W sklepach zapowiada się hamowanie tendencji spadkowych. Niektóre kategorie wrócą do wzrostów

Choć w kwietniu ceny wzrosły rdr. średnio o 2,4%, to 5 z 17 obserwowanych kategorii zanotowało spadki. Tak wynika z niedawno opublikowanego raportu. O 10,4% tańsze niż przed rokiem były produkty tłuszczowe. Warzywa zaliczyły ujemny wynik na poziomie 8,3% rdr. Podium zamknęły produkty sypkie, które potaniały o 7,5% rdr. Do tego rdr. zmniejszyły się ceny nabiału i karm dla zwierząt – odpowiednio o 3,8% i 2,1%. Eksperci komentujący te wyniki mówią, że trudno prognozować, czy tendencje spadkowe się utrzymają. Sytuację na rynku komplikuje bowiem powrót stawki podatku VAT na żywność. Ponadto drożejąca energia i rosnące koszty wynagrodzeń mogą zmienić trend. I w konsekwencji, zamiast spadków, będziemy obserwować wzrosty.

Analizując kwietniowe zmiany cen w handlu detalicznym, okazuje się, że choć średnio w kwietniu wzrosły one rdr. o 2,4%, to sporo produktów potaniało. Takie wnioski płyną z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”. Ogółem na 17 monitorowanych kategorii 5 zanotowało spadki w ujęciu rocznym. W marcu 9 grup towarów było na minusie, a w lutym – 5. W styczniu odnotowano ich 4.

– Liczba spadków zmniejszyła się z powodu powrotu stawki VAT na podstawowe produkty. Ponadto rok temu, po rekordowym odczycie inflacji w marcu, kolejne miesiące przyniosły znaczny spadek dynamiki inflacji. Oznacza to, że kwietniowe ceny były porównywane do niższych poziomów niż marcowe – komentuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

W kwietniu, tak jak w poprzednich miesiącach, najmocniej spadły ceny produktów tłuszczowych – tym razem tylko o 10,4% rdr. W marcu obniżyły się rdr. aż o 22,1%, w lutym – o 16,7%, a w styczniu – o 21,7%. Widać zatem, że mamy do czynienia z kolejnym z rzędu miesiącem w tendencji malejącej. Jednocześnie warto zauważyć, że z biegiem czasu spadek zaczyna robić się coraz mniejszy. To może oznaczać stopniowy kres tego zjawiska na sklepowych półkach.

– Utrzymujące się spadki dotyczą głównie tłuszczów roślinnych. Ceny masła i innych tłuszczów zwierzęcych mniej maleją. Olej rzepakowy, którego najwięcej spożywamy i produkujemy w Polsce, w marcu był o ok. 20% tańszy niż rok wcześniej – mówi Weronika Szymańska, analityczka Sektora Rolno-Spożywczego w Banku BNP Paribas. – Obecne notowania cen nasion rzepaku i oleju rafinowanego zbliżają się do poziomów sprzed trzech lat, czyli z okresu poprzedzającego silne zwyżki w latach 2021-2022 – dodaje Szymańska.

Ekspertka podkreśla również, że w ostatnich tygodniach obserwujemy odbicie notowań rzepaku, związane z niższym areałem zasiewów rzepaku ozimego w UE i bardziej napiętym globalnym bilansem tej rośliny, co może przełożyć się na wzrosty cen produktów pochodnych w dłuższej perspektywie. Marcin Luziński z Santander Banku również zauważa, że globalne ceny tłuszczów zaczęły już nawet nieco się odbijać, co może sugerować ich lekki wzrost w Polsce.

– Ta kategoria w ostatnich kwartałach zapewniła Polakom istny rollercoaster. Najpierw ceny wystrzeliły ze względu na zakłócenia w podaży roślin oleistych z Ukrainy, a potem gwałtownie spadły wraz ze zwiększeniem areału ich upraw w Europie. Teraz ceny stabilizują się, co ma odzwierciedlenie w mocnych zmianach rocznej dynamiki – wyjaśnia Marcin Luziński.

Jak stwierdza dr Mariusz Dziwulski z PKO BP, patrząc na zmiany cen olejów i masła, można zaryzykować stwierdzenie, że niedługo zamiast spadków cen produktów tłuszczowych, będziemy obserwować wzrosty w ujęciu rocznym. Już od kilku tygodni, z uwagi na odbudowujący się popyt i ograniczoną podaż, ceny masła na poziomie hurtowym są wyższe niż przed rokiem.

– Według FAO, światowe ceny masła w kwietniu br. wzrosły o blisko 26% rdr. W analogicznym okresie indeks cen olejów roślinnych zwiększył się o 1% rdr. – informuje ekspert z PKO BP. – Był to pierwszy wzrost w ujęciu rocznym od lipca 2022 roku. Podwyżki cen olejów wynikają m.in. z obaw o tegoroczną produkcję rzepaku w UE. W Polsce są one jednak mniej zauważalne z uwagi na zmiany kursów walutowych – uzupełnia dr Dziwulski.

Wiceliderem spadków są warzywa, których ceny są średnio niższe o 8,3% niż w analogicznym miesiącu 2023 roku. Z raportu wynika, że w tym wypadku w marcu produkty te były tańsze rdr. o 3,1%, w lutym zaś ich cena była w ujęciu rocznym wyższa o 4,4%, a w styczniu – o 10,5%. Widać więc spore zmiany w zakresie kształtowania się ich cen, choć najbliższe miesiące powinny dać spadki.

– Obecnie ceny importowanych warzyw są niższe o kilkanaście procent niż w roku ubiegłym. Co więcej, również krajowe produkty są tańsze – zwraca uwagę dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito. – Na rynku pojawiły się już pierwsze zbiory z upraw tunelowych. To przełoży się wkrótce na dalsze spadki cen. Na zwiększoną podaż, a tym samym – na niższe ceny, wpływ miały też warunki pogodowe, w szczególności wyjątkowo ciepły luty i marzec – przypomina dr Orpych.

Z kolei Marcin Luziński zauważa, że wiosną do Polski napływają świeże warzywa i owoce z importu, przede wszystkim z południa Europy. Rok temu ten region borykał się z suszami, co zmniejszyło zbiory i podbiło ceny. W tym roku problemy są mniej nasilone. To pozwoliło na spadek cen w kategorii, która w ostatnich miesiącach potrafiła zaskakiwać skalą wzrostu.

– W kolejnych miesiącach jednak coraz ważniejsza będzie podaż krajowa. Wysokie temperatury obserwowane w kwietniu niosą ze sobą ryzyko kolejnej suszy, która mogłaby podbić ceny krajowych warzyw i owoców – ostrzega Marcin Luziński. – Czy do tego faktycznie dojdzie, zobaczymy jednak dopiero w nadchodzących miesiącach – dodaje ekspert.

Przechodząc do dalszej analizy taniejących kategorii, należy wskazać, że na minusie znalazły się produkty sypkie ze średnim spadkiem cen w ujęciu rocznym na poziomie 7,5% rdr. W marcu tego typu artykuły staniały rdr. o 6,6%, a w lutym – o 4,4%. Za to w styczniu w raporcie wykazany był wzrost o 2,4% rdr.

– Na spadek cen produktów sypkich, takich jak kasza, ryż czy mąki, wpływ miały przede wszystkim kolejne obniżki cen zbóż, czyli podstawowego surowca do ich produkcji. Choć notowania zbóż na giełdach światowych odbiły się w ostatnich dwóch miesiącach, przetwórcy wciąż wykorzystują do produkcji kupione po niższych cenach ziarno – mówi analityczka z BNP Paribas.

Niemniej jej zdaniem, w związku z niższym areałem zasiewów pszenicy zwyczajnej w UE oraz niesprzyjającej, zbyt wilgotnej pogodzie we Francji i w Niemczech, zbiory tego gatunku w nadchodzącym sezonie będą prawdopodobnie niższe niż w poprzednim. – To może przynieść dalsze umiarkowane wzrosty cen surowca. Należy pamiętać, że na kształtowanie się cen produktów sypkich, a także pochodnych, takich jak pieczywo, wpływają również koszty energii czy transportu – tłumaczy Weronika Szymańska.

W kwietniowym rankingu potaniał też nabiał. W tym wypadku ceny są niższe średnio o 3,8% rdr. W marcu był to spadek o 2,4%, w lutym – o 0,4%, a w styczniu – o 5,1%. – Ceny tego asortymentu zależą głównie od wartości mleka w skupie. W ostatnim czasie, ze względu na osłabienie eksportu mleka, silną złotówkę oraz spadek cen produktów mleczarskich na giełdach światowych, również w naszych sklepach możemy zauważyć zmniejszenie wzrostu cen tych produktów – wskazuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Zmalały też ceny karm dla zwierząt, średnio o 2,1% rdr. W marcu obniżyły się o 1,5% rdr. Za to w lutym zanotowały wzrost rdr. o 2,9%, a w styczniu spadek o 9,4% rdr. – Na kształtowanie się cen w tej kategorii wpływa w znacznej mierze wzrost kosztów produkcji. W szczególności dotyczy to wysokich cen energii i paliw, jak również wzrostu płacy minimalnej i presji na podwyżki wynagrodzeń. Z pewnością warto obserwować tę kategorię i kształtowanie się cen w kolejnych miesiącach – przekonuje dr Robert Orpych.

Do tego dr inż. Anna Motylska-Kuźma zauważa, że ze względu na fakt, iż rok temu ceny karmy dla zwierząt biły rekordy, obecnie widać efekt bazy, czyli realne wyhamowanie wzrostu cen w porównaniu z obserwacjami z ostatniego roku. Jak podsumowuje ekspertka, tę względną stabilność mogą zachwiać zmiany cen energii w lipcu.

Grupa Klepsydra publikuje wyniki za I kw. 2024 r., kontynuuje ekspansję na rynku funeralnym

Grupa Klepsydra opublikowała dobre wyniki finansowe za I kw. 2024 r. Przychody spółek z grupy kapitałowej w omawianym okresie wyniosły blisko 11,9 mln zł, EBITDA 3,1 mln zł, natomiast zysk netto Grupy wyniósł 1,1 mln zł.

W I kw. 2024 r. Grupa Klepsydra przeprowadziła łącznie 826 pochówków (2 562 w całym 2023 r.), 2 282 kremacje (8 484 w 2023 r.) oraz obsłużyła 143 zlecenia międzynarodowego transportu zmarłych (650 w 2023 r.).

Wyniki te zostały wypracowane na spadającym rynku, który obecnie, zgodnie z prognozami Grupy Klepsydra, zmierza do stabilizacji po dużym wzroście związanym z pandemią. Średni spadek rynku w I kw. 2024 r. wyniósł 4%, natomiast na rynkach, na których działa spółka, spadek ten wyniósł nawet 8% w odniesieniu do I kwartału 2023 r.

Najważniejsze wydarzenia I kwartału 2024 r.:

  • W styczniu 2024 r. Grupa zamknęła drugą ofertę prywatną akcji, w ramach której pozyskała ponad 23 mln zł na dalsze akwizycje na rynku polskim.
  • W ramach tej oferty Global Funeral Services, lider katalońskiego rynku pogrzebowego, objął 3,3 mln akcji nowej emisji serii H, które łącznie stanowią blisko 14-proc. udział w kapitale zakładowym Grupy.
  • W styczniu 2024 r. Grupa dokonała zapłaty i została jedynym właścicielem spółki Sotor, jednej z największych firm pogrzebowych w Toruniu oraz w województwie kujawsko-pomorskim. Tym samym Sotor stał się częścią grupy kapitałowej Spółki, a Grupa Klepsydra zadebiutowała na nowym geograficznie terenie. Jest to piąta spółka w strukturze Grupy.
  • Spółka kontynuuje działania zmierzające do pozyskania nowych podmiotów, które mogłyby zostać włączone w struktury Grupy Klepsydra.

„I kwartał 2024 roku była dla nas bardzo intensywny. Zamknęliśmy drugą ofertę akcji, pozyskując zakładany kapitał na dalsze przejęcia oraz pozyskaliśmy doświadczonego inwestora – firmę GFS. Zakończyliśmy też drugie przejęcie, włączając spółkę Sotor z Torunia do naszej grupy kapitałowej. Teraz skupiamy się na analizie rynku i poszukiwaniach firm, które spełniałyby nasze oczekiwania i mogłyby pasować do naszego profilu. Tak jak już zapowiadaliśmy, to będzie rok intensywnej pracy wewnętrznej, ale nie wykluczamy też realizacji przejęć w tym roku” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

WYNIKI FINANSOWE

Grupa Klepsydra koncentruje się obecnie na realizacji strategii rozwoju opartej na konsolidacji rozdrobionego rynku funeralnego w Polsce. Grupa systematycznie wypracowuje dobre wyniki finansowe. Nowoczesny model biznesu – kompleksowość usług, własne zaplecze infrastrukturalne, wysoka jakość obsługi klienta oraz dalsza rozbudowa grupy kapitałowej pozwolą na wzrost wyników w kolejnych latach.

Wyniki finansowe Grupy Klepsydra przedstawia poniższa tabela*

mln PLN I kw. 2024 2023*
Przychody 11,9 35,18
EBITDA 3,1 7,08
Zysk netto 1,1 4,58

Wyniki finansowe prezentowane są zgodnie ze standardem PSR.

*Dla celów informacyjnych dane finansowe za 2023 r. sporządzone zostały przy założeniu konsolidacji całości przychodów i kosztów spółek Grupy Klepsydra wraz ze spółką PUK od dnia 1 stycznia 2023 roku.

AMBITNA STRATEGIA

Celem strategicznym Grupy Klepsydra jest konsolidacja rozdrobnionego, krajowego rynku usług funeralnych. Pozwoli to na zbudowanie silnej, nowoczesnej i innowacyjnej Grupy, która będzie skupiała mocne lokalne marki. Dzięki realizacji strategii i konsolidacji branży Grupa Klepsydra wypracuje wzrost wyników finansowych w ciągu kilku najbliższych lat.

Od momentu debiutu na GPW w czerwcu 2023 r., Grupa Klepsydra, zgodnie z planem, przejęła dwie spółki pogrzebowe – Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych z siedzibą w Krakowie (PUK) oraz Sotor z Torunia. Obie firmy mają znaczącą pozycję na swoich lokalnych rynkach.

Kolejne przejęcia spółek o podobnej wielkości, działających w dużych lub średnich miastach Polski, planowane są w latach 2024-2028. Grupa przewiduje, że pozwoli to zbudować silną grupę kapitałową posiadającą do 10% udziału w bardzo rozdrobnionym rynku pod względem liczby wykonanych usług. Na realizację tych celów akwizycyjnych Grupa Klepsydra zamierza przeznaczać rocznie do 80% wypracowanego zysku netto.

SPÓŁKA DYWIDENDOWA

Po okresie pierwszych inwestycji związanych z rozwojem Grupy, spółka planuje dołączyć do grona spółek regularnie wypłacających inwestorom dywidendę. Zgodnie z przyjętą polityką dywidendową, od 2024 r. Grupa planuje wypłacać inwestorom dywidendę w wysokości do 20% zysku netto. Pierwsza wypłata dywidendy nastąpiłaby więc już w 2025 r. (z zysku netto za 2024 r.).

STABILIZUJĄCY SIĘ RYNEK, KTÓRY W PRZYSZŁOŚCI BĘDZIE WSPIERAŁ ROZWÓJ GRUPY

W 2023 roku rynek ustabilizował się na poziomie sprzed pandemii, co oznacza spadek względem 2022 r. o 9%. W I kw. 2024 r. obserwowane były dalsze spadki na rynku, który zmniejszył się średnio o 4% względem I kw. 2023 r. W regionach, w których działa Grupa, spadek ten był jednak wyższy i sięgał nawet 8%.

śmiertelność w polsce śmiertelność w polsce

Dane GUS pokazują, że w ciągu najbliższych 20 lat śmiertelność będzie systematycznie rosła i w 2046 r. może wynieść nawet 500 tys. zgonów rocznie. Jest to związane z systematycznym wzrostem liczby osób w wieku 65 lat i więcej oraz z tym, że od 2025 r. wiek późnej starości (80 lat i więcej) będą osiągać również liczne roczniki urodzone po drugiej wojnie światowej.

GLOBAL FUNERAL SERVICES – NOWY AKCJONARIUSZ

18 stycznia 2024 r. Grupa Klepsydra podpisała wiążącą umowę inwestycyjną ze spółką Global Funeral Services z Hiszpanii, w ramach której nowy inwestor objął w sumie ponad 3,3 mln akcji nowej emisji serii H, które łącznie stanowią blisko 14-proc. udział w kapitale zakładowym Grupy. Tym samym Grupa Klepsydra pozyskała ponad 23 mln zł na dalsze akwizycje.

Firma Global Funeral Services została założona w 2017 roku przez dwie rodzinne firmy pogrzebowe, GRUP VFV SL i Cabré Junqueras SA, w celu poszukiwania możliwości inwestycyjnych i dalszego wzrostu w sektorze pogrzebowym poza Hiszpanią. GRUP VFV SL to lider katalońskiego sektora pogrzebowego, który posiada ponad 300-letnią historię, natomiast Cabré Junqueras SA jest największą niezależną rodziną firmą pogrzebową w Katalonii z rozległą siecią domów pogrzebowych z ponad 120-letnią tradycją. Obie spółki mają więc kilkusetletnie doświadczenie w segmencie pogrzebowym w Hiszpanii oraz bardzo duże doświadczenie w akwizycjach spółek pogrzebowych. Zarządzają one największą siecią domów pogrzebowych (51 domów pogrzebowych), krematoriów (15 krematoriów) i cmentarzy (23 cmentarze pod pełnym zarządzaniem Grupy oraz 297 cmentarzy częściowo zarządzanych przez Grupę, w sumie blisko 83 tys. grobów) na terenie Katalonii i Wysp Balearów. W 2022 roku Grupa przeprowadziła 21 300 pogrzebów oraz blisko 13 800 kremacji. Łączne przychody Grupy w 2022 roku wyniosły 76,6 mln euro, natomiast EBITDA 16,9 mln euro.

Grupa Ailleron 106,7 mln zł skonsolidowanych przychodów i rosnącą marżę operacyjną w I kwartale 2024 r.

  • Grupa Ailleron w I kwartale 2024 r. odnotowała stabilny poziom skonsolidowanych przychodów w wysokości 106,7 mln zł (spadek o 3 proc. r/r). Istotny wpływ na poziom przychodów miało systematyczne umocnienie się złotego względem walut zagranicznych, co przy średnich kursach walutowych daje wyniki sprzedażowe raportowanego kwartału niższe o blisko 8,0 mln zł.
  • Grupa wykazała skorygowaną EBITDA, po wyłączeniu 2,6 mln zł kosztów transakcyjnych procesu M&A amerykańskiej spółki Prosoft LLC (właściciel marki number8), na poziomie 16,4 mln zł (wzrost o 5 proc. r/r), w porównaniu do 15,6 mln zł w analogicznym okresie 2023 r.
  • Zysk operacyjny w ujęciu skorygowanym wyniósł 12,8 mln zł, a zysk netto ok. 10,0 mln zł, co oznacza, że na działalności operacyjnej Grupa osiągnęła wynik o ponad 24% lepszy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.
  • Sprzedaż exportowa na przestrzeni 3M 2024 r. wyniosła blisko 81,9 mln zł co stanowi 77% całości przychodów.
  • Segment Technology Services realizowany przez Software Mind w całym okresie 3M 2024 zrealizował sprzedaż na poziomie 90,2 mln zł. Sam wynik operacyjny tego segmentu obciążony był jednorazowymi kosztami procesu M&A. W efekcie skorygowany zysk operacyjny wyniósł ponad 15,2 mln zł. Segment ten odnotował wzrost marży operacyjnej do poziomu 17% w pierwszym kwartale br.
  • Segment FinTech – Financial Technology Services – wypracował 16,0 mln zł przychodów ze sprzedaży (wzrost o 7% rdr.).
  • Na początku kwietnia br. Spółka Ailleron podpisała porozumienie z Bankiem Pekao o wysokości ok. 9,6 mln zł brutto. Pierwsza transza płatności w wysokości 4,8 mln zł została już zrealizowana przez Bank Pekao.
  • Grupa Ailleron zauważa rosnący popyt na jej usługi, w I kwartale br. odnowiono większość dotychczasowych kontraktów.

Grupa Ailleron w I kwartale 2024 r. odnotowała stabilny poziom skonsolidowanych przychodów w wysokości 106,7 mln zł (spadek o 3 proc. r/r). Na poziom przychodów znaczny wpływ miało systematyczne umocnienie się złotego względem walut zagranicznych, odczuwane spowolnienie na rynkach zagranicznych w obszarze popytu na usługi Grupy.

– Wyniki za I kwartał bieżącego roku zachowały stabilny poziom, nawet pomimo relatywnie sporej zmienności w sektorze IT i chwilowo mniejszych wydatkach klientów na rozwiązania technologiczne. Istotnym czynnikiem, który wpłynął na przychody Grupy była silna pozycja polskiego złotego, co w konsekwencji wpłynęło na generowane przychody i wyniki  – mówi Tomasz Król, Członek Zarządu i CFO Ailleron S.A.

Grupa Ailleron wykazała skorygowaną EBITDA (tj. po wyłączeniu kosztów transakcyjnych procesu M&A) na poziomie 16,4 mln zł (wzrost o 5 proc. r/r), w porównaniu do 15,6 mln zł w analogicznym okresie 2023 r. Zysk operacyjny w ujęciu skorygowanym wyniósł 12,8 mln zł, a zysk netto ok. 10,0 mln zł, co oznacza, że na działalności operacyjnej Spółka osiągnęła wynik o ponad 24% lepszy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Na lepszy wynik netto miała wpływ rosnąca marża operacyjna, która w segmencie Technology Services wzrosła o 3 pkt procentowe i wynosi już ok 17% w raportowanym okresie.

– Tradycyjnie dominującym segmentem naszych przychodów była sprzedaż eksportowa, w I kwartale br. blisko 81,9 mln zł to przychód z rynków zagranicznych. Nie bez znaczenia pozostaje cykliczność naszej działalności, a warto pamiętać, że historycznie I kwartał był najsłabszy w Grupie Ailleron – dodaje Tomasz Król.

W segmencie działalności – FinTech – poziom zrealizowanych przychodów wyniósł 16,0 mln zł (wzrost o 7%). Z kwartału na kwartał segment ten osiąga coraz to wyższy poziom przychodów ze sprzedaży. Strata operacyjna netto wyniosła 2,6 mln zł, co wiąże się z sezonowością segmentu FinTech. Spółka w 2023 r. zakończyła już prace R&D w zakresie m.in. produktu LiveBank. Tym samym w wynikach za I kwartał 2024 r. Spółka nie aktywuje już kosztów związanych z tymi pracami. Taka sytuacja miała jednak jeszcze miejsce w pierwszym kwartale roku ubiegłego, kiedy to ok. 3 mln zł kosztów zostało aktywowanych i tym samym wpłynęło in plus na osiągane w tym okresie wyniki. Spółka podpisała porozumienie z Bankiem Pekao S.A. o wartości około 9,6 mln zł brutto. Zgodnie z postanowieniami porozumienia, połowa tej kwoty została już zapłacona przez Bank . W ramach porozumienia strony zrzekły się wszelkich roszczeń dotyczących umowy, w tym objętych sprawą sądową toczącą się z powództwa Spółki przeciwko Bankowi oraz uzgodniły sposób zakończenia ww. sprawy sądowej w drodze ugody mediacyjnej. Podpisane porozumienie ostatecznie eliminuje negatywny impakt projektu na wyniki finansowe Grupy, które przez kilka ostatnich lat na poziomie wyniku operacyjnego segmentu FinTech były dociążone stratą po kilka milionów złotych rocznie oraz eliminuje ryzyka z możliwym długotrwałym sporem sądowym. Samo rozliczenie porozumienia wpłynie in plus na wyniki segmentu FinTech począwszy od Q2 2024.

Software Mind i sektor Technology Services w całym okresie 3M 2024 r. zrealizował sprzedaż na poziomie 90,2 mln zł. Sam wynik operacyjny tego segmentu obciążony był jednorazowymi kosztami w wysokości 2,6 mln zł związanymi z procesem M&A spółki Prosoft LLC. Zrealizowana akwizycja zwiększa udział przychodów Software Mind z rynku amerykańskiego do blisko 50%, co przekłada się również na skokowy wzrost biznesu Grupy Ailleron. Skorygowany zysk operacyjny wyniósł ponad 15,2 mln zł.

– Zrealizowana za kwotę 40,6 mln USD przez Software Mind w marcu 2024 akwizycja spółki Prosoft LCC to istotne wzmocnienie naszej struktury. Przejęcie właściciela marki „number8” pozwala na jeszcze silniejsze zdywersyfikowanie naszej Grupy, a także zwiększenie liczby specjalistów do ponad 1800 osób. Widzimy potencjał związany ze stopniowym ożywieniem  rynków zagranicznych i czołowych graczy technologicznych. Wyniki Prosoft LCC będą widoczne w skonsolidowanych wynikach Grupy już w II kwartale tego roku – mówi Grzegorz Młynarczyk, Prezes Software Mind, Wiceprezes Zarządu w Ailleron SA. – Mamy ambitny plan rozwoju Grupy Software Mind  i zakładamy, że w 2024 roku zdołamy przeprowadzić kolejną akwizycję na kluczowych dla spółki rynkach – dodaje Grzegorz Młynarczyk.

Spółka korzysta na trendach technologicznych, a rozbudowana struktura pozwala dostarczać usługi niezależnie od lokalizacji geograficznej klientów. Software Mind wspiera swoimi usługami, świadczonymi przez najwyższej klasy ekspertów IT, zarówno scale-up’y, jak i liderów swoich branż. Spóła zauważa ożywienie na rynku USA, w szczególności w obszarze pierwszych nowych inwestycji funduszy w startupy, które są jedną z grup klientów Software Mind.

Wydawca tygodnika „Do Rzeczy” planuje debiut na NewConnect

Orle Pióro S.A., wydawca portalu DoRzeczy.pl i tygodnika „Do Rzeczy – Pawła Lisickiego” oraz magazynu „Historia Do Rzeczy”, będący częścią notowanej na GPW grupy medialnej PMPG Polskie Media S.A., planuje debiut na NewConnect. Wejście na giełdę stworzy nowe możliwości rozwoju dla spółki oraz ma być korzystne z punktu widzenia akcjonariuszy i udziałowców zarówno grupy PMPG Polskie Media S.A. oraz spółki Orle Pióro. Jeszcze w tym roku ma zostać przeprowadzona oferta publiczna akcji.

Debiut Orlego Pióra na giełdzie będzie historycznym wydarzeniem dla naszej spółki. Jest to strategiczny krok w kierunku dalszego wzrostu, który pozwoli przyśpieszyć realizację planów rozwojowych. Zamierzamy pozyskać dodatkowe środki na kontynuację rozwoju działalności wydawniczej, w szczególności na utrzymanie dynamicznego tempa wzrostu portalu internetowego DoRzeczy.pl, a także na tworzenie programów telewizji internetowej. Chcemy przeprowadzić ofertę publiczną akcji w II półroczu br. a na giełdzie zadebiutować w 2025 roku – mówi Paweł Lisicki, redaktor naczelny i wiceprezes zarządu Orlego Pióra.

Działalność wydawnicza Orlego Pióra skupia się na pismach konserwatywno-liberalnych, które cieszą się dużą popularnością. Tygodnik „Do Rzeczy” jest jednym z najczęściej cytowanych tygodników w Polsce, a według raportu Internetowego Monitoringu Mediów zestawiającego najbardziej opiniotwórcze tygodniki i dwutygodniki ostatniej dekady, „Do Rzeczy” zajęło 3. miejsce w tym rankingu. Miejsce pierwsze zajmuje w nim „Wprost”.

Naturalnie cały czas trwa proces ucyfrowienia mediów, dlatego mocno stawiamy na rozwój portalu informacyjnego DoRzeczy.pl, co przynosi wymierne rezultaty. Środki pozyskane z emisji akcji w dużej mierze zostaną przeznaczone na jego rozwój. Jesteśmy przekonani, że obecność Orlego Pióra na giełdzie przyczyni się do umocnienia naszej pozycji rynkowej oraz umożliwi dalszy dynamiczny rozwój, co przyniesie korzyści zarówno przyszłym akcjonariuszom, jak i partnerom biznesowym – dodaje Katarzyna Gintrowska, prezes zarządu Orlego Pióra.

Przychody Orlego Pióra stanowią około 25 proc. przychodów Grupy PMPG Polskie Media, która posiada 81 proc. udziału w kapitale zakładowym i udziału w głosach w spółce Orle Pióro – pozostałe udziały należą do dziennikarzy. Decyzja o wprowadzeniu spółki Orle Pióro na NewConnect jest związana z zakończonym 6 marca br. przeglądem opcji strategicznych oraz przygotowaniem do wdrażania nowej strategii rozwoju, która ma zostać przedstawiona do końca II kwartału br.

BCC ocenia deregulacje istotne z punktu widzenia przedsiębiorców

23 maja w siedzibie Business Centre Club odbyło się posiedzenie Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC. Ministrowie BCC oceniali projekt ustawy deregulacyjnej, do którego już wcześniej zgłaszali uwagi i rekomendacje istotne z punktu widzenia pracodawców.

BCC rekomenduje szybkie procedowanie projektu dotyczącego poprawy procedur legislacyjnych oraz uwzględnienie uwag ekspertów dotyczących deregulacji w wybranych obszarach prawa gospodarczego. Uwagi dotyczą między innymi: ustawy prawo przedsiębiorców, zasad prowadzenia kontroli w firmach, zasad prowadzenia zamówień publicznych, inwestowania w OZE oraz procedur podatkowych. BCC oczekuje rychłego przekazania przez rząd projektu do procedowania przez parlament.

Posiedzenie GGC otworzył prezes BCC dr Jacek Goliszewski, który podkreślił, że należy dołożyć wszelkich starań, aby prowadzenie działalności w Polsce było łatwiejsze i zgodził się z poniedziałkową opinią wiceministra rozwoju i technologii – Jacka Tomczyka dla dziennika Rzeczpospolita, że kluczową sprawą jest uproszczenie systemu podatkowego oraz zmiana filozofii prowadzenia kontroli w firmach.

BCC postuluje m.in o: powołanie wicepremiera ds. gospodarki, określenie roli spółek skarbu Państwa w polskiej gospodarce i zmniejszenie udziału własności Państwa w tych spółkach z wyjątkiem wrażliwych obszarów, przestrzeganie Ładu Korporacyjnego, reformę systemu podatkowego, nie podnoszenie płacy minimalnej, a także – o pogłębioną diagnozę przyczyn niskiego poziomu inwestycji sektora prywatnego oraz o podjęcie działań zaradczych, a także o szybkie procedowanie i uchwalenie projektu Uchwały Sejmu RP ws. poprawy procedur legislacyjnych. Ze względu na bardzo napięty harmonogram realizacji KPO oraz konieczność wykorzystania środków do 2026 roku, BCC rekomenduje przedstawienie harmonogramów naboru w KPO do końca okresu realizacji programu.

Prace nad pakietem deregulacyjnym Zespołu ds. Doskonalenia Regulacji Gospodarczych rodzi nadzieje na powstanie przejrzystych przepisów, które ułatwią prowadzenie biznesu. Łatwiejsze zakładanie firmy, mniej wymogów regulacyjnych, szybsze procedury administracyjne, to elementy pierwszego pakietu, który trafił do konsultacji. – mówił Łukasz Bernatowicz, prezes ZP BCC.

UPROSZCZENIE SYSTEMU PODATKOWEGO

Skomplikowany i nieprzyjazny przedsiębiorcom system podatkowy należy uprościć. BCC od dawna zwraca uwagę, że przedsiębiorcy nie mają jasnej informacji i deklaracji co do sposobu oskładkowania ich działalności gospodarczej oraz pracy a także rozliczania ich w zobowiązaniach podatkowych. Ważne, aby wypracować funkcjonalne rozwiązania i wdrożyć je z odpowiednim wyprzedzeniem.

Konieczna jest jak najszybsza inwentaryzacja ulg podatkowych

Ilość ulg, zwolnień i różnego rodzaju preferencji podatkowych jest zbyt duża, a ich logika niespójna. Taka sytuacja z jednej strony utrudnia poruszanie się w przepisach przez przedsiębiorców, a z drugiej – zmniejsza margines dla możliwego obniżenia opodatkowania. W opinii BCC w pierwszej kolejności należałoby zweryfikować istniejące obecnie ulgi, ich celowość i zasadność.

Nowe prawo – bez zmiany podejścia wobec przedsiębiorców – niewiele zmieni – zwrócił uwagę Michał Borowski, minister ds. podatków Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC. Ekspert pozytywnie ocenił działania Ministerstwa Finansów, które zakończyło audyt KSeF i przesunęło terminu wejścia w życie nowych regulacji.

  • Istotne jest obecnie pozostanie w dialogu z rynkiem tak, aby firmy mogły przygotowywać się do zmian. – podkreślał Michał Borowski.

Ekspert BCC zwrócił uwagę na ryzyka, jakie nieść może znaczący wzrost „luki” w VAT.

  • Zmniejszone wpływy z tego podatku, w szczególności jeśli wynikają ze stosowania nowych mechanizmów wyłudzeniowych lub przechodzenia do „szarej” lub „czarnej” strefy – to zjawisko bardzo niebezpieczne i niepożądane. Z drugiej strony równie niebezpieczne i niepożądane byłoby powrócenie przez KAS do starych schematów tzn. agresywnych kontroli i nękania podatników, niezależnie od ich winy. W pierwszej kolejności należy skupić się na analizie przyczyn, niż na stosowaniu opresyjnych narzędzi na oślep.

MAKROEKONOMIA i GOSPODARKA

Główny ekonomista BCC Stanisław Gomułka zwrócił uwagę, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w roku 2024 około 5-6 proc. PKB, czyli dwa razy więcej niż unijne kryterium makro-finansowej stabilności.

Ekspert ponownie rekomendował: zmianę ustawy o finansach publicznych i przyjęcie unijnej definicji deficytu i długu sektora finansów publicznych oraz określenie ścieżki dochodzenia z deficytem do końca kadencji do poziomu 1% PKB, Prof. Gomułka sugerował też rozpoczęcie całościowej reformy podatków.

– Jej ostatecznym  celem powinno być: ujednolicenie stawki VAT na poziomie 17-18 proc. z nielicznymi wyjątkami, podniesienie kwoty wolnej od podatku PIT, oraz obniżenie stawki podatku CIT do 10-12 proc., a także rozpoczęcie całościowej reformy świadczeń socjalnych. Celem powinno być   finansowanie świadczeń  umiarkowanymi dochodami podatkowymi a nie długiem – zauważył prof. Stanisław Gomułka.

Natomiast ekonomista i doradca makroekonomiczny firm – dr Marcin Mrowiec zwrócił uwagę na fakt, że Polska jest obecnie krajem z najniższą stopą bezrobocia w UE, przy wciąż wyraźnie niższych stawkach płac względem krajów Europy Zachodniej.

  • Kiedy dojdzie do cyklicznego ożywienia w gospodarce EU, wzmożony popyt na pracowników w sektorach eksportujących przekładać się będzie na wzrost presji płacowej w kraju, początkowo w tych sektorach, a później z przełożeniem na całą gospodarkę. Stanowić to będzie wyzwanie, szczególnie dla mniejszych podmiotów, a także dla sektora publicznego – stawiając pytania o konkurencyjność wielu obszarów naszej gospodarki. Presja płacowa oraz presja na wzrost cen energii przekładać się będą na utrzymywanie się inflacji oraz rynkowych stóp procentowych na podwyższonych poziomach, z negatywnym przełożeniem m.in. na koszt kredytu inwestycyjnego oraz hipotecznego.

PRAWO PRACY

W przestrzeni publicznej coraz części poruszana zostaje kwestia dotycząca skrócenia czasu pracy. Ustawa opracowana przez Lewicę budzi kontrowersje.

  • Wprowadzenie skróconego tygodnia pracy wymagałoby w pierwszej kolejności zmiany art. 129 k.p., zgodnie z którym czas pracy nie może przekraczać ośmiu godzin na dobę i 40 godzin w pięciodniowym tygodniu pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym nieprzekraczającym czterech miesięcy. Konieczna byłaby też modyfikacja innych przepisów odnoszących się np. do kwestii odpoczynku. Cel może szlachetny, ale czy realny do osiągnięcia w najbliższym czasie? Czy w obliczu rosnących wydatków państwa dziś stać by było nas na to? –  mówił Zbigniew Żurek, ekspert BCC ds. rynku pracy i dialogu społecznego, minister pracy Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.

BCC rekomenduje zmianę ustawy o ochronie sygnalistów, polegającą na wykreśleniu (lub ograniczeniu) katalogu zgłoszeń w zakresie „spraw z obszaru prawa pracy”, w tym – zgłoszeń dotyczących spraw indywidualnych, a także wprowadzeniu wymogu, iż sygnalista przed dokonaniem zgłoszenia zewnętrznego musi dokonać zgłoszenia wewnętrznego i poczekać na reakcję.

BCC rekomenduje także zwrócenie się do Ministerstwa RPiPS o przedstawienie jasnego stanowiska, czy pracodawcy są zobligowani do wyposażenia stanowisk pracy zdalnej, tak samo jak stanowisk pracy stacjonarnej.

UBEZPIECZENIA SPOŁECZNE

BCC jest przeciwne wprowadzeniu tzw. emerytur stażowych. Wprowadzenie tego projektu, kosztowałoby budżet państwa rocznie ok. 13 mld zł rocznie, a odejścia z rynku pracy dotyczyłoby ok. 400 tys. Polaków. Szczególnie silna byłaby dezaktywizacja kobiet, których faktyczne przechodzenie na emeryturę miałoby miejsce w wieku 53 lat.

Dr Wojciech Nagel ekspert BCC ds. ubezpieczeń społecznych, minister ds. ubezpieczeń społecznych Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC zwrócił też uwagę, że zapowiadane tzw. pełne ozusowanie umów cywilnoprawnych doprowadzi do ich powolnej likwidacji.

BCC rekomenduje: likwidację podatku zdrowotnego i zwraca uwagę, że strona rządowa nie podejmuje debaty z partnerami społecznymi na temat powrotu do rozliczania składki zdrowotnej sprzed tzw. Polskiego Ładu, a także postuluje o ograniczenie trwałego podnoszenia kosztów działalności gospodarczej, regionalizację płacy minimalnej oraz zakończenie jej urzędowego podnoszenie od 2025 r.

BCC popiera  likwidację tzw. 13. i 14. emerytury w zamian za emerytury z FUS bez podatku oraz utrzymanie dotychczasowego mechanizmu waloryzacji.

SPÓŁKI SKARBU PAŃSTWA

Dr Grażyna Majcher-Magdziak – minister ds. majątku państwowego Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC pozytywnie oceniła projekt ustawy dot. ładu korporacyjnego w spółkach Skarbu Państwa, której celem jest zapewnienie profesjonalizmu i fachowości w zarządzaniu majątkiem publicznym poprzez  rozszerzenie wymogów kwalifikacyjnych naboru do rad nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa, odpolitycznienie  organów korporacyjnych spółek  oraz jawność wynagrodzeń.

Wymiana członków organów  korporacyjnych w kluczowych spółkach Skarbu Państwa, niezbędna dla nowego ukierunkowania ich rozwoju, odbyła się w ciągu 2-3 miesięcy po zmianie rządu. Z dużym opóźnieniem następuje natomiast rekonstrukcja rad nadzorczych i zarządów  spółek państwowych o mniejszym znaczeniu dla gospodarki, chociaż wiele z nich dysponuje znacznym potencjałem majątkowym i biznesowym; zwłaszcza w wymiarze lokalnym. Rodzi to ryzyko spowolnienia transformacji polskiej gospodarki. – podkreśla ekspertka.

W Polsce – mimo dużego udziału państwa w strukturze działalności biznesowej – dotychczas nie określono zadań firm należących do Skarbu Państwa w tych nowych warunkach. Zdaniem ekspertki:

  • Konieczne jest jasne sprecyzowanie roli i celów działania tych spółek, a także przegląd obecnej skali własności państwa w gospodarce i odpowiedź na pytanie: które ze spółek powinny nadal stanowić majątek państwowy i jaki powinien być udział państwa w ich strukturze kapitałowej, a które spółki stanowić mają przedmiot działań dezinwestycyjnych?

Podczas posiedzenia GGC zwrócono też uwagę na pozytywny aspekt ożywienia kontaktów biznesowych Ministerstwa Finansów z ukraińskimi organami rządowymi. Obok rozmów na temat udziału polskich firm w odbudowie Ukrainy, uzgadniano możliwy zakres współpracy polskich i ukraińskich firm państwowych w sektorze chemicznym, energetycznym, budowlanym i spożywczym.

INFRASTRUKTURA

Najnowsze dane GUS kreują niepokojący obraz sektora budownictwa mieszkaniowego. W 2023 roku odnotowano potężne spadki w zakresie uzyskanych pozwoleń na budowę. Deweloperzy otrzymali zgodę na budowę ponad 40 tysięcy mieszkań mniej niż rok wcześniej (spadek o 20%). Jak mówi dr Łukasz Bernatowicz – prezes Związku Pracodawców BCC, ekspert BCC ds. infrastruktury, prawa budowlanego i zamówień publicznych, minister infrastruktury Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC świadczy to o strukturalnych problemach z podażą gruntów i zwiastuje przyszłe, jeszcze większe trudności z dostarczaniem nowych mieszkań na rynek. Mniej pozwoleń oznacza bowiem mniejszą szansę na bieżące uzupełnianie oferty i rozpoczynanie nowych inwestycji. Konieczne jest podjęcie pilnych działań mających na celu zwiększenie dostępności gruntów pod budownictwo mieszkaniowe.

Wykorzystanie trybu specustawy mieszkaniowej to szansa na kilkadziesiąt tysięcy mieszkań zbudowanych w warunkach poszanowania władztwa planistycznego gminy oraz  z udziałem społeczeństwa. Konieczne jest wycofanie się z fatalnych zmian wprowadzonych w 2023 roku w zakresie normatywu miejsc parkingowych (1.5 m.park. na mieszkanie) oraz wprowadzenie szeregu dalszych zmian, zwiększających elastyczność i efektywność tego narzędzia. Specustawa powinna obowiązywać co najmniej do końca 2030 roku.           – podkreślił Bernatowicz.

BCC rekomenduje uwzględnienie uwag eksperckich wniesionych do projektu deregulacyjnego. – Za istotne ryzyko  należy uznać prawdopodobieństwo znacznego przeciągnięcia prac nad projektem ustawy deregulacyjnej, głównie ze względu na niedawną zmianę na stanowisku ministra rozwoju i technologii, związaną z kandydowaniem dotychczasowego ministra kierującego tymi pracami, w wyborach do parlamentu europejskiego – podsumował Witold Michałek minister ds. procesu stanowienia prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.

Lekarze o antykoncepcji awaryjnej: chwiejny krok w dobrą stronę. Powstaną „białe plamy” na mapie Polski bez dostępu do tabletki dzień po

Lekarze o „tabletce dzień po”. „Krok w stronę cywilizowanego świata, ale krok chwiejny”.

Blisko 770 aptek w całej Polsce, 26 w województwie zachodniopomorskim i 9 w Szczecinie. Tak na ten moment wygląda realizacja pilotażowego programu dotyczącego sprzedaży antykoncepcji awaryjnej w Polsce. – Należy docenić, że Polska nareszcie robi krok w stronę cywilizowanego świata oferując szerzej antykoncepcję awaryjną. Jest to jednak krok chwiejny, bo przez groźbę prezydenckiego weta dostęp do tabletki dzień po jest mocno reglamentowany i sprawiający realne problemy farmaceutom, ale i samym pacjentom. Opowiadamy się za tym, by wrócić do dyskusji na temat powszechnej antykoncepcji awaryjnej i odpowiedniej edukacji w tym zakresie – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Tylko 26 aptek w regionie zaoferuje „tabletkę dzień po”. W Szczecinie tylko jedna będzie czynna całodobowo

Jak informuje Narodowy Fundusz Zdrowia dotychczas do pilotażu zgłosiło się w całym kraju blisko 770 aptek, które złożyły wnioski lub już podpisały umowy z Funduszem. Chodzi o dystrybucję „tabletki dzień po”. Apteki będą mogły sprzedawać środki antykoncepcji awaryjnej kobietom od 15 roku życia po wcześniejszej rozmowie, po której farmaceuta zdecyduje czy sprzedaż w tym momencie jest zasadna. W Szczecinie środki będą dostępne w 9 aptekach.

– Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie od wielu miesięcy postuluje, by sprawa antykoncepcji awaryjnej była wreszcie w cywilizowany i powszechny sposób rozwiązana. Otrzymujemy tymczasem projekt, który owszem jest „jakimś rozwiązaniem”, ale na pewno nie idealnym. W dużych metropoliach antykoncepcja awaryjna będzie szerzej dostępna niż w mniejszych miastach. Dla przykładu w województwie zachodniopomorskim, jeżeli wyłączymy ze statystyk największe miasta, czyli Szczecin czy Koszalin to pozostaje tylko 15 aptek, gdzie tabletka dzień po będzie dostępna. Przykładowo, co z mieszkankami ze Stargardu, Goleniowa czy Choszczna? – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

– Sprzedaż tej tabletki powinna być powszechna i bez recepty. Rozumiemy, że koalicja rządząca obawiała się prezydenckiego weta, ale jest to trudne do zrozumienia, że w 2024 roku ktoś może mieć jeszcze wątpliwości, dlaczego antykoncepcja awaryjna jest ważna – mówi Michał Bulsa. – Mam nadzieję, że do pilotażu będzie przystępować więcej aptek, a system będzie sprawnie, administracyjnie obsługiwany i rozliczany przez Narodowy Fundusz Zdrowia – dodaje prezes Bulsa.

Prezes Bulsa: „Więcej edukacji. Młodzi ludzie na to zasługują”

Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie zwraca uwagę na jeszcze jeden problem. Wraz ze sprzedażą tabletek antykoncepcji awaryjnej w polskich szkołach powinna poszerzona zostać edukacja w zakresie planowania rodziny oraz współżycia seksualnego.

– Tabletki antykoncepcji awaryjnej w przypadku osób niepełnoletnich zażywne powinny być w przypadkach naprawdę interwencyjnym. Jeżeli zależy nam na tym, by polskie dziewczęta nie odwiedzali aptek w celach zakupu takich środków to edukujmy ich o sposobach zapobiegania ciąży. Jeżeli 15-latka będzie mogła być obsłużona w aptece, gdy będzie chciała zakupić „tabletkę dzień po”, to zasługuje także na rzetelną rozmowę z nauczycielami czy lekarzami na temat antykoncepcji i płodności w uzgodnieniu z opiekunami nieletnich. Czas mówić o tym głośno i wprowadzenie „tabletki dzień po” jest do tego okazją – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Pilotaż prowadzony przez Narodowy Fundusz Zdrowia w temacie „tabletki dzień po” zaplanowano do końca czerwca 2026 roku.

„Zetki” po maturze: roszczeniowe dzieciaki, czy rozsądni finansowo młodzi dorośli?

Około 263 tys. absolwentów szkół średnich przystąpiło w tym roku do egzaminu maturalnego. Przebrnęli oni przez 527 900 egzaminów ustnych oraz 1 301 200 egzaminów pisemnych.[1] Większość z nich to nastolatki, część nie jest jeszcze nawet pełnoletnia, bo poszli do szkoły jako 6-letnie dzieci. Jednak, przynajmniej w teorii, stali się właśnie dojrzałymi ludźmi. Czy ci przedstawiciele pokolenia Z, młodzi dorastający w cyfrowym świecie, którym rodzice kieszonkowe wypłacali na konto bankowe są gotowi na dorosłe życie? Jakie są ich oczekiwania finansowe? Jak podchodzą do spłacania swoich zobowiązań? Odpowiedź na te i inne pytania zawarte są w najnowszym raporcie BIG InfoMonitor – „Świadomość ekonomiczna maturzystów 2024”.

Jak wynika z danych Eurostatu młodzi Polacy opuszczają dom rodzinny mając około 29 lat, to zdecydowanie później niż przodujący w tej kwestii Skandynawowie[2] i 2,5 roku ponad średnią w UE.

Oznacza to, że zbadani na zlecenie BIG InfoMonitor maturzyści mają jeszcze wiele lat na usamodzielnienie się. Mimo to, co 5. nastolatek deklaruje, że nie mieszka już z rodzicami (dziadkami lub innymi opiekunami). Większość usamodzielnionych maturzystów dzieli jednak mieszkanie ze znajomymi. Zaledwie 7 proc. mieszka zupełnie samodzielnie, ale nie oznacza to, że zarabiają na własne utrzymanie. 53 proc. mieszkających osobno i 42 proc. dzielących lokum ze znajomymi przyznaje, że rodzice nie muszą, jednak nadal wspierają ich finansowo. Spośród osób dzielących gospodarstwo domowe z opiekunami ¼ nie poradziłaby sobie finansowo bez pomocy, a co 3. maturzysta mógłby utrzymać się samodzielnie.

sytuacja zawodowa maturzystów

Lepiej mieć własne pieniądze

2/3 maturzystów określa sytuacje finansową swojego gospodarstwa domowego jako dobrą lub raczej dobrą, młodzi chcą jednak sami zarabiać na swoje potrzeby. Nawet 63 proc. z nich pracuje, przy czym tylko 12 proc. deklaruje, że powodem jest trudna sytuacja finansowa rodziny. Większość wykorzystuje czas po lekcjach i weekendy na prace dorywczą. Co 5. maturzysta dorabia w wakacje, a niespełna 5 proc. ma płatny staż. Blisko 20 proc. badanych nastolatków deklaruje jednak, że regularny dochód przynosi im internet. – Biznes w sieci prowadzę od 2 lat. Najpierw sprzedawałam używane ubrania w serwisach z ogłoszeniami. Teraz prowadzę internetowy butik na Instagramie. Dzięki temu nie muszę prosić rodziców o pieniądze na swoje potrzeby i mogę też coś odłożyć – mówi 18-letnia Weronika, która szkołę średnią ukończyła w edukacji domowej. To w sieci toczy się większość życia młodych, nic dziwnego więc, że wykorzystują to środowisko także do zarabiania.

Rozsądne oczekiwania

Jak widać, mimo że pokolenie Z bywa określane jako roszczeniowe i leniwe, badanie pokazują je w zdecydowanie lepszym świetle. Nie dość, że większość z nich podejmuje pierwszą pracę w wieku kilkunastu lat by odciążyć domowe budżety, to ich oczekiwania finansowe nie odbiegają daleko od rzeczywistości. Niezależnie od tego czy mieszkają na wsi, czy w dużym mieście, młodzi deklarują, że aby móc się usamodzielnić muszą zarabiać około 4 tys. zł na rękę. Jedynie mniej niż co 6. badany uznał, że potrzebuje w tym celu co najmniej 6 tys. zł. – Może to być pozytywnym efektem edukacji finansowej, bo „zetki” już w szkole podstawowej podejmowały tematy związane z finansami osobistymi. Z resztą sami uważają edukację w tym obszarze od najmłodszych lat za ważną. Jest to istotna zmiana na tle starszych pokoleń, których wiedza o inwestowaniu, oszczędzaniu czy zaciąganiu kredytów nie jest niestety wysoka – zauważa dr hab. Waldemar Rogowski, prof. SGH i główny analityk BIG InfoMonitor. Do podobnych wniosków doszedł też Senat RP, który zainspirowany przez organizacje pozarządowe, ogłosił 2024 Rokiem Edukacji Ekonomicznej. – Uczenie młodych ludzi o sprawach finansowych jest bardzo ważne. Przecież taka wiedza przyda nam się w życiu zdecydowanie bardziej niż budowa pantofelka czy znajomość dopływów Nilu – mówi tegoroczny maturzysta Kacper.

ile chcą zarabiać maturzyściKredyt? Nie, dziękuję

Badanie przeprowadzone na zlecenie BIG InfoMonitor pokazuje też, że maturzyści do pieniędzy podchodzą raczej odpowiedzialnie. Niespełna 8 proc. uważa, że jest za młoda by myśleć o swojej finansowej przyszłości, a jedynie 10 proc. nie ma żadnych oszczędności. Młodzi ostrożnie podchodzą też do zaciągania kredytów i pożyczek. Uważają też, że każdą pożyczkę trzeba dobrze przemyśleć. Co ciekawe jednocześnie są zdania, że zabezpieczenie przyszłości to coś, o czym się powinno myśleć na starość, a nie gdy jest się młodym. 46 proc. uważa, że ewentualne zadłużenie się trzeba dobrze przeanalizować, a 35 proc. dopuszcza taką możliwość tylko w wyjątkowych sytuacjach. Co 4. maturzysta zakłada, że nie będzie korzystał z pożyczek. Jednocześnie co 3. badany uważa, że niespłacanie długów jest niemoralne. Trudną sytuację finansową, jako usprawiedliwienie dla niepłacenia zobowiązań akceptuje tylko 16 proc. nastolatków.

O krok do zastania dłużnikiem

Ale to deklaracje, bo wg danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK, zaległe zobowiązania osób między 18 a 24 rokiem życia przekroczyły na koniec marca 1 mld zł. Problemy ze spłatą bieżących zobowiązań ma blisko 129 tys. młodych. Średnio na osobę przypada 8 103 zł zaległych zobowiązań. Patrząc jednak na udział dłużników w łącznej populacji pełnoletniego społeczeństwa, nie wypadają najgorzej. Stanowią niespełna 5 proc. niesolidnych płatników. W rok (od marca 2023 do marca 2024) zadłużenie młodych osób zwiększyło się jednak o ponad 108 mln zł, podczas gdy jeszcze rok wcześniej obserwowaliśmy wolniejszy przyrost zadłużenia tego pokolenia – na poziomie 55 mln zł. Pociesza jednak fakt, że w tym samym czasie liczba niepłacących osób spadła o 1 940 (rok wcześniej młodych dłużników przybyło o 7 854 ). Na ponad 1 mld zł zaległych zobowiązań tej grupy wiekowej przypada niemal tyle samo zaległości kredytowych, jak i pozakredytowych.

Jeśli natomiast spojrzeć wyłącznie na wchodzących w dorosłość 18-latków, to odsetek tych z zaległymi długami jest znikomy i wynosi zaledwie 0,2 proc. 4 624 osoby mają do spłacenia niespełna 4,6 mln zł długów. Tylko lub aż 733 z nich ma zaległe zobowiązania kredytowe na 1,5 mln zł, reszta to niespłacone rachunki np. za czynsz, telefon, internet, kary za jazdę bez biletu czy nawet już alimenty. Średnio na jednego 18-latka przypada niewielka kwota – niecały 1000 zł zaległości. Jak pokazują dane BIG InfoMonitor najwięcej zadłużonych nastolatków mieszka w Łódzkiem (1061), najmniej w Świętokrzyskiem (41).

– Młodym maturzystom niedaleka droga do zastania niesolidnym płatnikiem, bo w grupie wiekowej 18-24 uzbierała się już spora grupa osób z problemami finansowymi. Choć 18-latków – dłużników jest niewielu, to już rok czy dwa lata później widać, że sytuacja się zmienia. Jaki widać te – „nie” dla kredytów – co deklarują młodzi jest tu stwierdzeniem trochę na wyrost, bo rzeczywistość wygląda często nieco inaczej. Cieszy jednak fakt, że spora część tegorocznych maturzystów (46 proc.), którzy wchodzą dopiero w dorosłość uważa, że wzięcie kredytu lub pożyczki trzeba dobrze przemyśleć i rozważyć ewentualne skutki, tj. np. możliwości spłat. To dobry prognostyk na przyszłość, gdyż jedynie odpowiedzialne zadłużanie się jest bezpieczne, bo przecież kredyt czy pożyczka to dzisiejsza konsumpcja przyszłych dochodów– dodaje dr hab. Waldemar Rogowski, profesor SGH i główny analityk BIG InfoMonitor.

finanse maturzystów pieniądzeWyższe wykształcenie traci na znaczeniu

Matura to nie tylko zakończenie pewnego etapu edukacji, ale przede wszystkim przepustka na studia. O ile jeszcze 6 lat temu nawet 95 proc. maturzystów planowało kontynuować naukę na uczelniach[3], to obecnie odsetek ten spada. Jedynie 56 proc. respondentów badania BIG InfoMonitor deklaruje, że zamierza jesienią iść na studia. Zainteresowanie studiami jako oczywisty krok „po maturze” dla młodzieży wygląda dziś nieco inaczej. Zdawać na studia stacjonarne chce 36 proc. z nich, a na zaoczne 20 proc. Wielu ma jednak inne plany. Iść do pracy, podróżować, założyć firmę, wyjechać z Polski, pracować u rodziców. Lista pomysłów nie sprowadza się więc jedynie do kontynuacji nauki.

– Młodzi nie są już tak bardzo przekonani do studiowania jak ich rodzice. Zapewnienia, że wyższe wykształcenie da im dobrą pracę już dawno nie są prawdziwe. Co piąty Polak z wyższym wykształceniem pracuje poniżej swoich kwalifikacji. Coraz częściej widać też, że dobry rzemieślnik już na początku kariery może zarobić więcej niż absolwent szkoły wyższej, nawet ten pracujący w zawodzie – wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski. 1 na 3 maturzystów zdaje sobie sprawę z tego, że na rynku pracy coraz bardziej liczy się doświadczenie, więc zamierza podjąć pracę na pełen etat, często łącząc to ze studiami zaocznymi.

Z badania Sytuacja zawodowo-finansowa maturzystów 2024 przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wyłania się obraz rozsądnego, dobrze poruszającego się w zagadnieniach związanych z domowym budżetem młodego człowieka, który chce pracować i jest gotów się usamodzielnić, gdy tylko osiągnie stabilizację finansową. Jeśli statystyki te potwierdzą się wśród wszystkich, którzy właśnie mają za sobą egzamin dojrzałości, dobrze wróży to naszemu społeczeństwu i jego dobrej edukacji ekonomicznej.

Badanie CAVI Świadomość ekonomiczna maturzystów 2024 zostało przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, na próbie 300 osób w wieku 17-20 lat zdających maturę w 2024 roku. Realizacja badania: 24.04-05.05. 2024

[1] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Niemal-wszyscy-maturzysci-chca-isc-na-studia-7692638.html

[2] W Finlandii, średnia wieku wynosi 21,3 lat, w Szwecji 21,4 lat, a w Danii 21,7 lat.

[3] https://www.infor.pl/prawo/dziecko-i-prawo/edukacja/6590189,formula-2023-r-kto-zdaje-jakie-arkusze-egzaminacyjne-jakie-wymogi.html

Czy niedługo giełdy będą działać 24/7?

Od przyszłego tygodnia, rozlicznia transakcji giełodwych w USA będa szybsze, dokonywane w ciagu jednego dnia. Jest to także krok w kierunku handlu akcjami przez całą dobę, o co zabiega już amerykańska giełda NYSE. Co ciekawe, według danych historycznych, najwyższe zyski giełdy przynoszą właśnie w nocy – to zjawisko nazywane jest “efektem overnight”.

Już od przyszłego tygodnia rozliczenia transakcji giełdowych w USA będą przebiegać szybciej. Od wtorku 28 maja (ponieważ poniedziałek w USA jest wolnym od pracy Memorial Day) giełdy będą rozliczać swoje transakcje w modelu D+1 – dzień po dokonaniu transakcji. Chodzi o to, by skrócić czas pomiędzy transakcją a jej rozliczeniem, a tym samym zmniejszyć ryzyko pojawienia się w tym czasie jakichkolwiek problemów. Jednocześnie jednak dojdzie do pewnej dysharmonii amerykańskich i europejskich regulacji, które dotychczas zakładały rozliczenia w modelu D+2 (dwa dni po dokonaniu transakcji). Także w Polsce rozliczania cały czas są dokonywane przez giełdę wraz z Krajowym Depozytem Papierów Wartościowych w ciągu dwóch dni.

Rozliczenia transakcji podążają za coraz szybszym inwestycyjnym światem w kierunku  natychmiastowym rozliczeń. Dzieje się to sukcesywnie od 1987 roku – giełdowego krachu w Czarny Poniedziałek. W 1995 roku zmieniono rozliczenia z modelu D+5 na D+3, a w 2017 – do obecnego D+2. Dla porównania, w Chinach transakcje rozliczane są jeszcze szybciej, w modelu D+0, a w Indiach – D+1.

Poprawa szybkości rozliczeń to jeden z elementów potrzebnych do wprowadzenia całodobowych notowań giełdowych. Wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, dlaczego handlować mogą tylko w godzinach pracy giełdy, a nie tak jak na rynku walutowym, czyli praktycznie przez całą dobę. Już dziś klienci niektórych brokerów mają dostęp do notowań części akcji poza standardowymi godzinami handlu.

Amerykański regulator rozpatruje zatem wniosek NYSE o wprowadzenie handlu akcjami przez 24h/dobę. Byłaby to fundamentalna zmiana, największa od wprowadzenia stałego sześciodniowego tygodnia notowań w 1871 roku i późniejszego skrócenia go do 5 dni w 1952 roku.

Być może pierwszym krokiem do całodobowych notowań może być rozszerzenie obecnie zatwierdzonych godzin handlu. Dla polskich klientów szczególnie wartościowe mogłoby się okazać wcześniejsze rozpoczęcie notowań, ponieważ na dzień dzisiejszy, amerykańska giełda startuje o 9:30 czasu nowojorskiego, czyli o 16:30 w Polsce.

Jest jeszcze jeden ciekawy aspekt związany z czasem trwania giełdowych notowań. Nazywany jest “efektem overnight”. Okazuje się, że zdecydowana wiskszość zwrotów z indeksu S&P500 przypada na porę nocną, a nie podczas standardowych, dziennych notowań. Dzieje się tak dlatego, że to w okresie poza notowaniami publikowanych jest większość wyników finansowych spółek, a także część danych makroekonomicznych. Ten „efekt nocny” jest również widoczny na innych dużych rynkach, od Kanady po Hongkong. Wydaje się szczególnie silny w przypadku aktywów będących w większości własnością inwestorów indywidualnych. Handel nocny jest zazwyczaj mniej płynny i bardziej zmienny od dziennych sesji. Sprawia to, że replikacja „efektu overnight” jest trudna i wiąże się z wyższymi kosztami handlowymi. Spowodowało to szybkie zamknięcie funduszu ETF (NSPY), utworzonego właśnie w celu jego replikacji. Handel overnight daje jednak przestrzeń do reagowania na wyniki poza godzinami pracy, takie jak ostatnie wyniki Tesli czy Nvidia, a także na raporty z amerykańskiej gospodarki.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Sejm przyjął ustawę o sygnalistach

W czwartek 23 maja br. Sejm przyjął ustawę o ochronie sygnalistów, której celem jest ochrona osób zgłaszających naruszenie prawa niezależnie od podstawy i formy świadczenia pracy lub pełnienia służby.

 O czym warto pamiętać wdrażając w organizacji ochronę sygnalistów?

Ustawa umożliwia przyjmowanie anonimowych zgłoszeń.

  • Na pracodawcy spoczywa ciężar dowodu, że podjęte działania wobec sygnalisty nie są działaniami odwetowym.
  • Sygnalista, wobec którego dopuszczono się działań odwetowych, ma prawo do odszkodowania lub prawo do zadośćuczynienia.
  • Obowiązek wdrożenia wewnętrznej procedury dotyczy, co do zasady, pracodawców na rzecz których według stanu na dzień 1 stycznia lub 1 lipca danego roku wykonuje pracę zarobkową co najmniej 50 osób.
  • Wprowadzenie wewnętrznej procedury musi być poprzedzone konsultacjami z zakładową organizacją związkową lub przedstawicielami pracowników. Konsultacje trwają nie krócej niż 5 dni i nie dłużej niż 10 dni od dnia przedstawienia przez pracodawcę projektu procedury zgłoszeń.
  • Podmioty prywatne należące do grupy kapitałowej mogą ustalić wspólną procedurę zgłoszeń wewnętrznych.

