntów pod budownictwo mieszkaniowe, deweloperzy nie są w stanie zaspokoić rosnącego zapotrzebowania na mieszkania. W efekcie rosną ich ceny.Wykres 4

Według NBP, w Warszawie udział gruntu w cenie metra kwadratowego mieszkań wzrósł w ostatnich pięciu latach z ok. 16% do 21%.

Rozwój e–commerce i ciągła migracja odbiorców do mediów cyfrowych stanowią spore wyzwanie dla marek spożywczych

Mimo że dla branży FMCG rok 2020 okazał się łaskawy względem popytu, pozostawił swój ślad na ścieżce zakupowej. Producenci stanęli przed wyzwaniem, jakim było przeprojektowanie sieci dystrybucji i komunikacji tak, aby produkty trafiały do konsumentów, których nawyki zakupowe zostały zniweczone przez wydarzenia ubiegłego roku. Firmy FMCG musiały zwrócić się w kierunku nowych kanałów.

Jak wynika z raportu „Business Intelligence – FMCG Food and Drink”[1], w ciągu najbliższych dwóch lat wzrost budżetów przeznaczanych na reklamę w branży produktów szybkozbywalnych będzie proporcjonalny do wzrostu całego rynku, zmieni się jednak sposób ich wydatkowania. Do 2023 roku zwiększą się wydatki na reklamę w kanałach cyfrowych aż o 7 proc. rocznie!

Już nie tylko telewizja

Obecnie branża fast–moving consumer goods poświęca na reklamę w telewizji aż o 60 proc. więcej niż przeciętny reklamodawca. Zmiany, które nastąpiły w ostatnich latach, a wśród nich szybki rozwój handlu elektronicznego czy zwrot w kierunku technologii cyfrowych sprawiły, że telewizja – dotąd najskuteczniejsza platforma, przestała stanowić najlepszy kanał komunikacji z konsumentem. Jej malejący zasięg widać wyraźnie wśród najmłodszych konsumentów. – Rozwój e–commerce i ciągła migracja odbiorców do mediów cyfrowych stanowią spore wyzwanie dla marek spożywczych. Aby utrzymać zasięg, marki trzeba zweryfikować dotychczasowe działania, ocenić ich skuteczność, ponownie przyjrzeć się grupom docelowym, a w efekcie: zrównoważyć środki inwestowane w promocję w telewizji, w outdoorze oraz w kanałach cyfrowych – mówi Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Na szczególną uwagę zasługuje gałęź e–commerce, dla której pandemia okazała się istotnym impulsem dla rozwoju – zdaniem ekspertów cały czas będzie rosła w siłę. W naturalny sposób marki spożywcze będą musiały zwiększyć więc swoje inwestycje w reklamę, aby aktywnie wspierać ten proces dla realizacji swoich celów. Jak wynika z prognoz Zenith, procent budżetów przeznaczanych na działania w digitalu sięgnie 49 punktów, a firmy chętniej inwestować będą w niestandardowe kanały typu VOD czy OTT, czy aktywny placement w SVOD, czyli video na żądanie.

Nowe oblicze internetu

Poza wspomnianymi platformami, przestrzeń online daje jeszcze wiele możliwości do jej kreatywnego wykorzystania. Dobrym przykładem nowoczesnego i wychodzącego poza schemat działania jest zorganizowana w marcu akcja promocyjna Perfetti van Melle „Mentos Sour Challenge”. W jej ramach najpopularniejsi streamerzy wzięli udział w wyzwaniu w grze Among Us na platformie streamingowej Twitch. Wydarzenie okazało się wielkim sukcesem, docierając do prawie 200 tysięcy unikalnych użytkowników serwisu – grupy docelowej produktów z serii Mentos Sour. To nie jedyna niestandardowa kampania promocyjna zrealizowana przez Perfetti Van Melle. Marce już wcześniej udało się dotrzeć do młodych konsumentów, podejmując współpracę z topowymi influencerami czy prowadząc działania m.in. na platformach YouTube, Tik Tok czy Instagram.

Mimo niestałego rynku, nieustannie celem pozostaje dotarcie do jak najszerszej grupy potencjalnie zainteresowanych produktem konsumentów. Kluczem do sukcesu, jak zwykle, okazuje się obserwacja i przede wszystkim – aktywne reagowanie na to, co przynosi coraz szybciej zmieniający się świat.

[1] https://www.zenithmedia.com/insights/business-intelligence-fmcg-food-and-drink-2/

DHL Supply Chain stworzy ponad 800 miejsc pracy w nowoczesnym centrum logistycznym w podpoznańskich Żernikach

  • DHL Supply Chain w podpoznańskich Żernikach buduje nowe centrum logistyczne o planowanej łącznej powierzchni 105 tys. mkw.;
  • Globalna firma logistyczna stworzy ponad 800 miejsc pracy dla mieszkańców Poznania i okolic;
  • Deweloperem centrum logistycznego jest spółka Panattoni

25 maja 2021 r. Zalando, DHL Supply Chain i Panattoni świętowały uroczyste zawieszenie wiechy w związku z rozpoczęciem inwestycji polegającej na obsłudze operacji logistycznych dla Zalando w celu wspierania dystrybucji na wielu rynkach europejskich, w tym w Polsce i w Niemczech. W ramach realizacji Panattoni przygotuje m.in. wzmocnioną posadzkę, strefę VAS (Value Added Service) z odpowiednim poziomem światła dziennego i stałą temperaturą, 3-kondygnacyjne biuro z kuchnią, oddzielne wjazdy dla TIRów i samochodów osobowych czy specjalne zatoczki dla busów i autobusów.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni, że możemy kontynuować naszą współpracę z Zalando na polskim rynku. Wraz z tą nową inwestycją powstanie ponad 800 nowych miejsc pracy, dzięki czemu będziemy mogli zapewnić klientom Zalando usługi najwyższej jakości. Jesteśmy również bardzo dumni, że dzięki tej inwestycji będziemy mogli realizować założenia strategii GO GREEN, w ramach której chcemy wykorzystywać najnowsze zdobycze technologii w celu osiągnięcia neutralności emisyjnej naszych budynków na całym świecie – powiedziała Monika Duda, Dyrektor Zarządzająca DHL Supply Chain w Polsce.

„W ramach inwestycji w Żernikach spotykają się dwie ogromne marki, które w tym miejscu postanowiły postawić kolejny ważny krok w rozwoju, pokazując jednocześnie zaufanie logistyki i e-commerce do Panattoni. Cieszę się, że nasze zrozumienie potrzeb zmieniającego i rozwijającego się rynku zostało dostrzeżone”. Mówi Katarzyna Kujawiak, Development Director Panattoni.

Czynniki, które przesądziły o wyborze Poznania jako miejsca realizacji nowej inwestycji w Polsce, to przede wszystkim dobre położenie i infrastruktura, w tym bezpośrednie połączenie z autostradą A2 i możliwość dalszego szybkiego rozwoju.

Zrównoważony rozwój jest ważnym elementem strategii DHL Supply Chain, Panattoni i Zalando. DHL, jako wiodąca globalna firma logistyczna, chce działać w sposób zrównoważony i dlatego przyjęła za cel osiągnięcie zerowej emisji do 2050 r.

W ubiegłym roku Zalando jako pierwsza tego typu platforma wdrożyła rozszerzoną wersję SAC Higg Brand & Retail Module (Higg BRM), w ramach którego prowadzona jest obowiązkowa ocena marek sprzedawanych przez jej stronę internetową pod kątem zgodności z zasadami zrównoważonego rozwoju. Centrum w Żernikach idealnie wpasowuje się w system wartości obu firm, ponieważ będzie to najnowszy projekt realizowany przez spółkę Panattoni, który ma uzyskać certyfikat środowiskowy BREEAM na wysokim poziomie „Excellent”. Deweloper wdroży rozwiązania ważne zarówno dla środowiska, jak i dla dobrostanu użytkowników budynku. Dach będzie wystarczająco mocny, by umieścić na nim panele fotowoltaiczne i kwietne łąki z domkami dla owadów, przy wjeździe zostaną zasadzone drzewa i krzewy, a ponadto deweloper wybuduje tzw. „zielone ściany”. Dodatkowo użytkownicy obiektu będą mieli do dyspozycji wiaty na rowery, stanowiska do ładowania akumulatorów samochodów elektrycznych i strefy wypoczynkowe w sąsiedztwie wysokich roślin, a także niewielką siłownię i stoły piknikowe na świeżym powietrzu. Na drugim piętrze budynku biurowego deweloper zbuduje zielone tarasy z ławkami, punktami ładowania telefonów, lekkimi przenośnymi krzesłami i stołami oraz roślinami w donicach.

