Od poniedziałku akcje Nvidia będą znacznie tańsze

W piątek, po zakończeniu notowań w USA, nastąpi podział (czyli tzw. split) akcji giganta sztucznej inteligencji Nvidia. Cena jednej akcji spadnie z ponad 1160 dolarów do około 116 dolarów. Tym samym, akcje staną się bardziej dostępne dla indywidualnych inwestorów. Jednak ten zabieg nie zmienia nic w fundamentach spółki.

Nvidia postanowiła pomóc inwestorom indywidualnym i zaplanowała podział swoich akcji (który po angielsku określamy jako split) w stosunku 10:1. To oznacza, że cena jednak akcji spadnie z wysokiego poziomu ponad 1160 do 116 dolarów. Tym samym, zakup akcji stanie się łatwiejszy, przede wszystkim dla inwestorów indywidualnych, którzy zwykle dysponują mniejszą kwotą inwestycji niż inwestorzy instytucjonalni. Do splitu dojdzie 7 czerwca po zamknięciu rynku w USA, czyli około 22:30 CET. Na moment przed podziałem, Nvidia jest dziewiątą najdroższą akcją w ramach indeksu S&P500. Stanowi to barierę dla wielu inwestorów, którzy u swoich brokerów nie mają możliwości zakupu ułamkowych części akcji. Wysoka cena akcji utrudnia też konstruowanie portfeli indywidualnych inwestorów, którzy dysponują bardziej ograniczonymi środkami. Niższa cena akcji spowoduje, że Nvidia może także próbować zająć pozycję w indeksie Dow Jones Industrial Average, choć ma tutaj poważną konkurencję w postaci Amazon, Apple czy Alphabet. Potencjalnie może wyprzeć z tego indeksu np. akcje Intel. Tego typu korekty w indeksie DJIA są jednak rzadkością.

Niższa cena akcji nie zmienia fundamentów spółki. Może jednak otworzyć ją na szerszą bazę inwestorów i poprawić płynność. Dane historyczne pokazują, że splity zwykle przynoszą wzrost liczby detalicznych posiadaczy akcji oraz wzrost cen. Warto pamiętać, że choć akcje ułamkowe stają się coraz popularniejsze, nadal nie wszyscy inwestorzy mają do nich dostęp.

Cześć spółek jednak celowo nie dzieli swoich akcji, skupiając się na bardziej “poważnych” inwestorach instytucjonalnych i funduszach ETF. Cześć firm łączy nawet wysoką cenę akcji z większym prestiżem. Obecnie, najdroższą pojedynczą akcję w indeksie S&P500 posiada amerykańska spółka budowlano-finansowa NVR. Jeden walor tej spółki kosztuje aż 7,5 tys. dolarów. To rozmija się z trendem wzrastającego znaczenia inwestorów indywidualnych na rynku. Liczba akcji w posiadaniu amerykańskich gospodarstw domowych jest rekordowa, a 25 proc. inwestorów indytualnych jest nowa na rynku. Tym bardziej, że w ostatnim czasie ceny akcji na amerykańskim rynku mocno wzrosły, a drogie akcje stały się jeszcze droższe. Inwestorzy indywidualni nadal bywają marginalizowani – nie tylko poprzez rezygnację ze splitów, ale także przy nowych emisjach, wydarzeniach inwestorskich i głosowaniach oraz dostępie do kadry zarządzającej. Wiele zmieniło się już na lepsze w tym zakresie, ale wiele zostało jeszcze do zrobienia.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Dynamika wzrostu rynku powierzchni magazynowych na poziomie poniżej 10%

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce, 1 kw. 2024 r.”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, wolumen transakcji najmu zawartych na rynku magazynowo-przemysłowym w Polsce w pierwszym kwartale 2024 r. nie przekroczył 1 mln mkw. Na koniec marca w budowie pozostawało ponad 2,3 mln mkw., a dostępność powierzchni w istniejących magazynach wzrosła po raz kolejny. Według prognoz ożywienie aktywności zarówno deweloperów, jak i najemców mogłyby jednak przynieść wyczekiwane od dłuższego czasu obniżki stóp procentowych.

Na koniec pierwszego kwartału 2024 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce wyniosły ponad 32,7 mln mkw., co oznacza wzrost o 9,5% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku.

– Zgodnie z przewidywaniami dynamika wzrostu rynku magazynowo-przemysłowego spadła poniżej 10% ze średniorocznego poziomu prawie 16% notowanego w ostatnich 10 latach. Nowa podaż w okresie od początku stycznia do końca marca nieznacznie przekroczyła 852 000 mkw., co stanowi wzrost o 47% w porównaniu z poprzednim kwartałem, ale spadek o ponad 55% w stosunku do pierwszego kwartału 2023 r. Warto podkreślić, że na wzrost liczby nowych projektów magazynowych, w szczególności realizowanych na zasadach spekulacyjnych, pozytywnie mogłaby wpłynąć wyczekiwana obniżka stóp procentowych, która przełożyłaby się na niższe koszty finansowania inwestycji – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Na koniec marca 2024 r. w budowie pozostawało ponad 2,3 mln mkw., tj. o 17,6% mniej niż w czwartym kwartale 2023 r., ale o ponad 9% więcej niż w pierwszym kwartale 2023 r. Aktywność deweloperów od kilku kwartałów utrzymuje się na poziomie ok. 2,4 mln mkw. i skupia się głównie na sześciu największych rynkach magazynowych w kraju (Warszawie i okolicach, Górnym Śląsku, Polsce Centralnej, Dolnym Śląsku, Wielkopolsce i Trójmieście). Dużym zainteresowaniem firm deweloperskich cieszy się również województwo małopolskie, gdzie realizowane są obecnie inwestycje o łącznej powierzchni prawie 152 000 mkw.

Całkowity wolumen powierzchni wynajętej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniósł prawie 872 000 mkw., co oznacza spadek o ponad 25,9% rok do roku i o 54% kwartał do kwartału. Jest to najniższy poziom aktywności najemców odnotowany w Polsce od trzeciego kwartału 2017 r. Ponadto po raz pierwszy od 17 kwartałów (tj. od czwartego kwartału 2019 r.) nie przekroczyła ona 1 mln mkw.

– Biorąc pod uwagę średni roczny popyt, który od 2016 roku wynosił ponad 4,6 mln mkw., prognozujemy, że tegoroczny wolumen transakcji najmu na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce również zamknie się wynikiem powyżej 4 mln mkw. – dodaje Jakub Kurek.

W strukturze transakcji zawartych w pierwszym kwartale 2024 r. dominowały nowe umowy najmu (58%). Renegocjacje stanowiły 36% całkowitego popytu, a pozostałe 6% przypadło na ekspansje. Warto również dodać, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 58 900 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

– Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach mazowieckim, łódzkim i wielkopolskim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 23,8%, 20,4% i 19,0%. Dużym zainteresowaniem najemców cieszyły się magazyny oferujące rozwiązania w zakresie energooszczędności i zrównoważonego rozwoju oraz zapewniające komfortowe warunki pracy – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Wśród największych transakcji sfinalizowanych w okresie od stycznia do końca marca 2024 r. znalazły się między innymi wynajem 62 000 mkw. w Hillwood Łódź II przez poufnego najemcę z sektora handlowego oraz nowa umowa zawarta przez firmę z branży e-commerce na 60 000 mkw. w Panattoni Park Poznań A2. Kolejna duża umowa najmu dotyczyła wynajęcia 49 800 mkw. w Panattoni Park Poznań West Gate II przez ID Logistics.

Na koniec marca bieżącego roku udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach wyniósł 8,2%, co oznacza wzrost o 0,8 p.p. kwartał do kwartału i o 1,7 p.p. w ujęciu rocznym. Dostępność powierzchni w istniejących budynkach systematycznie rośnie i na koniec pierwszego kwartału wyniosła prawie 2,7 mln mkw. w porównaniu z 1,13 mln mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

– Czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i przemysłowe na głównych rynkach utrzymują się na względnie stabilnym poziomie. W przypadku lokalizacji charakteryzujących się stosunkowo wysokim wskaźnikiem pustostanów najemcy mogą liczyć na bardziej atrakcyjne stawki czynszu, jak i pakiety zachęt. Na koniec pierwszego kwartału 2024 r. najwyższe czynsze odnotowano w Warszawie (strefa I), ale w ostatnim czasie do grona trzech najdroższych rynków dołączyły województwa pomorskie i małopolskie – mówi Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Maj 2024 na rynku mieszkań: Ceny rosną, sprzedaż spada trzeci miesiąc z rzędu

Maj zapisze się na rynku deweloperskim jako trzeci miesiąc z rzędu z mniejszą liczbą sprzedanych mieszkań. 10% mniej niż przed miesiącem i 20% mniej niż przed rokiem – to od dawna niewidziane spadki. Oferta na siedmiu głównych rynkach odbudowuje się i na koniec maja 2024 roku deweloperzy mieli w sprzedaży blisko 47,5 tys. mieszkań, a sprzedali niespełna 3,2 tys. Mimo to ceny i tak rosną.

Maj 2024 roku był kolejnym miesiącem, w którym liczba mieszkań, jakie trafiły do oferty, była wyższa od liczby sprzedanych, co oznacza oczywiście dalszy wzrost oferty. Na koniec miesiąca w granicach siedmiu największych miast deweloperzy mieli w sprzedaży blisko 47,5 tys. mieszkań, czyli najwięcej od jesieni 2022 r. W ciągu roku oferta wzrosła o ponad 20%. Tymczasem sprzedano niespełna 3,2 tys. lokali mieszkalnych. Warto zauważyć, że ostatni raz sprzedaż na poziomie mniejszym niż 3,5 tys. mieszkań odnotowano na przełomie 2022 i 2023 roku.

Wykres Otodom AnalyticsKraków wciąż na niskim biegu, Łódź z wizją nadpodaży

Sprawdzając dane miesiąc do miesiąca w Otodom Analytics, widać wyraźnie spadki w największych aglomeracjach w Polsce. Co więcej, w ciągu pierwszych miesięcy bieżącego roku wzrost nastąpił jedynie w Katowicach i w Poznaniu.

Według wstępnej analizy monitoringu, majowa sprzedaż w Warszawie wyniosła 1057 mieszkań, co oznacza spadek o 6% m/m i o 22% r/r, i niewykluczone, że finalny wynik będzie niższy niż 1000 sztuk. Liczba mieszkań w ofercie rośnie tutaj od jesieni. Od dolnej granicy podaży, czyli niewiele ponad 8 tys. lokali na koniec września 2023 r., urosła o ponad 3,5 tys. nowych mieszkań, czyli o tyle, ile wynosi oferta w Katowicach. Warszawski rynek notuje mniejszy popyt i ma to ogromne przełożenie na szeroki obraz sytuacji w sektorze mieszkaniowym, chociaż i tak tam sprzedaż mieszkań w stolicy była najwyższa spośród pozostałych sześciu głównych miast. Jednak, jak co miesiąc, najciekawiej dzieje się poza Warszawą, komentuje Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego, Otodom Analytics.
Tym razem drugą najlepszą sprzedaż odnotowuje Trójmiasto – 511 sztuk, z czego 431 w samym Gdańsku. Dalej są Wrocław (450), Kraków (378) i Poznań (365). Krakowskim deweloperom wciąż trudno jest nabrać tempa, mimo iż oferta w Krakowie znacząco się odbudowała, co pokazuje choćby wzrost o 53% od końca września ubiegłego roku. Nowych mieszkań dostępnych w sprzedaży jest tutaj mniej niż we Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi. Przy tak ograniczonej ofercie nie dziwi więc niska sprzedaż- 378 mieszkań w maju to najmniej od bardzo słabego sierpnia 2022 r. Dla przykładu, podobny wynik można było obserwować wiosną 2022 r. gdy na całym świecie rozpędu nabierała pandemia COVID-19.

rynek nieruchomości maj 2024W pozostałych miastach było po prostu spokojniej. Cały czas z uwagą przyglądam się sytuacji w Łodzi. Tam dziesiąty miesiąc z rzędu liczba nowych mieszkań przeznaczonych na sprzedaż przewyższyła liczbę sprzedanych. Tym samym, oferta działających na tym rynku deweloperów urosła z 5 tys. do 8,5 tys. lokali i jest już drugą najwyższą w Polsce. W parze z ofertą i nowymi wprowadzeniami zupełnie nie idzie skala sprzedaży, co może świadczyć o zagrożeniu nadpodażą w dłuższym okresie, wyjaśnia Marcin Krasoń.

Parametrem, który dla oceny sytuacji na rynku deweloperskim ma szczególne znaczenie, jest czas wyprzedaży oferty. Ten wyliczamy dla poszczególnych miast na podstawie wysokości sprzedaży w ostatnich trzech miesiącach i wielkości oferty. Z danych Otodom Analytics wynika, że od miesięcy najtrudniejsza sytuacja jest w Warszawie. Dlaczego? Łatwo to zobrazować – na przykład gdyby na rynek przestały trafiać nowe mieszkania, natomiast sprzedaż utrzymała się na średnim poziomie z ostatnich trzech miesięcy, ostatnie mieszkanie zniknęłoby z rynku po niespełna 10 miesiącach. Na drugim biegunie jest Łódź, gdzie oferta wystarczyłaby na ponad 2 lata.

Wykres Otodom Analytics dane maj nieruchomościJednak warto też dokładniej przyjrzeć się poszczególnym miastom, ponieważ niska sprzedaż w Krakowie w sposób oczywisty wynika z ograniczonej oferty. W liczbach Kraków wygląda dość bezpiecznie, z czasem wyprzedaży na poziomie czterech kwartałów, ale pamiętajmy, że w dobrych miesiącach sprzedaż w Krakowie przekraczała tysiąc mieszkań, a przy dzisiejszej ofercie byłoby to po prostu niemożliwe.

Warszawa ma mniej rezerwacji

Według danych Otodom Analytics w maju na siedmiu głównych rynkach nowych rezerwacji było 1861, zatem najmniej od blisko 1,5 roku. Po gwałtownym ożywieniu w połowie kwietnia, czyli po ogłoszeniu projektu ustawy regulującej kredyt #nastart, oraz wyraźnych symptomach uspokojenia w drugiej połowie miesiąca, liczba nowych rezerwacji na koniec maja potwierdziła obawy o „stygnący popyt”.

1861 nowych rezerwacji to wynik o 22% niższy niż w kwietniu i o 27% mniejszy od odnotowanego w maju 2023 roku. Warto jednak zaznaczyć, że w roku ubiegłym na poziom notowanych wówczas rezerwacji istotny wpływ miał już BK2%, który wszedł w życie w lipcu. Ostatni raz klienci firm deweloperskich rezerwowali na siedmiu największych rynkach mniej niż 2 tys. lokali miesięczne w drugiej połowie 2022 roku.

Usprawiedliwienia dla tak niewielkiej liczby mieszkań zarezerwowanych w maju nie należy szukać w mniejszej niż zazwyczaj liczbie dni sprzedaży. Po przeliczeniu wolumenu rezerwacji na dni otrzymujemy wynik, który wskazuje na wstrzymanie się potencjalnych kupujących nie tylko z zakupem mieszkania, ale również z rezerwacją. Co warto podkreślić na wyraźnie mniejszy wolumen rezerwacji na największych rynkach miały w maju rezerwacje w Warszawie, gdzie było ich mniej aż o 42% niż w kwietniu, i to właśnie ta redukcja zadecydowała o mniejszym niż w ostatnich miesiącach wyniku zagregowanym dla siedmiu rynków, wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Mieszkania są coraz droższe

Maj był miesiącem, w którym we wszystkich siedmiu badanych miastach ceny za mkw. wzrosły zarówno miesiąc do miesiąca, jak i rok do roku. W krótszym okresie było to przeciętnie około 1%, a w dłuższym – od 10% w Katowicach do ponad 20% w Krakowie, Łodzi i Warszawie.

ceny mieszkań maj 2024Dynamika rocznego wzrostu cen przekraczająca 20% w trzech największych miastach zaprzecza oczekiwaniom części obserwatorów, którzy wieszczą rychłe obniżki. Jednak wcale nie jest tak, że wzrost cen ofertowych wynika z tego, że z puli mieszkań w ofercie znikają wyłącznie mieszkania tanie, a trafiają do niej tylko drogie, ponieważ takie zjawisko byłoby nieco sztucznym wzrostem cen ofertowych. Przykładowo w Trójmieście od kilku miesięcy nowa oferta jest tańsza od tej dotychczas dostępnej, ale jednocześnie znikają mieszkania jeszcze tańsze. Czy mamy wypatrywać zapowiadanych spadków cen za metr kwadratowy mieszkania? Raczej nie. Ceny rosną, choć zdecydowanie wolniej, ale na spektakularne promocje na rynku nie ma co liczyć, podsumowuje Marcin Krasoń.

Sektor BPO w Polsce wciąż się rozwija

W ostatnich latach sektor usług biznesowych (BPO) w Polsce notuje stały wzrost, choć w ubiegłym roku dało się zaobserwować spadek jego dynamiki. Niewątpliwie mają na to wpływ uwarunkowania geopolityczne, które dla rozwoju branży mają większe znaczenie niż wydarzenia lokalne.

Najnowsze dane z pierwszego kwartału 2024 roku pokazują, że rok do roku w Polsce przybyło 138 centrów usług biznesowych i obecnie jest ich 1941. To dobry wynik, który świadczy o wysokiej pozycji Polski na rynku i atrakcyjności dla inwestorów mimo trudności, z którym mierzą się światowe rynki.

Jednocześnie, obszar BPO pozostaje niezwykle istotny dla krajowej gospodarki. W sektorze usług biznesowych pracuje aż 457 100 osób (z czego 15,2% to obcokrajowcy) i tu także odnotowano wzrost w stosunku do poprzedniego roku – o 3,8%. W obszarze przedsiębiorstw, pracownicy BPO stanowią 7% wszystkich zatrudnionych i udział ten również systematycznie wzrasta. Dla polskiego PKB, usługi biznesowe stanowią w 2024 roku około 5,3%.

Jednym z kluczowych atutów Polski jest korzystny stosunek ceny do jakości oferowanych usług. Pomimo wzrostu kosztów pracy, Polska nadal zapewnia konkurencyjne warunki, co znajduje odzwierciedlenie w rosnącej produktywności. Dane dotyczące eksportu na pracownika wzrosły z 59 300 USD w 2023 roku do szacowanych 63 500 USD w 2024 roku, co potwierdza naszą bardzo dobrą międzynarodową pozycję i wysoki poziom umiejętności naszych specjalistów.

Prognozy dla sektora BPO w Polsce pozostają optymistyczne, mimo pewnych wyzwań gospodarczych, jak rosnące koszty pracy czy energii. Znaczna część firm, bo aż 19,7%, planuje otworzenie nowych centrów lub reinwestowanie w istniejące w Polsce, co świadczy o utrzymującym się zaufaniu do naszego rynku. Niemniej, odsetek ten jest o 1,8 punktu procentowego niższy niż w poprzednim roku, co odzwierciedla obecne zawirowania gospodarcze na światowych rynkach.

Duża elastyczność w adaptacji do globalnych trendów, takich jak wykorzystanie sztucznej inteligencji, to także istotna właściwość polskiego sektora usług biznesowych. Dzięki wykwalifikowanej kadrze i innowacyjnemu podejściu Polska jest dobrze przygotowana do integracji tych nowoczesnych technologii, co dodatkowo zwiększa jej konkurencyjność na rynku globalnym.

Ogólny obraz usług biznesowych oferowanych na terenie Polski pozostaje korzystny. Wykwalifikowana kadra i gotowość do przyjmowania nowoczesnych rozwiązań cyfrowych stanowi na sektora największy atut. Jest to cecha odporna na zawirowania gospodarcze i pozostaje dobrym prognostykiem na kolejne lata.

Piotr Wierzbicki, Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny Capgemini Global Delivery Center w Polsce

Złoto nie zakończyło wzrostów. Znacząca zmiana na rynku

Ostatnie miesiące na rynku złota wydają się być dość burzliwe. W kwietniu obserwowaliśmy kolejne dolarowe rekordy, przełom kwietnia i maja przyniósł drobną korektę, jednak już w maju pobity został kolejny rekord wszech czasów. Skąd ta zmienność? Odpowiedzi należy szukać w amerykańskiej gospodarce. Ale nie tylko.

Inflacja w USA to główny czynnik, który w krótkim i średnim terminie wpływa na notowania złota. Od inflacji uzależniona jest bowiem decyzja FED odnośnie stóp procentowych, zaś obniżka stóp – bo taka opcja wydaje się bardziej prawdopodobna – wpłynie na obniżenie atrakcyjności aktywów, których zwrot opiera się o stopy procentowe np. obligacji skarbowych, względem złota.

Problem z inflacją polega na tym, że o ile w czerwcu ubiegłego roku obserwowaliśmy wyraźny jej spadek, o tyle w kolejnych miesiącach porusza się ona we względnie płaskim przedziale 3-3,5 %. Jest on daleki od celu inflacyjnego, który w USA wynosi 2%. To główna przyczyna obecnych wahań, a konkretnie fakt, że podejmowane do tej pory przez FED działania nie przynoszą rezultatu. To kieruje nas w stronę konkluzji, że mimo wszystko istnieje jeszcze pewien procent szans na to, że stopy nie zostaną obniżone, a wręcz przeciwnie – pójdą w górę.

Dlaczego w długim terminie cena złota będzie rosła?

Analitycy surowcowi szwajcarskiego banku inwestycyjnego UBS spodziewają się, że cena złota we wrześniu osiągnie nowy, rekordowy poziom w okolicach 2 500 USD, zaś do końca roku nawet 2 600 USD za uncję. Jednocześnie w swoich 12-miesięcznych prognozach zakładają, że do czerwca przyszłego roku zobaczymy uncję za 2 700 dolarów amerykańskich (w polskim złotym przekroczy najprawdopodobniej 10 tys. zł).

Trzy główne czynniki, które doprowadzić mają do takiego stanu rzeczy, to te same trzy czynniki, które są nam już doskonale znane: stopy procentowe FED, popyt ze strony banków centralnych, który w ostatnich latach przybiera rekordowe poziomy, oraz niepewność geopolityczna – przede wszystkim Rosja, Bliski Wschód i Tajwan.

Podobne prognozy znalazły się w niedawnym raporcie firmy Incrementum AG z Liechtensteinu, która również wskazała na te czynniki. Dodatkowo Incrementum podkreśla znaczenie rosnącej roli Azji w globalnym rynku złota. Do tej pory Chiny i Indie były największymi konsumentami biżuterii i odpowiadały razem za ok. 1/4 globalnego popytu na złoto. Do tego doliczyć należy jeszcze popyt ze strony banków centralnych oraz popyt inwestycyjny.

W ostatnim czasie wzrastają zakupy banków centralnych – również tych w Azji – a także popyt inwestycyjny w Chinach. Mowa zarówno o złocie fizycznym, jak i o rekordowym popycie ze strony funduszy ETF zabezpieczonych złotem.

Coraz wyraźniej widocznym staje się to, że zakupy w Azji są w stanie wpłynąć na cenę złota w większym stopniu, niż zakupy w świecie Zachodu. A to oznacza, że decyzja FED, stopy procentowe i dolar amerykański to czynniki, które decydują głównie o krótkim i średnim terminie. Jest to pewna historyczna, globalna zmiana zasad na rynku.

Złoto a sprawa polska

Cena złota w polskiej walucie przeważnie zachowuje się nieco inaczej niż w dolarze amerykańskim. Złoto drożeje, gdy dolar się osłabia. Wówczas osłabia się także względem złotego, wobec czego cena w polskim złotym może rosnąć, ale z mniejszą dynamiką. W krótkim i średnim terminie złotówkowe notowania mogą również poddawać się wahaniom, jednak w dłuższym, relacja między dolarem a złotem może być zaburzona. Sprawi to, że te prawidłowości niekoniecznie będą aktualne. Warto jednak obserwować złotego, zwłaszcza że w tym roku spodziewany jest jeszcze wzrost inflacji.

Wartym odnotowania jest też fakt, że Narodowy Bank Polski sukcesywnie zwiększa swoje rezerwy złota. W kwietniu doszło do kolejnego zakupu i na koniec tego miesiąca polskie rezerwy złota wyniosły już ok. 363,4 tony. Jest to kontynuacja planu zakładającego zwiększenie polskich rezerw kruszcu do poziomu 20% ogółu rezerw walutowych (obecnie jest to ok. 13%), co ostatecznie ma zwiększyć poziom bezpieczeństwa i stabilności polskiego systemu walutowego.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Aplikacja Gemini już niedługo w języku polskim

Najnowsza aktualizacja aplikacji mobilnej Gemini zostanie rozszerzona o większą liczbę języków i będzie dostępna w większej liczbie krajów, w tym w Polsce – aktywacja asystenta AI będzie możliwa w taki sam sposób, jak dotychczas uruchamiany był Asystent Google. W ciągu najbliższych kilku tygodni Gemini będzie dostępne bezpośrednio w aplikacji Google na iOS.Google Gemini

Aplikacja Gemini to nowy wirtualny asystent AI, który w połączeniu z systemem Android umożliwia lepsze zrozumienie kontekstu pracy użytkownika, aplikacji oraz zawartości jego ekranu. Dla użytkowników i użytkowniczek oznacza to nowe doświadczenie Gemini i Gemini Advanced, które dzięki aplikacji mobilnej będą jeszcze bardziej pomocne w pisaniu i tworzeniu. Od dziś będzie ona dostępna w większej liczbie języków i krajów Europy. Aby skorzystać z asystenta Gemini na urządzeniu mobilnym, użytkownicy mogą wybierać spośród trzech metod interakcji:

  • wprowadzania tekstu,
  • komend głosowych,
  • przesyłania obrazu.

Aplikacja Gemini umożliwi korzystanie z wielu funkcji głosowych Asystenta Google, takich jak ustawianie minutników, dzwonienie czy zdalne sterowanie urządzeniami inteligentnymi w domu. Dla przykładu, aplikacja umożliwi zrobienie zdjęcia przebitej opony i zaproponuje kolejne kroki w celu naprawy szkody. Użytkownicy będę mogli wygenerować również np. niestandardowy obraz,zaproszenie na kolację lub poprosić o pomoc w napisaniu trudnej wiadomości tekstowej. To ważny krok w budowaniu prawdziwego asystenta AI – takiego, który jest konwersacyjny, multimodalny i pomocny. W przyszłości Google planuje rozszerzyć funkcjonalność Gemini o dodatkowe funkcje.

Gemini dostępna na urządzenia z systemem Android i iOS w Europie

Aplikacja jest już dostępna na urządzeniach z systemem Android 12 (lub nowszym) w większości krajów Europy, w tym w Polsce. Można ją pobrać ze sklepu Google Play lub włączyć dostęp do Gemini w Asystencie Google. Celem Google jest, aby jak najwięcej osób mogło korzystać z Gemini, dlatego w ciągu najbliższych kilku tygodni Gemini będzie dostępne również w aplikacji Google oraz na urządzeniach z systemem iOS.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce stawia na transformację opartą na AI

Najnowszy raport ABSL pokazuje, że sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce wciąż się rozwija. Wzrost zatrudnienia w ubiegłym roku wyniósł 22 100, a sektor odpowiada za 5,3% PKB. W najbliższym czasie branżę czekają zmiany wywołane w głównej mierze przez gwałtowny rozwój technologiczny ostatnich lat. Wyraźnie widać, że w Polsce realizowane są coraz bardziej zaawansowane i oparte na wiedzy procesy. Dzięki rozwojowi AI mamy szansę zajmować coraz bardziej istotną rolę w globalnym sektorze nowoczesnych usług biznesowych – najnowszy Raport ABSL komentuje Sebastian Drzewiecki, Country Manager SoftServe Poland oraz Wiceprezes ABSL, region: Kraków.

Rozwój sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce nierozerwalnie wiąże się z dwoma okresami w historii świata zachodniego. Pierwszy z nich to rok 2004 i piąte rozszerzenie Unii Europejskiej, które objęło nasz kraj, umożliwiając zacieśnienie współpracy biznesowej, m.in. z Niemcami, Francją i Wielką Brytanią, ale również USA. Z kolei w 2008 roku, podczas kryzysu finansowego, Polska utrwaliła swoją pozycję w sektorze usług biznesowych, przyciągając inwestorów konkurencyjnymi cenami. Patrząc na dane przedstawione w najnowszym raporcie ABSL, możemy przewidywać, że rok 2024 lub najdalej 2025 będą kolejnymi ważnymi momentami w historii rozwoju sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Tym razem rozwój sektora determinują najnowsze technologie, a Polska ma szansę stać się liderem transformacji biznesowych opartych między innymi na AI.

Rola polskiego sektora nowoczesnych usług biznesowych na arenie międzynarodowej bardzo się zmieniła. Nie jesteśmy już krajem, do którego deleguje się proste zadania, aby obniżać koszty. Obecnie zagraniczni inwestorzy cenią polskich specjalistów za bardzo dobrą jakość realizacji zaawansowanych, kreatywnych procesów, które przynoszą wyższą wartość dodaną. W pierwszym kwartale 2024 roku udział procesów mid-office wyniósł aż 52,9%.

Obecnie na sektor największy wpływ ma gwałtowny rozwój technologii AI, która już teraz przejmuje część prostych i powtarzalnych zadań. Ta rewolucja wprowadza istotne zmiany w funkcjonowaniu przedsiębiorstw. Firmy odchodzą od tradycyjnych modeli operacyjnych, które skupiały się na prostych oszczędnościach kosztowych i zadaniach back-office, na rzecz dynamicznych, opartych na AI procesów. GenAI wymusza na organizacjach konieczność adaptacji, promując środowiska oparte na zwinności, innowacyjności i strategicznym rozwoju. Chcąc prowadzić takie procesy, firmy będą potrzebowały wysoko wykwalifikowanych doradców, których jest w stanie zaoferować im polski sektor nowoczesnych usług biznesowych.

Na rynku wyraźnie widać zapotrzebowanie na zaawansowane transformacje biznesowe. 91,3% strategii transformacji koncentruje się na inteligentnej automatyzacji procesów, 79,8% na ich standaryzacji, a 70,2% na wdrożeniu lub rozszerzeniu wykorzystania sztucznej inteligencji.

W Polsce pracownicy i pracownice sektora nowoczesnych usług biznesowych nie będą już realizować prostych i powtarzalnych zadań. Biorąc jednak pod uwagę, że nasz kraj od lat systematycznie ewoluuje w kierunku specjalizacji w zadaniach opartych o wiedzę (obecnie to 55,5%), a nie czysto transakcyjnych, nie powinniśmy się obawiać. Dane pokazują zresztą wyraźnie, że sektor nie boi się AI. Aż 85,9% firm w branży, widzi sztuczną inteligencję jako okazję do wzrostu produktywności, a tylko 3,4% uznaje ją za zagrożenie.

W Polsce wciąż mamy do czynienia z potencjałem rozwojowym puli talentów. Od lat wiadomo, że pracują tu osoby o wysokich kwalifikacjach i umiejętnościach. W tym momencie kluczowe jest kierowanie ich rozwojem tak, aby uczyli się praktycznie wykorzystywać narzędzia oparte na AI i oferować klientom strategiczne doradztwo w tym zakresie.

Ukierunkowanie polskiego sektora nowoczesnych usług biznesowych na lokalną specjalizację w najbardziej zaawansowanych procesach stanowi również szansę umocnienia naszej pozycji na arenie międzynarodowej. Rewolucja GenAI przynosi ze sobą wiele nowych ról, w tym tych globalnych, w których z powodzenie sprawdzą się specjaliści i specjalistki z Polski.

Musimy również pamiętać o czynnikach zewnętrznych, które wpływają na rozwój sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Jednym z kluczowych zagadnień z perspektywy inwestorów jest oczywiście wojna w Ukrainie. W tym kontekście Polska już od ponad dwóch lat udowadnia, że jej gospodarka jest stabilna i stale rozwijająca się, przy jednoczesnym inwestowaniu we wsparcie naszych sąsiadów.

Patrząc na obraz krajowej gospodarki i pozycji, którą zajmuje w niej sektor nowoczesnych usług biznesowych, nie mam obaw. Branża z pewnością ulegnie transformacji, jednak może ona okazać się inwestycją na kolejne lata. Silna lokalna specjalizacja będzie przyciągać zagranicznych inwestorów i może nawet zaowocować trzecią falą inwestycji i skokowym rozwojem.

ISM dla usług USA oraz ADP mogą wnieść więcej zmienności na rynku

Giełda na Wall Street wtorkową sesję zakończyła na umiarkowanych plusach. Dolar w pierwszej części dnia zyskiwał na wartości a w drugiej zaczął tracić, co było spowodowane gorszymy wynikami ankiety JOLTS. Otrzymaliśmy wczoraj kolejny sygnał schładzania się amerykańskiego rynku pracy. Rentowności 2-letnich obligacji USA obniżyły się do 4,76 i kontynuowały spadki rozpoczęte pod koniec maja. Dziś w centrum uwagi znajdzie się raport ADP, ISM dla usług Stanów Zjednoczonych. Wydarzeniem krajowym będzie kolejna decyzja RPP w sprawie stóp procentowych, która nie powinna zaskoczyć. Na rynku surowcowym ropa kontynuowała spadki, rozpoczęte na początku tygodnia.

Jeśli chodzi o RPP – w tym przypadku żadnych zmian parametrów polityki monetarnej nie powinniśmy oczekiwać. Rada wciąż jest na „jastrzębim” kursie i w najbliższych miesiącach ten stan nie powinien ulec zmianie. Rynek kontraktów na stopę procentową (FRA) nie wskazuje żadnych zmian głównej stopy procentowej w horyzoncie najbliższych 6 miesięcy. W perspektywie 1 roku rynek FRA (Forward Rate Agreement) wskazuje poziom 5,35 proc. co można łączyć z ok. dwiema obniżkami, natomiast w okresie do dwóch lat rynek wycenia, że koszt pieniądza w Polsce będzie oscylował wokół poziomu 4,6 proc. – co sugeruje jakieś 5 obniżek o 25 punktów bazowych. W tym momencie obniżki są nierealne ze względu na podwyższoną inflację bazową oraz dwucyfrowy wzrost płac. Do tego dochodzi niepewność związana z cenami energii w II połowie roku i wielkość wpływu tego czynnika na wskaźniki CPI. Wczoraj złoty osłabił się względem euro oraz USD. Wciąż jednak poziomy EUR/PLN (4,3070) oraz USD/PLN (3,96) znajdują się w relatywnie niewielkiej odległości od ustanowionych ostatnio wielomiesięcznych minimów.

Zapotrzebowanie na nowych pracowników w USA spadło do najniższego poziomu od 2021 r. Tak wynika z opublikowanej wczoraj ankiety JOLTS. Liczba ofert pracy w Stanach Zjednoczonych spadła w kwietniu do ponad trzyletniego minimum na poziomie 8,059 miliona (prognoza: 8,355) co jest kolejnym sygnałem, że rynek pracy ochładza się i jednocześnie jest oznaką spowolnienia gospodarczego. Reakcja rynku walutowego była jednak kosmetyczna. Kurs EURUSD urósł w stronę 1,0880. Rentowności amerykańskich 2-letnich obligacji spadły w kierunku 4,76 proc. Na ten moment rynek nie daje żadnych szans na zmianę stóp przez Fed na czerwcowym posiedzeniu. Lipiec też nie jest brany pod uwagę. Dopiero realna zmiana kosztu pieniądza jest możliwa we wrześniu. Tu widać ponad 55 proc. prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza. Rynek oczekuje również kolejnego kroku normalizacji w grudniu.

Dziś otrzymamy raport ADP. Tu prognozy wskazują na spadek zmiany zatrudnienia w sektorze prywatnym do 175 tys. Zwracam jednak uwagę na raport ISM dla usług. W poniedziałek podobna publikacja dotycząca przemysłu osłabiła dolara i ogólnie podniosła zmienność na rynku. Zaskoczenie w danych może również przyczynić się do większych ruchów na dolarze czy rentownościach długu USA. Wszystko to wydaje się jednak być jedynie wstępem do dania głównego, którym będzie piątkowy NFP.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Najbardziej zielone miasta w Polsce

Las w dużym mieście brzmi abstrakcyjnie? Pewnie mało kto zdaje sobie sprawę, że nawet w największych miastach lasy często zajmują większą powierzchnię niż tereny zurbanizowane. Portal GetHome.pl sprawdził, gdzie najłatwiej jest pogodzić wielkomiejskie życie z bliskością natury. 

Zieleń w miastach ma olbrzymi wpływ na jakość życia mieszkańców, bo nie tylko redukuje zanieczyszczenie powietrza, ale również spowalnia spływ wody opadowej. Ponadto tereny zielone w miastach sprzyja uprawianiu sportu i rekreacji mieszkańców – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. I dodaje, że na szczęście zieleń przestała pełnić w miastach głównie funkcję dekoracyjną, która generuje koszty. O zieleni coraz częściej mówi się „zielona infrastruktura”, bo jest narzędziem służącym adaptacji miast do zmian klimatu. Rzecz jasna ma to wpływ na rynek nieruchomości.

Najpewniej każdy pośrednik w obrocie nieruchomościami przyzna, że mieszkania z widokiem na las lub park szybciej znajdują nabywców. Ponadto w największych miastach osiągają one co najmniej o kilkanaście procent wyższą cenę w porównaniu z mieszkaniami o podobnych parametrach, lecz pozbawionych tego waloru – twierdzi Marek Wielgo.

Z okazji Światowego Dnia Środowiska portal GetHome.pl sprawdził, więc poziom „zalesienia” miast wojewódzkich na podstawie danych Geoportal.gov.pl. W kategorii „tereny leśne” zostały uwzględnione nie tylko lasy, ale również grunty zadrzewione i zakrzewione. Okazuje się, że najbardziej „zalesionym” dużym miastem w Polsce jest Zielona Góra. Tereny leśne zajmują przeszło połowę jej powierzchni. Na drugim miejscu są… Katowice!

Zaskoczeni? Najwyższy czas obalić mit, że stolica Górnego Śląska jest szarym, przemysłowym miastem, które nie nadaje się do życia. Tereny leśne zajmują aż 43% obszaru Katowic. Dla porównania, udział terenów przemysłowych wynosi tu tylko 8% – komentuje ekspert GetHome.pl. Na trzecim miejscu wymienia Bydgoszcz, w której lasy i grunty zadrzewione stanowią 30% powierzchni. Na drugim biegunie są: Rzeszów, Gorzów Wielkopolski i Kraków. Z danych portalu Geoportal.gov.pl wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat w większości największych miast tereny leśne powiększyły się, np. we Wrocławiu aż o 748 hektarów (ha), natomiast w Poznaniu – o 527 ha.Tereny leśne w największych miastach

Marek Wielgo przyznaje, że niski udział terenów zielonych może być nieco mylący. W Obserwatorium Polityki Miejskiej Instytutu Rozwoju Miast i Regionów (IRMiR) zwracają uwagę, że ważna jest także dostępność zieleni. Chodzi oto, jaki jest udział mieszkańców danego miasta, którzy do terenów zieleni o powierzchni co najmniej 1 ha mogą dojść pieszo w ciągu maksymalnie pięciu minut. Wśród miast wojewódzkich, w których tereny zielone są na wyciągnięcie ręki dla większości mieszkańców, są właśnie Rzeszów i Kraków. Z kolei duży udział zieleni nie zawsze oznacza jej wysoką dostępność, czego przykładem są np. Katowice.

Ponadto w rzeczywistości udział zieleni w powierzchni miast jest znacznie większy. Wykazały to badania naukowców z Obserwatorium Polityki Miejskiej IRMiR, którzy skorzystali ze zdjęć satelitarnych. Okazało się, że nieuwzględnione przez Geoportal.gov.pl są m.in. parki, skwery, przydomowe ogródki, drzewa i krzewy między blokami oraz łąki (bez pól uprawnych). Dzięki temu wśród miast wojewódzkich z najwyższym udziałem terenów zielonych znalazły się Łódź i Poznań.

Wartość rynku reklamowego online może przekroczyć granicę 10 mld zł w przyszłym roku

Polska branża cyfrowa jest dojrzała i stabilna, a internet stanowi integralną część działań marketingowych, już teraz odpowiadając za 53% tortu reklamowego. Optymizmem napawa widoczny potencjał do dalszych wzrostów. Z drugiej strony branża stoi przed ważnym sprawdzianem z szybkości adaptacji do nowych rozwiązań. Sztuczna inteligencja rzuca wyzwanie pełne nieograniczonych możliwości, ale i nowych wyzwań. Jak wygląda polski internet na tle UE, jak zmienia się rynek e-commerce i retail media, jak kształtują się wydatki na reklamę online, co nowego na rynku SEM, jakie obserwujemy zmiany w social mediach i jaki jest wpływ nowych przepisów na branżę internetową – to tylko niektóre z zagadnień opracowanych przez ekspertów IAB Polska w Raporcie Strategicznym Internet 2023/2024, najważniejszym podsumowaniu polskiego rynku digital.

– Mamy świadomość, że Raport Strategiczny IAB Polska od lat jest ważnym kierunkowskazem dla branży, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w tym wyjątkowym, jubileuszowym roku, wiele firm czekało na niego w jeszcze większym napięciu. Właśnie teraz, w momencie rewolucyjnych zmian świata digital, wyjątkowo uważnie czytamy najświeższe dane, analizy trendów i zjawisk wpływających na poszczególne obszary rynku, bo pytania o kierunki dalszego rozwoju w dobie AI czekają na odpowiedzi. Dziś, po dwudziestu pięciu latach, kiedy jako branża osiągnęliśmy stabilność i uporządkowane ramy działania, niezmiennie koncentrujemy się na tym, co będzie jutro, a nie na tym, co już osiągnęliśmy. Z ciekawością przyglądamy się aspektom opisanym w raporcie, stanowiącym pokaźne kompendium wiedzy na temat branży komunikacji cyfrowej i jej rozwoju – mówi Włodzimierz Schmidt, Prezes IAB Polska.

Gen AI – demokratyzacja w IT

Pytanie o zakres zmian, jakie w branży komunikacji cyfrowej wprowadza sztuczna inteligencja, powraca w wielu rozdziałach dokumentu. Trudno się dziwić, już dziś umiemy stwierdzić, że w ubiegłym roku narzędzia oparte na algorytmach AI zyskiwały nowych użytkowników w tempie, którego nie odnotowały nawet najpopularniejsze platformy społecznościowe.

Rozbudowane możliwości generowania tekstów i obrazów przyniosły pierwsze duże kampanie reklamowe oparte o AI, takich gigantów jak Coca-Cola, Nike czy Half Price, ale miniony rok to także demokratyzacja sztucznej inteligencji, która, dzięki otwartym API, jest dostępna dla szerokiego grona użytkowników nie mających głębokiej wiedzy technicznej i ogromnych budżetów. AI-Generated Advertising to nie jedyne nowość, sztuczna inteligencja pozwoliła także m.in. na wprowadzenie udoskonalonych chatbotów i lepszą interakcję z klientami, analiza ogromna zbiorów danych umożliwia bezprecedensowe możliwości personalizacji i optymalizacji kampanii. Rewolucyjne zmiany, jakie AI wprowadza w komunikacji marek z konsumentami, sprawiają, że właśnie marketing jest jednym z kluczowych obszarów, które mogą wejść na wyższy etap produktywności dzięki jej wykorzystaniu.

O korzyściach płynących z wykorzystania AI w marketingu przeczytacie w najnowszym Raporcie Strategicznym, w którym narzędzia oparte o tę technologię dla nowoczesnego marketera przybliża m.in. ekspertka z Google Polska.

Rynek reklamy online wciąż rośnie

Dziś, gdy internet zmienia sposób naszej pracy i odpoczynku, komunikacji i robienia zakupów, na rynku mediów jest kluczowym motorem napędowym. W 2023 roku odpowiadającym za ponad dwie trzecie wzrostu całego segmentu komunikacji. Wśród najprężniej rozwijających się segmentów rynku na pierwszym miejscu wyróżnia się reklama internetowa.

W ubiegłym roku komunikacja cyfrowa pozyskała 53% tortu reklamowego. Rynek reklamy cyfrowej w Polsce przyspieszył tempo rozwojowe w porównaniu do wcześniejszego roku, a zakładając utrzymanie tego tempa, jego wartość powinna na koniec roku 2024 osiągnąć pułap 8,6–8,8 mld zł, zaś w roku kolejnym przekroczyć granicę 10 mld zł. To prawdopodobny scenariusz w świecie, w którym cyfrowe media audiowizualne rewolucjonizują standard korzystania z treści telewizyjnych, DOOH zmienia jakość całego segmentu reklamy zewnętrznej, a ścieżka zakupowa klientów coraz częściej zaczyna się i kończy w e-commerce.

Dyrektywa UE o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu: dlaczego pracodawcy powinni zacząć działać już teraz?

Dyrektywa unijna o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu weszła w życie w czerwcu 2023 r. Państwa członkowskie UE muszą wdrożyć przepisy dyrektywy najpóźniej do 7 czerwca 2026 r. To daje pracodawcom teoretycznie jeszcze 2 lata na dostosowanie polityki płacowej w swoich firmach. Ale czy warto/opłaca się tak długo czekać?

Dyrektywa nr 2023/970 Parlamentu Europejskiego w sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości, potocznie określana, jako dyrektywa o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu, ma na celu docelowo zamknięcie luki płacowej. Według danych Eurostatu za 2021 rok, średnia różnica w wynagrodzeniach brutto między kobietami a mężczyznami w Polsce wynosiła około 8.5 proc. Z raportu GUS z 2020 r. widać też różnice pod względem stanowisk – na stanowiskach kierowniczych kobiety zarabiały średnio o 21.8 proc. mniej niż mężczyźni, a na stanowiskach specjalistycznych różnica ta wynosiła 17.7 proc. Te statystyki pokazują, że mimo pewnych postępów, luka płacowa w Polsce nadal jest istotnym problemem.

Oprócz zniwelowania luki płacowej, zadaniem dyrektywy jest zapewnienie większej przejrzystości i jawności w zakresie wynagrodzeń dla wszystkich pracowników, niezależnie od płci. Zgodnie z postanowieniami dyrektywy, pracodawcy będą zobligowani m.in. do publicznego udostępniania danych o różnicach w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn oraz wskazywania początkowego poziomu wynagrodzenia czy widełek płacowych już na etapie rekrutacji. I chociaż państwa członkowskie UE mają czas do 7 czerwca 2026 r. na wprowadzenie do krajowego porządku prawnego przepisów dyrektywy, to pracodawcy nie powinni jednak czekać do ostatniej chwili, co najmniej z dwóch powodów: ilości zadań, jakie trzeba wykonać, aby dostosować procesy HR i praktyki stosowane w organizacji do nowych wymogów oraz ze względu na wizerunek firmy.

Pracodawcy będą musieli m.in. sprawdzić, które z obowiązków wynikających z dyrektywy wymagają wdrożenia, a które firma ma już uwzględnione w swoich procesach, określić potencjalne ryzyka i skutki niezgodności, przeanalizować politykę wartościowania stanowisk, praktyki zarządzania wynagrodzeniami. W proces będą zaangażowane nie tylko działy HR, ale kadra zarządzająca i dział IT. To złożone i czasochłonne przedsięwzięcie. podkreśla Dominika Domiańska-Drzazga, radca prawny z agencji zatrudnienia Trenkwalder Polska.

LIKWIDACJA LUKI PŁACOWEJ – JAKIE KROKI POWINNI PODJĄĆ PRACOWDAWCY?

Proces wdrażania nowych regulacji może być skomplikowany, zwłaszcza w dużych organizacjach, które muszą przeanalizować i zaktualizować liczne procedury oraz systemy płacowe. Wczesne rozpoczęcie prac nad tymi zmianami pozwoli na płynne i stopniowe przeprowadzenie całego procesu, minimalizując ryzyko popełnienia błędów i napięć związanych z pośpiechem. Pracodawcy będą musieli podjąć szereg złożonych i strategicznych działań, m.in.:

  1. Przegląd i analiza obecnych struktur wynagrodzeń: działy HR muszą dokładnie przeanalizować aktualne systemy wynagrodzeń, aby zidentyfikować wszelkie nieprawidłowości i nierówności płacowe. Niezbędne będzie zgromadzenie i przeanalizowanie danych dotyczących wynagrodzeń, premii, ale też i innych świadczeń, np. korzyści pieniężnych lub rzeczowych, które pracownik dostaje bezpośrednio lub pośrednio od pracodawcy w związku ze świadczeniem pracy.
  2. Wdrożenie systemów raportowania: należy opracować i wdrożyć systemy do regularnego raportowania danych płacowych, które będą zgodne z wymogami dyrektywy. To obejmuje zarówno techniczne aspekty, jak i procedury gromadzenia i analizowania danych.

Pracodawcy, którzy zatrudniają co najmniej 150 pracowników będą zobowiązani do przygotowania i przekazania pierwszych dostępnych publicznie raportów płacowych do 7 czerwca 2027 r. Jeśli zatrudniamy od 100 do 149 pracowników, pierwszy raport trzeba złożyć do 7 czerwca 2031 r. Częstotliwość raportowania także zależna będzie od liczby pracowników. W przypadku pracodawców zatrudniających 250 osób i więcej raporty będą składane każdego roku. Przy zatrudnieniu od 100 do 249 pracowników takie raporty trzeba będzie składać co trzy lata. – mówi Dominika Domiańska-Drzazga.

  1. Szkolenia i edukacja: konieczne jest przeprowadzenie szkoleń dla menedżerów i pracowników, aby zrozumieli nowe regulacje, ich znaczenie i sposób implementacji. Edukacja powinna obejmować tematy związane z równością płci, transparentnością i uczciwością wynagrodzeń.
  2. Komunikacja wewnętrzna: opracowanie strategii komunikacji, która klarownie przedstawi zmiany wszystkim pracownikom. Transparentność procesu oraz otwarte i uczciwe przekazywanie informacji jest kluczowe dla akceptacji i zrozumienia nowych zasad.
  3. Aktualizacja polityk i procedur: działy HR muszą zaktualizować istniejące polityki wynagrodzeń, regulaminy wewnętrzne oraz inne procedury związane z wynagrodzeniami, aby były one zgodne
    z nowymi wymogami dyrektywy.

Najistotniejsza i najtrudniejsza do wprowadzenia w praktyce może okazać się odpowiednia polityka płacowa – jej prawidłowe wdrożenie lub modyfikacją będą niezbędne, jeżeli pracodawca chce przestrzegać przepisów prawa. W przedsiębiorstwach, w których ten temat był do tej pory zaniedbywany, takie czynności mogą wiązać się z dużymi nakładami pracy oraz wzrostem kosztów zatrudnienia. – podkreśla Dominika Domiańska-Drzazga.

  1. Wdrożenie narzędzi IT: wdrożenie odpowiednich narzędzi i systemów IT, które wspierają gromadzenie, analizowanie i raportowanie danych płacowych. Systemy te powinny być również dostosowane do zapewnienia ochrony danych osobowych.
  2. Monitoring i audyt: opracowanie mechanizmów regularnego monitorowania i audytowania praktyk płacowych w celu zapewnienia ich zgodności z dyrektywą oraz ciągłego doskonalenia procesów. Regularne przeglądy pomogą w szybkim identyfikowaniu i korygowaniu ewentualnych nieprawidłowości.
  3. Współpraca z partnerami społecznymi: włączenie związków zawodowych i innych partnerów społecznych w proces implementacji nowych regulacji. Współpraca ta może przyczynić się do lepszego zrozumienia potrzeb pracowników oraz efektywniejszego wdrożenia zmian.

JAWNOŚĆ WYNAGRODZEŃ PRZYCIĄGNIE KANDYDATÓW DO PRACY

Dla wielu osób jawność wynagrodzeń stanowi dowód na uczciwość i etyczność firmy, co może znacząco wpływać na ich decyzję o przyjęciu oferty pracy. Dotyczy to zwłaszcza pracowników z pokolenia Z, dla których doświadczenie w procesie rekrutacji, tzw. candidate experience, transparentność oraz uczciwość są ważne i często decydują o ich zainteresowaniu daną firmą. Pracodawcy, którzy chcą pozyskać talenty
z młodego pokolenia, powinni jak najszybciej wdrożyć zapisy dyrektywy o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu w swojej firmie.

Wcześniejsze wprowadzenie jawności wynagrodzeń może przyczynić się do poprawy wizerunku firmy na rynku pracy. Przedsiębiorstwa, które pokażą się jako liderzy w dziedzinie równości płac, będą atrakcyjniejsze dla potencjalnych pracowników, szczególnie z pokolenia Z, które ceni sobie transparentność i sprawiedliwość społeczną. – twierdzi Dominika Domiańska-Drzazga, ekspertka Trenkwalder Polska.

Pracownicy z pokolenia Z cenią też swój czas i szybkość komunikacji. Poznanie proponowanego przez pracodawcę wynagrodzenia na ostatnim etapie rekrutacji uznają za brak szacunku dla ich czasu. Według przepisów nowej dyrektywy, pracodawca będzie zobligowany do przekazania kandydatowi do pracy informację o tym, jaki jest początkowy poziom wynagrodzenia na danym stanowisku pracy lub podania przedziału tego wynagrodzenia już na początkowym etapie rekrutacji.

Będzie można to zrobić bezpośrednio w ogłoszeniu o pracę lub najpóźniej przed spotkaniem rekrutacyjnym, np. telefonicznie lub e-mailowo. W drugim przypadku pracodawca nadal będzie mógł ograniczać krąg osób, które uzyskają informacje o realnym wynagrodzeniu na oferowanym stanowisku pracy tylko do osób, które zakwalifikują się na rozmowę rekrutacyjną. – mówi Dominika Domiańska-Drzazga. – Potencjalny pracodawca musi ustalić wysokość proponowanego wynagrodzenia, bazując na kryteriach, które są obiektywne i neutralne pod względem płci. dodaje Dominika Domiańska-Drzazga.

Co istotne, w ogłoszeniach o wolnych stanowiskach pracy, jak i w nazwach stanowisk pracy niezbędne będzie stosowanie neutralnych płciowo określeń. Sam proces rekrutacji i selekcji musi przebiegać w sposób niedyskryminacyjny, aby nie podważać prawa do równego wynagrodzenia za taką samą pracę lub pracę takiej samej wartości. W praktyce, w zależności od rodzaju wykonywanej pracy, nazwy zawodu lub stanowiska pracy, zachowanie tych wymogów będzie mogło rodzić pewne problemy lub wątpliwości,
np. natury językowej.

MINIMALIZACJA RYZYKA KAR I KONSEKWENCJI PRAWNYCH

Wcześniejsze dostosowanie się do nowych regulacji pozwala uniknąć ryzyka kar i konsekwencji prawnych związanych z naruszeniem przepisów dotyczących jawności wynagrodzeń. Brak uzasadnienia różnic
w wynagrodzeniach między płciami osób wykonujących pracę takiej samej wartości przy użyciu obiektywnych kryteriów, bądź niepodjęcie działań naprawczych w przypadku stwierdzenia nieuzasadnionych dysproporcji, może grozić:

  • sankcjami finansowymi: te mogą obejmować nie tylko grzywny, ale i wykluczenie z otrzymania publicznych dotacji czy korzystania z ulg finansowych lub kredytowych,
  • odszkodowaniami lub zadośćuczynieniami: pracownicy doznający dyskryminacji płacowej ze względu na płeć mają prawo do dochodzenia odszkodowania przed sądem. Wysokość odszkodowania ma nie tylko rekompensować straty, ale również odstraszać od przyszłych naruszeń. Odszkodowanie lub zadośćuczynienie nie mogą być limitowane z góry prawem krajowym. To na pracodawcy będzie ciążył ciężar dowodu, co oznacza, że w toku postępowania przed sądem to pracodawca będzie musiał udowodnić, że zastosowane przez niego kryteria nie były sprzeczne z przepisami prawa.

Wcześniejsze dostosowanie polityki płacowej przez pracodawców niż wymagają tego przepisy dyrektywy UE o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu może przynieść korzyści w postaci zwiększonej konkurencyjności na rynku pracy, minimalizacji ryzyka prawno-finansowego, poprawy zaufania pracowników, redukcji napięć wewnątrzfirmowych oraz wzrostu reputacji przedsiębiorstwa jako etycznego i odpowiedzialnego pracodawcy. Nie warto, więc czekać na przysłowiowy ostatni dzwonek.

Czas na zmiany w ubezpieczeniach w centrach handlowych

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) podnosi kwestie ubezpieczenia w centrach handlowych. Ubezpieczenie ma fundamentalne znaczenie w przypadku pożaru czy zniszczenia, które uniemożliwiałoby handel najemcom lub wpłynęłoby na utratę ich majątku. Ubezpieczenie majątkowe może i powinno obejmować swoim zakresem obiekt, czyli nieruchomość jako całość. Zawiera je właściciel budynku (wynajmujący) przerzucając koszty na najemców w ramach tzw. opłat wspólnych. Najemcy nie znają polisy – nie wiedzą, jaki jest zakres ubezpieczenia, za które płacą. W przypadku wystąpienia zdarzeń, za które wypłacane jest odszkodowanie, jedynym jego beneficjentem jest właściciel centrum.

Ubezpieczenie majątkowe zawiera ponadto najemca – chroniąc swój majątek i własność w lokalu. Mimo, że jest opłacane przez najemcę, wynajmujący wymaga, by ubezpieczenie zostało zawarte, a kopia polisy zazwyczaj jest załącznikiem do umowy najmu. Wymienione ubezpieczenia to tylko niektóre z zawieranych przez najemców w centrach handlowych. Podpisywane są ubezpieczenia OC, ubezpieczenia na czas prowadzenie prac budowlanych czy od utraty zysku. Zakres ubezpieczenia determinuje naturalnie wysokość składek.

„Tragiczny w skutkach pożar w centrum handlowym Marywilska 44 zwrócił uwagę na sytuację najemców w centrach handlowych w aspekcie zagrożenia takimi zdarzeniami. Z pewnością centrum było ubezpieczone. Wypłata odszkodowania zapewne nie nastąpi szybko, ale straty wynajmującego zostaną zrekompensowane, przy założeniu, że nie naruszył przepisów. Przypomnieć trzeba, że zabezpieczenia przeciwpożarowe budynku (w doniesieniach medialnych wymieniane są tryskacze i grodzie), których prawidłowe funkcjonowanie jest odpowiedzialnością właściciela, nie zadziałały prawidłowo z przyczyn, które ustala prokuratura. Najemcy centrum zostali bez miejsca pracy, często z utrudnionym dostępem do odszkodowań czy wsparcia publicznego, ze względu na spalenie dokumentacji. Ta sytuacja jest szczególna, ponieważ w centrum Marywilska 44 nie było wielu najemców sieciowych” – wskazuje Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

To odpowiedni moment, żeby zadać pytania, czy najemcy podpisując umowę najmu wiedzą:

  • kto jest faktycznie odpowiedzialny za działanie systemów bezpieczeństwa przeciwpożarowego w centrach handlowych?
  • kto przygotowuje, wykonuje i serwisuje instalacje bezpieczeństwa w centrach?
  • jak często i przez kogo jest kontrolowana prawidłowość działania instalacji?
  • czym skutkuje zrzeczenie się w polisie roszczeń w stosunku do ubezpieczyciela wynajmującego?
  • kto pozwala na funkcjonowanie centrów, w których korytarze powierzchni wspólnych są zapchane tzw. wyspami w taki sposób, że dwa wózki dziecięce mają problem z minięciem się?
  • Jaka jest odpowiedzialność regulatora w tym złożonym obszarze? Czy skomplikowanie materii nie wymaga, by Państwo włączyło się w sprecyzowanie jednoznacznych zasad działania zabezpieczeń przeciwpożarowych w wielkopowierzchniowych obiektach handlowych, zanim wydarzy się kolejna tragedia?

Obecnie do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają elementy bezdyskusyjne dla stworzenia komfortowych warunków zakupów dla klientów: sprzątanie, oświetlenie, ochronę powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Na najemców są jednak także przenoszone między innymi koszty zarobków i szkoleń personelu zarządcy, podatków od nieruchomości należnych od wynajmującego, kar administracyjnych na niego nałożonych, rekomercjalizacji, odzyskiwania należności, oraz ubezpieczenia centrum handlowego. To sprawia, że właściciele galerii handlowych obarczają najemców wszystkimi swoimi ryzykami biznesowymi. Te praktyki trzeba pilnie zmienić – ryzyka właścicieli nieruchomości powinny być elementem wyłącznie ich działalności i ich biznesplanu.

Polscy politycy w zagranicznych mediach. Europosłowie daleko w tyle

Premier Donald Tusk jest najczęściej pojawiającym się polskim politykiem w zagranicznych mediach. Według analizy Instytutu Przywództwa od początku roku ukazało się ponad 108 tysięcy publikacji na zagranicznych portalach internetowych ze wzmianką o Donaldzie Tusku. Na drugim miejscu znalazł się prezydent Andrzej Duda z liczbą prawie 50 tysięcy publikacji, a na trzecim minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz z ponad 11 tysiącami wzmianek. Zdecydowana większość europarlamentarzystów zajmuje odległe miejsca.

Już za kilka dni będziemy wybierać 53 przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. Instytut Przywództwa przygotował zestawienie obecności obecnych europarlamentarzystów oraz wybranych krajowych liderów politycznych na zagranicznych portalach internetowych w okresie 1.01 – 25.05.2024 r.

Na pierwszym miejscu znalazł się premier Donald Tusk. Jego obecność w zagranicznych mediach jest wynikiem nie tylko obecnego stanowiska oraz długotrwałej kariery politycznej, ale także jego znaczącej roli na arenie międzynarodowej jako byłego przewodniczącego Rady Europejskiej. Na drugim miejscu znalazł się prezydent Andrzej Duda z liczbą prawie 50 tysięcy publikacji. Jego obecność w mediach zagranicznych jest związana z aktywnością na arenie międzynarodowej w związku z pełnioną funkcją głowy państwa. Trzecie miejsce w rankingu zajął Władysław Kosiniak-Kamysz. Przeszło 11 tysięcy wzmianek świadczy o rosnącym zainteresowaniu jego działalnością jako ministra obrony, szczególnie w kontekście sytuacji na polsko-białoruskiej granicy oraz wojny na Ukrainie – mówi Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Jak wygląda obecność polskich europarlamentarzystów w zagranicznych mediach?

Komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski zajął 4. miejsce w rankingu z liczbą ponad 9 tys. wzmianek. Kolejna z przedstawicielek w UE Beata Szydło zajmuje dopiero 14. miejsce z liczbą ponad 600 wzmianek, a Krzysztof Brejza dopiero 16. miejsce z liczbą ponad 500 wzmianek. Reszta europarlamentarzystów wypada słabiej, notując kilkaset bądź nawet tylko kilkanaście wzmianek. Naszych przedstawicieli w UE wyprzedzają w zagranicznych mediach chociażby obecny kandydat do Europarlamentu Daniel Obajtek czy też były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Dlaczego krajowi politycy wzbudzają w zagranicznych mediach większe zainteresowanie niż nasi europosłowie?

Ta dysproporcja rodzi ważne pytania dotyczące obecności medialnej oraz aktywności polskich przedstawicieli w Unii Europejskiej. Czy europarlamentarzyści w pełni wykorzystują swój potencjał medialny do kształtowania opinii publicznej i przedstawiania polskich spraw na arenie międzynarodowej? Zwiększenie obecności w zagranicznych mediach przyczyniłoby się do lepszego zrozumienia i wsparcia dla polskich inicjatyw w Unii – zauważa Piotr Gąsiorowski. – Regularne pojawianie się w zagranicznych mediach pomaga politycznym liderom budować rozpoznawalność poza granicami swojego kraju. Politycy, którzy są często cytowani i analizowani w zagranicznych mediach, mogą skuteczniej wpływać na międzynarodową politykę i unijne decyzje. Ich opinie i działania są bardziej zauważane i mogą mieć większy ciężar w globalnych debatach – podsumowuje ekspert.

 Liczba publikacji na zagranicznych portalach internetowych w okresie 1.01.2024 – 25.05.2024 r.
LP Imię i nazwisko Liczba publikacji
1. Donald Tusk 108 239
2. Andrzej Duda 49 341
3. Władysław Kosiniak-Kamysz 11 652
4. Janusz Wojciechowski 9 116
5. Jarosław Kaczyński 7 754
6. Mateusz Morawiecki 7 129
7. Szymon Hołownia 5 486
8. Adam Bodnar 4 872
9. Rafał Trzaskowski 2 748
10. Marcin Kierwiński 1 902
11. Daniel Obajtek 1 017
12. Mariusz Błaszczak 908
13. Zbigniew Ziobro 880
14. Beata Szydło 645
15. Grzegorz Braun 561
16. Krzysztof Brejza 533
17. Krzysztof Bosak 531
18. Jerzy Buzek 511
19. Włodzimierz Cimoszewicz 452
20. Ryszard Legutko 425
21. Robert Biedroń 422
22. Anna Fotyga 419
23. Anna Zalewska 313
24. Patryk Jaki 297
25. Przemysław Czarnek 252
26. Kosma Złotowski 246
27. Ryszard Czarnecki 232
28. Jacek Saryusz-Wolski 232
29. Róża Thun 216
30. Jacek Sasin 197
31. Leszek Miller 176
32. Marek Belka 171
33. Dominik Tarczyński 142
34. Włodzimierz Czarzasty 141
35. Andrzej Halicki 131
36. Adam Bielan 130
37. Ewa Kopacz 117
38. Jan Olbrycht 113
39. Zdzisław Krasnodębski 105
40. Witold Waszczykowski 83
41. Beata Kempa 82
42. Łukasz Kohut 69
43. Joachim Brudziński 67
44. Elżbieta Rafalska 60
45. Beata Mazurek 59
46. Krzysztof Jurgiel 57
47. Karol Karski 54
48. Tomasz Poręba 54
49. Danuta Hübner 53
50. Janina Ochojska 50
51. Jadwiga Wiśniewska 49
52. Magdalena Adamowicz 45
53. Bogusław Liberadzki 43
54. Tomasz Frankowski 41
55. Janusz Lewandowski 41
56. Elżbieta Kruk 36
57. Sylwia Spurek 29
58. Włodzimierz Karpiński 27
59. Elżbieta Łukacijewska 27
60. Adam Jarubas 25
61. Jarosław Duda 22
62. Grzegorz Tobiszowski 20
63. Joanna Kopcińska 15
64. Izabela Kloc 11
65. Jarosław Kalinowski 10
66. Witold Pahl 9
67. Marek Balt 9
68. Rafał Romanowski 7
69. Andżelika Możdżanowska 5
70. Bogdan Rzońca 2

 

RPP decyduje o stopach procentowych: co z dolarem i EUR/USD?

Decyzja RPP w sprawie stóp procentowych najważniejszym wydarzeniem w naszym kraju. Rentowność amerykańskich obligacji na minimach z poprzedniego miesiąca, czy będzie presja na dolara? Dzień z PMI z Europy i indeksem ISM z sektora usługowego z USA, czy będzie większy ruch na EUR/USD?

Utrzymanie stóp scenariusz bazowy

W teorii, jeśli któryś z banków centralnych ma swoje posiedzenie i decyduje o poziomie kosztu pieniądza, to powinien skupiać uwagę inwestorów. Dzisiaj swoją decyzję ogłosi nasza rodzima RPP. Sytuacja wygląda jednak tak, że jest ona na tyle przewidywalna, że na większe ruchy choćby na naszej walucie, nie ma co liczyć. Wszyscy analitycy w komplecie spodziewają się, że stopy w Polsce pozostaną bez zmian i to nie tylko dzisiaj, ale przez jeszcze przynajmniej kilka miesięcy. W marcu tego roku inflacja w naszym kraju osiągnęła poziom 2%, po czym w kolejnych odbija w górę, osiągając w maju poziom 2,5%, czyli idealnie ten zakładany przez nasze władze monetarne. To jednak za mało dla RPP, by myśleć o redukcji stóp, bo prognozy zakładają, że ceny w naszym kraju nieuchronnie skierują się w kierunku 5%, co przekreśla szanse na rozpoczęcie luzowania monetarnego. Dla złotego to oczywiście atut i ta kwestia powinna stanowić hamulec przed większą wyprzedażą.

Chaotyczne ruchy na rynku akcji

Na głównej parze walutowej świata jesteśmy znów w okolicach 1,09$, a przyczyną może być zachowanie się rynku długu. Ostatnie dni to sprowadzenie rentowności amerykańskich obligacji w okolice najniższych poziomów widzianych w maju. Pod koniec kwietnia na 10-latkach obserwowaliśmy poziom ponad 4,70%, dzisiaj jest to już 4,35%, co sugeruje, że rynek wycenia niższe stopy procentowe w przyszłości. Spadkowa tendencja jest również w przypadku 2-letnich obligacji, widać więc, że ostatnie słabsze dane makro z USA wpływają na niższe oczekiwane stopy procentowe w przyszłości, a co za tym idzie, że Fed szybciej zdecyduje się na cięcia stóp, co jest oczywiście niekorzystne dla USD. Nieco bardziej zagmatwana jest sytuacja na rynku akcji. Z jednej strony gorsze dane przybliżają właśnie obniżki kosztu pieniądza, z drugiej, jeśli gospodarka złapie zadyszkę, to ciężko będzie uzyskiwać dobre wyniki w przypadku firm. Nie może więc dziwić, że handel na Wall Street w ostatnich dniach to trochę chaos.

Bank Kanady zetnie stopy?

Wspominaliśmy o słabszych danych ze Stanów, ostatnio choćby ISM dla przemysłu zawiódł oczekiwania, dzisiaj więc uwaga skupi się na sektorze usług. Tym bardziej, że po też niespodziewanym spadku ISM poniżej wartości 50 pkt, oczekuje się, że tym razem sektor usługowy odbije i znajdzie się powyżej tej wartości, co będzie sugerować rozwój gospodarczy. Dzisiaj też odczyty PMI dla tego sektora z europejskich gospodarek, ale tutaj dla głównych lokomotyw naszego kontynentu oczekuje się wartości powyżej 50 pkt. Warto również zwrócić uwagę na dzisiejsze posiedzenie Banku Kanady, który ma rozpocząć proces luzowania monetarnego. Co ciekawe, BOC rzadko wychodził przed szereg i zazwyczaj szedł drogą Fed w polityce monetarnej, tym razem ma być jednak inaczej. Decyzję poznamy o 15.45 a ma to być cięcie stóp o 25 pkt bazowych, w tych godzinach więc należy oczekiwać większej zmienności na parach powiązanych z CAD.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

RPP, inflacja i zmiany cen energii – obniżki stóp najwcześniej w przyszłym roku

Dzisiaj poznamy kolejną decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Rynkowy konsensus zakłada, że analogicznie, jak miało to miejsce na poprzednich posiedzeniach, stopy także i dzisiaj pozostaną bez zmian, a więc na poziomie 5,75%. Wiele wskazuje na to, że Rada Polityki Pieniężnej jeszcze długo nie znajdzie argumentów za kolejną obniżką stóp procentowych – komentuje ekspert Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex.

Obserwatorzy rynku zwrócą zapewne uwagę na konferencję prasową Prezesa Narodowego Banku Polskiego, na której powinny pojawić się nawiązania do opublikowanych w ubiegłym tygodniu, wstępnych danych o inflacji za maj. Oczekiwano, że inflacja wzrośnie z 2,4% do 2,8%, natomiast faktycznie wzrost był znacznie mniejszy i wyniósł jedynie 2,5%. Oznacza to z kolei, że inflacja trzeci już miesiąc z rzędu utrzymywała się w celu Narodowego Banku Polskiego.

Należy jednak pamiętać o tym, że od czerwca zdjęta zostanie tarcza antyinflacyjna na ceny energii, co podbije dynamikę inflacji w drugiej połowie roku, kształtując ją najprawdopodobniej w okolicach powyżej 4% na koniec roku. To z kolei oznacza, że Rada Polityki Pieniężnej wciąż musi pozostawać ostrożna przy rozważaniu ewentualnej obniżki stóp procentowych. Obecnie rynkowe oczekiwania dopuszczają możliwość takiej obniżki najwcześniej na początku przyszłego roku.

EBC obniży stopy procentowe w czwartek – ale co dalej?

W czwartek 06.06 niemal na pewno dojdzie do pierwszej obniżki stóp procentowych EBC w obecnym cyklu. Ruch ten był w dużej mierze sugerowany i oczekiwany, uwaga rynków skupi się więc na komunikatach, na podstawie których inwestorzy będą próbowali ocenić przyszłe ruchy Rady Prezesów. Obecnie rynki wyceniają w sumie niewiele ponad dwie standardowe (po 25 pb.) obniżki stóp procentowych EBC w 2024 r. – z kolei nasz bazowy scenariusz zakłada trzy, najprawdopodobniej w czerwcu, wrześniu i grudniu.

Po ostatnim posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego w kwietniu prezeska Christine Lagarde powtórzyła, że zależna od danych Rada Prezesów w czerwcu będzie posiadała znacznie więcej informacji. Zarówno inwestorzy, jak i my odczytaliśmy to jako wyraźne potwierdzenie, że bank zamierza na nadchodzącym posiedzeniu obniżyć stopy procentowe. Jakby ktoś jeszcze miał co do tego wątpliwości, główny ekonomista EBC Philip Lane stwierdził w opublikowanym w ubiegłym tygodniu wywiadzie dla Financial Times, że „jeśli nie pojawią się istotne zaskoczenia, to, co obecnie obserwujemy, wystarczy, by usunąć największe restrykcje”. Brzmi to naszym zdaniem jak deklaracja.

Zwrot ku cięciu stóp procentowych nie jest zaskakujący, biorąc pod uwagę istotne postępy w walce z inflacją w strefie euro. Jej główna miara spadła z rekordowych 10,6% w październiku 2022 r. do 2,6% w maju 2024 r. Miara bazowa, która lepiej obrazuje wewnętrzną presję cenową, również spadła z rekordowych poziomów do 2,9% w maju. Ze względu na to częściowe złagodzenie polityki monetarnej wydaje się uzasadnione.

Jako że czerwcowa obniżka stóp procentowych jest niemal w pełni wyceniana, sam ruch raczej nie będzie miał istotnego wpływu na ceny aktywów. Zmienność w czwartkowe popołudnie będzie jednak zapewne podniesiona – na podstawie wskazówek z posiedzenia inwestorzy będą dostosowywać swoje oczekiwania dotyczące harmonogramu dalszych cięć. 

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2017 – 2024)Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2017 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 03.06.2024

Komunikacja EBC może wywołać wyprzedaż euro w relacji do głównych walut

Według wycen na rynkach swapowych ruch w lipcu jest raczej mało prawdopodobny (wyceniony w ok. 10%). Wszelkie sugestie obniżek na kolejnych posiedzeniach lub tego, że rynki mogą ogólnie niedoszacowywać ich skali, wywołają prawdopodobnie wyprzedaż wspólnej waluty. Euro mogą wesprzeć mniej gołębie komunikaty, w których zaznaczony zostanie niepokój w kontekście inflacji i pojawi się podpowiedź, że EBC nie będzie się śpieszyć z ponownym rozluźnianiem polityki monetarnej.

Choć ogólnikowa sugestia, że w przyszłości może dojść do dalszej redukcji restrykcji w polityce pieniężnej, nie byłaby zaskakująca, to uważamy, że bank raczej wstrzyma się z klarownym forward guidance dotyczącym terminów kolejnych cięć. Zamiast tego prezeska Lagarde może powtórzyć, że Rada Prezesów pozostaje zależna od danych i będzie podejmować decyzje z posiedzenia na posiedzenie.

Poza retoryką Lagarde w kontekście polityki monetarnej istotne będą również komentarze dotyczące rynku pracy, perspektyw gospodarczych i inflacyjnych oraz zrewidowane projekcje makroekonomiczne. Tym razem raczej nie powinniśmy się spodziewać dużych zmian, może jednak dojść do niewielkich rewizji, w szczególności podwyższenia prognozy wzrostu gospodarczego na ten rok.

I gołębie, i jastrzębie mogą znaleźć coś dla siebie

Pytanie, co czeka nas dalej, nie należy do łatwych. Z jednej strony inflacja kieruje się w dobrą stronę, gospodarka pozostaje słaba, a część wyprzedzających danych sugeruje, że z czasem presja płacowa powinna zelżeć. Z drugiej strony rynek pracy jest ciasny – stopa bezrobocia spadła ostatnio do rekordowo niskich poziomów, a płace negocjowane wzrosły w I kwartale o 4,69%, nieznacznie poniżej najszybszego tempa w historii. Bez wątpienia uwydatnia to obawy dotyczące dynamiki cen. Inflacja HICP zaskoczyła ostatnio w górę, szczególnie jej miara dla usług, która w maju wzrosła do najwyższego od ośmiu miesięcy poziomu 4,1%. Dodatkowo aktywność gospodarcza nabiera tempa. PKB w I kwartale był pozytywny – gospodarka wzrosła o wyższe od oczekiwań 0,3%. Wyprzedzające dane PMI również rosną i w dużej mierze zaskakiwały w górę – indeks zbiorczy wzrósł w maju do 52,3 pkt, co wskazuje na relatywnie silne momentum, napędzane przez usługi.

Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2021 – 2024)

Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2021 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 03.06.2024

Jednocześnie otoczenie zewnętrzne jest wspierające dla bardziej jastrzębiej postawy. Obniżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej nie są pewne i raczej nie dojdzie do nich wcześniej niż we wrześniu, a nawet wtedy tempo rozluźniania polityki monetarnej w USA będzie raczej powolne. Istnieją pewne obawy, że obserwowana w Stanach ścieżka inflacji, pokazująca szczególną uporczywość presji cenowej, może nie być, jak wcześniej sądzono, jedynie amerykańskim fenomenem.

Rynek może niedoszacowywać cięć

W ostatnich tygodniach członkowie Rady Prezesów byli na ogół bardziej gołębi niż członkowie FOMC. Uważamy, że taki stan rzeczy może się utrzymać w najbliższej przyszłości, a rynki mogą nieznacznie niedoszacowywać cięć w strefie euro w tym roku. Nasz bazowy scenariusz zakłada trzy obniżki stóp procentowych EBC w 2024 r., najprawdopodobniej w czerwcu, wrześniu i grudniu, podczas gdy rynki wyceniają niewiele ponad dwie. Biorąc to wszystko pod uwagę, uważamy, że ryzyka dla euro związane z tegotygodniowym posiedzeniem mogą być skierowane lekko w dół.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (06.06) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Silnie zdywersyfikowany popyt, strategiczna lokalizacja, rozwinięta infrastruktura i duży rynek – Śląsk kusi inwestorów

Silnie zdywersyfikowany popyt, strategiczna lokalizacja w pobliżu kluczowych rynków zagranicznych, rozwinięta infrastruktura, duży, liczący 4,5 mln mieszkańców rynek – lista argumentów motywujących inwestorów do ulokowania swojego kapitału na Śląsku jest naprawdę długa. Najlepiej ilustruje to lokalny rynek powierzchni magazynowo – przemysłowych, który podsumowuje najnowszy raport międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield „Kopalnie Biznesu”. Jak czytamy w opracowaniu, w latach 2021-2023 nigdzie indziej w Polsce nie powstało tak dużo magazynów jak właśnie w regionie śląskim, który wyprzedził kolejny w stawce region mazowiecki o prawie 10%. Co więcej, województwo to wygrywa w stawce z wiodącymi lokalizacjami CEE i ma apetyt na więcej.

Jeden z regionalnych liderów

Jak wynika z danych Cushman & Wakefield, podaż nowoczesnej powierzchni magazynowo – przemysłowych na Śląsku sięga już prawie 5,5 mln mkw., z których aż 32% (1,7 mln mkw.) powstało w ciągu trzech ostatnich lat.

Śląskie to aktualnie drugi pod względem wielkości rynek magazynowy w Polsce. Region, który ustępuje jedynie województwu mazowieckiemu, możemy jednocześnie uznać za najbardziej złożony i wyjątkowy w skali całego kraju, jeśli weźmiemy pod uwagę głębokość sektora, liczbę dostępnych lokalizacji i rodzaj obecnych najemców. Z tego też powodu województwo śląskie to (obok Warszawy) lider wśród rynków lokalnych w CEE, oferujący przedsiębiorcom największą powierzchnię przemysłową odpowiadającą około 766 pełnowymiarowym boiskom do piłki nożnej. Dla porównania, w innych znaczących ośrodkach produkcyjno-magazynowych, podaż powierzchni jest dużo niższa, np. w regionie Budapesztu czy Pragi zasoby wynoszą jedynie po blisko 3,5 mln mkw., komentuje Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency Poland, Head of E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

Niższy poziom podaży w innych lokalizacjach CEE idzie w parze również z dużo niższym poziomem pustostanów, co może studzić zapał wielu inwestorów i kierować ich uwagę na inne, bardziej perspektywiczne rynki, np. region Śląska.

Na koniec 2023 roku poziom powierzchni niewynajętej na Śląsku wynosił około 333 000 mkw. i wyprzedzał Węgry, Czechy czy Rumunię. Dla kontrastu, w rejonie Pragi, do wynajęcia pozostawało wtedy niespełna 30 000 mkw. powierzchni, czyli 11-krotnie mniej w województwie śląskim. Z najnowszych danych Cushman & Wakefield wynika, że poziom dostępnej do wynajęcia powierzchni magazynowej na koniec I kwartału tego roku wzrósł na Śląsku do ponad 350 000 mkw. Ponadto deweloperzy uruchamiają i planują nowe projekty, co może zmotywować wielu inwestorów, aby ulokować swój kapitał właśnie tutaj, komentuje Adrian Semaan, Senior Research Consultant, Industrial & Logistics Agency.

Jak wynika z analiz Cushman & Wakefield, na koniec 2023 roku w budowie znajdowało się niespełna 280 000 mkw., czyli o ponad 50% mniej niż rok wcześniej, a tylko 125 000 mkw. stanowiła powierzchnia niezabezpieczona umowami najmu. Z kolei na koniec I kwartału br. deweloperzy realizowali projekty liczące łącznie ok. 220 000 mkw., z czego zaledwie ok. 63 000 mkw. pozostawało do wynajęcia.

Rynek na Śląsku napędza dywersyfikacja najemców i lokalna specjalizacja

Według szacunków Cushman & Wakefield, na koniec ubiegłego roku całkowity popyt na powierzchnię magazynową w regionie wyniósł prawie 890 000 mkw., co stanowiło trzeci wynik w Polsce po województwie mazowieckim i dolnośląskim. Natomiast biorąc pod uwagę wolumen nowych umów i ekspansji, czyli tzw. popyt netto, wynajęto tutaj blisko 650 000 mkw., co dało regionowi Śląska drugi najwyższy rezultat po województwie dolnośląskim.

Siła Śląska leży w bardzo dużej dywersyfikacji lokalizacji inwestycyjnych, jak również różnorodności aktywnych tu branż i kierunków pochodzenia kapitału zagranicznego. Jednocześnie na przestrzeni ostatnich lat region zdołał wypracować swoją lokalną, motoryzacyjną specjalizację, co doskonale ilustrują wyniki notowane przez Katowicką Specjalną Strefę Ekonomiczną. W samej KSSE znajduje się ponad 600 polskich i zagranicznych przedsiębiorstw, z których ok. 40% związanych jest z przemysłem samochodowym oraz metalowo-maszynowym. Ponadto w naszej strefie aktywni są przedstawiciele sektora spożywczego, tworzyw sztucznych, branży chemicznej oraz elektrycznej i elektronicznej. Każdorazowo inwestycja z powyższych sektorów, to potencjalny wzrost powierzchni magazynowych na lokalnym rynku, komentuje dr hab. Rafał Żelazny, Prezes Zarządu Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej SA.

Dywersyfikacja gospodarcza Śląska przekłada się nie tylko na różnorodność najemców na rynku magazynowym, ale również zmiany, jakie generują one po stronie popytu.

Porównując lata 2022 i 2023 widzimy, że w ubiegłym roku znacząco wzrósł udział branży motoryzacyjnej, z 12% do 23%, a także produkcyjnej – z 14% do 16%, natomiast obniżyła się aktywność firm logistycznych – z 30% do 21%. Nisza aktywność logistyków jest jednak trendem, który obserwujemy również w innych lokalizacjach magazynowych w Polsce. Prawdopodobnie jednak jest to sytuacja przejściowa, a kolejne kwartały mogą przynieść ożywienie w tej grupie najemców. Tym bardziej może dotyczyć to Śląska, który z uwagi na swoją strategiczną lokalizację i bardzo rozwinięte zaplecze infrastrukturalne, jest jednym z najważniejszych rynków w regionie CEE na celowniku firm z branży TSL, tłumaczy Konrad Jacewicz, Associate, Industrial Agency, Cushman & Wakefield.

Do kolejnych inwestycji mogą zachęcać również stawki czynszów, które oferują lokalne projekty magazynowe. Najemcy mogą tu spodziewać się stawki bazowej w przedziale 4,20-5,50 EUR/mkw., co w wyniku owocnych rozmów z deweloperem może zostać zredukowane poprzez zachęty finansowe, zmniejszenie kosztów dostosowania czy miesiące bezczynszowe do poziomu z przedziału 3,00-4,30 EUR/mkw. jako stawka efektywna.

Dla przykładu, w Czechach, w regionie praskim, który jest najdroższym z rynków CEE, należy spodziewać się stawki bazowej w przedziale 6,50-7,75 EUR/mkw. i stawki efektywnej obniżonej poprzez miesiące bezczynszowe i zmniejszenie kosztów dostosowania do poziomu 6,20-7,50 EUR/mkw. Z kolei w regionie ostrawskim stawka bazowa oscyluje w przedziale 5,20-5,75 EUR/mkw., a stawka efektywna utrzymuje się na poziomie 4,90-5,50 EUR/mkw. Na Słowacji, w regionie bratysławskim, z wyłączeniem o co najmniej jedno euro droższego miejskiego obszaru, można oczekiwać stawki bazowej w przedziale 4,75-5,60 EUR/mkw., która jest często de facto stawką efektywną ze względu na bardzo ograniczone chęci deweloperów do jakichkolwiek negocjacji, dodaje Damian Kołata.

Rynek pracy daje potencjał do dalszego rozwoju

Jak wynika z danych Randstad, spośród niemal 4,3 mln osób zamieszkujących województwo śląskie, blisko 59% to ludność w wieku produkcyjnym, a to jeden z kluczowych elementów branych pod uwagę w procesie inwestycyjnym. Stabilna pozostaje też liczba osób w wieku przedprodukcyjnym (17%). Fakt, że mediana wieku pracownika to 41 lat, a najwięcej osób pracujących znajduje się w grupie wiekowej 35-44 lata, to również dobra informacja dla pracodawców. Oznacza to, że śląski rynek pracy umożliwia dostęp do wielu osób, które mają już za sobą kilkuletnie lub kilkunastoletnie doświadczenie w pracy zawodowej, a zarazem mają też przed sobą wiele lat aktywności zawodowej.

W województwie śląskim średni stan zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw utrzymuje się na poziomie ok. 784 tys. pracowników. Świadczy to o dojrzałości lokalnego rynku pracy i wzmacnia pozycję województwa śląskiego jako atrakcyjnego miejsca do inwestycji, szczególnie w obszarze nowych technologii i przemysłu. Metropolia śląska rozwija się w wielu kluczowych dla gospodarki obszarach, a to daje dostęp do unikatowych kompetencji w obszarze badań i rozwoju i pozwala inwestorom na realizowanie innowacyjnych projektów. Nie powinno więc dziwić, że w ciągu ostatnich lat Katowice i Śląsk stały się jedną z głównych lokalizacji inwestorów z sektora usług wspólnych, nowoczesnych technologii i R&D. Ponadto działania samorządu konsekwentnie poprawiają jakość życia mieszkańców i pracują na umacnianie marki całego województwa, a to powinno owocować kolejnymi inwestycjami w najbliższej przyszłości, podsumowuje Dagmara Żuromska, Strategic Business Development Senior Manager Randstad.

DNA Medical Group planuje debiut na NewConnect

DNA Medical Group – firma medyczna działająca w branży badań genetycznych, planuje debiut na rynku NewConnect. Wcześniej spółka chce pozyskać finansowanie od inwestorów na rozwój działalności, w tym m.in. na wyposażenie laboratorium. Działająca od czerwca 2023 r. firma już jest rentowna. Marka jako jedyna w Polsce może wykonać sekwencjonowanie genomu bez posiłkowania się zagranicznymi podwykonawcami. Dzięki temu proces jest szybszy, bezpieczniejszy i tańszy, a w efekcie – bardziej dostępny dla placówek medycznych i pacjentów.

Prężnie rozwijający się rynek badań genetycznych, ich coraz częstsze wykorzystywanie w diagnostyce chorób, przygotowywaniu terapii celowanych oraz planowane rozszerzenie refundacji badań prenatalnych sprawiają, że rośnie popyt na usługi oferowane przez DNA Medical Group. Firma ma ambitne plany rozwoju i aby je sfinansować, zdecydowała o pozyskaniu zewnętrznych inwestorów, a następnie debiucie na rynku NewConnect.

Jeszcze w tym roku chcielibyśmy pozyskać finansowanie od inwestorów. Jesteśmy już rentowni, natomiast dzięki zewnętrznej rundzie inwestycyjnej, będziemy mogli przyśpieszyć rozwój naszego biznesu – zarówno w obszarze działalności usługowej, jak i nowych linii biznesowych. W ramach emisji chcielibyśmy pozyskać kilka milionów złotych, a jej konsekwencją będzie giełdowy debiut. W samym debiucie widzimy szansę na zwiększenie rozpoznawalności i transparentności naszej firmy – mówi Izabela Czuraj – prezes zarządu DNA Medical Group.

DNA Medical Group specjalizuje się w badaniach genetycznych i korzysta z najbardziej zaawansowanych technologii dostępnych na rynku. Spółka jako jedyna w Polsce oferuje pełny zakres badań WES (sekwencjonowanie całego eksomu) i WGS (sekwencjonowanie genomu), bez korzystania z zagranicznych podwykonawców i wysyłania materiału genetycznego poza Polskę. Firma jest również producentem polskiego testu NIPT (badanie przesiewowe szacujące ryzyko wystąpienia u dziecka wad genetycznych). Jednym z jej celów jest nie tylko zwiększanie dostępności do badań genetycznych i ochrona danych pacjentów, ale też edukacja. Genetyka jest dziś jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin medycyny, a wiedza o genetycznych predyspozycjach chorób zwiększa skuteczność terapii.

Badania genetyczne wykrywają zmiany w DNA i umożliwiają pozyskiwanie ważnych informacji o zdrowiu, co w efekcie może wpłynąć na wydłużenie i większy komfort życia pacjenta. Często zdarza się, że są one jedyną skuteczną metodą diagnostyki. Dają szansę na wykrycie choroby we wczesnym stadium, a im szybciej coś wiemy – tym szybciej możemy przeciwdziałać. Niestety świadomość na temat znaczenia badań genetycznych jest jeszcze zbyt niska, dlatego tak ważna jest edukacja zarówno pacjentów, jak i środowiska medycznego – komentuje Izabela Czuraj – prezes zarządu DNA Medical Group.

Szansą na dalszy rozwój świadomości znaczenia badań genetycznych i ich istotną popularyzację są zmiany regulacyjne. W projekcie nowelizacji rozporządzenia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu programów zdrowotnych, zniesiono limit wiekowy dla kwalifikacji do refundacji genetycznych badań prenatalnych. Dotychczas badania te były bezpłatne dla kobiet, które ukończyły 35 lat.

W ostatnim czasie DNA Medical Group została laureatem Polskiej Nagrody Inteligentnego Rozwoju 2024 w kategorii innowacyjna firma. Prestiżowa nagroda promuje twórców innowacji technologicznych i społecznych oraz inwestycji podnoszących standard życia i wpływających na rozwój naukowo – badawczy. Spółka została doceniona m.in. za zwiększanie dostępności badań genetycznych, umożliwiających szybką diagnozę wielu chorób.

Według raportów Vision Research Reports – wielkość światowego rynku testów genetycznych oszacowano na około 8,84 miliarda dolarów w 2023 r. i przewiduje się, że do 2033 r. osiągnie on poziom około 64,73 miliarda dolarów, przy CAGR wynoszącym 22,03% w latach 2024-2033.

Większość polskich firm liczy na wzrost eksportu, ale… obawiają się wzrostu skali opóźnień płatności

Większość ankietowanych polskich firm spodziewa się zwiększenia w 2024 roku swoich przychodów eksportowych, ale… i tak na tle innych krajów polskie firmy są najostrożniejsze w swoich oczekiwaniach. I mają ku temu powody, ale także oryginalne strategie radzenia sobie z problemami.

Polskie firmy na tle tych z innych, wysokorozwiniętych krajów: trochę rzadziej wierzą we wzrost cen swoich produktów, częściej też obawiają się stagnacji a nawet spadku swoich obrotów (27% ankietowanych z Polski). Nie bez przyczyny – wysokim kosztom rynkowym towarzyszą też wysokie koszty finansowania sprzedaży: polskie firmy notują obecnie zdecydowanie najdłuższe terminy spływu należności a ponadto bardzo duża ich część obawia się wzrostu skali opóźnień płatności w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Stąd „zachowawczo” podchodzą obecnie do ekspansji: w największym stopniu stawiają na rozwijanie działalności na już dotychczas zdobytych rynkach, z powodu wysokich kosztów w kraju najrzadziej stawiają na przeniesienie do niego większej części swojego łańcucha dostaw oraz na „dekarbonizację” swojej działalności. Jeśli już inwestują, to w to co sprawdzało się przez ostatnie dwie dekady obecności w UE: nowoczesność, czyli wykorzystanie AI w stopniu porównywalnym z mistrzami w tym względzie – Chińczykami.

Czy rok 2024 może przynieść firmom trochę światła na końcu tunelu – Allianz Trade przeprowadził ankietę wśród ponad 3000 eksporterów z Chin, Francji, Niemiec, Włoch, Polski (ponad 400 firm), Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i USA[1] w ramach trzeciej edycji Globalnego Badania –  dostępny jest także pełny raport z globalnego badania eksporterów.

  • Polskie firmy wierzą w siłę cenową swoich produktów – wzrost ich cen (79% ankietowanych), ale… poza Chinami borykającymi sią z nasilającą się wojną handlową z Zachodem (74% ankietowanych chińskich firm wierzy we wzrost cen) w Europie mniej optymistyczni co do wzrostu cen swoich eksportowych produktów są tylko przedsiębiorcy z Włoch (78% ankietowanych) – w pozostałych krajach objętych badaniem ponad 80% firm oczekuje odbicia w tym roku w górę cen swoich produktów, nierzadko blisko 90% (Hiszpania 88%, Niemcy 87%)
  • 73% polskich firm spodziewa się wzrostu swoich przychodów eksportowych – ale to najniższy wynik wśród badanych gospodarek (gdyż średnia tych optymistycznych oczekiwań wynosi 82%). Czy polskie firmy czują się mniej pewnie w konkurencji międzynarodowej?

„Mocną stroną polskich firm były konkurencyjne ceny oraz szybkość dostaw (bliskość zachodnioeuropejskich rynków zbytu). Za to mniej w porównaniu do innych badanych krajów jest polskich, rozpoznawalnych międzynarodowych marek i znaków handlowych, polskie produkty nie słyną też tak z designu czy wyrafinowania jak np. włoskie, francuskie czy hiszpańskie lub technologicznej perfekcji jak produkty niemieckie. Taką renomę zdobywa się nie latami, ale przez wiele dekad. Nasze zaś atuty w tej chwili słabną – konkurencyjność cenowa polskich firm jest zdecydowanie mniejsza niż wcześniej (wysokie ceny energii, mało już konkurencyjne koszty zatrudnienia – zestawiając wzrost kosztu pracy ze wzrostem wydajności, nie zapominając o dostępności pracowników: w Polsce jest najniższe obok Czech bezrobocie rejestrowane w UE!). Europa Środkowo-wschodnia jest obecnie zdecydowanie rzadziej wybierana jako źródło zwiększania zamówień w łańcuchach dostaw – przegrywa z Dalekim Wschodem i z Europą Zachodnią, gdyż spadkowi konkurencyjności cenowej towarzyszy bliskie ryzyko geopolityczne związane z wojną w Ukrainie. Stąd polskie firmy walczą o zamówienia innym elementem sprzedaży – akceptując dłuższe terminy płatności i większe ryzyko z tym związane (oraz wyższe koszty finansowe wynikające z wolniejszej rotacji należności i kapitału) – ocenia Sławomir Bąk, członek zarządu Allianz Trade w Polsce odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

  • Produkowanie i zaopatrywanie się w Polsce nie jest już tak opłacalne! Aż 83% spośród badanych zarządzających polskimi firmami wskazało wysokie koszty jako główną przeszkodę w przeniesieniu łańcuchów dostaw do Polski – koszty operacyjne, wymiany handlowej i inwestycji (83% polskich respondentów!). Gdy dodamy do tego, iż wciąż wysoko na liście zagrożeń jest dostępność i koszt pracowników w Polsce (obawa wyrażania przez 49% badanych polskich firm) oraz obawy o dostępność i jakość lokalnych poddostawców (54% badanych przedsiębiorstw z Polski) jasne staje się, dlaczego polskie firmy najrzadziej wśród tych z innych krajów myślą o przyspieszeniu relokacji łańcuchów dostaw z powrotem do kraju macierzystego (tylko 16% ankietowanych polskich eksporterów, gdy na pozostałych rynkach było to o ponad 10% więcej).
  • Największe ryzyko związane z opóźnionymi płatnościami – polskie firmy raportują zdecydowanie najdłuższe terminy płatności z tytułu eksportu. Aż 32% ankietowanych polskich firm otrzymuje płatności po 70 i więcej dniach od sprzedaży, podczas gdy w trzech spośród badanych krajów odsetek takich odpowiedzi jest dwudziestoprocentowy (Włochy, Niemcy i USA) a w pozostałych czterech krajach tak długo na swoje należności czeka tylko kilkanaście procent eksporterów (11-15% firm brytyjskich, francuskich czy hiszpańskich – czyli nawet trzy razy rzadziej niż w Polsce!) .
  • Co więcej – duża część polskich firm (44%) spodziewa się wzrostu skali ryzyka opóźnionych płatności w bieżącym roku. Tymczasem w większości ankietowanych krajów takie oczekiwania wyrażało mniej firm, zazwyczaj w okolicach 1/3 – tylko we Francji firmy są w tej kwestii sceptyczne nawet bardziej, niż w Polsce (47% francuskich firm spodziewa się wzrostu ryzyka opóźnionych płatności).

Jak polskie firmy radzą sobie z wyzwaniami – jak starają się zwiększyć eksport oraz przychody z tego tytułu?

  • Zachowawczo w kwestii stawianych sobie celów: Optymistycznie, ambitnie – to można powiedzieć o strategiach pobudzenia eksportu poprzez stawianie na rozwój nowych produktów (najczęściej wybierane przez firmy w USA, Wlk. Brytanii i Francji) czy na dywersyfikację rynków zbytu i docieranie do nowych (to najczęstsze odpowiedzi firm z Hiszpanii, Chin, Niemiec i Włoch). Na co najczęściej stawiają obecnie polscy eksporterzy? Na bezpieczne zwiększenie swojego udziału na rynkach, na których już są obecni (26% ankietowanych firm z Polski), podczas gdy jeszcze przed rokiem niemal równie często nasi menedżerowie typowali ekspansję na nowe rynki.
  • Zdecydowanie bardziej odważnie w sposobie ich realizacji: Już przed rokiem polskie firmy zdecydowanie wyróżniały się na tle tych zachodnioeuropejskich digitalizacją swojej działalności – przynajmniej o „długość czy dwie” wyprzedzając je m.in. w skali wykorzystania chmur obliczeniowych w handlu i usługach sieciowych, wykorzystaniu oprogramowania wspierającego pracą zespołową, kontakt oraz zarządzanie magazynami i produkcją etc. Obecnie na topie jest AI: w przypadku polskich firm nie są to tylko plany, ale w stopniu porównywalnym z Chinami – także już rzeczywistość i bieżące jej wykorzystanie. Aż 36% ankietowanych polskich firm wykorzystuje w chwili obecnej AI (LLM – duże modele językowe) do usprawnienia zarządzania łańcuchem dostaw a 22 % do identyfikowania możliwości eksportowych i ułatwienia komunikacji. Tymczasem w wielu z pozostałych krajów jako narzędzie cyfrowego rozwoju wskazywany jest m.in. elektroniczny handel, nic nowego w 2024 roku. Co więcej: to nie koniec „inteligentnej” zmiany w polskich firmach – o konsekwentnym postawieniu na rozwój w oparciu o AI jako najważniejszy element wzrostu w kolejnych dwóch latach mówi 79% polskich menedżerów objętych badaniem (podobnie tylko, bo 81% odpowiedzi od zarządzających z Chin) – podczas gdy w pozostałych krajach średnio stawia na potencjał AI w kwestii przyszłego wzrostu firmy „tylko” 60% badanych.
  • Nie zapominając o ostrożności – zabezpieczeniach: Świadomość ryzyka i chęć jego minimalizacji w wykonaniu polskich firm potwierdza częstsze niż przed rokiem sięganie przez nie po zabezpieczenia w postaci gwarancji w łańcuchu dostaw – czyni tak 37% polskich eksporterów w badaniu (równie często ma to miejsce w Chinach i w USA) – generalnie ta forma zabezpieczenia swoich dostaw (i działalności) najmocniej zyskała w porównaniu do zeszłego roku. Cieszyć może, iż polskie firmy są w tym względzie na czasie, dostrzegają tę potrzebę oraz potrafią ją zrealizować, chroniąc w ten sposób swoja produkcje i działalność.
  • Tnąc koszty na rozwój w obszarach niebędących najistotniejsza potrzebą: Tutaj nie ma może powodów do dumy – chociaż…. Pewne zapóźnienie w kwestii dekarbonizacji swojej działalności, mimo że przynosi chluby to w jakiś sposób świadczyć może też o racjonalności, chociaż przede wszystkim – konieczności. Nakłady, które mogą być odkładane są w polskich firmach odkładane – i tak też jest z redukcją śladu węglowego: 68% ankietowanych menedżerów z Polski potwierdza jasną strategię swojej firmy odejścia od paliw kopalnych – niezależnie od wahań ich cen, podczas gdy średnia światowa takich deklaracji wyniosła 78%, czyli wszystkie kraje poza Niemcami miały wynik zbliżony lub nawet powyżej 80% takich odpowiedzi (Niemcy podobnie jak Polska – „tylko” 69%!). Aż 13% respondentów z polskich firm uznało, iż ich firma nie jest na dobrej drodze spełnienia zerowego celu emisji w 2050 roku (negatywne odpowiedzi na to pytanie ze wszystkich innych krajów były jednocyfrowe, poza Polską i Włochami). Dużo wyraźniej od stawki polskie firmy odstają w kwestii używania cyfrowych faktur – wdrożyło je lub jest w stanie wdrożyć w ciągu roku tylko 54% firm objętych badaniem z Polski, podczas gdy średnia ze wszystkich krajów wynosi 66%. Może pewien wpływ na najdłuższe średnio terminy płatności na rzecz eksporterów z Polski ma nie tylko długi termin udzielany przez samych sprzedających, ale i braki w zakresie szybkiego, elektronicznego obiegu faktur z nabywcami? Jest to na pewno pole do poprawy, chociaż nie sprzyja temu obecnie odsunięty ponownie w czasie do 2026 roku termin wprowadzenia powszechnego obowiązku e-fakturowania w Polsce.

Oczekiwania dotyczące wzrostu obrotów eksportowych w 2024 r. % respondentówOczekiwania dotyczące wzrostu obrotów eksportowych w 2024 r. % respondentów

Źródło: Allianz Trade Global Survey 2024

Odsetek respondentów spodziewających się wzrostu ryzyka braku płatności eksportowych w ciągu najbliższych sześciu do 12 miesięcy, % respondentów, 2024 r. vs. 2023 r.Odsetek respondentów spodziewających się wzrostu ryzyka braku płatności eksportowych

Źródła: Allianz Trade Global Surveys 2023 and 2024

Odsetek respondentów kupujących ubezpieczenie łańcucha dostaw w celu złagodzenia zakłóceń (%)Odsetek respondentów kupujących ubezpieczenie łańcucha dostaw w celu złagodzenia zakłóceń (%)

Źródła: Allianz Trade Global Surveys 2023 and 2024

Oczekiwania dotyczące trendu zmiany na dostawców krajowych lub reshoringu w nadchodzących dwóch latach, % respondentówOczekiwania dotyczące trendu zmiany na dostawców krajowych lub reshoringu w nadchodzących dwóch latach, % respondentów

Źródło: Allianz Trade Global Survey 2024

Aktywność cyfrowa, która najbardziej przyczynia się do rozwoju międzynarodowego, % respondentówAktywność cyfrowa, która najbardziej przyczynia się do rozwoju międzynarodowego, % respondentów

Źródło: Allianz Trade Global Survey 2024

[1] Ankieta została przeprowadzona online w ciągu trzech tygodni w kwietniu 2024 roku.

ORLEN podwoi wydobycie gazu z Morza Północnego

PGNiG Upstream Norway z Grupy ORLEN kupiło od Equinor Energy dodatkowe niemal 20 proc. udziałów w złożu gazowym Eirin na Morzu Północnym. W efekcie transakcji, wolumen gazu, który Grupa ORLEN pozyska łącznie z tego złoża, wzrośnie niemal dwukrotnie, do ponad 1,5 mld m sześc.

Realizacja transakcji umożliwi ORLEN dalszy wzrost własnego wydobycia gazu ziemnego oraz przyczyni się do optymalizacji działalności koncernu na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Początek prac wiertniczych na złożu Eirin zaplanowano na trzeci kwartał tego roku a uruchomienie wydobycia ma nastąpić w drugim półroczu 2025 r. W złożu zostaną wykonane dwa odwierty produkcyjne, z których gaz będzie przesyłany podmorskim gazociągiem do platformy na złożu Gina Krog, w którym Grupa ORLEN również posiada 41,3 proc. udziałów. Wyrównanie wielkości udziałów Koncernu w Gina Krog i Eirin zoptymalizuje koszty zarządzania wspólnie eksploatowanymi złożami.

– Realizując aspiracje związane z własnym wydobyciem ropy i gazu, dbamy obecnie o jak największą efektywność naszych inwestycji i budowę wartości dla akcjonariuszy. Eirin to dojrzały projekt, który rozpocznie produkcję już w przyszłym roku. Wydobycie będzie prowadzone przy wykorzystaniu już istniejącej infrastruktury na naszym pobliskim złożu Gina Krog. Pozwoli to skrócić czas zagospodarowania i ograniczy koszty eksploatacji, a jednocześnie zmniejszy intensywność emisji CO2 związanej z produkcją – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Platforma Gina Krog jest zasilana energią elektryczną produkowaną na lądzie, która niemal w 100 proc. pochodzi z odnawialnych źródeł energii, przede wszystkim elektrowni wodnych. Dzięki temu intensywność emisji produkcji na platformie jest bardzo niska i wyniesie w tym roku ok. 0,7 kg CO2 na każdą wyprodukowaną baryłkę ekwiwalentu ropy, podczas gdy średnia dla całego Norweskiego Szelfu Kontynentalnego to ok. 8 kg na baryłkę. Podłączenie Eirin do Giny Krog może pozwolić na dalsze obniżenie intensywności emisji na platformie, poprzez zwiększenie wolumenu przetwarzanego surowca przy jednoczesnym utrzymaniu całkowitej bezwzględnej wielkości emisji na porównywalnym poziomie.

– Złoża Eirin i Gina Krog są częścią obszaru wydobywczego Sleipner, który stanowi jeden z głównych hubów produkcyjnych ORLEN na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Obszar ten odpowiada obecnie za ok. jedną trzecią całkowitego wydobycia koncernu w Norwegii. Uruchomienie produkcji ze złoża Eirin umożliwi bardziej efektywne wykorzystanie infrastruktury hubu i wydłuży perspektywę ekonomicznej eksploatacji tworzących go aktywów – mówi Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN ds. Upstream.

Transakcja pomiędzy norweską spółką ORLEN i Equinor oczekuje jeszcze na zgody administracyjne. Po sfinalizowaniu transakcji, łączny udział Koncernu w Eirin wzrośnie do 41,3 proc. Zasoby złoża wynoszą ok. 27 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, z czego ponad 85 proc. stanowi gaz ziemny.

PGNiG Upstream Norway eksploatuje obecnie 19 złóż a na kolejnych dziewięciu prowadzi zagospodarowanie, w celu uruchomienia produkcji. W ubiegłym roku spółka wyprodukowała prawie 27 milionów baryłek ekwiwalentu ropy naftowej węglowodorów, w tym ponad 3 mld m sześc. gazu. Spółka zakłada w tym roku zwiększenie wydobycia gazu ziemnego do 4 mld m sześc.

Telegram – ujawniono bazę danych

Badacze ds. cyberbezpieczeństwa zebrali dane uwierzytelniające z licznych kanałów cyberprzestępczych serwisu Telegram. Ujawniono ogromną bazę danych, zawierającą adresy e-mail, identyfikatory i hasła użytkowników różnych serwisów.

Dane z Telegrama

To nie jest szczęśliwy czas dla bezpieczeństwa informacji. Dopiero co informowaliśmy o wycieku danych z platformy sprzedażowej Ticketmaster, a już dzisiaj dowiadujemy się o nowo ujawnionej bazie informacji.

Anonimowi badacze udostępnili Troyowi Huntowi, (właścicielowi serwisu Have I Been Pwned) 122 GB danych uwierzytelniających zebranych z wielu kanałów na Telegramie. Według Hunta, ta baza jest ogromna i zawiera 361 milionów unikalnych adresów e-mail, z których 151 milionów nigdy wcześniej nie pojawiło się w usłudze powiadamiania o naruszeniu danych. Wszystko wskazuje na to, że udostępnione dane wyłudziło złośliwe oprogramowanie wykradające hasła.

HIBP Telegram – ujawniono bazę danych

“Obok tych adresów znajdowały się hasła i, w wielu przypadkach, strona internetowa, której dotyczą dane.” – wspomina właściciel serwisu Have I Been Pwned.

Have I Been Pwned

Serwis internetowy Have I Been Pwned to strona internetowa, która pozwala zweryfikować, czy adres mailowy brał udział w wycieku danych. W ostatnim czasie do serwisu dołożono kolejną bazę danych dotyczącą informacji ujawnionych z kanałów cyberprzestępczych komunikatora Telegram. Strona na potrzebę użytkownika wyszukuje wskazany przez niego adres e-mail przeszukując udostępnione bazy z różnych naruszeń. Dzięki temu możemy otrzymać informacje, czy nasze dane zostały bezprawnie udostępnione.

Co teraz?

Przede wszystkim zachowaj spokój i sprawdź czy masz powód do obaw. Możesz łatwo zweryfikować, czy Twoje dane zostały opublikowane korzystając ze strony Have I Been Pwned – https://haveibeenpwned.com/.

Jeżeli Twoje dane brały udział w opisanym wycieku:

  • Ustaw weryfikację dwuetapową, aby mieć pewność, że nikt nie dostanie się na Twoje konto.
  • Zmień hasła do wszystkich kont oraz aplikacji, żeby uniemożliwić nieautoryzowany dostęp do nich przez osoby trzecie.
  • Koniecznie przywróć do ustawień fabrycznych swoje urządzenia. Jeżeli złośliwe oprogramowanie wykradło Twoje dane, to może to robić nadal.

Rollercoaster na PLN

W tym tygodniu notowania złotego dosłownie szaleją. Wczorajsze poranne osłabienie krajowej waluty wieczorem zostało całkowicie wymazane, jednak już we wtorek przed południem PLN ponownie oddaje pole głównym walutom i to ze sporą nadwyżką. Ewidentnie widać, że krajowa waluta podporządkowuje się ruchom na eurodolarze. Ten z kolei ulega słabemu raportowi ISM z USA. Szwajcarzy po raz kolejny w celu inflacyjnym!

Któremu wskaźnikowi ufać?

Po wczorajszych porannych odczytach indeksów PMI dla przemysłu z Europy przyszedł czas na adekwatne raporty ze Stanów Zjednoczonych. W poniedziałkowe popołudnie zwyżkowy odczyt PMI z USA (51,3 pkt.) odbił się od neutralnego poziomu 50 pkt. uzyskanego w poprzednim miesiącu. Oznacza to wejście w strefę sugerującą rozwój. Dane nie zrobiły jednak wrażenia na inwestorach, gdyż ci swoją uwagę skupili na ważniejszym dla Amerykanów raporcie ISM, który tym razem zawiódł. Pomimo zwyżkowych prognoz indeks spadł do 48,7 pkt. To sugeruje pozostanie w strefie recesji, w której z wyjątkiem marcowych danych, znajdujemy się od października 2022 roku. Niekorzystne odczyty ISM pozwoliły rynkowi grać na wrześniowy „pivot” FED, który z niewielką przewagą, ale jednak, ma aktualnie największe prawdopodobieństwo (52,6%), co osłabiło dolara. W nocy z poniedziałku na wtorek notowania głównej pary walutowej świata doszły do 1,091 USD.

Złoty znów podąża za dolarem

Wczorajszą popołudniową słabość USD wykorzystał PLN. Krajowa waluta, która jest ujemnie skorelowana do amerykańskiej, po raz kolejny zyskiwała w trakcie osłabienia „zielonego”. Wieczorna aprecjacja złotego doprowadziła kursy xxxPLN do niskich poziomów z otwarcia sesji. Niestety, we wtorek o poranku sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Krajowa waluta w chwile z nadwyżką oddała wczorajsze zyski. Jest to związane z odreagowaniem kursu eurodolara, który o godzinie 10:30 schodzi poniżej 1,088 USD. W tym samym czasie kurs EUR/PLN dochodzi do 4,29 PLN, USD/PLN to 4,94 PLN, notowania GBP/PLN to 5,04 PLN, a CHF/PLN to 4,41 PLN.

Inni mogą brać przykład!

We wtorek poznaliśmy dane inflacyjne ze Szwajcarii, które po raz kolejny potwierdzają stabilność cen u Helwetów. Inflacja konsumencka w ujęciu rocznym pozostaje na poziomie 1,4%, co jest zgodne z rynkowym konsensusem. Publikacja mieści się w celu Szwajcarskiego Banku Narodowego (0-2%). Ostatni raz powyżej priorytetu SBN byliśmy w maju 2023 roku. Oznacza to, że dokładnie od roku Helweci dowożą swoje założenia. Należy dodać, że dzieje się to w czasie, kiedy reszta świata wciąż zmaga się z podwyższoną dynamiką cen, bojąc się jej odbicia. W wyniku dobrych danych, które aktualnie nie sugerują konieczności zacieśniania polityki monetarnej w Szwajcarii, frank tuż po publikacji stracił do euro, dolara, funta czy złotego. Co ciekawe, już 2 godziny po odczycie CHF z nadwyżką wymazał poranne straty do wszystkich z wyżej wymienionych walut.

Dawid Górny, dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Aktywność inwestorów na GPW w maju 2024

W maju 2024 roku obroty akcjami na Głównym Rynku GPW osiągnęły poziom 32,8 mld zł, co oznacza wzrost o 48,1% w porównaniu z majem ubiegłego roku. Średnie dzienne obroty akcjami na warszawskim parkiecie również wzrosły i wyniosły 1,64 mld zł, o 55,5% więcej niż przed rokiem. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał w pierwszych pięciu miesiącach tego roku ponad 10%.

  • 32,8 mld zł – wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku (wzrost o 48,1% rdr)
  • 204,6 mln zł – wartość obrotu produktami strukturyzowanymi (wzrost o 31,6% rdr)
  • 83,0 mln zł – łączna wartość obrotu ETF i ETC (wzrost o 15,7% rdr)

Rynek Akcji

Maj był udany na warszawskim parkiecie. Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW osiągnęła 32,9 mld zł, co stanowi wzrost o 46,4% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła natomiast o 48,1% rok do roku, osiągając poziom 32,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,64 mld zł, co oznacza wzrost o 55,5% w porównaniu do poprzedniego roku. Na koniec maja wartość indeksu WIG wyniosła 86 315,26 pkt. i wzrosła w tym roku o 10,01%.

W przeciwieństwie do Głównego Rynku GPW, na rynku NewConnect odnotowano spadki. Łączna wartość obrotu akcjami wyniosła w maju 128,9 mln zł, co oznacza spadek o 30,3% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła natomiast o 30,4% rok do roku, do poziomu 127,8 mln zł.

Obroty na rynku GlobalConnect wzrosły – wartość obrotów akcjami osiągnęła w maju 2024 roku poziom 0,9 mln zł, co oznacza wzrost o 83% w porównaniu do 0,5 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Rynek Instrumentów Pochodnych

W maju 2024 roku łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 0,8 mln sztuk, co stanowi spadek o 17,4% w porównaniu do maja 2023 roku. Obroty kontraktami na indeksy zmniejszyły się o 18,2% rok do roku, do poziomu 519,1 tys. sztuk. Wolumen obrotu kontraktami na waluty zanotował spadek o 38,6% rok do roku, do 161,8 tys. sztuk. Natomiast obroty kontraktami na akcje odnotowały znaczący wzrost o 63,1% rok do roku, osiągając poziom 144,4 tys. sztuk.

Rynek Produktów Strukturyzowanych i ETF-ów

W maju wartość obrotu produktami strukturyzowanymi wzrosła o 31,6% rok do roku, osiągając poziom 204,6 mln zł. Równocześnie na GPW odnotowano wzrost łącznej wartości obrotów ETF oraz ETC do 83,0 mln zł, co oznacza wzrost o 15,7% w porównaniu z majem ubiegłego roku.

Rynek Instrumentów Dłużnych

Na koniec maja wartość emisji obligacji nieskarbowych notowanych na rynku Catalyst osiągnęła 112,9 mld zł, w porównaniu do 100,9 mld zł w tym samym okresie ubiegłego roku. Równocześnie wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 18,0% rok do roku, do poziomu 515,2 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na Treasury BondSpot Poland wyniosła 101,4 mld zł, co stanowi wzrost o 111,0% w porównaniu do 48,1 mld zł rok wcześniej.

Kapitalizacja spółek na warszawskim parkiecie

Kapitalizacja 369 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w maju 2024 roku wyniosła 805,7 mld zł (188,8 mld EUR). Natomiast łączna kapitalizacja wszystkich 411 spółek, zarówno krajowych, jak i zagranicznych sięgnęła 1 613,2 mld zł (378,0 mld EUR).

Debiuty – nowi emitenci

W maju 2024 roku na rynku NewConnect zadebiutowały akcje spółki BRAINSCAN, która zajmuje się m.in. diagnostyką obrazową mózgu z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Wartość oferty wyniosła 5,9 mln zł.

CI Games zatrudnia Toma O’Connora, byłego starszego dyrektora Tencent Games

CI Games ogłosiło powołanie Toma O’Connora na stanowisko starszego wiceprezesa (Senior Vice President) ds. rozwoju. O’Connor ostatnio pracował w Tencent Games, gdzie pełnił funkcję starszego dyrektora ds. produkcji. Ściśle współpracując z kierownictwem studia, odegrał kluczową rolę w realizacji strategii i zarządzaniu zachodnimi studiami, w tym Sumo Group i Sharkmob, przyczyniając się do ich rozwoju.

Przed związaniem się z Tencent Games Tom spędził 15 lat w PlayStation, gdzie zarządzał zespołem studiów deweloperskich i partnerów dostarczających produkcje, w tym znaną i cenioną serię LittleBigPlanet, na należące do firmy platformy sprzętowe.

Do CI Games O’Connor dołącza jako kluczowy członek zespołu kierowniczego, raportujący bezpośrednio do prezesa spółki, Marka Tymińskiego. Tym samym będzie nadzorować i koordynować wewnętrzne i zewnętrzne studia firm CI Games i United Label, wliczając w to prace nad Project III i Project Survive, a także innymi tytułami. Jego mianowanie na to stanowisko ma kluczowe znaczenie w procesie strategicznej restrukturyzacji CI Games, ogłoszonej na początku roku.

Marek Tymiński, CEO CI Games, powiedział: „W imieniu zespołu kierowniczego i całej firmy chciałbym przywitać Toma w CI Games. Dołącza on do nas w naprawdę ważnym momencie. Nadal zwiększamy efektywność oraz jakość naszych tytułów w oparciu o optymalizacje biznesowe wprowadzone w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Pomoc Toma okaże się również nieoceniona w realizacji obranej przez firmę strategii, zakładającej przyszły rozwój naszych własnych IP.”

Tom O’Connor, starszy wiceprezes ds. rozwoju w CI Games, powiedział: „Chciałbym podziękować Markowi i reszcie zespołu za ciepłe przyjęcie w CI Games. Dostrzegam i doceniam mocne strony firmy oraz postępy, jakie poczyniła w realizacji założonych celów strategicznych. Mam jasną wizję tego, w jaki sposób mogę kierować jej strukturami produkcyjnymi, by wspólnymi siłami wprowadzić CI Games na kolejny poziom.”

Retencja pracowników – co zrobić żeby w zespole pracowało się lepiej?

Zatrzymanie kadr to jedno z największych wyzwań, przed którymi stoją firmy – ponad 36% z nich miało problem z odejściami pracowników w ciągu ostatnich miesięcy, a blisko 45% pracujących planowała zmienic miejsce zatrudnienia, wynika z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding. Jak firmy mogą zwiększyć retencję pracowników?

Odsetek Polaków, którzy chcą zmienić miejsce pracy wzrósł o 5 p.p. w porównaniu z ub. rokiem, wynika z badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Gi Group Holding w lutym br. Jeszcze rok wcześniej taki plan deklarowało 39,8% pracujących vs. 44,9%. Chęć zmiany dotyczy najczęściej odległej perspektywy – 15% badanych planuje taki krok w ciągu dwóch lat, a 14% w ciągu roku. Czy zamierza Pan zmienić Pracę

Dane CBOS z 2022 roku pokazują, że realnie zmiany pracy w ciągu pięciu lat dokonuje 28% badanych. Podobnie, przeprowadzone przez Pracuj.pl badanie „Mobilność zawodowa Polaków w 2023 roku” mówi o tym, że miejsce zatrudnienia na przestrzeni 10 lat zmieniło około ⅓ pracowników.

Zarówno liczne deklaracje, jak i zgromadzone w dłuższej perspektywie dane dotyczące rotacji powinny skłonić zarządzających do refleksji i przyjrzenia się swojej kulturze organizacyjnej. Często okazuje się bowiem, że części odejść pracowników można było uniknąć – mówi Piotr Wajgielt, Executive Manager w Wyser, Executive Search. Niska rotacja jest ważna z wielu powodów. Wpływa nie tylko na wizerunek organizacji – badania pokazują, że zespoły z wysoką retencją są produktywniejsze, lepiej wdrażają innowacje i mają większy przepływ wiedzy – dodaje.

Z „Barometru Rynku Pracy” wynika, że powody chęci zmiany pracy są podobne, jak rok wcześniej – 47% ankietowanych chce odejść z powodu zbyt niskiego wynagrodzenia, 32% nie widzi perspektyw na awans zawodowy, a 29% chciałoby większych możliwości rozwoju. Powody finansowe częściej wskazywały kobiety (53% vs. 40% mężczyzn).

Jak dbać o utrzymanie pracowników?

Pracownicy zapytani o czynniki, które przekonałyby ich do pozostania w obecnym miejscu pracy w pierwszej kolejności wskazują na kwestie finansowe – podwyżkę wynagrodzenia (90%) oraz dodatkowe premie (85%). Istotne jest dla nich również zapewnienie większych możliwości rozwoju zawodowego oraz poprawienie atmosfery w pracy (po 75% wskazań). Wprowadzenie programów umożliwiających zachowanie równowagi między życiem prywatnym i zawodowym, szkolenia i dofinansowanie edukacji oraz elastyczne godziny pracy przekonałyby 72% respondentów badania. Z kolei 61% z nich jako czynnik wpływający na chęć kontynuacji zatrudnienia w obecnej firmie wskazało umożliwienie pracy hybrydowej.

Warto zawczasu zastanowić się, w jaki sposób można poprawić każdy z wymienionych obszarów, m.in. określając jasne ścieżki rozwoju dla pracowników, udzielając feedbacku w przejrzysty sposób i wykazując otwartość na elastyczne formy współpracy, w tym pracę hybrydową i zdalną. Najistotniejsze jednak, aby wszystkie działania oparte były na partnerskich zasadach, którym przyświeca szacunek i wspólny cel, wyjaśnia Agata Naklicka, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Co robić, aby dbać o retencję niezależnie od budżetu?

Rozwiązań, które nie generują wysokich kosztów, jest wiele, np. szkolenia stacjonarne można zastąpić tańszymi kursami online lub dostępem do platformy e-learningowej. Pojedyncze rozwiązania jednak nie wystarczą.

Zarządzanie talentami w organizacji to ciągły, wymagający proces. Jest to podyktowane m.in. ewoluującymi potrzebami pracowników, w tym zmianą pokoleniową. Firmy muszą „trzymać rękę na pulsie” i wiedzieć, jakie są aktualne oczekiwania osób, które dla nich pracują. Jednym ze sposobów jest zadawanie pytań przy każdej okazji – od codziennych rozmów, przez anonimowe ankiety. Dbanie o talenty będzie bowiem tym efektywniejsze, im bardziej precyzyjne będą wdrażane działania – dodaje Agata Naklicka.

Jednym z najważniejszych aspektów, które organizacje mogą poprawić jest otwarta komunikacja. Z ankiety przeprowadzonej przez Grafton Recruitment w kwietniu br. wynika, że umiejętność właściwego porozumiewania się z zespołem to, z punktu widzenia pracowników, najbardziej pożądana umiejętność u przełożonego – wskazało na nią 53% respondentów.

Nic nie sprzyja nagłym odejściom tak, jak przeciążony zespół tłumaczy Karolina Popiel, Executive Search, HR w Wyser. – Często nie zauważamy jednak, że do momentu krytycznego prowadzi szereg mniejszych nieporozumień. Zaniedbując codzienną, transparentną komunikację, managerowie mogą przeoczyć codzienne trudności z jakimi mierzą się pracownicy, a także oznaki rosnącego wypalenia zawodowego dodaje.

Spojrzenie w przyszłość – AI, climate quitters i zdrowie psychiczne

Biorąc pod uwagę dynamiczne zmiany na rynku pracy, napędzane m.in. coraz większą automatyzacją procesów, warto przyjrzeć się również temu, jakie zjawiska kształtują dzisiaj rzeczywistość i co może być ważne dla pracowników zarówno w ciągu najbliższych miesięcy, jak i lat.

Na podstawie wydarzeń minionego roku, Infuture Institute wyróżnił siedem megatrendów, które wpływają na biznes i życie jednostek w 2024 r. Dzielą się one na tzw. światy, m.in. świat przeobrażeń społecznych, AI, kryzysów zdrowotnych i świat zrównoważony. Wpływ tego ostatniego już dzisiaj jest jednym z kluczowych aspektów, szczególnie dla przedstawicieli pokolenia Z. Mowa m.in. o osobach określanych mianem „climate quitters”, które już teraz potrafią złożyć wypowiedzenie lub odrzucić oferty pracy ze względu na niezgodność wartości firm z ich podejściem do ekologii. Warto pamiętać przy tym, że w założenia ESG wpisuje się nie tylko odpowiedzialność na rzecz środowiska naturalnego, ale także społecznej odpowiedzialności biznesu i ładu korporacyjnego.

Aspekt ten warto traktować nie jako przykry obowiązek, ale odpowiedź na zmieniające się potrzeby rynku i pracowników. Niska stopa bezrobocia w dłuższej perspektywie będzie wymuszała na firmach kreowanie środowiska wspierającego zespoły.

Zamiast obawiać się sztucznej inteligencji, warto już dzisiaj zastanowić się, jak automatyzacja procesów może realnie wesprzeć organizację i ułatwić pracę w zespołach, dając przestrzeń do realizacji bardziej znaczących, rozwijających zadań – dodaje Grzegorz Gojny, Dyrektor Regionalny Gi Group Poland S.A.

Koncentracja na budowaniu kultury organizacyjnej, która promuje szacunek, rozwój zawodowy oraz dbałość o dobrostan pracowników, może przynieść wymierne korzyści zarówno dla pracowników, jak i całej organizacji. Biorąc pod uwagę pierwsze próby wprowadzania 4-dniowego tygodnia pracy, można przypuszczać, że w najbliższych latach kwestia dobrostanu psychicznego i fizycznego pracowników nie straci na znaczeniu.

Nastroje konsumenckie w Polsce znów mocno w górę

Polscy konsumenci coraz lepiej oceniają stan swoich finansów i z większym optymizmem patrzą w przyszłość – własnego i krajowego budżetu. W górę wędruje także większość pozostałych wskaźników Barometru Nastrojów Konsumenckich. A największa w tym zasługa młodzieży. Takie dane płyną z najnowszych badań GfK – An NIQ Company.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK – An NIQ Company, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, w maju 2024 r. wyniósł 3,6 pkt, co oznacza wyraźny wzrost, o 2,3 jednostki w stosunku do kwietnia. To tym samym najlepszy wynik Barometru w tym roku i od wielu lat. Ostatni raz na wyższym poziomie wskaźnik znalazł się… we wrześniu 2019 roku.

Wciąż w dużo gorszych nastrojach konsumenckich znajdują się przedstawiciele większości państw unijnych. W ich przypadku średnia wyniosła -13,2, czyli tylko pół jednostki lepiej niż przed miesiącem.
Nastroje konsumenckie w Polsce znów mocno w góręZ danych GfK – An NIQ Company wynika, że w maju br. poprawiła się większość kluczowych wskaźników barometru – zarówno w zakresie oceny sytuacji ekonomicznej kraju, jak i własnych portfeli. Podobnie jak przed miesiącem prezentuje się nasza skłonność do wydatków na dobre trwałe (12,8 jednostek). Znacznie większe zmiany wciąż możemy zauważyć w perspektywie długofalowej. Przed rokiem składowe barometru były nawet o kilkadziesiąt jednostek gorsze. Dla przykładu przyszłą sytuację ekonomiczną kraju ocenialiśmy na -24,5, a obecnie jest to -5,7. Zmiany na przestrzeni ostatnich 5 miesięcy są już jednak minimalne.

W maju, podobnie jak przed miesiącem, w wyraźnie lepszych nastrojach konsumenckich znajdowali się mężczyźni. Wciąż bardzo duże różnice zaobserwować można w przypadku podziału na wiek – sięgają one ponad 40 jednostek. W najlepszych nastrojach konsumenckich niezmiennie znajdują się ludzie młodzi (od 15 do 29 lat), gdzie wskaźnik to nawet 29,3 na plusie. Dla porównania badani z grupy 50-59 i powyżej 60 lat odnotowali średnik wskaźnik nastrojów na poziomie sięgającym kolejno -11,4 i -6,6 jednostki.

– W ostatnich miesiącach jeszcze mocniej odznaczyły się dwie prędkości Barometru, którego dodatni tegoroczny wynik napędza młodzież. Gdyby nie oni – młodzi konsumenci – wciąż znajdowalibyśmy się pod kreską. Co jest przyczyną tak dużych różnic? Przede wszystkim zakres i skala wydatków. Osoby w wieku 15-22 to w zdecydowanej większości konsumenci, którzy nie rozporządzają jeszcze w 100% własnym portfelem. Wraz z wiekiem zakres kosztów, odpowiedzialności i świadomości zwiększa się i nasz konsumencki optymizm ulatuje. Nie zmienia to faktu, że młodzież to także ważna grupa nabywców, która w znacznej mierze wpływa na wybory zakupowe swoich rodziców, dziadków i starszych znajomych. A handel widzi, że obecnie patrzą oni na rynek przez różowe okulary i z pewnością nie pozostaje na to obojętny – mówi Michał Pawelczyk, Project Manager w GfK – An NIQ Company.

W maju 2024 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 10-15 maja 2024 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna Barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Słabość dolara. Rosną spekulacje dotyczące wcześniejszej obniżki stóp procentowych przez Fed

Notowania głównej pary walutowej znalazły się najwyżej od 21 marca i wskazują poziom powyżej 1,09. Rentowności amerykańskich obligacji rządowych obniżyły się na całej długości krzywej dochodowości. Z kolei Wall Street ma za sobą mieszaną sesję. Dow Jones stracił 0,3 proc. podczas gdy SP500 oraz Nasdaq Composite zyskały odpowiednio 0,11 proc. oraz 0,56 proc. Wczorajsza reakcja rynku walutowego oraz długu to zasługa w dużej mierze gorszego raportu ISM z przemysłu USA, który spowodował, że urosły spekulacje dotyczące wcześniejszej obniżki stóp procentowych przez Fed. Tym razem gorsze dane nie wsparły nastrojów na rynku akcji.

Główna para walutowa „wyrwała się” z krótkoterminowej konsolidacji, której barierami były poziomy 1,0890 oraz 1,08. Zatem eurodolar kontynuuje rozpoczęty w okolicy połowy kwietnia impuls wzrostowy. Okazuje się, że pokonanie w połowie maja górnej bandy kanału spadkowego, który trwał od początku roku, dało skuteczny sygnał zmiany tendencji przynajmniej w krótkim terminie. Dolar stracił do większości walut. Notowania USD/PLN znalazły się dziś rano poniżej 3,9150, choć obecnie widoczne jest odreagowanie.

Rynek nie zareagował na posiadającą mniejsza rangę dane PMI dla przemysłu USA. Okazały się one lepsze od prognoz. Zostały zrewidowane w górę do 51,3 pkt. z 50,9 pkt. W kwietniu było to równe 50 pkt. Zauważalna reakcja nastąpiła dopiero 15 minut później, kiedy światło dzienne ujrzał o 16:00 przemysłowy raport ISM. Okazał się on mniej optymistyczny i uplasował się na poziomie 48,7 pkt. co oznacza spadek z 49,2 pkt. w kwietniu. Subindeks nowych zamówień mocno obniżył się z 49,1 pkt. do 45,4. Pogorszeniu uległ również wskaźnik produkcji. Polepszyło się zatrudnienie, natomiast komponent cen płaconych obniżył się, co również należy traktować jako pozytyw.

Dziś w centrum uwagi znajdzie się badanie JOLTS, które wskaże na jakim poziomie znajduje się popyt na pracę. Będzie to pewnego rodzaju wstęp do kolejnych danych z amerykańskiego rynku pracy. Tu oczekuje się kontynuacji trendu spadkowego, co będzie oznaczać, że prawdopodobnie otrzymamy kolejny sygnał schłodzenia. Już jutro poznamy prywatny raport ADP, w czwartek tygodniowe dane o zasiłkach, natomiast kulminacją będzie piątkowy, miesięczny NFP.

Negatywnie zaskoczył również polski PMI spadając z 45,9 pkt. do 45 pkt. Gorszy wynik stanowił pewnego rodzaju niespodziankę, ponieważ, te same miary dotyczące sytuacji w strefie euro polepszyły się w maju, choć wciąż indeksy znajdują się poniżej granicznej bariery 50 pkt. W raporcie można było wyczytać, że silny złoty negatywnie oddziałuje na konkurencyjność polskiego eksportu. Pogorszył się popyt głównie z największych gospodarek Starego Kontynenty: Niemiec oraz Francji. W trendzie spadkowym wciąż znajdują się nowe zamówienia. Pozytywnie może nastrajać fakt, że oczekiwania przedsiębiorstw na najbliższe 12 miesięcy poprawiają się.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Centra danych z wyjątkowymi perspektywami w Polsce

Moc centrów danych w Polsce rośnie. Czy mamy szansę wyrównać do europejskiej czołówki? Inwestycje w tym sektorze nabierają rozpędu.

Ilość inwestycji, jakie realizowane są w poszczególnych sektorach nieruchomości stoi dziś na zróżnicowanym poziomie. Coraz lepiej zaczynają jednak radzić sobie w Polsce tzw. sektory alternatywne. Biorąc pod uwagę aktualne potrzeby rynku najlepsze możliwości wzrostu ma szeroko pojęty sektor living oraz inwestycje w nieruchomości związane z rozwojem takich obszarów, jak transformacja energetyczna czy gromadzenie i przetwarzanie danych. Szczególnie duże szanse na szybki rozwój zasobów w Polsce i budowę klasy aktywów, która stanie się konkurencyjna dla standardowych sektorów mają centra danych.

Rynek data centers na świecie rośnie w imponującym tempie, o czym świadczą publikowane dane. W 2022 roku ich globalna moc wynosiła 4,9 GW, a w 2023 roku osiągnęła już 7,4 GW. W Europie największe huby dla sektora znajdują się w Londynie, Frankfurcie, Amsterdamie, Paryżu i Dublinie.

Polski rynek jest na początku swojej drogi, ale szeroką skalę rozwoju zapewniają nam wciąż niższe koszty realizacji projektów, tańsza budowa i grunty niż w Europie oraz małe nasycenie tego typu infrastrukturą w porównaniu z rynkami zachodnimi. Zwiększające się zapotrzebowanie na usługi cyfrowe, przekłada się na rozwój chmury obliczeniowej i wpływa także na tempo rozwoju inwestycji w centra danych w Polsce, co szczególnie widoczne jest od czterech lat.

Wzrost segmentu podbija teraz dodatkowo rozwój sztucznej inteligencji. I to właśnie AI jest aktualnie turbiną napędzającą popyt na moc obliczeniową i gromadzenie danych, a tym samym  wzrost inwestycyjny branży. W Polsce inwestycje w centra przetwarzania danych dedykowane sztucznej inteligencji są dopiero na etapie przygotowania, ale skala projektów, jakie możemy ostatnio obserwować w tym sektorze jest naprawdę duża.

Oblicza się, że w kraju mamy ponad czterdzieści centrów danych, z których ponad jedna trzecia znajduje się w Warszawie. Prognozy mówią o prawie dwukrotnym zwiększeniu mocy (obecnie 310 MW) centrów danych działających w Polsce w ciągu czterech, pięciu lat.

Przyspieszenie w branży widoczne jest, zarówno w ilości, jak i wartości projektów. Wystarczy spojrzeć na ostatnie informacje. Firma Atman, której głównym udziałowcem jest Global Compute Infrastructure, zawarła niedawno umowę na finansowanie rozbudowy centrów danych na kwotę 1,35 mld zł. Kredyt udzielony przez sześć instytucji finansowych jest największym finansowaniem uzyskanym dotąd w Polsce na rozwój centrów danych. Kapitał ma zostać przeznaczony głównie na budowę nowego kampusu Waw-3 w Duchnicach pod Warszawą, który pomieści ponad 50 tys. serwerów w trzech budynkach o łącznej powierzchni blisko 19 tys. mkw., a także na rozbudowę istniejących obiektów firmy. Pierwszy budynek oferujący 14,4 MW mocy ma być ukończony w ostatnim kwartale tego roku.

W Jawczycach koło Warszawy otwarte zostało w ubiegłym roku pierwsze w Polsce centrum danych Grupy Data4 o mocy 8 MW. Drugie ma zostać oddane przed końcem tego roku. Na terenie rozbudowywanego kampusu docelowo powstaną cztery budynki ogółem o powierzchni 50 tys. mkw. i łącznej mocy 60 MW, a całkowity koszt tej inwestycji wyniesie 1 mld zł.

W kampusie firmy Vantage Data Centers na warszawskich Bielanach od 2022 roku działa pierwszy z dwóch zaplanowanych w nim obiektów. Po osiągnięciu pełnej gotowości operacyjnej na łącznej powierzchni 36 tys. mkw. kompleks zapewniać ma 48 MW mocy obliczeniowej.

Proces inwestycyjny i grunty

Pytanie, jak silną lokalizacją na sektorowej mapie ma szansę stać się Warszawa, która ma w Polsce największy potencjał, dzięki lokalizacji regionów chmurowych Microsoftu i Google’a, które nawiązały współpracę z Chmurą Krajową i deklarują olbrzymie inwestycje. Sprzyjający wpływ na rozwój dalszych inwestycji w Warszawie ma konieczność zachowania małej odległości centrów danych od odbiorcy końcowego ze względu na bezpieczeństwo i szybkość przesyłania danych. A popyt na usługi cyfrowe jest na warszawskim rynku największy w kraju.

Ze względu jednak na olbrzymie zapotrzebowanie na moc obliczeniową generowane teraz przez sztuczną inteligencję, dla której lokalizacja nie jest warunkiem, na znaczeniu mogą zyskiwać ośrodki regionalne, jak również rejony podmiejskie. Tym bardziej, że jednym z wymogów dotyczących specyfiki gruntów pod budowę data centers jest brak sąsiedztwa zabudowy wielorodzinnej.

I tu dochodzimy do największej przeszkody dla branży, jaką jest pozyskanie odpowiednio przygotowanych gruntów. Takich, które zapewniałyby możliwość osiągnięcia określonych wymogów technicznych dla tego rodzaju inwestycji i umieszczenia potrzebnej infrastruktury zgodnie z przepisami prawa miejscowego.

Kluczowym aspektem dla wyboru lokalizacji jest zagwarantowanie odpowiednich warunków przyłączenia, o mocy wystarczającej do zasilania centrum danych. Duże obiekty mają bowiem kilkadziesiąt razy większe zużycie energii niż magazyny oraz spore zapotrzebowanie na wodę do swoich systemów chłodzenia. A należy wspomnieć, że projektowane w Europie obiekty mają już moc nie kilkudziesięciu, a kilkuset megawatów.

Ważne jest również bezpieczeństwo, jakie zapewnia lokalizacja. Data centers nie mogą być narażone na przerwy w dostawach i zakłócenia zasilania. Powinny być też m.in. położone w określonej odległości od głównych dróg, choć odpowiedni dostęp do infrastruktury komunikacyjnej ma tu też istotne znaczenie.

Wyzwania klimatyczne

Przygotowanie takich inwestycji wymaga gotowości do współpracy operatorów sieci energetycznych z operatorami centów danych w zakresie zarządzania energią, by możliwe było dostosowanie obciążenia i dostępności energii, także tej magazynowanej. Branża stara się bowiem korzystać w jak największym zakresie ze źródeł odnawialnych. Z pomocą w rozbudowie i modernizacji sieci dystrybucji energii przychodzą fundusze unijne, dzięki  którym planowana jest poprawa infrastruktury energetycznej w Polsce.

Wybór odpowiedniej lokalizacji pod centra danych istotny jest też w świetle przepisów unijnych dotyczących zmniejszenia zużycia energii końcowej w UE i konieczności raportowa przez centra danych o kluczowych wskaźnikach efektywności. Przekazywania informacji o zużyciu energii, wydzielonym cieple, rodzajach czynników chłodniczych oraz przepływie danych przychodzących i wychodzących.

Ten aspekt sprawia, że już w fazie decyzyjnej związanej z planowaną inwestycją analizie poddawane są wszystkie parametry, które dotyczą emisji gazów cieplarnianych i wpływu obiektów na jakość środowiska, zarówno na etapie budowy, jak i w czasie eksploatacji. Poszukiwane są najlepsze rozwiązania dla zrównoważonego projektowania w tym zakresie.

Wpisana w działalność centrów danych kontrola czynników środowiskowych sprawia, że podczas przygotowywania inwestycji rozpatrywany jest sposób wykorzystywania ciepła odpadowego, energii cieplnej, którą generują oraz możliwości nawiązania wielosektorowej współpracy w celu jego odzyskania. Centra pracujące w Europie starają być sprzężone z okoliczną infrastrukturą, aby mogły zostać wdrożone rozwiązania umożliwiające wykorzystanie wytwarzanego przez nie ciepła na przykład do ogrzewania obszarów miejskich albo w działalności lokalnych przedsiębiorstw.

Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz

Mastercard Otwiera Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa w Belgii

Mastercard otworzył Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa – European Cyber Resilience Centre (ECRC) w swojej europejskiej siedzibie głównej w Belgii, potwierdzając zaangażowanie firmy w zwalczanie cyberzagrożeń i zwiększanie bezpieczeństwa w regionie. Nowe, niezwykle zaawansowane technologicznie centrum zaostrzy obronę przed cyberzagrożeniami, przyspieszy czas reakcji i będzie służyć jako centrum przywództwa w zakresie cyberbezpieczeństwa, wspierając współpracę między sektorem publicznym i prywatnym.

W czasach dynamicznie postępującej cyfryzacji, cyberprzestępczość stanowi wspólne wyzwanie dla wszystkich organizacji. Oszuści wykorzystują nowoczesne technologie w coraz bardziej innowacyjny i wyrafinowany sposób, aby szkodzić zarówno konsumentom, jak i firmom. Cyberprzestępczość przekształciła się w globalną gospodarkę, której wartość szacuje się obecnie na biliony euro.

Aby stawić czoła temu stale zmieniającemu się krajobrazowi zagrożeń, ECRC zrzesza partnerów z całego sektora publicznego i prywatnego. Wykorzystując swoje zaplecze techniczne i zróżnicowany zespół ekspertów, ułatwia współpracę z krajowymi ośrodkami wywiadu cybernetycznego, organami ścigania i instytucjami branżowymi w całej Europie.

„W dzisiejszym hiperpołączonym świecie cyberprzestępczość ewoluuje, podobnie jak my. Centrum to połączy najbystrzejsze umysły z biznesu, rządu i innych sektorów, po to, aby wyprzedzać zagrożenia i uczynić cyfrowy świat tak bezpiecznym, jak to tylko możliwe. Wierzymy, że praca nad tym, aby zapewnić konsumentom poczucie pewność, że są bezpieczni w sieci, nie kończy się na naszych czterech ścianach” – mówi Michael Miebach, dyrektor generalny Mastercard.

Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa Mastercard obejmuje m.in. Fusion Centre, serce reagowania na incydenty organizacyjne Mastercard, oraz laboratorium kryminalistyki cyfrowej, a także ponad 20 innych zespołów – wszystko to ma kluczowe znaczenie dla prowadzenia skutecznych działań.

„W Europolu mocno wierzymy, że żaden pojedynczy podmiot, sektor czy naród, nie jest w stanie samodzielnie stawić czoła zagrożeniom ze strony cyberprzestępców. Każdy z nas ma do odegrania swoją rolę. Łącząc wszystkie istotne strony, Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa może wnieść nowy poziom jakości do naszej międzysektorowej współpracy” – mówi Catherine De Bolle, dyrektorka wykonawcza Europolu.

Zaangażowanie w bezpieczeństwo w Europie jest naturalną konsekwencją roli Mastercard w napędzaniu gospodarek na całym świecie. Potwierdza to również niezawodna infrastruktura, która tylko w 2023 roku zapewniła globalnie ochronę aż 143 miliardów transakcji.

Skup akcji własnych GAMIVO potrwa do 11 czerwca

GAMIVO SA, notowana na NewConnect spółka technologiczna przedstawiła szczegóły programu skupu akcji własnych. Przedmiotem zaproszenia do składania ofert sprzedaży jest 80 000 szt. akcji zwykłych na okaziciela serii A, B i C spółki GAMIVO, które stanowią ok. 4,29% kapitału zakładowego. Proponowana cena skupu akcji w ramach zaproszenia wynosi 100 zł.  Przyjmowanie ofert sprzedaży akcji potrwa do 11 czerwca do godziny 17:00. Podmiotem pośredniczącym w wykonaniu i rozliczeniu skupu jest Trigon Dom Maklerski. GAMIVO stale poszerza swój udział na rynku rozrywki cyfrowej, w I kwartale br. opracowana przez spółkę platforma obsługiwała 5,5 mln zarejestrowanych użytkowników (wzrost o 170 tys. kw/kw) i prawie 1400 dostawców.

– Doceniamy zaufanie naszych akjonariuszy, chcemy premiować długoterminowe zaangażowanie w naszą spółkę. Posiadamy naprawdę dobrą sytuację finansową, co pozwala nam na dzielnie się zyskiem z akcjonariuszami. W 2023 roku wypracowaliśmy 40,5 mln zł skonsolidowanych przychodów,  skorygowany skonsolidowany zysk netto wyniósł blisko 6,5 mln zł, a jednostkowy zysk netto  9,3 mln zł. Zakładamy, że skup akcji własnych wpłynie także na płynność giełdowego obrotu akcji GAMIVO – mówi Mateusz Śmieżewski, Prezes Zarządu GAMIVO S.A.

Na podstawie przyjętego przez Zarząd Spółki regulaminu programu odkupu akcji własnych GAMIVO,  zaproszono inwestorów do sprzedaży 80 000 akcji Spółki. Proponowana cena skupu to 100 zł. Podmiotem pośredniczącym w procesie jest Trigon Dom Maklerski. Szczegóły związane z programem skupu akcji własnych GAMIVO dostępne są m.in. na jego stronie.

Spółka koncentruje się na dalszym rozwoju platformy GAMIVO i budowaniu nowych partnerstw biznesowych. To z obszaru udzielania licencji na korzystanie z platformy firma odnotowuje największe przychody. W I kwartale 2024 roku GAMIVO wypracowało 3,6 mln zł przychodów, 0,82 mln zł zysku netto, a wynik EBITDA wyniósł 1,3 mln zł.

Harmonogram Zaproszenia do składania ofert sprzedaży akcji GAMIVO:
Publikacja niniejszego Zaproszenia: 28 maja 2024
Data rozpoczęcia przyjmowania ofert sprzedaży : 29 maja 2024
Data zakończenia przyjmowania ofert sprzedaży 11 czerwca 2024 (do godz. 17:00 czasu środkowoeuropejskiego)
Przewidywana data przeniesienia własności Akcji Nabywanych poza rynkiem regulowanym oraz rozliczenia transakcji nabycia akcji nabywanych za pośrednictwem KDPW (data transakcji”): 14 czerwca 2024

Botanika Farm zamierza przeprowadzić Ofertę Publiczną i zadebiutować na rynku NewConnect

Botanika Farm SA, spółka z segmentu FoodTech specjalizująca się w wysoce zautomatyzowanym przetwórstwie żywności ekologicznej oraz prowadząca badania kliniczne w zakresie żywności funkcjonalnej, zamierza w najbliższych tygodniach przeprowadzić Ofertę Publiczną opartą o Memorandum Informacyjne, a następnie zadebiutować na rynku NewConnect. Firmą inwestycyjną wspierającą Spółkę w procesie jest Dom Maklerski INC.

Botanika Farm posiada unikalny model biznesowy, który z jednej strony polega na produkcji i wysoce zautomatyzowanym przetwórstwie żywności ekologicznej dla największych światowych firm spożywczych. Zapewnia to nam stałe i przewidywalne przepływy pieniężne. Z drugiej strony, dzięki naszemu know-how, rozwijajmy innowacyjny segment żywności funkcjonalnej, która oprócz dostarczania niezbędnych składników odżywczych posiada udokumentowane badaniami klinicznymi korzystne działania na różne funkcje organizmu – komentuje Rafał Radziszewski, współzałożyciel Botanika Farm SA.

Botanika Farm rozwija się dynamicznie. Jej średnioroczny wzrost przychodów ze sprzedaży w ciągu ostatnich 5 lat wynosi 112 proc. Przychody w 2023 r. wyniosły 43,4 mln zł, przy zysku netto na poziomie 4,8 mln zł.

Spółka, jako jedyna z branży, stosuje innowacyjne metody, takie jak mikronizacja nasion roślin, wcześniej wykorzystywane głównie w przemyśle farmaceutycznym. Polega to na redukcji średnicy cząstek do rzędu mikrometru, dzięki czemu zwiększa się biodostępność składników odżywczych, co sprawia, że składniki są łatwiej przyswajane przez organizm, a także charakteryzują się unikatowymi cechami sensorycznymi.

Pozyskany kapitał od inwestorów zamierzamy przeznaczyć na kontynuację rozpoczętej inwestycji w zakład produkcyjny w Mietkowie. Dzięki inwestycji będziemy mogli przerabiać surowce z upraw ekologicznych na specjalistyczne komponenty. Skokowo zwiększy się skala naszego biznesu, moce wytwórcze wzrosną z 18 do 50 tys. ton rocznie. W efekcie czego chcemy przekroczyć 100 mln zł przychodów ze sprzedaży w 2027 r. Całkowity nakład na inwestycję szacujemy na około 12 mln zł – dodaje Rafał Radziszewski.

Obecnie Spółka realizuje produkcje i badania w zakładach w Oławie oraz Wałbrzychu. W zakładzie w Oławie zlokalizowane jest laboratorium umożliwiające m.in. badania parametrów fizyko-chemicznych oraz hala magazynowa o powierzchni 630 mkw., a także linia produkcyjno-przetwórcza o powierzchni 300 mkw. Z kolei w zakładzie w Wałbrzychu zlokalizowana jest w pełni uzbrojona linia produkcyjna o potencjalnej mocy 6 tys. ton rocznie oraz hala magazynowa o powierzchni 1300 mkw.

Rynek żywności funkcjonalnej i ekologicznej dynamicznie się rozwija, a świadomość konsumentów systematycznie rośnie, szczególnie wśród nowych generacji. Badania naukowe dowodzą, że substancje bioaktywne zawarte w takiej żywności mogą zmniejszać ryzyko wystąpienia wielu chorób oraz poprawiać ogólną kondycję organizmu. Spożywanie tego rodzaju żywności sprzyja utrzymaniu dobrego zdrowia i samopoczucia w dłuższej perspektywie. Dodatkowo, nowa polityka rolna Unii Europejskiej na lata 2023-2027 zakłada znaczne zwiększenie upraw organicznych oraz powrót do zrównoważonego rolnictwa, wykorzystującego praktyki korzystne dla klimatu i środowiska.

W najbliższych tygodniach, przy wsparciu Domu Maklerskiego INC, zamierzamy przeprowadzić ofertę akcji w oparciu o memorandum informacyjne, a następnie zadebiutować jeszcze w tym roku na NewConnect. Małą giełdę traktujemy jednak jako przystanek, w planach mamy debiut na głównym rynku. Niezwłocznie po wprowadzeniu akcji rozpoczniemy prace nad prospektem emisyjnym na duży parkiet – mówi Rafał Radziszewski.

Polski satelita EagleEye dotarł do bazy w Vandenberg w Kalifornii

Creotech Instruments, notowany na GPW polski producent satelitów, systemów
i podzespołów satelitarnych
, poinformował że EagleEye znajduje się już w bazie Vandenberg Space Force Base, gdzie został przetransportowany przez operatora misji, firmę Exolaunch GmbH. To właśnie w tym miejscu, w amerykańskim stanie Kalifornia, największy i najbardziej zaawansowany polski satelita przejdzie ostatnie testy funkcjonalne przed integracją z rakietą Falcon 9. Wystrzelenie satelity w kosmos zaplanowano na połowę tego roku. Dokładna data startu zostanie podana w późniejszym terminie przez dostawcę usługi wystrzelenia, firmę SpaceX.

Satelita EagleEye
Satelita EagleEye

– Satelita EagleEye pomyślnie dotarł do Space Force Base w Kalifornii, wszystkie procedury transportowe zostały zakończone. I to tutaj, w Vandenberg już wkrótce przeprowadzone zostaną ostatnie testy funkcjonalne przed integracją satelity z rakietą SpaceX. Jesteśmy bardzo szczęśliwi i dumni, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Niedługo będziemy świadkami przełomowej misji, ważnej nie tylko dla nas, ale także dla całej branży kosmicznej w Polsce – mówi dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Creotech Instruments. – Dokładny termin wystrzelenia powinniśmy poznać już wkrótce – dodaje.

EagleEye był transportowany z Polski drogą lotniczą. Po odprawie przeprowadzonej na terenie lotniska w Los Angeles, satelita został odebrany przez spółkę Exolaunch, która przejęła odpowiedzialność za dalszy jego transport do bazy Vandenberg Space Force Base.

Przed transportem do Stanów Zjednoczonych, EagleEye został umieszczony w specjalistycznej skrzyni transportowej, chroniącej przed wstrząsami, wibracjami i zmianami temperatury, wyposażonej w czujniki monitorujące warunki środowiskowe. Lot do Los Angeles był nadzorowany przez specjalistów z Creotech Instruments. Po dotarciu do Kalifornii, satelita został dalej przetransportowany do magazynu Exolaunch, skąd odbył się przewóz do bazy w Vandenberg. To tutaj EagleEye przejdzie dodatkowe testy funkcjonalne w pomieszczeniach czystych SpaceX przed integracją z rakietą nośną Falcon 9.

– Celem tych testów jest weryfikacja poprawności działania wszystkich podsystemów satelity i potwierdzenie jego zdolności do wykonywania swojej funkcji na orbicie. Aby mieć pewność, że wszystko pójdzie zgodnie z planem podczas integracji i późniejszej separacji na orbicie, przeprowadzane są jeszcze dodatkowe testy z pierścieniem separacyjnym. Wszystkie podejmowane działania na miejscu zostaną przeprowadzone przez przedstawicieli firmy ExoLaunch, SpaceX oraz we współpracy z inżynierami Creotech Instruments – mówi Marcin Mazur, Kierownik Misji EagleEye w Creotech Instruments.

Transport satelity z Polski do USA wraz z odprawą celną trwał około trzech dni.

EagleEye to największy i jednocześnie najbardziej zaawansowany polski satelita, zbudowany przez Creotech Instruments na autorskiej platformie satelitarnej HyperSat. Został wyposażony w teleskop firmy Scanway, który pozwoli na robienie zdjęć powierzchni Ziemi w pasmach widzialnym oraz bliskiej podczerwieni. Dodatkowo urządzenie wyposażone jest w silnik jonowy, który pozwoli na obniżenie orbity z 510 km do 350 km, co umożliwi uzyskanie jeszcze bardziej szczegółowych zdjęć.

– Nasza dotychczasowa współpraca z Europejską Agencją Kosmiczną oraz firmą SpaceX, pozwoliła nam zdobyć cenne doświadczenie i praktyczną wiedzę. Możemy teraz efektywnie realizować w przyszłości kolejne projekty i dzielić się know-how z innymi podmiotami sektora kosmicznego w Polsce – dodaje Marcin Mazur, Kierownik Misji EagleEye w Creotech Instruments.

Creotech jest największą polską firmą produkującą i dostarczającą na światowy rynek technologie kosmiczne oraz specjalistyczną elektronikę i aparaturę, między innymi na potrzeby komputerów kwantowych, kryptografii kwantowej oraz laboratoriów fizyki kwantowej i wysokich energii.

Akcje Creotech Instruments od 2022 r. są notowane na Głównym Rynku GPW w Warszawie. Na koniec I kwartału 2024 roku spółka zaraportowała przychody ze sprzedaży o wartości prawie  5,9 mln zł. Kapitał własny na dn. 31 marca br. wynosił ponad 88 mln zł, co zapewnia firmie stabilność finansową na najbliższy czas.

Urzędy w Polsce nasiliły kontrole. Ponad połowa kontroli celno-skarbowych wykazuje nieprawidłowości

W ostatnich 6 latach urzędy celno-skarbowe w Polsce przeprowadziły ponad 6 000 kontroli postimportowych a ponad połowa z nich wykazała nieprawidłowości. Kontrolowane podmioty zostały zobowiązane do uregulowania dodatkowych należności w łącznej kwocie przekraczającej 800 milionów złotych. Wyraźnie widoczne są trendy wzrostowe – w 2018 roku pokontrolne doszacowania wyniosły blisko 30 milionów złotych, zaś w ostatnim roku – blisko 560 milionów złotych. Średnia kwota domiaru w pojedynczej kontroli wykazującej nieprawidłowości w ostatnim roku wyniosła ponad 500 tys. złotych. Według ekspertów PwC Polska, przy utrzymaniu tendencji wzrostowej, łączna kwota domiaru celno-podatkowego w ramach kontroli może wkrótce przekroczyć 1 miliard złotych rocznie – wynika z raportu “Trendy w postępowaniach z obszaru cła – analiza kontroli celno-skarbowych oraz orzecznictwa polskich sądów administracyjnych w sprawach celnych” opracowanego przez PwC Polska.

Z analizowanych danych wynika, że łączna liczba przeprowadzonych kontroli to 6223. Najwyższą aktywnością wykazał się Lubelski UCS, który przeprowadził aż 3106 kontroli, zaś najmniej kontroli wykonał UCS w Zielonej Górze (62). Średnia dla wszystkich urzędów w latach 2018-2023 wyniosła 389 kontroli per urząd. Na przestrzeni badanych sześciu lat najwyższą kwotę doszacowań należności celno-skarbowych osiągnął Opolski UCS – kwota ta wyniosła ponad 407 mln zł. Co za tym idzie, średnia kwota domiaru przypadającą na jedną kontrolę to ponad 3 mln zł. Dodatkowo corocznie wzrasta liczba kontroli w obszarze klasyfikacji celnej – między rokiem 2018 a ostatnim zwiększyła się ośmiokrotnie. W ostatnim roku obserwujemy wyraźne wzrosty w zakresie kontroli w obszarze wartości celnej oraz pochodzenia. Stała tendencja wzrostowa w obszarze klasyfikacji przekłada się na najwyższy udział w kwocie doszacowań należności celno-skarbowych w analizowanych urzędach wynoszący około 80%.

“Obok dotychczasowych obowiązków celnych pojawiają się także dodatkowe obszary, które importerzy oraz eksporterzy muszą brać pod uwagę dokonując transakcji, takie jak szereg dodatkowych obowiązków wynikających z regulacji środowiskowych, środków ochrony rynku związanych z postępowaniami antydumpingowymi/antysubsydyjnymi, czy kwestia przepisów ograniczających handel w związku z sytuacją geopolityczną na świecie, takich jak sankcje. Wszystko to sprawia, że obszar celny staje się coraz bardziej istotny zarówno dla przedsiębiorców jak i organów celno-podatkowych. Stąd też rosnąca liczba kontroli oraz sporów pomiędzy podatnikami a organami w obszarze obowiązków celnych, których finał niejednokrotnie znajduje miejsce w sądzie” – mówi Tomasz Kassel, partner zarządzający działem Tax, Legal and People w PwC Polska.

Pesymistyczne wnioski dla przedsiębiorców płyną również z analizy orzeczeń sądowych w sprawach celnych przeprowadzonej przez zespół PwC Polska. Eksperci PwC wzięli pod lupę blisko 5 000 rozstrzygnięć dotyczących kwestii celnych, które zapadły przed polskimi sądami administracyjnymi w latach 2018-2023. Około 88% spraw zakończyło się negatywnie dla podatnika. Tylko co 8 rozstrzygnięcie przyniosło pozytywny dla niego rezultat tj. uchyliło niekorzystną decyzję lub orzeczenie. W roku 2020 odnotowano najmniejszą ilość orzeczeń korzystnych dla podatnika – jedynie co 20 sprawa zakończyła się pozytywnie. Rok 2018 oraz 2022 to lata, w których zapadło najwięcej orzeczeń korzystnych dla podatników – taki charakter miało 19% z nich. W całym analizowanym okresie średnio jedynie 13% postępowań zakończyło się korzystnie dla podatnika.

“Obserwujemy tendencję wzrostową zarówno w liczbie kontroli postimportowych, ilości wykrytych nieprawidłowości, jak i związanych z tym kwot doszacowań. Najczęściej kontrolowanymi obszarami celnymi były zarazem te najbardziej złożone, tj. klasyfikacja taryfowa, pochodzenie celne oraz wartość celna towarów. Choć w ujęciu globalnym obserwujemy trendy wzrostowe, to aktywność poszczególnych UCS w zakresie kontroli nie jest jednolita. W konsekwencji w niektórych obszarach właściwości kontrole mogą zdarzyć się częściej niż w innych. Znacząca większość postępowań w sprawach celnych przed polskimi sądami administracyjnymi kończy się niekorzystnie dla podatników, tj. pozostają utrzymane w mocy negatywne dla nich decyzje administracyjne i orzeczenia sądów niższej instancji” – dodaje Andrzej Zubik, partner PwC Polska, lider praktyki sporów podatkowych PwC Polska (Tax Controversy & Dispute Resolution).

W ciągu ostatnich kilku lat obserwujemy stały wzrost wpływów finansowych z tytułu cła – o ile w roku 2018 wpływy te stanowiły 4 mld złotych, o tyle w roku 2023 przekroczyły kwotę 6 mld złotych. Widoczny wzrost wpływów z tytułu cła ma miejsce pomimo wzrostu świadomości przedsiębiorstw, a także pomimo kolejnych umów o wolnym handlu z krajami trzecimi, podpisywanych przez Unię Europejską. Importerzy powinni zwrócić szczególną uwagę na prawidłowość swoich operacji celnych. Narzędziem ułatwiającym kontrolę nad przebiegiem tych operacji mogą być np. wewnętrzne regulaminy i procedury. W celu ograniczenia ryzyk warto także okresowo dokonywać weryfikacji swojej działalności importowej pod kątem jej zgodności z przepisami celnymi oraz innymi regulacjami, które mogą wpływać na wysokość należności celno-podatkowych.

“W przypadku wystąpienia kontroli celno-skarbowej, od samego początku należy potraktować temat z należytą uwagą i dokładnie przeanalizować zakres postępowania. Warto zaangażować profesjonalnego pełnomocnika znającego nie tylko specyfikę postępowania celno-podatkowego, ale również sprawnie poruszającego się w skomplikowanych zagadnieniach z zakresu prawa celnego. Pomocne może się również okazać posiadanie wewnętrznych procedur określających postępowanie na wypadek kontroli” – dodaje Jakub Matusiak, partner PwC Polska, lider praktyki Customs and International Trade.

Ponieważ dług celny przedawnia się co do zasady dopiero po upływie 3 lat kontrole celno-skarbowe skutkują ryzykiem wykazania skumulowanych wielomilionowych należności, na które składa się należne cło, odsetki od cła i odsetki od vat, a w części przypadków – dodatkowe kary.

Polacy martwią się o wzrost cen w efekcie „odmrożenia VAT-u”

43% kasjerów i kasjerek jest pytanych przez konsumentów o to, czy ich sklep niedługo będzie podnosił ceny lub już to zrobił, ze względu na powrót 5% podatku VAT na żywność. Z kolei 49% uczestników sondażu dotychczas nie miało do czynienia z taką sytuacją, a 8% nie pamięta, czy ona się zdarzyła. Zdaniem ekspertów, obawy konsumentów o wzrost cen są jak najbardziej uzasadnione. Sklepy przecież nie będą bez końca brały podatku na siebie, jak ma to miejsce częściowo teraz. W efekcie codzienne zakupy mogą mocniej zdrożeć w najbliższych tygodniach niż w kwietniu. Jednak znawcy rynku rozumieją, że Polacy dopytują obsługę sklepu, bo zwyczajnie martwią się tym tematem.

43% kasjerów i kasjerek otrzymuje pytania od klientów o to, czy w ich sklepie już są lub niedługo będą podnoszone ceny ze względu na niedawny powrót 5% stawki VAT na żywność. Tak wynika z badania przeprowadzonego dla portalu Onet. 49% uczestników sondażu nie miało do czynienia z taką sytuacją, a 8% tego nie pamięta. Badanie przeprowadzono w połowie maja br. na próbie 100 kasjerów i kasjerek sklepów wielkopowierzchniowych w całym kraju.

– Sprawa VAT mocno interesuje konsumentów. Co chwilę przecież mówi się o tym mediach. Badanie pokazuje, jak dużą niepewność czują klienci. I to jest zupełnie naturalne zachowanie, szczególnie w obliczu tego, że Polacy nie lubią więcej wydawać, niż trzeba. Tak było nawet w lepszych gospodarczo czasach – stwierdza Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.

Zdaniem ekspertów, klienci pytają kasjerów o podnoszenie cen przede wszystkim z powodu obaw o domowe budżety. Można również wskazać na chęć poszukiwania tańszych produktów czy też sklepów z ofertą w bardziej konkurencyjnych cenach. Może to być również efektem słabszej orientacji w cenach, choćby przez często organizowane przez handlowców różne akcje promocyjne.

– Konsumenci zaczęli racjonalniej zarządzać budżetem domowym i bardziej zwracają uwagę na koszty. Ich wrażliwość cenowa wzrosła, bo podwyżki dotyczą właściwie każdej kategorii produktów – komentuje Tomasz Przewoźnik, ekspert z Uniwersytetu WSB Merito. – Inflacja spada, ale wynika to głównie z wysokiej bazy roku ubiegłego, a nie z faktu, że ceny wracają do poziomu z 2021 roku – uzupełnia ekspert.

Powodów do wzrostu cen nie brakuje. Jednym z nich jest przywrócenie 5% VAT na podstawowe artykuły spożywcze, mimo że ten czynnik nie od razu wywołał podwyżki. – Dzięki wahaniom cen surowców rolnych na światowych rynkach, sklepy mogły w ostatnim czasie oferować klientom atrakcyjne obniżki, pomimo wycofania zerowego VAT-u. Skoki i spadki w ostatnim roku wynosiły ok. 30%, a nawet były większych wartości. Dotyczyły takich towarów, jak pszenica, soja, ryż, mleko czy mięso – zwraca uwagę Kamil Sobolewski,  główny ekonomista organizacji Pracodawcy RP.

– Najstabilniej zachowuje się wołowina, której ceny na rynkach światowych zmieniały się w ostatnim roku w zakresie zaledwie kilkunastoprocentowym ¬– twierdzi Sobolewski.

Z kolei Robert Biegaj zauważa, że głównym powodem pytań do kasjerów jest fakt, iż Polacy naprawdę obawiają się, że ich portfele uszczupli powrót 5% VAT. – Sklepy wiecznie nie będą brały tego obciążenia na swoje barki. Pomału będą je przerzucać na konsumenta, ale w taki sposób, żeby tego nie zauważył. Ewentualnie podniosą ceny innych produktów niespożywczych, żeby zrekompensować sobie poniesione straty – analizuje ekspert.

W ocenie ekonomisty z Pracodawców RP, istotny dla cen w sklepach jest kurs złotego, który obecnie jest nawet o 10% mocniejszy niż we wrześniu. – Polski rynek jest też pod wpływem importu z Ukrainy. Znaczenie mają również takie kwestie, jak polityka cen i promocji sklepów, ich walka konkurencyjna, dostępność i terminy przydatności zapasów – dodaje Kamil Sobolewski.

Ostatnie kwartały to ciąg wyzwań dla klientów sklepów spożywczych. Wielu z nich w dalszym ciągu funkcjonuje ze świadomością, że ceny są wyższe od oczekiwanych. – Niepewność związana z wahaniami cen jeszcze długo będzie towarzyszyć konsumentom – mówi Tomasz Przewoźnik z Uniwersytetu WSB Merito. – Dlatego pytania kierowane do kasjerów nie powinny być żadnym zaskoczeniem. Odsetek osób je zadających może rosnąć – dodaje ekspert.

W opinii dr Justyny Rybackiej, ekspertki z Uniwersytetu WSB Merito, wzrost cen o stawkę VAT równą 5% na pewno przełoży się na podniesienie inflacji o ok. 2 punkty procentowe. – Na podwyżki, oprócz VAT, może przekładać się podniesienie opłat za energię elektryczną. Do tego dochodzą koszty paliw, surowców i pracy. Zatem trudno prognozować finalny wzrost inflacji jedynie w oparciu o zwiększenie stawki VAT na produkty spożywcze – zaznacza dr Rybacka.

Żywność ma znaczący udział w wydatkach gospodarstw domowych. Średnio przekracza on nawet 30%. Jest to więc, obok kosztów utrzymania domu czy mieszkania, podstawowa pozycja w miesięcznym budżecie.

– Dla części społeczeństwa, która uzyskuje niższe dochody, odmrożenie stawki VAT będzie odczuwalne. Nie powinno to jednak drastycznie wpływać na budżety domowe, biorąc pod uwagę wzrost wynagrodzeń realnych oraz umocnienie się kursu złotego – podkreśla ekspertka z WSB Merito. – Zwyżka wynagrodzeń odnotowuje kilkunastoprocentowe wartości. Zatem sam wzrost stawki VAT do 5% na powyższe produkty nie jest elementem kluczowym wpływającym na portfele Polaków – podsumowuje dr Justyna Rybacka.

Rynek centrów danych: Głód danych przekłada się na głód energii

Region Warszawy to obecnie największy rynek centrów danych w Polsce. W stolicy znajduje się ponad 50 obiektów serwerowych, jak również kluczowy punkt wymiany ruchu internetowego w kraju. W 2023 r. Kowalski z rodziną wygenerował średnio 236 GB danych przez stałe łącza internetowe, z kolei udział na jedną kartę SIM oscylował na poziomie 132 GB danych rocznie. Najczęściej w sieci poszukujemy treści wideo, korzystamy z portali społecznościowych oraz przeglądamy strony www i gramy. Jak ukształtowany jest rynek centrów danych w Polsce i co jest jego największym wyzwaniem na kolejne lata? Jak kluczowy pozostaje dalszy rozwój i modernizacja polskiej energetyki, a także, w którym kierunku spodziewana jest jego transformacja i ile GW mocy może przynieść? Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO odsłania drugą edycję raportu „Centra danych w Polsce”.

Ilość generowanych danych na świecie w dalszym ciągu rośnie w tempie wykładniczym. W 2023 r. wolumen danych mobilnych osiągnął globalnie 139 eksabajtów (+34% r/r). W Polsce, przeciętne gospodarstwo domowe wytworzyło 236 GB danych przez stałe łącza internetowe, natomiast średnio jedna karta SIM w Polsce wygenerowała 132 GB danych rocznie. Najwięcej danych generuje konsumpcja wideo, odpowiadając za 67% danych przez stałe łącza internetowe i 60% danych mobilnych. Główne platformy to YouTube, Netflix, Amazon Prime i Disney+. Aktywność ta notuje również kolejne znaczne wzrosty, również ze względu na poprawę jakości treści wideo z HD do 4K. Drugie miejsce zajmują platformy społecznościowe (Facebook, LinkedIn, X), odpowiadając za 9% danych przez wi-fi i 25% danych mobilnych. Na trzecim miejscu są gry, generujące 9% danych przez wi-fi i 3% danych mobilnych, mimo że są używane przez mniejszą grupę zaangażowanych graczy. Poza danymi generowanymi przez konsumentów, ważne są także dane wytwarzane przez firmy technologiczne do obsługi aplikacji, chmury i AI, wpływające w znacznym stopniu na popyt na przestrzeń serwerową.

Janusz Gutowski, Partner Zarządzający, AXI IMMO Services, wyjaśnia: „Aplikacje AI tj. artificial intelligence, znajdują się na czele, jeśli chodzi o ilość generowanych danych. Choć odbiorca końcowy otrzymuje zaledwie kilka linijek tekstu na zapytanie na platformie ChatGPT lub kilkanaście sugestii filmów do obejrzenia na platformie Netflix, udzielenie takich informacji wymaga przetworzenia ogromnej ilości danych w odległym serwerze. Idąc dalej musimy uzmysłowić sobie, że pełne przejście wyszukiwarki Google do AI oznaczałoby dziesięciokrotny wzrost jej zapotrzebowania na energię, do poziomu jaki konsumuje małej wielkości kraj taki jak Irlandia”.

Polski rynek centrów danych obejmuje 150 projektów, charakteryzujących się wysoką fragmentacją – tylko kilka obiektów ma powierzchnię powyżej 10 tys. mkw. Rynek ten jest silnie skoncentrowany wokół Warszawy, gdzie znajdują się 53 centra danych o łącznej mocy przyłączeniowej około 320 MW. Lokalizacja ta dynamicznie się rozwija, głównie dzięki obecności instytucji rządowych, finansowych oraz siedzib największych firm. W centrum miasta zlokalizowany jest także kluczowy punkt wymiany ruchu internetowego w kraju. Obecnie w Warszawie realizowane są trzy duże projekty: inwestycja Atman w Duchnicach, druga faza centrum danych Microsoft Azure oraz projekt Vantage. Łącznie w regionie planowane jest 400 MW powierzchni dedykowanej centrom danych, przy czym istniejące dziś obiekty hyperscale odpowiadają za około 60% całkowitej mocy w regionie.

Kluczowym czynnikiem przy wyborze działki pod centrum danych jest odpowiednia infrastruktura elektryczna i niski koszt energii. Dostawy energii muszą być stabilne, co wymaga dostępu do dwóch źródeł energii i zapasowego systemu zasilania. W ostatnich latach wymagania energetyczne centrów danych znacznie wzrosły, a skok globalnych cen energii po wybuchu wojny w Ukrainie sprawił, że dostęp do energii stał się kluczowym kryterium. Dla centrów kolokacyjnych w regionie Warszawy wymagania przyłączeniowe wynoszą 5-20 MW, dla obiektów typu Edge 2-5 MW, a dla centrów hyperscale około 40-100 MW. Centra danych do obsługi AI mogą potrzebować ok. 100 MW, a oczekiwania wynoszą nawet 500 MW-1 GW. Efektem tego jest poszukiwanie miejsc na budowę centrów danych, nie tylko w regionie Warszawy, ale też w innych lokalizacjach, które zapewniają dostęp do odpowiednio wysokiej mocy.

W innych miastach Polski rynek centrów danych na razie jest mniej rozwinięty, a najwięcej obiektów serwerowych poza stolicą znajduje się w Katowicach (16), Poznaniu (15) i Krakowie (14). Szansę na rozwój mają kolejne mniejsze lokalizacje, w pobliżu elektrowni. Na polskim rynku można wyróżnić siedem rodzajów obiektów: centra danych typu hyperscale, centra kolokacyjne, centra danych typu Edge, własne centra danych firm telekomunikacyjnych i IT, centra hostingu serwerów fizycznych i wirtualnych (VPN) oraz centra obsługujące jedną organizację publiczną.

Polska stoi przed wyzwaniami związanymi z transformacją energetyczną i zapewnieniem gospodarce wystarczającej ilości prądu. W 2022 roku udział OZE w zużyciu energii w Polsce wyniósł 16,9%, co jest wynikiem poniżej średniej unijnej (23%). Polska planuje zwiększyć generację energii z morskich farm wiatrowych do 8-11 GW do 2040 roku oraz z elektrowni atomowej w Choczewie, która ma wygenerować 3,75 GW. Aby OZE mogły być alternatywą dla energetyki zawodowej, potrzebne są magazyny energii dużej mocy (BESS). Przykładem jest budowa magazynu energii o mocy 133 MW przez Columbus Energy w Trzebini, który ma zostać oddany do użytku w 2026 roku.

Janusz Gutowski dodaje „Dziś przy okazji budowy obiektu z przeznaczeniem na centrum danych myśli się również o rozwiązaniach związanych z odzyskiem energii. Biorąc pod uwagę wytyczne UE w zakresie osiągnięcia celów klimatycznych, wykorzystanie ciepła wytwarzanego przez serwery staje się koniecznością. Ciepło dostarczone przez centrum danych może zostać użyte do ogrzania i dostarczenia ciepłej wody do sąsiednich budynków mieszkalnych i do obiektów użyteczności publicznej poprzez zainstalowanie agregatów chłodniczych z odzyskiem ciepła”.

Janusz Gutowski podsumowuje: „Z pewnością centra danych to sektor z dużym potencjałem na rynku nieruchomości komercyjnych. Widzimy, że potrzeba budowy kolejnych obiektów serwerowych wzrasta m.in. za pośrednictwem rozwijanych i wprowadzanych nowych technologii AI. Dla zagranicznych dostawców rozwiązań chmurowych, Polska to z pewnością jeden z bardziej interesujących rynków w Europie. Niemniej jednak pomimo gotowości deweloperów do rozszerzenia portfolio swoich inwestycji i budowy centów danych wyzwaniem – do czasu transformacji energetycznej – pozostanie dostęp do wystarczających mocy i przyłączy energetycznych”.

Polacy z dystansem do AI, ale chętnie ją opodatkują – wyniki badania

W ramach badania Polacy zostali poproszeni o wskazanie sektorów gospodarki, w których  ich zdaniem wykorzystywana jest już dzisiaj sztuczna inteligencja. Wskazywali też branże, w których można wg nich wdrożyć narzędzia oparte o A.I. W odpowiedziach na obydwa pytania najczęściej wskazywanych były branże kreatywne, takie jak reklama, marketing, grafika i media. Wysoko w odpowiedziach respondentów dot. aktualnego zastosowania sztucznej inteligencji w gospodarce była wskazywana branża nowych technologii (IT) oraz media społecznościowe. Jak wskazują wyniki badania PAYBACK, Polacy widzą duży potencjał w wykorzystaniu AI również do rozwoju medycyny oraz nauki i  edukacji.

Co ciekawe, zdaniem 11% Polaków sztuczna inteligencja nie powinna być wykorzystywana w żadnym sektorze gospodarki.

W jakich sektorach Pana/i zdaniem jest wykorzystywana obecnie sztuczna inteligencja? % całej badanej populacji, który wskazał daną odpowiedź
Reklama 61%
Marketing 59%
Social Media 53%
Media 47%
Grafika 45%
IT 43%
Rozrywka 43%
Sprzedaż 35%
Analityka 35%
Nauka i edukacja 33%
Zakupy 30%
Medycyna 29%
Finanse 26%
Produkcja 22%
Transport 19%
Kultura i sztuka 18%
Polityka 17%
Prawo 10%
Nie wiem 9%
Inne 8%

 

W jakich sektorach wg Pana/Pani mogłaby być wykorzystywana sztuczna inteligencja? % całej badanej populacji, który wskazał daną odpowiedź
Reklama 38%
Marketing 34%
Grafika 34%
Media 32%
Medycyna 32%
Rozrywka 31%
Nauka i edukacja 31%
Social Media 30%
IT 30%
Analityka 29%
Sprzedaż 27%
Zakupy 24%
Finanse 24%
Produkcja 23%
Transport 21%
Kultura i sztuka 20%
Polityka 15%
Prawo 15%
Nie wiem 13%
Nie powinno się korzystać ze sztucznej inteligencji 11%
Inne 8%

Polacy podchodzą z ograniczonym zaufaniem do efektów pracy AI

Wyniki badania PAYBACK pokazują, że zaledwie 15% Polaków ufa efektom pracy wykonywanej przez sztuczną inteligencję. Ponad dwa razy więcej osób im nie ufa (33%). Zdecydowanie największą grupę stanowią jednak osoby, które nie posiadają jednoznacznej opinii w tej sprawie (52%).

Najczęściej wskazywanymi przez Polaków powodami braku zaufania do efektów pracy sztucznej inteligencji jest ogólna nieufność wobec procesów realizowanych bez udziału człowieka (14%), brak pełnej kontroli nad procesem (13%) oraz obawy dotyczące bezpieczeństwa (12%). Zastrzeżenia ankietowanych łączą się również z przekonaniem, że praca sztucznej inteligencji powinna być weryfikowana przez człowieka. Takie zdanie podziela aż 94% Polaków.

Bez obaw o przyszłość rynku pracy

Pomimo dużej rezerwy w podejściu do sztucznej inteligencji, Polacy raczej nie obawiają się negatywnych skutków jej wdrożenia dla rynku pracy. O ile blisko połowa (49%) badanych dostrzega możliwość zastąpienia ludzi w pracy przez AI, tak tylko 23% respondentów przyznaje, że boi się utraty pracy na skutek rozwoju sztucznej inteligencji a 21% nie ma w tej sprawie zdecydowanej opinii.

Komu może pomóc AI

55% Polaków uważa, że sztuczna inteligencja może pomóc w rozwoju obecnie działających firm. Zdecydowanie najczęściej wskazywanym obszarem, który mogłoby wesprzeć AI była analiza danych. Jak wskazują eksperci PAYBACK, obecnie jest to kluczowa dziedzina wspierająca rozwój przedsiębiorstw, a sztuczna inteligencja otwiera wiele nowych możliwości w tym zakresie.

W obecnych czasach większość decyzji biznesowych jest poprzedzana analizą i podejmowana na podstawie danych liczbowych. Obojętne, czy mówimy o wejściu na nowy rynek, tworzeniu lub dopasowaniu palety konkretnej linii produktów, kampanii marketingowej czy wyborze sposobów i kanałów dotarcia do klienta. Podejmowanie decyzji wyłącznie w oparciu o własne doświadczenie lub intuicję, wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem. Jednocześnie rośnie ilość zbieranych informacji. Sztuczna inteligencja pozwala nam je przetwarzać w sposób bardziej efektywny. Dzięki temu możliwe jest tworzenie np. precyzyjnych predykcji zachowań konsumenckich , określenie optymalnej ceny produktu, trendów związanych z całą kategorią czy – co jest coraz ważniejszym czynnikiem – podatności konsumentów na zmiany ceny – mówi Artur Wyszyński, Menadżer ds. wdrożeń oraz rozwoju struktur IT w PAYBACK

Kolejnymi wskazaniami badanych Polaków dotyczącymi obszarów, w których sztuczna inteligencja mogłaby wesprzeć rozwój obecnie działających firm, było m.in. tworzenie treści marketingowych, automatyzacja procesów, szybsza obsługa klienta oraz rozpoznawanie potrzeb klientów.

W jakim obszarze Pana/i zdaniem sztuczna inteligencja mogłaby wesprzeć rozwój działających obecnie firm? % całej badanej populacji, który wskazał daną odpowiedź
Analiza danych 42%
Tworzenie treści marketingowych 28%
Automatyzacja procesów 28%
Szybsza obsługa klienta 27%
Rozpoznanie potrzeb klientów 27%
Przygotowanie oferty dla klientów 22%
Proces produkcyjny 16%
Tworzenie nowych produktów 16%
Obsługa reklamacji 15%
Podejmowanie decyzji biznesowych 10%
Transport 9%
Inne 4%

 

Potrzeba regulacji

Kwestią, która nie budzi kontrowersji wśród Polaków, jest potrzeba wprowadzenie regulacji prawnych, dotyczących wykorzystywania sztucznej inteligencji. Aż 90% Polaków oczekuje wprowadzenia tego typu przepisów.

Co ciekawe, większość Polaków opowiada się również za, podobnie jak w przypadku osób fizycznych, obłożeniem podatkami pracy wykonywanej przez sztuczną inteligencją. Rozwiązanie tego typu rozwiązanie popiera aż 61% osób ankietowanych osób.

Luzowanie czas zacząć

Nadchodzący tydzień to przede wszystkim długo wyczekiwana decyzja EBC. Do tego w kalendarzu sporo innych ciekawych odczytów. Warto jeszcze wrócić do piątkowej sesji, która przyniosła kilka ciekawych zwrotów. Za nimi także weekend wyborczy.

Działo się w piątek

Zanim przejdziemy do omawiania nadchodzących wydarzeń, warto poświęcić chwilę na analizę tego, co wydarzyło się podczas ostatniej w zeszłym tygodniu sesji. Po pierwsze mieliśmy spore zaskoczenie à propos inflacji w eurozonie. Rynek spodziewał się co prawda odbicia w górę, ale jednak zakładał, że będzie ono mniejsze. O tym, czy i jak to wpłynie na środowe posiedzenie za chwilę. Ciekawie wyglądała też sesja na parkietach giełdowych. Europa zamknęła się wyraźnie pod kreską i bardzo długo wydawało się, że podobnie zachowają się akcje w Stanach. Pod koniec sesji widzieliśmy jednak niesamowitą szarżę popytu, która nie tylko zniwelowała straty, ale również wywindowała indeksy na zieloną strefę mocy. Efektem tego jest zarysowanie długiego dolnego cienia na tygodniowym wykresie, co technicznie powinno wspierać byki w nadchodzących dniach.

Wyborczy weekend

W weekend poznaliśmy też wyniki wyborów w dwóch specyficznych krajach. Po pierwsze w największej demokracji świata – Indiach. Te trwały blisko półtora miesiąca i wzięło w nich udział ponad 600 mln ludzi (prawo głosu ma blisko miliard obywateli). Oficjalne wyniki mają być podane dopiero jutro, jednak nie ma wątpliwości, że wygrał Sojusz Narodowo Demokratyczny, koalicja zawiązana wokół partii premiera Modiego. Według różnych źródeł zwiększy ona stan posiadania z obecnych 350 mandatów do 370 – 400 w izbie liczącej 543 miejsc. Lokalna giełda oraz indyjska rupia zareagowały wzrostami na pierwsze doniesienia.

Plebiscyt odbył się także w Meksyku, gdzie tamtejsze wybory zostały okrzyknięte najbardziej krwawymi w historii. Łącznie zginęło 38 kandydatów, a blisko 300 kolejnych było ranionych, co oczywiście jest łączone z wojną z kartelami narkotykowymi. Nową prezydent zostanie Claudia Sheinbaum, która zdobyła około 60% głosów. Jest ona uznawana za kontynuatorkę polityki prowadzonej przez Lopeza Obradora – odchodzącego prezydenta. Co oczywiste główną osią wyborów było bezpieczeństwo oraz walka z zorganizowana przestępczością.

Poniedziałek z PMI

Obecny tydzień zaczynamy od serii odczytów PMI. W oczy się rzuca wyjątkowo słaby rezultat rodzimego przemysłu, gdzie indeks wyniósł ledwie 45 pkt, 2 pkt mniej niż spodziewali się analitycy i poniżej wyniku z poprzedniego miesiąca. W podobnym nastroju są Włosi, co jednak nie przełożyło się na wynik całej strefy. Ten wyniósł 47,3 pkt wobec 45,7 pkt miesiąc temu. Duży wzrost zaliczyli Niemcy, co może być odbierane za spory pozytyw, nawet jeśli do granicy 50 pkt naszym zachodnim sąsiadom wciąż wiele brakuje. Po południu poznamy odczyty zarówno PMI jak ISM ze Stanów. W tym tygodniu Amerykanie jednak więcej uwagi będę kierować na rynek pracy.

Kluczowymi wydarzeniami tygodnia będą jednak posiedzenia banków centralnych. O ile RPP nie ma prawa nas niczym zaskoczyć i wszystko wskazuje na to, że stopy procentowe pozostaną niezmienione, tak samo, jak retoryka prezesa Glapińskiego podczas konferencji prasowej. Inaczej sytuacja wygląda dla strefy euro. Mimo zeszłotygodniowej niespodzianki inflacyjnej cięcie stóp w czwartek wydaje się niezagrożone. Pytaniem otwartym pozostaje jednak dalszy scenariusz. Dużo się mówi, że na lipcowym posiedzeniu EBC nie pójdzie za ciosem i na kolejny ruch będziemy musieli dłużej poczekać, co stawia pod znakiem zapytanie scenariusz z trzema obniżkami w tym roku.

Złoty słabo zaczyna tydzień, wyraźnie tracąc na szerokim rynku. Euro przebiło z rana poziom 4,28 zł, a dolar wrócił do 3,95 zł. Główna para walutowa jeszcze nie obrała kierunku, niewielka przewaga pozostaje po stronie dolara, jednak na poważniejsze rozstrzygnięcia będziemy musieli jeszcze poczekać.

Krzysztof Adamczak – starszy dealer walutowy w InternetowyKantor.pl

Sławomir Panasiuk Wiceprezesem Zarządu GPW

Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę na powołanie Sławomira Panasiuka na stanowisko Członka Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Nowy Wiceprezes będzie odpowiedzialny za obszar informatyczny i technologiczny. Uzupełnienie składu Zarządu GPW ma istotne znaczenie w kontekście trwających prac nad uruchomieniem systemu WATS, jednego z najważniejszych przedsięwzięć technologicznych ostatnich ośmiu lat realizowanych przez warszawską Giełdę.

  • Decyzję o powołaniu Sławomira Panasiuka w skład Zarządu Giełdy podjęła w kwietniu 2024 roku Rada Nadzorcza GPW
  • Powołanie Członka Zarządu GPW informatycznych zostało poprzedzone procedurą konkursową
  • Zarząd GPW obecnie składa się z maksymalnej liczby pięciu osób

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) udzieliła zgody na dokonanie zmian w Zarządzie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Tym samym nowym Wiceprezesem Zarządu GPW ds. informatycznych został Sławomir Panasiuk.

W kwietniu 2024 roku Rada Nadzorcza GPW w związku z przeprowadzonym postepowaniem kwalifikacyjnym na stanowisko Członka Zarządu GPW ds. informatycznych, powołała Sławomira Panasiuka i powierzyła mu funkcję Wiceprezesa Zarządu odpowiedzialnego za obszar informatyczny i technologiczny. Pod jego kierownictwem, Giełda planuje nie tylko skutecznie wdrożyć nowy system transakcyjny, ale także dostosować się do nowych trendów technologicznych oraz zwiększyć poziom cyberbezpieczeństwa.

– Nowoczesne technologie i systemy informatyczne są kluczem do sprawnego funkcjonowania Grupy Kapitałowej GPW oraz całego polskiego rynku kapitałowego. Cieszę się, że mogę dołączyć do warszawskiej Giełdy w momencie realizacji jednego z najważniejszych projektów technologicznych w historii naszego rynku. Moim celem jest nie tylko skuteczne wdrożenie nowego systemu transakcyjnego, ale także szeregu projektów zwiększających efektywność operacyjną i poziom odporności cyfrowej oraz dostosowanie warszawskiego parkietu do najnowszych trendów technologicznych. Te działania są niezbędne, aby zapewnić bezpieczeństwo i efektywność operacji na rynku kapitałowym – stwierdza Sławomir Panasiuk, Wiceprezes Zarządu GPW.

Sławomir Panasiuk, od 2006 roku był Członkiem Zarządu Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych (KDPW), a od 2009 roku Wiceprezesem KDPW. Od 2011 roku pełni także funkcję Wiceprezesa Zarządu izby rozliczeniowej KDPW_CCP. Pod jego nadzorem zrealizowano wiele kluczowych i innowacyjnych technologicznie projektów, które znacząco podniosły jakość i zakres usług post-transakcyjnych, dostosowując polski rynek finansowy do międzynarodowych standardów. Był członkiem Rady Nadzorczej Bondspot S.A., IRGIT S.A. oraz Centrum Giełdowego S.A.

Absolwent Wojskowej Akademii Technicznej, gdzie uzyskał tytuł magistra inżyniera na Wydziale Cybernetyki. Ukończył również studia podyplomowe z zakresu informatyki, doktoranckie studia w zakresie nauk ekonomicznych w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz podyplomowe studia menedżerskie (AMP) w Wyższej Szkole Zarządzania Uniwersytetu Nawarry – IESE.

W oczekiwaniu na pierwsze cięcie stóp EBC

W tym tygodniu o stopach procentowych w Polsce zadecyduje RPP. Koncentrujemy się jednak na posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego – obniżka stóp procentowych EBC jest niemal przesądzona. Rynek wyczekuje teraz komunikatów dotyczących dalszych ruchów banku, które będą kluczowe dla euro. W minionym tygodniu wspólna waluta, pomimo zaskoczenia w górę w inflacją w strefie euro, nie zdołała się umocnić.

Ostatni tydzień był dla walut G10 bardzo spokojny. Istotne z naszej perspektywy odczyty danych były nieliczne, waluty G10 poruszały się więc w wąskich przedziałach, w których ostatnio się znajdują.

Spodziewamy się, że ten i kolejny tydzień będą przeciwieństwem dwóch ostatnich. Miesiąc rozpoczniemy posiedzeniem EBC którego wynik poznamy w czwartek (06.06), następnie w piątek (07.06) opublikowany zostanie raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy, a na początku przyszłego tygodnia – inflacyjny. Dodatkowo rynki mierzyć się będą z pokłosiami wyborów w RPA, Meksyku i Indiach. W Polsce zaś czekamy na wynik posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej w środę (05.06).

Kluczowe pozostają oczywiście odczyty inflacyjne z USA oraz strefy euro i reakcje bankierów centralnych na nie. Nieustanne odsuwanie rynkowych oczekiwań dotyczących znacznych cięć stóp procentowych w 2024 r. nie jest korzystne dla walut wysokiego ryzyka, a w szczególności walut rynków wschodzących.

PLN

Kurs EUR/PLN spadł w ubiegłym tygodniu poniżej 4,25. Po osiągnięciu najlepszej od ponad czterech lat pozycji waluta oddała jednak część zysków. Uwaga w zeszłym tygodniu skupiła się na dynamice cen. Majowa inflacja CPI była dość zaskakująca – wzrosła jedynie nieznacznie, istotnie poniżej oczekiwań, i uplasowała się w samym środku przedziału celu NBP (2,5% ± 1 pp.). Dane implikują również dalszy spadek miary bazowej.

Raport stanowi miłe zaskoczenie, nie sądzimy jednak, że wpłynie istotnie na retorykę RPP, która już w tę środę podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych. Nie należy spodziewać się żadnych zmian kosztu pieniądza – ani na tym posiedzeniu, ani na najbliższych. Zakładamy, że podczas swojej konferencji prasowej w czwartek (06.06) prezes NBP Adam Glapiński w dużej mierze powtórzy przekazywane wcześniej komunikaty, zwracając uwagę na to, że mimo korzystnego zaskoczenia inflacja powinna w dalszym ciągu rosnąć, a ryzyka są wciąż obecne.

EUR

W ten czwartek (06.06) EBC prawie na pewno obniży stopy procentowe o 25 pb. Na rynkach panuje co do tego niemal całkowita zgoda – w kontraktach swap natychmiastowe cięcie jest wyceniane niemal w pełni. Kluczowe pozostają harmonogram i skala ewentualnych dalszych cięć – oczekiwania wobec obu były w ostatnich tygodniach istotnie odsuwane.

Ubiegłotygodniowy odczyt dynamiki cen w maju był wyższy od oczekiwań i wydaje się, że dezinflacyjny trend przynajmniej się zatrzymał. Szczególnie niepokojące jest odbicie presji cenowej w sektorze usługowym, wiedzione przez rosnące koszty pracy i popyt konsumencki. Nie wiadomo, co w związku z tymi trendami postanowią oficjele EBC, czwartkowa konferencja prasowa po posiedzeniu może więc być dla rynków walutowych najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia.

USD

Kwietniowa inflacja PCE, która jest miarą preferowaną przez Rezerwę Federalną, okazała się w ubiegłym tygodniu dokładnie taka, jak oczekiwano, i nieco niższa niż opublikowany wcześniej raport CPI. Wystarczyło to, by zniwelować tygodniowy wzrost rentowności amerykańskich obligacji, prowadząc je do poziomów z początku tygodnia, co przyczyniło się także do łagodnego ruchu w dół na dolarze. Zakończył on maj spadkiem względem większości głównych walut (z wyjątkiem jena japońskiego), jako że ogólnie silniejsze dane gospodarcze ze świata, w szczególności z Europy i Chin, poprawiły sentyment do ryzyka, na czym tracą safe haven.

Ten tydzień powinien być znacznie bardziej interesujący. W kalendarzu wyróżnia się piątkowy raport NFP (non-farm payrolls). Poza liczbą nowych miejsc pracy netto rynki skupią się na miesięcznym wzroście płac, by sprawdzić, czy uporczywa inflacja w usługach przekłada się na wyższe oczekiwania płacowe pracowników.

GBP

Mimo ogłoszenia daty wyborów parlamentarnych, niepewnych oznak ochłodzenia w sektorze usługowym (gorsze od oczekiwań dane PMI) oraz słabości wydatków konsumenckich widocznej w ostatnim raporcie dotyczącym sprzedaży detalicznej, funt radzi sobie zaskakująco dobrze. Brytyjska waluta w ostatnich miesiącach umacnia się względem euro, a rynki postrzegają większość Partii Pracy jako prawdopodobnie najkorzystniejszą dla rynku opcję w nadchodzących wyborach – odzwierciedla to zarówno utrzymujące się problemy spowodowane kiepskim minibudżetem Liz Truss, jak i zmianę w kierunku politycznego centrum pod rządami Keira Starmera.

W tym tygodniu odczytów będzie niewiele i będą to głównie dane ankietowe, a nie twarde. W obliczu wyborów 04.07 Komitet Polityki Monetarnej Banku Anglii wstrzymuje się z wszelkimi komunikatami (z wyjątkiem czerwcowego posiedzenia). Oznacza to, że niewiele krajowych czynników będzie mogło wpłynąć na funta, handel nim będzie więc zależał w większości od wydarzeń na świecie.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Tydzień z EBC oraz danymi z rynku pracy USA

Piątkowe notowania przyniosły wzrosty indeksu Dow Jones (+1,51 proc.) oraz SP500 (+0,8 proc.) i jednocześnie brak zmian technologicznego Nasdaq Composite (-0,01 proc.). Inflacja PCE w USA okazała się zgodna z oczekiwaniami i wskazała na stabilizację dynamiki wzrostu cen. Dolar stracił na wartości a rentowności obligacji amerykańskiego rządu spadły. Przedstawiciele OPEC+ zgodnie z oczekiwaniami rozszerzyli swoje dodatkowe dobrowolne cięcia dostaw, a grupa przedstawiła również plany stopniowego łagodzenia cięć od czwartego kwartału. W tym tygodniu NFP oraz decyzja EBC.

Rynek na piątkowy raport na temat wydatków amerykanów zareagował słabszym dolarem i wzrostami na Wall Street. Deflator PCE uplasował się na poziomie 2,7 proc. rok do roku i wyniósł 0,3 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca. Bazowy wskaźnik wyniósł odpowiednio 2,8 proc. oraz 0,2 proc. W tym przypadku w ujęciu miesięcznym wynik jest lekko niższy od prognoz (0,3 proc.) i jednocześnie najsłabszy od początku roku. Z reakcji rynkowej można zakładać, że obawiano się negatywnej niespodzianki i widać, że inwestorzy odetchnęli z ulgą. Dane w pewien sposób zmniejszają niepokój dotyczący uporczywości inflacji ale Fed z pewnością będzie chciał otrzymać więcej dowodów, że dynamika wzrostu cen znajduje się na odpowiednim (czyli deflacyjnym) kursie. Teraz uwaga przenosi się na rynek pracy. W tym tygodniu otrzymamy ankietę JOLTS przedstawiającą popyt na pracę oraz rotację pracowników, wskaźnik ADP i przede wszystkim miesięczne zestawienie danych – czyli raport NFP.

W tym tygodniu EBC prawdopodobnie obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych, mimo, że w ostatnim czasie otrzymaliśmy gorsze dane inflacyjne a także silniejszy wzrost płac negocjowanych. W tym momencie ciężko będzie europejskim decydentom wycofać się z deklaracji łagodzenia warunków monetarnych już na czerwcowym posiedzeniu. Publikacje z minionego tygodnia mogą jednak wpłynąć na tempo i skalę dalszego cyklu obniżek.

Pierwsza redukcja kosztu pieniądza w strefie euro jest już niemalże przesądzona. Tak wynika z wyceny rynkowej ale również z ostatnich twierdzeń członków Rady Prezesów EBC, nawet tych należących do obozu „jastrzębi”. Rynek nie otrzyma jednak dalszych wskazówek jak będzie przebiegał cały cykl. Prawdopodobnie usłyszymy znane stwierdzenie, że dalsze decyzje będą zależne od napływających danych. W ten sposób EBC nie chce się zobowiązać do określonej ścieżki stóp.

Warto też wspomnieć o decyzji OPEC+, która nie zaskoczyła. Przedstawiciele tego gremium rozszerzyli swoje dodatkowe dobrowolne cięcia dostaw, natomiast zostały jednocześnie przedstawione plany stopniowych ich redukcji. To powinno spowodować, że w kolejnych miesiącach na rynku ropy będziemy doświadczać deficytu podaży.

Rynek był najbardziej zainteresowany tym, co będzie z dodatkowymi dobrowolnymi cieciami podaży o 2,2 mln baryłek dziennie, które miały wygasnąć z końcem czerwca tego roku. Tu otrzymaliśmy przedłużenie o kwartał a następnie ma nastąpić stopniowe wycofywanie się z tych działań do września 2025 roku. Inwestorzy po cichu oczekiwali, że dodatkowe dobrowolne cięcia będą przedłużone do końca tego roku.

Ogólnogrupowe redukcje wydobycia (ok. 2mln b/d) zostały wydłużone do końca 2025 roku (wcześniej miały wygasnąć z końcem 2024 r.). Z kolei dobrowolna redukcja podaży w wysokości 1,66 mln b/d od dziewięciu członków OPEC+ – wprowadzona w maju 2023 r. – również została przedłużona do końca 2025 roku.

Cena ropy brent dziś rano na otwarciu spadła poniżej 81 USD. Ogólnie zmienność jest niewielka a notowania cały czas oscylują wokół lokalnych minimów i jednocześnie znajdują się w istotnej strefie wsparcia horyzontalnego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers