Pozycjonowanie Sote – integracja z innymi serwisami

Oprogramowanie Sote stwarza szerokie możliwości w zakresie optymalizacji SEO. Warto sprawdzić, jakie są jego funkcjonalności, jeśli chodzi o integrację z programami i aplikacjami, które wpływają na skuteczne pozycjonowanie.

Charakterystyka Sote

Jest to platforma, która służy do zakładania oraz konfiguracji sklepów internetowych. Działa w charakterze SaaS (software as a Service), a więc oprogramowania jako usługi, w którym dostęp do poszczególnych funkcjonalności uzyskiwany jest za pośrednictwem chmury obliczeniowej.

Sote to narzędzie przydatne dla wszystkich podmiotów, które działają w branży e-commerce. Do korzystania z niego wystarczy mieć wykupioną domenę oraz hosting. By sprawdzić jego użyteczność, można skorzystać z 14-dniowego okresu próbnego. Oprogramowanie oferuje wiele funkcjonalności, które umożliwiają efektywne pozycjonowanie sklepu internetowego. Wśród nich znajduje się integracja z innymi narzędziami internetowymi.

Sote a Google Search Console

GSC pozwala na weryfikowanie pozycji, jaką witryna e-sklepu zajmuje w wyszukiwarce. Dzięki temu można na bieżąco sprawdzać skuteczność optymalizacji SEO, i, w razie potrzeby, dokonywać niezbędnych modyfikacji.

Bez Google Search Console prowadzenie efektywnych działań z zakresu pozycjonowania nie jest możliwe. Dlatego każdy e-sklep, który jest prowadzony w oparciu o Sote, powinien bazować na tym narzędziu. Dodanie serwisu do GSC jest możliwe po zalogowaniu się do konta Google i wpisaniu adresu witryny, a następnie kliknięciu w link weryfikacyjny.

Instalacja Google Analytics w Sote

GA to narzędzie, które pozwala na gromadzenie i analizowanie statystyk na temat ruchu i zachowań użytkowników w ramach e-sklepu. Umożliwia przeglądanie raportów m.in. na temat cech społeczno-demograficznych osób przeglądających serwis i podstron, jakie najczęściej przeglądają, a także wielkości przychodów w wyniku ruchu na stronie. Z punktu widzenia pozycjonowania SEO dostęp do takich danych jest sprawą kluczową.

By zintegrować sklep działający na platformie Sote z GA, niezbędne jest zalogowanie się poprzez konto Google (jeśli go nie posiadamy, trzeba je założyć). Dalszy krok to rejestracja, w trakcie której należy podać nazwę konta (firmy) i usługi (sklepu), a także adres serwisu.

Po wybraniu branży i metody śledzenia (witryna lub aplikacja mobilna), należy pobrać identyfikator śledzenia i przejść do panelu administracyjnego w sklepie Sote. Należy kliknąć zakładki „Marketing” oraz „Google Analytics”, gdzie konieczne jest wklejanie kodu śledzenia i zaznaczenie pól „Włącz Google Analytics w sklepie” i „Włącz e-commerce w sklepie”. Od tego momentu możliwe jest korzystanie z GA w sklepie Sote.

Integracja z pozostałymi narzędziami

W ramach Sote e-sklep można szybko połączyć z mediami społecznościowymi typu Facebook, Instagram oraz Youtube, a także z serwisami aukcyjnymi i portalami, takimi jak Allegro, Domodi (branża modowa) czy Homebook (serwis wnętrzarski). Jest to możliwe albo poprzez powiązanie konta z aplikacją zewnętrzną (jak w Allegro), albo konfigurację oferty w Sote (jest tak w przypadku Facebooka – można to uczynić w panelu administracyjnym, po zaznaczeniu opcji „Konfiguracja” i „Dodatkowe aplikacje”).

Pozycjonowanie Sote warto oprzeć na wielu narzędziach, w tych GSC, GA czy Facebooku. Dzięki nim szybciej można zwiększyć ruch na stronie i doprowadzić do wzrostu pozycji witryny w wyszukiwarce. Pozwala to na skuteczne uzyskanie konwersji.

PGE rozpoczyna przetarg na budowę sieci rdzeniowej LTE450

PGE ogłosiła przetarg na zakup i wdrożenie komponentów sieci rdzeniowej CORE LTE450. Przedmiot zamówienia ma być wykonany do końca 2023 r., a gwarancja i utrzymanie sieci ma być świadczone przez wykonawcę do sierpnia 2033 r.

Sieć łączności LTE450 to jedno z najważniejszych zadań inwestycyjnych Grupy PGE. Technologia LTE zapewnia łączność głosową, a także, niezbędną w obecnych czasach, szerokopasmową. Nowoczesna sieć LTE450 i budowany system telekomunikacyjny będą wsparciem dla integracji odnawialnych źródeł energii, energetyki rozproszonej i magazynów energii, a także zapewnią niezawodną łączność dyspozytorską i zdalną komunikację z licznikami energii – powiedział Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Plan działań PGE na kolejne lata zakłada wdrożenie i uruchomienie do 2025 roku podstawowych usług sieci LTE450, sukcesywną rozbudowę jej zasięgu, udostępnienie podstawowych usług łączności, a także rozwój nowych usług dedykowanych energetyce. Zakres wdrożenia przewiduje również realizację prac poza Grupą PGE, w szczególności dla innych podmiotów z sektora energetyki.

Zamówienie w ramach przetargu obejmuje dostawę i wdrożenie dwóch odrębnych środowisk sieci rdzeniowej CORE LTE450 (produkcyjnego
i testowego), umożliwiających kompleksowe świadczenie usługi transmisji szerokopasmowej dla urządzeń pracujących w technologii LTE450.
W zakresie podstawowym znajdują się również dostarczenie szkoleń z zakresu eksploatacji i utrzymania wdrażanych środowisk do 31 grudnia 2023 r. Ponadto, od wykonawcy wymagane będzie świadczenie usługi gwarancji i wsparcia oraz utrzymania technicznego dla wdrożonych środowisk w terminie do 8 sierpnia 2033 roku.

Szczegóły postępowania, w tym bezpłatny, pełny i bezpośredni dostęp do dokumentów znajdują się w systemie zakupowym Grupy PGE: www.swpp2.gkpge.pl . Informacje o przetargu zostały przekazane także do opublikowania w Dzienniku Urzędowym UE. Przetarg zgodny z Prawem Zamówień Publicznych odbywa się w trybie negocjacji sektorowych. Wnioski można składać do 15 marca 2022 r. do godz. 14:00.

***
Informacje dodatkowe

PGE Systemy to spółka zajmująca się obsługą teleinformatyczną Grupy PGE. W sierpniu 2018 roku, wkrótce po otrzymaniu koncesji na częstotliwość 450 MHz, rozpoczęła prace przygotowawcze do budowy sieci łączności dla energetyki. Od tego czasu wykonano działania w obszarach technicznych
i finansowych, które umożliwiły opracowanie modelu biznesowo – technicznego na wdrożenie LTE450. W 2021 roku przeprowadzono Wstępne Konsultacje Rynkowe na kluczowe komponenty, stanowiące elementy sieci LTE450. W wyniku zrealizowanych prac analitycznych przygotowano dokumentację przetargową, na podstawie której ogłaszane będą przetargi.

Nowoczesna łączność LTE450 wpłynie na poprawę niezawodności sieci elektroenergetycznej, zwiększy jej bezpieczeństwo oraz skróci czas lokalizowania i usuwania awarii występujących w sieci średniego i niskiego napięcia, a w związku z tym, w znaczącym stopniu przyczyni się
do pewniejszych dostaw energii do odbiorców. Ponadto, odbiorcy zyskają możliwość bieżącego dostępu do informacji na temat faktycznego zużycia energii i obliczonych według niego opłat. Niezawodna i bezpieczna sieć łączności jest również niezbędna do budowania nowoczesnej energetyki, wymagającej m. in. integracji odnawialnych źródeł energii, bilansowania, czy rozwoju klastrów energii.

Stanowisko Komisji Etyki Rady Reklamy w przedmiocie „eko-nazewnictwa”

W toku swoich posiedzeń Zespoły Orzekające Komisji Etyki Rady Reklamy ustaliły liczne przypadki greenwashing’u dokonywanego poprzez stosowanie szczególnego rodzaju nazewnictwa w przekazach reklamowych. Reklamodawcy dosyć często decydują się na posługiwanie w sposób dalece dowolny takimi określeniami jak „ekologiczny”, „przyjazny środowisku” czy też po prostu „eko”. Jakkolwiek Komisja Etyki Rady Reklamy zdaje sobie sprawę z faktu braku jednoznacznej definicji pojęcia „ekologiczności”, jednocześnie uważa za istotne zwrócenie uwagi na fakt nadużywania tego rodzaju określeń.

W pierwszej kolejności, analizując pojawiające się przypadki licznych skarg oraz stanowisk reklamodawców, Komisja Etyki Rady Reklamy pragnie podkreślić, iż stosowanie przedrostków „eko” lub „bio” w sposób dowolny, opierając się jedynie na fakcie, iż np. reklamowany jest produkt typu ekogroszek (sam zawierający w nazwie własnej omawiany przedrostek) lub opał pochodzenia naturalnego, może doprowadzić potencjalnych konsumentów do wniosku, iż zakupiony przez nich towar jest przyjazny środowisku. Tymczasem, każdy rodzaj emisji środowisku szkodzi.

Komisja Etyki Rady Reklamy, po zasięgnięciu opinii ekspertów, pragnie podkreślić, iż również sugerowanie w przekazie reklamowym, że produkty typu ekogroszek lub biomasa są przyjazne środowisku należy uznawać za greenwashing. Warto podkreślić, iż w 2018 roku, niezależna organizacja nadzorująca branżę reklamową w Wielkiej Brytanii (Advertising Standards Authority – ASA) oficjalnie zakazała reklamy jednego z największych brytyjskich dostawców energii odnawialnej za twierdzenie, że dostarczana przez niego energia elektryczna pochodząca ze spalania biomasy nie emituje dwutlenku węgla[1].

Zgodnie z opinią przedstawioną Komisji Etyki Rady Reklamy przez organizację ekspercką Client Earth, cyt. poza emitowaniem dwutlenku węgla, popularność spalania biomasy przyczynia się do pomniejszania powierzchni lub pogarszania stanu lasów wskutek zwiększonych wskaźników pozyskiwania drewna, blokując ich potencjał w walce ze zmianą klimatu. Powyższe oznacza, że zastępowanie paliw kopalnych biomasą, w tym brykietem drzewnym, nie tylko nie przyczynia się do ograniczenia zmiany klimatu, ale w istocie ją pogarsza. Trudno o bardziej jednoznaczny argument przeciwko nazywaniu biomasy produktem (paliwem) ekologicznym[2].

Z kolei w przypadku wykorzystywania nazwy własnej produktów typu ekogroszek, Komisja Etyki Rady Reklamy zdaje sobie sprawę z faktu, iż jest to zabieg dopuszczalny, a niekiedy konieczny, z braku alternatywnego nazewnictwa. Jednocześnie Komisja Etyki Rady Reklamy pragnie zwrócić uwagę na zasadność dokonania zmian w tym zakresie, jako że przedrostek „eko” może błędnie sugerować potencjalnym konsumentom, iż zakupiony towar jest przyjazny środowisku. Tymczasem, jak wykazały badania przeprowadzone w lutym 2021 r. zlecone przez Fundację Client Earth, „ekogroszki” emitują ponadnormatywne ilości pyłów, nawet czterdziestokrotnie więcej niż wskazuje norma, rakotwórczy benzoapiren, którego stężenia osiągają w Polsce rekordowe wartości, a także parametry jednego z przebadanych „ekogroszków” są niezgodne z deklaracją producenta, co wprowadza kupujących w błąd (greenwashing). Co więcej, przebadane „ekogroszki” emitują ponadnormatywne ilości tlenku węgla oraz tlenków azotu[3].

W związku z powyższymi ustaleniami, Komisja Etyki Rady Reklamy apeluje o:

  1. Zaprzestanie wykorzystywania w sposób nadmierny oraz dowolny pojęć takich jak „ekologiczny”, „przyjazny środowisku” oraz przedrostków typu „eko” oraz „bio” w konstruowanych przekazach reklamowych zawierających informacje o charakterze ekologicznym;
  2. Dokonanie zmian w zakresie nazwy produktów typu „ekogroszek” – Komisja Etyki Rady Reklamy w tym zakresie popiera zmianę ww. nazwy na „paliwo drobne”[4]

[1] https://www.asa.org.uk/rulings/good-energy-ltd-a17-1.html

[2] Opinia Client Earth „Biomasa jako ekologiczne paliwo”, Listopad 2021 r.

[3] https://www.clientearth.pl/najnowsze-dzialania/artykuly/ile-jest-eko-w-ekogroszku-emisje-szkodliwych-pylow-przekroczone-nawet-czterdziestokrotnie/

[4] Zgodnie z uzasadnieniem projektu nowelizacji Rozporządzenia Ministra Klimatu i Środowiska w sprawie wymagań jakościowych dla paliw stałych, cyt. użycie przedrostka „eko” w odniesieniu do miału czy groszku sugeruje, że jest to paliwo ekologiczne, podczas gdy parametry jakościowe ekomiału czy ekogroszku tego nie potwierdzają. W czasie dyskusji przeprowadzonych w ramach przeglądu jakości paliw stałych wielokrotnie wskazywano, że nazwy zawierające przedrostek „eko” mogą sugerować ekologiczny charakter tego paliwa i wprowadzać tym samym w błąd konsumentów. Źródło: https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12351401/katalog/12815872#12815872

Spółka ElectroMobility Poland S.A. podpisała umowę z inwestorem zastępczym oraz planistą zakładu w związku z budową fabryki Izery w Jaworznie

Spółka ElectroMobility Poland zawarła umowę o ustanowienie inwestora zastępczego na wykonanie projektu budowlanego, nadzorowanie i koordynowanie prac budowlanych wraz z uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie zakładu produkcyjnego w Jaworznie. Inwestorem zastępczym została firma PROCHEM S.A., posiadająca 75-letnie doświadczenie w projektowaniu oraz realizacji inwestycji budowlanych. Ponadto Spółka ElectroMobility Poland wybrała także planistę zakładu, z którym zawarła umowę o świadczenie usług inżynieryjnych. Jest nim firma wchodząca w skład Dürr Group, jedna z wiodących na świecie firm zajmujących się inżynierią mechaniczną i przemysłową.

Inwestor zastępczy w modelu EPCM

Spółka ElectroMobility Poland S.A. podpisała umowę z PROCHEM S.A. o zastępstwo inwestycyjne w formule EPCM (Engineering, Procurement and Construction Management).

Zakres umowy obejmuje koordynację i nadzór nad pracami budowlanymi, w tym: opracowanie projektu budowlanego oraz przeprowadzenie procesu przetargowego na wybór generalnych wykonawców zakładu produkcyjnego w Jaworznie. PROCHEM S.A. będzie także odpowiadać za uzyskanie pozwolenia na budowę (w tym m.in. decyzji środowiskowej dla inwestycji) oraz doprowadzenia do terminowego i jakościowego zakończenia wszystkich prac budowlanych, jak i odbiorowych.

„Jestem przekonany, że wybór PROCHEM S.A. na inwestora zastępczego jest wyborem z naszego punktu widzenia optymalnym. Zależało nam na znalezieniu partnera, który swoim doświadczeniem i specjalizacją w kompleksowy sposób wesprze nas w obliczu wyzwań związanych z budową zakładu produkcyjnego w Jaworznie. PROCHEM S.A. ma bardzo duże doświadczenie w projektowaniu obiektów przemysłowych czy skomplikowanych instalacji technologicznych, co jest niezwykle istotne przy skali inwestycji takiej jak nasza. Również uzgodniona formuła EPCM, w której będziemy współpracować jest dopasowana do specyfiki naszego projektu. Łączy ona odpowiedzialność inwestora zastępczego i generalnych wykonawców, co jest istotne z punktu widzenia kontroli kosztów inwestycji, specyfikacji materiałowej i standaryzacji technicznego wyposażenia zakładu czy wymagań Spółki co do zapisów kontraktowych” – powiedział Piotr Zaremba, Prezes Zarządu ElectroMobility Poland S.A.

„W ciągu swojej 75-letniej historii PROCHEM podejmował się wielu różnych wyzwań technicznych i inwestycyjnych. Nasz potencjał i doświadczenie w projektowaniu i realizacji zakładów przemysłowych, w tym w sektorze automotive, mogą być z powodzeniem wykorzystane przy budowie obiektów produkcyjnych fabryki Izery w Jaworznie. Decyzja EMP o wyborze PROCHEM do pełnienia roli inwestora zastępczego jest tego najlepszym potwierdzeniem. Podpisana umowa obejmuje wsparcie Inwestora od etapu koncepcji technicznych do zakończenia przez Generalnych Wykonawców obiektów budowlanych, co w pełni odzwierciedla zakres kompleksowych usług, które od lat są specjalnością PROCHEM. Nasi Klienci zawsze mogą liczyć na rzetelność, doświadczenie i wiedzę inżynierską, na których od lat PROCHEM buduje swoją pozycję rynkową.” – mówi Marek Kiersznicki, Prezes Zarządu PROCHEM S.A.

Planista zakładu – Factory planner Dürr Systems AG

ElectroMobility Poland S.A. podpisała także umowę z firmą Dürr Systems AG na świadczenie usług inżynieryjnych. Do zadań planisty zakładu należy m.in. zaprojektowanie linii produkcyjnych dla fabryki Izery, opracowanie koncepcji procesu produkcyjnego dla wszystkich trzech wydziałów produkcyjnych (spawalni, lakierni i montażu), opracowanie wytycznych do projektu budowlanego w zakresie technologii produkcji, a także opracowanie wewnętrznego procesu logistycznego zakładu oraz schematów funkcjonalnych dla procesu lakierniczego wraz z systemami oczyszczania powietrza. Planowaniem zakładu zajmuje się firma Dürr Consulting, będąca częścią Dürr Systems AG.

„Proces budowy zakładu produkcyjnego oraz uruchomienia produkcji łączy w sobie wiele elementów m.in.: inżynierię produkcji, procesy budowlane i uzgodnienia techniczne, wymagania środowiskowe tym samym konieczność zastosowania odpowiednich rozwiązań technologicznych w szczególności w obrębie wydziału lakierniczego czy optymalne zaplanowanie procesów logistycznych. Są one kluczowe dla prawidłowego zaprojektowania zakładu i linii produkcyjnych. W tym obszarze postawiliśmy na firmę, która jest światowym liderem rynku projektowania i dostarczania linii produkcyjnych, w szczególności dla wydziału lakierni, jak i montażu. Dürr w ramach naszej umowy we współpracy z partnerami zapewni także odpowiedni poziom kompetencji w zakresie wydziału spawalni i rozwiązań logistycznych. Współpraca z takim partnerem daje gwarancję spełnienia wysokich standardów rozwiązań technologicznych i procesowych niezbędnych w bardzo dobrze zorganizowanej branży automotive” – powiedział Cyprian Gronkiewicz, Dyrektor ds. Uruchomienia Produkcji w Spółce ElectroMobility Poland S.A.

Marka Dürr istnieje od 1896 roku. Dürr Systems AG jest częścią Dürr Group, jednej z wiodących na świecie firm zajmujących się inżynierią mechaniczną i przemysłową, posiadającej wybitne doświadczenie w dziedzinie automatyzacji i cyfryzacji. Firma posiada oddział w Polsce, w którym produkuje urządzenia i maszyny na potrzeby automotive, ale też projektuje np. systemy sterowania.

Branża targowa: 12 Tez Dla Normalnego Polskiego Ładu

– Umierają małe jedno lub kilkuosobowe firmy, ale zamykają się już też małe i średnie przedsiębiorstwa. Tendencja ta utrzymuje się od czasu rozpoczęcia pandemii, a w branżach szczególnie poszkodowanych, na skutek między innymi regulacji tzw. Polskiego Ładu, liczba zamykanych przedsiębiorstw dochodzi w tej chwili do rekordowych poziomów – przedsiębiorcy z branży targowej, którzy zdeterminowani są, aby dalej działać, biorą więc sprawy w swoje ręce. Pod sformułowanymi przez nich 12 Tezami Dla Normalnego Polskiego Ładu, podpisują się też przedstawiciele innych branż. Obecna, krytyczna w wielu przypadkach, sytuacja dotyczy bowiem każdego polskiego właściciela firmy. Inicjatywa ta wychodzi od branży targowej, uważanej za najbardziej poszkodowaną przez pandemię, a dodatkowo – przez nowe obciążenia, które obowiązują od nowego roku. Walczy ona wciąż o wsparcie, by przetrwać, a po pandemii – dalej służyć rodzimym przedsiębiorcom jako główne wsparcie promocji polskiej gospodarki.

Funkcjonujący bardzo dobrze do wybuchu pandemii Covid 19 sektor targowy uważany jest dziś za jeden z najbardziej poszkodowanych przez lockdowny, ograniczenia, przesuwania terminów czy po prostu strach potencjalnych uczestników przed zarażeniem się. Z tym wszystkim targowa branża boryka się przez ostatnie 2 lata. Kiedy wydawało się, że nadchodzi pomoc, przyszło jednak głębokie rozczarowanie. W podobnej sytuacji znajduje się dziś wiele innych gałęzi gospodarki. – Ciągle wydłuża się lista firm zamykanych lub zawieszających swoją działalność. Statystyki biją na alarm. Umierają małe jedno- lub kilkuosobowe firmy, ale zamykają się już też małe i średnie przedsiębiorstwa. Tendencja ta utrzymuje się od czasu rozpoczęcia okresu pandemii, a w branżach szczególnie poszkodowanych, na skutek między innymi regulacji tzw. Polskiego Ładu, w tej chwili liczba zamykanych przedsiębiorstw dochodzi do rekordowych poziomów – w ten sposób sytuację wielu reprezentujących różne sektory firm w Polsce opisuje Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej.

Zwraca on uwagę, że firmy umierają w ciszy. To proces być może słabo widoczny, choć każdego dnia dzieje się właściwie na naszych oczach. Przedsiębiorstwa nie ogłaszają bowiem swej decyzji w mediach społecznościowych, nie robią specjalnych kampanii promocyjnych. Ludzie, którzy niejednokrotnie poświęcili całe albo większość swojego życia na budowanie marki piekarni, restauracji lub małego zakładu, zamykają swoje firmy, bo, po ludzku mówiąc, nie starcza na chleb. Pandemia wymusiła na nich zaciągnięcie zobowiązań dla ratowania swojego interesu: dla podtrzymania miejsc pracy, utrzymania klientów, ale niestety w wyniku kolejnych chaotycznych działań rządzących muszą powiedzieć: stop.

Jak uważają przedsiębiorcy, jest to przedziwna sytuacja, kiedy ludzie stojący u sterów naszego Państwa, wycieńczonej wskutek pandemii gospodarce fundują jednocześnie kilkuset stronnicowy pakiet przepisów nakładających większe obciążenia finansowe na poszkodowanych przez pandemię przedsiębiorców z  „bonusem” – niespotykaną dotąd w historii podwyżką cen nośników energii.

– Nie wiem,  czy można byłoby wpaść na lepszą metodę zepsucia funkcjonującej dotąd całkiem nieźle polskiej gospodarki?  Co w takiej sytuacji robić? – pytają przedsiębiorcy z branży targowej w imieniu wszystkich poszkodowanych przez pandemię właścicieli firm i ponownie biorą sprawy w swoje ręce.

Organizują więc akcję „12 Tez Dla Normalnego Polskiego Ładu”. Zakłada ona zamieszczenie 12 Tez na drzwiach wejściowych do firm, sklepów, kawiarni, restauracji, hoteli, itp. – Niech każdy nasz klient, petent, interesant ma okazję przeczytać, jakich standardów życia gospodarczego oczekujemy. Liczymy, że akcja rozleje się na większość polskich przedsiębiorstw i będzie początkiem głębokiej refleksji żyjących z naszych podatków kreatorów życia politycznego. Oni również muszą codziennie otwierać wiele drzwi, więc umożliwimy im w ten sposób zapoznanie się z naszym manifestem. Każda rewolucja zaczyna się od pozornie mało ważnych rzeczy – my robimy pierwszy krok – piszą pomysłodawcy akcji.

TEZA 1

Jedynym autorytetem w sprawie gospodarki są fachowcy – ludzie wykształceni w tym kierunku i doświadczeni w skutecznym działaniu dla dobra gospodarki. Przy wprowadzaniu zmian w funkcjonowaniu gospodarki rząd ma obowiązek skutecznie konsultować te zmiany  z tymi fachowcami, skupionymi w organizacjach samorządu gospodarczego i izbach gospodarczych.

TEZA 2

Gospodarki nie stać na polityków – na płacenie kar za Sądy Dyscyplinarne, czy kopalnie odkrywkowe. Należy ograniczyć wpływ polityków na funkcjonowanie gospodarki.

TEZA  3

Konstytucja ma być przestrzegana przez wszystkich bez względu na to, jaki mają światopogląd, oraz jakie mają sympatie polityczne.

TEZA 4

Jedyna droga do ratowania gospodarki, to dbanie o dobrą kondycję polskich przedsiębiorstw – wszelkie stanowione prawa muszą być ustanawiane w porozumieniu z przedstawicielami wszystkich grup społecznych aktywnych zawodowo.

TEZA 5

Branże szczególnie wrażliwe na wahania związane z klęskami, pandemiami, stanami wyjątkowymi, ograniczeniami możliwości prowadzenia działalności, wymagają adekwatnej pomocy Państwa. Obowiązuje zasada: uniemożliwiamy prowadzenie normalnej działalności gospodarczej – płacimy ludziom rekompensatę.

TEZA 6

Jedynym źródłem dochodów Państwa jest aktywność przedsiębiorstw. Państwo ma stworzyć warunki do swobodnego, wolnorynkowego ale i sprawiedliwego prowadzenia działalności gospodarczej.

TEZA 7

Przepisy mają być proste , przejrzyste i sprawiedliwe dla wszystkich. Koniec dyskryminacji ludzi żyjących w niedostatku, ale również koniec dyskryminacji ludzi zaradnych życiowo. Państwo powinno aktywizować swoich obywateli, a nie utwierdzać ich w poglądzie, że nic nie robienie się opłaca.

TEZA 8

Stanowiący prawo mają szczególny obowiązek wspierania branż umożliwiających rozwój gospodarki, w tym w szczególny sposób szeroko rozumianej branży spotkań i wydarzeń.

TEZA 9

Rządzący nie mają swoich pieniędzy. Budżet Państwa, to przychód z podatków i wszelkich danin, wypracowany przez przedsiębiorców i pracowników. Na aktualnych decydentach ciąży zatem wyjątkowa odpowiedzialność za dysponowanie tymi środkami. To nie są ich pieniądze !

TEZA 10

Tak jak Państwo chroni obywateli płacących podatki przed drastycznymi wzrostami cen nośników energii, tak to samo Państwo powinno chronić przedsiębiorców, bo oni też płacą podatki.

TEZA 11

Nie ma prymatu polityki nad gospodarką. Jeśli Unia Europejska wygospodarowała fundusze pomocowe dla państw UE po pandemii, politycy polscy powinni zrobić wszystko, by umożliwić przekazanie tych funduszy z UE do Polski. Jeśli jest inaczej, politycy stają się sabotażystami.

TEZA 12

Żadnych rewolucyjnych zmiany podatkowych w czasach szczególnie trudnych dla gospodarki ! Odbudowa niektórych gałęzi gospodarki po Covid-19, to najgorszy moment na wprowadzanie głębokich zmian podatkowych. Należy je opóźnić o rok, lub ogłosić na ten czas vacatio legis.

Do akcji poparcia 12 Tez włączają się też przedsiębiorcy innych wiodących dla polskiej gospodarki branż, także poszkodowanych przez pandemię, a teraz również niesprawiedliwie potraktowanych nałożeniem dodatkowych obciążeń w ramach tzw. Polskiego Ładu.

– Najwyższy koniec na eksperymentowanie poprzez buble prawne jak Polski Ład na sektorze MŚP, który wytwarza prawie 50% produktu krajowego brutto (PKB). Najwyższy czas, żeby rządzący usłyszeli jednym głosem, 7 milionów pracowników i ich rodzin, że decydowanie o przyszłości wielopokoleniowych rodzinnych interesów, bez ich merytorycznego udziału zakończyło się – mówi Jacek Czauderna – prezes zarządu Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej. Jest przekonany, że wszyscy już rozumieją, jak bardzo powiązani są i równocześnie rozgrywani przez polityczne decyzje i regulacje gospodarcze bez konsultacji z samymi przedsiębiorcami. Zdaniem jego oraz innych popierających akcję 12 Tez właścicieli firm, galopujące ceny gazu i prądu, bez programów osłonowych dla przedsiębiorców, doprowadzą do upadku setek tysięcy firm w sektorze MŚP, które w czasie pandemii tracą płynność finansową, zadłużając się u dostawców, w Urzędach Skarbowych i w ZUS’ie.

