Zmiany na stanowiskach redaktorów naczelnych w Polska Press Grupie

Piotr Kotomski, dotychczas pełniący rolę redaktora naczelnego serwisu I.PL, opuszcza swoje stanowisko oraz kończy współpracę ze spółką PL24, będącą częścią Polska Press. Jego obowiązki przejmuje Wojciech Rogacin, który równolegle sprawuje funkcję redaktora naczelnego dziennika „Polska Metropolia Warszawska”. Taki podwójny zakres obowiązków Rogacina podkreśla jego znaczącą rolę w strukturze grupy oraz jej zaufanie do jego umiejętności redakcyjnych i zarządczych.

Z kolei Marcin Habel rezygnuje z roli redaktora naczelnego w przypadku trzech ważnych dzienników regionalnych: „Gazeta Pomorska”, „Express Bydgoski”, „Nowości – Dziennik Toruński”. Jego odejście z Polska Press otwiera drogę dla Alicji Polewskiej-Matusewicz, która do tej pory pełniła funkcję zastępczyni redaktora naczelnego. Polewska-Matusewicz zostaje mianowana pełniącą obowiązki redaktora naczelnego wspomnianych tytułów, co stanowi świadectwo jej profesjonalizmu i doświadczenia w branży.

Misja EagleEye to początek nowej ery dla polskiego sektora kosmicznego

W tym roku największy i najbardziej zaawansowany satelita w historii Polski zostanie wyniesiony na orbitę okołoziemską. EagleEye, opracowany przez firmę Creotech Instruments, Scanway oraz Centrum Badań Kosmicznych PAN został zbudowany na autorskiej platformie HyperSat, która pozwala na prowadzenie różnego rodzaju misji kosmicznych. Platforma już teraz stanowi kluczowy element szeregu projektów na szczeblu krajowym i europejskim o charakterze zarówno cywilnym, jak i obronnym. Tegoroczna misja znacząco przyspieszy trwający proces komercjalizacji platformy. Satelita EagleEye powstał na terenie Polski przy zaangażowaniu krajowych firm, budując narodowe kompetencje w zakresie tworzenia małych satelitów i stanowi kamień milowy dla rozwoju polskiego sektora kosmicznego. Projekt ten otwiera rodzimym podmiotom drzwi na szybko rosnący i dochodowy rynek projektowania, budowy, integracji oraz wynoszenia małych satelitów.

Pomimo szybkiego wzrostu wartości rynku kosmicznego, w Europie tylko osiem grup kapitałowych posiada udowodnioną zdolność do tworzenia satelitów o masie przekraczającej 50 kg. Na całym świecie takich firm jest zaledwie kilkadziesiąt. Główną barierą wejścia jest wysoka inżynieryjna złożoność.

Przełomowy charakter misji EagleEye unaocznia fakt, że masa naszego satelity jest porównywalna z masą wszystkich kilkunastu polskich satelitów zbudowanych od początku krajowego udziału w eksploracji kosmosu. EagleEye będzie ważył ponad 50 kg i poza naszą autorską platformą HyperSat, przetestuje również pierwszy polski wysokorozdzielczy system zobrazowania Ziemi firmy Scanway oraz komputer instrumentu opracowany w Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Misja ma zatem duże znaczenie nie tylko dla Creotech, ale również dla pozostałych konsorcjantów i całego polskiego sektora kosmicznego. Otwieramy rodzimym podmiotom drzwi na szybko rosnący i dochodowy rynek projektowania, budowy, integracji oraz wynoszenia małych satelitów o masie powyżej 50 kg komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Misja EagleEye

EagleEye to pierwszy zaprojektowany i zbudowany w Polsce satelita o masie większej niż 50 kg. Tym samym ma szansę wprowadzić Polskę do elitarnego grona państw posiadających zdolności tworzenia tak zaawansowanych systemów kosmicznych na potrzeby krajowe, Europejskiej Agencji Kosmicznej czy komercyjnych klientów z całego świata.

Wyróżnikiem misji EagleEye będzie również zdolność do operowania na bardzo niskiej orbicie (VLEO – ang. Very Low Earth Orbit). Satelita schodzący na wysokość około 300-350 km zapewni lepszą jakość obrazowania Ziemi, jednak kosztem pokonania szeregu inżynieryjnych wyzwań. Na bardzo niskiej orbicie Ziemi, istotny wpływ na statek kosmiczny ma szczątkowa atmosfera ziemska, obecna na tej wysokości. Wymagało to od inżynierów pracujących nad EagleEye odpowiedniego zaprojektowania satelity tak by ten mógł wykorzystać napęd do ciągłego utrzymania precyzyjnej orientacji platformy i wysokości orbity. Obecnie EagleEye przechodzi pomyślnie końcowe testy i zewnętrzne przeglądy gwarantujące spełnienie wyśrubowanych standardów wymaganych przez firmę SpaceX, z której rakietą satelita zostanie wkrótce zintegrowany.

Creotech Instruments jako lider konsorcjum odpowiada w projekcie EagleEye za przeprowadzenie całej misji, tj. przygotowanie platformy satelitarnej HyperSat oraz jej elementów składowych, integrację satelity, jak również wyniesienie na orbitę okołoziemską we współpracy z firmą ExoLaunch, która jest operatorem integracji SpaceX. Spółka odpowiada także za zapewnienie łączności gdy satelita będzie już na orbicie. EagleEye jest wyposażony w precyzyjny teleskop optyczny zaprojektowany i wykonany przez polską firmę Scanway S.A. oraz komputer instrumentu opracowany przez Centrum Badań Kosmicznych PAN.

Rozwój platformy satelitarnej HyperSat, stanowiącej podstawę misji EagleEye, rozpoczął się w 2017 roku jako odpowiedź Creotech Instruments na wymagania dynamicznie rozwijającego się segmentu małych satelitów. Jednym z głównych wyróżników platformy rozwiniętej przez Creotech jest jej modularność, co umożliwia dostosowywanie się do indywidualnych wymagań klienta w misjach o różnorodnym zastosowaniu i profilu. Modularność ta pozwala także na skalowanie platformy do obsługi satelitów o masie większej niż 50 kg. Spółka zamierza w ciągu kilku lat obsługiwać satelity o masie do 200 kg, otwierając dostęp do nowego, jeszcze bardziej wysokomarżowego segmentu rynku.

Projekt EagleEye jeszcze przed wyniesieniem na orbitę stanowi kamień milowy w rozwoju polskiego sektora kosmicznego i przyczynia się do wzrostu liczby miejsc pracy w wysokotechnologicznym przemyśle. Narodowe zdolności do budowania zaawansowanych satelitów o charakterze cywilnym i militarnym są spójne z długoterminowym kierunkiem rozwoju polskiego sektora kosmicznego. Pozwalają również na budowanie konstelacji Made in Poland oraz rozwijanie ogólnopolskiej sieci firm dostarczających niezbędne komponenty dla krajowego łańcucha wartości budowy satelitów. Platforma HyperSat może w przyszłości służyć nie tylko misjom optycznym, ale również radarowym, komunikacyjnym, związanym z łącznością 5G i Internetem Rzeczy, naukowym czy dotyczącym bezpieczeństwa i obronności, a także związanym z logistyką orbitalną dodaje Grzegorz Brona.

Platforma HyperSat już dziś cieszy się dużym zainteresowaniem klientów. Została wybrana przez niemiecką firmę OHB w misji pierwszego testowego tankowania satelity na orbicie okołoziemskiej. Z kolei ESA powierzyła Creotech Instruments fazę 0-A dla drugiej, po 20 latach przerwy, największej europejskiej misji księżycowej, której celem będzie mapowanie zasobów naturalnych Srebrnego Globu. Misja ta również będzie realizowana przez satelitę opartego na platformie HyperSat. Platforma ma także stać się jednym ze standardów w projekcie Europejskiego Funduszu Obronności REACTS, związanego z budową europejskich zdolności szybkiego reagowania na wypadek zaistnienia sytuacji kryzysowej. Jest również podstawą dla krajowych misji m.in. PIAST czy potencjalnej przyszłej konstelacji dla wojska.

Creotech Instruments identyfikuje łącznie przynajmniej kilkunastu potencjalnych klientów, w tym międzynarodowych instytucji oraz podmiotów komercyjnych, zainteresowanych wykorzystaniem platformy HyperSat do realizacji swoich własnych misji kosmicznych.

Rynek małych satelitów

Według raportu firmy BryceTech[1], aż 96% wszystkich wysłanych przez ludzkość w kosmos obiektów w roku 2022 stanowiły małe satelity – ważące poniżej 600 kg obiekty, które w ostatnich latach zdominowały rynek. Z jednej strony są one wielokrotnie tańsze niż ich zdecydowanie więksi i bardziej skomplikowani poprzednicy. Z drugiej – oferują funkcjonalność dotrzymującą kroku wielkim satelitom, dzięki postępowi w miniaturyzacji elektroniki, zaawansowanych systemach obrazowania, operowaniu na niższych orbitach czy wykorzystaniu algorytmów sztucznej inteligencji.

Jak pokazuje wykorzystanie danych orbitalnych oraz internetowej łączności satelitarnej podczas wojny w Ukrainie, małe satelity zapewniają wysoki poziom bezpieczeństwa. Dzięki niskiemu kosztowi produkcji, siły zbrojne mogą w ramach tych samych budżetów operować większymi konstelacjami, zapewniając sobie szybszy dostęp do precyzyjnego obrazowania istotnego terenu, ciągłą łączność w przypadku zagrożenia, a także nieustanny nasłuch wywiadowczy sygnałów elektronicznych i radiowych przeciwnika. Do realizacji tych zaawansowanych zadań najczęściej wykorzystywane są satelity ważące około 50-200 kg, nazywane micro- i mini-satelitami. Ta kategoria pozwala na realizację zdecydowanie bardziej zaawansowanych misji niż mniejsze CubeSaty, wciąż charakteryzując się niewielkimi rozmiarami i ceną, obniżaną także przez wprowadzanie seryjnej produkcji mówi Marcin Mazur, Kierownik Projektu EagleEye w Creotech Instruments.

Rynek małych satelitów (ang. smallsats) w latach 2013-2022 osiągnął wartość 30 mld dolarów, a już w bieżącej dekadzie do 2032 roku, ma sięgnąć 111 mld dolarów według danych firmy analitycznej Euroconsult[2]. Średnio w czasie dekady 2023-2032 na orbitę będzie trafiać ponad 2600 satelitów rocznie, co przekłada się dziennie na ponad 7 małych satelitów. Do tej klasy obiektów kosmicznych należą m.in. zapewniające satelitarną łączność internetową satelity Starlink firmy SpaceX, obrazowania optycznego Ziemi OneWeb firmy Planet czy nawigacyjne satelity należące do Spire. Małe satelity zaczynają być wykorzystywane do precyzyjnej obserwacji Ziemi w zakresie światła widzialnego, jak i podczerwieni czy przy użyciu radarów, zapewniają również globalną łączność radiową ze statkami i samolotami.

[1] https://brycetech.com/reports/report-documents/Bryce_Smallsats_2023.pdf

[2] https://www.euroconsult-ec.com/press-release/smallsat-market-keeps-growing-despite-supply-challenges-and-starlink-moving-to-larger-form-factors/

Luty 2024 w budownictwie mieszkaniowym – w danych widać jaskółki ożywienia

Luty 2024 roku w ocenie branży deweloperskiej wygląda zdecydowanie lepiej niż styczeń. Utrzymanie dotychczasowego tempa wydawania pozwoleń na budowę daje szansę na odbudowanie zapału inwestycyjnego deweloperów. Nie bez znaczenia dla rynku mieszkaniowego jest też decyzja o przesunięciu terminu wejścia w życie rozporządzenia w sprawie warunków technicznych jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Przepisy te miały obowiązywać już od 1 kwietnia br. i stawiały pod znakiem zapytania wiele nowych inwestycji wielorodzinnych.

Pozwolenia na budowę

W lutym tego roku deweloperzy otrzymali zgodę na budowę 15,4 tys. nowych lokali. Możemy zatem mówić o relatywnym odbiciu. Wzrost r/r dla okresu styczeń-luty w sektorze deweloperskim wyniósł co prawda 42,3 proc., ale nie możemy zapominać, że na początku zeszłego roku wyniki te były najsłabsze od kilku lat, co niejako zaburza porównanie i może prowadzić do zbyt pochopnych, hurraoptymistycznych wniosków.

Niemniej należy cieszyć się, że od września 2023 roku kontynuowana jest solidna dynamika wydawanych pozwoleń, oscylująca wokół 15 tys. zgód na nowe lokale wydawanych deweloperom każdego miesiąca. Utrzymanie tego tempa pozwoliłoby na odbicie po fatalnym 2023 roku, w którym wydano najmniej pozwoleń od ponad pięciu lat.

Nie można jednak zapominać o konieczności systemowego usprawnienia podaży nowych inwestycji. A do tego potrzebne są zmiany legislacyjne, które poprawią warunki prowadzenia procesu inwestycyjnego w Polsce.

Rozpoczynane inwestycje

Statystyki GUS za luty dowodzą, że utrzymuje się bardzo pozytywny dla rynku trend stopniowego odbicia podaży w zakresie nowych inwestycji deweloperskich. W lutym deweloperzy rozpoczęli budowę 14 179 nowych lokali. Lepszy, pojedynczy wynik dla danego miesiąca obserwowaliśmy ostatnim razem w czerwcu 2022 roku, a przecież był on sztucznie wywołany wejściem w życie nowych przepisów ustawy deweloperskiej. Wzrost o 111,4 proc. w analogicznym okresie r/r może wyglądać naprawdę imponująco. Pamiętajmy jednak, że przede wszystkim jest to efekt niskiej bazy, gdyż przełom 2022 i 2023 roku były dla deweloperów pod względem nowych inwestycji najgorszym czasem od ośmiu lat.

Do odbudowania zapału inwestycyjnego deweloperów przyczynił się fakt wprowadzenia programu Bezpieczny Kredyt 2 proc., zmiany w przepisach dotyczące decyzji środowiskowych, ogólna poprawa sytuacji gospodarczej oraz poluzowanie polityki kredytowej przez Komisję Nadzoru Finansowego (rekomendacja S).

– W najbliższych miesiącach przekonamy się, czy dynamika zostanie utrzymana. Z jednej strony będzie to zależeć od sentymentu i zdolności finansowej nabywców, z drugiej natomiast od możliwości zapewnienia odpowiedniego poziomu podaży. Inwestorzy w całym kraju podnoszą bowiem, że brak odpowiednich gruntów i przedłużające się procedury blokują możliwość strukturalnego zwiększenia podaży na największych rynkach – mówi Patryk Kozierkiewicz, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Pozwolenia na użytkowanie 

W lutym wynik sektora deweloperskiego w zakresie mieszkań oddawanych do użytkowania był nieco lepszy niż w fatalnym styczniu, w którym zanotowaliśmy najgorsze dane dla pojedynczego miesiąca od lat. Wynik sektora w okresie od stycznia do lutego jest jednak wciąż słabszy o 5,9 proc. niż w analogicznym czasie w 2023. PZFD od dłuższego czasu alarmował w swoich komunikatach, że spadkowy trend będzie obserwowany właśnie począwszy od 2024 i 2025 roku. Jest to efekt znacznego osłabienia aktywności inwestycyjnej, spadku podaży dostępnych gruntów oraz wysokiego skomplikowania procedur administracyjnych w toku realizacji przedsięwzięć deweloperskich. Mniej nowych budów w ostatnich latach naturalnie skutkować będzie spadkiem wolumenu lokali oddawanych od użytkowania.

Powodów do optymizmu próżno doszukiwać się również wśród nabywców indywidualnych, którzy odebrali w pierwszych dwóch miesiącach roku o 1/5 domów mniej niż rok wcześniej. Łączny, skumulowany dla wszystkich sektorów spadek tempa realizacji budów wyniósł natomiast 11,7 proc. Potwierdza to przewidywania PZFD, który alarmował o konieczności poprawy sytuacji podażowej.

Banki centralne w centrum uwagi

Jesteśmy ostatnio świadkami dużych zmian poziomów stóp procentowych w ramach walki z inflacją. Obecnie większość gospodarek wchodzi w fazę obniżek. Wczoraj taką decyzję podjęli Czesi, dzisiaj rano Szwajcarzy, USA zgodnie z oczekiwaniami czeka.

Szwajcaria obniża stopy procentowe

Wydawało się, że w dzisiejszym komentarzu główną wiadomością będzie wczorajsza decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Dzisiejsza niespodziewana decyzja Banku Szwajcarii wydaje się nawet ważniejsza. Szwajcarzy obniżyli główną stopę procentową z 1,75% na 1,5%. Warto pamiętać, że inflacja w tym kraju wynosi obecnie 1,2%, zatem nie można mówić, że istnieje tutaj problem zbyt szybkiego wzrostu cen. Z drugiej strony im niższe stopy procentowe, tym słabsza waluta. Przekonaliśmy się o tym tuż po decyzji, kiedy to frank osłabił się o około 1% względem euro. Dla gospodarki szwajcarskiej mocny frank jest ostatnimi laty dużym utrudnieniem. Problem ten tylko pogłębił się po inwazji rosyjskiej na terytorium Ukrainy. Wielu inwestorów potraktowało franka jako bezpieczną przystań na trudne czasy. To dodatkowo umocniło walutę jeszcze bardziej, utrudniając życie przedsiębiorcom w Szwajcarii próbującym eksportować swoje towary.

O co chodzi z FED?

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami nie doszło do obniżki stóp procentowych w USA. Stopy pozostały w niezmienionym przedziale 5,25%-5,5%. Konferencja Jerome Powella wydawała się również nie być przełomowa. Wskazywał na silny rynek pracy. Na ogólnie poprawiającą się sytuację. Na lepsze prognozy gospodarcze. Problem w tym, że w kwestii oczekiwanych czerwcowych obniżek stóp procentowych był bardzo zachowawczy. Rynki jednak ten element zupełnie zignorowały i postanowiły iść w stronę oczekiwanego luzowania. Kontrakty terminowe pokazują jeszcze większe szanse na obniżkę stóp procentowych w czerwcu. To właśnie to spowodowało również przecenę dolara. Problem w tym, że pozostaje duży znak zapytania, czy mimo tego, że kontrakty terminowe dają obecnie około 75% na obniżkę, faktycznie do niej dojdzie. Zapowiada się ciekawa sytuacja na rynku w nadchodzących miesiącach.

Czesi obniżają stopy procentowe

Nasi południowi sąsiedzi kontynuują cykl obniżek stóp procentowych. Na wczorajszym posiedzeniu zgodnie z oczekiwaniami obniżono je z 6,25% na 5,75%. Tym samym stopy procentowe są dokładnie na tym samym poziomie co w Polsce. Biorąc pod uwagę, że kraj ten jest obecnie w cyklu obniżek, nie zapowiada się, by stan ten utrzymał się długo, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi prezesa Adama Glapińskiego. Co ciekawe, mimo oczekiwań obniżek stóp procentowych w Czechach było widać wczoraj zwiększoną zmienność na parze euro do czeskiej korony.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

W 2023 roku SEAT S.A. dostarczył łącznie 519176 samochodów, co stanowi wzrost o 35,3% r/r

  • Zysk operacyjny SEAT S.A. w 2023 roku wyniósł rekordowe 625 mln euro, przy obrotach na poziomie 14,3 mld euro i zwrocie ze sprzedaży osiągającym 4,4%.
  • SEAT planuje wprowadzenie poliftingowych modeli Ibiza i Arona oraz odświeżonych wersji Leona i Ateki.
  • W 2024 r na rynek zostaną wprowadzone modele CUPRA Tavascan i Terramar. To największa jak dotąd ofensywa produktowa marki.
  • CUPRA zapowiada też kontynuację globalnej ekspansji: do 2030 roku marka pojawi się na rynku amerykańskim.

SEAT S.A. przedstawił na corocznej ogólnoświatowej konferencji prasowej swoje wyniki za 2023 r. oraz strategię na nadchodzące lata. W ubiegłym roku grupa SEAT S.A. osiągnęła rekordowy zysk operacyjny w wysokości 625 mln euro – to wzrost względem 2022 roku o 592 mln euro (33 mln euro w 2022 r.). Wynik ten oznacza poprawę rentowności sprzedaży przedsiębiorstwa o 4,1 punktu procentowego (z 0,3% do 4,4%). Roczne obroty osiągnęły historyczny poziom 14,333 mld euro – to wzrost o 31% w porównaniu do 2022 r. (10,941 mld euro). Wyniki te potwierdzają mocną pozycję firmy w branży.

– W zeszłym roku firma SEAT S.A. odnotowała najlepsze wyniki finansowe w swojej 73-letniej historii. Mamy plan, aby nadal sukcesywnie zwiększać nasze dochody – przyznaje Wayne Griffiths, dyrektor generalny marek SEAT i CUPRA.

Rok 2023 to potwierdzenie siły SEAT S.A.

Po ostatnich latach pełnych trudności i wyzwań, w tym m.in. rosnących kosztów surowców, inflacji i skutków wojny, stabilizacja łańcucha dostaw w zeszłym roku doprowadziła do wzrostu produkcji i dostaw. Pozwoliło to firmie SEAT S.A. dostarczyć łącznie 519 176 samochodów, co stanowi wzrost o 35,3% w porównaniu z rokiem poprzednim (2022 r.: 385 592 pojazdów). CUPRA po raz kolejny osiągnęła rekord dostaw – dostarczono 230 739 pojazdów, co stanowi wzrost o 50,9% w porównaniu z rokiem poprzednim (2022 r.: 152 896). Marka SEAT dostarczyła 288 437 pojazdów, czym powróciła do dwucyfrowych wyników wzrostu (2022: 232 696 aut, wzrost o 24,0%).

– W 2023 r. osiągnęliśmy rekordy wszech czasów w zakresie obrotów, zysku operacyjnego i rachunku przepływów pieniężnych. Doskonale odzwierciedla to pozytywny wpływ wzrostu wolumenu marki CUPRA i odbudowy wolumenu marki SEAT, a także istotę postępów, jakie poczyniliśmy w ramach naszego Programu Poprawy Wydajności – stwierdził David Powels, wiceprezes ds. finansów i IT w SEAT S.A.

Inwestycje w markę SEAT

Marka SEAT będzie odgrywać kluczową rolę w utrzymaniu rentowności firmy SEAT S.A. W planach SEAT-a jest wprowadzenie samochodów hybrydowych typu plug-in i o niskim zużyciu paliwa w całej marce SEAT do zakończenia produkcji aut spalinowych. Modele Arona i Ibiza zostaną poddane liftingowi w 2025 roku, a w nadchodzących miesiącach marka wprowadzi na rynek nową wersję SEAT-a Leona. Odświeżeniu zostanie poddany również model Ateca.

– Chcemy przywrócić blask marce SEAT. W planach mamy utrzymanie dwucyfrowego wzrostu z ubiegłego roku dzięki wprowadzeniu nowych inwestycji i odświeżeniu gamy modelowej. Weryfikujemy również możliwości marki w związku z nadchodzącą erą elektryfikacji. Zapewniam, że najlepsze jeszcze przed nami – przyznaje Wayne Griffiths.

Nowy rozdział marki CUPRA

Rok 2024 to początek największej jak dotąd ofensywy produktowej marki. W tym roku na rynku pojawi się CUPRA Tavascan, drugi w pełni elektryczny model marki oraz CUPRA Terramar, hybrydowy SUV barcelońskiego producenta. CUPRA ogłosiła również nowe wersje swoich flagowych modeli Leon i Formentor, które zostaną zaprezentowane w nadchodzących tygodniach.

CUPRA potwierdziła również kolejny ważny krok w swojej globalnej ekspansji – wprowadzenie marki na rynek amerykański do 2030 r. W tym roku producent planuje także otwarcie kolejnych punktów CUPRA City Garage w Stambule, Wiedniu i Manchesterze.

– Pod koniec obecnej dekady wejdziemy z marką CUPRA na rynek amerykański, gdzie w pierwszej kolejności wprowadzimy Formentora w wersji BEV i większego elektrycznego SUV-a. Produkcja samochodów będzie odbywać się w fabrykach Grupy Volkswagen zlokalizowanych w regionie Ameryki Północnej, w tym w Meksyku. Wprowadzenie naszej marki do Stanów Zjednoczonych odbędzie się poprzez nowy model dystrybucji – zapowiada Wayne Griffiths.

Działania zakładu w Martorell w kierunku elektryfikacji

Firma SEAT S.A. w ramach projektu Future: Fast Forward realizuje działania mające na celu przekształcenia Hiszpanii w europejskie centrum mobilności elektrycznej. Strategia obejmuje powstanie zakładu montażu systemów akumulatorowych w Martorell oraz transformację linii produkcyjnej w zakładach we wrześniu, przed startem produkcji modeli CUPRA Raval i Volkswagen ID.2aII.

Powrót marki SEAT do dwucyfrowych wyników wzrostu, nadchodzące premiery odświeżonych modeli CUPRA Leon i Formentor oraz zupełnie nowych modeli CUPRA Tavascan i Terramar, zapowiadają kolejny przełomowy rok w historii firmy.

People In Production – wyzwania Managerów Produkcji | 8-9 maja 2024, Warszawa

Budowanie i utrzymywanie motywacji pracowników, zarządzanie różnorodnymi zespołami produkcyjnymi czy zaspokajanie indywidualnych wymagań wobec wynagrodzeń przy jednoczesnym zadaniu utrzymania ciągłości na produkcji – to tylko część wyzwań, z jakimi mierzy się sektor produkcyjny, w którym sercem każdej fabryki są właśnie ludzie. Podczas Forum PEOPLE IN PRODUCTION (8-9 maja 2024 r. w Warszawie) dyrektorzy i managerowie produkcji czołowych firm produkcyjnych w Polsce podzielą się swoimi doświadczeniami w zakresie skutecznego zarządzania swoimi zespołami.

Organizatorem wydarzenia jest brave conferences – firma realizująca od 5 lat konferencje biznesowe na rynku polskim.

— Skuteczne zarządzanie w sektorze produkcyjnym dotyczy nie tylko optymalizacji samych procesów produkcyjnych, ale również pełnego wykorzystania potencjału zatrudnionego personelu. Jednym z wyzwań jest pozyskanie wyspecjalizowanych pracowników z wkraczającego na rynek pracy pokolenia Z. Nie mniej trudne jest utrzymanie i zapewnienie odpowiednich warunków rozwojowych oraz finansowych doświadczonym specjalistom z branży. Kluczowe stają się umiejętności osób zarządzających pracownikami. Na znaczeniu zyskują te, które pomogą zbudować odpowiednią atmosferę w zespołach tak by pracownik chętnie przychodził do pracy na produkcji — podkreśla Anna Kępka, Project Manager brave conferences.

Podczas forum poszukamy odpowiedzi na pytania:

  • Jak pozyskać pracowników z trudnego rynku pracy i szybko ich wdrożyć ale jednocześnie nie zniechęcić do pracy na produkcji?
  • Jak włączać pracowników w proces doskonalenia procesu produkcyjnego i budować ich zaangażowanie?
  • Jak sprawnie budować zgrany różnorodny zespół na produkcji?
  • Jak wykorzystać potencjał młodych ludzi?

To, co wyróżnia forum People In Production, to formuła praktycy dla praktyków, a prelegentami będą przedstawiciele  m.in.: ABB, BAT, BIOMED, ELECTROLUX, EUROWAFEL, GEBERIT PRODUKCJA, GUDRUN GROUP, HAGER GROUP, JACOBS DOUWE EGBERTS PL, ORIFARM, 3M HEALTHCARE POLAND MANUFACTURING, MAHLE BEHR OSTRÓW WIELKOPOLSKI, MICHELIN, ROLAND INTERNATIONAL, TORF CORPORATION, ZF GROUP, WIĘCEK BOGDAN BUDOMAT, NOWY STYL.

Lista prelegentów: https://people-in-production.com/prelegenci/

Propozycje programowe: https://people-in-production.com/program-1-dzien/

Bilety: https://peopleinproduction2024.registration-form.online/

Saule chce rozpocząć wielkoskalową produkcję perowskitów

Grupa Saule dąży do przyspieszenia komercjalizacji i przeskalowania technologii produkcji ogniw perowskitowych. W tym celu poszukuje technologicznego inwestora z branży produkcyjnej lub odnawialnych źródeł energii.

W celu przyspieszenia procesu komercjalizacji technologii perowskitowej, spółki z Grupy Saule Technologies porozumiały się z DC24 ASI, Columbus Energy, Arturem Kupczunasem, Olgą Malinkiewicz, Knowledge is Knowledge sp. o.o. sp.k., Dariuszem Chrząstowskim, H.I.S. CO., LTD. (Japonia) oraz Piotrem Krychem, aby rozpocząć przygotowania do procesu pozyskania strategicznego inwestora.

Analizując różne kierunki działalności Saule S.A., rozwijającej technologię ogniw perowskitowych, zdecydowaliśmy się znaleźć strategicznego partnera, który umożliwi nam zbudowanie w pełni zautomatyzowanej, wielkoskalowej technologii produkcji perowskitów. Aby to zrobić we własnym zakresie, musielibyśmy poświęcić kilka lat. Nasza technologia jest poparta najważniejszymi europejskimi certyfikatami jakości i gotowa do pełnej komercjalizacji. Dlatego podstanowiliśmy poszukać inwestora z branży technologii produkcji, który dostarczy potrzebne know-how oraz finansowanie, i stanie się głównym producentem perowskitów. Tego typu transakcja może się zakończyć wylicencjonowaniem technologii, wejściem inwestora do Spółki lub sprzedażą akcji Saule S.A. Bez względu na ostateczny rezultat transakcji, zależy nam na tym, aby technologia ogniw perowskitowych miała szansę zdobyć świat i uznanie komentuje Olga Malinkiwicz, SEO Saule Technologies S.A.

Jak podkreśla Olga Malinkiewicz, certyfikowane sprawności konwersji energii dla jednozłączowych ogniw perowskitowych przekroczyły już 26%, a dla urządzeń tandemowych 33%. Według szacunków, do 2030 r. technologia perowskitowa osiągnie 30% pokrycia rynku fotowoltaicznego. Z kolei ostatni raport Markets and Markets „Rynek perowskitowych ogniw słonecznych 2024-28” wskazuje, że według prognoz wielkość światowego rynku fotowoltaiki perowskitowej wzrośnie z 250 mln euro w 2024 r. do ponad 2,2 mld euro w 2028 r., co stanowi roczną stopę wzrostu na poziomie ok. 70%.

– Jako udziałowiec Saule Technologies uważam, że technologia ogniw perowskitowych będzie odgrywała bardzo istotną rolę na rynku odnawialnych źródeł energii. Dlatego też w gronie osób najbardziej zaangażowanych w jej rozwój podjęliśmy decyzję, aby znaleźć inwestora, który pomoże w szybkiej komercjalizacji technologii na rynku. W tego typu transakcji należy brać pod uwagę interesy wszystkich akcjonariuszy. A ponieważ największe doświadczenie w tym względzie posiada DC24 ASI, dlatego to właśnie jemu przekazaliśmy pełnomocnictwo do podjęcia kluczowych decyzji w tej sprawie twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. i Członek Rady Nadzorczej Saule Technologies S.A.

Zgodnie z zawartym porozumieniem, na czas trwania procesu transakcyjnego, DC24 ASI wyraził zamiar zapewnienia finansowania w Grupie Kapitałowej Saule Technologies. Z kolei do 19 kwietnia br. odbędzie się Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Saule Technologies, podczas którego zostaną dokonane czynności umożliwiające realizację porozumienia.

Wraca największa w Polsce konferencja poświęcona otwartym technologiom – Open Source Day już 18 kwietnia w Warszawie!

Przyszłość rynku open source, konteneryzacja, data engineering i najnowsze trendy w bezpieczeństwie oprogramowania – to główne tematy 13. Edycji Open Source Day, która odbędzie się 18 kwietnia w Warszawie. Organizatorem konferencji jest Linux Polska – lider otwartych technologii na polskim rynku. Rejestracja na wydarzenie jest już otwarta.

Tegoroczna edycja Open Source Day będzie się składała z 16 sesji technicznych przydzielonych do czterech głównych ścieżek tematycznych: kontenery i cloud native, DevOps/Security, Data Engineering oraz CI/CD. Eksperci będą rozmawiać o aktualnej sytuacji na rynku open source, przyszłości nowych technologii, dostępnych narzędziach oraz kierunkach rozwoju branży.

Tworząc agendę konferencji, skupiliśmy się na praktycznych zagadnieniach i aktualnych potrzebach przedstawicieli rynku open source. Uczestnicy wydarzenia będą mieli okazję zdobyć wiedzę od twórców najnowszych rozwiązań i wybitnych specjalistów IT, których ogłosimy niebawem. Porozmawiamy zarówno o aktualnej sytuacji w branży otwartych technologii, jak i kierunkach jej rozwoju. Udział w konferencji to także okazja do networkingu, wymiany doświadczeń i integracji specjalistów open source z całej Polski – mówi Dariusz Świąder, CEO Linux Polska.

Open Source Day to największa w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej konferencja poświęcona tematowi otwartych technologii. Ostatnia edycja wydarzenia odbyła się w 2019 roku. Wzięło w niej udział około 1000 uczestników, a drugie tyle śledziło transmisję online.

Przez 5 lat od ostatniej konferencji rynek open source przeszedł prawdziwą rewolucję. Z jednej strony pandemia i wynikająca z niej recesja wpłynęły na duży skok popularności otwartych technologii. Z drugiej – w ostatnim czasie widoczny jest wzrost znaczenia sztucznej inteligencji nie tylko w rozwoju otwartego oprogramowania, lecz także zapewnienia organizacjom bezpieczeństwa IT. Udział w konferencji jest świetną okazją do zdobycia wiedzy zarówno o tych, jak i innych aspektach, które w najbliższym czasie będą kształtowały rynek open source – wyjaśnia Katarzyna Krystkiewicz, Operations Manager Linux Polska.

Mimo początkowych obaw otwarte oprogramowanie jest chętnie wykorzystywane przez organizacje na całym świecie. Raport „World of Open Source: Europe Spotlight 2023” wskazuje, że ponad 90% europejskich firm korzysta z niego w codziennej pracy. Według statystyk builtwith.com liderem pod tym względem są Stany Zjednoczone, a Polska znajduje się na 13 miejscu na świecie i 8 w Europie. Na wzrost zastosowania technologii open source wpływają nie tylko kwestie finansowe, lecz także coraz większe zaufanie do rozwiązań tworzonych przez kolektywy deweloperów z całego świata.

13. edycja Open Source Day odbędzie się 18 kwietnia 2024 roku w hotelu Hilton Warsaw City w Warszawie (ul. Grzybowska 63). Szczegóły wydarzenia i link do zapisów są dostępne na oficjalnej stronie konferencji.

Polska i słoweńska branża cyfrowa wzmacnia współpracę

Związek Cyfrowa Polska i ICT Association of Slovenia podpisały w czwartek (21 marca br.) porozumienie o ścisłej współpracy sektora cyfrowego z Polski i Słowenii. Obie organizacje będą stanowiły platformę dla firm z obu krajów do dzielenia się wiedzą i praktykami w zakresie prowadzonych działalności cyfrowych, a także angażowały się we wspólne projekty.

Porozumienie podpisano oficjalnie w Planicy w Słowenii w obecności prezydentów obu krajów – Polski Andrzeja Dudy oraz Słowenii Natasy Pirc Musar. Wydarzenie odbyło się w ramach polsko-słoweńskiego forum cyfrowego poświęconego kwestiom cyberbezpieczeństwa oraz rozwoju sztucznej inteligencji. Konferencja została zorganizowana wspólnie przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu, polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, SPRIT Slovenia, Polish-Slovenian Business Club Triglay Rysy oraz  Związek Cyfrowa Polska i ICT Association of Slovenia.

Wsparcie dla biznesu w obszarze cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji

Z podpisanego porozumienia wynika, że obie organizacje będą wspólnie angażowały się w promowanie transformacji cyfrowej w obu krajach, a także działania podnoszące umiejętności cyfrowe obywateli tych państw. Związek Cyfrowa Polska i ICT Association of Slovenia będą też wspierały rozwój infrastruktury i usług cyfrowych. Jak podkreśla Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski, zawiązana współpraca ma również na celu wsparcie innowacji i konkurencyjności firm działających w sektorze cyfrowym w Polsce i Słowenii. – Szczególnym obszarem, w którym polskie i słoweńskie przedsiębiorstwa osiągają wymierne sukcesy jest cyberbezpieczeństwo. Chcemy umożliwić biznesowi wymianę doświadczeń i praktyk, by wzmocnić w ten sposób ich rozwój w tym zakresie. Wspólnie też chcemy łączyć przedsiębiorców z naszych krajów pracujących nad rozwiązaniami opartymi o sztuczną inteligencję, która zaczyna odgrywać we współczesnym świecie kluczową rolę – mówi Michał Kanownik.

– Umowa stanowi duży krok we wzmacnianiu partnerstwa cyfrowego między Słowenią a Polską. Dzięki współpracy nasze branże będą mogły wzajemnie wykorzystywać swoje atuty, dzielić się wiedzą i napędzać innowacje na większą skalę – podkreśla Igor Zorko, prezes ICT Association of Slovenia. – Jesteśmy szczególnie podekscytowani możliwościami współpracy w zakresie cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji. Słowenia dysponuje dużą pulą talentów w tych dziedzinach, a łącząc siły z Polską, możemy skuteczniej rozwijać te kluczowe obszary w obu krajach. Jesteśmy przekonani, że to zawiązane partnerstwo przyniesie nowe możliwości dla branży cyfrowej w Słowenii, jak i Polsce – dodaje.

Związku Cyfrowa Polska i ICT Association of Slovenia są częścią CEE Digital Coalition, koalicji branży cyfrowej z regionu Europy Środkowo-Wschodniej oraz Digital Europe, europejskiej organizacji zrzeszającej organizacje branży cyfrowej z terenu całej Europy.

Jak powrót VAT na żywność wpłynie na inflacje?

Można śmiało powiedzieć, że eldorado i rozpasanie budżetowe w naszym kraju, które miało miejsce od kilku lat, czas kończyć. I można rozumieć, z czego to wynikało, wystarczy wspomnieć pandemię czy wojnę na Ukrainie. Sytuacja finansów naszego kraju już rok wcześniej była trudna, a w tym nie zapowiada się lepiej. Według metodologii europejskiej za 2023 rok Polska miała 6% deficytu, w 2024 roku ma być tylko ciut lepiej, bo w okolicach 5-5,5%. To oczywiście szacunki, bo kluczowe będzie, czy uda się osiągnąć zakładaną kwotę wpływów do budżetu, przede wszystkim z podatków.

Podwyżka podatków jako odpowiedź na deficyt

Polska z pewnością znajdzie się w procedurze nadmiernego deficytu tzw. EDP od 2024 roku i będzie musiała raportować UE plany redukcji zadłużenia. Nie może więc dziwić fakt, że nowy rząd stanął przed nie lada dylematem i zdecydował się na mało popularny, choć uważany za skuteczny krok. W celu poprawy wpływów budżetowych planuje podnieść podatki. I tutaj od razu małe sprostowanie. Nie do końca jest to podniesienie podatków, a raczej ich powrót do stanu sprzed wystrzału inflacji. Obniżona stawka podatku VAT na żywność zaczęła obowiązywać od 1 stycznia 2022 roku, gdy poziom cen konsumpcyjnych wynosił ponad 9%.

Argumenty za i przeciwko powrotowi VAT na żywność

Ministerstwo Finansów argumentuje ten „idealny” moment powrotu do punktu wyjścia tym, że inflacja w gospodarce utrzymuje się w tendencji spadkowej. I trzeba przyznać, że tutaj pełna zgoda, bo poziom CPI za luty wyniósł 2,8%, a za marzec może wynieść jeszcze niżej. Oznacza to, że inflacja znajdzie się w paśmie odchyleń od celu założonym przez NBP po raz pierwszy od początku 2021 roku. Wśród ekonomistów również płyną głosy poparcia, że lepszego momentu nie będzie, a wojna w sektorze dyskontów pozytywnie wpływa na to, że ceny żywności wcale nie muszą wzrosnąć nawet w przypadku powrotu stawki VAT do poziomu 5%. I tyle z obozu ekonomistów, bo oczywiście producenci mają inne zdanie i twierdzą, że o tyle wzrosną ceny w sklepach, bazując na tym, że VAT jest podatkiem cenotwórczym.

Trudno na ten moment wyrokować, kto ma rację, natomiast patrząc czysto matematycznie, można powiedzieć, że żywność odpowiada za 25% całości koszyka inflacyjnego, co oznacza, że wzrost stawki VAT o 5% powinien przynieść dodatkowo 1,3% do odczytów, które pojawią się za okres kwietniowy już objęty wyższą stawką podatkową.

Jak VAT wpływa na inflację?

Decyzja Ministerstwa Finansów odnośnie powrotu 5% podatku VAT na żywność to także wrzucenie kamienia do ogródka NBP. Profesor Glapiński na niemal każdej konferencji prasowej po posiedzeniu RPP powtarzał, że decyzje odnośnie stóp procentowych są uwarunkowane tym, jak rząd postąpi z szeregiem działań osłonowych, które były wprowadzone w celu zniwelowania skutków wysokiej inflacji w naszym kraju. Jak stwierdził, bez tej wiedzy nie będzie możliwa obniżka kosztu pieniądza w naszym kraju, bo panuje duża niepewność na przyszłość. Teraz przynajmniej w części karty zostały odkryte.

Pozostaje pytanie, czy to coś zmienia w aktualnie prowadzonej polityce monetarnej? Wydaje się, że nie. Wzrost podatków, który może przynieść, jak wspominaliśmy ponad 1% dodatkową dynamikę inflacji CPI, będzie działał jako argument za utrzymaniem stóp procentowych na obecnych poziomach. I nie może zmylić tutaj fakt, że aktualnie poziom cen pozostaje w ryzach sygnowanych przez naszych decydentów polityki monetarnej.

VAT a przyszłość polityki pieniężnej w Polsce

Powrót do stawki 5% VAT na żywność to początek zmian podatkowych i w działaniach osłonowych, które niejako muszą zaistnieć w naszym kraju. Czas rozpasania budżetowego się skończył i nowy rząd czeka trudny czas zaciskania pasa. W kolejce czeka likwidacja tarcz antyinflacyjnych na czele z zamrożonymi cenami energii i gazu. Już mówi się o tym, że może to wpłynąć na poziom inflacji CPI ponad 5% na koniec roku. Co to oznacza dla RPP? Tylko tyle, że najprawdopodobniej żadnych zmian na stopach procentowych nie będzie.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Niemiecki przemysł znów w dół, PMI poniżej oczekiwań

PMI dla przemysłu w marcu w strefie euro wyniósł 45,7 wobec 46,5 miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się gorszy niż wskazywały prognozy (47,0). Wskaźnik nadal utrzymuje się poniżej 50 pkt.

Po raz kolejny szczególnie patrzymy na odczyt z Niemiec, gdzie jeszcze dwa miesiące temu wydawało się, że przemysł najgorsze ma za sobą, a PMI wynosił 45,4. Oczekiwano, że już niedługo może nadejść ożywienie w tym sektorze. To się jednak nie stało, a niemiecka gospodarka, która jest względnie mocno zależna od przemysłu okazuje dalszą słabość. W marcu wskaźnik dla przemysłu wyniósł 41,6 wobec oczekiwanych 43,1.

Dużo lepsze dane odnotowaliśmy w sektorze usług. Wskaźnik PMI dla strefy euro w tym sektorze wzrósł do 51,1 pkt. Wzrost jest pozytywnym zaskoczeniem, konsensus wynosił 50,5. Jest to kolejny miesiąc, gdzie widzimy piątkę z przodu.

Zbiorczy wskaźnik PMI wyniósł 49,9 wobec 49,2 miesiąc wcześniej. Mały krok od poziomu 50 pkt. Pomimo utrzymującej się słabości sektora produkcyjnego, mocniejsze odbicie w sektorze usług pozwoliło na wzrost zagregowanego wskaźnika. Jeżeli poprawa w sektorze usług się utrzyma, może to pomóc w uniknięciu recesji w kolejnych kwartałach.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Nieśmiały optymizm na rynku nieruchomości – wnioski i wrażenia z MIPIM 2024

W nastrojach panujących na MIPIM zauważalny był nieśmiały, umiarkowany optymizm. Dużo mówiło się o Polsce w kontekście stabilnego, silnego ekonomicznie rynku, zapewniającego dobre warunki dla inwestycji w nieruchomości. Dlatego też spodziewamy się, że kolejni, nowi gracze zadebiutują w Polsce w tym roku.

Silny pipeline

Widzimy – na podstawie własnych projektów, ale również na podstawie rozmów z innymi uczestnikami rynku – że  sporo obiektów z każdego sektora jest w fazie ofertowania, due diligence czy też nawet ich finalizacji. Ciągle jednak nie są to duże, spektakularne projekty, ale te powinny pojawiać się w miarę poprawy koniunktury na rynku. Patrząc optymistycznie na ilość transakcji liczymy na to, że wolumen inwestycyjny w 2024 roku przekroczy wynik z 2023 roku i da sygnał do wzrostu w kolejnych latach. Niemniej jednak powrót do pełnej płynności z lat ubiegłych zajmie trochę czasu.

Dopasowanie cenowe

Największym wyzwaniem ostatnich dwóch lat była rozbieżność w oczekiwaniach cenowych sprzedających i kupujących – jedni chcieli sprzedać po starych cenach, drudzy – kupić z obniżką wynikającą z uwarunkowań rynkowych. To wstrzymywało finalizacje wielu transakcji. Jednak taki status quo nie mógł trwać wiecznie, transakcje musiały i muszą się dziać i dlatego obecnie obserwujemy większe kompromisy cenowe po obu stronach. Czas zrobił swoje, ale dalej rynek nie ogląda spektakularnych przecen, tak jak miało to miejsce w innych krajach europejskich. Co tylko potwierdza silną i niesłabnąca pozycję Polski na międzynarodowej arenie rynku nieruchomości.

Wyczekując na spadek stóp

Gorzej już nie będzie? Cały rynek wyczekuje na spadek stóp procentowych, na który liczymy w 2 połowie roku, co dałoby sygnał na powrót tańszego pieniądza i wzrostu aktywności inwestorów. Problemem nie są obecnie pieniądze, one są na rynku, ale koszt tego pieniądza. Póki stopy nie zaczną spadać, rynek nie ruszy na pełnych obrotach. A kiedy spadną – zapewne rozpocznie się wzmożone tempo zakupów. Więc wygrają ci, którzy będą do tego dobrze przygotowani, wcześniej przeanalizują rynek, upatrzą sobie aktywa i będą lepiej niż konkurencja przygotowani do składania ofert i szybkiej finalizacji transakcji.

Kto kupuje w Polsce?

Ze względu na bieżącą sytuację gospodarczą, geopolityczną czy makroekonomiczną, najbardziej aktywni kupujący na polskim rynku to inwestorzy „value – add” oraz szukający projektów, które wymagają poprawy, solidnego „asset managementu”, a które w przyszłości pozwolą na wygenerowanie wyższych stóp zwrotu. Dalej utrzymuje się sytuacja, gdy to lokalny kapitał z Europy Środkowo-Wschodniej jest najbardziej aktywny w Polsce – inwestorzy z Europy Zachodniej koncentrują się przede wszystkim na polowaniu na okazje w swoich rodzimych krajach. Co ciekawe, dostrzegamy coraz większą aktywność mniejszych podmiotów inwestycyjnych – tzw. „family offices” z  krajów europejskich a także, na co czekaliśmy od wielu lat, zwiększone zaangażowanie inwestorów z polskim kapitałem. Te ostatnie dwie grupy kupują głównie mniejsze nieruchomości komercyjne. Polscy HNWI nauczyli się, że na nieruchomościach komercyjnych też można zarabiać i nawet trochę więcej niż na mieszkaniach.

Retail is back

Sektor handlowy, a szczególnie segment parków handlowych i obiektów typu „convenience”, to obecnie niezmiennie gorący temat. Sam sektor zajął w 2023 roku drugie miejsce pod względem wolumenu, który w ok. 50% był zbudowany w oparciu o transakcje właśnie mniejszymi formatami handlowymi. Do połowy marca tego roku mieliśmy w Polsce już 3 transakcje tego typu aktywami, z dominującym udziałem Avison Young jako doradcy po stronie sprzedającej. A kolejne projekty będziemy finalizować niebawem.

Parki handlowe stanowią niezmiennie wiarygodną i bezpieczną opcję inwestycyjną. Są także tańsze – średnia wartość pojedynczej transakcji waha się w okolicach 5-15 mln euro. Co warto podkreślić – sektor handlowy, najbardziej poturbowany przez reperkusje pandemii COVID-19, wojny na Ukrainie, czy inflacji, najszybciej dostosował swoje ceny do oczekiwań kupujących.

Biura czekają

Czy biura są w kryzysie? Na  aktywa biurowe jest dalej apetyt, ale jest on bardzo selektywny, inwestorzy szukają okazji, a gdy dojdzie już do transakcji, trwa ona dłużej. Co ciekawe, rok 2023 był rokiem Warszawy jeżeli chodzi o realizowane transakcje, a obecny wykazuje rosnące zainteresowanie inwestorów również miastami regionalnymi, gdzie obecnie toczy się kilka rozmów pomiędzy sprzedającymi a kupującymi. Zauważalnym jest brak kapitału „corowego” a aktywny jest ten „value-add” i oportunistyczny, który co do zasady nie przepłaca za aktywa a szuka okazji. Zespół Avison Young ma kilka ciekawych ofert biurowych na sprzedaż, i aktywnie poszukuje kapitału, który byłby zainteresowany tego typu aktywami. Kluczowe dla sektora biurowego będzie obniżenie stóp procentowych – wtedy wrócą transakcje biurowcami na większą skalę.