Wyniki finansowe i operacyjne Grupy PGE za I kwartał 2021 roku

Grupa Kapitałowa PGE opublikowała wyniki finansowe i operacyjne za I kwartał 2021 roku. Wyniki segmentów Energetyki Konwencjonalnej, Ciepłownictwa, Dystrybucji i Obrotu były wyższe w stosunku do wyników analogicznego okresu roku ubiegłego, natomiast Segment Energetyki Odnawialnej zanotował porównywalne wyniki, mimo znacznie gorszych warunków wietrznych. Na wyniki finansowe istotny wpływ miały wyniki z tytułu Rynku Mocy w łącznej wysokości 667 mln zł.

Z satysfakcją prezentujemy wyniki za I kwartał br., które odzwierciedlają nasze wysiłki w zakresie poprawy efektywności działania Grupy PGE. Po raz pierwszy od wielu miesięcy zanotowaliśmy także istotną poprawę wyników operacyjnych, widoczną w wyższych wolumenach produkcji. Szczególny wzrost wytwarzania energii nastąpił w Elektrowni Turów. Wymagające warunki pogodowe w minionym kwartale pokazują, jak ważna jest rola Elektrowni Turów dla bezpieczeństwa Krajowego Systemu Elektroenergetycznego – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Wyniki operacyjne

Wolumen produkcji energii elektrycznej netto w jednostkach wytwórczych Grupy PGE zanotował w I kwartale 2021 roku wzrost o 1,7 TWh  (11 proc. rok do roku) i wyniósł 17,1 TWh. Wyższy poziom produkcji energii elektrycznej był efektem większego  zapotrzebowania Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, niższego importu energii oraz słabszej generacji źródeł wiatrowych. Szczególnie wyraźnie zwiększyła się produkcja w elektrowniach na węglu brunatnym, osiągając wartość 8,6 TWh (zmiana o 19 proc. rok do roku, największy przyrost produkcji nastąpił w Elektrowni Turów o 0,8 TWh). Generacja z węgla kamiennego wzrosła o 8 proc. i wyniosła 6,2 TWh. Odnawialne źródła energii wyprodukowały łącznie 0,6 TWh (spadek o 16 proc. rok do roku), na mniejszą produkcję w tym segmencie wpłynęły przede wszystkim niekorzystne warunki wietrzne.

Wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej osiągnął wartość 9,5 TWh (wzrost o 4 proc. rok do roku, ze względu na wyższe zapotrzebowania na energię elektryczną w KSE, szczególnie widoczny w gospodarstwach domowych). Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców finalnych wyniosła 9,7 TWh (spadek o 10 proc. rok do roku obejmujący głównie taryfy biznesowe). Wolumen sprzedaży ciepła miał wartość 23,0 PJ (wzrost o 16 proc. rok do roku) ze względu na temperatury zewnętrzne w okresie niższe średnio o 1,6°C rok do roku.

Wyniki finansowe

EBITDA Grupy PGE w I kwartale 2021 roku zwiększyła się o 0,4 mld zł w relacji do I kwartału 2020 r., osiągając poziom 2,2 mld zł ze względu na czynniki operacyjne, takie jak wyższa produkcja energii elektrycznej i ciepła, wzrost cen ciepła, przychody z Rynku Mocy oraz wyższe wolumeny dystrybuowanej energii i poprawa marży w segmencie sprzedaży.

  • Energetyka Konwencjonalna (zysk EBITDA na poziomie 511 mln zł, wzrost o 3 proc. rok do roku). Spadek marży na produkcji energii elektrycznej został skompensowany wyższą produkcją oraz przychodami z Rynku Mocy.
  • Ciepłownictwo (zysk EBITDA na poziomie 510 mln zł, wzrost o 49 proc. rok do roku). Znacząca poprawa wyników ze względu na wzrost produkcji oraz cen ciepła.
  • Energetyka Odnawialna (zysk EBITDA na poziomie 193 mln zł, analogicznie rok do roku). Wyższe ceny energii na rynku SPOT zrównoważyły spadek produkcji elektrowni wiatrowych spowodowany zdecydowanie gorszymi warunkami wietrznymi.
  • Dystrybucja (zysk EBITDA na poziomie 658 mln  zł, wzrost o 15 proc. rok do roku). Zwiększył się wolumen przesyłanej energii oraz nastąpił wzrost taryfy dystrybucyjnej.
  • Obrót (zysk EBITDA na poziomie 352 mln  zł, wzrost o 61 proc. rok do roku). Nastąpił wzrost marży handlowej w większości grup klientów w efekcie lepszego zabezpieczenia zakupów energii elektrycznej.

Wynik netto wyniósł 835 mln zł (wzrost o 350 mln rok do roku) i jest pochodną dobrych wyników operacyjnych. W kwartale nie wystąpiły istotne zdarzenia o charakterze jednorazowym.

Nakłady inwestycyjne Grupy PGE w I kwartale 2021 roku osiągnęły wartość 0,8 mld zł i były o 0,1 mld  niższe rok do roku, głównie ze względu na ograniczony zakres prowadzonych prac w segmencie Dystrybucji, spowodowany niesprzyjającymi warunkami pogodowymi.

Poziom zadłużenia netto wyniósł 9,07 mld PLN, co oznacza wzrost o 0,7 mld w stosunku do IV kwartału 2020 r. oraz spadek o 4,9 mld w relacji do I kwartału 2020 r. Wskaźnik zadłużenia netto w relacji do EBITDA (dług netto/ LTM EBITDA) wyniósł 1,42x i istotnie zmniejszył się w relacji do analogicznego kwartału 2020 r. (1,96x).

W ciągu ostatniego roku naszej pracy, dzięki optymalizacji działalności operacyjnej, udało nam się istotnie obniżyć poziom zadłużenia. Niski poziom zadłużenia to możliwość realizacji naszej strategii i  finansowania kolejnych inwestycji w ważnym dla nas kierunku, jakim są odnawialne i niskoemisyjne źródła energii – podkreśla Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Europa może stracić nawet połowę ekonomicznych i społecznych korzyści wynikających z rozwoju rynku technologii chmurowych

Firma KPMG we Francji, na zlecenie liderów branży – InfraNum, Talan, OVHcloud oraz Linkt – opracowała bezprecedensowy raport, analizujący główne wyzwania związane z chmurą na Starym Kontynencie w nadchodzących latach oraz prognozujący pięć scenariuszy do roku 2027 oraz 2030.

Kluczowe wnioski

  • Pandemia Covid-19 zdynamizowała wdrażanie usług chmurowych w firmach. Migracja motywowana jest optymalizacją operacyjną i finansową;
  • Europejski rynek chmury czekają wyzwania: szacuje się, że do 2027 roku powstanie tu ponad 500 000 miejsc pracy, a skumulowane inwestycje wyniosą około 200 mld euro;
  • Rośnie rola europejskich ekspertów na lokalnych rynkach w sektorze uprzednio zdominowanym już przez trzech amerykańskich graczy;
  • Bez podjęcia strategicznych decyzji Europa może stracić nawet połowę zarówno ekonomicznych, jak i społecznych korzyści wynikających z rozwoju rynku technologii chmurowych.

Europejski rynek chmury kwitnie, ale jest mało konkurencyjny

W latach 2017–2019 rynek przetwarzania danych w chmurze (zogniskowany wokół trzech modeli usług: SaaS – oprogramowanie jako usługa, PaaS – platforma jako usługa, IaaS – infrastruktura jako usługa) rósł w Europie o 27 proc. rocznie. Szacuje się, że w 2020 roku osiągnął wartość 53 mld euro. Wartość ta ma wzrosnąć do 300-500 mld euro do roku 2027-2030. Pandemia Covid-19 przyśpieszyła przechodzenie na usługi chmurowe, co dowiodło ich strategicznej roli jako kluczowego składnika infrastruktury i czynnika odporności. Aż 82 proc. ankietowanych zaczęło w szerszym zakresie korzystać z chmury w bezpośredniej reakcji na pandemię.

Europejski rynek chmury jest zdominowany przez trzech głównych graczy („hiperskalerów”), którzy mają aż 70 proc. udziału w rynku IaaS: Amazon AWS (53 proc.), Microsoft Azure (9 proc.) i Google Cloud (8 proc.). Jednak europejscy dostawcy usług chmurowych i operatorzy telekomunikacyjni wciąż zyskują na znaczeniu na swoich macierzystych rynkach. Na przykład OVHcloud i Deutsche Telekom zajmują odpowiednio trzecie i czwarte miejsce w swoich krajach na rynku infrastrukturalnym i platformowym.

Niezbędna, lecz restrykcyjna migracja

Migracja firm i organizacji do chmury jest motywowana optymalizacją operacyjną i finansową. Główne powody wykorzystywania chmury wymienione w raporcie to:

  • zmienność kosztów,
  • elastyczność użycia zasobów,
  • współpraca między zespołami i bezpieczna wymiana danych,
  • elastyczność i płynność wdrożeń,
  • bezpieczeństwo i odporność,
  • elastyczność we wdrażaniu działań strategicznych.

Dla decydentów ważnymi kryteriami wyboru dostawcy usług chmurowych są zgodność z RODO oraz suwerenność danych.

Drażliwa kwestia suwerenności danych

Od 2016 roku w Stanach Zjednoczonych i UE wdrożono szereg przepisów dotyczących danych (RODO, Tarcza Prywatności UE-USA, Cloud Act), których celem jest ustanowienie ścisłych ram prawnych dotyczących przepływu danych. Jednak unieważnienie Tarczy Prywatności przez Trybunał Sprawiedliwości UE w 2020 roku uwidoczniło głęboką niezgodność przepisów amerykańskich z zasadami RODO, które wydają się nie do pogodzenia.

W rezultacie, firmy przekazujące dane osobowe Europejczyków do serwerów firm spoza Europy (nawet jeśli mają one swoje siedziby w Europie) w większości przypadków zostały pozbawione rzetelnej podstawy prawnej i tym samym narażają się na ryzyko prawne oraz gospodarcze, wiedząc, że globalni dostawcy usług chmurowych mają często dostęp do ich poufnych danych i własności intelektualnej. Sytuacja ta budzi obawy i wiąże się z zagrożeniami finansowymi oraz operacyjnymi, które wykraczają poza kompetencje działów technicznych i zaczynają wkraczać w sferę ładu korporacyjnego.

Suwerenność danych europejskich opiera się na połączeniu ośmiu kryteriów, które należy traktować jako „całość”, aby zapewnić pełną zgodność i zapobiegać ryzyku. Prawdopodobnie w nadchodzących latach suwerenność danych stanie się kluczową kwestią ze względu na rosnące oczekiwania europejskich konsumentów w tym obszarze.

Pięć scenariuszy dla europejskiego rynku

W tym kontekście sytuacja na europejskim rynku chmury musi ulec transformacji, a zmiany te mogą przebiegać według kilku scenariuszy. Raport KPMG we Francji wskazuje pięć możliwości:

  • Chmura rozumiana jako dobro wspólne, cechująca się większym stopniem dobrowolnej interoperacyjności między usługami chmurowymi, a nawet federacją dostawców skupioną wokół wspólnych sektorowych ekosystemów chmurowych.
  • Wzrost znaczenia graczy europejskich dzięki powstaniu nowych segmentów rynku; przetwarzania brzegowego; rozwoju sztucznej inteligencji, zwłaszcza w sektorze przemysłowym; suwerennych ofert, itd.
  • Wprowadzenie daleko idących regulacji, w szczególności poprzez powołanie Organu Regulacyjnego ds. Chmury, ściślejsze regulowanie praktyk biznesowych, wymagana interoperacyjność między operatorami oraz większa regulacja innowacji bazujących na chmurze.
  • Europeizacja działalności głównych nieeuropejskich graczy, w zależności od regulacji gwarantujących regionalne tworzenie wartości dla Europy oraz ścisłą zgodność z przepisami europejskimi.
  • Funkcjonalne lub strukturalne oddzielenie działalności chmurowej od innych rodzajów działalności operatorów chmurowych, w tym utworzenie oddzielnych podmiotów prawnych, zgodnie z aktualnymi propozycjami dotyczącymi sektora Big Tech w Stanach Zjednoczonych.

Raport pokazuje, że przyszłość europejskiej chmury może łączyć kilka scenariuszy z różnym horyzontem czasowym. Przy braku znaczących zmian w porównaniu z obecną sytuacją, gdyby dominacja „hiperskalerów” miała się umocnić, Europa może stracić od 20 do 50 proc. szacowanych korzyści gospodarczych z rynku przetwarzania danych w chmurze.

Metodologia

Raport KPMG we Francji powstał na podstawie danych z różnych źródeł, w tym z ponad 250 wywiadów z osobami podejmującymi decyzje w europejskim sektorze prywatnym i publicznym. Badanie przeprowadzono w okresie od stycznia do marca 2021 roku, przy wsparciu i aktywnym udziale firm InfraNum, Talan, OVHcloud i Linkt.

Wszczęte przez organ postępowanie karnoskarbowe nie przedłużyło terminu przedawnienia zobowiązania firmy, bo sąd uznał je za sztuczne

Po ponad 5 latach prowadzonej wobec firmy kontroli fiskus odmówił jej zwrotu blisko 4 mln zł zwrotu VAT. Podstawą było oskarżenie o udział spółki w karuzeli VAT. Tuż przed upływem terminu przedawnienia kontrolowanego zobowiązania firmy organ wszczął wobec niej postępowanie karnoskarbowe, czym zdążył skutecznie przerwać jego bieg. W wyroku z 24 marca 2021 r. takiemu bezprawnemu i przewlekłemu działaniu organów skarbowych przeciwstawił się sąd. I choć fiskus zdołał w odpowiednim terminie wszcząć i doręczyć spółce postanowienie o wszczęciu postępowania karnoskarbowego, to sąd uznał je za nieskuteczne, bo:

„Za nieakceptowalną praktykę w demokratycznym państwie prawnym należy uznać działanie organów, które tuż przed upływem 5-letniego terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego wszczynają postępowania karnoskarbowe w sprawie deliktu skarbowego wyłącznie celem zawieszenia biegu terminu przedawnienia tego zobowiązania (…) Popełnione w ten sposób nadużycie prawa procesowego podważa szacunek wobec porządku prawnego oraz organów władzy” (wyrok WSA w Krakowie, sygn. akt I SA/Kr 1252/20).

Trwająca ponad 5 lat kontrola podatkowa przedsiębiorcy

W czerwcu 2014 r. dyrektor urzędu kontroli skarbowej wszczął wobec spółki postępowanie kontrolne w zakresie rzetelności jej rozliczeń VAT z tytułu działalności prowadzonej w II i III kwartale 2013 r. Po ponad 5 latach kontroli, w sierpniu 2019 r., wydał decyzję, w której stwierdził, że spółce nie należy się zwrot VAT w wysokości 3,93 mln zł.

Dyrektor wskazał, że w skontrolowanym okresie, jak i na przełomie 2013 i 2014 r., firma uczestniczyła w międzynarodowej karuzeli VAT, pozorując dostawy kawy, napojów energetycznych oraz chemii gospodarczej. Miało to skutkować zawyżeniem przez nią naliczonego i odliczonego podatku VAT. Wynikał on bowiem z faktur niedokumentujących rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. W opinii organu spółka nie dokonała również wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów na kwotę blisko 17 mln zł, stąd w ich zakresie nie była uprawniona do zastosowania 0% stawki VAT.
Wszczęcie postępowania karnoskarbowego na 3 miesiące przed przedawnieniem zobowiązania

Przedsiębiorca zaskarżył decyzję organu, podnosząc m.in. zarzut przedawnienia zobowiązania podatkowego, które nastąpiło 31 grudnia 2018 r. W odpowiedzi organ odwoławczy utrzymał decyzję organu I instancji w mocy, bowiem, jak wskazał, postanowieniem z 2 października 2018 r. naczelnik urzędu celno-skarbowego wszczął wobec przedsiębiorcy dochodzenie w sprawie o przestępstwo skarbowe nierzetelnego prowadzenia ksiąg rachunkowych i oszustwa VAT, czym skutecznie przerwał bieg terminu przedawnienia dochodzonego zobowiązania podatkowego w tej sprawie.

Organy mają aż 5 lat na dochodzenie zobowiązań podatkowych

Spółka wniosła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie skargę, podnosząc, że bieg terminu przedawnienia nie został skutecznie zawieszony na skutek wszczęcia przeciw niej postępowania karnoskarbowego. Zostało ono bowiem wszczęte wyłącznie dla obejścia i wydłużenia 5-letniego terminu okresu przedawnienia. Przedsiębiorca przywołał m.in. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 17 lipca 2012 r. (sygn. akt P 30/11), w którym Trybunał orzekł, że ustawodawca powinien kształtować mechanizmy prawa podatkowego w taki sposób, aby wygaśnięcie zobowiązania podatkowego następowało w rozsądnym terminie. Instytucja zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego jest instytucją nadzwyczajną, wyjątkiem od reguły przedawniania się tych zobowiązań po upływie 5 lat od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Organy powinny więc podejmować swoje działania w wyegzekwowaniu tychże zobowiązań z odpowiednim wyprzedzeniem, aby uniknąć bezskutecznego upływu wskazanego przez ustawodawcę 5-letniego terminu. Natomiast wydłużanie tego terminu przez czas bliżej nieokreślony narusza poczucie bezpieczeństwa podatnika i nie sprzyja poszanowaniu jego godności.

Sądy muszą kontrolować wydłużanie przez organy terminów przedawnienia zobowiązań podatników

Sąd odwołał się również do najnowszego orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego z 30 lipca 2020 r., sygn. akt I FSK 128/20 oraz I FSK 42/20. W wyrokach tych NSA zwrócił uwagę na coraz częstsze nadużywanie instytucji wszczęcia postępowania karnoskarbowego przez organy podatkowe jedynie dla uniknięcia skutku w postaci przedawnienia dochodzonego od podatnika zobowiązania. Dlatego też sądy muszą kontrolować zasadność wszczynania tych postępowań wobec podatników, gdyż w przeciwnym razie organy mogłyby wykorzystywać tę instytucję do wydłużania terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, nawet w braku jakichkolwiek uzasadnionych podstaw.

