Dlaczego dokumenty cyfrowe są bardziej ekologiczne niż papierowe?

Digitalizacja dokumentacji papierowej w polskich przedsiębiorstwach staje się coraz popularniejsza. Firmy decydują się na cyfrowe odpowiedniki tradycyjnych dokumentów ze względu na większą oszczędność zarówno czasu jak i pieniędzy, a także z powodu ich ekologicznego charakteru.

Co zamiast dokumentów papierowych?

Obecnie coraz więcej firm decyduje się na wprowadzenie elektronicznej dokumentacji w swoim przedsiębiorstwie. To rozwiązanie gwarantuje znacznie więcej korzyści, niż papierowa dokumentacja. Ponadto, sprzyja ekologicznemu podejściu, które obecnie jest bardzo cenione w biznesie.

Czym są dokumenty cyfrowe?

Dokumentami cyfrowymi nazywa się wszystkie pliki tekstowe, graficzne, muzyczne, filmowe albo mieszane, które zostały utworzone na komputerze lub innych urządzeniach elektronicznych, można je zapisać, a następnie odczytać w formie cyfrowej.

Najczęściej przetwarzanymi elektronicznie dokumentami firmowymi są faktury, umowy, korespondencja, dokumenty kadrowe, rachunki, zamówienia, paragony, a także inne zapotrzebowania.

Jakie są zalety elektronicznych dokumentów w firmie?

Istnieje wiele powodów, które przemawiają na korzyść wprowadzenia cyfrowych dokumentów w przedsiębiorstwie. Jeśli jeszcze się wahacie, to sprawdźcie poniższą listę:

Kosztują znacznie mniej – digitalizacja dokumentów w firmie pozwala na odejście od tradycyjnych, papierowych, form. Tym samym, odchodzą koszty papieru, drukarek, tuszów, skanerów, a do tego przechowywania papierowej dokumentacji w zabezpieczonych miejscach.

Pozwalają zaoszczędzić mnóstwo czasu – dokumenty cyfrowe nie wymagają takiego nakładu pracy, jak ich papierowe odpowiedniki. Digitalizacja dokumentacji firmowej usuwa koszt podwójnej pracy, związanej z segregacją, przechowywaniem i archiwizacją. Pozwala również na lepszą organizację czasu pracy pracowników, którzy nie muszą angażować się w żmudną papierkową pracę.

Sprzyjają lepszemu zagospodarowaniu przestrzeni w biurze – dzięki wprowadzeniu cyfrowej dokumentacji można pozbyć się szaf i półek uginających się od segregatorów i teczek w papierowymi dokumentami. Również z biurek znikną niepotrzebne sterty papieru, co znacznie wpłynie na poprawę wizualnej strony biura.

Usprawniają pracę na wszystkich stanowiskach – cyfrowe dokumenty umożliwiają pracownikom szybki wgląd i wymianę pomiędzy sobą, bez konieczności skanowania tradycyjnych, papierowych, form. Dzięki temu proces przebiega znacznie szybciej i wygodniej, a każdy pracownik może mieć dostęp do ważnych dokumentów, nawet jeśli pracuje zdalnie.

Poprawiają bezpieczeństwo – elektroniczna dokumentacja, sposób jej przechowywania i dostęp gwarantują znacznie większy poziom bezpieczeństwa informacji oraz danych, aniżeli w przypadku tradycyjnej, papierowej dokumentacji.

Elektroniczny obieg dokumentów ma na celu zastąpienie tradycyjnych procesów, których bazą są papierowe dokumenty. To znacznie przyspiesza procesy biznesowe, zwiększa efektywność pracy, a do tego zmniejsza ryzyko utraty danych lub nieautoryzowanego dostępu do poufnych informacji.

W jaki sposób cyfrowe dokumenty poprawiają bezpieczeństwo?

Cyfryzacja dokumentów firmowych jest znacznie bezpieczniejszym rozwiązaniem, dzięki licznym i łatwym we wdrożeniu rozwiązaniom IT, które przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa.

Mowa m.in. o szyfrowaniu dokumentów, kontrolowaniu dostępu do serwerów, na których przechowywane są dokumenty, dwuetapowej weryfikacji tożsamości, a także tworzeniu kopii zapasowych.

Czy cyfrowe dokumenty są ekologiczne?

Zdecydowanie tak! Wyprodukowanie 1 tony papieru wiąże się z koniecznością wycięcia 15 drzew, a do tego zanieczyszczeniem 440 tys. litrów wody. Z jednego drzewa powstaje przeciętnie 10 tys. kartek papieru. Przypominacie sobie, ile papierowych kartek pojawiało się u Was w firmie w ciągu jednego tygodnia?

Zrezygnowanie z papierowych dokumentów realnie przyczyni się do poprawy kondycji środowiska, a do tego wzmocni wizerunek firmy w oczach klientów, jako odpowiedzialnej i nowoczesnej.

Ponadto, zrównoważone działania stanowi obecnie bardzo silny trend biznesowy, który zostanie z nami jeszcze przez kolejnych kilka lat. Wprowadzenie działań, które wpisują się w myśl ekologiczną w przedsiębiorstwie wzmocni jego pozycję na rynku i wyróżni na tle konkurencji.

Jak cyfrowo podpisywać dokumenty?

Jedną z możliwości digitalizacji dokumentów papierowych, jest wdrożenie elektronicznego podpisu, który umożliwia cyfrowe podpisywanie ważnej dokumentacji.

Tegoroczne badania KIR oraz ZBP wykazują, że zainteresowanie kwalifikowanym podpisem elektronicznym rośnie zarówno wśród indywidualnych użytkowników oraz przedsiębiorców. W latach 2018-2022 odsetek użytkowników elektronicznego podpisu zwiększył się o 38%.

E-podpis gwarantuje bezpieczeństwo cyfrowego dokumentu, a także ustala tożsamość osoby, która go podpisuje. Jest równorzędny z odręcznym podpisem, a także regulowany przez unijne rozporządzenie eIDAS, co powoduje że dokument uwierzytelniony elektronicznym podpisem, jest respektowany we wszystkich krajach UE.

Cyfrowy podpis można wykorzystywać do podpisywania umów cywilnoprawnych, ofert handlowych, kontraktów, zamówień, a nawet w kontaktach z podmiotami administracyjnymi czy urzędowymi.

„Rajd ulgi” na Wall Street

Optymizm na rynku widoczny jest gołym okiem. Od dwóch dni mamy coś na kształt „rajdu ulgi” ponieważ ryzyko niewypłacalności USA zostało oddalone, a przyczyniły się do tego słowa amerykańskich polityków. Po kilkutygodniowym marazmie na Wall Street, rozpoczął się kolejny impuls wzrostowy. Nasdaq 100 znalazł się najwyżej od kwietnia 2022 roku. Dobre nastroje udzielają się również w Europie. Obrazuje to indeks Dax, który „zaatakował” historyczne szczyty.

Inwestorzy otrzymali to czego chcieli, czyli uspokajające słowa Kevina McCarthy, który w wywiadzie podkreślił, że negocjacje są w „znacznie lepszym miejscu” i „porozumienie może zostać osiągnięte”. Do tego doszła wypowiedz Chucka Schumera – lidera większości w Senacie. Wspomniał on, że rozmowy w sprawie pułapu zadłużenia robią postępy i dodał, że Senat zajmie się ustawą po przejściu przez Izbę.

Wall Street rośnie pomimo faktu, że zwiększyło się prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych przez Fed na czerwcowym posiedzeniu. Po majowej decyzji i słowach Powella konsensus był taki, że dalsze zacieśnianie jest mnie realne. Oczywiście nie otrzymaliśmy oficjalnego komunikatu w tej sprawie. Zostały jednak usunięte pewne stwierdzenia, które w przeszłości sugerowały podwyżki.

Giełdy rosną bo inwestorzy cieszą się, że temat zadłużenia zostanie wkrótce rozwiązany. Dolar z kolei zyskuje a rentowności obligacji amerykańskich rosną – bo czerwcowy ruch w górę na stopach procentowych staje się bardziej realny. Ta zmiana oczekiwań wynika głównie z „jastrzębich” komentarzy prezeski Fed z Dallas – Lorie Logan, która przyznała, że argumenty za pauzą w podwyżkach nie są jasne. Dodała wprost, że będzie głosować za ruchem o 25 bps jeśli dane makro nie będą wskazywały, że gospodarka mocno hamuje. A tak się składa, że wczorajsze dane dotyczące rynku pracy były lepsze od oczekiwań (niższa liczba wniosków o zasiłek oraz mocne odbicie regionalnego wskaźnika Fed z Filadelfii).

Indeks SP500 znalazł się finalnie powyżej szczytów z tego roku. Opór na 4200 pkt. został pokonany, więc z technicznego punktu widzenia otrzymaliśmy sygnał kontynuacji wzrostów. Notowania są najwyżej od sierpnia 2022 roku, choć do szczytów wszechczasów jeszcze daleka droga. Poziom ATH został „zaatakowany przez niemiecki indeks Dax, a wybicie nastąpiło z rzadko widzianej na rynku formacji „diamentu”. Kluczowe będą najbliższe dni. Jeśli nie zobaczymy mocnej realizacji zysków, wówczas wzrosty powinny być utrzymane.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Inflacja PPI w Niemczech

Inflacja producencka PPI w Niemczech w ujęciu rocznym spadła z 6,7% w marcu do 4,1% w kwietniu. PPI jest teraz o 3,1 p.p. poniżej CPI. Wskaźnik PPI może być traktowany jako wyprzedzający względem CPI, z tego względu w kolejnych miesiącach możemy również obserwować dalszy spadek inflacji CPI. W ujęciu miesięcznym zaobserwowaliśmy jednak pierwszy od pół roku dodatni odczyt wskaźnika PPI. Ceny wzrosły o 0,3% m/m, podczas gdy konsensus rynkowy oczekiwał spadku o -0,5%.

W danych rocznych widać postępującą dezinflację, jednak po uwzględnieniu danych miesięcznych można zauważyć, że jej dynamika może się zmniejszać.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Państwo musi zapewnić lepszy dostęp do służby zdrowia i opiekę nad osobami starszymi

W przyszłości będziemy mieli do czynienia ze spadkiem podaży pracy – co być może w jakimś stopniu będzie kompensowane przez większą automatyzację i technologię. Dlatego trzeba pomyśleć o lepszej opiece zdrowotnej i lepszej opiece nad osobami niedołężnymi, które wymagają pomocy ze strony członków rodziny – a być może w przyszłości coraz większej pomocy ze strony wyspecjalizowanych instytucji. Dlatego, że zarówno liczba rodzin, jak i wielkość rodziny niestety według prognoz demograficznych będzie się zmniejszać.

– To powoduje, iż osoby w wieku przedemerytalnym, które mają rodziców zaawansowanych wiekiem, niestety będą w coraz większym stopniu obciążeni koniecznością opieki nad nimi – powiedział serwisowi eNewsroom.pl prof. Paweł Strzelecki ze Szkoły Głównej Handlowej. – To oznacza, że te pokolenia, które będą w przyszłości zmagać się z tymi obowiązkami, będą coraz mniej liczne, a problem będzie narastał w zdecydowanie większym stopniu niż w przeszłości. Zatem powinniśmy pomyśleć nie tylko o podnoszeniu dzietności, nie tylko o rynku pracy i wzroście aktywności zawodowej – ale także o rozwiązywaniu problemów życia codziennego wszystkich Polaków. Należy do nich również dostęp do służby zdrowia czy zapewnienie opieki nad osobami niesamodzielnymi – przekonuje Strzelecki.

Polacy wciąż skazani na prywatne leczenie zębów. Dentystom nie opłaca się pracować dla NFZ-u

Według danych NFZ-u, w ub.r. łączne koszty świadczeń stomatologicznych sfinansowanych ze środków publicznych przekroczyły 2,2 mld zł. Głównie pokryły płukanie kieszonek dziąsłowych i aplikowanie leków, leczenie próchnicy powierzchownej oraz lakierowanie zębów. Najwięcej środków przypadło na Mazowiecki Oddział Wojewódzki NFZ – 324,8 mln zł, a najmniej – na Lubuski – 39,1 mln zł. W tym roku plan finansowy NFZ zakłada większą kwotę, bo bliską 2,7 mld zł. Komentujący te dane eksperci podkreślają, że ww. wydatki są wciąż niewspółmierne z kosztami ponoszonymi przez lekarzy. Dlatego wielu z nich rezygnuje z podpisywania kontraktów z NFZ-em, a pacjenci mają coraz mniejszy dostęp do państwowego leczenia.

Najczęściej finansowane świadczenia i koszty

Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) udostępnił dane dot. najczęściej wykonywanych świadczeń stomatologicznych w ub.r. finansowanych ze środków publicznych. Zestawienie otwiera płukanie kieszonki dziąsłowej i aplikacja leku – 13,7 mln zabiegów. Dalej widać leczenie próchnicy powierzchownej – 10,6 mln, lakierowanie zębów 1/4 łuku zębowego – 10 mln, usunięcie złogów nazębnych z 1/2 łuku zębowego – 5,8 mln, a także kontrolne badanie lekarskie – 4,2 mln.

– Płukanie kieszonki dziąsłowej z aplikacją leku oraz leczenie próchnicy powierzchownej  może dotyczyć każdego zęba. Dorosły pacjent może mieć 32 zęby, więc podane procedury mogą teoretycznie zostać wykonane aż 32 razy na jednej wizycie. Z kolei lakierowanie zębów dotyczy 1/4 jednego łuku zębowego, czyli procedura może być liczona 4 razy dla szczęki i 4 razy dla żuchwy. Z kolei badanie lekarskie kontrolne przysługuje jednorazowo podczas wizyty. I w ciągu całego roku pacjent może je mieć tylko trzy razy. Nigdy więc nie osiągnie ono takich statystyk, jak inne ww. procedury – wyjaśnia dr Irena Przybylska z kliniki IMPLANT MEDICAL.

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika też, że w ub.r. koszty świadczeń stomatologicznych sfinansowanych ze środków publicznych wyniosły ponad 2,2 mld zł. Najwięcej z nich przypadło na Mazowiecki Oddział Wojewódzki NFZ – 324,8 mln zł, Małopolski – 263,3 mln zł, Śląski – 214,4 mln zł, Lubelski – blisko 173 mln, a także Wielkopolski – 164,1 mln zł. Na końcu zestawienia widać Lubuski Oddział Wojewódzki NFZ – 39,1 mln zł, Opolski – 42,7 mln zł, jak również Świętokrzyski – 67,3 mln zł.

– Zróżnicowanie kosztów wynika z różnej liczby świadczeniodawców w poszczególnych oddziałach. Tak zwana wartość etatu przeliczeniowego na jednego lekarza na miesiąc w przybliżeniu wynosi 20 tys. zł. Należy zaznaczyć, że to nie jest wynagrodzenie lekarza, a należność za leczenie pacjentów. Ta kwota musi pokryć koszty funkcjonowania całego gabinetu, tj. czynsz, media, wynagrodzenia, wydatki laboratoryjne prac protetycznych, zakup wszelkich materiałów, amortyzację itp. – podkreśla lek. dent. Rafał Kiełkowski, Przewodniczący Komisji Stomatologicznej przy Okręgowej Radzie Lekarskiej w Katowicach.

Niewystarczające czy optymalne finansowanie?

Natomiast dr Przybylska szacuje, że z sumy przeszło 2,2 mld zł na jednego obywatela Polski przypada niecałe 60 zł. W takiej dziedzinie medycyny, jaką jest stomatologia, koszty materiałów, sprzętu i jego eksploatacji oraz zatrudnienia personelu pomocniczego są niezwykle wysokie. Środki przekazywane przez państwo są zatem niewspółmierne z faktycznymi kosztami, jakie ponoszą dentyści. Dlatego też od dłuższego czasu wielu lekarzy rezygnuje z podpisywania kontraktów na świadczenie usług stomatologicznych w ramach NFZ-u.

– Wartości bezwzględne ww. kwot wydają się duże. Jednak udział świadczeń stomatologicznych w całym budżecie NFZ od lat maleje – z 4,4% w 2002 r. do 1,87% w 2023 r. Do tego stale ubywa lekarzy współpracujących z Funduszem. Dla pacjenta oznacza to ograniczanie dostępu do leczenia w ramach NFZ-u – zaznacza Rafał Kiełkowski.

Uniwersyteckie Centrum Stomatologii w Lublinie zdołało zamknąć 2022 rok z nieznacznym zyskiem. Dr Wojciech Brakowiecki, rzecznik prasowy UM w Lublinie, uważa, że świadczy to o optymalnym finansowaniu przez NFZ – Wprowadzenie m.in. bezlimitowego finansowania świadczeń udzielonych świadczeniobiorcom do ukończenia 18. roku życia ze środków subfunduszu terapeutyczno-innowacyjnego Funduszu Medycznego pozytywnie wpłynęło na wynik finansowy Centrum. Dodatkowo, wpływ na zwiększenie przychodu miała ponadlimitowa realizacja świadczeń chirurgii stomatologicznej i periodontologii w Poradni Chirurgii Stomatologicznej i Implantologii – informuje dr Brakowiecki.

Jak podaje NFZ, w planie finansowym na 2023 rok wpisano blisko 2,7 mld zł. To nieco większa kwota niż w ub.r. – W tym roku na każdego Polaka przypadnie z tych środków ok. 71 zł. Sam wzrost to dobra wiadomość, biorąc pod uwagę fakt, że w poprzednich latach wycena kosztów stała w miejscu. Jednak, patrząc na stałe podwyżki cen materiałów stomatologicznych, jest to wciąż niewystarczająca wartość. Co więcej „zjadana” przez inflację, więc – w mojej ocenie – pacjenci tego raczej nie odczują – alarmuje ekspertka.

NFZ zaznacza, że nakłady na świadczenia stomatologiczne wciąż rosną. Oddziały wojewódzkie systematycznie ogłaszają konkursy uzupełniające. Niemniej zainteresowanie nimi stomatologów od lat utrzymuje się na podobnym poziomie. – Podstawową kwestią jest wycena poszczególnych procedur. Biorąc pod uwagę stale rosnące koszty materiałów, potrzebny sprzęt, media, utylizację odpadów medycznych oraz rosnące pensje pracowników medycznych, okazuje się, że praca stomatologów w ramach NFZ nie jest satysfakcjonująca finansowo. Dlatego lekarze nie chcą korzystać z tej opcji – zauważa dr Przybylska.

Kolejnym aspektem jest ograniczona możliwość wykorzystywania nowych technologii, na co dodatkowo zwraca uwagę ekspertka. Wskazuje również, że lekarze pracujący w ramach NFZ-u nie są w stanie zaproponować rozwiązań w zakresie tzw. nowoczesnej stomatologii, takich jak skanery wewnątrzustne, lasery czy pracę w powiększeniu np. podczas leczenia kanałowego. Wielu dentystów, chcąc świadczyć usługi na wysokim poziomie, zgodnie z najnowszymi trendami stomatologicznymi, proponując do tego wysokiej jakości materiały stomatologiczne, rezygnuje z pracy w ramach kontraktu z NFZ-em.

Za mały koszyk świadczeń, za duże kolejki

Dodatkowo NFZ informuje, że lista świadczeń gwarantowanych i finansowanych ze środków publicznych wynika z treści rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie świadczeń. Pozostałe kwestie nie mogą być finansowe w tej procedurze.

– Obecnie wydaje się nierealnym, aby do aktualnych świadczeń wprowadzić nowe procedury z listy wysokospecjalistycznych, jak np. implanty czy aparaty stałe, co wpłynęłoby na wzrost zainteresowania pacjentów. Zmiany powinny opierać się raczej na umożliwieniu wykonywania aktualnych świadczeń specjalistycznych szerszej grupie osób, tzn. przede wszystkim na skracaniu istniejących kolejek w sektorze protetyki i ortodoncji – stwierdza dr Irena Przybylska.

Ekspertka dodaje również, że czas oczekiwania na refundowane protezy zębowe dla dorosłych czy aparaty zdejmowane dla dzieci jest wciąż zbyt długi. Młody pacjent, czekając kilka lat na swoją kolej, często ma już na tyle zaawansowaną wadę zgryzu, że lekarz nie jest w stanie wyleczyć go wyłącznie refundowanym do 12. roku życia aparatem ruchomym. Do tego, w wyniku długiego oczekiwania, wielu pacjentów zostaje ostatecznie skreślanych z powodu przekroczenia limitu wieku.

– W przypadku protetyki też nie jest ciekawie. Pacjent najpierw ma problem ze sprawnym umówieniem pierwszej wizyty u specjalisty, a potem czeka wiele miesięcy na wykonanie protezy. W przypadku rozległych braków zębowych ma trudności z podstawową funkcją konieczną do przeżycia, a mianowicie ze spożywaniem  pokarmów. Absurdalnym wydaje się więc to, aby pacjenci musieli tyle czekać na wykonanie najprostszych uzupełnień protetycznych – podsumowuje ekspertka z IMPLANT MEDICAL.

Zarząd Big Cheese Studio podjął uchwałę w sprawie wypłaty rekordowej 11 mln dywidendy

Zarząd notowanej na GPW spółki Big Cheese Studio, w dn. 18  maja br. zarekomendował wypłatę ponad 11 mln zł dywidendy z zysku netto za rok obrotowy 2022. To jak dotąd największa dywidenda w historii spółki, wynosząca 65 proc. zysku netto, liczącego w ub. roku 16,7 mln zł (wzrost rdr o 34%). Dywidenda na jedną akcję wynieść ma 2,67 zł, dając stopę dywidendy na poziomie 5,5 proc. Ostateczna decyzja w tej sprawie zapadnie w późniejszym terminie, podczas zwołania Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Big Cheese Studio.

– W 2022 roku osiągnęliśmy dobre wyniki finansowe. To zasługa niesłabnącej popularności naszego flagowego tytułu Cooking Simulator. Prócz wysokiej monetyzacji gry, nie bez znaczenia był także odpowiedni dobór kanałów dystrybucyjnych. Wdrożona dywersyfikacja, podykotowana odpowiednio obraną strategią rozwoju, przynosi nam oczekiwane korzyści. Po rekordowych wynikach, przychodzi czas na rekordową wypłatę dywidendy. Wczoraj nasz Zarząd podjął uchwałę w tej sprawie. Zarekomendowana została wypłata dywidendy dla naszych akcjonariuszy z zysku netto za 2022 rok o wartości ponad 11 mln zł (65 proc. zysku). Dywidenda na jedną akcję liczyć ma 2,67 zł, daje to stopę dywidendy na poziomie 5,5 proc. Pozostała część zysku, o wartości 5,7 mln zł zostanie przeznaczona na kapitał zapasowy. – informuje Jakub Rafał, Dyrektor Finansowy w Big Cheese Studio.

Big Cheese Studio to polski producent i wydawca gier wideo. Spółka specjalizuje się w tworzeniu gier symulacyjnych z elementami ekonomii i strategii. W 2019 roku na rynku zadebiutowała pierwsza, autorska produkcja studia – Cooking Simulator. Obecnie to najlepsza gra o gotowaniu na świecie. Projekt doczekał się już wersji VR, która równie szybko zyskała uznanie graczy, otrzymując z początkiem zeszłego roku miano najlepszej gry VR roku 2021 platformy Steam. Studio nie zwalnia tempa i w najbliższych planach ma zarówno odsłonę podstawki na platformie PlayStation VR 2, jak i rozpoczęcie sprzedaży Cooking Simulatora na rynku chińskim – możliwe, że nawet w tym półroczu.

Obecnie łódzki zespół koncentruje swoje siły nad kilkoma projektami jednocześnie, trzy z nich są priorytetowe. Mowa o wyczekiwanym Cooking Simulatorze 2, Pizza Empire oraz Underdose. Trzecia gra to nowo ogłoszony tytuł, który do tej pory znany był jako Project X. Jest to gra narracyjna inspirowana Blade Runner, stawiająca gracza przed trudnymi wyborami moralnymi.

Wszystkie trzy tytuły zostaną zaprezentowane na tegorocznym Gamescom za tzw. zamkniętymi drzwiami. Wydarzenie odbędzie się w dniach 23-27 sierpnia w Kolonii w Niemczech.

Aktualnie trwają zaawansowane prace nad trzema kluczowymi dla nas projektami. Jednym z nich jest sequel do Cookinga. To dla nas bardzo ważny produkt. Z jego premierą w dalszym ciągu celujemy na 2023 rok, choć dajemy sobie pewien ew. zapas czasu na dodatkowe doszlifowanie. We wrześniu tego roku odbędą się zamknięte testy, po którym to czasie będzie nam najłatwiej ocenić ostateczną datę debiutu. Nie chcemy się spieszyć, by nie zmarnować wielkiego potencjału gry – naszą ambicją jest by sequel przebił jego podstawkę, a to naprawdę ambitny cel. Robimy więc wszystko by produkt finalnie był atrakcyjny dla jak najszerszej grupy odbiorców i jednocześnie przyniósł nam kolejne zyski – mówi Łukasz Dębski, CEO w Big Cheese Studio.

USA mogą zbankrutować?

Formalnie USA mogą zbankrutować, jeżeli politycy przeciągną „linę” za daleko, jakieś odsetki od zadłużenia nie zostaną spłacone przez rząd i będziemy mieli panikę na rynku, rozpocznie się krótkotrwała i dynamiczna wyprzedaż na rynkach.

Teoretycznie bankructwo jest możliwe, praktycznie jest jednak mało prawdopodobne. Od początku tego roku dyskutuje się na temat potrzeby podniesienia limitu zadłużenia w USA, ale w ostatnich dniach intensyfikuje się narracja potrzeby podniesienia limitu zadłużenia, aby amerykański rząd nie zbankrutował. Czy w zasadzie jest to jednak możliwe?

Patrząc na liczby związane z zawieszeniem prac amerykańskiego rządu oraz podnoszeniem limitu zadłużenia wydaje się wręcz nieprawdopodobne, aby teraz amerykańskie władze postanowiły nie walczyć o „utrzymanie się na powierzchni”.

Od 1976 prace rządu były wstrzymywane 22 razy! Czasami na godziny, czasami na całe tygodnie, ale zawsze ostatecznie udawało się zwiększać limit zadłużenia, który pozwalał na zaciąganie nowego długu i zwiększania wydatków.

– Stany Zjednoczone mają takie rozwiązanie prawne, jakim jest limit zadłużenia wprowadzony w 1917 r. na potrzeby finansowania I wojny światowej i wówczas każda emisja nowego długu musiała uzyskać zgodę Kongresu – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Takiej sytuacji chyba nie ma już nigdzie na świecie, bo trudno sobie wyobrazić, że np. w Polsce Ministerstwo Finansów emituje nowe obligacje 5-letnie i musi na to uzyskać zgodę Sejmu i Senatu.

Jest to bardzo niepraktyczne, ale wydatki rządowe w USA są w ten sposób bardzo kontrolowane. Jeśli w oczekiwaniu na zwiększenie limitu zadłużenia zamykano np. parki publiczne, biblioteki i muzea, to jednak nie oznaczało to niewypłacalności USA.