Ustawa przewiduje także przepisy karne. W tym miejscu należy zasygnalizować, że kto będąc odpowiedzialnym za ustanowienie procedury zgłoszeń wewnętrznych, procedury tej nie ustanawia lub ustanawia ją z istotnym naruszeniem, podlega karze grzywny.

Zdaniem dr Beaty Baran – Wesołowskiej z kancelarii BKB Baran Książek Bigaj:

„Ustawa o ochronie sygnalistów stanowi swoisty przełom. Do tej pory w systemie prawa polskiego brakowało kompleksowych regulacji w tym zakresie. Na szczególną uwagę zasługuje szeroki katalog przedmiotowych zgłoszeń obejmujących m.in. Naruszenia z zakresu prawa pracy, korupcję czy nieprawidłowości związane z procedurami przetargowymi. Co kluczowe, informacje o zgłaszanych naruszeniach winny być uzyskane w kontekście związanym z pracą (w kontekście służbowym/profesjonalnym).” 

Ustawa wchodzi w życie w większości swych postanowień po upływie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia. Biorąc pod uwagę szybkie tempo prac nad ustawą jest to ostatni moment na dostosowanie swoich organizacji do nowych wymogów prawnych.

Matki częściej od ojców doświadczają trudności z pogodzeniem ról rodzica i pracownika

Organizacje coraz więcej uwagi poświęcają budowaniu różnorodnych i włączających środowisk pracy. Jednocześnie wśród profesjonalistów rośnie świadomość nierówności i nieuświadomionych uprzedzeń, które mogą określać szanse jednostki na rozwój zawodowy i sprawiedliwe wynagrodzenie. Jak wynika z badania Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2024” pomimo pozytywnych zmian w zakresie równania szans kobiet i mężczyzn, wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Chociaż wyzwań z pogodzeniem roli pracownika i rodzica doświadczają zarówno kobiety, jak i mężczyźni, to pracującym mamom jest trudniej – w karierze z takimi trudnościami spotkało się aż 64 proc. z nich.

W Polsce wciąż nie można mówić o pełnej równości szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Profesjonalistki częściej doświadczają w karierze trudności wynikających z płci, dostrzegają lukę płacową i nierówne szanse na awans. Ponadto wciąż rzadziej od mężczyzn sięgają po stanowiska zarządcze i kierują zespołami składającymi się głównie z mężczyzn.

Tegoroczna edycja raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2024”, prezentująca wyniki badania przeprowadzonego wśród ponad 2,5 tys. specjalistek i specjalistów w Polsce, ujawniła jednak niewielkie, lecz bardzo pozytywne zmiany. Profesjonalistki częściej niż przed rokiem awansują w wyniku własnych starań, co może oznaczać, że odważniej komunikują swoje oczekiwania i sięgają po swoje. Nieznacznie wzrósł również odsetek kobiet przekonanych, że płeć nie warunkuje otrzymywanego wynagrodzenia oraz szans na uzyskanie awansu.

Pozytywne zmiany na rynku pracy mogą wynikać z połączenia dwóch oddolnych ruchów. Z jednej strony obserwujemy liczne inicjatywy DE&I (diversity, equity & inclusion) podejmowane przez kolejnych pracodawców. Natomiast z drugiej rosną naciski ze strony pracowników i kandydatów, którzy chcą pracować w firmach stawiających na kompetencje, sprawiedliwość i transparentność. Mówienie o równości i różnorodności niestety nie zawsze oznacza, że kobiety i mężczyźni mogą liczyć na równe traktowanie. Jest to szczególnie dotkliwe dla pracujących mam, które niejednokrotnie doświadczają uprzedzeń ze zwiększoną mocą – jako kobiety oraz osoby wychowujące dzieci – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director CEE – Enterprise Solutions w Hays Poland.

PRACUJĄCY RODZICE WCIĄŻ STOJĄ PRZED WYBOREM – PRACA CZY DZIECI?

Wśród osób wychowujących dzieci, aż 64 proc. kobiet oraz 42 proc. mężczyzn deklaruje, że w swojej karierze zawodowej doświadczyło trudności związanych z pogodzeniem pracy i obowiązków rodzicielskich. Pozytywną informacją jest, że odsetek respondentek doświadczających takich wyzwań nieznacznie, lecz regularnie maleje. Jednocześnie wśród respondentów trudno mówić o jednoznacznym trendzie. Odsetek ojców, którzy napotkali takie przeszkody, na przestrzeni roku wzrósł o 5 pkt proc. do poziomu 42 proc.

Czy w karierze zawodowej kiedykolwiek napotkałeś/ napotkałaś przeszkody związane z pogodzeniem pracy z wychowywaniem dzieci?

  Tak Nie
Kobieta 64% 36%
Mężczyzna 42% 58%

Wyłącznie respondenci, którzy wychowują dziecko/ dzieci.

Pracujące mamy najczęściej skarżą się na brak możliwości pełnego uczestnictwa w życiu dziecka (69 proc.), konieczność wyboru między zaangażowaniem w życie rodzinne lub zawodowe (65 proc.) oraz niewystarczający czas na przebywanie z bliskimi (59 proc.). Odpowiedzi udzielane przez respondentów rysują podobny obraz.

Jakie przeszkody związane z pogodzeniem pracy z wychowywaniem dziecka/ dzieci pojawiły się w Twojej karierze zawodowej? Pięć najczęściej wskazywanych

Kobieta Mężczyzna
Brak możliwości pełnego uczestnictwa w życiu dziecka 69% 76%
Konieczność wyboru między zaangażowaniem w życie rodzinne lub zawodowe 65% 69%
Zbyt mało czasu na przebywanie z bliskimi 59% 64%
Trudności z wzięciem zwolnienia na czas choroby dziecka 53% 47%
Brak ułatwień ze strony pracodawcy (nieelastyczne godziny pracy, nadgodziny, wyjazdy) 49% 40%

Pięć najczęściej wskazywanych odpowiedzi. Wyłącznie respondenci, którzy napotkali takie przeszkody.

NIEKTÓRE TRUDNOŚCI DOTYCZĄ GŁÓWNIE MAM

Największa różnica w odpowiedziach kobiet i mężczyzn dotyczy trudności z powrotem po urlopie rodzicielskim na uprzednio zajmowane stanowisko, której doświadczyło 31 proc. kobiet i zaledwie 3 proc. mężczyzn. Pomimo rosnącej liczby ojców korzystających z urlopu rodzicielskiego, wciąż nie jest to powszechna praktyka. Dysproporcje występują również w przypadku trudności związanych z postrzeganiem rodzicielstwa przez otoczenie zawodowe.

Jak zauważa ekspert Hays, rodzicielstwo i obowiązki opiekuńcze bardzo często wciąż rozumiane są jako domena kobiet, co przekłada się na życie zawodowe pracujących mam. Najczęściej to właśnie w przypadku profesjonalistek rodzicielstwo postrzegane jest jako czynnik ograniczający ich dyspozycyjność i zaangażowanie. W przypadku pracujących ojców takie założenia wysuwane są zdecydowanie rzadziej.

Nawet w sytuacjach, w których rodzice partnersko, po równo dzielą się obowiązkami opiekuńczymi wobec dzieci, to kariera matki jest bardziej narażona na działanie nieuświadomionych uprzedzeń lub krzywdzących założeń po stronie osób decyzyjnych. Dlatego tak ważne są działania edukacyjne, których celem jest zwiększanie i normalizowanie pełnego udziału ojców w życiu dzieci, już od momentu narodzin. Pozwala to na walkę ze stereotypem jakoby wychowanie dzieci było zadaniem typowo kobiecym i zwiększanie świadomości, że rodzicielstwo i obowiązki z nimi związane mogą w równym stopniu „obciążać” zarówno matkę, jak i ojca – komentuje Łukasz Grzeszczyk, CEE Executive Director – Investors Consulting & Talent Location Strategy w Hays.

Ekspertka Hays podkreśla jednak, że młode pokolenie jest wychowywane inaczej, co daje nadzieję na pozytywną zmianę: – Młodzi ludzie są bardziej wrażliwi na przejawy wszelkich nierówności i odporni na sugestie dotyczące tego, co jest domeną kobiet, a co mężczyzn. Możliwe, że osoby, które wkraczają i będą wkraczać na rynek pracy na przestrzeni najbliższych kilkunastu lat, będą jedną z sił wypierających z rynku pracy nieuświadomione uprzedzenia i przekonania – również te dotyczące rodzicielstwa. W połączeniu z działaniami na rzecz równiejszego podziału nieodpłatnej pracy opiekuńczej, realnie odczarowanie tak głęboko zakorzenionego w kulturze wizerunku rodzica-kobiety staje się wysoko prawdopodobne – podsumowuje Agnieszka Kolenda, Executive Director w Hays Poland.

O RAPORCIE

Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2024” powstał na bazie odpowiedzi zebranych w okresie od marca do maja 2024 roku.

Allegro: 9% wzrost nastrojów konsumenckich. Optymizm kupujących napędza zakupy w Internecie

Jak wynika z najnowszego raportu “Customer Journey 2024. Poszukiwanie i zakup produktów online” przygotowanego przez  Allegro i agencję badawczą Minds & Roses, w ciągu ostatniego roku widać stabilizację nastrojów konsumenckich w kraju. Wydarzenia społeczno-ekonomiczne w Polsce i za granicą nie mają już aż takiego wpływu na decyzje zakupowe, jak rok wcześniej (38% vs 47%). Poprawę nastrojów widać też w danych GUS, z których wynika, że poziom pozytywnego, konsumenckiego nastawienia w br. wzrósł aż o 23 p.p., osiągając wynik notowany jesienią 2021 roku. Kupujący coraz chętniej korzystają z zakupów online, a przejście od tradycyjnego modelu do e-commerce przynosi ze sobą nowe nawyki i preferencje zakupowe, które mają szansę zrewolucjonizować rynek handlu detalicznego w Polsce.

Jak wynika z raportu: „Customer Journey 2024. Poszukiwanie i zakup produktów online”, poziom optymizmu konsumentów w porównaniu do 2023 roku wzrósł o 9 p.p., co jest pozytywnym sygnałem dla rynku. Przez ostatnie dwa lata średnio połowa Polek i Polaków deklarowała, że wydarzenia społeczno-ekonomiczne wpływają na ich decyzje zakupowe. Tegoroczna samoocena w badaniu Customer Journey, w połączeniu z Bieżącym Wskaźnikiem Ufności Konsumenckiej (GUS), sugeruje, że konsumenci zaczynają odczuwać większą stabilność i pewność w swoich decyzjach zakupowych.

Warto zauważyć, że ponad połowa badanych nadal kupuje w bardziej przemyślany sposób niż wcześniej oraz stara się wydawać jak najmniej i oszczędzać. Również ponad połowa (55%) z nich deklaruje, że większą wagę przykłada do wyboru platform zakupowych/sklepów oferujących niższe ceny, co wskazuje na rosnące znaczenie atrakcyjności cenowej w podejmowaniu decyzji zakupowych. Pomimo rosnącego optymizmu, 38% konsumentów korzystających z Internetu nadal dostrzega wpływ wydarzeń społeczno-ekonomicznych, takich jak zmiany podatkowe, inflacja i wojna w Ukrainie, na swoje decyzje zakupowe.

Te dane pokazują, że choć konsumenci są bardziej optymistyczni, ich podejście do zakupów pozostaje ostrożne i przemyślane. Rynek będzie musiał dostosować się do wymagań klientów, oferując nie tylko atrakcyjne ceny, ale także zapewniając poczucie dokonywania zakupów dobrych produktów za atrakcyjną cenę, większą wygodę i bezpieczeństwo zakupów – komentuje  Karol Kaczorowski z Minds & Roses. 

Konsumenci stawiają na zakupy online

Decyzje o zakupach online podejmowane są na podstawie kilku kluczowych czynników: ceny, wygody, bezpieczeństwa, zaufania do sprzedawcy oraz dostępności produktów i informacji. Platformy, które spełniają te oczekiwania, zyskują zaufanie konsumentów. Jak wynika z raportu, kupujący podkreślają przede wszystkim znaczenie szybkości dostawy (42%) i posiadania konta na platformie (37%), co ułatwia im proces zakupowy. Dodatkowo zakupom sprzyja łatwość znalezienia produktu (29%) i atrakcyjna cena (55%). Takie podejście do zakupów online wskazuje na rosnące znaczenie kompleksowej oferty i niezawodności platform zakupowych.

Aż 78% osób rozpoczynających zakupy na Allegro kończy je na naszej platformie. Co ciekawe, 41% konsumentów zaczynających od Google, finalnie i tak dokonuje zakupu u nas. To dowód uznania atrakcyjnych cen, warunków dostawy i bardzo szerokiej oferty produktowej. Dzięki temu połączeniu Allegro jest najchętniej wybieraną w Polsce wyszukiwarką produktów. Sprzedawcy i marki widzą ten silnie zagregowany popyt, analizują efektywność reklamy na Allegro i odważnie zmieniają swoje marketingowe priorytety inwestycyjne – wyjaśnia Marcin Bruś, Advertising Director, Allegro. 

Po jedzenie do Internetu? Rosnąca rola platform typu marketplace

Coraz więcej konsumentów zaczyna swoje zakupy na platformach marketplace, co jest szczególnie widoczne w kategoriach FMCG, w tym w takich działach jak chemia domowa, produkty spożywcze czy artykuły dla zwierząt. W kategorii żywność, liczba osób rozpoczynających zakupy na Allegro wzrosła aż o 11 punktów procentowych w porównaniu do ubiegłego roku. Jest to efekt rosnącej liczby sprzedawców, którzy oferują szeroki asortyment produktów oraz atrakcyjnej cenowo oferty. Konsumenci coraz częściej postrzegają Allegro jako wygodne i ekonomiczne miejsce do zakupów codziennych, co zmienia ich dotychczasowe nawyki.

Z badania „Customer Journey 2024. Poszukiwanie i zakup produktów online.” wynika również, że 46% badanych preferuje kupowanie produktów znanych marek na platformach handlowych takich jak Allegro. To pokazuje rosnącą rolę marketplace’ów w promocji i sprzedaży produktów znanych brandów. Ten trend wskazuje na konieczność adaptacji strategii marketingowej znanych marek, które muszą skupić się na widoczności na platformach marketplace oraz na budowaniu lojalności konsumentów poprzez atrakcyjne oferty i promocje.

Porównywanie cen online coraz powszechniejsze

Jak wynika z raportu, nadal aż 66% konsumentów sprawdza ceny online podczas wizyty w sklepie stacjonarnym. Konsumenci poszukują wygody, szerokiej oferty i lepszych cen, co jest łatwiejsze do osiągnięcia w środowisku online. W zakupach online przeważa między innymi dostęp do szczegółowych informacji o markach i produktach oraz możliwość ich porównania, co wskazuje na rosnącą preferencję konsumentów do korzystania z technologii w celu podejmowania bardziej świadomych decyzji zakupowych. Z kolei zakupy offline oferują możliwość bezpośredniej konsultacji z obsługą sklepu oraz lepsze dopasowanie produktów, takich jak ubrania, a to nadal jest ważnym elementem doświadczenia zakupowego. Ta dwutorowa strategia zakupowa wskazuje na coraz bardziej złożone i wielowymiarowe zachowania konsumentów, którzy potrafią balansować między atutami zakupów online a wartością osobistego kontaktu i doświadczenia.

 

Odblokowanie 155 miliardów dolarów w tokenach może zachwiać rynkiem krypto

W latach 2024-2030 zostaną odblokowane tokeny firm działających na rynku Web3 i blockchain o wartości około 155 miliardów dolarów. Bez zwiększonego popytu po stronie kupujących, te odblokowania mogą wywrzeć znaczną presję spadkową na ceny tokenów, co w konsekwencji może doprowadzi do spadku wartości wielu firm. W szczególności dot. to nowych projektów, które zadebiutowały na rynku w ostatnim czasie – wynika z najnowszego raportu autorstwa Binance Research.

Rynek krypto jest ostatnio świadkiem trendu, w którym tokeny nowych firm są wprowadzane na rynek z bardzo wysokimi wycenami FDV (FDV – Fully Diluted Valuation), ale niską początkową podażą. Winduje to w górę teoretyczną wartość takich firm, ale w rzeczywistości wiele tokenów jest zablokowanych lub niedostępnych do handlu. Ten model jest często napędzany finansowaniem venture capital (VC) i optymistycznymi nastrojami rynkowymi.

Do handlu może trafić nawet 80% zablokowanych do tej pory tokenów

Patrząc na stosunek kapitalizacji rynkowej do wyceny FDV, wiele niedawno wprowadzonych tokenów ma niską podaż w obiegu, często poniżej 20%. Ta niska podaż, w połączeniu z wysokimi FDV, wyjaśnia bardzo wysoką wycenę tych tokenów. Często jest ona porównywalna z wycenami tokenów uznanych projektów dot. warstwy 1 (Layer 1) lub DeFi, pomimo braku porównywalnej liczby użytkowników.

Aby ceny tych tokenów pozostały stabilne w ciągu najbliższych kilku lat, potrzebne byłyby nowe inwestycje o wartości około 80 miliardów dolarów, aby zrównoważyć zwiększoną podaż. Jest to trudne wyzwanie, zwłaszcza przy wahaniach rynku, zauważają analitycy Binance Research.

W związku z tym firma w swoim raporcie zaleca inwestorom ostrożność w dokonywaniu inwestycji i położenie nacisku na analizowanie podstaw projektów, w tym ich tokenomiki, wyceny, rentowności produktu i danych uwierzytelniających zespołu. Ponadto ważne jest także podstawowe zrozumienie harmonogramów odblokowywania tokenów w połączeniu z dokładną analizą due diligence.

Konsekwencje dla inwestorów i firm krypto

„Tokenomika jest niewątpliwie jednym z najważniejszych aspektów, jaki powinny wziąć pod uwagę zarówno inwestorzy, jak i zespoły projektowe. Chociaż wprowadzanie tokenów z niską początkową podażą w obiegu może napędzać cenę, to jednak stałe odblokowywanie i emisja dalszych tokenów powodują presję sprzedażową, co negatywnie wpływa na długoterminowe wyniki” – czytamy w raporcie.

Z drugiej strony nowe projekty Web3 i blockchain powinny przyjąć długoterminowe myślenie w projektowaniu tokenomiki, zapewniając sprawiedliwą dystrybucję tokenów i uwzględniając implikacje wysokich wycen FDV i niskiej podaży tokenów. Strategie, takie jak spalanie tokenów, przyznawanie uprawnień w oparciu o kamienie milowe i zwiększanie początkowej podaży w obiegu, mogą pomóc złagodzić przyszłą presję sprzedażową.

„Ważną rolę do odegrania mają fundusze VC, które powinny współpracować z zespołami projektowymi w celu zapewnienia sprawiedliwej dystrybucji dostaw tokenów i rozsądnych wycen” – podsumowuje Binance Research.

ESG: Nowa era w polskich korporacjach

Dyrektorzy zrównoważonego rozwoju to nowość w polskich korporacjach, która będzie lada dzień jedną z kluczowych funkcji. Takie stanowiska mają Microsoft, Żabka, Uniwersytet Gdański, a nazwy banków można wyliczać długo. Szeregowych pracowników zajmujących się ESG też będzie więcej. Tylko w ciągu kilku lat firma PwC zwiększy zatrudnienie w tej specjalizacji do 100 tys. Gdy to ogłaszała, miała na pokładzie ledwie 2 tys. ludzi odpowiedzialnych za ESG. W Polsce już teraz brakuje ok. 1,5 tys. specjalistów, a nowe zapisy prawne obligują firmy do zatrudniania ekspertów. Zarobki? Nawet kilkanascie tysięcy złotych. 

Dwadzieścia lat temu międzynarodowa firma chemiczna firma DuPont z siedzibą w Delaware jako pierwsza amerykańska spółka publiczna mianowała dyrektorkę ds. zrównoważonego rozwoju (CSO). Początkowo cel był jeden – poprawa wizerunku po wielu kontrowersyjnych działaniach firmy, które zagrażały środowisku naturalnemu. Jak się jednak okazało piastująca to stanowisko Linda Fisher – wcześniej zastępca dyrektora w amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska mianowana przez administrację George’a W. Busha – zrobiła coś więcej niż troska o dobry PR swojego nowego pracodawcy.

Wprowadziła zmiany, które doprowadziły do zauważalnej redukcji zanieczyszczeń. Naciskała na kadrę kierowniczą, aby postrzegała kwestie klimatyczne nie tylko jako problem emisji, ale jako źródło nowych możliwości biznesowych dzięki innowacjom w zakresie ekologicznych materiałów i procesów. Zrównoważony rozwój – w myśl Fisher – polegał więc na inwestycjach w badania i wypracowanie nowych rozwiązań, które miały przynosić firmie zyski, ale jednocześnie miały być “czyste”. Przykłady? To w DuPont na masową skalę zaczęto produkcję etanolu z odpadów roślinnych, zredukowano lotne związki organiczne w farbach, ulepszono też łańcuch dostaw, który tradycyjnie emituje najwięcej szkodliwych substancji.

ESG – to już nie tylko PR, to twarde zyski

ESG, czyli ten zrównoważony rozwój opiera się jednak nie tylko na aspekcie eko. Skrót pochodzi od E – środowisko, S – społeczna odpowiedzialność i G – ład korporacyjny. Czyli dyrektor ds. ESG nie jest w korporacji „panem od przyrody”, tylko menadżerem zarządzającym strategicznymi sektorami, na które składają się czynniki wewnętrzne, i zewnętrzne – łącznie z wizerunkowymi spółki. Dotychczas część tych zagadnień zawierała się w społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR).

Działania Fisher są symbolem wzrostu pozycji dyrektorów ds. zrównoważonego rozwoju w amerykańskich korporacjach. Nikogo zatem już nie dziwi awans z CSO na stanowisko zarządzające całą firmą. Taką drogę przeszła choćby Helena Helmersson z H&M w 2020 roku. W swoim portfolio dotyczącym zrównoważonego rozwoju Helmersson może sobie zapisać zobowiązanie firmy do stosowania bawełny organicznej i tekstyliów pochodzących z recyklingu oraz wycofywania niebezpiecznych chemikaliów z produkcji. Jako dyrektor generalna zajmuje się teraz promowaniem zrównoważonego rozwoju w całej firmie, której celem jest redukcja emisji o 56% do 2030 roku – co jest dużym wyzwaniem dla marki fast fashion.

Początkowo uważano, że wysiłki na rzecz zrównoważonego rozwoju należą do miękkiej strony biznesu, gdzieś pomiędzy zasobami ludzkimi, marketingiem i komunikacją oraz bezpieczeństwem i higieną. Jednak obecnie dyrektor CSO rozmawia na równi z ludźmi odpowiadającymi w firmach za finanse, innowacje i strategię, bo takie działania po prostu opłacają się markom – tłumaczy Natalia Geming, partnership manager w Posadzimy.pl, firmy która wzmacnia działania firm w obszarze ESG i CSR poprzez zasadzenia drzew w ich imieniu.

Na wzrost znaczenia CSO wskazują liczby. Według analityków Weinreb Group – działającej w San Francisco agencji rekrutacyjnej specjalizująca się z wyszukiwaniem talentów z zakresu ESG – w 2011 roku zaledwie 29 amerykańskich spółek publicznych zatrudniało osobę odpowiedzialną za sprawy zrównoważonego rozwoju. Według stanu na 2023 rok jest ich już ok. 200. Według magazynu Fortune ponad 50 firm z ich listy największych firm ma swojego “kontrolera ESG”.

Jednak chodzi nie tylko o stanowiska w kadrach zarządzających. W 2021 roku firma PwC ogłosiła, że do 2026 roku planuje zatrudnić 100 tys. konsultantów ds. zrównoważonego rozwoju i społecznej odpowiedzialności biznesu. Stanowi to kosmiczny wręcz wzrost w porównaniu z dwoma tys. osób na tych stanowiskach w momencie poinformowania o decyzjach. Koszty? 12 miliardów dolarów. Jeśli weźmie się pod uwagę, że ich obecna łączna baza pracowników wynosi nieco ponad 300 tys., jasne jest, że PwC oczekuje, że nowoczesny biznes wkrótce skupi się wokół zielonej agendy.

Według magazynu Fortune ponad 50 firm z ich listy największych firm ma swojego „kontrolera ESG”. Rola ta czerpie inspirację od kontrolerów finansowych, którzy trzymają pieczę nad finansami spółek, aby nie miały one problemów z wymaganiami regulatorów.

Zasadniczo jestem odpowiedzialna za rzetelność raportowania wszystkich naszych ujawnień w zakresie ESG, ale też na budowaniem relacji między poszczególnymi działami i stanowiskami – powiedziała Tarynn Zenk, kontrolerka ESG w Mastercard podczas dyskusji panelowej na konferencji GreenBiz 24 i jak podkreśla jej zespół “nie może spać po nocach”, bo musi być na bieżącą ze wszelkimi zmianami w kwestii regulacji ESG na całym świecie. Mastercard prowadzi bowiem działalność w 210 krajach i terytoriach.

Dlaczego właśnie teraz podejmowane są takie działania? Firmy doskonale kalkulują i widzą, że do 2021 roku inwestycje w fundusze ESG osiągnęły poziom 700 miliardów dolarów i stanowią 10% wszystkich, czyli ponad dwukrotnie więcej niż dwa lata wcześniej. Oczekuje się, że do 2030 roku inwestycje w ESG osiągnął poziom 1 biliona dolarów.

Specjaliści ESG będą poszukiwani przez wiele lat. W tym zmieniającym się środowisku firmy szukają pracowników, którzy potrafią szybko myśleć i dostosowywać się do nowych warunków. ESG to stosunkowo nowa dziedzina, więc pula talentów na wczesnym etapie jest ograniczona, więc bardzo ważne jest też postawienie na edukację własnych pracowników oraz na współpracę z innymi firmami, które kwestie zrównoważonego rozwoju mają już opracowane – komentuje Natalia Geming, partnership manager w Posadzimy.pl

Polska nie może stać z boku, bo “klient nasz pan”

W Polsce o strategiach ESG i potrzebie tworzenia odpowiednich stanowisk mówi się coraz więcej. Czy idą za tym realne działania? I tak i nie. Styczniowy raport EY mówi bardzo dużo o świadomości polskich menedżerów w kwestii nowych uregulowań dotyczących ESG. Co prawda działania w tej materii znajdują się na liście największych wyzwań, przed którą stoją polskie firmy, ale…widzimy je na szarym końcu.

Z drugiej jednak strony firmy coraz więcej rekrutują. Dyrektor ds. ESG (czy CSO) to w polskich firmach stanowisko nowe, ale te korporacje, które podążają za trendami światowymi i wymaganiami prawnymi już mają takich ludzi. Wymagania to m.in. wykształcenie wyższe, znajomość zagadnień z zakresu ochrony środowiska czy umiejętności analityczne. Takie warunki przed kandydatami stawiała giełdowa spółka VRG szukając dyrektora ds. ESG. Firma to właściciel takich marek jak Vistula, W. Kruk, Wólczanka i Bytom. Kilka miesięcy temu poszukiwała osoby, która zajmie się w korporacji “rozwijaniem strategii związanej z aspektami ESG”, opracowywaniem i wdrażaniem procedur oraz wytycznych z tego obszaru i przygotowywaniem raportów.

Osoby odpowiedzialne za tworzenie strategii ESG i wprowadzanie jej w życie mają na swoich pokładach m.in. w Microsoft Polska, Żabce, na uczelniach wyższych i w bankach. Wszędzie tam powstają dyrektorskie stanowiska, których nie było wcześniej. I nie jest to jedynie zasługa jakiegoś cudownego przebudzenia biznesu, który nagle dostrzegł, że trzeba do swojej działalności podejść inaczej – w sposób bardziej odpowiedzialny.

Co ważne – ESG jest wdrażane odgórnie. Chodzi o europejską dyrektywę CSRD, która obowiązuje od początku tego roku. Obowiązek raportowania dotyczącego ESG mają już wybrane spółki giełdowe i firmy z sektora finansowego, czyli ok. 150 firm. Z kolei od przyszłego roku obowiązek ten będzie dotyczyć zasadniczo wszystkich podmiotów notowanych na giełdach, które spełnią dwa z trzech kryteriów, czyli ich suma bilansowa przekroczy 20 mln euro, przychody ze sprzedaży osiągnął netto 40 mln euro, lub zatrudniać będą średnio 250 osób w roku obrotowym. Od 2027 roku raporty ESG będą musiały przedstawić małe oraz średnie firmy, które spełnią jedno z trzech kryteriów, tj.: zatrudnienie ponad 10 pracowników, osiągnięcie przychodów netto powyżej 700 tys. euro, lub suma bilansowa przekroczy 350 tys. euro. Do tego czasu obowiązek raportowania obejmie ok. 3,5 tys. organizacji. Aż 90 proc. z nich nie zajmowało się dotychczas tematem raportowania ESG i musi się na to przygotować. Dodatkowo, według raportu KPMG z 2023 roku, tylko 15 proc. firm deklaruje, że ma w swojej strukturze osobę odpowiedzialną za zrównoważony rozwój. Przed ekspertami ds. zrównoważonego rozwoju otwierają się dobre perspektywy w zakresie wynagrodzeń. Specjaliści obecnie zarabiają od 8 tys. do 12 tys. zł brutto, a menedżerowie – nawet 20 tys. zł brutto. Przyjmuje się, że firmy w najbliższym czasie zatrudnia nawet 1,5 tys. ekspertów od ESG.

Ta zmiana nie polega wyłącznie na zatrudnieniu większej liczby specjalistów ds. zrównoważonego rozwoju. Chodzi o wbudowanie zrównoważonego rozwoju w codzienną pracę ludzi w całej firmie – osadzenie odpowiedniego sposobu myślenia i praktyk w zakupach, IT, finansach itp. – mówi Natalia Geming z Posadzimy.pl

Warto oprzeć się na przykładach. Axa Climate opublikowała niedawno białą księgę, która wskazuje dobre rozwiązania mogące sprostać wyzwaniom środowiskowym. Np. jedna z francuskich agencji reklamowych przydziela część zasobów promocyjnych firmy organizacjom pozarządowym i innym organizacjom promującym świadomość społeczną i biznesową w zakresie kwestii środowiskowych.

Ekspertka Posadzimy.pl dodaje: – W badaniach widzimy, że również konsumenci wywierają naciski. Są coraz bardziej świadomi, edukują się na temat zanieczyszczenia planety, zwracają uwagę na to, skąd ich produkty pochodzą. Na podstawie zebranych informacji dokonują, jak najbardziej optymalnej i zrównoważonej decyzji zakupowej. Firmy, które nie ujawniają swojego wpływu na środowisko lub są jawnie przeciwne działaniom ESG, mogą spotkać się z ostrą reakcją ze strony konsumentów domagających się odpowiedzialności społecznej – zaznacza Natalia Geming.

Uważność konsumentów widzimy choćby po badaniach analityków przeprowadzonym w USA przez firmę McKinsey. W 2020 roku ponad 60% respondentów stwierdziło, że zapłaciliby więcej za produkt w zrównoważonym opakowaniu. Ten wynik sprawił, że badania pogłębiono i trzy lata później opublikowano nowy raport przeprowadzony wspólnie z NielsenIQ. Ankieta wykazała, że 78% amerykańskich konsumentów twierdzi, że zrównoważony styl życia jest dla nich ważny. Czy jednak rzeczywiście chcą płacić więcej za produkty bardziej eko? Czy nie przestraszyła ich galopująca przez miesiące inflacja? Wydaje się, że nie. W przypadku produktów zawierających np. na opakowaniach informacje związane z ESG, w ciągu ostatnich pięciu lat skumulowany wzrost sprzedaży wyniósł średnio 28%. W porównaniu do 20% wzrostu w przypadku produktów, które nie zawierały takich oświadczeń.

Banki centralne szaleją na punkcie złota. NBP ustanawia rekord i awansuje w rankingu

Banki centralne nie zwalniają tempa i podwajają popyt na złoto, ustanawiając nowy rekord w pierwszym kwartale 2024 roku. Wyniósł on 290 ton – wynika z danych Światowej Rady Złota. W ostatnich miesiącach kolejne tony tego cennego kruszcu trafiły również do skarbca NBP. Tylko w kwietniu miał on w swoich rezerwach złoto monetarne warte 27 mld USD. Jego udział w naszych aktywach rezerwowych sięga obecnie ponad 13%. Dzięki intensywnym, zeszłorocznym zakupom NBP, awansowaliśmy w światowym rankingu, aż o 8 miejsc r/r. Kto nas wyprzedza?

Polskie realia

Wciśnięta ostatnia pauza w zakupach kruszcu była jedynie odpoczynkiem przed sprintem do celu, jakim jest ogłoszony ostatnio 20% udział złota w polskich rezerwach. Na koniec kwietnia 2024 r. Narodowy Bank Polski miał w rezerwach złoto monetarne warte 27 mld USD, co daje jego 13% udział w rezerwach narodowych. Do celu zostało więc 7% – wynika z danych Światowej Rady Złota.

Obecnie zajmujemy 14. miejsce w światowym rankingu banków centralnych pod względem rezerw złota. Przed nami są m.in. USA (8,133.46 tony), Niemcy (3,352.31 tony), Włochy (2,451.84 tony), Francja (2,436.91 tony). Zajmujemy natomiast miejsce na podium (3. miejsce) w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, ustępując jedynie Rosji (2 332,74 ton) i Turcji (570,30 ton).

Warto zaznaczyć, że dokładnie rok temu byliśmy na 22. miejscu w światowym rankingu. Dzięki intensywnym zakupom dokonanym przez Narodowy Bank Polski w ubiegłym roku, awansowaliśmy o 8 pozycji. W regionie Europy Środkowo-Wschodniej nasze miejsce pozostało bez zmian.

Światowe zakupy

Długoterminowy trend zakupu złota przez banki centralne nie tylko nie uległ zmianie, ale nadal jest on zdominowany przez banki z rynków wschodzących. Dziesięć banków centralnych zgłosiło zwiększenie rezerw złota (o tonę lub więcej) w pierwszym kwartale, a wszystkie z nich wykazały aktywność w ostatnich kwartałach.

Pomimo wysokiej poprzeczki ustawionej w ciągu ostatnich dwóch lat, żarłoczne zakupy najprawdopodobniej będą kontynuowane w 2024 r. nawet w obliczu ponownego wzrostu cen złota. Oficjalne światowe rezerwy złota wzrosły o 290 ton netto, co stanowi najwyższą sumę za pierwszy kwartał w seriach danych Światowej Rady Złota sięgających 2000 r. To o 1% więcej niż poprzedni rekord I kwartału ustanowiony w 2023 roku (286 ton) i o 69% więcej niż pięcioletnia średnia kwartalna (171 ton).

Kto dokonał największych zakupów? Na podium mamy Turcję, Chiny i Indie, które analogicznie zakupiły: 30 ton, 27 ton i 18 ton. W Europie natomiast zarówno Narodowy Bank Czeski (5 ton), jak i Narodowy Bank Polski (1 ton) zgłosiły zwiększenie w tym okresie swoich rezerw złota.

Złoto monetarne jest idealnym elementem dywersyfikującym strukturę rezerw. W długim terminie zachowuje siłę nabywczą, a przechowywane pod własną kontrolą pozbawione jest ryzyka kontrahenta. Ponadto jest aktywem o bardzo wysokiej płynności, które można niemal natychmiast zamienić na dowolną walutę, a popyt na ten kruszec występuje praktycznie na całym globie. Niewątpliwie jego posiadanie podnosi więc poziom bezpieczeństwa – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Złoto monetarne, jako aktywo będące z nami od kilku tysięcy lat, które przy okazji udowodniło zdolność do przenoszenia siły nabywczej, w przeciwieństwie do walut fiducjarnych, jest postrzegane jako element podnoszący rangę danego państwa w oczach globalnego kapitału inwestycyjnego – dodaje.

Budownictwo mieszkaniowe w Polsce – komentarz do danych GUS

Komunikat GUS na temat budownictwa mieszkaniowego realizowanego w pierwszych czterech miesiącach 2024 roku wskazuje, że produkcja firm deweloperskich wciąż ma decydujący wpływ na liczbę nowych mieszkań i domów budowanych w Polsce. Z danych GUS wynika, że od stycznia do kwietnia  lokali mieszkalnych oddanych do użytku było o 15% mniej niż przed rokiem. Jednak firmy deweloperskie zrealizowały w tym okresie zaledwie o 4% mniej lokali niż w 2023 roku, podczas gdy inwestorzy indywidualni (przede wszystkim gospodarstwa domowe realizujące budowy na własne potrzeby) wybudowali aż o 29,5% mniej niż rok wcześniej. Warto zaznaczyć, że w przypadku inwestorów indywidualnych o słabszych tegorocznych wynikach zadecydowała wyraźnie niższa niż w poprzednich latach liczba mieszkań oddanych w styczniu. W przypadku firm deweloperskich –  najniższe od trzech lat liczby mieszkań oddanych zarówno w styczniu, jak i kwietniu.dane GUS na temat budownictwa mieszkaniowego styczeń-kwiecień 2024

Znacznie bardziej optymistycznie od liczby wybudowanych mieszkań prezentuje się w pierwszych czterech miesiącach tego roku liczba pozwoleń uzyskanych na realizację nowych inwestycji. Na niemal 30% wzrost liczby pozwoleń od stycznia do kwietnia złożyły się większe wolumeny zarówno w grupie deweloperów, jak i inwestorów indywidualnych. Jednak skala wzrostu liczby pozwoleń wydanych firmom deweloperskim jest wyraźnie większa niż w pozostałych grupach. W efekcie ponad 71% pozwoleń na budowę wydanych w Polsce w ostatnich miesiącach to wnioski firm deweloperskich. Warto jednak zaznaczyć, że w porównaniu z analogicznymi okresami w 2021 i 2022 roku deweloperzy uzyskali w 2024 roku pozwolenia na mniejszą liczbę mieszkań (6% mniej w stosunku do 2022 r. i 10% w stosunku do 2021 r.).

dane GUS na temat budownictwa mieszkaniowego styczeń-kwiecień 2024 2

O optymizmie firm deweloperskich najdobitniej świadczy przede wszystkim liczba rozpoczętych budów. Statystyka tzw. mieszkań rozpoczętych od stycznia do kwietnia bieżącego roku wskazuje na ożywienie w niemal wszystkich kategoriach inwestorów (tylko mieszkań komunalnych i społecznych – czynszowych  rozpoczęto mniej niż przed rokiem). Również w tej kategorii decydujące znaczenie ma działalność firm deweloperskich, które rozpoczęły budowę o 79,5% większej liczby mieszkań niż rok temu. Skala ożywienie po stronie deweloperów zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ rosnąca z miesiąca na miesiąc liczba rozpoczynanych budów realizowanych na sprzedaż lub wynajem (deweloperzy w terminologii GUS) jest tylko nieznacznie mniejsza od skali budów rozpoczętych w pierwszych czterech miesiącach 2021 roku. Nie powinna zatem niepokoić mniejsza w porównaniu do marca liczba mieszkań rozpoczętych w kwietniu. Takie wahnięcie obserwujemy na polskim rynku od kilku lat.

Autor: Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics

Grupa Muszkieterów odnotowała 9% wzrost sprzedaży w pierwszym kwartale 2024 r.

Grupa Muszkieterów osiągnęła w pierwszym kwartale 2024 r. łączny obrót w wysokości blisko 2,4 mld zł w ramach zrzeszonych sieci Intermarché i Bricomarché, odnotowując niemal 9 proc. wzrost rok do roku. Obie marki mają za sobą okres dynamicznych przyrostów sprzedaży i zwiększania skali oddziaływania.   

Intermarché – solidne wzrosty sprzedaży i powrót do rozwoju

Dla Intermarché pierwsze miesiące tego roku były udane pod kątem handlowym, a także istotne w kontekście powrotu sieci do rozwoju. Od stycznia do marca włącznie obroty szyldu wyniosły blisko 1,6 mld złotych wraz ze stacjami paliw. To wynik, który przełożył się na 8,1-proc. wzrost like-for-like w ujęciu rok do roku dla sklepów Intermarché.

Marka wróciła na ścieżkę rozwoju uruchamiając dotychczas swoje trzy placówki w Zielonej Górze, kolebce Intermarché w Polsce. Otwarcia kolejnych placówek zaplanowane są w trzecim i czwartym kwartale bieżącego roku.

Pierwszy kwartał w przypadku Intermarché upłynął pod znakiem aktywnych działań promocyjnych. Sieć obniżyła regularne ceny 400 produktów, a pod koniec lutego sieć uruchomiła kampanię z marką MasterChef, który obejmował program lojalnościowy dla klientów oraz sponsoring programu MasterChef Junior. W połowie marca wystartowała druga edycja akcji Interpunkty, w ramach której konsumenci mogli odbierać wartościowe artykuły dzięki zgromadzonym punktom udzielanym za zrealizowane zakupy.

Intermarché, zgodnie z zapowiedziami, kontynuuje działania związane z „remodelingiem” sklepów do konceptu Power 2.0. W pierwszym kwartale tego roku nowy koncept wdrożono w kolejnych 3 sklepach, a do końca roku przekonceptowanie przejdzie kolejnych 20 punktów sprzedaży. W supermarketach Intermarché funkcjonuje obecnie blisko 400 kas samoobsługowych dostępnych w co drugiej placówce sieci.

Po okresie wahań stabilizuje się także rynek paliw. Stacje sieci Intermarché, która jest liderem w sektorze placówek przymarketowych, odnotowała wzrost sprzedanego litrażu na poziomie 14 proc. i planuie w tym roku uruchomienie nie mniej niż 5 kolejnych stacji.

Sieć pozyskała w tym czasie 2 nowych przedsiębiorców, a 3 rozpoczęło szkolenia uprawniające do uruchomienia swojego sklepu pod marką Intermarché. Równolegle 3 sklepy zmieniły właściciela w ramach transakcji sprzedaży między przedsiębiorcami, a zarządzanie 1 z supermarketów przeszło z rodziców na dzieci w ramach procesu sukcesji.

Bricomarché z rekordową liczbą otwarć i dwucyfrowym wzrostem obrotów

W pierwszym kwartale tego roku sieć znacząco zwiększyła dynamikę rozwoju – w ciągu zaledwie trzech miesięcy otworzyła ponad 40 proc. z zaplanowanych na ten rok sklepów. Na koniec kwietnia realizacja planu osiągnęła już poziom blisko 70 proc. dzięki otwarciu 17 nowych supermarketów. Tym samym i zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli sieci, Bricomarché przekroczyła symboliczny pułap 200 placówek na terenie całego kraju. Intensywna ekspansja przełożyła się na wzrost obrotów sieci. Od stycznia do marca br. włącznie wyniosły ponad 800 mln złotych, co przekłada się na 15-proc. wzrost rok do roku. Tym samym sieć potwierdza plan rozwoju w 2024 i swoje długoterminowe ambicje na polskim rynku DIY.

Istotnym elementem realizowanej strategii pozostawała w tym okresie akcja lojalnościowa „Skanujesz-zyskujesz”. W kwietniu br. zapewniła Bricomarché wyróżnienie w konkursie Loyalty Heroes na najlepsze działania lojalnościowe w Polsce, w kategorii The Best New/Relaunched Program. Przede wszystkim była jednak kluczowym i efektywnym narzędziem do nieustannego poszerzenia grona klientów przystępujących do specjalnego programu lojalnościowego sieci. W pierwszym kwartale 2024 roku liczba osób korzystających z Moje Bricomarché przekroczyła 750 000, plasując sieć jako jednego z liderów polskiej branży handlowej w efektywnym docieraniu z komunikacją produktową do klientów.

Bricomarché kontynuowało wspieranie lokalnych społeczności, cel wpisujący się w kluczowe wartości sieci. W marcu 2024 r. marka powróciła do programu „Nasz Nowy Dom” jako główny sponsor, wspierając kolejne polskie rodziny potrzebujące jak najszybszej poprawy warunków mieszkaniowych. Bricomarché rozpoczęło także współpracę z Bartoszem Ostałowskim, jedynym na świecie profesjonalnym kierowcą sportowym prowadzącym samochód wyłącznie stopami. Marka pomaga Bartoszowi w remoncie starej stolarni, która będzie siedzibą jego zespołu, dostarczając materiały budowlane i wykończeniowe. W wyremontowanym obiekcie znajdzie się m.in. warsztat do przygotowywania samochodów do motosportu.

Sieć pozyskała w tym czasie 5 nowych przedsiębiorców, a 5 kolejnych ukończyło szkolenia uprawniające do uruchomienia swojego sklepu pod marką Bricomarché. Równolegle 1 punkt sprzedaży zmienił właściciela w ramach transakcji sprzedaży między przedsiębiorcami.

Ambitne plany Muszkieterów na dalszą część 2024 roku

W 2024 roku Grupa Muszkieterów ma ambicję przekroczenia pułapu 11 mld zł obrotów. – W przypadku sieci Bricomarché dążymy do tego, aby stać się trzecim graczem branży DIY w Polsce. Planujemy uruchamiać co roku minimum 25 nowych supermarketów, co powinno, w połączeniu z ciągłą i silną dynamiką wzrostu LFL, bardzo mocno przybliżyć nas do realizacji tego celu – mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce. – Jeżeli chodzi o Intermarché, po restrukturyzacji sieci i dalszej konsolidacji modelu biznesowego, wracamy do rozwoju i mamy ambicję stać się ulubionym supermarketem Polaków oraz liderem tego segmentu. W tym roku uruchomiliśmy pierwsze 3 placówki pod tym znakiem. Niezmiennie patrzymy z optymizmem na polski rynek retail, zamierzając aktywnie uczestniczyć w jego dalszym rozwoju, ale również konsolidacji – dodaje.

Przedsiębiorcy otwierają mniej firm, za to więcej wznawiają. W gospodarce lekko drgnęło

W pierwszym kwartale br. do rejestru CEIDG wpłynęło o ponad 6% mniej wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej niż w analogicznym okresie ub.r. W blisko połowie przypadków nie wskazano województwa wykonywania działalności, co stanowi udogodnienie dla części przedsiębiorców. W tym samym czasie o przeszło 9% rok do roku wzrosła liczba zgłoszeń ws. wznowienia biznesu. Zdaniem ekspertów, w nadchodzących miesiącach można spodziewać się lepszej sytuacji w omawianych zakresach.

Według danych przekazanych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), w pierwszych trzech miesiącach br. do rejestru CEIDG wpłynęło ok. 75,3 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 6,1% mniej w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wówczas takich przypadków było ponad 80,1 tys. Zdaniem Piotra Soroczyńskiego, głównego ekonomisty Krajowej Izby Gospodarczej (KIG), ten spadek to splot kilku przyczyn. Jedną z nich jest sytuacja demograficzna. Roczniki ludzi aktywnych zawodowo są coraz mniej liczne. Tym samym populacja osób, które mogłyby otworzyć własną firmę, nie rośnie jak kiedyś. Ponadto ostatni rok był bardzo trudny. W efekcie sygnałów zachęcających do założenia własnego biznesu jest mniej niż zwykle.

– Obecna sytuacja nie sprzyja zakładaniu firm z uwagi na znaczące koszty prowadzenia działalności. Wysoka inflacja, będąca de facto ukrytym podatkiem, a także rosnąca płaca minimalna oraz wyższe składki zusowskie mocno ostudziły zapał do składania takich wniosków. Panuje niepewność, wszyscy oczekują na poprawę, a nadzieję na nią dają unijne środki, choć nie tylko – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restukturyzacyjny.

W opinii dr. Jakuba Rybackiego, kierownika zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym (PIE), słabsze wyniki w I kw. mają kilka przyczyn. Największe osłabienie związane jest z sektorem budowlanym, z uwagi na zastój na rynku mieszkaniowym po podwyżkach stóp procentowych. Ten efekt jednak zaczyna mijać. Dodatkowo duże znaczenie ma też słabsza forma branży informatycznej oraz finansowej. Tutaj pogorszenie związane jest bezpośrednio ze słabą koniunkturą i mniejszą liczbą zamówień z Europy. Podobne trendy obserwujemy też w przemyśle, gdzie dodatkowe problemy stwarzają ceny energii. Zdaniem eksperta, na tym tle inflacja czy waloryzacja składek do ZUS-u to raczej małe wyzwanie. Rosnąca płaca minimalna to także raczej nie jest problem dotyczący większości JDG. Tutaj mamy zwykle do czynienia z większymi zarobkami.

– Podnoszenie płacy minimalnej stanowi problem dla podmiotów, do których rekrutowani są kandydaci z niskimi kwalifikacjami zawodowymi. Praca takich osób staje się dużym kosztem dla firm, aby kalkulowała się przy dzisiejszych cenach. W przypadku części branż jesteśmy blisko bariery popytu. Oferowane towary czy usługi zaczynają być za drogie, aby były akceptowane przez klientów. To też jest czynnik, który zmniejsza chęć do podjęcia działalności przez potencjalnych przedsiębiorców – dodaje główny ekonomista KIG.

Przeszło 34,6 tys. ww. wniosków dotyczyło firm, które nie wskazały obszaru wykonywania działalności (rok wcześniej – 33,9 tys.). Z kolei analizując dane obejmujące województwa, można zauważyć, że najwięcej takich zgłoszeń miało związek z mazowieckim – ok. 7,5 tys. (I kw. ub.r. – ok. 8,3 tys.).

– To nie jest kwestia niechęci do podawania informacji o miejscu prowadzenia działalności. Przedsiębiorcy nie muszą tego robić, co wynika z obowiązujących przepisów. Dla części osób stanowi to udogodnienie, a z rozwiązania tego korzysta coraz więcej rejestrujących firm – podkreśla Piotr Soroczyński.

Z danych resortu wynika też, że w I kw. br. do rejestru CEIDG wpłynęło 45,3 tys. wniosków o wznowienie jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 9,2% więcej niż od stycznia do marca 2023 roku. Wówczas takich przypadków zarejestrowano prawie 41,5 tys. Według Adriana Parola, ten wzrost świadczy o lepszych nastrojach wśród przedsiębiorców. Oni liczą na poprawę sytuacji wynikającą ze zmiany rządu, a także polityki gospodarczej i zagranicznej. Jak przekonuje ekspert, wpływ na ww. dane ma również zauważalne zahamowanie inflacji, która znacząco utrudniła prowadzenie działalności gospodarczej.

– Większa liczba wznawianych działalności to przede wszystkim sygnał poprawy aktywności gospodarczej. Dane REGON z GUS wskazują, że to w dużej mierze zasługa firm handlowych, przemysłowych oraz podmiotów prowadzących działalność edukacyjną. To bezpośredni efekt większych wydatków konsumpcyjnych gospodarstw domowych – analizuje dr Rybacki.

Z kolei Piotr Soroczyński zwraca uwagę na to, jak różna była sytuacja gospodarcza w analizowanych okresach. W I kwartale 2023 roku byliśmy mniej więcej w środku najtrudniejszego okresu dla przedsiębiorców. Wtedy jeszcze PKB liczony rok do roku był ujemny. Przedsiębiorcy wnioskowali więc o zawieszenie działalności. Wiedzieli bowiem, że nie będą w stanie sprostać warunkom rynkowym. Natomiast od pewnego czasu jest więcej nadziei, koniunktura stopniowo się poprawia. I to przekłada się też na liczbę wniosków dotyczących wznowienia działalności gospodarczej.

– W najbliższych miesiącach na pewno będzie więcej otwieranych i wznawianych JDG niż ostatnio. Możemy się tego spodziewać przede wszystkim w województwach o wyższym poziomie uprzemysłowienia. A biorąc pod uwagę sektory gospodarki, należy przewidywać, że wzrosty nastąpią w usługach związanych z budownictwem – prognozuje mec. Adrian Parol.

Dr Jakub Rybacki również stwierdza, że kolejne miesiące powinny sprzyjać większej liczbie wniosków o otwieranie oraz przywracanie zawieszonych działalności. Ekspert z PIE uważa, że 2024 rok zapewne będzie znacznie lepszy niż 2023. I dodaje, że dotychczas przybywało głównie firm usługowych, natomiast słabiej prezentowała się sytuacja w przemyśle i budownictwie. Teraz te dwa sektory powinny nadganiać braki, choćby w związku z poprawą sytuacji na rynku mieszkaniowym.

Dyrektywa o jawności płac (2023/970) i jej implikacje dla pracodawców

Dyrektywa 2023/970 zacznie obowiązywać od 7 czerwca 2026 roku. Już teraz organizacje powinny zacząć się przygotowywać na jej nadejście – zwłaszcza te zatrudniające ponad 150 pracowników. Na te firmy bowiem prawo nakłada najpoważniejsze obowiązki dotyczące raportowania wysokości wynagrodzeń.

Dyrektywa o jawności płac najczęściej kojarzy się z obowiązkiem podawania kandydatom do pracy wysokości wynagrodzeń lub widełek płacowych. Jest to tylko jeden z obowiązków, i to tych łatwiejszych do spełnienia. Znacznie poważniejszym zadaniem będzie raportowanie danych o wynagrodzeniach i luce płacowej do wskazanego organu (w Polsce przepisy wykonawcze nie zostały jeszcze uchwalone), a w przypadku, gdy luka przekracza 5 procent – podjęcie działań zaradczych.

W przypadku organizacji zatrudniających co najmniej 150 osób zbieranie odpowiednich danych do sprawozdawczości należy rozpocząć jeszcze przed wejściem dyrektywy w życie. Dlaczego? Firmy z tak licznym personelem pierwszy raport będą musiały złożyć w 2027 roku, a okres sprawozdawczości obejmie cały 2026 rok. Kolejne raporty będą musiały być składane co roku lub co trzy lata, w zależności od wielkości organizacji (przy co najmniej 250 pracowników corocznie, a w organizacjach w przedziale 150-249 pracowników – co trzy lata). W 2031 roku, a następnie co trzy lata, pierwszy raport będą musiały złożyć firmy zatrudniające co najmniej 100 osób.

Jakie dane mają zostać uwzględnione w raporcie płacowym? To również dyrektywa określa bardzo wyraźnie. Przede wszystkim:

  • odsetek pracowników płci żeńskiej i męskiej w każdym kwartylu wynagrodzenia;
  • luka płacowa oraz mediana luki płacowej ze względu na płeć;
  • luka płacowa ze względu na płeć wśród pracowników w podziale na kategorie pracowników, według stawki godzinowej lub miesięcznej oraz zmiennych składników wynagrodzenia (premie, dodatki itp.);
  • odsetek pracowników płci żeńskiej i męskiej otrzymujących zmienne składniki wynagrodzenia.

Należy pamiętać, że jeśli luka płacowa wykazana w raporcie będzie większa niż 5% – zgodnie z przepisami dyrektywy, zostanie uruchomiona oficjalna ścieżka zaradcza. Dotyczy to sytuacji, w których istnienie co najmniej pięcioprocentowej luki nie jest uzasadnione obiektywnymi, neutralnymi pod względem płci kryteriami, a do tego pracodawca w ciągu pół roku od przedłożenia sprawozdania nie zaradził takiej nieuzasadnionej różnicy w wynagrodzeniach firma będzie musiała przeprowadzić wspólnie z przedstawicielami pracowników wspólną ocenę wynagrodzeń. Do tego poszkodowani pracownicy będą mogli dochodzić odszkodowania. W jakiej wysokości i na jakich warunkach? To określić mają przepisy krajowe. Jednak dyrektywa stanowi (art. 16 pkt 2), że ma to być „rzeczywiste i skuteczne odszkodowanie lub zadośćuczynienie za poniesione straty i szkody, w sposób określony przez państwa członkowskie, w sposób odstraszający i proporcjonalny”.

Pozostaje więc około półtora roku, by przygotować się do jawności płac i podjąć odpowiednie działania już teraz. Wbrew pozorom – to niewiele czasu. Pierwszym krokiem może być przeprowadzenie audytu wynagrodzeń w firmie, w celu sprawdzenia, jakie dane znajdą się w naszym „próbnym” raporcie. Przegląd wynagrodzeń powinien odpowiedzieć na pytanie, czy w naszej organizacji występuje luka płacowa i w jakiej wysokości. W kolejnym etapie możemy przyjrzeć się zasadom dotyczącym płac i stanowisk, opisom stanowisk i przypisanych do nich zakresów obowiązków – po to, by odpowiedzieć na pytanie, czy wynagrodzenia w naszej organizacji są uzasadnione merytorycznie i mają podstawę w postaci regulaminów oraz czytelnych wymogów i zadań przypisanych do danego stanowiska.

Wiedząc, z jakimi wyzwaniami się mierzymy, możemy wprowadzić odpowiednie działania. Jeśli luka płacowa w organizacji przekracza 5 procent, możemy przygotować plan stopniowego wyrównywania płac i zabezpieczyć na to środki w przyszłym budżecie. Jeśli nasze zasady wynagradzania, opisy stanowisk i zakresy obowiązków nie są wystarczająco jasne – mamy czas, by wprowadzić zmiany. W dużych organizacjach analiza zapisów, wyznaczenie osób odpowiedzialnych za przygotowanie poprawek i praca nad nimi pochłoną sporo czasu, więc warto zaplanować harmonogram działań odpowiednio wcześniej.

Najwięcej w kontekście jawności płac dotąd mówiło się o obowiązku informowania kandydata o początkowym wynagrodzeniu lub jego przedziale (widełkach). Dyrektywa określa, że wynagrodzenie to ma być oparte na „obiektywnych, neutralnych pod względem płci kryteriów przewidzianych w odniesieniu do danego stanowiska”. To również jest wskazówką, dlaczego potrzebujemy analizy stanowisk i zasad wynagradzania. Zgodnie z dyrektywą, ogłoszenia o pracę oraz nazwy stanowisk mają być neutralne pod względem płci a proces rekrutacyjny ma być prowadzony w sposób niedyskryminacyjny. Nie będzie też można pytać kandydatów o ich aktualne oraz wcześniejsze zarobki. Warto jednak dodać, że coraz więcej firm już teraz podaje w ogłoszeniach przedział początkowych zarobków. Nie jest to obowiązkowe ani nie będzie po wejściu dyrektywy w życie – kandydat będzie musiał być poinformowany o wynagrodzeniu przed pierwszą rozmową kwalifikacyjną, ale niekoniecznie przez ogłoszenie. Z praktyki firm wynika jednak, że kandydaci chętniej aplikują na ogłoszenia z widełkami, a proces rekrutacyjny jest szybszy i sprawniejszy.

Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska

Sądy przyspieszyły w sprawach frankowych. Rząd zapowiada też reformy. Tylko na ich efekty trzeba będzie poczekać. Nawet kilka lat

Po najnowszych statystykach widać, że w sądach okręgowych o ponad 40 proc. wzrosła rdr. łączna liczba załatwionych spraw frankowych. Jednak składanych tam pozwów wciąż jest więcej. Istnieje realna szansa na odwrócenie sytuacji, zwłaszcza jeśli będą kontynuowane działania na rzecz optymalizacji procesów sądowych, a do tego zasoby ludzkie i techniczne zostaną zwiększone. Nowy rząd zapowiedział już uzupełnianie braków kadrowych, w tym zintensyfikowanie rekrutacji i ułatwienie dostępu do szkoleń dla sędziów i pracowników sądownictwa. Jednak realizacja tych planów może napotkać na liczne wyzwania strukturalne i biurokratyczne. Na efekty trzeba będzie więc poczekać kilka lat. Póki co rozpatrywanie spraw frankowych nieznacznie przyspieszyła wprowadzona w ub.r. nowelizacja k.p.c. Widać też polepszenie efektywności pracy sądów.

Jest lepiej, ale wciąż nie dość dobrze

Z najnowszych dostępnych danych wynika, że liczba załatwionych spraw frankowych w sądach okręgowych (dane pochodzą z 47 jednostek) wzrosła aż o 41% rdr. To może świadczyć o lepszej organizacji pracy i dostosowaniu procesów sądowych do większej liczby spraw. Niemniej, pomimo polepszenia efektywności pracy sądów, dynamika procesów frankowych jest nadal zmienna i często hamowana przez przeciwności interesów między bankami a kredytobiorcami.

Należy podkreślić, że do sądów okręgowych łącznie wpływa więcej pozwów w kwestiach frankowych, niż jest załatwianych spraw z tego zakresu. To sygnał o konieczności dalszego optymalizowania procesów sądowych, aby móc skutecznie radzić sobie z rosnącym obciążeniem. Coraz większa liczba postępowań wynika m.in. z pogłębiającej się świadomości prawnej kredytobiorców oraz aktywizacji ich działań prawnych w obliczu nowych orzeczeń sądowych i uchwał, które mogą być postrzegane jako szansa na korzystne rozwiązanie ich sytuacji.

Rosnące obciążenie sprawami frankowymi może skutkować dłuższymi okresami oczekiwania na rozprawy i rozstrzygnięcia. Jednak istnieje szansa na to, że w najbliższym czasie sytuacja się odwróci i liczba załatwianych spraw zacznie przewyższać ilość nowych pozwów. To już np. nastąpiło w I kw. br. w Sądzie Okręgowym w Warszawie.

Realna szansa na poprawę

Sytuacja w zakresie załatwiania spraw frankowych powinna stopniowo się poprawiać. Wzrosty w ich liczbie mogą być zróżnicowane w zależności od regionu i konkretnej organizacji pracy w poszczególnych sądach. Jeśli procesy sądowe zostaną dodatkowo zoptymalizowane, a zasoby ludzkie i techniczne – adekwatnie zwiększone, można oczekiwać umiarkowanego wzrostu efektywności. Konkretne statystyki będą zależały od tych działań, ale realistyczne jest przewidywanie wzrostów rzędu kilku procent rocznie, pod warunkiem utrzymania obecnych trendów i inwestycji w system sądowniczy.

Ze strony nowego rządu słychać zapowiedzi większej aktywności w kwestii uzupełniania braków kadrowych w sądach. Wypowiedzi jego przedstawicieli sugerują, że planują oni zintensyfikować rekrutacje oraz ułatwić dostęp do szkoleń dla sędziów i pracowników sądownictwa. Realizacja tych planów może jednak napotkać na liczne wyzwania strukturalne i biurokratyczne, opóźniające widoczne efekty.

Jednak szansa na to, że liczba załatwianych spraw przewyższy ilość nowych pozwów, jest realna, zwłaszcza jeśli kontynuowane będą działania na rzecz optymalizacji procesów sądowych. Kluczowe będzie tutaj systemowe i praktyczne wsparcie w postaci wprowadzenia usprawnień proceduralnych. Wzrost wydajności sądów, lepsze planowanie pracy, a także implementacja nowoczesnych technologii mogą przyczynić się do tego, że sądy będą w stanie szybciej przetwarzać sprawy. Zyskają na tym przede wszystkim frankowicze. Dla wielu z nich szybkie i sprawiedliwe rozstrzygnięcie przyniesie znaczną ulgę finansową oraz emocjonalną. Dla banków może to oznaczać zamknięcie niepewnych zobowiązań, ale także konieczność reagowania na niekorzystne wyroki sądowe i organizowania dodatkowych rezerw.

Jednak konkretne efekty działań, mających na celu usprawnienie procesu sądowego i zwiększenie dostępności sądownictwa dla frankowiczów, mogą być widoczne dopiero za kilka lat. Reformy sądowe często wymagają nie tylko wprowadzenia zmian legislacyjnych, ale także odpowiedniego czasu na ich implementację i ocenę rezultatów. W związku z tym pełna ocena ich wpływu na system sądownictwa i szybkość rozstrzygania spraw frankowych będzie możliwa po upływie kilku lat. Taki czas jest potrzebny na obserwację długoterminowych trendów i reakcji systemu sądowego.

Efekt nowelizacji k.p.c.

Już ponad rok temu wprowadzona nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego (k.p.c.) miała na celu przyspieszenie i usprawnienie procesów sądowych. Zmiany objęły m.in. uproszczenie niektórych procedur oraz lepszą organizację pracy sądów. Jednak może upłynąć jeszcze trochę czasu, zanim zobaczymy stałe i znaczące skrócenie okresów rozpatrywania spraw frankowych w sądach okręgowych.

Obecnie załatwianie ich w pierwszej instancji trwa zwykle od półtora roku do dwóch lat. Etap apelacyjny może zająć od roku do półtora roku.