Masowe wszczynanie postępowań karnoskarbowych

Krakowski sąd, uchylając zaskarżoną przez spółkę decyzję dyrektora izby skarbowej w przedmiocie odmowy zwrotu VAT blisko 4 mln zł, podkreślił: „…aktualnie (…) działania organów państwa ukierunkowane są na ochronę fiskalną swoich interesów. Uważa się, że skutkuje to masowym, „profilaktycznym” wszczynaniem postępowań karnoskarbowych tam, gdzie istnieje ryzyko przedawnienia zobowiązania podatkowego. (…) organy wszczynają postępowanie przygotowawcze bez dostatecznej podstawy faktycznej (…) nawet wtedy, gdy postępowanie to nie dostarczyło żadnych przesłanek do postawienia komukolwiek w przyszłości zarzutu. Tymczasem w jego toku oczekują na decyzję lub orzeczenie sądowe stwierdzające to naruszenie, wiedząc, że istnieje ryzyko uniewinnienia oskarżonego lub umorzenia postępowania” (wyrok z 24 marca 2021 r., sygn. akt I SA/Kr 1252/20).

Niepraworządne, „profilaktyczne” działania organów

WSA w swoim wyroku stwierdził również, że potępione, wskazane wyżej praktyki organów podatkowych są nieakceptowalne w demokratycznym państwie prawnym i stanowią przejaw nadużycia władzy. A nadużycie to podważa szacunek wobec porządku prawnego oraz organów władzy. Między innymi dlatego sądy powinny stać na straży konstytucyjnych praw obywateli i poddawać kontroli stosowanie przez fiskusa instytucji wszczęcia wobec kontrolowanych przedsiębiorców postępowań karnoskarbowych, które zawieszają bieg terminu przedawnienia dochodzonych od tych przedsiębiorców zobowiązań podatkowych.

Podsumowanie

Krakowski sąd wytyczył ścieżkę, jaka powinna zostać pokonana, aby mógł być spełniony cel normy wynikającej z art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej, a więc by nastąpiło zawieszenie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Najpierw organ powinien stwierdzić istnienie zobowiązania podatkowego, później ustalić, że nie zostało ono spełnione, następnie, że jego niewykonanie wiąże się z podejrzeniem popełnienia przestępstwa lub wykroczenia skarbowego, i dopiero wówczas, na tej podstawie, wszcząć postępowanie karnoskarbowe. Natomiast ustalenie, że ta kolejność została przez organ naruszona, powinno prowadzić do wniosku, że dyspozycja tego przepisu została naruszona, a więc nie doszło do skutecznego zawieszenia biegu terminu przedawnienia.

Przedsiębiorcy, którzy padli lub w przyszłości padną ofiarą takich działań fiskusa, zyskują dzięki takim wyrokom sądów silny argument w walce o ochronę swojego interesu i swoich majątków. Tworzy się bowiem korzystna dla przedsiębiorców, ugruntowana linia orzecznicza sądów administracyjnych, które nie badają już tylko skuteczności dotrzymania przez organy terminu na wszczęcie przeciw podatnikom postępowań karnoskarbowych, ale biorą też pod uwagę skuteczność, zasadność samego wszczęcia takiego postępowania. Oznacza to, że organy podatkowe nie mogą profilaktycznie, sztucznie, bez uzasadnienia wszczynać przeciw przedsiębiorcy postępowania karnoskarbowego, jeśli jego celem jest jedynie danie sobie więcej czasu na znalezienie dowodów winy i przypisanie jej temu przedsiębiorcy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Prezes zarządu PGE Wojciech Dąbrowski: pracownicy Kompleksu Turów i mieszkańcy regionu mogą być spokojni o jego dalsze funkcjonowanie i swoje miejsca pracy

25 maja w Bogatyni odbyło się spotkanie Jacka Sasina, wicepremiera, ministra aktywów państwowych, Artura Sobonia, wiceministra aktywów państwowych i Wojciecha Dąbrowskiego, prezesa zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej, z pracownikami Kopalni i Elektrowni Turów.

Podtrzymujemy deklarację, że nie ma mowy o zamknięciu Kopalni Turów. Zarówno strona rządowa, jak i PGE robiła dotychczas wszystko, aby ten spór ze stroną czeską zakończyć. Zamknięcie kompleksu Turów miałoby katastrofalne skutki społeczne i gospodarcze. Podjęliśmy rozmowy ze stroną czeską na różnych poziomach, aby rozwiązać te sporne kwestie, dotyczące odziaływania kopalni na otoczenie. Dzięki temu został wypracowany pełen zestaw działań, które będą podstawą umowy dwustronnej kończącej ten spór – mówi Jacek Sasin, wicepremier, minister aktywów państwowych.

Zapewniam, że pracownicy Kompleksu Energetycznego Turów mogą być spokojni. Kopalnia w  Turowie pracuje i będzie dalej pracować. Ani przez chwilę nie zakładaliśmy innego scenariusza. Posiadamy ważną, legalnie wydaną koncesję, na podstawie której prowadzimy i będziemy prowadzić wydobycie. Spełniliśmy wszystkie warunki potrzebne do otrzymania koncesji, jak również zobowiązania, ustalone w trakcie konsultacji transgranicznych ze stroną czeską – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej We wrześniu kończymy budowę prewencyjnego ekranu chroniącego wody gruntowe na granicy kopalni. Dodatkowo zgodnie z trwającymi rozmowami planujemy budowę wału ziemnego, który będzie zabezpieczał czeską stronę przed pyłami z kopalni. W ostatnich latach kopalnia zrealizowała inwestycje minimalizujące wpływ odkrywki na środowisko o łącznej wartości około 90 mln zł – dodaje Wojciech Dąbrowski.

Kompleks energetyczny Turów zapewnia stabilne dostawy energii do 3,7 mln polskich gospodarstw domowych, co stanowi do 7 proc. krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną.  Kopalnia Turów  działa z poszanowaniem środowiska naturalnego i od wielu lat realizuje projekty, minimalizujące wpływ na otaczające ją tereny.

Do tej pory zrealizowano wiele projektów inwestycyjnych z myślą o mieszkańcach regionu, jak chociażby: budowa ekranów akustycznych oraz instalacji do zraszania ciągów węglowych, czy też wymiana krążników na taśmociągach na krążniki cichobieżne. Sprawiają one, że kopalnia Turów jest dobrym sąsiadem dla lokalnych społeczności – zarówno polskiej oraz czeskiej, jak i niemieckiej.

W bliskim otoczeniu Turowa funkcjonuje 9 kopalni odkrywkowych węgla brunatnego – 5 na terenie Czech, 4 w Niemczech. Zamierzamy jako PGE zaprosić operatorów tych kopalń do współpracy na rzecz sprawiedliwej transformacji, ale także w obszarze minimalizowania wpływu działalności wydobywczej na otoczenie. Prowadzone obecnie rozmowy są dobrą podstawą do takiej współpracy transgranicznej w ramach euroregionu „Nysa”mówi prezes zarządu PGE, Wojciech Dąbrowski.

Ataki hakerskie dla okupu zyskują na popularności. Polska w grupie wysokiego ryzyka.

Z danych firmy Check Point Software Technologies wynika, że co tydzień dochodzi w Polsce do pięciu ataków ransomware. W skali świata jest ich aż 1000. Ostatnie dwa duże ataki okazały się kosztowne dla ofiar – dwie firmy zapłaciły łączny okup w wysokości 45 milionów dolarów!

Tylko w maju br. doszło do dwóch dużych ataków typu ransomware (dla okupu), wymierzonych w strategiczne przedsiębiorstwa dla gospodarki USA: operatora rurociągów paliwowych (Colonial Pipeline) i potentata ubezpieczeń (CNA Financial Corp.). Obie firmy zapłaciły wysoką cenę przelewając na konta cyberprzestępców w sumie 45 milionów dolarów okupu w kryptowalucie. Czy grozi to również polskim firmom?

Informacje o tak wysokim okupie podane przez agencję Bloomberg mogły zmrozić krew w żyłach prezesów firm na całym świecie. Zaatakowane firmy pierwotnie deklarowały, że nie zamierzają ulec żądaniom hakerów. Ostatecznie, aby odzyskać dostęp do zaszyfrowanych danych i przywrócić działalność przedsiębiorstw podjęły decyzję o kliknięciu przelewów na wskazane konta.

Ataki dla okupu od kilku miesięcy przybierają na sile – ostrzegają eksperci Check Point Research Co tydzień 1000 organizacji na świecie pada ofiarą ataków dla okupu (ransomware). Ilość ta wzrosła w I kwartale 2021 o 21 procent. W porównaniu do 2020 roku to wzrost już o 102 procent! Niepokojące dane płyną z Polski, gdzie zaobserwowano średnio 5 ataków tygodniowo na polską organizację, co czyni Polskę krajem wysokiego ryzyka w porównaniu z Czechami (0,1 ataku), Rosją czy Grecją (2 ataki).

– Ataki ransomware powróciły w tym roku ze zdwojoną siłą, wywierając jeszcze większą presję na organizacje. Szacuje się, że koszt takich ataków wyniósł 20 miliardów dolarów w 2020 roku, co stanowi znaczący wzrost z 11,5 miliarda dolarów w 2019 roku. Aby chronić się przed tego typu cyberprzestępczością, firmy muszą wdrożyć kompleksową strategię zapobiegania zagrożeniom, a nie polegać wyłącznie na wykrywaniu i naprawianiu systemu – mówi Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający Check Point Software Technologies w Polsce.

Ataki ransmoware, czyli z użyciem programów szyfrujących wykorzystywanych w celu wymuszenia okupu mają długą historię. Pierwszy miał miejsce już w 1989 r. – sprawca rozsyłał pocztą kilkanaście tysięcy zainfekowanych dyskietek licząc na skorzystanie z nich przez ofiary. Udało się. Później hakerzy coraz bardziej doskonalili swoje metody, lecz przełomem okazało się wprowadzenie kryptowalut. To pozwoliło na przelewanie okupu na anonimowe konta przestępców, którzy poczuli się nietykalni.

Hakerzy to dziś cybergangi – profesjonalnie zorganizowane firmy, które mają sieci partnerskie, handlowców, badaczy rynku i rekruterów. Pokazał to dobitnie atak na Colonial Pipeline. Okazało się, że stojąca z atakami grupa DarkSide dostarczała swoje usługi ransomware wielu, innym partnerom. – Oznacza to, że niewiele wiemy na temat prawdziwego autora ataku wymierzonego w Colonial, który może być jedynie jednym z partnerów DarkSide – powiedział Lotem Finkelstein, szef wywiadu ds. Zagrożeń w Check Point Software Technologies.

Jutrzejszy debiut Pepco będzie największym tegorocznym IPO na warszawskiej Giełdzie

Jutro na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie zadebiutuje, właściciel europejskiej sieci dyskontowych sklepów wielobranżowych. Cenę sprzedaży akcji Pepco w ofercie publicznej ustalono na 40 zł.

W opinii wielu analityków giełdowych debiut Pepco będzie największym tegorocznym IPO na warszawskiej Giełdzie. W tym przypadku oferta publiczna dotyczyła wyłącznie sprzedaży istniejących akcji spółki. Sprzedano łącznie 92.446.602 akcji po 40 zł każda, w tym 77.888.350 trafiło do inwestorów instytucjonalnych, 12.058.252 do inwestorów instytucjonalnych w ramach opcji dodatkowego przydziału, zaś 2.500.000 akcji zostało przydzielonych inwestorom indywidualnym. Łączna wartość oferty publicznej wyniosła 3.697.864.080 zł.

Zarejestrowane w Holandii Pepco Group zarządza paneuropejską wieloformatową siecią dyskontowych sklepów wielobranżowych pod markami: PEPCO, Dealz oraz Poundland (te dwa ostatnie sprzedają produkty o ujednoliconych poziomach cenowych) obejmującą ponad 3 tysiące sklepów w 16 krajach. Sklepy grupy oferują odzież, artykuły wyposażenia domu, w tym zabawki i produkty sezonowe, a także produkty szybko zbywalne w konkurencyjnych cenach. W skład Grupy Pepco wchodzi również przedsiębiorstwo PGS zajmujące się zaopatrzeniem sklepów grupy w towary.

Na koniec marca 2021 r. doskonale znana w Polsce sieć sklepów pod marką PEPCO obejmowała ponad 2,2 tys. sklepów w 13 krajach Europy Środkowo-Wschodniej oraz we Włoszech, a w kwietniu 2021 otworzyła swój pierwszy dyskont w Hiszpanii.

W ciągu ostatnich trzech lat, do 30 września 2020 r., Grupa Pepco otwierała ponad 300 sklepów rocznie. Biorąc pod uwagę sukces Dealz w Polsce i Hiszpanii, począwszy od roku obrotowego 2021, celem firmy jest otwieranie rocznie co najmniej 70 sklepów tej marki.

Kapitał zakładowy Grupy Pepco wynosi 5.750.000 EUR i dzieli się na 575.000.000 akcji o wartości nominalnej 0,01 EUR każda.

Debiut Pepco Group na GPW

Wśród kanałów sprzedaży detalicznej, które w 2020 roku najbardziej ucierpiały przez pandemię COVID-19 są specjalistyczne sklepy odzieżowe. Według Euromonitor International, globalnie kategoria ta zmniejszyła się o 27% w ujęciu wartościowym w 2020 roku. Jest to związane głównie z wprowadzaniem ścisłego lockdownu, czasowym zamykaniem sklepów z powodu restrykcji rządowych oraz w wyniku istotnego przejścia na kanał internetowy. Pomimo spadku, ten trudny rok przyniósł również możliwości inwestycyjne, które pozwolą lepiej przygotować się na poprawę sytuacji gospodarczej. Pepco Group jest jednym z przykładów takich firm. Firma otworzyła 327 nowych placówek w trudnym 2020 roku. Pepco Group weszło na nowe rynki – do Włoch i Serbii. Firma ma ambitny plan otwarcia 400 nowych placówek (310 pod marką Pepco) w 2021 roku i kontynuowania ekspansji geograficznej. W 2021 roku firma zaczęła swą aktywność w Hiszpanii, gdzie niedawno ogłoszono otwarcie pierwszego sklepu.

Pepco Group prowadzi 3 marki w Europie – Pepco, Poundland i Dealz, przy czym Pepco jest wiodącą marką w sprzedaży grupy. Mimo, że odzież ma wiodący udział w przychodach marki, to jednocześnie firma stale wprowadza nowe kategorie, np. produkty dla niemowląt.

Marka Pepco jest obecna w 13 krajach, w których posiada ponad 2200 sklepów. W Europie Wschodniej marka zajęła drugie miejsce pod względem sprzedaży wartościowej w 2020 roku po H&M należącego do H&M Hennes & Mauritz AB. Natomiast na głównym rynku Pepco, w Polsce, firma jest niekwestionowanym liderem pod względem liczby specjalistycznych sklepów odzieżowych. Posiada 16% udziałów w rynku, czyli dwukrotnie więcej niż jej główny konkurent H&M. Na innych rynkach Pepco również należy do liderów: zajmuje pierwsze miejsce na Litwie, w Rumunii, na Słowacji i na Węgrzech, drugie na Łotwie, trzecie w Czechach.

Popularność marki Pepco związana jest przede wszystkim z ekonomicznymi cenami, koncentracją na odzieży dziecięcej, korzystną ceną, dogodną lokalizacją oraz szerokim asortymentem. Firma podąża za głównymi trendami konsumenckimi – poszukiwaniem wygody i racjonalności w wydawaniu pieniędzy. Ponadto, Pepco Group osiąga doskonałe wyniki, pomimo trudnych warunków spowodowanych pandemią COVID-19 i braku obecności w sektorze e-commerce.

Pepco ma duże pole do rozwoju na rynkach, jak również duże możliwości ekspansji na nowe kraje. Również rozpoczęcie aktywności online byłoby dla firmy obiecujące, podążając za trendem digitalizacji, bo e-commerce jest najbardziej dynamicznie rozwijającym się kanałem, wykazującym wysoki dwucyfrowy wzrost.

Marija Milasevic, Senior Consultant w Euromonitor International

Złoty nadal mocny, przecena dolara

Wczorajsze dane potwierdzające odbicie naszej gospodarki w covidzie najwyraźniej przywróciły optymizm inwestorom. Euro tanieje kolejny dzień z rzędu. Analitycy coraz bardziej obawiają się interwencji NBP.

Polska waluta nadal mocna

Wczorajsze dane (pomimo tego, że nie były tak dobre, jak oczekiwali analitycy) pomogły złotemu dalej się umacniać. Dla przypomnienia: opublikowana wczoraj produkcja przemysłowa za kwiecień rosła o 44,5%, natomiast sprzedaż detaliczna o 25,7%. Dane te bez kontekstu wyglądają rewelacyjnie, co zresztą szybko podchwyciły media. Problem w tym, że to dane odnoszące się do roku wcześniej, czyli kwietnia 2020 i pierwszego zamrożenia gospodarki. Biorąc to pod uwagę, zeszłoroczne spadki w kwietniowych danych nie mogą zatem dziwić. Nie zmienia to faktu, że powrót gospodarki (po szoku, jakim były lockdowny) na stare tory nie jest czymś, co wszystkim krajom udaje się równie dobrze. Inwestorzy patrzą zatem przychylniej na złotego, trochę ignorując ryzyko interwencji NBP na rynku. W rezultacie euro spadło wczoraj do 4,48 zł i zbliża się wielkimi krokami do swoich minimów z lutego.

