Nienajlepsze nastroje wśród polskich konsumentów

Początek 2022 roku nie wszędzie na świecie wiązał się z większym optymizmem konsumentów – wynika z pierwszej tegorocznej edycji raportu Global State of the Consumer Tracker, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte. Spadające nastroje Polaków odzwierciedlają trudną sytuację pandemiczną panującą w kraju pod koniec stycznia bieżącego roku. Widać to zarówno w nadal rosnącej niechęci do powrotu do biur, jak i w ponownie deklarowanym zaniepokojeniu odczuwanym podczas robienia zakupów w tradycyjnych sklepach.

27. odsłona Global State of the Consumer Tracker została przeprowadzona na przełomie stycznia i lutego 2022 r., kiedy w wielu miejscach na świecie, w obliczu spadku liczby zachorowań i uzyskanego wysokiego odsetka zaszczepionych, już rezygnowano z części obostrzeń związanych z walką z pandemią, uznając, że jest ona w odwrocie. Ten rosnący optymizm widać przynajmniej w przypadku części zebranych deklaracji, a pierwsze tegoroczne badanie pokazuje, że po okresie wyraźnego pogorszenia nastroje badanych uległy poprawie.

Od grudnia minionego roku najbardziej, o 5 p.p., wzrósł odsetek deklarujących, że czują się bezpiecznie w restauracjach (do 55 proc.) i hotelach (do 54 proc.). Więcej jest też odpowiedzi (o 4 p.p.) wskazujących na brak niepokoju podczas osobistego uczestnictwa w różnych wydarzeniach (41 proc.) czy podróżowania samolotem (40 proc.). 61 proc. ankietowanych nie obawia się także wizyty w sklepie, a 54 proc. korzystania z bezpośrednio świadczonych usług (wzrost w obu przypadkach o 3 p.p.).

Odpowiedzi polskich ankietowanych, którzy pod koniec stycznia doświadczali szczytu piątej fali pandemii COVID-19, nie są aż tak optymistyczne, jak średnia uzyskana na świecie. Największa różnica widoczna jest w przypadku robienia zakupów w sklepach stacjonarnych, czego obawia się równo połowa Polaków. Nieznacznie więcej, bo 52 proc., badanych nie chce odwiedzać restauracji czy korzystać z usług osobistych, a już 55 proc. boi się zakwaterowania w hotelu. Najbardziej niepokojącą aktywnością jest podróżowanie samolotem, na co wskazuje 67 proc. respondentów – mówi Anita Bielańska, dyrektor w dziale konsultingu, liderka Consumer Industry w Deloitte.

Na nastroje panujące wśród polskich konsumentów z pewnością znaczący wpływ mają czynniki ekonomiczne. Od grudnia minionego roku nieznacznie zwiększył się odsetek deklarujących, że martwi się regulowaniem najbliższych zobowiązań finansowych (o 1 p.p., do 43 proc.), ale jednocześnie o tyle samo spadł optymizm dotyczący możliwości poprawy sytuacji finansowej respondentów w nadchodzących 3 latach (do 38 proc.).

Najbardziej wyraźna zmiana dotyczy odkładania na później większych wydatków. W grudniu takie zamiary miało 46 proc. pytanych i było to wyraźne odwrócenie wcześniej obserwowanego trendu wzrostowego. Wydarzenia z początku roku zweryfikowały ten chwilowy optymizm i w ostatnim badaniu ponownie ponad połowa (54 proc.) respondentów wskazuje, że ze względu na swoją sytuację finansową powstrzymuje się od większych wydatków.

Po chwilowej przerwie Polska wróciła też do trójki państw, gdzie ankietowani najczęściej wyrażają swoje zaniepokojenie inflacją – tak uważa 81 proc. pytanych. Takie obawy są najpowszechniejsze wśród odpowiadających z RPA (84 proc.) i Hiszpanii (82 proc.). Najmniej wzrostem cen martwią się przedstawiciele Korei Płd. i Szwecji (po 53 proc.) oraz Norwegii (57 proc.).

Na świecie największymi optymistami w ocenie perspektyw ewentualnej poprawy własnej kondycji ekonomicznej są respondenci z RPA (79 proc.), Indii (77 proc.) i Brazylii (75 proc.). Najbardziej pesymistycznie postrzegają to Japończycy, wśród których zaledwie 15 proc. uważa, że ich sytuacja może się polepszyć.

Polacy nie rezygnują z zakupów online

Ponownie rosnący niepokój związany z tradycyjną formułą zakupów znajduje odzwierciedlenie w kanałach preferowanych przez konsumentów w Polsce. Ponad połowa (51 proc.) ankietowanych deklaruje, że w nadchodzących tygodniach przynajmniej czasami zamierza skorzystać z modelu click and collect, a więc zamówią towar przez internet i odbiorą go w sklepie. To wzrost o 3 p.p. i jednocześnie o tyle mniej pytanych mówi, że nigdy tak nie robią (do 23 proc.)

W uśrednionych wynikach światowych naszego badania widać, że rosnące poczucie bezpieczeństwa konsumentów przyczynia się do spadającego zainteresowania zakupami online. Jest to czytelne nawet w przypadku tych kategorii produktów, które w związku z wybuchem pandemii doświadczyły najsilniejszej zmiany w kierunku kanałów internetowych. Nie widać tego w odpowiedziach polskich respondentów, którzy nadal nie czują się pewnie i nie chcą rezygnować z bezpieczeństwa oraz wygody zakupów zdalnych – mówi Wiesław Kotecki, partner, lider zespołu Experience Design, Deloitte Digital.

W Polsce kategorią produktów o najwyższym udziale procentowym wydatków online pozostaje elektronika (50 proc.), a na kolejnych miejscach polscy ankietowani wymieniają ubrania i obuwie (44 proc.), jedzenie zamawiane „na wynos” w restauracjach (36 proc.) oraz meble (33 proc.). Taka metoda jest najmniej popularna w przypadku zakupów spożywczych (11 proc.).

Starsi pracownicy z Polski nie są skłonni do wyjeżdżania w delegacje

Deklarowane przez ankietowanych w Polsce nastawienie do podejmowania podróży służbowych nie odbiega zasadniczo od ogólnych wskazań. 12 proc. jest skłonnych wyjechać w sprawach biznesowych w nadchodzącym kwartale i jest to wzrost o 2 p.p. względem wyniku z grudnia ubiegłego roku. Na świecie ten odsetek wyniósł w ostatnim badaniu także 12 proc. Najchętniej w delegację wybraliby się respondenci z Indii (54 proc.), a wręcz przeciwnie uważają Duńczycy, którzy na taki krok zdecydowaliby się zaledwie w 4 proc. przypadków.

Nastawienie do ewentualnych podróży służbowych zależy od wieku ankietowanych. W Polsce w najstarszej grupie wiekowej (55 lat i więcej) pracownicy zaledwie w 4 proc. przypadków deklarują chęć wyjechania w delegację w ciągu najbliższych trzech miesięcy i tak niskie wskazania utrzymują się od kilku edycji badania Deloitte.

Co ciekawe, w tym gronie poziom ocen, że wyjazdy biznesowe zostały zastąpione rozwiązaniami technologicznymi, doświadczał na przestrzeni kolejnych edycji znacznie większych wahań. Do listopada 2021 r. sukcesywnie wzrastał, aż do 30 proc. wskazań, by potem gwałtownie spaść do 13 proc. w grudniu ubiegłego roku i zaledwie 6 proc. w ostatniej ankiecie. Ogólnie, w efektywność zastąpienia delegacji narzędziami zdalnymi wierzy 28 proc. respondentów z Polski, przy średniej na świecie wynoszącej 22 proc. oraz rekordowych wskazaniach w Chinach (61 proc.) i w Kanadzie (6 proc.).

Różnice między Polską a średnią i poszczególnymi krajami są także widoczne w przypadku powodów podejmowania biznesowych wyjazdów. Ogólnie najczęstszym wskazaniem jest udział w konferencji, targach lub wystawie, o czym wspomina 22 proc. ankietowanych, a co piąty celowość widzi w budowaniu relacji z klientami. Polscy pracownicy natomiast, najczęściej wyjeżdżają, by pracować wspólnie z partnerem biznesowym (19 proc.) lub na miejscu dokonać weryfikacji poczynionych postępów (15 proc.). Zaledwie w 9 proc. przypadków wskazują zaś nawiązywanie interakcji z klientami.

Wpływ przedłużającej się pandemii widać w deklarowanym przez badanych sukcesywnie zmniejszającym się poczuciu bezpieczeństwa w przypadku powrotu do pracy stacjonarnej. W ostatnim badaniu odsetek takich ocen jest mniejszy o kolejne 2 p.p. względem ankiety z grudnia i wynosi 46 proc. We wrześniu ubiegłego roku było to 56 proc. – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. kapitału ludzkiego w Polsce, Deloitte.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona na przełomie stycznia i lutego 2022 r. Była to 27. edycja przeprowadzona globalnie i 21., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 22 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwajcarii, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych.

Prognoza kursu euro i dolara na 2022 r. – Rafał Benecki, ING

Aktualna prognoza -> Rosyjska inwazja na Ukrainę a kursy walut. Co dalej ze złotym?

W najbliższym czasie złoty będzie podlegał dwóm istotnym czynnikom. Z jednej strony jest to wysokie tempo podwyżek stóp procentowych, które wspiera naszą walutę. Z drugiej istotne ryzyko konfliktu militarnego na Ukrainie – które może zaszkodzić złotemu. Jeśli konflikt ten przyjmie formę rzeczywistych działań militarnych poza okręgami donieckim i Ługańskim – możemy zakładać podobny scenariusz, jak w 2014 roku. W tamtym czasie złoty stracił około 3%, co oznaczało 13 groszy osłabienia. Jednak nawet wtedy – przy konflikcie zbrojnym i zajęciu części terenów Ukrainy – złoty szybko odrobił straty. W tym przypadku prognozy są podobne – osłabienie może wystąpić, ale będzie przejściowe. Inne natomiast mogą być efekty gospodarcze, ponieważ polska gospodarka jest mocno rozgrzana i w ostatnich latach bazowała na boomie konsumpcyjnym. Przełożenie na inflację może być więc mocniejsze niż wtedy.

– Zakładam, że odpowiedzi sankcyjne Rosji mogą być w tej chwili trochę trudniejsze. W 2014 roku sankcjami została objęta żywność, a obecnie Polska eksportuje dużo produktów mocno przetworzonych, których nie można tak łatwo zastąpić – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Zakładając, że ten efekt konfliktu ukraińskiego może wygasnąć dosyć szybko, w trakcie roku przewidujemy powolne umocnienie złotego do 4,45 wobec euro. To umocnienie mogłoby być większe, bo mamy dosyć spore podwyżki stóp procentowych – ale w tym samym czasie na świecie zyskuje dolar. Dodatkowo podwyżki w Polsce są trochę spóźnione wobec podwyżek w regionie. Więc przełożenie się decyzji banku centralnego na walutę w tym cyklu gospodarczym jest wyjątkowo niskie. Spodziewamy się, że kurs EUR/PLN w połowie roku będzie wynosił 4,5, a na koniec roku 4,45. Jeżeli chodzi o pozycje złotego do dolara – to widzimy w połowie roku 4,18 – a na koniec roku 4,05. Zatem w trakcie roku dolar będzie bardzo mocny. To odzwierciedlenie szybkich podwyżek stóp procentowych w Stanach – wcześniejszych niż w Europie. Przed końcem roku dolar trochę osłabnie, gdyż będziemy zbliżać się do momentu, kiedy Europa zacznie podnosić stopy procentowe – czego spodziewamy się na początku 2023 roku. Wtedy euro powinno umacniać się wobec dolara i to będzie również widoczne w kursie USD/PLN, który zejdzie z okolic 4,18 na 4,05 – prognozuje Benecki.

Polsko-estoński startup przejmuje konkurenta w Niemczech

SmarTel Plus, polsko-estoński startup IT działający w Europie pod marką Apifonica, przejął firmę TENIOS, która jest jednym wiodących dostawców usług komunikacyjnych z chmury w Niemczech. TENIOS oferuje inteligentne systemy komunikacji głosowej z wykorzystaniem Voice API, routingu IN, opartych na sztucznej inteligencji systemów TTS (Text to Speech) i ASR (Automatic Speech Recognition), a także integruje ze swoimi systemami boty głosowe.

SmartTel Plus nabył 100% udziałów w TENIOS. Transakcja jest jednym z elementów realizacji strategii ekspansji firmy Apifonica w Europie Zachodniej i ma jej pomóc w dostarczaniu rozwiązań do automatyzacji komunikacji na rynku niemieckim.

„Cieszymy się, że będziemy mogli współpracować z TENIOS. Stworzyła ona wyjątkowy produkt i wspaniałą kulturę organizacyjną. Łącząc się z Tenios będziemy mogli dostarczyć dodatkową wartość naszym klientom dzięki wzajemnie uzupełniającej się ofercie. Rozwijanie portfolio produktów to kolejny krok w realizacji naszej misji, aby pomagać klientom na całym świecie definiować przyszłość komunikacji biznesowej” – powiedział Denis Shirokii, założyciel i dyrektor zarządzający Apifonica.

„Nie mogliśmy sobie nawet wyobrazić lepszego partnera do dalszego rozwoju i ekspansji. Dzięki nowym możliwościom, możemy zaoferować naszym klientom szerszy zestaw narzędzi komunikacji cyfrowej. Mając siedzibę w Niemczech, mamy przewagę konkurencyjną, aby dostarczać te narzędzia na dużym i opartym na technologii cyfrowej rynku, jednocześnie wykorzystując międzynarodowy zasięg firmy Apifonica, co będzie stanowiło nasz wyróżnik” – powiedział Umit Öztürk, dyrektor generalny TENIOS GmbH.

Chmura TENIOS łączy w sobie wszystkie standardowe usługi typowe dla systemów telekomunikacyjnych z najnowszymi funkcjami klasy korporacyjnej. Funkcje te są dostępne w jednej łatwo skalowalnej platformie do komunikacji audio w czasie rzeczywistym. Do klientów TENIOS należy więcej niż 2 tys. firm, w tym m.in. Ergo, Huawei, Teufel, Sunpoint. Firma działa na rynku od 2001 roku.

Apifonica oferuje w pełni konfigurowalne rozwiązanie do automatyzacji komunikacji w obszarze HR, sprzedaży i obsługi klienta. Jedną z usług firmy jest też Incognito, która umożliwia zastąpienie numeru telefonu wirtualnym, co chroni przed spamem i próbami oszustw ze strony cyberprzestępców. Apifonica ma swoje centrum rozwoju oprogramowania w Estonii, ale większość działalności operacyjnej firmy jest zarządzana przez polską część firmy.

Poznań w top 3 miast regionalnych pod względem nowej podaży biur

2021 był udanym rokiem dla rynku biurowego w Poznaniu – do użytku oddano 37,5 tys. mkw. nowej powierzchni biurowej, co stanowi trzeci wynik wśród miast regionalnych. Tym samym całkowite zasoby biur przekroczyły w stolicy Wielkopolski 620 tys. mkw.

– Aktywność deweloperów widoczna jest głównie w centrum Poznania – w niedalekiej przyszłości powstaną tutaj takie inwestycje jak Andersia Silver, kolejna faza Nowego Rynku (budynek E) oraz Stara Rzeźnia. Nie brakuje również przykładów modernizacji istniejących budynków, które mają stanowić konkurencję dla nowych inwestycji. Jednym z takich przykładów jest wieżowiec PFC, obecnie modernizowany przez nowego właściciela. Nowe wnętrza oraz inwestycje w zrównoważony rozwój mają podnieść atrakcyjność PFC i tym samym przekonać do siebie nowych najemców – mówi Sebastian Bedekier, Partner, Dyrektor Regionalny odpowiedzialny za rozwój Colliers w Poznaniu i Szczecinie.

Wzrost aktywności najemców

W 2021 r. na poznański rynek biurowy powróciło zainteresowanie firm najmem biur. Największą transakcję zawartą w 2021 r. w Poznaniu stanowiła renegocjacja umowy poufnego klienta z sektora finansowego w kompleksie Business Garden Poznań (17,4 tys. mkw.), była to również jedna z większych transakcji na wszystkich rynkach regionalnych w Polsce w minionym roku.

– Tylko w Colliers mieliśmy przyjemność wspierać naszych klientów w zawarciu umów najmu na ponad 30 tys. mkw., co stanowiło 43% wszystkich transakcji (72 tys. mkw.) na poznańskim rynku biurowym. Szczególnie cieszy spadek zainteresowania zmniejszaniem powierzchni poprzez jej podnajem. W 2020 roku właśnie podnajmy i redukcje były tendencjami, które mogły niepokoić, głównie deweloperów biurowych. Teraz widzimy, że sytuacja jest stabilna i firmy z większym spokojem planują zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe – mówi Sebastian Bedekier.

– Zauważalny wzrost aktywności najemców sprawił, że odczuliśmy potrzebę wzmocnienia naszego zespołu o kolejnych ekspertów. Do naszego regionalnego zespołu w 2021 r. dołączyły dwie osoby, które wsparły działy Powierzchni Biurowych i Doradztwa Budowlanego, które są kluczowe z perspektywy klientów zainteresowanych najmem biur – mówi Sebastian Bedekier.

Poziom pustostanów w dół

Większa aktywność na rynku najmu znajduje odzwierciedlenie w powolnym spadku współczynnika powierzchni niewynajętych, który pod koniec 2021 r. wyniół 12,7% (vs. 13% w 2020 r.). W większości miast regionalnych współczynnik ten uległ zwiększeniu – tendencje odwrotną odnotowały jedynie Poznań, Łódź i Szczecin.

– Poznań jest uznawany za jeden ze stabilniejszych rynków biurowych, który ulega małym wahaniom a nowa powierzchnia biurowa, szczególnie w centrum, jest bardzo szybko wchłaniana. Dobrym tego przykładem jest budynek D w kompleksie biurowym Nowy Rynek, który został oddany do użytku w zeszłym roku i jest już niemal w pełni wynajęty – mówi Hubert Filipczak Senior Associate w Dziale Powierzchni Biurowych Colliers.

Biura przechodzą ewolucję

Poznań pozostaje istotnym rynkiem dla firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. W badaniu przeprowadzonym wspólnie przez Colliers i ABSL we wrześniu 2021 roku 82% ankietowanych firm z tego sektora zadeklarowało, że planuje wdrożyć system pracy hybrydowej. 63% z nich optuje za umożliwieniem pracownikom wykonywania obowiązków z domu w wymiarze 2-3 dni w tygodniu. Takie podejście wymusiło zmianę spojrzenia na funkcje biur.

– W przestrzeniach biurowych pojawia się więcej współdzielonych miejsc pracy, pomieszczeń do spotkań zespołowych, zwraca się również większą uwagę na tymczasowe zwiększenie odległości między biurkami. Firmy zdają sobie sprawę, że żeby zachęcić pracowników do powrotu do biura, muszą zapewnić możliwie wysoki komfort pracy w wynajmowanej przestrzeni. W 2021 r. wiele organizacji, w szczególności z sektorów BSS i IT, decydowało się na inwestycje mające na celu podniesienie atrakcyjności biur. W tym roku zapewne będziemy świadkami rozwoju tego trendu i aranżowaniu przestrzeni biurowej, tak by była jak najbardziej funkcjonalna i przyjazna dla użytkowników – mówi Blanka Klawińska-Okonek, Associate w Dziale Powierzchni Biurowych Colliers.

Victoria Dom weszła na rynek PRS

Victoria Dom zawarła pierwszą transakcję pakietowej sprzedaży mieszkań do luksemburskiego funduszu Vivion. Umowa obejmuje dwa budynki powstałe w ramach Osiedla Metro Połczyńska na warszawskim Bemowie. Deweloper posiada kilka kolejnych projektów, które może zaoferować funduszom inwestującym na rynku najmu instytucjonalnego (PRS).

Fot.: Osiedle Metro Połczyńska
Fot.: Osiedle Metro Połczyńska

Deweloper Victoria Dom sfinalizował pierwszą transakcję pakietowej sprzedaży mieszkań do funduszu inwestującego na rynku najmu instytucjonalnego PRS (ang. Private Rented Sector). Umowa zawarta z luksemburską firmą Vivion obejmuje dostarczenie lokali w dwóch budynkach powstałych na Osiedlu Metro Połczyńska przy ulicy Kopalnianej na warszawskim Bemowie.

– Sfinalizowaliśmy pierwszą umowę sprzedaży mieszkań do funduszu inwestującego w nieruchomości przeznaczone pod najem instytucjonalny. Przy lekkim schłodzeniu nastrojów na rynku pierwotnym obsługa sektora PRS jest atrakcyjną alternatywą na utrzymanie zakładanych poziomów sprzedaży. Aktualnie mamy w realizacji kilka kolejnych projektów, które możemy zaoferować funduszom w ramach pakietowej sprzedaży – podkreślił Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victoria Dom.

Oferta spółki koncentruje się na kompaktowych i funkcjonalnych mieszkaniach, które są dobrze skomunikowane z innymi częściami miasta. Takie lokale, posiadające jednocześnie rozbudowaną strefę powierzchni wspólnych w postaci placów zabaw czy terenów zielonych, są najchętniej wybierane zarówno przez osoby kupujące na własne potrzeby oraz pod wynajem. Nieruchomości mieszkaniowe są cały czas traktowane jako jedna z najlepszych form inwestycji oraz lokat kapitału.

Victoria Dom w minionym roku sprzedała na polskim rynku łącznie 1607 mieszkań. To o 6% więcej niż w poprzednim roku, kiedy zakontraktowano 1522 lokale. Victoria Dom posiada rozbudowany bank ziemi systematycznie uruchamiając nowe inwestycje i kolejne etapy popularnych osiedli. W Polsce aktualnie realizuje projekty na terenie aglomeracji warszawskiej i krakowskiej. Dodatkowo Victoria Dom rozwija działalność w Niemczech prowadząc ekspansję w Berlinie oraz Lipsku.

