Strategia retencji pracowników w procesach fuzji i przejęć jest kluczowym elementem powodzenia transakcji

W trakcie fuzji i przejęć dochodzi do połączenia zespołów, procesów organizacyjnych, sposobów pracy, wizji i kultur firm będących w procesie integracji. Skuteczni inwestorzy są świadomi złożoności procesu integracji i już na etapie poszukiwania firm do przejęcia zwracają uwagę na kwestie zasobów ludzkich, a następnie odpowiednio je analizują podczas Due Diligence w kontekście celów transakcji. Kluczowa jest również umiejętność zarządzania nimi podczas każdego etapu transakcji.

W czasie procesu fuzji lub przejęcia innej firmy wiele organizacji koncentruje się na zatrzymaniu kadry kierowniczej przejmowanej spółki, nie uwzględniając pracowników na niższych stanowiskach, od których w dużym stopniu zależy utrzymanie bieżącej działalności i jej rozwój. Obawy, niepewność i stres, które pojawiają się wśród pracowników na każdym etapie transakcji M&A, od ogłoszenia transakcji, poprzez jej zamknięcie, aż po integrację po jej zakończeniu, mogą doprowadzić do utraty trudnych do zastąpienia osób.

Badania rynkowe pokazują, że pracownicy organizacji przejmowanej są dwa razy bardziej skłonni do odejścia niż pracownicy podmiotu przejmującego. Niestety, w największym stopniu dotyczy to najbardziej kompetentnych osób, ze względu na to, że mają wiele możliwości i perspektyw na rynku pracy. Dużym wyzwaniem podczas przeprowadzania transakcji jest też integracja odmiennych kultur organizacyjnych spółek. Skuteczna realizacja celów integracji wymaga holistycznego podejścia do retencji konkretnych grup pracowników w zaistniałych okolicznościach.

Profesjonalnie opracowana strategia retencji i zaangażowania pracowników i dwustronna komunikacja są niezbędne w procesie fuzji i przejęć.

Firmy planujące przejęcie lub fuzję z innym podmiotem powinny przygotować strategię retencji pracowników dla każdego z trzech etapów transakcji. Przed podpisaniem umowy transakcyjnej należy zidentyfikować najbardziej kluczowe osoby (tzw. talenty) na różnych szczeblach organizacji, dokonać oceny potencjalnego ryzyka oraz określić priorytety retencyjne. Pomiędzy ogłoszeniem transakcji, a jej zamknięciem, niezbędne jest zabezpieczenie know-how posiadanego przez pracowników. Kluczowa jest bezpośrednia komunikacja kadry zarządzającej z pracownikami oraz przygotowanie oferty dla pracowników – np. bonusów retencyjnych. W ostatnim etapie, jakim jest integracja po zakończeniu transakcji, należy wdrożyć długofalową propozycję rozwiązań i benefitów dla pracowników połączonych firm – czyli Employer Value Proposition, która ma na celu utrzymanie pracowników w organizacji – mówi Iwona Sprycha, Partner, Szef Zespołu HR Advisory & Change Management oraz Szef Zespołu Forensic w Departamencie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Sławomir Czarnecki nowym prezesem Grupy Muszkieterów

Wraz z początkiem września br. Sławomir Czarnecki objął stery Grupy Muszkieterów jako  Prezes Zarządu ITM Polska, zastępując tym samym Davida de Bosschère’a. Nowy Prezes jest właścicielem sklepu Bricomarché w Świeciu i posiada wieloletnie doświadczenie w handlu, a także wewnętrznych strukturach Grupy. Będzie odpowiadał za dalszy rozwój sieci Intermarché i Bricomarché w Polsce po udanej transformacji przeprowadzonej za kadencji swojego poprzednika. Sławomira Czarneckiego wspierał będzie nowy zarząd złożony wyłącznie z właścicieli prowadzących punkty sprzedaży w Polsce.

Polski przedsiębiorca na czele Grupy Muszkieterów

Sławomir Czarnecki zastąpi na czele Grupy Davida de Bosschère’a, który przez ostatnie 6 lat był odpowiedzialny za efektywne przeprowadzenie Grupy przez okres intensywnych zmian: restrukturyzację Intermarché i przyspieszenie rozwoju Bricomarché. Z początkiem września przekazał swoją misję w ręce polskiego przedsiębiorcy, doskonale znającego obecne realia i wyzwania rynku detalicznego w Polsce.

Nowy Prezes będzie stał na czele centralnej jednostki w strukturze Grupy Muszkieterów, odpowiedzialnej za zarządzanie całą organizacją w Polsce, nadzór i koordynację działań struktur centralnych, a także za rozwój sieci Intermarché i Bricomarché.

Sławomir Czarnecki członkiem Grupy został w 2010 r. Wspólnie z żoną prowadzi sklep Bricomarché w Świeciu. W 2020 r. został członkiem Zarządu ITM Polska, a w kwietniu br. jego Wiceprezesem. W przeszłości pełnił kluczowe funkcje w Grupie Muszkieterów, odpowiadając za rozwój sieci i zarządzanie jej majątkiem. Miał także duży udział w tworzeniu Funduszu Stacji Paliw Intermarché, a także przewodniczył Radzie Nadzorczej Grupy Inwestycyjnej Bricomarché. Przed przystąpieniem do Grupy Muszkieterów jako pracownik korporacji zajmował stanowisko regionalnego dyrektora sprzedaży, ale podążył za hasłem przewodnim Grupy Muszkieterów, „Odmień swoje życie” i dołączył do największego europejskiego zrzeszenia niezależnych przedsiębiorców.

– Objęcie funkcji Prezesa Zarządu Grupy Muszkieterów stanowi jednocześnie zaszczyt oraz wyzwanie. Wierzę, że  doświadczenie, które zdobyłem jako menadżer w dużej międzynarodowej firmie oraz to, pozyskane w strukturach Grupy Muszkieterów, pozwolą mi zrealizować powierzoną misję. Równocześnie cieszę się, że wraz z nowym Zarządem będziemy mogli aktywnie uczestniczyć w procesie rozwoju Grupy.  Przejęcie odpowiedzialności przez polskich przedsiębiorców jest wyrazem wejścia Grupy w Polsce w kolejną fazę samodzielności biznesowej mówi Sławomir Czarnecki, Prezes Zarządu Grupy Muszkieterów w Polsce.

Unikatowy model partycypacyjny – niezależność we współzależności

Grupa Muszkieterów zrzesza blisko 500 niezależnych polskich przedsiębiorców zarządzających supermarketami spożywczymi Intermarché oraz supermarketami typu „dom i ogród” Bricomarché. Daje właścicielom sklepów niezależność i wspiera ich w prowadzeniu własnego biznesu. Równocześnie przedsiębiorcy biorą odpowiedzialność za funkcjonowanie całej Grupy pełniąc kluczowe funkcje w ramach jej struktur. Jest to unikatowy model biznesowy, który opiera się na kulturze współtworzenia. Potwierdzeniem tego modelu jest powołanie nowych członków Zarządu Grupy w Polsce, który stanowią trzej właściciele sklepów Intermarché oraz 3 właściciele sklepów Bricomarché:

  • Paweł Bigos (właściciel Intermarché w Rawie Mazowieckiej i Brzezinach),
  • Thierry Klupczynski (właściciel Intermarché Gdańsk),
  • Marcin Dudka (właściciel Intermarché w Słubicach),
  • Eric Perinelle (właściciel Bricomarché w Nowym Tomyślu),
  • Alfred Pawlak (właściciel Bricomarché w Brodnicy i Rypinie),
  • Tomasz Ocetek (właściciel Bricomarché w Dębicy i Jaśle).

Bioceltix SA zbliżył się do komercjalizacji leku na zwyrodnienie stawów u psów

Kolejny kamień milowy w historii Bioceltix SA. Giełdowa spółka biotechnologiczna
o profilu weterynaryjnym otrzymała właśnie ostateczne, pozytywne wyniki badań klinicznych nad jednym z jej kluczowych projektów. Potwierdzają one pełną skuteczność opracowanej przez Bioceltix terapii. A to znacznie przybliża spółkę do komercjalizacji jej pierwszego leku.

W świetle najnowszych danych badawczych uważam, że jesteśmy już naprawdę blisko zostania pierwszą firmą na świecie, posiadającą dopuszczenie do komercyjnego obrotu dla produktu leczniczego zawierającego psie komórki macierzyste – podkreśla dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix SA, komentując ostateczne wyniki niezależnego, międzynarodowego badania klinicznego produktu BCX-CM-J na zwyrodnienie stawów u psów.

Wstępne wyniki badania spółka przedstawiła w lipcu br. Ostateczne rezultaty okazały się lepsze niż te pierwotnie prognozowane. W badaniu klinicznym – po weryfikacji danych – populacja zwierząt wyniosła łącznie 102 pacjentów, w tym 67 pacjentów w grupie badanej produktem BCX-CM-J i 35 pacjentów w grupie kontrolnej (otrzymali sól fizjologiczną jako placebo). Na podstawie zweryfikowanych wyników stwierdzono, że około 70% psów w grupie badanej osiągnęło podstawowe kryterium skuteczności przyjęte w protokole badania klinicznego (tzw. primary endpoint). W grupie, która otrzymała placebo, ten sam wskaźnik sukcesu osiągnęło około 26% pacjentów. Skuteczność weryfikowana była w dniu 30. (z odchyleniem maksymalnie 3 dni) licząc od daty podania produktu lub placebo.

Z biznesowego i naukowego punktu widzenia te liczby są jednoznaczne: badanie kliniczne zakończyło się zdecydowanym sukcesem i potwierdziło skuteczność oraz jakość naszej technologii. To wyczekiwane przez nas i rynek potwierdzenie statystycznej istotności wyników w badaniu klinicznym osiągnęliśmy w bardzo dobrym stylu. Końcowe wyniki są jeszcze lepsze niż te wstępnie raportowane. Oprócz tego nasze wyniki wypadają bardzo dobrze w porównaniu z wynikami badań klinicznych dla innych weterynaryjnych produktów leczniczych, które są już dopuszczone do obrotu – zaznacza Paweł Wielgus.

Na dziś Bioceltix SA rozwija w komercyjnym kierunku jeszcze dwa inne produkty lecznicze – na atopowe zapalenie skóry (AZS) u psów oraz jeden przeznaczony dla koni cierpiących na zapalenie stawów. W przypadku AZS spółka już wcześniej informowała o bardzo dobrych wynikach z pilotażowego badania klinicznego. Już teraz lek na AZS u psów postrzegany jest przez globalną big pharmę jako unikalny, bardzo ciekawy projekt. W tej chwili Bioceltix dołącza również do nielicznego grona innowacyjnych firm mierzących się z psią osteoartrozą. Wkrótce spółka otrzyma opisową część badania klinicznego, odnoszącą się do zaprezentowanych liczb i przedstawi je publicznie w czasie webinaru z udziałem zespołu naukowego.

Osteoartroza u psów staje się coraz ważniejszym tematem biznesowym w weterynarii. Zobaczymy to za chwilę w wynikach sprzedaży przeciwciała monoklonalnego, które uzyskało dopuszczenie do obrotu niecały rok temu. Branża zacznie postrzegać osteoartrozę inaczej, podobnie jak to było kiedyś z atopowym zapaleniem skóry. Dla nas dochodzi do tego jeszcze element emocjonalny – jesteśmy dumni, że możemy skutecznie pomóc chorującym psom. To satysfakcja, którą trudno ująć liczbami – mówi Paweł Wielgus.

Choroba zwyrodnieniowa stawów poprzez przewlekły stan zapalny prowadzi do stopniowej degeneracji chrząstki stawowej. Przyjmuje się, że choruje na nią 2/3 psów powyżej 7. roku życia. Podstawowymi objawami rozwoju osteoartrozy jest dyskomfort zwierzęcia wynikający z przewlekłego bólu, który manifestuje się kulawizną, chwiejnym i sztywnym chodem, problemami ze wstawaniem, ogólną niechęcią do aktywności fizycznej. Tradycyjnie stosowane metody leczenia podawane przewlekle i mające charakter leczenia objawowego, są obarczone ryzykiem skutków ubocznych (niesterydowe leki przeciwzapalne, sterydy, leki przeciwbólowe). Leki biologiczne na bazie komórek macierzystych, oprócz redukowania bólu, wykazują działanie przyczynowe, dzięki temu mogą stać się bardzo dobrą alternatywą dla innych terapii.

Obniżka maksymalnej ceny energii – ile oszczędzi rynek nieruchomości komercyjnych?

Podpisana 21 sierpnia br. przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacja ustawy o ochronie odbiorców energii elektrycznej obniża cenę maksymalną za energię elektryczną z 785 zł/MWh do 693 zł/MWh. Ile faktycznie na około stuzłotowym rabacie zyskają najemcy i właściciele budynków komercyjnych? Jak szacuje MVGM, jeden z europejskich liderów w zakresie zarządzania nieruchomościami, biurowiec o powierzchni ok. 12 000 mkw. GLA przez trzy miesiące (bo tyle będzie obowiązywać nowela) oszczędzi w ten sposób ok. 30 000 PLN. I o ile każda złotówka w napiętych budżetach nieruchomościowych jest niezwykle cenna, o tyle, jak zwracają uwagę eksperci MVGM, w długiej perspektywie czasu kluczowe jest wdrożenie kompleksowych strategii i narzędzi, które optymalizują zużycie mediów i pozwalają oszczędzać bez względu na zmienne środowisko makroekonomiczne.

Z niższej ceny energii będą mogły skorzystać samorządy, mali i średni przedsiębiorcy oraz wrażliwe podmioty użyteczności publicznej, takie jak szpitale, szkoły, przedszkola, żłobki, noclegownie czy placówki opieki nad osobami niepełnosprawnymi. Nowelizacja ustawy zacznie obowiązywać 1 października tego roku.

Podpisana nowelizacja oznacza realne oszczędności dla uczestników rynku nieruchomości w Polsce, choć ich skala będzie różnić się w zależności od wieku budynku, jego rodzaju, a także systemów, aplikacji i rozwiązań technologicznych, z których korzysta właściciel i zarządca danego obiektu. Dla przykładu, w przypadku portfela MVGM oszczędności wygenerowane dzięki niższej, kwartalnej cenie energii mogą osiągnąć ok. 3 000 000 PLN w trakcie obowiązywania ustawy. W przypadku tylko jednej nieruchomości biurowej, budynku oddanego do użytku w 2019 roku o powierzchni 12 000 mkw. GLA możemy oszczędzić nawet 30 000 PLN”, – komentuje Mariusz Kanabrocki, Technical Director, MVGM.

Jak dodaje Mariusz Kanabrocki, publiczne programy wspierające przedsiębiorców są ważne, ale cały sektor nieruchomości musi koncentrować się przede wszystkim na długofalowych programach optymalizacyjnych, które chronią budżety operacyjne właścicieli i najemców przez nieoczekiwanymi wydarzeniami rynkowymi.

Kryzys energetyczny w 2022 roku bardzo mocno odbił się na portfelach inwestorów nieruchomościowych, deweloperów i najemców oraz zmusił cały rynek do przyspieszonej edukacji w zakresie procesów kontraktacji energii czy implementacji rozwiązań, które każdego dnia pomagają optymalizować zużycie mediów. W MVGM prowadzimy działania optymalizacyjne w sposób ciągły, weryfikując koszty zużycia mediów i wychwytując ich ponadnormatywne zużycie, regulując centrale wentylacyjne czy wprowadzając systemy analityczne typu smart metering. Bardzo ważne w tym procesie są też prowadzone działania edukacyjne, które pomagają naszym klientom również w osiąganiu założonych celów ESG”, – dodaje Leszek Sybura, Director of Operations, MVGM.

Polacy odpuścili fast foody i pizzerie. Branża w wakacje zaliczyła dwucyfrowe spadki

Inflacja mocno weszła do restauracji z szybkim jedzeniem i wypłoszyła część klientów. Polacy w wakacje zdecydowanie ograniczyli wyjścia do pizzerii i fast foodów. Potwierdzają to wyniki badania, które zostało przeprowadzone na próbie blisko 458 tys. osób. I tak od początku czerwca do końca sierpnia br. łącznie ww. restauracje straciły rok do roku ponad 13% klientów i 14% wizyt. Skrócił się też statystyczny czas przebywania w lokalach. Do tego w analizowanym okresie badani spędzili tam średnio nieco ponad 4 godz. Ciekawe jest też to, że pizzerie odnotowały ponad 2-krotnie gorszy wynik niż fast foody. Eksperci, komentujący te dane, tłumaczą, że pod wpływem wzrostu cen konsumenci zmienili swoje zachowania. Wizyty w restauracjach stały się mniej popularne, na czym skorzystały sklepy z gotowymi daniami.

Wakacje z dwucyfrowymi spadkami

Analitycy firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH zbadali ruch w 1,8 tys. pizzerii i fast foodów w okresie od początku czerwca do końca sierpnia br. i porównali wyniki te z ubiegłorocznymi. Łącznie przeanalizowali zachowania blisko 458 tys. konsumentów. Z tak zebranych danych wynika, że rynek w relacji rocznej stracił 13,3% klientów. Zmniejszyła się również liczba wizyt w ww. lokalach – o 14,1% rdr. Do tego w niewielkim stopniu spadła częstotliwość odwiedzin. Powodem, dla którego klienci wydają mniej pieniędzy w ww. lokalach, są oczywiście rosnące ceny.

– Wysoka inflacja od dłuższego czasu mocno obciąża budżety konsumentów. Przez to nawet wizyty w restauracjach, uważanych przez lata za stosunkowo niedrogie, przestają być już powszechne i dostępne dla każdego. I faktycznie okazują się droższe niż przed rokiem. Na rynku widać też, że Polacy tną wydatki na codzienne, podstawowe zakupy w większym stopniu niż wcześniej. A jeśli tak się dzieje, to z pewnością przekłada się to na usługi gastronomiczne, z których korzystanie przecież nie jest pierwszą potrzebą – mówi dr Nikodem Sarna z firmy Proxi.cloud.

Wina jest po stronie inflacji

Z takim wyjaśnieniem zjawiska zgadza się ekspert rynku retailowego, dr Maria Andrzej Faliński. Przyznaje, że wnioski wyciąga nie tylko z danych, ale i własnego doświadczenia, gdyż zdarza mu się odwiedzać jedną z popularnych restauracji fast food. Widzi, że ceny wyraźnie wzrosły. Zauważa przy tym paradoks. Jakość jedzenia i obsługi oferowana w polskich lokalach typu fast food jest wyższa niż w wielu krajach zagranicznych, ale nie zatrzymało to odpływu klientów.

– Polskie lokale na tle innych mają dobre opinie. Jedzenie przygotowywane jest ze świeżych produktów, personel zna się na swojej pracy, a lokale prezentują wysoki poziom higieniczny. Uważam, że konsumenci ograniczają wyjścia do takich miejsc wyłącznie ze względów finansowych. Myślę też, że w porównywanych okresach odeszli przede wszystkim klienci najbiedniejsi, z dołu drabinki dochodowej – mówi dr Faliński.

Jednak, zdaniem eksperta, ta sytuacja się zmieni. Odbicie tendencji spadkowej może nastąpić już w nieodległej przyszłości i może być skutkiem zwiększenia wysokości świadczeń socjalnych, w wyniku których dochody osób najbiedniejszych będą przyrastały szybciej niż inflacja.

Fast foody częściej odwiedzane niż pizzerie

Z badania wynika ponadto, że w niewielkim stopniu zmniejszeniu uległ przeciętny czas spędzony w danej restauracji. W minione wakacje konsumenci spędzili w fast foodach nieco ponad 4 godz. i 5 min. (obejmuje to cały okres 3 miesięcy). W pizzeriach było to trochę ponad 1 godz. i 30 minut, a w fast foodach – 3 godz. i 12 min. Rodzi to pytanie, dlaczego goście najwięcej czasu spędzają w tych drugich lokalach, a odwiedziny w pizzerii trwają prawie 2 razy krócej. Miłosz Sojka, ekspert z Proxi.cloud, uważa, że skrócenie przeciętnego czasu spędzonego w ww. restauracjach to naturalna konsekwencja spadku natężenia ruchu. Kolejki są mniejsze, a w konsekwencji oczekiwanie na złożenie i odbiór zamówienia skraca się. Nie można też jednoznacznie wykluczyć, że konsumenci szybciej opuszczają restauracje, bo kupują mniej dań. Powodów dysproporcji może być jeszcze więcej.

– Fast foodów, w tym lokali z kanapkami i daniami z kurczaka, jest więcej na rynku niż pizzerii, przez co z większym prawdopodobieństwem są odwiedzane. Ponadto czas oczekiwania jest istotny dla klientów, którzy chcą zjeść coś szybko. Ma to swoje odzwierciedlenie także w średniej liczbie wizyt w placówkach tych formatów, więc jeżeli pizzerie zanotowały ich mniej w badanym okresie, to naturalne jest, że średni łączny czas spędzony w tych lokalach był krótszy – dodaje Miłosz Sojka.

Dr Maria Andrzej Faliński powodu skracania czasu w omawianych typach lokali doszukuje się także w rosnącej popularności usługi drive-in, czyli możliwości złożenia i odebrania zamówienia bez wychodzenia z samochodu, oraz automatów do ich składania. Ekspert zwraca uwagę na to, że sam koncept fast foodów zakłada szybką obsługę, więc nie powinno dziwić, że klienci faktycznie spędzają tam niewiele czasu. Jak wyjaśnia, to podnosi przepustowość sprzedaży. Tak właśnie wygląda strategia nowoczesnego retailu. Do tego dodaje, że skrócenie czasu pobytu nie jest jedynym wnioskiem płynącym z badania. W wakacje ub.r. zanotowano dużą liczbę wizyt trwających mniej niż 10 minut, a w tym roku ich udział jeszcze wzrósł. Jest on szczególnie wysoki w przypadku pizzerii i przekracza 30%.

– Może wynikać to ze wzrostu liczby zamówień na wynos lub realizowanych poprzez aplikacje dostarczające posiłki. Jeśli tak jest, to daje istotny sygnał dla marketerów i zachęca do pogłębienia wiedzy o klientach i przyczynach, dla których coraz chętniej zamawiają oni dania zdalnie. Warto też przyjrzeć się temu kanałowi sprzedaży i przeanalizować jego potencjał do skalowania – mówi dr Nikodem Sarna.

Z kolei dr Faliński podsumowuje, że coraz więcej pizzerii sieciowych nie zachęca klientów do zajęcia stolika, ale wydają pizzę „zza lady”. Ekspert nazywa to organizacją „walk in”, czyli klient wchodzi, odbiera zamówienie i właściwie od razu wychodzi.

Ponad 70% pracowników na świecie zmaga się ze stresem i wypaleniem zawodowym

Zainteresowanie firm tematem zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia ich zespołów jest już zjawiskiem o skali globalnej. Mimo to, wciąż ponad 7 na 10 pracowników na świecie zmaga się ze stresem i wypaleniem zawodowym. Pod tą statystyką kryje się jednak większy problem. Najnowsze badanie GoodHabitz wskazuje, że brakuje komunikacji między pracownikami a menedżerami w zakresie zdrowia psychicznego, a istniejąca luka wykraczająca poza sam dyskomfort. Problemem jest niedobór kluczowych umiejętności niezbędnych do empatycznej komunikacji i rozwiązywania problemów.

Połowa pracowników na świecie ukrywa stres i wypalenie zawodowe przed pracodawcami

Szereg wydarzeń globalnych mających miejsce w ostatnich latach – takich, jak pandemia, wojna, wzrost inflacji i kosztów życia czy niestabilna sytuacja gospodarcza – sprawia, że jeszcze więcej osób na świecie zmagało się w ostatnim czasie ze stresem i wypaleniem. Podkreśla to pilną potrzebę zaadresowania problemów związanych z szeroko pojętym dobrostanem psychicznym.