Odbicie na rynku ropy

Ewentualny powrót na rynki ropy Iranu, który ze względu na sankcje nie mógł eksportować surowca, wydaje się nie straszyć już inwestorów. Perspektywa ta doprowadziła, co prawda, do istotnej przeceny, ale widzimy właśnie jej korektę. Powodem jest nie tylko spadek prawdopodobieństwa samej umowy z Teheranem, ale również wzrost prognoz zapotrzebowania na czarne złoto. Tutaj zawdzięczamy to skuteczności programów szczepień przeciwko covid oraz zmniejszonej liczbie przypadków śmiertelnych na ważnych rynkach w tym w szczególności w Indiach. Rosnące ceny ropy mogą zwiększyć presję na wzrost cen, a to z kolei wymuszać wzrosty stóp procentowych i umocnienie walut państw, których te wzrosty będą dotyczyć.

Otwarcie rynków i przecena dolara

Dzisiaj na otwarciu rynków w Europie jesteśmy świadkami wyraźnej przeceny dolara amerykańskiego względem euro. W kalendarzu danych makroekonomicznych opublikowano o tej porze dane z Niemiec, ale to najprawdopodobniej nie one są przyczyną. Powodem jest fakt, że dane wypadły delikatnie słabiej od oczekiwań, pokazując spadek PKB w skali roku o 1,8%. Słabsze dane z Unii powinny przeceniać raczej euro niż dolara, a ten jest obecnie najsłabszy względem europejskiej waluty od pierwszych dni tego roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

IBRiS: Polacy skłonni dopłacić 30 zł miesięcznie do składki zdrowotnej

Według badań IBRiS[1] Polacy są skłonni dopłacić 30 zł miesięcznie do składki zdrowotnej, a średnio kwota ta wynosi aż 55 zł. Wyższą składkę zdrowotną przeznaczoną na ochronę zdrowia pod warunkiem, że środki te byłyby przeznaczone na konkretny cel – np. skrócenie kolejek lub lepszy dostęp do lekarzy chce zapłacić 50% Polaków. Aż 72 proc. Polaków uważa, że system ochrony zdrowia w Polsce funkcjonuje źle. FPP zaprezentowała pakiet dla ratowania zdrowia Polaków opracowany przez Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE). Pakiet obejmuje zwiększenie nakładów dzięki niewielkiemu wzrostowi składki zdrowotnej oraz wprowadzeniu Pracowniczych Planów Zdrowotnych.

Aż 80% Polaków uważa, że polski system opieki zdrowotnej powinien otrzymywać więcej pieniędzy na leczenie pacjentów. Obszarem ochrony zdrowia, który najpilniej wymaga poprawy jest dostęp do lekarzy specjalistów (82 proc.), a także dostęp do diagnostyki, leczenia i nowych skutecznych leków (48 proc.), jakość opieki leczniczej (31 proc.), dostęp do lekarzy rodzinnych (29%), dostęp do opieki szpitalnej (28%) oraz wyższe wynagrodzenia służby medycznej (27%).

„Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że podstawową korzyścią z dofinansowania ochrony zdrowia będzie wzrost wydajności pracy, dłuższa aktywność zawodowa oraz mniej absencji chorobowych, ale także zmniejszenie kosztów związanych z przedwczesnymi zgonami na skutek chorób. To wymierne korzyści dla wszystkich pracodawców oraz gospodarki całego krajupodkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej CALPE.

Stworzenie powszechnego, dobrowolnego systemu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w formie Pracowniczych Planów Zdrowotnych oraz Indywidualnych Planów Zdrowotnych (PPZ) pozwoliłoby na finansowanie działań w zakresie profilaktyki i leczenia chorób nowotworowych oraz kardiologicznych. PPZ byłyby prowadzone przez towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, co dodatkowo zabezpieczałoby interes uczestników systemu. Bazowy zakres ubezpieczenia w ramach PPZ obejmowałby diagnostykę, leczenie onkologiczne i kardiologiczne, dając dostęp do innowacyjnych terapii oraz gwarancję maksymalnego okresu oczekiwania na konsultacje u specjalistów. Istniałaby możliwość dokupienia rozszerzonego ubezpieczenia w ramach PPZ – wykraczającego poza bazowy zakres – przez uczestnika, pracodawcę lub w formule współpłacenia.

[1] IBRiS, badanie reprezentatywne CATI, N=1000, kwiecień 2021

Heimstaden powiększa portfel mieszkań na wynajem w Polsce

Heimstaden Bostad, wiodąca europejska spółka z sektora nieruchomości na wynajem, ogłosiła zakup 2500 lokali mieszkalnych od Budimex Nieruchomości. W tej największej dotychczas transakcji w sektorze living w Polsce kupującego wspierali eksperci JLL.

Transakcja o wartości ok. 1,4 mld złotych (3,1 mld koron szwedzkich) objęła 2500 mieszkań na różnym etapie budowy, czyli ok. 40 proc. obecnego portfolio Budimex Nieruchomości w Polsce. Inwestor przejmie te nieruchomości w ciągu najbliższych 2-5 lat.

To już trzecia na polskim rynku transakcja Heimstaden Bostad. Po ogłoszonym na początku tego roku zakupie pakietu mieszkań w Warszawie od Marvipolu oraz wcześniejszym od firmy Eiffage, tym razem inwestor powiększa nie tylko portfel, ale również zasięg geograficzny.
Dzięki transakcji zostaniemy w najbliższych latach liderem na polskim rynku mieszkań na wynajem. Pozyskujemy mieszkania nie tylko w Warszawie. Po raz pierwszy wejdziemy też do Gdańska, Krakowa, Wrocławia i Poznania, mówi Stanislav Kubáček, który kieruje w Heimstaden zespołem odpowiedzialnym za przejęcia w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i w Niemczech.

W ciągu najbliższych pięciu lat, Heimstaden przejmie łącznie ok. 4000 mieszkań zlokalizowanych w pięciu polskich miastach. Pierwsze z tych mieszkań będą dostępne na wynajem w Warszawie jeszcze w tym roku.

Transakcja Heimstaden to kolejny dowód na atrakcyjność polskiego sektora living. Polska stała się nowym celem dla międzynarodowego kapitału, a aktywa mieszkaniowe inwestycją pierwszego wyboru. Istnieje silny fundamentalny popyt na mieszkania na wynajem, a zwroty z inwestycji są zdecydowanie wyższe niż w Europie Zachodniej. Na dodatek policentryczna struktura miejska w Polsce zapewnia skalowalność. Inwestorzy w coraz większym stopniu dostrzegają te mocne strony i chętnie je wykorzystują,

komentuje Maximilian Mendel, Dyrektor Działu Inwestycji Mieszkaniowych JLL kierujący pracami zespołu doradzającego firmie Heimstaden w kwestiach handlowych związanych z tą transakcją.

Oprócz JLL w transakcji firmie Heimstaden Bostad doradzały firmy Dentons (kwestie prawne), Deloitte (kwestie podatkowe), Arcadis (kwestie techniczne), Leach & McGuire (kwestie operacyjne).

ROBYG dynamicznie rośnie i inwestuje

Dla wielu branż rok 2020 był bardzo trudny. Pandemia zamknęła działalność wielu firm i ograniczyła obroty innych. Obronną ręką z pandemicznego roku wyszedł jeden z największych polskich deweloperów, spółka ROBYG. Od kilku lat realizuje plan rozszerzenia swojej działalności. Akumulacja kapitału i przemyślane inwestycje sprawiły, że ROBYG S.A. posiada największy bank ziemi na polskim rynku deweloperskim i przygotowuje się na kolejne transakcje. Obecnie prowadzi program emisji obligacji, dzięki czemu zwiększy środki na zakup gruntów.

– Mocno powiększyliśmy bank ziemi i sprzedaż mieszkań, mamy środki na inwestycje i rozwój spółki – powiedział serwisowi eNewsroom Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG S.A. – Sytuacja na rynku nieruchomości mieszkaniowych w Polsce jest bardzo obiecująca – zakładamy stały wzrost popytu przez kilka najbliższych lat. Dlatego ROBYG realizuje program akumulacji środków finansowych na potencjalne akwizycje i zakup gruntów. Spółka planuje skokowy wzrost biznesu i skali działania – już dziś jest w czołówce największych deweloperów na rynku. Grupa ROBYG ma ambitny plan, aby istotnie zwiększyć możliwości oraz ofertę mieszkań, a tym samym wyniki finansowe. Dotychczasowe działania pokazują, z jaką dbałością ROBYG podchodzi do bezpieczeństwa finansowego i stabilnej pozycji gotówkowej. Przez ostatnie dwa lata akcjonariusz z Grupy Goldman Sachs nie pobierał dywidendy, a środki zatrzymane z tego tytułu w spółce w wysokości około 400 mln zł są w całości przeznaczone na inwestycje. Co więcej, Bricks Acquisition Limited z Grupy Goldman Sachs zapewnił ROBYG dodatkowe finansowanie w wysokości 100 mln zł. Obecnie spółka rozważa program emisji obligacji do 150 mln zł w ramach programu emisji obligacji na okaziciela na kwotę do 500 mln zł. Te działania zapewnią ogromną przewagę finansową i pozwolą na wielkie inwestycje – zakupy gruntów oraz potencjalne akwizycje. W ten sposób Grupa ROBYG zapewni sobie płynność działania na wiele kolejnych lat – dodaje Kazanelson.

