Ubezpieczenie crime może uchronić firmę przed błędem albo oszustwem pracownika. W Polsce rynek takich polis jest jednak marginalny

Ubezpieczenie crime może uchronić firmę przed błędem albo oszustwem pracownika. W Polsce rynek takich polis jest jednak marginalny 1

Ubezpieczenie crime zabezpiecza firmę zarówno od wyłudzeń, kradzieży i innych przestępstw ze strony pracowników, jak i przed stratami wynikającymi z ich niefrasobliwości czy niewiedzy, np. w sytuacji, gdy ktoś otworzył załącznik do e-maila ze złośliwym oprogramowaniem. To dla firm istotny obszar, bo – jak wynika z badań KPMG i EY – właśnie czynnik ludzki jest najsłabszym ogniwem systemów zabezpieczeń. W Polsce rynek ubezpieczeń crime jest jeszcze słabo rozwinięty. Ekspert Marsh Polska podkreśla, że taka polisa może uchronić firmę przed milionowymi stratami, ale leży też w interesie samych menadżerów i kadry zarządzającej.  ​ 

Rynek ubezpieczeń crime w Polsce jest stosunkowo nieduży. Aktualnie na polskim rynku tylko jedno towarzystwo ubezpieczeniowe oferuje takie polisy. Zdecydowanie większe możliwości znalezienia oferty są na rynkach zagranicznych. Obserwujemy, że świadomość tego ryzyka jest nadal na stosunkowo niskim poziomie, co przekłada się na liczbę zawartych polis – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Golewski, broker specjalista w dziale FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) w Marsh Polska. – Ubezpieczenie crime do tej pory traktowane było jako dodatkowy element ochrony do takich polis jak ubezpieczenie mienia czy OC działalności, które dla większości firm są oczywiste. Warto jednak podkreślić, że utrata środków finansowych na skutek podszywania się pod kontrahentów firmy jest dla większości przedsiębiorstw znacznie bardziej prawdopodobna niż np. ryzyko pożaru.

Ubezpieczenie crime w Polsce nazywane jest także ubezpieczeniem od ryzyka sprzeniewierzenia. Zabezpiecza firmę przed szeroko rozumianymi przestępstwami związanymi z działalnością pracowników i osób z wewnątrz organizacji, np. w przypadku wyłudzenia środków finansowych przez pracowników, którzy są zatrudnieni w dziale księgowości czy uczestniczą przy wykonywaniu transferów. Obejmuje również przestępstwa związane z cyberprzestępczością, np. na skutek ataków phishingowych, czyli rozsyłania do pracowników firmy linków lub załączników instalujących złośliwe oprogramowanie na ich komputerach. W ten sposób przestępcy uzyskują dostęp do komputerów swoich ofiar i zbierają wrażliwe dane o firmie, jej klientach, partnerach i procedurach.

– Kiedy przestępcy będą mieli dostateczną liczbę informacji, przeprowadzą atak – może to być np. mailing do osób z działu finansowego zawierający bardzo dokładne instrukcje dotyczące przekazania określonej sumy pieniędzy w związku z jakąś ważną transakcją czy prośba o zapłatę zaległej faktury z informacją o zmianie numeru konta albo o zapłatę za dostawę towaru dla nowego dostawcy. Przelane środki trafiają na konta przestępców, a następnie transferowane są do innych banków, z reguły poza UE, skąd nie ma możliwości ich odzyskania – mówi Piotr Golewski.

Jak wyjaśnia, tego typu ryzyka nie wchodzą w zakres coraz popularniejszych w Polsce cyberubezpieczeń. Dlatego te dwa rodzaje polis powinny być wobec siebie komplementarne, by mówić o szerokim zakresie ochrony ubezpieczeniowej od cyberprzestępczości.

Niektórzy ubezpieczyciele pracują nad przygotowaniem nowego produktu, który będzie łączył w sobie elementy polis cyber oraz crime. Część ubezpieczycieli stoi jednak na stanowisku, że tych produktów nie należy łączyć ze względu na duże różnice w sposobie oceny ryzyka czy jego skali. Spodziewamy się, że rynek polis crime będzie się nadal rozwijał, wraz z rosnącą świadomością klientów – mówi Piotr Golewski.

Obszar cyberbezpieczeństwa w kontekście pracowników jest dla firm kluczowy. Jak wynika z ubiegłorocznego „Barometru cyberbezpieczeństwa” KPMG, wśród największych zagrożeń przedsiębiorstwa wskazują ataki malware (APT, wycieki danych, ransomware) oraz właśnie czynnik ludzki (kradzież danych przez pracowników, phishing). Z kolei w „Światowym badaniu bezpieczeństwa informacji” firmy doradczej EY ponad połowa (55 proc.) firm wymieniła czynnik ludzki, czyli beztroskę lub nieświadomość swoich pracowników, jako najsłabsze ogniwo swoich systemów bezpieczeństwa.

O ile procedury można usprawnić, o tyle nie da się w zupełności wyeliminować błędów spowodowanych czynnikiem ludzkim. Na tym właśnie opiera się skuteczność metody social engineering fraud – mówi Piotr Golewski.

Oszuści podszywający się pod kontrahentów czy pracowników firmy mogą spowodować konkretne straty finansowe i wizerunkowe bądź zyskać cenne informacje, które następnie posłużą do szantażu albo trafią na czarny rynek.

– W ostatnich latach obserwowany jest wzrost szkodowości z polis crime, również w Polsce. W ciągu ostatniego półrocza wystąpiły dwie bardzo duże szkody w tym obszarze. W pierwszym przypadku ofiarą padła firma z branży zbrojeniowej, w drugim – przedsiębiorstwo przemysłu lotniczego. Scenariusz był bardzo podobny: przestępcom udało się nakłonić te firmy do przelania pieniędzy za dostawy towarów na fałszywe konta. Łączna wartość strat poniesionych przez te firmy wyniosła kilka milionów złotych: w pierwszym przypadku było to nieco ponad 4 mln zł, w drugim niemal 2,5 mln zł – mówi Piotr Golewski.

Jak podkreśla, ochrona ubezpieczeniowa od ryzyka sprzeniewierzenia leży zarówno w interesie przedsiębiorstwa, jak i samych dyrektorów i menadżerów, ponieważ praktyka pokazuje, że skutkiem takich incydentów jest na ogół zwolnienie i konsekwencje wyciągane wobec kadry zarządzającej.

Standardem stają się polisy z udziałami własnymi na poziomie kilkuset tysięcy złotych, niemniej można znaleźć na rynku także polisy z udziałami własnymi poniżej 100 tys. zł – mówi Piotr Golewski. – Atrakcyjnych ofert poszukujemy także przy stosunkowo niskich udziałach własnych. Jednak większość rynków dąży do podnoszenia udziałów własnych, dlatego obecnie warto jest zawrzeć dobre ubezpieczenie, które później będzie można kontynuować na tych samych lub podobnych warunkach.

Social media pomagają markom budować wokół siebie silną społeczność. To sposób na podniesienie reputacji firmy

Media społecznościowe coraz mocniej budują zaangażowanie klientów i kreują wizerunek marek. Nawet co czwarta osoba na bieżąco śledzi profile marek, a znalezione w internecie opinie mają znaczący wpływ na decyzje o zakupie produktu czy indywidualną opinię o marce. Media społecznościowe dają firmom nie tylko możliwość dotarcia bezpośrednio do odbiorcy, lecz także budowania wokół siebie silnej społeczności – przekonuje Sebastian Bykowski, dyrektor generalny PRESS-SERVICE Monitoring Mediów.

 Platformy społecznościowe są dziś nieodłącznym elementem komunikacji marek. W zasadzie nie ma takiej możliwości, żeby marka dzisiaj w komunikacji posiłkowała się wyłącznie tradycyjnymi mediami – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sebastian Bykowski, dyrektor generalny PRESS-SERVICE Monitoring Mediów.

Raport agencji ASAP CARE 24 „Konsumenci, marki i nowa komunikacja” wskazuje, że niemal co czwarty internauta (23 proc.) kontaktuje się z markami przez social media, podobny odsetek na bieżąco śledzi tam profile marek. Co więcej, znalezione opinie mają duży wpływ na decyzje o zakupie produktu lub usługi (80 proc. badanych) czy indywidualną opinię o marce (76 proc).

– Media społecznościowe nie tylko dają możliwość dotarcia bezpośrednio do odbiorcy bez jakiegokolwiek pośrednictwa, lecz także niezwykle ważne jest to, że marka jest w stanie budować wokół siebie silną społeczność, która nierzadko staje się ambasadorem marki w przekazywaniu jej wartości na zewnątrz. Dzięki temu przekaz firmy jest bardziej wiarygodny i skuteczny – tłumaczy Sebastian Bykowski.

Kluczowe znaczenie dla konsumentów mają szybkość odpowiedzi oraz łatwość nawiązania kontaktu (odpowiednio 39 i 33 proc.). O ile często trudno jest skontaktować się z firmą przez infolinię, a kontakt mailowy nie jest wystarczająco szybki, to wpis na profilu marki w social mediach znacznie przyspiesza kontakt. Budowanie dobrego wizerunku wymaga jednak aktywnego dialogu i dostosowania języka komunikacji do grupy odbiorców.

 Prowadzimy marketing na różnych forach, w różnych mediach, na różne sposoby, w zależności od produktu. Nasze marki Apap i Ibuprom mają bardzo wiele rozszerzeń, są obecne zarówno w produktach dla dorosłych, jak i dla dzieci, stosowane są w przeziębieniu czy przy bólu zatok. W związku z tym każdy z tych wariantów, każdy z produktów, wymaga trochę innego sposobu komunikacji i wsparcia – tłumaczy Ewelina Kraskowska, dyrektor kategorii przeciwbólowej w USP Zdrowie.

Nawet najlepszy profil nie będzie mieć znaczenia, jeśli wpisy klientów zostaną bez odpowiedzi, a w najgorszym rozwiązaniu dla firm – po prostu kasowane. Ponad 40 proc. osób przyznaje, że w przypadku zetknięcia się z negatywnymi opiniami lub komentarzami na temat marki rezygnuje z zakupu. Jeżeli jednak marka potrafi się przyznać do błędów i je naprawić, wówczas konsumenci są bardziej skłonni do zakupu jej produktów. Zaangażowany przekaz może mieć kluczowe znaczenie, bo buduje reputację. Dzięki temu można łatwiej zażegnać kryzys wizerunkowy.

 Jedną z charakterystycznych cech marek o wysokiej reputacji jest to, że mają one znacznie wyższy udział pozytywnych przekazów w swojej komunikacji w stosunku do przekazów neutralnych, nie mówiąc już o negatywnych. Pozytywne publikacje mają znacząco szerszy zasięg. Są często przekazywane dalej, cytowane, co sprawia, że docierają do większej grupy odbiorców. Negatywne informacje, jeśli już się pojawiają, to są albo uciszane przez społeczność, albo nie znajdują większego zainteresowania – przekonuje Sebastian Bykowski.

Fundacja na rzecz Reputacji Marki „Premium Brand” oraz PRESS-SERVICE Monitoring Mediów w 14. edycji badania reputacji osób, marek, firm i miast „Premium Brand” wyróżniły 14 marek i firm. Analizowano zaufanie do marki, lojalność, atmosferę medialną towarzyszącą marce, zaangażowanie społeczne (CSR) czy wizerunek firmy jako pracodawcy. Wśród nagrodzonych znalazły się m.in. marki Apap czy Ibuprom.

– Reputacja przekłada się na sprzedaż właśnie dlatego, że konsumenci wybierają marki, którym mogą zaufać, na których mogą polegać. Taki jest sens budowania marek – podkreśla Ewelina Kraskowska.

Jeśli Twoja firma pragnie budować silną społeczność w mediach społecznościowych, dotrzeć bezpośrednio do klientów i kreować pozytywny wizerunek marki, to warto skorzystać z profesjonalnej agencji, która zrozumie Twoje potrzeby. Agencja Rise Up to ekspert w dziedzinie mediów społecznościowych, oferujący kompleksowe rozwiązania dopasowane do Twojej marki. Ich doświadczenie w budowaniu zaangażowania klientów i skutecznej komunikacji online przekłada się na sukces i wzrost sprzedaży. Odwiedź stronę https://www.riseupagencja.pl/ i pozwól, aby profesjonaliści pomogli Ci osiągnąć zamierzone cele marketingowe. Nie trać czasu i dołącz do firm, które odnoszą sukces dzięki odpowiednio prowadzonej strategii mediów społecznościowych.

Ule w miastach mogą uratować populację pszczół. Pasieki pojawiają się coraz częściej na dachach budynków i w parkach logistycznych

Ule w miastach mogą uratować populację pszczół. Pasieki pojawiają się coraz częściej na dachach budynków i w parkach logistycznych 2

W niektórych krajach Unii Europejskiej liczba pszczół w ciągu ostatnich lat zmniejszyła się o połowę. To o tyle istotne, że bez pszczół prawie 1/3 roślin uprawnych musiałaby być zapylana w inny sposób, aby produkcja żywności drastycznie nie spadła. O populację pszczół coraz częściej dbają deweloperzy, a pasieki powstają na dachach nowoczesnych biurowców. W parkach logistycznych Segro Logistics Park Warsaw Pruszków oraz Poznań Gądki mieszka już pół miliona pszczół. W ciągu roku są w stanie wyprodukować nawet 200 kg miodu. To tylko część naszych proekologicznych rozwiązań – przekonują przedstawiciele firmy.

 Na rynku nieruchomości komercyjnych ule stają się coraz bardziej istotnym tematem. Jesteśmy pierwszym deweloperem magazynowym, który się na nie zdecydował. Natomiast deweloperzy biurowi już od jakiegoś czasu instalują ule na dachach biurowców. Industrializacja, postępujący rozwój cywilizacyjny odciskają piętno na ekosystemie. Jako deweloperzy staramy się zbalansować środowisko naturalne poprzez dodatkowe działania wspierające, żeby w miarę możliwości ten ekosystem funkcjonował tak jak dotychczas – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Sabat, manager ds. marketingu i komunikacji w SEGRO.

W ostatnich latach coraz więcej pasiek powstaje w miastach, na dachach budynków. W niektórych metropoliach na Zachodzie jest ich już kilka tysięcy. Ule stoją np. na londyńskiej giełdzie papierów wartościowych. W centrum Warszawy pasiek nie ma tak dużo, ale pojawiają się coraz częściej, zwłaszcza od 2015 roku, kiedy warszawscy radni uznali, że pszczoły miodne nie będą już traktowane jako zwierzęta hodowlane. Od tego czasu mogą być więc hodowane w miastach.

Na świecie ten trend jest coraz bardziej popularny, ale jako Polska jesteśmy zdecydowanie jednym z pionierów. W ramach naszej grupy jesteśmy drugim krajem, który zdecydował się na tego typu rozwiązanie, a więc wyznaczamy standardy w branży – wskazuje Agnieszka Sabat.

Obecnie w dziesięciu ulach w parkach logistycznych SEGRO Logistics Park Warsaw (Pruszków) oraz w SEGRO Logistics Park Poznań (Gądki) mieszka pół miliona pszczół. Wybór lokalizacji był nieprzypadkowy. Ule stanęły stosunkowo blisko upraw – pszczoły zapylają bowiem aż 3/4 głównych roślin uprawnych. Zamieszkujące w pasiekach na terenie parków pszczoły mogą produkować ok. 200 kg miodu rocznie.

 Pomysł na projekt jest elementem naszej strategii społecznej odpowiedzialności biznesu. Firma skupia się m.in. na tym, żeby chronić środowisko naturalne przed coraz większym rozwojem cywilizacyjnym. Pomysł jest kontynuacją całej strategii naszej grupy. Jako pierwszy ule zainstalował nasz oddział we Włoszech, my jesteśmy drugim krajem w ramach Grupy SEGRO, który te ule wprowadza na teren parków – wyjaśnia Agnieszka Sabat.

Pasieki zobaczyć można w parku logistycznym Vialog Logistics Park Castel San Giovanni w Mediolanie, a także w Slough Trading Estate, czyli najstarszym parku SEGRO w Europie. Jak zapewnia Sabat, kolejne ule w innych lokalizacjach w Polsce to tylko kwestia czasu.

W tym roku na pewno ule staną w naszych parkach na Śląsku. Mamy 18 parków w całej Polsce i będziemy się starali w miarę możliwości stawiać ule w tych parkach, gdzie to jest uzasadnione – zapowiada przedstawicielka SEGRO.

Powstające ule to tylko część działań wpisujących się w proekologiczną politykę firmy. W trzech parkach SEGRO w Europie Centralnej (Logistics Park Poznań, Gądki, Logistics Park Warsaw, Nadarzyn oraz Logistics Park Prague) stoją już wykonane przez pracowników SEGRO hotele dla owadów.

– Wdrożyliśmy także projekt wymiany oświetlenia zewnętrznego we wszystkich naszych parkach na ekologiczne, nowoczesne oświetlenie LED. Zapewnia ono o ponad 30 proc. mniejsze zużycie energii elektrycznej, zatem jest to konkretna korzyść dla środowiska naturalnego, a także dla naszych klientów, którzy odczuwają to finansowo. Jednocześnie jest to większe bezpieczeństwo w parku, bo oświetlenie LED jest lepsze i dużo bezpieczniej manewruje się nim o zmroku – przekonuje ekspertka.

Dodatkowo oświetlenie LED we wnętrzach magazynów jest często sterowane systemem DALI, tym samym w alejach, w których nie ma ruchu, światła są stopniowo wyłączane. Wszystkie budynki SEGRO są poddawane rygorystycznej certyfikacji BREEAM. Ponadto wdrożony system monitoringu mediów w chmurze, udostępniony większości klientów parków w całej Polsce, pozwala lepiej kontrolować zużycie mediów w czasie rzeczywistym.

W parkach SEGRO w Poznaniu, Strykowie, Łodzi, Gliwicach oraz Tychach działa też kilkanaście ładowarek do samochodów elektrycznych. Docelowo do końca 2019 roku będą w nie wyposażone wszystkie parki dewelopera w Polsce.

W tym sezonie na popularności zyskują rowery gravelowe. Sprawdzają się zarówno w mieście, jak i w terenie

0

W tym sezonie na popularności zyskują rowery gravelowe. Sprawdzają się zarówno w mieście, jak i w terenie 3

Producenci kuszą szeroką gamą różnych modeli rowerów, z bogatym wyposażeniem i o fantazyjnej kolorystyce. By jednak nie dać się zwieść reklamom i promocjom, na początku trzeba zadać sobie pytanie: w jakich warunkach zamierzamy jeździć. Warto też zwrócić uwagę na osprzęt i akcesoria. Kwota, jaką możemy wydać na rower, często ograniczona jest domowym budżetem, ale zdaniem ekspertów lepiej przez pewien czas zacisnąć pasa, by później móc zainwestować w lepszy sprzęt. Hitem sezonu są rowery gravelowe, łączące zalety rowerów szosowych i tzw. górali.

Jeśli rower ma nam służyć do codziennych dojazdów do pracy, najlepiej sprawdzi się rower miejski lub trekkingowy. Te ostatnie pozwalają pokonywać dłuższe trasy, a także posłużą jako środek transportu podczas weekendowego wypadu za miasto.

Rowery te mają przystosowane bagażniki, koszyki do przewożenia zakupów czy laptopa do pracy. Mamy rowery górskie, z pełnym zawieszeniem oraz częściowo zawieszone – mowa o widelcu przednim. Mamy również rowery typowo szosowe dla ludzi, którzy przygotowują się do triathlonu bądź wyścigów szosowych. Są to rowery o charakterystyce sportowej, wymagające lepszego przygotowania i mające mniej komfortową pozycję niż te miejskie, na których jedziemy wyprostowani – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Pasikowski, ekspert marki rowerowej LeGrand.

Coraz większą popularnością cieszą się rowery gravelowe, które są połączeniem modelu górskiego z szosowym. Można na nich jeździć po szosie i utwardzonych ścieżkach, a także w lesie. Wybierając rower, warto się zdecydować na ramę karbonową.

Ramy karbonowe są bardzo popularne i teraz wiodą prym. Większość firm produkuje swoje rowery w Azji i następnie dostosowuje je na miejscu. Natomiast my przygotowujemy ramy karbonowe w naszej fabryce, jest specjalny projekt temu dedykowany, więc to jest coś wyjątkowego – podkreśla Jakub Pasikowski.

Przy wyborze roweru szczególną uwagę warto zwrócić na osprzęt. Od niego w dużej mierze zależy cena. Nowością jest osprzęt elektryczny, który jest bardzo precyzyjny i łatwiejszy w serwisowaniu.

Mamy wszelkiego typu koszyki, które umożliwiają nam przewiezienie praktycznie wszystkiego, od zakupów poprzez swoich pupili, małych psów czy kotów. Jeżeli chodzi o rowery bardziej sportowe, rynek akcesoriów jest mniejszy. To np. koszyki na bidon czy oświetlenie, które jest niezwykle istotne, ponieważ gwarantuje nam bezpieczeństwo – mówi Jakub Pasikowski.

Na rynku można znaleźć rowery w pełnej gamie cenowej. Zdaniem ekspertów warto się zastanowić, czy nie przeznaczyć nieco większego budżetu, by móc wybrać droższy sprzęt, wyższej jakości, który posłuży nam dłużej. Rower przeznaczony dla amatora nie musi mieć wielu gadżetów czy akcesoriów, ale warto postawić na elementy wysokiej jakości.

– Chodzi przede wszystkim o to, żeby jazda cieszyła, żeby się nie martwić tym, że coś odpadnie czy trzeba będzie regularnie korzystać z serwisu. Takie rowery spełniające podstawowe normy bezpieczeństwa i jakości zaczynają się od ok. 2 tys. zł. Górnego limitu nie ma – możemy równie dobrze wydać na rower około 30 tys. zł – mówi Jakub Pasikowski.

Wszystkie rowery, które są dla dorosłych, występują również w wersjach dla dzieci.

– Są również repliki rowerów zawodniczych, które są używane przez zawodników podczas zawodów pucharu świata czy największych imprez. Więc jeżeli dziecko ma swojego idola, który startuje w zawodach, może mieć taki sam rower jak on. Dla najmniejszych dzieci są odpowiednio przystosowane rowery z kółkami bocznymi. Tutaj trzeba zwrócić uwagę na to, aby rower był dobrany do budowy fizjologicznej dziecka i jego rozmiarów – mówi Jakub Pasikowski.

Coraz większym zainteresowaniem cieszą się również rowery elektryczne.

Jest to bardzo fajne rozwiązanie, ponieważ umożliwia jazdę większemu gronu ludzi, nie trzeba być aż tak dobrze przygotowanym fizycznie. Natomiast cały czas jest przekonanie, że rower elektryczny jest jak skuter, czyli nie trzeba na nim pedałować. Warto pamiętać o tym, że on nie będzie pomagał nam, jeżeli nie będziemy kręcić – mówi Jakub Pasikowski.

Progresywne aplikacje internetowe odmienią sposób korzystania ze smartfonów. Zamiast kilkudziesięciu aplikacji wystarczy przeglądarka

Progresywne aplikacje internetowe odmienią sposób korzystania ze smartfonów. Zamiast kilkudziesięciu aplikacji wystarczy przeglądarka 4

W sieci coraz częściej pojawiają się strony, których funkcjonalność wykracza dalece poza możliwości witryn projektowanych według klasycznego schematu. Dzięki technologii Progressive Web Apps możliwe staje się projektowanie takich stron, które swoją funkcjonalnością przypominają natywne aplikacje. Pozwala to tworzyć uniwersalne aplikacje, które można bez problemu odtworzyć w dowolnym środowisku, bez konieczności pisania oddzielnych wersji oprogramowania dla wielu systemów operacyjnych na komputerach i smartfonach.

–  W świecie zdominowanym przez technologie mobilne niemal wszystko musi być dostępne na urządzeniach przenośnych. Jako programista wiem, ile niepotrzebnej pracy trzeba poświęcić na tworzenie kodu najpierw dla komputerowej przeglądarki, następnie dla aplikacji na Androidzie, a potem jeszcze raz dla aplikacji na iOS. A gdyby tak połączyć to w jedno, napisać aplikację raz i uruchomić na wszystkich platformach? Mieliśmy już aplikacje hybrydowe, kod wirtualny Kahlua i inne narzędzia, ale dzięki progresywnym aplikacjom internetowym nie ma potrzeby wprowadzania dużych zmian w kodzie na różne urządzenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Trishul Goel, reprezentant fundacji Mozilla.

Potencjał progresywnych aplikacji internetowych tkwi nie tylko w ich wszechstronności, kluczową zaletą technologii PWA jest jej uniwersalność umożliwiająca stworzenie jednego spójnego środowiska, które będzie prawidłowo działało na dowolnym systemie operacyjnym. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie upowszechni się model udostępniania takich witryn w formie natywnych aplikacji.

Google od dłuższego czasu umożliwia zainstalowanie stron PWA w formie oprogramowania dla własnych systemów Android oraz Chrome OS. Jednak milowym krokiem na drodze do upowszechnienia tej technologii było wdrożenie pod koniec ubiegłego roku obsługi progresywnych aplikacji internetowych w ramach systemu Windows 10. Dzięki temu użytkownicy mogą odinstalowywać aplikacje PWA tak jak inne oprogramowanie działające w tym systemie za pośrednictwem panelu sterowania.