Dług już dawno przekroczył 30 bln USD, zwiększał się bardzo w czasach pandemii, gdy zdecydowano się na dodatkowy dodruk pieniędzy na wyjątkową skalę. Teraz można zastanawiać się ile można jeszcze zwiększyć zadłużenie? Odpowiedź brzmi: w nieskończoność. Stany Zjednoczone działają w ciągłym deficycie, dlatego w celu zaspokojenia wszelkich potrzeb – zwykłego prowadzenia państwa jak zapłata urzędnikom, budowa dróg czy zapłata emerytur wojskowych, a do tego spłacanie wcześniejszych zobowiązań, jest potrzeba zaciągania nowego zadłużenia.

Oczywiście można proces zaciągania nowego długu spowolnić, tego chce obecnie Partia Republikańska, na co nie chcą zgodzić się Demokraci, którzy już teraz szykują się do kolejnych wyborów, przede wszystkim prezydenckich. Z drugiej strony Republikanie przedstawili już swój plan budżetowy, który tak naprawdę pozwoli na obsługę każdego finansowego zobowiązania, ale będzie wymagał pewnych cięć wydatkowych. Obecne władze będą tak naprawdę mogły dalej działać bez ustanowienia nowego limitu zadłużenia, ale będą musiały jeszcze mocniej ściąć wydatki, aby spłacać odsetki i zapadające obligacje. Wydaje się wobec tego, że nawet techniczny upadek Stanów Zjednoczonych wydaje się mocno wątpliwy. W ostateczności Republikanie prawdopodobnie i tak ulegną, aby nie być oskarżanym przez Demokratów o potężne cięcia wydatków, które mogą uderzyć w najsłabszych Amerykanów.

Formalnie Stany Zjednoczone mogą zbankrutować, jeżeli politycy przeciągną „linę” za daleko, jakieś odsetki od zadłużenia nie zostaną spłacone przez rząd i będziemy mieli panikę na rynku, rozpocznie się krótkotrwała i dynamiczna wyprzedaż na rynkach. Krótkotrwała, bo politycy przestraszą się skutków swych decyzji i w pięć minut ten limit podniosą.

Co nader istotne, sytuacja USA jest odmienna od innych krajów. Nie da się porównać sytuacji Stanów do tego co choćby zdarzyło się w Grecji. Stany Zjednoczone mają zadłużenie w dolarach, nie potrzebują kupować obcych walut płacąc coraz drożej za sfinansowanie zadłużenia.

– Imperia upadają powoli, może się zdarzyć w przyszłości, że Stany Zjednoczone nie będą mogły bardziej się zadłużać, ale nie jest to sytuacja na dziś – komentuje ekspert XTB. – Może dojść jedynie do technicznej niewypłacalności, gdy Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych (Treasury) nie wypłaci jakichś odsetek, ale bez długotrwałych konsekwencji.

Wobec tego istnieje szansa na to, że nie będziemy mieli wcale skokowego wzrostu rynkowych stóp procentowych, tak jak jest obecnie oczekiwanie w przypadku bankructwa USA. Jest szansa nawet na to, że rentowności spadną! Nowego długu nie będzie przybywało, a stary dalej będzie spłacany. Oczywiście niekoniecznie może się to przyczynić do wzrostów na Wall Street, choć obecnie obserwujemy dosyć jasną korelację: spadek rentowności równa się wzrosty na indeksach.

– Na ten moment inwestorzy nic nie obstawiają w związku z potrzebą podniesienia zadłużenia rządu, ponieważ zachowują zdrowy rozsądek zakładając, że nic złego się nie stanie – dodaje P.Kwiecień z XTB. – Byłbym jednak ostrożny z inwestowaniem w amerykańskie obligacje, lepiej przez chwile poczekać.

Prezes ZUS: system emerytalny w Polsce jest bezpieczny

Kobiety w Polsce są lepiej wykształcone, ale jednak poziom ich wynagrodzeń jest zdecydowanie niższy niż mężczyzn. Mamy do czynienia z luką płacową, która wynika historycznie z takiej segmentacji – choć są też branże, zawody, w których kobiety dominują. Tak jest też w sektorze publicznym. Dlatego potrzebne są takie zmiany, które będą uwzględniały wyższy stopień aktywności zawodowej kobiet związany z unowocześnieniem gospodarki, z awansami, z digitalizacją. Nie bez znaczenia jest także dyskurs wokół systemów emerytalnych związanych z demografią, a zwłaszcza wejście w ten dyskurs z różnymi poglądami – które niekoniecznie mają uwarunkowania naukowe, badawcze, ekonomiczne czy prawne.

– System emerytalny w Polsce obecnie jest bardziej bezpieczny dla państwa nawet wobec wyzwań demograficznych niż system emerytalny, który w Polsce obowiązywał przed styczniem 1999 roku – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. – Ten nowy system emerytalny jest absolutnie bardziej odporny na kryzysy demograficzne i szereg innych – ale wymaga również zobowiązań ze strony obywateli. Emerytura jest uzależniona od tego, kim jesteśmy, jak długo pracujemy, kiedy przechodzimy na emeryturę. System wprost mówi, że trzeba długo pracować, gromadzić kapitał emerytalny i później przechodzić na emeryturę. Wtedy stopa zastąpienia, czyli wysokość relacji między emeryturą a przeciętnym wynagrodzeniem jest wyższa – wyjaśnia Uścińska.

Złoty niespodziewanie traci

Polska waluta przyjmuje właśnie bardzo silne ciosy. W ciągu niecałych dwóch dni polski złoty stracił już 1% na wartości względem euro. Pytanie, jak daleko zajdzie ten ruch.

Spadki inflacji bazowej w Europie

Ostatnie dane dają nadzieję na wyjście z problemów inflacyjnych. We wtorek w Polsce zobaczyliśmy spadek inflacji bazowej. Swoją drogą, pierwszy od połowy 2021 roku. Wczoraj dołożyliśmy do tego jeszcze spadek inflacji bazowej w strefie euro. Dlaczego to takie ważne? Inflacja bazowa pokazuje nam, jak zachowują się ceny w danym regionie po odjęciu żywności i energii. Podejście to spowodowane jest chęcią wyeliminowania elementów najbardziej zmiennych z koszyka inflacyjnego. Pozwala to lepiej obserwować trend. Obecny spadek inflacji konsumenckiej był bowiem mocno wspierany spadkami cen ropy, która w zeszłym roku została wywindowana w górę z powodu rosyjskiej inwazji na terytorium Ukrainy. Należy pamiętać, że spadek to tylko początek drogie. Poziomy, na których jest inflacja, są nadal mimo spadku nieakceptowalnie wysokie.

Korekta na złotym

Od dwóch dni jesteśmy świadkami silnego ruchu osłabiającego polską walutę. Jeszcze w nocy z wtorku na środę za jedno euro płacono poniżej 4,49 zł. Dzisiaj nad ranem mamy już 4,54 zł za euro. Większość analityków łączy to odbicie z korektą techniczną, tylko złośliwi starają się to łączyć z licytacją opozycji z rządem, kto bardziej zweryfikuje, czy budżet nie jest z gumy. Ruch umacniający złotego trwał bez większych odbić od połowy lutego. Po takim czasie i zyskaniu imponujących na rynku walutowym przeszło 6% korekta nie jest niczym nadzwyczajnym. Jest to wręcz urealnienie ceny. Patrząc na siłę ruchu, może to oczywiście budzić strach. Ciężko zresztą powiedzieć, jak głęboko sięgnie taki ruch korekcyjny. Najprawdopodobniej czeka nas ciekawy koniec tygodnia.

Rynek nieruchomości wciąż mocny

Pomimo wysokich stóp procentowych amerykański rynek nieruchomości wciąż ma się dobrze. Wczorajsze dane pokazują, że liczba wydawanych pozwoleń na budowy domów, jak również rozpoczętych budów wciąż pozostaje na relatywnie wysokich poziomach. Nie są to absolutnie żadne szczyty, ale raczej niskie normalne poziomy. W gospodarce USA problem rynku nieruchomości ma pewną specyfikę. Jeżeli pojawia się problem spadku cen, banki zaczynają domagać się zwiększenia zabezpieczeń kredytów. To z kolei u niektórych kredytobiorców wymusza szybką sprzedaż nieruchomości i pogłębia problem na rynku. Z tego właśnie powodu dane te są dość uważnie monitorowane.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Tani dolar = drogie złoto?

W obliczu niepewności na globalnych rynkach finansowych, złoto, jak zawsze, staje się bezpiecznym schronieniem dla inwestorów. W ostatnich tygodniach, kiedy dolar amerykański znacznie stracił na wartości, cena kruszcu poszybowała w górę, pobijając kolejne rekordy. Co jest przyczyną takiej sytuacji i czemu złoto nazywane jest bezpieczną przystanią?

Złoto jako bezpieczna przystań

Złoto jest uznawane za istotny składnik majątku od tysięcy lat. Jego wartość nie jest związana z konkretnym rządem ani walutą, co sprawia, że jest atrakcyjnym aktywem w czasach niepewności geopolitycznej. Jest też często uznawane za ochronę przed inflacją. W momencie, kiedy siła nabywcza waluty spada, wartość złota często rośnie. To czyni kruszec atrakcyjnym aktywem dla inwestorów, którzy chcą zachować wartość swojego kapitału w obliczu rosnącej inflacji.

Co więcej, metal ten jest surowcem, którego nagłe zwiększenie wydobycia nie wchodzi w grę. Ograniczona podaż złota pomaga utrzymać jego wartość, zwłaszcza w porównaniu do walut papierowych, które mogą być drukowane w dużych ilościach przez rządy.

Ponadto, złoto często ma niską korelację z innymi aktywami, takimi jak akcje czy obligacje. To oznacza, że jego cena nie zawsze porusza się w tą samą stronę co innych aktywów. Może to pomóc inwestorom zdywersyfikować swoje portfele i zmniejszyć ryzyko.

Warto również wiedzieć, że jego wartość jest podtrzymywana przez samych inwestorów. W czasach niepokoju gospodarczego lub politycznego, często szukają oni rozwiązań mniej ryzykownych i wówczas zwracają się właśnie ku złotu, co zwiększa na nie popyt.

Inwestując w złoto, ważne jest zrozumienie tego aktywa i jego świadomy zakup. Na samym początku warto zapoznać się z analizą aktualnych notowań oraz wykresem cen z ostatnich lat. Analizując taki wykres, możemy utwierdzić się w przekonaniu, że inwestycja w kruszec to rozwiązanie długofalowe, a nie sposób na szybki zysk. Przykładowo, jeżeli pod koniec 2013 roku kupiliśmy 1 uncję, musieliśmy za nią zapłacić około 3600 zł, obecnie jej koszt wynosi ponad 8000 zł – kalkulacja jest więc prosta – wskazuje Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex.

Jak na wycenę złota wpływa dolar?

Wzrost popytu na złoto jest odpowiedzią na obecne turbulencje na światowych rynkach. Niepokoje geopolityczne, zwłaszcza w strategicznych dla gospodarki obszarach, powodują, że inwestorzy dywersyfikują swój portfel, przede wszystkich nabywając złoto jako inwestycję ochronną. Jego wartość wyrażona w złotówkach od początku roku wzrosła o prawie 5%, a w dolarach amerykańskich o około 10%.

Często możemy usłyszeć, że dolar i złoto utrzymują odwrotną korelację – kiedy wartość amerykańskiej waluty spada, cena złota zazwyczaj rośnie. Jednak warto wiedzieć, że faktycznie wyceny złota – w długofalowej perspektywie – odzwierciedlają utratę siły nabywczej dolara – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. W obecnej sytuacji kluczem będą decyzje Fedu. Wprowadzając pauzę w dotychczasowym cyklu podwyżek stóp procentowych, co rynek wycenia już na posiedzeniu czerwcowym, może to dać inwestorom sygnał do kontynuacji wyprzedaży dolara, na czym korzystałoby m.in. złoto, dyskontujące w ten sposób możliwość odrodzenia się po kilku kwartałach od takowej pauzy ponownie presji inflacyjnej. W takim otoczeniu mogłoby to oznaczać zielone światło dla scenariusza definitywnego rozbicia obszaru 2100 USD na złocie i zdynamizowania ruchu na nowe, nieznane do tej pory obszary cenowe – wskazuje.

Badanie EY Polska: Młodzi w internecie – bez kontroli, bez ograniczeń, bez świadomości zagrożeń

  • Z badania przeprowadzonego na zlecenie EY Polska przez Kantar Public wśród osób w wieku 10-17 lat, wynika, że rodzice często nie wiedzą, co ich dzieci robią w internecie, a nastolatkowie nie są do końca świadomi wirtualnych zagrożeń.
  • Oprogramowania do kontroli rodzicielskiej nie ma zainstalowanego 60 proc. ankietowanych, zaś 14 proc. nie było nawet w stanie stwierdzić, czy je posiada.
  • Młodzież nie zawsze przestrzega podstawowych zasad bezpieczeństwa. Co czwarty ankietowany otworzył plik z nieznanego źródła lub kliknął w link wysłany od nieznajomego użytkownika. Natomiast do rozmowy z osobami poznanymi jedynie w sieci przyznało się 48 proc. nastolatków.
  • Internet jest przez młodzież wykorzystywany głównie do komunikacji i rozrywki – zwłaszcza do rozmowy za pomocą komunikatorów (58 proc.) i gier (51 proc.). Co trzeci badany (31 proc.) wykorzystuje świat wirtualny do nauki i odrabiania lekcji. Jedynie 9 proc. czyta w sieci artykuły i informacje.
  • Coraz powszechniejszym zjawiskiem jest przesiadywanie wielu godzin przed ekranem. W tygodniu minimum 4 godziny dziennie surfuje w sieci 34 proc. nastolatków. W weekendy odsetek ten wzrasta do 60 procent, a dodatkowo prawie 20% badanych spędza online ponad 8 godzin.
  • Mimo dużej ilości czasu poświęcanego na świat wirtualny, 39 proc. ankietowanych przyznaje, że rodzice nie wyznaczają im żadnych ograniczeń czasowych na korzystanie z internetu.

Współcześni nastolatkowie dorastają w pełni scyfryzowanym społeczeństwie, w którym dostęp do internetu jest łatwy i szybki. Nie znaczy to jednak, że potrafią omijać zagrożenia występujące w wirtualnym świecie. Z badania EY Polska „Ostrożni w Sieci” wynika, że wielu młodych ludzi nie identyfikuje niebezpiecznych sytuacji, a rodzice zbyt mało uwagi przywiązują do tematu wirtualnych zagrożeń.

17 maja przypadał Światowy Dzień Społeczeństwa Informacyjnego, który podkreśla wpływ nowych technologii na rozwój społeczny i gospodarczy. Ostatnie lata to dynamiczny rozwój cyfryzacji. Niesie one za sobą jednak nie tylko szanse, ale również zagrożenia. Na te drugie warto zwrócić szczególną uwagę. Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie EY Polska wśród osób w wieku 10-17 lat wskazują, że poziom świadomości na temat wirtualnych ryzyk pozostaje wśród polskich nastolatków na niskim poziomie. Dodatkowo nie zawsze mogą oni liczyć na wsparcie rodziców, którzy wyjaśniliby, jak ustrzec się przed niebezpiecznymi sytuacjami w sieci.

Jednym z głównych problemów jest to, że dorośli, często mało doświadczeni w świecie cyfrowym, przeważne nie wiedzą, co ich dzieci robią w internecie. Opiekunów mogłoby wesprzeć w nadzorze m.in. oprogramowanie do kontroli rodzicielskiej. Tymczasem 60 proc. ankietowanych młodych ludzi nie ma go zainstalowanego, a 14 proc. nie jest nawet w stanie stwierdzić, czy je posiada. Brak kontroli jest szczególnie niepokojący w kontekście niebezpiecznych treści, które pojawiają się na najpopularniejszych platformach społecznościowych czy rozrywkowych.

Ignorowanie cyberzagrożeń

Monitorowanie zachowań nastolatków w sieci jest niezwykle ważne. Wychowywanie się w scyfryzowanym świecie znacząco ograniczyło obawy przez technologicznymi nowinkami, które miało jeszcze pokolenie X. Jednocześnie ten proces nie był wystarczająco uzupełniany o wiedzę z zakresu bezpieczeństwa. W efekcie młodzi ludzie często nie mają wiedzy ani świadomości czyhających problemów – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY, Globalny Lider Bezpieczeństwa Architektury i Nowoczesnych Technologii.

Z badania EY wynika, że co czwarty ankietowany otworzył plik z nieznanego źródła lub kliknął w link wysłany od nieznajomej osoby, narażając się na phishing lub zainfekowanie swojego urządzenia. Co więcej, niemal co drugi nastolatek (48 proc.) przyznał, że rozmawiał z kimś poznanym jedynie w sieci. W przypadku ankietowanych w wieku 14-17 lat pozytywnie odpowiedziało aż 62 proc. młodych kobiet i 55 proc. młodych mężczyzn.

– Choć nastolatkowie imponują swoją internetową biegłością, są w dużym stopniu podatni na zagrożenia czyhające w wirtualnym świecie. Wynika to przede wszystkim z coraz bardziej podstępnych mechanizmów hakerskich i zaawansowanych technologii. O fake newsach słyszał już niemal każdy i mamy coraz lepsze sposoby, jak się przed nimi bronić. Ale już manipulacje wideo w formie deep fake’ów czy naśladowanie głosu są trudne do wykrycia. Wciąż duże zagrożenie stanowi phishing nakierowany na wyłudzenie danych osobowych czy haseł i loginów do kont bankowych. Młodzież jest szczególnie narażona na przechwytywanie kont ze względu na stosowanie zbyt słabych haseł, korzystania z tego samego hasła w wielu miejscach czy brak ustawionej podwójnej weryfikacji przy logowaniu – dodaje Piotr Ciepiela.

Wątpliwe źródła informacji

Co do zasady, polskie nastolatki znają narzędzia obrony przed rozprzestrzenianiem się fake newsów, ale robią to niezwykle rzadko. Z badania EY wynika, że 69 proc. z nich przynajmniej raz sięgnęło do innego źródła, aby zweryfikować prawdziwość internetowych treści. Niemniej, za każdym razem robi to jedynie 7 proc. ankietowanych. Jednocześnie 31 proc. młodzieży nigdy nie sprawdza podejrzanych informacji, a w przypadku osób w wieku 10-13 lat odsetek ten sięga 36 proc.

Dlatego też młodzi użytkownicy internetu mogą przyczyniać się do rozpowszechniania fałszywych wiadomości, zwłaszcza ze względu na ich skłonność do szybkiego dzielenia się informacjami z rówieśnikami. Drugim czynnikiem większej podatności na fake newsy jest fakt, że nie czerpią z sieci wiarygodnych informacji o świecie. Tylko 9 proc. nastolatków przyznało, że czyta online wiadomości
i artykuły. Zdecydowana większość konsumuje treści, które pojawiają się w mediach społecznościowych i to one stanowią dla nich główne źródło aktualności.

Internet źródłem rozrywki

Większość ankietowanych wykorzystuje internet głównie do rozmów za pomocą komunikatorów (58 proc.) oraz rozrywki – gier online (51 proc.), słuchania muzyki (46 proc.) i korzystania z serwisów społecznościowych (43 proc.). Szczegółowe wyniki pokazują, że dziewczynki w wieku 10-13 oraz 14-17 lat częściej w sieci rozmawiają lub piszą ze znajomymi i rodziną (odpowiednio 69 i 61 proc.) oraz słuchają muzyki (51 i 55 proc.). Młode respondentki chętniej korzystają również z serwisów społecznościowych (44 i 51 proc.). Domeną chłopców są za to gry online – sięga po nie aż 72 proc. ankietowanych w wieku 10-13 lat i 62 proc. w wieku 14-17 lat. Ciekawą informacją stajest to, że tylko 5 proc. respondentów działa jako aktywni twórcy prowadzący swoje blogi lub kanały.

Młodzież nie jest aż tak skłonna do czytania treści w internecie, jak mają to w zwyczaju dorośli, ponieważ szuka w sieci przede wszystkim rozrywki. W ten sam sposób można wytłumaczyć niski odsetek internetowych twórców wśród nastolatków, mimo że wielu z nich marzy o byciu influencerem i czerpaniu z tego tytułu korzyści finansowych. Jednak rozwój własnego internetowego medium i zbudowanie wokół niego zaangażowanej społeczności wymaga ogromnego nakładu czasu, którego wielu młodym ludziom po prostu brakuje z uwagi na obowiązki szkolne.

Równocześnie okres pandemii i nauki zdalnej miały wpływ na większą skłonność młodzieży do korzystania z sieci nie tylko w celu spędzania wolnego czasu. Co trzeci badany (31 proc.) wchodzi do świata wirtualnego, aby odrobić lekcje albo czegoś się nauczyć, np. języka obcego.

Długie godziny w sieci

Oprócz namacalnych wirtualnych zagrożeń, jakimi są chociażby wycieki danych czy nieświadome zainstalowanie złośliwego oprogramowania, na nastolatków czekają w internecie także inne pułapki. Jedną z głównych jest długotrwałe przesiadywanie w świecie wirtualnym kosztem realnego życia. Ten trend potwierdzają wyniki badania EY – 34 proc. młodzieży spędza w ciągu tygodnia minimum cztery godziny dziennie surfując w sieci. Co ciekawe, od poniedziałku do piątku najczęściej online bywają dziewczynki w wieku 14-17 lat – 54 proc. z nich przeznacza na internet cztery godziny dziennie lub więcej.

W weekendy odsetek młodzieży spędzającej w sieci minimum cztery godziny sięga już 60 proc., z czego 13 proc. ankietowanych zaszywa się w świecie wirtualnym na osiem godzin lub więcej. Wyniki badania wskazują, że czas poświęcany na konsumpcję cyfrowych treści rośnie wraz z wiekiem. Minimum osiem godzin dziennie online w soboty i niedziele jest 19 proc. osób w przedziale od 14 do 17 lat. Mimo dużej ilości czasu spędzanego przed ekranem, 39 proc. nastolatków przyznaje, że rodzice nie wyznaczają im żadnych limitów na korzystanie z internetu.

O badaniu
Badanie „Ostrożni w Sieci” zostało przeprowadzone przez firmę Kantar Public w dniach 10-14 marca 2023 r. na ogólnopolskiej reprezentacyjnej próbie 585 osób w wieku 10-17 lat. Zastosowaną techniką badawczą były wywiady internetowe wspomagane komputerowo (CAWI).

Analiza danych Premier League: zróżnicowane międzynarodowo zespoły osiągają lepsze wyniki

  • W ciągu ostatnich 20 lat 65 proc. wszystkich zawodników klubów Premier League to międzynarodowi piłkarze – pochodzący z innych krajów niż Anglia
  • Zagraniczni zawodnicy strzelili większość bramek zdobytych w ciągu ostatnich dwudziestu lat ligi – łącznie 64,8 proc.
  • 83 proc. zawodników nagrodzonych Złotym Butem to gracze międzynarodowi
  • W badanym okresie w Premier League grało 18 Polaków

Analiza danych Premier League z ostatnich 20 lat pokazuje, że drużyny bardziej zróżnicowane międzynarodowo osiągają lepsze rezultaty

Nowa, kompleksowa analiza ostatnich 20 lat Premier League dowodzi, że receptą na sukces są międzynarodowe talenty. Globalna firma HR Deel wspólnie z doświadczonym statystykiem piłkarskim, Jonnym Blainem, przeanalizowała wyniki ligi od początku XXI wieku. Celem było ocenienie, w jakim stopniu międzynarodowa różnorodność, gole i osiągnięcia zespołu idą ze sobą w parze. Badania wykazały wyraźną korelację pomiędzy wielonarodowym składem drużyn a ich sukcesem pod wieloma aspektami — liczby zdobytych bramek i wygranych meczów oraz ostatecznej pozycji w lidze.

W badaniu analizowany był udział zagranicznych zawodników w każdej drużynie Premier League od sezonu 2002/2003 do sezonu 2021/2022. Porównując wyniki, Blaine ustanowił coroczny „współczynnik zawodników zagranicznych” — czyli średnią proporcję zawodników z innych państw w odniesieniu do graczy z Anglii.

Korzystając z tego punktu odniesienia, Blain był w stanie zilustrować, w jakim stopniu różnorodność składu korelowała z sukcesem drużyny. Wniosek? Zespoły zróżnicowane międzynarodowo osiągają lepsze wyniki.

  • 15 z ostatnich 20 zwycięskich drużyn Premier League – w tym 12 z ostatnich 13 – miało „współczynnik zawodników zagranicznych” powyżej średniej w danym sezonie.
  • W 19 z 20 uwzględnionych w badaniu sezonów średnia liczba zwycięstw drużyn o wysokim „współczynniku zawodników zagranicznych” przekroczyła średnią liczbę zwycięstw dla zespołów o średniej poniżej tego wskaźnika.
  • Zespołem z najwyższym „współczynnikiem zawodników zagranicznych” był Arsenal, z wynikiem 96 proc. w sezonie 2006/2007. Drużyna zajęła wtedy ostatecznie 4. pozycję w tabeli. W każdym objętym badaniami roku, w którym Arsenal kończył rozgrywki w pierwszej czwórce, przekraczał „współczynnik zawodników zagranicznych” wliczając w to zwycięski sezon 2003/2004, gdy 77 proc. drużyny stanowili zawodnicy międzynarodowi.

Zagraniczni gracze odegrali znaczącą rolę w sukcesie największych drużyn Premier League w ciągu ostatnich 20 sezonów. Od bramkostrzelności Manchesteru United, który regularnie zdobywał mistrzostwa pod wodzą Sir Alexa Fergusona, po praktycznie niepokonany skład zbudowany przez Arsene’a Wengera w sezonie 2003/2004, to właśnie gracze z innych państw byli filarem tych i wielu kolejnych osiągnięć, przez co większość kibiców uważa Premier League za najlepszą ze wszystkichmówi Jonny Blain, statystyk piłkarski.

Międzynarodowi zawodnicy strzelają (i bronią) gole

Z badań Deel oraz Blain’a wynika, że w ciągu ostatnich 20 lat istnienia Premier League, 6 922 z 10 590 zawodników pochodziło z innych państw, stanowiąc 65 proc. wszystkich graczy. Najwyższy poziom współczynnika osiągnięty został w sezonie 2013/2014 i wyniósł 69,7 proc. Odsetek międzynarodowych zawodników, którzy wystąpili przynajmniej raz w całym sezonie, był najniższy w pierwszych czterech latach objętych badaniem, co sugeruje, że zespoły stają się coraz bardziej zróżnicowane.

Zagraniczni zawodnicy są również w dużej mierze odpowiedzialni za strzelanie goli. W ciągu ostatnich 20 sezonów Premier League zawodnicy z zagranicy zawsze zdobywali większość bramek (64,8 proc.). Wskaźnik ten osiągnął szczyt w sezonie 2018/2019 na poziomie 72 proc. i nigdy nie spadł poniżej 59%.

W przypadku zdobywców tytułów Premier League tendencja ta jest jeszcze bardziej wyraźna. W 19 z 20 badanych sezonów odsetek bramek zdobytych przez zagranicznych zawodników w mistrzowskiej drużynie był wyższy niż średnia dla całej ligi. Najwyższy odsetek bramek strzelonych przez zawodników zza granicy w najlepszej drużynie w ciągu ostatnich 20 sezonów wyniósł 94,1 proc. i został osiągnięty przez Manchester City w sezonie 2013/2014. Tuż za nim uplasował się Arsenal z wynikiem 93,2 proc. w sezonie 2003/2004.