Grupa CANPACK wybuduje drugą fabrykę w Stanach Zjednoczonych

Grupa CANPACK, globalny producent opakowań, poinformował dzisiaj o budowie w Stanach Zjednoczonych swojego drugiego, najnowocześniejszego zakładu produkującego aluminiowe puszki napojowe. Fabryka powstanie w Muncie, w stanie Indiana. Do 2023 CANPACK utworzy tam około 345 dobrze płatnych, lokalnych miejsc pracy.

Inwestycja o wartości 380 mln USD, z potencjałem wzrostu do 425 miejsc pracy i 490 mln USD do 2025 r., będzie zlokalizowana na powierzchni około 56 ha w południowo-zachodniej części Muncie.

Przedstawiciele Grupy CANPACK oraz jej właściciela Giorgi Global Holdings, Inc., po zatwierdzeniu przez Radę Hrabstwa Delaware, ogłosili start nowej inwestycji wspólnie z urzędnikami stanowymi i lokalnymi. Projekt inwestycyjny uwzględnia zachęty do rozwoju gospodarczego, które będą zapewnione zarówno przez władze stanowe, jak i lokalne. Budowa obiektu o powierzchni około  80 100 m2 rozpocznie się w połowie 2021 roku. Uruchomienie zakładu planowane jest na IV kwartał 2022 roku.

Rok temu CANPACK rozpoczął budowę swojego pierwszego zakładu w USA, w Olyphant w Pensylwanii. W ramach ekspansji na rynek amerykański firma planuje zainwestować w Olyphant kolejne 10 mln USD w celu zwiększenia zdolności produkcyjnych wieczek aluminiowych. W ciągu ostatnich ponad 30 lat CANPACK urósł z pojedynczego zakładu produkującego stalowe puszki do żywności w Polsce do prawdziwie międzynarodowego producenta opakowań, zatrudniającego prawie 8000 pracowników w 28 zakładach produkcyjnych zlokalizowanych w Europie, Ameryce Południowej, Indiach, na Bliskim Wschodzie i w Afryce, a teraz także w Stanach Zjednoczonych.

Roberto Villaquiran, CEO Grupy CANPACK, dodał: „Jesteśmy dumni mogąc wybudować w Muncie w stanie Indiana najnowocześniejszy zakład produkujący puszki aluminiowe, które mogą być poddawane recyklingowi w nieskończoność. Cieszymy się, że będziemy integralną częścią społeczności Muncie, wnosząc swój wkład w środowisko biznesowe stanu Indiana”.

Różnorodność w cieniu pandemii – Raport Kobiety na rynku pracy 2021

W firmach obecnych na polskim rynku zachodzi coraz więcej pozytywnych zmian, prowadzących do zrównania zawodowych szans kobiet i mężczyzn. Wciąż jednak nie można mówić o równości. Jak wynika z raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021” co druga specjalistka uznaje polski rynek pracy za coraz bardziej przyjazny kobietom, jednak równolegle aż 45 proc. z nich uważa, że płeć pracownika wpływa na wysokość wynagrodzenia. Jednocześnie aż 59 proc. kobiet twierdzi, iż łączenie ról mamy i pracownika jest w czasie pandemii zdecydowanie trudniejsze, co może rzutować na tempo rozwoju kariery.

Kobiety wciąż doświadczają nierównego traktowania na rynku pracy. Zdarza się, że przez pracodawców są postrzegane wyłącznie przez pryzmat macierzyństwa, jako osoby mniej dyspozycyjne i zaangażowane w pracę. Ich styl funkcjonowania w biznesie często jest określany stereotypowo. Paniom na stanowiskach kierowniczych niesłusznie zarzuca się mniejsze zdecydowanie oraz nadmierne kierowanie się emocjami. W konsekwencji kariera kobiet często rozwija się wolniej, a specjalistki muszą przekonywać swoje otoczenie zawodowe o posiadanych kwalifikacjach i potencjale.

Jak wynika z badania opisanego na łamach raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021”, co druga kobieta i co piąty mężczyzna uważa, że płeć pracownika wpływa na perspektywę uzyskania awansu. Duże różnice w odpowiedziach specjalistów i specjalistek widoczne są także przy pytaniu o poczucie sprawiedliwego wynagrodzenia. O ile 70 proc. mężczyzn uważa, że płeć pracownika nie ma wpływu na wysokość pensji, to takie zdanie podziela zaledwie 36 proc. kobiet. Ta dysproporcja na przestrzeni lat utrzymuje się na podobnym poziomie.Kobiety na rynku pracy 2021

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021”

Są również pozytywne trendy. Po pierwsze, coraz więcej kobiet utożsamia zawodowy sukces z objęciem stanowiska na szczeblu dyrektorskim (28 proc.) oraz roli prezesa firmy (14 proc.). Specjalistki sięgają po więcej i częściej też odczuwają satysfakcję z obecnie zajmowanego stanowiska. Po drugie, nieznacznie spada odsetek kobiet twierdzących, że w swojej karierze napotkały na przeszkody wynikające z płci. Po trzecie, rośnie procent kobiet i mężczyzn, których zdaniem płeć nie ma znaczenia w staraniach o awans.

RODZICE W CZASIE PANDEMII

W czasie pandemii ciężar obowiązków rodzicielskich w większości przypadków brały na siebie kobiety. Jak wynika z badania Hays, to właśnie pracujące mamy z większą częstotliwością korzystały z zasiłków wypłacanych w okresie zamknięcia placówek opiekuńczych i edukacyjnych. Raport Komisji Europejskiej opublikowany w marcu 2021 roku jednoznacznie wskazuje, że w okresie pracy zdalnej – nawet jeśli obydwoje rodzice pracowali z domu – wykonywanie obowiązków domowych, opieka nad dziećmi i nadzór nad nauczaniem zdalnym przypadały kobietom.

Można zatem pokusić się o tezę, że pandemia wzmocniła tradycyjny podział obowiązków i przyczyniła się do ograniczenia niektórym kobietom szansy na osiąganie sukcesów na polu zawodowym. Panie niejednokrotnie znajdowały się w sytuacji – trwającej przez kilka miesięcy – gdy jednocześnie musiały być w pełni dyspozycyjne zarówno dla swoich przebywających w domu dzieci, jak i dla pracodawcy.

Dla wielu pracujących mam pandemia jest czasem przemęczenia i nieustannego działania pod presją, co zmniejsza satysfakcję z pracy oraz może wpływać na efektywność. Mniej sukcesów zawodowych to z kolei wolniejsze tempo rozwoju i ograniczone szanse na otrzymanie awansu. Im dłużej trwa pandemia, tym większe prawdopodobieństwo dalszego pogłębiania się różnic w szansach kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Bardzo optymistyczną przesłanką jest zatem stopniowe odmrażanie gospodarki oraz powrót dzieci do szkół – Aleksandra Tyszkiewicz, dyrektor w Hays Poland.

Trudności odczuwane przez pracujących rodziców potwierdzają wyniki badania Hays. Aż 59 proc. kobiet i 49 proc. mężczyzn wychowujących co najmniej jedno dziecko uważa, że łączenie ról rodzica i pracownika jest obecnie trudniejsze niż przed pandemią.

Kobiety na rynku pracy 2021 2

*Wyłącznie respondenci wychowujący co najmniej jedno dziecko.

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021”

Nie brakuje jednak rodziców, którzy pozytywnie oceniają zmiany zachodzące na przestrzeni ostatniego roku. Realizacja na polu zawodowym i rodzicielskim w czasie pandemii jest łatwiejsza dla 27 proc. kobiet i 28 proc. mężczyzn. Praca zdalna i przebywanie dzieci w domu mimo wszystko ograniczają czas niezbędny na dojazdy do żłobków, szkół i biura. Rodzina zyskuje dzięki temu dodatkową przestrzeń do zagospodarowania.

NIE TYLKO NEGATYWNE SKUTKI

Pozytywnym skutkiem pandemii będzie trwała popularyzacja home office i większej niezależności w planowaniu dnia pracy. W normalnych okolicznościach, gdy dzieci w ciągu dnia przebywają w szkołach i przedszkolach, rodzice mogą z większą łatwością osiągać równowagę w łączeniu ról. Może to być szansą szczególnie dla kobiet nieaktywnych zawodowo, które zrezygnowały z pracy w celu sprawowania opieki nad dziećmi.