– 12 tez Nowego Polskiego Ładu to stanowczy apel całego sektora MŚP do integracji wszystkich organizacji, przedsiębiorców i pracowników. Nie możemy biernie obserwować upadłości naszych firm. Musimy łączyć inicjatywy i projekty gospodarcze. Walczyć o swoistego rodzaju inwentaryzację przepisów w celu uproszczenia transparentnego funkcjonowania firm w Polsce i zapewnienia autentycznego rozwoju gospodarki i zapewnienia płynności finansowej, obrony klasy średniej. Tym łącznikiem będzie przywrócenie w Polsce Powszechnego Samorządu Gospodarczego – podsumowuje Jacek Czauderna.

Organizatorzy akcji zachęcają wszystkich – dużych i małych – tych, którzy sobie radzą i tych, którzy już tracą nadzieję, do rozpoczęcia „reformacji” naszego życia gospodarczego  i społecznego. – Zmieńmy jakość funkcjonowania gospodarki. Zerwijmy kajdany kolejnych bzdurnych przepisów na rzecz zdrowego rozsądku. Zacznijmy ze wzajemnym szacunkiem funkcjonowanie w życiu nie tylko gospodarczym, ale również w życiu społecznym. Dość polityki, dość „kręcenia” interesów pod jej płaszczykiem, stop nepotyzmowi, stop lekceważenia tych, którzy od lat budują wartość tego Kraju. Wróćmy do tego,  na co przez ciężkie lata transformacji pracowaliśmy. Jeszcze nie jest za późno, choć zegar wskazuje za 1 minutę dwunastą – głoszą organizatorzy akcji 12 Tez Dla Normalnego, Polskiego Ładu.

Sama zaś branża targowa też zdeterminowana jest wciąż do działania. Polska Izba Przemysłu Targowego zwróciła się właśnie z apelem do premiera i ministrów o wsparcie i uruchomienie stosownych narzędzi pomocowych, w tym:

  • Wypłacenie firmom branży targowej zaległego wsparcia z tytułu ograniczenia możliwości prowadzenia działalności gospodarczej z powodu obostrzeń epidemicznych za miesiąc maj i czerwiec 2021 r.
  • Objęcie tarczą antykryzysową od 15 grudnia 2021 r. (zwolnienie ze składek ZUS, postojowe, jednorazowa dotacja), przedsiębiorców branży targowej z co najmniej 40% spadkiem przychodów we wskazanych okresach referencyjnych.
  • Umożliwienie rozłożenia spłaty nadwyżek z subwencji PFR 2.0 na 24 raty, licząc od 15 marca 2022 r.
  • Uruchomienie pożyczki płynnościowej na preferencyjnych warunkach, co umożliwiłoby szybszy powrót do działalności i odzyskanie płynności finansowej, utrzymanie miejsc pracy, a także bezpieczeństwo w spłacie nadwyżek PFR 2.0.
  • Uruchomienie mechanizmu zabezpieczającego zaliczki klientów na poczet przyszłych wydarzeń krajowych, np. w formie zwrotnego funduszu gwarancyjnego, zabezpieczających zaliczkę klientów korporacyjnych w przypadku konieczności odwołania wydarzenia z powodu Sars CoV-2 w okresie kwiecień – listopad 2022 (wzorem rozwiązań austriackiego czy estońskiego).

Dotychczasowe, spowodowane pandemią, straty branży targowej wynoszą już około 3 miliardów złotych.

Zaskakująco słaby początek roku w budownictwie mieszkaniowym

Najnowsza informacja GUS, prezentująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w styczniu bieżącego roku, komunikuje oczekiwaną korektę statystyk. Jak zauważają eksperci RynekPierwotny.pl zaskoczeniem może wydawać się jednak jej skala, która zdaje się nie być jedynie jednorazowym odreagowaniem grudniowego wybicia danych o nowych pozwoleniach i rozpoczętych mieszkaniach.

Styczeń zapowiedzią dłuższej korekty?

Początek nowego roku bardzo wyraźnie zasygnalizował perspektywę słabnięcia koniunktury inwestycyjnej rynku mieszkaniowego w kolejnych miesiącach. Tym razem korekcyjny charakter styczniowych danych GUS solidarnie dotyczy wszystkich trzech tematów statystyk inwestycyjnych mieszkaniówki, czyli mieszkań oddanych do użytkowania, nowych pozwoleń oraz inwestycji rozpoczętych.

Te ostatnie mają zasadnicze znaczenie dla oceny stanu bieżącej koniunktury. Tymczasem w styczniu rozpoczęto ogółem budowę 11,8 tys. mieszkań, co jest wynikiem gorszym zarówno licząc rok do roku jak i miesiąc do miesiąca o blisko jedną trzecią. Z kolei sami deweloperzy ruszyli z budową zaledwie 7,3 tys. lokali, co w odniesieniu zarówno do stycznia jak i grudnia ub. roku oznacza regres rzędu grubo ponad 40 proc.
Tab 1. Dane GUS - Budownictwo mieszkaniowe I 2022

W przypadku budownictwa mieszkaniowego, niezależnie od stanu koniunktury rynkowej, dość mocno utrwaloną od lat tradycją jest widoczne hamowanie aktywności inwestycyjnej w pierwszych tygodniach każdego roku. W efekcie miesiąc styczeń jest od lat regularnie i niezawodnie najsłabszym miesiącem w mieszkaniówce pod względem statystyk nowo rozpoczynanych budów. Ich wolumen w pierwszym miesiącu roku jest zazwyczaj znacząco niższy od średniej całorocznej, wyznaczając tym samym dołek, od którego w kolejnych okresach następuje odbicie.

Tym razem jednak za sprawą załamania danych nowych budów deweloperskich, statystyki ogółem sięgnęły dna, zniżkując do poziomu jednego z najgorszych wyników miesięcznych w historii, i najsłabszego od grudnia 2018 roku. Początek bieżącego roku może więc sugerować zgodnie z zasadą „jaki styczeń, taki cały rok”, że inwestorzy budujący na sprzedaż wyraźnie przymierzają się do ograniczenia swojej aktywności inwestycyjnej nie tylko w kolejnych miesiącach, ale i kwartałach.

Nowe pozwolenia z malejącym potencjałem

Z kolei w przypadku statystyk nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, styczeń zaowocował korekcyjnym rozstrzygnięciem o nieco mniej spektakularnym wymiarze, wyraźnie zaakcentowanym jedynie w relacji miesiąc do miesiąca. GUS doliczył się ich ogółem w ubiegłym miesiącu 22,2 tys., czyli niemal dokładnie o jedną trzecią mniej w stosunku do grudnia 2021 r. Z kolei w odniesieniu do stycznia ub. roku jest to wynik słabszy jedynie o nieco ponad 5 proc.

Jak podkreślają eksperci RynekPierwotny.pl statystyki nowych pozwoleń na budowę wciąż pozostają bardzo wiarygodnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Warto więc odnotować ich wynik styczniowy na poziomie blisko 15,6 tys. decyzji administracyjnych, minimalnie wyższy rdr o 3 proc. Jest on jednocześnie słabszy względem grudnia ub. o roku aż o jedną trzecią. Tym samym także nowe pozwolenia sugerują nieco ostrożniejszą ocenę perspektyw rynkowych przez inwestorów.

Mieszkania oddane również z impulsem spadkowym

W ostatnich czasach bardzo mocnym ogniwem GUS-owskich danych z budownictwa mieszkaniowego pozostawały statystyki mieszkań oddanych do użytkowania, które od siedmiu miesięcy ostro pięły się w górę aż do rekordowego od lat poziomu w ubiegłorocznym grudniu.

Tymczasem styczeń przyniósł ostrą korektę do najniższego od blisko dwóch lat poziomu 15,3 tys., co oznacza liczony rok do roku regres rzędu 12,5 proc., jednak w stosunku do rekordu z grudnia już ponad 40-proc. zjazd w dół. W tym przypadku również decydujące okazały się wyniki deweloperów na poziomie niespełna 8 tys. oddanych lokali, słabsze o ponad połowę od grudniowych i o blisko jedną czwartą licząc rok do roku.

Statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą jednak od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury inwestycyjnej sprzed około dwóch lat, a więc okresu odpowiadającego cyklowi budowlanemu w mieszkaniówce. W związku z tym w tym przypadku można liczyć na szybkie odbicie statystyk w kolejnych miesiącach, w odróżnieniu do nowych pozwoleń i budów rozpoczętych.

Wyznacznikiem koniunktury inwestycyjnej rynku pierwotnego w najbliższych miesiącach będzie w zdecydowanym stopniu perspektywa wygasającego boomu sprzedażowego mieszkań deweloperskich. Ostatni kwartał ub. roku okazał się pod tym względem po raz pierwszy od bardzo dawna najsłabszy w całorocznej skali, czego oczywistą i pierwszorzędną przyczyną był początek cyklu wzrostu stóp procentowych NBP.

Styczniowe dane GUS zdają się być natychmiastową reakcją deweloperów, którzy w oczekiwaniu spadku popytu niemal natychmiast ograniczyli swą aktywność inwestycyjną w dość spektakularnym stopniu,  zapowiadającym wyraźny spadek podaży nowych mieszkań w perspektywie co najmniej kilku kwartałów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jak inwestować w czasach galopującej inflacji? Piotr Kuczyński

W grudniu 2021 roku inflacja w Polsce zbliżyła się do poziomu 9%. W styczniu najprawdopodobniej go przekroczy. Wraz z rosnącą inflacją coraz częściej pada pytanie na temat tego, jak skonstruować odpowiedni portfel inwestycyjny. Niestety nie jest prosto na nie odpowiedzieć. Dlaczego? Dlatego, że każdy inwestor jest w innej sytuacji – ma inne możliwości, majątek, inną ilość wolnej gotówki, jest inaczej obciążony. Inaczej będzie inwestował człowiek po 70. roku życia, inaczej osoba przed trzydziestką. Doradcy finansowi często doradzają regułę “sto minus wiek”. Określa ona, jaki procent portfela powinny stanowić ryzykowne instrumenty. Zakłada ona, że im młodszy inwestor, tym na większe ryzyko może sobie pozwolić. Warto wybrać się do doświadczonych doradców, którzy pomogą wyszukać odpowiadający profilowi inwestora zestaw funduszy.

Nie da się skonstruować uniwersalnego portfela inwestycyjnego, który będzie zabezpieczał przed inflacją. To jest absolutnie nieosiągalny przypadek. Jeśli ktoś ma naprawdę dużą nadpłynność – czyli dużo więcej pieniędzy w stosunku do swoich potrzeb, nie 1000 zł ale 100.000 zł więcej – to ja twierdzę na przykład, że 10-15% powinien lokować w fizyczne złoto – sztabki, monety itd. Nie na zasadzie takiej, że za rok będzie to droższe o 50% – ale po to, że jak coś złego się stanie na świecie, to rzeczywiście to przyniesie takie zyski, że może zrekompensować utratę pozostałych pieniędzy – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Kuczyński, analityk rynku finansowego. – Dla osób takich jak ja pozostaje rynek obligacji – mimo że rok 2021 przyniósł straty. Ale to był rok nadzwyczajny. Nie spodziewam się takich strat w 2022 roku. A dla tych, którzy cenią sobie większe ryzyko – to oczywiście rynek akcji na rynkach rozwijających się i w Polsce. Polskie akcje są bardzo tanie – mniej więcej o połowę niżej wyceniane niż akcje na rynkach amerykańskich. Czyli gdyby zdrożały o 100%, to jeszcze byłyby tańsze od akcji amerykańskich – analizuje Kuczyński.

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych. Kiedy się opłaca?

Od 2% do 17% – tyle może wynosić stawka opodatkowania przychodów osiąganych w ramach ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Obok uproszczonych zasad tej metody opodatkowania jest to główny powód, dla którego przedsiębiorcy decydują się na jej wybór. Jakie są inne atuty ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, jakie są jego wady i komu się opłaci?

Na czym polega ryczałt?

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych to uproszczona forma opodatkowania przychodów z działalności gospodarczej, których podstawa opodatkowania jest pomniejszana jedynie o określone w przepisach odliczenia, bez uwzględniania kosztów uzyskania przychodu. Taka konstrukcja przepisów sprawia, że ryczałt bardziej opłaca się przedsiębiorcom, którzy nie generują wysokich kosztów. Działa to też w drugą stronę. Ryczałt nie będzie się opłacać tym, których rodzaj prowadzonej działalności charakteryzuje się stałą, sporą liczbą wydatków kwalifikowanych, czyli związanych z prowadzonym biznesem. Mając wysokie koszty korzystniej będzie rozliczać się na zasadach ogólnych, lub 19% stawką liniową, co pozwoli na znaczące obniżenie podstawy opodatkowania.

Dodatkowo, poprzez eliminację kosztów z ewidencji rachunkowej firmy, obliczanie i realizacja obowiązków podatkowych są w przypadku ryczałtu prostsze niż przy rozliczaniu się na zasadach ogólnych, co może przekładać się dodatkowo na niższe koszty obsługi księgowej.

Jaka jest stawka opodatkowania?

Stawki ryczałtu wahają się od 2% do 17%. O tym, z jakiej stawki będzie mógł skorzystać dany przedsiębiorca decyduje rodzaj prowadzonej przez niego działalności. Wysokość stawek przypisana jest do konkretnych numerów Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług w Ustawie z dnia 20 listopada 1998 r. o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz. U. 1998 Nr 144 poz. 930, ze zm.). Dla przykładu:

  1. stawka 2% – dla przychodów: ze sprzedaży produktów roślinnych i zwierzęcych pochodzących z własnej uprawy, hodowli lub chowu, przetworzonych w sposób inny niż przemysłowy;
  2. stawka 3% – dla przychodów z: działalności gastronomicznej (bez sprzedaży alkoholu powyżej 1,5%), usług w handlu, usług związanych z produkcją zwierzęcą, i z odpłatnego zbycia składników wykorzystywanych w działalności gospodarczej;
  3. stawka 5,5% – dla przychodów z: robót budowlanych, działalności wytwórczej;
  4. stawka 8,5% – dla przychodów z: prowizji komisowej, działalności usługowej (w tym przychodów z działalności gastronomicznej w zakresie sprzedaży alkoholu powyżej 1,5%);
  5. stawka 8,5% dla przychodów do 100 000 zł i 12,5% od nadwyżki ponad 100 000 zł: z wynajmu nieruchomości, wynajmu samochodów, motocykli, środków transportu wodnego i lotniczego, z usług związanych z zakwaterowaniem;
  6. stawka 10% – dla przychodów z usług kupna i sprzedaży nieruchomości na własny rachunek;
  7. stawka 12% – dla przychodów z: usług dot. wydawania pakietów gier komputerowych, oprogramowania, usług związanych z doradztwem w zakresie kupna sprzętu komputerowego, instalacji oprogramowania, zarządzania siecią;
  8. stawka 14% – dla przychodów z: usług opieki zdrowotnej, usług architektonicznych, inżynierskich;
  9. stawka 15% – dla przychodów z: usług pośrednictwa w sprzedaży hurtowej, parkingowych, usług związanych ze sportem, rozrywką i rekreacją, reklamowych oraz badania rynku i opinii publicznej;
  10. stawka 17% dla przychodów osiąganych przez przedstawicieli wolnych zawodów.

Co stanowi podstawę opodatkowania ryczałtem?

Podstawę opodatkowania ryczałtem stanowią przychody:

  1. spółki cywilnej osób fizycznych i przedsiębiorstwa w spadku oraz
  2. z działalności gospodarczej:
  • prowadzonej w formie spółki cywilnej osób fizycznych,
  • przedsiębiorstwa w spadku,
  • prowadzonej samodzielnie,
  • prowadzonej w formie spółki jawnej osób fizycznych;
  1. rolników ze sprzedaży w ramach rolniczego handlu detalicznego.

Trzeba pamiętać, że podstawę opodatkowania powiększają należne firmie przychody, a więc także te faktycznie jeszcze nieuzyskane, np. wynikające z nieopłaconych faktur. Nie oznacza to jednak, że każdy przychód przedsiębiorstwa powiększy podstawę opodatkowania ryczałtem. Wyłączeniu podlegają np. określone części odszkodowań otrzymanych za szkody w majątku trwałym, jednorazowe środki na podjęcie działalności gospodarczej, oprocentowanie zwróconych nadpłat podatkowych, w tym oprocentowanie zwrotu VAT. Poza tym wspomnianą podstawę opodatkowania można pomniejszyć o wydatki i odliczenia, takie jak:

  • straty podatkowe z lat wcześniejszych,
  • składki na ubezpieczenie społeczne,
  • wpłaty na indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego,
  • darowizny,
  • wydatki na termomodernizację,
  • ulgę na złe długi,
  • i inne.

Kto może wybrać ryczałt?

Mając na uwadze wspomnianą podstawę opodatkowania, łatwo ustalić, kto może zostać ryczałtowcem. Będą to: osoby fizyczne, spółki cywilne osób fizycznych, przedsiębiorstwa w spadku, spółki cywilne osób fizycznych i przedsiębiorstw w spadku oraz spółki jawne osób fizycznych i rolnicy osiągający przychody ze sprzedaży w ramach rolniczego handlu detalicznego.

Warunkiem jest nieprzekroczenie w roku podatkowym (po którym chcą przystąpić do ryczałtu) limitu 2 mln euro przychodu (pomniejszonego o kwalifikowane odliczenia). Przy czym wskazany limit przychodowy nie jest granicą dla wszelkiej działalności podatnika. Jeśli np. przedsiębiorca prowadzi dwie firmy, jedną w formie spółki, a drugą samodzielnie, to przekroczenie 2 mln euro przychodu przez spółkę zamyka na przyszły rok drogę do rozliczania ryczałtem tylko dla jej działalności. Działalność wykonywana samodzielnie może nadal korzystać z ryczałtu, jeśli przypisane jej przychody nie przekroczyły ww. limitu.

Jak zostać ryczałtowcem?

Wybór opodatkowania w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych jest dobrowolny, ale wkrótce dobrowolność ta zostanie ograniczona. Obecnie za jego pośrednictwem mogą się rozliczać podatnicy osiągający przychody z pozarolniczej działalności gospodarczej oraz z rolniczego handlu detalicznego. Od 2023 roku ryczałt stanie się obowiązkowy dla podatników osiągających przychody z tytułu najmu prywatnego.

O chęci opodatkowania swojej działalności ryczałtem należy powiadomić właściwego naczelnika urzędu skarbowego pisemnym oświadczeniem w momencie rejestracji firmy w CEIDG, i w każdym roku podatkowym do 20-ego dnia miesiąca następnego po miesiącu, w którym przedsiębiorca uzyskał pierwszy w tym roku przychód z działalności gospodarczej (chyba, że pierwszy przychód uzyskano w grudniu, wówczas termin na zgłoszenie jest do końca roku).

Oświadczenie można złożyć także za pośrednictwem CEIDG (w urzędzie miasta lub gminy lub online) we wniosku o zmianę danych w tym rejestrze.

Uwaga na właściwe ewidencjonowanie!

Niezwykle ważne jest właściwe przyporządkowanie danej aktywności przedsiębiorcy zarówno do PKWiU jak i do stawki opodatkowania ryczałtem. Przedsiębiorca bowiem zobligowany jest do samodzielnego ustalenia wysokości podatku, wyliczając go przy zastosowaniu dopuszczalnych odliczeń w oparciu o odpowiednią stawkę przewidzianą dla danego rodzaju działalności gospodarczej. Co więcej, prowadząc działalność, w ramach której przedsiębiorca wykonuje czynności podlegające opodatkowaniu wg różnych stawek, musi on ustalać podatek w oparciu o te odmienne dla każdej z tych czynności stawki ryczałtu.

Jeśli przedsiębiorca nie prowadzi ewidencji przychodów w sposób umożliwiający ustalenie źródeł danego rodzaju działalności, bądź też ewidencjonuje niewłaściwie, skarbówka przyjmie „urzędową” stawkę opodatkowania w wysokości 8,5%. Dotyczy to czynności, które w przypadku prawidłowego ewidencjonowania, podlegałyby niższym stawkom opodatkowania: 5,5%, 3% lub 2%. Jeśli natomiast urzędnicy ustalą, że dana działalność powinna podlegać wyższym niż 8,5% stawkom, to zastosują wyższą, wynoszącą: 10%, 12%, 12,5%, 14%, 15% lub 17%.

Najdotkliwszą sankcją, jaka grozi przedsiębiorcy jest karna stawka opodatkowania za niezaewidencjonowanie określonych przychodów. Ujawniając ten fakt, urzędnicy zastosują do tych niezaewidencjonowanych przychodów pięciokrotność stawki podstawowej, maksymalnie do 75% wartości przychodu.

Na co jeszcze należy zwrócić uwagę rozważając przejście na ryczałt?

Istotną wadą tego rozwiązania są pojawiające się wraz z postępem obrotu gospodarczego i nieustanną zmianą przepisów niuanse i trudności w ustaleniu odpowiedniej stawki opodatkowania, przyporządkowaniu działalności do właściwego symbolu PKWiU jak i określeniu które z przychodów powiększają podstawę opodatkowania ryczałtem, a które są z niej wyłączone.

Wśród negatywnych stron przejścia na ryczałt wskazać można również brak możliwości wspólnego rozliczenia z małżonkiem i niemożność skorzystania z ulgi na dziecko dla samotnego rodzica.

Oczywiście ww. ryzyka, obawy i wady umniejsza fakt, że przystąpienie do ryczałtu nie jest dożywotnie. Można z niego zrezygnować, jeśli nasza sytuacja ulegnie zmianie:

  1. do 20-ego dnia miesiąca następnego po miesiącu, w którym w danym roku podatkowym uzyskano przychód po raz pierwszy w tym roku,
  2. do końca roku, jeśli pierwszy przychód wystąpił w grudniu.
  3. Oświadczenie o rezygnacji składa się do tych samych podmiotów, co oświadczenie o przystąpieniu do ryczałtu. Prawo do opodatkowania ryczałtem można też stracić, np. osiągając w roku podatkowym część przychodu z działalności mu niepodlegającej.

Podsumowanie

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych jest dedykowany przedsiębiorcom, którzy nie mają lub nie chcą gromadzić kosztów uzyskania przychodu.

Przed przystąpieniem do systemu rozliczeń w formie opodatkowania ryczałtem warto przeanalizować klika kwestii, tj.: czy jestem przedsiębiorcą spełniającym warunki do objęcia tym opodatkowaniem, czy spełnia je rodzaj prowadzonej przeze mnie działalności, czy jej charakter nie nastręczy problemów z ustalaniem odpowiedniej stawki ryczałtu, wreszcie czy jest on dla mnie korzystniejszym rozwiązaniem, niż gdy będę gromadzić koszty. Warto więc skonsultować się z księgowym, czy doradcą podatkowym, by po przeprowadzeniu audytu całokształtu prowadzonej działalności ocenić, jaka forma opodatkowania będzie dla nas najkorzystniejsza.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Otwarcie rynków po weekendzie

Inwestorzy wyraźnie spodziewali się większego zamieszania w weekend. Poniedziałkowe otwarcie rynków przyniosło bowiem umocnienie polskiej waluty. W dół poszła też ropa naftowa, która w zeszłym tygodniu biła kolejne maksima.

Złoty łapie oddech po weekendzie

Eskalacja napięć na wschodzie Ukrainy nie pozostaje bez śladu na notowaniach polskiej waluty. Złoty znów tracił pod koniec tygodnia, kiedy inwestorzy bali się, że w weekend dojdzie do eskalacji. Straty złotego pomimo wymiany ogniowej nie były tak silne, jak w zeszłym tygodniu. Dzisiaj z kolei po spokojniejszym (niż można było oczekiwać) weekendzie przyszedł czas na umocnienie polskiej waluty. Dzień rozpoczął się z euro po 4,53 zł, obecnie jesteśmy już prawie dwa grosze niżej. Należy pamiętać, że w zależności od zachowań na Wschodzie prawidłowość drożenia głównych walut pod koniec tygodnia i tanienia na początku może szybko zniknąć. Warto jednak zwrócić uwagę, że złoty jest nadal relatywnie mocny pomimo ogólnych ryzyk na rynkach.

Dane makroekonomiczne z Polski

W piątek poznaliśmy dane na temat wynagrodzeń i zatrudnienia. W skali roku przeciętne wynagrodzenie urosło w styczniu o 9,5%. To i tak o 0,6% mniej niż oczekiwali analitycy. Z kolei lepiej od oczekiwań wypadło zatrudnienie. Rośnie ono o 2,3% w skali roku, co z kolei jest wynikiem lepszym od oczekiwań. Tego samego dnia poznaliśmy wzrost produkcji przemysłowej o imponujące 19,2%. Trzeba jednak pamiętać, że rok temu było to zaledwie 0,9% na plusie. W rezultacie mówimy o średniorocznym wzroście na poziomie 10%, co oczywiście jest solidnym wynikiem, ale niczym nadzwyczajnym.

Kolejne szczyty ropy

W zeszłym tygodniu widzieliśmy trzykrotnie podejście cen ropy naftowej do poziomu 96 dolarów za baryłkę. Dzisiaj co prawda rynek otworzył się dużą luką w dół i notowanie oscylują 3 grosze niżej niż na piątkowym zamknięciu, czyli w okolicach 91 dolarów. Pokazuje to jednak, że wzrost cen ropy wcale nie jest zjawiskiem, które minęło i najprawdopodobniej będzie się trzeba przyzwyczaić, że pomimo obniżenia podatków na paliwa jego cena będzie rosnąć.

Dzisiaj święta za oceanem – Dzień Prezydenta w USA, w Kanadzie Dzień Rodziny. W kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Benefity pozapłacowe satysfakcjonują 62 proc. pracowników

Poziom wynagrodzenia pozostaje kluczowym argumentem branym pod uwagę w decyzjach kandydatów. Pracodawcy starają się jednak konkurować o specjalistów również pozapłacowymi świadczeniami dodatkowymi. W konsekwencji benefity i elastyczność odgrywają coraz większą rolę w procesie rekrutacji i retencji pracowników. Jak wynika z Raportu płacowego Hays 2022, oferta benefitów nie zawsze jednak odpowiada na oczekiwania profesjonalistów.

Chociaż benefity nie odgrywają kluczowej roli w podejmowanych decyzjach zawodowych, to w momencie porównania kilku podobnych ofert mogą stanowić czynnik przemawiający za jedną z nich. Szczególnie gdy dany pracodawca gwarantuje świadczenie ciekawe i bardzo wartościowe z perspektywy kandydata. Przy czym warto podkreślić, że świadczenie wartościowe wcale nie musi być dla firmy kosztowne. Profesjonaliści coraz bardziej cenią bowiem benefity związane z elastycznością m.in. szeroką dostępność home office, możliwość dopasowania godzin pracy do swoich preferencji lub przepracowania pełnego etatu w mniejszą liczbę dni.

Rola benefitów w rekrutacji

Świadczenia pozapłacowe niezaprzeczalnie stanowią o atrakcyjności oferty pracodawcy i o tym, jak pozycjonuje się na tle innych. Tradycyjnie pakiety zawierają prywatną opiekę medyczną, kartę sportową, ubezpieczenie na życie itp. Jednak dodatki tego typu są obecnie rynkowym standardem i nie są postrzegane przez kandydatów jako wyjątkowe. Uwagę profesjonalistów przyciąga natomiast sytuacja, gdy te świadczenia nie pojawiają się w ofercie pracodawcy. Wtedy zazwyczaj jest to czynnik demotywujący do przyjęcia oferty.

Jak zauważa Agnieszka Czarnecka z Hays Poland, dzisiaj benefity, które realnie zachęcają do zmiany pracy, mają nieco inną naturę – są dopasowane do indywidualnych potrzeb i pokrywają mniej oczywiste aspekty życia pracowników. – Świadczenia pozapłacowe nie są głównym czynnikiem decydującym o wyborze określonej oferty pracy. Najważniejszy nadal pozostaje poziom wynagrodzenia, możliwości rozwoju oraz zakres obowiązków na danym stanowisku. Jednak atrakcyjne benefity istotnie wspierają budowanie marki pracodawcy na rynku i skutecznie przyciągają uwagę kandydatów, zwiększając ich zainteresowanie ofertą pracy. Organizacje coraz częściej weryfikują zatem swoje pakiety, starając się odpowiedzieć na oczekiwania obecnych i potencjalnych pracowników – zauważa Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager w Hays Poland.

Brak satysfakcji

Do pełnej satysfakcji jest jednak daleka droga. Jak wynika z badania omówionego na łamach Raportu płacowego Hays 2022, benefity pozapłacowe w miejscu pracy otrzymuje 69 proc. pracowników, a zaledwie 62 proc. z nich odczuwa satysfakcję z pakietu świadczeń. Powodem są rozbieżności pomiędzy tym, co znajduje się w ofercie pracodawców a tym, czego realnie oczekują pracownicy.