Magazyny – szału nie ma

W sektorze magazynowym mamy do czynienia z największą różnicą pomiędzy oczekiwaniami cenowymi sprzedających i kupujących, dlatego, mimo że transakcje się dzieją, ich skala nie jest taka, jaka mogłaby być. Widać że dostosowywanie oczekiwań cenowych zajmuje więcej czasu inwestorom oraz brak jest dużych graczy którzy mogliby zrobić spektakularne transakcje z wolumenami przekraczającymi 100 mln euro.

Nowe sojusze, nowe projekty

Obserwujemy coraz częstsze tworzenie nowych modeli współpracy pomiędzy inwestorami, deweloperami czy właścicielami nieruchomości. Rynek poszukuje alternatywnych rozwiązań i struktur transakcji, aby móc inwestować. Dlatego też tworzone są nowe platformy czy to PRS czy „student housing”, coraz częstsze są projekty typu joint-venture. Dzięki temu podmioty te, dzielące koszty inwestycji mają zapewnioną większą płynność i możliwość realizacji kolejnych projektów, czy też wprost zbudowaniu skali.

Autor: Marcin Purgal, Senior Director, Investment

Wall Street i złoto na rekordach po decyzji Fed. Dolar osłabł

Amerykańska Rezerwa Federalna jest coraz bliżej cięcia stóp procentowych, ale najpierw chce uzyskać większą pewność, że inflacja naprawdę została pokonana. Pierwszy ruch na posiedzeniu w czerwcu jest nadal prawdopodobny, jeśli kolejne dane o inflacji wykażą postęp. Fed nadal spodziewa się trzech obniżek stóp procentowych w tym roku, tak wynika z najnowszego wykresu „dot plot”. Dolar osłabił się a Wall Street zanotowała nowe historyczne rekordy.

Zgodnie z oczekiwaniami, Fed nie zmienił kluczowych stóp procentowych. Zakres docelowy pozostaje zatem na poziomie 5,25-5,50 proc. Komunikat po posiedzeniu w dużej mierze przypominał ten ze stycznia. Forward guidance nie został zmieniony. Fed ponownie stwierdził, że nie spodziewa się, że właściwe będzie obniżenie docelowego przedziału, dopóki nie uzyska większej pewności, że inflacja będzie trwale zmierzać w kierunku 2 proc. Amerykański bank centralny kontynuuje również redukcję portfela papierów wartościowych (QT) w niezmniejszonym na razie tempie. Wczorajsze decyzje były jednogłośne.

Rynek obok samej decyzji w sprawie stóp otrzymał również inne dane, które mógł poddać interpretacji. Rezerwa Federalna zaprezentowała nowe projekcje kwartalne. Oczekiwania dotyczące wzrostu gospodarczego na ten rok zostały znacznie podniesione. PKB w 2024 ma wynieść 2,1 proc., poprzednio było to 1,4 proc. a w 2025 roku dynamika wzrostu ma uplasować się na poziomie 2,0 proc. (w grudniu wskazywano 1,8 proc. W dłuższym terminie (2026 rok) wzrost gospodarczy ma wynieść również 2 proc., tu nastąpiła zmiana w górę z 1,9 proc. Fed oczekuje, że inflacja mierzona deflatorem PCE spowolni do 2,4 proc. i powinna nieznacznie odbiegać od celu 2 proc. na koniec 2025 r. na poziomie 2,2 proc. (poprzednio 2,1 proc.).

Można przypuszczać, że ze względu na lepsze perspektywy wzrostu, ocena prawdopodobnej odpowiedniej ścieżki stóp procentowych („wykres kropkowy”) została nieznacznie podniesiona dla niektórych okresów. Mediana urzędników Fed nadal oczekuje trzech obniżek stóp procentowych o 25 punktów bazowych każda w tym roku. Jednak tylko 10 z 19 członków Fed opowiada się za trzema lub więcej obniżkami stóp, podczas gdy 9 widzi tylko dwie lub mniej. Oznacza to, że tylko jedna osoba musiałaby zmienić obóz, a mediana zmieniłaby się na dwa ruchy. Na lata 2025 – 2026 ścieżka stóp procentowych została podniesiona o 25 punktów bazowych w porównaniu do grudniowych szacunków.

Powell na konferencji był dość wyważony, zatem tu nie uległo nic zmianie. Powtórzył znane rynkom stwierdzenie, że poziom kosztu pieniądza znajduje się obecnie prawdopodobnie na szczycie i że „w pewnym momencie w tym roku” należałoby go obniżyć. Nie padł konkretny termin czerwca, ale rynek zaczął wyceniać większą szansę na start w właśnie w tym miesiącu. Przewodniczący odniósł się do ostatnich danych inflacyjnych, które wypadły dość wysoko ale nie wpłynęły na zmianę oceny Fedu dotyczącej procesu dezinflacji.

Temat redukcji bilansu Fed był szeroko dyskutowany ale w tej materii nie została podjęta żadna decyzja. Tu zmiana nastąpi prawdopodobnie w maju i będzie nią spowolnienie tempa zacieśniania ilościowego.

Fed nie ma jeszcze 100 proc. jasności kiedy zacząć obniżać stopy. Potrzebuje więcej danych, które staną się dowodem na to, że inflacja spadnie do celu w dłuższej perspektywie. Po ostatnich zaskakująco wysokich liczbach jest mało prawdopodobne, aby Fed uzyskał taką pewność na następnym posiedzeniu 1 maja. Najwcześniejszą datą pierwszej obniżki stóp procentowych jest zatem czerwiec i rynek właśnie w ten sposób to zinterpretował. Wydźwięk wczorajszej konferencji oraz przedstawionych danych jest gołębi, inwestorzy trochę obawiali się tego, że Fed może stać się bardziej restrykcyjny po ostatnich publikacjach CPI oraz PPI i że trzy cięcia w tym roku mogą się nie zrealizować.

Reakcja rynku jest dość wyraźna i klarowna. Gospodarka jest w dobrej kondycji a prognozy są lepsze od poprzednich. Łagodzenie warunków monetarnych rozpocznie się w tym roku i będzie odbywać się w podobnej skali jak zakładano w grudniu. Inflacja pomimo aktualnego podbicia, w dłuższym horyzoncie zmierza do celu i jeśli nie wystąpią zdarzenia wyjątkowe, cel zostanie osiągnięty. Dolar osłabł (EURUSD wskazuje 1,0935), Wall Street ponownie wypełniła się optymizmem i a główne indeksy wyznaczyły nowy poziom ATH (all time high). Rentowności amerykańskich obligacji spadły, złoto zyskało i znalazło się pierwszy raz w historii powyżej pułapu 2200 USD.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

One2tribe z silnym wzrostem przychodów i zysku EBITDA w 2023 roku. Spółka stawia na AI i ekspansję zagraniczną

Notowana na NewConnect spółka technologiczna One2tribe w całym 2023 r. zanotowała prawie 13,4 mln zł jednostkowych przychodów netto, co stanowi wzrost o blisko 43 proc. względem poprzedniego roku. Spółka również znacząco zwiększyła zysk EBITDA o 35 proc. do poziomu 2,3 mln zł, przy 55 tys. zł zysku, na który kluczowy wpływ miała amortyzacja wynikająca z połączenia Spółek. Bazując tylko na podpisanych kontraktach, planowane przychody One2tribe w 2024 r. wyniosą ok. 11 mln zł. Aktualnie Spółka realizuje płatne projekty pilotażowe dla dużych międzynarodowych firm z ogromnym potencjałem na stałą współpracę.

– Prezentowane wyniki finansowe świadczą o stabilnym wzroście naszej firmy w oparciu o przyjęty model biznesowy. Zanotowaliśmy zarówno znaczący wzrost przychodów, jak też EBITDA, co jest szczególnie istotne w przypadku takich spółek technologicznych, jak nasza. Zysk netto został zaburzony przez kwotę amortyzacji, która jest pochodną poniesionych wieloletnich nakładów na platformę technologiczną Tribeware oraz wartości godziwej przejętej One2tribe Sp. z o.o. w procesie połączenia spółek. Stopniowo budujemy swoją przewagę technologiczną i pozyskujemy kolejnych klientów z dużym naciskiem na ekspansję zagraniczną. Naszym celem jest realizacja założeń finansowych przyjętych w strategii rozwoju, co oznacza to wzrost na poziomie minimum 50 proc. r/r. pod kątem przychodu do końca roku 2024 – informuje Radosław Sosnowski, prezes zarządu One2tribe SA. – Był to pierwszy rok, w którym możliwe jest pokazanie wartości przyjętego modelu biznesowego One2tribe, szczególnie w kontekście porównania z historycznymi wynikami – dodaje Sosnowski.

Przychody One2tribe są generowane przez kilka segmentów działalności, których głównym punktem wspólnym jest innowacyjna platforma Tribeware, służąca do zarządzania wydajnością w dużych zespołach pracowniczych. Obecnie korzysta z niej ponad 80 000 użytkowników na 7 rynkach, z największą organizacją liczącą ponad 20 000 pracowników. Tribeware wykorzystuje najnowsze technologie z zakresu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, wzbogacone o elementy psychologii behawioralnej oraz mechanizmy grywalizacji. Dodatkowo, platforma oferuje kompleksowe wsparcie w zakresie kampanii motywacyjnych dla użytkowników, co przynosi znaczącą wartość dla firm, umożliwiając im precyzyjne definiowanie celów i zadań dla pracowników oraz elastyczne dostosowywanie się do zmieniających się warunków rynkowych. Pracownicy z kolei mają możliwość rozwijania swoich kompetencji przy wsparciu platformy i są dodatkowo motywowani poprzez nagradzanie za wykonane zadania. Prowizja od usług dodatkowych, w tym obsługi kampanii motywacyjnych, oprócz modelu SaaS, stanowi kluczowe źródło przychodów dla One2tribe.

W ubiegłym roku One2tribe SA ogłosiła nową strategię rozwoju, koncentrującą się na maksymalnym wykorzystaniu narzędzi sztucznej inteligencji we wszystkich procesach w organizacji oraz ekspansji na rynki zagraniczne. Cele finansowe do końca tego roku zakładają osiągnięcie 50 proc. przychodów  ze sprzedaży licencji Tribeware z rynków międzynarodowych, dzięki kampanii outbound oraz wzrostu wszystkich przychodów Spółki o 50 proc. r/r przy niezmiennie dodatniej EBITDA.

– Końcówka ubiegłego roku oraz początek obecnego to okres wytężonej pracy naszego zespołu nad rozpoczęciem nowych projektów. Realizujemy działania pilotażowe dla dużych, międzynarodowych firm m.in. dla sieci stacji paliw, kilku sieci retail czy contact center. Nie są to jeszcze podpisane umowy, dlatego na tym etapie nie komunikowaliśmy naszych aktywności. Mierząc efekty, które już teraz wypracowaliśmy dla potencjalnych klientów, widzimy bardzo duży potencjał finalizacji. Wraz z rozpoczęciem 2024 r. nasz backlog przychodów z istniejących kontraktów i umów wynosi co najmniej 11 mln zł. Mając na względzie wielkość samych projektów pilotażowych, każda nowa współpraca będzie miała istotny wpływ przychodowy dla spółki – komentuje Wojciech Ozimek, wiceprezes One2tribe.

Spółka rozwija swoją platformę Tribeware o funkcjonalności wspierane przez sztuczną inteligencję. Jednym z ostatnich osiągnięć jest nowe narzędzie wspierające trenerów, edukatorów i menadżerów w przygotowywaniu treści szkoleniowych. Rozwiązanie wprowadzone zostało m.in. w austriackim oddziale Sanofi. Wykorzystując bazę specjalistycznych materiałów medycznych opartych o tekst, grafikę, dźwięk dla jednej z terapii przygotowany został program zmiany (w kilku językach) skierowany do przedstawicieli medycznych. Wdrożenie zrealizowane przez One2tribe pozwoliło znacząco skrócić czas projektu oraz obniżyć koszty klienta.

Nasza platforma Tribeware jest niezwykle rozbudowanym produktem, który od lat jest wspierany  przez własne narzędzia AI. Niewątpliwie ostatni skok technologiczny przyczynił się do przyspieszenia efektów naszej pracy, jednak nie zmieniliśmy naszego podejścia. Rozwijając znaczenie wcześniej projekty oparte o narzędzia sztucznej inteligencji, mamy dużą przewagę nad konkurencją i chcemy to umiejętnie wykorzystać. Kluczowe w tym momencie jest dla nas zwiększenie nakładów na strukturę sprzedaży oraz promocję usług i samego produktu na rynkach międzynarodowych. Na ten cel chcemy przeznaczyć znaczne środki z dodatkowego finansowania – dodaje Wojciech Ozimek.

18 marca zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wprowadził do obrotu na rynku NewConnect 45 556 560 akcji serii C One2tribe S.A. w ramach emisji połączeniowej, stanowiących ok. 82,50 proc. wszystkich akcji Spółki. Zarząd informuje, że dołoży wszelkich starań, aby możliwie jak najsprawniej doszło do wyznaczenia pierwszego dnia notowania tych akcji.

Rozporządzenie o sztucznej inteligencji – wyzwania i szanse dla biznesu

13 marca br. Parlament Europejski przyjął rozporządzenie w sprawie AI (Artificial Intelligence Act). Nowe regulacje pozwalają budować środowisko prawne, które z jednej strony zapewnia możliwość rozwoju sztucznej inteligencji, a z drugiej gwarantuje poszanowanie praw człowieka i minimalizuje zjawisko dyskryminacji. Sztuczna inteligencja jest wyznacznikiem zmian w świecie biznesu. Firmy stoją przed wyzwaniem adaptacji i wykorzystania potencjału tej przełomowej technologii. Kluczowe jest utrzymywanie tempa konkurencji w obszarze cyfryzacji i automatyzacji, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa.

Wniosek legislacyjny w sprawie rozporządzenia dotyczącego sztucznej inteligencji Komisja Europejska złożyła w kwietniu 2021 roku. W grudniu 2023 roku Parlament Europejski, Rada i Komisja Europejska wypracowały kompromis w zakresie głównych założeń tego dokumentu. 13 marca 2024 roku PE przyjął rozporządzenie w sprawie AI. Nowe przepisy wprowadzają kategorię zakazanych praktyk w zakresie sztucznej inteligencji, wśród których znalazło się m.in. stosowanie rozwiązań opartych na technikach podprogowych czy takich, które dyskryminują określone grupy osób. Niedozwolone będzie także stosowanie systemów AI do śledzenia stylu życia obywateli.

Rozporządzenie AI Act stanowi pierwszy na świecie kompleksowy dokument regulujący obszar sztucznej inteligencji. Celem dokumentu jest stworzenie solidnych ram prawnych, które zapewnią bezpieczne i etyczne wykorzystanie systemów AI, chroniąc Europejczyków przed negatywnymi skutkami jej rozwoju. Ostatecznym celem jest budowanie powszechnego zaufania do tej technologii, która niesie ze sobą ogromny potencjał rozwoju zarówno dla jednostek, jak i całych organizacji.

Rozwój generatywnej sztucznej inteligencji wiąże się z ogromnym wachlarzem zagrożeń – od klasycznego bezpieczeństwa informacji, po kwestie związane z podejmowaniem decyzji na temat finansów, kariery zawodowej, czy nawet zdrowia i życia. W obliczu tej rewolucji cyberbezpieczeństwo jest redefiniowane. Tradycyjne podejście do bezpieczeństwa systemów informatycznych jest niewystarczające. Wdrażanie sztucznej inteligencji wymaga zabezpieczenia integralności i poufności danych wykorzystywanych w procesie trenowania modelu AI. Rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji pozyskiwane od zewnętrznych dostawców generują konieczność budowania mechanizmów zapewniających właściwy poziom zaufania oraz ochronę przed atakami na łańcuchy dostaw. W związku z szeregiem nowych wyzwań Rozporządzenie AI Act to bardzo potrzebna inicjatywa legislacyjna, dzięki której zapewnianie cyberbezpieczeństwa w procesie projektowania i wdrażania rozwiązań AI stanie się obligatoryjne – mówi Michał Kurek, Partner w Dziale Consultingu, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Co warto wiedzieć o założeniach rozporządzenia o sztucznej inteligencji?

Pierwszy etap wejścia w życie rozporządzenia AI Act nastąpi po upływie 20 dni od publikacji w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej, a w pełni będzie ono obowiązywać 36 miesięcy po opublikowaniu, czyli w pierwszej połowie 2027 roku. Definicja sztucznej inteligencji zawarta w unijnym akcie prawnym obejmuje szeroki zakres technologii i systemów, co w rezultacie znacząco wpłynie na funkcjonowanie firm. Istotne jest, że większość obowiązków jakie nakłada regulacja, będzie musiała być spełniana już w pierwszej połowie 2026 roku. Ograniczenia dotyczące systemów AI o wysokim ryzyku będą obowiązywały już sześć miesięcy po wejściu w życie rozporządzenia, a zasady dotyczące wykorzystywania systemów AI ogólnego przeznaczenia już po 12 miesiącach.

Rozporządzenie opiera się na klasyfikacji ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją na następujące poziomy: niedopuszczalne, wysokie, ograniczone i minimalne. Systemy AI o wysokim ryzyku będą mogły być używane, ale podlegać będą surowym ograniczeniom, które dotyczyć będą zarówno użytkowników, jak i dostawców tych systemów. Termin „dostawca” obejmuje podmioty tworzące systemy AI, w tym organizacje, które robią to na własny użytek. Ważne jest zatem zrozumienie, że organizacja może pełnić zarówno rolę użytkownika, jak i dostawcy tych systemów.

Wdrażanie sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach przynosi wymierne korzyści, ale stanowi także wyzwanie, szczególnie w kontekście regulacji prawnych. Implementacja unijnych przepisów dotyczących AI nakłada na firmy obowiązek zapewnienia zgodności z surowymi standardami dotyczącymi etyki i ochrony danych. Konieczność przestrzegania tych regulacji wymaga gruntownej analizy istniejących systemów AI oraz ewentualnych modyfikacji w procesach biznesowych, aby zagwarantować zgodność z nowymi wymogami prawnymi i etycznymi. Przedsiębiorstwa muszą być świadome konsekwencji naruszania przepisów i działać proaktywnie, aby zapobiec ewentualnym nieprawidłowościom i utracie zaufania klientów – mówi Radosław Kowalski, Partner w Dziale Consultingu, Szef Zespołu Data Intelligence Solutions w KPMG w Polsce.

Jak przygotować biznes do zmian?

Wśród kluczowych działań krótkoterminowych organizacje powinny postawić na odpowiednie zarządzanie, polegające na kształtowaniu polityki firmy zgodnie z kategoryzacją ryzyka związanego z AI. Muszą brać pod uwagę, że lista systemów AI o ryzyku sklasyfikowanym jako niedopuszczalne lub wysokie może wydłużać się z biegiem czasu. Istotne jest ciągłe ulepszanie ram zarządzania sztuczną inteligencją przy jednoczesnym stosowaniu przepisów prawa.

Kolejnym niezbędnym działaniem jest rozpoznanie ryzyka związanego z korzystaniem z systemów AI. Organizacje powinny skoncentrować się na ryzyku zarówno wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Kluczowa jest klasyfikacja zagrożeń, identyfikacja luk w zakresie bezpieczeństwa cyfrowego oraz działania profilaktyczne w postaci testów systemów AI.

Jeszcze innym działaniem powinno być wdrażanie dobrych praktyk i działań wspierających proces adaptacji systemów AI. Pożądanymi działaniami są: automatyzacja i optymalizacja zarządzania technologią sztucznej inteligencji, prowadzenie rzetelnej dokumentacji i rejestrów działań, szkolenia pracowników oraz przejrzysta komunikacja względem klientów.

Rozporządzenie AI Act jest ważnym krokiem na drodze do regulacji kwestii wprowadzania do obrotu i funkcjonowania systemów sztucznej inteligencji. Pomimo tego, że obowiązki wynikające z rozporządzenia, zgodnie z założeniem, powinny być spełniane od pierwszej połowy 2026 roku, przygotowania do jego wejścia w życie warto zacząć znacznie wcześniej. Dotyczy to w szczególności przedsiębiorstw stosujących rozwiązania AI zaliczane do kategorii systemów wysokiego ryzyka, takich jak zautomatyzowane narzędzia do rekrutacji pracowników, które już teraz są wykorzystywane przez wiele organizacji. W takich przypadkach konieczne będzie wdrożenie szeregu procedur i mechanizmów – oceny ryzyka (dotyczącego przetwarzanych danych osobowych) i wypracowanie właściwej dokumentacji – mówi Magdalena Bęza, Associate Director, radca prawny w KPMG Law.

Kluczowe działania organizacji w perspektywie średnio- i długoterminowej

  • Prognozowanie wpływu nowych regulacji na działalność organizacji. Zachowanie przejrzystości działań i utrzymanie zaufania klientów poprzez współpracę z otoczeniem, w tym prowadzenie otwartego dialogu z innymi podmiotami z branży. Dostosowanie strategii firmy do nowych wymogów prawnych może pomóc w przewidywaniu zmian.
  • Poszerzanie wiedzy na temat etycznego wykorzystywania sztucznej inteligencji. Rekomendowane jest planowanie szkoleń dotyczących AI oraz utworzenie dedykowanego zespołu odpowiedzialnego za zapewnienie zgodności z normami etycznymi i wymogami legislacyjnymi.
  • Wykorzystywanie zaufanych systemów AI już na wczesnych etapach realizacji projektów. Regularny audyt oraz aktualizacje używanej technologii są istotne. Priorytetem powinno być zachowanie zgodności z zasadami etyki, również w procesach wspierania innowacyjnych rozwiązań opartych na AI.

O RAPORCIE:

Raport KPMG „Decoding the EU AI Act: Understanding the AI Act’s impact and how you can respond” przybliża założenia rozporządzenia, które stanowi nowy, globalny standard regulujący obszar sztucznej inteligencji.

Grupa ROBYG z silnymi wynikami za 2023 rok: Przychody 1,8 mld zł, EBIT 460 mln zł i zysk netto 370 mln zł

W 2023 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 1,8 mld zł, podczas gdy marża brutto ze sprzedaży przekroczyła 460 mln zł. EBIT wyniósł około 460 mln zł, a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 370 mln zł.

W 2023 roku Grupa ROBYG podpisała 2800 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 680 umów rezerwacyjnych. ROBYG przekazał około 3360 lokali. Łącznie Grupa TAG w Polsce sprzedała 3600 lokali mieszkalnych i komercyjnych, zrealizowała i przekazała 4300 lokali, z czego 3800 lokali zostało przekazanych klientom, a 500 wprowadzono na wynajem. Bank ziemi Grupy obejmuje potencjał budowy około 20.000 lokali w całej Polsce. W 2024 roku ROBYG planuje sprzedaż na poziomie 2300 mieszkań.

Grupa ROBYG znajduje się w bardzo dobrej sytuacji płynnościowej. Pozycja gotówkowa Grupy na zakończenie 2023 roku sięgnęła blisko 560 mln PLN (wliczając środki zgromadzone na rachunkach powierniczych), zaś wskaźnik długu netto do kapitałów był negatywny – czyli na koniec roku Grupa posiadała więcej środków pieniężnych niż zadłużenia finansowego. Tak mocna pozycja gotówkowa pozwala z optymizmem patrzeć na możliwości odnośnie akwizycji nowych działek, jak również powinna przełożyć się na atrakcyjne poziomy kosztów obsługi dla nowych finansowań.

„2023 rok był bardzo dobry dla ROBYG i dla całej Grupy TAG w Polsce. Udało nam się zrealizować założone cele i efektywnie wprowadzać kolejne inwestycje do oferty. Skupialiśmy się na dopasowaniu proponowanych mieszkań do oczekiwań klientów – zwłaszcza pod kątem wymogów technologicznych i środowiskowych. Od wielu lat intensywnie rozbudowujemy swoje osiedla o elementy związane z kwestiami ochrony środowiska, oszczędności energii, poprawy jakości powietrza, etc. Przygotowaliśmy też obszerną ofertę odpowiadającą na rządowe programy wsparcia dotyczące zakupu mieszkań. Zakładamy, że rok 2024 będzie również bardzo satysfakcjonujący. Widzimy ogromną przestrzeń i nadal duży popyt na mieszkania. Największą barierą nadal są zbyt wolne procedury pozwoleniowe – uważam, że to najpilniejszy problem do rozwiązania na poziomie zarówno administracji rządowej, jak i samorządowej. To kluczowa kwestia, która blokuje podaż i zwiększa ceny mieszkań” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

W 2024 roku planujemy wprowadzić kilka tysięcy nowych lokali do oferty na wszystkich rynkach, na których działamy – czyli w Warszawie, Trójmieście, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi. Intensywnie pracujemy również nad rozbudową naszego banku ziemi – który i tak jest jednym z największych w Polsce – obejmuje potencjał budowy około 20.000 mieszkań. Bardzo ważna jest nasza stabilność finansowa i mocna pozycja gotówkowa – atuty, które ROBYG systematycznie prezentuje od wielu lat. Dzięki temu jesteśmy wiarygodnym partnerem na rynku finansowym i kapitałowym” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.

