Inflacja w sierpniu wg GUS – eksperci komentują

Jak podał właśnie Główny Urząd Statystyczny, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w sierpniu 2023 r. wzrosły rdr o 10,1 proc., a w porównaniu z poprzednim miesiącem ceny nie zmieniły się. Dzisiejszy odczyt zgodny jest z wcześniej opublikowanym szybkim szacunkiem.

Dzisiejsze dane GUS dot. poziomu inflacji w sierpniu komentują Joanna Witek z Finiaty oraz Maciej Pawłowicz z ASM Group.

Joanna Witek – Product Lead, Finiata:

Analiza aktualnej sytuacji gospodarczej w Polsce wskazuje na poważne wyzwania dla sektora przedsiębiorstw, zwłaszcza MŚP. Z ostatnich danych wynika, że gospodarka wciąż ma katar –  inflacja w sierpniu nadal jest bardzo wysoka i oznacza utrzymanie ryzyk biznesowych w postaci zwiększenia kosztów zakupu surowców i towarów dla przedsiębiorców, przy jednoczesnym ograniczeniu siły nabywczej ich klientów. Część firm, walcząc o utrzymanie przychodów będzie zmniejszać swoje marże a co za tym idzie rentowność a także opóźniać zaplanowane wydatki lub regulowanie rachunków. Ucierpi zatem płynność przedsiębiorstw, także tych zdrowych i dobrze performujących.
Oliwy do ognia dolewa zaskakująca decyzja Rady Polityki Pieniężnej i obniżka stóp procentowych aż o 0,75 pkt proc. To nie jest krok ku osiągnięciu celu inflacyjnego. W międzynarodowym kontekście obserwujemy też reakcję rynku walutowego, gdzie wartość złotego od kilku dni maleje względem „bezpiecznych walut” takich jak euro, dolar czy frank.

Co ciekawe, mimo atrakcyjniejszych stóp procentowych, analizy NBP wskazują na zaostrzenie warunków kredytowania. Wobec niepewności i rozchwiania rynku ten proces może się dalej pogłębiać. A to skłania przedsiębiorstwa do poszukiwania alternatywnych form finansowania. Z danych wynika, że w ciągu ostatniego roku już co czwarta mikrofirma podjęła decyzję o pozyskaniu dodatkowego kapitału na działalność. Kluczowe problemy to opóźnienia w płatnościach oraz niewypłacalność kontrahentów. Środki pozyskane z pożyczek często są przeznaczane na zakup towarów i spłatę bieżących zobowiązań. Tu z pomocą coraz częściej przychodzą instytucje pozabankowe oferujące elastyczne formy finansowania, takie jak kredyty z możliwością wcześniejszej spłaty bez dodatkowych opłat.

Maciej Pawłowicz – Dyrektor sprzedaży i rozwoju w ASM Group:

Choć inflacja spadła kolejny raz, to jej poziom wciąż jest dwucyfrowy i aż czterokrotnie przewyższa cel banku centralnego. To sprawia, że pomimo stopniowej poprawy nastrojów konsumenci nadal muszą pilnować się w swoich decyzjach zakupowych. Koszty firm rosną, co znajduje odzwierciedlenie w ostatecznych cenach produktów i usług dla klientów. Ci z kolei coraz częściej poszukują okazji cenowych, a w sytuacji braku promocji po prostu rezygnują z zakupu lub przekładają go na lepszy czas.

W obecnych zmiennych warunkach makroekonomicznych rynek jest coraz bardziej nieprzewidywalny. Sierpień jest zwykle nacechowany spowolnieniem w handlu, ale już we wrześniu zachodziły istotne dla sektora i poziomu przyszłej konsumpcji zmiany – to bowiem wstęp i czas przygotowań do IV kwartału, najlepszego dla branży sprzedaży detalicznej okresu w roku. Tym razem jednak miesiąc ten może być naznaczony pierwszymi konsekwencjami ostatniej drastycznej i niespodziewanej obniżki stóp procentowych przez RPP. W ocenie ekonomistów ucierpią na tym i biznes i konsumenci. Deprecjacja złotego tylko teoretycznie sprzyja eksporterom. Osłabienie krajowej waluty w przypadku branż skupionych na sprzedaży zagranicznej, które są zwykle importochłonne, oznacza wyższe ceny importowanych surowców. Z kolei konsumenci szybko mogą odczuć malejącą siłę nabywczą swoich portfeli i będą jeszcze bardziej ostrożni w wydawaniu pieniędzy na produkty nie będące towarami pierwszej potrzeby. W tych turbulentnych warunkach wsparciem dla sprzedawców mogą być rozwiązania, które pozwalają prognozować trendy sprzedażowe w oparciu o analizę w czasie rzeczywistym zachowań konsumentów i czynników gospodarczych.

Przyszłość salonów fryzjerskich

Wojna w Ukrainie wpłynęła znacząco zarówno na nasz kraj, jak i na wiele krajów europejskich. Po niemal dwóch latach pandemii gospodarka była już mocno nadwerężona. Wielu właścicieli małych przedsiębiorstw było zmuszonych je zamknąć. Pod znakiem zapytania stała także przyszłość salonów fryzjerskich. Jak sprawa wygląda dziś? Jak wygląda przyszłość salonów fryzjerskich? Sprawdź!

Za nami kilka trudnych lat, pod wieloma względami. Dlaczego były trudniejsze od pozostałych, nikomu nie trzeba przypominać. Powróćmy jednak na moment, aby móc szczegółowo przyjrzeć się sytuacji, w jakiej znaleźli się właściciele działalności, w tym salonów fryzjerskich. Po niemal dwóch latach pandemii gospodarka była już mocno nadwerężona. Okresy obostrzeń dały w kość każdemu, a szczególnie tym, którzy prowadzą własną działalność gospodarczą. Wielu właścicieli małych przedsiębiorstw było zmuszonych je zamknąć. Pod znakiem zapytania stała także przyszłość salonów fryzjerskich. Jak sprawa wygląda dziś? Wojna w Ukrainie wpłynęła znacząco zarówno na nasz kraj, jak i na wiele krajów europejskich. Jak wygląda przyszłość salonów fryzjerskich w obecnej sytuacji? Sprawdź!

Jak było 

Jeszcze dwa, trzy lata temu sytuacja salonów fryzjerskich nie wyglądała zbyt ciekawie. Wszyscy pamiętamy, jak trudny to był czas dla fryzjerów – mówi nam Agnieszka Dudczak prezes internetowej hurtowni fryzjerskiej Fryzomania.pl. Wybuch pandemii na początku 2020 roku spowodował kryzys w wielu dziedzinach. Kryzys nie ominął również fryzjerów. Obostrzenia, które wtedy zostały wprowadzone, zmusiły przedsiębiorców do tymczasowego zamknięcia swoich biznesów, przez co fryzjerzy utracili źródło zarobków, co było wielką próbą przetrwania. Wzrost cen, które swoją drogą wciąż rosną, nie polepszył sprawy. Wielu właścicieli zaczęło się zastanawiać nad przyszłością swoich salonów. Część z nich przez trudną sytuację została zmuszona do zamknięcia ich. To był prawdziwy kryzys, na szczęście większość fryzjerów podniosła się z niego i wciąż pozostaje na rynku. 

Kiedy sytuacja na rynku zmierzała już w stronę stabilizacji, nastąpiła kolejna przeszkoda. Wybuch wojny na Ukrainie to wydarzenie, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Wojna odciska piętno nie tylko na mieszkańcach tego kraju. Skutki odczuwają również kraje sąsiadujące, w tym Polska. W dalszej części artykułu porozmawiamy głównie o skutkach gospodarczych, które są zauważalne dla każdego.

Jak jest

Od początku 2023 roku możemy obserwować wzrost cen w każdej branży. Chyba nie ma takiej, która by nie podrożała. Również ceny całej branży beauty, w tym usług fryzjerskich poszły znacznie w górę. Oczywiście ceny różnią się w zależności od województwa, a także wielkości miejscowości, w której znajduje się salon. Właścicielka jednego z salonów fryzjerskich w dużym mieście przyznaje, że ceny usług w przypadku kobiet wzrosły o 30 – 40 zł. Mimo to do salonów wciąż przychodzi mnóstwo klientów. Jest to branża, która nigdy nie zginie. Dlatego warto bardziej się jej przyjrzeć. 

Przyszłość salonów fryzjerskich 

Wydarzenia z ubiegłych lat były trudne, a ich skutki są odczuwalne do dziś. Jednak mimo trudności fryzjerzy nie poddali się, a nawet zyskali większy zapał do działania. Po pandemii wielu fryzjerów ruszyło do pracy z jeszcze większymi pokładami energii i nowymi planami. Niektórzy planują poszerzenie swoich działalności oraz zatrudnienie nowych pracowników. Odkąd zaczęła się wojna w Ukrainie, z pewnością każdy choć raz zastanawiał się, co będzie dalej, jaka przyszłość nas czeka. Jeśli chodzi o salony fryzjerskie, możemy być pewni, że żadne zamknięcie, jak w czasie pandemii, nie wchodzi w grę. Zmiany nastąpią głównie na rynku pracowniczym. Po wybuchu wojny mieszkańcy Ukrainy zaczęli masowo emigrować do Polski. Wielu z nich nie ma dokąd wracać, dlatego szukają pracy na terenie naszego kraju. Wśród nich są również osoby wykształcone w wielu zawodach, między innymi we fryzjerstwie. Fryzjerski z Ukrainy są chętne do podjęcia pracy nawet za najniższą krajową, dlatego miejsca pracy szybko znikają. Fryzjer to zawód pożądany. Klientów nie brakuje, a kolejki w salonach bywają naprawdę długie. Wiele szkół oferuje kształcenie w tym zawodzie. Jeśli ktoś wciąż poszukuje swojej ścieżki kariery, to rozpoczęcie przygody z fryzjerstwem będzie rewelacyjnym, przyszłościowym krokiem. Zawód ten to szereg wyzwań, z którymi fryzjerzy mierzą się każdego dnia. Jednak możemy być pewni, że jest to zawód z przyszłością, a dobry fryzjer jest na wagę złota!

Czarny czwartek dla euro

Wczorajsze popołudnie zostało zdominowane decyzją EBC oraz odczyty z amerykańskiej gospodarki. Każda z publikacji była ciosem wymierzonym w unijną walutę, mimo że decydenci z Frankfurtu podnieśli koszt pieniądza. W piątek rano otrzymaliśmy potwierdzenie odbicia inflacji konsumenckiej we Francji.

EBC

W czwartek europejscy decydenci podnieśli koszt pieniądza o 25 punktów bazowych. Ruch zaskoczył rynki, które prognozowały pozostawienie stopy refinansowej w strefie euro na poziomie 4,25%. Niespodziewana podwyżka w teorii powinna umocnić unijną walutę. Tak się jednak nie stało. Przyczyną był zasygnalizowany przez Europejski Bank Centralny koniec cyklu. Jako że rynki patrzą w przyszłość, informacja była pretekstem do wyprzedaży euro, które zaczęło tracić go głównych walut. Chwile po decyzji, na głównej parze walutowej świata zeszliśmy z 1,074 do 1,07 i to nie był koniec.

Dane zza oceanu

Piętnaście minut po publikacji od EBC unijna waluta otrzymała serię kolejnych ciosów w postaci odczytów z USA. Wynik sprzedaży detalicznej w ujęciu miesięcznym (0,6%) był wyższy od prognoz (0,2%). Subindeks wskazujący sprzedaż bez samochodów również pozytywnie zaskoczył. Ponadto do poziomu 1,6% wzrosła inflacja producencka, co było poziomem wyższym niż spodziewany. Względem oczekiwań spadła liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Tak soczysta porcja rozbiła gardę wspólnej waluty. Kurs EUR/USD w czwartek po godzinie 14:30 spadł do poziomu 1,066. Euro nie miał sił, aby zmienić kierunek ruchu i osłabiał się do końca dnia, sięgając poziomu 1,063 na notowaniach do amerykańskiej waluty. W piątkowy poranek obserwujemy delikatne odbicie, które jest naturalnym odreagowaniem wczorajszej deprecjacji.

Ceny we Francji

Dzisiejszy finalny odczyt dynamiki cen w tytułowym państwie potwierdza odbicie inflacji konsumenckiej, a także słuszność wczorajszej decyzji EBC. Wskaźnik CPI w ujęciu rocznym wzrósł do 4,9% i był wyższy nawet od konsensusu. Zgodnie z oczekiwaniami wzrosła także inflacja HICP do 5,7% (poprzednio 5,1%). Francja nie jest największą gospodarką Wspólnoty, jednak na pewno jedną z wiodących. Wczorajsza podwyżka kosztu pieniądza przez EBC z pewnością będzie jednym z czynników pomagających zdusić powracający wzrost cen. Z tyłu głowy należy jednak pamiętać o niskich odczytach PKB, które dostrzegamy nie tylko we Francji, ale i reszcie państw Wspólnoty. To prawdopodobnie dlatego wczoraj decydenci z Frankfurtu zasygnalizowali możliwość zakończenia cyklu, gdyż z pewnością nie chcą doprowadzić do recesji i niekontrolowanego twardego lądowania w strefie euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

10:00 – Polska – inflacja CPI,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Kredyt dla firm: wzrost dla dużych firm, spadek dla MŚP, pogorszenie jakości

111,4 mld zł wyniosła akcja kredytowa na rzecz przedsiębiorstw, w pierwszych siedmiu miesiącach tego roku. Głównie dzięki aktywności dużych firm było to o 5,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Mikro, małe i średnie podmioty zdecydowanie trudniej znoszą niepewność sytuacji gospodarczej. Sektor MŚP odnotował zmniejszenie akcji kredytowej o 1/5, przede wszystkim ze względu na niechęć do zaciągania kredytów inwestycyjnych – wynika z danych BIK.

Choć dynamika akcji kredytowej była dodatnia, to jednak zmiana 5,1 proc. nie dogoniła wzrostu inflacji, jaki miał miejsce w okresie pierwszych siedmiu miesięcy br. Realnie mamy więc do czynienia ze spadkiem wartości kredytowej udzielonej firmom w porównaniu z zeszłym rokiem. Najbardziej dotkliwą zmianę widać w sektorze MŚP, gdzie wiele firm opiera swoją działalność i rozwój na bankowym finansowaniu, a po kredyty sięga tym chętniej, im dłużej funkcjonuje na rynku. Do firm mikro i MŚP trafiło łącznie 31,7 mld zł z 111,4 mld zł kredytów dla przedsiębiorstw. Co prawda, łączna wartość kredytów dla mikrofirm wzrosła o 3,7 proc., ale o 21 proc. niższa niż przed rokiem była kwota kredytów udzielonych firmom MŚP. Stało się tak przede wszystkim ze względu na spadek apetytu mniejszego biznesu na kredyty inwestycyjne.

– Obserwowane w bazie BIK wyniki akcji kredytowej na rzecz przedsiębiorstw pokazują skalę poczucia niepewności z jaką mierzą się przedsiębiorcy prowadzący mikro, małe i średnie biznesy. Istotne znaczenie dla ich zainteresowania kredytami mają obawy oraz trudności w prognozowaniu przyszłej sytuacji gospodarczej oraz prawno-regulacyjnej. Zdecydowanie nie sprzyja to inwestycjom, a co za tym idzie popytowi na długoterminowe kredyty finansujące nowe przedsięwzięcia firm. Nie bez znaczenia dla całej sytuacji jest też fakt, że mamy rok wyborczy. W takich okolicznościach, na razie nawet spadek stóp procentowych może okazać się niewystarczającym bodźcem do zmiany postawy i zwiększenia zainteresowania kredytami inwestycyjnymi – zauważa dr Mariusz Cholewa, prezes BIK.

Kredyt bankowy jest nadal kluczowym źródłem finansowania firm

W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy banki udzieliły przedsiębiorcom kredytów na łączną kwotę 111,4 mld zł. Decydujący wpływ na ten wynik miał wzrost o 14,8 proc. sprzedaży kredytów dla dużych firm, tj. o przychodach powyżej 60 mln zł oraz dla JST (Jednostki Samorządu Terytorialnego).

Wartość portfela kredytowego przedsiębiorstw w sektorze bankowym w lipcu 2023 r. wyniosła 463,6 mld zł. Jest to o 13,6 mld zł więcej niż w grudniu 2022 r. Ponad połowę portfela (58,2 proc.) stanowią kredyty dużych firm, zaś 36 procentowy udział mają łącznie: sektor mikroprzedsiębiorstw (16 proc.), czyli prowadzący działalność własną, spółki cywilne, w tym osoby wykonujące wolne zawody oraz pozostałe firmy z sektora MŚP (20 proc.).

12,8 mld zł nowych kredytów dla mikrofirm, ale na inwestycje niewiele

W okresie od stycznia do lipca 2023 r., w relacji do analogicznego okresu ub. roku, mikrofirmy uzyskały o 3,9 proc. więcej nowych kredytów. Ich łączna suma wyniosła 12,8 mld zł,

Najwyższy wzrost udzielonej wartości kredytów dotyczył limitów kredytowych (+6,9 proc.) oraz kredytów obrotowych (+5,5 proc.). Spadła natomiast dotkliwie, o 24,6 proc., wartość kredytów inwestycyjnych.

Z perspektywy branżowej, największe wzrosty akcji kredytowej odnotowały firmy budowlane (+ 11,9 proc.) i usługowe o (+4,4 proc.). Ujemną dynamiką charakteryzowały się natomiast kredyty udzielone branży przetwórstwa przemysłowego (-1,1 proc.).

Zjawiskiem utrzymującym się od lat w sektorze kredytowym jest przenikanie się finansowania prywatnego z firmowym. Oprócz kredytów na działalność gospodarczą, ponad 3/4 właścicieli mikrofirm (76,5 proc.) zadłuża się indywidualnie. Udział kredytów prywatnych w strukturze zadłużenia mikroprzedsiebiorców na koniec lipca br. wynosił 47 proc., a firmowych 53 proc. Co ciekawe, jakość obsługi obu rodzajów kredytów jest lepsza niż kredytobiorców tylko firmowych.

Spadek o 21 proc. wartości kredytów dla MŚP, wyższa kwota finansowania jedynie dla firm handlowych

Kwota nowych kredytów przyznana firmom MŚP w okresie od stycznia do lipca 2023 r. wyniosła łącznie 18,9 mld zł i była o 1/5 niższa niż w tym samym okresie przed rokiem.

Najwyższe spadki widać w kredytach inwestycyjnych. W segmencie małych i średnich firm wartość przyznanych środków finansowych na inwestycje spadła najbardziej, bo o 34,1 proc. Ujemny wynik odnotowały też kredyty obrotowe, których wartość spadła o 26,6 proc.

Inaczej pod względem wartości przyznanego finansowania wyglądają limity kredytowe, te zyskały 25,4 proc.

W omawianym okresie, tylko firmom MŚP prowadzącym działalność handlową przyznano o 29,8 proc. wyższą kwotę kredytów w porównaniu do analogicznego okresu 2022 r.

Warto zauważyć, że spadki akcji kredytowej MŚP wystąpiły niezależnie od wielkości ich przychodów ze sprzedaży. Jak wynika z danych BIK, najwyższy spadek udzielonej wartości finansowania (- 42,4 proc.) dotyczył firm MŚP o przychodach pomiędzy 5 – 10 mln zł.

– Sytuację kredytową mikroprzesiębiorców oraz firm z sektora MŚP, bez względu na różnice w charakterze prowadzonej działalności, łączy jedno: wyraźny spadek zainteresowania zaciąganiem kredytów inwestycyjnych. Przyczyn takiej postawy nie brakuje. Jest to m.in. rezultat wskazywanych przez samych przedsiębiorców ograniczeń możliwości inwestowania z uwagi na wysoką inflację, wysokie koszty realizacji inwestycji oraz niepewnej sytuacji makroekonomicznej. Zwraca na to uwagę badanie GUS na temat koniunktury, w zależności od branży, nawet do 40 proc. firm informuje, że ich nakłady na inwestycje w tym roku będą niższe niż zeszłoroczne. Czy i jak zmieni się ich podejście, oraz jaka będzie zdolność rozwojowa tego sektora i skala akcji kredytowej, w dużym stopniu zadecyduje sytuacja gospodarcza – podsumowuje prezes Cholewa.

Pogarsza się jakość kredytów dla mikroprzedsiębiorców we wszystkich branżach, a w MŚP tylko w firmach handlowych i produkcyjnych

Najwyższą szkodowością (opóźnienie pow. 90 dni) w lipcu br. w ujęciu wartościowym charakteryzowały się kredyty mikrofirm z branż usługowej i handlowej. Pogorszenie terminowej obsługi dotyczyło wszystkich produktów kredytowych, z jakich korzystają mikroprzedsiębiorcy, ale w największym stopniu kredytów obrotowych.

W przypadku małych i średnich przedsiębiorstw wzrosła wartość kredytów przeterminowanych w handlu i produkcji. Poprawę terminowej obsługi swoich zobowiązań kredytowych odnotowały natomiast firmy usługowe i budowlane. Gdy chodzi o obsługę z perspektywy produktu kredytowego, to pogorszenie dotknęło tylko kredytów obrotowych.

– Z danych BIK wynika, że o jakości spłaty kredytów decyduje skala prowadzonego biznesu. Im większy biznes tym lepiej radzi sobie z obsługą zobowiązań. Wśród firm o przychodach do 1 mln zł przeterminowany kredyt, czyli opóźniony pow. 90 dni ma co czwarta, a już przy przychodach pomiędzy 30 – 60 mln zł jedynie co setna. Bez kredytów trudno jednak znacząco zwiększyć skalę biznesu – mówi prezes BIK.

Bezpieczny kredyt 2%” podbija zainteresowanie małym metrażem?

„Kawalerki”, czyli  de facto mieszkania 1-pokojowe, od zawsze cieszyły się sporym zainteresowaniem kupujących, niezależnie od tego czy były nabywane na własny użytek, czy w celach inwestycyjnych. Czy tak jest również i teraz? Czy po wprowadzeniu rządowego programu Bezpieczny Kredyt 2% zainteresowanie tego typu lokalami jest nadal duże? Na jakie ceny za m kw muszą być przygotowani kupujący? O to portal RynekPierwotny.pl zapytał przedstawicieli największych firm deweloperskich w kraju. 

Maciej Jurczak, P. O. Kierownika ds. Sprzedaży i Obsługi Klienta PROFBUD

W pierwszym półroczu 2023 roku kawalerki oraz mniejsze mieszkania 2-pokojowe cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród kupujących. Są one bowiem traktowane przez wielu jako dobre rozwiązanie na „start” dla singli, par, młodych rodzin z dzieckiem, a także dla inwestorów. Tego typu lokale są oczywiście tańsze zarówno jeśli chodzi o ich zakup, jak i późniejsze koszty utrzymania. Ich cena jest też atrakcyjna dla wielu pod kątem możliwości i zdolności kredytowych, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecny program rządowy „Pierwsze Mieszkanie 2023” umożliwiający otrzymanie kredytu z atrakcyjnym oprocentowaniem wynoszącym 2%. Z takiego założenia wyszło wielu Klientów nabywających mieszkania np. w inwestycji Osiedle Złota Oksza w warszawskim Ursusie. Obecnie, pomimo 280 lokali w całym budynku i planowanego zakończenia budowy przypadającego na III kw. 2024 roku, wszystkie kawalerki w inwestycji zostały już sprzedane natomiast z 2-pokojowych mieszkań pozostały jedynie 2 wolne lokale.

Piotr Baran, Prezes Zarządu PCG Sp. z .o.o.

Tak, zainteresowanie kawalerkami wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie, choć oczywiście jest to uzależnione od miasta i segmentu projektu. Widoczny jest też wyraźny trend inwestycyjny – szczególnie właśnie w przypadku kawalerek i niewielkich mieszkań dwupokojowych. Takie lokale wymagają mniejszego nakładu finansowego, niż większe metraże. Cena globalna nieruchomości jest niższa, a co za tym idzie więcej osób może sobie pozwolić na zakup. Stopa zwrotu jest też bardziej atrakcyjna, z uwagi na zapotrzebowanie rynku i wciąż rosnące ceny najmu.

W PCG bierzemy to pod uwagę i z roku na rok każda następna inwestycja jest odpowiednio zbilansowana i dostosowana do potrzeb zarówno przyszłych mieszkańców, jak i potencjalnych inwestorów. Znajomość struktury społecznej, zasobności portfela i potencjału samej lokalizacji pozwala na opracowanie celnej strategii już na etapie projektowania inwestycji.

Najlepszym przykładem jest nasza premierowa inwestycja Novaforma przy ul. Chojnowskiej w Legnicy, gdzie kawalerki stanowią ponad 20% całości osiedla. Ich ceny oscylują w okolicach 9000 zł/m2. Zaplanowaliśmy odpowiednią konfigurację mieszkań, dostosowaliśmy układy i wielkość lokali tak, by jak najlepiej odpowiedzieć na zapotrzebowanie występujące na tym rynku mieszkaniowym.

W miastach poza wielką szóstką, ale położonych strategicznie w pobliżu specjalnych stref ekonomicznych, takich jak właśnie Legnica, pobliski Jawor czy Wałbrzych, jest ogromne zapotrzebowanie na małe mieszkania dla pracowników międzynarodowych koncernów z całego świata.

Małgorzata Wiśniewska, Dyrektor Sprzedaży w Cordia Polska

Decyzja o zakupie mieszkania zawsze zależy od indywidualnych potrzeb, możliwości i celów. Stopy procentowe ustabilizowały się, jednak pozostają wysokie; rosną ceny nieruchomości i kosztów utrzymania. To sprawia, że mieszkania nadal są atrakcyjną formą lokowania kapitału, a te o niewielkiej powierzchni są zarazem najbardziej dostępne dla inwestorów. Z kolei rządowy program „Bezpieczny kredyt 2%” ze swoimi warunkami finansowania podbija zainteresowanie małym metrażem wśród osób kupujących na własny użytek – szczególnie na popularnych osiedlach dużych miast.