Raport płacowy 2022, Hays Poland

Źródło: Raport płacowy 2022, Hays Poland

Co może być przyczyną takiego stanu rzeczy? Pomimo blisko dwóch lat od wybuchu pandemii, okresowych obostrzeń, pracy zdalnej i hybrydowej, część organizacji nadal nie zmieniła pierwotnego składu pakietu benefitów. Zawieszeniu ulegały świadczenia, które w czasie pandemii nie miały racji bytu (np. imprezy integracyjne czy karty sportowe), lecz bardzo często nie zastępowały ich inne benefity, lepiej dopasowane do aktualnych potrzeb. Jak wynika z badania Hays, dofinansowanie wyposażenia domowego biura oferuje 15 proc. firm, a dopłatę do rachunków z tytułu pracy zdalnej zaledwie 7 proc. organizacji.

Oczekiwania vs. rzeczywistość

Badanie Hays wykazało, iż większość firm oferuje zatrudnionym podstawowy pakiet opieki medycznej (68 proc.), kartę sportową (66 proc.), ubezpieczenie na życie (55 proc.) oraz pracę elastyczną (50 proc.). W pakietach benefitów pracodawcy uwzględniają również m.in. telefon oraz komputer służbowy, z których można korzystać w celach prywatnych, dofinansowanie edukacji czy służbowy samochód. Jednocześnie świadczenia tego typu bardzo często są zarezerwowane wyłącznie dla określonej grupy pracowników firmy, przykładowo dla kadry menedżerskiej lub osób o dłuższym stażu pracy w organizacji.

Poproszeni o wskazanie trzech najważniejszych dla nich świadczeń, pracownicy najczęściej stawiają na rozszerzony pakiet opieki medycznej i pracę elastyczną (po 34 proc.) oraz służbowy samochód i dodatkowe dni urlopowe (po 25 proc.). Stanowi to odzwierciedlenie trendów rynkowych. Pracownicy oczekują większej elastyczności w miejscu pracy, a także, aby pracodawca ułatwiał im osiągnięcie work-life balance. Z drugiej strony, benefity w postaci rozszerzonej opieki medycznej czy samochodu służbowego istotnie wpływają na komfort życia. Gdy pojawiają się w ofercie, mogą całkowicie zmienić zasady gry i przekonać kandydata do zmiany pracy.

 

BENEFITY Najczęściej wskazywane świadczenia.

Źródło: Raport płacowy 2022, Hays Poland

Rośnie oryginalność

Na przestrzeni ostatnich lat – szczególnie w branżach charakteryzujących się największą konkurencją w walce o pracowników – zaczęły pojawiać się nowe i oryginalne benefity. Jeszcze do niedawna zaskakiwały informacje o usługach masażu w biurze, sprzątania mieszkania czy prywatnego concierge’a, wspierającego pracowników w załatwianiu codziennych spraw. Chociaż oferta tego typu nadal nie jest powszechna, to nie budzi już tak ogromnego zdziwienia.

Konkurencja o pracownika sprawia, że na rynku pojawiają się coraz oryginalniejsze rozwiązania i pomysły. Mając do wyboru oferty o bardzo podobnym zakresie obowiązków oraz poziomie wynagrodzenia, kandydaci chętniej rozważą propozycję uwzględniającą atrakcyjne i oryginalne benefity. Należy oczekiwać, że w obecnej sytuacji pracodawcy będą pracować nad podnoszeniem konkurencyjności swoich pakietów, tak aby lepiej odpowiadały na oczekiwania kandydatów i wspierały realizację strategii zatrudnienia – komentuje Agnieszka Czarnecka z Hays Poland.

Przyszłość benefitów pozapłacowych to przede wszystkim większa elastyczność rozumiana zarówno jako pełniejsza niezależność w decydowaniu o czasie i miejscu świadczenia obowiązków zawodowych, jak i dodatkowy czas wolny. Do tego dochodzi kwestia dbania o dobrostan pracowników wyrażana m.in. w ramach podnoszenia wartości pakietów medycznych, oferowania programów wsparcia psychologicznego czy umożliwiania pracownikom wyboru najistotniejszych dla nich świadczeń. Jak wynika z badania Hays, tzw. kafeterię benefitów oferuje już 29 proc. firm.

Rynek pracy inżynierów w polskim przemyśle – podsumowanie 2021 i prognoza 2022

Postępująca robotyzacja i automatyzacja, gwałtownie rosnąca liczba danych oraz przyspieszony rozwój technologiczny – to wszystko sprawia, że inżynierowie to jedni z najbardziej pożądanych specjalistów na rynku pracy. Na jakie benefity płacowe i pozapłacowe mogą liczyć w 2022 roku? Dane z raportu „Rynek pracy inżynierów w polskim przemyśle. Raport 2021 i prognoza 2022” od Bergman Engineering.

Wybuch pandemii przyniósł mnóstwo zawirowań na rynku pracy, niemniej inżynierowie, obok specjalistów od IT, nie musieli obawiać się ani o pracę, ani o zarobki, wynika z raportu „Rynek pracy inżynierów w polskim przemyśle. Raport 2021 i prognoza 2022” od Bergman Engineering. Jak mówi Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering: – Mimo zwolnień, wynikających z trudności ekonomicznych wywołanych pandemią, rynek pracy dla inżynierów pozostał wyjątkowo stabilny. Ci pracownicy, którzy pojawiali się na rynku pracy, bardzo szybko byli rekrutowani przez inne firmy, u których zapotrzebowanie na wykwalifikowane kadry wyraźnie się zwiększało – tłumaczy ekspert.

Z badań Bergman Engineering wynika, że w 2021 roku najczęściej rekrutowanymi specjalistami na rynku pracy byli inżynierowie projektu, jakości/rozwoju dostawców, sprzedaży, utrzymania ruchu, automatycy i programiści PLC oraz inżynierowie produktu. Czy w 2022 zapotrzebowanie na inżynierów będzie podobnie silne?

Lista najczęściej rekrutowanych inżynierów wraz z zarobkami:
/ dane Bergman Engineering (2021 r.)

  1. Inżynier projektu:

– 20% ogółu procesów rekrutacyjnych

– oferowana pensja brutto (umowa o pracę): od 9.000 zł do 16.000 zł

  1. Inżynier jakości / rozwoju dostawców

– 15% ogółu procesów rekrutacyjnych

– oferowana pensja brutto (umowa o pracę): od 8.000 zł do 13.000 zł

  1. Inżynier sprzedaży:

– 15% ogółu procesów rekrutacyjnych

– oferowana pensja brutto (umowa o pracę): od 8.000 do 12.000 zł

  1. Inżynier utrzymania ruchu:

– 15% ogółu procesów rekrutacyjnych

– oferowana pensja brutto (umowa o pracę): od 8.000 do 11.000 zł

  1. Inżynier automatyk/programista PLC

– 10% ogółu procesów rekrutacyjnych

– oferowana pensja brutto (umowa o pracę): od 8.000 do 14.000 zł

  1. Inżynier produktu:

– 10% ogółu procesów rekrutacyjnych

– oferowana pensja brutto (umowa o pracę): od 8.000 do 12.000 zł

Przykładowe oferty pracy znajdziesz na stronie: https://apautomatyka.pl/kariera/

2022 rok pod znakiem walki o inżynierów

Wygląda na to, że ten rok może przynieść specjalistom z branży przemysłowej kolejne benefity, nie tylko płacowe, ale i pozapłacowe. Na bazie dotychczasowych obserwacji eksperci z Bergman Engineering sprawdzili, w których sektorach pojawi się największe zapotrzebowanie na inżynierów. Jak podaje Tomasz Szpikowski:

  • Technologia przemysłowa w branży FMCG i farmaceutycznej

Tutaj możemy spodziewać się dużej walki o inżynierów, która rozpoczęła się już w 2021 roku. Z naszych danych wynika bowiem, że 80% kandydatów, którzy na przestrzeni ostatnich miesięcy chcieli zmienić miejsce zatrudnia, otrzymało od swojego pracodawcy kontrofertę. To wskazuje na dużą rywalizację firm, jeżeli chodzi o specjalistów tej dziedziny.

Warto przy tym wspomnieć, że podwyżki w branżach, w których panuje największa konkurencja mają sięgnąć w tym roku 5-7% (2021 Salary Budget Planning Survey Report – EMEA, Willis Towers Watson).

  • Utrzymanie ruchu w branży FMCG i farmaceutycznej

Również inżynierowie pracujący w działach utrzymania ruchu mogą spodziewać się szerokiego dostępu do lukratywnych ofert pracy (zarobki w zależności od doświadczenia wynoszą od 7.000 do nawet 12.000 zł). Z naszych danych wynika, że liczba rekrutacji na tego typu stanowiska rośnie w tempie ok. 50% rocznie.

  • Inżynier elektryk

Na podstawie danych za 2021 rok szacujemy, że wzrost zapytań o specjalistów z tego obszaru w 2022 sięgnie 200%. Istnieje tak duży niedobór pracowników tej specjalności, że ich pozycja na rynku pracy jest praktycznie niezagrożona.

  • Inżynierowie w e-commerce

Rosnące inwestycje w technologie marketingowe i automatyzację, z naciskiem na jak najlepszy customer experience, powodują dynamiczny wzrost ofert zatrudnienia dla inżynierów działających w e-commerce. Tempo wzrostu zapotrzebowania na programistów, testerów i analityków danych szacujemy na 150% w skali całego 2022 roku.

Benefity pozapłacowe, czyli na co jeszcze mogą liczyć inżynierowie?

Z badań wynika, że jeszcze nigdy przemysł nie był tak mocno otwarty na pracę zdalną, jak obecnie. – Choć nadal zdecydowana większość ofert dla inżynierów, ze względu na specyfikę ich pracy, wymaga obecności w firmie, to 2021 rok zamknęliśmy z rekordowym, 20-procentowym wzrostem zapytań pracodawców o kandydatów zainteresowanych pracą w systemie zdalnym. Dotyczyło to głównie programistów oraz konstruktorów i projektantów – tłumaczy Tomasz Szpikowski.

Gdzie jest najwięcej ofert pracy dla inżynierów zainteresowanych pracą zdalną? Paradoksalnie, w lotnictwie – to 57,69% wszystkich ofert. Oczywiście dotyczy to pracy dla programistów. Poza tym pracować zdalnie mogą inżynierowie z branży chemicznej (32,95%), a także specjalizujący się w automatyce przemysłowej (21,99%).raport

Polski przemysł skończył 2021 rok na zdecydowanym plusie – sprzedana produkcja była niemal o 17% wyższa niż rok wcześniej. – To wynik, który przekroczył najśmielsze oczekiwania ekonomistów i dowód na to, że mimo trudności wynikających z niedoboru materiałów, branża ma się bardzo dobrze – podsumowuje Tomasz Szpikowski.

Colliers w Polsce powołuje dyrektora ds. ESG

Firma Colliers powołała Andrzeja Gutowskiego na stanowisko dyrektora działu doradztwa związanego z ESG w Polsce. Rolą Andrzeja będzie lokalna implementacja globalnej strategii firmy w zakresie kwestii środowiskowych, społecznych oraz związanych z ładem korporacyjnym, a także współpraca z liniami biznesowymi i ekspertami wyższych szczebli organizacji we wspieraniu tych działań.

Przed objęciem nowej funkcji Andrzej Gutowski pełnił obowiązki dyrektora w Dziale Certyfikacji Zielonych Budynków w Colliers w Polsce. Posiada ponad 10-letnie doświadczenie w doradztwie i koordynacji procesów certyfikacji nieruchomości komercyjnych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, obejmujące ponad 50 projektów. Jest specjalistą w zakresie systemów LEED, BREEAM, WELL i Fitwel, a także tych skupionych na temacie bezpieczeństwa, jak WELL HSR (Health-Safety Rating) oraz Fitwel VR (Viral Response). Andrzej był również odpowiedzialny za wsparcie strategii zrównoważonego rozwoju i koordynację wdrażania zielonych działań dla klientów Colliers.

Na nowym stanowisku Andrzej będzie m.in. koordynował lokalne wdrażanie działań w ramach inicjatywy Science Based Targets (SBTi) mającej na celu redukcję emisji gazów cieplarnianych. Zadeklarowanym celem Colliers jest osiągnięcie zeroemisyjności do 2030 r. Poza działaniami wewnętrznymi i budowaniem zespołu ekspertów firmy w zakresie ESG do jego obowiązków będzie również należało wspieranie klientów w procesie opracowywania i wdrażania odpowiedzialnych praktyk.

— Dbałość o kwestie środowiskowe, społeczne oraz te związane z szeroko pojętym ładem koroporacyjnym od początku jest wpisana w DNA Colliers, który od lat wspiera klientów w zakresie zrównoważonego rozwoju. Cieszę się, że w dobie kryzysu klimatycznego ESG staje się globalnym trendem, za którym nie idą puste deklaracje, ale realne działania podejmowane przez firmy i konkretne rozporządzenia organizacji międzynarodowych. Opracowanie globalnej strategii ESG Elevate the Built Environment, powołanie Oany na dyrektora ds. ESG w regionie CEE, a teraz nominacja Andrzeja na stanowisko dyrektora ds. ESG w Polsce to rozwinięcie dotychczasowych działań Colliers w zakresie zrównoważonego biznesu — mówi Monika Rajska-Wolińska, Dyrektor Genaralna Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej.

— Nowe stanowisko wynika bezpośrednio z długoletniej praktyki Colliers polegającej na opracowywaniu i wdrażaniu zrównoważonych praktyk budowlanych i związanych z zarządzaniem nieruchomściami dla naszych klientów – z tym, że teraz większy nacisk będzie położony na same zrównoważone działania firmy. Choć temat zrównoważonego rozwoju w nieruchomościach poruszany jest od ponad dekady, rok 2021 był pod tym względem przełomowy i rozpoczął silny trend rynkowy na kolejne lata. Cieszę się, że Colliers ma w tym swój udział i będę mógł wspierać firmę oraz naszych klientów we wdrażaniu strategii ESG i przekładaniu celów na konkretne, odpowiedzialne działania — mówi Andrzej Gutowski, Dyrektor ds. ESG Colliers w Polsce.

GUS o e-handlu w styczniu – eksperci komentują

Wg najnowszych danych GUS w styczniu 2022 r. w porównaniu z grudniem 2021 r. odnotowano spadek wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 15,5%). Udział sprzedaży przez internet w sprzedaży detalicznej wyniósł 11,1% względem 10,2% na koniec stycznia.

Poniżej najnowsze dane komentują eksperci z Unity Group i Insightland:

Grzegorz Rudno-Rudziński – Managing Partner w Unity Group

Wzrost e-commerce może tymczasowo trochę wyhamować. Kluczowa dla dalszego jego rozwoju będzie branża spożywcza

W styczniu tego roku w porównaniu z grudniem 2021 r. odnotowano spadek wartości sprzedaży detalicznej przez Internet o 15,5%. Jednocześnie udział tej sprzedaży ustabilizował się na poziomie 10-11% i wyniósł na koniec stycznia 11,1% względem 10,2% miesiąc wcześniej.

Mamy zatem do czynienia z pewnego rodzaju zabetonowaniem stanu obserwowanego od pewnego czasu. By doszło do kolejnego przełomu na rynku e-commerce i dalszego wyraźnego wzrostu jego znaczenia w strukturze sprzedaży, potrzebny jest nowy, silny impuls. W Unity Group oceniamy, że takim bodźcem może być istotna zmiana w branży spożywczej w kierunku jeszcze większej cyfryzacji. Ale jednocześnie ten potencjał jest skutecznie hamowany przez szalejącą już kolejny miesiąc inflację. Obserwowana teraz dynamika cen odbije się na strukturze zakupowej gospodarstw domowych, gdyż w koszyku wydatków najbardziej drożeje prąd, gaz, żywność i sprzęt RTV/AGD. Poszukując ograniczenia wydatków konsumenci mogą w pewnym zakresie odwrócić się od zakupów internetowych, gdzie dominuje sprzedaż elektroniki, ubrań, dóbr luksusowych, a więc towarów nie będących produktami pierwszej potrzeby. Natomiast nie mogę zrezygnować z zakupów spożywczych, a te póki co tylko w niewielkim procencie przeniosły się do kanału online. Dlatego z uwagi na inflację i wpływ Polskiego Ładu, uśredniając społeczeństwo zbiedniało, a to wpłynąć może na delikatny spadek zainteresowania zakupami online. Jednak nie odczytywałbym tego jako początku trendu odwracania się od internetu, jako ulubionego miejsca realizowania zakupów, ale bardziej oceniał jako efekt tymczasowego ograniczenia możliwości finansowych gospodarstw domowych i preferowanie przez nie zakupów zapewniających byt.

Dlatego spodziewałbym się, że wzrost internetu przyhamuje w kolejnych miesiącach, ale znów może wrzucić wyższy bieg, jeśli uda się rozwiązać kwestie ostatniej mili dla branży spożywczej. A skoro wszyscy będą szli w szukanie oszczędności, to prędzej czy później na pewno to się stanie.

Katarzyna Iwanich – prezes zarządu Insightland z grupy Hexe Capital:

Styczeń upłynął pod znakiem wyprzedaży. Konsumenci przywykli już do rozpoczynania “zakupowego’ roku ofertami na poziomie – 60% czy nawet -70%  i to niezależnie od kategorii produktów. Część z nich wstrzymała się z zakupami w grudniu, by właśnie na początku roku upolować upatrzone produkty w niższych, wyprzedażowych cenach. Wzrost udziału sprzedaży przez internet w całej sprzedaży detalicznej przy jednoczesnym spadku jej wartości wydaje się być konsekwencją właśnie sezonu wyprzedażowego. Kupujący coraz częściej wybierają podczas wyprzedaży kanał online, niemniej wzrosty udziału e-commerce w handlu detalicznym nie są i raczej nie będą spektakularne. Udział e-commerce w całym handlu detalicznym osiągnął stabilny poziom 10-11 % i choć rok do roku będzie rósł, to w ujęciu miesięcznym będziemy obserwować wahnięcia w górę i w dół.

Sytuacja gospodarcza, rosnące ceny żywności, dynamika cen paliw i energii, będąca odzwierciedleniem sytuacji na globalnych rynkach surowcowych, przekładają się na siłę popytu konsumpcyjnego. Wśród konsumentów coraz częściej widać powściągliwość w wydawaniu pieniędzy. Nowy Ład wywołał niepokój związany z wysokością wynagrodzeń, co w styczniu mocno wpływało na ich decyzje zakupowe. Szybko rosnąca inflacja nie sprzyja spontanicznym decyzjom zakupowym, a dla wielu dodatkowym obciążeniem domowych budżetów są wyższe raty kredytów. Sumaryczne czynniki te studzą apetyty konsumentów, którzy są dużo mniej skorzy do wydatków. W najbliższych miesiącach mniej bedzie zakupów w kategorii RTV/AGD a to kategoria, która mocno wpływa na wartość sprzedaży online. Wg opublikowanego pod koniec stycznie raportu raportu Izby Gospodarki Elektronicznej “Mr. & Mrs. E-commerce” już 16% zakupów przez internet dotyczy produktów z kategorii elektronika (RTV, AGD, telefony i tablety, komputery, laptopy, aparaty i akcesoria fotograficzne, konsole do gier), przy czym wśród kobiet jest to 12 %, a wśród mężczyzn już ponad ⅕ wszystkich e-zakupów.

Wszystkie prognozy rynkowe – te odnoszące się do Polski, ale i globalne – wskazują, że odsetek osób robiących zakupy online będzie rósł. Dla młodszych pokoleń: pokolenia millenialsów oraz pokolenia Z, kupowanie w internecie jest czymś naturalnym i to ich preferencje zakupowe będą kształtować przyszłość handlu detalicznego. Z rynku e-commerce już dziś korzysta 86 procent millenialsów. Wśród zalet zakupów online wskazują oni nie tylko cenę (która przy zakupach internetowych jest jednym z kluczowych czynników dla starszych pokoleń) , ale także lepszą dostępność i wybór produktów, całodobową możliwość zrobienia i odebrania zamówienia (wg zeszłorocznego badania Klarny aż 62% kupujących Polaków woli dostawę do automatu paczkowego). W tym samym badaniu aż 33% Polaków przyznało w, że robi zakupy online przynajmniej raz w tygodniu a 44% używa do tego telefonów komórkowych. Zakupy online dają także dodatkowe opcje płatności, co dla młodszego, bardziej świadomego zakupowo, pokolenia zaczyna odgrywać bardzo ważną rolę. Według badań Klarny, prawie jedna trzecia (29%) Polaków wybrałaby odroczone płatności (BNPL), gdyby taka opcja była dostępna. 41% chce mieć możliwość sprawdzenia towaru przed dokonaniem płatności, a 34% chce płacić tylko za przedmioty, które zdecyduje się zatrzymać.

Przyszłość gier jest mobilna? Trendy na 2022 rok, które zdominują branżę gamingową

Dla branży mobile gamingu poprzedni rok był więcej niż łaskawy, a obecny zapowiada się równie obiecująco. Od ponad dekady możemy obserwować sukcesywny wzrost mobile gamingu i rosnącą przewagę nad konsolami czy PC. Dane Statista[1] pokazują, że w 2021 r. branża zgromadziła około 2,7 miliarda graczy na całym świecie, natomiast, do 2023 roku prognozuje się, że będzie ich aż 3,07 miliarda[2]. Jeśli spojrzymy na dane dotyczące przychodów z gier mobilnych to szybko dostrzeżemy, że sięgają już wartości 9-cyfrowych. Według raportu Newzoo[3] wpływy z mobile gamingu sięgnęły ponad 90 miliardów dolarów i stanowiły połowę globalnego rynku gier w ubiegłym roku. Jakich trendów możemy się spodziewać w tym największym i najbardziej wpływowym segmencie całej branży i jak na ich tle wyglądają marketingowe możliwości?

Mobilny e-sport, czyli rozrywka na smartfonie

Couter-Strike: Global Offensive, League od Legends czy Dota 2 to najpopularniejsze gry w świecie esportu, których nikomu nie trzeba przedstawiać. A co ze esportem mobilnym, niedocenianym jeszcze przez miłośników sportów elektronicznych? Najnowsze trendy pokazują, że gry mobilne zyskują na znaczeniu nie tylko wśród graczy casualowych. Jak podaje Newzoo oglądalność mobilnych rozgrywek sportowych na przestrzeni ostatnich kilku lat sukcesywnie rośnie. Z kolei badania przeprowadzone przez ESL Polska pokazują, że gry mobilne stają się coraz bardziej angażujące i dostępne, a tym samym rośnie ich atrakcyjność nie tylko w oczach samych zawodników, ale również widzów.

Hyper-casual – czy gra jest warta świeczki?

Ten gatunek gier mobilnych swoją popularność zawdzięcza m.in. lekkiej formule, prostej mechanice i niskiemu progowi wejścia, przez co trafia do szerokiej grupy odbiorców, również tych niegrających. Spoglądając na dane Sensor Tower można zauważyć, że ten gatunek odpowiadał w 2020 roku za jedną trzecią globalnych pobrań (czyli ponad 6 miliardów).

Uwagę reklamodawców może zwrócić fakt, że ten gatunek gier oparty jest na danych o użytkownikach, zatem jest to kopalnia wiedzy o odbiorcach, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że zdecydowana większość graczy ma pozytywne nastawienie do otrzymywania reklam w grach. Jeżeli zadbamy o to, by reklama nie ograniczała wygody użytkowania, to może przynieść oczekiwaną konwersję – mówi Michał Giera, Mobiem Polska.

Metaverse w natarciu

Obserwatorzy rynku twierdzą, że intensywnie rozwijać się będą również immersyjne gry metawersum, które zwłaszcza w dobie pandemii i kolejnych lockdownów pozwalają ludziom na socjalne interakcje i wspólne przeżywanie wydarzeń w czasie rzeczywistym. App Annie[4] szacuje, że w bieżącym roku gry mobilne w stylu metaverse zarobią ponad 3,1 miliarda dolarów.

– Sama idea metawersum to w zasadzie śmiała perspektywa stworzenia nowego, trwałego, w połowie wirtualnego świata, który obfituje w społeczne interakcje awatarów oraz pozwala na wytworzenie rozmaitych systemów, w tym tych ekonomicznych. Na tym etapie można jedynie puścić wodzę fantazji i wyobrazić sobie, czym faktycznie będzie metaverse, niemniej, pojawiają się na scenie leaderzy, którzy nie boją się mierzyć bardzo wysoko. Rebranding Facebooka na Meta to jedna z prób budowania bazy pod królowanie nad „Web 3.0”. – komentuje Michał Giera.

Dla graczy oznacza więcej możliwości, więcej rozgrywek, więcej przeplatających się opcji. Dla tych, którzy po gry sięgają rzadko albo wcale – jest platformą do spotkań, doświadczania rzeczy, które często są poza ich zasięgiem, ale też współtworzenia tego świata. Dlatego eventy w grach już teraz cieszą się tak dużą popularnością. Koncert Travisa Scotta w Fortnite przyciągnął 28 milionów unikalnych graczy, a Lil Nas X w koncercie w grze Roblox 33 miliony niepowtarzalnych graczy. Raport Newzoo[5] dotyczący Metaverse wykazuje, że 70 proc. ankietowanych grałaby więcej, gdyby podczas gry zaczęli spędzać czas z innymi użytkownikami.

– W kwestii około marketingowych aspektów „Sieci 3.0”, ankietowani badania Newzoo[6] zostali poproszeni o ocenę funkcji i benefitów, które mogłyby być dostępne w Metaversie. Co ciekawe i warte zaznaczenia, średni wynik przy opcji „darmowy kontent ufundowany przez reklamodawców i sponsorów” wyniósł 5,26 w 7 stopniowej skali. To kolejne potwierdzenie tego, że rewarded adds cieszą się największym przyzwoleniem graczy. Również istotne z marketingowego punktu widzenia zdaje się twierdzenie „możliwość kupowania realnych produktów podczas gry” ze średnim wynikiem 5,07 na 7. Otwiera to drogę to rozszerzenia współpracy pomiędzy wydawcami gier i markami – dodaje Magda Wąsikowska-Gal, Manager Operacyjny ds. Marketingu, Mobiem Polska.

Play-to-earn coraz śmielej zagląda do branży

W związku z metawersycznym trendem, rozwojem technologii blockchain oraz zainteresowaniem kryptowalutami i NFT na horyzoncie pojawiają się różne modele biznesowe, jak na przykład play-to-earn. Do tej pory wymiany zawartości gry pomiędzy użytkownikami były sprzeczne z regulaminami wydawców, ponieważ wiązały się z problemami natury finansowej i technologicznej. Jednak, nie przeszkadzało to funkcjonowaniu tego typu wymiany w szarej strefie (co często wiązało się oszustwami i banami). Gry NFT spotykają się nierzadko z różnego rodzaju zastrzeżeniami i zakazami, jak na przykład zakaz gier bazujących na kryptowalutach na Google Play i iOS App Store w Korei Południowej. Niemniej, między innymi sukces gry Axie Infinity[7], która w czasie pandemii była dla niektórych Filipińczyków jedynym źródłem dochodu, skłania obserwatorów do mówienia o modelu play-to-earn i grach NFT jako jednym z trendów do obserwowania w gamingu.[8]

Zmiany w IDFA, IAA a reklamy

Pomimo zmian IDFA wprowadzonych przez Apple, reklamy w aplikacjach nadal są kluczowe do utrzymania użytkowników i przychodów. Według PocketGamer[9] „zbalansowane podejście do hybrydowej monetyzacji może wspierać zatrzymywanie graczy, zwłaszcza, gdy mniej niż 5 procent graczy wydaje pieniądze na IAP.”, czyli na zakupy w aplikacji. IAA (in app advertisment), czyli reklamy wewnątrz aplikacji cieszą się wysokim przyzwoleniem graczy. Facebook wykazał, że 71 proc. najbardziej i średnio zagorzałych graczy reaguje pozytywnie na reklamy z bonusem, na które sami wyrażają zgodę.[10] Ponadto połowa badanych spędza w grze więcej czasu z powodu rewarded ads. Reklama z bonusem jako zachęta motywuje do wydłużania czasu gry.[11]

W ubiegłym roku Apple wprowadziło funkcję App Tracking Transparency (ATT), która daje użytkownikom aplikacji wybór na przyzwolenie do śledzenia ich zachowań i zbierania danych, co utrudnia reklamodawcom targetowanie reklam. Wywołało to spory zamęt w branży. Pojawiają się głosy, jak chociażby ten Erica Benjamina Seuferta[12] z Mobile Dev Memo, że przyczyni się to do wzmożenia tworzenia gier mobilnych na Androida, nie jak to miało miejsce dotychczas – na system iOS. Jak zauważa, mimo że Google wprowadza podobne rozwiązania jak ATT, to nie są one tak rygorystyczne jak te od Apple. Co więcej, są rynki, jak Indie, Brazylia, czy Nigeria, na których udział Androida jest przytłaczająco wysoki, a to wystarczająca zachęta dla wydawców gier, żeby skoncentrować swoje siły na flance Androida.