Lincoln Property Company wznawia operacje na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce i planuje kolejne projekty

Lincoln Property Company (LPC), uznany inwestor, deweloper i zarządca działający w sektorze nieruchomości komercyjnych w USA i Europie, wznawia działalność w Polsce. W ślad za akwizycją projektu The Form w Warszawie w drugiej połowie ubiegłego roku, funkcję Dyrektora Zarządzającego Lincoln Property Company w Polsce objął Damian Grzywacz, z misją poszukiwania kolejnych projektów inwestycyjnych w regionie.

Mamy ambitne plany rozwoju w różnych sektorach rynku nieruchomości w Polsce, -komentuje Damian Grzywacz, Dyrektor Zarządzający Lincoln Property Company w Polsce.

Lincoln Property Company, założona w 1965 roku w Dallas w Teksasie, jest jedną z najbardziej zdywersyfikowanych prywatnych firm inwestujących na rynku nieruchomości komercyjnych w USA. Od początku działalności LPC zrealizował projekty komercyjne o łącznej powierzchni ponad 14 mln m2 oraz 220 tys. apartamentów w budownictwie wielorodzinnym. Jako inwestor, w ciągu ostatnich 15 lat, LPC nabył aktywa o wartości ponad 22 mld dolarów i obecnie zarządza portfolio aktywów o łącznej wartości ponad 94 mld dolarów.

LPC rozpoczął działalność w Europie na początku lat 90-tych, realizując projekty deweloperskie o łącznej powierzchni ponad 2,5 mln m2 na dziewięciu rynkach europejskich. Obecna europejska platforma firmy Lincoln koncentruje się zarówno na możliwościach inwestycyjnych, jak i deweloperskich, z aktualnym portfolio projektów o wartości ponad 1,6 mld euro w różnych sektorach rynku nieruchomości komercyjnych w Wielkiej Brytanii, Czechach, na Słowacji i w Polsce.

Jako jeden z najatrakcyjniejszych rynków nieruchomości w Europie, Polska jest dla nas naturalnym miejscem do rozwijania działalności. Mamy ambitne plany rozwoju w Polsce i intensywnie poszukujemy projektów inwestycyjnych w kilku strategicznych sektorach – biurowym, mix-used i logistycznym, zarówno w zakresie developmentu, jak i asset management. Nasz rozwój w Polsce będzie się koncentrował na innowacjach technologicznych i ESG, a referencją dla poszukiwanych projektów jest nasza inwestycja typu „placemaking” – Station Hill w Reading, w Wielkiej Brytanii, -komentuje Damian Grzywacz, Dyrektor Zarządzający Lincoln Property Company w Polsce.

The Form – pierwszy projekt deweloperski Lincoln Property Company w Polsce

Pierwszy projekt deweloperski Lincoln Property Company w Polsce to biurowiec The Form, który będzie zlokalizowany na warszawskiej Woli, u zbiegu ulic Miedzianej i Pańskiej. Budynek zaoferuje łącznie blisko 31 000 m2 na dziewięciu kondygnacjach, w tym około 28 500 m2 powierzchni biurowej oraz 2500 m2 powierzchni usługowo-handlowej, której sercem będzie przestronne, zielone patio tworzące strefę do spotkań i odpoczynku. Rozpoczęcie inwestycji jest planowane w drugiej połowie 2022 roku, a oddanie do użytku w pierwszej połowie 2024 roku.

The Form to nasze mocne wejście na polski rynek. Będzie to pierwszy budynek nowej generacji w Polsce, który zaadresuje oczekiwania i potrzeby najemców ukształtowane podczas pandemii. Mamy unikalną możliwość dostosowania projektu budynku i jego funkcji do nowych oczekiwań rynku. Naszą ambicją jest, żeby The Form stał się punktem odniesienia dla wszystkich budynków biurowych w tej części Europy zarówno pod względem komfortu użytkowania, rozwiązań technologicznych, jak i pod względem rozwiązań ESG. Nasz projekt będzie certyfikowany nie tylko popularnymi certyfikatami WELL oraz LEED, ale przede wszystkim uzyska certyfikację w zakresie Net Zero Carbon, Active Score oraz Air Rated, -komentuje Damian Grzywacz, Dyrektor Zarządzający Lincoln Property Company w Polsce.

JLL skomercjalizuje projekt The Form

Lincoln Property Company wybrał międzynarodową agencję doradczą JLL na wyłącznego agenta odpowiedzialnego za komercjalizację powierzchni biurowej i handlowej projektu The Form.

Doceniamy zaufanie, jakim obdarzył nas tak renomowany partner jak Lincoln Property Company, tym bardziej, że powierzył nam komercjalizację swojej pierwszej inwestycji w Polsce. Doświadczenia ostatnich dwóch lat wyraźnie wpłynęły na wyznaczenie nowych standardów w sektorze biurowym. Projekt The Form nie tylko odpowiada na te potrzeby, ale wręcz wytycza nowe trendy związane z kształtowaniem się współczesnego środowiska pracy, -komentuje Ilona Danelczyk, Dyrektor w Agencji Biurowej, JLL.

Przyjęcie uchodźców – to nie tylko zakwaterowanie: agencja pracy dzieli się doświadczeniem

Zagrożenie inwazją zbrojną Rosji na Ukrainę nie ustępuje. Polska przygotowuje się do przyjęcia potencjalnych uchodźców z Ukrainy – nie tylko ze względu na bezpieczeństwo narodowe i członkostwo w NATO, ale przede wszystkim – ze względów humanitarnych.

Uruchomiony został Rządowy Program – Pomoc dla Ukrainy, powołano dwa zespoły międzyresortowe: ds. przyjęcia przez RP uchodźców napływających z Ukrainy oraz ds. przyjęcia przez RP rannych z terytorium Ukrainy. Przygotowują się również urzędy miast: nie tylko dużych jak Gdańsk, Kraków, Warszawa czy Wrocław, ale też mniejszych jak Ciechanów, Elbląg czy Olsztyn.

Agencje zatrudnienia rekrutujące obcokrajowców deklarują gotowość wsparcia władz i samorządów, podzielenia się ekspertyzą i dobrymi praktykami. Uwaga urzędników na razie skupia się na kwestiach podstawowych, takich jak zapewnienie mieszkań czy wyżywienia. Zadanie jednak jest nieco bardziej skomplikowane.

– W skali roku opiekujemy się zatrudnieniem i zapewnieniem godnych warunków pobytowych ponad 18 tysięcy pracowników w całej Polsce, głównie z Ukrainy. Duża część z nich przyjeżdża tu po raz pierwszy, dlatego w każdym regionie posiadamy wielonarodowe i wielojęzyczne zespoły oraz własne praktyki i procedury wsparcia migrantów, żeby na co dzień pomagać im odnaleźć się w nowym środowisku – mówi Tomas Bogdevic, dyrektor generalny międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal.

Jedną z takich dobrych praktyk jest tak zwany opiekun migranta. Obsługa obcokrajowców w Gremi Personal znajduje się w rękach koordynatorów terenowych. Obecnie jest ich 37 w skali kraju, każdy z nich opiekuje się około 100 osobami. Są do dyspozycji 24/7 na dobę i odpowiadają na wszystkie pytania dotyczące pobytu obcokrajowca w Polsce, począwszy od tego gdzie jest najbliższa przychodnia, po to jak segregować śmieci.

– Tacy koordynatorzy są najważniejszym ogniwem integracji cudzoziemców. W przypadku przyjęcia do Polski uchodźców z Ukrainy, będą niezbędni i niezastąpieni w każdym regionie. Powinny to być osoby o bardzo szerokich kompetencjach – uważa Tomas Bogdevic.

Muszą być nie tylko menedżerami, doradcami, ale i – co najważniejsze szczególnie w kontekście potencjalnej wojny – psychologami.

– Migracja zawsze wiąże się ze stresem, niepewnością, a ucieczka przed wojną tym bardziej, jest to niewątpliwie traumatyczne doświadczenie. Obecnie do naszych koordynatorów podopieczni często dzwonią po prostu, żeby porozmawiać, chcą się wygadać. Taka osoba musi być nie tylko odporna, silna psychicznie, ale też posiadać odpowiedni poziom empatii, a także po ludzku – pokłady życzliwości i dużo cierpliwości w kontakcie z drugim człowiekiem – mówi dyrektor Gremi Personal.

Pomimo częstych pytań dotyczących pobytu i legalizacji, bardzo ważną kwestią jest opieka medyczna obcokrajowców, w tym porozumienie się z personelem przychodni lub szpitala. Opiekun migranta posiada znajomość podstawowej terminologii medycznej i jest w stanie pomóc podopiecznemu potrzebującemu porady lekarza w wyjaśnieniu co mu dolega i prawidłowo zrozumieć zalecenia.

Pracownicy Gremi Personal mogą również skorzystać z bezpłatnych porad medycznych w ich ojczystym języku. Agencja odnalazła klinikę, która w ramach ubezpieczenia NFZ udziela teleporad na terenie całej Polski, wystarczy wcześniej się zarejestrować. Rezerwacja następuje za pośrednictwem aplikacji Viber, najpopularniejszego wśród migrantów komunikatora.

W tej aplikacji, dla wygody pracowników ze Wschodu, działa również rosyjskojęzyczny chatbot Gremi Personal. Z jego pomocą o każdej porze obcokrajowiec może uzyskać szybkie i kompetentne odpowiedzi na temat warunków legalnego zatrudnienia i życia w Polsce. W tym dotyczące edukacji dzieci.

– Coraz więcej osób przeprowadza się do Polski z dziećmi, dostajemy więc dużo pytań o lokalne szkoły i przedszkola. Myślę, że w przypadku uchodźców będzie to jeden z najważniejszych tematów do załatwienia – mówi Tomas Bogdevic.

Kolejnym wyzwaniem, z którym zetkną się uchodźcy, będzie podjęcie zatrudnienia niezbędne do integracji. Na szczęście polski rynek pracy wchłonie napływ migrantów bez większych problemów, ale potrzebna będzie aktywna współpraca pracodawców, w tym agencji zatrudnienia, urzędów i NGO-sów.

– Choć szczerze wierzymy, że do otwartej zbrojnej inwazji Rosji na Ukrainę nie dojdzie, jesteśmy gotowi, korzystając z całego naszego doświadczenia, aktywnie wesprzeć władze i samorządy w ewentualnej sytuacji kryzysowej – podsumowuje Tomas Bogdevic.

Pierwszy nabór projektów w ramach mechanizmu IPTF

Polska Agencja Kosmiczna (POLSA) ogłasza rozpoczęcie naboru projektów w ramach nowego mechanizmu ESA dla Polski – Industrial Policy Task Force (IPTF). Priorytetowe obszary wspierane przez IPTF obejmują działania obowiązkowe i programy eksploracyjne. Termin składania projektów w pierwszym cyklu – 14 marca br.

IPTF jest mechanizmem mającym zapewnić lepszy udział polskich podmiotów w przetargach ogłaszanych przez ESA, w krótkim oraz w długim terminie. Rozwiązania przyjęte w ramach tego instrumentu mają pozwolić na dalszy rozwój kompetencji niezbędnych do efektywnego udziału w globalnych łańcuchach dostaw. Takie podejście jest istotne z punktu widzenia wspierania polskich aspiracji włączania się w największe europejskie i globalne misje kosmiczne, które realizowane są w oparciu o konkurencyjne postępowania przetargowe.

W procesie opiniowania projektów zostaną zastosowane standardowe kryteria oceny, zgodne z rekomendacjami ESA (dokument ESA/REG/001) oraz brany będzie pod uwagę potencjał projektu dla zwiększania konkurencyjności polskiego przemysłu, w tym m.in.:

  • znaczenie projektu dla przyszłych misji kosmicznych – „jaki problem projekt adresuje lub jaką lukę wypełnia?”,
  • możliwość zastosowania wyników projektu w sektorze publicznym lub prywatnym w dłuższej perspektywie czasowej – „jak prawdopodobne jest przyszłe zapotrzebowanie na rozwijaną technologię?”,
  • możliwość włączenia polskich podmiotów w zagraniczne łańcuchy dostaw – „czy projekt rozwija wcześniejszą polską aktywność w podobnym obszarze technologicznym?”.

Aby zgłosić projekt do IPTF w pierwszym cyklu naboru należy:

  • Wypełnić dokument – tzw. „Fiszkę ESA” (szablon dostępny na stronie https://www.gov.pl/web/rozwoj-technologia/wsparcie-dla-polskich-firm),
  • Wysłać wypełniony dokument na adres [email protected] do 14 marca 2022 r. włącznie.

Kolejne nabory będą ogłaszane w cyklach dwumiesięcznych. Kolejny planowany jest w maju br.

Projekty zostaną wybrane na podstawie rekomendacji Zespołu Zadaniowego ds. Polityki Przemysłowej (IPTF) ESA-PL, składającego się z przedstawicieli ESA oraz przedstawicieli KPRM, MEiN, MSZ, MRiT i POLSA.

Informacje o wynikach naboru w pierwszym cyklu zostaną przedstawione 13 kwietnia 2022 r.

Jednocześnie informujemy, że biorąc pod uwagę skalę instrumentu podkreślić należy jego pomocniczą rolę w zakresie zwiększania polskiego udziału w łańcuchach dostaw.

IPTF jest mechanizmem mającym zapewnić lepszy udział polskich podmiotów w przetargach ogłaszanych przez ESA, w krótkim oraz w długim terminie. Tak więc obszary priorytetowe, jak również środki finansowe dostępne w ramach mechanizmu, mogą ulec zmianie. Celem mechanizmu nie jest zastąpienie normalnych postępowań ESA.

Pożyczka online – pytania klientów i odpowiedzi ekspertów

Trzeba przyznać, że pożyczki pozabankowe cieszą się dzisiaj ogromną popularnością. Stały się doskonałą alternatywą dla tradycyjnych kredytów bankowych. Z szybkich pożyczek najczęściej korzystają ci, którzy nie mają szans na współpracę z instytucją bankową albo ci, którzy nie mogą czekać na przedłużający się proces weryfikacji klienta. Pożyczka przez internet jest dedykowana wszystkim, którzy potrzebują finansowego wsparcia „na już” i na dowolny cel. Chcesz więcej? Przeczytaj koniecznie ten tekst. Zawarto w nim najczęściej zadawane pytania potencjalnych klientów i odpowiedzi profesjonalnych ekspertów rynku finansowego.

Jak złożyć wniosek o szybką pożyczkę?

Współpraca z instytucją bankową staje się naprawdę wygodna. Większość ofert umożliwia składanie wniosków za pośrednictwem internetu. Kredyt online udzielany jest w takim przypadku na podstawie elektronicznego wniosku, a jego wypełnienie trwa dosłownie kilku minut.

Kto może liczyć na współpracę z firmami pożyczkowymi?

Każda instytucja pozabankowa ustala własne warunki współpracy, które są zgodne z prowadzoną polityką udzielanych zobowiązań. W większości przypadków na współpracę mogą liczyć również ci klienci, którym banki odmawiają udzielenia kredytów.

Podstawą weryfikacji klienta najczęściej jest sam wniosek oraz przelew albo SMS weryfikacyjny, aby sprawdzić zgodność danych tożsamości. Nie wszystkie firmy pożyczkowe generują raporty BIK, a także nie zawsze żądają zaświadczenia o zarobkach. W związku z tym, o pożyczkę online mogą ubiegać się również dłużnicy czy osoby, które nie generują stałych dochodów.

Jeśli wymagany jest dochód, to jaki?

Czy pożyczkę online otrzymają jedynie ci wnioskujący, którzy są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę na czas nieokreślony? Absolutnie nie, bo szansę na współpracę z instytucją pozabankową mają również osoby, które generują zarobki z innego tytułu, w tym na umowę zlecenie czy poprzez prowadzenie własnej firmy. Co więcej, na pożyczkę mają szansę także osoby otrzymujące świadczenia, takie jak renta bądź emerytura.

W jaki sposób spłacana jest pożyczka?

To klient ustala liczbę rat i reguluje miesięczne należności o wskazanej wartości. Warto podkreślić, że instytucje pozabankowe raczej nie stosują już taktyki, zgodnie z którą pożyczki musiały być spłacane w całości. Dzisiaj takie zobowiązania są najczęściej ratalne, dzięki czemu klient nie ma problemu z utrzymaniem płynności finansowej.

Czy pożyczka jest bezpieczna?

Oczywiście, że tak. Jeśli tylko zostanie zaciągnięta w renomowanej firmie pożyczkowej z wieloletnim doświadczeniem na rynku, nie ma żadnych obaw w zakresie współpracy. Niektóre pożyczki są dzisiaj znacznie bardziej opłacalne, niż tradycyjne kredyty.

Polski Ład programistów nie złości. Ulga IP BOX nadal w grze

Rozwiązania Polskiego Ładu dotknęły wielu, a rząd w pośpiechu łata dziury w swoim sztandarowym programie. Jednak pracownicy sektora IT w spokoju przyjęli nowe rozwiązania. Nie straszna im nawet podwyżka składki zdrowotnej, bo w większości będą mogli przejść na obniżony dla nich ryczałt. O ile prowadzą działalność gospodarczą, a samozatrudnienie wśród specjalistów od IT to chleb powszedni. 

Prawnicy, doradcy podatkowi i księgowi nie mają wątpliwości, że są w grupie, która na Polskim Ładzie skorzystała. – Od paru miesięcy pracy nam nie brakuje. Nie sposób zliczyć telefonów, maili, zapytań od tych, których zmiany w Polskim Ładzie dotknęły najbardziej – czyli tych, którzy  korzystają z pozaetatowych sposobów zatrudnienia – mówi Marek Czyżewski, CEO serwisu Pravna.pl.

Kluczową zmianą jest to, że prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą nie opłaca już składki zdrowotnej w sposób zryczałtowany, a od całości swojego przychodu. Tak jak i pozostali nie mogą też składki odpisać od podatku.

Według Polskiego Instytutu Ekonomiczne, think-thanku powiązanego z Ministerstwem Finansów, w takiej sytuacji postawiono nawet 180 tys. pracujących, w tym ok.  26 tys. programistów lub innych pracowników sektora IT. Jak pokazują jednak pierwsze wyliczenia, akurat sektor nowoczesnych technologii dość spokojnie podchodzi do zmian podatkowych w Polskim Ładzie.

Rząd Mateusza Morawieckiego często nawiązywał do tego, że chciałby zmobilizować firmy do bardziej innowacyjnych i kreatywnych działań, aby przestawić polską gospodarkę na tory większej konkurencyjności. Nie da się ukryć, że często były to tylko słowa, jak te o milionie aut elektrycznych. Jednak niektóre działania – choć zapewne też nie zawsze doskonałe – na pewno nie pogarszały sytuacji ludzi kreatywnych. System podatkowy był im przyjazny i pozwalał na rozliczanie się w sposób uprzywilejowany. Mówimy choćby o uldze IP Box czy o uldze badawczo-rozwojowej (B+R) – zaznacza Czyżewski, którego firma przygotowała już setki wniosków o przyznanie ulgi IP BOX dla swoich klientów.

Ryczałt coraz niższy

Polski Ład informatykom uchylił kolejne drzwi. Programiści mogą płacić podatki wynikające z umowy o pracę, wykorzystując skalę podatkową, podatek liniowy czy ryczałt. To właśnie ten ostatni sposób został zmieniony zapisanymi Polskiego Ładu i przyniósł programistom kolejne ciekawe rozwiązanie. Ryczałt po zmianach wynosi zaledwie 12% i jest to obniżka o 3% względem lat poprzednich.

Jak wygląda to w praktyce? Programista zarabiający 15 tys. złotych miesięcznie na etacie „na rękę” weźmie 115 tys. zł rocznie. Ta sama osoba rozliczająca się podatkiem liniowym (19%) zarobi ok. 130 tys. zł, a „ryczałtowiec” zainkasuje ok. 10 tys. więcej.

IP Box z dodatkową ulgą B+R

Kolejnym rozwiązaniem jest możliwość wykorzystania ulgi IP Box. Może z niej skorzystać każdy, kto prowadzi działalności innowacyjną. Dzięki temu zapłaci podatek, który wynosi zaledwie 5%. Jednym z ustawowym wyznacznikiem „innowacyjności” jest konieczność wylegitymowania się kwalifikowanym prawem własności intelektualnej. Na tzw. kwalifikowane IP mogą składać się np. patenty czy autorskie prawa do nowych rozwiązań informatycznych.

Z naszych obliczeń wynika, że wybór podatku liniowego z ulgą IP Box umożliwia wygenerowanie większych oszczędności niż ryczałt – nawet po obniżeniu jego stawki do 12%. Warto wspomnieć, że na ryczałcie nie ma możliwości odliczenia kosztów prowadzenia działalności. Oznacza to, że nie można obniżyć podatku dochodowego o takie firmowe koszty, jak wynajem powierzchni biurowych, paliwo czy sprzęt do pracy, np. laptop lub telefon. Taką możliwość mają programiści na liniówce, co przemawia za wyborem właśnie tej formy opodatkowania – zwraca uwagę założyciel Pravna.pl.

Kolejną istotną zmianą podatkową, która może wpływać na sposób rozliczeń w sektorze IT, jest to, że od 2022 roku można łączyć ulgę IP Box z ulgą B+R.  Dzięki temu, korzystając z dodatkowej ulgi, pracownik IT może odliczyć kwalifikowane koszty od kosztów uzyskania przychodu i podstawy opodatkowania.

Jednak nie wszyscy z pracowników sektora IT mogą skorzystać z Ulgi IP Box. Menedżerowie wyższego szczebla, osoby, które już w niewielkim stopniu zajmują się programowaniem, a bardziej nadzorują prace innych, nie mogą liczyć na pozytywną opinię ze „skarbówki”. Wydaje się, że to akurat oni będą największymi beneficjentami nowej ryczałtowej stawki, a programiści – na co dzień piszący kod – skorzystają bardziej na IP BOX – kończy Czyżewski.

