Uber czeka na debiut w S&P 500. Czy to będzie milowy krok dla firmy?

Po kilkunastu miesiącach giełdowego rollercoastera na akcjach Ubera, walory spółki w tym roku zdołały wzrosnąć o blisko 140%, co czyni ich stopę zwrotu porównywalną z Bitcoinem. Firma znajduje się w przełomowym momencie. Relatywnie niedawno udało się jej osiągnąć rentowność, a teraz stoi przed wielką szansą. W dniu 18 grudnia, tego roku firma dołączy do ‘elitarnego’ grona spółek notowanych w ramach największego, amerykańskiego indeksu S&P 500, w którym zastąpi Sealed Air Corp.

Ostatnimi spółkami, którym udało się zasilić główny indeks akcji, były Epam Systems w 2021 i Tesla, w 2020 roku. Wydarzenie to ma także istotny wymiar z uwagi na $130 miliardów kapitalizacji rynkowej Ubera, która blisko 4-krotnie przewyższa średnią kapitalizację spółki z S&P 500 wynoszącej ok. $31 miliardów dolarów. Ale czy wejście do grona 500 największych giełdowych spółek z USA i spełnienie warunków selekcji naprawdę oznacza dla spółki otwarcie zupełnie nowego rozdziału?

Czego oczekiwać po fenomenie S&P 500?

Na Wall Street fenomen S&P 500 znany jest od lat. W skrócie polega on na pozytywnym wpływie dołączenia do indeksu, na cenę akcji. Wynika to nie tylko z większego zaufania i prestiżu samej spółki, ale również z instytucjonalnego zainteresowania. Fundusze ETF na S&P 500 wpływają na wyceny tych spółek, gdyż są zmuszone do natychmiastowego kupna po włączeniu danej spółki w skład indeksu. Warto podkreślić, że fundusze ETF na indeks S&P 500 są największymi funduszami tego typu na świecie.

Dla porównania skali, na początku 2023 roku amerykańskie fundusze (w tym ETF), śledzące S&P 500 miały łączną wartość aktywów w wysokości 5,7 bilionów dolarów. Od tego czasu prawdopodobnie wzrosły w dwucyfrowym tempie, wraz z trwającym rajdem na Wall Street i 18% zwyżką benchmarku. Ich wycena stanowi obecnie około 1/8 wartości całego rynku akcji, a trzy największe fundusze ETF-y, śledzące S&P 500 posiadają łączną wartość ok. 1,2 biliona dolarów. Pokazuje to, że Uber może liczyć na znaczące wpływy, pod warunkiem dalszej poprawy sentymentu na rynku akcji, w długim terminie.

spolki po dolaczeniu do SP500

Historycznie dołączenie do indeksu S&P 500 chwilowo wspierało sentymenty do akcji spółki, ale samo w sobie nie determinuje giełdowego ‘sukcesu’ przedsiębiorstwa. Dla przykładu Tesla straciła od tego czasu o blisko 30%, a FedEx przeszło 40%. Zeszłoroczny debiut Epam Systems okazał się wyjątkowo słaby, chwilę po wzrostach uruchomiła się podaż, która na akcjach dominuje do dziś. Źródło: XTB Research, Bloomberg Finance LP

Czy jest jakieś ‘ale’ ?

Oczywiście, o ile czynnik ten ma pewne znaczenie (zwłaszcza w czasie, gdy indeksy rosną, a fundusze są zmuszone kupować akcje) warto wziąć też pod uwagę, że równie dobrze mogą zostać zmuszone do ich sprzedaży. Co więcej, fakt, że spółka weszła już do indeksu S&P 500, oznacza, że trudno spodziewać się, by w przyszłości jej akcje kolejny raz korzystały na spekulacjach wokół możliwego włączenia do niego. Ale Uber jest firmą potężną, o znacznej kapitalizacji rynkowej, a dołączenie do S&P 500 pomoże mu przyciągać więcej uwagi inwestorów.

Wydaje się jednak dość naiwnym sądzić, że akcje Ubera będą rosły tylko dlatego, że firma weszła do S&P 500, choć analitycy Oppenhaimer twierdzą, że przyspieszy to i poprawi ogólne warunki dla wzrostu jej akcji m.in. przez program skupu akcji, oraz sentyment inwestorów wokół dalszego generowania wartości dla akcjonariuszy. Jak się okazuje, istnieje cała masa powodów, dla których Uber może radzić sobie świetnie i wcale nie jest to spowodowane wydarzeniem, które czeka firmę w przyszły poniedziałek.

Kierunek? Marże

Z uwagi na fakt, że spółka działa w niskomarżowym biznesie, kluczowym dla niej aspektem, jest stały wzrost skali biznesu i ekspansja. Ale prawdziwy ‘lewar’ na generowane dla akcjonariuszy zwroty stanowią marże. Jak dotąd zarząd świetnie rozwija spółkę, a Uber nie jest już tą samą firmą, która w 2019 roku ‘spalała gotówkę’, budząc obawy wokół tego, czy kiedykolwiek uda się jej osiągnąć rentowność, przy galopujących kosztach i konkurencji. Co ciekawe, od czasu pandemii, biznes Eats stał się głównym źródłem przychodów, ‘detronizując’ biznes przewozu osób. Niewielu mogło się tego spodziewać.

Gdyby firma nie wprowadziła usługi Eats i nie potrafiła zbudować od zera zupełnie nowego biznesu, na bazie już istniejącej struktury, w obliczu pandemii spotkałby ją prawdopodobnie nieciekawy los, a dziś w najlepszym wypadku mogłaby jedynie ‘pomarzyć’ o S&P 500. Zarząd wykazał się kompetencją i determinacją, a dziś Uber, jak i jego akcjonariusze, wspólnie czerpią z tego profity. W ciągu ostatnich 4 kwartałów firma wygenerowała $1 mld zysków, a w III kwartale zaraportowała $221 milionów przy przychodach na poziomie $9,29 mld. By to osiągnąć, zmuszona była między innymi zwolnić blisko 3,500 pracowników.

Niższe koszty dostaw wpłynęły na poprawę marż. Spółka celuje wysoko i porównuje się do głównych firm technologicznych jak Google czy Microsoft. Celem jest dominacja na rynku przewozu i dostaw zamówień. Kluczem do dalszego jej wzrostu na giełdzie, będzie dalsza, stopniowa poprawa marż (która już ma miejsce). Jej marże brutto spadają, co prawda od 2018 roku, ale marża netto wzrosła z blisko -80% w I kw. 2020 roku i -40% w połowie 2022 roku, do dodatnich 2,93% obecnie. A trzeba przyznać, że z poziomu bliskiego 3% istnieje spory potencjał wzrostowy, wraz z jego potencjalną poprawą, możemy liczyć na wyższy zysk na akcję.

Akcje Uber Technology (UBER.US), interwał D1

Akcje Uber Technology (UBER.US), interwał D1. W krótkim terminie wpływ dołączenia Ubera do indeksu S&P 500 na cenę akcji nie jest jasny i wydaje się, że sporo zależeć będzie od tego czy nastroje rynków nie pogorszą się do przyszłego poniedziałku. W takiej sytuacji dołączenie do S&P 500 może dać rynkowi pretekst do realizacji zysków i wypełnienia scenariusza ‘sprzedaży faktów’. Z drugiej strony jednak dołączenie do S&P 500 w długim terminie jest dla firmy korzystne zarówno w średnim jak i długim terminie. Źródło: xStation5

Uber outlook

Źródło: Bloomberg Finance LP

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Jak dzisiejsza inflacja z USA wpłynie na wycenę USD?

Jutro Fed podejmie decyzje w sprawie stóp. Zanim jednak do tego dojdzie, inwestorzy dowiedzą się jak kształtowała się inflacja w USA w listopadzie. Wskaźnik zasadniczy w ujęciu rocznym ma spaść do 3,1 proc.. W relacji miesięcznej ma wynieść 0 proc. Miara bazowa wg prognoz ma utrzymać się na poziomie 4 proc. r/r a miesiąc do miesiąca ma urosnąć do 0,3 proc. z 0,2 proc. poprzednio. Dolar będzie reagować, jeśli otrzymamy niespodziankę w obydwie strony. Wyższe odczyty od oczekiwań spowodują, że rynek może zakładać, że Fed nadal będzie utrzymywał „jastrzębie” stanowisko, choć dalsze podwyżki stóp są wg rynku już nierealne. W takim scenariuszu USD prawdopodobnie umocni się i rentowności amerykańskich obligacji zostaną ponownie podbite w górę.

Wskaźnik ogólny oraz bazowy dotyczący miar inflacji w USA wykazują wyraźne tendencje spadkowe. Rynek będzie w dużej mierze spoglądał na relacje miesiąc do miesiąca. Należy pamiętać, że cel inflacyjny Fed-u na poziomie 2 proc. w ujęciu rocznym odpowiada wartości ok 0,17 proc. w ujęciu miesięcznym. Wraz z najnowszymi danymi prawdopodobnie umocniło się wrażenie, że impet inflacyjny, który przyniósł nam tak niebotycznie wysokie stopy inflacji w 2021/22 r., został w końcu przełamany. Ostatni jednak odcinek dezinflacji do osiągnięcia celu, może być trudniejszy i bardziej wyboisty.

O ile dzisiejsze dane o inflacji nie przyniosą ogromnej niespodzianki, możliwość dalszych podwyżek stóp procentowych pozostaje całkowicie nierealistycznym scenariuszem z perspektywy rynku. Wycena wskazuje, że Rezerwa Federalna powinna zacząć łagodzić politykę monetarną gdzieś w okolicach maja lub czerwca. W pewnym momencie marcowy ruch był całkiem realistyczny, ale ostatnie dane NFP trochę przemodelowały zbyt optymistyczne założenia rynku.

Jeśli dane o inflacji w USA zaskoczą dziś niskim poziomem, Powellowi będzie jeszcze trudniej przesunąć oczekiwania Fed w górę w dniu jutrzejszym. Powszechny jest pogląd, że jego celem jest to, aby zbyt duże poluzowanie polityki pieniężnej nie przyniosło efektu już teraz, a trend dezinflacji nie zakończył się przedwcześnie. Każde jastrzębie słowo Powella jutro będzie interpretowane jako chęć dalszej rewizji oczekiwań rynkowych co do rychłego startu obniżek stóp procentowych w USA.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Bioceltix SA coraz bliżej rejestracji i komercjalizacji leku BCX-CM-J

Giełdowa spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym opublikowała właśnie pełne wyniki z badania klinicznego jednego z jej kluczowych projektów. Potwierdzają one skuteczność i bezpieczeństwo produktu BCX-CM-J na zwyrodnieniowe zmiany stawów u psów w zakresie drugorzędowych punktów kontrolnych. Uzyskane wyniki wskazują m.in. na utrzymywanie się efektu terapeutycznego w 45. i 90. dniu od podania produktu. A to potwierdza potencjał rynkowy Bioceltix i przybliża polską spółkę do komercjalizacji jej pierwszego leku.

Wrocław, 12.12.2023 Po potwierdzeniu pełnej skuteczności terapii na osteoartrozę u psów w zakresie pierwszorzędowego punktu końcowego, Bioceltix publikuje wyniki obejmujące również drugorzędowe punkty końcowe (tzw. secondary endpoint), a więc m.in. efekt terapeutyczny osiągnięty w dłuższym okresie od podania leku.

Jesteśmy z tych wyników bardzo zadowoleni, szczególnie, że potwierdzają istotne statystycznie zmniejszenie kulawizny i bólu leczonego stawu u psów oraz utrzymywanie się efektu terapeutycznego również w 45. i 90. dniu od zastosowania terapii. To ważne wnioski, które mogą pomóc budować trwałą przewagę konkurencyjną na rynku. Bardzo nas również cieszy, że po raz kolejny potwierdziły się wszystkie elementy związane z bezpieczeństwem stosowania leku. Oczywiście do tej pory wykonywaliśmy niezbędne badania w tym zakresie, ale w czasie badania klinicznego pracowaliśmy z prawdziwymi pacjentami, dla których zróżnicowanie osobnicze jest bardzo duże. Drugorzędowe punkty końcowe mają dla nas duże znaczenie w procesie komercjalizacji, podkreślając potencjał rynkowy naszego kandydata na lek – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix SA, komentując rezultaty niezależnego, międzynarodowego badania klinicznego produktu BCX-CM-J na zwyrodnienie stawów u psów – choroby będącej najczęstszą przyczyną chronicznego bólu u tych zwierząt, do tej pory leczonej wyłącznie objawowo.

Rozwiązanie Bioceltix rewolucjonizuje dotychczasowe terapie, bo w oparciu o komórki macierzyste działa zarówno objawowo, jak i przyczynowo. Wyniki z badania istotnie przybliżają spółkę do uzyskania pozytywnej rekomendacji od Europejskiej Agencji Leków i do komercjalizacji produktu. A to oznaczałoby, że polski biotech będzie pierwszą firmą na świecie posiadającą dopuszczenie do obrotu dla produktu leczniczego zawierającego psie komórki macierzyste. 

Długotrwały efekt pionierskiej terapii

W badaniu klinicznym wzięło udział łącznie 102 pacjentów, w tym 67 pacjentów było w grupie badanej produktem BCX-CM-J i 35 pacjentów w grupie kontrolnej (otrzymali sól fizjologiczną jako placebo). O tym, że badanie kliniczne – w odniesieniu do pierwszorzędowego punktu końcowego – zakończyło się sukcesem potwierdzając skuteczność i jakość stosowanej technologii, spółka informowała już we wrześniu br. Skuteczność produktu weryfikowana była w dniu 30. (z odchyleniem maksymalnie 3 dni) licząc od daty podania produktu lub placebo. Kryterium sukcesu osiągnęło wówczas 70% psów w grupie badanej. W grupie, która otrzymała placebo, ten sam wskaźnik sukcesu osiągnęło 26% pacjentów. Pełne wyniki pokazują m.in. skuteczność produktu weryfikowaną w dniu 45. oraz 90. (z odchyleniem maksymalnie 5 dni), licząc od daty podania produktu lub placebo. Na podstawie zweryfikowanych wyników stwierdzono, że w 45. dniu terapii 74% psów w grupie badanej osiągnęło podstawowe kryterium skuteczności. W grupie, która otrzymała placebo ten sam wskaźnik sukcesu osiągnęło ok. 42% pacjentów. Natomiast w 90. dniu badania kryterium sukcesu osiągnęło 81% psów w grupie badanej przy 39% psów, które przyjęły placebo.

– Podsumowując wyniki naszego badania mogę stwierdzić, że osiągnęliśmy blisko 100% wszystkich oczekiwanych wskaźników. Taki poziom sukcesu jest dla nas bardzo satysfakcjonujący, bo pokazuje, że cele na poziomie punktów drugorzędowych zostały ustalone adekwatnie, a wyniki są zgodne z naszymi wyobrażeniami i oczekiwaniami – wyjaśnia Paweł Wielgus.

Leki biologiczne na ratunek cierpiącym czworonogom

Choroba zwyrodnieniowa stawów poprzez przewlekły stan zapalny prowadzi do stopniowej degeneracji chrząstki stawowej. Przyjmuje się, że cierpi na nią aż 2/3 psów powyżej 7 roku życia. Podstawowymi objawami rozwoju osteoartrozy jest dyskomfort zwierzęcia wynikający z przewlekłego bólu przejawiającego się kulawizną, chwiejnym i sztywnym chodem, problemami ze wstawaniem czy ogólną niechęcią do aktywności fizycznej. W weterynarii najbardziej powszechnym sposobem leczenia wciąż są tradycyjne leki chemiczne, obarczone ryzykiem skutków ubocznych. Rozwijane przez Bioceltix leki biologiczne na bazie komórek macierzystych, oprócz redukowania bólu wykazują działanie przyczynowe, dzięki czemu stanowią bezpieczną i skuteczną alternatywę dla dotychczasowych terapii.

– Bardzo dobre rezultaty z badania klinicznego są dla nas ważne również dlatego, że potencjał biznesowy w leczeniu osteoartrozy u psów jest ogromny. Pokazują to wyniki sprzedaży obecnego na rynku przeciwciała monoklonalnego stosowanego do leczenia bólu w tej jednostce chorobowej. Mamy korzystne uwarunkowania biznesowe, dynamicznie rosnący rynek, wyraźną potrzebę po stronie pacjenta i rewelacyjne wyniki, a więc wszystko jest na swoim miejscu. A do tego jesteśmy dumni, że możemy skutecznie pomóc chorującym psom, zmieniając standardy terapii w weterynarii i stawiając kroki milowe w całym sektorze biotechnologii – komentuje Paweł Wielgus.

Liczba upadłości konsumenckich w Polsce rośnie w zawrotnym tempie

Tylko w trzecim kwartale bieżącego roku ogłoszono 5067 upadłości konsumenckich. Wierzyciele niewypłacalnych dłużników stracili 146,5 mln zł – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów. Ten rok będzie rekordowy pod względem liczby bankructw. Eksperci szacują, że do końca grudnia ich liczba może przekroczyć 20 tysięcy.

Liczba upadłości konsumenckich w Polsce w 2023 roku znacząco wzrosła, osiągając alarmujący poziom. Według Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, do końca września tego roku ogłoszono upadłość konsumencką w stosunku do 15 594 osób. To prawie tyle samo, ile w całym roku 2022, kiedy bankructw było 15 622. Wszystko wskazuje na to, że do końca roku zostanie przekroczona bariera 20 tysięcy upadłości. Jeśli tak się stanie, będzie to rekord w najnowszej historii Polski.

Od 1 stycznia 2015 roku upadłość ogłosiło już ponad 89 tys. osób. Dotychczas rekordową liczbę bankructw zanotowano przed dwoma laty – było ich wówczas 18 205.

Długi się piętrzą

Upadłość nie jest efektem krótkotrwałych problemów finansowych. To skutek kumulujących się niekiedy przez kilka lat problemów finansowych. 49 proc. dłużników widniało w bazie danych Krajowego Rejestru Długów już na 2 lata przed ogłoszeniem upadłości. Im bliżej ogłoszenia niewypłacalności, tym więcej dłużników pojawia się w rejestrze. Rok przez upadłością było ich 54 proc., a pół roku przed – niemal 60 proc.

Osoby, które ogłosiły upadłość pozostawiły po sobie prawie 147 mln zł długów. Problemy większości z nich widać było ze znacznym wyprzedzeniem. Niestety nie wszyscy wierzyciele z tej wiedzy skorzystali. Ci, którzy tego nie zrobili, dzisiaj liczą straty – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Zobowiązania przychodzą z wiekiem

Spośród ponad 5 tys. dłużników, którzy ogłosili upadłość w III kwartale 2023 r., największą grupę stanowią osoby w przedziale wiekowym od 36 do 45 lat. Są one winne swoim wierzycielom ponad 42,4 mln zł, a łączna liczba ich nieuregulowanych zobowiązań finansowych sięga prawie 3 tys. Drugą grupą są osoby w wieku 46-55 lat, które mają 2 256 niezapłaconych zobowiązań na łączną sumę prawie 36 mln zł. Na trzecim miejscu są dłużnicy w wieku od 26 do 35 lat, winni swoim wierzycielom 23,7 mln zł.

Najmniej upadłości w III kwartale br. ogłosiły osoby będące u progu swojego dorosłego życia. 66 dłużników w wieku od 18 do 25 lat ma do oddania niecałe 1,3 mln zł. Na tę sumę składają się 173 niezapłacone zobowiązania finansowe.

Upadłość jest cechą miejską

Najwięcej bankructw ogłosili dłużnicy z miast, głównie tych liczących powyżej 300 tys. mieszkańców oraz od 20 do 50 tys. To łącznie 40,4 proc. wszystkich bankrutów, którzy pozostawili po sobie ponad 66 mln zł długów.

Patrząc na wartość zadłużenia bankrutów przez pryzmat mapy Polski, to przoduje województwo mazowieckie. 437 osób, które ogłosiły upadłość w III kwartale, pozostawiło po sobie aż 24 mln zł długów. Niewiele mniej, bo prawie 21,4 mln zł, należy do dłużników z woj. śląskiego, którzy stanowią najliczniejszą grupę bankrutów – 565 osób. Trzecie miejsce należy do woj. wielkopolskiego. Osób ogłaszających upadłość i notowanych w KRD było tam 413, a zostawiły one po sobie ponad 17,2 mln zł długów. Najmniejsze zadłużenie zanotowały osoby z woj. podlaskiego – to niecałe 2 mln zł. W III kw. br. było ich 62.

Niespłacane kredyty obciążają najbardziej

Osoby ogłaszające upadłość są winne przede wszystkim instytucjom finansowym i ubezpieczeniowym (to głównie banki, firmy pożyczkowe, ubezpieczeniowe, firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne). Niewypłacalni konsumenci zalegają im ponad 138,4 mln zł. Dłużnicy mają też nieuregulowane rachunki na prawie 1,5 mln zł wobec operatorów telekomunikacyjnych. Natomiast 3,8 mln zł stanowią nieopłacone alimenty, które, jak wiadomo nie ulegają umorzeniu w upadłości konsumenckiej.

Niewypłacalność to proces stopniowy, a nie nagłe zjawisko. Przyczyn kłopotów dzisiejszych bankrutów należy szukać 2-3 lata temu. W części przypadków ma na nią wpływ inflacja, która zaczęła gwałtownie rosnąć w październiku 2021 roku. A na pewno przyspieszyła zwiększanie się kłopotów z regulowaniem zobowiązań. Co nie znaczy, że nie można ich było uniknąć.

Schematy postępowania większości osób, które ostatecznie kończą jako bankruci, są powtarzalne. Najpierw lekceważą problem – uznają, że to chwilowe, a jednocześnie nie robią nic, aby go rozwiązać. Czyli np. zaciągają kolejne zobowiązania, choć już mają komplikacje ze spłatą poprzednich, „bo jakoś to będzie”. Odrzucają też pomoc negocjatorów z firm windykacyjnych, którzy mogą im wyciągają do nich dłoń – w porozumieniu z wierzycielami – w opracowaniu takiego planu spłaty, który będzie realny. Firmy te zaczynają więc kierować sprawy do sądu, a windykacją zajmuje się komornik. Tu już skończyło się miejsce na negocjacje i elastyczność. Najczęściej nie ma też już tyle majątku, żeby spłacić długi. I pozostaje ogłoszenie upadłości wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Ogłoszenie bankructwa nie zamyka jednak sprawy. Część długów jest co prawda umarzana, ale nie wszystkie. Wyłączeniu podlegają np. alimenty, które nadal trzeba spłacać. majątek dłużnika jest licytowany, a jednocześnie sąd może nakazać bankrutowi spłatę pozostałej części zadłużenia nawet przez kolejnych 7 lat.

Vivid Games przedstawiła wyniki za listopad

W listopadzie Spółka wygenerowała przychody w wysokości 1,52 mln zł i odnotowała zysk netto w wysokości 20 tys. zł. EBITDA narastająco wynosi 3,25 mln zł. W minionym miesiącu Spółka kontynuowała prace nad projektami tworzonymi w partnerstwie z BoomBit S.A. (Boxing Ring) i spółką z branży FMCG (gra typu endless runner). Największy nacisk Zarząd kładzie jednak na rozwój Real Boxing 3. W I kwartale prototyp trafi do pierwszych testów w ramach soft-lauch.

Wyniki za listopad są zgodne z naszymi przewidywaniami. Poza promocją kampanii live-ops w tytułach z obecnego portfolio, nadal pracujemy nad tworzoną w kooperacji z BoomBit S.A. grą Boxing Ring – Clash of Warriors. Na początku nowego roku chcemy też zaprezentować potencjalnym partnerom biznesowym prototyp Real Boxing 3, który przedstawi jego potencjał komercyjny i technologiczny. Projekt jest kluczowy z punktu widzenia rozwoju Spółki w kolejnych okresach, a pozyskanie partnera biznesowego może przełożyć się na przyspieszenie prac także nad kolejnymi tytułami zapowiedzianymi w strategii” – podkreśla Piotr Gamracy, CEO Vivid Games.

Potrzeba nam regulacji odpowiadających na rewolucję cyfrową w kulturze. Eksperci o twórcach w dobie cyfryzacji

Choć mamy dziś miejsce na koegzystencję wielu, zróżnicowanych źródeł i kanałów monetyzacji pracy twórczej, to regulacje w tej sferze są często implementowane w sposób kłopotliwy i zawierają zbędne dodatkowe obciążenia. Konieczne jest, by prawo odpowiadało na realne, konkretne potrzeby cyfrowej kultury i godziło interes twórców, biznesu i konsumentów – stwierdzili eksperci uczestniczący w konferencji “#Kulturawsieci – nowe perspektywy”

Twórcy, popularyzatorzy kultury, przedstawiciele branży cyfrowej oraz eksperci w dziedzinie prawa spotkali się w Faktycznym Domu Kultury w Warszawie, by dyskutować o wyzwaniach stojących przed twórcami kultury w erze transformacji cyfrowej oraz regulacjach leżących u podstawy relacji konsumentów i twórców dzieł kultury. Konferencja zorganizowana została przez Związek Cyfrowa Polska, a jej partnerem była platforma Patronite.pl.