Szczególnie alarmujące są dane wskazujące na to, że spośród osób doświadczających trudności mentalnych, aż połowa zdecydowała się stawić czoła swoim problemom samodzielnie, bez szukania wsparcia u przełożonych (50%). Ten „cichy kryzys” podkreśla potrzebę tworzenia środowisk, w których otwarte rozmowy na temat zdrowia psychicznego są nie tylko mile widziane, ale aktywnie się do nich zachęca. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o rozmowę. Chodzi o wyposażenie ludzi w umiejętności i zasoby, których potrzebują do prowadzenia wyrozumiałych i pełnych współczucia dyskusji – mówi Daniel Idźkowski, Country Director w GoodHabitz Polska.

Stres i wypalenie zawodowe rzucają cień na pracowników na całym świecie. Aby uzyskać wszechstronny obraz dotyczący zmieniającej się sytuacji pod kątem zdrowia psychicznego w kontekście zawodowym, firma GoodHabitz wraz z agencją badawczą Markteffect przeprowadziła badanie wśród 24 235 pracowników na całym świecie. Wyniki badania dostarczają kluczowych informacji, które umożliwiają lepsze zrozumienie rozmaitych aspektów wpływających na dobre samopoczucie pracowników. Co więcej, spostrzeżenia te stanowią praktyczny kompas, wskazujący skuteczne strategie, które organizacje mogą z łatwością wdrożyć.

Polska w grupie z największymi problemami

Wśród krajów znajdujących się pod globalnym mikroskopem, nieoczekiwane odkrycia wyłaniają się z analizy danych dla Hiszpanii, Polski, Portugalii, Szwecji i Danii. Około czterech na pięciu pracowników w tej grupie otwarcie przyznaje, że zmaga się ze stresem i wypaleniem zawodowym. Polska jest druga na liście wskazań twierdzących – Polacy zapytani o to, czy w ciągu ostatniego roku doświadczyli jakichkolwiek oznak stresu/wypalenia zawodowego, w 82% potwierdzają, że taka sytuacja miała miejsce. Powyżej naszego kraju znalazła się tylko Hiszpania. Zaskakującym może być fakt, iż Szwecja i Dania – znane z wysokiej jakości życia i wysokiego wskaźnika szczęścia wśród społeczeństwa, obecnie borykają się z wysokim wskaźnikiem stresu i wypalenia zawodowego.

Choć również pod kątem swobody rozmowy wśród pracowników Polskę cechuje niechlubny wynik, to szczegółowa analiza danych wskazuje, że pierwotna przyczyna wykracza poza sam dyskomfort związany z rozmową z przełożonym. Wyniki uwypuklają także, że liderom brakuje kluczowych umiejętności potrzebnych do skutecznej komunikacji, empatii i rozwiązywania problemów. We wszystkich objętych badaniem krajach radzenie sobie ze stresem jawi się jako najważniejsza umiejętność pozytywnie wpływająca na dobrostan (35%). Jednak na tym lista się nie kończy. Umiejętności komunikacyjne, praca zespołowa, coaching i zarządzanie, a także umiejętności przywódcze są prawie równie ważne. Podkreśla to pilną potrzebę kompleksowych szkoleń zarówno dla menedżerów, jak i zespołów w organizacjach.

Co ciekawe, większość pracowników (63%) woli, aby ich przełożeni regularnie sprawdzali ich samopoczucie. Wymaga to częstszego szkolenia przywódców w tym temacie. Rozwiązanie tego problemu wymaga nie tylko wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego, ale także praktycznych narzędzi i umiejętności. Menedżerów zachęca się dziś do wzmacniania swojego przywództwa poprzez szkolenia w zakresie regularnych kontroli samopoczucia zespołu.

Przełożeni powinni dziś promować kulturę dobrego samopoczucia psychicznego, tworząc bezpieczne i wspierające środowisko, w którym bezbronność i uczciwość są akceptowane. Liderzy muszą dawać właściwy przykład, dzielić się własnymi doświadczeniami na temat samopoczucia i przezwyciężania wyzwań. Warto zachęcać zespoły do znaczących rozmów – poświęć czas na spotkaniach, aby wysłuchać, jak naprawdę czują się ludzie w firmie. Zadawać właściwe pytania i dawać przestrzeń, której potrzebują do rozmowy – mówi Gijs Coppens, założyciel OpenUp & iPractice, psycholog opieki zdrowotnej.

Rozwój osobisty a szczęście w pracy

Raport GoodHabitz rzuca światło na kluczowy, choć często niedoceniany element poprawy dobrostanu i produktywności pracowników. Jak wynika z badań, nagrody finansowe w dalszym ciągu odgrywają kluczową rolę w zadowoleniu z pracy. Jednocześnie znaczenie rozwoju osobistego stale rośnie. Nie ulega wątpliwości, że źródłem szczęścia w pracy jest spełnienie, które towarzyszy rozwojowi osobistemu. W skali globalnej prawie czterech na pięciu pracowników widzi korelację między byciem szczęśliwym w pracy a tym, jak wpływa to na ich ogólne samopoczucie (78%). To pokazuje, jak bardzo praca i życie prywatne są ze sobą powiązane.

Raport odzwierciedla założenie, że pielęgnowanie rozwoju osobistego wspiera dynamiczną kulturę pracy i poprawia wskaźnik szczęścia w zespołach. Liczby te wskazują na aspekty, które obserwuję na co dzień, pełniąc funkcję specjalisty ds. HR. Uważam, że postępowe firmy muszą dostrzegać nieodłączny związek między ogólnym dobrostanem swoich pracowników a ich szczęściem w pracy. Menedżerowie muszą przejść szkolenia, aby skutecznie zająć się tym powiązaniem i wspierać je, tworząc pozytywne i dobrze prosperujące środowisko pracy – mówi Sandrien Boogaard, Dyrektor HR w GoodHabitz.

Po polskich drogach jeździ już prawie 50 tys. samochodów całkowicie elektrycznych

Według danych z końca sierpnia 2023 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 48 533 osobowe i użytkowe samochody całkowcie elektryczne (BEV). Przez pierwsze osiem miesięcy b.r. ich liczba zwiększyła się o 15 137 sztuk, tj. o 67% więcej niż w analogicznym okresie 2022 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

Pod koniec sierpnia 2023 r. po polskich drogach jeździło 84 947 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 43 567 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 41 380 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 5 010 szt., z czego BEV stanowiły ponad 99%. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec sierpnia składała się z 18 506 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 600 742 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 984 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec sierpnia 2023 r. w Polsce funkcjonowały 3003 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (6006 punktów). 33% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 67% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W sierpniu uruchomiono 50 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (122 punkty).

Zwykle okrągłe liczby są powodem do świętowania, cieszymy się zatem, bo ostatnie dane dają taką możliwość. Niebawem po polskich drogach będzie jeździło 50 tysięcy wszystkich rodzajów samochodów bateryjnych – w tym 5 tysięcy samochodów dostawczych i ciężarowych, 1 000 autobusów, 200 pojazdów wodorowych, 600 tysięcy hybryd a także 18,5 tysiąca motocykli i motorowerów. Do tego dochodzą 3 tysiące stacji z 6 tysiącami ogólnodostępnych punktów ładowania. Oczywiście porównując się do tak rozwiniętych krajów jak Francja czy Niemcy mamy jeszcze sporo do zrobienia, ale dynamika wzrostów jednoznacznie pokazuje, że nisko- i zeroemisyjność to kierunek, w którym polska branża motoryzacyjna będzie podążała. Jednak już dziś musimy zrobić wszystko, żeby ten trend nie spowodował pojawienia się Europy dwóch prędkości, w której Polska pozostanie w grupie krajów wolniej rozwijających się w tym obszarze – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

W 15 miastach z największą liczbą ogólnodostępnych stacji ładowania znajduje się niemal połowa (1337) wszystkich takich urządzeń w Polsce. W samej tylko Warszawie funkcjonuje więcej stacji niż w województwach świętokrzyskim, lubelskim, lubuskim, podlaskim i podkarpackim łącznie. Instrumenty sprzyjające wyrównywaniu dysproporcji pomiędzy poszczególnymi regionami Polski w zakresie rozbudowy infrastruktury ładowania będą jednym z tematów, które omówimy w gronie kluczowych intersariuszy (w tym przedstawicieli administracji publicznej i samorządowej, OSD oraz wiodących opertorów) podczas rozpoczynającego się już dziś Kongresu Nowej Mobilności – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Cloud Technologies ponownie notuje wzrost marży oraz kolejny rekordowy kwartał

Notowana na GPW Cloud Technologies, jeden z wiodących globalnych dostawców danych, dzięki konsekwentnej realizacji strategii rozwoju ponownie wypracowała bardzo dobre wyniki finansowe.  W I półroczu 2023 r. wskaźnik EBITDA osiągnął 13,5 mln PLN, a w II kwartale b.r. 7,2 mln PLN, co oznacza wzrost o 43% r./r. Drugi kwartał 2023 r. był również rekordowy w kluczowym dla rozwoju spółki segmencie sprzedaży danych. Cloud Technologies wypracowała 11,8 mln PLN przychodów w tym segmencie, co oznacza wzrost o 41,7% r./r. Jest to najlepszy sprzedażowo drugi kwartał w historii spółki. W I półroczu 2023 r. marża EBITDA sięgnęła 47,6%, a w II kwartale b.r. zbliżyła się do 50%.

– Postawiliśmy na wysokomarżowy segment sprzedaży danych, dzięki czemu nadal szybko rośniemy i poprawiamy wyniki. Wypracowaliśmy rekordową sprzedaż w tym segmencie – po raz trzeci w historii powyżej 10 mln PLN w ujęciu kwartalnym. Marża segmentu wynosi obecnie już blisko 67% i ze względu na charakterystykę modelu biznesowego może dalej rosnąć. W świetle rosnącego globalnego zapotrzebowania na wysokiej jakości dane cyfrowe oraz możliwych nowych zastosowań naszej technologii w sektorze sztucznej inteligencji z dużym optymizmem patrzymy na przyszłość Cloud Technologies – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

W I półroczu tego roku Cloud Technologies wypracowało przychody w wysokości 28,4 mln PLN i zysk netto w wysokości 5 mln PLN. EBITDA w kluczowym dla spółki segmencie sprzedaży danych wyniosła 14,8 mln PLN, co oznacza wzrost o 49,6% r./r. Marżowość EBITDA segmentu przekroczyła 66%. W drugim kwartale tego roku wskaźniki te wyniosły odpowiednio: przychody – 14,5 mln PLN, zysk netto – 2 mln PLN, a EBITDA segmentu sprzedaży danych – 7,9 mln PLN. Notowana na GPW spółka, która 30 czerwca br. wypłaciła akcjonariuszom 1 PLN dywidendy na akcję (łącznie 4,6 mln PLN), w raportowanym okresie odnotowała dodatnie przepływy operacyjne w wysokości 3,7 mln PLN.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników w I półroczu. Drugi kwartał jest dla nas ponownie rekordowy. Efekty realizacji naszej strategii rozwoju widoczne są obecnie przede wszystkim we wzroście EBITDA i marży EBITDA oraz marży kluczowego segmentu sprzedaży danych. Jednocześnie, pomimo 2,7 mln PLN ujemnych różnic kursowych w II kwartale b.r. – dla porównania w II kwartale 2022 r.  odnotowaliśmy 1,6 mln zł dodatnich różnic kursowych – wypracowaliśmy satysfakcjonujący nas zysk netto. Zwiększając marżowość kluczowego dla nas segmentu oraz ograniczając działalność Grupy poza tym segmentem, czego przykładem jest zawarta 25 września b.r. umowa sprzedaży 100% udziałów spółki zależnej Audience Network, dążymy do dalszej poprawy wyników Grupy, konsekwentnie realizując cele przyjęte w perspektywie do 2025 roku – komentuje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy i członek zarządu Cloud Technologies.

Koncentracja działalności Cloud Technologies na międzynarodowej sprzedaży danych jest kluczowym elementem strategii rozwoju spółki na lata 2023 – 2025. Dzięki zawartej 25 września br. umowie sprzedaży 100% udziałów spółki zależnej Audience Network sp. z o.o. Cloud Technologies koncentruje się na strategicznym segmencie i upraszcza strukturę grupy kapitałowej, co pozytywnie przełoży się na efektywność kluczowych procesów biznesowych. Audience Network to agencja reklamowa dostarczająca usługi z zakresu marketingu internetowego, której działalność koncentruje się przede wszystkim na rynku polskim. Transakcja nie będzie miała istotnego wpływu na poziom EBITDA grupy kapitałowej, natomiast w jej wyniku ograniczone zostaną przychody prezentowane w segmencie pozostałej działalności. Celem strategicznym Cloud Technologies jest dalszy dynamiczny rozwój międzynarodowej sprzedaży danych w obecnych i nowych obszarach o dużym potencjale wzrostu. W ramach realizacji strategii rozwoju spółka zamierza przeznaczyć na rozwój do 100 mln PLN w latach 2023 – 2025. Szczegółowy plan zakłada przeznaczenie do 60 mln PLN na potencjalne akwizycje i inwestycje, około 10 mln PLN na prace badawczo-rozwojowe, a także około 30 mln PLN na skup 250 000 akcji w ramach programu motywacyjnego dla pracowników. Jednocześnie Zarząd Cloud Technologies zarekomendował ustanowienie polityki dywidendowej, z dywidendą w wysokości około 20% oczyszczonego wyniku EBITDA.

Jak oszczędzać na płatnościach firmowych w USD? Strategie dla przedsiębiorców

Oszczędzanie na płatnościach firmowych w USD to klucz do sukcesu w dzisiejszej globalnej gospodarce. Dlatego tak istotne są skuteczne strategie, które pomogą zminimalizować koszty transakcji w dolarach amerykańskich. Jakie są praktyczne sposoby na zwiększenie zysków oprócz monitorowania kursu dolara? Odkryj tajniki oszczędzania na walutach i umacniaj pozycję swojej firmy na międzynarodowym rynku.

Wybór optymalnej metody płatności i konta walutowego w USD

Transakcje w obcej walucie, ze względu na dodatkowe koszty przewalutowań, wymagają dokładnej analizy i zarządzania ryzykiem. Dlatego przedsiębiorstwa, aby chronić swoje interesy finansowe, priorytetowo powinny traktować optymalizację kosztów i płatności w USD.

Najczęstszą formą płatności i rozliczeń z zagranicznymi kontrahentami są międzynarodowe przelewy. Warto wybrać taką opcję, aby koszty przelewów były jak najmniejsze. Możesz skorzystać z oferty banku lub wybrać serwis wymiany walut online, który oferuje kompleksowe usługi dla firm, w tym również przelewy międzynarodowe w dolarach. Warto wziąć pod uwagę bezpieczeństwo transakcji oraz jej szybkość, a także szeroką ofertę metod wpłat.

Nie można też zapomnieć o konieczności założenia konta walutowego, na którym przechowywana będzie zagraniczna waluta, np. dolar amerykański. Przy wyborze konta rozliczanego w USD zwróć uwagę na warunki jego prowadzenia, dodatkowych opłat i prowizji. Sprawdź dostępność przelewów i innych usług, których potrzebujesz, aby sprawnie prowadzić firmowe rozliczenia.

Negocjacje z dostawcami i kontrahentami

Każda firma, niezależnie od tego czy działa jedynie na terenie swojego kraju, czy też współpracuje z przedsiębiorstwami z zagranicy, powinna negocjować warunki płatności. W przypadku faktur wystawianych w dolarach warto np. wziąć pod uwagę długość terminu płatności. Im dłuższy termin, tym więcej produktów sprzedaż z danej dostawy, dzięki czemu faktura będzie łatwiejsza w opłaceniu. Co więcej, w przypadku faktur w obcych walutach, dzięki dłuższemu terminowi możesz znaleźć dogodniejszy kurs wymiany i nie stracić na różnicy.

Platforma wymiany walut online, czyli korzystny kurs dolara

Platformy oferujące wymianę waluty online to przede wszystkim wygoda i oszczędność czasu. Siedzisz we własnym biurze lub w domu, sprawdzając kurs USD i wymieniasz o dowolnej porze, niezależnie od tego, czy jest środek tygodnia, weekend lub święta. Nie musisz tracić czasu na dojazdach, a jak wiadomo w przypadku prowadzenia interesów, dobra organizacja pracy jest podstawą. Platformy wymiany walut, takie jak np. Walutomat są też bardzo bezpieczne. Korzystają ze wszelkich możliwych zabezpieczeń, abyś czuł, że Twoje pieniądze nie są w żaden sposób zagrożone. To jednak nie wszystkie zalety, o których chcieliśmy wspomnieć. Największą korzyścią zaufania platformie wymiany online może okazać się kurs dolara https://www.walutomat.pl/kursy-walut/usd-pln/. Co to dokładnie oznacza? Często kurs USD jest korzystniejszy w porównaniu do placówek bankowych czy kantorów stacjonarnych. Ponadto masz możliwość wymiany USD PLN po zaproponowanym przez siebie kursie. Możesz również skorzystać z opcji alertów walutowych – otrzymasz wówczas powiadomienie, kiedy dolar amerykański osiągnie oczekiwany przez ciebie kurs.

Automatyzacja i optymalizacja procesu płatności

Prowadzisz działalność międzynarodową? Współpracujesz z zagranicznymi firmami i chcesz skorzystać z możliwości automatyzacji takich zadań jak wymiana walut w firmie? Serwis Walutomat daje ci szereg wygodnych możliwości, również dostępnego API https://www.walutomat.pl/firmy/. Dzięki temu procedura rozliczeń w obcych walutach będzie znacznie przyjemniejsza i łatwiejsza.

Innowacyjne metody zarządzania przedsiębiorstwami to dzisiaj nic nadzwyczajnego. Dlatego coraz więcej firm decyduje się na wprowadzenie automatyzacji procesów księgowych oraz płatności związanych np. z takimi strefami jak wymiana walut. Wiąże się to bezpośrednio z wieloma zaletami. Wśród nich należy wymienić m.in. oszczędność czasu oraz zasobów. Wybrane procesy wpływają też na zwiększenie wydajności pracy. Dzięki możliwości szybszego załatwienia niektórych spraw oraz wielu ułatwieniom, jakie daje automatyzacja, stawiane przed pracownikiem zadania są łatwiejsze w realizacji. Co wpływa na poprawę jego samopoczucia. Co z kolei ma znaczenie w kontekście zaangażowania.

 

Wzrost gospodarczy w strefie euro: Aktualizacja

Według najnowszego raportu S&P Global Ratings, prognozy wzrostu PKB dla strefy euro nie uległy zmianie, pozostając na poziomie 0,6% na rok 2023 oraz 0,9% na kolejny rok. Niemniej jednak prognozy geograficzne nieco się różnią. Oczekuje się, że gospodarka Niemiec doświadczy większej kontrakcji, podczas gdy Hiszpania zanotuje większy wzrost.

Głównym czynnikiem wpływającym na 2024 rok będzie odporność rynku pracy. Wzrost płac przy jednoczesnym spowolnieniu inflacji będzie miał pozytywny wpływ na rzeczywisty dochód rozporządzalny gospodarstw domowych w przyszłym roku, wspierając konsumpcję.

Dynamika eksportu strefy euro nie wskazuje jeszcze na straty w globalnym handlu, ale nadwyżka handlowa jest niższa niż przed wybuchem kryzysu energetycznego. Stopy procentowe prawdopodobnie osiągnęły szczyt, a Rada EBC może rozpocząć obniżanie stóp dopiero w drugiej połowie 2024 roku.

Skutki dla gospodarki

Oczekuje się, że wzrost gospodarczy w strefie euro spadnie do 0,6% w tym roku w porównaniu do 3,4% w 2022 roku. Wzrost będzie minimalny w 2024 roku (0,9%) przed potencjalnym powrotem do wzrostu rocznego na poziomie 1,5% w latach 2025-2026.

Zmieniła się natomiast geograficzna kompozycja wzrostu. Krajami, które najbardziej ucierpiały, są te zależne od handlu zewnętrznego i gdzie rynek nieruchomości doświadcza szybkich korekt, takie jak Niemcy i Holandia. Natomiast kraje, w których spowolnienie inflacji jest szybsze i rynek pracy bardziej odporny, takie jak Hiszpania i Belgia, doświadczają lepszych wyników.

Jednakże ogólny trend spowolnienia jest zauważalny. Wysoka inflacja i rosnące stopy procentowe znacząco ograniczają popyt, a korzystne wiatry po pandemii zanikają.

Inflacja i rynki pracy

Prognoza inflacji na rok 2023 została znacząco obniżona do 5,6%, głównie z powodu szybszego niż przewidywano spadku cen energii w drugim kwartale. Inflacja na 2024 rok ma wynieść 2,7%.

Rynek pracy będzie kluczowym czynnikiem decydującym o perspektywach wzrostu na przyszły rok. Mimo pewnych znaków spowolnienia, rynek pracy pozostaje mocny.

Eksport i polityka EBC

Wzrost eksportu strefy euro spowolnił się, ale nie wskazuje na straty na globalnym rynku. Niemniej jednak, handel strefy euro z resztą świata pozostaje mniej rentowny niż wcześniej.

W odniesieniu do polityki pieniężnej, EBC sygnalizuje, że stopy procentowe mogą pozostać niezmienione przez dłuższy czas.

Podsumowanie:

Gospodarka strefy euro stoi przed wieloma wyzwaniami. Odporność rynku pracy, globalna dynamika handlu i polityka EBC będą miały decydujący wpływ na kształtowanie się gospodarki w najbliższych latach.

Jastrzębi Fed wspiera dolara, GBP traci na gołębiości BoE. Frank słabnie

Kurs EUR/PLN zakończył tydzień spadkiem do 4,60, wspierany m.in. przez werbalne interwencje. Równolegle wiele z odczytów gospodarczych z ubiegłego tygodnia zaskoczyła w górę, co może wskazywać na pierwsze oznaki odzyskiwania przez gospodarkę gruntu pod nogami. W tym tygodniu czekamy jeszcze na wstępny odczyt wrześniowej inflacji CPI – wszystko wskazuje, że znalazła się już na poziomie jednocyfrowym.

Jastrzębie komunikaty Fedu, sugerujące, że FOMC może jeszcze podnieść stopy procentowe i nie spieszy mu się do ich obniżania, sprawiły, że rentowności na całym świecie ponownie wzrosły. Drogę wskazały im rentowności kluczowych 10-letnich obligacji skarbowych w USA, które wzrosły do najwyższego poziomu od 2007 r. Aktywa ryzykowne na całym świecie znacznie straciły, ceny akcji i surowców spadły, a spready kredytowe rozszerzyły się.

Wpływ na rynki walutowe był mieszany. Dolar przez większość czasu zyskiwał, ale typowe safe haven, jak frank szwajcarski i jen japoński, osłabiły się przez gołębie zaskoczenia ze strony właściwych banków centralnych. Funt brytyjski również nie radził sobie dobrze po tym, jak w obliczu niższej od oczekiwań inflacji w sierpniu Bank Anglii niespodziewanie zagłosował za utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie.

Wrześniowe posiedzenia najważniejszych banków centralnych są już za nami, uwaga skupi się więc na danych gospodarczych. Polityka monetarna stała się jeszcze bardziej niepewna i nieprzewidywalna, niż była od 2021 r. Banki centralne żywią nadzieję, że obecne poziomy stóp procentowych wystarczą, by inflacja podążała stałym trendem spadkowym – z tego względu nadchodzące dane dotyczące dynamiki cen są istotniejsze niż kiedykolwiek. Najważniejsze w tym tygodniu będą wstępny odczyt inflacji HICP w strefie euro we wrześniu i odczyt inflacji PCE w USA w sierpniu – oba poznamy w piątek 29.09.