Niedziele wolne od handlu mogą doprowadzić do spadku zatrudnienia lub ograniczą wysokość podwyżek, firmy nadal będą otwierac sklepy

Niedziele wolne od handlu mogą doprowadzić do spadku zatrudnienia lub ograniczą wysokość podwyżek w sektorze handlowym.Przedsiębiorcy z sektora nadal będą korzystać z dozwolonych prawem wyjątków.

Chociaż niejednemu Polakowi serce podpowiada, że zakaz handlu w niedzielę godzi w podstawowe prawa i wolności oraz narusza Konstytucję, to tak nie jest. Sklepy w niedzielę legalnie zamknięto. Ponieważ jednak ludzie żyją dynamicznie, są aktywni o różnych porach, również albo głównie w weekendy i w niedzielę, czasem po prostu muszą coś kupić. Ustawodawca uznaniowo, zostawił więc pewne wyjątki, choć większość placówek handlowych powinna de iure pozostać zamknięta. Są jednak wyjątki i placówki handlowe będą z tego korzystać, aby zwiększyć dochody, ale także zapewnić w dobie inflacji odpowiednią skalą podwyżek dla pracowników. Chcą także szybciej odbudować swoje biznesy, które ucierpiały na skutek pandemii – komentuje Diana Knapczyk z kancelarii prawnej Causa Finita.

Dozwolona sprzedaż w niedziele ma mieć charakter wyjątkowy, jak sprzedaż kwiatów przy cmentarzu. Albo uzupełniający, jeżeli inna, objęta wyjątkiem działalność, na przykład pocztowa, jest „przeważająca”. Czyli taka która stanowi co najmniej 40% miesięcznego przychodu, a jednocześnie jest wpisana, jako przeważająca, do odpowiedniego rejestru. I tu mamy istotę ograniczenia. Ponieważ w rejestrach KRS i CEIDG wskazuje się tylko jeden punkt PKD jako działalność przeważającą.

Ustawa przewiduje kilka rodzajów działalności która nie musi być „przeważająca”, aby towarzyszyć sprzedaży w niedzielę. Mowa na przykład o placówkach handlowych w zakładach gdzie prowadzi się działalność w zakresie kultury, sportu, oświaty, turystyki i wypoczynku. Można sobie więc wyobrazić, że niejeden sklep stworzy u siebie w niedzielę przestrzeń czytelni albo wypożyczalni sprzętu sportowego. Albo zajmie się turystyką, oferując różne pokazy. Albo zatroszczy się o edukację młodszych lub starszych, oferując zajęcia kreatywne, testy kwalifikacji, warsztaty z rękodzieła.. Pomysły mogą być różne. Inne opcje, które Ustawodawca pozostawia, nie wymagając „przeważającej” działalności, to sprzedaż w placówkach handlowych na dworcach lub w zakładach leczniczych dla zwierząt. Jeśli lokalizacja pozwoli, można sobie wyobrazić, że takich hybrydowych sklepów będzie więcej.

Czy kontrole PIP zagrożą placówkom handlowym prowadzącym taką działalność? Nie, ponieważ jeśli sklep jest zaliczany do wyjątków, które mogą działać w niedzielę, to mogą być w nich również pracownicy. Jak to powstrzymać? Może wystarczy uzupełnić przepisy o to, że działalność w przypadku każdego wyjątku ma być „przeważająca”. Czy Ustawodawcy jednak faktycznie na tym zależy?

Inflacja i wzrost cen wpływają na oczekiwania pracowników co do wzrostu wynagrodzeń. Groźba konfliktu na Ukrainie również wzmaga potrzebę, aby przywrócić poczucie bezpieczeństwa, które przecież opera się na finansowej sytuacji, czy to przedsiębiorstwa czy rodziny.

Tymczasem właściciele sieci handlowych od początku mówili, że niedziele wolne od handlu doprowadzą do ograniczeń w zatrudnieniu lub niższych płac – stosownie do krótszego wymiaru działalności sklepów. Jest więc argument żeby odmówić podwyżki pracownikom.

Dodatkowo przedsiębiorcy prowadzący sklepy mówią wprost o tym jak ciężko wychodzi się z kryzysu spowodowanego COVID-19. Zamiast działać swobodnie, zarabiać na wyższe rachunki za media i inne koszty, muszą borykać się z trudnościami które niesie z sobą wprowadzenie Polskiego Ładu, a zakaz handlu w niedzielę traktują jak dodatkową kulę u nogi i de facto ograniczenie działalności. Należy więc oczekiwać, że niektórzy handlowcy i sieci będą korzystać z furtek, które umożliwią im prowadzenie działalności w niedziele. I trudno się dziwić skoro klienci przychodzą i chcą kupować.

Jak ograniczyć koszty firmy ponoszone na flotę samochodową?

Flota samochodowa to bardzo drogie, lecz niezbędne narzędzie pracy — wie o tym każdy manager lub właściciel firmy działającej w terenie. Niezależnie od tego, czy jest to zespół dwóch, czy kilkudziesięciu pojazdów, każda możliwość optymalizacji wydatków warta jest dogłębnego rozważenia. W tym artykule prezentujemy najskuteczniejsze metody na redukcję kosztów flotowych, gdzie w sukurs przychodzi nam technologia monitoringu GPS. 

Oszczędzaj na paliwie

Poza samym zakupem lub wynajmem pojazdów jednym z największych wydatków związanych z flotą samochodową są koszty paliwa. Aby dokładnie określić obecne koszty, warto śledzić trasy przejazdów, styl jazdy kierowcy i zmiany w poziomie spalania. Lokalizatory GPS z funkcją podłączenia pod magistralę CAN pojazdu umożliwiają generowanie raportów, które w przejrzysty sposób zilustrują nam, gdzie możemy dokonać usprawnień. Dzięki odpowiedniemu przeszkoleniu pracowników, a także zauważeniu błędów w trasach przejazdów lub problemów technicznych, będziemy w stanie oszczędzić duże ilości pieniędzy.

System monitoringu GPS pozwala na uzyskanie większej perspektywy na sposób użytkowania naszej floty. Dzięki temu możliwe jest wybranie najkrótszych, najszybszych i najpewniejszych tras przejazdów flotowych tak, aby zwiększyć efektywność przedsiębiorstwa oraz ograniczyć koszty paliwa.

Zapobiegaj zamiast leczyć – eksploatacja floty samochodowej

Monitoring floty  pozwala na wykrycie większości nadużyć związanych z użytkowaniem pojazdu. Lokalizatory GPS umieszczone w autach firmowych wykryją m.in. zbyt wysokie obroty silnika, gwałtowne przyspieszenia i hamowania czy nadmierną prędkość. Poinformują one też o stanie paliwa w baku (jazda na rezerwie może doprowadzić do wciągnięcia zanieczyszczeń przez silnik i zepsucia pojazdu). Co więcej, nadajnik przekaże nam też informację o innych nieprawidłowościach – niskim stanie napięcia głównego zasilania czy pozostawieniu samochodu na włączonych światłach. Na koniec, system monitoringu prześle nam też informacje o zbliżających się przeglądach, a dzięki informacji o przejechanych kilometrach i czasu pracy silnika pozwoli na stworzenie planu konserwacji pojazdów.

Optymalizuj pracę swojego zespołu

Jednym ze sposobów na ograniczenie kosztów floty jest usprawnienie sposobu, w jaki wykorzystywana jest na co dzień. Zainstalowanie nadajników GPS w pojazdach pozwoli na zbieranie istotnych informacji o działaniach prowadzonych przez pracowników. Da on wgląd np. w prędkość dostarczania produktów, ilość odbywanych spotkań handlowych, częstość pokonywania tych samych tras i czasu spędzanego na postoju. Analiza tras umożliwi działanie floty w sposób optymalny kosztowo. System GPS pozwoli też na sprawdzenie, czy przejazdy faktycznie wykorzystywane są do celów zawodowych, a nie prywatnych.

Monitoring floty umożliwi również indywidualną ewaluację każdego z kierowców. Pracownik przed rozpoczęciem jazdy identyfikuje się poprzez kartę RFID lub aplikację mobilną, co umożliwia łatwe sprawdzenie jego sposobu jazdy. Możliwe jest nawet utworzenie rankingu kierowców, który – biorąc pod uwagę styl jazdy – przedstawi w czytelnej formie, jak każdy z pracowników wypada na tle reszty.

Monitoring floty samochodowej to sposób na skuteczne cięcie kosztów w firmie. Sprawdzi się on szczególnie w przypadku firm transportowych, obsługujących transport publiczny i budowlanych, lecz także wypożyczalni samochodów, salonów samochodowych czy flot handlowych. Dostęp do informacji o każdym pojeździe możliwy jest z poziomu aplikacji mobilnej oraz przeglądarki internetowej – dzięki temu kontrolę sprawować można zarówno w biurze, jak i podczas wyjazdów.

Rynki finansowe zaskakująco odporne na działania Putina

Pomimo inwazji Rosji na Ukrainę na rynkach nie leje się przysłowiowa krew. Więcej niepewności było w poniedziałek oraz przed weekendem. Znamy już wstępną reakcję USA oraz Europy, która jest niby początkiem kolejnych decyzji. Sytuacja może się oczywiście zmienić z każdym dniem i powinniśmy być tego świadomi. Czy zatem warto ponownie kupować akcje lub indeksy giełdowe w nadziei na wystąpienie na rynku „rajdu ulgi”?

Świat oczywiście nie stoi obojętnie na działania najazdowe Władimira Putina. Podpisanie dekretu o uznanie niepodległości Donieckiej Republiki Ludowej oraz Ługańskiej Republiki Ludowej można uznać za początek inwazji. Biden zareagował natychmiastowo ogłaszając pierwszą transzę sankcji, które mają między innymi polegać na wstrzymaniu finansowania niektórych rosyjskich instytucji. Przykładem jest bank VEB. Rosja nie będzie mogła także pozyskiwać kapitał ze sprzedaży obligacji za granicą. Bardziej istotne dla rynków, głównie surowcowego, jest jednak na ten moment decyzja kanclerza Niemiec o wstrzymaniu certyfikacji i tym samym uruchomienia gazociągu Nord Stream 2. W tym momencie nie wiemy jaką odpowiedź szykuje Rosja. Istnieje ryzyko, że Putin ograniczy eksport gazu innymi rurociągami do Europy co mogłoby mieć wpływ na cenę głównie gazu europejskiego. Wczoraj surowiec zdrożał do poziomu 80 euro za MWH, choć nadal wycena pozostaje zdecydowanie niżej niż od tej, którą widzieliśmy pod koniec ubiegłego roku.

Z technicznego punktu widzenia istnieje spora przestrzeń do wzrostów. Zapasy gazu w Europie powinny starczyć do końca zimy. Problematyczne wówczas byłoby napełnienie magazynów na przyszły sezon grzewczy. Nie oczekuję zatem w tym momencie wzrostów do poziomów grudniowych. W krótkim terminie bardziej realna wydaje się być zwyżka do 100 euro za MWh.

Jeśli doszłoby do rajdu ulgi (skuteczne porozumienie dyplomatyczne) wówczas indeksy giełdowe mogłyby sporo zyskać. Większość z amerykańskich benchmarków znajduje się w sporej odległości od historycznych szczytów. Szczególnie interesująco wygląda kontrakt US100 (oparty o Nasdaq). Spadki z ostatnich 3 miesięcy są niemalże identyczne do tych obserwowanych wiosną 2020, kiedy doszło do wybuchu pandemii. Poziom 13 600 pkt. wydaje się zatem idealnym miejscem na lokalizację końca całej korekty spadkowej. Warto się temu przyjrzeć. Z kolei polski WIG20, a dokładnie kontrakt na ten indeks, znalazł się na wsparciu wyznaczonym przez średnioterminową linię trendu wzrostowego. Widać również dynamiczne odbicie od tego obszaru. WIG20 znalazł się wczoraj przez moment najniżej od maja 2021. Szybko jednak zdołała ponownie wyjść ponad poziom 2100 pkt.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Na czym polega faktoring pełny?

Faktoring to usługa dostępna w kilku modelach, różniących się od siebie zakresem obowiązków stron danej umowy. Wśród nich znajduje się m.in. faktoring pełny, w którym faktor przejmuje ryzyko niewypłacalności kontrahenta na siebie. Dla kogo polecany jest faktoring pełny? Na czym dokładnie polega?

Faktoring pełny – czym jest?

Faktoring pełny, bez regresu, polega na przejęciu przez faktora ryzyka, związanego z niewypłacalnością kontrahentów objętych faktoringiem. Jeśli więc kontrahent nie ureguluje należności w podanym terminie – windykacją długu będzie zajmować się faktor. Faktorant nie będzie więc musiał oddać otrzymanych od faktora środków, nawet jeśli kontrahent nie spłaci należności. Faktoring pełny to przeniesienie całego ryzyka niewypłacalności partnera biznesowego na faktora.

 

Faktoring pełny – kiedy się opłaca?

W związku z faktem, że ryzyko niewypłacalności kontrahenta przejmuje faktor, związane jest to z wyższym kosztem tej usługi. Jakim więc przedsiębiorstwom opłaca się właśnie to rozwiązanie?

  • rozwijającym się dynamicznie, tych, które wchodzą we współpracę z nowymi partnerami biznesowymi, zwłaszcza zagranicznymi. Faktoring pełny minimalizuje ryzyko niewypłacalności podczas zawierania nowych umów, bowiem faktor dokładnie sprawdza każdego kontrahenta,
  • tym, które są w posiadaniu ubezpieczenia należności – przydaje się to w przypadku niewypłacalności kontrahentów. W takim przypadku reprezentant firmy faktoringowej kontaktuje się z ubezpieczycielem i przejmuje obowiązek partnerów biznesowych faktoranta z tytułu polisy. Przedsiębiorca może więc korzystać z kilku usług – faktoringu, monitorowania należności, ochrony przed niewypłacalnością i windykacji,
  • firmom, które współpracują z kontrahentami dość niepewnymi lub w szybko zawierają umowy z nowymi przedsiębiorstwami. W takich momentach należy wykazywać się ograniczonym zaufaniem do wszystkich partnerów biznesowych – faktoring pełny ma za zadanie chronić interesy swoich klientów,
  • przedsiębiorstwom, które eksportują towary za granicę – ryzyko niewypłacalności jest tu dość duże, a ściąganie należności może być utrudnione,
  • tym, które większość dochodów uzyskują od jednego lub kilku kontrahentów. W momencie, kiedy przedsiębiorstwo zależne jest od jedynie kilku podmiotów – ryzyko utracenia płynności finansowej jest większe, jeśli kontrahent okaże się niewypłacalny.

 

Faktoring niepełny – czym jest?

Wiedząc, czym jest faktoring pełny i jakim przedsiębiorstwom opłaca się z niego skorzystać – dobrze jest mieć odniesienie do faktoringu niepełnego. Czym więc jest? Faktoring niepełny, z regresem, polega na cesji należności przez faktoranta na faktora, jednak zatrzymuje na sobie ryzyko niewypłacalności. Kiedy kontrahent nie będzie miał środków na spłatę należności – faktorant zobowiązany jest oddać faktorowi założone za siebie pieniądze.

 

Faktoring niepełny – kiedy może się sprawdzić?

Ten rodzaj finansowania przedsiębiorstw polecany jest dla firm, współpracujących z wieloma kontrahentami. W tym przypadku koszty faktoringu pełnego mogą być wyższe niż korzyści z niego wynikające. Rzadko zdarza się, że kilku partnerów biznesowych ogłasza nagle niewypłacalność, co mogłoby negatywnie odbić się na finansach przedsiębiorstwa.

 

Tańsza opcja faktoringu jest opłacalna również dla małych i średnich przedsiębiorstw – jeśli współpracują z wiarygodnymi partnerami. Zwłaszcza w momencie, gdy branże, w których działają, są mocno zróżnicowane. Ryzyko ogłoszenia upadłości czy niewypłacalności jest wówczas niższe.

 

Pomimo tego, że faktoring niepełny nie zakłada przekazania ryzyka niewypłacalności faktorowi – pomaga jednak odzyskać należności. Faktor każdorazowo sprawdza kontrahentów, co umożliwia ocenę ich wiarygodności. Zajmuje się również windykacją miękką, czyli stara porozumieć się z kontrahentem i wysyła wezwania do zapłaty.

 

Zanim przedsiębiorstwo zdecyduje się wybrać usługę faktoringu pełnego lub niepełnego – warto poddać analizie portfel kontrahentów i ewentualne ryzyko ich niewypłacalności. Dla części firm to właśnie faktoring pełny będzie najlepszym rozwiązaniem, podczas gdy inne przedsiębiorstwa uznają, że koszty usługi przewyższają korzyści z niej wynikające. Decyzja o wyborze modelu faktoringu powinna zależeć również od doświadczeń z wcześniejszej współpracy. Jeśli do tej pory kontrahent dopełniał obowiązków – wybór faktoringu niepełnego nie będzie zbyt dużym zagrożeniem dla faktoranta. W przypadku wątpliwości dobrze jest skonsultować się z firmą faktoringową, która pomoże dobrać optymalne rozwiązanie dla konkretnego przypadku.

Trzeci stopień alarmowy. KNF ostrzega instytucje finansowe przed atakami

Rząd ogłosił nowy stopień alarmowy dotyczący bezpieczeństwa teleinformatycznego. Ryzyko wystąpienia ataków cybernetycznych zostało podniesione do trzeciego poziomu w 4-stopniowej skali. Ogłoszony trzeci stopień Charlie-CRP oznacza, że właściwe służby mają wiarygodne informacje wskazujące wysokie prawdopodobieństwo ataku na systemy informatyczne. Ogłoszenie alertu Charlie-CRP zbiegło się z komunikatem Komisji Nadzoru Finansowego, która przypomina instytucjom finansowym o ryzykach związanych z atakami hakerskimi wskazując, że w ostatnim czasie liczba ataków znacznie wzrosła. Według statystyk KNF, w ostatnim roku było nawet 500 proc. więcej ataków.

W swoim piśmie sektorowym kierowanym do podmiotów nadzorowanych KNF wskazuje, że powinny one niezwłocznie uwzględnić w swojej działalności możliwość wystąpienia tzw. ataków DDoS, których głównym celem jest spowodowanie wyłączenia usług internetowych. Oznacza to, że w wyniku ataków może przestać działać np. bankowość elektroniczna czy tzw. bramki płatnicze (systemy płatności online).

Choć Komisja Nadzoru Finansowego nie wskazuje wprost, że pismo sektorowe ma związek z alertem Charlie-CRP czy jest następstwem wydarzeń na Ukrainie – gdzie rosyjscy hakerzy spowodowali liczne szkody – to sam moment, w którym pismo trafiło do instytucji finansowych trudno uznać za przypadkowy. Zwłaszcza, że w swym piśmie KNF wprost podkreśla, że ataki DDoS stają się wykorzystywane są przez tzw. state sponsored hackers, tj. grupy hakerskie działające w strukturze lub na zlecenie poszczególnych państw.

Tajemnicą poliszynela jest, że Rosja utrzymuje potężną „cyber armię”, która wielokrotnie od prawie dwóch dekad regularnie doprowadza do ataków cybernetycznych na państwa członkowskie NATO czy ich sojuszników.

– Moment, w którym KNF ostrzega sektor finansowy trudno uznać za przypadkowy. W Polsce mamy bardzo rozbudowany sektor fintech, tj. pozabankowych usług płatniczych. Ataki typu DDoS na trzech – czterech kluczowych dostawców usług płatniczych mogą sprawić, że nie tylko nie zapłacimy za zakupy w internecie, ale też np. nie opłacimy biletu w parkomacie czy przejazdu autostradą. Usługi finansowe są integralną częścią współczesnego e-biznesu, często nawet ich nie dostrzegamy. Wyłączenie którejś z nich na kilka, kilkanaście godzin mogłoby spowodować znaczne straty dla rynku e-commerce – wskazuje Tomasz Klecor, prawnik, partner w kancelarii Legal Geek, specjalizującej się w obsłudze rynku finansowego.

UE pracuje nad nowymi przepisami dotyczącymi odporności usług finansowych na cyberataki

Problem ataków hakerskich na usługi finansowe został dostrzeżony już dawno. Od kilku lat regulacje wymuszające na bankach wdrożenie odpowiednich rozwiązań funkcjonują w całej Unii Europejskiej. W Polsce wdrożyła je m.in. ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Przez ostatnie lata rzeczywistość rynkowa się jednak zmieniła i rynek finansowy został zdominowany przez pozabankowych dostawców. Dlatego Unia Europejska finalizuje właśnie prace nad tzw. Rozporządzeniem DORA, które obejmie cały sektor finansowy – w tym usługi fintechów.

Eksperci wskazują, że podmioty rynku usług płatniczych często nie ustępują bankom, jeśli chodzi o cyberbezpieczeństwo. Co więcej, nadzorcy tacy jak KNF już od dawna muszą wymagać od instytucji płatniczych posiadania planów ciągłości działania czy systemów zarządzania ryzykiem. Nadzorcy europejscy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo danych, przynajmniej od 2018 r. stawiają instytucje płatnicze w jednej linii z bankami.

– W Unii Europejskiej na rynku płatności online banki już dawno przestały być monopolistą. W praktyce to instytucje płatnicze są kluczowym elementem łańcucha płatności internetowych. Dla przykładu w Polsce na kilkanaście banków krajowych mamy ponad 150 instytucji płatniczych, w tym prawie 130 tzw. małych instytucji płatniczych. To są podmioty bardzo świadome, tworzone przez ludzi, którzy doświadczenie zdobywali w bankach czy korporacjach internetowych. Tam ciągłość działania i odporność na ataki cybernetyczne od zawsze jest czymś, na co zwraca się szczególną uwagę. Wielu naszych klientów od początku wdraża „standardy bankowe”. Nie boję się zatem o bezpieczeństwo tego rynku – mówi Tomasz Klecor z kancelarii Legal Geek, współpracującej z ponad 40 instytucjami płatniczymi w Polsce.