ROBYG to ponad 30.000 sprzedanych lokali i ponad 90.000 zadowolonych klientów.

Najważniejsze dane ROBYG:

  2020 2021 2022 2023
Umowy deweloperskie i przedwstępne 2738 4308 2144 3488
Lokale uznane w przychodach 2715 2940 3500 3359
Przychody 1,11 mld zł 1,3 mld zł 1,5 mld zł 1,8 mld zł

39% firm branży dóbr i usług konsumenckich planuje nowe rekrutacje, o zwolnieniach mówi jedynie 4%

Jak pokazują dane rynkowe, organizacje branży dóbr & usług konsumenckich kładą nacisk na rozwój zespołów. Od kwietnia do końca czerwca 39% firm tego sektora chce zatrudniać nowych pracowników, a zmniejszenie liczby etatów przewiduje jedynie 4% organizacji. Lwia część pracodawców, bo aż 57% z nich nie planuje żadnych zmian kadrowych w najbliższych miesiącach. To dane raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na II kwartał tego roku.

Zaprezentowana przez ManpowerGroup analiza wskazuje, że w drugim kwartale 2024 plany rekrutacyjne pracodawców dóbr & usług konsumenckich są optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wynosi tutaj bowiem +32%, co jest najwyższym wynikiem spośród wszystkich 8 analizowanych branż. Wskaźnik ten wzrósł aż o 30 punktów procentowych rok do roku, a także o 7 punktów procentowych względem I kwartału 2024 roku.

– Po spowolnieniu gospodarczym, z którym borykaliśmy się w minionym roku, według prognoz, w polskiej gospodarce nastąpi odbicie. Polski Instytut Ekonomiczny, przewiduje, że najmocniejszy będzie tutaj II kwartał, w którym PKB powiększy się o ok. 3% rok do roku – mówi Anna Tietianiec, ekspertka rynku pracy i business manager w Manpower i dodaje, że głównym motorem wzrostu ma być konsumpcja prywatna, która wpłynie również na rynku pracy. – Prognoza netto zatrudnienia w sektorze dobra i usług konsumpcyjnych na czas od kwietnia do końca czerwca jest efektem pozytywnych nastrojów konsumentów, napędzanego m.in. wzrostem płacy minimalnej, waloryzacją świadczenia 500+, rosnących wynagrodzeń, a także spadającej inflacji. Dodatkowym aspektem wpływającym na tak optymistyczne prognozy pracodawców w tym sektorze jest jego sezonowość – dodaje ekspertka.

Zdaniem Anny Tietianiec w sektorze dóbr i usług konsumpcyjnych, widoczny będzie wzrost zapotrzebowania na stanowiska sprzedażowe, związane z obsługa klienta oraz logistyczne. – Dla wielu branż, takich jak gastronomia, hotele, kurorty rozpocznie się sezon, a wraz z nim zapotrzebowanie na pracowników takich jak kelnerzy czy kucharze. Poza doświadczeniem oraz twardymi kompetencjami, pracodawcy coraz częściej zwracają uwagę na kompetencje miękkie, takie jak poczucie odpowiedzialności, rzetelność, umiejętność komunikacji, współpracy i pracy zespołowej – podsumowuje.

Raport ManpowerGroup prezentuje także dane odnoszące się do planów rekrutacyjnych organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Dane pokazują, że pracodawcy branży nauk dóbr & usług konsumenckich tego obszaru patrzą na II kwartał tego roku z większym sceptycyzmem, niż przedsiębiorstwa z Polski. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze dla regionu EMEA na kwietnia do końca czerwca wyniosła bowiem +14%. Wzmożone działanie rekrutacyjne planuje 36% organizacji, 19% liczy się z koniecznością redukcji etatów, a 4% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. 41% pracodawców branży nauk dóbr & usług konsumenckich EMEA chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

Polakom podoba się walka wśród dyskontów. Ponad 55 proc. chce jej zaostrzenia

Ponad 55% Polaków oczekuje zaostrzonej walki cenowej pomiędzy dyskontami, żeby zrobić tańsze zakupy wielkanocne. Tak wynika z najnowszego badania. Na zaostrzoną rywalizację między sklepami najbardziej liczą Polacy w wieku 45-55 lat oraz 35-44 lat. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy miesięcznie zarabiają na rękę poniżej 1000 zł, 1000-2999 zł, ale także 5000-6999 zł. Natomiast nieco ponad 22% badanych nie czeka na taką wojnę. Eksperci wyjaśniają, że ww. działania dyskontów przynoszą konsumentom tylko pozorne oraz krótkotrwałe korzyści. I dodają, że sklepy będą chciały sobie odbić straty, wynikające z oferowanych promocji. W niektórych przypadkach już teraz to się dzieje na rynku.

Jak wykazało badanie UCE RESEARCH i Grupy Offerista, przeprowadzone w marcu br. wśród ponad tysiąca dorosłych osób, Polacy oczekują zaostrzonej walki cenowej pomiędzy dyskontami (np. Biedronką a Lidlem). W sumie dotyczy to 55,5% rodaków. Wśród nich 28,3% raczej ma taką nadzieję, a 27,2% zdecydowanie się na to nastawia. Z kolei 22,1% społeczeństwa nie czeka na ww. scenariusz. W tej grupie 14,5% raczej nie spodziewa się wojny sklepów na ceny, a 7,6% absolutnie na nią nie liczy. Ponadto 14,2% Polaków nie ma wyrobionej opinii w tym zakresie, a 8,2% w ogóle to nie obchodzi.

– Konsumenci w Polsce oczekują lepszych cen, walki sklepów i to jest naturalny proces rynkowy. Wychodzą też z założenia, że sieci handlowe bardziej powinny się bić między sobą o ich uwagę – mówi Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista. – Polacy wciąż żyją w cieniu oszczędności, nawet pomimo tego, że inflacja mocno wyhamowała. Chcą, a nie niektórzy dalej muszą, ostrożnie wydawać pieniądze – dodaje ekspert.

Z badania również wynika, że zwolennicy zaostrzenia wojny cenowej wśród dyskontów najczęściej są w wieku 35-55 lat. Przeważnie zarabiają miesięcznie netto mniej niż 1000 zł lub generują przychód w przedziale 1000-2999 zł bądź 5000-6999 zł. Głównie mieszkają w miastach liczących co najmniej 500 tys. ludności albo 100-199 tys. osób.

– Te przedziały wiekowe i dochodowe oraz średnie i duże miasta idealnie odpowiadają strukturze odbiorców ofert promocyjnych dyskontów. Takie zakupy nie wymagają wielogodzinnych wypraw, jak do hipermarketu. I nie ma tam zawyżania cen, jak w tradycyjnych małych sklepikach – stwierdza dr Andrzej Maria Faliński, ekspert ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego. – W dyskontach jest zakupowy potencjał dla rodzin, zarówno jeśli chodzi o ceny, ale też inne koszty, w tym m.in. paliwo czy czas poświęcany zakupom – zauważa dr Faliński.

Według eksperta ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, wysoki udział zwolenników zaostrzenia wojny cenowej w większych i średnich miastach jest efektem tego, że mieszka tam najwięcej osób mających średnie i nieco niższe dochody. To czyni je szczególnie zainteresowanymi poszukiwaniem ofert promocyjnych. Siłą rzeczy często wybierają zakupy właśnie w dyskontach. I nic nie wskazuje na to, by ci klienci mieli te zwyczaje zmienić w najbliższym czasie.

– Polski konsument stał się ultra-smart shopperem. Coraz roztropniej wydaje kurczące się zasoby na artykuły spożywcze i chemię gospodarczą. Korzysta z możliwości, jakie daje technologia oraz dyrektywa Omnibus. Do tego uważnie analizuje ceny na półce i na paragonie – komentuje Michał Sadecki, prezes MSL Consulting. – Prawdopodobnie był to mocny argument do uruchomienia SMS-owej kampanii Biedronki, stanowiącej reklamę porównawczą. Mimo pojawiających się na jej temat negatywnych ocen, wydaje się, że była dobrze przemyślana i odpowiedziała na potrzeby klienta – ocenia Michał Sadecki.

Wojna sieci dyskontowych, prowadzona głównie między Biedronką i Lidlem, podoba się konsumentom z wielu powodów. Przede wszystkim liczą oni, ile pieniędzy wydają obecnie na zakupy. Chodzi także o spodziewane okazje cenowe podczas zakupów na zbliżające się zakupy wielkanocne. Z perspektywy rynku tak ostra walka na promocje i inne okazje między dużymi sieciami handlowymi nie jest jednak uważana za zbyt pozytywne zjawisko.

– Z punktu widzenia naszych przedsiębiorców, wojna cenowa pomiędzy dyskontami w obecnej formie budzi bardzo poważne zastrzeżenia w kontekście zgodności z ustawą o ochronie konkurencji i konsumentów. Jej kontynuowanie w tej formie może prowadzić do trwałych i bardzo negatywnych zmian na rynku, zarówno dla handlu, jak i dla producentów. Konsekwencją tego może być trwałe osłabienie pozycji małych i średnich firm. Długofalowo grozi to pogorszeniem możliwości zakupowych konsumentów – alarmuje Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu (PIH).

Zdaniem Roberta Biegaja z Grupy Offerista, osoby nieoczekujące zaostrzenia wojny cenowej prawdopodobnie nie za bardzo szukają w sklepach promocji. – Są to głównie konsumenci, którzy osiągają miesięczne zarobki powyżej średniej krajowej. Według badania, przede wszystkim najmłodsi dorośli nie liczą na walkę między sklepami. Takie osoby rzadko robią duże, rodzinne zakupy – zwraca uwagę Robert Biegaj.

Eksperci przewidują, że wojna cenowa miedzy dyskontami będzie jeszcze trwała, choć trudno jednoznacznie wskazać, jak dalej się ona potoczy. Przeważa opinia, że za obecne promocje konsumenci prędzej czy później będą musieli zapłacić – choćby wyższymi cenami innych produktów niż te kupowane obecnie po rabatach. W niektórych przypadkach już to się dzieje.

– Walka będzie się zaostrzać. Z czasem może przybrać nowe oblicze, bo zwyczajnie wyczerpnie się obecna formuła. Klienci nie będą na to tak mocno zwracać uwagi, jak obecnie – przewiduje Robert Biegaj. – Jednak działania będą kontynuowane, tylko w innej formie, może nawet jeszcze ostrzejszej, niż teraz to obserwujemy – prognozuje ekspert z Grupy Offerista.

W efekcie konsumenci mogą zacząć na dobre gubić się, gdzie faktycznie jest tanio i co jest okazją, a co nie. Atakujące ich z każdej strony komunikaty o super ofertach i okazjach w końcu zaczną być obojętne lub zwyczajnie niezauważalne. Klienci sklepów zaczną się przed tym sami bronić, uznając, że kierowany do nich przekaz, choćby reklamowy, nie jest do końca wiarygodny.

– W krótkim okresie konsument będzie dokonywał zakupów nieco taniej. Wojna cenowa zniweluje odrobinę wpływ inflacji oraz odmrożonych przez rząd stawek VAT na produkty pierwszej potrzeby, m.in. mięso czy nabiał – zapowiada prezes MSL Consulting. – W długim okresie sieci mogą odnotować nieco niższą rentowność, a niektóre będą musiały nawet wypaść z rynku. W wyniku tego zmniejszy się konkurencyjność sektora spożywczego i ostatecznie konsument poniesie koszty wojny cenowej – ostrzega Michał Sadecki.

Z kolei dr Andrzej Maria Faliński uważa, że wojna cenowa przybiera coraz bardziej kuriozalne formy, jak oferowanie 0,5 l wódki za 10 zł. – W takiej sytuacji do akcji wkracza UOKiK, a nawet prokuratura, jak informują media. W dłuższym okresie rynek się zawęża, zagrożona jest jakość, klient i producent tracą zaufanie do handlowca. Następuje nadmiarowa ucieczka w eksport i dumping ofert cenowych – podsumowuje ekspert Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Wielkanocne zakupy Polaków 2024: cena, jakość, tradycja

Według najnowszego raportu Grupy BLIX, w tym roku 81,2% konsumentów odpowiedzialnych za domowe zakupy nabędzie art. spożywcze na święta w promocjach. W stosunku do ub.r. nastąpił spadek o 0,3 p.p. Tym razem 5,5% ankietowanych kupi produkty na Wielkanoc w regularnych cenach. To z kolei o 0,3 p.p. więcej niż poprzednio. Do tego widać, że 38,9% konsumentów postawi na wypróbowane produkty oraz nowości, czyli nieco więcej osób niż rok wcześniej. Największy wpływ na decyzję o zakupie danych towarów wciąż będzie miała cena – 58,3%. Jednak jej znaczenie mocno spadło od zeszłego roku, tj. o 15,8 p.p. W następnej kolejności liczyć się będzie m.in. promocja i jakość.

Jak wynika z cyklicznego raportu pt. „Świąteczne zakupy Polaków 2024”, autorstwa Grupy BLIX, w tym roku 81,2% konsumentów odpowiedzialnych za domowe zakupy nabędzie art. spożywcze na święta w promocjach (w ub.r. – 81,5%). Dla 7,3% shopperów nie ma to znaczenia (poprzednio – 7%). 5,6% klientów sklepów jest niezdecydowanych (rok wcześniej – 6,3%). Tylko 5,5% ankietowanych kupi produkty na Wielkanoc w regularnych cenach (5,2%), a 0,4% będzie negocjować na targowiskach lub bazarach (0%).

– Wyniki badania pokazują, że promocje nadal odgrywają kluczową rolę w decyzjach zakupowych Polaków. To jest wyraźnym odzwierciedleniem poszukiwania przez konsumentów najlepszego stosunku wartości do ceny. W obliczu zeszłorocznych podwyżek cen i obecnej niepewności ekonomicznej, rabaty są atrakcyjną opcją, pozwalającą na ograniczenie wydatków. Ułatwiają pilnowanie planowanego budżetu, szczególnie w kosztownym okresie przedświątecznym. Z tego też wynika stabilna popularność promocji. Nieznaczny spadek wskazań może sugerować, że inne czynniki niż cena zaczynają mieć większe znaczenie – mówi Marcin Lenkiewicz, jeden ze współautorów badania z Grupy BLIX.

Z kolei dr Krzysztof Łuczak, drugi współautor badania z Grupy BLIX, zwraca uwagę na niewielki wzrost procentowy osób, które będą kupować w cenach regularnych. Jest on zaskakujący w kontekście ww. podwyżek cen. Natomiast można go zrozumieć, analizując dwa aspekty. – Po pierwsze, część konsumentów mogła przyzwyczaić się do wyższych cen i uznać je za nową normę, co zmniejsza skłonność do poszukiwania promocji. Po drugie, klienci, którzy decydują się na zakup produktów w regularnych cenach, mogą to robić z takich powodów, jak lojalność wobec określonych marek, wyższe wymagania dotyczące jakości produktów czy też unikanie konieczności śledzenia promocji i dostosowywania do nich swoich planów zakupowych – wyjaśnia dr Łuczak.

Badanie też wykazało, że 38,9% ankietowanych kupi wypróbowane produkty oraz nowości (poprzednio – 35,8%). 25,3% respondentów postawi na sprawdzone marki (rok temu – 25,3%). 16,2% uczestników sondażu jest otwartych na nowości – (w zeszłym roku – 18,9%). 10,1% badanych nastawia się na marki własne sieci handlowych (10,4%). Dla 6,3% konsumentów nie ma to znaczenia (wcześniej – 5,2%), a 3,2% shopperów jest niezdecydowanych (4,4%).

– Zwiększenie odsetka osób stawiających na sprawdzone artykuły oraz nowości może wynikać z rosnącej potrzeby stabilności i zaufania do znanych produktów. Jednocześnie mówi to o otwartości na niedostępne wcześniej opcje, które mogą wprowadzić świeżość do świątecznych tradycji. Możliwe, że ww. wzrost jest efektem zwiększonej dostępności informacji o nowych produktach poprzez media cyfrowe i social media. To z reguły ułatwia konsumentom podejmowanie decyzji o ich wypróbowaniu – stwierdza dr Łuczak.

Zdaniem Marcina Lenkiewicza, niezmienna popularność sprawdzonych marek pokazuje, że święta nie są zazwyczaj czasem na eksperymenty zakupowe. – Polacy wolą polegać na produktach, które już znają i preferują. To nie jest zaskakujące, gdyż Wielkanoc to okres, kiedy wielu konsumentów stawia na tradycję i pewność, że ich starannie przygotowane potrawy i desery będą smakować tak, jak się tego oczekuje – podkreśla ekspert.

Ankietowani wskazali też, co w tym roku najbardziej wpłynie na ich decyzję o wyborze danych produktów spożywczych podczas świątecznych zakupów. Przede wszystkim będzie to cena – 58,3% (rok temu – 74,1%).

– Mniej osób niż rok temu wskazuje cenę jako główny czynnik wpływający na wybór produktów spożywczych podczas świątecznych zakupów. Spadek jest znaczący. Nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, że jest to efekt słabnącej inflacji, bez dokładnych danych ekonomicznych potwierdzających tę tendencję. W rzeczywistości, wiele innych czynników mogło wpłynąć na ten trend. Po pierwsze, długotrwałe okresy inflacji mogą prowadzić do tzw. inflacyjnej bezczynności. Oznacza ona, że oczekiwania inflacyjne stabilizują się na wyższym poziomie i cena przestaje być głównym kryterium wyboru. Po drugie, konsumenci zaczynają kłaść większy nacisk na inne wartości, takie jak jakość, pochodzenie produktów czy aspekty zdrowotne i ekologiczne – analizuje Marcin Lenkiewicz.

Na wybór konkretnych produktów spożywczych podczas świątecznych zakupów wpłyną też takie kwestie, jak promocja – 48,7% (rok wcześniej – 48,4%), jakość – 41,2% (53,3%), własne doświadczenie – 33,2% (29,7%), dostępność – 24% (18,4%), a także bliskość miejsca zakupu – 16,3% (11,5%). – W kontekście ciągłego parcia na oszczędności, promocje mogą być postrzegane jako sposób na uzyskanie dobrego gatunkowo towaru w najniższej możliwie cenie. Zmniejszenie znaczenia jakości w porównaniu z poprzednim rokiem niekoniecznie oznacza, że konsumenci uważają ją za mniej ważną – tłumaczy dr Krzysztof Łuczak.

Natomiast Marcin Lenkiewicz twierdzi, że skłonność do szukania oszczędności przez promocje może być wynikiem nie tylko presji ekonomicznej, ale również coraz większego nacisku na świadome zarządzanie domowym budżetem. Ponadto, w obliczu dużej dostępności informacji o promocjach, za pośrednictwem różnych kanałów, łatwiej jest konsumentom porównywać oferty i wybierać te najkorzystniejsze.

– Widać też, że dostępność i bliskość miejsca zakupu zyskały na znaczeniu. To może odzwierciedlać chęć ograniczenia czasu poświęcanego na zakupy lub być wynikiem optymalizacji logistyki zakupowej i życia w szybszym tempie – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.

Badanie zostało przeprowadzone metodą wywiadów internetowych przez Grupę BLIX na próbie 1294 aktywnych konsumentów, którzy we własnych gospodarstwach domowych są odpowiedzialni za realizację zakupów.

Sfinks z 2,7 mln zł zysku netto w IV kw. 2023 r.

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami SPHINX, Chłopskie Jadło, The Burgers i Piwiarnia, w IV kwartale 2003 r. wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 24,2 mln zł, zysk brutto na sprzedaży w wysokości 7,2 mln zł i zysk netto o wartości 2,7 mln zł – wynika ze wstępnych wyników finansowych opublikowanych przez spółkę. Oznacza to, że w całym 2023 roku Sfinks wygenerował na poziomie jednostkowym 98,1 mln zł przychodów ze sprzedaży przy zysku brutto na sprzedaży w wysokości 28,3 mln zł. Wg wstępnych danych spółka w całym 2023 zanotowała wynik netto o wartości -0,7 mln zł.

– Na naszą sytuację korzystnie wpływają aktualne trendy makroekonomiczne. Umocnienie się złotego  w ostatnim kwartale w stosunku do końca III kw. 2023 r. spowodowało istotne zmiany w wycenie naszych zobowiązań i należności z umów najmu, co w rezultacie kontrybuowało do wyniku netto w kwocie 1,9 mln zł. Mamy nadzieję, że jest to dobry prognostyk i po okresie wielu trudnych lat dla gastronomii kolejne miesiące i lata zapewnią bardziej stabilne warunki, w których będziemy mogli realizować zaplanowaną ścieżkę rozwoju. Wstępne wyniki za IV kwartał 2023 roku zawierają również dodatni wpływ zmiany warunków najmu części lokali i podnajęcie ich franczyzobiorcom w kwocie 2,4 mln zł – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska. – Wstępne dane potwierdzają, że systematyczna praca nad porządkowaniem naszych sieci i przekształceniem kolejnych lokali na model franczyzowy przekłada się pozytywnie na nasze wyniki. To ważny element naszej strategii rozwoju, przyjętej jesienią ubiegłego roku, którą zamierzamy konsekwentnie realizować – dodaje prezes Sfinksa.

Zaprezentowane wyniki są wynikami wstępnymi i będą podlegały badaniu przez firmę audytorską.

Nowy zarząd spółki Agora Książka i Muzyka

Zarząd Agory podjął decyzję o składzie zarządu spółki Agora Książka i Muzyka, która od 1 kwietnia br. przejmie odpowiedzialność za działalność wydawniczą Agory. W zarządzie spółki znajdą się Robert Kijak, Małgorzata Skowrońska i Beata Gutowska. Wskazany został również przyszły zarząd spółki Czerska 8/10, która będzie zarządzać kwestiami administracyjnymi Agory.

Agora Książka i Muzyka Sp. z o.o. została zarejestrowana 22 sierpnia 2023 r., a od 1 kwietnia br. przejmie odpowiedzialność za Wydawnictwo Agora wraz z jego markami wydawniczymi, wytwórnię Agora Muzyka, dystrybucję muzyczną w ramach Agora Digital Music, a także księgarnie internetowe Publio.pl i Kulturalnysklep.pl.

Do zarządu Agora Książka i Muzyka Sp. z o.o. powołane zostaną trzy osoby: Robert Kijak, odpowiedzialny za wytwórnię Agora Muzyka i za działalność dystrybucyjną w ramach Agora Digital Music, Małgorzata Skowrońska, odpowiedzialna za książkowe Wydawnictwo Agora, oraz Beata Gutowska, odpowiedzialna za zarządzanie księgarnią internetową Publio.pl.

Jednocześnie, zarząd Agory podjął również decyzję o składzie przyszłego zarządu ostatniej z czterech wydzielanych spółek – spółki Czerska 8/10, która będzie odpowiedzialna za zarządzanie główną siedzibą Grupy Agora w Warszawie, usługami administracyjnymi na rzecz spółek w Grupie Agora oraz gastronomią w budynku przy Czerskiej 8/10, czyli stołówką i kawiarnią. W zarządzie spółki znajdą się Marcin Tkaczyk, dyrektor administracji Agory oraz Kamil Pałyska, zastępca dyrektora ds. kontrolingu strategicznego w Grupie Agora.

Robert Kijak pracuje w Agorze od 1990 r. Od 2005 r. odpowiada za projekty wydawnicze – zarówno książkowe, jak i muzyczne. Jest współtwórcą Wydawnictwa Agora, a także wydawcą kilkuset albumów muzycznych. Współtworzył Olsztyn Green Festival, był producentem Najmniejszych Koncertów Świata Radia Roxy i pomysłodawcą wielu projektów wydawniczych. Od 2013 r. kieruje firmą NEXT FILM należącą do Grupy Agora, która zajmuje się dystrybucją i produkcją filmową. Od kwietnia 2023 r. jest Wiceprzewodniczącym Zarządu Związku Producentów Audio Video. Członek Akademii Fonograficznej. Odznaczony przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego Złotym Krzyżem Zasługi (za wkład w kulturę RP) oraz Ministra Kultury RP brązowym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Małgorzata Skowrońska jest współtwórczynią książkowego Wydawnictwa Agora i jedną z osób stojących za sukcesem serii “Biblioteka Gazety Wyborczej”, w ramach której ukazało się ponad 60 kolekcji, wśród nich dzieła m.in. Ryszarda Kapuścińskiego, Stanisława Lema i Tadeusza Konwickiego oraz pionierska seria audiobooków “Mistrzowie słowa”. Pracę w Agorze rozpoczynała w 1998 r. w zielonogórsko-gorzowskim oddziale “Gazety Wyborczej”, gdzie była odpowiedzialna za promocję, a w 2003 r. awansowała na kierownika promocji stołecznego wydania „Wyborczej”. Od 2019 r. jako dyrektorka zarządzająca odpowiada za rozwój i strategię Wydawnictwa Agora. Jest członkinią Rady Polskiej Izby Książki (PIK) i członkinią Zarządu SAiW Copywrite Polska. Reprezentuje Agorę w Radzie Fundacji Powszechnego Czytania.

Beata Gutowska od 2014 r. jest dyrektorką zarządzającą księgarnią internetową Publio.pl. Wcześniej pracowała w Grupie PWN, gdzie była dyrektorką zarządzającą w pionie publikacji referencyjnych i specjalnych oraz dyrektorką wydawniczą ds. projektów specjalnych. Przedtem zarządzała działem książek w G+J RBA, była zastępczynią dyrektora wydawniczego miesięcznika „National Geographic” oraz szefową fotoserwisu i asystentką wydawcy w koncernie prasowym Gruner + Jahr Polska. Reprezentuje Agorę w zarządzie Stowarzyszenia Czytam i Słucham Legalnie.

Realizuje się również jako wykładowczyni, dzieląc się swoją wiedzą ze studentami Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW.

Marcin Skrzypczak awansował w globalnych strukturach Iron Mountain. Odpowiada za region Poland & Nordics

Marcin Skrzypczak to kolejny ekspert Iron Mountain z Polski, który został wyróżniony awansem w globalnych strukturach organizacji. Dotychczasowy Operations Director odpowiedzialny za polski rynek, z początkiem 2024 r. przejął zarządzanie operacjami również w Finlandii, Szwecji, Danii i Norwegii. Jest związany z firmą od blisko 10 lat.

Marcin Skrzypczak dołączył do Iron Mountain w 2015 r., obejmując wówczas stanowisko Branch Operations Managera. W ciągu niespełna 10 minionych lat konsekwentnie piął się po kolejnych szczeblach w wewnętrznych strukturach Działu Operacji. Przez ostatnie 2 lata piastował funkcję Operations Directora na polskim rynku. Od 1 stycznia br. zakres jego odpowiedzialności został rozszerzony o region Nordics, czyli Finlandię, Szwecję, Danię i Norwegię.

To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogę rozwijać się w strukturach międzynarodowej organizacji, a tym samym mieć coraz większy wpływ na jej operacje. Obecnie kieruję obszarem Core Service, który obejmuje kluczowe usługi, takie jak transport, składowanie i obsługa dokumentacji, niszczenie, prace archiwistyczne, cyfrowe kancelarie pocztowe, czyli tzw. digital mailroom, oraz digitalizacja danych. Liczby udowadniają, że skala zasługuje na wyróżnienie. Aktualnie zatrudniamy w regionie 600 pracowników na pełny etat, obsługujących klientów w 6 językach, w 22 lokalizacjach. Powierzchnia zarządzanych obiektów magazynowych wynosi ponad 420 tys. m3, a nasza flota liczy 45 samochodów. Rocznie pokonuje ona około 2 milionów km, z czego aż 30% to podróże w pełni elektrycznymi pojazdami. Dzięki temu nasza firma generuje o 90 ton mniej dwutlenku węgla rocznie, co jest równoważne z zasadzeniem 15 tysięcy drzew. Jestem niezmiernie dumny z tego, co udało nam się osiągnąć dotychczas, i nie mogę się doczekać dalszej współpracy z zespołem, aby kontynuować naszą misję polegającą na uwalnianiu potencjału pracy klientów i wspieraniu ich w zrównoważonym rozwoju poprzez rozwiązania technologiczne – mówi Marcin Skrzypczak, Operations Director – Poland & Nordics w Iron Mountain Polska.

Marcin Skrzypczak jest absolwentem socjologii na Uniwersytecie Wrocławskim, a także studiów Executive MBA organizowanych przez Politechnikę Wrocławska. Posiada wieloletnie doświadczenie we współpracy z kluczowymi klientami z sektorów: finansowego, energetycznego, publicznego i przemysłowego.

Ceny materiałów budowlanych spadają szósty miesiąc z rzędu

Na krajowym rynku materiałów budowlanych luty okazał się szóstym z rzędu miesiącem korekty cen. Tym razem, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, średni poziom dynamiki stawek w relacji rok do roku wyniósł -3,1 proc., z kolei miesiąc do miesiąca spadek cen osiągnął poziom -0,4 proc. Takie wielkości mogą oznaczać okres stabilizacji przeceny na względnie stałym i dość umiarkowanym poziomie.

Utrzymanie  korekty cen materiałów budowlanych drugi miesiąc z rzędu na poziomie -3 proc. oznacza hamowanie średniej dynamiki przeceny, a prawdopodobnie również pierwszy sygnał materializacji  przesłanek zapowiadających zmianę sytuacji rynkowej już w przewidywalnej przyszłości. W najnowszym raporcie Grupy PSB dynamika cen w kanale hurtowym wyniosła -4,2 proc. oraz detalicznym -2,1 proc.Wyk. 1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB w lutym br. wskazuje na utrwalony spadek zarówno jej dynamiki jak i liczby pozycji ze szczytów tabeli, czyli wciąż drożejących. W dalszym ciągu liderem wzrostów pozostaje cement-wapno jako grupa asortymentowa najmocniej zwyżkująca rok do roku o niespełna 12 proc., wyprzedzając farby, lakiery (+3,7 proc.) i chemię budowlaną (+1,5 proc.).

Tym razem, jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl, zmienił się stosunek grup towarowych drożejących i taniejących w relacji rok do roku na korzyść tych drugich, wynosząc 5 do 15. Wśród materiałów najszybciej taniejących niezmiennie od miesięcy wyróżniają się płyty OSB z drewnem oraz izolacje termiczne, tym razem z cenowym regresem rdr rzędu odpowiednio 24 i 10 proc.Dynamika cen materiałów budowlanych w lutym 2024

Tym samym, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, na razie niewiele wskazuje na ewentualne przesilenie tendencji spadkowej cen materiałów budowlanych już w bezpośredniej perspektywie. Utrzymująca się ujemna ich dynamika i rosnąca obecnie liczba taniejących w relacji rok do roku grup asortymentowych, mogą wskazywać wręcz na rozwojowy charakter obowiązującej tendencji.

Tymczasem coraz głośniejszym echem odbija się w mediach kwestia 137 mld euro środków z KPO, których pozyskanie przez Polskę wydaje się już tylko kwestią czasu, a na wydanie których będziemy mieli czas zaledwie do końca czerwca 2026 roku. Nieunikniona w tej sytuacji wydaje się silna kumulacja wszelkiego typu inwestycji od mieszkaniowych, poprzez drogowe czy kolejowe, na użyteczności publicznej kończąc. W tej sytuacji nieunikniony wydaje się gwałtowny wzrost popytu nie tylko na materiały budowlane, ale jednocześnie na usługi firm budowlanych. Trudno sobie wyobrazić, by nie pociągnęło to za sobą adekwatnie silnego wzrostu cen zarówno materiałów jak i robocizny już w bardzo przewidywalnej przyszłości.

Jakby tego było mało, wielkimi krokami zbliża się „wielka fala renowacji” związana z przyjętą ostatnio przez PE „dyrektywą budowlaną”. Opracowanie, wdrożenie i realizacja wieloletniego planu modernizacji kilku milionów polskich domów i budynków użyteczności publicznej, zapewne na długo zagwarantuje wielu rodzimym producentom materiałów budowlanych nie tylko pełne moce produkcyjne, ale i ceny na poziomach znacznie wyższych od obecnych.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

W 2023 roku przychody mPay wzrosły o 33,2%, a TTV o 141%

  • mPay, wiodąca polska aplikacja umożliwiająca cyfrowe płatności realizuje strategię wzrostu.
  • Przychody wyniosły 36,34 mln zł w 2023 r., co oznacza wzrost o 33,2% wobec analogicznego okresu ubiegłego roku.
  • Łączna wartość transakcji zrealizowanych przez mPay (TTV) w minionym roku wyniosła 59 mln zł wobec 41,7 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 141% r./r.
  • Liczba użytkowników aplikacji mPay wynosiła 1,451 mln na 31 grudnia 2023 r., co oznacza wzrost o 26,3% r/r, wobec 1,149 mln w grudniu w 2022.
  • mPay podpisał umowy z GPW i GPW Private Market oraz rozpoczął prace nad nowoczesnym systemem obsługi i rozliczania crowdfundingu;
  • mPay wytworzył i wdrożył pierwsze rozwiązania płatnicze dla segmentu B2B opartych o interfejsy API, w tym m.in. API umożliwiające tworzenie własnych walletów płatniczych w zewnętrznych aplikacjach, API dające możliwość tworzenia własnych zamkniętych sieci akceptacji (closed-loop payments api), VAS API umożliwiające wdrożenie usług dostępnych w aplikacji mPay w zewnętrznych systemach i aplikacjach;

W roku 2023, marka mPay kontynuowała efektywne wdrażanie strategii transformacji w superaplikację fintechową. Efektem tych działań był wzrost liczby klientów korzystających z aplikacji, rozszerzenie oferty usług i produktów, jak również zwiększenie obrotów w porównaniu do roku ubiegłego. Zostało to zrealizowane dzięki znacznej modernizacji aplikacji oraz rozpoczęciu działań w zakresie B2B poprzez udostępnianie mechanizmów finansowych i płatniczych innym podmiotom B2B za pośrednictwem API.

– Rok 2023 upłynął pod znakiem rozwoju w kierunku superaplikacji firntechowej. Poza stałą pracą nad rozwojem naszego głównego biznesu, czyli rozwojem portfolio miast, w których świadczymy usługi sprzedaży biletów komunikacji miejskiej oraz opłat za parkowanie, podpisaliśmy szereg ważnych umów, w tym na przewozy regionalne z POLREGIO, LiveKid, GPW i GPW Private Market w zakresie weryfikacji tożsamości i wiele innych, rozwijających portfolio usług finansowych. – opowiada Andrzej Basiak, Prezes Zarządu mPay.

Na koniec 2023 roku liczba kont użytkowników aplikacji mPay przekroczyła 1,45 mln. Spółka także zrealizowała szereg działań umożliwiających jej pozycjonowanie ją w segmencie podmiotów z branży FinTech. Strategia ukierunkowana na przemianę w superaplikację Fintechową zaowocowała zaoferowaniem użytkownikom aplikacji i klientom biznesowym licznych innowacyjnych rozwiązań finansowych i płatniczych.

– Imponujące tempo prac nad wdrażaniem kolejnych funkcji w aplikacji mPay, zarówno z głównego biznesu, jak i Fintechu dla B2C czy B2B pozwala mi sądzić, że podjęte kroki pozwolą aktywnie zwiększać liczbę użytkowników aplikacji, aktywizować bieżących, czy budować pozycję zaufanego partnera biznesowego w branży Fintech. Co doprowadzi do stałego wzrostu przychodów i zysków spółki w 2024 roku. – dodaje Andrzej Basiak

W 2023 roku Spółka mPay postawiła na mocny rozwój rozpoznawalności marki. Wykonano specjalistyczne badania marketingowe, a na podstawie otrzymanych wniosków Spółka przygotowała nową strategię marketingową na 2024 rok. Jednym z jej filarów jest wsparcie przez znaną osobę ze świata sportu oraz influencerów. W trakcie roku mPay rozpoczął rozmowy z Jakubem Błaszykowskim. Podjęte działania doprowadziły do podpisania umowy na użyczenie wizerunku Jakuba Błaszczykowskiego do promocji marki mPay.

mPay wygenerował 36,34 mln zł przychodów w 2023 r., co oznacza wzrost o 33,2 % wobec 27.3 mln zł rok wcześniej. Zysk EBIT wyniósł 0,7 mln mln zł i był wyższy o 69,5% od wyniku z 2022 roku, a zysk netto 0,28 mln zł, co stanowi wzrost 87% w stosunku do wyniku z 2022 r.

Wybrane dane finansowe mPay w 2023 r.

Dane w mln. zł  2022 r. 2023 r.
Przychody księgowe 27,27 36,34
TTV (Total Transaction Value) 41,7 59
EBIT 0,4 0,7
EBITDA 1,19 1,4
Zysk netto 0,15 0,28

 

Spółka spodziewa się, że do końca 2025 r. niemal połowa planowanych przychodów prowizyjnych może pochodzić z usług fintechowych oferowanych przez spółkę, co zostanie osiągnięte przez istotnych wzrostów w liczbie i wartości przetwarzanych transakcji płatniczych a tym samym istotnie powinna ulec zwiększeniu w ciągu najbliższych 2 lat marżowość. Dlatego mPay dalej sukcesywnie będzie rozwijać portfolio produktów zarówno dla użytkowników aplikacji, jak i partnerów B2B oraz aktywnie realizować strategię budowania świadomości marki wśród użytkowników.

Polskie firmy znów na celowniku cyberprzestępców. W żadnym innym kraju nie było tak wielu ataków

Spam może być groźniejszy, niż nam się wydaje. Analitycy ESET wykryli kampanie, w których przestępcy, podszywając się pod prawdziwe firmy i ich pracowników, rozsyłali fałszywe maile i w ten sposób wykradali cenne dane. W drugim półroczu 2023 roku w Polsce powstrzymano 26 000 takich ataków. W żadnym inny kraju nie było ich tak wielu.Polskie firmy znów na celowniku cyberprzestępców

Kampania spamowa była wymierzona w firmy w Polsce, a wykorzystywane w niej wiadomości email dotyczyły ofert współpracy B2B. Aby wyglądać jak najbardziej wiarygodnie, atakujący tworzyli adresy e-mail, imitujące domeny faktycznie istniejących firm. Zmieniali literę w nazwie firmy lub, w przypadku wielowyrazowej nazwy, kolejność słów.

Przestępcy przejmowali także istniejące służbowe konta poczty email, aby wysyłać z nich spam, który do złudzenia przypominał prawdziwe maile z ofertami. W ten sposób nawet jeśli potencjalna ofiara zwracała uwagę na standardowe sygnały ostrzegawcze w wiadomości email, mogła nie rozpoznać ataku.

Przestępcy wykonali imponujący research i wykorzystali istniejące nazwy polskich firm, a nawet wiarygodnie wyglądające stopki, nazwiska pracowników czy właścicieli oraz ich dane kontaktowe. W tej sposób, kiedy ofiara wyszukiwała nadawcę wiadomości np. w wyszukiwarce Google, odnajdowała prawdziwą osobę i była bardziej skłonna otworzyć załącznik zawierający złośliwe oprogramowanie.

Treść wiadomości spamowych w wielu przypadkach była dość rozbudowana. Tego typu wiadomości trzeba uznać za wyjątkowo niebezpieczne, ponieważ odbiegają od standardowych kampanii spamowych pełnych błędów gramatycznych i już na pierwszy rzut oka wyglądających podejrzanie.

Oto przykład takiego maila, który zawiera nawet komunikat z informacją o przetwarzaniu danych osobowych:Treść wiadomości spamowych

Do tego typu maila dołączany był plik, zawierający złośliwe oprogramowanie, które wykradało dane logowania z przeglądarek i klientów poczty email, aby uzyskać dalsze dostępy. Nie wiadomo, czy grupa cyberprzestępcza była bezpośrednio zainteresowana wykradanymi danymi uwierzytelniającymi, czy też zostałyby one później sprzedane innym groźnym podmiotom. Pewne jest natomiast, że dostęp do nich otwiera możliwość dalszych ataków, zwłaszcza poprzez ransmoware.

– Otwieranie załączników z takich wiadomości może mieć poważne konsekwencje tak dla osób prywatnych, jak i firm, w których pracują. Radzimy dokładnie sprawdzać, czy wiadomość jest wiarygodna, jeszcze przed otwarciem załącznika i stale używać niezawodnego oprogramowania zabezpieczającego, które jest w stanie powstrzymać atak – ostrzega Jakub Kaloč, analityk ESET, który odkrył opisywaną kampanię.

W tym samym czasie, kiedy miały miejsce ataki w Polsce, analitycy ESET zarejestrowali również kampanie w Ukrainie, Hiszpanii, Serbii, Słowacji i Bułgarii. Podobnie jak w Polsce, działania przestępców były wymierzone głównie w lokalne firmy.

Wczorajsza decyzja Banku Japonii kontra oczekiwania rynku przed dzisiejszą konferencją Fed

Wczorajsza podwyżka stóp przez Bank Japonii wzbudzała zainteresowanie rynku ale już dziś uwaga przenosi się do USA, co oznacza, że o koszcie pieniądza będzie decydować Fed. Rynek zastanawia czy można oczekiwać czegoś więcej niż jedynie nic nie wnoszącą konferencję Powella. W sumie jest dość jasne, że Rezerwa Federalna zacznie obniżać stopy nie wcześniej niż w czerwcu. Inwestorzy będą skupieni w głównej mierze na nowych prognozach ale także na komentarzach na temat ostatnich wyników inflacyjnych.

Moim zdaniem rynek w dużej mierze będzie oceniał nowy „wykres kropkowy”. Grudniowa projekcja wskazała na 3 obniżki w tym roku. Jeśli tu zobaczymy zmianę, wówczas dolar może reagować bardziej zdecydowanie, bo rynek będzie dostosowywał swoją wycenę. Aktualnie kontrakty Fed Fund Futures wskazują na 3 ruchy w dół w tym roku, każdy po 25 punktów bazowych. Ostatnie dane na temat inflacji oraz aktualnej koniunktury sugerują, że bardziej prawdopodobny może być „jastrzębi” zwrot Fed. Jeśli krzywa będzie wskazywać wyższe stopy w średnim i długim terminie, wówczas dolar może zyskać a Wall Street może otrzymać argument do startu większej korekty technicznej. Zwróćmy uwagę na to, że indeksy giełdowe rosną nieprzerwanie od końca października. Co prawda występowały w tym okresie spadki, ale skala ich nie przekraczała 2,5 proc. Największą korektę spadkową ostatnio mieliśmy w ubiegłym roku, która rozpoczęła się jeszcze w wakacje. Od tego czasu nastroje na rynkach wciąż wskazywały na wysoki apetyt na ryzyko. Pamiętajmy, że od grudnia Fed stał się bardziej ostrożny w odniesieniu do obniżek stóp procentowych. Jeśli taki scenariusz być się zrealizował, kurs EUR/USD mógłby szybko znaleźć się przy okrągłym poziomie 1,08 i jednocześnie wyrównać minima z końca lutego oraz początku marca tego roku. Jeśli skala zaskoczenia byłaby większa, kolejnym pułapem jest 1,07 – to dołek ustanowiony w połowie minionego miesiąca. Zakładam, że ryzyko osłabienia się USD podczas dzisiejszych wydarzeń jest realne, ale wg mnie mniej prawdopodobne.

Jen zamiast umocnić się po wczorajszej decyzji zareagował w odwrotny sposób i tym samym kurs USD/JPY ponownie znalazł się dziś rano w strefie zbliżonej do historycznych rekordów. Fakt ten zwiększa ryzyko nagłej interwencji walutowej ze strony BoJ lub Ministerstwa Finansów. Przypomnijmy, że Bank Japonii podniósł swoją główną stopę procentową, kończąc tym samym politykę ujemnych stóp procentowych. Zrezygnował również z kontroli krzywej dochodowości. Jest jednak mało prawdopodobne, by szybko podjęto kolejne kroki. I to właśnie ten fakt spowodował, że jen zamiast ulec aprecjacji, stracił i to w dość wyraźny sposób, co pokazuje, że oczekiwania rynkowe, które narosły w ostatnich tygodniach były zdecydowanie przesadzone.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Sytuacja na rynku kredytowym w lutym 2024 r.: silny wzrost, ale widoczne są pierwsze oznaki wyhamowania

W lutym 2024 r., w porównaniu do lutego 2023 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów produktów kredytowych: kredytów mieszkaniowych (+220,8%), ratalnych (+86,4%), gotówkowych (+14,7%) oraz kart kredytowych (+4,8%). Wzrosła również wartość wszystkich udzielonych kredytów: kredytów mieszkaniowych (+305,1%), ratalnych (+31,4%), gotówkowych (+27,9%) oraz limitach na kartach kredytowych (+17,0%).

W okresie styczeń – luty br. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+259,3%), ratalnych (+101,1%), gotówkowych (14,7%) oraz wydały więcej kart kredytowych (+4,4%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły o (+351,5%) wyższą wartość kredytów mieszkaniowych, o (40,0%) wyższą wartość kredytów ratalnych, o (+25,7%) kredytów gotówkowych oraz o (+10,1%) wyższą wartość limitów na kartach kredytowych.

Wszystkie produkty kredytowe w lutym 2024 r. utrzymały wzrostowy trend sprzedaży. Aktywność na rynku kredytów gotówkowych potwierdził nie tylko wzrost liczby +14,7%, ale i wartości transakcji +27,9% w lutym br. Równie pozytywnie wypada porównanie dwóch pierwszych miesięcy bieżącego roku z analogicznym okresem zeszłego roku, gdzie wzrost wyniósł +14,7% w liczbie udzielonych kredytów oraz +25,7% w wartości transakcji.

Nadal wysokie dynamiki wartości sprzedaży prezentują kredyty ratalne, zwłaszcza do 1 tysiąca złotych (+118,0%). W ujęciu liczbowym wzrost był jeszcze bardziej spektakularny, wynosząc (+180,9%). Ten wysoki wzrost niskokwotowych kredytów ratalnych wynika głównie z przekształcania niespłaconych zobowiązań z okresu bezodsetkowego w ramach zakupów z odroczonym terminem płatności (tzw. BNPL) w kredyty ratalne poprzez zakup tych wierzytelności przez banki.

Średnia wartość kredytu gotówkowego udzielonego w lutym 2024 r. wyniosła 24 852 zł – to wzrost o 11,5% w stosunku do lutego 2023 r. Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w lutym 2024 r. to 1 864 zł i jest ona niższa niż w lutym rok temu o 29,5%.

Warto również zauważyć, że kredyty mieszkaniowe nadal cieszą się dużym zainteresowaniem. Co stoi za tak wysoką akcją kredytową? Istnieje kilka głównych źródeł tego zjawiska.

– W lutym 2024 roku banki udzieliły 21,8 tys. kredytów mieszkaniowych na wartość 9,1 mld zł. Wpływ na tak wysoką sprzedaż ma wyższa zdolność kredytowa. Przyczynił się do niej głównie wzrost realny wynagrodzeń oraz wydłużanie średniego okresu kredytowania. To z kolei przełożyło się na wyższą wartość udzielanego kredytu. Średnia kwota kredytu mieszkaniowego wynosi obecnie już  417,69 tys. zł i jest o 26,3% wyższa niż przed rokiem. Jednocześnie jest ona na historycznie rekordowym poziomie – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK i dodaje, że:

– W lutowej akcji kredytowej nadal widać efekt uruchomienia kredytów z Programu „Bezpieczny Kredyt 2%” z puli wniosków złożonych w grudniu 2023 r. Według statystyk BIK, banki udzieliły w ramach tego Programu 10,24 tys. kredytów (47% wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych) na kwotę 4,39 mld zł (48% łącznej kwoty wszystkich kredytów). Trzeba jednak zauważyć, że w lutym w relacji do stycznia br., wartość udzielonych hipotek spadła o ok. 1 mld zł. Brak nowych wniosków z tego programu widać już w liczbie osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy – w lutym br. było ich 26,66 tys. wobec 46,34 tys. w grudniu 2023r. Ta sytuacja wpłynie zapewne na istotnych spadek akcji kredytowej w kolejnych miesiącach. Spadek akcji kredytowej wynikający z braku Programu BK2% może być częściowo skompensowany przez kredyty zaciągnięte przez te osoby, które w wyniku nadal rosnących cen nieruchomości przyspieszą decyzję o zaciągnięciu kredytu mieszkaniowego nie czekając na pojawienie się nowego rządowego programu. Dodatkowo mogą oni obawiać się kolejnego skokowego wzrostu cen nieruchomości w efekcie możliwego uruchomienia w drugiej połowie roku kolejnego programu stymulacyjnego. Podobne zjawisko wystąpiło w zeszłym roku.

W lutym 2024 roku, obserwujemy umiarkowany wzrost popularności kart kredytowych. W porównaniu z lutym poprzedniego roku, liczba wydanych kart wzrosła o 4,8%, a ich wartość o 17,0%. Analiza dwumiesięczna wskazuje na podwojenie wzrostu wartości do 10,1%, co może świadczyć o wzroście zainteresowania kartami kredytowymi o wyższych limitach kredytowych.

Jakość kredytów na bezpiecznym poziomie

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lutym 2024 r. wyniósł 1,45%. W ostatnich 12 miesiącach (od lutego 2023 r. do lutego 2024 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,08 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu jest lepszy od tego sprzed miesiąca (spadek o -0,3 p.p.). Szkodowość kredytów złotowych jest na niskim poziomie, a kredyty udzielane już w środowisku wysokich stóp procentowych są bardzo dobrze spłacane. Natomiast pogarsza się jakość kredytów indeksowanych i denominowanych do franka szwajcarskiego. Przyczyną tego zjawiska nie jest jednak ryzyko kredytowe, a ryzyko prawne związane z prowadzonymi procesami sądowymi – wyjaśnia Waldemar Rogowski.

Bieżący – lutowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,71% – tylko o 0,26 pkt proc. wyższym niż Indeks Jakości kredytów mieszkaniowych.

Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Lutowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 4,60%.

– W porównaniu do lutego 2023 r. wartość zarówno Indeksu Jakości kredytów gotówkowych jak i ratalnych polepszyła się (spadła), odpowiednio o 0,49 pkt proc. i o 0,35 p.p. Dalszej poprawie jakości powinien sprzyjać głównie realny wzrost wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych. Natomiast wartość Indeksu Jakości kart kredytowych w lutym br. wyniosła 3,74% i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższa wartość Indeksu ze wszystkich Indeksów produktowych. W ujęciu rocznym wartość Indeksu spadła (poprawiła się) o (-0,42 p.p.) – wyjaśnia prof. Rogowski.

Deloitte: Generatywna sztuczna inteligencja oraz metaverse przemysłowy wśród najważniejszych tegorocznych trendów technologicznych

Nowe trendy technologiczne pokazują firmom, że w epoce generatywnych narzędzi najważniejsze jest utrzymanie zintegrowanej strategii biznesowej, solidnych podstaw technologicznych oraz kreatywnego zespołu. Wzrost popularności sztucznej inteligencji stanowi szansę dla organizacji nie tylko na zwiększenie produktywności i wydajności zespołów, ale też zbudowanie nowych modeli biznesowych. Z kolei metaverse rozwija się w kierunku obliczeń przestrzennych na żywo w rozszerzonej rzeczywistości. Według analizy ekspertów, metaświat przemysłowy ma osiągnąć wartość niemal 100 mld dolarów do 2030 r., wynika z raportu Tech Trends 2024, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Piętnasta edycja raportu Deloitte wskazuje liderom biznesowym i technologicznym kierunek rozwoju technologii, umożliwiający zrewolucjonizowanie przedsiębiorstwa. Wśród trendów wskazanych przez ekspertów znalazły się: obliczenia przestrzenne i metaverse przemysłowy, generatywna AI jako katalizator wzrostu oraz nowe sposoby obliczeń danych.

– W ciągu ostatnich kilku lat postęp technologiczny stworzył solidny grunt dla metaświata przemysłowego oraz inwestycji w nowe rozwiązania IT i OT. Cyfrowe bliźniaki, sieci 5G, chmura, czy sztuczna inteligencja przyniosły firmom istotne możliwości rozwoju i rozwiązania ich problemów technologicznych. Procesory graficzne, chipy AI, a już niedługo komputery kwantowe i neuromorficzne zaczynają definiować następną erę obliczeń. Wyłoniliśmy kilka nowych trendów, które przedsiębiorstwa powinny uwzględnić, jeśli chcą nadążyć za transformacją technologiczną – mówi Anna Wiącek-Kocot, partnerka, liderka Zespołu Strategii i Transformacji Technologii, Deloitte.

Metaświat przemysłowy nową szansą na rozwój firm

W miarę jak metaverse przekształca się w narzędzie korporacyjne, technologie przestrzenne zyskują coraz szersze zastosowanie w realizacjach przemysłowych. Firmy wykorzystują dane i sztuczną inteligencję do odwzorowywania zachodzących już procesów w organizacji. Eksperci zapowiadają, że możliwości są obiecujące. Według prognoz przytoczonych w raporcie przychody generowane przez metaświat przemysłowy mogą osiągnąć niemal 100 mld dolarów do 2030 r. Technologia ta wykorzystuje dane przestrzenne i AI do generowania wizualizacji, stanowiących odwzorowanie procesów w czasie rzeczywistym. Takie rozwiązania zmierzają już w nowych kierunkach szerszej dziedziny obliczeń przestrzennych.

Raport Deloitte wskazuje, że web 3.0 ma wyeliminować granicę między treściami cyfrowymi a obiektami fizycznymi, skutecznie łącząc te dwie rzeczywistości. Dzięki interfejsom nowej generacji (jak np. inteligentne okulary), technologia ta może umożliwić interakcję z informacjami w czasie rzeczywistym poprzez geolokalizację czy polecenia biometryczne (takie jak głos i gesty). Biorąc pod uwagę istniejące możliwości, rynek takich obliczeń może przyćmić wcześniejsze szacunki dotyczące metaverse. Eksperci Deloitte zapowiadają, że do 2032 r. będzie on wart ponad 600 mld dolarów.

 Technologie rozszerzonej rzeczywistości przyczyniają się już dziś do wzrostu przychodów organizacji. Na przykład zastosowanie przez producentów odzieży technologii AR w swoich aplikacjach, stronach internetowych i w punktach sprzedaży stacjonarnej umożliwia im jeszcze większe różnicowanie oferty i dotarcie do klienta. Podobnie dzieje się w innych dziedzinach handlu i usług. Przewidujemy, że dzięki generatywnej sztucznej inteligencji wkrótce będziemy wykorzystywać rozszerzoną rzeczywistość do tworzenia modeli 3D z obrazów 2D, co ułatwi sposób obsługi klienta i prezentacji towarów oraz głębiej zaangażuje klientów w procesie sprzedaży – zauważa Ścibor Łąpieś, partner, lider Zespołu Technology & Cyber M&A, Deloitte.

Producenci rozwiązań AR przewidują, że oferowana przez nich technologia będzie miała wpływ także na inne sektory, m.in. medycynę, edukację, rozrywkę czy turystykę. Ulepszone i bardziej dostępne zasoby oraz sprzęt 3D wysokiej jakości mogą utorować drogę do sprawniejszej sieci przestrzennej.

Generatywna AI katalizatorem wzrostu

Odkąd sztuczna inteligencja zaczęła zyskiwać na popularności, wiele przedsiębiorstw zaczęło zastanawiać się, jakie korzyści mogą z niej czerpać dla siebie. Firmy mogą wykorzystać tę technologię do obniżania kosztów, przyspieszania procesów, zmniejszania złożoności, wzrostu zaangażowania klientów czy rozwijania innowacji i budowania zaufania. Najbardziej produktywne zastosowania generatywnej AI nie będą polegać na zastępowaniu ludzi, ale skupią się na wyposażeniu pracowników w narzędzia, które pomogą im rozwijać się i zwiększać ich produktywność, wiedzę i kreatywność. Kadra kierownicza znajduje się pod coraz większą presją, aby przyspieszyć tę transformację i wyprzedzić konkurencję.

Mogłoby się wydawać, że, generatywna sztuczna inteligencja to po prostu kolejny etap rozwoju technologii AI. Systemy uczenia maszynowego, które wspierają automatyzację wykorzystywane są od wielu lat. Teraz jednak automatyzacji poddaliśmy całą istotę pracy, łącznie z funkcjami poznawczymi. Demokratyzacja dostępu do tej technologii stworzyła okazję do zmiany modelu funkcjonowania przedsiębiorstw. Potrzebujemy wyobraźni, aby rozwinąć potencjał firm w nowych, niespotykanych dotąd obszarach – mówi Piotr Mechliński, partner associate, Risk Analytics & AI, Deloitte.

W niedalekiej przyszłości przedsiębiorstwom może być jeszcze łatwiej czerpać korzyści z generatywnej sztucznej inteligencji w swoich branżach dzięki pojawieniu się modeli uczących się na bardziej szczegółowych danych. Liderzy, którzy potrafią znaleźć nowe, kreatywne zastosowania generatywnej AI, mogą wyróżnić się na tle innych podmiotów, skupiających się przede wszystkim na śledzeniu danych.

Firmy optymalizują środowiska obliczeniowe

Od kiedy technologia stała się większym wyróżnikiem przedsiębiorstw, firmy stworzyły coraz bardziej złożone obliczeniowo obciążenia dla ich zaplecza informatycznego. Organizacje w większym stopniu wykorzystują istniejącą infrastrukturę i dodają najnowocześniejszy sprzęt, aby przyspieszyć procesy.

–  Szkolenie modeli sztucznej inteligencji, przeprowadzanie złożonych symulacji i budowanie cyfrowych bliźniaków wymagają dużych zasobów obliczeniowych. Tego typu zaawansowane rozwiązania zaczynają obciążać istniejącą infrastrukturę organizacji. Firmy wymagają obecnie wysoce zoptymalizowanych i wyspecjalizowanych środowisk obliczeniowych, aby zapewnić sobie przewagę konkurencyjną – mówi Ścibor Łąpieś.

Lepsze wykorzystanie istniejących zasobów obliczeniowych może pomóc przedsiębiorstwom przyspieszyć wiele procesów. Z drugiej strony firmy coraz częściej zwracają się w stronę specjalistycznego sprzętu. Procesory graficzne stały się istotnym elementem szkoleń modeli sztucznej inteligencji. Duże firmy z branży technologicznej i mediów społecznościowych, a także wiodące firmy badawcze, telekomunikacyjne i marketingowe wdrażają własne procesory graficzne. Jednak w przypadku mniej rozwiniętych przedsiębiorstw prawdopodobnie najpowszechniejszym podejściem będzie wykorzystanie procesorów graficznych w chmurze. Redukują one koszty szkolenia modeli AI nawet sześciokrotnie w porównaniu z modelami szkoleniowymi na tradycyjnych procesorach.

Badacze i firmy technologiczne opracowują nowe podejścia do przetwarzania danych i budują przy tym zupełnie nowe możliwości. Jednym z najbardziej obiecujących trendów mogą być obliczenia kwantowe — technologia, której wpływ staje się coraz wyraźniejszy. Komputery kwantowe reprezentują zupełnie nowy sposób wykonywania operacji na danych w porównaniu z obecnie stosowanym systemem obliczeń binarnych.

Kolejną obiecującą dziedziną są obliczenia neuromorficzne polegające na naśladowaniu struktury i funkcjonalności ludzkiego mózgu, szczególnie koncentrując się na neuronach i synapsach. Główną korzyścią stosowania tego rozwiązania jest możliwość zwiększenia wydajności pracy bez jednoczesnego wzrostu mocy. Raport Deloitte wskazuje, że nowym podejściem na rynku są również obliczenia fotoniczne. W tym przypadku procesory wykorzystują fale świetlne do przenoszenia i przechowywania danych. Dziedzina ta jest mniej rozwinięta niż informatyka kwantowa i neuromorficzna, ale badania nad nią trwają już w największych firmach technologicznych.

Fed nie zmieni stóp procentowych, ale uwaga skupi się na nowym dot plocie

Nie spodziewamy się, by FOMC, którego od obniżek stóp procentowych dzieli jeszcze co najmniej parę posiedzeń, istotnie zmienił postawę w tym tygodniu. Nie można jednak wykluczyć, że zmienność na rynku walutowym wzrośnie w środę wieczorem, szczególnie jeśli zobaczymy zmiany w dot plocie.

W tym tygodniu Rezerwa Federalna nie zmieni swojej polityki, a stopa fed funds zostanie utrzymana w przedziale 5,25–5,5%. W kontraktach futures prawdopodobieństwo cięcia stóp procentowych na posiedzeniu w marcu jest bliskie zeru, a w maju wyceniane jest na co najwyżej 10%, rynki nie spodziewają się więc dużej zmiany forward guidance, która mogłaby sugerować rychłą obniżkę. Podzielamy ten pogląd i oczekujemy, że Fed w dużej mierze utrzyma swoją ostatnią retorykę względem amerykańskiej gospodarki i stóp procentowych. Uwaga skupiłaby się wówczas zapewne na rewizji dot plotu, który miałby szansę trafić do nagłówków gazet, i to on pokierowałby w dużej mierze zachowaniem dolara i rynków finansowych po środowym oświadczeniu.

Mieszane odczyty nie sprowokują zmian w postawie banku

Od ostatniego posiedzenia FOMC pod koniec stycznia odczyty makroekonomiczne z USA były raczej mieszane, naszym zdaniem nie były jednak tak słabe, by wymusić zmianę postawy Fedu. Zaczynamy dostrzegać wczesne oznaki osłabienia wydatków. Zarówno sprzedaż detaliczna, jak i wskaźniki ISM oraz PMI dla usług za luty były słabsze, niż zakładał konsensus, podobnie jak styczniowe zamówienia środków trwałych, które doświadczyły najsilniejszego spadku od początku pandemii COVID-19. Wzrost gospodarczy USA pozostaje silny, nowcast Fedu z Atlanty dla PKB spadł jednak z 4,2% na początku lutego do 2,3% obecnie.

Ostatnie dane z rynku pracy również rozczarowują. Lutowe dane o zatrudnieniu w sektorach pozarolniczych były solidne, z nawiązką wyrównała to jednak rewizja w dół odczytu za styczeń. Miesięczna dynamika płac była najniższa od dwóch lat, stopa bezrobocia wzrosła, a liczba wakatów niezmiennie spada; wszystkie te zmiany wychodzą jednak z bardzo dobrych poziomów. Liczba odejść (3,39 mln w styczniu) w ostatnim czasie również silnie spadła i po raz pierwszy od szczytu na początku 2022 r. znalazła się na przedpandemicznych poziomach, co może wskazywać na potencjalnie gorszą pozycję pracowników i słabszą presję płacową.

Fed ostrożny przez uporczywą inflację

Opory przed mocniejszym zwrotem w kierunku łagodniejszej polityki i kolejną rewizją dot plotu w dół będą wynikały prawdopodobnie z widocznej w ostatnich odczytach uporczywości inflacji, która jest wciąż zbyt wysoka. Szczególną uwagę zwracamy na oznaki wzrostu miesięcznej miary bazowej. Trzymiesięczna zanualizowana stopa bazowa – preferowany przez nas wskaźnik presji cenowej – ponownie wzrosła w lutym powyżej poziomu 4% i jest obecnie na najwyższym poziomie od dziewięciu miesięcy (4,2%).

Podczas swojego półrocznego sprawozdania przed Kongresem na początku marca przewodniczący FOMC Jerome Powell potwierdził, że Fed prawdopodobnie rozpocznie obniżanie stóp procentowych „w pewnym momencie tego roku”, ostrzegł jednak przy tym, że postępy w kierunku osiągnięcia inflacji na poziomie 2% nie są pewne.

Uważamy, że w środę Powell w dużej mierze powtórzy swoje komentarze, a opublikowane w międzyczasie dane nie powinny spowodować zmiany retoryki. Będzie ostrożnie dobierał słowa i ponownie da rynkom do zrozumienia, że nadchodzą cięcia stóp procentowych, nie rozpalając jednak przy tym nadmiernie zakładów za prędkimi obniżkami, jak stało się w grudniu. Prawdopodobnie powtórzy zdanie, które wypowiedział przed Kongresem: „słabną ryzyka zagrażające osiągnięciu naszych celów zatrudnienia i inflacyjnego”. Oficjele Fedu bez wątpienia będą jednak chcieli zobaczyć więcej dowodów na trwający trend spadkowy inflacji, szczególnie PCE, zanim zobowiążą się do rychłych cięć, a Powell może podkreślić to podczas swojej konferencji prasowej.

Nowy dot plot ryzykiem dla rynku

Jeśli komunikaty w oświadczeniu FOMC i podczas konferencji prasowej Powella nie zmienią się zbytnio, kluczowe dla reakcji dolara będą projekcje stóp procentowych banku (dot plot) i ekonomiczne. W grudniu członkowie FOMC oczekiwali trzech obniżek o 25 pb. w 2024 r. i kolejnych czterech w 2025 r. Nie spodziewamy się zmian medianowych prognoz i uważamy, że nie ma konieczności, by Fed kierował rynki w konkretną stronę.

W kontraktach futures wyceniane jest obecnie niemal 75 pb. cięć amerykańskich stóp procentowych w tym roku, co pokrywa się z grudniowym dot plotem Fedu.

Co prawda nie przewidujemy rewizji w dół median projekcji inflacji, nie bylibyśmy jednak zbytnio zaskoczeni, widząc niewielką zmianę w dot plocie w 2024 r. i obniżenie prognozowanej liczby cięć do dwóch ze względu na utrzymujące się obawy w kontekście inflacji. Byłoby to w krótkim terminie pozytywne dla dolara – nie tylko przesunęłoby oczekiwaną datę pierwszej obniżki stóp procentowych z czerwca na lipiec lub wrzesień, lecz także mogłoby podnieść implikowaną stopę fed funds na koniec roku. Stanowi to naszym zdaniem największe ryzyko dla rynku walutowego w związku ze środowym oświadczeniem i mogłoby obniżyć kurs EUR/USD do minimów z połowy lutego. Taki obrót spraw, oprócz automatycznego podbicia kursu USD/PLN, mógłby również nałożyć presję na samego złotego.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (20.03) o godz. 19:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Prezes Schneider Electric: Nie będzie transformacji energetycznej bez elastycznej dystrybucji

Komisja Europejska poinformowała, że w jej ocenie Polska realizuje unijne warunki, które umożliwiają uruchomienie środków z Krajowego Planu Odbudowy. Na wsparcie inwestycji z obszaru energetyki i klimatu przewidziano 28 mld euro. Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric na obszar Europy Środkowo-Wschodniej, zwraca przy tej okazji uwagę na potrzebę jak najszybszego podjęcia inwestycji w dostosowanie infrastruktury sieciowej do wymogów rozproszonej produkcji energii. Jak wskazuje – nie da się zbudować opartej o OZE sieci energetycznej przyszłości bez wdrożenia na szeroką skalę samobilansujących się, autonomicznych mikrosieci.

Jak wynika z założeń opracowanego w czerwcu 2022 r. Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), jednym z celów jest rozwój sieci przesyłowych oraz inteligentnej infrastruktury elektroenergetycznej. W sumie dla zwiększenia efektywności przesyłu energii oraz stabilności sieci elektroenergetycznej, związanej m.in. z przyłączaniem nowych mocy OZE, planuje się inwestycje w 360 km sieci przesyłowych 400kV. W grę wchodzi także wspieranie rozwoju lokalnych społeczności energetycznych.

Polska zobowiązała się bowiem do rozbudowy mocy wytwórczych w zakresie fotowoltaiki i energetyki wiatrowej na lądzie do co najmniej 23,5 GW do II kw. 2026 r. Oznacza to, że przesyłowa infrastruktura elektroenergetyczna na każdym etapie musi być dostosowana do odbioru mocy ze znacznie większej ilości odnawialnych źródeł energii. Musi być również przystosowana do nowego, prosumenckiego modelu energetyki, opartego m.in. o rozwój lokalnych odnawialnych źródeł energii realizowanych przez wspomniane społeczności energetyczne (w tym klastry energii, spółdzielnie energetyczne oraz inne społeczności energetyczne wynikające z wdrożenia Dyrektywy RED II) oraz grupowo działających prosumentów (prosument zbiorowy i wirtualny) ze szczególnym uwzględnieniem roli JST (w szczególności gminy i związki gmin) tworzących tego typu lokalne społeczności[1].

Wszystko to stanowi część szeroko pojętych inwestycji w dekarbonizację polskiej gospodarki. Zdaniem Jacka Łukaszewskiego, prezesa Schneider Electric na obszar Europy Środkowo-Wschodniej, muszą być one dobrze przemyślane.

– Nie możemy ulec pokusie wykorzystania środków jedynie na szybkie, nietrafione działania, które na dłuższą metę nie odpowiadają na zasadnicze wyzwania. Właśnie dlatego, moim zdaniem kluczowe są zakrojone na szeroką skalę inwestycje w infrastrukturę sieciową, w tym tę lokalną, która będzie służyć nie tylko przesyłowi, ale i – a może przede wszystkim – bilansowaniu. Niestety, takie inwestycje nie są ani proste, ani szybkie. Jednak bez przystosowania sieci do działania w sposób inteligentny i dwukierunkowy przy dominującym udziale OZE cała transformacja energetyczna spali na panewce. Nasza sieć po prostu nie będzie w stanie przyjąć odpowiednio dużej ilości energii i zapewnić stabilnego funkcjonowania całego systemu – wskazuje Jacek Łukaszewski.

Prezes Schneider Electric podkreśla, że polska infrastruktura przesyłowa, która będzie dostosowana do nowej elastyczności, wymaga dużo więcej automatyki, na przykład układów, które zmieniają moc transformatorów. Niezbędna jest także przebudowa systemów zabezpieczających, jako że większość zabezpieczeń sieciowych dotychczas działała w układzie selektywności czasowej. Choć taki układ sprawdzał się w dotychczasowym modelu funkcjonowania energetyki, przestaje być efektywny, kiedy sieć musi działać dwukierunkowo.

– Konieczne jest przebudowanie układów zabezpieczających na komunikujące się układy elektroniczne, które się sparametryzują się w zależności od tego, jaka jest sytuacja w sieci. Odpowiednia technologia dostępna jest od wielu lat, ale wszystko to wymaga ogromnych nakładów inwestycyjnych w infrastrukturę – dodaje prezes Schneider Electric na obszar Europy Środkowo-Wschodniej.

(Nie)umiejętność kupowania energii zdecyduje o być albo nie być wielu przedsiębiorstw

Większość krajów ze względu na charakterystykę infrastruktury elektroenergetycznej zbudowało ogromne systemy, w których bilansowanie energii odbywa się na poziomie krajowym. Bilansowanie poprzez krajową dyspozycję mocy sprawdzało się wówczas, gdy producentów było stosunkowo niewielu, a poziom produkcji energii nie zmieniał się w sposób gwałtowny. Dotychczasowy stan rzeczy zmieniła szeroka adopcja rozproszonych, odnawialnych źródeł energii. W efekcie bilansowanie musi odbywać się na poziomie lokalnych podsieci, obejmujących np. osiedla mieszkaniowe czy poszczególne zakłady przemysłowe. Powód jest oczywisty – im więcej energii produkowanej i zużywanej jest lokalnie, tym jest to tańsze. Idąc o krok dalej – bilansowanie odbywające się między poszczególnymi mikrosieciami na poziomie lokalnym, również jest tańsze niż poprzez ogólnokrajową infrastrukturę przesyłową wysokiego napięcia.

Następstwem nowej rzeczywistości będzie jednak konieczność dostosowania się do niej spółek energetycznych. Te już wprowadzają bądź wkrótce będą wprowadzać szereg zachęt oraz kar w postaci opłat, nakłaniając odbiorców do elastyczności.

Elastyczność objawia się m.in. we wprowadzaniu jako standardu zmiennych taryf, aby zachęcić odbiorców do wykorzystywania tańszej energii wówczas, kiedy w systemie występuje jej nadwyżka. To także rynek mocy, czyli opłata za utrzymywanie gotowości prosumenta do produkcji energii. W Stanach Zjednoczonych w rynku mocy biorą już udział średniej wielkości magazyny energii, które mogą oddawać energię do sieci, stabilizując system w momentach krytycznych. Kolejnym rozwiązaniem jest DSR (demand side response), co w wielkim skrócie jest odwrotnością rynku mocy – wówczas dużym konsumentom energii, takim jak choćby zakłady przemysłowe, płaci się za obniżenie zużycia na życzenie spółki energetycznej. W grę wchodzi również opłata za profil zużycia w zależności np. od stopnia uzależnienia danego podmiotu od OZE.

– Podobnych rozwiązań będzie coraz więcej, a wszystko po to, aby zbilansować sieć. Spowoduje to, że część bardziej świadomych prosumentów zacznie tworzyć układy bilansowania na niskim poziomie, wdrażając samobilansującą się mikrosieć i generując dzięki temu niekiedy wielomilionowe oszczędności, co będzie miało drastyczny wpływ na poprawę konkurencyjności przedsiębiorstw, zwłaszcza tych o energochłonnym profilu działalności. Umiejętność wykorzystania możliwości technologicznych oraz prawno-ekonomicznych w obszarze energetyki to jedyny sposób na to, aby zapewnić konkurencyjność przedsiębiorstwa. Pasywna konsumpcja energii będzie bowiem coraz bardziej kosztowna – podsumowuje Jacek Łukaszewski.

W sumie w ramach RePowerEU w inwestycje na rzecz morskiej energetyki wiatrowej i systemu energetycznego w Polsce ma zostać ulokowane 21,8 mld euro.

[1] Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności, czerwiec 2022 r.

Zarządzanie finansami w firmie – poradnik eksperta

Umiejętne kierowanie przepływami pieniężnymi, inwestycjami, przychodami i wydatkami – to konieczne do utrzymania płynności finansowej, realizacji planów rozwojowych i wreszcie do sukcesu na rynku. Niezależnie od tego, czy jesteś początkującym przedsiębiorcą, czy doświadczonym managerem, poniższe wskazówki pomogą Ci zwiększyć rentowność Twojej firmy.

Jak zacząć efektywne zarządzanie finansami w firmie?

Pierwszym krokiem w kierunku skutecznego zarządzania finansami jest ustanowienie solidnych podstaw:

  • budżetu;
  • planu finansowego;
  • systemu monitorowania.

Twój budżet to Twój finansowy plan bitwy. Musi uwzględniać wszystkie możliwe przychody i wydatki, a także nieprzewidziane sytuacje.

Następnie opracuj plan finansowy, który będzie mapą Twoich celów finansowych na przyszłość. To nie tylko kwestia liczb, ale strategiczne planowanie inwestycji, rozwoju oraz potencjalnych oszczędności.

Nie zapominaj o systemie monitorowania. Istnieje wiele narzędzi, które mogą Ci w tym pomóc i zautomatyzować żmudne zadania. Korzystając z nich, możesz na bieżąco śledzić swoje finanse, co pozwoli Ci szybko reagować na wszelkie nieprawidłowości.

Programy do księgowości, dashboardy finansowe czy aplikacje do zarządzania przepływem pieniędzy – jest dużo opcji do wyboru. Na przykład oprogramowanie finansowo-księgowe Symfonia pozwala prowadzić wszystkie procesy rachunkowe w jednym ekosystemie, bezpiecznie i zgodnie z przepisami. Dowiedz się więcej: https://symfonia.pl/oprogramowanie/obszar-finanse-i-ksiegowosc.

Kontrola budżetu – co musisz wiedzieć?

Kontrola budżetu to nic innego, jak regularne sprawdzanie, czy faktyczne przychody i wydatki firmy zgadzają się z tym, co zostało zaplanowane. To fundament zarządzania finansami, który pozwala na szybką reakcję w przypadku odchyleń od planu. Regularna kontrola pozwala nie tylko unikać niepotrzebnych wydatków, ale też identyfikować obszary, w których firma może oszczędzać lub inwestować więcej środków.

Zarządzanie budżetem to również umiejętność balansowania pomiędzy oszczędnościami a inwestycjami. Inwestycje są niezbędne dla rozwoju firmy, ale muszą być dokonywane rozważnie, z uwzględnieniem aktualnej sytuacji finansowej.

Przykład? Inwestycja w nowe technologie może zwiększyć efektywność produkcji i obniżyć koszty w długim terminie, ale musi być poprzedzona dokładną analizą zwrotu z inwestycji.

Jak optymalizować koszty w firmie?

Optymalizacja kosztów to proces, który wymaga ciągłej uwagi i analizy. Zacznij od dokładnego przeglądu wszystkich wydatków i zidentyfikuj te, które można zredukować lub całkowicie wyeliminować. Często firmy płacą za usługi, z których rzadko korzystają lub mogą znaleźć tańsze alternatywy bez utraty jakości.

Następnym krokiem jest negocjacja z dostawcami. Wiele firm przyjmuje pierwszą ofertę cenową, nie próbując negocjować lepszych warunków – to błąd! Regularne przeglądy umów i negocjacje mogą znacząco obniżyć koszty operacyjne.

Wprowadź też kulturę oszczędności w swojej firmie. Pracownicy, którzy są świadomi kosztów i rozumieją, jak ich działania wpływają na finanse firmy, częściej podejmują korzystne dla niej decyzje. Proste zmiany, takie jak wyłączanie sprzętu niebędącego w użyciu czy ograniczenie kosztów podróży służbowych, mogą przynieść znaczące oszczędności.

Najlepsze praktyki w zarządzaniu przepływami pieniężnymi

Zarządzanie przepływami pieniężnymi to sztuka utrzymania równowagi między przychodami a wydatkami, tak aby zawsze mieć wystarczającą ilość gotówki na pokrycie bieżących potrzeb firmy.

  • Jedną z najlepszych praktyk jest tworzenie prognoz przepływów pieniężnych. Pozwala to przewidywać, kiedy i w jakiej wysokości spodziewane są wpływy i wydatki, co umożliwia lepsze planowanie finansowe.
  • Równie ważne jest szybkie wystawianie faktur i skuteczne zarządzanie należnościami. Im szybciej klient zapłaci, tym szybciej te środki będą dostępne dla Twojej firmy. Wykorzystaj technologie, takie jak elektroniczne faktury czy systemy płatności online, aby przyspieszyć ten proces.
  • Pamiętaj też o utrzymywaniu rezerwy finansowej. Niezależnie od tego, jak dobrze zarządzasz finansami, zawsze mogą pojawić się nieprzewidziane sytuacje. Dostęp do rezerwowych środków może być kluczowy dla utrzymania płynności finansowej w trudnych momentach.

Jak mierzyć i analizować wyniki finansowe firmy?

Mierzenie i analizowanie wyników finansowych to nie tylko sprawdzanie, czy firma jest na plusie czy na minusie. To kompleksowa ocena finansowego zdrowia przedsiębiorstwa, która obejmuje analizę wielu wskaźników, takich jak rentowność, płynność finansowa czy efektywność operacyjna.

Do najpopularniejszych narzędzi analizy finansowej należą analiza wskaźnikowa, rachunek zysków i strat czy bilans. Przykładowo wskaźnik rentowności sprzedaży pokaże Ci, jaka część przychodów pozostaje w firmie jako zysk. Z kolei analiza przepływów pieniężnych pomoże zrozumieć, jak środki finansowe przemieszczają się wewnątrz firmy.

Regularna analiza finansowa pozwala nie tylko na bieżące śledzenie postępów w realizacji celów finansowych, ale także na szybkie wykrywanie potencjalnych problemów i reagowanie na nie. Pamiętaj, wiedza to moc, a im więcej wiesz o finansach swojej firmy, tym lepiej możesz nią zarządzać.

Polska jest 5. rynkiem leasingu w Europie i najszybciej rosnącym w Unii Europejskiej

  • Polska jest dziś 5. rynkiem leasingu w Europie i najszybciej rosnącym w Unii Europejskiej – wynika z raportu Związku Polskiego Leasingu przygotowanego wraz z EY-Parthenon.
  • W ciągu ostatnich 18 lat rynek leasingu w Polsce urósł ponad sześciokrotnie: z 16 mld zł sfinansowanych aktywów rocznie w 2005 roku do 102 mld zł w 2023 roku, rozwijając się w średnim tempie ponad 10 proc. rocznie.
  • Branża leasingowa stanowi motor napędowy polskiej gospodarki: leasing finansuje prawie 30 proc. wszystkich nakładów inwestycyjnych w polskiej gospodarce, jest preferowaną formą finansowania dla MŚP, które to przedsiębiorstwa generują niemal 50 proc. PKB w Polsce.
  • Aż 77 proc. firm leasingowych uważa, że koniunktura w sektorze w ciągu następnych 5 lat będzie dobra, a dodatkowe 18 proc., że bardzo dobra.

Związek Polskiego Leasingu (ZPL) opublikował raport „Leasing na ścieżce transformacji. 30 lat napędzamy gospodarkę”, przygotowany wraz z EY-Parthenon. Okazją do jego powstania jest obchodzone w tym roku 30-lecie działania ZPL. Jak wynika z raportu, polski rynek leasingu jest na drodze stałego wzrostu – jest najszybciej rozwijającym się rynkiem w Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę wartość nowych sfinansowanych inwestycji, zajmujemy dziś w Europie 5. miejsce (wg danych Leaseurope za 2022 r.).

Pozycja leasingu rosła w Polsce razem z biznesem naszych klientów. W 2023 roku firmy zrzeszone w Związku Polskiego Leasingu sfinansowały – w oparciu o umowy leasingu oraz umowy pożyczki – inwestycje o wartości ponad 100 mld zł. Na przestrzeni minionych 30 lat rynek leasingowy kilkukrotnie musiał uzbroić się w cierpliwość, obserwując spadek dynamiki inwestycji, który był konsekwencją trudnej sytuacji makroekonomicznej. Jednak żadne perturbacje, zarówno w średniej, jak i dłuższej perspektywie, nie zachwiały stabilnością naszej branży. Zawsze, potrafiliśmy reagować właściwie, w odpowiednim momencie, aktywnie dostosowując finansowanie do potrzeb naszych klientów  mówi Paweł Pach, prezes PKO Leasing, przewodniczący Rady ZPL.

Od 2005 roku rynek leasingu urósł ponad sześciokrotnie: od 16 mld zł sfinansowanych aktywów w 2005 roku do 102 mld zł w 2023 roku. W ubiegłym roku branża przebiła barierę 200 mld zł wartości wszystkich aktywów będących w użytkowaniu ponad 1 miliona klientów. Łączna wartość inwestycji sfinansowanych leasingiem w ciągu 30 lat to kwota aż 1 bln zł.

Po 30 latach Polska stała się 5. rynkiem pod względem wartości sfinansowanych leasingiem aktywów w Europie, doganiając kraje takie jak Wielka Brytania, Niemcy, Francja czy Włochy. Jesteśmy dumni, że przedsiębiorcy nam zaufali do tego stopnia, że od 2005 roku rynek leasingu w Polsce urósł ponad sześciokrotnie, stając się jednym z kluczowych elementów funkcjonowania gospodarki kraju.  Prawie 50 proc. PKB w Polsce jest generowane przez sektory o wysokim udziale leasingu w nakładach inwestycyjnych. W 2022 leasing stanowił 27,5 proc. wszystkich nakładów inwestycyjnych w Polsce – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Jak wynika z raportu, finansowanie środków ruchomych leasingiem i pożyczką leasingową jest wyższe niż finansowanie kredytem inwestycyjnym. Wartość wszystkich środków ruchomych na koniec ubiegłego roku sfinansowana leasingiem wyniosła blisko 200 mld zł, podczas gdy kredytem inwestycyjnym niecałe 170 mld zł. Już ponad połowa nowych pojazdów jest rejestrowana przez firmy leasingowe i wynajmu.

Leasing już dziś dla wielu przedsiębiorców jest preferowaną formą finansowania, daje większą elastyczność oraz wiąże się z mniejszym ryzykiem dla obu stron umowy. Branża będzie się transformować od „finansowania aktywów” do „zarządzania aktywami”, tworząc ekosystemy usług i dostarczać klientom bardziej kompleksowe rozwiązania. Leasing odegra istotną rolę w transformacji energetycznej wielu kluczowych dla Polski sektorów, w których branża leasingowa do tej pory była bardzo aktywna, np. transport, przetwórstwo przemysłowe czy rolnictwo. Dalsze oczekiwane zmiany regulacyjne umożliwią postęp w cyfryzacji, wspierając budowanie percepcji branży jako zwinnej, działającej szybko i skutecznie, oferującej elastyczne i dopasowane rozwiązania dla swoich klientów – mówi Łukasz Sikora, partner EY-Parthenon.

Najważniejsze kwestie, które zdaniem firm leasingowych hamują rozwój rynku, stanowią bariery regulacyjne i prawne. W ramach ankiety przedstawiciele sektora leasingowego wskazali takie bariery oraz ryzyka jak:

  • bariery regulacyjne uniemożliwiające pełną digitalizację sprzedaży (rejestrowanie auta w urzędzie, czy też wymóg podpisu kwalifikowanego przy zawieraniu umów leasingowych na odległość, będący konsekwencją kodeksowego wymogu)
  • bariery prawne w postaci ograniczeń w korzystaniu z dotacji przy finansowaniu inwestycji leasingiem, ustawy konsumenckiej oraz niejednoznaczne podejście do kwalifikacji aktywów (brak precyzyjnej standaryzacji)
  • brak pełnego zrozumienia przez klientów charakterystyki leasingu, zwłaszcza w porównaniu do alternatywnych form finansowania – jak np. kredyt.

Pozytywny jest fakt, że firmy leasingowe dobrze oceniają koniunkturę w następnych 5 latach. Aż 77 proc. respondentów badania EY-Parthenon i ZPL uważa, że koniunktura w sektorze będzie dobra, a dodatkowe 18 proc., że bardzo dobra.

Na tle innych krajów europejskich, leasing w Polsce jest usługą wyjątkowo popularną, wskaźniki penetracji leasingiem są wyższe niż średnia europejska.

wskaźnik penetracji
Źródło: Raport EY-Parthenon i ZPL

Airbus mocno wyprzedza Boeinga w produkcji samolotów

W lutym Airbus dostarczył do swoich klientów 49 samolotów, podczas Boeing – tylko 27 maszyn. Od początku roku, ceny akcji Airbusa zwyżkują o prawie 20 proc., podczas gdy walory Boeinga straciły na wartości ponad 30 proc. Dlaczego wyniki tych dwóch firm tak bardzo się rozjechały, nawet kiedy popyt na latanie i samoloty cały czas rośnie?

Po okresie pandemii, podróżni wrócili do latania. W efekcie, widać ożywienie w krajach z dużym udziałem sektora turystycznego w PKB (takich jak Hiszpania), rośnie także liczba pasażerów linii lotniczych. To wszystko z kolei przekłada się na zamówienia na nowe samoloty.

W roku 2023, dwaj najwięksi producenci samolotów: europejski Airbus oraz amerykański Boeing otrzymali zamówienia na 3775 samolotów. Aż 61 proc. z nich (2319) trafiło do Airbusa, a 39 proc. (1456) – do Boeinga. Obie firmy dostarczyły w poprzednim roku 1263 samoloty, 58 proc. (735) dostarczył Airbus, a 42 proc. (528) wyszło z fabryki Boeinga. Obie firmy mają rekordową liczbę zamówień na nowe samoloty: Airbus na koniec 2023 roku miał ich 8598, podczas gdy Boeing odnotował ich 6216. W ciągu najbliższych trzech lat, Airbus będzie w stanie produkować i dostarczać ponad 1000 maszyn rocznie.

Boeing także zwiększa produkcję, jednak już od 5 lat dostarcza mniej samolotów niż Airbus. Konkurencja wyprzedziła amerykańskiego producenta w efekcie problemów i pierwszego uziemienia samolotów Boeing 737 Max w 2018 roku. Samolot, który miał być dla firmy najważniejszym finansowym sukcesem, okazał się źródłem wielu kłopotów. Po incydencie z 9 stycznia, kiedy w Boeingu 737 Max Alaska Airlines doszło do wyrwania zaślepionego przez producenta fragmentu poszycia kadłuba, kryzys ewidentnie się zaostrzył. Ta sytuacja obnażyła poważne problemy, zarówno na etapie projektowania i certyfikacji samolotów, jak i produkcji. Znacząco osłabiło to reputację firmy jako jednego z liderów amerykańskiej gospodarki oraz, co w lotnictwie niezmiernie ważne, firmy skupionej na bezpieczeństwie. Firma obecnie zmaga się ze skutkami tego kryzysu. Pozwolił on Airbusowi przejąć pierwszeństwo na rynku, jednak Boeing nadal otrzymuje wiele zamówień i zwiększa produkcję. Ma jednak problemy, ponieważ poza poważnymi awariami samolotów, linie zgłaszają także bardzo wiele mniejszych usterek w nowych samolotach. Firma stara się na to odpowiadać, dokonując zmian w zarządzaniu i produkcji, jednak droga do odbudowy dobrej reputacji pozostaje długa i wyboista.

Dane o zamówieniach na nowe samoloty wpływają na notowania obu firm na giełdzie. Od początku roku, akcje Boeinga na giełdzie spadły o 30,94 proc., podczas gdy u Airbusa wzrosły o 19,58 proc. Nawet w sytuacji, gdy w wielu innych branżach, firmy europejskie radzą sobie gorzej od ich amerykańskich odpowiedników. Indeks S&P500 od początku roku wzrósł o 8,5 proc., a europejski STOXX600, o 5,3 proc. Airbus to jednak z niewielu przypadków firm europejskich, które wygrywają z konkurencją zza oceanu.

Z jedną akcję Airbusa trzeba obecnie zapłacić 166 euro, co jest rekordowym poziomem w historii. Spółka spodziewa się, że rekordowy poziom zamówień przedłoży się na rekordowe wyniki finansowe w 2024 roku. Chociaż akcje osiągnęły najwyższy poziom, wskaźnik przyszłego C/Z (forward P/E) pozostaje na zdrowym poziomie 23,15. Wyniki za pierwszy kwartał 2024 roku firma przedstawi na przełomie kwietnia i maja.

Tymczasem, akcje Boeinga są obecnie notowane na poziomie połowy jego maksymalnego kursu. Problemy z samolotami przekładają się na wyniki finansowe i firma od 2020 roku notuje straty. W czwartym kwartale 2023 roku, strata firmy netto wyniosła 30 mln. dolarów, czyli 0,04 dolara na akcję.  Boeing swoje kolejne wyniki kwartalne przedstawi 24 kwietnia.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Dolar rośnie w siłę. Inflacja bazowa w Polsce rozczarowuje

Po tym, jak inflacja konsumencka zanurkowała, okazuje się, że wskaźnik inflacji bazowej wcale nie pędzi w dół. Dane z Europy nie zaskoczyły. Dolar umacnia się w oczekiwaniu na komunikat po decyzji FED.

Inflacja bazowa w Polsce

Wczorajsze dane o inflacji bazowej okazały się mniej korzystne od oczekiwań. Inflacja bazowa, czyli taka bez uwzględnienia cen żywności i energii wyniosła 5,4% wobec oczekiwanych 5.3%. Jest to ostrzegawcze światło. Tak bardzo cieszymy się ze spadku cen dla konsumentów, że trochę pomijamy fakt, że spora część tego bazuje na elementach mocno zmiennych jak ceny paliw czy energia. Patrząc na ceny ropy naftowej, efekt spadających cen paliw właśnie się kończy i kolejne miesiące będą znacznie trudniejsze. Z kolei w przypadku energii kiedyś musi przyjść brutalne dla konsumentów urealnienie cen. Oby nie doszło do tego w trakcie trudnych wydarzeń na świecie i skoku cen surowca. O czym zatem mówi nam inflacja bazowa? Biorąc pod uwagę, że przekracza ona inflację konsumpcyjną aż o 2,6%, należy zwrócić uwagę, że mamy potencjał na silny efekt jojo w przypadku cen dla konsumentów.

Finalne dane z Europy

W Europie opublikowano finalne dane na temat inflacji. Biorąc pod uwagę, że dane te publikowane są po tym, jak poznamy dane cząstkowe, publikacja ta nie powinna zaskakiwać rynków. Tak też było wczoraj. Analitycy oczekiwali 2,6% i otrzymali 2,6%. Rynek reagował delikatnym umocnieniem euro po tych danych. Kurs euro podskoczył około 2 groszy. Warto jednak zwrócić uwagę, że więcej drożał dolar. Powodem osłabienia złotego w znacznie większym stopniu była bowiem ucieczka kapitału za ocean.

Dolar najsilniejszy bez danych

Wspomniana przed chwilą ucieczka kapitału za ocean to dość ciekawy proces. Trwa jednak wycofywanie się inwestorów z oczekiwań szybkiego obniżania stóp procentowych. W ostatnich dniach zbliżamy się bowiem do równowagi pomiędzy szansami na obniżkę stóp w czerwcu i brakiem zmian stóp procentowych. Szansami wyznaczanymi na podstawie kwotowań kontraktów terminowych na stopę procentową. Najbliższa decyzja FED będzie jutro, ale tam szanse na zmianę stóp są niemal zerowe. Ważny będzie natomiast komunikat po decyzji, bo to on wskaże kierunek na następne tygodnie. Jeśli komunikat będzie ostrożny, może to przeważyć szanse na obniżki stóp w czerwcu. Tak scenariusz mógłby doprowadzić do dalszego umocnienie dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów danych makroekonomicznych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Bank Japonii podnosi stopy procentowe po raz pierwszy od 17 lat. Jen reaguje osłabieniem

Wtorkowy poranek przynosi osłabienie japońskiego jena co jest pokłosiem decyzji Banku Japonii, który podniósł dziś rano stopy procentowe po raz pierwszy od 2007 roku. Jednocześnie instytucja zrezygnowała z kontroli krzywej dochodowości. Rynek wciąż jednak nie wie jak będzie wyglądać kształt polityki monetarnej w kolejnych miesiącach. Para walutowa USD/JPY urosła powyżej poziomu 150,00 i tym samym umocnienie JPY z początku marca zostało w pełni zniwelowane.

Bank Japonii faktycznie podniósł dziś rano koszt pieniądza po raz pierwszy od 2007 roku. Krótkoterminowa stopa procentowa jest teraz ustalona między 0 a 0,1 proc. Jednocześnie zrezygnowano z celu dla długoterminowych obligacji rządowych, chociaż BoJ nadal zamierza kupować podobną ich liczbę jak poprzednio, tylko bez wyraźnego celu. Z drugiej strony instytucja przestaje kupować ETF-y i REIT-y, a zakupy papierów komercyjnych i obligacji korporacyjnych będą stopniowo ograniczane i całkowicie wstrzymane w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Pomimo tych dość szeroko zakrojonych działań, jen zareagował negatywnie na tę decyzję. Pozostaje niejasne, co stanie się dalej. Nic nie wskazuje na to, by BoJ planował prawdziwy cykl podwyżek stóp procentowych.

Jen mógłby skorzystać wyłącznie w momencie gdyby bank centralny zasugeruje rzeczywisty cykl zacieśniania monetarnego a nie jedynie dostosowanie warunków monetarnych, którego świadkami byliśmy dziś rano. Sama podwyżka, która się właśnie zmaterializowała, była w pełni wyceniona przez rynek, stąd też wynika reakcja rynku FX.

BoJ zrobił dziś pierwszy krok w kierunku odejścia od ultra-ekspansywnej polityki pieniężnej, nie był to jednak wyraźny „jastrzębi” zwrot, a raczej „gołębia” podwyżka stóp. Teraz kluczem będzie prawdopodobnie inflacja. Jeśli pojawią się dalsze oznaki, że uporczywie utrzymuje się ona na poziomie 2 proc., mogą nastąpić dalsze kroki w kierunku normalizacji polityki pieniężnej.

O stopach decydował dziś również Bank Rezerw Australii. Chociaż było mało prawdopodobne, aby RBA ponownie podniósł stopy procentowe, decyzja o utrzymaniu ich na poziomie 4,35 proc. wywarła pewną presję na AUD. Wydaje się, że niektórzy uczestnicy rynku oczekiwali bardziej jastrzębiego oświadczenia. Biorąc jednak pod uwagę niedawne postępy w zakresie dezinflacji, uważam, że sprawiedliwe było mówienie o bardziej zrównoważonym zestawie ryzyk dla stopy procentowej. W praktyce kolejnym ruchem stóp procentowych będzie prawdopodobnie ich obniżka. RBA jednak utrzyma w najbliższych miesiącach ostrożnościowe podejście i prawdopodobnie do redukcji na stopach dojdzie w II połowi roku. Para AUD/USD spadła do poziomu 0,6510 i znalazł się najniżej od 6 marca.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Ponad 60 tys. elektryków na polskich drogach. Rynek rośnie, ale infrastruktura kuleje

Według danych z końca lutego 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 60 276 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). W ubiegłym miesiącu ich liczba zwiększyła się o 3743 szt. (o 21% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

Pod koniec lutego 2024 r. po polskich drogach jeździło 104 770 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 54 120 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 50 150 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 6 184 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec lutego składała się z 19 607 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 722 169 szt. Pod koniec ubiegłego roku park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1249 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1195 szt., zaś wodorowe – 54 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec lutego 2024 r. w Polsce funkcjonowało 6213 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych (3431 stacji). 27% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 63% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W lutym uruchomiono 127 nowych punktów.

– Na koniec lutego b.r. w parku samochodowym mieliśmy ponad 60 tys. sztuk samochodów zeroemisyjnych. Warto podkreślić, że Polska jest jednym z europejskich liderów, jeśli chodzi o zeroemisyjne autobusy. W parku jest zarejestrowanych prawie 18 tys. elektrycznych motorowerów i – co trzeba zauważyć – ich zakup nie jest objęty żadnym systemem dopłat. Mamy natomiast nadzieję, że dzięki ogłoszonemu niedawno programowi wsparcia zakupu zeroemisyjnych pojazdów ciężarowych kategorii homologacyjnej N2 i N3, a także do budowy infrastruktury ładowania i tankowania wodorem, w najbliższym roku znacznie zwiększy się ich liczba na naszych drogach. Należy również odnotować, że ok. 4% całego parku samochodów osobowych w Polsce stanowią pojazdy hybrydowe – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

– Mimo wzrostów, tempo rozbudowy infrastruktury ładowania w Polsce wciąż jest zbyt wolne  i pozostaje jedną z największych barier wpływających na rynek samochodów elektrycznych. Przez pierwsze dwa miesiące b.r. zainstalowano tylko o 16 punktów więcej niż w analogicznym okresie roku 2023. W tym kontekście liczymy na jak najszybsze uruchomienie programu subsydiów do ładowarek dla transportu ciężkiego. Przekazaliśmy już NFOŚiGW uwagi branży dt. projektu zasad dopłat w tym zakresie. Branża liczy również na wznowienie naboru w ramach bardzo ważnego programu „Wsparcie infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych i infrastruktury do tankowania wodoru”, a także na optymalizację tego instrumentu, szczególnie w zakresie procedur – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.

Jak karteczki samoprzylepne mogą pomóc w zarządzaniu projektem?

Zarządzanie projektem to skomplikowany proces wymagający organizacji, planowania oraz umiejętności szybkiego reagowania na nieprzewidziane zmiany. W dzisiejszym szybko zmieniającym się świecie, gdzie narzędzi do zarządzania projektami jest bez liku, klasyczne kartki samoprzylepne wciąż odgrywają znaczącą rolę. Jeśli chcesz wiedzieć jak mogą one pomóc project managerowi w koordynowaniu zadań i zespołu projektowego koniecznie przeczytaj artykuł do końca!

Poznaj proste, ale nieocenione narzędzie do zarządzania projektami

Karteczki samoprzylepne pomimo swojej prostoty stanowią efektywne narzędzie w arsenale technik zarządzania projektem szczególnie w branży IT czy w marketingu. Dzięki ich wszechstronność i powszechnej dostępności mogą one znaleźć zastosowanie w różnych metodologiach kierowania projektem – od Agile, Scrum po Waterfall i stanowią przejrzysty zamiennik korzystania z aplikacji takich jak: Trello, Asana, Slack, Miro czy Jira. Karteczki samoprzylepne oferują unikalną możliwość wizualizacji postępów, organizacji pracy nad projektem i priorytetyzacji zadań członków zespołu, co jest niezbędne dla efektywnego prowadzenia i monitorowania projektów. Szeroką ofertę karteczek samoprzylepnych oraz innowacyjnych karteczek elektrostatycznych (https://www.ofix.pl/kategoria/karteczki-elektrostatyczne-2711916), które mogą być wielokrotnie przyklejane i odklejane bez utraty przyczepności znajdziesz w sklepie internetowym Ofix.pl.

Karteczka samoprzylepna

Kreatywne sposoby wykorzystania kartek w zarządzaniu zadaniami

Kolorowe karteczki odgrywają znaczącą rolę w planowaniu projektów i organizacji pracy, umożliwiając efektywne dzielenie projektu oraz zidentyfikowanie i wdrożenie podzadań. Szczególną uwagę poświęcamy metodzie tablic Kanban, która jest świetnym przykładem praktycznego zastosowania kartek samoprzylepnych(https://www.ofix.pl/kategoria/karteczki-samoprzylepne-171) do wizualizacji przepływu pracy, zwiększeniu produktywności i postępu poszczególnych zadań w projekcie. Demonstrujemy, jak prosta konfiguracja tablicy – podzielona na sekcje takie jak „Do zrobienia”, „W trakcie” i „Zakończone” – może przynieść rewolucję w sposobie, w jaki zespoły podchodzą do organizacji pracy, ułatwiając monitorowanie postępów i identyfikację wąskich gardeł w projekcie. Wykorzystanie kartek samoprzylepnych w takiej aranżacji nie tylko zwiększa przejrzystość zadania projektowego, ale również sprzyja współpracy i komunikacji w zespole, co jest fundamentem skutecznego zarządzania projektami.

Sprawdź również artykuł: „Jak zorganizować efektywne spotkanie w biurze?”: https://www.ofix.pl/blog/jak-zorganizowac-efektywne-spotkanie-w-biurze

Karteczki samoprzylepne w pracy zdalnej i zespołach rozproszonych

Pomimo fizycznej natury, te proste narzędzia znajdują swoje miejsce w cyfrowym środowisku, wspierając metody wizualizacji zadań i komunikacji. Korzystając z darmowych aplikacji, oprogramowań i narzędzi online, które symulują tablice Kanban i ściany pełne kartek samoprzylepnych, zespoły mogą wirtualnie organizować swoją pracę, m.in. generując listę zadań, a następnie przypisując kolory karteczek i statusy do poszczególnych zadań, co ułatwia szybką orientację w projekcie. Takie cyfrowe odpowiedniki tradycyjnych kartek samoprzylepnych umożliwiają zespołom rozproszonym na całym świecie zintegrować zadania danego projektu i umożliwić łatwe współdzielenie informacji w czasie rzeczywistym, zachowując przy tym elementy wizualne, które są kluczowe dla efektywnej organizacji pracy i komunikacji. Tym samym, karteczki, niezależnie od miejsca pracy, stają się nieocenionym narzędziem współpracy w pracy zdalnej, pomagając zespołom rozproszonym w integracji, a także utrzymaniu jasności, struktury i ciągłości w realizacji projektów. Darmowe wersje aplikacji pozwalają również w intuicyjny sposób stworzyć wykresy Gantta, a także dostępny jest również widok tablicy co umożliwia łatwe prowadzenie projektu. mają również inne narzędzia wspierające

Karteczki samoprzylepne

Podsumowanie

Karteczki samoprzylepne, choć proste, okazują się być niezwykle wszechstronnym narzędziem w zarządzaniu projektami, oferującym znaczące korzyści zarówno w tradycyjnych, jak i cyfrowych środowiskach pracy. Ich zastosowanie w metodach takich jak Kanban ułatwia wizualizację i podział zadań, organizację codziennej pracy i monitorowanie postępów prac, co jest kluczowe dla efektywnego project management. W zespołach rozproszonych, cyfrowe odpowiedniki kartek samoprzylepnych dzieki mobilnym wersjom darmowych aplikacji pozwalają na podgląd i współdzielenie plików i informacji w czasie rzeczywistym, wspierając komunikację i współpracę z dowolnego miejsca. Dzięki temu, kartki samoprzylepne stają się nieocenionym narzędziem, pomagającym zespołom w różnych środowiskach pracy osiągnąć efektywność i sukces w swoich projektach. Zamów już dziś karteczki samoprzylepne w sklepie internetowym Ofix.pl z szybką dostawą do swojego biura i dzięki temu łatwiej zarządzaj dużymi zespołami podczas swojej pracy.

Dobre perspektywy dla rynku magazynowo-przemysłowego w Polsce

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, rok 2023 był jednym z najlepszych w historii rynku magazynowo-przemysłowego w Polsce. Zanotował on drugi najlepszy wynik pod względem nowej podaży (3,7 mln mkw.) oraz trzeci, jeśli chodzi o wolumen zawartych umów najmu (5,6 mln mkw.) i powierzchni będącej w budowie (2,8 mln mkw.). Znaczna dostępność powierzchni magazynowej przyniosła wyczekiwaną stabilizację czynszów.

Na koniec 2023 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce przekroczyły 31,7 mln mkw., co oznacza wzrost o 12% w ujęciu rok do roku.

– Pomimo nieznacznego spowolnienia w pierwszych miesiącach 2023 roku sektor powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce powrócił na tory stabilnego wzrostu. Biorąc pod uwagę aktywność na rynku deweloperskim i najmu w ostatnim kwartale, deweloperzy i najemcy patrzą w przyszłość z większym optymizmem. Polska nadal pozostaje jednym z głównych beneficjentów globalnej reorganizacji łańcuchów dostaw, co będzie miało pozytywny wpływ na dalszy rozwój rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych. Przewidujemy, że rynek nadal będzie notował wzrost, jednak jego dynamika może nieznacznie spowolnić w najbliższych latach do ok. 10%. Oznacza to, że całkowite zasoby powierzchni przemysłowej i magazynowej w Polsce przekroczą granicę 35 mln mkw. raczej na początku 2025 roku niż pod koniec tego roku – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Aktywność deweloperów i najemców nadal będzie się skupiać na sześciu głównych rynkach magazynowych w Polsce: Warszawie i okolicach, Górnym Śląsku, Polsce Centralnej, Dolnym Śląsku, Wielkopolsce i Trójmieście. Na te sześć regionów przypada łącznie 80% (ponad 25 mln mkw.) nowoczesnych zasobów powierzchni magazynowych i przemysłowych w Polsce.

Podaż powierzchni magazynowej oraz powierzchnia w budowie

W całym 2023 roku nowa podaż wyniosła łącznie ponad 3,7 mln mkw. i była niższa od odnotowanej rok wcześniej o 16%. Rynkami o największej aktywności deweloperskiej w ubiegłym roku były województwa mazowieckie, śląskie i lubuskie, gdzie oddano do użytku odpowiednio 702 500 mkw., 599 100 mkw. i 437 300 mkw. nowej powierzchni.

Pod koniec grudnia 2023 roku w budowie znajdowało się ponad 2,8 mln mkw., tj. o 12,9% więcej niż w III kw. 2023 roku, ale o ponad 17,6% mniej niż w grudniu 2022 roku. Najwięcej nowych obiektów powstawało na Dolnym Śląsku (829 000 mkw.), w województwie mazowieckim (478 900 mkw.), w Polsce Centralnej (402 950 mkw.) oraz w województwie pomorskim (288 300 mkw.). Pomimo posiadania zabezpieczonych działek inwestycyjnych oraz planów realizacji projektów na terenie całej Polski deweloperzy nadal koncentrują się na sześciu głównych rynkach magazynowych, gdzie pod koniec ubiegłego roku w budowie pozostawało ponad 2,5 mln mkw., czyli prawie 90% ogólnego wolumenu powierzchni w przygotowaniu w skali kraju.

Aktywność najemców na rynku magazynowo-przemysłowym w Polsce

W całym 2023 r. najemcy wynajęli ponad 5,6 mln mkw. powierzchni magazynowo-przemysłowej (z wyłączeniem umów krótkoterminowych), co stanowi spadek o 16,1% w ujęciu rocznym. Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach mazowieckim, dolnośląskim i śląskim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 25,6%, 17,9% i 16,2%. Prawie 87% całkowitego popytu odnotowanego w 2023 roku przypadło na sześć głównych rynków magazynowych.

W strukturze transakcji zawartych w całym 2023 roku dominowały nowe umowy najmu, w tym dotyczące realizacji projektów typu BTS – Build-To-Suit (50,4%). Renegocjacje również zaznaczyły swój wyraźny udział w popycie w ubiegłym roku – wyniósł on aż 40,2%. Pozostałe 9,4% przypadło na ekspansje. Warto również zaznaczyć, że w 2023 roku najemcy wynajęli prawie 244 000 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

Największą transakcją ubiegłego roku była umowa najmu ponad 265 000 mkw. podpisana przez najemcę z sektora e-commerce w trzech budynkach powstających w ramach parku magazynowego P3 Wrocław. Kolejne dwie duże transakcje dotyczyły budowy obiektów BTS o powierzchni przekraczającej 100 000 mkw. – firma Inditex wynajęła 120 000 mkw. w centrum logistycznym DL Invest Park Psary, natomiast spółka Raben podpisała umowę na 110 000 mkw.

w CTPark Warsaw West.

Magazyny do wynajęcia

Według ekspertów Newmark Polska na koniec ubiegłego roku w istniejących obiektach najemcy mieli do dyspozycji ponad 2,3 mln mkw. do wynajęcia w porównaniu z prawie 1,4 mln mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

Średni wskaźnik pustostanów dla całego kraju wyniósł 7,4% na koniec IV kwartału 2023 r., co oznacza wzrost o 3,3 p.p. w ujęciu rok do roku. Najwyższe poziomy wakatów zaobserwowano w województwie świętokrzyskim (18,4%), lubuskim (14,2%) oraz łódzkim (10,2%), natomiast najniższym wskaźnikiem pustostanów charakteryzowały się województwa podkarpackie (1,7%), pomorskie (1,7%) i małopolskie (2,2%).

Czynsze

Czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i przemysłowe ustabilizowały się pod koniec 2023 roku. W niektórych lokalizacjach, charakteryzujących się stosunkowo wysokim wskaźnikiem pustostanów, miała miejsce nieznaczna korekta, a najemcy mogli liczyć na atrakcyjniejsze pakiety zachęt. Najwyższe stawki czynszowe utrzymują się niezmiennie w Warszawie (strefa I). 

Rynek inwestycyjny

W 2023 roku całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce nieznacznie przekroczył 2,1 mld euro i był to najniższy wynik od 2010 roku. Prawie połowa tej kwoty przypadła na sektor magazynowy, który od lat cieszy się największym zainteresowaniem inwestorów – łączna wartość transakcji (odnotowano ich 27) wyniosła niemal 1 mld euro. W porównaniu z rokiem 2022, w którym inwestorzy przeznaczyli na zakupy w tym segmencie rynku 1,95 mld euro, oznacza to spadek o ponad 50%. W ubiegłym roku obserwowana była dalsza dekompresja stóp kapitalizacji.

Dwie największe umowy zawarte w 2023 roku przekroczyły próg 100 mln euro, a dotyczyły przejęcia przez fundusz NREP 80% udziałów w firmie deweloperskiej 7R oraz nabycie przez P3 Logistic Parks kompleksu budynków magazynowych Panattoni Campus 39 we Wrocławiu.

– Miniony rok na rynku inwestycyjnym nieruchomości komercyjnych zarówno w Polsce, jak i w całej Europie upłynął pod znakiem wielu wyzwań i dużej niepewności. Wysokie koszty finansowania oraz trwająca wojna w Ukrainie spowodowały spowolnienie aktywności inwestorów, co przełożyło się na znaczący spadek obrotów w porównaniu z poprzednimi latami. Niemniej prognozy na lata 2024-2025 wskazują na poprawę sytuacji makroekonomicznej i większą stabilność w światowej gospodarce. Spośród wszystkich segmentów rynku nieruchomości komercyjnych sektor przemysłowy i logistyczny, szczególnie budynki z certyfikatami środowiskowymi, spełniające wysokie standardy emisyjności, dekarbonizacji i efektywności energetycznej, nadal będzie cieszyć się największym zainteresowaniem inwestorów w nadchodzących miesiącach – mówi Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Trendy rynkowe

Polski rynek powierzchni magazynowych i przemysłowych osiągnął równowagę, a deweloperzy i najemcy patrzą z optymizmem na perspektywy jego dalszego rozwoju.

– Aspekty środowiskowe, społeczne i zarządcze (ESG) będą miały znaczący wpływ na rynek nieruchomości w nadchodzącym roku, dotykając wszystkich uczestników rynku – od właścicieli i inwestorów, po banki, ubezpieczycieli i najemców zarówno na poziomie lokalnym, jak i globalnym. Do wyzwań, z którymi rynek będzie się mierzył w przyszłości, można zaliczyć także kurczącą się pulę pracowników oraz kwestie związane z zapewnieniem bezpieczeństwa energetycznego – podsumowuje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Uporczywa inflacja w USA wspiera dolara

Inflacja CPI w USA ponownie przekroczyła oczekiwania. Odczyt nie był na tyle wysoki, by silnie zaniepokoić Rezerwę Federalną, jasne wydaje się jednak, że dezinflacyjny trend w USA uległ zatrzymaniu – zanualizowana inflacja bazowa utknęła obecnie na poziomie ok. 4%. Rynki skupiają się na środowym posiedzeniu FOMC, by przekonać się, czy uporczywość inflacji i odporność gospodarki będą miały wpływ na poglądy Fedu.

Rentowności obligacji ponownie wzrosły, co zakończyło wyprzedaż dolara, który wzbił się na szczyt zestawienia walut G10. Opór stawiły mu niemal jedynie waluty Ameryki Łacińskiej, które nad wyraz dobrze radzą sobie jak dotąd w tym roku – na szczytach zestawień walutowych za 2024 r. znajdują się obecnie peso meksykańskie oraz sol peruwiański.

W tym tygodniu w świetle reflektorów znajdą się banki centralne. W centrum uwagi będzie oczywiście posiedzenie Rezerwy Federalnej (środa 20.03), istotna będzie jednak również decyzja Banku Japonii, który we wtorek (19.03) powinien zacząć kierować rynki ku wyższym stopom procentowym. Szczególnie po ubiegłotygodniowym zapewnieniu przez japońskie związki zawodowe dużych podwyżek istnieje realna szansa, że dojdzie w tym tygodniu do pierwszej od 2007 r. podwyżki stóp procentowych w Japonii. Posiedzenie Banku Anglii (czwartek 21.03) może zaś zostać przez rynki w dużej mierze pominięte, inwestorzy nie spodziewają się bowiem ani zmian w polityce banku, ani znaczącego zwrotu w jego postawie.

PLN

Po spadku na początku ubiegłego tygodnia do najniższego poziomu od lutego 2020 r. (4,27) para EUR/PLN odnotowała wzrost, by zakończyć tydzień na niemal niezmienionym poziomie względem poprzedniego (4,30). Jednocześnie złoty radził sobie gorzej niż inne waluty regionu.

Uwaga w ubiegłym tygodniu skupiła się na dynamice cen – odczyt lutowej inflacji CPI napawa optymizmem. Po raz pierwszy od marca 2021 r. inflacja znalazła się w celu NBP (2,5% ± 1 pp.). Odczyt na poziomie 2,8% był istotnie niższy od oczekiwań (3,2%), a ten styczniowy zrewidowano w dół do 3,7%. Co więcej, momentum inflacyjne niespodziewanie zwolniło – w ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,3%. To korzystny obrót sytuacji, który wzmocnił nadzieje, że inflacja w 2024 r. nie będzie tak dużym problemem.

Niemniej wkrótce doświadczymy szybkiego wzrostu dynamiki cen – w kwietniu przywrócony zostanie 5-procentowy podatek VAT na żywność, w wyniku czego inflacja wzrośnie o ok. 1 pp. W połowie roku najpewniej odczujemy dodatkowo efekt wyższych cen energii, nie wiadomo jednak jeszcze, jak silny. Inflacja bazowa również powinna utrzymać się na podwyższonym poziomie, jako że ciasny rynek pracy przeciwdziała pełnej normalizacji presji cenowej. Dzisiejsze dane pokazały, że mimo spadku miara ta pozostaje wysoka – w lutym wyniosła 5,4%.

 

Kilka kolejnych dni przyniesie nam ogrom odczytów za luty, w tym środowe (20.03) dane z rynku pracy i sektora przemysłowego oraz czwartkowe (21.03) dotyczące sprzedaży detalicznej. Istotniejsze dla złotego będą jednak wieści z zewnątrz, szczególnie że czekają nas posiedzenia kluczowych banków centralnych.

EUR

Wstępne odczyty wskaźników PMI dla aktywności biznesowej w marcu to jedyne w tym tygodniu warte uwagi dane ze strefy euro, spodziewamy się więc, że handel wspólną walutą będzie zależał w głównej mierze od wydarzeń w innych obszarach, szczególnie od środowych sygnałów płynących z FOMC. Rynki spodziewają się kolejnego niewielkiego wzrostu PMI dla usług – ekonomiści oczekują najwyższego od ośmiu miesięcy odczytu na poziomie 50,5 pkt (wobec 50,2 pkt w lutym). Powinno to wpłynąć na wzrost wskaźnika zbiorczego tuż poniżej granicznego poziomu 50 pkt.

Powszechny trend wyceniania późniejszych cięć stóp procentowych sprawił, że prawdopodobieństwo obniżki w czerwcu jest wyceniane tylko w 75%. Uważamy jednak, że może to być zbyt późno, a EBC trudno będzie uzasadnić dalsze odsuwanie cięć. W tę środę (20.03) przemawiać będzie prezeska Christine Lagarde, nie spodziewamy się jednak istotnej zmiany retoryki względem ostatniego posiedzenia banku.

USD

Wydaje się, że dezinflacyjny trend w USA utknął obecnie w martwym punkcie. Rynki skupiają się na środowym posiedzeniu FOMC, by przekonać się, czy uporczywość inflacji i odporność gospodarki będą miały wpływ na poglądy oficjeli Fedu. Prezes Jerome Powell prawdopodobnie w dużej mierze powtórzy komunikaty ze swojego niedawnego półrocznego sprawozdania przed Kongresem, sygnalizując, że do cięć dojdzie w tym roku, ale nie zobowiązując się na tym etapie do rozluźniania polityki.

 

Bank przekaże swoje oczekiwania inflacyjne m.in. poprzez dot plot, w którym członkowie FOMC określają swoje przewidywania względem kształtowania się ścieżki stóp procentowych przez kilka kolejnych lat. Jeśli ulegnie on zmianie z prognozowanych w grudniu trzech cięć w 2024 r. do jedynie dwóch, możemy spodziewać się silnej aprecjacji dolara. Spodziewamy się utrzymania mediany na 2024 r. na niezmienionym poziomie, jastrzębi zwrot jest jednak naszym zdaniem znacznie bardziej prawdopodobny niż gołębi, wydaje się więc, że ryzyka dla dolara są skierowane w górę.

GBP

Mnogość publikowanych w tym tygodniu danych gospodarczych i decyzja Banku Anglii wystawią na próbę narrację o stosunkowo odpornym popycie, uporczywej inflacji i banku centralnym, któremu nie spieszno do cięć stóp procentowych. Oczekuje się, że odczyt inflacji CPI w Wielkiej Brytanii (środa 20.03) pokaże istotny spadek zarówno miary głównej, jak i bazowej, a wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej powinny sygnalizować dalszą ekspansję.

Drogę do niewielkiej gołębiej zmiany wśród członków Komitetu utorować mogą w szczególności dane dotyczące dynamiki cen. Nie oczekujemy, że BoE zmieni swoje oświadczenie lub forward guidance – Komitet zapewne ponownie stwierdzi, że potrzebuje więcej dowodów potwierdzających spadkowy trend inflacji i dynamiki płac, zanim zobowiąże się obniżyć stopy procentowe. Możliwy jest jednak gołębi zwrot w rozkładzie głosów – jeden lub oboje spośród jastrzębi mogą zagłosować za utrzymaniem stóp na niezmienionym poziomie. Mogłoby to w krótkim terminie stanowić pewne ryzyko dla funta, sądzimy jednak, że taka gołębiość jest w dużej mierze uwzględniona w jego wycenie, tym samym reakcja funta może nie być szczególnie silna.

CHF

Czwartkowe (21.03) posiedzenie Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) sprawia, że tydzień ten będzie dla franka szwajcarskiego niezwykle istotny. Inflacja pozostaje w celu, kształtując się nieznacznie powyżej poziomu 1%. Jest to istotna przesłanka, która pozwala myśleć, że cięcie stóp procentowych byłoby uzasadnione. Rynki wyceniają obniżkę w tym tygodniu w jedynie ok. 25%, co sugeruje, że bilans ryzyk dla franka skierowany jest w dół. Uważamy, że bardziej prawdopodobnym terminem pierwszego cięcia jest czerwiec, szczególnie biorąc pod uwagę, że wyprzedaż szwajcarskiej waluty w początkowej części roku zadziała w swoisty sposób niczym rozluźnianie polityki. Sądzimy również, że SNB może unikać wywołania zbytniego zamieszania ze względu na rezygnację prezesa Thomasa Jordana, który we wrześniu po 12 latach ustępuje ze stanowiska.

Zdecydowana decyzja, by obniżyć stopy procentowe, nie byłaby jednak nietypowa dla SNB, który w przeszłości niejednokrotnie postępował wbrew oczekiwaniom. Poza samą decyzją uwaga rynków skupi się na komunikatach banku, szczególnie na tonie względem franka i zrewidowanych projekcjach inflacji. Nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby nadal łagodzono retorykę w kontekście kursu franka, sygnalizując być może preferencję słabszej waluty. Ponadto spodziewamy się dużej rewizji w dół projekcji inflacyjnych. Naszym zdaniem przygotowałoby to grunt pod cięcie w czerwcu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Inflacja w Polsce 2,8%

W piątek mieliśmy dużą niespodziankę, jeżeli chodzi o poziom wzrostu cen. Mamy niespodziewanie wolniejsze wzrosty. W Europie z kolei dane są zgodne z oczekiwaniami. Bez niespodzianek w USA.

Niespodzianka ze strony inflacji

W piątek poznaliśmy finalne dane na temat inflacji w Polsce. Zwyczajowo finalny odczyt to tylko upewnienie, że ten wstępny był precyzyjny. Finalne odczyty najczęściej są takie same, czasem zmieniają się o 0,1% w wyniku zaokrągleń. Rzadka jest jednak sytuacja, że różnica jest istotna. Tak jednak było w przypadku polskiej inflacji. Wstępne dane mówiły o 3,2% inflacji, co patrząc na ostatnie lata, jest zdecydowanie bardzo dobrym wynikiem. Finalny odczyt wyniósł jednak 2,8%, czyli jeszcze prawie pół punktu procentowego mniej. W rezultacie, jesteśmy niemal w środku celu inflacyjnego. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku czeka nas odbicie w górę, gdyż rozstaniemy się z zerowym VAT na żywność. Należy pamiętać, że żywność odpowiada za trochę ponad ¼ koszyka inflacyjnego. W rezultacie, jeżeli ceny wzrosną proporcjonalnie, czeka nas wzrost wskaźnika o około 1,3 punktu procentowego. Jak te dane wpłynęły na rynki? Niższa inflacja to szybsze obniżki stóp procentowych. Nie może zatem dziwić, że kurs euro względem złotego szedł w piątek w górę, wracając po 3 dniach nieobecności powyżej poziomu 4,30 zł.

Inflacja w Europie

Piątek to nie tylko odczyt inflacji w Polsce. Jednak tylko my mieliśmy aż taką niespodziankę. Reszta odczytów nie była pozytywna dla portfeli obywateli tych państw. Francja miała pokazać 2,9%, pokazała 3%. Słowacja miała pokazać 3,3%, a pokazała 3,4%. Z kolei Włochy zgodnie z oczekiwaniami pokazały zmianę o 0,8%. Dane te należy jednak traktować jako zgodne z ogólnymi oczekiwaniami i nie powinny one wpływać na oczekiwania względem stóp procentowych. Tym samym tłumaczy to brak wyraźnych ruchów na kursie EURUSD w momencie ich publikacji.

Dane z USA

Również dane zza oceanu nie zatrzęsły rynkami. Zaczęło się od bardzo słabego wyniku Indeksu NY Empire State, który pokazał wynik wyraźnie słabszy od oczekiwań. Symbolicznie lepiej od oczekiwań wypadła z kolei produkcja przemysłowa, która wzrosła niespodziewanie o 0,1%. Do tego doszedł raport Uniwersytetu Michigan, który trafił niemal dokładnie w oczekiwania. W rezultacie rynki potraktowały ten pakiet jako neutralny i mieliśmy spokojne zakończenie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – Kanada – inflacja producencka,

14:00 – Polska – inflacja bazowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl