Poznań w dalszym ciągu bez nowej podaży na rynku biurowym

Całkowite zasoby biurowe Poznania od początku roku nie zmieniły się i na koniec czerwca 2022 roku wynosiły ponad 620 400 m kw. Realizowane obecnie projekty będą sukcesywnie oddawane w latach 2023-2025. Duża aktywność najemców w II kwartale roku przyniosła ponad 21 400 m kw. wynajętej powierzchni.

W pierwszym półroczu 2022 roku nie został oddany do użytku żaden nowy budynek biurowy, a w związku z tym zasoby poznańskie utrzymały się na poziomie 620 400 m kw. Warto zaznaczyć, że deweloperzy w dalszym ciągu pozostają aktywni, a w budowie znajduje się ponad 70 000 m kw. powierzchni biurowej. Największymi inwestycjami w budowie są Andersia Silver (40 000 m kw., Von der Heyden) oraz Nowy Rynek E (20 000 m kw., Skanska).

„Zdecydowanie większa aktywność najemców w okresie od kwietnia do czerwca 2022 w porównaniu do I kwartał, to na pewno pozytywny sygnał płynący z rynku biurowego w Poznaniu. W II kwartale roku podpisano umowy na ponad 21 400 m kw. co stanowi 11% całkowitego wolumenu transakcji w miastach regionalnych. W pierwszej połowie roku po stronie popytowej odnotowano wzrost o 38% w porównaniu z analogicznym okresem w 2021 roku,” – komentuje Piotr Borowski, Dyrektor działu Reprezentacji Najemcy w Knight Frank.

Analizując strukturę umów, ponad 66% stanowiły renegocjacje, nowe umowy odpowiadały za ponad 27% wolumenu, zaś ekspansje wyniosły zaledwie 6% wszystkich podpisanych umów.

,,Współczynnik pustostanów na koniec czerwca 2022 roku pozostał na tym samym poziomie co w I kw. roku i wynosił 12%, co jest drugim najniższym wynikiem spośród miast regionalnych. W porównaniu do analogicznego okresu w 2021 roku nastąpił spadek dostępności powierzchni biurowych, a wskaźnik obniżył się o 0,9 pp.” – wyjaśnia Katarzyna Bojar, Młodszy Konsultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Czynsze wywoławcze w Poznaniu w II kwartale 2022 roku pozostawały na stabilnym poziomie, wahając się od 10,00 EUR do 16,00 EUR/m kw. miesięcznie. W najbliższym czasie  możemy oczekiwać presji ze strony najemców względem właścicieli starszych biurowców na renegocjacje stawek czynszów i pakietów zachęt. W przypadku nowych inwestycji, decydujący głos obecnie mają rosnące koszty budowy oraz obsługi kredytów budowlanych, co w konsekwencji w takich projektach może wpłynąć na podniesienie stawek czynszu.

Eco5tech podpisało umowę o wartości 4,6 mln zł

Eco5tech SA, notowana na rynku NewConnect, zajmująca się projektowaniem i nadzorami w sektorze budownictwa i implementacją projektowo-wykonawczą innowacyjnych rozwiązań w zakresie Property Technology, zawarła umowę z Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury z siedzibą w Krakowie na opracowanie dokumentacji projektowej na generalny remont kompleksu Ośrodka Szkoleniowego Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Dębe oraz przebudowę i remont jednego z budynków dydaktycznych tegoż ośrodka. Wartość kontraktu to 4,6 mln zł brutto. W związku z ośmioetapowym procesem realizacji prac szacuje się, że realizacja inwestycji trwać będzie 72 miesiące od dnia podpisania umowy, z czego 12 miesięcy przewiduje się na opracowanie dokumentacji projektowej.

Pod względem wartości umowy jest to nasz jeden z największych  kontraktów. Skala i złożoność prowadzonych prac będzie dla nas wyzwaniem i ciekawym doświadczeniem. Posiadamy bardzo doświadczony zespół, który podoła stawianym przed nami zadaniom. – powiedziała Alicja Gackowska, Prezes Zarządu Eco5tech SA. – Obecnie będziemy skupiać się na większych zleceniach. Pozwoli to Spółce uzyskiwać większe marże przy podobnym zaangażowaniu zasobów osobowych i czasu na realizację. – dodała.

Przedmiotem zamówienia jest opracowanie wielobranżowej dokumentacji projektowej dla dwóch zadań inwestycyjnych, tj. na generalny remont kompleksu Ośrodka Szkoleniowego Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Dębe (gmina Serock) oraz na budowę, przebudowę oraz remont Budynku Dydaktycznego „D” w ośrodku szkoleniowym.

Eco5tech będzie odpowiedzialne za łączenie 11 zadań w ramach podpisanej umowy m.in. za przygotowanie projektu architektoniczno-budowlany, projektu zagospodarowania działki czy projektu technicznego.

Istotnym elementem prac będzie również opracowanie projektu wykonawczego, projektu aranżacji wnętrz w których to Eco5tech zastosuje najnowocześniejsze rozwiązania również z zakresu Property Technology.

– Projekt jest bardzo ciekawy pod względem możliwości zaadoptowania rozwiązań technologicznych wpływających na komfort i bezpieczeństwo korzystania z budynku przez użytkowników, jak i tych odpowiedzialnych za ograniczenie kosztów związanych z jego utrzymaniem. – zakończyła Alicja Gackowska.

Eco5tech wypracowała 1,2 mln zł przychodów ze sprzedaży w I kwartale br., co stanowi 17,5 proc. wzrost w porównaniu do okresu styczeń-marzec ubiegłego roku. Wysoki poziom sprzedaży oraz zdobyte granty przełożyły się na świetny wynik końcowy. Zysk netto Spółki był wyższy o 440 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 r. i wyniósł  blisko 620 tys. zł. Obecnie Spółka realizuje kilkanaście projektów o łącznej wartości ponad 46 mln zł.

18 proc. Polaków planuje emigrację zarobkową. Pięciokrotnie wzrósł także odsetek niezdecydowanych

Aż 17,8 proc. niewykluczonych z rynku pracy Polaków po 18. roku życia rozważa emigrację zarobkową w ciągu najbliższego roku. Chociaż liczba biorących pod uwagę wyjazd za granicę w celach zarobkowych zwiększyła się nieznacznie w stosunku do ubiegłego roku, niemal aż pięciokrotnie wzrósł odsetek niezdecydowanych – z 2,7 proc. do blisko 15 proc., wynika z badania „Migracje zarobkowe Polaków”, zrealizowanego w lipcu br. na zlecenie Gi Group.

Odsetek rozważających emigrację zarobkową utrzymuje się na wysokim poziomie od 2020 roku. W porównaniu z rokiem ubiegłym wzrósł on z 16,1 proc. do 17,8 proc. Jednocześnie mniej Polaków opowiada się za pozostaniem w kraju – w 2021 roku odsetek nierozważających emigrację wynosił 81,2 proc., a w bieżącym jest to 67,6 proc.  Badanie ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gi Group wskazuje na znaczący wzrost wśród osób niezdecydowanych – z 2,7 proc. do aż 14,6 proc.Czy rozważa Pan Pani emigrację zarobkową w najbliższych 12 miesiącach

– Pomimo kolejnych fal pandemii i niestabilnej sytuacji gospodarczej na całym świecie nadal wielu Polaków rozważa wyjazd z kraju w poszukiwaniu lepszych zarobków, co można tłumaczyć rosnącą inflacją, zwiększeniem kosztów utrzymania i z ogólnego poczucia braku stabilności. Wiele do myślenia daje znaczny, niemal pięciokrotny wzrost niezdecydowanych – osób, w których wizja wyjazdu za granicę w celach zarobkowych zdążyła już zakiełkować. Jeśli dodamy te blisko 15 proc. do niemal 18 proc. już rozważających wyjazd, perspektywa braków kadrowych na rodzimym rynku pracy jest jeszcze wyraźniejsza – komentuje Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group Temporary & Permanent Recruitment.Emigracja zarobkowa Polaków na przestrzeni lat

– Wyniki badania pokazują, że plany emigracji zarobkowej ma blisko 18 proc. ankietowanych, podczas gdy dwa lata wcześniej odsetek był znacznie niższy, wynosił niespełna 10 proc. Rosnące poczucie niepewności i duża zmienność czynników zarówno ekonomicznych, jak i geopolitycznych mogą być przyczyną większej otwartości Polaków na poszukiwanie nowych możliwości zarobkowych za granicą. Jednak patrząc na długofalowe trendy widać, że potrzeba poszukiwania pracy poza krajem jest dużo mniejsza niż 20 lat temu. To, a przede wszystkim wzrost wynagrodzeń oraz ofert pracy napawają nadzieją, że największy boom emigracji zarobkowej mamy już za sobą – mówi Agnieszka Zielińska, Dyrektor Polskiego Forum HR.

Wyjechać chcą głównie mężczyźni i osoby młode

Wśród planujących wyjazd w celach zarobkowych są najczęściej osoby w wieku 25-44 (56 proc.), z czego większą liczbę stanowią młodsi w wieku 25-34 (32 proc.), z wykształceniem średnim (29 proc.) i zawodowym (26 proc.). Nieco mniejszy odsetek stanowią osoby z wykształceniem wyższym (20 proc.). Gotowość do wyjazdu deklaruje więcej mężczyzn niż kobiet (60 proc. vs 40 proc.). Są to głównie mieszkańcy mniejszych miast i wsi, osoby z regionów północno-zachodniego (23 proc.), wschodniego (17 proc.), północnego i centralnego (po 16 proc.), w mniejszym stopniu natomiast z regionu południowo-zachodniego (9 proc.) oraz województwa mazowieckiego (6 proc.).Planujący emigrację zarobkową_płećPlanujący emigrację zarobkową_wiek

– Umiejętność zabiegania o „kapitał ludzki” jest jednym z kluczowych elementów przyczyniających się do atrakcyjności i rozwoju państwa. Czy my tę lekcję odrobiliśmy?  W świetle badania niepokój budzi odsetek zdecydowanie zapowiadających emigrację (4,2 proc.) i rozważających ją (13,6 proc.). Jednocześnie potwierdza ono duży udział w tej grupie osób wykwalifikowanych, z wykształceniem zawodowym, technicznym czy wyższym, przeważają osoby w wieku do 44 roku życia, z inicjatywą, co będzie przekładało się na „drenaż” krajowego kapitału ludzkiego – komentuje Robert Lisicki, Dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan.Planujący emigrację zarobkową_wykształceniePlanujący emigrację zarobkową_miejsce zamieszkania

Dokąd za pracą? Niemcy nadal na pierwszym miejscu

Od wielu lat to Niemcy są najczęściej wybieranym kierunkiem emigracji zarobkowej Polaków. W lipcu br. wskazało je 31,9 proc. osób rozważających wyjazd. Na drugim miejscu znalazła się Holandia ze wzrostem zainteresowania z 15,8 proc. w 2021 roku do 17,9 proc. w roku bieżącym, a następnie Wielka Brytania (ze znacznym spadkiem z 9,4 proc. w ubiegłym roku do obecnych 6,4 proc.) oraz Norwegia (5,9 proc.). 7,2 proc. badanych nie wie, do jakiego kraju chciałoby wyjechać.Preferowane kraje emigracji zarobkowejPreferowane kraje emigracji zarobkowej_TOP 4 na przestrzeni lat

– Emigracja Polaków ma znaczenie dla rozwoju gospodarczego i sytuacji społecznej w Polsce. Pogłębia złą sytuację demograficzną, wpływa negatywnie na krajowy rynek pracy (przy obecnie rekordowo niskim bezrobociu w Polsce), inwestycje czy w dłuższej pespektywie na stan systemu emerytalnego. Jak możemy  ograniczyć skalę lub skutki emigracji? Niestety brakuje w Polsce strategii rozwoju naszego kraju w kontekście migracji zarobkowych, zarządzania „talentami”. Konkurencyjność państw, regionów w tym obszarze staje się coraz większa – komentuje Robert Lisicki, Dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan.

O badaniu. Badanie zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gi Group, metodą CAWI (samodzielnie wypełniana ankieta online) na panelu badawczym epanel.pl, administrowanym przez ARC Rynek i Opinia na próbie reprezentatywnej dla populacji Polski N=1022, w lipcu 2022 r.

Opinie eksperta z Salonów Agata – czy sposób kupowania mebli online na dobre zaistniał w Polsce?

W ostatnich latach zainteresowanie obszarem e-commerce stale wzrasta – potwierdzają to prognozy ekspertów PwC, które szacują, że wartość rynku e-commerce w Polsce w 2026 r. wyniesie 162 mld zł. Już dziś 85% Polaków deklaruje chęć dalszych zakupów online – dotyczy to również mebli.

Sukcesu branży e-commerce należy dopatrywać się w światowej pandemii

Pandemia na dobre zmieniła nawyki zakupowe Polaków, dynamizując rozwój branży e-commerce, również w sektorze meblarskim. Według raportu E-commerce B2B – biznes w sieci.

Perspektywa dla branży meblarskiej zrealizowanego przez Santander Bank Polska pod patronatem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, od początku pandemii zaobserwowano niemal dwukrotny wzrost obrotów detalicznych w kanale e-commerce, a jedną z najszybciej rosnących kategorii było wyposażenie wnętrz, w tym meble (zwłaszcza niezbędne do pracy i nauki w trybie zdalnym).

Właściwe kroki zarządów firm meblarskich w czasach, gdy klienci zamknięci w domach chętniej poświęcali się upiększaniu swoich mieszkań, pozwoliły relatywnie szybko uporać się ze skutkami ogólnopolskiego lockdownu. Efekt? Producenci mebli już w październiku 2021 wyrównali poziom produkcji sprzedanej

w 2020 roku, a po 11 miesiącach zanotowali blisko 20% wzrost w skali rocznej.

Jak salony mebli i artykułów wyposażenia wnętrz wspierają rodaków w zakupach?

W najtrudniejszym okresie powstało wiele inicjatyw, które wspierały klienta w zakupach, np. możliwość wynajmu samochodu dostawczego Traficar, aby osobiście odebrać wielkogabarytowe meble. Pozytywne opinie zbiera również pomysł Salonów Agata – pionierska megaskrytka, która umożliwia odbiór produktów zamówionych online, również tych wielkogabarytowych jak narożniki czy materace.

Jesteśmy świadkami zmiany nawyków zakupowych Polaków, którzy coraz chętniej kupują online. Naszym zadaniem jest ich wspierać i ułatwiać im ich decyzje zakupowe. Z całą pewnością inwestycja w Megaskrytki pomoże nam lepiej sprostać wymaganiom naszych Klientów, którzy odtąd sami mogą dokonać wyboru, kiedy i jak chcą odebrać zamówione produkty – mówi ekspert Salonów Agata.

Branża meblarska – perspektywy na przyszłość

Według ekspertów technologicznych rynek e-commerce w sektorze meblarstwa będzie dynamicznie zyskiwał na znaczeniu, jednak tradycyjna sprzedaż stacjonarna wciąż będzie cieszyła się dużym powodzeniem. W świecie mebli sprzedaż internetowa jest jednak o wiele trudniejsza, ponieważ są to nieraz produkty, które trzeba zobaczyć, dotknąć, wypróbować (zwłaszcza jeśli chodzi o meble tapicerowane, materace itp.). Branża ta stoi wobec tego przed ogromnym wyzwaniem: kluczowe jest zadbanie o dokładne opisy marketingowe produktów, zdjęcia czy filmy, a także wszelkie innowacyjne metody, które ułatwią klientowi podjęcie decyzji zakupowej. Nie mniejszą uwagę powinno się poświęcić obsłudze klienta – tak, by w sklepie online czuł się równie bezpiecznie i komfortowo jak podczas zakupów stacjonarnych.

Biorąc pod uwagę przyzwyczajenia rodaków, możemy śmiało stwierdzić, że sposób kupowania mebli online na dobre zaistniał w Polsce. Współczesne trendy sprzedaży w branży meblarskiej mają ponadto związek ze zmianą pokoleniową zarówno wśród klientów, jak i w działach zakupów czy na stanowiskach kierowniczych – w efekcie adaptacja e-commerce przebiega sprawniej i jest chętniej przyjmowana. Również klientela starszego pokolenia coraz śmielej podchodzi do nowinek technicznych, dlatego można się spodziewać, że i oni wkrótce przekonają się do nowoczesnych rozwiązań w tej branży.

15 proc. mniej gazu? Co plan UE oznacza dla polskiego przemysłu?

27 lipca 2022 r. Ministrowie krajów europejskich odpowiedzialni za kwestie energetyczne porozumieli się w sprawie propozycji Komisji Europejskiej, która kilka dni wcześniej zaproponowała środki mające zapewnić zmniejszenie zapotrzebowania na gaz. Wszyscy konsumenci, dostawcy energii i przemysł powinni podjąć działania w celu oszczędzania błękitnego paliwa. Co to konkretnie oznacza dla polskich fabryk? – Na razie nic konkretnego – komentuje Łukasz Byczkowski, ekspert DUON Dystrybucja, jednego z dostawców gazu w Polsce.

  • Komisja Europejska dąży do ograniczenia konsumpcji gazu ziemnego w Europie w okresie 1 sierpnia 2022 – 31 marca 2023 r., o 15% w porównaniu do średniej w analogicznych okresach w ostatnich 5 latach.
  • Plan to na razie zestaw rekomendacji, kraje członkowskie zobowiązały się do redukcji konsumpcji gazu, ale na razie obowiązku nie ma. Może się to zmienić zimą, ponieważ ustalenia umożliwiają wprowadzenie “unijnego stanu alarmowego”.
  • Tymczasem rynek sam dostosowuje się do sytuacji ograniczając popyt pod wpływem rosnących cen.

Komisja przyjęła Europejski plan zmniejszania zapotrzebowania na gaz, aby pomóc państwom członkowskim w niezbędnej redukcji zapotrzebowania. Określono w nim środki, zasady i kryteria skoordynowanego ograniczania popytu. Plan koncentruje się na oszczędzaniu energii we wszystkich sektorach oraz poszukiwaniu alternatywnych sposobów zasilania, gdyby gazu miało zabraknąć na skutek działań Rosji, która wbrew kontraktom ogranicza dostawy do Niemiec.

Plan zawiera wytyczne dla państw członkowskich, które należy uwzględnić przy planowaniu ograniczeń. Komisja przedstawiła także wniosek dotyczący nowego rozporządzenia Rady w sprawie skoordynowanych środków ograniczania zapotrzebowania na gaz. W nowym rozporządzeniu przewidziano zobowiązanie wszystkich państw członkowskich do ograniczenia zapotrzebowania na gaz o 15% w okresie od 1 sierpnia 2022 r. do 31 marca 2023 r. w porównaniu ze średnim zużyciem od 1 sierpnia do 31 marca w ciągu pięciu lat poprzedzających wejście w życie aktu.

15 proc. mniej? Co to oznacza w praktyce?

Plan ma zachęcać i pomóc osiągnąć oszczędności w zużyciu gazu, ale na tym etapie nie nakłada na kraje, ani podmioty gospodarcze, takiego obowiązkumówi Łukasz Byczkowski, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w DUON Dystrybucja. Obecnie skuteczniejszym mechanizmem redukcji zużycia energii, którego działanie widać na co dzień, jest niewidzialna ręka rynku. Popyt zmniejsza się przez rosnące ceny wszystkich paliw, w tym gazu ziemnego i LNG – dodaje.

Sytuacja może jednak ulec zmianie. Nowe rozporządzenie przewiduje również możliwość ogłoszenia przez Komisję, po konsultacji z państwami członkowskimi, „unijnego stanu alarmowego” dotyczącego bezpieczeństwa dostaw. Zobowiązuje on wszystkie państwa członkowskie do zmniejszenia zapotrzebowania na gaz. Jest to instrument, który może być uruchomiony w sytuacji kryzysowej, z własnej inicjatywy Komisji lub na wniosek przynajmniej trzech państw członkowskich. Jego uruchomienie umożliwi Komisji wprowadzenie wiążącej wartości docelowej dotyczącej zmniejszenia popytu.

Unijny stan alarmowy, o co chodzi?

Warto podkreślić, że wprowadzenie unijnego stanu alarmowego nakłada obowiązek redukcji zużycia gazu na państwa. O sposobie wprowadzenie go w życie decydują rządy poszczególnych krajów. Oznacza to, że w Polsce chronione będą przede wszystkim gospodarstwa domowe, ale co z przemysłem?

Na ten moment trudno jednoznacznie określić skutki przyjęcia nowych regulacji na sytuację odbiorców przemysłowych. Wynika to przede wszystkim z tego, że Minister Klimatu i Środowiska nie określił dotychczas sposobu realizacji redukcji zapotrzebowania na gaz o 15%. Zgodnie z planem UE takie regulacje powinny zostać przyjęte do końca września. Ale nie jest to równoznaczne z wprowadzeniem ograniczeń w poborze gazuwyjaśnia Łukasz Byczkowski z DUON Dystrybucja.

Komisja Europejska zaznacza, że państwa członkowskie powinny wyczerpać wszystkie możliwości zastąpienia paliw, nieobowiązkowe systemy oszczędności i alternatywne źródła energii, zanim zdecydują się na wprowadzenie ograniczeń. Zatem prędzej można się spodziewać wprowadzenia bardziej rynkowych środków, które mają osiągnąć skutek w postaci redukcji zapotrzebowania na gaz (np. rozpowszechnianie przykładów działań ograniczających wykorzystanie gazu na cele ogrzewania w obiektach administracji publicznej, ale także budynkach prywatnych).

Strachy na Lachy?

Ryzyko ograniczeń, które mogą dotknąć przemysł, może wzrosnąć zimą, gdy zwiększają się potrzeby gospodarstw domowych i innych chronionych odbiorców gazu.

Jednocześnie warto podkreślić, że redukcje zużycia już następują i teoretycznie możliwe jest osiągnięcie celów Unijnych bez drastycznych ruchów w sezonie grzewczymmówi Łukasz Byczkowski z DUON. – Tym bardziej, że władze mogą zdecydować się na działania, które wpłyną na konsumpcję gazu przez sektor publiczny, kampanie informacyjne zachęcające do obniżenia temperatury w domach, albo ograniczenie konsumpcji gazu przez sektory, gdzie to zużycie jest bardzo duże np. w produkcji nawozów, gdzie gaz ziemny jest surowcem. A co, jeśli to nie wystarczy? W przypadku konieczności ograniczania konsumpcji gazu przez przemysł zapewne wprowadzone zostaną stopnia zasilania, czyli istniejące rozwiązanie stosowane wielokrotnie już w przeszłości. Przemysł sobie poradzi, choć będzie trudniej – podsumowuje.

Rozporządzenie Rady miałoby obowiązywać przez okres dwóch lat od jego wejścia w życie, ale najpóźniej w sierpniu 2023 r. przewiduje się jego przegląd w kontekście ogólnej sytuacji w zakresie dostaw gazu do UE.

Medicover Stomatologia przejmuje Ambasadę Uśmiechu

Medicover Stomatologia dodaje do swojego portfolio wiodącą klinikę stomatologiczną z Opola: Ambasadę Uśmiechu – Klinikę Ortodoncji, Stomatologii i Implantologii, która może poszczycić się nie tylko 10 latami doświadczenia, ponad 70-osobowym wysoko wykwalifikowanym zespołem, ale również ponad 16 tysiącami wyleczonych i zadowolonych pacjentów. W ciągu ostatnich lat Ambasada Uśmiechu zbudowała pozycję jednej z najnowocześniejszych klinik stomatologicznych w Polsce pod względem medycznym, technologicznym i funkcjonalnym. Pozyskanie tak silnej marki z Opola przez Medicover Stomatologia to milowy krok w realizacji obranej kilka lat temu strategii rozwoju sieci.

Medicover Stomatologia to sieć, która od kilku lat konsekwentnie buduje pozycję lidera usług stomatologicznych, a do współpracy zaprasza najlepsze lokalne kliniki stomatologiczne. Uwzględniając Ambasadę Uśmiechu do Medicover Stomatologia dołączyło już 18 lokalnych liderów stomatologii w Polsce. Firma rozwija się również poprzez otwarcia centrów stomatologicznych pod własną marką z autorskim konceptem „Rytuału Uśmiechu”, w którym kluczową rolę odgrywa budowanie pozytywnych doświadczeń pacjenta, transparentność i kompleksowość leczenia oraz wysoki standard opieki, a także dostęp do nowych technologii i specjalistów różnych dziedzin.

Dziś portfolio marki Medicover Stomatologia liczy już 87 centrów dentystycznych, z czego 16 stanowią nowoczesne centra MeinDentist zlokalizowane w Niemczech (firma podpisała przedwstępną umowę przejęcia klinik w Niemczech na początku czerwca br.).

Opolski lider stomatologiczny dołącza do znanej sieci dentystycznej

Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia
Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia

Ambasada Uśmiechu buduje swoją pozycje na rynku usług stomatologicznych od 2012 r., a w 2019 roku przeniosła się do nowoczesnego budynku, którego powierzchnia została celowo zaprojektowana jako kompleksowe centrum leczenia stomatologicznego dorosłych, dzieci i osób z niepełnosprawnościami. Dzięki najnowocześniejszemu wyposażeniu to obecnie jedyne centrum na Opolszczyźnie, które oferuje pełną diagnostykę z wykorzystaniem cyfrowej radiologii, tomografii komputerowej, skanerów wewnątrzustnych 3D. Lekarze kliniki mają do dyspozycji salę operacyjną, która jest przystosowana do przeprowadzania najbardziej skomplikowanych zabiegów stomatologicznych. Pacjenci mogą skorzystać z indywidualnego projektowania uśmiechu na ekranie komputera (Digital Smile Design). Jest to obecnie najbardziej zaawansowana technologicznie metoda projektowania wyglądu nowych zębów. Ambasada Uśmiechu znana jest z całkowicie bezbolesnych wizyt przy zastosowaniu najnowocześniejszych materiałów, technologii i rozwiązań a przede wszystkim z pełnych rekonstrukcji zębów z wykorzystaniem implantów dentystycznych.

Cieszymy się bardzo, że Klinika Ortodoncji, Stomatologii i Implantologii z Opola – Ambasada Uśmiechu od pierwszego sierpnia br. dołączyła do Medicover Stomatologia. Od początku rozwoju naszej sieci jesteśmy ambasadorami uśmiechu, gdyż to właśnie w Medicover Stomatologia proponujemy autorski program leczenia „Complete Smile Check”, czy unikalny koncept z zakresu patient experience pod nazwą „Rytuał Uśmiechu”. Teraz, wraz z opolską Ambasadą Uśmiechu, będziemy rozwijać nasze indywidualne podejście do leczenia pacjenta, z dbałością o jego pozytywne doświadczenia i z wykorzystaniem nowych technologii – komentuje Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Ambasada Uśmiechu, podobnie jak Medicover Stomatologia, świadczy nowoczesne usługi w eleganckich, przestronnych wnętrzach, stawiając przede wszystkim na jakość leczenia i komfort pacjenta.

U nas każdy pacjent może poczuć się jak w domu: przed wizytą odpocząć na wygodnej sofie, przeczytać ulubioną prasę i napić się wyśmienitej kawy. Mamy wielu pacjentów, którzy przyjeżdżają do nas wyłącznie na najlepszą kawę… Nasza klinika jest również przyjazna dzieciom. Wyspecjalizowany personel zadba o bezpieczeństwo najmłodszych, organizując im wolny czas w specjalnych strefach dla dzieci. Budynek i wnętrza nie posiadają również barier architektonicznych i są przystosowane do leczenia osób z niepełnosprawnościami – opowiada Michał Rokosa, Prezes Zarządu Ambasady Uśmiechu.

Klinikę z Opola wyróżnia wysoka jakość i kompleksowość usług z zakresu, m.in.: implantologii, ortodoncji, stomatologii estetycznej, chirurgii stomatologicznej oraz zabiegów w znieczuleniu ogólnym.

To jedyne centrum w regionie, w którym wykonywane są zabiegi z zakresu każdej dziedziny stomatologii. Dysponujemy własnym centrum do diagnostyki obrazowej, wykorzystujemy nowoczesne materiały i innowacyjne technologie, takie jak: mikroskopy zabiegowe w każdym gabinecie, lasery stomatologiczne, systemy CAD/CAM, Digital Smile Design, skanery wewnątrzustne Trios 3Shape, implanty umieszczane z wykorzystaniem szablonów i nawigacji cyfrowej. Co istotne, oferujemy leczenie bez bólu dzięki stosowaniu różnych metod znieczulania odpowiadającym potrzebom danego pacjenta – mówi Michał Rokosa.

Podobnie jak w Medicover Stomatologia, pacjenci Ambasady Uśmiechu mają do dyspozycji koordynatorów leczenia (opiekunów), którzy prowadzą pacjenta krok po kroku w procesie leczenia i dbają o jego potrzeby na każdym etapie opieki stomatologicznej.

Wysoko wykwalifikowany, pełen pasji personel, nowoczesne wyposażenie i pełna kompleksowość usług stomatologicznych, w połączeniu z dbałością o maksymalną satysfakcję i szeroko pojmowany komfort pacjentów, to standard, który będzie definiował stomatologię przyszłości. My chcemy taki standard oferować w Medicover Stomatologia już teraz wspólnie z kliniką Ambasada Uśmiechu, którą z przyjemnością witamy w rodzinie Medicover – podsumowuje Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Agencja ochrony – w jaki sposób najlepsze firmy łączą monitoring CCTV z ochroną bezpośrednią i patrolami?

Z perspektywy wielu firm i właścicieli posiadłości standardowe usługi agencji ochrony są drogie i mało elastyczne. Koszty można jednak w prosty sposób zredukować, osiągając przy tym jeszcze wyższy poziom bezpieczeństwa. Podstawą nowoczesnych systemów jest monitoring wizyjny. Co warto o nim wiedzieć?

Czym zajmuje się nowoczesna firma ochroniarska?

Zapewnienie bezpieczeństwa osobom i mieniu może przyjmować różne formy. Sporą popularnością wciąż cieszy się ochrona fizyczna, która opiera się na zaangażowaniu agentów ochrony odpowiedzialnych np. za patrolowanie terenu i stwierdzanie potencjalnych naruszeń. Taki model działania nie jest jednak najbardziej efektywny, ponieważ w decydującym stopniu bazuje na czynniku ludzkim.

Właśnie on, w większości przypadków, okazuje się najbardziej zawodny. Przy tym takie działanie wiąże się także z bardzo dużymi nakładami finansowymi, które rosną nie tylko wraz z liczbą pracowników, ale również ich kompetencjami. Nowoczesne firmy ochroniarskie bazują natomiast na monitoringu wizyjnym, który jest podstawą inteligentnych systemów bezpieczeństwa.

Ile kosztuje ochrona domu lub firmy?

Bez wątpienia to koszty wciąż są jedną z przyczyn skłaniających wiele osób do rezygnacji z usług świadczonych przez agencje ochrony. Nic w tym dziwnego: w zależności od typu obiektu i niezbędnych zasobów mogą sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych w ujęciu miesięcznym. Dlaczego usługa jest tak droga? Nawet 90% stawki godzinowej to koszt wynagrodzenia. Bazując na ochronie elektronicznej, można zaoszczędzić natomiast 80% w stosunku do ofert agencji ochrony specjalizujących się w ochronie fizycznej. Takie rozwiązanie sprawdza się przy tym w bardzo różnych sytuacjach i miejscach.

Ochrona elektroniczna jest wybierana przede wszystkim przez małe, średnie i duże przedsiębiorstwa. Często tradycyjną ochronę zastępuje również inteligentny monitoring budowy, który pozwala na optymalizację wydatków. Co ważne: klient może nabyć samodzielnie system, co wprawdzie wiąże się ze sporymi kosztami, ale pozwala na osiągnięcie oszczędności w późniejszym terminie. Jednocześnie może również go wydzierżawić i opłacać w ramach abonamentu.

Monitoring wizyjny w pracy agencji ochrony

Ochrona elektroniczna to coraz chętniej wybierana alternatywa w różnego typu obiektach. Dla wielu podmiotów i osób fizycznych jest także – ze względu na zdecydowanie niższe koszty i wyższą elastyczność – jedynym możliwym wyborem. Nowoczesne firmy ochroniarskie, takie jak profesjonalna agencja ochrony DeltaPrime, opierają system bezpieczeństwa na monitoringu wizyjnym i redukują zaangażowanie pracowników do niezbędnego minimum.

Jak działa ochrona elektroniczna?

W przeciwieństwie do pracowników pełniących służby patrolowe system monitoringu wizyjnego jest aktywny przez cały czas, a dzięki odpowiedniej konstrukcji obejmuje cały ochraniany obiekt. Dodatkowe metody zasilania oraz przepływu danych są przy tym gwarancją jego ciągłego funkcjonowania niezależnie od okoliczności.

W przypadku stwierdzenia potencjalnego naruszenia klatka referencyjna jest przesyłana do centrum monitoringu, w którym operator może bez zbędnej zwłoki dokonać jej analizy i podjąć dalsze działania. Skuteczne może okazać się już samo nadanie komunikatu wzywającego do zaprzestania nielegalnych działań i informujące o wezwaniu jednostki policji. Na miejsce może również przybyć patrol interwencyjny. W przeciwieństwie do tradycyjnej ochrony fizycznej działanie jest więc zdecydowanie szybsze i bardziej elastyczne. Niezbędne nakłady finansowe będą natomiast dużo niższe.

Zmiana w zarządzie TUiR Allianz Polska

Monika Leżyńska odpowiada za ubezpieczenia majątkowe w zarządzie TUiR Allianz Polska, Krzysztof Wanatowicz zostaje w firmie.

Monika Leżyńska została powołana na członka zarządu TUiR Allianz Polska S.A. z dniem 1 sierpnia 2022 r. – odpowiada za underwriting i zarządzanie produktami w ubezpieczeniach majątkowych. Powołanie jest związane ze złożoną przez Krzysztofa Wanatowicza rezygnacją ze składu zarządu. Krzysztof Wanatowicz pozostaje w Allianz Polska jako dyrektor zarządzający ds. produktów korporacyjnych.

Monika Leżyńska jest związana z branżą ubezpieczeniową od ponad 15 lat. Przed przyjściem do Allianz Polska zarządzała Pionem Rozwiązań dla Klientów Indywidualnych w Uniqa. Ma bogate doświadczenie w kierowaniu zaawansowaną analityką i biznesowym podejściem do data science w obszarach projektowania produktów, taryfikacji, sprzedaży i likwidacji szkód. Pracowała dla AXA Ubezpieczenia, Warta i Link4. Jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz Uniwersytetu Warszawskiego.

Dziękuję za zaufanie i ciepłe przyjęcie. Cieszę się, że mogę mieć swój udział w dalszym rozwoju i wzmocnieniu pozycji Allianz w Polsce – mówi Monika Leżyńska.

Krzysztof Wanatowicz jest związany z Allianz Polska od 2016 roku. Początkowo był dyrektorem zarządzającym ds. produktów masowych w ubezpieczeniach majątkowych. Od 2018 roku jako członek zarządu odpowiadał za pion underwritingu i zarządzania produktami w obu towarzystwach ubezpieczeniowych Allianz – majątkowym i życiowym. Po połączeniu spółek Allianz Polska i Avivy, pełnił tę rolę w towarzystwie majątkowym.

Rezygnacja z roli członka zarządu była moją osobistą decyzją. Pozostaję w centrum biznesu korporacyjnego Allianz Polska i będę nadal pracował na rzecz rozwoju naszej firmy – mówi Krzysztof Wanatowicz.

Od sierpnia Krzysztof Wanatowicz obejmuje stanowisko dyrektora zarządzającego ds. produktów korporacyjnych, odpowiedzialnego również za nadzór nad apetytem na ryzyko polskiej spółki majątkowej. Jego wiedza w zakresie techniki ubezpieczeniowej oraz określania apetytu na ryzyko będzie też wykorzystywana w grupie Allianz w skali międzynarodowej.

Wspólnie, jako zespół witamy Monikę Leżyńską i życzymy jej sukcesów w rozwijaniu naszej pozycji na rynku ubezpieczeń majątkowych. Dziękujemy Krzysztofowi Wanatowiczowi za pracę w zarządzie. Cieszymy się, że pozostaje z nami na kluczowym stanowisku dla biznesu korporacyjnego i relacji z pośrednikami – mówi Matthias Baltin, prezes TUiR Allianz Polska S.A.

Michał Gondek dołączył do Zarządu Columbus Energy

Michał Gondek został powołany przez Radę Nadzorczą na stanowisko Wiceprezesa Columbus Energy S.A. Nowy Wiceprezes będzie odpowiadał m.in. za rozwój Grupy Columbus również na rynkach zagranicznych.

Uchwałą Rady Nadzorczej z dnia 1 sierpnia br. w skład Zarządu Columbus Energy S.A. został powołany Michał Gondek, dotychczasowy Dyrektor Pionu Techniczno-Inwestycyjnego Spółki. Michał Gondek obejmuje funkcję Wiceprezesa Zarządu i będzie odpowiadał m.in. za rozwój Grupy Columbus za granicą oraz nowe inwestycje.

Michał Gondek od 9 lat aktywnie uczestniczy w rozwoju Grupy Columbus. Jest autorem przełomowych projektów, inicjatorem i pomysłodawcą wielu ważnych inwestycji, dzięki którym Columbus odnosi sukcesy biznesowe. Mam ogromny szacunek do jego wiedzy i kompetencji, bo jest przede wszystkim ekspertem z zakresu energetyki. Jestem przekonany, że jego działalność w strukturach Zarządu nabierze jeszcze większej dynamiki, zwłaszcza w zakresie planowanej ekspansji Columbus za granicą twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Columbus Energy S.A.

Powierzone mi dzisiaj stanowisko Wiceprezesa Columbus Energy jest dla mnie dużym wyróżnieniem i dziękuję członkom Rady Nadzorczej za zaufanie. Grupa Columbus jest jednym z nielicznych podmiotów na rynku nowoczesnej energetyki, który ma bardzo precyzyjnie określone cele i realizuje je ponadprzeciętnie szybko. Wierzę, że moje dotychczasowe doświadczenie w pracy w Grupie Columbus przełoży się na jeszcze większe zaangażowanie na szczeblu Zarządu komentuje Michał Gondek, Wiceprezes Zarządu Columbus Energy S.A.

Michał Gondek od początku swojej ścieżki zawodowej jest związany z energetyką odnawialną.

Z Grupą Columbus związał się w 2013 r., a w ostatnich latach pełniąc funkcję dyrektora obszernego Pionu Techniczno-Inwestycyjnego. Był odpowiedzialny m.in. za realizację inwestycji, rozwój produktów oraz wprowadzanie nowych technologii w Grupie. Przez ostatnie dwa lata pełnił też funkcję prokurenta Columbus Energy S.A. Od lipca br. jest Prezesem Zarządu spółki Columbus Energy a.s., działającej w Republice Czeskiej. Michał Gondek jest absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej na Wydziale Energetyki i Paliw. Ukończył także studia podyplomowe Executive MBA.

Jak rozwiązać spółkę komandytową?

Spółka komandytowa zaliczana jest do spółek osobowych. Oznacza to, że niektórzy z jej wspólników odpowiadają za jej zobowiązania całym swym majątkiem (komplementariusze), a niektórzy odpowiadają wyłącznie w ograniczonym zakresie (komandytariusze).

W przypadku, gdy wspólnicy spółki postanowią o zakończeniu działalności, reguły te nie ulegają zmianie – komplementariusze nadal mogą ponosić odpowiedzialność za zobowiązania podmiotu całym swoim majątkiem. Ma to niebagatelny wpływ na dopuszczalne sposoby rozwiązania spółki komandytowej. Jak więc może przebiegać rozwiązanie spółki komandytowej? Czy przeprowadzenie w stosunku do niej postępowania likwidacyjnego to jedyne rozwiązanie?

Sposoby rozwiązania spółki komandytowej

Odszukanie stosownych przepisów, regulujących rozwiązanie spółki komandytowej może być dla osoby niemającej wiele wspólnego z prawem dość trudne. Ustawodawca zdecydował się bowiem, że nie będzie regulował tej kwestii w sposób wyraźny, a uczyni to poprzez odesłanie do przepisów dotyczących spółki jawnej.

Zasadniczo, właściwym sposobem, aby zakończyć działalność takiej spółki, jest likwidacja, a wyjątkiem jest… to gdy wspólnicy postanowią inaczej. W rzeczywistości otwiera to drogę do dwóch podstawowych sposobów wykreślenia spółki:

  • w wyniku przeprowadzonego postępowania likwidacyjnego;
  • bez likwidacji.

Postępowanie likwidacyjne w spółce komandytowej

Rozwiązanie spółki komandytowej w wyniku likwidacji wymaga powołania likwidatorów, którzy dbają o prawidłowy przebieg tego ostatniego stadium działalności spółki. Do ich zadań należy: zawiadomienie sądu o otwarciu likwidacji, sporządzenie odpowiednich bilansów, upłynnienie majątku spółki, czy zakończenie działalności gospodarczej spółki.

Z mocy samego prawa, likwidatorami są co do zasady wszyscy jej wspólnicy. Oczywiście mogą być nimi również niemal dowolne inne osoby.

Co istotne, w ramach postępowania likwidacyjnego nie jest wymagane publikowanie wezwania wierzycieli w MSiG, jak ma to miejsce w spółkach kapitałowych. Jest to uzasadnione charakterem spółki osobowej, a więc również nieograniczoną odpowiedzialnością komplementariusza za zobowiązania spółki, nawet po zakończeniu likwidacji podmiotu.

Zakończenie działalności spółki bez przeprowadzania postępowania likwidacyjnego

No dobrze, ale co dzieje się, gdy wspólnicy jednak postanowią, że postępowanie likwidacyjne nie zostanie przeprowadzone? Co mają wtedy zrobić wierzyciele spółki?

Nie może stać się tak, że z dnia na dzień spółka komandytowa zakończy swoją działalność, zostanie wykreślona z rejestru, a jej wierzyciele nie znajdą zaspokojenia. Aby rozwiązanie spółki komandytowej było możliwe bez postępowania, przede wszystkim muszą zgodzić się na to wszyscy jej wspólnicy. Jeśli takiej zgody nie będzie, konieczne jest przeprowadzenie likwidacji.

Drugim, ale nie mniej istotnym warunkiem jest to, że wspólnicy spółki likwidowanej nadal ponoszą odpowiedzialność na warunkach zbliżonych do tych z okresu jej pełnoprawnego funkcjonowania. Ich odpowiedzialność nie znika wraz ze spółką.

Kiedy następuje rozwiązanie spółki komandytowej?

Rozwiązanie spółki komandytowej następuje z chwilą definitywnego wykreślenia jej z rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego. Oznacza to, że od tego momentu traci jakąkolwiek podmiotowość prawną, a za ewentualne zobowiązania wyłącznie odpowiedzialni pozostają jej dotychczasowi wspólnicy.

Wybór sposobu, w który nastąpi rozwiązanie spółki komandytowej, jest niezwykle istotny z punktu widzenia wspólników i szybkości postępowania. Zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią – nie tylko pomożemy wybrać najlepszą metodę, ale też wesprzemy wspólników w przeprowadzeniu postępowania likwidacyjnego lub zakończeniu działalności spółki bez likwidacji.

Zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią – od lat wspieramy przedsiębiorców w skutecznym wszczynaniu oraz prowadzeniu postępowań upadłościowych.

Pozataryfowe bariery handlowe mogłyby zbić inflację aż o -4,5pp w UE i o -2,0pp w USA

  • Silniejszy dolar amerykański nie wystarczy, by opanować inflację w USA – wynika z analiz Allianz Trade. Choć wzrost wartości USD obniży inflację o -1,4pp na przestrzeni kolejnych trzech miesięcy, a USA jako państwo są mniej narażone na rosnące w zawrotnym tempie ceny energii, nadal przewidujemy utrzymywanie się inflacji znacznie powyżej 2% w przyszłym roku. W tym kontekście Administracja prezydenta Bidena rozważa zniesienie części środków taryfowych narzuconych na Chiny za czasów prezydenta Trumpa i zwiększenie wysiłków ku wzmocnieniu łańcuchów dostaw.
  • Tym niemniej w Allianz Trade uważamy, iż pełna liberalizacji taryfowa handlu w USA i UE nie będzie przyczynkiem do rewolucji w prognozach inflacyjnych. Gdyby stawki taryfowe dla głównych partnerów importowych (w tym Chin) zostały zredukowane do zera, inflacja spadłaby o jedynie -0,4pp w USA i -0,1pp w UE, mając na względzie wysoki udział już bezcłowego importu (72% w USA dla towarów innych niż rolne, 56% w UE).
  • Przeciwnie zaś, obniżenie pozataryfowych barier handlowych mogłoby mieć istotny wpływ. Środki pozataryfowe wpływają na niemalże 80% handlu w USA i niemalże 95% w UE. W Allianz Trade uważamy, iż redukcja środków pozataryfowych nałożonych na handel do poziomu poniżej 50% spowodowałaby obniżenie marż firm i, co za tym idzie, zbicie inflacji o -2pp w USA i -4,5pp w UE. Obniżenie ochrony zapewnianej producentom lokalnym mogłoby więc przynieść znaczące korzyści dla konsumentów, szczególnie w UE, gdzie -9% deprecjacja EUR spowoduje wzrost inflacji o ponad +1,0pp w ciągu jednego roku.
  • Według szacunków Allianz Trade zniwelowanie zakłóceń w łańcuchach dostaw mogłoby również obniżyć inflację o nawet -1,5pp zarówno w USA, jak i UE. Wymagałoby to normalizacji poziomów produkcji przemysłowej i przepływów handlowych pomiędzy kluczowymi partnerami importowymi w sytuacji, w której Chiny najprawdopodobniej utrzymają swoją politykę zero Covid do II kw. 2023 r. Oddzielnie, pomóc mogłyby polityki krajowe, takie jak plan infrastrukturalny skoncentrowany na portach i/lub wzroście konkurencyjności w branży transportu morskiego, wraz z odpowiednimi politykami dla rynku pracy.

Tabela 1: Wpływ polityk handlowych na inflację

USA UE
Pełna liberalizacja taryfowa handlu -0,4pp -0,1pp
Obniżenie barier pozataryfowych -2,0pp -4,5pp
Normalizacja łańcuchów dostaw -1,5pp -1,5pp
Waluta przyrostowo w ciągu roku -1,4pp +1,0pp (strefa euro)

Źródło: Allianz Research

Liberalizacja handlu wraca na stół

Choć wzrost wartości USD obniży inflację o -1,4pp na przestrzeni kolejnych trzech miesięcy dzięki obniżonym cenom importowym (patrz Rysunek 1), a USA jako państwo są mniej narażone na rosnące w zawrotnym tempie ceny energii, nadal przewidujemy utrzymywanie się inflacji na poziomie sprzed pandemii przez co najmniej pierwszą połowę 2023 r. Utrzymująca się wysoka inflacja rodzi coraz większe obawy polityków co do widocznie rosnących kosztów dla gospodarki i rosnącego niezadowolenia społecznego. W tym kontekście amerykańska administracja rozważa zniesienie części środków taryfowych narzuconych na chińskie towary za czasów prezydenta Trumpa Pomóc w tym może obowiązkowy czteroletni przegląd taryf, który może skutkować ich wygaszeniem w lipcu i sierpniu. W opinii Allianz Trade wycofanie części środków taryfowych nałożonych na towary importowane z Chin postrzegane jest jako sposób na złagodzenie kryzysu, jaki dotyka gospodarstwa domowe w zakresie kosztów życia poprzez obniżenie cen towarów konsumenckich.

Rysunek 1: Ceny importowe w USA i indeks dolara ważony handlem

Ceny importowe w USA i indeks dolara ważony handlem
Ceny importowe z wyłączeniem ropy naftowej – oś po lewej Indeks dolara ważony handlem (TWI) (inw., zal. 3m) –oś po prawej Źródła: US BLS, BIS, Allianz Research

Łączna amerykańska stawka celna mogłaby spaść nawet o -2,5pp, jeśli administracja zetnie do zera wszystkie dwustronne stawki celne stosowane w transakcjach z dziewięcioma największymi partnerami importowymi (którzy odpowiadają łącznie za około 75% importu amerykańskiego). Patrząc na stosowane (efektywne) stawki celne, tzn. uwzględniając strukturę importowanych towarów, stawka obowiązująca dla Chin wynosi 12,8%, czyli znacznie powyżej stawki celnej w ramach klauzuli największego uprzywilejowania (stawka MFN) wynoszącej 1,5%, która obowiązywałaby w razie braku odwetowych środków taryfowych w ramach Światowej Organizacji Handlu (WTO) (patrz Rysunek 2). Stawca celna w wysokości 1,6% stosowana dla towarów indyjskich również przekracza stawkę MFN (0,7%), ponieważ taryfy odwetowe nałożone w czasach prezydenta Trumpa na indyjską stal i aluminium nie zostały nadal zniesione. Stawki celne stosowane dla pozostałych dużych partnerów importowych są bardzo niskie i zgodne ze stawkami MFN. Stawki dla towarów kanadyjskich i meksykańskich nie istnieją, ponieważ oba kraje prowadzą handel w ramach unii celnej z zerowymi stawkami celnymi z USA (zgodnie z Umową Stany Zjednoczone-Meksyk-Kanada (USMCA), która w roku 2020 zastąpiła umowę NAFTA). W opinii Allianz Trade w przypadku obniżenia stawek celnych dla towarów chińskich i indyjskich przez USA do odpowiednich poziomów MFN, łącza (ogólna dla całego świata) amerykańska stawka celna spadłaby o -2pp.

Rysunek 2: Stawki celne stosowane przez USA dla najważniejszych partnerów importowych (%)

Stawki celne stosowane przez USA dla najważniejszych partnerów importowych
Źródła: WTO, PIIE, Allianz Research / *Wyłączono Meksyk i Kanadę (zerowa stawka celna)

Nacisk na liberalizację handlu jako środek obniżenia inflacji w UE jest niższy, ponieważ stawki celne na importowane towary są już i tak bardzo niskie, co ogranicza pole działania w tym obszarze. Łączna stawka celna w UE mogłaby spaść o jedynie -0,3pp, ponieważ sześciu największych partnerów importowych UE objętych jest już zakresem Umowy o Wolnym Handlu (FTA) lub unią celną (Zjednoczone Królestwo, Turcja, Japonia, Norwegia i Korea Południowa), gdzie obowiązują zerowe lub zbliżone do zera stawki celne. Nawet w przypadku trzech krajów, z którymi UE nie zawarła umowy o wolnym handlu (Chiny, Indie i USA), stosowane stawki celne są raczej niskie i wahają się w zakresie od 0,5% dla importu amerykańskiego do 1,8% dla importu indyjskiego (patrz Rysunek 3).

Rysunek 3: Stawki celne stosowane przez UE dla najważniejszych partnerów importowych (%)

Stawki celne stosowane przez UE dla najważniejszych partnerów importowych
Źródła: WTO, Komisja Europejska, Allianz Research

Nawet ambitne cięcia taryfowe byłyby (prawie) nieskuteczne w obniżaniu inflacji

Wpływ na inflację cen konsumenckich w „skrajnym” scenariuszu 0% stawki celnej dla głównych partnerów transportowych oceniamy przez pryzmat historycznej relacji między cenami importowymi i cenami konsumenckimi (patrz Rysunek 4 dla USA). Maksymalne obniżenie stawki celnej w USA o -2,5pp spowodowałoby obniżenie inflacji o -0,4pp, natomiast obniżenie stawki celnej w UE o -0,4pp doprowadziłoby do obniżenia inflacji o -0,1pp. Jak widać, nawet przy mało możliwym do zrealizowania ambitnym scenariuszu zakładającym eliminację stawek celnych, USA i UE osiągnęłyby niewielkie korzyści w zakresie obniżania inflacji.

Rysunek 4: Ceny importowe i inflacja w USA (%r/r)

Ceny importowe i inflacja w USA
Źródła: US BLS, Allianz Research

Usunięcie środków pozataryfowych (NTM) mogłoby mieć istotny wpływ.

W ostatnich latach przyjmowano rosnącą liczbę środków pozataryfowych (patrz Rysunek 5), w tym kwotowe ograniczenia importu, ograniczenia eksportu kluczowych surowców czy podstawowych towarów, uciążliwa biurokracja (która z pewnością utrudnia handel pomiędzy UE i Zjednoczonym Królestwie po Brexicie), czy – mówiąc bardziej ogólnie – wymogi regulacyjne. Na poziomie globalnym, towarami najmocniej dotkniętymi przez środki NTM są samochody, wyroby stalowe i telefony. Jeśli chodzi o wyroby stalowe, USA działa najbardziej aktywnie w zakresie nakładania takich środków, odpowiadając za jedną trzecią globalnych środków NTM nałożonych w tym obszarze. W Europie środki NTM stosuje się głównie w odniesieniu do towarów z sektora chemicznego i rolno-spożywczego, czasami wraz z wprowadzeniem wymogów koncesyjnych czy zupełnych zakazów handlu. W badaniach przeprowadzonych przez Uniwersytet Aston wykazano, iż wymogi w zakresie unijnych norm zdrowotnych i bezpieczeństwa dla takich produktów jak spożywcze i chemiczne, jak również specyfikacje techniczne dla maszyn to czynniki posiadające najbardziej negatywny wpływ na brytyjski eksport do UE. Już same te środki NTM odpowiadają za 15% spadek eksportu w porównaniu do scenariusza sprzed Brexitu.

Rysunek 5: Pozataryfowe środki interwencyjne stosowane w handlu

Pozataryfowe środki interwencyjne stosowane w handlu
Szkodliwy wpływ
Liberalizacja
Netto
Źródła: Global Trade Alert, Allianz Research

W USA i UE udział importu objętego środkami NTM wykracza znacznie poza globalny poziom 72%: 77% w USA i aż 94% w UE. Podobnie jak w przypadku środków taryfowych, środki pozataryfowe również przekładają się na wyższe premie cenowe (lub marże) dla wyrobów produkcji krajowej (ponieważ są chronione środkami NTM) oraz wyrobów importowanych (w związku z nałożonymi na nie środkami NTM). W badaniu autorstwa Deana i in.[1] dokonano kwantyfikacji tych premii cenowych dla dużego zbioru towarów konsumenckich (pogrupowanych na cztery sektory) dla ponad 60 krajów. Oszacowane premie spowodowane nałożeniem środków NTM są, jak można było przewidzieć, wyższe w krajach o wysokich wskaźnikach pokrycia (patrz Rysunek 6). W UE premia spowodowana środkami NTM sięga 36%. Natomiast w kraju o bardzo otwartej gospodarce, jakim jest Izrael, którego wskaźnik pokrycia wynosi jedynie 22%, premia taka wynosi jedynie 8%. Stosunek pomiędzy premią cenową spowodowaną środkami NTM i wskaźnikiem pokrycia wydaje się być wykładniczy, z premią cenową wzrastającą ostro wraz z przekroczeniem 80% wskaźnika pokrycia.

Rysunek 6: Wskaźnik pokrycia NTM i premie cenowe spowodowane nałożeniem NTM na towary

Wskaźnik pokrycia NTM i premie cenowe spowodowane nałożeniem NTM na towary
Premia cenowa spowodowana NTM (%)
Wskaźnik pokrycia (%)
Źródła: World Integrated Trade Solution, Dean et al., Allianz Research

W przypadku obniżenia poziomu środków NTM do izraelskiego, wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) w USA mógłby spaść o -2pp, a w UE o -4,5pp. W opinii Allianz Trade rezygnacja ze środków NTM byłaby praktycznie przydatna w strefie euro, szczególnie przy przewidywanej deprecjacji EUR -9%, która spowoduje wzrost inflacji w strefie euro o ponad +1,0pp w ciągu jednego roku w związku ze wzrostem cen importowych o ponad +6pp zgodnie z szacowanym przez Europejski Bank Centralny wpływem kursu walutowego na inflację.

W tym scenariuszu – który można osiągnąć poprzez obniżenie wskaźnika pokrycia do poziomu poniżej 50% – marża na importowane towary spadłaby do 8%. Ważąc spadek marż wskaźnikiem pokrycia (tzn. udziałem importowanych towarów, których marża by spadła) uzyskujemy szacowany wpływ na ceny importowe oraz, docelowo, na wskaźnik CPI. Należy zauważyć, że są to szacunki zachowawcze – można również oczekiwać spadku cen towarów produkcji krajowej (nie tylko towarów importowych, na które środki NTM mają wpływ) wraz z usunięciem barier handlowych i wzrostem konkurencji na rynku krajowym.

Normalizacja łańcuchów dostaw mogłaby również pozwolić obniżyć inflację w USA i UE o około 1,5pp.

Znaczny wpływ na początkowy wzrost inflacji w trakcie pandemii miała dyslokacja globalnych produkcyjnych łańcuchów dostaw (patrz Rysunek 7) w kontekście reorientacji wydatków ku towarom, a także zakłócenia dostaw kluczowych materiałów (szczególnie z Azji i Chin). Szacujemy, iż pełna normalizacja łańcuchów dostaw doprowadziłaby do -1,5pp spadku wskaźnika CPI w USA i UE. Powyższe opiera się na założeniu zrównoważenia sytuacji w zakresie dostępności wyprodukowanych wyrobów oraz skrócenia terminów dostaw przez dostawców. Wymagałoby to normalizacji poziomów produkcji przemysłowej i przepływów handlowych pomiędzy kluczowymi partnerami importowymi, w szczególności w stosunku do Chin, gdzie kontynuacja polityki zero Covid w Kw II 2023 oznacza nieustające ryzyko dla funkcjonowania globalnych łańcuchów dostaw i globalnej branży transportu morskiego. Oddzielnie, polityki krajowe w USA i UE, takie jak plan infrastrukturalny skoncentrowany na portach i/lub wzroście konkurencyjności w branży transportu morskiego, mogłyby pomóc w zwalczaniu zakłóceń w łańcuchach dostaw.

Rysunek 7: Wskaźnik napięć w globalnych łańcuchach dostaw i inflacja dóbr trwałych w USA

Wskaźnik napięć w globalnych łańcuchach dostaw i inflacja dóbr trwałych w USA
Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Tym niemniej wzmocnieniu łańcuchów dostaw przy pomocy wysokich wydatków na infrastrukturę towarzyszyć muszą odpowiednie polityki dla rynku pracy. Politycy prezentują ambitne plany inwestycyjne, które mają wzmocnić gospodarkę po pandemii po stronie dostaw, takie jak europejski Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności (RRF) w UE czy plan Build Back Better (Odbudujmy Lepiej) w USA. Jednakże fizyczną realizację przedsięwzięć infrastrukturalnych (takich jak porty) utrudniać będą prawdopodobnie znaczne niedobory siły roboczej i materiałów (patrz Rysunek 8), jeśli nie będą im towarzyszyć odpowiednio zaprojektowane polityki dla rynku pracy (np. zwiększona elastyczność przepisów regulujących rynek pracy celem ułatwienia alokacji zasobów, zwiększona elastyczność wymogów wizowych celem obniżenia liczby wolnych wakatów, tymczasowa elastyczność w zakresie obejmowania stanowisk w zawodach ograniczonych czy rozszerzenie programów szkoleń zawodowych). Problemy z dostawami powodują zahamowanie budowy nowych domów w USA, gdzie liczba wydanych pozwoleń na budowę, dla których proces budowy nie został jeszcze rozpoczęty jest rekordowo wysoka (na poziomie ok. 385.000).

Rysunek 8: Czynniki ograniczające produkcję w strefie euro (% badanych firm)

Czynniki ograniczające produkcję w strefie euro
Źródła: Komisja Europejska, Allianz Research

[1] Estimating the price effects of non-tariff barriers (Szacowanie wpływu barier pozataryfowych na ceny), Dean, Feinberg, Signoret, Ferrantino and Ludema, w Contributions in Economic Analysis & Policy (Elementy wpływające na analizę i politykę gospodarczą) – Styczeń 2009.

Brytyjska Komisja Prawna orzeka w sprawie kryptowalut

Brytyjska Komisja Prawna opublikowała dokument konsultacyjny dotyczący kryptowalut. Dokument zawiera proponowane reformy traktowania kryptowalut i innych bezpiecznych aktywów cyfrowych, takich jak NFT. Pomimo braku oficjalnych regulacji, widać jasno, że brytyjskie prawo zmierza w kierunku uregulowania finansowych produktów cyfrowych.

Pod wieloma względami prawa własności są jednymi z podstawowych założeń dobrze funkcjonujących rynków. Jest to jeden z powodów, dla których Wielka Brytania jest tak atrakcyjnym obszarem dla wielu osób poszukujących zarządzania aktywami lub innych usług inwestycyjnych. Solidne prawo własności aktywów oraz wiedza, że sądy w wybranej przez państwa jurysdykcji będą stać na straży tych praw, mają kluczowe znaczenie dla funkcjonowania rynków inwestycyjnych.

Dlatego wyniki tych konsultacji są niezwykle istotne dla brytyjskiej sceny kryptowalutowej. Kryptowaluty i szerzej aktywa cyfrowe istnieją obecnie w Wielkiej Brytanii w czymś w rodzaju szarej strefy. Gdyby jednak te proponowane reformy zostały wdrożone, znacznie wzmocniłyby prawa własności cyfrowej, a co najważniejsze, prawo właścicieli do odzyskania aktywów na drodze sądowej w razie konieczności.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Najsilniejszy od 2020 roku 29-sesyjny wzrost S&P 500

Amerykańskie akcje kontynuowały w piątek swój zwyżkę (S&P 500 +1,42 proc., DJIA +0,97 proc., Nasdaq Composite +1,88 proc.). Ten wzrost wyprowadził S&P 500 na najwyższy poziom od pierwszej dekady czerwca. Trwający od 29 sesji wzrost wartości S&P 500 jest najsilniejszym tego typu ruchem tego indeksu od 20 lat (+12,6 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii dziś rano również przeważały wzrosty (najsilniej – o 1,07 proc. – rósł singapurski Straits Times). Lekko traciły jedynie filipiński PSEi oraz tajwański TAIEX.
Ostrożna tendencja wzrostowa przeważała również w poniedziałkowy poranek (DAX +0,11 proc., CAC 40 +0,21 proc.).

WIG-20 rósł dziś rano o 0,83 proc. zbliżając się do poziomów swoich szczytów z 8 lipca i 28 czerwca. Nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek Arctic Paper, Unimotu oraz Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządy USA, która w piątek spadła do najniższego poziomu od 3 miesięcy, minimalnie dziś rano rosła. Podobnie były w przypadku 10-latek niemieckiego rządu, które pod koniec minionego tygodnia znalazły się na najniższym poziomie od końca kwietnia. Rentowność polskich 10-latek również była w piątek najniższa od kwietnia, a dziś rano nadal lekko spadała (do 5,526 proc. w porównaniu do ponad 8 proc. jeszcze niecałe 1,5-miesiąca temu.

Lekko taniały dziś rano kontrakty na ropę naftową (WTI -1,02 proc., Brent -0,44 proc.).

Japoński jen kontynuował odrabianie wcześniejszych strat, które sprowadziły jego kurs względem USD do najniższego poziomu od 1998 roku (USD/JPY -0,9 proc. dziś rano). Euro również nieco zyskiwało względem dolara (0,12 proc. ok. 9:17), ale kurs EUR/USD pozostawał poniżej poziomów swoich maksimów z ostatnich 2 tygodni. Amerykański dolar był dziś najwyżej od 2 lat względem dolara tajwańskiego.

Minimalnie umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN -0,2 proc., USD/PLN -0,17 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w sobotę osiągnął najwyższy poziom od 13 czerwca (powyżej 24000 USD), spadł w niedzielę i kontynuował zniżkę dziś rano (-1,6 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Nabywanie nieruchomości rolnych nie jest niemożliwe

Przepisy ograniczające obrót ziemią, w powszechnej opinii są w Polsce bardzo restrykcyjne. Zgoda Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) wymagana jest nawet na nabycie 1 ha działki rolnej przez osobę fizyczną, jeżeli nie jest rolnikiem. „W czasie lockdownów wielu z nas szukało możliwości przeniesienia się poza miasto. Wzrosło zainteresowanie zakupem nieruchomości rolnych. I chociaż ten rynek jest nadal bardzo mocno regulowany, to statystyki wskazują, że regulator nie ingeruje tak często w ten obrót, jakby się mogło wydawać” – mówi Aleksandra Jach, Counsel w kancelarii Wolf Theiss.

Zgodnie z postanowieniami art. 2a ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego nabycie nieruchomości rolnej przez podmioty inne niż rolnik indywidualny potrzebne jest zezwolenie Dyrektora Generalnego KOWR wyrażoną w drodze decyzji administracyjnej. Ustawa przewiduje szereg wyjątków, które dotyczą m.in.: osób bliskich zbywcy, jednostek samorządu terytorialnego oraz Skarbu Państwa, a także określonych ustawą przypadków (np. nabycia nieruchomości rolnej w wyniku dziedziczenia, nabycia nieruchomości rolnej o powierzchni mniejszej niż 1 ha lub w wyniku zniesienia współwłasności).

– Nabycie nieruchomości rolnych przez osoby indywidualne z reguły dotyczy działek do 1 ha – dzięki czemu zgoda KOWR nie jest wymagana. Ale, mimo tego, nabycie gruntu rolnego powyżej 0,3 ha nie zwalnia nabywcy z obowiązku prowadzenia przez 5 lat od jego nabycia gospodarstwa rolnego w skład którego ten grunt wszedł, ani nie wyłącza ustawowego prawa pierwokupu. Natomiast aby kupić nieruchomość rolną powyżej 1 ha, należy uzyskać już zgodę Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, która obwarowana jest wieloma warunkami mówi Aleksandra Jach.

Jak informuje KOWR, w 2021 r. do tej instytucji wpłynęło ponad 42 tys. warunkowych umów sprzedaży dotyczących nieruchomości rolnych o łącznej powierzchni 38,23 tys. ha, w stosunku do których KOWR przysługiwało prawo pierwokupu. KOWR skorzystał ze swojego prawa w zaledwie 171 przypadkach kupując ostatecznie nieruchomości rolne o łącznej powierzchni 2,39 tys. ha.

– KOWR skorzystał w 2021 r. z prawa pierwokupu w odniesieniu do zaledwie 0,5% umów warunkowych (co odpowiadało 6,2% powierzchni gruntów będących przedmiotem tych umów). KOWR wydał jednocześnie na te zakupy ponad 80 mln złotych. Zgodnie z wytycznymi przekazanymi do dyrektorów lokalnych jednostek, korzystanie z pierwokupu musi być szczególnie uzasadnione, aby takie zakupy były możliwe – dodaje Aleksandra Jach

Ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego przewiduje również, że grunt rolny może nabyć osoba fizyczna, nawet w przypadku powierzchni powyżej 1 ha, jeżeli nie spełnia wymogów ustawowych. By przeprowadzić taką transakcję, sprzedający powinien wystąpić do KOWR z wnioskiem o wyrażenie zgody z formie decyzji administracyjnej.

– W istocie wielu nabywców nieruchomości rolnych wcale nie spełnia kryteriów „rolnika indywidualnego”. Ustawodawca przewidział tu kilka przypadków, kiedy taka zgoda może być udzielona. Między innymi można wykazać, że nie było „rolników indywidualnych” chętnych do zakupu, będzie na tym gruncie prowadzona działalność rolnicza i nie dojdzie do zbytniej koncentracji gruntów, czyli w trybie art. 2a ust. 4 pkt 1 UKUR m.in. należy wykazać, że próbowano znaleźć nabywcę gruntu spełniającego kryteria ustawowe (zamieszczając ogłoszenie o sprzedaży na specjalnym portalu internetowym KOWRu) ale nie było chętnych nabywców w określonym czasie precyzuje Aleksandra Jach.

W 2021 r. do Oddziałów Terenowych KOWR wpłynęło łącznie ponad 12 tys. wniosków o wyrażenie zgody na nabycie nieruchomości rolnych o łącznej powierzchni 58,64 tys. ha., a decyzji administracyjnych wydano łącznie ponad 10,5 tys., które dotyczyły nieruchomości rolnych o powierzchni 52,89 tys. ha, z czego 93,4 proc. pozytywnych. W przypadku transakcji, gdzie kupcem była osoba fizyczna (tryb art. 2a ust. 4 pkt 1 UKUR) wniosków było aż ok. 6 tys.

– Jeśli zestawimy powszechne przekonanie o restrykcyjnym prawie do nabywania gruntów rolnych w Polsce, ze statystykami publikowanymi przez sam KOWR okazuje się, że osoba fizyczna, o ile zdeklaruje prowadzenie działalności rolniczej na zakupionych gruntach, nie ma większych problemów z realizacją kupna ziemi rolniczej. Warto też wskazać, że nabycie nieruchomości wbrew przepisom ustawy jest nieważne, ale to musi być potwierdzone wyrokiem sądu powszechnego. Z moich informacji wynika, że w całym 2021 r. KOWR wniósł zaledwie 4 powództwa na podstawie art. 9 ust 2 UKUR – podkreśla Aleksandra Jach.

Jak podaje KOWR, w 2021 r. wniesiono łącznie 15 odwołań do organu wyższego stopnia od decyzji dotyczących nieruchomości rolnych o łącznej powierzchni 297 ha. Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, jako organ II instancji, utrzymał w mocy 7 decyzji Dyrektora Generalnego KOWR, a w stosunku do jednej decyzji Dyrektora Generalnego KOWR – umorzył postępowanie administracyjne. Osobie niezadowolonej z rozstrzygnięć KOWR odwoławczego w powyższym zakresie przysługuje prawo wniesienia skargi do sądu administracyjnego. Żadna decyzja administracyjna wydana w 2021 r. dotycząca zgody na nabycie nieruchomości rolnych nie została zaskarżona do wojewódzkiego sądu administracyjnego w 2021 r.

Spory popyt na biura w regionach. Najbardziej urósł rynek w Krakowie

W drugim kwartale regionalny rynek biurowy powiększył się o 68,3 tys. m kw., a najwięcej biur oddano do użytku w stolicy Małopolski. Kwartalny wolumen transakcji wyniósł blisko 190 tys. m kw. i był o prawie jedną czwartą większy niż w okresie od stycznia do końca marca br. Autorzy cyklicznego opracowania z międzynarodowej firmy doradczej BNP Paribas Real Estate Poland zwracają uwagę na bolączki, które podobnie jak w stolicy, trapią również biura w regionach – coraz bardziej uwidaczniającą się lukę podażową, wzrost kosztów pracy, rosnące koszty materiałów i usług, a także coraz droższe koszty prowadzenia biznesu.

Z końcem drugiego kwartału na ośmiu regionalnych rynkach biurowych było w sumie 6,34 mln m kw. powierzchni biurowej. Niezmiennie, na czele stawki jest rynek w Krakowie z ok. 1,67 mln m kw. biur, a za nim Wrocław z ok. 1,3 mln m kw. Trzecim pod względem wielkości regionalnym rynkiem jest Trójmiasto, któremu w drugim kwartale udało się przebić pułap 1 mln m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej.

Od kwietnia do końca czerwca do użytku oddano 10 obiektów, których sumaryczna powierzchnia wyniosła 68,3 tys. m kw. Najwięcej nowych biur pojawiło się w Krakowie (26,3 tys. m kw.), a dalej w Trójmieście (18,7 tys. m kw.) i Łodzi (18,7 tys. m kw.). Również w Krakowie debiut zaliczył największy spośród regionalnych biurowców oddanych do użytku w ostatnim kwartale (11,7 tys. m kw.) – pierwszy budynek z kompleksu The Park Kraków, wybudowany przez White Star Real Estate. Docelowo kompleks będzie się składać z ośmiu biurowców o łącznej powierzchni około 100 tys. m kw.

O tym, że największe rynki biurowe w regionach cieszą się popularnością świadczy łączny wolumen transakcji najmu. W drugim kwartale popyt sięgnął blisko 190 tys. m kw. i był o 24 % wyższy niż w pierwszym kwartale i 12 % wyższy niż w analogicznym okresie 2021 roku. Pod względem popytu kwartalnym liderem okazał się Kraków, w którym wynajęto 73,9 tys. m kw. Prawie trzykrotnie mniej chętnych na biura znalazł Wrocław (25,6 tys. m kw. popytu) i Gdańsk (25,1 tys. m kw.).

Drugi kwartał to przede wszystkim nowe umowy z uwzględnieniem umów przednajmu oraz zabezpieczenia powierzchni na własne potrzeby właścicieli budynków. W strukturze popytu zajęły one 57%. Na renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów przypadło 35 % natomiast ekspansje zakończyły kwartał z 8 %. udziałem. Widzimy, że coraz szybszymi krokami zbliża się regionalna luka podażowa, a najemcy szukają różnych opcji, żeby zabezpieczyć powierzchnię. Wyhamowanie nowej podaży w wielu firmach przełoży się na zmianę strategii wynajmu powierzchni przesuwając punkt ciężkości na długofalowe planowanie – mówi Michał Karolkiewicz, Konsultant w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych.

Kraków okazał się również niekwestionowanym liderem jeśli chodzi o wielkość zawartych transakcji. Trzy największe umowy kwartału zostały podpisane pod Wawelem. Obejmowały one: umowę przednajmu Capgemini w budynku Fabryczna Office Park B5 (13,8 tys. m kw.), odnowienie umowy przez Cisco Systems Poland w kompleksie Enterprise Park C (12,5 tys. m kw.), a także przedłużenie najmu przez Hitachi Energy Poland w budynku High5ive 1 (8,4 tys. m kw.).

Na koniec drugiego kwartału wolumen powierzchni niewynajętej na głównych rynkach regionach wyniósł 961 tys. m kw. powierzchni, co odpowiada stopie pustostanów na poziomie 15,2 proc. To o 0,3 p.p. mniej niż w pierwszym kwartale i o 1,8 p.p. więcej niż w drugim kwartale przed rokiem. Pomimo zwiększonego zapotrzebowania na powierzchnię, spadek aktywności najemców zanotowała Łódź, w której współczynnik wolnych powierzchni wzrósł o 0,2 p.p. sięgając 18,6 proc. Na drugim krańcu skali znajduje się Szczecin, gdzie najemcy mogą wybierać jedynie z 4,9 proc. dostępnych biur. Pomimo tego, że Szczecin zanotował najniższy współczynnik pustostanów, to w drugim kwartale odnotował najwyższą zmianę współczynnika kw. /kw. (+ 1,9 p.p.).

Autorzy raportu zwracają uwagę, że w regionach rozpędza się rynek biur elastycznych. Biur typu flex przybywa praktycznie we wszystkich miastach regionalnych. Trend poszukiwania możliwości dopasowania powierzchni biurowej do dynamicznie zmieniających się potrzeb pracy hybrydowej i zdalnej starają się wykorzystać i najemcy i operatorzy, a także właściciele biurowców. Istotnym wydarzeniem w kwartale był debiut nowej marki biur elastycznych – Loftmill – powstałej na fundamentach krakowskiego operatora biur serwisowanych, Rise.pl. Loftmill zapowiedział otwarcia w kilku nowych lokalizacjach, w tym m.in. w katowickim kompleksie .KTW II i w krakowskim Brain Parku. Nowa sieć będzie też wkrótce dostępna dla najemców w Warszawie.

Strzeż się zastrzeżonych marek! Ich ochrona jest silna

Szukasz nazwy dla Twojej firmy? Ograniczasz poszukiwania tylko do nazw identycznych? Uważaj, bo to duży błąd! Weryfikacja nazwy firmy nie jest tak prosta, jak może się to wydawać na pierwszy rzut oka. W tym zakresie pokutuje wiele groźnych mitów. Prawna ochrona marki może mieć kilka źródeł. Co najważniejsze, rozciąga się również na oznaczenia podobne.

Co wynika z zastrzeżenia znaku towarowego?

Najwyższy poziom ochrony nazwy firmy, gwarantuje rejestracja znaku towarowego w Urzędzie Patentowym. Po przejściu wszelkich formalności, otrzymasz świadectwo ochronne. To bardzo ważny dokument, ponieważ w razie sporu z konkurencją będzie to dowód na przysługujący Ci monopol prawny do danego oznaczenia.

Jest to o tyle istotne, że odwraca de facto ciężar dowodowy w sporze. Teraz to Twój konkurent będzie musiał wykazać, że posłużył się Twoim znakiem towarowym zgodnie z prawem. Ewentualnie, jeżeli będzie chciał Ci takie prawo unieważnić, to musi zgromadzić na to silne dowody. W każdym przypadku cały wysiłek procesowy spoczywa na nim.

Można nawet powiedzieć, że prowadzenie sporów w oparciu o zarejestrowane znaki towarowe jest tańsze niż bazowanie tylko na przepisach darmowych. Musisz być tego świadomy już na etapie wybierania nazwy dla swojej firmy. Dobrze obrazują to poniższe grafiki.

rejestracja znaków towarowych
Wyszukiwarki zarejestrowanych znaków towarowych

Dobra wiadomość jest taka, że dostęp do rejestrów znaków towarowych jest darmowy. W bazach znajdziesz nie tylko znaki zastrzeżone, ale także dopiero zgłoszone oraz wygasłe. Planujesz działać na polskim rynku? Takim razie sprawdź koniecznie przynajmniej 3 rejestry:

  • UPRP – rejestr prowadzony przez Urząd Patentowy PR, którego siedziba znajduje się w Warszawie. Obejmuje wyłącznie znaki towarowe chronione na terytorium Polski;
  • EUIPO – europejska wyszukiwarka znaków towarowych. Administratorem jest w tym przypadku Urząd UE ds. Własności Intelektualnej z siedzibą w Hiszpanii;
  • WIPO – rejestrując swój znak towarowy za pośrednictwem Światowej Organizacji Własności Intelektualnej z siedzibą w Szwajcarii, ochronę możesz rozszerzyć na kilka państw, w tym także i Polskę.

Robiąc samodzielnie takie poszukiwania, pamiętaj, że kolizją będą dla Ciebie tylko takie znaki towarowe, które są chronione w Twojej branży. To będzie wynikać z towarów i usług wskazanych w zgłoszeniu. Są one uszeregowane wg klasyfikacji nicejskiej. Oznacza to, że jeżeli prowadzisz restaurację o nazwie FENIX, to nie będzie dla Ciebie przeszkodą znak FENIX chroniony na sklep z zabawkami.

Zobacz również:

Wolna domena internetowa to nie wszystko!

Wiele osób szuka niezastrzeżonej nazwy firmy analogicznie, jak wolnej domeny internetowej. To popularny mit. Przedsiębiorcom wydaje się, że weryfikacja dostępności jakiejś marki zajmuje kilka minut. W praktyce te od tych kilku kliknięć będzie zależeć, czy ktoś Cię w przyszłości pozwie czy nie.

Znaki towarowe nie są chronione wyłącznie na zasadzie identyczności. Taka ochrona w praktyce byłaby bezużyteczna. Dlaczego? Ponieważ wszelkie zmiany w nazwie firmy, polegające na dodaniu litery czy cyfry byłyby w pełni legalne. Zapewne pamiętasz popularne w latach 90′ marki ADONIS, PJUMA czy NAJK. Były to podróbki znanych światowych marek, które można było kupić na bazarach. Naruszały prawo, ale nie były identyczne.

Analogicznie, jeżeli wolna jest domena internetowa, to nie świadczy jeszcze o tym, że wybrana przez Ciebie nazwa jest bezpieczna. To należy znów zweryfikować w bazach zastrzeżonych znaków towarowych.

Kiedy znaki towarowe są do siebie kolizyjnie podobne?

Zła wiadomość jest taka, że na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tej należy bowiem szukać w bogatym, bo ponad 20-letnim orzecznictwie sądowym. Elementów, na jakie zwraca uwagę sąd, jest wiele. Można powiedzieć, że ocena podobieństwa opiera się o dość skomplikowany algorytm.

Znak towarowy jednej firmy nie może być na tyle podobny do znaku towarowego innej marki, aby mogło to wprowadzić w błąd klientów. Co ciekawe, te same nazwy, w zależności od tego, czy służą do oznaczania produktów tanich jak batoniki, czy drogich jak maszyny rolnicze, mogą być uznane za podobne lub niepodobne. Analizuje się bowiem, jaki jest poziom uwagi osoby dokonującej zakupu.

To wszystko sprawia, że robiąc takie badanie samodzielnie, sporo ryzykujesz. Na pewno znaki identyczne łatwo zlokalizujesz. Tyle że to nie daje Ci bezpieczeństwa. Nadal gdzieś może być znak towarowy na tyle podobny, że po kilku latach dostaniesz pismo z żądaniem zmiany nazwy firmy. Możesz tego uniknąć, zlecając badanie i zgłoszenie rzecznikowi patentowemu.rejestracja znaków towarowych pomoc

Ostatnie słowo ma Urząd Patentowy lub sąd

Robiąc weryfikację samodzielnie, musisz pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy. Nawet jeżeli według Ciebie Twoja nazwa wyraźnie się różni i uważasz, że nikt się nie pomyli, to wszystko nie ma znaczenia w sporze. Finalną decyzję podejmie Urząd Patentowy lub sąd.

To przed tymi organami będzie się toczył spór. Osoby tam orzekające nie będą brać pod uwagę Twojej opinii, a oprą się tylko na tym algorytmie, według którego ocenia się podobieństwo znaków towarowych.

Dlatego dla Ciebie jako przedsiębiorcy kluczowe znaczenie powinna mieć możliwość obrony Twoich praw do nazwy marki. Bez odpowiedniej wiedzy merytorycznej i praktycznej będzie to dla Ciebie zadanie obarczone wysokim ryzykiem błędu. Lepiej skup się na prowadzeniu biznesu, budowaniu sieci klientów, a sprawy prawne pozostaw specjaliście, czyli rzecznikowi patentowemu.

W świetle prawa dwa logo o identycznej grafice nie muszą oznaczać kolizji

Pozwól, że namieszam Ci trochę w głowie. Ocena podobieństwa znaków towarowych często jest nieintuicyjna. Wyobraź sobie dwie firmy o dokładnie tej samej nazwie i grafice np. LILUS. Pierwsza firma sprzedaje kosmetyki, druga odzież roboczą. Zdaniem Urzędu Patentowego do kolizji nie dochodzi, ponieważ klienci tych firm są zupełnie inni. Osoba, która szuka kremu do rąk, przez pomyłkę nie kupi kasku budowlanego.

A co w sytuacji, gdy pierwsza firma sprzedaje kosmetyki, a druga prowadzi salon kosmetyczny? W świetle klasyfikacji nicejskiej to również będą bardzo oddalone od siebie klasy. Mimo tego, ekspert najpewniej uzna, że doszło tu do kolizji. Po prostu kosmetyczki często wypuszczają na rynek kosmetyki pod swoją marką. Czyli potencjalni odbiorcy mogą się pomylić.

Jak więc widzisz, nic nie jest takie, jak może się to z pozoru wydawać.

Analiza prawna marki – o czym jeszcze pamiętać

Urząd Patentowy z wielu powodów może Ci odmówić rejestracji nazwy i logo. Kiedy tak się stanie?

  • Gdy wybrana przez Ciebie nazwa jest opisowa, czyli wskazuje jednoznacznie na oferowane przez Ciebie towarylub usługi.
  • Kiedy wybrana nazwa weszła już do potocznego języka, czyli jest to nazwa rodzajowa jak krówki dla cukierków.
  • Gdy nazwa jest niedystynktywna, czyli za jej pomocą nie wyróżnisz się na rynku. Przykładem są słowa typu „super”, „pro” czy „max”.

Jak zapewne już się domyślasz, to osoba oceniająca Twoje zgłoszenia samodzielnie interpretuje, czy mieścisz się w którymś w tych wyłączeń. Więcej, praktyka Urzędu Patentowego może ulegać zmianie z biegiem lat. Oznacza to, że nawet jeżeli odnalazłeś w rejestrze zarejestrowany znak towarowy podobnego typu jak Twój, to dziś ta sztuka wcale nie musi się udać. To właśnie kolejny argument, aby skonsultować się z rzecznikiem patentowym.

Weryfikacja nazwy firmy przez rzecznika patentowego

Z pewnością nie trwa ona kilka minut, a zajmuje kilka godzin naprawdę ciężkiej pracy. Znaków towarowych bardziej lub mniej podobnych zwykle są setki. Należy precyzyjnie sprawdzić, na jakie terytorium są zastrzeżone oraz czy obejmują podobne towary albo usługi.

Wyniki takiej analizy prawnej marki często nie są zero – jedynkowe. Zazwyczaj szanse na uzyskanie ochrony różnią się dla poszczególnych klas, a nawet towarów i usług w ramach jednej klasy. W takim przypadku rzecznik patentowy doradzi Ci, co możesz w znaku poprawić, dodać czy zmienić, aby obejść kolizję. Tu nie chodzi jedynie o samą rejestrację. W obecnie obowiązującym systemie sprzeciwowym, nawet jeżeli w rejestrze jest znak kolizyjny, masz szansę uzyskać ochronę. Tyle że ryzykujesz i tak sporem o zaprzestanie naruszania prawa.

Dokonując zmian wg rekomendacji rzecznika patentowego, zwiększasz szanse na to, że przeciętny konsument się nie pomyli. To z kolei sprawi, że konkurent nie będzie skory Cię zaatakować. Finalnie zyskujesz bezpieczeństwo.

Podsumowanie

Jak widzisz, już sam wybór i ochrona nazwy firmy w formie znaku towarowego jest dość złożonym procesem. Nie wystarczą proste poszukiwania, jak ma to miejsce w przypadku domen internetowych. Dlatego jeżeli zdecydujesz się na samodzielne badanie podobieństw i weryfikację wyników Twoich poszukiwań, musisz mieć świadomość tego, że to bardzo złożony proces.

W prawie nic nie jest tak proste, jak się może wydawać. Błąd na tym etapie może mieć bolesne reperkusje za kilka lat kiedy prawnicy konkurenta zażądają od Ciebie zmiany nazwy firmy. Da się tego uniknąć, ale należy się skupić na profesjonalnej analizie prawnej marki. W tym pomoże Ci już rzecznik patentowy.

Prawie co czwarty kredytobiorca w Polsce może skorzystać z wakacji kredytowych

Z ustawowych wakacji kredytowych mogą skorzystać wszyscy uprawnieni, spłacający kredyt mieszkaniowy zaciągnięty w złotówkach na własne potrzeby mieszkaniowe. Z analizy BIK wynika, że jest to blisko 3,5 mln osób, czyli 83,8% kredytobiorców, posiadających kredyty mieszkaniowe. Z przeprowadzonego w lipcu br. badania opinii wynika, że 2/3 osób posiadających kredyt hipoteczny chciałoby skorzystać z przywileju odroczenia spłaty rat kredytowych nie tylko w sytuacji problemów z ich spłatą, ale także bez takiego powodu. Są też takie osoby, które nadpłacają kredyty – wolą spłacać kapitał, a nie chcą płacić rosnących odsetek.

Z ustawowych wakacji kredytowych może skorzystać 3,41 mln osób, czyli 83,8% kredytobiorców, posiadających złotowe kredyty mieszkaniowe. Jest to jednocześnie prawie co czwarta (23,3%) osoba w grupie wszystkich kredytobiorców.

Wakacjami kredytowymi może być objętych aż ponad połowa (54%) łącznego zadłużenia z tytułu wszystkich kredytów w Polsce.

– W czerwcu br. wszyscy kredytobiorcy łącznie spłacili raty kapitałowe i odsetkowe z tytułu nieopóźnionego zadłużenia w wysokości 8,9 mld zł. Z tej kwoty 3,33 mld zł spłacili kredytobiorcy, którzy mogą skorzystać z odroczenia rat kredytów mieszkaniowych. Oznacza to, że gdyby wszyscy uprawnieni skorzystali z tego przywileju, to do banków z tytułu rat i odsetek wpłynęłaby miesięcznie kwota niższa o 37% – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK, SGH.

2/3 posiadaczy złotowych kredytów mieszkaniowych rozważa „wakacje”

Co trzeci (35%) posiadacz kredytu mieszkaniowego deklaruje, że chce skorzystać z wakacji kredytowych tylko w sytuacji problemów ze spłatą. Podobna grupa (32%) chce z nich skorzystać niezależnie od tego, czy wystąpią problemy ze spłatą.

Wniosek, aż 2/3 posiadaczy kredytów mieszkaniowych rozważa skorzystanie z ustawowych wakacji kredytowych – wynika z badania zrealizowanego przez Quality Watch na zlecenie Biura Informacji Kredytowej, w lipcu 2022 r.

BIK zapytał, na co Polacy przeznaczą środki „zaoszczędzone” w ramach wakacji kredytowych

Ponad połowa badanych (56%), posiadających kredyt hipoteczny stwierdziła, że planuje je spożytkować racjonalnie, czyli na nadpłatę rat w kolejnych miesiącach.

Ogółem Polacy nie chcą spłacać bankom odsetek, ale kapitał. Takie stanowisko ma 38% osób, które swoisty „prezent z wakacji” przeznaczyłoby na nadpłacenie rat swoich kredytów w kolejnych miesiącach.

– Już od początku roku obserwujemy wzrost wartości nadpłaconych kredytów mieszkaniowych. Jeszcze w czerwcu 2021 r. kredytobiorcy dokonali nadpłat kredytów hipotecznych w kwocie 600 mln zł, podczas gdy w czerwcu tego roku kwota ta była trzykrotnie wyższa i wynosiła 2,6 mld zł. Oczekuję dużego dalszego zwiększenia nadpłat w kolejnych miesiącach. Z perspektywy kredytobiorców wydaje się to racjonalne, gdyż w ten sposób obniża się koszt obsługi kredytu i spada kwota kapitału pozostającego do spłaty – tłumaczy Rogowski.

Czy spadnie popyt na kredyty gotówkowe i pożyczki pozabankowe?

Jak bardzo wyhamuje popyt na kredyty gotówkowe w II półroczu br., może być uzależnione od sposobu spożytkowania pieniędzy z odroczonych rat kredytowych.

26% ankietowanych planuje przeznaczyć je na bieżące opłaty rachunków z tytułu prądu, gazu itd., co pozwoli im ograniczyć częściowo wzrost tych kosztów w wyniku wysokiej inflacji.

Inni potencjalni beneficjenci „wakacji” (25%) chcą je przeznaczyć na sfinansowanie bieżących wydatków na życie, takich jak zakupy żywności czy odzież.

A 16% kredytobiorców deklaruje, że przeznaczy środki zaoszczędzone wakacji kredytowych na spłatę innych posiadanych zobowiązań w bankach.

Z danych BIK wynika, że potencjalni beneficjenci wakacji kredytowych spłacili bankom w czerwcu tego roku 1,24 mld zł z tytułu posiadanych przez nich jeszcze innych zobowiązań niż tylko kredyt hipoteczny, np. kredytów ratalnych, kart kredytowych.

– Wykorzystanie pieniędzy z odroczonych rat kredytowych może w konsekwencji powodować spadek zainteresowania zaciąganiem nowych kredytów gotówkowych, zwłaszcza na niskie kwoty, do 5 tys. zł. Ich dynamika w I poł. 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu przed rokiem, była najwyższa ze wszystkich przedziałów kwotowych i wynosiła 15,7%. Podobna zależność może wystąpić w przypadku spłaty pożyczek ze środków z „wakacji”. Ponieważ kredytobiorcy mieszkaniowi także posiadają pożyczki z firm pozabankowych, to z pomocą odroczonej raty na spłatę hipoteki mogą ją przeznaczyć na spłatę pożyczek – wyjaśnia główny analityk BIK.

Źródło: Badanie opinii na zlecenie BIK, pt. Zobowiązania kredytowe Polaków, zrealizowane przez Quality Watch, na grupie 18+, N-1059, 18 lipca 2022 r.

Co pokazały raporty spółek technologicznych?

Bieżący tydzień upłynął pod znakiem wielkiej technologicznej niewiadomej zza oceanu. Po bardzo słabych wynikach Snapa i panicznej wyprzedaży Inwestorzy zadawali sobie pytanie, czy wyniki okresowe BigTechowych gigantów potwierdzają obawy rynku o zbliżające się spowolnienie gospodarcze. Okazało się, że przynajmniej na razie, AAA (Alphabet, Amazon i Apple) oraz Microsoft pokazały wyniki na stosunkowo zadowalającym poziomie. W przeciwieństwie do Meta Platforms (czyli Facebook).

Reklama dźwignią handlu … na Wall Street

Wyniki spółek typu Alphabet (Google) czy Meta Platforms (Facebook) są w dużej mierze uzależnione od przychodów z reklam, na które wpływ ma z kolei sytuacja gospodarcza. Jak pokazał przykład pandemii, w trudniejszych gospodarczo czasach wydatki na marketing są ograniczane przez firmy w pierwszej kolejności. W efekcie na Wall Street było dość nerwowo w okresie obejmującym publikację wyników finansowych powyższych spółek. Jak się później okazało, mieli rację w 50%.

Inwestorzy zareagowali ze spokojem na wyniki okresowe Alphabet pomimo tego, iż okazały się słabsze od oczekiwań, zarówno pod kątem przychodów jak i zysków. Zachowanie inwestorów można tłumaczyć w miarę zgodnymi z oczekiwaniami przychodami z reklam na YouTube oraz lepszymi od oczekiwań przychodami z wyszukiwarki Google. Solidne przychody zmniejszyły obawy o wpływ obecnej sytuacji makro na biznes reklamodawcy.

Po drugiej stronie “reklamowej barykady” jest Meta Platforms, czyli Facebook. Spółka próbuje przejść głęboką i kosztowną transformację od lidera platform społecznościowych do firmy koncentrującej się na doświadczeniach technologii VR/AR w ramach trendu Metaverse. Wyniki spółki potwierdziły, że sektor cyfrowej reklamy przeżywa spowolnienie, z którym spółka nie potrafi sobie poradzić równie skutecznie, jak robi to Alphabet. Otoczenie rosnących stóp procentowych i inflacji zmusza firmy do ograniczania skali wydatków na czym cierpi model biznesowy Meta Platforms. Spółka poinformowała, że średnia cena za reklamę spadła o 14% w ciągu roku. Dodatkowo funkcja prywatności w iOS uniemożliwia aplikacjom Meta Platforms dokładne monitorowanie aktywności w aplikacjach i internecie, co komplikuje zdolność firmy do zapewnienia reklamodawcom danych na temat zachowań użytkowników.

Usługi w chmurze szansą dla producentów komputerów osobistych

Okazuje się, że w dobie spadającej sprzedaży komputerów osobistych szansą dla komputerowego giganta, jakim jest Microsoft w coraz większym stopniu stają się przychody uzyskiwane z usług w chmurze. Ma to szczególne znaczenie dla spółki, ponieważ sprzedaż komputerów osobistych wzrosła jedynie o 2,0% do 14,4 mld USD, poniżej szacunków rynkowych wynoszących 14,7 mld USD. Głównym odpowiedzialnym za zaistniałą sytuację jest rynek Chiński i przestoje produkcyjne, które trwały do ​​maja. Ponownie rosnąca liczba zachorowań na COVID-19 zdaje się być znaczącym czynnikiem ryzyka w kontekście możliwego ponownego wystąpienia lockdownów i związanym z nich zakłóceniem lub przerwaniem łańcuchów dostaw. Tempo wzrostu usług chmurowych Azure spadło do 40% z 46% w poprzednim kwartale i poniżej szacunków na poziomie 43,1%, ze względu na wolniejszy wzrost zużycia usług, takich jak zasoby obliczeniowe i magazynowe, według CFO Amy Hood. Z drugiej strony, prezes Nadella powiedziała, że liczba transakcji o wartości ponad 100 mln USD i ponad 1 mld USD znacznie wzrosła w IV kwartale. Pomimo faktu, iż dane dotyczące chmury nieco rozczarowały,to przychody z Azure i innych usług w tym segmencie wzrosły o 40% r/r, co jest pozytywnym sygnałem. Widać, iż  pomimo trudnego otoczenia gospodarczego popyt ze strony firm pozostaje silny, co z kolei powinno pomóc producentom sprzętu IT przejść przez oczekiwaną recesję.

Jak się okazuje, usługi w chmurze mogą być w trudniejszych czasach szansą nie tylko dla producentów komputerów ale również dla branży handlowej. Pogorszenie perspektyw makro i rosnąca inflacji nie zniechęciły konsumentów do zakupów, a przynajmniej na to wskazują wyniki Amazona. Spółka odnotowała wzrost przychodów o 7% r/r w II kw. 2022 roku, który był nieco słabszy od wzrostu sprzedaży detalicznej w całej gospodarce USA (ok. 8% r/r w II kw. 2022 r.). Niemniej spółka pozostaje optymistycznie nastawiona na przyszłość z prognozą 17% wzrostu w III kw. 2022 roku i zapowiedzią dalszych postępów w redukcji kosztów. To z kolei powinno się korzystnie przełożyć na marże i zyski. Konieczność redukcji kosztów jest coraz częściej podnoszona przez detalistów w obliczu spadku siły konsumenta. Amazon konsekwentnie rozwija biznes w chmurze (AWS) i umacnia się na tym polu. Przychody AWS wzrosły w II kw. 2022 roku o 33% r/r, a udział Amazona w rynku infrastruktury w chmurze wzrósł do ok. jednej trzeciej całego rynku. Nacisk Amazona na chmurę nie powinien dziwić – ten biznes ma znacznie wyższe marże niż handel detaliczny. W II kw. 2022 roku marża operacyjna segmencie AWS wyniosła blisko 41%! Co prawda, Amazon odnotował stratę w II kwartale na poziomie 2 mld USD, jednak wynikało to przede wszystkim ze zrealizowania straty na inwestycji w spółkę Rivian, która wyniosła w tym kwartale 3,9 mld USD (i ponad 11 mld USD od początku roku).

iPhone wiecznie żywy

Pomimo pojawiających się w internecie głosów, że kolejne wersje iPhone’ów są starym modelem w nowym opakowaniu i lekko zmienionym designem, sprzedaż “smartfonów z jabłuszkiem” cały czas ma się dobrze. Przychody ze sprzedaży iPhone’ów wyniosły 40,7 mld USD wobec 38,9 mld USD oczekiwanych przez rynek. Mimo rekordowych przychodów zysk netto spółki spadł jednak o blisko 10,5% r/r. Raport pokazał, że popyt na produkty firmy pozostaje bardzo wysoki mimo rekordowej inflacji i wynikających z niej ‘cięć budżetów’ gospodarstw domowych.  Apple zamierza jesienią zaprezentować nowe modele: iPhone 14 oraz SmartWatch Series 8, które mogą poprawić sprzedaż w IV kwartale roku i w znaczący sposób wpłynąć na wyniki w I kw. 2023. W przyszłym roku Apple zamierza zadebiutować również na rynku AR/VR poprzez nowy projekt zestawu słuchawkowego – produkt stać się bazą do budowy znacznej ilości usług i produktów przez firmę w ramach trendu ‘Metaverse’. Pomimo tego, że Apple nie pokazał wyników, które by w znacznym stopniu przewyższały prognozy analityków to rynek odebrał raport spółki bardzo pozytywnie. Zgodne z oczekiwaniami przychody i nieco wyższy zysk od prognoz pokazały, że rynek dobrze szacuje wpływ obecny problemów w łańcuchach dostaw. Prezes Apple’a Tim Cook powiedział, że spółka widzi poprawę w Chinach w tej kwestii, co można uznać za absolutnie kluczowe dla spółki. Dlaczego? III i IV kwartał roku kalendarzowego jest sezonowo najlepszy dla Apple, tak więc mniejsze problemy po stronie podażowej redukują ryzyko, że spółka nie będzie w stanie zaspokoić popytu na swoje produkty w drugiej połowie roku.

Przeciętnie, ale stabilnie

Pomimo tego, że BigTechy nie zaskoczyły spektakularnymi wynikami i widać po nich pierwsze oznaki nadchodzącego spowolnienia gospodarczego, technologiczna “Stara Gwardia” póki co trzyma się dobrze. Zdaje się, że przynajmniej na razie nie należy spodziewać się drastycznego spadku przychodów głównych spółek z sektora BigTech, co krótkoterminowo może uspokoić nastroje i sprzyjać odbiciu na NASDAQ, trwającemu od po połowy maja.

Autor: Dział Analiz XTB

Przeniesienie działalności maklerskiej do Banku Millennium

29 lipca 2022 r. Bank Millennium dokonał integracji usług maklerskich z usługami bankowymi w ramach wyodrębnionej jednostki Banku pod nazwą Biuro Maklerskie Banku Millennium, które podlega członkowi Zarządu Banku odpowiedzialnemu za bankowość korporacyjną. Planowany od 2021 roku podział Millennium Domu Maklerskiego na dwie części w wyniku czego Bank przejął działalność maklerską, został zarejestrowany przez właściwy sąd rejestrowy w dniu 29 lipca 2022 r.

– Przeniesienie działalności maklerskiej do Banku stwarza jeszcze większe możliwości rozwijania tych usług, zwłaszcza w zakresie digitalizacji. Celem Biura Maklerskiego będzie nadal dostarczanie najwyższej jakości kompleksowych usług w zakresie obsługi transakcji na rynku kapitałowym, doradztwa inwestycyjnego, analiz inwestycyjnych i finansowych, a także inwestowania w akcje, derywaty i obligacje. Dzięki integracji Bank zaoferuje klientom spójną ofertę usług bankowych i maklerskich świadczonych w jednej instytucji – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

Bank Millennium jako następca prawny wstąpił we wszystkie prawa i obowiązki Millennium Domu Maklerskiego, w tym prawa i obowiązki wynikające z umów zawartych z klientami. Dzięki temu klienci nie będą zobowiązani do podpisywania jakichkolwiek aneksów do obowiązujących umów. Szczegółowe informacje dotyczące zmian organizacyjnych i prawnych związanych z przejęciem działalności maklerskiej przez Bank umieszczone zostały na stronie internetowej https://www.bankmillennium.pl/plan_podzialu_MDM.

Zmiana właścicielska nie wymaga od dotychczasowych klientów Domu Maklerskiego ani klientów Banku Millennium żadnych dodatkowych działań. Wszystkie umowy pozostaną bez zmian.

GO Sport – pierwsza upadłość podmiotu dotkniętego sankcjami

W dniu 29 lipca br. warszawski sąd upadłościowy ogłosił upadłość znanej sieci sklepów GO Sport Polska („GO Sport”) i do pełnienia funkcji syndyka wyznaczył spółkę Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja S.A. („ZFR”). Upadłość GO Sport jako podmiotu kontrolowanego przez Rosjan, jest konsekwencją wpisania tej spółki na listę podmiotów objętych sankcjami w związku z agresją Rosji na Ukrainę. Z chwilą objęcia spółki sankcjami z dnia na dzień doszło do zamrożenia wszelkich jej aktywów, w tym całkowitego zamknięcia sklepów. To spowodowało utratę płynności, a w konsekwencji zarząd złożył wniosek upadłościowy.

Jak wyjaśnia Bartosz Sierakowski, doradca restrukturyzacyjny i wiceprezes zarządu ZFR – upadłość podmiotu wpisanego na listę sankcyjną jest dużym wyzwaniem prawnym i logistycznym zarówno dla syndyka, jak i samego sądu. Przede wszystkim już na samym początku postępowania zachodziła wątpliwość czy sąd w ogóle może ogłosić upadłość, skoro wszelki majątek spółki uległ zamrożeniu, czyli zakazane jest korzystanie z niego przez kogokolwiek. Wyjątki od tej zasady podlegają ścisłej kontroli państwa i zawsze muszą wynikać z decyzji Szefa Krajowej Administracji Skarbowej („Szef KAS”). Pojawia więc się pytanie czy syndyk w ogóle może sprzedawać zamrożone aktywa. W ocenie Sierakowskiego, przeszkód do ogłoszenia upadłości i sprzedaży majątku GO Sport nie ma, co właśnie potwierdził sąd. Wprawdzie ogłoszenie upadłości nie powoduje odmrożenia majątku, ale zarazem nie jest przeszkodą do przeprowadzenia likwidacji. Szkopuł tkwi w tym, że będzie to postępowanie bardzo nietypowe, ponieważ z jednej strony trzeba pogodzić międzynarodowy cel publiczny, czyli niedopuszczenie do wydania chociażby złotówki Rosjanom, a z drugiej strony cel upadłościowy – czyli zaspokojenie wierzycieli GO Sport na najwyższym możliwym poziomie. Przy tym dodać trzeba, że mowa tu tylko o takich wierzycielach, którzy nie są powiązani z Rosją. Ci ostatni na zaspokojenie swoich wierzytelności liczyć nie mogą.

Ta nietypowość postępowania upadłościowego polegać będzie także na tym, że wiodącej roli w toku postępowania nie będzie pełnił tradycyjny duet każdej upadłości, czyli „syndyk i sędzia-komisarz”, lecz Szef KAS. Syndyk, by móc dokonać sprzedaży majątku czy pokryć bieżące koszty, jak chociażby koszt zabezpieczenia i inwentaryzacji majątku GO Sport, będzie musiał uzyskać zgodę Szefa KAS, nawet jeżeli prawo upadłościowe w danej sytuacji przewiduje tylko zgodę sędziego-komisarza czy też autonomię syndyka. Pojawia więc się swoisty trzeci organ postępowania upadłościowego, czyli Szef KAS.

Warto również wspomnieć, że w postępowaniu upadłościowych podmiotu objętego sankcjami zakazane jest zaspokojenie nie tylko właścicieli GO SORT, ale jakichkolwiek podmiotów wpisanych na listę sankcyjną lub powiązanych z osobami objętymi sankcjami. I tu znowu pojawia się nietypowość postępowania – syndyk nie będzie mógł takich roszczeń uznać jako podlegających zaspokojeniu. To z kolei oznacza, że kluczowy dla każdego postępowania upadłościowego dokument, jakim jest plan podziału funduszów masy upadłości, będzie podlegał nie tylko zatwierdzeniu przez sędziego-komisarza, ale i ocenie Szefa KAS. Rolą tego ostatniego będzie wyrażenie zgody na wykonanie planu podziału.

Jak wspomniano, upadłość GO SPORT to także nie małe wyzwanie logistyczne. Rolą syndyka będzie zinwentaryzować i oszacować cały majątek pod kątem przyszłej sprzedaży. Tymczasem majątek ten jest nadal zamrożony i znajduje się w poszczególnych punktach w galeriach handlowych rozproszonych na obszarze całej Polski, skąd – bez ryzyka naruszenia sankcji – nie można go zabierać. Syndyk więc będzie potrzebował zgody Szefa KAS na relokację całego towaru oraz na zawarcie nowych umów najmu, przewozu itp., tak by proces inwentaryzacji i zabezpieczenia przeprowadzić zgodnie z prawem. Jak więc widać, będzie to upadłość wymagające ścisłej kooperacji na linii – syndyk – Szef KAS oraz sędzia-komisarz.

Więcej informacji udzieli: Bartosz Sierakowski, Doradca restrukturyzacyjny, Wiceprezes zarządu Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja SA

EDPR nabywa platformę rozwoju fotowoltaiki w Niemczech

Firma informuje, że osiągnęła porozumienie w sprawie nabycia 70% udziałów w Kronos Solar Projects GmbH.

Transakcja ta umożliwia EDPR wejście na rynek niemiecki i holenderski, które mają niezwykle ambitne cele w zakresie odnawialnych źródeł energii.

EDP ​​Renewables (Euronext: EDPR), czwarty co do wielkości producent energii odnawialnej na świecie, osiągnął porozumienie w sprawie nabycia 70% udziałów w Kronos Solar Projects GmbH („Kronos”), firmie zajmującej się rozwojem technologii fotowoltaicznej z siedzibą w Niemczech. Kronos jest obecnie w całości własnością jej założycieli, którzy zachowają 30% udziałów w firmie i nadal będą zaangażowani w codzienne zarządzanie.

Kronos posiada zespół ekspertów ze specjalistyczną wiedzą opartą na osiągnięciu ponad 1,4 GW mocy z energii słonecznej poprzez 80 pomyślnie oddanych projektów i dodatkowo portfel 9,4 GW (7,5 GWac) projektów fotowoltaicznych na różnych etapach rozwoju w Niemczech (4,5 GW ), Francji (2,7 GW), Holandii (1,2 GW) i Wielkiej Brytanii (0,9 GW). Z całkowitej liczby projektów w fazie rozwoju 9,4 GW – 0,2 GW jest gotowych do postawienia.

EDPR nabywa 70% Kronos za cenę 250 mln euro zapłaconą w momencie zamknięcia transakcji plus succes fee, która ma zostać wypłacona sprzedawcom firmy w latach 2023-28, w zależności od mocy z fotowoltaiki dostarczonej przez zespół Kronos. Transakcja obejmuje również opcje kupna/sprzedaży pozostałych 30% udziałów mniejszościowych, możliwe do wykonania od 2028 r., z ceną wykonania związaną ze stanem projektów OZE realizowanych przez Kronos w tym roku.

To przejęcie umożliwia EDPR wejście do Niemiec i Holandii, które czerpią z rozwoju energii odnawialnej, biorąc pod uwagę rosnące znaczenie bezpieczeństwa jej dostaw i niezależnoś energetyczną. Niemcy, które są rodzimym rynkiem Kronos, stanowią blisko 50% nabytego portfela rozwoju energii solarnej, a rząd ogłosił niedawno „Pakiet Wielkanocny”, który wyróżnia się ambitnymi celami w zakresie zwiększenia mocy odnawialnych źródeł energii: do 360 GW mocy zainstalowanej do 2030 roku. Aby osiągnąć ten cel, Niemcy zobowiązały się do zainstalowania 155 GW mocy fotowoltaicznej, co stanowi blisko 40% oczekiwanego przyrostu energii ze słońca w UE i czyni je jednym z największych i najszybciej rozwijających się rynków energii słonecznej na świecie. Dzięki tej transakcji EDPR rozszerza swoją obecność na 12 rynkach w Europie, które ogółem stanowią ponad 90% oczekiwanych przyrostów mocy wyprodukowanych z fotowoltaiki w UE do 2030 r.

Według Miguela Stilwell d’Andrade, dyrektora generalnego EDP: „Jesteśmy bardzo zadowoleni z osiągnięcia porozumienia z Kronos, które pozwoli nam rozpocząć naszą działalność w Niemczech i Holandii: dwóch rynkach o wysokim potencjale dla energii odnawialnej oraz wzmocnić naszą pozycję we Francji i Wielkiej Brytanii. Mamy duże oczekiwania w szczególności w odniesieniu do Niemiec, ponieważ jest to kluczowy rynek w Europie z tak ambitnymi celami rozwoju odnawialnych źródeł energii. Dzięki temu EDP jeszcze bardziej pogłębia swoją rolę w segmencie energii słonecznej i naszego zaangażowania w przyspieszenie transformacji energetycznej”.

Co więcej, wejście na te nowe rynki stwarza możliwości ekspansji nie tylko w dziedzinie energii solarnej, ale także innych technologii, a mianowicie hybrydyzacji energii wiatrowej przez łączenie z energią solarną czy wodorową.

Transakcja podlega przepisom właściwym i innym warunkom zawieszającym dla danego rynku.

Polski Ład: kolejne problemy z wyliczeniem podstawy składki zdrowotnej

Nowelizacja przepisów Polskiego Ładu, która zaczęła obowiązywać od 1 lipca 2022 roku, daje podatnikom rozliczającym się na ryczałcie możliwość zmiany formy opodatkowania na zasady ogólne już od połowy tego roku. Odpowiedniego wpisu do CEIDG należy dokonać do 22 sierpnia. W tym przypadku pojawia się jednak ważne pytanie: jak obliczyć składkę zdrowotną za pierwsze półrocze.

Na zdrowy rozum można by było wskazać, że w tym wypadku podstawą składki zdrowotnej będzie przychód osiągnięty w pierwszej połowie roku. Jednak mamy tu problem, który wynika z zapisów ustawy nowelizującej Polski Ład. Są one bowiem skonstruowane w taki sposób, że jeśli ryczałtowcy zmienią w połowie roku formę opodatkowania na skalę podatkową, to nie będzie można wyliczyć wartości składki zdrowotnej za pierwsze półrocze, rozliczane jeszcze metodą podatku zryczałtowanego. Ustawa mówi bowiem, że podstawę wyliczenia składki zdrowotnej stanowi przychód z całego roku.

Jak to wpłynie na wysokość składki zdrowotnej? Jeśli pod uwagę brane byłoby tylko pierwsze półrocze, a podatnik rozliczający się w tym czasie na ryczałcie osiągnąłby przychód w wysokości np. 55 000 zł, to musiałby zapłacić składkę zdrowotną za ten okres w wysokości 335,94 zł miesięcznie.

Skoro jednak podstawą wyliczenia składki ma być przychód z całego roku, to w przypadku takiego podatnika należałoby zsumować przychody z pierwszego półrocza rozliczanego ryczałtem oraz drugiego – rozliczanego na zasadach ogólnych. Gdyby więc w drugim półroczu osiągnął również przychody w wysokości 55 000 zł, to łączny przychód wyniósłby 110 000 zł, przekraczając drugi próg wyliczania składki zdrowotnej. Wówczas miesięcznie wyniosłaby ona 559,89 zł, a więc o 223,95 zł więcej.

Różnica jest więc znaczna. Do właściwej interpretacji przepisów na pewno potrzebne będzie stanowisko Ministerstwa Finansów, w którym zostanie wyjaśnione, jak należy ustalać podstawę składki zdrowotnej za pierwsze półrocze rozliczane na ryczałcie. Ministerstwo powinno wyjaśnić, czy dla tego celu należy zsumować przychody z obu półroczy. Taki scenariusz byłby niekorzystny dla wielu przedsiębiorców i mógłby spowodować, że zmiana formy opodatkowania okaże się dla nich niekorzystna.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Słabsze dane z USA

Za Oceanem mamy właśnie drugi kwartał spadku PKB z rzędu. Po raz kolejny okazuje się, że kiedy mamy spowolnienie na rynku to najpierw widać je w USA. Zobaczymy czy znów to właśnie tam szybciej zacznie się odbicie.

Amerykańska gospodarka zwalnia

Wydawało się, że wiadomością tygodnia będzie decyzja FED. W mediach z pewnością tak było. Patrząc jednak na zachowanie rynków, można mieć wątpliwości czy przypadkiem nie były to wczorajsze dane o PKB. Amerykanie uwielbiają wskaźnik annualizowany, co powoduje, że dla czytelników przyzwyczajonych do standardowych danych pojawia się sporo zamieszania. Wskaźnik ten informuje nas, jak wyglądałby cały rok gdyby utrzymała się sytuacja z obecnego kwartału. Wskaźnik ten jednak obecnie jest ujemny, co pokazuje nam, że gospodarka drugi kwartał z rzędu się kurczy. Analitycy spodziewali się symbolicznego, ale jednak wzrostu. Do tego doszły dane z rynku pracy, który co prawda ma wynik lepszy niż tydzień temu, ale i tak wniosków o zasiłek dla bezrobotnych jest więcej niż oczekiwano. W rezultacie tych danych dolar znów traci względem euro. Ruch ten przekłada się na chwilę oddechu dla złotego.

Dane z Europy

Wraz ze słabszymi danymi zza Oceanu pojawiło się kilka korzystnych odczytów ze starego kontynentu. W Hiszpanii bezrobocie spadło mocniej niż oczekiwano. Wciąż jednak wynosi 12,5%. Kwartał temu było jednak o 1,1% wyższe. Najważniejszym odczytem była jednak inflacja w Niemczech, która spadła z 7,6% w zeszłym miesiącu do aktualnie 7,5% wg. wstępnych danych. Jeżeli odczyt ten się potwierdzi będzie to drugi z rzędu miesiąc spowolnienia wzrostu cen za Odrą. Dane te również miały korzystny wpływ na euro i tym samym złotego.

Problemy Kenii

O szylingu kenijskim piszemy tutaj mało, bo to nie jest przesadnie istotna waluta z perspektywy naszej części świata. Warto jednak jako ciekawostkę zwrócić uwagę na to co się dzieje właśnie w tym kraju. Żeby mieć lepszy pogląd na problem warto zwrócić uwagę, że szacuje się, że około 40% parlamentarzystów jest tam zamieszanych w pranie brudnych pieniędzy. Obecnie przed wyborami wydają oni te pieniądze w swoich okręgach, by przekupić wyborców. Już to wydaje się dziwne. Jeszcze dziwniejsze jest to, że skala tego procesu spowodowała brak niektórych nominałów banknotów w bankach. W tle mamy oczywiście problemy z inflacją, przy czym w Kenii najszybciej rosną ceny żywności będącej podstawowym wydatkiem dla najbiedniejszych obywateli.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wydatki Amerykanów,
15:45 – USA – indeks Chicago PMI,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wakacje kredytowe a działalność gospodarcza zarejestrowana w nieruchomości kupionej na cele mieszkaniowe. Rzecznik MŚP zwraca się do MF o udzielenie wyjaśnień

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz zwrócił się do Ministra Finansów o udzielenie wyjaśnień, czy z tzw. wakacji kredytowych będzie mógł skorzystać przedsiębiorca, który kupił mieszkanie lub dom w celach mieszkaniowych i ma zarejestrowaną działalność gospodarczą pod tym adresem

W związku z wejściem w życie przepisów dotyczących tzw. wakacji kredytowych, przewidzianych ustawą z dnia 7 lipca 2022 r. o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych i pomocy kredytobiorcom[1], oraz w nawiązaniu do pojawiających się wątpliwości w zakresie wykładni pojęcia konsumenta, zawartego w art. 73 przedmiotowej ustawy, zgodnie z którym na wniosek konsumenta kredytodawca zawiesza spłatę kredytu hipotecznego udzielonego w walucie polskiej, z wyłączeniem kredytów indeksowanych lub denominowanych do waluty innej niż waluta polska, Rzecznik MŚP zwrócił się do Ministra Finansów o udzielenie informacji i wyjaśnień w tej kwestii.

W rzeczonym wystąpieniu Rzecznik MŚP Adam Abramowicz podkreślił, że brzmienie przywołanego przepisu rodzi pytania, czy z tzw. wakacji kredytowych będzie mógł skorzystać przedsiębiorca, który zawarł umowę o kredyt hipoteczny w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych, a jednocześnie ma zarejestrowaną działalność gospodarczą pod tym adresem.

Ponadto, należy podkreślić, że przedsiębiorcy z sektora MŚP także powinni mieć tzw. wakacje kredytowe, bo tak samo w nich uderza wzrost oprocentowania kredytów.

[1] Dz.U. z 2022 r. poz. 1488.

Zaliczki na PIT komplementariusza w spółce komandytowej

Zaliczki na podatek dochodowy od przychodu komplementariusza z tytułu udziału w zyskach spółki komandytowej.

Czy po zmianach Polskiego Ładu spółka komandytowa musi pobierać w trakcie roku obrotowego zaliczki na PIT przy wypłacie komplementariuszowi zaliczek na poczet jego udziału w zyskach, jeśli nie jest jeszcze znana kwota zobowiązania podatkowego spółki? Sądy twierdzą, że nie. Skarbówka rozumie przepisy inaczej.

Spółka komandytowa i wypłata zaliczek zysku na rzecz komplementariusza

Polska spółka komandytowa z branży finansowo-usługowej ma jedynego komplementariusza. Na mocy nowelizacji przepisów od 1 maja 2021 r. stała się podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych. Uzyskując przychód z prowadzonej działalności gospodarczej rozdziela go między wspólników, także w postaci zaliczek na poczet zysku. Spółka wystąpiła do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy w obliczu nowych przepisów, przy wypłacie wspomnianych zaliczek na poczet zysku komplementariuszowi będzie zobowiązana do poboru zaliczek na PIT w momencie, gdy nie jest jeszcze znana kwota jej zobowiązania podatkowego z tytułu CIT.

Najpierw ustalenie podatku spółki, dopiero potem komplementariusza

Spółka była przekonana, że w świetle nowych przepisów nie będzie zobligowana do potrącania tych zaliczek. Dlaczego? Po uczynieniu spółek komandytowych podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych, w pierwszej kolejności spółka, jako płatnik, powinna obliczyć 19% zryczałtowanego podatku dochodowego, który pomniejszy później o kwotę stanowiącą iloczyn procentowego udziału komplementariusza w zysku spółki i podatku od dochodu tej spółki, obliczonego zgodnie z art. 19 ustawy o CIT, za rok podatkowy, w którym przychód z tytułu udziału w zysku został uzyskany, jednak nie dłużej niż przez 5 kolejnych lat podatkowych, licząc od końca roku podatkowego następującego po roku, w którym zysk został osiągnięty.

Stanowisko spółki poparte linią orzeczniczą sądów

Spółka na wzmocnienie swojego stanowiska przywołała liczne orzeczenia sądów administracyjnych, w tym NSA, który w wyroku z 3 grudnia 2020 r. podkreślił, że do wyliczenia podatku dochodowego należnego od komplementariusza konieczne jest najpierw ustalenie wysokości tego podatku należnego od spółki komandytowo-akcyjnej. Dlatego też, wypłacając swoim komplementariuszom zaliczki na poczet zysku w trakcie roku podatkowego, spółka ta nie ma obowiązku pobierać zryczałtowanego podatku dochodowego (sygn. akt II FSK 2048/18). Analogiczne werdykty zapadły w czterech orzeczeniach Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z 13 lipca 2021 r., pod sygnaturami akt: I SA/Kr 792/21, I SA/Kr 793/21, I SA/Kr 794/21, I SA/Kr 795/21 oraz WSA w Gdańsku z 10 listopada 2021 r. o sygn. akt I SA/Gd 1126/21. W tym ostatnim wyroku, gdański sąd potwierdził, że taka metoda rozliczeń odpowiada zamiarowi projektodawcy, dążącego do wyeliminowania podwójnego opodatkowania zysku komplementariusza spółki komandytowej. Odnośnie zaliczkowej wypłaty zysku komplementariuszowi, nie został ustanowiony obowiązek pobierania przez spółkę zaliczek na podatek.

Rozumienie przepisów wydawało się więc proste. Skoro celem zmian było objęcie polskich spółek komandytowych podatkiem dochodowym od osób prawnych, co sprawiło, że wypracowany przez spółkę dochód jest opodatkowywany na dwóch poziomach: spółki i osobno jej wspólników w momencie wypłaty zysku, to by móc określić wysokość opodatkowania tych drugich, najpierw należy ustalić dochód spółki. Aby więc spółka jako płatnik mogła pobrać od komplementariusza zaliczkę na PIT z tytułu jego udziału w zyskach spółki, a zysk ten zależny jest od zysku wypracowanego przez spółkę, to najpierw musi poznać dochód i CIT należny od spółki. Potwierdził to w przywołanym wyżej wyroku NSA, stwierdzając, że zobowiązanie podatkowe po stronie komplementariusza powstaje dopiero w chwili, gdy istnieje możliwość obliczenia dochodu spółki komandytowej, a więc dopiero po zakończeniu roku obrotowego.

Organ stwierdził, że stanowisko spółki jest nieprawidłowe

Odmienne stanowisko zaprezentowały organy podatkowe w interpretacji indywidulnej z 16 maja 2022 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko spółki za nieprawidłowe. W jego opinii nic nie stoi na przeszkodzie, aby spółka, jako płatnik pobierała podatek według stawki 19% od wypłacanych zaliczek na rzecz komplementariusza z tytułu jego udziału w zysku i to bez pomniejszeń. Przy czym, niejako na pocieszenie, Dyrektor KIS stwierdził: „Brak podstaw do uwzględnienia kwoty pomniejszenia przez płatnika nie oznacza, że podatnik nie będzie miał możliwości skorzystania z omawianego uprawnienia (…) podatnikowi przysługuje prawo do wystąpienia do organu podatkowego z wnioskiem o stwierdzenie nadpłaty w zryczałtowanym podatku dochodowym od osób fizycznych pobranym przez płatnika od przychodów z tytułu wypłaconych przez spółkę komandytową zaliczki na poczet wypłaty zysku” (sygn. interpretacji: 0113-KDIPT2-3.4011.176.2022.1.RR, pisownia oryg. – przyp. red.). Jest to jedynie kolejny przykład no to, jak proste przepisy można skomplikować do granic absurdu, wrzucając podatnika w dodatkową procedurę postępowania o stwierdzenie nadpłaty.

Dyrektor KIS odniósł się również do przywołanych przez podatnika wyroków sądów wskazując, że nie ma możliwości zastosowania ich wprost z tego powodu, że nie stanowią one materialnego prawa podatkowego. Stoi to jednak w sprzeczności z ogólną zasadą wydawania interpretacji z art. 14a Ordynacji podatkowej, z której wynika, że minister właściwy ds. finansów publicznych dąży do zapewnienia jednolitego stosowania przepisów prawa podatkowego przez organy podatkowe dokonując ich interpretacji z urzędu lub na wniosek, m.in. przy uwzględnieniu orzecznictwa sądów. Zasada ta dotyczy wydawania interpretacji ogólnych, ale trudno sobie wyobrazić, aby nie obowiązywała przy wydawaniu interpretacji indywidualnych.

Podsumowanie

Niekorzystna interpretacja organu nie oznacza dla spółki ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy. Przedsiębiorca powołując się na ugruntowaną linię orzeczniczą sądów administracyjnych ma dużą szansę obronić swoje stanowisko przed sądem, zwłaszcza, że celem ustawodawcy było de facto zapobiegnięcie sytuacjom podwójnego opodatkowania zysku komplementariusza spółki komandytowej.

Autor: Robert Nogacki właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Inflacja w Polsce zbiera siły przed dalszym wzrostem

Po kilku miesiącach silnych wzrostów, inflacja po raz pierwszy wyhamowała. Szybki szacunek GUS wskazuje, że w lipcu inflacja wyniosła 15,5 proc. czyli dokładnie tyle samo co w czerwcu. To jednak nie oznacza zmiany trendu, a inflacja może dalej rosnąć.

Szybki szacunek GUS wskazuje, że inflacja w lipcu wyniosła tyle samo co w czerwcu – czyli 15,5 proc. r/r. To pierwszy miesiąc bez wzrostu inflacji od lutego. Nie jest to duże zaskoczenie, bo część analityków przewidywała spadek inflacji w lipcu. Za wyhamowanie wzrostu inflacji opowiadają m.in. spadki cen benzyny. Wzrastały natomiast ceny innych nośników energii, w tym węgla. Wzrost w lipcu po raz kolejny odnotował także ceny żywności.

Obecny odczyt nie oznacza, że mamy już za sobą szczyt inflacji. Ten jest jeszcze przed nami, a najwyższy poziom osiągnie ona w I kwartale 2023 roku i może przekroczyć nawet 20 proc. Ostateczna jego wysokość zależy w dużej mierze od czynników zewnętrznych, z których najważniejszym pozostają ceny energii na świecie. Na ten moment, jest to też obszar największej niepewności związanej z prognozowaniem inflacji.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Ailleron i ArangoDB będą rozwijać produkty i usługi związane z AI Banking

Ailleron oraz ArangoDB łączą siły, aby zrewolucjonizować rynek rozwiązań IT dla sektora finansowego. 

Ta współpraca pozwoli na integrację grafowej bazy danych ArangoDB z rozwiązaniami tworzonymi dla banków i sektora finansowego przez Ailleron. Dodatkowo, Ailleron wykorzysta grafową strukturę danych ArangoDB w swoim rozwiązaniu AI Banking i zwiększy jakość modeli machine learningowych oferowanych branży finansowej głównie w Europie i Azji.

To partnerstwo wiążę się z szerszym spojrzeniem na cyfrową transformację, zapotrzebowaniem rynku na grafowe bazy danych oraz wsparciem naszych klientów w kontrolowaniu różnych danych i zrozumieniu relacji między nimi.

„ArangoDB zapewnia grafowy model danych w ramach wielu innych modeli przechowywania danych. Dzięki tej technologii możemy w Ailleron rozwijać produkty i usługi związane z AI Banking takie jak Data Platform, modele Machine Learning, zarządzanie finansami osobistymi klientów banków i tzw. 360stopniowe spojrzenie na doświadczenia klienta instytucji finansowej. To pozwala na zidentyfikowanie najistotniejszych punktów styku między danymi pozyskanymi z różnych źródeł czy kanałów komunikacji oraz projektowanie rozwiązań dostosowanych do możliwości i oczekiwań naszych klientów. Mistrzostwo w zarządzaniu danymi daje przewagę naszym partnerom biznesowym, aby mogli stać się instytucjami pierwszego wyboru dla klientów szukających innowacyjnych produktów i rozwiązań finansowych przyszłości” – wyjaśnia Maciej Kasprzak, General Manager Ailleron.

Komercjalizacja i rozwój podejścia opartego na wielu modelach danych oraz skalowalnej analityce grafowej pozwoli instytucjom finansowym, w tym bankom, na wykorzystanie zaawansowanej analityki i uczenia maszynowego w czasie rzeczywistym do obsługi, pozyskiwania i utrzymywania klientów.

„Doświadczenie w branży bankowej i solidne kompetencje w zakresie produktów AI sprawiają, że Ailleron jest godnym zaufania partnerem w zakresie oprogramowania. Jesteśmy dumni, że możemy ogłosić współpracę z Ailleron, w roli integratora technicznych rozwiązań ArangoDB w sektorze finansowym” – stwierdził Frank Swain, Chief Revenue Officer w ArangoDB.

ArangoDB oferuje technologię natywnej, wielomodelowej bazy danych typu open-source dla złożonych operacji uczenia maszynowego. Ailleron zintegrował tę technologię z AI Banking, tworząc innowacyjne i kompleksowe rozwiązanie, które pomaga bankom komunikować się z klientami oraz płynnie i efektywnie zwiększać ich zaangażowanie w kanałach cyfrowych.

„Nasi klienci wymagają wysokodostępnych i wydajnych rozwiązań klasy AI. Dlatego, aby zapewnić im najnowocześniejsze oprogramowanie, wybraliśmy unikalną bazę danych ArangoDB, która jest w stanie wytrzymać każde obciążenie. Technologia ta pozwala nam zmniejszyć nakłady na rozwój i umożliwia elastyczne modelowanie danych od momentu ich importu. Dodatkowo, technologia ArangoDB pozwala na szybki rozwój i łatwe skalowanie, co jest ogromną zaletą dla naszych klientów z branży bankowej” – podkreśla Maciej Kasprzak.

Tandem zasobów oraz wiedzy Ailleron i technologii ArangoDB sprawia, że wdrażanie rozwiązań end-to-end dla banków jest szybsze niż kiedykolwiek. Ponadto, Ailleron może dostosować technologię ArangoDB i specyficzne modele uczenia maszynowego do istniejącej architektury oprogramowania swoich partnerów biznesowych.

Ailleron dostarcza innowacyjne rozwiązania i świadczy usługi technologiczne dla branży finansowej: banków, firm leasingowych i branży fintech.  Spółka jest notowana na GPW od 2011 r., a grupa Ailleron obsługuje ponad 160 firm w ponad 40 krajach.

ArangoDB to najwyżej oceniana grafowa baza danych, z ponad 12 000 obserwatorami na GitHub. Opiera się na koncepcji „graph and beyond”. Technologia ta służy jako skalowalny szkielet do analizy grafów i złożonych architektur danych w wielu branżach. Założona w 2015 roku ArangoDB Inc. jest prywatną firmą wspieraną przez Bow Capital, Iris Capital, New Forge i Target Partners. Jej siedziby znajdują się w San Francisco i Kolonii w Niemczech, z biurami i pracownikami na całym świecie.

Złe dane to dobre dane dla Wall Street, dolar traci

Na rynek ponownie wraca zasada, że złe dane makro to dobre dane dla Wall Street. Wczoraj poznaliśmy pierwszy szacunek PKB USA za drugi kwartał. Gospodarka skurczyła się o 0,9 proc. kw/kw w ujęciu rocznym. Na te informacja indeksy giełdowe urosły. Nasdaq zyskał blisko 1,1 proc., SP500 lekko ponad 1,2 proc. a Dow Jones zamknął dzień z wynikiem +1,03 proc. Gorsze dane zaczynają powodować, że rynki zaczynają wyceniać nieco łagodniejszą ścieżkę podwyżek przez Fed ale również zakładają, że w 2023 roku świat zobaczy już pierwsze obniżki kosztu pieniądza.

W drugim kwartale gospodarka USA skurczyła się o 0,9% po spadku o 1,6 proc. w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Dane były znacznie gorsze od konsensusu oczekiwań (+0,5 proc.). Tło gospodarcze USA uległo w tym roku znacznemu pogorszeniu. Wysoka inflacja zmniejsza siłę nabywczą konsumentów, niedobory materiałów i siły roboczej spowalniają produkcję, wyższe stopy procentowe obciążają inwestycje, a polityka fiskalna zakończyła programy pomocowe wprowadzone z powodu pandemii. W związku z tym, słabość gospodarcza dotyczy prawie wszystkich składników PKB. Konsumpcja prywatna wzrosła o jedyne 1 proc. Był to jednak najmniejszy dodatni wynik w obecnym ożywieniu pandemicznym. Budownictwo mieszkaniowe ucierpiało z powodu rosnących stóp. Ponadto zapasy były uzupełniane w niższym tempie niż w poprzednim kwartale, co obniżyło wzrost PKB o 2 punkty procentowe.

Dzisiejsze dane spełniają definicję technicznej recesji szeroko stosowaną na rynkach finansowych, czyli spadek realnego PKB w dwóch kolejnych kwartałach.

Wygląda na to, że złe wiadomości z gospodarki oznaczają dobre wiadomości dla akcji, ponieważ oczekuje się, że Fed ograniczy liczbę podwyżek stóp procentowych w przyszłości. Pozytywne wyniki dwóch głównych spółek technologicznych (Amazon, Apple) również uspokoiły nastroje inwestorów. Dziś poznamy dane na temat wydatków Amerykanów (14:30). Istotna będzie miara inflacji PCE, na którą zwraca uwagę Rezerwa Federalna.

Dolar amerykański stracił na wartości a główna para walutowa dziś o poranku urosła do poziomu 1,0250. Nadal kluczowym lokalnym oporem jest poziom 1,0270, którego przełamanie otworzy drogę w kierunku 1,0350-1,0370. Dynamicznie zyskiwało wczoraj złoto, które wzbiło się na poziomy nienotowane od 6 lipca (1765 USD/oz).

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Magdalena Niemczuk nową dyrektor finansową Microsoft w Polsce

Z początkiem lipca Magdalena Niemczuk dołączyła do zarządu polskiego oddziału Microsoft jako nowa dyrektor finansowa.

Wcześniej Magdalena Niemczuk pracowała w regionalnych strukturach Microsoft, zajmując m.in. stanowisko CEE Area Investment Finance Manager. Od momentu dołączenia do Microsoft w 2008 roku, Magdalena pełniła szereg funkcji finansowych, zarówno w polskim oddziale, jak i w centrali firmy, w tym na stanowisku kontroler biznesowej, liderki odpowiedzialnej za planowanie i analizę finansową (FP&A) oraz menedżerki ds. inwestycji. Jako CEE Area Finance Controller, Magdalena Niemczuk kierowała zespołem Central Finance Controlling i była odpowiedzialna za analizę wydatków i inwestycji firmy.

„Cieszę się z możliwości powrotu do polskiego oddziału Microsoft i bliską współpracę z lokalnym zarządem, który stoi przed ambitnym wyzwaniem realizacji strategii rozwoju Polskiej Doliny Cyfrowej. Wierzę, że wnosząc doświadczenie zdobyte w międzynarodowych strukturach Microsoft będę także w stanie przyczynić się do zwiększenia udziałów chmury Microsoft w polskim krajobrazie technologicznym. Jesteśmy w momencie, w którym technologie odgrywają kluczową rolę w tworzeniu nowoczesnej strategii, przywództwa i procesów biznesowych. Dlatego tym bardziej cieszę się, że pracuję w firmie, która wytycza na tym polu nowe szlaki” – powiedziała Magdalena Niemczuk, CFO Microsoft w Polsce.

Przed dołączeniem do Microsoft Magdalena pracowała m.in. w zespole finansowym w EuroNet i KPGM. Magdalena Niemczuk jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz członkinią ACCA (The Association of Chartered Certified Accountants), największej międzynarodowej organizacji zrzeszającej specjalistów z zakresu finansów, rachunkowości i zarządzania na całym świecie.

Pandemia i wojna w Ukrainie oznacza problemy w łańcuchach dostaw. Polska może zyskać

Rosyjska agresja na Ukrainę na krótką metę spowodowała bardzo duży skok inflacji. Można powiedzieć – dalszy skok inflacji. Do tego nastąpiła defragmentacja rynków surowcowych, czyli podział na producentów i konsumentów skupionych wokół Rosji oraz tych z reszty świata. Wojna również nasiliła problemy z dostawami i spowodowała szok na wielu rynkach surowcowych. Nie tylko na rynku energii, ale również na rynku metali i żywności. Na krótką i na długą metę wojna podnosi inflację – ale również powoduje spowolnienie gospodarcze. Pomimo, iż kwartał pierwszy i drugi tego roku jeszcze tego spowolnienia nie przyniosły – to można go oczekiwać w drugiej połowie tego roku lub na początku roku 2023, kiedy wystąpią silniejsze negatywne efekty wojny wpływającej na koniunkturę. Można się jednak doszukiwać też pewnych pozytywów. Jest ich mniej – ale są pewne sygnały mówiące o tym, że niektóre firmy chcą przenosić produkcję bliżej swoich granic.

– Biznes już analizuje sytuację, w jakiej znika dwóch tanich producentów, czyli Rosja i Ukraina, ale również tani producent z Azji – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – W tym regionie geograficznym  kolejny raz widać nieprzewidywalność – gdy zamyka się największe porty na świecie z powodu kolejnej fali Covidu w czasie, gdy zachodni świat poradził sobie w jakimś stopniu z pandemią dzięki szczepionkom. Może to oznaczać, że wiele międzynarodowych firm rozważy lokowanie zamówień bliżej swoich granic, a niektóre z nich mogą wybrać Polskę i Środkową Europę. Niestety na razie nie wygląda, aby to były wielkie inwestycje – co potwierdza przykład Intela, który ulokował swoją fabrykę w Niemczech, a nie w Polsce. Ale jednak mogą się pojawiać nowe zamówienia spływające do Polski i do innych krajów Europy Środkowej po to, żeby zabezpieczyć się na ewentualność nowych zakłóceń w dostawach. Na tym Polska może zyskać w dłuższym terminie – ale to jest kwestia, którą będziemy śledzić w najbliższych kwartałach – wyjaśnia Benecki.

SONDAŻ: Blisko 90 proc. Polaków słyszało o brakach cukru w sklepach. Prawie 87 proc. nie uległo panice

O brakach cukru w sklepach słyszało ostatnio 89,9% Polaków. Ale tylko 36,2% z nich fizycznie zetknęło się z tym problemem w placówkach. Większość wiedziała o sprawie z Internetu. Mocny przekaz płynął też z telewizji, a także od rodziny, znajomych i sąsiadów. Informacja najrzadziej docierała z radia i prasy drukowanej. Mimo tego aż 86,5% rodaków zachowało spokój i nie kupiło cukru w nadmiarze. Komentująca te dane branża zapewnia, że krajowa produkcja znacznie przewyższa konsumpcję. I dodaje, że chwilowe braki w sklepach raczej były realizowane pod wpływem wcześniejszych medialnych informacji o podwyżkach cen. Do tego eksperci rynkowi wyjaśniają, że zwiększony zakup był prowadzony przez małe i średnie firmy produkcyjne, ponieważ ceny w hurcie przez pewien czas były większe niż w detalu. Prawdopodobnie te wszystkie czynniki doprowadziły do ww. sytuacji, ale sami konsumenci nie ulegli aż tak dużej panice. 

Niepotrzebna panika

Sondaż, przeprowadzony przez UCE RESEARCH i SYNO Poland wśród ponad tysiąca dorosłych Polaków, wykazał, że do 89,9% z nich dotarła informacja nt. braku cukru w sklepach. Tylko 8,8% rodaków nie słyszało o tym, a zaledwie 1,3% ankietowanych nie pamiętało, czy zetknęło się z taką wiadomością. Jak komentuje Michał Gawryszczak ze Związku Producentów Cukru w Polsce, chwilowe braki produktu w sklepach to wynik nerwowej reakcji niektórych konsumentów na szalejące ceny różnych towarów. Klienci wykupili znaczną część cukru i dlatego nie można go było dostać. Artykuł jest produkowany w dużych ilościach i dostarczany do sklepów zgodnie z ustalonymi harmonogramami.

– W Polsce od lat produkujemy znacznie więcej cukru, niż zużywamy. W ostatnio zakończonej kampanii wyprodukowaliśmy 2,3 mln ton. To trzeci najwyższy wynik w historii krajowej produkcji, a nasza wewnętrzna konsumpcja wynosi ok. 1,7 mln ton. Co prawda, w tym roku plantatorzy obsiali burakami powierzchnię o ok. 12% mniejszą niż w ubiegłym, ale to i tak pozwoli na wyprodukowanie ok. 2,1 mln ton cukru, czyli więcej, niż wynosi faktyczne zapotrzebowanie Polaków – informuje Rafał Strachota z Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego.

Jak stwierdza dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia „Forum Dialogu Gospodarczego”, sam produkt nie jest problemem. Jego jednostkowa cena jest niewielka, choć ostatnio zwiększyła się dwukrotnie. W I półroczu br. cukier zdrożał średnio o 37,1% w relacji rocznej, wg analizy Hiper-Com Poland i UCE RESEARCH wykonanej dla Business Insider Polska. Zdaniem eksperta, niebezpieczne bywa myślenie konsumentów w kategoriach braków i zagrożenia, bo to faktycznie napędza drożyznę i wywołuje deficyty. To nie wróży dobrze, bo skutkuje najczęściej destabilizacją rynku.

– Media tak nagłośniły sprawę, że urosła ona nawet do rangi państwowej. Dlatego nie umknęła uwadze blisko 90% ankietowanych. W social mediach temat nadal jest podgrzewany kolejnymi postami i memami. Nie każdy jest świadomy tego, że to pogarsza i tak już fatalne nastroje konsumenckie. A to ostatecznie przełoży się na spadek konsumpcji i wzrost cen wszystkich produktów. Innymi słowy, tworzenie atmosfery niedostatku w przestrzeni publicznej przynosi sporo szkody – ostrzega dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX.

Źródła informacji

Uczestnicy badania wyjaśnili, skąd docierały do nich informacje o braku cukru w sklepach. Mogli przy tym jednocześnie wymienić kilka źródeł. Łącznie 57,1% ankietowanych odbierało tego typu wiadomości za pośrednictwem Internetu. Wśród nich 30,2% respondentów wskazało portale i serwisy informacyjne, a 26,9% – social media, np. Facebooka i Twittera.

– W społeczeństwie dynamicznie przybywa osób, które zdobywają wiedzę poprzez różne formy funkcjonowania Internetu. Z tego wynikają wysokie wskaźniki tego źródła informacji, chociaż w telewizji przekaz był również mocny – zwraca uwagę dr Faliński.

Ponadto z badania wynika, że 36,2% konsumentów zetknęło się z problemem braku cukru w sklepach. Natomiast z telewizji wiedziało o nim 35% ankietowanych. Oprócz tego respondenci byli informowani przez rodzinę, znajomych i sąsiadów – 33,1%. Ponadto 9,8% badanych słyszało o sprawie w radiu, a 4,8% czytało o niej w prasie drukowanej. Niewielu rodaków nie pamiętało, w jaki sposób dotarła do nich ta wiadomość – 1,9%. A jeszcze mniej osób wskazywało inne niż powyższe źródła (1,4%).

– Ta informacja była w zasadzie podawana wszystkimi możliwymi kanałami. Oprócz Internetu, przekaz płynący z telewizji również był bardzo mocny. Ponadto konsumenci, którzy potrzebują najwięcej cukru, np. do robienia przetworów na zimę, mogą być też najwierniejszymi telewidzami i zarazem najczęściej chodzić do sklepów, obserwując ceny – uważa dr Łuczak.

Reakcje klientów

Jednak badanie wykazało, że tylko 12,9% Polaków kupiło cukier w nadmiarze w związku z doniesieniami o jego braku. Aż 86,5% rodaków postąpiło odwrotnie, nie ulegając tym samym cukrowej panice. Z kolei 0,6% konsumentów nie pamiętało, czy kupiło w większej ilości ww. produkt.

– Fakt, że blisko 90% konsumentów nie uległo zbiorowej panice, to dobrze, bo masowe wykupywanie towaru jeszcze bardziej podnosi jego cenę. Wynik może też świadczyć o tym, że Polacy wyciągnęli wnioski z trudnych doświadczeń przeżytych w okresie pandemii, gdy kupowali w nadmiarowych ilościach m.in. mąkę, makarony, puszki i papier toaletowy. To wszystko okazało się zbędne, stresogenne i niewygodne – przekonuje dr Krzysztof Łuczak.

Z kolei Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland przewiduje, że skoro dotychczas konsumenci nie ulegli panice, to raczej nie będą już robić wielkich zapasów cukru. Ważne jest to, że nie brakuje go na polskim rynku. Gdy ceny wszystkich towarów po raz kolejny skoczą tuż po wakacjach, może być wręcz odwrotnie. I gromadzenie cukru okaże się mniej istotne wobec potrzeby wykupywania innych artykułów. Ekspert z Grupy BLIX zwraca też uwagę na to, że brak paniki konsumenckiej – przynajmniej tej sondażowej – może pokrywać się z tym, że na rynku w tym czasie obserwowano zwiększony zakup cukru przez małych i średnich przedsiębiorców, ponieważ ceny w hurcie chwilowo były większe niż w detalu.

Cukier zdrożeje

– Ceny cukru wzrosną. Z biegiem czasu cukrownie muszą akceptować nowe umowy z wytwórcami energii, firmami outsourcingowymi i dostawcami opakowań. Zakładają one oczywiście wyższe opłaty. Jako Związek porównaliśmy wzrost kosztów u producentów w okresie od stycznia 2021 roku do stycznia 2022 roku. Dla przykładu, za energię trzeba płacić o ok. 30% więcej, ceny opakowań zdrożały o ok. 35%, koszty emisji CO2 wzrosły o 150%. I to są tylko niektóre pozycje kosztowe – wskazuje ekspert ze Związku Producentów Cukru w Polsce.

W opinii Julity Pryzmont, cukier na pewno podrożeje jeszcze z innych powodów. Mogą przyczynić się do tego sankcje nałożone na Rosję, ale też Białoruś. Ceny nawozów idą w górę, przez co drożeją uprawy. Do tego dochodzi sytuacja na naszym rynku rolnym. Rosną oczekiwania plantatorów, którzy odczuwają duży wzrost kosztów produkcji buraków. Ponadto sprawę komplikuje czynnik pogodowy w postaci deficytu wody i przedłużającej się suszy.

– Biorąc pod uwagę wszystkie ww. kwestie, należy przewidywać, że w II półroczu br. cukier zdrożeje o kolejne kilka bądź nawet kilkanaście procent. Teraz jest to ciężkie do oszacowania, bo na rynku jest zbyt wiele zmiennych czynników. Ale mimo wszystko doradzałbym konsumentom, żeby go nie kupowali na zapas i w dużych ilościach, bo to tylko niepotrzebnie zwróci uwagę branży i finalnie ceny zostaną znowu mocno podniesione – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.

Kłopoty bankrutów widać już kilka lat wcześniej

W I półroczu 2022 r. zbankrutowało 7339 konsumentów, pokazują dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. W przypadku większości, bo 4694 z nich, problemy finansowe były widoczne na długo przed oficjalną upadłością. Więcej niż co drugi upadły konsument widniał w Krajowym Rejestrze Długów na 2 lata wstecz. W dniu ogłoszenia niewypłacalności ten odsetek wzrastał do 64%, a skala zaległości do 205,8 mln zł. Średnio każdy z bankrutów miał do oddania 43 840 zł.

Liczba upadłości konsumenckich w porównaniu z I połową 2021 r. spadła o 19%.  Jednak, tak samo jak w poprzednich latach, większość bankrutów była notowana za długi w momencie ogłoszenia niewypłacalności. Ponad połowa (52%) widniała wtedy w KRD już przynajmniej od dwóch lat. Im bliżej dnia upadłości tym ten odsetek rósł. Rok wcześniej swoim wierzycielom nie płaciło 56% przyszłych bankrutów, a pół roku przed 59%. W skali 3 miesięcy poziom ten sięgał 61%, a w dniu jego orzeczenia 64%.

– Większość dłużników, którzy popadają w kłopoty, nadal aktywnie zaciąga kolejne zobowiązania.  Jak widać na przykładzie tych bankrutów, którzy wcześniej byli notowani w KRD, robią to do ostatniej chwili przed ogłoszeniem upadłości. Informacja o ich problemach z płatnościami jest dostępna, jednak nie wszyscy z niej korzystają. Brak weryfikacji to kłopot nie tylko dla wierzyciela, który będzie szczęśliwy, jak uda mu się odzyskać choć część należności. To także powiększanie problemów dłużnika. Ogłoszenie upadłości nie anuluje długu, umorzenie obejmuje tylko jego część. Ale majątek dłużnika idzie na licytację, a jeśli to za mało, aby uregulować jego zaległości, to sąd może nakazać bankrutowi aby spłacał brakującą kwotę nawet przez kolejne 7 lat. Gdyby przerwać to zadłużanie się wcześniej, to dłużnik szybciej stanąłby na nogi – zwraca uwagę Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Profil upadłego dłużnika

Prawie 4,7 tys. dłużników, wobec których sądy ogłosiły upadłość w I półroczu br. nazbierało zaległości na prawie 205,8 mln zł. Wśród bankrutów liczebnie nie przeważała wyraźnie żadna z płci. Mężczyźni wygenerowali jednak znacznie wyższe zaległości, sięgające 118,4 mln zł, podczas gdy kobiety 87,3 mln zł.

Problem niewypłacalności najczęściej dotyka mieszkańców miast. Pod względem wysokości łącznego zadłużenia dominują miejscowości o populacji od 20 do 50 tys., których mieszkańcy-bankruci są winni 46,5 mln zł. Metropolie zamieszkałe przez ponad 300 tys. osób znalazły się na drugim miejscu z 38,8 mln zł zaległości.

Największe nieopłacone sumy pozostawili po sobie upadli konsumenci z województw: śląskiego (35,3 mln zł), mazowieckiego (25,1 mln zł), dolnośląskiego (20,2 mln zł) i kujawsko-pomorskiego (19,6 mln zł). Najniższe kwoty do oddania mieli natomiast bankruci z Świętokrzyskiego (4,4 mln zł) oraz Lubuskiego i Podlasia (po 4,8 mln zł).

Najczęściej niewypłacalność ogłaszali dłużnicy mający od 36. do 45. lat. W I półroczu 2022 roku było ich 1307 i zostawili po sobie długi na 60,8 mln zł. To również grupa wiekowa najmocniej obciążona różnymi zobowiązaniami finansowymi, jak kredyty czy pożyczki. Duże zobowiązania, obciążenia i wydatki powodują, że nie zawsze są w stanie poradzić sobie potem z ich spłatą. A jak wiadomo, tonący brzytwy się chwyta – branie kolejnych pożyczek czy po prostu niepłacenie swoich zobowiązań może sprawić, że taka osoba zapędzi się w finansową ślepą uliczkę. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest próba zawarcia porozumienia z wierzycielami, gdy tylko zaczną się kłopoty, a nie dopiero wtedy gdy wysokość długów przekroczy wartość majątku. W przypadku multidłużników często prowadzimy takie negocjacje między nimi a wierzycielami starając się doprowadzić do porozumienia satysfakcjonującego dla obu stron – informuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Dużą grupę bankrutów-dłużników stanowią także osoby w wieku 26-35 lat (904) oraz 46-55 lat (979), przy czym Ci starsi mają drugie najwyższe po 36-45 latkach zaległości – na 49 mln zł.

205,8 mln zł do odzyskania

Ekspert KRD przypomina też, że od 2020 r. czas na rozliczenie się z wierzycielami został wydłużony z 3 do 7 lat. W mocy pozostały natomiast zapisy, mówiące o tym, że niektóre zobowiązania nie mogą zostać umorzone. Są to zaległości z tytułu alimentów czy naprawienia szkody wynikającej z przestępstwa lub wykroczenia.

Najwięcej od upadłych konsumentów, bo 129,6 mln zł, do odzyskania mają firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne. To podmioty specjalizujące się w odzyskiwaniu należności i skupują w tym celu długi od innych. Kolejne 60,48 mln zł długów przypada w udziale instytucjom finansowym, przede wszystkim bankom. Spore są również zaległości alimentacyjne (4 mln zł), za czynsz, prąd, wodę, gaz – 2,52 mln zł, wobec telekomów i dostawców Internetu i telewizji (1,8 mln zł). 856 tys. zł to niezapłacone grzywny i opłaty sądowe.

Inflacja utrudni wyjście na prostą

Liczba bankructw w I połowie 2022 r. wyraźnie spadła w porównaniu do poprzednich półroczy, jednak nie oznacza to, że sytuacja finansowa Polaków uległa nagłej poprawie. W 2020 r. zmieniły się przepisy ułatwiając proces ogłaszania upadłości, co spowodowało ich rekordowy przyrost. Jednocześnie wybuchła pandemia i wiele osób znalazło się w trudnej sytuacji finansowej. Połączenie tych dwóch impulsów miało długofalowe skutki, które były widoczne w dużej liczbie bankructw w 2020 i 2021 r. Najnowsze dane COIG za I półrocze br. mogą wskazywać, że obecnie ich znaczenie zaczyna maleć.

Na horyzoncie pojawiają się jednak nowe zagrożenia dla wypłacalności Polaków. Wzrosły raty kredytów hipotecznych, podobnie jak i ceny usług i produktów. Jak pokazują wyniki badania Deloittle „Global State of the Consumer Tracker”, przeprowadzonego pod koniec czerwca br., blisko połowa (48%) rodaków martwi się czy uda im się bezproblemowo uregulować przyszłe płatności. Większość, bo 84% konsumentów w Polsce, obawia się też wpływu inflacji na swoją sytuację finansową. Wiele osób może mieć trudności z poradzeniem sobie z podwyżkami, szczególnie jeśli zmaga się z zadłużeniem.

Ogłoszenie upadłości przez sąd, to finał kłopotów finansowych, które zaczęły się kilkanaście miesięcy bądź nawet kilka lat wcześniej. To, w jakim tempie długi narastają, zależy od wielu czynników, także od tego jaka jest koniunktura gospodarcza. Spadek liczby upadłości w I półroczu tego roku nie powinien w żaden sposób uspokajać, że wcale nie jest tak źle. Efekt zderzenia z drożyzną, rosnącymi odsetkami od kredytów czy cenami energii poznamy za rok, dwa lata – komentuje Adam Łącki.

SatRev coraz bliżej podpisania historycznej umowy współtworzenia Programu Kosmicznego Zambii

SatRev kontynuuje rozmowy z rządem Zambii w sprawie budowy i obsługi Centrum Technologii Kosmicznych oraz współpracy nad Programem Kosmicznym tego południowoafrykańskiego państwa.

– Dzisiaj miałem zaszczyt odbyć kolejną rozmowę z Prezydentem Zambii – Hakdeinde Hichilemą, na temat rozwoju przemysłu kosmicznego oraz współtworzenia pierwszego Programu Kosmicznego. Wysiłki Rządu Zambii mają na celu napędzanie rozwoju społeczno-gospodarczego kraju poprzez inwestycje zagraniczne, wspieranie badań naukowych i innowacji sektorowych. To dla nas wyróżnienie, być częścią nowego rozdziału w historii tego południowoafrykańskiego kraju – mówi Grzegorz Zwoliński, prezes SatRev.

Grzegorz Zwoliński Hakdeinde Hichilema
Grzegorz Zwoliński, Hakdeinde Hichilema

W ramach realizacji Programu Kosmicznego Zambii, Spółka będzie miała możliwość zaprojektowania, produkcji i wystrzelenia konstelacji nanosatelitów na pokładzie rakiety Virgin Orbit. Celem tego ambitnego przedsięwzięcia będzie między innymi prowadzenie przełomowych badań naukowych oraz obrazowanie powierzchni Ziemi. Wszystkie zebrane dane i obrazy z misji na niskiej orbicie okołoziemskiej będą dalej analizowane cyfrowo z wykorzystaniem rozwiązań z zakresu wizji komputerowej, uczenia maszynowego i AI (sztucznej inteligencji). Dzięki wykorzystaniu najnowocześniejszych technologii możliwa będzie np. detekcja niewidocznych schematów, identyfikacja trendów i przewidywanie zagrożeń spowodowanych m.in. przez zmiany klimatu czy katastrofy naturalne, a także obserwacja wpływu działań człowieka.

Współpraca z polską spółką pozwoli rozwijać przemysł i możliwości Zambii w zakresie przestrzeni kosmicznej. Rozmowy z Prezydentem Zambii obejmowały również rozwój infrastruktury startowej i pomocniczej, produkcje nanosatelitów oraz zarządzanie misją czy też budowę stacji naziemnych. Celem rządu Zambii jest rozwój gospodarczy kraju, ze szczególnym uwzględnieniem sektora wysokich technologii.

MCI sfinalizował transakcję Azimo z Papaya Global

Z końcem lipca Papaya Global oraz Azimo sfinalizowały umowę inwestycyjną. MCI częściowo wyszedł z inwestycji, przy okazji zostając akcjonariuszem w globalnym dostawcy rozwiązań z branży HR tech – Papaya Global.

W marcu tego roku – Azimo – brytyjski dostawca usługi międzynarodowych transferów pieniężnych podpisał umowę inwestycyjną na sprzedaż 100 proc. akcji do globalnego startupu Papaya Global. MCI Capital, który wspierał kapitałowo Azimo od 2016 roku wyjdzie częściowo z inwestycji – 50 proc. wartości transakcji otrzymał w ramach wypłaty gotówki, a pozostałą część wartości w formie akcji Papaya Global.

– Osiągnęliśmy już satysfakcjonujący zwrot na części gotówkowej otrzymanej od Papaya Global. Reszta – 50 proc. wartości transakcji – jest wypłacona w akcjach bardzo szybko rosnącego izraelskiego startupu – Papaya Global, który przez ostatnie 3 lata rósł ponad 300 proc. rocznie. Liczymy na dalszy dynamiczny wzrost naszej nowej inwestycji – mówi Michał Górecki, investment partner w MCI Capital.

Papaya Global specjalizuje się w obsłudze płacowo-kadrowej międzynarodowych firm, a do jej klientów należą m.in. Microsoft, Toyota czy Vimeo. Oferuje rozwiązania umożliwiające sprawne rozliczenia zobowiązań pracowniczych oraz onboarding pracowników w ponad 160 krajach na świecie. W spółkę zainwestowały wiodące globalne fundusze takie jak Insight Partners czy Tiger Global, a wycena izraelskiego startupu sięgnęła 3,7 mld USD w ostatniej rundzie finansowania z września 2021 r, kiedy to pozyskała kolejne 250 mln USD na dalsze skalowanie biznesu. Przekłada się to na ponad dziesięciokrotny wzrost wartości w stosunku do ostatniej rundy sprzed roku.

Transakcja przejęcia Azimo przez Papaya Global ma dwa strategiczne cele. Po pierwsze umożliwi izraelskiemu startupowi zwiększyć swój zasięg geograficzny o kraje, w których jest obecne Azimo, a gdzie Papaya Global jeszcze nie dociera ze swoimi usługami. Po drugie, Papaya przejmuje wysoce rozwiniętą infrastrukturę technologiczną do globalnych transferów pieniężnych, którą Azimo rozwijało od 10 lat. Pozwoli to na jeszcze szybszą obsługę płatności międzynarodowych dla klientów Papai, ale co również istotne, obniży koszty ich procesowania ze względu na eliminację pośredników. Znacząco wzmocni to przewagę konkurencyjną izraelskiego startupu w stosunku do innych obecnych na rynku rozwiązań z obszaru HR tech, które muszą korzystać z rozwiązań trzecich stron.

– Cieszymy się, że będziemy mogli uczestniczyć we wzroście Papaya Global. Widzimy duży potencjał w branży HR tech, a Papaya dodatkowo wzmocniona rozwiązaniami technologicznymi Azimo ma szansę stać się globalnym liderem w tym obszarze – mówi Michał Górecki.

Kiedy warto inwestowac w metale szlachetne?

Metale szlachetne od dawna wzbudzają ogromne zainteresowanie człowieka. Rozpalają zmysły, wywołują silne emocje. Historia pokazała, że nierzadko były wręcz przyczyną prawdziwych tragedii. Dzisiaj to właśnie metale szlachetne uchodzą za jeden z najbezpieczniejszych sposobów lokowania posiadanych oszczędności. W jakie metale szlachetne można inwestować, a także kiedy warto to robić, aby naprawdę zyskać? Na te pytania spróbujemy odpowiedzieć.

Jakie metale szlachetne cieszą się największą popularnością?

Metalem szlachetnym, który wybierany jest zdecydowanie najczęściej jest oczywiście złoto. Można śmiało powiedzieć, że jest to waluta globalna, która znana jest w każdym zakątku kuli ziemskiej. Atutem złota jest to, że jego wartość jest naprawdę stabilna i na ogół nie spada nawet wówczas, gdy system finansowy zaczyna szwankować. Chętnie wybierane jest również srebro, które jest dużo tańsze. Niższa cena sprawia, że na jego zakup może pozwolić sobie zdecydowanie więcej osób. Do szlachetnych metali inwestycyjnych zalicza się też:

  •     platyna;
  •     pallad.

Ich podaż jest stosunkowo niska. Decydując się na inwestowanie w metale szlachetne, można liczyć na naprawdę duży zysk.

Dlaczego inwestycja w metale szlachetne to dobry wybór?

Metale szlachetne naprawdę skutecznie opierają się inflacji. Pod tym względem znacznie przewyższają oszczędności zgromadzone w walucie. Są odporne również na niestabilność gospodarczą. Z uwagi na to, że nie można ich wydrukować tak, jak pieniędzy, ich rzeczywista wartość nie zmienia się tak mocno w czasie. Metale szlachetne – zwłaszcza złoto – zachowują wartość nawet wówczas, gdy system finansowy się załamuje. Decydując się na inwestowanie w złoto, warto pamiętać, że jest ono zwolnione z podatku VAT. Chodzi o sztabki, których próba nie jest mniejsza niż 995, a także monety bulionowe srebrne o próbie nie mniejszej niż 900. Licząc na zysk, należy z kolei być świadomym tego, że jest on odroczony w czasie. Sztabka złota, czy złote monety mogą okazać się dobrą inwestycją.

Jaki moment jest dobry, aby zacząć inwestować w metale szlachetne?

Odpowiedź jest naprawdę prosta: każdy. Metale szlachetne można zakupić niezależnie od aktualnej sytuacji gospodarczej. Warto zrobić to jednak szczególnie wtedy, kiedy na scenie politycznej pojawiają się jakieś zawirowania. Jeśli sytuacja finansowa kraju robi się niestabilna, inflacja zaczyna rosnąć, to inwestycja w metale szlachetne jest najlepszym, co można zrobić, aby uchronić swoje oszczędności przed spadkiem wartości. Warto pamiętać, aby nabywać szlachetne kruszce wyłącznie od sprawdzonych sprzedawców. Postawić można zarówno na placówki stacjonarne, jak i te działające w Internecie. Lepiej wystrzegać się transakcji, które budzą nasze wątpliwości. Przed zakupem złota, srebra bądź innego metalu szlachetnego warto sprawdzić przy sprzedawca posiada stosowne zezwolenie.

Fed podnosi stopy procentowe o 0,75% – zgodnie z oczekiwaniami

Przez cały tydzień rynki walutowe oczekiwały wyników środowego posiedzenia amerykańskiego banku centralnego. Zgodnie z szacunkami rynkowymi, Fed podniósł główną stopę procentową o 75 punktów bazowych do przedziału 2,25-2,50%. Po konferencji prasowej z udziałem prezesa J. Powella dolar zareagował ostrym osłabieniem. Według Fed recesja oznacza powszechne spowolnienie gospodarcze, które nie odpowiada temu, co dzieje się obecnie w gospodarce amerykańskiej. Apel Fed o spowolnienie inflacji do celu inflacyjnego również pozostaje jednoznaczny, a rynek pracy jest bardzo silny pomimo pewnych oznak ochłodzenia. W związku z tym dolarowi zaszkodziła przede wszystkim sugestia Powella, że Fed może już złagodzić podwyżki stóp i we wrześniu podnieść je tylko o 50 punktów bazowych. Wpływ na to miał również fakt, że Fed będzie przedstawiał mniej jasne wytyczne dotyczące stóp i będzie reagował bardziej elastycznie w zależności od opublikowanych danych.

Również ze znacznie większą intensywnością zaostrzają politykę pieniężną europejskie banki centralne. Na przykład w tym tygodniu węgierski bank centralny (MNB) zgodnie z oczekiwaniami rynku podniósł główną stopę procentową o 100 punktów bazowych do 10,75% i wskazał, że to nie koniec podwyżek. Mimo to można oczekiwać, że na kursy walut środkowoeuropejskich bardziej będzie wpływać nerwowość na rynkach niż rozwój zacieśniania polityki pieniężnej.

Kurs złotego w tym tygodniu zmieniał się intensywnie. Po osłabieniu na początku tygodnia ostatecznie odrobił straty i w piątek rano notował kurs do euro na poziomie 4,74 PLN/EUR. Notowania euro do dolara na koniec tygodnia oscylowały na poziomie 1,024 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Katowice atrakcyjne dla najemców

Oddana do użytku w pierwszej połowie roku nowa podaż na poziomie 117 000 m kw. jest rekordową wartością, do tej pory nienotowaną na tym rynku. Na koniec czerwca w budowie znajdowało się wciąż blisko 80 000 m kw.

Na koniec pierwszego półrocza 2022 roku zasoby powierzchni biurowej w Katowicach wynosiły ponad 716 000 m kw. Od stycznia do czerwca do użytku oddano ponad 117 000 m kw., co w porównaniu z średnioroczną podażą z ostatnich pięciu lat, wynoszącą ponad 30 000 m kw., jest wartością rekordową.

„Katowice należą do rynków biurowych o mniejszej skali niż wiodące ośrodki biznesowe, ale zastrzyk nowej powierzchni biurowej, oddanej do użytku w pierwszym półroczu, to silne zaplecze dla obecnych i przyszłych organizacji, dające szanse na rozwój firm jak i samych Katowic. Biorąc pod uwagę inicjatywy lokalnych samorządów, ośrodki  akademickie oraz międzynarodowe rankingi stolica województwa wypada dobrze i jest w kręgu zainteresowania inwestorów,” – dodaje Iwona Kalaga, Starszy Negocjator w Knight Frank.

Realizowane obecnie projekty oferują blisko 80 000 m kw., z czego prawie 20 000 m kw. ma zostać ukończone do końca tego roku. Największym projektem pozostającym w budowie jest budynek Craft (26 700 m kw., Ghelamco).

 

„W dwóch pierwszych kwartałach 2022 roku najemcy podpisali umowy na blisko 43 800 m kw. powierzchni biurowej, co jest wzrostem wolumenu transakcji o ponad 10% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Największy udział w strukturze transakcji stanowiły nowe umowy – 80%, natomiast renegocjacje odpowiadały za 14% wolumenu, a ekspansje za 5%,” – komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w  dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Mimo wysokiego popytu, znaczna ilość nowej powierzchni biurowej oddanej do użytku od stycznia do czerwca 2022 roku wpłynęła na wzrost wskaźnika pustostanów do poziomu 16,1% na koniec II kw. (wzrost o 5,6 pp. względem końca 2021 roku).

Czynsze wywoławcze w Katowicach pozostały na stabilnym poziomie na koniec czerwca 2022 roku  i wahały się od 8,00 EUR do 14,50 EUR/m kw. miesięcznie.

Jest porozumienie w sprawie budowy elektrowni składającej się z 10 małych reaktorów jądrowych

W czwartek, 28 lipca, Legnicka Specjalna Strefa Ekonomiczna (LSSE) i DB Energy podpisały list intencyjny z Last Energy Polska, dotyczący budowy elektrowni składającej się z 10 małych reaktorów jądrowych (SMR) o łącznej mocy elektrycznej 200 MW, a także odbioru energii przez okres min. 24 lat przez LSSE oraz najemców strefy. Rozwiązanie to pozwoli zapewnić bezpieczne, stabilne i bezemisyjne źródło energii dla inwestycji zlokalizowanych na terenie Legnickiej Strefy.

Czwartkowe porozumienie to kontynuacja działań rozpoczętych na początku czerwca 2022 r. Wtedy te same spółki podpisały protokół uzgodnień w zakresie rozwoju SMR (ang. Small Modular Reactors) na rzecz zakładów przemysłowych. Technologia SMR to nowość w polskiej energetyce. Jednak jak przewidują eksperci, w najbliższych latach ze względu na wysokie ceny energii, ograniczoną dostępność mocy w sieci elektrycznej oraz dostępność paliw kopalnych, nastąpi wzmożony rozwój i zainteresowanie firm reaktorami jądrowymi.

O globalnych problemach z brakiem energii jest głośno. Potencjalni inwestorzy mają coraz częściej utrudnienia z dostępnością energii i gazu w ilościach, których potrzebują. Nowe rozwiązanie może pozwolić na bezpieczne, stabilne i bezemisyjne źródło energii dla fabryk zlokalizowanych na terenie Strefy. Robimy kolejny krok nie tylko w stronę zielonej energii, ale też wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego – mówi Przemysław Bożek, prezes Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Last Energy jest amerykańskim inwestorem, deweloperem oraz operatorem małych modułowych elektrowni jądrowych. W pełni skalowalna konstrukcja opracowana przez Last Energy zapewnia bezemisyjną i konkurencyjną cenowo energię, co umożliwia przyspieszenie procesu dekarbonizacji gospodarki.

– Polska jest jednym z pierwszych państw, w których Last Energy planuje wdrożyć opracowaną technologię SMR. Cieszymy się, że Legnicka Specjalna Strefa Ekonomiczna wyraziła swoje zainteresowanie naszą technologią, a także chęć podpisania długoterminowego kontraktu na odbiór wyprodukowanej energii. Przed nami proces identyfikacji potencjalnych lokalizacji, a następnie potwierdzenie założeń projektowych. Rozwijana współpraca ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego dla polskiego przemysłu i społeczeństwa – mówi Damian Jamroz, prezes Last Energy Polska.

Połączenie usług wrocławskiej spółki DB Energy (wiodącej firmy z branży poprawy efektywności energetycznej) z produktem Last Energy (amerykańskim dostawcą technologii), pozwoli dostarczyć klientom kompleksową usługę, dzięki czemu będą mieli szansę na osiągnięcie realnej zeroemisyjności. Oferta Last Energy w zakresie SMR obejmuje cały proces inwestycyjny – od koncepcji projektowej, przez projekt, uzgodnienia, finansowanie, realizację, serwis, utrzymanie i produkcję energii dla klienta, aż po utylizację instalacji i paliwa, natomiast DB Energy zapewni integrację infrastruktury elektrowni i klientów końcowych.

DB Energy zawarło trójstronne porozumienie z Last Energy oraz Legnicką Specjalną Strefą Ekonomiczną, dotyczące uczestnictwa w procesie budowy oraz integracji na terenie Strefy 10 małych reaktorów jądrowych o łącznej mocy elektrycznej 200 MW. Nasza inwestycja zapewni przedsiębiorcom ze Strefy zeroemisyjne i stabilne źródło energii. Małe elektrownie jądrowe, w szczególności te produkowane przez naszego partnera Last Energy, to przyszłość dużych przedsiębiorstw w ich drodze do zeroemisyjności – zapewnia Dominik Brach, wiceprezes DB Energy.

Spółki podjęły decyzję o porozumieniu po to, aby zielona energia była dostępna dosłownie na wyciagnięcie ręki. Priorytetem jest zapewnienie dostępu do czystej i konkurencyjnej cenowo energii elektrycznej, ciepła lub chłodu poprzez wdrożenie technologii jądrowej SMR.

Dzisiejsze spotkanie jest kontynuacją rozpoczętej współpracy pomiędzy Last Energy, DB Energy i Legnicką Specjalną Strefą Ekonomiczną. Po weryfikacji korzyści finansowych i ekonomicznych z wdrożenia nowej technologii SMR na terenie Strefy, przeszliśmy do rozmów na temat finansowania i budowy elektrowni składającej się z 10 małych reaktorów jądrowych. Jako jedni z pierwszych na świecie mamy szansę zastosować taką technologię u siebie. Widzimy ogromną szansę i szereg korzyści płynących z wdrożenia inwestycji, w tym m. in. osiągnięcie realnej zeroemisyjności, zwiększenie atrakcyjności oferowanych terenów inwestycyjnych czy zbudowanie przewagi konkurencyjnej Strefy i działających tu inwestorów – dodaje Ryszard Wawryniewicz, wiceprezes Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Odwrót od dolara?

Amerykanie zgodnie z oczekiwaniami podnieśli stopy procentowe o 0,75%. Rynki spodziewały się nawet więcej, co w połączeniu z łagodniejszą konferencją spowodowało odwrót od dolara.

FED podnosi stopy procentowe o 0,75%

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami FED podniósł stopy procentowe o 0,75%. By być bardziej precyzyjnym, oczekiwania znajdowały się pomiędzy 0,75% w górę a 1%. W rezultacie podwyżka o wspomniane 0,75% raczej zawiodła oczekiwania rynków. W ten właśnie sposób pomimo dużego wzrostu stóp dolar po decyzji się osłabiał. Oddał tym samym to, co zyskał we wtorek i znów jesteśmy blisko ostatnio kluczowego poziomu 1,02 dolara z jedno euro. Analitycy zwracają uwagę, że tempo wzrostu jest znacznie szybsze niż w poprzednich cyklach podwyżek. W zaledwie 4 miesiące osiągnęliśmy poziom szczytów z początku 2019 roku.

Co dalej zrobi FED?

Rezerwa Federalna na szczęście nie bierze przykładu z naszych pracusiów z EBC. W dalszym ciągu utrzymano sugestie, jakie decyzje będą podejmowane w przyszłości. Mowa tutaj oczywiście o kolejnych podwyżkach, które rezerwa jest skłonna zrobić na następnych posiedzeniach. Celem jest doprowadzenie inflacji do poziomu 2%. Wśród analityków nie ma zgody co do interpretacji wydźwięku konferencji. Możemy jednak spojrzeć na notowania kontraktów terminowych – na nich widać spadki. Po wczorajszej decyzji już teraz widać zmianę docelowej stopy na koniec roku z 3,25% na 3,23%. Oznacza to, że w grze dalej jest podwyżka o 0,5% we wrześniu i po 0,25% w listopadzie i grudniu.

Rynki reagują optymistycznie

W przeciwieństwie do nadchodzących zapowiedzi o recesji, na rynek nagle trafiła pokaźna dawka optymizmu. Po decyzji o podwyżce stóp procentowych i ogłoszonej konferencji inwestorzy doszli do wniosku, że wcale nie jest tak źle jak zapowiadano. W efekcie jesteśmy świadkami wzrostów na giełdach, wzrostów na ropie naftowej oraz co w ogóle dziwne w momencie kiedy rosną stopy procentowe, wzrostu kursów kryptowalut. Tutaj jednak warto zwrócić uwagę, że pomimo podwyżki rynki oceniają niżej docelowy poziom i najprawdopodobniej to napędza obecne wzrosty.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy to koniec spadków sprzedaży mieszkań?

Z wstępnych szacunkowych danych portalu mieszkaniowego tabelaofert.pl za lipiec wynika, że sprzedaż mieszkań, po kilku miesiącach nieprzerwanych spadków, w lipcu wzrosła w pięciu na sześć badanych przez portal głównych miastach w Polsce. Taka sytuacja wystąpiła po raz pierwszy od października 2021 roku.

W ostatnim miesiącu na sześciu największych rynkach w Polsce sprzedano łącznie 2 748 mieszkań, co stanowi wzrost o 10,5% w stosunku do czerwca. Jeśli natomiast porównamy ten wynik do lipca ubiegłego roku, wciąż notujemy gigantyczną różnicę: łączna liczba transakcji jest niższa aż o 45,9%.

Co ciekawe, jedynym miastem, w którym zachodzi zjawisko odwrotne, jest Łódź. Wynika to z faktu, że rynek łódzki przeżył dynamiczny wzrost podaży w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy – w lipcu 2021 r. w Łodzi sprzedano zaledwie 208 mieszkań. Wzrost procentowy może jest imponujący, ale jeśli weźmiemy pod uwagę wartości bezwzględne, to 299 mieszkań sprzedanych w Łodzi jest i tak mniejszym wolumenem niż np. 383 sprzedane w Poznaniu, rynku o podobnej wielkości.

Stolica Wielkopolski odreagowała w lipcu gigantyczne spadki czerwcowe i obecnie notuje największy wzrost sprzedaży. Mimo tego w porównaniu do lipca ubiegłego roku w Poznaniu sprzedano o blisko 40% mieszkań mniej.

W najtrudniejszej sytuacji jest rynek Trójmiasta, na którym spadki pogłębiły się, przebijając kolejne dno, a w stosunku do ubiegłego roku sięgnęły prawie 60%.

Tab.1. Sprzedaż mieszkań w lipcu 2022 r. w porównaniu do lipca 2021 r. i czerwca 2022 r.

  Lipiec 2021 Lipiec
2022
zmiana r/r Czerwiec 2022 Lipiec
2022
zmiana m/m
Warszawa 1 436 693 -51,7% 658 693 5,3%
Kraków 977 622 -36,3% 520 622 19,6%
Wrocław 1 110 456 -58,9% 455 456 0,2%
Poznań 626 383 -38,8% 245 383 56,4%
Łódź 208 299 43,8% 187 299 60,0%
Trójmiasto 726 294 -59,4% 421 294 -30,0%
Razem – 6 rynków 5 083 2 748 -45,9% 2 486 2 748 10,5%

Źródło: Tabelaofert.pl

sprzedaż mieszkań lipiec sprzedaż mieszkań lipiecDane za lipiec pozwalają na ostrożny optymizm, jednak należy pamiętać że 10% wzrostu to stosunkowo niewiele od tak niskiej bazy – w skali tych 6 największych miast sprzedaż wzrosła w stosunku do czerwca o zaledwie 262 mieszkania. Jeśli porównamy je z danymi z lipca ubiegłego roku, widzimy spadek sprzedaży o 2335 mieszkań. Poruszamy się zatem ciągle na tak niskich poziomach, że wielu deweloperów nie było w stanie odczuć tej niewielkiej poprawy na rynku – mówi Robert Chojnacki, założyciel serwisu tabelaofert.pl. Ponadto dokładna analiza wskazuje na duże rozbieżności w prezentowanych danych, np. mamy projekty, w których sprzedano blisko 10 mieszkań w skali miesiąca, ale niestety jest też bardzo dużo takich, gdzie sprzedano tylko jeden lokal albo żadnego. Obserwuję, że sprzedaż ruszyła tam gdzie deweloperzy zaproponowali kupującym atrakcyjne rabaty oraz promocje. Znacznie lepiej również wygląda zainteresowanie mieszkaniami gotowymi, w przeciwieństwie do tych z dalekim terminem odbioru – dodaje Robert Chojnacki.

Portal mieszkaniowy tabelaofert.pl opublikował też dane dotyczące cen ofertowych. Wynika z nich jednoznacznie, że wzrost cen ostatecznie wyhamował, a na największym runku – w Warszawie – nastąpiła nawet ich nieznaczna redukcja.

Publikowane obecnie ceny mieszkań należy traktować jako wartości orientacyjne, pochodzą one z oficjalnych cenników deweloperów i nie uwzględniają stosowanych rabatów i promocji – zaznacza Robert Chojnacki.

Tab.1. Średnie ceny ofertowe mieszkań sprzedanych w lipcu 2022 r. w porównaniu do lipca 2021 r. i czerwca 2022 r.

  Lipiec 2021 Lipiec
2022
zmiana r/r Czerwiec 2022 Lipiec
2022
zmiana m/m
Warszawa 11 109 13 224 19,0% 13 307 13 224 -0,6%
Kraków 9 942 11 355 14,2% 11 153 11 355 1,8%
Wrocław 10 374 10 658 2,7% 10 554 10 658 1,0%
Poznań 8 216 9 603 16,9% 9 287 9 603 3,4%
Łódź 7 413 8 401 13,3% 8 311 8 401 1,1%
Gdańsk 10 216 11 027 7,9% 10 920 11 027 1,0%

Źródło: Tabelaofert.pl

Biorąc pod uwagę obecny poziomo rabatów, realne ceny są o około 5-6% niższe od wyjściowych, co daje niewielki spadek cen we wszystkich analizowanych przez nas miastach. Po szoku sprzedażowym w maju i czerwcu część deweloperów dla wybranych mieszkań (niektórzy nawet dla wszystkich) zaproponowała bardzo atrakcyjne promocje. Klienci również, aktywnie i nie bez sukcesów, negocjują ceny dla pozostałych mieszkań. Rabaty i promocje stanowią jedną z głównych przyczyn niewielkiego wzrostu sprzedaży. Kolejną jest wysyp nowych ofert tuż przed 1 lipca, tak aby zdążyć przed nową ustawą deweloperską. Wreszcie część największych inwestorów dysponujących gotówką uznała, że mamy akurat dołek na rynku i warto wykorzystać promocje i rabaty do zakupu już teraz, spodziewając się, że przy praktycznie zerowej nowej podaży (kto mógł uruchomił sprzedaż przed wejściem nowej ustawy deweloperskiej) na jesieni tak dużych rabatów może już nie być – komentuje Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.