Największy wzrost liczby producentów suplementów diety od 5 lat – prawie co 20. firma jest nowa

Liczba producentów suplementów diety w 2021 roku wzrosła o 4,4 proc., co stanowi najwyższy wzrost tego segmentu na przestrzeni ostatnich pięciu lat. W tym samym okresie liczba hurtowni z suplementami diety rosła średnio w tempie 2,8 proc., a największy wzrost, na poziomie 4,9 proc., odnotowano w roku 2020. Detaliczny rynek punktów prowadzących ich sprzedaż w ciągu ostatnich trzech lat zmniejszał się średnio o 0,9 proc. Na rynku jest blisko 30 tys. podmiotów związanych z produkcją i sprzedażą suplementów diety.Największy wzrost liczby producentów suplementów diety od 5 lat – prawie co 20. firma jest nowa

Polacy w ostatnich dwóch latach przyjmują zauważalnie więcej suplementów diety, rynek ten, według danych PMR, ma obecnie wartość 6 mld zł. W 2020 r. wzrósł aż o 5 proc., mimo że był to ciężki rok dla wielu branż.

W ostatnich latach większe znaczenie dla Polaków ma wzmacnianie odporności przez suplementację diety – z jednej strony z uwagi na pandemię, z drugiej jest to związane ze zmianą nawyków żywieniowych i bardziej aktywnym trybem życia. – komentuje Armand Przygodzki, prezes OSAVI.

Zmiana nawyków konsumentów idzie w parze ze zmianami na rynku producentów, hurtowników i dystrybutorów. OSAVI – polska marka suplementów diety z kategorii premium – przeanalizowała ten sektor wraz z globalną wywiadownią gospodarczą Dun&Bradstreet pod kątem zmian w strukturze poszczególnych podmiotów na przestrzeni ostatnich lat na podstawie danych z KRS.

Wzrost liczby producentów suplementów diety w 2021 roku

Według badania na polskim rynku działa blisko 30 tys. podmiotów związanych z produkcją i sprzedażą suplementów diety, z czego 83,3 proc. to detaliczni sprzedawcy, 11,6 proc. to hurtownicy, a 5 proc. stanowią producenci. Dodatkowo dane pokazują, że liczba producentów suplementów diety wzrosła o 4,4 proc. z 1379 firm w 2020 roku do 1440 w 2021 roku, co daje najwyższy wzrost na przestrzeni ostatnich pięciu lat. W tym samym okresie rynek producentów, liczony liczbą rejestrowanych podmiotów, rósł średnio w tempie 3,2 proc.

Jednocześnie zauważalna jest rosnąca liczba hurtowni z suplementami diety – w ciągu ostatnich pięciu lat ich liczba rosła średnio w tempie 2,8 proc. rocznie. W 2021 roku wzrost ten wyniósł 1,6 proc., osiągając liczbę 3279. Największy wzrost tej liczby, bo na poziomie 4,9 proc., zanotowano w 2020 roku, w okresie bardzo trudnym dla wielu branż.

Rynek punktów detalicznych traci na znaczeniu

Wraz z rosnącą liczbą producentów i hurtowników suplementów diety systematycznie zmniejsza się liczba detalicznych punktów ich sprzedaży, co jest ściśle związane z systematycznym kurczeniem się rynku tradycyjnych sklepów stacjonarnych. Z szacunkowych danych wynika, że detaliczny rynek punktów, gdzie w codziennym obrocie można nabyć suplementy diety, w 2021 roku skurczył się o 0,4 proc., w 2020 spadek sięgał 0,7 proc., a w 2019 roku – 1,5 proc. W ubiegłym roku liczba detalicznych sprzedawców działających w tym sektorze wynosiła 23 576.

Spadek detalicznych sprzedawców suplementów diety ściśle odzwierciedla panujące od lat trendy na rynku. Według danych KRS jest to przede wszystkim zmniejszająca się liczba sklepów spożywczych, aptek i sklepów z wyrobami medycznymi, gdzie Polacy często nabywają suplementy diety. Według analizy w skali roku liczba sklepów spożywczych spadła o niemal 1 proc., a aptek o blisko 1,8 proc.

Z kolei jak wynika ze sprawozdań producentów, detalistów i hurtowników łączy podobna liczba firm w dobrej i słabej kondycji finansowej, których jest najwięcej. Tym samym w branży odnotowano niewielką liczbę podmiotów zarówno w bardzo dobrej, jak i bardzo złej sytuacji finansowej, co świadczy o braku silnej polaryzacji w tym sektorze.

Polacy kupują w internecie

Liczba sklepów stacjonarnych, w tym tych sprzedających suplementy diety, spada, a Polacy coraz chętniej kupują w sieci. Liczba sklepów internetowych w Polsce stale rośnie – z informacji zebranych przez Dun&Bradstreet na podstawie wpisów do KRS wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat wzrost ten osiągnął dynamikę 25 proc. rocznie. Zjawisko to nie jest jednak wynikiem jedynie pandemii – z analizy zleconej pod koniec ubiegłego roku przez firmę Advox wynika, że to w roku 2019 polski rynek e-commerce odnotował najbardziej dynamiczny rozwój. Liczba zarejestrowanych sklepów internetowych wzrosła wtedy również o około ¼, a dokładnie o 26,5 proc.

Polska znajduje się w czołówce najszybciej rozwijających się rynków e-commerce w Europie. W połowie września 2021 r. w KRS zarejestrowanych było w sumie 51 tys. sklepów internetowych – o ponad 6,3 tys., czyli niemal 14 proc., więcej niż na koniec roku 2020. W sumie w 2019 r. ich liczba wzrosła o 26,5 proc. – dodaje Armand Przygodzki.

Dane cytowane w tekście pochodzą z badania Dun&Bradstreet. Analizie poddano dane z rejestru KRS w latach 2009-2021.

Google Analytics – co świadczy o tym, że zbierasz niepoprawne dane?

Marketing internetowy napędzany jest danymi, ponieważ niemal każda aktywność użytkowników na stronie może być zmierzona. Właściciele sklepów internetowych i działy marketingu w oparciu o zebrane informacje podejmują większość decyzji związanych z rozwojem. To oczywiście racjonalne podejście, choć jest ono zależne od tego, czy dane, którymi dysponujemy są poprawne.

Warto poddawać je weryfikacji, bowiem błędne dane mogą doprowadzić do podjęcia przez nas kosztownych i nieefektywnych kroków. Google Analytics to podstawowe narzędzie, z którego korzysta większość właścicieli stron internetowych, dlatego właśnie na jego przykładzie wskażemy, co może świadczyć o tym, że zbierasz niepoprawne dane.

Sprawdź liczbę realnych transakcji i porównaj ją z Google Analytics

Jednym z bardziej oczywistych sposobów weryfikacji, czy zbierane przez Google Analytics dane są poprawne, jest porównanie współczynnika konwersji z innymi źródłami danych. W przypadku sklepów internetowych będzie to najczęściej odpowiedni system CRM. Jeśli jednak gromadzisz informacje o sprzedaży w inny sposób, to skorzystaj z najbardziej wiarygodnego dla Ciebie źródła i porównaj z liczbami, które przedstawi Ci bezpłatne narzędzie Google.

Należy zdawać sobie sprawę, że dane praktycznie nigdy nie będą pokrywać się w stu procentach. Ok. 15% użytkowników korzysta z programów blokujących śledzenie lub nie wyraża zgody na zbieranie danych o sobie przed wejściem na konkretną stronę.

W takich przypadkach Google Analytics nie zarejestruje żadnej aktywności.

Oznacza to, że różnica na poziomie kilkunastu procent jest całkowicie normalna i nie powinniśmy się nią przejmować. Jeśli jest natomiast większa, to na pewno ustawione przez nas zdarzenia nie działają prawidłowo. Często problem zbyt małej liczby transakcji wiążę się z samym umieszczeniem zdarzenia końcowego na podstronie z podziękowaniem. Jeśli korzystamy z zewnętrznych systemów płatności, to klient zostaje przekierowany do zewnętrznej strony i po dokonaniu płatności nie wraca już do naszego serwisu. Strona ze zdarzeniem nie będzie załadowana i Google Analytics nie zaliczy sesji jako konwersję. Rozwiązaniem będzie w tym przypadku umieszczenie kodu zdarzenia na stronie przejściowej.

Liczba transakcji może być jednak również znacznie większa w Google Analytics niż w naszym systemie CRM. O czym może to świadczyć? W takim wypadku kod zdarzenia wywoływany jest wielokrotnie. Aby to zweryfikować należy wejść w sekcję e-commerce, a następnie w transakcje, by sprawdzić, jaka jest liczba ID transakcji, a następnie porównać ją z ogólną liczbą transakcji w Google Analytics. Różnica pomiędzy tymi liczbami będzie świadczyła o podwójnym zliczaniu zdarzeń. Należy w takim wypadku poprawić kody zdarzeń lub skorzystać z pomocy profesjonalistów od analityki internetowej, takich jak Conversion.

Zbyt niski Bounce Rate ( współczynnik odrzuceń )

Współczynnik odrzuceń to jeden z parametrów Google Analytics, który jest szczególnie istotny dla właścicieli stron internetowych, ponieważ jest on wyznacznikiem zaangażowania użytkowników. Bounce Rate standardowy jest naliczany w sytuacji, gdy użytkownik wejdzie na stronę i nie wykonana na niej żadnej akcji. W teorii więc niski współczynnik odrzuceń jest bardzo pożądany. Jeśli jednak nagle zacznie gwałtownie spadać, z całą pewnością warto się temu przyjrzeć. Najczęściej odpowiedzialne jest za to wywołanie zdarzenia lub wirtualnej odsłony w sytuacjach, gdy użytkownik de facto nie wykonał żadnej akcji. W takich przypadkach warto zastosować event non-interaction, by dane zdarzenie nie wpływało na zmniejszanie się współczynnika odrzuceń.

Zbyt dużo wejść na stronę z kanału referral

Wzrost wejść na stronę zwykle jest pozytywny. Jeśli jednak jeden z kanałów pozyskiwania ruchu rośnie nagle, to warto się temu bliżej przyjrzeć. Szczególnie częstym problemem jest wzrost wejść z kanału referral, który nie jest związany z intensywną kampanią reklamową na innych stronach internetowych. Przyczyną może być w tym przypadku zastosowanie parametrów UTM do mierzenia kampanii wewnątrz naszego serwisu. Google potraktuje je jako dodatkowe wejścia na stronę. Należy pamiętać, że parametry stosujemy tylko w przypadku umieszczania linków poza naszą stroną.

Brak lub źle zaimplementowany kod śledzący Google Analytics na niektórych podstronach

Jeśli mamy podejrzenie, że dane w naszym Google Analytics nie są zliczane poprawnie, a wymienione wcześniej problemy nas nie dotyczą, to powinniśmy koniecznie sprawdzić, czy na zaimplementowaliśmy kod GA na wszystkich podstronach w naszym serwisie. Może w tym celu skorzystać między innymi z bezpłatnego narzędzia GA Checker.

Jakość BMW w wyjątkowej cenie

Moment, w którym trzeba wybrać między jakością a ceną auta, jest wyjątkowo trudny. Często zdarza się, że kierowcy ograniczeni skromnym budżetem, muszą zdecydować się na samochód, który nie gwarantuje im wystarczającej przyjemności z jazdy. Jak rozwiązać ten problem? Z pomocą przychodzi abonament w Carsmile!

Z abonamentem wygodniej

Abonament w Carsmile pozwala na wybór najlepszych marek, takich jak BMW. Cena w przypadku skorzystania z takiej formy wynajęcia samochodu jest wyjątkowo korzystna. W jednej racie otrzymuje się samochód, korzystny pakiet ubezpieczeniowy oraz serwis i przegląd auta, a także możliwość sezonowej wymiany opon. Wszystkie formalności i wybór właściwego pakietu, można załatwić bez wychodzenia z domu. Wystarczy wypełnić formularz online, poczekać kilka chwil na decyzję i podpisać umowę za pośrednictwem SMS. Samochód jest gotowy do odbioru w wyznaczonym punkcie lub może zostać dostarczony pod wskazany adres. Nadal można skorzystać z porady specjalisty, dzięki czemu oferta zostanie dobrana w taki sposób, by była atrakcyjna dla klienta. Doradca pomoże też wybrać idealny samochód, którym może być np. BMW. Cena modelu będzie dopasowana do finansowych możliwości nabywcy.

BMW w zasięgu ręki

BMW to dla wielu model marzeń. Jakość wykonania, nowoczesne technologie i atrakcyjny design sprawiają, że samochód doskonale się prezentuje i robi wrażenie, dlatego to doskonała opcja na samochód służbowy, który pomoże na kontrahentach zrobić dobre wrażenie. Cena każdego modelu uzależniona jest od rocznika, wyposażenia podstawowego i dodatkowego oraz dostępnych funkcji. Carsmile dysponuje kilkunastoma modelami BMW. Cena każdego jest bardzo zróżnicowana, dzięki czemu praktycznie każdy klient będzie w stanie znaleźć model dopasowany jego oczekiwań. Carsmile pomaga więc spełnić marzenie o zakupie BMW.

Dbaj o komfort psychiczny

Samochód w abonamencie, z jasno ustalonymi zasadami spłaty zapewnia komfort psychiczny. Ważna jest również data kończąca umowę. Po tym okresie, jeśli budżet na to nie pozwala, można z auta zrezygnować lub wybrać inny model. Dzięki temu nawet jeśli początkowo wybrało się droższe rozwiązanie, to w ramach nowej umowy można zmienić model i dopasować go do nowych możliwości finansowych. Decydując się na kredyt, nie ma takiego komfortu, dlatego lepiej jest wybrać korzystny abonament i wybierać kolejne modele z szerokiej oferty Carsmile, niż przez lata używać tego samego samochodu i martwić się terminami płatności. Tym bardziej że Carsmile zapewnia pakiety ubezpieczeniowe i serwisowe, przez co klient, nie musi przejmować się serwisowaniem samochodu. Warto więc wybrać opcję, która dba nie tylko o kieszeń, ale i o psychiczny spokój.

Decydując się na abonament w Carsmile zyskuje się pewność, że wybrany model samochodu będzie tym, o którym się marzyło. Cena w abonamencie jest niższa, niż rata kredytu, a czas zobowiązania krótszy.

Wybierz Mini w abonamencie, jeśli cenisz sobie nowoczesność

Miniabonament to rozwiązanie, które zostało przygotowane z myślą o klientach ceniących sobie komfort i estetykę marki MINI. Kto nie chciałby rozsiąść się na wygodnej kanapie tego wyjątkowego auta? Z pewnością jest ono obiektem pożądania wielu kierowców. Ponadto wybierając MINI Electric, możesz zadbać o środowisko, co dziś dla wielu jest priorytetem. Brzmi dobrze? Dowiedz się więcej i zdobądź ten samochód!

Miniabonament z miniformalnościami

Wybierając miniabonament, zyskuje się nie tylko korzystne warunki cenowe wynajmowanego MINI Electric, ale również uproszczone formalności, które trzeba wypełnić, by z rozwiązania móc skorzystać. Wynajem długoterminowy wymaga podpisania umowy najmu. Jeśli klient dysponuje odpowiednimi środkami finansowymi – to jest już połowa sukcesu! Ważne jest, by wypełnić formularz na stronie. Decyzja jest wydawana on-line. Jeśli zostanie rozpatrzona pozytywnie, klient zgłasza się na podpisanie umowy i odbiór samochodu. Czas trwania umowy określa się indywidualnie. Po tym czasie auto można oddać i wybrać kolejne z oferty. Nie musisz się przecież przywiązywać do jednego modelu na zawsze!

MINI Electric dla lepszego środowiska

MINI Electric (https://ceo.com.pl/motoryzacja) to samochód w pełni elektryczny. Nadal wyróżnia się charakterystycznym dla MINI wyglądem i wysoką jakością, ale przy tym niweluje poziom emisji spalin. Jego zasilanie to wysokonapięciowy akumulator, który złożony jest z 96 ogniw. Mają one pojemność 32,6 kWh. Akumulator zainstalowany jest pod podłogą, dzięki czemu MINI Electric wyróżnia się niskim środkiem ciężkości. Choć nie ma to wpływu na stabilność samej jazdy czy na prowadzenie, zapewnia przyjemność jazdy i zwiększa komfort. Warto wypróbować go w miniabonamencie.

Miniabonament to korzystne rozwiązanie

Decydując się na MINI Electric w miniabonamencie, zyskuje się atrakcyjny, zwinny, a przede wszystkim ekologiczny samochód przy minimalnych formalnościach, a w dzisiejszych czasach to wartość nadrzędna. W ramach zawieranej umowy długoterminowej klient co miesiąc opłaca jedną ratę. Jej wielkość uzależniona jest od wartości użytkowanego samochodu, a nie od całkowitego kosztu. Na jednej fakturze znajduje się zestawienie za kompleksowe ubezpieczenie (Pakiet OC, AC, NNW, Ubezpieczenie GAP), pakiet przeglądów oraz kompleksowych napraw realizowanych w ASO. W przystępnej cenie można wypróbować samochody nowej generacji, nowoczesne rozwiązania, które w innych warunkach nie byłyby dostępne wcale lub wymagałaby dodatkowego wsparcia finansowego (np. kredytu). W czasach, kiedy stabilność finansowa jest trudna do oszacowania, miniabonament, posiadający konkretną i stosunkowo bliską (w przeciwieństwie do kredytu) datę ważności, jest rozwiązaniem bardzo korzystnym.

Decydując się na miniabonament, można przetestować, jak MINI Electric sprawdza się na polskich drogach i jaki jest jego komfort jazdy. Dzięki temu ekologia i wygoda łączy się w jeden, niski abonament dostosowany do możliwości finansowych.

Przed nami agresywne podwyżki stóp Fedu, EBC i BoE

Narodowy Bank Polski rozpoczął agresywny cykl podwyżek stóp procentowych – sytuacja Polski w kontekście inflacji nie jest jednak odosobniona. Inne kraje również borykają się z uporczywie wysoką dynamiką cen, często najwyższą od dekad. Jak na ten problem odpowiedzą najważniejsze banki centralne: Fed, EBC i BoE?

W ostatnich miesiącach odczyty inflacji w kluczowych krajach rozwiniętych przekraczały szacunki ekonomistów. Zarówno inwestorzy, jak i analitycy rozpoczęli nerwowo rewidować oczekiwania dotyczące perspektyw stóp procentowych kluczowych banków centralnych.

Indeks zaskoczeń inflacyjnych Citigroup dla krajów rozwiniętych (G10), który przedstawia porównanie faktycznych odczytów inflacji do oczekiwań ekonomistów, osiągnął w grudniu rekordowy poziom. Wzrósł do 107,8 pkt i znalazł się znacznie powyżej poprzedniego rekordu (43,59), który osiągnął w sierpniu 2008 r. Również w styczniu indeks pozostał na wysokim poziomie po kolejnych wzrostach inflacji w USA, Wielkiej Brytanii i strefie euro, przy czym dynamika cen w tej ostatniej była ponownie rekordowa.

Wykres 1: Indeks zaskoczeń inflacyjnych Citigroup dla krajów G10 (2006 – 2022)

Indeks zaskoczeń inflacyjnych Citigroup dla krajów G10
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 21.02.2022

Doprowadziło to do istotnego zwiększenia oczekiwań rynku w zakresie podwyżek stóp procentowych w głównych obszarach gospodarczych. Obecnie rynki wyceniają, że dalsza część 2022 r. przyniesie podwyżki stóp o 150 i 140 pb. przez odpowiednio Rezerwę Federalną i Bank Anglii i o ponad 40 pb. przez Europejski Bank Centralny.

My zaś od kilku tygodni powtarzamy, że spodziewamy się zaskoczeń raczej w górę niż w dół tak odczytami inflacji, jak podwyżkami stóp procentowych najważniejszych banków centralnych.

Rezerwa Federalna

Odczyt styczniowej inflacji w USA opublikowany 10.02 ponownie zaskoczył w górę. Inflacja CPI wzrosła w zeszłym miesiącu do 7,5% – powyżej konsensusu, który spodziewał się 7,3% – i znalazła się najwyżej od lutego 1982 r. Inflacja bazowa, z wyłączeniem najbardziej zmiennych cen żywności i energii, również znacznie wzrosła – do 6%, co jest najwyższą roczną dynamiką od ok. 40 lat.

Wykres 2: Inflacja w USA (2012 – 2022)

Inflacja w USA
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 21.02.2022

Zwiększyło to zakłady w zakresie zacieśnienia polityki przez Rezerwę Federalną i sprawiło, że prognoza podwyżki stóp o 50 pb. w marcu jest coraz bardziej uzasadniona – to obecnie nasz bazowy scenariusz. W maju spodziewamy się kolejnej podwyżki, prawdopodobnie o 25 pb.

Uważamy, że istnieją dobre powody, by nawet oba zebrania przyniosły podwyżki o 50 pb., lecz jak dotąd większość decydentów zdaje się opowiadać za bardziej stopniowym podnoszeniem stóp. Staje się jednak powoli jasne, że agresywne tempo podwyżek w pozostałej części roku może być konieczne, by utrzymać inflację w ryzach.

Naszym zdaniem podwyżki stóp procentowych na każdym zebraniu w tym roku nie są wykluczone. Obecnie jednak skłaniamy się ku temu, że Fed będzie podnosić stopy na większości nadchodzących w tym roku posiedzeń, a stopa fed funds wzrośnie do ok. 1,75%.

Europejski Bank Centralny

Od jakiegoś czasu mówiliśmy, że EBC nie docenia uporczywości nadmiernie wysokiej inflacji w strefie euro, a jastrzębia komunikacja po lutowym posiedzeniu Rady Prezesów w dużej mierze to potwierdza. Zmiana tonu prezeski Christine Lagarde w odniesieniu do inflacji była znacząca – szczególnie komentarz, że decydenci „jednogłośnie wyrażają obawę” w kontekście jej przerostu. Inflacja HICP w strefie euro wzrosła w styczniu do rekordowych 5,1%. W kolejnych, marcowych prognozach makroekonomicznych banku wysoce prawdopodobna jest znaczna rewizja w górę projekcji inflacji.

Na konferencji prasowej w lutym prezeska Lagarde, gdy zapytano ją o to bezpośrednio, nie powtórzyła wcześniejszego komunikatu, jakoby podwyżki stóp w 2022 r. były mało prawdopodobne. To jasny sygnał dla rynków, że członkowie EBC zaczynają uważać, że wyższe stopy w tym roku mogą być nieuniknione.

Spodziewamy się, że w marcu bank ogłosi jastrzębią rekalibrację programu skupu aktywów, która powinna naszym zdaniem doprowadzić do znacznie szybszego jego zakończenia, niż wydawało się wcześniej. Oczekujemy, że otworzy to drogę do podwyżek stóp w dalszej części roku, ponieważ już wcześniej EBC wskazał, że podwyżki stóp nie rozpoczną się przed zakończeniem programu skupu aktywów.

Naszym zdaniem zebranie w czerwcu może wywołać spore poruszenie i w bazowym scenariuszu spodziewamy się podwyżek stóp na trzech posiedzeniach w tym roku: w czerwcu, wrześniu i grudniu. Trudno przewidzieć skalę tych ruchów, chociaż dostrzegamy duże prawdopodobieństwo, że EBC przekroczy oczekiwania, dokonując podwyżek wyższych niż o 10 pb. Uważamy, że stopa depozytowa przed końcem 2022 r. zostanie podniesiona z -0,5% do 0%, mniej więcej zgodnie z wyceną rynkową. Jednocześnie inwestorzy naszym zdaniem nie doceniają tempa podwyżek, jakie będzie konieczne w 2023 r. Obecnie przewidujemy w przyszłym roku po jednej podwyżce o 25 pb. na kwartał, dzięki czemu stopy wrócą do 1%.

Bank Anglii

Bank Anglii dokonał już jastrzębiego zwrotu – na lutowym posiedzeniu Rady czterech z dziewięciu głosujących członków komitetu decyzyjnego zaskoczyło rynek, opowiadając się za podwyżką o 50 pb. Bank podniósł także swoje projekcje inflacji. Obecnie spodziewa się, że dynamika cen osiągnie szczyt w kwietniu, przekraczając 7%, zanim w ciągu roku zmniejszy się do poziomu 5,2% – wciąż znacznie powyżej celu inflacyjnego.

Wykres 3: Projekcje inflacji Banku Anglii (luty 2022)

Wykres 3: Projekcje inflacji Banku Anglii (luty 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 21.02.2022

Powyższe sprawia, że jesteśmy coraz bardziej przekonani, że Bank Anglii przeprowadzi w 2022 r. jeden z najbardziej agresywnych cykli podwyżek spośród krajów G10. Uważamy, że kolejne podniesienie stóp na posiedzeniu w marcu jest pewne. Prawdziwym pytaniem jest to, czy wzrosną one o 25 czy 50 pb. – i to będzie też temat dyskusji decydentów.

Bank Anglii w trwającym cyklu podniósł stopy już o 40 pb. do 0,50% (15 pb. w grudniu 2021 r. i 25 pb. w lutym br.), więc presja na podwyżkę o skali większej niż 25 pb. może być nieco mniejsza niż w USA. Jak wspomnieliśmy wyżej, my jednak spodziewamy się zaskoczeń w górę w kwestii stóp procentowych i obecnie przewidujemy większy ruch o 50 pb. Bierzemy także pod uwagę możliwość podwyżki na każdym z przyszłych posiedzeń do końca roku. Cykl podwyżek powinien naszym zdaniem przebiegać mniej więcej zgodnie z wyceną rynku, co oznacza dobicie stóp do ok. 2% przed końcem 2022 r.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

System ERP – 8 korzyści biznesowych rozwiązania IFS Cloud

Oprogramowanie ERP w chmurze

System ERP zarządzany i serwisowany w chmurze? IFS przedstawia rozwiązanie, które zapewnia klientom wiele rozbudowanych funkcjonalności w zakresie zarządzania serwisem, planowania zasobów przedsiębiorstwa, zarządzania realizacją projektów oraz zarządzania majątkiem. Wszystko to w ramach jednego, kompleksowego oprogramowania ERP – dzięki połączeniu specjalizacji branżowych i inteligentnym rozwiązaniom, system IFS ERP jest w stanie wesprzeć działania każdego przedsiębiorstwa.

Samodzielna eksploatacja, utrzymanie i serwisowanie systemu jest z reguły wymagającym, kosztownym i czasochłonnym zadaniem. Należy wówczas pozyskać specjalistyczne kompetencje techniczne oraz ponieść wysokie koszty utrzymywanych zasobów. Z pomocą wychodzi nam wówczas rozwiązanie IFS Cloud, które pozwoli wyeliminować takiego rodzaju problemy.

IFS Cloud czy środowisko lokalne?

IFS ERP proponuje 2 rozwiązania – oprogramowanie funkcjonujące w „pełnej” chmurze oraz instalację lokalną (na sprzęcie własnym lub wynajmowanym z dowolnego Data Center np. Oracle Cloud).

Klient sam decyduje jakie środowisko jest dla niego optymalne pod kątem kosztowym i  wymaganych zasobów własnych.

Przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na wdrożenie platformy IFS Cloud na zewnętrznych, wynajmowanych zasobach w modelu subskrypcyjnych.  Dlaczego? Jedną z głównych przyczyn jest odliczenie kosztów operacyjnych oraz szybki i łatwy dostęp do infrastruktury, a także stałe opłaty na okres umowy (negocjowane są 5 -letnie subskrypcje systemu IFS) .

8 powodów dla których warto wdrożyć rozwiązanie IFS Cloud w jego w pełni chmurowej opcji

Dlaczego warto przenieść aplikacje na platformę IFS Cloud? Każde przedsiębiorstwo dąży do sukcesu, a możliwości biznesowe oprogramowania IFS z pewnością przybliżają do osiągnięcia tego celu. Poniżej przedstawiamy 8 korzyści biznesowych, które przekonują do wdrożenia rozwiązania chmury:

  1. Działający w chmurze model subskrypcji oprogramowania daje możliwość uwzględnienia w budżecie kwot corocznych wydatków. Dzięki temu, że koszty oprogramowania są równocześnie kosztami operacyjnymi, można je odjąć od przychodów przy sporządzaniu zestawień zysków i strat prowadzonej działalności – objęte opodatkowaniem kwoty zysku ulegają zmniejszeniu.
  2. Zarządzaniem rozwiązaniami w skali przedsiębiorstwa zajmują się eksperci w dziedzinie oprogramowania IFS – nie trzeba poświęcać czasu pracowników i ponosić kosztów związanych z wypracowaniem odpowiednich kwalifikacji. Dzięki mniejszej zależności od dostępności specjalistycznych kompetencji, firma może zmodyfikować proces rekrutacji, ograniczyć koszty i skoncentrować uwagę zespołu na najważniejszych zadaniach i projektach.
  3. Dzięki przyjęciu rozwiązania IFS Cloud pracownicy nie muszą poświęcać swojego czasu pracy na rutynowe działania administracyjne, instalowanie poprawek, czy utrzymanie systemu. Zaoszczędzony czas pozwala kadrze skupić się na ważniejszych zadaniach i tworzeniu ważnych dla przedsiębiorstwa rozwiązań.
  4. Decydując się na standardowe rozwiązanie IFS Cloud nie trzeba inwestować w dodatkowy sprzęt, oczekiwać na jego dostawę, wdrożenie i testowanie. W związku z tym, że oprogramowanie działa w chmurze, można spodziewać się szybkiego zwrotu z inwestycji i skróconego czasu implementacji systemu
  5. Na bieżąco aktualizowana i optymalizowana w chmurze infrastruktura pozwala wyeliminować problemy związane z trwałością i działaniem sprzętu.
  6. Wybierając rozwiązanie IFS Cloud, zyskujesz przewagę nad konkurencją dzięki licznym korzyścią strategicznym. Szybki i prosty proces wdrażania, eksploatacji i projektowania nowych usług w środowisku chmury – system oferuje wiele możliwości i nowych funkcji, które można udostępniać w krótkim czasie, przy zachowaniu niskich kosztów.
  7. Możliwości chmury pozwalają na zachowanie elastyczności i skalowalności infrastruktury. Dzięki przyjęciu rozwiązania IFS, firma może szybciej reagować na przejęcia i sprzedaże jednostek organizacyjnych oraz zachodzące zmiany w strategiach biznesowych i rynkowych.
  8. Za sprawą zaawansowanej infrastruktury chmury IFS zyskasz pewność wysokiego poziomu odporności i nadmiarowości systemu, co pozwoli na zagwarantowanie użytkownikom stałego dostępu do aplikacji.

Więcej informacji o nowoczesnym rozwiązaniu chmury znaleźć można w ofercie proponowanego przez nas rozwiązania ERP IFS. Sprawdź i przekonaj się, że z IFS Cloud możesz więcej!rozwiązanie IFS Cloud

Giełda Binance – największa giełda kryptowalut. Jak zacząć, opinie, prowizje i opłaty

Chcesz rozpocząć przygodę z inwestowaniem w kryptowaluty? Jednym z ciekawszych miejsc, by to zrobić, jest giełda Binance. To platforma, która cieszy się zaufaniem milionów ludzi na całym świecie. Zapoznaj się z naszym artykułem i sprawdź jak założyć tam konto, a także poznaj wszystkie niezbędne informacje, które ułatwią Ci inwestowanie za pośrednictwem tego portalu.

Binance – podstawowe informacje

Ta globalna giełda kryptowalut została założona w 2017 roku w Szanghaju. W przeciągu zaledwie pół roku istnienia stała się ona jednym ze światowych liderów w swojej branży. Od tamtego czasu angażuje się ona w różne pionierskie inicjatywy mające na celu rozwój rynku kryptowalut. Należą do nich między innymi inwestycja w stablecoina, a także umożliwienie kupowania klientom największych monet takich jak Bitcoin, Ethereum czy Litecoin za pomocą kart kredytowych i debetowych. 

Binance wyemitowało także własne kryptowaluty. Pierwszą z nich jest stworzona w 2017 roku Binance Coin (BNB), która umożliwia dokonywanie płatności na swojej rodzimej platformie. Druga to Binance Smart Chain, która istnieje od 2020 roku. 

Bezpieczeństwo giełdy Binance

Ta platforma cieszy się dobrymi opiniami klientów w kwestiach przejrzystości transakcji oraz bezpieczeństwa ich zawierania. W ciągu paru lat istnienia giełda zdążyła pokazać, że radzi sobie z różnego rodzaju zagrożeniami i nie zostawia swoich klientów na lodzie.

Za przykład może posłużyć rok 2019, w którym to przeprowadzono atak hakerski na platformę. Wielu użytkowników poniosło wtedy straty, ale Binance z własnej kieszeni wypłaciła stosowne odszkodowania. Pokazuje to, że nawet w przypadku ewentualnego złamania zabezpieczeń, firma dba o użytkowników swojej platformy i nie uchyla się od odpowiedzialności. 

Binance jest wyposażone również w szereg zabezpieczeń i przykłada bardzo dużą wagę do edukowania swoich klientów w kwestii bezpiecznego handlu kryptowalutami.

Jak założyć konto na Binance?

Rejestracja na platformie Binance jest darmowa. Założyć konto możesz z poziomu strony głównej. Wymagany będzie do tego adres email oraz utworzenie hasła. Po podaniu tych danych otrzymasz wiadomość z instrukcjami dotyczącymi weryfikacji profilu. 

Samo utworzenie konta to nie koniec procesów, jakie musisz przejść. By móc handlować kryptowalutami, musisz być jeszcze w stanie potwierdzić swoją tożsamość. Jest to standardowe zabezpieczenie, które eliminuje ryzyko nadużyć i podszywania się pod inne osoby. 

Po wykonaniu tego kroku będziesz mógł bez większych przeszkód rozpocząć inwestowanie w kryptowaluty za pomocą karty kredytowej/debetowej lub portfela Fiat. 

Binance – opłaty i prowizje

Jeżeli chodzi o dodatkowe koszta powiązane z korzystaniem z Binance, to platforma pobiera stałą prowizję za standardowe transakcje w wysokości wynoszącej 0,1 %. Istnieje możliwość zmniejszenia tej kwoty, o ile do regulowania opłat używasz kryptowaluty BNB. 

Jeżeli chcesz porównać Binance z innymi giełdami kryptowalut, zachęcamy do odwiedzenia strony gieldykryptowalut.pl. Znajdziesz tam kompleksowe informacje na temat wielu platform handlowych!

Polacy coraz bardziej zmeczeni i bez energii. Juz ponad 60 proc. deklaruje objawy depresji

Niemal 2 na 3 dorosłe osoby twierdzą, że mają minimum jeden z możliwych objawów depresji, trwający co najmniej 14 dni. Tak wynika z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, przeprowadzonego dla platformy ePsycholodzy.pl. Jak podkreślają eksperci, to wcale nie oznacza, że tylu Polaków choruje. Jednak dane są niepokojące. Respondenci dostrzegają u siebie głównie uczucie zmęczenia i braku energii. Dotyczy to zwłaszcza mieszkańców mniejszych miejscowości. Ankietowani często skarżą się też na obniżenie nastroju i zaburzenia snu. Prawie połowa rodaków mających obecnie tego typu dolegliwości nie odczuwała ich przed pandemią. Do tego widać różnice między deklaracjami ludzi zaszczepionych i niezaszczepionych przeciwko COVID-19.3xzdrowie

Niepojąca diagnoza

Według sondażu, przeprowadzonego w pierwszej połowie lutego na reprezentatywnej próbie 1040 dorosłych Polaków, 61,4% respondentów stwierdza u siebie minimum jeden z objawów depresji, trwający co najmniej 2 tygodnie. Natomiast 32,9% ankietowanych przekonuje, że nic, co jest ujęte w ankiecie, ich nie dotyczy, czyli nie posiada żadnego z dziesięciu wymienionych symptomów. Z kolei 5,7% uczestników badania nie potrafi tego określić.

– Trzeba być ostrożnym ze stwierdzeniami, że u Polaków występują objawy depresji. Potem upraszcza się, że jesteśmy nią szczególnie dotknięci. Widzimy modę społeczną, że choruje prawie każdy i to nic strasznego. To, że respondenci wybrali jedną, a może dwie lub trzy odpowiedzi ze wskazanej listy, to wcale nie oznacza, że mają nasilenie objawów depresyjnych. Przykładowo, mogę odczuwać zmęczenie i brak energii, co jest objawem grupy pierwszej z ICD. Ale żeby to była depresja, to musi do tego dołączyć jeszcze jeden objaw z tej samej grupy i co najmniej 2 objawy z grupy drugiej. Bez tego możemy powiedzieć o poczuciu dyskomfortu emocjonalnego, a nie o zaburzeniu – komentuje dr hab. Hubert Kaszyński, prof. UJ z Instytutu Socjologii.

Ponadto Michał Murgrabia, psycholog i prezes platformy ePsycholodzy.pl, podkreśla, że nie każdy objaw musi od razu oznaczać depresję. I zachęca do korzystania z pomocy specjalistów w celu uzyskania prawidłowej diagnozy. Według eksperta, mimo wszystko alarmujący jest fakt, że ponad 61% dorosłych Polaków wymienia objawy, które mogą być powiązane z ww. chorobą.

– Powyższe wyniki badania są niepokojące i tłumaczą wzrastającą liczbę samobójstw w Polsce. Ważne jest, aby każdy, u którego wystąpią objawy, wiedział, gdzie może liczyć na pomoc. I miał świadomość tego, że to można leczyć skutecznie przy pomocy psychoterapii oraz leków, z których większość jest refundowana i nie uzależnia. Wielu pacjentów obawia się, że gdy będą brali „psychotropy”, to zamienią się w narkomanów i dlatego unika wizyt u psychiatrów. Natomiast pierwsze zalecenia obejmują najczęściej psychoterapię, zmianę stylu życia lub diagnostykę schorzeń towarzyszących – zaznacza dr n. med. Tomasz Mędrala, śląski konsultant w dziedzinie psychiatrii.

Dominujące objawy

Najczęściej wskazywanym objawem jest uczucie zmęczenia i braku energii – 37,7%. Uwzględniając wielkość miejsca zamieszkania ankietowanych, ten stan dotyczy przede wszystkim osób z miejscowości liczących od 5 tys. do 19 tys. mieszkańców – 49,5%. Na drugim końcu zestawienia widzimy rodaków z miast mających od 200 tys. do 499 tys. ludności – 33,8%. Jak stwierdza Michał Murgrabia, w mniejszych ośrodkach ludzie częściej wykonują prace fizyczne, co w prosty sposób można powiązać z poczuciem zmęczenia i braku energii. Natomiast w większych miastach odsetek osób pracujących w ten sposób jest zapewne mniejszy.

– W małych miejscowościach większe jest ryzyko napotkania znajomego w gabinecie, a co za tym idzie, może się pojawić niebezpieczeństwo „etykietowania”, tzn. że ktoś jest nienormalny, bo chodzi do psychiatry lub psychologa. Nawet jeśli mam objawy, to nie pójdę do psychiatry, bo go nie ma w moim mieście albo zrezygnuję z wizyty, bo ktoś znajomy się dowie. Duże miejscowości natomiast przytłaczają pacjentów swoim ogromem, tempem życia, zanieczyszczeniem powietrza, hałasem oraz większym poziomem stresu, pomimo łatwiejszej dostępności do psychiatrii i całkowitej anonimowości – analizuje dr Mędrala.

Jako kolejne objawy respondenci wymieniają obniżenie nastroju – 28,6%, zaburzenia snu – 28,5%, osłabienie koncentracji i uwagi – 18,7% oraz pesymistyczne, czarne widzenie przyszłości – 16,5%. Następne skarżą się na niską samoocenę i małą wiarę w siebie – 16,3%, a także na brak przyjemności z wykonywanych czynności, które wcześniej były lubiane – 13,3%. Jak podkreśla dr n. med. Tomasz Mędrala, to są elementy kluczowe do rozpoznania zespołu depresyjnego. Ludzie z takimi objawami, pozostawieni bez pomocy, stopniowo będą czuli się coraz gorzej. Osoba z depresją ma tendencję do wycofywania się i nie szuka aktywnie pomocy. Nieleczenie tej choroby często prowadzi do pojawienia się niestety myśli samobójczych.

– Zaniepokoiłoby mnie, gdyby na wysokim poziomie były wskazania dotyczące gigantycznego upośledzenia motoryki, afektywnej konsumpcji i autodestrukcyjnego myślenia. To mogłoby wskazywać na ciężki przebieg depresji. Natomiast martwi mnie to, że tworzymy taką społeczną strukturę smutnego miasteczka. W nim wychowują się dzieci, które patrzą na przygaszonych starszych ludzi. I to może być takim elementem nasilającym tendencje samobójcze u najmłodszych – stwierdza prof. Kaszyński.

Kwestia pandemii

Respondenci, którzy wskazali konkretne objawy, poinformowali, czy one występowały przed pandemią. 41,5% z nich zmagało się z nimi już wcześniej, a 46,8% – nie miało takich kłopotów. Z kolei 11,7% nie potrafiło tego określić. Jak zaznacza ekspert z platformy ePsycholdzy.pl, ostatnie 2 lata przyniosły zwiększony poziom stresu, zarówno powiązanego bezpośrednio z zachorowaniem czy ze śmiercią bliskiego, jak również pośrednio z problemami finansowymi i utratą fizycznych relacji. Zdaniem psychologa, to może mieć wpływ na ogólne pogorszenie się kondycji psychicznej Polaków.

– Infekcja wirusem neurotropowym, takim jak SARS-CoV-2, dotyczy nie tylko układu oddechowego, ale również ośrodkowego układu nerwowego. Badania wykazały, że wirus utrzymuje się znacznie dłużej w tkankach nerwowych niż w komórkach układu oddechowego. I właśnie latencja, czyli opóźnione działanie wirusa, może powodować rozwój depresji i zaburzeń otępiennych – dodaje śląski konsultant w dziedzinie psychiatrii.

Biorąc pod uwagę tylko w pełni zaszczepionych respondentów z ww. grupy, to 39,5% miało objawy przed pandemią. U 49% one nie występowały, a 11,5% – nie umie określić się w tym temacie. Z kolei uwzględniając jedynie niezaszczepionych przeciwko COVID-19, to u 46% z nich objawy były przed pandemią. U 41,9% – nie zostały zaobserwowane. 12,1% nie potrafi tego ocenić.

– Przed pandemią była grupa osób – nazwijmy ich – smutniejszych, ale nie zaburzonych. Ci ludzie mają mniejszy kapitał społeczny, większe poczucie braku wiary w siebie i słabsze poczucie sprawstwa. Nie znajdowali siły, żeby walczyć z czymkolwiek, nie ufają więc szczepionkom. Z kolei osoby, które miały w sobie mniej depresyjności, wykazywały więcej energetyzmu, zaufania, walki, ale też podejmowania ryzyka. Mając nawet ekspercką wiedzę medyczną, każdemu może przyjść do głowy spiskowa interpretacja, np. będę słabszy po szczepieniu. Jednak ludzie bardziej ufni, umocnieni, walczą o siebie i – raz jeszcze – podejmują ryzyko – podsumowuje prof. Hubert Kaszyński.

Zielona energia w 2022 roku

Rynek zielonej energii w Europie jest źródłem olbrzymich kontrowersji w ostatnim czasie, związanych m.in. z ceną pozwoleń na emisję CO2. Rok 2020 był rokiem czystej energii – tematów nośnych i modnych. Z kolei rok 2021 przyniósł bolesną rewizję oczekiwań i rozbicie baniek, które utworzyły się w niektórych miejscach. W ostatnich miesiącach spółki z sektora tradycyjnej energetyki na świecie mają lepsze wyniki i wyróżniają się na tle całego rynku. Taka sytuacja niekoniecznie długo się utrzyma – bo potrzebny byłby prawdopodobnie dalszy wzrost cen surowców.

– Działania podejmowane na rynku polskim przez spółki energetyczne – takie jak przede wszystkim wyłączanie aktywów węglowych – mogą spowodować, że niezwykle słaby sektor w ostatniej dekadzie będzie działał o wiele lepiej – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Cisowski, dyrektor Zespołu Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego Xelion. – Jest to tani sektor, notowany z bardzo dużym dyskontem wobec energetyki europejskiej – co wynika z faktu, że są to spółki Skarbu Państwa i często realizują cele polityczne. Nie musi to przesądzać o braku odbicia – co pokazały w ubiegłym roku banki, które też w dużej części są kontrolowane przez państwo – wyjaśnia Cisowski.

Chmurowisko dołącza do grupy Software Mind

Software Mind inwestuje w polską spółkę technologiczną, lidera z obszaru cloud computing – Chmurowisko, nabywając większościowy pakiet udziałów. Transakcja pozwoli spółce poszerzyć dotychczasową ofertę o wyspecjalizowane kompetencje chmurowe. Dla niezwykle prężnie rozwijającego się Chmurowiska będzie oznaczała natomiast nowe możliwości ekspansji i dalszy rozwój zespołu.

Założone w 2017 roku Chmurowisko zdobyło renomę jako butikowa firma konsultingowa skupiająca wysoko wykwalifikowanych architektów i inżynierów chmurowych. Firma świadczy usługi z zakresu doradztwa, wdrożeń, szkoleń oraz R&D w projektach chmurowych, współpracując z wiodącymi dostawcami na świecie: Microsoft, Amazon. Google oraz Oracle.

Z jej usług korzystają Klienci zarówno z segmentu Enterprise jak i SMB z branż takich jak bankowość, retail, produkcja czy branża gamingowa m.in. BNP Paribas, ABB, DPD czy Circle K.

Zespół Chmurowiska oprócz technologii chmurowych, specjalizuje się również w projektach z wykorzystaniem sztucznej inteligencji (AI) oraz w rozwiązaniach z obszaru Internetu Rzeczy (IoT) i Przemysłowego Internetu Rzeczy (IIoT).

Dla działającego globalnie Software Mind będzie to idealne dopełnienie i poszerzenie dotychczasowej oferty w ramach dostarczanych aplikacji i systemów informatycznych.

Grzegorz Młynarczyk, CEO Software Mind, przewiduje duże korzyści dla obu organizacji. „Wydatki na transformację cyfrową i wdrożenie chmury rosną dynamicznie na wszystkich wiodących rynkach zagranicznych. Wysokiej klasy umiejętności z obszaru cloud computing i niepodważalny talent, które Chmurowisko wnosi do Software Mind, pozwolą zaadresować tę rosnącą potrzebę rynku i zwiększą naszą zdolność do opracowywania rozwiązań opartych na chmurze. Umożliwi to jeszcze szybsze skalowanie dostarczanych systemów do wzrostu naszych klientów, otwierając nowe źródła przychodów. Dołączenie kompetencji Chmurowiska do zespołu Software Mind zwiększy naszą zdolność do opracowywania innowacyjnych rozwiązań dla klientów”.

Michał Jaworski, prezes Chmurowiska, podziela optymizm Grzegorza. „Dołączenie do grupy Software Mind umożliwi ekspertom Chmurowiska wprowadzić rozwiązania chmurowe, technologie i konsulting na nowe rynki oraz dostarczyć potrzebne kompetencje i wsparcie dla firm na arenie międzynarodowej. Zarówno Chmurowisko, jak i Software Mind łączy pasja tworzenia pionierskich rozwiązań, które mają realny wpływ na biznes klientów.”

Inwestycja w Chmurowisko to najnowszy plan ambitnego rozwoju Software Mind. Ze wsparciem Enterprise Investors, Software Mind w ubiegłym roku dodał już do swojego portfolio europejskie firmy programistyczne takie jak. ValueLogic i Code Factory. Inwestycja powiększa bogatą ofertę firmy wzbogacając ją o nowe kompetencje. Pozwalą także umocnić swoją pozycję wiodącego polskiego software house’u o globalnym zasięgu.

Konflikt na Ukrainie: dla giełd niepewność jest gorsza niż wojna

W przypadku konfliktów zbrojnych, rynki często bardziej reagują na poprzedzającą ją niepewność niż na sam konflikt. W 2014 roku podczas aneksji Krymu największe spadki indeksu S&P500 zanotowaliśmy dwa tygodnie przed inwazją. Teraz napięcie wywiera największy wpływ na ceny surowców. Duże przeceny zanotowała też rosyjska giełda.

Uznanie przez Rosję niepodległości separatystycznych republik na Ukrainie otwiera nowy etap konfliktu i przynosi wzrost niepewności na rynkach finansowych. Jest to kolejny element po obawach o wysokość inflacji i podwyżki stóp procentowych w USA, który niepokoi inwestorów.

Warto jednak zauważyć, że z punktu widzenia globalnej gospodarki w średnim terminie wojny mają ograniczony wpływ na rynki finansowe. Często większym obciążeniem jest napięcie przed wybuchem konfliktu niż samo starcie. W krótkim terminie wpływ jednak może być istotny. Dla Polski oraz Europy Środkowej i Wschodniej ten konflikt stanowi znacznie większe obciążenie. Dziś giełda w Warszawie otworzyła się na sporym minusie, ale powoli odrabia straty. Znaczące spadki notuje giełda w Moskwie, osłabia się także rubel.

Warto wrócić do roku 2014, kiedy Rosja zaanektowała Krym. S&P500 spadł o 6 proc. się na początku 2014 roku w związku z obawami o możliwość konfliktu wokół Krymu. Najniższe notowania zanotowaliśmy dwa tygodnie przed samym rozpoczęciem rosyjskiej inwazji (która rozpoczęła się 20 lutego 2014 roku). Warto jednak zauważyć, że w tym okresie nie było dodatkowych źródeł niepewności na rynku.

Napięcie wpływa w największym stopniu na przecenę rosyjskich aktywów. Rosyjskie akcje (w postaci RSX – VanEck Vectors Russia ETF) spadły od początku roku o około 15 proc. Najbardziej dotknięte spadkami są akcje banków, takich jak Sberbank, mniej natomiast akcje spółek surowcowych takich jak Gazprom, czy Evraz. Rynek uważa bowiem, że ewentualne sankcje znacznie bardziej dotkną branżę finansową niż surowcową. A sprawa nałożenia sankcji na rosyjskie surowce, których i tak w Europie brakuje, stanowi obecnie element poważnych dyskusji. Osłabia się także rubel, złoty od początku roku się umocnił i pozostaje odporny na sytuację.

Konflikt ma największy wpływ na ceny surowców, których Rosja jest głównym producentem. Najbardziej, bo o 23,6 proc. od początku roku podrożał pallad, którego Rosja pozostaje największym producentem. O 10,6 proc. zdrożała, stanowiąca substytut palladu, platyna.

Zwyżki cen dotyczą także ropy naftowej, gazu ziemnego oraz pszenicy – rosyjskich towarów eksportowych. Ewentualne sankcje najbardziej mogą dotknąć największych partnerów handlowych Rosji, którymi są Chiny, Niemcy, Holandia i USA. Polska jest jedenastym partnerem handlowym Rosji pod względem obrotów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Rynki w obliczu inwazji Rosji na Ukrainę

Mamy w geopolityce typową sytuację, gdzie niby człowiek wiedział, ale jednak się łudził. Zaufanie w trzymanie standardów przez naszych braci ze Wschodu po raz kolejny okazuje się niestety błędem.

Na Wschodzie coraz goręcej

O tym, że na świecie dzieje się coś złego doskonale widać po notowaniach pary euro do franka. Jest to swoisty barometr nastrojów inwestorów. Im więcej ryzyk, tym chętniej chowają swoje środki w bezpiecznej przystani, za którą uważana jest waluta Szwajcarii. Wczorajszy gwałtowny spadek euro względem franka wielu analityków łączy właśnie z działaniami Putina. Uznał on wczoraj niepodległość dwóch obwodów na wschodzie Ukrainy. Całe wystąpienie mówiące o konieczności rewizji granic, abstrahując od jego niestosowności, powoduje, że inwestorzy zaczynają zamykać ryzykowne pozycje. Euro, które jeszcze wczoraj kosztowało przez moment 4,51 zł, dzisiaj przekroczyło 4,55 zł. Frank szwajcarski był już dzisiaj notowany powyżej 4,40 zł

Sprzedaż detaliczna

Poznaliśmy wczoraj dane na temat sprzedaży detalicznej w Polsce. Z jednej strony 20% to bardzo dobry wynik. Z drugiej strony biorąc pod uwagę, że jest to wynik bardzo bliski oczekiwaniom, nie można się spodziewać szczególnego wpływu na rynek. Tym bardziej w momencie, kiedy na Wschodzie atmosfera mocno gęstnieje. W kontekście wysokości tego wzrostu należy pamiętać, że na ten wskaźnik w sporej części zapracowała inflacja, która odpowiada za niemal połowę wzrostu wysokości sprzedaży.

Indeksy PMI w Europie

Również wczoraj poznaliśmy wstępne dane na temat indeksów PMI w Strefie Euro i Wielkiej Brytanii. Szczególnie dobrze wypadły indeksy dla usług, które były odpowiednio o 3,8% i 5,4% lepsze od oczekiwań. Optymizm managerów może jednak szybko spaść, biorąc pod uwagę eskalację konfliktu na wschodzie kontynentu. Gdyby jednak doszło do uspokojenia, to widać, że Europa dobrze radzi sobie z wychodzeniem z kryzysu po pandemicznego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kolejny atak na OpenSea doprowadził do kradzieży milionów dolarów w NFT

  • W zeszłym tygodniu cyberprzestępcy wykradli użytkownikom OpenSea setki niewymienialnych tokenów (NFT) na kwotę ponad 1,7 mln dolarów
  • Hakerzy wykorzystali odbywający się od kilku dni proces migracji kontraktów, którego ideą było zajęcie się istniejącymi nieaktywnymi wykazami starych NFT

Kolejny atak na OpenSea doprowadził do kradzieży milionów dolarów w NFT – analiza ekspercka

W zeszłym tygodniu cyberprzestępcy wykradli użytkownikom OpenSea setki niewymienialnych tokenów (NFT) na kwotę ponad 1,7 mln dolarów, czyli blisko 7 mln złotych! Większość ataków miała miejsce w godzinach od 17:00 do 20:00 czasu wschodniego i dotyczyła łącznie 32 użytkowników. Eksperci Check Point Research skrupulatnie przeanalizowali kampanię phishingową, która doprowadziła do największej w historii kradzieży NFT.

Zaledwie kilka dni temu OpenSea opublikowało artykuł o planowanej migracji kontraktów, której ideą było zajęcie się istniejącymi nieaktywnymi wykazami starych NFT i w tym celu planują uaktualnienie do nowego kontraktu. Wszyscy użytkownicy będą musieli „przenieść” swoje oferty w Ethereum do nowego smart kontraktu.

Sytuację wykorzystali hakerzy, którzy postanowili oszukać użytkowników NFT, używając e-maila OpenSea, którego ponownie wysłali do ofiar.Kolejny atak na OpenSea

Naciśnięcie linku przekierowywało użytkowników do strony phishingowej, która prosiła ich o podpisanie transakcji. Atakujący zdecydował się użyć żądania atomicMatch do kradzieży NTF ofiar, ponieważ za jego pomocą był w stanie ukraść wszystkie NFT ofiary w jednej transakcji.

Przebieg ataku wygląda następująco:

  1. Ofiara klika złośliwy link w wiadomości phishingowej
  2. Link otwierał stronę phishingową, która prosiła ofiarę o podpisanie transakcji.
  3. Po podpisaniu transakcji żądanie atomicMatch _ zostało wysłane do 0xa2c0946ad444dccf990394c5cbe019a858a945bd (kontrakt napastnika).
  4. Atakujący następnie przekazywał żądanie do atomicMath pod adresem 0x7be8076f4ea4a4ad08075c2508e481d6c946d12b (umowa OpenSea)
  5. Umowa OpenSea weryfikowała wszystkie parametry transakcji i realizowała transakcję, jako, że wszystko zostało zatwierdzone i podpisane przez ofiarę.
  6. Kontrakt OpenSea komunikuje się z kontraktami NFT i przekazuje NFT od ofiary do atakującego zgodnie z parametrami atomicMatch .

Ekologia się opłaca. Rośnie rynek zielonych centrów danych

Zielone centra danych cechują się wysoką efektywnością energetyczną oraz korzystają z OZE, aby nie emitować gazów cieplarnianych. Popyt na nie systematycznie rośnie i zdaniem analityków z Grupy IMARC światowy rynek Green Data Center w latach 2022-2027 urośnie ponad 3-krotnie.

Zgodnie z raportem Grupy IMARC „Wielkość rynku zielonych centrów danych: globalne trendy, udział, wielkość, wzrost i prognoza 2022-2027” wspomniany rynek będzie zyskiwał średnio 22,9% rok do roku, aż w 2027 osiągnie wartość 200,84 mld dolarów. Dzisiaj analitycy oceniają jego wartość na 59,32 mld dolarów (na koniec 2021 roku).

Globalne trendy

W związku z rozwojem cyfrowym przedsiębiorstwa wymagają dodatkowej przestrzeni dyskowej, mocy obliczeniowych, jak i urządzeń, które kompleksowo wspierają poprawne działanie infrastruktury IT. Do tego dochodzą aspekty bezpieczeństwa serwerowni i ciągłości usług. To w połączeniu z rosnącymi cenami komponentów komputerowych i kosztami budowy firmowych serwerowni przekłada się na popyt na wyspecjalizowane usługi data center.

Dodatkowo, z powodu transformacji energetycznej rośnie zainteresowanie ekologicznymi rozwiązaniami przy utrzymywaniu firmowych zasobów IT. Firmy chcą się zabezpieczyć przed rosnącymi kosztami energii i jej ewentualnym brakiem. Usługi zielonych data center obniżają ryzyka z tym związane i pozwalają zoptymalizować koszty. Do tego coraz więcej organizacji zaczyna zwracać uwagę na ślad węglowy, który powstaje w wyniku ich działalności.

Postęp technologiczny jest związany bezpośrednio z kosztem środowiskowym, jaki płaci nasza planeta. Na szczęście coraz więcej osób i firm zaczyna zwracać uwagę na to, jaki jest wpływ tego postępu na środowisko i społeczeństwo. To również kwestia ograniczania ryzyka, które generują rosnące koszty energii oraz jej ograniczoną ilość na rynku. W Beyond.pl od początku działalności rozwijaliśmy nasze centra danych zgodnie z założeniami zrównoważonego rozwoju. Dziś nasze fundamenty green data centers, czyli wysoka efektywność energetyczna obiektów, które są zasilanie z OZE, niosą dodatkowe korzyści dla klientów. Są to z jednej strony redukcja śladu węglowego, z drugiej bezpieczeństwo i niższe koszty końcowe u progu transformacji energetycznej — tłumaczy Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl, dostawcy usług centrów danych i chmury, który wykorzystuje wyłącznie zieloną energię.

Zielone rozwiązania

Nowoczesne centra danych oferują te same funkcje i możliwości, co konwencjonalne centra danych, jednak wymagają mniej energii z racji wysokiej efektywności energetycznej. Lepiej zarządzają obciążeniem, stosują energooszczędne systemy zasilania, wysokosprawne systemy HVAC i oświetlenie LED.

Przy ich projektowaniu bieżę się pod uwagę m.in. wpływ na środowisko użytych do budowy materiałów, recykling odpadów, czy wykorzystanie okolicznych warunków naturalnych, czy ukształtowania terenu.

Koszt obsługi centrum danych, w tym chłodzenia, można obniżyć na wiele sposobów. Na świecie są znane bardzo różne, czasami wręcz zaskakujące, rozwiązania. W Beyond.pl korzystamy m.in. z nowoczesnego chłodzenia adiabatycznego oraz wykorzystujemy ciepło wyprodukowane w komorach serwerowych do ogrzewania biurowca zlokalizowanego obok data center. Znane są jednak bardziej „niekonwencjonalne” rozwiązania, jak umieszczenie serwerów w nieczynnej kopalni albo próby zanurzenia ich w wodzie. Przede wszystkim kluczowe jest jednak, by starsze data centers uruchomiły projekty modernizacyjne, wdrażały technologie obniżające konsumpcję energii i przechodziły na zasilanie z odnawialnych źródeł — tłumaczy Wojciech Stramski z Beyond.pl.  

Zdaniem analityków kluczowymi dostawcami zielonych technologii dla rynku data center są aktualnie Schneider Electric SE, Siemens AG, Vertiv Co., Cisco Technology Inc., Dell EMC Inc., Eaton Corporation, Ericsson Inc., Fujitsu Limited (Grupa Furukawa), HCL Technologies Limited, Hitachi Ltd, HP Inc., Huawei Technologies Co. Ltd., IBM, Microsoft Corporation.

Dłużnicy ponad prawem? Nowa ustawa o windykacji sprawi, że z rynku zniknie większość firm windykacyjnych

– Tworzymy przepisy, które wyeliminują z rynku większość firm windykacyjnych. Pod pozorem walki z patologiami na rynku windykacji zamknięte będą firmy uczciwe, które na co dzień wspierają przedsiębiorców w egzekwowaniu zadłużenia od dłużników, którzy w pogardzie mają swoje zobowiązania. Ustawa jest skandaliczna, wylewa dziecko z kąpielą i sprawia, że dłużnik będzie mógł miesiącami unikać spłacenia swoich zobowiązań i nikt nic mu nie zrobi – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes grupy AVERTO zajmującej się windykacją.  Założenia nowej ustawy zostały ostatnio zaprezentowane w mediach. Za projekt odpowiedzialne jest Ministerstwo Sprawiedliwości.

  • Firmy windykacyjne będą musiały mieć zgodę ministerialną na działalność, a windykator będzie musiał posiadać licencję
  • Firma windykacyjna będzie musiała działać w formule spółki akcyjnej z kapitałem zakładowym na poziomie 20 milionów złotych
  • Dłużnik będzie mieć prawo… odmówić windykacji. Wówczas windykator będzie musiał zaniechać czynności, a sprawa będzie toczyć się przed sądem. W praktyce proces odzyskiwania długu trwać będzie latami i może okazać się zupełnie nieskuteczny
  • Marczulewska: to legislacyjny potworek, który pod płaszczykiem porządkowania rynku i eliminowania patologii usunie z rynku podmioty realnie wspierające przedsiębiorców w odzyskiwaniu długów

„Z rynku zniknie 90% agencji windykacyjnych”

Jak mówi Małgorzata Marczulewska, prezes Grupy AVERTO zajmującej się windykacją sytuacji patologicznych na rynku windykacyjnym jest sporo, bo rzeczywiście każdy czuje, że może zostać windykatorem. Nie każdy trzyma się zasad etyki i czasem dochodzi do sytuacji, które mogą zostać zdefiniowane jako „przekroczenie uprawnień”. Eliminowanie takich firm leży w interesie podmiotów gospodarczych działających uczciwie. – Nie jestem przeciwna tworzeniu rejestru firm windykacyjnych, bo to rozwiązanie stosowane w wielu krajach europejskich. Myślę, że żadna firma działająca uczciwie nie boi się takiej rejestracji i weryfikacji kompetencji pracowników. Jesteśmy jednak stanowczo przeciwni regulowania rynku przez kapitał zakładowy na poziomie 20 milionów złotych. To powoduje, że na starcie z rynku znika 90% agencji windykacyjnych. Zostają tylko molochy, które sprawami widnykacyjnymi zajmują się z automatu, bez realnej weryfikacji czy dług zgłoszony do windykacji to realny dług. To właśnie w takich podmiotach bardzo często dochodzi do błędów – wyjaśnia Marczulewska.

– Przyjęcie tej ustawy to wylewanie dziecka z kąpielą. Zlikwidowanych zostanie mnóstwo dobrze działających firm, które pomagają na co dzień przedsiębiorcom i osobom fizycznym w odzyskiwaniu długów – mówi Małgorzata Marczulewska.

Co jest działaniem uporczywym? Nowa ustawa daje dłużnikom większe prawa niż osobom, które próbują odzyskać swoje pieniądze

Największe kontrowersje budzi sprawa regulacji tego jak będzie mogła wyglądać windykacja. Ministerstwo Sprawiedliwości chce zadbać o komfort dłużników dokładnie regulując to, jak będzie mogło przebiegać działanie windykatorów. Za przykład podawany jest zakaz dzwonienia do dłużnika po godzinie 17:00 i przed godziną 9:00, odwiedzanie go w domu czy ogólnie kontakt z nim jeżeli sobie tego nie życzy. Jak mówi Małgorzata Marczulewska to oburzające, że ustawodawcy nie chcą pochylać się nad losem przedsiębiorców, którzy bankrutują przez niezapłacone faktury.

– Prowadzimy sprawy, gdzie firmy budowlane, hurtowanie, sieci gastronomiczne upadają, bo ich klienci nie uregulowali swoich zobowiązań. To dramat tych ludzi, bo wykonali swoją pracę, dostarczyli towar i ktoś im nie zapłacił. Poproszenie o pomoc windykatora to często akt desperacji i tylko sprawna windykacja jest w stanie pomóc w odzyskaniu długu. Mówiąc sprawna windykacja nie mam na myśli zachowań nieetycznych, bo każdy profesjonalny windykator działa zgodnie z zasadami szacunku do dłużnika. Często jest jednak tak, że zwykły telefon z prośbą o uregulowanie długu czy wiadomość e-mail jest już traktowana jak nękanie. Skandalem jest to, że stawia się dłużników, szczególnie tych, którzy celowo zadłużają swoje firmy i wykorzystują innych przedsiębiorców w pozycji uprzywilejowanej. Będą mogli oszukiwać, zadłużać, kraść i nikt im nic nie zrobi przez długie lata – mówi Małgorzata Marczulewska.

– Czekanie na postępowanie sądowe to średnio dwa lata. Po dwóch latach dług jest często tak wielki, że nie ma szans na jego odzyskanie – dodaje prezes Grupy AVERTO.

FPP: Dobra decyzja dla niepełnosprawnych

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) znając projekt ustawy podatkowej Polskiego Ładu już w październiku skorzystała z uprawnienia Rady Dialogu Społecznego do zgłaszania inicjatywy legislacyjnej i złożyła projekt nowelizacji ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Uzyskał on poparcie wszystkich partnerów społecznych, w wyniku czego w drodze uchwały RDS projekt trafił do Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej.