W technologię tę inwestuje również Mozilla, która ułatwiła korzystanie z aplikacji PWA w ramach przeglądarki Firefox na Androida. Użytkownicy, którzy trafią na progresywną aplikację internetową w Firefoksie, będą mogli stworzyć do niej skrót w formie aplikacji. Dzięki temu możliwe będzie błyskawiczne uruchomienie konkretnej witryny PWA bez uruchamiania przeglądarki i wpisywania jej adresu internetowego.

– Współczesne przeglądarki oferują potężne możliwości, a obecne technologie wychodzą poza przeglądarki. Możemy uzyskiwać dostęp do natywnych funkcji urządzenia, np. czujnika orientacji, aparatu czy geolokalizacji. Możemy sterować innymi urządzeniami, np. połączyć się z urządzeniem Bluetooth i włączyć żarówkę. Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Większość stron już korzysta z tej technologii – przekonuje ekspert.

Warto zauważyć, że choć aplikacje PWA są we wczesnej fazie rozwoju, to zyskują uznanie firm odpowiedzialnych za rozwój systemów operacyjnych. Microsoft chce ściśle zintegrować je ze swoim sklepem cyfrowym. Korporacja opracowała algorytmy, które automatycznie przeszukują sieć w poszukiwaniu treści PWA, a następnie dodają je do oferty Microsoft Store. Takie rozwiązanie z jednej strony pozwala zwiększyć portfolio cyfrowego sklepu, z drugiej zaś umożliwia twórcom nawet najbardziej niszowych aplikacji dotarcie do szerokiego grona odbiorców.

Potencjał aplikacji PWA dostrzegli także pracownicy IBM, którzy współpracują z organizatorami turnieju tenisowego Wimbledon nad technologiami zwiększającymi zaangażowanie miłośników tenisa tym turniejem. Jednym z projektów realizowanych w ramach tego partnerstwa jest właśnie progresywna aplikacja internetowa, która ma ułatwić śledzenie przebiegu turnieju w miejscach, w których dostęp do szybkiego internetu jest bardzo ograniczony. Dzięki niej fani tenisa z krajów rozwijających się otrzymają dostęp do narzędzia, które pozwoli błyskawicznie sprawdzić wyniki rozgrywek czy aktualny przebieg meczu.

– Dzięki tej technologii progresywne aplikacje internetowe staną się niezwykle potężne. Mamy do czynienia z ciągłym rozwojem przeglądarek internetowych. Tempo zmian jest zawrotne. Progresywne aplikacje internetowe to już nie przyszłość, a teraźniejszość i w tym kierunku będziemy zmierzać. Na naszym smartfonie możemy już zainstalować samą przeglądarkę internetową, ewentualnie dwie–trzy inne aplikacje i to wszystko, czego potrzebujemy – twierdzi Trishul Goel.

Według AppInstitute progresywne aplikacje internetowe pozwalają zwiększyć ruch mobilny o 68 proc.

Roje dronów mogłyby patrolować granice Unii Europejskiej. Latające pojazdy sprawdzają się już w zbieraniu danych, jednak potrzebne są zmiany w prawie, by móc je wykorzystać

Roje dronów mogłyby patrolować granice Unii Europejskiej. Latające pojazdy sprawdzają się już w zbieraniu danych, jednak potrzebne są zmiany w prawie, by móc je wykorzystać 5

Potencjał dronów wykracza daleko poza zastosowania rozrywkowe. Zdalnie sterowane pojazdy latające znajdują coraz szersze zastosowanie w systemach inteligentnych. Wykorzystuje się je do dostarczania paczek, analizowania zanieczyszczenia powietrza czy jako element nowoczesnych systemów monitoringu. Roje dronów w przyszłości mogą patrolować granice Unii Europejskiej. Już teraz drony zbierają lepszej jakości dane niż np. satelity. Problem jest jednak w ich wykorzystaniu. Eksperci zwracają uwagę na potrzebę zmian w prawie.

Jednym z najbardziej przyszłościowych obszarów gospodarki dla rozwiązań dronowych jest branża kurierska. Przedstawiciele DHL Express podpisali umowę z chińską firmą Ehang, wyspecjalizowaną w produkcji autonomicznych dronów, a pierwszy lot na regularnej trasie odbył się w maju tego roku. Dron kurierski pozwolił skrócić czas dostawy z 40 do 8 minut. Nowa metoda dostarczania paczek jest także bardziej ekologiczna – zużywa mniej energii i emituje do atmosfery mniej dwutlenku węgla niż dostawy realizowane za pośrednictwem kurierów samochodowych.

Taką technologię testuje się także na terenie Europy. Kursy terenowe na terenie Finlandii przeprowadza spółka Alphabet. Korporacja planuje wykorzystywać drony Wing do dostarczania jedzenia mieszkańcom Helsinek za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Największą zaletą pojazdów Wing jest ich wysoka wydajność – są w stanie na jednym ładowaniu przenieść pakunek o wadze do 1,5 kg na dystans ok. 20 km.

Drony mogą być wykorzystane nie tylko do dostarczana paczek. Mogą także ułatwić pozyskiwanie i przetwarzanie dużych zasobów danych.

– Nowe systemy w branży dronowej to na pewno systemy formacji dronowych, roje dronów. Przestajemy tutaj mówić o dronach pracujących w pojedynkę, mówimy tutaj o dronach, które w rojach kilku, kilkunastu urządzeń są w stanie realizować jakieś zadania. Znamy formacje dronowe, które mają kilkaset, a nawet parę tysięcy sztuk dronów, więc ta liczba rzeczywiście daje niesamowite możliwości – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dariusz Werschner, prezes Polskiej Izby Systemów Bezzałogowych.

Eksperymenty z rojem dronów prowadzi m.in. australijska firma Aquabotix, która opracowała pojazdy SwarmDiver. Pojazdy te zaprojektowano z myślą o funkcjonowaniu w środowisku wodnym i przystosowano do komunikowania się ze sobą oraz opracowywania wspólnych strategii działania. Po zainstalowaniu na ich pokładzie kamer oraz czujników mogą się sprawdzić w roli wielkoobszarowego narzędzia badawczego do patrolowania dużych obszarów morskich.

Roje dronów są także w polu zainteresowania konsorcjum ROBORDER, które w ramach programu Horizon 2020 pracuje nad wdrożeniem zautomatyzowanego systemu kontroli granicznej. Jego kluczowym elementem miałyby być autonomiczne pojazdy monitoringu powietrznego, lądowego i wodnego, które utrzymywałyby ze sobą stały kontakt i wymieniały się informacjami o potencjalnym naruszeniu granic Unii Europejskiej.

– Drony to nowy, fenomenalny sposób pozyskiwania danych, uzupełniający sposoby, które wykorzystujemy obecnie, czyli takie systemy, jak satelity czy pozyskiwanie danych np. z samolotów. Drony świetnie uzupełniają te dwa źródła, robią to szybciej i te dane bardzo często są dużo lepsze niż np. dane satelitarne. W związku z tym wykorzystuje się je choćby do tworzenia różnego rodzaju ortofotomap, analiz terenu, a w rolnictwie precyzyjnym np. do szacowania stanu upraw czy stanu lasów. Tutaj drony spełniają się bardzo dobrze i rzeczywiście ta jakość, która płynie z wykorzystania danych, jest znacząca – zauważa ekspert.

Na rynku pojawił się innowacyjny dron Stormbee S wyposażony w układ mapowania dużych powierzchni. Pojazd zaprojektowany przez specjalistów z firm Faro i Stormbee może posłużyć np. do stworzenia dokładnych map dróg, infrastruktury kolejowej czy miast, a w terenie o ograniczonym dostępie sprawdzi się w roli mobilnego systemu monitoringu czy rekonesansu militarnego.

– Drony są źródłem pozyskania pewnej wiedzy, danych. Dobrze byłoby opracować takie przepisy, które lepiej umożliwiłyby wykorzystanie tych danych w różnego rodzaju obszarach, np. w oblotach dotyczących smogu czy też np. w geodezji i kartografii przy pozyskiwaniu danych z niskich pułapów. Tutaj bardziej bym się skupił na walce z barierami legislacyjnymi – twierdzi Dariusz Werschner.

Według analityków z firmy Adroit Market Research wartość globalnego rynku dronów w 2018 roku wyniosła 13,2 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku przekroczy 144 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 40 proc.

Jak zadbać o dane wejściowe o produktach w systemie WMS?

magazynSystem do zarządzania magazynem klasy WMS stał się standardem w wielu magazynach i centrach dystrybucji. Coraz częściej prowadzone są prace, które mają na celu doskonalenie funkcjonowania systemu, tak aby gwarantował on jeszcze lepsze efekty pracy działów logistyki wewnętrznej. Jednym ze sposobów podniesienia efektywności jest udoskonalenie tak zwanej master daty, czyli danych wejściowych, na których system operuje.

Masterdata Produktowa- jaki wpływ na funkcjonowanie magazynu mają dane o produktach?

Właściwe określenie danych produktowych ma znaczny wpływ na kilka aspektów funkcjonowania magazynu. Najważniejsze z nich to:

– właściwy dobór miejsc składowania

– właściwy dobór opakowań wysyłkowych

– optymalizacja procesu kompletacji

– obniżka kosztów współpracy z firmami kurierskimi i przewoźnikami

W dalszej części artykułu omówimy każdy z wymienionych powyżej aspektów oraz przedstawimy sposoby lepszego opracowania danych produktowych.

Właściwy dobór miejsca składowania- jak efektywnie zarządzać przestrzenią magazynową?

Znalezienie odpowiedniego sposobu składowania towaru to zawsze kompromis pomiędzy jego gabarytami wraz z wagą, a miejscem składowania dostępnym w magazynie. System WMS na podstawie danych o wymiarach produktów oraz biorąc pod uwagę wyporność oraz maksymalne gabaryty miejsc odkładczych znajduje najbardziej optymalny sposób składowania towaru. Opisując kwestie związane ze składowaniem zwrócić należy uwagę, na fakt umożliwienia przez system WMS rozłożenia produktów w sposób wymieszany, to znaczy mieszania rodzaju produktów na jednej lokalizacji, przy jednoczesnym zachowaniu kontroli nad jego stanami. Dzieje się to dzięki zastosowaniu technologii kodów kreskowych w ramach obsługi systemu WMS.

Właściwy dobór opakowań wysyłkowych- jak pakować optymalnie?

Z perspektywy Odbiorcy nie ma nic bardziej frustrującego niż otrzymanie przesyłki zamówionej w sklepie internetowym w kartonie znacznie przekraczającym gabaryty samego produktu. Sytuacja taka jest nieefektywna nie tylko ze względu na niezadowolenie Klienta, ale również ze względu na wzrost kosztów i obniżenie efektywności obsługi takiej paczki wewnątrz magazynu. Duże paczki bardzo często muszą być przenoszone przez więcej niż jednego operatora, często z pominięciem systemów transportu wewnętrznego. System WMS powinien dobierać paczki tak, aby były one idealnie dostosowane do wymiarów produktu. Jest to możliwe w przypadku dokładnego określenia tych właśnie wymiarów i w sytuacji zagwarantowania dostępności kilku standardów wielkości kartonów.

Optymalizacja procesu kompletacji- jak dostosować się do wymogów sieci handlowych?

Duże centra dystrybucyjne są konfrontowane ze specyficznymi wymogami swoich Klientów (zwłaszcza sieci handlowych) w kwestiach związanych z przygotowaniem palet wysyłkowych. Reguły tworzenia palet zakładają specyficzne ułożenie towaru, zazwyczaj według reguły ciężkie na dnie, lekkie na górnych poziomach. Bardzo często wysokość palet nie może przekroczyć zakładanego poziomu. Spełnienie tych warunków staje się bardzo proste dzięki zastosowaniu systemu WMS wzbogaconego o funkcjonalność bazującą na danych wejściowych o produktach. Jednym słowem jeśli chcecie dostarczać do sieci handlowych to kompletne dane o produkcie są koniecznością.

Obniżka kosztów współpracy z firmami kurierskimi- jak przewozić tanio i szybko?

Filozofia działania firm transportowych i kurierskich zmienia się dość radykalnie. W chwili obecnej zauważalny jest mocny nacisk na właściwe planowanie załadunku pojazdów. Dane niezbędne do optymalizacji przestrzeni załadunkowej to przede wszystkim precyzyjne dane o gabarycie paczki, czy palety. Dane takie powinny być przekazywane do przewoźnika drogą elektroniczną, przed faktycznym załadunkiem, dzięki czemu systemy informatyczne przewoźnika mogą optymalnie zaplanować zawartość przyczepy, czy samochodu. Aby tego typu wymiana danych działała bezproblemowo niezbędne jest zasilenie systemu WMS, który komunikuje się z systemem przewoźnika informacjami o gabarytach paczek, czy towarów.

Wymiarowanie produktów- przyszłość logistyki.

Uzyskanie wszystkich, opisanych powyżej korzyści możliwe jest poprzez zastosowanie systemów wymiarowania produktów Cubiscan, połączonych z systemem WMS. Zastosowanie tego typu rozwiązania umożliwia zautomatyzowanie procesów kolekcji informacji o produktach wchodzących do magazynu.

PKN ORLEN bliżej połączenia z Grupą LOTOS

PKN ORLEN złożył w Komisji Europejskiej formalny wniosek o zgodę na przejęcie kapitałowe Grupy LOTOS. Finalizacja procesu pozwoli na stworzenie jednego silnego gracza z międzynarodowym potencjałem, zintegrowanego wewnętrznie, jeszcze bardziej liczącego się na rynku dostaw ropy.

Daniel Obajtek
Daniel Obajtek

– W biznesie skala ma znaczenie. Rozumieją to wszyscy znaczący europejscy i światowi gracze w branży paliwowo-energetycznej, którzy procesy konsolidacyjne mają dawno za sobą. Jeden silny podmiot to możliwość skutecznego konkurowania na wymagającym rynku, większa stabilność krajowej gospodarki, również w obszarze cen paliw, a także intensyfikacja inwestycji ukierunkowanych na rozwój. Podjęliśmy się tego wyzwania, bo połączenie jest konieczne z punktu widzenia przyszłości biznesowej obu firm, budowania ich wartości dla akcjonariuszy, bezpieczeństwa energetycznego Polski, a także interesu klientów indywidualnych i lokalnych społeczności. Sprawne przeprowadzenie procesu to dla nas priorytet, a złożenie formalnego wniosku do Komisji najlepiej pokazuje, że jesteśmy zdeterminowani i skuteczni w jego realizacji – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Złożony przez PKN ORLEN wniosek zawiera m.in. założenia transakcji, opis działalności stron na określonych rynkach właściwych oraz argumentację dotyczącą wpływu transakcji na konkurencję na tych rynkach. Do wniosku załączono pakiet dokumentów wewnętrznych obydwu spółek, które mają pozwolić Komisji Europejskiej na zweryfikowanie trafności podnoszonej argumentacji.

Proces przejęcia kapitałowego Grupy LOTOS przez PKN ORLEN został zainicjowany w lutym 2018 roku, podpisaniem Listu Intencyjnego ze Skarbem Państwa, który posiada w gdańskiej spółce 53,19% głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. W dokumencie nakreślone zostały ramy struktury transakcji. W pierwszym etapie PKN ORLEN planuje nabyć 32,99% akcji od Skarbu Państwa. W kolejnym konieczne będzie ogłoszenie wezwania na zakup akcji reprezentujących do 66% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu Grupy LOTOS.

W kwietniu 2018 roku w gdańskiej firmie rozpoczął się proces due dilligence, czyli badanie jej kondycji handlowej, finansowej, prawnej i podatkowej pod kątem przejęcia. Natomiast w listopadzie ubiegłego roku PKN ORLEN wysłał do Komisji Europejskiej wstępną wersję wniosku o zgodę na koncentrację. W trakcie prac nad dokumentem PKN ORLEN i Grupa LOTOS otrzymały z KE setki pytań, na które sukcesywnie odpowiadały. Dobra współpraca wszystkich stron pozwoliła opracować ostateczny kształt wniosku.

Konsolidacja PKN ORLEN i Grupy LOTOS to włączenie się Polski w światowy trend budowania znaczących graczy na rynku paliwowo-energetycznym. To odpowiedź polskich przedsiębiorstw na globalne trendy przemysłu rafineryjnego, która w przyszłości zmniejszy ryzyko utraty płynności przez krajowe rafinerie. Procesy konsolidacyjne w tej branży trwają od dawna i podyktowane są przede wszystkim koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego państw. Podobne konsolidacje w sektorze przechodziły np.: węgierski MOL, norweski Statoil, hiszpański Repsol, portugalski GalpEnergia, włoskie ENI, austriackie OMV, francuski TOTAL.

Wszystkie zrealizowane w Europie procesy konsolidacji w żaden sposób nie ograniczyły konkurencji na tych rynkach w obszarze paliw, czy logistyki. Tak będzie również w przypadku połączenia PKN ORLEN z Grupą LOTOS. Polski rynek jest bardzo konkurencyjny w tym obszarze i to się w przyszłości nie zmieni.

Finalizacja transakcji przełoży się na większe możliwości inwestycyjne, m.in. w zakresie rozwoju aktywów, czy ekspansji zagranicznej. Jeden silny podmiot zagwarantuje wyższy potencjał w tym zakresie, przy jednoczesnym utrzymaniu wskaźników finansowych na bezpiecznym poziomie. Pod tym względem transakcja znacząco wzmocni siłę polskiej gospodarki.

Połączenie PKN ORLEN i Grupy LOTOS będzie również atrakcyjne ze względu na komplementarność technologiczną i produktową oraz pozycję spółek na rynku paliw. Dzięki połączonym zdolnościom rafineryjnym, zakłady z obu Grup Kapitałowych będą w stanie wyprodukować łącznie ok. 12 milionów ton rocznie produktów lek¬kich (głównie benzyn) i 20 milionów ton rocznie średnich destylatów (przede wszystkim oleju napędowego i paliwa lotniczego). Co istotne około 2/3 tej produkcji będzie pochodziło z polskich zakładów. W przyszłości zakładany jest dalszy wzrost tych wolumenów w związku z realizowanymi i planowanymi inwestycjami rozwojowymi.

Połączony podmiot to również zdecydowanie większy potencjał do wygospodarowania znaczących środków na badania, które są niezwykle istotne dla zrównoważonego rozwoju każdej gospodarki. PKN ORLEN buduje obecnie w Płocku Centrum Badawczo-Rozwojowe, którego celem jest realizacja prac ukierunkowanych na wdrażanie nowych rozwiązań technicznych oraz prac nad nowymi produktami i technologiami. Zespół Grupy LOTOS będzie mógł korzystać zarówno z doświadczeń, jak i infrastruktury PKN ORLEN w Płocku, w tym z Centrum Badawczo-Rozwojowego oraz ośrodków naukowo-badawczych w Czechach.

Jednym z głównych beneficjentów procesu koncentracji spółek będzie Pomorze i jego mieszkańcy. Dzięki wzmocnieniu LOTOSU wzrośnie liczba i skala zamówień, firma wejdzie w nowe obszary działalności i jeszcze bardziej będzie rozwijać te, w których LOTOS jest już aktywny, m.in. elektromobliność i wydobycie. Siedziba spółki pozostanie w Gdańsku i tu, na takich samych zasadach jak dzisiaj, trafiać będzie część podatków CIT. Budynki Grupy LOTOS wciąż będą użytkowane, więc wpływy z podatków od nieruchomości pozostaną w Gdańsku. Podobnie będzie z redystrybucją dochodów z PIT pracowników do lokalnego samorządu.

Konsolidacja spółek to również szansa dla pracowników. Ambitne plany inwestycyjne i rozwojowe będą wiązały się z tworzeniem nowych stanowisk pracy. Wzmocnione zostanie też zaangażowanie w działania prospołeczne, sportowe i kulturalne w regionie.

Komentarz po spotkaniu RPP. Stopy procentowe bez zmian

Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania w lipcu podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Zgodnie z retoryką prezesa NBP stopy procentowe – które pozostają stabilne od czterech lat – powinny pozostać na niezmienionym poziomie również w kolejnych kwartałach.

W kontekście komunikacji po spotkaniu Rady warto wspomnieć o kilku kwestiach. Przede wszystkim należy nadmienić o odnotowaniu przez Radę nieco wyższej dynamiki cen, która jednak – zgodnie z retoryką prezesa Adama Glapińskiego, jak i towarzyszących mu prof. Grażyny Ancyparowicz i dr hab. Łukasza Hardta – nie sprawi, że Rada zacznie rozważać podwyżki stóp procentowych. Członkowie RPP zwracają uwagę, że inflacja nadal znajduje się w celu inflacyjnym, dopiero ostatnio przechodząc do górnego przedziału odchyleń od środka wspomnianego celu.

Rada zwraca również uwagę na zmianę sytuacji zewnętrznej, szczególnie na istotny zwrot w polityce Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego. Z retoryki prezesa Glapińskiego nie wynika jednak, żeby RPP miała również decydować się na podobną woltę. Prezes Glapiński podkreśla, że Polska na tle krajów Zachodu nadal znajduje się w dobrej sytuacji posiadając dodatnie stopy procentowe.

Prezes Glapiński odczytał również fragment projekcji Działu Analiz Ekonomicznych NBP (pełną ich treść poznamy w poniedziałek), z których wynika, że analitycy banku centralnego spodziewają się średnio wyższego niż zakładali w marcu wzrostu gospodarczego w 2019 i 2020 roku. A także średnio niższej niż zakładali w marcu inflacji w 2019 roku, po której w 2020 roku nastąpić ma wzrost do poziomu średnio wyższego niż zakładany w poprzedniej projekcji.

Prezes Glapiński powtórzył, że spodziewa się utrzymania stabilnych stóp procentowych do końca 2021 roku. Jego zdaniem lipcowa projekcja wspiera stabilizację stóp procentowych w jej horyzoncie. Istotnie odmiennej opinii zdawali się również nie wyrażać prof. Ancyparowicz i dr hab. Hardt.

Poniżej projekcje DAE NBP na podstawie PAP. Z 50% prawdopodobieństwem wskaźniki gospodarcze powinny, zdaniem analityków NBP, znaleźć się w wyznaczonych widełkach.

Roczny wzrost inflacji CPI (%) Roczny wzrost PKB (%)
2019 1,7 – 2,3 (1,2 – 2,2) 3,9 – 5,1 (3,3 – 4,7)
2020 1,9 – 3,7 (1,7 – 3,6) 3,0 – 4,8 (2,7 – 4,6)
 2021 1,3 – 3,5 (1,3 – 3,5) 2,4 – 4,3 (2,4 – 4,3)

*projekcja marcowa

Podsumowując: zdaniem RPP sytuacja w kraju oraz jej perspektywy są dobre, a inflacja powinna pozostawać umiarkowana. Kredytobiorcy cały czas raczej nie mają powodów do obaw. Obecnie wygląda na to, że stopy procentowe niemal na pewno pozostaną stabilne przez całość 2019 r., a może i dłużej.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Tomasz Czechowicz: Venture Capital ciągle szansą dla polskich startupów

Ogromne znaczenie dla firm w początkowej fazie rozwoju ma zewnętrzne finansowanie. Jest czynnikiem decydującym o ich rozwoju, a co za tym idzie – ich dalszych losach. Pozwala przetrwać krytyczny moment, z którym często mierzą się startupy – powiedział Tomasz Czechowicz podczas spotkania organizowanego przez Kancelarię Prezydenta RP.

3 lipca, w trakcie spotkania w Pałacu Prezydenckim, organizowanego w ramach projektu „Startupy w Pałacu” Tomasz Czechowicz wspólnie z Julią Krzysztofiak-Szopą (prezes Fundacji Startup Poland) oraz Jarosławem Królewskim (CEO Synerise) wziął udział w dyskusji Finansowanie i rozwój startupów w Polsce.

Venture Capital ciągle szansą dla polskich startupówSytuacja startupów w kraju nie jest taka zła, jak mogłoby się wydawać. Oczywiście Chiny i USA są niezaprzeczalnymi liderami w dziedzinie innowacji, ale Polska znajduje się w czołówce krajów CEE – skomentował Tomasz Czechowicz z Grupy MCI. Zwrócił uwagę, że wyprzedzają nas jedynie Estonia i Czechy. – Przykładem spółek z polskiego rynku, które osiągnęły niezaprzeczalny sukces, są takie firmy jak Allegro czy PayU. Rozwinęły swoją działalność dzięki wsparciu inwestorów zewnętrznych – mówił Czechowicz.

Mimo potencjału drzemiącego w polskich startupach, krajowy rynek nie jest atrakcyjny dla europejskich i globalnych funduszy Venture Capital. Czechowicz ocenia, że potrzeba wiele czasu, aby ta sytuacja uległa zmianie. Aby nasz rynek oferował wysoką podaż spółek, w które zagraniczne fundusze będą chciały inwestować, Polska musi stać się pewnego rodzaju regionalnym centrum rozwoju – zbudowanym z najlepszych zespołów specjalistów. Istotnym elementem tego rozwiązania mogłaby być np. zmiana w systemie podatkowym dla osób prowadzących biznes technologiczny na bardziej przyjazny.

Czechowicz zwrócił także uwagę na podstawy rozwoju każdej spółki. To przede wszystkim ludzie zaangażowani w dany projekt. Podkreślił, że polscy specjaliści są pożądani przez zagraniczne firmy. – To bardzo ważne, aby takich ekspertów zatrzymać w Polsce, bo jest to kapitał, bez którego nie da się rozwijać żadnych projektów. Wiedzą o tym w szczególności firmy mające potencjał, by zostać tzw. jednorożcami. Ich sukces determinuje przede wszystkim praca liderów – podsumował Tomasz Czechowicz.

Projekt Startupy w Pałacu organizuje Dziennik Gazeta Prawna i Kancelaria Prezydenta RP. Inicjatywa ma na celu wsparcie innowacyjnych polskich firm w poszukiwaniu możliwości rozwoju, w tym ewentualnych inwestorów, partnerów biznesowych i nowych rynków zbytu. W ramach projektu organizowane są publiczne prezentacje najciekawszych inicjatyw biznesowych przed potencjalnymi inwestorami, szefami spółek skarbu państwa, przedstawicielami instytucji grantowych i organizacji typu Venture Capital, tzw. aniołami biznesu oraz ambasadorami zagranicznych państw. Dziś odbyła się piąta edycja spotkania.

Czy wystarczy nam rządowy remont wielkiej płyty?

Rząd zamierza wydać więcej pieniędzy na modernizację bloków z wielkiej płyty. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się temu, jak przez ostatnie kilkanaście lat wyglądało wspieranie inicjatyw termomodernizacyjnych i remontowych.

Niedawna zapowiedź rządu związana z wydatkowaniem o wiele większych środków na termomodernizację i remonty bloków wielkopłytowych, wzbudziła duże zainteresowanie. Trudno się temu dziwić, ponieważ budynki wykonane z prefabrykatów nadal stanowią nieodłączny element krajobrazu polskich miast i dom dla milionów naszych rodaków. W ramach niedawno ogłoszonego planu, rząd zamierza również przeznaczyć dodatkowe środki na wspieranie termomodernizacji i remontów wielu gminnych budynków. Właśnie dlatego eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się temu, jak przez ostatnie kilkanaście lat wyglądało wspieranie inicjatyw termomodernizacyjnych i remontowych.

Wcześniej termomodernizacja była nierównomiernie finansowana

Niedawno zaprezentowany przez rząd projekt ustawy o zmianie ustawy o wspieraniu termomodernizacji i remontów przewiduje, że program modernizacji bloków wielkopłytowych i budynków mieszkalnych należących do gmin zostanie sfinansowany z Funduszu Termomodernizacji i Remontów. Ten fundusz działający w ramach Banku Gospodarstwa Krajowego już od dłuższego czasu wspiera modernizację zasobów mieszkaniowych. Utworzono go na mocy ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. (Dz.U. 2008 nr 223 poz. 1459). Wcześniej (przez około 10 lat) podobne cele finansował Fundusz Termomodernizacji powołany ustawą z dnia 18 grudnia 1998 r. o wspieraniu przedsięwzięć termomodernizacyjnych (Dz.U. 1998 nr 162 poz. 1121). Poniższa tabela przedstawia poziom bezpośrednich wydatków, jakie budżet państwa w latach 2000 – 2018 poniósł na działanie obydwu wspomnianych funduszy. Zestawienie przygotowane przez ekspertów portalu RynekPierwotny.pl uwzględnia także plan wydatków budżetowych na 2019 r.

Po przeanalizowaniu poniższej tabeli uwagę zwraca bardzo zróżnicowany poziom wydatków, jakie budżet państwa przez lata ponosił na finansowanie funduszy termomodernizacyjnych. Przykładowo w 2010 r. działalność Funduszu Termomodernizacji i Remontów nie pochłonęła żadnych środków z budżetu. Później wydatki przeznaczone na działanie tego funduszu zmieniały się skokowo (np. z 330 mln zł w 2014 r. do 120 mln zł w 2015 r.). Cele dotyczące termomodernizacji i remontów pochłonęły największą część łącznych wydatków budżetu na sferę mieszkaniową w 2008 r. (27%), 2007 r. (25%) oraz 2014 r. (21%). Planowany wynik dla 2019 r. to zaledwie 6%. Prace termomodernizacyjne i remontowe przy budynkach wielorodzinnych były wspierane także z innych źródeł (m.in. unijnych). Tym niemniej, brak stabilnego finansowania obydwu funduszy termomodernizacyjnych raczej nie świadczy dobrze o polityce mieszkaniowej kolejnych rządów. Remonty wielka płyta RP tab.1

Na modernizację „wielkiej płyty” można wydać o wiele więcej …

Zgodnie ze wstępną oceną skutków regulacji, nowy program termomodernizacji i remontów dotyczący m.in. budynków wielkopłytowych oraz gminnych bloków, przez kolejne 10 lat ma kosztować blisko 4 mld zł. To niebagatelna kwota jak na realia polskiej mocno niedoinwestowanej „mieszkaniówki”. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że potencjalne potrzeby finansowe są o wiele większe. Planowane ocieplanie budynków wielkopłytowych i wzmacnianie połączeń między warstwami takich bloków stanowi absolutne minimum. Przykłady z krajów Europy Zachodniej wskazują, że w bardziej rozszerzonym wariancie modernizacja budynków z wielkiej płyty może objąć np. wymianę starych wind oraz instalację zewnętrznych szybów windowych (dla niższych budynków czterokondygnacyjnych lub pięciokondygnacyjnych, które obecnie nie posiadają windy).

Bardzo duże potrzeby w zakresie remontów zasobu mieszkaniowego dotyczą również bloków użytkowanych przez samorządy. Sugestywnym dowodem są wyniki badania ankietowego, które zostało przeprowadzone od lutego do marca 2019 r. W ramach wspomnianego badania, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju zapytało samorządy gminne o stan ich zasobów mieszkaniowych. Odpowiedzi  gmin wskazują, że 54% budynków mieszkalnych wymaga częściowego remontu. Około jedna trzecia gminnych bloków powinna zostać szybko poddana kapitalnemu remontowi. Takie dane „z pierwszej ręki” najlepiej pokazują skalę remontowych potrzeb.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

PPK – brytyjski program w polskim wydaniu. Jakie wnioski dla pracodawców?

Program PPK jest wzorowany na brytyjskim programie planów emerytalnych dla pracowników, wprowadzonym w 2012 roku. Poza wykorzystaniem najlepszych praktyk podczas tworzenia regulacji prawnych, warto również skorzystać z doświadczeń brytyjskich firm, tworzących plany dla swoich pracowników. W brytyjskich PPK uczestniczy ok. 10 milionów pracowników, czyli 87% objętych programem.

Podobne wyzwania demograficzne i emerytalne skłoniły Brytyjczyków do wprowadzenia w 2012 roku programu planów emerytalnych, które pracodawcy tworzą dla swoich pracowników (tzw. workplace pensions albo auto-enrolment programme). To brytyjskie rozwiązanie tak mocno zainspirowało twórców naszego programu PPK, że można określić PPK jako brytyjski program w polskim wydaniu.

Najważniejsze podobieństwa między brytyjskimi i polskimi PPK:

  • pracodawca tworzy program na podstawie umowy z wybraną instytucją finansową, do którego zgłasza automatycznie wszystkich zatrudnionych
  • obowiązkowy dla wszystkich pracodawców zatrudniających co najmniej 1 pracownika – obowiązek rozciągany stopniowo od największych do najmniejszych firm
  • składki do programu wpłacają solidarnie pracownik i pracodawca
  • limit opłat określony ustawowo na bardzo niskim poziomie (0,75% aktywów w Wielkiej Brytanii, 0,6% w Polsce)
  • pracownik może wystąpić z programu, składając odpowiednie oświadczenie

Ważną różnicą między PPK w obu krajach jest to, że Brytyjczycy dość mocno zwiększyli poziom minimalnej wpłaty do programu w relacji do wynagrodzenia:

  • 2012-2017: minimalna wpłata 3% (2% pracownik + 1% pracodawca)
  • 2018: minimalna wpłata 5% (3% pracownik + 2% pracodawca)
  • 2019: minimalna wpłata 8% (5% pracownik + 3% pracodawca).

Korzystanie z brytyjskich doświadczeń, w tym uczenie się na błędach, to dodatkowa wartość, jaką proponujemy polskim pracodawcom podejmującym decyzje w sprawie PPK. Jesteśmy liderem rynku w zarządzaniu brytyjskimi PPK, a zarazem mamy wieloletnie doświadczenie w Polsce. To dodatkowy atut wzmacniający ofertę naszego PPK, i tak już mocną jeśli chodzi o niski poziom opłat, odciążenie pracodawców od bieżącej obsługi pracowników uczestniczących w PPK oraz przejrzyste materiały informacyjne – mówi Marek Przybylski, prezes Aviva Investors TFI.

Pracodawcy RP: W systemie publicznej opieki zdrowotnej nie ma i nie będzie pieniędzy

Projekt planu finansowego NFZ na 2020 r. nie pozostawia żadnych złudzeń. W systemie publicznej opieki zdrowotnej nie ma i nie będzie pieniędzy, tym samym nie będą zaspokajane potrzeby zdrowotne Polaków.

Nominalne wydatki na ochronę zdrowia w Polsce wprawdzie rosną, ale wyłącznie za sprawą wzrostu naszych zarobków i tym samym składek na ubezpieczenie zdrowotne. Są one dzięki wzrostowi gospodarczemu coraz wyższe, ale pieniędzy i tak jest wciąż w systemie opieki zdrowotnej mało.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej wielokrotnie apelowali o urealnienie środków finansowych przeznaczanych na ochronę zdrowia, by pacjenci i świadczeniodawcy mogli czuć się w naszym kraju bezpiecznie.

W opinii Pracodawców RP powinien nastąpić znaczący wzrost wydatków na świadczenia opieki zwrotnej we wszystkich zakresach świadczeń gwarantowanych. Polska na tle innych państw Unii Europejskiej przeznacza bowiem na zdrowie niewystarczające środki – zarówno w odniesieniu do PKB, jak i per capita. W 2016 roku przeznaczono na ten cel 4,4 proc. PKB, podczas gdy Węgrzy 5,2 proc., Czesi 6,0 proc., Francuzi 8,7 proc., a Niemcy 9,5 proc. Uchwalona 24 listopada 2017 ustawa (później nowelizowana) miała doprowadzić do skokowego wzrostu finansowania ochrony zdrowia przez zwiększanie odsetka PKB przeznaczanego na ten cel. W latach 2018-2023 środki na ochronę zdrowia miały być nie niższe niż:

4,78 proc. PKB w 2018 roku,

4,86 proc. PKB w 2019 roku,

5,03 proc. PKB w 2020 roku,

5,30 proc. PKB w 2021 roku,

5,55 proc. PKB w 2022 roku,

5,80 proc. PKB w 2023 roku.

Docelowo – w 2024 roku na ochronę zdrowia miały wynieść 6,0 proc. PKB.

Planowane wielkości i ich harmonogram oznaczałby niespotykany dotąd wzrost wydatków na zdrowie, który powinien przełożyć się na odczuwalną poprawę sytuacji pacjentów, jak również podmiotów udzielających świadczeń opieki zdrowotnej. Nic jednak nie wskazuje na to, aby powyższe cele zostały zrealizowane, ponieważ:

1) w ustawie znalazły się zapisy, które dają możliwość brania do obliczeń wydatków publicznych na zdrowie na dany rok wartości PKB sprzed dwóch lat. To oznacza, że w 2024 roku będziemy najprawdopodobniej państwem, które przeznacza najmniej w Europie na ochronę zdrowia;

2) przedstawiony przez Ministerstwo Finansów Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2019–2022 wskazuje, że publiczne wydatki na ochronę zdrowia prawie nie będą rosły i że ich poziom nawet nie zbliży się do obiecanych 6 proc. PKB. Zapisane w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa wydatki na zdrowie w 2030 r. mają wynieść 4,5 proc. PKB, a po dołączeniu wydatków na opiekę długookresową może osiągną 5,2 proc. Gdyby zsumować te wartości – to deklarowane 6 proc. PKB osiągniemy dopiero w 2050 roku;

3) w projekcie planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia na 2020 rok zaplanowano przychody na poziomie niespełna 97,3 mld zł (aktualny plan finansowy NFZ zakłada przychody na poziomie 92,37 mld). Należy też zauważyć, iż projekt planu finansowego NFZ na 2020 rok nie realizuje również zapisów dokumentu rządowego „Polityka lekowa państwa na lata 2018-2022” w zakresie zagwarantowania minimalnego poziomu środków w ramach całkowitego budżetu na refundację. Według przedstawionego projektu udział całkowitego budżetu na refundację w kosztach świadczeń opieki zdrowotnej wyniesie 15,25 proc. i będzie o 1,15 mld zł niższy niż minimum określone w dokumencie strategicznym.

W opinii Pracodawców RP kwota 100 mld zł jest kwotą niezbędną do zabezpieczenia finansowania świadczeń opieki zdrowotnej – i to jeszcze w 2019 roku. Jest to mniej więcej tyle, ile powinien wynosić budżet NFZ gdyby sposób liczenia odsetka PKB przeznaczanego na zdrowie był liczony w stosunku do PKB roku bieżącego, a nie sprzed dwóch lat.

Pracodawcy RP ponownie apelują – należy planowane wydatki urealnić. Polski pacjent, polski świadczeniodawca, w kwestiach dotyczących opieki zdrowotnej musi czuć się w naszym kraju bezpiecznie.

Tomasz Wiatrak nowym Prezesem Unipetrolu

Decyzją organów Spółki od 3 lipca 2019 r. nowym Prezesem Zarządu Unipetrolu z Grupy ORLEN został Tomasz Wiatrak, dotychczasowy Wiceprezes  Zarządu firmy. Zastąpił on na stanowisku  Krzysztofa Zdziarskiego, którego trzyletnia kadencja właśnie wygasła. Katarzyna Woś i Maciej Libiszewski, dotąd Członkowie Zarządu zostali powołani na funkcje Wiceprezesów, natomiast Marek Kaszuba został nowym Członkiem Zarządu Unipetrolu.

Tomasz Wiatrak nowy Prezes Unipetrolu
Tomasz Wiatrak nowy Prezes Unipetrolu

Tomasz Wiatrak od marca 2018 zajmował stanowisko Wiceprezesa Zarządu Unipetrolu. Był odpowiedzialny w szczególności za sprzedaż detaliczną spółki. Unipetrol działa obecnie w tym obszarze poprzez nowoczesną sieć 413 stacji  paliw pod logo Benzina. W ciągu ostatnich dwóch lat udział Benziny w czeskim rynku wzrósł z 10 do 23,4 proc., a zysk przedsiębiorstwa (EBITDA LIFO) wzrósł o 29 proc. do poziomu 1,8 bilionów czeskich koron. Od tego roku stacje paliw pod logo Benzina pojawiły się również na Słowacji, gdzie Unipetrol rozpoczął budowę własnej sieci stacji paliw.

Oprócz obszaru sprzedaży detalicznej, Tomasz Wiatrak był w Grupie Unipetrol odpowiedzialny za przygotowanie i wdrożenie strategii Grupy Unipetrol. Odpowiadał także za inwestycje, rozwój zarządzania projektami i procesy integracyjne z obszaru IT.

Jego doświadczenie biznesowe to ponad 10 lat profesjonalnego zajmowania się optymalizacją i restrukturyzacją, audytami i zarządzaniem projektami w dużych przedsiębiorstwach. Przed rozpoczęciem pracy w Unipetrolu Tomasz Wiatrak pełnił stanowisko Prezesa Zarządu w polskiej firmie Energa Informatyka i Technologie Sp. z o. o., gdzie odpowiadał za procesy operacyjne i strategiczne zarządzanie w obszarze IT, zapewniając nowoczesne rozwiązania z tego obszaru w sektorze energetycznym.

Tomasz Wiatrak posiada certyfikaty audytora (CIA, CGAP) w tym uprawnienia audytorskie z zakresu systemów bezpieczeństwa zgodnie z normą ISO/IEC 27001 oraz z obszaru zarządzania (Prince2 Practitioner). Przez szereg lat pracował m.in  w Komisji Europejskiej, polskich instytucjach administracyjnych oraz w prywatnych przedsiębiorstwach. Tomasz Wiatrak otrzymał tytuł magistra na Uniwersytecie Warszawskim, na kierunku Zarządzanie.

Marek Kaszuba dołączył do Zarządu Unipetrolu z litewskiej spółki ORLEN Lietuva, w której pełnił stanowisko Dyrektora ds. Inwestycyjnych. Posiada wieloletnie doświadczenie w przemyśle rafineryjnym, petrochemicznym oraz inżynierii energetycznej. Marek Kaszuba przez 3 lata pracował również w Grupie ORLEN, gdzie odpowiadał za rozwój projektów inwestycyjnych w obszarach rafinerii i petrochemii. Marek Kaszuba otrzymał tytuł magistra na Śląskiej Politechnice w Gliwicach. Ukończył także MBA na Uniwersytecie Warszawskie i Uniwersytecie Illinois w Chicago.

Zarząd Unipetrolu od 3 lipca 2019 r. w pracuje następującym składzie:
-Tomasz Wiatrak, Prezes Zarządu
– Katarzyna Woś, Wiceprezes Zarządu
– Maciej Libiszewski, Wiceprezes Zarządu
– Tomáš Herink, Członek Zarządu
– Marek Kaszuba, Członek Zarządu
– Przemysław Wacławski, Członek Zarządu

Duże wyzwanie przed RPP

W jaki sposób ostatnie zmiany w globalnej polityce monetarnej i wzrost cen w Polsce mogą wpłynąć na retorykę RPP?

Wtorek na rynku walutowym przebiegał dość spokojnie. Większą zmienność odnotowaliśmy jedynie na funcie brytyjskim, który tracił z uwagi na bardzo rozczarowujące dane ekonomiczne i związane z nimi rosnące obawy o skutki Brexitu.

Dziś uwaga globalnych inwestorów skupia się przede wszystkim na nominacji Christine Lagarde na nowego prezesa EBC. Lokalnie warto jednak zwrócić uwagę na dzisiejsze spotkanie Rady Polityki Pieniężnej.

Będzie ono istotne ze względu na dwie kwestie. Po pierwsze, w ostatnim czasie nastąpił dość wyraźny zwrot w polityce dwóch kluczowych globalnych banków centralnych: Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego. Obecnie inwestorzy liczą, że cięcia stóp procentowych po obu stronach Atlantyku nastąpią przed końcem roku. Po drugie, ostatnio wyraźnie zaskakuje wzrost cen. Inflacja CPI w ostatnim miesiącu pomiarów niespodziewanie przekroczyła środek celu inflacyjnego NBP, od początku roku wyraźnie wzrosła również inflacja bazowa.

Obie powyższe kwestie sugerują działania w przeciwnych kierunkach. Zwrot Fed-u i EBC w kontekście globalnej niepewności może sugerować rozważenie potrzeby niższych stóp procentowych. Rosnąca inflacja w kraju wskazuje jednak na zupełnie odwrotne działania. Naszym zdaniem nawet w obliczu globalnej niepewności i „gołębiego” zwrotu Fed i EBC, RPP nie powinna obniżać stóp procentowych ani w tym, ani w przyszłym roku. Uwzględniając ostatnią ewolucję dynamiki cen i perspektywy ich dalszego wzrostu bardziej skłaniamy się w stronę podwyżek stóp w przyszłym roku.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,24-4,25. Wspólna europejska waluta nie była wczoraj poddana większym wahaniom tak w parze ze złotym, jak i dolarem amerykańskim. Stabilizacji sprzyjał brak istotniejszych publikacji makroekonomicznych z obu stron Atlantyku.

Tematem numer jeden jest desygnacja przewodniczącej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Christine Legarde na stanowisko szefowej Europejskiego Banku Centralnego. Jest to dość niespodziewany wybór. Wcześniej konsensus zakładał, że Mario Draghiego zastąpi któryś z członków banku centralnego, a nie osoba „z zewnątrz”. Informacja o desygnowaniu Legarde jest przyjmowana raczej ciepło. Jej kandydatura nie jest tak kontrowersyjna, jak kandydatura poprzedniego faworyta Jensa Weidmanna, prezesa Bundesbanku, uznawanego za konserwatystę i „jastrzębia”. Uwzględniając ostatnie zmiany w gospodarce strefy euro, wybór Legarde w dłuższym terminie wydaje się bezpieczniejszy pod kątem stabilności sytuacji we wspólnym bloku oraz przyszłości euro.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek spadł o 0,4%, wahając się w widełkach 4,73-4,75. Brytyjska waluta w ostatnim czasie powróciła do spadków, co można powiązać z bardzo słabymi danymi PMI, napływającymi z gospodarki Zjednoczonego Królestwa na przestrzeni ostatnich trzech dni. Do poniedziałkowych słabych odczytów dla przemysłu i wczorajszego katastrofalnego odczytu dla sektora budowlanego, dziś dołączyły dane dla najważniejszego sektora w Wielkiej Brytanii, który stanowi około 80% gospodarki, czyli usług. Zmiana indeksu nie była wprawdzie tak silna, jak w przypadku dwóch pozostałych wskaźników. Indeks również jako jedyny utrzymuje się powyżej poziomu 50, oddzielającego ekspansję od kurczenia się sektora. Niemniej, dane i tak są sporym rozczarowaniem, które potwierdza, że niepewność, związana tak z sytuacją wewnętrzną (Brexitem), jak i zewnętrzną (obawami w kwestii globalnego wzrostu) w istotny sposób wpływa na brytyjską gospodarkę.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 3,75-3,76. Amerykańska waluta pozostawała stabilna również w parze z euro. W kontekście informacji z wczoraj warto skupić się na retoryce Loretty Mester z Fed, która sugeruje, że – uwzględniając obecne informacje płynące z gospodarki – stopy procentowe przez jakiś czas powinny pozostać stabilne. Słowa Mester stanowią dość wyraźny kontrast dla retoryki sporej części jej kolegów w banku centralnym oraz rynkowej wyceny obniżek stóp procentowych. Obecnie rynki zakładają, że w lipcu stopy procentowe zostaną ścięte o co najmniej 25 punktów bazowych, po czym do końca roku mają zostać zmniejszone o dodatkowe 50 punktów bazowych.

Jednymi z istotniejszych danych z gospodarki, na które dziś będzie zwracał uwagę rynek będzie dzisiejsza publikacja odczytów PMI/ISM obrazujących aktywność w amerykańskim sektorze usług w czerwcu. Po poniedziałkowej publikacji dla sektora przemysłu, która zaskoczyła na plus, można mieć nadzieję, że i indeksy dla usług nie pokażą istotnego spadku. Oprócz danych o aktywności gospodarczej warto zwrócić uwagę na dane ADP o zatrudnieniu pozarolniczym w czerwcu, które będą wstępem do piątkowych „payrollsów”.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:00 – posiedzenie decyzyjne RPP
  • 14:15 – dane o zmianie zatrudnienia pozarolniczego ADP w USA w czerwcu
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – bilans handlowy USA w maju
  • 15:15 – przemawia Ben Broadbent z BoE
  • 15:45 – indeks PMI dla usług w USA w czerwcu
  • 16:00 – indeks ISM pozaprzemysłowy w USA w czerwcu
  • 16:00 – dane o zamówieniach fabryk w USA w maju
  • 16:00 – konferencja prasowa RPP

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Jak instytucje oceniają elektronizację zamówień publicznych

Instytucje publiczne, które po 18 października 2018 roku biorą udział w e-przetargach, narzekają na ciągle zmieniające się założenia elektronizacji oraz niejasne interpretacje prawne ustawy, wynika z najnowszego raportu przygotowanego przez firmę Marketplanet na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród uczestników zamówień publicznych.wyzwania elektronizacji przetargów

W ubiegłym roku w życie weszły zmiany w ustawie Prawo zamówień publicznych, które nałożyły na zamawiających – organizujących przetargi publiczne powyżej progów unijnych – obowiązek elektronicznej komunikacji z wykonawcami.

Marketplanet, dostawca platformy e-Zamawiający, we współpracy z firmą szkoleniową z zakresu PZP ApexNet, przeprowadził wśród tych instytucji ankietę mającą na celu zbadanie, z jakimi trudnościami mierzą się one w związku z wprowadzeniem elektronizacji zamówień publicznych. W badaniu wzięło udział 200 podmiotów reprezentujących głównie jednostki samorządu terytorialnego (59,8%), administrację (18,63%), służbę zdrowia (14,71%), a także między innymi oświatę, spółki miejsce czy wojsko.

Przebadane instytucje przeprowadzają elektronicznie po 18 października 2018 roku przetargi i powyżej, i poniżej progów unijnych. 94% ankietowanych organizuje rocznie mniej niż 10 e-przetargów powyżej progów, a 85% mniej niż 10 postępowań o niższej wartości (poniżej progów).

W toku e-przetargów 30% ankietowanych zamawiających otrzymuje mniejszą liczbę ofert w porównaniu z czasem sprzed wprowadzenia zmian w przepisach. 44% instytucji dostaje od wykonawców podobną liczbę ofert, a 25% taką samą jak przed elektronizacją.

Co jest największym problemem dla zamawiających? Ciągle zmieniające się założenia elektronizacji oraz nowa wersja ustawy PZP (67%), niejasne interpretacje prawne ustawy (60%) i komunikacja z wykonawcami (46%).

– Obserwując rynek, widzę, że instytucje całkiem sprawnie radzą sobie z wyzwaniami, jakie postawiły przed nimi zmiany w ustawie PZP. Problemem pozostają jednak przede wszystkim zmieniające się założenia elektronizacji czy niejasna interpretacja nowych przepisów. Poprawę w tym zakresie przyniesie na pewno czas, kolejne orzeczenia KIO i tym samym ustabilizowanie się sytuacji prawnej postępowań publicznych – mówi Magdalena Szmalec, Business Director w Marketplanet.

Analizując odpowiedzi przedstawicieli poszczególnych branż, można zauważyć, że dla służby zdrowia problematyczne jest także przygotowanie złożonych, wielopakietowych postępowań (21% wskazań przedstawicieli branży), jednostki samorządu terytorialnego odczuły zmniejszenie liczby składanych ofert, a administracja dostrzega trudności związane z integracją platformy e-Usług z już istniejącymi systemami (10% wskazań).

Na rynku są dziś dostępne różne platformy e-Usług. Instytucje biorące udział w przetargach publicznych mogą w tym procesie skorzystać z rządowego miniPortalu, rozwiązania komercyjnego lub własnego. Pierwszą z tych możliwości wybrało 48% ankietowanych, drugą 36%, a trzecią 15%.

– Wybierając daną platformę, warto przeanalizować wszystkie dostępne na rynku rozwiązania i zdecydować się na dostawcę najbardziej odpowiedniego dla naszej instytucji. Należałoby mieć również na uwadze profil wykonawcy najczęściej ubiegającego się w danej instytucji o zamówienia i wybrać platformę, która sprawia, że proces złożenia oferty jest łatwy i intuicyjny. Platformy komercyjne nie są na razie kontrolowane przez urzędników, nie ma też żadnej ścieżki certyfikacji, którą powinny przejść, aby zostały dopuszczone do obsługi e-przetargów. Warto więc przy wyborze platformy rozeznać się, czy spełnia ona wszystkie wymagania ustawowe – tłumaczy Iwona Holka, prawnik, ekspert zamówień publicznych i trener ApexNet.

Badanie zostało przeprowadzone między 4 a 19 kwietnia 2019 roku wśród 200 instytucji, które zobligowane są do stosowania nowych przepisów Prawa zamówień publicznych, i jest pierwszą tego typu próbą zdiagnozowania skuteczności wprowadzenia nowych przepisów w zakresie e-przetargów.

– Ostatnie miesiące pokazały nam największe słabości elektronizacji systemu zamówień publicznych w Polsce. Wskazały jednak też kierunki, w których należy podążać, aby poprawić to, co dziś nie działa odpowiednio sprawnie. Najważniejsze jest jednak to, że polskie instytucje i polscy dostawcy technologii są otwarci na zmiany, chętni do współpracy i słuchają się nawzajem – podsumowuje Magdalena Szmalec z firmy Marketplanet.

Wojny handlowe w zawieszeniu, ale tylko do zakończenia kampanii wyborczej

Na światowych rynkach widać dobre nastroje. Wojny handlowe wygasają? Czy optymistyczna reakcja rynków finansowych na szczyt G20 powinna nas uspokoić?

Patrząc długoterminowo, to w negocjacjach nic nie zostało rozwiązane, dla Amerykanów pozostaje problemem, że druga gospodarka świata dogania USA i to także pod względem militarnym.

Krótsza perspektywa dotyczy kampanii wyborczej w USA. Donald Trump będzie chciał postawić na kilka kart, które mają mu zapewnić reelekcję. Już wiemy, że będzie chciał grać sukcesem gospodarczym i jak sam podkreśla miarą jego sukcesu jest hossa na rynkach. Nie będzie ryzykował załamaniem gospodarki z powodu konfliktów z Chinami w okresie kampanii wyborczej.

– Trump będzie balansował w negocjacjach z Chinami, a możliwości są dwie. Albo zdecyduje się na zawarcie słabego porozumienia, albo będzie tę kwestię przedłużał, aby utwardzić swoje stanowisko po wyborach – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Do eskalacji konfliktu nie dojdzie przed zakończeniem kampanii wyborczej, ale też nie oznacza to, że relacje USA-Chiny wrócą do stanu sprzed dwóch lat.

Po wyborach przekonamy się czy nowe cła zostaną nałożone na Chiny. I także na Europę.

GPW rozpoczyna prace nad budową własnej Platformy Transakcyjnej z dofinansowaniem NCBR

  • Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) oraz Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) podpisały umowę na dofinansowanie z funduszy unijnych prac badawczo-rozwojowych związanych z budową nowej Platformy Transakcyjnej GPW
  • Realizacja projektu szacowana jest na około 90 mln zł, z czego 30,27 mln zł będzie pochodzić z dofinansowania przez NCBR
  • Budowa Platformy Transakcyjnej jest jedną z kluczowych inicjatyw strategicznych #GPW2022

Uroczyste podpisanie umowy na budowę Platformy Transakcyjnej GPW, z dofinansowaniem z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, odbyło się dziś w Sali Notowań GPW. W uroczystości udział wzięli Jarosław Gowin, Wiceprezes Rady Ministrów oraz Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Wojciech Kamieniecki, Dyrektor NCBR oraz Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Szacowany koszt projektu wyniesie około 90 mln zł, w tym przyznane dofinansowanie, w ramach konkursu „Szybka Ścieżka” NCBR, sięgnęło 30,27 mln zł. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju – agencja wykonawcza ministra nauki i szkolnictwa wyższego – wspiera innowacje finansowe, które służą rozwojowi polskiego rynku kapitałowego.

– Nowe technologie i ich szerokie zastosowanie w sektorze usług finansowych to błyskawicznie rosnąca gałąź polskiej i globalnej gospodarki. Dzięki dofinansowaniu z NCBR warszawska giełda, która jest jedną z największych w regionie Europy Środkowej i Wschodniej, wzmocni swoją pozycję jako lidera innowacji  – powiedział Wicepremier, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin podczas konferencji na GPW.

Przedmiotem projektu GPW będzie zbudowanie, w efekcie prac badawczo-rozwojowych, własnej Platformy Transakcyjnej obejmującej funkcje dedykowane instrumentom finansowym, a dzięki modułowej i elastycznej architekturze – również dla kolejnych klas instrumentów, posiadającej najlepsze parametry techniczne oraz nowe typy zleceń i autorskie algorytmy zawierania transakcji.

W 2018 roku w pięciu konkursach programu do NCBR wpłynęło ponad 1200 wniosków na łączną kwotę dofinansowania przekraczającą 9,6 mld zł. Tym samym „Szybka Ścieżka” była najczęściej wybieranym przez firmy źródłem finansowania nowatorskich projektów.

W 2019 roku NCBR zrealizuje łącznie aż sześć konkursów w ramach „Szybkiej Ścieżki”, których całkowity budżet wyniesie ponad 2,73 mld zł. Agencja po raz pierwszy zrealizuje trzy konkursy tematyczne poświęcone: projektom na rzecz dostępności, technologiom kosmicznym oraz technologiom tworzyw sztucznych.

– „Szybka Ścieżka” jest konkursem wyjątkowym, ponieważ z jednej strony pozwala na finansowanie wielomilionowych projektów dużych spółek, takich jak np. GPW, a z drugiej na wspieranie startupów czy firm z sektora MŚP. W ten sposób budujemy ekosystem innowacji, w którym najważniejszą wartością jest dobry pomysł, dzięki współpracy nauki i biznesu zmieniający się w przełomowe rozwiązania oraz technologie – komentuje dyrektor NCBR dr inż. Wojciech Kamieniecki. – Projekt Giełdy Papierów Wartościowych to potwierdzenie, że polski sektor finansowy doskonale absorbuje rozwiązania fintechowe, co pozwala zakładać, że w tej dziedzinie będziemy stale w awangardzie zmian.

System transakcyjny giełdy musi spełniać parametry, być wydajny, szybki i dostosowany do zmieniających się potrzeb rynku. Wykorzystywane technologie muszą charakteryzować się wysokim stopniem niezawodności, zapewniać jak najkrótszy czas między złożeniem zlecenia a potwierdzeniem jego obsługi, gwarantować wysoką odporność na dużą liczbę zleceń, przystosowaniem do przyjmowania i przetwarzania setek milionów komunikatów w ciągu dnia oraz do dużej zmienności obciążenia w czasie.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

– Stworzenie autorskiego systemu transakcyjnego jest wyjściem naprzeciw potrzebom rynku i wdrażanej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Nowa platforma oznacza możliwość obniżenia kosztów transakcji oraz wprowadzenia nowych funkcjonalności dla członków giełdy, emitentów i inwestorów. System będzie charakteryzował się wysokim stopniem niezawodności i bezpieczeństwa. Już dziś myślimy o komercjalizacji tego nowego, światowej klasy rozwiązania technologicznego na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej i Bliskiego Wschodu – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Zbudowanie i wdrożenie nowego systemu transakcyjnego przyniesie także dywersyfikację przychodów dzięki możliwości sprzedaży systemu innym giełdom, umożliwi wprowadzenie nowych produktów pozwalających rozszerzyć ofertę GPW i zwiększyć jej atrakcyjność dla uczestników rynku kapitałowego. Budowa Platformy Transakcyjnej zwiększy również prestiż GPW.

Harmonogram realizacji projektu zakłada wdrożenie Platformy Transakcyjnej do końca czerwca 2023 r.

1 lipca br. NCBR zakończyło nabór wniosków w pierwszym w tym roku konkursie horyzontalnym tzn. dedykowanym projektom, których zakres tematyczny wpisuje się w przynajmniej jedną z Krajowych Inteligentnych Specjalizacji. Kolejny nabór wniosków dla MŚP, dużych firm i konsorcjów (w tym konsorcjów naukowo-przemysłowych) w konkursie horyzontalnym potrwa od 16 września do 16 grudnia br. Do podziału między autorów przełomowych przedsięwzięć jest aż 1,1 mld zł.

Wszystkie konkursy w formule „Szybkiej Ścieżki” realizowane są w ramach Poddziałania 1.1.1 „Badania przemysłowe i prace rozwojowe realizowane przez przedsiębiorstwa” Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.

Moralność finansowa Polaków coraz wiekszym źródłem obaw

Skala społecznego przyzwolenia na nadużycia konsumenckie w finansach jest niepokojąca. Polacy są skłonni usprawiedliwiać odstępstwo od zasad prawnych i etycznych w ponad dwóch piątych sytuacji – pokazuje Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych, określany w badaniu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych. Według wykonanej po raz czwarty analizy, negatywnie wyróżniają się mężczyźni, osoby młode oraz zmagające się z problemami w spłacie kredytu lub pożyczki. Zdecydowana większość Polaków wie, że z powodu opóźnień w spłacie zobowiązań może trafić do rejestru prowadzonego przez Biuro Informacji Gospodarczej.

Zestaw 9 pytań zadawanych respondentom badania Moralność finansowa Polaków, zrealizowanego przez KPF w partnerstwie z BIG InfoMonitor, Everest Finance i Polską Siecią Windykacji, jest poprzedzany pytaniem weryfikującym poglądy Polaków na kwestię oddawania długów jako obowiązku moralnego, którego dotrzymywanie ze względu na jego istotę i wagę ma charakter stały w każdej życiowej sytuacji. Odpowiedzi na to pytanie mają charakter deklaracji moralnej naszego społeczeństwa i swoistego benchmarku, do jakiego możemy odwoływać się, analizując poziom akceptacji nieetycznych zachowań w różnych, konkretnych sytuacjach życiowych.

Na pytanie „Czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym?” w bieżącej edycji badania twierdząco odpowiedziało 94,2 proc. respondentów, podtrzymując tym samym wynik z zeszłego roku. Dla porównania, w 2016 r. wynosił on 96,5 proc. Z upływem czasu wzrasta – i to ponad 3-krotnie – odsetek osób, które mają wątpliwości co do konieczności spłaty – z 1,4 proc. w 2016 r. do 4,6 proc. w 2019 r. Zmniejsza się natomiast grupa tych, którzy nie zgadzają się z powyższą normą moralną – z 2,1 proc. w 2016 r. do 1,2 proc. w 2019 r.

Moralność finansowa Polaków
Źródło: Moralność finansowa Polaków, projekt badawczy KPF.

Pierwowzorem cyklu badań KPF dotyczących moralności finansowej było badanie przeprowadzone w 2006 r.[1] Zadano w nim dokładnie takie samo pytanie o to, czy oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym. Uzyskany wówczas wynik był zbliżony do tego z roku 2016 – 96 proc. odpowiedzi pozytywnych co do uznawania oddawania długów zawsze za obowiązek moralny (3 proc. odpowiedzi „nie” oraz 1 proc. odpowiedzi „trudno powiedzieć”).

Andrzej Roter
Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce

– Przybywa osób, które nie zawsze uznają spłatę długów za obowiązek moralny. Jak wynika z badań, negatywne zmiany w podejściu społeczeństwa do tego obowiązku moralnego nabrały tempa w ostatnich latach. Wywiązywanie się ze zobowiązań finansowych oraz prawa wierzyciela do odzyskania swoich należności podważa już ok. 6 na 100 Polaków. Powinno to zastanawiać i inspirować do dyskusji o przyczynach takiego zjawiska w szerokich kręgach – rządowych, finansowych, mediach, jak i w świecie akademickim i naukowym – alarmuje Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF.

Analiza profilu osób, które nie zgodziły się z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym lub nie miały na temat opinii wskazuje, że częściej są to mężczyźni niż kobiety, najczęściej osoby młode (w wieku 18–29 lat) oraz zmagające się z problemami ze spłatą pożyczki lub kredytu.

Pozostałe pytania, dotyczące możliwości usprawiedliwiania konkretnych praktyk, jakie mogą być stosowane przez Polaków w codziennym życiu, dotyczyły akceptacji zachowań, takich jak:

  • zatajanie informacji uniemożliwiającej wzięcie kredytu
  • zaciąganie kredytu nie zapoznając się dokładnie z warunkami spłaty
  • praca na czarno, by uniknąć ściągania długów z pensji
  • zawyżanie wartości poniesionych szkód, by uzyskać nienależne odszkodowanie
  • płacenie gotówką bez rachunku, by uniknąć płacenia VAT
  • częsta zmiana rachunku bankowego, by uniknąć zajęcia środków przez komornika
  • przepisywanie majątku na rodzinę, by uciec przed wierzycielem
  • niezwracanie uwagi kasjerowi, który pomylił się na własną niekorzyść
  • posługiwanie się cudzym dokumentem tożsamości, by uzyskać kredyt.

Zachowania te zostały podzielone na trzy grupy tematyczne: spłata zobowiązań, zaciąganie kredytów oraz inne sytuacje życiowe. Co ciekawe, najwyższy poziom akceptacji zachowań niemoralnych i nierzetelnych (52 proc.) dotyczy spłaty zobowiązań. W badaniu obszar ten obejmowały pytania mówiące o: pracy na czarno w celu uniknięcia ściągania długów z pensji, zmianie rachunku bankowego po to, by komornik nie zajął pieniędzy i przepisywania majątku na rodzinę, aby uciec przed wierzycielem. W drugiej kolejności znalazła się grupa nieetycznych zachowań z zakresu zaciągania zobowiązań kredytowych – średnio ponad 44 proc. respondentów zadeklarowało w 2019 r. ich akceptację. Ankietowani byli tu pytani o zatajanie informacji uniemożliwiającej wzięcie kredytu, zaciąganie kredytu bez zapoznania z warunkami jego spłaty oraz o posługiwanie się cudzym dokumentem tożsamości, w celu wyłudzenia kredytu. Akceptacja nieetycznego zachowania związanego z innymi obszarami niż spłata zobowiązań i kredyty, wymierzona m.in. przeciw ubezpieczycielom i państwu, wypadła na poziomie 39 proc. Objęła takie sytuacje jak: zawyżanie wartości poniesionych szkód, by uzyskać nienależne odszkodowanie, płacenie gotówką bez rachunku, by uniknąć płacenia VAT oraz niezwracanie uwagi kasjerowi, który pomylił się na własną niekorzyść.

Pogarsza się poziom moralności finansowej Polaków
Źródło: Moralność finansowa Polaków, projekt badawczy KPF.

– Średnia wszystkich sum odsetków odpowiedzi czasem, często lub zawsze na pytania o możliwość usprawiedliwiania poszczególnych działań, wyznaczyła Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych (permisywizmu moralnego). Stanowi on wskaźnik przyzwolenia na naruszanie przez konsumentów norm prawnych bądź standardów etycznych. W 2019 roku wyniósł on prawie 41, co oznacza, że Polacy są skłonni usprawiedliwiać odstępstwa od zasad w ponad dwóch piątych sytuacji. Wynik ten wskazuje na bardzo duży zakres społecznego przyzwolenia na nadużycia konsumenckie w obszarze finansów – wyjaśnia prof. dr hab. Anna Lewicka-Strzałecka z IFiS PAN, autorka badania.

Potwierdzeniem tych obserwacji jest rosnąca liczba niesolidnych dłużników w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie Biura Informacji Kredytowej. W ciągu trzech lat, od marca 2016 r. do marca 2019 r. liczba niespłacających w terminie swoich zobowiązań wzrosła o 30 proc., a kwota ich zaległości zwiększyła się o 67 proc. Niesolidnych dłużników jest już niemal 2,8 mln, mają na koncie nieopłacone w terminie 76 mld zł, z czego 11,8 mld zł to alimenty. Średnio na jedną osobę przypada 27 158 zł zaległości.

rosnąca liczba niesolidnych dłużników
* po zmianie prawa uwzględnieni zostali opóźniający spłatę o min. 30 dni, wcześniej było to min. 60 dni
Źródło: BIG InfoMonitor i BIK
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

 I to wszystko pomimo dobrze rozwijającej się gospodarki, spadającego bezrobocia, napływu pieniędzy z programów socjalnych i rosnących wynagrodzeń Polaków. Choć wzrost liczby dłużników widniejących w rejestrze BIG InfoMonitor, to częściowo wynik popularności BIG-ów jako narzędzia dochodzenia zaległości, ale w pełni nie da się tego zjawiska wytłumaczyć w ten sposób. W grę wchodzą również błędy w zarzadzaniu budżetem domowym przez nieradzących sobie z obsługą zobowiązań. Wzrost wydatków konsumpcyjnych części społeczeństwa wyprzedza wzrost ich dochodów. Wyższe wpływy służą do zwiększenia zdolności kredytowej i pożyczkowej, śmielszego decydowania o droższych zakupach i większych wydatkach przyspieszających spełnienie oczekiwań i aspiracji – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – W naszych badaniach 22 proc. osób mówi, że zdarza im się żyć ponad stan. W pokoleniu 25–34 latków problem ten ma nawet co trzecia osoba – dodaje.

Pytania dodatkowe, które znalazły się w badaniu Moralność finansowa Polaków, objęły postrzeganie biur gromadzących informacje o dłużnikach, tj. Biur Informacji Gospodarczej (BIG-ów) i pokazały, że 85 proc. respondentów wie, że jeśli nie będzie regulować zobowiązań to może trafić do rejestru dłużników prowadzonego przez BIG. Świadomość jest tym wyższa, im wyższe wykształcenie ankietowanych – najsłabsza jest wśród osób, które nigdy nie miały zobowiązania w instytucji finansowej w formie kredytu lub pożyczki. Prawie 80 proc. respondentów od razu spłaciłoby dług, by być wykreślonym z rejestru, a blisko 15 proc. spłaciłoby go, gdyby wpis utrudniał im życie, ale 6 proc. w żadnej sytuacji nie byłoby skłonne do zwrotu. Zupełnie innych odpowiedzi udzielają osoby, które zaciągnęły kredyt/pożyczkę i mają problem z płaceniem rat. W ich przypadku tylko połowa oddałaby dług natychmiast, dwie piąte (40,1 proc.) zrobiłoby to dopiero gdy wpis utrudniłby im życie, a 8,9 proc. w żadnej sytuacji nie byłoby skłonne do zwrotu zobowiązania.

Christine Lagarde na fotelu prezesa Europejskiego Banku Centralnego

Poznaliśmy następczynię Mario Draghiego na fotelu prezesa Europejskiego Banku Centralnego. Niewiele wiadomo o jej poglądach, ale z domysłów wynika, że możemy być świadkami zwrotu w polityce budżetowej. Zamiast redukcji zadłużenia możliwa będzie stymulacja gospodarki za pomocą zwiększania długu publicznego. Byłaby to bardzo dobra wiadomość dla państw, które już teraz podążają tą ścieżką, czyli chociażby Włochów, cały czas ryzykujących rozpoczęciem procedury nadmiernego zadłużenia.

Christine Lagarde za sterami EBC

Christine Lagarde – EBC (3)Na stanowisko nowego prezesa najważniejszej europejskiej instytucji finansowej Rada Europejska desygnowała obecną dyrektor zarządzającą Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Teraz przed nami procedura akceptacyjna, która zajmie trochę czasu. Zdaniem obserwatorów jest ona raczej formalnością, ale biorąc pod uwagę konieczność potwierdzenia nominacji przez państwa członkowskie oraz Parlament Europejski, musimy uzbroić się jeszcze w cierpliwość. Niestety nie jest wiadomym, jakie są dokładnie poglądy kandydatki na najważniejszą dla rynków walutowych kwestię polityki monetarnej. Z racji ostatnich działań Funduszu przypisuje się jej keynesowskie podejście. W przypadku takiego scenariusza możemy się spodziewać poluzowania polityki, czyli zachęty do zwiększania deficytu budżetowego w celu przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Nie można jej natomiast odmówić doświadczenia zawodowego. W swojej karierze piastowała już stanowisko ministra finansów Francji i przez 8 lat kierowała MFW.

Karuzela kryptowalutowa trwa

Po tym, jak najpopularniejsza kryptowaluta świata niespodziewanie osiągnęła poziom 14 000 dolarów, wczoraj na pewien czas spadła poniżej 10 000. Analitycy zwracają uwagę na powiązanie ostatnich wahań z konfliktem handlowym. Wirtualne monety są użyteczne w obchodzeniu wszelkiego rodzaju sankcji, zatem nie powinno dziwić, że wzrost przyspieszył po zaognieniu konfliktu z Iranem. Natomiast uspokojenie sytuacji w tym tygodniu oraz dobre wyniki giełdy wyraźnie wyciągnęły kapitał z tego rynku. Część ekspertów widzi w Bitcoinie alternatywę dla złota na trudne czasy. Warto jednak zwrócić uwagę, że złoto w przeciwieństwie do kryptowalut ma znacznie stabilniejszą cenę.

Stopy procentowe w Polsce

Dzisiaj odbywa się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Decyzję poznamy zapewne zwyczajowo około 13:30, ale znacznie ważniejsza wydaje się konferencja prasowa o godzinie 16:00. Powodem tego stanu rzeczy jest fakt, że analitycy są zgodni co do tego, że RPP nie podejmie dziś decyzji o zmianie stóp, natomiast może dać cenne wskazówki na temat ich kształtowania w przyszłości. Jest to tym bardziej zasadny pogląd, że ostatnie posiedzenia EBC czy FED spowodowały zmiany w oczekiwaniach globalnych rynków. Polska stopa procentowa na tle Zachodu jest relatywnie wysoka. Warto pamiętać, że nadal jest niższa o 0,5% od tej u naszych południowych sąsiadów z Czech. Jeżeli sygnały do obniżki pojawią się szybciej, niż dotychczas sądzono, to prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z negatywnym bodźcem dla złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 16:00 – USA – raport ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Stawka 0% VAT w eksporcie towarów: istotny wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Eksport towarów zgodnie z zasadą neutralności powinien być co do zasady zwolniony z opodatkowania (opodatkowany stawką 0%). Zgodnie z polską ustawą o podatku od wartości dodanej (VAT) stosowanie tej stawki jest obwarowane spełnieniem wielu warunków dotyczących przede wszystkim właściwego dokumentowania i ewidencjonowania transakcji. Spełnienie warunków opisanych w ustawie ma gwarantować, że eksport zostanie opodatkowany w państwie nabywcy. Warunki, od których spełnienia uzależnione jest zastosowanie stawki 0%, są określone w art. 41 ustawy o VAT. W związku z powyższym transakcje eksportowe są przedmiotem licznych kontroli podatkowych. W szczególności fiskus interesuje się dokumentacją potwierdzającą, że towar wyjechał. Często dokumentacja posiadana przez podatników jest kwestionowana, co prowadzi do opodatkowania transakcji według stawek krajowych (23%). Orzecznictwo TSUE oraz sądów administracyjnych pokazuje jednak, że podatnicy nie powinni się w takich sytuacjach poddawać.

Dokumentacja

Podstawą do zastosowania stawki 0% przy eksporcie jest potwierdzenie przebiegu transakcji odpowiednią dokumentacją. Należy więc zgromadzić odpowiednie dokumenty potwierdzające wywóz towaru. Ustawa o VAT nie przewiduje zamkniętego katalogu dokumentów potwierdzających wywóz towaru. Zgodnie z treścią art. 41 ust. 6a dokumentem potwierdzającym wywóz może być dokument w formie elektronicznej, otrzymany z systemu teleinformatycznego służącego do obsługi zgłoszeń wywozowych. Podatnicy dokonujący eksportu pośredniego, którzy nie mają możliwości otrzymania dokumentu w formie elektronicznej bezpośrednio z systemu teleinformatycznego, mogą posłużyć się dokumentem w formie elektronicznej pochodzącym z systemu teleinformatycznego służącego do obsługi zgłoszeń wywozowych, lecz otrzymanym poza tym systemem, jeśli zapewniona jest jego autentyczność pochodzenia względem „oryginału” dokumentu elektronicznego – podatnik otrzyma ten dokument drogą elektroniczną np. za pomocą poczty elektronicznej przy wykorzystaniu opcji „prześlij dalej”. Ponadto dokumentem wymienionym w tym przepisie jest dokument celny SAD.