Drużyna Sezon % bramek strzelonych przez zawodników zagranicznych
Manchester City 2013/2014 94,1%
Arsenal 2003/2004 93,2%
Chelsea 2014/2015 90,4%
Chelsea 2016/2017 89,4%
Manchester City 2011/2012 83,9%

W tym zestawieniu warto wspomnieć o zawodnikach z Polski – od broniącego bramki Liverpool FC Jerzego Dudka, z niezapomnianym „Dudek Dance” w finale Ligi Mistrzów 2005, kolejnych bramkarzy – Wojciecha Szczęsnego, Tomasza Kuszczaka i Artura Boruca, przez zdobywcę bramki dla Leicester City FC Marcina Wasilewskiego po zaliczających asysty Kamila Grosickiego, Grzegorza Krychowiaka, Mateusza Klicha, Jana Bednarka czy Matty’ego Casha.

W ostatnich 20 sezonach Premier League 24 zawodników* otrzymało Złotego Buta – nagrodę dla najlepszego strzelca sezonu. Spośród tych zawodników 83 proc. (20) to gracze zagraniczni. Jedynymi wyjątkami są Harry Kane, który wygrał trzy razy, oraz Jamie Vardy, który wygrał raz. Francuz Thierry Henry zdobył Złotego Buta cztery razy, więcej niż jakikolwiek inny zawodnik.

Co więcej, tylko trenerzy spoza Anglii wygrali Premier League od momentu jej powstania, udowadniając, że znaczenie międzynarodowych talentów rozciąga się na kierownictwo wyższego szczebla. Szkoccy szkoleniowcy Sir Alex Ferguson i Kenny Dalglish zdobyli trofeum, ale żaden zwycięski menedżer nie pochodził z Anglii ani z Walii.

– Jestem zagorzałym fanem Paris Saint-Germain, ale zawsze uwielbiałem oglądać Premier League, a jedną z jej największych zalet jest sama liczba międzynarodowych zawodników. W sporcie i nie tylko, zatrudnianie bez granic i korzystanie z prawdziwie globalnej puli talentów daje pracodawcom najlepsze szanse na zebranie różnorodnych umiejętności oraz doświadczeń w jeden skuteczny zespół – komentuje badania, Alex Bouaziz, współzałożyciel i dyrektor generalny Deel. – Niektóre z największych drużyn na świecie zawdzięczają swój sukces międzynarodowym talentom. Doskonałym przykładem jest piłka nożna, ale widzimy to również w innych sektorach. Te wyniki potwierdzają moje (i Deela) przekonanie, że istnieje korelacja między globalną różnorodnością a sukcesem zespołu.

*W niektórych latach nagroda była dzielona.

Metodologia badań

Badanie analityczne ukazuje proporcje międzynarodowych zawodników każdej drużyny Premier League, począwszy od sezonu 2002/2003 do sezonu 2021/2022. Porównując te wyniki, Blain ustalił roczny „współczynnik zawodników zagranicznych”, czyli proporcję w każdej z drużyn zawodników z innych państw do tych pochodzących z Anglii.

Korzystając z tego punktu odniesienia, Blain był w stanie zilustrować, w jakim stopniu globalna różnorodność korelowała z sukcesem – pod względem strzelonych bramek, wygranych meczów i ostatecznej pozycji w lidze.

Uwaga: dla celów tego badania „zagraniczny” lub „międzynarodowy” jest zdefiniowany jako każda osoba, która nie jest Anglikiem.

Start będzie trudny. W nowej ustawie o fundacjach rodzinnych zastawiono kilka „pułapek podatkowych”

Ustawa o fundacji rodzinnej wejdzie w życie 22 maja br. Jednak już dokonano jej nowelizacji. Zmiany zasad opodatkowania w większości są korzystne. Ale jedna z koncepcji może poważnie skomplikować prowadzenie fundacji. Jeśli fundator, beneficjent lub podmioty z nimi powiązane zdecydują się odpłatnie nią zarządzać, to powstanie tzw. ukryty zysk, który trzeba będzie opodatkować. Z kolei nieodpłatne świadczenie fundatora przyniesie przychód. I tak każda forma jego zaangażowania w zarząd wpłynie na opodatkowanie jej CIT-em. Wprowadzane zmiany z pewnością uszczelnią ustawę, ale budzą też szereg wątpliwości interpretacyjnych. Zdezorientowani przedsiębiorcy mogą wstrzymać się z decyzjami inwestycyjnymi lub biznesowymi. Może też dojść do sytuacji, w których zaczną szukać luk w niejasnych i trudnych do zastosowania przepisach.

Ustawa pełna zaskoczeń

Po podpisaniu przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę ustawy o fundacji rodzinnej, ku ogólnemu zaskoczeniu, okazało się, że prace nad jej ostateczną treścią wciąż trwają. I w ostatnim czasie dokonano nowelizacji tej ustawy, która dopiero za kilka dni zacznie obowiązywać. Wprowadzone zmiany dotyczą przede wszystkim zasad opodatkowania fundacji rodzinnej oraz jej fundatorów i beneficjentów. Większość z nich można ocenić pozytywnie, zwłaszcza umożliwienie stosowania obniżonego, 10-proc. PIT dla wypłat także dla beneficjentów z nieco dalszej rodziny, czyli należących do I i II grupy podatkowej w podatku od spadków i darowizn. Krokiem w dobrą stronę jest też likwidacja bariery dotyczącej estońskiego CIT-u, która nie pozwalała na jednoczesne bycie beneficjentem fundacji rodzinnej i udziałowcem tak opodatkowanej spółki.

Jednak wiele trudności może spowodować to, że nowa regulacja przewiduje opodatkowanie fundacji rodzinnej 15% CIT-em w przypadku świadczenia w postaci ukrytych zysków. Regulacja ta ma na celu doprecyzowanie zakresu zdarzeń podlegających opodatkowaniu na poziomie fundacji oraz zapobieganie wykorzystywaniu instytucji fundacji wbrew celowi ustawy, w szczególności dla optymalizacji, tj. poprzez dystrybucję majątku z fundacji do fundatora lub beneficjentów bez opodatkowania z tytułu wypłaty świadczeń.

Ukryte zyski to konstrukcja znana z przepisów dotyczących estońskiego CIT-u, gdzie stanowi źródło licznych wątpliwości i sporów interpretacyjnych. Można się zatem spodziewać, że również na gruncie ustawy o fundacjach rodzinnych będzie przedmiotem niepewności podatników, a w konsekwencji – powodem wielu wniosków o interpretacje indywidualne.

Z literalnej treści przepisów o fundacjach rodzinnych wynika, że wynagrodzenie za świadczenie usług zarządzania i kontroli przez beneficjenta, fundatora czy podmiot powiązany (z nimi lub z fundacją) będzie stanowiło ukryty zysk podlegający opodatkowaniu. I z tą kwestią trudno będzie polemizować.

Skomplikowane zarządzanie

Wprowadzane zmiany oczywiście mają uszczelnić ustawę przed użyciem fundacji rodzinnej jako podmiotu do optymalizacji podatkowej i powinny rzeczywiście spełnić tę funkcję. Niemniej jednak, z perspektywy fundatorów, znacznie komplikują prowadzenie takiego podmiotu. Przepisy przestają być tak jednoznaczne i jasne, jak planowano, co może zniechęcić wielu przedsiębiorców do zakładania fundacji. Zawarta w ustawie koncepcja ukrytych zysków wymaga większej uwagi przy projektowaniu fundacji i planowaniu, jakie aktywa zostaną wniesione i jak będzie wyglądało ich funkcjonowanie. Konieczne staje się przeprowadzenie dokładniejszej analizy prawno-podatkowej, aby uniknąć nieporozumień i problemów związanych z nowymi przepisami.

W przypadku przepisów ogólnych ustawy o CIT, wartość rzeczy i praw otrzymanych nieodpłatnie lub częściowo odpłatnie, a także innych nieodpłatnych lub częściowo odpłatnych świadczeń stanowi przychód podatkowy. Wydaje się zatem, że w takim przypadku fundacja rodzinna nie może skorzystać ze zwolnienia podmiotowego i podlega w tym zakresie opodatkowaniu CIT-em na zasadach ogólnych.

Sposób sformułowania definicji ukrytych zysków może prowadzić do sytuacji, w której fundacje rodzinne nie będą zainteresowane odpłatnym pełnieniem funkcji przez beneficjenta, fundatora czy podmioty powiązane. Należne im wynagrodzenie będzie uznane za ukryty zysk, który podlega opodatkowaniu. Rozwiązanie to nie będzie zatem opłacalne. W związku z tym fundacje rodzinne mogą zdecydować się na zatrudnianie osób niepowiązanych, co jednak wpłynie na poziom zaangażowania ludzi związanych z podmiotem, czyniąc go mniej rodzinnym.

Gdy zmiany zaczną obowiązywać, zarządzanie fundacją stanie się dużym problemem. Jeśli fundator, beneficjent lub podmioty z nimi powiązane zdecydują się na odpłatne zarządzanie fundacją, to powstanie ukryty zysk, który będzie musiał być opodatkowany. Jedynym sposobem uniknięcia tego byłoby nieodpłatne zarządzanie fundacją przez fundatora. Jednak to z kolei prowadziłoby do powstania przychodu z tytułu nieodpłatnego świadczenia. W rezultacie każda forma zaangażowania fundatora w zarząd fundacji rodzinnej wpływa na opodatkowanie jej podatkiem CIT. Trudno ocenić, czy odsunięcie w ten sposób fundatora lub beneficjentów i osób powiązanych od zarządu fundacji było celem ustawodawcy czy tylko przejawem jego nieuważności.

W przypadku spółek nieodpłatne świadczenia na rzecz członka zarządu, który jest jednocześnie wspólnikiem lub akcjonariuszem, nie stanowią problemu. Nie są przychodem podatkowym spółki. Koncepcja ta wywodzi się z prawa wspólników do uzyskania w przyszłości dywidendy. Uznaje się bowiem, że świadczenie de facto nie ma charakteru nieodpłatnego (świadczenie na poczet uzyskania późniejszego, większego zysku).

Bardziej skomplikowana jest sytuacja beneficjenta fundacji rodzinnej, który świadczy nieodpłatnie usługi na jej rzecz. Nie ma pewności, czy organy podatkowe zastosują takie samo podejście jak do członków zarządu spółek. Zasadne byłoby przyjęcie analogicznego podejścia w odniesieniu do beneficjenta fundacji rodzinnej, gdyż sama sytuacja jest analogiczna. Beneficjent (podobnie jak wspólnik i akcjonariusz spółki) jest uprawniony do otrzymywania od fundacji rodzinnej świadczeń. Trudno znaleźć argument, który podważyłby to rozumowanie. Nie sposób jednak przewidzieć, czy organy podatkowe ją zaakceptują. Trzeba czekać na pierwsze stanowiska w tej kwestii.

Potencjalne scenariusze

Charakterystyczny dla polskiego ustawodawcy sposób wprowadzenia przepisów nie zasługuje na zaufanie podatników oraz uznanie sztuki prawodawstwa. Po pierwsze, dokonywanie zmian w ustawie, która jeszcze nie weszła w życie, utrudnia zainteresowanym dostosowanie się do nowych regulacji. Jest to szczególnie problematyczne w przypadku złożonych kwestii prawnych, takich jak powołanie fundacji rodzinnej. Przedsiębiorcy potrzebują czasu, aby dokładnie zbadać nowe przepisy, skonsultować się z prawnikami i podjąć decyzję, czy powołanie fundacji jest dla nich odpowiednie.

Po drugie, nowelizacja może wprowadzać przepisy, które nie są dostatecznie przemyślane. To może prowadzić do niepożądanych konsekwencji. Brak wnikliwej analizy może skutkować wprowadzeniem niejasnych regulacji, które trudno będzie interpretować lub zastosować w praktyce. To z kolei może zwiększyć ryzyko nieporozumień między przedsiębiorcami a organami regulacyjnymi, a nawet prowadzić do sporów sądowych.

Konsekwencje rynkowe tej sytuacji mogą być różne. Przede wszystkim przedsiębiorcy mogą czuć się zdezorientowani i niepewni co do przyszłości swojego biznesu, ponieważ nie wiedzą, jakie będą skutki wprowadzenia nowych przepisów. Mogą więc wstrzymać się z podejmowaniem decyzji inwestycyjnych lub biznesowych, co może wpłynąć na rozwój rynku. Ponadto, wprowadzenie niejasnych lub trudnych do zastosowania przepisów może skłonić przedsiębiorców do szukania luk w prawie lub stosowania działań, które nie są zgodne z duchem przepisów. To może natomiast prowadzić do wzrostu nieprawidłowości na rynku.

Chociaż obraz fundacji rodzinnej, jaki wyłania się z przepisów w obecnym kształcie, nie jest perfekcyjny, to trzeba wskazać, że jest to zasadniczo pożądana instytucja. Pozwoli ona na kumulację kapitału, przy jednoczesnym zapewnieniu należytej ochrony bliskim fundatora. Zasady opodatkowania fundacji rodzinnej, jej fundatorów i beneficjentów, jakie były proponowane i wprowadzane na przestrzeni prac nad projektem ustawy, zasadniczo zmierzały do uatrakcyjnienia tej instytucji. I tak się stało. Oferuje ona bardzo korzystne zasady opodatkowania, mimo że pojawienie się koncepcji ukrytych zysków skomplikowało zasady rozliczania i zarządzania fundacją.

Na ten moment trudno przewidzieć, czy instytucja fundacji rodzinnej straci na zainteresowaniu przedsiębiorców. Z pewnością jednak kwestia ukrytych zysków może być czynnikiem, który będzie zniechęcał podatników do jej powoływania. Być może podzieli los estońskiego CIT-u, który początkowo nie cieszył się popularnością, ze względu na brak utrwalonej linii interpretacyjnej i skomplikowanie przepisów. Jednak z czasem i dzięki poznaniu korzyści instytucji, podatnicy przekonują się do nowego rozwiązania. Z fundacją rodzinną może być podobnie. W tej chwili zawiera niejasności. Podatnicy mogą wstrzymać się przed jej zakładaniem, oczekując na wyrobienie praktyki stosowania przepisów.

Wydaje się również, że trudno cofnąć wprowadzane zmiany. Pomocne w tej sytuacji może być jedynie wyrozumiałe i jednolite podejście organów podatkowych. Potrzebne są też jasne i dostępne informacje w zakresie opodatkowania fundacji rodzinnych, a w razie potrzeby – zrozumiałe i pełne objaśnienia podatkowe.

Autorem komentarza jest doradca podatkowy Ewa Flor

Jak nowe przepisy wpłyną na rynek pożyczkowy? „Spóźnialskim klientom pozostanie szara strefa”

18 maja wchodzi w życie kolejna faza regulacji rynku pożyczkowego. Wygląda na to, że dla legalnych firm pożyczkowych nie oznacza to rewolucji. Gorzej sprawa wygląda z punktu widzenia klientów, którym zdarzało się sięgać po pożyczki i spóźniać się ze spłatą zobowiązań. „Klientom, którzy mieli duże opóźnienia, pozostaną tylko lombardy lub szara strefa” – ocenia Jerzy Kachnowicz, prezes CreamFinance Poland, właściciela marek LendOn.pl i Extraportfel.pl

18 maja wchodzi w życie kolejna faza regulacji rynku pożyczkowego. Co najważniejszego zmienia się dla firm, a co dla klientów?

Zmiany z 18 maja 2023 w bardzo podobny sposób dotykają zarówno klienta, jak i firmę pożyczkową. Najważniejszą ze zmian jest obowiązek badania zdolności kredytowej na podstawie danych od „zaufanego dostawcy” oraz odbieranie od konsumenta oświadczenia o jego dochodach i wydatkach. Z naszego punktu widzenia zmiana ma charakter administracyjny i usztywnia zasady w tym zakresie, co w naszej ocenie nie ma sensu, ale oczywiście dostosujemy się do wymagań ustawowych. Nikt nie jest bardziej zainteresowany tym, żeby dokonać prawidłowej oceny zdolności klienta do spłaty zobowiązania, niż firma pożyczkowa. I jest to jedna z naszych kluczowych kompetencji.

Druga bardzo ważna rzecz to wprowadzenie obowiązku raportowania do Biura Informacji Kredytowej danych o udzieleniu kredytu konsumenckiego oraz o zaległościach w spłacie. CreamFinance Poland jest w korzystnej sytuacji, ponieważ już wcześniej współpracowaliśmy z BIK-iem i mamy wypracowane procedury oraz zakres przekazywanych informacji. Natomiast podmioty, które nie współpracowały do tej pory z BIK-iem, są w ekstremalnie trudnej sytuacji – z uwagi na brak jakichkolwiek przepisów wykonawczych. Firmy wiedzą, że mają raportować do BIK, a ustawa mówi co mają raportować, ale nie mówi, jak to zrobić.

Samo rozwiązanie zobowiązujące do raportowania do jednej wskazanej z nazwy instytucji jest kuriozalne. To tak jakby wskazać, że każdy kto prowadzi działalność finansową w Polsce musi otworzyć konto w PKO BP. Proszę nie zrozumieć mnie źle, BIK to dobre biuro informacji, a PKO BP to dobry bank, ale narzucanie takiego partnera w ustawie nie wydaje się właściwe, szczególnie że sam ustawodawca wprowadza termin „zaufanego dostawcy” danych.

Pierwsza część zmian dotknęła najsłabsze podmioty, część z nich zniknęła z rynku. Czy teraz należy spodziewać się podobnej sytuacji?

Zmiany, które wchodzą właśnie w życie niosą za sobą dodatkowe koszty, a nie generują żadnych dodatkowych korzyści, więc będą miały wpływ na pogorszenie wyników spółek pożyczkowych. Proces konsolidacji rynku firm pożyczkowych jeszcze na pewno się jeszcze nie zakończył, ale ta zmiana raczej nie spowoduje większych roszad wśród podmiotów. Największe przetasowanie na rynku nastąpi prawdopodobnie na przełomie 2023/2024, kiedy wejdą kolejne obowiązki dla firm pożyczkowych związane z podniesieniem kapitału zakładowego, objęciem spółek pożyczkowych nadzorem i kosztami z tym związanymi.

Taka rynkowa weryfikacja to dla klientów dobra czy zła wiadomość?

Dla klientów, którzy mają przyzwoitą historię kredytową, nie będzie to miało znaczenia. Klientom, którym historycznie zdarzały się duże opóźnienia, pozostaną tylko lombardy lub szara strefa.

Jak po dotychczasowych zmianach ma się CreamFinance Poland (wraz z markami konsumenckimi LendOn.pl i Extraportfel.pl)?

Marże spadały średnio o 40% i jest to potężny cios. Mówiąc wprost – nasza sytuacja finansowa jest znacznie gorsza niż w 2022 i 2021 roku. Z pozytywnych zdarzeń, wymuszone przez zmiany ustawowe odrzucanie klientów najbardziej ryzykownych, spowodowało znaczna poprawę jakości „portfela”.

Odpady poubojowe znikną z diety zwierząt? Jest na to szansa

Białko jest czworonogom niezbędne, ale czy stosowanie w ich diecie „świeżego mięsa”, które jest najczęściej odpadem poubojowym wciąż będzie praktykowane przez producentów karm? Wiele wskazuje na to, że obecne trendy całkowicie zdominują w niedalekiej przyszłości branżę pet food. Dziś za jego idealny zamiennik uważa się białko owadzie, z powodzeniem stosowane w karmach mokrych i suchych oraz tzw. treatsach.

Produkt uzyskany z owadów nie zawiera żadnych konserwantów chemicznych, jest całkowicie hipoalergiczny i możliwy do spożycia przez koty i psy z nietolerancją pokarmową lub alergią. HiProMeat to zmielone larwy owadów, które producenci karm wykorzystują jako zamiennik mokrych i suchych komponentów, stosując jako dodatek poprawiający smakową atrakcyjność i wprowadzający uzupełniające walory prozdrowotne.

– Zmielone larwy owadów znajdziemy także w treatsach, czyli przekąskach i smakołykach wykorzystywanych jako nagrody w szkoleniu psów – wyjaśnia Sebastian Gołębiewski, Business Development Manager, HiProMine. – Stosowanie tego produktu jest dla zwierząt zdrowsze. Pamiętajmy, że mięso wykorzystywane do produkcji karm to najczęściej odpady poubojowe, które nie są idealnym rozwiązaniem jeśli chodzi o zdrowie zwierząt. Wiedzą o tym hodowcy, którzy od dawna sięgają po karmy z dodatkiem insektów. Stąd też czołowi producenci karm mają coraz bogatszą ofertę produktów na bazie owadów – tłumaczy.

Jednym ze światowych liderów produkcji białka owadziego jest HiProMine, do podpoznańskiej spółki ustawiają się długie kolejki producentów karm. Białko z insektów, będące kluczowym składnikiem larw, może być dostarczane w wielu formach.

– Poza HiProMeat, porównywalnym pod kątem wartości odżywczych z mięsem mięśniowym, kolejną popularną formą jest mączka odtłuszczona (HiProMeal), o zawartości białka ok. 55% w suchej masie – informuje Sebastian Gołębiewski. – Jest to postać najbardziej zbliżona do wysokiej jakości mączek rybnych oraz monogatunkowych mączek ze zwierząt hodowlanych, takich jak króliki, kaczki czy indyki. Mączka z insektów może być stosowana jako składnik suchej karmy wszystkich czołowych producentów pet foodu na świecie – dodaje.

Prace nad hodowlą Hermetia illucens (czarna mucha) w podpoznańskim Robakowie zaczęły się wiele lat temu. Dziś, obok szeroko zakrojonych badań naukowych, w Polsce prowadzona jest produkcja białka owadziego. Mączka z insektów może być bezpośrednio stosowana w ramach tradycyjnych metod produkcji karmy suchej, ma właściwości hipoalergiczne i antydrobnoustrojowe.

– Ogromne znaczenie ma wysoka zawartość kwasu laurynowego, niewystępującego w tak wysokich stężeniach w innych tłuszczach zwierzęcych, a mogącego mieć szczególne znaczenie dla zdrowia zwierząt w fazie rozwoju szczeniąt i kociąt – zdradza dr Krzysztof Dudek, Koordynator Projektów Badawczo-Rozwojowych, HiProMine – Kwas laurynowy jest naturalnym składnikiem mleka ssaków, np. karmiących suk, wykazuje on ogólne działanie przeciwzapalne i immunostymulujące, np. przyspiesza gojenie się ran oraz wpływa pozytywnie na zapobieganie infekcjom.

Zapotrzebowanie na białko owadzie jest tak duże, że spółka HiProMine podjęła decyzję o budowie kolejnego zakładu produkcyjnego, proces inwestycyjny już się rozpoczął. Fabryka powstanie na terenie Ziemi Lubuskiej.

– Nie jesteśmy jedyni, którzy mocno inwestują w tej branży na terenie Europy – mówi Krzysztof Dudek. – Produkcja białka owadziego czy też tłuszczu z owadów, jak również ekologicznego nawozu z domieszką chityny, zawartej w pancerzykach owadów, to przyszłość. Hodowla owadów w przeciwieństwie do trzody chlewnej pozostawia znikomy ślad węglowy, jest także znacznie bardziej etyczna. Dodając do tego walory prozdrowotne, jakże ważne w przypadku karmienia zwierząt domowych, można się pokusić o stwierdzenie, że mięso kręgowców będzie coraz bardziej ustępować temu owadziemu – dodaje.

Rekomendacje Business Centre Club dotyczące reformy systemu emerytalnego

Eksperci Business Centre Club opracowali rekomendacje dotyczące usprawnienia polskiego systemu emerytalnego. Reforma jest trudna, ale konieczna dla zapewnienia bezpieczeństwa ekonomicznego osób w wieku emerytalnym, a także stabilności rynku pracy oraz finansów publicznych.

Eksperci BCC, w tym główny ekonomista Business Centre Club prof. Stanisław Gomułka twierdzą, że:

  1. System emerytur pomostowych powinien być traktowany jako wygasający. Dopuszczamy jednak – zakładając, że to wyjątek od reguły – utrzymywanie systemu w bardzo ograniczonym zakresie.
  2. Wprowadzenie do systemu emerytalnego tzw. emerytur stażowych bez ograniczeń może prowadzić do nieracjonalnie nadmiernego obniżenia przeciętnego wieku emerytalnego, który w Polsce jest już niski – szczególnie w przypadku kobiet. Aby temu zapobiec, należałoby wprowadzić minimalny staż jako warunek otrzymania tego typu świadczenia.
  3. W Unii Europejskiej formalny wiek emerytalny kobiet i mężczyzn jest taki sam we wszystkich krajach z wyjątkiem Polski i Rumunii. BCC rekomenduje zrównanie wieku kobiet i mężczyzn jako obowiązującej zasady. Taka zmiana podwyższy emerytury kobiet, teraz przeciętnie bardzo niskie, poprawi finanse FUS i zwiększy aktywność zawodową w obszarze 55+, również obecnie będącą na bardzo niskim poziomie.
  1. Należy zlikwidować tzw. okres ochronny, wymuszający zatrudnienie przez 4 lata przed dojściem do formalnego wieku emerytalnego. Takie wymuszanie zmniejsza bowiem zainteresowanie pracą w tym okresie i czasem zmusza do wcześniejszych zwolnień z pracy.

Ponadto BCC rekomenduje:

  1. eliminację podatku PIT od dochodów z pracy po przekroczeniu formalnego wieku emerytalnego.
  2. eliminację składek emerytalnych przez pracowników i przedsiębiorców po przekroczeniu przez pracowników formalnego wieku emerytalnego pod warunkiem, że są to osoby, które zdecydowały się skorzystać z przysługującego im świadczenia emerytalno-rentowego.

Columbus zaczyna działać w Słowacji

Słowacja to trzeci z kolei kraj, do którego Columbus wprowadza swoją ofertę. Spółka będzie dostarczać produkty OZE dla klientów indywidualnych i biznesowych.

Spółka Columbus Energy S.A. realizuje zapowiadaną ekspansję na rynki zagraniczne. W połowie kwietnia br. Spółka rozpoczęła działalność w Ukrainie, gdzie będzie dostarczać i montować produkty ze swojej oferty, a teraz przygotowuje się do sprzedaży na rynku słowackim. Zarząd Columbus podpisał dziś umowę typu joint-venture, na podstawie której w Słowacji zostanie utworzona spółka, z 52-procentowym udziałem Columbus.

– W ciągu niespełna rocznej działalności w Republice Czeskiej znaleźliśmy się w top 5 firm tamtejszego rynku fotowoltaicznego. Wraz z naszymi czeskimi partnerami kontynuujemy strategię rozwoju regionu o rynek słowacki. Tamtejszy rynek, podobnie jak w Polsce, jest wspierany dopłatami do zakupu fotowoltaiki, przy czym szacuje się, że rynek jest jeszcze w bardzo wczesnej fazie rozwoju. Stwarza to znakomitą okazję do wykorzystania naszych kompetencji i sprawdzonych rozwiązań. W Czechach mamy już własne ekipy instalatorskie i silne zespoły sprzedażowe, które będą wspierały słowackich kolegów. Nasi czescy współpracownicy zajmują się też kompleksową organizacją działalności w Słowacji, dlatego z dużym zaufaniem i optymizmem otwieramy naszą filię na kolejnym rynku – twierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że w czerwcu 2022 r. Columbus rozpoczął działalność w Republice Czeskiej, a 18 kwietnia br. powołał spółkę w Ukrainie, gdzie wkrótce uruchomi sprzedaż i montaż fotowoltaiki, pomp ciepła i magazynów energii.

W Grudziądzu Orlen wybuduje elektrownię gazową o mocy 560 MW

W Grudziądzu wmurowano kamień węgielny pod fundamenty elektrowni gazowej o mocy 560 MW. Będzie to jedna najnowocześniejszych jednostek tego typu w Europie, gwarantująca dostawy energii dla miliona gospodarstw domowych. Zastosowanie bloku gazowo-parowego o wysokiej elastyczności sprawi, że nowa jednostka będzie skutecznie współpracować z odnawialnymi źródłami energii, tym samym przyczyniając się do ograniczenia emisji CO2 bez ryzyka zakłóceń w dostawach prądu dla odbiorców.

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

– Grupa ORLEN realizuje najbardziej ambitną strategię transformacji energetycznej w naszym regionie. Celem jest neutralność emisyjna, dlatego uzupełnieniem produkcji z farm wiatrowych i fotowoltaicznych będą nowoczesne jednostki gazowe o dużej elastyczności, umożliwiające szybkie reagowanie na zmiany w produkcji z OZE. Dzięki temu będziemy mogli zagwarantować odbiorcom stabilne dostawy energii bez względu na warunki atmosferyczne czy porę dnia. Stawiamy przy tym na najnowocześniejsze rozwiązania, zapewniające wysoką sprawność działania, niezawodność i efektywność ekonomiczną. Taką jednostką będzie budowany w Grudziądzu blok gazowo-parowy, którego sprawność będzie przekraczała 60 proc. i który może być uruchomiony w zaledwie 30 do 90 minut – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Czas rozruchu jest jednym z kluczowych parametrów w przypadku jednostek, które mają służyć do bilansowania pracy Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Im krótszy, tym łatwiej reagować na zmienność produkcji elektryczności z OZE. Pod tym względem blok budowany przez CCGT Grudziądz, spółkę zależną Energi z Grupy ORLEN, będzie osiągał jeden z najlepszych wyników na rynku i tym samym będzie odgrywał istotną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Umowę na wykonanie jednostki o mocy 560 MW podpisano w maju 2022 roku. Obecnie na terenie budowy prowadzone jest palowanie, a także zbrojenie i wylewanie płyt fundamentowych. Równolegle trwa budowa infrastruktury pomocniczej (m.in. drogi wewnętrzne, place składowe i przedmontażowe, magazyny itp.). Zakończenie prac fundamentowych dla serca bloku – turbozespołu złożonego z turbin gazowej i parowej oraz generatora – planowane jest na przyszły kwartał.

W fabrykach w kraju i zagranicą trwa produkcja niezbędna dla realizacji prac budowlanych i konstrukcyjnych. Produkowane są prefabrykaty ze stali zbrojeniowej, elementy kotwiące dla głównych maszyn i urządzeń, powstają już elementy kotła odzysknicowego.

Łączne zaawansowanie wszystkich prac szacowane jest na blisko 20%, przy czym prac projektowych – na ok. 70%. Posadowienie kluczowych urządzeń elektrowni, w tym turbin gazowej i parowej oraz generatora, zaplanowano na pierwszą połowę 2024 roku. Elektrownia zostanie oddana do użytku w 2025 roku.

Inwestycję realizuje konsorcjum firm Siemens Energy  oraz Mytilineos. Technologia, która zostanie zastosowana przy budowie bloku w Grudziądzu, należy do najnowocześniejszych na rynku. Budowany blok gazowo-parowy będzie się charakteryzował wysoką sprawnością, przekraczającą 60 proc. w warunkach nominalnych, dyspozycyjnością oraz wspomnianą już elastycznością pracy.

– Po raz kolejny współpracujemy z Grupą ORLEN budując elektrownię i dostarczając wysokosprawny blok gazowo – parowy. Inwestycja w Grudziądzu jest niezwykle znaczącym punktem na mapie Polski w kierunku dekarbonizacji sektora energetycznego w naszym kraju, która znajdzie odzwierciedlenie w zmniejszeniu emisji CO2. Nasz technologia pozwoli w przyszłości współspalać mieszankę gazu i wodoru, docelowo wyłącznie wodór, zapewniając tym samym bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej -– mówi Grzegorz Należyty, Wiceprezes na Europę Wschodnią i Dyrektor Zarządzający Siemens Energy Polska.

– Mytilineos Energy & Metals posiada duże doświadczenie w budowie najnowocześniejszych bloków typu CCGT dla kluczowych klientów i partnerów, pomagając tym samym wielu krajom redukować emisję gazów cieplarnianych w kierunku „czystszej przyszłości”. Naszym celem jest ciągły rozwój i wzrost skupiony wokół zwrotu wartości dla naszych interesariuszy, naszych pracowników i społeczności, do których docieramy. Jesteśmy dumni, że współpracujemy z lokalnymi kontrahentami i na terenie tej budowy większość zatrudnianych przez specjalistów to Polacy – dodaje Kostas Horinos, dyrektor wykonawczy ds. projektów energetycznych w Mytilineos.

Do tej pory na terenie budowy personel generalnego wykonawcy przepracował blisko 80 tys. roboczogodzin, w trakcie których nie doszło do ani jednego wypadku. Prace prowadzi obecnie ok. 80 osób, ale w szczytowym momencie, gdy rozpocznie się montaż głównych urządzeń elektrowni, ich liczba wzrośnie do ok. 600.

W sumie budowa bloku wymagać będzie wylania ok. 30 tys. m sześc. zbrojonego betonu, wykorzystania łącznie ok. 10 tys. ton stali zbrojeniowej i konstrukcyjnej, przeszło 500 ton rur i ponad 400 km kabli. Sam turbozespół elektrowni będzie ważył łącznie przeszło tysiąc ton.

W grudniu 2021 r. zawarto z Operatorem Sieci Przesyłowych 17-letni kontrakt w ramach rynku mocy, z pierwszym rokiem dostaw przypadającym na 2026 r. Grudziądzka elektrownia zakontraktowała łącznie 518 MW mocy, co w trakcie realizacji umowy zagwarantuje jej przychód sięgający co najmniej 3,5 mld zł.

Elektrownia w Grudziądzu będzie jedną z największych oraz najnowocześniejszych tego typu inwestycji realizowanych w Polsce. Stanowi ona istotny element rozbudowy segmentu energetycznego, opartego o energetykę odnawialną oraz stabilne źródła niskoemisyjne, zgodnego ze strategią Grupy ORLEN do 2030 roku. Do końca bieżącej dekady koncern chce zwiększyć moc zainstalowaną w jednostkach gazowych z 1,7 GW do 4 GW. Elektrownia w Grudziądzu oraz powstający równolegle blok gazowo-parowy w Ostrołęce posiadać będą łącznie 1,3 GW mocy.

Rozwój energetyki gazowej wymaga zabezpieczenia odpowiednich wolumenów paliwa, czyli gazu ziemnego. Grupa ORLEN prowadzi własne wydobycie tego surowca, przede wszystkim w Polsce i Norwegii, skąd gaz może być przesłany do kraju gazociągiem Baltic Pipe uruchomionym w 2022 roku. Ubiegłoroczne wydobycie Grupy ORLEN w kraju i zagranicą wyniosło 7,7 mld m sześc. gazu, co odpowiada ok. 45% krajowego zapotrzebowania na surowiec. Grupa ORLEN posiada również kontrakty na dostawy gazu od partnerów zagranicznych działających na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, a także długoterminowe umowy na dostawy skroplonego gazu ziemnego (LNG) z USA i Kataru. W celu optymalizacji transportu LNG Grupa rozwija własną flotę nowoczesnych gazowców.

Tareck Ouaibi, Prezes Carrefour Polska został nowym Prezesem Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (CCIFP)

W dniu 16 maja 2023 Rada CCIFP wybrała nowy Zarząd Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. Na jego czele stanął Tareck Ouaibi, Prezes Zarządu Carrefour Polska. W skład Zarządu CCIFP, w funkcji Wiceprezesów, weszli również: Joanna Czynsz-Piechowiak, Prezes Grupy Saint-Gobain w Polsce i Ukrainie, Bertrand Grèzes-Besset, Chief Information Officer Orange Polska, Bertrand Jannet, Partner Calan, Piotr Mietkowski, Członek Rady Nadzorczej BNP Paribas Bank Polska, Ioana Parsons, General Manager Ipsen Polska, Raphael Vieuxmaire, Członek Zarządu EXCO A2A Polska.

Tareck Ouaibi jest Prezesem Zarządu Carrefour Polska. Karierę w Carrefour rozpoczął w 1987 r. we Francji. W latach 1999-2011 pracował w Carrefour Polska m.in. jako dyrektor IT, członek zarządu odpowiedzialny za obszar HR, a następnie jako dyrektor operacyjny super i hipermarketów. Uczestniczył w procesie przejęcia firmy Ahold oraz rebrandingu marek Champion i Globi, a także tworzenia sieci franczyzowej Carrefour. W kolejnych latach zarządzał formatami hiper i supermarketów oraz convenience i cash & carry w Grecji i Francji, a ostatnio zajmował stanowisko COO w Carrefour Rumunia. Posiada dyplom Faculte des sciences de Paris oraz Instytutu INSEAD Fontainebleau. Zna biegle francuski i angielski oraz komunikuje się po polsku.

Najbliższe lata będą dla Polski niezwykle ważne z punktu widzenia rozwoju strategicznego. Żyjemy w czasach ciągłych zmian, dlatego też biznes musi nie tylko nadążać za nowymi trendami, ale również starać się je kształtować. Jako Prezes CCIFP będę dążył do dalszego umacniania polsko-francuskiego partnerstwa gospodarczego, a drogą ku temu będą innowacje, zarówno w sensie technologicznym, cyfrowym, ale również w zakresie nowych produktów i metod ich wytwarzania, sposobów zarządzania, form pracy, czy w obszarze społecznym i środowiskowym. – powiedział Tareck Ouaibi.

Nowy Prezes CCIFP zastąpił na tym stanowisku Fabrice Audan, Prezesa Wyborowa Pernod Ricard w Polsce, który stał na czele Izby przez trzy ostatnie lata.

Dziękuję ekipie CCIFP, a przede wszystkim ustępującemu Prezesowi i członkom Zarządu za ich dotychczasowe zaangażowanie i pracę na rzecz polsko-francuskiego partnerstwa w tych trudnych i nieprzewidywalnych czasach. Wierzę, że wraz z nowym zespołem będziemy mogli kontynuować ich działania i przyczynić cię do rozwoju naszej organizacji. – dodał Tareck Ouaibi.

Francusko-Polska Izba Gospodarcza jest jedną z najstarszych i najbardziej dynamicznych Izb bilateralnych w Polsce, skupiającą blisko 400 firm francuskich i polskich. Należy do CCI France International, organizacji zrzeszającej 119 izb francuskich w 95 krajach świata. CCIFP wspiera swoich członków w rozwoju ułatwiając kontakty pomiędzy firmami i stanowi platformę dialogu z administracją publiczną. Pomaga również firmom polskim zainteresowanym wejściem na rynek francuski, a także inwestorom z Francji, którzy chcą rozwinąć się w Polsce.

Francja jest drugim największym inwestorem zagranicznym w Polsce (według kraju siedziby podmiotu dominującego), a skumulowana wartość inwestycji francuskich wynosi 107 mld złotych. Firmy z kapitałem francuskim stworzyły ponad 200 000 bezpośrednich miejsc pracy i ponad drugie tyle u swoich partnerów, dostawców, podwykonawców. Ponad połowa zysków osiąganych przez francuskie przedsiębiorstwa jest reinwestowana w Polsce.

VRG z zyskiem netto w pierwszym kwartale 2023 r.

W pierwszym kwartale 2023 roku Grupa VRG zanotowała sprzedaż w wysokości 267 mln zł (o 9,5 proc. więcej r/r.). Pomimo wzrostu kosztów prowadzenia działalności i utrzymującej się wysokiej inflacji, Grupa poprawiła w tym czasie marżę brutto na sprzedaży. Przełożyło się to na pierwszy od 2018 roku pozytywny wynik netto Grupy w pierwszym kwartale, w wysokości 3,2 mln zł. W 2022 roku VRG zanotowało w analogicznym okresie 2,9 mln zł straty. Spółka uzyskała lepsze wyniki w obu głównych segmentach, jubilerskim i odzieżowym. Po publikacji raportu za pierwszy kwartał zarząd VRG podtrzymał cele na 2023 rok oraz zapowiedział rekomendację wypłaty dywidendy. Grupa planuje dalsze inwestycje w rozwój i modernizację sieci salonów stacjonarnych.

VRG ma za sobą solidny początek roku, mimo zauważalnego na rynku ochłodzenia nastrojów konsumenckich. Szczególnie dobry pierwszy kwartał zaliczył segment jubilerski Grupy, który osiągnął w tym czasie sprzedaż o wartości 142 mln zł (10,6 proc. więcej r/r). Pozytywną dynamikę wzrostu zachował również bardziej wrażliwy na nastroje konsumentów segment odzieżowy (125 mln zł przychodu, o 8,4 proc. więcej r/r.). Na uwagę zasługuje rosnąca marża brutto na sprzedaży, która w pierwszym kwartale osiągnęła poziom 51,4 proc. (o 0,9 p.p. więcej r/r.). EBITDA Grupy wzrosła do 35,3 mln zł (wzrost o 8,5 proc. r/r.)

W niesprzyjającym dla sprzedaży otoczeniu, mogliśmy ponownie przekonać się o odporności naszego modelu biznesowego. Naszą mocną stroną jest dywersyfikacja i oparcie biznesu na dwóch segmentach, w których posiadane przez nas marki charakteryzują się wysoką rozpoznawalnością i bardzo dobrym wizerunkiem – podkreśla Janusz Płocica, prezes zarządu VRG – Pomimo wyższych kosztów prowadzenia działalności zanotowaliśmy wzrost przychodów, poprawiliśmy rentowność oraz uzyskaliśmy zysk netto. Spółka jest w dobrej kondycji finansowej i płynnościowej, zachowując bezpieczny poziom zadłużenia – dodaje.

Po publikacji wyników za pierwszy kwartał zarząd VRG podtrzymał cele na rok 2023, którymi są uzyskanie lepszych wyników r/r, kontynuacja wzrostu w obu segmentach, wzrost marży brutto w warunkach wysokiej inflacji oraz zachowanie bezpiecznej sytuacji finansowej. W trakcie konferencji zarząd spółki zapowiedział również, że w ostatnim tygodniu maja wyda rekomendację odnośnie dywidendy z zysków za 2022 rok. Będzie ona zgodna z przyjętą w ubiegłym roku polityka dywidendową, która zakłada coroczne rekomendowanie wypłaty w przedziale 20-70 proc. skonsolidowanego zysku netto przy założeniu, że wskaźnik dług netto/EBITDA na koniec roku obrotowego wyniesie mniej niż 2,5. Każdorazowo przed przedstawieniem rekomendacji walnemu zgromadzeniu, zarząd będzie brał pod uwagę sytuację finansową Grupy, potrzeby inwestycyjne, sytuację płynnościową, perspektywy rozwoju w danej sytuacji rynkowej i makroekonomicznej, plany akwizycyjne oraz kowenanty bankowe.

Perspektywy na drugi kwartał

Drugi kwartał to co roku ważny czas dla Grupy VRG. Sprzedaż zarówno w segmencie odzieżowym, jak i jubilerskim, jest wtedy napędzana zakupami okolicznościowymi, takimi jak komunie, śluby czy Dzień Matki. Marki VRG przygotowały na ten czas specjalne kolekcje, związane z tymi wyjątkowymi okazjami. Vistula w swojej kolekcji Celebrations stworzyła elegancką i komfortową odzież okolicznościową – zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Z kolei W. KRUK, w najnowszej kolekcji Kwiaty Nocy, oferuje oryginalną, ręcznie robioną biżuterię inspirowaną naturą. Marka rozpoczęła też kampanię „Bezmiar Uczuć” ze specjalną ofertą z okazji Dnia Matki.

Jednocześnie, jak podkreśla zarząd spółki, w bieżącym kwartale na rynku coraz bardziej zauważalne jest pogorszenie nastrojów konsumenckich. W kwietniu 2023 roku sprzedaż VRG osiągnęła wartość 108,2 mln zł, o 0,6 proc. mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Segment jubilerski VRG zanotował w tym czasie 7-procentowy wzrost, osiągając przychody o wartości 50,5 mln zł. Segment odzieżowy Grupy uzyskał sprzedaż równą 57,6 mln zł, o 6,4 proc. mniej niż w roku ubiegłym.

W kwietniu doświadczyliśmy wyraźnego ochłodzenia popytu. Obok czynników makroekonomicznych, nie bez znaczenia miała tu pogoda, z utrzymującymi się niskimi temperaturami, która wpływa zwłaszcza na sprzedaż w segmencie odzieżowym. Pomimo negatywnego wpływu czynników zewnętrznych, osiągnęliśmy wynik zbliżony do bardzo dobrego kwietnia 2022 oraz zanotowaliśmy najwyższą miesięczna sprzedaż w bieżącym roku. Dobrze oceniamy zachowanie segmentu jubilerskiego, który utrzymuje pozytywną dynamikę wzrostu – wskazuje Janusz Płocica. – W tych warunkach skupiamy się na dywersyfikacji i rozwoju naszego portfolio. Intensyfikujemy również działania marketingowe, budując silną pozycję i wizerunek naszych marek, co jest szczególnie ważne dla konsumenta w okresach niepewności gospodarczej – dodaje prezes zarządu VRG.

Grupa VRG dywersyfikuje pozycjonowanie marek modowych w segmencie fashion. Efektem jest m.in. coraz wyraźniejsze różnicowanie ofert marek Vistula i Bytom. Vistula rozwija się w kierunku marki premium total look dla mężczyzn i kobiet, z naciskiem na wysokiej jakości kolekcję formalną, podczas gdy BYTOM pozostaje marką oferującą kolekcje mody męskiej, osadzonych w najlepszych tradycjach krawiectwa. Kolekcja damska była w pierwszym kwartale odpowiedzialna już za 4,5 proc. sprzedaży Vistuli, w porównaniu do 2 proc. w analogicznym okresie czasu w roku ubiegłym. Oferta premium marki Deni Cler Milano daje Grupie VRG ekspozycję na rozwijający się segment odzieży luksusowej.

Modernizacja sieci oraz inwestycje w omnichannel

W pierwszym kwartale 2023 roku otwartych zostało 8 nowych salonów marek Grupy VRG. Spółka realizuje strategię zarządzania powierzchnią handlową, która jest silnie skoncentrowana na kryterium rentowności sprzedaży. Zamykane są nierentowne salony, a w lokalizacjach nowych lub tych o największym potencjale testowane są nowe rozwiązania i formaty. Dzieje się to w sposób ewolucyjny, w rytm odnowień okresów najmu lub planowanych otwarć. W całym 2023 roku, uwzględniając zamknięcia nierentownych lokalizacji, otwarcia nowych oraz zwiększenia wielkości istniejących, Grupa planuje zwiększyć całkowitą powierzchnię handlową o ok. 4 proc.

W pierwszym kwartale Grupa istotnie przeorganizowała swoją obecność w warszawskiej galerii handlowej Westfield Mokotów – jednym z największych centrów handlowych w kraju. W marcu, w blisko czterokrotnie powiększonym salonie W. KRUK, zadebiutował W. KRUK Rolex Boutique. To pierwszy taki butik w Polsce i jeden z niewielu w Europie zaprojektowany i zbudowany zgodnie z najnowszym konceptem meblowym Rolexa. Poza Polską format ten występuje obecnie tylko w Szwajcarii, Francji i Turcji.

Również w marcu Wólczanka uruchomiła w Westfield Mokotów nowy sklep wielkoformatowy. Powiększenie salonu i jego reorganizacja, zgodnie z założeniami najnowszego formatu, wdrażanego przez markę od 2021 roku, zapewnia możliwość ekspozycji całego rosnącego asortymentu marki. Wólczanka obecna jest na terenie centrum handlowego również w ramach specjalistycznego punktu z ofertą koszul z kolekcji Wólczanka Premium, działającego pod szyldem Wólczanka Butik.

W ramach realizacji strategii omnichannel VRG zwiększa możliwości realizowania dostaw i zwrotów (włącznie z dostawą ekspresową) oraz rozwija funkcjonalności stron i aplikacji sprzedażowych poprzez wprowadzenie bardziej intuicyjnych narzędzi. Spółka pracuje także nad programowaniem własnych rozwiązań, umożliwiających interaktywne dopasowanie rozmiarów w e-sklepach. Grupa kontynuuje sprzedaż na platformie Zalando i pracuje nad rozpoczęciem współpracy z kolejnymi platformami.

Planowane na 2023 rok wydatki inwestycyjne Grupy VRG to ok. 42 mln zł.

Notarialny nakaz zapłaty – czy przyspieszy windykację należności?

Od wielu lat sytuacja przedsiębiorców dochodzących swoich roszczeń finansowych przed sądami jest bardzo skomplikowana. I w większości przypadków nie wynika to bynajmniej z zawiłości materii prawnych, jakie mają do rozstrzygnięcia sądy, lecz ze zbytniego przeładowania ich sprawami oraz skomplikowanych procedur.

Szereg zmian, wprowadzonych szczególnie w kwestii postępowań gospodarczych, jak również instytucja posiedzenia przygotowawczego, miały sprzyjać przyspieszeniu rozpoznania sporów gospodarczych. Sytuacja jednak nie uległa poprawie, a rosnąca ilość spraw sądowych powoduje, szczególnie w dużych miastach, zatory w ich rozpoznawaniu. Obecnie w Warszawie na pierwszą merytoryczną reakcję sądu na zwykły pozew o zapłatę trzeba poczekać ponad trzy, a nawet cztery miesiące, nie mówiąc o terminach rozstrzygnięcia. W procedurze zabezpieczającej również postanowienia nie są wydawane tak szybko, jak powinny, aby instytucja zabezpieczenia powództwa odegrała nadaną jej przez ustawodawcę rolę.

W swej praktyce widzę wyraźnie, że kolejne zmiany prawa nie sprzyjały ani prędkości rozpoznawania spraw ani poprawie sytuacji wierzycieli. Z doświadczenia procesowego obserwuję, że uzyskanie zabezpieczenia jest nieporównywalnie trudne w stosunku do sytuacji procesowej przedsiębiorcy – powoda, który nawet jeżeli uzyska przedmiotowe zabezpieczenie najczęściej nie ma już środków na zabezpieczenie.

Statystyki pokazują jednoznacznie na znaczące przeładowanie sądów sprawami, co powoduje, że nie są one w stanie działać sprawnie. Niedawna nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego zmieniła już próg kwotowy roszczeń, jakie będą podlegały rozpoznaniu przez sądy rejonowe w celu zmniejszenia ich obciążenia ilością wnoszonych spraw. Skutki tego powinny być oczywiście pozytywne i wpłynąć na przekierowanie chociaż części pozwów do sądów okręgowych.

Podobny cel miał mieć projekt ustawy z 2022 roku o zmianie ustawy o notariacie, dający notariuszom możliwość wydawania notarialnych nakazów zapłaty w sprawach o wartości przedmiotu sporu do 75 tysięcy złotych, jednak projekt został zaopiniowany negatywnie i przepadł w grudniu 2022 r. Obecnie wraca nieco złagodzony w zakresie odpowiedzialności notariuszy wraz z przepisami o notarialnym nakazie zapłaty, jako projekt poselski. Warto więc omówić te przepisy i przyjrzeć się im z praktycznego punktu widzenia.

Projekt nadaje notariuszom uprawnienia do wydawania notarialnych nakazów zapłaty w tzw. sprawach roszczeń oczywistych. Jeżeli omawiany projekt zmiany ustawy o notariacie zostanie uchwalony przez Parlament i wejdzie w życie, nakazy będzie wydawał notariusz, ale nie każdy. Będzie to zależało od jego woli, gdyż prawo do wydawania nakazów zapłaty notariusz uzyska z własnej woli, po złożeniu do Ministerstwa Sprawiedliwości wniosku i pozytywnej weryfikacji. Ustawa przewiduje możliwość starania się o to uprawnienie dla notariuszy lub ich zastępców z określonym stażem. To słuszna idea, gdyż nowelizacja prawa o notariacie, ustanawia niejako nową kategorię podmiotów, które mogą wydawać wyroki. Nie będzie to już więc jedynie domeną sądów. Tak więc skuteczność proponowanego rozwiązania, które ma odciążyć sądy rejonowe z natłoku spraw, zależne będzie od podejścia samorządu notarialnego i woli podjęcia zgoła innej aktywności przez notariuszy.

Omawiając pokrótce założenia nowych przepisów należy wskazać, że notariusze, którzy uzyskają zaświadczenie od Ministra Sprawiedliwości o możliwości wydawania notarialnego nakazu zapłaty, na pisemny wniosek wierzyciela będą mogli wydać nakaz zapłaty obejmujący roszczenie majątkowe w kwocie nie przekraczającej 75 tys. złotych, ale tylko w sprawach, w których zasadność dochodzonego roszczenia nie budzi wątpliwości i jej ono udowodnione dołączonymi do wniosku dokumentami takimi jak dokument urzędowy, zaakceptowany przez dłużnika rachunek, wezwanie do zapłaty dłużnika wraz z pisemnym uznaniem przez niego długu. Wniosek o wydanie takiego nakazu zapłaty musi zawierać przewidziane prawem elementy i załączniki, które wymienia ustawa. Ten aspekt jest niezmiernie istotny, gdyż to właśnie od niego zależeć będzie powodzenie wniosku o wydanie notarialnego nakazu zapłaty. Projektowane przepisy nie są w tym aspekcie jednoznaczne więc przedsiębiorcy winni szczegółowo podążać za wytycznymi ustawodawcy.

O notarialny nakaz zapłaty będzie mógł wystąpić wierzyciel tylko w okresie do 3 lat od momentu wymagalności roszczenia. Gdy notariusz uzna, że istnieją podstawy do wydania nakazu zapłaty, nakaże w nim zobowiązanemu zapłatę roszczenia w terminie 14 dni od doręczenia nakazu wraz z kosztami albo aby w tym terminie wniósł sprzeciw do notariusza. Konstrukcja ta przypomina w skutkach nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym. Jednak w przeciwieństwie do skutków wydania sądowego nakazu zapłaty (niezależnie czy w postępowaniu nakazowym czy upominawczym) i już samego złożenia pozwu, wniosek do notariusza o wydanie notarialnego nakazu zapłaty nie powoduje przerwania biegu przedawnienia roszczenia. Wprowadzając przepisy o notarialnym nakazie zapłaty ustawodawca nie wskazał, jaki ma to wpływ na bieg terminu przedawnienia roszczeń i nie zrównał tego wniosku z czynnością przed sądami powszechnymi, która skutkuje przerwaniem biegu terminu przedawnienia roszczeń.

Jeżeli notariusz nie widzi podstawy do wydania nakazu zapłaty odmówi jego wydania, a ta decyzja nie podlega zaskarżeniu do sądu. Oznacza to, że wierzyciel będzie musiał skorzystać w takiej sytuacji ze standardowej drogi sądowej. Tu ponownie podkreślam, że w obecnym brzmieniu wystąpienie o wydanie notarialnego nakazu zapłaty nie powoduje przerwania biegu przedawnienia. Trzeba więc będzie bardzo pilnować aby roszczenie nie uległo przedawnieniu w czasie czekania na wydanie tegoż nakazu. W sytuacjach, gdy termin przedawnienia roszczeń jest już niedługi, skuteczniej będzie pozostać przy wniesieniu pozwu do sądu zamiast występowania z wnioskiem do notariusza.

Nowe przepisy wprawdzie ustanawiają alternatywną drogę dla dochodzenia prostych, oczywistych roszczeń, jednak ustawodawca uzależnił obowiązującą moc notarialnego nakazu zapłaty od faktu jego odebrania przez zobowiązanego. I tu pojawia się kolejny problem praktyczny, który może spowodować kompletną iluzoryczność notarialnych nakazów. Otóż, gdy pozwany dłużnik nie odbierze nakazu, traci on moc. Nie przewidziano tu instytucji domniemania skutecznego doręczenia na adres dłużnika pomimo nieodebrania przesyłki (co ma miejsce w procesie sądowym). Tylko faktyczne odebranie nakazu przez zobowiązanego czyni go obowiązującym. Co innego, gdy zobowiązany odmówi przyjęcia przesyłki – wtedy uznaje się ja za doręczoną. Ustawodawca przewidział kilka sposobów doręczania nakazów notarialnych to znaczy tradycyjnie za pomocą operatora pocztowego, przez samego notariusza lub kurierem. Mając na względzie opisane kwestie doręczenia nakazu, jedynie doręczanie osobiste przez notariusza lub kurierem może odnieść skutek zadowalający wierzyciela. Dłużnik może odmówić przyjęcia przesyłki ale wtedy nakaz pozostanie w mocy.

Zobowiązany do zapłaty może bronić się sprzeciwem – skuteczne jego wniesienie powoduje utratę mocy nakazu, co notariusz stwierdza protokołem. W razie nieskutecznego wniesienia sprzeciwu tę okoliczność również potwierdza notariusz protokołem doręczanym wnioskodawcy i zobowiązanemu.

W kolejnym przepisie ustawodawca proponuje zapis, który będzie z pewnością budził wiele wątpliwości prawnych i może zaprzeczyć całej idei szybkiego notarialnego nakazu zapłaty. Otóż, jeżeli osoba zobowiązana nie złożyła sprzeciwu w terminie bez swojej winy, notariusz na jej wniosek zdecyduje o przywróceniu terminu na złożenie sprzeciwu. Ma mieć na to rok, gdyż po upływie tego terminu notariusz może uwzględnić taki wniosek tylko w wyjątkowych przypadkach.

Jeżeli jednak nasz dłużnik nie wniesie sprzeciwu lub zrobi to nieskutecznie, klauzulę wykonalności nakazowi nadaje sąd rejonowy właściwy dla zobowiązanego. Z takim nakazem następnie wierzyciel może udać się do komornika.

Co do zasady planowane zmiany mają doprowadzić do odciążenia sądów rejonowych. Z pewnością w części spraw tak będzie jednak aby skutecznie wykorzystać do nowe narzędzie prawne, które być może pojawi się niedługo w porządku prawnym, konieczne będzie bardzo ścisłe przestrzeganie procedur, w których droga odwoławcza jest mocno ograniczona. Pozostaje więc czekać na ostateczny kształt przepisów.

Autor: mec. Marta Olczak- Klimek jest radcą prawnym, specjalizuje się w szeroko pojętym prawie ubezpieczeniowym. Jest także przedsiębiorczynią, od 17 lat prowadzi kancelarię prawną.

Reprezentuje Klientów w skomplikowanych sprawach cywilnych i gospodarczych o złożonym charakterze, w tym z elementami zagranicznego prawodawstwa. Pozostaje team leaderem wielu transgranicznych sporów sądowych.Posiada doświadczenie z zakresu prawa pracy, które obejmuje nie tylko reprezentowanie stron w procesach z zakresu prawa pracy lecz w szczególności współtworzy wraz z klientami konieczne do ich prawidłowego funkcjonowania procedury, regulacje wewnętrzne, w tym regulaminy pracy i wynagradzania.

Jest Członkiem Zarządu i przewodniczącą europejskiej grupy Insuralex- Global Insurance Lawyer Group.

Niepewna polityka finansowa państwa – ocena ekspertów Business Centre Club

Rząd przygotowuje projekt budżetu centralnego na rok 2024 z informacją
o planowanych wydatkach pozabudżetowych (Polski Fundusz Rozwoju, BGK, Fundusz Drogowy, Narodowy Fundusz Wspierania Sił Zbrojnych), wydatkach na zdrowie, szkolnictwo, inwestycje publiczne, dopłaty do KRUS i FUS, wydatkach wojskowych oraz 13 i 14 emerytury, transfery socjalne i koszty obsługi długu publicznego. Prof. Stanisław Gomułka – główny ekonomista Business Centre Club przedstawia stanowisko BCC dotyczące planu.

We wszystkich tych obszarach mamy teraz dużo niepewności. Dotyczą one też wyniku
w roku 2023 oraz wielkości inflacji w latach 2023-2025. Wiemy jednak, ż
e duże wzrosty wydatków w relacji do PKB mają dotyczyć zdrowia i obronności, oraz kosztu obsługi długu publicznego. Stąd ocena KE, że dług sektora finansów publicznych, liczony wg metodologii unijnej, wzrośnie w relacji do PKB z około 50% w roku 2022, do około 70% -10 lat później
– twierdzi prof. Stanisław Gomułka – główny ekonomista Business Centre Club.

Propozycje wyborcze partii opozycyjnych raczej nie zwiększą skali tego wzrostu, ale
w przypadku realizacji obietnic wydatkowych oraz dużego spadku inflacji zwiększają prawdopodobieństwo urzeczywistnienia się prognozy KE. Oznacza to duże ryzyko przekroczenia konstytucyjnego limitu 60% PKB już za około 3-4 lata. – dodaje ekspert BCC.

BCC przedstawiło także oficjalne stanowisko dotyczące polityki finansowej Polski.

  1. Potrzebne są dwie szybkie, wręcz natychmiastowe zmiany polityki finansowej państwa:

(A). Poprawa jakości statystyki dotyczącej finansów państwa, przez przejście w ustawie o finansach państwa na unijne ESA 2010 i unijny EDP (excessive deficit procedure),

(B). Akceptacja wymaganych przez Trybunał Sprawiedliwości UE i polską Konstytucję zmian ustawowych dotyczących praworządności, aby KE mogła zacząć przekazywać Polsce środki z KPO oraz bieżącej perspektywy budżetowej, i aby Polska nie musiała płacić kar za jej nieprzestrzeganie;

  1. W polityce makroekonomicznej trzeba uwzględnić fakt, że silnie pozytywne dla wzrostu PKB efekty zjawiska doganiania krajów wysoko rozwiniętych od roku 1992, oraz dużego dopływu netto środków UE od roku 2004, będą w najbliższych latach wygasać, obniżając
    w latach po roku 2030 tempo wzrostu trendu PKB z około 3,5% rocznie do około 1,5%. (Artykuł SG w Rzeczpospolitej 05.05.23 na ten temat). Przedstawione prognozy mogą podlegać korektom będącym konsekwencją prowadzonej polityki fiskalnej, monetarnej
    i gospodarczej.
  2. W odniesieniu do inflacji główny przekaz praktycznej polityki makroekonomicznej na świecie, więc także w Polsce, jest teraz następujący: policy makers could trade more inflation for less unemployment in the short run but not in the long term (Alan S. Blinder, A Monetary and Fiscal History of the United States, 1961-2021, 2022, s. 58).
  3. Komisja Europejska prognozuje, w oparciu głównie o proponowane przez rząd i partie opozycyjne duże wzrosty nakładów na obronność   i ochronę zdrowia, oraz mający już miejsce duży wzrost kosztów obsługi długu publicznego, wzrost relacji długu publicznego do PKB z około 50% teraz do około 70% za 10 lat. To oznaczałoby kosztowny dla gospodarki i społeczeństwa kryzys finansów publicznych.  GGC BCC rekomenduje działania potrzebne do utrzymania tej relacji znacząco poniżej 60%. Ten poziom relacji długu do PKB jest niezbędny z racji niskiej w Polsce relacji (prywatnych i publicznych) zasobów majątkowych do PKB, co podnosi koszt obsługi długu publicznego.
  4. GGC BCC rekomenduje potrzebne działania:

(A) Finansowanie głównie przez sektor prywatny, krajowy i zagraniczny, oraz UE koniecznej i zarazem kosztownej przebudowy systemu energetycznego;

(B) Powrót do prywatyzacji gospodarki z wyłączeniem aktywów operatorów systemu przesyłowego (gaz, energia elektryczna, paliwa płynne) oraz elementów infrastruktury komunikacyjnej. Działalność państwa w gospodarce powinna skoncentrować się na funkcjach regulacyjnych oraz dbałości o konkurencję. Funkcji regulacyjnych państwa nie powinno się zastępować prymitywnie pojmowaną polityką właścicielską.;

(C) Zmniejszenie dofinansowania z budżetu państwa systemu emerytalnego, poprzez powrót do powszechności jego funkcjonowania (równy wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, likwidacja wszystkich przywilejów emerytalnych), z której wycofano się w ramach fatalnej
w skutkach modyfikacji systemu ubezpieczeń społecznych po 2001 roku. Konieczne jest również ograniczenie kosztów transferów socjalnych poprzez wprowadzenie kryterium dochodowego.;

  1. Radykalne uproszczenie systemu podatkowego, głównie przez wprowadzenie, z dobrze uzasadnionymi wyjątkami, jednej stawki podatku VAT (20%?) oraz jednej stawki podatku CIT (10%?). Koszt działalności innowacyjnej firm, ze względu na korzystne ogólnogospodarcze efekty takiej działalności, powinien być odliczany od podstawy CIT.

Stanowisko podpisali:

  • Dr Janusz Steinhoff, przewodniczący GGC
  • Dr Łukasz Bernatowicz, minister infrastruktury GGC
  • Dr Andrzej Byrt, minister ds. polityki zagranicznej GGC
  • Dr Jacek Goliszewski, prezes BCC
  • Prof. Stanisław Gomułka, członek krajowy PAN, minister finansów GGC
  • Dr Mieczysław Grodzki, minister ds. spółdzielczości GGC
  • Anna Janczewska, minister ds. ochrony zdrowia GGC
  • Ryszard Kalisz, minister ds. prawa GGC
  • Gen. Leon Komornicki, minister ds. przemysłu obronnego GGC
  • Bożena Lublińska-Kasprzak, minister ds. przedsiębiorczości i innowacji GGC
  • Dr Grażyna Magdziak, minister ds. majątku skarbu państwa GGC
  • Witold Michałek, minister ds. procesu stanowienia prawa BCC
  • Wojciech Nagel, minister ds. ubezpieczeń społecznych GGC
  • Ryszard Pazdan, minister ds. ochrony środowiska GGC
  • Zbigniew Żurek, minister ds. prawa pracy i rynku pracy GGC

Poznań w oczekiwaniu na nowe biura

Współczynnik pustostanów w Poznaniu po pierwszym kwartale 2023 roku należał do jednego z najniższych w ramach 8 badanych miast regionalnych. Może się to jednak zmienić, ponieważ aktywność deweloperów jest  na wysokim poziomie, a w budowie znajduje się trzeci najwyższy wynik w ramach powierzchni biurowej.

„Z uwagi na brak nowej podaży w I kwartale 2023 roku, zasoby biurowe w Poznaniu pozostały na niezmienionym poziomie blisko 623 100 m kw. Mimo to, deweloperzy pozostają wciąż aktywni, a w budowie na koniec marca znajdowało się 87 300 m kw. Przy założeniu, że uda się terminowo zakończyć ich realizacje to do końca roku 42% powierzchni w budowie zasili poznański rynek biurowy,” – wyjaśnia Katarzyna Bojar, konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Największymi projektami w budowie pozostają Andersia Silver (40 000 m kw., Von der Heyden Group), z planową datą ukończenia w II połowie 2025 oraz Nowy Rynek E (28 500 m kw., Skanska Property Poland), którego oddanie zaplanowane jest na II kw. 2023 roku.

„Aktywność najemców w I kwartale 2023 roku utrzymała się na zbliżonym poziomie względem III i IV kwartału w roku poprzednim, ale z kolei w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim zanotowany wynik był o blisko 68% wyższy. Od stycznia do marca podpisano umowy najmu na blisko 9 500 m kw. Na tle pozostałych rynków regionalnych odnotowany popyt stanowił 5% całkowitego wolumenu umów,” – komentuje Piotr Borowski, dyrektor w dziale reprezentacji najemcy w Knight Frank.

Największy udział w strukturze popytu stanowiły nowe umowy – 68%, a na kolejnych miejscach znalazły się renegocjacje – 25% oraz ekspansje, które stanowiły zaledwie 7% wszystkich popisanych w Poznaniu umów.

„Poznań wyróżnia się jednym z najniższych współczynników pustostanów, tuż za Szczecinem. Na koniec marca 2023 roku wyniósł on 11,3% i chociaż w porównaniu do poprzedniego kwartału zanotował wzrost o 0,8 pp., to w porównaniu z analogicznym okresem w 2022 roku wynik był niższy o 0,7 pp.,” – dodaje Katarzyna Bojar.

Czynsze wywoławcze w Poznaniu na koniec 2023 roku pozostają na stabilnym poziomie wahając się od 10,00 EUR do 15,50 EUR za m kw. miesięcznie. Utrzymujące się wysokie koszty budowy, a także wciąż wysokie koszty obsługi kredytów budowlanych hamują możliwości negocjacyjne inwestorów, dlatego zwłaszcza w nowych budynkach możliwy jest dalszy wzrost stawek czynszów.

Jednocześnie, ze względu na rosnące koszty mediów i usług, zauważalny jest również wzrost stawek opłat eksploatacyjnych, które na koniec marca 2023 roku w Poznaniu wahały się od 16,00 do 30,00 PLN/m kw./miesięcznie.

Maszyny rolnicze: dalszy spadek rejestracji nowych, wzrost na rynku wtórnym

849 szt. tyle nowych ciągników zarejestrowano, a więc de facto zakupiono, w kwietniu tego roku – wynika z zebranych, na podstawie informacji z CEPiK, przez Polskę Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) danych. To najmniej w porównaniu do dwóch poprzednich lat. Spadek rejestracji w stosunku do poprzedniego roku wynosi już 9,8%. Podobnie jest z inną główną kategorią maszyn rolniczych, jaką są nowe przyczepy. W czwartym miesiącu 2023 roku zarejestrowano ich o 244 szt. mniej niż w kwietniu przed rokiem. Rośnie jednak sprzedaż maszyn używanych. Pod koniec kwietnia 2023 roku PIGMiUR zanotowała 8721 szt. rejestracji ciągników używanych. To o 1027 szt. więcej niż w tym samym okresie 2022 roku. Wzrost jest znaczący i wynosi 13,3 proc – zaznacza Izba. – Przedsiębiorcy z branży już od jakiegoś czasu informowali nas o spadku ilości zamówień na nowe maszyny. Teraz ten scenariusz się realizuje. Niestety, stagnacji i zahamowania sprzedaży możemy spodziewać się w ciągu kolejnych miesięcy – przewiduje Michał Spaczyński, wiceprezes zarządu PIGMiUR i jej dyrektor zarządzający.

Czwarty miesiąc i coraz mniej zarejestrowanych nowych ciągników rolniczych: 849 sztuk. To, jak wskazuje Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych, najmniej w porównaniu do dwóch poprzednich lat, kiedy to rejestrowano odpowiednio 1221 szt. i 1000 szt. – Kwiecień to kolejny miesiąc spadków sprzedaży maszyn rolniczych. Co ciekawe, dla ludzi z branży nie jest to wielkie zaskoczenie i jest to coś czego właściwie się spodziewano – zaznacza Michał Spaczyński z PIGMiUR i przyznaje, że już wiosną zeszłego roku, w badaniach nastrojów w branży, przedsiębiorcy prezentowali obawy co do przyszłości. – Te negatywne postawy jeszcze się umocniły na jesieni 2022 roku, a zatem już kilka miesięcy temu spodziewano się, że sprzedaż maszyn może zacząć spadać. Tym bardziej, że rok 2021 mimo pandemii był rokiem dla branży dobrym i trudno się było spodziewać kolejnych wzrostów – przypomina Michał Spaczyński.

Dalszy spadek rejestracji nowych ciągników

W ciągu czterech pierwszych miesięcy br. zarejestrowano, a więc de facto kupiono, w sumie 3354 szt. nowych ciągników. – To o 363 szt. mniej niż w analogicznym okresie 2022 roku. Spadek rejestracji w stosunku do poprzedniego roku wynosi już 9,8 proc. – odnotowuje PIGMiUR.

Najpopularniejsze marki

Najpopularniejszą marką wśród zarejestrowanych nowych ciągników była w pierwszych czterech miesiącach 2023 roku John Deere. Według zaprezentowanych przez PIGMiUR danych, zarejestrowano wtedy 574 pojazdy tego producenta. To o 61 szt. więcej niż przed rokiem. Udziały John Deere na koniec kwietnia to 17,1 proc. – o 3,3 punktu procentowego więcej niż rok wcześniej. Na drugim miejscu uplasowała się New Holland z ilością 500 szt., czyli o 153 szt. mniej niż w 2022 roku. Udziały marki New Holland to 14,9 proc., to o 2,7 punktu procentowanego mniej niż rok wcześniej. Podium zamyka Kubota, która notuje 374 szt. zarejestrowanych maszyn. To o 32 szt. mniej niż przed rokiem. Jej udziały wynoszą 11,2 proc. Dalej znajdują się: Deutz Fahr i Case IH.

Główne regiony

Najwięcej rejestracji nowych ciągników w kwietniu 2023 roku było w województwie mazowieckim, gdzie w ciągu czterech pierwszych miesięcy roku zarejestrowano ich 549 szt., a więc to o 81 szt. mniej niż przed rokiem. Na drugim miejscu znajduje się zaś województwo wielkopolskie z ilością 405 szt.

Podobnie z rolniczymi przyczepami

Podobną tendencję Izba odnotowuje w obszarze innej podstawowej kategorii maszyn rolniczych, jaką są nowe przyczepy. W kwietniu br. zarejestrowano ich 540 szt. To o 244 szt. mniej niż w kwietniu przed rokiem. W ciągu czterech pierwszych miesięcy roku zarejestrowano 2074 szt. nowych przyczep rolniczych, czyli o 751 szt. mniej niż w tym samych okresie w 2022 roku. – Wynik ten oznacza spadek rok do roku o 26,6 proc – podsumowuje te dane PIGMiUR. Najpopularniejsze marki to Pronar, MetalFach i MetalTech oraz Wielton i Wodziński.

– Przedsiębiorcy z branży już od jakiegoś czasu informowali nas o spadku ilości zamówień na nowe maszyny. Teraz ten scenariusz się realizuje. Niestety, stagnacji i zahamowania sprzedaży możemy spodziewać się w ciągu kolejnych miesięcy – przypuszcza Michał Spaczyński.

Trudno jest inwestować, jeśli nie jest się pewnym najbliższej przyszłości: realizowane są najbardziej potrzebne i konieczne zakupy

Inaczej sytuacja wygląda z przyczepami używanymi. Tu bowiem, w okresie styczeń-kwiecień 2023 roku zarejestrowano ich 2173 szt., czyli o 164 szt. więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że obecnie notujemy wzrost na rynku wtórnym o 8,1 proc. – informuje PIGMiUR. Taka sama tendencja widoczna jest w przypadku używanych ciągników, bowiem na koniec kwietnia 2023 roku Izba notuje tu 8721 szt. takich pojazdów, czyli o 1027 szt. więcej niż w tym samym okresie 2022 roku. – Wzrost jest znaczący i wynosi 13,3 proc., zaś także na rynku wtórnym pozycję lidera zajmuje John Deere. Zarejestrowano bowiem 1360 szt. używanych ciągników używanych tej marki – podaje Izba.

– Wybuch wojny w Ukrainie, a co za tym idzie wzrost kosztów nawozów, energii, paliw mocno zahamował poziom inwestycji rolników w gospodarstwa, w tym w maszyny rolnicze. Dlatego już w zeszłym roku notowaliśmy spadek sprzedaży ciągników w stosunku do 2021 o 17 procent – podsumowuje zaprezentowane przez PIGMiUR dane Michał Spaczyński. Wskazuje przy tym, że obecnie do czynienia mamy z sytuacją jeszcze trudniejszą. – Napływ zboża i innych produktów rolnych z Ukrainy do naszego kraju sprawił, że przyszłość dla rolników jest jeszcze bardziej niepewna. A za moment mamy kolejne żniwa. Trudno jest inwestować, jeśli nie jest się pewnym najbliższej przyszłości. Dlatego obecnie realizowane są najbardziej potrzebne i konieczne zakupy – w ten sposób Wiceprezes PIGMiUR komentuje spadkową tendencję w rejestracji nowych maszyn i rosnącą – na rynku wtórnym. O samych nastrojach w branży rolniczej Izba poinformować ma w najbliższym czasie, kiedy zaprezentuje szczegółowy raport na ten temat. Publikuje go od kilku lat co 6 miesięcy. Ostatni ukazał się pod koniec 2022 roku.

AI wkracza do branży nieruchomości. Morizon i Gratka jako pierwsi w Polsce stawiają na sztuczną inteligencję

Morizon i Gratka, czołowe platformy nieruchomości w Polsce, jako pierwsze w kraju wprowadzają nowoczesne systemy wyszukiwania oparte na języku naturalnym i sztucznej inteligencji (AI) o nazwach mieszkAI (Morizon) i szukAI (Gratka). Innowacyjna technologia GPT – ta sama, która stoi za popularnym rozwiązaniem ChatGPT – umożliwia użytkownikom jeszcze bardziej intuicyjne i efektywne znajdowanie odpowiednich mieszkań, domów czy lokali usługowych. Firmy zapowiadają dalszy rozwój platform oraz wprowadzanie kolejnych rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.

Z wyszukiwania językiem naturalnym można już korzystać na stronach internetowych Morizon oraz Gratka. Dzięki zaangażowaniu AI, system umożliwia wprowadzanie zapytań za pomocą zwykłych wyrażeń, takich jak „szukam kawalerki do wynajęcia w Krakowie do 3 tys.” czy „marzę o domu z ogrodem we Wrocławiu”. Algorytmy, korzystając ze zdolności do analizy kontekstu, błyskawicznie analizują ponad 220 tys. ofert dostępnych obecnie w obu serwisach, dostarczając aktualne i spersonalizowane propozycje nieruchomości, dopasowane do indywidualnych potrzeb i preferencji klientów z uwzględnieniem takich aspektów, jak: lokalizacja, cena, metraż, liczba pokoi czy dodatkowe udogodnienia. Na urządzeniach mobilnych możliwe jest również wyszukiwanie głosowe – wystarczy użyć ikonki mikrofonu.

Wprowadzenie wyszukiwania opartego na sztucznej inteligencji w serwisach Morizon i Gratka to odpowiedź na rosnące potrzeby rynku i oczekiwania użytkowników. Technologia ta umożliwia łatwiejsze i szybsze wyszukiwanie nieruchomości, które spełniają indywidualne kryteria i preferencje klientów, czyniąc proces poszukiwań jeszcze bardziej przyjemnym i efektywnym – mówi Michał Jaskólski, Chief Product Officer i Wiceprezes w Grupie Morizon-Gratka.

Morizon i Gratka zapowiadają kolejne wdrożenia AI

W perspektywie długoterminowej, Morizon i Gratka planują dalszy rozwój platform oraz wprowadzanie kolejnych innowacyjnych rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Będą to m.in.: automatyczne analizowanie ofert nieruchomości pod kątem kryteriów użytkownika, systemy rekomendacji nowej generacji, a także wyspecjalizowane narzędzia dla agencji nieruchomości, deweloperów oraz ogłoszeniodawców prywatnych.

Sabre reaguje na niestabilną sytuację na świecie

Spowolnienie gospodarcze oraz niepewna sytuacja geopolityczna powodują, że firmy technologiczne poszukują nowych źródeł przychodów oraz decydują się na restrukturyzację zatrudnienia w celu redukcji kosztów. Taką decyzję podjęło również Sabre Corporation.

Raport Banku Światowego nt. globalnych perspektyw gospodarczych (Global Economic Prospects) ze stycznia 2023 roku jasno wskazuje, że światowa gospodarka silnie spowalnia m.in. z powodu inflacji, podwyższonych stóp procentowych czy zmniejszenia liczby inwestycji. Bank Światowy przewiduje przy tym, że tempo wzrostu światowej gospodarki wyniesie 1,7% w 2023 roku, a nie 3% jak oczekiwano wcześniej.

Według najnowszego raportu Spiceworks Ziff Davis – The 2023 State of IT – połowa organizacji z branży IT, które wzięły udział w badaniu, planuje podjąć działania w kierunku przygotowania się do recesji. Jedną ze strategii przeciwdziałania trudnej światowej sytuacji gospodarczej jest zamrożenie procesu zatrudniania, a także redukcja etatów. Dlatego aż 20% firm technologicznych z całego świata, uwzględnionych w badaniu, zamierza przeprowadzić lub aktualnie przeprowadza restrukturyzację zatrudnienia. Przedsiębiorstwa decydują się na takie kroki przede wszystkim w celu zabezpieczenia własnych planów rozwojowych oraz zapewnienia kontrahentom dalszego, stabilnego wzrostu.

Wśród gigantów technologicznych, którzy zdecydowali się już na ten krok, są m.in. niemiecki SAP i amerykański IBM. SAP pożegnał około 3000 osób, IBM 3900. Innymi firmami, które ogłosiły zmniejszenie liczby pracowników były m.in. Microsoft i Amazon, a także cyfrowa platforma LinkedIn. Wśród polskich przedsiębiorstw z branży lub branż pokrewnych, zwolnienia ogłosiły No Fluff Jobs, Brainly czy NetGuru. Ostatnio decyzję o redukcji zatrudnienia podjęło również Sabre Corporation.

Wszelkie analizy rynku i prognozy dotyczące branży IT znalazły swoje odzwierciedlenie w decyzjach największych firm technologicznych. Trudna sytuacja ekonomiczna, coraz większe znaczenie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, to niektóre z przyczyn decyzji o restrukturyzacji zatrudnienia w sektorze technologicznym na całym świecie. Takie decyzje nie mogą pozostać bez wpływu na rynek IT w Polsce. – tłumaczy Wojciech Gworek, prezes zarządu Sabre Polska, VP Software Engineering.