Cieszy nas bardzo fakt, iż projekt zyskał również poparcie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – które wsparło inicjatywę RDS i wniosło jej uchwałę do porządku obrad Rady Ministrów. Dziękujemy za to Pani Minister Marlenie Maląg i apelujemy, by rząd podjął prace nad projektem ustawy zgłoszonym przez RDS i MRPiPS.

Przedłożony przez nas projekt ustawy ma na celu urealnienie wielkości dotacji przekazywanej z budżetu państwa na realizację zadań powierzonych Państwowemu Funduszowi Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Obecnie ustawa przewiduje jedynie górną granicę wysokości dotacji z budżetu państwa dla Funduszu, na poziomie 30% ponoszonych kosztów. Zgodnie z naszą propozycją wartość 30% stanowiłaby minimalny poziom dofinansowania zadań PFRON. Dzięki temu zabezpieczona zostałaby możliwość dalszej realizacji działań wspierających osoby z niepełnosprawnościami w miejscu pracy. Jest to szczególnie istotne w kontekście zmian podatkowych Polskiego Ładu, których skutkiem jest istotne zmniejszenie wartości odpisów na rzecz funduszy związanych rehabilitacją zawodową osób niepełnosprawnych.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

Kolejne zmiany w przepisach o cenach transferowych

Przepisy dotyczące porozumienia cenowego zostały rozszerzone na wprowadzone Polskim Ładem porozumienia inwestycyjne i porozumienia podatkowe. Oznacza to konieczność zawarcia wykazu oraz informacji o tych porozumieniach w grupowej dokumentacji cen transferowych.

Porozumienie inwestycyjne oraz porozumienie podatkowe, a ceny transferowe

Podatnicy w przygotowywanej grupowej dokumentacji cen transferowych będą zobowiązani do wskazania porozumień inwestycyjnych oraz porozumień podatkowych dotyczących podmiotów wchodzących w skład grupy. Ułatwieniem po zawarciu takich porozumień będzie brak obowiązku przygotowywania dokumentacji cen transferowych dla transakcji, które były objęte tymi porozumieniami, z uwagi na fakt, że ceny transferowe powinny zostać uzgodnione z organem podatkowym w ramach postępowań prowadzących do zawarcia takich porozumień.

Porozumienie inwestycyjne

Umowa zawierana pomiędzy organem podatkowym a podatnikiem, zwana Porozumieniem Inwestycyjnym, będzie określała skutki podatkowe planowanych inwestycji podmiotu w Polsce. Do tej pory w polskich przepisach brak było podobnego rozwiązania, które w sposób kompleksowy określałoby skutki podatkowe dokonywanych inwestycji.

Nie każdy podmiot może jednak skorzystać z tej instytucji. Inwestor musi bowiem planować rozpoczęcie w Polsce inwestycji na poziomie co najmniej 100 mln złotych (50 mln złotych od 2025 roku). Choć instrument można zastosować zarówno do polskich jak i zagranicznych podmiotów to ustawodawca wskazuje w uzasadnieniu do Polskiego Ładu, że celem jest pozyskanie kapitału zagranicznego i zachęcenie do inwestowania w Polsce. Z wnioskiem o porozumienie inwestycyjne będzie mogła wystąpić także grupa inwestorów, działająca w ramach konsorcjum, spółek, oddziałów i innych podobnych konstrukcji.

Zakres ochrony inwestora w ramach porozumienia inwestycyjnego ma być znacznie szerszy niż w przypadku interpretacji podatkowych. Dlatego też opłaty za wniosek są wyższe i mają wynosić opłata wstępna – 50.000 zł od każdego inwestora oraz opłata główna w kwocie z zakresu 100 – 500 tys. zł.

Po zawarciu porozumienia inwestycyjnego sytuacja inwestora ma być uproszczona, tj. nie będzie już potrzeby zawierania uprzednich porozumień cenowych, występowania o opinie zabezpieczające, wiążące informacje stawkowe oraz akcyzowe, czy interpretacje indywidualne.

Minusem nowego rozwiązania jest cezura ważności porozumienia – 5 lat od daty jego zawarcia, z możliwością renegocjacji, jeżeli nie doszło do istotnych zmian. W wielu przypadkach inwestycje podmiotów trwają dłużej niż wskazane 5 lat, a warunki funkcjonowania przedsiębiorców zmieniają się znacząco w tym okresie.

Porozumienie podatkowe

Porozumienie podatkowe jest instrumentem dostępnym dla podatników, którzy są objęci umową o współdziałanie z fiskusem i stanowi potwierdzenie w zakresie interpretacji przepisów prawa podatkowego, ustalania cen transferowych, braku zasadności zastosowania art. 119a § 1, wysokości prognozowanego na następny rok podatkowy zobowiązania podatkowego w podatku dochodowym od osób prawnych oraz spraw niezbędnych dla zapewnienia prawidłowej realizacji umowy o współdziałanie. W przypadku tej formy zabezpieczenia istotne jest wcześniejsze zawarcie umowy o współdziałanie, która wiąże się z koniecznością spełnienia przez podatnika szeregu warunków, łącznie z audytem podatkowym. Zaletą porozumienia podatkowego jest możliwość potwierdzenia i uzyskania pewności w zakresie szerokiego katalogu zdarzeń, niekoniecznie związanych z dokonywanymi inwestycjami, lecz także z samym funkcjonowaniem podmiotu.

Porozumienie podatkowe nie może zostać zawarte w zakresie w jakim zostało zawarte porozumienie inwestycyjne. Nie jest możliwe także zawarcie porozumienia podatkowego w toku trwania kontroli podatkowej.

Należy zaznaczyć, że porozumienie podatkowe może zostać wypowiedziane w każdym momencie, kiedy wyjdą na jaw nowe dla sprawy okoliczności, porozumienie jest niezgodne z orzecznictwem albo kiedy zostanie rozwiązana umowa o współdziałanie.

Podsumowanie

Pomimo, że porozumienie inwestycyjne oraz porozumienie podatkowe dają szereg korzyści, w tym benefity w zakresie dokumentacji cen transferowych, to jednak skorzystanie z tych instytucji jest bardzo ograniczone i dotyczy głównie dużych przedsiębiorstw lub podmiotów inwestujących duże kwoty. Niemniej jednak takie podejście oznacza zgodę fiskusa na dialog z podatnikiem, co do tej pory nie było praktyką urzędów.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Marta Wojewnik nową przewodniczącą Koalicji Bezpieczni w Pracy

Koalicja Bezpieczni w Pracy ma nową przewodniczącą. Została nią Marta Wojewnik, która od listopada 2021 r. pełni funkcję dyrektor zarządzającej CWS Workwear Poland. Nowa przewodnicząca inicjatywy zapowiada, że w najbliższym czasie Koalicja skoncentruje się na istotnych dla branży bhp tematach – od zmian regulacji pracy zdalnej, poprzez nowe technologie na rzecz bezpieczeństwa pracy, aż po zrównoważony rozwój i ochronę środowiska.

Marta Wojewnik od listopada 2021 r. pełni funkcję członkini zarządu odpowiedzialnej za rozwój biznesu odzieży roboczej CWS w Polsce. W styczniu tego roku objęła również stanowisko przewodniczącej Koalicji Bezpieczni w Pracy.

To dla mnie zaszczyt, iż mogę stanąć na czele prężnie działającej grupy ekspertów, współtworzyć projekt Koalicji wraz z CWS Polska, PW Krystian, TenCate Protective Fabrics oraz od niedawna Milwaukee. Jedną z najważniejszych dla mnie wartości jest to, aby pracownicy bezpiecznie wracali po pracy do swoich domów.  Moją misją jest budowanie świadomości społeczeństwa, z jakimi ryzykami spotykamy się w miejscu pracy. Co ważniejsze, zależy mi na tym, abyśmy jako Koalicja dzielili się naszą ekspercką wiedzą, tym jak możemy skutecznie eliminować bądź ograniczać wszelkie zagrożenia. Chcemy docierać głównie do pracowników i pracodawców, niemniej każdy może zaczerpnąć z naszych raportów i artykułów inspiracje, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo chociażby w przydomowym warsztacie, ogródku, ale również o komfort pracy zdalnej bądź hybrydowej – mówi Marta Wojewnik, przewodnicząca Kolacji Bezpieczni w Pracy, dyrektor zarządzająca Workwear Poland i członkini zarządu CWS Polska.

Koalicja Bezpieczni w Pracy w najbliższym czasie skupi się na najistotniejszych tematach: od zmian regulacji pracy zdalnej, poprzez nowe technologie na rzecz bezpieczeństwa pracy aż po zrównoważony rozwój i ochronę środowiska naturalnego – dodaje.

Marta Wojewnik od 2002 roku związana była z DHL Express w Polsce, gdzie zdobywała doświadczenie w obszarach zarządzania projektami strategicznymi, sprzedaży, budowania kultury organizacyjnej, zaangażowania i rozwoju pracowników.

W CWS realizuje szeroko pojęte działania związane z bieżącą działalnością firmy: od obsługi klienta, przez budowanie relacji z klientami, kwestie logistyczne, po zadania administracyjne i przygotowanie oraz realizację umów. Jako członkini zarządu CWS boco Polska odpowiada za strategię rozwoju biznesu w Polsce, m.in w obszarze pralni, ale także za poszczególne działy firmy: HR, IT, księgowości oraz jakości. W obszarze zarządzania organizacją za najbardziej interesujące uważa wprowadzanie zmian strukturalnych i proceduralnych oraz budowanie zaangażowania i motywacji za pomocą podnoszenia świadomości pracowników dotyczącej ich wpływu na sukces całej firmy.

Marta Wojewnik ukończyła nauki polityczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz zarządzanie marketingiem w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

21% na rynku pierwotnym i 14% na wtórnym. Tak podrożały mieszkania w całej Polsce

W styczniu 2022 roku analitycy Otodom zaobserwowali 21-procentowy wzrost cen mieszkań na rynku pierwotnym i niemal o 14% wyższe ceny na rynku wtórnym w porównaniu do stycznia 2021. Jeśli brać pod uwagę ujęcie miesięczne – mieszkania „z drugiej ręki” w styczniu br. zdrożały o blisko 2% wobec grudnia 2021. Natomiast ceny nieruchomości od deweloperów miesiąc do miesiąca zwyżkowały nawet o 4%.
Branża nieruchomości spodziewała się, że początek 2022 roku przyniesie większą stabilizację tempa wzrostu cen. Ogólnopolskie dane cen serwisu Otodom wskazują na to, że na rynku wtórnym jest całkiem spokojnie – średnia stawka ofertowa w grudniu 2021 utrzymywała się na poziomie 9 005 zł/mkw. i 9 183 zł/mkw. w styczniu 2022 roku. W przypadku nowych nieruchomości widzimy nieco większe wzrosty – z 9 224 zł/mkw. pod koniec 2021 do 9 624 złotych za jeden metr kwadratowy w styczniu bieżącego roku.

Wzrosty hamują

W stosunku do końcówki ubiegłego roku, na początku bieżącego cena za metr kwadratowy mieszkania z rynku pierwotnego wzrosła w Gdyni o ponad 4%. Jednak w pozostałych miastach nie odnotowano tak dużych skoków – jedynie 0,96% we Wrocławiu, 0,78% w Poznaniu, 0,22% w Warszawie i 0,1% w Gdańsku. Z kolei w Krakowie ceny zatrzymały się na tym samym poziomie – wynika z danych Otodom za okres grudzień 2021 – styczeń 2022.

To wyhamowanie wzrostów po tym, jak średnie ceny zwiększały się systematycznie przez cały ubiegły rok. W ujęciu rocznym ceny mieszkań od deweloperów wzrosły w każdym z 6 zaprezentowanych miast, z czego największą dynamikę zaliczyła Gdynia, gdzie stawka za jeden metr kwadratowy zwiększyła się o 35,3%. W styczniu ub.r. koszt wyniósł 9 256 zł/mkw., natomiast w tym samym czasie roku bieżącego było to już 12 524 zł/mkw.

Średnie ceny ofertowe mieszkań w 6 największych polskich miastach na rynku pierwotnym w serwisie Otodom: styczeń 2021 – styczeń 2022:

ceny domów
Dane Otodom: aktualne ceny ofertowe mieszkań i domów, ceny najmu i zwrot z inwestycji w 40 największych miastach, https://www.otodom.pl/wiadomosci/dane-otodom/dane-otodom-aktualne-ceny-ofertowe-mieszkan-i-domow

Scenariusz dla rynku wtórnego

W ostatnim miesiącu 2021 ceny lokali mieszkalnych na rynku wtórnym rosły nieco szybciej w przeciwieństwie do nowych nieruchomości. Największą zmianę w styczniu 2022 wobec grudnia 2021 analitycy zauważyli w Poznaniu – blisko 2,3%, oraz we Wrocławiu – 2%. W Gdańsku stawki miesiąc do miesiąca rosły w tempie 1,91%, w Krakowie 1,15%, 0,95% w Warszawie oraz 0,34% w Gdyni.

W perspektywie rocznej przyrosty na rynku nieruchomości z drugiej ręki są większe niż w przypadku rynku pierwotnego. Na pierwsze miejsce znowu wybiła się Gdynia, gdzie jeszcze w styczniu minionego roku zainteresowani musieli zapłacić 9 528 zł/mkw., a w styczniu 2022 nawet 11 352 zł za metr kwadratowy nieruchomości.

Średnie ceny ofertowe mieszkań w 6 największych polskich miastach na rynku wtórnym w serwisie Otodom: styczeń 2021 – styczeń 2022:

ceny domów w polsce
Dane Otodom: aktualne ceny ofertowe mieszkań i domów, ceny najmu i zwrot z inwestycji w 40 największych miastach, https://www.otodom.pl/wiadomosci/dane-otodom/dane-otodom-aktualne-ceny-ofertowe-mieszkan-i-domow

Czy trend związany z tempem wzrostu ma szansę się odwrócić?

Jednym ze sposobów ograniczania wzrostów jest aktywna polityka władz samorządowych. Na przykładzie Poznania czy Łodzi można zauważyć, że uchwalanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i sprawne wydawanie pozwoleń na budowę idzie w parze ze stosunkowo niewielkim wzrostem cen mieszkań i ich szeroką dostępnością dla kupujących.

– Wzrost cen w 2022 roku jest jednak nieunikniony. Głównie ze względu na ograniczoną dostępność atrakcyjnych gruntów, wyższe koszty związane z zakupem działek oraz budowy i przygotowania nieruchomości dla klienta. Bardzo duże znaczenie ma też wzrost kosztów materiałów budowlanych. Prawdopodobne jest jednak, że w tym roku nie doświadczymy tak dużej niestabilności, jak w minionym i wzrosty nie będą tak znaczne – uważa Jarosław Krawczyk, ekspert Otodom.

Chcesz kredyt na mieszkanie? Sprawdzamy, ile potrzeba na wkład własny

Być może rynek mieszkaniowy w Polsce czeka mocne hamowanie i obniżki cen mieszkań, na razie jednak ciągle jest bardzo drogo. Dane za czwarty kwartał ubiegłego roku, a więc za okres w którym Rada Polityki Pieniężnej zaczęła już podnosić stopy procentowe, okazują się niekorzystne dla kredytobiorców. Ceny mieszkań przed końcem roku poszły ostro w górę. Tym samym znów wzrosła wysokość wkładu własnego, którego wymagają od kredytobiorców banki.

Najnowsze dane na temat średnich cen mieszkań na sprzedaż w miastach wojewódzkich, opublikował właśnie Narodowy Bank Polski. Na największych rynkach w kraju mieszkania bardzo mocno drożały – z kwartału na kwartał. W Warszawie przed końcem roku metr kwadratowy nowego mieszkania kosztował średnio 11630 zł. Jeszcze w trzecim kwartale 2021 było to 10992 zł, a rok wcześniej – 10240 zł. Tak więc w ciągu roku ceny mieszkań na stołecznym rynku wzrosły o ponad 13.5 proc. Wzrost z kwartału na kwartał wyniósł natomiast niecałe 6 proc.

Podobnie mocno drożały mieszkania we Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku i Poznaniu. Poniżej wykres w oparciu o ostatnie dane NBP.

Wykres 1 – Ceny nowych mieszkańCeny nowych mieszkań

Jak widzimy – na każdym z najważniejszych rynków regionalnych podwyżki były znaczące. Oczywiści dane, które tutaj prezentujemy – w oparciu o średnią arytmetyczną, nie do końca oddają rzeczywistość cenową, bowiem na  wysokość średniej wpływ mają wartości skrajne – czyli mieszkania ultra drogie z jednej strony i najtańsze –  z drugiej.

Lepszym narzędziem pozostaje mediana, która niejako “odrzuca” wartości skraje. Dzieli zbiór na dwie równe części. Wartość, która jest pośrodku, stanowi wartość mediany. Jeśli zbiór jest parzysty wyciąga się średnią z dwóch środkowych wartości. W ten sposób uzyskujemy bardziej wiarygodny obraz przeciętnego poziomu cen.

Generalnie jednak trend pozostaje widoczny. W IV kwartale ubiegłego roku mieszkania nadal bardzo mocno drożały. W warunkach rynkowej drożyzny, nawet pomimo rosnących pensji i względnie dobrej sytuacji materialnej/finansowej klientów, coraz bardziej zaporową przeszkodą dla możliwości uzyskania finansowania z banku jest wysokość wkładu własnego, który musi wyłożyć kredytobiorca.

Przypomnijmy, że zgodnie z rekomendacją Komisji Nadzoru Finansowego minimalny wkład własny kredytów, przy którym banki nie wymagają żadnych dodatkowych zabezpieczeń, wynosi 20 proc. wartości nieruchomości. W ofertach niektórych banków są jeszcze kredyty z 10 – procentowym wkładem, ale w takiej sytuacji klient musi opłacać tzw. ubezpieczenie niskiego wkład, a więc koszt finansowania kredytem w jego przypadku rośnie.

Ile na wkład własny?

Zakładając, że kredytobiorca przymierza się do kupna 50 – metrowego mieszkania na rynku pierwotnym, przyjmując średnie ceny NBP, w Warszawie będzie potrzebował aktualnie kwoty 581500 zł. Jeśli nie chce wykupować dodatkowego ubezpieczenia, powinien dysponować 20 – procentowym wkładem w wysokości aż ponad 116 tysięcy złotych! 10 proc. wkładu to ponad 58 tysięcy. W pozostałych miastach  wymagany wkład własny będzie oczywiści niższy, ale ciągle bardzo wysoki.

W Gdańsku na 20 procentowy wkład do kupna mieszkania w przeciętnej cenie potrzeba będzie ponad 107 tys. zł. ,  Krakowie – 103 tysięcy, we Wrocławiu – 95 tys.

W najlepszej sytuacji spośród wymienionych miast są kupujący w Poznaniu, gdzie ceny są najniższe. 20 proc. wkładu na kupno 50 -metrów z rynku pierwotnego oznacza konieczność wyłożenia blisko 86 tysięcy. 10 proc. Wkład to kwota rzędu 43 tys. zł.

Tabela 1 – wkład własny potrzebny do zakupu 50 – metrowego nowego mieszkania (na podstawie danych NBP za IV kw. 2021)wkład własny potrzebny do zakupu 50 - metrowego nowego mieszkania

Tańsze mieszkanie, mniejszy wkład

Co więc robić w warunkach rynkowej drożyzny? Zestaw odpowiedzi jest prosty i niezmienny. Przede wszystkim warto rozważyć tańszą ofertę – zdecydować się na którąś z bardziej oddalonych lokalizacji wielkomiejskich, albo miasto satelickie wobec metropolii. Można oczywiście czekać na to, że ceny spadną, ale mimo rosnących lawinowo kosztów kredytowania, wcale tak nie musi być. Część ekspertów podkreśla, że na ceny mieszkań duży wpływ mają nie tyle marże deweloperskie, co rosnące obiektywnie koszty – robocizny, materiałów a przede wszystkim ziemi. W takich warunkach ciężko będzie zejść z cen. Tak więc – w jednym ze scenariuszy na kolejne miesiące roku, co prawda dynamika wzrostów cen mieszkań wyhamuje, ale na spadki raczej nie ma co liczyć.

Dlatego też kupujący być może powinien poszukać alternatywy w tzw. sypialniach wielkomiejskich. Już wyjazd za rogatki Warszawy, Krakowa czy Wrocławia oznacza wyraźnie niższe ceny mieszkań.

Dla przykładu – w oparciu o oferty z portalu RynekPierwotny.pl – jeśli w Warszawie średnie stawki przekraczają 10 tys. zł/mkw., a w peryferyjnych lokalizacjach 9 tys. zł/mkw., to choćby w satelickim Pruszkowie można znaleźć oferty już w przedziale 7800 – 8500 zł/mkw.  Może być zresztą jeszcze taniej – na południowych rogatkach Warszawy, za Ursynowem, deweloper projektu Zielone Zamienie oferuje nowe mieszkania w cenach od 6800 zł/mkw.

Oczywiście coś za coś – jeśli ktoś realizuje życie zawodowe w metropolii, to mieszkanie w miasteczku satelickim oznacza dla niego codzienne dojazdy. Może być to kosztowne i męczące, jednak z  drugiej strony czasem okazuje się, że łatwiej dojechać z sąsiedniej miejscowości niż z lokalizacji w samym mieście.

Jeśli nie pieniądze, to co?

Jeśli brakuje nam pieniędzy, ale mamy inną nieruchomość – np. działkę, czy mieszkanie – hipoteka na rzecz banku ustanowiona na tej nieruchomości, powinna z powodzeniem zastąpić brakujący wkład. W roli wkładu własnego banki akceptują też m.in. oszczędności na koncie, środki z IKE czy papiery wartościowe.