W Cordii kawalerki dostępne są obecnie w dwóch inwestycjach – w poznańskiej Modenie oraz Villi Jaśkowa Dolina w Gdańsku. Średnia cena za mkw w tych dwóch projektach wynosi 15 200 zł, co jest kwotą zbliżoną do średnich rynkowych cen kawalerek w największych miastach. Znacznie większy udział w naszej ofercie mają lokale 2-pokojowe. Na przykład na Osiedlu Jerozolimska w Krakowie stanowiły aż 127 ze wszystkim 159 mieszkań. Jak wynika z analiz, takie rozwiązanie jest dla klientów najbardziej atrakcyjne. Przemawiają względy praktyczne – jest to opcja dająca większe możliwości zarządzania przestrzenią mieszkalną. Również w przypadku zakupu w celach inwestycyjnych, pod wynajem, mieszkania 2-pokojowe sprawdzają się dużo lepiej. Na taką ofertę częściej zdecyduje się para, co czyni inwestycję stabilniejszą i bardziej opłacalną.

Angelika Kliś, Członek Zarządu ATAL

Tzw. „kawalerka”, czyli mieszkanie 1-pokojowe, jest produktem głównie kierowanym do odbiorców inwestycyjnych lub osób poszukujących pierwszego mieszkania. Często jest ono dla nich kapitałem na dalszy czas, ułatwiającym przeprowadzkę do większego lokum.

Popyt na „jedynki” zależy przede wszystkim od rodzaju inwestycji oraz sytuacji na regionalnym rynku. Przeważnie tego typu lokale stanowią kilka proc. w strukturze sprzedażowej naszych inwestycji.
Tam, gdzie budujemy z myślą o rodzinach, ich znaczenie jest marginalne. W dużych miastach, takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław, mamy ich w ofercie więcej, gdyż więcej jest także potencjalnych klientów na nie. Ponadto wiele mieszkań 1-pokojowych znajduje się w inwestycjach typu premium,
a więc ze względu na wyższy standard kosztują więcej. Ceny uzależnione są także od specyfiki danego rynku lokalnego i szczegółowej lokalizacji.

Przykładowe ceny kawalerek z naszej aktualnej oferty:

Inwestycja Masarska 6 Apartamenty, Kraków – 35,02 mkw. – 644 368 zł
Inwestycja ATAL City Square IV, Wrocław – 28,35 mkw. – 385 767 zł
Inwestycja ATAL Sky+ II, Katowice – 38,13 mkw. – 459 930 zł
Inwestycja Francuska Park VII, Katowice – 30,99 mkw. – 319 543 zł

Katarzyna Unold, Dyrektorka Zarządzająca ACCIONA w Polsce

Mieszkania jednopokojowe lub typu studio, przysłowiowe „kawalerki”, to produkty, które na rynku nieruchomości cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Zwykle w projektach są to mieszkania wynikowe, a nie projektowane intencjonalnie. Są to też, z racji metrażu, zwykle najdroższe mieszkania w odniesieniu do ceny jednostkowej. Od lat klienci decydują się na ich zakup głównie w celu inwestycji lub jako pierwsze własne M.

Tomasz Kaleta, Dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A. 

Mieszkania 1-pokojowe są popularne na rynku i na ogół nabywcy wybierają je jako pierwsze po rozpoczęciu sprzedaży inwestycji. Powodem jest nie tylko niższa cena, ale także ich uniwersalność. Kawalerki kupowane są przez singli szukających swojego pierwszego mieszkania, rodziców, których dzieci wyjeżdżają na studia do innego miasta, a także klientów inwestycyjnych z przeznaczeniem na wynajem. Koszt ich wykończenia jest relatywnie niski, podobnie jak nakłady na eksploatację. Zazwyczaj nie ma też problemu z ich odsprzedażą. Często projektujemy takie lokale w naszych inwestycjach. Ich ceny różnią się od lokalizacji, standardu osiedla czy dodatkowych udogodnień. Najtańsze kawalerki w warszawskiej inwestycji Aleje Praskie kosztują od 16,5 tys. za m kw. W przypadku Krakowa będzie to osiedle Centralna Park z najniższą ceną 12,4 tys. zł za metr, a w Gdańsku – Południe Vita to 10 400 zł za metr.

Paweł Muchowicz, Dyrektor Sprzedaży YIT Polska

Kawalerki od lat cieszą się niesłabnącą popularnością zarówno wśród klientów inwestycyjnych, jak i tych poszukujących swojego pierwszego mieszkania. Choć na ogół cechują się najwyższą ceną za metr kwadratowy, to dzięki swojej kompaktowej powierzchni ich cena całkowita sprawia, że są produktem dostępnym dla najszerszej grupy kupujących. Mniejszy metraż oznacza również niższe koszty wykończenia mieszkania oraz jego utrzymania, zaś dla potencjalnego wynajmującego – niższy czynsz. Nie bez znaczenia jest także fakt, że 1-pokojowe lokale z reguły najszybciej znajdują swoich nowych nabywców, kiedy właściciel decyduje się na ich sprzedaż na rynku wtórnym.

W ofercie YIT kawalerki dostępne są w każdej z naszych inwestycji. W zależności od projektu oraz lokalizacji, ich ceny wahają się w przedziale od 15 000 zł do 19 500 zł/mkw. Oznacza to, że każdy z lokali kwalifikuje się obecnie do programu Bezpieczny Kredyt 2%.

Małgorzata Ostrowska, Dyrektorka Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction

Kawalerki w naszych inwestycjach nieustająco cieszą się powodzeniem kupujących. Najpopularniejsze — zarówno wśród osób poszukujących swojego pierwszego mieszkania, jak i inwestorów — są głównie małe mieszkania dwupokojowe, projektowane na powierzchniach do 40 mkw. W naszej prestiżowej inwestycji Osiedle Horizon w Gdańsku, z której rozpościera się widok na panoramę miasta i Zatokę Gdańską, zostały sprzedane już wszystkie lokale o małym metrażu. Jednak kupujący mogą je znaleźć również w innych projektach, m.in. w Stacji Centrum w podwarszawskim Pruszkowie, Nad Odrą w Szczecinie czy Osiedlu Kościuszki w Chorzowie. Ceny mieszkań jednopokojowych do 40 mkw. wynoszą od 250 tys. zł w segmencie popularnym do ok. 600 tys. zł w inwestycjach premium.

Andrzej Gutowski – Wiceprezes, Dyrektor Działu Sprzedaży RONSON Development

Kawalerki, a więc mieszkania o najniższym budżecie, cały czas cieszą się dużym zainteresowaniem wśród klientów, a tendencja pokazuje, że stanowią one atrakcyjną lokatę kapitału oraz formę inwestycji pod wynajem, generując wyższe przychody z wynajmu za metr kwadratowy.

Warto zauważyć, że kawalerki, pomimo wyższej ceny za metr kwadratowy, pozwalają klientom zaoszczędzić na całkowitym budżecie zakupu, dzięki czemu stanowią przystępniejszą cenowo alternatywę dla kupujących. W konsekwencji obserwujemy globalny trend zwiększonego zainteresowania mniejszymi mieszkaniami.

Również analiza tempa sprzedaży pokazuje, że mieszkania jednopokojowe wciąż wyprzedają się najszybciej. Jeśli zaś chodzi o cenę, to dla przykładu w naszej inwestycji na Białołęce w Warszawie, cena tego typu mieszkania zaczyna się od 350 tys. zł. Dla porównania w tej samej inwestycji cena mieszkania dwupokojowego to koszt od 440 tys. zł.

Michał Witkowski, Dyrektor ds. Sprzedaży Lokum Deweloper

Zainteresowanie kawalerkami na przestrzeni lat nie maleje. Warto jednak zauważyć, że na popularności zyskały nieduże mieszkania 2-pokojowe. Takie kompaktowe lokale doskonale sprawdzają się jako pierwsze mieszkanie lub zakup inwestycyjny zarówno pod najem krótko-, jak i długoterminowy. Często wybierane są przez rodziców, których dzieci rozpoczynają studia. Po zakończeniu nauki przeznaczane są na cele inwestycyjne, a rodzice mogą czerpać zyski z wynajmu. Ogromną zaletą mieszkań 1- oraz 2-pokojowych o małym metrażu jest stosunkowo nieduży początkowy nakład inwestycyjny – niska cena zakupu oraz mniejsze koszty wykończenia i wyposażenia oraz eksploatacji, co przekłada się na atrakcyjne stopy zwrotu z inwestycji. Udział takich jednostek w strukturze mieszkań zależy od lokalizacji i potencjału danej inwestycji. Jest to zazwyczaj kilkunastoprocentowy odsetek wszystkich lokali. Najmniejsze mieszkania najczęściej wyprzedają się na wczesnym etapie sprzedaży danego projektu. Nasze lokale 1- oraz 2-pokojowe charakteryzuje przemyślana, wygodna i ustawna przestrzeń, co jest niezwykle ważne przy mniejszych metrażach. To pozwala na efektywne wykorzystanie każdego m2 powierzchni i przekłada się na atrakcyjność tych jednostek. Obecnie w ofercie mamy jeszcze dostępnych kilka kawalerek, ich ceny zaczynają się we Wrocławiu od 365 tys. zł, a w Krakowie – od 379 tys. zł.

Ewa Przeździecka, Wiceprezes Zarządu Unidevelopment SA

Z naszych stałych obserwacji preferencji klientów wynika, że w ostatnich latach osoby poszukujące niewielkich mieszkań, chętniej wybierają lokale dwupokojowe zamiast kawalerek. W odczuciu wielu z nich wydzielenie osobnej sypialni, nawet w przypadku małych metraży, ma ogromny, pozytywny wpływ na komfort życia. Projektując nowe inwestycje, bierzemy to pod uwagę. Z tego powodu najmniejszymi mieszkaniami, które zwykle mamy w naszej ofercie są kompaktowe, dobrze rozplanowane lokale dwupokojowe.

Kawalerki pojawiają się oczywiście w naszej ofercie. Wynika to jednak bardziej ze specyfiki poszczególnych projektów, w tym charakterystyki danej lokalizacji czy różnego rodzaju uwarunkowań technicznych niż ogólnej strategii firmy. Przykładowo na III etapie naszego osiedla Fama Jeżyce zlokalizowanego w sercu Poznania ofertę otwierają niewielkie mieszkania jednopokojowe. Cieszą się one przede wszystkim zainteresowaniem inwestorów poszukujących mieszkań pod późniejszy wynajem, którzy zdają sobie sprawę z popularności tej części miasta wśród młodych osób.

Autor: RynekPierwotny.pl

Kto może skorzystać z sankcji darmowego kredytu?

Podwyżki cen energii i żywności, zmiany poziomu stóp procentowych, kryzys gospodarczy — wszystkie te czynniki powodują, że coraz trudniej nam zgromadzić oszczędności. Chcąc zainwestować lub zrealizować swoje plany, musimy zatem zaciągać coraz więcej kredytów. Dlatego poszukujemy najkorzystniejszych produktów finansowych i sposobów na obniżenie ich kosztów. Okazuje się, że w niektórych sytuacjach możemy nawet uniknąć zapłaty odsetek. Jak to możliwe?

Sankcja darmowego kredytu — co to takiego?

Odpowiedzią na powyższe pytanie jest sankcja darmowego kredytu. Polega ona na pozbawieniu kredytodawcy zysku w postaci odsetek i dodatkowych kosztów kredytu, które ponoszą zazwyczaj klienci banków i innych instytucji finansowych. Kiedy i dlaczego taka sytuacja może mieć miejsce?

Sankcja darmowego kredytu to rodzaj kary nałożonej na instytucję finansową, jeśli ta naruszyła obowiązki wynikające z ustawy o kredytach konsumenckich. Określa je art. 45 ust. 1 u.k.k, w którym zawarto także szczegółowe wytyczne dotyczące terminu i sposobu spłaty pożyczki przez konsumenta.

Jakie naruszenia powodują wdrożenie sankcji darmowego kredytu?

Oto kilka przykładów sytuacji, w których klient jest zobligowany do spłaty wyłącznie pożyczonego kapitału.

  1. Umowa kredytowa nie zawiera wymaganych danych konsumenta i kredytodawcy, na przykład adresów kontaktowych.
  2. Umowa, bez wcześniejszego uzgodnienia, nie została zawarta w formie pisemnej.
  3. W dokumencie nie zamieszczono podstawowych informacji określających warunki kredytowania, takich jak:
  • termin spłaty,
  • całkowita kwota kredytu,
  • wysokość RRSO,
  • dodatkowe koszty ponoszone przez kredytobiorcę,
  • zasady przedterminowej spłaty pożyczki,
  • wartość ubezpieczenia kredytu.
  1. Dokument narusza zapisy prawa cywilnego.

Jak widzisz, błąd bankowy może sporo kosztować przedstawiciela danej instytucji. Musisz jednak pamiętać o tym, że obowiązek zgłoszenia nieprawidłowości ciąży na tobie. Możesz zrobić to nawet pierwszego dnia po zawarciu umowy, a najpóźniej — rok po podpisaniu dokumentu. Wówczas prawo do uzyskania sankcji darmowego kredytu wygasa.

W jaki sposób możesz sprawdzić, czy umowę kredytową sporządzono prawidłowo?

Niezależnie od możliwości wdrożenia sankcji darmowego kredytu, chcemy mieć pewność, że nasza umowa jest zgodna z prawem. Wszelkie nieprawidłowości mogą nie tylko okazać się dla nas stratą finansową, ale także spowodować szereg problemów związanych, chociażby z terminową spłatą kredytu. Jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, na podstawie dokumentu zawierającego błędne zapisy nie będziemy w stanie niczego udowodnić.

Właśnie dlatego tak ważna jest weryfikacja zapisów umowy. Jednak, co oczywiste, nie musisz być znawcą w tym temacie. W końcu kredytów nie zaciągają wyłącznie prawnicy i ekonomiści. Dlatego jeszcze przed podpisaniem umowy warto zwrócić się do doradcy kredytowego. Sprawdzone i rzetelne firmy, takie jak Habza Finanse, zatrudniają specjalistów, którzy pomogą ci przeanalizować wszystkie dokumenty. Wspólnie z nimi możesz także wybrać najlepszą ofertę kredytową, podjąć negocjacje z instytucjami finansowymi oraz pozyskać nawet trudny kredyt.

Wniosek o sankcję darmowego kredytu

Skoro to ty musisz zgłosić wszelkie nieprawidłowości wynikające z zawartej umowy kredytowej, przyda ci się wskazówka, wyjaśniająca, jak to zrobić. Taki dokument przedstawiasz kredytodawcy bezpośrednio — w razie jakichkolwiek wątpliwości lub problemów możesz skontaktować się z doradcą kredytowym.

Jeśli sankcja darmowego kredytu wejdzie w życie, spłacisz jedynie kwotę pożyczonego kapitału. Jeśli do tej pory dokonałeś już wpłaty odsetek lub innych kosztów na rzecz instytucji, podlegają one zwrotowi.

Sankcja darmowego kredytu — to musisz zapamiętać

Na koniec zebraliśmy dla ciebie najważniejsze informacje dotyczące sankcji darmowego kredytu.

  1. Obowiązek zgłoszenia nieprawidłowości zawsze ciąży na kredytobiorcy.
  2. Termin złożenia wniosku mija rok po podpisaniu umowy kredytowej.
  3. Sankcja może zostać nałożona, jeśli dokument zawiera braki informacyjne lub niezgodności względem ustawy o kredytach konsumenckich.
  4. Na skutek nałożenia kary, jako kredytobiorca spłacasz jedynie kwotę pożyczonego kapitału, a dotychczasowe odsetki podlegają zwrotowi.
  5. Jeśli nie jesteś pewien, czy umowę sporządzono prawidłowo, skontaktuj się z doradcą kredytowym z firmy Habza Finanse.

Jak pomagać? Współpraca regionalna i europejska perspektywa Ukrainy

Od lat Ukraina i Unia Europejska są dla siebie wzajemnie ważnymi partnerami gospodarczymi. Rola integracji naszego wschodniego sąsiada ze Wspólnotą – także w wymiarze akcesji – nabrała jednak rozpędu po rozpoczęciu wojny.

Dziś rolą Unii Europejskiej, a w szczególności – z racji bliskości geograficznej – państw naszego regionu jest realizowanie racjonalnych scenariuszy pomocy pogrążonemu w wojnie sąsiadowi. Pomoc ta ma dziś – co najbardziej namacalne – wymiar stricte militarny, ale również socjalny czy – co najistotniejsze z perspektywy biznesu – gospodarczy. 14 września Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) zorganizował konferencję o nazwie Tworzenie skutecznej integracji. Regionalna współpraca gospodarcza i europejska perspektywa Ukrainy: jak Polska i Europa mogą pomóc. Stanowi ona część projektu ZPP o nazwie Europe-Poland-Ukraine. Rebuild Together, który ma na celu zbudowanie i wzmocnienie już istniejących relacji biznesowych oraz poprawę komunikacji między polskimi i ukraińskimi przywódcami rządowymi, przedstawicielami biznesowymi oraz społeczeństwem obywatelskim.

Rolę zacieśniania współpracy gospodarczej między krajami podkreślił Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców nie zajmuje się polityką – naszą misją jest działanie na rzecz polsko-ukraińskiej współpracy gospodarczej, a ta po wybuchu wojny nabrała rozpędu. To ZPP, jako pierwsza organizacja w Polsce po rozpoczęciu inwazji, zorganizowało konferencję dot. wzajemnych stosunków gospodarczych. Dziś w Ukrainie aktywnie działa ponad 600 polskich firm, a największa ich grupa opiera się na relacjach handlowych. Z naszych obserwacji wynika, że w samym handlu wciąż drzemie ogromny potencjał, a sami przedsiębiorcy chcą go zmaterializować, planując ekspansję do Ukrainy. Już dziś wymiana handlowa między naszymi państwami jest znacząca – podkreślił prezes ZPP.

Właściwe kształtowanie relacji gospodarczych możliwe będzie tylko przy równoczesnym zaangażowaniu środowiska przedsiębiorców i instytucji państwowych. Wagę i potencjał współpracy z Ukrainą zauważa także Polski Fundusz Rozwoju, który planuje rozwijać swoją działalność na Ukrainie.

PFR ma w swoim portfolio firmy każdego w zasadzie sektora gospodarki. Zależy nam na kierunku ukraińskim, dlatego rozważamy powołanie dedykowanego funduszu inwestycyjnego, który będzie wspierać polskich przedsiębiorców w ekspansji na ten rynek. Istnieje także potrzeba zaangażowania tu kapitału prywatnego. Mamy PAIH, który miesiąc temu otworzył biuro w Kijowie. Pracujemy nad stworzeniem platformy, na której prezentowane będą wszystkie produkty grupy PFR, ale znajdą się tam także dane dotyczące przetargów, informacje czy przewodniki. Słowem – chcemy służyć możliwie najpełniejszą informacją na temat tego, co aktualnie dzieje się za naszą wschodnią granicą – powiedział wiceprezes PFR, Bartosz Marczuk.

Polskie i ukraińskie firmy działające wspólnie mogą bardzo dużo zyskać. Elementem polskiej pomocy rozwojowej dla Ukrainy będzie również transfer know-how. Dziękuję ZPP i WEI za dzisiejszą konferencję, oraz za rozszerzanie perspektyw w rozwoju biznesu polsko-ukraińskiego – dodała Jadwiga Emilewicz, Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Polsko-Ukraińskiej Współpracy Rozwojowej, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej.

Istotnym tematem prowadzonych w Kijowie rozmów był proces akcesyjny Ukrainy do Unii Europejskiej wraz z jego wpływem na ukraińską gospodarkę oraz współpracę polsko-ukraińską. Szczególnie istotnymi w tym kontekście obszarami są dwustronny handel oraz przepływ towarów przez granice, zarządzanie granicami oraz kooperacja w dziedzinie przemysłu. Zdaniem prezesa ZPP ważnym elementem integracji Ukrainy z UE będzie uzyskanie pełnego dostępu do pojemnego i zamożnego unijnego rynku konsumenckiego.

Polsce i Ukrainie, z uwagi na położenie geograficzne, zagraża ten sam, agresywny, imperialny sąsiad, dlatego powinniśmy zacieśniać współpracę między naszymi państwami. ZPP już od stycznia przyszłego roku będzie obsługiwać w Kijowie polskie firmy chcące zaistnieć na ukraińskim rynku. Jeśli w dłuższej perspektywie chcemy zachować niepodległość i rozwijać naszą siłę ekonomiczną, powinniśmy szeroko współpracować na niwie gospodarczej. Nie ma się co oszukiwać – Unia Europejska nie jest organizacją idealną. Ma wiele wad. W przyszłości zapewne czeka nas wiele rozczarowań związanych ze Wspólnotą. Ma jednak także jedną wielką zaletę – 500 mln zamożnych konsumentów. To rynek, którego nie ma w żadnym innym zakątku świata. Proces akcesyjny Ukrainy z pewnością będzie trudny i skomplikowany. Najpierw musi skończyć się wojna, potem przyjdzie czas na negocjacje sektorowe, ale ta współpraca musi się rozwijać – powiedział Cezary Kaźmierczak.

Zdaniem zastępcy szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy Ihora Żowkwy także Unia Europejska zyskać może na współpracy z Ukrainą. Istotne w tym kontekście jest dziś nastawienie ukraińskiego rządu do negocjacji przedakcesyjnych i zrozumienie potencjalnych następstw rozmów dla środowiska biznesowego.

Cieszę się, że współpraca między naszymi państwami – mimo trwającej wojny – jest kontynuowana, a polsko-ukraińskie relacje gospodarcze – bez oglądania się na Rosję – wciąż się rozwijają. Cieszy mnie to, jak zachowała się Polska po ataku Rosji na nasz kraj. To właśnie Polska jako pierwsza wsparła Ukrainę i Ukraińców. Dziękuję Prezydentowi RP Andrzejowi Dudzie za ten zaawansowany poziom współpracy między naszymi krajami. Dziś sytuacja jest niejako lustrzana – wielu obywateli Ukrainy mieszka i pracuje w Polsce, wielu to właściciele lub współwłaściciele firm. Nie łącząc polityki i gospodarki musimy iść do przodu. Biznes sobie poradzi. Dotyczy to też naszych kroków w kierunku wstąpienia do UE. Być może Unia Europejska ma jakieś wady, ale na pewno Ukraina przyniesie jej wiele korzyści – powiedział Ihor Żowkwa.

Biznes ukraiński czuje ogromną wdzięczność dla władz i narodu polskiego. Polska jest postrzegana przez ukraiński biznes jako jeden z kluczowych partnerów. Ilość otwartych ukraińskich firm w Polsce świadczy o dużym zaufaniu – dodał Hennadij Czyżykow Prezes Ukraińskiej Izby Handlowo-Przemysłowej (UCCI).

Wymierne znaczenie dla gospodarek Polski i Ukrainy ma także sfera wymiany handlowej w odniesieniu do produktów przemysłowych. Trwające procesy relokacji ukraińskich form to dziś niebagatelne wyzwanie związane choćby z brakiem harmonizacji standardów technicznych dla produktów przemysłowych. Zauważalne stają się jednak także korzyści płynące z synergii polskiego i ukraińskiego biznesu.

Każdy biznes funkcjonuje w jakiejś rzeczywistości legislacyjnej, która powinna wyznaczać elastyczne ramy do prowadzenia działalności, a nie być źródłem ograniczeń dla przedsiębiorców. Ramy te nie zamykają się w granicach konkretnych państw, ponieważ dynamiczny rozwój gospodarczy zakłada przede wszystkim działanie na dużą, międzynarodową skalę. Z punktu widzenia Grupy ORLEN, Ukraina jest rynkiem z ogromnym potencjałem, wymagającym jednak ujednolicenia pewnych standardów i norm prawnych, które obecnie stanowią barierę dla przedsiębiorców. Dla odbudowującego się państwa, skorzystanie z regulacji unijnych, czy rezygnacja z postsowieckich zasad certyfikacji to też duża szansa na zwiększenie dynamiki inwestycji – powiedział Piotr Sabat, członek zarząd ds. rozwoju ORLEN S.A. podczas konferencji Europe – Poland – Ukraine. Rebuild Together 2023, odbywającej się w ramach w Kijowie.

W ostatnich miesiącach jednym z tematów, który zdominował dyskusję na temat stosunków polsko-ukraińskich były zawirowania wokół wymiany handlowej produktami rolno-spożywczymi. Handel produktami rolnymi i logistyka stanowią dziś rodzaj testu względem potencjalnego przyjęcia ukraińskich towarów na rynku wspólnotowym. Doświadczenia ostatnich miesięcy są rozczarowujące dla środowisk biznesowych. Przedłużające się decyzje o zamykaniu granic dla wybranych kategorii produktów i brak przygotowania do wdrożenia związanych z nimi procedur stworzyły znaczące bariery dla rozwijania kontaktów biznesowych. Dziś usprawnienia wymagają procedury celne, przepisy tranzytowe, konieczne są inwestycje o charakterze infrastrukturalnym łączące przejścia graniczne z portami na Bałtyku i modernizujące dzisiejsze zaplecze transportowe. Zmianie ulec muszą również praktyki handlowe jako kluczowe czynniki ułatwiające wymianę transgraniczną w perspektywie średnio- i długookresowej.

Polska może stać się silnym krajem tranzytowym, ale także traderem ukraińskiego zboża. Jako kraj możemy zająć się skupem i tranzytem znaczących wolumenów ukraińskich zbóż. Pozwoli to na wykorzystanie infrastruktury transportowej i portowej oraz innych zasobów w Polsce. Przekłada się na to blisko 20-30 tys. dodatkowych miejsc pracy dla Polaków oraz kontrolę nad tranzytem – powiedział Bartosz Pęczkowski, Prezes Zarządu Frontier Logistics zajmującej się tranzytem ukraińskich towarów.

Pewne działania są jednak w tym kontekście realizowane.

Na granicy działają cztery rodzaje służb. Naszym zadaniem jest uspójnienie ich funkcjonowania. Podejmowane są działania celem usprawnienia korytarzy drogowych i kolejowych, by usprawnić przejazd do punktów kontrolnych. Mamy świadomość konieczności zmodernizowania infrastruktury. Chcemy, aby było to realizowane w ramach korytarzy solidarnościowych w sieci TEN-T. Jest także wniosek, aby Centralny Port Komunikacyjny swoją linię kolejową Warszawa – Lublin – Lwów mógł wpisać w sieć TEN-T. To na pewno przyspieszyłoby inwestycję i nadało jej dynamiki – powiedział Dyrektor Biura Obsługi Pełnomocnika Rządu ds. polsko-ukraińskiej współpracy rozwojowej w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, Marcin Chruściel.

Polska infrastruktura transportowa przez kolejne lata obciążana będzie w stopniu znacznie przekraczającym ten sprzed lutego 2022 r. Wymaga to sprawnych działań polskich władz, które niezwłocznie muszą podjąć decyzje obliczone na zwiększenie przepustowości przejść granicznych z Ukrainą, rozbudowy infrastruktury kolejowej, przechowalniczej na granicach czy w portach – między innymi przez rozpoczęcie realnych prac względem powstaniu agroportu w Gdańsku oraz – jak planowano – w Świnoujściu. Wszystkie te inwestycje odbywać powinny się, biorąc pod uwagę potencjalne korzyści dla UE, przy udziale środków pochodzących z Unii Europejskiej. Wcześniej przedsiębiorstwa działające na gruncie polskiego prawa musza doprowadzić jednak do podpisania długoterminowych kontraktów ze stroną ukraińską, które zabezpieczą stabilność ich inwestycji w wieloletniej perspektywie.

Właściwe kształtowanie relacji między naszymi krajami ma dziś wymiar nie tylko moralny, ale również ekonomiczny. ZPP – jak podkreśla wiceprezes organizacji Marcin Nowacki – chce aktywnie włączać się w te procesy. Już dziś Związek Przedsiębiorców i Pracodawców buduje relacje biznesowe poprzez biura w Kijowie, Lwowie, Łucku i Winnicy oraz reprezentuje polsko-ukraińskie przedsięwzięcia poprzez swoje biuro w Brukseli.

Dialog między naszymi krajami dotyczy z jednej strony odbudowy Ukrainy, z drugiej jednak także szerszej współpracy polsko-ukraińskiego biznesu. Wszelkie plany snuć należy nie tylko na poziomie ogólnym, ale przede wszystkim na bazie konkretnych branż – znaczący potencjał tkwi dziś we współpracy takich sektorów jak zbrojeniowy, spożywczy czy budowlany. Przy odpowiednim zaangażowaniu polsko-ukraińska synergia przyniesie obu państwom wymierne korzyści. Fundamentem dla tej współpracy musi być dalsza rozbudowa infrastruktury transportowej i logistycznej. Dzięki temu nasz region stanie się silną bazą przemysłową w skali całej Europy – podsumował Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP i szef EU-Ukraine Civil Society Platform po stronie Unii Europejskiej.

Polska transplantologia wychodzi z kryzysu

Pierwsze półrocze 2023 roku wskazuje na to, że bieżący rok może być jednym z najlepszych lat transplantologii. Obecnie jest prawie 400 potencjalnych zgłoszonych dawców i dotychczas przeszczepionych około 900 narządów od dawców zmarłych. To oznacza ponad 1700 przeszczepień w ciągu roku – co byłoby jednym z lepszych, jeżeli nie rekordowych, osiągnięć dla polskiej transplantologii w liczbie przeszczepionych narządów. Jeżeli do tego dodać rozwijający się stały program dawstwa od żywych dawców, to można mówić o tym, że stagnacje czy problem, kryzys związany z COVID-em mamy już za sobą.

– Trudno jest jednoznacznie powiedzieć, bo statystyka pozwala na jakieś ekstrapolacje czy dany rok będzie lepszy od poprzedniego. Natomiast zwróćmy uwagę, że bardzo wiele czynników musi się sprawczo zdarzyć jednocześnie, żeby można było mówić o udanej transplantacji, żeby można było przejść ten cały ciąg od zgłoszenia dawcy do przeszczepienia – powiedział serwisowi eNewsroom.pl dr hab. Artur Kamiński, dyrektor Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji „Poltransplant”. – I tu trzeba zwrócić uwagę na jedną rzecz, oprócz wielu innych. To jest ciężka praca bardzo wielu osób z różnych obszarów medycyny transplantacyjnych – a przede wszystkim spoza obszaru medycyny transplantacyjnej, czyli osób pracujących na oddziałach intensywnej terapii. Ten personel – oprócz swoich podstawowych obowiązków ratowania życia i zdrowia ludzkiego – także myśli o transplantacjach. Jeżeli nie można komuś uratować już życia – to może narządów nie zabierać ze sobą, ale podzielić się i dać szansę innym ludziom – wskazuje Kamiński.

Rynek mieszkaniowy w Europie: ceny rosną, a dostępność spada

Rekordowa inflacja, związane z nią działania banków centralnych oraz rosnące ceny surowców energetycznych nie pozostały bez wpływu na sektor budownictwa mieszkaniowego w Europie. Jak wskazują autorzy 12. edycji raportu „Property Index – Overview of European Residental Markets”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, koszt zakupu mieszkania o powierzchni 70 mkw. w Polsce wynosi ponad ośmiokrotność przeciętnych rocznych zarobków. Alternatywą dla własnego M pozostaje najem, który staje się coraz popularniejszy w Europie.

Na początku 2022 r. uczestniczący w poprzedniej edycji badania Deloitte przedstawiciele ponad 20 europejskich rynków stwierdzili, że z niepokojem patrzą w najbliższą przyszłość. Chociaż światowa gospodarka zaczęła wracać na ścieżkę wzrostu po pandemii COVID-19 to ankietowani wyrażali obawy dotyczące perspektyw wzrostu inflacji oraz konsekwencji agresji Rosji na Ukrainę.

Niepewność gospodarcza i spadek wartości pieniądza, w połączeniu z relatywnie tanim kredytem, skłoniły wielu Europejczyków do inwestycji w nieruchomości. Ta sytuacja nie trwała jednak długo – powszechne podwyżki stóp procentowych ograniczyły dostępność finansowania, przez co konsumentom było coraz trudniej pozwolić sobie na zakup mieszkania. W efekcie wiele osób zwróciło się w stronę najmu, co doprowadziło do podwyżki stawek. Spośród badanych miast najwyższy wzrost kosztów użytkowania lokalu mieszkalnego zanotowano w Słowenii – średnia cena wynajmu mieszkania w Mariborze wzrosła o ponad 60 proc. rok do roku. W tym zestawieniu wysokie miejsca zajmują także polskie miasta – Łódź (+32,4 proc. r/r w euro), Warszawa (+30,6 proc. r/r) i Gdańsk (+27,8 proc. r/r).

Spadająca dostępność kredytów hipotecznych, rosnące koszty cen energii oraz zwiększony popyt na wynajem, były głównymi czynnikami wzrostu cen najmu w największych polskich miastach w ubiegłym roku. Chociaż na początku tego roku zaobserwowano niewielki, około dziesięcioprocentowy spadek kosztów użytkowania lokalu mieszkalnego, to nadal pozostają one na wysokim poziomie. Specyficznym czynnikiem wpływającym na sytuację mieszkaniową w Polsce w roku 2023 (nieobjętym naszym badaniem) jest program „Bezpieczny kredyt 2%”, który spowodował jednoczesny wzrost popytu i cen mieszkań w ostatnich miesiącach. Dzisiaj jest jednak zbyt wcześnie, aby oceniać jaki będzie średnioterminowy wpływ tego rozwiązania na możliwości zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych mieszkańców Polski, ale pierwsze wnioski na temat tego programu będziemy w stanie przedstawić w kolejnej edycji naszego badania – mówi Dominik Stojek, partner, lider sektora nieruchomości w Polsce, Deloitte.

Niejednoznaczny obraz rynku deweloperskiego

Mimo niesprzyjającej sytuacji makroekonomicznej Polska była w roku 2022 jednym z największych rynków pod względem liczby mieszkań oddawanych do użytku. Podobnie jak w poprzednich latach rodzimy sektor uplasował się w europejskiej czołówce zarówno, jeśli chodzi o bezwzględną liczbę lokali (238,6 tys.), jak i intensywności budownictwa mieszkaniowego (czyli liczby mieszkań oddanych do użytkowania na 1000 mieszkańców). W przypadku drugiej z kategorii wskaźnik ten wyniósł 6,31 w odniesieniu do lokali oddanych do użytkowania w 2022 roku. Wyżej od Polski znalazła się tylko Francja (7,09), która osiągnęła również rekordowy poziom 482,2 tys. mieszkań oddanych do użytku, oraz Niemcy – 295,3 tys. Indeks intensywności budownictwa mieszkaniowego u zachodnich sąsiadów Polski był jednak niemal dwukrotnie mniejszy.

Wysoki wynik Polski w kategorii liczby oddanych mieszkań jest zasługą wysokiego popytu na nieruchomości w poprzednich latach. Oprócz zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych wielu Polaków postanowiło bowiem dokonać zakupu mieszkań w celach inwestycyjnych, traktując nieruchomości jako najlepszą formę ochrony kapitału przed inflacją. W kolejnych latach sytuacja może jednak ulec znacznemu pogorszeniu. W 2022 r. liczba rozpoczętych projektów budowlanych była o ponad jedną czwartą mniejsza w porównaniu z rokiem poprzednim. Niedobór nowych lokali na rynku, w połączeniu z wysokimi cenami materiałów budowlanych, może z kolei powodować dalszy wzrost cen mieszkań. Należy też pamiętać o wciąż istniejącej luce mieszkaniowej w Polsce – wskazuje na nią chociażby wskaźnik intensywności istniejącego zasobu mieszkaniowego, który plasuje nas w ogonie Europy z liczbą 413 lokali na 1000 mieszkańców – mówi Dominik Stojek.

Drożejąca Europa

W wyniku splotu wielu czynników proinflacyjnych, tj. wysokich kosztów materiałów budowlanych, drożejącej energii i podwyżek stóp procentowych, niemal cała Europa w ubiegłym roku doświadczyła wzrostu w obszarze cen transakcyjnych. Najwyższe koszty zakupu mieszkania odnotowano w Izraelu, gdzie średnia cena za metr kwadratowy wyniosła 5 701 euro za metr kwadratowy. Podobnie jak w poprzednich latach na drugim miejscu uplasowała się Austria (4 925 eur/m kw.), a trzecie miejsce przypadło Niemcom (4 800 euro/ m kw).

W przypadku Polski średnia cena zakupu metra kwadratowego mieszkania wyniosła 1 975 euro/ m kw. Na uwagę zwraca fakt, iż w porównaniu z rokiem 2021 ceny transakcyjne na polskim rynku wzrosły o 14,1 proc. (+17,1 proc. w złotówkach), co stanowi jeden z najwyższych wyników w Europie. Większą dynamikę zmian cen zaobserwowano przede wszystkim w krajach Europy Wschodniej (Litwa 31,9 proc. r/r) i na Bałkanach (Bośnia i Hercegowina – 27 proc. r/r, zarówno w przeliczeniu na euro, jak i w marce zamiennej). Jedynymi krajami, w których odnotowano spadek kosztów zakupu mieszkania, są Wielka Brytania (-18,8 proc. r/r w euro i -17,9 proc. w funtach szterlingach) oraz Dania (-9,7 proc. r/r i -9,6 proc. w koronach duńskich).

Jednym z ważniejszych wskaźników przedstawionych w badaniu Deloitte jest czas, jaki konsument z danego kraju potrzebuje na odłożenie kwoty umożliwiającej kupno własnego lokum. Jest on liczony jako liczba średnich rocznych wynagrodzeń brutto, które należy przeznaczyć na pozyskanie standardowego, nowego mieszkania o średniej powierzchni 70 m kw. Tak jak w poprzedniej edycji badania na szczycie zestawienia znaleźli się południowi sąsiedzi Polski, aczkolwiek w 2022 r. doszło do zmiany lidera zestawienia. Najdłużej na własne M muszą odkładać Słowacy – ok. 14,1 rocznych pensji, z kolei przeciętny Czech musi przeznaczyć 13,3 rocznych zarobków. W przypadku Polski koszt zakupu mieszkania to ośmiokrotność rocznych zarobków. W najlepszej sytuacji znajdują się Belgowie (4,3 roczne pensje), Norwedzy (4,7 dwunastomiesięcznych zarobków) i Duńczycy (pięciokrotność dochodów z całego roku).

Lech Zasławski dołączył do zarządu banku Credit Agricole

Do zarządu banku Credit Agricole dołączył Lech Zasławski. Będzie odpowiadał za obszar finansów. Nowy wiceprezes związany jest z bankiem od 18 lat, od początku w obszarze controllingu, raportowania zarządczego oraz finansów.

Lech Zasławski związany jest z Credit Agricole, a wcześniej LUKAS Bankiem, od 18 lat. Od początku pracował i pracuje w obszarze controllingu, raportowania zarządczego oraz finansów. Przez ostatnie lata zajmował stanowisko Dyrektora Zarządzającego Obszarem Controllingu i Strategii oraz był członkiem Top Executive Managementu. Współtworzył kluczowy plan rozwoju banku, dzięki któremu możliwe było zwiększenie inwestycji w wielowymiarową transformację Credit Agricole, poprzez rozszerzenie i przyspieszenie realizacji części założeń strategicznych.

– Dołączenie do zarządu banku, w którym pracuję w zasadzie od początku swojej kariery zawodowej, to dla mnie duże wyróżnienie. Zawsze zależało mi na tym, żeby mój bank rozwijał się i miał coraz więcej zadowolonych klientów. Nic się tutaj nie zmienia. Nadal będę konsekwentnie o to zabiegał. – mówi Lech Zasławski, nowy wiceprezes zarządu banku Credit Agricole.

Lech Zasławski jest absolwentem Wydziału Informatyki i Zarządzania na Politechnice Wrocławskiej, specjalizacja: zarządzanie systemami finansowymi. Ukończył ponadto International Business Course w Karel de Grote Hogeschool w Antwerpii. Nowy wiceprezes ma 42 lata. Prywatnie jest ojcem dwójki dzieci, z pasją uprawia sport, szczególnie crossfit oraz bieganie. Obecnie swoją uwagę kieruje również w stronę muzyki.

EBC podniósł stopy procentowe

Ekonomiści przed decyzją nie byli zgodni, czy nastąpi jeszcze jedna podwyżka czy stopy procentowe pozostaną na dotychczasowym poziomie. Ostatecznie EBC po raz kolejny podniósł stopy procentowe o 25pb. Decyzja jest zgodna z naszymi oczekiwaniami. Inflacja pozostaje na podwyższonym poziomie i nie została jeszcze w pełni opanowana – to uzasadnia słuszność decyzji EBC. Obawy o uporczywość inflacji wysuwają się na pierwszy plan przed ryzyko recesji w gospodarkach strefy euro.

Wydaje się, że jest to już ostatni ruch w cyklu, a EBC przechodzi teraz w tryb oczekiwania. Nie zmienia to jednak faktu, że dzisiejsza podwyżka pokazuje determinacje EBC do opanowania inflacji.

Odnosząc decyzję EBC do Polski, można stwierdzić, że z pewnością nie jest ona wsparciem dla retoryki RPP. Stopy procentowe we wrześniu idą w dwóch przeciwnych kierunkach.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Inflacja PPI w USA wyższa od prognoz

W sierpniu inflacja producencka w USA wyniosła 1,60% r/r oraz 0,70% m/m. PPI zaskoczyła negatywnie i była wyraźnie wyższa niż prognozy, zakładające wzrost cen u producentów o 1,20% r/r i 0,40% m/m.

To drugi z rzędu rosnący i wyższy niż prognoza odczyt PPI. A to w połączeniu z sierpniową, wyższą niż zakładano inflacją konsumencką prawdopodobnie przesądzą przyszłotygodniową podwyżkę stóp procentowych przez FED. Walka z rosnącymi cenami trwa, a to oznacza, że scenariusz recesyjny wciąż pozostaje na stole.

Szymon Gil, Makler Michael / Ström Dom Maklerski

Motorniczych nie ma i nie będzie. Powodem są przede wszystkim pieniądze

Zawód motorniczego w całej Polsce znajduje się w poważnym kryzysie. Nawet jeżeli zgłasza się relatywnie spora ilość osób na kursy przygotowane przez samorządy lub pracodawców, to kończy je zaledwie połowa chętnych. Kolejna część chętnych odpada zwykle po kilku tygodniach w pracy. Pozostają Ci bardzo zdeterminowani – przyznaje Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy. – To bardzo odpowiedzialna praca, która powinna być dobrze opłacana. Motorniczy zatrudniani są przez jednostki samorządowe, co powoduje, że ich wynagrodzenie nie jest konkurencyjne – dodaje Sudolska.

„O motorniczych nikt nie konkuruje na rynku pracy. Nie ma komercyjnych tramwajów”

Eksperci rynku pracy nie mają wątpliwości, że zawód motorniczego oraz kierowcy publicznej komunikacji powinny być bardziej szanowane i lepiej opłacane. Obecnie w wielu miastach w Polsce, zarządzający borykają się z gigantycznym problemem braku odpowiedniej ilości motorniczych gotowych do pracy, co przekłada się na odwoływane kursy, a nawet zawieszanie poszczególnych linii tramwajowych.

– Szczecin jest najlepszym przykładem. Siatka połączeń musi być radykalnie ograniczona, bo po prostu nie ma komu jeździć tramwajem – mówi Anna Sudolska.

Z czego wynikają problemy? Eksperci wskazują dwa czynniki: zbyt niskie wynagrodzenia oraz bardzo trudna i skomplikowana praca.

– Jeżeli kurs zaczyna 30 osób to 15 nie wytrzymuje do końca. Część odpada na etapie nauki praktycznej, inni nie radzą sobie z psychotestami. Jeżeli z jednej grupy do pracy przyjmowana jest połowa to uznawane jest to za sukces. Bycie motorniczym to odpowiedzialna, stresująca i trudna praca. Na dodatek pracodawcy nie czują presji ze strony rynku komercyjnego jak np. zajezdnie autobusowe. Nie ma komercyjnych tramwajów, nie ma więc komu konkurować o względy motorniczych na rynku. Bez silnej presji na wzrost wynagrodzeń, samorządy nie czuły się zobligowane do podnoszenia pensji. To spowodowało, że uczyło się coraz mniej motorniczych, a Ci sfrustrowani odchodzili z zawodu – dodaje ekspertka rynku pracy.

Wstawanie o 4 rano, stres, brak regularnych przerw

Jak kształtują się wynagrodzenia motorniczych w Polsce? Są to kwoty od 4600 złotych brutto do 7000 brutto. Warto jednak dodać, że średnia pensja motorniczego waha się od 5500-6000 złotych brutto.

– To nie są satysfakcjonujące pieniądze. Nie za tak ciężką i odpowiedzialną pracę. Motorniczy zaczynają prace, ale rezygnują po kilku tygodniach, gdy okazuje się, że poziom stresu jest nieproporcjonalny do zarabianych pieniędzy – mówi Anna Sudolska.

– Nie ma rozwiązania, jak powinien wyglądać wzrost pensji motorniczych, by satysfakcjonować soby podejmujące zatrudnienie. Jedno jest pewne – to nie mogą być kwoty nie wiele wyższe od płacy minimalnej, a ta od nowego roku wyniesie 4242 złotych brutto – mówi Sudolska.

– Zauważamy także, że w zawodzie kierowcy powstała gigantyczna dziura kadrowa, której nie zasypiemy przez najbliższe lata. Nie ma chętnych do nauki tego zawodu, a status kierowcy czy motorniczego nie jest dla młodych ludzi atrakcyjny. Słyszałam już od wielu kandydatów, że wstawanie o 4 rano, brak regularnych przerw i wieczny stres to nie jest zakres konsekwencji zawodowych, który może wynagrodzić pensja na poziomie 5 tysięcy złotych – dodaje Anna Sudolska.

Ogólnoświatowy boom kosmiczny. Polska chce się wpisać w trend

Niedawno zelektryzowała nas wiadomość o możliwym locie w kosmos kolejnego polskiego astronauty. W ten sposób Polska próbuje wpisać się w ogólnoświatowy boom związany z podbojem kosmosu. W ciągu ostatnich czterech lat liczba wystrzelonych w kosmos obiektów wzrosła czterokrotnie. Jednak o ile rynek kosmiczny rośnie, to akcje spółek kosmicznych – nie.

Inwestowanie w młodą, ryzykowną i pochłaniającą dużo kapitału branżę kosmiczną bywa wyzwaniem. W ciągu ostatnich pięciu lat, wszystkie fundusze ETF związane z branżą kosmiczną osiągały gorsze wyniki niż indeks S&P500, a spółka córka Virgin Galactic (SPCE) – Virgin Orbit – zbankrutowała. Z drugiej strony, wycena spółki SpaceX (na rynku prywatnym) wynosząca 140 mld dolarów, jest obecnie wyższa niż wycena Boeinga (BA) czy Lockheed Martin (LMT).

Nie ulega wątpliwości, że możliwości inwestycyjne na tym rynku są coraz szersze, od rakiet po satelity, a także pozyskiwane z przestrzeni kosmicznej obrazy i dane. Innowacje stworzone przy okazji eksploracji kosmosu zwykle później znajdują zastosowanie przy wielu produktach używanych na Ziemi.

Niedawno zelektryzowała nas wiadomość o możliwym locie w kosmos kolejnego polskiego astronauty. Polska tym samym próbuje wpisać się w trwający na świecie boom związany z podbojem kosmosu. Najlepszym dowodem jest liczba obiektów wystrzelonych w przestrzeń kosmiczną, których w 2022 roku było 2163 (w tym jeden z Polski), w porównaniu do 453 w roku 2018. Ten szybki wzrost napędzany jest przez postęp technologiczny. Dotyczy on różnych obszarów: od możliwości ponownego wykorzystania rakiet po miniaturyzację satelitów. Niższe koszty zaś powodują, że coraz częściej podbojem kosmosu zajmują się prywatne firmy.

Rynek kosmiczny jest zdominowany przez Stany Zjednoczone i SpaceX, z 62 startami w tym roku i największą flotą satelitów. Jednak niedawne lądowanie na Księżycu indyjskiej misji Chandrayaan-3 pokazało, że USA nie mają monopolu na podbój kosmosu. Warto podkreślić, że koszt indyjskiej misji wyniósł jedynie 73 mln dolarów. Dla porównania, w najbliższych latach roczna składka Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej ma wynosić 250 mln euro rocznie.

Inwestorzy mają coraz szerszy dostęp do akcji firm z sektora kosmicznego. Są wśród nich firmy wojskowe jak Lockheed Martin (LMT), firmy budujące rakiety – Rocket Lab (RKLB), silniki – HEICO (HEI), czy zajmujące się nawigacją – Trimble (TRMB). Ciekawą gałęzią pozostaje turystyka kosmiczna, której przedstawicielem jest Virgin Galactic (SPCE). Jest też wiele funduszy ETF takich jak ARK Space Exploration and Innovation (ARKX) czy ETF Aerospace & Defence (ITA). Jednak wszystkie dostępne fundusze ETF osiągnęły w ciągu ostatnich 5 lat gorsze wyniki niż indeks S&P500.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rządowy portal cen mieszkań – na razie go nie będzie?

Wiosną pojawiły się informacje, że rząd przygotuje darmowy i aktualny portal cen mieszkań. Niestety, wprowadzenie tego rozwiązania nie jest łatwe.

Kiedy wczesną wiosną bieżącego roku Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapowiedziało stworzenie ogólnodostępnego portalu z cenami transakcyjnymi mieszkań, wiele osób (nie tylko ekspertów branżowych) pozytywnie komentowało ten krok. Taka regularnie i szybko aktualizowana baza danych na temat cen z aktów notarialnych mogłaby bowiem znacząco poprawić nasz stan wiedzy dotyczący krajowego rynku nieruchomości. Przepisy wprowadzające rządowy Portal Cen Mieszkań zgodnie z obietnicą zostały opracowane jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, ale stało się to dopiero w lipcu bieżącego roku. Taka sytuacja praktycznie uniemożliwia zakończenie ścieżki legislacyjnej jeszcze w bieżącej kadencji Sejmu i Senatu. Nawet jeśli kolejny rząd zdecyduje się na uruchomienie podobnej bazy danych z cenami transakcyjnymi nieruchomości, to niestety trzeba będzie na nią poczekać nieco dłużej. To nie jedyny problem, bo rozwiązania zaproponowane przez rząd wzbudzają wątpliwości.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Trudno oprzeć się wrażeniu, że przepisy dotyczące Portalu Cen Mieszkań, które przygotował rząd, trafiły do Sejmu zbyt późno. Nie zostały one ujęte w porządku obrad sierpniowego posiedzenia Sejmu. Kolejnych posiedzeń na razie nie zaplanowano.
  • Pojawiają się też wątpliwości dotyczące samej propozycji rządu. Warto pamiętać, że już teraz istnieją lokalne rejestry cen nieruchomości. Skoordynowanie ich z ogólnopolskim portalem mogłoby być lepszym rozwiązaniem.
  • Należy też przypomnieć o rządowej obietnicy dotyczącej zmuszenia deweloperów do ujawniania cen mieszkań w ofertach. Na razie brakuje konkretów związanych z odpowiednimi zmianami prawnymi.

Poniżej prezentujemy więcej ciekawych spostrzeżeń, które dotyczą planowanego Portalu Cen Mieszkań oraz samego zbierania informacji na temat rynku nieruchomości.

Przygotowane przepisy jednak zbyt późno trafiły do Sejmu

Można odnieść wrażenie, że rząd nieco zbyt późno zgłosił propozycję utworzenia Portalu Cen Mieszkań. Pamiętajmy, że przygotowanie odpowiednich przepisów zajęło ponad trzy miesiące. Gdyby analizowana koncepcja ogólnodostępnego portalu do analizowania cen nieruchomości pojawiła się na tapecie chociażby cztery miesiące wcześniej, to raczej nie byłoby problemów z jej sfinalizowaniem. Bieg wydarzeń potoczył się jednak inaczej i dlatego rządowy projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ulepszenia środowiska prawnego i instytucjonalnego dla przedsiębiorców wpłynął do Sejmu dopiero 19 lipca 2023 roku. W tym projekcie znajduje się wiele przepisów niedotyczących Portalu Cen Mieszkań. Wydaje się już niemal pewne, że wspomniany projekt podobnie jak wiele innych trafi do legislacyjnego kosza. Zasadą jest bowiem to, że nowy Parlament nie kontynuuje prac nad sprawami niedokończonymi w poprzedniej kadencji. „Od tej zasady jest niewiele wyjątków, a przepisy dotyczące rządowego Portalu Cen Mieszkań nie mieszczą się w żadnym z nich” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert NieruchomosciSzybko.pl.

Rodzą się pytania czy rządowa propozycja jest optymalna

Kolejną ważną kwestią jest kształt przepisów zaproponowanych przez rząd, a także ogólna koncepcja działania Portalu Cen Mieszkań. Wątpliwości wzbudza chociażby rozwiązanie, zgodnie z którym dane dotyczące rynku wtórnego miałyby być czerpane pośrednio od Krajowej Administracji Skarbowej, a nie z systemu informatycznego obsługującego pracę notariuszy. Warto też wziąć pod uwagę fakt, że Portal Cen Mieszkań zgodnie z rządowym pomysłem ma funkcjonować w ramach … Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. To dość niecodzienne (na pierwszy rzut oka) powiązanie wynika z faktu, że UFG prowadzi Deweloperski Fundusz Gwarancyjny (DFG). „Rząd uznał, że funkcjonowanie Portalu Cen Mieszkań powinno być finansowane ze środków DFG” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspert NieruchomosciSzybko.pl.

Niektórzy eksperci zgłaszają jednak wątpliwości co do rządowego pomysłu zwracając uwagę, że już teraz każdy powiat oraz urząd miasta na prawach powiatu prowadzi Rejestr Cen Nieruchomości (RCN). W lokalnych bazach RCN znajdują się informacje pochodzące z aktów notarialnych. Niestety, tempo aktualizacji danych z Rejestrów Cen Nieruchomości pozostawia czasem wiele do życzenia. Poza tym nieliczne urzędy powiatów i miast upubliczniają w Internecie podstawowe, zbiorcze dane o obrocie nieruchomościami. Zgodnie z przepisami, o szczegółowe statystyki trzeba wnioskować wnosząc ustaloną opłatę. Rzeczoznawcy majątkowi posiadają dostęp do wszystkich statystyk w trybie online, co skutkuje też mniejszymi opłatami za udostępnienie przez urząd potrzebnych informacji. „Rodzi się pytanie, czy podobny dostęp do szczegółowych danych z RCN nie powinien być powszechny w ramach ogólnopolskiego portalu” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert NieruchomosciSzybko.pl.

Ewentualne zmiany prawne powinny również uwzględniać rozwiązania przyspieszające aktualizację lokalnych rejestrów cen mieszkań, domów i działek. Można dyskutować, czy wykorzystanie baz Rejestrów Cen Nieruchomości (zawierających dane historyczne) nie byłoby lepszym rozwiązaniem niż tworzenie zupełnie nowego systemu. „Warto przy tym pamiętać, że projektowany Portal Cen Mieszkań nie prezentowałby historycznych cen mieszkań i co więcej, nie uwzględniałby transakcji sprzed 1 lipca 2024 roku objętych jeszcze przepisami starszej ustawy deweloperskiej” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert NieruchomosciSzybko.pl.

W sprawie jawnych cen deweloperów nie ma konkretów

W ramach uzupełnienia warto również zwrócić uwagę na impas dotyczący jeszcze innej rządowej propozycji. Mianowicie, wiosną 2023 roku rząd zapowiedział, że deweloperzy zostaną prawnie zmuszeni do prezentowania cen mieszkań i domów w swoich ofertach (zamiast zachęty do kontaktu). Wielu potencjalnych klientów skarży się na to, że zamiast ceny mieszkania/domu deweloper podaje jedynie dane kontaktowe. Na razie nie wiadomo jednak dokładnie, jak rząd miałby zlikwidować taką kontrowersyjną praktykę poprzez przepisy ustawowe. „Nie ulega natomiast wątpliwości fakt, że będzie to już ewentualne zadanie dla nowej Rady Ministrów” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert NieruchomosciSzybko.pl

Warszawa w pierwszej piątce europejskich miast pod względem popytu na elastyczne biura

Z najnowszego raportu opracowanego przez międzynarodową firmę doradczą Savills i ekspertów z należącej do firmy platformy z ofertami elastycznych biur Workthere wynika, że najbardziej aktywnym rynkiem elastycznych powierzchni biurowych w Europie pozostaje Londyn, gdzie transakcje zawarte w tym segmencie odpowiadały za 13% całkowitego popytu na biura zarejestrowanego w pierwszej połowie 2023 roku. Na kolejnych miejscach uplasowały się Praga (8%), Amsterdam (6%), Madryt (5%) i Warszawa (4%).

Jak podaje Savills, w pierwszym półroczu udział elastycznych biur w całkowitym popycie na powierzchnie biurowe w Europie sięgnął 4%.

„W całej Europie widać ożywienie w sektorze elastycznych biur po okresie pandemii, ponieważ firmy, które nadal koncentrują się na odpowiednim zarządzaniu kosztami, starają się pozyskać jak najlepszą powierzchnię dostępną na rynku. Przewidujemy, że wraz ze wzrostem wskaźnika obłożenia do poziomu 85% udział operatorów elastycznych biur w europejskim rynku zwiększy się w 2024 roku do ok. 5-8%” – mówi Ed Bouterse, dyrektor Worthere Europe oraz działu zarządzania portfelem elastycznych biur w regionie EMEA.

„W wyniku stabilnego popytu i wyższego wskaźnika obłożenia koszty wynajęcia stanowiska pracy na elastycznej powierzchni biurowej w Londynie, Amsterdamie i Warszawie wzrosły w ujęciu rocznym o 10%. Obserwujemy, że z tych samych powodów rosną one także na innych rynkach w Europie” – dodaje Ed Bouterse.

„Zważywszy na widoczne w ostatnich trzech-sześciu miesiącach ograniczanie przez pracodawców planów zatrudniania nowych osób, wzrost obłożenia na rynku elastycznych biur będzie napędzany przez firmy, które są zainteresowane elastycznym najmem i optymalizacją zajmowanej powierzchni biurowej” – komentuje Mike Barnes, Associate Director, dział badań w Europie, Savills.

„Ponadto obserwujemy wzrost popytu na najlepsze w swojej klasie elastyczne powierzchnie biurowe z powodów związanych zarówno z ESG, jak i z koniecznością pozyskania i zatrzymywania najbardziej utalentowanych specjalistów, a to często wiąże się z zapewnieniem im jak najlepszej oferty udogodnień” – dodaje Mike Barnes.

„W Warszawie firmy poszukują najbardziej atrakcyjnych lokalizacji i najlepszej w swojej klasie powierzchni, które umożliwiłyby im pozyskiwanie talentów i zagwarantowanie im lepszych warunków pracy. Zachęcaniem pracowników do obecności w biurze i budową odpowiedniej kultury zainteresowani są zwłaszcza debiutanci na rynku. Kluczowe znaczenie mają tu także oferowane udogodnienia” – komentuje Thomas Jodar, Associate Director, lider projektu Workthere w Polsce.popyt na elastyczne biura

Budimex wybuduje lądową część terminala dla morskich farm wiatrowych w Świnoujściu

Budimex podpisał umowę na budowę terminala instalacyjnego dla morskich farm wiatrowych. Generalny wykonawca wykona część lądową inwestycji za sumę ponad 118 mln zł. Za projekt odpowiedzialna jest Grupa Orlen, która chce wybudować pierwszą w Polsce i jednocześnie jedną z najnowocześniejszych instalacji tego typu w Europie. Zakończenie budowy planowane jest na koniec grudnia 2024 roku.
orlen neptun

TERMO Budimex z umową na budowę terminala w ŚwinoujściuZadaniem powstającego w Świnoujściu terminala WTIV (z ang. wind turbine installation vessel) będzie przeładowywanie, składowanie i montaż sekcji wież wiatrowych wraz z fundamentami oraz innych elementów turbin wiatrowych. Inwestycja umożliwi m.in. budowę pierwszej morskiej farmy wiatrowej Baltic Power o zainstalowanej mocy 1140 MW zlokalizowanej na wodach polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej. Jak deklaruje inwestor, z uwagi na to, że na Morzu Bałtyckim dostępność tego typu urządzeń jest ograniczona, polski terminal będzie obsługiwał inwestycje  realizowane na wodach niemieckich, szwedzkich oraz duńskich.

W ramach podpisanej w piątek ze spółką Orlen Neptun II, w dniu 8 września umowy, Budimex zrealizuje część lądową inwestycji. Powstaną na niej m.in. powierzchnie składowe dla elementów morskich turbin wiatrowych, takich jak wieże, łopaty i gondole. Na łącznej powierzchni około 17 ha powstanie też infrastruktura komunikacyjna, a także nowy budynek administracyjno – biurowy.

– Realizacja kontraktu będzie wiązała się m.in. z robotami ziemnymi, takimi jak niwelacja terenu, transport kruszywa oraz jego rozkładanie. Od podstaw wykonamy także wszelkie prace związane z budową pomieszczeń administracyjno-biurowych, magazynu oraz parkingów. Prace potrwają 17 miesięcy – mówi Jakub Długoszek – Dyrektor Budownictwa Infrastrukturalnego Budimex.

W ostatnim czasie Budimex zakończył kilka ważnych inwestycji w woj. Zachodniopomorskim. Z końcem sierpnia, na 7 miesięcy przed terminem, oddano kluczową dla mieszkańców Szczecina obwodnicę Przecławia i Warzymic. 4-kilometrowy odcinek znacznie usprawnił nie tylko ruch lokalny, ale skrócił czas przejazdu ze Szczecina do Trójmiasta.

Od niedawna mieszkańcy Szczecina mogą też korzystać z – mogących pomieścić łącznie blisko 1 000 widzów – 5 nowoczesnych scen, nowego budynku Teatru Polskiego. Ten wyjątkowy pod względem architektonicznym oraz konstrukcyjnym projekt został oddany do użytku na początku sierpnia.

To nie wszystkie inwestycje Budimeksu w tym rejonie. W lipcu br. do użytku mieszkańców Szczecina oddano 9 nowych stacji dla pojazdów elektrycznych, a w ciągu najbliższego roku zakończą się prace budowalne przy jednej z największych inwestycji infrastrukturalnych w tym regionie – moście nad rzeką Regalica.

Archicom podsumowuje pierwsze półrocze 2023 r.

Pierwsze miesiące 2023 r. przyniosły zauważalne ożywienie na rynku nieruchomości, a zgodnie z ówczesnymi prognozami trend utrzymał się do końca półrocza. W tym okresie Archicom sprzedał 568 mieszkań, jednocześnie odnotowując wzrost na poziomie blisko 20% kwartał do kwartału. Połączenie biznesu mieszkaniowego w ramach Grupy Echo-Archicom, stabilna sytuacja finansowa spółki, a także przewidywana stabilizacja rynkowa pozwalają deweloperowi patrzeć w przyszłość z optymizmem.

Wyniki sprzedażowe Archicom pozostają na fali wznoszącej od III kwartału 2022 r., co jest efektem przede wszystkim utrzymującego się od początku roku wysokiego zapotrzebowania konsumenckiego na nieruchomości. W II kwartale bieżącego roku Archicom sprzedał 310 lokali, a łącznie w I półroczu – 568. Wypracowane wyniki sprzedażowe przy cenach gwarantujących wysoką marżę w kolejnych miesiącach przełożyły się na przychody rzędu 219,4 mln zł.

Przychody rozpoznane z 338 przekazań w I półroczu potwierdzają, że strategia biznesowa organizacji sprawdza się. Niezmiennie dążymy do tego, aby być godnym zaufania partnerem zarówno dla nabywców mieszkań, jak i pozostałych grup interesariuszy, m.in. inwestorów instytucjonalnych. Saldo środków pieniężnych na koniec II kwartału wyniosło przeszło 450 mln zł, co zapewnia grupie kapitałowej komfort w reagowaniu na nadarzające się okazje rynkowe dotyczące nabywania nowych nieruchomości. Istotną informacją potwierdzającą zaufanie rynku kapitałowego do spółki jest kolejna udana emisja obligacji na kwotę 62 mln zł w ramach długoterminowego programu. – Agata Skowrońska-Domańska, członek zarządu Archicom

Lokalny lider i zasięg ogólnopolski

Jednym z kluczowych procesów w ramach zmian organizacyjnych dla Grupy Echo-Archicom, było sfinalizowane w sierpniu br. połączenie biznesu mieszkaniowego Grupy. W jego efekcie Archicom dołączył do grona deweloperów o zasięgu ogólnopolskim, oferując swoim klientom lokale w największych polskich aglomeracjach. Jednocześnie we Wrocławiu, gdzie w II kwartale br. sprzedano łącznie 1813 mieszkań z rynku pierwotnego, firma Archicom sprzedała aż 310 lokali i utrzymała w ten sposób pozycję niekwestionowanego lidera w rynku z udziałem wynoszącym blisko 17%.

Długofalowa strategia rebrandingowa

Na koniec I półrocza spółka dysponowała 1414 lokalami w budowie, spośród których sprzedano dotychczas 60%. Konsekwentne rozwijanie i udoskonalanie oferty pozwoli firmie Archicom utrzymać pozycję lidera we Wrocławiu, ale także zaznaczyć swoją obecność pod nową marką Echo Residential by Archicom w Krakowie, Łodzi, Warszawie i Poznaniu.

Jako Archicom chcemy stać się ogólnopolskim deweloperem pierwszego wyboru. Realizacja tego celu jest możliwa dzięki przejęciu biznesu mieszkaniowego w ramach Grupy Echo-Archicom, a tym samym pozyskaniu eksperckiego know-how, banku ziemi i zespołu pracowników. Wierzymy, że wyjątkowi ludzie mieszkają w wyjątkowych miejscach, dlatego projektujemy je dla nich z dbałością o każdy detal mający wpływ na jakość życia na osiedlu. Dostarczamy najwyższy standard mieszkania dzięki uwzględnieniu współczesnych trendów urbanistycznych, potrzeb mieszkańców i zasad kreowania zdrowej tkanki miejskiej. Nie zapominamy przy tym o odpowiedzialności środowiskowej i najlepszej jakości obsługi na każdym etapie procesu zakupu, a później wieloletniego zamieszkiwania. – Waldemar Olbryk, prezes Archicom

Zielona rewolucja w nieruchomościach komercyjnych

Kryzys energetyczny, a także mnogość regulacji środowiskowych i tempo wprowadzania zmian związanych z osiąganiem celów ESG motywują (a przynajmniej powinny motywować) właścicieli, zarządców i najemców nieruchomości komercyjnych do wdrażania rozwiązań technologicznych nakierowanych na optymalizację zużycia energii. I o ile innowacje stają się nieodłącznym elementem w procesie projektowania nowych budynków, o tyle starsze nieruchomości wymagają indywidualnego podejścia, które zbalansuje oczekiwania rynku z wysokimi kosztami inwestycji związanych z ich modernizacją.

Rynek nieruchomości musi wyprzedzać globalne trendy

Zielona rewolucja na rynku nieruchomości komercyjnych trwa już od dobrych kilkunastu lat. Wszystko zaczęło się od stopniowego wzrostu popularności międzynarodowych certyfikatów ekologicznych. W 2009 roku budynek biurowo-logistyczny BorgWarner Turbo Systems Poland jako pierwszy w Polsce uzyskał certyfikat LEED na poziomi Silver, a rok później warszawski biurowiec Trinity Park II wybudowany przez Ghelamco Poland jako pierwszy na polskim rynku otrzymał certyfikat BREEAM. Dziś, po kilkunastu latach dynamicznego rozwoju sektora nieruchomości, certyfikacje są absolutnym rynkowym must-have, a cała branża mocno wkroczyła w czas technologicznej rewolucji.

Sektor nieruchomości musi działać z wyprzedzeniem, przewidując oczekiwania i trendy rynkowe, co pozwoli nam lepiej reagować na tak niespodziewane wydarzenia, jak globalny kryzys energetyczny czy wojna na Ukrainie. Dlatego ważne, aby prace nad aspektami związanymi na przykład ze zmniejszeniem emisyjności i poprawą wydajności energetycznej budynków rozpoczynały się już na etapie projektowania budynków komercyjnych. Przykładem mogą być najnowsze inwestycje biurowe Ghelamco w Warszawie. W budowanych właśnie biurowcach The Bridge i The Vibe zastosowaliśmy beton niskoemisyjny z certyfikatem EPD. Z kolei w Warsaw UNIT wdrożyliśmy nasz autorski system BEMS, który dba o optymalizację energii w całym budynku. Dzięki temu i wielu innym rozwiązaniom technologicznym, średnie zużycie jest w nim blisko o 30% mniejsze niż w porównywalnych tego typu obiektach wysokościowych”, komentuje Jarosław Fiutowski, Członek Zarządu odpowiedzialny za strategię ESG i innowacje w Ghelamco Poland.

Wdrażanie innowacji technologicznych i energetycznych w nieruchomościach może różnić się jednak w zależności od segmentu rynku.

W przypadku logistyki mamy do czynienia z biznesem niskomarżowym, w którym dla najemców kluczowe są przede wszystkim koszty, a udział kosztów zużycia energii w całkowitych kosztach użytkowania nieruchomości jest tu dużo wyższy niż w przypadku innych segmentów rynku, ponieważ poziom czynszów w magazynach jest znacznie niższy. Magazyny pozostają więc w kleszczach dwóch żywiołów – muszą dążyć do jak największej optymalizacji kosztowej, jednocześnie wspierając klientów w obszarze raportowania celów ESG. To wymaga jednak odpowiednich nakładów inwestycyjnych. Obiekty logistyczne w Polsce są nadal stosunkowo młode, w przeciwieństwie do wielu budynków w krajach Europy Zachodniej, ale nie na tyle, aby uwzględniać elementy związane na przykład z montażem fotowoltaiki. Takie działania wiążą się z koniecznością dodatkowych prac związanych między innymi ze wzmocnieniem konstrukcji dachu. Do tego dochodzą kwestie dotyczące wspierania elektromobilności w nieruchomościach magazynowych”, tłumaczy Janusz Gutowski, Managing Partner, Head of Property Management Axi Immo Group.

W starszych nieruchomościach nie bez wyzwań

Jak wynika z raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman&Wakefield „Obsolescence = Opportunity: The next evolution of office space in Europe”, ponad trzy czwarte (76%) budynków biurowych w Europie do 2030 roku może być przestarzała. Jednym z kluczowych czynników ryzyka są minimalne standardy zrównoważonego rozwoju. To tym bardziej ważne, że jak szacuje Cushman&Wakefield, około połowa istniejących zasobów biurowych w Europie ma ponad 30 lat, a tylko 14% zostało wybudowanych lub znacząco zmodernizowanych w ciągu ostatniej dekady.

Mimo, że większość nieruchomości biurowych w Polsce możemy zaliczyć do stosunkowo młodych aktywów, to na rynku zaczyna przybywać budynków, które już teraz wymagają retrofittingu w zakresie zastosowanych tam instalacji czy rodzaju technologii. Tego typu prace prowadzimy już w części portfela CPI Property Group, co jest zadaniem o tyle wymagającym, że są to funkcjonujące, otwarte dla najemców obiekty. Dlatego też wszelkie działania związane z wymianą elewacji, rodzaju oświetlenia, systemów wentylacyjnych czy wdrożenia całkiem nowych rozwiązań technologicznych muszą być starannie planowane, bo nie mogą zakłócać pracy naszych klientów”, mówi Michał Litewnicki, Sustainability & Innovations Manager CPI Property Group.

Szczególnym rodzajem nieruchomości w przypadku retrofittingu są zabytkowe budynki.

W portfelu Citi Handlowy znajduje się zbudowana w połowie XIX wieku pierwsza siedziba Banku Handlowego przy ulicy Traugutta w Warszawie i Pałac Jabłonowskich przy Placu Teatralnym. Oba budynki przechodzą aktualnie gruntowną modernizację, która tylko w przypadku nieruchomości przy Traugutta przełoży się na oszczędność energii rzędu 30-40%”, komentuje Rafał Mateusiak, Dyrektor Departamentu Zarządzania Nieruchomościami Citi Handlowy.

Dodatkowo, jak zauważa Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych PINK, retrofitting nieruchomości biurowych pod kątem optymalizacji kosztów powinien obejmować również analizę wykorzystania powierzchni przez pracowników.

Od 2020 roku wszyscy mamy do czynienia z hybrydowym modelem pracy, który istotnie zmienia obłożenie naszych biur i sposób, w jaki z nich korzystamy. Te czynniki powinny zmotywować pracodawców do przeanalizowania, które powierzchnie biurowe są najbardziej energochłonne vs. to, ilu pracowników z nich faktycznie korzysta i kiedy. To pozwoli na właściwe, bardziej elastyczne zaprogramowanie na przykład systemów odpowiedzialnych za chłodzenie i ogrzewanie naszych biur. Powinniśmy też pamiętać, że wszystkie innowacje wdrażane w nieruchomościach powinny w ogólnym rozrachunku wspierać komfort ich użytkowników. Takie podejście znajduje odzwierciedlenie w wysokim poziomie komercjalizacji obiektu, co w połączeniu z inteligentnym i przemyślanym zarządzaniem kosztami eksploatacyjnymi, przekłada się na zwiększenie wartości budynku”, podsumowuje Agnieszka Jachowicz.

Koniec z papierową korespondencją: e-Urząd Skarbowy obowiązkowy dla spółek, fundacji i stowarzyszeń

Przez system e-Urząd Skarbowy można m.in. uzyskać zaświadczenie o braku zaległości podatkowych. Platforma eliminuje też konieczność obsługi papierowych dokumentów i ułatwia komunikację spółek z urzędami skarbowymi. 23 czerwca 2023 roku korzystanie z tego systemu stało się obowiązkowe dla spółek, fundacji i stowarzyszeń.

System teleinformatyczny e-Urząd Skarbowy został wprowadzony w 2022 roku, w ramach procesu automatyzacji komunikacji podatnika z urzędem skarbowym. Teraz oprócz osób fizycznych mogą korzystać z niego również spółki kapitałowe, czyli spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i akcyjne, a także spółki osobowe, komandytowe oraz fundacje i stowarzyszenia.

Konieczna jest zgoda na elektroniczną komunikację z urzędem

Za pośrednictwem e-Urzędu można otrzymywać i składać pisma do Urzędów Skarbowych i Krajowej Administracji Skarbowej. Aby spółki, fundacje i stowarzyszenia mogły korzystać z platformy, najpierw muszą jednak wyrazić zgodę na prowadzenie korespondencji w formie elektronicznej.

Poprzez e-Urząd można ubiegać się o wydanie zaświadczenia o braku zaległości podatkowych, a dzięki elektronicznemu obiegowi informacji dokument można otrzymać jeszcze tego samego dnia. System ułatwia również komunikację między instytucją a urzędem w przypadku wykrycia błędów w dokumentacji czy wszczęcia kontroli – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Upoważnienie tylko dla osób z numerem PESEL

Warto zaznaczyć, że spółka jako taka nie korzysta bezpośrednio z e-Urzędu. – Pracownicy oraz osoby zasiadające w zarządzie, włączając w to prezesa oraz upoważnionych pracowników spółki, fundacji czy stowarzyszenia, mogą używać platformy w imieniu swojej instytucji, po uzyskaniu odpowiedniego upoważnienia – wskazuje ekspert inFakt.

Instytucje mogą udzielić upoważnienia jednemu lub kilku pracownikom. Otrzymają oni dostęp do e-Urzędu pod warunkiem, że posiadają numer PESEL. Po uwierzytelnieniu konta instytucji w systemie podatki.gov.pl wszystkie dokumenty będą przysyłane wyłącznie w formie elektronicznej, co wyeliminuje konieczność obsługi papierowych formularzy i przyspieszy proces biurokratyczny.

TSUE rozstrzygnął wątpliwości w zakresie opodatkowania VAT usług turystycznych na korzyść przedsiębiorców

Artykuł 306 unijnej dyrektywy VAT należy interpretować tak, że szczególną, preferencyjną procedurą opodatkowania VAT marża dla usług turystyki można objąć odsprzedaż usług noclegowych przedsiębiorcom, mimo że odsprzedaży tej nie towarzyszą żadne usługi dodatkowe. Tak orzekł unijny Trybunał Sprawiedliwości 29 czerwca 2023 r. w sprawie polskiej spółki z o.o., która toczyła swój spór z organem podatkowym od kwietnia 2017 roku.

Usługi turystyki na VAT marża

W art. 119 ustawy o podatku od towarów i usług uregulowana została szczególna procedura opodatkowania świadczenia usług turystyki. W ust. 1 przepis ten przewiduje, że przy wykonywaniu usług turystyki podstawę opodatkowania stanowi kwota marży pomniejszona o kwotę należnego podatku. Marżą jest różnica między kwotą, którą ma zapłacić nabywca usługi, a faktycznymi kosztami poniesionymi przez usługodawcę z tytułu nabycia towarów i usług od innych podatników dla bezpośredniej korzyści turysty. Chodzi w szczególności o koszty transportu, zakwaterowania, wyżywienia i ubezpieczenia. W ust. 7 przewidziano również, że usługi turystyki podlegają 0% stawce VAT jeżeli usługi nabywane od innych podatników dla bezpośredniej korzyści turysty są świadczone poza terytorium Unii Europejskiej.

Odsprzedaż usług noclegowych

W styczniu 2017 r. spółka z o.o. wystąpiła do organu podatkowego o potwierdzenie, że świadczone przez nią usługi turystyki mogą podlegać opodatkowaniu VAT w ramach przewidzianej w art. 119 ustawy o VAT procedurze szczególnej VAT marża. Przedsiębiorca oferował innym przedsiębiorcom możliwość dokonywania rezerwacji usług noclegowych w hotelach oraz innych obiektach o podobnej funkcji znajdujących się na terytorium RP i poza jej granicami. Jednak spółka sama nie posiadała bazy hotelowej, a usługi noclegowe nabywała we własnym imieniu, a następnie odsprzedawała je swoim klientom.

Organ uznał, że spółka jest w błędzie

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w wydanej 3 miesiące później interpretacji podatkowej stwierdził, że świadczonej przez spółkę usługi nie można zakwalifikować jako usługi turystyki w rozumieniu art. 119 ustawy o VAT. Nie stanowi bowiem usługi kompleksowej, obejmującej zespół więcej niż jednego świadczenia. Spółka ogranicza się jedynie do odsprzedaży usługi noclegowej, bez usług towarzyszących, charakterystycznych dla usług turystyki.

Pojedyncza usługa też może być usługą turystyki

Przedsiębiorca wniósł skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, który podzielił stanowisko spółki (wyrok z 16 listopada 2017 r., sygn. akt I SA/Wr 814/17). Sąd oparł się w swoim rozstrzygnięciu m.in. na definicji usług turystycznych w brzmieniu obowiązującym wówczas w ustawie z dnia 29 sierpnia 1997 r. o usługach turystycznych, zgodnie z którą należało pod nią rozumieć „usługi przewodnickie, usługi hotelarskie oraz wszystkie inne usługi świadczone turystom lub odwiedzającym”. Również definicja usługi turystycznej zawarta w unijnej dyrektywie 2015/2302 w sprawie imprez turystycznych i powiązanych usług turystycznych stanowiła, że usługą turystyczną jest m.in. „zakwaterowanie, które nie jest nieodłącznym elementem przewozu pasażerów oraz w celach innych niż pobytowe”. WSA podniósł także, że art. 119 polskiej ustawy o VAT dokonuje implementacji art. 306 unijnej dyrektywy VAT. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 26 kwietnia 2016 r. (sygn. akt I FSK 26/15) powołując się na orzecznictwo TSUE w zakresie art. 306 i 307 unijnej dyrektywy VAT powtórzył za Trybunałem, że usługami turystyki mogą być również pojedyncze usługi świadczone na rzecz turysty, niepołączone z innymi usługami.

Na potrzeby VAT marża usłudze turystyki nie muszą towarzyszyć usługi dodatkowe

Dyrektor KIS zaskarżył rozstrzygnięcie wrocławskiego sądu do NSA. Postanowieniem z 26 sierpnia 2021 r. NSA, mimo że obstawał przy wyrażonym już zdaniu, skierował pytanie prejudycjalne do TSUE argumentując, że wykładnia regulacji art. 306 – 310 dyrektywy VAT dokonana przez unijny Trybunał pozwoliłaby ostatecznie rozwiać wątpliwości co do stosowania tych przepisów również do usług noclegowych sprzedawanych bez świadczeń dodatkowych.

TSUE przypomniał, że celem przedmiotowych uregulowań dyrektywy VAT, ustanawiających procedurę szczególną w tym podatku, było uniknięcie trudności, jakie wynikałyby dla przedsiębiorców ze stosowania ogólnych zasad dyrektywy w zakresie transakcji obejmujących świadczenia nabywane od podmiotów trzecich, ze względu na mnogość i lokalizację świadczonych usług, przepisów dotyczących miejsca opodatkowania, podstawy opodatkowania i odliczenia podatku. Trudności te realnie utrudniałyby prowadzenie tego rodzaju działalności. A wyłączenie usługi z zakresu stosowania art. 306 dyrektywy tylko dlatego, że obejmuje ona jedynie zakwaterowanie, skutkowałoby skomplikowaniem procedury podatkowej. W wydanym 20 czerwca 2023 r. wyroku stwierdził więc, że: „Artykuł 306 dyrektywy (…) należy interpretować w ten sposób, że: świadczenie podatnika polegające na zakupie usług noclegowych od innych podatników i na ich odsprzedaży innym podmiotom prowadzącym działalność gospodarczą jest objęte procedurą szczególną podatku od wartości dodanej mającą zastosowanie do biur podróży, mimo że usługom tym nie towarzyszą usługi dodatkowe.” (sprawa C-108/22, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej przeciwko C. sp. z o.o. w likwidacji).

Podsumowanie

To bardzo ważny wyrok dla przedsiębiorców branży turystycznej i hotelarskiej. Na kanwie tego rozstrzygnięcia unijnego trybunału mogą zrewidować swoje rozliczenia VAT świadczonych usług. Być może więcej firm padło ofiarą niekorzystnej, błędnej interpretacji organów podatkowych.

Postępowanie NSA nadal jest zawieszone w oparciu o postanowienie I FSK 329/18 i wkrótce należy się spodziewać końcowego rozstrzygnięcia w tej sprawie.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Rynki na razie bez zdecydowanej tendencji

Na Wall Street po wczorajszej publikacji danych o CPI (roczna dynamika CPI drugi miesiąc z rzędu w górę do 3,7 proc., roczna dynamika bazowego CPI najniżej od prawie 2 lat na poziomie 4,3 proc.) brak było wczoraj jakiejś dominującej tendencji (S&P 500 +0,12 proc., DJIA -0,2 proc., Nasdaq 100 +0,38 proc.). Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy notowały minimalne wzrosty (S&P 500 +0,15 proc.). Na giełdach Azji i Oceanii przeważały w czwartek zwyżki. Japoński Nikkei 225 (1,41 proc.) był dziś najwyżej od tygodnia, a australijski All Ordinaries wzrósł o 0,5 proc.

W Europie dla odmiany dzień rozpoczął się niewielkimi zniżkami (DAX -0,33 proc., CAC 40 -0,43 proc.).

Na GPW początek czwartkowej sesji przyniósł niewielkie wzrosty (WIG-20 +0,27 proc.). Najwyższy kurs w historii osiągnęła cena akcji PZU, zaś najniżej w swej historii były notowania akcji Pepco Group NV. Wśród składowych mWIG-u 40 aż o ponad 21 proc. drożały dziś rano akcje Ciechu osiągając swój najwyższy poziom od 7 lat. Wczoraj KI Chemistry zaprosiło do sprzedaży do 11.752.018 akcji spółki, po 54,25 zł za papier. Najniżej od ponad rok był kurs akcji Bumechu. Jeśli chodzi o akcje tworzące sWIG-80, to swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś notowania spółek AB i Grupa Ambra.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA lekko dziś rano rosła (4,26 proc. ok. godz. 10:30). Powyżej poziomu 5,6 proc. utrzymywała się rentowność 10-latek polskiego rządu. Najwyżej od ponad roku była rentowność 10-latek rządu Turcji.

Kurs EUR/USD był dziś rano stabilny (+0,08 proc.), podobnie jak notowania amerykańskiego dolara do japońskiego jena (-0,02 proc.). Swój historyczny rekord zaliczył dziś kurs amerykańskiego dolara względem tureckiej liry.

Po wczorajszym silnym umocnieniu złotego, o którym spekulowano, że było spowodowane interwencją NBP na rynku walutowy, dziś rano polski złoty minimalnie słabł (EUR/PLN +0,16 proc., USD/PLN 0,07 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara próbował dziś wyjść na swe 2-tygodniowe maksimum (+0,32 proc. ok. godz. 10:30).

Ceny kontraktów na ropę naftową notowanych na NYMEX-ie i ICE, które wczoraj osiągnęły swe najwyższe od listopada ub.r. poziomy, ale zakończyły dzień niewielkimi spadkami, dziś ponownie wznowiły próbę zwyżki (WTI +0,92 proc., Brent +0,84 proc. ok. godz. 10:15). Kurs kontraktu na gaz ziemny na NYMEX-ie rósł dziś rano po wczorajszym spadku o 1,83 proc. Na rynku metali taniały dziś rano złoto (-0,29 proc.), srebro (-1,72 proc.) i platyna (-0,39 proc.), natomiast rosły ceny palladu (+0,26 proc.) i miedzi (+0,56 proc.). Cena kontraktów na kakao notowanych na ICE była wczoraj już o krok od poziomu swego szczytu z 2011 roku. Dziś rano lekko drożały soja, cukier i bawełna, natomiast taniała pszenica, która 2 dni temu zaliczyła swój najniższy poziom ceny od końca 2020 roku.

Autor: Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Trudne decyzje EBC, inflacja czy wzrost gospodarczy

Posiedzenie banku centralnego strefy euro najważniejszym punktem dnia. Inflacja w USA wyższa od prognoz, czy oznacza to kontynuację zacieśniania monetarnego? Krajowa waluta odrobiła część strat, pomaga osłabienie dolara amerykańskiego na szerokim rynku.

EBC decyduje

Dzisiaj uwaga inwestorów będzie skupiona na tym, co zdecydują decydenci polityki monetarnej ze strefy euro. Tym bardziej, że zdania są podzielone, co może dzisiaj się wydarzyć. Z jednej strony EBC zapowiadał walkę z inflacją do momentu, aż zejdzie do zakładanego celu, z drugiej pogarszająca się sytuacja gospodarcza w tym Niemiec musi odbić swoje piętno. Szansa na ruch o 25 pkt bazowych wynosi 70%, to dużo, ale nadal pozostawia pole do zaskoczenia i np. brak ruchu dzisiaj. Europejski Bank Centralny niejednokrotnie pokazywał w przeszłości, że równie mocno co o ceny martwi się perspektywami wzrostu gospodarczego. Czy więc zaryzykuje dzisiaj i podejmie dalsze kroki zacieśniania? Można wątpić, uniknięcie recesji jednak jest pokusą, której trudno się oprzeć. Tym bardziej że sytuacja gospodarcza na naszym kontynencie wygląda coraz gorzej, a niemal wszystkie wskaźniki dają marny obraz, sygnalizujący prostą linię do wspomnianego załamania gospodarczego, czyli recesji. Brak zmian na stopach dzisiaj zdecydowanie mogłoby dać pozytywny impuls. Jeśli chodzi o notowania EUR/USD to widzimy delikatny ruch w górę w okolice 1,0750, co może sygnalizować, że inwestorzy jednak liczą na jastrzębie sygnały. Decyzję poznamy o 14.15, konferencja prasowa pani prezes EBC 30 minut później.

Inflacyjne sygnały alarmowe

Wczoraj rynkiem rządziła publikacja inflacji z USA, która zaskoczyła wyższymi wartościami, aniżeli mówiły prognozy. Wzrósł wskaźnik CPI za sierpień do poziomu 3,7% r/r przy poprzednim odczycie 3,2%. Decydentów z Fed na pewno może zmartwić wzrost wartości bazowego CPI w relacji m/m, który wzrósł o 0,3% przy prognozach na poziomie 0,2%. To sygnał, że walka z inflacją nadal trwa, a ostatnie spadki nie rozwiązują problemu, tym bardziej przy tak rosnących cenach ropy naftowej. W przypadku decyzji Fed to rynek jest przekonany, że we wrześniu na posiedzeniu nie zobaczymy zmian w polityce monetarnej. Jeśli chodzi o kolejne spotkanie w listopadzie, to już analitycy mają ból głowy, bo szanse na wzrost stopy procentowej o 25 pkt bazowych wzrósł już do poziomu 42% po wczorajszych wskazaniach inflacji. Co ciekawe, dla USD publikacje CPI nie miały, aż tak wielkiego znaczenia, gdyż inwestorzy ustawiają się już pod posiedzenie EBC.

Odbicie z pomocą NBP?

Nieco lepiej wygląda sytuacja krajowej waluty, która wczoraj zaliczyła zdecydowany dzień odreagowania ostatnich spadków. Sporo się o tym mówi, że „kroplówkę” podał NBP i wsparł PLN na rynku. I trzeba oddać, moment był naprawdę idealny, jeśli tak było, gdyż panika i emocje po cięciu stóp aż o 75 pkt bazowych minęło, a też inwestorzy wpadli w fazę wyczekiwania na posiedzenie EBC. Niemniej jednak oficjalnej wiadomości nie było, choć nasz bank centralny sygnalizował taką możliwość w komunikacie po decyzji. EUR/PLN i USD/PLN zaliczyło dość spore spadki odpowiednio o 7 i 8 groszy, co jak na krótki czas takiego ruchu może robić wrażenie. Nadal jednak nie można mówić o wyjściu z kłopotów, bo oczekiwania co do dalszych obniżek stóp w Polsce (mowa o spadku głównej stopy od 75 pkt do 100 do końca roku) po prostu źle wróżą naszym aktywom. Niemniej jednak w krótkim terminie złoty może złapać wiatr, tym bardziej, jeśli zrealizuje się scenariusz podwyżki stóp przez EBC dzisiaj i będzie możliwe umocnienie euro do dolara na głównej parze walutowej świata.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Lexus w Polsce: 50 tys. sprzedanych aut, NX najpopularniejszy

  • Od początku działalności Lexusa w Polsce sprzedano już 50 381 aut marki
  • Dynamiczny rozwój marki w ostatnich pięciu latach. 30 tys. sprzedanych aut
  • Lexus NX najpopularniejszym modelem
  • 64% wszystkich sprzedanych Lexusów w Polsce miało napęd hybrydowy

Globalna historia Lexusa rozpoczęła się w 1989 roku wraz z debiutem modelu LS. W Polsce marka oficjalnie pojawiła się w 1997 roku, a pierwszym oferowanym na naszym rynku modelem był sedan GS. Od tamtej pory Lexus stale rozbudowuje sieć sprzedaży, która liczy już 19 obiektów, i stał się jednym z najważniejszych graczy w klasie premium. Przez 26 lat sprzedano w Polsce 50 381 Lexusów, a szczególnie dynamiczny rozwój zauważalny jest w ostatnich pięciu latach. W 2018 roku marka świętowała 20 tys. sprzedanych aut, w ciągu kolejnych niespełna 60 miesięcy ten wynik poprawiono o ponad 30 tys. egzemplarzy.

„Lexus od lat jest wyborem dla osób szukających aut premium spoza niemieckich marek. Gwarantuje unikalny styl, doskonałą jakość wnętrza oraz technologię hybrydową dla każdego modelu. I to właśnie napędy zelektryfikowane (hybrydy, hybrydy plug-in oraz wkraczające bateryjne auta elektryczne) stanowią o sile Lexusa. Dzięki hybrydom Lexusy mają mocne osiągi, zachowując umiarkowane zużycie paliwa. Do tego są wybitnie niezawodne. A to w połączeniu z wysoko ocenianą siecią salonów i serwisów Lexusa powoduje, że także auta używane są bardzo poszukiwane na rynku i długo utrzymują wysoką wartość. Lexus nigdy nie będzie aspirował do pozycji numer jeden w liczbie sprzedanych aut, ale zdecydowanie chce być takim liderem w obszarze obsługi salonowo-serwisowej i zawsze oferować samochody w najwyższej możliwej jakości wykonania. Bo Lexusy to auta na lata, a nawet dekady” – mówi Robert Mularczyk, PR Senior Manager, Toyota & Lexus Central Europe.

Najpopularniejszym Lexusem w Polsce jest model NX. Od 2014 roku, gdy ten SUV trafił do oferty, sprzedano już 16 936 egzemplarzy obu generacji auta. Drugim najczęściej wybieranym samochodem marki jest RX (10 tys. egzemplarzy), który w naszym kraju oferowany jest od 2000 roku. Ogromny sukces odniósł też model UX. Crossover z segmentu C-SUV Premium zadebiutował w 2019 roku i w niespełna cztery lata sprzedano 6,5 tys. aut.

Hybrydy napędzają sprzedaż Lexusa w Polsce

64% wszystkich sprzedanych w Polsce Lexusów to hybrydy. Ten rodzaj napędu zadebiutował w 2005 roku wraz z premierą modelu RX 400h. Od tamtej pory sprzedano już 32 072 zelektryfikowane auta, z czego ponad jedną trzecia stanowi model NX.

Obecnie Lexus oferuje auta z niskoemisyjnym napędem hybrydowym w niemal wszystkich segmentach – od crossoverów (LBX i UX), przez SUV-y (NX i RX) i eleganckie limuzyny (ES i LS), a także w stylowym aucie sportowym (LC 500h) oraz w ekskluzywnym vanie (LM). W 2023 roku hybrydy stanowią już 87,4% wszystkich sprzedawanych w Polsce Lexusów. Od początku roku klienci kupili 2595 egzemplarzy modelu NX z klasyczną hybrydą lub hybrydą plug-in, 1356 RX-ów, który obecnie oferowany jest z trzema rodzajami hybrydy, oraz 1068 UX-ów.

Columna Medica: kompleksowa regeneracja dla ciała i ducha

Ponad 80% Polaków jest wyczerpanych i nie ma wigoru do realizacji swoich pasji, samorozwoju czy spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi. 70% respondentów trudno odnaleźć ulgę i zregenerować się w wolnym czasie, jak wskazują najnowsze dane Human Power. Wzrasta liczba menedżerów, którzy poszukują relaksu w weekendy zarówno dla ciała, jak i dla ducha.

Relaks w otoczeniu natury, odprężenie fizyczne i umysłowe to główne czynniki wpływające na dobre samopoczucie pracujących w Polsce – zauważa Damian Danielski, fizjoterapeuta z kliniki i hotelu Columna Medica, specjalista od terapii regeneracyjnej.

Aż 73% ankietowanych potwierdza, że łatwo wpada w złość, irytuje się czy ma mniej cierpliwości. Na poziom zmęczenia wpływają różne czynniki. Najczęściej nakładają się na siebie czynniki indywidualne, kulturowe i te wynikające ze środowiska pracy. Wielu zapracowanych menedżerów poszukuje pomocy w wysoce specjalistycznych klinikach za granicą. Tymczasem okazuje się, że w Polsce powstaje coraz więcej prywatnych ośrodków regeneracji, które nie tylko dorównują zachodnim placówkom, ale często wyprzedzają je poziomem kadry i sprzętu.

Ośrodki i usługi są wielokrotnie tańsze, zarówno w zakresie usług ambulatoryjnych, jak i pobytowych o najwyższych standardach. Jednym z przykładów nowoczesnego ośrodka jest Columna Medica, klinika regeneracji położona w centralnej Polsce, koło Łodzi. O wysokim poziomie polskiej przekonali się już pacjenci m.in. z Niemiec, Francji czy z Izraela, którzy odbywają długie programy regeneracji i rehabilitacji.

Na miejscu zmęczeni menedżerowie mogą również rozwiązać inny problem – bólu kręgosłupa, będący efektem wymuszonej, stałej pozycji w pracy, obciążającej kręgosłup i prowadzącej do trwałych uszkodzeń.  W klinice nie brakuje polskich autorytetów w dziedzinie neurochirurgii takich jak Prof. D. Jaskólski, wybitny polski neurochirurg, specjalizujący się w zabiegach u pacjentów z urazami głowy i kręgosłupa, guzami mózgu. Z kliniką od dawna współpracuje również Dr Bartosz Bryszewski na co dzień pracujący na Oddziale Klinicznym Neurochirurgii i Onkologii Centralnego Układu Nerwowego UM w Łodzi. Każdy przewlekły ból pleców, stawów czy mięśni wymaga kompleksowej diagnostyki i terapii. Pozwala to nie tylko obniżyć koszty leczenia, ale przede wszystkim ograniczyć zasięg interwencji i w wielu przypadkach uniknąć skomplikowanych zabiegów chirurgicznych – podkreślają specjaliści łódzkiego ośrodka.

Regeneracja to nie tylko odprężenia dla ciała, lecz duszy. W ośrodku prowadzone są zajęcia jogi, QiGonga, aquarobiku w wodzie , ćwiczeń fizycznych pod okiem fizjoterapeutów i profesjonalnych trenerów. Ale odpoczynek to również kulinarna przygoda, którą zapewnia zespół pod wodzą szefa kuchni Marcina Stasiaka.

Klinika oferuje pomoc najlepszych specjalistów rehabilitacji i terapeutów.  można również skorzystać z bogatej oferty kosmetycznej oraz z zabiegów medycyny estetycznej. Hotel doskonale łączy charakter medyczny z relaksacyjnym, a wszystko tutaj jest doskonale przemyślane, od najmniejszego detalu wnętrz aż po bogate pakiety pobytowe.

Miliardy wciąż krążą na lewych fakturach. W I półroczu br. fiskus ujawnił blisko 70 tys. takich dokumentów

Według danych Ministerstwa Finansów, w pierwszej połowie br. liczba wykrytych fikcyjnych faktur spadła o ponad 26% w porównaniu z analogicznym okresem 2022 roku. W opinii ekspertów, mogły o tym zadecydować różne czynniki, w tym narzędzia informatyczne fiskusa oraz rosnąca świadomość przedsiębiorców. Z kolei kwota brutto wynikająca z tego procederu wyniosła blisko 3,5 mld zł. Rok wcześniej była o prawie 1,5 mld zł większa. Spadek rdr. jest na poziomie blisko 30%. Komentując te dane, część ekspertów mówi, że nie spodziewa się w najbliższej przyszłości wzrostu popularności takich oszustw. Ale nie brakuje też opinii, że luka VAT rośnie, a trend spadkowy fikcyjnych faktur ulegnie zahamowaniu lub nawet zatrzymaniu.

Dwucyfrowy spadek wykrywalności

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w pierwszej połowie br. w toku kontroli prowadzonych przez organy KAS wykryto przeszło 69,3 tys. fikcyjnych faktur. To o 26,5% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. Wówczas takich przypadków stwierdzono nieco ponad 94,3 tys. Według dr. Sławomira Dudka, głównego ekonomisty Instytutu Finansów Publicznych, a także byłego dyrektora Departamentu Polityki Makroekonomicznej Ministerstwa Finansów, spadek ten może być uwarunkowany wieloma czynnikami. Po pierwsze, mamy recesję w przemyśle i konsumpcji, również PKB zaliczył mocne hamowanie. Zmniejsza się aktywność ekonomiczna, a tym samym liczba wystawionych faktur legalnych i fikcyjnych. Po drugie, zdaniem eksperta, działają wprowadzone rozwiązania, np. JPK. One zostały wymyślone jeszcze za poprzednich rządów, czego być może już niektórzy nie pamiętają.

– Mniej wykrytych fikcyjnych faktur może być efektem spadku zjawiska ich wystawiania wobec rosnącej świadomości przedsiębiorców o skuteczności działań fiskusa. Byłoby to najbardziej pożądane. Możliwe są też inne przyczyny. Władze podatkowe mogły zmniejszyć wysiłki mające na celu wykrywanie tego typu oszustw. Ewentualnie podatnicy zaczęli stosować nowe metody zmniejszające szanse wykrycia takich faktur – komentuje Stefan Kawalec, prezes Capital Strategy, były wiceminister finansów.

Z kolei Jerzy Martini, doradca podatkowy z Kancelarii MartiniTAX, zwraca uwagę na narzędzia informatyczne fiskusa. Dzięki nim wykrycie nieprawidłowości jest dużo łatwiejsze niż kiedyś. To może zniechęcić zarówno wystawców, jak i nabywców takich faktur. Według eksperta specjalizującego się w podatku VAT, rośnie też świadomość ryzyka wśród potencjalnych klientów. Kiedy wykryta zostanie pusta faktura, skarbówka może łatwo zweryfikować wszystkich kontrahentów podmiotu, który ją wystawił. Dotyczy to zwłaszcza osób, które ogłaszają publicznie taką „usługę”. Wystarczy zakup kontrolowany ze strony urzędnika KAS i analiza rejestru sprzedaży takiego podmiotu, żeby w krąg zainteresowania fiskusa trafili wszyscy nabywający puste faktury od niego.

– Organy podatkowe mogły zajmować się innymi tematami lub realizować kontrole w innych zakresach. Nie jest wykluczone, że wpływ na zmniejszenie ilości wykrytych pustych faktur wynika z korzystnego dla podatników orzecznictwa i wygranych przez nich spraw przed sądami administracyjnymi. Z doświadczenia wiemy, że często wykazane w statystykach postępowania dotyczące pustych faktur nie są do końca jasne. Urzędy czasem kwestionują wystawione dokumenty, pomimo tego, że transakcje miały rzeczywisty przebieg. Podatnicy wówczas muszą dochodzić swoich praw przed sądem – zaznacza Natalia Stoch-Mika, doradca podatkowy z Kancelarii NSM LEGAL & TAX.

Miliardy złotych pod lupą fiskusa

Według danych Ministerstwa Finansów, 3,44 mld zł wyniosła kwota brutto wynikająca z fikcyjnych faktur wykrytych przez organy KAS w I poł. 2023 roku. To o 29,5% mniej niż w analogicznym okresie 2022 roku, kiedy było to 4,88 mld zł. Jak informuje resort, spadek wartości brutto prawdopodobnie związany jest z przyjmowaniem przez nieuczciwych przedsiębiorców założenia, że mniejsze wartości na fakturach będzie łatwiej ukryć.

– Możliwe jest, że oszuści coraz częściej operują na mniejszych kwotach lub angażują większą liczbę podmiotów. Fiskus też ma ograniczone pole działania i zasoby kadrowe do weryfikacji wszystkich dokonywanych przez podatników transakcji. Całkiem prawdopodobne jest, że organy podatkowe w pierwszej kolejności zajmują się transakcjami o znacznych wartościach, pozostawiając te mniejsze – mówi Natalia Stoch-Mika.

Z kolei Stefan Kawalec szacuje, że ubytek dochodów podatkowych z tytułu fikcyjnych faktur wykrywanych przez skarbówkę to ok. 2 mld zł rocznie. Do tych orientacyjnych wyliczeń ekspert, wobec braku szczegółowych danych, hipotetycznie założył, że średnia stawka VAT na ww. fakturach wyniosła 20%, a średnia stawka CIT płacona przez ich wystawców – 14%. Powyższa kwota stanowi ok. 0,7% łącznych dochodów z obu danin, a także 0,07% PKB. Ona nie jest wielka, lecz może być wierzchołkiem góry lodowej. Były wiceminister finansów nie potrafi ocenić, jaki fragment tej góry lodowej ukryty jest pod powierzchnią wody, tzn. jaka część fikcyjnych faktur pozostaje niewykryta przez fiskusa.

– Warto byłoby odnieść fikcyjne faktury do ogólnej liczby tego typu dokumentów. Ten parametr powinien być celem fiskusa. Jeżeli relatywnie w obrocie gospodarczym spada udział faktur fikcyjnych, to z perspektywy dochodów budżetowych jest to pozytywne. Ale jeśli zmniejsza się liczba faktur, bo w ogóle spada aktywność gospodarcza i mniej faktur w gospodarce jest wystawianych, to jest oznaką recesji. Dla budżetu oczywiście dobrze byłoby, żeby ten trend obiektywnego spadku udziału ww. faktur był utrzymany i trwały – analizuje dr Dudek.

Trend ulegnie zatrzymaniu?

Jerzy Martini nie spodziewa się w najbliższej przyszłości wzrostu popularności pustych faktur. Świadomość podatkowa przedsiębiorców w Polsce rośnie, podobnie jak wiedza o coraz lepszych narzędziach i możliwościach fiskusa. Według eksperta, ten trend będzie się jeszcze pogłębiał. Od lipca 2024 roku ma przecież wejść KSeF. Stosowanie faktur ustrukturyzowanych da fiskusowi jeszcze więcej informacji o transakcjach. To spowoduje, że oszustwa będą jeszcze bardziej ryzykowne.

– Napływające dane dotyczące dochodów z podatków VAT są bardzo słabe. Pierwotnie rząd zakładał wpływy z tego tytułu w br. na poziomie 286,3 mld zł. Niedawno prezydent popisał nowelizację, gdzie skorygowano to do 272,9 mld zł. Teraz mamy kolejną korektę – do 259,6 mld zł. Łącznie dochody z VAT są gorsze o 27 mld zł od pierwotnie planowanych. A i to jest optymistyczne, bo w drugiej połowie roku VAT musi rosnąć w każdym miesiącu o 18% rdr. Przy recesji w konsumpcji to jest mało prawdopodobne. Moim zdaniem, luka VAT rośnie. Jest więc bardzo prawdopodobne, że trend spadkowy fikcyjnych faktur ulegnie zahamowaniu lub nawet zatrzymaniu – dodaje ekspert z Instytutu Finansów Publicznych.

Jak stwierdza Jerzy Martini, proceder związany z wystawianiem pustych faktur może jeszcze funkcjonować w zamkniętym kręgu zaufanych przedsiębiorców. Ale i tu ryzyko jest bardzo duże. Wystarczy jeden, który wyłamie się, ewentualnie niezadowolony pracownik złoży donos. Zaangażowanie się w tego typu interesy to obecnie niemalże rosyjska ruletka. Natomiast Natalia Stoch-Mika zaznacza, że wiele zależeć będzie od zasobów fiskusa, a także wdrażanych przez resort programów i systemów do wykrywania oszustw. Jeśli transakcji o znacznych wartościach będzie coraz mniej, wówczas prawdopodobnie kontrole zaczną obejmować także te mniejsze.

– Kwestia fikcyjnych faktur jest zjawiskiem wymagającym przeciwdziałania i monitorowania. Dobrze, że Ministerstwo Finansów zajmuje się tą sprawą i informuje o efektach swoich działań. Należałoby postulować, aby resort podawał szacunki ubytku dochodów podatkowych z wykrytych fikcyjnych faktur, w okresach rocznych. Do tego dochodzi kwestia przeprowadzenia przez ministerstwo, ewentualnie zlecenia tego zewnętrznym ośrodkom, badań i szacunków, jaki procent fikcyjnych faktur w ogóle jest wykrywany przez fiskusa – podsumowuje Stefan Kawalec, były wiceminister finansów.

Branża mody i dóbr luksusowych odporna na kryzys

Branża mody i dóbr luksusowych, mimo trudnych warunków ekonomicznych i geopolitycznych, wciąż jest atrakcyjnym celem dla inwestorów. Jak wynika z raportu Global Fashion & Luxury Private Equity and Investors Survey 2023, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w ub. roku przeprowadzono łącznie 292 transakcje fuzji i przejęć w tym sektorze, z czego ponad 40 proc. dotyczyło sektora osobistych dóbr luksusowych. Procesy akwizycyjne o największej wartości był z kolei domeną producentów luksusowych samochodów.

W raporcie firmy Deloitte, obok podsumowania wartości branży mody i dóbr luksusowych (Fashion & Luxury), znalazła się też analiza transakcji fuzji i przejęć (M&A) dokonanych w tym sektorze w 2022 r. W ubiegłym roku doszło tam do 292 transakcji, co oznacza wzrost o 2,7 proc. w porównaniu z rokiem 2021.

Co ciekawe, niższym zainteresowaniem cieszyły się spółki z sektora osobistych dóbr luksusowych, a liczba transakcji spadła w tym obszarze o 20 proc. r/r. Stanowiły one jednak około 43 proc. wszystkich umów. Jednocześnie, więcej transakcji zostało przeprowadzonych w branży luksusowych hoteli, bo ich liczba zwiększyła się o 20 proc. w stosunku do poprzedniego roku, stanowiąc 34 proc. całości. Najwięcej umów M&A, podobnie jak w poprzednich latach, sfinalizowano w Europie (61 proc.) oraz Ameryce Północnej (21 proc.) – mówi Michał Tokarski, partner zarządzający działem doradztwa finansowego Deloitte.

Transakcje o najwyższej wartości dotyczyły producentów luksusowych aut

W minionym roku średnia wartość transakcji fuzji i przejęć w całym sektorze F&L wyniosła 564 mln dol., co daje spadek aż o 69 proc. w porównaniu z 2021 r., który był rekordowy pod tym względem. Średnia wartość transakcji w kategorii osobistych dóbr luksusowych wyniosła 1 mld dolarów w 2022 r. Transakcją o największej wartości był w omawianym okresie zakup szwajcarskiego producenta perfum Firmenich przez Royal DSM za 20,6 mld dolarów.

Co ciekawe, transakcji o najwyższej średniej wartości w 2022 r. dokonano w sektorze motoryzacyjnym (średnio prawie 3 mld dolarów), a na drugim miejscu znalazła się branża odzieżowa (średnio 1,5 mld dolarów) i kosmetyczna (średnio 1,45 mld dolarów). Transakcje o najmniejszej średniej wartości przeprowadzano w sektorze restauracyjnym (52 mln dolarów).

Branża odporna na inflację

W 2022 r. liczba transakcji przeprowadzanych przez inwestorów strategicznych wzrosła o 21 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Większość transakcji w branży, bo aż 51 proc., została jednak przeprowadzona przez inwestorów finansowych, z których aż 28 proc. stanowiły podmioty z branży Private Equity.

Po pandemii, której skutki odczuwane są do dziś, obecnie na pierwszy plan wybija się niepewność makroekonomiczna, inflacja i wojna w Ukrainie. – Zdaniem inwestorów z funduszy private equity te zjawiska mają wpływ na działalność wielu sektorów, w tym również dobra luksusowe. Jednak pomimo trudnej konfiguracji czynników zewnętrznych, respondenci w dalszym ciągu prognozują dobrą koniunkturę dla tej branży, szczególnie jeżeli chodzi o osobiste dobra luksusowe i hotele. Zdaniem inwestorów są to kategorie, która mają szansę na największy wzrost przychodów i zysków w ciągu najbliższych trzech lat – mówi Arkadiusz Strasz, partner w dziale Doradztwa Finansowego Deloitte, M&A Transaction Services.

Rosnąca presja inflacyjna jest jednym z kluczowych negatywnych skutków dla podmiotów z branży dóbr luksusowych. Inwestorzy skupiają swoją uwagę na sektorach wykazujących wobec niej najwyższy poziom odporności. Jak wynika z badania, zegarki i biżuteria (30 proc.) to w oczach ankietowanych kategoria, która najlepiej radzi sobie z rosnącymi cenami. Z kolei za najmniej odporny uchodzi sektor samochodów luksusowych (4 proc.). Większość inwestorów (55 proc.) uważa, że połączenie wzrostu przychodów i redukcji kosztów to działanie, które powinny podjąć przedsiębiorstwa, by skutecznie walczyć z inflacją.

W strategiach wciąż widać wpływ pandemii

W raporcie znajdziemy również podsumowanie wyników ankiety, w której udział wzięli inwestorzy z branży mody i dóbr luksusowych, w tym przedstawiciele funduszy Private Equity. Zapytani o postrzeganie skutków ekonomicznych i geopolitycznych, które mają wpływ na sektor dóbr luksusowych oraz strategie inwestycyjne na bieżący rok wskazali oni, że kluczowymi czynnikami dla rozwoju ich spółek mają być m.in. internacjonalizacja oraz rozwój nowych kategorii produktów.

Pandemia poważnie wpłynęła na branżę mody i luksusu. W sektorach, które mogły się pochwalić najszybszym finansowym odbiciem w 2022 r. są kosmetyki i perfumy, meble oraz odzież i akcesoria. W 2023 r. znaczące ożywienie odnotują za to branże hoteli (28 proc.) i restauracji (21 proc.).

Jednym ze skutków pandemii była inwestycja w rozwój kanałów sprzedaży online. Niemal 80 proc. inwestorów oczekuje się, że trend ten będzie kontynuowany. Ich zdaniem internacjonalizacja (71 proc.) i wprowadzanie nowych kategorii produktów (43 proc.) to główne dźwignie strategiczne wykorzystywane przez sektor dóbr luksusowych, aby zwiększyć wartość swoich aktywów w tym roku.

Rynek osobistych dóbr luksusowych nadal pozostaje atrakcyjnym celem dla inwestorów – tak uważa ponad 80 proc. uczestników naszego badania. Prawie dwie trzecie respondentów za najciekawszy biznesowo sektor uznało kosmetyki i perfumy, a 50 proc. meble oraz produkcję odzieży i akcesoriów. Jedna trzecia wskazała zegarki i biżuterię. Osobiste dobra luksusowe są wciąż najbardziej atrakcyjne dla inwestorów, zarówno tych, którzy są już obecni w tym sektorze, jak również dla wielu, którzy obecnie przygotowują się do ewentualnych inwestycji – mówi Michał Tokarski.

Bardziej atrakcyjne mniejsze podmioty

Zgodnie z raportem dwie trzecie ankietowanych wyraża chęć inwestowania w małe firmy o obrocie do 50 mln dol. – to o 10 proc. więcej w ujęciu rok do roku. Natomiast 31 proc. jest zainteresowanych inwestycjami w przedsiębiorstwa średniej wielkości o przychodach w przedziale 50-250 mln dolarów i w tym przypadku jest to spadek o 7,2 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Tylko 3 proc. badanych wskazało na możliwość inwestycji w firmy z obrotem powyżej 250 mln dolarów – o 2,4 proc. mniej w stosunku do roku 2022. Aż 66 proc. ankietowanych przez Deloitte inwestorów ocenia, że stopa zwrotu z inwestycji w firmy związane z dobrami luksusowymi wyniesie między 21 a 30 proc. Jedynie 7 proc. pytanych uważa, że zwrot z inwestycji będzie większy niż 30 proc.

Zasady ESG najrzadziej stosowanymi zasadami ładu korporacyjnego spółek giełdowych

Tylko 16 firm deklaruje stosowanie wszystkich zasad DPSN 2021 (Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021) związanych z zagadnieniami zrównoważonego rozwoju. Tylko 10% badanych spółek deklaruje przyjęcie polityki różnorodności. Jest to najrzadziej stosowana zasada. 67% spółek giełdowych nie uwzględnia kwestii środowiskowych, a 58% kwestii społecznych w swojej strategii biznesowej. W stosowaniu Dobrych Praktyk najlepiej radzą sobie największe i najbardziej płynne spółki – w tym przede wszystkim z WIG20. Główną przyczyną mającą wpływ na zmianę w podejściu spółek do zrównoważonego rozwoju są regulacje – wynika z analizy PwC Polska dotyczącej stosowania zasad zrównoważonego rozwoju zawartych DPSN 2021.

Zasady Dobrych Praktyk obejmują sześć obszarów tematycznych: polityka informacyjna, zarząd i rada nadzorcza, systemy i funkcje wewnętrzne, walne zgromadzenie i relacje z akcjonariuszami, konflikt interesów i transakcje z podmiotami powiązanymi oraz wynagrodzenia. DPSN 2021 to wymogi ujawniania informacji, nie nakazują wdrożenia zasad, natomiast zobowiązują do publikowania informacji na temat poziomu ich stosowania w raportach EBI oraz w rocznych raportach okresowych. Informacje podlegają zasadzie comply or explain (spółka powinna wskazać w raporcie czy daną zasadę stosuje czy nie, a jeśli zasada nie jest stosowana wymagane jest podanie przyczyn takiej decyzji). Dobre Praktyki chronią prawa akcjonariuszy, zwiększają transparentność i podnoszą jakość komunikacji spółek giełdowych.

W ramach Dobrych Praktyk uwzględniono najnowsze trendy z obszaru corporate governance, w tym te obejmujące kwestie zrównoważonego rozwoju. Odniesienia do kwestii ESG występują w większości rozdziałów zasad DPSN 2021, jednak zasadami, które bezpośrednio i w sposób szczególny odwołują się do działań ESG są te dotyczące: uwzględniania kwestii zrównoważonego rozwoju w strategii spółek, informowania inwestorów o założeniach i miernikach strategii, zasad wynagrodzeń zarządu i kluczowych menedżerów oraz polityki różnorodności (łącznie dziewięć zasad). Wyniki analizy PwC Polska dotyczącej stosowania zasad ESG zawartych Dobrych Praktykach wskazują, że zrównoważony rozwój nie jest jeszcze dla polskich spółek giełdowych kwestią strategiczną. Zasady ESG są najrzadziej stosowanymi zasadami ze wszystkich zasad Dobrych Praktyk. Na 10 zasad o najniższym współczynniku COMPLY, 7 zasad związanych jest z kwestiami ESG. Patrząc szczegółowo na poszczególne zasady i zaczynając od opracowania strategii biznesowej:  tylko jedna na trzy spółki bierze pod uwagę zagadnienia związane ze środowiskiem w swoich planach strategicznych. Zagadnienia społeczne i pracownicze są uwzględniane w strategiach spółek nieco częściej (42%) niż kwestie środowiskowe, jednak nadal nie jest to wynik satysfakcjonujący. W odniesieniu do czynników środowiskowych (w tym kwestii klimatycznych), dominuje przekonanie, iż mają one znikomy wpływ i znaczenie dla działalności firmy. Wielokrotnie pojawia się argument pracy typowo biurowej pozbawionej, zdaniem spółek, powiązań z czynnikami ESG. W przypadku zagadnień społecznych i pracowniczych, firmy podkreślają, że uważają ten obszar za istotny, jednak nie był on do tej pory postrzegany jako punkt ściśle biznesowy (tj. dotyczący działań strategicznych). W wyjaśnieniach, spółki zwracają również uwagę na brak obowiązku regulacyjnego dotyczącego uwzględniania zrównoważonego rozwoju w strategii.

“ESG to szerokie pojęcie, które obejmuje swoim zakresem tematykę społeczną, środowiskową, a także ładu korporacyjnego. Jest ono związane zarówno z oceną wpływu firmy na otoczenie (np. zanieczyszczanie środowiska, wpływ na społeczności lokalne), ale także analizą tego jak to otoczenie (np. rynek pracy, wyczerpujące się zasoby, uzależnienie od zasobów, zmieniające się oczekiwania kontrahentów czy klientów) może oddziaływać na funkcjonowanie biznesu. Wdrożenie elementów ESG do działalności firmy ma bezpośrednie przełożenie na dane finansowe, np. bardziej efektywne korzystanie z surowców, czy przyciąganie do firmy najlepszych kandydatów może wpłynąć pozytywnie na wypracowywane przychody przedsiębiorstwa. Ocena działalności pod kątem zrównoważonego rozwoju to także ocena ryzyk oraz konsekwencji finansowych tych ryzyk, np. zmiany klimatu i związane z nim ryzyka fizyczne, takie jak anomalie pogodowe, mogą powodować istotne zaburzenia w łańcuchach dostaw, co z kolei może mieć negatywne przełożenie na finanse spółek” – mówi Tomasz Barańczyk, partner PwC Polska.

Najgorzej spółki radzą sobie z zasadą dotyczącą przyjęcia polityki różnorodności. Tylko 10% badanych spółek deklaruje przyjęcie takiej polityki. Tym samym jest to najrzadziej stosowana zasada DPSN 2021. Jako uzasadnienie firmy wskazują najczęściej, że czynniki takie jak płeć nie stanowią wyznacznika uzasadniającego powołanie danej osoby do organów zarządczych i nadzorczych. Nieliczne firmy zwróciły uwagę na specyfikę branży lub skalę działalności/strukturę zarządu (np. jednoosobowy skład zarządu). Część spółek deklaruje przywiązanie do zasad równego traktowania wszystkich pracowników lub nawet wdrożenie polityki różnorodności jednak nie w takim zakresie jak wymaga tego zasada. Problematyczne dla firm okazuje się osiągnięcie udziału mniejszości w organach spółki na poziomie nie niższym niż 30% oraz osiągnięcie zróżnicowania pod względem płci jednocześnie w obu organach. Duża grupa firm wprost deklaruje, że nie zamierza podejmować w tym obszarze istotnych zmian z uwagi na brak celowości i zasadności takich działań.

“Rozporządzenie Ministra w sprawie informacji bieżących i okresowych nakłada na spółki giełdowe obowiązek opisania polityki różnorodności w odniesieniu do organów administrujących, zarządzających i nadzorujących emitenta, a w przypadku gdy emitent nie stosuje takiej polityki – wyjaśnienia takiej decyzji. W sektorze bankowości przepisy są bardziej restrykcyjne: prawo bankowe nie pozostawia możliwości wyboru, i nakazuje wprost przyjęcie polityki różnorodności. Jak pokazuje analiza przestrzegania zasad dobrych praktyk, niestety tylko twarde regulacje (za którymi idą konkretne sankcje w razie ich nieprzestrzegania) przyczyniają się do konkretnych działań podejmowanych przez spółki. Wyjaśnienia spółek niekiedy zdradzają dużą dozę stereotypów stojącą za konstruowaniem jednolitych zarządów i rad nadzorczych. Skupiają się one niekiedy na przedstawieniu fałszywej alternatywy występującej pomiędzy rekrutacją ze względu na kompetencje i promowaniem różnorodności w składach organów spółek. Zwiększenie udziału kobiet w organach spółek jest nie tyle celem, co środkiem do celu” – mówi Katarzyna Komorowska, partnerka PwC Polska, zespół People & Organization.

W stosowaniu zasad ESG najlepiej radzą sobie spółki największe i najbardziej płynne, w tym przede wszystkim spółki z WIG20 oraz część spółek z mWIG40 (tj. prawdopodobnie te spółki, które już podlegają podstawowym obowiązkom wynikającym z dyrektywy NFRD oraz co do których oczekiwania od interesariuszy są największe). Na 9 zasad ESG w 7 z nich jednoznacznie dominują spółki z indeksu WIG20 oraz mWIG40. Jednak zmieniające się dosyć intensywnie otoczenie regulacyjne wpływa na postawę firm, które w wielu komentarzach deklarują rozpoczęcie procesu nad wypracowaniem strategii ESG właśnie z uwagi na wchodzenie w życie nowych przepisów dotyczących zrównoważonego rozwoju.

Raport PwC Polska wskazuje, że polskie przedsiębiorstwa mają jeszcze zadanie domowe do wykonania w obszarze zrównoważonego rozwoju. Jakie stoją przed nimi największe wyzwania? Spółki przede wszystkim powinny dokonać merytorycznej i szczegółowej analizy szans i ryzyk niefinansowych, a następnie opracować konkretne cele strategiczne i wskaźniki mierzące efekty zaplanowanych działań. Szczególną kwestią, która wymaga większej uwagi, a także wysiłku ze strony firm, jest zmiana podejścia do koncepcji różnorodności w organach zarządzających i nadzorujących oraz do tematyki związanej z wynagrodzeniami (systemy zachęt). Kolejnym celem jednostek powinno być zwiększenie transparentności w obszarze podejścia firmy do kwestii strategii ESG oraz poszczególnych jej elementów.

“Nie można powiedzieć, że biznes lekceważy ochronę środowiska czy swoich pracowników, jednak zrównoważony rozwój nadal nie jest postrzegany jako integralny element strategii i działalności biznesowej firm. Wiele spółek deklaruje w swoich komentarzach, że kwestie zrównoważonego rozwoju ich nie dotyczą, podczas gdy większość z nich nie przeprowadziła właściwej, dogłębnej analizy pod tym kątem. Spółki powinny zrozumieć, że ESG nie jest tematem, który ma miejsce gdzieś obok lub poza ich działalnością, ale że jest to sposób prowadzenia biznesu. Spółki mogą odnieść szereg konkretnych korzyści dzięki wdrażaniu zrównoważonego rozwoju do swoich strategii i codziennego biznesu, takich jak zwiększenie dostępu jednostki do finansowania, dojrzałych rynków i nowych odbiorców, bardziej efektywne zarządzanie ryzykiem czy poprawienie dialogu i komunikacji z interesariuszami firmy. Włączenie kwestii zrównoważonego rozwoju do zadań zarządu, rady nadzorczej oraz na agendę walnego zgromadzenia jest elementem stabilnego działania spółki i jej długoterminowego rozwoju” – mówi Krzysztof Szułdrzyński, partner PwC Polska.

*COMPLY: stosunek zasad stosowanych do łącznej liczby zasad stosowanych i niestosowanych (odpowiedzi 'nie dotyczy’ nie są uwzględnione w wyliczeniu).

FBI wyłączyło Qbota. Trojan Nanocore coraz groźniejszy dla polskich użytkowników

  • W sierpniu br. FBI ogłosiło triumf globalnej operacji wymierzonej przeciwko botnetowi Qbot. Mimo akcji FBI, wpływ Qbota był w sierpniu potężny i pozostawał on najpopularniejszym szkodliwym oprogramowaniem – wykrytym w 5 proc. sieci organizacji na całym świecie
  • W Polsce również dominuje Qbot (4%), natomiast drugie miejsce wśród najpopularniejszego typu malware do trojana zdalnego dostępu Nanocore (wpływ na ok 2,5% sieci). Posiada on funkcjonalności takie jak przechwytywanie ekranu, wydobywanie kryptowalut, zdalne sterowanie pulpitem czy przejęcie dostępu do kamery internetowej.
  • Check Point Research ujawniło również, że najczęściej wykorzystywaną luką było „Zdalne wykonanie kodu nagłówków HTTP”, wpływającą na 40% organizacji na całym świecie.

Krajobraz zagrożeń cybernetycznych w najbliższym czasie ulegnie znacznym zmianom. Wszystko za sprawą akcji FBI, które „wyłączyło” botnet Qbot, będący w sierpniu najpopularniejszym złośliwym oprogramowaniem w Polsce oraz na świecie. W naszym kraju rośnie za to obecność trojana zdalnego dostępu Nanocore, który potrafi dokonywać zrzutów ekranu, zdalnie sterować pulpitem, a nawet przejmować obrazy z kamery internetowej – ostrzegają eksperci Check Point Research.

W sierpniu br. FBI ogłosiło triumf globalnej operacji wymierzonej przeciwko Qbotowi (znanemu również jako Qakbot). W ramach akcji „Duck Hunt” FBI przejęło kontrolę nad botnetem, usunęło złośliwe oprogramowanie z zainfekowanych urządzeń i zidentyfikowało znaczną liczbę urządzeń, których dotyczy problem. Qbot przekształcił się w usługę dostarczania złośliwego oprogramowania wykorzystywaną do różnych działań cyberprzestępczych, w tym ataków ransomware. Zwykle rozprzestrzenia się poprzez kampanie phishingowe i współpracuje z innymi podmiotami zagrażającymi. Mimo akcji FBI, wpływ Qbota był w sierpniu potężny i pozostawał on najpopularniejszym szkodliwym oprogramowaniem – wykrytym w 5 proc. sieci organizacji na całym świecie. Firma Check Point zaobserwowała jednak znaczny spadek jego wpływu po operacji Federalnego Biura Śledczego.

– Zniszczenie QBota było znaczącym przełomem w walce z cyberprzestępczością. Nie możemy jednak popadać w samozadowolenie, ponieważ kiedy jedno złośliwe oprogramowanie upadnie, inne ostatecznie zajmuje jego miejsce. – powiedziała Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point Software. – Wszyscy powinniśmy zachować czujność, współpracować i nadal przestrzegać zasad higieny bezpieczeństwa niezależnie od wektorów ataków – dodała ekspertka.

Drugim najpopularniejszym złośliwym oprogramowaniem był w sierpniu Formbook, infostealer atakujący użytkowników systemu Windows, który po raz pierwszy wykryty został w 2016 r. Narzędzie, dystrybuowane w cyfrowym podziemiu jako Malware as a Service, wpłynęło na 4% sieci na całym świecie. Niespodziewanie, trzecie miejsce przypadło w programowi Fakeupdates (AKA SocGholish), downloaderowi wykrytemu w około 3% sieci.

Eksperci Check Point Research poinformowali również o czołowych zagrożeniach w Polsce. Pierwsze miejsce również należy do Qbota (wpływ na niecałe 4% polskich sieci), natomiast drugie do trojana zdalnego dostępu Nanocore (wpływ na ok 2,5% sieci). Wszystkie jego wersje zawierają podstawowe wtyczki i funkcjonalności, takie jak przechwytywanie ekranu, wydobywanie kryptowalut, zdalne sterowanie pulpitem czy przejęcie dostępu do kamery internetowej. Ostatnie miejsce „podium zagrożeń” należało do Fakeupdates (obecność w 1,3% polskich sieci).

Ciekawą obserwacją jest z kolei ChromeLoader, będący uporczywym hijackerem (porywaczem) przeglądarki Google Chrome, odkrytym po raz pierwszy w 2022 roku. Według analityków Check Pointa zajmuje obecnie 10. miejsce w rankingu najpopularniejszych rodzin złośliwego oprogramowania. Jego zadaniem jest potajemne instalowanie złośliwych rozszerzeń poprzez fałszywe reklamy w przeglądarkach internetowych. W przypadku wykrytej niedawno kampanii „Shampoo”, w której ChromeLoader gra główną rolę, na urządzeniach ofiar uruchamiane są pliki VBScript, które instalują złośliwe rozszerzenia Chrome. Po zainstalowaniu rozszerzenia mogą zbierać dane osobowe i zakłócać przeglądanie treści za pomocą niechcianych reklam.

Check Point Research ujawniło również, że najczęściej wykorzystywaną luką było „Zdalne wykonanie kodu nagłówków HTTP”, wpływającą na 40% organizacji na całym świecie.

Healthnomic SA: zmiana na stanowisku prezesa

Rada Nadzorcza Healthnomic SA powołała Tomasza Skalskiego do pełnienia funkcji nowego Prezesa Zarządu. Manager o wieloletnim doświadczeniu przez ostatnie lata zajmował stanowiska zarządcze między innymi w dużych firmach doradczych w Polsce. Specjalizuje się w optymalizacji i zwiększaniu rentowności przedsiębiorstw oraz pozyskiwaniu zewnętrznych funduszy. W ostatnim czasie szeregi spółki zasiliło także dwóch nowych członków Rady Nadzorczej. To Jarosław Kaim z AIDA Diagnistics oraz Mateusz Spałek z Instytutu Radiologii. Healthnomic SA konsekwentnie realizuje założony plan rozwoju. Spółka obserwując panujące trendy rynkowe, przy równoczesnym dialogu z Inwestorami, podtrzymuje plany debiutu na NewConnect i stara się o pozyskanie zewnętrznych Inwestorów Instytucjonalnych, zaznaczając, że planowane złożenie Dokumentu Informacyjnego odbędzie się w najkorzystniejszym dla Spółki momencie.

– Dziękuję Radzie Nadzorczej za zaufanie. Mam nadzieję, że moje wieloletnie doświadczenie, oparte na budowaniu długofalowej rentowności przedsiębiorstw, pozytywnie przełoży się na dalsze skalowanie działalności Healthnomic. Spółka ma duży potencjał wzrostu, a jej model biznesowy wpisuje się w klasyczny schemat branży medtech, który zakłada rozwój technologii gotowych do komercjalizacji, następnie ich sprzedaż lub licencję. Jest to atrakcyjne dla otoczenia rynkowego i Inwestorów. Moim i Spółki celem będzie konsekwentne budowanie wartości firmy i projektów, a także wejście na rynek kapitałowy. Jesteśmy już po opracowaniu strategicznych celów działania, które obejmują rozwój dotychczasowych projektów oraz przygotowanie kolejnych, które będą ubiegać się o dotacje w nadchodzących konkursach. Sekwencja podjętych działań sprawi, że planowany debiut na giełdzie niepodważalnie zapewni akcjonariuszom wymierną wartość.  – mówi Tomasz Skalski, Prezes Zarządu w Healthnomic SA. – Moim celem jest efektywne wsparcie tych procesów, bazujące m.in. na rozległych relacjach w kraju i za granicą. – dodaje.

Rada Nadzorcza Healthnomic upatruje dużo korzyści z powołania nowego Prezesa. – Przed Healthnomic wiele biznesowych i strategicznych wyzwań. Cieszę się więc, że na stanowisko CEO udało nam się powołać osobę, która posiada bogaty dorobek biznesowy i ważne dla tego stanowiska cechy managerskie. Tomasz przez lata zasiadał w zarządach, także jako prezes, oraz Radach Nadzorczych licznych spółek. tj. Euro Invest Group czy Chemicals SA. Wierzymy, że jego doświadczenie i zdobyte umiejętności będą cennym wsparciem w realizacji postawionych przez spółkę celów.  – mówi Katarzyna Łuczak-Celińska, Przewodnicząca Rady Nadzorczej w Healthnomic SA.

Co ważne, skład Rady Nadzorczej Spółki również został w ostatnim czasie zasilony przez dwóch doświadczonych ekspertów, wywodzących się z szeroko pojętego świata medycyny. To Jarosław Kaim z AIDA Diagnistics oraz Mateusz Spałek z Instytutu Radiologii. Zarząd Healthnomic liczy, że cenne doświadczenie specjalistów z obszaru nowoczesnej medycyny przysłuży się dalszemu rozwojowi obecnie prowadzonych projektów oraz pozwoli ocenić potencjał komercyjny nowych produktów.

Healthnomic to hub technologiczny do diagnostyki chorób cywilizacyjnych, oparty o autorskie rozwiązania, wspierane algorytmami sztucznej inteligencji (AI). Spółka opracowuje też rozwiązania terapeutyczne dla wybranych chorób cywilizacyjnych. Jednym z obecnie rozwijanych przez spółkę produktów są wyroby medyczne wspierające leczenie bezdechu sennego oraz rejestrację diagnostyki tego schorzenia. Wraz z rozwojem biznesu, Healthnomic liczy, że wkrótce pozyska dodatkowy kapitał na rozwój ww. projektów z PARP. Zakładana kwota ubieganego dofinansowania to ok 4,5 mln zł, przy całkowitym szacowaniu wniosków na ponad 6,5 mln.

Ponadto, tak jak wspomniano, jednym z kluczowych celów biznesowych Healthnomic pozostaje dołączenie do grona spółek notowanych na NewConnect. Pomimo strategicznej wagi tego ruchu, Zarząd i kluczowi akcjonariusze na bieżąco badają trendy rynkowe  w celu przeprowadzenia debiutu w najbardziej korzystnym momencie. Stabilna sytuacja finansowa podmiotu, zapewniona dzięki wsparciu finansowemu największych akcjonariuszy pozwala nie tylko na zachowanie ciągłości realizacji projektów badawczo – rozwojowych, ale i podejmowanie strategicznych decyzji w oparciu o niezależne analizy koniunkturalne. – Prace nad Dokumentem Informacyjnym trwają, a z jego złożeniem celujemy na najbliższe miesiące. Ostatecznie termin wejścia na Giełdę będzie uzależniony od bieżącej sytuacji rynkowej, jednak biorąc pod uwagę poprawiające się od początku roku nastroje na rynku kapitałowym, spodziewamy się, że nasze działania przebiegną sprawnie. Wcześniej w planach mamy pozyskanie zewnętrznych Inwestorów Instytucjonalnych. Aktualnie jesteśmy na etapie negocjacji umowy inwestycyjnej. – mówi Tomasz Skalski.

Rodzimy sektor medtech to największy rynek urządzeń medycznych w Europie Środkowo-Wschodniej, wyceniany w 2024 r. na 13,8 mld USD.

Ukraińska konkurencja rolna zagraża polskiej produkcji

Koszty produkcji rolnej w Ukrainie są zdecydowanie niższe niż w Polsce. Stąd są atrakcyjne cenowo wobec polskich produktów, które tej konkurencji na otwartym rynku nie są w stanie wygrać. Ewentualne cła czy zakaz importu być może osiągną skutek. Należy jednak myśleć długofalowo o tym, co będzie, kiedy Ukraina zawrze bliższe ustalenia z Unią Europejską, a być może stanie się członkiem Unii Europejskiej. W jaki sposób wtedy polscy producenci rolni, w tym sadownicy, producenci owoców, wytrzymają konkurencję z tanimi produktami z Ukrainy?

– W ciągu minionego roku zostaliśmy poddani bardzo silnej konkurencji ze strony tanich produktów z Ukrainy. Najwięcej oczywiście mówiło się o zbożach, bo to najbardziej strategiczny produkt. Były protesty rolników, były zapowiedzi ograniczania importu ze strony rządu czy Komisji Europejskiej – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. – Warto jednak pamiętać o tym, że trwa nadal masowy import mrożonych malin, mrożonych truskawek, porzeczek, wiśni. Czyli wszystkich tych gatunków, które są na Ukrainie produkowane przy niższych kosztach produkcji. Te produkty swobodnie wchodzą na rynek Unii Europejskiej – a szczególnie Polski, z racji naszego sąsiedztwa i bliskiego położenia. I wchodzą niestety na półkę polskich sklepów, na półkę polskich magazynów – zabierając w nich miejsce dla produktu polskiego. Jeśli ta tańsza produkcja zmierzy się z droższą, polską produkcją na zupełnie wolnym, otwartym rynku – to boję się, że tę rywalizację polscy producenci, w tym polscy sadownicy, przegrają. Więc należy bezwzględnie rozpocząć dyskusję na temat warunków, terminu i zasad członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej – apeluje Maliszewski.

Na rynku materiałów budowlanych rozpoczęła się korekta

Średnia dynamika cen materiałów budowlanych w sierpniu zniżkowała w relacji rok do roku do zaledwie 1 proc., z kolei w odniesieniu do poprzedzającego lipca nastąpił już minimalny spadek cen rzędu -0,4 proc. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym samym można uznać, że na krajowym rynku materiałów budowlanych rozpoczęła się korekta. Pytanie, jak trwałym okaże się zjawiskiem w sytuacji wciąż wysokiej inflacji i ostatniego, mocnego cięcia stóp procentowych NBP.  

Krajowy rynek materiałów budowlanych z końcem wakacji wyraźnie zasygnalizował początek korekty cenowej po z góra dwuletnim okresie galopującej drożyzny. Trudno to jednak uznać za dużej miary niespodziankę w sytuacji bardzo szybkiego, w ostatnich miesiącach, spadku dynamiki cen, z 20 proc. w końcówce ubiegłego roku do niemal zera obecnie.

Wyk. 1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

W najnowszym odczycie dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB Handel w dalszym ciągu na szczycie tabeli samotnie przoduje cement-wapno jako pozycja najmocniej zwyżkująca rok do roku o 21 proc. Kolejne dodatnie wskaźniki mają już wartości jednocyfrowe, znacznie poniżej lidera klasyfikacji. Co więcej, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, z miesiąca na miesiąc przybywa pozycji o ujemnej dynamice cen, czyli rok do roku taniejących. W sierpniu na dwadzieścia monitorowanych przez Grupę PSB grup towarowych już siedem notowanych było z minusem. Wśród nich, tak jak przed miesiącem, wyróżniają się płyty OSB z drewnem oraz izolacje termiczne, z cenowym regresem rzędu odpowiednio -24 i -17 proc.Wyk 2. - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Tym samym zasadnicza przyczyna sytuacji na krajowym rynku materiałów budowlanych, jakim jest dotkliwy spadek popytu w stosunku do lat ubiegłych, niestety nie wykazuje tendencji do większej metamorfozy. Wciąż dość wyraźnie kuleją statystyki budownictwa mieszkaniowego, zwłaszcza w segmencie budownictwa jednorodzinnego. Z kolei deweloperzy nie decydują się na bardziej zdecydowane zwiększenie produkcji mieszkań, nie postrzegając programu kredytów preferencyjnych jako wiarygodnego i trwałego czynnika stymulującego popyt na nowe lokale.

Niewiele też wskazuje na to, by podjęta ostatnio przez RPP decyzja o zdecydowanym cięciu stóp procentowych o 75 pb. mogła w bardziej spektakularny sposób wpłynąć na obecną sytuację rynkową w budowlance i deweloperce. De facto branża budowlana pozostaje w środowisku koniunkturalnego spowolnienia, a pierwotny rynek mieszkaniowy przeżywa okresowy, nieco sztuczny boom wykreowany przez rządowy program dopłat do hipotek.

W tej sytuacji na pewne korzyści mogą liczyć jedynie eksporterzy materiałów budowlanych, dzięki rekordowemu od dawna osłabieniu złotego. Jednak z historii notowań rodzimej waluty nie wynika, by tego typu tendencja miała większe szanse na wykreowanie trwalszego trendu. Tym samym raczej należy nastawić się na nieco dłuższą, co najmniej kilkumiesięczną korektę cenową na omawianym rynku, który może w dłuższej perspektywie okazać się najlepszym okresem dla inwestorów planujących inwestycje budowlane i zakupy materiałów budowlanych.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rynek reklamy w Polsce – sierpień 2023 r.

W internecie i radiu najaktywniejsze reklamowo były marki z branży „Trade”, natomiast w telewizji – „Pharmaceuticals – wynika z danych gemiusAdReal za sierpień 2023.

Prezentowane dane pochodzą z gemiusAdReal – cross-mediowego badania rynku reklamowego. Analizie poddano kreacje reklamowe emitowane w sierpniu 2023 w internecie, telewizji oraz radiu.

RYNEK REKLAMY INTERNETOWEJ

W sierpniu 2023 odnotowaliśmy 74,3 mld emisji kreacji reklamowych display i wideo, a średnia częstotliwość kontaktu z reklamą na użytkownika wyniosła 2670 kontaktów. Działania reklamowe online dotarły łącznie do 85,15% populacji Polaków w wieku od 7 do 75 lat.

Średni czas trwania kontaktu z kreacją wyniósł 9,79 sekundy (10,08 sekundy dla kreacji typu display i 7,66 sekundy dla kreacji wideo).

Średnia widoczność kreacji digital w sierpniu (wskaźnik Viewability Rate liczony zgodnie z definicją IAB) wyniosła 47,70%. Wyższy wskaźnik widoczności osiągnęły kreacje wideo, dla których 59,17% kontaktów reklamowych znalazło się w polu widzenia użytkownika. W przypadku kreacji display było to 47,55%.

Najbardziej aktywna pod względem liczby kontaktów reklamowych online była branża „Trade” (28,8 mld), dla której Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych online w sierpniu wyniósł 38,7%. Średni czas kontaktu dla tej branży wyniósł 10,26 sekundy, a wskaźnik widoczności kreacji –  51,68%.

Na kolejnych miejscach podium znalazły się branże „Media, books, CD&DVD (5,9 mld kontaktów reklamowych i SoV na poziomie 8%) oraz Clothing and accessories (4,8 mld kontaktów reklamowych i SoV – 6,5%).RYNEK REKLAMY INTERNETOWEJ

Top reklamodawcy online

Najbardziej aktywnym reklamodawcą digital w sierpniu 2023 była marka Media Expert, która wygenerowała 2,37 mld kontaktów reklamowych online, docierając do 75,94% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazło się Ceneo.pl z 2,27 mld kontaktów i 73,31% zasięgu. Trzecie miejsce na podium należało do Allegro.pl (2,23 mld kontaktów i zasięg na poziomie 76,44%).

Ranking TOP 10 marek zamyka marka Player.pl, który odnotowała 0,6 mld kontaktów reklamowych.Top reklamodawcy online

Wydatki na reklamę online

Analiza wydatków reklamowych na kampanie display online potwierdza aktywność marki Ceneo.pl, która znalazła się na pierwszym miejscu zestawienia – jej udział w wydatkach wśród wszystkich marek wyniósł 4,22%. Na drugim miejscu uplasował się MediaExpert z 3,98% udziału, natomiast podium zamyka Allegro.pl (3,24% udziału).Wydatki na reklamę online

 

Należy pamiętać, że dane na temat wydatków w internecie stanowią wartości estymowane na podstawie cenników wydawców, gdzie wszystkie aktywności liczone były po stawce CPM (Cost per mile). Wyliczane są dla aktywności display, na platformach PC i Mobile, z wykluczeniem wideo i mediów społecznościowych/wyszukiwarek.

RYNEK REKLAMY TELEWIZYJNEJ

W sierpniu w telewizji najbardziej aktywna reklamowo była branża „Pharmaceuticals”, która wyprzedziła branżę „Trade”. Wygenerowała ona ponad 15 mld kontaktów reklamowych, docierając do 94,66% populacji w wieku od 7 do 75 lat. Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych w sierpniu wyniósł dla tej branży 24,4%, natomiast średni czas kontaktu z reklamą w tradycyjnym odbiorniku – 20,49 sekundy. Na drugim miejscu znalazła się branża „Trade” (10,7 mld kontaktów reklamowych, SoV na poziomie 17,3% oraz 94,73% zasięgu), podium zamyka natomiast branża Food (7,8 mld kontaktów reklamowych, SoV – 12,6% i zasięg – 94,23%).RYNEK REKLAMY TELEWIZYJNEJ

Top reklamodawcy TV

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w telewizji w sierpniu była marka Kinder, która w tym miesiącu zdetronizowała markę Media Expert. Wygenerowała ona 1,35 mld kontaktów reklamowych, docierając do 86% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Media Expert (1,16 mld kontaktów reklamowych i 88,44% zasięgu), natomiast na trzecim – Lidl (1,12 mld kontaktów i 87,75% zasięgu). Na 10. miejscu prezentowanego rankingu uplasowała się marka Allegro z 0,66 mld kontaktów reklamowych i 84,22% zasięgu w populacji 7-75.Top reklamodawcy TV

Wydatki na reklamę TV

Pod względem estymowanych wydatków reklamowych w telewizji na pierwszym miejscu znalazła się marka Media Expert – jej udział w wydatkach wyniósł 2,68% – a na drugim Kinder, z udziałem na poziomie 2,66%. Trzecie miejsce należało do Biedronki z udziałem 2,05%.Wydatki na reklamę TV

RYNEK REKLAMY RADIOWEJ

W radiu branżą o największej liczbie kontaktów reklamowych w sierpniu była branża „Trade” (7,6 mld). Na drugim i trzecim miejscu znalazły się branże „Pharmaceuticals” (4,1 mld kontaktów) oraz „Media, books, CD & DVD” (0,93 mld kontaktów reklamowych).RYNEK REKLAMY RADIOWEJ

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w radiu w sierpniu była ponownie marka Media Expert – wygenerowała ona 1,93 mld kontaktów reklamowych, docierając do 86,67% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazło się Euro RTV AGD (0,94 mld kontaktów reklamowych, 79,47% zasięgu), na trzecim – Lidl (0,61 mld kontaktów, 78,77% zasięgu). Zestawienie TOP 10 zamyka Carrefour (0,24 mld kontaktów i 69,75% zasięgu).Wydatki na reklamę radiową

Wydatki na reklamę radiową

Najwyższy udział w wydatkach reklamowych w radiu miała w sierpniu marka Media Expert (12,25%). Kolejne miejsca należą do Euro RTV AGD (5,91%) oraz Lidla (2,72%).Wydatki na reklamę radiową

Inflacja CPI w USA negatywnie zaskoczyła

W sierpniu inflacja w USA wyniosła 3,70% r/r (prognoza 3,60%) i 0,60% m/m (zgodnie z prognozą). Mamy zatem lekko negatywne zaskoczenie i odczyt wyższy niż w poprzednim miesiącu, kiedy to inflacja wyniosła 3,20%.

W USA drożała przede wszystkim energia i usługi. Biorąc pod uwagę ostatnie wzrosty cen surowców oraz mocny ISM dla usług (54,5) nie dziwi odczyt bliski konsensów. Jeżeli połączymy to ze wzrostem stopy bezrobocia (do 3,80%) oraz rozbieżności względem przewidywań co do recesji (Goldmans Sachs obniża prawdopodobieństwo recesji, a model New York Fed podwyższa) – powyższy odczyt dalej niczego nie przesądza. Wszystkie scenariusze są na stole, a niepewność, którą obecnie obserwuje się na rynkach prawdopodobnie, wciąż się utrzyma.

Szymon Gil, Makler Michael / Ström Dom Maklerski

Czy jesteśmy gotowi na 5G? Komentarz BCC

Aukcja częstotliwości 5G trwa i procedura jej prowadzenia, póki co, odbywa się bez zakłóceń. Niedługo poznamy zapewne więcej szczegółów dotyczących rezerwacji oraz licytowanych kwot. Wszystkie agendy państwowe chuchają i dmuchają, aby wszystko skończyło się tej jesieni sukcesem. Z kolei operatorzy będą wyjątkowo starannie przygotowywać dokumentację i przestrzegać harmonogramu postępowania, aby dowieźć projekt do szczęśliwego końca, ograniczając maksymalnie ryzyko potencjalnych skarg i odwołań.

Pytanie, co dalej? Czy jesteśmy jako kraj przygotowani na rewolucję w szybkości transmisji danych, czy uda nam się z powodzeniem skonsumować nowe funkcjonalności i wykorzystać je z największym możliwie efektem dla gospodarki i społeczeństwa?

Na pierwszy rzut oka okazuje się, że jest lepiej niż można byłoby się spodziewać. Polska robi duże postępy – znacząco, bo trzykrotnie poprawiliśmy penetrację sieci 5G. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Sukces jest, ale wciąż daleko nie wystarczający. Osiągane prędkości transmisji danych nie są bowiem imponujące, pomimo że operatorzy „wyciskają” na dotychczasowych częstotliwościach co mogą. W rezultacie Polska zanotowała, mierzony rok do roku 30-procentowy przyrost w kategorii „gotowości” na wdrożenie 5G, ale wciąż znajdujemy się w ogonie rankingu zarówno globalnie jak i w gronie państw europejskich.

Mimo wszystko jest więc powód do ostrożnego optymizmu. Wydaje się, że właściwe służby państwowe też stanęły w końcu na wysokości zadania i przygotowały grunt pod oczekiwany od dawna profesjonalny podział częstotliwości 5G. Tymczasem na pewno w ten pozytywny trend nie wpisuje się ostatnia inicjatywa ogłoszona najwyraźniej w ferworze kampanii wyborczej. Odgrzanie pomysłu telewizji w komórce poprzez doskonałą skądinąd aplikację mObywatel (w kontekście transmisji meczów reprezentacji piłki nożnej) jest chybione i mało poważne. Aktualni decydenci już chyba zapomnieli jaką porażką zakończyła się inicjatywa związana z konkursem na telewizję mobilną sprzed 15-tu lat. Wówczas można było uznać to za oryginalny pomysł, ale teraz? Jeśli będziemy mieć do dyspozycji prawdziwe 5G, wszelkie transmisje sportowe oparte na streamingu, z minimalnym opóźnieniem, przestaną być luksusem, a staną się codziennością, także na smartfonach.

Od agent rządowych odpowiedzialnych za cyfryzację chciałoby się oczekiwać większej refleksji i przemyślanych pomysłów, bo czekają nas naprawdę istotne wyzwania cywilizacyjne jak: przemysł 4.0, rozwój inteligentnych miast, przemysłowego Internetu rzeczy i tutaj chciałoby się widzieć aktywną, konkretną i rozsądną rolę administracji państwowej, likwidującej bariery inwestycyjne i prawne.

Jestem z kolei dziwnie spokojny o kreatywność przedsiębiorców telekomunikacyjnych, którzy choć nie planowali, mieli wyjątkowo dużo czasu na przygotowanie ofert opartych na funkcjonalnościach 5G. Operatorzy już teraz efektywnie wdrażają we współpracy z samorządami użyteczne społecznie i biznesowo rozwiązania w obszarze inteligentnych miast (inteligentne oświetlenie, liczniki elektryczne, na wodę itd), czy z powodzeniem wprowadzają infrastrukturę campusową 5G dla zakładów przemysłowych oraz uczelni.

Wszystkie te rozwiązania dostaną ogromnego przyspieszenia po wejściu na tory upowszechnionej prędkości 5G. Pojawi się wiele nowych innowacyjnych rozwiązań, chociażby w obszarze zdrowia, czy handlu, na które czekają Polacy i polska gospodarka. Odblokowanie potencjału nowych możliwości jest tuż za rogiem.

Wojciech Płażalski, ekspert BCC ds. telekomunikacji i inwestycji w rozwój cyfrowy

Europejskie standardy raportowania zrównoważonego rozwoju (ESRS) wprowadzają analizę podwójnej istotności

2024 rok będzie ważnym okresem dla pierwszej grupy firm, objętej obowiązkiem raportowania kwestii zrównoważonego rozwoju. Sprawozdania za ten okres będą musiały wpisywać się w ramy zarysowane w dyrektywie CSRD oraz towarzyszących jej Europejskich Standardach Raportowania Zrównoważonego Rozwoju (ESRS). Nowością, a zarazem podstawową ramą analiz bogatego zestawu wskaźników zrównoważonego rozwoju, zaprezentowanych w standardach ESRS, jest podwójna istotność, obejmująca konieczność analizy zarówno wpływu przedsiębiorstwa na ludzi, jak i wpływu trendów społecznych i ekologicznych na jego kondycję finansową.

Grono podmiotów, które w najbliższych latach zostanie objęte powiązanymi z Europejskim Zielonym Ładem regulacjami, ulegnie znaczącemu zwiększeniu w porównaniu z dotychczas obowiązującą dyrektywą NFRD. Standardy ESRS dotyczą szerokiej gamy zagadnień, związanych ze środowiskowymi, społecznymi i zarządczymi aspektami funkcjonowania przedsiębiorstw. Będą one w istotny sposób wpływać na kształt unijnego rynku poprzez rosnące oczekiwania w kwestiach ESG wobec partnerów handlowych w łańcuchach dostaw.

Wskaźniki ESRS mają za zadanie ujednolicenie standardów raportowania kwestii niefinansowych w obrębie Unii Europejskiej. Tworzone były we współpracy m.in. z Międzynarodową Radą ds. Standardów Zrównoważonego Rozwoju, odpowiedzialną za kreowanie międzynarodowych standardów ujawnień w dziedzinie zrównoważonego rozwoju. Unifikacja standardu ma ułatwić spełnienie nowych wymogów regulacyjnych przez przedsiębiorstwa, które wcześniej decydowały się na korzystanie z dobrowolnych ram raportowych, takich jak standardy GRI czy rekomendacje TCFD – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Lider Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG w KPMG w Polsce.

Standardy ESRS wprowadzają analizę podwójnej istotności

Podstawową ramą analiz bogatego zestawu wskaźników zrównoważonego rozwoju, zaprezentowanych w standardach ESRS, jest podwójna istotność (ang. double materiality), obejmująca konieczność analizy zarówno wpływu przedsiębiorstwa na ludzi, jak i wpływu trendów społecznych i ekologicznych na jego kondycję finansową. Taka analiza ma pomóc w wybraniu wskaźników, mających kluczowy wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstwa, umożliwiając mu przejrzystą komunikację z interesariuszami oraz zapewniając bazę do tworzenia przemyślanych strategii zmian w modelu biznesowym.

Firmy będą zobligowane do raportowania kwestii związanych ze strukturą zarządczą, strategią, zarządzaniem ryzykami i szansami ESG, a także wybranymi w analizie podwójnej istotności wskaźnikami środowiskowymi, społecznymi i w obszarze zarządzania.

Kogo obejmą wymogi ESRS?

W pierwszej połowie 2025 roku zobligowane do publikacji swoich raportów za rok 2024 będą największe firmy interesu publicznego (tzw. public interest entities, PIE), zatrudniające ponad 500 osób – w tym te, objęte do tej pory obowiązkami raportowymi na bazie dyrektywy NFRD. W kolejnych latach pula podmiotów objętych regulacją poszerzy się o wszystkie duże przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 250 osób, które będą miały obowiązek raportowania za rok 2025, a następnie o notowane na giełdzie małe i średnie przedsiębiorstwa, których obowiązek będzie dotyczył dopiero w raportach za rok 2026.

Z opublikowanego w czerwcu br. przez KPMG w Polsce raporcie pt. „Benchmark Klimatyczno-Środowiskowy” wynika, że spełnienie wymogów wskazanych w europejskich standardach raportowania zrównoważonego rozwoju może być wyzwaniem nawet dla największych polskich przedsiębiorstw. Pod lupę wzięliśmy zestaw naszym zdaniem najważniejszych wskaźników środowiskowych spośród ESRS-ów, uwzględniających kwestie klimatyczne, surowcowe oraz związane z bioróżnorodnością. Średni wynik 100 największych polskich spółek to 5,2 na 10 możliwych do zdobycia punktów. Realizacja nowych wymogów regulacyjnych dla wielu firm oznaczać będzie konieczność przyspieszenia działań z zakresu zbierania danych, dialogu z interesariuszami oraz formułowania holistycznych strategii zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstwa, umożliwiających tworzenie odpornych na wyzwania przyszłości modeli biznesowych – mówi Justyna Wysocka-Golec, Dyrektor w Zespole ds. Zmian Klimatycznych, Energii i Dekarbonizacji w Dziale Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Wykorzystanie wskaźników ESRS pozwoli nie tylko spełnić wymogi regulacyjne, ale też pomoże w budowie wiarygodności na dynamicznie zmieniającym się rynku. Zmiany w sposobie prowadzenia przedsiębiorstwa, wynikłe z rzetelnej analizy zgromadzonych danych, ułatwić mogą pozyskiwanie finansowania czy ubezpieczenia – mówi Przemysław Oczyp, Partner Associate w Dziale Doradztwa Biznesowego/ESG w KPMG w Polsce.

NSA: Zakwaterowanie i transport dla oddelegowanych pracowników nie podlegają opodatkowaniu

Popularną formą wykonywania obowiązków służbowych stosowaną przez pracodawców jest delegowanie i oddelegowywanie pracowników do pracy poza siedzibą firmy. Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok, w którym zmienia swoje stanowisko z 2018 roku na temat opodatkowania świadczeń przy oddelegowaniu pracownika. W najnowszym orzeczeniu NSA wskazuje, że zakwaterowanie i transport w czasie oddelegowania nie podlegają opodatkowaniu.

Delegacja i oddelegowanie to terminy podobne, ale nie tożsame. Delegacja to krótkie i jednorazowe wykonywanie obowiązków służbowych poza siedzibą pracodawcy, np. wyjazd szkoleniowy lub spotkanie z klientem poza siedzibą pracodawcy. Z kolei oddelegowanie oznacza czasowe przeniesienie miejsca wykonywania obowiązków pracowniczych – przykładowo pracownik firmy budowlanej może zostać oddelegowany do pracy w innym mieście lub kraju, aby budować obiekt na zlecenie kontrahenta.

Koszty w ramach diet zwolnione z podatku

Jeśli koszty związane z delegacją mieszczą się w ramach diet lub innych świadczeń otrzymywanych od pracodawcy, są zwolnione z opodatkowania. Jeśli pracodawca nie zapewnia wyżywienia w czasie delegacji, pracownikowi wypłacana jest dieta, którą sam musi pokryć swoje potrzeby żywieniowe. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy posiłek kosztuje więcej niż wynosi stawka diety i od tej nadwyżki pracownik musi zapłacić podatek, który jest mu potrącany z pensji. Jeśli w czasie oddelegowania zatrudniony zapłaci za posiłek przykładowo o 100 zł więcej ponad limit diety to dostanie wynagrodzenie pomniejszone o 12 lub 32 zł, czyli wysokość podatku, w zależności od progu podatkowego w jakim znajduje się pracownik.

NSA zmienia swój własny wyrok

W przypadku oddelegowania pracowników sytuacja może być bardziej skomplikowana niż przy delegacjach. Według zapisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, zakwaterowanie przy okazji oddelegowania nie podlega opodatkowaniu do kwoty 500 zł miesięcznie. Jeśli pracodawca wynająłby pracownikowi hotel za 1000 zł, to połowa kwoty nie byłaby opodatkowana, a za 500 zł nadwyżki trzeba byłoby zapłacić podatek.

Naczelny Sąd Administracyjny wydał przełomowy wyrok, zmieniając swoje dotychczasowe stanowisko z 2018 roku. Od 1 sierpnia 2023 roku uznaje się, że świadczenia z tytułu noclegu i transportu podczas oddelegowania pracowników nie podlegają opodatkowaniu.

To wyjątkowe orzeczenie, ponieważ NSA odwołał się do przepisów unijnych. Określają one, że świadczenia rzeczowe nie stanowią elementu wynagrodzenia, a więc nie są zaliczane podstawy do opodatkowania. To znacząca zmiana po prawie pięciu latach obowiązywania jednolitego stanowiska sądów administracyjnych. Wcześniej orzekały one, że takie świadczenia podlegają opodatkowaniu.

Teraz pozostaje śledzić jak organy skarbowe będą odnosiły się do tego wyroku i czy zostaną dokonane zmiany w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. Wyrok daje podatnikom silne argumenty w sporach z organami skarbowymi i może przyczynić się do zmiany prawa podatkowego w tym obszarze. Możliwe, że przepis dotyczący zwolnienia z opodatkowania w wysokości 500 zł miesięcznie zostanie zmieniony lub dostosowany do nowego stanowiska sądów.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Sektor mody na fali wzrostu: luksusowe marki wyprzedzają high street

  • Luksusowe marki modowe (+90 proc.) osiągnęły znacznie lepsze wyniki niż ich odpowiedniki high street +23 proc.) w ciągu ostatnich pięciu lat.
  • Marki high street walczą, odzyskując nieco gruntu pod nogami w ciągu ostatniego roku, w obliczu wyższych płac i spowalniającej inflacji.
  • Marki luksusowe wyprzedziły indeks Stoxx600 w stosunku 4:1 w ciągu pięciu lat.

Już tylko kilka dni pozostało do rozpoczęcia sezonu europejskich pokazów mody podczas London Fashion Week. Nowe badania przeprowadzone przez eToro pokazują, że w ciągu ostatnich pięciu lat, akcje luksusowych marek modowych wygenerowały ponad czterokrotnie wyższe zwroty niż ich odpowiedniki high street.

Przygotowując Koszyk Fashion Week, eToro przeanalizowało wyniki dziesięciu największych brytyjskich i europejskich sprzedawców luksusowych marek modowych oraz marek high street pod względem kapitalizacji rynkowej. Okazuje się, że luksusowe marki modowe znacznie przewyższyły wyniki swoich odpowiedników high street w ostatnich latach. W ciągu ostatnich pięciu lat, 10 największych spółek z branży mody luksusowej odnotowało 90 proc. wzrostu, w porównaniu do skromnych 23 proc. odnotowanych przez ich odpowiedniki z sektora fast fashion (Tabela 1). Liderami w sektorze luksusowym są LVMH i Hermes, którzy czerpią korzyści z silnej tożsamości marek, siły cenowej i lojalności klientów. W ciągu ostatnich pięciu lat, LVMH odnotowało oszałamiający wzrost wartości rynkowej (o 163 proc.), podczas gdy Hermes może pochwalić się zdumiewającą stopą wzrostu na poziomie 241 proc.

Tabela 1: 10 najlepszych marek pod względem kapitalizacji rynkowej

Luxury Basket: Wyniki giełdowe 10 najlepszych luksusowych marek modowych High Street Basket: Wyniki akcji 10 najpopularniejszych marek modowych
YTD 1 rok 5 lat YTD 1 rok 5 lat
1 LVMH 16% 16% 163% Inditex 39% 43% 21%
2 Hermes 31% 37% 241% H&M 46% 33% 26%
3 Richemont 3% 13% 45% Next 17% 13% 25%
4 Kering 5% -7% 9% JD Sport 12% 18% 47%
5 Christian Dior 9% 13% 101% Zalando -21% 6% -42%
6 Moncler 27% 35% 65% LPP 20% 34% 43%
7 Prada 21% 19% 46% Asos -27% -50% -94%
8 Burberry 5% 19% -5% Mavi 61% 199% 1725%
9 Brunello Cucinelli 3% 29% 74% SMCP -5% 3% -75%
10 Hugo Boss 30% 25% 1% OVS 6% 45% -8%

Wyniki osiągnięte w przeszłości nie są wyznacznikiem przyszłych wyników.

Dla kontrastu, europejscy sprzedawcy detaliczni high street odnotowali skromniejszy wzrost. Hiszpański Inditex, spółka matka Zary, odnotowała 21 proc. wzrostu w ciągu ostatnich pięciu lat, za szwedzkim H&M z 26-procentowym wzrostem i brytyjskim Next z 25 proc. wzrostu. ASOS osiągnął najgorsze wyniki, doświadczając znacznego spadku z 94 proc. spadkiem. Godnymi uwagi wyjątkami w tym scenariuszu są mniejsi gracze w branży. Turecka marka dżinsowa MAVI, prowadząca sprzedaż detaliczną online, odnotowała wzrost wartości o 1725 proc.

„Błyskawiczny wzrost LVMH do największej kapitalizacji rynkowej w Europie pokazuje trwały urok marek luksusowych, nawet w obliczu niepewności gospodarczej i kryzysu kosztów utrzymania, który spowodował, że klienci głównego nurtu zaciskają pasa” – wyjaśnił Ben Laidler, strateg rynków globalnych w eToro. „Marki high street zasługują na uznanie za sprawne poruszanie się w tym trudnym środowisku gospodarczym, a ich łączne ceny akcji są lepsze od średniej dla akcji europejskich. Jednak spadek cen akcji ASOS jest wyraźnym przypomnieniem tego, jak bezlitosna i konkurencyjna potrafi być ta branża. Podkreśla to znaczenie zdolności adaptacyjnych i innowacji w stale zmieniającej się branży modowej. Ponieważ sektor ten nadal ewoluuje, możemy spodziewać się dalszych zmian kierunku tych mainstreamowych marek”.

Sektor mody wyprzedza pozostałe sektory na rynku europejskim

Pomimo długoterminowych wyzwań stojących przed markami hight street, zarówno luksusowi, jak i detaliczni sprzedawcy modowi w Wielkiej Brytanii i Europie konsekwentnie osiągają lepsze wyniki niż szerszy europejski rynek akcji. W ciągu ostatnich pięciu lat, 10 największych spółek z sektora mody luksusowej przodowało w indeksie Stoxx600 w imponującym stosunku 4:1. W międzyczasie, koszyk eToro 10 najlepszych marek high street odnotował ostatnio skromny, ale zachęcający powrót w ciągu ostatniego roku, rejestrując 25 proc. wzrostu w porównaniu do 4,3 proc. Stoxx500.

Tabela 2: Wyniki segmentów Luxury i High Street na tle indeksu Stoxx600

Koszyk Luxury  Koszyk High Street  Stoxx 600
YTD 17% 14% 6%
1 rok 21% 25% 4%
2 lata 28% -12% -4%
3 lata 124% 29% 24%
5 lat 90% 23% 18%

Wyniki osiągnięte w przeszłości nie są wyznacznikiem przyszłych wyników.

Ben Laidler podsumował: „W ostatnim czasie, wzrost płac i zmniejszenie presji inflacyjnej przyczyniły się do wzrostu pewności konsumentów i poczucia siły nabywczej, demonstrując lekką równowagę między warunkami makroekonomicznymi a branżą modową napędzaną przez konsumentów. Wraz ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego w Europie, sprzedawcy detaliczni, zarówno luksusowi jaki i high street, mogą zostać zmuszeni aby ponownie się dostosować”.

Konieczna regulacja działalności firm pogrzebowych w placówkach opieki i ochrony zdrowia

Akwizycja usług pogrzebowych, poprzez rozmieszczanie reklam czy zwłaszcza bezpośrednie nakłanianie rodzin osób zmarłych do wybrania jako wykonawcy usługi funeralnej określonej firmy (w imieniu której występuje akwizytor) w placówkach ochrony zdrowia i opiekuńczych to działania wymagające natychmiastowego uporządkowania, aby przestały one budzić jakiekolwiek wątpliwości prawne i etyczne – uważa Polska Izba Branży Pogrzebowej, która od lat promuje dobre praktyki w sektorze pogrzebowym.

Problem wymaga natychmiastowego rozwiązania – w ten sposób Polska Izba Branży Pogrzebowej odnosi się do zaprezentowanego ostatnio w mediach przypadku ewidentnej patologii, z jaką zetknęli się najbliżsi zmarłych w jednej z placówek ochrony zdrowia w Polsce. Chodziło m.in. o natrętną akwizycję usług funeralnych wobec osoby, która była tam podopieczną i zmarła na terenie tej placówki.

– Misją naszej Izby jest eliminacja wszelkich nieprawidłowości w funkcjonowaniu przedsiębiorstw sektora funeralnego. Jedną z nich jest problem nakłaniania rodzin podopiecznych placówek ochrony zdrowia czy opiekuńczych do wyboru usług określonych przedsiębiorstw pogrzebowych – jeszcze na terenie takich placówek, a także rozmieszczania tam reklam – przypomina Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Jego zdaniem, działania takich firm przynoszą szkodę tysiącom uczciwie działających firm w całej Polsce, które w ten sposób narażone zostają bezpodstawnie na słowa krytyki i porównywania do podmiotów o „wątpliwej reputacji”, a więc zajmujących się usługami funeralnymi w sprzeczności z zachowaniem empatii oraz etyki zawodowej. – W naszej pracy należy mieć przede wszystkim na uwadze odczucia najbliższych osób zmarłych. Konieczne staje się zatem zachowanie delikatności i poszanowanie pewnej intymności – jako koniecznych elementów naszego profesjonalizmu. Do tego dochodzi też przestrzeganie zasad ochrony osobowej, a to właśnie ich pogwałcenie miejsce ma najczęściej w przedstawianych przez media przypadkach – tłumaczy prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Zwraca on przy tym uwagę na to, co wymaga dziś natychmiastowego uporządkowania.

– Oprócz pewnych, jednoznacznie negatywnych, zachowań wśród wybranych podmiotów prowadzących działalność funeralną, wyeliminować trzeba także i inne patologie, które, co stwierdzam z bólem, bliskie są stania się codziennością w przestrzeni publicznej – stwierdza Robert Czyżak i wyjaśnia: – Możemy wciąż z łatwością znaleźć szpitale, na terenie których widnieją szyldy reklamujące działalność firm pogrzebowych. Dość prosto można wyobrazić sobie, co czują pacjenci takich ośrodków, którzy obserwują z okien to, co dzieje się np. w budynku prosektorium – uważa prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Wskazuje tu, że cały czas liczne artykuły i programy telewizyjne pokazują patologiczne zachowanie właścicieli firm pogrzebowych, brak konsekwencji ze strony dyrekcji szpitali, a jednocześnie konstatacje, że przecież nic takiego się nie działo w połączeniu z brakiem dostrzegania tutaj żadnych nieprawidłowości.

– Problem polega na tym, że pomimo stale wysyłanych, a do tego licznych, sygnałów ze strony Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, problem cały czas wymaga rozwiązania. Swoistym antidotum na tego typu działania miała być nowelizacja Prawa Pogrzebowego, w pracach nad którą udział brali przedstawiciele należącej do Federacji Przedsiębiorców Polskich Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. W związku ze zbliżającymi się wyborami projekt znowelizowanego Prawa Pogrzebowego utknął w KPRM, a przecież zawiera on precyzyjne zapisy, które doprowadzić by mogły do dość szybkiego uporządkowania funkcjonowania firm pogrzebowych, w tym – do eliminacji wielu patologii, jakie cały czas mają w tym segmencie usług miejsce – zaznacza Robert Czyżak.

Według niego bowiem dzisiaj do czynienia mamy niestety tylko i wyłącznie z szeregiem sensacyjnych doniesień medialnych na temat pojawiających się patologicznych zachowań firm pogrzebowych, a można byłoby ich przecież uniknąć m.in. dzięki propozycjom, jakie Polska Izba Branży Pogrzebowej złożyła do projektu nowego Prawa Pogrzebowego.

– Akt ten jednak pozostaje wciąż w swoistej „zamrażarce”, na czym cierpi zarówno cały sektor funeralny, jak i jego reputacja – podsumowuje prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej i przypomina, że kierowana przez niego organizacja codziennie podejmuje działania na rzecz promocji właściwych – prawnie i etycznie – zachowań, a także eliminacji nieprawidłowości związanych np. z funkcjonowaniem firm pogrzebowych na terenie szpitali czy ośrodków opiekuńczych.

Premiera iPhone’a 15. Czy Apple złapie zadyszkę?

Od legendarnej premiery pierwszego iPhone’a, która w czerwcu 2007 roku zszokowała świat i rozpoczęła zakupowy szał na produkty Apple minęło blisko 16 lat. Przez cały ten czas gigant z Doliny Krzemowej cieszył się niemal wykładniczo rosnącą sprzedażą flagowych produktów, za którymi szły rekordowe przychody, marże i skup akcji własnych wart setki miliardów dolarów. 

Wczorajsza premiera nowego iPhone’a 15 nie przyniosła jednak kolejnej technologicznej rewolucji. Zmiany na tle poprzedniej wersji ‘telefonu z jabłuszkiem’ wydają się bardziej kosmetyczne niż przełomowe. Także nowy Apple Watch nie wstrząsnął światem nowych technologii, mimo kilku ‘gadżeciarskich’ funkcji opartych na haptyce.

Co więcej, premiera pojawiła się w czasie, gdy globalna gospodarka balansuje się na cienkiej linie, wzbraniając się przed recesją, w cieniu napiętych stosunków na linii Waszyngton – Pekin. Czy premiera nowego modelu okaże się dla firmy kolejnym ‘biznesowym sukcesem’? A może czerwoną flagą, która pokaże Wall Street, że nie ma drzew rosnących do nieba. Przecież jeśli coś nie może trwać wiecznie – musi kiedyś się skończyć.

Złoty biznes złapie zadyszkę?

Faktem jest, że Apple w pewnym sensie łączy (lub łączyła) miary spółki wzrostowej (dynamiczne wzrosty sprzedaży, zysków) i ‘value’ (fundamentalna ‘jakość’, przewagi konkurencyjne). Fundamentalną wartość firmy i całej marki podkreśla fakt, że jej akcje stanowią ponad połowę portfela wehikułu inwestycyjnego Berkshire Hathaway, Warrena Buffetta. Szeroka fosa biznesowa oraz konsekwentne zwiększanie udziałów w rynku (przy zdobywaniu ‘wiernych’ klientów po drodze) uczyniło Apple biznesem rosnącym, także w okresach podwyższonej inflacji. Umiejętne zarządzanie, programy skupu akcji i rosnące mnożniki – spółka jednym słowem ‘dowoziła’ jakość i świetne wyniki. ‘Tania’ produkcja w Azji wspierała jej marże netto. Oprogramowanie iOS dla wielu stało się wyznacznikiem intuicyjności i jakości (choć stwierdzenie, że przerasta konkurencyjny Android wydaje się subiektywne).

Wzrostowa fala sprawiła, że pozytywnie zaskakiwany przez ponad dekadę rynek stale przekonywał się, że wzrost ten będzie trwał długo. Być może nawet wiecznie. Wraz z tymi oczekiwaniami rosły akcje kalifornijskiego giganta. Czy rzeczywiście jest to tak oczywiste? Błędem byłoby niedocenianie konkurencji, choćby Samsunga. Co więcej, stawianie Apple coraz wyższej poprzeczki, po tak imponującym wzroście i kolejnych coraz mniej ‘emocjonujących’ premierach produktów stwarza potencjał do rozczarowania. Adekwatne wydaje się porównanie niesamowitej ery kilkunastoletniego wzrostu firmy do biegu przez płotki, w którym sportowiec pokonuje kolejne przeszkody – z każdą kolejną traci jednak nieco sił, co staje się coraz bardziej zauważalne.Grafika sprzedaz Apple

Sprzedaż iPhone w ujęciu r/r spada od 2021 roku- czy spadek ten będzie się pogłębiał? Po uwzględnieniu sezonowości i czynników ryzyka spodziewamy się, że w fiskalnym roku 2023 całkowita liczba sprzedanych modeli wyniesie 221 mln sztuk, co powoli zbliża się do poziomów z 2018 roku i jest wynikiem niższym od osiągniętego chociażby w roku 2015. Warto podkreślić, że iPhone był w ostatnich latach najmocniejszym produktem firmy, a spadek jego sprzedaży prawdopodobnie będzie wiązał się ze zdecydowanym spadkiem popytu na pozostałe produkty. Źródło: Bloomberg Finance LP, XTB Research

Koniunkcja czynników

Wydaje się, że jeśli kiedykolwiek dynamika sprzedaży iPhone’ów miałaby niepokojąco spaść, dzisiejsze środowisko makro zdaje się ku temu ‘najlepszą okazją’. Co prawda wartość netto amerykańskich gospodarstw domowych jest dziś rekordowa ii wg. Rezerwy Federalnej wynosi blisko 155 bln USD. Także bezrobocie nie stanowi dla firmy problemu w większości głównych gospodarek jest bardzo niskie.

Jednak to właśnie ta sytuacja makro ma szanse ulec zmianie w najbliższych miesiącach, gdy banki centralne dławią inflację, tłumiąc gospodarczy wzrost. Wydaje się, że mocniejsze uderzenie w rynek pracy i wzrost płac są raczej kwestią czasu i skali. Jak poradzi sobie z tym Apple? To nie jedyny problem a jedynie wierzchołek ekonomicznej góry lodowej. Wysokie stopy procentowe oznaczają droższy kredyt i wyższe raty. Dotychczas spora część produktów firmy nabywana była w ramach różnych form kredytowych – trend ten wyhamowuje. Co więcej, zacieśnianie kredytowe w bankach (wyższa poprzeczka dla kredytobiorców) i problem mocno zadłużonych gospodarstw domowych chętnie posiłkujących się kredytem w czasie gdy stopy procentowe były bliskie zeru…  Również może odbić się na dynamice sprzedaży. Do tego dochodzą kwestie geopolityczne.

Między USA a Chinami wciąż widać silne tarcia, a obie strony próbują w pewnym sensie zerwać nić współzależności, co być może pozwoli im wytaczać stopniowo coraz cięższe działa. Apple ponosi koszty stopniowego przenoszenia produkcji z Chin do sąsiednich krajów w Azji. Chińscy regulatorzy tuż przed premierą iPhone’a wprowadzili zakaz użytkowania telefonów Apple przez urzędników państwowych. Morgan Stanley szacuje, że zakaz ten oznacza mniej więcej 4% niższe przychody w tym roku. Chiny odpowiadają za około 20% rynku Apple ale pytanie brzmi raczej czy… Chiński zakaz nie zostanie w pewien sposób rozciągnięty? Wojna handlowa to kolejny powód dla którego Apple stoi na rozdrożu. Ryzyko to nie było oczywiste przez kilkanaście poprzednich lat działalności firmy.

Czerwona flaga za nami?

Wydaje się, że wstęp do tej historii widzieliśmy już w wynikach za II kw., które mimo imponującego zysku netto wskazały, że popyt na ‘jabłko’ nie jest już tak gwałtowny – zwłaszcza niższa sprzedaż dotknęła iPady czy Macbooki. Oczywiście bardzo mocno wypadają wysoko marżowe usługi Apple (TV, Pay etc.), ale pamiętajmy, że… Ich wzrostowy potencjał jest w pewnym stopniu ograniczony sprzedażą urządzeń – głównie iPhone’ów. Popyt na iPhone’a wydaje się więc pewnego rodzaju bazą dalszego wzrostu. Jeśli nie będzie rósł lub miary te okażą się wysoce niesatysfakcjonujące – rynek może zacząć postrzegać Apple jako spółkę, która swoje najlepsze ‘5 minut’ ma już za sobą. W końcu historia zna wiele przypadków świetnych biznesów, które docierały do pewnych ograniczeń. Warto też wspomnieć przypadki takich spółek jak Xerox czy Polaroid, które w szczycie świetności także były ‘skazywane na wzrost’.

W lipcu największy na świecie koncern luksusowy LVMH ostrzegł, że popyt na luksusowe produkty w USA zaczął bardzo dynamicznie spadać. Oczywiście Apple to nie marka luksusowa, ale w świecie technologii bez wątpienia za taką uchodzi. Ostrzeżenie LVMH wydaje się więc poważne choć jego bezpośrednie przełożenie na wyniki Apple w tym kwartale – niepewne. Sezonowo jednak III kwartał (IV kwartał wg. Fiskalnych miar spółki) okazywał się często tym najsłabszym, a po premierach iPhone’ów cena akcji Apple na zamknięciu kwartału okazywała się niższa w 75% przypadków. Wg. danych Counterpoint Research dostawy smartphone’ów na globalnym rynku w II kw. roku wyniosły 294,5 mln wobec 268 mln w I kw.  Apple trzymał się najmocniej na tle konkurencji. Dostawy iPhone’ów wyniosły 45,3 mln wobec 46,5 mln poprzednio (ale wciąż to niższy wynik).

Wiatr już nie wieje w plecy

Pozytywne czynniki, które napędzały wzrost sprzedaży i biznesu Apple wydają się stopniowo wyczerpywać. Pamiętajmy jednak, że na rynkową sytuację wpływają niezliczone czynniki, także losowe, a przyszłość bardzo trudno precyzyjnie oszacować. Możemy nie wiedzieć dokąd zmierzamy, ale powinniśmy próbować dobrze określić w jakim miejscu jesteśmy. Obecnie Apple nie wydaje się przewartościowany i firmie daleko do ‘szalonej wyceny’ podobnej do Nvidia czy innych technologicznych spółek. Trudno powiedzieć jednak, by dzisiejsza wycena stanowiła ‘margines bezpieczeństwa’ na wypadek recesji, która może przynieść potencjalnie gwałtowne zmiany w liczbie sprzedawanych urządzeń. Nie można jednak spisywać wzrostu Apple na straty, byki z niecierpliwością czekają na premierę VR Vision Pro, która może ‘ożywić’ rynek wirtualnej rzeczywistości. Także dalszy rozwój AI – jeśli przełożony zostanie na nowe funkcje ‘Siri’ może elektryzować rynek.

Główne zmiany wprowadzone w nowym modelu iPhone dotyczą łącza USB-C, aparatu (choć zdjęcie w trybie nocnym, w prezentacji przyciągnęło kontrowersje – jakość wzbudziła wątpliwości) oraz procesora A17 i możliwości w najmocniejszych wersjach Pro. Czy funkcja ‘pstrykania palcami’ w celu sprawdzenia pulsu za pomocą Apple Watch nowej generacji napędzi sprzedaż? Prawdopodobnie bez względu na koniunkturę, sam biznes Apple obroni się. Nawet jeśli jego rozwój spowolni lub odnotuje regres. Pytanie brzmi, co stanie się z giełdową wyceną, na którą przede wszystkim wpływają czynniki takie jak psychologia – chciwość i strach? Tu wątpliwości przybywa.

Rynki wyraźnie bez fajerwerków przyjęły wydarzenie Apple – o technologicznym przełomie nie ma tym razem mowy. Po prezentacji iPhone’a 15 akcje Apple na nowojorskiej giełdzie taniały blisko 1,5%.

Wykres akcji Apple (AAPL.US), interwał D1. Pierwszym istotnym poziomem wsparcia w scenariuszu spadków wydają się okolice 165 USD gdzie widzimy 23,6 zniesienie fali wzrostowej z marca 2020 roku oraz decydującą średnią wyznaczającą umowny trend, SMA200 (czerwony kolor). Źródło: Platforma XTB

Wykres akcji Apple (AAPL.US), interwał D1. Pierwszym istotnym poziomem wsparcia w scenariuszu spadków wydają się okolice 165 USD gdzie widzimy 23,6 zniesienie fali wzrostowej z marca 2020 roku oraz decydującą średnią wyznaczającą umowny trend, SMA200 (czerwony kolor). Źródło: Platforma XTB

Autor: Eryk Szmyd Analityk rynków finansowych XTB