Czas rozpatrywania sprawy jest indywidualny i zależy od kalendarza sędziego oraz sądu, w którym toczy się postępowanie. Przykładowo, w Warszawie proces trwa średnio od pięciu do sześciu lat. Niemniej niektórzy sędziowie wydają wyroki już po trzech miesiącach. Z kolei w Łodzi sprawy są rozstrzygane przeciętnie w ciągu roku. Jednak istnieją przypadki, w których nie zapada wyrok nawet przez trzy lata. Nie ma na to żadnej reguły.

Z jednej strony prawnicy frankowiczów starają się przyspieszać procesy, naciskając na szybsze terminy rozpraw. A z drugiej – banki stosują strategie, których celem jest przeciąganie procesów. Postępują w ten sposób, aby opóźnić potencjalnie niekorzystne dla siebie decyzje, zwłaszcza że stoją przed dużą liczbą spraw. Ostatecznie tempo załatwiania spraw frankowych w sądach okręgowych w dużym stopniu zależy od obciążenia sędziów oraz organizacji ich pracy.

Autorem komentarza jest Adrian Goska, publicysta prawny i wieloletni ekspert ds. problemów frankowych w sądownictwie, radca prawny w Kancelarii SubiGo

Pol(s)ka na macierzyńskim. Nad Wisłą lepiej niż w USA

W styczniu 2024 r. zasiłek macierzyński pobierało w Polsce 222,8 tys. osób, a liczba dni zasiłkowych wyniosła w sumie 6,526 mln (dane ZUS). W porównaniu do innych państw, nasz kraj oferuje hojne, bo 100 proc. płatne urlopy macierzyńskie, wynika z analiz Grupy Progres. Nieco gorzej wypadamy, jeśli chodzi o ich długość, ale i tak wyprzedzamy m.in. Stany Zjednoczone, Francję i Niemcy. Na horyzoncie kolejne zmiany. Ministerstwo Rodziny planuje nowe rozwiązania dla rodziców wcześniaków – nad Wisłą przed terminem na świat przychodzi rocznie ponad 20 tys. dzieci.

  • Według danych ZUS, z urlopu macierzyńskiego w Polsce w pierwszym kwartale tego roku skorzystało w sumie 393 tys. kobiet, a liczba dni zasiłkowych za okres od stycznia do marca 2024 r. wyniosła przeszło 19,695 mln.
  • Wysokość płatności za urlop macierzyński znacznie różni się w poszczególnych państwach. Jak wynika z analiz Grupy Progres, nasz kraj wyprzedzają m.in. państwa skandynawskie, ale w tyle zostawiamy np. zachodnią Europę.
  • Długość ustawowego płatnego urlopu macierzyńskiego różni się znacznie w zależności od kraju. W Norwegii wynosi on 54 tygodnie, w Wielkiej Brytanii 39 tygodni, a Szwecja, Singapur i Korea Południowa oferują po 12 tygodni.
  • Stany Zjednoczone, znane z restrykcyjnego podejścia do praw pracowniczych, nie oferują ustawowego płatnego urlopu macierzyńskiego ani ojcowskiego. Amerykańscy pracownicy mogą skorzystać jedynie z 12 tygodni bezpłatnego urlopu.
  • Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje nowe przepisy, które mogą wejść w życie w 2025 r. i mają na celu wsparcie rodziców wcześniaków.

Polska zapewnia młodym matkom 20 tygodni płatnego urlopu macierzyńskiego. Chociaż czas trwania tego urlopu jest krótszy niż w Norwegii czy Wielkiej Brytanii, to nasz kraj wyróżnia się wysokością zasiłku wypłacanego za ten czas. Młode matki otrzymują 100% swojego wynagrodzenia przez cały okres urlopu, co stawia Polskę na czołowej pozycji w zakresie finansowego wsparcia.

Długość urlopów macierzyńskich na świecie

Długość ustawowego płatnego urlopu macierzyńskiego różni się znacznie w zależności od kraju. W Norwegii wynosi on 54 tygodnie, w Wielkiej Brytanii 39 tygodni, a w Indiach oraz Nowej Zelandii po 26 tygodni. We Włoszech jest to 21 tygodni, w Australii i Polsce po 20 tygodni, a w Danii 18 tygodni. Republika Południowej Afryki oferuje 17 tygodni, Francja, Hiszpania i Holandia po 16 tygodni, Kanada 15 tygodni, Niemcy, Japonia i Szwajcaria po 14 tygodni, a Szwecja, Singapur i Korea Południowa po 12 tygodni.

– Ocena krajów pod kątem długości urlopu macierzyńskiego jest złożona i skłania do odpowiedzi na pytanie, czy w Polsce urlop macierzyński powinien być dłuższy. To kwestia, którą należy rozważyć z różnych perspektyw. Część mam z pewnością potrzebowałaby takiej zmiany, ale jest też grupa, która decyduje się nie wykorzystać pełnego urlopu macierzyńskiego i wraca do pracy szybciej, niż to byłoby wskazane. Niestety do podjęcia decyzji o wcześniejszym powrocie do pracy skłaniają je czynniki takie jak presja finansowa, brak odpowiedniego wsparcia ze strony pracodawcy czy też obawy o karierę zawodową – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres.

Macierzyński w Polsce na bogato?

Wysokość płatności za urlop macierzyński znacznie różni się w poszczególnych państwach. Jak wynika z analiz Grupy Progres, nasz kraj wyprzedzają m.in. państwa skandynawskie, ale w tyle zostawiamy np. zachodnią Europę. W Norwegii mamy mogą liczyć na 96% wynagrodzenia przez 54 tygodnie lub 100% przez 44 tygodnie. W Wielkiej Brytanii przez pierwsze sześć tygodni otrzymują 90% swojego wynagrodzenia, a przez kolejne 33 tygodnie stałą kwotę wynoszącą około 151,20 GBP tygodniowo lub 90% wynagrodzenia, jeśli jest ono niższe. W Indiach matki otrzymują 100% wynagrodzenia przez 26 tygodni, podobnie jak w Nowej Zelandii, gdzie limit wynosi 600 NZD tygodniowo.

We Włoszech matki dostają 80% wynagrodzenia przez 21 tygodni, a w Australii około 740 AUD tygodniowo przez 18 tygodni. W Danii płatność wynosi 100% przez 18 tygodni, podczas gdy w Republice Południowej Afryki jest to do 60% przez 17 tygodni. Francja, Hiszpania i Holandia oferują 100% wynagrodzenia przez 16 tygodni, a Kanada do 55% przez 15 tygodni.

W Niemczech matki otrzymują 100% wynagrodzenia przez 14 tygodni, w Japonii 67%, a w Szwajcarii 80%. Szwedzkie matki dostają 80% wynagrodzenia przez 12 tygodni, podobnie jak w Singapurze i Korei Południowej, gdzie płatność wynosi 100%.

Amerykański sen nie dla mam

Stany Zjednoczone, znane z restrykcyjnego podejścia do praw pracowniczych, nie oferują ustawowego płatnego urlopu macierzyńskiego ani ojcowskiego. Amerykańscy pracownicy mogą skorzystać jedynie z 12 tygodni bezpłatnego urlopu, jednak niektóre stany, firmy i organizacje oferują własne programy płatnych urlopów rodzicielskich, co wprowadza pewne nierówności. Jest to szczególnie ważne, biorąc pod uwagę, że opieka nad nowonarodzonymi lub chorymi dziećmi może być wymagająca i czasochłonna.

– Brak ustawowych świadczeń urlopowych stawia Amerykanów w trudnej sytuacji, szczególnie w kontekście potrzeby zarabiania pieniędzy na utrzymanie rodziny, co często wymusza szybki powrót do pracy po porodzie. Dlatego coraz częściej podejmowane są działania na szczeblu stanowym i korporacyjnym, aby zaoferować rodzicom bardziej elastyczne i opłacalne opcje urlopowe. Jednakże, pomimo tych inicjatyw, kwestia opieki rodzicielskiej w Stanach Zjednoczonych nadal pozostaje tematem dyskusji i walki o ustawowe uprawnienia dla pracowników – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres. – W Polsce, z której w tym przypadku USA powinno brać przykład, pracodawcy wspierają mamy w różny sposób – oferują różnego rodzaju wsparcie finansowe, wyprawki czy benefity, ale też dni wolne np. dodatkowy urlop na dziecko po wykorzystaniu regularnej puli czy czas wolny od obowiązków zawodowych w międzynarodowym dniu rodziny – dodaje Magda Dąbrowska.

400 tys. mam i nowe rozwiązania dla rodziców wcześniaków

Według danych ZUS, z urlopu macierzyńskiego w Polsce w pierwszym kwartale tego roku skorzystało w sumie 393 tys. kobiet, a liczba dni zasiłkowych za okres od stycznia do marca 2024 r. wyniosła przeszło 19,695 mln. To świadczy o istotności tych świadczeń i potrzebie wprowadzania kolejnych zmian dla młodych rodzin, których nad Wisłą nie brakuje.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje nowe przepisy, które mogą wejść w życie w 2025 r. i mają na celu wsparcie rodziców wcześniaków. Projekt zakłada wydłużenie urlopu macierzyńskiego dla rodziców dzieci urodzonych przedwcześnie, co pozwoli im na dłuższy czas opieki i rehabilitacji noworodka. Rząd chce, by obowiązywał mechanizm „tydzień za tydzień” – tydzień wydłużonej hospitalizacji, tydzień wydłużonego urlopu macierzyńskiego, aż do 8 tygodni ekstra. To krok w stronę bardziej elastycznego i empatycznego podejścia do potrzeb rodzin wcześniaków. Każdego roku w Polsce przed terminem na świat przychodzi ponad 20 tys. dzieci.

Kwiecień 2024: Polacy biją rekordy w zaciąganiu kredytów

W kwietniu 2024 r., w porównaniu do kwietnia 2023 r., banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów kredytów i na wyższą wartość. W ujęciu liczbowym przyznanych zostało więcej kredytów ratalnych (+87,1%), kredytów mieszkaniowych (+66,8%), gotówkowych (+25,6%) oraz wydano więcej kart kredytowych (+6,7%). Banki i SKOK-i przyznały na wyższą wartość kredytów mieszkaniowych (+93,2%), gotówkowych (+42,1%), ratalnych (+33,3%) oraz limitów na kartach kredytowych (+16,9%).

W okresie styczeń – kwiecień br. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+150,3%), ratalnych o (+94,5%), gotówkowych (14,4%) i wydały więcej kart kredytowych (+0,9%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły o (+204,4%) wyższą wartość kredytów mieszkaniowych, o (34,9%) wyższą wartość kredytów ratalnych, o (+26,3%) kredytów gotówkowych oraz o (+10,6%) wyższą wartość limitów na karcie kredytowej.

Wszystkie produkty kredytowe w kwietniu 2024 r. utrzymały wzrostowy trend sprzedaży w ujęciu zarówno liczbowym, jak i wartościowym. Nadal wysokie dynamiki wartości sprzedaży prezentują kredyty ratalne (+33,3%), zwłaszcza do 1 tysiąca złotych. W ujęciu liczbowym wzrost był jeszcze bardziej spektakularny, wyniósł (+87,1%). Ten wysoki wzrost zawdzięczamy głównie niskokwotowym kredytom ratalnym, pochodzącym z przekształcania niespłaconych zobowiązań z okresu bezodsetkowego w ramach transakcji z odroczonym terminem płatności (tzw. BNPL) w kredyty ratalne poprzez zakup tych wierzytelności przez banki.

Równie pozytywnie wypadła dla sektora bankowego aktywność w kredytach gotówkowych. Ich liczba wzrosła w kwietniu tego roku o ponad jedną czwartą (+25,6%), a wartość akcji kredytowej wzrosła o +42,1% r/r.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w kwietniu 2024 r. to 1 829 zł i była ona niższa niż w kwietniu rok temu o 28,8%. Natomiast średnia wartość kredytu gotówkowego wyniosła 26 119 zł – to wzrost o 13,2% w stosunku do kwietnia ub. roku.

W kwietniu 2024 roku zauważalny był wzrost zainteresowania kartami kredytowymi. W porównaniu z kwietniem poprzedniego roku, liczba wydanych kart wzrosła o 6,7%, a ich wartość o 16,9%.

Na osobną analizę zasługują kredyty mieszkaniowe. Nadal cieszą się one dużym zainteresowaniem, pomimo braku nowego programu wsparcia kredytobiorców. Poprzedni Program odpowiadał za około 60% akcji kredytowej w drugim półroczu 2023 r. Co zatem stoi za nadal tak dobrą akcją kredytową? Istnieje kilka głównych źródeł tego zjawiska.

– W kwietniu 2024 roku banki udzieliły 16,4 tys. kredytów mieszkaniowych na wartość 6,77 mld zł. Wpływ na nadal wysoką sprzedaż w porównaniu z pierwszym półroczem zeszłego roku, ma wyższa zdolność kredytowa. Przyczynił się do niej głównie wzrost realny wynagrodzeń (ok. 10%) oraz stabilizacja stóp procentowych na poziomie ok. 1,0 p.p. niższym niż w zeszłym roku. To z kolei bezpośrednio przekłada się na wyższą wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego. W kwietniu br. jego średnia kwota wyniosła 413,1 tys. zł i była o 15,8% wyższa kwota niż przed rokiem – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– W kwietniowej akcji kredytowej już prawie nie ma efektu uruchomienia kredytów z Programu „Bezpieczny Kredyt 2%”. Z puli wniosków złożonych w grudniu 2023 r. w ramach tego Programu, według statystyk BIK, banki udzieliły w kwietniu 536 szt. kredytów (3% wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych) na kwotę 237 mln zł (3% łącznej kwoty wszystkich kredytów) – potwierdza prof. Rogowski i dodaje, że:

– W kwietniu br., w relacji do historycznie rekordowego stycznia br., wartość udzielonych hipotek spadła o ok. 3,53 mld zł. Brak nowych wniosków z ubiegłorocznego Programu widać też w liczbie osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy – w kwietniu br. było ich 32,36 tys. wobec 46,34 tys. w grudniu 2023 r. Do czasu uruchomienia nowego programu, należy oczekiwać dalszego spadku akcji kredytowej w kolejnych miesiącach. Szacujemy, że brak programu może obniżyć akcję kredytową w porównaniu do stycznia br. o około 4-4,5 mld zł. Spadek akcji kredytowej może być jednak częściowo kompensowany przez kredyty mieszkaniowe zaciągane przez osoby, które w wyniku nadal rosnących cen nieruchomości przyspieszą decyzję o kredycie, a z przyczyn formalnych nie mogą być beneficjentami nowego programu. Pojawienie się bowiem nowego rządowego programu, może podziałać stymulująco na wzrost cen nieruchomości. Podobne zjawisko miało już miejsce w ubiegłym roku. Warto je być może poddać refleksji.

Nadal dobra jakość zaciągniętych kredytów

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w kwietniu 2024 r. wyniósł 1,11%. W ostatnich 12 miesiącach (od kwietnia 2023 r. do kwietnia 2024 r.) jakość portfela pogorszyła się niewiele, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,06 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych jest lepszy od tego sprzed miesiąca (spadek o -0,12 p.p.). Szkodowość kredytów złotowych jest na niskim poziomie, a kredyty udzielane już w środowisku wyższych stóp procentowych są także bardzo dobrze spłacane. W tej sytuacji trudno jest uzasadnić celowość przedłużenia moratoriów kredytowych w tym roku, zwłaszcza dla kredytów zaciągniętych na okresowo stałą stopę procentową. Dla osób w rzeczywistej sytuacji związanej z możliwym problemem w obsłudze kredytu, właściwym instrumentem pomocy jest Fundusz Wsparcia Kredytobiorców (FWK), zwłaszcza że dostęp do niego został zliberalizowany – mówi Waldemar Rogowski.

Bieżący – kwietniowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,31% – tylko o 0,20 pkt proc. wyższym niż Indeks Jakości kredytów mieszkaniowych.
Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Kwietniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 4,15%.

– W porównaniu do kwietnia 2023 r. wartość zarówno Indeksu Jakości kredytów gotówkowych, jak i ratalnych polepszyła się (spadła), odpowiednio o 0,68 pkt proc. i o 0,25 p.p. Dalszej poprawie jakości powinien sprzyjać głównie realny wzrost wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych. Natomiast wartość Indeksu Jakości kart kredytowych w kwietniu br. wyniosła 3,42% i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższa wartość Indeksu ze wszystkich Indeksów produktowych. W ujęciu rocznym wartość Indeksu jednak spadła (poprawiła się) o (-0,48 p.p.) – zauważa analityk BIK.

Warszawski rynek biurowy w poszukiwaniu bodźców

Utrzymujący się na poziomie 11% (+0,6 p.p. kw./kw. i -0,6 p.p. r/r) poziom pustostanów oraz towarzyszący im proces przebudowy i modernizacji biurowców to jedne z głównych trendów podsumowujących I kw. 2024 r. na warszawskim rynku biurowym. Pomimo wyzwań związanych z dostępnością wolnych modułów w centralnych lokalizacjach najemcy podpisali umowy na niespełna 140 000 mkw. (-11% r/r). Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych prezentuje raport „Rynek biurowy w Warszawie w I kwartale 2024 r.”.

W I kw. 2024 r. w stolicy oddano do użytku cztery inwestycje biurowe o powierzchni niemal 50 tys. mkw. Pozwolenie na użytkowanie otrzymały Lixa E 16 900 mkw. (Yareal), Saski Crescent (po modernizacji) 15 500 mkw. (CA Immo), Lixa D 9 300 mkw. (Yareal) oraz Makro Cash and Carry 6 900 mkw. (Makro Cash and Carry). Niemniej w budowie znajduje się kolejne ok. 260 000 mkw., które ma zostać dostarczone w latach 2024-2026. Wśród największych projektów na etapie realizacji znajdują się m.in. The Bridge 47 000 mkw. (Ghelamco), Upper One 35 900 mkw. (Strabag) oraz V Tower 33 700 mkw. (Cornerstone).

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych, AXI IMMO, mówi: „Warszawski rynek biurowy przechodzi przez proces remodelowania. Widzimy przykłady, m.in. na Mokotowie-Służewcu,  kiedy funkcja obecnej infrastruktury biurowej jest zamieniana na inną, najczęściej mieszkaniową. Innym zjawiskiem są gruntowne modernizacje i remarketing nieruchomości biurowych. Oddany ponownie do użytku w I kw. 2024 r. biurowiec Saski Crescent czy znajdujące się obecnie w przebudowie V Tower czy G5 Prime Offices to najlepsze przykłady biurowców, które po zmianie zyskają nowe oblicze”.

Na koniec marca br. średni wskaźnik pustostanów dla całej stolicy wyniósł 11% (+0,6 p.p. kw./kw. i -0,6 p.p. r/r). Dostępność wolnych modułów biurowych w strefach centralnych (9,6%) jest niższa niż poza Centrum (12,3%). Niezmiennie strefa Służewiec odnotowała najwyższy wskaźnik pustostanów na poziomie 20%.

Bartosz Oleksak, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, komentuje: „Obserwowana na stołecznym rynku punktowa luka podażowa i zmiany związane z nową podażą wpływają na wydłużające się procesy decyzje najemców. Niemniej na rynku pozostaje wiele małych i średnich firm, które aktywnie poszukują nowych powierzchni. Wyzwaniem pozostaje ich zapotrzebowanie najczęściej oscylujące w granicach do 250 mkw. w ramach rocznej umowy. Tymczasowym rozwiązaniem, które oferujemy Klientom na przeczekanie do czasu pojawienia się oczekiwanych modułów jest ulokowanie ich w biurach serwisowych, flexach lub na powierzchniach coworkingowych”.

W okresie od stycznia do końca marca 2024 r. całkowita aktywność najemców na warszawskim rynku biurowym wyniosła niespełna 140 000 mkw. (-11% r/r). Niemal 75% podpisywanych umów zostało zawartych w strefach centralnych (Centrum i Centralny Obszar Biznesu), Służewcu i korytarzu Al. Jerozolimskich. W strukturze popytu nowe umowy (54%) wyprzedziły przedłużenia (36%) i ekspansje (10%). W I kw. 2024 roku nie odnotowano wielkopowierzchniowych transakcji najmu. Największe transakcje oscylowały wokół 6 000 – 7 000 mkw. Na koniec marca br. czynsze ofertowe kształtowały się w przedziale od 19,50 do 27,50 EUR/ mkw./ mies. w najbardziej prestiżowych budynkach biurowych w centralnych lokalizacjach Warszawy, z kolei wyjściowe stawki w strefach pozacentralnych zaczynały się od ok. 10,00 EUR/ mkw./ mies.

Jakub Potocki, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, omawia: „Jednym z trendów, który towarzyszy nam od czasów pandemii jest proces związany z optymalizacją powierzchni i chęcią relokacji do bardziej prestiżowego budynku lub dzielnicy. Niemniej firmy po wprowadzeniu hybrydowego modelu pracy cały czas dbają o komfort pracowników i dostosowują biura do ich potrzeb. Obecnie minimalny koszt fit-out dla powierzchni shell&core pozostaje w granicach 700-800 EUR/mkw., przy czym na rynku znajdują się również oferty na poziomie ponad  1000 EUR/mkw.”.

PMPG Polskie Media z 8,6 mln PLN przychodów w I kwartale 2024 r.

PMPG Polskie Media, holding mediowy notowany na głównym parkiecie warszawskiej giełdy, opublikował wyniki za I kwartał 2024 rok. W analizowanym okresie Grupa osiągnęła 8,6 mln PLN przychodów ze sprzedaży oraz odnotowała ujemny wynik EBITDA i wynik netto, które wyniosły kolejno -721 tys. oraz -1,1 mln PLN. Przyczyną gorszych wyników jest w znacznej mierze zmniejszenie przychodów reklamowych, które obserwuje się w całej branży.

– Obecna sytuacja rynkowa, jak i spowolnienie gospodarcze, które obserwowaliśmy w 2023 roku wpłynęło na nasze wyniki. Widzimy znaczący spadek przychodów reklamowych, jednak podjęliśmy już odpowiednie kroki, które pozwolą nam przeciwdziałać temu zjawisku. Mowa tu o rozbudowanym programie, który skupia się na pozyskaniu klientów. Co więcej, stale pracujemy nad nową strategią rozwoju, którą będziemy chcieli zaprezentować do końca czerwca br. – komentuje Katarzyna Gintrowska, prezes zarządu PMPG Polskie Media.

PMPG Polskie Media w ostatnim czasie prowadzi także działania mające na celu uporządkowanie struktury Grupy. Działania te mają za zadanie pozwolić jej skoncentrować się na kluczowych obszarach działalności oraz dostosować do implementacji nowej strategii.

Nowa strategia rozwoju jest budowana w oparciu o obecne trendy rynkowe i zostanie dopasowana do panujących warunków makroekonomicznych. Pomimo trudności, które napotkaliśmy, pozostajemy optymistycznie nastawieni do przyszłości. Kontynuujemy nasze inwestycje w rozwój platform cyfrowych, co jest jednym z kluczowych elementów dla naszego długoterminowego sukcesu. Nasze działania mają na celu zwiększenie zaangażowania użytkowników oraz dywersyfikację źródeł przychodów – dodaje Katarzyna Gintrowska.

Nowa strategia ma się także skupiać na rozwoju dwóch największych aktywów Grupy, czyli Orlego Pióra oraz AWR Wprost – wydawców tygodników Do Rzeczy i Wprost, które w raporcie sporządzonym przez Internetowy Monitoring Mediów zajęły kolejne 3. i 1. miejsce w zestawieniu najbardziej opiniotwórczych tygodników i dwutygodników dekady. Ich rozwój ma się odbywać przy pomocy zewnętrznych inwestorów. PMPG Polskie Media chce także kontynuować realizację transakcji typu media for equity. Spółka na swoim koncie ma już takie przedsięwzięcie – mowa o inwestycji w studio gamingowe RedDeer.Games, jednego z czołowych wydawców gier, gdzie Grupa posiada pakiet około 20 proc. udziałów.

Bardzo się cieszymy, że nasze tygodniki Wprost oraz Do Rzeczy zostały sklasyfikowane na podium najbardziej opiniotwórczych tygodników i dwutygodników ostatniej dekady w Polsce. Nasze redakcje i dziennikarze, dzięki swojemu wysokiemu zaangażowaniu pozostają liderami opinii, co służy naszym czytelnikom. Potwierdza to długotrwałe i rzetelne służenie społeczeństwu, niezależnie od panujących warunków ekonomicznych – podsumowuje Katarzyna Gintrowska.

Wyniki Grupy PHN za I kwartał 2024 r. – wzrost przychodów z najmu o 24,2%

Grupa PHN, dzięki przychodom z najmu z nowych powierzchni, odnotowała wzrost przychodów z kluczowego segmentu działalności tj. przychodów z najmu o 13,8 mln PLN w I kwartale 2024 r., co stanowi wzrost o 24,2% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wynik z najmu wzrósł z 31,2 mln PLN w I kwartale 2023 r. do 43,6 mln PLN w I kwartale 2024 r. (wzrost o 39,7%).

W I kwartale 2024 r. EBITDA wyniosła 7,7 mln PLN i była niższa o 2,4 mln PLN (-23,8%) względem I kwartału 2023 r. Skorygowana EBITDA (EBITDA skorygowana o zmianę wartości godziwej nieruchomości i wynik na ich zbyciu,  odszkodowania i kary w segmencie najmu) wyniosła 30,7 mln PLN i była wyższa o 10,8 mln PLN względem I kwartału 2023 roku (54,3%).

Jednocześnie, z uwagi m.in. na ujemną zmianę wartości godziwej nieruchomości inwestycyjnych oraz wyższe koszty finansowania, Grupa PHN odnotowała stratę netto na poziomie 27,1 mln PLN. Niższy wynik z działalności deweloperskiej oraz z działalności budowalnej w I kwartale 2024 r. wynikał głównie z cyklu inwestycyjnego realizowanych projektów mieszkaniowych oraz z przesuniętych harmonogramów niektórych realizowanych kontraktów budowlanych.

Osiągnięte wyniki finansowe w pierwszym kwartale bieżącego roku są poniżej naszych oczekiwań. Zdajemy sobie sprawę z konieczności podjęcia szeregu działań i usprawnień o charakterze strategicznym. Ufamy, że dzięki wdrażanym zmianom, w kolejnych kwartałach poprawimy rentowność i sytuację finansową Grupy PHN. Naszymi priorytetami są dalsza poprawa wyniku z najmu oraz rozwój działalności deweloperskiej, które będą stanowić fundament naszej działalności – powiedział Wiesław Malicki, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

W I kwartale 2024 r. Grupa PHN kontynuowała realizację programu inwestycyjnego w sektorze nieruchomości biurowych, mieszkaniowych oraz logistycznych. W styczniu 2024 r. Grupa PHN rozpoczęła realizację inwestycji biurowej VENA, która dostarczy na rynek ponad 15 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni najmu. W przygotowaniu znajduje się projekt MARINA by PHN w Gdyni. Obecnie w budowie jest także pięć inwestycji mieszkaniowych tj. KOLEJ NA 19, Osiedle ŁAN, Młoda Białołęka II, Osiedle Olimpijczyk II oraz Willa Pana Tadeusza. Realizowane obecnie projekty mieszkaniowe dostarczą na rynek ponad 750 mieszkań w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi i Krakowie. W najbliższych miesiącach Grupa PHN planuje uruchomienie kolejnych inwestycji, także na nowych rynkach regionalnych – w przygotowaniu znajduje się kilkuetapowy projekt w Bydgoszczy przy ul. Nakielskiej, kameralna inwestycja w Śródmieściu Warszawy oraz pierwszy etap inwestycji w Łężycy, a także kontynuowany będzie prestiżowy projekt mieszkaniowy w Gdyni. W sektorze logistycznym Grupa PHN planuje realizację kolejnych projektów – w formule JV w Zgorzelcu oraz w Pruszkowie, które dostarczą na rynek ponad 300 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej.

Develia z rekordowym pierwszym kwartałem 2024 r. Przychody wzrosły o 56%, a zysk netto o 45%

  • W I kwartale 2024 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 401,6 mln zł, co oznacza wzrost o 56% w porównaniu do 257,2 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego.
  • Zysk netto grupy wyniósł 84,4 mln zł wobec 58 mln zł zysku netto w I kwartale 2023 r., czyli 45% więcej.
  • W okresie styczeń-marzec 2024 r. deweloper sprzedał 1038 lokali, odnotowując rekordowy kwartalny wynik, oraz przekazał 598 mieszkań.
  • Na koniec marca 2024 r. Develia posiadała łącznie 662,2 mln zł gotówki, krótkoterminowych aktywów finansowych i pozostałych aktywów finansowych wobec 703,4 mln zł na koniec 2023 r.

– Po rekordowym 2023 r. mocno rozpoczęliśmy kolejny rok, odnotowując bardzo dobre wyniki sprzedaży i finansowe. Największą dotychczas kwartalną sprzedaż wspierała wysoka liczba rezerwacji z końca ubiegłego roku związana z zakończeniem programu „Bezpieczny Kredyt 2%”. Wiele z nich przekształciło się w umowy deweloperskie w I kwartale br. Po pierwszych miesiącach roku czujemy się komfortowo z realizacją celów sprzedaży i przekazań, jakie wyznaczyliśmy sobie na 2024 r. – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – W I kwartale pracowaliśmy nad nową strategią grupy Develia, którą ogłosiliśmy w kwietniu. Naszym priorytetem jest dalszy dynamiczny rozwój w sektorze mieszkaniowym i zwiększenie udziału rynkowego w miastach, w których obecnie działamy do 7-8%. W ramach dywersyfikacji działalności będziemy rozwijać się w segmentach PRS oraz akademików, w co wpisuje się umowa joint venture, jaką podpisaliśmy z naszym partnerem na początku rokudodaje Andrzej Oślizło.

Działalność deweloperska

W I kwartale br. Develia sprzedała 1038 mieszkań w porównaniu do 533 w I kwartale 2023 r., co oznacza wzrost o 95%. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach Aleje Praskie i Bemowo Vita w Warszawie, City Vibe w Krakowie i Przemyska Vita w Gdańsku. Develia sprzedała też 30 lokali w projektach Lizbońska na Saskiej Kępie oraz Ursynów #22 w Warszawie realizowanych we współpracy joint venture z deweloperem Grupo Lar. Pod koniec kwietnia br. Develia zawarła aneks do umowy joint venture ze spółkami Grupo Lar Holding Polonia i Lar Management Polonia, rozszerzając współpracę deweloperów o inwestycję na około 550-600 mieszkań na Pradze Południe w Warszawie.

W okresie styczeń-marzec Develia przekazała 598 mieszkań w porównaniu do 441 lokali rok wcześniej. Cel zarządu to przekazanie 2700-2900 mieszkań w 2024 r.

Działalność komercyjna

W związku z podpisaniem pod koniec 2023 r. przedwstępnej umowy sprzedaży Arkad Wrocławskich w I kwartale br. Develia kontynuowała działania zmierzające do zamknięcia obiektu. Zakończenie działalności operacyjnej centrum handlowego jest zaplanowane na II kwartał br. Finalizacja transakcji sprzedaży Arkad Wrocławskich powinna nastąpić nie później niż do końca sierpnia 2025 r.