Istnieje realna szansa, że doświadczenia zebrane na przestrzeni ostatniego roku przyczynią się do poprawy sytuacji pracujących rodziców. Prawdziwie elastyczne modele pracy, uwzględniające możliwość dopasowania godzin pracy do obowiązków rodzicielskich, robienie dłuższych przerw w trakcie dnia czy przepracowanie standardowego, 40-godzinnego tygodnia w mniejszą liczbę dni, dla wielu będzie szansą na realizację w każdej sferze życia. Dla niektórych kobiet może nawet stanowić mocny argument za kontynuacją aktywności zawodowej – zaznacza Agnieszka Kolenda, dyrektor wykonawcza w Hays Poland.

Część organizacji podjęła kroki ułatwiające pracującym rodzicom odnalezienie się w nowej, pandemicznej sytuacji. Osoby wychowujące dzieci wskazywały między innymi na większą elastyczność i wyrozumiałość pracodawców wobec wyzwań, z jakimi mierzyli się w czasie zamknięcia szkół oraz placówek opiekuńczych. Niektóre firmy oferowały rodzicom także dodatkowe wsparcie psychologiczne. Respondenci badania w ramach ułatwień dla pracujących rodziców wskazywali również samą możliwość pracy zdalnej w czasie pandemii. Jest to rozwiązanie, które w innych okolicznościach byłoby dla nich niedostępne.

JAWNOŚĆ PŁAC A RÓWNANIE SZANS

Pracownicy wciąż dostrzegają problem luki płacowej i niewystarczająco obecnej w polskich firmach transparentności wynagrodzeń. Zdaniem pracowników wszechobecna poufność w kwestiach finansowych wspiera utrzymywanie się niesprawiedliwych różnic w płacach kobiet i mężczyzn. Chociaż zagadnienie transparentnych zasad wynagradzania staje się ważną częścią działań podejmowanych w rosnącej liczbie firm, to na polskim rynku pracy wciąż pozostaje wiele do zrobienia.

Kobiety na rynku pracy 2021 3Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021”

W myśl zaleceń Unii Europejskiej, każdy z krajów członkowskich powinien przyjąć rozwiązania prawne zmierzające do zwiększenia jawności płac. Polska znajduje się w gronie państw, które jeszcze nie poczyniły takich kroków. Niedawne deklaracje rządu pozwalają jednak oczekiwać, że wkrótce zostaną wprowadzone rozwiązania ustawowe, przyznające pracownikom prawo do uzyskania od pracodawcy uzasadnienia powodu wypłacania określonego (różnego) wynagrodzenia na tym samym stanowisku.

Ma to na celu eliminację luki płacowej i organicznie pola do ewentualnej dyskryminacji ze względu na płeć pracownika. Nie pozostaje nic innego jak poczekać na to, w jakiej formie zostanie ostatecznie uchwalone prawo pracowników do informacji o wynagrodzeniach oraz jak w praktyce będzie wyglądała gotowość firm do ujawniania danych o płacach. W polskiej kulturze informacje o wysokości pensji pracownika wciąż bowiem uznawane są za dane wysoce wrażliwe, a część organizacji unika ich ujawniania, posiłkując się nawet klauzulami o poufności wynagrodzenia.

DOKĄD ZMIERZA RÓŻNORODNOŚĆ?

Kompetencje pracownika, jego skuteczność i predyspozycje nie są zależne od danych demograficznych. Płeć, wiek czy pochodzenie nie powinny odgrywać żadnej roli w decyzjach o zatrudnieniu, przyznaniu awansu czy podwyżki. Grono organizacji świadomych korzyści płynących z różnorodności i wyrównania szans stale rośnie. Zmiany dostrzegają też sami pracownicy, gdyż 45 proc. respondentek i aż 92 proc. respondentów badania Hays Poland zgadza się z twierdzeniem, iż polski rynek pracy jest miejscem coraz bardziej dostępnym i przyjaznym kobietom.

Organizacje powinny nadal dążyć do osiągnięcia większej różnorodności i wyrównania szans, gdyż jest to w interesie wszystkich. Różnorodność to bowiem innowacyjność, kreatywność i efektywność, które obecnie jeszcze bardziej zyskują na znaczeniu. Warto zatem stawiać na ludzi utalentowanych i ambitnych, którzy pomogą firmom odnaleźć się w nowej, bardziej cyfrowej i nieprzewidywalnej rzeczywistości. Płeć pracownika nie powinna mieć żadnego znaczenia – podsumowuje Marc Burrage, dyrektor zarządzający Hays Poland.

O RAPORCIE

Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021” powstał na bazie odpowiedzi zebranych w okresie od marca do maja 2021 roku. Publikacja przedstawia wyniki ankiety internetowej, w której udział wzięło blisko 4000 kobiet i mężczyzn. Wyniki badania zostały uzupełnione komentarzami ekspertów rynku pracy oraz zaleceniami dla pracodawców.

Polski Nowy Ład a cudzoziemcy

Tematem, który niewątpliwie dominuje w ostatnich dniach, zarówno w rozmowach ekspertów jak i zwykłych Polaków, jest ogłoszony 15.05.2021 r. Polski Nowy Ład. Przez media przetacza się dyskusja dotycząca definicji klasy średniej, systemu podatkowego czy też pomysłów na rozwiązanie problemów mieszkalnictwa. Program, który ma być odpowiedzią na wyzwania kolejnych lat „epoki pocovidowej” dotyka wielu dziedzin życia i zawiera tak szczegółowe koncepcje jak podniesienie stawki zwrotu paliwa rolniczego czy też stworzenie Międzynarodowej Akademii Kopernikańskiej. Setki pomysłów zawartych w tym programie zaczynają być szerzej omawiane i oczekują na uszczegółowienie poprzez przedstawienie projektów ustaw. Część idei jest odbierana pozytywnie przez wszystkie środowiska, inne budzą skrajne emocje odbiorców. Warto jednak zwrócić uwagę na niezwykle ważną płaszczyznę, która nie doczekała się w tej obszernej strategii nawet krótkiej wzmianki. Chodzi tu o sytuację cudzoziemców mieszkających i pracujących w Polsce.

Bez wątpienia w ostatnich latach Polska stała się jedną z najatrakcyjniejszych destynacji  państw w Unii Europejskiej dla emigrantów zarobkowych. Według danych Eurostatu w naszym kraju wydaje się najwięcej tzw. pierwszych zezwoleń pobytowych w celu pracy. Cudzoziemcy trwale wpisali się w krajobraz rynku pracy i coraz częściej wiążą swoją przyszłość z Polską. Zmienił się też charakter wykonywanej przez nich pracy – z sezonowych niskopłatnych zajęć na stałe i dobrze opłacane zawody. Warto również pamiętać, iż obcokrajowcy stanowią o sile polskiej gospodarki i przyczyniają się do zwiększania naszego PKB.

Niestety zawirowania spowodowane pandemią sprawiły, iż uzyskanie zezwoleń na pobyt oraz pracę stało się utrudnione. Urzędy rozpatrujące wnioski o ww. zezwolenia, które już przed epidemią miały problemy z terminowym rozpatrywaniem spraw w jeszcze większym stopniu popadły w przewlekłość a uzyskanie odpowiednich dokumentów stało się jeszcze trudniejsze.

Logicznym zatem stało się oczekiwanie, iż Rząd zaproponuje rozwiązania, które pomogą przedsiębiorcom w łatwiejszy sposób zatrudniać cudzoziemców. Jeszcze w dniu 12.10.2020 r. w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów została umieszczona informacja, iż Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji postanowiło przygotować pakiet kolejnych zmian dotyczących legalizacji pobytu cudzoziemców. Projekt miał zostać przyjęty w IV kwartale 2020 r. Niestety do tej pory się nie ukazał. O potencjalnym włączeniu w ramy Nowego Ładu nowych rozwiązań migracyjnych w Polsce mówił 01.04.2021 r. wicepremier Jarosław Gowin, który stwierdził: „Kończymy w ministerstwie również przygotowania dokumentu, który będzie formą przemyślanej polityki migracyjnej, będzie zawierał pakiet instrumentów ułatwiających zatrudnianie cudzoziemców w branżach, w których wyraźnie brakuje polskich rąk do pracy”. W końcowym tekście programu nie ma jednak takich zapisów. Trudno jest wskazać dlaczego tak istotna dziedzina jak polityka migracyjna została całkowicie pominięta. Niewykluczone, iż rząd będzie jednak chciał wprowadzić zmiany legislacyjne nie wykazując ich w swojej strategii. Być może na przeszkodzie stoją kwestie czysto marketingowe, gdyż trudno jest w jednym dokumencie umieścić zachęty dla Polaków wracających z emigracji oraz ułatwienia w podejmowaniu pracy przez cudzoziemców. Liczymy zatem, iż polityka migracyjna również doczeka się przygotowania obszernej strategii odpowiadającej na wyzwania nowej rzeczywistości.

Autorem artykułu jest Karol Wysocki, Kierownik Działu #Global MobilityDesk  w JP Business Law Firm