PLN

Po serii strat przyszedł czas na aprecjację złotego. Kurs EUR/PLN zakończył tydzień spadkiem do 4,60 – pomogły mu po części siła grawitacji, a po części komentarze bankierów centralnych. Prezes Glapiński przyznał, że przestrzeń do dalszych obniżek stóp zawęziła się, co sugeruje, że bank raczej nie będzie nadmiernie agresywny, podejmując kolejne decyzje. Członek RPP Henryk Wnorowski wysłał podobny sygnał, dodając, że osłabienie złotego jest lekcją dla banku. Werbalne interwencje – zarówno wcześniejsze, poczynione przez oficjeli spoza banku centralnego, jak i niedawne przedstawicieli NBP – sugerują, że nadmiernie słaby złoty nie jest mile widziany. Należy jednak pamiętać o dwóch rzeczach: za rogiem są wybory parlamentarne, a bank we wrześniu niespecjalnie podążał za tym, co wcześniej sygnalizował – właściwie był od tego dość daleko.

 

W ubiegłym tygodniu opublikowano również wiele odczytów gospodarczych. Większość z nich przebiła oczekiwania, a szczególnie zachęcające były wzrosty sprzedaży detalicznej i produkcji budowlano-montażowej. Możliwe, że to pierwsze oznaki odzyskiwania przez gospodarkę gruntu pod nogami. W tym tygodniu skupimy się na piątkowym (29.09) wstępnym odczycie inflacji CPI we wrześniu. Oczekuje się, że główna miara ponownie doświadczy silnego spadku i tym razem znajdzie się na poziomie jednocyfrowym.

EUR

W ubiegłym tygodniu euro ponownie straciło grunt względem dolara, tempo deprecjacji jednak spada i możliwe, że dolnym ograniczeniem będą okolice poziomu 1,06. Kontrast między prężną amerykańską gospodarką i tkwiącą w zastoju europejską oraz pesymizm wobec ożywienia chińskiej gospodarki są poważnymi przeszkodami dla wspólnej waluty. Uważamy jednak, że w jej wycenie zawarty jest już bardzo ponury scenariusz, a dane z Chin zaczynają zaskakiwać w górę.

Najważniejszy dla euro będzie tegotygodniowy odczyt inflacji HICP (piątek 29.09). Rynki oczekują znacznego spadku zarówno miary głównej, jak i bazowej. Wszelkie rozczarowania na tym froncie prawdopodobnie spowodują silną aprecjację euro. W poniedziałek przemawiać będzie prezeska Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde, nie spodziewamy się jednak, że dowiemy się czegoś innego niż po ostatnim posiedzeniu Rady Prezesów.

USD

Rezerwa Federalna wstrzymała się z podwyżką stóp procentowych – co było powszechnie oczekiwane – jednocześnie jednak zrewidowała mocno w górę oczekiwania dotyczące przyszłych poziomów stóp procentowych w dot plocie. Mediana na 2023 r. pozostała niezmienna względem czerwcowych projekcji i wskazuje wciąż na jeszcze jedną podwyżkę w tym roku, prognozy na 2024 i 2025 r. wzrosły zaś o 0,5 pp. To dla rynków jasny sygnał, że inflacja jest daleka od przezwyciężenia – szczególnie biorąc pod uwagę siłę amerykańskiej gospodarki – a stopy procentowe będą musiały pozostać wysokie przez dłuższy czas, niż wcześniej sądzono.

Opublikowany wcześniej w tym miesiącu raport dotyczący inflacji konsumenckiej sugerował, że nie jest ona w pełni pod kontrolą. Niezwykle istotny będzie piątkowy (29.09) odczyt inflacji PCE, czyli preferowanej przez Fed miary dynamiki cen. Rynki oczekują kolejnego umiarkowanego odczytu, który mógłby uspokoić obawy dotyczące dalszych podwyżek stóp procentowych Fedu i być może ograniczyć na razie aprecjację dolara.

GBP

Bank Anglii skorzystał na opublikowanych wcześniej w tym miesiącu pozytywnych wieściach dotyczących inflacji i utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie – rozkład głosów był jednak bardzo wyrównany i wyniósł 5:4. Rada nie zamknęła drzwi do dalszego zacieśniania, powszechnie uważa się jednak, że bank przygotowuje się do zakończenia cyklu podwyżek. Sugerują to zmiany wycen po posiedzeniu – w kontraktach swap prawdopodobieństwo finalnej podwyżki stóp procentowych o 25 pb. przed końcem roku wynosi ok. 50%.

Funt na tę gołębiość zareagował negatywnie – zakończył tydzień spadkiem o ponad 1% względem dolara i był najgorzej radzącą sobie walutą G10. Zachowanie funta jest wyraźnie powiązane z oczekiwaniami dotyczącymi brytyjskich stóp procentowych, a te z kolei będą zależały od kolejnych odczytów inflacyjnych. Decydenci wyrazili również zwiększone obawy dotyczące perspektyw brytyjskiej gospodarki, obniżając jednocześnie ocenę wzrostu PKB w III kwartale do niemal zera. W czwartek (28.09) opublikowane zostaną zrewidowane dane o wzroście w II kwartale, biorąc jednak pod uwagę, jak dawnego okresu dotyczą, handel funtem powinien w naszej ocenie zależeć raczej od wydarzeń poza granicami kraju.

CHF

Frank szwajcarski zakończył ostatni tydzień w dolnej części zestawienia walut G10, co zdarza się rzadko. Było to spowodowane w dużej mierze zaskakującą decyzją Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB), który utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie, podczas gdy rynki spodziewały się podwyżki o 25 pb. SNB wydaje się coraz bardziej zaniepokojony spowolnieniem gospodarczym, w mniejszym stopniu zaś inflacją, jak można sądzić po zrewidowanych w dół projekcjach na 2025 r. – dynamika cen ma spaść do 1,9%, czyli do celu banku. Bank nie wykluczył całkowicie dalszego zacieśniania, jego prawdopodobieństwo jest jednak naszym zdaniem bardzo niskie.

Gołębi zwrot SNB niewątpliwie jest negatywny dla szwajcarskiej waluty, co potwierdziła największa od czerwca, natychmiastowa jej wyprzedaż w parze z euro po ogłoszeniu decyzji. Bank nie zrezygnował jednak ze swojej deklaracji dotyczącej możliwości interwencji, co oznacza, że frank wciąż może być wspierany przez jego sprzedaż walut. Ten tydzień powinien być dla franka spokojniejszy. Rynki skupią się na danych dotyczących sentymentu, szczególnie publikowanym w piątek (29.09) indeksie KOF.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Nastroje konsumentów w Polsce poprawiają się

Coraz mniej respondentów spodziewa się pogorszenia sytuacji gospodarczej w Polsce. Rośnie też odsetek osób, które deklarują, że są w stanie oszczędzać z bieżących dochodów.

Tak optymistyczne wyniki znalazły się w najnowszej edycji badania „Sytuacja na rynku consumer finance”, opracowywanego co kwartał przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce (ZPF) oraz Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej (IRG SGH).

– Nastroje konsumentów są w trendzie wzrostowym. Jednak utrzymanie go nie jest przesądzone – wskazuje dr Sławomir Dudek, ekonomista SGH i współautor badania.

Maleją obawy przed bezrobociem. Ale „daleko nam do poziomów, gdy koniunktura była bardzo dobra”

W edycji badania zrealizowanej w trzecim kwartale 2023 r. uwagę zwraca m.in. spadek liczby respondentów oczekujących wzrostu bezrobocia w kolejnych miesiącach. Takiego scenariusza obawia się 42 proc. ankietowanych, podczas gdy w drugim kwartale ich odsetek sięgnął 53 proc., a przed rokiem – 60 proc.

– Stopa bezrobocia w Polsce utrzymuje się na poziomie około 5 proc. Oznacza to, że pomimo obaw związanych ze spowolnieniem gospodarczym mamy jeden z najniższych wskaźników bezrobocia w Europie – mówi Marcin Czugan, prezes ZPF. – Pewność utrzymania miejsc pracy wpływa też na poprawę ocen sytuacji finansowej gospodarstw domowych – dodaje.

Widać to m.in. w danych poświęconych obsłudze zobowiązań finansowych. Według badania 55 proc. respondentów spodziewa się, że terminowa spłata zobowiązań (np. rat kredytów i pożyczek) nie będzie sprawiać im problemów. Przed rokiem odsetek optymistów w tym zakresie wynosił 47 proc.

Dodatkowo, lepsze nastroje wśród Polaków potwierdza również fakt, iż 55 proc. ankietowanych deklaruje, że ma nadwyżki finansowe i jest w stanie oszczędzać z bieżących dochodów – ich odsetek wzrósł o 4,5 pkt. proc. r/r.

Wśród powodów wzrostu optymizmu konsumentów dr Sławomir Dudek wskazuje m.in. doniesienia o spadku inflacji oraz analizy mówiące o tym, że spowolnienie gospodarcze w tym roku może nie być tak głębokie, jak pierwotnie prognozowano.

– Z drugiej strony daleko nam do poziomów, gdy koniunktura była bardzo dobra – zauważa ekonomista.

Barometr Rynku Consumer Finance w górę. Co to oznacza?

Efektem badania ZPF i IRG SGH jest Barometr Rynku Consumer Finance (BRCF). W trzecim kwartale wartość tego wskaźnika wyniosła 97 pkt. Oznacza to, że wzrósł on o 2,7 pkt. k/k. To jednocześnie czwarty kwartał z rzędu, gdy odczyty BRCF idą w górę.

ZPF - BRCF Q3 2023

Należy jednak zwrócić uwagę, że chociaż widać wyraźny trend wzrostowy, to jednak wartość barometru pozostaje na poziomie poniżej 100 pkt. Tymczasem w okresie przed pandemią przekraczała ona nawet 110 pkt.

Barometr Rynku Consumer Finance – o projekcie

„Sytuacja na rynku consumer finance” to badanie realizowane od 2006 r. w odstępach kwartalnych przez ZPF oraz IRG SGH. Jest prowadzone za pomocą ankiety badawczej metodą testu koniunktury.

Efektem badania jest m.in. wskaźnik BRCF – pokazuje on aktualne nastroje konsumentów, pozwalające przewidywać m.in. ich skłonność do zaciągania nowych zobowiązań.

3 tys. zł kary za położenie paragonu na ladzie. Przepisy milczą, urzędy skarbowe wręczają mandaty

Trzy tysiące złotych – tyle miała zapłacić sprzedawczyni w jednej z lodziarni w Polsce, którą urząd skarbowy ukarał mandatem za położenie paragonu na ladzie sklepu. Kara została ostatecznie uchylona przez Krajową Administrację Skarbową. Jednak przepisy nie regulują sposobu wręczania paragonów konsumentom, co prowadzi do kuriozalnych sytuacji.

Sytuacje, w których sprzedawcy wydają paragony i zamiast dać je klientowi do ręki, kładą je na ladzie są powszechnym zjawiskiem. Często konsumenci też odmawiają przyjęcia pokwitowania. Powstaje więc pytanie czy w przypadku, gdy klient coś kupuje, a sprzedawca wręcza mu paragon i kładzie go na ladzie to czy jest to niepoprawne zachowanie? Jeśli akurat zachodzi kontrola to faktycznie mogłoby wydawać się, że paragon nie został wręczony klientowi osobiście. To kuriozalna sytuacja, biorąc pod uwagę, że wielu podatników zwyczajnie nie chce odbierać paragonów. Z kolei przepisy w żaden sposób nie regulują, w jaki sposób paragony mają być wydawane klientom.

Warto zastanowić się, jak punkty gastronomiczne i inne sklepy mają wydawać konsumentom paragony. Sprzedawcy mogliby dawać je razem z torbami czy, w tym przypadku, z wafelkiem. Wtedy nie byłoby wątpliwości, że dokument trafił bezpośrednio do ręki klienta.

W mojej ocenie przypadek lodziarni to przykład naruszenia zasad kontroli. Tego typu sytuacje nie powinny mieć miejsca, a takie działania organów podatkowych powinny być wyjątkiem, a nie regułą. Wręczanie mandatów za takie “przewinienia” działa na niekorzyść zaufania podatników do organów podatkowych i państwa i sprzeczne z wszelkimi zasadami.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Czy to koniec oszustw telefonicznych? Od dzisiaj nowe obowiązki operatorów

Dziś wchodzi w życie polska ustawa o zwalczaniu nadużyć w komunikacji elektronicznej. Przepisy mają utrudnić oszustom podszywanie się pod numery telefonów i osoby celem wyłudzenia danych lub pieniędzy. Problem jest coraz poważniejszy – cyberprzestępcy codziennie dokonują tysięcy ataków na użytkowników mobilnych, podszywając się pod banki, dostawców energii czy kurierów – przekonują eksperci Check Point Software. Czy akt prawny choć częściowo zredukuje problem?

E-maile lub SMS-y phishingowe są ważnym narzędziem w arsenale każdego hakera, ponieważ można je szybko wdrożyć i mogą dotrzeć do milionów użytkowników przy stosunkowo niskich kosztach. Dają one cyberprzestępcom możliwość wykorzystania reputacji marek, w celu przejęcia danych osobowych lub istotnych informacji handlowych i – w efekcie – korzyści finansowych – mówi Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software w Polsce.

Aby ograniczyć taki proceder od 25 września obowiązuje w Polsce nowe prawo, dzięki któremu Polacy mają rzadziej otrzymywać fałszywe wiadomości czy połączenia telefoniczne. Operatorzy telekomunikacyjni będą od teraz zobowiązani do blokowania SMS-ów, które zawierają konkretne znamiona smishingu, a także połączeń głosowych, których celem jest podszywanie się pod inną osobę lub instytucję. Kolejnym nałożonym na nich obowiązkiem jest automatyczne blokowanie dostępu do fałszywych domen internetowych.

Ponadto Urząd Komunikacji Elektronicznej prowadzić będzie wykaz numerów, który ograniczy możliwość podszywania się pod urzędy oraz instytucje. Telekomy wspierać będzie również zespół CSIRT NASK, który przekazywać ma im wzorce wiadomości, które wyczerpują znamiona przestępstwa, jakim jest smishing.

– Urządzenia mobilne nadal stanowią kuszący cel dla hakerów, czy to w kontekście kradzieży danych, czy do zdalnego śledzenia użytkownika. Cyberprzestępcy atakują m.in. popularne, powszechnie używane aplikacje, które użytkownicy uznaliby za bezpieczne, lub wykorzystują nowe luki w systemach Android i iOS w celu rozprzestrzeniania wszelkiego rodzaju złośliwego oprogramowania. To ważne przypomnienie, że większość urządzeń mobilnych jest nadal niedostatecznie chroniona pomimo ilości przechowywanych na nich wrażliwych danych osobistych i firmowych. – zauważa Alexander Chailytko, menedżer działu badań i innowacji w Check Point Software.

Nowa ustawa może w znacznym stopniu ograniczyć oszustwa telefoniczne i SMS-owe, takie jak szeroko zakrojona kampania smishingowa, której autorzy w zeszłym podszywali się pod PGE, grożąc odcięciem prądu w przypadku nieuregulowania rachunku za prąd. Nie oznacza to jednak, że użytkownicy smartfonów będą w pełni bezpieczni. Eksperci Check Point Software podkreślają, że urządzenia mobilne są nadal jednym z ulubionych celów dla cyberprzestępców, pozwalającym na wiele form infekcji: od zainfekowanych aplikacji mobilnych, przez złośliwe załączniki odbierane na telefonach czy właśnie fałszywe wiadomości wzywające do pobrania aplikacji lub uregulowania rachunku.

PRCH: Polacy chcą powrotu niedziel handlowych

Polska Rada Centrów Handlowych od 8 lat konsekwentnie opowiada się za możliwością prowadzenia handlu w niedziele. Za przywróceniem niedziel handlowych przemawia szereg argumentów ekonomicznych i społecznych. Dla handlu były one dniem największych obrotów w trakcie tygodnia, co dla gospodarki przekładało się na większe zatrudnienie i wyższe wpływy podatkowe. Konsumenci korzystali z komfortu wygodnych zakupów, nic więc dziwnego, że Polacy chcą powrotu niedziel handlowych. Podobne oczekiwanie konsekwentnie wyraża Zarząd PRCH, popierając jednocześnie gwarancje dla praw pracowników handlu.

Dziś istniejąca infrastruktura centrów handlowych, którą trzeba ogrzewać, ochraniać i sprzątać nie jest wykorzystywana w niedziele. To nie tylko generuje koszty dla najemców i właścicieli obiektów, ale też realne straty dla gospodarki. Tymczasem powrót do możliwości handlu w niedziele pozwoliłby na wzrost zatrudnienia, zwiększył obroty handlu o około 4% i przyniósł państwu dodatkowe wpływy podatkowe. Dla klientów, otwarte sklepy oznaczałby większą swobodę i komfort robienia zakupów. Obecnie zdecydowana większość krajów członkowskich Unii Europejskiej nie stosuje żadnych ograniczeń handlu w niedziele – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Skutki przywrócenia handlu w niedziele:

  • wzrost zatrudnienia w handlu, głównie w galeriach handlowych, o 20-40 tys. pracowników,
  • wzrost elastycznego zatrudnienia osób w niepełnym wymiarze pracy, np. studentów,
  • około 4% wzrost obrotów handlu,
  • zwiększone wpływy podatkowe z VAT w handlu,
  • przywrócenie możliwości zakupów, z której przed 2018 r. korzystało około 75% Polaków.

Polacy w większości nie chcieli wprowadzania ustawowego zakazu handlu w niedziele. Potwierdzały to badania opinii, choćby TNS (obecnie Kantar) z 2016 r. Ponadto, już w 2016 r. w ramach akcji „TAK dla otwartych niedziel”, zorganizowanej przez Polską Radę Centrów Handlowych, tylko w jeden weekend na terenie 50 centrów handlowych w całym kraju zebrano około 100 tys. podpisów pod petycją wyrażającą sprzeciw wobec ograniczania handlu w niedziele.

Po wprowadzeniu ograniczeń w niedzielnym handlu opinie Polaków się nie zmieniły. Z badań opinii publicznej wynika, że ograniczenia popiera tylko około 35% Polaków, a 50% oczekuje powrotu handlu w niedziele (m.in. badania Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna czy ARC Rynek i Opinia). Takie preferencje potwierdza również najnowsze badanie IBRiS z września 2023 r., w którym aż 77% respondentów, po zapowiedzi rządu o planowanym wprowadzeniu wolnej od pracy Wigilii (w 2023 r. wypada w niedzielę handlową), opowiedziało się za wyznaczeniem drugiej niedzieli handlowej w grudniu 2023 r.

Wyniki Bio Planet za I półrocze 2023 r.

Pierwsze półrocze 2023 roku przyniosło spółce Bio Planet kolejne pozytywne wyniki. Lider wśród dostawców żywności ekologicznej zanotował przychody na poziomie 130,5 mln zł. Oznacza to wzrost o 27% w stosunku r/r. Coraz lepsza sytuacja spółki jest wynikiem odważnej, ale przemyślanej polityki w zakresie konsolidacji rynku. Jednym z najważniejszych kroków w tym kierunku było przejęcie części aktywów dwóch spółek – NaturaVena oraz Smak Natury. Na kolejne miesiące Bio Planet ma równie ambitne cele.

„Dobre wyniki sprzedaży jakie osiągnęliśmy w I półroczu są efektem długofalowej strategii konsolidacji rynku, którą realizujemy. W pierwszych miesiącach roku wprowadziliśmy do dystrybucji marki oferowane do IV kwartału 2022 roku przez spółki NaturaVena i Smak Natury. Ważnym wydarzeniem w życiu spółki było także uruchomienie obsługi dropshippingowej sklepów internetowych. W przyszłości planujemy rozwijać i udoskonalać tego typu usługi dla coraz większej liczby sklepów internetowych. W naszej opinii te działania, a także rosnąca popularność produktów eko, którą widzimy chociażby w zmianie struktury odbiorców dają nadzieję na długofalowy rozwój” – Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Dzięki przejęciu części aktywów dwóch spółek – NaturaVena oraz Smak Natury Bio Planet poszerzyło ofertę oraz liczbę klientów. Lista oferowanych produktów zwiększyła się do około 8.000 produktów. Poszerzona oferta oraz nowe sieci supermarketów, których obsługą wcześniej zajmowały się NaturaVena oraz Smak Natury przyczyniła się również do wzrost udziału w przychodach sieci sklepów ogólnospożywczych, z 8 do 18%.

Zysk netto za pierwsze półrocze 2023 roku wyniósł 1,6 mln zł i był o 11 % niższy od zysku netto w analogicznym okresie w 2022 roku, kiedy wynosił 1,8 mln zł. Jak podkreśla jednak Sylwester Strużyna jest to zjawisko wynikające z dużego wzrostu wielu kosztów rynkowych w tym utrzymujących się wysokich stóp procentowych. Spółka dąży do tego, aby już w najbliższych miesiącach wzrost przychodów był wyższy od wzrostu kosztów funkcjonowania, co przełoży się na trwałą poprawę rentowności działania.

Zrealizowane w I półroczu inwestycje przyniosły spółce 26 % wzrost przychodów w stosunku do I półrocza 2022 roku. Jak zapewnia Prezes Strużyna, Bio Planet posiada potencjał logistyczny i operacyjny do realizacji dalszego wzrostu przychodów ze sprzedaży w kolejnych okresach. Pozytywnym czynnikiem wpływającym na sytuację spółki i pozwalającym patrzeć z optymizmem w przyszłość jest stopniowo malejąca inflacja oraz zbliżająca się perspektywa kolejnej obniżki stóp procentowych. Ta ostatnia może znacznie obniżyć koszty kredytowe, z jakimi mierzy się obecnie spółka, a które wpływają na wynik netto oraz przełożyć się na powrót optymizmu konsumentów płacących często wysokie odsetki od zaciągniętych kredytów hipotecznych.

W średnim okresie czasu Bio Planet planuje koncentrować się m.in. na rozwoju eksportu oraz przygotowaniu odpowiednich środków finansowych, które umożliwią dokończenie i uruchomienia nowoczesnych zakładów konfekcjonowania. „W 2022 roku zakończyliśmy pierwszy etap budowy, osiągnięty został stan surowy zamknięty. Planujemy wznowić budowę po zebraniu odpowiednich środków własnych lub po obniżce stóp procentowych. Zależy nam, aby dokończyć budowę, jednak nie chcemy narażać firmy na zbyt wysokie odsetki od kredytów. Zawarliśmy aneks do umowy kredytu inwestycyjnego, dzięki czemu jego wartość została zmniejszona do kwoty 10 mln zł. Ten ruch również pozytywie wpłynie na naszą kondycję finansową. Szukamy też alternatywnych źródeł finansowania naszych działań marketingowych, stąd decyzja dotycząca podpisania umowy o dotacje z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa. Druga kwestia, na której chcemy się skupić to eksport. W ostatnim czasie badamy możliwości sprzedaży do krajów spoza Unii Europejskiej i udało nam się znaleźć odbiorcę w Katarze. Eksport to obecnie około 4 % naszej sprzedaży, jednakże jego udział w strukturze sprzedaży stopniowo wzrasta” – podsumowuje Prezes Bio Planet.

Czy „Widmo Wolności” przywróci CD Projekt dawny blask?

CD Projekt to spółka pod wieloma względami wyjątkowa na rynku polskim. To właśnie za sprawą dzieł Redów, polski gaming stał się rozpoznawalny na całym świecie, a seria gier wiedźmińskich, z „Dzikim Gonem” na czele pokazała, że ich produkcje stawiają nową poprzeczkę dla produkcji klasy AAA. Po świetnej sprzedaży III części Wiedźmina, podbitej później dodatkami „Serce z Kamienia” oraz „Krew i Wino”, oczekiwania względem kolejnych produkcji studia były jeszcze większe.