Zgodnie z nową strategią Develia zamierza dywersyfikować swoją podstawową działalność w sektorze mieszkaniowym poprzez realizację projektów PRS oraz akademików. Dlatego też na początku 2024 r. spółka zawarła umowę joint venture z funduszem CEE Student Housing Fund, w ramach której we Wrocławiu powstanie obiekt zamieszkania dla studentów z ponad 300 pokojami. Develia będzie pełnić w projekcie rolę dewelopera odpowiedzialnego za nabycie gruntu, nadzór nad budową oraz fit-out inwestycji. Po zakończeniu budowy partner wykupi udziały Develii w projekcie i zajmie się komercjalizacją oraz zarządzaniem obiektem. Model współpracy zakłada zaangażowanie kapitałowe Develii na poziomie 10% i otrzymanie wynagrodzenia za realizację tego projektu. Develia planuje rozpocząć realizację obiektu na przełomie 2024 i 2025 r. po otrzymaniu pozwolenia na budowę.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1Q2024 1Q2023 Zmiana
Przychody 401 612 257 224 56,13%
Zysk brutto ze sprzedaży 133 496 90 392 47,69%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 132 978 83 235 59,76%
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny -437 6 832
EBITDA 109 942 70 699 55,51%
EBITDA skorygowana* 112 699 75 416 49,44%
Zysk netto 84 400 58 042 45,41%
Skorygowany zysk netto* 87 788 61 458 42,84%
ROE 5,2% 3,9% +1,3pp
ROE skorygowane* 5,4% 3,9% +1,5pp

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto skorygowany o sumę przeszacowań netto z tytułu nieruchomości inwestycyjnych i zapasów – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji (odpowiednio ROE i EBITDA)

Przychody grupy za I kwartał 2024 r. wyniosły 401,6 mln zł i były o 56% wyższe wobec 257,2 mln zł rok wcześniej. Zysk netto grupy wyniósł 84,4 mln zł i był o 45% wyższy od 58 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze trzy miesiące 2024 r. wyniósł 133 mln zł przy przychodach 397,2 mln zł. Strata brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniosła 437 tys. zł przy przychodach 2,4 mln zł.

– Za nami bardzo udany początek roku z rekordowym poziomem sprzedaży, co przełoży się na wyniki finansowe w kolejnych okresach. Dobra kondycja płynnościowa Develii zapewnia nam komfort w realizacji nowych projektów mieszkaniowych i poszczególnych celów ze strategii na lata 2024-2028 – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes zarządu Develii. – Zgodnie z realizowaną polityką podzielimy się wypracowanym w ubiegłym roku zyskiem z akcjonariuszami, wypłacając im łącznie 226,14 mln zł dywidendy, czyli 0,5 zł na akcję – dodaje Paweł Ruszczak.

W II kwartale br. Develia podwyższyła wartość programu emisji obligacji z 650 do 750 mln zł, a następnie wyemitowała 4-letnie obligacje o łącznej wartości nominalnej 100 mln zł w ramach tego programu. Oprocentowanie obligacji zostało ustalone w oparciu o WIBOR 3M powiększony o marżę 3% w skali roku.

Na koniec marca 2024 r. Develia posiadała łącznie 662,2 mln zł gotówki, krótkoterminowych aktywów finansowych i pozostałych aktywów finansowych wobec 703,4 mln zł na koniec 2023 r. Na koniec I kwartału 2024 r. zobowiązania finansowe wyniosły 880,7 mln zł w porównaniu z 883,9 mln zł na koniec 2023 r.

W kwietniu budownictwo mieszkaniowe z wyraźną korektą optymizmu

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w kwietniu oraz czterech pierwszych miesiącach bieżącego roku, nie potwierdziła silnego sygnału ożywienia koniunktury z poprzedzającego marca. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl o ile sama korekta wiosennego wybicia statystyk nie jest niczym nadzwyczajnym, to dość mocna dynamika ich tąpnięcia może nieco niepokoić.

Zapoczątkowany dokładnie przed rokiem zdecydowany trend wzrostowy danych GUS budownictwa mieszkaniowego, dotyczący głównie mieszkań rozpoczętych i nowych pozwoleń, w kwietniu poddał się dość mocnej korekcie. Pytanie, czy oznacza to koniec wyraźnego przyśpieszenia koniunktury inwestycyjnej rynku pierwotnego, czy tylko naturalną przerwę w trwającej tendencji. Wyk. 1 - Statystyki inwestycji mieszkaniowych GUS w latach 2020 - 2024

W sumie, w ubiegłym miesiącu, inwestorzy ruszyli z budową ponad 21 tys. mieszkań, co jest rezultatem o 46 proc. lepszym od uzyskanego w kwietniu ub. roku, jednocześnie o blisko 10 proc. gorszym licząc miesiąc do miesiąca. Dość słabo wypadli deweloperzy z wynikiem 12,6 tys. rozpoczętych lokali. To wprawdzie aż o 80 proc. więcej w relacji rdr, jednak progres ten wynika z rekordowo niskiej bazy. W relacji miesiąc do miesiąca deweloperzy notują już spadek rzędu jednej piątej, czyli w dość nieprzypadkowym wymiarze.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, w sumie w czterech pierwszych miesiącach 2024 roku w Polsce ruszyła budowa ponad 81 tys. mieszkań i domów, co oznacza progres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku o grubo ponad połowę. Jeszcze lepiej wypadają sami deweloperzy z wynikiem blisko 55 tys. lokali, czyli o 80 proc. lepszym w relacji rok do roku. Take rezultaty nawet pomimo kwietniowego tąpnięcia przedmiotowych statystyk prezentują bardzo mocne przyspieszenie koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Analogicznie prezentują się GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie w kwietniu w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano bez mała 25 tys. decyzji administracyjnych, natomiast licząc od początku roku prawie 94 tys., co w obu przypadkach oznacza wzrost odpowiednio o 21 i 30 proc.

Z kolei wynik deweloperskich pozwoleń na poziomie 17 tys. w kwietniu i  67 tys. od początku roku komunikuje wyraźny progres rdr odpowiednio o 18 i 37 proc. Jednak licząc miesiąc do miesiąca pojawił się już spadek rzędu 15 proc. Na razie jest to tylko korekta poprzednich wzrostów, a kwietniowy rezultat mieści się w zakresie historycznie najlepszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych.

W dalszym ciągu statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego. W kwietniu było takich mieszkań w sumie niespełna 16 tys., czyli 24 proc. mniej licząc rok do roku, i o 11 proc. licząc miesiąc do miesiąca. Z kolei wynik od początku roku rzędu 65 tys. lokali oddanych jest o 15 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Najnowsza informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć nieco dwuznaczną i mniej optymistyczną wymowę niż jeszcze miesiąc temu. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl wyniki od początku roku wciąż prezentują się dość okazale, choć ma na to istotny wpływ bardzo niska baza rekordowo niskich notowań sprzed roku. Pytanie, skąd aż tak wyraźna korekta dotychczasowego kursu danych sygnalnych budownictwa mieszkaniowego, i czy nie oznacza ona trwalszego osłabienia koniunktury inwestycyjnej krajowej mieszkaniówki.

Regres miesięcznych danych, choć pojawił się w obu głównych formach budownictwa mieszkaniowego, w wyraźnie większym wymiarze ujawnił się w przypadku budowniczych mieszkań na sprzedaż lub wynajem. Oznacza to, że decydujący wpływ na spadek statystyk mogła mieć data 1 kwietnia br., czyli pierwotny termin wejścia w życie nowych warunków technicznych, który ostatecznie został przesunięty na tegoroczny sierpień.

Poza tym wciąż ważą się losy nowego programu dopłat do hipotek, który może mieć decydujące znaczenie dla trwałości koniunktury sprzedażowej pierwotnego segmentu rynku mieszkaniowego. Brak ostatecznej wersji planowanych przepisów, możliwość wprowadzenia limitów stawek m kw. mieszkań dopuszczonych do programu, czy wreszcie brak konsensusu co do sensowności programu w samej koalicji rządowej, mogą budzić obawy uczestników rynku co do jego perspektyw już w najbliższej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert RynekPierwotny.pl

Archicom po I kwartale 2024 roku

Archicom z konsekwencją realizuje przyjętą strategię, która zakłada sprzedaż 3 000 mieszkań w bieżącym roku, a w nadchodzącym – 4 000. W tym celu deweloper aktywnie pozyskuje grunty, w szczególności w miastach o największej luce popytowo-podażowej, ale także debiutując w nowych lokalizacjach. W pierwszym kwartale 2024 r. zrealizował sprzedaż 410 lokali, przy przychodach na poziomie 273,6 mln złotych.

Ambitne cele sprzedażowe Archicom zakładają krótkookresowo (w 2024 r.) sprzedaż 3 000 mieszkań, a średniookresowo (w 2025 r.) – 4 000. Fundamentem realizacji założonych celów jest konsekwentna rozbudowa banku ziemi. Archicom koncentruje się na zakupie gruntów z zaawansowanymi pozwoleniami, przede wszystkim w miastach o największej luce popytowo-podażowej – Wrocławiu, Warszawie i Krakowie. W całym 2024 r. deweloper planuje uruchomienie 28 nowych projektów. Dotychczas w 2024 r. Archicom wprowadził do sprzedaży lub przedsprzedaży 2 671 lokali w ramach 13 projektów: Południk 17, Przystań Reymonta (Wrocław), Flow, Zenit (Łódź), Wieża Jeżyce (Poznań), Towarowa 22, Stacja Wola (Warszawa) oraz Wita i Dąbrowskiego (Kraków).

W pierwszym kwartale 2024 r. kontynuowaliśmy działania prowadzące do rozbudowy naszego banku ziemi, co postrzegamy jako jeden z priorytetów naszej strategii. W tym okresie nabyliśmy grunty, które pozwolą nam na budowę blisko 1 350 lokali i ponad 72 000 PUM. Wybór nieruchomości z zaawansowanymi pozwoleniami umożliwia nam sprawne uruchamianie projektów niemal z miesiąca na miesiąc. Zarówno w przypadku inwestycji Flow w Łodzi, jak i Przystani Reymonta we Wrocławiu grunty nabyliśmy w IV kwartale 2023 r., a już w I kwartale 2024 r. wystartowaliśmy z sukcesami z ich przedsprzedażą – mówi Waldemar Olbryk, Prezes Zarządu w Archicom.

Debiut w Katowicach

Już po zamknięciu pierwszego kwartału, Archicom sfinalizował zakup pierwszego gruntu w Katowicach, co oznacza, że marka zadebiutuje w kolejnej lokalizacji po Wrocławiu, Łodzi, Warszawie, Poznaniu i Krakowie. Projekt o centralnym usytuowaniu, w pobliżu dworca PKP i Spodka, zostanie uruchomiony jeszcze w 2024 r. i pozwoli na budowę 350 mieszkań i 15 000 PUM.

Jako deweloper od 2023 r. funkcjonujemy na terenie całego kraju, przy czym nasza strategia ekspansji zakłada wkraczanie na kolejne rynki jak Aglomeracja Śląska i Trójmiasto, ale także większą ekspozycję marki w miastach, gdzie jesteśmy obecni. W związku z tym jesteśmy dumni z zakupu atrakcyjnego gruntu w samym centrum Katowic, tym samym debiutując w nowej lokalizacji. W maju uruchomiliśmy również sprzedaż segmentu mieszkaniowego w ramach długo wyczekiwanego projektu typu destination Towarowa 22 w Warszawie. To inwestycja o ponad 6 ha powierzchni, w tym 2 ha ogólnodostępnego parku, która przy naszym udziale odmieni oblicze całego kwartału w stolicy – dodaje Waldemar Olbryk.

Stabilność finansowa i dywersyfikacja źródeł finansowania

Rozwój nie byłby możliwy, gdyby nie stabilna i silna pozycja gotówkowa, którą potwierdza m.in. udana emisja obligacji w pierwszym kwartale br. Realizacja przyjętej polityki finansowej przyczyniła się do wypracowania satysfakcjonujących przychodów.

Stabilność finansowa jest niezbędna do rozwoju organizacji oraz ekspansji, a tym samym – realizacji celów biznesowych Archicom. Przykładamy do tego obszaru wagę, dywersyfikując źródła finansowania inwestycji, ale także dokonując przemyślanych decyzji inwestycyjnych. W pierwszym kwartale wypracowaliśmy zysk na poziomie 60,8 mln zł, odnotowując wzrost rzędu 253% w odniesieniu do analogicznego okresu rok wcześniej – podsumowuje Agata Skowrońska-Domańska, Wiceprezes Zarządu w Archicom.

Pierwszy kwartał 2024 r. był dla Archicom okresem dynamicznego rozwoju w ramach ambitnych celów sprzedażowych. Dzięki strategicznym inwestycjom i konsekwentnej realizacji polityki finansowej, firma umocniła swoją pozycję na rynku ogólnopolskim. Jednocześnie debiut w nowych lokalizacjach oraz rozbudowa banku ziemi stwarzają solidne podstawy do dalszego wzrostu.

Sektor usług w strefie euro jest w zdecydowanie lepszej kondycji niż przemysł

PMI dla przemysłu w maju w strefie euro wyniósł 47,4 wobec 45,7 pkt miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się lepszy niż wskazywały prognozy (46,2). Sektor przemysłowy w końcu wykazał pewne oznaki wychodzenia z kryzysu. M.in. nie odnotowano już tak wysokich dynamik spadku nowych zamówień.

PMI dla przemysłu w Niemczech wzrósł do 45,4 wobec 42,5 pkt odnotowanych w kwietniu. Wskaźnik powrócił do poziomów obserwowanych na początku roku, kiedy to wydawało się, że niemiecki przemysł najgorsze ma już za sobą i czeka nas powolny wzrost aktywności w tym sektorze.

Sektor usług w maju utrzymał swoją siłę. Wskaźnik PMI dla strefy euro w tym sektorze wyniósł 53,3, czyli dokładnie tyle ile miesiąc wcześniej. Konsensus rynkowy zakładał lekki wzrost do 53,6, jednak ta różnica nie ma znaczenia w sytuacji, kiedy wskaźnik utrzymał się na wysokim poziomie kolejny miesiąc. Sektor usług jest w zdecydowanie lepszej kondycji niż przemysł, a ożywienie w tym sektorze trwa już kilka miesięcy.

Zbiorczy wskaźnik PMI wyniósł 52,3 wobec 51,7 miesiąc wcześniej. Wskaźnik już od trzech miesięcy znajduje się powyżej poziomu 50 pkt. W tym miesiącu do mocnego sektora usług w końcu dołączył względnie pozytywny odczyt z sektora przemysłowego, gdzie być może widać pierwsze oznaki wyczekiwanego ożywienia.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Fabrity Holding: 17% wzrost przychodów, 12% wzrost EBITDA w Q1 2024

Wstępne, szacunkowe przychody ze sprzedaży usług technologicznej Grupy Fabrity Holding wzrosły w pierwszych trzech miesiącach br. o 17% rdr, a wynik EBITDA o 12% rdr pomimo wymagającego otoczenia w branży IT i niekorzystnej zmiany kursu EUR/PLN.

Zgodnie ze wstępnymi, szacunkowymi danymi finansowymi za okres styczeń-marzec 2024 roku, Grupa Fabrity Holding osiągnęła 18,9 mln zł przychodów ze sprzedaży usług, co oznacza wzrost o 17% rok do roku. Wypracowany wynik EBITDA szacowany jest na 2,4 mln zł (+5% rdr), zysk operacyjny na 1,8 mln zł (+12% rdr), a zysk netto na 1,3 mln zł, co jest poziomem zbliżonym do wartości sprzed roku.

– Pozytywnie oceniamy pierwszy kwartał br., szczególnie że podobnie jak cała branża doświadczaliśmy wymagających warunków rynkowych. Były one związane przede wszystkim z pogorszeniem koniunktury na rynku IT i wahaniami kursów walut z mocno widocznym trendem umocnienia złotego, co było niekorzystnym zjawiskiem z punktu widzenia eksportera usług – wskazuje Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

Ostateczne wyniki finansowe wraz z dekompozycją segmentową i szczegółowymi komentarzami oraz zestawieniami zostaną zaprezentowane w skonsolidowanym raporcie Grupy Kapitałowej Fabrity Holding za pierwszy kwartał 2024 roku, którego publikację zaplanowano na 29 maja 2024 r.

Złoty łapie oddech po serii wzrostów

Po wielu dobrych dniach dla polskiej waluty mamy odbicie. Dane, które są z tym łączone, nie są wcale aż takie złe. Po tylu dniach atakowania ważnych poziomów, nie było jednak wcale potrzeba dużo, by kurs odbił. W tle tanieje ropa.

Dane z Polskiej gospodarki

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z naszego kraju. Zaczęło się od cen produkcji sprzedanej przemysłu, które spadły o 8,6%. Jest to bardzo silny bodziec, mogący sugerować stabilizację cen. Należy jednak pamiętać, że wzrost tego parametru w krytycznym momencie cyklu wzrostu cen był 25%. Oznacza to, że część tego wzrostu odbiło się w marży. Obecny spadek może być zatem użyty, by ją odbudować. Oczekiwanie spadku cen nie jest zatem rozsądne. Warto też zwrócić uwagę, że zmiany cen na tym parametrze przeważnie wyprzedzają o kilka miesięcy inflację konsumencką. Produkcja przemysłowa wzrosła wczoraj o 7,9%. Wysoki wynik oczywiście cieszy, ale należy pamiętać, że dokładnie rok temu mieliśmy największy spadek, zatem teraz realnie mówimy o korekcie tamtego ruchu. Rynki uznały te dane za słabsze dla złotego. Należy jednak mieć na uwadze, że od dłuższego czasu inwestorzy szukali momentu na realizację zysków i być może trochę na siłę go znaleźli.

Zarabiamy znów coraz lepiej

Ostatnie dane na temat wynagrodzeń w Polsce pokazują cały czas dwucyfrową dynamikę wzrostów w skali roku. Obecnie jest to 11,3% w górę. Warto jednak zwrócić uwagę na poważny problem, jakim jest spadek zatrudnienia o 0,4% w ujęciu rocznym. To naprawdę dużo. Warto zwrócić uwagę, że zwolnienia często dotyczą najsłabiej zarabiających początkujących pracowników. W rezultacie wzrost średniego wynagrodzenia może być jeszcze rozpędzany tym efektem. Jeżeli mówimy o wzroście średniego wynagrodzenia, należy też uniknąć pułapki porównywania się z poprzednim miesiącem. Marzec to typowy miesiąc wypłaty rocznych premii. W rezultacie dane za ten miesiąc są zwyczajowo około 1,5% wyższe.

Ropa znów szuka dna?

Na rynek ropy trafiły ostatnio dwie ważne informacje duszące ceny surowca. Z jednej strony Departament Energii Stanów Zjednoczonych zapowiada wrzucenie na rynek miliona baryłek benzyny. Analitycy nie mają wątpliwości, że w tle jest warstwa polityczna, aczkolwiek patrząc na wzrosty cen, ruch ten nie jest pozbawiony sensu. Oficjalnym powodem jest zbicie cen podróży przed świętem 4 lipca – Dniem Niepodległości. Drugim ważnym elementem są wczorajsze dane o zmianach zapasów. O ile spadły zapasy benzyny mocniej niż oczekiwano, to znacznie wzrosły zapasy surowca. W rezultacie nie można się dziwić, że oglądaliśmy wczoraj kolejne spadki cen ropy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Grupa ID Logistics z dwucyfrowym wzrostem przychodów w I kwartale 2024 r.

Grupa ID Logistics opublikowała przychody wypracowane w pierwszym kwartale br. Sięgnęły one 736,3 mln euro, co daje wzrost o 17,6 proc. w porównaniu z analogicznym okresem przed rokiem (12,4 proc. w ujęciu like-for-like). To przede wszystkim efekt podpisania kolejnych umów.

Bardzo dobry wynik na poziomie przychodów w I kw. 2024 r. to kolejny sukces, jakim

ID Logistics może pochwalić się w ostatnim czasie. Po bardzo udanym IV kw. ub.r. Grupa utrzymała dwucyfrową dynamikę wzrostu i konsekwentnie realizuje cele strategiczne przyjęte na 2024 rok.

Pierwszy kwartał roku finansowego 2024 zakończyliśmy pod znakiem wyraźnego przyspieszenia, czego dowodem jest dalszy wzrost przychodów ID Logistics. Tak dobry wynik to rezultat wspólnego wysiłku, a także uruchomienia kilku dużych projektów zarówno w Europie, jak i regionie atlantyckim. Dzięki nim znajdujemy się obecnie w dogodnym położeniu, aby utrzymać dotychczasową dynamikę również w kolejnych kwartałach tego rokumówi Eric Hémar, prezes zarządu Grupy ID Logistics.

Główne czynniki DOBRYCH WYNIKÓW ID Logistics w I KW. 2024

Wzrost przychodów do 734,3 mln EUR na koniec I kw. 2024 r. (+17,6 proc.) uwzględnia m.in. wynik wypracowany przez polską spółkę Spedimex, przejętą przez ID Logistics i konsolidowaną od 1 czerwca 2023 r. Wśród pozostałych czynników, które istotnie wpłynęły na ten rezultat, znalazły się również:

  • stabilizacja przychodów we Francji (-0,5 proc. przychodów) po 2023 r., w którym mieliśmy do czynienia z niższymi wolumenami konsumpcji;
  • wzrost przychodów kwartalnych Grupy w Europie (poza Francją) o 14,3 proc.;
  • bardzo silny rozwój w Stanach Zjednoczonych, ze wzrostem przychodów o 29,5 proc.;
  • wzrost like-for-like w Ameryce Łacińskiej i Azji o 21,6 proc.

W ciągu pierwszego kwartału 2024 r. ID Logistics uruchomiło też aż 7 nowych projektów.

Nowe kontrakty również poza Europą

Pierwszy kwartał 2024 roku to również okres wysokiej aktywności ID Logistics w zakresie rozwoju biznesu i poszerzania portfolio klientów. Grupa wygrała lub rozpoczęła w tym czasie realizację nowych kontraktów:

  • we Francji: ID Logistics uruchomi nową działalność dla jednego ze swoich głównych klientów – globalnego giganta e-commerce (obiekt o łącznej powierzchni ok. 86 tys. mkw. w pobliżu Amiens);
  • w Brazylii: firma Wella Company, światowy lider w branży beauty, powierzyła ID Logistics zarządzanie działalnością logistyczną w swoim nowym centrum dystrybucyjnym o powierzchni 12 tys. mkw. na południu stanu Minas Gerais;
  • w USA: kontynuując współpracę z jednym z największych na świecie producentów słodyczy, ID Logistics przejmie zarządzanie obiektem o powierzchni 28 tys. mkw. na południowy zachód od Chicago.

Branża IT urealnia płace i prace. Wzrost liczby ofert o 59% w AI i Machine Learning

2024 rok przebiega pod hasłem urealnienia zapotrzebowania na specjalistów IT – rynek potrzebuje mniej programistów, za to więcej kadr wyspecjalizowanych w AI, uczeniu maszynowym Cloud Computing, Big Data oraz cyberbezpieczeństwie. Tempo wzrostu wynagrodzeń jest najniższe od pięciu lat, a specjaliści IT bardziej niż wcześniej cenią stabilność zatrudnienia i umowy o pracę –  wynika z  najnowszego „Raportu wynagrodzeń i trendów w IT” Grafton Recruitment.

Po okresie olbrzymiego zapotrzebowania na specjalistów nastąpiło „nowe rozdanie”. Z jednej strony popyt na pracowników wybranych specjalizacji maleje, z drugiej – sektor IT wciąż boryka się z dużym zapotrzebowaniem na doświadczonych inżynierów, choć i jego skala zmniejszyła się w porównaniu z połową 2022 roku.

Wśród powodów takiego stanu rzeczy warto wskazać na niestabilną sytuację na rynku, wstrzymywanie inwestycji oraz cięcia kosztów. Rynek IT nadal się kalibruje – po okresie pandemii, kiedy znacząco zwiększyła się liczba projektów związanych z popularyzacją usług i pracy online, więc tym samym także i zatrudnienie, sytuacja wraca do punktu wyjścia. Utrzymywanie pracowników bez przydzielonych projektów nie ma już uzasadnienia – tym bardziej, że samych projektów jest mniej. Nie bez znaczenia jest też systematyczne wdrażanie rozwiązań technologicznych, w tym AI i postępująca cyfryzacja.

Widoczne jest zmniejszenie zapotrzebowania na zespoły deweloperskie i testerskie – firmy ograniczyły lub całkowicie wstrzymały rekrutacje w tych obszarach. Spadki są widoczne już od 2022 roku, a obecnie ofert jest o 10% mniej w stosunku do I kwartału 2023 roku. Najmniejsze zapotrzebowanie wśród wszystkich analizowanych grup dotyczy ról „cross functional”. W tym przypadku jest ono niższe o 16% od średniej dla wszystkich ogłoszeń IT. Skutki są widoczne w prowadzonych obecnie procesach rekrutacyjnych: mniej wakatów sprawia, że możliwość dotarcia do kandydatów, znacząco wzrosła.

– Obserwując trendy na światowym rynku IT, trudno być optymistą. Międzynarodowe koncerny informatyczne już pod koniec ubiegłego roku poinformowały o planowanych na pierwsze półrocze 2024 roku redukcjach kadr i wycofaniu się z niektórych inwestycji. Jednak w porównaniu z rynkiem globalnym Polskę ten trend dotyka w mniejszym stopniu, gdyż pozostaje ona jednym z najatrakcyjniejszych rynków IT dla zachodnich inwestorów. Koszty zatrudnienia są wciąż relatywnie niskie, a kompetencje wysokie – tłumaczy Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.

Kogo potrzebuje rynek?

O ile zapotrzebowanie na programistów, testerów oraz specjalistów „cross functional” spadło, o tyle zauważalny jest systematyczny wzrost liczby ofert dla pracowników doświadczonych w obszarach AI, uczenia maszynowego, cyberbezpieczeństwa, Big Data oraz Cloud Computing. Według ekspertów to te obszary zdominują rynek pracy w latach 2024–2025.

W porównaniu do III kwartału 2023 roku, kiedy popyt na role związane ze sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym był jeszcze poniżej średniej, w  I kwartale 2024 roku nastąpił wzrost o 59%. To wyraźny sygnał, że firmy inwestują w te rozwiązania. Również technologie chmurowe cieszą się dużą popularnością. Popyt na pracowników tych specjalizacji jest  obecnie o 12% wyższy w porównaniu z I kwartałem 2023 roku, co wskazuje na ciągły rozwój i znaczenie specjalistów w obszarze Cloud.

Wykres_popyt_na_role_IT

Można byłoby się spodziewać, że rekruterzy odetchną z ulgą – liczba dostępnych kandydatów jest większa, a procesy rekrutacyjne są spokojniejsze. Część stanowisk jest jednak trudniejsza do obsadzenia niż wcześniej, co wynika z coraz większego popytu na kompetencje związane ze sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym. W tych specjalizacjach kandydatów nadal jest za mało – komentuje Karol Boczkowski, manager ds. kontraktów IT w Grafton Recruitment.

Płace rosną, ale już nie szybują

Jeszcze kilka lat temu kandydaci w branży IT mieli do wyboru nieprzebraną liczbę ofert i szybujące wynagrodzenia, rosnące nawet o 20% rok do roku. Obecnie nadal mogą liczyć na atrakcyjne pensje i podwyżki, jednak nie w takim wymiarze, jak wcześniej. Tegoroczny „Raport wynagrodzeń i trendów w IT” pokazuje najniższy wzrost uposażeń na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Największe podwyżki odnotowano w obszarach Data i Cloud Development, najmniejsze w rolach związanych z SAP i zarządzaniem projektami.

Z raportu wynika, że wynagrodzenia w IT nadal przewyższają średnią krajową (poza pracownikami tzw. pierwszej linii wsparcia i to także nie wszystkich przypadkach), a najwyższe płace to nawet 40 000 zł – 42 000 zł miesięcznie – tyle wynoszą widełki wysokości pensji Software Development Directorów/CTO w Warszawie. Na analogicznym stanowisku w Łodzi i Poznaniu zarobić można 33 000 zł – 40 000 zł, a w Krakowie, Trójmieście, Katowicach oraz Wrocławiu 30 000 zł – 40 000 zł. Oprócz wykwalifikowanych programistów na wysokie pensje liczyć mogą również między innymi managerowie i specjaliści ds. bezpieczeństwa, a także architekci rozwiązań chmurowych i związanych ze sztuczną inteligencją.

Autorzy raportu wyodrębnili również role, w przypadku których lokalizacja pracodawcy nie jest istotna. Specjaliści w tych dziedzinach mogą liczyć na podobne stawki bez względu na to, czy pracują zdalnie, czy stacjonarnie w biurze w jakimkolwiek polskim mieście. Wśród nich najwyższe wynagrodzenia uzyskują eksperci na stanowiskach Program Director (od 30 000 zł do 38 000 zł miesięcznie) oraz Technical Lead (25 000 zł – 35 000 zł miesięcznie). Najmniej zarobią osoby pracujące w PMO (od 9 000 zł do 14 000 zł miesięcznie), a także Graphic Designerzy (11 000 zł – 17 000 zł).

Największe wzrosty pensji rok do roku odnotowano w obszarach Data (średni wzrost o 7,8%), a także Cloud Development (6.8%), a najmniejsze w zarządzaniu projektami oraz SAP (mniej niż 1%). Biorąc pod uwagę funkcje, na najwyższe podwyżki liczyć mogły osoby na stanowiskach: Technical Lead oraz Enterprise Architect (średnio po 11,1%), a także Product Ownerzy oraz inżynierowie ETL (średnio po 10,81%).

Eksperci przewidują, że w związku z utrzymującym się zapotrzebowaniem na specjalistów do spraw Big Data, Cloud Computing i sztucznej inteligencji, to ich wynagrodzenia będą rosły najszybciej, czyli od 15% do 20% rok do roku. W przypadku pozostałych stanowisk płace nie będą już rosły tak dynamicznie, jak w ostatnich latach. Jeśli obecny trend się utrzyma, stawki dla ról związanych z tworzeniem oprogramowania prawdopodobnie ustabilizują się na poziomie 5%.

Specjaliści IT znów chcą być na etatach i… pracować zdalnie

Analiza ofert pracy opublikowanych w kwietniu 2024 r. pokazuje, że to umowa o pracę jest obecnie najczęstszą proponowaną formą zatrudnienia w branży IT – stanowi 45,3% umów i jest popularna głównie w Krakowie i Trójmieście. Możliwe, że to niepewność na rynku pracy skłania pracodawców do oferowania umów o pracę, aby przyciągnąć i zatrzymać najlepszych kandydatów. Mniej, gdyż 33% firm oferowało współpracę w oparciu o umowę B2B. Ta forma przeważa na rynku wrocławskim oraz w Katowicach.

Profesjonaliści, o których rynek toczył zaciekłą walkę jeszcze w 2022 roku, i którzy często i chętnie zmieniali pracę, teraz ostrożniej podchodzą do nowych propozycji. Niedoceniana wcześniej „stabilność zatrudnienia” stała się dla nich priorytetowa.

– Widzimy, że więcej kandydatów aplikuje na stanowiska i przyjmuje oferty, w których jedyną formą zatrudnienia jest etat. Wcześniej propozycje, które nie zawierały możliwości  wyboru między umową o pracę a B2B, nie cieszyły się aż takim powodzeniem – zaznacza Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.Wykres_formy_zatrudnienia_IT

Zmiany w branży IT dotyczą nie tylko formy zatrudnienia, ale i trybu pracy. Te jednak nie są aż tak gwałtowne i choć pracodawcy chętnie widzieliby swoich pracowników w biurach, to najpopularniejsza pozostaje wciąż praca hybrydowa i zdalna. Oferty stacjonarne to zaledwie 7,8% rynku.

Głównymi ośrodkami Warszawa, Kraków i Wrocław

Największe ośrodki związane z IT skoncentrowane są wokół dużych miast – Warszawy, Krakowa oraz Wrocławia i to tam można liczyć na najwyższe wynagrodzenia, przy czym wcale nie oznacza to, że pracujący faktycznie mieszkają właśnie w województwie mazowieckim, małopolskim czy dolnośląskim. Szczególnie wrocławskie firmy są nadal nastawione na pracę zdalną – wyjaśnia Karol Boczkowski, manager ds. kontraktów IT w Grafton Recruitment.