Sabre Corporation jest amerykańską firmą technologiczną rozwijającą produkty i usługi dla branży turystycznej, m.in. dla biur podróży, linii lotniczych i hoteli. Organizacja ogłosiła redukcję miejsc pracy o 15% w skali globalnej – zmniejszenie liczby pracowników objęło 55 krajów, w tym Polskę.

Nowy obraz rynku IT – transformacja technologiczna trwa

Według raportu „The 2023 State of IT”, większość badanych firm wykazała pozytywne nastawienie do inwestycji w technologię oraz planuje zwiększyć swoje budżety na ten cel. Zgodnie z wynikami ankiety, aż 51% organizacji biorących udział w badaniu planuje kontynuować inwestycje i zwiększyć swoje roczne wydatki w dziedzinie technologii. To optymistyczne informacje dla branży technologicznej, sugerujące, że przedsiębiorstwa są coraz bardziej zaangażowane w rozwój i modernizację swoich systemów informatycznych.

Sabre Corporation zamierza dalej inwestować w rozwój nowoczesnej technologii, tak aby w konsekwencji zwiększyć swoje udziały w poszczególnych segmentach rynku. Skupiamy się na działaniach prowadzących do utrzymania silnej pozycji w branży lotnicznej i turystyce. – wyjaśnia Wojciech Gworek.

Kluczowym czynnikiem umożliwiającym Sabre dostarczanie innowacyjnych rozwiązań jest dalsza transformacja technologiczna spółki między innymi we współpracy z platformą Google Cloud. Ma to duże znaczenie w kontekście naszej zdolności do szybkiego dostarczania nowych produktów i usług naszym partnerom biznesowym. Obrany kierunek to nie tylko nowe rozwiązania technologiczne, ale również zwiększona stabilność i bezpieczeństwo funkcjonowania Sabre Corporation. – konkluduje Wojciech Gworek.

Według badań średnie i duże przedsiębiorstwa technologiczne, tj. zatrudniające powyżej 500 pracowników, są dwukrotnie bardziej skłonne do przeprowadzania redukcji zatrudnienia niż małe firmy. Takie podejście pozwala firmom IT na kontynuowanie dużych inwestycji, m.in. modernizację infrastruktury. Plany rozwojowe mają przełożyć się na utrzymanie długoterminowych celów i rozwój produktów dla ich klientów oraz użytkowników.

Większość matek, które uciekły z Ukrainy do Polski doświadcza wysokiego lub ekstremalnie wysokiego poziomu niepokoju – badanie UNICEF

Ponad 60 procent ukraińskich matek, które uciekły przed wojną do Polski doświadcza wysokiego lub ekstremalnie wysokiego poziomu niepokoju, wynika z badania przeprowadzonego przez Biuro UNICEF ds. Reagowania na Potrzeby Uchodźców w Polsce. Badanie wykazało również, że 53 procent rozważało uzyskanie lub już skorzystało ze wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego od czasu przyjazdu do Polski.

„Psychospołeczne żniwo wojny w Ukrainie jest ogromne, więc wyniki tego badania nie są zaskoczeniem” – powiedział dr Rashed Mustafa Sarwar, Krajowy Koordynator Biura UNICEF ds. Reagowania na Potrzeby Uchodźców w Polsce. „Wsparcie zdrowia psychicznego jest niezbędne, aby pomóc rodzinom i dzieciom wyleczyć niewidzialne rany wojny. Dlatego wsparcie to stanowi ogromną część naszej pomocy i obejmuje wszystkie obszary działań, które podejmujemy tutaj w Polsce”.

W badaniu matek-uchodźczyń z Ukrainy wykorzystano Wskaźniki Dobrego Samopoczucia opracowane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO-5). Kwestionariusz składał się z pięciu prostych, nieinwazyjnych pytań, pozwalających na subiektywną ocenę ich samopoczucia. Wyniki ankiety wykazały, że ponad 30 procent osób doświadcza wysokiego poziomu niepokoju, a 30 procent – ekstremalnie wysokiego poziomu niepokoju.

Większość ankietowanych kobiet stwierdziła, że czuje się bezradna i rozważała skorzystanie z pomocy psychologa. Kwestie pogłębiające stres to niepewność co do przyszłości, obawy o rodzinę lub przyjaciół w Ukrainie lub poza nią oraz smutek z powodu wojny. Wysoki poziom stresu był również związany z kwestiami praktycznymi, w tym z niewystarczającymi środkami finansowymi, mieszkaniem, pracą, językiem, dostępem do opieki zdrowotnej i opieki nad dziećmi.

Ankietowane matki, które wykazywały wyższy poziom niepokoju, zgłaszały również większy problem z dostępem do usług w zakresie zdrowia psychicznego. Ogólnie rzecz biorąc, uczestniczki badania były otwarte na różne formy wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego, ale preferowały wsparcie w języku ukraińskim.

UNICEF wykorzystał wyniki ankiety do przygotowania i uruchomienia ogólnokrajowej kampanii na rzecz zmiany zachowań społecznych pt. „Dach jest w twoich rękach” skierowanej do ukraińskich matek, informując je o dostępnym wsparciu psychologicznym oraz strategiach radzenia sobie ze stresem. Kampania dotrze do odbiorców za pośrednictwem kanałów cyfrowych, a także dzięki partnerstwu z miastami, z którymi współpracuje UNICEF.

Nazwa kampanii nawiązuje do znaczenia wyrażenia w języku ukraińskim, w którym „twój umysł” oznacza też „twój dach”. Kampania ma na celu zmotywowanie uchodźców do szukania profesjonalnej pomocy, zanim ich stan zdrowia psychicznego ulegnie pogorszeniu. Proponuje również strategie radzenia sobie ze stresem oparte na zaleceniach ekspertów ds. zdrowia psychicznego. Wszystko po to, aby pomóc uchodźcom „wziąć dach z powrotem w swoje ręce”.

„Chcemy mieć pewność, że nikt nie zostanie zapomniany i pozostawiony sam sobie z cierpieniem psychicznym. Mam nadzieję, że dzięki tej kampanii w całej Polsce dotrzemy do osób najbardziej potrzebujących i zapewnimy każdej osobie, która uciekła przed wojną w Ukrainie, dostęp do niezbędnej pomocy” – powiedział Rashed Mustafa.

64 proc. specjalistów jest gotowych zmienić profesję wyłącznie ze względów finansowych

Wysokość wynagrodzenia pozostaje głównym powodem rozważania odejścia z firmy, z czym zgodziło się blisko 60 proc. specjalistów biorących udział w tegorocznym badaniu Hays Poland. Jednak taka zmiana nie musi być jednoznaczna z przejściem do innej organizacji, oferującej lepsze warunki zatrudnienia. Może również oznaczać przebranżowienie i rozpoczęcie kariery w innym zawodzie. Jak wynika z badania Hays, na drugi wariant byłoby gotowych 64 proc. ankietowanych, jeśli zmiana profesji wiązałaby się z wyższym wynagrodzeniem.

Na satysfakcję z życia zawodowego składa się wiele różnorodnych kwestii. Z jednej strony jest to poczucie sprawczości i docenienia, relacje z bezpośrednim menedżerem oraz członkami zespołu, możliwość rozwoju oraz – potocznie mówiąc – przekonanie, że lubi się to, co się robi. Biorąc pod uwagę fakt, że praca to przede wszystkim źródło utrzymania i bezpieczeństwa finansowego, o satysfakcji w dużej mierze decydują jednak warunki zatrudnienia: zarobki, benefity pozapłacowe, rodzaj umowy i model pracy.

To właśnie te czynniki najczęściej odgrywają kluczową rolę w decyzjach zawodowych podejmowanych przez profesjonalistów. Brak zadowolenia z otrzymywanego wynagrodzenia może jednak prowadzić nie tylko do znalezienia pracy w innej organizacji, ale na podobnym stanowisku. Niejednokrotnie stanowi to motywację do wnikliwej analizy swojej dotychczasowej kariery oraz trendów na rynku pracy i podjęcia decyzji o zmianie wykonywanego zawodu.

Jak wynika z badania opisanego na łamach Raportu płacowego Hays 2023, specjaliści bardzo różnorodnie oceniają wpływ obecnej sytuacji gospodarczej na swoje perspektywy zawodowe w okresie najbliższych lat. W większości jednak wśród profesjonalistów bardzo silnie rysuje się niepewność wobec przyszłości. Obawy te mogą dotyczyć zarówno dalszego rozwoju sytuacji gospodarczej i geopolitycznej, jak i transformacji cyfrowej oraz dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji. Są to bowiem zmiany, które w rosnącym stopniu będą wpływać na popyt na określone profesje. Niektóre zawody z czasem zostaną wyeliminowane z rynku pracy, podczas gdy inne staną się wysoko pożądane, oferując bardzo atrakcyjne zarobki.

Zmiany na horyzoncie

Być może to właśnie z tych powodów, 64 proc. specjalistów deklaruje gotowość do przebranżowienia się, wyłącznie ze względu na lepsze perspektywy zarobkowe. Takie wnioski płyną z najnowszego badania Hays Poland, przeprowadzonego na przełomie kwietnia i maja 2023 r. wśród blisko 1000 respondentów. Co więcej, 63 proc. z nich byłoby w stanie podjąć taką decyzję na przestrzeni roku, a niemal co piąty – w perspektywie dwóch lat.

Czy byłbyś gotowy przebranżowić się wyłącznie ze względu na perspektywę uzyskania wyższych zarobków?

Tak 64%
Nie 15%
Trudno powiedzieć 21%

Źródło: badanie Hays Poland, kwiecień-maj 2023

Wielu pracowników odczuwa obecnie skutki inflacji i nierzadko podejmuje odważne działania. Jak zauważa Agnieszka Kolenda, Executive Director w Hays Poland, z tegorocznych badań Hays wynika, że niewiele ponad połowa profesjonalistów odczuwa satysfakcję ze swojej obecnej pracy.

Należy podkreślić, że chociaż na satysfakcję z życia zawodowego składa się wiele elementów, to finanse odgrywają w tym przypadku kluczową rolę. Pracownik zadowolony z pracy to pracownik dobrze wynagradzany i doceniany, który może się rozwijać i tym samym stopniowo zwiększać swoje ambicje. Jeśli ma poczucie, że zarabia zbyt mało, a do tego wykonuje profesję, która nie daje dobrych perspektyw zawodowych, to może rozważać inne opcje. Nie dziwi zatem fakt, że wielu specjalistów wykazuje się otwartością nie tylko na zmianę miejsca zatrudnienia, ale również na podjęcie pracy w nowym zawodzie lub sektorze, które już na starcie zaoferują wyższe zarobki – tłumaczy Agnieszka Kolenda.

Natomiast nie oznacza to, że wysokie wynagrodzenie będzie w stanie zadowolić pracowników na stałe. Badania Hays Poland pokazują, że dla pracowników, zaraz po zarobkach, duże znaczenie w pracy mają stabilność zatrudnienia, relacje z przełożonym i zespołem, a także pakiet świadczeń pozapłacowych. Z drugiej strony, zmieniając branżę, pracownicy mogą liczyć na zupełnie nowe doświadczenia i wyzwania zawodowe. Dla osób, które cenią sobie systematyczny rozwój, może stanowić to dodatkową motywację.

Warto także dodać, że gotowość do zmiany ścieżki kariery nie zawsze musi oznaczać planów całkowitej transformacji swojego życia zawodowego. Specjaliści, którzy decydują się na przebranżowienie, bardzo często rozwijają się w kierunku pokrewnym do dotychczasowej profesji lub poszerzają zakres swojej specjalizacji, np. o aspekt technologiczny. Wiele zmian ścieżek zawodowych dotyczy podobnych sektorów, np. marketingu i e-commerce, finansów i analizy danych czy prawa i podatków. Bardziej radykalne zmiany kariery również się zdarzają, chociaż stosunkowo rzadziej.

Pieniądze to nie wszystko

Najmniejsza grupa respondentów badania – zaledwie 15% – wyklucza perspektywę przebranżowienia wyłącznie ze względu na argument finansowy. Uważają bowiem, że w ich obecnej pracy są pewne kwestie, których nie chcą stracić, nawet na rzecz wyższych zarobków w innej branży. Specjaliści najczęściej argumentują brak gotowości do takiej decyzji sympatią do aktualnego miejsca pracy (58 proc.) oraz chęcią podążania zgodnie ze swoim planem kariery i licznymi możliwościami zawodowymi w obecnej branży (po 30 proc. wskazań).

Dlaczego nie czujesz się gotowy/a, aby zmienić branżę, nawet jeśli wiązałoby się to z wyższymi zarobkami?

Za bardzo lubię swoją obecną pracę 58%
Wolę się trzymać mojego ustalonego planu kariery 30%
Moja branża daje mi wiele możliwości 30%
Moja branża daje mi dużą elastyczność 24%
Wiązałoby się to z dużym stresem 21%
Moje zarobki są już zadowalające 15%
Nie mam czasu/ chęci na pozyskanie nowych kwalifikacji 12%

Źródło: badanie Hays Poland, kwiecień-maj 2023
Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi

Prowadzi to do dwóch wniosków. Z jednej strony wiele osób nie byłoby w stanie zmienić zawodu ze względów finansowych, ponieważ lubi swoją pracę. To oznacza, że jest ona spójna z ich zainteresowaniami, pozwala na samorealizację i daje poczucie sensu – wykonywanych zadań, ale też ogólnego wpływu działalności firmy na świat, w którym żyjemy.

Jeśli rodzaj pracy i wykonywane zadania są źródłem satysfakcji, to motywacja do zmiany ścieżki zawodowej jest znacznie mniejsza – nawet jeśli otrzymywane wynagrodzenie nie jest dla pracownika w pełni satysfakcjonujące. Jeśli ktoś prawdziwie realizuje się, pracując np. w dziale finansowo-księgowym, to może nie być otwarty na naukę programowania i rozwój kariery w tym kierunku. Szczególnie, gdy nie mieści się to w sferze jego zainteresowań – zauważa Agnieszka Kolenda z Hays Poland.

Zrozumiałe jest także, że nie każdy specjalista ma przestrzeń do takiej zmiany, a czynników może być wiele. Decyzja o przebranżowieniu niewątpliwie wiąże się o z koniecznością podniesienia kwalifikacji i zdobycia nowej wiedzy, a także poświęceniem czasu na rekrutacje, szkolenia i proces adaptacji oraz wdrożenia. Nie dziwi zatem fakt, że 21 proc. respondentów badania Hays nie zdecydowałoby się na przebranżowienie ze względu na zbyt duży stres, a 12 proc. na brak czasu i/lub chęci na pozyskanie nowych kwalifikacji. Warto również podkreślić, że przebranżowienie i rozpoczęcie kariery w nowym zawodzie – nawet bardzo dobrze opłacanym – na początku może wiązać się z de facto obniżeniem zarobków. Na to nie każdy może sobie pozwolić.

Planując swoją ścieżkę kariery, specjaliści zdecydowanie są bardziej elastyczni niż jeszcze kilka lat temu. Szybciej reagują na zmiany zachodzące na rynku pracy oraz wykazują ogromną potrzebę nauki i rozwoju. Jest to związane przede wszystkim z transformacją cyfrową świata, w którym żyjemy, ale również rosnącego przekonania, że praca powinna być również źródłem satysfakcji. Jednocześnie z uwagi na czynniki gospodarcze, dla niektórych zwiększenie możliwości zarobkowych może być obecnie bardzo silnym motywatorem do podjęcia decyzji o przebranżowieniu.

Stan Montana wprowadza zakaz używania TikToka

Gubernator Montany wprowadził pierwszy na świecie ustawowy zakaz zabraniający działania aplikacji TikTok na terenie stanu USA. To efekt rosnącej krytyki i obaw władz stanowych i rządu federalnego USA o wykorzystanie aplikacji przez Chiny do dezinformacji i szpiegowania. W Polsce pomimo zaleceń Rady ds. Cyfryzacji przy Kancelarii Premiera o usunięciu aplikacji z telefonów administracji publicznej, rząd nie wprowadza zakazu.

Pod koniec marca br. Rady ds. Cyfryzacji przy Kancelarii Premiera stwierdziła, że TikTok powinien zostać usunięty z telefonów pracowników administracji publicznej. Przypomniano, że używanie TikToka może zagrażać prywatności użytkowników tej chińskiej platformy społecznościowej, wskazując na zagrożenie dla bezpieczeństwa danych, znajdujących się na tych urządzeniach. Mimo to polski rząd nie zamierza wprowadzać takiego zakazu. Twierdzi, że nie ma żadnych dowodów na szkodliwość tej aplikacji.

Tymczasem nowe prawo w stanie Montana zabroni (od 1 stycznia 2024 r) pobierania TikTok w stanie i nakłada grzywny na każdy „podmiot” – sklep z aplikacjami lub TikTok – 10 000 USD dziennie za każdym razem, gdy ktoś uzyskuje dostęp do TikTok, „oferuje możliwość” dostępu do niego lub go pobiera. Oznacza to, że Apple i Google, które prowadzą sklepy z aplikacjami na urządzenia Apple i Android, będą odpowiedzialne za wszelkie naruszenia. Kary nie dotyczyłyby użytkowników.

Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa twierdzą, że poza unikaniem grzywny nic nie zachęca zaangażowanych firm do przestrzegania przepisów, a odpowiednie egzekwowanie prawa będzie niezwykle trudne. Oded Vanunu, dyrektor badań produktów w firmie Check Point Software, uważa, że sklepom z aplikacjami trudno byłoby odizolować jeden stan od pobierania aplikacji. – Zakaz byłby skuteczny przy współpracy właściciela TikTok, ponieważ kontroluje on oprogramowanie i może dostosowywać ustawienia na podstawie lokalizacji geograficznej lub adresów IP użytkowników – stwierdził ekspert bezpieczeństwa cybernetycznego.

Nowe zasady, w czwartym co do wielkości stanie USA, będą miały bardziej dalekosiężne skutki niż zakazy rządowe, które już obowiązują w prawie połowie stanów i rządzie federalnym USA. W Montanie jest 200 000 użytkowników TikToka, a także 6000 firm korzystających z platformy udostępniania wideo.

Czy nowe prawo w stanie USA zmieni podejście polskiego rządu do tematu?

Janusz Cieszyński, sekretarz stanu w KPRM odpowiadający za cyfryzację wyjaśniał w kwietniu br: „Rada w swoim stanowisku nie przedstawiła technicznych dowodów potwierdzających zagrożenie płynące z posiadania TikToka na telefonie użytkownika”.  Czy tiktok może się zablokować? Gdy użytkownicy korzystają z TikTok, wyrażają zgodę na zbieranie informacji o ich lokalizacji. System może śledzić osobę z odległości co najmniej 3 kilometrów kwadratowych (1,16 mil kwadratowych) od jej rzeczywistej lokalizacji. Jeśli ta funkcja jest wyłączona, TikTok może nadal zbierać przybliżone informacje o lokalizacji – takie jak region, miasto lub kod pocztowy, w którym użytkownik może się znajdować – na podstawie informacji o urządzeniu lub sieci, takich jak adres IP.

Nowe cykliczne szczyty Nikkei 225 i DAX-a

W czwartek swe najwyższe od ponad roku wartości osiągnęły japoński Nikkei 225 i niemiecki DAX. Ten pierwszy indeks dotarł do poziomu swego lokalnego szczytu z września 2021 (+1,6 proc.), zaś ten drugi był dziś ok. godz. 9:45 najwyżej od stycznia 2022 (+1,11 proc.). Nasdaq 100 zbliżył się wczoraj do poziomu swego szczytu z sierpnia ub.r., a dziś rano kontrakty na ten indeks pozostawały na wczorajszych poziomach (+0,08 proc. ok. godz. 9:50).

Czwartkowy poranek na europejskich giełdach stał pod znakiem wzrostów (CAC 40 +0,75 proc. ok. godz. 9:45).

Zwyżkował również dziś rano zmagający się nadal z poziomem oporu wyznaczanym w okolicach 1950 pkt. przez jego szczyty z okresu poprzednich ponad 4 miesięcy WIG-20 (+0,96 proc. ok. godz. 10:00). Powoli do poziomu swego szczytu z 2021 roku zbliżał się sWIG-80. Wśród składników WIG-u 20 swój najwyższy w historii poziom osiągnęła dziś cena akcji PZU. Wśród składników mWIG-u 40 po wzroście o ponad 11 proc. najwyżej w historii był kurs akcji spółki Benefit Systems. Swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś również ceny akcji PKB Cargo i Develia. Jeśli chodzi o spółki wchodzące w skład sWIG-u 80 najwyżej od przynajmniej roku były dziś notowania akcji spółek Agora, Voxel, Alumetal, Mostostal Zabrze, CI Games, Enter Air, Astarta Holding i Ailleron.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych zbliża się powoli do górnego ograniczenia kanału trendu bocznego w obrębie którego przebywa od 2 miesięcy (ok. 3,3-ok. 3,6 proc.). W Waszyngtonie w Kongresie trwają negocjacje mające na celu uzyskanie porozumienia w sprawie podniesienia limitu federalnego zadłużenia, który obecnie wynosi 31,4 biliony dolarów i który został już osiągnięty. Rentowność 10-latek polskiego rządu wyszła dziś na najwyższy w maju poziom 5,968 proc.

Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena dotarł do istotnego poziomu oporu wyznaczanego tuż poniżej poziomu 138 JPY przez jego lokalne maksima z marca i początku maja. Lekko słabło względem USD również euro (EUR/USD -0,14 proc. ok. godz. 9:40). W kilka dni po pierwszej turze wyborów prezydenckich w Turcji, turecka lira była dziś najsłabsza w historii w stosunku do USD.
Drugi dzień z rzędu dosyć dynamicznie korygowały ostatnie spadki do najniższych od ponad roku poziomów kursy USD/PLN i EUR/PLN (odpowiednio +0,53 proc. i +0,38 proc. ok. godz. 9:40).

Kursowi BTC/USD nadal nie udaje się wrócić znacząco powyżej poziomu oporu wyznaczanego przez jego – wyznaczające „linię szyi” 2-miesięcznej formacji „głowy z ramionami”? – przełamane w dół w ubiegłym tygodnia minima z drugiej połowy marca br. (26640 USD) i drugiej połowy kwietnia br. (27073 USD). Dziś ok. godz. 9:45 kurs wynosił 27391 USD.

W środę cena kontraktów na gazie ziemny notowanych w Wielkiej Brytanii spadła do najniższego poziomu od 2021 roku będąc już 12 razy niższa niż w swym szczycie z sierpnia ub.r. Dziś rano kontrakty na gaz ziemny notowane na NYMEX-ie lekko rosły (+0,17 proc. ok. godz. 9:30). O 0,45-0,49 proc. taniały dziś ok. godz. 9:30 kontrakty na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE. Spadały dziś rano również ceny metali szlachetnych (złoto -0,26 proc., srebro -0,72 proc., platyna –0,97 proc., pallad –0,99 proc.) i miedzi (-0,71 proc. ok. godz. 9:35). Cena złota znalazła się na poziomach swoich minimów z okresu ostatnich 5 tygodni, srebro było najtańsze od pierwszej sesji kwietnia br.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Materiały budowlane drożeją z miesiąca na miesiąc coraz wolniej

W kwietniu komunikowana przez Grupę PSB Handel S.A. dynamika cen materiałów budowlanych kontynuowała trwającą już od roku zniżkę do poziomu „zaledwie” 8 proc., czyli długo oczekiwanej jednocyfrowej wartości. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl tłumaczą, że sytuacja rynkowa weszła w fazę powrotu do względnej normalności. Pytanie, czy już na dobre, czy może tylko przejściowo na pewien czas.

Przewidywania ekspertów powrotu parametrów wzrostu cen materiałów budowlanych do wartości jednocyfrowych, przed końcem bieżącego roku, uległy materializacji już w kwietniu, a więc niemal w połowie pierwszego półrocza.Wyk. 1 - Średnia dynamika cen rdr

W najnowszym odczycie dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB w dalszym ciągu prym wiedzie cement-wapno jako pozycja najmocniej zwyżkująca rok do roku o 38 proc., ponad dwukrotnie więcej od farb-lakierów, czyli wicelidera materiałowej drożyzny. Tym razem jednak wzrost cen tego spoiwa, miesiąc do miesiąca, spowolnił o kilka pp. sygnalizując dołączenie do ogólnego trendu szybkiego wytracania impetu wzrostu stawek. Ponownie bowiem  prawie we wszystkich pozostałych grupach towarowych zanotowano istotny statystycznie regres dynamiki cen.

Na drugim biegunie klasyfikację zamykają płyty OSB i drewno, izolacje termiczne oraz dachy z rynnami, w przypadku których zanotowano już spadki cen rok do roku rzędu odpowiednio 18, 12 i 1 proc. Powiększenie stawki grup towarowych z ujemną dynamiką do trzech pozycji może zapowiadać nadchodzącą powoli korektę krajowych cen materiałów budowlanych, choć przy jeszcze dwucyfrowej inflacji taki scenariusz wydaje się być wciąż melodią nieco dalszej przyszłości.Wyk. 2 Średnia dynamika - kategorie

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl w dalszym ciągu najbardziej wiarygodnym prognostykiem rozwoju koniunktury na rodzimym rynku materiałów budowlanych jest sytuacja na pierwotnym rynku mieszkaniowym. A tu wciąż nie widać wzrostu aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich.

W statystykach GUS budownictwa mieszkaniowego za pierwszy kwartał br. spadek mieszkań rozpoczętych wyniósł ponad jedną czwartą w relacji rok do roku. Jeśli już od kwietnia i maja nie nastąpi wyraźne i trwałe odbicie wolumenu nowych inwestycji mieszkaniowych, to trudno będzie uniknąć dalszego spadku popytu na materiały budowlane oraz presji na spadek dynamiki ich cen, aż do ujemnych wartości włącznie.
Tymczasem statystyki sprzedaży Grupy PSB komunikują coraz szybszy i coraz bardziej reprezentatywny regres popytu na materiały budowlane w kraju. W kwietniu w ramach Grupy PSB sprzedaż materiałów była średnio niższa o 22 proc. w relacji rdr., a dodatnią dynamikę odnotowano jedynie w grupie farby, lakiery (+6%). Pozostała stawka grup asortymentowych zanotowała spadki sprzedaży, z których największe nastąpiły w kategoriach: płyty OSB, drewno (-44%), izolacje termiczne (-47%), ściany, kominy (-47%) oraz dachy, rynny (-50%).

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

MLP Group przekroczyło poziom 1 mln mkw. gotowej powierzchni

  • Wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła do 4 489 mln PLN, +1% kw./kw.
  • Wartość aktywów netto (NAV) wzrosła do 2 516 mln PLN, +1% kw./kw.
  • Przychody wyniosły 94,7 PLN, +51% r./r.
  • EBITDA bez aktualizacji wyceny wyniosła 47,8 mln PLN, +59% r./r.
  • FFO wyniosło 29,4 mln PLN, +48% r./r.
  • Zysk netto wyniósł 26,1 mln PLN
  • Powierzchnia wybudowana, 1,02 mln mkw.
  • Potencjał zabudowy 1,74 mln mkw.
  • 3,9 MWP – zainstalowana moc paneli fotowoltaicznych

MLP Group utrzymuje bardzo dobrą sytuację finansową oraz bezpieczną strukturę kapitałową, umożliwiającą realizację długoterminowych celów strategicznych.  Potwierdzają to opublikowane wyniki za I kwartał 2023 roku. W tym okresie skonsolidowane przychody poprawiły się w ujęciu r./r. o 51% i wyniosły 94,7 mln PLN. To efekt zarówno zwiększenia wynajmowanej powierzchni oraz wyższych stawek czynszów. Grupa poprawiła jednocześnie wynik EBITDA (bez aktualizacji wyceny nieruchomości inwestycyjnych) o 59% do 47,8 mln PLN. W I kwartale br. MLP Group wypracowało 26,1 mln PLN zysku netto.  Od początku tego roku Grupa powiększyła wartość aktywów netto (NAV) o 1% do poziomu ponad 2,5 mld PLN. Wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła również o 1% do blisko 4,5 mld PLN.

MLP Group rozwija działalność na rynku polskim, niemieckim, austriackim i rumuńskim. Grupa prowadzi obecnie 21 parków logistycznych. Strategicznym celem pozostaje poszerzanie oferty magazynowej w ramach rozwoju budynków typu Big Box oraz projektów logistyki miejskiej. MLP Group w I kwartale 2023 r. przekazało do użytkowania projekty o łącznej powierzchni blisko 30 tys. mkw. Na koniec minionego kwartału Grupa dysponowała łącznie 1,02 mln mkw. gotowej powierzchni. W trakcie budowy i w przygotowaniu było kolejnych ponad 61 tys. mkw. Potencjał zabudowy na posiadanych gruntach zbliża się już do 1,8 mln mkw.

Sytuacja w branży magazynowej pozostaje korzystna. Jej rozwój napędzają głównie klienci z sektora lekkiej produkcji i logistyki. Pozytywnie na rynek wpływa także trend przenoszenia produkcji z Azji do Europy, czyli tzw. nearshoring.

„Utrzymujemy cały czas dużą stabilność prowadzonego biznesu. Konsekwentnie realizujemy nowe projekty, systematycznie zwiększając oferowane powierzchnie, z poziomem pustostanów bliskim zera. Widzimy ciągle wysoki popyt na powierzchnię magazynową, aczkolwiek negocjacje nowych umów się wydłużyły. Z drugiej strony obserwujemy znacznie mniejszą podaż nowych projektów na wszystkich rynkach europejskich. Niższa liczba realizowanych przedsięwzięć wpływa natomiast stabilizująco na koszty budowy. Wszystko to są pozytywne czynniki wspierające nasz rozwój. Na wybranych rynkach rozpoczęliśmy realizację spekulacyjnych projektów. Zakładamy, że większość z nich zostanie wynajęta jeszcze przed ukończeniem developmentu. Aktualnie skupiamy się na uruchomieniu budowy kilku inwestycji typu City Logistics. Odzwierciedlają one nasz strategiczny kierunek rozwoju” – powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

„Mamy stabilną sytuację finansową i zapewnione finansowanie działalności. W I kwartale 2023 r. odnotowaliśmy bardzo duży wzrost przychodów, FFO i EBITDA. Posiadamy również bezpieczną strukturą kapitałową, w tym niski wskaźnik LTV, umożliwiającą realizację długoterminowych celów strategicznych. Wysoka inflacja nie stanowi dla nas problemu, bo w 100% naszych umów leasingu zachowane jest automatyczne indeksowanie czynszów o wskaźnik CPI. Wszystkie czynsze są jednocześnie denominowane w EUR lub są bezpośrednio wyrażone w EUR, co ogranicza naszą ekspozycję na ryzyko walutowe” – dodał Radosław T. Krochta.

MLP Group utrzymuje również silną pozycję w zakresie przepływów pieniężnych. Wskaźnik LTV (z ang. loan to value) w I kwartale br. był na poziomie 34,5%, a wskaźnik pokrycia odsetek wyniósł 3,0x ICR (z ang. interest coverage ratio). Występował długi okres zapadalności zadłużenia wynoszący 5,2 lata. Z kolei FFO (z ang. funds from operations) wyniosło 29,4 mln PLN, co oznacza wzrost o 48% r./r.

Zgodnie ze strategią „build & hold” MLP Group po zakończeniu budowy parków logistycznych utrzymuje je w swoim portfelu i samodzielnie nimi zarządza. Wszystkie projekty realizowane przez Grupę wyróżnia również bardzo atrakcyjna lokalizacja parków logistycznych, stosowanie rozwiązania typu built-to-suit oraz wsparcie najemcy w trakcie trwania umowy najmu.

Wyniki funduszy obligacji korporacyjnych rosną, a aktywa spadają!

Wyniki funduszy obligacji korporacyjnych dynamicznie i konsekwentnie rosną. W ostatnim miesiącu średnia stopa zwrotu tej grupy aktywów wyniosła +1,02%. Średnia roczna stopa zwrotu wyniosła aż +7,02%. Natomiast w żaden sposób nie przekłada się to na poziom aktywów funduszy długu korporacyjnego, wręcz przeciwnie. Kwiecień był piętnastym miesiącem z rzędu z ujemnym saldem wpłat, inwestorzy wypłacili z nich 122 mln zł.

Średnia stopa zwrotu za ostatni kwartał to prawie 2,00%, z liderem na poziomie 4,53%. Za ostatnie 12 miesięcy sytuacja wygląda jeszcze lepiej, średnia to ponad 7,00%. Na czele stawki jest fundusz ze stopą zwrotu ponad 15,00%. Jeden z funduszy przekroczył próg 10,00%, a aż 5 funduszy osiągnęło stopę zwrotu na poziomie ponad 8,00%.
Wyniki funduszy obligacji

W kwietniu inwestorzy do funduszy inwestycyjnych wpłacili netto aż 1,5 mld zł, a do funduszy detalicznych ponad 1,0 mld zł. Wśród klientów królują fundusze dłużne, do których wpłacono 1,36 mld zł netto. W niczym nie pomogło to funduszom obligacji korporacyjnych, z których inwestorzy piętnasty miesiącu z rzędu wypłacili więcej niż wpłacili. Tym razem z tej grupy aktywów odpłynęło 122 mln zł netto. Nie mamy jeszcze pełnych danych, dotyczących poziomu aktywów na koniec kwietnia. Możemy jednak zakładać, że mocno dodatnie stopy zwrotu połączone z ujemnym saldem napływów sprawią, że poziom aktywów nie ulegnie większym zmianom.
Wyniki funduszy obligacji 2Względnie wysokie stopy zwrotu jeszcze nie zachęcają inwestorów do skierowania swojego wzroku w kierunku funduszy obligacji korporacyjnych. Można założyć jednak, że kwestią czasu pozostaje zmiana tego podejścia. Rosnące wyniki, przy braku materializacji ryzyka kredytowego, prędzej czy później powinny zachęcić inwestorów do powrotu do tej klasy aktywów.
Wyniki funduszy obligacji 3

Autor: Szymon Gil – Makler Papierów Wartościowych Michael / Ström Dom Maklerski

W I kw. 2023 r. zlikwidowano blisko 60 tys. firm. Prawie 90 tys. zostało zawieszonych [Dane z CEIDG]

W I kwartale br. do rejestru CEIDG złożono blisko 60 tys. wniosków dotyczących zamknięcia jednoosobowej działalności gospodarczej, czyli nieco mniej niż rok wcześniej. Obecny spadek jest na poziomie niecałych 6% rdr. Do tego w ww. okresie zawieszono blisko 90 tys. firm. To niemal tyle samo co w I kw. ub.r. Eksperci komentujący te dane twierdzą, że obecnie mamy do czynienia z przejściową stagnacją. Przewidują także, że liczba likwidacji i zwieszeń na pewno wzrośnie na przełomie III i IV kwartału, bo wówczas skumulują się skutki problemów, które przez długi czas narastały w gospodarce. Do tego przyczyni się również gwałtowne hamowanie inflacji.

Mniej zamykanych firm

Jak podaje Ministerstwo Rozwoju i Technologii, w I kwartale br. do rejestru CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej) wpłynęło 59,7 tys. wniosków dot. zakończenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 5,6% mniej niż w analogicznym okresie 2022 roku, kiedy takich przypadków było 63,2 tys.

– Wiele podmiotów wstrzymało się z zakończeniem działalności, czekając na kierunek zmian w gospodarce. Wskazany spadek nie jest zaskoczeniem wobec ustabilizowania się na rynkach międzynarodowych cen nośników energii. To zaczyna przekładać się na ceny towarów i usług w Polsce. Co więcej, oczekuje się poprawy sytuacji gospodarczej. Jednak patrząc na nią długofalowo, nie byłbym takim optymistą. Przedsiębiorcom szczególnie doskwierają zmiany w prawie, zwłaszcza podatkowym, a także zatory płatnicze. Do tego zostały ograniczone możliwości uzyskania finansowania dla prowadzenia działalności – mówi radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Z przekazanych danych również wynika, że w relacji rocznej zamknięto mniej jednoosobowych firm. A jednocześnie widać, że przybyło wniosków dot. otwarcia – o 6,4% rdr. – Takie wyniki są lekkim zaskoczeniem, bo wielu analityków spodziewało się spadku otwierania JDG. Wzrost może pokazywać, że przedsiębiorcy z większym dystansem podchodzą do niepewności gospodarczej. To oczywiście wcale nie oznacza, że na rynku jest lepiej, bo firmy wciąż dobijają bieżące koszty prowadzenia działalności. I to raczej się pogorszy. Natomiast dane mogą też świadczyć o tym, że przedsiębiorcy zaczęli bardziej walczyć o swoje biznesy, widząc na horyzoncie perspektywę poprawy swojej sytuacji – uważa radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

– W I kw. br. nie wybuchła wojna na Ukrainie. Nie mieszano w otoczeniu gospodarczym, równie destruktywnie jak w ramach Polskiego Ładu. Nie wprowadzano masowo nowych sankcji gospodarczych, skutkujących zamknięciem rynków zbytu na Białorusi czy w Rosji. Nie pojawiły się też liczne niedobory produktów i nie było konieczności gwałtownej reorientacji eksportu. W tym kontekście nie dziwi lekki spadek wniosków o zamknięcie działalności – komentuje Kamil Sobolewski, Główny Ekonomista Pracodawców RP.

Dane resortu pokazują też, ile wniosków dot. zakończenia ww. działalności gospodarczej było w poszczególnych województwach. Zestawienie otwiera mazowieckie – prawie 8 tys. (rok wcześniej – ponad 8,5 tys.). Dalej widać śląskie – przeszło 5,2 tys. (I kw. 2022 r. – 5,8 tys.), wielkopolskie – ponad 5 tys. (poprzednio – 5,5 tys.), małopolskie – ponad 4,4 tys. (rok wcześniej – blisko 5 tys.), a także dolnośląskie – 3,9 tys. (poprzednio – 4,3 tys.). Natomiast na końcu rankingu mamy opolskie – prawie 1,1 tys. (rok wcześniej – 1,1 tys.), podlaskie – 1,4 tys. (poprzednio – 1,5 tys.), jak również lubuskie – przeszło 1,4 tys. (I kw. 2022 r. – ponad 1,6 tys.). Jednak najwięcej wniosków złożyły firmy bez wskazanego województwa, w którym wykonywały swoją działalność – ponad 9,6 tys. (7,9 tys.).

– Przewaga wniosków we wskazanych województwach jest wynikiem dużego zagęszczenia przedsiębiorstw w tych okręgach. Z uwagi na większą liczbę zarejestrowanych podmiotów siłą rzeczy musiało być tam więcej likwidacji. W moim odczuciu, trudności na rynku są odczuwalne wszędzie mniej więcej na podobnym poziomie. Z kolei wzrost liczby wniosków składanych przez osoby nieokreślające miejsca wykonywania działalności oznacza, że na rynku doszło do kontrolowanego przetasowania wśród tego typu podmiotów. Natomiast niższe wyniki w woj. opolskim, podlaskim czy lubuskim wiążą się z rolniczym charakterem tych obszarów, a więc z mniejszą liczbą prowadzonych tam działalności – wyjaśnia Adrian Parol.

Zawieszeń prawie tyle samo

Z danych resortu wynika też, że w I kwartale br. do rejestru CEIDG wpłynęło ponad 89,6 tys. wniosków o zawieszenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Dokładnie było ich 89 631, czyli o 2 więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku, kiedy odnotowano 89 629 takich przypadków. – Dość zaskakujące jest utrzymanie się wysokich liczebności zawieszeń JDG. To prosta forma faktycznego zakończenia działalności. Dopuszczalne jest wszakże zawieszenie bezterminowe. Widoczny jest też optymizm nowych chętnych do założenia JDG. Wygląda na to, że działalność w Polsce łatwo jest otworzyć i zawiesić, a trudno prowadzić ją w sposób rentowny, zatrudniając ludzi i inwestując – podkreśla ekspert z Pracodawców RP.

– Powyższe wyniki oznaczają, iż cześć przedsiębiorców postanowiła czekać na dalszy rozwój sytuacji. Nie jest to oczywiście dobry sygnał. Zawieszenie jest okresem przejściowym i nie rozstrzyga definitywnie o zakończeniu działalności przez przedsiębiorcę. Ostateczne decyzje będą zależały od wielu uwarunkowań zewnętrznych i bieżących obserwacji. Jednak przewiduję, że większa część z tych firm i tak zostanie zamknięta. Zawieszenie działalności z reguły jest pierwszym krokiem właśnie do likwidacji przedsiębiorstwa, bo raczej nie przerywa się swojej działalności, gdy idzie dobrze – uważa doradca restukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

Wiemy również, ile wniosków dot. zawieszenia jednoosobowej działalności gospodarczej było w poszczególnych województwach. Od stycznia do marca br. najwięcej złożono ich w woj. mazowieckim – ponad 11,5 tys. (rok wcześniej – 12,8 tys.). Dalej widać woj. śląskie – powyżej 7,6 tys. (I kw. 2022 r. – ponad 8,2 tys.), małopolskie – przeszło 7,5 tys. (powyżej 7,8 tys.), wielkopolskie – ponad 6,7 tys. (6,8 tys.) oraz dolnośląskie – przeszło 6,1 tys. (6,2 tys.). Z kolei na końcu listy mamy opolskie – ponad 1,5 tys. (rok wcześniej podobnie), podlaskie – 1,7 tys. (wcześniej – prawie 1,8 tys.) oraz świętokrzyskie – ponad 1,7 tys. (prawie 1,8 tys.). Natomiast najwięcej takich wniosków pochodziło od firm bez wskazanego województwa – 19,1 tys. (rok wcześniej – 15,1 tys.).

– Sytuacja wygląda identycznie jak w przypadku zamykania działalności. Wyniki wskazują na różnicę w potencjale gospodarczym poszczególnych województw. To skutkuje tak dużą różnicą w zakresie liczby zarejestrowanych wniosków dotyczących zawieszenia JDG. I raczej nie ma tutaj nic szczególnego. Zresztą ten schemat jest powtarzany od wielu lat – stwierdza Adrian Parol.

Słabe prognozy na dalszą część roku

Według mec. Goszczyńskiego, sytuacja przedsiębiorców pogorszy się w kolejnych kwartałach. Na to złoży się kilka kwestii. Hamowanie inflacji będzie się wiązało z ograniczeniem konsumpcji, co już teraz wyraźnie widać na rynku. A to z kolei w większości branż doprowadzi do mniejszych zysków. Wówczas przedsiębiorcy będą bardziej skłonni do zamykania lub zawieszania swoich biznesów. Ekspert przewiduje też, że już w tym kwartale na rynku nastąpi wzrost przedterminowych należności oraz pogorszenie płynności finansowej. I zapowiada, że najgorzej będzie sytuacja wyglądała w budownictwie, produkcji, transporcie, handlu i we wszelkiego rodzaju usługach.

– Obecnie mamy do czynienia z przejściową stagnacją. W mojej ocenie, sytuacja raczej się pogorszy, niż polepszy. Jednoosobowe firmy wciąż będą zamykane i zawieszane. Wzrost może nie będzie duży, ale tendencja raczej będzie szła w tym kierunku. Przedsiębiorcy cały czas doświadczają wzrostu kosztów prowadzenia działalności, w tym wszelkiego rodzaju danin. Obserwują też, że ich kontrahenci coraz częściej spóźniają się z płatnościami. Całość skutkuje tym, że przestaje się opłacać prowadzić jakąkolwiek działalność – zaznacza doradca restukturyzacyjny Adrian Parol.

Do tego Łukasz Goszczyński dodaje, że w tym roku najgorzej będzie na przełomie III i IV kwartału, ponieważ problemy przez długi czas narastały i w końcu będą szukały ujścia. Do drugiej połowy tego roku przedsiębiorcy będą jeszcze starać się ambitnie walczyć z przeciwnościami, odkładając decyzję o likwidacji bądź o zawieszeniu działalności. Z kolei Adrian Parol przewiduje, że sytuacja najgorzej będzie wyglądała w województwach z mniejszą liczbą zarejestrowanych działalności gospodarczych. Duże ośrodki miejskie powinny sobie nieco lepiej z tym poradzić.

XTPL z kolejnym kwartałem wysokiej dynamiki wzrostu sprzedaży

XTPL opublikował wyniki za I kwartał 2023 roku, które potwierdziły dynamiczny, wzrostowy trend przychodów Spółki. Przychody ogółem wyniosły 3,6 mln zł przekładając się na ponad dwukrotny wzrost w ujęciu rok do roku, z czego przychody ze sprzedaży produktów i usług wyniosły 3,0 mln zł, rosnąc w jeszcze szybszym tempie i notując ponad trzykrotny wzrost r/r. Udział sprzedaży komercyjnej w przychodach ogółem przekroczył już 80%, będąc konsekwencją sukcesu w rozwoju wszystkich trzech linii biznesowych Spółki. Ponadto XTPL już czwarty kwartał z rzędu wygenerował dodatni wynik EBITDA, który wyniósł w I kwartale br. 0,1 mln zł. Stan środków pieniężnych na dzień 31 marca 2023 roku to 3,8 mln zł, o 0,1 mln zł więcej niż w I kwartale 2022 roku. Osiągnięte dynamiki wzrostu sprzedaży i wyników finansowych, stanowią dobrą bazę do istotnego przeskalowania działalności Spółki, celem jest wzrost przychodów ze sprzedaży produktów i usług do poziomu 100 mln zł w 2026 roku. Aby to osiągnąć XTPL zamierza zainwestować około 60 mln zł w latach 2023-2026 w trzech kluczowych obszarach: sprzedaży, produkcji oraz B+R.

– Wyniki pierwszych miesięcy 2023 roku odzwierciedlają kierunek, w którym rozwijamy się już od kilku ostatnich kwartałów, skupiając się na dynamicznym wzroście przychodów ze sprzedaży produktów i usług, czyli komercjalizacji naszego zweryfikowanego przez globalnych odbiorców portfolio produktowego. W nowy rok Spółka weszła z kilkoma potwierdzonymi zamówieniami na urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS), gdzie do niedawna każde pojedyncze zamówienie było dla nas dużym wydarzeniem, obecnie takich nowych zamówień z dostawą na 2023 rok mamy potwierdzonych łącznie 7, a przed nami jeszcze druga, statystycznie lepsza połowa roku. Wzrost zainteresowania naszą ofertą, rosnąca sprzedaż urządzeń DPS oraz potencjał na przesuwanie się do przodu w rozwijanych przez nas projektach zorientowanych na wdrożenia na linie produkcyjne u przemysłowych, rozpoznawalnych na całym świecie podmiotów, sprawiły, że nasz wzrost przychodów chcemy jeszcze mocniej przyspieszyć. Za cel przyjęliśmy wygenerowanie do końca 2026 roku sprzedaży rocznej produktów na poziomie 100 mln zł, to 10-krotny wzrost względem wyniku za 2022 rok w perspektywie 4 lat i wierzymy, że jesteśmy w stanie go osiągnąć. Jednocześnie ten poziom nie wyczerpuje długoterminowego potencjału, jaki niesie ze sobą szerokie wykorzystanie naszych autorskich modułów do wdrożeń przemysłowych, a kamieniem milowym będzie dojście do pierwszej integracji z globalnym graczem, które w naszej branży wytwarzania elektroniki metodami addytywnymi jest postrzegane jako finalne potwierdzenie wysokiego potencjału technologii i wiąże się z istotnym wzrostem pozycji firmy na arenie międzynarodowej. Może to istotnie przyspieszyć pozostałe rozwijane przez nas projekty, obecnie realizujemy ich łącznie dziewięć – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL.

XTPL planuje zwiększyć 10-krotnie przychody do 2026 roku i osiągnąć 100 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług. Realizację założonego celu mają umożliwić inwestycje w kwocie ok. 60 mln zł w latach 2023-2026 w trzech kluczowych obszarach: sprzedaży, produkcji oraz B+R. Finansowanie zaplanowanych inwestycji wymaga pozyskania środków z nowej emisji akcji, które mają zabezpieczyć ponad połowę niezbędnych środków. Za pozostałą część, którą Spółka zamierza zabezpieczyć w horyzoncie kolejnych 12 miesięcy, będą odpowiadać środki z kapitału dłużnego, grantów oraz środków własnych. Inwestycje mają przede wszystkim zwiększyć zdolności produkcyjne XTPL w zakresie modułów przeznaczonych do wdrożeń przemysłowych z poziomu pojedynczych sztuk rocznie do poziomu około 100 szt. rocznie. Spółka zamierza podnieść także maksymalną liczbę obsługiwanych zamówień i dostaw urządzeń Delta Printing System (DPS) z obecnych kilkunastu do kilkudziesięciu sztuk rocznie. Zdolności wytwórcze linii biznesowej nanotuszy przewodzących prąd elektryczny, które są materiałem zużywalnym dla modułów drukujących oraz urządzeń DPS, wzrosną czterokrotnie.

Zarząd XTPL wyznaczył 12 czerwca 2023 roku na zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia, które podejmie decyzję w sprawie emisji maksymalnie do 275.000 akcji zwykłych na okaziciela kierowanej do inwestorów spełniających wymogi określone w uchwale emisyjnej. Intencją Spółki jest, aby w miarę możliwości zapewnić prawo pierwszeństwa dla istniejących akcjonariuszy posiadających powyżej 0,5% akcji w kapitale zakładowym Spółki.

– W celu realizacji naszego planu podniesienia poziomu przychodów do 100 mln zł, zamierzamy przeznaczyć na inwestycje w latach 2023-2026 około 60 mln zł. Środki te wzmocnią trzy kluczowe obszary biznesowe firmy: sprzedaż, produkcję oraz B+R. Dojście do etapu wdrożenia przemysłowego będzie wymagać od nas znacznego przeskalowania naszych obecnych mocy produkcyjnych, dlatego zamierzamy wzmocnić pod tym kątem wszystkie trzy nasze linie biznesowe: moduły drukujące do wdrożeń przemysłowych, urządzenia prototypujące Delta Printing System oraz nanotusze przewodzące prąd elektryczny. Równolegle zamierzamy znacząco wzmocnić nasze procesy sprzedażowe, w tym dokonać ekspansji zagranicznej i utworzyć do trzech centrum sprzedażowych Spółki w najbardziej perspektywicznych dla branży elektroniki addytywnej rynkach geograficznych. Będą to miejsca dla niewielkiego zespołu, wraz z laboratorium demonstracyjnym wyposażonym w nasze głowice drukujące i urządzenia DPS, co skróci początkowe, długie etapy budowania kontaktu z potencjalnymi klientami zainteresowanymi naszą technologią. Ostatni obszar inwestycji to badania i rozwój. Jako innowacyjna spółka z branży deep-tech, potrzebujemy stale rozwijać naszą technologię, aby zachować konkurencyjność i jednocześnie opracowywać kolejne generacje produktów, które w dalszym okresie rozszerzą naszą ofertę i przełożą się na dodatkowe strumienie przychodów wyjaśnia Filip Granek.

W I kwartale 2023 roku XTPL wygenerował 3,6 mln zł przychodów, ponad 2x więcej w ujęciu rok do roku, z czego przychody ze sprzedaży produktów i usług wyniosły 3,0 mln zł, rosnąc skokowo o ponad 3x więcej względem I kwartału 2022 roku. Przełożyło się to na rosnący do ponad 80% udział sprzedaży komercyjnej w przychodach ogółem, podkreślając udany rozwój wszystkich trzech linii biznesowych Spółki. EBITDA wyniosła 0,1 mln zł w stosunku do -2,4 mln zł w ubiegłym roku i po raz czwarty z rzędu zanotowała dodatni wynik. Na poziomie zysku netto Spółka zredukowała stratę i osiągnęła -0,3 mln zł w porównaniu do -2,6 mln zł w I kwartale 2022 roku. Przepływy pieniężne po wzroście w IV kwartale 2022 roku o 2,7 mln zł zanotowały wynik na poziomie -2,2 mln zł, ze względu na istotny wzrost należności, który wpłynie pozytywnie wynik w kolejnym kwartale. Środki pieniężne na koniec 31.03.2023 roku wyniosły 3,8 mln zł, zachowując stabilny poziom względem wyniku na koniec 31.03.2022 roku.

– Za nami kolejny z rzędu udany kwartał, w którym znacząco zwiększyliśmy przychody ze sprzedaży produktów i usług, osiągnięty wynik to 3,0 mln zł i ponad trzykrotny wzrost w ujęciu rok do roku. I kwartał to również okres kontynuacji pozytywnego wyniku EBITDA i znaczącej redukcji straty netto w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Na wynik na poziomie przepływów pieniężnych i stan środków na koniec kwartału wpływ miał istotny wzrost należności handlowych, które na dzień publikacji zostały już w spłacone, ponieważ operujemy na 30-dniowych okresach płatności. Ubiegły rok oraz pierwszy kwartał 2023 roku stanowią dla nas bardzo dobrą bazę do przyspieszenia wzrostu i rozpoczęcia realizacji celu biznesowego 100 mln zł przychodów w horyzoncie 2026 roku. Nasze historyczne wyniki oraz pipeline zamówień na urządzenia DPS, a także zaawansowane etapy projektów przemysłowych, pozwalają nam myśleć o sfinansowaniu części zaplanowanych inwestycji z wykorzystaniem środków z kapitału dłużnego, co dodatkowo podkreśla udaną transformację Spółki z małego podmiotu o charakterze B+R w firmę znacznie bardziej dojrzałą, ze zweryfikowanym portfolio produktów i potencjałem do kontynuacji wzrostowej trajektorii na jakiej znajdujemy się od wielu ostatnich kwartałów – dodaje Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych o wysokim potencjale do generowania strumieni przychodów, wspierany pracami B+R oraz ochroną IP dla zachowania długoterminowej przewagi konkurencyjnej. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące DPS (Delta Printing System) oraz nanotusze przewodzące prąd elektryczny. Spółka realizuje obecnie 9 projektów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii, z czego 3 projekty znajdują się na zaawansowanych etapach i obejmują wszystkie 3 strategiczne dla Spółki obszary: zaawansowane płytki PCB, półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi są wiodące i globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display).

XTPL od początku działalności realizuje starannie opracowaną politykę ochrony własności przemysłowej oraz intelektualnej, posiadając 7 przyznanych patentów i łącznie 26 zgłoszonych wniosków patentowych od września 2019 roku do maja 2023 roku.

W 2021 roku wartość dynamicznie rosnącej branży elektroniki drukowanej wyniosła 47,1 mld USD (+14,5% r/r), a w 2025 roku prognozowana jest na poziomie 63,3 mld USD (za: IDTechEx). Oznacza to średnioroczny wzrost wartości rynku w latach 2020-2025 na poziomie 9,0%. Według analiz rynkowych, CAGR branży urządzeń elektronicznych do prototypowania, do których zaliczają się m.in. urządzenia prototypujące DPS Spółki, ma wynieść ok. 31% w latach 2021-2031 (za: Transparency Market Research). Globalna roczna sprzedaż systemów do prowadzenia prac B+R oraz szybkiego prototypowania i produkcji małoseryjnej dla branży elektroniki drukowanej wynosi ok. 250-500 szt. rocznie, przy cenie ok. 50-500 tys. EUR za sztukę.

Czy mamy szansę stać się nową Doliną Krzemową? Na Kongresie Trójmorza debatowano o cyfryzacji regionu

Możemy stać się prawdziwym cyfrowym hubem dla Europy – mówił Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, podczas Samorządowego Kongresu Trójmorza w Lublinie. Jak wykorzystać tę szansę? Debata na ten temat zgromadziła ekspertów z czterech krajów regionu. Najczęściej pojawiającymi się hasłami były: „cyberbezpieczeństwo”, „inwestycje” oraz „interoperacyjność”.

W ciągu ostatnich pięciu lat wartość cyfrowego sektora gospodarki krajów Trójmorza wzrosła o 42 miliardy euro. Nic dziwnego, że właśnie cyfryzacja była jednym z ważniejszych tematów odbywającego się w Lublinie trzeciego Samorządowego Kongresu Trójmorza. Podczas panelu zatytułowanego „Regiony Trójmorza na drodze cyfrowego rozwoju” eksperci przyjrzeli się możliwym ścieżkom ewolucji tej dziedziny w regionie.

Prowadzący panel Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, zrzeszającego najważniejszych graczy na polskim rynku nowych technologii, poruszył między innymi kwestie finansowania i unijnych regulacji. – Czy jesteśmy w stanie mówić wspólnym głosem, reprezentując region Trójmorza w Brukseli? – pytał.

Zbyt wiele regulacji prawnych prowadzi do większej ilości skutków negatywnych niż pozytywnych – odpowiadał Paweł Lewandowski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji. Polityk podkreślał też, że prawo nie zawsze idzie w parze z aktualnymi potrzebami branży: – Prawodawstwo musi dogonić tempo rozwoju technologii, żeby było skuteczne – zaznaczał Paweł Lewandowski.

Cyberbezpieczeństwo w erze AI wyzwaniem dla regionu

W trakcie debaty przez wszystkie przypadki odmieniano temat bezpieczeństwa cyfrowego. – Polska w zeszłym roku zarejestrowała rekordową liczbę cyberataków. Cyberbezpieczeństwo to bardzo istotna gałąź naszych starań – mówił Ignacy Święcicki, kierownik działu Gospodarki Cyfrowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym. Wtórowała mu Lucia Colníková, kierownik rozwoju cyfrowego w Słowackim Sojuszu na Rzecz Gospodarki Innowacyjnej (SAPIE): – Duża liczba cyberataków może szczególnie zagrozić małym i średnim przedsiębiorstwom, co negatywnie odbije się na całym rynku – mówiła.

Z kolei Robert Bogdanffy, Dyrektor ds. Publicznych w ANIS Romania, zapytany o główne tematy, jakimi w sferze cyfrowej powinno zajmować się Trójmorze, odpowiedział: – To cloud computing, czyli przetwarzanie informacji w chmurze, cyberbezpieczeństwo, szczególnie kiedy weźmiemy pod uwagę rozwój sztucznej inteligencji oraz możliwość interoperacyjności, czyli zastosowania różnych rozwiązań w ramach nie tylko kraju, ale i całej sieci. Konieczne jest powiązanie różnych systemów informatycznych na poziomie ośrodków politycznych i samorządowych, a także przedsiębiorstw – wyliczał.

Lucia Colníková podkreślała w odpowiedzi, że nowoczesne technologie mogą pomóc małym i średnim przedsiębiorstwom przetrwać takie kryzysy jak wojna czy pandemia. Według nieji szansą dla przedsiębiorczości jest także budowa hubów europejskiej cyfryzacji.

Jak zaangażować kobiety w cyfryzację?

Na nieco inne tematy zwróciła uwagę Žydrūnė Vitaitė, współzałożycielka organizacji Women Go Tech. Kiedy prowadzący Michał Kanownik zapytał ją o rolę i obecność kobiet w temacie cyfryzacji, Litwinka odpowiedziała wprost: – Przez ostatnie 10 lat nie spotkałam kobiet, które byłyby inżynierkami i pracowały nad tworzeniem aplikacji cyfrowych.

A to według niej temat o tyle istotny, że w całym sektorze cyfryzacji mamy obecnie do czynienia z niedoborem specjalistów. – Pomimo wielu inwestycji w innowacje, sektor ICT wciąż zmaga się z brakiem odpowiednich talentów. Są kraje, które lepiej radzą sobie z tym tematem, oraz z kwestią obecności kobiet w branży nowych technologii. Dobre przykłady z regionu to Rumunia, Łotwa albo Estonia. Mamy jednak także takie rynki jak Polska czy Czechy, gdzie w sektorze cyfryzacji pracuje dużo mniejsza liczba kobiet – wyliczała Žydrūnė Vitaitė. Przekonując, że większa otwartość na kobiety może w jakimś zakresie rozwiązać problem z brakiem talentów.

To Trzeci Kongres Trójmorza pod patronatem prezydenta

Trójmorze to międzynarodowa inicjatywa gospodarczo-polityczna skupiająca 12 państw Unii Europejskiej. Odbywający się w Lublinie Samorządowy Kongres Trójmorza oraz towarzyszące mu Forum Gospodarcze to już trzecie takie wydarzenie, skupiające polityków i przedstawicieli biznesu na wspólnej rozmowie o przyszłości i dalszej integracji państw regionu. Honorowy patronat nad kongresem objął prezydent RP Andrzej Duda.

Debatę dotyczącą cyfryzacji zorganizowała CEE Digital Coalition – koalicja organizacji branży cyfrowej z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Grupa STS – 80 mln zł skoryg. EBITDA w Q1 2023 r.

Grupa STS – jeden z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lider rynku w Polsce – wygenerowała od stycznia do marca br. przychody w wysokości 153 mln zł, co oznacza wzrost o 7% rok do roku. Zysk netto Grupy wzrósł w I kwartale 2023 roku o 20% rok do roku, osiągając poziom 54 mln zł. Zysk netto głównej spółki operacyjnej Grupy – STS S.A. – wyniósł 70 mln zł, co oznacza wzrost o 18% rdr.

Skorygowana EBITDA dla Grupy STS w pierwszym kwartale br. wyniosła 80 mln zł, czyli o 12% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Co więcej, skorygowana EBITDA dla Grupy STS w Q1’23, z wyłączeniem działalności na licencji brytyjskiej i estońskiej, wyniosła ponad 82 mln zł.Grupa STS – 80 mln zł skoryg. EBITDA w Q1 2023 r

W pierwszym kwartale 2023 roku wypracowaliśmy bardzo dobre wyniki operacyjne oraz finansowe. Poprawiliśmy kluczowe wskaźniki operacyjne względem pierwszego kwartału 2022 roku, który wówczas był rekordowym okresem w historii firmy. Pomimo wysokiej bazy z Q1’22 wygenerowaliśmy jeszcze lepsze rezultaty i pod względem zysku netto ostatni kwartał dla STS S.A. był rekordowy w historii spółki. Nieprzerwanie notujemy niesłabnące zainteresowanie i wysoką aktywność naszych graczy. Spodziewamy się utrzymania tego trendu do końca rundy wiosennej lig piłkarskich. Ponadto jesienią, po powrocie krajowych oraz międzynarodowych rozgrywek piłkarskich, aktywność graczy i ich liczba powinny pozytywnie przełożyć się na wyniki Grupy mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Wartość zawartych zakładów w I kwartale 2023 roku w STS S.A. (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii) – głównej spółce operacyjnej w Grupie STS – wyniosła 1,193 mld zł i była wyższa o 16% rok do roku, gdy w I  kwartale 2022 roku wyniosła 1,026 mld zł. Od stycznia do marca br. NGR dla STS (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii) wzrósł o 12% rdr. z 156 mln zł do 175 mln zł. W trzech pierwszych miesiącach br. STS wypracował GGR na poziomie 305 mln zł (bez działalności w Wielkiej Brytanii i Estonii), przed rokiem było to 279 mln zł. Jest to wzrost o 9% rdr.

Grupa STS zakończyła działalności na rynkach zagranicznych (licencje w Wielkiej Brytanii oraz Estonii), zamykając możliwość rejestracji kont. Celem reorganizacji jest możliwie pełne wykorzystanie potencjału rynku polskiego, który pozostaje najistotniejszym obszarem działalności Grupy STS. Wyniki operacyjne wskazują na niezwykle wysoką atrakcyjność polskiego rynku. Grupa zamierza skoncentrować działania, by móc zagospodarować potencjał rozwoju w Polsce.

Grupa Develia osiągnęła 58,4 mln zł zysku netto w I kwartale 2023 r.

  • W I kwartale 2023 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 257,2 mln zł, co oznacza wzrost o 164% w porównaniu do 97,6 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego.
  • Zysk netto grupy wyniósł 58,4 mln zł wobec 13,1 mln zł zysku netto w I kwartale 2022 r., czyli 347% więcej.
  • W okresie styczeń – marzec 2023 r. deweloper sprzedał 533 lokale, co oznacza wzrost o 30% w stosunku do IV kwartału 2022 r. oraz przekazał 441 mieszkań.
  • W kwietniu 2023 r. Develia sfinalizowała sprzedaż biurowca Wola Retro w Warszawie za kwotę 69,3 mln euro.
  • Na koniec marca 2023 r. Develia posiadała łącznie 686,1 mln zł gotówki, krótkoterminowych aktywów finansowych i pozostałych aktywów finansowych wobec 481,6 mln zł na koniec 2022 r.

– Jesteśmy zadowoleni z wyników za I kwartał 2023 r. i optymistycznie patrzymy na realizację celów, które postawiliśmy sobie na ten rok. Od początku roku obserwujemy kontynuację tendencji wzrostowej rynku, która rozpoczęła się już w IV kwartale ubiegłego roku. Widzimy w oddziałach, że ten trend utrzymuje się i chcemy go wykorzystać, by dalej zwiększać nasz udział w rynku – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – W szybszym rozwoju naszej podstawowej działalności w segmencie mieszkaniowym pomogą nam środki pozyskane ze sprzedaży obiektów komercyjnych. W kwietniu br. sfinalizowaliśmy transakcję sprzedaży biurowca Wola Retro, spełniając jeden z naszych strategicznych celówdodaje Andrzej Oślizło.

Działalność deweloperska

W I kwartale br. deweloper sprzedał 533 mieszkania w porównaniu do 409 w IV kwartale 2022 r., co oznacza wzrost o 30%. Wobec rekordowego dla Develii I kwartału ubiegłego roku, w którym sprzedano 603 mieszkania, odnotowano spadek o 12%.

W pierwszych trzech miesiącach 2023 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach Aleje Praskie w Warszawie oraz Centralna Park i Grzegórzecka 77 w Krakowie. W I kwartale br. Develia sprzedała też 24 lokale w projektach Lizbońska na Saskiej Kępie oraz Ursynów #22 w Warszawie, realizowanych we współpracy joint venture z deweloperem Grupo Lar.

W I kwartale 2023 r. spółka przekazała 441 mieszkań w porównaniu do 186 lokali rok wcześniej. Cel zarządu to przekazanie 1900-2050 lokali w 2023 r.

W pierwszych trzech miesiącach roku Develia poszerzyła ofertę o 591 lokali z rozpoczętymi budowami. W 2023 r. spółka planuje wprowadzić do oferty i rozpocząć budowę 1850-2050 mieszkań.

Działalność komercyjna

Develia w I kwartale 2023 r. z sukcesem kontynuowała realizację strategii dezinwestycji nieruchomości komercyjnych. Zgodnie z postanowieniami przedwstępnej umowy ze stycznia br. Develia sfinalizowała w kwietniu sprzedaż biurowca Wola Retro w Warszawie. Kupującym jest spółka WR Office należąca do funduszu inwestycyjnego zarządzanego przez Adventum Group. Cenę sprzedaży ustalono na 69,3 mln euro. Kwota ta uwzględnia wartość nierozliczonych zachęt i kontrybucji dla najemców oraz wartość kosztów powiązanych z ustaleniami wynikającymi z due dilligence. Na ostateczny wynik transakcji będą miały wpływ także koszty transakcyjne oraz różnice kursowe.

Na początku 2023 r. Develia kontynuowała negocjacje dotyczące sprzedaży Arkad Wrocławskich. Celem spółki jest podpisanie przedwstępnej umowy sprzedaży tego budynku do końca bieżącego roku. W marcu 2023 r. zarząd Arkad Wrocławskich podjął decyzję o zamknięciu centrum handlowego Arkady Wrocławskie. Wpływ na nią miał brak rentowności obiektu spowodowany m.in. trudną sytuacją rynkową wywołaną pandemią COVID-19, wzrostem kosztów energii elektrycznej oraz wysoką inflacją. Szacunkowo działalność operacyjna centrum handlowego zostanie zakończona w pierwszym kwartale 2024 r.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1Q2023 1Q2022 Zmiana
Przychody 257 224 97 559 163,66%
Zysk brutto ze sprzedaży 90 244 29 314 207,85%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 83 087 20 162 312,10%
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 6 832 9 140 -25,25%
EBITDA 70 847 31 504 124,88%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 75 564 13 292 468,49%
Zysk netto 58 389 13 057 347,19%
Skorygowany zysk netto* 61 805 5 823 961,39%
ROE 3,9% 0,9% +3,0 p.p.

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody grupy za I kwartał 2023 r. wyniosły 257,2 mln zł i były o blisko 164% wyższe wobec 97,6 mln zł rok wcześniej. Zysk netto grupy wyniósł 58,4 mln zł i był o ponad 347% wyższy od 13,1 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze trzy miesiące 2023 r. wyniósł 83,1 mln zł przy przychodach 244,8 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniósł 6,8 mln zł przy przychodach 12,1 mln zł.

– Na wyraźną poprawę wyników finansowych za I kwartał br. istotny wpływ miała ponad dwukrotnie większa liczba przekazań mieszkań w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Wynika to harmonogramów prowadzonych przez nas inwestycji, na podstawie których,  przewidujemy kumulację przekazań w IV kwartale – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes zarządu Develii. – Sytuacja płynnościowa spółki jest bardzo dobra, a dodatkowo pozytywnie wpływa na nią konsekwentna realizacja strategii dezinwestycji nieruchomości komercyjnych i zakończona sukcesem sprzedaż biurowca Wola Retro, którą sfinalizowaliśmy w kwietniu. Dzięki środkom ze sprzedaży tej nieruchomości i spłacie kredytu związanego z projektem zmniejszymy zadłużenie o ok. 128 mln zł. Transakcja istotnie zwiększa też poziom wolnych środków i jednocześnie nasze możliwości inwestycyjne, co planujemy wykorzystywać w najbliższych miesiącach m.in. na zakup kolejnych atrakcyjnych gruntów – dodaje Paweł Ruszczak.

W marcu br. Develia wyemitowała obligacje o wartości nominalnej 180 mln zł. Obligacje są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej WIBOR 3M powiększony o marżę 4,1% w skali roku. Papiery zostały uplasowane w ramach programu emisji do 600 mln zł.

Na koniec marca 2023 r. Develia posiadała łącznie 686,1 mln zł gotówki, krótkoterminowych aktywów finansowych i pozostałych aktywów finansowych wobec 481,6 mln zł na koniec 2022 r., co oznacza wzrost o 42,5%. Na koniec I kwartału 2023 r. zobowiązania finansowe wyniosły 818,8 mln zł w porównaniu z 679,9 mln zł na koniec 2022 r.

Aktywnie po stronie deweloperów w Katowicach

Brak nowej podaży w Katowicach w pierwszym kwartale 2023 roku nie oznacza słabnącej aktywności deweloperów. W realizacji jest drugi pod względem powierzchni wynik spośród miast regionalnych.

Po rekordowej nowej podaży dostarczonej na katowicki rynek biurowy w 2022, w I kwartale bieżącego roku nie oddano do użytku żadnego obiektu. Zasoby biurowe na koniec marca wyniosły ponad 725 800 m kw.

„Porównując wielkość realizowanej obecnie powierzchni biurowej na 8 największych rynkach regionalnych, Katowice zakończyły I kwartał z drugim wynikiem. Na koniec marca 2023 roku w budowie znajdowało się aż 99 300 m kw. powierzchni biurowej. Zakładając, że deweloperom uda się dotrzymać zaplanowanych terminów, do końca roku na rynek trafi ponad 75% realizowanej obecnie powierzchni. Dużą szansę na ukończenie jeszcze w tym roku mają dwie największe, realizowane obecnie projekty – budynek Craft (26 700 m kw., Ghelamco Poland) oraz kompleks Eco City Katowice (18 000 m kw., Górnośląski Park Przemysłowy),” – komentuje Iwona Kalaga, Starszy Negocjator w Knight Frank.

„Pierwszy kwartał tego roku obfitował również w większą aktywność najemców. W trakcie 3 pierwszych miesięcy podpisali umowy najmu na 19 200 m kw., co był wynikiem ponad dwukrotnie wyższym niż w IV kwartale 2022 roku. Katowice są też jednym z dwóch rynków regionalnych, gdzie w strukturze najmu dominowały renegocjacje, które stanowiły 45% całkowitego wolumenu. Nowe umowy wyniosły 29%, a z kolei ekspansje 26%,” – dodaje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku Knight Frank.

Współczynnik pustostanów na koniec marca 2023 roku utrzymał się na tym samym poziomie, co w kwartale poprzednim, tj. 17,1%. Związane to było z brakiem nowej podaży i stosunkowo dobrym kwartałem po stronie popytu.

Czynsze wywoławcze w Katowicach na koniec I kw. 2023 roku pozostają na stabilnym poziomie wahając się od 8,00 EUR do 15,00 EUR za m kw. miesięcznie. Utrzymujące się wysokie koszty budowy, a także wciąż wysokie koszty obsługi kredytów budowlanych hamują możliwości negocjacyjne inwestorów, dlatego zwłaszcza w nowych budynkach możliwy jest dalszy wzrost stawek czynszów.

Jednocześnie, ze względu na rosnące koszty mediów i usług, zauważalny jest również wzrost stawek opłat eksploatacyjnych, które na koniec marca 2023 roku w Katowicach wahały się od 14,00 do 28,00 PLN/m kw./miesięcznie.

Wyraźny wzrost cen mieszkań możliwy już od II połowy 2023 roku

Zbliżamy się do końca trwającej od kilku miesięcy pauzy cenowej na rynku mieszkań. Program „Bezpieczny Kredyt”, dezinflacja, spodziewana obniżka stóp procentowych czy rosnące wynagrodzenia sprawią, że w drugiej połowie tego roku ceny mieszkań powrócą do trendu wzrostowego, który obserwowaliśmy w ostatnich latach – oceniają eksperci Rankomatu.

Jeśli ktoś liczy na trwałe załamanie się cen mieszkań w drugiej połowie 2023 i 2024 roku, to może się przeliczyć. Jak oceniają eksperci mulitiporównywarki finansowej rankomat.pl, spadek wartości metra kwadratowego nieruchomości jest w najbliższym czasie mało prawdopodobny. Jeśli weźmiemy pod uwagę czynniki ekonomiczne, to w drugiej połowie roku należy oczekiwać wzrostu cen mieszkań.

Spowolnienie na rynku mieszkaniowym wynika między innymi z serii podwyżek stóp procentowych NBP, które miały miejsce w okresie od października 2021 do września 2022 roku. Jednym z efektów zacieśniania polityki pieniężnej jest niższa zdolność kredytowa potencjalnych nabywców nieruchomości. Osłabiło to popyt na mieszkania, co w rezultacie zatrzymało lub ograniczyło wzrost ich cen – wyjaśnia Bartłomiej Borucki, ekspert multiporównywarki finansowej rankomat.pl.

Spadek akcji kredytowej jest widoczny w publikowanych co miesiąc danych Biura Informacji Kredytowej (BIK). Zgodnie z nimi wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w kwietniu 2023 r. spadła o 16,2% w porównaniu do analogicznego miesiąca roku poprzedniego.BIK indeks

Koniec cyklu zaostrzania polityki pieniężnej przez RPP, a nawet pojawiające się w ostatnim czasie głosy o możliwości obniżenia stóp procentowych NBP pod koniec 2023 r. dają nadzieję na odwrócenie tego trendu. Sytuację może poprawić również złagodzenie warunków oceny zdolności kredytowej osób wnioskujących o kredyty hipoteczne z okresowo stałą stopą oprocentowania.

Jednak najbardziej wyczekiwanym przez kupujących katalizatorem zmian jest rządowy program „Bezpieczny kredyt 2%”, który będzie wspierał zakup pierwszej nieruchomości zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Skala oddziaływania programu na rynek nie jest znana, ale należy oczekiwać, że preferencyjne warunki finansowania wpłyną na wzrost cen mieszkań.

Dodatkowo czynnikami, które wpłyną na ceny mieszkań, jest oczekiwane wyhamowanie wzrostu inflacji oraz rosnące przeciętne wynagrodzenie. Wyższe dochody poprawią zdolność kredytową kupujących nieruchomości, co może przyciągnąć nowych nabywców na rynek mieszkaniowy. W efekcie osoby, które przez ostanie kwartały odwlekały decyzję o zakupie własnych czterech kątów, będą mogły zdecydować się na kupno mieszkania.

Bankowcy oczekują wzrostu cen nieruchomości

Na łamach tygodnika ekonomicznego „MAKROmapa” analitycy banku Credit Agricole podejmują próbę prognozowania przyszłych cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym. Badania dotyczą 7 największych miast w Polsce – Gdańska, Gdyni, Łodzi, Krakowa, Poznania, Warszawy i Wrocławia. Prognoza przedstawiona w „MAKROmapie” z 28.11.2022 r. wskazywała., że ceny mieszkań na rynku pierwotnym do końca 2023 r. pozostaną na poziomie obserwowanym w III kw. 2022 r.

Prognoza ta zmaterializowała się w IV kwartale 2022 r. Zgodnie z danymi NBP przeciętna cena transakcyjna na rynku pierwotnym dla 7 największych miast w Polsce zmniejszyła jedynie o 0,2% pomiędzy III i IV kw. 2022 r. i wyniosła 11 291 zł/mkw.Ceny transakcyjne mieszkań w 7 miastach

Analiza rocznej dynamiki wydanych pozwoleń na budowę pozwala oczekiwać, że w bieżącym roku podaż mieszkań na rynku pierwotnym mocno wzrośnie. Jeśli nałoży się na to spowolnienie gospodarcze i słabnącą akcję kredytową – można spodziewać się spadku cen nieruchomości. Rok 2024 może natomiast przynieść odwrócenie sytuacji. Spodziewany spadek stóp procentowych, ożywienie gospodarcze oraz program rządowy wspierający zakup pierwszego mieszkania, przy zmniejszającej podaży lokali na rynku pierwotnym, sprzyjać będzie wzrostowi cen.

Prognoza przewiduje w 2024 r. wzrost przeciętnej ceny transakcyjnej na rynku pierwotnym dla 7 największych miast w Polsce w tempie kilku procent rocznie. Autorzy analizy podkreślają, że prognoza obarczona jest dużą niepewnością wynikającą m.in. z ostatecznych założeń i zasięgu rządowego programu wpierającego zakup pierwszego mieszkania oraz kształtowaniem się cen materiałów budowlanych.

W 2023 i 2024 roku mało prawdopodobne załamanie cen mieszkań

Przewidywania zmian cen mieszkań w perspektywie najbliższych kwartałów dostępne są również w raporcie „Krajowy rynek mieszkaniowy. Niepewność w krótkim okresie, dobre perspektywy długoterminowe”. Zgodnie z prognozami analityków Banku Pekao w pierwszej połowie 2023 r. możliwe są delikatne spadki cen mieszkań sprzedawanych na rynku pierwotnym w ujęciu kwartał do kwartału. Dynamika cen w 2. półroczu 2023 r. może zbliżyć dynamikę cen w ujęciu rok do roku w okolice zera.

Stopniowo poprawiająca się sytuacja popytowa może spowodować, że w 2. półroczu 2023 r., a najpóźniej w 1. półroczu 2024 r., spadkowy trend ulegnie odwróceniu w ujęciu kwartał do kwartału. Natomiast wyraźniejsze wzrosty cen mieszkań zostaną zaobserwowane najpewniej w 2. lub 3. kwartale 2024 r. w ujęciu rok do roku.Indeks cen mieszkań z prognozą

Analitycy Banku Pekao przewidują również utrzymanie się w okresie dwuletnim (2023-2024) wyraźnego wzrostu nominalnych wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw oraz stopniową dezinflację, co przełoży się na łagodzenie polityki monetarnej NBP. Prognozowane jest obniżenie stóp do poziomu 4% w ciągu 2024 roku. Przy założeniu, że ceny mieszkań utrzymają się przez 2 lata na poziomie z końca 2022 r., to do ożywienia koniunktury na analizowanym rynku może dojść najpóźniej w 2025 r.Dwuletnia stagnacja a ceny mieszkań

Realizacja powyższego scenariusza zależeć będzie od relacji przeciętnych płac do średniej ceny lokalu oraz niższych stóp procentowych NBP. W pierwszym przypadku wyższe płace wyraźnie podniosą zdolność kredytową wnioskodawców pomimo mocnego wzrostu poziomu przeciętnych wydatków gospodarstw domowych. Do tego część nabywców korzystać będzie z preferencyjnych warunków finansowania oferowanych przez rządowe wsparcie.

Należy pamiętać, że dostępność kredytów hipotecznych poprawiła się wraz z początkiem 2023 roku. Komisja Nadzoru Finansowego obniżyła bufor stosowany do liczenia zdolności kredytowej. Dzięki temu banki mogą obecnie oferować wyższe kwoty kredytów hipotecznych, przy tym samym poziomie dochodów. Kolejnej poprawy dostępności kredytów należy spodziewać się w lipcu wraz z wejściem w życie rządowego programu Bezpieczny Kredyt. Banki zaczną przyjmować wnioski o kredyty na preferencyjnych warunkach. Dzięki możliwości skorzystania z taniego finansowania, do planów zakupowych wrócą osoby, które odkładały decyzję o zakupie własnego mieszkania – mówi Konrad Pluciński, ekspert multiporównywarki finansowej rankomat.pl.