Regulacje na miarę kultury w erze cyfrowej

Uczestnicy dyskusji rozmawiali m.in. o trudnościach z kreowaniem przepisów w odpowiedzi na dynamicznie zmieniające się metody finansowania działalności twórczej i rozwój cyfrowych technologii konsumpcji kultury.  – Problemem dzisiejszej legislacji w zakresie praw autorskich i finansowania pracy twórczej jest mętność i niejasność. Regulacje w tej sferze są konieczne, lecz powinny odpowiadać na realne, konkretne potrzeby twórców. Często są jednak implementowane w sposób kłopotliwy i zawierają zbędne, dodatkowe obciążenia – wskazywał Marcin Olender, Public Policy and Government Relations Manager w Europie Środkowo-Wschodniej w firmie Google.

Zdaniem ekspertów tradycyjne sposoby finansowania twórczości mogą współistnieć z nowymi, cyfrowymi modelami monetyzacji działalności twórców. – Mamy dziś miejsce na koegzystencję wielu, zróżnicowanych źródeł i kanałów monetyzacji pracy twórczej. Cyfrowy patronat nie jest co do zasady konkurencją dla tradycyjnych metod wynagradzania twórczości artystów. Zdemokratyzowana forma patronatu ma swoje miejsce obok tradycyjnego wsparcia instytucjonalnego – mówił Bogusław Pluta, Dyrektor Zarządzający Związku Producentów Audio Video (ZPAV). Uczestnicy konferencji wskazywali także, że społecznościowe, niezależne finansowanie twórczości niesie w porównaniu do finansowania instytucjonalnego znacznie mniejsze wymagania formalne i niższe ryzyko dla twórców.

E-mecenat ma się coraz lepiej

Twórcy uczestniczący w konferencji podkreślali, że dziś każdą formę twórczości można przenieść do sieci. A to pozwala budować społeczności patronackie skupione wokół osób i organizacji w znacznie bardziej demokratyczny sposób bez uszczerbku na jakości twórczości.  Ich zdaniem odbiorcy kultury są gotowi wspierać nie tylko twórców, ale i cyfrowe narzędzia konsumpcji kultury, ponieważ mają poczucie bezpośredniego zaangażowania i pełnej kontroli nad czasem oraz wysokością swojego wsparcia

W czasie konferencji zaprezentowano także najnowszy raport Patronite pt. „Transformacja kultury cyfrowej w Polsce. Zmiany w modelu upowszechniania, wspierania i monetyzacji”, który opisuje przemiany w polskiej sferze e-mecenatu i finansowania społecznościowego pracy polskich twórców w sieci. Z raportu wynika, że liczba osób wspierających finansowo twórców w ramach platform patronatu online rośnie bardzo dynamicznie. – Platformy cyfrowego mecenatu pozwalają zmieniać relacje twórca-odbiorca. Artyści uzyskują dostęp do swoich odbiorców w zupełnie nowy, bardziej bezpośredni sposób. W ramach serwisu wsparcia udziela już 820 tys. patronów. Ich liczba przyrasta z większą dynamiką niż liczba twórców. Społeczeństwo chce uczestniczyć w twórczości i promować kulturę – komentowała Anna Ratkowska z Patronite.pl

Związek Cyfrowa Polska sprawuje mecenat nad platformą Patronite. Od początku działalności serwisu organizacja udzieliła wsparcia dla 36 twórców z różnych dziedzin, w tym teatru, malarstwa, literatury, muzyki, sztuki, edukacji, a także działalności społecznej.

Złoty trzyma się mocno

W tym tygodniu nie zabraknie wieści z kraju. Nie spodziewamy się jednak, że będą miały kluczowe znaczenie dla złotego. Zmiany na scenie politycznej wydają się już uwzględnione w wycenie. Na kursie złotego w tym tygodniu zaważą więc prawdopodobnie wieści z zewnątrz, szczególnie z głównych banków centralnych – Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego.

Kluczowym motywem minionego tygodnia była aprecjacja dolara – rentowności amerykańskich obligacji wzrosły po bardzo silnym raporcie z rynku pracy. Wysoki poziom stóp procentowych nie wydaje się jak dotąd odciskać na nim znaczącego piętna, wspiera to więc narrację, że Rezerwa Federalna nie zdecyduje się w najbliższym czasie na ich obniżki. Dolar umocnił się względem niemal wszystkich pozostałych walut G10, z wyjątkiem jena japońskiego, który po tym, jak Bank Japonii zasygnalizował gotowość do normalizacji polityki monetarnej, okazał się niekwestionowanym zwycięzcą.

W tym tygodniu dziać się będzie sporo. We wtorek (12.12) opublikowany zostanie najbardziej wyczekiwany na świecie odczyt – listopadowa inflacja w USA. Odbędą się posiedzenia najważniejszych banków centralnych: Rezerwy Federalnej w środę (13.12) oraz Europejskiego Banku Centralnego i Banku Anglii w czwartek (14.12). W piątek (15.12) zaś poznamy wstępne odczyty wskaźników PMI w grudniu z gospodarek G3. Do końca tego tygodnia powinniśmy wyrobić sobie znacznie wyraźniejszy obraz tego, jak będą wyglądały trendy gospodarcze, inflacyjne i monetarne w 2024 r. Czas przygotować się na podwyższoną zmienność.

PLN

Po pięciu z rzędu tygodniach aprecjacji złoty zakończył ostatni tydzień spadkiem względem euro. Deprecjacja ta była jednak niewielka, mniejsza niż w przypadku najbliższych mu walut regionu, i nadeszła po tym, jak EUR/PLN sięgnął kolejnego lokalnego minimum. Biorąc pod uwagę szerszy kontekst, w tym wyprzedaż pary EUR/USD, uwagę zwraca niezwykła odporność złotego.

Ubiegłotygodniowe posiedzenie NBP nie przyniosło nic nowego. Decydenci wciąż oczekują rozwoju wydarzeń, podkreślając także dodatkową niepewność fiskalną i regulacyjną po niedawnych wyborach. W przewidywalnej przyszłości można prawdopodobnie wykluczyć gwałtowne ruchy ze strony banku centralnego, a obniżki stóp procentowych w ciągu paru najbliższych miesięcy wydają się mało prawdopodobne.

W tym tygodniu opublikowane zostaną dane o rachunku obrotów bieżących w październiku (czwartek 14.12) i o inflacji w listopadzie (piątek 15.12). Odczyty te nie będą miały raczej istotnego wpływu na kurs złotego, szczególnie że znamy już wstępne dane dotyczące dynamiki cen. Spodziewamy się wielu nagłówków politycznych, wkrótce powinien bowiem zostać utworzony nowy rząd. Samo to nie powinno jednak naszym zdaniem istotnie wpłynąć na zmienność kursu. Na kursie złotego w tym tygodniu zaważą więc prawdopodobnie wieści spoza kraju, szczególnie z głównych banków centralnych.

EUR

W zeszłym tygodniu dotarły do nas kolejne ponure odczyty dotyczące gospodarki strefy euro. Październikowe dane dotyczące zamówień niemieckich fabryk znalazły się poniżej i tak już niskich oczekiwań, podobnie jak sprzedaż detaliczna w strefie euro. To kolejne sygnały świadczące o tym, że recesja gospodarki wspólnego bloku w IV kwartale jest prawdopodobna. Ograniczyło to potencjał wzrostowy pary EUR/USD, która zakończyła tydzień poniżej poziomu 1,08, blisko najniższego od miesiąca.

Zmiana stóp procentowych podczas czwartkowego posiedzenia EBC nie jest brana pod uwagę, kluczowe będzie więc to, w jakim stopniu odsunięte zostaną oczekiwania dotyczące pierwszych obniżek stóp procentowych. Rynkowy scenariusz bazowy zakłada pierwsze cięcie już w marcu przyszłego roku, nieco wcześniej niż w przypadku innych banków centralnych – jeżeli kontynuowany będzie trend dezinflacyjny, kiepskie dane gospodarcze mogą jednak uzasadniać ostrożną, gołębią politykę EBC.

USD

Trudno nie docenić niespotykanej odporności amerykańskiej gospodarki w obliczu najszybszego w historii cyklu podwyżek stóp procentowych. Raport z rynku pracy w listopadzie zaskoczył in plus, sugerując, że jest on rozgrzany do czerwoności. Dane dotyczące nowych wakatów, stopy bezrobocia i wzrostu płac były lepsze, niż oczekiwano.

Rentowności obligacji nieznacznie wzrosły, a dolar w wyniku publikacji raportu zdołał się umocnić. Rynki skupiają się teraz jednak na publikowanym w tym tygodniu raporcie inflacyjnym i posiedzeniu Fedu. Pauza w dezinflacyjnym cyklu i odsunięcie przez bank centralny oczekiwań dotyczących obniżania stóp procentowych (które obecnie znacznie wyprzedzają dot plot Fedu) mogą wesprzeć dolara. Oczekujemy, że przewodniczący FOMC, Jerome Powell, ponownie podkreśli siłę amerykańskiego rynku pracy, twierdząc jednocześnie, że okres wzrostu poniżej trendu jest konieczny, by bank zyskał pewność, że jego cel inflacyjny zostanie osiągnięty. Być może wystarczy to, by ograniczyć rynkowe oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych w USA – obecnie wydają się one nadmierne.

GBP

Będzie to dla funta bardzo intensywny tydzień. Grudniowe posiedzenie Banku Anglii poprzedzą publikacje dwóch ważnych raportów za październik: dotyczących stanu rynku pracy (wtorek 12.12) oraz dynamiki PKB (środa 13.12). Konsensus zakłada, że pierwszy wykaże spadek dynamiki wzrostu płac, drugi zaś kurczenie się gospodarki.

Oczekuje się, że Rada utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie, naszym zdaniem spróbuje jednak przy tym odsunąć rynkowe oczekiwania ich obniżki już w I połowie 2024 r. Istotny będzie ponownie podział głosów wśród decydentów – w listopadzie było to 6:3 za utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie. W tym miesiącu może się on nie zmienić. Uważamy, że zarówno dane, jak i komunikaty banku powinny być dla funta korzystne. Zarówno odporność popytu, jak i wysoki wzrost płac mogłyby utwierdzić rynek w przekonaniu, że stopy procentowe pozostaną w Wielkiej Brytanii na wysokim poziomie na dłużej niż w innych krajach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Podstawowe badania krwi – czyli jakie?

Regularne wykonywanie badań krwi to jeden z najważniejszych elementów profilaktyki zdrowotnej. Uzyskane wyniki mogą wykazać nieprawidłowości czy zaburzenia, które nie dają jeszcze objawów, ale wymagają jednocześnie podjęcia dalszej diagnostyki lub wdrożenia leczenia. Jakie parametry warto uwzględnić więc w rutynowych badaniach krwi? Co ile miesięcy je wykonywać i kiedy udać się z wynikami do lekarza?

Jakie badania krwi wykonać, by rutynowo skontrolować stan zdrowia?

 

Podstawowe badanie krwi to morfologia, określająca liczbę, wielkość, a także jakość elementów morfotycznych krwi (w tym erytrocytów, leukocytów i trombocytów). Te i inne parametry morfologiczne są informacjami niezbędnymi do zweryfikowania ogólnego stanu zdrowia pacjenta. Oprócz tego wyniki morfologii mogą stanowić punkt odniesienia do dalszej diagnostyki – przykładowo w kierunku niedokrwistości, infekcji, niedoborów odporności czy nawet nowotworów.

 

Oprócz regularnego wykonywania morfologii krwi, warto oznaczać również:

 

  • parametry świadczące o rozwijaniu się stanu zapalnego, czyli CRP (poziom białka C-reaktywnego) oraz OB (Odczyn Biernackiego);
  • glikemię – czyli pomiar poziomu glukozy we krwi na czczo. W przypadku nieprawidłowego wyniku powtarzającego się dwukrotnie i więcej, wskazana jest dalsza diagnostyka w kierunku insulinooporności bądź cukrzycy;
  • profil lipidowy – czyli poziom cholesterolu wszystkich frakcji (tak zwanego „dobrego” i „złego” cholesterolu). Szybkie wychwycenie negatywnych zmian w lipidogramie pozwoli na skuteczne zapobieganie procesom degradacji ścian naczyń krwionośnych i innym, negatywnym konsekwencjom „wysokiego” cholesterolu;
  • poziom enzymów wątrobowych (potocznie określa się je mianem „prób wątrobowych”). Wyniki tego badania mogą pokazać nieprawidłowości w pracy wątroby, a także wskazywać na choroby tego narządu (w tym marskość, zapalenie wątroby, jej otłuszczenie i inne);
  • poziom hormonów tarczycy – nieprawidłowości w tym zakresie mogą wiązać się z rozwojem wielu procesów patologicznych (niedoczynność i nadczynność tarczycy) czy chorób (choroba Hashimoto, zespół policystycznych jajników i inne).

 

Oprócz wymienionych wyżej parametrów morfologicznych, uwidocznionych w badaniu krwi, do profilaktyki zdrowotnej warto włączyć także regularny pomiar ciśnienia tętniczego oraz u kobiet – badania ginekologiczne.

 

Kiedy wykonywać podstawowe badania krwi?

 

Podstawowe badania krwi, w celu profilaktyki chorób, powinno wykonywać się co najmniej raz w roku. Oczywiście do udania się na badanie powinny również skłonić pacjenta takie objawy, jak:

 

  • gwałtowne tycie lub utrata masy ciała bez zmiany diety czy stylu życia;
  • pogorszenie samopoczucia, zdolności poznawczych i kognitywnych;
  • zawroty głowy, omdlenia, duszności, bóle w klatce piersiowej;
  • ciągłe biegunki lub zaparcia, a także męczące gazy lub niestrawność;
  • nawracające infekcje (wirusowe, intymne i inne);
  • powiększone węzły chłonne lub guzki i nierówności w różnych częściach ciała (piersi, szyja, głowa, pachy, pachwiny).

 

Oczywiście wymienione powyżej wskazania do wykonania badań krwi nie wyczerpują całego katalogu objawów świadczących o konieczności skontrolowania morfologii. Więcej informacji o tym, kiedy warto pomyśleć o podstawowych badaniach krwi znajdziesz tutaj: https://www.synevo.pl/badania-podstawowe/.

 

Jeśli wyniki badań krwi okażą się nieprawidłowe, nie należy interpretować ich samodzielnie. Jedynie specjalista może bowiem odnaleźć znaczące korelacje pomiędzy konkretnymi parametrami, a dodatkowo zlecić dalszą diagnostykę lub omówić z pacjentem postępowanie. W przypadku, w którym morfologia jest w normie (zazwyczaj laboratoria oznaczają zbyt wysokie lub zbyt niskie poziomy konkretnych parametrów krwi), a pacjent wykonywał badania profilaktycznie i nie ma żadnych objawów chorobowych, wizyta u lekarza nie jest konieczna.

Honey Payment skoncentruje się na rozwoju analityków AI

Honey Payment Group, notowany na NewConnect FinTech, przyjął plany rozwoju do 2025 r. Zgodnie z nimi spółka skoncentruje się na rozwoju aplikacji DotBeeAI, czyli czatbotów opartych o sztuczną inteligencje, które wspierają decyzje inwestycyjne inwestorów na rynku akcji, walut, surowców i kryptowalut. Głównym celem Honey Payment jest globalny rozwój sprzedaży i pozyskanie do końca 2025 r. 2 mln użytkowników, w tym 100 tys. posiadających płatną subskrypcję aplikacji.

– Aplikacja z analitykami AI to produkt o globalnym potencjale. Wykorzystując możliwości sztucznej inteligencji oraz autorski model językowy stworzyliśmy produkt, który kompleksowo wspiera inwestorów w zbieraniu i analizowaniu informacji, a w konsekwencji w podejmowaniu  przemyślanych i dokładniejszych decyzji inwestycyjnych. Dzięki swojej prostocie i kompleksowości istotnie demokratyzują skomplikowaną wiedzę o finansach i dostęp do rozbudowanych informacji. – komentuje Grzegorz Szulik, założyciel i prezes Honey Payment Group.

DotBeeAI ułatwia inwestowanie poprzez dostarczenie jasnej i rzetelnej informacji w czasie kilkunastu sekund. Aplikacja łączy analizę fundamentalną (m.in. inflacja, stopy procentowe, wyniki finansowe spółek, prognozy i kalendarz ekonomiczny), techniczną (m.in. analiza formacji i świec, wsparć i oporów) i sentymentalną (m.in. newsy, korelacje). Dzięki temu wspiera inwestorów z zakresie analizy akcji, walut, surowców i kryptowalut.

Dotychczas Honey Payment z sukcesem rozwijał aplikacje i serwisy wspierające konsumentów i przedsiębiorców. Najpopularniejszą z nich jest multiaplikacja finansowa DotBee, która umożliwia zarządzanie finansami osobistymi. Rozwiązanie pozwala w jednym miejscu zarządzać płatnościami, fakturami, ubezpieczeniami, kosztami związanymi z biletami czy opłatami transportowymi. Z jej możliwości korzysta już ponad 500 tys. użytkowników.

– W ciągu 3 lat stworzyliśmy aplikację, która kompleksowo wspiera użytkowników w zarządzaniami finansami osobistymi. Wysoka jakość produktu i skuteczność działań marketingowych przełożyły się na pozyskanie ponad 500 tys. użytkowników. Jednak ekspansja zagraniczna nie jest łatwa– wymaga indywidualnego podejścia do każdego z krajów, co wynika z różnych regulacji prawnych. W przypadku analityków AI od razu zyskujemy ekspozycję na globalny rynek o zasięgu 1 miliarda osób zainteresowanych inwestowaniem. – tłumaczy Grzegorz Szulik.

Aplikacja DotBeeAi dostępna jest dla użytkowników na całym świecie w modelu bezpłatnym oraz płatnej subskrypcji, która umożliwia skorzystanie z większej liczby zapytań oraz funkcjonalności (np. powiadomienia z aktualizacją zapytań). Firma przygotowuje strategię marketingową, która zakłada aktywne pozyskiwanie użytkowników w Polsce, Wielkiej Brytanii, USA, Niemczech, Francji i Indiach.

W 2023 r. Honey Payment z sukcesem zakończył proces odwrotnego przejęcia spółki Maximus i tym samym zadebiutował na warszawskiej giełdzie. We wrześniu br. sąd rejestrowy dokonał wpisu podwyższenia kapitału zakładowego spółki, co było ostatnim krokiem w tym procesie.

– Debiut na warszawskiej giełdzie był dla nas ważnym krokiem, potwierdzeniem organizacyjnego rozwoju spółki. Pozwolił nam zwiększyć rozpoznawalność i transparentność, co jest istotne w budowaniu nowych partnerstw. Z drugiej strony obecność na rynku kapitałowym otwiera dla nas możliwości efektywniejszego pozyskiwania finansowania na dalszy rozwój. – dodaje Szulik.

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Honey Payment Group zwołane na 14 grudnia 2023 r. zdecyduje o emisji do 1.193.150 akcji. Środki, które spółka uzyska z tej emisji akcji, zostaną przeznaczone rozwój kluczowych projektów, w tym globalną ekspansję analityków AI.

Dolar umacnia się na mocnych danych z rynku pracy w USA

Ostatnie tygodnie to ciągłe nasłuchiwanie o zbliżającym się spowolnieniu gospodarczym. O ile w przemyśle widać słabsze odczyty, o tyle rynek pracy ma się bardzo dobrze. Ten amerykański wchodzi na kolejne szczyty.

Umocnienie dolara miało sens

Cały tydzień inwestorzy grali pod dobre dane z piątku i się udało. Dane z rynku pracy okazały się bardzo solidne. Liczba nowych miejsc pracy okazała się wyraźnie wyższa w sektorze pozarolniczym i delikatnie niższa od oczekiwań w sektorze prywatnym. Ważniejsza jednak była stopa bezrobocia. Spadła ona niespodziewanie do 3,7% z wcześniejszych 3,9%. Szybciej od oczekiwań rosły też płace. Nie jest to zaskoczeniem przy niskim i spadającym bezrobociu. Dane te są uzasadnieniem dla ostatniego umocnienia dolara. Patrząc jednak na dane cząstkowe z początku tygodnia, wielu inwestorów wykazało się dużą wiarą w dobre zakończenie tygodnia. Na zakończeniu dnia dolar był najmocniejszy względem euro od niemal miesiąca. Dodatkowym wsparciem dla tego ruchu był lepszy od oczekiwań raport Uniwersytetu Michigan.

Czekając na exposé

Dzisiaj wysłuchamy exposé premiera Mateusza Morawieckiego. Szanse na powodzenie tego projektu są niewielkie, za to zainteresowanie ogromne. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że jeden z największych polskich bukmacherów otworzył dzisiaj zakłady na oglądalność kanału sejmowego w serwisie YouTube i barierą, od której wypłacają wygraną za oglądalność, jest ćwierć miliona widzów, są oczywiście wyższe progi. Pomimo tego, że rząd ten ma niewielkie szanse, to w pewnym momencie podnosi on poprzeczkę kolejnym kandydatom. Festiwal obietnic może bardzo naruszyć budżet, a to już na pewno nie będzie neutralne dla rynków.

Indie nie zmieniają stóp procentowych

W piątek mieliśmy decyzje indyjskiego banku centralnego. Główna stopa procentowa została utrzymana na poziomie 6,5%. Biorąc pod uwagę inflację na poziomie 4,87%, można było się spodziewać, że kraj ten wkrótce wejdzie w cykl obniżek. Z drugiej strony jednak trzeba pamiętać, że inflacja cen żywności wynosi 6,61%, a jest to bardzo ważny parametr w najludniejszym państwie świata. W rezultacie nie dziwi sytuacja, gdzie stopy procentowe mogą być utrzymywane dłużej na obecnym poziomie. Brak obniżek był zgodny z oczekiwaniami, stąd brak istotnych reakcji na kursie rupii indyjskiej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

KPMG akredytowane przez UODO do monitorowania przestrzegania Kodeksu postępowania dla sektora ochrony zdrowia

KPMG jako jeden z pierwszych podmiotów w Polsce uzyskało akredytację Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych do pełnienia roli podmiotu monitorującego przestrzeganie Kodeksu postępowania dla sektora ochrony zdrowia. Firma doradcza odpowiada za przyjmowanie nowych podmiotów w poczet członków kodeksu oraz za ich właściwą weryfikację i nadzór w ramach przeprowadzanych audytów. 

Zatwierdzony Kodeks postępowania dla sektora ochrony zdrowia ma na celu zapewnienie adekwatnego poziomu ochrony pacjentów w związku z przetwarzaniem ich danych osobowych – ze szczególnym uwzględnieniem ochrony zdrowia i życia pacjentów. Już na etapie projektu stał się punktem odniesienia dla wielu podmiotów medycznych. Celem Kodeksu jest dalsza poprawa standardów w zakresie ochrony danych osobowych pacjentów.

Przepisy prawne dotyczące danych osobowych nie są proste i łatwe w interpretacji, zwłaszcza w dobie powszechnej informatyzacji i zagrożeń pojawiających się w cyberprzestrzeni. Podmioty wykonujące działalność leczniczą działają również pod presją wysokich kar wymierzanych przez organ nadzorczy. Właściwe wdrożenie RODO, to nie tylko przygotowanie odpowiedniej dokumentacji, ale przede wszystkim stosowanie jej w praktyce i świadomość oraz minimalizacja ryzyka, jakie wiąże się z przetwarzaniem danych – mówi Michał Kurek, Partner w Dziale Consultingu, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

KPMG jako jeden z pierwszych podmiotów w Polsce przystąpił do pełnienia roli podmiotu monitorującego. Monitorowaniu podlega stosowanie kodeksu, w odniesieniu do procesów przetwarzania danych pacjentów, zachodzących w podmiotach wykonujących działalność leczniczą (PWDL) oraz w podmiotach przetwarzających dane na zlecenie PWDL. Jest to pierwszy zatwierdzony kodeks w Polsce, do którego stosowania mogą przystępować także organy i podmioty publiczne.

Przystąpić do Kodeksu może każdy podmiot prowadzący działalność leczniczą, bez względu na formę prawną działalności, strukturę właścicielską, uczestnictwo w systemie opieki zdrowotnej finansowanym ze środków publicznych czy zakres i rodzaj działalności leczniczej.