Jak wynika z „Raportu wynagrodzeń i trendów w IT”, głównym ośrodkiem zatrudnienia specjalistów IT w Polsce pozostaje Warszawa, chociaż pod koniec 2023 roku można było zaobserwować znaczny spadek liczby ogłoszeń, szczególnie na stanowiska juniorskie, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej (IV kwartał 2022). Drugim miastem w Polsce pod względem liczby specjalistów IT jest Kraków, głównie ze względu na  atrakcyjność dla inwestorów. Najwięcej ofert pracy w branży w stolicy Małopolski dotyczy obszaru IT consultingu, dostawców oprogramowania oraz branży finansowej. W czołówce polskich ośrodków IT od lat utrzymuje się także Wrocław, w którym miniony rok charakteryzował się dużą stabilizacją. Tu również dominują oferty na stanowiska seniorów i konsultantów, szczególnie w obszarze rozwoju oprogramowania. Dostęp do pracy zdalnej stworzył wysoki popyt na specjalistów także w Łodzi. Doprowadziło to do szybkiego wyrównania się zarobków na lokalnym rynku do poziomów obserwowanych w innych dużych miastach. Choć w porównaniu do reszty Polski Łódź zanotowała w pierwszym kwartale 2024 roku niewielki wzrost popytu w sektorze IT, trudno mówić jednak o trendzie po silnym spadku w ubiegłym roku. Poznań na polskiej mapie IT jest jednym z ważniejszych ośrodków utrzymania infrastruktury serwisowej. Inwestuje się tu w rozwój aplikacji chmurowych, grafiki komputerowej i usług zapewniających szybki przepływ danych. Serce Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – Katowice mogą być z kolei ciekawym miejscem w kolejnych latach, gdyż dzięki budowie HUB-u Gamingowo-Technologicznego na terenie byłej kopalni KWK Wieczorek mają szansę stać się przestrzenią rozwoju środowiska związanego z e-sportem.

Wzrost liczby studentów

Pozytywną wiadomością dla pracodawców jest wzrost zainteresowania kierunkami związanymi z IT. Odsetek studentów kierunków informatycznych w całej Polsce wzrósł bowiem o 5,1%  w porównaniu do ubiegłego roku, wyprzedzając tym samym tempo wzrostu całkowitej liczby studentów w kraju (+0,4%).

Najwięcej studentów kierunków informatycznych przybyło w województwie łódzkim (+21,5%), podlaskim (+18,7%) oraz lubelskim (+12%). Jedynie w dwóch województwach odnotowano spadek liczby studentów: lubuskim I dolnośląskim.

Minister Cyfryzacji Krzysztof Gawkowski informuje o nadchodzących cyberatakach

Minister Cyfryzacji Krzysztof Gawkowski na antenie Radia Zet zapowiedział, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni Polska może stać się celem wzmożonych cyberataków, największych od 5 lat[1]. Te bardzo niepokojące informacje powinniśmy traktować z pełną powagą, ale również zachowując spokój i racjonalnie przygotowując się na możliwe konsekwencje.

Jak pokazują dane ESET[2], grupy cyberszpiegowskie sprzymierzone z Rosją coraz bardziej koncentrują się na Unii Europejskiej, stąd przewidywania o ich zwiększonej aktywności przed wyborami do Parlamentu Europejskiego wydają się uzasadnione. Jak wspomniał Minister, przestępcy prawdopodobnie będą koncentrować się na dezinformacji i zakłócaniu pracy infrastruktury krytycznej.

Dezinformacja może bezpośrednio dotknąć każdego z nas, a więc w najbliższych tygodniach powinniśmy jeszcze uważniej weryfikować trafiające do nas przekazy i mieć 100% pewność o ich prawdziwości, zanim je powielimy. Przede wszystkim nie czytajmy informacji pochodzących z nieznanych nam portali, każdą niepokojącą czy szokującą wiadomość sprawdzajmy w kilku źródłach, zwracajmy uwagę na to, kim są autorzy tekstów i czy powołują się na wiarygodne źródła. Szczególnie z dużą dozą dystansu podchodźmy do wpisów i informacji pochodzących z social mediów, to tam bardzo często trafiają fake newsy, które rozchodzą się w ekspresowym tempie. Proponuję dwa razy przemyśleć sprawę zanim coś udostępnimy dalej.

Celem działań dezinformacyjnych jest wzbudzanie paniki i podsycanie konfliktów. Pamiętajmy o tym zawsze, kiedy zaglądamy na portale informacyjne, a przede wszystkim do mediów społecznościowych, i nie dajmy się zwieść.

Infrastruktura krytyczna to np. sieci wodociągowo-kanalizacyjne, elektrownie czy firmy telekomunikacyjne. Polskie służby i firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem stale śledzą próby ataków na te najważniejsze dla obywateli instytucje i powstrzymują je. Możemy jednak spodziewać się, że któraś z tych prób powiedzie się, co może oznaczać dla nas np. chwilowy brak dostępu do wody, prądu czy usług telekomunikacyjnych. Podstawową zasadą w takiej sytuacji jest niewpadanie w panikę i postępowanie zgodnie z oficjalnymi zaleceniami.

Pamiętajmy o tym, że wzmożenie cyberataków grup przestępczych powiązanych z Rosją trwa od dość dawna, bo od samego początku wojny w Ukrainie. Oznacza to, że osoby zajmujące się ochroną cyberprzestrzeni znają metody, które wykorzystują atakujący i w pewnym stopniu są w stanie przewidzieć ich działania. Prawda jest taka, że codziennie odpieramy wiele takich ataków.

W tej konfrontacji nie jesteśmy bezradni i z pewnością specjaliści do spraw cyberbezpieczeństwa będą działać tak, aby nie dopuścić do zakłóceń życia codziennego Polaków i Polek, ewentualnie zminimalizować je. To, co ważne w tym momencie, to współpraca i zachowanie racjonalnego myślenia przez nas wszystkich.

Komentarz Kamila Sadkowskiego, analityka laboratorium antywirusowego ESET

[1] https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/do-cyberataku-rosji-na-polsk%C4%99-zosta%C5%82y-2-tygodnie-minister-ujawnia-powodem-jest-wa%C5%BCna-data/ar-BB1mTXJ6?ocid=entnewsntp&pc=U531&cvid=d9cd9767666b421ee3a4309f536e5b2a&ei=38

[2] https://dagma.eu/storage/_common/blog/doc/APT_Activity_Report_Q4_2023-Q1_2024.pdf

Sąd UE: „Pablo Escobar” nie może być unijnym znakiem towarowym

Sąd UE odmówił rejestracji oznaczenia słownego „Pablo Escobar” pod unijnym znakiem towarowym, uznając je za sprzeczne z porządkiem publicznym i dobrymi obyczajami. Za bardzo kojarzy się z handlem narkotykami i zbrodnią.

Pablo Escobar boss mafii

Sąd Unii Europejskiej (część Trybunału Sprawiedliwości UE) rozpoznawał skargę, jaką wniosła portorykańska spółka Escobar na decyzję EUIPO (Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej), którą odmówiono spółce rejestracji imienia i nazwiska Pablo Escobar jako unijnego znaku towarowego dla oferowanych przez nią towarów i usług. EUIPO uznało, że taki znak byłby sprzeczny z porządkiem publicznym i dobrymi obyczajami. Istnieje bowiem domniemanie, że kolumbijski obywatel o tym imieniu i nazwisku był baronem narkotykowym i narkoterrorystą.

Rejestracja znaku wbrew moralności

Sąd UE podzielił stanowisko urzędu. Uznał, że EUIPO mogło wziąć pod uwagę przy swojej odmowie to, jak Pabla Escobara postrzegają w Europie racjonalni Hiszpanie, kierujący się w życiu powszechnymi wartościami, na których opiera się też Unia Europejska, tj. godność człowieka, zasady państwa prawa, czy prawo do życia. Mieszkańcy Hiszpanii, ze względu na powiązania łączące ten kraj z Kolumbią, znają bardzo dobrze historię życia Pablo Escobara i hołdowanie mu poprzez rejestrację znaku towarowego na terenie UE byłoby niemoralne.

Kolumbijski Robin Hood

Spółka z Guaynabo w Portoryko wskazała m.in. na takie historyczne, mityczne, być może nawet fikcyjne postacie, jak Robin Hood, Bonnie i Clyde, Al Capone, czy Che Guevara, które mimo że również mają związek z przestępstwami, weszły do nurtu popkultury i zostały zarejestrowane jako unijne znaki towarowe. Przedsiębiorca podnosił, że Pablo Escobar, z uwagi na uczynki dokonane na rzecz ubogich obywateli Kolumbii, również stał się postacią mityczną w kulturze masowej. Nakręcono o nim serial, który cieszył się powodzeniem także w Hiszpanii. Za życia Escobar był nawet nazywany kolumbijskim Robin Hoodem.

Escobar nigdy nie został skazany, ale źle się kojarzy

Jednak unijny sąd przyznał rację EUIPO, iż prawidłowo ocenił, że wspomniani racjonalni Hiszpanie bardziej kojarzyć będą Pablo Escobara z handlem narkotykami i narkoterroryzmem i związanymi z nim ludzkim cierpieniem i zbrodniami, aniżeli z ewentualnymi dobrymi uczynkami Escobara. Zarejestrowany pod tym imieniem i nazwiskiem znak odbierany byłby jako sprzeczny z podstawowymi normami moralnymi, jakich przestrzega zdecydowana większość hiszpańskiego społeczeństwa. Sąd Unii Europejskiej nie zgodził się, aby odmowa rejestracji znaku towarowego naruszała przysługujące nieżyjącemu już Escobarowi prawo podstawowe wynikające z domniemania niewinności (Kolumbijczyk nigdy nie został skazany w procesie karnym, zginął zastrzelony przez funkcjonariuszy organów ścigania w 1993 roku), przewidziane w art. 48 ust. 1 Karty praw podstawowych UE, skoro jest on przez większość Hiszpanów postrzegany jako symbol przestępczości zorganizowanej i osoba odpowiedzialna za liczne zbrodnie (wyrok z 17 kwietnia 2024 r., sprawa T-255/23, Escobar Inc. vs. EUIPO).

Podsumowanie

Zgodnie z art. 7 ust. 1 lit. f) rozporządzenia PE i Rady (UE) 2017/1001 z dnia 14 czerwca 2017 r. w sprawie znaku towarowego Unii Europejskiej, sprzeczność znaku towarowego z porządkiem publicznym lub z dobrymi obyczajami jest bezwzględną przesłanką odmowy rejestracji takiego znaku. EUIPO zobligowane jest w pierwszej kolejności z urzędu badać występowanie takich przesłanek. Zalety płynące z rejestracji znaku są ogromne dla jego właściciela, przede wszystkim skutkuje ona przyznaniem mu wyłącznych praw do tego znaku na terytorium UE. Warto pamiętać, że nie tylko EUIPO może stać na straży unijnych wartości przed naruszeniem spowodowanym rejestracją sprzecznych z tymi wartościami znaków towarowych. Swoje uwagi i sprzeciwy mogą wnosić również osoby trzecie.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Polskie floty ciągle rosną, ale elektryfikują się powoli – Barometr Flotowy 2024

Rozbudowa polskich flot nie ustaje, szczególnie, gdy w grę wchodzą pojazdy dostawcze. Choć firmy deklarują duże zainteresowanie zelektryfikowanymi pojazdami to transformacja energetyczna w Polsce dokonuje się jednak wolniej niż w innych krajach UE – wynika z 20. edycji „Barometru Flotowego”, tworzonego przez Arval Mobility Observatory na podstawie badań przeprowadzonych w 30 krajach, w tym w Polsce. Głównym argumentem do przesiadki do elektryków jest chęć redukcji kosztów paliwa. Badanie pokazuje też, że polscy przedsiębiorcy w porównaniu do innych krajów UE, znacznie rzadziej włączają do firmowej floty samochody używane.

NAJWAŻNIEJSZE WNIOSKI Z BADANIA

  • Niemal 30% badanych firm w Polsce ma plany powiększenia floty w perspektywie trzech najbliższych lat. Wyprzedzamy pod tym względem większość europejskich krajów. Szczególnie duże zapotrzebowanie będzie dotyczyć pojazdów dostawczych – aż 39% przedsiębiorstw korzystających z takich samochodów zamierza zwiększyć ich liczbę.
  • W naszym kraju co czwarta firma wykorzystuje we flotach pojazdy używane, natomiast w UE jest to ponad 40%.
  • 70% firm w Polsce chce korzystać ze zelektryfikowanych aut osobowych (napędy hybrydowe i elektryczne), w porównaniu do 77% w innych krajach UE.
  • 34% polskich firm zamierza w ciągu trzech lat wprowadzić do flot elektryczne samochody osobowe, 18% firm już je ma. 17% firm rozważa wykorzystywanie elektrycznych aut dostawczych.
  • Ekonomia ponad ekologią – 48% firm w Polsce (vs 29% w UE) jako pierwszy powód wprowadzenia do flot aut osobowych z alternatywnymi napędami podaje oszczędności na paliwie.
  • Co trzecia polska firma rozważa skorzystanie z wynajmu we flocie. Zakup ze środków własnych wrócił na pierwsze miejsce wśród najpopularniejszych form finansowania samochodów w firmach (35%).
  • 85% firm w Polsce chce korzystać z alternatywnych form mobilności (wobec aż 92% w UE), zaś 55% przedsiębiorstw już je stosuje. Największy potencjał widzą w nich działy HR, które traktują mobilność jako formę benefitu pracowniczego.

Optymizm polskich firm – floty, szczególnie dostawcze, będą rosły

Niemal 30% ankietowanych firm z Polski deklaruje chęć powiększenia flot samochodowych w okresie najbliższych trzech lat. Polscy przedsiębiorcy znajdują się pod tym względem w europejskiej czołówce. Utrzymać flotę na dotychczasowym poziomie chce 63% firm, zaś zmniejszenie liczby użytkowanych pojazdów planuje zaledwie 6% badanych.

Jeszcze większy optymizm widać w przypadku planowanych inwestycji w nowe auta dostawcze. Aż 39% przedsiębiorstw chce zwiększyć liczbę takich pojazdów. Wyprzedzają nas pod tym względem tylko Grecja (46%) i Wielka Brytania (40%).

Rozbudowa parków pojazdów ma zauważalny wpływ na wiek aut flotowych. Polscy przedsiębiorcy deklarują, że średni czas użytkowania samochodów osobowych w ich firmach to obecnie 5,8 roku, w porównaniu z 7 latami deklarowanymi rok temu.

Wciąż najważniejszym powodem powiększania flot w Polsce jest rozwój firmy – wskazało go 83% ankietowanych. Kolejnym bardzo istotnym powodem (38%) są cele związane z obszarem HR, m.in. pozyskiwanie nowych talentów i utrzymanie najlepszych pracowników. Niemal 30% ankietowanych w Polsce wskazuje też plany związane z wprowadzeniem firmowego car sharingu.

Powody powiększania flot w naszym kraju, bardzo wiele mówią zarówno o sytuacji gospodarczej, jak i o trendach związanych z mobilnością. Aż 83% ankietowanych przedstawicieli polskich przedsiębiorstw wskazało planowany rozwój firmy jako główną przyczynę inwestowania w pojazdy. To bardzo dobra wiadomość, bo świadczy o tym, że polski biznes trzyma się mocno. Niemal 40% firm pozyskuje nowe pojazdy z powodów związanych z obszarem HR, m.in. w celu pozyskania nowych talentów i utrzymania najlepszych pracowników. To dowód na to, że mobilność wciąż stanowi bardzo atrakcyjny benefit. Z kolei prawie 30% firm chce powiększyć flotę o auta, które zostaną udostępnione pracownikom w systemie car sharingu, co świadczy o coraz bardziej przemyślanym i odpowiedzialnym podejściu flotowców do firmowej mobilności – mówi Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Service Lease Polska.

W tegorocznej edycji „Barometru Flotowego” po raz pierwszy zadano pytanie o wykorzystanie pojazdów używanych we flotach. Deklaracje respondentów pokazały, że pojazdy z drugiej ręki są średnio znacznie popularniejsze w Unii Europejskiej niż w Polsce. W naszym kraju co 4. firma wykorzystuje pojazdy używane, natomiast w Europie jest to ponad 40%. Najbliższe trzy lata powinny jednak wyrównać tę dysproporcję, ponieważ 77% polskich przedsiębiorstw chce w tym okresie korzystać z takich aut (83% w UE).

Jak finansowane są polskie floty?

W badaniu Arval Mobility Observatory zakup ze środków własnych znów wysunął się na prowadzenie, jeśli chodzi o najpopularniejszą formę finansowania nowych samochodów firmowych. Jako główny sposób pozyskiwania aut do firm wskazało go 35% ankietowanych. W co trzecim przedsiębiorstwie to leasing jest główną formą finansowania pojazdów, a wynajem długoterminowy został wskazany przez niemal co czwartego respondenta (23%). Zakup samochodu na kredyt to rozwiązanie, które z roku na rok traci na popularności – już tylko 6% respondentów traktuje je jako podstawę finansowania floty.

Zwiększa się natomiast potencjał wynajmu długoterminowego – co trzecia firma planuje skorzystać z tej formy finansowania lub zwiększyć korzystanie z niej w ciągu trzech lat, a w przypadku największych korporacji jest to nawet 37%.

Elektryfikacja flot powolna, choć perspektywiczna

Transformacja energetyczna polskich flot przebiega powoli, choć stabilnie. Z przynajmniej jednego w pełni elektrycznego auta korzysta 18% firm (wzrost o 2 pkt. proc. r/r). Skokowy wzrost odnotowano w dużych firmach – z 16% do 25%. Co trzecie przedsiębiorstwo deklaruje, że w perspektywie trzech lat zamierza mieć we flocie co najmniej jeden pojazd typu BEV.

Auta dostawcze zasilane wyłącznie energią elektryczną są wciąż rzadkością w polskich flotach. Korzysta z nich 4% przedsiębiorstw biorących udział w badaniu. Widać jednak wzmożone zainteresowanie takimi pojazdami, ponieważ w ciągu trzech lat ten odsetek może, według deklaracji, wzrosnąć do 17%.

Pod względem udziału alternatywnych napędów (BEV, HEV, PHEV) we flotach, Polska znajduje się w końcówce listy krajów europejskich, w których przeprowadzane było badanie. Łącznie z napędów inne niż spalinowe korzysta 43% badanych firm, co daje nam 15. miejsce na 18 badanych krajów. Na pierwszych miejscach listy znajdują się państwa, w których udział zelektryfikowanych napędów przekracza 80%. Tak jest np. w Szwecji (84%), Francji (83%) i Wielkiej Brytanii (82%). Polskie przedsiębiorstwa chcą jednak nadrobić tę lukę – w ciągu trzech lat zelektryfikowane samochody mają funkcjonować w 70% rodzimych flot.

Mimo dynamicznego rozwoju infrastruktury, największą barierą dla rozwoju elektromobilności w oczach flotowców wciąż pozostaje ograniczony dostęp do publicznych punktów ładowania – jako problem wskazało go 47% ankietowanych. Wyższą cenę zakupu pojazdów elektrycznych wybrało 46% respondentów z Polski, a 37% uważa, że wybór dostępnych modeli aut BEV jest zbyt mały.

A co motywuje do wdrażania aut z alternatywnymi napędami przez polskie firmy? W przeciwieństwie do europejskiej średniej, w Polsce najczęściej jest to redukcja wydatków na paliwo (48% vs 29% w UE). Aspekty związane z wpływem na środowisko znajdują się na drugim miejscu (44%), natomiast podium zamyka argument związany z poprawą wizerunku firmy (34%).

Radosław Kitala
Radosław Kitala

– Tegoroczne dane zgromadzone w „Barometrze Flotowym”, a także inne analizy, m.in. Eurostatu, pokazują, że Polska wciąż pozostaje białą plamą, jeśli chodzi o rozwój elektromobilności w Unii Europejskiej. Na szczęście gołym okiem widać, że ta sytuacja dynamicznie się zmienia. Można to zobaczyć w statystykach programu „Mój Elektryk”, który jak żadne inne rozwiązanie, był prawdziwym superchargerem dla popularyzacji aut elektrycznych w Polsce. Można to także dostrzec na ulicach – głównie dużych polskich miast – gdzie auta z zieloną rejestracją widzimy właściwie na każdym kroku. Niedawno usłyszeliśmy, że Ministerstwo Klimatu pracuje nad kolejnym programem dofinansowania samochodów elektrycznych, także używanych, na który przeznaczone zostanie 1,6 mld zł z KPO. Oczywiście te zapowiedzi zweryfikuje czas, ale najważniejszy jest fakt, że transformacja energetyczna jest dziś w centrum uwagi i Polska ma szansę rozwijać się w stronę bardziej nowoczesnej, mniej emisyjnej mobilności – mówi Radosław Kitala, Consulting & Arval Mobility Observatory Manager w Arval Service Lease Polska.

W tegorocznej edycji „Barometru Flotowego” po raz pierwszy ankietowani odpowiadali na pytania związane z raportowaniem ESG w ich firmach. Blisko połowa respondentów zadeklarowała, że ich firmy podlegają regulacjom w zakresie sprawozdawczości niefinansowej ESG teraz lub w perspektywie dwóch lat. Dla 4 na 10 spośród tych przedsiębiorstw, mobilność pracowników będzie miała duże znaczenie w ogólnym podejściu do raportowania kwestii środowiskowych.

Alternatywna mobilność i monitoring pojazdów

Rozwiązania mobilnościowe, które mogą być alternatywą dla tradycyjnie rozumianego samochodu służbowego, stały się w Europie ważnym uzupełnieniem flot. Już 79% ankietowanych w UE stosuje takie rozwiązania jak rowery, hulajnogi, car sharing, budżet na mobilność itp.

Polska stanowi wyjątek na tle całego kontynentu jako jedyny kraj, w którym alternatywne formy mobilności wdrożono tylko w nieco ponad połowie firm (55%). W przedostatniej Rumunii jest to 67% ankietowanych.

Alternatywne formy mobilności najczęściej udostępniane pracownikom polskich firm, to: finansowanie przejazdów transportem publicznym (13%), rowery i inne jednoślady (11%), a także dopłata do samochodu prywatnego wykorzystywanego do celów służbowych (11%).

W ciągu najbliższych trzech lat 92% firm w UE i 85% w Polsce chciałoby korzystać z alternatyw dla samochodu służbowego.

Wyniki tegorocznego „Barometru Flotowego” pokazują rosnący potencjał alternatywnych form mobilności jako narzędzia wykorzystywanego przez działy HR. Wśród firm, które stosują takie rozwiązania, aż 45% robi to właśnie ze względu na cele związanie ze sprawami kadrowymi, np. rekrutacją talentów lub utrzymaniem najlepszych pracowników.

Z najnowszej edycji „Barometru Flotowego” wynika też, że 38% polskich firm korzysta z pojazdów wyposażonych w narzędzia do ich monitorowania. Jednak tylko co dziesiąta wykorzystuje dane zbierane za pośrednictwem platform telematycznych, ale 60% respondentów zamierza to robić w niedalekiej przyszłości.

W tegorocznym badaniu menedżerowie flot po raz pierwszy zostali zapytani, czy byliby zainteresowani dodatkową usługą, która pozwalałaby obniżyć koszty floty dzięki wykorzystaniu danych pochodzących z systemów telematycznych. Niemal co trzeci respondent (31%) potwierdził skłonność do skorzystania z takiej możliwości.Barometr Flotowy 2024 - alternatywne formy mobilności Barometr Flotowy 2024 - zachęty do wdrożenia samochodów elektrycznych Barometr Flotowy 2024 - wzrost flot Barometr Flotowy 2024 - wdrożenie napędów elektrycznych Barometr Flotowy 2024 - usługi zarządzania flotą Barometr Flotowy 2024 - telematyka Barometr Flotowy 2024 - rozwiązania mobilnościowe we flotach Barometr Flotowy 2024 - plany wdrożenia napędów alternatywnych Barometr Flotowy 2024 - formy finansowania

Co dziesiąta firma w Polsce nie wie, jak radzić sobie z wysokimi kosztami energii

Co dziesiąta firma w Polsce nie wie, jak sobie radzić z wysokimi kosztami energii, a łącznie 66% przedsiębiorstw przyznaje, że ceny prądu im doskwierają. Jednocześnie jednak nie wykonują najważniejszego kroku z punktu widzenia szybkości i pewności efektów – nie negocjują warunków i nie szukają innych ofert na rynku. Choć od 2007 istnieje taka możliwość, sprzedawcę do tej pory zmieniło zaledwie 10,31% odbiorców energii spoza grona gospodarstw domowych. Spośród firm przebadanych przez SW Research na zlecenie internetowej porównywarki ofert Optimal Energy, aż 73% nie podejmuje żadnych działań w tym obszarze.  Tymczasem gra toczy się dosłownie o miliardy złotych – jak wynika z symulacji obliczeniowej przedstawionej w raporcie Optimal Energy. Partnerem publikacji jest firma Respect Energy.Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu 5

Zmianę sprzedawcy prądu jako standardowy scenariusz działania w celu obniżenia kosztów energii wskazało tylko 6% firm-respondentów ogólnopolskiego badania przeprowadzonego przez agencję badawczą SW Research na zlecenie porównywarki cen Optimalenergy.pl. Kolejne 20% deklaruje, że robi to dopiero od niedawna. To razem daje co czwartą firmę. A pozostali? Nie podejmują takich działań, z czego większość twierdzi, że ich nie potrzebuje, nawet wśród tych, dla których ceny są barierą w prowadzonej działalności.Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu

– Przedsiębiorcy w dalszym ciągu mają bardzo niską świadomość możliwości związanych ze zmianą sprzedawcy prądu lub zwyczajnie boją się podjąć nowe działania, nie chcą wychodzić ze swojej strefy komfortu oczywistych stereotypowych działań, wśród których wymieniane jest świadome korzystanie z urządzeń i zmniejszenie zużycia, a także inwestycje w energooszczędne urządzenia. Nie chcą jednak podjąć się przeprowadzenia konkursu ofert, a tylko to może dać radykalną zmianę i niemal natychmiastową redukcję kosztów po rozpoczęciu współpracy z nowym sprzedawcą lub zmianie (pod groźbą odejścia) warunków umowy z obecnym, bo taki scenariusz też jest jak najbardziej możliwy – zwraca uwagę Łukasz Czekała, prezes Optimal Energy. – Niestety w odpowiedziach respondentów widać zagubienie i brak konsekwencji w działaniu. Z jednej strony firmy mówią, że chcą wydawać mniej pieniędzy, a z drugiej chcą inwestować, co wiąże się niechybnie z wydatkami. Jeśli jednak pytamy o konkrety, takie, jak np. wymiana oświetlenia, to już twierdzą, że tego nie potrzebują – dodaje Czekała. Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu 6

Autorzy raportu przypuszczają, że duża część firm jest „rozleniwioną opieką państwa“, z którą mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, pod postacią zamrożonej stawki na poziomie  693 zł/MWh. Opieka jednak dobiega wraz z końcem tego roku i – jak czytamy we wstępie do raportu – czas podjąć konkretne działania, bo pod koniec roku firmy energetyczne mogą mieć zbyt wiele zapytań, aby zająć się indywidualnie każdym klientem, a przedsiębiorcy tego potrzebują, co wyraźnie widać w wynikach badań.

Nie wszyscy pewnie wiedzą, że choć stawka za energię elektryczną czynną (a zatem – za sprzedaż prądu) jest ustalona na maksymalnym poziomie 693 zł/MWh, to nawet przy tym samym zużyciu w różnych regionach Polski kwota na fakturze za prąd będzie różna, co wynika z podziału kraju na regiony obsługiwane przez tzw. OSD – operatorów systemów dystrybucyjnych. Różnice mogą być duże – największy kontrast widać między najtańszym południem kraju, gdzie są np. popularne górskie kurorty, a miejscowościami turystycznymi na środkowym i wschodnim wybrzeżu. Firmy z Północy mają 42% wyższe kwoty w części dystrybucyjnej faktury za prąd niż ich górscy konkurenci w taryfie C11, a stawki mogą się różnić w zależności od grupy taryfowej.

W raporcie Optimal Energy przedstawił nawet studium przypadku niedużego hotelu, który przy tym samym zużyciu prądu i tej samej stawce za MWh energii czynnej będzie mieć nad morzem o 27 tys. zł netto wyższy rachunek niż taki sam hotel górski. A różnica jest jeszcze większa, bo aż 33 tys. zł netto w porównaniu z hotelem w Warszawie, gdzie dla taryfy C21 użytej w tym case study stawki są najniższe. A to oznacza, że dla takiego samego hotelu nad morzem rachunek za prąd będzie wyższy o 24% niż w Warszawie i o 19% więcej niż w górach.

Na tym przykładzie widać też słabe strony utartego zwyczaju porównywania cen prądu bez uwzględnienia części dystrybucyjnej kosztów, co w porównaniu z innymi podobnymi z charakteru zakupami – np. paliwem czy usługami telekomunikacyjnymi – w XXI w. może wydawać się dość dziwne.

– Mam nadzieję, że nasz raport dotrze do przedsiębiorców, aby holistycznie podeszli do kwestii kosztów energii, a jednocześnie da co nieco do myślenia decydentom. Ci ostatni powinni podjąć kroki w kierunku uproszczenia zasad wyceny prądu i czytelności przedstawiania kosztów na rachunku dla klienta– mówi Łukasz Czekała.

Jednocześnie wraz ze zmianami w regulacjach rynku energii zachodzi transformacja ekologiczna, w tym zbliżające się wielkimi krokami obowiązki w zakresie raportowania ESG, na co – ewidentnie – polskie firmy nie są gotowe. Tymczasem wybór sprzedawcy prądu, który pozyskuje energię z OZE może być skutecznym sposobem na obniżenie śladu węglowego w firmie. Tyle, że 73% firm jeszcze w ogóle go nie oblicza, a 6% nie wie (!) czym on jest.

Partnerem raportu jest firma Respect Energy – jedna z wiodących spółek energetycznych działających od ponad dekady na rzecz transformacji polskiego rynku energii.

 – Mimo zmian na rynku energetycznym w ostatnich latach oraz zwiększania się roli zielonej energii w gospodarce, obserwujemy wciąż niską świadomość procesu zmiany sprzedawcy energii. Tylko 7% przedsiębiorstw, dla których cena energii elektrycznej jest barierą w prowadzeniu działalności, aktywnie poszukuje oszczędności u sprzedawcy prądu. Ponadto co trzecia badana firma błędnie interpretuje proces zmiany sprzedawcy, uznając go za nadmiernie skomplikowany.  Zmiana sprzedawcy energii elektrycznej jest dziś tak łatwa, jak przeniesienie numeru telefonu do innego operatora, więc powinna być równie często stosowana, przede wszystkim jako efektywny  sposób na obniżanie kosztów stałych i emisyjności firmy – zauważa Grzegorz Bruski, prezes Respect Energy S.A.

Krzepiące jest, że firmy są zainteresowane inwestycjami o bardziej długofalowych efektach, ale ich odpowiedzi w tej materii również wskazują na brak systemowego podejścia do polityki energetycznej w firmie. O ile zakup lub dzierżawa instalacji fotowoltaicznej jest realnie rozważana przez mniej więcej co czwartą firmę, to już zakup lub najem samochodów elektrycznych jest wskazywany tylko przez odpowiednio 6% i 4% respondentów, a jako główna bariera wskazywana jest cena tych pojazdów i ich zasięg. Tymczasem różnica w cenie może się szybko zwrócić poprzez większą autokonsumpcję energii pozyskiwanej z własnej instalacji OZE, ale przedsiębiorcy chyba tego jeszcze nie rozumieją lub nie dostrzegają.

Cytowane w raporcie dane o rejestracjach pojazdów elektrycznych pokazują, że ich udział jest znikomy wśród aut osobowych, a w przypadku samochodów użytkowych pomijalny lub zerowy (jak w przypadku ciężarówek).

Trzeba więc edukować przedsiębiorców, ponieważ gra idzie o miliardy złotych. W teoretycznej symulacji przeprowadzonej w raporcie widzimy, że różnica w koszcie energii zakupionej przez odbiorców z taryf A, B i C po stawce zamrożonej (wg łącznej ilości zużycia w 2023 roku, wg URE) a tej, która wynika ze średniej ceny giełdowej (tzw. rynek SPOT – cena zmienna) z kwietnia 2024, to ponad 2,25 mld zł miesięcznie. Tak przeprowadzona kalkulacja pokazuje skalę nadmiernych kosztów, jakie mogą być każdego miesiąca ponoszone przez polskie przedsiębiorstwa i samorządy (wykorzystane przez Optimal Energy dane URE dotyczą odbiorców nie będących gospodarstwami domowymi).

Gdyby jednak hipotetycznie zobligować przedsiębiorców do płacenia wyższe rachunki za prąd, aby móc nadwyżkę przekazywać instytucjom użyteczności publicznej, najchętniej „obdarowaliby oni prądem“ szpitale, szkoły i domy dziecka. Interesujące na tym tle jest województwo warmińsko-mazurskie, w którym jest najwięcej (co druga firma w województwie; a w całym kraju – co piąta) chętnych do przekazania nadwyżek wojsku, ale granica z Rosją może być tutaj wytłumaczeniem takiej postawy.

Dobrą wiadomością dla konsumentów w kontekście wyników badań jest natomiast duża skłonność przedsiębiorców (43% ankietowanych) do obniżenia cen oferowanych przez nich produktów i usług. Firmy uważają, że to w Polsce skuteczna strategia marketingowa, więc można by się spodziewać, że pierwsi, którzy tak postąpią po udanych negocjacjach, będą mieli naśladowców. Trwająca od miesięcy wojna na ceny i billboardy między sieciami dyskontów spożywczych może być dowodem, że to istotnie przyciąga klientów. Teraz kolej na przedsiębiorców, aby rozpoczęli negocjacje.

Metodologia
Niniejszy raport powstał na podstawie badań opinii przeprowadzonych na zlecenie Optimal Energy przez agencję badawczą SW Research, na próbie 500 przedsiębiorców. Badanie przeprowadzono w terminie od 2 do 16 kwietnia 2024 roku. Dane zbierano technikami CAWI (wywiad w formie ankiety online wypełnianej na komputerze lub urządzeniu mobilnym przez samego respondenta) oraz CATI (ankieta telefoniczna w formie wywiadu, tj. ankieter zadaje respondentowi pytania i uzupełnia w formularzu ankiety jego odpowiedzi). Próba objęła pełen zakres firm, jeśli chodzi o wielkość przedsiębiorstwa, tj. mikro, małe, średnie i duże. Struktura respondentów została przedstawiona na osobnej stronie w dalszej części Raportu.

Kwiecień w budownictwie – przybywa rozpoczętych budów

Na rynku utrzymuje się bardzo dobra dynamika nowych wprowadzeń, choć jest odrobinę słabsza niż w lutym i marcu. W samym kwietniu deweloperzy rozpoczęli budowę 12,5 tys. mieszkań. Oznacza to, że w pierwszych czterech miesiącach branża rozpoczęła budowę 54,5 tys. lokali. Czy tempo to utrzyma się, zależy w dużym stopniu od koniunktury i od tego, czy rząd zdecyduje się na wprowadzenie nowego programu mieszkaniowego. Jak na razie prace nad nim się przeciągają, a niepewność nie służy nikomu: ani klientom, ani deweloperom.

Przy założeniu utrzymania podobnego tempa nowych inwestycji, można założyć, że na koniec roku wynik przerośnie prognozy poczynione w grudniu i będzie oscylował w granicach 140-150 tys. lokali w nowych inwestycjach. Byłoby to świetną wiadomością, szczególnie gdy przewidywania zestawimy z wynikiem branży w ostatnich dwóch latach, gdy powstawało ok. 115 tys. lokali rocznie (a gdyby nie Bezpieczny Kredyt 2 proc., zeszłoroczny wynik byłby przecież jeszcze słabszy).

Podtrzymanie tempa wprowadzeń zależy jednak od rynkowej koniunktury. Na rynku pierwotnym od paru miesięcy notowane są spadki sprzedaży. Kwiecień był pod tym względem najsłabszym miesiącem od stycznia 2023 r., choć sytuacji nie można nazwać złą. W tym samym czasie, według danych Otodom Analytics, zanotowano rekordowe liczby rezerwacji, co wskazywałoby, że konsumenci weszli w stan oczekiwania na wejście w życie programu Kredyt na Start.

– Jeżeli rząd zrezygnuje z planów jego wprowadzenia, może okazać się, że rezerwacje te nie przełożą się na decyzje o zakupie. Brak Kredytu na Start może spowodować odpływ tych klientów, których nie będzie stać na pozyskanie kredytu na rynkowych zasadach. W konsekwencji może to prowadzić do utrzymania niższych poziomów sprzedaży. To ostatnie może z kolei skutecznie ostudzić zapał inwestorów do wprowadzania na rynek nowych inwestycji z uwagi na większe ryzyko inwestycyjne i potencjalne trudności w uzyskaniu finansowania – komentuje Patryk Kozierkiewicz, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich. I dodaje: – Wydaje się jednak, że z uwagi na dobre wyniki w pierwszych czterech miesiącach, możemy być niemal pewni, że na koniec roku branża poprawi wyniki wprowadzeń notowane w 2022 i 2023 roku.

Pozwolenia na budowę

Bardzo duże ożywienie w budownictwie notowane jest również w zakresie
nowych pozwoleń na budowę. W porównaniu do 2023 r., deweloperzy uzyskali w pierwszych czterech miesiącach roku niemal 37 proc. więcej pozwoleń (67 tys.).

Wynika to przede wszystkim ze strukturalnej poprawy sytuacji rynkowej. Z uwagi na czas potrzebny do uzyskania pozwolenia, statystyka ta odzwierciedla nastroje inwestorów panujące raczej ok. 3-4 kwartałów wcześniej. Widać zatem, że wraz ze wzrostem sprzedaży i powrotem klientów do biur sprzedaży – co miało miejsce około roku temu – inwestorzy zyskali możliwość powrotu do realizowania planów inwestycyjnych. Nieodzownym elementem tego są właśnie procedury związane z pozwoleniem na budowę.

W ocenie Polskiego Związku firm Deweloperskich, na koniec br. liczba pozwoleń powinna wrócić w okolice poziomów notowanych w 2021-2022 r. i będzie wynosić około 200 tys.

Pozwolenia na użytkowanie

W pierwszych czterech miesiącach br. deweloperzy oddali do użytkowania niewiele ponad 39 tys. mieszkań, co jest wynikiem zaledwie o niecałe 4 proc. słabszym od analogicznego okresu 2023 r. Trudno jednak prognozować utrzymanie tego trendu, choćby z uwagi na fakt, że w latach 2021-2022 rozpoczynanych było mniej inwestycji, co zapewne znajdzie niebawem odzwierciedlenie w wynikach uzyskiwanych pozwoleń.

Dużo słabsze wyniki już teraz notuje rynek indywidualny, gdzie oddano niemal 30 proc. mieszkań mniej niż rok wcześniej. Przyczyną takiego stanu wydaje się być niesprzyjająca w ostatnich latach koniunktura. Przede wszystkim chodzi o wzrost cen materiałów budowlanych (2021-2022), utrzymujące się wysokie stopy procentowe, wzrost kosztów życia wywołany inflacją czy warunki geopolityczne. Sytuacja ta ulega jednak powoli poprawie, co widać w statystykach rozpoczynanych budów w sektorze indywidualnym (19 proc. wzrost względem 2023 r.).

Pewne jest jedno: bez pilnego rozpoczęcia tworzenia polityki mieszkaniowej państwa, sytuacja nie ulegnie długofalowej poprawie. Doraźne działania obliczone pod kolejne wybory jedynie pogarszają i tak nie najlepszą sytuację na rynku mieszkaniowym.

Świnoujście jak Hamburg? Miasto, które skutecznie pogodziło rozwój przemysłu i turystyki

Tunel wywindował Świnoujście do czołówki najszybciej rozwijających się miast w Europie. „Trudna sztuka łączenia turystyki i przemysłu udała się”.

Od momentu oddania do użytku tunelu w Świnoujściu niebawem minie rok. Tymczasem przedsiębiorcy już teraz mogą pozwolić sobie na tezę, że dzięki tej inwestycji zachodniopomorskie miasto dołączyło do najbardziej perspektywicznych miast w Europie. – Świnoujściu udaje się to, co udało się tylko nielicznym miastom na świecie. Równomiernie rozwija turystykę i przemysł. To, co w niektórych regionach się antagonizuje, tutaj działa bardzo sprawnie. Turystycznie Świnoujście jest jednym z najciekawszych kurortów nadmorskich w tej części Europy. Tymczasem sektor stoczniowy i portowy w tym mieście skutecznie rzuca wyzwanie np. portowi w Hamburgu – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przemysł: Świnoujście może rzucić wyzwanie Hamburgowi

Sytuacja Świnoujścia jako jednego z gospodarczych delfinów Pomorza Zachodniego zdaje się wyglądać jeszcze lepiej od momentu otwarcia tunelu, który sprawił, że nadmorskie miasto zyskało stałe połączenie z lądem.

Inwestycja ta sprawiła, że Świnoujście stało się jeszcze bardziej otwarte na turystykę, ale także wzmocniło to miasto pod kątem atrakcyjności portowej, przemysłowej i logistycznej.

– Przez tunel w Świnoujściu przez rok przejechało prawie 4 miliony pojazdów, czyli nawet kilkanaście tysięcy dziennie. Niech to będzie najlepsza i bardziej obiektywna ocena tego, jak bardzo potrzebna była ta inwestycja. Mamy decyzję lokalizacyjną dotyczącą terminala kontenerowego, co pozwoli na wzmocnienie naszego portu względem rynku niemieckiego, czeskiego, słowackiego czy węgierskiego. Jeszcze kilka lat temu zdanie: Świnoujście rzuci wyzwanie Hamburgowi brzmiałoby nierealnie. Teraz możemy mówić, że to jest w zasięgu naszych gospodarczych marzeń – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy sektora TSL zauważają, że jest coraz więcej kursów drogą morską i lądową w kierunku Świnoujścia.

– Świnoujście może być dla Polski gospodarczym oknem na świat. Infrastruktura wymaga rozwoju i inwestycji, ale widzimy, że ten potencjał jest dostrzegany. Szacujemy, że wzrost przeładunków obsługiwanych przez port może rosnąć znacząco w skali roku – mówi Laura Hołowacz, prezes Grupy CSL. Jak dodaje Laura Hołowacz w ostatnim czasie Grupa CSL odwiedziła kilkanaście krajów na świecie, w tym Londyn, Barcelonę, Kopr czy Dubaj. – Gdy mówiliśmy o potencjale portów jeszcze kilka lat temu w kontekście Polski mówiono tylko o trójmieście. Teraz mówi się o Szczecinie i Świnoujściu – dodaje Laura Hołowacz.

Turystyka: to będzie rekordowy sezon dla zachodniopomorskich kurortów

Eksperci przyznają, że w Świnoujściu udała się trudna sztuka harmonijnego pogodzenia rozwoju turystyki i przemysłu. O tym mieście mówi się w kontekście rozwoju sektora TSL, ale to także jeden z najatrakcyjniejszych kurortów w Polsce.

– Widzimy, że tunel sprawił, że Świnoujście stało się atrakcyjne nie tylko dla turystów z Niemiec, ale także Czech czy Słowacji. Nie mówiąc już o innych częściach Polski. Ta część naszego pasa nadmorskiego rozwija się szybko i możemy już bez kompleksów mówić, że mamy w województwie zachodniopomorskim całoroczne kurorty, które atracyjnością nie ustępują innym kurortom w Europie. Tylko pogodę mamy kapryśną – mówi Jarosław Tarczyński, ekspert Północnej Izby Gospodarczej, ekspert tematyki międzynarodowej.

– Turyści z zagranicy doceniają bazę hotelową. W porównaniu z innymi krajami Europy możemy wciąż mówić, że mamy nowe hotele, w których można wypoczywać po relatywnie niskich kosztach. Jako Północna Izba Gospodarcza spodziewamy się, że sezon 2024 będzie rekordowy dla zachodniopomorskiej turystyki – dodaje Jarosław Tarczyński.

Tunel w Świnoujściu kosztował 900 milionów złotych. 85% pochodziło z funduszy unijnych.

Swiftonomics – światowy fenomen Taylor Swift i jej niebanalny wpływ na ekonomię

Światowa branża koncertowa w ostatnim czasie przeżywa prawdziwe odrodzenie. To nie tylko dzięki rekordowej sprzedaży biletów, ale przede wszystkim dzięki zaangażowaniu fanów, które coraz częściej odbija się wyraźnym śladem na miejscu, w którym dani artyści występują. Niektórzy szczęśliwcy do dziś wspominają ikoniczną historię pierwszego koncertu The Rolling Stones w Polsce, który zagrali za barter polskich specjałów. Inni mieli szansę być na typowo polskim weselu, na którym grali całkiem nietypowi Brytyjczycy z Iron Maiden. Być może z trzech sierpniowych koncertów Taylor Swift na warszawskim Stadionie Narodowym powstaną nowe ludowe legendy, pewne jest natomiast jedno – jej przyjazd zostawi swój ślad w lokalnej ekonomii.

Taylor Swift w wieku 34 lat już jest wielokrotną rekordzistką i niekwestionowaną gwiazdą. Sprzedała 50 mln swoich albumów i 150 mln singli, 14 razy zdobyła Grammy, 23 statuetki Billboard Music Awards, utrzymuje 6 rekordów w księdze Guinnessa. Pod koniec lutego 2024 prześcignęła samych Beatlesów pod względem największej liczby tygodni spędzonych w pierwszej dziesiątce listy przebojów Billboard 200 w ciągu ostatnich 60 lat – jej 3 albumy są w pierwszej dziesiątce listy od 384 tygodni, gdzie rekord kwartetu z Liverpoolu dotąd wynosił 382 tygodnie. Z pewnością jej sukcesy przekładają się na jej sukces finansowy oraz wytwórni. Jednak jak pokazują doświadczenia z trwającej trasy Swift ma ona też niebanalny wpływ na ekonomię wyraźnie zaznaczając swój wpływ w kolejnych lokalizacjach swoich koncertów, który został ochrzczony Swiftonomics.

Swiftonomics

Na czym ów wpływ polega? Fani amerykanki, nazywani Swifties, są wyjątkowo zaangażowani. Przekłada się na to, że są gotowi przeznaczyć wiele środków na to, by zobaczyć ulubioną gwiazdę. Trasa Eras Tour Taylor Swift to pod niemal każdym względem największa trasa koncertowa wszechczasów. Przy przychodach przekraczających 1 miliard dolarów w 2023 r. i kolejnym miliardzie dolarów spodziewanych w 2024 r. Biorąc pod uwagę jak dużą popularnością cieszy się ubóstwiana piosenkarka, przekłada się to na prawdziwy najazd jej fanów w każdym miejscu koncertowania.

Chociażby w Warszawie Taylor Swift będzie pierwszą artystką, która zajmie Stadion Narodowy na 3 dni. Jak szacują media stolicę Polski ma odwiedzić wtedy ok. 100 tys. fanów, co przekłada się na wzrost zainteresowania lotami – jak szacuje portal traveltommorow.com – o 340 proc. Tak duży napływ koncertowych turystów przełożył się na obłożenie miejsc oferujących nocleg. To właśnie przejawy Switonomics.

Swiftconomy to termin wymyślony dla opisu ekonomicznego wpływu tras Taylor Swift. Bieżąca trasa koncertowa Eras Tour, która do listopada 2024, została określona najbardziej dochodową trasą kiedykolwiek. Jej efekty są najbardziej widoczne w krajach o mniejszych gospodarkach, gdzie zwiększony ruch i idący za nim skok cen jest najmocniej widoczny. Przyjazd sławnej gwiazdy pop może spowodować mały ekonomiczny “boom” w niektórych miastach lub regionach. Podobny efekt miała wywołać ostatnia trasa Beyoncé, za którą w Szwecji została nawet obwiniona o zwiększenie inflacji.

Ogólnie rzecz biorąc, liczby nie są na tyle duże, aby mieć wpływ na wzrost gospodarczy, ale ilustrują pewną skłonność do wydawania i ogólny trend. Jest to zachęcające, ponieważ sugeruje, że ludzie nadal są skłonni wydawać pieniądze na potrzebne im towary i usługi. Dotyczy to szczególnie sektora usług, gdzie ze względu na ograniczony popyt w następstwie pandemii konsumenci wydają pieniądze na przeżycia i podróże. Przyniosło to na przykład znaczny impuls do rozwoju sektora lotnictwa – mówi Maxim Manturov. dyrektor ds. Badań Inwestycyjnych w Freedom24.

Gorączka złota

Rezerwa Federalna w swojej Beżowej Księdze z czerwca 2023 r. podkreśliła wpływ Swift na przychody hoteli w Filadelfii, porównując wpływ gospodarczy jej koncertów z wpływem gospodarczym Super Bowl.

Aby przewidzieć potencjalny wpływ europejskiej trasy koncertowej, ważne jest zbadanie wzorców i trendów zaobserwowanych podczas poprzednich tras koncertowych Taylor Swift. W Stanach Zjednoczonych jej bieżące tournée wygenerowało kwotę 5 miliardów dolarów wydatków konsumenckich, z których większość przypada na sprzedaż detaliczną. Jednocześnie U.S. Travel Association stwierdziło, że kwota ta może być bliższa 10 miliardów dolarów, jeśli uwzględni się pośrednie wydatki konsumentów, którzy być może nie byli na koncertach, ale uczestniczyli w wydatkach na wydarzenia. W większych gospodarkach europejskich, takich jak Wielka Brytania i strefa euro, ogólny wpływ makroekonomiczny może być ograniczony. Jednakże lokalne skutki mogą wystąpić w mniejszych gospodarkach, takich jak Irlandia, Holandia i Austria. Skutki te mogą ujawnić się w sektorach takich jak hotelarstwo, transport i handel detaliczny.

Nic dziwnego zatem, że wiele wskazuje, że najazd Swifties będzie czasem żniw dla warszawskich hotelarzy i restauratorów. Jednak czy zwykły inwestor może poczuć ducha Swiftnomics i na niej skorzystać? Jak najbardziej, chociażby rozważając kupno aktywów firm, które długofalowo korzystają na twórczości Taylor Swift.

Spotify

Pierwszą firmą, która odpowiada na to zapotrzebowanie jest Spotify (SPOT). To dominująca siła w branży strumieniowego przesyłania muzyki, posiadająca znaczny udział w rynku w porównaniu do swoich konkurentów, posiadająca 31% rynku. Kolejny na liście Tencent na drugim ma 14% udział w tym rynku. Obecność Taylor Swift na platformie była ważnym czynnikiem jej sukcesu, a jej popularność pomogła Spotify dotrzeć do 100 milionów słuchaczy miesięcznie. Nie można przeoczyć potencjału wpływu Swift i jej koncertów na przyszłe perspektywy Spotify.

Firma ogłosiła niedawno imponujące wyniki za pierwszy kwartał, przekraczające oczekiwania w zakresie przychodów i osiągające rekordowe zyski. Pomimo pewnych wahań, akcje spółki utrzymały dobre wyniki, co świadczy o korzystnych nastrojach inwestorów. Przewaga konkurencyjna Spotify polega na jego innowacyjności i dywersyfikacji wykraczającej poza strumieniowe przesyłanie muzyki. Inwestycje w podcasty, podkreślone przedłużonymi umowami z najpopularniejszymi programami, takimi jak The Joe Rogan Experience, oraz rozwojem audiobooków, poszerzyły ofertę treści – Maxim Manturov z Freedom24.

Disney

Inwestorzy z radością przyjęli wieści o strategicznym partnerstwie z Taylor Swift i Epic Games, a także poprawę wyników finansowych. Dyrektor generalny Disneya (DIS), Bob Iger, ogłosił, że Disney+ będzie transmitować wyłącznie film z koncertu Taylor Swift, Taylor Swift: The Eras Tour, począwszy od 15 marca. To partnerstwo podkreśla pozycję Disneya jako giganta medialnego wciąż oferującego treści niedostępne na innych platformach. Chociaż Disney zarządza zróżnicowanym portfelem biznesowym, sukces firmy opiera się na synergii pomiędzy jej segmentami. Firma wykorzystuje swoją obszerną bibliotekę treści, talenty twórcze i kultowe franczyzy, aby napędzać rozwój kanałów medialnych, parków tematycznych i filmów fabularnych.

Pomimo wyzwań z przeszłości i sceptycyzmu inwestorów, ostatnie wyniki finansowe wskazują na postęp, a straty związane ze strumieniowaniem są znacznie zmniejszone. Chociaż zmiany te stanowią raczej potencjał niż pewność, zaufanie inwestorów do przywództwa i kierunku strategicznego Disneya jest wysoki. Choć akcje Disneya notowane są poniżej poprzednich maksimów, długoterminowe perspektywy Disneya pozostają obiecujące, zwłaszcza jeśli spółka wdroży kolejne nowości. Dla inwestorów akcje Disneya oferują szansę na zrównoważony wzrost i tworzenie wartości dla akcjonariuszy – stwierdza Max Manturov z Freedom24.

Booking

Zyski z Eras Tour już notuje Booking Holdings Inc. (BKNG), który stanowi atrakcyjną okazję inwestycyjną ze względu na swoją dominację w branży turystycznej online, solidne wyniki finansowe i potencjalne korzyści z ważnych wydarzeń kulturalnych i sportowych. BKNG obsługuje kilka wiodących internetowych platform turystycznych, w tym Booking.com, Priceline, Agoda i Kayak, które łącznie obsługują miliony podróżnych na całym świecie. Zdywersyfikowany portfel zapewnia BKNG przewagę konkurencyjną i umożliwia zdobycie znaczącego udziału w światowym rynku turystycznym, który zmienił się po pandemii. Oczekuje się, że trasa Eras Tour z udziałem Taylor Swift przyciągnie rzesze fanów z całego świata do różnych miast w Europie i na całym świecie. Z tego powodu niemal pewne jest, że BKNG skorzysta na tym wzroście ruchu turystycznego, ponieważ fani będą rezerwować zakwaterowanie, loty i inne usługi związane z podróżami za pośrednictwem swoich platform. Co ważne, poza Eras Tour, BKNG pozostaje dobrze przygotowany do wykorzystania długoterminowych trendów w branży turystycznej, w tym wzrostu liczby podróży opartych na doświadczeniach i rosnącej popularności alternatywnych opcji zakwaterowania.

Dzięki obecności na całym świecie i dużym osiągnięciom w zakresie innowacji, BKNG jest przygotowane na zrównoważony rozwój i tworzenie wartości dla akcjonariuszy. Inwestorzy chcący zyskać ekspozycję na branżę turystyczną i potencjalne korzyści płynące z turystyki eventowej, takiej jak Eras Tour, mogą rozważyć dodanie do swojego portfela akcji BKNG – mówi Maxim Manturov z Freedom 24.

Europejska trasa Taylor Swift to coś więcej niż tylko wydarzenie muzyczne, nie tylko dla jej fanów. Eras Tour jest katalizatorem aktywności gospodarczej i zainteresowania inwestorów. Ponieważ Swiftonomics w dalszym ciągu jest pewnym trendem gospodarczym, możemy z optymizmem oceniać potencjał wycieczki w zakresie pobudzenia takich sektorów, jak turystyka, handel detaliczny i rozrywka. Chociaż wpływ makroekonomiczny może różnić się w zależności od regionu, skutki lokalne oferują możliwości inwestycyjne dla doświadczonych inwestorów dostosowanych do rytmu popu. Jak zawsze warto pamiętać, że inwestowanie związane jest z ryzykiem i przed podjęciem decyzji należy dokonać samodzielnej analizy, uwzględniając przy tym wiele wariantów.

Europejska Sieć Informacji o Badaniach Klinicznych – nadzieja na rewolucję w rekrutacji pacjentów do badań klinicznych

  • Europejska Sieć Informacji o Badaniach Klinicznych (ClinicalTrials.eu) to pierwsza ogólnodostępna i kompleksowa baza informacji o badaniach klinicznych aktualnie realizowanych w Europie. Celem uruchomionego właśnie projektu jest skuteczne łącznie pacjentów z dostępnymi, badanymi właśnie metodami leczenia.
  • Informacje o badaniach zostały wystandaryzowane i przedstawione w przystępny sposób w 7 językach: angielskim, polskim, niemieckim, hiszpańskim, francuskim, włoskim i rumuńskim.
  • Pomysłodawcą i twórcą projektu jest dr Łukasz Izbicki, znany w branży jako założyciel Grupy Farmacja.net, przejętej w ubiegłym roku przez koncern IQVIA, globalnego dostawcę zaawansowanych rozwiązań analitycznych i technologicznych dla sektora farmaceutycznego.
  • eu ze swoim wielomilionowym budżetem na rozwój to odpowiedź na jedną z największych bolączek branży medycznej i farmaceutycznej, czyli niską skuteczność rekrutacji pacjentów do badań klinicznych. Projekt ma już pierwszych komercyjnych klientów.

Liczba badań klinicznych rośnie, brakuje pacjentów

Obecnie w Europie w fazie przedrekrutacyjnej lub rekrutacyjnej jest zarejestrowanych ponad 15,5 tys. badań klinicznych[1]. Statystycznie w przypadku aż ok. 80 proc. z nich wystąpią problemy z uzyskaniem lub utrzymaniem wystarczającej próby, prowadzące do opóźnień, wzrostu kosztów lub rezygnacji z projektu[2]. Na drodze ośrodków badawczych do pozyskania pacjentów stoi bowiem szereg przeszkód formalno-proceduralnych, a pacjenci nie są w stanie w prosty sposób znaleźć właściwego badania. CTIN EU – Europejska Sieć Informacji o Badaniach Klinicznych jest odpowiedzią na to wyzwanie – ogniwem łączącym podmioty prowadzące badania z pacjentami. W Polsce jest dostępna pod adresem BadaniaKliniczne.pl, a w wersji anglojęzycznej na stronie ClinicalTrials.eu. Informacje o badaniach są agregowane z wielu źródeł publicznych i komercyjnych.

Ośrodki badawcze aktywnie poszukują pacjentów, a pacjenci – odpowiednich terapii, jednak do tej pory brakowało jednego miejsca, gdzie obie grupy mogłyby się spotkać, informacje były rozproszone. Ten czynnik został zdiagnozowany jako jeden z głównych hamulców rozwoju branży badań klinicznych na naszym kontynencie. ClinicalTrials.eu jest właśnie tym jednym miejscem – podkreśla Łukasz Izbicki, twórca Europejskiej Sieci Informacji o Badaniach Klinicznych i dodaje – Naszym celem jest dostarczenie pacjentom aktualnych i kompleksowych informacji o dostępnych badaniach w zrozumiałej dla nich formie i języku. Pozwala nam to w prosty sposób zmaksymalizować dotarcie do pacjentów intencjonalnie poszukujących informacji o terapiach, którzy dotychczas znajdowali je co najwyżej w szczątkowej lub niezrozumiałej formie.

Szansa na odwrócenie trendu na rynku

Obecny mechanizm pozyskiwania pacjentów do badań klinicznych jest nieefektywny i kosztowny: firmy sponsorujące badania kliniczne, aby je zrealizować, zwracają się do ośrodków badawczych, a te zajmują się rekrutacją – pacjentów szukają w swoich bazach lub poprzez lekarzy, z którymi współpracują. Tymczasem jednak zbudowanie własnej bazy danych wymaga znajomości zasad komunikacji z pacjentami w badaniach klinicznych i związanych z tym ograniczeń prawnych, a w przypadku kontraktowania lekarzy pierwszego kontaktu przeszkodami często są: wysokość wynagrodzenia, brak świadomości o korzyściach dla pacjentów wynikających z badań klinicznych lub umowy internistów z innymi podmiotami.

CTIN EU może być szansą na odwrócenie całego modelu. Dzięki demokratyzacji dostępu do informacji to pacjenci będą samodzielnie zgłaszać się do badań. Dzięki pozyskanej wiedzy sponsorzy będą mogli efektywniej alokować ośrodki, prowadzące badania. Nasza technologia ma tu jasny cel: przyspieszyć realizację badań, a co za tym idzie – wprowadzenie na rynek innowacyjnych terapii. ClinicalTrails.eu otwiera też drogę do badań zdecentralizowanych, dopiero wkraczających do Europy. Mają one szczególnie istotne znaczenie w przypadku leczenia chorób rzadkich, gdzie zrekrutowanie odpowiedniej grupy jest wyjątkowo trudne, ponieważ potencjalnych pacjentów jest mało i do tego są oni geograficznie rozproszeni – tłumaczy Łukasz Więch, CMO CTIN EU.

Badania zdecentralizowane pozwalają przenieść większość lub wszystkie procesy badawcze do domu pacjenta, co jest szczególnie istotne w przypadku osób niemogących z różnych powodów uczestniczyć w badaniu klinicznym prowadzonym w innym mieście czy kraju. Ten model dopiero niedawno pojawił się na rynku Europejskim, natomiast w USA od kilku lat zyskuje na popularności ze względu na wygodę pacjentów, istotne oszczędności dla sponsorów, a także ułatwienie procesu rekrutacji.

Plan na przyszłość: równoległy i niezależny kanał rekrutacji

Projekt Europejska Sieć Informacji o Badaniach Klinicznych został w całości sfinansowany ze środków własnych Łukasza Izbickiego. Zainwestował w niego już ponad 1 mln USD.

Nasze rozwiązanie przedstawiliśmy już podczas kilku wydarzeń branżowych i wzbudziło ono niemałą sensację. Obecnie dane do bazy agregujemy z ogólnodostępnych źródeł, ale też umożliwiamy poszczególnym sponsorom i ośrodkom badawczym zamieszczanie na platformie informacji o prowadzonych przez nich projektach. Pozyskaliśmy pierwszych klientów komercyjnych w tym obszarze i obserwujemy coraz większe zainteresowanie taką możliwością – mówi Izbicki i dodaje – Do końca roku planujemy rozpocząć współpracę z 30 największymi CRO (Contract Research Organization – organizacje zajmujące się badaniami kontraktowymi), co stanowi ok. 10 proc. wszystkich tego typu podmiotów na rynku. Naszą misją jest zwiększenie dostępu do badań klinicznych dla pacjentów, którzy z różnych powodów nie są leczeni tak dobrze, jak mogliby być. Dlatego też zależy nam na jak najszybszym rozwoju projektu, a w związku z tym nie wykluczamy pozyskania finansowania m.in. od zewnętrznych inwestorów.

Rynek badań klinicznych rośnie

W latach 2010-2018 rocznie w Polsce rejestrowanych było ok. 400 wniosków o rozpoczęcie badania klinicznego. Skokowy wzrost w tym obszarze odnotowany został w 2019 r., kiedy liczba ta wzrosła do 600, a w 2022 r. wynosiła już 782[3]. Wartość Polskiego rynku badań klinicznych w 2020 r. oszacowana została na ponad 1,4 mld USD[4] (ostatnie dostępne dane). Z kolei rynek europejski w tym obszarze w 2023 r. wyceniony został na ponad 6 mld USD i według prognoz do 2029 r. osiągnie on wartość 9,6 mld USD przy średniorocznym tempie wzrostu w latach 2024-2029 (CAGR) na poziomie 7 proc.[5]

Liczba badań będzie rosła, a więc rekrutacja pacjentów będzie coraz trudniejsza. Z drugiej strony, w związku z rosnącą częstotliwością występowania chorób onkologicznych i cywilizacyjnych, będą rozwijane personalizowane rozwiązania terapeutyczne. Oznacza to, że badania będą bardziej skomplikowane, a to przekłada się na konieczność rekrutowania jeszcze bardziej specyficznych pacjentów, czyli trudniejszych do zidentyfikowania. Stąd łatwy i szeroki dostęp do informacji o badaniach jest tak kluczowy. Wierzymy, że nasza sieć będzie istotnym elementem procesu rekrutacyjnego w kolejnych latach i przyczyni się do rozwoju wielu innowacyjnych terapiipodsumowuje Łukasz Izbicki.

[1] Źródło: https://classic.clinicaltrials.gov/ct2/results/map/click?map.x=744&map.y=252&recrs=ab&type=Intr&mapw=1466

[2] Źródła: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC10283115/; https://www.biopharmadive.com/spons/decentralized-clinical-trials-are-we-ready-to-make-the-leap/546591/ ; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7673977/

[3] Źródło: https://pacjentwbadaniach.abm.gov.pl/pwb/o-badaniach-klinicznych/statystyki/132,Statystyki.html

[4] Źródło: https://www.infarma.pl/raporty/raporty-infarmy/raport-%E2%80%9Ekomercyjne-badania-kliniczne-w-polsce.-mozliwo%C5%9Bc-zwiekszania-liczby-i-zakresu-badan-klinicznych-w-polsce/

[5] Źródło: https://www.marketdataforecast.com/market-reports/europe-clinical-trials-market