Zmiany polityki w Google i Apple na horyzoncie

Prognozy Newzoo[13] zakładają, że Google i Apple będą zmuszone do częściowego otwarcia swoich dotychczas zamkniętych ekosystemów platform dystrybucji cyfrowej z aplikacjami. Ma to związek z wywieranymi na nie naciskami, które mają prowadzić do akceptowania zewnętrznych form płatności w grach i aplikacjach (między innymi wygrany proces Epic Games z Apple). Dodatkowym motywatorem i punktem nacisku na gigantów jest popyt użytkowników na usługi międzyplatformowe, grę w chmurze (cloud gaming) i opcję play-to-earn. Zarówno te aspekty, jak i próby omijania płatności w app storach przez developerów i producentów, pchną Google i Apple do zmiany polityki.

Konsolidacja adtechu

Kolejną ciekawą teorię dotyczącą potencjalnych trendów w gamingu wysnuwa Justin Welter z AdColony[14]. Twierdzi on, że Apple może starać się zbudować największe studio gier na świecie. Jedną z przesłanek za tą teorią ma być przejęcie przez giganta z Cupertino aplikacji, w tym Dark Sky, co pozwala przekształcać je w natywne apki na iOS. Welter zauważa, że Apple może dążyć do tego samego schematu w branży gier lub zdecydować się na tworzenie własnych produkcji. „Dzięki dostępowi do danych z pierwszej ręki od swoich developerów mogą podążać za modelem Amazon, w którym decydują się na to, co wiedzą, że konsumenci kupują, i tworzą własną wersję tego samego produktu, który z pewnością odniesie sukces” – mówi Welter.

– Polowanie na 1st party data (dane własne firmy, dane z pierwszej ręki) trwa na dobre. Konsolidacja adtechu to nowa rzeczywistość. Studia gier stają się sieciami reklamowymi, a sieci reklamowe producentami gier i aplikacji. Pozyskanie Tapjoy przez ironSource, MoPub przez AppLovin, czy zdobycze Unity, w tym Weta Digital świadczą o skali tych przedsięwzięć i transofrmacji. Tego typu kroki mają na celu usprawnienie pozyskiwania użytkowników, zwiększenie przychodów i dostępu do danych – mówi Michał Pietruszka, Head of Mobile Product, Mobiem Polska.

[1] https://www.statista.com/statistics/512112/number-mobile-gamers-world-by-region/

[2] https://newzoo.com/insights/trend-reports/newzoo-global-games-market-report-2020-light-version/

[3] https://newzoo.com/key-numbers/

[4] https://www.appannie.com/en/insights/market-data/6-mobile-forecasts-to-help-you-succeed-in-2022/

[5] https://newzoo.com/insights/trend-reports/newzoo-intro-to-the-metaverse-report-2021-free-version/

[6] https://newzoo.com/insights/trend-reports/newzoo-intro-to-the-metaverse-report-2021-free-version/

[7] https://www.cnbc.com/2021/05/14/people-in-philippines-earn-cryptocurrency-playing-nft-video-game-axie-infinity.html

[8] https://newzoo.com/insights/articles/newzoos-games-trends-to-watch-in-2022-metaverse-game-ip-vr/

[9] https://www.pocketgamer.biz/feature/77808/2022-mobile-gaming-predictions/

[10] https://www.pocketgamer.biz/feature/77808/2022-mobile-gaming-predictions/

[11] https://www.pocketgamer.biz/news/77277/pgc-digital-how-to-balance-monetisation-and-increase-retention/

[12] https://mobiledevmemo.com/2022-predictions-for-mobile-gaming/

[13] https://newzoo.com/insights/articles/newzoos-games-trends-to-watch-in-2022-metaverse-game-ip-vr/

[14] https://appdevelopermagazine.com/apple-gaming-studio-predictions-for-2022/

Skutki napięć między Ukrainą a Rosją już widoczne na polskim rynku pracy

Polska przygotowuje się na różne scenariusze w związku z napiętą sytuacją pomiędzy Rosją a Ukrainą m.in. na ewentualny napływ uchodźców z Ukrainy szukających w naszym kraju bezpiecznego schronienia. Pospolitego ruszenia w kierunki Polski spowodowanego konfliktem na razie nie widać. Są jednak pierwsze sygnały dot. zmian zachowań imigracyjnych obcokrajowców, które odczuwają krajowi pracodawcy.

  • Kryzys w stosunkach Rosyjsko-Ukraińskich przyspiesza decyzję naszych wschodnich sąsiadów o przyjeździe do Polski w celach zarobkowych.
  • Ukraińcy częściej zabierają do naszego kraju swoją rodzinę.
  • Od grudnia 2021 r. do lutego 2022 r. stosunek Ukraińców do Rosjan uległ pogorszeniu.
  • Sytuacja polityczna między Rosją a Ukrainą nie wpływa na relacje obywateli tych krajów pracujących w polskich firmach.

Scenariusze rozwoju napiętej sytuacji między Rosją a Ukrainą mogą mieć różne zakończenie, do których przygotowuje się również nasz kraj. Część polskich samorządów deklaruje, że jeśli zajdzie taka potrzeba to jest gotowa na przyjęcie uchodźców z Ukrainy. Sytuację obserwują również pracodawcy, którzy zatrudniają obcokrajowców i widzą zmiany ich imigracyjnych postaw.

Chcą przyjechać szybciej

Niepewna sytuacja i widmo realnego konfliktu powodują, że obecnie wielu naszych wschodnich sąsiadów przestaje zwlekać z decyzją o przyjeździe do Polski w celach zarobkowych. Jak wynika z badania Grupy Progres, ponad połowa z nich (54 proc. Ukraińców) deklaruje, że jest gotowa do podjęcia pracy od zaraz, mimo że wcześniej potrzebowali na to więcej czasu.

Przełom lutego i marca już tradycyjnie wiąże się z większym ruchem rekrutacyjnym wśród Ukraińców chcących pracować w Polsce. Pierwszy pik widoczny jest, gdy kończą się prawosławne święta. Obserwujemy go również w tym roku, jednak to, co się zmienia to chęć do podjęcia przez nich pracy w Polsce od zaraz. Osoby, które planowały wyjazd w ciągu kilku tygodni, proszą o przyspieszenie procesu ich zatrudniania i możliwość rozpoczęcia pracy jak najszybciej. Obawiają się bowiem, że dynamiczna sytuacja w ich ojczyźnie uniemożliwi im bezproblemowy wyjazd. To dobra wiadomość dla pracodawców, którzy są gotowi dawać pracę obcokrajowcom praktycznie od ręki mówi Natalia Myskova, Dyrektor ds. rekrutacji międzynarodowych w Grupie Progres.

Koniec rodzinnej rozłąki

Spór rozgrywający się na wschodzie Europy nie tylko przyspiesza decyzję o przyjeździe do Polski, ale też zbiega się z rosnącą liczbą Ukraińców, którzy chcą sprowadzić się do naszego kraju razem z rodziną. Trend widoczny był już w ubiegłym roku, gdy 52 proc. Ukraińców – biorących udział w badaniu Grupy Progres i planujących przyjazd do Polski w celu zarobkowym – chciało zamieszkać nad Wisłą z bliskimi. Deklarowali, że zrobią to, gdy tylko ich sytuacja finansowa będzie ustabilizowana, obecnie coraz częściej wybierają wspólną przeprowadzkę niż rozłąkę. Pary obcokrajowców przyjeżdżające do Polski mogą liczyć na wspólną pracę, którą oferuje coraz więcej firm. Oprócz szansy na zarobek zachęcają ich również warunki życia oraz pomoc polskiego państwa, na którą może liczyć wielu z nich. Jeśli spełniają określone warunki m.in. przebywają i pracują w naszym kraju leganie, mają dostęp do świadczeń zdrowotnych, opiekuńczych, rodzinnych, wychowawczych oraz zasiłków i wsparcia w momencie straty pracy. Na przyjeździe nie ucierpi również edukacja ich dzieci, które w Polsce mają prawo do nauki i muszą ją podjąć obowiązkowo.

Rosjanie i Ukraińcy w pracy są zgodni

Według badania przeprowadzonego przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii, od grudnia ubiegłego roku stosunek Ukraińców do Rosjan uległ pogorszeniu – pod koniec roku 39 proc. Ukraińców pozytywnie postrzegało mieszkańców Rosji, obecnie – 34 proc.  Sytuacja polityczna na linii Rosja – Ukraina nie odzwierciedla się w relacjach zawodowych między obywatelami tych krajów, którzy pracują w Polsce, a jest ich wielu. Co potwierdzają m.in. dane straży granicznej – od stycznia do września 2021 r. do Polski wjechało 3 125 817 Ukraińców i 12 5314 Rosjan, część tej grupy została u nas na dłużej. Jak podaje Urząd ds. Cudzoziemców, tylko w 2021 r. ważne dokumenty pobytowe posiadało 244,2 tys. Ukraińców i 12,7 tys. Rosjan. Wielu z nich pracuje tymczasowo w tych samych firmach i utrzymuje ze sobą dobre relacje.

–  Od wielu lat zatrudniamy tymczasowo osoby pochodzące z ponad 40 krajów. Każda z nich ma swoje poglądy i oczywiście może dochodzić do wymiany zdań dotyczących również polityki. Jednak nie jest to zjawisko powszechne, a raczej jednostkowe. Takie nieporozumienia od razu łagodzimy i wyjaśniamy z pracownikami. Nie otrzymujemy sygnałów, by obecnie konflikt między Rosją a Ukrainą powodował spory w kadrze międzynarodowej zaznacza Natalia Myskova. – Sporadyczne są też głosy Ukraińców mieszkających w Polsce i dot. ich gotowości do powrotu w rodzinne strony i wstąpienia do armii, gdy Rosja użyje siły wobec ich kraju. Zdarza się, że pracodawcy pytają o tego typu reakcje oznaczające nagłe porzucenie pracy, jednak mogą być spokojni. Obecnie nie spodziewamy się masowego odpływu Ukraińców, którzy wyjadą, by stanąć na froncie walki. Z pewnością wielu z nich podejmie taką decyzję, jeśli będzie to konieczne, jednak sądzę, że nie będzie takiej potrzeby, a Ukraińcy nadal będą mogli koncentrować się na swoim życiu w Polsce – podsumowuje ekspertka.   

Od czerwca 2022 składka OC będzie powiązana z punktami karnymi

Ubezpieczyciele nie mają jeszcze możliwości sprawdzania punktów karnych przy sprzedaży OC. Sytuacja zmieni się za 4 miesiące. Wtedy część kierowców czeka przykra niespodzianka.

Krajowe media zaraz po uchwaleniu nowych przepisów informowały, że ubezpieczyciele zyskali możliwość powiązania składki OC z liczbą punktów karnych. W tych komunikatach medialnych zabrakło jednak kilku ważnych informacji. Chodzi nie tylko o fakt, że składki AC dla danego kierowcy również będą mogły zależeć od historii naruszeń przepisów ruchu drogowego. Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl zwrócili uwagę, że zakłady ubezpieczeń dopiero w czerwcu 2022 r. zyskają dostęp do danych o mandatach i punktach karnych. Mimo tego opóźnienia, niektórych kierowców może już niebawem czekać przykra niespodzianka.

Odpowiednie przepisy wejdą w życie 17 czerwca 2022 r.

Na samym wstępie warto przypomnieć, że możliwość sprawdzania historii przestępstw i wykroczeń drogowych przez ubezpieczycieli została wprowadzona ustawą z dnia 2 grudnia 2021 r. o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2021 poz. 2328). Ten akt prawny cechuje się zróżnicowanym terminem wejścia w życie niektórych przepisów. Pewna część regulacji zacznie obowiązywać znacznie później niż 1 stycznia 2022 r. „To ważna uwaga, bo w kontekście dotyczących kierowców zmian, które Sejm uchwalił na początku grudnia 2021 roku, krajowe media mówiły głownie o początku następnego roku jako terminie wprowadzenia” – mówi Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Ciekawy przykład stanowi artykuł 15 analizowanej ustawy, dla którego termin wejścia w życie został określony jako 17 czerwca 2022 r. Wspomniany przepis wskazuje, że zakłady ubezpieczeń tymczasowo będą mogły pobierać dane na temat naruszeń przepisów ruchu drogowego z systemu informatycznego UFG. Później ubezpieczyciele zaczną czerpać potrzebne informacje o punktach karnych i mandatach bezpośrednio z centralnej ewidencji kierowców. Nie wiadomo jednak, kiedy ostateczny system przepływu danych będzie gotowy. „Z punktu widzenia kierowców, takie techniczne i prawne szczegóły nie są jednak istotne. Dla właścicieli pojazdów liczy się sama możliwość wglądu zakładów ubezpieczeń w liczbę i historię punktów karnych (począwszy od 17 czerwca 2022 r.)” – komentuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Zakłady ubezpieczeń wezmą pod uwagę starsze mandaty

Ustawa z 2 grudnia 2021 r. mówi, że informacje o mandatach będą mogły być używane przez ubezpieczycieli tylko podczas oceny ryzyka przy sprzedaży nowych polis OC i AC. Zatem kierowcy posiadający na swoim koncie punkty karne, na pewno nie muszą obawiać się podwyższenia składki ubezpieczenia, które nadal będzie trwało po 17 czerwca 2022 r. Taka sytuacja oczywiście nie oznacza, że skutki nowych przepisów można lekceważyć. „Warto pamiętać, że przy okazji sprzedaży kolejnego OC lub AC, towarzystwo ubezpieczeniowe weźmie pod uwagę wcześniej popełnione wykroczenia i przestępstwa drogowe. Chodzi również o naruszenia przepisów drogowych, które miały miejsce przed 17 czerwca 2022 roku” – podkreśla Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Ubezpieczyciele sprawdzą wykroczenia aż do 2 lat wstecz

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl zwracają też uwagę na inną zmianę prawną, która zwiększy możliwości oceny ryzyka przez ubezpieczycieli. Warto wiedzieć, że przepisy uchwalone w grudniu 2021 r. zmieniają termin usunięcia z centralnej ewidencji kierowców (CEK) ważnych informacji o otrzymanej liczbie punktów karnych. Niedawne zmiany w ustawie z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami (Dz.U. 2011 nr 30 poz. 151) wydłużyły wspomniany termin usunięcia danych z roku do dwóch lat. Co więcej, dwuletni termin jest teraz naliczany dopiero po uregulowaniu grzywny za naruszenie przepisów ruchu drogowego. „Dzięki nowym zasadom prezentacji w CEK danych o mandatach, zakłady ubezpieczeń będą mogły podczas kalkulacji składek OC i AC uwzględniać wykroczenia oraz przestępstwa kierowców nawet sprzed dwóch lat” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Home office a szczęście pracowników

W trakcie pandemii zwiększył się odsetek pracowników odczuwających, że są bardziej kontrolowani w pracy niż dotychczas – wynika z badania ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”. Ta sytuacja nie wpłynęła jednak na poziom szczęścia pracujących Polaków.

W trakcie pierwszego szczytu pandemii COVID-19 blisko 8 milionów Polaków pracowało zdalnie.[1]  Jak wynika z raportu „People at Work 2021: A Global Workforce View” stworzonego przez światowego lidera usług kadrowo-płacowych, firmę ADP, 44 proc. ankietowanych zauważyło, że pracodawca zaczął kontrolować ich frekwencję oraz terminowość zadań bardziej niż przed pandemią. Co więcej, z analiz opracowanych przez ekspertów ADP Research Institute wynika, że trend wzmożonej kontroli pracowników utrzyma się także w 2022 roku.

– Niepewność, dynamicznie zmieniająca się rzeczywistość oraz chęć posiadania kontroli nad poszczególnymi aspektami życia sprawiły, że pracodawcy z mniejszym zaufaniem podchodzili do pracy zdalnej i częściej niż dotychczas sprawdzali efekty pracy pracowników. W tym trybie funkcjonujemy już jednak od blisko dwóch lat a model pracy zdalnej stał się powszechny. Przed pracodawcami stoi bardzo trudne wyzwanie zapewnienia komfortu pracy całemu rozproszonemu zespołowi. Najważniejsze wydaje się być wypracowanie wspólnych schematów działania, a także otwartość i zrozumienie wzajemnych potrzeb. W 2022 roku kluczowa zatem będzie komunikacja na linii pracownik-pracodawca – mówi Anna Barbachowska, HR Business Partner w ADP Polska.

3xzdrowiePrzejście z dnia na dzień na tryb pracy zdalnej wiązało się z powszechnym szokiem, niedowierzaniem, a u niektórych nawet oporem psychicznym. Nagle wszyscy musieliśmy się odnaleźć w naszej domowej rzeczywistości. Chociaż przed pandemią praca zdalna była postrzegana jako benefit, to jednak po okresie zamknięcia w przysłowiowych „czterech ścianach”, zatęskniliśmy za pracą w biurze i bezpośrednim kontaktem ze współpracownikami – mówi psycholog Mind Health – Centrum Zdrowia Psychicznego, dr Sylwia Wysocka-Sollich. – W mojej ocenie nie ma już jednak powrotu do rzeczywistości sprzed pandemii. Przyzwyczailiśmy się do elastycznych godzin pracy, oszczędności czasu i energii na dojazdy, a także możliwości pracy zgodnej z naszym indywidualnym rytmem dobowym. Pracując zdalnie, a w szczególności hybrydowo znacznie łatwiej jest nam również pogodzić życie rodzinne z zawodowym – dodaje.

Transparentność w komunikacji

Jak wynika z badania ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”, ponad połowa (53 proc.) pracujących Polaków twierdzi, że w trakcie pandemii nie miała problemu z komunikacją ze swoim przełożonym. Co ciekawe, z tym stwierdzeniem najczęściej zgadzają się pracownicy sektora bankowości i finansów oraz nieruchomości (58 proc.). Natomiast biorąc pod uwagę wielkość firmy, najmniej transparentni pod względem komunikacji w trakcie pandemii byli przedsiębiorcy zatrudniający od 10 do 49 pracowników (46 proc.).

Praca, która daje… szczęście!

Jak wynika z ogólnopolskiego badania More Happiness, szczęście polskim pracownikom dała… praca hybrydowa. W trakcie ostatnich kilkunastu miesięcy, wiele firm zmuszonych było zreorganizować dotychczasowy model pracy. Jak się jednak okazuje – miało to pozytywny wpływ na zatrudniane osoby. Najszczęśliwszymi pracownikami są ci, którzy wykonują swoje obowiązki w trybie hybrydowym, ich Happiness Index wynosi 73 proc., natomiast tych pracujących zdalnie 70 proc. Dodatkowo, hybrydowy tryb pracy w porównaniu do zdalnego lub biurowego pozytywnie wpływa na ocenę współpracowników oraz atmosfery w pracy.[2]

– Jednym z najważniejszych trendów na rynku pracy od początku pandemii stała się praca zdalna. Coraz częściej pracodawcy opowiadają się jednak za tym, by pracownicy – w miarę możliwości – wracali do stacjonarnego trybu pracy. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że łączenie pracy z obowiązkami domowymi stało się dla pewnej grupy osób czymś normalnym i codziennym. Należy spodziewać się tego, że część pracowników niechętnie wróci do biura. Popularnym i dogodnym dla większości może okazać się jednak model hybrydowy, na którym skorzystają zarówno pracownicy, którym brakuje kontaktu ze współpracownikami, jak i pracodawcy, którzy będą mogli monitorować efektywność i postępy w pracy zespołów projektowych – dodaje Barbachowska.

– Na pracy z domu zdecydowanie zyskały osoby, które łatwo rozpraszają się w grupie i mają problemy z koncentracją oraz są bardziej podatne na dystraktory. Tacy pracownicy są znacznie efektywniejsi pracując zdalnie w pojedynkę, jednak musimy pamiętać, że nie wszystkie zawody pozwalają na taki model pracy. Niekiedy pracownicy potrzebują jednak narzucenia im pewnych ram pracy, ponieważ łatwiej jest im się wówczas zmobilizować lub też wyłączyć w godzinach poza pracą – mówi psycholog Mind Health – Centrum Zdrowia Psychicznego, mgr Sylwia Wysocka-Sollich.

Sytuacja związana z możliwością pełnienia swoich obowiązków w trybie hybrydowym jest
w mojej ocenie tą, która daje pracownikom największe poczucie szczęścia. Nie mają oni już przymusu siedzenia w biurach 5 dni w tygodniu, ale elastycznie dopasowują swój czas pracy do trybu życia. Z jednej strony praca hybrydowa godzi nasze dotychczasowe przyzwyczajenia nabyte podczas pandemii z potrzebą kontaktów ze współpracownikami, wymianą pomysłów lub też budowania atmosfery pracy. Z drugiej strony ten rodzaj pracy nadaje pracownikowi duże poczucie sprawczości – często to on może zdecydować, w które dni pracuje indywidualnie w domu, a kiedy jedzie do biura, aby spędzić czas z współpracownikami i kolegami. Ta sprawczość jest szczególnie ważna w momencie tak dużej niepewności powodowanej przez pandemię COVID-19. Możliwość pracy hybrydowej daje nam także szansę na odpoczynek od rutyny i codzienności, co w zdecydowany sposób wpływa na odczuwane przez pracowników szczęście
– podsumowuje ekspertka Mind Health – Centrum Zdrowia Psychicznego.

Jeszcze przed pandemią elastyczne godziny lub hybrydowy model pracy stanowiły bardzo „egzotyczny” przywilej dla pracowników. Obecnie sytuacja, w której pracodawca pozwala pełnić obowiązki w trybie zdalnym, staje się niekiedy koniecznością. Według badania „Rynek pracy: rok z koronawirusem”, aż 4 na 10 Polaków opowiada się za tym, by po wygaśnięciu pandemii pracować w sposób całkowicie zdalny lub hybrydowy. Dla porównania, za pracą z biura opowiada się tylko co dziesiąty ankietowany.[3] Co ciekawe, z badań wynika również, że to mężczyźni są większymi zwolennikami pracy stacjonarnej (55 proc.), w przypadku kobiet jest zupełnie odwrotnie (25 proc.).[4]

[1] https://www.pb.pl/8-mln-polakow-pracowalo-zdalnie-w-czasie-pandemii-1117678 (dostęp 21.12.2021 r.)

[2] https://www.pwc.pl/pl/artykuly/happiness-index-pwc-6-glownych-wnioskow.html (dostęp: 21.12.2021 r.)

[3] https://alebank.pl/czy-pracodawcom-oplaca-sie-monitorowac-prace-zdalna/?id=389913&catid=18917&cat2id=34359  (dostęp: 21.12.2021 r.)

[4] https://kadry.infor.pl/kadry/hrm/komunikacja/5365071,biuro-a-home-office.html (dostęp: 21.12.2021 r.)

Pracownicy znający język niemiecki są najbardziej poszukiwani na rynku pracy

Znajomość języka niemieckiego znajduje się w czołówce najbardziej pożądanych w firmach kompetencji językowych. Przedsiębiorcy aktywnie poszukują kandydatów, którzy będą w stanie porozumieć się z naszymi zachodnimi sąsiadami. Duża liczba ofert pracy czeka także na osoby znające francuski oraz włoski. Najwyżej cenione na polskim rynku są jednak języki skandynawskie – pracownicy, którzy się nimi posługują, mogą liczyć na bardzo atrakcyjne zarobki. Angielski natomiast stanowi dziś podstawę komunikacji w dużych, międzynarodowych organizacjach. W których branżach zapotrzebowanie na kandydatów z rozwiniętymi kompetencjami językowymi jest największe i z czego ono wynika? Eksperci Manpower przeanalizowali ten temat.

Jak zauważa Marcin Pawelec, lider realizacji projektów rekrutacji stałej w Manpower, najwięcej rekrutacji wymagających znajomości języków obcych pojawia się w obrębie sektora obsługi klienta. Wysokie zapotrzebowanie na kompetencje językowe notowane jest także w obszarze finansów i księgowości. Wynika to z dużej liczby centrów usług wspólnych, zlokalizowanych w Polsce i obsługujących pozostałe kraje. – Na terenie naszego państwa uruchamianych jest coraz więcej nowych inwestycji. Dynamicznie rozwijają się także obecne już centra biznesowe, co skutkuje rosnącym zapotrzebowaniem na pracowników, posługujących się językami obcymi. Najbardziej poszukiwane są osoby znające język niemiecki – wpływa na to wielkość rynku niemieckojęzycznego, a także możliwość obsługiwania przez takie osoby wszystkich krajów z rejonu DACH, obejmującego Niemcy, Austrię i Szwajcarię. W Polsce znajduje się stosunkowo duża pula potencjalnych kandydatów, posługujących się językiem niemieckim, jednak pozyskanie ich nadal nie należy do najłatwiejszych – podkreśla ekspert.

W dobie rekordowo wysokiego niedoboru talentów przyciągnięcie i utrzymanie pracowników dysponujących pożądanymi kompetencjami stanowi wyzwanie – tym bardziej że konkurencja o kandydatów ze znajomością języków jest wśród firm ogromna. – Znalezienie odpowiedniej osoby często wymaga od organizacji bardzo dużego zaangażowania, zwłaszcza kiedy oprócz kompetencji językowych pracodawca oczekuje od pracownika także specjalistycznej wiedzy i doświadczenia w określonej dziedzinie. Kolejnym ważnym aspektem jest poziom znajomości języka obcego. Na stanowiskach, które nie wymagają bezpośredniego kontaktu z klientem zewnętrznym, akceptowalnym poziomem kompetencji językowych jest często B1. Role, w ramach których rozmowy z klientami zewnętrznymi lub wewnętrznymi odbywają się codziennie, wymagają już umiejętności na poziomie B2. W przypadku stanowisk specjalistycznych z obszaru technologii, sprzedaży lub finansów pożądane jest zwykle posługiwanie się językiem obcym na poziomie C1. Na rynku jest wielu kandydatów, którzy są w stanie porozumieć się z osobami zza granicy w stopniu podstawowym, jednak gdy wymagana jest biegła komunikacja w określonym języku – wówczas pula potencjalnych pracowników znacząco się zmniejsza. Na dostępność kandydatów znających języki obce zauważalnie wpłynęła też pandemia COVID-19. Większość firm z sektora usług biznesowych przeszła na zdalny model pracy, który stał się obecnie preferowanym przez pracowników. Organizacje proponujące kandydatom wykonywanie obowiązków z biura muszą więc liczyć się z niewielką liczbą osób zainteresowanych ofertą, przy jednoczesnym wzroście oczekiwań finansowych z ich strony – mówi Marcin Pawelec.

Jak zauważa Karolina Drewniak, ekspertka rynku pracy z Manpower, Polscy pracodawcy są otwarci, by poszukiwać pracowników z odpowiednimi umiejętnościami także poza Polską. Wiąże się to jednak zazwyczaj z koniecznością relokacji zatrudnionej osoby – dlatego też w ofertach firm coraz częściej pojawiają się pakiety, dające możliwość skorzystania ze wsparcia finansowego w trakcie przeprowadzki. Jak jeszcze przedsiębiorcy radzą sobie z deficytem kandydatów dysponujących kompetencjami językowymi? – Niektóre organizacje decydują się na obniżenie swoich oczekiwań wobec osób, biorących udział w rekrutacji – choć nie jest to działanie częste. Oczywiście pracodawcy liczą się wówczas z tym, że pracownik będzie wymagał dłuższego wdrożenia lub większego wsparcia ze strony lidera. Zdarza się też, że firmy decydują się na przyjęcie kandydata biegle mówiącego w pożądanym języku, ale nie mającego doświadczenia w innych dziedzinach. Takie sytuacje występują najczęściej w przypadku specjalistycznych ról juniorskich. Osoby, które charakteryzują się rozwiniętymi kompetencjami miękkimi oraz językowymi i wykazują dużą chęć nauki, mogą liczyć na zatrudnienie oraz przeszkolenie, które pozwoli im podjąć pracę na danym stanowisku. W przypadku ról seniorskich i liderskich tego typu praktyki nie mają jednak miejsca – mówi ekspertka.

Ścieżka rozwoju zawodowego na stanowisku językowym może przebiegać zgodnie z typową dla danej branży specyfiką lub objąć kierunek zmierzający ku rolom liderskim. – Takie osoby są wówczas odpowiedzialne za zarządzenie pracą zespołu i udzielanie wsparcia merytorycznego pracownikom. Język obcy służy im najczęściej do kontaktu ze współpracownikami oraz klientami zewnętrznymi. Osoby biegle mówiące w określonym języku mogą również podejmować role eksperckie. Wówczas głównym obszarem rozwoju jest konkretna dziedzina – na przykład określony proces w obszarze księgowości lub HR, a język potrzebny jest takiemu specjaliście do komunikacji z osobami spoza Polski – podsumowuje Karolina Drewniak.

„Krzyż śmierci” na Nasdaq Composite

Po ubiegłotygodniowych nerwowych ruchach związanych z napiętą sytuacją na granicy z Ukrainą dziś rano ceny kontraktów na indeksy akcyjne odbijały w górę (S&P 500 futures +0,87 proc.), a cena ropy spadała (WTI -1,63 proc.) reagując na łikendową informację o pojawieniu się możliwości spotkania Biden-Putin. Ze strony amerykańskiej warunkiem takiego spotkania jest brak ataku Rosji na Ukrainę. Równocześnie w niedzielę Amerykanie po raz kolejny potwierdzili, że zgodnie z ich źródłami wywiadowczymi decyzja o agresji Rosji już zapadła, ale oczywiście trudno te informacje zweryfikować.

Obserwatorzy amerykańskiego rynku zwracali uwagę na sygnał wygenerowany przez wykres Nasdaq Composite w piątek. Doszło tam mianowicie do spadku wartości średniej 50-sesyjnej poniżej poziomu średniej 200-sesyjnej. Taki sygnał tradycyjnie określany jest złowrogą nazwą „Krzyża Śmierci”. Oczywiście nie należy tego traktować zbyt dosłownie: pesymistyczna interpretacja poprzedniego takiego sygnału z kwietnia 2020 okazała się bowiem zupełnie błędna.

Na rynkach akcji Azji i Oceanii w poniedziałkowy poranek brak było dominującej tendencji. Najsilniej – o +0,4 proc rósł Shanghai B-Share Index, najmocniej – o 1,43 proc. – spadał główny indeks giełdy w Malezji. Indonezyjski JCI ustanowił w poniedziałek swe nowe historyczne maksimum.

Przedłużenie nadziei na jakieś pokojowe rozwiązania na wschodzie Europy spowodowały pozytywne otwarcia na giełdach europejskich (po 9-tej DAX rósł +0,92 proc., CAC 40 +0,61 proc., a WIG-20 +0,4 proc.). Dla odmiany rosyjski RTS tracił dziś rano 2,36 proc. spadając do najniższego poziomu w lutym.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych krajów strefy euro lekko rosły w poniedziałkowy poranek. Amerykański dolar słabł na otwarciu dzisiejszej sesji (EUR/USD +0,48 proc.). Jego kurs do chińskiego juana spadł dziś na nowy najniższy poziom od 2018 roku. Dziś Amerykanie świętują urodziny George’a Waszyngtona i giełdy będą zamknięte.

Wojciech Białek, analityk DM TMS Brokers

Prezentacja multimedialna – czego unikać?

Przygotowywanie interesujących prezentacji to bardzo ważna umiejętność. Pomoże w zdobywaniu partnerów biznesowych oraz przedstawieniu osiągniętych wyników przełożonym oraz współpracownikom. Jednak nie łatwo jest stworzyć prezentację, która utrzyma uwagę odbiorców i zostanie przez nich zapamiętana.

Niezależnie od tego, czy prezentacje są tworzone na potrzeby biznesu, nauki, czy jeszcze innych dyscyplin – zwykle ich słabe punkty są podobne. Jak tworzyć profesjonalne i ciekawe prezentacje multimedialne i uniknąć najpopularniejszych błędów?

Mów – nie czytaj

Unikanie czytania tekstu to podstawowa zasada publicznych wystąpień. Informacje podawane w takiej formie zwykle są monotonne i nieatrakcyjne dla słuchacza. Osoba, która musi czytać podczas prezentacji, może być odbierana jako niepewna siebie i tego, co mówi. W ten sposób trudno więc pokazać, że jest się w danej dziedzinie specjalistą. Czytanie z kartki lub wprost ze slajdów to najczęstszy i jednocześnie największy błąd podczas wygłaszania prezentacji. Dlatego warto wielokrotnie przećwiczyć swoje wystąpienie i wygłosić je z pewnością siebie i odwagą. Aby ułatwić sobie zadanie, warto przygotować plan prezentacji. Może on być widoczny przez cały czas, również dla słuchaczy. Ułatwi to zachowanie porządku wystąpienia i pozwoli odbiorcom ocenić, w którym miejscu prezentacji znajdują się w danej chwili.

Zadbaj o estetykę

Kolejnym aspektem, na który trzeba zwrócić szczególną uwagę, jest strona wizualna prezentacji. Większość osób, które często uczestniczą w takich wydarzeniach, zna na pamięć podstawowe szablony z PowerPointa. Dlatego, żeby przykuć ich uwagę, trzeba wykazać się kreatywnością. Prezentacja składająca się z samego tekstu jest mało interesująca, jednak nadużywanie klipartów i stockowych zdjęć także nie jest dobrym pomysłem. W taki sposób łatwo wypaść na osobę nieprofesjonalną. Trzeba zachować balans między atrakcyjnością wizualną a merytorycznością treści. Można także skorzystać z usług firm, które stworzą spersonalizowaną oprawę graficzną dla wystąpienia.

Żartuj, ale z wyczuciem

Dobry żart, który szczerze rozbawi słuchaczy to cenne urozmaicenie wystąpienia. Jednak wiele rzeczy może w takiej sytuacji pójść nie tak. Po pierwsze – dowcip musi być taktowny. Trzeba go dostosować do okoliczności i odbiorców. Publiczne opowiadanie żartów, które rozśmieszą widownię i nie wzbudzą poczucia zażenowania to trudna sztuka. Dlatego, jeśli nie jesteśmy pewni swoich konferansjerskich zdolności – lepiej odpuścić. Łatwiejszym sposobem na zaangażowanie publiczności będzie odwołanie się do własnego doświadczenia w danej dziedzinie lub zobrazowanie omawianego zjawiska przy pomocy anegdoty. Takie formy wypowiedzi zwykle wychodzą prezentującym naturalnie i pomagają podkreślić przekaz.

Wybierz najważniejsze zagadnienia

Często popełnianym błędem jest też tworzenie zbyt obszernych i szczegółowych prezentacji. Pasjonatowi, czy ekspertowi w danej dziedzinie zwykle wydaje się, że wszystkie informacje jej dotyczące są szalenie ważne i ciekawe. Jednak odbiorcy mogą nie podzielać tego wrażenia. Dlatego warto skupić się na najistotniejszych i najbardziej przydatnych informacjach i trzymać się planu, aby nie zabłądzić w rozległych dygresjach i ciekawostkach.

Agencja reklamowa Kraków – postaw na rozwój swojej firmy

Prowadzenie własnej działalności niejednokrotnie wymaga podejmowania przemyślanych działań. Produkt, usługi i jakość to jedno, ale ważna jest również odpowiednio dobrana strategia marketingowa. Nie musisz być specjalista w każdej z tych dziedzin, od tego są odpowiednie osoby, które na podstawie twoich sugestii, szerokiego wywiadu oraz poznaniu kompetencji firmy przygotują plan pozwalający wykorzystać marketing internetowy do poszerzenia twoich dotychczasowych działań i dotarcia do grupy docelowej.

  • Agencja marketingowa – pozycjonowanie stron internetowych
  • Korzystanie z usług agencji marketingowej – sklepy internetowe kraków
  • Sklepy internetowe Kraków – wieloletnie doświadczenie i indywidualne podejście

Agencja marketingowa – pozycjonowanie stron internetowych

Prowadzenie własnego sklepu internetowego nie polega wyłącznie na stworzeniu niesamowitej oferty, która przypadnie wielu osobom do gustu. Samo postawienie witryny internetowej to dopiero początek. Bez konkretnych działań nie ma ona możliwości dotrzeć do właściwego grona potencjalnych klientów a co za tym idzie zyski mogą być dość nikłe. By twoja sprzedaż była skuteczna warto wdrożyć działania mające na celu wywindowanie strony na tyle wysoko w wyszukiwarce, by przeciętny konsument mógł ją bez trudu odnaleźć. W tym celu niezbędna może okazać się współpraca z taką firmą jak agencja marketingu internetowego. Oprócz podstaw, takich jak tworzenie stron internetowych firmy zajmujące się marketingiem mają za zadanie sprawić, by twoje produkty były znane przez większość użytkowników świata cyfrowego.

Agencja interaktywna specjalizuje się w dziedzinie content marketing, czyli budowaniu świadomości marki wśród specjalnie wyselekcjonowanej grupy konsumentów. Musisz wiedzieć, że puszczając reklamę do sieci musisz dobrze określić swój target. Jeżeli w twoich usługach znajdują się np. elementy wyposażenia pokoju dziecięcego nie ma sensu wyświetlać reklamy u osób, które są za młode by posiadać potomstwo, nie mają dzieci lub w ich kręgu zainteresowań nie ma tematów związanych z parentingiem.

Korzystanie z usług agencji marketingowej – sklepy internetowe kraków

Wykorzystanie mediów społecznościowych do promocji usług lub produktów to jeden z najlepszych ruchów, jakie możesz wykonać w dzisiejszych czasach. Jeżeli twoja firma nie posiada jeszcze konta na Instagramie i Facebooku, może okazać się to ogromnym błędem. Zdecydowanie większa część społeczeństwa korzysta z licznych aplikacji i to właśnie z nich czerpie wiedze na temat nowości w świecie e-commerce.

Każdy wpis, zdjęcie, czy grafika umieszczona w Social mediach musi być dostosowana do specyfiki danej branży. Od tego masz najlepsze agencje marketingowe, które specjalizują się w content marketingu i dostosowują materiały, treści i kampanie reklamowe prowadzone w marketingu internetowym do pełnej specyfikacji firmy.

Sklepy internetowe Kraków – wieloletnie doświadczenie i indywidualne podejście

Dobra agencja marketingowa zajmie się promocją twojego przedsiębiorstwa zgodnie z twoimi potrzebami. Wiadome jest, że jeśli specjalizujesz się w poważnych usługach reklama wyświetlana potencjalnym  klientom nie powinna zwierać wątków humorystycznych.

Pełne wsparcie, pełen audyt pod kątem SEO i UX możliwość tworzenia grafik kompatybilnych z brandigiem marki to tylko niektóre opcje, jakie uzyskasz podczas współpracy z firmą specjalizującą się w dziedzinie marketingu. Docieraj do nowych klientów i zwiększaj swoje zyski wykorzystując potencjał stworzonej przez ciebie firmy.

Geopolityka nie daje o sobie zapomnieć

Chciałoby się powiedzieć o czymś innym, ale się nie da, ryzyko eskalacji konfliktu na granicy Rosja-Ukraina nadal dominującym tematem. Złoto łapie wiatr w żagle, “tradycja” w przypadku możliwych działań militarnych. Naczelny jastrząb Fed widzi podwyżkę stóp w USA o 1% do połowy tego roku.

Szansa na kilka dni uspokojenia

Nie da się tak po prostu uciec od tego tematu, ryzyko inwazji Rosji na tereny Ukrainy jest wciąż na tyle duże, że hamuje apetyt na ryzyko. Niemal co chwilę docierają informacje z tego frontu i są trzeba przyznać z dwóch biegunów. Z jednej strony wojska rosyjskie w liczbie prawie 200 tys. nadal stacjonują tuż przy granicy i są gotowe do ataku. Z drugiej strony kolejni ważni w świecie oficjele rozmawiają z Kremlem i potwierdzają, że do eskalacji konfliktu nie dojdzie. Dziś rano pojawił się news, że Moskwa odpowiedziała pozytywnie na spotkanie sekretarza stanu USA Blinkena z vice ministrem zagranicznym Ławrowem. Spotkanie ma się odbyć na koniec przyszłego tygodnia i jest spora szansa na to, że do tego czasu do działań wojsk rosyjskich nie dojdzie. Może to oznaczać, że rynki choć przez kilka dni będą żyć innymi tematami.

Złoto świeci blaskiem tylko na chwilę?

Napięcia geopolityczne na świecie mają zazwyczaj jednego zwycięzcę i tym razem jest podobnie. Złoto znów świeci jasnym blaskiem. Notowania tego surowca wzrosło do poziomów widzianych ostatnio w połowie 2021 roku. W warunkach niepewności na świecie, szczególnie zagrożenia wojną złoto zawsze jest w cenie. Trzeba przyznać, że ten surowiec jest również dobrą lokatą kapitału w przypadku wysokiej inflacji, co widzimy obecnie. Bądź co bądź jednak sytuacja obecnie na rynkach i możliwe podwyżki stóp procentowych w Stanach będą działać na niekorzyść notowań złota. Póki jednak faktycznie nie dojdzie do wzrostu kosztu pieniądza, bo cały czas mówimy tylko o spekulacjach, ile ruchów w tym roku wykona Fed, to ten surowiec może kontynuować dobrą passę, szczególnie że nic nie wskazuje na to, żeby konflikt Rosja-Ukraina szybko się skończył.

Jastrzębie głosy z Fed

Jeśli już pojawił się temat podwyżek stóp w USA, to nie można nie wspomnieć o wczorajszym wystąpieniu naczelnego jastrzębia z Fed. Bullar, bo o nim mowa, co rusz głosi tezę, że z tak wysoką inflacją w Stanach trzeba walczyć ostro i podnieść stopy w marcu o min. 50 pkt bazowych, a ogólnie podwyższyć koszt pieniądza o 1% do połowy roku 2022. Tylko takie działanie da jasny sygnał rynkom, że czas taniego pieniądza się skończył i pozwoli utrzymać w ryzach wzrosty cen. Również w tonie jastrzębim wypowiedziała się Mester z tym, że o konkretach nie było mowy. Reakcji na notowaniach USD specjalnie nie było, a czynnikiem, który decyduje o handlu teraz jest nie kwestia polityki monetarnej, a informacje o deeskalacji, bądź eskalacji konfliktu.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy w InternetowyKantor.pl

Ustalenia z urzędnikiem, a ryzyko podatkowe

Świadomość konieczności weryfikacji skutków podatkowych transakcji jest wśród podatników coraz większa. Nie każdy jednak jest doradcą podatkowym, radcą prawnym czy adwokatem i nie każdy zna instrumenty, które chronią podatnika przed ryzykiem podatkowym i konsekwencjami materializacji tego ryzyka. W efekcie podatnicy często dokonują ustaleń podatkowych w oparciu o artykuły prasowe, rozmowy z urzędnikami, czy niewiążące wytyczne z krajowej informacji podatkowej. Takie działanie, choć daje możliwość identyfikacji różnego rodzaju ryzyk, w żaden sposób nie zabezpiecza podatnika.

Rozmowa z urzędnikiem

Jedną z najczęściej stosowanych praktyk, zwłaszcza w kontaktach operacyjnych, jest rozmowa i ustalenia z urzędnikiem skarbowym. Praktyka pokazuje, że w takich sytuacjach urzędnicy udzielają jedynie ustnych informacji w zakresie dokonywanych rozliczeń podatkowych. Podatnicy często respektując zdanie organu podatkowego w zakresie interpretacji przepisów oraz rozliczeń z danym urzędem, stosują się do ustnych wytycznych urzędników. Należy jednak zaznaczyć, że takie wytyczne nie chronią w żaden sposób podatnika. W przypadku braku pisemnego potwierdzenia z urzędu podatnik nie będzie miał podstaw, by żądać odszkodowania za niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej (art. 417 KC), tym bardziej, że odpowiedzialność urzędników nawet za pisemne wytyczne jest raczej teoretyczna.

O braku mocy wiążącej wyjaśnień urzędnika przekonał się podatnik w sprawie zakończonej wyrokiem NSA z dnia 02.12.2021 roku sygn. II FSK 774/19. W sprawie tej mężczyzna stwierdził, że w 2013 roku dowiedział się od starszego komisarza skarbowego, będącego pracownikiem urzędu skarbowego, w którym podatnik się rozliczał, że będzie mógł skorzystać z ulgi mieszkaniowej, nawet w sytuacji gdyby postępowanie komornika (licytacja) zakończyła się po upływie dwuletniego terminu od sprzedaży poprzedniej nieruchomości, co umożliwiało zwolnienie z PIT. Niestety naczelnik urzędu skarbowego miał w tej sprawie inne zdanie, które następnie zostało potwierdzone przez dyrektora izby i sprawa trafiła na wokandę sądów administracyjnych. Ostatecznie NSA uznał, że podatnik nie mógł opierać się na stanowisku urzędnika, ponieważ nie zostało ono wyrażone w postępowaniu podatkowym. Nie ma także jakichkolwiek dowodów, że zostało w ogóle wyrażone. W efekcie podatnik musiał zapłacić brakujący podatek wraz z odsetkami powstałymi na skutek błędnej informacji otrzymanej z urzędu.

Indywidualne interpretacje podatkowe

W celu większego zabezpieczenia swoich interesów podatnik może skorzystać z instytucji interpretacji podatkowej. Interpretacja taka zawiera stanowisko dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej w zakresie skutków podatkowych określonych transakcji. Interpretacja ustawowo chroni interesy podatnika, co jednak nie oznacza, że nie może zostać zakwestionowana.

Zasadniczo zasada zaufania obywatela do państwa pozwala mu przypuszczać, iż dokonywane wobec niego czynności przez będący emanacją państwa organ, czy inną jednostkę do tego upoważnioną, są zgodne z obowiązującymi przepisami prawa. Czyli podatnik stosując się do interpretacji podatkowej powinien korzystać z przewidzianej w niej ochrony.

Niemniej należy wskazać, że organy podatkowe próbują kwestionować zgodność stanu faktycznego/ zdarzenia przyszłego z rzeczywistością. Innymi słowy organy podatkowe szukają obszarów, gdzie doszło do zmiany, aby ostatecznie wykazać, że interpretacja nie ma waloru wiążącego, ponieważ stanowisko fiskusa w niej wyrażone dotyczy innego stanu faktycznego. Taka sytuacja miała miejsce w sprawie zawisłej przed WSA (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach z dnia 10 września 2019 roku sygn. I SA/Gl 797/19). WSA podkreślił, że wyjaśnienie powodów nieuwzględnienia interpretacji powinno być zawarte w uzasadnieniu decyzji wymiarowej. Uwzględniając, że postępowanie podatkowe jest dwuinstancyjne od woli podatnika zależy weryfikacja tej kwestii w toku instancji.

W związku z powyższym istotne jest nie tylko pełne przedstawienie stanu faktycznego/zdarzenia przyszłego w ramach wniosku o interpretację, lecz także następnie jej przestrzeganie w ramach prowadzonej działalności.

Inne instrumenty ochrony podatnika

Podatnicy zamiast bazować na ustnych ustaleniach z organem podatkowym mogą skorzystać z innych instrumentów takich jak wniosek o wydanie Wiążącej Informacji Stawkowej (WIS), Wniosek o wydanie Wiążącej Informacji Akcyzowej (WIA), opinia o zwolnieniu oraz opinia preferencyjna przy płatnościach zagranicznych, a przy szczególnie skomplikowanych transakcjach – opinia zabezpieczająca. Ponadto istnieje możliwość zastosowania instytucji uprzedniego porozumienia cenowego (APA), szczególnie wskazanego w przypadku skomplikowanych transakcji z podmiotem powiązanym, gdzie ciężko jest ustalić wysokość wynagrodzenia. Nową instytucją przewidzianą przez Polski Ład jest porozumienie inwestycyjne, w ramach którego podatnicy będą mogli potwierdzić skutki podatkowe dokonywanych transakcji inwestycyjnych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polska odnotowuje wysoką inflację i szybki wzrost PKB

Inflacja konsumencka przyspieszyła w styczniu do 9,2% r/r z grudniowego poziomu 8,6% r/r i jest to najwyższa wartość od listopada 2000 roku. Inflacja w skali roku nie przekroczyła 10% tylko ze względu na to, że w styczniu działała już Tarcza Antyinflacyjna (TA), która chwilowo spowolniła wzrost inflacji. Ze względu na fakt, że od lutego nastąpiła dalsza przejściowa obniżka podatków w ramach TA (głównie niższy VAT na żywność, energię elektryczną i paliwa), istnieje duże prawdopodobieństwo, że w lutym i w kolejnych miesięcach inflacja spadnie do 8%. Nie zmienia to jednak faktu, że inflacja jest znacznie powyżej celu inflacyjnego NBP, który wynosi 2,5%. Pod dużym znakiem zapytania jest również inflacja w drugiej połowie tego roku, kiedy zakończy się działanie TA. Na chwilę obecną ryzykiem wyższej inflacji są rosnące ceny ropy (ropa Brent jest już notowana na poziomie 100 USD za baryłkę). Podsumowując, Rada Polityki Pieniężnej (RPP) będzie nadal podnosić stopy procentowe na nadchodzących posiedzeniach. Produkt krajowy brutto (PKB) w IV kwartale wzrósł o 1,7% kw/kw i o 7,7% r/r (wyrównanie sezonowe) i w sumie w całym ubiegłym roku o 5,3%. W ubiegłym roku głównym motorem wzrostu gospodarczego była konsumpcja gospodarstw domowych, inwestycje i wreszcie handel zagraniczny.

Sytuacja na rynkach finansowych w ciągu tego tygodnia się ustabilizowała. Nastąpiła niewielka deeskalacja ryzyka konfliktu zbrojnego na Ukrainie, co pozytywnie wpłynęło na umocnienie złotego. Zapis ze styczniowego posiedzenia Rezerwy Federalnej USA (Fed) pokazał również, że banki centralne raczej nie są przekonane do podniesienia stóp procentowych o 50 punktów bazowych na marcowym posiedzeniu. Złoty umocnił się w ciągu tygodnia w stosunku do EUR do poziomu 4,50 PLN/EUR, a w stosunku do USD do poziomu 3,95 PLN/USD. Kurs EURUSD wahał się w ciągu tygodnia w przedziale 1,128 – 1,139 USD/EUR.

ID Logistics przejmuje Kane Logistics w USA

  • ID Logistics podpisuje umowę nabycia 100 proc. udziałów Kane Logistics w Stanach Zjednoczonych (przychody za 2021 r. na poziomie 235 mln USD)
  • Rozszerzenie działalności w USA dzięki 20 nowym magazynom, obsłudze dużych klientów i doświadczonej kadrze zarządzającej
  • Utrzymanie solidnej struktury finansowej ze wskaźnikiem zadłużenia do kapitału własnego sprzed MSSF16 szacowanym na 2,6x EBITDA proforma po przejęciu

ID Logistics, jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, ogłosił podpisanie umowy przejęcia 100 proc. udziałów Kane Logistics, amerykańskiej firmy specjalizującej się w  logistyce kontraktowej.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny ID Logistics, komentuje: „Przejęcie Kane Logistics stanowi jedną z najważniejszych operacji ukierunkowanych na wzrost zewnętrzny w historii firmy. Po rozpoczęciu działalności w 2001 roku z kilkoma dużymi sieciami handlowymi, których rozwój na arenie międzynarodowej mogliśmy szybko wspierać, w 2013 roku, wraz z przejęciem CEPL, firma przestawiła się na e-commerce i przygotowanie do obsługi handlu detalicznego. Naszą obecność w Europie wzmocniło niedawne przejęcie GVT w krajach Beneluksu. Dziś akwizycja Kane Logistics otwiera przed nami nowe perspektywy rozwoju w Ameryce Północnej, gdzie wzmacniamy nasze know-how, w szczególności w obsłudze klientów z branży towarów konsumpcyjnych w opakowaniach i witamy w naszym zespole doświadczonych oraz dynamicznych menedżerów„.

Przejęcie Kane Logistics

Kane Logistics jest firmą wyspecjalizowaną w usługach magazynowania z wartością dodaną i logistyce kontraktowej, założoną w Stanach Zjednoczonych w 1930 roku przez rodzinę Kane. W 2019 r. została przejęta przez Harkness Capital Partners w celu zbudowania platformy firmy do przyspieszenia jej wzrostu. W ciągu ostatnich 3 lat Kane Logistics dokonał głębokiej transformacji, tak aby stać się wiodącym graczem w logistyce kontraktowej, współpracującym z największymi producentami dóbr konsumpcyjnych w opakowaniach oraz żywności i napojów, a także specjalistami w zakresie dystrybucji. Dzięki dodaniu usług o wartości dodanej do tradycyjnych usług logistycznych i wzmocnieniu zespołu, od 2019 r. Kane Logistics zwiększał swoje przychody o 20 proc. rocznie, aby osiągnąć poziom 235 mln USD w 2021 r. Obecnie firma obsługuje 20 centrów logistycznych w całym kraju (zwłaszcza w Pensylwanii, Georgii, Ohio, Illinois i Kalifornii) o powierzchni 725 tys. mkw.  Za przeprowadzenie zmian odpowiadał doświadczony zespół zarządzający z dużym doświadczeniem operacyjnym, zdobytym m.in. w wiodących firmach wyspecjalizowanych w logistyce kontraktowej, tj. Ryder i Jacobson Companies (amerykańska firma logistyczna przejęta w 2014 r. przez Norbert Dentressangle). Po zamknięciu inwestycji zespół Kane będzie kontynuował pracę w firmie, w dalszym ciągu koncentrując się na zapewnieniu najwyższej jakości obsługi i rozbudowie bazy klientów.

Tony Tegnelia, dyrektor generalny Kane Logistics, dodaje: „Bardzo mocno wierzę, że kulturowe dopasowanie obu organizacji jest bliskie perfekcji. ID Logistics jest idealnym i kolejnym partnerem, który może pchnąć firmę do przodu, zapewnić obsługę naszych klientów i pomóc w utrzymaniu trajektorii wzrostu. Jego wartości kulturowe są odzwierciedleniem naszych wartości, ma też bardzo mocno zaangażowany zespół zarządzający”.

Ted Dardani, partner w Harkness Capital i członek zarządu Kane podsumowuje: „Połączenie ID Logistics i Kane Logistics otwiera duże szanse na dalszy rozwój w przyszłości. Zespół Kane wykonał świetną pracę w budowaniu biznesu w ciągu ostatnich kilku lat. Skorzystaliśmy i docenialiśmy przywództwo oraz wieloletnie dziedzictwo rodziny Kane w tworzeniu firmy ukierunkowanej na obsługę klientów. Następny rozdział dla ID Logistics i Kane powinien być równie ekscytujący”.

Transakcja jest szczególnie istotna ze względu na bliskość kulturową obu firm, uzupełniające się portfolio klientów oraz potencjalne korzyści handlowe. Model biznesowy Kane Logistics jest bardzo podobny do modelu ID Logistics: koncepcja „asset light”, dedykowane magazyny oraz dostarczanie rozwiązań dostosowanych do specyficznych potrzeb każdego klienta. Ponadto, podejście typu „kluczowy klient” stosowane przez obie firmy, umożliwia im oferowanie wspólnych rozwiązań w Stanach Zjednoczonych i Europie.

Dwa lata po rozpoczęciu działalności w Stanach Zjednoczonych, wraz z przejęciem operacji logistycznych Nespresso, ID Logistics dysponuje środkami niezbędnymi do realizacji ambitnych planów rozwoju w regionie o dużym potencjale. Grupa będzie polegać na menedżerach Kane Logistics, którzy mają zarządzać całą jej działalnością w Ameryce Północnej.

Finansowe szczegóły transakcji

W momencie zamknięcia, wartość transakcji będzie oparta na wartości firmy wynoszącej 240 mln USD i zostanie rozliczona w całości w gotówce. ID Logistics utrzyma stabilną strukturę finansową, ze wskaźnikiem zadłużenia przed FISR16 szacowanym na 2,6x proforma EBITDA po przejęciu. Akwizycja ta będzie miała wpływ na wzrost EBITDA Grupy ID Logistics od pierwszego roku konsolidacji.

Transakcja wymaga zgody właściwych amerykańskich organów antymonopolowych (Hart-Scott-Rodino Antitrust Improvement Act). Oczekuje się, że przejęcie zostanie sfinalizowane przed latem 2022 roku.

Praca zdalna w IT – czy warto?

Praca zdalna jest sposobem zarabiania, który ma wiele zalet. Dla wielu osób jest jednocześnie najwygodniejszą formą pracy i możliwością pracowania dla dowolnego pracodawcy na świecie. Wraz z początkiem pandemii w 2019 roku praca zdalna stała się bardzo popularna i wygląda na to, że ten model zostanie już z nami na dobre. Przekonali się do niego zarówno pracownicy, jak i pracodawcy.

Praca zdalna – bardziej wydajna, niż przychodzenie do biura?

O tym rodzaju pracy mówimy najczęściej w przypadku pracy tradycyjnie wykonywanej z biura. Należy do niej także praca zdalna IT. Branża It daje wiele możliwości pracy zdalnej, ponieważ odbywa się przez komputer, często na narzędziach dostępnych w Internecie. Wykonywanie pracy z domu może być równie efektywne, jak w tradycyjny sposób – z siedziby swojej firmy. Jak się okazuje, pracując z domu wcale nie jesteśmy mniej wydajni, niż pod czujnym okiem swojego przełożonego w biurze. Warto oczywiście od czasu do czasu kontrolować swoich pracowników i postępy w ich pracy.

Spora oszczędność czasu i pieniędzy

Dziś praca zdalna IT jest korzystna zarówno dla pracowników, jak i dla zatrudniającej ich firmy. Pracownicy wykonujący swoją pracę nie muszą martwić się wtedy dojazdami do pracy i związanymi z nimi kosztami. Dla pracodawcy także jest to spora oszczędność. Nie musi bowiem utrzymywać stanowiska pracy, zapewniać dostępu do sprzątania, kawy, klimatyzacji, itp. Dzięki zgodzie na pracę części pracowników z domu, może także wynająć sporo mniejszą powierzchnię biurową.

Czy pracownicy podczas pracowania ze swoich domów pracują rzeczywiście przez 8 godzin każdego dnia? Należałoby się najpierw zastanowić, czy postępują tak przebywając w swoich biurach. Wykonywane podczas pracy zdalnej IT przerwy nie są zwykle dłuższe, niż rozmowy ze współpracownikami, czy przerwy na obiad i kawę, co jest biurową tradycją sporej części pracowników.

Jak znaleźć pracę zdalną w IT?

Praca z domu w branży IT jest dla wielu osób bardzo kuszącą propozycją. Nie muszą się wtedy ograniczać do pracodawców mających swoje biura w swoim mieście zamieszkania. Wiele firm posunęło się na tyle daleko w kwestii pracy z domu, że nawet cały proces rekrutacji odbywa się w formie zdalnej, a wszelkie umowy wysyłane są listownie lub mailowo.

Czas pokazuje, że praca zdalna dla wielu osób i firm jest bardzo ciekawym sposobem zatrudnienia. Pracodawca może wtedy liczyć na spore oszczędności, wielu pracowników docenia natomiast elastyczny czas pracy. Jak zatem znaleźć taką pracę? Najlepiej skorzystać z portali z ogłoszeniami dla pracowników. Dostępne tam oferty często można odfiltrować, zaznaczając właśnie opcję pracy na odległość. Po znalezieniu odpowiedniego ogłoszenia warto zawsze sprawdzić opinie na temat danego pracodawcy. Można się z nich dowiedzieć, co myślą o nim obecni i byli pracownicy i na jakie warunki możemy liczyć w tym miejscu pracy.

Regiony zmniejszają dystans do Warszawy

Ponad połowa z 1,24 mln mkw. powierzchni biurowych, na które w 2021 r. podpisano umowy najmu, znajduje się w Warszawie. Blisko 45% w całkowitym wolumenie transakcji stanowiły renegocjacje. Aktywność deweloperów koncentruje się w głównych miastach regionalnych poza Warszawą – w trakcie budowy jest tam prawie 3 razy więcej mkw. niż w stolicy.

Międzynarodowa firma doradcza JLL podsumowała sytuację na polskim rynku biurowym w Warszawie oraz na największych rynkach regionalnych (w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu, Katowicach, Łodzi, Lublinie i Szczecinie) na koniec IV kwartału 2021 r.:

  • Na koniec 2021 r. całkowite zasoby powierzchni biurowej w Polsce wynosiły 12,2 mln mkw., a największe miasta regionalne[1] wciąż zwiększają swój udział w tej sumie – łącznie na koniec grudnia było to już 49,5%.
  • W Polsce w budowie jest niemal 1,2 mln mkw. powierzchni biurowych, z czego aż 870 000 mkw. dotyczy największych miast regionalnych poza Warszawą. W stolicy natomiast aktywność deweloperów jest najniższa od 12 lat, co prowadzi do wystąpienia luki w nowej podaży już w 2023 r.
  • Na rynku biurowym podpisano w minionym roku umowy najmu na łączną powierzchnię 1,24 mln mkw. Warszawa z wynikiem 646 500 mkw. wynajętej powierzchni, odnotowała 7% wzrost popytu w porównaniu z rokiem 2020. Wynik ośmiu miast regionalnych – 594 500 mkw. – był porównywalny z tym sprzed roku, ale w IV kw. widać było zdecydowany wzrost aktywności najemców.
  • W drugiej połowie roku wzrosła w całym kraju aktywność firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych. Widocznie wyższe było także zainteresowanie najemców powierzchniami elastycznymi, szczególnie w centralnych lokalizacjach Warszawy.
  • Wolumen inwestycji na rynku nieruchomości biurowych osiągnął w 2021 r. poziom 1,7 mld euro.

Renegocjacje, elastyczne powierzchnie i tęsknota za normalnością

W 2021 r. zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe w Polsce sięgnęło łącznie 1,24 mln mkw., co oznacza wzrost o blisko 5% w stosunku do 2020 r.

W Warszawie, gdzie w 2021 r. wynajęto 645 500 mkw., wyraźnie najmocniejszy był IV kwartał. Podobnie na ośmiu głównych rynkach regionalnych, po trzech słabszych kwartałach, wynik całego roku na poziomie 595 000 mkw. osiągnięto za sprawą wyraźnego odbicia w ostatnich trzech miesiącach. W IV kwartale wynajęto tam 214 600 mkw., czyli aż o 90% więcej niż kwartał wcześniej.

Najemcy wciąż dość ostrożnie podchodzili do podejmowania długoterminowych decyzji dotyczących biur, o czym świadczy np. stosunkowo duży udział renegocjacji 45% dla Warszawy i 43% dla pozostałych badanych rynków. Jednak obserwowany przez nas wzrost aktywności firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych w drugiej połowie minionego roku w regionach, zapowiedzi kolejnych wejść tego sektora na rynek warszawski oraz znacząca skala toczących się aktualnie procesów, mogą pozytywnie wpłynąć na wolumen transakcji najmu w kolejnych miesiącach, -mówi Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL.

Tęsknotę za „normalnością” i powrotem do biur odzwierciedla rosnący popyt na powierzchnie elastyczne. Według ekspertów JLL niedobór tych powierzchni jest widoczny nie tylko w Warszawie, gdzie w centralnych lokalizacjach średni poziom obłożenia przekracza 90%, ale także w Krakowie, we Wrocławiu czy w Trójmieście. Zainteresowane nimi są przede wszystkim małe i średnie firmy, ale także i korporacje, które poprzez wynajem tego typu powierzchni zapewniają sobie przestrzeń do ekspansji lub wygodną alternatywę w oczekiwaniu na ukończenie inwestycji, w której mają powstać ich docelowe siedziby.

Okresem przejściowym można również nazwać czas, którego firmy potrzebują na wypracowanie i wdrożenie po okresie pandemii docelowego modelu pracy. Wiele wskazuje na to, że dla wielu z nich model hybrydowy będzie tym docelowym, a to znacząco wpłynie na kształtowanie popytu na powierzchnię biurową w kolejnych 2-3 latach.

Niektóre firmy nadal pozostają w fazie opracowywania nowych strategii dotyczących środowiska pracy i nie są w stanie jednoznacznie oszacować zapotrzebowania na biura w perspektywie długoterminowej. Z drugiej strony obserwowaliśmy wzrost liczby umów najmu domykanych pod koniec roku, co jest pozytywnym sygnałem dla całego rodzimego rynku biurowego, -komentuje Tomasz Czuba, kierujący agencją biurową JLL.

Rosnące regiony i mała aktywność deweloperów w Warszawie

W 2021 r. przybyło w Polsce 550 900 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Było to o ponad 20% mniej niż rok wcześniej.

W Warszawie oddano do użytku 16 budynków, w których najemcy mają do dyspozycji 324 600 mkw. Te największe to m.in.: Warsaw Unit (56 400 mkw., Ghelamco Poland), Skyliner (44 700 mkw., Karimpol) oraz wieża Generation Park Y (44 000 mkw., Skanska Property Poland). W regionach nowa podaż wyniosła o 40% mniej niż przed rokiem. Nie wszystkie projekty, których oddanie planowano na IV kw. 2021 r. zostały ukończone w terminie, a to sprawiło, że zasób nowoczesnej powierzchni biurowej wzrósł tam w ubiegłym roku o 226 300 mkw. Poza Warszawą najwięcej nowej powierzchni przybyło w Trójmieście (73 200 mkw.), Krakowie (60 700 mkw.) i Poznaniu (37 500 mkw.).

Powody tych opóźnień były różne, np. brak kluczowego najemcy, wydłużone procesy administracyjne czy też czasami zaburzenia w łańcuchach dostaw, a tym samym w procesie budowlanym. Większość z tych budynków trafi na rynek na początku tego roku,
-wyjaśnia Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL.

Na koniec IV kwartału 2021 r. na największych rynkach w Polsce w budowie było prawie 1,2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, czyli tyle samo co przed rokiem. W miastach regionalnych powstaje aż 871 000 mkw., z czego oddanie ok. 400 000 mkw. jest planowane na rok 2022. Z rekordowo niską aktywnością deweloperów mamy natomiast do czynienia w Warszawie. Realizowanych jest tu zaledwie 310 000 mkw., najmniej od 2010 r.

Wstrzymanie decyzji inwestycyjnych po wybuchu pandemii sprawiło, że tempo rozwoju rynku stołecznego znacząco spadło. To pozwala zakładać dość sporą lukę w nowej podaży w kolejnym roku. Popyt na powierzchnię biurową najwyższej klasy będzie rósł wraz ze wzrostem zainteresowania obiektami realizowanymi zgodnie z wymogami i zasadami ESG, oferującymi najlepsze rozwiązania technologiczne i szereg udogodnień do użytkowników biur. Tych natomiast nie będzie przybywać w wystarczającym tempie, dlatego należy spodziewać się wzrostu stawek najmu w budynkach typu prime, -komentuje Mateusz Polkowski, kierujący Zespołem Badań i Doradztwa JLL.

To przede wszystkim Warszawa przyciągała inwestorów

Sektor biurowy pozostaje jednym z filarów rynku inwestycyjnego w Polsce. W 2021 r. wolumen transakcji przekroczył 1,7 mld euro, z czego aż 72% przypadło na Warszawę. Kraków uplasował się na drugim miejscu pod względem aktywności inwestycyjnej i przyciągnął blisko 16% kapitału ulokowanego w segmencie biurowym.

Na radarze inwestorów przez cały rok pozostawały obiekty typu prime, przede wszystkim w Warszawie. Są to głównie dobrze zlokalizowane budynki klasy A, które gwarantują długoterminowy przychód i stabilną strukturę najmu. Do ciekawszych transakcji, jakie sfinalizowano w 2021 r. zaliczyć można sprzedaż przez Echo Investment projektu Biura przy Warzelni w kompleksie Browary Warszawskie na Woli. Obiekt nabyła Deka Immobilien za 152,3 mln euro. Na rynkach regionalnych największą transakcją było przejęcie przez Partners Group portfolio grupy Buma. Wartość zakupu obiektów w Krakowie i Wrocławiu wyniosła ponad 200 mln euro. Pod koniec roku inwestorzy nabrali wiatru w żagle, a rozpęd z jakim weszli w 2022 rok i transakcje sfinalizowane już w styczniu pozwalają zakładać, że obecny rok ma szansę stać się jednym z najlepszych w historii pod względem całkowitej wartości transakcji na rynku biurowym, -podsumowuje Marcin Sulewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych, JLL.

Więcej raportów i analiz z warszawskiego i z głównych biurowych rynków regionalnych można znaleźć na stronie jll.pl.

[1] Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Katowice, Łódź, Lublin i Szczecin

Bitwa o grunty przybiera na sile

Dane z raportu rocznego Colliers podsumowującego 2021 r. pozwalają prognozować, że wysoki popyt na mieszkania, nabywane zarówno w celach użytkowych jak i inwestycyjnych oraz niewystarczająca podaż napędzać będą wzrost cen mieszkań i gruntów w całej Polsce. Czynniki te przyczynią się również do wzrostu konkurencji w wyścigu o atrakcyjne działki, o które coraz częściej rynek biurowy będzie musiał rywalizować z inwestorami mieszkaniowo-usługowymi. Według ekspertów Colliers czarnym koniem tego wyścigu będzie sektor PRS.

Rosnąca konkurencja ze strony inwestorów mieszkaniowych realizujących projekty w tej formule będzie miała wpływ na poziom cen gruntów biurowych.

– Już nie tylko zagraniczne fundusze inwestycyjne, ale także krajowi deweloperzy budujący dotychczas mieszkania na sprzedaż, zaczynają doceniać potencjał tkwiący w szybko rozwijającym się w Polsce rynku mieszkań na wynajem. W obliczu wysokiego społecznego zapotrzebowania na mieszkania i rosnących nierówności dochodowych najem powierzchni mieszkalnej staje się coraz atrakcyjniejszą alternatywną. Jednocześnie rosnący koszt uzyskania kredytu i rekordowe wzrosty cen mieszkań zapowiadają spadek indywidualnych zakupów nieruchomości. Na ten moment już teraz szykują się deweloperzy, również ci aktywni do tej pory jedynie w tradycyjnych inwestycjach mieszkaniowych i komercyjnych, tworząc struktury i projekty bardziej odpowiadające sektorowi PRS – mówi Krzysztof Chyla, Transaction Manager w Dziale Gruntów Colliers.

– Liczba projektów PRS, w które jesteśmy zaangażowani, pokazuje, że zainteresowanie inwestorów tym sektorem rynku już jest ogromne, a będzie jeszcze większe. W II kw. 2022 r. nastąpi finalizacja m.in. projektu w Warszawie o wartości transakcji na poziomie 150 mln zł. Na początku roku natomiat zamknęliśmy transakcję sprzedaży gruntu pod realizację inwestycji PRS zakładającej budowę 135 mieszkań na wynajem w Sopocie – mówi Emil Domeracki, Dyrektor Działu Gruntów Colliers.

W stolicy i w największych miastach regionalnych inwestorzy mieszkaniowi angażują się w projekty wymagające zmiany zapisów planistycznych oraz technicznie złożonej rewitalizacji obszarów usługowych i przemysłowych, zwiększając udział mieszkań na wynajem, aparthoteli i akademików w tworzonych przestrzeniach miejskich. Dynamiczny rozwój tych formatów jest związany z m.in. malejącym odsetkiem społeczeństwa, który stać na kupno mieszkania na własność i rosnącą potrzebą mobilności wśród młodych osób, zarówno studentów, jak i pracowników.

Mieszkaniówka napędza rynek gruntów

Wzrost cen gruntów mieszkaniowych w Warszawie i największych polskich miastach przekroczył 10% na przestrzeni 2021 r. i aż 35% od końca 2019 r. Pomimo to dynamika zakupów na rynku mieszkaniowym wróciła do poziomów przedpandemicznych już w I poł. ubiegłego roku, a cały rok okazał się rekordowy dla deweloperów pod względem wolumenu transakcji.

– Mimo rosnących kosztów w sektorze budowlanym i coraz wyższych cen mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym, to właśnie sektor mieszkaniowy wciąż jest silnikiem napędzającym działalność zakupową na polskim rynku gruntów. Nie inaczej będzie w tym roku – już w pierwszych dniach stycznia zamknęliśmy transakcję sprzedaży nieruchomości mieszkaniowej w Łodzi, gruntu pozwalającego na zabudowę 40 tys. mkw. PUM. Pozostałe sektory wciąż zmagają się z efektami gospodarczo-społecznymi trwającej pandemii, szczególnie odczuwalnymi dla obszaru biurowego, handlowego i turystyki. Branża magazynowo-logistyczna stoi przed wyzwaniami dopasowania się do zmian wynikających z ujawnionych słabości tkwiących w dotychczasowym łańcuchu dostaw. Spodziewamy się jednak kolejnego roku stabilnego wzrostu cen tam, gdzie inwestorzy aktywni na polskim rynku szykować będą przedsięwzięcia o horyzoncie średnio- i długoterminowym – prognozuje Emil Domeracki.

Deloitte: Co dziewiątej radzie nadzorczej spółki z GPW przewodniczy kobieta

Jak wynika z siódmej edycji raportu firmy doradczej Deloitte „Women in the boardroom: A global perspective”, w 11,6 proc. spółek notowanych na GPW funkcję przewodniczącej rady nadzorczej pełnią kobiety. Na świecie odsetek ten wynosi jedynie 6,7 proc., a jedynie 5,1 proc. zarządów firm z polskiego parkietu przewodniczą kobiety, jest to odsetek podobny do skali światowej (5 proc). Przed wieloma krajami stoi jeszcze dużo wyzwań w obszarze wspierania kobiet na stanowiskach kierowniczych. Przy obecnym tempie zachodzących zmian możemy założyć, że na świecie osiągnięcie parytetu nastąpi w 2045 roku, czyli jedynie o siedem lat wcześniej niż zakładały poprzednie prognozy.

Raport prezentuje informacje z 72 krajów z całego świata. Dotyczą one reprezentacji kobiet w zarządach i w radach nadzorczych, w kontekście parytetów płci – aktualnie obowiązujących trendów społecznych i ustawodawczych. Okazuje się, że prawie na wszystkich kontynentach lokalne organizacje czy organy rządowe są zaangażowane w zwiększenie liczby kobiet pełniących najważniejsze funkcje w firmach. Wysiłki zarówno ze strony sektora prywatnego, jak i publicznego, z pewnością są krokiem do osiągnięcia parytetu, jednak tempo podejmowanych działań może rozczarowywać. W porównaniu do 2021 r. największy wzrost odnotowano w Polsce, Austrii, Kanadzie, Irlandii, we Włoszech, Portugalii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.

Polskie regulacje sprzyjają kobietom

1 lipca 2021 roku Giełda Papierów Wartościowych przyjęła Dobre Praktyki dla spółek giełdowych. Odzwierciedlają one coraz silniejsze trendy zarówno dla ładu korporacyjnego, jak i regulacji europejskich. Firmy powinny dbać o różnorodność w kadrze zarządzającej i radach nadzorczych, interpretowaną w kategoriach płci, wykształcenia, wiedzy, wieku i doświadczenia. Wytyczne rekomendują co najmniej 30 proc. reprezentacji w odniesieniu do grup mniejszościowych. Coraz więcej inicjatyw korporacyjnych promuje obecność kobiet w organach zarządczych i nadzorczych polskich firm.

Spółki giełdowe mają sporo do nadrobienia. Dysproporcja między mężczyznami i kobietami zajmującymi wysokie stanowiska jest bardzo duża i nie może być racjonalnie uzasadniona. Problem jest jednak złożony, a pandemia dodatkowo go uwypukliła. Zróżnicowanie kadry zarządzającej i nowe wytyczne dotyczące dobrych praktyk to miękkie regulacje, trudno je zatem będzie egzekwować. Nie można jednak zapominać, że obecne zalecenia mogą być jednym z ważnych elementów oceny nadzoru korporacyjnego w spółkach, co w przyszłości może przekładać się na ich wycenę i notowania giełdowe – mówi Dorota Snarska-Kuman, partnerka, liderka programu Rady Nadzorcze Deloitte, członkini rad nadzorczych Deloitte CE i DCE.

Polska coraz bliżej parytetów płci w biznesie

Polska to dziś jeden z nielicznych krajów na świecie, który może pochwalić się wzrostem reprezentacji kobiet w radach nadzorczych. Zauważalne są także zmiany na najwyższych stanowiskach – prezesów czy dyrektorów zarządzających. Pokazuje to wzrost liczby kobiet piastujących stanowiska zarządcze, jak i posady kierownicze. W perspektywie globalnej odnotowano lekki trend wzrostowy w kwestii parytetu płci, jednak z minimalnymi zmianami na stołkach kierowniczych.

Jak wskazuje badanie Deloitte, zaledwie 11,6 proc. kobiet stoi na czele rad nadzorczych i 5,1 proc. piastuje stanowisko prezesa zarządu wśród spółek notowanych na GPW. Cztery lata wcześniej było to odpowiednio 8,7 proc i 6 proc. kobiet. Coraz częściej na stanowisko dyrektora finansowego nominację otrzymują kobiety – obecnie 13,3 proc., w 2018 roku było to zaledwie 7,1 proc. Najwyższe funkcje w firmie nadal sprawują mężczyźni, niezmienne od czterech lat tylko 5,1 proc. stanowią prezeski. Średni wiek kobiet na stanowiskach kierowniczych wynosi nieco ponad 54 lata, w poprzedniej edycji badania było to prawie 58 lat.

Wyniki badania w ujęciu globalnym pokazują, że udział mężczyzn na kierowniczych stanowiskach jest jeszcze większy. W skali światowej w radach nadzorczych i zarządach zasiada 19,7 proc. kobiet, a tylko 6,7 proc. im przewodniczy. W porównaniu do wyników z 2018 r. zauważalne są jednak nieznaczne wzrosty – odpowiednio 2,8 proc. oraz 1,4 proc. Stanowisko dyrektora finansowego w 15,7 proc. piastują kobiety, cztery lata wcześniej było to 12,7 proc. Funkcję prezeski obejmuje obecnie 5 proc, od 2018 roku nastąpił więc minimalny wzrost o 0,6 proc. Branżą w której najczęściej na wysokie stanowiska zarządcze awansują kobiety jest sektor finansowy. Trend ten jest widoczny zarówno w Polsce (27,2 proc.), jak i na świecie (21,2 proc.).

Niemniej jednak wnioski płynące z raportu pokazują pozytywną korelację między sprawowaniem funkcji kierowniczych przez kobiety a różnorodnością w ramach zarządu. W przedsiębiorstwach, w których kobiety pełnią funkcję dyrektorów zarządzających obserwuje się większą liczbę kobiet zasiadających w zarządach, niż w tych kierowanych przez mężczyzn (odpowiednio 33,5 proc. i 19,4 proc.). W spółkach, gdzie prezeskami zarządu są kobiety statystyki wyglądają podobnie (30,8 proc. kobiet w zarządach vs 19,4 proc.). Istnieje również inna zależność – zarządy zachowujące parytet płci są bardziej skłonne powołać kobietę na stanowisko dyrektora zarządzającego i prezesa zarządu.

Równa reprezentacja płci w zarządach to istotna kwestia, która powinna być wspierana przez liderki i liderów biznesu. Nasze działania mogą przybierać różną formę: począwszy od przełamywania uprzedzeń i promowania inicjatyw prowadzonych przez kobiety po wdrażanie programów wspierających kobiety w objęciu stanowisk w zarządzie. Każdy i każda z nas ma rolę do odegrania w zmianie, której celem jest bardziej różnorodna kultura organizacyjna i zrównoważony rozwój. Jako przewodnicząca Rady Dyrektorów będę kontynuować swoją misję tworzenia środowiska wspierającego kobiety – podsumowuje Iva Georgijew, partnerka Deloitte, przewodnicząca Rady Dyrektorów Deloitte Central Europe, liderka i założycielka Klubu SheXO Deloitte.

Branża winiarska walczy o e-handel

Pytanie powinno brzmieć: nie CZY, tylko KIEDY? – branża winiarska o legalnym handlu winem przez Internet.

Ostanie dwa, pandemiczne lata pokazały jedno: przedsiębiorcy, którzy nie sprzedają swoich produktów w sieci, są praktycznie skazani na niebyt. Najtrudniej mają oczywiście ci najmniejsi gracze, oferujący produkty lokalne, a często nawet unikalne. – Czujemy się zwyczajnie pokrzywdzeni – mówią przedstawiciele polskich firm winiarskich zrzeszonych w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. Nie mają oni możliwości legalnego sprzedawania swoich produktów przez Internet. Powód? Konstrukcja polskiego prawa i brak odpowiednich regulacji.

Pandemia rozkręciła e-zakupy

Jak pokazują globalne dane, sprzedaż internetowa alkoholi w pierwszym roku pandemii wzrosła ilościowo mniej więcej o  33 %, a sprzedaż alkoholi ogółem (we wszystkich kanałach) spadła o 6 %.* Sprzedaż w sklepach internetowych funkcjonowała i rozwijała się wcześniej, ale wyraźnie widać, że pandemia zdecydowanie przyspieszyła ten trend. Niestety, nie dotyczy to polskiej branży winiarskiej.

– Polska jest reliktem w Europie, jednym z ostatnich krajów, w którym sprzedaż on-line nie została uregulowana – mówi Magdalena Zielińska, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. – Zamknięcie oczu na ten rozwijający się kanał sprzedaży i ignorowanie tego zjawiska, by zahamować jego rozwój –  bo tak to teraz u nas  wygląda –  nie jest racjonalnym rozwiązaniem – twierdzi Prezes ZP PRW.

Paweł Gąsiorek, Prezes firmy Dom Wina, dodaje natomiast: – Obowiązująca dziś Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi została uchwalona przez PRL-owski Sejm w 1982 r. Przypomnę młodszym, że w tym czasie w Polsce trwał stan wojenny. Gdy uchwalano ustawę, nie było Internetu, kart płatniczych, telefonów komórkowych. Polska była odcięta od zachodniej cywilizacji, a społeczeństwo biedne i sterroryzowane przez opresyjny system. Pito wódkę po to, aby o tym wszystkim choć na chwilę zapomnieć. Minęło 40 lat i jesteśmy w całkiem innym miejscu, a obowiązujące prawo jest wciąż to samo – mówi Paweł Gąsiorek.

Dom Wina prowadzi legalny sklep internetowy w Czechach. Tam na koncesję czeka się jeden dzień. Można także reklamować alkohol. –  Czesi konsumują na osobę najwięcej piwa na świecie, a wina piją 3 razy więcej niż Polacy. I problem alkoholizmu nie jest tam większy niż w Polsce. A to kraj bardzo do nas podobny – zauważa Prezes Domu Wina.

Kto kupuje przez Internet? – Są dwie kategorie konsumentów korzystających z tej formy usługi – zauważa Bartosz Piasecki z firmy Mazurskie Miody. – Pierwsza to ci, którzy przebywając na kwarantannie, nie mają wyboru i muszą zrobić zakupy przez Internet. Druga grupa osób to te, którym jest tak po prostu wygodniej.

Mali bez szans

Czas pandemii szczególnie dotkliwie uderzył właśnie w małych, lokalnych wytwórców alkoholi, takich jak na przykład firma AWE z Bielska-Białej, działającą na rynku od 1991 roku. AWE zajmuje się przede wszystkim konfekcjonowaniem usługowym win z całego świata, a jedną z jej marek jest pierwsze w Europie wino z intraktem z konopi siewnych. Produkty te nie mają rozbudowanych kanałów dystrybucji, można je kupić jedynie w wyselekcjonowanych sklepach.  Jako lokalna, mała firma rodzinna bez ogromnych zasięgów, mamy szczególnie trudny dostęp do naszych klientów –  tłumaczy Bartłomiej Sarecki, Prezes firmy AWE.Nasze produkty  są nieobecne w dużych sieciach handlowych, co więcej,  mamy do nich utrudniony dostęp, zainteresowanie ich naszą ofertą jest praktycznie niemożliwe, gdyż kupcy tych sieci nie spotykają się już prawie z firmami … A jeśli już, to z tymi, z którymi współpracują od dawna.  To jeszcze bardziej wyłącza możliwość zdrowej konkurencji – mówi Prezes firmy AWE.

I dodaje: – Wszystkie analizy wskazują, że branża winiarska rozwija się w naszym kraju, niestety my tego nie odczuwamy, właśnie z powodu niemożności dotarcia do klientów. Jest wiele firm, które mimo wszystko ryzykują i handlują alkoholem w sieci, gdyż są bardzo małymi podmiotami, a nie składami podatkowymi, tak jak my. Ryzyko kary jest w naszym przypadku niewspółmiernie większe niż u nich…. Stawia nas to w bardzo trudnej sytuacji –  jesteśmy za mali, by sprzedawać w sieciach i za duzi, by ryzykować sprzedaż on-line bez stosownych regulacji prawnych – tłumaczy Barłomiej Sarecki.

Na domiar złego, legalna możliwość sprzedaży alkoholu przez Internet jest dozwolona niemal w każdym europejskim kraju. – W związku z tym, Polacy mogą dokonywać zakupów wina on-line np. w Niemczech, gdzie dodatkowo akcyza na wino wynosi 0% – wyjaśnia Jakub Nowak, Prezes firmy JNT Group.

Jak sprzedawać odpowiedzialnie?

Jednym z argumentów przeciwko sprzedaży wina przez Internet, przytaczanym najczęściej przez przeciwników zmian, jest obawa przed zwiększeniem dostępności alkoholu dla osób nieletnich.

Wystarczą jednak dobrze skonstruowane przepisy prawa, które pozwolą na weryfikację wieku klienta, na przykład już na etapie zakupu czy też przez kuriera – przy odbiorze paczki – mówi Jakub Nowak, Prezes firmy JNT Group.

Paweł Gąsiorek, Prezes Domu Wina uważa natomiast, że zakup alkoholu w Internecie jest dużo bardziej skomplikowany niż w zwykłym sklepie. – Trzeba mieć konto w banku lub kartę płatniczą, trzeba podać numer swojego telefonu dla kuriera oraz adres, na który przyjdzie przesyłka. No i trzeba jeszcze poczekać dzień lub dwa, a potem odebrać przesyłkę od kuriera. Moim zdaniem zakupy w Internecie można znacznie łatwiej kontrolować niż sprzedaż w zwykłym sklepie.

Co istotne,  jak pokazują dane, rozwój  e-handlu wyraźnie sprzyja sprzedaży alkoholu z tzw. wyższej półki. – Nie jest to zatem  kanał, który będzie preferowała młodzież czy poszukujący szybkiego dostępu do taniego alkoholu – zauważa Magdalena Zielińska, Prezes ZP PRW.

Regulacje potrzebne od zaraz

Nie jest tajemnicą, że w Polsce działają sklepy internetowe z alkoholem – ich właściciele  na własną rękę starają się wypracować stosowne regulaminy, które zapewnią realizację założeń ustawy o wychowaniu w trzeźwości. – A przecież uregulowanie zasad ich funkcjonowania, poprzez jasne wskazanie warunków w ustawie,  pozwoliłoby uzyskać nad e-handlem kontrolę i zagwarantowałaby działanie sklepów według spójnych, odgórnie ustalonych standardów – mówi Magdalena Zielińska, Prezes ZP PRW.

– Pandemia coraz mocniej zaznacza swoją obecność w portfelu wydatków konsumentów, śmiem twierdzić nawet, że bezpowrotnie zmieni zwyczaje konsumenckie Polaków, wyłączając z tego naszą branżę, jednocześnie pozostawiając ją samą sobie bez tarcz i wsparcia w walce ze skutkami pandemii. Zaowocuje to tym, że na rynku zostaną tylko molochy z większościowym kapitałem zagranicznym, natomiast krajowi producenci,  którzy tutaj płacą podatki, tworzą świetne produkty, wysokiej jakości, o unikatowych właściwościach  – po prostu znikną. Pytanie brzmi zatem: kiedy, a nie czy, sprzedaż alkoholu w sieci będzie legalna? – podsumowuje Bartłomiej Sarecki, Prezes firmy AWE.

Kwestia sprzedaży wina przez Internet podnoszona była w trakcie prac w Sejmie nad ogłoszoną w styczniu ustawą o wyrobach winiarskich. Niestety, po raz kolejny Ministerstwo Zdrowia wyraziło negatywną opinię na temat zmian w tym zakresie. To zakończyło wszelką dyskusję.

Czy gaz znów zdrożeje?

Konflikt na Ukrainie to w tym momencie temat numer jeden dla rynków finansowych. Pewne nadzieje są pokładane w przyszłotygodniowym spotkaniu pomiędzy Sekretarzem Stanu USA Antony Blinkenem a Siergiejem Ławrowem. Ryzyko eskalacji nadal jest jednak duże. W momencie inwazji Rosji niektóre ceny surowców poszybowałyby mocno w górę. Jednym z nich jest europejski gaz.

Informacje dotyczące wycofaniu się wojsk rosyjskich było odebrane w sposób pozytywny przez rynki. Jest jednak zbyt wcześnie, by zakładać, że wszystko jest jasne. Nadal istnieje wysokie ryzyko eskalacji konfliktu. Inwazja Rosji pociągnęłaby za sobą masowe sankcje ze strony UE, co niewątpliwie spowodowałoby ostre reakcje ze strony Putina. Mowa tu o zakręceniu kurka z gazem. Jeśli zdarzyłoby się to z dnia na dzień wówczas Unii brakowałoby wówczas około 12 mld metrów sześciennych gazu importowanego rurociągami oraz ok 1,5 metrów sześciennych LNG miesięcznie. Luka ta musiałaby zostać wypełniona zapasami. Aktualnie są one jednak wypełnione jedynie w ok. 33 proc. (33,2 mld m3). Taki poziom pozwala na zastąpienie dostaw z Rosji na ok 2,5 miesiąca.

Trzeba jednak wziąć pod uwagę sezonowość. Aktualnie znajdujemy się w okresie zimy, kiedy to surowiec jest wykorzystywany w dużo większych ilościach. W ciągu ostatnich sześciu lat od połowy lutego do końca marca z magazynów wycofywano średnio prawie 12 mld m3 gazu. W rezultacie oznacza to, że nawet bez zamrożenia dostaw zapasy spadną do końca przyszłego miesiąca do ok. 20 mld m3. Zatem starczy ich na zaledwie 1,5 miesiąca, gdyby import z Rosji został odcięty.

Europa oprócz gazu z Rosji importuje surowiec z Norwegii (ok. 23 proc.) oraz z Algierii (ok. 11 proc.). Dostawy z kraju skandynawskiego zostały ostatnio zwiększone, jednak produkcja norweska od wielu lat znajduje się w stagnacji. Jeśli spojrzymy na produkcję własną Unii Europejskiej widzimy, że ona w ciągu ostatnich lat skurczyła się do poziomu poniżej 55 mld m3. Holandia co prawda planuje zwiększyć wydobycie (w Groningen) ale może się to spotkać z protestami ekologów. Ostateczna decyzja ma zostać podjęta w kwietniu. To jednak nie rozwiąże problemu Europy.

Europa posiada 25 głównych terminali importowych o przepustowości 215 mld m3 rocznie. To w teorii pokryłoby prawie dwie trzecie zapotrzebowania. Są one generalnie słabo wykorzystywane. Co prawda import LNG w ostatnim czasie znacznie wzrósł i w styczniu osiągnął rekordowy poziom. Sprzedaż gazu w Europie jest atrakcyjna, ale czynnikiem ograniczającym są moce przerobowe dostawców, z których większość jest również związana kontraktami długoterminowymi.

Gaz w Europie zaczęto mocno wykorzystywać do produkcji energii elektrycznej. Wzrostowy trend trwa od 2016 roku. W ubiegłych latach surowiec był tańszy a energia z węgla była coraz mocniej ograniczana ze względu na „zieloną politykę energetyczną”. Do 2020 roku udział gazu w koszyku energetycznym UE wynosił 20 proc. W 2021 roku wahadło odwróciło się a wysokie ceny gazu spowodowały powrót do energetyki węglowej. Przyszłość jej jest jednak wątpliwa (zmiany klimatyczne) i zauważmy również, że Rosja odpowiada za ok 45 proc. importu węgla do UE.

Zamrożenie dostaw gazu z Rosji dotknęłoby najbardziej Niemcy, gdyż stanowią największy rynek zbytu. Kraj ten jedną czwartą swojego zużycia energii pokrywa gazem, a więc powyżej średniej unijnej. Niemcy ponad połowę zapotrzebowania na gaz importują z Rosji. Nasi zachodni sąsiedzi posiadają największe w Europie magazyny, są one jednak w niewielkim stopniu wypełnione.

Wtym momencie nie widać na wykresie cen gazu ziemnego (TTF) dynamicznych wzrostów. Kontrakt futures jest aktualnie na poziomie 72 euro za MWh. I tym samym znajduje się w okolicy technicznego wsparcia, który został wyznaczony w styczniu tego roku oraz w listopadzie 2021. Cena jest zdecydowanie niższa od tych, które widzieliśmy pod koniec minionego roku (183 euro MWh). Jeśli prawdopodobieństwo zaognienia sporu wzrośnie a do tego dojdą niskie temperatury, ceny gazu mogą ponownie wzrosnąć.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Rehabilitacja kompleksowa – szansa na pracę dla osób z niepełnosprawnościami

Jest wiele sposobów przywracania do aktywności zawodowej osób z niepełnosprawnościami. Obecnie realizowany jest projekt, który ma na celu rehabilitację kompleksową, czyli połączenie rehabilitacji zawodowej z medyczną i psychospołeczną. Jest to podejście holistyczne, które pozwala osobie niepełnosprawnej zdobyć nowy zawód – ale również powoduje wzmocnienie potencjału psychospołecznego tej osoby. Pogłębia wiarę w siebie i własne możliwości. Jest to też doskonały sposób na wejście na rynek pracy osób, które nigdy dotąd nie pracowały. Uczestnicy projektu kompleksowej rehabilitacji znajdują pracę mimo epidemii koronawirusa i zamknięcia wielu branż. Dzięki wsparciu, jakie otrzymują w ośrodkach, zdobywają poszukiwane przez pracodawców kwalifikacje – które ułatwiają im zatrudnienie na otwartym rynku pracy. Aż 58 proc. osób, które uczestniczyły w projekcie, już pracuje zawodowo. Wśród osób, które ukończyły rehabilitację kompleksową są m.in. specjaliści ds. kadr i płac, doradcy klienta, analitycy internetowi, operatorzy obrabiarek CNC, elektromonterzy, recepcjonistka, opiekun osoby niepełnosprawnej oraz fryzjer.

– Osoba, która jest zainteresowana zdobyciem nowego zawodu i potrzebuje pełnego wsparcia, może zgłosić się do lekarzy orzeczników w ZUS-ie lub znaleźć informacje na stronie internetowej PEFRON-u. Po przesłaniu zgłoszenia przeprowadzana jest diagnoza, na podstawie której osoby są kierowane do jednego z ośrodków rehabilitacji kompleksowej – powiedziała serwisowi eNewsroom dr inż. Joanna Kamińska, Zastępca Kierownika Zakładu Ergonomii w Centralnym Instytucie Ochrony Pracy – Państwowym Instytucie Badawczym (CIOP-PIB). – Obecnie w Polsce działają takie 4 ośrodki rehabilitacyjne – w Grębiszewie (woj. mazowieckie), w Nałęczowie (woj. lubelskie), w Wągrowcu (woj. wielkopolskie) oraz w Ustroniu (woj. śląskie). Po przybyciu do środka uczestnicy są diagnozowani, oceniane jest ich funkcjonowanie fizyczne i psychospołeczne oraz predyspozycje zawodowe. Uwzględniane są także zainteresowania uczestnika. Tak kompleksowa diagnoza pozwala na opracowanie indywidualnego programu rehabilitacji, czyli między innymi wyboru kierunku kształcenia oraz działań poprawiających kondycję zdrowotną uczestnika. Obecnie udział w programie jest bezpłatny. Co ważne, bezpłatne są nie tylko wszystkie kursy zawodowe ale także pobyt w ośrodku i wyżywienie przez okres średnio około 6 miesięcy. W tym czasie uczestnicy projektu mają zapewnione zindywidualizowane szkolenia zawodowe, rehabilitację medyczną i psychospołeczną. Docelowo (do połowy 2023 roku) planowany jest udział 600 uczestników rehabilitacji kompleksowej – dotychczas ukończyło ją ok. 190 osób, a następne 80 jest w trakcie rehabilitacji – wyjaśnia Kamińska.

Boom na tańsze i większe mieszkania na przedmieściach

Kurcząca się podaż i bardzo wysokie ceny mieszkań w dużych miastach spowodowały znacznie większe niż dotychczas zainteresowanie deweloperów i kupujących inwestycjami na obrzeżach miast. Zmiana systemu pracy i nauki na zdalną czy hybrydową zaowocowała tym, że Polacy bardziej docenili uroki życia w otoczeniu zieleni i na większym metrażu. Dlatego coraz częściej decydują się na przeprowadzkę za rogatki miasta, gdzie za te same pieniądze mogą kupić 3-pokojowe mieszkanie z ogródkiem zamiast ciasnej kawalerki w ścisłym centrum. Co jeszcze wpływa na ten popyt?

To, że wielu z nas nie musi codziennie rano wstawać i jechać do biura, bo od dwóch lat, tym biurem są nasze domy i mieszkania, zupełnie zmieniło optykę patrzenia na miejsce zamieszkania. Kiedyś kupowaliśmy mieszkania blisko pracy, żeby nie tracić czasu na dojazdy i stanie w korkach. Również zmiana miejsca zamieszkania podyktowana była najczęściej sytuacją zawodową lub powiększeniem rodziny. Teraz to się zupełnie zmieniło.

– Większe zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym na przedmieściach to globalny trend. Niewątpliwie pandemia miała wpływ na popyt na nieruchomości w tych rejonach. Decydując się dziś na zakup mieszkania bardziej zwracamy uwagę na możliwość obcowania z naturą, większy metraż, w którym znajdzie się przestrzeń na miejsce do pracy, czy nawet nieduży gabinet. Ważniejszy jest dziś nawet niewielki ogródek czy słoneczny taras, niż położenie nieruchomości w prestiżowej dzielnicy – zauważa Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24

Drogie centrum vs. zielone peryferia

Znalezienie własnego „M” w przystępnej cenie w centrum miasta to dziś nie lada wyzwanie. Średnie ceny nowych mieszkań w dużych miastach przekraczają już dziś 10 tys. zł za mkw., a w Warszawie ta średnia zbliżyła się do 12 tys. zł za metr. Kupujących mimo wysokich cen wciąż nie brakuje, jednak nie każdego na to stać. To właśnie dla osób o mniej zasobnych portfelach deweloperzy tworzą osiedla na zielonych terenach podmiejskich.

– Polacy, jeśli już zaoszczędzą, wolą zainwestować w to tańsze mieszkanie na obrzeżach, niż wynajmować droższe w mieście. Poza niższym kosztem i większym metrażem peryferia miast mają także wiele innych zalet, jak chociażby czystsze powietrze, otwarte osiedla otoczone zielenią, z bogatą częścią rekreacyjną i wspólnotą sąsiedzką. W ostatnim czasie wzrósł także popyt na domy. Ich ceny na tle mieszkań wyglądają niezwykle atrakcyjnie, dlatego też deweloperzy zwiększają budowę domów jednorodzinnych w takich lokalizacjach – zauważa Maciej Dymkowski, prezes zarządzający serwisem tabelaofert.pl

Przeprowadzka na przedmieścia, a demografia

Oprócz względów finansowych, wpływ na rosnący popyt na nieruchomości na obrzeżach miast, ma starzejące się społeczeństwo. Dzieci opuszczają rodzinne gniazda, a rodzice, którzy zostają sami w dużych mieszkaniach czy domach, często decydują się na przeprowadzkę za miasto. Najstarsi również wolą wieść spokojne życie, z dala od miejskiego zgiełku. W centach miast wynajmują lub kupują mieszkania zdecydowanie częściej młodzi ludzie, studenci czy obcokrajowcy.

– Demografia to jeden z czynników kształtujących rynek nieruchomości. Ludzie z tzw. powojennego wyżu demograficznego wchodzą w wiek senioralny. Większość z takich osób dysponuje własnymi, dużymi mieszkaniami rodzinnymi lub domami i myśląc o spokojnej jesieni życia, decydują się na ich sprzedaż i przeprowadzkę na przedmieścia otoczone zielenią, lasami, a niekiedy jeziorami – podkreśla Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24

MCI Capital uplasowało obligacje łącznie za ponad 95 mln zł

W drugiej transzy emisji obligacji zakończonej 16 lutego 2022 r. MCI Capital uplasowało na rynku obligacje o wartości ponad 80 mln zł (w pierwszej transzy dodatkowo 15 mln zł). Pozyskane środki przeznaczone będą na nowe inwestycje funduszu.

– Łącznie w ramach programu publicznych emisji obligacji udało nam się uplasować na rynku papiery o wartości przekraczającej 95 mln zł. W pierwszej transzy prowadzonej w listopadzie ubiegłego roku i traktowanej przez nas pilotażowo było to ponad 15 mln zł. Transza druga realizowana przez ponad dwa tygodnie lutego była o wiele większa i zakończyła się sukcesem, gdyż zebraliśmy w niej ponad 80 mln zł – mówi Ewa Ogryczak, wiceprezes MCI Capital ASI SA. Klienci kupujący obligacje mogą liczyć na atrakcyjne warunki, gdyż sytuacja rynkowa i ostatnie podwyżki stóp procentowych stale poprawiają atrakcyjność instrumentów opartych na zmiennej stopie procentowej – w tym obligacji MCI. Inwestor, który kupił obligacje MCI w tej emisji otrzyma oprocentowanie efektywnie na poziomie ponad 6,8% rocznie (WIBOR 3M w wysokości 3,39% plus marża równa 3,5%), a ci inwestorzy, którzy kupili obligacje w okienkach „dyskontowych” mogą na nich „zarobić” ponad 7% rocznie. – Zdecydowana większość analityków prognozuje silny wzrost WIBOR-u, co w konsekwencji podniesie również oprocentowanie naszych obligacji – dodaje.

Jak mówi Ewa Ogryczak, środki pozyskane w ramach programu emisji posłużą na realizację kolejnych zyskownych inwestycji – jak ostatnio zrealizowana inwestycja w spółkę eSky.

– Dziękujemy naszym Inwestorom za zaufanie jakim obdarzyli MCI i nasze obligacje, a także wszystkim instytucjom finansowym, które realizowały ten program (w tym DM BOŚ, DM Noble Securities, DM BDM, Ipopemie oraz DM BPS) za ogromne zaangażowanie, które przyczyniło się do naszego wspólnego sukcesu. Chcemy obecnie budować długoterminową relację na rynku obligacji z klientami indywidualnymi. Mamy nadzieję, że sukcesywnie będziemy oferować bieżącym i przyszłym klientom indywidualnym długoterminowy produkt o atrakcyjnym oprocentowaniu – mówi wiceprezes MCI Capital.

Rekordowo dobry rok Creepy Jar z 29 mln zł zysku netto

Creepy Jar zakończył 2021 rok z najwyższymi w swojej historii przychodami ze sprzedaży i zyskiem, wynika ze wstępnych danych finansowych opublikowanych przez spółkę. Dzięki wysokiej sprzedaży gry Green Hell na wszystkich kluczowych platformach sprzętowych przychody przekroczyły 46,0 mln zł, a zysk netto wyniósł 29,0 mln zł. Zarząd spółki poinformował również o intencji wypłaty dywidendy za rok 2021.

Przychody ze sprzedaży Creepy Jar w 2021 roku wzrosły o 8,3 mln zł do poziomu 46,0 mln zł (wzrost o 22,1 % r/r). W 2021 roku spółka wypracowała 30,1 mln zł zysku operacyjnego (wzrost o 18,2% r/r), a zysk netto zwiększył się o 6,6 mln zł do poziomu 29,0 mln zł (wzrost o 29,6% r/r). W ciągu roku stan środków pieniężnych i innych aktywów pieniężnych wzrósł ponad dwukrotnie do poziomu 59,7 mln zł na koniec 2021 roku.

Rekordowo wysokie wyniki finansowe Creepy Jar w 2021 roku to efekt bardzo dobrej sprzedaży Green Hell na wszystkich kluczowych platformach sprzętowych. Tytuł wciąż budzi zainteresowanie i przyciąga nowych graczy, o czym świadczy przekroczenie w styczniu 2022 roku liczby 3 mln sprzedanych kopii gry, zaledwie 4 miesiące po osiągnięciu progu 2,5 mln egzemplarzy. W ubiegłym roku łączna sprzedaż brutto gry Green Hell na platformach STEAM, Sony PlayStation i Microsoft Xbox (wersje gry, do których spółka posiada prawa wydawnicze) wyniosła 1,26 mln kopii, z czego 0,36 mln kopii na konsolach PlayStation i Xbox.

– Rok 2021 był dla nas bardzo udany zarówno pod względem osiągniętych wyników finansowych, jak i rozwoju samej gry Green Hell. W czerwcu tytuł zadebiutował na konsolach PlayStation 4 i Xbox One, co istotnie wpłynęło na wzrost przychodów ze sprzedaży. Ponadto premierę na PC miały dwie z trzech części dodatków z serii Spirits of Amazonia, które, dzięki nowej zawartości, znacząco wzbogaciły rozgrywkę i utrwaliły pozycję Green Hell wśród longsellerów – mówi Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar S.A.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z wypracowanych przez spółkę wyników finansowych, dlatego jako zarząd wyrażamy również intencję podzielenia się zyskiem z akcjonariuszami i wypłatę dywidendy za rok 2021 na poziomie ok. 50% zysku netto – dodaje Krzysztof Kwiatek.

Creepy Jar od dnia premiery Green Hell zapewnia ciągłe wsparcie tytułu i jego rozwój poprzez aktualizacje zawierające bezpłatne dodatki rozszerzające zawartość gry. W grudniu spółka opublikowała roadmapę na 2022 rok, zgodnie z którą grę czekają kolejne duże aktualizacje. Najważniejszą z nich będzie trzecia i ostatnia część cyklu Spirits of Amazonia na PC oraz dwa duże rozszerzenia – Building Update i Animal Husbandry – dzięki którym do gry zostanie wprowadzona możliwość hodowli zwierząt oraz nowe możliwości tworzenia bazy w amazońskiej dżungli. Z kolei gracze konsolowi mogą spodziewać się serii Spirits of Amazonia na PlayStation 4 i Xbox One.

Zaledwie 1/4 przedstawicieli branży spodziewa się poprawy sytuacji sektora motoryzacyjnego

Przedstawiciele firm motoryzacyjnych obecnych na polskim rynku pesymistycznie oceniają zarówno obecną, jak i przyszłą sytuację branży. Wskaźnik nastrojów menedżerów branży motoryzacyjnej wynosi 46 punktów i jest niższy aż o 23 punkty w porównaniu z wynikami badania przeprowadzonego w połowie 2021 roku. Z najnowszej edycji badania KPMG i PZPM pt. „Barometr nastrojów menedżerów firm motoryzacyjnych” wynika, że większość przedstawicieli branży nie spodziewa się zahamowania rozwoju elektromobilności, prognozując, że do 2030 roku więcej niż co trzeci samochód osobowy będzie ładowany z gniazdka. Światowy kryzys na rynku półprzewodników spowodował spadek sprzedaży w 8 na 10 firmach motoryzacyjnych działających na polskim rynku.

Wyniki najnowszego badania KPMG i PZPM wskazują na powrót pesymizmu wśród producentów i dystrybutorów firm motoryzacyjnych w Polsce. Wskaźnik nastrojów menedżerów branży motoryzacyjnej wynosi 46 punktów, co oznacza spadek o 23 punkty w stosunku do badania przeprowadzonego w połowie 2021 roku. Przedstawiciele branży gorzej również oceniają przyszłość branży – wskaźnik nastrojów przyszłości branży wynosi 43 punkty i jest niższy o 32 punkty w porównaniu z edycją badania z czerwca 2021 roku.

Zaledwie 1/4 przedstawicieli branży spodziewa się poprawy sytuacji sektora motoryzacyjnego

W porównaniu z poprzednią edycją badania widać wyraźny spadek pozytywnych ocen obecnej sytuacji panującej w branży. O 17 p.p. do 30% spadł odsetek producentów oceniających bardzo dobrze lub raczej dobrze obecną sytuację. 1/3 przedstawicieli producentów ocenia sytuację branży neutralnie, taka sama liczba uważa, że jest ona raczej zła. Zdecydowany spadek pozytywnych ocen obecnej sytuacji w branży motoryzacyjnej jest zauważalny również w przypadku przedstawicieli dystrybutorów – 31% z nich raczej dobrze ocenia sytuację, co oznacza spadek aż o 35 p.p. w stosunku do poprzedniej edycji badania, przy czym o 3 p.p. do zera spadł odsetek oceniających sytuację jako bardzo dobrą. O 30 p.p. łącznie do 40% zwiększył się odsetek złych i bardzo złych ocen. Przedstawiciele firm motoryzacyjnych mają również gorsze oceny niż poprzednio, dotyczące perspektyw sytuacji w branży w ciągu następnych 12 miesięcy. Zaledwie 24% producentów i 23% dystrybutorów deklaruje, że ich zdaniem sytuacja ulegnie poprawie – co oznacza spadki odpowiednio o 37 p.p. i 29 p.p. Natomiast 44% producentów uważa, że w ciągu 12 miesięcy sytuacja nie powinna się zmienić, podczas gdy takiego samego zdania jest 37% przedstawicieli dystrybutorów. Pogorszenie sytuacji branży w nadchodzących miesiącach prognozuje 32% przedstawicieli producentów motoryzacyjnych (wzrost o 25 p.p.) oraz 40% (wzrost o 26 p.p.) dystrybutorów. Przy czym w obydwu grupach pojawiły się przewidywania zdecydowanego pogorszenia, które w poprzednim badaniu nie występowały.

Niestety, wyniki ostatniego barometru nie napawają optymizmem. Obecną sytuację branży jako neutralną, raczej złą i bardzo złą ocenia łącznie blisko 70% respondentów – menedżerów branży motoryzacyjnej. Co więcej, 32% producentów i 40% dystrybutorów twierdzi, że sytuacja ta ulegnie jeszcze pogorszeniu w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Trzy największe problemy w ocenie zdecydowanej większości przedsiębiorców to niestabilna sytuacja społeczno-polityczna w kraju, wprowadzane nowe regulacje prawne i rosnące koszty pracy. To wielkie wyzwanie dla rządu, bo w dłuższej perspektywie może się niestety przełożyć na znaczny spadek nowych inwestycji. Nie jest natomiast niespodzianką, że wedle oceny respondentów w Polsce w 2030 roku udział w rynku samochodów spalinowych spadnie blisko dwukrotnie, a udział hybryd plug-in oraz elektrycznych samochodów bateryjnych wzrośnie z 4% do poziomu 35% podczas gdy liczba hybryd pozostanie na poziomie zbliżonym do obecnego – mówi Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Branża prognozuje, że do 2030 roku więcej niż co trzeci nowy samochód będzie zasilany z gniazdka

Sytuacja polityczno-gospodarcza w Polsce bez zmian jest wskazywana przez większość firm motoryzacyjnych jako największe wyzwanie w ciągu następnych 6 miesięcy. 74% producentów oraz 83% dystrybutorów wskazuje ten aspekt jako mający największy wpływ na prowadzenie biznesu. W następnej kolejności producenci wskazują na nowe regulacje prawne (68%), koszty pracy (62%) oraz dostęp do wysoko wykwalifikowanej kadry (41%). Z kolei przedstawiciele firm zajmujących się dystrybucją, wśród największych wyzwań poza sytuacją polityczno-gospodarczą w kraju wymieniają przede wszystkim koszty pracy (80%), nowe przepisy (77%) oraz dostęp do pracowników technicznych (54%).

W ciągu kolejnych 6 miesięcy połowa producentów motoryzacyjnych (47%) w Polsce deklaruje, że zwiększy poziom sprzedaży, a 44% respondentów prognozuje zwiększenie przychodów. Większość firm zajmujących się produkcją nie planuje zmian w zatrudnieniu (66% wskazań). Również blisko co drugi dystrybutor w ciągu 6 miesięcy zamierza zwiększyć lub znacząco zwiększyć (46% wskazań) poziom sprzedaży. Zwiększenie lub znaczące zwiększenie przychodów sieci planuje w najbliższym okresie 40% przedstawicieli dystrybutorów motoryzacyjnych. Jednocześnie większość respondentów na niezmienionym poziomie zamierza utrzymać liczbę serwisów, salonów sprzedaży oraz poziom zatrudnienia.

Respondenci badania prognozują, że do roku 2030 udział procentowy silników spalinowych w sprzedaży nowych samochodów osobowych w Polsce spadnie z obecnych 69% (w 2021 roku) do 36%, a udział napędów hybrydowych spadnie o 2 p.p. do 25%. Zdaniem przedstawicieli branży motoryzacyjnej w tym czasie najbardziej zwiększy się udział aut napędzanych silnikami elektrycznymi – z obecnych 2% do 20% w roku 2030. Z tego samego poziomu do 15% wzrośnie wg przewidywań udział hybryd typu plug-in, co oznaczałoby, że więcej niż co trzeci nowy samochód będzie ładowany z gniazdka. Udział aut osobowych napędzanych wodorowymi ogniwami paliwowymi, które dopiero w zeszłym roku zaczęły być sprzedawane w Polsce, do 2030 roku zgodnie z prognozami menedżerów sektora motoryzacyjnego miałby wzrosnąć do 4%.

Kryzys z dostępnością półprzewodników – firmy będą dywersyfikować kierunki dostaw
Globalny kryzys związany z dostępnością półprzewodników negatywnie odbija się na sytuacji większości firm motoryzacyjnych w Polsce. 84% przedstawicieli branży biorących udział w badaniu przyznało, że brak półprzewodników wpłynął na spadek wolumenu sprzedaży ich firm. Blisko połowa (45%) przyznała, że w wyniku kryzysu wywołanego brakiem półprzewodników, wzrosły koszty ich działalności. Mimo tego stosunkowo niewiele firm motoryzacyjnych przyznało, że było zmuszonych zredukować etaty (14% wskazań) lub obniżyć wynagrodzenia albo ograniczyć działalność (po 6% wskazań).

Firmy motoryzacyjne prognozują, że długotrwałymi skutkami kryzysu z dostępnością półprzewodników, będzie przede wszystkim dywersyfikacja kierunków dostaw. Wskazuje na nią 67% respondentów. 57% przedstawicieli branży spodziewa się, że firmy motoryzacyjne rozpoczną lub zwiększą własne inwestycje w produkcję podzespołów, a 42% uważa, że w następstwie obecnej sytuacji, branża motoryzacyjna rozpocznie bezpośrednią współpracę z producentami podzespołów. Zaledwie 14% ankietowanych firm uważa, że problem z półprzewodnikami spowoduje zahamowanie rozwoju elektromobilności.

W 2020 roku branża motoryzacyjna ucierpiała w wyniku pandemii COVID-19: fizyczne zamknięcie salonów, problemy z produkcją, spadek popytu na zakup nowych pojazdów. W ubiegłym roku sytuacja zaczęła się poprawiać – jednak wystąpił problem z brakiem półprzewodników, który ponownie uderzył w producentów i dystrybutorów motoryzacyjnych. Większość firm uważa, że powrót podaży pojazdów do poziomu sprzed kryzysu zajmie minimum dwa lata. Zaledwie 1/3 respondentów badania uważa, że podaż wróci do normy w ciągu najbliższych 12 miesięcy. – Mirosław Michna, Partner, Doradztwo Podatkowe, Lider doradców dla branży motoryzacyjnej, Szef biura Doradztwa Podatkowego w Krakowie, KPMG w Polsce

Branża spożywcza: przekąski źródłem rosnących zysków

Koronawirus przyniósł zmiany w globalnych nawykach żywieniowych. Ponieważ trudniejszy był dostęp do restauracji, wiele osób zastąpiło tradycyjne posiłki przekąskami. Jak pokazują dane z badania firmy Mondelez, 85 proc. konsumentów na świecie zjada codziennie jedną przekąskę w celu zaspokojenia głodu i jedną dla przyjemności. W Polsce rynek przekąsek także rósł w czasie pandemii, jednak wolniej niż przed jej wybuchem.

Wzrost popularności przekąsek jest związany ze zmianami pokoleniowymi. Przedstawiciele generacji Z (urodzeni po 1997 roku) częściej niż poprzednie pokolenia sięgają po przekąski w celu łagodzenia lęku czy nudy. Dla millenialsów (urodzeni 1981-1996) najważniejszym powodem sięgania po przekąski jest zaspokojenie swoich potrzeb żywieniowych. Zaś dla pokolenia X (urodzeni 1965-1980) najważniejsza jest wygoda. Aż 75 proc. osób z pokolenia Z deklaruje, że ostatnio zmieniło co najmniej jeden pełny posiłek na przekąskę, podczas gdy w całej populacji jest to 62 proc. To pokazuje, że w najbliższym czasie ten trend będzie się umacniać.

Sam rynek pozostaje zróżnicowany. Najważniejszym jego elementem w USA pozostają słone przekąski, których całkowita sprzedaż wzrosła w 2021 o 5,1 proc. r/r osiągając 23,9 miliarda dolarów. Rynek jest zdominowany przez chipsy ziemniaczane ze sprzedażą 6,7 miliarda dolarów i chipsy typu nachos ze sprzedażą 5,2 miliarda dolarów, kolejne miejsca w sprzedaży zajmują przekąski serowe – 2,3 miliarda dolarów, gotowe do spożycia popcorny i precle – 1,2 miliarda dolarów. Przewiduje się, że popyt na słone przekąski w USA wzrośnie do 2025 roku o 1,5 proc.

Konsumenci poszukują także zdrowszych przekąsek. W Polsce (według badania firmy NielsenIQ) konsumenci wśród najpopularniejszych przekąsek wskazują na owoce i warzywa (73 proc. odpowiedzi) i dopiero później na słodycze (52 proc. odpowiedzi). Jednak sprzedaż pokazuje odwrotną tendencję i aż 72 proc. sprzedaży w Polsce stanowią słodkie przekąski. Jednak zmiana trendu następuje i popularność zyskują zdrowsze wersje produktów np. suszone owoce zamiast chipsów.

Dane dotyczące wzrostu popularności przekąsek potwierdzają też wyniki finansowe Mondelez International za IV kwartał 2021 roku. Ten amerykański koncern notowany na NASDAQ, posiada w Polsce fabryki oraz sprzedaje swoje produkty m.in. pod markami Milka, Oreo, Delicje, San i Petitki. Sprzedaż firmy wzrosła w IV kwartale o 5,4 proc. wobec konsensusu analityków na poziomie 3,9 proc. Chociaż sprzedaż spadła o 0,3 proc. w Ameryce Północnej, wynik został zrównoważony przez dobre wyniki w Ameryce Łacińskiej (+19,7 proc.), Europie (+6,5 proc.) oraz Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Azji (+5,8 proc.). Inflacja, wyższe koszty transportu i wyższe ceny surowców wpłynęły na spadek przeciętnej marży do 38,7 proc. Nie ma jednak wątpliwości, że okres wysokiej inflacji to czas, gdy firmy mogą w znacznie łatwiejszy sposób podnosić ceny bez obawy o reakcję konsumentów. Nie inaczej zrobił Mondelez, który podnosząc ceny skompensował sobie cześć rosnących kosztów produkcji. Cena jednej akcji Mondelez kosztuje obecnie 65 dolarów, czyli o około 18 proc. więcej niż na koniec 2019 roku.

Branża przekąsek, spożywcza (i całe FMCG) ma przed sobą dość dobre perspektywy. Choć jak pokazują dane o sprzedaży Mondelez, najwyższe możliwości rozwoju są na rynkach poza USA. Obecnie największym wyzwaniem dla firm pozostaje wzrost kosztów pracy i surowców. Kompensowane jest to jednak przez wysokie marże, które można znacznie swobodnej podnosić w erze wysokiej inflacji. Inwestycja w branżę spożywczą, podobnie jak inwestycje w inne sektory, powinna mieć obecnie charakter selektywny, warto wybierać firmy o najlepszych perspektywach wzrostu i najlepszej kondycji. Przy rosnących stopach procentowych obciążeniem może być zwiększony poziom długu, zaletą zaś organiczny wzrost z wypracowanego zysku. Aby zyskać dywersyfikację na tym rynku, można sięgnąć po Portfel Tematyczny eToro @FoodDrink, który zawiera wybrane spółki z branży spożywczej. Jeśli interesują cię innowacje w branży i żywność przyszłości to warto zwrócić uwagę na portfel @FoodTech.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Spółka komandytowo-akcyjna, czyli częsty wybór w Polskim Ładzie

Spółka komandytowo-akcyjna swoje triumfy święciła przed końcem 2013 roku. W tamtym okresie była optymalną podatkową formą prowadzenia działalności gospodarczej. Sytuację zmieniło objęcie jej podatkiem dochodowym od osób prawnych (CIT). Polski Ład sprawił jednak, że coraz więcej przedsiębiorców znów decyduje się na tę formę prowadzenia działalności. Dlaczego? Głównie związane jest to ze zmianami dotyczącymi ubezpieczeń społecznych. Wspólnicy spółki komandytowo-akcyjnej nie są obowiązkowo objęci ubezpieczeniem emerytalnym i rentowym, a także zdrowotnym. To istotny argument dla tych, którzy nie akceptują tej kolejnej formy daniny publicznej, jaką nakłada na przedsiębiorców Polski Ład.

Spółka komandytowo-akcyjna, czyli jaka?

Spółka komandytowo-akcyjna to tzw. spółka osobowa (obok jawnej, partnerskiej i komandytowej), w której co najmniej jeden wspólnik (komplementariusz) odpowiada całym swoim majątkiem za jej zobowiązania bez ograniczeń i co najmniej jeden wspólnik jest akcjonariuszem. W praktyce oznacza to, że pełni rolę inwestora pasywnego wnosząc wkłady na pokrycie kapitału zakładowego spółki.

Czyli w spółce komandytowo-akcyjnej powinno być co najmniej dwóch wspólników? Niekoniecznie, ponieważ zgodnie z prawem rolę komplementariusza i akcjonariusza może pełnić ta sama osoba.

Jakie przepisy obowiązują spółkę komandytowo-akcyjną?

W tym aspekcie spółka ta może rodzić obawy, gdyż stosuje się w stosunku do niej przepisy w sumie trzech spółek. Jednak to nie tak skomplikowane jak się wydaje, zwłaszcza jeśli mamy odpowiedniego doradcę.

Jeśli w kodeksie spółek handlowych nie ma odpowiednich regulacji dotyczących spółki komandytowo-akcyjnej, stosuje się przepisy regulujące funkcjonowanie spółki akcyjnej oraz spółki jawnej. W jakich sytuacjach, które z nich? Tu sytuację ułatwia zamknięty katalog przepisów odnoszących się do spółki jawnej. Dotyczą one 4 obszarów: stosunków prawnych pomiędzy komplementariuszami, stosunków prawnych pomiędzy komplementariuszami a akcjonariuszami, stosunków prawnych pomiędzy komplementariuszami a osobami trzecimi oraz problematyki wnoszenia przez komplementariuszy wkładów do spółki, ale na tzw. inne fundusze, a nie na kapitał zakładowy.

We wszystkich pozostałych obszarach stosuje się odpowiednio przepisy regulujące spółkę akcyjną.

Spółka komandytowo-akcyjna – niczego nie ukryjesz

Spółka komandytowo-akcyjna to spółka, o której dosyć dużo mogą wiedzieć postronni. Nie będzie zatem rozwiązaniem dla osób, które nie chcą, aby osoby z zewnątrz wiedziały więcej o jej finansach. Wynika to z faktu, że jest ona zobowiązana składać za pośrednictwem systemu teleinformatycznego www.ekrs.ms.gov.pl dokumenty finansowe wskazane w art. 69 ustawy o rachunkowości. Mowa o rocznym sprawozdaniu finansowym, sprawozdaniu z badania (jeżeli mu podlegało), odpisie uchwały bądź postanowienia organu zatwierdzającego roczne sprawozdanie finansowe, odpisie uchwały o podziale zysku lub pokryciu straty oraz sprawozdaniu z działalności w przypadku jednostek, o których mowa w art. 49 ust. 1 ustawy o rachunkowości (tj. m.in. gdy wszystkimi komplementariuszami spółki S.K.A. są spółki kapitałowe lub S.K.A.).

Podobnie jak spółka akcyjna oraz prosta spółka akcyjna, S.K.A. zobowiązana jest prowadzić rejestr akcjonariuszy. Zgodnie z nowelizacją spółek handlowych z zeszłego roku taki rejestr musi prowadzić zewnętrzny, licencjonowany podmiot, np. dom maklerski. Tworzy to dodatkowy koszt dla Spółki – opłata roczna wynosi ok. 2000 zł.

Wspólnik posiadający w spółce status akcjonariusza jest zobowiązany wylegitymować się, że faktycznie przysługują mu akcje w określonej ilości. Każdorazowo w przypadku czynności wymagających jego aktywności korporacyjnej np. zatwierdzenie rocznego sprawozdania finansowego spółki, powinien dysponować stosownym zaświadczeniem wydanym właśnie z rejestru akcjonariuszy. Brak takiego zaświadczenia jednoznaczne jest z brakiem możliwości oddania głosu pod uchwałami objętymi porządkiem obrad zgromadzenia. 

Korzystne relacje z ZUS

Wszelkie zawirowania dotyczące naliczania składek społecznych w ramach zmian Polskiego Ładu omijają wspólników spółki komandytowo-akcyjnej.  Zgodnie z art. 8 ust. 6 pkt 4 ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (tj. Dz.U. z 2009 r. Nr 205, poz. 1585) nie podlegają oni ubezpieczeniu społecznemu. W artykule tym ustawodawca wskazuje, że podlega mu osoba prowadząca działalność gospodarczą, za którą uważa się również wspólnika spółki jawnej, partnerskiej oraz komandytowej. Do definicji osoby prowadzącej pozarolniczą działalności z ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych odsyła także przepis art. 5 pkt 21 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 roku o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (tj. Dz.U. z 2008 r. Nr 164, poz. 1027), w związku z czym wspólnik spółki komandytowo-akcyjnej nie podlega także ubezpieczeniu zdrowotnemu.

CIT, PIT i oszczędności

Spółka komandytowo-akcyjna opłaca podatek dochodowy od osób prawnych, czyli CIT. Jego wysokość zależna jest od przychodu, to 9% lub 19% odpowiednio dla przychodów do 2 mln EUR (tzw. mały podatnik) i powyżej 2 mln EUR. Ulgowa stawka 9%, jak również niezmienna stawka 19% to znacząca korzyść dla przedsiębiorców, którzy nawet w przypadku bardzo dużych przychodów mogą utrzymać stawkę 19%.

Należy jednak pamiętać, że zgodnie z art. 19 ust. 1a, 1b oraz 1c ustawy o CIT nie każdy może skorzystać z obniżonej stawki. W roku podatkowym rozpoczęcia działalności oraz w roku podatkowym bezpośrednio po nim następującym nie skorzysta z niej m.in. podatnik CIT, który został utworzony w wyniku przekształcenia, połączenia lub podziału podatników, z wyjątkiem przekształcenia spółki w inną spółkę albo w wyniku przekształcenia przedsiębiorcy będącego osobą fizyczną wykonującą we własnym imieniu działalność gospodarczą lub spółki niebędącej osobą prawną.

9-procentowa stawka nie jest stosowana także do spółki dzielonej oraz podatnika, który wniósł tytułem wkładu do innego podmiotu, w tym na poczet kapitału, uprzednio prowadzone przez siebie przedsiębiorstwo, zorganizowaną część przedsiębiorstwa albo składniki majątku tego przedsiębiorstwa o wartości przekraczającej łącznie równowartość w złotych kwoty 10 000 euro (przeliczonej według średniego kursu euro ogłaszanego przez NBP na pierwszy dzień roboczy października roku poprzedzającego rok podatkowy, w którym wniesiono te składniki majątku, w zaokrągleniu do 1000 zł – wartość tych składników oblicza się stosując odpowiednio przepisy art. 14 ustawy o CIT) lub też wniósł składniki majątku uzyskane przez tego podatnika w wyniku likwidacji innych podatników, jeżeli ten podatnik posiadał udziały (akcje) tych innych likwidowanych podatników.

Z tych też powodów przed decyzją o prowadzeniu działalności jako spółka komandytowo-akcyjna warto zatem zastanowić się w jaki sposób to zrobić. Być może korzystniejsze będzie utworzenie nowej spółki S.K.A. obok dotychczasowej formy prowadzenia działalności gospodarczej i sukcesywne przenoszenie do niej realizowanych działań biznesowych.

Warto także zaznaczyć, że komplementariusz, będący osobą fizyczną korzysta z opcji zaliczenia na poczet płaconego podatku PIT, podatku CIT płaconego przez spółkę w proporcji w jakiej uczestniczy w zysku. Dla przykładu przy dochodzie do opodatkowania na poziomie 100 tys. zł i przychodzie 6 mln. zł, komplementariusz mający udział na poziomie 80% i naliczeniu podatku PIT w wysokości 12 231 zł, ostatecznie go nie zapłaci. Wynika to z faktu, że ma prawo od tej kwoty odliczyć podatek CIT naliczony przez spółkę proporcjonalnie do swojego udziału w zyskach, czyli 15 200 zł (podatek CIT naliczony przez spółkę wynosi 19 tys. zł i od tej kwoty należy wyliczyć 80%, czyli tyle, ile wynoszą udziały).

Warto zatem uregulować w statucie spółki zasady partycypacji w zysku przez komplementariusza w ten sposób, żeby jego udział był stosunkowo wysoki i przez to realne fiskalne obciążenie stosunkowo mało dotkliwe.

Podsumowując, choć może się wydawać, że spółka komandytowo-akcyjna ma dosyć złożoną strukturę i jest skomplikowaną formą prowadzenia biznesu, przy odpowiednim doradcy, który zadba o rozliczenia i wszelkie formalne kwestie to interesująca opcja. To także atrakcyjna alternatywa dla tych, którzy nie chcą, lub nie mogą (np. zawodowi prawnicy) prowadzić działalności gospodarczej w formie spółek kapitałowych (sp. z o.o., spółka akcyjna oraz prosta spółka akcyjna).

Autorką komentarza jest Milana Krzemień, Adwokat, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A.), oraz autorka bloga Tozalezy.com.

W Warszawie powstanie strefa lokalna Amazon Web Services

Amazon Web Services (AWS) ogłosił dokładne lokalizacje 32 nowych stref lokalnych. Polska strefa lokalna AWS powstanie w Warszawie. Polska jest jednym z 26 krajów, gdzie powstaną lokalne strefy AWS.

Strefy lokalne AWS to rodzaj infrastruktury, w którym usługi AWS, takie jak: moce obliczeniowe, pamięć masowa, bazy danych usługi kontenerowe i inne, znajdują się bliżej lokalnych klientów. Umożliwiają one przechowywanie i przetwarzanie danych w kraju, a także wdrażanie aplikacji wymagających bardzo niskich opóźnień, w tym np.: gier w czasie rzeczywistym, treści multimedialnych i rozrywkowych, strumieniowania wideo, symulacji inżynierskich, wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości oraz wnioskowania uczenia maszynowego na brzegu sieci.

Nowe strefy umożliwią firmom lokalnym korzystanie z najbardziej popularnych usług AWS, jednocześnie płynnie łącząc się z aplikacjami działającymi w regionach AWS z taką samą elastycznością, modelem płatności (zgodnie z rzeczywistym użyciem), interfejsami programowania aplikacji (API) i zestawami narzędzi. Dzięki strefom lokalnym klienci AWS będą mogli oferować użytkownikom jednocyfrowe milisekundowe czasy opóźnień. Możliwe też będzie przetwarzanie i przechowywanie danych w kraju, co ma znaczenie głównie dla organizacji z rynków regulowanych, takich jak sektor finansowy czy telekomunikacyjny. Jednocześnie, za sprawą łączenia lokalnych instalacji centrum danych klientów z AWS, strefy zapewnią także bardzo niskie opóźnienia w przypadku wdrożeń hybrydowych.

Tysiące klientów wykorzystuje lokalne strefy AWS w celu optymalizowania aplikacji i płynnego przechodzenia do chmury. Już niedługo będzie to możliwe także dla firm w Polsce – mówi Przemek Szuder, Dyrektor Generalny AWS CEE. – Strefa lokalna w Polsce pozwoli głównie na lokalne przechowywanie danych oraz poprawę jakości usług realizowanych w czasie rzeczywistym. Nowe możliwości docenią firmy z praktycznie wszystkich branż.

Klienci korzystający z AWS Local Zones

Na świecie ze stref lokalnych AWS korzystają m.in. producenci oraz dostawcy treści rozrywkowych i informacyjnych, jak Netflix czy amerykański Fox Corporation (właściciel marek FOX News Media, FOX Sports, FOX Entertainment i FOX Television Stations). Firmy te wykorzystują strefy lokalne AWS do bardziej efektywnej współpracy z artystami tworzącymi dla nich m.in. zaawansowane animacje.

Dawniej nasi twórcy korzystali ze specjalistycznych komputerów na swoich biurkach; teraz pracujemy nad przeniesieniem ich stacji roboczych do AWS, aby wykorzystać zalety chmury. Strefy Lokalne AWS przybliżają zasoby w chmurze naszym artystom i okazały się dla nas przełomem. Korzystając z AWS Local Zones, przenieśliśmy część naszego procesu tworzenia treści do AWS, zapewniając niskie opóźnienia w przesyle danych i zapewniając komfortowe warunki naszym twórcom – powiedział Stephen Kowalski, dyrektor ds. cyfrowej infrastruktury produkcyjnej w Netflix.

Inne przykłady firm korzystających ze stref lokalnych AWS to m.in.: dostawca baz danych Couchbase, fińska firma Supercell będąca jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców gier mobilnych na świecie, JackTrip Labs umożliwiający streaming muzyki online, Esports Engine oferujący gotowe rozwiązania e-sportowe, Pre1.com – wiodąca platforma oprogramowania CRM oraz zarządzania reklamami dla branży prasowej, firmy z rynku gier, jak: Ubitus, Edgegap, Masomo, jak również platforma MindBody dla branży fitness i wellness, wykorzystująca strefy do płynnej migracji do chmury w środowisku hybrydowym, oraz amerykańska firma telekomunikacyjna, DISH Network Corporation, budująca otwartą, bezpieczną i inteligentną sieć 5G.

Dane przechowywane lokalnie i po niskich kosztach

AWS zarządza i obsługuje strefy lokalne, co oznacza, że ​​klienci nie muszą ponosić kosztów i wysiłku związanego z zakupem, obsługą i utrzymaniem infrastruktury w różnych miastach w celu obsługi aplikacji.

Niektórzy klienci mają lokalne wymagania dotyczące miejsca przechowywania danych, w których muszą uruchamiać części swoich aplikacji i jednocześnie chcieliby także skorzystać z usług AWS. Strefy lokalne odpowiadają na potrzeby tego typu aplikacji hybrydowych. W przeciwnym razie oba te typy obciążeń wymagałyby od klientów zakupu, obsługi i utrzymania infrastruktury IT, a także korzystania z innego zestawu interfejsów API i narzędzi dla środowisk lokalnych i AWS, co generowałoby niepotrzebne koszty i złożoność operacyjną.

Poza Polską i Warszawą, w ciągu najbliższych dwóch lat nowe strefy lokalne AWS zostaną uruchomione w dwudziestu pięciu krajach i trzydziestu jeden aglomeracjach: Amsterdamie, Atenach, Auckland, Bangkoku, Bengaluru, Berlinie, Bogocie, Brisbane, Brukseli, Buenos Aires, Chennai, Kopenhadze, Delhi, Hanoi, Helsinkach, Johannesburgu, Kalkucie, Limie, Lizbonie, Manili, Monachium, Nairobi, Oslo, Perth, Pradze, Querétaro, Rio de Janeiro, Santiago, Toronto, Vancouver oraz Wiedniu.

Transformacja cyfrowa w branży usług finansowych wymaga elastycznego podejścia regulacyjnego

Gwałtowny rozwój innowacyjnych technologii oraz zmieniające się potrzeby konsumentów powodują, że branża finansowa adekwatnie modyfikuje swój sposób i zakres działania. W publikacji Realizing the digital promise. Call to action eksperci firmy doradczej Deloitte przedstawiają zalecenia dla interesariuszy ekosystemu finansowego, czyli decydentów, organów regulacyjnych, instytucji finansowych i firm technologicznych, dotyczące tego, w jaki sposób mogą przyczynić się do osiągnięcia pełnego potencjału drzemiącego w gospodarce cyfrowej.

Firma doradcza Deloitte oraz Institute of International Finance (IIF) przygotowały wspólnie zbiór artykułów pt. Realizing the Digital Promise, poświęcony kluczowym wyzwaniom związanym z transformacją cyfrową w branży usług finansowych. Opracowania prezentują kluczowe wewnętrzne czynniki prowadzące do osiągnięcia na tym polu sukcesu i omawiają wpływ pandemii COVID-19 jako katalizatora wielu zmian, a także rozważają potencjalne partnerstwa, pola współpracy i aspekt regulacyjny.

Na przyszłość branży usług finansowych wpływ ma pojawianie się, ewolucja i konwergencja wielu przełomowych rozwiązań technologicznych. Dynamika zmian w środowisku biznesowym, napędzana przez koronakryzys, przyspiesza inwestycje w nowe technologie. Transformacja cyfrowa nie polega już jednak tylko na podnoszeniu wydajności, ale gruntownie przekształca cały model biznesowy, ponieważ oczekiwania konsumentów nigdy nie wrócą do charakterystyki sprzed pandemii – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego i zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego dla sektora finansowego, Deloitte w Polsce.

Ocena cyfrowych możliwości

Cyfrowa transformacja oznacza najczęściej samotne starania poszczególnych podmiotów rynku finansowego o uzyskanie zgody na wdrożenie innowacyjnego rozwiązania, wcześniej nieznanego organom regulacyjnym czy nadzorczym. Dopiero gdy to się uda, tak przetartym szlakiem podążają inni gracze. W efekcie proces implementacji wielu nowych narzędzi czy usług jest skomplikowany, długotrwały i nierzadko kończy się fiaskiem, bowiem nie wszyscy są w stanie efektywnie ocenić i kontrolować ryzyko nieodłącznie związane z niektórymi nowymi technologiami. Organy regulacyjne, decydenci, instytucje finansowe i inni uczestnicy ekosystemu muszą więc współpracować, aby opracować zintegrowane podejście, które nie tylko unowocześni politykę regulacyjną, ale także zajmie się bezpieczeństwem procesów modernizacyjnych.

Biorąc pod uwagę zawrotne tempo postępu cyfrowego na rynku, złożoność pojawiających się technologii oraz wzajemne powiązania podmiotów cyfrowej gospodarki, przyjęta przez wszystkie zainteresowane strony szczegółowa mapa drogowa transformacji powinna nie tylko wskazywać cel, ale proponować konkretną drogę dotarcia do niego. Osiągnięcie tych założeń niemożliwe jest bez odpowiednio wykwalifikowanych, interdyscyplinarnych specjalistów, rozumiejących przenikanie się sfery finansowej i technologicznej – mówi Anna Wiącek-Kocot, partnerka w Zespole Strategii i Transformacji IT, Deloitte

Instytucje finansowe powinny także zrównoważyć obecne podejście do kwestii ryzyk finansowych bardziej elastycznym nastawieniem, zachęcającym do rozważnego traktowania tych zagadnień i prowadzenia procesów innowacyjnych z myślą o długoterminowym wzroście.

Dialog, lepsza koordynacja i współpraca

Szybki rozwój usług finansowych, zwłaszcza w związku z wejściem na rynek podmiotów z kategorii FinTech i BigTech zmienił charakter branży – wzajemne powiązania tego ekosystemu przestają mieć charakterystykę linearną na rzecz rozproszonej sieci relacji. Interesariusze z sektora publicznego i prywatnego muszą więc aktywnie współpracować w tym środowisku, aby zapewnić spójną i zrównoważoną ewolucję całego systemu.

Dziś dochodzi do sytuacji, w których instytucje finansowe czy firmy technologiczne otrzymują od prawodawców lub regulatorów sprzeczne informacje dotyczące wymaganego sposobu funkcjonowania – np. w obszarze istotnych zasad swobodnej konkurencji często stojących w sprzeczności z obowiązującym prawem do zachowania prywatności. Uczestnicy ekosystemu muszą zmierzyć się ze złożonym labiryntem wytycznych, które obejmują różne obszary i często się wzajemnie wykluczają. Poruszanie się po lokalnych, krajowych, a czasem regionalnych przepisach zwiększa koszty i spowalnia innowacje.

Modernizacja i ujednolicenie regulacji

Zdaniem ekspertów Deloitte istnieje coraz większy konsensus, że obecnym ramom regulacyjnym często brakuje elastyczności, która jest potrzebna do stworzenia środowiska pobudzającego innowacje. Wczesna identyfikacja wyzwań w tym obszarze pozwala unikać ryzyka wynikającego z ponoszenia kosztów na budowę rozwiązań zgodnych z obowiązującymi przepisami, które jednak ostatecznie mogą zostać uznane za biznesowo nieopłacalne.

Organy regulacyjne powinny współpracować ze swoimi międzynarodowymi odpowiednikami, aby koordynować polityczne perspektywy i dzielić się z nimi swoimi najlepszymi praktykami. Mają wspierać interesariuszy w tworzeniu ram i środowiska, które odzwierciedlają realia gospodarki cyfrowej i uwzględniają rozbieżne trendy regulacyjne. Muszą też brać pod uwagę, że nadmierne ograniczenie dostępu do danych uniemożliwia pełne wykorzystanie potencjału ekosystemów cyfrowych i powstających technologii.

Powszechne wykorzystanie kluczowych innowacji

Uczestnicy ekosystemu muszą współpracować, aby promować bezpieczne, odpowiedzialne i pomyślne przyjęcie kluczowych nowych technologii – w tym rozwiązań chmurowych, sztucznej inteligencji czy cyfrowej tożsamości. Są to narzędzia niezbędne do wspierania następnej wersji modeli biznesowych i odblokowania pełnego potencjału cyfrowej gospodarki.

Sztuczna inteligencja odgrywa integralną rolę w gospodarce cyfrowej, a jej znaczenie będzie rosło w wielu obszarach, takich jak analityka kredytowa, pozyskiwanie klientów, projektowanie produktów czy zapobieganie oszustwom. Jej upowszechnienie wspiera też rozszerzenie oferty usług na tradycyjnie wykluczone lub słabo obsługiwane segmenty rynku.

Rozwiązania chmurowe pomagają poprawić wydajność, skalowalność, elastyczność i odporność, a także przyczyniają się do łagodzenie ryzyka i zwiększania zakresu bezpieczeństwa cybernetycznego. Przede wszystkim, pozwalają instytucjom finansowym oferować klientom bardziej spersonalizowane i mobilne usługi. Chmura przyczynia się również do osiągnięcia pełnego potencjału przez inne nowopowstające technologie.

Tożsamość cyfrowa jest kluczowym czynnikiem umożliwiającym integrację z gospodarką cyfrową i aktywnością konsumentów w obszarach, gdzie z usług bankowych chcieliby korzystać. Technologia ta jest bardzo obiecująca, jeśli chodzi o finansową inkluzję, zapobieganie przestępstwom finansowym czy poprawę obsługi nowych klientów.

Ekosystem usług finansowych wciąż ewoluuje, granice branżowe i regulacyjne wciąż się zacierają, a wiele systemów nadal musi mierzyć się z kłopotami wynikającymi z ograniczonej interoperacyjności i dostępności. Bez solidnych i skoordynowanych działań jego uczestnicy będą coraz powszechniej ponosić przykre konsekwencje, uniemożliwiające zniesienie barier cyfrowej transformacji i uwolnienie prawdziwej wartości wynikającej z digitalizacji usług finansowych – mówi Przemysław Szczygielski

Zalecenia sugerowane przez ekspertów Deloitte mają wspierać transformację cyfrową, sprzyjając porozumieniu między podmiotami, pogłębiając współpracę między sektorami i jurysdykcjami, ograniczając arbitraż regulacyjny i jego rozdrobnienie oraz umożliwiając firmom łatwiejsze działanie ponad granicami, wykorzystanie baz danych i jej analityki oraz efektu skali, a wszystko przy jednoczesnym ograniczeniu i łagodzeniu potencjalnych ryzyk.