Nie tylko IE599 czy SAD

W orzeczeniach sądów administracyjnych można spotkać się z podejściem, że nie tylko komunikat IE-599 czy SAD jest jedynym dowodem potwierdzającym wywóz towarów poza terytorium Unii Europejskiej, zwłaszcza że niektóre państwa wyprowadzenia towaru mogą ich nie stosować (wyrok WSA w Łodzi z 23 czerwca 2016 r., I SA/Łd 437/16). Sądy zwracają uwagę, że jeśli okoliczność wywozu poza UE zostanie wykazana innymi dowodami, to organy podatkowe nie mogą tego pomijać, stosując do takiego wywozu stawkę jak dla obrotu krajowego (wyroki NSA: z 10 września 2014 r., I FSK 1304/13 oraz z 25 kwietnia 2013 r., I FSK 828/12).

Istotne, aby dokument, na który powołuje się podatnik, był wiarygodny, a więc miał postać oryginału lub kserokopii potwierdzonej za zgodność z oryginałem. Dokument taki musi również pozwalać na identyfikację wywiezionego towaru w taki sposób, aby możliwe było bez żadnych wątpliwości stwierdzenie, że dotyczy tego samego towaru, który został zgłoszony do procedury wywozu (wyrok NSA z 9 maja 2017 r., I GSK 975/15).

Również przepisy celne – podobnie jak regulacje dot. VAT, które się do nich odnoszą – nie zawierają zamkniętego katalogu dokumentów potwierdzających wywóz towarów do państwa trzeciego. Zgodnie z art. 335 ust. 4 rozporządzenia 2015/2447 dowodami świadczącymi o tym, że towary opuściły obszar celny Unii, mogą być przykładowo kopia potwierdzenia dostawy podpisana lub uwierzytelniona przez odbiorcę spoza obszaru celnego Unii czy dokument przetworzony przez organ celny państwa członkowskiego lub państwa trzeciego.

Stanowisko TSUE

Trybunał w wyroku wyrok z 28 marca 2019 r., Milan Vinš, C- 275/18, poszedł jeszcze dalej i wskazał, że wystarczający jest sam faktyczny wywóz towarów. TSUE wskazał, że Dyrektywa VAT nie przewiduje, aby towar musiał być objęty procedurą celną. Z punktu widzenia Dyrektywy VAT istotne jest fizyczne wywiezienie towarów poza terytorium Unii Europejskiej. Jest to jedyny warunek zwolnienia, który może być potwierdzony w dowolny sposób. Powyższy wyrok TSUE potwierdza podejście, że w przypadku eksportu towarów nie jest kluczowe posiadanie określonych dokumentów czy też objęcie towarów określoną procedurą, lecz sam fakt wywozu towarów poza granice Unii Europejskiej.

Skutki wyroku TSUE

Wyrok TSUE jest kolejnym argumentem dla podatników prowadzących spór z urzędem w zakresie prawidłowości zastosowania stawki 0% w eksporcie towarów. Pomimo że TSUE i sądy administracyjne wypracowały już jednolitą i korzystną dla podatników linię orzeczniczą, to organy podatkowe często próbują kwestionować dokumentację potwierdzającą eksport, w szczególności w przypadku braku komunikatu IE599 czy dokumentu SAD

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Etyczni hakerzy – wysokie zarobki za włamania pod kontrolą biznesu

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland
Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland

Według 2019 Hacker Report społeczność hakerów „w białych kapeluszach” podwaja się z roku na rok. W ubiegłym roku w formie premii przekazano im 19 milionów dolarów, co prawie odpowiada sumie wypłaconej hakerom w ciągu ostatnich sześciu lat łącznie. Raport szacuje, że najlepsi, czyli najlepiej zarabiający etyczni hakerzy, mogą uzyskiwać nawet czterdziestokrotność średniego rocznego wynagrodzenia inżyniera oprogramowania w swoim kraju.

Hakerzy stosują coraz bardziej wyrafinowane metody, a potencjalne obszary ataków wraz z rozwojem m.in. IoT czy rozwiązań chmurowych – ciągle rosną. W ochronie aplikacji szczególnie istotne jest wzięcie pod uwagę wszelkich możliwych kierunków ataku. A w ich zdefiniowaniu może właśnie pomóc etyczny haker.

Chociaż architekci zabezpieczeń mają bogatą wiedzę na temat najlepszych praktyk w branży, najczęściej brakuje im praktycznego doświadczenia, w jaki sposób atakujący wykonują swoje rozpoznanie, jak łączą wiele ataków lub uzyskują dostęp do sieci korporacyjnych.

Firmy wykorzystują więc metody cyberprzestępców, aby się lepiej zabezpieczyć i zatrudniają etycznych hakerów. Doświadczony haker posiada umiejętności i zna metody działania cyberprzestępców. Jeśli zostanie przez firmę upoważniony do wykorzystywania sieci bezpieczeństwa i ulepszania systemów poprzez naprawienie luk wykrytych podczas testów, jest wówczas także zobowiązany do ujawnienia wszelkich braków w zabezpieczeniach, które wykryje.

Pieniądze za kontrolowane włamania

Najpopularniejszą metodą firm na wykorzystanie wiedzy hakerów jest uruchamianie programów „bug bounty” – otwartych konkursów „znajdź lukę” działających na określonych warunkach. W takich programach każdy może wyszukać i zgłosić wykryte przez siebie luki w celu uzyskania nagrody od firmy. Jest to dobry sposób sprawdzania bezpieczeństwa dla publicznie dostępnych usług takich jak np. strony internetowe czy aplikacje mobilne. Przyznane wynagrodzenie zależy wtedy od poziomu wskazanego ryzyka i jest wypłacane po potwierdzeniu, że wykryte braki w zabezpieczeniach są rzeczywiście istotne dla firmy.

Ta forma swoistego crowdsourcingu i jego premiowania ma oczywiste korzyści. Hakerzy zdobywają reputację oraz szansę, aby zaprezentować i przetestować swoje umiejętności na publicznym forum. W zamian organizacja, która ogłasza program, zyskuje inteligentne rozwiązania i nową perspektywę w obszarze bezpieczeństwa.

Zatrudnię ex-cyberprzestępcę

Niektóre firmy decydują się na zatrudnienie hakerów, którzy mają udokumentowaną działalność przestępczą. Może się to wydawać ryzykowne, jednak ich praktyczne doświadczenie jest bardzo cenne. Zatrudnienie ex-cyberprzestępcy powinno być przemyślane, aby faktycznie miało szansę przynieść realne korzyści. Sprawdzenie kryminalnej przeszłości pozwala zidentyfikować dawnych przestępców, ale nie pokazuje szerszego kontekstu  i ich motywacji  do poprawy postawy. Szanowanymi konsultantami bezpieczeństwa i liderami w tej branży często np. zostają początkujący hakerzy, którzy w młodości popełnili przestępstwa o niskiej szkodliwości. Jednak etyczne działania podejmują także cyberprzestępcy, którzy mają na swoim koncie poważne wykroczenia. Przy podejmowaniu takiej współpracy, dla firm kluczowa jest klauzula poufności oraz, obok monitorowania pracy, zobowiązanie zatrudnianego do udzielania wszelkich informacji o wynikach pracy czy obszarach podejmowanych działań.

A może masz „hakerów” w swoim zespole?

Myśląc o dokładnym zabezpieczeniu firmy, warto zastanowić się, czy w pełni wykorzystujemy własne zasoby. Organizacje zauważające i doceniające umiejętności osób tworzących aplikacje, kod czy infrastrukturę sieciową, wiele zyskują w obszarze bezpieczeństwa. Bywa, że pracownicy wiedzą o lukach, ale ich nie zgłaszają, ponieważ nie jest to uwzględnione w zakresie ich obowiązków – dla firmy to zmarnowana szansa. Decydenci potrzebują pełnego zaangażowania zespołu, a często nie zdają sobie sprawy z tego, jakie możliwości drzemią w ich organizacji.

Etyczne hakowanie staje się coraz bardziej sformalizowane, dzięki czemu ma szansę na dalszy rozwój i upowszechnienie. Hakerzy w białych kapeluszach zdobywają certyfikaty, wśród nich m.in. Certified Ethical Hacker (CEH), Offensive Security Certified Professional (OSCP) lub Global Information Assurance Certifications, a także zrzeszają się w organizacje. Dzięki temu firmy mają pewność, że korzystają z usług odpowiednich osób. Etyczne hakowanie popularyzuje się, wraz z rosnącą potrzebą cyberbezpieczeństwa w biznesie.

Jak polscy konsumenci kupują w sieci – wyniki badania EY

57% Polaków dokonuje zakupów online, a 66% szuka w sieci informacji o produktach i ich cenach wynika z badania przeprowadzonego przez EY. Odsetek kupujących w sieci zależy nie tylko od kategorii produktów (elektronikę kupuje 71% konsumentów, a artykuły spożywcze zaledwie 10%), ale również od wieku, stanu cywilnego, miejsca zamieszkania, czy dochodów. Badanie EY pokazało, że większe i młodsze gospodarstwa domowe bardziej intensywnie używają kanałów online, natomiast mniejsze i starsze częściej wybierają sklepy tradycyjne.

Badanie EY pokazuje, że polski konsument staje się coraz bardziej cyfrowy. Już 57% Polaków dokonuje zakupów zarówno w skalpach internetowych, jak i stacjonarnych. 47% konsumentów wybiera wyłącznie tradycyjne punkty handlowe. Konsumenci w Polsce najczęściej za pośrednictwem sieci kupują sprzęt elektroniczny, 71% osób deklaruje zakup takich towarów online. Na drugim biegunie jest branża spożywcza, gdzie tylko 10% osób potwierdziło, że kupuje szeroko rozumianą żywność w intrenecie. W przypadku odzieży, obuwia i  kategorii „zrób to sam” (sklepy z narzędziami i markety budowlane) korzystanie z zakupów online sięga 50%.

Poszczególne kategorie handlu detalicznego mają przed sobą różne wyzwania. W przypadku elektroniki użytkowej udział sprzedaży w kanale online jest już wysoki. Dalszy wzrost tej kategorii w kanałach zdalnych będzie wymagał  np. wzrostu częstotliwości zakupów lub wartości koszyka. Natomiast w kategorii artykułów spożywczych największym wyzwaniem jest bardzo niska penetracja zakupów online względem ogólnych przyzwyczajeń konsumentów. Tutaj istotne  jest szczegółowe zidentyfikowanie barier, które odstraszają konsumentów od tej formy zakupowej, a także odpowiednie dostosowanie możliwości łańcucha dostaw – powiedział Łukasz Wojciechowski Partner EY, Lider Zespołu Dóbr Konsumpcyjnych.

Odsetek osób korzystających z oferty sklepów internetowych zależy od wieku konsumentów. Najwyższy jest w grupie najmłodszej 15-19 lat (74%), najniższy w grupie najstarszej +60 lat (39%). Wiek to nie jedyny istotny czynnik wpływający na popularność zakupów online. Kolejnym jest wielkość gospodarstwa domowego. Co ciekawe, badanie EY ujawniło, że gospodarstwa jednoosobowe i dwuosobowe rzadziej korzystają ze sklepów internetowych (odpowiednio 33% oraz 46%). Liczniejsze rodziny są bardziej otwarte lub też doceniają wygodę takiego rozwiązania – w przypadku trzyosobowych gospodarstw domowych ten odsetek wynosi już 59%, a wśród tych liczących cztery lub więcej osób – ponad 70%. Fakt posiadania dzieci również bardzo istotnie wpływa na odsetek gospodarstw domowych robiących zakupy przez internet. Spośród gospodarstw, które je mają, 69% korzysta z kanału online. Jeśli ich nie ma, odsetek jest znacznie niższy i wynosi 48%.

W celu lepszej klasyfikacji zachowania konsumentów w zależności od wieku, czy  sytuacji rodzinnej, EY w badaniu wyróżnił dziewięć „Etapów Życia” klienta. Są to młodzież, młody singiel, młode gosp. domowe bez dzieci w domu, młode gosp. domowe z dziećmi, starsze gosp. domowe z dziećmi, starsze gosp. domowe bez dzieci, starsze gosp. domowe na emeryturze bez dzieci w domu, starszy singel, singiel na emeryturze.

Spojrzenie na zachowanie konsumenta przez pryzmat „Etapów Życia” pozwala na precyzyjne określenie grup najbardziej zainteresowanych różnymi formami handlu w internecie. Są to większe gospodarstwa domowe i młodzież. Młodzi ludzie mają zdecydowanie najmniejsze problemy z aktywnością w wirtualnej rzeczywistości – 74% dokonuje zakupów online. Gdy rozpoczynamy samodzielne życie, wskaźnik ten spada do 66%. Ale gdy w rodzinie pojawia się pierwsze dziecko, odsetek kupujących w sieci zdecydowanie wzrasta do poziomu identycznego jak w przypadku młodzieży, czyli 74%. – tłumaczy Adam Malarski, Starszy menedżer w Zespole Dóbr Konsumpcyjnych.

 Miejsce zamieszkania konsumenta również wpływa na decyzje odnośnie sposobu dokonywania zakupów. Korelacja nie jest tak silna, jak w przypadku „Etapów Życia”, nie mniej jednak badanie EY pokazało, że to nie konsumenci z największych miast przodują w e-handlu. Wręcz przeciwnie, w przypadku wsi oraz miast do 50 tys. mieszkańców wykorzystanie kanału online jest wyższe od średniej i wynosi nieznacznie powyżej 60%. Najniższym wskaźnikiem charakteryzują się natomiast miasta zamieszkiwane przez 50–200 tys. osób – jest on niższy niż 50 proc. W większych ośrodkach zainteresowanie zakupami online rośnie. W miastach powyżej 200 tys. mieszkańców to już 54%, a w największych aglomeracjach (powyżej 500 tys. mieszkańców) odsetek osób kupujących w sieci wynosi 57%.

Handel omni-kanałowy to nie tylko zakupy dokonywane bezpośrednio w sieci, to cały proces komunikacji z konsumentem poprzez wszystkie dostępne kanały zarówno online ( np. media społecznościowe, aplikacje mobilne, porównywarki cenowe) jak i tradycyjne (m. in. gazetki reklamowe, telewizja, bilbordy). EY zbadał więc, gdzie Polacy poszukują informacji o cechach produktów i ich cenach.

61% badanych przez EY konsumentów korzysta zarówno z kanałów online i offline szukając informacji o produktach i ich cenach. Wyłącznie w kanałach tradycyjnych informacji poszukuje 32% osób. Natomiast tylko do Internetu, jako źródła wiedzy o produkcie ogranicza się zaledwie 5% osób. 2% ankietowanych przez EY deklaruje, że w żaden sposób nie docierają do nich informacje o produktach. Badanie EY pokazuje również preferencje dotyczące komunikacji na poszczególnych „Etapach Życia” konsumenta. Większe gospodarstwa domowe (szczególnie z dziećmi) oraz „młodzież” to grupy najbardziej intensywnie poszukujące informacji online. Warto też zauważyć, że we wszystkich grupach odsetek wyszukujących danych online przewyższa procent osób dokonujących w ten sposób zakupów – szczególnie wśród starszych i mniejszych gospodarstw domowych.

We wszystkich grupach docelowych większy odsetek konsumentów poszukuje informacji online niż dokonuje zakupu. Istotne jest zrozumienie barier zakupowych tych konsumentów. Szczególnie ciekawy jest przypadek małych starszych gospodarstw domowych (starszy singiel i singiel na emeryturze), gdzie ilość wyszukujących informacje prawie dwukrotnie przewyższa liczbę kupujących online – wyjaśnia Łukasz Wojciechowski.

Badanie zostało przeprowadzone w marcu 2019 roku na reprezentacyjnej dla Polski próbie 1628 osób w wieku 15-75 lat. Zastosowana metoda badawcza to wspomagany komputerowo wywiad za pomocą strony www (CAWI). Badanie obejmowało pięć kategorii produktowych handlu detalicznego. Wartość badanych kategorii stanowi ponad 80% wartości całego rynku handlu detalicznego.

Bank Pekao S.A. z kolejną dużą transakcją w sektorze energetycznym

Konsorcjum ośmiu banków, na czele z Bankiem Pekao, podpisało z Grupą Lotos S.A. umowę nowego 5-letniego kredytu terminowego i wielowalutowego kredytu odnawialnego o łącznej wartości 500 mln USD. Bank Pekao pełni wiodącą rolę agenta kredytu.

Bank Pekao pełni wiodącą rolę agenta kredytu, prowadzącego księgę popytu oraz organizatora konsorcjum. Przeznaczeniem umowy jest refinansowanie istniejącego zadłużenia zaciągniętego na realizację Programu 10+ oraz ogólne cele związane z działalnością gospodarczą.

W skład konsorcjum, które podpisało umowę z Grupą Lotos S.A., wchodzą banki: Bank Pekao S.A., Caixa Bank odział w Polsce, Erste Group Bank AG, ICBC SA oddział w Polsce, ING Bank Śląski S.A., Intesa Sanpaolo SpA S.A. Oddział w Polsce, PKO Bank Polski S.A., SMBC BANK EU AG.

Z dumą obserwuję dynamikę działań bankowości korporacyjnej Banku Pekao w obszarze obsługi strategicznych sektorów gospodarki. Cieszę się, że Grupa Lotos nam zaufała i jestem przekonany, że ta ważna transakcja podkreśli kluczową rolę Pekao na rynku bankowości korporacyjnej, na którym od lat zajmujemy czołowe miejsce. To kolejne znaczące finansowanie w tym sektorze w ciągu niecałych dwóch tygodni – powiedział Tomasz Styczyński, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao S.A., nadzorujący działalność Pionu Bankowości Korporacyjnej, Rynków i Bankowości Inwestycyjnej.

Bank Pekao w ciągu ostatnich trzech lat udzielił finansowania o wartości 4,5 mld PLN dla największych podmiotów z sektora paliwowo-energetycznego w Polsce.

Fiskus sprawdza ulgę B+R

Wraz z upływem terminu na złożenie deklaracji CIT i PIT organy podatkowe zaczęły wysyłać zapytania do firm rozliczających w zeznaniu rocznym ulgę B+R za rok podatkowy 2018. Fiskus sprawdza poprawność dokumentów odnoszących się do ulgi, m.in. ewidencję czasu pracy, wykaz składek odprowadzanych do ZUS czy sposób wyodrębnienia kosztów kwalifikowanych w ewidencji księgowej. Jak przedsiębiorcy, którzy skorzystali z ulgi badawczo-rozwojowej, powinni przygotować się na ewentualne zapytania?

Urzędy skarbowe podejmują działania weryfikacyjne, ponieważ rozliczenie ulgi B+R ma charakter deklaratywny. Podatnicy, którzy chcą z niej skorzystać, muszą do rocznego zeznania podatkowego dołączyć PIT-BR lub CIT-BR. Weryfikacja rozliczenia jest czymś naturalnym i ma na celu sprawdzenie jego poprawności. Ulga B+R jest stosunkowo nowym instrumentem podatkowym – obowiązuje od 2016 r. – więc dzięki podejmowaniu czynności weryfikacyjnych organy podatkowe dowiadują się, co podatnikom sprawia największy kłopot.

Nie kontrola, a czynności sprawdzające

Zgodnie z ordynacją podatkową, urzędy skarbowe w ramach działań weryfikacyjnych mogą przeprowadzać kontrole skarbowe lub czynności sprawdzające. Te ostatnie nie wiążą się z przeprowadzeniem pełnego postępowania wyjaśniającego, które kończy się wydaniem decyzji podatkowej. Z doświadczenia Ayming Polska wynika, że obecnie działania podejmowane w stosunku do firm korzystających z ulgi B+R najczęściej przybierają formę czynności sprawdzających.

Czynności sprawdzające przeprowadzane przez organy podatkowe należy ocenić pozytywnie. Przedsiębiorcy prowadzący projekty badawczo-rozwojowe powinni w nich upatrywać szansę na sprawdzenie poprawności swoich rozliczeń i zebranej dokumentacji, co pozwoli im z większym zaufaniem korzystać z ulgi B+R w kolejnych latach. Taka forma weryfikacji poprawności może też uchronić firmy przed zaległościami podatkowymi – wyjaśnia Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, Dyrektor Obszaru Finansów i Innowacji w Ayming Polska.

Czynności sprowadzające dotyczą m.in. skontrolowania terminowości składania deklaracji, zbadania formalnej poprawności dokumentów odnoszących się do ulgi B+R czy ustalenia stanu faktycznego w zakresie niezbędnym do stwierdzenia zgodności z przedstawionymi dokumentami, które potwierdzą wydatki na B+R
i przypisanie ich do kosztów kwalifikowanych. Na etapie czynności sprawdzających organy podatkowe nie mogą przeprowadzać dowodów z innych źródeł, np. prosić o zeznania świadków czy o opinie biegłych, ale wkrótce może się to zmienić.

Projektowane zmiany przepisów ordynacji podatkowej przewidują uproszczenie czynności sprawdzających oraz ochronę prawa podatnika w jego relacjach z organami podatkowymi. Z drugiej strony, procedowane przepisy być może otworzą furtkę do stosowania postępowania dowodowego w ramach czynności sprawdzających. Jednak na tę chwilę urząd skarbowy powinien zminimalizować swoje działania w stopniu niezbędnym do stwierdzenia zgodności jedynie z przedstawionymi dokumentami – tłumaczy Michał Barszcz, Project Manager w Dziale Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Niezbędne dokumenty

Działania podejmowane przez fiskus mogą nastręczać trudności firmom, które rozliczyły ulgę B+R bez odpowiedniego przygotowania, w szczególności w zakresie ewidencji kosztów kwalifikowanych i dokumentów potwierdzających ich poniesienie. Każdy przedsiębiorca powinien przechowywać dokumenty ściśle powiązane z realizowanymi projektami badawczo-rozwojowymi oraz z odnoszącymi się do nich wydatkami przez ustawowy okres pięciu lat.

Wśród dokumentów, o jakie najczęściej pyta urząd skarbowy, znajdują się:

  1. Ewidencja czasu pracy pracowników i współpracowników biorących udział w pracach badawczo-rozwojowych wraz z ich wykazem. Dotyczy to osób zatrudnionych na umowę o pracę, umowę zlecenie
    i umowę o dzieło.

W oparciu o te dokumenty możliwe jest ustalenie proporcji udziału wykonywania prac B+R w ogólnym czasie pracy pracownika i współpracownika w rozliczeniu miesięcznym. Podatnik może być również zobligowany do przedstawienia oświadczenia, że koszty osobowe zostały zakwalifikowane wyłącznie w zakresie wynikającym z ewidencji przesłanej do urzędu. Organ podatkowy ma także prawo poprosić o dostarczenie kart wynagrodzeń oraz dowodów wpłat do ZUS-u.

 

W odniesieniu do lat 2016-2017 urząd skarbowy może wymagać przedstawienia zakresów obowiązków służbowych pracowników, którzy realizują działania badawczo-rozwojowe.

 

  1. Wyodrębnienie kosztów kwalifikowanych w ewidencji księgowej przedsiębiorstwa

Przykładową dokumentacją poświadczającą odpowiednie wyodrębnienie kosztów kwalifikowanych jest zestawienie obrotów sald z kont, na których dokonano księgowań.

 

  1. Potwierdzenia zakupu materiałów i surowców, sprzętu specjalistycznego, nabycia usługi kwalifikowanej do ulgi (zamówienia, faktury, umowy)

W tym przypadku organ podatkowy weryfikuje, na jakiej podstawie podatnik skalkulował koszty kwalifikowane odnoszące się do projektów badawczo-rozwojowych.

 

 

Dokumenty uzupełniające

Wśród dokumentów przydatnych w wyjaśnieniach dla urzędu skarbowego znajdują się także:

 

  1. Oświadczenie, że koszty odliczone od podstawy opodatkowania nie zostały zwrócone podatnikowi
    w jakiejkolwiek formie lub nie zostały odliczone od podstawy obliczenia podatku, zgodnie z art. 18d 5 ustawy CIT oraz zgodnie z art. 26e ust. 5 ustawy PIT.
  2. Oświadczenie, że podatnik nie prowadził działalności gospodarczej na terenie specjalnej strefy ekonomicznej na podstawie zezwolenia.

Prawo do odliczenia przysługuje jedynie w odniesieniu do kosztów kwalifikowanych, które nie są przez podatnika uwzględniane w kalkulacji dochodu zwolnionego z podatku na podstawie zezwolenia.

  1. Dokumenty potwierdzające, że koszty kwalifikowane, odliczone od podstawy opodatkowania zgodnie
    z art. 9 ust.1b ustawy o CIT oraz art. art. 24a ust. 1b ustawy o PIT, zostały wyodrębnione w ewidencji rachunkowej.

Podatnik może przedłożyć wydruk z zapisów księgowych kont, na których koszty kwalifikowane odjęte od podstawy opodatkowania zostały wyodrębnione.

  1. Karty projektów, które wskazują etapy i rodzaje przeprowadzonych prac badawczo-rozwojowych.

W przypadku nieprawidłowości

Jeżeli błędy popełnione w deklaracji CIT-BR mają wymiar techniczny i zawierają oczywiste pomyłki, organ podatkowy w zależności od charakteru i zakresu stwierdzonych uchybień może podjąć różne kroki. Kiedy zmiana wysokości zobowiązania podatkowego, kwota nadpłaty, kwota zwrotu podatku, kwota nadwyżki podatku do przeniesienia lub wysokość straty:

  • nie przekracza 5000 zł – urząd skarbowy koryguje deklarację, dokonując stosownych poprawek lub uzupełnień. Następnie przesyła przedsiębiorcy uwierzytelnioną kopię deklaracji CIT-BR;
  • przekracza 5000 zł – fiskus zwraca się do składającego deklarację o jej skorygowanie oraz złożenie niezbędnych wyjaśnień. Wskazuje również powody, dla których informacje zawarte w deklaracji zostały zakwestionowane.

W obecnym stanie prawnym niezłożenie stosownych wyjaśnień, niedostarczenie korekty deklaracji czy też bezczynność podatnika wobec urzędu skarbowego może spowodować uruchomienie procedury kontrolnej lub postępowania podatkowego.

Warto pamiętać, że – zgodnie z przyjętą strategią rozwoju – państwo ma na celu eliminację barier związanych z prowadzeniem działalności innowacyjnej oraz wprowadzenie skutecznych mechanizmów wspierania firm rozwijających projekty badawczo-rozwojowe. Można spodziewać się, że wnioski płynące z przeprowadzanych czynności weryfikacyjnych wpłyną pozytywnie na wzrost zainteresowania ulgą B+R wśród przedsiębiorców.

Zerowy PIT dla młodych – ograniczenia wiekowe, limity, zasady

Zerowy PIT dla młodych to nowy pomysł, który według zapowiedzi ma obowiązywać od 1 sierpnia 2019 r. Propozycja ta określa nowe zwolnienie z podatku dochodowego dla osób młodych do 26 roku życia.

Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt
Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt

Ograniczenia wiekowe

Planowane zmiany sprowadzają się do dodania w ustawie o PIT kolejnego zwolnienia przedmiotowego z podatku. Nazwa „zerowy” jest nieco myląca, ponieważ nie będzie miała zastosowania stawka 0%, lecz z mocy prawa przychody będą mogły być zwolnione od podatku. Przywilej ten ma dotyczyć wyłącznie osób do 26 roku życia. Po ukończeniu tego wieku podatek będzie trzeba płacić. Miesiąc, w którym osoba młoda skończy 26 lat, będzie ostatnim okresem korzystania ze zwolnienia.

Limit przychodu

Przepisy wprowadzające tę zmianę określają limit przychodów, które mają być zwolnione z podatku dochodowego. Limit roczny wynosi 85 528 zł, czyli jest to kwota graniczna pierwszego progu podatkowego. Biorąc pod uwagę miesięczne wynagrodzenie daje to kwotę 7 127,33 zł brutto, którą miesięcznie można osiągnąć, aby nie płacić podatku.

Zmiana zapewne zostanie wprowadzona 1 sierpnia, zatem limit przychodów na 2019 rok będzie mniejszy, ponieważ zostanie przeliczony proporcjonalnie i wyniesie 35 636,67 zł (5/12 z kwoty 85 528).

Należy pamiętać, że po przekroczeniu limitu przez pracownika osoba zatrudniająca ma obowiązek pobierać zaliczki na podatek dochodowy i wpłacać je do urzędu skarbowego. W tej sytuacji pojawia się jeszcze jedno istotne pytanie: kto powinien pilnować limitu przychodów?

 

W mojej opinii należy tutaj rozpatrzyć dwa przypadki. Pierwszy, gdy osoba młoda ma jedno źródło przychodu, wówczas zatrudniający, jeśli będzie miał o tym wiedzę, powinien pilnować limitu.  W sytuacji drugiej, czyli gdy osoba do 26 roku życia ma więcej niż jedno źródło przychodów, czyli gdy podpisuje różne umowy z różnymi podmiotami, to samodzielnie powinna pilnować limitu. Osoby zatrudniające w tej sytuacji nie mają wiedzy o tym, ile kwoty z limitu zostało już wyczerpane.

Rozliczenie w 2019

W odniesieniu do przychodów uzyskanych od dnia 1 sierpnia 2019 r. zwolnienie będzie stosowane w zeznaniu podatkowym składanym przez podatnika za rok 2019 r. – czyli nadpłacony podatek ma być zwracany po złożeniu PIT-u. Ustawodawca przewidział jeszcze taką możliwość, że podatnik (np. pracownik) złoży płatnikowi (pracodawcy) oświadczenie, że jego przychody będą w całości korzystały ze zwolnienia od podatku na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 148 ustawy PIT. Ta opcja daje możliwość skorzystania ze zwolnienia już w 2019 r. bez konieczności nadpłacania podatku. 

Rodzaje i liczba umów

Warte zaznaczenia jest, że zwolnienie będzie mogło być stosowane do umów o pracę czy też umów zlecenie (podpisanych z firmami). Nie będzie można natomiast z niego skorzystać, gdy zostanie podpisana umowa o dzieło lub gdy osoba przed 26 rokiem życia założy własną działalność gospodarczą. Co istotne, limit roczny  obowiązywał będzie niezależnie od liczby zawartych umów lub liczby podmiotów (płatników), z którymi umowa o pracę czy zlecenie została podpisana.

Realna korzyść

Myślę, że w kontekście tej zmiany warto jeszcze wskazać na to, jaka będzie realna korzyść dla osoby młodej, która z tego rozwiązania skorzysta. Weźmy pod uwagę dwie kwoty: minimalne wynagrodzenie na 2019 r., które wynosi 2 250 zł i miesięczną kwotę graniczną czyli 7 127,33 zł.

Przy umowie o pracę na kwotę 2 250 zł brutto miesięcznie trzeba zapłacić zaliczkę w kwocie 133 zł, czyli po wprowadzeniu zwolnienia zysk roczny wyniesie 1 596 zł. Gdyby na umowie o pracę była określona kwota 7 127,33 zł, to roczny zysk na podatku wyniósłby 9 960 zł.

Przy okazji projektowania tego nowego zwolnienia chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną sytuację. Jeśli będziemy mieć do czynienia ze studentem do 26 roku życia, który nie przekroczy limitu przychodów, to będzie on korzystał zarówno ze zwolnienia z PIT, jak i ze zwolnienia z opłacania składek ZUS. W tej sytuacji kwota brutto na umowie, całkowity koszt pracodawcy i kwota netto do wypłaty dla zleceniobiorcy będzie taka sama. Kwota 2 250 zł, czy też 7 127,33 zł z umowy zlecenia będzie faktycznym wynagrodzeniem netto.

Nadchodzą gorsze czasy dla branży motoryzacyjnej w Polsce

Perspektywy dla branży motoryzacyjnej nie są korzystne z powodu koniunktury w przemyśle strefy euro, a zwłaszcza w Niemczech. Jednak Europa Środkowo-Wschodnia, w tym Polska, może odczuć pogorszenie koniunktury mniej dotkliwie.

Ostatnie lata były sprzyjające dla branży motoryzacyjnej w Polsce. Główny kierunek eksportowy, czyli Europa Zachodnia, odnotowała ośmioletni okres wzrostu sprzedaży nowych pojazdów osobowych. Jednak najlepsze czasy dla branży już minęły, a niższy popyt, spowolnienie gospodarcze, wzrost protekcjonizmu, czy konieczność dostosowania się do bardziej restrykcyjnych norm emisji spalin sprawiają, że dla sektora rysują się niekorzystne perspektywy.

Sektor motoryzacyjny stał się istotną częścią eksportu, jak również gospodarki Polski oraz innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Region CEE odpowiada już niemal za ¼ produkcji samochodów w Unii Europejskiej, a kolejne inwestycje podnoszą poziom wytwarzanych pojazdów w naszym regionie. Inwestycja Jaguar Land Rover na Słowacji, fabryka BMW na Węgrzech, czy zakład produkcji jednostek napędowych Mercedesa w Polsce, to tylko kilka przykładów pozytywnego postrzegania regionu przez globalne koncerny motoryzacyjne. Zachęty podatkowe i sprawne przyciąganie inwestycji koncernów produkujących samochody pomogły znacznie mniejszym gospodarkom niż Polska, takim jak Czechy czy Słowacja, stać się liderami produkcji aut osobowych.

– Nieduża Słowacja jest krajem o największej produkcji pojazdów na mieszkańca na całym świecie. W zeszłym roku Rumunia prześcignęła Polskę pod względem liczby wyprodukowanych samochodów osobowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce. – Z kolei Polska stała się regionalnym liderem w obszarze produkcji części motoryzacyjnych.

W 2018 r. wartość eksportu pojazdów, przyczep i naczep z Polski sięgnęła 12,1 mld euro, a wartość eksportu podzespołów, części i akcesoriów była prawie dwukrotnie wyższa i wyniosła 22,1 mld euro.

Prognoza międzynarodowej firmy doradczej Coface zakłada, że wzrost gospodarczy Europy Zachodniej wyniesie 1,3 proc. zarówno w 2019 r. jak i w 2020 r. (wobec 2,3 proc. w 2017 r. i 1,7 proc. w 2018 r.). Największy partner handlowy Polski – Niemcy, do którego wysyłamy prawie 20 proc. łącznego eksportu branży motoryzacyjnej, będzie rozwijać się w tempie zaledwie 0,8 proc. w tym roku i 1,2 proc. w przyszłym roku. Koncerny motoryzacyjne są zmuszone dostosować się do bardziej wymagających norm emisji spalin, a kwestie ekologii oraz zmieniający się rynek motoryzacyjny przyczyniają się do wzrostu popularności aut napędzanych alternatywnymi źródłami energii. W konsekwencji firmy motoryzacyjne stają przed koniecznością przeprowadzania kosztownych inwestycji, aby sprostać zmianom na rynku.

– Dla polskiej branży motoryzacyjnej istotny jest także popyt globalny. Zwłaszcza, że jako producent części i akcesoriów, firmy z Polski zaangażowane są w tzw. globalne łańcuchy produkcyjne – wyjaśnia G.Sielewicz.

Zmniejszający się popyt na pojazdy potwierdzają dane statystyczne. W pierwszych czterech miesiącach tego roku rejestracje nowych samochodów osobowych w Europie Zachodniej obniżyły się o 3 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Spadek sprzedaży dotyczy tak istotnych dla Polski rynków eksportowych jak: Niemcy, Włochy, Francja czy Wielka Brytania. Z kolei w Europie Środkowo-Wschodniej dynamika popytu pozostaje dodatnia, jednak słabsza niż w latach poprzednich. W Polsce rejestracje nowych samochodów osobowych wzrosły zaledwie o 0,9 proc.

Spadek sprzedaży dotyczy tak istotnych dla Polski rynków eksportowych jak: Niemcy, Włochy, Francja czy Wielka Brytania. Z kolei w Europie Środkowo-Wschodniej dynamika popytu pozostaje dodatnia, jednak słabsza niż w latach poprzednich. W Polsce rejestracje nowych samochodów osobowych wzrosły zaledwie o 0,9 proc.

Perspektywy dla branży motoryzacyjnej nie przedstawiają się korzystnie. Wskaźniki koniunktury w przemyśle strefy euro, a zwłaszcza w Niemczech potwierdzają pesymistyczną ocenę przyszłości wśród przedsiębiorstw.

– Jednak Europa Środkowo-Wschodnia, w tym Polska, może odczuć pogorszenie koniunktury mniej dotkliwie – ocenia ekspert Coface. – Polska stała się także regionalnym liderem w produkcji samochodów dostawczych. Popyt na ten rodzaj pojazdów przez pierwsze miesiące tego roku nadal wzrastał zarówno w Europie Zachodniej, jak również w Europie Środkowo-Wschodniej.

Z kolei popyt w Polsce na części motoryzacyjne utrzymuje się w ramach rynku samochodów używanych, stale powiększającego się dodatkowo poprzez rosnący import. Jednak czynniki te nie zrekompensują rosnącego ryzyka branży motoryzacyjnej, która pozostaje uzależniona od sytuacji globalnej.

Podatek VAT od sprzedaży udziałów i akcji

Zatory płatnicze – branża elektroniczna z uwagami do projektu ustawy

Związek Cyfrowa Polska przedstawił Ministerstwu Przedsiębiorczości i Technologii oraz przedstawicielom sejmowej komisji gospodarki oraz finansów publicznych swoje uwagi i zastrzeżenia do proponowanych przez resort niektórych rozwiązań, które mają przyczynić się do ograniczenia występowania tzw. zatorów płatniczych.

W piśmie przesłanym m.in. do wiceministra przedsiębiorczości i technologii Marka Niedużaka, Związek zwraca uwagę na to, że zapisany w projekcie ustawy mechanizm polegający na dokonywaniu sprawozdań dotyczących stosowania terminów płatności przez największe przedsiębiorstwa będzie trudny do zastosowania w praktyce. Szczególnie przez te podmioty, które już dziś stosują faktoring.

Fakt stosowania przez firmy faktoringu pełnego oraz faktoringu odwrotnego (prefinansowania dostaw) powoduje, że raport nie będzie przedstawiał rzeczywistych relacji podmiotu z kontrahentami. Porównując raport (sprawozdanie) jednego podmiotu stosującego powyższe źródła finansowania z podmiotem z tej samej branży, który ich nie stosuje, spowoduje, że wskaźniki będą znacząco różne, co prowadzić może do błędnej oceny, że dany podmiot stosuje nieuczciwą politykę związaną z terminami płatności” – podkreślono w stanowisku.

Na skróceniu terminów płatności straci MŚP

Związek zgłasza zastrzeżenia także do zapisu w projekcie, który wprowadza zakaz stosowania płatności powyżej 60 dni przez duże przedsiębiorstwa wobec firm z sektora MŚP. „Co do zasady trudno dyskutować z zasadnością takiego zapisu. Jednakże biorąc pod uwagę nasza praktykę biznesową ustawa powinna jednak dopuszczać możliwość zastosowania dłuższego terminu, jeżeli jest to wyraźnie przez strony uzgodnione i nie jest nieuczciwe wobec wierzyciela” – napisano w piśmie.

W opinii Cyfrowej Polski na ograniczeniu możliwości ustalenia dłuższych terminów płatności mogą stracić przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa. W stanowisku podkreślono, że duże spółki często na początku współpracy z mniejszymi podmiotami mają obawy wobec ich ewentualnej niewypłacalności. Stąd dłuższy termin płatności ma na celu umożliwienie kompensaty wierzytelności z tytułu potencjalnych zwrotów, w tym wynikających z wadliwych produktów, z bieżącymi zobowiązaniami.

Skracając termin płatności odbiorca „otwiera” się na ryzyko niewypłacalności i upadłości dostawcy. Tego ryzyka nie da się ubezpieczyć. W takiej sytuacji duże przedsiębiorstwa mogą ograniczać współpracę z podmiotami, które nie mają wystarczająco silnej i stabilnej pozycji finansowej, jak również mogą oczekiwać dodatkowych zabezpieczeń, co spowoduje, że małe  i średnie przedsiębiorstwa nie będą miały szans na rozwój. A to w naszej ocenie pogorszy ich sytuację” – uzasadnił Związek Cyfrowa Polska.

Jak ograniczyć koszty sądów w dobie społeczeństwa cyfrowego?

Z informacji Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w ciągu ostatnich statystycznych 12 miesięcy państwo zakupiło dla sądów powszechnych 970 154 ryz białego papieru A4. Oznacza to, że w tym okresie zużyto 2425 ton papieru, na którego wyprodukowanie trzeba było ściąć ponad 41 tysięcy drzew (17 drzew na 1 tonę papieru). Czy postępująca cyfryzacja polskiego sądownictwa może tę sytuację zmienić? Według szacunków  twórców Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego dla przedsiębiorców ULTIMA RATIO prowadzenie sprawy on-line może zmniejszyć zużycie papieru o 200 razy w porównaniu do sądownictwa tradycyjnego.

Cyfryzacja dotyka już w zasadzie wszystkich stref naszego życia. On-line kupujemy bilety do kina czy na pociąg, za pomocą prostych aplikacji wynajmujemy samochody na minuty, zdalnie kontrolujemy produkcję z użyciem robotów w fabryce czy w końcu zamawiamy jedzenie do domu. Także polskie sądownictwo powszechne stara się zgodnie z tymi trendami reformować.

W 2010 roku w Lublinie rozpoczął swoją działalność e-sąd, który dla zasady miał zdecydowanie zmienić strukturę polskiego sądownictwa i przyśpieszyć wydawanie wyroków.

Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio
Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio

E-sąd w Lublinie rzeczywiście pozwala na elektroniczne złożenie pozwu. Niemniej sąd ten nie jest dla pozwanego obowiązkowy, a zatem jeżeli pozwany nie chce się tam procesować, sprawa trafia do rozpoznania w trybie zwykłym do sądu powszechnego, w którym właśnie pozwany ma siedzibę. W takim wypadku nie ma już możliwości prowadzenia rozprawy on-line. Ograniczyć koszty, przyspieszyć wydawanie wyroków szczególnie w obrocie gospodarczym a przede wszystkim odciążyć tradycyjne sądownictwo mogą polubowne sądy on-line” – komentuje Robert Szczepanek, współzałożyciel pierwszego w Polsce w pełni elektronicznego sądu polubownego dla firm ULTIMA RATIO.

W sądach powszechnych prawie każda czynność jest dokumentowana. Na piśmie składa się pozew oraz odpowiedź na pozew. Strony wymieniają argumenty pisząc pisma procesowe. Kiedy odbywa się rozprawa, jej przebieg utrwalany jest w pisemnym protokole. Spisuje się również zeznania świadków i stron. Akta jednej sprawy szybko rozrastają się w ten sposób do kilku tomów, niekiedy trzeba je przewozić ciężarówkami Przekłada się to na tysiące stron papieru. Często po jednym „użyciu” takich akt sprawa się kończy i zostaje zarchiwizowana. Ograniczyć koszty, przyspieszyć wydawanie wyroków.

Ultima Ratio rozpoczął formalnie działalność pod koniec kwietnia tego roku. Rozpatruje sprawy gospodarcze, w których stronami są firmy i przedsiębiorstwa. Żeby złożyć pozew, obydwie strony muszą zgodzić się na rozstrzygnięcie sporu właśnie przez ULTIMA RATIO. Sąd rozpatruje sprawy wyłącznie przez internet – nie posiada budynku, w którym trzeba się stawić, nie organizuje rozpraw, na które trzeba dojechać.

Pozew w naszym sądzie składa się w ciągu kilku minut, po zalogowaniu się do systemu informatycznego. Czynności procesowych można dokonywać o każdej porze dnia i nocy i w każdym miejscu na świecie, posiadającym oczywiście dostęp do internetu. Nie ma rozpraw, nie ma delegacji do siedziby sądu, w końcu nie ma potrzeby zużycia ton papieru na akta sprawy. Arbiter wydaje wyrok w ciągu 3 tygodni, mając możliwość komunikacji on-line ze stronami procesu. Drukujemy tylko pozew dostarczany do pozwanego i sam wyrok. Zużywamy dzięki temu około 200 razy mniej papieru. Szacujemy, że duże firmy prowadzące rocznie kilka tysięcy sporów sądowych ze swoimi kontrahentami mogą zaoszczędzić kilka milionów złotych. Oczywiście zaoszczędzi też Skarb Państwa zamawiając mniej papieru, ale chyba co bardziej ważne dla nas i przyszłych pokoleń zetniemy mniejszą liczbę drzew. – komentuje Robert Szczepanek z ULTIMA RATIO

W celu weryfikacji stron sąd ULTIMA RATIO korzysta z profilu zaufanego, podpisu kwalifikowanego oraz e-dowodów tożsamości. Niezwykle wygodne jest prezentowanie materiału dowodowego – w przypadku na przykład roszczeń z rękojmi za wady rzeczy sprzedanej, strona będzie mogła wprost z aplikacji mobilnej Ultima Ratio nakręcić telefonem komórkowym film obrazujący wady oraz jednym kliknięciem umieścić go na profilu danej sprawy. W analogiczny sposób możliwa jest prezentacja zdjęć, skanów pism, linków, nagrań audio, zrzutów ekranu i innych tego typu materiałów.  Zabezpieczenia systemu elektronicznego Ultima Ratio są analogiczne do zabezpieczeń systemów bankowości elektronicznej. System informatyczny e-sądu został zbudowany przez polską spółkę ZETO Rzeszów a arbitrami są notariusze przeszkoleni w Stowarzyszeniu Notariuszy RP.

I półrocze 2019 – jeden z ciekawszych okresów na rynkach finansowych od lat

Opisując pierwsze półrocze bieżącego roku, można zaryzykować twierdzenie, że był to jeden z ciekawszych okresów na rynkach finansowych od lat. Cofając się do prognoz tworzonych pod koniec ubiegłego roku, większość kasandrycznych wizji, jak dotąd, się nie sprawdziła. Jedyną sprawdzoną prognozą było utrzymanie słabej koniunktury w strefie euro, chociaż w części prognoz wskazywano na możliwe odbicie w drugim półroczu. To dopiero przed nami. Do największych zaskoczeń należy zaliczyć dość nieoczekiwany przebieg wojny handlowej i przede wszystkim ostry zwrot w polityce banków centralnych. Paradoksalnie, najbardziej niepokoić może silna zmienność nastrojów i optymizm inwestorów, których zachowanie w ostatnich paru miesiącach mogło się wydawać, w pewnych momentach, mocno nieracjonalne.

Obraz rynku w stopach zwrotu

Ostatnie 6 miesięcy było bardzo udane dla inwestorów alokujących środki na rynkach rozwiniętych. Po spadkach w IV kwartale ubiegłego roku, indeksy z końcem grudnia silnie odbiły i ten trend trwał praktycznie do końca I półrocza. Amerykański indeks S&P 500 zyskał w tym czasie 17,3%, 2 razy ustanawiając nowe historyczne szczyty. Jeszcze lepiej wypadły amerykańskie spółki technologiczne skupione w indeksie Nasdaq, zyskując nieco ponad 20%. Hossa nie ominęła Europy Zachodniej, niemiecki DAX wzrósł o 18,9%, zaś francuski CAC40 o 18%. Dużo słabiej na tym tle wypadł polski rynek, który przez długi czas był odporny na globalny optymizm. WIG20 zyskał od początku roku około 3%, zaś szeroki indeks WIG 5,3%. Było to zasługą lepszego zachowania się małych i średnich spółek. sWIG80 zyskał 12,2%, zaś mWIG40 odpowiednio 5%.

Wojny handlowe

Powodami do optymizmu na początku roku były nadzieje inwestorów na szybkie zakończenie tematu wojen handlowych. Ten scenariusz wydawał się być realny do końca kwietnia, gdy Donald Trump w znaczący sposób zaostrzył retorykę Stanów Zjednoczonych, czego konsekwencją było wpisanie na czarną listę kilku chińskich korporacji, w tym Huawei, jak również groźba nałożenia kolejnych wysokich ceł na chińskie produkty. Te wydarzenia zachwiały na moment optymizmem inwestorów, jednak ostatecznie na szczycie G20 pod koniec czerwca udało się uzyskać zawieszenie broni. Biorąc jednak pod uwagę pewną nieprzewidywalność działań amerykańskiego prezydenta i otwarcie konfliktu na kilku frontach, każdy scenariusz na drugą połowę roku jest równie możliwy. Zagrożona wydaje się być również Europa Zachodnia, gdzie nawis wojen handlowych zdaje się hamować optymizm przedsiębiorców.

Wolta banków centralnych

Na szczególną uwagę zasługuje zmiana retoryki amerykańskiego banku centralnego. Jeszcze na początku 2019 roku, pomimo nacisków amerykańskiego prezydenta, powszechnie obowiązującym scenariuszem była kontynuacja cyklu podwyżek stóp procentowych. Oczekiwania te zostały silnie złagodzone, gdy FED przeszedł w fazę „wait and see”. Następnym krokiem była deklaracja Jeroma Powella mówiąca o gotowości wsparcia amerykańskiej gospodarki przez bank centralny. Zostało to przez uczestników rynku zinterpretowane jako preludium do rozpoczęcia cyklu łagodzenia polityki pieniężnej przez Fed. Kolejnym krokiem było usunięcie z komunikatu po czerwcowym posiedzeniu Fed słowa cierpliwość, co wraz ze zmianą rozkładu głosów w FOMC (dot plot), rynek przyjął jako wstęp przed obniżkami stóp. Prawdopodobieństwo lipcowej obniżki stóp sięgnęło 100%. Patrząc na obecne wyceny długu, kilka obniżek stóp procentowych jest już w cenach amerykańskich obligacji, trudno jednak w protokole z posiedzenia Fed szukać twardego potwierdzenia takiego scenariusza.

Pod koniec I półrocza również EBC zadeklarował chęć wsparcia dla europejskiej gospodarki. Zgodnie z głównym komunikatem z ostatniego posiedzenia, wszystkie opcje pozostają na stole, w tym obniżki stóp procentowych i QE. Warto tutaj pamiętać, że kończy się kadencja obecnego prezesa EBC i trudno powiedzieć, jakie zapatrywania odnośnie dalszej polityki Europejskiego Banku Centralnego będzie miał jego następca.

Wzrosty na złocie

Z rynkowych wydarzeń należy podkreślić również silne wzrosty cen złota. Były one powodowane przede wszystkim niepewnością związaną z dalszym przebiegiem konfliktów handlowych oraz wzrostem napięcia w zatoce Ormuz. Ceny złota rosły konsekwentnie od końca maja, przekraczając dawno nieobserwowany poziom 1400 dolarów za uncję.

Wzrosty cen krajowych obligacji

Końcówka I półrocza przyniosła również silne spadki cen rentowności krajowych obligacji. Było to dość spójne ze zmianami wycen globalnego długu. Rentowności krajowych 10-latek znalazły się na poziomach obserwowanych ostatnio na przełomie 2014 i 2015 roku, co biorąc pod uwagę niezmienną od kilku lat politykę RPP, może nieco dziwić.

Zmienność bez ostatniego słowa

Zdaniem najczęściej odmienianym na wszystkie przypadki przez rynkowych analityków w 2018 roku było ­­­- silny wzrost rynkowej zmienności. Powszechnie oczekiwano, że 2019 przyniesie dalszą eskalację tego zjawiska. Pierwsze cztery miesiące tego roku zdawały się przeczyć tej tezie. Po silnych spadkach w IV kwartale rynki niemal nieustająco rosły, zaś skala wahań sesyjnych znacząco spadła. Zmienność jednak przypomniała o sobie w maju ubiegłego roku, gdzie splot kilku zdarzeń, związanych z ryzykiem intensyfikacji konfliktów handlowych zachwiał optymizmem inwestorów. Wydarzenia z maja tylko na chwilę przypomniały inwestorom, że przynajmniej amerykański rynek akcji znajduje się w zaawansowanej fazie hossy i takie nagłe powroty zmienności mogą wracać na rynki w dość nieoczekiwany sposób.

Niepokojące dane makroekonomiczne

Odczyty gospodarcze, w szczególności w Europie Zachodniej, mogą w ostatnich miesiącach niepokoić. Indeksy PMI utrzymują się trwale poniżej poziomu 50 punktów. Co ciekawe, pozostaje to praktycznie bez wpływu na zachowanie się rynkowych indeksów. Do ciekawych wniosków można dojść obserwując odczyty wskaźnika PMI dla krajowego indeksu, który jak dotąd nie znalazł odzwierciedlenia w danych realnych, które wskazują na kontynuację zdrowego wzrostu gospodarki. Część rozbieżności można tłumaczyć pewnym zapóźnieniem w realizacji zamówień krajowych wytwórców. Jednak przy silnym wsparciu fiskalnym nikt obecnie nie prognozuje znaczącego spowolnienia wzrostu polskiego PKB w 2019 roku, jak wskazywałyby na to odczyty wskaźników wyprzedzających.

Polskie akcje

Jak już wcześniej wspomniałem, krajowe akcje nie uczestniczyły w obserwowanej na globalnych rynkach hossie. Takie zapóźnienie GPW, patrząc z perspektywy historii, nie jest niczym szczególnym. Można więc oczekiwać dobrego drugiego półrocza dla krajowych spółek, biorąc pod uwagę wejście programu PPK, wspierającą gospodarkę i hossę na rynkach wschodzących. Największa przestrzeń wzrostu istnieje w segmencie małych spółek, tutaj jednak każdy inwestor powinien mieć z tyłu głowy kwestię płynności, która boleśnie przypomniała o sobie w II połowie 2018 roku.

Zbytni optymizm inwestorów

Obserwując zachowanie rynków w 2019 roku, można było dojść do jednego wniosku. Zmiany cen rynkowych aktywów silnie odcięły się od fundamentów. Rynki potrafiły najpierw rosnąć, potem spadać i z kolei ponownie rosnąć bez zmiany istotnych parametrów rynkowych i gospodarczych. Ten optymizm jest w mojej ocenie niepokojący, gdyż każdy drobny komunikat rynkowy, czy też tweet Donalda Trumpa jest w stanie zmienić krótkoterminowy trend na rynkach. W takim otoczeniu, biorąc również pod uwagę obecny poziom rynkowych indeksów, powinien w każdym racjonalnym inwestorze wzbudzić pewien zdrowy poziom ostrożności. Trudno jednak dyskutować z faktami, gdy rynki konsekwentnie rosną.

Autor: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami Vienna Life Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Vienna Insurance Group

Dzień na rynkach

Rynki finansowe w ostatnich 24 godzinach to dziwna mieszanka zachowań niekiedy z porzuceniem tradycyjnych korelacji. Znamiona awersji do ryzyka mają spadki USD/JPY, rentowności obligacji skarbowych i wzrosty cen złota, ale Wall Street zamknęło się wzrostami, a na FX mocny jest AUD, czy choćby PLN. Wśród powodów zamieszania wymienia się odrętwienie po szczycie G20, święto w USA, gołębie komentarze z banków centralnych, a nawet… okręt podwodny.

Mnogość potencjalnych powodów jest raczej dowodem na to, że nie ma jednoznacznego impulsu i aktywa są pod wpływem wewnętrznych czynników, zatem bezzasadne jest wyciągnie ogólnych wniosków pasujących do całego rynku. Wygaszenie blasku zadowolenia z wyniku rozmów Trump-Xi oznacza tylko tyle, że domykane są pozycje otwierane pod to, ale nie przechodzimy w totalną negację przyjacielskich deklaracji. Osobiście dalej wątpimy, aby ciepłe słowa prezydentów gwarantowały brak eskalacji konfliktu na późniejszym etapie negocjacji, ale na razie nie jest to temat, który determinuje zmiany cen aktywów. Na rynku są głosy, że za (selektywnym, bo tylko na wybranych aktywach) skokiem awersji do ryzyka stoją słowa prezesa Banku Anglii Carneya, który zwrócił uwagę, a globalne spowolnienie gospodarcze, które wymaga kolektywnej odpowiedzi banków centralnych. Można sobie tutaj zadać pytanie, na ile jest to nowa informacja po tym, jak luzowanie już zostało zapowiedziane przez EBC i Fed? Nie brakuje też wyszukanych uzasadnień, jak doniesienia o pożarze na rosyjskim atomowym okręcie podwodnym. To wszystko skłania mnie do przekonania, że jesteśmy w pomostowym (i podziurawionym przez święto) tygodniu, gdzie dochodzi do indywidualnych dostosowań pozycji.

Środa jest bogata w wydarzenia makro, co może urozmaicić handel w niektórych miejscach. Zaczynamy z decyzją szwedzkiego Riksbanku. Oczekuję, że bank utrzyma stopę depozytowa na -0,25 proc., ale wokół komunikatu ryzyka dla SEK przeważają po negatywnej stronie. Sygnalizowana w połowie czerwca przez prezesa EBC Mario Draghiego otwartość dla pomysłu powrotu do luzowania wywiera presję na banki centralne gospodarek z silnymi powiązaniami ekonomicznymi ze strefą euro, w tym na Riksbank. Aktualnie Riksbank pozostaje w jastrzębim nastawieniu z forward guidance sugerującym podwyżkę stopy procentowej na koniec 2019 r. lub na początku 2020 r. Głównym ryzykiem środowego przekazu jest obniżenie ścieżki w projekcji stopy procentowej i wypchnięcie do przodu sugerowanego terminu kolejnej podwyżki. Biorąc pod uwagę silną aprecjację SEK w ostatnich trzech tygodniach, zwiększa to wrażliwość korony na gołębi przekaz Riksbanku, który może wypłoszyć posiadaczy długich pozycji.

W Polsce Rada Polityki Pieniężnej utrzyma stopy procentowe bez zmian. Rada będzie miała do dyspozycji nowe projekcje makroekonomiczne, które wskażą na podwyższone ryzyko osłabienia wzrostu, ale przy przejściowym wyjściu inflacji powyżej celu 2,5 proc. Mimo to jest mało realne, aby miało to skłonić do zmiany nastawienia i na konferencji zapewne usłyszmy, że stabilizacja stóp jest najlepszym rozwiązaniem przy obecnych warunkach rynkowych. Dla złotego przekaz powinien być neutralny.

Spośród danych ważny będzie PMI dla usług z Wielkiej Brytanii. Za nami fatalne odczyty z przemysłu i budowlanki pokazujące spore zakłopotanie biznesu perspektywami brexitu. Dzisiejszy odczyt może być kolejnym ciosem w funta. Po południu mamy dwa dni publikacji z USA upakowane w jeden (jutro święto). Główna uwaga będzie na raporcie ADP jako preludium do piątkowego raportu NFP. Choć ostatni zbieżność raportów bywa różna, to przy skupieniu uwagi przez Fed na sytuacji na rynku pracy, rynek uważnie będzie analizował każdy skrawek informacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Optymizm na GPW poprawił wyniki GIP60

Dobra sytuacja na warszawskiej GPW w czerwcu pozwoliła odrobić Giełdowemu Indeksowi Produkcji (GIP60) część strat z maja. Na koniec czerwca wartość GIP60 wyniosła 874.84 punkty, a więc 2.41% wyżej niż miesiąc wcześniej, jednak ciągle znacznie poniżej tegorocznego maksimum, które w kwietniu zanotowano na poziomie 950 punktów.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc czerwiec.

W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba z DSR – analityk i współtwórca GIP podaje: „W maju GIP60 stracił niemalże jedną dziesiątą swojej wartości, niwelując wzrost wypracowany od początku roku, przez akcje wchodzących w skład indeksu sześćdziesięciu największych polskich publicznych spółek produkcyjnych. W czerwcu niedźwiedzie nastroje na GPW osłabły i niemalże wszystkie indeksy powróciły na drogę wzrostu (niechlubnym wyjątkiem został WIG-PALIWA, którego wartość spadła o 2.9% m/m)”.

Małe spółki tracą impet

Analiza czerwcowych stóp zwrotu spółek z GPW pod kątem ich wartości rynkowej wykazała, że najszybciej rosły największe spółki z WIG20 (+6% m/m), a najwolniej małe spółki z indeksu SWIG80 (+2.6%). Średnie spółki uplasowały się mniej więcej po środku stawki (+4.3% m/m), a indeks szerokiego rynku WIG wypracował 5.6% wzrostu wartości w czerwcu (na wartość WIG składają się też dochody z dywidendy). Warto jednak pamiętać, że od początku roku WIG20 wzrósł jedynie o 2.2%, i to właśnie największe spółki w tym roku są ciągle najsłabsze, a najmniejsze spółki z SWIG80, mimo słabszego drugiego kwartału (-0.6%), wypracowały dla swoich inwestorów od początku roku najwięcej (11.8%).

Podobnie jak na całej GPW, wśród spółek z indeksu GIP60, najsłabiej radziły sobie w czerwcu najmniejsze spółki, których wartość rynkowa nie przekracza 100 mln zł (średni zwrot 1.09% m/m). Największą średnią miesięcznych stóp zwrotu wypracowały średnie spółki produkcyjne z kapitalizacją rynkową pomiędzy 100 mln zł a 1 mld zł (2.85%), a drugie w kolejności były spółki z kapitalizacją powyżej 1 mld zł (1.46%).

Trzy branże na wstecznym

W tym przypadku względną słabość najmniejszych spółek tłumaczyć należy przede wszystkim dużym udziałem w tej grupie spółek z branży motoryzacyjnej (średnio -8.45% m/m), producentów materiałów budowlanych (-1.82% m/m) i producentów z branży metalurgicznej (-0.9% m/m). Spółkom z tych branż nie udało się wydostać z trendu spadkowego, a niektóre zredukowały więcej, niż piątą część swojej wartości: URSUS (-24.59%), DEKPOL (-21.69%), czy LIBET (-21.59%).

Zresztą bardzo słabe wyniki kilku spółek przełożyły się także na wynik całego indeksu. Żeby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na wyniki innych branż: spółki z branży farmaceutycznej rosły w czerwcu średnio o 6.76%, a wysoką średnią wypracowały też spółki z branży spożywczej (4.9%), chemicznej (4.71%) i odzieżowej (4.43%).

Powrót na szczyt?

Względna słabość najmniejszych spółek nie przeszkodziła jednej z nich osiągnąć najwyższą stopę zwrotu i wygrać czerwcowy ranking GIP60. Farmaceutyczna spółka BIOMED-LUBLIN wygrała ranking dzięki 28.43% miesięcznej stopie zwrotu i o włos wyprzedziła PRIMETECH (były KOPEX) ze wzrostem 28.21%. Obie spółki osiągnęły imponujące stopy zwrotu w bardzo zbliżony sposób, a mianowicie większość miesięcznego zwrotu wypracował u nich jednodniowy skok wartości w środku czerwca, który wywindował ceny ich akcji do rocznych maksimów. W przypadku spółki MERCATOR, która zajęła trzeci stopień podium GIP60, miesięczny wzrost był osiągany systematycznie w drugiej i trzeciej dekadzie czerwca. Jeszcze jedna rzecz odróżnia MERCATOR od dwóch pozostałych spółek – jest to jej pierwsze podium w historii GIP60.

Po raz pierwszy wyniki rankingu GIP60 opublikowano w październiku 2016 roku. Drugie miejsce inauguracyjnego podium GIP60 zajęła wtedy spółka BIOMED-LUBLIN, która w następnym roku dwukrotnie wygrała to zestawienie (w maju i grudniu). Niestety kolejne miesiące nie były dla kursu akcji spółki najlepsze, dość powiedzieć, że od ostatniego podium w GIP60 kurs akcji spółki systematycznie podążał w kierunku południowym. W tym miesiącu spółce udało się przełamać ten impas, głównie dzięki powrotowi do stałej produkcji jednego z kluczowych leków: „Onko BCG 100”, po otrzymaniu pozytywnych wyników jakościowych. Spółka PRIMETECH również nie jest debiutantem na podium GIP60, bo znalazła się na najwyższym jego stopniu w sierpniu 2018 roku, kiedy akcje spółki odbiły po bardzo dużym tąpnięciu kursu miesiąc wcześniej.

MERCATOR to polskie przedsiębiorstwo założone w 1996 roku w Krakowie, ale początek firmy sięga nawet 1989 roku. Dziś spółka stoi na czele grupy, w skład której wchodzą: zakład produkcyjny w Tajlandii, spółki zależne z Ukrainy, Rumunii, Rosji, Czech czy z Węgier. Głównym przedmiotem działalności jest produkcja odzieży ochronnej jednorazowego użytku medycznego i obłożeń pola operacyjnego, a duża część produkcji trafia na eksport. Po słabszym pod względem rentowności pierwszym kwartale tego roku, pozytywnie na inwestorów wpłynęła informacja o przesunięciu programu motywacyjnego dla kluczowych menedżerów, co pozwoli spółce poprawić rentowność w drugiej połowie roku.

Nastroje w przemyśle ciągle słabe

Czerwcowe PMI® dla polskiego przemysłu spadło do poziomu 48.4 – najniższego poziomu od czterech miesięcy. Analitycy IHS Markit zaobserwowali m.in. najszybsze w tym roku tempo spadku nowych zamówień oraz najszybszą od 20 lat akumulację niesprzedanych zapasów. Zamówienia spadają już od 8 miesięcy, ale ostatni odczyt wskazuje na przyspieszenie tej tendencji. Obrazu dopełnia fakt, że ankietowani wykazali się najmniej optymistycznymi oczekiwaniami względem wzrostu produkcji od końca 2012 roku. Na plus można zaliczyć zmianę trendu zmian poziomu zatrudnienia w przemyśle, które wzrosło po raz pierwszy od 5 miesięcy.

Niewielka poprawa nastrojów w Niemczech nie pozwoliła wrócić tamtejszemu PMI® powyżej granicznych 50 punktów, ale być może jest zapowiedzią powrotu największej europejskiej gospodarki do okresu wzrostów i optymizmu. Wówczas można oczekiwać, że wysoka dynamika wzrostu polskiego eksportu powróci, zwiększając przychody największych polskich firm produkcyjnych. Na ceny akcji spółek produkcyjnych większe znaczenie będzie miała jednak sytuacja na GPW, a wygląda na to, że szanse na powrót kapitału na polski rynek akcji są całkiem spore i niedługo akcje polskich spółek produkcyjnych mogą dać zarobić swoim inwestorom – podsumowuje Maciej Zaręba.

Rośnie liczba produkcji reklamowych zamawianych z pominięciem agencji

Klub Producentów Reklamowych SAR opublikował szczegółowy raport z badania działalności polskich domów produkcyjnych w roku 2018. W badaniu wzięło udział 18 podmiotów, przeanalizowano dane z 920 produkcji zrealizowanych w minionym roku. Najnowsze wyniki przedstawione są na tle danych z roku 2017, co ukazuje najważniejsze trendy na rynku produkcji filmów reklamowych.

Po raz pierwszy badaniem objęto nie tylko członków klubu, ale także studia niestowarzyszone. W sumie przeanalizowano dane dostarczone przez 18 domów produkcyjnych. W 2018 roku producenci jeszcze częściej pracowali bezpośrednio dla klientów. Produkcje zlecane przez reklamodawców z pominięciem agencji reklamowych to już około 40 procent wszystkich zleceń na rynku.

Tegoroczne badanie potwierdziło trend, który przewidywaliśmy. Bezpośrednia współpraca reklamodawców z producentami zostaje z nami na dobre. Taki sposób współpracy związany jest z optymalizacją kosztów i poszukiwaniem coraz bardziej efektywnych rozwiązań produkcyjnych. Rynek produkcji to kilkaset milionów złotych, więc takie poszukiwania są racjonalne –powiedział Julian Dworak, dyrektor Klubu Producentów Reklamowych.

Zwiększający się udział produkcji zlecanych bezpośrednio nie oznacza, że rola agencji słabnie, a raczej, że się zmienia. Po pierwsze, ponad połowa zleceń wciąż pochodzi od agencji, po drugie nawet w bezpośrednich zleceniach agencja jest obecna jako doradca lub strona odpowiedzialna za nadzór kreatywny. Wydaje się, że wszystkie trzy strony nauczyły się funkcjonować w takim układzie i doceniły korzyści, które są z nim związane – dodaje Dworak.

Tegoroczne wyniki Badania Producentów wykazały wzrost obrotów przebadanych domów produkcyjnych o ponad 10%. Łącznie, wszystkie przebadane studia osiągnęły obroty wysokości 358 mln. zł. O 8,5% wzrosło także zatrudnienie w domach produkcyjnych. Średnia ilość dni zdjęciowych na projekt w minionym roku wyniosła 2 w stosunku do 1,8 w roku 2017. Wyraźnie zmniejszyła się natomiast liczba zleceń, tu nastąpił spadek o 28%.

Z punktu widzenia działu Zakupów, ciekawym trendem jest zmniejszanie się liczby projektów, przy równoczesnym wzroście wydatków i wzroście liczby dni na produkcję. Pokazuje to, że najprawdopodobniej produkcje są łączone (jeden proces na kilka spotów) oraz że w ramach produkcji powstaje więcej wersji spotów, na potrzeby TV i digitalu – mówi Robert Kruk, Szef ds. Zakupów Usług Marketingowych Grupy Polpharma

Coraz częściej klienci współpracują bezpośrednio z domami produkcyjnymi, co pokazuje poszukiwanie wzrostu efektywności i budowanie właściwych kompetencji po stronie klientów. Widać również, że przy współpracy bezpośredniej, częściej zapraszane są mniejsze domy. Zapewnia to bardziej zrównoważony rozwój całego rynku. Badanie Producentów pokazuje, że średnio w jednym postępowaniu bierze udział 2,5 domu produkcyjnego, to dobry wynik, bo pokazuje, że lista zaproszonych jest przemyślana i coraz rzadziej zdarzają się sytuacje, kiedy „na wszelki wypadek” zaprasza się np. 5-6 domów. Rozsądna polityka w tym zakresie pomaga obniżać koszty całej branży – dodaje Robert Kruk.

Karol Milewski dołącza do zarządu Omnipack

Karol Milewski dołącza do zarządu Omnipack – lidera logistyki dla e-commerce na stanowisko Chief Commercial Officera. Ze spółką Omnipack związany jest od samego początku – jest jej współzałożycielem, a do niedawna członkiem rady nadzorczej. Dziś Karol Milewski dołącza do zespołu operacyjnie jako Chief Commercial Officer.

Karol Milewski
Karol Milewski

Karol jest przedsiębiorcą i inwestorem związanym z branżą digital od początku swojej kariery. Ma na swoim koncie zbudowanie od zera dwóch rentownych biznesów B2B z udanym exitem (Groupon Polska i iProspect – wcześniej Marketing Wizards).

Od 2016 roku pełnił w Polsce funkcję prezesa zarządu iProspect – lidera digital marketingu na świecie. Dzięki doświadczeniu zdobytemu na wielu rynkach europejskich w InPost i PayPal, zna rynek usług dla e-commerce zarówno od strony marketingowej i sprzedażowej, jak również procesowej i logistycznej.

Prywatnie tata Natalii, Kamili i Oli oraz zapalony żeglarz regatowy i narciarz.

Karol to topowy specjalista w Polsce w obszarze digital marketingu i sprzedaży B2B, dlatego bardzo się cieszę, że wzmocni nasz zespół. Dzięki temu osiągniemy jeszcze ambitniejsze cele biznesowe w Polsce i na świecie – mówi Tomek Kasperski, CEO & Founder Omnipack. – Fakt, że Karol jest z nami od początku i dokładnie zna biznes jest dla mnie dodatkowym potwierdzeniem, że oferta Omnipack ma ogromny potencjał międzynarodowy, dowodem wiary w biznes i wspólnej wizji dalszego wzrostu.

Jako CCO Omnipack Karol Milewski planuje skupić się przede wszystkim na rozwoju procesów sprzedażowych, marketingu i współpracy z partnerami.

Jestem bardzo podekscytowany perspektywą, jaką ma przed sobą Omnipack i pod wielkim wrażeniem produktu, który udało nam się w spółce zbudować – przede wszystkim dzięki doświadczonemu zespołowi pod wodzą Tomka Kasperskiego i Rafała Szcześniewskiego – mówi Karol Milewski. – Bardzo wierzę w produkt oparty o mocne fundamenty technologiczne, który rozwiązuje kompleksowy problem logistyki (fulfillmentu) w firmach e-commerce w Europie. Obecnie jesteśmy na świetnej trajektorii i cieszę się, że będę pracował z tak utalentowanym zespołem – podkreśla.

FPP popiera Rzecznika MŚP w sprawie składek na ZUS

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) popiera postulaty Rzecznika MŚP w sprawie składek na ZUS i jednocześnie podkreśla, jak ważne jest wprowadzenie jednolitego systemu ubezpieczeń powiązanego z dochodem płatników. Taki program FPP przedstawiła wraz ze szczegółowymi wyliczeniami – z uwzględnieniem restytucji ozusowania umów zleceń. Jego wdrożenie przyniosłoby poprawę salda budżetu państwa o 10,4 mld zł rocznie.

Naprawy wymaga wyjątkowo niesprawiedliwy system ryczałtowy opłacania składek z tytułu pozarolniczej działalności gospodarczej – który jest takim samym obciążeniem dla przedsiębiorców uzyskujących małe dochody miesięczne, jak i tych, którzy mają je bardzo wysokie. Wyraźnie widać tu zachwianie podziału na małych, średnich i dużych przedsiębiorców.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich

Popieramy Rzecznika MŚP i uważamy, że system ubezpieczeń społecznych w Polsce wymaga pilnej restytucji – zwłaszcza w zakresie oskładkowania pozarolniczej działalności gospodarczej oraz umów zleceń. Oskładkowanie do wysokości minimalnego wynagrodzenia, które weszło w życie 1 stycznia 2016,  okazało się niewystarczające. Po okresowym spadku liczby umów zleceń – w roku 2018 wartość nieoskładkowanych umów ponownie wzrosła do 9,5 mld zł wobec 8,3 mld zł dwa lata wcześniej. Jest to szkodliwe zarówno dla pracowników, których emerytury w przyszłości nie przekroczą minimalnej, jak również dla pracodawców – ponieważ utrudnia konkurencję – szczególnie w usługach, które stanowią 62% gospodarki i są bardzo czułe na takie działania. Dlatego uważamy, że konieczne staje się pilne wprowadzenie ozusowania umów zleceń do trzydziestokrotności wynagrodzenia minimalnego, aby zapobiec sytuacji ich szybkiego przyrostu. Rząd powinien wyciągnąć wnioski z praktyk, jakie miały miejsce w okresie od 2008 do 2015 roku – kiedy w wyniku gwałtownego wzrostu umów zleceń powstało pojęcie tzw. umów śmieciowych” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) opracowały kompleksowy program systemowej reformy ubezpieczeń społecznych, ukierunkowanej na uporządkowanie tego obszaru oraz wyeliminowanie najważniejszych barier dla rozwoju przedsiębiorczości, tj. nieproporcjonalnych obciążeń oraz będących źródłem poważnych wątpliwości interpretacyjnych przepisów w sprawie zbiegów tytułów do ubezpieczenia społecznego.

Propozycja FPP i CALPE zakłada powiązanie podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne przedsiębiorców z podstawą opodatkowania. Taki system byłby prosty – ze względu na brak potrzeby dokonywania odrębnych rozliczeń na potrzeby ZUS i Urzędu Skarbowego – a zarazem znacznie bardziej elastyczny od obecnego. Konstrukcja proponowanego systemu gwarantuje, że przedsiębiorcy uzyskujący w warunkach 2019 r. miesięczny dochód poniżej 5718 zł zapłacą niższe składki niż do tej pory. Aż 78% osób prowadzących działalność gospodarczą uzyskuje dochód niższy od tego progu. Przedsiębiorców osiągających wyższe dochody przed nadmiernym wzrostem obciążeń chroni natomiast utrzymanie limitu 30-krotności składek emerytalno-rentowych.

Korzyścią z wprowadzenia proponowanych rozwiązań byłoby powiązanie wysokości ponoszonych obciążeń z rzeczywistymi możliwościami finansowymi przedsiębiorców w danym czasie – co stanowiłoby istotne wsparcie dla tych, którzy obecnie muszą płacić nieproporcjonalnie wysokie składki. Ponadto ograniczona zostałaby przestrzeń do arbitrażu kosztowego na rynku pracy, co promowałoby zatrudnianie na podstawie umów o pracę. Proponowany mechanizm pełniłby również rolę automatycznego stabilizatora koniunktury – w przypadku, gdyby dynamika PKB zaczęła wyraźniej spowalaniać, a zyski firm maleć – ich składki jednocześnie obniżyłyby się, dając dodatkowe wsparcie gospodarce w trudniejszym czasie.

Skuteczna naprawa systemu ubezpieczeń społecznych nie będzie jednak możliwa bez wprowadzenia zmian również w obszarze zbiegów tytułów do ubezpieczenia społecznego. Możliwość płacenia znacząco niższych składek przez osoby wykonujące pracę na podstawie kilku umów w porównaniu z osobami posiadającymi jedną umowę różnicuje obciążenia różnych grup pracujących, jak i koszty pracodawców, tworząc bodźce do stosowania niestandardowych form zatrudnienia. Istnienie zbiegów tytułów komplikuje ponadto prowadzenie działalności gospodarczej, bowiem istniejące w przeszłości zbiegi bywają kwestionowane przez organy kontrolne, co powoduje ryzyko powstania konieczności zapłaty składek nawet za kilka lat wstecz. Co więcej, nie jest możliwe skuteczne wprowadzenie proporcjonalności składek przedsiębiorców do dochodu bez ograniczenia możliwości wykorzystywania zbiegów tytułów do ubezpieczenia społecznego w celu ucieczki od oskładkowania.

Dotychczas stosowane przez państwo narzędzia dowiodły swej nieskuteczności – ZUS rocznie nalicza w wyniku kontroli składki z tytułu umów zleceń o wartości 60 mln zł, wobec szacowanej wartości nieodprowadzonych składek za lata 2008-2017 na poziomie 24,3 mld zł. W związku z tym konieczne jest wprowadzenie restytucji ubezpieczeń społecznych. Zabezpieczy to interes pracowników, za których nie były odprowadzane składki – jednocześnie uwalniając przedsiębiorców zmuszonych w przeszłości do stosowania umów zleceń z powodu wad systemu zamówień publicznych od ryzyka nieuzasadnionych sankcji, a także zapewniając dodatkowe bieżące wpływy do sektora finansów publicznych.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

Dzięki wprowadzeniu rekomendowanych zmian deficyt FUS zostałby ograniczony o 11,6 mld zł rocznie. Ponadto wyeliminowane zostałyby bodźce do stosowania niestandardowych form zatrudnienia oraz oddalona zostałaby perspektywa narastającego kryzysu społecznego w związku z gwałtownym wzrostem liczby emerytów pozbawionych prawa do najniższego świadczenia. Bez reformy ich liczba w ciągu kilku lat mogłaby wzrosnąć do 0,5 mln osób” – wskazuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Propozycje w zakresie uporządkowania sytemu ubezpieczeń społecznych stanowią jeden z elementów programu gospodarczego dla Polski, jaki opracowały Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE). Przygotowane rozwiązania pozwalają na zabezpieczenie zarówno transferów socjalnych, jak i wpływów do budżetu państwa. Eksperci szacują, że wpływ z realizacji proponowanego programu gospodarczego na saldo sektora finansów publicznych wyniósłby +4,6 mld zł rocznie. Program zakłada wpływy z wzrostów dochodów i ograniczenia wydatków na poziomie 13,7 mld zł z tytułu:

  • wprowadzenia składek na ubezpieczenie społeczne przedsiębiorców proporcjonalnych do dochodu (+7,8 mld zł)
  • uporządkowania zbiegów tytułów do ubezpieczenia społecznego (+3,2 mld zł)
  • ograniczenia szarej strefy w obszarze zakładów wzajemnych (+0,5 mld zł)
  • efektów poprawy jakości ochrony zdrowia i ograniczenia absencji chorobowych oraz rent z tytułu niezdolności do pracy (+2,2 mld zł)

Młodzi konsumenci częściej odwiedzają Biedronkę niż Lidla. Ale niektóre przyzwyczajania mają identyczne

Z obserwacji firmy Proxi.cloud, przeprowadzonych na próbie ponad 200 tys. konsumentów, wynika, że młody użytkownik smartfona pojawia się w Lidlu średnio 2,5 razy na kwartał, a w Biedronce – 3,5. Ponad połowa badanych klientów niemieckiej sieci bywa w jej sklepie tylko raz. 27% odbywa trzy lub więcej wizyt, a 19% – dwie. U konkurencji pojedyncze odwiedziny dot. 42% analizowanych osób. 39% jest tam trzy albo więcej razy, a 19% – dwa. Najwięcej młodych ludzi zjawia się w placówkach obu sieci dokładnie w tych samych godzinach, tj. od 15.00 do 16.00 w dni powszednie i od 10.00 do 12.00 w weekendy. Najaktywniejsi są mieszkańcy trzech województw – śląskiego, mazowieckiego i wielkopolskiego.

Średnia liczba wizyt

– Klient pomiędzy 18. a 34. rokiem życia, który aktywnie korzysta ze smartfona, bywa w Lidlu statystycznie 2,5 razy na kwartał, a w Biedronce – 3,5. Średnia liczba wizyt może wydawać się niewielka. Jednak pamiętajmy o tym, że badanie zostało przeprowadzone wśród młodych ludzi. Osoby w tym wieku często zamawiają gotowe dania do domów i robią zakupy spożywcze w Internecie. Pojedyncze produkty kupują w mniejszych osiedlowych sklepach. Poza śledzeniem okazji zakupowych liczy się dla nich wygoda i oszczędność czasu – tłumaczy Adam Grochowski, analityk z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Jak podkreśla Andrzej Wojciechowicz, ekspert z firmy doradczej FMCG Business Consulting, większa liczba wizyt w Biedronce wynika z charakteru i lokalizacji jej placówek. Są to sklepy proximity, często ulokowane na osiedlach. Łatwo można do nich dojść pieszo, a to sprzyja częstszym zakupom. Lidl znajduje się nieopodal skupisk mieszkaniowych, lecz nieco dalej. Konieczny bywa dojazd, a z pewnością nie każdy młody człowiek, objęty badaniem, ma jeszcze swój samochód.

– Warto pamiętać o tym, że badano młodych łowców okazji zakupowych, którzy zazwyczaj wybierają sklepy na podstawie otrzymywanych informacji o promocjach. Minimalnie większa ilość gazetek wydawanych przez Biedronkę mogła przełożyć się na częstsze wizyty w placówkach tej sieci. Konsument był więcej razy powiadamiany o oferowanych przez nią rabatach niż o akcjach promocyjnych Lidla – stwierdza Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix.

Częstotliwość odwiedzin

Aż 54% badanych klientów Lidla odwiedza sklep tylko raz na kwartał, 27% – trzy lub więcej, 19% – dwa razy. Z kolei w Biedronce jedna kwartalna wizyta dotyczy 42% konsumentów. Trzy i więcej razy pojawia się 39%, a dwa razy – 19%. Jak zauważa Adam Grochowski, te wyniki ewidentnie pokazują przewagę portugalskiej sieci. Niemniej w przypadku obu badanych dyskontów przekonanie młodych ludzi do częstszych zakupów mogłoby w krótkim okresie przynieść duże zyski.

– W mojej opinii, zaprezentowane wyniki są odbiciem dwóch porównywalnie skutecznych strategii. Biedronka stwarza klimat sklepu, do którego regularnie się chodzi, jak do tzw. spożywczaka. Lidl, oprócz codziennej oferty, stawia na oryginalne produkty, przełamujące żywieniową rutynę. W placówce niemieckiej sieci prawdopodobnie przeciętny koszyk zakupowy jest droższy. Wybór młodych klientów przeważnie może być podyktowany ceną, a rzadziej – chęcią spróbowania czegoś nowego – wyjaśnia dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Dr Paweł Jurowczyk, Market Research Consultant w Instytucie Badawczym ABR SESTA, zwraca uwagę na to, że 58% klientów Biedronki i 46% kupujących w Lidlu bywa w sklepie co najmniej dwa razy na kwartał. Warto porównać oferty promocyjne tych sieci i szerzej sprawdzić, czy są dostosowane do potrzeb młodych osób. Ekspert przypomina też, że badani mają zainstalowaną przynajmniej jedną aplikację służącą do śledzenia rabatów. Wybierając sklep, kierują się głównie aktualnymi promocjami. I częściej niż inni shopperzy odwiedzają dużą liczbę różnych placówek.

Dni powszednie i weekendy

– Od poniedziałku do piątku w Biedronce najwięcej odwiedzin przypada od 15.00 do 16.00. Identycznie jest w Lidlu. Te godziny mają największy udział w obu sieciach, ponieważ obejmują uniwersalną porę przedobiadową Polaków. Najwięcej osób wraca wtedy z pracy, z uczelni bądź ze szkoły – uważa Marcin Lenkiewicz.

Analityk z Proxi.cloud dodaje, że ww. godziny odnoszą się do przyzwyczajeń Polaków. Natomiast Andrzej Wojciechowicz informuje, że wszystkie większe sklepy, reprezentujące model marketów czy delikatesów, notują takie właśnie wyniki od 30 lat. Dotyczy to również dyskontów, które pojawiły się na rynku nieco później. Choć tak wiele się zmieniło w handlu detalicznym od przełomu lat 80. i 90. ub. wieku, to jednak pod tym względem konsumenci zachowują się wciąż tak samo, jak w zeszłym stuleciu.

– W weekendy klienci obu sieci robią zakupy głównie od 10.00 do 12.00. Wtedy większość Polaków nabywa produkty potrzebne na cały tydzień. Te godziny wynikają z podejścia młodych klientów do wolnego czasu, którego chcą mieć jak najwięcej dla siebie. Dlatego szybko załatwiają konieczne sprawy. Nie jest to też pokolenie osób wstających skoro świt, bez względu na dzień tygodnia. Dlatego raczej nie pojawiają się w sklepach tuż po 7.00 w sobotę – przekonuje Adam Grochowski.

Dominujące województwa

Jeżeli chodzi o rozkład odwiedzin według podziału na województwa, to zarówno w Biedronce, jak i w Lidlu dominuje śląskie. W Biedronce tamtejsi klienci wygenerowali 15% całego ruchu, a u konkurenta – 17%. Potem w zestawieniu są konsumenci z mazowieckiego, którzy mają udział na poziomie 14% w sieci Jeronimo Martins Polska i 12% w Lidlu. Na trzecim miejscu w zestawieniu jest wielkopolskie – 9,5% w Biedronce i 11% w niemieckim sklepie.

– Wskazane województwa należą do najbardziej zaludnionych na terenie całego kraju. W tak dużych skupiskach sieci handlowe budują największą liczbę sklepów, aby osiągnąć jak najwyższe obroty. Dodatkowo w tych częściach Polski ludzie dobrze zarabiają. To pozwala na wysoką sprzedaż, która przynosi duże zyski. W najbogatszych regionach konsumentów zwyczajnie stać na droższe zakupy – dodaje analityk z Proxi.cloud.

Jak podsumowuje dr Faliński, w województwach industrialnych i wysoko zurbanizowanych wytwarza się odpowiednia dla dyskontów kultura konsumpcji. Zakłady pracy wyznaczają ludziom rytm życia, który wpływa również na jednakowy styl robienia zakupów. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego w czołówce nie znalazło się np. Trójmiasto. Odpowiedź byłaby prosta – nie jest tak gęsto zaludnione i nasycone placówkami handlowymi, jak wskazana dominanta geograficzna.

Firma technologiczna Proxi.cloud poddała analizie dwa największe w Polsce dyskonty. Łącznie zbadała 3,5 tys. placówek we wszystkich województwach. W sumie zarejestrowała ponad 900 tys. wizyt w sklepach. Odbyło ich 217 tys. konsumentów w wieku 18-34 lata. Anonimowe dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów, czyli wirtualnych punktów na mapie. Wchodzący w ich zasięg użytkownicy smartfonów mieli zainstalowaną jedną z dostępnych na rynku aplikacji agregujących promocje. Badani pobierając je, zgadzali się na udostępnianie swoich lokalizacji.

Luksusowy samochód zastępczy z OC sprawcy. Można? Można!

W sytuacji, gdy ubezpieczyciel nie wypełnia obowiązku zapewnienia auta zastępczego, jaki wynika z odpowiedzialności ubezpieczeniowej, nie może on negować kosztów wynajmu takiego auta przez poszkodowanego, o ile mieszczą się one w granicach cen średnio rynkowych – orzekł sąd w sprawie przedsiębiorcy dochodzącego roszczenia o zapłatę od firmy ubezpieczeniowej (wyrok Sądu Rejonowego Szczecin – Centrum w Szczecinie, Wydział XI Gospodarczy z 4 marca 2019 r., sygnatura akt XI GC 911/18).

Poszkodowany w zdarzeniu drogowym, na czas likwidacji szkody przez ubezpieczyciela OC sprawcy, wynajął auto zastępcze. Najem trwał 66 dni, a jego koszt wyniósł ponad 27 tys. zł. Kosztem tym firma wynajmująca nie obciążyła jednak poszkodowanego, który użytkował auto, a ubezpieczyciela OC sprawcy zdarzenia drogowego. Prawo do tego dawała jej zawarta z poszkodowanym umowa cesji wierzytelności.

Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania pokrywającego koszty wynajęcia auta. Wobec uzyskanego przez firmę wynajmującą nakazu zapłaty podniósł zarzuty braku legitymacji powoda do wystąpienia z żądaniem, przede wszystkim sprzeciwił się wysokości kosztów najmu auta zastępczego i okresu trwania tego najmu. Stał na stanowisku, że poszkodowany powinien skorzystać z oferty wynajmu, jaką on mu przedstawił.

Brak akt szkodowych

Rozpoznający powództwo firmy wynajmującej auto zastępcze Sąd Rejonowy Szczecin – Centrum w Szczecinie, Wydział XI Gospodarczy w uzasadnieniu wyroku zaznaczył, że mimo wezwania ubezpieczyciela nie przedłożył sądowi akt szkodowych. A to mogłoby wpłynąć na dokonaną przez sąd ocenę sprawy.

„Nie posiadając akt szkodowych nie sposób ocenić i ustalić zasadnego okresu najmu pojazdu zastępczego i uzasadnionego okresu naprawy pojazdu uszkodzonego. (…) Mając zatem odmowę przedstawienia akt szkodowych, treść art. 233 § 2 k.p.c. a także przedstawiony przez powoda harmonogram naprawy, przyjąć należało, że w spornej sprawie, zasadny okres najmu wynosił 66 dni” (sygn. akt XI GC 911/18).

Decydujące zeznania poszkodowanego

Nim poszkodowany wynajął auto na własną rękę, pozwany ubezpieczyciel udostępnił mu auto zastępcze. Niemniej po pewnym czasie wezwał poszkodowanego do jego zwrotu, jeszcze przed wypłatą odszkodowania. Jak zeznał poszkodowany, ubezpieczyciel nie zaoferował kolejnego auta zastępczego. On sam nie posiadał innego auta, a to, które uległo uszkodzeniu w zdarzeniu drogowym, nie nadawało się do jazdy. Zeznań tych ubezpieczyciel nie zakwestionował. Stąd też upadł jego zarzut co do nieuzasadnionego skorzystania przez poszkodowanego z oferty najmu innej niż przedstawiona przez ubezpieczyciela.

Stawka zgodna z rynkową

Według ustaleń powołanego w sprawie biegłego, ceny wynajmu aut luksusowych klasy F, czyli klasy, której uszkodzeniu uległ samochód poszkodowanego, wahały się w tamtym okresie między 335 a 787 zł netto za dobę, czyli średnio ok. 500 zł netto za dobę. Poszkodowany wynajął auto klasy niższej – E, którego ceny kształtowały się w przedziale 254 – 495 zł netto, przeciętnie ok. 370 zł netto za dobę (455 zł brutto). Na podstawie tych ustaleń sąd uznał, że dobowa stawka najmu w wysokości 418,20 zł brutto, za jaką poszkodowany wynajął auto od powoda, mieściła się w stosowanych w tamtym okresie stawkach rynkowych.

Cesja wierzytelności zamiast zapłaty wynagrodzenia

Co do negacji przez ubezpieczyciela posiadanej przez firmę wynajmującą auto legitymacji do wystąpienia z pozwem, sąd wskazał, że zgodnie z art. 509 i 510 Kodeksu cywilnego wierzytelność może zostać przeniesiona bez zgody dłużnika na osobę trzecią, która w zakresie tej wierzytelności wstępuje w prawa jej zbywcy. Firma wynajmująca na taki sposób zapłaty za wynajem auta umówiła się z poszkodowanym.

Audyt stosowanych procedur sposobem na ochronę firmy

Sprawa pokazuje, do czego może doprowadzić brak zachowania procedur wymaganych w przedsiębiorstwie. Nie wiadomo, z jakich przyczyn pozwany zakład ubezpieczeń nie przedstawił, wydawać by się mogło, standardowych dla swojej działalności akt szkodowych. Niemniej skutkowało to tym, że sąd musiał oprzeć swoje rozstrzygnięcie jedynie na opinii biegłego oraz na dowodach dostarczonych przez stronę powodową, w tym na zeznaniach świadka, którym był poszkodowany, wynajmujący auto w ramach spornej umowy najmu.

To kolejne potwierdzenie prawdy, jak ważna jest stała lub co najmniej cykliczna kontrola przestrzegania procedur w firmie. Rzetelnie przeprowadzony audyt prawny, może pozwolić w porę dostrzec ewentualne zagrożenia dla prawnej, a przede wszystkim finansowej sytuacji przedsiębiorstwa. Takie działania pozwalają zapobiec zaistnieniu sytuacji kryzysowych w firmie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Złoto i bitcoin na szczytach. Od dawna na rynkach nie było tak gorąco

Pierwsza połowa 2019 roku zamyka się olbrzymim wachlarzem szans inwestycyjnych na kolejny kwartał. Jak wynika z raportu TMS Brokers, złoto i bitcoin wyrwały się z marazmu i notują dawno niewidziane szczyty. Oprócz nich w publikacji „W co inwestować latem?” eksperci wskazują też inne instrumenty, na które warto zwrócić uwagę w nadchodzących miesiącach.

Od dawna na rynkach nie było tak gorąco – dosłownie i w przenośni. Choć letnia aura nie przyniosła jeszcze rozwiązań związanych m.in. z wojnami handlowymi, w drugiej połowie roku możemy spodziewać się agresywniejszej postawy USA w polityce handlowej, nie tylko w stosunku do Chin, ale też wobec UE czy Japonii. Nie gasną jednak nadzieje, że politycy osiągną wreszcie konsensus. Podobnie z obawami o globalną recesję – powinny być skutecznie studzone przez luzowanie polityki Fed, EBC i innych banków centralnych.

– Nie rysuje się prosta historia hossy lub bessy, ale kontynuacja okresu szarpanych trendów. Przyszły kierunek dla walut będzie zależeć od tego, jak lokalne banki centralne odpowiedzą na wymagające warunki polityczno-gospodarcze. Na rynkach surowcowych górę powinny wziąć czynniki sezonowe – podkreśla Konrad Białas, Główny Ekonomista TMS Brokers i jeden z autorów raportu „W co inwestować latem?”.

Gorące surowce

Zdaniem zespołu analityków TMS Brokers, wszystko wskazuje na to, że wreszcie przełamana została niemoc złota. Tak optymistyczne wnioski płyną z analizy zachowania ceny kruszcu w ostatnich tygodniach. 20 czerwca doszło do przełamania kluczowego, długoterminowego oporu. Wzrosty w tym dniu zostały potwierdzone bardzo dużą dynamiką ruchu oraz wysokimi obrotami. W długim okresie otwiera to drogę do ataku na historyczne szczyty na poziomie 1920 USD, ustanowione we wrześniu 2011 roku.

Analitycy TMS Brokers podkreślają także, że warto skupić się na innych towarach z rynku surowcowego, między innymi na instrumentach opartych o gaz ziemny czy soję. W przypadku tego pierwszego, szybki przyrost zapasów zepchnął ceny gazu na trzyletnie minima, co daje duże pole do wzrostu cen. Jeśli chodzi o soję, jej cena ostatnio zwyżkowała w związku z anomaliami pogodowymi w Stanach Zjednoczonych, tym samym można spodziewać się przestrzeni do zniżek.

Przebudzenie bitcoina

Ale nie tylko surowce przysparzają inwestorom dużych emocji. Bitcoin wyrwał się z zimowego snu i wszedł w zaawansowaną fazę wzrostową, która ma szansę jeszcze potrwać. Najpopularniejsza kryptowaluta w ciągu ostatnich 5 miesięcy urosła o ponad 264 proc., a jej wycena jest najwyżej od stycznia 2018 roku.

Kapitalizacja rynkowa bitcoina rośnie razem z wykresem ceny. W ostatnich dniach przekroczyła poziom 200 miliardów dolarów. 15-miesięczne szczyty w notowaniach kursu powodują ponownie duże zainteresowanie inwestorów rynkiem kryptowalut. Kapitał ponownie płynie w tym kierunku dużym strumieniem.

W kierunku szybszej diagnostyki nowotworów. Przełomowe prace badawcze na Politechnice Wrocławskiej

Badania naukowe realizowane przez dr Paulinę Kasperkiewicz-Wasilewską z Zakładu Chemii Bioorganicznej Politechniki Wrocławskiej stanowią punkt wyjścia do wczesnej diagnostyki szeregu chorób cywilizacyjnych, m.in. nowotworów. Obecnie w nauce wiele funkcji enzymów jest niezbadanych. A należy pamiętać, że większość reakcji zachodzi dzięki enzymom w ich aktywnej formie. Proteazy serynowe są zaangażowane w wiele procesów nowotworowych i to właśnie na nich skupia swoją uwagę badaczka.

Dlaczego enzymy?

Obrazowanie aktywnego enzymu zarówno w komórkach zdrowych, jak i nowotworowych jest nie lada wyzwaniem dla współczesnych badaczy. Najkorzystniejszą metodą jest wykorzystanie cząsteczek, które umożliwią takie podglądanie proteaz z jednoczesnym zachowaniem funkcji komórek. Enzymy proteolityczne, a przede wszystkim proteazy serynowe, mają za zadanie m.in.  obronę organizmu przed patogenami, a także kontrolują wiele procesów biochemicznych zachodzących w żywych komórkach. Jedną z najciekawszych funkcji proteaz jest ich zaangażowanie w proces usuwania nieprawidłowych komórek np. nowotworowych. Dr Paulina Kasperkiewicz-Wasilewska opracowała nową metodę wizualizacji, dzięki której można równolegle monitorować aktywność aż czterech aktywnych proteaz serynowych znajdujących się w neutrofilach. Badaczka w swojej pracy poszukuje metod do analizy funkcji i znaczenia granzymów, głównie zlokalizowanych w niektórych komórkach krwi zwanych „naturalnymi zabójcami”. Jednak dotychczas, ze względu na brak odpowiednich narzędzi, dokładna lokalizacja formy aktywnej tych enzymów nie została poznana. Badania prowadzone nad tą konkretną grupą mogą realnie przysłużyć się do wcześniejszej diagnostyki chorób nowotworowych, poprzez monitorowanie ilości aktywnego enzymu w komórkach krwi.

Badania zwiększające szansę na szybszą diagnostykę

Obecnie wiele funkcji badanych przez dr Kasperkiewicz-Wasilewską enzymów pozostaje niewyjaśnionych, co daje pole do przeprowadzania wnikliwych analiz. W zdrowym organizmie, aktywność tych enzymów jest kontrolowana przez „wewnętrznych strażników”, tzw. endogenne inhibitory, czyli substancje hamujące aktywność enzymatyczną. Jednak czasami dochodzi do zaburzenia równowagi między proteazami a ich inhibitorami i wtedy enzymy wymykają się spod kontroli. Jest to jeden z czynników wielu chorób cywilizacyjnych, m.in. nowotworów, osteoporozy i neutropenii.

W swoich badaniach dr Kasperkiewicz-Wasilewska chce pogłębić wiedzę na temat lokalizacji i funkcji proteaz serynowych z grupy HeSP’s w komórkach krwi oraz mechanizmu ich działania w stanach fizjologicznych, jak i patofizjologicznych, aby wskazać różnice. Ma to bardzo duże znaczenie w precyzyjnej i wczesnej diagnozie aktywności proteaz w nieprawidłowych komórkach nowotworowych i pozwala na wykrycie nawet niewielkich odchyleń od normy, a co z tym związane, szybsze rozpoczęcie leczenia. A w przypadku nowotworu najważniejszą rzeczą jest czas.

Jedna z sześciu wybitnych badaczek nagrodzonych w 18. edycji programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki

Dr Paulina Kasperkiewicz-Wasilewska znalazła się w gronie sześciu wybitnych badaczek, których projekty zostały docenione przez Jury programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki. Wyróżniono ją za prowadzenie zaawansowanych badań w zakresie nauk o życiu. W listopadzie 2018 roku badaczka za swoje osiągnięcia otrzymała stypendium w kategorii habilitanckiej w wysokości 35 000 zł.

Mam nadzieję, że moje badania przyczynią się do przełomu w diagnostyce chorób, a także terapii celowanej w leczeniu nowotworów, przy jednoczesnym ograniczeniu skutków ubocznych terapii – zaznacza dr Paulina Kasperkiewicz-Wasilewska.