Kodeks stanowi kompleksowe narzędzie dla administratorów i podmiotów przetwarzających dane osobowe w branży ochrony zdrowia. Z rozmów z naszymi klientami wiemy, że rozstrzygnięcia kodeksu – nawet, gdy był na etapie projektowania – stały się cennymi wskazówkami w codziennej działalności. Cieszymy się z wypracowania rozwiązań umożliwiających przystąpienie do kodeksu także przez podmioty publiczne. Jesteśmy gotowi do przyjmowania wniosków, udzielania informacji i zapraszamy do odwiedzenia naszej strony internetowej oraz bezpośredniego kontaktu – mówi Piotr Burzyk, Starszy Menedżer w Dziale Consultingu w Zespole Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

Cyberprzestępczość 2024: co nas czeka?

Wraz z rozwojem przestępczej działalności w usługowym modelu Cybercrime-as-a-Service (CaaS) oraz pojawieniem się generatywnej sztucznej inteligencji, życie osób dokonujących cyfrowych ataków stało się o wiele łatwiejsze. To oznacza, że będą mogli skupić się na wykorzystaniu rosnących możliwości do rozbudowy swoich zestawów narzędzi do prowadzenia przestępczych działań oraz zwiększenia poziomu ich wyrafinowania. Będą prowadzić bardziej ukierunkowane i ukryte ataki, z dużym naciskiem na ominięcie zaawansowanych mechanizmów kontroli bezpieczeństwa, co dzięki dużej elastyczności umożliwi uczynienie każdego cyklu ataku bardziej wydajnym.

Opublikowany przez zespół FortiGuard Labs raport dotyczący prognoz zagrożeń na rok 2024 przedstawia realia nowej ery zaawansowanej cyberprzestępczości, w której sztuczna inteligencja zmienia reguły gry. Zaprezentowano w nim też nowe trendy dotyczące zagrożeń, którym warto przyglądać się w najbliższym roku i później, a także porady dotyczące tego, w jaki sposób przedsiębiorstwa na całym świecie mogą zwiększyć swoją zbiorową odporność w kontekście ewoluujących zagrożeń.

Ewolucja ulubionych taktyk

Wiele rodzajów ataków, które były przedstawiane w poprzednich edycjach raportów FortiGuard Labs, nie odchodzi do lamusa – zamiast tego ewoluują i są rozwijane, ponieważ atakujący uzyskują dostęp do nowych zasobów. Na przykład, jeśli chodzi o zaawansowaną uporczywą cyberprzestępczość, należy spodziewać się większej aktywności rosnącej liczby grup prowadzących ataki APT. Można też założyć, że będą one dywersyfikować swoje cele i techniki działania, koncentrując się na bardziej wyrafinowanych i destrukcyjnych atakach, przede wszystkim DoS (odmowa usługi) i wymuszeniach.

Cyberprzestępcze „wojny o terytorium” nadal trwają, a wiele prowadzących ataki grup koncentruje się na tych samych celach i uruchamia kod oprogramowania ransomware często już w ciągu 24 godzin lub krócej od momentu udanego włamania do komputera. Jeszcze na początku bieżącego roku FBI wydało ostrzeżenie dla przedsiębiorstw na ten temat.

Nie można też zapominać o ewolucji generatywnej sztucznej inteligencji. Mechanizm ten dolewa oliwy do i tak już szalejącego ognia – zapewnia atakującym łatwy sposób na ulepszenie wielu etapów ataków. Tak jak eksperci FortiGuard Labs przewidywali w przeszłości, cyberprzestępcy w swoich działaniach coraz częściej wykorzystują sztuczną inteligencję do udaremniania wykrywania przez ofiary stosowanych wobec nich sztuczek inżynierii społecznej, po naśladowanie ludzkiego zachowania, aby „znieczulić” narzędzia zabezpieczające.

Nowe trendy dotyczące zagrożeń, na które należy zwrócić uwagę

Cyberprzestępcy zawsze będą polegać na wypróbowanych oraz sprawdzonych w boju taktykach i technikach, aby osiągnąć szybki zarobek. Dziś jednak mają do dyspozycji coraz większą liczbę narzędzi, które pomagają im w prowadzeniu ataków. W miarę ewolucji metod ich działania należy oczekiwać pojawienia się kilku nowych trendów w 2024 roku i w późniejszym okresie:

Polowanie na najbardziej łakome kąski – W ciągu ostatnich kilku lat liczba ataków ransomware na całym świecie gwałtownie wzrosła, co sprawiło, że każde przedsiębiorstwo, niezależnie od wielkości i branży, stało się potencjalnym celem przestępców. Ponieważ jednak coraz większa liczba hakerów przeprowadza ataki ransomware w celu uzyskania bardzo wysokiego okupu, grupy cyberprzestępcze obecnie rzadziej interesują się mniejszymi, łatwiejszymi do zaatakowania celami. Dlatego należy zakładać, że docelowo przyjmą podejście „idź na całość lub odpuść sobie”, a ich głównym punktem skupienia będą podmioty z branży infrastruktury krytycznej (takie jak ochrona zdrowia, finanse, transport i usługi użyteczności publicznej), których zaatakowanie miałoby bardzo negatywny wpływ na społeczeństwo, a więc większe jest prawdopodobieństwo wypłaty okupu. Rozszerzą oni również metody swoich działań, czyniąc je bardziej osobistymi, agresywnymi i z natury destrukcyjnymi.

Nadeszły nowe dni dla ataków dnia zerowego – Ponieważ przedsiębiorstwa zwiększają liczbę platform, aplikacji i innych rozwiązań, na których polegają w codziennych operacjach biznesowych, cyberprzestępcy zyskują wyjątkowe możliwości odkrywania i wykorzystywania luk w oprogramowaniu. W 2023 r. zaobserwowano rekordową liczbę (która wciąż rośnie) ataków dnia zerowego oraz nowych luk w zabezpieczeniach (CVE). Biorąc pod uwagę, jak cenne dla atakujących są informacje ułatwiające przeprowadzenie ataku dnia zerowego, należy spodziewać się, że wśród społeczności oferującej usługi Cybercrime-as-a-Service pojawią się brokerzy narzędzi umożliwiających atakowanie w ten sposób, sprzedawanych w dark webie.

Atak od wewnątrz – Wiele przedsiębiorstw zwiększa poziom kontroli bezpieczeństwa oraz wdraża nowe, ulepszone rozwiązania i procesy w celu wzmocnienia swojej obrony. Utrudniają one atakującym infiltrację sieci z zewnątrz, więc cyberprzestępcy muszą znaleźć nowe sposoby dotarcia do swoich celów. Ta sytuacja powoduje wzrost ryzyka, że zaczną rekrutować partnerów do swojej działalności wśród personelu firm, co ułatwi im uzyskanie dostępu do ich zasobów.

Ważne społecznie wydarzenia przyciągają cyberprzestępców – W 2024 r. będą miały miejsce ważne wydarzenia, jak wybory w USA czy igrzyska olimpijskie w Paryżu. Należy spodziewać się, że atakujący – jak zawsze – będą wykorzystywali związaną z tym tematykę do prowadzenia ataków. Ich sprzymierzeńcem w takich działaniach w ostatnim czasie stała się generatywna sztuczna inteligencja, która pomaga tworzyć bezbłędne, angażujące treści w różnych językach, do wykorzystania np. w wiadomościach phishingowych.

Przydatna znajomość taktyki atakujących – Cyberprzestępcy nieuchronnie będą rozszerzać zbiór taktyk, technik i procedur (TTP), których używają do atakowania swoich celów. Obrońcy mogą jednak zyskać przewagę, znajdując sposoby na zakłócenie tych działań. Podczas gdy większość wykonywanych na co dzień prac zabezpieczających związanych jest z blokowaniem punktów, przez które może dojść do włamania, warto bliżej przyjrzeć się TTP stosowanym przez cyberprzestępców, co pomoże zawęzić pole gry i znaleźć metody na zapędzenie ich w kozi róg.

Większe ryzyko ataków na infrastrukturę 5G – Mając dostęp do coraz większej liczby połączonych ze sobą cyfrowych rozwiązań, cyberprzestępcy z pewnością będą odkrywać nowe możliwości włamania. A ponieważ każdego dnia do sieci trafia coraz więcej urządzeń, należy zakładać, że w przyszłości będą w większym stopniu realizować ataki na infrastrukturę łączności, taką jak 5G. W ten sposób będą w stanie z łatwością zakłócić funkcjonowanie krytycznych branż, takich jak przemysł naftowy i gazowy, transport, bezpieczeństwo publiczne, finanse i ochrona zdrowia.

Poruszanie się w cyberprzestępczości nowej ery

Cyberprzestępczość ma wpływ na wszystkich, a konsekwencje udanego włamania często mogą być daleko idące. Nie oznacza to jednak, że stanowiące zagrożenie podmioty zawsze będą miały przewagę. Szeroko rozumiana społeczność z branży cyfrowego bezpieczeństwa może podjąć wiele działań, aby lepiej przewidywać kolejne ruchy cyberprzestępców i zakłócać ich działania. W tym zakresie bardzo ważna jest współpraca między sektorem publicznym i prywatnym w celu dzielenia się informacjami o zagrożeniach, jak również przyjmowanie standardowych mechanizmów zgłaszania incydentów..

Także przedsiębiorstwa mają do odegrania istotną rolę w zwalczaniu cyberprzestępczości. Powinny zacząć od stworzenia kultury cyfrowej odporności. Za zapewnienie bezpieczeństwa w pewnym stopniu odpowiedzialny jest każdy pracownik w firmie, należy więc wdrażać takie inicjatywy, jak dotyczące tego obszaru programy edukacyjne obejmujące całe przedsiębiorstwo, jak też bardziej ukierunkowane działania, np. ćwiczenia dla kadry kierowniczej. Znalezienie sposobów na zmniejszenie luki kompetencyjnej w zakresie cyberbezpieczeństwa, w tym zaangażowanie w poszukiwanie nowych utalentowanych pracowników, może pomóc przedsiębiorstwom w poradzeniu sobie z problemem przepracowanego personelu odpowiedzialnego za IT i bezpieczeństwo, a ułatwi stawienie czoła rosnącemu krajobrazowi zagrożeń. A dzielenie się informacjami o zagrożeniach stanie się jeszcze ważniejsze w przyszłości, ponieważ pomoże w szybkiej mobilizacji ochrony.

Wycena medialna członków ustępującego rządu

Mateusz Morawiecki, Mariusz Błaszczak i Dominika Chorosińska są członkami odchodzącego rządu, którzy najczęściej pojawiali się w mediach internetowych w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. Wartość przekazu medialnego premiera wyniosła 79,5 mln zł, ministra obrony narodowej 16,5 mln zł, a minister kultury i dziedzictwa narodowego 14,7 mln zł – podaje Instytut Przywództwa, który na podstawie wartości ekwiwalentu reklamowego przygotował zestawienie najcenniejszych medialnie członków „dwutygodniowego rządu”.

Pierwsze i drugie miejsce nie jest zaskoczeniem, gdyż premier Mateusz Morawiecki oraz minister Mariusz Błaszczak prawie codziennie goszczą w doniesieniach na stronach portali internetowych – tłumaczy Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa. – Zaskoczeniem jest trzecie miejsce na podium minister Dominiki Chorosińskiej. Stanowisko ministra kultury i dziedzictwa narodowego nigdy nie cieszyło się tak dużym zainteresowaniem mediów. W tym wypadku zainteresowanie związane jest z osobą Dominiki Chorosińskiej – wyjaśnia prezes Instytutu Przywództwa.

Ekwiwalent reklamowy to kwota, jaką należałoby zapłacić za publikacje, gdyby były one reklamą. Jego wartość zależy między innymi od objętości materiału, rodzaju medium oraz zasięgu.

Zaskakujące wzrosty zainteresowania

Instytut Przywództwa zestawił obecność w mediach członków rządu w okresie krótkiego pełnienia obowiązków z analogicznym okresem poprzedzającym ministerialne nominacje. Okazuje się, że ministrowie odnotowali nawet kilkunastotysięczny wzrost zainteresowania mediów internetowych.

Ewa Krajewska, zdrowia, jest członkiem rządu, która odnotowała największy wzrost zainteresowania mediów elektronicznych. Wzrost liczby publikacji na portalach internetowych wyniósł przeszło 12 tys. proc. Na drugim miejscu znalazł się Alvin Gajadhur, Minister Infrastruktury ze wzrostem zainteresowania na poziomie ponad 6 tys. proc, na trzecim Dorota Bojemska z wynikiem ponad 5,5 tys. proc.

Astronomiczne wręcz wyniki zestawienia wzrostu liczby publikacji na portalach internetowych wynikają z małej liczby publikacji w okresie poprzedzającym ministerialną nominację, a zatem z niewielkiej rozpoznawalności medialnej w tym czasie. Ewa Krajewska w okresie poprzedzającym nominację obecna była jedynie w 3 publikacjach na portalach internetowych. Po otrzymaniu stanowiska pojawiła się w ponad 370 publikacjach. Zdecydowana większość członków ustępującego rządu była przed powołaniem na ministrów mało znana opinii publicznej – wyjaśnia Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Spadek zainteresowania mediów odnotował jedynie premier Mateusz Morawiecki – o 1,4%, chociaż wartość przekazu z jego udziałem była największa – wyniosła prawie 80 mln złotych. Mały spadek zainteresowania premierem wiąże się z tym, że przez ostatnie miesiące jako lider poprzedniego rządu oraz rządzącej partii codziennie gościł w doniesieniach medialnych, tak samo jak drugi pod względem wartości przekazu medialnego minister obrony Mariusz Błaszczak, który odnotował jednak wzrost zainteresowania na poziomie prawie 80%. Średni wzrost zainteresowania mediów internetowych członkami ustępującego rządu wyniósł 2 232%.

–  Analizując zestawienie dotyczące wzrostu zainteresowania mediów członkami rządu można dostrzec interesujące zjawisko. Jest ono związane z często mylonymi pojęciami, popularność vs. wpływ. Jak pokazuje nasze badanie relatywnie łatwo stać się osobą popularną i choć posiadający wpływ wynikający z powierzonej funkcji, to wciąż bez większego wpływu w wymiarze społecznym i osobistym. To charakterystyczne dla rodzaju przywództwa, które nazywamy nadanym, mianowanym. Kilkusetprocentowe wzrosty zainteresowania wskazują nie na zainteresowanie danymi osobami ze względu na ich działalność, lecz na powierzone im funkcje w ministerstwach. Rozpoznawalność medialna członków ustępującego rządu nie była związana z charyzmą lidera, ale z wpływem stanowiska i w przypadku większości ministrów zapewne nie będzie trwała długo z uwagi na krótki okres urzędowania – podsumowuje ekspert. Analizując wyniki naszego zestawienia nasuwa się myśl: ministrem się bywa, liderem się jest – dodaje Gąsiorowski.


WYCENA MEDIALNA CZŁONKÓW USTĘPUJĄCEGO RZĄDU
(NA PODSTAWIE PUBLIKACJI NA PORTALACH INTERNETOWYCH)
LP. IMIĘ I NAZWISKO WARTOŚĆ PUBLIKACJI (W PLN) WZROST/SPADEK ZAINTERESOWANIA
1. Mateusz Morawiecki 79 500 000 -1,40%
2. Mariusz Błaszczak 16 500 000 79%
3. Dominika Chorosińska 14 700 000 1 611%
4. Anna Gembicka 10 500 000 3 854%
5. Krzysztof Szczucki 9 100 000 245%
6. Marlena Maląg 8 700 000 48%
7. Jacek Ozdoba 8 500 000 449%
8. Marcin Warchoł 7 700 000 2 174%
9. Alvin Gajadhur 6 600 000 6 363%
10. Szymon Szynkowski vel Sęk 6 000 000 76%
11. Paweł Szefernaker 4 400 000 3 025%
12. Anna Łukaszewska-Trzeciakowska 4 300 000 398%
13. Danuta Dmowska-Andrzejuk 4 000 000 3 957%
14. Ewa Krajewska 3 500 000 12 266%
15. Marzena Małek 2 900 000 430%
16. Dorota Bojemska 2 700 000 5 580%
17. Andrzej Kosztowniak 2 400 000 606%
18. Małgorzata Jarosińska-Jedynak 1 900 000 1 072%
19. Izabela Antos 1 300 000 178%

 

Jak przeprowadzono badanie?

Instytut Przywództwa przeanalizował wzmianki o wybranych członkach ustępującego rządu, które zamieszczone zostały na portalach internetowych. Wzrost zainteresowania mediów obliczony został na podstawie liczby wzmianek na portalach internetowych w okresie poprzedzającym ministerialne nominacje (15-26.11.2023 r.) oraz w analogicznym okresie po zaprzysiężeniu rządu (28.11-9.12.2023 r.).

Tworzenie logo w AI – jak wygenerować grafikę identyfikującą Twoją markę? Podpowiadamy!

W erze technologii i cyfrowego designu, tworzenie logo nie musi być już tylko domeną grafików. Sztuczna inteligencja, coraz bardziej zaawansowana i dostosowana do potrzeb użytkowników, umożliwia generowanie unikalnych projektów. Jak wykorzystać potencjał AI, by stworzyć grafikę, która nie tylko przyciągnie uwagę, ale też stanie się wizytówką Twojej marki?

Ewolucja AI w świecie designu

Sztuczna inteligencja, choć dla wielu wciąż jest nowością, ma już kilka dekad doświadczenia w generowaniu grafik i cyfrowych obrazów, choć nie sposób nie zauważyć, że aplikacje stały się „dostępne dla mas” w ciągu ostatnich kilku lat – duża w tym rola smartfonów oraz rosnącej mocy obliczeniowej chipów NPU i GPU. Fundamenty pod ten segment rynku zawdzięczamy takim gigantom, jak Huawei, Qualcomm, Samsung czy Apple.

W latach 70. XX wieku, kiedy komputery osobiste dopiero wchodziły na rynek globalny, pojawiały się pierwsze programy do tworzenia grafik, takie jak „Sketchpad” czy „GRAIL” (Graphical Input Language). Wtedy oczywiście nie były to narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, ale stanowiły podwaliny pod technologie, z których korzystamy także i dziś.

Gdy dziś zastanawiasz się nad tym, jak stworzyć logo firmy w dobie cyfrowej, najlepszą opcją będzie skorzystanie z narzędzi bazujących na AI. Przykłady takich aplikacji do tworzenia logo to „Looka”, „Hatchful” od Shopify, „Wix Logo Maker” czy znana i ceniona za uniwersalność Canva. Profesjonaliści mogą skorzystać z Photoshopa czy Corela, a entuzjaści promptów mają do swojej dyspozycji Midjourney.

Sztuczna inteligencja, opierając się na bazie danych z dziesiątek tysięcy wzorów, może w krótkim czasie generować unikalne propozycje logo firmy. Jak wykorzystać cały potencjał tych aplikacji? Przede wszystkim trzeba dysponować pewną wiedzą o tym, jak z nich korzystać. Użyteczne, sprawdzone informacje o tworzeniu logo z AI znajdziesz na fintechportal.pl.

Praktyczne aspekty generowania logotypów za pomocą AI

Wygenerowanie logo za pomocą sztucznej inteligencji to dopiero początek. Kluczem jest wiedza, jak poprawnie wykorzystać ten projekt w praktyce. Przede wszystkim musisz zwrócić uwagę na kilka kluczowych obszarów, w tym:

  • Format: najczęściej AI oferuje logo w formacie PNG, JPG, SVG czy PDF. SVG jest szczególnie cenny, ponieważ umożliwia skalowanie grafiki bez utraty jakości.
  • Rozdzielczość: dobrze jest wybrać taką, która będzie odpowiednia zarówno do druku, jak i do wykorzystania w mediach cyfrowych. Jeśli grafika, jaką chcesz wygenerować, ma być wykorzystywana np. na firmowej stronie WWW, pomyśl o rozdzielczości Full HD (1920 × 1080 pikseli).
  • Legalność: koniecznie upewnij się, że generowane logo jest unikalne i nie narusza praw autorskich. Większość platform AI gwarantuje, że tworzone przez nie pliki nie naruszają żadnych przepisów, jednak warto to dodatkowo sprawdzić, choćby poprzez wyszukiwanie obrazem w Google. Zawczasu upewnij się też, czy licencja aplikacji zezwala na komercyjne wykorzystanie stworzonych grafik – dotyczy to zwłaszcza narzędzi freeware.

Ciekawostką może być fakt, że niektóre platformy AI pozwalają na „trening” algorytmu przez użytkownika, co pozwala na większe dostosowanie projektu do indywidualnych potrzeb, jednak są to rozwiązania niszowe, które dopiero przebijają się do mainstreamu.

Dlaczego warto zaufać technologii przy tworzeniu logo?

Oprócz oszczędności czasu i pieniędzy generowanie logo przy pomocy AI ma wiele innych zalet. Systemy bazują na setkach tysięcy wzorów i trendów, co pozwala na stworzenie plików, które świetnie wpiszą się w branżowe trendy.

Poza tym algorytmy uczą się preferencji użytkowników, dzięki czemu z czasem proponowane projekty stają się po prostu coraz lepsze. Dzięki AI możesz eksperymentować z różnymi wersjami logotypu w krótkim czasie, bez konieczności oczekiwania na ukończenie pracy przez profesjonalnego grafika.

Sztuczna inteligencja jest już obecna w wielu aspektach naszego życia, a jej wkład w generowanie plików graficznych rośnie bardzo szybko. Korzystając z aplikacji, które posiłkują się AI możesz szybko stworzyć unikalne, nowoczesne i świetnie wyglądające logo dla Twojej marki!

Kto pierwszy, EBC czy Fed?

Rynek coraz mocniej spekuluje, że EBC obniży stopy procentowe w przyszłym roku. Zaskakujące jest jednak to, że wycena pokazuje, że może to się już stać w marcu 2024 roku, co oznacza, że wg rynku europejska instytucja wyprzedzi Rezerwę Federalną. Jeszcze jakiś czas temu było na odwrót. Teraz dominuje przekonanie, że nastawienie Lagarde jest bardziej „gołębie” od przekazu Powella. Obecnie prawdopodobieństwo marcowej decyzji EBC o łagodzeniu polityki monetarnej wynosi ponad 65 proc. a kwietniowej blisko 90 proc. Dla porównania szanse na taki sam ruch „za oceanem” wynoszą aktualnie mniej niż 50 proc. (marzec) i lekko ponad 60 proc. (maj). Z tego też względu euro osłabia się do USD od końca listopada, czego obrazem są spadki kursu EURUSD poniżej 1,08. Spekulacje te wzmogły się po ostatnim komentarzu Izabelii Schnabel, która wykluczyła dalsze podwyżki.

Piątkowy raport z rynku pracy nieco ostudził oczekiwania rynku co do dalszych działań Fed-u i umocnił USD, przecenił złoto i spowodował spadki na Wall Street. Teraz rynek czeka na kluczowy tydzień końcówki roku, w którym dojdzie do posiedzeń EBC oraz FOMC.
Istnieją jednak argumenty ekonomiczne przemawiające za tym, że to Fed będzie liderem w luzowaniu monetarnym.

Po pierwsze, proces dezinflacji w USA wydaje się być bardziej zaawansowany. Wzrost płac w USA słabnie (choć bardzo powoli). Dotyczy to wszystkich znaczących miar, takich jak wskaźnik kosztów zatrudnienia (ECI) i mediana wzrostu płac obliczana przez Atlanta. Fed będzie zatem prawdopodobnie przekonany wcześniej niż EBC, że fala inflacji została przełamana.

Po drugie, Fed podniósł stopy procentowe wcześniej i ostrzej niż EBC. Na poziomie 5,5 proc. główna stopa procentowa w USA jest zatem znacznie powyżej poziomu 2,5 proc., który Fed uważa za neutralny. Jeśli inflacja na wiosnę zbliży się do celu, a gospodarka również wpadnie w recesję, Rezerwa Federalna prawdopodobnie dostosuje stopy procentowe.

Fed przygotował również zwrot w stopach procentowych w tle. Kwartalne projekcje przedstawicieli Fed dotyczące oczekiwanej odpowiedniej ścieżki stóp procentowych już od pewnego czasu wskazywały, że uważają oni pierwsze cięcia w przyszłym roku za realistyczne, choć w mniejszym stopniu niż wyceniają to rynki.

Przyszłotygodniowa aktualizacja prognoz Fed-u prawdopodobnie wskaże na bardziej znaczące cięcia. Ogólnie rzecz biorąc, amerykański bank centralny będzie jednak starał się nie podsycać spekulacji na temat obniżek stóp procentowych. W końcu zredukowały one już rynkowe stopy procentowe i podbiły ceny akcji.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Oszustwo podatkowe męża nie implikuje winy żony

Dostęp małżonki do wspólnego konta z mężem, historii przelewów i zgromadzonych na nim środków, nie oznacza, że można jej przypisać popełnienie przestępstwa oszustwa podatkowego, o które oskarżony jest jej mąż. Nie przesądzają o tym także kontakty męża z firmą, w której jest zatrudniona – orzekł sąd okręgowy w Warszawie w opublikowanym w dniu 27 września 2023 r. wyroku z dnia 9 sierpnia 2023 r.

Świadomość tego czym zajmuje się współmałżonek

Tak jak w przypadku wykrycia nieprawidłowości w jednej firmie organy automatycznie przyglądają się bliżej także jej kontrahentom, dokonując m.in. kontroli krzyżowej, tak również w sytuacji wysunięcia wobec przedsiębiorcy oskarżenia o popełnienie przestępstw skarbowych, podejrzenia padają również na jego współmałżonka. Wszak razem mieszkając, dzieląc wspólnym majątkiem, rachunkiem bankowym, istnieje prawdopodobieństwo, że współmałżonek ma wiedzę o tym czym się zajmuje i jak zarabia pieniądze partner, czy partnerka. Jednak niekoniecznie.

Karuzela VAT w obrocie paliwami

Rozpoznawana przez warszawski sąd okręgowy (tj. sąd II instancji) sprawa dotyczyła małżeństwa, które oskarżono o świadomy udział w karuzeli podatkowej. Sąd rejonowy(tj. sąd I instancji) uznał za winnych popełnienia oszustwa podatkowego oboje małżonków, ustaliwszy, że mąż zajmował się obrotem paliwami i dokonywał wyłudzeń VAT. W procederze uczestniczyła spółka, w której zatrudniona była jego żona. Oskarżona zajmowała się w niej fakturowaniem sprzedaży, więc zdaniem prokuratury musiała również fakturować sprzedaż komponentów paliwowych do czeskich spółek, z którymi współpracował mąż i za pośrednictwem których dokonywał wyłudzeń. Od spółek tych otrzymywał on na wspólne małżeńskie konto przelewy, widywany był też w firmie, w której zatrudniona była żona.

Zdaniem sądu I instancji, który bezsprzecznie uznał męża za świadomego uczestnika, a nawet współorganizatora karuzeli VAT w handlu paliwami, o wszystkim musiała wiedzieć również żona, stąd skazał ją za popełnienie przestępstwa oszustwa podatkowego (art. 56 § 1 Kodeksu karnego skarbowego) w zamiarze ewentualnym. Argumentem przemawiającym za tym był fakt posiadania przez żonę dostępu do wspólnego z oskarżonym rachunku bankowego, swobodnego dysponowania przez nią zgromadzonymi tam środkami oraz dostępem do historii wpływów na to konto.

Organy muszą udowodnić, że żona wie o nielegalnym pochodzeniu pieniędzy

W wyroku z dnia 9 sierpnia 2023 r. sąd okręgowy, w związku ze złożoną apelacją, uniewinnił żonę. Sąd ten zgodził się, że przestępstwo oszustwa podatkowego jest przestępstwem umyślnym i można je popełnić w zamiarze bezpośrednim lub ewentualnym. W tym drugim przypadku sprawca przewidując popełnienie przestępstwa na to się godzi. Należało więc udowodnić, że oskarżona przewidywała i godziła się na to, że pieniądze wpływające na wspólne konto stanowią przychody jej męża pochodzące z nielegalnej działalności. A tego nie uczyniono. Nie przemawiały za tym zeznania żadnego ze świadków. Oskarżona zajmowała się działem handlującym ze Wchodem, a spółka, z udziałem której oszustw podatkowych dokonywał mąż, była spółką czeską. Jego obecność w siedzibie firmy nie świadczy o jej winie, skoro rozmowy z nim prowadziła inna osoba odpowiedzialna za obrót komponentami do paliw. Wreszcie, pieniądze, które wpływały na wspólne konto, nie wpływały bezpośrednio od czeskiej spółki, co dałoby oskarżonej możliwość weryfikacji skąd pochodzą. Wpływały bowiem pośrednio, najpierw na konto osobiste męża, a dopiero potem na ich wspólny rachunek.

Jednocześnie sąd stwierdził, że ustalenia sądu rejonowego co do winy męża są trafione. Zebrane dowody jednoznacznie przemawiają za tym, że świadomie zataił swoje przychody z nielegalnej działalności wyłudzania VAT w obrocie paliwami, którą naraził Skarbu Państwa na straty w wysokości ponad 7 mln zł (wyrok Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie VI Wydział Karny Odwoławczy, z dnia 9 sierpnia 2023 r., sygn. akt VI Ka 192/22).

Ważna reprezentacja w sporach sądowych

Obrońca oskarżonej wnosząc apelację trafnie podkreślił wagę zeznań świadka, który był zatrudniony w firmie sprzedającej komponenty paliwowe do czeskich spółek. Obciążył on w nich jedynie oskarżonego. Nie wynikało z tych zeznań, aby pracująca tam żona oskarżonego fakturowała sporną sprzedaż, ani też wiedziała o tym, jaką rolę w nielegalnym procederze odgrywał jej mąż. Na jej świadomy udział w przestępstwie wyłudzania VAT nie wskazywał też żaden z pozostałych świadków. W braku bezpośredniego na to dowodu, oskarżenie opierało się więc jedynie na poszlakach.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Glapiński w ekspresowym tempie. Rynki czekają na dane z USA

Napięty grafik profesora Adama Glapińskiego wymusił skrócenie konferencji po decyzji Rady Polityki Pieniężnej do zaledwie 30 minut. Rynki przygotowują się do dzisiejszych danych z rynku pracy za oceanem.

Niespodzianka na konferencji prezesa NBP

Ostatnie konferencje profesora Adama Glapińskiego były bardzo barwne. Szczególnie złośliwi określali je stand-upem, gdyż oprócz kwestii ekonomicznych przemycane było tam wiele dodatkowych opinii. Wczorajsze posiedzenie zerwało jednak z tym zwyczajem. Całość zamknęła się w zaledwie 30 minut, z czego większość stanowiły pytania z sali. Powodem był podobno napięty kalendarz prezesa NBP. Co ciekawe, jako uzasadnienie decyzji padły problemy z koniunkturą zarówno w Polsce, jak i za Odrą. Jest to o tyle interesujące, że w sytuacji słabszej koniunktury banki centralne chętniej luzują politykę monetarną, by amortyzować wpływ gorszej sytuacji gospodarczej. Gdy w gospodarce dzieje się gorzej, przekłada się to też często na bezrobocie i słabsze płace, co samo w sobie jest czynnikiem antyinflacyjnym, pozwalającym łagodzić obniżki stóp procentowych. Co szczególnie ważne, padła zapowiedź współpracy z każdym rządem, co (miejmy nadzieję) zamyka temat wojny na finansowej górze.

Rynek pracy za oceanem

Czwartek przyniósł dwa odczyty z rynku pracy. Są to ważne dane przed dzisiejszymi finalnymi odczytami o sytuacji na rynku pracy. Pewnym ostrzeżeniem jest wyższy odczyt raportu Challengera. Jest to informacja o planowanej liczbie zwolnień. Należy jednak pamiętać, że to tylko redukcje inicjowane przez pracodawcę. Nie ma w nim zatem danych o dobrowolnych odejściach. Wzrost do 45 tysięcy może wyglądać podejrzanie, ale w ostatnim roku większość rezultatów była mniej korzystna, więc nie można na te dane patrzeć aż tak pesymistycznie. Drugi ważny odczyt to wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Te nadal znajdują się na stabilnym poziomie. Wynik 220 tysięcy to poziom w gospodarce USA sugerujący stabilizację. Gdybyśmy mieli poprawę koniunktury, wynik na rynku pracy powinien być raczej poniżej 200 tysięcy, z drugiej strony obawy powinny budzić odczyty zbliżające się do ćwierć miliona. Nie zmienia to faktu, że inwestorzy przestraszyli się danych i mieliśmy wczoraj wybicie z trendu spadkowego na EURUSD.

Rynki zaufały nowemu rządowi

Pomimo tego, że dużo się mówi o tymczasowości obecnego gabinetu premiera Mateusza Morawieckiego, rynki za jego kolejnej kadencji zaczęły bardziej ufać Polsce. Widać to doskonale po rentowności obligacji skarbowych. Jeszcze na początku obecnej kadencji inwestorzy za trzymanie naszych 10-letnich obligacji oczekiwali premii w postaci 5,65% w skali roku. Dzisiaj jesteśmy już poniżej poziomu 5,30%. Teoretycznie może się to wydawać niedużo, ale w perspektywie emitowania nowych obligacji jest to olbrzymia różnica w koszcie kredytowania wydatków budżetowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,

16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Strefa czystego transportu w Warszawie przegłosowana

Już w 2024 r. m.st. Warszawa wprowadzi strefę czystego transportu – tak zdecydowali radni podczas wczorajszego posiedzenia. Tym samym stolica stanie się drugim polskim miastem, które opowiedziało się za zmianami ku poprawie jakości powietrza i ograniczeniu smogu komunikacyjnego. Zdecydowano, że do końca 2027 r. z zasad obowiązujących w SCT zwolnieni będą mieszkańcy miasta, zameldowani i opłacający podatek w stolicy. Strefa będzie także dużo mniejsza niż w wersji przedstawionej po konsultacjach.

Strefa czystego transportu w Warszawie

Przegłosowana (wraz z 2 poprawkami) propozycja zakłada znaczące zmniejszenie strefy czystego transportu (SCT) względem ostatniej wersji projektu. SCT obejmie w efekcie 7% powierzchni miasta – obszar całego Śródmieścia i fragmenty dzielnic centralnych. Jej granice będą pokrywały się z głównymi drogami i liniami kolejowymi, które nie zostaną objęte strefą, a wyznaczą je: al. Prymasa Tysiąclecia, Al. Jerozolimskie, ul. Kopińska, ul. Wawelska, al. Armii Ludowej, al. Stanów Zjednoczonych, ul. Wiatraczna, a następnie tory kolejowe wzdłuż północnej obwodnicy kolejowej – aż do al. Prymasa Tysiąclecia.

Wdrożenie strefy zaplanowano na pięć etapów. Pierwszy ma nastąpić 1 lipca 2024 r. Od tego momentu do wskazanych dzielnic Warszawy nie wjadą pojazdy z silnikami benzynowymi (w tym LPG) o normie emisji spalin mniejszej niż Euro 2 lub wyprodukowane przed 1997 r. (maksymalny wiek pojazdu 27 lat) oraz Diesle nie spełniające Euro 4 lub wyprodukowane przed 2006 r. (maksymalnie 18 lat). Drugi etap wdrożeniowy zaplanowano od 2026 r. Wtedy maksymalny wiek pojazdów objętych obostrzeniami wynosić będzie 25 lat dla wariantów benzynowych (minimum Euro 3 i produkcja nie wcześniej niż w 2001 r.) oraz 16 lat dla Diesli (minimum Euro 5 i produkcja nie wcześniej niż w 2010 r.).

– Przegłosowanie uchwały w sprawie strefy czystego transportu to niewątpliwie krok w dobrym kierunku. Strefy to sprawdzony instrument walki z zanieczyszczeniem powietrza, którego skuteczność potwierdzają liczne badania. W Europie Zachodniej funkcjonuje już ponad 320 takich obszarów. Eliminacja najbardziej emisyjnych pojazdów oznacza zdecydowane obniżenie stężenia pyłów zawieszonych, tlenków azotu i innych toksycznych składników pochodzących z transportu. Te substancje rocznie przyczyniają się do aż 50 tysięcy przedwczesnych zgonów w naszym kraju. Jednocześnie ograniczenia dotyczące wjazdu do strefy obejmą niewielką liczbę samochodów – w początkowych dwóch etapach najstarsze i najbardziej zanieczyszczające powietrze pojazdy przyjezdnych – podkreśla Agata Wiśniewska-Mazur, Zastępczyni Dyrektora Rozwoju PSPA.

Warszawscy radni podjęli decyzję o wdrożeniu prolongaty dla osób mieszkających w stolicy oraz płacących w niej podatki. Będą oni mieli 3,5 roku od uruchomienia strefy na przystosowanie się do nowych zasad. Oznacza to, że dopiero w 2028 r. będą musieli spełnić wymagania dotyczące SCT (wjazd tylko dla pojazdów spełniających co najmniej normę Euro 4 i maksymalnym wieku 22 lat – pojazdy z silnikami benzynowymi oraz Euro 6 i maksymalnym wieku 13 lat – pojazdy z silnikami Diesla). Uchwała obejmuje również dodatkowy wyjątek dla seniorów, czyli osób, które do końca 2023 r. ukończą 70 lat, o ile byli właścicielami swoich pojazdów przed przyjęciem uchwały.

Warszawa planuje wprowadzić dwie metody weryfikacji pojazdów wjeżdżających do obszaru strefy. Dla większości pojazdów możliwe będzie ustalenie tego poprzez dostęp do danych z Centralnej Ewidencji Pojazdów. Natomiast dla pojazdów, które nie spełniają kryteriów wjazdu do Strefy i należą do osób korzystających z wyłączeń (np. mieszkańców stolicy lub seniorów), będzie obowiązkowe umieszczanie specjalnych nalepek.

Rejestracja nowych maszyn rolniczych w listopadzie: powrót do spadku

O 124 szt. mniej nowych ciągników niż przed miesiącem i o 62 mniej nowych przyczep – zarejestrowano w listopadzie. Po lekkich „odbiciach w górę” w poprzednich miesiącach dochodzi do powrotu tendencji spadkowej w rejestracji (czyli de facto sprzedaży) tych dwóch podstawowych kategorii nowych maszyn rolniczych w listopadzie 2023 roku. W tym samym czasie wciąż widać jednak wzrost na rynku maszyn „z drugiej ręki”. Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) notuje tu 11,8 proc. wzrost rejestracji używanych ciągników i prawie 10 proc. wzrost rejestracji używanych przyczep w stosunku do listopada 2022 roku.

Negatywne nastroje dominują wciąż w branży rolnej i wpływają tu na inwestycje w nowy sprzęt? Taki wniosek pojawić się może po pobieżnej nawet analizie danych dotyczących rejestracji, czyli de facto sprzedaży, fabrycznie nowych ciągników rolniczych.

Mniej zarejestrowanych ciągników niż w październiku. W listopadzie liderem New Holland

W listopadzie Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) odnotowała rejestrację 836 szt. nowych ciągników rolniczych. To o 124 szt. Mniej niż przed miesiącem, choć o 20 szt. więcej niż w listopadzie 2022 roku. Od początku roku zarejestrowano 8962 szt. nowych ciągników, a więc o 1650 szt. mniej niż przez ten cały czas rok temu. Oznacza więc to spadek o 15,5 proc.

– Jesteśmy coraz bliżsi stwierdzenia, że wyniki z poprzednich miesięcy mogą okazać się jedynie „jaskółkami” i po chwilowym wzroście rejestracji nowych ciągników i przyczep, nastąpił powrót do trendu w dół. Trzeba jeszcze poczekać do końca roku, aby wydać ostateczną opinię na ten temat – zauważa Wojciech Bury, prezes PIGMiUR.

Potwierdza się to, co sygnalizowane było kilka miesięcy temu, że walka o pozycję lidera na rynku ciągników potrwa do samego końca. Obecnie ponownie doszło do zmiany na podium. Najpopularniejszą marką wśród nowych ciągników okazała się New Holland, która ponownie wraca na pierwszą pozycję – z udziałami 16,9 proc. John Deere spada tymczasem na drugie miejsce, z udziałami 16,4 proc. Kubota plasuje się zaś na trzecim, z udziałami 12 proc. Czwarta pozycja należy do Deutz Fahr., a piąta do Case IH. Pod względem geograficznym podium otwiera Mazowieckie, za którym plasuje się Wielkopolskie.

Rejestracja nowych przyczep rolniczych. Listopad drugim najgorszym miesiącem w tym roku

Przyczepy to druga podstawowa kategoria maszyn rolniczych. W listopadzie  zarejestrowano 352 sztuki nowych maszyn tego rodzaju. – Po wrześniu, kiedy notowaliśmy 348 rejestracji, to najgorszy tegoroczny wynik. To – co prawda – o 136 szt. więcej niż w minionym miesiącu, jednak gorzej niż rok temu o tej samej porze. Wtedy to zarejestrowano 488 szt. nowych przyczep – porównuje obecne wyniki z listopada do tych sprzed roku prezes PIGMiUR. Dodaje przy tym, że w sumie, od początku roku, zarejestrowano 5818 szt. nowych przyczep rolniczych. – To o 1742 szt. mniej niż w tym samym okresie 2022 roku, czyli przez całe 11 miesięcy. Wynik ten oznacza spadek rok do roku aż o 23 proc. – podaje Wojciech Bury. Liderem jest tu firma Pronar z 33 proc. udziałów, za którą plasują się Metal – Fach, Metaltech i Wielton.

Zdaniem prezesa PIGMiUR, końcówka roku to taki – swoisty – „czas na przeczekanie”.
– Jesteśmy już po sezonie, a następny w dość dalekiej perspektywie. Z reguły listopad i grudzień to miesiące spadkowe, chyba, że w grę wchodzi końcówka jakiegoś projektu czy budżetu do rozliczenia. Dopiero pierwszy kwartał pokaże, czy wrócimy na stałe na ścieżkę wzrostu, czy nadal rynek pozostanie w trendzie spadkowym – zaznacza Wojciech Bury.

Rynek wtórny maszyn rolniczych z tendencją wzrostową

Inaczej, co można uznać to już za trend, sytuacja ma się na wtórnym rynku maszyn rolniczych. Na koniec listopada PIGMiUR zanotowała tu zarejestrowanych 20 690 szt. ciągników używanych. To – jak zauważa Izba – o 2189 szt. więcej niż w tym samym okresie 2022 roku. Wzrost wynosi tu więc 11,8 proc. Podaje też, że liderem rynku wtórnego po jedenastu miesiącach roku jest marka John Deere. W przypadku zaś przyczep „z drugiej ręki”, w okresie styczeń-listopad 2023 roku zarejestrowano ich 5956, czyli o 539 szt. więcej niż przed rokiem. Oznacza to zatem, że wzrost w tej kategorii na rynku wtórnym wynosi 9,9 proc.

– Te wyniki potwierdzają, że zamiast czekać na lepsze czasy, polski producent rolny dostosowuje modernizację swojego parku maszynowego w oparciu o to, co ma. Cały czas dąży więc do zwiększania swojej konkurencyjności na rynkach wewnętrznym
i zagranicznym, choć z maszynami używanymi może okazać się to nieco trudniejsze
– sądzi Wojciech Bury.

Spadki rejestracji nowych maszyn spowodowane coraz gorszymi nastrojami wśród potencjalnych nabywców ciągników i przyczep

Według niego odnotowane w listopadzie wyniki rejestracji nowych i używanych podstawowych kategorii maszyn rolniczych spowodowane mogą być przez wyraźnie pogarszające się nastroje wśród nabywców ciągników i przyczep.

– Były one dotąd wynikiem m.in. rosnących cen energii, inflacji, niepewności związanej z wojną w Ukrainie czy trudności ze sprzedażą płodów rolnych (np. zboża) – komentował w na przełomie październiku i listopada badanie PIGMiUR na ten temat Wojciech Bury. Przypominał też, że kłody pod nogi rolników rzuciła też przyjęta pośpiesznie na wiosnę ustawa o pożyczkach lombardowych, która wprowadza chaos na rynku sprzedaży nowych maszyn rolniczych, de facto uniemożliwiając w znacznym stopniu ich leasing, a to on stanowi w wielu przypadkach wkład własny konieczny do ich zakupu – uważał prezes PIGMiUR. Zaznaczał przy tym, że przez to w coraz większym stopniu nietknięte pozostają fundusze europejskie dla producentów rolnych. Głównych warunkiem skorzystania z nich jest bowiem posiadanie wkładu własnego, a pochodzi on w znacznej mierze właśnie z leasingu.

W październiku bieżącego roku Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych przeprowadziła badanie dotyczące obecnej i przewidywanej koniunktury w branży. Jest to cykliczne badanie powtarzane co pół roku i przeprowadzane od czerwca 2014 roku. Jej efektem jest wartość liczbowa – indeks, który obrazuje nastroje panujące w branży rolnej (maszyn i urządzeń rolniczych) wśród przedsiębiorców, bo to oni biorą udział w badaniu.

Negatywne nastroje w branży maszyn i urządzeń rolniczych – w stosunku do badania przeprowadzonego pół roku wcześniej – jeszcze bardziej się pogłębiły. Do października 2023 ogólna wartość indeksu spadała i obecnie wynosi już – 3,73 punktu.

Wypłaty odszkodowań z ubezpieczeń w Polsce w III kwartale 2023 r.

W ciągu trzech kwartałów 2023 r. ubezpieczyciele wypłacili 33,1 mld zł odszkodowań i świadczeń. To 1,6 proc. mniej niż rok wcześniej. Wpłynęły na to niższe o 2,2 mld zł odszkodowania i świadczenia z ubezpieczeń na życie.

Kluczowe liczby:

  • 33,1 mld zł odszkodowań i świadczeń dla poszkodowanych, w tym:
    • 13,2 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC),
    • 7,6 mld zł z pozostałych ubezpieczeń majątkowych i osobowych,
    • 12,3 mld zł z ubezpieczeń na życie.
  • Na ubezpieczenia przeznaczyliśmy 57,7 mld zł, o 9,4 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • 94,1 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • 17,8 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
  • 1,37 mld zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele.

Ubezpieczenia komunikacyjne

Wypłaty z ubezpieczeń komunikacyjnych stanowiły 63,4 proc. ogółu odszkodowań i świadczeń wypłacanych w ubezpieczeniach majątkowych i osobowych. Po III kwartałach 2023 r. przekroczyły one 13,2 mld zł, co oznacza wzrost o 9,2 proc.

  • 7,8 mld zł trafiło do poszkodowanych w ramach wypłat odszkodowań i świadczeń z obowiązkowego OC komunikacyjnego. To o 7,9 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • 5,3 mld zł odszkodowań otrzymali ubezpieczeni z autocasco, co oznacza wzrost o 11 proc. w stosunku do roku poprzedniego.

Średnia szkoda z ubezpieczenia OC komunikacyjnego wyniosła już prawie 9,5 tys. zł. Dla porównania po III kwartale 2021 r. było to 7,8 tys. zł, a w analogicznym okresie 2022 roku już 8,2 tys. zł. Ten wzrost spowodowany jest m.in. rosnącymi kosztami napraw uszkodzonych aut. Biorąc pod uwagę nadal wysoką inflację spodziewamy się utrzymania tego trendu, co finalnie może wpłynąć na składki za OC komunikacyjne płacone przez wszystkich kierowców mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Na razie średnia wysokość składki za OC komunikacyjne nie ulega istotnej zmianie. Po III kwartale 2023 r. wynosiła ona 510 zł. Dla porównania rok wcześniej było to 496 zł.

Łączne przychody ze składek z OC komunikacyjnego wyniosły 11,7 mld zł, co oznacza 3,7 proc. wzrost. Na ubezpieczenia autocasco Polacy wydali 9,2 mld zł, czyli 15,3 proc. więcej niż rok wcześniej. W ciągu trzech kwartałów 2023 r. zawarto 5,6 mln umów AC, czyli 13,4 proc. mniej niż rok wcześniej. Rośnie jednak wartość ubezpieczonych pojazdów.

Ubezpieczenia majątkowe

Po III kwartałach 2023 r. widać spadek wypłat w ubezpieczeniach majątkowych od ognia i innych żywiołów. Łącznie sięgnęły one 1,7 mld zł, co oznacza niemal 12 proc. spadku w stosunku do roku ubiegłego.

Ten rok póki co jest spokojny, ubezpieczyciele odnotowali mniej szkód wynikających z działania żywiołów, w szczególności wichur, gradobić i pożarów. Widać jednak spory wzrost w ostatnim czasie kosztów związanych z odbudowaniem nieruchomości czy zakupem maszyn i urządzeń. Koszty odtworzenia mienia są wyższe i warto to brać pod uwagę określając sumę ubezpieczenia. Niedoubezpieczenie z tego wynikające nadal może być problemem dla wielu klientów. Zwłaszcza, że rosną koszty życia, a nasze oszczędności nadal należą do najniższych w Europie. Muszą to też brać pod uwagę przedsiębiorcy, w przypadku których skala strat wynikających z niedoubezpieczenia może być szczególnie duża – wyjaśnia Andrzej Maciążek, wiceprezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Klienci wydali na tego typu ubezpieczenia 7,9 mld zł, czyli o 11,4 proc. więcej niż rok wcześniej. To świadczy o urealnieniu sum ubezpieczenia w wielu przypadkach.