Przyszła kolej Cyberpunka, który dla wielu miał być grą niemal idealną ze względu na jedną z pierwszych na rynku gier tak dużych prób podjęcia tematyki uniwersum dystopicznego świata nafaszerowanego futuryzmem. Niestety, połączenie zbyt wielkich oczekiwań oraz błędów technicznych na początku premiery gry nadszarpnęło reputację spółki w oczach graczy oraz inwestorów. Tak w skrócie można podsumować dotychczasowe dokonania studia CD Projekt, które teraz stoi przed szansą na przywrócenie dawnego blasku. Wszystko będzie zależeć od opinii graczy po premierze dodatku „Widmo Wolności”, który ujrzy światło dzienne już 26 września.

Nie grałeś, to wygrałeś… aktualizacja 2.0

Jedno jest pewne, podstawowa wersja Cyberpunk 2077 to nie ta sama gra, którą otrzymaliśmy wraz z oficjalną premierą. Liczne aktualizacje oraz łatki do gry na przestrzeni lat naprawiły większość błędów, z którymi musieli zmagać się gracze. CD Projekt lubi robić show i w tej materii nie można im niczego zarzucić. Wraz z nadchodzącą premierą Widma Wolności cała gra zmieniła się jeszcze bardziej, a to za sprawą aktualizacji 2.0., która poprawiła działanie pewnych mechanik w grze, zoptymalizowała pracę wydajnościową produkcji oraz co najważniejsze, wprowadziła kluczowe zmiany niezbędne do pełnego zanurzenia się w cyberpunkowym świecie jeszcze raz.napływ graczy przed ekrany komputerów

Połączenie premiery Widma Wolności oraz aktualizacji 2.0. wywołały masowy napływ graczy przed ekrany komputerów. Obecne zainteresowanie Cyberpunkiem jest tak duże, że swoimi zasięgami pobiło to obserwowane wraz z premierą serialu Cyberpunk: Edgerunners. Stan ten ma również odzwierciedlenie w samej sprzedaży. Gry Cyberpunk 2077 oraz przedpremierowy Cyberpunk 2077: Phantom Liberty plasują się obecnie na drugim oraz czwartym miejscu światowych bestsellerów sprzedaży na platformie Steam. Źródło: SteamDB

Marketing na mistrzowskim poziomie

Jednym z najmocniejszych atutów studia CD Projekt jest z pewnością ich umiejętność operowania narzędziami marketingowymi, które w połączeniu z aktywizacją gwiazd najwyższych lotów, tworzą wielowątkowy mix umożliwiający pełną immersję świata przedstawionego w grze. Tego nie zabraknie w „Widmie Wolności”, który w fabularnej  ścieżce umożliwi nam interakcję z m.in. Idrisem Elbą wcielającego się w tajnego agenta Nowych Stanów Zjednoczonych, Keanu Reevesem kreującym postać gwiazdy rock’a o zamiłowaniach antyrządowych czy nawet Sashą Grey wcielającą się w postać znanego w uniwersum gry DJ’a. Widmo wolności to dodatek fabularny utrzymany w klimacie szpiegowskiego thrillera, który jak wynika z wczesnych recenzji, jeszcze bardziej stawia na dokonywaniu ciężkich wyborów, które w dużej mierze zadecydują o zakończeniu nowej historii V. Ma być mrocznie, intrygująco i przede wszystkim ujmująco…, a wejście w ten stan ma zagwarantować skomponowany przez Dawida Podsiadło nie jeden utwór, lecz cały muzyczny motyw przewodni.

Recenzje wspierają nastroje

Uwaga graczy oraz inwestorów skupia się teraz na tym, co o samej grze piszą media branżowe, które miały już okazję „ograć” nowy dodatek i wraz ze zdjęciem embarga, rozpoczęli masowo dzielić się swoimi opiniami o grze. Na ten moment Redzi nie mają, na co narzekać, a można wręcz rzec, że jest bardzo dobrze.opinie dotyczące nowego dodatku

Jak wynika z danych zebranych przez agencję OpenCritic, opinie dotyczące nowego dodatku do gry są niemal euforyczne, a ten stan ewidentnie uwydatnia porównanie recenzji z podstawową wersją gry, która była rekomendowana zaledwie przez 64% ankietujących (208 agencji). Źródło: OpenCritic

Rynek giełdowy obawia się powtórki z przeszłości?

Nieco odmienne zdanie względem obecnej euforii wokół gry wydają się mieć inwestorzy, którzy się nie reagowali dotychczas przesadnie na dobre recenzje krytyków. Rynek giełdowy względem dodatku Widmo Wolności zdaje się przyjmować stanowisko „nie uwierzę, dopóki nie zobaczę”. Pośrednio możemy wiązać to z wyprzedażą akcji CD Projektu, która w 2021 roku przyspieszyła po „nieudanej” premierze bazowej wersji Cyberpunka oraz utrzymującym się negatywnym sentymentem, podsycanym przez wciąż znaczną liczbę spekulacyjnych pozycji krótkich, utrzymywanych przez niektóre fundusze hedgingowe. Z drugiej jednak strony, ostatnie osłabienie złotego, jeśli zostanie utrzymane, powinno wesprzeć wyniki sprzedażowe polskich firm gamingowych z rynków zagranicznych. Może być to teoretycznie dobry prognostyk dla CD Projekt, którego gry w ostatnim tygodniu powróciły do listy światowych bestsellerów oraz odnotowały masowy powrót graczy przed ekrany komputerów oraz telewizorów.

Podsumowanie: Dzień sądu dla CD Projekt

Premiera „Widma Wolności” w przypadku CD Projekt nabiera zupełnie innego znaczenia, niż wielu mogłoby się wydawać. Jest to zaledwie dodatek do pełnoprawnej gry, ale również będzie to swoiste podsumowanie przygód graczy w mieście Night City, które jeśli wypadnie zgodnie z oczekiwaniami, może w dużej mierze wymazać pierwsze wpadki studia oraz na nowo ugruntować Redom pozycję lidera polskiego rynku gamingowego. Tego wydają się oczekiwać gracze oraz inwestorzy, którzy w przypadku sukcesu mogliby jeszcze chętniej oczekiwać na nowe gry studia, które ze względu na swoje enigmatyczne nazwy (Project Orion, Project Hadar oraz Project Polaris) z dużym prawdopodobieństwem napędziłyby falę euforycznych oczekiwań na nowe produkcje studia. Jedno jest pewne, premiera Widma Wolności będzie swoistym testem dla CD Projekt i to właśnie odbiór tej premiery może zadecydować o dalszej pozycji studia na globalnym rynku gamingowym.

Zrównoważone Uzdatnianie Wody: Klucz do Ekologicznej Równowagi

W dzisiejszych czasach ekologiczne podejście do życia jest nie tylko modne, ale i niezbędne. Dotyczy to również sposobów, w jaki dbamy o nasze ogrody. Zastosowanie metod odzysku wód popłucznych oraz uzdatnianie wody chłodniczej to klucz do zdrowszego i bardziej zrównoważonego ogrodu.

Odzysk Wód Popłucznych

Odzysk wód popłucznych to proces, w którym woda zużyta jest oczyszczana i ponownie wykorzystywana. Oczyszczona woda może być używana do podlewania roślin w ogrodzie, co jest szczególnie ważne w czasach, gdy woda jest coraz bardziej cennym zasobem. To rozwiązanie jest nie tylko ekonomiczne, ale także przyjazne dla środowiska.

Sprawdź: https://www.blog.prominent.pl/odzysk-wod-poplucznych-na-basenach-obniz-koszty-eksploatacyjne-i-chron-srodowisko-naturalne/

Uzdatnianie Wody w Ogrodach

Woda prosto z kranu może zawierać szereg niepożądanych substancji, takich jak chlor, które mogą negatywnie wpływać na rośliny. Uzdatnianie wody umożliwia usunięcie tych substancji i dostarczenie roślinom czystej i zdrowej wody. Istnieje kilka metod uzdatniania wody, takich jak:

  • Filtracja
  • Odwrócona osmoza
  • Oczyszczanie UV
  • Odmiedziacz

Korzystając z tych metod, można znacząco poprawić jakość wody używanej w ogrodzie i tym samym wpływ na zdrowie roślin.

Zobacz więcej: https://www.blog.prominent.pl/uzdatnianie-wody-w-ogrodach-zoologicznych-i-akwariach/

Uzdatnianie Wody Chłodniczej

Uzdatnianie wody chłodniczej to proces mający na celu ochronę systemów chłodzenia przed korozją, osadami i zanieczyszczeniami. W efekcie, uzdatniona woda chłodnicza może znacząco przedłużyć żywotność systemów chłodzenia i zapewnić ich optymalną wydajność.

Zobacz również: https://www.blog.prominent.pl/wydajne-uzdatnianie-wody-chlodniczej-w-obiegach-przemyslowych/

Praktyczne Korzyści

Implementacja tych rozwiązań może przynieść wiele korzyści, takich jak:

  • Oszczędność wody
  • Ochrona roślin przed szkodliwymi substancjami
  • Przedłużenie żywotności systemów chłodzenia
  • Oszczędności finansowe

Ekologiczne Podejście do Uzdatniania Wody

Ekorozwój i zrównoważony rozwój to kluczowe koncepcje współczesnego świata. Ekologiczne metody uzdatniania wody są nie tylko przyjazne dla środowiska, ale także korzystne z ekonomicznego punktu widzenia. Poprzez zastosowanie naturalnych metod oczyszczania wody, takich jak fitooczyszczalnie czy naturalne metody filtracji, jesteśmy w stanie zminimalizować nasz wpływ na środowisko naturalne, a jednocześnie korzystać z wysokiej jakości wody. Dodatkowo, ekologiczne podejście do uzdatniania wody może pomóc w redukcji zużycia energii, co przekłada się na mniejsze rachunki za energię.

Innowacje w Uzdatnianiu Wody

W dziedzinie uzdatniania wody nieustannie pojawiają się nowe, innowacyjne technologie, które pozwalają na jeszcze skuteczniejsze oczyszczanie wody. Dzięki rozwojowi nauki i technologii możliwe jest uzyskanie wyższej jakości wody przy niższych kosztach operacyjnych. Nowoczesne systemy uzdatniania wody, takie jak membrany nanofiltra, są w stanie eliminować nawet najmniejsze zanieczyszczenia, co pozwala na uzyskanie krystalicznie czystej wody, bezpiecznej dla ludzi i roślin. Innowacje te są kluczowe dla przyszłości i zrównoważonego rozwoju, umożliwiając dostęp do czystej wody dla coraz większej liczby ludzi.

Podsumowanie

Odpowiednie uzdatnianie wody i jej odzysk to kluczowe elementy dbania o ekosystem ogrodu. Wykorzystanie takich rozwiązań jest korzystne zarówno dla nas, jak i dla środowiska, pozwala zachować zasoby naturalne i chroni rośliny przed niepożądanymi substancjami. Dbałość o jakość wody w ogrodzie to inwestycja w zdrowie i urodę naszych roślin, a także sposób na oszczędność wody i pieniędzy.

Czy EUR/USD podąża w kierunku dołka z marca?

Piątkowa sesja w USA charakteryzowała się redukcją ryzyka przez inwestorów. Indeksy giełdowe traciły, co skutkowało tym, że SP500 zanotował najgorszy tydzień od marca. Rynek pozostaje zaniepokojony tym, że Fed prawdopodobnie utrzyma stopy procentowe na wyższym poziomie przez dłuższy czas. Dolar umiarkowanie zyskał a euro straciło po słabych wstępnych danych PMI za wrzesień dla Europy. Jen osłabił się po decyzji BoJ. Decyzje głównych banków centralnych potwierdziły, że w niektórych przypadkach koniec cyklu został osiągnięty lub znajduje się w niedalekiej odległości.

Oznaki recesji w Europie stają się coraz bardziej wyraźniejsze. Potwierdziły to piątkowe dane PMI. Wskaźnik dla usług strefy euro – wiarygodny barometr gospodarczy – nie podniósł się po sierpniowym załamaniu. Pomimo niewielkiego wzrostu do 48,4 pkt. pozostaje on wyraźnie w strefie wskazującej na recesję. Indeks dla sektora produkcyjnego, na poziomie 43,4 pkt., również nie daje nadziei na poprawę sytuacji. Kolejna podwyżka stóp procentowych EBC w nadchodzących miesiącach staje się coraz mniej prawdopodobna jeśli spojrzymy na zestaw takich danych. Widać, że słabość gospodarcza nie koncentruje się jedynie w Niemczech, które szczególnie ucierpiały z powodu wysokich cen energii. Podwyższone stopy procentowe w strefie euro (łączna zwyżka o 450 punktów bazowych) realnie przekłada się na spowolnienie we wszystkich krajach należących do niej. Dziś będzie przemawiać Christine Lagarde w parlamencie UE. Prawdopodobnie potwierdzi ona stanowisko EBC, które można określić jako „wait and see”. Dlatego też uwaga rynku będzie pomału koncentrować się na piątkowych danych o inflacji wstępnej dla strefy euro, która być może potwierdzi dezinflacyjny trend. Jeśli wyniki będą niskie, wówczas euro ponownie może znaleźć się pod presją spadkową a przełamanie poziomu 1,06 na EUR/USD może się w końcu zmaterializować.

Rynek cały czas zastanawia się czy Stany Zjednoczone zdołają uniknąć załamania gospodarczego pomimo bardziej agresywnego zacieśniania polityki pieniężnej w porównaniu ze strefą euro. Jest to oczywiście możliwe. USA posiadają bardziej elastyczny rynek pracy, co może pomóc w przezwyciężeniu kryzysu. Co więcej, Europa jest znacznie bardziej dotknięta skutkami wojny w Ukrainie a zmiany strukturalne związane z bezpieczeństwem energetycznym mocniej obciążą perspektywy gospodarcze w dłuższym terminie. Dane PMI dla USA wsparły optymistyczne prognozy Fed-u. Wskaźnik dla usług wciąż znajduje się powyżej granicznego poziomu 50 pkt.

EURUSD cały czas znajduje się w średnim terminie w obrębie kanału spadkowego. Wszystko na to wskazuje, że w najbliższym czasie ponownie zobaczymy próbę przełamania poziomu 1,0620. Jeśli ona okaże się udana, wówczas otworzy się droga w kierunku 1,0520, gdzie zlokalizowane są minima z lutego oraz marca 2023 roku.

Jen ponownie stracił na wartości po decyzji Banku Japonii. Co prawda decyzja o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie była szeroko oczekiwana, ale rynek oczekiwał, że otrzyma jakieś wskazówki kiedy ultra-luźna polityka monetarna może zostać zakończona. Wg prezesa Kazuo Uedy BoJ będzie kontynuował łagodzenie polityki pieniężnej w obecnych ramach. Japonia ma obecni najbardziej ujemne realne stopy procentowe. Innym bankom centralnym udało się je podwyższyć, dzięki spadającej inflacji i dotychczasowemu zacieśnieniu polityki monetarnej. Jen znalazł się ponownie pod presją a kurs USD/JPY „wyszedł” ponad poziom 148,50 – najwyższy od listopada 2022 roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Koniunktura w Europie słabnie

Wygląda na to, że do słabych perspektyw europejskich gospodarek należy się po prostu przyzwyczaić. Kolejne już spowolnienie gospodarcze Europa radzi sobie gorzej niż USA i po raz kolejny czujemy to na głównej parze walutowej.

Indeksy PMI w Europie

W piątek poznaliśmy dane z indeksów PMI w Europie. Kolejny raz gorzej od oczekiwań wypadł indeks przemysłowy. Dzieje się to już tak regularnie, że jak zauważają złośliwi, należy oczekiwać, że wynik znajdzie się poniżej oczekiwań. Warto zauważyć, że perspektywy dla przemysłu osiągnęły drugi najgorszy rezultat od czasów pandemicznych. Teoretycznie odczyt dla usług wypadł lepiej, ale raczej należy użyć stwierdzenia mniej źle. Wynik jest bowiem lepszy od oczekiwań, ale 48,4 pkt to poniżej ważnej granicy 50 pkt rozdzielającej rozwój od recesji. Pokazuje to, że strefa euro nie ma przed sobą najlepszych perspektyw, skoro spodziewane jest pogorszenie koniunktury. Euro blisko wielomiesięcznych minimów względem dolara jest tego najlepszym dowodem.

Koniunktura za oceanem

Dane z USA na temat koniunktury okazały się lepsze niż z Europy. Wynik dla usług nieznacznie, bo o zaledwie 0,2 pkt przekracza kluczową granicę 50 pkt. Jest to poziom, który rozdziela przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. W przypadku usług wynik 48,9 pkt również daje nadzieję na przyszłość. To właśnie lepsze perspektywy amerykańskiej gospodarki stoją za ostatnimi umocnieniami dolara. Nie przeszkadza amerykańskiej walucie również to, że nadal są spore szanse na podwyżkę stóp procentowych w grudniu. Wycena kontraktów terminowych daje temu scenariuszowi nadal ponad 40%.

Mniej odwiertów ropy

Rynek ropy naftowej to coś obecnie bardzo dziwnego. Z jednej strony ciągle czytamy o nadchodzącym spowolnieniu gospodarczym, co powinno spowodować spadek zapotrzebowania na surowiec. Z drugiej strony zarówno OPEC+, jak i USA ograniczają wydobycie. W piątek poznaliśmy liczbę wież wiertniczych dla rynku ropy w USA. Spadła ona o kolejne 1,5% w ciągu tygodnia. Przy tak silnym spadku produkcji cena jest sztucznie windowana w górę. W rezultacie obecne spekulacje o tym, czy ropa dobije w tym roku do poziomu 100 dolarów za baryłkę, to nie jest pytanie tylko o koniunkturę na świecie. To przede wszystkim pytanie, czy producenci będą na tyle solidarni względem siebie, by ją tam dociągnąć.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Telefon na raty – na co zwrócić uwagę?

Obecnie smartfon stanowi niezbędne narzędzie do pracy, komunikacji oraz rozrywki, nie wyobrażamy sobie już codziennego funkcjonowania bez niego. Producenci telefonów stale wprowadzają coraz lepsze modele na rynek, jednakże uzyskanie smartfona z najwyższej półki wiąże się ze znacznymi kosztami, szczególnie jeśli chodzi o tzw. flagowe modele. Te telefony rzadko są dostępne w ofertach abonamentowych, co oznacza, że konieczne jest zakupienie ich za gotówkę lub na raty. Wybór drugiej opcji jest popularny, ale czy naprawdę opłaca się na nią zdecydować?

Dlaczego warto kupować smartfon na raty?

To jest atrakcyjna opcja dla osób, które potrzebują wyższej klasy smartfona, ale nie chcą lub nie mogą zainwestować od razu całej kwoty. Przykładowo, przedsiębiorca może skorzystać z tej formy finansowania, aby nie zamrażać swoich środków, zachowując płynność finansową, a jednocześnie zdobyć niezbędne narzędzie do prowadzenia swojej działalności.

Kupowanie telefonu na raty stanowi również atrakcyjną alternatywę wobec tradycyjnych abonamentów telekomunikacyjnych. Oferty operatorów często nie są konkurencyjne, a podpisanie umowy abonamentowej zwykle wiąże się z długotrwałym zobowiązaniem. W przypadku zakupu na raty jest to o wiele bardziej elastyczne, a jeśli nagle pojawi się nadwyżka środków, można ją wykorzystać do wcześniejszej spłaty i uwolnienia się od długu.

Osoby, które są zdecydowane na konkretne modele smartfonów, ale nie dysponują wystarczającymi środkami, mogą również rozważyć zakup na raty. Dzięki tej opcji można rozłożyć koszty na kilka miesięcy lub lat, co może okazać się wygodnym rozwiązaniem. Ponadto istnieje możliwość wcześniejszej spłaty długu, co daje dodatkową elastyczność.

Telefon na raty dla zadłużonych – jak to wygląda w praktyce?

Pewna grupa osób może zadawać sobie pytanie: Czy mogę kupić telefon na raty będąc zadłużonym? W wielu przypadkach wystarczy skontaktować się z własnym operatorem sieci komórkowych, aby poznać dostępne oferty. Warto porównać je z ofertami innych operatorów komórkowych. Zakup telefonu na raty staje się bardziej opłacalny, gdy znajdzie się atrakcyjną ofertę na konkretny model telefonu w niskiej cenie. Warto zaznaczyć, że proces składania wniosku o zakup telefonu na raty u operatora jest bardzo prosty. Procedury są maksymalnie uproszczone, a wymagania minimalne, co sprawia, że praktycznie każdy może zdobyć nowe urządzenie. Dodatkowo często nie ma potrzeby płacenia dodatkowych odsetek, zwłaszcza jeśli trafimy na ofertę telefonu na raty bez dodatkowych kosztów.

Operatorzy zazwyczaj nie przeprowadzają szczegółowej weryfikacji zdolności kredytowej klienta ani nie sprawdzają historii kredytowej lub wpisów w bazach dłużników. Sytuacja jest inna w przypadku banków i firm pożyczkowych, które współpracują z niektórymi operatorami GSM. Tam zazwyczaj konieczne jest dokładne sprawdzenie każdego klienta, co oznacza, że ​​osoby zadłużone mogą mieć trudności z uzyskaniem telefonu na raty.

Zadłużenie prywatnych gabinetów lekarskich rośnie

Choć coraz więcej klientów korzysta z prywatnych usług medycznych, branża ta zmaga się z zadłużeniem sięgającym 172 mln zł. Mimo że ceny pakietów medycznych rosną, to rośnie też liczba dłużników. Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów BIG SA, jest ich już 2849.

W 2022 roku prywatne wydatki na ochronę zdrowia stanowiły aż 1/4 wszystkich wydatków na służbę zdrowia. Ludzie coraz częściej korzystają z prywatnych przychodni, gabinetów lekarskich, pracowni rehabilitacyjnych i fizjoterapeutycznych czy praktyk pielęgniarek i położnych. Jak wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń, na koniec pierwszego półrocza 2023 r. w Polsce na taki wydatek chętnych było 4,56 mln osób. Dla porównania, w III kwartale 2022 r. było to nieco ponad 4 mln Polaków.

Pakiety medyczne nie tanieją, wręcz przeciwnie. Jak podaje portal Mediccentre.pl, w 2022 roku ceny prywatnych pakietów zdrowotnych wzrosły o 20-30 proc. Nie zatrzymuje to jednak pracodawców w zapewnianiu swoim pracownikom takich pakietów jako benefitu pozapłacowego.KRD Zadłużenie prywatnych gabinetów lekarskich

Mimo wzrostu liczby klientów, prywatnych i instytucjonalnych, zadłużenie branży wynosi 172 miliony złotych. 2849 medyków ma nieopłacone faktury wobec swoich wierzycieli. Średnio na jeden prywatny zadłużony gabinet lekarski przypada ponad 60 tysięcy złotych długu. Zaległości te jednak nie maleją, jak mogłoby się wydawać, ale rosną. W zeszłym roku było ich o 10 mln mniej niż obecnie. Nie pomaga w tym wysoka inflacja i podwyżki stóp procentowych, które podrożyły raty kredytów i leasingów – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Rekord leży w centrum

Najbardziej zadłużone są prywatne gabinety medyczne z województwa mazowieckiego – mają prawie 43 mln zł przeterminowanych zobowiązań finansowych. Drugie miejsce należy za to do województwa śląskiego (22 mln zł). Na trzecim miejscu znajduje się Wielkopolska złącznym długiem ponad 17 mln zł. Z tego regionu pochodzi też rekordzista – właściciel prywatnej praktyki lekarskiej, który ma do oddania ponad 2 mln złotych m.in. firmom faktoringowej i wydawniczej.

Kosztowne wyposażenie

Niemal 69 mln zł branża medyczna jest winna wtórnym wierzycielom, czyli firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym. Prawie 1/3 całego zadłużenia zalega bankom komercyjnym – to ponad 56 mln zł. Firmom oferującym usługi leasingowe, prywatne placówki lekarskie muszą zwrócić ponad 17 mln zł.

Placówki i lekarze prowadzący prywatną praktykę medyczną posiłkują się kredytem i leasingiem, aby wyposażyć gabinety w sprzęt, meble i oprogramowanie, a także finansują w ten sposób zakup samochodów. Nie muszą ponosić jednorazowo wysokich kosztów, co jest dla nich korzystnym rozwiązaniem, zwłaszcza na początku działalności. Od poziomu zaawansowania sprzętu zależy bowiem jakość diagnozy i szybkość leczenia pacjenta. Nie zawsze jednak udaje się medykom zrównoważyć przychody z działalności z kosztami jej prowadzenia i pojawiają się problemy z uregulowaniem zobowiązań. Trzeba też wziąć pod uwagę, że kolejne podwyżki stóp procentowych miały wpływ na wzrost kosztów kredytów i leasingu. I właśnie te niezapłacone raty leasingowe oraz kredytowe najbardziej ciążą właścicielom prywatnych gabinetów – wyjaśnia Adam Łącki.

Winowajcą nie są spółki

Wśród zadłużonych przedsiębiorstw blisko 3/4 stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Mają też 127,4 mln zł długu. Spółki prawa handlowego stanowią 27 proc., a ich zadłużenie wynosi 44,6 mln zł.

Placówki medyczne same też mają swoich dłużników. Inne firmy i konsumenci są im winni prawie 6,5 mln zł. Z tego 4,2 mln należy do przedsiębiorstw i instytucji, a 2,3 mln zł do konsumentów.

Zerowe stopy procentowe już nie powrócą

Jeszcze niespełna dwa lata temu stopy procentowe największych banków centralnych były bliskie zera. W USA przedział stopy procentowej był wyznaczony na 0-0,25%, w strefie euro podstawowa stopa wynosiła 0%, a w Polsce 0,1%. Dla wszystkich wymienionych gospodarek były to historycznie poziomy. Od tego czasu nastąpił szybki cykl podwyżek stóp procentowych. NBP zakończył cykl już rok temu, a w tym miesiącu zdecydował się na pierwszą obniżkę. Wydaje się, że również FED i EBC niedługo ostatecznie zakończą cykl podwyżek stóp procentowych.

Nie zmienia to jednak faktu, że stopy procentowe znalazły się na najwyższych poziomach od czasu kryzysu finansowego, kiedy to rozpoczęła się „nowa era” w polityce monetarnej. W tym okresie stopy procentowe były utrzymywane na bardzo niskich poziomach, co dodatkowo było wspierane kolejnymi programami ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej (QE).

Jak długo jednak stopy procentowe będą utrzymywane na wysokich poziomach i czy powrócą one do poziomów bliskich zera?

Obecnie cykl podwyżek mamy już prawdopodobnie za sobą, aktualnie dyskusja przechodzi w stronę cięcia stóp procentowych, co jest motywowane obserwowanym spowolnieniem gospodarczym oraz spadającą inflacją.

Na początek skupię się na Polsce i działaniach RPP. Za nami pierwsza obniżka stóp procentowych o 75pb i to przy wciąż wysokiej, 10%-owej inflacji. Patrząc na ostatnią opublikowaną projekcję inflacji NBP widzimy, że inflacja nie wraca do celu (2,5%) w horyzoncie przedstawionej prognozy, czyli do końca 2025 r. Dodatkowo istnieje ryzyko, że RPP zbyt wcześnie podjęła decyzję o obniżkach stóp procentowych. Jeżeli okaże się, że inflacja nie zostanie opanowana RPP będzie pod presją skorygowania swojej polityki monetarnej w stronę dłuższego utrzymania wyższych stóp procentowych. Jak pamiętamy stopa referencyjna została obniżona do 0,1% głównie w imię walki ze skutkami gospodarczymi pandemii koronawirusa. Wcześniej stopy zostały obniżane m.in. ze względu na deflację, którą obserwowaliśmy w 2015-2016 r. Pandemia się zakończyła, a deflacja nam nie grozi. Jeżeli nie przytrafi się kolejny „czarny łabędź” to nie będzie podstaw do obniżenia stóp procentowych ponownie do takich poziomów.

W strefie euro i USA jeszcze nie zapadły ostateczne decyzje, co do zakończenia cykli podwyżek stóp procentowych. Wydaje się, że banki centralne na pierwszym miejscu stawiają walkę z inflacją i dążą do jej opanowania. Większe pole do manewru wydaje się mieć FED, dane z gospodarki USA wskazują na możliwość „miękkiego lądowania”. Inflacja w USA jednak wciąż przekracza cel, bazowy wskaźnik w sierpniu wyniósł 4,3%. Szeroki CPI w ujęciu rocznym natomiast ponownie wzrósł względem poprzedniego miesiąca i wyniósł 3,7%. Strefa euro z kolei prawdopodobnie nie uniknie recesji. Inflacja wciąż utrzymuje się powyżej 5% r/r, a dynamika jej spadku w ostatnich miesiącach wyhamowała.

Jak zatem mogą kształtować się stopy procentowe w przyszłości?

Wydaje się, że do 2021 r. świat zapomniał o inflacji i czym grozi jej nieopanowany wzrost. Od czasu kryzysu finansowego nawet zerowe stopy procentowe i liczne programy QE nie wywołały mocnego wzrostu inflacji. Przez ten czas nie mieliśmy „walki z inflacją”, a wręcz niekiedy była to „walka o inflację”, aby gospodarka nie wpadła w deflacje. Jak pokazały ostatnie 2 lata, zbieg i kumulacja różnych czynników wywołały niespotykaną przez lata inflację. Tego scenariusza nikt z pewnością nie chce powtarzać, a zarówno banki centralne, jak i zwykli obywatele będą pamiętać, jak ciężki był to (i jest nadal) okres. Banki centralne, poza kanałem stopy procentowej, coraz częściej sięgają po niestandardowe instrumenty jak np. ratowanie banków przez FED. Te działania mogą wpływać na konkretne sektory gospodarki i lepiej przeciwdziałać konkretnym szokom. Stopa procentowa nie jest jedynym instrumentem, którym banki centralne mogą kontrolować podaż pieniądza i wypełniać swoje cele i od czasu kryzysu finansowego te niestandardowe instrumenty nabierają coraz większego znaczenia.

O ile stopy procentowe są obecnie wysokie, a ich cięcie w niedalekiej przyszłości (po opanowaniu inflacji) praktycznie przesądzone, to prawdopodobne jest to, że obniżki mogą zatrzymać się na „neutralnym poziomie”. Np. dla gospodarki USA, jak wynika z wykresu fed dot plot, w długim terminie jest to poziom ok. 2,5%-3%. Jak wynika z opracowań banków centralnych podwyższona inflacja, taka przekraczająca cel, ale być może mieszcząca się w kanale, będzie z nami jeszcze jakiś czas. Jak wskazałem wyżej, już obecnie widać, że EBC czy FED, niekiedy wbrew oczekiwaniom, podnoszą stopy procentowe w imię walki z inflacją, nawet kosztem recesji gospodarczej. Dodatkowo patrząc na przykład polski polityka fiskalna w coraz większym stopniu wpływa na gospodarkę i tym samym może potęgować lub niwelować efekty działań banków centralnych. W przedstawionych warunkach decydenci w przyszłości powinni podejmować decyzje w zakresie stóp procentowych bardzo rozważnie, pamiętając doświadczenia z niedawnego kryzysu inflacyjnego. Mając na uwadze powyższe powrót stóp do zerowych poziomów wydaje się nierealny.

Autor: Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Deloitte: 85 proc. kadry kierowniczej chce publicznego raportowania dobrostanu pracowników

Wzmożone zainteresowanie pracodawców dobrostanem pracowników ma swoje realne przyczyny. Ponad 90 proc. osób zatrudnionych uważa, że menedżer powinien choć częściowo odpowiadać za ten obszar, a więcej niż co trzecia ankietowana osoba poważnie rozważa zmianę pracy na taką, która lepiej wpływałaby na ich samopoczucie, wynika z raportu Well-Being at Work Survey, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Trend troski o well-being wpisuje się w szerszy krajobraz ekonomiczny. Jest elementem nurtu zrównoważonego rozwoju i społecznej odpowiedzialności biznesu.

Badanie Deloitte, przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii i Stanach Zjednoczonych wśród ponad 3 tys. pracowników, menedżerów, członków i członkiń zarządów sugeruje wysoką potrzebę znaczących zmian w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi. Zdaniem autorów raportu well-being w firmie zależy od licznych czynników. Chodzi nie tylko o atmosferę i dostęp do benefitów, lecz również przełożenie pracy na życie prywatne. 91 proc. pracowników i 97 proc. przedstawicieli kadry kierowniczej twierdzi, że praca ma znaczący wpływ na ich dobrostan psychiczny i fizyczny. To, czy jest to wpływ pozytywny, czy negatywny znacznie różni się w obu grupach.

Istnieje ogromny rozdźwięk między perspektywą pracowników a kadrą wyższego szczebla w postrzeganiu dobrostanu w pracy. Większość pracowników twierdzi, że ich samopoczucie w ubiegłym roku pogorszyło się lub pozostało na tym samym poziomie, a tylko około jedna trzecia deklaruje, że ich stan zdrowia uległ poprawie. Mniej niż dwie trzecie z nich twierdzi, że ich samopoczucie fizyczne i psychiczne jest „doskonałe” lub „dobre” (odpowiednio 63 proc. i 58 proc.), a jeszcze mniej uważa swoje samopoczucie społeczne (45 proc.) i finansowe (35 proc.) za dobre. Członkowie kadry kierowniczej oceniają jednak sytuację zupełnie inaczej: ponad trzy czwarte menedżerów błędnie uważa, że dobrostan ich pracowników poprawił się, co sugeruje, że liderzy nie mają pełnej wiedzy na temat tego, jak naprawdę radzą sobie ich zespoły.

Pracownicy na niższych stanowiskach znacznie rzadziej niż członkowie kadry kierowniczej twierdzą, że ich codzienne obowiązki zawodowe korzystnie działają na samopoczucie. Niemal trzy czwarte reprezentantów niższych stanowisk twierdzi, że ma trudności z wzięciem wolnego lub oderwaniem się od pracy, a tylko mniej niż połowa deklaruje, że „zawsze” lub „często” wykorzystuje cały swój urlop w danym roku. Jedynie 45 proc. śpi co najmniej siedem godzin, a tylko 42 proc. ma wystarczająco dużo czasu dla przyjaciół i rodziny.

– W obliczu postpandemicznego kryzysu zdrowia psychicznego i zmieniających się oczekiwań pracowników, coraz więcej firm zauważa potrzebę wprowadzenia rozwiązań sprzyjających dobrostanowi. Wnioski z naszego raportu potwierdzają, że żyjemy w społeczeństwie zmęczenia. Choć zwiększa się ogólna świadomość w tym zakresie, to większość firm jedynie deklaruje chęć zajęcia się tym tematem. Optymistycznym prognostykiem na przyszłość może być fakt, że zarządzający wywodzący się z pokolenia millenialsów i pokolenia Z wiodą prym w opiece nad pracownikami. Ponad 90 proc. z nich publicznie zobowiązało się do poprawy dobrostanu w ich firmach, podczas gdy wśród przedstawicieli pokolenia baby boomers odsetek ten był trzykrotnie niższy – mówi John Guziak, partner Deloitte, lider zespołu ds. Kapitału Ludzkiego w Polsce.

Rola zarządzania

Prawie wszyscy badani pracownicy (94 proc.) uważają, że ich przełożony powinien ponosić przynajmniej część odpowiedzialności za ich dobre samopoczucie, z czym zgadza się 96 proc. menedżerów. Jednocześnie zaledwie co drugi kierownik deklaruje, że wspiera swoich pracowników poprzez np. pytanie jak sobie radzą (54 proc.), dbanie o rozsądne obciążenie pracą (48 proc.), upewnianie się, że pracownicy robią krótkie przerwy w trakcie dnia (47 proc.) czy zachęcenie do korzystania z płatnego urlopu (37 proc.)

Warto jednak zauważyć, że większość menedżerów i menedżerek nie jest wyposażona w odpowiednie narzędzia i know-how. 70 proc. ankietowanych z tej grupy uważa, że nie ma bezpośredniego wpływu na bariery organizacyjne, takie jak polityka firmy (np. sztywne wymagania dotyczące harmonogramu), duże obciążenie obowiązkami czy niewspierająca kultura pracy. W rezultacie tylko 42 proc. menedżerów twierdzi, że może pomóc swojej firmie zrealizować zobowiązania dotyczące dobrego samopoczucia.

Autorzy raportu podkreślają, że istotną rolę muszą zatem odegrać liderzy organizacji. Prawie trzy czwarte osób z zarządu uważa, że premie kadry kierowniczej powinny być powiązane ze wskaźnikami dobrostanu pracowników. Wielu twierdzi, że ich organizacje już stosują taką formę odpowiedzialności (66 proc.) lub planują to zrobić w przyszłości (23 proc.). 78 proc. menedżerów wierzy z kolei, że kierownictwo firmy powinno się zmienić, jeśli nie będzie w stanie utrzymać akceptowalnego poziomu dobrostanu pracowników.

Upublicznianie informacji

Trzy czwarte ankietowanych przedstawicieli kadry kierowniczej uważa, że należy mierzyć i monitorować dobrostan pracowników, aby osiągnąć postęp w zakresie odpowiedzialności. 83 proc. twierdzi, że należy te kwestie omawiać na poziomie zarządu. Ponadto 85 proc. z nich sądzi, że organizacje powinny mieć obowiązek publicznego raportowania wskaźników dobrostanu pracowników – i to nie tylko dlatego, że mogłoby to zapewnić lepsze funkcjonowanie zdrowotne ich pracowników. Większość liderów (83 proc.) uważa, że publiczne raportowanie wskaźników pomogłoby zbudować zaufanie między pracownikami a firmą, a ośmiu na dziesięciu twierdzi, że udostępnianie tych informacji pomoże im przyciągnąć talenty.

Pomimo tych korzyści i stosowania przez liderów bardziej przejrzystych strategii, jasne jest, że ich organizacje jeszcze nie nadrobiły zaległości. Tylko około połowa ankietowanych twierdzi, że ich firma publicznie ogłasza wskaźniki dobrostanu takie jak choroby i urazy związane z pracą (48 proc.), skalę nadgodzin (52 proc.), liczbę służbowych maili wysyłanych poza czasem pracy (51 proc.) czy wykorzystanie zwolnień lekarskich (49 proc.).

Upublicznianie informacji dotyczących dobrostanu pracowników jest ważne, ale aby było efektywne należy również wyznaczyć jasne, osiągalne cele w tym zakresie i dążyć do ich osiągnięcia. Nasze badania pokazują, że kadra kierownicza to rozumie. 81 proc. menedżerów twierdzi, że ich firma odczuwa presję, aby podjąć takie zobowiązania. Trend w kierunku rozważania dobrostanu w trakcie podejmowania decyzji o dalszej karierze jest silnie widoczny. Jeśli pracodawcy nie poprawią swoich mechanizmów i polityk well-beingowych to prawdopodobnie nie uda im się przyciągnąć największych talentów na rynku – mówi Zbigniew Łobocki, starszy menedżer w zespole ds. Kapitału Ludzkiego w Polsce, Deloitte.

Human sustainability

Nie do przeoczenia jest większa zmiana, która postępuje w miarę wykraczania koncepcji dobrostanu pracowników poza obecnie zatrudnionych i stawia na pierwszym miejscu długoterminowy zrównoważony rozwój człowieka. Autorzy raportu definiują to pojęcie jako tworzenie wartości dla obecnych i przyszłych zatrudnionych oraz szerzej, dla ludzi i społeczeństwa. Organizacje stosujące tę koncepcję pomagają swoim pracownikom stać się zdrowszymi, stwarzają możliwości podnoszenia kwalifikacji zawodowych, wspomagają w odnalezieniu poczucia celu i przynależności, a także wspierają dostawców i społeczności, w których działają.

Większość ankietowanych menedżerów (89 proc.) twierdzi, że ich firma w pewnym stopniu przyczynia się do wspierania zrównoważonego rozwoju człowieka. Jednak tylko czterech na dziesięciu pracowników z niższych szczebli zgadza się z tym stwierdzeniem. Badanie wykazało również, że wiele osób zatrudnionych oczekuje od swojej organizacji podjęcia konkretnych działań związanych ze zrównoważonym rozwojem człowieka.

Wśród pracowników rosną oczekiwania względem pracodawcy. Wypłata i urlop wynikające z przepisów prawa przestają wystarczać. Pracownicy liczą na możliwości rozwoju osobistego i kariery. Wraz z postępem ekonomicznym i społecznym rośnie świadomość dobrych praktyk, takich jak równa płaca czy innowacyjne rozwiązania w stylu czterodniowego tygodnia pracy. Coraz większe znaczenie ma także poczucie sensu i przynależności. Wydaje się, że w najbliższej przyszłości te firmy, które nie zatroszczą się o całościowy wpływ na swoich pracowników i ich otoczenie, będą miały problem z utrzymaniem lub osiągnięciem pozycji liderów w swoich branżach – komentuje John Guziak.

O badaniu:

Wyniki badań opierają się na ankiecie przeprowadzonej przez Deloitte i Workplace Intelligence w czterech krajach: Stanach Zjednoczonych (57 proc. respondentów), Wielkiej Brytanii (14 proc.), Kanadzie (14 proc.) i Australii (14 proc.), Ankietę przeprowadzono w dniach 3–14 marca 2023 r. i objęto nią kadrę kierowniczą, menedżerów oraz pracowników pracujących na pełen etat w wieku od 18 do 76 lat. Łącznie przebadano 3150 osób: 1050 liderów najwyższego szczebla, 1050 menedżerów i 1050 pracowników.

Altavia kupuje markę K2 i spółki marketingowe giełdowego Fabrity Holding za ponad 20 mln zł

Altavia Kamikaze z międzynarodowej grupy Altavia kupuje spółki K2 Precise, Agencja K2 (funkcjonującą jako K2 Create) oraz historyczną markę K2. Zamknięta właśnie transakcja ma wartość 21,7 mln zł.

Transakcja, wraz z niedawną zmianą nazwy K2 Holding na Fabrity Holding, kończy trzyletnią przebudowę grupy K2 z „wielobranżowego” holdingu reklamowo-mediowo-softwarowo-technologicznego w szybko rosnący biznes software’owy, skupiony w spółce Fabrity. Sprzedaż spółek marketingowych Grupy Fabrity Holding jest wprost efektem procesu przeglądu opcji strategicznych dla tych podmiotów, który rozpoczął się w sierpniu 2022 roku.

– K2 od ponad 25 lat jest uznaną firmą na polskim rynku marketingowym. K2 było jedną z pierwszych agencji interaktywnych w Polsce, pierwszą agencją, która weszła na giełdę, tu zrealizowano dziesiątki innowacyjnych projektów, tu powstały też nowe biznesy, jak choćby Fabrity, które dziś stanowi o sile naszej grupy giełdowej mówi Paweł Wujec, prezes Fabrity Holding S.A.  Zależało nam na znalezieniu firmy, która będzie zainteresowana rozwijaniem K2 Create i K2 Precise, umożliwi im wzrost skali, ekspansję zagraniczną. Jesteśmy przekonani że Altavia i Altavia Kamikaze będą takim właśnie partnerem.

– Transakcja to strategiczna inwestycja, która kolejny raz potwierdza zainteresowania Grupy Altavia polskim rynkiem. Grupa Altavia jest obecna w Polsce od 20 lat, wtedy to został otwarty oddział Altavia Polska, sześć lat temu do Grupy dołączyła Agencja Kamikaze (dziś Altavia Kamikaze). Obecna akwizycja zwiększa potencjał Grupy w Polsce oraz rozszerza portfolio oferowanych przez nas usług w szczególności w obszarze mediów, działań performance oraz marketing automation. Łącząc kompetencje Altavia Polska oraz Altavia Kamikaze + K2, jesteśmy gotowi dbać o konsumentów naszych klientów na każdym etapie ścieżki zakupowej. Skala, doświadczenie i możliwości Altavia Kamikaze + K2 będą też wykorzystywane na potrzeby międzynarodowych klientów i innych agencji w ramach Grupy  – mówi Raphael Palti, prezes i założyciel Grupy Altavia.

Umowa sprzedaży spółek marketingowych Grupy Fabrity Holding do Grupy Altavia nie zawiera zapisów warunkowych i została już jednorazowo rozliczona gotówkowo. Nowy właściciel spłacił również 500 tys. zł pożyczki do Grupy Fabrity Holding.

Warto zauważyć, że w przeciwieństwie do większości transakcji dotyczących biznesów marketingowych, w naszym przypadku nie ma komponentu „earnoutowego”, tj. odroczonej i niepewnej płatności w przyszłości. Cała płatność, poza ewentualnymi korektami związanymi z kapitałem obrotowym, została już przekazana w dniu realizacji transakcji. Jest to istotna zaleta dla Spółki i akcjonariuszy Fabrity Holding  podkreśla Artur Piątek, wiceprezes Fabrity Holding S.A.

– Naszą intencją jest dystrybucja większości środków z transakcji sprzedaży K2 Precise i K2 Create do akcjonariuszy. Fabrity jest firmą rentowną i ma też możliwości finansowania ewentualnych akwizycji w skali, która nas obecnie interesuje. Decyzje o formie i terminach tej dystrybucji zostaną podjęte w najbliższym możliwym czasie i przedstawione akcjonariuszom – dodaje wiceprezes Piątek.

Dywidenda z zysku roku 2022 ma wartość 6 zł na akcję, a łącznie dywidendy za lata 2021-2022 to 12,4 zł na akcję.

Grupa Fabrity Holding posiada kompetencje tworzenia jakościowych, dynamicznie rozwijających się biznesów. Była wśród nich m.in. spółka Oktawave, zajmująca się usługami chmurowymi, sprzedana za 33,7 mln zł w czerwcu 2022 roku do Netii z Grupy Polsat Plus. Poza dynamicznie rosnącym software housem Fabrity w portfolio notowanej na GPW spółki Fabrity Holding pozostaje PerfectBot – czatbot nowej generacji, który obecnie rozpoczyna komercjalizację produktu, opierającego się na rozwiązaniach AI – model językowy OpenAI (ChatGPT).

O spółkach, będących przedmiotem transakcji:

Agencja K2 (marka K2 Create) oferuje projektowanie i prowadzenie kampanii zintegrowanych we wszystkich mediach. Zajmuje się kompleksowym opracowywaniem i wdrażaniem strategii komunikacji marek. Do klientów K2 Create należą m.in. Carrefour, Warta czy Netflix.

K2 Precise to spółka specjalizująca się w kampaniach digitalowych. Świadczy usługi martech oraz szereg usług specjalistycznych – od social, programmatic, performance, SEO/SEM, business intelligence po analitykę. Rozwija usługi planowania TV, które koncentrują się na precyzyjnym dotarciu w synergii z kampaniami cyfrowymi. Najbardziej znani klienci K2 Precise to Pracuj.pl, Home.pl, Mann+Hummel, Sarantis, Pfleiderer czy Volkswagen.

Podatek Belki: Polacy w pół roku oddali fiskusowi ponad 5 mld zł. To wzrost rdr. o blisko 29 proc.

W pierwszej połowie br. wpływy z tzw. podatku Belki wyniosły 5,39 mld zł. To o 28,7% więcej niż w analogicznym okresie ub.r. A w porównaniu do pierwszego półrocza 2021 roku ostatnio nastąpił wzrost aż o 68,9%. To wszystko dzieje się w warunkach wysokiej inflacji. Ponadto z danych resortu finansów wynika, że podatek od zbycia papierów wartościowych lub pochodnych instrumentów finansowych za ostatnie 6 miesięcy wyniósł ponad 2,8 mld zł. Natomiast 1,9 mld zł to dochód ze zryczałtowanego podatku od zysków z lokat bankowych i funduszy kapitałowych. Eksperci komentujący ww. dane twierdzą, że podatek ten jest szkodliwy zarówno dla społeczeństwa, jak i dla gospodarki. Jednocześnie dodają, że w kolejnych miesiącach wpływy z tego podatku raczej będą w dalszym ciągu rosły.

Dwucyfrowy wzrost

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w pierwszej połowie br. wpływy z tzw. podatku Belki wyniosły 5,391 mld zł. To o 28,7% więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku, kiedy kwota ta ukształtowała się na poziomie 4,189 mld zł. W całym 2022 roku wpływy wyniosły 5,752 mld zł. Z kolei w 2021 roku ww. podatek zasilił budżet kwotą 4,153 mld zł. Porównując tegoroczne dane z pierwszym półroczem 2021 roku, kiedy to wpływy kształtowały się na poziomie 3,192 mld zł, widać wzrost o 68,9%. Doradca podatkowy Ewa Flor uważa, że wyniki te mogą być analizowane w kontekście zmieniających się tendencji i sytuacji na rynku. W ocenie ekspertki, kluczowym czynnikiem tak wysokiego wzrostu wpływów z podatku od inwestujących i oszczędzających jest wyższe niż wcześniej oprocentowanie lokat bankowych i rachunków oszczędnościowych. To z kolei ma związek z wysokimi stopami procentowymi i inflacją.

– Dynamika wzrostu wpływów z podatku Belki w większości zależna jest od koniunktury gospodarczej. Jednak, biorąc pod uwagę obecną sytuację, nie powinna ona specjalnie dziwić. Choć wpływy z tego podatku z roku na rok dynamicznie się zwiększają, to kwoty te wciąż nie są kluczową pozycją w budżecie państwa i nie wpływają znacząco na jego ogólny bilans. Mogą natomiast być istotne dla indywidualnych podmiotów inwestujących. Gdy zmagamy się z kilkunastoprocentową inflacją, trudno mówić w ogóle o osiągnięciu zysku z lokaty czy rachunku oszczędnościowego. Ich oprocentowanie przecież wynosi obecnie kilka procent – mówi Ewa Flor.

W ocenie ekspertki, w okresach wysokiej inflacji istnieje szczególna potrzeba stymulowania oszczędzania jako sposobu zabezpieczenia przed utratą wartości pieniądza, a opodatkowanie zysków z inwestycji w obecnej sytuacji temu nie służy.

Banki nie od razu reagowały

Ten wzrost nastąpił w warunkach rosnącej inflacji, która z natury nie sprzyja korzystaniu z lokat bankowych. Zdaniem dr. Błażeja Podgórskiego z Katedry Finansów Akademii Leona Koźmińskiego, nie do końca tak jest, bo ta zasada sprawdza się na dojrzałych rynkach, których uczestnicy bardziej świadomie korzystają z instrumentów finansowych.

– W Polsce ta wiedza jest dużo mniej rozwinięta niż w innych krajach UE. Jeśli zapytać dziesięcioro znajomych, kto z nich ma rachunek maklerski, potwierdzi to naprawdę niewielki odsetek osób. Za to lokaty są powszechne. Polacy z nich korzystają i ufają im od wielu lat – wyjaśnia ekspert.

Dr Tomasz Pawlonka z Katedry Finansów SGGW w Warszawie zauważa, że w 2022 roku, pomimo wysokiej inflacji oraz kontynuowania przez RPP cyklu podwyżek stóp procentowych, banki początkowo nie podniosły oprocentowania depozytów, a następnie zaczęły to robić bardzo powoli, co wynikało z wysokiej nadpłynności sektora bankowego. Realna stopa procentowa dla deponentów pozostawała głęboko ujemna. Sprawiło to, że podmioty, w tym gospodarstwa domowe, nie lokowały znacznych środków w postaci nisko oprocentowanych depozytów terminowych , gdyż realnie traciły one na wartości.

– Większość środków utrzymywana była w postaci depozytów bieżących. Wzrost oprocentowania zadziałał z dość dużą inercją i nie bez presji ze strony rządu, który stanowczo zachęcał banki do podniesienia oprocentowania depozytów. Tak też się stało i oprocentowanie z lokat terminowych wzrosło ze średniego poziomu 3,1% w 2022 roku do 5,4% w pierwszych siedmiu miesiącach 2023 roku. Sytuacja w zakresie wzrostu oprocentowania depozytów terminowych zaczęła się wyraźnie zmieniać dopiero w drugiej połowie 2022 roku, a zatem 9 miesięcy po rozpoczęciu cyklu podwyżek stóp procentowych – wyjaśnia dr Pawlonka.

Przychody do budżetu będą rosły

Ewa Flor zauważa, że przedstawione przez MF dane świadczą o tym, iż w okresie wysokiej inflacji ludzie zwracają się ku alternatywnym formom inwestowania. Nie można przy tym zakładać, że klienci całkowicie odwrócą się od lokat, gdyż wciąż jest to jedna z najbardziej przystępnych i bezpiecznych form oszczędzania. Ekspertka nie spodziewa się również spadku wpływów z podatku Belki, tym bardziej że trend wzrostowy jest obserwowany od kilku lat.

– Jeżeli dojdzie do obniżki stóp procentowych, to być może dynamika wzrostu tych wpływów spowolni. Uwzględniając jednak utrzymującą się nadal wysoką inflację, powinny nadal rosnąć w najbliższym czasie – prognozuje ekspertka.

Z kolei dr Błażej Podgórski z Akademii Leona Koźmińskiego uważa, że wpływy z podatku Belki w najbliższych miesiącach powinny się zwiększyć, choć zależy to przede wszystkim od tego, czy Rada Polityki Pieniężnej utrzyma stopy procentowe na obecnym poziomie. Aczkolwiek wpływy z podatku mogą spaść, gdy RPP obniży z stopy procentowe, co jest ruchem zapowiedzianym przez prezesa Glapińskiego. Pojawia się zatem pytanie, jak duży będzie to ruch i ile takich obniżeń nastąpi.

– Z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że tzw. podatek Belki w coraz większym stopniu będzie zasilał budżet państwa. Spodziewam się dobrej koniunktury na giełdzie na koniec roku i to też nie będzie bez znaczenia dla wyniku. Należy pamiętać o tym, że nasza giełda przez długi czas w 2022 roku była w dołku, więc obserwowane odbicie nie jest zaskoczeniem – dodaje dr Podgórski.

Wpływy ze zbycia papierów wartościowych

Z analizy danych za 6 miesięcy tego roku wynika, że podatek od dochodów z odpłatnego zbycia papierów wartościowych lub pochodnych instrumentów finansowych wyniósł ponad 2,8 mld zł. Zestawienie uwzględnia realizację praw wynikających z tych instrumentów, z odpłatnego zbycia udziałów lub akcji oraz z tytułu objęcia udziałów bądź akcji za wkład niepieniężny w postaci innej niż przedsiębiorstwo lub jego zorganizowana część. Niespełna 2,6 mld zł to z kolei zryczałtowany podatek dochodowy od przychodów z odsetek lub innych wpływów od środków pieniężnych zgromadzonych na rachunku podatnika lub w innych formach oszczędzania, przechowywania lub inwestowania oraz od dochodu z tytułu udziału w funduszach kapitałowych. W połowie ub.r. różnica ta była większa. Wpływy kształtowały się na poziomie odpowiednio 3,5 mld zł i ponad 660 mln zł. A w połowie 2021 roku odnotowano blisko 2,6 mld zł i przeszło 620 mln zł.

– Wyższe wpływy ze zbycia papierów wartościowych mogą odzwierciedlać większe zainteresowanie inwestycjami na rynku kapitałowym. W mojej ocenie, to również może być częściowo skutkiem większej świadomości społecznej na temat dostępnych form inwestowania. W szczególności świadczy o tym obserwowana na przestrzeni ostatnich lat zmiana proporcji przechowywania oszczędności na lokatach w stosunku do inwestycji w papiery wartościowe – wyjaśnia doradca podatkowy Ewa Flor.

„Belka” zniechęca do oszczędzania

Prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, uważa, że nie należy przeceniać znaczenia wpływów z podatku Belki w budżecie państwa, gdyż w ogólnym rozrachunku nie są wysokie. Za to istnienie podatku od zysków kapitałowych wyraźnie zniechęca do oszczędzania – w Polsce oszczędności gospodarstw domowych są na jednym z najniższych poziomów w Unii Europejskiej.

– Rzutuje to na ocenę sytuacji fiskalnej Polski przez rynki kapitałowe. Gdy poziom oszczędności gospodarstw domowych jest niewielki, inwestorzy domagają się wysokich stóp kapitałowych, które przekładają się na rentowność bonów skarbowych. Potrzebne są zatem działania zachęcające do większych oszczędności, bo bez tego trudno będzie zwiększyć ogólny poziom inwestycji. Podatek Belki hamuje chęć do oszczędzania, bo jego konstrukcja zakłada, że im wyższy zysk z produktów inwestycyjnych, tym wyższy podatek do zapłaty – wyjaśnia prof. Gomułka.

Bardziej dosadnie mówi dr Tomasz Pawlonka, który nazywa podatek szkodliwym rozwiązaniem zarówno dla społeczeństwa, jak i dla całej gospodarki. W jego opinii, nie spełnia on żadnej, oprócz fiskalnej, roli. – Z perspektywy walki z inflacją, ale również budowania długoterminowych oszczędności gospodarstw domowych, np. na cele mieszkaniowe czy też emerytalne – konieczne jest podjęcia działań na rzecz zachęcenia społeczeństwa do oszczędzania – nie zaś hamowania go zbędną daniną na rzecz budżetu państwa – podsumowuje ekspert z SGGW.

Castingów na lokatorów w tym roku nie będzie. Studenci wrócili do miast i mają w czym wybierać

Na rynku wynajmów w tym roku zmieniło się wiele. Z rynku znikają mieszkania na wynajem oferowane przez deweloperów, coraz więcej lokali wynajmowanych z rynku wtórnego również trafia „na sprzedaż”. Zmniejsza się podaż mieszkań na wynajem, ale maleje również popyt. Studenci wracają do miast, ale z wynajmów rezygnują młode rodziny zachęcone Bezpiecznym Kredytem 2% oraz cudzoziemcy.  – Rok temu słyszeliśmy o castingach na lokatora. W tym roku nie spotkałem się z taką sytuacją. Ceny również nie różnią się od ubiegłorocznych – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. – W tym roku łatwiej jest sprzedać mieszkanie niż wynająć. To wielka zmiana – przyznaje.

Studenci wracają do łask wynajmujących. Wszystko przez „Bezpieczny kredyt 2%”

Na rynku wynajmów dzieje się sporo. Studenci już wrócili do miast i od początku września poszukują dla siebie odpowiedniego pokoju lub mieszkania. Na rynek wróciło sporo nieruchomości. Nie ma więc mowy o „castingach na lokatorów” w przypadku podstawowego standardu mieszkania. Oczywiście przedsiębiorcy wynajmujący lokale premium nadal dokładnie weryfikują, kto będzie ich lokatorem.

– Zainteresowanie wynajmami nadal jest duże. Klientem głównym pozostają studenci oraz osoby przyjeżdżające do pracy do dużych miast. Widzimy, że coraz więcej osób decyduje się na poszukiwanie dwupokojowych mieszkań, bo cenowo jest bardzo podobnie, jak gdybyśmy wynajmowali kawalerkę. Nawet studenci chcą mieć trochę więcej przestrzeni do życia – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

W wielu przypadkach umowy są przedłużane, ale już nie na rok czy na dwa, a na „kilka miesięcy”.

– Mamy przypadki, że obsługujemy wynajem dla danej rodziny, ale jednocześnie poszukujemy jej docelowego mieszkania. Game changerem na rynku nieruchomości na wynajem na pewno jest Bezpieczny Kredyt 2%, bo szczególnie rodziny wolą mieć swoje mieszkanie, niż wynajmować – przyznaje ekspert.

To oznacza, że po kilku sezonach studenci „wracają do łask” wynajmujących. – Nie da się ukryć, że niektórzy unikają wynajmów studentom obawiając się zniszczeń czy nieregularnych wpłat. W tym roku to na pewno się zmieni – dodaje Król.

Kawalerka 2000 złotych, dwupokojowe mieszkanie 2400, pokój około 1000 złotych. W tym roku bez wzrostu cen na rynku wynajmów

Jakie są ceny wynajmów mieszkań w dużych miasta. Jak mówią eksperci nie ma castingów na lokatorów i nie ma dużej korekty cen. Zdrożał wynajem kawalerek, stąd wiele osób decyduje się na wynajem małego mieszkania dwupokojowego.

– Wynajem kawalerki waha się od 1800 do 2200 złotych, a dwupokojowego mieszkania od 2000 do 2600 złotych. Wszystko zależy oczywiście od lokalizacji i od standardu. Większe mieszkania to zwykle koszt wynajmu na poziomie od 2600 złotych wzwyż – mówi Mirosław Król.

W Internecie pojawiły się oferty, które oburzyły konsumentów. W największych miastach koszt wynajmu pokoju może sięgać nawet 1800 złotych.

–  Standardowa cena pokoju to od dwóch lat około 1000 złotych miesięcznie, plus minus 200 złotych. Ostatnio nie widziałem innych ofert, chyba, że mówimy już o mikropokojach albo mieszkaniach, gdzie naprawdę wydzielono malutkie pokoiki – dodaje Mirosław Król.

Korekta cen na rynku nieruchomości możliwa jest po nowym roku.

Zaświadczenie od proboszcza kryterium przyjęcia na studia medyczne w uczelni o. Rydzyka

Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie kolejny raz z oburzeniem zwraca uwagę na program nauczania i zasady przyjmowania studentów do uczelni, które w ostatnich miesiącach uzyskały akredytacje pozwalające im na kształcenie na kierunkach lekarskich.

  • Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie Michał Bulsa apeluje do Ministra Zdrowia Katarzyny Sójki oraz Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka o weryfikację kryteriów opublikowanych przez Akademie Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu dla kierunku lekarskiego
  • Poza wiedzą, przyszłym studentom stawiane są wymagania m.in. zaświadczenia księdza proboszcza.
  • Jak mówią przedstawiciele Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie kierunki medyczne szczyciły się dotychczas wysokim poziomem kształcenia, a studenci musieli uzyskiwać dobre wyniki matury z konkretnych przedmiotów. Oczekiwanie deklaracji religijnej jest wykluczające dla osób innej wiary lub niewierzących.

W poprzednich komunikatach informowaliśmy, że w opinii Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie, masowe uruchamianie kierunków lekarskich, na nieprzygotowanych uczelniach, jest to parodia kształcenia.

– To już nie jest komedia, tylko tragedia. By zostać lekarzem kształconym w uczelni o. Rydzyka trzeba mieć zaświadczenie od proboszcza, uwaga, z racji światopoglądowych jest to do ustalenia z władzami placówki. Nauka medycyny powinna odbywać się bez wpływu jakiejkolwiek religii, zgodnie z przyrzeczeniem lekarskim medycy powinni nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i szacunek pacjentów.  Uczelnie posiadające zgodę na naukę medycyny nie mogą różnicować kandydatów ze względu na wyznanie – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Jak mówi Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie, należy możliwie szybko przeanalizować, jak wyglądać będzie kryterium przyjmowania studentów na kierunki lekarskie na uczelniach, które w tym roku otrzymały akredytację do ich prowadzenia.

– Jesteśmy zaniepokojeni, że na studia lekarskie, wymagające konkretnej wiedzy i predyspozycji, może dojść do dyskryminacji z uwagi na wiarę lub z powodu innych czynników. Będzie to rozczarowanie dla kandydatów, ponieważ nikt nie chciałby aby wyznanie lub podobne czynniki decydowały o przyjęciu na kierunek lekarski. Taki obrót spraw coraz bardziej uprawdopodabnia, że nowe uczelnie mogą być nieprzygotowane do kształcenia lekarzy, co stanowi zagrożenie dla pacjentów. To nie jest pomaganie systemowi ochrony zdrowia w problemach kadrowych. Przypomina to łatanie dziur w jezdni watą – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

FED pauzuje. Złoto z perspektywami na wzrosty

Kluczowym wydarzeniem ubiegłego tygodnia było posiedzenie Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku (FOMC) – amerykańskiego odpowiednika Rady Polityki Pieniężnej. I nie było tu dużego zaskoczenia – stopy procentowe pozostały na obecnym poziomie, w przedziale 5,25-5,5 proc.

Złoto kwotowane w dolarze amerykańskim rozpoczęło i zakończyło tydzień na podobnym poziomie, choć przy okazji ogłoszenia decyzji FED nastąpił krótki pik w górę, a następnie w dół – pierwszy z powodu osłabienia dolara, drugi z powodu powrotu do umacniania się, który to trend trwa już od połowy lipca. Warto zwrócić uwagę, że choć kwotowane w dolarze złoto porusza się w obrębie trendu bocznego, niepostrzeżenie, od połowy sierpnia, zaczyna rysować się dyskretny trend wzrostowy.

Jeśli o polskiego złotego chodzi, wrześniowa decyzja o obniżce stóp procentowych znacząco zdeprecjonowało naszą walutę względem chociażby dolara amerykańskiego, co znalazło odzwierciedlenie w cenach złota. Podczas, gdy w okresie wakacyjnym cena kruszcu nie wychodziła poza przedział 7 700-7 900 PLN za uncję, wrześniowa decyzja RPP dała impuls do ponownego przebicia się przez pułap 8 000 PLN.

Jednak w środę ujrzeliśmy lokalny szczyt na poziomie 8 440 PLN, a w kolejnych godzinach i dniach uncja taniała, zbliżając się do 8 300 w czwartek i odzyskując nieco rezonu w piątek.

W FED bez zmian

Amerykańscy bankierzy postanowili wstrzymać się z decyzją dotyczącą stóp procentowych, co zasadniczo wpisuje się w oczekiwania rynków. Niemniej z uwagi na wypowiedzi Jerome Powella, znów do czynienia mamy z określeniem „pauza jastrzębia”, a więc stopy pozostały bez zmian, ale retoryka wskazuje na możliwe przyszłe podwyżki.

Ostatnia podwyżka stóp procentowych FED o 25 punktów bazowych miała miejsce w lipcu. Wg. CME FedWatch Tool szanse na podwyżkę o 25 pb w listopadzie wynoszą 26,3 proc., a w grudniu 38,4 proc. (6,7 proc., że podwyżka wyniesie 50 pb). Raczej nie wydaje się, aby FED zdecydował się w tym roku na obniżkę stóp procentowych. Z kolei obniżka stóp spodziewana jest najwcześniej w marcu (9,7 proc.) i w każdym kolejnym miesiącu szansa na taką decyzje jest coraz wyższa.

Warto dodać, że rentowność amerykańskich obligacji osiągnęła szczytowy poziom, co w połączeniu z osłabionym zainteresowaniem ryzykownymi aktywami spowodowało wyprzedaże na Wall Street. Dow Jones na zamknięciu zniżkował o 1,08 proc., S&P500 1,64 proc. zaś Nasdaq Composite 1,82 proc.

Oskarżycielski palec skierowany przeciwko NBP

Kwestia działań RPP wobec inflacji budzi kontrowersje. Decyzja o ostrym cięciu stóp procentowych stawia nas w pewnym odosobnieniu na tle innych państw europejskich, również tych o niższej inflacji. Teraz pojawił się dodatkowo zarzut mówiąc wprost, że NBP nie tylko walczy nieskutecznie z inflacją, ale także bezpośrednio przyczynił się do wzrostu cen, choć – jak przez długi czas utrzymywali bankierzy – inflacja miała wzrastać tylko i wyłącznie z powodów zewnętrznych, na które bank miał nie mieć wpływu.

Ekonomiści banku Credit Agricole przeprowadzili analizę, której celem było ustalenie przyczyn wzrostu cen żywności, która w największym stopniu drożała w krajach Europy Środkow-Wschodniej oraz krajach bałtyckich. Rzeczywiście na kształtowanie się cen wpływać miała ekspozycja na import żywności z Rosji i Białorusi, poziom cen wyjściowych w połączeniu z poziomem zamożności danego kraju, ale także osłabienie nominalnego efektywnego kursu walutowego.

To właśnie osłabienie nominalnego efektywnego kursu walutowego ma przekładać się na ok. 1/5 wzrostu cen żywności w Polsce. Zaś tym, co deprecjacji doprowadziło, miało być zbyt długie zwlekanie z podjęciem decyzji o podniesieniu stóp procentowych i dysparytet stóp procentowych względem głównych banków centralnych. Mówiąc prościej: gdyby RPP zaczęła podnosić stopy procentowe wcześniej, inflacja cen żywności byłaby ok. 1/5 niższa.

Autor: Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Zaległości branży drobiarskiej rosną

Konkurencja ze strony taniego mięsa z Ukrainy, problemy z ptasią grypą, zwiększone restrykcje sanitarne i drastyczny wzrost cen energii – polski biznes drobiarski ma ostatnio sporo powodów do zmartwień. Dlatego też chętnych do wejścia na ten rynek jest zdecydowanie mniej niż kiedyś. Branży przybywa natomiast zaległości. Kwota nieuregulowanych rat i faktur wyniosła na koniec lipca niemal 213 mln zł i była o 12 proc. wyższa niż przed rokiem. Wśród przetwórców mięsa drobiowego nie płaci w terminie już co ósmy podmiot – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. W złej kondycji finansowej jest połowa branży, podaje Dun & Bradstreet.

Jak podaje resort rolnictwa Polska jest największym producentem mięsa drobiowego w UE, drugim eksporterem tego mięsa w Unii i czwartym na świecie. Według szacunków wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet na rynku drobiu działa obecnie blisko 7,5 tys. firm. Największą część, ok. 60 proc. stanowią hodowcy drobiu. Pozostali to producenci wyrobów z mięsa i jego przetwórcy. Dynamika przyrostu nowych firm mocno ostatnio jednak wyhamowała. W średnim ujęciu w 2022 roku rynek wzrósł jedynie o 1,6 proc., podczas gdy rok i dwa lata wcześniej było to 5-6 proc. Najbardziej dynamicznie rozrastający się sektor przetwórstwa i konserwacji mięsa z drobiu, w 2022 roku powiększył się o 3 proc., a w latach poprzedzających notował 10-15 proc. zmianę.

Niełatwe lata polskiej branży drobiarskiej

Produkcja mięsa drobiowego i jego wyrobów na każdym etapie, począwszy od hodowcy, poprzez ubojnie, aż po producentów, staje się coraz większym wyzwaniem. Przyczyn jest wiele, ale przede wszystkim są to rosnące ceny energii, wciąż nękająca Polskę ptasia grypa, ale też zła prasa i afery, wzrost kosztów kredytów i podatków. Sytuację skomplikowało dodatkowo otwarcie unijnego rynku na ukraińskie towary w tym mięso drobiowe i jaja, które od czerwca 2022 roku mogły być importowane bez cła. Ich gwałtowny napływ na chwilę powstrzymało rozporządzenie polskiego rządu zakazujące przywozu produktów rolnych z Ukrainy, które obowiązywało od 15 kwietnia do 30 czerwca br. Tani ukraiński drób wciąż był jednak dużą konkurencją dla naszych eksporterów na rynkach zagranicznych. 15 września br. polski rząd ponownie włączył blokadę na przywóz ukraińskich produktów rolnych, ale bez akceptacji UE.

Hodowcy drobiu, podobnie jak wielu rolników żyją w niepewności, a trzeba przypomnieć, że sporo kłopotów mieli już w czasie pandemii. Lockdown zablokował popyt ze strony ogromnego odbiorcy jakim dla branży jest unijny sektor HoReCa, a potem zaczęły licznie wybuchać ogniska ptasiej grypy, które jeszcze bardziej ograniczyły eksport. 2022 r. nie był już taki zły, bo wzrost kosztów produkcji zrekompensował wzrost cen, udawało się panować nad efektami ptasiej grypy, a w eksporcie pomagał słaby złoty.

Sytuacja hodowców się stabilizuje, przetwórcy powiększają zaległości

Co widać w danych dotyczących zaległości branży drobiarskiej? Suma jej zaległych zobowiązań na rzecz dostawców i banków wyniosła na koniec lipca niemal 213 mln zł. Jest to o ponad 23 mln zł więcej niż przed rokiem. 12 proc. zmiana to sporo, biorąc pod uwagę, że w okresie tym zaległości ogółu firm podwyższyły się o 9 proc.

Sytuacja w branży jest zróżnicowana zarówno pod względem dynamiki zmian przeterminowanych zobowiązań jak i kondycji finansowej. Jeśli chodzi o zaległości, czyli nieregulowane w terminie raty kredytów widoczne w BIK oraz nieopłacone faktury zgłoszone do BIG InfoMonitor, to po trudnym okresie COVID-19 sytuacja chowu i hodowli drobiu wydaje się pod tym względem stabilizować (PKD 014.7Z). Ich niespłacone w terminie zadłużenie przestało rosnąć i utrzymuje się na poziomie dochodzącym do 30 mln zł. Dla przypomnienia, w najgorszym dla branży 2021 roku, przeterminowane długi podskoczyły do 41,4 mln zł.

Zaległości spadły, choć kondycja hodowców nie przedstawia się dobrze. Jak podaje Dun & Bradstreet w silnej i dobrej formie finansowej jest tu jedynie 30 proc. pomiotów. Producenci mięsa i przetwórcy drobiu, od strony sytuacji finansowej prezentują się dużo lepiej, bo w silnej i dobrej kondycji jest odpowiednio 56 i 64 proc. przedsiębiorstw. Mimo tego, to oni właśnie w ostatnim czasie podbijają licznik zaległości. Przeterminowane zadłużenie firm zajmujących się produkcją mięsa w tym, mięsa drobiowego (PKD 101.3.Z) oraz przetwórstwem i konserwacją drobiu (PKD 101.2 Z) pogłębia się. Przy stałej liczbie firm w finansowych tarapatach suma niespłaconych zobowiązań powiększyła się, w przypadku producentów o ponad 13 proc. do 108 mln zł, a gdy chodzi o przetwórców o ponad 16 proc. do 75,4 mln zł.

zaległości branży drobiarskiej

Konkurencja ze wschodu, rosnące koszty, spadające ceny skupu, ptasi pomór

– Hodowcy drobiu i przedsiębiorcy z pobliskich sektorów skorzystali na niskich cenach zboża i pasz po zalewie Polski importem z Ukrainy. Jednak inflacja, wysokie ceny energii i konkurencja w postaci ukraińskiego importu mięsnego wyłączonego z ceł wciąż pozostają realnym zagrożeniem. Mimo to, jak pokazują nasze statystyki, odsetek hodowców z przeterminowanym zadłużeniem nie jest wysoki i wynosi 3,7 proc. Gorzej ma się sytuacja przedsiębiorstw zajmujących się obróbką mięsa, czyli producentów i przetwórców, gdzie na czas nie płaci niemal co dziesiąte i co ósme. A to już jest naprawdę wysoki odsetek nierzetelnych firm i tym samym wysokie ryzyko współpracy w oparciu o kredyt kupiecki. Prawdopodobieństwo dla dostawców i podwykonawców, że płatność za usługi lub towar nie wpłynie na czas lub wcale jest całkiem duże – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.  

Największym wyzwaniem dla firm związanych z branżą drobiarską pozostaje konkurencja zza naszej wschodniej granicy. Choć napływ taniego mięsa drobiowego z Ukrainy został na chwilę wstrzymany decyzją polskiego rządu, to nadal jest ono zagrożeniem dla rodzimych producentów. Ukraińcy mają dostęp do tańszej paszy i nie są zobowiązani do spełniania rygorystycznych, europejskich norm sanitarnych. To sprawia, że ich produkt jest bardziej konkurencyjny cenowo, a nawet gdy nie trafia do Polski, wypiera naszych eksporterów z rynków zagranicznych. Co więcej, w połowie lipca br. Ukraina wprowadziła zakaz importu drobiu i jaj z Polski, co było efektem wykrycia wirusa rzekomego pomoru drobiu na Podlasiu.

Zagrożenia epidemiologiczne to kolejna zmora polskich producentów. Na początku sierpnia br. Główny Lekarz Weterynarii poinformował o złożeniu do Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt (WOAH) deklaracji o odzyskaniu statusu kraju wolnego od wysoce zjadliwej grypy ptaków, zagrożenie nie przestało jednak istnieć. Ogniska choroby wciąż wykrywane są m.in. wśród dzikiego ptactwa, a Główny Inspektorat Weterynarii informuje, że ryzyko wystąpienia grypy ptaków w obecnym sezonie jest w dalszym ciągu wysokie.

– Kolejnym problemem, z którym zmagają się producenci drobiu są ceny energii. Kryzys energetyczny w branży dotknął szczególnie tych, którzy swoje fermy ogrzewali węglem. Pisklę kury potrzebuje 30°C do prawidłowego chowu, co od producentów wymaga ponoszenia znaczących kosztów związanych z ogrzewaniem, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Nie ułatwią im tego spadające ceny w skupie. Jak informował Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, pod koniec lipca br. w krajowych zakładach drobiarskich odnotowano dalszy spadek cen skupu żywca drobiowego – tłumaczy dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Szanse i zagrożenia dla producentów drobiu

– Choć w najbliższym czasie na pewno nie będzie to poważnym zagrożeniem, to w perspektywie długoterminowej producenci drobiu powinni przyglądać się trendom związanym z wegetarianizmem i weganizmem oraz produkcją mięsa komórkowego. Badanie wykonane dla nas przez Quality Watch w lipcu br. wskazało, że po produkty mięsne nie sięga 3 proc. Polaków, pojawiają się też jednak doniesienia o tym, że mięsa nie je nawet 10 proc. dorosłych Polaków. Rosnący trend może potwierdzać gwałtowny rozwój rynku roślinnych zamienników mięsa, który obserwujemy w ostatnich latach. Coraz częściej słychać również o postępach związanych z hodowlą mięsa komórkowego, co za jakiś czas może odbić się negatywnie także na producentach drobiu, ograniczając popyt na ich wyroby – zauważa dr hab. Waldemar Rogowski.

Choć nie należy bagatelizować zmieniających się zachowań konsumenckich, to o preferencje dotyczące jedzenia mięsa producenci nie muszą się na razie martwić. Wyniki badania Quality Watch dla BIG InfoMonitor mówią, że aż 79 proc. polskiego społeczeństwa deklaruje konsumpcję produktów mięsnych z dużą częstotliwością, czyli co najmniej kilka razy w tygodniu. Co czwarty Polak spożywa mięso codziennie, co jest znaczącym wskaźnikiem utrzymującego się apetytu na produkty odzwierzęce w diecie. Szansą dla producentów drobiu może być nie tylko wysoki popyt wewnętrzny, ale także zainteresowanie polskim mięsem za granicą.

W opracowanej przez siebie „Agromapie” eksperci banku Crédit Agricole podają, że w I kw. 2023 roku wartość polskiego eksportu drobiu zwiększyła się o 19,4 proc r/r, a eksportu jaj aż o 85,1 proc. r/r., co jest poziomem rekordowym. Krajowa Rada Drobiarstwa zaznacza z kolei, że Polska jest unijnym liderem w produkcji mięsa drobiowego i corocznie notuje wzrost sprzedaży w kraju i za granicą, a w roku 2022 na eksport trafiło ponad 53 proc. naszego mięsa i przetworów. Szansą dla polskich eksporterów mogą być otwierające się nowe rynki. W połowie sierpnia br. Krajowa Rada Drobiarstwa poinformowała, że polski drób dopuściły na swój duży rynek Filipiny.

Niespodzianki banków centralnych

Czwartek upłynął na kolejnych decyzjach banków centralnych. Były nawet dwie spore niespodzianki i to w ważnych dla Polaków krajach – Szwajcarii i Wielkiej Brytanii.

Niespodzianka w Szwajcarii

Wczorajsza decyzja Szwajcarskiego Narodowego Banku zaskoczyła rynki. Teoretycznie była zgoda co do oczekiwań analityków w sprawie podniesienia stóp procentowych z 1,75% na 2%. Na spotkaniu jednak do podwyżki nie doszło. Bank co prawda ogłosił, że dalsze podwyżki są nadal możliwe w celu utrzymania stabilności cen. Inflacja jednak w ciągu ostatnich trzech miesięcy waha się od 1,6% do 1,7%. Nie są to wartości wymuszające radykalne kroki. Rynki zareagowały bardzo szybką przeceną franka szwajcarskiego, który tuż po decyzji staniał o pełne 4 grosze. Inwestorzy bowiem zamykali pozycje frankowe, skoro waluta nie będzie wyżej oprocentowana. Z drugiej strony kredytobiorcy frankowi po fatalnym początku miesiąca chociaż odrobinę odetchnęli.

Wielka Brytania również zaskakuje

Tego samego dnia było znacznie więcej decyzji banków centralnych, ale dla Polski szczególnie istotny był jeszcze rynek brytyjski. Tam stopy procentowe miały rosnąć do 5,5%, podczas gdy pozostały na niezmienionym poziomie 5,25%. Inflacja na wyspach owszem spada, ale w dalszym ciągu jest na poziomie 6,7% czyli wyraźnie powyżej stóp procentowych. Wiadomo, to nadal lepiej niż w Polsce, gdzie nie tylko wstrzymaliśmy podwyżki przy bardzo wysokim poziomie, ale przy inflacji przekraczającej stopy procentowe o ponad 3% zdecydowaliśmy się na bardzo silną obniżkę.

Jeszcze więcej decyzji

W czwartek zmian stóp procentowych dokonało kilka innych państw. Zgodnie z oczekiwaniami Szwecja podniosła główną stawkę z 3,75% na 4%. Norwegia zwiększyła stopy z 4,00% na 4,25%. Oba te państwa walczą nie tylko z inflacją, ale z poważnymi przecenami wartości waluty, szczególnie względem euro. Później w ciągu dnia Turcja kontynuowała swój powrót do normalności, podnosząc główną stopę z 25% na 30%. Ruch ten był oczekiwany przez analityków. Co więcej, wracamy do przewidywalności, bo początki podwyżek sóp w Turcji to były ciągłe niespodzianki, co do wysokości decyzji. Z drugiej strony przy tak dużych zmianach niespodzianki mogą się zdarzać. Warto zwrócić uwagę, że zmiana ta przeszła niemal bez echa na rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

PiS, KO, Konfederacja czy Bezpartyjni Samorządowcy: kto obiecuje pracownikom najwyższe wypłaty?

Większość ogólnopolskich komitetów wyborczych w swoich programach przedstawia propozycje dotyczące polskiego systemu podatkowego. Eksperci inFakt sprawdzili, ile zarobiliby pracownicy, gdyby w życie weszły zmiany proponowane przez komitety wyborcze PiS, KO, Konfederacji i Bezpartyjnych Samorządowców.

Prawo i Sprawiedliwość w swoim programie „Bezpieczna przyszłość Polaków” nie proponuje nowości w zakresie podatków i skupia się na utrzymaniu rozwiązań obowiązujących w kończącej się kadencji. Z kolei hasło Trzeciej Drogi „Jednolita danina, płatna jednym przelewem” nie pozwala na dokładną ocenę planów tego komitetu. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Lewicy, która przedstawia ogólną informację o obniżeniu danin oraz o podatku progresywnym. Przy tak sformułowanych propozycjach nie jest możliwe, aby dokonać rzetelnej kalkulacji wynagrodzeń.

Scenariusz 1: Prawo i Sprawiedliwość

Eksperci inFakt obliczyli wysokości wynagrodzenia „na rękę” dla czterech kwot brutto – 5 tys., 10 tys., 15 tys. i 20 tys. zł. Partia rządząca w swoim programie wyborczym nie proponuje zmian w podatku dochodowym od osób fizycznych. Wyliczenia przeprowadzono więc dla aktualnie obowiązujących przepisów, m.in. dla stawki podatku PIT w wysokości 12% i 32%, kwoty wolnej na poziomie 30 tys. zł i drugiego progu podatkowego dla dochodu powyżej 120 tys. zł. Gdyby po wyborach utrzymano status quo to pracownicy zarobiliby “na rękę” mniej niż gdyby w życie weszły propozycje KO, Konfederacji czy Bezpartyjnych Samorządowców.

Scenariusz 2: Koalicja Obywatelska

Koalicja Obywatelska w swoim programie proponuje podniesienie kwoty wolnej dwukrotnie do poziomu 60 tys. zł. Przy takim założeniu wynagrodzenie wzrośnie miesięcznie o 300 zł, ale dopiero gdy wynagrodzenie wyniesie 6080 zł brutto (dla tej kwoty podatek roczny wynosi 3600 zł). Poniżej kwoty 6080 zł podatek jest niższy niż 3600 zł i przy minimalnym wynagrodzeniu w wysokości 4300 zł w przyszłym roku podatek wyniesie 1344 zł za cały rok, a więc dla tej grupy pracowników dokładnie tyle wyniosłaby korzyść.

Scenariusz 3: Konfederacja

W swoim programie Konfederacja zapowiada „największą w historii Polski rewolucję podatkową”. Komitet proponuje m.in. wprowadzenie kwoty wolnej uzależnionej od minimalnego wynagrodzenia, która będzie stanowiła jego dwunastokrotność. Kolejną obietnicą zapisaną w „Konstytucji Wolności” jest likwidacja drugiego progu podatkowego. Konfederacja chce również wprowadzić modyfikacje w ustawach o PIT, CIT, VAT i ZUS, twierdząc, że „na reformie skorzysta każdy pracujący Polak”. Zmiany Konfederacji spowodowałyby, że obecnie przy wyższym wynagrodzeniu, np. powyżej 15 tys. zł, pracownicy zyskaliby więcej niż na zasadach proponowanych przez KO.

Scenariusz 4: Bezpartyjni Samorządowcy

W teorii zatrudnieni zarobiliby najwięcej „na rękę” po wejściu w życie propozycji komitetu Bezpartyjnych Samorządowców. Proponują likwidację PIT, a także zmianę sposobu rozliczania składki zdrowotnej na ten, który obowiązywał przed wprowadzeniem Polskiego Ładu. Należy jednak pamiętać, że gdyby nie byłoby podatku PIT, to podatnicy nie mogliby korzystać z przysługujących im ulg, np. ulgi dla młodych.obietnice wyborcze

Z wyliczeń firmy inFakt wynika, że obietnice wyborcze Bezpartyjnych Samorządowców teoretycznie dałyby pracownikom największe zarobki w każdym analizowanym progu wynagrodzenia brutto.

Startujące w obecnych wyborach komitety proponują wiele zmian w przepisach dotyczących podatku PIT. Wyjątkiem jest PiS, który dokonał największych zmian w 2022 r. Propozycja Bezpartyjnych Samorządowców o likwidacji PIT jest największym zaskoczeniem. Taka zmiana to istotny koszt dla budżetu, bo wpływy mogłyby się zmniejszyć o blisko 15%. W mojej ocenie warto z pewnością zabezpieczyć waloryzację kwoty wolnej, czyli to co proponuje m.in. Konfederacja. Ustalenie kwoty wolnej na stałym poziomie 30 tys. zł czy 60 tys. zł, jak proponuje KO, może powodować, że kwota wolna nie zmieniałaby się przez wiele lat.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

PMI strefy euro: przemysł w kryzysie, usługi rosną

PMI dla przemysłu we wrześniu w strefie euro wyniósł 43,4 wobec 43,5 miesiąc wcześniej. W dalszym ciągu widać, że przemysł pozostaje w kryzysie. Zapaść w przemyśle widać przede wszystkim w gospodarce niemieckiej, gdzie wskaźnik PMI już od trzech miesięcy pozostaje poniżej 40 pkt. W tym miesiącu negatywnie zaskoczyła również Francja, gdzie wskaźnik wyniósł 43,5 wobec konsensusu na poziomie 46 pkt.

Wskaźnik PMI dla usług w strefie euro wzrósł we wrześniu i wyniósł 48,4 wobec 47,9 miesiąc wcześniej. Konsensus zakładał, że aktywność w sektorze znowu lekko spadnie i wskaźnik wyniesie 47,7 pkt. W przypadku usług w tym miesiącu pozytywnie wyróżniły się Niemcy, gdzie PMI wzrósł do 49,8 pkt, więc już blisko do poziomu wskazującego na wzrost aktywności w sektorze. We Francji z kolei wskaźnik spadł do 43,9 pkt. Zarówno francuski sektor przemysłu, jak i usług w tym miesiącu okazał wysoką słabość.

Zbiorczy wskaźnik dla strefy euro wyniósł zatem 47,1. Jest to poziom wyższy niż miesiąc wcześniej (46,7) i lepszy niż prognozy (46,5). Jest to wciąż poziom, który wskazuje na słabą koniunkturę. Słabość wykazuje przede wszystkim sektor przemysłu. Usługi wykazują pewną odporność, ale z pewnością nie równoważą spadku w przemyśle. Jest to kolejny miesiąc, w którym wskaźniki PMI wskazują na spowolnienie w obu sektorach. W tych warunkach wydaje się, że strefa euro w drugim półroczu znajduje się w recesji. Nie pomaga również fakt, że EBC w tym miesiącu po raz kolejny podniósł stopy procentowe, co może odbić się jeszcze bardziej na danych gospodarczych w kolejnych miesiącach.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

NCBR ogłosił konkurs Seal of Excellence. 23 mln zł dofinansowania dla MŚP

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło drugi już w tym roku konkurs Seal of Excellence, realizowany w ramach środków programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Budżet 23 milionów złotych przeznaczony jest dla polskich mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw, których projekty zostały pozytywnie ocenione przez Komisję Europejską i otrzymały certyfikat Seal of Excellence w ramach instrumentu EIC Accelerator programu „Horyzont Europa”, jednak z powodu ograniczeń budżetowych nie otrzymały dofinansowania.

Nabór wniosków o dofinansowanie projektów ruszy 29 września, a zakończy się 30 października br. o godz. 16:00. Wsparciem mogą zostać objęte prace badawczo-rozwojowe, czyli badania przemysłowe i eksperymentalne prace rozwojowe albo tylko eksperymentalne prace rozwojowe, w zakresie od 5 do 8 poziomu gotowości technologicznej (TRL). Wniosek o dofinansowanie musi obejmować te same zadania, zasoby i przewidywać ten sam cel, co projekt oceniony przez Komisję Europejską, bądź jego część dotycząca przeprowadzenia prac badawczo-rozwojowych. Certyfikat Seal of Excellence powinien zostać wystawiony nie później niż 18 miesięcy przed dniem złożenia wniosku o dofinansowanie w naborze w ramach FENG.

– EIC Accelerator to działanie Europejskiej Rady ds. Innowacji. Instrument skierowany jest do MŚP, wykazujących wysoki potencjał wzrostu oraz mających przełomowe rozwiązania, które planują wdrożyć na rynku europejskim i globalnym. Polskie przedsiębiorstwa od lat biorą udział w naborach akceleratora EIC, jednakże gdy wyczerpie się jego budżet, wtedy wkraczamy my z możliwością dofinansowania projektów, które uzyskały pieczęć doskonałości – powiedział dr Jacek Orzeł, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Zbliżone zasady

Kategorie, maksymalne kwoty i metody obliczania kosztów kwalifikowalnych projektu są analogiczne jak w instrumencie EIC Accelerator programu „Horyzont Europa”. Maksymalna kwota dofinansowania nie może przekroczyć 2,5 mln euro i wynosi maksymalnie 70% kosztów kwalifikowalnych tych prac. Projekt może być realizowany nie dłużej niż do 31 grudnia 2029 r.

Ocena w konkursie jest jednoetapowa. Projekty ocenia Panel, który tworzą co najmniej trzej eksperci. Wnioskodawca może zostać wezwany do uzupełnienia lub poprawienia wniosku w zakresie określonym przez NCBR. Elementem oceny jest spotkanie z wnioskodawcą. W jego trakcie wnioskodawca może odnieść się do pytań i ewentualnych wątpliwości ekspertów dotyczących projektu.

Konkurs Seal of Excellence organizowany jest w ramach Priorytetu II “Środowisko sprzyjające innowacjom” programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki.

ORLEN i Yokogawa opracują technologię syntetycznych paliw lotniczych

ORLEN i Yokogawa Europe, regionalna centrala japońskiej firmy Yokogawa Electric Corporation, będą współpracować przy uruchomieniu przemysłowej produkcji neutralnych pod względem emisji dwutlenku węgla syntetycznych paliw lotniczych. Firmy podpisały porozumienie, którego celem jest optymalizacja procesu technologicznego umożliwiającego syntezę paliwa z dwutlenku węgla i zielonego wodoru. ORLEN chce zostać liderem w tym nowym segmencie rynku i przyczynić się do osiągnięcia neutralności emisyjnej przez sektor lotniczy w Polsce.

ORLEN inwestuje w technologie, które są przyszłością gospodarki. Paliwa syntetyczne są kluczowe, aby transport lotniczy mógł stać się neutralny klimatycznie, a ich produkcja nie wymaga użycia surowców kopalnych. Celem koncernu jest osiągnięcie do końca 2030 roku zdolności produkcyjnych tego typu paliw na poziomie 70 tys. ton rocznie.

– Współpraca z firmą Yokogawa stanowi kamień milowy w realizacji strategicznych aspiracji ORLEN związanych z uruchomieniem produkcji paliw syntetycznych. Projekt, który będziemy wspólnie realizować, umożliwi opracowanie szczegółowego procesu wytwarzania takich paliw na skalę przemysłową. Już teraz współpracujemy z naszym japońskim partnerem przy optymalizacji procesów rafineryjnych i petrochemicznych. Cieszę się, że tak kompetentny i sprawdzony partner, będzie wspierał rozwój nowej linii biznesowej ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

W ramach współpracy, ORLEN i Yokogawa opracują zintegrowany system produkcji paliw syntetycznych. Przedsięwzięcie będzie polegać na stworzeniu wirtualnej repliki zakładu produkcyjnego, zwanej „cyfrowym bliźniakiem”, która umożliwi symulację i optymalizację procesów produkcyjnych, w celu wyboru najbardziej opłacalnej i zrównoważonej środowiskowo metody syntezy. Rozwiązanie to będzie zastosowane w nowej instalacji do produkcji paliw syntetycznych, która powstanie do końca 2030 roku.

Zrównoważone paliwa syntetyczne powstają w wyniku połączenia wodoru wytwarzanego w procesie elektrolizy, zasilanej energią odnawialną, z cząsteczkami dwutlenku węgla pochodzącymi z różnych procesów przemysłowych, w tym z zakładów wytwarzających biomasę, cementowni, hut stali i zakładów nawozowych. Tym samym produkcja paliw syntetycznych może w znaczący sposób ograniczyć przemysłową emisję gazów cieplarnianych.

Jedną z zalet paliw syntetycznych jest to, że mają niemal identyczne właściwości jak konwencjonalne produkty ropopochodne, takie jak benzyna, olej napędowy i paliwo do silników odrzutowych, a jednocześnie pomagają w ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych. To podobieństwo umożliwia ich wykorzystanie w obecnie stosowanych silnikach spalinowych. Ponadto istniejąca już infrastruktura magazynowania, transportu i dystrybucji przeznaczona dla paliw ropopochodnych może być bez modyfikacji wykorzystywana do celów logistyki paliw syntetycznych. To w zasadniczy sposób ułatwi dekarbonizację m.in. transportu lotniczego. ORLEN oczekuje, że głównym odbiorcą paliw syntetycznych będzie przemysł lotniczy.ORLEN Yokogawa

– Dzięki współpracy z ORLENEM przyspieszymy osiągniecie neutralności emisyjnej w branży lotniczej. Wspólnie stworzymy innowacyjne, zintegrowane i wysoce autonomiczne systemy cyfrowe – mówi Takayuki Matsubara, Prezes Yokogawa Europe.

Yokogawa dostarcza już kompleksowe rozwiązania dla Grupy ORLEN, obejmujące technologię automatyzacji, oprogramowanie do modelowania procesów rafineryjnych i petrochemicznych oraz narzędzia do optymalizacji zużycia energii w zakładach produkcyjnych.

Odwrotne przejęcie Honey Payment stało się faktem

Polski fintech, twórca multiaplikacji do zarządzania finansami DotBee sfinalizował mariaż z notowaną na NewConnect spółką Maximus S.A. Sąd właśnie zarejestrował w KRS połączeniowe podwyższenie kapitału zamykając tym samym proces odwrotnego przejęcia. Po rejestracji spółka nosi nazwę Honey Payment Group S.A., a akcje nowej emisji stanowią po transakcji 89% kapitalizacji spółki.

Multiaplikacja finansowa DotBee umożliwia zarządzanie i dysponowanie finansami, posiada również takie funkcje jak bilety transportu publicznego, bilety parkingowe, cashback, przelewy oraz doradcy AI z którymi możemy komunikować się poprzez czat. W tym roku w aplikacji Dotbee pojawiły się czaty generatywne AI specjalizujące się w dostarczaniu specjalistycznej wiedzy z zakresu rachunkowości, prawa i finansów. Użytkownik komunikuje się z aplikacją przez czat i otrzymuje specjalistyczną wiedzę niedostępną w innych rozwiązaniach. Spółka posiada ponad pół miliona klientów, głównie wśród osób młodych (18-25 lat). Stworzyła biznes oparty o wysoką technologię, niski współczynnik zatrudnienia, automatyzację procesów oraz sztuczną inteligencję.

Wejście na NewConnect to szansa na zwiększenie rozpoznawalności i pozyskanie kolejnych inwestorów w przyszłości. Jest to dla nas ważny etap, na który pracowaliśmy od początku naszej działalności. Wykorzystamy go do jeszcze szybszego rozwoju i promocji naszych usług. Obecnie jesteśmy na etapie skalowania posiadanych rozwiązań i promocji na światowych rynkach. Skupiamy się na maksymalnym wykorzystaniu sztucznej inteligencji i dostarczeniu najlepszego, światowego produktu. Dlatego teraz pora na międzynarodową ekspansję naszego rozwiązania z którego w Polsce korzysta już ponad pół mln ludzi  – deklaruje Grzegorz Szulik, Prezes Zarządu i założyciel Honey Payment.

Odwrotne przejęcie zostało zrealizowane w drodze wniesienia 100% akcji spółki Honey Payment S.A. do dawnej spółki Maximus S.A. w zamian za akcje nowej emisji, w ten sposób podmiot notowany na NewConnect stał się jedynym właścicielem przejmowanej spółki i po rejestracji zmian statutu przyjął nową nazwę Honey Payment Group S.A. zmieniając jednocześnie przedmiot działalności.

Dzięki transakcji dotychczasowi inwestorzy Maximusa, w tym JRH posiadając około 7% udziału w spółce po połączeniu, stają się akcjonariuszami Honey Payment Group – dynamicznej spółki rozwijającej swoje usługi w jednej z najbardziej perspektywicznych z branż przyszłości czyli fintech. Spółka zamierza przenieść i rozwinąć swój model biznesowy, który sprawdził się w Polsce, na kolejne rynki – obecnie celem jest skalowanie działalności. Jestem przekonany, że jest to projekt, który odpowiada na bieżące potrzeby rynku i będzie zyskowną pozycją w portfelu JRH – powiedział January Ciszewski, Prezes Zarządu JR HOLDING ASI S.A.

Sieci handlowe coraz bardziej oszczędzają na rabatach

W I półroczu br. największe na rynku formaty handlowe rdr. ograniczyły liczbę gazetek – o blisko 7%, ich stron – o ponad 4%, a także powierzchnię – o niecałe 7%. Do tego ubyło przeszło 12% promocji. Cięcia są widoczne praktycznie we wszystkich analizowanych formatach, poza małymi wyjątkami. Dyskonty zaliczyły wzrosty pod każdym ww. względem. Natomiast we wszystkich kanałach rdr. ubyło promocji. Eksperci komentujący te wyniki przewidują, że retailerzy coraz mniej będą inwestować w papierowe publikacje. Jednak w branży spożywczej wciąż będą one odgrywały istotną rolę, bo klienci zwyczajnie ich potrzebują. W innych sektorach handlu będą szybciej znikały, a raczej zmieniały formę papierową na elektroniczną.

Coraz mniej gazetek

Niemal 7 tys. gazetek handlowych, wydanych w pierwszych półroczach lat 2022-2023, wzięli pod lupę eksperci z UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy BLIX. I tak okazało się, że od stycznia do czerwca br. było ich o prawie 7% mniej na rynku niż rok wcześniej. Mówimy o materiałach promocyjnych aż ośmiu największych formatów, tj. dyskontów, hipermarketów, supermarketów, sieci convenience, cash&carry, drogerii i aptek, marketów budowlanych (DiY) oraz sklepów RTV-AGD.

– Widać trend oszczędzania na wydawaniu tradycyjnych gazetek. Zaczął się on już kilka lat temu wraz ze wzrostem cen papieru, ale nie tylko. Wysoka inflacja dodatkowo podniosła koszty produkcji i samej dystrybucji. Sieci handlowe skłoniły się więc ku bardziej opłacalnym narzędziom cyfrowym, które pomału zaczynają dominować w tej kwestii – komentuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Sześć formatów zmniejszyło rdr. liczbę wydawanych gazetek. Wśród nich największe cięcie zrobiły sieci cash&carry – o prawie 30%. O 23% mniej publikacji miały sklepy RTV-ADG. Spadki zanotowały też markety budowlane – o prawie 13%, sieci convenience – o blisko 8%, a także hipermarkety – o niecałe 7%. Z kolei dyskonty i supermarkety odnotowały wzrosty – odpowiednio o ponad 14% i 5%.

– Większość segmentów przenosi swoje budżety marketingowe do kanałów cyfrowych, które oferują lepszą segmentację, personalizację i mierzalność. Klienci, zwłaszcza sieci cash&carry, sklepów z RTV-AGD oraz marketów budowlanych, coraz częściej szukają informacji o promocjach online. Natomiast dyskonty tradycyjnie łączą dystrybucję papierową z digitalową. Podniosły liczbę gazetek, bo działają na bardzo konkurencyjnym rynku pod względem codziennego docierania do konsumentów, robiących zakupy nawet kilka razy w tygodniu – mówi Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX.

Liczba stron na minusie

Eksperci, po przeanalizowaniu łącznie prawie 126,5 tys. stron w gazetkach, stwierdzili, że w I półroczu br. było ich o ponad 4% mniej niż rok wcześniej. Największe spadki rdr. odnotowały hipermarkety i sieci RTV-AGD – odpowiednio o ponad 23% i przeszło 22%. Zdecydowanie mniejsze ograniczenia rdr. wprowadziły drogerie i apteki – o ponad 9%, markety budowlane – o 5,5%, sieci cash&carry – o przeszło 5%, a także supermarkety – o nieco więcej niż 2%. Odwrotne zmiany nastąpiły w publikacjach dyskontów, które rdr. zyskały aż blisko 32% stron. Materiały sieci convenience zostały poszerzone o niemal 2%.

– Tendencja do skracania tradycyjnych gazetek dominuje na rynku z powodu rosnących kosztów ich wydawania. Dodatkowo sieci ze sprzętem RTV-AGD w większym stopniu stawiają na reklamę online i elastyczne zarządzanie cenami produktów. To utrudnia tworzenie ofert promocyjnych w postaci tradycyjnych gazetek, obowiązujących przez kilka czy kilkanaście dni – podkreśla Marcin Lenkiewicz.

Z kolei Maciej Ptaszyński z Polskiej Izby Handlu (PIH) zwraca uwagę na to, że dyskonty w dużym stopniu opierają swoją komunikację na papierowych gazetkach. Zatem w ich przypadku duży wzrost liczby stron nie powinien nikogo dziwić. – Wynika to ze specyfiki tego biznesu i oczekiwań konsumentów. Generalnie w branży spożywczej sieci szeroko wykorzystują gazetki do komunikowania swoich promocji – zaznacza ekspert z PIH.

Mniej powierzchni i promocji

Analizą objęto też łącznie blisko 4 mln cm kw. powierzchni gazetek i zaobserwowano, że w analizowanym czasie zmalała ona o niecałe 7% rdr. Największe spadki rdr. zanotowały sklepy cash&carry i RTV-AGD – odpowiednio o ponad 29% i 23%. Mniejsze cięcia zrobiły sieci DIY – o prawie 13%, convenience – o blisko 8%, a także hipermarkety – o prawie 7%. Natomiast wzrosty rdr. zanotowały dyskonty – o ponad 14%, drogerie i apteki – o ponad 7%, jak również supermarkety – o 5% rdr.

– Sklepy cash&carry oraz RTV-AGD są najbardziej nastawione na klientów biznesowych, wyjątkowo wrażliwych na ceny. Oszczędzanie na wydawanych materiałach pozwala im na oferowanie atrakcyjniejszych cen. Dlatego prawdopodobnie zaliczyły największe spadki. Natomiast te formaty, które poszerzyły swoje powierzchnie promocyjne, najmocniej wykorzystują rabaty do zwiększenia konkurencyjności. Dyskonty często opierają swoją strategię marketingową na promocjach, co tłumaczy największy wzrost. Supermarkety, dążąc do utrzymania klientów i zwiększenia sprzedaży, też mocno w nie inwestują – wyjaśnia Julita Pryzmont.

Natomiast dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego przypomina, że apteki i drogerie promują towary OTC (bez recepty, bliskie kosmetykom i higienie). – Tego typu produkty są ważnym uzupełnieniem dla aptek. Drogerie z kolei dokonały poszerzenia swego asortymentu i chcą o tym informować. Poza tym weszły w szerokie programy marek własnych i wspólnych z producentami, by ominąć skutki inflacji. Dlatego ten kanał powiększył powierzchnię promocyjną – wyjaśnia dr Faliński.

Z analizy wynika też, że w I półroczu br. sieci handlowe zrobiły o ponad 12% mniej promocji niż w analogicznym okresie ub.r. Wszystkie formaty zaliczyły spadki rdr. Największy dotyczył sieci ze sprzętem RTV-AGD – przeszło 22%. Kolejno na minusie znalazły się hipermarkety – ponad 15%, sieci DIY – blisko 14%, drogerie i apteki – prawie 13%, sklepy convenience – przeszło 10%, dyskonty – 9,5%, supermarkety – 9%, jak również sieci cash&carry – niecałe 6%.

Prognozy nie zaskakują

– Sieci handlowe w dalszym ciągu będą wprowadzały ograniczenia w zakresie drukowanych materiałów promocyjnych. Będą przechodziły na cyfrową dystrybucję, w której liczba gazetek, stron i wielkość powierzchni promocyjnej nie są powiązane z cenami papieru i druku. W najbliższym czasie konieczne będzie ograniczenie kosztów w obliczu wciąż wysokiej inflacji – przewiduje Marcin Lenkiewicz.

Podobnego zdania jest Julita Pryzmont, która uważa, że wyższe koszty prowadzenia działań promocyjnych mogą skłaniać sklepy do ograniczenia liczby wydawanych gazetek, ich stron oraz powierzchni promocyjnej. Ponadto wpływ na to mogą mieć zmieniające się preferencje konsumentów, którzy coraz częściej korzystają z innych kanałów zakupowych, takich jak e-commerce. Zmniejszenie liczby gazetek może wpływać na percepcję promocji przez klientów, ale rzeczywisty wpływ na zachowania konsumenckie może być zróżnicowany.

– Należy oczekiwać, iż gazetki nadal pozostaną ważnym elementem komunikacji dla sklepów spożywczych. Jednak koszt ich produkcji będzie powodował, że stopniowo będą zastępowane innymi rodzajami komunikacji – podsumowuje Maciej Ptaszyński.

Ceny ropy naftowej rosną. W Polsce czekają nas duże podwyżki cen paliw

Rosnące ceny ropy naftowej wywołują obawy banków centralnych o wzrost inflacji i powstrzymują je przed obniżkami stóp procentowych. Ceny na polskich stacjach są wbrew sytuacji na światowych rynkach, wzrosną i to jest nieuniknione.

Do połowy września w ciągu miesiąca ropa naftowa brent podrożała o ponad 6%, co oznaczało jej wzrost o 10 USD za baryłkę. W kolejnym tygodniu ropa nadal drożała, miesięczna zmiana ceny przekroczyła 10%, a nowe maksimum z 30 dni to 95,81 USD, przy minimum 82,06 USD.

– Zmiana jest bardzo duża, a wynika z tych czynników, które już były obecne na rynku i związane są ograniczeniem podaży przez grupę OPEC+ – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Jest to kontynuacja ruchów, które miały miejsce na początku wakacji, a polegały na dobrowolnym ograniczeniu produkcji o 1 mln baryłek dziennie przez Arabię Saudyjską i ograniczeniu eksportu przez Rosję o 300 tys. baryłek, i zostały przedłużone do końca roku.

O ile wcześniej spodziewano się deficytu na światowych rynkach 2 mln baryłek na dzień, to teraz ten deficyt może być znacznie większy. Mogło być gorzej, ale jednocześnie popyt nie jest tak duży, jak niedawno oczekiwano, przede wszystkim ze względu na słabsze wyniki chińskiej gospodarki. Jednak nie należy spodziewać się światowej recesji, prawdopodobna jest natomiast stagnacja gospodarcza.

– Nie można jednak zapominać, że popyt jest obecnie historycznie rekordowy, gdy podaż jest mocno ograniczona – komentuje ekspert XTB. – Przekroczenie granicy 100 USD za baryłkę nie jest nieuniknione, ale stało się bardzo prawdopodobne.

Warto przypomnieć sytuację z 2007 i 2008 roku, wtedy deficyt też wynosił 1-2 mln baryłek dziennie, co wywindowało ceny ropy nawet do 150 USD za baryłkę. Tym razem relacje podaż popyt są jednak inne i nie należy oczekiwać aż takich wzrostów.

Ceny ropy to jeden z powodów, że inwestorzy obawiają się tego, że Fed utrzyma jastrzębi ton i dalej będzie wskazywał na możliwość dalszych podwyżek stóp procentowych. Oceniano, że sama podwyżka lub jej brak będą miały umiarkowane znaczenie przy dalszych wytycznych, które będą podpierane przez prognozy makroekonomiczne. Co pokazały poprzednie prognozy z czerwca? Bankierzy z Fed wskazywali, że mediana stóp procentowych na 2023 rok pokaże stopy na poziomie 5,6%. Z racji, że jest to „środek” przedziału, można byłoby oczekiwać poziomu stóp 5,75%, co oznaczałoby jeszcze jedną podwyżkę do końca tego roku. Na przyszły rok Fed widzi już obniżki do „środka przedziału” na poziomie 4,6%, czyli dokładnie tyle ile oczekuje rynek.

20 września Rezerwa Federalna utrzymała stopy procentowe bez zmian podczas. Główna stopa procentowa pozostała na niezmienionym poziomie 5,5%. Fed utrzymał perspektywę możliwości jeszcze jednej podwyżki w tym roku, ale dosyć istotnie podniósł oczekiwania na stopy w roku przyszłym! Mediana prognoz z tzw. „dot-plot” podskoczyła z 4,6% na 5,1% na 2024 rok. Jeśli Fed miałby podnieść stopy procentowe w tym roku jeszcze raz, to sugerowałoby to, że w przyszłym roku Fed mógłby obniżyć stopy jedynie dwukrotnie o 25 pb.

Fed chce utrzymania stóp procentowych na wysokim poziomie przez dłuższy czas. Warto oczywiście przytoczyć tutaj przykład z Polski, gdzie stopy procentowe były utrzymywane na wysokim poziomie bez zmian niemal przez 12 miesięcy. Fed z kolei chce w niewielkim stopniu stopy dostosować w przyszłym roku, ale utrzymać je na restrykcyjnym poziomie. Zdecydowanie ciekawiej robi się w prognozach w kolejnych latach. Mediana na 2025 spadła do 3,9%, ale rozstrzał oczekiwań wśród bankierów jest ogromny! Bankierzy są niezdecydowani, gdyż część widzi stopy na poziomie 2,6%, a część na 5,6%. W 2025 roku teoretycznie Fed widzi osiągnięcie celu inflacyjnego.

Reakcja rynkowa była jednoznaczna – dolar się umocnił, a indeksy giełdowe dosyć wyraźnie spadły. Natomiast ceny ropy brent obniżyły się bardzo nieznacznie, w okolicach 10 centów za baryłkę.

Inne banki centralne też są wstrzemięźliwe w zapowiadaniu obniżek stóp procentowych w tym roku, nadal jednoznacznie chcą walczyć z recesją, tu akurat NBP należy do wyjątków, tym bardziej, że skala ostatniej obniżki stóp procentowych była 3-krotnie wyższa od oczekiwań, przy inflacji 4-krotnie wyższej od celu inflacyjnego.

Z obniżkami cen na polskich stacjach paliw mamy do czynienia, gdy ropa na świecie drożeje, a wcześniej nie było obniżek, które oddawałyby obniżki cen surowca na światowych rynkach. Nasz narodowy koncern zyskał tak wiele na wysokich marżach, że teraz może podzielić się zyskami z konsumentami, sytuacja na polskim rynku jest więc teraz bardzo specyficzna.

– Prędzej czy później czynniki fundamentalne powinny mieć wpływ na to, co dzieje się na stacjach – dodaje M.Stajniak z XTB. – Jeżeli ropa będzie kosztować 100 USD za baryłkę, a złoty pozostanie osłabiony po decyzjach RPP o cięciu stóp procentowych, to jest duża szansa, że pod koniec roku ceny na stacjach paliw przekroczą 7 zł/l za Pb98.

W Wielkiej Brytanii stopy procentowe jednak bez zmian

Bank Anglii na wrześniowym posiedzeniu nie zdecydował się podwyższyć stóp procentowych, które pozostały na poziomie 5,25%. W przypadku Banku Anglii poznaliśmy szczegółowy rozkład głosów. Za podwyżką głosowało czterech członków, a za utrzymaniem dotychczasowego poziomu pięciu. Różnica była zatem niewielka. Decyzja jest niespodzianką, oczekiwano, że Bank Anglii podniesie koszt pieniądza jeszcze raz o 25pb.

Podparciem dzisiejszej decyzji był z pewnością odczyt inflacji za sierpień, który okazał się niższy niż wynosił konsensus rynkowy. W szczególności inflacja bazowa znacznie się obniżyła. Odczyt wyniósł 6,2% r/r (konsensus 6,8%) względem 6,9% miesiąc wcześniej. W tej sytuacji Bank Anglii zdecydował o pauzie w cyklu i będzie obserwował napływające dane z gospodarki. Nie oznacza to jednak, że szybko nastąpią obniżki stóp. Bank Anglii nie zamknął możliwości dalszych podwyżek w przypadku, gdyby presja inflacyjna nadal się utrzymywała.

Autor: Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

W jakim kierunku zmierza gospodarka?

OECD prognozuje, że wzrost światowego PKB w przyszłym roku spowolni z 3,0 proc. do 2,7 proc. Przewiduje także, że inflacja spadnie z 6,0 proc. do wciąż zbyt wysokiego poziomu 4,8 proc. Polska i Niemcy w 2024 roku będą rozwijały się szybciej, niższy wzrost zanotują natomiast USA i Japonia.

OECD przedstawiła aktualizację prognoz PKB na kolejne lata. Jest to okazja by przyjrzeć się stanowi światowej gospodarki i trendom jakich spodziewamy się w kolejnych latach. Podstawowe pytanie brzmi, czy światowej gospodarce uda się uniknąć głębszej recesji i tym samym osiągnąć „miękkie lądowanie”.

Według OECD, wzrost światowego PKB wyniesie w tym roku 3,0 proc., ale prognozy na przyszły rok zostały obniżone do 2,7 proc. USA i Japonia przewodzą spowolnieniu, a Polska i Niemcy, przeciwnie – gospodarczemu odbiciu. Jest to podstawowy scenariusz globalnego „miękkiego lądowania”. Nadal jednak istnieje wysokie ryzyko wystąpienia alternatywnych scenariuszy, od wzrostu inflacji po rosnące ceny surowców.

Prognozuje się, że wzrost światowego PKB  w przyszłym roku spowolni z 3,0 proc. do 2,7 proc. Inflacja może spaść z 6,0 proc. do wciąż zbyt wysokiego poziomu 4,8 proc. Prognozy PKB zostały skorygowane w górę dla USA, Japonii i – co dość zaskakujące – Wielkiej Brytanii. Obniżono je natomiast dla Europy i Chin. Jednak patrząc na przyszły rok, największe spowolnienie odnotujemy w USA (spadek wzrostu PKB z 2,2 proc w 2023 na 1,3 proc w 2024) na  i Japonii (spadek z 1,8 proc na 1 proc.), odbicie nastąpi natomiast w Niemczech (wzrost z -0,2 proc. do 0,9 proc).

Także w Polsce przewidywania wskazują na odbicie gospodarcze w 2024 roku. Według prognoz Komisji Europejskiej, polskie PKB w 2023 roku wzrośnie o 0,5 proc., zaś w roku 2024 – przyspieszy do 2,7 proc. Po dwóch kwartałach spadków PKB o 0,3 i 0,5 proc. r/r jest szansa, że w kolejnych kwartałach powinno być lepiej. Jeszcze przed końcem roku, gospodarka może zacząć odczuwać skutki gwałtownej obniżki stóp procentowych NBP, chociaż zagrożeniem w tej sytuacji pozostanie inflacja, z którą walka może stać się trudniejsza. Problem może także stanowić zwiększona zmienność na złotym, który w ostatnim czasie mocno się osłabił właśnie w związku ze spadkiem stóp. Kolejny dodatkowy impuls inflacyjny może nadejść po wyborach, gdy w związku z rosnącymi cenami ropy na świecie, urealnione zostaną ceny paliw na stacjach benzynowych.

Poziom niepokoju o stan światowej gospodarki pozostaje dosyć wysoki, a lista zagrożeń jest długa. Od ograniczeń w produkcji ropy przez OPEC po zakłócenia w dostawach spowodowane przez zjawisko pogodowe El Nino. Obecny konflikt wokół eksportu ukraińskiego zboża wskazuje na kolejne zagrożenie dla światowego wzrostu, jakim jest rosnący protekcjonizm handlowy. Problemem pozostają także ograniczenia związane z wyższymi poziomami zadłużenia poszczególnych państw oraz rosnące obciążenia demograficzne, związane z opieką zdrowotną i kosztami emerytur. Świat potrzebuje przyspieszenia reform strukturalnych, aby zwiększyć produktywność i inwestycje klimatyczne, aby osiągnąć cele związane z klimatyczna neutralnością.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce