Rynek IPO 2 kw. 2021

Minione trzy miesiące były najbardziej aktywnym drugim kwartałem dla debiutantów giełdowych na świecie od 20 lat. Rynki europejskie zanotowały cztero- i pięciokrotne wzrosty rok do roku. W Polsce wartość debiutów w pierwszej połowie roku stanowiła równowartość połowy wpływów za cały, rekordowy, 2020 r. Pomimo szeregu ryzyk w drugiej połowie roku, prognozy dla europejskich parkietów i dla Polski są optymistyczne.

W drugim kwartale 2021 r. zadebiutowało 597 spółek na rynkach światowych, a wartość debiutów wyniosła 111,6 mld USD – wynika z najnowszej edycji badania EY Global IPO Trends. To był najbardziej aktywny drugi kwartał na rynku pierwotnych ofert publicznych (IPO) w ciągu ostatnich 20 lat, przewyższając poprzedni rekord z 2007 r. (gdy zadebiutowało 522 firm a wartość IPOs wyniosła 87,7 mld USD). W ciągu sześciu miesięcy 2021 r. zadebiutowało 1 070 firm, a wartość debiutów wyniosła 222,0 mld USD, co oznacza wzrost odpowiednio o 150% i 215% rok do roku.

– Spektakularne wyniki minionego kwartału to zasługa dużej płynności na rynku, trwających wciąż rządowych pakietów stymulacyjnych, upowszechnienia technologii w firmach i podaży ze strony firm, które zyskały na pandemii. Transakcje spekulacyjne i oportunistyczne oraz rosnące indeksy giełdowe również wpłynęły na aktywność na rynku IPO. Spodziewamy się, że inwestorzy będą chcieli wykorzystać dobrą koniunkturę również w lipcu, czego efektem powinien być szereg debiutów na rynkach światowych – mówi Bartłomiej Smolarek, Lider Zespołu ds. Fuzji i Przejęć, Partner EY Polska.

ipo raport ey

Europa stanowiła prawie jedną czwartą światowego rynku IPO

W regionie EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Indie i Afryka), na którym mamy do czynienia z rynkiem byka, zanotowaliśmy 323 IPO o wartości 53,8 mld USD w pierwszej połowie 2021 r. Liczba IPO wzrosła czterokrotnie rok do roku, a w ujęciu wartościowym wzrost był pięciokrotny. Dynamika wzrostu była najwyższa spośród wszystkich trzech regionów monitorowanych przez EY (pozostałe to region Ameryki Północnej i Południowej oraz Azja wraz z Australią i Oceanią).

Za te wzrosty odpowiadają w dużej mierze parkiety europejskie, które podniosły się po trzeciej fali pandemii koronawirusa. Debiuty giełdowe w Europie stanowiły 21% światowych IPO w pierwszej połowie 2021 r., wartościowo i ilościowo. Na europejskich parkietach zadebiutowało 227 spółek, to wzrost o 383% rok do roku, a wartość debiutów wyniosła 46,6 mld USD, co oznacza wzrost o 509% w tym samym okresie.

– Obecna sytuacja na rynkach ofert publicznych w regionie EMEIA i szczególnie na parkietach europejskich to powrót do normalnej aktywności w porównaniu z sytuacją, z którą mieliśmy do czynienia w pierwszej połowie 2020 r. Na rynkach giełdowych panuje dobry sentyment, wspierany przez poprawę sytuacji gospodarczej, wysoką płynność i poszukiwanie zysków przez inwestorów w obliczu niskich stóp procentowych – mówi Anna Zaremba, Partner EY odpowiedzialna za rynek IPO.

Polska spółka w światowej czołówce debiutantów

Europejskie IPO odpowiadały za trzy z dziesięciu największych transakcji na światowych rynkach ofert publicznych w pierwszej połowie 2021 r. Największym spośród nich był debiut działającego w Polsce InPostu (3,9 mld USD), druga z tegorocznych europejskich megatransakcji to Vantage Towers (2,6 mld USD), zaraz za nią plasuje się AllFunds Group (2,6 mld USD).

ipo raport ey 2

Polska w trendzie

W pierwszym półroczu mieliśmy do czynienia z 5 debiutami spółek wywodzących się z Polski o wartości 4 466,6 mln USD (dane te obejmują IPO InPostu). Na giełdzie w Warszawie zadebiutowało 5 spółek o wartości 1 421,6 mln USD. To oznacza, że wartość debiutów w pierwszej połowie roku stanowiła równowartość połowy wpływów za cały 2020 r., który był przecież rekordowy ze względu na IPO Allegro.

– 2021 r. powinien być kolejnym dobrym rokiem dla debiutów na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Po kapitał chce sięgnąć szereg atrakcyjnych spółek, a GPW oferuje w tym momencie korzystne wyceny. W drugiej połowie roku mogą pojawić się ryzyka związane z czwartą falą pandemii, jednak silna nadpłynność na rynku powinna podtrzymać zainteresowanie giełdą – mówi Anna Zaremba.

Technologia beniaminkiem inwestorów

Sektor technologii był czwarty kwartał z rzędu beniaminkiem inwestorów pod względem ilości transakcji i stanowił ponad jedną czwartą (27%) ilościowo debiutów giełdowych na świecie w pierwszej połowie 2021 r. – na światowych giełdach zadebiutowało 284 firm technologicznych, a transakcje miały wartość 90,2 mld USD (to z kolei 41% wartości wszystkich IPO w tym okresie). Drugi był sektor ochrony zdrowia, stanowiący 17% wszystkich IPO w 1 poł. 2021 r. (187 transakcji o wartości 33,4 mld USD), trzeci – sektor przemysłowy (140 IPO o wartości 24,3 mld USD).

Technologie są na celowniku inwestorów również w regionie EMEIA (99 IPO o wartości 18,6 mld USD w pierwszym półroczu 2021 r.) Na drugim miejscu plasuje się sektor energetyki odnawialnej (38 debiuty o wartości 3,5 mld USD), w ślad za Europejskim Zielonym Ładem i produkty konsumenckie (32 debiuty o wartości 6,4 mld USD).

Zdrowy pipeline na kolejne miesiące

Optymizmem napawa liczba firm, które przymierzają się do debiutu giełdowego. Większość pochodzi z regionu Azji, Australii i Oceanii (5 560 firm, czyli 64% wszystkich podmiotów), w regionie EMEIA pipeline liczy 2 021 spółek (23%), a w obu Amerykach – 1 170 firm, czyli 13% całości.

– Stała podaż jednorożców z branży technologicznej na rynku amerykańskim (spółek, których debiut spodziewany jest osiągnąć wartość powyżej 1 mld USD), spółek specjalnego przeznaczenia (SPAC) i firm z sektorów odpornych na wahania koniunktury związane z pandemią będą napędzały rynek IPO w kolejnych miesiącach na światowych rynkach. Zainteresowanie oferentów rynkiem pierwotnych ofert publicznych z ostatnich miesięcy powinno być kontynuowane w trzecim kwartale. Efekt tradycyjnego sezonu urlopowego może być zniwelowany przez ograniczenia w podróżowaniu, co będzie sprzyjało transakcjom – mówi Bartłomiej Smolarek.liczba ipo plany

W drugiej połowie roku inwestorzy będą uważnie obserwować rynek, głównie skalę i tempo ożywienia gospodarczego. Opóźnione efekty pandemii mogą nadal wpływać na sektory gospodarki najbardziej dotknięte przez kolejne lockdowny takie jak handel detaliczny, turystyka czy hotele. Jeżeli nie uda im się w pełni wyjść z pandemicznego dołka, światowa gospodarka nie będzie w stanie wrócić na dotychczasową ścieżkę wzrostu. Najbardziej stabilnie wygląda sytuacja europejskich parkietach, gdzie powinno być kontynuowane ożywienie na rynku IPO.

– Spółki, które chcą zadebiutować w Europie, będą korzystały w kolejnych miesiącach z otwartego okna transakcyjnego i spodziewam się dalszej zwiększonej aktywności inwestorów na starym kontynencie. Sprzyjać jej będzie możliwość osiągnięcia rekordowych wycen przy stabilności europejskiego rynku akcji i ożywieniu gospodarczym na świecie. Wśród ryzyk wymieniłabym postępy w programach szczepień i stopień efektywności rządowych programów stymulujących gospodarki europejskie. Firmy, które chcą zadebiutować na giełdzie, powinny więc być otwarte na alternatywne scenariusze – mówi Anna Zaremba.

Sygnały i działania banków centralnych w obliczu inflacji. Jak wpłyną na waluty?

Ze względu na istotny wpływ na zdrowie publiczne i globalną gospodarkę pandemia COVID-19 była najważniejszym tematem dla rynków finansowych od pierwszych miesięcy 2020 r. Teraz rynek zaczyna jednak coraz uważniej przyglądać się sygnałom i działaniom banków centralnych.

 

  • Zakładamy, że 2021 rok przyniesie wzrost stóp procentowych w Norwegii i Nowej Zelandii, a waluty tych krajów – oraz tych, które są na drodze do rozpoczęcia cyklu zacieśniania przed końcem przyszłego roku – powinny radzić sobie wyjątkowo dobrze na tle pozostałych walut G10.
  • Równocześnie, oczekiwany wzrost stóp w krajach emerging markets wspiera nasze pozytywne nastawienie względem perspektyw walut z tej grupy w średnim terminie.

 

Gwałtowne rozprzestrzenianie się koronawirusa wywołało poważne przetasowania na rynku walutowym, początkowo wzmacniając waluty safe haven i pozostawiając część walut emerging markets na rekordowo niskich poziomach (Wykres 1). Od czasu szczytu rynkowej paniki w marcu 2020 r. trendy te uległy jednak zmianie, a sentyment do ryzyka poprawił się w następstwie udanych programów szczepień w wielu krajach, szczególnie rozwiniętych. Umożliwiły one zniesienie dotkliwych restrykcji wprowadzonych w celu walki z pandemią, co doprowadziło do szerokiego ożywienia aktywności gospodarczej. W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy znaczną poprawę wielu wskaźników ekonomicznych – szczególnie tych opisujących aktualną sytuację i wybiegających w przyszłość wskaźników PMI.

Wykres 1: Indeks dolara amerykańskiego a indeks walut EM MSCI [baza = 100] (2020 – 2021)

Indeks dolara amerykańskiego a indeks walut EM MSCI
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27.07.2021

Na świecie walka z wirusem wciąż trwa, ale szczepienia przyspieszyły. W krajach o wysokim wskaźniku wyszczepialności – tj. szczególnie w USA i wielu państwach europejskich – ryzyko ponownego nałożenia poważnych restrykcji zmalało mimo szybkiego rozprzestrzeniania się nowych wariantów koronawirusa. Jednym z najlepszych przykładów takich państw jest Wielka Brytania, w której niemal 70% populacji przyjęło przynajmniej jedną dawkę szczepionki. Mimo że liczba nowych przypadków wróciła tam w tym miesiącu do ponad 40 000 dziennie, to liczba hospitalizacji i zgonów związanych z COVID-19 jest, jak na razie w tej fali, zdecydowanie niższa niż na tym samym etapie wcześniejszych fal (Wykres 2).

Wykres 2: Nowe przypadki COVID-19 i spowodowanych nim zgonów w Wlk. Brytanii (2. fala a 3.)

przypadki COVID-19 i spowodowanych nim zgonów
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27.07.2021

Kraje z niskim poziomem wyszczepialności, szczególnie rynki wschodzące, nadal pozostają podatne na zagrożenie. W wielu z nich nowe warianty koronawirusa spowodowały istotny wzrost liczby zakażeń. Najlepszym tego przykładem są Indie, choć wzrost zachorowań spowodowany wariantem Delta zaobserwowaliśmy również w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej. Obecnie, gdy większość populacji w kluczowych obszarach gospodarczych jest zaszczepiona, ryzyko związane z rozprzestrzenianiem się nowych wariantów znacznie spadło. Tracą głównie waluty tych krajów, w których odnotowuje się gwałtowny wzrost liczby nowych przypadków zachorowań i jednoczesne znaczne zwiększenie liczby hospitalizacji i zgonów.

Szczepienia postępują, a presja inflacyjna na całym świecie wzrasta. W rezultacie uwaga rynku ponownie zwraca się ku polityce monetarnej. Od czasu gwałtownego wzrostu globalnej inflacji jesteśmy świadkami przyjmowania przez wiele banków centralnych coraz mniej gołębiego tonu.

Kilka banków krajów EM już rozpoczęło proces podnoszenia stóp procentowych. W marcu cykle podwyżek rozpoczęły banki Brazylii i Rosji. Od tamtego czasu oba banki podniosły stopy o 225 pb., zostawiając otwarte drzwi do dalszego zacieśniania polityki pieniężnej. Podobną sytuację obserwowaliśmy w czerwcu w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie banki centralne Węgier i Czech podniosły stopy procentowe i zasugerowały, że mogą kontynuować proces na kolejnych posiedzeniach. W przypadku Węgier był to pierwszy taki ruch od dekady, a później w lipcu nastąpiła kolejna, większa niż oczekiwano podwyżka. Latem swoją politykę zacieśnił również Meksyk, w którym bank centralny w czerwcu niespodziewanie podniósł stopę referencyjną o 25 pb. do 4,25% – nie wiadomo jednak, czy było to działanie jednorazowe, czy początek cyklu.

Na tym tle główne gospodarki rozwinięte nie podjęły dotąd zbyt wielu rzeczywistych działań w kierunku zacieśnienia polityki monetarnej lub fiskalnej. Widać jednak niepewną zmianę ich tonu w miarę wzrostu presji inflacyjnej na świecie (Wykres 3). Gwałtowny wzrost cen surowców, szybsze niż oczekiwano ożywienie gospodarcze i poprawa warunków na rynku pracy zmusiły główne banki centralne do rewizji w górę ich projekcji inflacji. Wielu decydentów oczekuje, że okres ultra luźnej polityki monetarnej zakończy się szybciej niż jeszcze do niedawna sądzono.

Wykres 3: Trzymiesięczna zanualizowana stopa inflacji bazowej w krajach G10 (najnowsze dane)

Trzymiesięczna zanualizowana stopa inflacji bazowej w krajach G10
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27.07.2021

Spośród krajów G10 zacieśnianie polityki rozpoczęła już Kanada, której bank centralny zmniejszył tempo tygodniowych zakupów z 4 do 2 mld dolarów kanadyjskich. Także Bank Anglii spowolnił w maju tempo tygodniowych zakupów z 4,4 do 3,4 mld funtów, podkreślił jednak, że to działanie „nie powinno być interpretowane jako zmiana w stanie polityki monetarnej”. Niemniej, biorąc pod uwagę oczekiwany przez BoE wzrost inflacji do poziomu 3% lub wyższego już pod koniec 2021 r., wydaje się, że tzw. tapering nadejdzie szybciej, niż wcześniej uważano. Również Bank Rezerwy Nowej Zelandii zaskoczył inwestorów na lipcowym posiedzeniu, ogłaszając zakończenie z dniem 23 lipca swojego programu luzowania ilościowego o wartości 100 mld dolarów nowozelandzkich.

 

Część krajów G10 zaczęła już otwarcie mówić o podnoszeniu stóp procentowych lub przynajmniej bierze to pod uwagę. Uważamy, że jako pierwsza stopy procentowe podniesie Norwegia. Na tle innych państw z tego grona jest ona jednak dość wyjątkowa, ponieważ ma jedne z najniższych ujemnych stóp procentowych i nie uruchomiła programu luzowania ilościowego podczas pandemii. Czerwcowa komunikacja banku sugeruje, że podwyżka może być tuż za rogiem. Prezes Norges Bank Øystein Olsen stwierdził po ostatnim posiedzeniu, że „stopa procentowa najprawdopodobniej zostanie podniesiona we wrześniu”. Ogłoszenie banku Nowej Zelandii dotyczące programu luzowania ilościowego również rozbudziło oczekiwania wyższych stóp, możliwe że już na sierpniowym posiedzeniu banku. Uważamy, że przynajmniej te dwa banki centralne krajów G10 ogłoszą pierwsze podwyżki przed końcem 2021 r., a część kolejnych banków z tego grona rozpocznie cykl podwyżek w 2022 r. Waluty tych krajów G10, które są na drodze do podniesienia stóp przed końcem 2022 r., powinny osiągnąć bardzo dobre wyniki i należą do tych, które powinny radzić sobie najlepiej w horyzoncie naszej prognozy.

Wykres 4: Oczekiwany czas podwyżek stóp procentowych w krajach G10 (na podstawie wycen rynkowych pełnego ruchu*)

Oczekiwany czas podwyżek stóp procentowych w krajach G10
Źródło: Ebury/Bloomberg Data: 27.07.2021

* zakładana podwyżka o 15 pb. dla BoE i RBA, o 25 pb. dla pozostałych banków

Najważniejszym decydentem polityki pieniężnej pozostaje Rezerwa Federalna nazywana czasem „bankiem centralnym świata”. Polityka Fedu jest szczególnie istotna dla tych krajów EM, które są w dużej mierze zależne od finansowania zewnętrznego w dolarach amerykańskich. Czerwcowe posiedzenie FOMC przyniosło nieoczekiwaną jastrzębią zmianę i większość decydentów widzi obecnie możliwość co najmniej dwóch podwyżek stóp przed końcem 2023 r. Rynek zareagował na to umocnieniem dolara kosztem walut EM. Zacieśnienie polityki przez Fed może im zaszkodzić jeszcze bardziej. Ostatni dot plot sugeruje, że stopy procentowe w USA nie zostaną podniesione przez kolejne ok. półtora roku (Wykres 5), nie będziemy jednak zaskoczeni, jeśli na wrześniowym posiedzeniu projekcje w tym zakresie pokażą wzrost w relacji do czerwcowych.

Wykres 5: Dot plot FOMC (czerwiec 2021)

Dot plot FOMC
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27.07.2021

Uważamy, że zacieśnienie polityki pieniężnej w USA mogłoby działać na korzyść dolara – szczególnie względem walut tych krajów, których banki centralne nie podążą tą drogą. Naszym zdaniem wiele walut EM powinno jednak być w stanie wytrzymać presję deprecjacyjną przez rozpoczęcie cyklów zacieśniania w tych krajach. Obecnie rynek rzeczywiście wycenia kontynuację lub początek cykli zacieśniania w większości krajów EM w ciągu najbliższego roku, w szczególności w Ameryce Łacińskiej i Europie. Wspiera to nasze pozytywne nastawienie do tych walut w średnim terminie. Co więcej, presja polityczna przeciwko zacieśnianiu polityki w USA sugeruje, że luka między retoryką FOMC a rzeczywistymi ruchami stóp procentowych może być dość duża. Dalszy wzrost tej luki w najbliższym czasie działałby na korzyść walut EM.

Poniżej zebraliśmy terminy nadchodzących posiedzeń banków centralnych dot. polityki pieniężnej dla krajów G10 w drugim półroczu. Zmienność na rynkach walutowych prawdopodobnie będzie wzrastać w okolicy tych decyzji.

Data Kraj Bank centralny
6 lipca Australia Bank Rezerwy Australii
14 lipca Nowa Zelandia Bank Rezerwy Nowej Zelandii
14 lipca Kanada Bank Kanady
16 lipca Japonia Bank Japonii
22 lipca Strefa euro Europejski Bank Centralny
28 lipca USA Rezerwa Federalna
3 sierpnia Australia Bank Rezerwy Australii
5 sierpnia Wielka Brytania Bank Anglii
18 sierpnia Nowa Zelandia Bank Rezerwy Nowej Zelandii
19 sierpnia Norwegia Norges Bank
7 września Australia Bank Rezerwy Australii
8 września Kanada Bank Kanady
9 września Strefa euro Europejski Bank Centralny
21 września Szwecja Bank Szwecji
22 września Japonia Bank Japonii
22 września USA Rezerwa Federalna
23 września Szwajcaria Szwajcarski Bank Narodowy
23 września Norwegia Norges Bank
23 września Wielka Brytania Bank Anglii
5 października Australia Bank Rezerwy Australii
6 października Nowa Zelandia Bank Rezerwy Nowej Zelandii
27 października Kanada Bank Kanady
28 października Japonia Bank Japonii
28 października Strefa euro Europejski Bank Centralny
2 listopada Australia Bank Rezerwy Australii
3 listopada USA Rezerwa Federalna
4 listopada Norwegia Norges Bank
4 listopada Wielka Brytania Bank Anglii
24 listopada Nowa Zelandia Bank Rezerwy Nowej Zelandii
25 listopada Szwecja Bank Szwecji
7 grudnia Australia Bank Rezerwy Australii
8 grudnia Kanada Bank Kanady
15 grudnia USA Rezerwa Federalna
16 grudnia Szwajcaria Szwajcarski Bank Narodowy
16 grudnia Norwegia Norges Bank
16 grudnia Wielka Brytania Bank Anglii
16 grudnia Strefa euro Europejski Bank Centralny
17 grudnia Japonia Bank Japonii

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Ekspansja sieci eobuwie.pl w Czechach. W Pradze powstanie pierwszy sklep, dostawa nawet w 90 minut

W piątek, 30 lipca, w prestiżowej galerii handlowej Novy Smichov w Pradze eobuwie.pl otworzy swój pierwszy sklep w Czechach. To debiut na rynkach zagranicznych i jednocześnie początek ekspansji międzynarodowej sieci stacjonarnej polskiej spółki. Prascy klienci poznają wyposażony w najnowsze technologie koncept, który łączy ofertę dwóch brandów: eobuv.cz i MODIVO. A to oznacza 100 tys. produktów dostępnych od ręki, interaktywne przymierzalnie i dostawę produktów bezpośrednio ze sklepu do dowolnego miejsca na terenie Pragi nawet w 90 min! Za doświadczenia digitalowe odpowiada partner Nanovo.

Do tej pory spółka była obecna w Czechach w kanale online. Eobuwie.pl rozpoczęło sprzedaż na tym rynku w 2014 r.

Czechy są nam szczególnie bliskie. Debiutujemy u naszych południowych sąsiadów z kolejnym przełomowym projektem. Tym razem mamy przyjemność zaprosić klientów na zakupy w nowej formule do popularnej galerii handlowej Novy Smichov. Format praskiego salonu wzbogacony został o modowe portfolio MODIVO. Klienci w jednym miejscu będą więc mogli skompletować pełną stylizację – mówi Mikołaj Wezdecki, Członek Zarządu i Dyrektor e-commerce eobuwie.pl.

Najnowsza technologia w trakcie zakupów

Cieszymy się, że pierwszy zagraniczny sklep otwieramy właśnie w Pradze, gdzie nasze produkty są znane od 8 lat. Nasi klienci będą mieli możliwość przeżyć z nami zupełnie nowe doświadczenie zakupowe – łączące online i offline – mówi Roman Puchała, General Manager CCC i eobuwie.pl w Czechach.

W praskim salonie, który zajmuje aż 1800 mkw., postawiono na pełną digitalizację. Zrezygnowano z fizycznej ekspozycji produktów, ponieważ są one prezentowane na tabletach i ekranach multimedialnych. Wyodrębniono specjalną przestrzeń na komfortowe garderoby, w których również znajdują się tablety. Dzięki nim można, już w trakcie przymierzania wybranych rzeczy, zamówić dany produkt w innym rozmiarze lub kolorze.

Klienci będą także mogli skorzystać z darmowej usługi esize.me. To system skanowania w stóp w 3D. Dzięki niemu klient otrzymuje rekomendacje dot. rozmiaru obuwia z całej oferty dostępnej online, niezależnie od marki czy fasonu. I to wszystko bez konieczności fizycznego przymierzania butów.

–  Jesteśmy niezwykle dumni, ze technologia Nanovo wspiera eobuwie.pl i MODIVO, w pierwszym kroku ekspansji zagranicznej sklepów detalicznych. Sukces tego konceptu w Polsce i zainteresowanie, jakie wzbudził wśród klientów, są ogromne. Wierzę, że podobny scenariusz powtórzy się również w Pradze. Jednocześnie w Czechach Nanovo obsługuje sieci Sephora oraz Cinema City. Z tego powodu zdecydowaliśmy się otworzyć w stolicy tego kraju biuro oraz rozpocząć lokalną działalność handlową – mówi Piotr Badowski, CEO Nanovo.

Ekspresowa dostawa nawet w 90 minut

Dodatkowo we wrześniu w Pradze planowane jest uruchomienie usługi Same Day Delivery, czyli dostawy w ten sam dzień.

Stawiamy na najwyższe standardy obsługi, dlatego na terenie aglomeracji oferować będziemy dostawę ekspresową, nawet w 90 minut. Zaproponujemy klientom także konkretne przedziały czasowe, aby mogli określić dogodną godzinę wizyty kuriera z zakupami – mówi Konrad Jezierski, Prezes Zarządu spółki Eobuv.cz oraz Dyrektor Retail Grupy eobuwie.pl.

Kolejne wysokościowce na warszawskiej mapie biurowej czekają na najemców

Warszawski rynek biurowy sukcesywnie powiększa się o kolejne metry nowoczesnej powierzchni biurowej, która obecnie sięga niemal 6,1 mln m kw. Tylko w pierwszej połowie roku 2021 roku na rynek trafiło około 226 000 m kw. powierzchni biurowej. Aktywność najemców wciąż pozostaje na niższym poziomie w porównaniu do lat poprzednich, a podpisane do końca czerwca umowy najmu opiewały na 250 000 m kw. Relacja wysokiej podaży i niższego popytu skutkowała dalszym wzrostem współczynnika pustostanów, który wyniósł 12,5%.

W pierwszej połowie roku pozwolenie na użytkowanie otrzymało 10 budynków biurowych o łącznej powierzchni około 226 000 m kw. Co ważne, aż 67% tej powierzchni stanowiły 3 biurowce: Skyliner (48 500 m kw., Karimpol Polska), ostatni etap kompleksu Generation Park – Y (44 200 m kw., Skanska Property Poland) oraz Warsaw UNIT (56 400 m kw., Ghelamco).

„Rondo Daszyńskiego już od kilku lat sukcesywnie buduje swoją pozycję nowego biznesowego serca Warszawy. Oddane budynki stanowią zdecydowaną większość nowej podaży w tym półroczu. Warto tutaj zaznaczyć, że tak duże inwestycje są kontynuacją budów rozpoczętych jeszcze przed pandemią, a aktywność deweloperów względem nowych projektów ma zachowawczy stosunek. Decyzje o  kolejnych realizacjach będą raczej wstrzymywane do czasu zakończenia pandemii i powrotu aktywności najemców,” – komentuje Magdalena Czempińska, dyrektor w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Obecnie wolumen nowych projektów w trakcie realizacji jest najniższy od dekady i wynosi 360 000 m kw. Jeżeli deweloperom uda się dotrzymać zakładanych harmonogramów to ok. 130 000 m kw. powierzchni trafi na rynek jeszcze w tym roku, a oznaczać to będzie drugi pod względem nowej podaży wynik po rekordowym 2016 roku. Głównym skupiskiem inwestycji w budowie są centralne strefy biznesowe, na terenie których realizowane jest 75% nowej podaży.

Ostrożnościowe podejście najemców utrzymuje się w dalszym ciągu. Wolumen podpisanych umów w pierwszej połowie 2021 roku zanotował wynik około 250 000 m kw., z czego drugi kwartał stanowił niemal 60% tego wolumenu. Pierwsze sześć miesięcy to jednak najniższy półroczny wynik po stronie popytu od 10 lat. Analizując dokładanie strukturę podpisanych umów niemal połowę wolumenu w pierwszych sześciu miesiącach stanowiły nowe umowy i ekspansje (49%). Wyraźnie spadło zainteresowanie projektami w budowie i zaledwie 11% wynosiły umowy przednajmu. W dalszym ciągu najemcy nie ryzykują i wybierają bezpieczne dla nich rozwiązania, tj. przedłużenia istniejących umów, które stanowiły 40% wolumenu wynajętej powierzchni.

„Dobrze skomunikowane Śródmieście i bliska Wola przyciągają nowych najemców. To właśnie strefy centralne i okolice Ronda Daszyńskiego cieszyły się największym zainteresowaniem firm, które wynajęły tam odpowiednio 60 000 m kw. i 52 000 m kw. Nowoczesne budynki biurowe i rozwiązania technologiczne, które oferują, zwłaszcza te zwiększające komfort i bezpieczeństwo użytkowników są w kręgu zainteresowań firm rozważających relokację. Miejsce na podium zamyka Służewiec z wynikiem 35 000 m kw.,” – dodaje Magdalena Czempińska.

Odczuwalny spadek aktywności najemców wraz z wysoką podażą nowej powierzchni, skutkują wzrostem współczynnika pustostanów w Warszawie do poziomu 12,5%. W ciągu kwartału zwiększył się on o 1,1 pp., natomiast w porównaniu z II kw. 2020 – aż o 4,6 pp. Powyższy współczynnik pustostanów przekłada się na niemal 760 000 m kw. powierzchni dostępnej do wynajęcia od zaraz. Należy pamiętać, że faktyczny wolumen powierzchni na wynajem jest wyższy, ponieważ na rynku dostępna jest także powierzchnia oferowana do wynajęcia w ramach podnajmu.

„Obawy i niewiadome w tej dynamicznie zmieniającej się pandemicznej sytuacji przez wiele miesięcy nie wpływały na zmianę wywoławczych stawek czynszu na stołecznym rynku biurowym. Dopiero na początku 2021 roku odnotowano niewielkie korekty, które zamykały się w wysokości 0,5 EUR. Zmiany te głowie można zaobserwować w projektach zlokalizowanych w centralnych lokalizacjach,” – wyjaśnia Magdalena Czempińska.

Przyglądając się bliżej stawkom czynszu, to powierzchnia w Centralnym Obszarze Biznesu oferowana jest za 20-25 EUR/m kw./miesiąc, aczkolwiek zidentyfikowano projekty, w których najlepsza powierzchnia biurowa na najwyższych piętrach wież dochodzi do poziomu nawet 27-28 EUR. W pozostałych lokalizacjach centralnych stawki wahały się od 15 do 22 EUR/m kw./miesiąc. Czynsze wywoławcze poza centrum wynoszą od 10 do 15 EUR/m kw./miesiąc. Ze względu na szeroki pakiet zachęt oferowanych przez właścicieli budynków, którzy szczególnie w dobie pandemii COVID-19 chcą przyciągnąć najemców, stawki efektywne pozostają o ok. 20% niższe niż poziom wywoławczy.

Rekordowa inflacja w Niemczech, w Polsce dwukrotnie przewyższa poziom celu inflacyjnego

Po ostatnich danych wydawało się, że inflacja w Polsce została opanowana. Dzisiejszy odczyt pokazuje, jak bardzo byliśmy w błędzie, stawiając taką teorię. Wyższy wzrost cen umacnia jednak złotego i tworzy presję na RPP.

Inflacja w Niemczech

Wczorajszy odczyt zmian cen za Odrą mocno zaskoczył analityków. Po tym, jak w maju i czerwcu mieliśmy wyniki po odpowiednio 2,5% i 2,3%, wielu z nich spodziewało się wyraźnego wzrostu. Niewielu jednak spodziewało się, że kolejny rezultat wyniesie 3,8%. Są to wprawdzie wstępne dane za lipiec. Mogą zatem jeszcze ulec zmianie, zanim za dwa tygodnie zostaną potwierdzone. Nie zmienia to faktu, że wzrost cen zaczyna wymykać się trochę spod kontroli. Problemem staje się też wspólna waluta. Wzrost stóp procentowych, biorąc pod uwagę kondycję gospodarczą południa kontynentu, jest niemal wykluczony. W rezultacie Niemcy będą musieli przetestować hipotezę o przejściowości inflacji.

Słabsze dane zza oceanu

Ostatni pakiet informacji mocno nie pomaga dolarowi. Po tym, jak wystąpienie szefa FED nie przyniosło dalszych powodów do umacniania się dolara, kolejny cios przyszedł ze strony danych makroekonomicznych. W tym wypadku okazało się, że PKB wcale nie rośnie tak szybko, jak sądzono, a wnioski o zasiłek dla bezrobotnych kolejny tydzień są wyższe niż miesiąc temu. W rezultacie panuje przekonanie na rynku, że raczej będziemy przybliżać kwestię podwyżek stóp procentowych, niż ją oddalać. Konsekwencją tego podejścia jest osłabienie dolara względem euro. Ma to też dobry wpływ na złotego. Kapitał płynący do Europy rozlał się również po naszym regionie i pozwolił umocnić się trochę również rodzimej walucie.

Inflacja w Polsce jednak 5%

Analitycy spodziewali się, że ceny przyspieszą w lipcu. Podobnie jednak. jak w przypadku Niemców, nie docenili oni skali wzrostów w Polsce. Wynik 5% to dokładnie dwukrotność celu inflacyjnego. Teoretycznie poziom ten powinien budzić wyraźną reakcję Rady Polityki Pieniężnej. To właśnie w nadziei na zmianę podejść inwestorzy kupują dzisiaj złotego. Od publikacji umocnił się on o około 1,5 grosza od rana i spadł poniżej 4,57 zł za jedno euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wydatki Amerykanów,

14:30 – Kanada – PKB,

15:45 – USA – Chicago PMI,

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

PKB w USA powrócił do poziomu sprzed pandemii

W tym tygodniu rynki walutowe zdominowały wyniki ze Stanów Zjednoczonych. Spośród nich najważniejsze było spotkanie FED i wyniki PKB. Według wstępnych szacunków produkt krajowy brutto w II kwartale wzrósł o 6,5% w ujęciu rocznym, przekraczając tym samym poziom sprzed wybuchu pandemii. To pokazuje, że ożywienie gospodarcze w USA jest znacznie szybsze niż w strefie euro, gdzie przyśpieszenia wzrostu PKB możemy się spodziewać dopiero w drugiej połowie roku. Jednocześnie wyraźnie widać, że gospodarka amerykańska wychodzi z kryzysu szybciej niż w 2008 r. W związku z obecną sytuacją amerykański FED rozważa zmniejszenie miesięcznych zakupów papierów wartościowych. Należy jednak zauważyć, że wspomniane ożywienie wynika również z ogromnego bodźca fiskalnego, który prowadzi do szybkiego wzrostu zadłużenia USA. Z ważnych danych ze strefy euro warto wspomnieć o wynikach inflacji w Niemczech, która wzrosła o 3,8% rok do roku, przewyższając oczekiwania rynku. Analizując ożywienie gospodarcze, sytuację na lokalnym rynku pracy i szybki wzrost inflacji można wnioskować, że Niemcy będą potrzebować innej polityki pieniężnej niż jest obecnie zalecana przez EBC.

W tym tygodniu kurs polskiej waluty znacząco się nie zmienił. Na koniec tygodnia para walutowa PLN/EUR oscylowała na poziomie 4,58. Natomiast eurodolar nieznacznie wzrósł i w piątek rano był notowany na poziomie 1,189 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Satis Group wchodzi w nowy etap rozwoju w nowej rzeczywistości

Satis Group S.A., notowana na GPW grupa technologiczna, zakończyła ostatni etap procesu restrukturyzacji, co pozwala jej w pełni skoncentrować się na rozwoju działalności w nowych, bardzo dobrze rokujących segmentach. Uprawomocniło się postanowienie o wykonaniu układu, zatwierdzonego z wierzycielami w marcu 2020 roku, które Spółka otrzymała od Sądu Rejonowego dla M. St. Warszawy 8 czerwca br.

Formalne zakończenie procesu pozwoli Spółce po okresie stagnacji w pełni skoncentrować się na rozwoju działalności w nowych segmentach z obszaru medtech: walce z niepłodnością oraz profilaktyce znamion skóry. Satis Group przygotowuje się również do wejścia w trzeci, niezapowiedziany jeszcze obszar tego rynku.

W oczekiwaniu na postanowienie sądu Spółka kontynuowała działalność  operacyjną, czego efektem było odnotowanie w 2020 roku w stosunku do lat ubiegłych znaczącego wzrostu przychodów ze sprzedaży, a także dobrych wyników finansowych. Jednostkowy zysk netto odnotowany w ubiegłym roku wyniósł prawie 900 tys. zł.

Postanowienie sądu o wykonaniu układu sprawiło, że proces restrukturyzacji Satis Group to już przeszłość. Mimo, iż minął ponad rok od zatwierdzenia układu przez wierzycieli to staraliśmy się wykorzystać ten czas w pełni efektywnie. Reorganizowaliśmy dotychczasową działalność oraz identyfikowaliśmy nowe, perspektywiczne branże. W efekcie przeprowadzonych wówczas analiz zdecydowaliśmy się na inwestycje w INVO BioScience oraz Myneviskin – komentuje Andrzej Wrona, Prezes Zarządu Satis Group S.A.

Spółka zakupiła akcje i od końca kwietnia prowadzi zaawansowane negocjacje z amerykańską firmą medyczną INVO BioScience Inc., notowaną na NASDAQ. Obie spółki podpisały list intencyjny i są coraz bliżej ustalenia warunków współpracy, w ramach której Satis Group będzie mogła otwierać placówki medyczne leczące między innymi niepłodność innowacyjną metodą autorstwa INVO BioScience Inc. Spółka jest autorem technologii INVOcell®, pierwszego systemu do inkubacji wewnątrzpochwowej (IVC) dopuszczonego przez FDA w Stanach Zjednoczonych.

Metoda INVOCell została zatwierdzona przez FDA, a z publikowanych badań wynika, że jest ona równie skuteczna jak pozostałe metody. To co jednak najważniejsze, może być ona stosowana również jako uzupełnienie pozostałych terapii takich jak IVF, zwiększając tym samym szansę na zapłodnienie. Z pewnością nie należy jej traktować jako zastępstwo IVF. Warto także zaznaczyć, że jest to metoda, która da możliwość wyleczenia niepłodności w grupach społecznych, które z przyczyn światopoglądowych nie korzystały z innych metod – informuje Marcin Hańczaruk, Wiceprezes Satis Group S.A.

Wprowadzenie do Polski oraz krajów regionu CEE innowacyjnej technologii INVOcell to jeden z dwóch filarów rozwoju spółki na rynku MedTech.

5 maja Spółka podpisała umowę inwestycyjną z firmami Myneviskin oraz Nevicosmetics, których założycielem jest znana influencerka Yulianna Yussef. W ramach umowy Spółka nabędzie 25 procent udziałów w medyczno-kosmetycznych biznesach. Nevicosmetics, która stworzyła linię kremów Nevicream ze specjalnym filtrem przeciwsłonecznym, jest już na przededniu wprowadzenia swojego produktu na rynek globalny.

Nasze kremy mają potencjał do osiągnięcia globalnego sukcesu. W ubiegłym miesiącu linia Nevicream otrzymała certyfikat FDA, dzięki czemu będziemy mogli wprowadzić kremy do sprzedaży w USA. Obecnie przygotowujemy się do wprowadzenia kremów do sprzedaży w skali globalne. Uruchomienie sprzedaży powinno nastąpić na przestrzeni najbliższych tygodni – komentuje Yulianna Yussef, współzałożycielka oraz pomysłodawczyni Nevicosmetics oraz Myneviskin.

Myneviskin natomiast realizuje projekt badawczo-rozwojowy, którego celem jest prowadzenie działań R&D nad opracowaniem funkcjonalnej aplikacji połączonej ze skanerem wraz ze zbiorem materiałów edukacyjnych i instruktażowych, która pozwoli na kontakt pacjenta z lekarzem, a także umożliwi wstępną diagnostykę różnych form i odmian złośliwych nowotworów, a także zmian skórnych na podstawie charakterystycznych cech znamion (w tym pigmentacji, kształtu, struktury itp.).

Prowadzone projekty z obszaru medtech bardzo dobrze rokują szybki rozwój po okresie stagnacji spółki. Do tych dwóch projektów w niedługim czasie Satis Group planuje dołączyć trzeci projekt, który jest w toku rozważania i analiz ekspertów. Szczegółowe informacje zostaną przekazane w przeciągu najbliższych tygodni.

Znamy ceny Lexusa NX drugiej generacji

Lexus NX pierwszej generacji wprowadzony na rynek w 2014 roku był pierwszym Lexusem w segmencie średniej wielkości SUV-ów. Jego drapieżna, emocjonalna stylistyka przemówiła nie tylko do nowej grupy nabywców, wiodących aktywne życie w mieście, ale także do osób, które chcą się wyróżnić wśród posiadaczy aut segmentu premium SUV.

Nowy Lexus NX

Lexus NX pierwszej generacji został zaprojektowany z myślą o zapewnieniu niezbyt często kojarzonego z modelami typu SUV poczucia zwinności oraz o przystosowaniu do miejskich warunków użytkowania. Agresywna stylistyka nie pozostawiała wątpliwości co do jego funkcjonalności i wysokich osiągów. Bogate wyposażenie odpowiadające za bezpieczeństwo czynne to między innymi pełnozakresowy panoramiczny system wizyjny (Panoramic View Monitor), pełnozakresowa adaptacyjna kontrola prędkości jazdy, ostrzeganie o zjeżdżaniu z pasa ruchu (LDA), monitorowanie martwego pola widoczności (BSM), ostrzeganie o ruchu poprzecznym z tyłu samochodu (RCTA), nowo wprowadzone reflektory doświetlające zakręty oraz wyświetlacz projekcyjny.

Debiutujący w marce Lexus panoramiczny system wizyjny wykorzystuje kamerę o największej rozdzielczości spośród oferowanych w samochodach tej marki. Model NX jako pierwszy w swoim segmencie wprowadził pełnozakresową adaptacyjną kontrolę prędkości jazdy, pozwalającą automatycznie podążać za poprzedzającym pojazdem i w razie potrzeby samoczynnie się zatrzymać.

Lexus NX drugiej generacji – wyposażony w napęd hybrydowy czwartej generacji, otwiera nowy rozdział w historii marki, wyznaczając nowe kierunki w projektowaniu nadwozia i wnętrza oraz wprowadzając nowe napędy, w tym pierwszy elektryczny napęd hybrydowy plug-in w gamie Lexusa. Nowy NX jest bardziej dynamiczny i zapewnia przyjemniejsze, bardziej bezpośrednie wrażenia z jazdy. Otrzymał także system multimediów i łączności nowej generacji oraz zaawansowane technologie poprawiające bezpieczeństwo, komfort jazdy i wygodę użytkowania auta.

Nowy NX zastępuje model, który odniósł w Europie ogromny sukces – od premiery w 2014 roku jego sprzedaż przekroczyła 170 000 aut. Większość egzemplarzy została kupiona przez nowych klientów Lexusa, stając się głównym czynnikiem rozwoju marki w regionie. W Polsce Lexus NX był i jest najlepiej sprzedającym się modelem marki. Od premiery sprzedano 11 322 aut, z tego 57% egzemplarzy z napędem hybrydowym.

Budując na tych osiągnięciach, Lexus całkowicie przeprojektował NX-a, aby dostosować nowy model do rosnących oczekiwań klientów – aż 95% części samochodu zostało zastąpionych nowymi komponentami. Zmiany są widoczne zarówno pod względem osiągów i właściwości jezdnych, jak i wydajności. Nowy model powstał w zgodzie z zasadą Lexusa „człowiek w centrum uwagi”.

Nowy Lexus NX zostanie zaprezentowany podczas specjalnych pokazów przedpremierowych na stacjach dealerskich w dniach 5–23 sierpnia. Klienci zainteresowani jego kupnem mogą już teraz zamawiać samochód i skorzystać ze specjalnej oferty dostępnej tylko u dealerów.

Cena startowa wersji hybrydowej (Lexus NX 350h FWD) – poniżej 199 900 PLN

  1. Już podstawowa wersja ma bardzo bogate wyposażenie: 18” felgi aluminiowe, 9,8” ekran z nawigacją chmurową, pełen pakiet bezpieczeństwa, światła LED i kamerę cofania. Biorąc pod uwagę, że model ten jest napędzany bardzo oszczędnym i dynamicznym układem hybrydowym o mocy 242 KM, można powiedzieć, że to rewelacyjna oferta.
  2. Dopłata do napędu na cztery koła E-FOUR wynosi 10 000 PLN.
  3. Najpopularniejsza wersja Prestige dostępna od 239 900 PLN ma bardzo bogate wyposażenie w standardzie, m.in. pakiet bezpieczeństwa LSS 3+, nawigację chmurową, asystenta głosowego, inteligentny kluczyk, elektryczną regulację przednich foteli z podparciem lędźwiowym, system ostrzegania o ruchu poprzecznym z tyłu auta, monitorowanie martwego pola, otwieranie klapy bagażnika ruchem nogi oraz asystenta bezpiecznego opuszczania samochodu.

Cena startowa wersji Plug-in (Lexus NX 450h+) – od 289 900 PLN

W standardowej wersji auto jest świetnie wyposażone i ma największą w klasie baterię – 18,1 kWh (średnia w segmencie to 12,3 kwh), dzięki której auto uzyskuje największy w segmencie zasięg w trybie EV – 63 km (średnia w segmencie to 40 km). NX 450h+ jest w pełni funkcjonalny – pojemność bagażnika, mimo dodania większej baterii, jest taka jak w wersji z pełnym napędem hybrydowym. Za kwotę 289 900 zł otrzymujemy bogato wyposażone auto z rewelacyjnym napędem plug-in o mocy ponad 300 KM.

Od każdej z powyższych cen należy odjąć Ekobonus 7,3%. Lexus przygotował także bardzo atrakcyjną i konkurencyjną ofertę wynajmu długoterminowego KINTO ONE. Szczegóły są dostępne u dealerów.

Pierwsze samochody trafią do klientów w grudniu tego roku, a dla tych klientów, którzy chcieliby kupić Lexusa NX pierwszej generacji, Lexus przygotował bardzo atrakcyjną ofertę wakacyjną. Ceny tego modelu zaczynają się od 154 900 PLN, a samochody (już w ograniczonej ilości) są dostępne od ręki.

Większa aktywność najemców w regionach w II kw. 2021 roku

Drugi kwartał przyniósł ożywienie po stronie najemców w miastach regionalnych. Między kwietniem a czerwcem 2021 roku podpisano umowy na niemal 166 000 m kw., co stanowiło ok. 70% wzrost względem ubiegłego kwartału. Warto jednak zauważyć, że, pomimo tak znaczącego wzrostu, ok. 46% wolumenu transakcji stanowiły renegocjacje. Zarejestrowano również wzrost nowej podaży względem ubiegłego kwartału – do użytku oddano 6 projektów oferujących łącznie ponad 80 000 m kw. Pomimo silnego popytu i za sprawą częściowo nieskomercjalizowanej nowej podaży, wskaźnik pustostanów wzrósł o 0,7 pp. kw./kw. i na koniec czerwca 2021 roku wyniósł 13,4%.

Całkowite zasoby biurowe na 8 największych rynkach regionalnych w Polsce z końcem połowy 2021 roku osiągnęły powierzchnię 5,9 mln m kw. Najwięcej projektów, bo aż 5, ukończono w Krakowie, którego wolumen nowoczesnej powierzchni biurowej powiększył się o 42 000 m kw. Na rynku trójmiejskim oddano do użytku 3 budynki biurowe o powierzchni 35 000 m kw. Na drugim pod względem wielkości rynku regionalnym – Wrocławiu ukończono jeden projekt o powierzchni 11 800 m kw., podobnie w Katowicach i Poznaniu zaledwie jeden projekt, ale w przypadku tego drugiego miasta wielkość obiektu była większa – 36 000 m kw.

„Większe niż w analogicznym okresie 2020 roku zainteresowanie najemców jeszcze nie pociąga za sobą decyzji deweloperów odnośnie rozpoczynania nowych projektów. Te decyzje podejmowane są w długofalowej perspektywie, a dynamicznie zmieniająca się sytuacja pandemiczna temu nie sprzyja. Obecnie na etapie budowy w miastach regionalnych znajduje się łącznie ponad 900 000 m kw. powierzchni biurowej, która będzie oddawana do użytku sukcesywnie do 2023 roku,” – komentuje Jadwiga Małek, Konsultant w dziale Badań Rynku Knight Frank.

Największe plany realizowane są w Krakowie, gdzie na koniec czerwca na etapie budowie znajdowało się około 250 000 m kw. powierzchni biurowej oraz w prężnie rozwijającej się w ostatnich latach w tym obszarze stolicy Górnego Śląska – 200 000 m kw. Kolejne miejsca zajmują Wrocław z projektami biurowymi w budowie o powierzchni 140 000 m kw., z których 40% planowo powinna trafić na rynek jeszcze w tym roku oraz Trójmiasto i Łódź – każde z rozpoczętymi realizacji o powierzchni około 100 000 m kw. Najmniej rozpoczętych realizacji jest obecnie w Poznaniu – 75 000 m kw., z czego dwa największe projekty: Nowy Rynek E i Andersia Silver mają zostać ukończone w 2023 roku

Pozytywnym sygnałem płynącym z rynku jest kwartalny wzrost aktywności najemców. W I połowie br. na 8 rynkach regionalnych podpisali oni umowy na 264 000 m kw. Najwięcej transakcji odnotowały rynki biurowe w Krakowie i Trójmieście, odpowiednio 74 000 m kw. i 72 000 m kw.

„Sytuacja na poszczególnych rynkach jest nieco inna. W przypadku Krakowa, który jest największym rynkiem regionalnym w Polsce od stycznie do czerwca 2021 roku podpisano umowy obejmujące największą powierzchnię, z czego popyt w II kwartale był o 78% wyższy niż w ubiegłym i o 10% niższy niż analogiczny okres w roku poprzednim, przy czym renegocjacje stanowiły aż 62% wolumenu transakcji. We Wrocławiu podpisano umowy na 24 400 m kw. z czego 50% popytu stanowiła jedna transakcja pre-let w budynku MidPoint71, a renegocjacje odpowiadały za 30% wolumenu transakcji. Nie słabnie zainteresowanie najemców trójmiejskim rynkiem biurowym, którzy wygenerowali wynik stanowiący 27% regionalnego wolumenu transakcji najmu. Wyższy o 10% popyt zanotował też Poznań, który w pierwszej połowie roku wyniósł 20 000 m kw. Siedmiokrotny wzrost wolumenu transakcji względem ubiegłego kwartału dotyczy Katowic, w których najemcy w samym II kwartale podpisali umowy na 35 000 m kw., co daje półroczny popyt na poziomie 39.000 m kw.” – dodaje Jadwiga Małek.

Pomimo większej aktywności najemców w porównaniu do poprzedniego kwartału, ale jednocześnie tylko częściowo skomercjalizowanej, oddanej do użytku nowej powierzchni biurowej, zanotowano wzrost współczynnika pustostanów, który uśredniając dla 8 miast regionalnych wyniósł 13,4%.  Miastem regionalnym o najniższym współczynniku pustostanów jest Szczecin – 7,8%, wynika z ograniczonej nowej podaży w tym mieście, przy popycie na poziomie 5 000 m kw. Dobrze radzą sobie Katowice, w których wskaźnik pustostanów na koniec czerwca 2021 roku wyniósł 9,2% i zanotował spadek o 0,1 pp. względem pierwszego kwartału. Taki sam wynik zanotowało Trójmiasto z niewielkim wzrostem na poziomie 0,1 pp. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Duży udział renegocjacji w popycie oraz nie w pełni skomercjalizowana nowa podaż wpłynęły na dalszy wzrost wskaźnika pustostanów w Krakowie do poziomu 15,5% (wzrost 0,5 pp. kw./kw. oraz 4,4 pp. r/r). Wrocławski rynek biurowy zanotował niewielki spadek –  0,1 pp. pustostanów kw./kw., który na koniec drugiego kwartału wyniósł 14,1%. Najwyższe wzrosty o 1,5 pp. kw./kw. i 5,1 pp. r/r zanotowała Łódź, która półrocze zamyka ze współczynnikiem pustostanów na poziomie 18,3%.

Działa już 30 punktów szczepień w centrach handlowych w całej Polsce

W czerwcu br. Polska Rada Centrów Handlowych zaapelowała do właścicieli i zarządców centrów handlowych o organizowanie punktów szczepień na terenie galerii oraz włączenie się w rządową akcję promocji szczepień #Ostatniaprosta, aby wspólnie działać na rzecz ograniczenia rozprzestrzenienia się pandemii COVID-19. Rada zachęcała do promowania akcji poprzez nośniki reklamowe dostępne w centrach, które dają możliwość informowania o ważnych społecznie tematach miliony odwiedzających je osób. Branża solidarnie odpowiedziała na apel PRCH.mapa-SM

  • Zgodnie z informacjami przekazywanymi przez właścicieli i zarządców centrów handlowych, w Polsce w lipcu działało 30 punktów szczepień w lokalach, w aptekach czy przychodniach mieszczących się na terenie galerii handlowych. Wszyscy chętni mogą już dziś zaszczepić się w Alfa Centrum w Grudziądzu, Atrium Mosty w Płocku, Atrium Plejada w Bytomiu, CH Borek we Wrocławiu, Galaxy w Szczecinie, Galerii Bronowice w Krakowie, Galerii Dominikańskiej we Wrocławiu, a także w CH Karolinka w Opolu, King Cross Marcelin w Poznaniu, centrum Kupiec w Szczecinie, w trzech łódzkich centrach: Retkinii, Tulipanie i w Manufakturze, CH NoVa Park w Gorzowie Wielkopolskim, a także w Pasażu Grunwaldzkim we Wrocławiu, w centrum Plaza w Toruniu, Platan w Zabrzu, Posejdon w Szczecinie, Silesia w Katowicach, Turawa Park w Opolu, Wzorcownia we Włocławku, Vivo! w Lublinie oraz CH Zielone Tarasy w Elblągu. W Warszawie punkty szczepień mieszczą się aż w 7 obiektach rozrzuconych po całym mieście: w Blue City, w Galerii Bemowo, w M1 w Markach, w Galerii Młociny, w Galerii Północnej, w Home Parku Targówek i Promenadzie.
  • W akcję promowania szczepień włączyło się już 100 obiektów, które zadeklarowały nieodpłatne udostępnienie swoich nośników reklamowych. Miesięczna odwiedzalność tych centrów wynosi niemal 27 mln osób.
  • Materiały promujące akcję pojawiły się w ponad 800 miejscach na terenie centrów handlowych, nie licząc oznaczeń punktów szczepień.

Centra handlowe są nie tylko miejscami spotkań, prowadzą również wiele przedsięwzięć istotnych dla lokalnych społeczności. Włączenie się do akcji promocji szczepień jest naturalną kontynuacją ich wcześniejszych działań. W kryzysowej sytuacji, centra nie pozostały obojętne na tak ważny dzisiaj temat, jak promowanie szczepień przeciw COVID-19. Należy podkreślić, że po otwarciu galerii w maju i odmrożeniu kolejnych branż, systematycznie rośnie liczba odwiedzających, więc akcje prowadzone w centrach są zauważane przez coraz więcej osób w całej Polsce. Mimo, że wszystkie minione lockdowny były olbrzymim obciążeniem dla całego sektora handlowego, a branża została dotknięta poważnymi stratami, szeroko zaangażowała się w działania wynikające z odpowiedzialności społecznej.

Aby ułatwić zarządcom centrów handlowych tworzenie nowych punktów szczepień, Polska Rada Centrów Handlowych współpracowała także z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwem Zdrowia, Narodowym Funduszem Zdrowia i Głównym Inspektoratem Sanitarnym. W wyniku tej współpracy powstały specjalne wytyczne dla centrów handlowych, opublikowane na stronach rządowych.

– Niezmiernie cieszy nas duża aktywność centrów oraz szeroka odpowiedź właścicieli i zarządców na nasz apel przyłączenia się do promocji szczepień, które są obecnie jedyną znaną i możliwą formą zapobiegania rozwojowi pandemii oraz kolejnym lockdownom. Gotowość udostępnienia swojej przestrzeni, organizowania punktów szczepień oraz przekazywania wiedzy poprzez nośniki reklamowe to wyraz odpowiedzialności społecznej wynajmujących. Pokazuje dojrzałość w rozumieniu roli centrów handlowych jako miejsc istotnych społecznie. Dzisiaj priorytetem dla branży jest silne włączenie się w te aktywności, aby polskie społeczeństwo jak najszybciej uzyskało odporność zbiorową. To szczepienia powinny być lekarstwem na pandemię, a nie niszczące gospodarkę lockdowny – powiedział Jan Dębski, prezes PRCH.

Wiele obiektów podejmuje dodatkowe działania, aby dostępność do szczepień była jak najłatwiejsza. Cele to: bezpieczeństwo, szybkość oraz wygoda. Dlatego centra dbają np. o eliminowanie kolejek, łatwe dotarcie do punktów czy dodatkową promocję w lokalnych mediach oraz własnych kanałach informacyjnych.

Zaangażowanie branży centrów handlowych przynosi już dziś widoczne efekty, a zainteresowanie szczepieniami w centrach handlowych często przerasta oczekiwania organizatorów. Przez trzy tygodnie lipca w szczecińskim centrum Galaxy zaszczepiło się 4439 osób, a we włocławskiej Wzorcowni w ciągu miesiąca – 1550, zaś w Galerii Bronowice w Krakowie przez 4 pierwsze dni do szczepienia przystąpiło 800 osób. Centra promują akcję także wykorzystując swoje relacje i dobrą współpracę z lokalnymi organizacjami czy mediami. W toruńskiej Plazie punktowi szczepień towarzyszy duża kampania widoczna w całym mieście, podczas której mieszkańcy zapraszani są do realizacji szczepień w trakcie zakupów. O akcji Plazy pisze także lokalna prasa i portale.

Z informacji pozyskiwanych od osób zarządzających obiektami handlowymi wynika również, że klienci szczepią się często przy okazji zakupów oraz np. po wizycie w biurze podróży znajdującym się w galerii. Dotyczy to zwłaszcza możliwości zaszczepienia się jednodawkową szczepionką Johnson&Johnson, którą można przyjąć w wybranych punktach bez uprzedniej rejestracji.

Polska Rada Centrów Handlowych uważa intensyfikację szczepień przeciw COVID-19 za kluczowe wyzwanie na najbliższe tygodnie, gdyż zgodnie ze znanymi opiniami ekspertów, jedyną formą zapobiegania rozprzestrzenianiu się pandemii, kolejnym falom zachorowań oraz, co za tym idzie, zamrażaniu gospodarki i ograniczaniu interakcji społecznych, jest osiągnięcie stanu zbiorowej odporności społeczeństwa. A to mogą zapewnić wyłącznie masowe szczepienia.

PRCH wspiera opinie, że konieczna jest mobilizacja, intensyfikacja i przyspieszenie akcji szczepień oraz jak najszersze ich promowanie. Dlatego w pełni popiera podejmowanie takich działań przez wszelkie instytucje i nieustannie apeluje do właścicieli i zarządców centrów handlowych, aby przyłączali się do akcji w miarę swoich możliwości. Szczepienie przeciw COVID-19 to wyraz współodpowiedzialności obywatelskiej, dlatego stowarzyszenie apeluje także do klientów, aby nie zwlekać z nim dla dobra swojego i bliskich.

Zmiany w Radzie Nadzorczej BioMaxima SA.

W trakcie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy zwołanego na 29 lipca 2021 r., na wakujące miejsce w Radzie Nadzorczej spółki BioMaxima SA został powołany Mirosław Panek. Wcześniej zajmował je przewodniczący RN Piotr Janowski, który w czerwcu został powołany do zarządu Spółki na funkcję dyrektora operacyjnego (Chief Operating Officer). BioMaxima SA jest wiodącym polskim producentem i eksporterem diagnostyki laboratoryjnej.

Pan Mirosław Panek posiada wieloletnie doświadczenie w sektorze finansowym. W latach 2019-2020 pełnił funkcję Prezesa Zarządu Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Do marca 2020 r. był Przewodniczącym Rady Nadzorczej założonych przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny banków: Pierwszego Banku BFG S.A., Drugiego Banku BFG S.A. i Banku Nowego BFG S.A. Z ramienia BFG był także Członkiem Komisji Nadzoru Finansowego w latach 2019-2020.

Obecnie pełni funkcję niezależnego członka Rady Nadzorczej KDPW_CCP S.A.

Poprzednio, Pan Mirosław Panek pracował w Międzynarodowym Funduszu Walutowym w Waszyngtonie, gdzie pełnił funkcję Dyrektora Wykonawczego, Członka Executive Board, reprezentującego Azerbejdżan, Kazachstan, Kirgizję, Polskę, Serbię, Szwajcarię, Tadżykistan i Turkmenistan.

W 2016 pełnił obowiązki Prezesa Zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego w Warszawie.

Wcześniej sprawował kierownicze funkcje m.in. w sektorze ubezpieczeniowym (w latach 2006-2007 był członkiem zarządu PZU SA), oraz w sektorze zarządzania aktywami, w latach 2002-2006 był Prezesem Zarządu ING Investment Management (Polska) S.A., oraz Prezesem Zarządu ING TFI S.A. W latach 1997-1998 był Członkiem Zarządu i Doradcą Inwestycyjnym w ABN AMRO Asset Management  (Polska) S.A.

Był także niezależnym członkiem rad nadzorczych licznych spółek publicznych, gdzie sprawował funkcję przewodniczącego, wiceprzewodniczącego rady, a także przewodniczącego komitetu audytu.

Pan Mirosław Panek jest absolwentem Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. W 1987 roku obronił pracę doktorską z astrofizyki w Centrum Astronomicznym im. Mikołaja Kopernika PAN, po czym odbył stypendium podoktorskie w Princeton University Astronomical Observatory (USA).

Jest posiadaczem licencji doradcy inwestycyjnego nr. 4, licencji maklera papierów wartościowych nr. 195, oraz posiada tytuł CFA (Chartered Financial Analyst).

– Dwie ostatnie nominacje w organach Spółki znacząco wzmacniają nasz potencjał i uzupełniają kluczowe kompetencje, wspierając realizację strategicznych celów spółki, zarówno na poziomie Zarządu, jak i Rady Nadzorczej – powiedział Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima.

W lipcu 2021 r. zarząd BioMaxima S.A. podała do wiadomości wstępne dane o wysokości sprzedaży, zrealizowanej przez BioMaxima S.A. jako jednostkę dominującą w pierwszym półroczu 2021 r. Przychody ze sprzedaży ogółem w I półroczu wyniosły 40.937 tys. zł. Dynamika wzrostu przychodów ze sprzedaży w I półroczu 2021 r. w stosunku do I półrocza 2020 r. wyniosła 179,20%. Wypracowane w I półroczu 2021 r. przychody ze sprzedaży stanowią 68,10% przychodów ze sprzedaży za cały 2020 r. Przychody ze sprzedaży w II kw. 2021 r. wyniosły 14.566 tys. zł wobec 16.087 tys. zł w II kw. 2020 r. (90,55%).

Medycyna, sektor ICT i branża spożywczo-przetwórcza. Tajlandia zainteresowana zachodniopomorskimi firmami

– Spotkania z ambasadorami, które organizuje Północna Izba Gospodarcza mają konkretny cel: zapoznanie się i rozmowę o konkretnych możliwościach współpracy biznesowej. To nie są tylko kurtuazyjne rozmowy, a realna możliwość nawiązywania współpracy między firmami z Polski i innych części świata. Wizyta Ambasadora Tajlandii była bogata w prezentacje planów tego niezwykłego kraju. Dowiedzieliśmy się między innymi jak bardzo potrzebują oni specjalistów z zakresu ICT. Była również mowa o wymianie doświadczeń szczególnie w zakresie nowych technologii czy medycyny – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Spotkanie z Ambasadorem Królestwa Tajlandii w Polsce JE Chettaphan Maksamphan w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie odbyło się w czwartkowe popołudnie. Było to kolejne na przestrzeni ostatnich miesięcy spotkanie z przedstawicielami ambasady krajów azjatyckich, które pod kątem gospodarczym bardzo podziwiają Polskę i wyrażają szeroką chęć współpracy. W spotkaniu wzięli udział przedsiębiorcy z branż zainteresowanych polsko-azjatycką wymianą handlową. Mowa m.in. o przedstawicielach branż budowlanych, medycznych, spożywczych czy przetwórczych. Ambasador Tajlandii wyraził również zainteresowanie rozmową na temat wymiany pracowników, z zaznaczeniem, że Tajlandia jest na drodze progresywnego rozwoju technologicznego i bardzo poszukuje np. specjalistów z zakresu informatyki i programowania.

– Nasi przedsiębiorcy rozmawiali o eksporcie oraz imporcie. Nasz gość żywo interesował się branżą spożywczo-przetwórczą oraz technologiami z zakresu rozwoju medycyny. Głównym tematem było jednak ICT, czyli sektor, który zarówno w Polsce jak i Tajlandii cierpi na kadrowe niedostatki. Rozmowa miała bardzo przyjacielski charakter, naznaczyliśmy wspólne przestrzenie w których współpraca będzie możliwa. Zostaną one opracowane i przedsiębiorcy z Pomorza Zachodniego przez Północną Izbę Gospodarczą będą mogli nawiązywać relacje z przedsiębiorcami z Tajlandii – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Izby.

– Azja jest zainteresowana współpracą z Polską. Jesteśmy dla niektórych krajów azjatyckich jeszcze nieodkrytym gospodarczo lądem, zaskakujemy naszą kreatywnością, naszymi pomysłami, ale i coraz większą innowacyjnością czy jakością usług. Doceniają naszych pracowników czy importowane z Polski towary. Myślę, że może to być jedna z najbardziej efektywnych wymian gospodarczych w najbliższych latach – mówi Hanna Mojsiuk.

Na jesień Północna Izba Gospodarcza planuje szereg spotkań z przedstawicielami innych krajów, którzy obecni będą w Szczecinie. – Jesteśmy gotowi do rozmowy. Nasi przedsiębiorcy po pandemii zdecydowanie otworzyli się na świat, myślą odważniej o międzynarodowej ekspansji. Izba będzie w tym pomagać, tak definiujemy naszą rolę – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

Fakt, że przedsiębiorca kupił pustą fakturę od jednego kontrahenta, nie oznacza, że nabywał je od innych. Organy muszą to udowodnić

Skarbówka oskarżyła firmę o oszustwo podatkowe, m.in. o zakup i wystawienie tzw. pustej faktury. Organy podatkowe odmówiły spółce prawa do odliczenia VAT i zastosowały sankcję w postaci obowiązku zapłaty wykazanego na tych pustych fakturach podatku. Przyczyną miały być powiązania, relacje łączące spółkę cywilną z przedsiębiorcami, którzy wystawili faktury. Sąd zgodził się z organami w zakresie ich ustaleń co do jednego z kontrahentów, że nie mógł on dokonać dostaw na rzecz skarżącej, stąd faktury były fikcyjne. Jednakże to, że spółka nabyła puste faktury od jednego z kontrahentów, nie oznacza automatycznie, że nabyła je też od innych.

Firma, która wystawiła pustą fakturę, musi zapłacić wykazany na niej VAT

Naczelnik urzędu skarbowego ustalił, że wystawione przez dwie firmy w okresie od listopada do grudnia 2015 r. faktury na rzecz spółki nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. To zaś stanowiło podstawę odmówienia spółce prawa do odliczenia VAT naliczonego na tych fakturach. Dodatkowo, ponieważ spółka sama wystawiła faktury VAT sprzedaży na towar, którego nie nabyła, a więc i nie mogła odsprzedać, organ zastosował sankcję w postaci zobowiązania spółki do zapłaty wykazanego na tych pustych fakturach podatku w oparciu o art. 108 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług. Przepis ten stanowi, że gdy podmiot wystawi fakturę, w której wykaże kwotę podatku, jest obowiązany do jego zapłaty.

Dostawca najpierw sprzedał spółce urządzenia, a potem nabył je ponownie drożej

Po wniesieniu odwołania do dyrektora izby administracji skarbowej i jego nieuwzględnieniu przez ten organ spółka wniosła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach. Sąd zgodził się z organami podatkowymi obu instancji, że spółka nie mogła odliczyć podatku naliczonego na fakturze wystawionej przez jednego z kontrahentów. Dokument nie potwierdzał bowiem dokonania rzeczywistej transakcji gospodarczej, bo spółka nie mogła i nie nabyła rzekomo sprzedanego przez niego towaru. A ponieważ sama go nie nabyła, to i nie mogła go odsprzedać, a więc i ona wystawiła fikcyjną fakturę na rzecz osoby trzeciej – nabywcy tegoż towaru. Sąd uznał za nieracjonalne działanie kontrahenta, który występuje w całej transakcji na początku i na końcu jej łańcucha, najpierw sprzedając towar mimo wizji wykorzystania go w przyszłości, a niedługo potem ten sam towar kupując za cenę wyższą, niż ta, za jaką sprzedał. Dlatego też sąd potwierdził ustalenia organów, że zarówno faktura VAT mająca dokumentować nabycie towaru przez spółkę, jak i faktura VAT, którą spółka udokumentowała odsprzedaż tego towaru, nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń gospodarczych.

Organ wbrew dowodom uznał obu kontrahentów spółki za oszustów

Ale zebrany w sprawie materiał dowodowy w żaden sposób nie uprawnia do sformułowania takich samych zarzutów wobec dokumentowania przez spółkę transakcji z drugim z zakwestionowanych przez organy pod względem wiarygodności kontrahentów. Argumentacja organu w tej kwestii nie znajduje żadnego poparcia w tym materiale. Wręcz przeciwnie – wskazuje na posługiwanie się przez organ ogólnikowymi stwierdzeniami, jak i na nieuprawnione dokonywanie łącznej oceny z wyżej dokonanymi ustaleniami co do pierwszego z kontrahentów, i formułowanie całościowych, wspólnych wniosków, podczas gdy odmienność dowodów i okoliczności dotyczących obu transakcji jest tak wyrazista.

Wyjaśnienia spółki spójne z zeznaniami świadków

Sąd zwrócił uwagę, że zarówno z wyjaśnień tego drugiego z kontrahentów, jak i pracownika dostawcy dostarczającego mu urządzenia wykazane na zanegowanych fakturach VAT wynika jednoznacznie, że kontrahent ten nabył te urządzenia, dysponował nimi, a następnie dostarczył je do skarżącej pod podany przez nią adres. Wyjaśnienia przedstawiciela spółki są spójne z powyższymi wyjaśnieniami świadków. Skontaktował się on telefonicznie z dostawcą towaru, a po otrzymaniu oferty przyjął ją i zamówił urządzenia. Następnie dostawca przesłał przedstawicielowi skarżącej fakturę zaliczkową, a później dostarczył maszyny na wskazany przez przedstawiciela adres, który na miejscu pokwitował ich odbiór i dokonał zapłaty.

Dostawca przedstawił wystawiony spółce dokument WZ na okoliczność wydania zamówionych urządzeń, zawierający ich szczegółowy opis i notatkę dotyczącą środka transportu. Co więcej, zostało ustalone, że maszyny zamontowano pod adresem jej dostawy. Okoliczność, że pracownicy spółki nie potrafili dokładnie podać, kiedy i jakie maszyny montowali ani jak nazywał się dostawca zakwestionowanych urządzeń, w żaden sposób nie może przesądzać o fikcyjności dostawy. Nie potwierdza tego również ustalenie, że zakupiona maszyna została doręczona i zamontowana nie pod adresem spółki, a w siedzibie firmy B, której skarżąca odsprzedała następnie to urządzenie. Jak wskazał sąd, organ podatkowy nie może oczekiwać, że przedsiębiorca powinien odebrać maszynę w innym miejscu, a następnie ponosić koszty dodatkowego transportu do miejsca montażu.

Nieuprawnione, niepoparte dowodami działania organów wobec przedsiębiorcy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach, uchylając zaskarżoną przez spółkę decyzję dyrektora izby administracji skarbowej, orzekł, że zebrane dowody nie potwierdzają ustaleń organu, aby faktury VAT wystawione spółce przez drugiego z kontrahentów nie odzwierciedlały rzeczywistego zdarzenia gospodarczego, przez co spółka nie może odliczyć wykazanego na nich VAT, a w konsekwencji również miałaby zostać zobligowana do poniesienia sankcji z art. 108 ust. 1 ustawy o VAT w postaci obowiązku zapłaty podatku wykazanego na fakturach odsprzedaży zakupionego od tego kontrahenta sprzętu.

Jak orzekł sąd: „Argumentacja organów podatkowych nie znajduje oparcia w znajdującym się w aktach materiale dowodowym. Mało tego, analiza uzasadnienia zaskarżonej decyzji w tym zakresie wskazuje na posługiwanie się przez organ ogólnikowymi stwierdzeniami, przy tym widoczne jest nieuprawnione dokonywanie łącznej oceny i formułowanie wspólnych wniosków, przy wyraźnej odmienności dowodów i okoliczności dotyczących transakcji” (I SA/Ke 96/21 – wyrok WSA w Kielcach z 8 kwietnia 2021 r.).
Podsumowanie

Na wskazane wyżej działania organów podatkowych wobec przedsiębiorców nie może być zgody. Pomyłki, niewłaściwe decyzje biznesowe stanowią element ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej. Każdy może popełnić błąd. Nie daje to jednak przyzwolenia, by urzędnicy bez udowodnienia, a jedynie w oparciu o wyrobioną sobie opinię na podstawie jednej transakcji firmy, każdą następną traktowali tak samo.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wall Street potrzebuje wyższych liczb

Gospodarka USA rozwija się w dobrym tempie. Oczekiwania rynkowe co do PKB w II kwartale były jednak zawieszone dużo wyżej. Brak pozytywnego zaskoczenia nie pozwoliło wyjść indeksom giełdowym w USA na historyczne szczyty. Co prawda wczorajsza sesja na Wall Street przebiegała w pozytywnych nastrojach, to jednak handel nocny na kontraktach pokazuje znaczne pogorszenie nastrojów. Negatywny sentyment w Azji z pewnością odbije się na innych rynkach.

W II kwartale amerykańska gospodarka odnotowała silny wzrost na poziomi 6,5 proc., choć wynik ten był niższy od konsensusu rynkowego (8,5 proc.). Również PKB za I kwartał uległ rewizji z 6,4 do 6,3 proc. Z jednej strony można mówić o bardzo dobrych danych, bo wzrost gospodarczy pierwszy raz przekroczył swój przed pandemiczny poziom z IV kwartału 2019 r. Do rajdu ryzyka potrzeba było jednak zdecydowanie wyższych cyfr.

Do wzrostu PKB przyczyniło się kilka czynników: spowolnienie dynamiki nowych przypadków zachorowań, przebiegający w dobrym tempie proces szczepień oraz otwieranie gospodarki i uwalnianie jej z wcześniej nałożonych ograniczeń. Swoją rolę odegrały wprowadzone środki stymulacyjne, m.in. program Paycheck Protection Program czy specjalne płatności w wysokości 1400 USD na osobę uprawnioną. To wszystko pobudziło konsumpcję prywatną, która urosła o 11,8 proc. Dlaczego zatem PB nie osiągnęło oczekiwanego poziomu 8,5 proc. Tu z pewnością zaważyły wspominane przez nas wąskie gardła na rynku, które spowalniały gospodarkę. Mowa tu m.in. o sektorze motoryzacyjnym, gdzie wystąpił problem z chipami komputerowymi. Część popytu musiała zostać zaspokojona poprzez import. Kolejnym obszarem, który znacznie spowolnił jest budownictwo mieszkaniowe. Do tej pory sektor ten był kołem zamachowym gospodarki. W II kwartale odnotowano spadek o 9,8 proc. Gwałtownie rosnące ceny mieszkań prawdopodobnie przyczyniły się do tego. Perspektywy dla gospodarki USA pozostają nadal bardzo dobre nawet jeśli wariant delta stanowi czynnik ryzyka. Bodźce płynące z polityki fiskalnej z miesiąca na miesiąc będą wygasały, jednak oszczędności, które zgromadzili Amerykanie powinny wspierać konsumpcję prywatną. Pamiętajmy, że z miesiąca na miesiąc przybywa kilkaset tysięcy miejsc pracy , a wąskie gardła z biegiem czasu ulegną redukcji.

Wall Street nie zareagowało również optymistycznie na fakt, że wczoraj Senat USA poparł program infrastrukturalny o wartości 1 bln USD. Do tej pory wysoki zakres bodźców fiskalnych był głównym powodem napędzającego się trendu reflacyjnego. Być może rynek zdyskontował już to w 100 proc.

Ciekawie wygląda sytuacja na złocie. FOMC dając pretekst do osłabienia dolara wzmocnił tym samym wycenę metalu szlachetnego. Aktualnie surowiec znajduje się w okolicy horyzontalnego oporu na 1832 USD/oz  a dziś o poranku cena rozpoczyna prawdopodobnie kolejną falę wzrostową. Spadki czerwcowe są już w dużej mierze odrobione, ale przestrzeń do wzrostów nadal istnieje. Kontynuacja ożywienia gospodarczego pozytywnie wpłynie w całym 2021 roku na popyt jubilerski. Prawdopodobnie również banki centralne będą kontynuowały zakupy królewskiego metalu co będzie podyktowane strategią zarządzania ryzykiem. Ciężko będzie jednak utrzymać popyt na fundusze ETF (replikujące surowiec), który widzieliśmy w ubiegłym roku. W tym sektorze widać zmianę tendencji (brak dużego odpływu kapitału), jednak dopiero ponowny znaczny powrót inwestorów na ten rynek może dać mocniejszy impuls wzrostowy dla notowań złota.

Złoty wczoraj  umocnił się do większości walut (EUR, USD, CHF). Dziś od rana  jednak nasza waluta osłabia się co może być tłumaczone gorszymi nastrojami na rynku akcji. EUR/PLN jest na poziomie 4,5783. Dziś poznamy dane inflacyjne z Polski. Oczekiwany jest wzrost CPI w relacji rok do roku do poziomu 4,7 proc. natomiast miesięczna tendencja wzrostowa zostanie prawdopodobnie utrzymana w okolicach 0,1 proc. Dane nie powinny mieć większego przełożenia na naszą walutę, ponieważ nie wpłyną w żaden sposób na retorykę RPP, która jest mocno „gołębia”.

Łukasz Zembik, Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers

Fiskus w I połowie br. zablokował niemal 230 mln zł z rachunków VAT. To ponad 3 razy więcej niż rok temu

W pierwszych sześciu miesiącach br. wpłynęło prawie 20% mniej wniosków o uwolnienie środków zgromadzonych na rachunku VAT w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Jednak z danych resortu finansów wynika, że zgodzono się uwolnić kwotę prawie 80% większą niż wcześniej. W analizowanych okresach wydano niemal po tyle samo odmów. Ale w tym roku zablokowano znacznie więcej środków. Ostatnio negatywne postanowienia dotyczą głównie wnioskodawców bez wiodącego PKD.

Jak informuje Ministerstwo Finansów, w pierwszej połowie 2021 roku wpłynęło blisko 12,4 tys. wniosków o uwolnienie środków zgromadzonych na rachunku VAT. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku było ich ponad 15,4 tys.

– Częściowo ww. spadek może być spowodowany tym, że podatnicy przyzwyczaili się do zmiany, która obowiązuje od listopada 2019 roku. Ona umożliwiła w większym zakresie opłacanie innych zobowiązań z rachunku VAT. Kiedy te regulacje weszły w życie, zapewne nie każdy od razu o tym wiedział. Kwestia świadomości i znajomości prawa mogła mieć istotne znaczenie – komentuje dr Jacek Matarewicz, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski, ekspert BCC.

Z danych resortu wynika też, że w pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku zgodę uzyskało blisko 12 tys. wnioskodawców. Natomiast rok wcześniej takich postanowień było ponad 12,6 tys. Ostatnio kwota uwolnionych w ten sposób środków wyniosła ponad 8,82 mld zł. Z kolei rok wcześniej było to przeszło 5,01 mld zł.

– Złożone przez podatników w 2020 roku wnioski były ściśle skorelowane z kryzysem ekonomicznym spowodowanym przez pandemię. Należy przyjąć, że przedsiębiorcy wciąż mają problemy z płynnością finansową. Nie są w stanie poprawić sytuacji w inny sposób niż poprzez sięgnięcie do środków, z których poprzednio korzystali bardzo rzadko – mówi Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars Aequi.

W pierwszej połowie 2021 roku odmowę otrzymało 446 wniosków na kwotę ponad 229,69 mln zł. Natomiast te statystyki za okres od stycznia do czerwca ub.r. wyniosły odpowiednio 445 i 67,46 mln zł. Jak zaznacza dr Matarewicz, zablokowane kwoty znacznie się różnią, a odmów było niemal tyle samo. Zdaniem eksperta, to może świadczyć o niekorzystnej sytuacji dla biznesu. Przedsiębiorcy chcą uzyskać środki na bieżące wydatki, które nie mogą być opłacane z tego rachunku. To m.in. pensje pracownicze czy kontraktowe zobowiązania.

– Przypadki, w których organy podatkowe mogą odmówić uwolnienia środków z rachunku VAT są bardzo ogólnie określone w przepisach prawa. To np. posiadanie przez przedsiębiorcę zaległości podatkowych. Może być to też ryzyko niewykonania istniejącego, ale niewymagalnego zobowiązania podatkowego, a także ryzyko wystąpienia zaległości podatkowej w przyszłości – podkreśla Aldona Międlar, prawnik z Kancelarii Ars Aequi.

Jak zaznacza doradca podatkowy Jerzy Martini, administracja skarbowa czasami działa nadrygorystycznie. Ale jeśli założymy, że odmowy uwolnienia środków z rachunków VAT były zasadne, może to wskazywać na wyraźny wzrost prób wyłudzenia. To może oznaczać, że system działa, skoro zatrzymania są na taką skalę. Ale nie jest wykluczone również to, że państwo stara się ograniczyć uwalnianie tego typu środków.

– Powodem odmowy może być m.in. obawa związana z regulowaniem zobowiązań w przyszłości determinowana wątpliwościami organu w kontekście uczciwości podatnika. I fiskus często zasłania się tą przesłanką, która praktycznie nie jest możliwa do zweryfikowania. A podatnicy powinni mieć dobrowolny i nieograniczony dostęp do własnych środków – dodaje Marek Niczyporuk.

Z informacji uzyskanych z resortu wynika, że w pierwszej połowie br. zgody na uwolnienie środków dotyczyły głównie handlu hurtowego i detalicznego, naprawy pojazdów samochodowych, włączając motocykle – 1 988  (rok wcześniej – 1 913). Dalej widzimy budownictwo – 1 897 (2 241), a także wnioskodawców bez wiodącego PKD – 1 209 (1 148).

– Są obszary gospodarki, w których stosunkowo częściej istnieje konieczność wyciągania środków z rachunku VAT-owskiego. Te branże będą nadreprezentatywne pod względem pozytywnych oraz negatywnych decyzji. Ale to niekoniecznie musi oznaczać, że tam jest więcej nadużyć – stwierdza Jerzy Martini.

Natomiast w pierwszej połowie br. odmowy uwolnienia środków zgromadzonych na rachunku VAT dotyczyły głównie wnioskodawców bez wiodącego PKD – 85 (rok wcześniej – 146). Kolejne pozycje w zestawieniu zajmują przedstawiciele budownictwa – 74 (203) oraz handlu hurtowego i detalicznego, naprawy pojazdów samochodowych, włączając w to motocykle – 74 (161).

– Podmioty bez wiodącego PKD są często uwikłane w jakiś proceder oszukańczy, np. karuzelowy. Podobnie jest w przypadku różnych dystrybutorów czy firm handlowych i z tego wynikają te odmowy. Z kolei budowlanka jest branżą wrażliwą, bo w niej rozwija się szara strefa. Można więc wnioskować, że to przyczynia się do negatywnego rozpatrywania wniosków – mówi dr Matarewicz.

Z kolei Jerzy Martini zaznacza, że są obszary, w których mechanizm podzielonej płatności jest obowiązkowy. To np. budownictwo. Firmy działające w tej branży mają więcej problemów z uwolnieniem środków, bo praktycznie wszyscy kontrahenci płacą w podzielonej płatności. W innych sektorach, gdzie nie ma ww. obowiązku, ten rozkład może być już całkiem inny.

Spadła liczba upadłości firm, wzrosła liczba restrukturyzacji

W pierwszej połowie 2021 r. sądy ogłosiły upadłość wobec 201 firm. 36 proc. z nich było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów już rok przed ogłoszeniem upadłości przez sąd, a w dniu bankructwa 58 proc. Znacznie większa liczba przedsiębiorstw została objęta postępowaniem restrukturyzacyjnym – aż 1064.

Pierwsza połowa br. przyniosła upadłość 201 firm (wg daty postanowienia sądu). To o 9 firm mniej niż w II połowie ubiegłego roku i aż o 85 mniej niż w I półroczu 2020 r. Rekordowa, względem lat ubiegłych, była natomiast liczba restrukturyzacji.

Jak pokazują dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, od stycznia 2021 r. w Monitorze Sądowym opublikowano 1064 informacji o postępowaniach restrukturyzacyjnych firm. Niemal 87 proc. z nich stanowiło uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu.

Choć pierwotnie wprowadzono je tylko na czas trwania epidemii, to prawdopodobnie zostanie z nami na stałe, o czym mogą świadczyć deklaracje Ministerstwa Sprawiedliwości. Jeśli tak się stanie, więcej firm będzie miało szansę uzdrowić swą sytuację finansową. Postępowanie restrukturyzacyjne chroni bowiem firmy przed bankructwem na skutek zawarcia układu z wierzycielami oraz pozwala na zachowanie majątku przedsiębiorstwa przy jednoczesnej redukcji zobowiązań. Sama restrukturyzacja nie jest więc krokiem do upadłości, ale krokiem do uzdrowienia firmy.

Statystyki utraconych szans

Co jednak w sytuacji, gdy nie ma szans na ratowanie działalności? Pozostaje upadłość. Za danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wynika, że pierwsze symptomy poważnych kłopotów finansowych firm można dostrzec już na rok przed ogłoszeniem bankructwa. Tak było w przypadku ponad 1/3 firm: 36 proc. było notowanych w KRD na 12 miesięcy przed upadłością. Statystyczny bankrut notowany w KRD miał zobowiązania wobec średnio 3 wierzycieli.

To cenna informacja dla wszystkich przedsiębiorców, którzy zawierają nowe kontrakty, aby przed podpisaniem umowy sprawdzić dokładnie sytuację finansową potencjalnego kontrahenta. Bo jeśli okaże się dłużnikiem, to może też być przyszłym bankrutem. Mało tego, nawet obecni kontrahenci mogą na skutek różnych okoliczności stracić nagle płynność finansową. Dlatego bezwzględnie zalecałbym regularne monitorowanie kondycji finansowej nawet tych firm, z którymi współpracujemy na co dzień – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Wg KRD, w dniu upadłości 58 proc. firm było wpisanych do rejestru. Ich wierzyciele stracili łącznie 23 mln zł.

Jeśli chodzi o firmy objęte postępowaniem restrukturyzacyjnym, również co druga notowana w Monitorze Sądowym (50 proc.) była w dniu publikacji dłużnikiem KRD. Z tą różnicą, że tych ostatnich zadłużonych firm było ponad cztery razy więcej, a wartość ich zobowiązań wynosi już nie 23 mln zł, a blisko 82 mln zł!

Zagrożone regiony

Najwięcej zadłużonych bankrutów w dniu upadłości prowadziło swą działalność w województwie mazowieckim, dalej – wielkopolskim i dolnośląskim. Ale pod względem wartości zobowiązań niechlubnym liderem jest tutaj województwo pomorskie (5,1 mln zł), następnie śląskie (3,9 mln zł) i mazowieckie (3,6 mln zł).

W przypadku firm w restrukturyzacji najwięcej dłużników odnotowano w woj. mazowieckim, wielkopolskim i śląskim. Pod względem sumy zadłużenia mamy identyczną kolejność: woj. mazowieckie (21,7 mln zł), wielkopolskie (10,7 mln zł) i śląskie ( 9,8 mln zł).

Województwo Łączne zadłużenie firm notowanych w KRD w dniu upadłości [zł] Łączne zadłużenie firm objętych postępowaniem restrukturyzacyjnym notowanych w KRD w dniu ogłoszenia w Monitorze Sądowym [zł]
POMORSKIE 5 175 113,37 3 472 551,43
ŚLĄSKIE 3 975 808,70 9 852 099,47
MAZOWIECKIE 3 674 305,25 21 765 092,55
LUBELSKIE 1 868 426,15 6 530 211,73
LUBUSKIE 1 702 154,72 1 090 483,13
KUJAWSKO-POMORSKIE 1 582 595,66 3 718 580,03
WARMIŃSKO-MAZURSKIE 1 170 048,84 2 633 172,87
ŁÓDZKIE 986 610,89 2 723 112,59
WIELKOPOLSKIE 864 936,24 10 787 723,10
MAŁOPOLSKIE 683 371,27 6 038 306,29
DOLNOŚLĄSKIE 586 877,60 4 939 236,32
PODKARPACKIE 487 552,98 1 023 373,30
PODLASKIE 171 645,55 2 230 630,39
OPOLSKIE 80 530,20 193 141,22
ZACHODNIOPOMORSKIE 68 312,44 3 421 698,16
SUMA 23 078 289,87 81 922 079,63

 

Restrukturyzacja lub upadłość to ostatni etap. Wtedy już niewiele da się zrobić. Dlatego kontrahenci powinni weryfikować wiarygodność płatniczą partnerów. Kiedy firma zalega z regulowaniem faktur, należy sprawdzić ją w KRD. To wiarygodne źródło wiedzy o sytuacji finansowej przedsiębiorstw.

Weryfikowanie kontrahenta w trakcie współpracy pozwala znacznie ograniczyć ryzyko biznesowe. Kiedy jednak klient przestaje płacić, nie można biernie czekać, aż złoży wniosek o upadłość. Trzeba szybko reagować, aby odzyskać pieniądze za sprzedany towar lub zrealizowane usługi. Przekazując sprawy do windykacji, przedsiębiorca wysyła sygnał, że poważnie traktuje zapłatę za swoją pracę. Negocjatorzy, którzy dobrze znają poszczególne branże gospodarki, potrafią tak poprowadzić rozmowy, że kontrahent będzie w stanie uregulować należność, a nawet kontynuować współpracę z dotychczasowym partnerem. Najważniejsza jest szybkość reakcji. Im prędzej faktury trafią do profesjonalistów, tym większa szansa na odzyskanie należności – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

JDG-i podchwyciły koło ratunkowe

Analizując cyklicznie upadłości firm, w każdym kolejnym badaniu porównujemy stosunek liczby jednoosobowych działalności gospodarczych do spółek. Tak jest i tym razem. JDG-i stanowią zaledwie 23 procent wszystkich bankrutów. W przypadku restrukturyzacji mamy odwrotną sytuację: JDG-i stanowią przytłaczającą większość. Z 538 firm notowanych w KRD zaledwie 206 stanowią spółki. Może to oznaczać, że pandemia odcisnęła piętno na finansach firm, ale JDG-i pochwyciły koło ratunkowe rzucone im przez regulatorów. Zamiast bankrutować, mogły się ratować, i tak też uczyniły – komentuje Adam Łącki.

Największymi wierzycielami firm, które ogłosiły upadłość i były notowane w KRD, są: instytucje finansowe (bank, leasing, faktoring) – 13,4 mln zł, dalej branża paliwowa – 770 tys. zł i przetwórstwo – 590 tys. zł.

W przypadku podmiotów w restrukturyzacji o swoje pieniądze w pierwszej kolejności również zabiegają banki, firmy leasingowe i faktoringowe – 40,8 mln zł, ale na kolejnych miejscach są wierzyciele z branży rolniczej i ogrodniczej – 5,6 mln zł oraz firmy z branży windykacyjnej 3,3 mln zł.

Transport w tarapatach

Najliczniejszą grupą dłużników notowanych w KRD, objętych postępowaniem restrukturyzacyjnym, są przewoźnicy, na drugim miejscu firmy z branży rolniczej, a następnie ex aequo firmy budowlane, gastronomiczne i architektoniczne. Pod względem łącznego zadłużenia pierwsza lokata należy do producentów mięsa (8,2 mln zł), druga do producentów konstrukcji metalowych (4,9 mln zł), a trzecia do firm transportowych (4,7 mln zł).

W gronie firm notowanych w KRD, wobec których sądy ogłosiły upadłość, najliczniejszą grupę stanowią przedsiębiorstwa budowlane, transportowe i handlowe. Przy czym te ostatnie ex aequo z hotelami. Pod względem wartości zadłużenia na pierwsze miejsce wybija się branża metalowa (5,1 mln zł), następnie sprzedaż detaliczna przez Internet (2 mln zł) oraz firmy transportowe (1,8 mln zł).

Polski eksport do Niemiec nie spada pomimo pandemii

Niemcy są dla Polski najważniejszym partnerem handlowym – zarówno w zakresie eksportu, jak i importu. Mniej więcej 28-29% polskiego eksportu jest kierowane za zachodnią granicę, a przeszło 20% polskiego importu pochodzi z Niemiec. Wynika to m.in. z tego, że jest to duża gospodarka, bardzo bliska geograficznie – a wielu inwestorów prowadzi interesy między Polską a Niemcami. Jest to także gospodarka, której częścią jest sporo polskich obywateli – a oni zwiększają handel polskimi towarami w Niemczech, chociażby wybierając towary pochodzenia polskiego w sklepach detalicznych. Polskim przedsiębiorcom jest stosunkowo łatwo poruszać się w niemieckiej gospodarce, ponieważ mentalność Niemców jest nam bliska i zrozumiała. Polacy są w stanie z nimi handlować oraz się dogadać. Wszystkie te czynniki powodują, że Niemcy są dla nas najważniejszym partnerem. Bardzo często analitycy skrupulatnie sprawdzają to, co się dzieje w niemieckiej gospodarce – aby na tej podstawie prognozować, co zadzieje się w gospodarce polskiej. Pokazywane są wykresy, na których zestawia się poziom polskiego i niemieckiego PKB, albo np. poziom niemieckiego PKB z polskim eksportem. Przez długie lata występowała bardzo duża zgodność, natomiast w ostatnim czasie widać pewnego rodzaju dysonans. Gospodarka niemiecka nie przechodzi kryzysu bez szwanku, ma dosyć poważne problemy, lecz nie wpływa to istotnie na poziom polsko-niemieckiej wymiany handlowej – a zwłaszcza nie wpływa to na polski eksport.

– Wystarczy przypomnieć to, co się działo w zeszłym roku: niemiecka gospodarka skurczyła się dosyć poważnie, grubo powyżej 5% i w tym czasie należałoby się spodziewać spadku polskiego eksportu co najmniej trzy razy bardziej dynamicznego – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Eksport powinien spaść o 15%, tymczasem w zeszłym roku polski eksport do Niemiec wzrósł o 4%. Może się wydawać, że to niedużo – jednak pamiętajmy, w jak trudnym i kryzysowym roku to nastąpiło. Podobnie jest w roku bieżącym: z danych z czterech pierwszych miesięcy wynika, że przy wciąż bardzo słabej kondycji gospodarki niemieckiej polska gospodarka notuje bardzo silne wzrosty eksportu. Polski eksport cały czas rośnie i wygląda dobrze. Należy zadać pytanie skąd to się bierze. Wydaje się, że następują pewne przesunięcia operacji, jakie realizują koncerny pomiędzy zakładami w Niemczech i w Polsce. Być może część operacji jest wykonywana w Polsce, ponadto widać efekt skracania łańcuchów dostaw przez duże niemieckie firmy. Polega to na tym, że więcej produktów jest zamawiane w Polsce, a mniej na Dalekim Wschodzie. To wszystko przyczynia się do tego, że polska sprzedaż i eksport na niemiecki rynek wygląda znacznie lepiej, niż można by było się spodziewać – tłumaczy Soroczyński.

Zbliża się czas żniw dostawców oprogramowania i urządzeń IT

Dostawcy oprogramowania dla biznesu i producenci sprzętu – to oni zarobią najwięcej w tym roku, zapowiada Gartner. Prognozy analityków wskazują na solidne odbicie w całej branży IT. Szacuje się, że wydatki na technologie informacyjne w 2021 roku przekroczą 4,2 biliona dolarów. To wzrost o 8,6% w stosunku do 2020.

Jeżeli po zimie następuje wiosna, to branża IT jedną porę roku przeskoczyła; po zimie mamy lato! Tak metaforycznie można opisać prognozy instytutu Gartnera. Analitycy tego renomowanego ośrodka badawczego zapowiadają, że w tym roku wydatki będą o 8,6% większe niż w 2020. – Biznes, bo to głównie przedsiębiorcy są odbiorcami technologii, przygotowuje się do płynnego przejścia do nowej normalności. Widać to chociażby po tym, że organizacje z różnych branż koncentrują swoje wysiłki np. na hybrydowym modelu pracy. – zauważa Grzegorz Kłopot, Menadżer ds. Kluczowych Klientów z BPSC. Z opublikowanych w lipcu szacunków dowiadujemy się, że tegoroczne wydatki zamkną się w kwocie ponad 4,2 bln dolarów.

2020: rok wart zapomnienia

W ubiegłym roku na pięć głównych segmentów rynku IT, które cyklicznie pod lupę bierze Gartner, dwa zanotowały ujemne tempo wzrostu. Były to odpowiednio segment urządzeń, a także usług komunikacyjnych. Pierwszy skurczył się o 1,5%, a drugi 1,4%. Dwa inne zanotowały wzrost, ale był on skromny w porównaniu do lat wcześniejszych. Wydatki w sektorze Data Center były na poziomie 2,5%, a Usług IT 1,7%. Tylko w obszarze oprogramowania dla biznesu sytuacja była zbliżona do tej sprzed pandemii. Segment “Oprogramowanie dla Przedsiębiorstw” urósł o 9,1% i to on tuszował nie najlepszą kondycję całego rynku.

Dlaczego sytuacja w obszarze systemów IT była inna niż w badanych obszarach? Grzegorz Kłopot wyjaśnia – Inwestycje w oprogramowanie mają inny charakter niż np. w urządzenia. Wdrażanie systemu zarządczego trwa kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt miesięcy, to raz. Dwa: decyzja o inwestycji w system nie jest podejmowana pod wpływem chwili, jest przemyślana i często jest związana z innymi planami inwestycyjnymi i biznesowymi. Dlatego oprogramowanie nie straciło. – mówi ekspert z BPSC i dodaje: – To, co dało się zauważyć, to fakt, że część firm wstrzymała się z podejmowaniem decyzji. Nie zrezygnowano z inwestycji w system, jak miało to miejsce np. w obszarze urządzeń, czy Data Center, ale odłożono je w czasie. – zauważa Grzegorz Kłopot ze śląskiej spółki IT.

Zielono mi!

Trwający rok będzie znacznie lepszy niż ubiegły, każdy z pięciu segmentów zyska, jednak w różnym stopniu. Jak wynika z raportu Gartnera, najniższe odbicie spodziewane jest na rynku usług telekomunikacyjnych. W 2020 dostawcy usług komunikacyjnych zarobią o 3,5% więcej niż w ubiegłym roku, ale wtedy rynek skurczył się o 1,5%. Dużo lepsze nastroje panować będą wśród dostawców rozwiązań data center i usług IT. Wydatki na centra danych będą o 7,4% wyższe niż w 2020, a segment usług IT wzmocni się o 9,8%.

Oprogramowanie dla firm i segment urządzeń, to dwa segmenty rynku IT, w których tempo rozwoju będzie najwyższe. Na zaawansowane systemy biznes przeznaczy o 13,3% więcej niż w ubiegłym roku. Jeszcze lepsze tempo zanotuje sektor urządzeń, który urośnie aż o 13,9%. Jednak tak spektakularne tempo potrwa nie dłużej niż 12 miesięcy. W 2022 roku rynek urośnie o zaledwie 0,8%. Inaczej będzie w przypadku sektora oprogramowania dla biznesu, w tym przypadku wydatki w 2022 nadal będą rosły w dwucyfrowym tempie (11,7%). – W ubiegłym roku z powodu lockdownów występowały przerwy w łańcuchu dostaw i niektórzy producenci nie mogli produkować tyle, ile potrzebował rynek. Problemy z komponentami były dość powszechne. W tym roku biznes będzie chciał nadrobić zaległości w obszarze inwestycji w sprzęt. – wyjaśnia Grzegorz Kłopot, ekspert tłumaczy też dobre rokowania dla rynku systemów:

– Teraz panuje przekonanie, że należy wprowadzać na szeroką skalę infrastrukturę elektroniczną, bo to daje przewagę. Przedsiębiorcy, którzy byli cyfrowo wycofani, przekonali się, że warto iść w kierunku inwestycji w technologie. Natomiast firmy, które zdigitalizowały się jakiś czas temu, będą podnosić poziom zaawansowania technologicznego. To właśnie z tych powodów najbliższe lata będą dobre dla dostawców systemów IT, bo cyfryzacja zaczyna się od oprogramowania. – wyjaśnia menadżer z BPSC.

Gartner podał też wstępne prognozy na 2022. Kolejny rok nie będzie równie dobry, jak bieżący, ale zdaniem antyków rynek i tak urośnie o przynajmniej 5,4%.

Wyniki Grupy P4 (Play) za I półrocze 2021

Grupa P4 (Play) wspólnie z Grupą iliad ujawnia wstępne wyniki za I półrocze 2021 r. (przed audytem). Play odnotował solidny wzrost w II kwartale, powiększając bazę klientów mobilnych o 145 000 i łącznie o 200 000 klientów konwergentnych. Wyniki finansowe Play są jeszcze lepsze: wzrost przychodów z usług mobilnych o +8%, a skorygowana EBITDAaL wzrosła rok do roku o +47%.

Realizując długoterminową wizję rozwoju, Grupa iliad ogłosiła dziś zamiar wykupienia akcjonariuszy mniejszościowych i wycofania akcji iliad z obrotu giełdowego. Po wezwaniu publicznym, w razie potrzeby, zostanie wprowadzony mechanizm przymusowego wykupu akcji. To przedsięwzięcie pozwoli Grupie iliad zabezpieczyć strategiczną niezależność i zapewni możliwość realizacji planów rozwojowych iliad i Play. Umożliwi również autonomię decyzyjną w perspektywie długoterminowych inwestycji i ambicji rozwojowych w Polsce.

Realizując naszą ambicję ogólnopolskiego operatora oferującego usługi konwergentne, Grupa iliad rozpoczęła w pierwszym półroczu 2021 prace nad różnorodnymi projektami rozwoju działalności w obszarze usług stacjonarnych, zarówno organiczne – w zakresie utworzenia spółki w celu budowy infrastruktury światłowodowej – jak i nieorganiczne, poprzez akwizycję operatora infrastruktury stacjonarnej. W nawiązaniu do powyższego, Grupa iliad poinformowała dziś, że złożyła Liberty Global wstępną ofertę nabycia 100% kapitału zakładowego UPC Polska. Rozmowy są obecnie w toku, a Grupa iliad nie może obecnie zagwarantować ich pomyślnego wyniku. Grupa iliad poinformuje rynek o wyniku rozmów w odpowiednim czasie.

Mennica Skarbowa chce zwiększyć zapasy złota

Mennica Skarbowa podpisała z BNP Paribas Bank Polska SA aneks do umowy, na mocy którego zwiększyła roczną linię kredytową z 10 milionów złotych do 20 milionów złotych. Całość nowych środków finansowych spółka przeznaczy na zwiększenie zapasów złota inwestycyjnego oferowanego swoim klientom – ten ruch to odpowiedź na niesłabnący popyt na kruszec obserwowany na polskim rynku. Zarząd Mennicy Skarbowej podkreśla, że zwiększenie zaangażowania banku to oznaka zaufania jakim darzy spółkę Bank i jej dobrego ratingu finansowego. Jednocześnie Zarząd dodaje, że nie wyklucza dalszego zwiększania linii kredytowej, jeszcze w tym roku, co uzależnione będzie oczywiście od panującej sytuacji rynkowej.

W całym 2020 roku Mennica Skarbowa sprzedała 2,1 tony złota w porównaniu do 1,1 tony z roku 2019. W pierwszym kwartale 2021 roku spółka sprzedała ponad 840 kg tego kruszca w porównaniu do 530 kg w analogicznym okresie roku ubiegłego, co stanowi wzrost na poziomie 59%. Sprzedaż rosła także na świecie, według danych Światowej Rady Złota pierwszy kwartał 2021 roku był kolejnym gorącym okresem dla złota – jego sprzedaż detaliczna wzrosła o 36 procent rok do roku, z 250,5 do 339,5 tony. Największy rynek na świecie, Chiny, zanotował aż 133 procentowy wzrost. W USA z kolei sprzedano 77 procent więcej złotego kruszcu niż w tym samym okresie w roku ubiegłym, a na Starym Kontynencie sprzedaż wyniosła 65 ton, co oznacza wynik znacznie powyżej średniej z ostatnich 5 lat

„Popularność złota jako celu inwestycyjnego w Polsce rośnie, podobnie jak na świecie. Szacuję, że w ubiegłym roku w naszym kraju sprzedano 8 ton tego kruszcu, oczywiście nie licząc zakupów Narodowego Banku Polskiego. Jestem przekonany, że w tym roku pobijemy ten rekord, bo obserwujemy wzrost popytu na złoto. Należy podkreślić, że tę inwestycję trzeba oceniać pod kątem rentowności w perspektywie długoterminowej podobnie jak nieruchomości. W ostatniej dekadzie złoto dawało średniorocznym zysk na poziomie ponad 20%. Obserwując duży popyt w tym roku na złoto zdecydowaliśmy się na zwiększenie linii kredytowej, żeby wyraźnie zwiększyć także zapasy złota dla naszych klientów. Oczywiście większość zakupów realizujemy ze środków własnych, ale nowy kredyt pozwoli nam na zakup jeszcze większej ilości złota. Warto podkreślić, że spółka cieszy się dobrym ratingiem finansowym, o czym świadczy chociażby zwiększenie linii kredytowej. Zaufanie Banku jest dla nas istotne, nie wykluczone bowiem, że jeszcze w tym roku starać się będziemy po raz kolejny o zwiększenie kredytu, choć naturalnie będzie to uzależnione od sytuacji panującej na rynku” komentuje Jarosław Żołędowski, Prezes Mennicy Skarbowej.

W oddziałach Mennicy Skarbowej oraz online Polacy najchętniej kupują sztabki złota o wadze 100g i 1 uncji, a także uncjowe monety bulionowe.

7Levels: inbento już dziś dostępne na platformach Xbox One oraz Xbox Series X|S

Dziś swoją premierę na platformach Xbox One oraz Xbox Series X|S ma inbento – gra logiczna wydana przez krakowskie studio 7Levels. Jej cena w Microsoft Store wyniesie 4,99 EUR/USD. Tytuł dotychczas był dostępny na platformach mobilnych oraz na Nintendo Switch.
7Levels, wydawca oraz developer gier na konsole oraz komputery odpowiada za działania związane z portowaniem, wydaniem, dystrybucją oraz promocją tytułu na platformach Xbox One, Xbox Series X|S, a także Nintendo Switch.

– W inbento gracze docenili możliwość zrelaksowania się i wyciszenia umysłu. To subtelnie podnosząca poprzeczkę gra, oferująca ponad 120 poziomów z unikalną mechaniką dopasowywania do wzoru. Wiemy, że użytkownicy Xbox’a również docenią jej minimalizm i niepowtarzalny klimat z domieszką sympatycznych kocich bohaterów oraz japońskiej kultury kulinarnej – komentuje Krzysztof Król, wiceprezes 7Levels.

inbento to opowieści o kotach i rodzicielstwie. Gracze uczestniczą w fabule poprzez rozwiązywanie łamigłówek opartych o przepisy kulinarne w stylu bento. Grafika utrzymana jest w uroczej japońskiej stylistyce z oryginalną i nastrojową ścieżką dźwiękową. Zadaniem graczy jest odpowiednie ułożenie przysmaków w pudełku na lunch, ściśle trzymając się przepisów pokazywanych na ekranie.

Polski Ład to historyczna obniżka czy podwyżka podatków?

Prezentując projekt Polskiego Ładu minister finansów Tadeusz Kościński powiedział, że ten program to historyczna obniżka podatków. Według wyliczeń Lewiatana jest dokładnie odwrotnie – Polski Ład to historyczna podwyżka podatków! Zgodnie z wyliczeniami Lewiatana stracą niemal wszyscy, np. w przypadku karty podatkowej zmiana obciążeń może sięgnąć nawet 97%, a przy podatku liniowym jest to wzrost o ponad 40%.

Polski Ład jest prezentowany przez rząd jako projekt, który dzięki podwyższeniu kwoty wolnej od podatku oraz progu skali podatkowej sprawi, że daniny płacone państwu staną się niższe. Nic bardziej mylnego. Eksperci Lewiatan przeanalizowali propozycje rządu, w niektórych przypadkach obciążenia na rzecz państwa wzrosną o nawet 97% procent. Kolejny problem to dodatkowe komplikowanie i tak niejasnego systemu podatkowego – mówi Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Poniżej prezentujemy precyzyjne wyliczenia dla różnych form opodatkowania (karta podatkowa, podatek liniowy, ryczałt, umowa o pracę, skala podatkowa).
Polski Ład a podatki

Polski Ład 5

Polski Ład 4

Polski Ład 3

Polski Ład 2

Ośmiu na dziesięciu Polaków przejmuje się zmianami klimatu

Aż 81 proc. Polaków deklaruje, że zmiany klimatyczne są dla nich powodem do obaw. Wyniki badania przeprowadzonego przez ekspertów firmy doradczej Deloitte „Climate Sentiment Index” pokazują też, że sześciu na dziesięciu badanych odczuwa poważny niepokój związany ze stanem środowiska naturalnego. Zdecydowanie najwięcej jest w tej grupie kobiet. Badanie Deloitte zostało przeprowadzone tuż przed Dniem Długu Ekologicznego. Wyznacza on moment, kiedy ludzie wykorzystali zasoby, które przypadają na cały rok produkcji dóbr i usług, przekraczając tym samym zdolność Ziemi do ich odnawiania. Od 29 lipca żyjemy więc na ekologiczny kredyt.

Tegoroczny Dzień Długu Ekologicznego przypada prawie miesiąc wcześniej niż rok temu. Oznacza to, że tempo, w jakim zużywamy naturalne zasoby mocno przyspieszyło.

Wyniki naszego najnowszego badania pokazują, że transformacja klimatyczna firm jest koniecznością nie tylko dlatego, że wymuszają ją zmiany regulacyjne. 81 proc. Polaków, którzy przyznają, że przejmują się zmianami klimatu to przecież potencjalni pracownicy i klienci, i to ich potrzeby powinny być na pierwszym miejscu w biznesie. Prawie dwie trzecie z nas deklaruje, że w ciągu ostatniego miesiąca czuło niepokój z powodu zmian klimatycznych. To alarmujący wynik, który powinien skłonić firmy do działania

– mówi Irena Pichola, partnerka, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, a jednocześnie globalna liderka ds. klimatu i zrównoważonego rozwoju sektora publicznego, Deloitte. Ekspertka zauważa, że najbardziej zaniepokojone grupy to kobiety, osoby w wieku 50+, aktywne zawodowo i posiadające dzieci. Co istotne ponad trzy razy częściej niepokój o środowisko deklarują ankietowani, którzy widzą negatywne skutki zmian klimatycznych w swoim otoczeniu. Może to oznaczać, że w miarę jak zmiany klimatyczne będą stawały się bardziej widoczne, liczba zaniepokojonych osób będzie rosła.

Silny niepokój o klimat częściej odczuwają osoby posiadające dzieci. Wśród rodziców, osób zaniepokojonych o stan klimatu jest więcej niż średnio w badaniu. Pokazuje to większą troskę o jakość życia przyszłych pokoleń niż własną. Prawie trzy czwarte respondentów twierdzi też, że to właśnie ich dzieci i wnuki skorzystają na ograniczeniu zmian klimatycznych, a tylko 7 proc., że oni sami.

Czas na działanie

55 proc. ankietowanych przez Deloitte Polaków uważa, że w zakresie walki o lepszy klimat podejmowanych jest aktualnie za mało działań. 43 proc. oczekuje natychmiastowych i zdecydowanych działań, nawet jeśli wiążą się one z koniecznością wysokich nakładów. 46 proc. oczekuje mniej nagłych ruchów i woli dać czas naukowcom na znalezienie najbardziej efektywnych rozwiązań. Tylko 7 proc. Polaków uważa, że świat robi wystarczająco dużo w tym zakresie. Marginalny jest natomiast odsetek respondentów (4 proc.), którzy nie chcą żadnych zmian.

Najbardziej zdecydowanych działań oczekują osoby, które widzą negatywne efekty zmian klimatycznych w swoim otoczeniu oraz te, które niepokoiły się o klimat w ciągu ostatniego miesiąca. Obie grupy zaniepokojonych niemal dwukrotnie częściej niż pozostali badani wskazują potrzebę podejmowania stanowczych działań na rzecz ochrony klimatu. – mówi Irena Pichola. Także w tym wypadku zauważalny wpływ na odpowiedzi badanych miała ich płeć – o ile bardziej zdecydowanych działań kobiety i mężczyźni oczekują niemal tak samo często, to kobiety częściej wskazują na konieczność działań statecznych i opartych o lepsze poznanie zjawiska, zaś mężczyźni częściej wskazują na konieczność stanowczych działań.

Zacząć zmiany od siebie

W gospodarstwach domowych, z których płyną deklaracje troski o klimat, jest też gotowość do podejmowania wysiłku w tym zakresie. Do najczęstszych działań należy segregowanie odpadów, co robi ponad dwie trzecie badanych i ograniczenie marnowania żywności – 62 proc. Na trzecim miejscu jest ograniczenie zużycia wody – 61 proc.

Ponad trzy czwarte ankietowanych zapewnia też, że jest skłonne płacić więcej za towary przyjazne dla środowiska. Większość z nich jest gotowa zapłacić za to nieznacznie więcej (do 10 proc. ponad normalną cenę), 14 proc. ankietowanych jest skłonnych płacić istotnie więcej (do 20 proc.), natomiast 4 proc. deklaruje, że zapłaci nawet ponad 20 proc..

Gotowość płacenia wyższych cen istotnie częściej niż pozostali badani wyrażają osoby obawiające się o klimat. Co ciekawe, znaczenie ma tu także wiek. Osoby poniżej 35 roku życia częściej deklarują gotowość płacenia wyższej ceny za przyjazne środowisku towary.

Ponad jedna trzecia ankietowanych zapewnia, że jest skłonna płacić wyższe podatki, by inwestować w ochronę klimatu. Przeciętnie badani wyrażali gotowość do płacenia ok. 50 zł miesięcznie. Gotowość do płacenia ponownie wiązała się z obawami o klimat i wiekiem ankietowanych. Osoby obawiające się o klimat są skłonne płacić średnio o 22 zł więcej niż te bez takich obaw, a osoby poniżej 35 roku życia są skłonne średnio zapłacić o 29 zł więcej niż osoby starsze.

Odpowiedzialny biznes

Dla ankietowanych znaczenie ma także podejście pracodawcy do kwestii klimatycznych. Ponad jedna czwarta respondentów jest skłonna zaakceptować niższą pensję, jeśli pracodawca jest przyjazny dla środowiska. Najwięcej, bo ponad połowę tej grupy stanowią osoby, które obawiają się o stan środowiska. Przeważnie zgodziłyby się na pensję niższą do 5 proc.

To, jak ważne jest stanowisko pracodawcy w kwestii dbania o środowisko, pokazuje znaczna, bo wynosząca 27 proc., liczba badanych, którzy zapewniają, że rozważą zmianę pracy, jeśli firma, w której pracują nie wprowadzi zrównoważonych praktyk biznesowych. 37 proc. zapytanych szczyci się natomiast pracą w organizacji, która aktywnie działa w celu redukcji emisji zanieczyszczeń, podróży czy używania plastiku.

Dla nowoczesnych firm prowadzenie biznesu, to nie tylko zarabianie pieniędzy, ale również odpowiedzialność za ludzi, jakość ich życia, a tym samym za środowisko. Deloitte nie tylko edukuje rynek i pomaga firmom w transformacji klimatycznej, ale też zgodnie z naszą globalną strategią we własnym zakresie podejmujemy działania proklimatyczne. Zmieniamy procesy, by zredukować własną emisyjność i zmobilizować pracowników do działań wspierających ochronę klimatu. Mamy taką możliwość również dzięki Fundacji Deloitte Polska, która skupia się na trzech obszarach – edukacji, dobroczynności i właśnie klimacie. Naszym celem jest zachęcenie pracowników i klientów do wychodzenia z inicjatywami, które ułatwią przejście na gospodarkę niskoemisyjną i realizację założeń Porozumienia Paryskiego. – mówi Tomasz Konik, partner zarządzający Deloitte w Polsce.

Ryczałt według Polskiego Ładu – obniżki stawek podatku dla wybranych, wzrost kosztów dla wszystkich

W ostatnim czasie rząd mocno promował opodatkowanie ryczałtem ewidencjonowanym.  Zapowiadane obniżki stawek podatku nie będą jednak dotyczyły wszystkich, którzy rozliczają się według tej formy. Dodatkowo Ministerstwo Finansów planuje podniesienie dla nich kosztów związanych ze składką zdrowotną. W efekcie zmian wszyscy ryczałtowcy będą płacić na rzecz państwa więcej niż obecnie.

Jak zmienią się koszty dla ryczałtowców?

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nowe stawki ryczałtu nie będą obowiązywały wszystkich. Obniżka z 17% na 14% przewidziana jest dla branży budowlanej, zawodów medycznych oraz zawodów technicznych. Natomiast dla branży IT stawka 15% zmieni się na 12%.

Dla pozostałych branż nie będzie zmian. – Tak naprawdę mówimy więc o wprowadzeniu dwóch nowych stawek, a nie obniżce ryczałtu w ogóle – wskazuje Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt. Jak podkreśla ekspert, należy też pamiętać, że korzystając z ryczałtu nie można generować ani rozliczać kosztów prowadzenia działalności gospodarczej.

Dodatkowo składka zdrowotna dla wszystkich przedsiębiorców rozliczających się według ryczałtu będzie wynosiła jedną trzecią stawki opłacanego podatku dochodowego. Nie będzie jej też można odliczyć od kwoty podatku do zapłaty. –  Obniżka stawek ryczałtu ma charakter jedynie pozorny – komentuje Piotr Juszczyk. Ryczałtowcy po wprowadzeniu Polskiego Ładu zapłacą więcej niż obecnie.

Przykładowo lekarz rozliczający się na ryczałcie będzie miał obniżoną stawkę podatku z 17% na 14%. Jest to co prawda o 3 punkty procentowe samego podatku mniej, ale jednocześnie należy doliczyć 4,7% składki zdrowotnej. Realne obciążenie będzie więc wynosiło 18,7% zamiast dotychczasowych 17%. Na pewno nie będzie to więc wyłącznie obniżka do 14%, jak przedstawia to rząd.

Od 1 stycznia 2022 r. będzie istniało dziesięć stawek ryczałtuRyczałt wg Polskiego Ładu

Czy regulacje pomogą cenom kryptowalut?

Binance, największa na świecie giełda kryptowalut, ogranicza dzienne limity wypłat. Po zapowiedzi wprowadzenia nowych regulacji, przez zaledwie trzy dni z giełdy wycofano 80 tys. bitcoinów o wartości ok. 3 mld dolarów.

– W finansowym świecie kryptowaluty kojarzą się przede wszystkim z pewną swobodą i anonimowością transakcji. Pierwotnie zakładano, że jakiekolwiek próby uregulowania tego rynku naruszą fundamentalne przesłanki jego stworzenia, doprowadzą też do spadku zainteresowania oraz w ogóle podważą potrzeby uczestnictwa w obrocie kryptowalutami – zauważa Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd., spółki świadczącej usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Bez regulacji, bez przyszłości?

Stało się jednak inaczej. Wprawdzie wiele państw i instytucji nie uznaje kryptowalut i przestrzega przed nimi swoich obywateli czy też klientów, ale istnieją też przykłady działań w odwrotnym kierunku. Wystarczy wspomnieć, że koncern Tesla przyjmował zapłaty za produkowane przez siebie pojazdy w bitcoinach. Znany z turystyki stan Queensland w Australii w wielu punktach honoruje płatności kryptowalutami. Ostatnio głośno zrobiło się też o planach firmy Amazon, która ma szykować się do kryptowalutowej ofensywy i na początku wdrożyć płatności w bitcoinach, a następnie w ethereum i cardano, by finalnie stworzyć własny token.

– Takie i podobne działania wymagają regulacji. Jeśli rynek kryptowalut ma funkcjonować obok giełd papierów wartościowych, brokerów i pośredników w zakupie instrumentów finansowych, musi podlegać podobnym zasadom – komentuje analityk Conotoxia Ltd.

Ograniczenie limitu wypłat i wielka ucieczka kapitału

Istotny krok w kierunku regulacji wykonała właśnie zarejestrowana na Kajmanach giełda Binance. Zdaniem swojego CEO ma ona generować ok. 0,8-1 mld USD zysku rocznie. Giełda zapowiedziała, że dzienne limity wypłat zostaną dostosowane do 0,06 bitcoina dla kont, które przeszły tylko podstawową weryfikację. Ta zmiana dotyczy nowych rachunków, a dla już istniejących będzie wprowadzana w etapach od 4 do 23 sierpnia br. Wcześniej dzienny limit wypłat dla użytkowników bez weryfikacji konta wynosił 2 bitcoiny dziennie.

Zapowiedź wprowadzenia zmian pociągnęła za sobą wielki odpływ kapitału z giełd kryptowalut. Tylko w ostatnich trzech dniach z Binance wycofano 80 tys. bitcoinów o wartości ok. 3 mld dolarów, jak wynika z danych serwisu CryptoQuant.

– Można przypuszczać, że są to środki, które nie chcą podlegać procesowi KYC (pełnej weryfikacji klienta), a skala odpływów kryptowalutowych z giełd może się jeszcze zwiększyć przed 4 sierpnia – szacuje Daniel Kostecki.

Cenowy paradoks regulacji

Największa giełda kryptowalut wykonała krok, aby zwiększyć zgodność swoich przepisów ze stosowanymi w różnych miejscach świata. Wydaje się też, że zamierza współpracować z organami regulacyjnymi w miarę wprowadzania kolejnych ram prawnych. Taki ruch może paradoksalnie wpłynąć na podwyżki cen kryptowalut.

– Postępujący proces zacieśniania regulacji weryfikacyjnych i podatkowych powoduje, że kryptowaluty, których pochodzenie nie jest jasne, mogą zniknąć z giełd, a wraz z tym nawis podażowy się zmniejszy. Malejąca podaż, i to w istotnych ilościach, może z kolei pomóc we wzroście cen kryptowalut. Tym samym regulacje, zamiast zaszkodzić cenom, mogą im w tak przewrotny sposób pomóc – komentuje Daniel Kostecki.

Cena bitcoina zdaje się rosnąć nieprzerwanie od 20 lipca, gdy osiągnęła minimum w rejonie 29 tys. dolarów. Od tego czasu do dziś BTC podrożał do ponad 40 tys. USD, co wydaje się największym systematycznym wzrostem ceny kryptowaluty od marca. Tylko w ostatnich 10 dniach kurs bitcoina wyrażony w dolarach wzrósł o niemal 40 proc.

Rynek motoryzacyjny i flotowy w Polsce szybko odbudowuje się po pandemii

Wynajem długoterminowy aut na dobre wraca na ścieżkę wzrostu – na koniec I półrocza branża z najwyższą od roku dynamiką wzrostu + 4,6% r/r. Po ponad roku spadków, wzrost na poziomie 12,5% r/r notuje branża Rent a Car.

Rynek motoryzacyjny i flotowy w Polsce szybko odbudowuje się po pandemii, a jej skutki są coraz mniej widoczne. W pierwszym półroczu 2021 sprzedaż samochodów do firm osiągnęła w naszym kraju już niemalże poziom sprzed koronakryzysu. W porównaniu z pierwszym półroczem ubiegłego roku, a więc z okresem, w którym COVID-19 odciskał największe piętno na rynku, sprzedaż aut do firm – i to w każdej z form finansowania – odnotowała kilkudziesięcioprocentowe wzrosty. Zgodnie z danymi Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) branża wynajmu długoterminowego samochodów, która negatywny wpływ kryzysu odczuła w zeszłym roku relatywnie w najmniejszym stopniu, w I półroczu 2021 r. wygenerowała sprzedaż nowych aut nie tylko dorównującą poziomowi sprzed pandemii, ale znacznie go przewyższającą – o blisko 10%.Tempo wzrostu wynajmu dlugoterminowego – 2020 – 2021

Co więcej, wyraźne przyśpieszenie tempa rozwoju wynajmu długoterminowego jest już widoczne także przez pryzmat najważniejszego wskaźnika, a więc wzrostu łącznej floty. Wzrost branży pod tym względem wyniósł na koniec czerwca bieżącego roku 4,6% r/r i był najwyższy od ponad roku. Odbicie na rynku wynajmu długoterminowego po kryzysie jest już faktem. Pozytywne informacje płyną również z branży Rent a Car, która najbardziej dotkliwie odczuła wpływ koronawirusa i od początku pandemii notowała bardzo duże spadki, przekraczające nawet dwadzieścia procent. Na koniec I półrocza 2021 r. branża Rent a Car mogła poszczycić się po raz pierwszy od dłuższego czasu wzrostem… i to na poziomie 12,5% r/r.

Dane z polskiego rynku motoryzacyjnego na koniec pierwszego półrocza napawają optymizmem. Duże wzrosty sprzedaży względem jednego z najgorszych w historii okresu, czyli zdominowanego przez koronakryzys okresu styczeń – czerwiec 2020 r., są widoczne w każdym segmencie rynku i w każdej formie finansowania aut. Sprzedaż w autosalonach wyraźnie przyśpieszyła dopiero w drugim kwartale roku, choć pozytywne sygnały w tym zakresie były już widoczne po pierwszych trzech miesiącach 2021 roku.

Rynek motoryzacyjny i flotowy zbliżają się do poziomów sprzed pandemii

Najszybciej odbudowuje się sprzedaż nowych samochodów do firm, która odnotowała w pierwszym półroczu 2021 r. wzrost aż o 45,6% r/r i osiągnęła już poziom zbliżający się do tego sprzed pandemii (w I półroczu 2019 r.) – 179,7 tys. zakupionych przez firmy nowych aut osobowych wobec 190,7 tys. Po nowe samochody osobowe w salonach w pierwszym półroczu sięgali chętniej również klienci indywidualni, którzy nabyli o 12,5% więcej aut niż w porównywalnym czasie rok wcześniej. Od początku roku do końca czerwca z polskich salonów wyjechało więcej o 35,2% r/r nowych aut osobowych, łącznie 243 tys. (łączna sprzedaż do firm i osób prywatnych). Zdecydowaną większość z nich, bo aż prawie ¾ (73,9%) nabyły firmy, których udział w całkowitej sprzedaży urósł aż o ponad 5% r/r.Sprzedaz calkowita nowych aut w Polsce – I polrocze 2021

Statystyczni Kowalscy kupowali więcej nowych aut w salonach, ale jeszcze chętniej nabywali używane samochody sprowadzone zza granicy

Ożywienie na rynku motoryzacyjnym nie ominęło również importu używanych samochodów do Polski zza granicy, za który odpowiadają przede wszystkim osoby prywatne. W pierwszym półroczu 2021 r. do kraju sprowadzono o 26,8% więcej aut używanych niż w porównywalnym czasie rok temu, łącznie ponad 433 tys. Wielkość importu zaczyna się więc zbliżać do poziomu sprzed pandemii, który w I półroczu 2019 r. wynosił 461 tys. samochodów. Jednocześnie, statystyczny Kowalski znacznie chętniej decydował się na zakup używanego auta sprowadzonego zza granicy, niż nowego pojazdu z salonu – wzrost w przypadku importu był ponad 2 razy większy, aniżeli sprzedaż nowych aut do klientów indywidualnych.Sprzedaz nowych aut vs import – I polrocze 2021

Wynajem długoterminowy jako jedyna forma finansowania aut notuje duże wzrosty sprzedaży nawet w stosunku do okresu sprzed pandemii

Pierwsze półrocze 2020 roku było jednym z najtrudniejszych okresów w historii rynku motoryzacyjnego w Polsce. Obecne, duże, sięgające kilkudziesięciu procent wzrosty sprzedaży samochodów są efektem tzw. niskiej bazy, czyli relatywnie niskich wartości w porównywanym czasie. Świadczą jednak również o szybkim odbudowywaniu się rynku po kryzysie i niewątpliwie są bardzo dobrą informacją. Za dobrą koniunkturę w polskich autosalonach odpowiadają przede wszystkim firmy, które nabyły w pierwszym półroczu bieżącego roku o 45,6% r/r (ponad 56 tys.) więcej nowych aut osobowych niż przed rokiem, dzięki czemu wolumen sprzedaży w tym segmencie zbliżył się już do tego sprzed pandemii. Podobnie duży wzrost został odnotowany jeśli chodzi o nowe samochody osobowe nabywane przez firmy ze środków własnych, na kredyt czy w klasycznym leasingu liczonych razem, gdyż osiągnął wartość 48,6% r/r. W przypadku wynajmu długoterminowego, który relatywnie do konkurencyjnych form finansowania aut najmniej ucierpiał w wyniku kryzysu (spadki sprzedaży były najniższe), wzrost sprzedaży nowych samochodów osobowych w pierwszym półroczu 2021 r. wyniósł 37% r/r.Dynamika sprzedazy nowych aut do firm – rozne rodzaje finansowania – I polrocze 2021

Wynajem długoterminowy aut wyróżniał się jednak w pierwszym półroczu 2021 r. na tle rynku i konkurencji ze względu na fakt, że jako jedyna forma finansowania samochodów osiągnął wolumen sprzedaży nie tylko zbliżony do porównywalnego okresu sprzed pandemii, ale znacznie go przewyższający. W pierwszym półroczu 2021 r. na potrzeby usług wynajmu długoterminowego zakupiono 44,4 tys. nowych aut osobowych wobec 32,4 tys. w tym samym czasie roku 2020 oraz 40,4 tys. w pierwszym półroczu 2019 r. Oznacza to więc wzrost o 37% względem roku 2020 i 9,9% wzrostu w porównaniu z pierwszym półroczem 2019 r.Wynajem dlugoterminowy aut – sprzedaz 2019 – 2021

W efekcie, w pierwszym półroczu 2021 r. utrzymał się wysoki udział wynajmu długoterminowego w łącznej sprzedaży nowych aut osobowych do firm. W wynajmie znalazł się co czwarty (24,7%) nowy samochód nabywany w tym czasie przez przedsiębiorców w Polsce.Udzial wynajmu dlugoterminowego w sprzedazy aut do firm – I polrocze 2021

Wynajem długoterminowy wchodzi na ścieżkę przyśpieszonego wzrostu

Wyraźne przyśpieszenie i odbudowa wynajmu długoterminowego po spowolnieniu spowodowanym pandemią są widoczne również przez pryzmat najważniejszego dla branży wskaźnika rozwoju, a więc łącznej liczby aut w usłudze Full Serwis Leasing. Na koniec drugiego kwartału 2021 r. branża osiągnęła pod tym względem tempo wzrostu 4,6% r/r i był to najlepszy wynik od roku. Dla porównania, we wcześniejszych trzech kwartałach dynamika rozwoju utrzymywała się na poziomie oscylującym wokół dwóch procent.Tempo wzrostu wynajmu dlugoterminowego – 2020 – 2021

Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami, branża wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce, po trwającym półtora roku spowolnieniu, zaczyna zwiększać tempo swojego wzrostu – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Krzywa wzrostu wynajmu długoterminowego przypomina od początku ubiegłego roku literę U i osiągnięty po drugim kwartale 2021 r. wzrost na poziomie 4,6%, najwyższy od roku, sugeruje że branża znajduje się już poza okresem największego spowolnienia. W dalszej części roku wynajem długoterminowy będzie najprawdopodobniej dalej przyśpieszał i zwiększał tempo swojego wzrostu. Trzeba jednak zaznaczyć, że nasze prognozy w tym zakresie muszą być wciąż nacechowane tzw. umiarkowanym optymizmem, ze względu na nadal trudny do przewidzenia dalszy rozwój sytuacji epidemicznej. Jeśli uda nam się uniknąć kolejnych restrykcji związanych z pandemią, nie jest wykluczone że już pod koniec bieżącego roku wynajem długoterminowy zbliży się do dynamiki rozwoju notowanej przed koronakryzysem. Obecnie wkroczyliśmy już na ścieżkę przyśpieszonego wzrostu i mamy nadzieję, że ten trend się utrzyma.

Transformacja napędów w wynajmie długoterminowym trwa

Dane PZWLP na koniec pierwszego półrocza 2021 r. potwierdzają szybko postępującą transformację, jeśli chodzi o rodzaje napędów w autach w wynajmie długoterminowym w Polsce. Samochody wyposażone w jednostki dieslowskie to najszybciej zmniejszająca się grupa pojazdów, z kolei najszybciej rośnie udział aut z ekologicznymi napędami, a więc hybryd i samochodów elektrycznych. W liczącej na koniec czerwca b.r. ponad 185 tys. flocie aut w wynajmie długoterminowym firm PZWLP, Diesle stanowiły już jedynie połowę wszystkich samochodów (50,8%), a ich odsetek zmniejszył się w ciągu roku o 4,1 punktu procentowego. Auta wyposażone w silniki benzynowe z kolei reprezentowały 42,3% ogółu i ich udział zwiększył się o 1,5 puntu procentowego w stosunku do analogicznego czasu rok temu. Wreszcie auta z ekologicznymi napędami (wszelkie typy hybryd i pojazdy w pełni elektryczne), których odsetek w wynajmie długoterminowym zwiększa się najszybciej, stanowiły 6,9% łącznego parku pojazdów, a ich udział zwiększył się w ciągu roku o 2,6 punktu procentowego. Zdecydowaną większość samochodów tego typu stanowią w wynajmie długoterminowym wszelkiego rodzaju hybrydy, a auta w pełni elektryczne to 0,4% ogółu.Rodzaje napedow – auta w wynajmie dlugoterminowym – I polrocze 2021

Jacek Studziński - Członek Zarządu PZWLP
Jacek Studziński – Członek Zarządu PZWLP

Samochody w wynajmie długoterminowym poruszające się po polskich drogach w coraz większym i szybko rosnącym stopniu są wyposażone w jednostki napędowe choć częściowo zelektryfikowane – mówi Jacek Studziński, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Finansowy i Członek Zarządu LeasePlan Polska. – To bardzo pozytywnie oceniane przez nas zjawisko i liczymy, że trend ten będzie się jeszcze nasilał. Mamy nadzieję, że planowane już w najbliższej przyszłości uruchomienie programu publicznych dopłat do samochodów w pełni elektrycznych „Mój Elektryk”, w zakresie dotyczącym pojazdów nabywanych przez firmy, przyczyni się do szybkiego ożywienia wzrostu liczby aut tego typu w wynajmie długoterminowym. Dla firm największą barierą przed wdrożeniem do flot aut elektrycznych jest obok niedostatecznie rozbudowanej infrastruktury ładowania, wciąż cena zakupu.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w drugim kwartale 2021 roku była o 6,3% i 8 g/km wyższa niż rok wcześniej i wyniosła 134,3 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 169,2 g/km i była wyższa o 5,7% i 9,1 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2020. Emisje CO2 – auta w wynajmie dlugoterminowym w II kw. 2021

Branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) po ponad roku spadków, notuje wzrost

Dane PZWLP na koniec I półrocza 2021 roku pokazują wyraźną poprawę sytuacji i ożywienie również w branży Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) w Polsce. Spośród wszystkich form wynajmu aut, to właśnie branża Rent a Car została najbardziej dotknięta skutkami kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa. Przez cały ubiegły rok, ale także w I kwartale 2021 r., branża Rent a Car notowała duże spadki, które w najtrudniejszym momencie sięgnęły nawet 25% r/r. Na koniec czerwca 2021 r., po ponad roku ciężkiej sytuacji, branża Rent a Car osiągnęła wzrost 12,5% r/r.Tempo wzrostu Rent a Car – 2020 – 2021

Oczekiwana w branży Rent a Car od ponad roku poprawa koniunktury wreszcie nastąpiła i bez wątpienia jest efektem odmrożenia gospodarki i częściowego zniesienia restrykcji, które ograniczały ruch turystyczny i biznesowy – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Hertz (Motorent Sp. z o.o.). – Mamy świadomość, że stosunkowo wysoki wzrost na poziomie 12,5% r/r jest efektem tzw. niskiej bazy w porównywanym okresie w zeszłym roku, a więc czasie tzw. twardego lockodownu, ale mimo wszystko cieszymy się, że wypożyczalnie samochodów wreszcie odnotowują dodatnie wyniki. Ostrożnie prognozujemy, że trend wzrostowy może utrzymać się ze względu okres wakacyjnych wyjazdów także w trzecim kwartale roku. W dalszej części roku sytuacja jest obecnie trudna do przewidzenia i będzie zależała niemalże wyłącznie od sytuacji epidemicznej.

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec czerwca 2021 roku ponad 13,5 tys. aut.

 * – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

Podsumowanie sytuacji na polskim rynku biurowym w I półroczu 2021

Ostrożny, ale jednak optymizm najemców na rynku biurowym – rośnie popyt na biura poza Warszawą.

Przez pierwsze sześć miesięcy roku w Polsce podpisano umowy najmu na ponad 514 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Ponad połowa wolumenu przypadła na główne rynki poza Warszawą[1].

W efekcie znoszenia kolejnych restrykcji połączonych z masową akcją szczepień na rynek wraca ostrożny, ale jednak optymizm. W II kwartale firmy wynajęły blisko 70% więcej powierzchni biurowej na głównych rynkach regionalnych niż w pierwszych miesiącach roku. Łącznie popyt poza Warszawą przekroczył 264 000 mkw. Najwyższą aktywność najemców odnotowaliśmy w Krakowie (74 100 mkw.), Trójmieście (72 200 mkw.) oraz Wrocławiu (45 900 mkw.). Cały czas na regionalnych rynkach najmu prym wiodą firmy z sektora IT oraz nowoczesnych usług dla biznesu, wyjaśnia Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL.

Do największych transakcji najmu poza Warszawą należały: renegocjacja i ekspansja Rockwell Automation na łącznie 19 500 mkw. w A4 Business Park w Krakowie, renegocjacje 15 600 mkw. poufnej firmy z sektora usług dla biznesu w biurowcu Kapelanka 42 w Krakowie, umowa przednajmu na 12 300 mkw. 3M w MidPoint 71 we Wrocławiu oraz renegocjacje 11 400 mkw. IBM w kompleksie Korona w Krakowie.

Udział renegocjacji utrzymał się na relatywnie wysokim poziomie 46%, a umowy przednajmu stanowiły jedynie 10% całkowitej aktywności na rynkach regionalnych. To potwierdza dość zachowawczą postawę najemców względem podejmowania strategicznych decyzji dotyczących portfolio nieruchomościowego. Niemniej jednak, prowadzimy dzisiaj bardzo dużo dyskusji z najemcami, którzy w najbliższych miesiącach chcieliby podjąć przemyślane i bazujące na analizie danych decyzje odnośnie rozwoju lokalizacji i formatów biurowych, dodaje Karol Patynowski.

Po szybkich wzrostach pod koniec 2020 r., pierwsza połowa bieżącego roku przyniosła stabilizację na rynku podnajmów.

Na koniec II kw. w ofercie na podnajem poza Warszawą było dostępne ponad 168 000 mkw., z czego 54% znajdowało się we Wrocławiu i Krakowie. Łącznie w Polsce na podnajęcie czeka ok. 300 000 mkw., informuje Ewa Grudzień, Starszy Analityk Rynku, JLL.

Podaż – 760 000 mkw. w budowie poza Warszawą

Łączne zasoby powierzchni biurowej w Polsce przekroczyły już 12 mln mkw. Bilans pomiędzy Warszawą a rynkami regionalnymi rozkłada się prawie równomiernie (niecałe 6,1 mln mkw. vs. ponad 5,9 mln mkw.).

W I poł. 2021 r. poza Warszawą do użytku oddano 11 budynków biurowych o łącznej powierzchni 126 500 mkw. Najwyższy poziom nowej podaży został odnotowany w Krakowie (42 400 mkw.), Poznaniu (35 900 mkw.) oraz Trójmieście (35,000 mkw.). Do największych inwestycji ukończonych poza Warszawą w I półroczu należą: Nowy Rynek D (35 800 mkw., Poznań), Palio A (16 500 mkw., Trójmiasto), Tertium Business Park III B (13 400 mkw., Kraków).

Aktywność deweloperów poza Warszawą utrzymuje się na mocnym poziomie – wyższym niż w stolicy. W budowie na ośmiu głównych rynkach regionalnych jest kolejne 760 000 mkw., które zostaną dostarczone do końca 2023 roku. Najwyższy poziom aktywności deweloperskiej obserwujemy we Wrocławiu, Katowicach i Trójmieście, wylicza Ewa Grudzień.

Łącznie w Polsce powstaje obecnie 1,1 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Średni poziom pustostanów w Polsce to 12,9%, co oznacza wzrost o 3,9 p.p. w porównaniu do pierwszego półrocza 2020 r. Współczynnik pustostanów na ośmiu głównych rynkach regionalnych wynosi 13,4% (o 3 p.p. więcej niż przed rokiem), a w Warszawie 12,5%.
Najwyższe czynsze wśród głównych rynków regionalnych zarejestrowano w Krakowie (14-15,5 euro / mkw. / miesiąc), a najniższe w Lublinie (10,5-11,5 euro / mkw./ miesiąc).

Rynek inwestycyjny

W I półroczu na terenie całego kraju właścicieli zmieniły nieruchomości biurowe o wartości ok. 800 mln euro.

Marcin Sulewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych, JLL
Marcin Sulewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych, JLL

Poza Warszawą wartość transakcji inwestycyjnych w segmencie biurowym sięgnęła 375 mln euro – co jest wynikiem o ponad 10% lepszym niż średnia na I półrocze z ostatniej dekady. Największa sfinalizowana w trakcie pierwszych sześciu miesięcy 2021 transakcja biurowa w całej Polsce to sprzedaż portfolio Grupy Buma w Krakowie i Wrocławiu za ok. 200 mln euro do Partners Group. Prawie 50% regionalnej aktywności inwestycyjnej przypadło na Kraków, a 27% na Trójmiasto, w którym właściciela zmieniła m.in. Alchemia Neon, sprzedana przez Torus. Biorąc pod uwagę toczące się obecnie transakcje szacujemy, że całoroczny wolumen biurowy powinien być zbliżony do wyniku z 2020, komentuje Marcin Sulewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych, JLL.

Na koniec pierwszego półrocza stopa kapitalizacji dla najlepszych obiektów w miastach regionalnych (Kraków i Wrocław) była szacowana na poziomie 5,75% (4,5% w Warszawie).
Więcej raportów i analiz rynku biurowego można znaleźć na portalu www.bazabiur.pl.
[1] Główne rynki biurowe poza Warszawą to Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Szczecin i Lublin

Cyfryzacja mody zmieni świat zakupów

Cyfryzacja w branży modowej to nie tylko urozmaicenie doświadczeń zakupowych klientów – to realny wpływ na działalności biznesową, nawet kilkukrotne zwiększenie konwersji sprzedażowej i zmniejszenie ilości zwrotów. Przede wszystkim to jednak znaczne zmniejszenie śladu węglowego, który zostawia po sobie cała branża retail. Sposób na digitalizację mody i cyfrowe dopasowanie ubrań znalazł startup WEARFITS, który w ramach S5 – Akceleratora Technologii 5G w ŁSSE – i przy wsparciu specjalistów Ericsson zmienia oblicze mody dzięki technologii rozszerzonej rzeczywistości (AR) i możliwościom sieci 5G. 

Około 1/3 produktów zakupionych w sklepach internetowych jest zwracana przez konsumentów, a nierzadko wskaźnik ten przekracza 50%. Ponad 64% klientów, którym zdarza się zwracać produkty, tłumaczy to niedopasowaniem, a jednocześnie 19% kupuje kilka wersji jednego produktu, tylko po to, aby znaleźć odpowiedni rozmiar[1]. Zwroty generują realne straty biznesowe sięgające nawet 10% dochodów, odbijają się na cenach produktów, ogólnych kosztach prowadzenia e-commerce, jak również znacznie mocniej oddziałują negatywnie na środowisko.

– „Według analizy Lingaro zwrot produktu generuje 5 razy więcej CO2 niż sam jego zakup. Tak więc optymalizacja procesów zakupowych online jest poważnym wyzwaniem nie tylko dla biznesu, ale głównie dla ochrony środowiska i naszego globalnego zdrowia. Dokonując zakupów w sklepie internetowym z dobrze zoptymalizowaną logistyką i polityką zwrotów, jesteśmy znacznie mniej szkodliwi dla środowiska niż robiąc zakupy w galerii handlowej. To była jedna z głównych idei przyświecających powstaniu WEARFITS” – tłumaczy Kasia Gola, Industry Advisor w WEARFITS.

Problem nietrafionych zakupów jeszcze mocniej nasilił się w czasie pandemii. W wyniku obostrzeń, klienci zostali zmuszeni do zakupów wyłącznie online, a jednocześnie sklepy musiały masowo wprowadzać i udoskonalać rozwiązania sprzedaży przez internet. Doświadczenie zakupowe online znacznie różni się do tego przeżywanego „na żywo”
w sklepie – zarówno dla samego klienta, jak i dla sprzedawcy.

Przed pandemią 90% przychodów niektórych firm modowych generowana była ze sprzedaży offline[2]. Te firmy w bardzo krótkim czasie musiały radykalnie zmienić swoje strategie sprzedażowe, tak żeby nie tylko sprostać wymaganiom klientów, ale wręcz kontynuować działalność.

Dzięki rozszerzonej rzeczywistości ubierzemy się wirtualnie

WEARFITS – demo screenshot – jumpsuitAugmented reality (AR), czyli rzeczywistość rozszerzona jest uznawana za interfejs przyszłości. Użytkownicy korzystają z AR już od kilku lat, często nie zdając sobie z tego sprawy, np. używając różnych nakładek na zdjęcia i filmy w portalach społecznościowych. „Według badania Ericsson Consumer Lab użytkownicy 5G spędzają godzinę więcej na aplikacjach rzeczywistości rozszerzonej w porównaniu z użytkownikami 4G. Jednocześnie 70% jest niezadowolonych z dostępności innowacyjnych usług i oczekuje nowych aplikacji wykorzystujących sieci 5G. Daje to wielki potencjał do rozwoju usług jakie proponuje WEARFITS” – tłumaczy Małgorzata Wdówka, Technical Training Center Manager w firmie Ericsson, która pełni funkcję mentora w programie S5 – Akceleratora Technologii 5G.

WEARFITS wykorzystuje technologię AR tworząc tzw. wirtualną przymierzalnię, oferując wizualizację ubrań 3D w rzeczywistości rozszerzonej i tzw. size matching, czyli dobranie optymalnego rozmiaru do indywidualnej budowy ciała. Podając swoje podstawowe wymiary, konsument otrzymuje wirtualny, dopasowany z 98% dokładnością model swojej sylwetki. Dzięki temu robiąc zakupy online, możemy sprawdzić jaki rozmiar konkretnego ubrania będzie na nas dobry czy też gdzie będzie nas uwierał.  Dostajemy jasną, wizualną informację o tym jak ubranie będzie na nas wyglądało, a także gdzie potencjalnie może być za duże, lub za małe. Dzięki technologii AR, możemy postawić we własnym pokoju swojego wirtualnego manekina realnych rozmiarów i obejrzeć go w wybranym ubraniu, z każdej strony.

– „Mamy na swoim koncie już kilka wdrożeń. Jednym z nich jest polski producent sukienek Marie Zélie, gdzie z sukcesem przeprowadziliśmy już program pilotażowy i niedługo wystartujemy z kolejną partią wirtualnych ubrań. Razem z marką 4F zdigitalizowaliśmy również kolekcję 4F x RL9, zaprojektowaną razem z Robertem Lewandowskim. Klienci sklepu, w aplikacji marki mogli zobaczyć całą kolekcję na modelu Roberta Lewandowskiego, a także zrobić sobie zdjęcie z wirtualnym Robertem dzięki technologii AR. Z kolei dzięki sieci testowej 5G Ericsson w Łódzkiej Strefie możemy już dziś przetestować nasze rozwiązania w optymalnym środowisku i optymalizować do działania w sieci nowej generacji” – mówi Kasia Gola.

Startupy rozpędzają 5G w Polsce

Akcelerator S5 w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej pełni funkcję realnego ekosystemu przemysłowego, w którym bierze udział 40 startupów oraz pięciu partnerów przemysłowych – Polkomtel, Miele, PGE, Indigo i Wielton. Program składa się z dwóch etapów – inkubacji i akceleracji. Z pierwszego etapu, do fazy akceleracji, czyli tworzenia realnych rozwiązań wykorzystujących 5G, wdrożonych zostało około 20 projektów, z których każdy otrzymał do 550 tys. zł dofinansowania. Uwzględniając fazę inkubacji, budżet Programu to 14 mln zł przyznanych Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej przez Marszałka Województwa Łódzkiego.

– „Pomysłowość polskich startupów jest wręcz nieograniczona, co od kilku lat niezmiennie obserwujemy w ŁSSE. Młode przedsiębiorstwa, które trafiają do naszych programów akceleracyjnych skutecznie znajdują rozwiązania dla problemów przemysłowych, logistycznych a nawet globalnych, takich jak następujące niekorzystne zmiany klimatyczne. Potrzebują jednak wsparcia w kilku obszarach, aby móc z sukcesem realizować komercyjne wdrożenia swoich pomysłów. Dzięki współpracy ŁSSE z ekspertami i partnerami biznesowymi możemy zapewnić im wsparcie merytoryczne, biznesowe i technologiczne, m.in. udostępniając zaawansowaną infrastrukturę sieci 5G” – podkreśla Agnieszka Sygitowicz, Wiceprezes ŁSSE S.A.

[1] https://www.salecycle.com/blog/featured/ecommerce-returns-2018-stats-trends/

[2] https://www.lppsa.com/wp-content/uploads/2021/04/LPP-Jednostkowy-roczny-raport-za-2020-21-1.pdf

Economist Intelligence Unit: Koniec banków jakie znamy

Banki przeniosą się do sieci i stworzą cyfrowe ekosystemy zorientowane na kliencie, wynika z raportu Economist Intelligence Unit (EIU). Wszystko to ma wydarzyć się w ciągu pięciu najbliższych lat. Taką przyszłość zapowiadają przedstawiciele branży.

Niemal 2 na 3 (65%) managerów z sektora bankowego uważa, że czeka nas schyłek modelu opartego na oddziałach, który do tej pory znaliśmy. Zdecydowana większość pytanych przez Economist Intelligence Unit (EIU) uważa, że w ciągu 5 najbliższych lat konwencjonalny bankowy system sprzedaży i obsługi klienta odejdzie do lamusa. Co ciekawe, jeszcze 4 lata temu zaledwie 35% badanych skłaniało się ku twierdzeniu, że w połowie trzeciej dekady XXI wieku czekają nas spore zmiany w największym sektorze rynku finansowego.

Technologia zmiany

Kadra c-level nie ma wątpliwości: za zmianami stoi technologia, przede wszystkim chmura obliczeniowa i sztuczna inteligencja. Aż 65% managerów reprezentujących globalny sektor bankowy jest zdania, że SI i cloud computing w najbliższych czterech lat walnie przyczynią się do zmian. Szczególnie dużo branża obiecuje sobie po sztucznej inteligencji. 81% badanych uważa, że te instytucje, które wdrożą SI, lepiej poradzą sobie na rynku, niż konkurenci, którzy nie zainwestują w tę technologię. Nic dziwnego, bo jak wyliczył niezależny, europejski, ekonomiczny think tank Bruegel, Sztuczna Inteligencja może zwiększyć wydajność pracy na poziomie od 3% do 4% i znacząco wpłynąć na rozwój przedsiębiorstw.

Jednak cyfrowa transformacja to nie tylko większa wydajność, ale także odpowiedź na potrzeby klientów. – Banki od lat chętnie adaptowały innowacje technologiczne. Robiły to z myślą o klientach. W latach 60. pojawiły się pierwsze bankomaty, w kolejnej dekadzie płatności kartą. W latach 2000 bankowość internetowa, a w drugiej dekadzie XXI w. bankowość mobilna. Lata 20. będą równie innowacyjne – zapowiada Wojtek Stramski z Deep Change Ventures i dodaje – W miarę wzrostu popularności bankowości cyfrowej, oczekiwania klientów też są większe. Oczekują oni większej elastyczności i lepszej obsługi, w modelu „tu i teraz”. – mówi Stramski.

SI zamiast człowieka?

To, o czym mówi CEO Deep Change Ventures, znajduje potwierdzenie w danych. Niemal 60% respondentów z sektora usług finansowych biorących udział w badaniu McKinsey’s Global AI Survey twierdzi, że w ich organizacji działa już co najmniej jedna funkcja wykorzystująca SI. Najczęściej służy ona do automatyzacji procesów (36%), czyli zadania back-office, ale niewiele mniejszy odsetek używa technologii bazującej na sztucznej inteligencji w obszarze client service. Niemal co trzeci (32%) pytany przez McKinsey używa wirtualnego asystenta – voice i chatbota. – Boty cieszą się i cieszyć się będą rosnącym zainteresowaniem, ponieważ są w stanie zarządzać i prowadzić komunikację z klientami sprawniej i taniej niż ludzie. To ich przewaga nad konsultantami. Jednak nie chodzi o to, by asystent zastąpił człowieka, ale go odciążył. W sektorze bankowym coraz trudniej jest walczyć produktem. Branża będzie stawiać na client service. – prognozuje Wojtek Stramski z Deep Change Ventures. Podobnego zdania są ankietowani z badania Economist Intelligence Unit. 4 na 5 bankowców uważa, że branża będzie dążyć do różnicowania się i konkurowania pod względem doświadczenia klienta, a nie produktów.

Bogaci inwestują bardziej

Jak wynika z raportu UBS Evidence, im większy bank, tym chętniej inwestuje w Sztuczną Inteligencję. Aż 75% respondentów reprezentujących banki o aktywach przekraczających 100 miliardów dolarów twierdzi, że wdraża strategie wykorzystania SI, wobec 46% instytucji, których aktywa szacowane są na mniej niż 100 miliardów dolarów. – Bankowcy rozumieją, że technologia będzie czynnikiem umożliwiającym realizację nowych modeli biznesowych. Jednak warto podkreślić, że na nowe technologie chętniej powinni patrzeć mniejsi, bo dzięki nim mogą przebić szklany sufit. – komentuje Stramski.

JR HOLDING inwestuje w LiveKid

JR HOLDING, IMPERIO oraz Nunatak Capital inwestują 9 mln zł w LiveKid, który stworzył ekosystem wsparcia dla rodziców, przedszkoli i żłobków. Z rozwiązania codziennie korzysta w Europie ponad 150 tysięcy użytkowników.

Idea wirtualnej platformy, która każdego dnia łączy setki tysięcy rodziców i opiekunów, ułatwiając opiekę nad dziećmi w przedszkolach i żłobkach oraz zarządzanie placówkami edukacyjnymi tysiącom dyrektorów, spotkała się ze wsparciem i entuzjazmem inwestorów. LiveKid ogłasza zamknięcie rundy inwestycyjnej seed w kwocie 9 mln zł, co daje spółce wycenę na poziomie 40 mln zł. Pozyskane finansowanie pochodzi od giełdowej spółki JR HOLDING ASI S.A – związanej z inwestorem Januarym Ciszewskim, IMPERIO ASI S.A. oraz od funduszu Nunatak Capital ASI Sp. z o.o. inwestującego w firmy wykorzystujące Data Science do budowania wartości. Łącznie, w rundzie JRH, IMPERIO oraz Nunatak nabywają 22,61% udziałów w docelowej strukturze właścicielskiej.

Środki pomogą LiveKid umocnić pozycję lidera w Polsce oraz pozwolą na dalszą dynamiczną ekspansję w Hiszpanii, Szwajcarii i Niemczech oraz na innych rynkach europejskich. Potencjał rozwoju spółki określają m.in. wciąż niski stopień digitalizacji rynku wczesno edukacyjnego i parentingowego oraz rosnąca popularność interaktywnych usług dla rodziców i dzieci. Jednocześnie już teraz LiveKid jest jedną z najczęściej wybieranych aplikacji wśród rodziców oraz opiekunów i posiada więcej aktywnych użytkowników niż jakakolwiek inna platforma do kontaktu rodzic – przedszkole.

Założyciele LiveKid w zaledwie trzy lata, bez żadnych zewnętrznych środków finansowych, zbudowali świetną aplikację, która podbiła polski rynek i generuje miliony złotych przychodów. Wierzę, że dzięki dokapitalizowaniu spółki, za kilka lat to właśnie LiveKid będzie liderem tego rynku w Europie – mówi January Ciszewski, Prezes Zarządu JR HOLDING.

LiveKid to polski startup założony w 2017 roku przez Jakuba Pawelskiego i Mateusza Kuleszę. Aplikacja mobilna i platforma internetowa, którą stworzyli, służy do zarządzania żłobkami i przedszkolami oraz ułatwia bieżącą komunikację z opiekunami. Za jej pomocą rodzice mogą na bieżąco przekazywać informacje o potrzebach dzieci, nieobecnościach czy preferencjach jedzeniowych, a także podglądać aktywność swoich pociech w ciągu dnia, przeglądać galerię zdjęć i filmów. LiveKid rozwiązuje także szereg problemów dyrektorów oraz nauczycieli, którzy dotąd musieli spędzać długie godziny na obowiązkach związanych z funkcjonowaniem placówki, czasochłonnym rozliczaniu kosztów pobytu dziecka w przedszkolu czy często wielokanałowej i chaotycznej komunikacji z rodzicami.

Największa w Polsce platforma dla przedszkoli i żłobków nie poprzestaje na jednym rozwiązaniu – od zeszłego roku konsekwentnie wciela w swoje struktury kolejne usługi i produkty, budując cyfrowy ekosystem opieki nad dziećmi. W 2020 r. LiveKid przejął polsko-kanadyjskiego Baby Managera – mobilny dziennik dziecka oraz Przedszkolowo.pl – największą bazę przedszkoli w Polsce. Firma nie zwalnia tempa i ma dalsze plany akwizycyjne.

Jesteśmy liderem cyfrowych usług i produktów do opieki nad dziećmi do 7 lat. Poza naszą wyjściową ofertą, czyli systemem ułatwiającym zarządzanie placówkami wczesno edukacyjnymi LiveKid, mamy w portfolio aplikację do monitorowania rozwoju dziecka, bazę przedszkoli i kilka innych usług, między innym ubezpieczeniowych czy edukacyjnych. Zakładamy, że za jakiś czas oprogramowanie, od którego zaczęliśmy, może stanowić darmowy kanał dotarcia do klientów. Spora część przychodów będzie pochodziła z innych linii biznesowych – mówi Jakub Pawelski, założyciel i CEO LiveKid.

Z oferowanych przez LiveKid rozwiązań dla rodziców, przedszkoli i żłobków na co dzień korzysta ponad 150 tys. użytkowników oraz ponad 1300 placówek edukacyjnych w Polsce i za granicą. Tylko w czerwcu br. za pośrednictwem LiveKid, rodzice dokonali płatności w kwocie ponad 13 mln zł.

Rynek towarów i usług dla dzieci w wieku 0-7 lat jest ogromny i bardzo rozdrobniony. Fakt, że już teraz z aplikacji korzysta codziennie ponad 150 tysięcy rodziców, stawia LiveKid w gronie najpoważniejszych kandydatów do stworzenia rozwiązań zaspokajających potrzeby rodziców i dzieci w zupełnie nowy sposób tzn. dopasowujących ofertę dzięki wykorzystaniu narzędzi Data Science – mówi Piotr Ciżkowicz Partner Zarządzający funduszu Nunatak Capital.

Popyt na cyfrowe oraz interaktywne produkty i usługi dla dzieci dynamicznie rośnie. Według szacunków PMR, polski rynek handlu detalicznego produktami dla dzieci w 2019 r. wart był 15 mld zł, a udział sprzedaży internetowej będzie rósł, stanowiąc w 2025 r. ok. 38% rynku produktów dla dzieci w Polsce.

FED zawiódł dolara

Analitycy spodziewali się, że wczorajsza konferencja po decyzji FED doprowadzi do zmian na rynku. Nic takiego się jednak nie stało. Zawód było widać szczególnie w notowaniach dolara, który wyraźnie tracił po decyzji.

FED nie zmienia stóp procentowych

Brak zmian stóp procentowych nie był dla rynków zaskoczeniem. Dobrym dowodem na to, jak pewna była ta decyzja, jest to, że zapadła jednogłośnie. Stało się to pomimo przeszło 5% inflacji, czyli poziomu, który oprócz okolic 2008 roku był poprzednio widziany na przełomie lat 80 i 90. W komunikacie pojawiła się informacja, że inflacja przez długi czas znajdowała się poniżej celu, w związku z czym teraz będzie akceptowane jego wyraźne przekraczanie, tak aby długoterminowo uzyskać średnią około 2%.

4,60 za euro jeszcze nie teraz

Po raz kolejny złoty po chwili słabości złapał odrobinę oddechu. Jeszcze wczoraj momentami euro kosztowało powyżej 4,60 zł, ale dzisiaj znów mamy odbicie od tego poziomu. W ciągu ostatnich 10 dni roboczych poziom 4,60 zł za euro testowany był już 5-krotnie i za żadnym razem przebicie nie przekraczało 0,2 grosza. Nie wszystkie waluty zachowują się jednak w ten sam sposób. Na pewno zachowanie franka, który przekroczył 4,26 zł niepokoi mocno kredytobiorców. O ile złoty jest w miarę stabilny względem euro, o tyle frank drożeje. Są to konsekwencje zmiany parytetu wymiany euro na franka na szerszym rynku.

Ceny w Kanadzie pod kontrolą

Dane na temat inflacji w Kanadzie są mocno uspokajające. Po majowym wyskoku to 3,6% w czerwcu zgodnie z oczekiwaniami mieliśmy spadek. Był on jednak istotniejszy niż oczekiwano i ceny rosną o 3,1%. Patrząc jednak na punkt odniesienia w czerwcu zeszłego roku, mieliśmy wzrost o 0,7%, w maju była deflacja. Nie należy zatem przeceniać tego spadku. Dolar kanadyjski przyjął te dane zresztą dość neutralnie. Warto też zwrócić uwagę, że były one publikowane 6h przed konferencją FED i wtedy to na to czekali inwestorzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – PKB,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polski Ład: zmiany opodatkowania nieruchomości spowodują wzrost cen najmu

Zmiany zasad opodatkowania nieruchomości doprowadzą do wzrostu czynszu za wynajmowane mieszkania. Uderzą również w przedsiębiorców, którzy rejestrują swoje biura czy gabinety w lokalach mieszkalnych.

– Zmian, które zaproponowano w rządowym Polskim Ładzie jest bardzo dużo, projekt wraz z uzasadnieniem to niemal 500 stron tekstu, a na konsultacje i zgłaszanie uwag przewidziano niestety tylko dwa tygodnie i to w środku sezonu urlopowego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Turska-Tomczykowska, Partner Zarządzający w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Do zmian najważniejszych dla inwestorów prywatnych należy zaliczyć zwłaszcza propozycje dotyczące zasad opodatkowania nieruchomości.

Jak to działa obecnie? Dzisiaj to podatnik decyduje jak chce opodatkować dochód z najmu. W przypadku najmu prywatnego podatnik ma dwie opcje do wyboru, Po pierwsze, może skorzystać z ryczałtu. W takiej sytuacji płaci 8,5% od przychodu do 100 tys. zł i 12,5 % powyżej tej kwoty. Po drugie, może opodatkować najem z dochodu na zasadach ogólnych. W takiej sytuacji podatnik ustala przychód jaki osiąga i odejmuje od niego koszty związane z danym lokalem. Od tak uzyskanego dochodu płaci podatek w według skali, czyli 17 lub 32%.

W przypadku najmu lokali mieszkalnych prowadzonego w ramach działalności gospodarczej również możemy skorzystać z ryczałtu lub z opodatkowania dochodu według skali lub z opodatkowania dochodu stawką liniową w wysokości 19%. Koszty uzyskania przychodu związane z lokalem mieszkalnym to w głównej mierze opłaty za media, koszt wyposażenia, czynsz i amortyzacja nieruchomości. Podstawą obliczenia wysokości odpisów amortyzacyjnych jest wartość początkowa nieruchomości przy czym odpis amortyzacyjny może wynieść maksymalnie 10% wartości nieruchomości w skali roku.

Po wejściu w życie proponowanych zmian, osoby wynajmujące mieszkania prywatnie nie będą mogły rozliczać dochodów z tego tytułu w oparciu o skalę podatkową. Będą mogły korzystać wyłącznie z ryczałtu, przy czym stawki pozostaną bez zmian.

Jednocześnie zarówno osoby wynajmujące mieszkania prywatnie jak i w ramach działalności gospodarczej nie będą mogły ich amortyzować.

– Projektowane zmiany z pewnością wpłyną na ceny najmu nieruchomości – komentuje A.Turska-Tomczykowska, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Uderzą również w przedsiębiorców, którzy rejestrują swoje biura czy gabinety w lokalach mieszkalnych.

Bain & Company: Konsumenci są gotowi płacić 5-10 proc. więcej za produkty przyjazne środowisku

Rosnąca świadomość ekologiczna i społeczna sprawia, że konsumenci są gotowi płacić więcej za towary pierwszej potrzeby wyprodukowane w sposób zrównoważony. Jak wynika z raportu międzynarodowej firmy doradczej Bain & Company, klienci są zazwyczaj w stanie zaakceptować wzrost ceny o około 5-10%.  

Badania zachowań konsumenckich pokazują, że ponad 3/4 klientów, zwłaszcza z pokolenia milenialsów i młodszych, jest głęboko przekonana, że przedsiębiorstwa powinny mieć pozytywny wpływ na środowisko. Niemal tyle samo osób zaczyna zwracać uwagę na to, czy żywność i inne towary pierwszej potrzeby, które znajdują się w ich koszyku zakupowym, nie szkodzą środowisku naturalnemu.

To bardzo ważna informacja dla producentów żywności i innych dóbr konsumpcyjnych. Oznacza, że klienci są w stanie zapłacić więcej za produkty, które spełniają ich wymagania środowiskowe, choć zazwyczaj nie więcej niż 5-10% – powiedział Jakub Ronduda, Starszy Menedżer Bain & Company.

Do tej pory klienci zwracali głównie uwagą na cenę i funkcjonalność produktów pierwszej potrzeby. Wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom producenci i sieci handlowe starały się obniżać ceny i poprawiać jakość. Zmieniające się preferencje zakupowe sprawiają, że producenci zaczynają zmieniać swoje podejście. Aby oferować zrównoważone produkty, muszą zwiększyć kontrolę nad całym łańcuchem dostaw, co oznacza zacieśnienie współpracy z dostawcami półproduktów i opakowań, a także z rolnikami i hodowcami.

Dziś kluczowym wyzwaniem jest to, jak ułożyć sobie współpracę w całym łańcuchu dostaw, by dostarczyć produkt bardziej przyjazny środowisku za cenę akceptowalną przez konsumenta – dodał Jakub Ronduda.

Producenci żywności i napojów zacieśniają więc współpracę z wytwórcami opakowań, by poszukiwać rozwiązań ograniczających generowanie odpadów. Na przykład światowy koncern Coca-Cola wspólnie ze swoim dostawcą opakowań i firmą zajmującą się recyclingiem plastiku stworzył butelkę, która w 25% wykonana jest z odpadów plastiku zebranych z wód oceanów.

Innym przykładem wyjścia naprzeciw oczekiwaniom klientów jest sektor browarniczy, gdzie producenci piwa przejmują kontrolę na uprawami chmielu, bezpośrednio lub poprzez zawarte kontrakty, by zapewnić sobie dostęp do wysokiej jakości tego kluczowego składnika do produkcji piwa.

Eksperci Bain & Company podkreślają, że choć część producentów dóbr konsumenckich jest w stanie wdrażać zasady zrównoważonego rozwoju samodzielnie, w wielu przypadkach realizacja strategii ESG (Environmental, Social and Governance) wymaga współpracy i koordynacji działań na poziomie całych sektorów. Przykładem może być Sojusz na Rzecz Eliminacji Odpadów Plastikowych (Alliance to End Plastic Waste). Zrzesza on producentów dóbr konsumpcyjnych, firmy chemiczne, energetyczne i technologiczne, aby wspólnie walczyć z zanieczyszczeniem środowiska plastikiem.

Wprowadzanie głębszych zmian w dużych przedsiębiorstwach jest niezwykle trudne, zwłaszcza jeśli dotyczy to kwestii zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności społecznej – powiedział Jakub Ronduda. – Jak wynika z naszych badań, przeprowadzonych jeszcze przez wybuchem pandemii, tylko niewielki procent takich projektów przynosił w pełni zamierzony efekt, a niemal połowa z nich zakończyła się niepowodzeniem. Tym bardziej ścisła współpraca w całym łańcuchu dostaw staje się tak bardzo istotna.

Pańska prośba gorsza niż groźba – szczepienia pracowników a powrót do biur

  • Pod koniec maja Stowarzyszenie Stop Nieuczciwym Pracodawcom informowało, że zdecydowana większość zgłoszeń (90 proc.), jakie w tamtym miesiącu trafiały do organizacji, dotyczyła szczepień przeciw COVID-19.
  • W wielu organizacjach coraz mocniej uwidacznia się problem związany z podzieleniem się pracowników na tych zaszczepionych i na tych, którzy w ogóle tego nie planują.
  • Dane dotyczące zdrowia pracownika, za wyjątkiem badań okresowych i wstępnych, objęte są tajemnicą lekarską, a szczepienia na COVID-19 nie są obowiązkowe. Co za tym idzie, pracodawca nie może przymuszać pracownika do zaszczepienia się.
  • Jak zatem radzić sobie z sytuacją, w której zaszczepieni pracownicy obawiają się ryzyka, na jakie narażają ich niezaszczepieni koledzy?

Z moich obserwacji wynika, że w tematach około szczepionkowych liderzy “wykładają się” na nieścisłości i braku wytrwałości w komunikacji. Pracownicy, aby przyjąć w pełni argumentację lidera czy dostosować się do jego wytycznych, muszą mieć poczucie, że przełożony jest konsekwentny i jego argumenty są dobrze przemyślane. Wybaczą liderowi, że czegoś nie wie, ale nie umknie im jego brak spójności. Jeśli firma informuje, że nie będzie wpuszczać do biura osób niezaszczepionych, a jednocześnie pojawiają się w nim dwie takie osoby z argumentem, że np. są sprzedawcami i mają właśnie w biurze umówione spotkanie stacjonarne, to jest to prosta droga do kryzysu i wewnątrzfirmowych konfliktów komentuje Róża Szafranek, CEO HR Hints.

Konsekwencja i zbiorowa odpowiedzialność

Ekspertka radzi, by naprawdę dobrze przygotować się do wprowadzania wytycznych dotyczących tego, kto może pojawiać się biurze, ponieważ przepisy prawa nie sprzyjają w tym zakresie pracodawcom.

Rekomenduję liderom, z którymi pracuję, budowanie spójnego przekazu o wspólnej odpowiedzialność społecznej i nią argumentowanie swoich decyzji, np. o tym, że w biurze mogą pojawiać się tylko osoby zaszczepione. Natomiast prawda jest taka, że od strony prawa pracy żadna firma nie ma możliwości weryfikowania szczepień dodaje Szafranek.

Sprawa jeszcze bardziej komplikuje się w tych organizacjach, gdzie większość osób zatrudniona jest nie na podstawie umowy o pracę, lecz w formie B2B. Tak jest na przykład w środowisku startupowym, gdzie zdecydowana większość pracowników nie ma stosunku pracy. – W relacji cywilnej pracodawca zupełnie nie ma pola, by sprawdzić, czy dana osoba jest zaszczepiona, bo w gruncie rzeczy jest to jej prywatna sprawa. Natomiast nawet w stosunku pracy interpretacja kodeksu jasno mówi, że pracodawca nie może nawet poprosić pracownika o pokazanie zaświadczenia o szczepieniu. To jest trochę taka sytuacja, jak z mierzeniem temperatury na początku pandemii – jako pracodawca możesz skorzystać z dobrej woli pracownika, ale nie możesz go zmusić, żeby przyłożył termometr do czoła, kiedy chce wejść do biurakomentuje Róża Szafranek.

LIMITY – uniwersalne remedium?

Jak przyznaje CEO HR Hints, póki co większość pracodawców w ogóle nie przykłada wagi do tego problemu, a aby uspokajać nastroje wewnątrz swoich organizacji, ustala limity liczbowe osób mogących przebywać w biurze jednocześnie. Wychodzą oni z założenia, że skoro fakt szczepień jest nieweryfikowalny, należy go marginalizować. Natomiast ta część, która decyduje się pójść drogą komunikowania istoty odpowiedzialności społecznej i podkreśla, że ważne jest dla nich, by pracownicy się szczepili, radzi sobie z tym różnie. – Tu raz jeszcze pragnę podkreślić, jak ważna jest spójność i konsekwencja w przekazie. Jeśli prosimy, żeby przychodziły do biura osoby tylko zaszczepione, to absolutnie nie róbmy od tego wyjątków. Pracodawca może nie wiedzieć, kto się zaszczepił, ale pracownicy zwykle mają o sobie nawzajem takie informacje i sami są w stanie pomóc w zweryfikowaniu takich osób. Natomiast jeśli zespół wie i komunikuje, że dana osoba nie powinna być w biurze, a mimo to dostaje ona od przełożonego dyspensę argumentowaną wyższą koniecznością – szybko wprowadzi to podział na “równych i równiejszych” i stworzy dodatkowe problemy personalne – wyjaśnia Szafranek.

Ekspertka wspomina o bardzo miękkim aspekcie zarządzania zasobami ludzkimi, który się tu uwidacznia. – To, ile mamy przestrzeni w firmie, żeby mówić o poglądach to w ogóle temat wart zdefiniowania i wpisania w DNA danej organizacji. W młodych spółkach technologicznych, z którymi najczęściej współpracuję, widać, że to raczej środowisko proszczepionkowe, pełne osób głośno mówiących, że należy się szczepić. Mówią o tym też i liderzy – na firmowych spotkaniach czy w rozmowach 1:1. Zawsze zachęcam liderów, żeby powiedzieli o tym wprost. Tymczasem większość founderów, managerów czy liderów chce pozostać neutralnymi i bezstronnymi w oficjalnej komunikacji.

Czwarta fala a zarządzanie pracą

Wiele wskazuje na to, że jesienią czekają nas kolejne obostrzenia. Nikt nie zakłada, że będą one tak restrykcyjne jak przy trzeciej fali, niemniej dla firm mogą okazać się równie problematyczne. – Obserwujemy masowe powracanie do biur – zależy na tym i pracodawcom i pracownikom. Czwarta fala, jeśli nas czeka, nastąpi w momencie, gdy odsetek zaszczepionych dwoma dawkami pracowników będzie już całkiem wysoki. Z jednej strony będą oni czuć się bezpieczniej, z drugiej niechęć do niepotrzebnego narażania się poprzez kontakty zawodowe z nieszczepionymi współpracownikami może pogłębiać podziały – komentuje Róża Szafranek.

Ekspertka dodaje, że liczba organizacji, które w ostatnich tygodniach zgłaszają się do niej z prośbą o pomoc w zaplanowaniu komunikacji wzrasta. – Nasz model biznesowy zakłada, że pomagamy liderom i firmom kiedy realnie tego potrzebują. HR w subskrypcji – bo tak nazywamy to jak działamy – polega na rozwiązywaniu danego problemu, w określonych ramach czasowych, nie tylko wśród firm, które nie mają u siebie HR– owca, ale także u tych, którzy nie wiedzą, jak poradzić sobie z danym tematem, np. komunikowania szczepień. Przecież nigdy wcześniej nie były w takiej sytuacji, a ręce wiążą im przepisy kodeksu pracy – wyjaśnia Szafranek.

Obecnie niezwykle istotna staje się rola prawdziwego, szczerego przywództwa. – W sytuacji, w której szef czy lider nie mogą wyegzekwować od pracowników szczepień albo nieprzychodzenia do biura, pozostaje im tylko zdać się na własny autorytet i szacunek, jakim darzą go współpracownicy. Jeśli dany manager zapracował w przeszłości na zaufanie, jest poważany i po prostu lubiany, to jego prośba do nieszczepiących się pracowników, by zostali w domach, przyniesie lepsze rezultaty, niż jakiekolwiek ustawy czy paragrafy – dodaje Szafranek.

Zakupy online stają się dla polskiego konsumenta czymś naturalnym

W Internecie Polacy jako pierwsze zaczęli kupować produkty związane z elektroniką i AGD. To właśnie sklepy z taką ofertą rozwijały się najbardziej dynamicznie wiele lat temu, dlatego to one zapoczątkowały rozwój rynku e-commerce w Polsce. Kategorie produktów należące do AGD dużego i małego, elektroniki oraz telefonii są najczęstszym wyborem zakupów Polaków w sklepach online. Kolejną kategorią, którą chętnie kupujemy w Internecie, jest moda – ubrania oraz obuwie. Wybuch pandemii przyczynił się do tego, że w ostatnim roku zakupy produktów z tej kategorii były częstsze  w sklepach online. Penetracja, czyli liczba osób, które sięgają po tę kategorię i kupują ją online, jest wysoka – ale w porównaniu do penetracji na innych, bardziej rozwiniętych rynkach, wciąż widać potencjał do wzrostu.

– Należy pamiętać, że istnieje wiele czynników wpływających na to, czy konsument zdecyduje się na zakupy online, czy też nie – powiedziała serwisowi eNewsroom Małgorzata Głos, partner w firmie Zymetria. – Aż 60% osób deklaruje, że zakupy online są dla nich przyjemnością, a nieznacznie mniej osób, bo 57%, określa się jako osoby kompetentne w wyszukiwaniu najbardziej atrakcyjnych ofert cenowych. Są to osoby świetnie orientujące się w przestrzeni zakupów internetowych – porównywanie ofert online wymaga więcej zaangażowania oraz więcej wiedzy dotyczącej miejsca i czasu występowania najlepszych ofert. Najwięcej podczas pandemii zyskały w Internecie kategorie spożywcze, kosmetyczne oraz chemiczne. Konsumenci zdecydowanie częściej sięgali po te kategorie w porównaniu do sytuacji sprzed dwóch lat. Pojawiają się nowe sklepy oferujące sprzedaż online produktów spożywczych, wprowadzane są nowe sposoby dostawy oraz płatności – co powoduje, że proces zakupowy staje się zdecydowanie prostszy. Aż 4 na7 osób mówi, że przyzwyczaiło się do kupowania różnych kategorii produktów online. Z czasem zakupy online stają się dla polskiego konsumenta czymś naturalnym. Jeszcze nie we wszystkich kategoriach, ale coraz częściej i w większych ilościach zakupy Polaków przenoszą się do Internetu – ocenia Głos.

Rynek najmu instytucjonalnego w Europie Środkowo-Wschodniej dynamicznie rośnie, szczególnie w Czechach i Polsce

Wolumen transakcji mieszkaniowych w Europie Środkowo-Wschodniej był dość ograniczony i w ciągu ostatnich 5 lat wynosił średnio rocznie nieco ponad 200 mln euro. Według raportu pt. „The Private Rental Sector: Has it found a home in CEE?” opublikowanego przez Colliers we współpracy z Greenberg Traurig i Kinstellar  w całym regionie zapowiadana jest większa liczba inwestycji budowanych pod wynajem (PRS/BTR), których realizacja ma nastąpić w ciągu najbliższych kilku lat. Pod względem istniejących zasobów  przodują Czechy, za nimi plasuje się Polska, a w dalszej kolejności pozostałe kraje.

Czynniki wpływające na rozwój rynku wynajmu prywatnego

Kevin Turpin, Dyrektor ds. badań na region Europy Środkowo-Wschodniej
Kevin Turpin, Dyrektor ds. badań na region Europy Środkowo-Wschodniej

— W wielu krajach rozwija się rozdrobniony rynek wynajmu, ponieważ osoby prywatne inwestują w nieruchomości mieszkalne dla własnych celów inwestycyjnych. Dzieje się tak głównie dlatego, że konta oszczędnościowe nie przynoszą znaczących zysków, a koszty kredytu hipotecznego są na większości rynków rekordowo niskie. Wiele z tych lokali mieszkalnych jest wynajmowanych, a ponieważ ceny sprzedaży za metr kwadratowy rosną z roku na rok, to ich wartość wzrasta. Brak nowej podaży na wielu rynkach również winduje ceny i sprawia, że marzenie o posiadaniu własnego „M” dla wielu wydaje się niemożliwe do zrealizowania. Częściowo z tych właśnie powodów sektor najmu instytucjonalnego i zainteresowanie inwestorów również rosną —powiedział Kevin Turpin, Dyrektor ds. badań na region Europy Środkowo-Wschodniej. 

Przeludnione mieszkania

W 2019 r. najwyższe wskaźniki przeludnienia (w oparciu o dostępność pokoi na osobę i średnią wielkość gospodarstwa domowego) odnotowano w Rumunii (45,8%), na Łotwie (42,2%) i w Bułgarii (41,1%), a najniższe na Cyprze (2,2%). Z danych wynika, że większość gospodarstw domowych w Europie Środkowej jest bardziej przeludniona niż średnia w UE. Długoterminowy trend europejski wskazuje na stopniowy spadek przeludnienia, dlatego jeśli założymy, że tendencja ta się utrzyma, a rynki Europy Środkowo-Wschodniej będą nadal dążyć do konwergencji, będzie to w pewien sposób potwierdzeniem istnienia luki w podaży i konieczności zwiększenia liczby mieszkań. Przewidujemy, że z tej podaży istotną część będą stanowić nieruchomości pod wynajem, przy założeniu zmiany strategii przez większą liczbę deweloperów i inwestorów, co zaczyna się  już dziać w Polsce i w Czechach.

Podaż i projekty w trakcie realizacji

W ciągu ostatnich 5 lat w Europie Środkowo-Wschodniej ceny sprzedaży mieszkań gwałtownie rosły, co było częściowo spowodowane brakiem podaży, względną łatwością zaciągania kredytów i niskimi kosztami obsługi oraz zainteresowaniem inwestycjami w nieruchomości w celu

uzyskania wyższej stopy zwrotu ze swoich oszczędności niż bankowa. W grę wchodzą również inne czynniki, takie jak brak odpowiednich działek i rosnące ich ceny, przeciągające się i niepewne procesy uzyskiwania pozwoleń oraz niedobór i wzrost kosztów materiałów budowlanych i pracowników. Według danych Eurostatu koszt budowy nowych mieszkań w UE wzrósł o 15% w okresie od 2010 do 2019 roku. Wśród państw członkowskich Europy Środkowo-Wschodniej największy wzrost odnotowano na Węgrzech (+47%) i w Rumunii (+46%). Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, wielu deweloperów w regionie nie rezygnuje z modelu „build-to-sell”, tzn. budowania na sprzedaż dla klienta indywidualnego. Jeśli zaś chodzi o istniejące zasoby całych kompleksów obiektów z lokalami na wynajem, będących własnością deweloperów/inwestorów – tzw. najmu instytucjonalnego, dość daleko w czołówce znajdują się Czechy z ok. 57 000 lokali, a następnie Polska z ok. 4 500 lokalami.

— Obiekty najmu instytucjonalnego jako klasa aktywów są stosunkowo nowym zjawiskiem w Europie Środkowo-Wschodniej i z pewnością jest ich coraz mniej w miarę oddalania się na wschód. Częściowo jest to podyktowane względami historycznymi: wskaźnik własności lokalu mieszkalnego był zawsze bardzo wysoki w Europie Środkowo-Wschodniej i odzwierciedlał mentalność nakazującą posiadanie własnego mieszkania czy domu. Obecnie nie jest to regułą.  W związku ze zmianami demograficznymi i stale rosnącymi cenami nieruchomości w zatłoczonych obszarach, gdzie możliwości inwestycyjne są coraz mniejsze, a wiele osób jest wykluczonych z rynku zakupu mieszkań czy domów, spodziewamy się, że ta klasa aktywów zyska na popularności w Europie Środkowo-Wschodniej — powiedział Victor Constantinescu, Partner Zarządzający, Współkierownik Działu Nieruchomości w firmie Kinstellar w Bukareszcie.

W całym regionie widoczna jest również większa liczba inwestycji w obszarze nieruchomości budowanych pod wynajem (BTR/PRS), których realizacja ma nastąpić w ciągu najbliższych kilku lat. Śledząc działalność w sektorze Living/PRS, widać wyraźnie, że wszystkie rynki w Europie Środkowo-Wschodniej znajdują się na stosunkowo wczesnym etapie rozwoju, ale rozwijają się też w różnym tempie. Z pewnością w Polsce i Czechach obserwujemy szybszy trend wzrostowy.

Warunki najmu

Na większości rynków powszechny jest podział najmu na długo- i krótkoterminowy, przy czym krótkoterminowy definiowany jest zazwyczaj jako krótszy niż 3 miesiące, ale może wynosić do 6 miesięcy. Z kolei najem długoterminowy zazwyczaj oznacza umowę obowiązującą 1 rok lub dłużej, co jest oczywiście znacznie krótszym okresem niż standardowe 5+ letnie umowy najmu spotykane w sektorze komercyjnym. W sektorze najmu instytucjonalnego (PRS) najbardziej powszechne są umowy najmu na okres jednego roku, a po ich zakończeniu najemcy albo składają wypowiedzenie i wyprowadzają się, albo przedłużają umowę na kolejny rok.

— W krajach Europy Środkowo-Wschodniej, których dotyczy niniejszy raport, nie było regulacji ograniczających umowy najmu pomiędzy podmiotami prywatnymi i w momencie tworzenia tego raportu nie są znane żadne plany ich wprowadzenia. Dlatego też na koniec każdego roku lub okresu najmu wynajmujący mają prawo do zmiany wysokości czynszu, ponieważ w standardowej jednorocznej umowie najmu nie stosuje się indeksacji. Może to oczywiście czasami prowadzić do skokowych wzrostów czynszów w zależności od warunków rynkowych w danym czasie — powiedziała Agata Jurek-Zbrojska, Partner w zespole nieruchomości warszawskiego biura Greenberg Traurig.

Rynek inwestycyjny – wolumen transakcji mieszkaniowych

Wolumen transakcji mieszkaniowych w Europie Środkowo-Wschodniej był raczej ograniczony i wynosił średnio rocznie nieco ponad 200 mln euro w ciągu ostatnich 5 lat (w przeciwieństwie do wolumenu transakcji w regionie EMEA, który w 2019 i 2020 r. wyniósł ponad 60 mld euro).

— Ma to wiele wspólnego z brakiem istniejącego produktu na rynku,  a nie  z brakiem apetytu ze strony inwestorów. W kilku przypadkach, które obserwowaliśmy i w których doradzaliśmy, w Europie Środkowo-Wschodniej, inwestorzy weszli na rynek poprzez przejęcie dewelopera mieszkaniowego lub utworzenie spółki joint venture w celu zabezpieczenia odpowiednio dużego portfela gruntów oraz w konsekwencji projektów typu PRS, które na tych gruntach mogą powstać — wyjaśniła Dorota Wysokińska-Kuzdra, Senior Partner w Colliers, Dyrektor działu Corporate Finance w Europie Środkowo-Wschodniej.

Stopy zwrotu

Szacujemy, że stopy zwrotu z inwestycji w sektorze PRS, w zależności od lokalizacji, będą kształtować się w przedziale 3,5-4,0% w Czechach i 5,0-5,5% w Polsce.

Apel Polskiej Rady Biznesu o zablokowanie uchwalenia ustawy Anty-TVN (lexTVN)

Zdominowana przez posłów PiS sejmowa komisja kultury i środków przekazu poparła projekt zmian w ustawie o radiofonii i telewizji nazywany powszechnie „Anty-TVN”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że z dużą gorliwością realizowany jest scenariusz żywcem wzięty z „Folwarku zwierzęcego” Orwella.

Zapisy „ustawy Anty-TVN” wymierzone są w jeden konkretny podmiot – nie podpada pod nie żadna inna firma działająca na polskim rynku. TVN to stacja telewizyjna, która od lat pozostaje obiektem ataków ze strony działaczy PiS – insynuacji, teorii spiskowych, a nawet otwartego bojkotu. Po werbalnej nagonce nadeszła teraz realna groźba odebrania koncesji. W tym momencie nie chodzi już jedynie o paranoję i małostkowość polityków. Partia rządząca demokratycznym krajem postanowiła wykorzystać procedury legislacyjne do eliminacji niewygodnego przeciwnika, który nie boi się krytykować władzy i patrzeć jej na ręce. Telewizji informacyjnej, która jest jednym najchętniej oglądanych w Polsce kanałów i stanowi  przeciwwagę dla TVP, która zarzuciła misję telewizji publicznej i stała się tubą propagandową jednej partii. Twórcy „Anty-TVN” zmierzają do odebrania Polakom jednego z najważniejszych osiągnięć walki opozycji demokratycznej z aparatem PRL – wolnych i niezależnych mediów. Cel ich operacji jest jasny: chodzi o ograniczenie niekontrolowanych przez władzę obiegów informacji.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, zwlekając od 17 miesięcy z przedłużeniem wygasającej we wrześniu koncesji TVN24, działa bardziej jak dawny Główny Urząd Kontroli Prasy niż praworządna instytucja. Odmowa przedłużenia koncesji nie ma żadnej podstawy prawnej.
Działaniom KRRiT towarzyszy groźba faktycznego wywłaszczenia obecnych właścicieli TVN. Obecna ustawa i jej jednoznaczny przepis art. 35 ust. 3 dopuszczają udział kapitałowy podmiotu spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego, taki właśnie jaki ma Grupa Discovery w strukturze własnościowej telewizji TVN. Przepis ten został wprowadzony do polskiego prawa w dniu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Próba anulowania tego przepisu za pomocą „ustawy Anty-TVN” to uderzenie w porządek demokratyczny obowiązujący we wspólnocie państw europejskich. Uchwalenie projektu PiS cofnie nas w kierunku mrocznej przeszłości jedynie słusznej linii partyjnej i poważnie nadszarpnie nasze relacje z kluczowymi sojusznikami – nie tylko za oceanem, lecz także w Europie.

Przewidywane konsekwencje to zarówno klęska wizerunkowa, jak i utrata zaufania w relacjach gospodarczych, a tym samym kolejny spadek polskich i zagranicznych inwestycji prywatnych. Jaką pewność będą mieli zagraniczni inwestorzy, że władza w razie konfliktu nie wprowadzi przepisów de facto delegalizujących ich działalność na terenie naszego kraju? Czym przekonają ich polscy przedsiębiorcy szukający możliwości współpracy? A może oni sami powinni się bać, że mogą zostać ustawowo wywłaszczeni? Czy tak właśnie ma wyglądać Polski Ład?

Twórcy projektu „ustawy Anty-TVN” w ferworze walki politycznej najwyraźniej nie zadali sobie pytań o społeczne i gospodarcze konsekwencje swojej inicjatywy. Apelujemy jednak do wszystkich decydentów zdolnych do takiej refleksji, aby natychmiast podjęli działania zmierzające do zablokowania realizacji tego skandalicznego projektu.

Branża leasingowa szybko odrabia straty

  • W I połowie 2021 r. branża leasingowa udzieliła łącznego finansowania o wartości 40,5 mld zł, przy dynamice rynku na poziomie 36,2% (r/r).
  • Pod koniec tego roku, sektor leasingowy może osiągnąć wartość zbliżoną do wartości sprzed spowolnienia. Prognoza ZPL wskazuje na 20,2% wzrost na koniec 2021r.

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w I połowie 2021r. firmy leasingowe udzieliły łącznego finansowania o wartości 40,5 mld zł, przy dynamice rynku na poziomie 36,2% r/r. To pierwszy tak dobry wynik sektora leasingowego od końca 2018r., kiedy wartość rynku przekroczyła pułap 82,6 mld zł. Patrząc historycznie przez kolejne dwa lata (2019 i 2020) sektor leasingowy notował ujemne dynamiki, które zostały przełamane w tym roku. ZPL_BADANIE KONIUNKTURY_H1_2021 ZPL_AKTYWA_H1_2021ZPL_NOWA PRODUKCJA_H1_2021

Jak zauważa Paweł Pach, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu: „Pierwsze sześć miesięcy tego roku pokazało, że przedsiębiorcy wrócili do inwestycji i realizowali je przy udziale leasingu. To dwie dobre wiadomości. Aktywność polskich firm, głównie z segmentu MŚP, w prosty sposób przekłada się na wyniki sektora leasingowego, a te są bardzo dobre. Równie wysokie są oczekiwania na kolejne miesiące roku. Według najnowszej prognozy ZPL, która mówi o 20,2 proc. wzroście na koniec 2021r., branża leasingowa ma szansę nadrobić dwa lata spowolnienia, jakie obserwowaliśmy na rynku leasingu w 2019 i 2020r. Dla leasingodawców był to czas wytężonej pracy związanej ze zmianą procesów, sposobu zawierania umów czy zmiany metod kontaktu z klientami. Każda prognoza jest dziś obarczona dużym ryzykiem, ze względu na zbliżającą się jesień i czwartą falę pandemii, jednak eksperci sektora leasingowego mają nadzieję na dobrą końcówkę roku”.

Struktura rynku leasingu, odbiorcy usług leasingowych

Firmy zrzeszone w Związku Polskiego Leasingu koncentrują się na obsłudze transakcji leasingowych, które wartościowo stanowią 86 proc. zawieranych umów. Najnowsze dane rynkowe pokazują, że wartość wszystkich kontraktów leasingowych podpisanych w pierwszej połowie tego roku wyniosła 34,8 mld zł. Rzadziej zawierane były umowy pożyczki, których wartość jest szacowana na poziomie 5,7 mld zł (dane ZPL po I połowie 2021r.).

Największą grupą odbiorców usług leasingowych pozostają mikro i małe firmy, czyli klienci o obrotach do 20 ml zł, którzy stanowią 73,8 %. Klienci mikro (tj. firmy o obrotach do 5 mln zł) mają 55 proc. udział w rynku, a  firmy o obrotach od 5 do 20 mln zł 18,9 proc. udział. Transakcje zawierane z firmami o największych o obrotach (powyżej 20 mln zł) stanowią 25,3%, podczas gdy umowy z klientami indywidualnymi są szacowane na 0,7 proc.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2021 roku, przy pomocy leasingu i pożyczki inwestycyjnej, przedsiębiorcy najczęściej finansowali pojazdy lekkie (mające 43,6 % w strukturze rynku leasingu) oraz maszyny i inne urządzenia (odpowiadające za 27,9%). Nieco rzadziej finansowali pojazdy ciężarowe powyżej 3,5t., ciągniki siodłowe, naczepy, przyczepy i autobusy (23,2 proc. udział w rynku).  Inne aktywa takie jak: sprzęt IT, samoloty, statki, tabor kolejowy i pozostałe pojazdy mają 4,5 proc. udział w rynku, podczas gdy nieruchomości zaledwie 0,7 proc. udział.

Trendy w grupach produktów

Pojazdy lekkie: Branża leasingowa w pierwszej połowie 2021 roku sfinansowała pojazdy lekkie o łącznej wartości 17,7 mld zł, co stanowiło wynik o 29 proc. wyższy niż rok wcześniej. Oba typy pojazdów tj. pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 t., odnotowały wysokie dynamiki (odpowiednio 31,1% r/r i 18,4% r/r).

„Finansowanie pojazdów lekkich przy udziale leasingu, w kolejnych miesiącach roku może jeszcze wzrosnąć. Coraz większa liczba klientów będzie zwracać się w stronę finansowania zeroemisyjnych samochodów. W ostatnim czasie, na europejskich rynkach było widać to zainteresowanie. Znaczący wpływ na nie mają m.in. krajowe programy dotacji, które ponownie startują także i w Polsce. Program „Mój elektryk”, który jako branża mieliśmy okazję konsultować, będzie miał kolejną odsłonę. Bardzo cieszymy się, że tym razem program dopuszcza dopłaty do rat leasingu. Prawdą jest, że większość nowych samochodów w Polsce kupują przedsiębiorcy, którzy posiłkują się leasingiem. Uważamy, że rządowe dotacje do leasingu samochodów na prąd mogą szybko powiększyć flotę takich pojazdów na polskich drogach” – mówi Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu.

Jak dodaje Julia Patorska, ekspertka Zespołu Analiz Ekonomicznych, Partner Associate,  Deloitte Advisory: Branża leasingowa, szczególnie firmy dysponujące znaczną flotą pojazdów lekkich, powinny również śledzić ostatnie działania regulacyjne Komisji Europejskiej. Nowy pakiet zmian regulacyjnych „Fit for 55” postuluje m.in. redukcję o 55% emisyjności nowych aut do 2030 r. i całkowitą zeroemisyjność nowych aut od 2035 r.”

Maszyny i inne urządzenia

Sektor finansowania maszyn w ubiegłym roku w najmniejszym stopniu odczuł skutki recesji. W I połowie 2021r. recesja nie była już widoczna w wynikach sektora leasingowego, który w segmencie finansowania maszyn zanotował 21,8 proc. wzrost r/r, dzięki transakcjom o łącznej wartości 11,3 mld zł. W analizowanym czasie wszystkie segmenty rynku maszyn odnotowały dodatnie dynamiki w 2021r.: maszyny rolnicze (14,7% r/r), sprzęt budowlany (37,5% r/r), maszyny do produkcji tworzyw sztucznych i obróbki metali (35,7% r/r), sprzęt medyczny (20,8% r/r), maszyny dla przemysłu spożywczego (19,1% r/r) czy maszyny poligraficzne (57,1% r/r).

Pojazdy ciężarowe

Ubiegłoroczny kryzys w największym stopniu obniżył wolumen finansowania pojazdów ciężarowych, dzięki czemu odbicie w tym segmencie rynku jest najbardziej znaczące. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2021 roku leasingodawcy podpisali kontrakty o łącznej wartości 9,4 mld zł, wobec 4,9 mld w roku ubiegłym. Za 91 proc. wzrost w tym segmencie rynku w br. odpowiadały w równym stopniu transakcje dotyczące ciągników siodłowych (117 proc. dynamika r/r), naczep i przyczep (105,9 proc. dynamika r/r) jak i pojazdów o masie powyżej 3,5 tony (59,7 proc. wzrost r/r).  Gorsze wyniki branża zanotowała jedynie w obszarze finansowania autobusów.

Zdaniem Juli Patorskiej, ekspertki Zespołu Analiz Ekonomicznych, Partner Associate,  Deloitte Advisory: „Wyniki branży leasingowej za I połowę 2021 r. odzwierciedlają ogólną sytuacje w gospodarce polskiej, gdzie na poziome makro widoczny jest ponowny wzrost i odbicie po spowolnieniu gospodarczym spowodowanym pandemią w 2020 r.  Na przykład, znaczny wzrost sfinansowanych pojazdów lekkich można powiązać ze wzrostem koniunktury konsumenckiej w Polsce. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) jest o 1,4 p. proc. lepszy niż ten z czerwca. Z miesiąca na miesiąc zanotowano również polepszenie oceny sytuacji finansowej gospodarstwa domowych i możliwości dokonywania zakupów poprzez konsumentów. Dalszy wzrost ufności klientów indywidualnych powinien pozytywnie sprzyjać segmentowi pojazdów lekkich. Wzrost leasingu maszyn i urządzeń oraz transportu ciężkiego można za to powiązać z polepszonym nastrojem przedsiębiorców m.in. w sektorach transportu i magazynowania, jak i w przetwórstwie przemysłowym. Ci przedsiębiorcy na koniec 2021 r. oczekują wzrostu zamówień jak i wzrostu poziomu inwestycji, w porównaniu do ubiegłego roku”.

Co firmy leasingowe mówią o kolejnych miesiącach roku?

Kwartalny odczyt badania koniunktury branży leasingowej, realizowany wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych zrzeszonych w ZPL pokazuje, że eksperci firm leasingowych oczekują wzrostu zatrudnienia w III kwartale 2021 roku oraz prognozują dalsze pogorszenie jakości portfela. Jednocześnie ankietowani spodziewają się dalszego wzrostu aktywności sprzedażowej w III kwartale 2021 roku, chociaż nie będzie ono już tak wyraźne, jak obserwowane w I półroczu 2021.

Firmy leasingowe spodziewają się wyższego poziomu finansowania dla wszystkich badanych grup środków trwałych. Wyraźne wzrosty finansowania oczekiwane są dla maszyn i IT. Trochę słabsze, ale wciąż wyraźnie pozytywne perspektywy rysują się dla finansowania pojazdów lekkich, środków transportu ciężkiego i nieruchomości.

Jak wygląda prognoza ZPL na koniec 2021r.?

Prognoza ZPL pokazuje, że w 2021 roku rynek leasingu odrobi straty poniesione w ciągu dwóch ostatnich lat. Dynamika branży leasingowej w 2021 r. na poziomie 20,2% będzie zgodna z prognozowanym wzrostem inwestycji prywatnych i scenariuszem rozwoju gospodarczego w Polsce. Do końca 2021 roku branża leasingowa możne udzielić łącznego finansowania o wartości przekraczającej 84,3 mld zł. Tym samym rynek leasingu w 2021r. może przekroczyć wartości osiągnięte w 2018r.

W Polsce nadciąga kolejna fala restrukturyzacji. To będzie rekordowy rok

W opinii ekspertów Kancelarii FKK i firmy PMR Restrukturyzacje, w całym 2021 roku możemy spodziewać się w Polsce od około 1600 do nawet 3000 rozpoczętych procesów restrukturyzacyjnych. Ich finalna liczba zależeć będzie od ewentualnej czwartej fali pandemii koronawirusa i wprowadzenia kolejnych obostrzeń dla przedsiębiorców. To, że ten rok będzie rekordowy jest już jednak pewne, bez względu na sytuację pandemiczną.

2021 rok będzie przełomowy pod względem rozpoczętych restrukturyzacji w Polsce. Według informacji Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, w czerwcu br. otwarto aż 266 nowych postępowań. To liczba dotąd niespotykana, bowiem przed 2020 r. miesięczna liczna otwartych procesów naprawczych oscylowała w granicach 30-40 restrukturyzacji miesięcznie. Tym samym w całym 2021 r. nad Wisłą otwarto już łącznie 1002 postępowania.

W opinii ekspertów do końca bieżącego roku fala nowych restrukturyzacji może tylko nieznacznie wyhamować, a przy negatywnych scenariuszach nawet się rozpędzić. – Przy założeniu, że w gospodarce nie pojawią się już żadne nowe obostrzenia, a handel, gastronomia czy branża hotelarska będą mogły normalnie funkcjonować, i tak możemy oczekiwać około 100 nowych postępowań miesięcznie. Oznacza to, że z końcem roku możemy mieć ponad 1600 nowych postępowań, co będzie oznaczało 100% wzrost w stosunku do roku ubiegłegomówi Aleksandra Pakuła, radca prawny w Kancelarii FKK. Dodaje przy tym, że w pierwszych miesiącach trzeciego kwartału br. liczba postępowań może być nawet wyższa niż w czerwcu 2021 r. Do 30 czerwca przedsiębiorcy byli bowiem zobowiązani sporządzić sprawozdania finansowe, które w najbardziej precyzyjny sposób pomogą określić, jak wygląda ich obecna kondycja finansowa.

Możliwe nawet 3000 restrukturyzacji

Niewątpliwie rekordowa liczba w czerwcu 2021 r. jest pokłosiem tego, że część przedsiębiorców już sporządziła sprawozdania i rzetelna analiza otrzymanych danych skłoniła wielu z nich do podjęcia decyzji o wdrożeniu działań restrukturyzacyjnych. Jednak duża część przedsiębiorców wyczekiwała z wykonaniem sprawozdania do końca czerwca, co oznacza, że za kilka tygodni możemy spodziewać się kolejnej fali wniosków podkreśla Aleksandra Pakuła.

Eksperci podkreślają, że w przypadku, gdy na jesień powrócą ograniczenia w działalności przedsiębiorstw, liczba procesów naprawczych może rosnąć jeszcze gwałtowniej niż dotychczas. – Poprzednie lockdowny pochłonęły dużą część rezerw finansowych, które zazwyczaj i tak były niewielkie. Kolejne obostrzenia spowodują, że sytuacja może stać się dramatyczna, a liczba otwartych postępowań może wzrosnąć nawet dwukrotnie – do 200-300 w każdym miesiącu. Może to oznaczać, że 2021 r. w czarnym scenariuszu zamkniemy z liczbą nawet 3000 nowych postępowańwylicza Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

Najmocniej restrukturyzują się rolnicy

Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, branżą (rozdzielaną według Polskiej Klasyfikacji Działalności) z największą liczbą restrukturyzacji jest obecnie uprawa rolna i uprawa zbóż, połączona z chowem i hodowlą zwierząt oraz chowem i hodowlą bydła mlecznego (192 postępowania). Na drugim miejscu z liczbą 55 otwartych restrukturyzacji znajduje się sektor transportowy.

Przyczyn trudnej sytuacji w branży rolnej można upatrywać w wielu czynnikach – część z nich związana jest z funkcjonowaniem rynku, a część wynika z problemów wywołanych koronawirusem, takich jak drastyczne zmniejszenie się popytu na produkty rolne, wynikające z ograniczenia działalności gastronomii, zerwane łańcuchy dostaw oraz niestabilność cen, zarówno na rynku polskim i europejskim. W rolnictwie problemy nasiliły również trudne warunki atmosferyczne – susze i obfite opady. Problemy branży transportowej, podobnie jak rolnej, są z kolei wynikiem niskiej marży ze sprzedaży usług, wzrostów cen paliwa, czasowego ograniczenia transportu, a także braku dostępności pojazdów oraz kierowców – tłumaczy Małgorzata Anisimowicz.

Wysoko w zestawieniu znaleźli się również przedsiębiorcy z szeroko rozumianej branży nieruchomości, zarówno w zakresie wynajmu, jak i budowy, a także sektor gastronomiczny. Eksperci Kancelarii FKK i PMR Restrukturyzacje wskazują, że szczególnie trudny okres ma za sobą branża hotelarska, która charakteryzuje się wysokim poziomem stałych kosztów, nawet w sytuacji zamknięcia obiektów. Wiele obiektów usiłuje teraz nadrobić stracone miesiące, ale niestety nie wszystkim udało się przetrwać do okresu zdjęcia obostrzeń.

Pomogły nowe przepisy

W następstwie wprowadzonych obostrzeń i częściowego zamknięcia gospodarki problemy płynnościowe dotknęły większość branż działających na polskim rynku. Wiele firm działa bowiem w systemie tzw. naczyń połączonych, który sprawia, że problemy jednego sektora bardzo szybko odbijają się na jego głównych dostawcach i podwykonawcach. Do nagłego wzrostu liczby restrukturyzacji przyczyniły się jednak głownie zmiany w prawie, a konkretnie wprowadzenie narzędzia tzw. uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, które pozwala przeprowadzić proces naprawczy w znacznie krótszym czasie i przy minimalnym udziale sądu. – To rozwiązanie cieszy się obecnie największą popularnością wśród przedsiębiorców. Firmy, które dotychczas kojarzyły restrukturyzację z bardzo długim, żmudnym i skomplikowanym procesem, wreszcie otrzymały narzędzie, które pozwala uzdrowić firmę znacznie szybciej, bo maksymalnie w ciągu czterech miesięcy. Przy odpowiednim wsparciu ze strony doświadczonych ekspertów, a także dzięki właściwemu przygotowaniu, proces naprawczy daje bardzo duże prawdopodobieństwo uratowania biznesu i przywrócenia firmy na właściwe tory. Przedsiębiorcy są tego coraz bardziej świadomi i cieszy fakt, że zamiast upadać, przybywa tych, którzy postanawiają zawalczyć o swój biznes, będący nierzadko dorobkiem całego życiapodsumowuje Aleksandra Pakuła.

PwC: Podsumowanie rynku IPO po II kwartale 2021 r.

Rekordowa aktywność IPO na europejskich giełdach od lat. Oferta Pepco Group w pierwszej dziesiątce pod względem wielkości w Europie.

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym półroczu 2021 r. wyniosła 44,6 mld euro – to wzrost o 39,2 mld euro, w porównaniu roku poprzedniego (5,4 mld euro). Odbyła się imponująca liczba 223 debiutów (w porównaniu do zaledwie 31 w pierwszym półroczu 2020 r.). Oferta Pepco Group na warszawskiej giełdzie znalazła się w pierwszej dziesiątce największych europejskich debiutów w drugim kwartale 2021 r.

Podsumowanie I półrocza 2021 r. na GPW w Warszawie

W pierwszym półroczu 2021 roku na giełdzie w Warszawie odnotowano 19 IPO wobec 5 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Łączna wartość przeprowadzonych ofert na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w pierwszych dwóch kwartałach (łącznie na rynku regulowanym oraz NewConnect) osiągnęła 5,9 mld PLN (1,3 mld euro), z czego aż 5,4 mld PLN (1,2 mld euro) przypadło na dwie transakcje – IPO Pepco Group oraz Huuuge Games.

„Zainteresowanie debiutem giełdowym wśród spółek i inwestorów osiągnęło poziom niespotykany od kilkunastu lat. Widać to nie tylko w realizowanych z powodzeniem transakcjach, ale i zapowiedziach kolejnych IPO – lista potencjalnych kandydatów nieprzerwanie rośnie na wszystkich większych rynkach w Europie, w tym również w Polsce. Z drugiej strony, duża liczba przygotowywanych i zapowiadanych debiutów spowodowała większy poziom selektywności i wrażliwości cenowej wśród inwestorów” – mówi Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Wśród 5 debiutów na rynku głównym w Warszawie, największym IPO w tym półroczu okazała się oferta Pepco Group o wartości 3,2 mld PLN (a uwzględniając opcję dodatkowego przydziału akcji – 3,7 mld PLN), która uplasowała się w czołówce pierwotnych ofert publicznych w pierwszym półroczu 2021 r. w Europie.

Na alternatywnym rynku NewConnect w minionym kwartale było natomiast 14 debiutów. Mimo, iż największą popularnością na NewConnect niezmiennie cieszą się spółki sektora technologii, przede wszystkim gamingowe, to największe IPO na NewConnect (o wartości 9,2 mln PLN) odnotowała spółka Stilo Energy z branży odnawialnych źródeł energii.

„Obecnie największe szanse na uruchomienie i zamknięcie z sukcesem IPO mają spółki, które przystępują do tego procesu dobrze przygotowane i gotowe na szybką realizację transakcji –  z uporządkowaną strukturą, informacjami finansowymi i procesami wewnętrznymi, oraz mogące się pochwalić unikatowym przekazem inwestycyjnym (equity story). Zarówno w Warszawie, jak i na pozostałych rynkach w Europie, harmonogram (pipeline) transakcji wciąż wygląda bardzo solidnie, a dynamika debiutów ma dużą szansę kontynuacji w drugiej połowie 2021 roku” – dodaje Bartosz Margol.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w II kwartale 2021 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, w pierwszej połowie 2021 r. łączna wartość IPO w Europie wyniosła 44,6 mld euro, co oznacza wzrost o 39,2 mld euro, w porównaniu z rokiem ubiegłym. Odnotowano 233 debiuty (wobec 31 w I półroczu 2020 r.).

W okresie od kwietnia do czerwca 2021 r.. miało miejsce 137 debiutów giełdowych o łącznej wartości 21.9 mld euro, przy czym jedynie 2 oferty przekroczyły próg 1 mld euro (tzw. megaoferty). Największym rynkiem pod względem wartości IPO w drugim kwartale 2021 r. została niemiecka Deutsche Börse z wartością przeprowadzonych ofert na poziomie 4,4 mld euro. Zaraz za nią za uplasował się Euronext Amsterdam (3,5 mld euro), a na miejscu kolejnym London Stock Exchange (3,1 mld euro).

„Drugi kwartał 2021 roku przyniósł rekordowe statystyki debiutów giełdowych w Europie. Dobra koniunktura na światowych rynkach akcji, mocne wskaźniki makroekonomiczne wspierane przez politykę monetarną, otwieranie gospodarek, i dodatkowo wzmocnione szeroką akcją szczepień – to czynniki, które uruchomiły bardzo dobre warunki do wysokiej aktywności w zakresie IPO w całej pierwszej połowie bieżącego roku” – mówi Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

W minionym kwartale największą wartość osiągnęła oferta przeprowadzona przez Allfunds Group plc. Reprezentująca sektor finansowy spółka, w ramach debiutu na Euronext Amsterdam, przeprowadziła ofertę o wartości 2,2 mld euro. Drugim pod względem wielkości IPO okazała się oferta Acciona Energia o wartości 1,3 mld euro. Na kolejnych miejscach, z wartościami oferty poniżej 1 mld euro, znalazły się Alphawave IP Group (London Stock Exchange, 995 mln euro), SUSE (Deutsche Börse, 975 mln euro) oraz About You Holding (Deutsche Börse, 842 mln euro).

“W dalszym ciągu zainteresowanie wzbudzają debiuty SPAC (special purpose acquisition company), skoncentrowane przede wszystkim na giełdach w Londynie, Paryżu, Amsterdamie, Frankfurcie i Sztokholmie. Natomiast wspólnym mianownikiem większości przeprowadzanych dziś IPO są kwestie ESG i zrównoważonego rozwoju, które wielu inwestorów stawia w centrum zainteresowania podejmując decyzje o zaangażowaniu w IPO” – dodaje Tomasz Konieczny.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I połowie roku od 2015 r.*

Aktywność na europejskim rynku IPO w I połowie roku od 2015
* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2015*

Aktywność na europejskim rynku IPO
* Daje obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch Europe

Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2020.

Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii i Szwajcarii) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 31 marca 2021 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Począwszy od raportu za II kwartał 2021 roku IPO Watch Europe obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch Europe zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku w Warszawie, niezależnie od ich wartości.