Ubezpieczenia na życie

Wypłaty z tytułu polis na życie wyniosły po III kwartałach 2023 r. 12,3 mld zł, z czego 4,8 mld zł stanowiły wypłaty z ubezpieczeń na życie o charakterze ochronnym. Było to o 14,9 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Poziom wskaźników śmiertelności wrócił do poziomu sprzed pandemii, co odzwierciedlają spadki wypłat w ubezpieczeniach na życie – wyjaśnia Jan Grzegorz Prądzyński.

Na koniec III kwartału łączne przychody ze składek z ubezpieczeń na życie wyniosły 17 mld zł. Z tego 7,8 mld zł (wzrost o 11,2 proc.) przypadło na ochronne ubezpieczenia na życie oraz 6,1 mld na wypadkowe i chorobowe. Dane świadczą o tym, że w przypadku ubezpieczeń na życie klienci  dokonują indeksacji składki, zdając sobie sprawę z tego, że polisa powinna uwzględniać inflację i rosnące koszty życia, by stanowić dobre zabezpieczenie rodziny w razie naszej śmierci.

Finanse ubezpieczycieli

Ubezpieczyciele są drugim po bankach polskim instytucjonalnym nabywcą obligacji skarbowych. Na koniec III kwartału 2023 r. ulokowali 94,1 mld zł aktywów w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne. Dodatkowo 17,6 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu. Wynik finansowy netto rynku ubezpieczycieli wyniósł 8 mld zł, a zapłacony podatek dochodowy wyniósł 1,37 mln zł.

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z III kwartału 2023 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Ubezpieczenie grupowe 61 zł (miesięcznie) Urodzenie się wcześniaka Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie:
3 tys. zł
Polisa indywidualna  – ubezpieczenie dodatkowe na wypadek poważnego zachorowania do ubezpieczenia na życie 4 535,03 zł (rocznie) Udar mózgu Wypłata ubezpieczenia
w wysokości: 35,2 tys. zł
Polisa grupowa  – ubezpieczenie dodatkowe na wypadek poważnego zachorowania 513,60 zł (rocznie) Rak pęcherza moczowego Wypłacone odszkodowanie
w kwocie: 51,3 tys. zł

 

GAMIVO SA zmienia strategię biznesową – firma skoncentruje się na rozwoju platformy GAMIVO.com

GAMIVO SA, właściciel platformy dystrybucji cyfrowej gier i innych produktów dostępnych w wersji elektronicznej, ogłosił zmianę strategii biznesowej. Celem firmy jest uproszczenie struktury oraz przygotowanie jej do licencjonowania platformy przez inne podmioty. Elementem strategii jest sprzedaż Gamivo.com Limited, dotychczas jedynego operatora platformy, który odpowiadał przede wszystkim za obsługę płatności – od klientów, do dostawców oraz pomiędzy systemami płatności. W nowej strategii GAMIVO skupi się na rozwoju technologicznym platformy i poszerzaniu oferty produktowej. Zmiana nie wpłynie na wyniki spółki przypadające akcjonariuszom jednostki dominującej, a w długim terminie ma przyczynić się do szybszego rozwoju geograficznego i produktowego.

Przyjęcie nowej strategii to ruch, który pozwoli nam na efektywniejszą pracę nad kluczowymi elementami platformy, czyli technologią, marką, ofertą produktową i jakością obsługi. Chcemy bardziej skoncentrować się na naszych kluczowych kompetencjach, oddając bieżącą obsługę w ręce licencjobiorców. Przy czym chodzi głównie o obsługę płatności. Budowa oferty i marki oraz obsługa klientów pozostaje po naszej stronie – komentuje Mateusz Śmieżewski, prezes GAMIVO SA.

Platforma GAMIVO.com, w tym know-how, technologia, oprogramowanie, logo, domena i strona internetowa, a także wszelka własność intelektualna, pozostaje w posiadaniu GAMIVO SA. Gamivo.com Limited będzie nadal operatorem platformy, odpowiedzialnym przede wszystkim za procesowanie płatności i wydawanie produktów cyfrowych do kupujących. Dotychczas był to jedyny operator, a po zmianie strategii może być ich więcej, żaden na zasadach wyłączności. Zmiana ta umożliwia rozpoczęcie poszukiwania nowych partnerów w tym obszarze, którzy koncentrują się na działalności finansowej. Dzięki temu mogą osiągnąć wyższą efektywność tych procesów, ponieważ specjalizują się w obsłudze danych rynków – specyficznych kanałów płatności, marketingowych i sprzedażowych. To jednocześnie zmniejsza dla GAMIVO ryzyka wynikające z reżimu prawnego danej lokalizacji. GAMIVO SA była i będzie odpowiedzialna za rozwój technologiczny platformy oraz rozwój marki GAMIVO.com.

Zmiana strategii i sprzedaż spółki zależnej to z perspektywy operacyjnej zmiany techniczne. Ze strony klientów i dostawców współpraca będzie wyglądać tak samo, różni się sposób rozliczeń z GAMIVO SA – wcześniej była to wypłata dywidendy, a od teraz będą to przychody z udzielenia licencji – wyjaśnia Tomasz Lewandowski, członek zarządu GAMIVO SA.

Zmiana to nie tylko optymalizacja procesów biznesowych, ale również wyjście naprzeciw oczekiwaniom klientów. Teraz, dzięki większej koncentracji na podstawowych zadaniach, będziemy lepiej i szybciej odpowiadać na ich oczekiwania. Również współpraca z lokalnymi operatorami platformy to krok w tym kierunku – pozwoli jeszcze lepiej dostosować się do lokalnych regulacji i przyzwyczajeń konsumentów. Zakładamy, że otworzy to także drogę do wejścia na nowe rynki – dodaje Mateusz Śmieżewski.

Dotychczas Grupa Kapitałowa GAMIVO głównie generowała przychody z zarządzania platformą. Po zmianach będą to przede wszystkim opłaty licencyjne od operatorów platformy. Tym samym Grupa Kapitałowa GAMIVO może raportować niższe skonsolidowane przychody, ale również niższe koszty.

Równolegle, GAMIVO SA i Gamivo.com Limited podpisały umowę znacząco zwiększającą opłatę licencyjną z dotychczasowych 5% od przychodów osiągniętych przez licencjobiorcę z tytułu prowadzenia platformy. Sprzedaż Gamivo.com Limited jest zgodna z przyjętą strategią.

Na UW powstały nowe biotechnologie dla rolnictwa i ogrodników

Naukowcy z Wydziału Biologii UW planują udostępniać rolnikom, hodowcom roślin i branży ogrodniczej nowe rozwiązania. Są to biopreparaty oparte na kompozycjach szczepów bakteryjnych i grzybowych oraz na ich metabolitach. Mają one w naturalny sposób przywracać w glebach równowagę mikrobiologiczną, przyśpieszać obieg węgla, działać przeciwgrzybiczo, a także ułatwiać roślinom dostęp do takich pierwiastków jak azot, fosfor, potas czy żelazo.

Nowe biotechnologie – biopreparaty powstały w wyniku projektów badawczych prowadzonych w ostatnich latach pod kierunkiem dr Klaudii Dębiec-Andrzejewskiej oraz dr. Kumara Pranaw z Instytutu Mikrobiologii, Wydziału Biologii UW. Zespół naukowców opracował szereg rozwiązań, takich jak bionawozy, biostymulatory czy regeneratory gleby. Rozwiązania zostały przebadane pod kątem potencjalnego zastosowania i funkcjonalności, co stworzyło pewną perspektywę udostępniania ich do praktycznego zastosowania w rolnictwie, ogrodnictwie czy przemyśle. Obecnie nowe technologie są w fazie certyfikacji, co umożliwi im wprowadzenie ich na rynek w najbliższej przyszłości.

„Wykształciliśmy szereg biopreparatów, które w istotny sposób mogą wspierać rolników, ogrodników i indywidualnych hodowców roślin. Jako badacze nie chcemy poprzestać na publikowaniu prac naukowych, lecz sprawić, by odkrycia znalazły zastosowanie w szeroko rozumianym rolnictwie przemyśle” – wyjaśnia Klaudia Dębiec-Andrzejewska z Wydziału Biologii UW, która finalizuje jeden z projektów naukowych.

Zespoły biologów z UW równolegle badały właściwości różnego rodzaju glebowych szczepów bakteryjnych i grzybów, w tym szczepów endemicznych, występujących tylko w określonych strefach klimatycznych – np. w Antarktyce. Większość badanych szczepów bytuje w trudnych warunkach środowiskowych, np. w kopalni czy na pustyni. Na etapach ewolucyjnego dostosowania wykształciły one cechy i właściwości, które pozwalają im przetrwać, a które z punktu widzenia hodowców roślin mogą być pożądane lub przydatne. Na tym właśnie koncentrowali się badacze z UW opracowując nowe rozwiązania. Niektóre z opracowanych rozwiązań mają szersze zastosowanie. Naukowcy opracowali bowiem również produkty mikrobiologiczne dla przemysłu. Mogą one przyśpieszać efektywność kompostowania czy utylizację osadów ściekowych.

Równowaga mikrobiologiczna w glebie

„Testowaliśmy różnego rodzaju zestawy szczepów bakterii i grzybów, które po podaniu do gleby nie konkurują o zasoby, lecz poprzez swoje właściwości w bezpośredni lub pośredni sposób wspierają rozwój roślin. W ten sposób opracowaliśmy kompozycje szczepów, które zapewniają roślinom większą dostępność głównych pierwiastków niezbędnych do wzrostu – azotu, fosforu i potasu. Utworzyliśmy też takie zestawienia bakterii, które znacząco skracają naturalne procesy kompostowania, nawet od 40 do 50 procent. To przyczynia się do zwiększenia w glebie zawartości węgla przyswajalnego przez rośliny, a także powoduje, że w mikrobiocie gleby szybciej przywracana jest równowaga, tak bardzo pożyteczna dla roślin” – mówi dr Kumar Pranaw z Instytutu Mikrobiologii na Wydziale Biologii UW, który prowadził jeden z projektów naukowych.

Naukowcy zaznaczają, że obecnie sztuczne nawożenie upraw już nie wystarczą, by uzyskać zbiory w skali oczekiwanej przez branżę rolniczą. Rolnicy zmuszeni są poszukiwać kompromisu między ilością dozowania coraz droższych nawozów sztucznych, a tym, co finalnie uzyskają na etapie zbiorów. Jednocześnie intensywne rolnictwo systematycznie prowadzi do wyjałowienia gleb, obniżając ich zasobność w pożyteczne bakterie i grzyby, co w konsekwencji niesie konieczność zwiększania nawożenia w kolejnych cyklach upraw. To rodzaj błędnego koła. Dlatego preparaty oparte na składnikach naturalnych, które mogą stosunkowo szybko przywracać homeostazę mikrobiologiczną gleb, są bardzo pożądane.

„Opracowane przez nas biopreparaty należy odbierać jako uzupełnienie dostępnego już dziś panelu środków, w tym przemysłowych, stosowanych dla zapewnienia uprawom odpowiedniej kondycji i wzrostu oraz do utrzymania w glebach równowagi mikrobiologicznej. Z naszych badań wynika, że dzięki zastosowaniu preparatów bakteryjno-grzybowych można zmniejszyć ilość potrzebnych nawozów sztucznych nawet o 40 procent, by uzyskać takie same rezultaty w uprawach” – dodaje dr Klaudia Dębiec-Andrzejewska.

Inny przykład opracowanej na UW biotechnologii to preparat złożony z pożytecznych szczepów bakterii, który ogranicza rozwój fitopatogenów – w szczególności grzybów z rodziny Fusarium. Po zaaplikowaniu do gleby preparatu, w którego składzie są pożyteczne bakterie i grzyby, te intensywnie się mnożą, po czym mocno konkurują z fitopatogenami o zasoby, skutecznie hamując i redukując ich rozwój. Naukowcy zbadali, że w zabiegach takiej profilaktyki antygrzybicznej do uzyskania odpowiedniej skuteczności wystarczy dozować od 2 do 3 litrów preparatu na hektar upraw.

Bezcenne metabolity

Gleba jest środowiskiem dynamicznym, na które wpływa mnóstwo czynników. W niektórych sytuacjach wprowadzanie do niej określonych szczepów bakterii czy grzybów, nawet gdy w danym okresie są one pożyteczne, nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Dla przykładu: w niektórych uprawach producentom może zależeć na tym, by rośliny uzyskały naturalne wspomaganie mikroorganizmów w zakresie dostarczania przyswajalnego żelaza, które bierze udział w syntezie chlorofilu. Jednak w innych rodzajach upraw nadmiar tego pierwiastka może roślinom szkodzić. Zastosowanie metabolitów zamiast komórek mikroorganizmów rozwiązuje kilka problemów, które mogą się pojawić, gdy do gleby wprowadzone zostaną nowe szczepy bakterii czy grzybów. Przede wszystkim nie zachodzi konkurencja gatunkowa mikroorganizmów, nie ma też kłopotu z ewentualnym niedoborem substratów odżywczych potrzebnych mikroorganizmom do rozwoju. Nie pojawia się też ryzyko zubożania gleby, które mogłaby nastąpić w sytuacji, gdyby mikroorganizmy zaczęły nadmiernie pobierać minerały potrzebne roślinom.

Jeśli zatem do gleby wprowadzone zostaną szczepy bakterii, których metabolity ułatwiają roślinom asymilację żelaza, ich obecność nie musi być pożądana w przyszłości. Dlatego niekiedy lepiej jest pozyskać w laboratorium określone metabolity i zamiast bakterii wprowadzać je do gleby w postaci odpowiednio przygotowanego naturalnego biostymulatora. Po zaaplikowaniu takiego preparatu, w glebie oczywiście nie pojawią się określone gatunki bakterii, natomiast uzyskany zostanie pożądany efekt w postaci wsparcia uprawy w bardzo konkretnym zakresie. Wprowadzone do gleby metabolity mogą wspomagać nie tylko wzrost i rozwój roślin, ale także odżywiać naturalną mikrobiotę glebową, co sprawia, ze rośliny są stymulowane bezpośrednio oraz pośrednio.

Tak też jest w przypadku innej biotechnologii opracowanej na UW, która oparta jest na produktach przemiany materii bakterii. Zespół naukowców z UW izolował metabolity mikroorganizmów, a następnie badał ich wpływ na rośliny i mikrobiotę gleby. Tak powstała metoda pozyskiwania sideroforów. Są to wytwarzane przez różne szczepy bakteryjne związki organiczne, które służą im do transportu żelaza – z gleby do wnętrza bakterii. Żelazo jest dla roślin pierwiastkiem stosunkowo trudno dostępnym, jest ono natomiast potrzebne do wytwarzania chlorofilu. Niektóre bakterie wychwytują żelazo z gleby za pomocą sideroforów, które dla roślin są doskonałym dostawcą żelaza.

Pozyskiwanie kompleksujących żelazo sideroforów, wytworzonych przez bakterie, to dobry przykład na zobrazowanie tego, jak można wykorzystać pracę określonych mikroorganizmów do pomagania roślinom. Mamy możliwości pozyskiwania również innych potrzebnych substancji będących produktami metabolizmu mikroorganizmów, na przykład różnego rodzaju kwasy organiczne, estry, ligandy, krótkołańcuchowe peptydy, kwasy tłuszczowe i wiele innych. Choć metodę można stosować w laboratorium i skalować ją na potrzeby przemysłu, dla użytkowników końcowych nie zawsze będzie to jednak optymalne rozwiązanie.

„Należy pamiętać, że zastosowanie metabolitów produkowanych przez mikroorganizmy w wielkiej skali może być problematyczne, ponieważ ze względu na ich lokalne działanie ich efektywność może być niewystarczająca. Dlatego trzeba się liczyć z tym, że stosowanie preparatów z metabolitami w uprawach wielkopowierzchniowych może wiązać się z pewnymi barierami. Niemniej, to bardzo dobra opcja dla upraw mniejszych, prowadzonych na przykład w szklarniach, czy na potrzeby ogrodnictwa czy sadownictwa. Poza tym dobrze mieć w zasięgu te opcje wspierania roślin i być świadomym, że poprzez stosowanie produktów metabolizmu mikroorganizmów można uzyskiwać bardzo konkretne i pozytywne rezultaty w uprawach” – dodaje dr Klaudia Dębiec-Andrzejewska.

Prezentowane rezultaty badań zostały wypracowane w ramach programu naukowego Lider XI (finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju) kierowanego przed dr Klaudię Dębiec-Andrzejewską oraz w ramach projektu TEAM-NET, finansowanego przez Fundację Nauki Polskiej, kierowanego przez dr Kumara Pranaw.

Transfer biotechnologii – wyjść poza uniwersytet

Naukowcy z Wydziału Biologii UW uznali, że kilkuletnia praca badawcza przyniosła na tyle dużo obiecujących wyników, iż warto podzielić się nimi ze światem zewnętrznym. Aby jednak tego dokonać, potrzeba wykonać szereg kroków, które umożliwią skuteczne wytransferowanie nowych biotechnologii z laboratoriów uniwersytetu do ostatecznych odbiorców.

„W celu komercjalizacji zespoły naukowe zdecydowały się powołać uniwersytecki startup. Jest nim spółka spin-off, w której UW obejmuje mniejszościowe udziały poprzez swoją spółkę celową UWRC sp. z o.o. Samo założenie podmiotu gospodarczego to dopiero początek. Obecnie naukowcy przechodzą proces certyfikacji opracowanych przez siebie preparatów i jednocześnie intensywnie pracują nad budowaniem listy potencjalnych odbiorców nowych biotechnologii. Już na tym etapie zainteresowanie jest duże. Jednym z kamieni milowych będzie pozyskanie inwestora, który przyczyni się do skalowania produkcji biopreparatów” – mówi dr hab. inż. Przemysław Dubel, dyrektor Centrum Transferu Technologii i Wiedzy Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak podkreślają naukowcy, nowe bioprpeparaty wpisują się w obecne wyzwania stojące przed branżą agro. Uniwersytet Warszawski dysponuje bogatym repozytorium szczepów mikroorganizmów, z czego znaczną część stanowią szczepy własne, wyizolowane podczas badań prowadzonych na uczelni. Warto też zaznaczyć, że dzięki wykorzystaniu szczepów ekstremotolerancyjnych, w tym psychrotolerancyjnych, opracowane biopreparaty można w polskiej strefie klimatycznej stosować już od marca, a wprowadzane do gleby szczepy będą sobie w niej świetnie radzić.

Pomysły na spędzenie czasu nad wodą

Wybierasz się na wakacje nad wodę? Jeśli tak, to fantastycznie – nad wodą zawsze jest co robić. To idealne miejsce, aby spędzić czas w ciekawy i aktywny sposób. Niezależnie od tego, czy wolisz spokojniejsze spacery, czy sporty wymagające dobrej kondycji, nad wodą zawsze możesz znaleźć odpowiednie dla siebie zajęcie. Sprawdź, co ciekawego można robić nad wodą.

Pływanie i nurkowanie, czyli niesamowite doświadczenia

Jeśli potrafisz pływać, na pewno docenisz tę umiejętność na urlopie. Niezależnie od tego, czy będzie to ocean, jezioro, morze czy basen hotelowy, pływanie dostarcza niesamowitych wrażeń. Umożliwia aktywnie spędzać czas, wzmacniając mięśnie. Pływanie poprawia nie tylko kondycję fizyczną, ale też humor. Mając dostęp do wody, możesz m.in. opanować nową technikę czy styl pływania.

Kolejnym ciekawym doświadczeniem nad wodą jest nurkowanie. Jeśli tylko masz odwagę i możliwość, warto spróbować tego sportu. Dzięki niemu odkryjesz niesamowity świat podwodny i przeżyjesz niezapomniane chwile. Nie masz uprawnień nurkowych? Istnieje wiele szkół, w których możesz zdobyć certyfikat i nauczyć się poruszania pod wodą oraz pracy ze sprzętem nurkowym. Warto, zwłaszcza że każdy zakątek świata, ale też naszej pięknej Polski ma wiele do zaoferowania pod wodą.

Żeglarstwo, surfing lub wiosłowanie

Masz dostęp do żaglówki albo jachtu nad wodą? W takim razie warto spróbować sił w żeglarstwie. W ten sposób możesz nie tylko się zrelaksować, ale również nabyć nową umiejętność. Warto zapisać się na kurs żeglarstwa, jeśli chcesz zdobywać nowe lądy samodzielnie. Możesz również wybrać się na rejs z doświadczonym żeglarzem. Jeśli masz odpowiednie warunki, np. jesteś na urlopie nad oceanem, spróbuj też surfować. Surfing może być znakomity sposobem na aktywne spędzenie czasu, ale też poprawę koordynacji i równowagi. Jeśli wcześniej nie próbowałeś łapać fal na desce, znajdź dobrego instruktora, który wprowadzi cię w ten ciekawy świat.

Nad wodą możesz też wiosłować lub pływać kajakiem. To idealne zajęcie, gdy spędzasz czas nad rzeką bądź jeziorem. Wiosłowanie angażuje wiele mięśni, więc poprawia kondycję fizyczną. Możesz wybrać się na spokojne pływanie kajakiem po jeziorze albo spływ po rwącej rzece. Niezależnie od tego, czy wolisz ekstremalne sporty, czy spokojną aktywność, wiosłowanie będzie świetnym pomysłem na spędzanie czasu nad wodą.

Piknik, spacer czy bieganie? Coś dla fanów spokojnych aktywności

Aktywność nie zawsze musi być ekstremalna. Doskonałym sposobem na spędzanie czasu nad wodą jest np. piknik z rodziną. W ten sposób można się zrelaksować i odpocząć, ciesząc się widokami i obecnością bliskich. Można też spacerować wzdłuż brzegu lub truchtać, jeśli wolisz się poruszać. Taka aktywność nie jest bardzo męcząca, a może dawać przyjemność i radość. Warto założyć np. mokasyny żeglarskie, które mogą świetnie sprawdzić się na spacerach wokół jeziora.

Jak widzisz, istnieje szereg możliwość spędzania wolnego czasu nad wodą. Niezależnie od tego, czy wolimy pływać w wodzie, surfować czy po prostu podziwiać ją z brzegu, każdy znajdzie dla siebie najlepsze zajęcie.

Delegacje online z inEwi: nowe perspektywy dla zarządzania podróżami służbowymi

Zarządzanie podróżami służbowymi w dobie cyfryzacji ulega znaczącej transformacji. System inEwi wprowadza innowacyjne rozwiązanie – delegacje online, które rewolucjonizują proces zarządzania wyjazdami służbowymi.

Prostota i Efektywność Delegacji Online

Dzięki inEwi, proces organizowania delegacji staje się prostszy i bardziej efektywny. System umożliwia zarządzanie wszystkimi aspektami wyjazdów służbowych online, od planowania podróży po rozliczenia i raportowanie.

Integracja z Systemem Zarządzania Firmą

Delegacje online z inEwi oferują możliwość integracji z innymi systemami zarządzania firmą. Dzięki temu pracodawcy mogą lepiej planować i monitorować wydatki związane z podróżami służbowymi, a pracownicy mają łatwy dostęp do wszystkich niezbędnych informacji.

Optymalizacja Kosztów i Zarządzanie Budżetem

System inEwi umożliwia nie tylko zarządzanie logistyką podróży, ale także optymalizację kosztów związanych z delegacjami. Analiza danych i raportowanie w czasie rzeczywistym pomaga w efektywnym zarządzaniu budżetem podróży służbowych.

Automatyzacja Procesu Delegacji

System inEwi pozwala na automatyzację procesu planowania, zarządzania i rozliczania delegacji, co znacznie upraszcza i przyspiesza te czynności. Możliwość wprowadzenia dedykowanych kanałów dyskusji online dla uczestników delegacji oraz wygodnego repozytorium plików z najważniejszymi dokumentami dodatkowo ułatwia komunikację i organizację podróży służbowych​​.

Szybki Obieg Informacji i Dokumentów

Delegacje online z inEwi zapewniają szybki obieg dokumentów i informacji w przedsiębiorstwie. Każdy pracownik zaproszony do podróży służbowej otrzymuje dostęp do dedykowanego kanału dyskusji, gdzie można dzielić się wszystkimi informacjami związanymi z delegacją​​.

Bezpieczne Repozytorium Plików

System oferuje bezpieczne repozytorium plików dla każdej delegacji, umożliwiając dodawanie kluczowych dokumentów, zdjęć, arkuszy kalkulacyjnych, statystyk i rachunków, które są dostępne dla wszystkich uczestników delegacji​​​​.

Łatwe Planowanie i Rozliczanie Delegacji

Planowanie oraz rozliczanie delegacji, zarówno krajowych, jak i zagranicznych, odbywa się za pomocą kilku kliknięć. Użytkownik ustala szczegóły takie jak okres trwania, miejsce i dodatkowy opis delegacji, a zaproszeni pracownicy są powiadamiani o niej za pomocą maila oraz wiadomości SMS​​.

Wnioski: Przyszłość Zarządzania Delegacjami

Delegacje online z inEwi to krok w kierunku przyszłości zarządzania podróżami służbowymi. Oferują one większą kontrolę, przejrzystość i efektywność, co jest kluczowe w dynamicznie zmieniającym się świecie biznesu.

Rynki wyceniają pięć obniżek stóp procentowych w USA

Rynki wyceniają, że do października 2024 r. dojdzie do pięciu obniżek stóp procentowych w USA. Decyzje Fed wpłyną na rynek walutowy, na złotego, na kryptowaluty. I na cenę złota.

Czy inwestorzy nie przesadzają w swym optymizmie, zwłaszcza że walka z inflacją nie zakończyła się jeszcze triumfem Fed?

– Fed przez ostatnich kilkanaście lat przyzwyczaił inwestorów do prowadzenia raczej luźnej polityki pieniężnej, preferował niskie stopy procentowe. Przez dwadzieścia lat mieliśmy bardzo krótkie epizody stóp procentowych choćby zbliżonych do tych, które mamy teraz, stąd rynek chętnie przewiduje, że Fed będzie preferował obniżki stóp przy pierwszej nadarzającej się okazji – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Rynek wywiera presję, którą Fed odsuwa, twierdząc że nie ma jeszcze mowy o obniżkach.

Rynki jednak widzą, że choć inflacja jest powyżej celów inflacyjnych najważniejszych banków centralnych, ale jest na dużo niższych poziomach niż przed zaledwie kilkoma miesiącami. Jest wiele powodów, aby oceniać, że walka z inflacją przebiega pomyślnie, nie jest zdominowana efektem bazy czyli cenami porównywanymi rok do roku.

Rynki wyczekują na kolejne dane, które potwierdzą, że obniżki zaczną się wcześniej. Napływające dane nie są jednoznaczne, a uwaga skoncentrowana jest zwłaszcza na rynku pracy, który był bardzo mocny i popyt konsumpcyjny mógł ożywiać słabnąca inflację. Inwestorzy oczekują na osłabienie rynku pracy i właśnie rozczarowaniem okazały się najnowsze dane z USA, opublikowane na początku grudnia. Odczyt nowo otwartych, nieobsadzonych miejsc pracy w październiku (JOLTS) wypadł na poziomie 8,733 mln wobec 9,3 mln prognoz i 9,55 mln poprzednio.

Dane sugerują, że rynek pracy ochłodził się w tempie szybszym niż oczekiwano. Niewykluczone, że jeśli w kolejnych odczytach z rynku pracy również zobaczymy podobną dynamikę, to rynek zacznie wyceniać recesję z wyższym prawdopodobieństwem, a wiadomo, że wysokie stopy mają swoją cenę do zapłacenia. Tym bardziej Wall Street interpretuje dane jako 'kropkę nad i’, nad gołębimi zakładami 125 pb cięć stóp Fed w 2024 roku. Widzimy więc, że narracja 'źle znaczny dobrze’ jak dotąd wciąż działa. Dzieje się tak, ponieważ choć JOLTS-y rozczarowały w dół, ale liczba dostępnych miejsc pracy pozostaje ekstremalnie wysoka, Dane wydają się dobre z perspektywy gospodarki oraz walki z ograniczeniem inflacji. Co więcej, narrację wokół 'miękkiego lądowania’ wsparł wyższy niż poprzednio u niższy od prognoz odczyt ISM usług za oceanem. Liczby wskazały na 52,7 za listopad wobec 52,3 prognoz i 51,8 poprzednio.

Niższe stopy procentowe Fed, to teoretycznie słabszy dolar. Szkodzą dolarowi, zwłaszcza że jest walutą rezerwową. I sprzyjają walutą rynków wschodzących, ponieważ wzrasta zainteresowanie inwestorów bardziej ryzykownymi aktywami.

Jednak w Europie też są oczekiwania na obniżki stóp procentowych w wykonaniu EBC. Może jednak okazać się, że dane o gospodarce okażą się gorsze niż z USA i EBC znajdzie się pod większą presją luzowania swej polityki. Zmiany na parze EUR/USD mogą pójść w różnych kierunkach, a przecież złoty zwykle wzmacniał się wraz ze silniejszym euro.

– Złoty nie jest już tanią walutą. Należy pamiętać, że już mocno zyskał, od momentu, gdy jesienią 2022 r. mieliśmy dolara po 5 zł – komentuje ekspert XTB. – Przejściowo dolar był poniżej 4 zł, a euro potaniało z 5 zł do poziomów 4,30 zł, a więc duży ruch został już wykonany. Nadzieje związane z wynikami wyborów parlamentarnych w Polsce i rosnącymi szansami na KPO też już zostały wycenione.

Po wyborach parlamentarnych RPP też zmieniła swoje nastawienie. W grudniu zgodnie z oczekiwaniami utrzymała stopy procentowe bez zmian. Tym razem obyło się bez niespodzianek, dlatego reakcja rynkowa była w zasadzie ograniczona. Złoty korzystał w ostatnich tygodniach ze zmiany nastawienia banku centralnego, choć widać, że ta siła powoli się wyczerpuje. W samym komunikacie po decyzji nie było zbyt wiele zmian, może to wskazywać, że obecny poziom stóp procentowych zostanie utrzymany przez przynajmniej kilka miesięcy.

– Nie dostrzegam fundamentalnych podstaw do dalszego wzrostu kursu złotego, zwłaszcza że inflacja w Polsce wygląda gorzej niż w strefie euro i nie widzę perspektyw dojścia do celu inflacyjnego – ocenia P.Kwiecień z XTB. – Trendy rynkowe mogą jednak odsunąć się od tego, co myślą ekonomiści. Sentyment może zmienić się ze skrajnie optymistycznego na skrajnie pesymistyczny.

Fala światowego optymizmu sprzyja kryptowalutom. Jest duża szansa na uruchomienie ETF-ów na bitcoina w pierwszej kolejności. Zwiększa się też kontrola amerykańskiego rządu nad kryptowalutami. Rynek już teraz dyskontuje przyszłość, a więc ceny kryptowalut mocno rosną.

Cena złota pobiła historyczny rekord, osiągając na kontraktach terminowych 2 146 USD za uncję. Ceny złota też korzystają na oczekiwaniach na niższe stopy procentowe. Bo niższe stopy to jednocześnie niższy alternatywny koszt posiadania złota, które „nie płaci dywidend”. Kapitał znów płynie do złota.

Na GlobalConnect rusza segment spółek amerykańskich. Pierwsza spółka, Tesla w obrocie od 12 grudnia

  • 12 grudnia 2023 roku, na rynku akcji zagranicznych GPW – GlobalConnect, zadebiutują akcje amerykańskiej spółki Tesla, globalnego producenta samochodów elektrycznych
  • Tesla jest notowana na giełdzie Nasdaq w Nowym Jorku oraz wchodzi w skład indeksu giełdowego Nasdaq100
  • Wprowadzenie akcji Tesli na GlobalConnect otwiera segment spółek z USA notowanych w polskich złotych na GPW
  • Debiut akcji Tesli na GlobalConnect został zainicjowany przez Wprowadzającego Animatora Rynku – Santander Biuro Maklerskie

W dniu 12 grudnia 2023 r. w obrocie na GlobalConnect, na wniosek Wprowadzającego Animatora Rynku – Santander Biura Maklerskiego, pojawi się pierwsza spółka amerykańska. Wprowadzenie akcji Tesli, światowego producenta samochodów elektrycznych na tym rynku stanowi krok w kierunku zwiększenia dostępności spółek zagranicznych dla inwestorów na GPW. Tesla jest notowana na giełdzie Nasdaq w Nowym Jorku i wchodzi w skład indeksu giełdowego Nasdaq100.

Wprowadzenie pierwszej spółki amerykańskiej na GlobalConnect jest ważnym krokiem na drodze rozwoju tego rynku. Dostępność akcji spółek zza oceanu zwiększa atrakcyjność naszego rynku dla inwestorów indywidualnych. Naszym celem jest ciągłe poszerzanie oferty, aby inwestorzy na GPW mieli możliwość inwestowania w akcje największych światowych firm, w tym tych z USA, korzystając z lokalnej waluty. Liczymy na to, że wraz z rosnącą liczbą dostępnych instrumentów, zwiększy się aktywność inwestorów na GlobalConnect – mówi Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.

Zależy nam na tym, aby uczestniczyć w projektach, które rozwijają nasz rodzimy rynek kapitałowy. Dlatego zgodnie z zapowiedziami rozpoczynamy na GlobalConnect handel spółkami z USA. Wielu inwestorów czekało właśnie na akcje amerykańskie i mamy nadzieję, że wybór tak znanej marki na początek przypadnie im do gustu. Kolejnych kilka spółek z tego rynku mamy już w przygotowaniu i mam nadzieję, że jeszcze w tym roku będziemy mogli podać szczegóły – mówi Wojciech Sieńczyk, dyrektor, Santander Biuro Maklerskie.

Spółki notowane na GlobalConnect są wprowadzane do obrotu przez Wprowadzającego Animatora Rynku (WAR) i notowane w polskich złotych. Obecnie w obrocie dostępne są akcje 15 spółek na GlobalConnect, a planowane jest sukcesywne rozbudowywanie oferty. Nowy rynek funkcjonuje w ramach Alternatywnego Systemu Obrotu (ASO) GPW, a notowania odbywają się od poniedziałku do piątku w godzinach 09:05-17:05. Inwestorzy mogą składać zlecenia poprzez istniejący lub nowy rachunek w krajowych biurach maklerskich, które są podłączone do GlobalConnect.

Biotts i giełdowy Bioton SA opracują bezinwazyjne podawanie insuliny poprzez plastry

  • Biofarmaceutyczny Biotts SA i Bioton SA podpisały umowę o współpracy. Giełdowa spółka dostarczy insulinę do plastrów umożliwiających aplikację leków przez skórę dzięki transdermalnemu systemowi od Biotts. Po etapie PoC finalnie biotech opracuje kompleksowy produkt, gotowy do wprowadzenia na globalny rynek farmaceutyczny.
  • Według raportu Międzynarodowej Federacji Diabetologicznej (IDF) liczba chorych na cukrzycę w wieku 20–79 lat do 2030 r. osiągnie 643 mln osób. To a także postępujący rozwój technologiczny będzie motorem wzrostu zapotrzebowania na alternatywne sposoby podawania insuliny.
  • Insulina w postaci transdermalnej opracowana przez Biotts przy współpracy z Bioton, dzięki nośnikowi MTC-Y, będzie przełomem na rynku leków stosowanych w cukrzycy, na którym dominują leki doustne i iniekcyjne. Prognozy wskazują, żę globalny rynek transdermalnych systemów podawania leków wzrośnie z 37,2 mld USD w 2022 r. do aż niemal 52 mld USD w 2030 r.

Wrocławska spółka biofarmaceutyczna Biotts to jeden z globalnych pionierów innowacyjnych nośników, umożliwiających aplikację leków przez skórę metodą transdermalną (przez skórę, w postaci plastrów, bez zastrzyków) i zwiększających biodostępność substancji czynnych. Teraz Biotts planuje zastosowanie przełomowej technologii w aplikacji powszechnie stosowanych leków przeciwcukrzycowych – w ten sposób nie tylko ograniczy negatywne skutki uboczne leków doustnych i zastrzyków, ale także zmniejszy dawki i zwiększy skuteczność podawanych farmaceutyków. W tym celu Biotts zawarł umowę o współpracy PoC (Proof of Concept) z giełdowym Biotonem. Bioton to jeden z ośmiu światowych producentów na skalę komercyjną rekombinowanej insuliny ludzkiej i lider produkcji insuliny w Polsce. Wysokiej jakości insulina Biotonu to efekt prawie 20 lat pracy oraz setek milionów złotych inwestycji w R&D i zaplecze produkcyjne. Cel jest jasny: w niedalekiej przyszłości rozwiązanie Biotts i Biotonu ma zrewolucjonizować codzienne życie osób z cukrzycą, zastępując leki doustne, pompy insulinowe czy bolesne zastrzyki.

Współpraca z wiodącą firmą produkującą insulinę, taką jak Bioton, jest dla Biotts strategicznym kamieniem milowym. Celem tej współpracy jest zaoferowanie nieinwazyjnych alternatyw dla istniejącej i bardzo ważnej bazy pacjentów. Choć wciąż w fazie badań, wczesne wyniki potwierdzają skuteczność naszego opatentowanego uniwersalnego systemu nośnika przezskórnego MTC-Y. Insulina przenika przez skórę niemal natychmiast i osiąga okno terapeutyczne w ciągu kilku minut. Następnie utrzymuje się na stałym poziomie przez okres aż do 72 godzin, oferując pacjentom możliwość zastąpienia kilku wstrzyknięć jednym prostym plastrem. Podkreśla to dwie kluczowe zalety naszej technologii MTC-Y: jest ona całkowicie nieinwazyjna, a przez to przyjazna dla pacjenta oraz zapewnia stały poziom insuliny w osoczu krwi przez dłuższy czas. To sprawia, że system nośników przezskórnych Biotts jest naprawdę wyjątkowy – podkreśla dr Paweł Biernat, CTO i co-founder Biotts.

Współpraca pomiędzy dwoma firmami z Polski jest niezwykle istotna. Po pierwsze, pokazuje innowacyjność, która trwa w polskiej branży biotechnologicznej i technologii medycznych. Co najważniejsze, technologia transdermalna daje naszym pacjentom szerszy wybór systemów podawania leków. Insulina jest doskonałym pierwszym kandydatem dla tej technologii, a Bioton, ma ogromne doświadczenie w tym obszarze. Dostarczamy insulinę osobom wymagającym takiego leczenia od ponad 20 lat i rozumiemy bariery związane z leczeniem insuliną oraz potrzeby pacjentów. Widzimy również potencjał zastosowania tej technologii w produktach, które mamy w fazie rozwoju – mówi Jeremy Launders, CEO Bioton.

Według raportu Międzynarodowej Federacji Diabetologicznej (IDF) liczba chorych na cukrzycę w wieku 20–79 lat wyniosła 537 mln w 2021 r. Szacuje się, że do 2030 r. liczba ta osiągnie 643 miliony, a do 2045 r. aż 783 mln osób[1]. Dla koncernów farmaceutycznych zastosowanie w nośnikach mniejszej dawki aktywnej insuliny przełoży się na obniżenie kosztów produkcji, a wysoka wchłanialność substancji leczniczej z plastrów ograniczy powstawanie niebezpiecznych odpadów medycznych.

Jednocześnie coraz częstsze występowanie chorób przewlekłych u pacjentów i potrzeba stworzenia alternatywnych metod podawania leków napędzają dynamiczny rozwój technologii transdermalnych. Według najnowszego raportu The Insight Partners 2023 światowy rynek transdermalnych systemów podawania leków wzrośnie z 37,23 miliardów USD w 2022 r. do 51,94 miliardów USD do 2030 r.[2]

Pacjenci coraz częściej proszą o bardziej komfortowe i nieinwazyjne opcje podawania leków. Jestem pewien, że transdermalny system technologiczny Biotts tylko przyspieszy ten trend. Jestem dumny, że jestem częścią zespołu, który sprawia, jest to możliwe przy wykorzystaniu tak znaczącej substancji czynnej jak insulina. Nie tylko poprawi to jakość życia milionów chorych na cukrzycę na całym świecie, ale także zainspiruje przemysł farmaceutyczny do opracowania podobnych alternatyw w innych obszarach terapeutycznych przy użyciu naszej technologii – dodaje Jan Hendriks, prezes Biotts.

Do 2027 r. Biotts planuje stworzenie gotowego produktu w postaci plastrów, przygotowanego do wprowadzenia na globalny rynek farmaceutyczny. W rozwój i finansowanie tego projektu zaangażowany jest również amerykański oddział spółki – Biotts US.

[1] https://diabetesatlas.org/idfawp/resource-files/2021/07/IDF_Atlas_10th_Edition_2021.pdf

[2] https://www.theinsightpartners.com/reports/transdermal-drug-delivery-system-market

Ropa najtańsza od czerwca, jen silnie zyskuje

Ropa naftowa spadła do najniższego poziomu od końca czerwca. Strata wyniosła o 4 proc. WTI znalazła się poniżej poziomu 70 USD a brent zniżkowała pod pułap 75 USD. Jednym z powodów był wzrost zapasów benzyny w USA, co sugeruje słabszy popyt. Ale zniżki pojawiły się wcześniej przed publikacją danych o zapasach. Raport ADP wypadł gorzej od oczekiwań ale jedynie na chwilę osłabił USD. Rosną dynamicznie rentowności obligacji rządu Japonii i umacnia się dziś rano jen, ponieważ rynek zaczął mocniej wyceniać możliwe podwyżki stóp w kraju Kwitnącej Wiśnie. Rada Polityki Pieniężnej pozostawiał stopy procentowe na niezmienionym poziomie (referencyjna 5,75 proc.).

Rynek ropy naftowej jest obecnie skoncentrowany na popycie niż na podaży. Cały czas dominują obawy o kondycję gospodarczą Chin. Z pewnością swoje piętno odcisnęła decyzja agencji Moody’s, która obniżyła perspektywę chińskiego ratingu z A1 do negatywnej ze stabilnej. Ropa nie zdołała zyskać pomimo mocnego wzrostu zapasów ropy (5,4 mln brk). Rynek skupił się jednak na mocnym spadku zapasów benzyny. Co oznacza, że popyt na nią podczas długiego weekendu Święta Dziękczynienia był słaby. Był on w ubiegłym tygodniu o 2,5 proc. niższy od 10-letniej średniej sezonowej. Pomimo ograniczenia podaży przez OPEC+ (30 listopada) cena spadła już o ponad 11 proc.

Raport ADP rozczarował ale jednak nie osłabił dolara trwale. Kurs EUR/USD zniżkował wczoraj do poziomu 1,0760. Zmiana zatrudnienia w sektorze prywatnym wyniosła 103 tys. co rodzi spekulacje, że jutrzejszy NFP również pokaże mniejsze wartości. Pamiętajmy jednak, że dane te nie są silnie skorelowane z rządową publikacją na temat rynku pracy. Prognoza wskazuję, że zatrudnienie wzrośnie do 180 tys. z poprzedniego poziomu 150 tys. Stopa bezrobocia ma ustabilizować się i wynieść 3,9 proc. Rynek wciąż mocno wycenia obniżki stóp przez Fed w pierwszym półroczu 2024 roku. Majowe oraz czerwcowe ruchy w dół mają w tym momencie ok 70 proc. prawdopodobieństwa na realizację. Jak na razie zniżki głównej pary walutowej są w dużym stopniu pokłosiem tego, że rynek zakłada, ze EBC jako pierwszy przed Fed-em rozpocznie cykl luzowania polityki monetarnej.

Silnie dziś rosną rentowności japońskich 10-letnich obligacji rządowych (o 8,5 punktów bazowych do 0,73 proc.). Wycena rynkowa (swap) wskazała w pewnym momencie aż 45 proc. szans na to, że BoJ zakończy politykę ujemnych stóp procentowych w tym miesiącu, a uwagi zastępcy gubernatora Ryozo Himino były wymieniane jako kluczowy czynnik napędzający ruch na rynku długu oraz walutowym. Jeszcze dwa dni temu ryzyko to wynosiło 3,5 proc. Tymczasem poranne komentarze Uedy w parlamencie zwiększyły presję na wzrost rentowności obligacji i jena. Japońska waluta umocniła się w relacji do USD o 0,4 proc. Aktualnie obserwujemy silne spadki USD/JPY do poziomu poniżej 145,00. Posiedzenie BoJ zaplanowane jest na 18-19 grudnia.

RPP utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie (5,75 proc. referencyjna). Złoty był niewrażliwy na tę decyzję, która byłą szeroko oczekiwana. PLN osłabił się w relacji do dolara a kurs USD/PLN urósł powyżej 4,02. Notowania EUR/PLN osiągnęły nawet poziom 4,34 ale dzień zakończyły przy 4,33. Dziś rano umiarkowane osłabienie złotego względem euro jest kontynuowane.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

RPP nie obniża stóp procentowych, kredytobiorcy zawiedzeni

Kredytobiorcy, liczący na prezent w postaci niższych rat kredytów na święta, mogą czuć się zawiedzeni. Stopy procentowe nie drgnęły, pozostaje nam czekać na konferencję prezesa NBP, może dowiemy się więcej o planach na przyszłość.

RPP bez niespodzianek

Rynki oczekiwały, że nie dojdzie do zmian stóp procentowych w Polsce i faktycznie nie doszło. Główna stopa procentowa pozostaje na poziomie 5,75% i jest poniżej, zarówno poziomu inflacji konsumenckiej, jak i bazowej. Patrząc na projekcję inflacji z NBP, jeżeli nie dojdzie do zmian stóp procentowych inflacja w ciągu 1-2 miesięcy powinna spaść poniżej poziomu stóp procentowych. Na pewno dowiemy się o tym na dzisiejszej konferencji prasowej prezesa Adama Glapińskiego. Projekcja ta ma jednak jedną podstawową wadę. Została opublikowana na listopad z pewnymi założeniami co do utrzymania ulg od przyszłego roku, które wcale nie muszą zostać wprowadzone. Przynajmniej na razie niektóre nie zostały uwzględnione w budżecie, co pozwala podejrzewać, że nie będą obowiązywać. Rynki nie reagowały na samą decyzję, większej reakcji należy oczekiwać dzisiaj podczas konferencji.

Dane z USA

Analitycy zastanawiają się w ostatnich dniach, jak słabe musiałyby być dane z USA, by dolar się nie umacniał. Wynika to z tego, że dane są co najwyżej przeciętne, a amerykańska waluta twardo podąża w trendzie umacniania się względem euro. Wczoraj raport ADP pokazał 103 zamiast 130 tysięcy nowych miejsc pracy. Deficyt handlu zagranicznego wzrósł i to w najgorszy możliwy sposób, przez jednoczesny wzrost importu i spadek eksportu. W dół idą też koszty pracy, co negatywnie wpłynie na możliwości zakupowe, czyli po prostu konsumpcję. Dobrą wiadomością jest tylko wzrost wydajności pracy. Biorąc pod uwagę tę litanię, umocnienie się dolara o 0,3 centa względem euro, wydaje się zaskakujące.

Kanada nie zmienia stóp

Bank Centralny Kanady pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Był to najbardziej oczekiwany scenariusz przez inwestorów. Patrząc na reakcję rynków, widać było umacnianie się dolara kanadyjskiego po tej decyzji względem dolara amerykańskiego. Skoro kurs dolara szedł w górę, to znaczy, że po decyzji inwestorzy dokupywali waluty. Mogło to świadczyć o fakcie, że odkupywano zamknięte pozycje, w których przygotowywano się na spadek stóp procentowych. Poziom inflacji w Kanadzie spokojnie mógłby uzasadniać obniżki stóp procentowych, ale kraj ten po pierwsze zamierza zdusić to zjawisko również w dłuższej perspektywie. Po drugie dopasowuje mocno swoją politykę monetarną do znacznie silniejszego gospodarczo sąsiada.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:00 – Polska – konferencja prezesa NBP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rynek akcji: byki mają przewagę, ale Fed może je zdenerwować

Wszystko sygnalizuje, iż końcówka roku będzie na giełdzie jak zwykle korzystna dla byków. Listopad był na globalnych rynkach akcji najlepszy od wielu lat. Grudzień w Warszawie zapowiada się nadal dobrze, ale Wall Street przejawiała objawy zmęczenia.

W listopadzie pisałem, że wszystko sygnalizuje, iż końcówka roku będzie jak zwykle korzystna dla byków na rynku akcji. Tak też skończył się tamten miesiąc. Na globalnych rynkach akcji był najlepszy od wielu lat. Grudzień w Warszawie zapowiadał się nadal dobrze, ale Wall Street przejawiała objawy zmęczenia.

Niepokoiło szczególnie mocno to, że drożało wszystko: akcje, obligacje, złoto, kryptowaluty… Tak jakby ryzyko inwestycyjne zniknęło, spadło do zera. Mówiono o tym, że inwestorzy połączyli Złotowłosą ze św. Mikołajem. Ta Złotowłosa pochodzi oczywiście z bajki i mówi o tym, że inwestorzy uważają gospodarkę amerykańską za taką, którą nazywają „Goldilocks economy”, czyli gospodarkę, która rozwija się przy umiarkowanej inflacji.

Św. Mikołaj to oczywiście nazwany tym określeniem rajd końca roku, kiedy to fundusze stroją swoje okna wystawowe. W grudniu pojawi się też inny czynnik, który może nieco szkodzić obozowi giełdowych byków – wyprzedaż akcji przynoszących straty. Pod koniec roku inwestorzy sprzedają akcje, na których tracą, po to, żeby skorzystać z odpisów podatkowych. Potem mogą je odkupić. Nie ma jednak ważących na indeksach akcji przynoszących duże straty, więc ten proces zapewne będzie mało szkodliwy.

Może niepokoić nie tylko brak strachu inwestorów, ale i to, że znowu zaczynają nie wierzyć słowom Jerome Powella, szefa Fed. Podczas ostatniego publicznego wystąpienia mówił co prawda o tym, że stopy procentowe są na ”dobrze ograniczającym [aktywność gospodarczą] poziomie”, ale nie wykluczył ich kolejnej podwyżki. Natomiast rynki zareagowały tak, jakby zapowiedział obniżki stóp.

To pewnego rodzaju prowokacja, która może 13 grudnia (koniec posiedzenia FOMC) zmusić Powella do wylania kubła zimnej wody na rynki. Przed tym posiedzeniem zobaczymy jeszcze dane z amerykańskiego rynku pracy oraz dane o inflacji. One z pewnością będą miały wpływ na prognozy Rezerwy Federalnej, ale nie na decyzję, bo ta jest oczywista: stopy się nie zmienią i pozostaną na poziomie 5,25-5,50 proc. Ważne będą więc tylko prognozy i to, co szef Fed powie na swojej konferencji prasowej.

Amerykańskie dane makro są ostatnio bardzo zróżnicowane, bo na przykład indeks ISM (nastroje menedżerów logistyki) dla przemysłu zagnieździł się pod kluczowym poziomem 50 pkt., ale ten sam indeks dla sektora usług wzrósł i jest powyżej tego poziomu. Mało tego – subindeksy cen płaconych i rynku pracy całkiem mocno wzrosły. Sytuacja jest więc trudna do interpretacji, ale nie ma w tych danych niczego, co zmuszałoby Federalny Komitet Otwartego Rynku do działania.

Inwestorzy zakładają, że w 2024 roku Fed aż cztery razy obniży stopy procentowe. Prawdopodobieństwo, że zrobi to już w marcu 2024 roku jest bliskie pięćdziesięciu procent. Te hurraoptymistyczne założenia prowadzą do potężnego wzrostu cen obligacji, których rentowność (10. letnie) spadła od połowy października z 5,00 do 4,15 proc. Pamiętać trzeba, że Fed zwracał uwagę na wysokie rentowności, które pomagały w restrykcyjnej polityce monetarnej. Teraz już nie pomagają. Uważam, że inwestorzy przesadzają ze swoim optymizmem, co może w pierwszym kwartale 2024 r. doprowadzić do sporej korekty.

Piotr Kuczyński, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, DI Xelion

Paweł Essel dyrektorem generalnym sieci dyskontów Action w Polsce

Paweł Essel został nowym dyrektorem generalnym sieci dyskontów Action w Polsce.  Zastąpił on Sławomira Nitka, który nadal pełni funkcję dyrektora regionalnego Action.  

Paweł Essel dołączył do Action w listopadzie 2015 r. jako manager ds. akwizycji w Action w Niemczech. W 2017 roku objął to samo stanowisko na rynku polskim. Jego bogate doświadczenie zawodowe obejmuje m.in. funkcję dyrektora działu ekspansji na Polskę Północną i Zachodnią w sieci marketów Kaufland.

– „Jestem dumny, że mogę kontynuować dotychczasową pracę zespołu Action w Polsce.” – mówi Paweł Essel. „Unikalny model biznesowy Action, charakteryzujący się starannie wyselekcjonowanym asortymentem dobrej jakości produktów w najniższej cenie, sprawdził się na tym rynku. Jesteśmy podekscytowani rozwojem firmy i z niecierpliwością czekamy na dalsze budowanie sieci sklepów w Polsce zgodnie z oczekiwaniami naszych klientów.” – dodaje.

Action ma obecnie ponad 2500 sklepów w Europie i zatrudnia ponad 60 000 osób. W Polsce Action otworzyło niedawno swój 300. sklep. I zatrudnia ponad 4 000 pracowników. Z każdym otwarciem sklepu, Action tworzy nowe miejsca pracy, zatrudniając około 12 nowych pracowników.

Branża life sciences w obliczu transformacji

Sektory wchodzące w skład branży life sciences, takie jak biotechnologiczny, farmaceutyczny czy medyczny, są obecnie obszarami intensywnych innowacji. Przykładami digitalizacji i unowocześnień są medycyna precyzyjna, cyfrowa opieka zdrowotna i rozwiązania opierające się na generatywnej sztucznej inteligencji. W kontekście tych przełomowych zmian, pojawiają się wyzwania związane z logistyką oraz cyberbezpieczeństwem, które wymagają przemyślanych strategii operacyjnych. Firmy, próbując utrzymać tempo wprowadzania innowacji, muszą jednocześnie skoncentrować się na zapewnieniu bezpieczeństwa i transparentności, aby wspierać złożony system opieki nad pacjentem.

Dzięki zaawansowanym technologiom i innowacyjnym podejściom, sektor life sciences odnotował znaczące osiągnięcia, które rewolucjonizują dziedzinę opieki zdrowotnej. Rozwój nowoczesnych terapii biotechnologicznych, odkrycia w dziedzinie genetyki oraz zastosowanie precyzyjnych narzędzi diagnostycznych, pozwalają na spersonalizowane podejście do leczenia i diagnozowania chorób. Indywidualne terapie, dostosowane do unikalnych potrzeb pacjenta, otwierają nowe perspektywy w zwalczaniu schorzeń, na które jeszcze niedawno nie istniały skuteczne metody. Medycyna precyzyjna stała się rzeczywistością, a badawcza gałąź nauk przyrodniczych musi połączyć siły z organizacjami odpowiadającymi za opiekę nad pacjentem. Wartość globalnego rynku medycyny precyzyjnej w 2023 roku jest szacowana na 95 mld dolarów amerykańskich, natomiast dostępne prognozy wskazują, że w 2027 roku jego wartość wyniesie ponad 157 mld dolarów.

Cyfrowa opieka przyciąga pacjentów

Branża life sciences obecnie dynamicznie cyfryzuje obszar opieki zdrowotnej. Prognozy wskazują, że w 2029 roku wartość globalnego rynku cyfrowego zdrowia wyniesie 4,5 biliona dolarów amerykańskich. Dzięki łatwo dostępnym informacjom o swoim stanie zdrowia w aplikacjach, pacjenci mogą aktywnie uczestniczyć w procesie leczenia. Rosnące oczekiwania są też widoczne ze strony dostawców usług. Coraz częściej dążą oni do zapewnienia wygodnego dostępu do informacji, analiz oraz narzędzi umożliwiających efektywny kontakt z pacjentem. Firmy z branży life sciences inwestują i nawiązują partnerstwa w obszarze cyfrowego zdrowia dostarczając innowacyjne rozwiązania poprawiające jakość opieki i zadowolenie klientów. Zapewnienie pozytywnego doświadczenia użytkowników wymaga uwzględnienia potrzeb każdego zainteresowanego podmiotu i dostarczenia odpowiednich produktów, usług i informacji w sposób zrozumiały i zrównoważony.

Zauważamy, że również w  Polsce, podobnie jak w innych krajach, branża opieki zdrowotnej i life sciences doświadcza dynamicznych zmian, które są częścią ogólnego trendu digitalizacji. Przykładem jest wzrost popularności konsultacji zdalnych, które umożliwiają pacjentom kontakt z lekarzem bez konieczności fizycznego przybywania do placówki medycznej czy rozwój rozwiązań umożliwiających pacjentom dostęp do swoich historii medycznych, wyników badań i recept online – mówi Sabina Sampławska, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora Life Sciences w KPMG w Polsce.

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe w badaniach nad lekami umożliwia firmom farmaceutycznym efektywne wprowadzanie innowacji

Dzięki sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowemu przedsiębiorstwa są w stanie nawiązywać kontakt z potencjalnymi uczestnikami badań klinicznych na całym świecie, redukować koszty, przyspieszać wprowadzanie terapii na rynek i skracać czas zwrotu z inwestycji w nowopowstałe leki. Odpowiednie partnerstwa firm z sektora life sciences z firmami technologicznymi mogą zapewnić organizacjom rolę lidera w swoim sektorze i dotrzeć do nowych pacjentów. Aby w pełni wykorzystać potencjał narzędzi opartych na generatywnej sztucznej inteligencji, konieczne jest skuteczne zarządzanie danymi oraz dostosowanie modelu działalności. Transformacja powinna dotyczyć nie tylko algorytmów, ale całości procesów operacyjnych i umiejętności pracowników.

Na czarnym rynku cena za akta medyczne wynosi 250 dolarów

Pandemia COVID-19 ujawniła, jak bardzo branża farmaceutyczna jest podatna na zakłócenia w łańcuchach dostaw. Zakończenie stanu zagrożenia epidemicznego zmniejszyło problemy z dostępnością leków, lecz może to być jedynie pozorne bezpieczeństwo. Wielu producentów leków korzysta z produktów tych samych dostawców, co w przypadku zakłóceń może stanowić wyzwanie przy poszukiwaniu alternatywnych rozwiązań. Dodatkowo, istnieje wiele trudności z transparentnością łańcuchów dostaw i dokładnym śledzeniem dostawców, co daje możliwości wprowadzania do obrotu podrabianych leków. Niebezpieczeństwo przenosi się również do cyberprzestrzeni. Dane pacjentów stają się atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców, którzy mogą je sprzedawać na czarnym rynku. Cena za akta medyczne na czarnym rynku wynosi około 250 dolarów amerykańskich. Postęp technologiczny i cyfryzacja procesów tworzą nowe możliwości ataków ze strony hakerów, szacunki wskazują, że średni wpływ naruszenia bezpieczeństwa na organizacje z branży life sciences wynosi ponad 7 milionów dolarów. Wyzwaniem jest również fakt, że firmy z branży farmaceutycznej regularnie współpracują z mniejszymi, często zagranicznymi dostawcami o różnym stopniu rozwoju cyberbezpieczeństwa. Naruszenie cyberprzestrzeni jednego dostawcy może łatwo przenieść się na firmę docelową tworząc potencjalne ryzyko ataku. Branża farmaceutyczna musi skonfrontować się z tym zagrożeniem, jednocześnie dążąc do podnoszenia standardów bezpieczeństwa w nowej, dynamicznej rzeczywistości.

Deloitte: Niemal jedna trzecia europejskich dyrektorów finansowych testuje rozwiązania związane z generatywną AI

Mimo rosnącej popularności generatywnej sztucznej inteligencji, okazuje się, że wśród dyrektorów finansowych nie jest ona wykorzystywana na szeroką skalę. Obecnie 12 proc. europejskich firm planuje wdrażać rozwiązania AI, a prawie jedna trzecia jest na etapie prowadzenia testów w tym zakresie. Trzech na czterech CFO w Europie uważa, że sztuczna inteligencja ma znaczenie z perspektywy strategii finansowych przedsiębiorstwa. Jak wynika z najnowszej, jesiennej edycji badania firmy doradczej Deloitte European CFO Survey, menedżerowie odpowiadający za finanse zastanawiają się, jak ta technologia może pomóc w ograniczeniu kosztów biznesowych.

Jednym z głównych tematów jesiennej edycji raportu Deloitte pt. European CFO Survey jest generatywna sztuczna inteligencja. Eksperci analizują poziom jej zastosowania w Polsce oraz 13 innych krajach zachodnich. Ta nowa technologia jest przedmiotem dyskusji wśród kadr kierowniczych. Przeprowadzone badanie miało na celu sprawdzenie, jak zapatrują się na nią europejscy dyrektorzy finansowi oraz jakie stoją przed nimi wyzwania w zakresie wdrażania rozwiązań AI. Jak wskazują wyniki badania, 67 proc. CFO planuje przeznaczyć mniej niż 1 proc. całkowitego budżetu na tę technologię w przeciągu najbliższego roku. Jedynie w sektorze usług biznesowych i profesjonalnych prawie połowa dyrektorów finansowych (45 proc.) spodziewa się zainwestować w sztuczną inteligencję od 1 do 5 proc. całkowitego rocznego budżetu przedsiębiorstwa.

Jak wynika z badania, zdecydowana większość, bo aż 82 proc. polskich respondentów, a 75 proc. wszystkich badanych uważa, że generatywna sztuczna inteligencja pozostaje ważna z perspektywy realizacji strategii biznesowej, choć w różnym stopniu. Jedna piąta (21 proc.) europejskich CFO jest zdania, że AI jest bardzo ważna lub ważna dla realizacji strategii biznesowej, podczas gdy co czwarty (26 proc.) twierdzi, że jest ona niezbyt istotna. Natomiast jedynie 3 proc. ankietowanych uznaje tę technologię za bardzo ważny aspekt strategii.

Narzędzia oparte na generatywnej sztucznej inteligencji, jak na przykład Chat GPT czy Google Bard, są najczęściej spotykane w branży e-commerce. Obecnie więcej firm eksperymentuje z generatywną AI, gdyż technologia ta jest jeszcze relatywnie krótko dostępna na rynku. Kluczowe jest, aby do adopcji AI w przedsiębiorstwie podejść w taki sposób, który pozwoli osiągnąć jak najwięcej korzyści przy jednoczesnym właściwym zarządzaniu ryzkiem. Warto jednak rozpoczynać wdrożenia już teraz, bowiem może to przynieść od 20 do 30 proc. ograniczenia kosztów w wybranych obszarach – mówi Piotr Mechliński, partner associate w dziale Risk Analytics & AI, Deloitte.

Firmy chętniej eksperymentują niż wdrażają

Raport Deloitte wskazuje, że niemal jedna trzecia (34 proc.) europejskich dyrektorów finansowych eksperymentuje z generatywną AI, podczas gdy kolejne 21 proc. pogłębia wiedzę na temat nowej technologii. Jedynie 29 proc. wskazuje, że na to jeszcze za wcześnie. Wśród liderów testujących to rozwiązanie znalazły się takie państwa jak: Austria (51 proc.), Niemcy (44 proc.) i Finlandia (42 proc.). Taka praktyka najczęściej jest spotykana w sektorze detalicznym (52 proc.) oraz sektorze dóbr konsumpcyjnych (45 proc.). Natomiast Polscy CFO najczęściej wskazywali (40 proc.), że jest dla nich zbyt wcześnie, żeby mówić, na jakim etapie rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji znajduje się ich przedsiębiorstwo.

Widzimy postępującą adopcję generatywnej AI wśród europejskich przedsiębiorstw. Choć obecnie mniej więcej jeden na dziesięciu dyrektorów finansowych w Europie uwzględnia takie rozwiązania w swojej strategii biznesowej, to proces adopcji będzie nabierał tempa. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku innych technologii, tak przy wykorzystaniu generatywnej sztucznej inteligencji polskie przedsiębiorstwa będą mogły skorzystać z doświadczeń innych rynków, które wcześniej postawiły na wykorzystanie nowych możliwości w swoich organizacjach –  zauważa Jan Michalski, partner, lider GEN AI CE, Deloitte.

12 proc. badanych deklaruje, że uwzględnia już generatywną sztuczną inteligencję w strategii swoich organizacji. Krajem europejskim, który przoduje w tym zakresie, okazała się Portugalia. Na drugim miejscu znalazła się Finlandia. Analizując branże, które wdrażają takie rozwiązania, najczęściej spotykamy je w sektorze TMT (30 proc.) oraz sektorze usług biznesowych i profesjonalnych (25 proc.). Natomiast dyrektorzy finansowi, którzy uważają, że jest za wcześnie, aby mówić o tej technologii w większości (50 proc.) wywodzą się z sektora publicznego.

Więcej generatywnej sztucznej inteligencji to mniej kosztów

Redukcja kosztów to główna korzyść, jaką dwóch na pięciu (44 proc.) europejskich dyrektorów finansowych spodziewa się osiągnąć dzięki wdrożeniu generatywnej sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwie. Wśród polskich ankietowanych wskazało na to 55 proc., a największą uwagę zwracali na ten aspekt Irlandczycy – aż 68 proc. Zwiększenie marż, wydajności i produktywności (38 proc.), poprawa jakości obsługi klienta (37 proc.) i większa precyzja prognozowania (37 proc.) to kolejne korzyści, których oczekują CFO po wprowadzeniu do swoich działań AI. Wynik Polski w tym zakresie kształtuje się następująco: odpowiednio 32, 17 i 50 proc.

Bez względu na wielkość analizowanego przez nas przedsiębiorstwa, okazuje się, że ograniczenie kosztów biznesowych jest najważniejszą korzyścią, której oczekują CFO od wdrożenia technologii AI. Wśród polskich badanych drugim najistotniejszym aspektem jest poprawa precyzji prognozowania. Natomiast kwestią o największym znaczeniu dla europejskich dyrektorów finansowych zatrudnionych w spółkach giełdowych jest lepsza obsługa klienta – mówi Robert Nowak, partner w dziale Doradztwa Podatkowego, lider programu CFO, Deloitte.

Poprawy jakości obsługi klienta najbardziej oczekują CFO z Finlandii, Włoch i Portugalii (odpowiednio 57, 42 i 49 proc.). Ten aspekt okazał się być najważniejszym dla branży transportowo-logistycznej (69 proc.) oraz dla zatrudnionych w sektorach usług finansowych (52 proc.).

Zasoby ludzkie największym wyzwaniem dla CFO

Wyniki badania Deloitte pokazały, że największym utrudnieniem w procesie wdrażania generatywnej sztucznej inteligencji jest znalezienie odpowiednich pracowników, zasobów i kompetencji – zadeklarowało to niemal trzech na pięciu (64 proc.) CFO. Jak się okazuje, wszystkie analizowane branże podobnie zapatrują się na ten problem. Polska w tym zakresie plasuje się bardzo wysoko, ponieważ aż 72 proc. dyrektorów finansowych uważa znalezienie zasobów ludzkich o odpowiednich kompetencjach jako dużą przeszkodę.

Wśród pozostałych wyzwań znalazły się także: zasoby danych i technologie (42 proc.), na które najczęściej wskazywali CFO z Danii oraz Irlandii (po 63 proc.), oraz kwestie poufności i bezpieczeństwa (35 proc.). Na ten ostatni aspekt wskazywało najwięcej menedżerów z Polski (56 proc.) oraz z Austrii (52 proc.).

Dyrektorzy finansowi z Włoch, Portugalii i Hiszpanii wśród trzech głównych barier we wdrażaniu generatywnej AI wymieniali koszty inwestycji.

Eksperci przewidują, że kolejna edycja badania może przynieść bardziej pozytywne nastroje ze strony dyrektorów finansowych. Jednak wiele będzie zależało od tego, jak konsumenci i cała gospodarka poradzą sobie ze skutkami szoku inflacyjnego mijających dwunastu miesięcy.

O badaniu

Badanie odbyło się w okresie od września do początku października 2023 roku i jest to już osiemnaste wydanie European CFO Survey. Deloitte przeprowadza je dwa razy w roku wśród 1.213 dyrektorów finansowych pracujących w czołowych firmach z czternastu krajów Europy. Wśród państw biorących udział w ankiecie znalazły się: Austria, Dania, Finlandia, Niemcy, Irlandia, Włochy, Holandia, Norwegia, Polska, Portugalia, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria oraz Wielka Brytania.

WSA podtrzymuje karę dla Rzecznika Finansowego za naruszenie ochrony danych osobowych

Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie utrzymał w mocy decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), nakładającą karę upomnienia na Rzecznika Finansowego. Decyzja ta jest wynikiem stwierdzenia braku odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych do ochrony przetwarzanych danych osobowych, zwłaszcza w kontekście pracy zdalnej.

Do naruszenia ochrony danych osobowych doszło w związku z kradzieżą prywatnego komputera byłego pracownika Rzecznika Finansowego. W komputerze tym przechowywane były dane osobowe przetwarzane podczas pracy zdalnej świadczonej dla administratora danych.

Jak ustalił UODO, Rzecznik Finansowy nie przeprowadził analizy ryzyka wiążącego się z korzystaniem przez pracowników z prywatnych komputerów podczas pracy zdalnej. W związku z tym nie wdrożył odpowiednich rozwiązań pozwalających należycie chronić przetwarzane dane, takich jak m.in. stosowne procedury i zabezpieczenia na wypadek kradzieży urządzenia.

Skarżąc decyzję UODO, Rzecznik Finansowy twierdził, iż skradziony komputer należał do byłego już pracownika, a UODO nie udowodnił, że na jego dysku twardym faktycznie znajdowały się dane osobowe. Skarżący podnosił też, że w postępowaniu administracyjnym nie ustalono, czy komputer był chroniony hasłem, a także wskazywał, że osoba świadcząca w przeszłości pracę dla Rzecznika Finansowego jest radcą prawnym, a więc odrębnym administratorem danych.

Żaden z powyższych argumentów nie został podzielony przez WSA w Warszawie. Sąd uznał, że administratorem danych w tym przypadku był Rzecznik Finansowy, a nie jego pracownik. Sąd rozstrzygając tę kwestię, przywołał definicję administratora zawartą w RODO, zgodnie z którą jest nim ten, kto decyduje o celach i sposobach przetwarzania danych osobowych.

WSA podkreślił przy tym, że pracownik nie występuje jako odrębny podmiot prawa, a jego działania są działaniami pracodawcy, za które pracodawca ponosi odpowiedzialność. W ocenie Sądu nie zmienia tej sytuacji prawnej nawet działanie naruszające lub wykraczające poza zakres powierzonych pracownikowi zadań i obowiązków pracowniczych czy też status radcy prawnego byłego pracownika.

WSA w Warszawie zgodził się z Prezesem UODO, że administrator danych powinien przeprowadzić analizę ryzyka w związku z pracą zdalną pracowników i korzystaniem przez nich zarówno z prywatnych, jak i służbowych komputerów. Taka analiza wskazałaby na potrzebę zastosowania odpowiednich rozwiązań m.in. na wypadek kradzieży komputera, w którym są przetwarzane dane osobowe.

Sąd uznał, że administrator uchybiając obowiązkom RODO w zakresie analizy ryzyka, jak i wdrożenia odpowiednich rozwiązań technicznych i organizacyjnych mających zapewniać bezpieczeństwo przetwarzanym danym, starał się przerzucić odpowiedzialność za to na pracownika.

Odpowiadając na zarzut skarżącego, że UODO nie udowodnił w postępowaniu, iż komputer nie był odpowiednio chroniony, Sąd wskazał, iż ciężar dowodowy w tym przypadku spoczywa po stronie administratora i to on powinien być w stanie wykazać, że prywatny laptop pracownika został odpowiednio zabezpieczony przed potencjalnym nieuprawnionym dostępem do danych osobowych, które się na nim znajdowały.

W swoim orzeczeniu WSA zwrócił też uwagę, że administrator nie zweryfikował również, czy pracownik skutecznie usunął dane z komputera. Sąd uznał także, że gdyby przyjęte przez Rzecznika Finansowego rozwiązania były skuteczne, to fakt kradzieży komputera jego byłemu pracownikowi nie miałby żadnego wpływu na bezpieczeństwo procesu przetwarzania danych osobowych.

Zdaniem Sądu Prezes UODO prawidłowo zastosował upomnienie, biorąc pod uwagę działania podjęte przez administratora zaraz po naruszeniu ochrony danych osobowych.

Wyrok WSA stanowi istotne potwierdzenie znaczenia analizy ryzyka dla bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych. W przypadku pracy zdalnej, kiedy pracownicy korzystają z prywatnych komputerów, administrator danych powinien podjąć szczególne działania w celu zapewnienia bezpieczeństwa przetwarzanych danych.

Sfinks z 171,88 mln zł sprzedaży gastronomicznej po 11M23

Sprzedaż gastronomiczna wypracowana przez sieci należące do Sfinks Polska, Sphinx, Chłopskie Jadło, Lepione Pieczone by Chłopskie Jadło oraz The Burgers, wzrosła o 10,5% w listopadzie 2023 w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego i osiągnęła wartość 14,75 mln PLN. W ujęciu narastającym w ciągu jedenastu miesięcy br. przychody gastronomiczne Sfinksa  wyniosły 171,88 mln PLN, co oznacza przyrost o 13% r/r.  Wzrosty te były wygenerowane przez mniejszą sieć restauracji niż rok wcześniej (75 vs 78). W przypadku porównywalnej sieci lokali, działających na koniec listopada 2023 i listopada 2022, przychody gastronomiczne Sfinksa wzrosły o  12,2% w ujęciu miesięcznym i 17,7% w ujęciu narastającym, tj. od stycznia do końca listopada 2023, osiągając odpowiednio wartości 14,26 mln zł i 168,63 mln zł.

– W wynikach sprzedażowych naszych sieci cały czas widoczny jest konsekwentny trend wzrostowy, mimo iż zarówno realizowane działania marketingowe, jak i podniesienie cen w menu wobec szalejącej inflacji w 2022 r. powodują, że baza porównawcza za miniony rok z miesiąca na miesiąc staje się coraz wyższa. W listopadzie, podobnie jak w całym 2023 roku, działaliśmy w warunkach mniejszej sieci, jednak systematycznie odbudowujemy skalę naszej działalności, otwierając kolejne lokale. Właśnie powstał nowy SPHINX w Poznaniu jako efekt współpracy z restauratorem, który zdecydował się na zmianę szyldu swojej restauracji na SPHINX i przyłączenie się do dużej sieci. Wkrótce na podobnych zasadach ruszy restauracja  w Opolu. Jeszcze w tym roku chcemy otworzyć trzy kolejne lokale, a następne otwarcia zaplanowane są już na pierwszy kwartał 2024 – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Raportowana przez Sfinks Polska sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale własne i franczyzowe, działające w ramach sieci zarządzanych przez spółkę, które są objęte bieżącym monitoringiem sprzedaży w ramach systemów informatycznych Sfinksa. Nie obejmuje ona sprzedaży realizowanej przez sieć Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.

Cyfrowa transformacja – kluczowe wyzwanie dla nowego rządu

Czekając na skuteczne sformowanie rządu zwycięskiej w ostatnich wyborach Koalicji już teraz Business Centre Club wyraża oczekiwania co do największych wyzwań, jakie staną przed szefami resortów obejmujących poszczególne obszary gospodarki czy polityk publicznych.

Wiele podpowiadają nam programy wyborcze zaprezentowane mniej lub bardziej szczegółowo w minionej kampanii, ale również inicjatywy rozpoczęte przez dotychczasową ekipę. Dodatkowe puzzle do ułożenia podsyłają nam również instytucje europejskie ze swoimi rekomendacjami i zaleceniami. Powinniśmy oczekiwać, że wśród priorytetów spodziewanych Ministrów Cyfryzacji oraz Edukacji znajdą się elementy pakietu najnowszych zaleceń Rady Europejskiej, dotyczących dostosowania edukacji do prawdziwej, idącejnz duchem czasu, transformacji cyfrowej  – podkreśla Wojciech Płażalski, Ekspert BCC   ds. telekomunikacji i inwestycji w rozwój cyfrowy 

Ekspert BCC przypomina, że: w ramach drogi do „Cyfrowej Dekady”, aktualnym wciąż celem UE jest, to aby do 2030 r. 80 % ludności w wieku 16–74 lat posiadało co najmniej podstawowe umiejętności cyfrowe. Niestety, póki co w Polsce nie wygląda to optymistycznie.

Polski Instytut Ekonomiczny poinformował niedawno, że w 2021 roku zaledwie 43% osób w Polsce posiadało co najmniej podstawowe umiejętności cyfrowe, co plasuje nas poniżej średniej UE. Pojawiają się optymistyczne wieści na temat postępu w innych dziedzinach związanych z transformacją digitalną, ale edukacja cyfrowa pozostaje wciąż kategorią wymagającą zdecydowanego przyspieszenia. 

Uzasadnione wydają się wyrażane wcześniej obawy, że głośna akcja rozdania, przez zlikwidowane właśnie na chwilę Min. Cyfryzacji, laptopów dla części uczniów i nauczycieli nie będzie efektywna bez daleko idących zmian w systemie edukacji i dostosowania programów nauczania do nowych technologii, które są wprawdzie coraz tańsze i dostępniejsze, ale wciąż kryją przed polskimi użytkownikami, jak się okazuje, wiele niewiadomych – twierdzi Wojciech Płażalski.

Impulsy do aktywności w tym obszarze docierają do nas również z Rady UE, która w (ogłoszonych w listopadzie br.) ostatnich wskazówkach zachęca państwa członkowskie, m.in. aby:

  • poprawiły ofertę nauczania umiejętności i kompetencji cyfrowych w szkolnictwie podstawowym i średnim
  • promowały przekrojowe nauczanie umiejętności cyfrowych w ramach różnych przedmiotów
  • zapewniły dorosłym możliwość nabywania umiejętności cyfrowych i zajęły się problemem niedoboru specjalistów w dziedzinie ICT.

Narzędzia do realizacji tych zaleceń mamy całkiem niezłe, a przynajmniej wystarczające na początek. Solidne pokrycie siecią internetową w tym światłowodem oraz zmniejszająca się liczba białych plan, uzupełnione spodziewanym (po wielu perturbacjach) szybkim wdrożeniem nowych funkcjonalności, dostępniejszej po przetargu, sieci 5G, tworzą w sumie obiecujący punkt wyjścia. Jednak bez wspólnej strategii oraz konsekwentnej współpracy kluczowych w tym względzie resortów cyfryzacji oraz edukacji, wciąż uznawany przez wielu ekspertów za wzorcowy, fiński system edukacji pozostanie nieosiągalny, a laptopy będą używane głównie do grania w domu po lekcjach. (Gry komputerowe też uznawane są za rozwojowe w odpowiednich dawkach, ale chyba nie o to chodziło). Idąc dalej, bez skutecznej i pozbawionej silosowości współpracy wspomnianych ministerstw, trudno sobie wyobrazić uzyskanie przełomu również w wielu innych dziedzinach ważnych z punktu widzenia gospodarki. Bez tego, Polska nie poprawi szybko swojej zawstydzającej pozycji w rankingach DESI, ani nie zbudujemy silnej konkurencyjnej gospodarki, opartej na wysoko wykwalifikowanych zasobach ekspertów i profesjonalistów ICT. Musimy także edukować współczesnego konsumenta, aby był świadomy niebezpieczeństw, ale też korzyści, jakie niesie sztuczna inteligencja, szczególnie w obliczu rozpędzającego się e-commerce. Wówczas z czasem, może naturalnie, zaniknie powracająca jak bumerang dyskusja na temat niedziel handlowych, a przy okazji każdych kolejnych Świąt będziemy bić nowe rekordy zamówień w sieci. Aby do tego doszło, konieczne jest przemyślane i prawdziwie strategiczne podejście. – podsumowuje ekspert BCC.

Google przedstawia Gemini – największy i najbardziej zaawansowany model AI

Google ogłosiło premierę Gemini, ich najbardziej rozbudowanego i zróżnicowanego systemu AI do tej pory. Model Gemini jest multimodalny, czyli może generalizować i z łatwością rozumieć, wykorzystywać i łączyć różne rodzaje informacji, w tym tekst, obrazy, dźwięki, filmy i kod. Jest również najbardziej elastycznym z modeli Google, ponieważ działa sprawnie na dowolnych urządzeniach – od centrów danych po urządzenia mobilne.

„Gemini to kamień milowy w rozwoju AI” – powiedział Sundar Pichai, dyrektor generalny Google i Alphabet. „Ten model ma potencjał, aby radykalnie zmienić sposób, w jaki korzystamy z technologii. Może być wykorzystany do tworzenia nowych aplikacji, które są bardziej intuicyjne i pomocne, a także do poprawy naszych codziennych czynności.”

Model Gemini został zbudowany w oparciu o szeroką gamę danych, w tym tekst, obrazy, dźwięki i kod. Został on przeszkolony na superkomputerach Google, co pozwoliło mu na naukę wykonywania złożonych zadań.

Testy przeprowadzone przez Google wykazały, że model Gemini przewyższa obecne osiągnięcia w 30 z 32 powszechnie stosowanych testów i standardów akademickich stosowanych w badaniach i rozwoju dużych modeli językowych (LLM).

gemini google

W szczególności model Gemini:

  • Osiągnął wynik 90,00% w testach MMLU (masowe wielozadaniowe rozumienie języka), pokonując tym samym w działaniu ekspertów w tej dziedzinie.
  • Osiągnął wynik 59,4% w testach MMMU (multimodalne zadania wielodomenowe), które obejmują realizację wielomodalnych zadań z wykorzystaniem wielu domen, wymagających jednocześnie zastosowania przemyślanej argumentacji.
  • Pokonał dotychczasowe nowoczesne modele w testach analizy obrazów, bez wsparcia systemów rozpoznawania znaków (OCR).

„Gemini to przełomowy model, który ma potencjał, aby zmienić sposób, w jaki korzystamy z technologii” – powiedział Jeff Dean, dyrektor ds. badań w Google AI. „Jesteśmy podekscytowani, że będziemy mogli zobaczyć, jak ludzie na całym świecie będą wykorzystywać ten model do tworzenia nowych i innowacyjnych aplikacji.”

Model Gemini jest obecnie dostępny dla deweloperów i klientów biznesowych. Google planuje udostępnić go szerszej publiczności w przyszłym roku.

  • Od dzisiaj Bard będzie używał Gemini Pro. Będzie on dostępny w języku angielskim w ponad 170 krajach i regionach, a w najbliższej przyszłości planujemy rozszerzenie dostępnych opcji oraz udostępnienie usługi w kolejnych miejscach i językach.
  • Od 13 grudnia deweloperzy i klienci biznesowi będą mieli dostęp do modelu Gemini Pro poprzez Gemini API w Google AI Studio lub Google Cloud Vertex AI

MCI.Euroventures zainwestował 80,1 mln zł w Focus Telecom

Grupa MCI zainwestowała w większościowy pakiet udziałów w Focus Telecom, największym dostawcy chmurowych rozwiązań contact center, customer experience i usług komunikacji biznesowej w Polsce. Dzięki tej transakcji fundusz MCI umocni swoją pozycję wiodącego inwestora w regionie w spółki działające w modelu Software as a Service (SaaS).

Do tej pory Grupa MCI Capital była mniejszościowym udziałowcem w Focus Telecom. Poprzez subfundusz InternetVentures FIZ w ramach wspólnego przedsięwzięcia z PFR Ventures MCI posiadał ekspozycję odpowiadającą poniżej 15 proc. udziałów w spółce. Pozostałe udziały należały do założycieli, PFR Ventures (poprzez fundusz InternetVentures) oraz innych inwestorów indywidualnych. W wyniku transakcji MCI.Euroventures kupił 80 proc. udziałów w Focus Telecom, a 20 proc. zachowają założyciele spółki.

– Spółka dynamicznie rośnie od kilku lat w dwucyfrowym tempie i jest zdecydowanym liderem na rynku rozwiązań contact center (CCaaS) i customer exprience (CXaaS) oferowanych w chmurze – informuje Paweł Sikorski, partner inwestycyjny w MCI Capital. – Zwiększenie zaangażowania w Focus Telecom jest odzwierciedleniem naszej strategii inwestowania w dojrzałe modele cyfrowe. Wielokanałowa komunikacja z klientem oraz wysokiej jakości zindywidualizowana i zautomatyzowana obsługa klienta staje się standardem rynkowym – dodaje Sikorski. Focus Telecom jest wiodącym dostawcą tego typu rozwiązania w chmurze na naszym rynku. Jednocześnie spółka ma duży potencjał budowania wartości w kolejnych latach poprzez rozwój produktu, procesów obsługi klienta, a także specjalną ofertę dla nowych sektorów i grup klientów. MCI zapowiada, że wzmocni także zespół menedżerski o osoby z dużym doświadczeniem, współpracujące wcześniej z funduszem, aby zrealizować te cele. Ponadto MCI planuje zwiększyć całkowitą wartość inwestycji w formie dalszych M&A w Europie Centralnej i Wschodniej. Typowa wielkość inwestycji MCI wynosi 30-100 mln euro.

– Obecność MCI w strukturze firmy miała istotny wpływ na wzrost i sukces firmy, a dalsza współpraca zapowiada się jeszcze bardziej obiecująco. Kontynuacja tej relacji i większe zaangażowanie inwestora umożliwią Focusowi realizację ambitnych planów rozwojowych i innowacyjnych projektów – mówi Cezary Małuj, prezes i współzałożyciel Focusa.

– Wsparcie naszych klientów w procesach sprzedaży i obsługi klienta dzięki użyciu wielu kanałów komunikacji, jak również zastosowaniu najnowszej technologii jest w DNA Focusa. Większe zaangażowanie inwestora pozwoli nam szybciej wprowadzać innowacje, w szczególności te oparte na sztucznej inteligencji – dodaje Michał Misiak, CTO i współzałożyciel Focusa.

Focus Telecom zatrudnia obecnie ponad 120 osób. Dostarcza systemy do zarządzania komunikacją w różnych kanałach (m.in., telefon, e-mail, czat, SMS, social media) oraz narzędzia do obsługi klienta (tzw. Customer Exprience as a Service), jak i również oferuje centralę telefoniczną w chmurze. Kontrahentami firmy są zarówno średnie, jak i duże podmioty mające zorganizowany proces obsługi klienta. Rozwiązania Focusa pomagają poprawić proces obsługi sprzedażowej i posprzedażowej oraz istotnie podnieść poziom zadowolenia klientów.

Stopy procentowe w Polsce bez zmian

Stopy procentowe w Polsce pozostały na niezmienionych poziomach. A zgodnie z zapowiedziami z ostatniej konferencji NBP prawdopodobnie i do kolejnej projekcji inflacji (marzec przyszłego roku) pozostanie w trybie „stand-by”.

Globalna, ale też lokalna (polityczna i fiskalna) niepewność wciąż „obowiązuje” i nie zmniejszyła się od ostatniego posiedzenia. Kwestią otwartą wciąż pozostając chociażby perspektywy wygaszania działań osłonowych przez przyszły rząd (m.in. powrót VAT-u na żywność czy „urealnienie” cen energii w połowie przyszłego roku).

NBP odnotowuje też spadek cen surowców, odbudowę łańcucha dostaw czy globalne osłabienie gospodarcze. Z lokalnych czynników dezinflacyjnych NBP podkreśla spójne z fundamentami polskiej gospodarki umacnianie się złotówki.

W otoczeniu przyśpieszającej za sprawą konsumpcji prywatnej gospodarki, solidnej aktywności inwestycyjnej i niepewności w kwestiach fiskalnych i regulacyjnych RPP prawdopodobnie pozostanie bardziej ostrożna w ocenie perspektyw inflacji w Polsce. A tym samym w kwestii potencjalnych obniżek stóp procentowych w przyszłym roku.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

Chudszy prezentowy koszyk Polaka. W tym roku dwa razy zastanowimy się przed zakupem zabawki dla dziecka

  • Według 44 proc. polskich rodziców sytuacja ekonomiczna sprawia, że kupują oni obecnie dzieciom mniej zabawek. 26 proc. wskazało z kolei, że kupuje podobną ilość zabawek, ale wybierając tańsze warianty – wynika z badania przeprowadzonego przez grupę reklamową dentsu Polska.
  • W 2023 r. do najczęściej kupowanych rodzajów zabawek należą gry planszowe/interaktywne i puzzle (swoim dzieciom zakupiło je 66 proc. uczestników badania), zabawki edukacyjne i rozwojowe (61 proc.) i klocki (61 proc.).
  • Respondentów zapytano także o to, na co wykorzystują środki z programu „Rodzina 500+”. 56 proc. wskazało, że na artykuły szkolne i papiernicze, a co druga osoba, że na dodatkową edukację dziecka. Aż 43 proc. rodziców w Polsce przeznacza te pieniądze po prostu na zakup żywności.
  • Dodatkowe 300 złotych, o które świadczenie zostanie podwyższone od 1 stycznia 2024 r., rodzice chcieliby przeznaczyć na pozaszkolną edukację dzieci (46 proc.) oraz oszczędności dla dziecka na przyszłość (44 proc.).

Ostatni miesiąc roku to tradycyjnie szczególnie intensywny czas w kalendarzach producentów i sprzedawców zabawek. To także moment, w którym wielu rodziców staje przed wyborem zakupu mikołajkowego i bożonarodzeniowego upominku dla dziecka. Wypadające 6 grudnia Mikołajki, a następnie Święta Bożego Narodzenia to okres, w którym zabawki kupuje swoim dzieciom odpowiednio 22 proc. i 57 proc. rodziców.

Jak jednak wynika z badania przeprowadzonego przez grupę reklamową dentsu Polska, wysoka inflacja i słabnąca dynamika sprzedaży detalicznej w ostatnich 12 miesiącach odbiły się na decyzjach zakupowych dotyczących zabawek. W sumie aż 70 proc. zapytanych rodziców stwierdziło, że sytuacja ekonomiczna skłoniła ich do mniejszych zakupów bądź wybierania tańszych zamienników. Jak w tym kontekście mogą zatem wyglądać tegoroczne Święta?

 – Zeszły rok potwierdził, że w porównaniu do innych branż, rynek zabawek w Polsce jest stosunkowo odporny na zawirowania ekonomiczne. Mimo ponad 16 proc. inflacji sektor zabawek zakończył rok 2022 na podwójnym plusie, rosnąc zarówno wartościowo, jak i ilościowo. Duża w tym zasługa tzw. supersezonu grudniowego, który w kategorii zabawek generuje nawet 30 proc. rocznej sprzedaży. Trudno sobie wyobrazić, aby rok 2023 był pod tym względem diametralnie różny. Rodzice nie zrezygnują z zakupu prezentów dla swoich pociech, jednak ich decyzje zakupowe staną się bardziej przemyślane. Część z nich kupi mniej, ale droższych produktów, większość wzmocni natomiast widoczny od pewnego czasu trend kupowania tańszych zamienników – ocenia Agata Szymańska, Media Strategy Director w dentsu Polska.

Co naturalne, ocena wpływu sytuacji ekonomicznej na zakupy zabawek różni się między rodzinami o różnym poziomie dochodów. Rodzice, którzy deklarują, że sytuacja ekonomiczna sprawiła, że kupują mniej zabawek, stanowią największy odsetek w grupie z dochodami 2001-3000 zł miesięcznie netto (54 proc.). Aspekt ten miał z kolei najmniejszy wpływ w grupie osób o dochodach powyżej 7000 zł netto miesięcznie (19 proc.).Chudszy prezentowy koszyk Polaka. W tym roku dwa razy zastanowimy się przed zakupem zabawki dla dziecka 1 infografika zabawki 2

Świąteczny prezent dla dziecka – co wybrać?

Szukając odpowiedniej zabawki, rodzice stawiają przede wszystkim na bezpieczeństwo (86 proc. zapytanych ocenia ten aspekt jako „raczej” lub „zdecydowanie istotny”) oraz jej niezawodność i trwałość (81 proc.). Zabawka ma nie tylko bawić, ale i uczyć – na tę cechę również zwraca uwagę 81 proc. zapytanych rodziców. Liczą się też atrakcyjna cena podstawowa (76 proc.) bądź promocyjna (75 proc.). Mówimy tu jednak wyłącznie o oczekiwaniach rodziców. A co z oczekiwaniami dziecka?

– Wybór prezentu świątecznego dla dziecka to dla rodziców dość trudny moment – jak połączyć upodobania dziecka z własnymi wymaganiami co do zabawki? Zazwyczaj te dwie kwestie nie idą w parze, i to, co jest zgodne z trendami wśród dzieci, nie spełnia kryteriów ekonomicznych, edukacyjnych, trwałości czy bezpieczeństwa – wskazuje Ilona Szynkowska, Client Partner w dentsu PolskaW sytuacji, gdy rodzice zmuszeni są do ograniczania wydatków na zabawki, zapewne postawią na te ponadczasowe, tj. klocki, puzzle czy gry planszowe. W kontekście nadchodzących świąt połączenie cech ponadczasowości i trendów w zabawkach może być doskonałym rozwiązaniem, które zadowoli zarówno dzieci, jak i ich rodziców. Takie produkty najpewniej będą się cieszyły największym popytem – dodaje ekspertka.

Eksperckie przewidywania znajdują odzwierciedlenie w wynikach badania przeprowadzonego jesienią tego roku. Do najczęściej kupowanych rodzajów zabawek należą obecnie gry planszowe/interaktywne i puzzle (66 proc.), zabawki edukacyjne i rozwojowe (61 proc.) oraz klocki (61 proc.). Równie dużą popularnością cieszą się także zabawki do zabawy na zewnątrz lub akcesoria sportowe (60 proc.).

– Dobrze, jeśli rodzic potrafi odpowiedzieć na potrzeby rozwojowe swojego dziecka. Zabawa dzieci zmienia się wraz z wiekiem. Inaczej bawi się niemowlak, przedszkolak i dziecko szkolne. Optymalnie byłoby, gdyby wybór zabawek był podyktowany nie tylko wiekiem dziecka, ale też tym, jakie są jego potrzeby w tym zakresie – podkreśla Karolina Tokarek, psycholog i psychoterapeuta dzieci i młodzieży.

Wpływ środków publicznych, czyli na co idzie 500+

Jak w 2019 r. wskazywał rząd w Uzasadnieniu do projektu ustawy rozszerzającej program „Rodzina 500+” na każde dziecko, działania władzy wykonawczej na rzecz rodzin koncentrują się na trzech wymiarach: demograficznym (oznaczającym wzrost liczby urodzin), ograniczaniu ubóstwa wśród dzieci oraz inwestycjach w rodzinę poprzez poprawę „jakości” kapitału ludzkiego.

O ile jednak program nie odwrócił negatywnych trendów demograficznych – bo według najnowszych danych GUS w 2022 r. liczba urodzeń w Polsce wyniosła zaledwie 306 tys. wobec 357 tys. jeszcze dwa lata wcześniej[1] – o tyle świadczenie wpłynęło na ograniczenie skali ubóstwa, a także przełożyło się na wzrost wydatków na poprawę „jakości” kapitału ludzkiego, rozumianą m.in. jako inwestycje w edukację. W skrajnym ubóstwie żyje dziś bowiem ok. 400 tys. dzieci[2] (po wzroście rok do roku o ok. 70 tys.) wobec ok. 700 tys. dzieci w roku 2015[3].

– Środki z 500+ (a od stycznia 800+) są zazwyczaj pożytkowane przez rodziców zgodnie z ich przeznaczeniem, czyli na bieżące potrzeby domowych budżetów, takie jak artykuły szkolne (56 proc. wskazań w badaniu), żywność (43 proc.), a także ewentualne wydatki edukacyjne (50 proc.). W tym kontekście zakup zabawek to raczej dodatek, mniej priorytetowy w porównaniu do innych potrzeb. Rodzice lokują zatem te środki przede wszystkim w najważniejsze bieżące potrzeby, aby zapewnić swoim dzieciom odpowiednie warunki do nauki i rozwoju ­– zauważa Ilona Szynkowska z dentsu Polska.

Warto przy tym zaznaczyć, że dodatkowe 300 złotych, o które świadczenie 500+ ma być zwiększone od 1 stycznia 2024 r., znaczne grono rodziców planuje przeznaczyć na oszczędności rozumiane jako zabezpieczenie przyszłości dziecka. Wskazało tak aż 44 proc. respondentów.

Zabawki coraz droższe, czas spędzony z dzieckiem bezcenny

W ramach badania przeprowadzonego przez dentsu Polska zapytano również o czas spędzany przez rodziców na zabawie z dziećmi. Największa grupa (47 proc.) w dni robocze spędza na zabawie z pociechami od 1 do 3 godzin dziennie. Więcej czasu na zabawę z dziećmi rodzice poświęcają w weekendy. To średnio od 4 do 6 godzin dziennie (44 proc. wskazań).

– Biorąc pod uwagę zaangażowanie w życie zawodowe i domowe obowiązki, jest to długi czas. To znaczy, że rodzice są świadomi, że dzieci potrzebują ich obecności. Im starsze dziecko, tym czas poświęcany na zabawę skraca się ze względu na to, że mniej więcej od trzeciego roku życia część dnia dziecko spędza poza domem – wskazuje Karolina Tokarek.

16 proc. rodziców ocenia jednak, że zdecydowanie za mało czasu spędza na zabawie z dzieckiem. 34 proc. stwierdziło, że „raczej za mało”. Największa grupa, bo aż 46 proc. zapytanych, uważa, że poświęca dziecku na zabawę tyle czasu, ile trzeba.

– Czas spędzony na zabawie z rodzicem staje się wartościowy wówczas, gdy dziecko ma poczucie, że rodzicowi zabawa sprawia co najmniej tyle radości co jemu. Zabawki mogą wspierać kontakt i uatrakcyjniać zabawę, jednak nigdy nie zastąpią kontaktu i relacji z rodzicem – podsumowuje psycholog i psychoterapeuta dzieci i młodzieży.

Metodologia: Badanie przeprowadzono metodą CAWI w dwóch turach – w sierpniu 2022 r. i wrześniu 2023 r. w grupie odpowiednio 1021 i 500 respondentów posiadających co najmniej jedno dziecko do 12 roku życia.

[1] Rocznik Demograficzny 2023, Główny Urząd Statystyczny

[2] „Raport o biedzie 2023” Szlachetna Paczka

[3] https://tvn24.pl/biznes/z-kraju/swiatowy-dzien-ubostwa-ra586801-ls4461941