Złym rozwiązaniem jest natomiast zadłużanie się na wkład własny. Po pierwsze – starając się o kredyt, musimy się poddać weryfikacji ze strony bankowców. Spłacając już jakiś kredyt, obniżamy sobie zdolność kredytową. Po drugie – banki mogą oczekiwać złożenia oświadczenia, że wkład własny nie pochodzi z kredytu. Dlatego, jeśli potrzebujemy pożyczki, powinniśmy spróbować pożyczyć potrzebne pieniądze wśród rodziny, czy znajomych. Dobrym rozwiązaniem jest – zwolniona z podatku – darowizna w obrębie najbliższej rodziny.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Rok rekordów na polskim rynku magazynowym

Rok 2021 na rynku magazynowym w Polsce upłynął pod znakiem spektakularnych wzrostów. Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej na koniec minionego roku osiągnęła poziom 23,79 mln mkw. Rekord odnotowano m.in. w zakresie popytu brutto – w roku 2021 wynajęto aż 7,5 mln mkw. magazynów.

– Rok 2021 był rekordowy na rynku powierzchni magazynowych pod wieloma względami. Deweloperzy, aby zaspokoić potrzeby klientów, decydowali się na rozpoczęcie nowych projektów, z których coraz większą część stanowiły obiekty czysto spekulacyjne. Dzięki temu, w ubiegłym roku zarówno wolumen nowej podaży, jak i tej w budowie osiągnęły rekordowo wysokie wartości. Przez wyjątkowo wysoki popyt, pomimo ogromnego wolumenu dostarczanej powierzchni, stopa pustostanów nie wzrosła, a wręcz przeciwnie – jej poziom jest najniższy w historii rynku – mówi Dominika Jędrak, Dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Warszawa z największą nową podażą

Dominującymi pod względem podaży rynkami magazynowymi w Polsce pozostały niezmiennie Warszawa (trzy strefy), Górny Śląsk oraz Polska Centralna, gdzie na koniec 2021 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej ukształtowały się na poziomach odpowiednio: 5,2 mln mkw., 4,3 mln mkw. oraz 3,5 mln mkw.

– W całym roku 2021 deweloperzy ukończyli inwestycje o łącznej powierzchni ok. 3,1 mln mkw. To ponad 1 mln mkw. więcej niż w roku 2020, co jest najwyższym rocznym wynikiem w historii polskiego rynku powierzchni magazynowych – zaznacza Dominika Jędrak.

Do największych obiektów magazynowych zrealizowanych w ciągu 2021 r. można zaliczyć: Panattoni BTS Świebodzin (200 tys. mkw.), Hillwood Rokitno (112 tys. mkw.) oraz GLP Lędziny Logistics Centre (112 tys. mkw.).

Rok 2021 był rekordowy także pod względem wolumenu powierzchni w budowie. W II kw. 2021 r. po raz pierwszy w historii przekroczył on granicę 3 mln mkw. powierzchni w trakcie realizacji, a ostatecznie pod koniec IV kw. 2021 r. wyniósł on 4,2 mln mkw. Obecnie najwięcej powierzchni buduje się w regionie Górnego Śląska (706,8 tys. mkw.).

Rekordowy popyt

Wolumen transakcji zawartych w 2021 r. osiągnął poziom 7,5 mln mkw. i wzrósł w stosunku
do 2020 r. o ponad 2 mln mkw. Jest to najwyższy wynik w historii polskiego rynku magazynowego. W minionym roku najwięcej powierzchni wynajęto w Warszawie (1,26 mln mkw.), na Górnym Śląsku (1,17 mln mkw.) oraz w Poznaniu (1,10 mln mkw.).

Pod względem sektorów działalności najemców liderami były branża 3PL (39%), e-commerce (14%) oraz handel (14%).

– Ubiegły rok upłynął pod znakiem dalszego znacznego rozwoju e-commerce. W III kw. 2021 r. swoje pierwsze centrum dystrybucyjne w Polsce otworzył AliExpress, natomiast na początku ubiegłego roku działalność logistyczną w naszym kraju rozpoczął jeden z jego większych konkurentów w Chinach – firma JD.com. Co więcej, w Świebodzinie swoje kolejne centrum dystrybucji w Polsce otworzył światowy gigant sektora e-commerce – jest ono drugim największym obiektem logistycznym w Polsce. Pod koniec roku firma Zalando ogłosiła, że otworzy dwa nowe centra logistyczne w okolicach Bydgoszczy, których łączna powierzchnia wyniesie około 250 tys. mkw. – mówi Antoni Szwech, analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Wzrost liczby nowych umów, stabilne czynsze

W strukturze transakcji dominowały nowe umowy (55%). Znaczny udział przypadł także
na renegocjacje oraz umowy typu BTS, które stanowiły odpowiednio 23% i 17% popytu. Czynsze na wszystkich rynkach magazynowych pozostały stabilne. Najwyższe odnotowano w warszawskiej strefie I, gdzie stawki bazowe zaczynały się od 4 euro za mkw. na miesiąc a najwyższe przekraczały poziom 5,50 euro za mkw. na miesiąc. W warszawskich strefach II i III (obejmujących obszary poza granicami miasta) oraz na pozostałych rynkach regionalnych, stawki bazowe wahały się w przedziale 2,7-3,9 euro za mkw. na miesiąc.

Rekordowo niski wskaźnik pustostanów

– Współczynnik powierzchni niewynajętej na rynku magazynowym w całym kraju wyniósł na koniec 2021 r. 3,8%, notując tym samym spadek o 2,8 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Współczynnik pustostanów zmniejszył się także o 0,1 p.p. w stosunku do III kw. 2021 r. Jest to najniższa wartość wskaźnika powierzchni niewynajętej w historii rynku – zauważa Antoni Szwech.

Na koniec IV kw. 2021 r. w Polsce około 52,8% powierzchni magazynowej w budowie zostało objęte umowami przednajmu. Spośród wyznaczonych stref magazynowych najwyższą wartość tego współczynnika zarejestrowano w Warszawie (strefa III), gdzie całość budowanej powierzchni jest już wynajęta, natomiast najmniejszą w Polsce Zachodniej (19,8%).

Prognozy na rok 2022

W 2022 r. udział w popycie brutto firm z sektora e-commerce będzie cały czas wysoki.

– Pandemia COVID-19 nie tylko nie wpłynęła negatywnie na rynek powierzchni magazynowej w Polsce, lecz jest jednym z akceleratorów jego rozwoju. Dobra koniunktura sprawia, że po historycznym roku 2021, w trakcie którego z kwartału na kwartał padały kolejne rekordy po stronie podażowej i popytowej, możemy spodziewać się, że rok 2022 będzie czasem dalszego intensywnego rozwoju rynku. Duży udział w tym będzie miał sektor e-commerce, którego obsługa nie wiąże się tylko z zapotrzebowaniem na powierzchnię czołowych graczy tego sektora, ale też m.in. firm kurierskich czy operatorów logistycznych sieci automatów paczkowych, których, jak wynika z naszego raportu „Rynek automatów paczkowych w Polsce”, z roku na rok jest  coraz więcej, – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

Rozwój sektora e-commerce, pociągający za sobą rozwój usług kurierskich, wpływa na zwiększenie liczby obiektów miejskich skupionych wokół większych miast Polski.

– Do tej pory obiekty typu last mile logistics oraz SBU znajdowały się głównie w pobliżu dużych miast takich, jak Warszawa, Katowice, Wrocław i innych aglomeracji miejskich. Obecnie pojawiają się one nawet w mniejszych ośrodkach miejskich takich, jak Elbląg lub Kalisz – dodaje Maciej Chmielewski.

Według ekspertów Colliers na popularności będzie zyskiwał także koncept dark store, który jest ściśle powiązany z rynkiem magazynowym.

Nowe lokalizacje na topie

W 2021 r. regionami, które przekroczyły granicę 1 mln mkw. całkowitych zasobów powierzchni magazynowej były Polska Zachodnia oraz Trójmiasto. W tym roku do tego grona dołączy Szczecin. W roku 2022 r. nastąpi także znaczny rozwój rynków wschodzących takich, jak Bydgoszcz / Toruń oraz Wschód, w ramach których obecnie buduje się najwięcej powierzchni w historii.

Ekomagazyny

Eksperci Colliers prognozują także dalsze zainteresowanie rozwiązaniami ekologicznymi na rynku powierzchni przemysłowych i logistycznych.

– Najemcy coraz częściej zwracają uwagę na rozwiązania ekologiczne w potencjalnych obiektach, nie tylko ze względu na ochronę środowiska, ale i przez oszczędność. Trend na coraz bardziej „zielone” magazyny będzie się nasilał w nadchodzącym roku – mówi Maciej Chmielewski.

Rosja agresorem. Złoto zyskuje, złoty traci

Władimir Putin zrobił pierwszy krok przed USA i Europą. Prezydent Rosji podpisał dekret o uznaniu separatystycznych republik Donieckiej oraz Ługańskiej. Można powiedzieć, że inwazja, której cały świat się obawiał właśnie się rozpoczęła. Reakcja rynków jest zrozumiała. Na razie to tylko kontynuacja korekty, choć nie wiemy do końca jakich będzie rozmiarów. Indeks strachu VIX na ten moment nie przekroczył jeszcze szczytów z końcówki stycznia tego roku czy listopada 2021. Złoto jest beneficjentem geopolitycznej zawieruchy i już jest wyceniane na poziomie 1912 USD za uncję.

Ruch Putina sprawił, że prawdopodobieństwo rozwiązania konfliktu drogą dyplomatyczną spadło niemal do zera. USA i Europa nie były na tyle zdeterminowane, aby wcześniej podjąć decyzje o sankcjach. W tym momencie ciężko jest mi sobie wyobrazić, co Biden oraz przywódcy głównych państw Starego kontynentu mogliby zaproponować Rosji, aby ta powstrzymała swoje zapędy agresora. Ewidentnie Putin dąży do tego aby Moskwa sprawowała władzę nad całym terytorium dawnego ZSRR. Dlatego wchłonięcie Donbasu prawdopodobnie jest tylko małym kawałkiem całej, zaplanowanej układanki. Dziś mają zostać ogłoszone sankcje. Czy to coś zmieni? Za chwilę przekonamy się jak mocno wiarygodne były zapewnienia Bidena o szybkim działaniu w przypadku inwazji. Już teraz widzimy, że ropa brent zbliża się nieuchronnie do okrągłej bariery 100 dolarów za baryłkę. To spowoduje utrzymanie się wysokiej dynamiki inflacji na całym świecie. Wysoka inflacja spowolni wzrost gospodarczy, więc perspektywy dla świata nie są zbyt obiecujące, choć podobno podczas wojny zarabia się najwięcej.

Inne surowce też drożeją. W tym momencie nikiel, który w głównej mierze wydobywany jest w Rosji (drugie miejsce na świecie, kopalnia Nornickiel), znajduje się na wieloletnich szczytach i zbliża się do poziomu 25 tys. USD za tonę. Już w drugiej połowie stycznia kurs kontraktu futures rósł dynamicznie. Ostatnie doniesienia spowodowały, że szczyt sprzed miesiąca został przebity. Pro-wzrostowy układ znajduje się także na palladzie (również za jego wydobycie odpowiada w dużej części Rosja i również kopalnia Nornickel, gdzie pallad stanowi ok 42 proc. całej produkcji). Aktualnie metal wyceniany jest w okolicach 2400 USD za uncję. Przestrzeń do wzrostów nadal istnieje. Surowiec jeszcze w maju 2021 roku był wyceniany w okolicach 3000 dolarów. Ryzyko dalszego ruchu na północ jest stosunkowo wysokie. Beneficjentem w taki okolicznościach jest również złoto, które korzysta ze swoich tradycyjnych cech aktywa wybieranego w momentach zawirowań globalnych. Widać już ruch na ETF-ach, który to sektor w dużej mierze wpływa na wycenę metalu. Notowania zbliżają się do oporu technicznego wyznaczonego 1 czerwca 2021. Utrzymująca się nerwowość powinna spowodować, że również i ten poziom zostanie pokonany.

Złoty w ostatnich kilku dniach oddał w dużej mierze wszystko to co zyskał 14 i 15 lutego. Aktualnie EUR/PLN jest blisko 4,55. Jeszcze w ubiegłą środę kurs znajdował się o blisko 7 groszy niżej. Z technicznego punktu widzenia notowania znajdują się w obrębie linii trendu spadkowego, poprowadzonej przez szczyt z listopada 2021, stycznia oraz lutego 2022. Jednak uważam, że linia ta stanowi mizerną barierę, która mogłaby powstrzymać dalszą deprecjację złotego.

Z innych walut widać silne osłabienie rubla. USD/RUB był przez moment najwyżej od marca 2020 roku. Notowania pary walutowej mają bardzo realne szanse znalezienia się niebawem w okolicach poziomu 82,80, gdzie wypada szczyt z momentu szoku pandemicznego.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Szykuje się kolejny konflikt z Unią o polskie górnictwo

Do górnictwa polscy podatnicy będą dopłacać 2,8 mld zł rocznie. Ta pomoc publiczna zostanie zakwestionowana przez Komisję Europejską. Otwieramy kolejny konflikt z UE.

– Mamy przełom w górnictwie, polegający na tym, że po raz pierwszy od wielu lat państwo zaczęło bezpośrednio dopłacać do wydobycia węgla kamiennego, a nazwano to elegancko dopłatą do redukcji zdolności wydobywczych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Zasuń, red. nacz. WysokieNapiecie.pl. – Celem jest utrzymanie przy życiu Polskiej Grupy Górniczej, która bez tej dopłaty prawdopodobnie nie miałaby pieniędzy na wypłatę premii dla górników.

Ministerstwo Aktywów Państwowych zdecydowało się na takie działania pomimo braku zgody Komisji Europejskiej na taką pomoc publiczną. Podczas wstępnych rozmów KE nie dała „zielonego światła” dla takich działań wobec górnictwa. Natomiast w ministerstwie uznano, że oczekiwanie na taką zgodę potrwa zbyt długo i trzeba będzie pójść na ustępstwa, ograniczający wymiar tej pomocy.

– Ministerstwo wolało zagrać va banque, jeżeli Komisja Europejska zareaguje negatywnie, to całą winę zwali się na „złą Brukselę” – dodaje ekspert. – Rząd woli jeszcze bardziej pogorszyć relacje z Unią Europejską niż narazić się górniczym związkom zawodowym.

Dopłaty do górnictwa będą bardzo kosztowne dla polskich podatników, bo jest to kwota 2,8 mld zł rocznie.

Powtórzyć się może sytuacja, gdy potężna pomoc publiczną przyznano stoczniom, a Komisja Europejska zażądała zwrotu tych środków finansowych.

– Gdy do tego dojdzie ten czy kolejny rząd znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji, skutki podjętej decyzji będą opłakane, pozostaje tylko pytanie kiedy to się stanie – komentuje R.Zasuń.

O oprocentowaniu lokat powyżej inflacji możemy pomarzyć. Podwyższona inflacja jeszcze przez 2 lata

O oprocentowaniu lokat powyżej inflacji możemy marzyć, gdy ta spadnie w okolice 3%. Na inflację w zbieżną z celem inflacyjnym poczekamy co najmniej dwa lata, a może dłużej, jeżeli RPP nie starczy determinacji, aby podnosić stopy procentowe.

Jak poinformował GUS, w styczniu 2022 r. inflacja wyniosła 1,9% w ujęciu miesiąc do miesiąca oraz 9,2% w ujęciu rok do roku. To odczyty zbieżne z konsensusem ekonomistów (1,9% m/m i 9,3% r/r).

– Reakcją na te dane było swego rodzaju świętowanie, że jednak inflacja nie przekroczyła bariery 10% – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Powodów do świętowania jednak nie ma bo ta inflacja jest wyższa niż w grudniu i byłaby jeszcze wyższa w lutym, gdyby nie tzw. tarcza antyinflacyjna wprowadzona przez rząd.

Do celu inflacyjnego 2,5% (+/- 1%) coraz nam dalej. Odczyt poniżej 10% za styczeń nie schłodzi oczekiwań inflacyjnych. Jako konsumenci będziemy akceptować podwyżki cen. Rynek pracy jest mocny czyli utrzyma się duża presja na wzrost wynagrodzeń. Prawdopodobnie niższe będą odczyty inflacji CPI w ostatnich miesiącach tego roku, a to ze względu na tzw. efekt bazy, ponieważ już w ostatnich miesiącach 2021 r. inflacja była bardzo wysoka (gdyby cena konkretnego produktu wzrosła o tyle samo złotych, to procentowy wzrost inflacji będzie niższy).

Nie uda się obniżyć inflacji bez oddziaływania na popyt poprzez decyzje RPP i banku centralnego. Musimy ponieść koszty spóźnionych decyzji NBP, dotyczących zwalczania inflacji. Dalsze podwyżki stóp procentowych są nieuniknione, ich skalę mogłaby osłabić obniżka światowych cen ropy naftowej oraz spowolnienie polskiego wzrostu gospodarczego.

– Inflacja zostanie sprowadzona w Polsce do poziomu celu inflacyjnego za dwa lata, jeżeli RPP starczy determinacji, aby podwyższać stopy procentowe, ale ważne okaże się też jak z rosnącymi cenami na świecie walczyć będą inne banki centralne – dodaje ekspert XTB. – O oprocentowaniu lokat powyżej inflacji możemy marzyć, gdy ta spadnie w okolice 3%.

Ukraina wciąż w centrum uwagi rynków finansowych

Informacje o napięciu wokół Ukrainy skupiają na sobie uwagę, prowadząc do przetasowań na rynkach. W naszej ocenie oznaki istotnej eskalacji lub informacje o faktycznym bezpośrednim ataku Rosji na Ukrainę na wielką skalę mogłyby z łatwością wybić kurs EUR/PLN o co najmniej kilka–kilkanaście groszy wyżej.

Spośród walut G10 najlepiej radzą sobie dwie grupy walut: safe haven oraz waluty antypodów. Te pierwsze, szczególnie franka szwajcarskiego i jena japońskiego, charakteryzuje wyraźna siła, która jest typowa w okresach podwyższonego ryzyka. Co istotne, obie są one też mocniejsze od dolara amerykańskiego. Te drugie, dolary australijski i nowozelandzki, radzą sobie dobrze z uwagi na zachowanie cen surowców, które rosną wraz ze wzrostem napięcia. Nie jest zaskoczeniem, że wyjątkowo mocno reagują i w ostatnich dniach doświadczają presji waluty Europy Środkowo-Wschodniej, szczególnie rosyjski rubel, forint węgierski i polski złoty.

W tym tygodniu zwrócimy uwagę na odczyty publikacji makroekonomicznych, w tym dane o aktywności biznesowej w głównych zachodnich gospodarkach. Kryzys geopolityczny wokół Ukrainy prawdopodobnie jednak je przyćmi. Nie jest jasne, jaki byłby wpływ ataku Rosji na Ukrainę na kurs EUR/USD. Mimo że w przeszłości dolar w trakcie napięć zwykle zachowywał się jak waluta bezpieczna, zmiany rentowności amerykańskich obligacji, które prawdopodobnie nastąpiłyby w tym kontekście, mogłyby pozbawić go jednego z filarów siły.

PLN

Polski złoty początkowo odrabiał straty, od połowy tygodnia znalazł się jednak ponownie pod presją w związku z niepokojącymi informacjami dotyczącymi kryzysu wokół Ukrainy.

Z punktu widzenia złotego w kolejnych dniach będzie istniał tylko jeden temat: sytuacja na Wschodzie. Wszelkie oznaki, że ryzyko w tym zakresie się zmniejsza (jak informacje o możliwym szczycie Biden–Putin) powinny być korzystne dla waluty, zaś przeciwne będą działały na niekorzyść PLN. W naszej ocenie oznaki istotnej eskalacji lub faktycznego bezpośredniego ataku Rosji na Ukrainę na wielką skalę mogłyby z łatwością wybić kurs EUR/PLN (obecnie 4,53) o co najmniej kilka–kilkanaście groszy wyżej, przy czym reakcja części innych par (np. CHF/PLN) byłaby większa.

EUR

Prezeska Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde w ostatnim czasie niezmiennie delikatnie odpychała rynkowe oczekiwania dotyczące podwyżek stóp procentowych w strefie euro. Równolegle główny ekonomista banku Philip Lane wydawał się wycofywać w zeszłym tygodniu ze swoich skrajnie gołębich poglądów – przyznał, że otoczenie deflacyjne powszechnie występujące w poprzedniej dekadzie może już nigdy nie wrócić. Przestrzeń do wyceny szybszego tempa podwyżek stóp EBC przez rynki jest wciąż dość duża i oczekujemy, że zmiany w zakresie tych wycen powinny wspierać walutę.

Lutowe odczyty wskaźników PMI dla strefy euro opublikowane w poniedziałek rano w ujęciu ogólnym zaskoczyły na plus: indeks zbiorczy dobił do najwyższego poziomu od pięciu miesięcy, wspierany przez wyraźnie mocniejszą aktywność w sektorze usług. W dalszej części tygodnia, w piątek, skupimy się na wstępnym odczycie inflacji we Francji w lutym, który niemal na pewno pokaże kolejny silny wzrost. Biorąc pod uwagę ostatnie zaskoczenia na tym froncie, dane o inflacji mogą okazać się istotniejsze od wspomnianych wyżej danych o aktywności biznesowej.

USD

W tym tygodniu nie poznamy zbyt wielu nowych danych z USA. Wśród istotnych będą jedynie indeksy PMI (poniedziałek 21.02) i inflacja PCE (piątek 25.02). Uwaga powinna pozostać skupiona na wieściach geopolitycznych i komunikatach Rezerwy Federalnej, której pięciu członków ma zaplanowane przemówienia w tym tygodniu. Oczekujemy, że wątpliwości dotyczące reakcji dolara na potencjalne pogorszenie się sytuacji między Rosją i Ukrainą wkrótce zostaną rozwiane. W przeciwieństwie do innych głównych obszarów gospodarczych, w szczególności strefy euro, rynkowi trudno wyceniać istotne przyspieszenie podwyżek stóp procentowych, biorąc pod uwagę, jak silne już teraz są te wyceny. W tym kontekście widzimy zatem przestrzeń do oddania przez dolara części zysków w parze z euro (a tym samym ze złotym).

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury