Jaki będzie wzrost gospodarczy w Polsce w 2022 roku?

Sytuacja gospodarcza jest obecnie bardzo skomplikowana. Wprawdzie w pierwszym kwartale 2022 roku wzrost gospodarczy w Polsce wyniósł w okolicach 8%, jednak nie będzie to trend długotrwały z bardzo różnych powodów. Przyczyną mogą być światowe perturbacje związane ze zrywaniem łańcuchów dostaw, z niedoborami części towarów, ze spadkiem popytu wśród części odbiorców. W związku z tym już w drugim kwartale tempo wzrostu PKB sięgnie około 3-4%. To nadal satysfakcjonujący wynik – ale w kolejnych kwartałach prawdopodobnie będzie niższy niż 2%, ponieważ będą wygasać zdolności konsumpcyjne. Konsumenci w nominale nadal będą wydawać bardzo dużo pieniędzy – ale będą to pieniądze zjadane przez inflację. Dlatego realnie nie będzie dawało to aż takich wzrostów PKB, jak niegdyś.

– Konsumenci zapłacą więcej za żywność, za energię, za czynsze i zaczną się zastanawiać, na co jeszcze ich stać. Mniejsza siła nabywcza Polaków będzie bardzo poważnym kłopotem dla wszystkich, którzy oferują usługi – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). – Konsumenci w pierwszej kolejności zrezygnują z tego, co jest nazywane zbytkowym, dodatkowym – czyli właśnie z usług. Bardzo różnych: restauracje, hotele, turystyka – ale też sfera usług, które są potrzebne do prowadzenia gospodarstwa domowego. Kwestie choćby kosmetyczno-fryzjerskie. Kwestie dbania o auta. Kwestie związane z upiększaniem albo odnawianiem domów. Intensywność takich wydatków na pewno się zmniejszy, bo po prostu będziemy mieli mniej pieniędzy niż zwykle. Prawdopodobnie w miarę spadku inflacji, którego wypadałoby oczekiwać w początku przyszłego roku, presja ze strony dynamiki cen będzie spadała i konsumpcja będzie się odbudowywać. Natomiast 3 i 4 kwartał mogą być naprawdę trudne – zapowiada Soroczyński.

Jak inflacja wpłynęła na plany urlopowe Polaków?

Nadchodzące lato to doskonały czas na wakacyjny wyjazd i odpoczynek, a przynajmniej teoretycznie. W ubiegłym roku na nasze urlopy w dużym stopniu wpłynęła bowiem pandemia. 2022 rok przyniósł z kolei nowe wyzwania – rosnącą inflację i stopy procentowe, które mocno odbiły się na naszych portfelach. Jak w takiej sytuacji wyglądają plany urlopowe, ile zamierzamy wydać na zasłużone wakacje i jaki procent z nas na nie w ogóle nie pojedzie? Na te pytania odpowiada nowy PAYBACK Opinion Poll.

Większość respondentów badania PAYBACK przyznała, że inflacja w dużym (50%) lub pewnym (20%) stopniu wpłynęła na ich tegoroczne plany wyjazdowe. Rosnące ceny przede wszystkim odbiły się na naszych urlopowych budżetach, co wskazał co trzeci ankietowany, a także na tym, gdzie pojedziemy (26%) i na jak długo (14%).

Plany wakacyjne pod dyktando inflacji

Nie oznacza to jednak, że w tym roku w ogóle zrezygnujemy z zasłużonego odpoczynku. Ponad połowa respondentów PAYBACK Opinion Poll planuje wakacje w lipcu lub sierpniu. Niestety wśród nas jest też grupa, która zamierza zrezygnować z dłuższego urlopu. Najczęstszym powodem, który wskazał co trzeci ankietowany, jest brak funduszy – komentuje Katarzyna Grzywaczewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska.Rosnące ceny przede wszystkim odbiły się na naszych urlopowych budżetach

Kierunek Polska

Podobnie, jak w ubiegłorocznym badaniu PAYBACK, i w 2022 roku większość respondentów (59%) zadeklarowała urlop wyjazdowy w Polsce. Na zagraniczną eskapadę zdecyduje się 21% ankietowanych, natomiast w domu zostanie 13% z nas. Z kolei urlop zarówno w kraju jak i za granicą spędzi jedynie 7% respondentów.gdzie na urlop

Jeśli urlop w Polsce to… głównie nad morzem. Polskie wybrzeże odwiedzi w tym roku co trzeci urlopowicz planujący wakacje w kraju. Z kolei w góry lub nad jezioro wyjedzie odpowiednio 20% i 15% respondentów. W kwestii preferowanego kierunku zagranicznego wyjazdu bezsprzecznie wygrywa Europa. Na wakacje na Starym Kontynencie zdecyduje się aż 91% osób wyjeżdżających za granicę.

Jeśli chodzi o najczęściej wybieraną bazę noclegową, tu preferencje Polaków są różne. O ile w przypadku wakacji w kraju trudno wskazać zdecydowanego faworyta, o tyle podczas zagranicznego urlopu najchętniej śpimy w hotelach, które zamierza wybrać 54% ankietowanych – dodaje Katarzyna Grzywaczewska.

Podczas wakacji w Polsce najczęściej wybieranym środkiem transportu jest samochód, który wskazało blisko 80% osób biorących udział w badaniu PAYBACK. Natomiast wyjazd zagraniczny, co nie powinno być niespodzianką, zazwyczaj oznacza dla nas podróż samolotem, na co zdecyduje się prawie 60% ankietowanych. Z kolei co trzeci respondent wybierze auto.

Budżet pod specjalnym nadzorem

Szacując urlopowe wydatki, po 21% badanych wskazało, że na wakacje przeznaczy między 500 a 1000 zł i między 1500 a 2000 zł na osobę, a 20% – od 1000 do 1500 zł. Tegoroczne wakacje sfinansujemy przede wszystkim z bieżących dochodów lub oszczędności, po które sięgnie 81% respondentów. Co ważne, planując wakacyjny budżet, większość z nas (60%) zamierza uwzględnić w nim zakup ubezpieczenia podróżnego.Budżet pod specjalnym nadzorem

Jedną z kluczowych kwestii podczas wakacji jest też oczywiście to, gdzie będziemy jeść. I tak – blisko 40% ankietowanych zamierza samodzielnie przygotowywać posiłki, prawie 30% będzie odwiedzać lokalne restauracje, a co czwarty respondent będzie miał zapewnione wyżywienie w miejscu wakacyjnego pobytu.

Z naszego badania wynika też, że Polacy bardzo cenią sobie niezależność. Prawie 90% z nas organizuje urlop samodzielnie. Zazwyczaj korzystamy wtedy z możliwości, jakie daje nam internet. Aż 80% ankietowanych „załatwia” konieczne formalności online – podsumowuje Katarzyna Grzywaczewska.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 27-31 maja 2022 r. metodą ankiety online na grupie 882 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

W tych krajach najlepiej (czyli najskuteczniej) jest windykować należności – ranking

Szwecja, Niemcy i Finlandia to trzy kraje, w których windykacja należności jest mniej skomplikowana, podczas gdy Arabia Saudyjska, Malezja i ZEA to miejsca, w których windykacja należności stanowi największe wyzwanie.

To już trzecia edycja badania oceny stopnia złożoności windykacji[1] przeprowadzona przez Allianz Trade. W przejrzysty sposób odzwierciedla ono trudności w ściąganiu należności, co pomaga w podejmowaniu decyzji i w zarządzaniu należnościami w międzynarodowej wymianie handlowej, co ma zasadnicze znaczenie w sytuacji globalnego wzrostu niewypłacalności przedsiębiorstw (+10% w 2022 r. i +14% w 2023 r.). Ocena obejmuje 49 krajów reprezentujących prawie 90% światowego PKB i 85% światowego handlu.

Europa jest nadal najłatwiejszym miejscem do odzyskiwania swoich należności

Gdzie najlepiej (czyli najskuteczniej) jest windykować należności? Nie jest zaskoczeniem, że podobnie jak w poprzedniej edycji naszej oceny stopnia złożoności windykacji (2018), Europa zajmuje czołowe miejsce. W pierwszej dziesiątce najbardziej przyjaznych miejsc do windykacji znajdują się następujące kraje europejskie. Szwecja (z wynikiem 30), Niemcy (30) i Finlandia (32) są najlepsze w swojej klasie, a ich wyniki pozostają stabilne w porównaniu z naszym poprzednim raportem. Nowa Zelandia jest pierwszym krajem pozaeuropejskim, który znalazł się w rankingu (12. miejsce, wynik 36, +1 punkt od 2018 roku), a następnie Brazylia (20. miejsce, wynik 43, stabilny).

„W Szwecji, Niemczech i Finlandii lokalne przedsiębiorstwa dobrze wywiązują się ze swoich zobowiązań płatniczych, a sądy wywiązują się z wydawania decyzji w terminie, co ułatwia firmom ściąganie długów. Stanowi to kontrast w stosunku do innych krajów europejskich, takich jak Francja (10. miejsce, 36 pkt., bez zmian) i Hiszpania (11. miejsce, 36 pkt., spadek o -1 pkt.), gdzie ściąganie długów jest bardzo skomplikowane w przypadku niewypłacalności dłużnika, zwłaszcza jeśli chodzi o niezabezpieczonych wierzycieli” – wyjaśnia Maxime Lemerle, główny analityk ds. badań nad niewypłacalnością w Allianz Trade.

Arabia Saudyjska (91, poprawa o 3 punkty), Malezja (78, stabilizacja) oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie (72, spadek złożoności windykacji aż o 9 punktów) zamykają ranking w 2022 roku. Pomimo pewnej poprawy w zakresie złożoności procedur sądowych, międzynarodowa windykacja należności jest w Arabii Saudyjskiej trzykrotnie bardziej skomplikowana niż w Szwecji, Niemczech i Finlandii.

Europa jest nadal najłatwiejszym miejscem do odzyskiwania swoich należności

W prawie co drugim kraju odnotowaliśmy spadek oceny złożoności windykacji

Różnica między gospodarkami rozwiniętymi a rynkami wschodzącymi jest nadal duża. W istocie 14 z 16 krajów Europy Zachodniej ma zauważalnie mniej dotkliwy dla wierzycieli poziom złożoności windykacji.

Z kolei Stany Zjednoczone (32. miejsce, 55 pkt, bez zmian) i Kanada (29. miejsce, 53 pkt, bez zmian) otrzymały ocenę „Bardzo Wysoki (poziom komplikacji windykacji)”. Bliski Wschód, Azja i Afryka to trzy regiony, w których windykacja należności jest najbardziej skomplikowana.

Niemniej jednak różnica ta z czasem się zmniejsza. W ciągu ostatnich czterech lat prawie połowa krajów odnotowała spadek oceny w zakresie złożoności windykacji (20 z 49 krajów). Covid-19 skłonił kilka krajów do przyspieszenia reform ram prawnych dotyczących niewypłacalności. Zauważyliśmy również pewną poprawę w zakresie ram restrukturyzacji zapobiegawczej, np. w Wielkiej Brytanii (dzięki nowej procedurze Moratorium), Australii i UE, gdzie dyrektywa 2019/1023 jest obecnie wdrażana (zmieniając ramy prawne) w różnych państwach członkowskich. Arabia Saudyjska i Chiny również podjęły działania skutkujące zauważalną poprawą: w krajach tych wskaźniki złożoności windykacji zmniejszyły się odpowiednio o -3 punkty i -2 punkty” – mówi Fabrice Desnos, Członek Zarządu Allianz Trade, odpowiedzialny za Ocenę ryzyka, Reasekurację i Gwarancje.

Ocena globalnej złożoności windykacji zmniejszyła się w ciągu ostatnich czterech lat: obecnie wynosi 49, czyli o 2 punkty mniej niż w 2018 roku (51). Jednak pomimo tej pozytywnej tendencji, międzynarodowa windykacja należności pozostaje ogólnie bardzo złożona (średni poziom to: Wysoki).

„We wszystkich krajach istnieją obszary, w których windykacja jest skomplikowana: lokalne praktyki płatnicze wyróżniają się (zawiłością)  szczególnie na Bliskim Wschodzie, ale w większości krajów są źródłem utrudnień. Z kolei złożoność postępowań sądowym jest nieco rzadsza, zwłaszcza w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej, ale gdy już mamy z nią do czynienia, jest zdecydowanie większym wyzwaniem (niż wspominane lokalne uwarunkowania zwyczajowe). Najtrudniejsze są jednak zawiłości związane z niewypłacalnością przedsiębiorstw: postępowania upadłościowe wciąż odpowiadają za połowę wszystkich utrudnień związanych z windykacją na świecie” – wyjaśnia Maxime Lemerle.

Którzy eksporterzy są najbardziej narażeni na złożoność windykacji?

Łącząc wynik złożoności windykacyjnej każdego kraju z jego partnerami handlowymi (kto gdzie eksportuje), Allianz Trade obliczył ekspozycję eksporterów na międzynarodową złożoność procesu windykacji swoich należności eksportowych.

Najmniej narażone (na utrudnienia w odzyskaniu swoich należności eksportowych) są Finlandia, Austria i Norwegia, ponieważ ich dominujący partnerzy handlowi to kraje, w których windykacja należności jest najmniej skomplikowana. Na drugim końcu spektrum wyróżnia się Azja, gdzie siedem krajów znajduje się na szczycie listy krajów najbardziej narażonych na skomplikowaną windykację w związku z handlem międzynarodowym: Hong Kong, Indonezja, Tajlandia, Malezja, Japonia, Singapur i Indie.Którzy eksporterzy są najbardziej narażeni na złożoność windykacji Którzy eksporterzy są najbardziej narażeni na złożoność windykacji

[1] Ocena stopnia złożoności windykacji Allianz Trade mierzy poziom złożoności  międzynarodowych procedur windykacyjnych w skali od 0 (najmniej złożona) do 100 (najbardziej złożona). Wynik ten łączy w sobie ekspertyzę specjalistów ds. windykacji Allianz Trade na całym świecie oraz ponad 40 wskaźników administracyjnych odnoszących się do: (i) lokalnych praktyk płatniczych; (ii) lokalnych postępowań sądowych oraz (iii) lokalnych postępowań upadłościowych. Wynik ten jest następnie dzielony na cztery rodzaje ocen: Zauważalny (wynik poniżej 40), Wysoki (wynik pomiędzy 40 a 50), Bardzo wysoki (50 do 60) i Dotkliwy (powyżej 60.

Wysokie zarobki stały się najważniejsze dla młodych Polaków. Trzy lata temu była to przyjazna atmosfera w pracy

Ponad połowa młodych Polaków pozytywnie ocenia swoje szanse na rynku pracy (64,2%). Wysokie zarobki są kluczowe dla 57% badanych, oferta benefitów dla 82%, a niemal połowa przebadanych młodych Polaków (49,9%) sprawdza zaangażowanie społeczne firmy. Elastyczne godziny pracy i możliwość pracy zdalnej to „obowiązkowy” benefit dla odpowiednio 37,2% i 41,5% badanych. Pracodawcy, którzy chcą się wyróżnić na rynku pracy powinni zaoferować młodym krótszy tydzień pracy i dodatkowe dni płatnego urlopu – wynika z 3. edycji wspólnego raportu PwC Polska, Well.hr i Absolvent Consulting “Młodzi Polacy na rynku pracy”.

Ostatnie trzy lata postawiły studentów i absolwentów w obliczu wyzwań, z jakimi nie musiały się mierzyć poprzednie pokolenia – pandemia Covid, nowa „normalność”, wojna w Ukrainie – zmieniły styl pracy, wpłynęły na rynek i szanse zawodowe młodych ludzi. Studenci i absolwenci próbują odnaleźć się w zmiennym i nieprzewidywalnym świecie oraz rozpocząć karierę na swoich warunkach. W 3. edycji badania ponownie przyjrzeliśmy się wchodzącym na rynek studentom i absolwentom, by sprawdzić jak z perspektywy doświadczeń minionego roku oceniają swoje szanse, jakie kwestie uważają za istotne przy wyborze zatrudnienia, w jaki sposób sprawdzają wiarygodność pracodawcy, jakie zmiany zaszły w ich postawach i oczekiwaniach na przestrzeni ostatnich lat oraz jakie są tego skutki dla pracodawców.

“Absolwenci wskazują na potrzebę elastycznego podejścia do pracy i tego, żeby wykonywane przez nich obowiązki miały sens. To cenna wskazówka dla pracodawców, która pozwoli im rozważyć czy stosowany przez nich model zatrudnienia wymaga dostosowania do współczesnych trendów poszukiwanych przez pracowników. Możliwości jest znacznie więcej – B2B, zadaniowy czas pracy, praca w modelu hybrydowym, elastyczne modele benefitowe czy krótszy tydzień pracy. To ważne, ponieważ na przestrzeni ostatnich lat widzimy jak zmieniają się priorytety młodego pokolenia Polaków wchodzących na rynek pracy, jak rośnie znacznie wysokich zarobków czy elastycznych godzin pracy, a jak maleje znaczenie zdobywania doświadczenia zawodowego czy stabilność zawodowa” – mówi Katarzyna Komorowska, partnerka PwC Polska z zespołu People & Organization.

Pytani o to czy wojna w Ukrainie wpłynęła na ich szanse na rynku pracy, młodzi Polacy są podzieleni: 37% z nich uważa, że tak, niemal tyle samo, że nie. 27% studentów nie ma w tej sprawie zdania. Brak wpływu wojny na swoją sytuację na rynku pracy częściej deklarują absolwenci oraz studenci, którzy już podjęli zatrudnienie. Po raz pierwszy od 3 lat młodzi ludzie optymistycznie patrzą w przyszłość – 64,2% z nich uważa, że w porównaniu z rokiem ubiegłym, ich szanse na rynku pracy poprawiły się. Na takie postrzeganie sytuacji rynkowej ma prawdopodobnie wpływ ożywienie ekonomiczne po czasie pandemii Covid-19 oraz duża liczba ofert adresowanych do studentów i absolwentów. 17% młodych ocenia, że ich szanse na rynku pracy uległy pogorszeniu, natomiast 18,7% – że są takie same jak przed rokiem. Dla porównania, w 2021 roku prawie połowa badanych (48,7%) oceniła, że w związku z pandemią ich możliwości na rynku pracy zmieniły się na gorsze. Pozytywnie swoje szanse na rynku pracy oceniają zwłaszcza respondenci, którzy już podjęli pracę.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w pracy?
(wybierz 5 najważniejszych obszarów)
2020 2021 2022
Wysokie zarobki 42.5% 46.9% 56.8%
Zdobycie doświadczenia zawodowego 49.4% 49.8% 43.4%
Przyjazna atmosfera 50.0% 46.0% 42.5%
Poczucie sensu wykonywanej pracy 43.2% 43.4% 40.3%
Elastyczne godziny pracy 31.7% 30.9% 37.9%
Możliwość zachowania work-life balance 31.0% 33.6% 36.5%
Możliwość pracy zdalnej 22.9% 22.3% 32.8%
Praca zgodna z zainteresowaniami 36.4% 36.4% 31.0%
Stabilne i bezpieczne zatrudnienie 35.9% 31.1% 26.8%
Ciekawe zadania 32.9% 30.0% 24.9%
Niski poziom stresu 21.7% 19.1% 23.5%
Bogaty pakiet szkoleń 27.2% 22.9% 21.2%
Praca z nowymi technologiami 15.9% 15.9% 15.4%
Międzynarodowe środowisko pracy 10.3% 15.0% 12.4%
Praca adekwatna do umiejętności 16.7% 13.9% 13.7%
Samodzielność w podejmowaniu decyzji 9.4% 9.9% 9.5%
Szybki awans 5.7% 9.0% 9.5%
Praca w zespole 9.5% 10.6% 9.0%
Praca w firmie odpowiedzialnej społecznie X 7.2% 5.9%
Praca w młodym zespole 5.8% 5.1% 5.8%
Polski kapitał 1.9% 1.1% 1.1%

“Pandemia nauczyła młodych, że mogą uczyć się i pracować z dowolnego miejsca, co więcej, są przekonani, że możliwość wyboru miejsca i czasu pracy ma pozytywny wpływ na ich produktywność. Z zainteresowaniem śledzą informacje o wdrażanych pilotażowo w Polsce i zagranicą nowych rozwiązaniach, takich jak krótszy tydzień pracy czy dodatkowe dni wolne od pracy. Uważają, że pozytywnie wyróżniają one pracodawców. Jednocześnie dużą wagę przywiązują do wellbeingu społecznego – w kolejnych edycjach badania coraz ważniejsze są dla nich dobre relacje z kolegami w pracy oraz wspierający szef, najlepiej taki, który potrafi pogodzić role autorytetu i kolegi. Na rynku pracy o młode talenty najłatwiej będzie konkurować pracodawcom, którzy zapewnią młodym poczucie wolności, a jednocześnie stworzą im środowisko pracy sprzyjające budowaniu dobrych relacji” – mówi Magdalena Pancewicz, współzałożycielka Well.hr, strateżka wellbeingu i komunikacji.

Elastyczne godziny pracy i możliwość pracy zdalnej to „obowiązkowy” benefit dla odpowiednio 37,2% i 41,5% badanych. Dostęp do szkoleń – ważny jest dla 37,2% badanych. Wśród najważniejszych benefitów są także ubezpieczenie zdrowotne (27,1%), oraz prywatna opieka medyczna (32,8%). Dodatkowe dni płatnego urlopu oraz krótszy tydzień pracy to ważne świadczenia dla odpowiednio: 10,8% i 9,5% badanych. Pracodawca może się dodatkowo wyróżnić krótszym tygodniem pracy, na co wskazuje 31,1% przebadanych. Dla 22,7% ważne są dodatkowe dni płatnego urlopu a zdaniem 18,7% respondentów pracodawca zwrócił by ich uwagę tym, że rozwija pasje pracowników.

“Ze słownika zespołów HR i EB, kadr i administracji wykreślmy frazes “konkurencyjne wynagrodzenie”. Płaca wyższa niż średnia rynkowa, tak samo jak pensja równa średniej rynkowej bez wskazania konkretnej kwoty lub widełek płacowych jest bajką, w którą nie uwierzy żadne młode pokolenie. Pieniądze dla generacji Z nie są i nigdy nie będą tematem tabu. Często narusza to strefę komfortu pracodawców w relacji organizacja-kandydat. Niesłusznie. Wykorzystajmy raport i nowe wnioski do projektowania pełnej zrozumienia komunikacji, w której przyszłe talenty traktujemy jak prawdziwych partnerów. Odświeżmy styl opowiadania. Róbmy to kalorycznie. Pozwólmy zrozumieć proces, bo codziennie tworzymy najlepsze możliwe miejsce pracy. Zaprośmy do jego współtworzenia! Świętujemy każde “done” na liście “to do”. Taki jest aktualny wzór na skuteczny dialog z młodymi uczestnikami rynku pracy w świecie zmieniających się rzeczywistości” – mówi Krzysztof Ciok, head of Absolvent Consulting.

Sukces zawodowy to dla 24,9% badanych praca, która jest pasją. Dla 15,8% młodych osób to poczucie sensu pracy. O sukcesie świadczą także wysokie zarobki (21,7%). Sukces to także łączenie pracy z podróżowaniem (9,6%), stanowisko eksperta (8,2%), czy prowadzenie własnej firmy (7,6%). Zdaniem młodych Polaków na rynku pracy najbardziej cenione będą w przyszłości: otwartość i szybka adaptacja do zmian, łączenie różnych umiejętności, szybkie uczenie się oraz umiejętności z obszaru IT. Wskazania dotyczące najważniejszych na rynku pracy kompetencji nie zmieniły się prawie wcale od 2021 roku.

Badanie realizowane było za pomocą ankiety online w marcu i kwietniu 2022 roku na próbie 3207 respondentów. W analizie uwzględnione zostały odpowiedzi osób do 27 r.ż.(N=2023).

Tydzień wahań na eurodolarze, drugi tydzień spadków ropy

Po wczorajszych zawirowaniach na eurodolarze związanych z odczytami PMI na świecie dziś obserwujemy próbę ustabilizowania się kursu EUR/USD. „Czarne złoto” pod koniec tygodnia cały czas utrzymuje się na najniższych poziomach od miesiąca. Turcja nie zmienia zdania w sprawie stóp procentowych. Rodzima waluta traci na szerokim rynku.

Tydzień wahań na eurodolarze

Pomimo wahań, które przez cały tydzień obserwowaliśmy na kursie głównej pary walutowej świata, piątek prawdopodobnie zakończymy na poziomach cenowych, którymi otwieraliśmy ten tydzień. Po środowym osłabieniu dolara wczoraj kursem EUR/USD kierowały światowe odczyty PMI. Poranne słabe wstępne wyniki indeksów PMI usług i przemysłu dla poszczególnych państw Unii Europejskiej nadszarpnęły kursem głównej pary walutowej świata, działając na korzyść „zielonego”. Wszystkie odczyty były poniżej oczekiwań oraz gorsze od tych sprzed miesiąca. Nieco później poznaliśmy dane PMI dla usług i przemysłu dla całej strefy euro. Te również były gorsze od konsensusu, przez co umacnianie się dolara uzyskało potwierdzenie. Na kursie EUR/USD chwilami znajdowaliśmy się poniżej 1,05 $. Po południu poznaliśmy wartości indeksów PMI dla Stanów Zjednoczonych. Te, podobnie jak dane z Europy, również przyjęły wartości poniżej poprzednich odczytów oraz poniżej oczekiwań. Wtedy rynek najprawdopodobniej zaczął dyskontować słabe dane zza oceanu, działając na niekorzyść dolara, który do dziś utrzymuje się powyżej 1,05 $, a sam kurs próbuje się ustabilizować w okolicach tej wyceny.

Ropa utrzymuje cenę

Za nami drugi tydzień spadków cen ropy. Mimo to nie można mówić tu o żadnej stabilności trendu spadkowego. Chaos na rynku „czarnego złota” nadal trwa. Chęć zwiększenia podaży ropy przez Stany Zjednoczone, widmo recesji w tym kraju oraz widmo kryzysu globalnego nie pozwoliło cenie ropy odbić się od środowych spadków. Co ciekawe, dziś cena OIL BRENT znajduje się w okolicach 106 $, czyli zeszliśmy o 2 dolary niżej w stosunku do środowego tąpnięcia. Warto zauważyć, że dzisiejsze notowania tego indeksu znajdują się poniżej linii trendu wzrostowego, którą można wyznaczyć wzdłuż trzech ostatnich dołków z kwietnia i maja. Patrząc pod kątem analizy technicznej, oznaczać to może przełamanie trendu coraz wyższych dołków.

Turcja nie zmienia zdania

W Turcji po raz kolejny nie poczyniono żadnego ruchu na stopach procentowych. Główna stopa pozostaje na niezmiennym poziomie 14% od grudnia 2021 roku. Ten przebieg wydarzeń nie dziwi już chyba nikogo. Gołębie przekonania prezydenta, który mocno „współpracuje” z Centralnym Bankiem Turcji są silniejsze od danych płynących z rynku. Na wykresach liry tureckiej do euro, dolara czy polskiego złotego widać sukcesywne osłabianie się tureckiej waluty. Niestety dziś o poranku odnotowaliśmy także osłabienie PLN do głównych walut świata. Patrząc na te wykresy w perspektywie całego tygodnia, widzimy, że nie był to najlepszy czas dla złotego. Przyszły tydzień pokaże, czy zakończenie miesiąca będzie bardziej łaskawe dla rodzimej waluty.

Dziś mamy dzień wolny w Nowej Zelandii oraz Szwecji. W kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:15 oraz 13:30 – Wystąpienie szefa Fed z St. Louis (James Bullard)
13:30 – Wystąpienie publiczne członka zarządu ECB (Luis de Guindos)
16:00 – Raport Uniwersytetu Michigan.

Dawid Górny, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Załamanie na rynku kredytów mieszkaniowych, jedynie kredyty gotówkowe notują wzrost

W maju 2022 r. w porównaniu do maja 2021 r. banki i SKOK-i przyznały więcej (+1,5%) tylko kredytów gotówkowych. W pozostałych rodzajach kredytów odnotowano spadki. Spadła liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych (-43,3%), limitów na kartach kredytowych (-29,3%), a także kredytów ratalnych (-4,7%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały niższą wartość we wszystkich produktach kredytowych. Najwyższy spadek wartości wystąpił w kredytach mieszkaniowych (-38,6%). Na niższą wartość przyznano limitów na kartach kredytowych (-16,3%), kredytów ratalnych (-3,9%) i gotówkowych (-0,8%).

W porównaniu do poprzedniego miesiąca, w maju 2022 r. banki udzieliły mniej kredytów ratalnych (-15,4%) oraz kredytów mieszkaniowych (-12,2%), więcej natomiast przyznały kredytów gotówkowych (+20,1%) oraz kart kredytowych (+14,5%). W ujęciu wartościowym m/m spadła jedynie wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych o (-13,7%). Najwyższy miesięczny wzrost odnotowały kredyty gotówkowe (+13,9%). Przyznano wyższą wartość na kartach kredytowych (+10,3%) i w kredytach ratalnych (+5,4%).

W pierwszych pięciu miesiącach 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, ujemne dynamiki w obu ujęciach odnotowały karty kredytowe (-34,0% oraz -16,7%) oraz kredyty mieszkaniowe (-27,9% i -19,7%). Natomiast dodatnie dynamiki zanotowano w przypadku kredytów ratalnych (+17,4% i +2,7%), a także kredytów gotówkowych (+5,1% i +2,4%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski oraz formułując opinie, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, majowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym maju 2022 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w maju 2022 r. jest efektem wniosków składanych głównie w marcu i kwietniu 2022 r.

Po drugie, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

W maju 2022 r. zróżnicowana sytuacja w kredytach gotówkowych – wzrosty w ujęciu liczbowym i spadki w wartościowym

W ujęciu r/r dynamikę liczby i wartości kredytów gotówkowych na tle pozostałych produktów kredytowych trzeba interpretować w miarę pozytywnie.

– W pięciu pierwszych miesiącach br. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku kredyty gotówkowe z trzech przedziałów kwotowych: do 5 tys. zł, 5-10 tys. zł i powyżej 50 tys. zł,  odnotowały dodatnie dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. W przeciwieństwie do zeszłego roku, gdy najwyższa dynamika wzrostów dotyczyła kredytów wysokokwotowych > 50 tys. zł, to obecnie dynamika kredytów niskokwotowych tj. z dwóch przedziałów do 5 tys. zł oraz 5-10 tys. zł jest najwyższa i wyniosła odpowiednio (+16,8% L) i (+13,0% W) oraz (8,5% L) i (7,5% W). Kredyty z tych dwóch przedziałów odpowiadają za 9,3% wartości sprzedaży i prawie połowę liczby udzielonych w okresie styczeń – maj 2022 r. kredytów gotówkowych. Stąd dynamika w całym segmencie kredytów gotówkowych w ujęciu liczbowym jest dodatnia, a w wartościowym ujemna – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Pięć miesięcy na rynku kredytów gotówkowych należy do w miarę udanych i to pomimo serii podwyżek stóp procentowych, które spowodowały, że stopy procentowe wróciły do poziomu sprzed 14 lat, a rynek oczekuje dalszych podwyżek. Kredyty gotówkowe odnotowały w tym okresie w ujęciu r/r dodatnie dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów. Jak już wspomniałem rozwija się akcja kredytowa głównie w segmencie kredytów gotówkowych zaciąganych na niższe kwoty. Jeżeli połączymy to z wysoką dodatnią dynamiką w sektorze pożyczek pozabankowych, to rysuje się nam znane już wcześniej zjawisko. Zarówno kredyty gotówkowe niskokwotowe, jak i pożyczki pozabankowe zaciągane są bowiem najczęściej w celu sfinansowania bieżących potrzeb gospodarstwa domowego. W obecnej sytuacji mogą więc one stanowić źródło finansowania nagłych potrzeb, na które nie wystarcza bieżących dochodów z uwagi na wysoką inflację na poziomie niewidzianym już od 25 lat – tłumaczy prof. Rogowski.

Majowa zadyszka – kredyty ratalne w maju na minusie zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym

W przypadku kredytów ratalnych w maju 2022 r. mamy ujemne dynamiki r/r zarówno w ujęciu ilościowym (-4,7%), jak i w ujęciu wartościowym (-3,9%). Jednak zarówno liczba, jak i wartość udzielonych kredytów ratalnych w okresie styczeń – maj  tego roku jest wyższa w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku – odpowiednio o (+17,4%) oraz (+2,7%).

– W przeciwieństwie do kredytów gotówkowych, dynamiki sprzedaży kredytów ratalnych w pierwszych pięciu miesiącach br. w porównaniu do stycznia-maja 2021 r. mają dodatnie dynamiki wartości udzielonych kredytów w prawie wszystkich przedziałach kwotowych. Najwyższe dynamiki dotyczą kredytów ratalnych do 1 tys. zł. (+44,4%). W ujęciu liczbowym również najwyższe dodatnie dynamiki dotyczą kredytów ratalnych z przedziału do 1 tys. zł (+71,9%). Prawdopodobnie to efekt nabycia portfela pożyczek BNPL przez jeden z banków. A segment pożyczek BNPL dynamicznie rośnie. Co ciekawe, ujemną dynamikę odnotowały jedynie kredyty ratalne wysokokwotowe z przedziału powyżej 10 tys. zł (- 9,8% L oraz -6,6% W), co może wynikać ze zmniejszenia atrakcyjności zakupu droższych rzeczy np. samochodów używanych na raty. Należy również zauważyć, że nadal mamy możliwość skorzystania z oferty zakupu na raty przy 0 stawce RSSO głównie artykułów RTV i AGD, co przy tak wysokiej inflacji czyni zakupy na raty jeszcze bardziej atrakcyjne – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w maju 2022 r. to 4 518 zł i jest ona wyższa niż w maju rok temu o 0,9%. Dla kredytów gotówkowych, średnia wartość zaciągniętego w maju 2022 r. kredytu to 21 091 zł – to spadek o 2,3% w stosunku do maja 2021 r.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – majowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,14%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Majowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 3,96%.

– W porównaniu do maja 2021 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 0,72 pkt proc. Jednak w porównaniu do wartości Indeksu miesiąc, kwartał i pół roku temu, mamy jego pogorszenie (wzrosty), co wskazuje na lekki wzrost ryzyka tych kredytów. Na uwagę zasługuje również nadal bardzo niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. W okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu polepszyła się (spadła) o 0,13 p.p. Jednak również w tym przypadku, jeżeli porównamy wartość Indeksu w ujęciu miesięcznym, kwartalnym czy półrocznym to widzimy nieznaczne jego pogorszenie.
Pomimo, że oba Indeksy jakości pogorszają się w ujęciu miesięcznym, 3 miesięcznym i 6 miesięcznym, to poziom wzrostów nie jest na razie tak wysoki, że powinien budzić istotne obawy co do jakości portfela kredytów gotówkowych i ratalnych. Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego zarówno z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych miesiącach należy jeszcze uważniej obserwować zachowanie się Indeksów jakości  kredytów ratalnych i gotówkowych – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – w maju kontynuacja załamania akcji kredytowej

W maju br. w porównaniu z majem 2021 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy bardzo duży spadek liczby udzielonych kredytów (-43,3%). Również w ujęciu wartościowym dynamika jest wysoce ujemna (-38,6%). W maju 2022 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 346,49 tys. zł i była wyższa w ujęciu rocznym o 8,4%.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – maj 2022 r. widać duże zróżnicowanie. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, dotyczyły jedynie kredytów z przedziału powyżej 500 tys. zł, w ujęciu liczbowym (+4,5%) i w wartościowym (+7,7%). W pozostałych przedziałach zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dynamiki są ujemne.

– Dla kredytów mieszkaniowych maj był bardzo zły. A w ujęciu liczbowym nawet katastrofalny, bowiem w maju banki udzieliły tylko 13 642 kredytów. Jest to najmniej od lutego 2015 r. czyli od 87 miesięcy. W ujęciu wartościowym banki udzieliły w maju kredytów mieszkaniowych na wartość 4,727 mld zł. Jest to najmniej od sierpnia 2020 r. Rynek spada więc również w ujęciu wartościowym. Sytuację na rynku kredytów mieszkaniowych w ujęciu wartościowym ratują nieco kredyty wysokokwotowe czyli powyżej 500 tys. zł. Obecnie jesteśmy w cyklu zacieśniania polityki monetarnej. Za nami już 9 podwyżek stóp procentowych. Rynek oczekuje jeszcze przynajmniej kilku podwyżek. Pragnę jednak zauważyć, bo mało się o tym mówi, że pomimo podwyżek realne stopy procentowe są nadal ujemne (ok. -7%), a różnica pomiędzy nominalną stopą a realną jeszcze się powiększa. Ostatnia czerwcowa podwyżka nie znalazła jeszcze, bo nie mogła, swojego odzwierciedlenia w samej akcji kredytowej. Podwyżki stóp procentowych obniżyły bardzo znacząco zdolność kredytową. Do tego dochodzą regulacje KNF, zaostrzające wymogi liczenia zdolności kredytowej, które również negatywnie wpływają na zdolność kredytową. Wszystkie te czynniki bardzo wyhamowały akcję kredytową. Wartość akcji kredytowej z pierwszych pięciu miesięcy 2022 r. jest praktycznie na poziomie akcji kredytowej z pierwszych pięciu miesięcy 2020 r. – stwierdził prof. Rogowski.

– Jeżeli dodamy do tego zapowiedzi niektórych banków, że będą udzielać kredytów mieszkaniowych tylko swoim klientom lub na finansowanie „zielone”, to kolejne miesiące będą ekstremalnie trudne na rynku kredytów mieszkaniowych. A majowy odczyt Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe na historycznie niskim poziomie (-51,6%) jest zapowiedzią dalszego dużego schłodzenia popytu na rynku kredytów mieszkaniowych w kolejnych kwartałach, co oczywiście negatywnie przełoży się na skalę i wartość akcji kredytowej – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w maju 2022 r. wyniósł 0,65%. W ostatnich 12 miesiącach (od maja 2021 r. do maja 2022 r.) jakość portfela nieznacznie pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,04 p.p.).

– Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów czynnikiem, który może niekorzystnie wpłynąć w przyszłości – myślę że najwcześniej we wrześniu – październiku 2022 r. na jakość portfela kredytów mieszkaniowych, są podwyżki stóp procentowych. Bowiem prawie cały portfel złotowych kredytów mieszkaniowych to kredyty na zmienną stopę. Wartość Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych nieznacznie pogarsza się (wzrost wartości Indeksu) w ujęciu 1, 3, 6 i 12 miesięcznym, co może zapowiadać pogorszenie jakości w kolejnych miesiącach roku. Pojawia się jednak jeden czynnik, który może ograniczyć wzrost opóźnień. Tym czynnikiem są oczywiście wakacje kredytowe. Jeżeli przejdzie projekt uchwalony w Sejmie, który daje możliwość skorzystania z tego przywileju wszystkim kredytobiorcom spłacającym kredyt mieszkaniowy, to problem braku spłaty może zostać przesunięty w czasie – ostrzega prof. Rogowski.

Karty kredytowe – kontynuacja spadków

W maju 2022 r. banki wydały 43,9 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 344 mln zł.

– W maju 2022 r. pomimo efektu niskiej bazy sprzed roku, nadal mamy w ujęciu liczbowym ujemną dynamikę, która wynosi (-29,3%). Również w ujęciu wartościowym odnotowujemy ujemną dynamikę (-16,3%). W ujęciu liczbowym ujemne dynamiki w pięciu miesiącach br. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku dotyczą wszystkich przedziałów kwotowych. W przypadku ujęcia wartościowego dodatnią dynamiką charakteryzowały się jedynie limity kartowe udzielone na ponad 10 tys. zł (+4,8%). Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości w maju wyniosła 3,41%. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się – wzrosła o (+0,08)  – mówi prof. Rogowski z BIK.

Trwa spór między UODO i GUGiK. Księgi wieczyste kością niezgody. Wyrok NSA może wiele zmienić w kwestii ochrony danych osobowych

  • Spór UODO i GUGiK może wywołać potrzebę zmian w kwestii ochronny danych osobowych Polaków
  • Księgi wieczyste kością niezgody. Sytuacja może dotknąć też innych publicznych rejestrów
  • UODO alarmuje. Trzeba podjąć szerszą dyskusję na temat lepszej ochrony danych osobowych Polaków

W przestrzeni publicznej coraz częściej mówi się, że wpisy w księgach wieczystych powinny być lepiej chronione. Analizując je, można pozyskać wiele informacji, zawartych też w księgach powiązanych, nie tylko na temat właścicieli nieruchomości. Oni sami nie mają kontroli nad tym, komu są udostępniane ich dane osobowe. UODO podkreśla, że dostęp do informacji zawartych w księgach wieczystych nie powinien być powszechny, choć niektóre instytucje próbują to zmienić. Obecnie trwa spór sądowy między UODO a GUGiK. Sprawę ma rozstrzygnąć NSA. Stanowisko to będzie kluczowe w kontekście nie tylko ww. zakresu, ale może też wyznaczyć potrzebę szerszej dyskusji w stosunku do szeregu innych jawnych rejestrów, o co już dzisiaj apeluje UODO.

Potrzebna lepsza ochrona?

Księgi wieczyste są jawne. Każdy, kto je przegląda, może pozyskać wiele informacji nt. właściciela danej nieruchomości. Dotyczą one m.in. wysokości kredytu hipotecznego czy numeru PESEL. W związku z tym w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się stwierdzenia, że ww. dokumenty powinny zostać objęte regułami ochrony danych osobowych wynikającymi z RODO.

– Przepisy dot. ksiąg wieczystych skonstruowano na zasadzie kompromisu. Z jednej strony uwzględniono potrzebę pozyskiwania informacji w określonych celach, np. dla zapewnienia bezpieczeństwa obrotu gospodarczego, a z drugiej – konieczność ochrony danych osobowych. Chcąc uzyskać szczegóły nt. konkretnej nieruchomości, trzeba znać nr jej księgi wieczystej. Dopóki nie jest on powszechnie dostępny, nie mamy do czynienia z nieuprawnionym upublicznieniem danych osobowych. Trzeba bowiem pamiętać, że informacje zawarte w księgach wieczystych pozwalają na identyfikację osób fizycznych, a tym samym stanowią dane osobowe w rozumieniu RODO. Dlatego powinny być przetwarzane z poszanowaniem zasad określonych w tym akcie prawnym – komentuje Monika Krasińska, dyrektor Departamentu Orzecznictwa i Legislacji w Urzędzie Ochrony Danych Osobowych.

Natomiast radca prawny Klaudyna Jarzec-Koślacz z JKM Kancelarii Radców Prawnych zaznacza, że obecny kształt ksiąg wieczystych był opracowywany na przestrzeni wielu lat. Stanowi też odpowiedź na problemy, jakie pojawiały się w obrocie nieruchomościami, w tym wcześniej brak należytej ochrony stron transakcji. Wprowadzenie nowych przepisów ograniczających dostęp do ksiąg wieczystych lub do niektórych informacji mogłoby być krokiem wstecz w stosunku do tego, co zostało wypracowane przez lata. Niemniej każde ujawnienie zbioru danych osobowych w Internecie, a w tym przypadku poprzez elektroniczny dostęp, pociąga za sobą ryzyko utraty kontroli administratora nad nimi.

– Sprawa jest o tyle trudna, że po przeciwległych stronach znajdują się dwie różne, lecz tak samo istotne wartości, które na siebie wzajemnie wpływają, pozostając jednocześnie w pewnej sprzeczności. Z jednej strony mamy do czynienia z ochroną danych osobowych, a z drugiej – z bezpieczeństwem w obrocie nieruchomościami. Wprowadzanie jakichkolwiek zmian w tym zakresie wymaga właściwie wyważenia obu kwestii – mówi radca prawny Emilia Miśkiewicz z JKM Kancelarii Radców Prawnych.

Wg mec. Jarzec-Koślacz, analizując księgę wieczystą, o ile znany jest jej numer, można pozyskać wiele informacji, nie tylko w niej zapisanych, ale też zawartych w księgach powiązanych. Figurują w nich dane osobowe innych osób niż tylko właściciela nieruchomości. Dla kogoś, kto sprawnie porusza się w tej materii, nie stanowi to problemu. Zdaniem eksperta, z tego powodu dane osobowe powinny być lepiej chronione, przy założeniu, że nie odejdziemy od fundamentalnej zasady, jaką jest rękojmia wiary publicznej ksiąg wieczystych.

Spór przed NSA

– Dostęp do informacji zawartych w księgach wieczystych powinien być możliwy po spełnieniu warunków określonych w ustawie o księgach wieczystych i hipotece, które zakładają ich jawność, ale nie powszechną dostępność. Niebezpieczne jest to, że niektóre instytucje próbują zmienić ten model. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku zaproponowanej przez Głównego Geodetę Kraju koncepcji funkcjonowania Geoportalu, na którym upubliczniane były numery ksiąg wieczystych. Obecnie już nie są, wskutek interwencji organu nadzorczego, ale przez tak długi okres ich upublicznienia trudno wyobrazić sobie, aby z tych zasobów nie korzystały różne podmioty, w tym handlujące danymi – dodaje Monika Krasińska.

W 2020 roku Prezes UODO wymierzył GGK karę w wysokości 100 tys. zł za ujawnienie bez podstawy prawnej danych osobowych w postaci numerów ksiąg wieczystych. Jednocześnie nakazał zaprzestać ich udostępniania. Główny Geodeta Kraju odwołał się od tej decyzji, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił jego skargę. Tym samym potwierdził, że numer księgi wieczystej podlega ochronie przewidzianej dla danych osobowych. Sprawa nie jest jednak zakończona, bo trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

– NSA ma rozstrzygnąć, czy numery ksiąg wieczystych są danymi osobowymi i czy mogą być powszechnie dostępne w serwisie geoportal.gov.pl. Obecnie funkcjonalność ustalenia numeru księgi wieczystej za jego pośrednictwem jest niedostępna. Jednak kwestia udostępniania go jest zdecydowanie węższa niż sama jawność treści ksiąg. Jeżeli ustawodawca zdecyduje się na wprowadzenie jakichkolwiek zmian, będą one musiały dotknąć nie tylko ksiąg wieczystych. Są też przecież inne rejestry, w których dane osobowe są jawne, a które mogą stanowić ryzyko do nadużyć – zauważa mec. Miśkiewicz.

Jak stwierdza Monika Krasińska, jeszcze przed wszczęciem postępowania w sprawie ww. portalu sądy administracyjne wyraźnie orzekały, że numer księgi wieczystej stanowi dane osobowe, gdyż znając go, można pozyskać szereg dodatkowych informacji o konkretnej osobie fizycznej, a nie tylko o nieruchomości. Dyrektor Departamentu Orzecznictwa i Legislacji w UODO dodaje, że postawa GGK, który nie uwzględnił istniejących ograniczeń prawnych, jest bardzo niepokojąca. I zaznacza, że UODO od początku informował o ogromnych zagrożeniach, jakie powstaną w związku z rozpowszechnieniem na ww. portalu numerów ksiąg wieczystych, a mimo tego rozwiązanie to zostało wdrożone.

– Stanowisko NSA będzie kluczowe w kontekście ochrony danych osobowych i obrotu nieruchomościami. Będzie stanowiło punkt do dyskusji nad ewentualną zmianą przepisów dot. ksiąg wieczystych i wprowadzenia nowych rozwiązań systemowych. Dla Polaków może to oznaczać zmiany w kolejnych obszarach życia prywatnego i w sferze majątkowej. Sprawa dot. przetwarzania numerów ksiąg wieczystych w ww. serwisie i sporu pomiędzy UODO a GUGiK pozostaje jednak otwarta w stosunku do portali, które za kilkadziesiąt złotych sprzedają informacje dot. nr ksiąg wieczystych – podkreśla mec. Jarzec-Koślacz.

Potrzeba nowych rozwiązań

Z kolei Monika Krasińska przekonuje, że należy pilnie podjąć szerszą debatę nad modelem jawności i powszechnej dostępności danych zawartych w różnych bazach. UODO nieustannie zwraca na ten aspekt uwagę, np. w kontekście publikacji nr PESEL (który jest krajowym numerem identyfikacyjnym w rozumieniu RODO) w Krajowym Rejestrze Sądowym, Rejestrze Należności Publicznoprawnych czy w innych publicznych rejestrach. Do tego według Krasińskiej, powszechna jawność takich danych rodzi szereg ryzyk, m.in. kradzieży tożsamości i zaciągania pożyczek w imieniu osób poszkodowanych. Dlatego trzeba podjąć dyskusję w celu wypracowania rozwiązań gwarantujących, by przy przetwarzaniu tych danych zostały zachowane odpowiednie, przewidziane w RODO zabezpieczenia praw i wolności osób, których dane dotyczą.

– Zdecydowanie należy podjąć rozmowy z UODO i z Rzecznikiem Prawa Obywatelskich w przedmiocie lepszego zabezpieczenia danych osobowych. Warto rozważyć rozwiązanie zakładające podział na użytkowników o nieograniczonym i ograniczonym dostępie do ksiąg wieczystych. Do tych pierwszych należałoby zaliczyć sądy, organy administracji publicznej, notariuszy i radców prawnych świadczących usługi prawne dot. obrotu nieruchomościami. W drugiej grupie powinny być banki, przedsiębiorstwa ubezpieczeniowe, a także dostarczające media do nieruchomości czy osoby, które wykażą interes prawny – przekonuje mec. Jarzec-Koślacz z JKM Kancelarii Radców Prawnych.

Jak podsumowuje radca prawny Emilia Miśkiewicz, innym rozwiązaniem mogłoby być ograniczenie jawności danych tylko do imienia i nazwiska właściciela oraz samej nieruchomości. Natomiast dostęp do całej treści księgi wieczystej mógłby być możliwy po spełnieniu dodatkowych warunków. Realizowany byłyby przez sąd wieczystoksięgowy lub samego właściciela nieruchomości bądź inny podmiot wpisany w dziale II księgi wieczystej. Przy tym ekspert zwraca uwagę na to, że przed wprowadzaniem jakichkolwiek zmian należy odpowiedzieć na pytania, czy planowane rozwiązania nie wprowadzą destabilizacji i paraliżu w zakresie obrotu nieruchomościami. Ponadto trzeba przeanalizować, jak w praktyce będzie wyglądać ich realizacja i stosowanie.

Wakacje w tym roku będą trudną lekcją ekonomii

Dziś kończy się rok szkolny i zaczynają wakacje. Dzieci się cieszą, ale dla rodziców będzie to prawdziwa lekcja ekonomii. Paliwo jest obecnie o 50 proc. droższe niż w lutym, a restauracje i hotele w ciągu roku zdrożały o prawie 16 proc. Dodatkowo euro znowu kosztuje 4,70 zł. To będą bardzo drogie wakacje, prawdopodobnie najdroższe w historii.

Ceny paliw na stacjach benzynowych zależą od ceny ropy naftowej, taką zależność zna prawie każdy Wszelkie formy wakacyjnego wypoczynku będą w tym roku szczególnie drogie, a w wielu wpadkach najdroższe w historii. Wypoczynek w kraju drożeje za sprawą inicjacji, która w na koniec maja wyniosła aż 13,9 proc. r/r. O tyle dziś przeciętnie droższy jest koszyk produktów i usług badanych przez GUS. Jednak niektóre ceny wzrosły znacznie bardziej. Na przykład paliwo, od początku lutego br. zdrożało oprawie 50 proc. (z około 5,30 zł na 7,90 zł), co znacznie podnosi koszty przejazdów. Mocno drożeje też żywność, która według danych GUS na koniec maja była o 13,5 proc. droższa niż rok wcześniej. Podróżującym mocno da się we znaki wzrost cen w branży turystycznej, według GUS ceny w hotelach i restauracjach poszły w górę o 15,7 proc. r/r.

Inflacja jest wysoka w większości krajów, do których wyjeżdżamy na wakacje, nie ma więc szans by przed nią uciec wyjeżdżając za granicę. Wśród najważniejszych państw, do których na wakacje jeżdżą Polacy, wyższą inflację na tylko Turcja (aż 61,1 proc. r/r) oraz Egipt (13,1 proc. r/r). W pozostałych krajach inflacja jest niższa niż w Polsce, ale wszędzie przekracza 7 proc. Ceny zagranicznego wypoczynku będą o 20-30 proc. wyższe w porównaniu do okresu sprzed pandemii jedynie z powodu rosnącej inflacji.

Drugim elementem, który czyni tegoroczne wakacje drogimi, jest słaby złoty. Przede wszystkim podnosi on ceny zagranicznych wyjazdów, choć wpływa także na wyższe ceny towarów importowanych do Polski. Im słabszy jest złoty, tym zagraniczne wyjazdy stają się droższe. Zdecydowana większość wyjazdów z Polski obywa się do krajów, w których obowiązuje euro lub też jest wykorzystywane jako waluta rozliczeniowa w branży turystycznej. Obecnie za 1 euro płacimy 4,70 zł, a to oznacza, że za wypoczynek o wartości 1000 euro zapłacimy 4700 zł. Rok temu i dwa lata temu byłoby to około 4500 zł, jednak wtedy możliwości podróżowania były znacznie ograniczone. W roku 2019, czyli w ostatnim roku przed pandemią, kosztowałoby to nas 4250 zł. Tylko z powodu słabszego złotego wakacje mogą być obecnie droższe o prawie 11 proc. niż w 2019 roku.

Czy złoty ma szansę na wzmocnienie w czasie wakacji? Wydaje się, że w najbliższym czasie złoty pozostanie słaby. Gorsze dane napływające z polskiej gospodarki mogą wskazywać, że cykl podwyżek stóp procentowych może się wkrótce zakończyć, a to nie służy wzmocnieniu naszej waluty. Kurs złotego podlega też w ostatnim czasie większym wahaniom niż zwykle. Odpowiada za to przede wszystkim napięcie międzynarodowe związane z wojną w Ukrainie, ale także obawy dotyczące przyszłości polskiej i światowej gospodarki. Zwiększona zmienność oznacza, że prowadzący turystyczny biznes ponoszą wyższe ryzyko nagłej zmiany kursu. Przed tym ryzykiem firmy się zabezpieczają, jednak generuje to dodatkowe koszty. A te koszty są z kolei przerzucane na klienta i z tego powodu wycieczki stają się jeszcze droższe.

Zatem w czasie nadchodzących wakacji częściej będziemy trzymać się za portfel. Najgorsze jest to, że przed wyższymi cenami nie ma gdzie uciekać. Ceny rosną w przypadku wypoczynku zarówno w kraju, jak i zagranicą. Nawet jeśli ktoś planuje zostać w domu, też nie ucieknie przed skutkami wyższej inflacji.

Dane na dzień 23.06.2022 g. 13:00 CET

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Fundusz SATUS Games zainwestował w Goat Gamez S.A.

24 czerwca 2022 – Goat Gamez S.A., producent i developer gier z Grupy Kapitałowej Movie Games, poinformował o pozyskaniu finansowania z funduszu inwestycyjnego SATUS Games. Środki wesprą produkcję dwóch gier.

Goat Gamez to zespół developerów i producentów skupiających się na produkcji gier pokazujących świat sportu z niecodziennej perspektywy, w którym tradycyjne dyscypliny nabierają nowego charakteru. Obecnie spółka, której akcjonariuszem jest między innymi Robert Lewandowski, pracuje nad dwoma nieogłoszonymi jeszcze tytułami. Ich wydawcą będzie Movie Games S.A., notowany na NewConnect wydawca, z którego inicjatywy powstało Goat Gamez.

SATUS Games to wyspecjalizowany podmiot z Grupy SATUS, zarządzającej funduszami seed i venture capital. Profil działalności SATUS ukierunkowany jest w szczególności na nowatorskie spółki we wczesnej fazie rozwoju, charakteryzujące się potencjałem najwyższej stopy zwrotu, przy równoczesnym skupieniu wszystkich działań organizacyjnych i finansowych na ograniczeniu ryzyka inwestycji. SATUS Games potrafi doskonale rozpoznać potencjał spółek gamedevowych.

Umowa inwestycyjna pomiędzy podmiotami została podpisana 23 czerwca 2022 r. Pieniądze pozyskane przez Goat Gamez wesprą proces tworzenia dwóch powstających gier, a także pozwolą na przeprowadzenie projektu badawczo-rozwojowego.

Strategia Goat Gamez opiera się na budowaniu wartości spółki na wiedzy i ponadprzeciętnych kompetencjach zespołów. W opinii dr. Piotra Kubińskiego, prezesa zarządu Goat Gamez S.A., inwestycja SATUS Games potwierdza słuszność tej strategii i jednocześnie pozwala na jej intensyfikację: umożliwiony przez inwestycję projekt badawczo-rozwojowy trwale zwiększy wartość spółki dzięki wypracowanym w ten sposób narzędziom, pozyskanemu know-how oraz zwiększeniu kompetencji pracowników.

– Pierwsza produkcja spółki to arcade football, czyli gra która świetnie uzupełnia ofertę „tradycyjnych” propozycji z tego segmentu, jednocześnie nie wchodząc z nimi w bezpośrednią konkurencję. Powiązanie z marką Roberta Lewandowskiego znacznie zwiększa potencjał marketingowy gry i daje spółce szansę na sukces – wskazuje Wojciech Woziwodzki, partner zarządzający SATUS Games.

– Inwestycja ze strony tak wyspecjalizowanej instytucji to dla Goat Gamez także sposobność do jeszcze większej profesjonalizacji procesów na poziomie operacyjnym, finansowym i sprawozdawczym. Dlatego też osobiście bardzo cieszy mnie wzmocnienie Rady Nadzorczej przez dołączenie do niej przedstawiciela SATUS Games. Już teraz Rada składa się z wybitnych specjalistów i stanowi dla mnie nieocenione wsparcie. Jestem przekonany, że dzięki kompetencjom wnoszonym do spółki przez fundusz to wsparcie będzie jeszcze większe – komentuje Piotr Kubiński.

– Goat Gamez to spółka założona, aby uzupełnić nasze portfolio o tytuły, które trafią do fanów gier sportowych, jednocześnie bez potrzeby bezpośredniego konkurowania z tytanami tego segmentu. Działalność spółki jest kluczowym elementem długoterminowej strategii Movie Games, więc bardzo cieszy mnie, że idea spółki oraz jej projekty znalazły uznanie u ekspertów z grupy SATUS. To świadczy nie tylko o dobrym kierunku obranym przez spółkę, ale i przez Movie Games – mówi Mateusz Wcześniak, prezes zarządu Movie Games S.A.

Goat Gamez planuje wkrótce oficjalnie zapowiedzieć jedną z produkowanych gier.

Cyfryzacja staje się głównym priorytetem dla krajów naszego regionu

Podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa oraz wyznaczenie kierunków cyfrowego rozwoju w oparciu o kolejne generacje sieci mobilnych, sztuczną inteligencję oraz Internet Rzeczy to w opinii Związku Cyfrowa Polska, reprezentującego polski sektor cyfrowy, powinny być nowe priorytety dla krajów Inicjatywy Trójmorza. – Konieczne jest pogłębienie integracji politycznej i biznesowej w tych obszarach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oraz wykorzystanie potencjału współpracy transatlantyckiej – uważa Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski, podsumowując tegoroczny szczyt Inicjatywy Trójmorza.

Jednym z tematów spotkania liderów politycznych i biznesowych w Rydze na Three Seas Summit and Business Forum, który odbywał się w dniach 20-21 czerwca w Rydze, był cyfrowy aspekt Inicjatywy Trójmorza, który obok energetyki i transportu leży u podstawy trójmorskiej współpracy. – Kraje naszego regionu stoją dziś przed ogromnym wyzwaniem cyfrowego bezpieczeństwa, szczególnie w obliczu trwającej za wschodnią granicą Polski wojną. Ze spotkania w Rydze wyjechałem zbudowany tym, że istnieje wola i chęć współpracy państw Inicjatywy w obszarze cyberbezpieczeństwa – mówi prezes Michał Kanownik, który uczestniczył w wydarzeniu w imieniu koalicji branży cyfrowej CEE Digital Coalition.

Cyfrowa odpowiedź na oficjalne partnerstwo Ukrainy

Jak dodaje ekspert, branża cyfrowa z wielkim entuzjazmem przyjęła informację o przyznaniu Ukrainie partnerstwa uczestniczącego w Inicjatywie Trójmorza i deklaruje chęć wsparcia partnera zza wschodniej granicy. – Dziś nasz sektor wspiera Ukraińców oddając w ich ręce dedykowane narzędzia, przekazując sprzęt komputerowy, czy oferując nieodpłatnie swoje usługi takie jak przechowywanie danych w chmurze. Wśród przedstawicieli naszej branży panuje też pełna gotowość do zaangażowania w proces odbudowy gospodarki Ukrainy i ścisłej współpracy z tamtejszymi firmami ICT – mówi Michał Kanownik. Jego zdaniem poza politycznym wymiarem deklaracji, współpraca z Ukrainą ma także istotne znaczenie gospodarcze dla obu stron partnerstwa. – Pamiętamy, że Ukraina przed wojną była w czołówce państw eksportujących usługi IT w Europie i dysponuje wyjątkowym kapitałem ludzkim. Między innymi trójmorska branża cyberbezpieczeństwa stoi dziś przed ogromną szansą, by nawiązywać bliskie relacje ze swoimi partnerami po fachu z Ukrainy, którzy dysponują wyjątkowym doświadczeniem zgromadzonym w toku reagowania na agresję w cyberprzestrzeni – dodaje prezes Cyfrowej Polski.

Cyfryzacja priorytetem

W ocenie Michała Kanownika, cyfryzacja obok energetyki i transportu zasługuje dziś na miano priorytetu w Inicjatywie Trójmorza. – Dobrze, że w regionie zapanowała zgoda polityczna i gospodarcza co do ogromnego znaczenia transformacji cyfrowej. Dziś powinna ona być postrzegana jako główny, pierwszy filar Inicjatywy, ponieważ cyfryzacja przenika każdy sektor naszej gospodarki i życia społecznego. Nasz wzrost uzależniony jest ściśle od poziomu cyfryzacji, a nowoczesna energetyka ani transport nie mogą istnieć bez powszechnego wdrażania. Szczyt Inicjatywy Trójmorza i Forum Biznesu w Rydze napawają nas optymizmem, bo zrozumienie tego faktu stale rośnie. Mamy także nadzieję, że przełoży się to na powszechny rozwój kompetencji cyfrowych wśród obywateli regionu – komentuje Michał Kanownik.

Przedstawiciel Związku Cyfrowa Polska ocenia, że Szczyt Inicjatywy Trójmorza i Forum Biznesu w Rydze pozwolił również wskazać obszary zasługujące na największą uwagę w ramach cyfrowego filara Inicjatywy.  – W regionie panuje polityczna i gospodarcza zgoda co do priorytetów cyfrowych. Dziś to cyberbezpieczeństwo i odpowiedź na rosnącą liczbę ataków i incydentów oraz cyfrowe wsparcie Ukrainy. Trójmorze patrzy jednak również w najbliższą i bardziej odległą przyszłość cyfryzacji. Biznes i władze jako najważniejsze obszary rozwoju i inwestycji wskazują przede wszystkim wdrożenia technologii 5G i kolejnych generacje sieci mobilnych oraz narzędzi z zakresu sztucznej inteligencji i internetu rzeczy – wymienia Michał Kanownik, przedstawiciel regionalnej inicjatywy współpracy branży cyfrowej CEE Digital Coalition.

Ogromne znaczenie współpracy transatlantyckiej

Uczestnicy trójmorskiego spotkania na Łotwie nawoływali do pogłębiania współpracy politycznej i biznesowej. – Pracując na rzecz integracji w Trójmorzu i chcąc wspierać władze w podejmowaniu kolejnych kroków na cyfrowej ścieżce, staramy się skupić organizacje branży cyfrowej z państw Trójmorza pod wspólnym sztandarem koalicji CEE Digital Coalition. Chcemy nie tylko dzielić się wiedzą i wspierać biznes i obywateli w transformacji cyfrowej, ale także jasno komunikować na arenie regionu i całej Europy, jakie środowisko regulacyjne jest konieczne dla wzrostu gospodarki cyfrowej Trójmorza. Pragniemy także przypomnieć, że u podstawy Inicjatywy leżą dobre relacje transatlantyckie. Mają one niebagatelne znaczenie dla naszego regionu, i należy dbać o to, by stanowił wciąż atrakcyjny kierunek inwestycji – podsumowuje Michał Kanownik.

1 lipca wejdzie w życie nowa ustawa deweloperska. Czy kupujący mieszkania będą się mogli poczuć bezpieczniej?

Obowiązującą od 10 lat ustawę o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, zwaną ustawą deweloperską, od 1 lipca zastąpi nowa, korzystniejsza dla kupujących nowe mieszkania. Eksperci portalu GetHome.pl sprawdzili, od kiedy i na jaką ochronę wpłat mogą oni liczyć.

Wejście w życie nowej ustawy deweloperskiej nie oznacza, że z automatu obejmie ona wszystkie inwestycje deweloperskie, również te rozpoczęte wcześniej – zaznacza ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Pełna ochrona wpłat dopiero za dwa lata

I wyjaśnia, że przedsięwzięcia deweloperskie i wydzielone z nich zadania inwestycyjne, w których sprzedaż mieszkań rozpocznie się przed 1 lipca, będą realizowane na starych zasadach. W praktyce oznacza to konieczność zawarcia co najmniej jednej umowy deweloperskiej.

Oczywiście część wiele firm skorzysta z takiej możliwości, żeby móc funkcjonować w reżimie dotychczasowej ustawy. Deweloperowi odpadnie wtedy masa problemów i kosztów związanych z wdrażaniem całkowicie nowych rozwiązań, a jest ich sporo – komentuje Marek Wielgo.

Zwraca uwagę, że deweloper będzie mógł sprzedawać mieszkania na dotychczasowych zasadach jeszcze przez dwa lata, czyli do 1 lipca 2024 r. Co ważne, zawarte w tym okresie umowy deweloperskie, nawet jeśli budowa zakończy się po tym terminie, obejmą stare regulacje dotyczące praw i obowiązków obu stron transakcji.

Ekspert portalu GetHome.pl przyznaje, że nowe zapewniają kupującym pełną ochronę ich pieniędzy. Gwarantem bezpieczeństwa ma być Deweloperski Fundusz Gwarancyjnym (DFG), który chronił będzie w równym stopniu wpłaty zarówno na utworzony przez dewelopera w banku mieszkaniowy rachunek powierniczy otwarty, jak i zamknięty. Obecnie żaden z tych rachunków nie zapewnia 100% ochrony kupującym nowe mieszkania.

Rachunek powierniczy nie zawsze ochroni

Rachunek otwarty umożliwia deweloperowi sięganie po gromadzone na nich wpłaty w trakcie budowy.  Teoretycznie bank powinien dopilnować, żeby deweloper wydawał te pieniądze zgodnie z przeznaczeniem i harmonogramem budowy. Jednak w przypadku upadłości firmy, jej klienci co najwyżej nie stracą wszystkiego. Utworzą oni Zgromadzenie Nabywców będące uprzywilejowaną grupą wierzycieli. Mogą oni zdecydować o kontynuowaniu inwestycji.

Z kolei w przypadku rachunku zamkniętego, deweloperowi wolno sięgnąć po zgromadzone na nim wpłaty dopiero po sfinalizowaniu transakcji. Oznacza to, że jeśli w trakcie budowy firma ogłosi upadłość, to jej klienci odzyskają wszystkie wpłacone pieniądze. W tym przypadku ryzyko polega na tym, że zbankrutować może bank. A wówczas Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłaci maksymalnie równowartość 100 tys. euro. Niestety, nadwyżka wpłat przepada.Komunikat-nowa ustawa deweloperska2

Deweloperski Fundusz Gwarancyjny i nie tylko

Dzięki ubezpieczeniu inwestycji w Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym zarówno w przypadku rachunku otwartego jak i zamkniętego klienci upadłej firmy deweloperskiej lub banku odzyskają wszystkie swoje pieniądze. Ponadto DFG wypłaci je temu, kto skorzysta z ustawowej możliwości odstąpienia od umowy z deweloperem, np. jeśli zaprzestanie on budowy lub nie usunie istotnej wady mieszkania lub domu.

Składki do DFG będą wpłacali deweloperzy, jako określony procent każdej wpłaty klientów na otwarty lub zamknięty rachunek powierniczy. Dla tego pierwszego maksymalna stawka wynosi 1%, a dla drugiego – 0,1%. Minister rozwoju i technologii prawdopodobnie skorzysta z możliwości obniżenia składki dotyczącej rachunku otwartego do 0,45%.

Oczywiście deweloperzy będą próbowali uwzględnić składkę w cenie mieszkania, jak każdy inny koszt związany z budową. W obecnej sytuacji rynkowej muszą się oni jednak liczyć z koniecznością obniżenia swoich marż. Żeby tego uniknąć, niektórzy deweloperzy chcą przez 1 lipca rozpocząć sprzedaż w jak największej liczbie inwestycji – mówi Marek Wielgo.

Podkreśla, że na uwagę kupujących nowe mieszkania zasługuje też kilka mniej spektakularnych zmian.

  • Skasowana zostanie możliwość sprzedaży mieszkań bez rachunku powierniczego.

Do tej pory z takiej furtki korzystają deweloperzy, którzy przed wejściem w życie ustawy deweloperskiej w kwietniu 2012 r. rozpoczęli wieloetapowe inwestycje.

  • Rachunek powierniczy będzie musiał być założony dla każdego zadania inwestycyjnego w ramach przedsięwzięcia deweloperskiego.

Jeśli rachunek powierniczy jest założony dla całego przedsięwzięcia rozłożonego na kilka lat, to w przypadku upadłości dewelopera istnieje ryzyko, że straty poniosą kupujący mieszkania w ramach poszczególnych zadań inwestycyjnych.

  • Rachunek powierniczy będzie utrzymywany do czasu przeniesienia własności z ostatniej umowy deweloperskiej.

Obecnie ochrona wpłat nabywców kończy się w momencie uzyskania pozwolenia na użytkowanie mieszkań bądź zgłoszenia zakończenia budowy. A przecież zdarza się, że akt notarialny przenoszący własność na nabywcę mieszkania zawierany jest kilka tygodni lub nawet kilka miesięcy później.  W tym czasie deweloperzy zawierają z nowymi klientami umowy przedwstępne, najczęściej w zwykłej formie pisemnej. Nawet, jeśli taki nabywca wpłaci 100% ceny za nabywaną nieruchomość, to przecież nie jest jej właścicielem. Tymczasem wpłata nie podlega żadnej ochronie. Ba, zwykła forma pisemna umowy przedwstępnej uniemożliwia dokonanie wpisu roszczenia nabywcy do księgi wieczystej. W przypadku upadłości dewelopera jego klientowi nie przysługuje ochrona wynikająca chociażby z przepisów Prawa upadłościowego.

  • W chwili rozpoczęcia sprzedaży mieszkań deweloper będzie musiał mieć zgodę banku lub innego wierzyciela zabezpieczonego hipoteką na bezobciążeniowe wyodrębnienie lokalu i przeniesienie jego własności na nabywcę po wpłaceniu przez niego pełnej ceny.

Ponadto pod ochroną nowej ustawy deweloperskiej znajdą się:

  • gotowe mieszkania z drugiej ręki, czyli sprzedawane przez przedsiębiorców innych niż deweloper;
  • mieszkania i domy powstałe w wyniku przebudowy np. budynków pofabrycznych czy hoteli;
  • lokale użytkowe, ale tylko miejsca postojowe w hali garażowej, komórki lokatorskie lub boksy rowerowe; ustawa nie obejmie lokali użytkowych związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, czyli sklepów i punktów usługowych;
  • wpłaty, której żądają deweloperzy z tytułu rezerwacji mieszkania; ustawa usankcjonuje umowy rezerwacyjne, a wysokość opłaty nie będzie mogła przekroczyć 1% ceny mieszkania lub domu.

Czy zatem warto wstrzymać się z zakupem do czasu, gdy w ofercie firm deweloperskich pojawią się mieszkania i domy objęte nową ustawą deweloperską?

Jak zminimalizować ryzyko strat

Marek Wielgo przyznaje, że od 2012 r. na palcach rąk można policzyć bankructwa deweloperów, których inwestycje dotyczyły wymogi ustawy deweloperskiej. Polacy nie mają więc zbytnich oporów przed zakupem mieszkań, które mogą obejrzeć jedynie w folderze reklamowym. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w maju 27% mieszkań w ofercie deweloperów w 6 największych miastach miało termin oddania do użytkowania krótszy niż rok, a gotowych było zaledwie 7%.Komunikat-nowa ustawa deweloperska1

Problem w tym, że dotychczasowy okres funkcjonowania ustawy deweloperskiej przypadał na okres dobrej koniunktury. W tym roku pogorszyła się ona z uwagi m.in. na spadającą zdolność kredytową potencjalnych nabywców mieszkań oraz perturbacje gospodarcze związane z wojną w Ukrainie. Oznacza to wzrost ryzyka zakupu mieszkania na etapie budowy.

W tej sytuacji z pewnością wrośnie znaczenie doświadczenia, kondycji finansowej i reputacji firm deweloperskich. Dzięki stosunkowo wysokim marżom na sprzedaży mieszkań w okresie boomu, wielu deweloperów zgromadziło odpowiednie zapasy na ciężkie czasy. Ale będę też pewnie i tacy, których czeka walka o przetrwanie – zauważa ekspert GetHome.pl.

Według niego, najbezpieczniej jest znaleźć inwestycję z zamkniętym rachunkiem powierniczym. Ponadto kopalnią wiedzy jest prospekt informacyjny, który musi doręczyć deweloper osobie zainteresowanej zakupem mieszkania na jej żądanie. W takim prospekcie zawarte są szczegółowe informacje dotyczące sytuacji prawno-finansowej dewelopera oraz przedsięwzięcia deweloperskiego. Np. można się dowiedzieć, czy działka jest obciążona hipoteką, jakie jest planowane przeznaczenie sąsiednich nieruchomości, jakie inwestycje są przewidziane w promieniu kilometra. Deweloper informuje również, czy ma prawomocne pozwolenie na budowę oraz kiedy zamierza ją zacząć i zakończyć. I najważniejsze: w jaki sposób inwestycja będzie finansowana, w tym jaki jest udział własny dewelopera, a jaki stanowić będzie kredyt, a także z którego banku.

Osobie odpowiedzialnej w firmie deweloperskiej za sporządzenie prospektu informacyjnego grozi grzywna, kara ograniczenia wolności lub nawet dwa lata pozbawienia wolności za podanie nieprawdziwych lub zatajanie prawdziwych informacji – przypomina Marek Wielgo.

Radzi natomiast z dystansem podchodzić do informacji o deweloperach na forach internetowych.

–  Żeby wyrobić sobie zdanie o deweloperze już lepiej wybrać się na budowę. Pracownicy zatrudniani przez podwykonawców raczej nie mają interesu w ubarwianiu rzeczywistości i informują o ewentualnych problemach z realizacją inwestycji czy o kłopotach inwestora – wyjaśnia Marek Wielgo.

Road Studio S.A. pozyskało 2 mln zł w ramach drugiej emisji akcji serii E

24 czerwca 2022 r. – Road Studio S.A., notowany na NewConnect developer gier wideo o tematyce motoryzacyjno-podróżniczej, informuje o pozyskaniu 2 mln zł w ramach emisji akcji serii E. Decyzję o emisji podjęto po sukcesie dema Alaskan Truck Simulator. Emisja w cenie 51 zł została objęta w całości przez Prezesa Road Studio i głównego akcjonariusza, czyli Movie Games. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na przyspieszenie prac nad konsolową wersją gry oraz produkcję zawartości dodatkowej (DLC).

23 czerwca br. zarząd Road Studio S.A. podjął uchwałę w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego poprzez emisję 40.000 akcji zwykłych na okaziciela serii E, o wartości nominalnej 0,10 zł każda. Cenę emisyjną akcji ustalono na poziomie 51,00 zł – wyższym niż w ramach pierwszej emisji spółki.

Emisja odbyła się w trybie oferty prywatnej. 7 tys. akcji nabył prezes zarządu Road Studio Maciej Nowak, zaś 33 tys. akcji zakupiło Movie Games S.A., wydawca Alaskan Truck Simulator. Akcje będą pokryte wkładem pieniężnym.

– Sukces dema Alaskan Truck Simulator przekroczył nasze najbardziej optymistyczne założenia. Wersję demonstracyjną pobrano niemal 100 tys. razy w ciągu tygodnia. Co istotne, demo zostało ciepło przyjęte przez graczy, którzy docenili nowe podejście do symulatora pojazdu. W rezultacie odezwało się do nas liczne grono wydawców i inwestorów z całego świata. W takiej sytuacji przyspieszenie wydania portów konsolowych oraz wsparcie modelu DLC, który doskonale sprawdza się w gatunku symulatorów, jest dla mnie oczywistym i potrzebnym krokiem, zatem podjęliśmy decyzję o emisji akcji – mówi Maciej Nowak, prezez zarządu Road Studio S.A.

– Prace nad wersjami konsolowymi gry pierwotnie miały zacząć się dopiero po premierze wersji PC. Widzimy jednak ogromne zainteresowanie tytułem i jako wydawcy zależy nam na wprowadzeniu gry na dodatkowe platformy w możliwie krótkim terminie. Jednocześnie gra po premierze będzie rozwijana o zawartość DLC, której produkcję także wesprą pozyskane środki. Zarówno Road Studio, jak i nas cieszy także feedback od graczy, dzięki któremu zespół developerski zwiększy jakość gry przed premierą pełnej wersji – mówi Mateusz Wcześniak, prezes zarządu Movie Games S.A.

Okno wydawnicze wersji PC Alaskan Truck Simulator to czwarty kwartał 2022 r., jednak dokładna data premiery zostanie wybrania z uwzględnieniem okoliczności produkcyjnych, opinii działu kontroli jakości, a także kalendarza wydarzeń marketingowych Movie Games oraz całej branży gier wideo.

IGS S.A. zmienia nazwę na Milisystem S.A., Jakub Błaszczykowski w Radzie Nadzorczej

Akcjonariusze, notowanej na NewConnect firmy IGS S.A, zmienili nazwę spółki na Milisystem S.A., która rozwijać się będzie w branży obronności i strzelectwa. Jednocześnie do firmy dołącza Jakub Błaszczykowski, piłkarz, współwłaściciel Wisły Kraków, były kapitan kadry narodowej, działacz sportowy i społeczny oraz biznesmen.

– Jest mi niezmiernie miło poinformować, że do rady nadzorczej spółki dołączył Jakub Błaszczykowski, jeden z najwybitniejszych i najbardziej rozpoznawalnych sportowców w Polsce. W Milisystem, oprócz funkcji członka rady nadzorczej, będzie wspierał nas w dotarciu do sekcji strzeleckich czy też towarzystw sportowych. Celem tych działań będzie propagowanie nauki strzelania i umiejętności posługiwania się bronią – mówi Piotr Międlar, prezes zarządu Milisystem S.A.

Kluczowym produktem spółki Milisystem jest zaawansowany i mobilny trenażer strzelecki Wisła. Rozwiązanie umożliwia bezpieczny trening strzelecki przy wykorzystaniu zarówno własnej broni palnej lub specjalnej repliki. Technologia została przetestowana m.in. w Wojskowej Akademii Technicznej oraz Centrum Szkolenia Strzeleckiego Lasów Państwowych. Trenażer laserowy Wisła dostosowany został zarówno do potrzeb najbardziej wymagającego klienta (sił zbrojnych, służb mundurowych i specjalnych oraz prywatnego sektora ochrony i usług militarnych), jak i sektora cywilnego (strzelnice, szkoły, sekcje, kluby i organizacje strzeleckie oraz firmy eventowe).

Jakub Błaszczykowski należy do najbardziej rozpoznawalnych sportowców w Polsce. W latach 2006 –2019 był reprezentantem Polski w piłce nożnej, a w latach 2010–2014 kapitanem polskiej kadry. Uczestnik Mistrzostw Świata 2018, Mistrzostw Europy 2012 i 2016. Członek Klubu Wybitnego Reprezentanta, jeden z czterech polskich piłkarzy (obok Grzegorza Laty, Michała Żewłakowa i Roberta Lewandowskiego), mających na koncie co najmniej 100 występów w reprezentacji narodowej.

Piłkarski mistrz Polski z Wisłą Kraków, a także dwukrotny mistrz Niemiec, zdobywca pucharu i superpucharu tego kraju oraz finalista Ligi Mistrzów UEFA w barwach Borussii Dortmund. Od 2019 ponownie związany z Wisłą Kraków jako piłkarz i współwłaściciel klubu. Dwukrotny laureat Plebiscytu Piłki Nożnej w kategorii „Piłkarz Roku” (2008, 2010).

Rynki surowców słabną

Po wczorajszych wzrostach cen akcji w USA (S&P 500 +0,95 proc., DJIA +0,64 proc., Nasdaq Composite +1,62 proc.) zwyżka indeksów giełdowych była kontynuowana dziś w Azji i Oceanii, gdzie dziś wzrosły główne indeksy wszystkich najważniejszych rynków. Najsilniejszy wzrost – o +2,43 proc. – notował koreański Kospi.

Warto zauważyć, że o ile wczoraj koniunktura giełdowa w USA się zauważalnie poprawiła, o tyle do nowych przynajmniej rocznych minimów spadły wczoraj główne indeksy rynków akcji w Kanadzie, Brazylii i Chile. Wydaje się, że to zjawisko wiąże się z obserwowaną w ostatnich dniach zauważalną słabością, która pojawiała się na rynkach surowców.

Wczoraj spadły ceny kontraktów na wszystkie zboża i „surowce miękkie” („soft commodities”). W przypadku kontraktów na owies i olej rzepakowy ceny po spadku o ponad 7 proc. osiągnęły najniższe poziomu od ok. 3 kwartałów.

Nadal taniała miedź, której cena na COMEX-ie osiągnęła dziś rano najniższy poziom od 16 miesięcy.

Ceny ropy naftowej utrzymywały się – po ostatnich spadkach – poniżej poziomu 110 dolarów za baryłkę (WTI 104,16 USD, Brent 109,81 USD).

To osłabienie obserwowane na rynkach surowców pozytywnie wpływało na rynki obligacji skarbowych. Wczoraj rentowność 10-latek polskiego rządu spadła po raz trzeci z rzędu osiągając poziom niższy niż 7 proc. Jeszcze we wtorek rentowność polskich 10-latek przekraczała 8 proc. i była najwyższa od ponad 20 lat.

Amerykański dolar trzeci dzień z rzędu lekko słabł wobec japońskiego jena (USD/JPY -0,34 proc.).

Kurs złotego nie wykazywał dziś rano większych zmian (EUR/PLN +0,16 proc., USD/PLN +0,12 proc.).

Bitcoin nadal trzymał się powyżej poziomu 20000 USD (+0,64 proc.).

Europejskie rynki akcji otworzyły się dziś w większości na ostrożnych plusach (DAX +0,09 proc., CAC 40 +0,73 proc. ok. 9:30). WIG-20 rósł na początku sesji o 0,24 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Likwidacja spółki krok po kroku

Nieustanne zmiany przepisów powodują, że trudno mówić o stabilności i pewności prawa. Świadomi tego przedsiębiorcy, nie chcąc paść ofiarą niekorzystnych zmian, nie przywiązują się już do wybranej formy prowadzenia działalności i dokonują adekwatnych zmian, a w skrajnych przypadkach zamykają firmę. Nie tylko likwidacja przedsiębiorstwa, ale i sama zmiana jego formy prawnej wymagają dopełnienia szeregu formalności związanych z zamknięciem jednej firmy przed uruchomieniem drugiej, a szczególny ich katalog przewidziano dla procesu likwidacji spółek handlowych. Jak przebiega proces likwidacji i jakich obowiązków należy dochować?

Zamknięcie firmy

Katalog formalności niezbędnych do bezpiecznego, zgodnego z prawem zamknięcia firmy jest zależny od tego, w jakiej formie działa przedsiębiorca. Z racji obowiązkowego ubezpieczenia społecznego przedsiębiorca musi pamiętać o wyrejestrowaniu się z ZUS jako płatnik składek nie tylko swoich, ale i pracowników oraz zgłoszonych do ubezpieczenia członków rodziny. Ponadto, w zależności od formy prowadzenia rozliczeń firmy (np. księga przychodów i rozchodów, czy pełna księgowość) dochodzą inne obowiązki, jak konieczność sporządzenia wykazu składników majątku firmy i spisu z natury na dzień zamknięcia działalności. Firmy zobligowane są również do dokonania rozliczeń w podatkach dochodowych oraz VAT w terminach uzależnionych od rodzaju rozliczanego podatku i źródeł przychodu. Przy jednoosobowych działalnościach gospodarczych osób fizycznych i spółkach cywilnych niezbędne jest również wyrejestrowanie z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej.

Zamknięcie działalności spółki handlowej

Jeszcze inaczej z punktu widzenia realizacji obowiązków prawa należy podejść do zamykania działalności spółek prawa handlowego (spółek kapitałowych: sp. z o.o. i sp. akcyjna, oraz spółek osobowych: sp. jawna, sp. partnerska, sp. komandytowa i sp. komandytowo-akcyjna), które wymagają wykreślenia z Krajowego Rejestru Sądowego. Dopiero bowiem z chwilą wykreślenia z prowadzonego przez KRS rejestru przedsiębiorców nastąpi rozwiązanie spółki. Wykreślenie może nastąpić z urzędu lub na wniosek uprawnionego na skutek:

  • zakończenia postępowania upadłościowego;
  • zakończenia likwidacji spółki;
  • rozwiązanie spółki osobowej bez przeprowadzania likwidacji;
  • przekształcenia, podziału lub łączenia spółek;
  • rozwiązania z urzędu przez sąd.

Likwidacja spółki handlowej

W przypadku rozwiązania spółki, w tym również z powodu wystąpienia z niej wspólnika, należy przeprowadzić likwidację spółki, chyba że wspólnicy uzgodnili inny sposób zakończenia jej działalności. Rozwiązanie spółki następuje wskutek:

  1. wystąpienia przyczyn przewidzianych w umowie spółki (np. osiągnięcie celu, dla którego została zawiązana, upływu czasu na jaki została zawiązana);
  2. jednomyślnej uchwały wszystkich wspólników (w spółkach osobowych) lub uchwały zgromadzenia wspólników lub walnego zgromadzenia, podjętej kwalifikowaną większością głosów (w spółkach kapitałowych oraz w spółce komandytowo-akcyjnej, w przypadku której dodatkowo wymagana jest zgoda wszystkich komplementariuszy);
  3. zakończonego postępowania upadłościowego spółki;
  4. prawomocnego orzeczenia sądu na skutek wniesionego powództwa o rozwiązanie spółki;
  5. śmierci wspólnika lub ogłoszenia jego upadłości (w spółkach osobowych oraz gdy w spółce partnerskiej tylko jeden ze wspólników posiada prawo wykonywania wolnego zawodu);
  6. wypowiedzenia umowy spółki przez wspólnika lub wierzyciela wspólnika (w tym przypadku, a także w przypadku ogłoszenia upadłości wspólnika, do zamknięcia działalności spółki wymagana jest zgoda odpowiednio wierzyciela lub syndyka).

Dodatkowo, w przypadku spółki partnerskiej jej rozwiązanie powoduje utrata przez wszystkich partnerów prawa do wykonywania wolnego zawodu, a jeśli w spółce pozostaje tylko jeden partner, lub gdy tylko jeden partner posiada uprawnienia do wykonywania wolnego zawodu związanego z przedmiotem działalności spółki, spółka ulega rozwiązaniu najpóźniej z upływem roku od dnia zaistnienia któregokolwiek z tych zdarzeń.

Co do spółek kapitałowych – do ich rozwiązania może dojść również na skutek:

  • zaistnienia sytuacji, gdy umowny lub statutowy przedmiot działalności spółki jest sprzeczny z prawem,
  • umowa lub statut nie zawiera postanowień dotyczących firmy, przedmiotu działalności spółki, kapitału zakładowego lub wkładów,
  • wszystkie osoby zawierające umowę spółki albo podpisujące statut nie miały zdolności do czynności prawnych w chwili ich dokonywania.W zakresie niektórych rodzajów spółek: jawnej, komandytowej i partnerskiej, nie ma obowiązku przeprowadzania postępowania likwidacyjnego. Jest ona fakultatywna. W przypadku spółki z o.o., akcyjnej i komandytowo-akcyjnej likwidacja jest obligatoryjna. Samo ogłoszenie upadłości nie prowadzi do rozwiązania spółki. Wszczęte postępowanie upadłościowe może bowiem zakończyć się układem lub zostać uchylone lub umorzone z innych powodów.

Spółka w likwidacji

Fakt wystąpienia przesłanek do zamknięcia spółki nie sprawia, że przestaje ona istnieć. Spółka wstępuje bowiem w stan likwidacji. Otwarcie likwidacji następuje z dniem uprawomocnienia się orzeczenia o rozwiązaniu spółki przez sąd, albo z dniem podjęcia uchwały o rozwiązaniu przez wspólników lub walne zgromadzenie, lub z chwilą wystąpienia innej wyżej wymienionej przyczyny. W stanie likwidacji spółka nadal działa, zachowuje swoją zdolność prawną lub osobowość prawną. Zachowuje nazwę, jednak zmodyfikowaną o konieczny dodatek: „w likwidacji”.

Zmieniają się jednak zasady dalszego jej funkcjonowania. Zmienia się bowiem jej cel. Celem jest wykreślenie spółki z KRS. Kompetencje do reprezentacji i prowadzenia spraw spółki przejmują od organów spółek kapitałowych, a w spółkach osobowych od wspólników, likwidatorzy spółki. Wygasa ustanowiona prokura, niemożliwe jest też ustanowienie nowej, jak również niedopuszczalne jest dzielenie majątku spółki w likwidacji między wspólników.

Proces likwidacji

Proces likwidacji spółki rozpoczyna się od postawienia spółki w stan likwidacji, drugim krokiem jest ustanowienie likwidatorów spółki. W spółce jawnej likwidatorami są wszyscy wspólnicy, w spółkach: komandytowej i komandytowo-akcyjnej – komplementariusze, a w spółkach: z o.o. i akcyjnej – zarząd. Wspólnicy/akcjonariusze mogą powołać do tej roli tylko niektórych spośród siebie, jak i osoby spoza swojego grona. W przypadku upadłości wspólnika, w jego miejsce wstępuje syndyk. Na wniosek osoby mającej w tym interes prawny likwidatorów może ustanowić i odwołać sąd rejestrowy. Otwarcie likwidacji spółki zgłasza się do sądu rejestrowego w terminie 7 dni od dnia otwarcia likwidacji wraz z podaniem: imion i nazwisk oraz adresów, lub adresów do doręczeń elektronicznych, likwidatorów, sposób reprezentowania przez nich spółki i wszelkie zmiany, do których dojdzie w tym zakresie. Do wniosku o zmianę danych w KRS należy załączyć uchwałę o rozwiązaniu spółki i otwarciu jej likwidacji, zgodę likwidatorów na pełnienie tej funkcji, a także dowód uiszczenia opłaty sądowej i opłaty za ogłoszenie wykreślenia spółki z KRS w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Likwidatorzy spółek z o.o., akcyjnych i komandytowo-akcyjnych muszą dodatkowo ogłosić otwarcie likwidacji w MSiG na formularzu MSiG-M1. W ogłoszeniu podaje się powody rozwiązania spółki i zamieszcza wezwanie wierzycieli spółki do zgłoszenia swoich wierzytelności.

Jeśli spółka została założona w systemie S24, wniosek zgłoszeniowy otwarcia likwidacji można złożyć poprzez ten system. W innym przypadku można to zrobić wyłącznie za pośrednictwem Portalu Rejestrów Sądowych. Prócz wymaganych załączników, w zgłoszeniu należy podać przyczyny rozwiązania spółki, imiona, nazwiska, numery PESEL i adresy likwidatorów wraz ze sposobem reprezentacji. Kolejnymi etapami są:

  • sporządzenie bilansu otwarcia likwidacji – wykazuje się w nim wszystkie aktywa spółki na dzień otwarcia likwidacji,
  • czynności likwidacyjne – czyli działania zmierzające do zamknięcia bieżących spraw spółki, odzyskania wierzytelności i uregulowania własnych zobowiązań spółki oraz spieniężenia majątku,
  • podział majątku spółki – po spieniężeniu majątku należy zaspokoić wierzycieli a pozostały majątek rozdzielić między wspólników lub akcjonariuszy,
  • podsumowanie likwidacji – bilansem likwidacyjnym w przypadku spółek: jawnej, partnerskiej i komandytowej, albo sprawozdaniem likwidacyjnym w przypadku spółek: z o.o., akcyjnej i komandytowo-akcyjnej.

Po zakończeniu ostatniego etapu i zamknięciu likwidacji spółki likwidatorzy mogą złożyć do sądu rejestrowego wniosek o wykreślenie jej z KRS.

Ciężar spoczywający na likwidatorach

Likwidacja spółki handlowej to jak widać złożony proces. Prócz ww. wymogów likwidatorzy muszą pamiętać o dopełnieniu jeszcze innych, wspominanych na wstępie obowiązków: po otwarciu likwidacji – o poinformowaniu urzędu skarbowego o zmianie danych spółki, o zaktualizowaniu danych w zgłoszeniu rejestracyjnym VAT-R, i wreszcie o przekazaniu odpisu sprawozdania likwidacyjnego. Po wykreśleniu spółki z rejestru należy zgłosić zakończenie działalności opodatkowanej VAT. Na likwidatorach spółki osobowej cięży dodatkowy obowiązek przekazania do urzędu skarbowego wykazu składników majątku na dzień likwidacji lub spisu z natury z dnia rozwiązania spółki w przypadku gdy jest ona podatnikiem VAT. Pozostają też rozliczenia w podatku dochodowym. Do tego proces likwidacji może trwać dłużej niż rok, co oznacza, że spółka ma obowiązek prowadzenia w tym okresie ksiąg rachunkowych, jak i sporządzania sprawozdań finansowych.

Na likwidatorach spoczywają także takie zadania jak rozwiązanie umów z pracownikami, wyrejestrowanie ich i siebie (w przypadku spółek: jawnych, partnerskich, komandytowych i jednoosobowych z o.o.) jako płatnika z ZUS, wyrejestrowanie kasy fiskalnej, czy przechowywanie dokumentów zlikwidowanej firmy. Dokumentację należy przechowywać zasadniczo przez 5 lat, ale w przypadku niektórych dokumentów, jak np. ZUS DRA, czy ZUS IWA, przez 10 lat. Dokumenty pracownicze stanowiące podstawę ustalenia podstawy wymiaru emerytury lub renty, a dotyczące pracowników zatrudnionych między 1 stycznia 1999 r. a 31 grudnia 2018 r., firma zatrudniająca musi przechowywać przez lat 50!

W przypadku spółek handlowych niedopełnienie ciążących na członkach zarządu obowiązków związanych z likwidacją spółki może zrodzić odpowiedzialność majątkową, albo skutkować orzeczeniem zakazu prowadzenia działalności gospodarczej, a nawet karą pozbawienia wolności. W przypadku likwidatorów spółek: z o.o., akcyjnej i komandytowo-akcyjnej brak zamieszczenia w MSiG ogłoszenia o otwarciu likwidacji i wezwania wierzycieli do zgłoszenia wierzytelności naraża ich na odpowiedzialność odszkodowawczą. Między innymi, by uchronić się przed negatywnymi skutkami niedopełnienia tych obowiązków, przepisy dopuszczają, by likwidatorzy w postępowaniu przed KRS mogli udzielić pełnomocnictwa do reprezentacji spółki profesjonalnemu pełnomocnikowi: radcy prawnemu lub adwokatowi.

Autor: radca prawny Kamil Nagrabski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców.

Perspektywa dalszych wzrostów na europejskim rynku nieruchomości logistycznych

Według międzynarodowej firmy doradczej Savills, aktywność inwestycyjna w europejskim sektorze nieruchomości logistycznych w 2022 r. utrzymuje się na wysokim poziomie, a wartość transakcji zawartych w pierwszym kwartale sięgnęła 14,3 mld euro, przebijając rekord z 2021 r.

W wyniku niewystarczającej podaży w Europie obserwowany jest wzrost stawek czynszu. Najsilniej odczuwalny jest on w Londynie, gdzie koszty wynajmu najbardziej atrakcyjnych magazynów wzrosły aż o 20%. W Polsce, najwyższe stawki czynszu dotyczą Warszawy, gdzie w rezultacie obserwowanego od początku roku silnego trendu wzrostowego skala podwyżek zbliża się do tego notowanego w stolicy Wielkiej Brytanii.

Największe wolumeny inwestycyjne odnotowano w Niemczech (4,1 mld euro) i Wielkiej Brytanii (2,9 mld euro), których udział w całkowitych obrotach na europejskim rynku w pierwszym kwartale wyniósł blisko 50%. Wysoki poziom aktywności inwestycyjnej w pierwszym kwartale 2022 r. zaobserwowano także w Holandii (2,0 mld euro) i we Francji (1,1 mld euro).

„Do głównych czynników dynamicznego wzrostu sektora logistycznego nadal można zaliczyć zapoczątkowany przez pandemię boom w branży e-commerce, a od niedawna także wysoki popyt na dodatkową powierzchnię magazynową, która umożliwiłaby firmom zabezpieczenie łańcuchów dostaw w obliczu kryzysów geopolitycznych” – komentuje Marcus De Minckwitz, dyrektor działu nieruchomości przemysłowych i logistycznych w regionie EMEA, Savills.

W pierwszym kwartale najemcy w Europie wynajęli 10 mln m kw. powierzchni magazynowej, czyli o 28% więcej, niż wynosi średnia pięcioletnia. Największy udział w strukturze popytu od początku roku miały firmy w Niemczech (2,4 mln m kw.), Holandii (2,2 mln m kw.), Polsce (1,5 mln m kw.) i Wielkiej Brytanii (1,3 mln m kw.).

Z raportu firmy Savills pt. „European Logistics Census 2021” wynika, że najemcy przewidują, iż jednym z najważniejszych skutków pandemii będzie skracanie łańcuchów dostaw, czyli reshoring, co pozwoliłoby na minimalizowanie ryzyka. Zakłócenia w łańcuchach dostaw związane z wojną w Ukrainie i ponownie wprowadzonymi niedawno twardymi lockdownami w Chinach skutkowały rekordowo dużym wolumenem popytu na powierzchnię magazynową m.in. w Polsce, gdzie w pierwszym kwartale odnotowano najwyższy poziom aktywności najemców w historii polskiego rynku.

Jak podaje Savills, luka podażowa związana z rekordowym spadkiem wskaźników powierzchni niewynajętej w 2021 r. będzie potęgować zainteresowanie inwestorów obiektami magazynowymi. Najniższe stopy pustostanów nadal obserwuje się w Dublinie (1,1%), Danii (1,5%), Barcelonie (1,7%), Czechach (2,0%), Wielkiej Brytanii (2,7%), Polsce (3,05%) i Holandii (3,2%). Podobnie jak w 2021 r., silnie ograniczona podaż atrakcyjnej powierzchni magazynowej spowodowała presję na czynsze, które wzrosły na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy średnio o 5,9%.

Zgodnie z danymi Savills, wskutek utrzymującego się wysokiego zainteresowania kapitału nieruchomościami logistycznymi w Europie, stopy kapitalizacji dla najlepszych obiektów uległy kompresji w ostatnich sześciu miesiącach średnio o 23 punkty bazowe i wynoszą obecnie 4,08%. W Szwecji, Finlandii i Włoszech obniżyły się odpowiednio o 65 pb, 40 pb i 35 pb. W Belgii, Czechach, Danii, Francji i Norwegii spadki sięgnęły 25 pb. Z kolei w Niemczech i Holandii zmniejszyły się odpowiednio o 20 pb i 10 pb. Stopy kapitalizacji pozostały na stabilnym poziomie jedynie w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Portugalii.

Jak zauważa Savills, optymistycznym sygnałem dla inwestorów poszukujących produktów inwestycyjnych na kluczowych rynkach może być wysoki poziom aktywności deweloperskiej w Europie w pierwszym kwartale 2022 r.  W ujęciu rocznym, zasoby obiektów logistycznych powiększyły się w szybkim tempie między innymi w Polsce (aż o 16,5%), a także w Madrycie (o 11,6%), Holandii (8,8%) i Wielkiej Brytanii (5,5%).

 

„Wskutek rosnących kosztów pozyskiwania przez inwestorów finansowania dłużnego Polska wkracza w etap niespotykanego wcześniej szybkiego wzrostu stawek czynszowych. Czynsze rosną obecnie znacznie szybciej, niż do tej pory, a w przypadku czynszów ofertowych wzrosty sięgają 20 procent. Jednocześnie indeksacja czynszów w zawartych już umowach najmu będzie czynnikiem zachęcającym do zakupu aktywów generujących przychód” – komentuje John Palmer, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego dla sektora nieruchomości magazynowych w Savills w Polsce.

„Prognozy na najbliższy rok nadal napawają dużym optymizmem. Wszystkie wskaźniki dotyczące rynków najmu są zachęcające – spada stopa pustostanów i rośnie popyt. W porównaniu z innymi sektorami nieruchomości komercyjnych, branża logistyczna nadal ma silne fundamenty. Z tego względu przewidujemy, że tegoroczny wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku logistycznym sięgnie ok. 60 mld euro i będzie zbliżony do ubiegłorocznego rekordu, który wyniósł 62 mld euro” – podsumowuje Kevin Mofid, dyrektor działu badań rynku nieruchomości magazynowych i logistycznych w regionie EMEA, Savills.

Rośnie popyt na towary luksusowe pomimo wojny i inflacji

Pomimo zawirowań geopolitycznych i znacznego pogorszenia koniunktury gospodarczej sprzedaż osobistych dóbr luksusowych zwiększyła się w pierwszym kwartale rok do roku aż o 17-19 proc., wynika z najnowszego raportu Bain & Company. Analitycy przewidują, że jeśli tempo wzrostu utrzyma się, w całym roku sprzedaż sięgnie 320-330 mld euro i będzie wyższa o 10-15 proc. w stosunku do 2021.

Wzrost sprzedaży w pierwszych trzech miesiącach tego roku to w głównej mierze zasługa dobrych nastrojów konsumenckich w Europie i Stanach Zjednoczonych. Luzowanie obostrzeń covidowych i powrót do przedpandemicznej normalności sprawił, że klienci bardzo chętnie powrócili do zakupów. Nastrojów nie był w stanie popsuć wzrost inflacji, spowolnienie gospodarcze ani wybuch wojny w Ukrainie.

Popyt na towary luksusowe rośnie pomimo splotu tylu negatywnych czynników, które wydawać by się mogło powinny popsuć nastroje konsumentów. Po dwóch latach pandemii, ludzie chcą znów żyć normalnie i czerpać radość z wyjątkowych przedmiotów – powiedziała Katarzyna Wal, Senior Manager w Bain & Company.

W Europie wzrostowi popytu pomogło otwarcie granic i powrót podróży, na razie głównie w obrębie Unii Europejskiej. W opinii analityków Bain & Company, nastroje w Europie są na tyle dobre, że powrót do poziomu sprzedaży sprzed pandemii ma szansę nastąpić rok wcześniej niż przewidywano, czyli w 2023 roku. W Stanach Zjednoczonych konsumenci są również optymistyczni. Do wzrostów przyczyniła się zmiana podejścia marek luksusowych, które postawiły na różnorodność i inkluzywność, dzięki czemu dotarły do szerszej grupy klientów.

Nad rynkiem chińskim, który odpowiada za ok. 20 proc. globalnej sprzedaży, nadal ciążą ograniczenia covidowe. Jednak jak pokazują dane sprzedażowe z przypadającego na luty Chińskiego Nowego Roku, popyt konsumentów na luksusowe dobra jest silny w Państwie Środka i odbicie na tym rynku nastąpi na przełomie tego roku.

Wojna w Ukrainie ma, jak na razie, ograniczony wpływ na globalny rynek towarów luksusowych. Jej negatywny wpływ widać głównie na rynku rosyjskim, który ucierpiał ze względu na wprowadzenie sankcji oraz spadek wartości rubla.

W pierwszych trzech miesiącach 2022 roku do najlepiej sprzedających się produktów luksusowych należały akcesoria, w tym eleganckie obuwie i torebki, biżuteria oraz zegarki.

Jak wynika z szacunków ekspertów Bain & Company, którzy wraz z mediolańską Fondazione Altagamma analizują trendy w branży, jeśli przyśpieszenie inflacji i dalsze osłabienie wzrostu gospodarczego będą miały negatywny wpływ na nastroje konsumentów, a do odbicia w Chinach dojdzie nieco później, to w tym roku globalna sprzedaż może sięgnąć 305-320 mld euro, co nadal nie jest wynikiem złym i oznacza 5-10 proc. wzrost w stosunku do 2021 roku.

Bez względu na to, czy tegoroczna dynamika sprzedaży wyniesie 10-15 proc. w scenariuszu bardziej optymistycznym, czy 5-10 proc. jak przewiduje scenariusz mniej optymistyczny, eksperci Bain & Company podtrzymali średnioterminową prognozę, według której wartość rynku sięgnie 360-380 mld euro w 2025 roku.

W opinii ekspertów Bain & Company marki luksusowe mają nadal duże pole do rozwoju. Jednym z obiecujących obszarów są cyfrowe towary, na co pozwala rozwój metaverse, mediów społecznościowych i gamingu. Eksperci szacują, że w 2030 roku cyfrowe dobra i metaverse będą odpowiadały za 5-10 proc. rynku towarów luksusowych.

Kilka znanych marek luksusowych, jak Gucci, Balenciaga, Burberry czy Louis Vuitton już mają za sobą pierwsze doświadczenia z wirtualnym światem. Warto zwrócić uwagę, że wirtualna wersja kultowej torebki Gucci – Dionysus, została sprzedana na aukcji za 1000 dolarów więcej niż jej prawdziwa wersja – powiedziała Katarzyna Wal – Z kolei marka Dolce & Gabbana sprzedała w zeszłym roku kolekcję dziewięciu ubrań haute couture, z których cztery były wirtualne w wersji NFT za niebagatelną kwotę 6 milionów dolarów.

Producenci mebli i płyt drewnopochodnych zaniepokojeni planami Lasów Państwowych

Kolejne Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych rozważają rezygnację z międzynarodowej certyfikacji FSC, która wyznacza standardy dla odpowiedzialnej gospodarki leśnej. Wzbudziło to niepokój wśród polskich producentów artykułów pochodzenia drzewnego, dla których certyfikat jest często niezbędny, by mogli sprzedawać swoje wyroby zarówno na rynku polskim, jak i zagranicznym. W związku z tym, organizacje branżowe – Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce i Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, wystosowały list do Józefa Kubicy, Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych, z prośbą o utrzymanie certyfikacji i wprowadzenie jej we wszystkich Regionalnych Dyrekcjach Lasów Państwowych.

Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce i Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli podkreślają, że certyfikowane drewno z Lasów Państwowych daje produkowanym z niego płytom i meblom bardzo dużą przewagę konkurencyjną na rynkach światowych. Klienci polskich firm zarówno zagraniczni, jak i krajowi wymagają bowiem od producentów dostarczania wyrobów certyfikowanych – w większości w systemie FSC. Certyfikat ten potwierdza, że surowiec drzewny, który wykorzystano do wytworzenia produktów, pochodzi z lasów zarządzanych w odpowiedzialny i zrównoważony sposób. Jest on niezwykle istotny dla firm, ponieważ jego brak uniemożliwi im w wielu przypadkach sprzedaż produktów. Utrata przez polskich producentów certyfikatów oznaczać będzie utratę klientów i dotkliwe konsekwencje biznesowe.

Mimo, iż certyfikat FSC stawia przed podmiotami certyfikowanymi o wiele więcej wymagań, niż inne systemy certyfikacji (co dotyczy nie tylko Lasów Państwowych, ale również producentów w ramach łańcucha dostaw), dla polskich firm – jak podkreślają organizacje branżowe – najważniejsze są oczekiwania klientów, które muszą spełnić producenci, by dostarczać im swoje wyroby.

Organizacje wskazują również na zalety FSC dla polskiej gospodarki leśnej. Jak piszą, certyfikacja przyniosła Lasom Państwowym wiele dodatkowych korzyści w postaci m.in. podwyższenia świadomości w zakresie bezpieczeństwa i prawa pracy, odpowiedzialności za powierzone zasoby przyrody i ich ochronę, a także w zakresie prowadzenia konsultacji społecznych. Tym samym, poprawiła transparentność procesów planowania i prowadzonej gospodarki leśnej.

Na czerwcowym spotkaniu z przedstawicielami branży drzewnej, Lasy Państwowe jednoznacznie oświadczyły, że certyfikacja FSC zostanie utrzymana. Przedsiębiorcy mają nadzieję, że obietnica ta zostanie dotrzymana, co przełoży się na korzyści nie tylko dla polskiego sektora przemysłu drzewnego i meblarskiego, ale również dla środowiska naturalnego i całego społeczeństwa, dla którego dobrodziejstwa obszarów leśnych są nie do przecenienia.

Czarne chmury nad frankowiczami

Biorąc pod uwagę ostatnie burze w Polsce metafora “czarnych chmur” jest dosyć ryzykowna. Problem w tym, że jeżeli zmaterializują się zapowiedzi prezesa Szwajcarskiego Banku Narodowego, raty kredytów znów mogą wystrzelić.

Czesi zaskoczyli rynki

Po ostatnich deklaracjach Czeskiego Narodowego Banku wielu analityków oczekiwało, że pomimo tego, że stopy procentowe znajdowały się już na poziomie 5,75%, podwyżka może być nawet o 1%. Przemawiały za tym ostatnie dwie podwyżki o 0,5% i 0,75%. Należy pamiętać, że ostatni odczyt inflacji w Czechach wyniósł 16%. Przekraczała ona zatem o ponad 10% stopy procentowe. W rezultacie okazało się, że stopy procentowe podniesiono nawet o 1,25%. Na uwagę musi jednak zasługiwać fakt, że inflacja bazowa sięga tam niemal 14%. Wynika to z tego, że lokalny dystrybutor paliw nie postanowił zwielokrotnić zysków kosztem społeczeństw. Przez to (w przeciwieństwie do Polski) inflacja nie wynika tak bardzo z kosztów benzyny. Czesi mierzą się ze znacznie większym problemem strukturalnym, stąd podwyżki powinny być zdecydowanie wyższe niż w Polsce.

Szwajcaria podniesie stopy

Na rynku działania Szwajcarskiego Banku Centralnego budzą duże zaskoczenie. Najciekawsze jest to, że to jeden z niewielu banków centralnych, które postępują zgodnie z tym, co znajduje się w podręcznikach do makroekonomii. Reszta banków stara się bowiem znacznie bardziej sprzyjać rozwojowi PKB, dopuszczając do często bardzo znacznego wzrostu inflacji. Szwajcarzy, co zresztą potwierdził na wczorajszej konferencji prezes tamtejszego banku centralnego, są jednak gotowi zaakceptować umocnienie franka wywołane wzrostem stóp procentowych, by nie sprowadzić inflacji do kraju. Co to oznacza dla kredytobiorców frankowych? Ponownie po tym, jak mieli oni przez jakiś czas znów wyraźnie lepiej niż kredytobiorcy złotowi, mogą ich czekać trudne czasy. Z jednej strony jest to podwyżka kursu franka, z drugiej wzrost odsetek spowodowany wzrostem stóp procentowych.

Ropa znów poniżej 110 dolarów

W ciągu półtora tygodnia baryłka ropy naftowej staniała nawet 15%. Jeżeli ktoś lubi się denerwować, może porównać sobie, jak duży wpływ ta zmiana miała na ceny paliw, czy to na stacjach, czy w hurcie. Dla osób o słabszych nerwach polecamy jednak nie wykonywać tej czynności. Powodem spadków cen ropy jest spadek oczekiwań co do tempa wzrostu gospodarczego na świecie. Analitycy nie są jednak zgodni, czy to początek poważnej przeceny, czy zaledwie powód, by ropa spadła z okolic 125 dolarów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Co dziesiąte mieszkanie w Polsce stoi puste?

Główny Urząd Statystyczny stopniowo opracowuje wyniki Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań z 2021 roku. Wspomniana instytucja niedawno podała informacje dotyczące między innymi odsetka pustych lokali i domów w poszczególnych częściach kraju. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, w którym regionie jest on największy.

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, w minionym roku poszczególne części Polski cechowały się następującym odsetkiem pustych lokali i domów (mieszkań):

  • dolnośląskie – pustostany jako 11,4% ogółu mieszkań
  • kujawsko-pomorskie – 9,7%
  • lubelskie – 13,5%
  • lubuskie – 9,6%
  • łódzkie – 12,8%
  • małopolskie – 14,8%
  • mazowieckie – 13,7%
  • opolskie – 8,9%
  • podkarpackie – 11,1%
  • podlaskie – 14,7%
  • pomorskie – 12,3%
  • śląskie – 10,4%
  • świętokrzyskie – 13,5%
  • warmińsko-mazurskie – 10,2%
  • wielkopolskie – 10,8%
  • zachodniopomorskie – 11,8%

W skali całej Polski, ubiegłoroczny spis powszechny wykazał 15,34 miliona mieszkań. Około 12,1% z nich było pustych, co daje wynik na poziomie 1,86 mln. Na podstawie danych GUS z końca 2020 r. wiemy również, że szacunkowa liczba pustostanów zarządzanych przez gminy (jako mieszkania komunalne i socjalne) wynosi ok. 64 000. Przeważająca część pustostanów to zatem lokale i domy należące do osób prywatnych. Dużą grupę pustostanów mogą stanowić starsze i słabo zlokalizowane domy.Co dziesiąte mieszkanie w Polsce stoi puste

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Grupa ORLEN planuje budowę pierwszego portu instalacyjnego dla morskich farm wiatrowych

Spółka ORLEN Neptun odpowiedzialna w Grupie ORLEN za rozwój nowych projektów morskiej energetyki wiatrowej weszła w finalny etap postępowania na dzierżawę terenu w Porcie Świnoujście. W przypadku wygrania przez Spółkę postępowania, z początkiem 2025 roku możliwe będzie uruchomienie w tej lokalizacji pierwszego na polskim wybrzeżu portu instalacyjnego dla morskich farm wiatrowych. Obiekt zlokalizowany na Pomorzu Zachodnim, wraz z drugim portem instalacyjnym, którego realizacja planowana jest w Gdańsku, będzie w stanie zapewnić kompleksową obsługę wszystkich projektów wiatrowych na Bałtyku.

Na 20 hektarach wydzierżawionych od Portu Świnoujście planowane jest wybudowanie infrastruktury zdolnej do obsługi dużych jednostek, transportujących kluczowe komponenty farm wiatrowych, takie jak turbiny, ich wieże oraz fundamenty. Z portu wypływałyby również specjalistyczne jednostki zajmujące się realizacją zaawansowanych prac budowlanych.

– Morska energetyka wiatrowa to skuteczna odpowiedź na wyzwania związane z transformacją energetyczną i zwiększaniem bezpieczeństwa naszego regionu. Do pełnego wykorzystania jej potencjału potrzebne jest jednak osiągnięcie efektu skali. Dlatego oprócz realizowanego już projektu farmy wiatrowej, która ma rozpocząć produkcję w 2026 roku, Grupa ORLEN wystąpiła o koncesje na kolejnych 11 projektów na Bałtyku. Realizacja tak wielkoskalowych projektów wymaga od nas zapewnienia odpowiedniej infrastruktury. Dwa porty instalacyjne będą w stanie efektywnie zabezpieczyć potrzeby związane z tymi inwestycjami, ale będą również mocnymi impulsami rozwojowymi dla całych regionów – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Rozwój morskiej energetyki wiatrowej jest fundamentem strategii rozwoju ORLEN2030. W perspektywie dekady koncern zamierza przeznaczyć 47 mld zł na inwestycje w nowoczesną nisko- i zeroemisyjną energetykę. Obok zaawansowanego projektu Baltic Power o mocy do 1,2 GW, Grupa ORLEN wystąpiła także o jedenaście koncesji, których łączny potencjał szacowany jest na ponad 10 GW. To moc, która byłaby w stanie zaspokoić 25% zapotrzebowania Polski na energię elektryczną. Ponadto, koncern analizuje możliwość realizacji podobnych inwestycji na litewskim i łotewskim obszarze Bałtyku.

Zgodnie z Polityką Energetyczną Polski do 2040 roku na polskich wodach ma powstać od 9 do 11 GW mocy zainstalowanych w źródłach odnawialnych. Budowa nowoczesnych terminali instalacyjnych w polskiej części Morza Bałtyckiego Inwestycje w porty, realizowane z udziałem polskich dostawców, będą również znaczącym impulsem dla rozwoju regionów oraz krajowej gospodarki.

Bartłomiej Wnęk nowym COO w MODIVO S.A.

Do zespołu MODIVO S.A. dołączył Bartłomiej Wnęk, który jako Chief Operating Officer będzie odpowiedzialny za nadzór nad procesami operacyjnymi –  logistyką, biurem obsługi klienta oraz biurem zamówień. Do jego zadań należeć będzie m.in. opracowywanie i wdrażanie strategii dotyczących operacjonalizacji sprzedaży oraz dbanie o doświadczenia zakupowe konsumentów. To odpowiedź na intensywny rozwój Spółki, która w nadchodzących latach planuje dalsze inwestycje w inteligentną logistykę, łańcuch dostaw oraz obsługę klienta.

– Zapewnianie klientom jak najlepszych doświadczeń w zakresie obsługi posprzedażowej to jeden z naszych priorytetów. Oczywiście zależy nam również, by z zadowoleniem i pełnym przekonaniem korzystali z naszych platform ponownie. To powody, dla których przekazujemy nadzór nad działaniami z obszaru logistyki i obsługi klienta w ręce jednej osoby. Bartłomiej Wnęk ma ogromne doświadczenie i ekspercką wiedzę, dzięki której może zapewnić optymalny rozwój sieci logistycznej oraz usprawnić procesy zwrotów i planowanie S&OP. Jesteśmy przekonani, że podejmowane wewnątrz jego zespołu aktywności przyczynią się do poprawy doświadczeń zakupowych klientów – mówi Damian Zapłata, Prezes Zarządu MODIVO S.A.

Bartłomiej Wnęk ma 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu projektami, rozwoju sieci i inwestycji, tworzeniu floty kurierskiej, wprowadzaniu innowacji procesowych oraz wdrażaniu nowych technologii. Budował i kierował zespołami liczącymi prawie 8000 osób. Swoją karierę rozpoczął w 2002 roku w firmie DHL, gdzie od 2018 roku był Członkiem Zarządu DHL, pełniącym funkcję wiceprezesa ds. operacyjnych.

– To dla mnie duża radość, że dołączyłem do zespołu MODIVO. Spółka ma na swoim koncie liczne sukcesy, a do tego wciąż ogromne ambicje i perspektywę rozwoju. Mam obok siebie zgrany zespół, który każdego dnia dokłada starań, aby rozwijać nasze brandy. W dalszym ciągu będziemy koncentrować się na działaniach zapewniających klientom najlepsze doświadczenia w zakresie obsługi posprzedażowej. Myślę, że będą zadowoleni z efektów wdrażanych przez nas rozwiązań – mówi Bartłomiej Wnęk, Chief Operating Officer w MODIVO S.A.

Case Elona Muska, czyli kilka słów o tym, jak wdrażać nowy model pracy w firmie

Ostatnia wypowiedź Elona Muska, w której odniósł się negatywnie do modelu pracy zdalnej i wystosował wobec swoich pracowników żądanie, by pracowali z biura w wymiarze min. 40 godzin tygodniowo, wywołała liczne kontrowersje. Dlaczego decyzja CEO Tesli odbiła się takim szerokim echem i o czym nam mówi w kontekście projektowania środowiska pracy?

Office-based vs remote-only

Choć już przed wybuchem pandemii część firm praktykowała elastyczne formy pracy, to kolejne lockdowny i odgórny przymus tymczasowego przeniesienia procesów na tryb „fully remote” śmiało możemy nazwać tym przysłowiowym kamyczkiem, który uruchomił hybrydową lawinę. Elastyczność modelu pracy i pozostawienie pracownikom wyboru, skąd chcą wykonywać swoje obowiązki, jest obecnie najbardziej przez nich pożądanym podejściem i często staje się kartą przetargową w walce o talenty. Firmy są więc w pewnym sensie zmuszone do wzięcia tego rozwiązania pod uwagę, ponieważ lekceważąc oczekiwania pracowników w zakresie elastycznego trybu pracy ryzykują tym, że utracą najlepszych. Z drugiej strony elastyczność z punktu widzenia biznesu jest trudniejsza: wymaga istotnych zmian w podejściu zarządczym i niesie szereg wyzwań w zakresie obiegu informacji, współpracy międzyobszarowej, dbania o nieformalne sieci relacji i budowania kapitału społecznego organizacji. A zatem decyzja o tym gdzie na skali między modelem pracy całkowicie zdalnej a modelem pracy w biurze ulokować własną organizację, nie jest prosta. Nie warto podejmować jej wyłącznie na bazie osobistych preferencji lidera, ani też samych preferencji pracowników. Jej podstawą powinny być natomiast pogłębione badania potrzeb pracowników oraz potrzeb biznesowych organizacji.

Model „fully remote”, choć często postrzegany jako atrakcyjny przez pracowników, jest rozwiązaniem radykalnym, nie dla wszystkich organizacji wskazanym czy możliwym. Firmy, które zdecydują się na ten model funkcjonowania, muszą liczyć się z tym, że wiąże się on z potrzebą całkowitej przebudowy wszystkich procesów i całego modus operandi organizacji.

Mając na uwadze skalę zmian, których wymaga wprowadzenie modelu „fully remote”, a także silną niechęć pracowników do pracy wyłącznie z biura, większość organizacji decyduje się na wdrożenie modelu hybrydowego, postrzegając to jako bezpieczne i kompromisowe rozwiązanie. Czy jednak na pewno takie jest?

Badania i wskaźniki

Wybór modelu pracy powinien być przede wszystkim poprzedzony badaniami potrzeb pracowników i analizą stylu ich pracy. W większości organizacji, niezależnie od stopnia ich złożoności, wyróżnić możemy kilka typowych profili użytkowników. Wydany ostatnio przez nowy koncept biznesowy Colliers, czyli platformę Colliers Define, przewodnik po hybrydowych stylach pracy „Persony i modele pracy hybrydowej” opisuje trzy przykładowe persony nazwane w sposób oddający charakter ich pracy – Analytical Albert, Collaborative Claire i Varied Victor.

Takie podejście pomaga uwzględnić realne potrzeby pracowników przy definiowaniu założeń nowego modelu pracy i wdrażaniu związanych z nim zmian. Pozwala też przeanalizować jak funkcjonujemy w elastycznym ekosystemie pracy hybrydowej. W naszym przykładzie Analytical Albert, który zazwyczaj ok. 50% czasu spędza na wykonywaniu zadań indywidualnych, będąc w domu pracuje w skupieniu, ale po przyjściu do biura staje się duszą towarzystwa – pojawia się tam przede wszystkim po to, aby spotkać się z ludźmi. U Collaborative Claire te proporcje są odwrócone. Na co dzień  najwięcej czasu pochłaniają jej spotkania i interakcje (w biurze nawet 67% czasu), natomiast na pracę indywidualną Claire przeznacza średnio ok. 36% swojego dnia pracy. W przypadku Varied Victora żadna z jego codziennych czynności nie przeważa w znacznym stopniu. Jego dzień pracy wypełniony jest różnorodnymi czynnościami: poza wspomnianymi spotkaniami i pracą indywidualną pojawiają się również rozmowy telefoniczne czy praca z dokumentami papierowymi. Każda z tych person ma inne potrzeby i różne są też ich motywacje oraz sposób korzystania z przestrzeni biurowej. Wdrażając nowe modele pracy, każda organizacja powinna przejść proces analizy stylu pracy i potrzeb funkcjonalnych, aby nie popełnić kosztownych w skutkach błędów.

Równie istotne jak analiza potrzeb, jest zdefiniowanie i regularne monitorowanie kluczowych wskaźników „zdrowia organizacyjnego” w modelu hybrydowym. Pozwolą nam one ocenić wpływ wdrożonego modelu pracy na nasz biznes. Wskaźniki takie oprócz tradycyjnych biznesowych KPI oraz powszechnie znanych wskaźników satysfakcji i zaangażowania, obejmują także różne czynniki wpływające na dobrostan pracowników czy aspekty dotyczące efektywności pracy zespołowej i współpracy pomiędzy zespołami. Brak zdefiniowania i regularnego monitorowania takich wskaźników uniemożliwia zauważenie, że pewne procesy funkcjonują gorzej i odpowiednio wczesne skorygowanie kursu.

W złożonym hybrydowym świecie nie ma prostych rozwiązań, które są dobre dla wszystkich. Bez starannego zbadania, z jakimi stylami pracy mamy do czynienia w naszej organizacji, kim są nasi pracownicy, czego potrzebują i co powinniśmy im zaoferować, żeby mogli pracować efektywnie, przy jednoczesnym zadbaniu o to, aby zminimalizować ryzyko negatywnego wpływu nowego modelu pracy na biznes, będziemy błądzić po omacku. Wdrożenie modelu pracy na bazie tego typu analizy może istotnie usprawnić funkcjonowanie firmy. Natomiast podjęcie złej decyzji, na podstawie założeń przefiltrowanych wyłącznie przez prywatne poglądy i odczucia lidera, może mocno zaszkodzić organizacji, skutkując nie tylko odejściem pracowników, ale także pogorszeniem wyników finansowych w perspektywie kilku lat.

EURUSD ponownie w potrzasku

Obawy, że środki zaostrzające politykę pieniężną wdrażane przez banki centralne na całym świecie mogą znacząco spowolnić gospodarkę, ponownie wpłynęły wczoraj na rynki finansowe. Mówiąc dokładniej, rosną obawy, że gospodarka USA może popaść w recesję w wyniku agresywnych podwyżek stóp procentowych ze strony amerykańskiego banku centralnego.

Wczorajsze komentarze prezesa Fed Jerome’a Powella nie do końca przyczyniły się do uspokojenia sytuacji. Podczas przesłuchania przed Senatem na pytanie o ryzyko recesji w USA, Powell odpowiedział, że Fed nie chce tego, ale jest to z pewnością możliwy skutek zacieśnienia polityki monetarnej. Wspomniał również, że gospodarka amerykańska jest dobrze przygotowana na zacieśnienie polityki pieniężnej. Przysłowiowe „miękkie lądowanie” będzie jednak trudne do osiągnięcia.

Podczas wystąpienia dolar nie zdołał się umocnić. Wręcz przeciwnie, względem euro zaczął ponownie tracić a główna para walutowa zahaczyła o poziom 1,06. Dolar otrzymał w ostatnim czasie od Fed argumenty do aprecjacji. Po podwyżce nastąpiło zjawisko „sprzedaży faktów” i na ten moment brak paliwa do dalszego ruchu umacniającego.

Z drugiej strony wspólna waluta nie zyskuje jakoś znacznie. Owszem, EBC zasygnalizował podwyżkę stóp procentowych w lipcu a w ciągu roku prawdopodobnie dojdzie do kolejnych zmian. Nawet wzrost o 50 pb wydaje się obecnie dość prawdopodobny. Jednak w ogólnym rozrachunku inne banki centralne kradną uwagę EBC, gdyż już dawno podjęły działania. Polityka europejskiej instytucji jest nadal mocno ekspansywna a jastrzębi zwrot, który nastąpił w maju w niewielki stopniu wpłynął na wzrostowy ruch na EUR/USD.

Wydaje się na ten moment, że główna para walutowa skazana jest w tym momencie na szeroki ruch boczny, przynajmniej w średnim terminie. Kluczowymi poziomami są obecnie o od góry 1,0780 a od dołu 1,0360.

Autor: Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Wyniki rynku ubezpieczeniowego w I kw. 2022 r.

W I kwartale 2022 r. Polacy otrzymali ponad 11,5 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). To aż o 12,6 proc. więcej niż rok wcześniej. W dużym stopniu wzrosły wypłaty związane ze szkodami majątkowymi, przede wszystkim dotyczącymi ognia i innych żywiołów.

Ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym ponad 11,5 mld zł

  • 11,5 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 5,3 mld zł z ubezpieczeń na życie
    • 4 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC).
    • 2,2 mld zł z pozostałych ubezpieczeń.
  • Na ubezpieczenia przeznaczyliśmy 18,1 mld zł, o 2,9 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • 84,6 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • 16,8 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
  • 262 mln zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele

Ubezpieczenia na życie

Świadczenia z ubezpieczeń na życie wzrosły o 10,8 proc. Największy wzrost wypłat dotyczył ubezpieczeń o charakterze inwestycyjnym i oszczędnościowym i wyniósł ponad 23 proc. Na ubezpieczenia na życie wydaliśmy w I kw. 2022 r. 5,2 mld zł, o 5,5 proc. mniej niż rok wcześniej.

Spadek składki dotyczy przede wszystkim polis inwestycyjnych, co ma związek z interwencją produktową, obowiązującą od początku tego roku. Rośnie natomiast rynek ubezpieczeń ochronnych i wypadkowych – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią ubezpieczenia komunikacyjne. Ich wartość w porównaniu z zeszłym rokiem wzrosła.

  • Odszkodowania i świadczenia z obowiązkowego OC posiadaczy pojazdów wyniosły 2,4 mld zł i były o 2,8 proc. większe niż przed rokiem.
  • Odszkodowania z autocasco wyniosły 1,6 mld zł, o 8 proc. więcej niż przed rokiem.

Średnia składka za obowiązkowe ubezpieczenie OC ppm wyniosła w I kwartale 2022 r. 488 zł, o 1,2 proc. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie wzrosła średnia szkoda. Jej koszt wyniósł 8 255 zł, o 2,7 proc. więcej niż przed rokiem.

Polityka cenowa jest indywidualną decyzją każdego zakładu ubezpieczeń. W OC komunikacyjnym od dłuższego czasu widać jednak wyraźnie spadek średniej ceny i wzrost kosztów napraw pojazdów. Z analizy przeprowadzonej dla PIU przez firmę Deloitte wynika, że jeśli ceny OC ppm pozostaną na dotychczasowym poziomie, w ciągu dwóch lat strata dla całego rynku wyniesie 3,4 mld zł. Dodatkowo pamiętajmy, że wkrótce poznamy nowe rekomendacje KNF, dotyczące likwidacji szkód komunikacyjnych. Nie znamy ich ostatecznej treści, ale istnieje prawdopodobieństwo, że koszty napraw po wprowadzeniu rekomendacji jeszcze wzrosną, a ubezpieczyciele będą wyłącznie płatnikami ze znacznie mniejszą kontrolą nad likwidacją szkód – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczenia majątkowe

Wzrost odszkodowań i świadczeń w I kw. 2022 r. wiązał się w dużej mierze z większymi wypłatami w obszarze szkód majątkowych. – W porównaniu z ubiegłym rokiem, zgłoszono znacznie więcej szkód związanych z wichurami, gradobiciami i pożarami. Większa była nie tylko ich liczba, ale też średnia wartość – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

W związku z ogniem i innymi żywiołami, ubezpieczyciele wypłacili w I kw. 2022 r. prawie 691 mln zł, aż o 77 proc. więcej niż rok wcześniej.

Wynik netto

Polscy ubezpieczyciele wypracowali w I kw. 2022 r. 771 mln zł zysku netto, czyli o 33 proc. mniej niż przed rokiem. Do budżetu państwa ubezpieczyciele odprowadzili 262 mln zł podatku dochodowego.

Wielkość I kw. 2021 r. (tys. zł) I kw. 2022 r. (tys. zł) Różnica rok do roku
Dział I
Koszty działalności ubezpieczeniowej 1 276 467 1 352 951 5,99%
Wynik techniczny 527 284 534 089 1,29%
Wynik finansowy brutto 477 648 474 716 -0,61%
Podatek dochodowy 112 165 72 915 -34,99%
Wynik finansowy netto 365 242 401 311 9,88%
Udziały, akcje oraz inne papiery wartościowe o zmiennej kwocie dochodu oraz jednostki uczestnictwa i certyfikaty inwestycyjne w funduszach inwestycyjnych 6 683 835 5 662 116 -15,29%
Dłużne papiery wartościowe i inne papiery wartościowe o stałej kwocie dochodu 29 704 471 29 185 853 -1,75%
Wielkość
Dział II I kw. 2021 r. (tys. zł) I kw. 2022 r. (tys. zł) Różnica rok do roku
Koszty działalności ubezpieczeniowej 2 518 727 2 765 639 9,80%
Wynik techniczny 745 962 579 705 -22,29%
Wynik finansowy brutto 992 491 558 969 -43,68%
Podatek dochodowy 221 205 189 213 -14,46%
Wynik finansowy netto 771 286 369 755 -52,06%
Udziały, akcje oraz inne papiery wartościowe o zmiennej kwocie dochodu oraz jednostki uczestnictwa i certyfikaty inwestycyjne w funduszach inwestycyjnych 11 066 578 11 135 034 0,62%
Dłużne papiery wartościowe i inne papiery wartościowe o stałej kwocie dochodu 58 287 311 55 371 793 -5,00%

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z I kw. 2022 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
OC komunikacyjne 512 zł (rocznie) Wymuszenie pierwszeństwa na drodze ekspresowej. Poszkodowany stracił panowanie nad autem i zderzył się z ciągnikiem, transportującym wysokospecjalistyczne urządzenie górnicze. Szacunkowy koszt naprawy wszystkich pojazdów i urządzenia górniczego to ok. 2,4 mln zł.
Ubezpieczenie domu i prowadzonej w nim działalności gospodarczej 2060 zł (rocznie) Pożar domu zniszczył całe poszycie dachu, wszystkie instalacje a także wszystkie rzeczy osobiste i sprzęt związany z funkcjonowaniem rodzinnej działalności gospodarczej. Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w wysokości 2,8 mln zł.
Indywidualne ubezpieczenie na życie 1700 zł (rocznie) Śmierć 41-letniego mężczyzny w wyniku miażdżycy. Świadczenie dla uposażonego: 430 tys. zł.
NNW 84 zł (miesięcznie) Nieszczęśliwy wypadek w wyniku upadku. Poważne obrażenia czaszki, w wyniku których doszło do śmierci. Pieniądze dla rodziny zmarłego: 150 tys. zł.
Ubezpieczenie podróżne 429 zł (za cały wyjazd) Poszkodowana doznała ataków duszności podczas podróży po jednym z krajów azjatyckich. Na finalne koszty pokryte przez ubezpieczyciela złożył się szereg badań specjalistycznych zlecanych przez neurologa oraz neurochirurga. Doszło także do repatriacji poszkodowanej do kraju w asyście lekarza. Łączny koszt pomocy przekroczył 106 tys. zł.

 

Sprytna (przetargowa) pułapka elektromobilności

Firmy ubiegające się dziś o zamówienia publiczne nie zdają sobie sprawy, że muszą mieć pojazdy elektryczne lub na gaz ziemny. Tymczasem od początku 2022 r. gminy i powiaty liczące więcej niż 50 tys. mieszkańców, jak również województwa (jednostki samorządu terytorialnego) mogą powierzać określone zamówienia publiczne wyłącznie firmom, które skierują do realizacji tych zamówień co najmniej 10% pojazdów elektrycznych lub pojazdów napędzanych gazem ziemnym.

Problem polega na tym, że dokumentacje wielu trwających już przetargów nic o tym wymogu nie wspominają. Czy taki przetarg i jego wynik mogą zostać oprotestowane i unieważnione? Jakie konsekwencje grożą firmie, która co prawda wygrała przetarg, ale zapomniała o „posiadaniu pojazdów elektrycznych lub tych napędzanych CNG”? O różnych problemach związanych z tymi przepisami rozmawiamy z Wojciechem Michalcem, radcą prawnym z katowickiej kancelarii JKM i Partnerzy.

Zamawiający często sami nie zdają sobie sprawy z tych obowiązków – pomimo tego, że ustawa obowiązuje już od 2018 r., a obowiązek zagwarantowania odpowiedniego udziału pojazdów elektrycznych lub na gaz ziemny we flocie pojazdów realizujących zamówienie był już raz przesuwany (z 1 stycznia 2021 r. na 1 stycznia 2022 r.) – stąd brak w specyfikacjach określonych wymogów odnośnie do tych pojazdów.

Należy też zaznaczyć, że chodzi nie tylko o gminy, ale również o powiaty i województwa (wszystkie jednostki samorządu terytorialnego), poza gminami i powiatami „małymi”, czyli liczącymi nie więcej niż 50 tys. mieszkańców. Obowiązki dotyczą obecnie także naczelnych i centralnych organów administracji państwowej, jak również wszystkich pozostałych zamawiających publicznych udzielających konkretnych zamówień związanych ze środkami transportu (sprzedaż, leasing, najem, dzierżawa pojazdu; usługi transportu zbiorowego; usługi w zakresie wywozu odpadów, transportu przesyłek, poczty czy paczek).

Odnosząc się do pytania – ustawodawca nie przewidział, jakie miałyby być konsekwencje udzielenia zamówienia wykonawcy, który nie skieruje do jego realizacji odpowiedniej liczby pojazdów ekologicznych (na prąd lub gaz ziemny). Wydaje się jednak, że zamawiający, który „przypomni sobie” o obowiązku wynikającym z art. 35 ust. 2 pkt 2 czy art. 68 ust. 3 ustawy o elektromobilności już po otwarciu ofert, nie będzie mógł unieważnić postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, ponieważ nie zaistnieje taka wada, która prowadziłaby do ryzyka unieważnienia umowy w sprawie zamówienia publicznego. Czym innym jest bowiem unieważnienie umowy, a czym innym wygaśnięcie umowy z mocy prawa (o którym mowa w art. 76 ust. 1 lub ust. 2 ustawy o elektromobilności).

Analogicznie – wykonawca po otwarciu ofert również nie zyska uprawnienia do wniesienia odwołania do KIO i domagania się unieważnienia postępowania lub unieważnienia wyboru najkorzystniejszej oferty ze względu na fakt, że zamawiający „zapomniał” wpisać do dokumentów obowiązku skierowania do realizacji zamówienia określonej liczby pojazdów na prąd czy gaz ziemny.

Uważam jednak, że przed terminem składania ofert wykonawca mógłby pokusić się o odwołanie od treści specyfikacji warunków zamówienia, żądając niejako przymuszenia zamawiającego do określenia wymogów odnoszących się do elektromobilności i paliw alternatywnych oraz wskazania sposobu weryfikacji ich spełnienia przez wykonawcę zamówienia. Byłby to szczególnie cenny instrument w rękach podmiotów posiadających pojazdy elektryczne lub na gaz ziemny, które chciałyby zmniejszyć liczbę potencjalnych konkurentów o oferentów nieposiadających takich pojazdów lub dysponujących niewystarczającą ich liczbą.

Czy jeżeli organizujący przetarg nie wpisze do specyfikacji, a następnie do umowy warunku realizacji zamówienia z uwzględnieniem udziału pojazdów elektrycznych lub na gaz ziemny, obowiązek ten będzie nadal wiążący dla obu stron?

Tak. W doktrynie wskazuje się, że ustawa nałożyła obowiązki na zamawiających, ale również na wykonawców. Co więcej, najdalej idącym tego odzwierciedleniem są przepisy art. 76 ust. 1 i ust. 2 ustawy o elektromobilności. Zgodnie z nimi umowy,  w ramach których nie zapewniono odpowiedniego odsetka pojazdów na prąd lub na gaz ziemny, wygasają z mocy prawa. A zatem bez znaczenia jest, czy konkretne obowiązki w zakresie pojazdów ekologicznych zostały, czy nie zostały w nich wskazane, jak również fakt, w jakim terminie umowy te zostały zawarte.

Wykonawcom, których umowy wygasły, mogą przysługiwać roszczenia odszkodowawcze, ale to inna kwestia.

Jednak jeśli zamawiający „przypomni sobie” o obowiązku w zakresie elektromobilności i paliw alternatywnych przed datą wygaśnięcia umowy z mocy prawa, może zażądać od wykonawcy jego spełnienia oraz wykazania, w jaki sposób obowiązek ten został spełniony. W najdalej idącym scenariuszu zamawiający mógłby próbować odstąpić od umowy z wykonawcą z powodu niewypełnienia przez niego obowiązków umownych związanych z koniecznością przestrzegania przepisów obowiązującego prawa.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przyjąć, że wiele firm nawet nie wie, że zgodnie z prawem będą musiały posiadać co najmniej 10% ekologicznych pojazdów w swojej flocie. Czy będą mogły odmówić zawarcia kontraktu, skoro w dokumentacji przetargowej słowem o tym nie wspomniano? Co wtedy z już wpłaconym wadium?

Nie wydaje się, żeby wykonawca mógł odmówić zawarcia umowy w sprawie zamówienia publicznego wyłącznie z powodu przypomnienia sobie o istnieniu ustawy oraz obowiązkach z niej wynikających. W omawianym zakresie sytuacja prawna jest bowiem znana i nie uległa zmianie co najmniej od 24 grudnia 2021 r., kiedy wprowadzona została modyfikacja przesuwająca termin wejścia w życie obowiązków związanych z elektromobilnością i paliwami alternatywnymi w zamówieniach publicznych oraz termin wygaśnięcia umów niezapewniających właściwego odsetka takich pojazdów z 31 grudnia 2021 r. na 31 grudnia br.

W związku z powyższym istnieje duże ryzyko utraty wadium w przypadku, gdyby wykonawca uchylał się od zawarcia umowy w sprawie zamówienia publicznego.

Inaczej jednak sprawa miałaby się, gdyby zamawiający dokonał ingerencji we wzór umowy i nałożył na wykonawcę np. dodatkowe obowiązki, które nie wynikają z ustawy o elektromobilności, lub gdyby zamawiający zastosował zaostrzone rygory odnośnie do progu procentowego wymaganej liczby pojazdów czy innych reguł obliczania liczby tych pojazdów. W takich sytuacjach wykonawca mógłby odmówić podpisania umowy z przyczyn od siebie niezależnych, zmniejszając ryzyko utraty wadium.

Czy przetargi, w których pominięto kwestię udziału pojazdów ekologicznych we flocie wykonawcy, są dotknięte wadą nakazującą ich unieważnienie, skoro sam przepis wynika wprost z ustawy?

Nie wydaje się, żeby zamawiający miał prawo (czy obowiązek) unieważnienia postępowania ze względu na nieusuwalną wadę, która stwarza ryzyko, że umowa zostanie unieważniona. Przepisy nie przewidują sankcji w postaci unieważnienia umowy (jeśli odsetek pojazdów na prąd czy gaz ziemny jest niższy niż wymagany w ustawie o elektromobilności), ale jej wygaśnięcie z mocy prawa – co jest instytucją inną niż unieważnienie umowy.

Jeśli jednak zamawiający „przypomni” sobie o istnieniu ustawy o elektromobilności przed wyznaczonym terminem składania ofert, to powinien dokonać odpowiedniej zmiany w dokumentach zamówienia, określając wymogi odnoszące się do konieczności zapewnienia przez wykonawcę odpowiedniego udziału pojazdów na prąd lub gaz ziemny oraz sposobu weryfikacji tego obowiązku przez zamawiającego.

Część komentatorów zwraca uwagę na fakt, że terminy dostaw specjalistycznych pojazdów ekologicznych (gaz lub prąd jako źródło napędu) często przekraczają rok. Jeśli chodzi o pojazdy na gaz ziemny, to po pierwsze również są one trudno dostępne, a po drugie brakuje stacji do ich tankowania. Pojawiają się więc głosy, że niektóre firmy chcą posiłkować się wynajmem aut elektrycznych (osobowych), chociażby dla kadry kierowniczej. Bo choć ustawa mówi o 10% pojazdów używanych przy wykonywaniu danego zadania, to równie dobrze mogą nimi jeździć np. kierownicy budowy, a nie kierowcy ciężarówek. Czy to rozwiązuje problem?

Zasadniczo tak, ponieważ ustawa nie precyzuje, o jakie konkretnie pojazdy chodzi – mowa jest jedynie o pojazdach użytkowanych przy wykonywaniu zadania. Pojęcie to doprecyzowano, wskazując, że chodzi o pojazdy samochodowe (ponieważ część wykonawców próbowała obchodzić powyższy przepis, kierując do realizacji zamówienia np. hulajnogi elektryczne). Pojazdy, którymi przemieszczają się kierownicy budowy, również są użytkowane przy wykonywaniu zadania. Nie polecałbym jednak rozciągania tego sformułowania na pojazdy zarządu firmy wykonawcy, które użyte byłyby raz do przyjazdu na uroczyste podpisanie umowy, a drugi – do przewiezienia zarządu na przecięcie wstęgi po zakończeniu realizacji zamówienia publicznego. Jakkolwiek więc granica może wydawać się cienka, to jednak jest intuicyjnie wyczuwalna. Pojazdem użytkowanym przy wykonywaniu zadania są samochody, które służą w jakiś sposób do jego realizacji przez okres tej realizacji.

A co w sytuacji, kiedy przedsiębiorstwo, pomimo najlepszych chęci, nie będzie w stanie wypełnić nowych obowiązków? Czym to może grozić, skoro ustawa nie przewiduje specjalnych kar, a specyfikacja przetargowa, ponieważ nie wspomina nic o wymogach dotyczących elektromobilności, nie może wskazywać sankcji za ich niewypełnienie? Czy to oznacza, że „jakoś to będzie” i „jakoś się dogadamy”?

Może tak być. W sytuacji gdy zamawiający nie wpisał obowiązków wynikających z ustawy o elektromobilności do dokumentów zamówienia, może się okazać, że o nich nie wie i nie zostanie o nich poinformowany (np. przez instytucję kontrolującą czy w czasie audytu). W takim wypadku nikt nie będzie żądał od wykonawcy spełnienia tego wymogu ani tym bardziej wykazania, że te obowiązki realizuje. Skoro tak, to również nikt nie nałoży na niego kar czy innych sankcji.

Jeśli jednak zamawiający „przypomni sobie” o obowiązku w zakresie elektromobilności i paliw alternatywnych (bądź wytknie mu to kontrola lub audyt), może zażądać od wykonawcy jego spełnienia oraz wykazania, w jaki sposób obowiązek ten został spełniony. Zamawiający mógłby próbować korzystać z różnych postanowień umownych oraz przepisów w celu przymuszenia wykonawcy do realizacji tego obowiązku (np. umownego wymogu realizacji zamówienia „zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa” czy zawieranej często w postanowieniach końcowych formuły: „W kwestiach nieuregulowanych w niniejszej umowie zastosowanie znajdują przepisy prawa polskiego”). W najgorszym dla wykonawcy przypadku zamawiający mógłby próbować odstąpić od umowy z wykonawcą z powodu niewypełniania przez niego obowiązków umownych związanych z koniecznością przestrzegania przepisów obowiązującego prawa.

W jaki sposób zamawiający może ustalać i weryfikować w procedurze przetargowej limity ekologicznej floty pojazdów? Czy ustawa pozwala mu uczynić z tego warunek udziału w postępowaniu i odrzucić ofertę przedsiębiorcy, który nie posiada określonego procentu pojazdów elektrycznych?

Ustawa nie precyzuje, w jaki sposób obowiązki wynikające z ustawy o elektromobilności przenosić do postępowania o udzielenie zamówienia (czy mają to być warunki udziału w postępowaniu, czy wymagania opisane w dokumentach zamówienia, a odnoszące się do etapu jego realizacji).

Uważam, że nie jest prawidłowe wskazywanie tych obowiązków jako warunków udziału w postępowaniu, ponieważ liczba pojazdów elektrycznych lub na gaz ziemny, które musi posiadać wykonawca na etapie realizacji zamówienia, zależna jest wyłącznie od całkowitej liczby pojazdów, którymi będzie realizował zamówienie, ta z kolei powinna zostać pozostawiona do swobodnej decyzji wykonawcy.

Nawet w przypadku, gdy w ramach warunku udziału w postępowaniu zamawiający wymaga, żeby wykonawca wykazał posiadanie określonej minimalnej liczby pojazdów, wykonawca może posługiwać się również innymi pojazdami (na etapie realizacji zamówienia), a zatem pojazdy elektryczne lub na gaz ziemny nie muszą być tymi, które świadczą o spełnianiu warunków udziału w postępowaniu (przykładowo: jeśli warunkiem udziału w postępowaniu jest posiadanie 10 pojazdów budowlanych – koparek, zwyżek, dźwigów – to wykonawca może do realizacji zamówienia skierować dodatkowe 5 pojazdów kadry kierowniczej, których nie wymaga zamawiający, a które będą elektrykami. W takim przypadku wykonawca spełnia obowiązki wynikające z ustawy o elektromobilności).

Z tego powodu uważam, że wymóg dotyczący pojazdów elektrycznych i na gaz powinien zostać wskazany w projektowanych postanowieniach umowy lub opisie przedmiotu zamówienia i dotyczyć etapu realizacji zamówienia (z możliwością jego weryfikacji przed podpisaniem umowy oraz w każdej fazie realizacji zamówienia).

Odmiennie będzie ta kwestia wyglądała w przypadku zamówień, których przedmiotem są sprzedaż, leasing, najem, dzierżawa pojazdu samochodowego czy usługi w zakresie transportu drogowego (publicznego bądź specjalistycznego), wywóz odpadów, transport przesyłek, poczty lub paczek. Tutaj zamawiający będzie mógł wpisać wymogi odnoszące się do odpowiedniej kategorii pojazdów do warunków udziału w postępowaniu lub dotyczących przedmiotu zamówienia. Ich niespełnienie przez oferenta będzie równoznaczne z odrzuceniem jego oferty (za niespełnienie warunków udziału w postępowaniu lub za niezgodność z dokumentami zamówienia).

Czy zamawiający będzie mógł w tym zakresie żądać przed podpisaniem umowy przedłożenia wykazu takich pojazdów?

Tak, zamawiający – jeśli opisze to w dokumentach zamówienia (przykładowo w rozdziale SWZ dotyczącym formalności, jakie muszą zostać dopełnione po wyborze oferty w celu zawarcia umowy w sprawie zamówienia publicznego) – może wymagać, by wykonawca złożył wykaz pojazdów, które skieruje do realizacji zamówienia.

Wykonawcy powinni jednak pamiętać, że wykaz taki może być w trakcie realizacji zamówienia rozszerzany. O ile więc na początku wykonywania umowy do jej realizacji mogą wystarczać przykładowo dwa samochody (a zatem odsetek aut na prąd czy gaz ziemny będzie odpowiednio mniejszy), o tyle już po pewnym czasie flota tych pojazdów może zostać rozszerzona do kilkunastu aut, co spowoduje, że odpowiednio większa będzie liczba wymaganych pojazdów ekologicznych.

W tym zakresie niezwykle ważne jest dokładne zweryfikowanie, jaki odsetek aut ekologicznych powinien posiadać wykonawca, i zestawienie go z regułami zaokrąglania przewidzianymi w ustawie o elektromobilności (które mogą być inne niż w „normalnej” matematyce). Dla przykładu – próg 10% aut na prąd lub gaz ziemny oznacza, że w przypadku skierowania do realizacji zamówienia od jednego do czterech pojazdów wykonawca nie musi posiadać żadnego pojazdu na prąd czy gaz ziemny. Z kolei realizując zamówienie za pomocą od pięciu do czternastu pojazdów wykonawca musi skierować do tej realizacji jeden pojazd elektryczny lub na gaz.

Czy przepisy dotyczące posiadania floty czystych pojazdów odnoszą się do pojazdów nowych, czy też używanych? Czy mogą to być samochody, które w wyniku modernizacji spełniają wymagania wobec czystych pojazdów, co jest potwierdzone badaniem technicznym przeprowadzonym przed dopuszczeniem do ruchu?

Pojazdy mogą być zarówno nowe, jak i używane. Ustawa o elektromobilności wprost dopuszcza możliwość posłużenia się pojazdami, które w wyniku modernizacji spełniają wskazane wymagania (co zostanie potwierdzone badaniem technicznym wykonanym przed dopuszczeniem do ruchu). Chodzi tutaj przede wszystkim o autobusy zeroemisyjne i busy (o masie maksymalnej do 5 t, służące do przewozu pasażerów i bagażu) oraz pojazdy do przewozu towarów (o masie maksymalnej do 3,5 t) o napędzie hybrydowym lub napędzane gazem ziemnym o emisji maksymalnej 50 g CO2/km i emisji zanieczyszczeń w rzeczywistych warunkach jazdy poniżej 80% dopuszczalnych wartości.

Osiągnięcie powyższych parametrów może być wynikiem odpowiedniej modernizacji posiadanych już pojazdów. Jeśli potwierdzą to badania techniczne – pojazd będzie spełniał wymagania ustawy o elektromobilności.

Czy możliwe jest, żeby w celu spełnienia wymagań wykonawca wypożyczył pojazdy zeroemisyjne, np. od innego przedsiębiorcy, czy też musi zakupić lub wyleasingować własny pojazd?

Tak, jest to możliwe. Ustawa o elektromobilności nie nakazuje, żeby pojazdy były własnością wykonawcy. W związku z tym wykonawca może je wydzierżawić, wynająć, użyczyć od kogokolwiek.

Co więcej, poza zamówieniami, których przedmiotem jest dostawa tych pojazdów wprost do zamawiającego, ustawa o elektromobilności nie wskazuje, że muszą to być pojazdy, które posiada konkretnie wykonawca. Jeśli więc wykonawca powierzy realizację części zamówienia podwykonawcy, który dysponuje pojazdami o określonych parametrach, i tenże podmiot będzie wykonywał zadanie z ich wykorzystaniem, wliczą się one do łącznej liczby pojazdów realizujących zamówienie. Tak samo, jeśli wykonawca uzgodni z kierownikiem budowy, że ten będzie poruszał się po inwestycji pojazdem (np. elektrycznym), który wykorzystuje w ramach prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej. Również ten pojazd będzie wliczał się do ogólnej liczby pojazdów realizujących zamówienie.

Rozumiem, że nowe wymagania dotyczą wszystkich zamówień udzielanych przez samorządy liczące powyżej 50 tys. mieszkańców?

Ustawa o elektromobilności przewiduje odmienne obowiązki i wielorakie progi dla różnych kategorii zamawiających. Jednymi z nich są rzeczywiście samorządy (gminy, powiaty i województwa), z wyłączeniem gmin i powiatów „małych” (w których liczba mieszkańców nie przekracza 50 tys.). Inną grupą zamawiających są naczelne i centralne organy administracji państwowej. Ustawa o elektromobilności dotyka również wszystkich zamawiających publicznych (zgodnie z ustawą – Prawo zamówień publicznych), którzy udzielają zamówień na dostawy pojazdów służących do transportu osób czy towarów, usługi transportu drogowego (publicznego czy specjalistycznego), wywóz odpadów, transport przesyłek, poczty czy paczek. A zatem do stosowania przepisów ustawy o elektromobilności (w tym ostatnim przypadku) zobowiązani są wszyscy zamawiający publiczni, np. szpitale, uczelnie publiczne, sądy, prokuratury, SPZOZ, państwowe i samorządowe instytucje kultury (muzea, filharmonie, opery itd.), zamawiający sektorowi (spółki energetyczne, wodne, kopalnie itd.) i inni.

No dobrze, a co z umowami zawartymi do 31 grudnia 2021 r., których realizacja rozpoczyna się dopiero teraz?

Jeśli umowa została podpisana przed 31 grudnia 2021 r., to może być realizowana na dotychczasowych zasadach (nie stosuje się do niej limitów pojazdów elektrycznych lub na gaz). Nie uchroni to jednak tej umowy przed wygaśnięciem w przypadku, gdy na dzień 31 grudnia 2022 r. nie zostanie zapewniony odpowiedni odsetek pojazdów wymaganych ustawą o elektromobilności. Niezależnie bowiem od tego, kiedy została zawarta umowa, ustawodawca, chcąc przymusić wykonawców do pozyskania pojazdów elektrycznych lub na gaz (czy innych wskazanych w ustawie), zawarł w przepisach regulację, zgodnie z którą jeśli na dzień 31 grudnia 2022 r. nie zostanie zapewniona odpowiednia liczba pojazdów ekologicznych, umowa taka wygasa z mocy prawa.

Zatem nawet jeśli w momencie zawierania umowy nie obejmowała jej ustawa o elektromobilności, wykonawca i tak musi zapewnić sobie odpowiednią liczbę pojazdów ekologicznych, o ile umowa ma obowiązywać dłużej niż do 31 grudnia 2022 r.

STIR: Fiskus w trzy miesiące zablokował ponad 15 mln złotych na rachunkach bankowych firm

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, o blisko 8% spadła liczba blokad STIR w pierwszym kwartale br. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Z kolei zablokowana kwota wzrosła rdr. o ponad 5,5%. Natomiast liczba zablokowanych rachunków zmniejszyła się o 31%. Ostatnio szacowane uszczuplenia przekroczyły 66 mln zł. I były one o przeszło 61% mniejsze niż rok wcześniej. Według ekspertów, STIR wciąż będzie wykorzystywany. I nie jest wykluczone, że zostanie użyty przeciwko mniejszym podmiotom.

Blokady w akcji

Według danych udostępnionych przez Ministerstwo Finansów, w pierwszym kwartale br. liczba blokad STIR wyniosła 59 (Szef KAS – 28, naczelnicy urzędów celno-skarbowych – 31), a podmiotów nimi objętymi było 58 (Szef KAS – 28, NUCS – 30). To nieznacznie mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było to odpowiednio 64 (Szef KAS – 43, NUCS – 21) oraz 63 (Szef KAS – 42, NUCS – 21).

– Nieznaczny spadek blokad STIR może oznaczać, że organy zapoznały się z tym narzędziem, potrafią z niego efektywnie korzystać i nadal chętnie po nie sięgają. Zainteresowanie ze strony fiskusa kontrolami dotyczącymi tzw. karuzel w podatku VAT jest mniejsze, ale blokady są wykorzystywane również prężnie do różnych działań. Dane potwierdzają, iż narzędzie to sprawdza się w walce z nieuczciwym podatnikiem, stąd liczba blokad utrzymuje się aktualnie na w miarę stałym poziomie – komentuje prof. Adam Mariański, przewodniczący Krajowej Izby Doradców Podatkowych i Komisji Podatkowej BCC.

Jak informuje biuro prasowe Ministerstwa Finansów, liczba blokad Szefa KAS i naczelników urzędów celno-skarbowych jest na porównywalnym poziomie. Kwestia, który organ dokonał blokady, jest drugorzędna. Istotne pozostaje osiągnięcie celu, jakim jest zapobieganie wykorzystywaniu systemu bankowego do wyłudzeń skarbowych. Działania KAS w tym obszarze są nadzorowane i koordynowane, a poszczególne organy ściśle ze sobą współpracują. Ponadto z blokadą wiąże się szereg innych działań, tj. czynności analitycznych, dochodzeniowo-śledczych, kontroli celno-skarbowych czy postępowań zabezpieczających, które również wykonywane są w ramach wzajemnej współpracy.

– Liczbę zablokowanych podmiotów można uznać za stosunkowo małą. W listopadzie 2021 roku zarejestrowanych było 4,6 mln podmiotów gospodarczych. Należy stwierdzić, że relatywnie w niewielu przypadkach Szef KAS i NUCS mają przesłanki wynikające z ustawy do zablokowania – analizuje doradca podatkowy Ewa Flor.

Miliony na celowniku

W pierwszym kwartale br. łącznie zablokowana kwota po przeliczeniu na PLN wyniosła 15,92 mln zł (Szef KAS – 7,3 mln zł, NUCS – 8,62 mln zł). W analogicznym okresie ub.r. było to 15,08 mln zł (Szef KAS – 10,1 mln zł, NUCS – 4,98 mln zł). Ponadto widzimy ostatnio 267 zablokowanych rachunków (Szef KAS – 129, NUCS – 138), a wcześniej – 387 (Szef KAS – 243, NUCS – 144). Według prof. Mariańskiego, wzrost zablokowanych kwot potwierdza, iż narzędzie jest stosowane umiejętnie i organy uczą się je wykorzystywać bardziej precyzyjnie. Nie są to już działania przypadkowe, a system jest coraz bardziej sprawny.

– Zgodnie z szacunkami MF, w 2021 roku i 2022 roku STIR miał przynieść do budżetu państwa odpowiednio 3,5 oraz 4 mld zł. Analiza przedstawionych danych wskazuje, że wyniki te nie zostaną osiągnięte. Tak było też w 2020 roku, kiedy założenia były na 3 mld zł wpływów do państwa. Wówczas zablokowano środki na rachunkach w wysokości 96,2 mln zł. Przy tym brakuje danych, czy te blokady skutkowały ostatecznie wpływem do budżetu oraz w jakiej wysokości. Wygląda więc na to, że system STIR nie działa zgodnie z założeniami resortu – zaznacza doradca podatkowy Emil Paduch.

Jak stwierdza Ewa Flor, znacząco spadła rdr. liczba zablokowanych kont przy nieznacznym spadku liczby zablokowanych podmiotów. To może świadczyć o tym, że ww. podmioty nie korzystają z wielu rachunków bankowych. Tylko transfer środków między nimi jest mniej skomplikowany albo mniej czytelny dla systemu. Ponadto z danych resortu wynika, że w I kw. br. szacowane uszczuplenia wyniosły 66,34 mln zł (Szef KAS – 43,46 mln zł, NUCS – 22,88 mln zł). W analogicznym okresie ubiegłego roku było to 171,46 mln zł (Szef KAS – 113,76 mln zł, NUCS – 57,7 mln zł).

– Szacowane uszczuplenia spadły rdr. o 105,12 mln zł. To może wskazywać, że uszczelnienie systemu podatkowego przynosi skutki. Może to także sygnalizować, że podatnicy próbują przechytrzyć organy podatkowe i rozkładają planowane nielegalne zyski na wiele podmiotów lub wykorzystują nowe furtki w prawie – dodaje Ewa Flor.

W opinii prof. Mariańskiego, pandemia mogła wpłynąć na przekonanie, iż działania organów będą mniej intensywne, przede wszystkim z uwagi na izolację. To łączy się z tradycyjnym postrzeganiem kontroli, jako czynności dokonywanych głównie osobiście przed urzędnikami. Ale organy wykorzystywały wówczas nowe narzędzie, o którego istnieniu wielu podatników nawet nie wiedziało. Stąd też mogli oni być bardziej nierozważni w swoich działaniach.

STIR w przyszłości

– W mojej ocenie, STIR będzie nadal wykorzystywany przez organy podatkowe. Państwo poniosło i ponosi bowiem istotne koszty w tym zakresie, a projekt został zaplanowany na dłuższy czas. Być może STIR nie wpłynie istotnie na uszczelnienie systemu. Może jednak być narzędziem pomocniczym w procesie typowania podatników do kontroli. Należy obserwować, w jaki sposób STIR będzie się rozwijał w kolejnych latach – podkreśla doradca podatkowy Emil Paduch.

Jak zaznacza doradca podatkowy Ewa Flor, STIR bez wątpienia jest narzędziem, które w znaczącym stopniu redukuje uszczuplenia budżetu państwa. Wskazują na to raporty NIK chwalące ten system i wnoszące o dalsze rozwijanie. Zdaniem eksperta, kwota zablokowanych środków będzie wzrastać mimowolnie. Natomiast ogólna liczba blokad prawdopodobnie nieznacznie zwiększy się lub będzie na poziomie z ubiegłego roku. Z kolei liczba zablokowanych podmiotów, a także zablokowanych rachunków i szacowane uszczuplenia powinny zmniejszać się rok do roku.

– Obserwowany ostatnio spadek liczby blokad może też wynikać z coraz lepszej wiedzy podatników, szczególnie tzw. dużych w zakresie narzędzi kontroli. Jeśli w kolejnych danych pojawi się taki spadek przy wzroście liczby zablokowanych podmiotów i środków, to może świadczyć o przesuwaniu przez organy działań w kierunku mniejszych podmiotów. Ale może również mówić o bardziej skutecznym i precyzyjnym typowaniu transakcji kwalifikujących się do zastosowania tego narzędzia – podsumowuje przewodniczący Krajowej Izby Doradców Podatkowych.

Będą podwyżki opłat za autostrady

W 2022 roku można oczekiwać oddania do użytku kolejnych kilometrów dróg. Obecnie mamy już ponad 4 tysiące z planowanych ponad 6 tysięcy dróg o najwyższej kategorii: prawie 1760 km autostrad oraz 2880 kilometrów dróg ekspresowych. W ubiegłym roku oddano aż 425 km nowych dróg, a w tym roku GDDKiA planuje 346 km. Obejmie to 46 km autostrad, 253 km dróg ekspresowych oraz 46 km obwodnic. Jeszcze przed wakacjami powinna być dostępna S3 Kamienna Góra-Lubawka, czyli granica Państwowa, S6 – czyli bardzo potrzebny fragment ekspresówki między Gdynią a miejscowością Szemud oraz S7 na odcinku Naierki-Mława i Pieńki-Płońsk. Kolejne kilometry będą dopiero po wakacjach – na przykład S14, czyli obwodnica Łodzi od strony zachodniej, pomiędzy Łodzią Lublinek – czyli bliskim rejonie lotniska, a węzłem Łódź Teofilów. Do tego spodziewana jest obwodnica Kędzierzyna Koźle.

– Wszystko wskazuje na to, że plany budów zostaną zrealizowane, ale można spodziewać się podwyżek opłat za autostrady. Państwowe autostrady w większości nadal pozostają bezpłatne. Te, które są płatne 10 groszy za 1 km niestety za te kwoty nie mogą być prawidłowo utrzymywane. Dlatego prywatni koncesjonariusze planują podwyżki opłat – A4 już to zapowiedziała, na pewno będziemy mieli podwyżki na koncesyjnej A2 – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Tutaj mamy stary typ koncesji, więc możemy ponarzekać – ale państwo nie jest w stanie tych podwyżek zablokować. Ja jestem ciekaw, jakie są wpływy z nowego systemu e-toll za rok ubiegły. Wiemy, że wciąż nie poprawiono biurokracji związanej z zarejestrowaniem się przez aplikację państwową. Na szczęście państwo poszło po rozum do głowy i podpisało porozumienia z prywatnymi firmami, które dostarczają aplikacje. Znacznie łatwiej jest się włączyć do tego systemu. Znacznie łatwiej jest płacić za ten system. I co jest ważne – nie ma groźby, że aplikacja będzie nas śledzić po zjechaniu z płatnego odcinka. To w przypadku państwowej autostrady i państwowego systemu było poddawane jako rzecz niebezpieczna i nie wiadomo po co państwu konieczna do funkcjonowania – wyjaśnia Furgalski.

Polski przemysł znacząco przyspieszył wdrażanie cyfrowych rozwiązań

Polski sektor produkcyjny znacząco przyspieszył wdrażanie cyfrowych rozwiązań. Wskazują na to wyniki najnowszej, 3. edycji raportu DIGI INDEX, który tworzony jest przez Siemensa od 3 lat. W 2022 r. wskaźnik wzrósł z 1,8 do 2,4 pkt. Wynik ten – mimo wciąż relatywnie niskiego stopnia cyfryzacji – jest bardzo pozytywnym sygnałem. Dowodzi, że większość badanych firm przeszła już z etapu przygotowań do tworzenia podstaw cyfryzacji.

  • Wskaźnik DIGI INDEX 2022 wzrósł aż o 0,6 pkt. – z 1,8 pkt. w 2021 r. do 2,4 pkt. w 2022 r.
  • 39,3% firm zamierza zwiększyć budżet przeznaczony na cyfryzację w najbliższych 12 miesiącach
  • 70% firm deklaruje, że inwestuje w digitalizację i jest w stanie dokładnie określić procent nakładów na ten cel
  • Zarządzanie danymi ma największy wpływ na uzyskaną wartość wskaźnika
  • Brak finansowego wsparcia wskazywany jest jako główna bariera dla wdrażania transformacji i digitalizowania swoich zakładów (53,3%)

Raport DIGI INDEX w 4-punktowej skali określa digitalizację branż: Machinery, Chemistry&Pharmacy, Automotive oraz Food&Beverages. Rezultat poniżej 2 pkt. oznacza bardzo niski, nawołujący do pilnych wdrożeń, wynik. Przez ostatnie dwa lata mieliśmy do czynienia właśnie z taką sytuacją. W tym kontekście wzrost do poziomu 2,4 pkt. napawa optymizmem.

Nasze badanie jednoznacznie potwierdza rosnącą świadomość korzyści wynikających z transformacji cyfrowej. Postrzegane są one jako konieczne dla rozwoju, ale mogą okazać się wręcz niezbędne do przetrwania firm działających w bardzo niestabilnych realiach biznesowych. Warto podkreślić, że badanie przeprowadzone zostało w szczególnym momencie – kiedy rosnąca koniunktura, napędzana powolnym wychodzeniem z pandemicznego kryzysu, została zakłócona wojną w Ukrainie. Tegoroczne wskaźniki DIGI INDEX wprost wskazują, że niepewność rynkowa wcale nie wpłynęła negatywnie na stosunek do digitalizacji. Wręcz przeciwnie – pogłębiła jedynie zainteresowanie rozwiązaniami stanowiącymi podstawy przemysłu 4.0 – powiedział Maciej Zieliński, prezes zarządu (CEO) oraz dyrektor Digital Industries w Siemens Polska.

Firmy produkcyjne chętniej inwestują w cyfryzację

W 2022 r. 70% firm deklarowało, że inwestuje w digitalizację i jest w stanie dokładnie określić procent nakładów na ten cel. Oznacza to ogromny wzrost w porównaniu do poprzedniej edycji, kiedy takich odpowiedzi było zaledwie 28%. Co więcej, z tegorocznych badań wynika, że 39,3% firm zamierza zwiększyć budżet przeznaczony na cyfryzację w najbliższych 12 miesiącach. W 2021 r. tak odpowiedziało 16% respondentów. Z kolei 34,7% chce obecnie utrzymać go na dotychczasowym poziomie (68% w 2021 r.).

Rosnąca świadomości korzyści

Producenci twierdzą, że główne przewagi, jakie daje cyfryzacja, to wyższa wydajność, a finalnie również oszczędności dla spółki. Inwestujący w digitalizację zyskują też większe bezpieczeństwo, wyższą jakość produktu i znacznie większe możliwości wprowadzania nowych, innowacyjnych rozwiązań. Z kolei główną barierą dla digitalizacji firm jest brak finansowego wsparcia. Warto pamiętać, że wewnętrzny audyt pozwoli firmom określić swoje potrzeby i teoretyczne starty wynikające z aktualnych procesów. Dzięki współpracy w tej kwestii z dostawcą cyfrowych rozwiązań możliwe jest oszacowanie ROI. Na tym etapie przedsiębiorstwa często dowiadują się o tym, że inwestycja sama się sfinansuje w akceptowalnym okresie.

– Okres całego, trzyletniego badania miał charakter wysoce wyjątkowy; przypadł na czas wielopoziomowych, rozległych zakłóceń funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki, w swojej skali niemających odpowiednika w ostatnich kilkudziesięciu latach, spowodowanych globalną pandemią koronawirusa. To radykalnie zmieniło warunki funkcjonowania i perspektywę strategiczną analizowanych sektorów i firm. Trudność generalnej oceny tego wpływu wynika też stąd, że jest on zapewne różny dla każdego z czterech opisywanych obszarów gospodarki. Autorzy Raportu zdają sobie z tego sprawę — powiedział prof. dr hab. Piotr Płoszajski, Katedra Teorii Zarządzania, Szkoła Główna Handlowa.

Duże firmy częściej wdrażają digitalizację

Cyfryzacja rozwija się znacznie szybciej w dużych firmach. Przedsiębiorstwa zatrudniające 150-249 pracowników istotnie częściej deklarują, że transformacja cyfrowa jest wdrażana. Z kolei mniejsze zakłady (100-149 pracowników) oraz firmy, które działają tylko w kraju, oceniają, że budżet przeznaczony na wdrożenie cyfrowej transformacji w firmie ma raczej niski priorytet.

Digitalizacja w czasach niepewności rynkowej

Badanie DIGI INDEX przeprowadzone zostało w wyjątkowo burzliwym okresie, kiedy to próba szybkiego odrabiania strat wynikających z pandemii COVID-19 została dodatkowo poddana wpływowi czynników wynikających z ataku Rosji na Ukrainę. Z danych przedstawionych w tegorocznej edycji wynika, że niepewność rynkowa wpłynęła wręcz mobilizująco na firmy, które w coraz większym stopniu są świadome korzyści płynących z digitalizacji. Gdy minęły przestoje pracy, biznes ponownie mógł rozpocząć odrabianie strat, pozwalając producentom skupić się na inwestycjach, które zoptymalizują ich wyniki.

Czym jest cyfryzacja?

Transformacja cyfrowa to integracja technologii cyfrowej we wszystkich obszarach biznesu, mająca na celu zmianę sposobu działania przedsiębiorstwa i dostarczanie klientom nowych wartości w nowy sposób. To również wykorzystywanie rozwiązań cyfrowych do tworzenia nowych modeli biznesowych i strategii umożliwiających monetyzację danych. Wreszcie to także zmiana kulturowa, która wymaga eksperymentowania i dostosowywania się do nowej rzeczywistości. Efektem digitalizacji jest dużo szybszy przepływ informacji, co przekłada się na podniesienie współczynnika efektywności wszystkich procesów w firmie.

Budownictwo mieszkaniowe wciąż bez respektu nad słabnącą koniunkturą

Czerwcowa informacja GUS, komunikująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w maju oraz w okresie pierwszych pięciu miesięcy bieżącego roku, nie zdradza oczekiwanych oznak tendencji ograniczania inwestycji mieszkaniowych przez inwestorów, a zwłaszcza deweloperów. Pytanie jednak, skąd rozbieżność pomiędzy sygnałami ostrego hamowania mieszkaniowej kontraktacji na rynku pierwotnym, a wciąż trzymającymi fason statystykami nowych inwestycji deweloperskich.

Już trzeci kwartał z rzędu pojawiają się sygnały narastającej nierównowagi popytowo-podażowej na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Z tym tylko zastrzeżeniem, że w odróżnieniu od sytuacji sprzed roku, obecnie to podaż zaczyna wyraźnie górować nad popytem. O ile dobrze widać to było już w statystykach z marca i kwietnia, to dane z maja pobiły pod tym względem wszelkie rekordy. Według danych serwisu BIGDATA.RynekPierwotny.pl, w minionym miesiącu wolumen mieszkań sprzedanych na sześciu głównych rynkach kraju był dwukrotnie mniejszy w relacji rok do roku.

W tej sytuacji należałoby oczekiwać przynajmniej stopniowego ograniczania produkcji nowych lokali przez deweloperów, choćby w trosce o utrzymanie równowagi rynkowej bez ryzyka pompowania nawisu podażowego.
Tabela 2 - Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich w PolsceTymczasem publikowane dane sygnalne GUS wciąż nie komunikują słabnącego potencjału inwestycyjnego deweloperów. Tak jak w czasach sprzedażowego boomu, do najmocniejszych stron przedmiotowych statystyk budownictwa mieszkaniowego wciąż należą dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę bądź zgłoszeń z projektem budowlanym oraz mieszkań rozpoczętych. Nieznaczne osłabienie, prawdopodobnie o przejściowym charakterze, widać jedynie w przypadku mieszkań oddanych do użytkowania, których wolumen ogółem zniżkował w maju do jednej z najniższych wartości od dwóch lat.
W przypadku najważniejszych danych GUS z punktu widzenia oceny bieżącego stanu koniunktury, wynik 22,2 tys. mieszkań rozpoczętych może nie wydawać się imponujący w relacji rdr, a to z racji spadku o blisko jedną czwartą. Podobnie rzecz ma się u samych deweloperów, którzy uruchomili nieco ponad 13 tys. nowych budów. Są to jednak de facto całkiem zadowalające rezultaty, zwłaszcza jak na obecne czasy, a istotny spadek wynika jedynie z bardzo wysokiej bazy wyników sprzed roku, które należały wówczas do rekordowych w historii pierwotnego segmentu mieszkaniówki.
Tabela 1 - Wyniki GUS - maj 2022Wciąż brak słabnięcia rynkowej euforii inwestycyjnej komunikują gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie, w maju w ramach wszystkich form budownictwa wydano grubo ponad 30 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, co jest wynikiem minimalnie lepszym licząc rok do roku. Natomiast od początku roku nowych pozwoleń było ogółem 136 tys., czyli niespełna 4 proc. mniej niż w analogicznym okresie ub. roku.
I tym razem decydujący wpływ na relatywnie wysoki poziom statystyk GUS mieli deweloperzy. Ich wynik z maja br. na poziomie blisko 21 tys. jednostek był lepszy rdr o ponad 18 proc., natomiast za okres styczeń – maj w wymiarze 91,5 tys. nowych pozwoleń, wypadł o ułamek procenta powyżej wyniku liczonego w relacji rdr.
Jak wiadomo nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. Jednak w dzisiejszych warunkach rynkowych możemy mieć do czynienia z efektem różnicy w czasie od złożenia wniosku o pozwolenie do momentu jego uzyskania. Innymi słowy obecnie wydawane pozwolenia w większości były wnioskowane na tyle dawno temu, że niewiele wskazywało na bliską perspektywę koniunkturalnego przesilenia.
Z kolei statystyki lokali oddawanych do użytkowania, najmniej istotne dla oceny bieżącej koniunktury, wciąż trzymają się na zadowalających poziomach, choć bliższych dolnemu zakresowi wahań. W tym przypadku regresu wciąż nie widać, co jest oczywistym efektem charakteru tej kategorii danych, odzwierciedlających stan koniunktury rynkowej sprzed około 2 lat.
W maju było takich mieszkań w sumie prawie 18 tys., czyli licząc rok do roku o ponad 11 proc. więcej. Również dodatnio prezentuje się dynamika lokali oddanych do użytkowania w pięciu pierwszych miesiącach br. Przy wolumenie 91 tys. daje to wynik lepszy od uzyskanego przed rokiem o prawie 4 proc.
Tymczasem zbliża się koniec drugiego kwartału. Już niedługo poznamy więc wyniki sprzedażowe deweloperów za kolejne 3 miesiące tego roku i całe pierwsze półrocze. Na ich podstawie oraz dołączonych komentarzy zarządów spółek prawdopodobnie będzie można nieco więcej powiedzieć o bieżącym stanie koniunktury rynkowej oraz jej perspektywach w bliższej i dalszej przyszłości.
Przede wszystkim jednak kontraktacja głównych branżowych tuzów w II kw. br. być może da odpowiedź na pytanie, czy wciąż w pełni zadowalające statystyki inwestycyjne GUS rynku mieszkaniowego nie są przypadkiem na wyrost w odniesieniu do jego kurczących się perspektyw.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Branża cyfrowa będzie działać na rzecz bezpiecznego rozwoju rynku fotowoltaiki w Polsce

Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje krajową branżę cyfrową, inicjuje kampanię „Jasne jak słońce”, której celem jest podkreślenie znaczenia cyberbezpieczeństwa w procesie transformacji energetycznej. Organizacja będzie edukować biznes i decydentów w tym zakresie, a także promować rozwiązania pochodzące od bezpiecznych dostawców.

Jak zauważa prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik niezależność energetyczna i dywersyfikacja źródeł dostaw surowców to kierunki działań, które, szczególnie w kontekście inwazji na Ukrainie, w ostatnim czasie nabrały szczególnego znaczenia. – Europa jest dzisiaj w dużym stopniu uzależniona od zagranicznych dostawców energii, co ogranicza jej kontrolę nad polityką bezpieczeństwa. Zmiana tej sytuacji to priorytet dla całej Unii Europejskiej. Jako branża cyfrowa, mająca na swoim pokładzie ekspertów z zakresu cyberbezpieczeństwa, chcemy włączyć się w proces transformacji energetycznej, pokazując bezpieczne rozwiązania i możliwości – mówi Michał Kanownik.

W tym celu Związek Cyfrowa Polaka rozpoczyna kampanię „Jasne jak słońce” za pomocą, której będzie podkreślać znaczenie niezależności energetycznej Polski i rozwoju sektora energii odnawialnej, w szczególności fotowoltaiki. W ramach działań organizacja będzie promowała wykorzystywanie urządzeń i komponentów od bezpiecznych dostawców.

Związek Cyfrowa Polska przypomina, że Komisja Europejska opracowała szczegóły planu REPower EU, którego celem jest zmniejszenie zależności Unii Europejskiej od importu rosyjskich surowców energetycznych. Jednym z elementów tego planu jest stopniowe wprowadzenie obowiązku montażu paneli fotowoltaicznych m.in. na budynkach publicznych i komercyjnych, a nawet nowych domach. Dodatkowo, Komisja Europejska w czerwcu poinformowała, że chcąc przyspieszyć transformację energetyczną w siedmiu krajach, przeznaczy na ten cel 2,4 mld euro.

Tymczasem w Polsce, rynek zielonej energii z roku na rok coraz szybciej się rozwija. Sektor energii odnawialnej, w szczególności fotowoltaika, z 48 proc. udziałem w rynku, staje się jednym z kluczowych dla przyszłości polskiego bezpieczeństwa energetycznego. Przy montażu paneli coraz częściej wykorzystywane są inteligentne urządzenia – czyli te, które podłączone są do jednej sieci i mogą efektywnie się ze sobą komunikować. Jednak jak zauważa Michał Kanownik jest to również związane z przesyłaniem i udostępnianiem wrażliwych danych. – Niestety, komponenty urządzeń pochodzą także z krajów, których polityka zagraniczna nie zawsze sprzyja polskiemu bezpieczeństwu strategicznemu – mówi prezes Cyfrowej Polski.

– Musimy pamiętać, że cyberbezpieczeństwo dotyczy również sektora energii odnawialnej. Cyberataki stają się realnym zagrożeniem. Wystarczy przypomnieć sytuację z grudnia 2015 w zachodniej Ukrainie – bez prądu pozostało wtedy ponad 700 tys. klientów. Był to jeden z najbardziej dotkliwych ataków na infrastrukturę krytyczną w historii – podkreśla Michał Kanownik i dodaje: – Dlatego właśnie proponujemy stworzenie przejrzystych i korzystnych dla przedsiębiorców pochodzących z państw sojuszniczych przepisów, które określą certyfikację komponentów wykorzystywanych w produkcji paneli fotowoltaicznych. To powinno pozwolić na realne kontrolowanie ich właściwości dla polskiego bezpieczeństwa energetycznego.

Więcej o kampanii „Jasne jak słońce” można znaleźć na stronie: https://jasnejakslonce.org

Columbus Energy rozpoczyna działalność w Czechach

Spółka Columbus Energy będzie sprzedawać i montować instalacje fotowoltaiczne, magazyny energii oraz inne produkty związane z odnawialnymi źródłami energii.

Zarząd spółki Columbus Energy S.A. podpisał dziś umowę typu joint-venture z dwoma czeskimi podmiotami. Zgodnie z umową, za pośrednictwem utworzonej w Republice Czeskiej spółki, w której Columbus obejmie 52% w nowym podmiocie, firma będzie dostarczała kompleksową ofertę dla swoich produktów, tj. fotowoltaikę, pompy ciepła, magazyny energii i ładowarki do samochodów elektrycznych. Oferta będzie skierowana zarówno do klientów indywidulanych, jak i biznesowych. Do rozwoju działalności w Czechach Columbus chce wykorzystać swoje zasoby technologiczne, sprzedażowe i marketingowe.

– To nasz pierwszy krok w kierunku działalności poza granicami kraju – wyjaśnia Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. – Od dłuższego czasu sondujemy zagraniczne rynki pod kątem odnawialnych źródeł energii. Zapotrzebowanie na produkty i rozwiązania w tym zakresie jest duże w całej Europie i wciąż będzie wzrastać, nie tylko ze względu na przyjętą w UE politykę klimatyczną. Teraz w większości krajów wymusza to także chęć energetycznego uniezależnienia się od Rosji. Rynek czeski jest pod tym względem bardzo atrakcyjny i w ostatnim czasie notuje systematyczny wzrost w zakresie mikroinstalacji. Liczę, że nasze kompetencje i know-how trafią na podatny grunt w Czechach, gdzie zamierzamy także trafić do czołówki firm dostarczających rozwiązania z zakresu OZE.

W 2021 r. 77% osób budujących domy w Polsce przekroczyło budżet

Jednym z kluczowych elementów planowania inwestycji jest określenie budżetu. Obecnie zadanie to jest dodatkowo utrudnione przez niestabilną sytuację na rynku materiałów budowlanych. Według danych z ostatniego Raportu o budowie domów Oferteo.pl, zbilansowanie budżetu sprawiło trudność co piątemu inwestorowi.

Raport o budowie domów zawiera informacje między innymi na temat:

  • szacunkowych, łącznych kosztów inwestycji;
  • źródła funduszy na realizację budowy (gotówka/kredyt);
  • wpływie ceny na wybór zakresu usług ekipy budowlanej;
  • różnicy między szacunkowymi a rzeczywistymi kosztami.

Koszty budowy domów w 2021 roku

W Raporcie o budowie domów w Polsce, opracowanym przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług budowlanych z ich wykonawcami, ankietowani wskazali, że najczęściej planowali zapłacić za budowę domu między 400 a 600 tysięcy złotych. W tym przedziale znalazło się blisko 31% wszystkich inwestycji. Następne były zakresy 200 – 400 tysięcy i 600 – 800 tysięcy złotych, stanowiąc odpowiednio 25% i 20%. Najmniej wycen kosztów znalazło się w przedziałach poniżej 200 tysięcy (13%) i powyżej 800 tysięcy (11%).

W 2021 roku najwięcej domów wybudowanych zostało w województwach mazowieckim i śląskim. Stanowiły one 17% i 12% wszystkich projektów tego typu realizowanych w Polsce. To właśnie w tych regionach powstawało najwięcej inwestycji kosztujących powyżej 800 tysięcy złotych.wykres wycena

Koszty szacunkowe a rzeczywiste

Ubiegły rok upłynął pod znakiem rosnących kosztów budowy. Z tego powodu szacunkowe wyceny nie zawsze znajdowały odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dla blisko 77% Polaków ostateczny koszt budowy był wyższy niż zaplanowany na starcie inwestycji. Zaledwie 5% osób poniosło niższe wydatki na budowę niż wcześniej założyło.wykres ostateczne koszty 1

Najczęściej nieoczekiwane dodatkowe koszty dotyczyły cen materiałów. Sytuację taką zasygnalizowało 89% osób, które ostatecznie zapłaciły więcej niż planowały. We znaki dała się im również podwyżka stawek za robociznę (58%) oraz nieprzewidziane, dodatkowe naprawy i prace (33%). Wzrost kosztów wynosił zazwyczaj około 20% względem całości szacowanego budżetu.wykres ostateczne koszty 2

Sposób finansowania inwestycji

Niezaplanowany wzrost kosztów może być problematyczny zwłaszcza dla osób realizujących inwestycje środkami pochodzącymi z kredytu bankowego. W 2021 roku 53% Polaków zdecydowało się na właśnie taką formę sfinansowania budowy domu.wykres kredyt

Jednym ze sposobów obniżenia kosztów może być samodzielne wykonanie części prac. Odsetek osób decydujących się na taki krok był wyższy wśród kredytobiorców. Najczęściej inwestorzy we własnym zakresie wykonywali prace wykończeniowe, jak np. malowanie, oraz porządkowe: wnoszenie i ustawianie mebli.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w styczniu 2022 roku metodą CAWI na próbie 416 osób, które w 2021 roku budowały dom.

Budowa domu w 2022 r. – zapłacimy nawet 58 000 zł więcej

Budujący dom w Polsce nie mają łatwo ani tanio. 53 proc. z nich odczuło wzrost cen materiałów, u 24 proc. ekipa budowlana zwlekała z zakończeniem prac, a 77 proc. przekroczyło budżet przeznaczony na fachowców. Do tego postawienie domu kosztuje od 42000 zł do nawet 58 000 zł więcej niż rok temu w zależności od metrażu. 

Eksperci porównywarki rankomat.pl przeanalizowali rynek fachowców budowlanych oraz koszty postawienia domu. Podstawą do wyliczenia były badanie Wavemaker i dane portalu kb.pl dla domów powierzchni 100 m2, 140 m2 i 195 m2.

Podane kwoty budowy domu są stawkami netto i nie obejmują 8 proc. VAT-u, a także niektórych kosztów, jak zakup i uzbrojenie działki budowlanej, zakup projektu domu, wykończenia domu do stanu pod klucz i jego wyposażenia oraz zagospodarowania ogrodu przy domu.

Na co piątej budowie „jakoś to będzie”

Największym problemem na etapie budowy i remontu domu są finanse. 53 proc. ankietowanych odczuło wzrost cen materiałów, a 41 proc. miało nieprzewidziane wydatki – wynika z badania rankomat.pl w czerwcu 2022 r.Probemy z budową

Dopiero na kolejnych miejscach źródłem problemów z budową i remontem domu okazali się fachowcy, w tym trudność z ich znalezieniem (27 proc. pytanych) i brak odpowiednich kompetencji (22 proc.).

Co do samych materiałów budowlanych, oprócz ich ceny, najgorzej jest z dostępnością (23 proc. odpowiedzi) i jakością (13 proc. zauważyło pogorszenie).

7 grzechów głównych fachowcy

Ankietowani w badaniu wskazali też przyczyny niezadowolenia z fachowców. Zwykle chodzi o dochowanie terminów. Zdaniem 24 proc. pytanych fachowcy kilkukrotnie przekładali termin zakończenia prac, a według 22 proc. problem dotyczył przekładania rozpoczęcia budowy.Problemy z fachowcami

17 proc. uznało, że ekipom budowlanym i remontowym brakuje fachowej wiedzy, 16 proc. wprost przyznało, że doszło do wykonania fuszerki skutkującej późniejszą usterką i również 16 proc. wskazało na nieobecność specjalisty w dniu wykonania zlecenia bez wcześniejszego ostrzeżenia.

Dla 9 proc. główny problem związany z budową i remontem domu stanowiło wycofanie się fachowcy z podjętych prac, a dla 7 proc. brak zwrotu zaliczki.

Co do samych płatności 73 proc. fachowców chciało rozliczenia za pracę w gotówce, a tylko 6 proc. przyjmowało płatność kartą czy blikiem (5 proc.). 13 proc. zgodziło się na przelew bankowy. Nieco ponad połowa fachowców (53 proc.) za wykonaną usługę wystawiła rachunek lub paragon.

Tylko co 4 Polak zmieścił się w budżecie

77% ankietowanych przyznało, że wydało więcej niż planowało, na remont lub budowę. Największa grupa (20%) zadeklarowała, że przekroczyła budżet od 1001 zł do 5000 zł. Nieco mniej badanych (17%) wydało od 101 zł do 500 zł i od 501 zł do 1000 zł. Jednocześnie 23% Polaków zmieściło się w założonym budżecie.O ile przekroczyli budżet

Przed rokiem postawienie domu tańsze o 58 000 zł

Im większy dom, tym różnica w kosztach budowy na przestrzeni lat jest bardziej wyraźna. W przypadku domu 195 m2 w stanie deweloperskim koszt takiej inwestycji zamknie się średnio w kwocie 470 000 zł. Rok wcześniej było to jeszcze 412 000 zł, a 5 lat temu 319 000 zł. Z każdym rokiem postawienie prawie 200-metrowego domu bez wykończenia kosztuje średnio o 30 000 zł więcej. Różnica dla domu 195 m2 między rokiem 2021 a 2022 to 58 000 zł – wynika z danych kb.pl.

Dom 140 m2 bez wykończenia będzie kosztował w 2022 r. średnio 410 000 zł, podczas gdy rok wcześniej było to 358 000 zł, a 5 lat wcześniej 276 000 zł. Tu tempo wzrostu jest na poziomie średnio 26 800 zł rocznie. Postawienie domu 140-metrowego przed rokiem było tańsze o 52 000 zł. 0 22 000 zł więcej co roku trzeba wydać na budowę domu 100 m2 do stanu deweloperskiego. Jeszcze w 2018 r. wystarczyło 232 000 zł, w 2021 r. równo 300 000 zł, a w tym roku już 342 000 zł, czyli o 42 000 zł więcej. Koszt budowy domu 2018-2022

185 000 zł to dopiero początek wydatków na budowę domu

W 2022 r. trzeba mieć co najmniej 185 000 zł, aby zakończyć budowę 100-metrowego domu w stanie surowym otwartym. Etap ten obejmuje wylanie fundamentów, postawienie ścian nośnych i działowych, stropów, wylanie schodów i położenie dachu. 198 000 zł to wydatek potrzebny do zakończenia budowy w stanie surowym otwartym domu o powierzchni 140 m2. Różnica rzędu 13 000 zł w porównaniu z domem 100 m2 jest stosunkowo niewielka, za to znacznie wyraźniejsza przy porównaniu kosztów budowy domu 195 m2, gdzie średni wydatek według danych kb.pl. zamyka się w kwocie 252 000 zł.Koszt budowy domu - SSODroższe jest postawienie domu do stanu surowego zamkniętego, a więc z zadaszeniem, drzwiami i oknami oraz bramą garażową. W 2022 r. trzeba przeznaczyć co najmniej 214 000 zł (dom 100 m2), 236 000 zł (dom 140 m2) i 290 000 zł (dom 195 m2).  Jednak ten etap budowy jest najtańszy. Różnica między stanem surowym otwartym i zamkniętym wynosi 29 000 zł dla domu 100 m2. Dla inwestycji o powierzchni 140 m2 i 195 m2 jest taka sama i wynosi o 38 000 zł więcej. Koszt budowy domu - SSZ

Doprowadzenie budowy domu do stanu deweloperskiego w 2022 r. to wydatek 342 000 zł dla domu 100 m2. Budujący dom o powierzchni 140 m2 muszą liczyć się z rachunkiem na kwotę 410 000 zł. Dom 195 m2 w stanie deweloperskim, czyli z elewacją, instalacjami, posadzkami i tynkami będzie kosztował 470 000 zł – wylicza kb.pl. Różnica między stanem deweloperskim a surowym zamkniętym to kolejne 128 000 zł (dom 100 m2), 174 000 zł (dom 140 m2) i 180 000 zł (dom 195 m2) więcej. Koszt budowy domu - SD

Wraca rynek kupującego na rynku mieszkaniowym

Z najnowszych danych GUS, które przeanalizował Otodom wynika, że w maju 2022 roku deweloperzy rozpoczęli budowę 13,1 tys. mieszkań. To najwyższy miesięczny wynik od ubiegłorocznych wakacji. Zdaniem analityków Otodom ożywienie jest jednak tylko „wirtualne”, a na rynku obserwujemy inną ważną zmianę – powrót rynku kupującego.

– Na pierwszy rzut oka 13,1 tys. nowych lokali mieszkalnych w budowie, o ponad 18 proc. więcej niż miesiąc wcześniej, to zaskakująca informacja. W branży otwarcie mówi się o problemach dotyczących realizacji inwestycji i o tym, że wraz z kurczącym się popytem maleje też podaż, a tu dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią coś zupełnie innego. Ale gdy spojrzeć szerzej na rynek, wszystko stanie się jasne – komentuje Marcin Krasoń, ekspert obido i Otodom.

Od 1 lipca br. deweloperzy będą zobowiązani do wpłacania składki do Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego i realizowania innych obowiązków związanych z nowelizacją prawa. Jednak będą mogli tego uniknąć, jeśli lokal mieszkalny zostanie wprowadzony do sprzedaży (de facto oznacza to rozpoczęcie budowy) przed tą datą. Stąd w maju i czerwcu nagłe ożywienie nie powinno dziwić, za to w lipcu i sierpniu spodziewamy się, że nowych budów będzie ich mniej. Na dodatek część tych wprowadzeń może być „wirtualna”, np. z zaporowymi cenami, by w rzeczywistości utrzymać harmonogram wprowadzania na nowych inwestycji na rynek.

Rośnie oferta, ale ceny nie spadają

– Dzięki pełnemu monitoringowi rynku deweloperskiego w największych miastach w Polsce prowadzonego przez obido i Otodom wiemy, że maj był piątym z rzędu miesiącem, gdy więcej mieszkań wprowadzono do sprzedaży niż sprzedano – mówi Katarzyna Kuniewicz, Head of Residential Research w obido i Otodom. – W efekcie rośnie liczba lokali w ofercie. Na koniec stycznia było to niecałe 39 tys. mieszkań, a na koniec maja już 45,2 tys. – dodaje ekspertka.

Jednak ani to, ani większa liczba mieszkań raportowana przez GUS nie powodują, póki co, spadku cen. Stoją za tym niezmiennie rosnące wynagrodzenia budowlańców oraz coraz wyższe ceny materiałów budowlanych. Te w ciągu roku podrożały o 1/3, a w porównaniu miesięcznym ceny podrożały o 4 proc. – raportują Polskie Składy Budowlane. Dodatkowym czynnikiem w kolejnych miesiącach będzie wspomniana wyżej nowelizacja ustawy o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, powszechnie zwanej ustawą deweloperską. Według Polskiego Związku Firm Deweloperskich spowoduje ona wzrost cen mieszkań o dodatkowe 2-3 procent.

Klient wymaga więcej czasu i uwagi

– Dokładne przyjrzenie się sytuacji w mieszkaniówce pozwala zauważyć bardzo istotną zmianę, która wydarzyła się w ostatnich miesiącach. Zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym widzimy, że dość gwałtownie wrócił rynek kupującego. To oznacza, że zarówno agenci jak i pracownicy biur sprzedaży deweloperów będą musieli lepiej zaopiekować się klientem – przewiduje Katarzyna Kuniewicz.

– Mieszkania nie sprzedają się już jak świeże bułeczki, a proces podjęcia decyzji o zakupie wydłuża się. To wprowadza niepokój wśród sprzedawców, bo od lat nie było takiej sytuacji. Wielu jej nie rozumie i nie wie jak działać – dodaje analityczka obido i Otodom.
Ta zmiana nie cofnie się w ciągu miesiąca czy dwóch i te firmy, które najlepiej i najszybciej się do niej zaadaptują i skorzystają z najlepszych narzędzi, będą miały przewagę konkurencyjną.

Pilotażowy projekt elektryfikacji ciężkiego transportu w Polsce

Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) wraz z szeregiem podmiotów aktywnie działającymi w obszarze rozwoju zrównoważonego transportu inauguruje sektorowy projekt eHDV Infrastructure Lab mający na celu budowę polskiego „know-how” w zakresie wdrażania i eksploatacji stacji ładowania, dedykowanej pojazdom ciężkim oraz rozwoju elektromobilności w sektorze transportu towarów.Pilotażowy projekt elektryfikacji ciężkiego transportu w Polsce

W obliczu coraz większych wyzwań stawianych przed sektorem transportu ciężkiego w zakresie elektryfikacji floty i rozbudowy infrastruktury ładowania, PSPA zainaugurowało sektorowy projekt „eHDV Infrastructure Lab” (www.ehdv.eu). Jest to kompleksowa inicjatywa ukierunkowana na rozwój elektrycznych pojazdów ciężarowych, realizowana w regionie CEE. Jednym z podstawowych założeń projektu „eHDV Infrastructure Lab” jest budowa polskiego „know-how” w zakresie rozwoju elektromobilności w sektorze pojazdów wysokotonażowych. W ramach prac określone zostaną wymagania techniczne dla stacji ładowania oraz wskazane zostaną potencjalne lokalizacje hubów eHDV w naszym kraju. Dokonana zostanie także analiza potencjalnych mechanizmów wsparcia rynku, a docelowo planowane jest uruchomienie pilotażowego hubu ładowania elektrycznych pojazdów ciężarowych.

Projekt „eHDV Infrastructure Lab” to ważny krok sektora transportu w kierunku dekarbonizacji i tym samym neutralności klimatycznej. Jest to jedn z największych tego typu projektów realizowany w regionie CEE. Specjalna grupa ekspercka powołana w ramach projektu składająca się z przedstawicieli podmiotów z sektora: logistyki, retailu, OEM oraz jednostek administracji publicznej dążyć będzie do budowy w pełni funkcjonalnego, pierwszego w Polsce hubu ładowania dedykowanego elektrycznym pojazdom ciężarowym. Działania te mają stanowić impuls do rozwoju całego sektora elektromobilności oraz utrzymać konkurencyjność polskiego rynku transportowego na arenie międzynarodowej – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Z myślą o realizacji celów projektu utworzona została grupa robocza składająca się z przedstawicieli podmiotów z sektora: logistyki i transportu, producentów pojazdów, producentów stacji ładowania, dystrybutorów usług ładowania, retailu oraz sektora finansowego. Duży przekrój przedsiębiorstw angażujących się w projekt pozytywnie świadczy o wzrastającej świadomości potrzeby aktywnego udziału w rozwoju elektromobilności w szeroko rozumianym łańcuchu dostaw.  Partnerami projektu są: Eleport, IKEA (Inter), PKO Leasing, DHL Parcel Polska, Amazon, Rhenus Logistics, InPost, H&M, No Limit, Volvo Trucks Poland, GreenWay Polska, ABB, Webfleet Solutions, Ennovation Technology, EKOCEL, Sobanscy Transport, Volkswagen Samochody Dostawcze, IVECO.

Należy pamiętać, że sektor transportu ciężkiego – kluczowy w dążeniu Europy do osiągnięcia neutralności klimatycznej – stoi w obliczu szeregu wyzwań związanych z elektryfikacją flot i rozbudową ogólnodostępnej infrastruktury ładowania. Pojazdy ciężarowe odpowiadają za 5% ogólnego parku samochodów poruszających się po drogach Starego Kontynentu. Generują przy tym 19,2% ogólnej emisji dwutlenku węgla (CO2) pochodzącego z transportu drogowego w Unii Europejskiej (UE). Głównymi elementami determinującymi rozwój rynku w kierunku dekarbonizacji jest wprowadzone przez UE Rozporządzenie 2019/1242 ustanawiające normy emisji CO2 dla pojazdów ciężkich o dużej ładowności oraz regulacje zaadresowane w pakiecie klimatycznym Fit for 55. To właśnie w nim zawarto rozporządzenia w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych (AFIR). Celem jest zagęszczenie sieci punktów ładowania pojazdów elektrycznych i wodorowych. W przypadku sieci bazowej TEN-T strefy ładowania pojazdów ciężarowych nie powinny znajdować się dalej niż 60 km od siebie, a moc wyjściowa ma wynosić 1400 kW najpóźniej na koniec 2025 roku. Do końca 2030 roku ma się ona zwiększyć do 3500 kW. W przypadku sieci kompleksowej TEN-T odległość pomiędzy stacjami nie powinna być większa niż 100 km. Wymienione wcześniej moce powinny być osiągnięte odpowiednio do 2030 i 2035 roku. Ponadto liczba stacji miałaby sięgnąć 1 mln w 2025 r., 2,5 mln w 2030 r., 11,4 mln w 2040 r., i 16,3 mln w 2050 r.

Aby sprostać unijnym regulacjom i wyjść naprzeciw oczekiwaniom obecnych i przyszłych użytkowników samochodów elektrycznych, Polska już wkrótce powinna stać się gigantycznym placem budowy nowych ładowarek, a inwestycje powinny być liczone w tysiącach nowych stacji i to w perspektywie najbliższych kilku lat. Jednym z większych wyzwań jest właśnie sektor transportu ciężkiego. Jest on jednak kluczowy z punktu widzenia sektora transportu – dodaje Maciej Mazur.

Polska jako lider sektora transportu ciężkiego w Europie (co 5. pojazd o DMC powyżej 3,5 tony w Unii Europejskiej (UE) zarejestrowany jest w Polsce), obsługujący niemal jedną trzecią przewozów towarowych UE, zobligowana jest do objęcia aktywnej roli w elektryfikacji tego sektora i rozbudowie obsługującej go infrastruktury ładowania. Ponad 150 tys. podmiotów funkcjonujących w krajowej branży przewozu towarów, stoi w obliczu konieczności ponownego zdefiniowania strategii w zakresie ochrony środowiska, modelu biznesowego oraz podejścia do zarządzania flotą, która dziś w 98% oparta jest o pojazdy wyposażone w silniki Diesla. Działania Polski w zakresie elektryfikacji samochodów ciężkich stanowić będą kluczowy czynnik rozwoju elektromobilności nie tylko w Polsce, ale i całej Europie.

W celu realizacji jednego z założeń projektu (budowa i dystrybucja wiedzy) uruchomiona została również strona internetowa dedykowana rozwojowi elektromobilności w sektorze pojazdów ciężarowych w Polsce oraz Europie (www.ehdv.eu). Platforma stanowić będzie główne źródło informacji na temat postępów projektu oraz inicjatyw podejmowanych na rynku eHDV.

Bioceltix planuje emisję blisko 300 tys. akcji

W połowie czerwca br. wrocławska spółka Bioceltix zapowiedziała, że rozważa emisję akcji w mniejszej skali niż pierwotnie zakładana emisja prospektowa, skierowaną do wybranej grupy inwestorów. 21 czerwca br. zarząd Bioceltix podjął uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego w granicach kapitału docelowego poprzez emisję nie więcej niż 292 679 nowych akcji. Spółka chce w ten sposób pozyskać środki na dalszy rozwój leków biologicznych dla psów i koni.

Bioceltix to wrocławska spółka biotechnologiczna rozwijająca leki biologiczne dla zwierząt towarzyszących ze szczególnym uwzględnieniem psów i koni. Swoje produkty lecznicze opiera na autorskiej technologii wykorzystującej mezenchymalne komórki macierzyste. W listopadzie 2021 r. firma zadebiutowała na rynku New Connect. Komercjalizacja terapii Bioceltix zbliża się krok po kroku, wraz z kolejnymi etapami badań nad lekami. By utrzymać ich tempo, spółka planuje emisję akcji w ramach kapitału docelowego.

Sytuacja na rynku kapitałowym jest wciąż trudna, szczególnie jeśli chodzi o możliwości przeprowadzenia emisji. Dlatego musimy działać maksymalnie elastycznie i z chirurgiczną precyzją, a podwyższenie kapitału zakładowego w granicach kapitału docelowego daje nam właśnie takie narzędzie – mówi Paweł Wielgus, członek zarządu.

Spółka planuje wykorzystać środki z emisji na kontynuację obecnie najbardziej zaawansowanych projektów dotyczących leczenia stanów zwyrodnieniowych stawów i atopowego zapalenia skóry u psów oraz zapalenia stawów u koni.

Nasze bieżące projekty idą w dobrym tempie, osiągamy kolejne etapy zgodnie z harmonogramem, jaki sobie narzuciliśmy. W projekcie atopowym realizujemy pilotażowe badanie kliniczne, w którym jesteśmy już po pierwszych podaniach, a w projekcie dotyczącym stawów właśnie uzyskaliśmy zgodę Urzędu Regulacji Produktów Zdrowotnych w Irlandii na przeprowadzenie planowanego terenowego badania klinicznego na psach ze zmianami zwyrodnieniowymi. To przybliża nas do potencjalnej komercjalizacji w obu projektach – mówi Paweł Wielgus.

Jednocześnie Zarząd Bioceltix podtrzymuje plany jak najszybszego przejścia na rynek regulowany GPW. Spółka jest w trakcie postępowania prospektowego w KNF.

Dlaczego benzyna drożeje bardziej niż ropa naftowa?

Wysokie ceny paliw oraz mocny dolar odpowiadają za 2/3 wzrostu ceny paliwa w Polsce. Reszta to efekt zwiększonego popytu na podróże, ograniczonych mocy rafinerii oraz ograniczeń w eksporcie paliwa przez Chiny. To dlatego paliwo drożeje bardziej niż ropa naftowa. A przed nami kolejne impulsy do wzrostu cen: wakacje oraz sezon huraganów w USA.

Ceny paliw na stacjach benzynowych zależą od ceny ropy naftowej, taką zależność zna prawie każdy polski kierowca. Ceny paliw są kwotowane w dolarach, a to oznacza, że na cenę ropy dla polskiego odbiorcy wpływa także kurs złotego wobec dolara. Jednak uważni obserwatorzy zauważyli, że w ostatnim czasie cena benzyny w Polsce wzrosła znacznie bardziej niż wynikałoby to z samego wzrostu ceny ropy i osłabienia złotego. Ten proces obserwujemy na całym świecie, gdzie benzyna drożeje mocniej niż ceny ropy.

Od 1 lutego weszła w życie obniżka podatku vat i akcyzy, po której cena benzyny 95 spadła do około 5,30 zł za litr, dziś cena wynosi już około 7,90 zł za litr, co oznacza wzrost ceny o 49 proc. W tym samym czasie cena baryłki ropy brent wzrosła o 22 proc. (z 90 na 110 dolarów), a złoty osłabił się wobec dolara o 11 proc. (z 4 zł na 4,44 zł/dolara). Te dwa czynniki odpowiadają zatem tylko za 2/3 obecnego wzrostu ceny benzyny.

Pozostała 1/3 te efekt innych czynników. Najważniejsze z nich, które wpływają na dodatkowy wzrost ceny paliw na świecie, to zwiększony popyt na podróże (samochodowe i lotnicze), ograniczona moc przerobowa rafinerii, które nie są w stanie zaspokoić rosnącego popytu oraz ograniczenia w eksporcie gotowego paliwa przez Chiny, które w ten sposób chcą zmniejszyć emisyjność własnej gospodarki. Te czynniki już podbiły cenę benzyny, a to jeszcze nie koniec, bo wakacje na półkuli północnej dopiero się zaczynają. W USA natomiast czeka nas sezon huraganów, który dotyka obszarów, gdzie przerabia się ponad połowę amerykańskiej ropy.

Beneficjentem tych wzrostów są rafinerie i spółki paliwowe. Orlen w I kwartale br. wypracował rekordowy zysk wynoszący 2,8 mld zł, czyli o 1 mld więcej niż rok wcześniej. Także w USA zyskują rafinerie od Marathon (MPC) po Valero (VLO). Rosnące ceny paliw to poważny problem dla domowych budżetów, bowiem wydatki na transport stanowią 9,5 proc. udziału w koszyku inflacji GUS (w USA jest to tylko 4 proc). To wpływa także na wzrost oczekiwań inflacyjnych, które potem przekładają się na rzeczywistą inflację.

Ceny paliw to także temat polityczny. W Polsce rząd wprowadził tarcze antyinflacyjną, polegającą na obniżce akcyzy i podatku VAT. Jednak ceny wzrosły o prawie 50 proc. mimo jej wprowadzenia. W USA dwadzieścia stanów obniżyło swoje podatki paliwowe, by obniżyć ceny benzyny. Natomiast federalny podatek od paliwa w wysokości 18,4 centa za galon nie zmienił się od 1993 roku.

Amerykanie podróżują samochodem dwa razy dalej niż Europejczycy, przeciętnie 14 tys. km na rok (kontra 7 tys. km w Europie). Do tego amerykańskie samochody mają o około 20 proc. niższą przeciętną wydajność paliwową. Wydajność w Europie jest lepsza (+15 proc. w stosunku do średniej), ale podatki są wyższe. Blisko 50 proc. cen paliw w Wielkiej Brytanii i 60 proc. cen paliw w UE to podatki.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Start-upy z ambicją na zrewolucjonizowanie konkretnych obszarów życia w skali globu

Tworzenie przełomowych technologii nie jest domeną wyłącznie największych korporacji i środowisk naukowych. Udowadniają to współcześni innowatorzy – twórcy start-upów – którzy często zaczynając od minimalnych nakładów i pracy „po godzinach”, opracowują rozwiązania technologiczne, które w realny sposób przekładają się na poprawę warunków życia milionów ludzi.

Prezentujemy przegląd najciekawszych start-upów z całego świata, które zrewolucjonizowały konkretne obszary życia. Wskazujemy również na potencjał rodzimego deep techu.

Nuritas – zdrowotne peptydy odkrywane dzięki sztucznej inteligencji

Nuritas to irlandzki start-up założony w 2014 roku przez dr Norę Khaldi – matematyczkę i naukowczynię w dziedzinie ewolucji molekularnej i bioinformatyki. Wraz z zespołem naukowców i ekspertów od technologii, zdrowia i innowacji stworzyła projekt Nuritas. To firma biotechnologiczna wykorzystująca sztuczną inteligencję do odkrywania bioaktywnych peptydów (związków organicznych) o niezwykłych właściwościach zdrowotnych. Platforma Nuritas Peptide Finder stworzona przez ekspertów i badaczy ma za zadanie analizowanie miliarda ukrytych w roślinach i naturalnych elementach żywności peptydów. Kolejny krok to zidentyfikowanie ich i dopasowanie do odpowiednich obszarów zdrowia, na które mogą pozytywnie wpływać. Zanim zostaną wprowadzone na rynek, peptydy poddawane są walidacji i badaniom klinicznym, skalowane i opatentowane. Nuritas stał się partnerem wielu znanych marek. Pomaga im w opracowywaniu bezpiecznych i ekologicznych produktów. W 2019 roku firma wprowadziła na rynek pierwszy produkt zdrowotny odkryty przez sztuczną inteligencję – PeptAlde – składnik aktywny, który zapobiega nadwrażliwości skóry.

Pollenity – algorytmy, które wspierają pszczoły

Pollenity to bułgarski start-up, który stworzył innowacyjne rozwiązanie z myślą o pszczelarzach, ale przede wszystkim o pszczołach. Firma wykorzystuje czujniki oraz biologiczne algorytmy w celu analizowania danych dotyczących stanu zdrowia oraz produktywności pszczół i informuje o nich właścicieli pasiek. Dzięki tej technologii w kontrolowany sposób można zapobiegać na przykład utratom owadów. Projekt BeeSmart został założony w 2015 roku przez Siergeya Petrova, ale już w 2014 roku twórca opracował prototyp inteligentnego ula. Start-up działa na trzech płaszczyznach. Oferuje system monitorowania ula–Beebot (posiada czujniki IoT rejestrujące dane dotyczące temperatury i wilgoci), platformę uczciwego i zrównoważonego handlu miodem oraz wariant inteligentnego ula–uHive (kontroluje temperaturę, wilgotność oraz ruchy pszczół i w przypadku odchyleń od norm, informuje o tym pszczelarza). Firma dostarcza pszczelarzom system czujników, które optymalizują pracę owadów i wpływają na poprawę łańcucha dostaw miodu. Pollenity aktualnie jest jednym z głównych sprzedawców miodu w Bułgarii.

MotionEco – drugie życie oleju

Ten chiński start-up opracował technologię wykorzystania zużytego oleju roślinnego do produkcji biopaliwa dla przemysłu transportowego. Założycielem MotionEco jest Liu Shutong. 10 czerwca 2018 roku w chińskim mieście Nanjing zainicjował on akcję zbierania zużytego oleju kuchennego (w tym tzw. oleju rynnowego), w celu przekształcenia go w zrównoważone, niskoemisyjne ekologiczne paliwo do stosowania w pojazdach z silnikami diesla. Problem tzw. oleju rynnowego w Chinach polega na ponownym wykorzystaniu zużytego oleju w gastronomii. Zdarza się nawet, że olej wydobywany jest z kanalizacji znajdujących się w pobliżu drogich restauracji przy pomocy dużej chochli i wiadra – stąd nazwa „olej rynnowy”. Produkt taki poddawany jest wstępnej filtracji, podgrzaniu i oddzieleniu płynu od reszty zanieczyszczeń. Finalnie sprzedawany do ulicznych punktów gastronomicznych. Główne cele chińskiego start-upu to ukrócenie praktyki wtórnego wykorzystywania oleju w sprzedaży gastronomicznej oraz zmniejszenie emisji spalin.

Inwestycyjny potencjał deep techu

– Start-upy typu deep tech nie tylko rozwiązują realne problemy, ale też tworzą produkty lub usługi jedyne w swoim rodzaju, najczęściej nieposiadające na rynku bezpośredniej konkurencji. Inwestorzy muszą mieć jednak świadomość, że inwestycja w start-up deep tech niesie za sobą pewne ryzyko i co do zasady ma wymiar długoterminowy. Tego typu biznesy często potrzebują wielu lat, aby wprowadzić nowy pomysł na rynek – co oczywiste, przy występującym dużym ryzyku niepowodzenia całości projektu. Kiedy dane rozwiązanie zostanie już jednak poddane komercjalizacji, dochód z inwestycji może okazać się pewny i długotrwały dzięki wysokim barierom wejścia – mówi Rafał Sobczak, managing partner w funduszu Unfold.vc.

Na uwagę zasługują też start-upy działające w obszarze deep tech na rodzimym rynku. Często przy pomocy niewielkich nakładów opracowują one lub komercjalizują rozwiązania technologiczne o ogromnym potencjale – zarówno pod kątem użyteczności dla społeczeństwa, jak i zyskowności biznesu.

GlucoActive – poprawa komfortu życia cukrzyków

Start-up GlucoActive chce zmienić życie cukrzyków, którzy codziennie muszą pobierać krew do badań. Zespół inżynierów z Wrocławia pracuje nad GlucoStation – pierwszym na świecie glukometrem bezinwazyjnym (niewymagającym nakłuwania palca ani pobierania jakichkolwiek płynów ustrojowych), który już wkrótce może być dostępny w sprzedaży. Stacjonarne urządzenie odczytuje poziom glukozy we krwi dzięki wiązce światła laserowego, która przenika przez skórę. Jest to proces całkowicie bezbolesny i w pełni bezpieczny. GlucoStation powiązane będzie z dedykowaną aplikacją, która ułatwi cukrzykom kontrolowanie wyników. Założycielem start-upu powstałego w 2017 roku jest Robert Stachurski.

– Na rynku nie ma i nie było całkowicie bezinwazyjnych glukometrów – stoimy przed realną szansą, że będziemy pierwsi na świecie. Nasze urządzenie zostało stworzone przy relatywnie niewielkich kosztach prac badawczo-rozwojowych. Wyprzedzając gigantów technologicznych ze Stanów Zjednoczonych, Azji i Europy Zachodniej osiągnęliśmy etap działającej technologii, co wykazały wyniki niezależnego eksperymentu medycznego – wyjaśnia Robert Stachurski, CEO GlucoActive.

Innowacyjny glukometr ma trafić do sprzedaży już w 2023 roku. Nie oznacza to jednak zakończenia prac rozwojowych. W planach GlucoActive jest m.in. stworzenie opaski na ramię GlucoFit, która sprawdzi się szczególnie wśród osób prowadzących aktywny tryb życia.

Bioceltix – bezpieczniejsze i skuteczniejsze leczenie dla zwierząt domowych

Bioceltix to wrocławska spółka biotechnologiczna rozwijająca nowoczesne produkty lecznicze dla zwierząt towarzyszących ze szczególnym uwzględnieniem psów i koni. Firma rozwija autorską technologię wytwarzania leków biologicznych w oparciu o mezenchymalne komórki macierzyste. Rozwijane w Bioceltix leki biologiczne mają szansę – obok działania objawowego – wykazywać również działanie przyczynowe poprzez wpływanie na środowisko zapalne oraz uruchomienie naturalnych mechanizmów odbudowy zmienionych chorobowo tkanek.

– Obecnie traktujemy zwierzęta jak członków rodziny, łożymy na nie coraz więcej, coraz lepiej dbamy o ich zdrowie i dobrostan. Przekłada się to na wzrost świadomości i oczekiwań co do jakości i skuteczności dostępnych terapii, a to w naturalny sposób pociąga za sobą rozwój rynku w kierunku nowych, skuteczniejszych i bezpieczniejszych terapii – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

U zwierząt towarzyszących, podobnie jak u ludzi, obserwuje się wyraźny wzrost liczby pacjentów cierpiących z powodu chorób o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym – już 20% psów cierpi z powodu zmian zwyrodnieniowych stawów, które są główną przyczyną przewlekłego bólu u tego gatunku, z kolei 15% populacji psów cierpi z powodu atopowego zapalenia skóry. Leki biologiczne oparte na komórkach macierzystych mogą tutaj odegrać kluczową rolę, gdyż dają szansę na skuteczniejszą terapię o trwalszych skutkach.

Szczególnie że w weterynarii wciąż najbardziej powszechnym sposobem leczenia chorób o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym jest leczenie objawowe za pomocą klasycznych leków chemicznych.

Wynagrodzenia urlopowe dla kierowców zawodowych nawet trzykrotnie wyższe niż rok wcześniej?

Sezon urlopowy powoli się rozpoczyna, a wraz z nim firmy transportowe czekają kolejne wydatki, których mogą nie być nawet do końca świadomi. Jakie? Chodzi o wynagrodzenia urlopowe kierowców zawodowych, które wylicza się na podstawie wynagrodzenia z umowy o pracę, najczęściej za okres ostatnich 3 miesięcy. Jeszcze rok wcześniej pracownicy otrzymywali pensję brutto w wysokości 3200 – 3300 zł i to właśnie z tej średniej wyliczane było wynagrodzenie urlopowe. Od 2 lutego 2022 r. to się zmienia, ponieważ wypłata polskiego kierowcy wzrosła do 10-12 tys. brutto. I właśnie ta kwota posłuży do wyliczenia średniej za urlop wypoczynkowy, co daje prawie trzykrotny wzrost względem wypłat za poprzedni sezon. – Może się okazać, że będzie to kolejna „cegiełka” do tych wyższych kosztów, których firmy transportowe, szczególnie te małe, mogły nie wziąć pod uwagę, planując budżet na 2022 rok. A ten koszt będą musieli dopiero ponieść, bo sezon urlopowy dopiero się rozpoczyna  – tłumaczy Łukasz Włoch, ekspert OCRK, Grupa Inelo.

Zapracowany, jak polski kierowca

Kierowcy polskich firm transportowych spędzają więcej czasu w trasie niż większość przedstawicieli tego zawodu w innych krajach Europy. Według jednego z badań przeprowadzonych przez Grupę Inelo, rekordziści w pojedynczej delegacji za granicą przebywali nawet 28 dni. W ciągu roku za kółkiem byli nawet do 294 dni. Ponad 4 na 10 pracowników wyjeżdża średnio od 241 do nawet 260 dni. A co z odpoczynkiem i urlopem? Rzadko wykorzystują go w całości. Największa grupa kierowców (ok. 40 proc.) wybiera od 11 do 20 dni wolnych. Czy w tym roku to się zmieni?

Łukasz Włoch OCRK
Łukasz Włoch, ekspert OCRK

Podejście pracowników do brania urlopów jest bardzo różnorodne. Zdarzają się przypadki, w których kierowcy mają skumulowane nawet po 40 dni zaległego urlopu, a warto przypomnieć, że zgodnie z kodeksem pracy, urlop należy wykorzystać maksymalnie w terminie do 30 września następnego roku. Nie zmienia to faktu, że każdego roku przeciętny trucker zatrudniony w polskiej firmie transportowej pokonuje około 87 tys. kilometrów, pozostaje w trasie nawet 294 dni i statystycznie rzadko wykorzystuje pełny urlop. Czy w tym roku to się zmieni? Niewykluczone. Do tej pory, gdy kierowca poszedł na 2-tygodniowy urlop, to otrzymywał wynagrodzenie liczone od mniejszej kwoty – 3200 zł. W tym roku za 14 dni niepracujących otrzyma on wynagrodzenie identyczne, jak gdyby cały czas pracował. Możemy więc przypuszczać, że w tym sezonie pracownicy firm transportowych znacznie chętniej będą korzystali z urlopu, szczególnie tego dłuższego –mówi Łukasz Włoch, główny ekspert OCRK, Grupa Inelo.

Budżety wakacyjne firm będą nadszarpnięte

Zmiany w polskiej ustawie przyczyniły się do wzrostu wynagrodzeń kierowców, wykonujących międzynarodowy przewóz rzeczy, a w konsekwencji wzrosła również kwota wypłacanego wynagrodzenia za urlop.

–  Zmienił się sposób rozliczania kierowcy, polegający na tym, że obecnie nie naliczamy diet i ryczałtów za nocleg, które wcześniej, choć oficjalnie były traktowane jako zwrot kosztów z tytułu podróży służbowej, to kierowca postrzegał je jako część swojego wynagrodzenia. Przed 2 lutym 2022 roku, kierowca zatrudniony na umowie o pracę, otrzymywał przeciętną pensję w wysokości około 3200 zł brutto. Znaczną część jego wypłaty stanowił właśnie zwrot kosztów za diety i ryczałty noclegowe, sięgający nawet do 5-6 tysięcy złotych miesięcznie, który nie był brany pod uwagę przy obliczaniu wysokości wynagrodzenia urlopowego. Było ono wyliczane wyłącznie na podstawie wynagrodzenia za pracę, czyli przed zmianami od średniej kwoty, wynoszącej około 3200 zł brutto. Aktualnie diety i ryczałty noclegowe zostały zlikwidowane, co oznacza, że całe wynagrodzenie pracownika wlicza się do obliczania wysokości wynagrodzenia za urlop kierowcy. Aby dostał on identyczną pensję, co wcześniej, pracodawcy zostali zobowiązani do podniesienia wysokości wynagrodzenia do około 10-12 tysięcy złotych brutto, a w rezultacie przewoźnicy muszą liczyć się z trzykrotnym wzrostem – komentuje Łukasz Włoch.

Zdaniem Kamila Wolańskiego, Kierownika Dziełu Ekspertów z Grupy Inelo, wielu przewoźników nie uwzględniło konieczności wypłacenia wyższego wynagrodzenia urlopowego dla kierowców przy planowaniu finansów na bieżący rok i nie są świadomi, że będą musieli takie koszty ponieść, a także, że w tym roku ich kierowcy mogą chętniej niż dotychczas decydować się na wybranie urlopu.

Kamil Wolański, ekspert OCRK
Kamil Wolański, Kierownik Działu Ekspertów, Grupa Inelo

– Niestety może to skomplikować sytuację finansową przedsiębiorców, która już i tak jest niełatwa, bo warto zauważyć, że po pierwsze nie będą oni zarabiać przez ten czas, dzięki zleceniom wykonywanym przez kierowcę, a po drugie będą zobowiązani do wypłaty trzykrotnie wyższego wynagrodzenia urlopowego podkreśla Kamil Wolański, Kierownik Działu Ekspertów, Grupa Inelo.

Kogo dotyczą zmiany?

Warto zaznaczyć, że pracodawcy, którzy zatrudniają wyłącznie kierowców krajowych mogą nie odczuć wprowadzonych zmian do ustawy. Z racji tego, że wynagrodzenie za pracę kierowców krajowych (około 5 000 – 7 000 tys. brutto) już wcześniej było zdecydowanie wyższe, nie przysługiwały im tak wysokie diety i ryczałty noclegowe, jak w przypadku kierowców międzynarodowych.

Nawet do 30 tys. kary dla przewoźnika

Pracodawca, który nie dopilnuje zaległych urlopów pracowniczych, grozi kara w wysokości 1 000 – 2 000 zł. za wszystkie takie przypadki, stwierdzone podczas kontroli.  Wówczas Państwowa Inspekcja Pracy jest uprawniona do nakazania pracodawcy wypłaty wynagrodzenia urlopowego lub ekwiwalentu za niewykorzystany urlop. Warto pamiętać, że ekwiwalent za niewykorzystany urlop możemy wypłacić tylko zwolnionym pracownikom. Co prawda, Sąd może nałożyć przewoźnikowi maksymalną karą, sięgającą nawet 30 tys. złotych w przypadku, gdy PIP ponownie stwierdzi te same naruszenia podczas drugiej kontroli.

Można by powiedzieć, że nową „karą” dla przedsiębiorcy za brak dopilnowania urlopów nie będą sankcje, nałożone przez Państwową Inspekcję Pracy, a właśnie konieczność wypłacenia zaległego urlopu po nowej stawce, która jest zdecydowanie większa niż wcześniej – podsumowuje Łukasz Włoch z Grupy Inelo.